Rekordowe zainteresowanie sukcesją po pandemii koronawirusa

0

Przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie od wielu lat działa Sekcja ds. Sukcesji. Z inicjatywy p. Adama Stadnika oraz grupy prawników, ekspertów ekonomicznych w naszej instytucji prowadzone są warsztaty oraz spotkania informacyjne na temat tego dlaczego sukcesja jest ważna. Jak mówią przedstawiciele sekcji rekordowe zainteresowanie działalnością zrzeszenia miało miejsce w ostatnich tygodniach. – Przedsiębiorcy zrozumieli, że nie są nieśmiertelni, a pandemia niektórych bardzo zaskoczyła. Kiedyś na nasze wiadomości i telefony przedsiębiorcy reagowali raczej  sceptycznie mówiąc, że na sukcesję mają jeszcze czas. Ostatnio jest zupełnie inaczej – mówi Teresa Kuliberda-Wojtas, z Sekcji ds. Sukcesji, prowadząca projekt unijny Sukcesja w Firmach Rodzinnych (www.sukces-ja.pl/projekt-dofinansowany). Przedsiębiorcy zrozumieli, że sukcesja nie oznacza automatycznego „pożegnania z firmą”. Jak należy ją przeprowadzić, by była efektywna i korzystna?

  • Czas pandemii koronawirusa spowodował, że wielu przedsiębiorców myśli na temat sukcesji. Zaskakująca choroba przyniosła w przedsiębiorcach myśl, że trzeba aktywniej myśleć o przyszłości swojej firmy
  • Tylko 30% firm przetrwa do drugiego pokolenia, a 6% do trzeciego. Mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej
  • Przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie aktywnie działa Sekcja ds. Sukcesji. We wtorek podpisana zostanie pierwsza w regionie „Konstytucja rodziny”
  • Firma to nie tylko pieniądze, ale i wiedza, wartości, wizja – sukcesja to więc przepływ nie tylko praw własności, ale i pewnych idei

„Czas pandemii to był dobry motywator by zając się tematem sukcesji”

Działająca przy Północnej Izbie Gospodarczej Sekcja ds. Sukcesji od wielu lat edukuje przedsiębiorców jak ważne jest, by o czasie pomyśleć na temat sukcesji. Wielu przedsiębiorców automatycznie definiuje planowanie sukcesyjne jak przygotowanie się do emerytury, a to jeden z najbardziej nieprawidłowych stereotypów. Życie pisze rozmaite scenariusze, sytuacji, gdy firma była nieprzygotowana na sukcesję, a wydarzyło się coś nieprzewidywalnego było w ostatnich latach całe mnóstwo. Pogrążone w chaosie przedsiębiorstwo nie było w stanie normalnie funkcjonować lub jego stery przejmowała osoba, której kompetencje nie były wystarczające. Firma popadała w problemy, często zostawała sprzedawana. Wielu przedsiębiorców nie chce dla swojego dzieła życia takiego scenariusza, stąd warto myśleć o sukcesji i nie traktować jej jak tematu na który „jest jeszcze czas”.

– Czas pandemii to był dobry motywator by zając się tematem sukcesji. Tylko 25% firm jest przygotowana na proces sukcesji, a 30% przetrwa w tzw. „drugim pokoleniu”, a 6% w trzecim pokoleniu. Bijemy na alarm żeby ten temat był dla firm ważniejszy niż jest obecnie, bo to sprawa ważna dla przedsiębiorców, którzy nie chcą, by gospodarcze dzieło ich życia uległo zniszczeniu – mówi Teresa Kuliberda – Wojtas, doradca sukcesyjny. – Odbieraliśmy w czasie pandemii większą ilość telefonów od firm zainteresowanych postępowaniami sukcesyjnymi, fundacjami rodzinnymi, rozmową o tym jak się do tego przygotować. Wnioskujemy, że pandemia i zaskoczenie skalą koronawirusa, mogło spowodować w przedsiębiorcach myśl, że nie są nieśmiertelni i trzeba zawczasu planować przyszłość swojej rodziny. Uspokajamy! Planowanie sukcesyjne to akt rozsądku, a nie proces przygotowywania się do śmierci – dodaje Kuliberda – Wojtas.

O sukcesji należy myśleć za życia. Za życia zawodowego

W tym tygodniu w Północnej Izbie Gospodarczej dojdzie do pierwszego w województwie zachodniopomorskim podpisania konstytucji rodzinnej. Jest to narzędzie, które przygotowuje do udanego procesu sukcesji, wymusza na nas wspólne wypracowanie reguł i  zasad rodziny i firmy rodzinnej , w ramach praw i podziału obowiązków członków rodziny   – Cele, wartości, wizja, zasady rekrutacji, zasady dziedziczenia. To daje szanse na przetrwanie firmy, jej rozwój oraz zgodę w rodzinie. Pamiętajmy także o tym, że podział firmy, generalnie podział majątku, to często zarzewie wielu konfliktów rodzinnych. Zaplanowana sukcesja pozwala tego uniknąć, bo każdy zna swoje prawa, obowiązki i swoje miejsce w przyszłości przedsiębiorstwa – mówi Teresa Kuliberda – Wojtas.

 – Niektórzy przedsiębiorcy mówią, że testament wystarczy, ale to nieprawda, bo nie obejmuje on wielu kwestii spornych, które wychodzą na światło dzienne kiedy należy przejść od teorii do praktycznego zarządzania firmą. Proces sukcesji planujemy za życia, powiem więcej: za życia zawodowego – dodaje nasza specjalistka. – Każda firma ma swoją specyfikę. To nie jest tylko przekazanie władzy i własności, są jeszcze wartości, jest wiedza, nie wystarczy tylko by syn dziedziczył po ojcu, żeby cała firma mogła w kolejnym pokoleniu działać doskonale – dodaje Teresa Kuliberda – Wojtas.

Czy postępowania online będą się toczyły także po ustaniu pandemii?

0

W arbitrażu międzynarodowym rozprawy online są standardem. W czasie pandemii COVID-19 wszystkie duże instytucje arbitrażowe promują właśnie taki sposób prowadzenia postępowań – bez papierowych doręczeń, z wideokonferencją zamiast tradycyjnego posiedzenia. Czy po ustaniu pandemii postępowania online nadal będą się toczyć?

Możliwość prowadzenia wideorozpraw istnieje w naszym sądzie od 2015 r. Realne zainteresowanie tą formą rozstrzygania sporów pojawiło się jednak dopiero po wybuchu pandemii. W tej chwili, gdy wróciliśmy już także do tradycyjnych rozpraw, mniej więcej połowa z nich odbywa się na sali, a połowa w formie telekonferencji – mówi Agnieszka Durlik, dyrektor generalna Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.

Pierwszą rozprawę online Sąd Arbitrażowy przy KIG zorganizował na początku kwietnia br. W  siedzibie sądu obecny był wówczas tylko sekretarz. Arbitrzy, strony postępowania i ich pełnomocnicy łączyli się za pośrednictwem wideokonferencji. Cała korespondencja prowadzona była w formie elektronicznej.

SA KIG ma nadzieję, że w przyszłości, po ustaniu pandemii, część spraw prowadzonych przez sądy polubowne nadal będzie się toczyć online. – Chcielibyśmy, aby pewna część spraw, choćby nawet 30 proc., także po ustaniu pandemii mogła być rozpoznawana na odległość. Dlatego też m.in. planujemy porozumieć się z izbami członkowskimi co do udostępnienia pomieszczeń, z których będą mogły korzystać osoby niemające możliwości łączenia się w trybie wideokonferencji. Jednak zdajemy sobie sprawę, że zawsze pozostaną sprawy, które choćby ze względu na stopień skomplikowania lepiej procedować na sali – podkreśla Agnieszka Durlik.

Arbitrzy pytają strony o wybór oprogramowania – najczęściej akceptowany jest popularny Zoom.

W SA KIG wideorozprawy przebiegają sprawnie i bez większych problemów technicznych. Cała logistyka przy postępowaniach online sprowadza się do tego, że odpowiednio wcześniej trzeba się zalogować na platformie, na której rozprawa się odbędzie i sprawdzić, czy łącze działa. Zajmuje to kilka minut.

Sąd arbitrażowy może rozstrzygać we wszystkich sporach o prawa majątkowe, z wyjątkiem spraw alimentacyjnych, oraz w sprawach o prawa niemajątkowe, które mogą być przedmiotem ugody sądowej. Podjęte przez arbitrów rozstrzygniecie ma taką samą wartość, jak wyroku sądu powszechnego. Jest ono również uznawane przez ok. 150 państw.

By poddać sprawę pod rozstrzygnięcie arbitrów wystarczy, że tzw. zapis na sąd polubowny znajdzie się w umowie, na fakturze, w wymianie korespondencji, statucie spółki, fundacji, spółdzielni lub stowarzyszenia.

Orange Polska podpisał kolejną umowę o dostępie do sieci światłowodowej Fiberhost

0

Umowa jest rozszerzeniem dotychczasowej współpracy między firmami. Dostęp dotyczy sieci wybudowanych w ramach trzeciego konkursu Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa (POPC3) i obejmie kolejnych 550 tys. gospodarstw domowych w kraju. Oznacza, że korzystając z otwartej sieci światłowodowej, udostępnianej przez INEA pod marką Fiberhost, usługi Orange Polska będą dostępne dla ponad miliona użytkowników.

Współpraca INEA i Orange Polska w zakresie otwartych sieci światłowodowych rozpoczęła się w 2017 roku. Wtedy operator uzyskał dostęp do sieci komercyjnych, czyli budowanych ze środków własnych INEA. Dwa lata później rozszerzono współpracę o infrastrukturę budowaną w ramach pierwszego i drugiego konkursu Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa (POPC). Teraz podpisana została kolejna umowa, na sieci powstające w ramach trzeciego konkursu POPC.

– Orange Polska to pierwszy operator w kraju, z którym już ponad 3 lata temu rozpoczęliśmy współpracę w modelu open access. Dziś z naszych usług hurtowych na otwartej sieci Fiberhost korzystają zarówno ogólnopolscy jak i lokalni dostawcy usług, oferując klientom usługi detaliczne na najwyższym poziomie. Cieszy nas duże zainteresowanie oferowaniem usług na sieciach powstających w ramach trzeciego konkursu POPC. Pierwsi klienci Orange Polska będą mogli skorzystać z usług operatora na nowych sieciach już w lipcu – komentuje Michał Bartkowiak, Prezes INEA S.A.

– W zasięgu oferty światłowodowej Orange Polska jest już 4,6 mln gospodarstw domowych. Zwiększanie jej dostępności realizuje jeden z kluczowych punktów naszej strategii. Dzięki współpracy z beneficjentami POPC możemy udostępniać Orange Światłowód w miejscach, gdzie nie realizujemy inwestycji własnych. Cieszę się, że robimy kolejny biznesowy krok w kontynuowaniu współpracy z INEA, wspólnie pracując nad ulepszaniem procesów oraz poprawianiem jakości obsługi klientów – mówi Piotr Jaworski, członek Zarządu ds. sieci i technologii Orange Polska.

Dzięki wszystkim podpisanym umowom Orange Polska uzyskał dostęp do niemal całej otwartej sieci światłowodowej Fiberhost, która zasięgiem obejmie docelowo ponad milion gospodarstw domowych w całej Polsce.

14 mln zł dla seniorów – Fundusz Hipoteczny DOM podsumował wartość świadczeń wypłacanych z tytułu renty dożywotniej

0

Fundusz Hipoteczny DOM podsumował na koniec czerwca wartość świadczeń pieniężnych wypłacanych seniorom z tytułu renty dożywotniej. Od początku działalności, czyli od blisko 12 lat instytucja wypłaciła emerytom 14 mln zł. Pod koniec listopada 2019 r. kwota wypłacanych środków oscylowała wokół 13 mln, a to oznacza, że 1 mln zł trafił do osób starszych w pół roku.

Średnie świadczenie pieniężne wypłacane w ramach renty dożywotniej to 1000 zł miesięcznie – tak wynika z oficjalnych raportów Związku Przedsiębiorstw Finansowych, który zbiera i przetwarza dane od największych funduszy hipotecznych zrzeszonych w strukturach tej organizacji. – Te kwoty zależą od wieku, płci i wartości nieruchomości seniora. Mówi się, że średnie świadczenie to 1000 zł, ale w naszym Funduszu bywają wypłaty rzędu 3000 zł a nawet 5000 zł miesięcznie – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Od jakiegoś czasu dostępne jest u nas również nowe rozwiązanie. Senior może otrzymać dużą sumę pieniędzy w momencie podpisania umowy, a później, co miesiąc, otrzymywać świadczenia w równych transzach. Takie rozwiązanie jest dla niektórych ważne, gdyż osoby starsze decydujące się na rentę dożywotnią mają niejednokrotnie zadłużenie i z pomocą tych pieniędzy chcą je spłacić – dodaje.

Zainteresowanie rentą dożywotnią wciąż nie jest w Polsce porównywalne do Stanów Zjednoczonych, czy Wielkiej Brytanii, ale usługa jest dostępna na rodzimym rynku od 12 lat. Wiedza na temat renty dożywotniej również jest większa niż jeszcze trzy lata temu. Z ostatniej ankiety przeprowadzonej przez Fundusz Hipoteczny DOM (podczas której przepytano 1000 seniorów) wynika, że ponad 90 proc. emerytów słyszało o tym rozwiązaniu.[1] Dla porównania, w 2017 roku, było to 69,3 proc.[2]

[1] Ankieta telefoniczna przeprowadzona przez Fundusz Hipoteczny DOM wśród osób 65+ pod koniec 2019 roku. Próba = 1007 osób.

[2] Ankieta telefoniczna przeprowadzona przez Fundusz Hipoteczny DOM wśród osób 65+ w lipcu 2017 roku. Próba = 1200 osób.

Polityka Nowej Szansy, dopłaty do kredytów oraz instrumenty finansowe EU – pomoc dla przedsiębiorców w kryzysie

0

Nowe rozwiązania w ramach koordynowanego przez Ministerstwo Rozwoju programu Polityka Nowej Szansy, oferowane przez BGK dopłaty do kredytów oraz kredyty płynnościowe UE dla przedsiębiorców to pomoc dla firm w sytuacji kryzysowej. Tym zagadnieniom było poświęcone ostatnie webinarium z serii „Tarcza Antykryzysowa dla przedsiębiorców”.

Ustawa o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorstw to najnowszy instrument w ramach Polityki Nowej Szansy. Przedsiębiorcy w trudnej sytuacji ekonomicznej już za miesiąc będą mogli z niego skorzystać, nawet jeśli ta sytuacja powstała przed epidemią. Chodzi o firmy w trudnościach, przedsiębiorstwa w trakcie restrukturyzacji lub zmiany modelu biznesowego.

„Ustawa to instrument uzupełniający do Tarczy Antykryzysowej, w ramach której, na dzień 6 lipca, udzieliliśmy już wsparcia w wysokości 110 mld zł” – powiedziała dr Beata Lubos, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Rozwoju.

Głównym operatorem programu Polityka Nowej Szansy jest Agencja Rozwoju Przemysłu, wyspecjalizowana w działaniach restrukturyzacyjnych i naprawczych. ARP decyduje o środkach i akceptuje plany restrukturyzacyjne, pomagając firmom przeprowadzić restrukturyzację w praktyce.

„Pomoc dotyczy nie tylko sytuacji, gdy nie ma już nadziei dla przedsiębiorcy, ale przede wszystkim sytuacji, gdy podejmujemy próbę restartu firmy” – podkreślił Paweł Kolczyński, wiceprezes zarządu ARP S.A.

Narzędzia wsparcia restrukturyzacji przedsiębiorstw to: pożyczka na okres do 6 miesięcy, która zapewni przedsiębiorcy płynność na czas potrzebny do opracowania planu restrukturyzacji lub przeprowadzenia sprawnej likwidacji; tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne w formie pożyczki na 18 miesięcy oraz pomoc na realizację planu restrukturyzacyjnego w formie pożyczki lub wejść kapitałowych zawartych na czas określony w planie restrukturyzacji. Szczegółowe informacje oraz wnioski do złożenia wkrótce pojawią się na stronie https://www.arp.pl/.

Nowym kołem ratunkowym oferowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego są dopłaty do oprocentowania kredytów obrotowych odnawialnych i nieodnawialnych – wsparcie w wysokości ponad 565 mln zł, udzielane w celu zapewnienia płynności finansowej firmom przeżywającym trudności w wyniku pandemii Covid-19.

„Zwiększa się zapotrzebowanie na kredyty obrotowe, które finansują bieżącą działalność przedsiębiorstw. Dlatego w BGK powstanie specjalny fundusz dopłat do oprocentowania kredytów, z którego będą wypłacane środki na pokrycie części odsetek należnych bankowi kredytującemu” – powiedziała Beata Stelmach, dyrektor Departamentu Usług Agencyjnych BGK.

O kredyt z dopłatą do oprocentowania będą mogli wnioskować wszyscy przedsiębiorcy, niezależnie od branży, oraz podmioty prowadzące działalność w sektorze produkcji podstawowej produktów rolnych. Dzięki temu przedsiębiorca będzie spłacał tylko część odsetek: w przypadku MŚP (mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw) o 2 punkty procentowe mniej, w przypadku dużych podmiotów – o 1 p.p. mniej. Dopłata dotyczy tylko odsetek, przedsiębiorca nie może z niej pomniejszać rat kapitałowych.

Pomoc w formie dopłat może być łączona z pomocą publiczną w formie gwarancji i z pomocą de minimis. Łączne wsparcie nie może przekroczyć limitów dozwolonej pomocy publicznej ustalonej przez KE, które wynosi: 100000 euro dla firm z sektora produkcji podstawowej produktów rolnych; 120000 euro dla firm z sektora rybołówstwa i akwakultury oraz 800000 euro – w przypadku pozostałej pomocy.

Kredytów z dopłatą do oprocentowania będą udzielać banki, które podpiszą z BGK umowę współpracy. Lista banków kredytujących będzie prezentowana na stronie www.bgk.pl

Kolejną szansą na dofinansowanie są kredyty płynnościowe z UE. Pośrednikiem w ich uzyskaniu jest Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej. KPK, który działa przy Związku Banków Polskich, oferuje wsparcie informacyjno-promocyjne i doradcze, dotyczące instrumentów finansowych programów Unii.

Polscy przedsiębiorcy mogą skorzystać z unijnych pieniędzy w ramach programów:

– COSME – program na rzecz konkurencyjności przedsiębiorstw,

– Horyzont 2020 – program ramowy na rzecz badań naukowych i innowacji,

– EaSI – program na rzecz zatrudnienia i innowacji społecznych,

– Kreatywna Europa – program wspierający sektory kultury oraz kreatywnego,

– LIFE – program na rzecz środowiska i klimatu.

„Najbardziej popularny jest COSME, program ramowy na rzecz konkurencyjności, bardzo szeroki, który nie ma ograniczeń branżowych. W ramach programu dostępne są pożyczki, gwarancje, finansowanie kapitałowe i leasingi dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw bez wymogów innowacyjności. Program oferuje wsparcie do 3 mln zł z gwarancją 50 proc. wartości finansowania” – wyjaśnił Sebastian Sobieraj z Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Programy finansowania z UE, zdaniem eksperta z KPK, nie są lekarstwem na wszystkie bolączki. Firmy muszą chociażby wykazać się zdolnością kredytową, a także spełniać warunki wymagane dla poszczególnych programów, np. wymogi innowacyjności dla Horyzont 2020, branżowe dla Kreatywna Europa, czy realizować działalność na rzecz środowiska lub klimatu w LIFE.

Z programów unijnych skorzystało w Polsce już 40 tys. przedsiębiorstw, podpisano 150 tys. umów na łączną sumę ponad 8 mld zł. Dofinasowanie będzie dostępne przez kolejne kilka lat – w zależności od umów, jakie zawarli pośrednicy. Wdrażanie instrumentów finansowych rozpocznie się po 2020 i potrwa do 2027 roku. Programy będą miały swojego następcę, którym będzie INVEST YOU, skupiający dotychczasowe programy.

Partnerami cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” byli Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Hybrydy dominują na rynku aut na prąd. Corolla Hybrid liderem

0

Polski rynek zelektryfikowanych samochodów zupełnie nie przypomina już tego sprzed kilku lat. W tym roku wybór hybryd i samochodów elektrycznych obejmuje ponad 130 modeli z wszystkich segmentów. Jednak nadal najchętniej wybieranym rodzajem napędu z silnikiem elektrycznym jest pełna hybryda, a dominującym producentem – Toyota. W rankingu najczęściej rejestrowanych zelektryfikowanych samochodów Instytutu SAMAR pierwsze miejsce zajmuje Corolla Hybrid. 

Najpopularniejsze samochody z alternatywnym napędem

Instytut SAMAR opracował dane o rejestracjach zelektryfikowanych samochodów w Polsce od stycznia do czerwca 2020 roku. Liderem rynku hybryd i aut elektrycznych jest Toyota Corolla Hybrid. W pierwszej połowie 2020 roku zarejestrowano 4 422 egzemplarze tego auta. Na podium znalazły się także dwa kolejne modele Toyoty – C-HR Hybrid z wynikiem 2 593 auta i RAV4 Hybrid z 2 479 rejestracjami. Czwarte miejsce zajął model Volvo XC60 z napędem mild hybrid (1 172 egz.). Piąta jest kolejna Toyota – sedan Camry Hybrid z wynikiem 1 098 aut.

W pierwszej dziesiątce znalazły się jeszcze Mazda CX-30 (914 aut), Toyota Yaris (761 aut), Audi A6 (741 aut), Ford Puma (694 aut) oraz Audi A4 (675 aut). W tym gronie tylko Yaris ma pełny napęd hybrydowy, zaś pozostałe to miękkie hybrydy.

Najchętniej kupowany samochód elektryczny – Nissan Leaf – znalazł się dopiero na 29. miejscu z wynikiem 197 egzemplarzy, zaś tuż za nim na 30. pozycji figuruje najpopularniejsza hybryda plug-in, czyli Skoda Superb, którą wybrało 195 osób.

26 500 rejestracji zelektryfikowanych aut w pierwszej połowie 2020 roku

Rynek hybryd w Polsce gwałtownie się rozwija, o czym świadczy wybór aż 111 modeli 24 marek, po które sięgnęli klienci w tym roku. Toyota jest nadal zdecydowanym liderem, a jej udział w rynku hybryd liczonych łącznie wynosi niemal 45%. Nie jest to jednak pełny obraz sytuacji, gdyż pod ogólną nazwą hybryd kryją się trzy zupełnie różne technologie – pełne hybrydy, miękkie hybrydy oraz hybrydy plug-in.

Jak wynika z zestawienia opracowanego przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, w pierwszym półroczu 2020 roku polscy nabywcy zarejestrowali 26 419 zelektryfikowanych samochodów. Największą popularnością cieszyły się pełne hybrydy (HEV), których liczba rejestracji wyniosła 13 666 egzemplarzy. Drugim typem alternatywnego napędu, po który sięgano najczęściej, jest miękka hybryda (MHEV, 10 316 aut), trzecim hybryda plug-in (PHEV, 1307 aut), zaś czwartym auto elektryczne na baterie (BEV, 1130 egz.).

Pełne hybrydy – ranking marek

Toyota jest najpopularniejszą marką na rynku pełnych hybryd, a jej udział w nim wynosi 83,1% po zarejestrowaniu 11 360 takich samochodów. Drugie miejsce zajmuje marka Lexus z 9,2-procentowym udziałem (1260 egz.), zaś trzecie Kia z 2,2-procentowym udziałem (dokładnie 300 egz.). Na kolejnych miejscach znalazły się Honda (1,9%, 258 egz.), Subaru (1,6%, 214 aut), Hyundai (1,1%, 145 aut), Ford (0,7%, 99 aut) oraz Infiniti (0,2%, 30 aut).

Pełny napęd hybrydowy został wprowadzony na rynek 23 lata temu przez Toyotę i do dziś doczekał się czterech generacji. Samochody te ładują baterię trakcyjną podczas zwalniania i hamowania i są zdolne do poruszania się na samym silniku elektrycznym – ta możliwość wykorzystywana jest tym częściej, im więcej energii samochód odzyskuje. W miejskich warunkach czas jazdy przy wyłączonym silniku spalinowym może sięgać nawet 80% całkowitego czasu przejazdu. Pełnych hybryd nie ładuje się z zewnętrznego źródła, a mimo to oszczędności paliwa sięgają kilku litrów.

Top 10 najpopularniejszych modeli z pełnym napędem hybrydowym

Toyota        Corolla            4422

Toyota        C-HR              2593

Toyota        RAV4             2479

Toyota        Camry             1098

Toyota        Yaris               761

Lexus         CT                   365

Kia             Niro                299

Lexus         NX                  279

Lexus         ES                   231

Honda        CR-V              222

Źródło: IBRM SAMAR

Miękkie hybrydy

Na rynku miękkich hybryd najwięcej egzemplarzy zarejestrowała marka Audi (3357 aut, 32,5%). Drugie miejsce zajęła Mazda (1486 aut), trzecie Mercedes (1222 auta), a kolejne Suzuki (1106 aut) i Ford (838 aut). W pierwszej dziesiątce znalazły się także Land Rover (471 aut), Volvo (371 aut), BMW (97 aut), Volkswagen (92 auta) i (Fiat 75 aut).

Miękkie hybrydy również nie są ładowane z zewnętrznej sieci, a prąd do zasilania silnika elektrycznego jest generowany podczas hamowania rekuperacyjnego. Podstawowa różnica względem pełnych hybryd polega na tym, że nie są zdolne poruszać się w bezemsyjnym trybie elektrycznym. Ten rodzaj hybryd powstaje przez dodanie niewielkiej instalacji elektrycznej (najczęściej 48 Volt) do standardowego napędu spalinowego. Pozwala zaoszczędzić kilka procent paliwa.

Top 10 najpopularniejszych modeli z miękkim napędem hybrydowym

Volvo         XC60              1172

Mazda        CX-30             914

Audi           A6                   741

Ford           Puma               694

Audi           A4                   675

Audi           Q3                   596

Mazda        3                      551

Suzuki        Swift               473

Audi           Q7                   438

Suzuki        Vitara              385

Źródło: IBRM SAMAR

Hybrydy plug-in

Najwięcej samochodów z napędem PHEV w pierwszej połowie tego roku zarejestrowała marka BMW. Dokładnie 300 samochodów stanowi 23% wszystkich PHEV zarejestrowanych w tym okresie. Na drugim miejscu znalazła się Skoda z wynikiem 195 aut, na trzecim Volvo (181 aut), na czwartym Peugeot (142 auta), zaś na piątym Porsche (105 aut). Na pierwszą dziesiątkę składają się również marki Kia (78 aut), Mini (72 auta), Opel (69 aut), Ford (63 auta) oraz Mitsubishi (46 aut).

Hybrydy plug-in łączą świat samochodów spalinowych i elektrycznych dzięki funkcji ładowania baterii trakcyjnych z sieci, która pozwala im pokonywać kilkadziesiąt kilometrów na samym prądzie, bez emisji spalin. Po wyczerpaniu tej energii większość modeli staje się standardowymi autami spalinowymi. Zatem zużycie paliwa zależy od tego, jak długie dzienne dystanse pokonuje dany kierowca i jak często ładuje baterię.

Top 10 najpopularniejszych hybryd plug-in

Skoda         Superb            195

BMW         5                      117

Peugeot      3008                84

Mini            Countryman    72

BMW         3                      70

Opel           Grandland X  69

Volvo         XC60              63

BMW         X5                   62

Volvo         XC90              62

Ford           Kuga               61

Źródło: IBRM SAMAR

Samochody elektryczne

Samochody w pełni elektryczne (BEV) to najsłabiej reprezentowany w Polsce segment zelektryfikowanych aut. Najwięcej rejestracji samochodów z tym napędem (200 egz.) zanotował Nissan, głównie za sprawą Leafa. Japońska marka odpowiada za 17,7% elektrycznych samochodów zarejestrowanych od stycznia do czerwca tego roku. Druga jest Skoda (173 egz.), a trzecie BMW (96 egz.). Na czwartym miejscu znalazło się Renault (91 aut), zaś na piątym Tesla (88 egz.). Kolejne pozycje zajmują Opel (81 aut), Peugeot (68 aut), Kia (58 aut), Audi (45 aut) oraz Hyundai (44 auta). Jak widać, lista ta w znacznej mierze pokrywa się z rankingiem najczęściej wybieranych modeli elektrycznych. Wynika to z tego, że wiele marek ma w swojej ofercie jeden samochód elektryczny lub ewentualnie dwa, z których jeden jest wyraźne bardziej popularny.

Top 10 najpopularniejszych samochodów elektrycznych BEV

Nissan        Leaf                197

Skoda         Citigo              173

BMW         i3                     96

Renault       ZOE                91

Opel           Corsa              81

Tesla           Model 3          71

Peugeot      208                  67

Audi           e-tron              45

Hyundai     Kona               43

Kia             Niro                42

Źródło: IBRM SAMAR

Credit Agricole wprowadza do oferty kredyt na energooszczędne nieruchomości

0

Bank Credit Agricole rozwija swoją ofertę „zielonych produktów” dla osób zainteresowanych życiem w stylu eko. Najnowsza propozycja to kredyt hipoteczny na preferencyjnych warunkach dla osób, które planują zakup lub budowę domu energooszczędnego. To jedna z pierwszych tego typu ofert na polskim rynku.

Rozwijanie „zielonej bankowości” i ograniczanie negatywnego wpływu na środowisko naturalne to niektóre z celów strategicznych Credit Agricole. Aby je osiągnąć, bank intensywnie rozbudowuje swoją ofertę produktową i wspiera klientów w korzystaniu ze środowiska w świadomy i odpowiedzialny sposób.

Dla osób, które planują zakup lub budowę domu energooszczędnego (który ma roczne zapotrzebowanie na energię nie wyższe niż 40 kWh/m²), bank przygotował ofertę kredytu mieszkaniowego Zielony DOM z marżą obniżoną do 1,95 proc. i prowizją 0 proc.

Aby skorzystać z eko-hipoteki, klient powinien spełnić kilka warunków. Przed wszystkim musi potwierdzić niskie zapotrzebowanie finansowanego budynku na energię oraz prowadzić lub otworzyć konto w Credit Agricole i zapewnić na nim wpływ wynagrodzenia na poziomie co najmniej 2000 zł miesięcznie. Wymagane jest też ubezpieczenie na życie oraz ubezpieczenie nieruchomości z oferty Credit Agricole (odpowiednio w CALI i w CATU) przez okres 5 lat od daty zawarcia umowy kredytu. Oczekiwany wkład własny to minimum 20 proc. wartości inwestycji.

Zielony DOM to kolejny produkt w naszej ofercie zorientowany na troskę o środowisko, dzięki któremu odpowiadamy na potrzeby naszych klientów i promujemy pośród nich ekologiczne rozwiązania – mówi Mariola Willmann, manager Zespołu Kredytów Hipotecznych z Credit Agricole.

Poza eko-hipoteką do „zielonych produktów” oferowanych przez Credit Agricole należą też ubezpieczeniowe produkty inwestycyjne oparte o indeksy spółek z szeroko rozumianego sektora zielonej gospodarki lub angażujących się w ochronę środowiska naturalnego. Wkrótce bank wprowadzi na polski rynek subfundusz inwestycyjny Amundi Stars Global Ecology ESG inwestujący w kluczowe dla ochrony środowiska naturalnego projekty z zakresu elektromobilności, ekologicznych upraw, zdrowego trybu życia, energooszczędnych rozwiązań informatycznych, energii odnawialnej itp.

Dużym powodzeniem cieszą się także kredyty ratalne Credit Agricole na zakup i instalację paneli fotowoltaicznych. Bank finansuje je za pośrednictwem swoich partnerów, do których należą m.in. Columbus Energy czy Tauron. Bank przystąpił też do ogólnopolskiego programu wsparcia finansowego „Czyste Powietrze” zainicjowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Celem programu jest poprawa jakości powietrza oraz zmniejszenie emisji CO2 poprzez wymianę źródeł ciepła i poprawę efektywności energetycznej jednorodzinnych budynków mieszkalnych. Dzięki dofinansowaniom do 37 tysięcy zł, właściciele budynków będą mogli m.in. kupić instalację fotowoltaiczną czy przeprowadzić niezbędne prace termomodernizacyjne w budynku. Przyjmowanie wniosków na dotacje w ramach tego programu rozpocznie się jesienią br.

Próba sił na akcjach polskich producentów

0

Giełdowy rollercoaster, który zawitał na GPW w czerwcu nie oszczędził również akcji polskich producentów z Giełdowego Indeksu Produkcji. Przez cały miesiąc obserwowaliśmy jak naprzemiennie podaż akcji wygrywała z popytem, po to by następnie oddać mu pole i schować się do defensywy. W konsekwencji GIP60 zamknął miesiąc na niemal niezmienionym poziomie 690,63 pkt. 

Dla akcji polskich producentów czerwiec zaczął się bardzo dobrze. Po kilku pierwszych sesjach indeks GIP60 drożał już o 9% w porównaniu z wartością z końca maja. Równie szybko, bo w kilku kolejnych sesjach GIP60 roztrwonił niemalże cały wzrost, wracając w okolice poziomu 690 pkt. W drugiej połowie miesiąca scenariusz był bardzo zbliżony, z tą jednak różnicą, że zarówno wzrostu jak i spadki miały zdecydowanie łagodniejszy charakter (kurs oscylował w przedziale 690-720). W konsekwencji GIP60 zakończył czerwiec niemalże z taką samą wartością, z którą go zaczynał – ostateczny wynik indeksu w tym miesiącu to 690,63 co oznacza spadek względem ubiegłego miesiąca o 0,02%.

Zachowanie cen akcji polskich producentów współgra więc z ogólną sytuacją na polskim rynku akcji, który w czerwcu na przemian intensywnie rósł lub spadał. Wyjątkiem są oczywiście małe spółki z indeksu SWIG80, które rosną w stałym tempie nieprzerwanie od połowy maja.

Spółki chemiczne i farmaceutyczne zgarniają wszystko

Wśród polskich spółek produkcyjnych z Giełdowego Indeksu Produkcji najlepiej radziły sobie spółki farmaceutyczne (średnio spółki z tej branży wzrosły o 32,94% m/m), oraz chemiczne (średnio 18,83% m/m). A najwięcej traciły spółki z branży spożywczej (-1,47% m/m) i meblarskiej (-0,50% m/m).

Największy wzrost i zwycięstwo czerwcowej klasyfikacji GIP60 po raz kolejny przypadły spółce Mercator Medical S.A. za miesięczny wzrost kursu akcji na poziomie 88,71%. Niesamowity wzrost rynkowej wartości spółki w tak trudnych warunkach był możliwy przede wszystkim dzięki kolejnym dużym kontraktom z różnych części świata. Akcje krakowskiego producenta jednorazowych rękawic medycznych na początku lipca kontynuują wędrówkę na północ, a wartość rynkowa spółki przekroczyła już 1,5 mld zł, co jest niesamowitym skokiem dla spółki, która jeszcze na początku br. była wyceniana przez rynek na ok. 200 mln zł.

Drugi największy wzrost wartości w czerwcu zanotował Biomed-Lublin wytwórnia surowic i szczepionek. Wzrost wartości rynkowej o 70,92% m/m wiąże się oczywiście z oczekiwanymi wynikami prac nad medykamentami wspomagającymi skuteczną terapię u pacjentów zarażonych wirusem SARS-CoV-2. Obecnie trwają intensywne prace nad pozyskiwaniem osocza zawierającego przeciwciała antywirusowe.

Na trzecim miejscu czerwcowego rankingu GIP60 znalazła się spółka Mabion S.A., czyli kolejny przedstawiciel z branży farmaceutycznej. Akcje spółki zdrożały w czerwcu o kolejne 50% i to mimo tego, że… spółka nie zaczęła jeszcze osiągać przychodów z działalności, ciągle czekając na rejestrację leku znanego pod roboczą nazwą MabionCD20.

Światowy przemysł kontynuuje odbudowę

W Europie wszystkie odczyty PMI wykazały poprawę względem zeszło-miesięcznego badania. Neutralną wartość 50 pkt. udało się przebić w Turcji (53,9), Francji (52,3) Irlandii (51,0) i Wielkiej Brytanii (50,1). Odczyty w pozostałych krajach wahają się przedziale 45-50 pkt. W Polsce wartość wskaźnika wzrosła za 40,6 do 47,2 pkt.

Zauważalne jest silne odbicie odczytów, po rekordowo słabym kwietniu i niewiele lepszym maju, które przyjęło kształt litery V. Realizuje się więc jeden z optymistycznych scenariuszy wychodzenia europejskiego przemysłu z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa.

Warto jednak pamiętać, że odczyty w przedziale 45-50 nie oznaczają poprawy sytuacji względem poprzedniego miesiąca. Należy je interpretować raczej jako spowolnienie spadku aktywności w branży. Ciągle, więc przed przemysłem długa droga do pełnej odbudowy swojego potencjału. Tym bardziej, że już w zeszłym roku zdradzał on pierwsze oznaki spowolnienia koniunktury, ale zostały one przykryte przez wstrząs wywołany pandemią koronawirusa.

Nerwowe wakacje dla inwestorów

Ostatnie tygodnie przyniosły znaczne ożywienie gospodarcze w wielu branżach, również w branży produkcyjnej, która oczywiście nie ucierpiała w tym roku tak bardzo jak np. branża usługowa. Nie znamy jeszcze pełnego obrazu strat wywołanych pandemią koronawirusa, ale wygląda na to, że nie zrealizowały się najczarniejsze scenariusze. Niestety dopóki nie poznamy twardych danych, np. o stanie finansów publicznych, dopóty nie będziemy znali rzeczywistej skali problemów. Warto pamiętać, że rynki akcji bardzo szybko odrobiły straty, co może nie mieć odzwierciedlenia w realnej gospodarce. Do tego nie bez znaczenia jest ciągle spore ryzyko powtórnego zamrożenia części działalności gospodarczej w wyniku nawrotu epidemii. Właśnie te wątpliwości zdają się wpływać na tak niestabilne zachowanie rynku, który nerwowo reaguje zarówno na pozytywne, jak i negatywne informacje.

Autor: dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A.

Ułatwienia podatkowe w Tarczy Antykryzysowej

0

Ulgi podatkowe, zwolnienia, darowizny, przesunięcie terminów płatności, preferencje dla płatników VAT związane z nową matrycą stawek oraz wiele innych ułatwień było przedmiotem wtorkowego webinarium z serii „Tarcza Antykryzysowa dla przedsiębiorców”, zorganizowanego przez Ministerstwem Rozwoju wspólnie z Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, którą poprowadzili eksperci z Ministerstwa Finansów.

„Zasadą polityki podatkowej w okresie epidemii jest +nie wymagać od firm niemożliwego+” – powiedział Jan Sarnowski, podsekretarz stanu w MF i pełnomocnik ds. współpracy międzynarodowej w zakresie VAT.

Epidemia i wynikające z niej zamrożenie gospodarki były dużym ciosem dla wielu polskich firm. W sytuacji, gdy niektóre przepisy okazały się w zasadzie zbędne – np. w okresie zamknięcia hoteli i galerii handlowych stracił sens podatek minimalny – jednym z głównych celów Ministerstwa Finansów stało się dostosowanie przepisów podatkowych do nowych warunków.

„Rozliczenia podatków w okresie epidemii powinny być jak najmniej czasochłonne” – podkreślił Jan Sarnowski. MF wydłużyło terminy dotyczące rachunkowości, w tym obowiązków raportowania, wprowadzenie e-PIT natomiast sprawiło, że 9 mln pracowników złożyło deklaracje podatkowe za pomocą kilku kliknięć.

Konieczne stało się zapewnienie firmom płynności finansowej na przetrwanie „lockdownu” (z ang. „zamknięcia”), aby brak środków na koncie – które według słów Sarnowskiego są „tlenem, dzięki któremu firmy mogą oddychać i działać”, nie oznaczał dla nich końca działalności. Ułatwienia podatkowe dały zastrzyk ponad 20 mld zł, który wzmocnił płynność tysięcy przedsiębiorstw.

Zmiany w przepisach podatkowych ułatwiły również firmom prace nad lekarstwami i sprzętem medycznym m.in. przez korzystne rozliczenie amortyzacji i ulgi na innowacje. MF również jako jedne z pierwszych w Europie wsparło rosnącą w społeczeństwie solidarność: sprzęt medyczny i lekarstwa przekazywane szpitalom oraz laptopy i tablety dla placówek edukacyjnych zostały objęte ulgą w podatku dochodowym i zerową stawką VAT.

Do najważniejszych ułatwień podatkowych należą w szczególności ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych, zapłata podatku PIT i daniny solidarnościowej po terminie bez konsekwencji dla zobowiązanych, elektroniczny czynny żal, zawieszenie terminów raportowania schematów podatkowych (MDR), przedłużenie terminów CRS i FATCA w wymianie informacji podatkowych z innymi państwami, wyłączenie mechanizmu WHT refund do końca 2020 r., ułatwienia w posługiwaniu się certyfikatami rezydencji, możliwość odliczenia od podstawy opodatkowania darowizny przekazanej na przeciwdziałanie Covid-19 czy czasowe zwolnienie z podatku minimalnego.

Ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych to przede wszystkim zniesienie naliczania tzw. opłaty prolongacyjnej w wysokości 4 proc., standardowo nakładanej na podatników z tytułu odroczenia czy rozłożenia na raty płatności podatku lub zaległości podatkowej. Aby skorzystać z tej ulgi, wystarczy złożyć wniosek w czasie trwania stanu zagrożenia epidemicznego, stanu epidemii lub w ciągu 30 dni po ich ustaniu.

„Nie jest ważne, kiedy powstało lub stało się wymagalne zobowiązanie podatkowe, co do którego zastosowano odroczenie czy rozłożenie na raty. Najważniejszy jest moment złożenia wniosku: najpóźniej 30 dni po ustaniu stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii” – wyjaśnił dr Przemysław Szymczyk, dyrektor Departamentu Systemu Podatkowego w Ministerstwie Finansów.

Od marca do 30 czerwca złożono już ok. 80 tys. wniosków o ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych – najwięcej w kwietniu, z tego ponad 76 tys. pochodziło od przedsiębiorców. Więcej, bo 334 tys. podatników skorzystało z wydłużonego do 1 czerwca terminu złożenia deklaracji PIT, gdzie minister finansów zaniechał poboru odsetek za zwłokę z tytułu podatku dochodowego za 2019 r, naliczonych od 1 maja do 1 czerwca 2020. W podobny sposób został również wydłużony termin na złożenie deklaracji z tytułu daniny solidarnościowej.

Elektroniczny czynny żal to jedno z rozwiązań związanych z cyfryzacją urzędów skarbowych. Dotychczas przepisy przewidywały dwie formy składania czynnego żalu – na piśmie oraz ustnie do protokołu. Tarcza Antykryzysowa wprowadziła możliwość składania czynnego żalu w formie elektronicznej, w tym poprzez e-PUAP i portal podatkowy.

Wydłużony został również termin zawieszenia raportowania krajowych schematów podatkowych (MDR) do 30 dnia po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, a w przypadku schematów transgranicznych przedłużono terminy raportowania co najmniej o pół roku (część z nich aż do 30 kwietnia 2021 r.).

Dzięki Tarczy antykryzysowej od podstawy obliczenia podatku można odliczyć darowizny przekazane od 1 stycznia do 30 września 2020 r. na przeciwdziałanie Covid-19, m.in. dla podmiotów leczniczych, Agencji Rezerw Materiałowych, noclegowni, schronisk dla bezdomnych i Domów Pomocy Społecznej. Można także odliczyć darowizny rzeczowe w postaci laptopów i tabletów przekazane w tym samym okresie m.in. organom prowadzącym szeroko rozumiane placówki oświatowe (np. przedszkolom, szkołom podstawowym czy ponadpodstawowym).

Tarcza 2.0 przedłużyła do 20 lipca termin zapłaty tzw. podatku minimalnego, czyli podatku od przychodów z budynków za okres od marca do maja 2020 r. – jeżeli przychody te spadły o min. 50 proc. i podatnik poniósł w danym miesiącu negatywne konsekwencje ekonomiczne z powodu COVID-19. Tarcza 4.0 wprowadziła bezwarunkowe epizodyczne zwolnienie z tego podatku za okres od marca do grudnia 2020 r. Z rozwiązania tego korzystają m.in. właściciele galerii handlowych, biurowców, magazynów, hoteli i min. budynków wynajmowanych, dzierżawionych lub leasingowanych.

Szereg zmian zostało wprowadzonych w obszarze podatku VAT. 1 lipca weszła w życie nowa matryca stawek VAT, porządkująca na nowo system stawek VAT w Polsce oraz wprowadzająca nowy system identyfikowania towarów i usług na potrzeby VAT.

„Stosowanie VAT staje się prostsze, a na wiele towarów i usług stawki VAT zostały obniżone”- podkreślił dr Paweł Selera, dyrektor Departamentu Podatku od Towarów i Usług w MF.

Ważną zmianą jest Rozporządzenie Ministra Finansów z 25 marca 2020, które w związku z pandemią wprowadziło stawkę 0 % VAT dla darowizn laptopów i tabletów dla placówek oświatowych i darowizn związanych z ochroną zdrowia. VAT „0” dotyczy również sprowadzonych do Polski produktów leczniczych na warunkach wskazanych w rozporządzeniu.

Zerowa stawka VAT dla darowizn na cele związane ze zwalczaniem Covid-19 obejmuje wyroby medyczne oraz wyroby medyczne do diagnostyki in vitro, szkło i aparaturę laboratoryjną, produkty lecznicze oraz substancje czynne, produkty biobójcze (wyłącznie środki dezynfekujące), specjalistyczne testy diagnostyczne do analizy i wykrywania czynników patogennych w organizmie człowieka, wodzie, powietrzu i glebie oraz środki ochrony indywidualnej – wyłącznie maski, osłony na twarz, gogle, okulary ochronne, kombinezony, czepki, rękawice i ochraniacze na buty.

Zmiany w obszarze podatku VAT to również zmiana charakteru kar za błędy w ewidencji z instrumentu obligatoryjnego na fakultatywny, wprowadzenie możliwości wystawienia e-paragonu i przesunięcie terminu wdrożenia kas on-line na 1 stycznia 2021 dla podatników z branży hotelarsko-gastronomicznej oraz dla sprzedaży węgla, brykietu i podobnych paliw stałych wytwarzanych z węgla, węgla brunatnego, koksu i półkoksu przeznaczonych do celów opałowych.

Dla podatników prowadzących usługi fryzjerskie, kosmetyczne i kosmetologiczne, budowlane, w zakresie opieki medycznej przez lekarzy i dentystów, prawnicze oraz usługi związane z działalnością obiektów służących poprawie kondycji fizycznej (wyłącznie w zakresie wstępu) termin wprowadzenia kas on-line został przesunięty na 1 lipca 2021.

Partnerami cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” są Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

MedApp wykonuje kolejne wdrożenia pilotażowe

0

MedApp S.A., polska spółka technologiczno-medyczna specjalizująca się w gromadzeniu dużych zbiorów danych, sztucznej inteligencji i mieszanej rzeczywistości kontynuuje działania mające na celu komercjalizację swoich rozwiązań. Spółka podpisała umowy z firmami Intercard z Nowego Sącza oraz z Carinart z Krakowa na pilotażowe wdrożenia aplikacji CarnaLife System w należących do nich placówkach medycznych. Pilotażowe wdrożenie ma poprawić jakość badań diagnostycznych oraz bezpieczeństwo pacjentów, szczególnie w warunkach trwającej pandemii Covid-19. 

W ramach pilotażowego wdrożenia do aplikacji zostaną połączone urządzenia do zdalnego pomiaru tj. EKG, termometry, pulsoksymetry oraz opcjonalnie wagi.

– Pacjenci podczas badania EKG, pulsu lub temperatury będą mieli pełny wgląd do zapisów z badania na swoim telefonie w naszej aplikacji CarnaLife System w ramach swojego prywatnego, indywidualnego konta. W aplikacji pojawi się zapis badania, a lekarze z placówki będą mieli możliwość zdalnego wykonania analizy badania i wystawienia diagnozy bez konieczności bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Nasza technologia ma szansę istotnie poprawić jakość i bezpieczeństwo leczenia, szczególnie w czasach koronawirusa. Dostrzegają to również placówki medyczne w związku z czym realizujemy kolejne projekty pilotażowe. Wierzę, że wdrożenia spełnią oczekiwania naszych Klientów i będziemy mogli w pełni komercyjnie świadczyć dalsze usługi związane z wykorzystaniem aplikacji CarnaLife System –  komentuje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

W ubiegłym miesiącu MedApp S.A. podpisał również umowę z firmą Semicon. W jej ramach specjaliści MedAppu dostarczą oraz wdrożą aplikację do zdalnego gromadzenia danych z terminala mikcyjnego autorstwa Semicon, które ma być w przyszłości certyfikowane jako wyrób medyczny.  Doświadczenie MedAppu w pracy z urządzeniami telemedycznymi, wdrożony system ISO 13485 oraz certyfikacja systemów spółki jako wyrób medyczny klasy IIb pomoże firmie Semicon w certyfikacji swojego urządzenia. Współpraca otwiera przed MedAppem perspektywę poszerzenia portfolio urządzeń, a co za tym idzie – usług z zakresu medycyny zdalnej.

Z początkiem lipca spółka zakończyła również prace rebrandingowe. Uruchomiła nową stronę internetową pod adresem medapp.pl i odświeżyła logo.

– Naszym priorytetem jest komercjalizacja  aplikacji CarnaLife System i CarnaLife Holo. Staramy się więc cały czas uatrakcyjnić naszą ofertę – nie tylko od strony technologicznej czy sprzedażowej, ale też wizerunkowej. Stawiamy na użyteczność naszych rozwiązań dla pacjentów i lekarzy, podkreślając przełomowy charakter naszej technologii dla sposobu, w jaki leczy się i ratuje życie pacjentów. Nowe logo lepiej niż dotychczas oddaje tę misję  – dodaje Krzysztof Mędrala.

MedApp rozpoczął przygotowania do wejścia na Rynek Główny GPW. W tym celu spółka podpisała umowę z Kancelarią SSW – Spaczyński, Szczepaniak i Wspólnicy Sp. k., która odpowiada za przygotowanie prospektu oraz obsługę prawną całego procesu.

Bank Gospodarstwa Krajowego, Santander Bank Polska i firma Solaris wspierają polskie miasta w przejściu na zeroemisyjny transport

0

Miasta w Polsce w ostatnich latach intensywnie inwestują w bezemisyjny transport publiczny. Jednym z polskich liderów elektromobilności jest Kraków. Miasto po raz kolejny powiększa flotę autobusów elektrycznych. Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) i Santander Bank Polska S.A. udzieliły firmie Solaris Bus & Coach S.A. finansowania w kwocie 165,4 mln zł na dostarczenie 50 bezemisyjnych autobusów do MPK w Krakowie. 

Jednym z liderów inwestycji w pojazdy bezemisyjne w transporcie publicznym w Polsce jest Kraków. Pierwsze zakupione przez miasto autobusy elektryczne wyjechały na ulice w 2016 roku. Dziś we flocie krakowskiego MPK jest ich łącznie 28. Dzięki nowym zakupom, przybędzie w najbliższym czasie kolejnych 50 bezemisyjnych autobusów. W przejściu na transport nisko i zeroemisyjny miasto wspierają Solaris, Bank Gospodarstwa Krajowego i Santander Bank Polska.

We współpracy z sektorem bankowym kreujemy rozwiązania korzystne dla mieszkańców i dla środowiska. Dlatego wspólnie z Santander Bank Polska, poprzez wykup wierzytelności przyszłej, udzieliliśmy finansowania firmie Solaris. Dzięki naszemu wsparciu firma dostarczy 50 elektrycznych autobusów do MPK w Krakowie. To nasz wspólny wkład we wspieranie nowych technologii i walkę o czyste powietrze – mówi Karol Jakubaszek, menedżer zespołu sprzedaży w Banku Gospodarstwa Krajowego. – Realizacja tej transakcji pokazuje, że wykup wierzytelności jest instrumentem uniwersalnym, pozwalającym na indywidualne podejście do potrzeb naszych klientów. Stosujemy go z powodzeniem w transakcjach krajowych i zagranicznych. Solaris korzystając ze wsparcia BGK i Santander Bank Polska zyskuje stabilnych partnerów dla realizacji inwestycji, która wpłynie na jakość powietrza, którym oddychamy – dodaje.

Nowe elektrobusy zasilą dotychczasowy tabor ponad 400 Solarisów jeżdżących po ulicach Krakowa, w tym 28 autobusów elektrycznych. Pojazdy zostaną dostarczone do Krakowa w ciągu roku.

Decyzję o zakupie kolejnych 50 autobusów elektrycznych marki Solaris odbieramy jako wyraz pozytywnych doświadczeń z eksploatacji pojazdów elektrycznych Solaris, wynikających nie tylko z wysokiej jakości samych autobusów, ale także z profesjonalnie przygotowanej obsługi serwisowej. Jesteśmy dumni, że mamy realny wpływ na poprawę jakości życia mieszkańców Krakowa – mówi Petros Spinaris, wiceprezes Zarządu Solaris Bus & Coach, odpowiedzialny za obszar Sprzedaży, Marketingu i Customer Service.

Finansowanie udzielone Solarisowi przez banki to przykład współpracy sektora bankowego
i wypracowywania rozwiązań korzystnych zarówno dla klientów, jak i lokalnych społeczności.

Dla naszego banku ten projekt jest szczególnie istotny z dwóch powodów: po pierwsze wspieramy realizację istotnego kontraktu dla lidera w Europie w produkcji autobusów elektrycznych. Po drugie, finansowanie projektów mających pozytywny wpływ na ochronę środowiska jest naszym priorytetem i jednym z najważniejszych celów na najbliższe lata, w ramach realizowanej przez nas strategii odpowiedzialnej bankowości. Cieszymy się, że BGK po raz kolejny zgodził się na udział w nieszablonowej transakcji, którą zaproponowaliśmy i w ramach której możemy udowodnić, jak bardzo uniwersalne są produkty finansowania handlu – mówi Grzegorz Pojnar, menedżer trade finance w Santander Bank Polska.

Każdy z elektrycznych autobusów dostarczonych przez Solarisa będzie mógł pomieścić 141 pasażerów, z czego 43 osoby będą mogły skorzystać z miejsc siedzących. Najnowsze autobusy dla Krakowa będą wyposażone w monitoring, system informacji pasażerskiej, klimatyzację, ładowarki USB oraz elektryczny system ogrzewania.

Zwrot należnego firmie VAT w ratach – czy tak można?

0

Spółka wykazała nadwyżkę podatku VAT naliczonego nad należnym w wysokości 230 tys. zł i wniosła o jej zwrot. Organ podatkowy wszczął czynności sprawdzające, po czym oddał przedsiębiorcy tylko większą część jego kwoty, wstrzymując resztę. Rozpoznający skargę spółki Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy pytał organ, czym różni się sytuacja w zakresie tej pozostałej kwoty, bo przecież podatnik przeszedł weryfikację pozytywnie, skoro fiskus zwrócił mu zdecydowaną większość wnioskowanego zwrotu VAT.

W przypadku, gdy w danym okresie rozliczeniowym kwota naliczonego podatku od towarów i usług przewyższa kwotę należnego, podatnik ma prawo do zwrotu tej nadwyżki na swój rachunek bankowy w zasadniczym, 60-dniowym terminie ustawowym. Przepis art. 87 ust. 2 zd. 2 ustawy o VAT precyzuje, że naczelnik urzędu skarbowego może ten termin wydłużyć, jeśli zasadność zwrotu wymaga dodatkowej weryfikacji.

Postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT

We wrześniu 2019 r. wobec spółki z o.o. została wszczęta kontrola podatkowa w zakresie prawidłowości jej rozliczeń VAT. W listopadzie spółka złożyła wniosek o zwrot 230 tys. zł nadwyżki nadpłaconego VAT za październik 2019 r. Organ podatkowy objął ten wniosek weryfikacją w postaci czynności sprawdzających, o których mowa w art. 87 ust. 2 zd. 2 ustawy o VAT. Ustalił, że złożona przez przedsiębiorcę deklaracja za październik powiązana jest z poprzednimi okresami rozliczeniowymi wynikającymi z nich kwotami do przeniesienia. Z kolei w przedmiocie wcześniejszych okresów prowadzone były jednocześnie czynności weryfikacyjne, kontrola podatkowa oraz celno-skarbowa. W czasie ich trwania w styczniu 2020 r. naczelnik urzędu skarbowego przedłużył termin zwrotu VAT spółce do marca 2020 r.

Zwrot tylko części nadpłaconego podatku

Spółka wniosła zażalenie, do którego dyrektor izby skarbowej się nie przychylił. Wskazał, że wykryto powiązania osobowe i kapitałowe spółki z jednym z jej kontrahentów, z którym podjęła współpracę w zakresie usług obsługi klientów i działań marketingowych. Przez dwa poprzednie lata spółka niemal nie wykazywała obrotów, co nagle zmieniło się w 2019 r. po podpisaniu umowy z powiązanym osobowo i kapitałowo kontrahentem. Organ drugiej instancji poinformował spółkę, że składając swój wniosek o zwrot, była świadoma toczących się w związku z tymi powiązaniami czynnościami i postępowaniami. Dlatego też nie powinna oczekiwać, że przed ich zakończeniem VAT zostanie jej zwrócony. Dyrektor izby skarbowej przypomniał jednocześnie, że naczelnik urzędu skarbowego w grudniu 2019 r. zwrócił spółce 191 tys. zł z wnioskowanych 230 tys. Zatem do zwrotu pozostało już jedynie 39 tys. zł, o czym spółka nie wspomniała w swoim zażaleniu.

Powiązania spółek to żaden argument

Zdaniem spółki organy podatkowe nie wykazały w tej sprawie ziszczenia się przesłanek do przedłużania zwrotu podatku, a więc, że zwrot wymaga dodatkowego zweryfikowania. Przedsiębiorca nie zgodził się z tym, że za taką przesłankę można uznać jedynie dokonywanie transakcji pomiędzy powiązanymi kapitałowo i osobowo spółkami. Organy wskazały tylko, że w trakcie toczonych postępowań powstały wątpliwości w przedmiocie tych transakcji, a gromadzenie materiału dowodowego jest w toku.

Skoro weryfikacja była pozytywna, to skąd to częściowe wstrzymanie?

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy uchylił zaskarżone przez spółkę postanowienie. Zwrócił uwagę, że w niniejszej sprawie urząd skarbowy w grudniu 2019 r. przelał spółce znaczną część kwoty wnioskowanego przez nią zwrotu VAT. Sąd był więc ciekawy, co sprawiło, że nie zrobił tego samego z resztą tej kwoty. Większą część zwrócił w trakcie toczących się kontroli weryfikujących jego zasadność. Skoro więc stwierdził, że wątpliwości co do zasadności zwrotu zostały rozwiane w grudniu 2019 r. i odpadła przesłanka z art. 87 ust. 2 ustawy o VAT, to dlaczego kilkanaście dni później wydał postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu i część jego kwoty zatrzymał? Zdaniem sądu organy obu instancji nie potrafiły tego przekonująco uzasadnić.

„….dlaczego w takim razie zasadność zwrotu co do pozostałej, tj. niezwróconej części kwoty zwrotu nadal wymaga dodatkowej weryfikacji. Organ do kwestii tej odnosi się tylko jednym lakonicznym stwierdzeniem, a mianowicie wskazuje, że skoro w stosunku do podatnika nadal toczy się kontrola (…) nie mógł zatem dokonać zwrotu pozostałej kwoty podatku” (wyrok z 30 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Bd 156/20).

Organ część zwrócił, a część sobie zatrzymał

Jak widać, fiskus kolejny raz pokazuje, że dla jego organów prawo podatkowe obowiązuje na innych zasadach niż dla podatników. Kończąc przeprowadzoną w spółce kontrolę i weryfikację jej rozliczeń, nie doszukując się w nich uzasadnionych wątpliwości, które uniemożliwiałyby zwrot, dokonuje go jedynie w części, pozostałą zatrzymując dla siebie. Tym samym w nieuprawniony sposób oddaje należne przedsiębiorstwu środki w ratach, bez wykazania konkretnej argumentacji takiego działania. A przecież w treści przepisu art. 87 ustawy o podatku od towarów i usług nie ma mowy o możliwości dokonywania podatnikowi ratalnego zwrotu VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Ranking chwilówek i kredytów – gdzie szukać informacji?

Ranking chwilówek

Chwilówki szturmem zdobyły popularność, pomagając milionom Polaków. To, co jednak jest wsparciem, potrafi też być przekleństwem, dlatego tak ważne, by zawsze przed skorzystaniem z pomocy jednej z firm pożyczkowych, sprawdzić opłacalność jej oferty. To niezwykle istotne, ponieważ nie zawsze hasła o najniższych kosztach są prawdziwe. Niestety, częściej to raczej marketingowa zachęta, która ma skłonić do zainteresowania się daną propozycją. 

Pożyczając, nie możemy więc bazować na tych pięknie sformułowanych, zachęcających formułkach, lecz ocenić, czy oferta jest realne korzystna, czy wręcz przeciwnie – lepiej trzymać się od niej z daleka. Ranking chwilówek wymiernie pomoże w takiej analizie, gdyż dzięki niemu szybko przekonamy się, z czy mamy do czynienia. Na tej podstawie podejmiemy mądrą decyzję, jakiej w przyszłości nie będziemy żałować. 

Ranking kredytów

To samo powiemy w innym przypadku, gdy chcemy zaciągnąć jeszcze większe zobowiązanie – kredyt. Może być gotówkowy, konsolidacyjny, samochodowy, a może nawet hipoteczny. W tym przypadku tym bardziej nie ma co bazować na tym, co ogłaszają firmy, lecz przekonać się, jak prezentują się poszczególne propozycje. Powinny nas zainteresować tylko fakty i to, ile zyskujemy, i jak dużo będziemy musieli oddać. O tym się właśnie w głównej mierze powinniśmy zainteresować, mianowicie, jakie odsetki przyjdzie nam spłacać. 

To, że dany bank oferuje nam kredyt, jest już pozytywne (bo to nie takie oczywiste, trzeba przecież spełnić odpowiednie warunki, np. związane z formą zatrudnienia), lecz nie powinno nam to przesłaniać oglądu sytuacji. A ta realnie wygląda, gdy przeliczymy sobie, jakie koszty łącznie poniesiemy w związku z udzielanym nam wsparciem. Analizując ranking kredytów, dokładnie to zobaczymy, dzięki czemu podejmiemy mądrą decyzję, nie skazując się na ogromne koszty spłaty. 

Poznaj Finbino

W internecie dostępnych jest mnóstwo różnych rankingów, lecz jak to zwykle bywa z ilością, nie idzie za tym jakość. Nie dajmy więc się zwieść niesprawdzonym źródłom, które zamiast pomóc, prędzej wprowadzą w błąd. Korzystajmy z pewnego rankingu Finbino, gdzie mamy dostęp do stale aktualizowanych rankingów pożyczek i kredytów. Nie musimy więc się obawiać, że dostępne dane nie przedstawią nam czytelnego obrazu tego, co jest oferowane, wręcz przeciwnie – mamy tu wszystko podane jak czarno na białym, dowiadując się tego, co najważniejsze: jaka jest dostępna kwota pożyczki bądź kredytu, ile wynosi RRSO i na jak długi czas udzielane jest wsparcie. 

Z poziomu rankingu poza tym można od razu przejść na stronę internetową danego pożyczkodawcy lub kredytodawcy, by dowiedzieć się jeszcze więcej lub złożyć wniosek o wsparcie. Dodatkowo, na stronie Finbino znajdziemy dużą dawkę wiedzy – w dziale blog, co pomoże nam jeszcze lepiej zrozumieć zawiłości w kwestii finansowych, a tym samym mądrzej wybierać firmy, od których zamierzamy pożyczać pieniądze. 

Jak więc poszukujemy informacji, to tylko w sprawdzonym rankingu – Finbino. Zawsze też zaglądajmy do obiektywnych źródeł informacji – szczególnie takich jak Biuro Informacji Kredytowej (bik.pl).

Polacy chcą obowiązkowej kaucji na butelki i puszki. Ministerstwo Klimatu zapowiada zmiany

0

Z badania UCE RESEARCH wynika, że prawie 60% dorosłych Polaków chciałoby wprowadzenia obowiązkowej kaucji na butelki, a powyżej 40% osób – na puszki. Takim opcjom sprzeciwia się odpowiednio ponad 30% i przeszło 20% respondentów. Według ekspertów, jest nam potrzebny system kaucyjny, ale lepszy niż w Europie Zachodniej. Z kolei Ministerstwo Klimatu informuje, że trwają prace nad regulacjami w tym zakresie. Wśród nich będzie m.in. powszechność, brak obowiązku posiadania paragonu i minimalna wysokość kaucji.

Aż 57% badanych jest za wprowadzeniem obowiązkowej kaucji na butelki, a 34% – przeciwko. 9% respondentów nie ma na ten temat opinii. Według Karola Kamińskiego z aplikacji DING.pl, te wyniki świadczą o rosnącej świadomości Polaków. Pokazują też, że wciąż potrzebujemy bodźców edukacyjnych. Natomiast Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland przekonuje, że uczymy się mentalności rozwiniętego społeczeństwa. Musi upłynąć jeszcze kilka lat, zanim dojrzejemy do odpowiedzialnego dbania o środowisko.

– System kaucyjny był w Polsce powszechny przed 1990 r. Dziś wielu dorosłych Polaków tego już nie pamięta. Ludzie od 30 lat są przyzwyczajeni do wygody wyrzucania opakowań prosto do śmietników. Dlatego aż 1/3 badanych nie chce ww. obowiązku – komentuje dr inż. Jacek Pietrzyk, ekspert Business Centre Club ds. gospodarki odpadami.

Z kolei 43% dorosłych Polaków chciałoby wprowadzenia obowiązkowej kaucji na puszki. 21% badanych jest temu przeciwnych, a 36% nie ma jeszcze zdania na ten temat. – Od wielu lat głównie zwraca się uwagę na problem butelek, a za mało mówi się o puszkach. W tym zakresie też potrzebna jest edukacja. Dla społeczeństwa ważny jest język korzyści i zachęt, który powinien być stosowany nie tylko przez organizacje pozarządowe, ale przede wszystkim – przez władzę – uważa ekspert z aplikacji DING.pl.

Zdaniem Michała Majszczyka, w Polsce potrzebny jest dobry system kaucyjny. W różnym zakresie działa on w innych częściach Europy. Jak wskazuje ekspert, kaucje na butelki obowiązują m.in. w Belgii, Chorwacji i Niemczech, a także w państwach skandynawskich. Natomiast kwestia puszek została uregulowana w Szwecji, Norwegii i Niemczech. Jeśli chcemy uważać się za kraj rozwinięty, to tego typu rozwiązania są niezbędne.

– W Europie Zachodniej systemy kaucyjne dedykowane są wybranym opakowaniom. Dlatego oceany są pełne tworzyw sztucznych. Nie powinniśmy naśladować cudzych błędów. Należy opracować własny system standaryzacji opakowań, połączony z dopuszczeniem do obrotu niestandardowych butelek, puszek i innych tego typu materiałów w zamian za pokrycie wszelkich kosztów ich pełnego unieszkodliwienia. Dzięki temu opakowania będą szerzej ponownie wykorzystywane w przemyśle oraz w gospodarstwach domowych – stwierdza dr Pietrzyk.

Jak informuje Ministerstwo Klimatu, opracowywany obecnie, jako część zmian w zakresie rozszerzonej odpowiedzialności producenta, system kaucyjny dotyczyć będzie dowolnych rodzajów opakowań, w tym butelek czy puszek. Zakłada się, że wytwórcy będą mieli swobodę w kształtowaniu go z uwzględnieniem pewnych warunków brzegowych, które zostaną określone w ustawie. Wśród nich będzie powszechność, brak obowiązku posiadania paragonu przy zwrocie i minimalna wysokość kaucji. Objęcie systemem danego rodzaju opakowań powinno spowodować wzrost ilości zbieranych materiałów wielokrotnego użytku oraz odpadów opakowaniowych.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie firmy Hiper-Com Poland i aplikacji DING.pl. Przeprowadzono je metodą CAWI w dniach od 2 do 4 lipca br. na reprezentatywnej próbie 1003 dorosłych Polaków

DHL rozpoczyna współpracę z DL Invest Group dotyczącą wspólnej realizacji centrum logistycznego DL Invest Park Psary

0

DHL Supply Chain Polska oraz DL Invest Group zawarły umowę współpracy dotyczącą wspólnej realizacji centrum logistycznego DL Invest Park Psary. Bezpośrednio przy DK-86 w Psarach w woj. śląskim powstaną nowoczesne budynki magazynowe o powierzchni całkowitej przekraczającej 200.000 m2.

Powierzchnie przeznaczone dla najemców będą indywidualnie projektowane i dostosowywane dla optymalizacji procesów logistycznych i maksymalizacji ich efektywności. Budynki zostaną wyposażone w proekologiczne, zielone rozwiązania zgodnie z polityką GoGreen DHL. Wybór lokalizacji nie był przypadkowy, teren inwestycji jest na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, posiada bezkolizyjny dostęp do głównych arterii komunikacyjnych Śląska i dogodną komunikację na południe, wschód i zachód Europy. Nie bez znaczenia dla stron ma również dostęp do wykwalifikowanej kadry pracowniczej w regionie i bezpośredni dostęp do transportu publicznego – funkcjonujące już centrum przesiadkowe powstało dzięki zaangażowaniu DL Invest Group we współpracy z samorządem Gminy Psary.

Współpraca partnerów będzie oparta na połączeniu globalnych kompetencji logistycznych DHL i deweloperskiego doświadczenia DL Invest Group. Na działce o powierzchni ponad 40 ha powstanie komplementarny logistyczny kampus oferujący profesjonalne usługi logistyczne i optymalizację łańcucha dostaw w A-klasowych, zielonych budynkach dostosowywanych do indywidualnych potrzeb najemców.

DHL deklaruje, że do 2050 roku chce zmniejszyć do zera poziom emisji zanieczyszczeń powstających w następstwie działań logistycznych.

Liczymy na to, że w realizacji tego ambitnego celu istotną rolę odegrać właśnie nowy projekt, w którym jak w soczewce skupią się wszystkie proekologiczne rozwiązania wdrażane przez DHL – mówi Wirginia Leszczyńska, COO DL Invest GroupTo był dla nas jeden z istotnych powodów wyboru partnera, ponieważ sami przykładamy ogromną wagę do zrównoważonego rozwoju. Procesy technologiczne oraz materiały wykorzystywane do tej pory przy realizacji inwestycji w DL Invest Park Psary spełniają najwyższe normy bezpieczeństwa ekologicznego. Kluczowe jest dla nas maksymalne obniżanie kosztów eksploatacyjnych obiektów dzięki stosowaniu nowoczesnych i energooszczędnych rozwiązań. Ocieplane ściany, system odzyskiwania deszczówki i recyklingu wody szarej, ekologiczny system grzewczy, to tylko kilka ze stosowanych przez nas w standardzie rozwiązań. Zwróciliśmy uwagę na to, że deklaracja DHL o zmniejszeniu poziomu emisji zanieczyszczeń oparta jest na solidnych podstawach; zrealizowanych już projektach z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii, energooszczędnego oświetlenia, specjalnie projektowanych dachów, recyklingu odpadów oraz systemów ekologicznego pakowania przesyłek.

Inwestorem przedsięwzięcia będzie DHL, który jednocześnie będzie merytorycznie odpowiedzialny za logistyczną część inwestycji. DL Invest Group będzie pełnił rolę Partnera Zarządzającego odpowiedzialnego za generalne wykonawstwo i zarządzanie procesem realizacji.

– Naszym celem jest stworzenie dla naszych klientów docelowych, kompleksowych rozwiązań logistycznych zakładających optymalizację kosztów przy najwyższej efektywności poprzez wykorzystanie nowatorskich rozwiązań w przestrzeniach magazynowych – mówi Andries Retief, CEO DHL Supply Chain na region CEE.Dzięki połączeniu naszego globalnego doświadczenia logistycznego z deweloperskim doświadczeniem DL Invest Group będziemy w stanie zaoferować naszym klientom najlepsze docelowe rozwiązania; połączenie nowoczesnej, uszytej na miarę przestrzeni wraz z dedykowaną obsługą logistyczną – dodaje.

Na terenie DL Invest Park Psary powstanie nowatorska koncepcja, łącząca centrum produkcyjne, magazynowe i dystrybucyjne z innowacyjnymi usługami logistycznymi. Inwestycja zostanie poprowadzona z największym szacunkiem wobec środowiska naturalnego.

Obecnie, na terenie inwestycji znajdują się dwa w pełni wynajęte budynki o powierzchni ok. 31.000m2. Kolejny budynek o powierzchni ok. 24.000 m2 zostanie oddany do użytku we wrześniu b.r., następny etap projektu o powierzchni 14.000 m2 będzie gotowy w IV kwartale b.r. W kolejnych etapach zbudowane zostanie ok. 130.000 m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. Założeniem stron jest możliwość dostarczenia docelowej powierzchni dla klientów w ciągu 8-10 miesięcy od dnia podpisania umowy najmu.

Za obsługę prawną projektu jest odpowiedzialna kancelaria DLA Piper.

Rzecznik MŚP apeluje do posłów o poparcie poprawki Senatu dotyczącej bonu turystycznego

0

Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w piśmie do Przewodniczącej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny poseł Urszuli Ruseckiej zaapelował o poparcie poprawki, która rozszerza definicję imprezy turystycznej w ustawie o polskim bonie turystycznym. Jeśli poprawka zostanie wprowadzona, ze środków bonu będzie można sfinansować nie tylko zorganizowaną wycieczkę, ale też pojedynczą usługę turystyczną taką jak np. zamówienie przewodnika czy wynajęcie kajaku.

W liście do Przewodniczącej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny Rzecznik MŚP wskazuje, że w wersji ustawy zaproponowanej przez Pana Prezydenta Dudę refundacje otrzymałyby tylko te usługi turystyczne, które byłyby połączone z co najmniej jeszcze jedną usługą w ramach tej samej podróży bądź wakacji. Przykładowo jeden przedsiębiorca musiałby zorganizować spływ kajakowy i dodatkowo zapewnić transport na niego. Te dwie usługi realizowane oddzielnie, przez odrębne podmioty nie mogłyby być finansowane ze środków bonu turystycznego. Zdaniem Adama Abramowicza, takie rozwiązanie promuje większych przedsiębiorców, oferujących kompleksowe usługi kosztem tych mniejszych działających na konkretnym obszarze jak np. indywidualni przewodnicy.

Zaproponowane przez senatorów rozszerzenie definicji imprezy turystycznej o pojedyncze usługi turystyczne zmienia ten stan rzeczy, tym samym zapewnia źródło finansowana szerokiej grupie przedsiębiorców, nie powoduje nierówności konkurencyjnych i jest wygodniejsze dla turystów, którzy nie muszą zastanawiać się, za jaką usługę turystyczną mogą zapłacić środkami z bonu.

– Branża turystyczna bardzo dobrze przyjęła zapowiedź bonu turystycznego, gdyż do tej gałęzi gospodarki ma trafić kilka miliardów złotych, a jest ona jedną z dziedzin najbardziej poszkodowanych przez koronawirusa. Jednak rozwiązanie, które przyjął Sejm mówi, że skorzystać mogą z niego tylko organizatorzy imprez turystycznych, natomiast podmioty świadczące pojedyncze usługi turystyczne są z tego wyłączone. To jest niekorzystne rozwiązanie, ponieważ wyklucza drobnych przedsiębiorców. Dlatego apelowaliśmy do Sejmu i Senatu o zmiany. Senat zaproponował poprawkę, aby także organizator turystyki, czyli pojedynczy mikroprzedsiębiorca mógł skorzystać z tego z bonu. Będę uzasadniał konieczność przyjęcia tej poprawki na Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny oraz przekonywał posłów do tej zmiany – mówi Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Posiedzenie Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, z udziałem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców odbędzie się 14 lipca br. o godz. 19.00.

Bez znaczenia – sytuacja na rynku walutowym

0

Kolejny weekend przynosi kolejne rekordy w liczbie zachorowań na wirusa w USA i kolejny raz inwestorzy ignorują te informacje, wierząc w szybkie postępy w pracach nad szczepionką i ochronę rynków ze strony polityki banków centralnych i rządowego wsparcia. W kraju rynek złotego nie obserwuje żadnej reakcji na wyniki wyborów prezydenckich.
Inwestorzy nie reagują, ale śledzą trendy w liczbie zachorowań na COVID-19 w USA, a te pozostają negatywne i prawdopodobnie będą dalej rosnąć w kolejnych dniach, kiedy odczuwalne zaczną być skutki świętowania 4 lipca bez przestrzegania zasad ostrożności.

Jednak jak długo banki centralne będą deklarować wsparcie płynnościowe, rządy będą przeciwne przywracaniu ogólnokrajowych lockdownów, a szczepionka na wirusa się znajdzie, tak długo będzie podtrzymywana nadzieja, że gospodarka odbije a perspektywy dla rynku akcji, surowców i innych ryzykownych aktywów pozostaną pozytywne. Pomimo solidnego rajdu z przełomu maja i czerwca, ruch nie odbywał się przy pełnym udziale wszystkich inwestorów; sporo ich pozostaje w defensywnym nastawieniu, co daje potencjał do dalszych wzrostów, o ile ryzyka przycichną. Ale te ryzyka nie cichną, w efekcie czego rynki pozostają w zawieszeniu – nie ma siły do panicznej wyprzedaży przy nadziejach na długofalowe odbicie, ale kolejna fala wzrostów opóźnia się z powodu niepewności sygnałów krótkoterminowych. W piątek bilans krótkookresowych impulsów przechylił się na pozytywną stronę dzięki informacjom o dobrych wynikach testów leku remdesivir.

W następnych dniach uwaga przenosi się m.in. na startujący sezon wyników kwartalnych spółek z Wall Street. Przy ponurych wizjach dla przyszłość biznesu w apogeum pandemii, teraz firmy mają nisko zawieszoną poprzeczkę dla pozytywnych zaskoczeń.
Stabilność złotego w obliczu zwycięstwa Andrzeja Dudy w drugiej turze wyborów prezydenckich (na podstawie wyników z 99,97 proc. obwodów) oznacza jedną z dwóch rzeczy: albo wynik jest zgodny z oczekiwaniami, albo kompletnie bez znaczenia dla inwestorów. Od początku byłem zdania, że to drugie wyjaśnienie jest bardziej prawdopodobne, biorąc pod uwagę, jak niemożliwym jest, aby prezydent spoza obozu PiS mógłby wpływać na politykę rządu (gospodarczą, relacje z UE) lub jakkolwiek zmienić kierunek polityki RPP. Niestety tylko wygrana Trzaskowskiego mogłaby wykazać, kto miał rację, a tak pozostaniemy w niezaspokojonej niewiedzy. Chyba największym wygranym po okołowyborczej dyskusji jest sam złoty, który uniknął zbędnej, spekulacyjnej huśtawki i kontynuuje nudny dryf.

W tym tygodniu pośród prawdopodobnie zignorowanych danych (saldo bieżące, finalny CPI, inflacja bazowa, rynek pracy) wyróżnia się decyzja RPP (wt). Po zaskakującym sprowadzeniu głównej stopy procentowej do 0,1 proc. w maju, Rada przeszła pasywnego nastawienia. W związku z postępującym odbiciem gospodarczym oraz przyspieszeniem inflacji w czerwcu (do 3,3 proc. r/r), nie ma konieczności dalszego luzowania polityki. Wprawdzie w obozie jastrzębi mogą nasilać się apele o częściową normalizację polityki w zależności od siły presji inflacyjnej, ale przynajmniej do końca roku dyskusja o podwyżkach jest wykluczona.

Oczekuję utrzymania niskiej zmienności złotego, ale z ryzykiem podążania za ewentualnym pogorszeniem nastrojów na rynkach zewnętrznych, gdyż droga do większego umocnienia jest zatarasowana zgłaszanym przez RPP niezadowoleniem z siły waluty.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy o rynku pracy – wzrost bezrobocia względem minionego roku

0

Ostatnich kilka miesięcy zmieniło sytuację europejskiej i rodzimej gospodarki oraz wpłynęło na rynek pracy. Zgodnie z wynikami badania Michael Page, w pierwszym kwartale 2020 r., ponad 29% Polaków ankietowanych przez Michael Page, zadeklarowało, że jest bez pracy. To wzrost o 4,5 p.p. względem analogicznego okresu minionego roku oraz o 7,2 p.p. w porównaniu do ostatniego kwartału 2019 r. Jak polscy pracownicy oceniają swoją aktualną sytuację zawodową? 

Więcej obaw dotyczących pracy

Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w maju 2020 r. stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 6,0% i była o 0,6 p.p. większa niż w analogicznym okresie 2019 r. W porównaniu do statystyk sprzed roku, liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy wzrosła o ponad 105,7 tysiąca. W badaniu Michael Page „Confidence Index” w IV kwartale 2019 r., nieco ponad 18 proc. badanych przyznało, że bezrobocie jest dla nich główną przyczyną szukania nowego miejsca zatrudnienia. W tym roku odsetek respondentów, których główną motywacją do podjęcia pracy jest brak stałego zatrudnienia wzrósł o 6,8 p.p. (osiągając poziom 25%). Zmniejszył się natomiast odsetek pracowników, którzy rozważają odejście od obecnego pracodawcy ze względu na kwestie finansowe. Niewystarczające zarobki to pretekst do zmiany dla 38 proc. ankietowanych. Pocieszające jednak jest to, że nadal większość polskich pracowników (54,7 proc.) rozgląda się za nowym pracodawcą głównie ze względu na chęć zdobycia dodatkowych umiejętności.

Na trudną sytuację ekonomiczną pracodawcy zwróciło w tym roku uwagę ponad 18 proc. ankietowanych. Jeszcze w IV kwartale 2019 r. takiej odpowiedzi udzieliło 11 proc. badanych. Zeszłoroczna edycja naszego badania „Confidence Index”, które przeprowadzone było w analogicznym okresie, czyli I kwartale 2019 r.  pokazała, że to zarobki były czynnikiem najbardziej motywującym do zmiany pracy. Na ten aspekt zwracało uwagę ponad 43 proc. respondentów, czyli o ponad 5 p.p. więcej niż obecnie. Coraz mniej z nas traktuje wysokość pensji jako czynnik decydujący o podjęciu nowej pracy. Możemy przypuszczać, że ważniejsza w tym momencie jest perspektywa stabilnego zatrudnienia. Nietrudno zauważyć, że ostatnie kilka tygodni wpłynęło nie tylko na rynek, ale także preferencje pracowników zmieniając ich podejście do niektórych aspektów pracy – mówi Piotr Dziedzic, senior dyrektor w firmie Michael Page.

Więcej czasu zajmuje poszukiwanie pracy

Coraz więcej Polaków deklaruje, że dłużej szuka pracy niż miało to miejsce jeszcze pół roku temu. Co drugi badany w IV kwartale 2019 r. twierdził, że pracę znajdował w czasie krótszym niż miesiąc. Dziś ten odsetek zmniejszył się o 10 p.p. Liczba respondentów, którzy w I kwartale 2020 r. na znalezienie zatrudnienia przeznaczyli od 4 do 6 miesięcy wzrosła niemal dwukrotnie w porównaniu do ostatniej edycji badania „Confidence Index” z 2019 r. Takiej odpowiedzi udzieliło obecnie 12,7% ankietowanych versus 6% w 2019 r.

Dotychczas znajdowaliśmy się w czołówce państw europejskich z najniższym bezrobociem. Rok temu, według danych Eurostatu, bezrobocie w Polsce osiągnęło poziom 3,3 proc., a w zestawieniu państw o najmniejszym bezrobociu wyprzedzały nas jedynie Czechy i Niemcy. Prognozy Komisji Europejskiej wskazują, że w tym roku stopa bezrobocia może wzrosnąć ponad dwukrotnie, nawet do 7,5 proc. Mimo to, przewidywane wzrosty bezrobocia dla pozostałych krajów europejskich są wyraźnie wyższe. Prognozowana średnia dla UE wynosi 9 proc. Nadal będziemy wypadać lepiej niż np. Grecja czy Hiszpania, gdzie w tym roku odsetek osób bez pracy może wynieść nawet 20 proc. – dodaje Piotr Dziedzic z Michael Page.

Rozwojowe, elastyczne i zdalne miejsce pracy

Dobre relacje i zgrany zespół (96,8 proc.), work-life balance (95,5 proc.) oraz dostęp do szkoleń i konferencji branżowych (93,2 proc.) – na to największą uwagę zwracają pracownicy podczas szukania nowej pracy. Home office przyciąga ponad połowę respondentów (56,8 proc.).

Rośnie liczba kandydatów, którym zależy na możliwości pracy zdalnej. W porównaniu do IV kwartału 2019 r., odnotowujemy ponad czteroprocentowy wzrost osób, które chcą mieć możliwość wykonywania obowiązków służbowych z domu. Możemy przypuszczać, że grono osób rozważających pracę w systemie „home office” będzie się zwiększać, na co wpływ mają również doświadczenia ostatnich miesięcy i wprowadzenie na większą skalę okresowego modelu pracy na odległość w wielu firmach. Wkrótce praca zdalna może stracić status atrakcyjnego benefitu, a stanie się codziennością wielu polskich przedsiębiorstw podsumowuje Piotr Dziedzic.

70% pracowników z Ukrainy chce wrócić do Polski – raport OTTO Work Force z lipca 2020

0

Epidemia koronawirusa spowodowała, że z polskiego rynku pracy zniknęła znaczna część pracowników z Ukrainy. Według najnowszego raportu OTTO Work Force, 39% Ukraińców opuściło Polskę z powodu utraty pracy, a 36% z niewiedzy co przyniosą kolejne dni. 70% badanych Ukraińców wskazało, że chce wrócić do Polski w najbliższym czasie. 

Pandemia Covid-19 diametralnie zmieniła obraz polskiego rynku pracy, na którym jeszcze kilka miesięcy temu ważną grupę stanowili obywatele Ukrainy. Według  statystyk przedstawionych przez Straż Graniczną, z powodu pandemii z Polski wyjechało ponad 235 tys. obywateli Ukrainy.  Dane te dotyczą okresu od 15 marca, czyli dnia „zamknięcia” granic, do 15 maja. Nie wszystkie  te osoby to pracownicy, którzy opuścili polski rynek pracy. W tej grupie znaleźli się także obywatele, dla których Polska była tylko krajem tranzytowym.

39% Ukraińców straciło pracę w Polsce

Według najnowszego badania OTTO Work Force, przeprowadzonego na grupie 500 byłych pracowników tymczasowych z Ukrainy, główne powody powrotu do ojczyzny to utrata pracy (39%) oraz niewiedza co przyniosą najbliższe dni, tygodnie (36%). Kolejnym czynnikiem często wskazywanym przez ankietowanych jest sugerowanie się opiniami znajomych, którzy postanowili wrócić na Ukrainę.

Dlaczego pracownicy z Ukrainy

“Znaczna część Ukraińców zatrudnionych jest na rynku pracy tymczasowej, a ten w czasie zamrożenia gospodarki zanotował drastyczny spadek zapotrzebowania na personel. Dlatego jedną z głównym przyczyn wyjazdu Ukraińców z Polski była utrata pracy. Obecnie, kiedy firmy wracają do normalnego trybu działania i odbudowują swoją pozycję ponownie pojawia się zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych. Jednak miejsce Ukraińców zajmują pracownicy z Polski, których dostępność jest wyższa niż przed pandemią, w wyniku której wiele miejsc pracy zostało zredukowanych” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force.

70% Ukraińców chce wrócić do Polski

Co drugi pracownik, 52%, po powrocie na Ukrainę znalazł zatrudnienie na rodzimym rynku pracy. Spośród badanych 33% wskazało, że nie udało im się podjąć pracy na Ukrainie, a 15% przyznało, że nie szukało jeszcze zatrudnienia w kraju ojczystym. Mimo tego, aż 70% pracowników z Ukrainy rozważa powrót do Polski w najbliższym czasie.

Czu uraińcy rozważają

Spośród Ukraińców, którzy rozważają powrót do Polski 43% chce przyjechać w ciągu najbliższych miesięcy. 17%  badanych planuje wrócić w ciągu najbliższych tygodni, 14% jak najszybciej.

W jakim terminie

Niemal połowa pracowników z Ukrainy jest gotowa na kwarantannę

W związku z epidemią Covid-19 cudzoziemców, spoza Unii Europejskiej, przekraczających polską granicę nadal obowiązuje 14-dniowa kwarantanna. Pracownicy z Ukrainy, którzy przyjeżdżają teraz do pracy muszą przez dwa tygodnie utrzymać się na własny koszt, a do pierwszej wypłaty może minąć kolejny miesiąc. Mimo takich realiów w grupie badanych pracowników z Ukrainy 45% deklaruje gotowość do przejścia kwarantanny w Polsce. 28% badanych wskazało, że nie zdecydowałoby się na kwarantannę, a 27% jeszcze nie podjęło decyzji.

“Jako międzynarodowa agencja pracy z oddziałami na Ukrainie, obserwujemy coraz większe zainteresowanie Ukraińców powrotem do pracy w Polsce. Potwierdzają to też wyniki raportu, które wskazują, że 70% badanych rozważa powrót do Polski w najbliższym czasie. Proces wyjazdu opóźnia jednak wciąż obowiązująca w Polsce kwarantanna. 45% respondentów deklaruje gotowość do przejścia kwarantanny, ale mamy też duży odsetek osób, które nie zdecydują się na izolację oraz takich, które nie podjęły jeszcze decyzji. Należy także pamiętać, że część Ukraińców, pracujących u nas w oparciu o paszporty biometryczne, może przebywać w Polsce tylko trzy miesiące. Dla nich dwa tygodnie kwarantanny znacząco wpływają na obniżenie potencjalnego zarobku w Polsce” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force.

Dorota Wysokińska-Kuzdra dołączyła do ULI Europe Executive Committee

0

Od 1 lipca 2020 roku, Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodnicząca ULI Poland, dołączyła do ULI Europe Executive Committee, kierującego pracami europejskiego oddziału najstarszej i największej, globalnej organizacji zrzeszającej ponad 45 tysięcy ekspertów w dziedzinie nieruchomości.

Dorota Wysokińska-Kuzdra stoi na czele ULI Poland od 2018 roku. Posiada ponad 20 lat doświadczenia w obszarze nieruchomości, finansów i bankowości. Oprócz kierowania polskim oddziałem ULI, na co dzień, jako senior partner, zarządza działem Corporate Finance CEE w Colliers International, doradzając klientom w zakresie finansowania dłużnego, finansowania mezzanine, pozyskiwania kapitału lub partnerów kapitałowych, a także wspierając procesy nabycia spółek lub ich wejścia na giełdę.

„Jestem podekscytowana moją nową rolą w ULI. Cieszę się, że w Polsce staliśmy się jedną z najbardziej aktywnych organizacji skupiających środowisko rynku nieruchomości, urbanistów i architektów oraz osoby, dla których po prostu liczy się jakość miejskiej przestrzeni, w której funkcjonują na co dzień. Nasze inicjatywy, takie jak ULI Poland Annual Conference – w tym roku w formule wirtualnej, cykl spotkań PLACES + SPACES czy wizyty studyjne oraz warsztaty dla środowiska branżowego i władz samorządowych, to wysoko ceniona platforma wymiany poglądów, odkrywania nowych trendów oraz networkingu. Jestem dumna, że będę mogła dzielić się polskimi doświadczeniami na arenie europejskiej” ­– mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra.

Przed dołączeniem do Colliers International, Dorota Wysokińska-Kuzdra pełniła przez 11 lat funkcję starszego partnera w Griffin Real Estate, gdzie odpowiadała za zarządzanie i inwestycje grupy, a także za pierwszy w Polsce fundusz typu mezzanine. Współtworzyła platformę logistyczną, która jest współzarządzana przez Griffin. Wcześniej jako prezes zarządu Griffin Premium RE, pierwszej spółki typu REIT, z sukcesem wprowadziła ją na GPW w Warszawie. Była członkiem zespołu odpowiedzialnego za nabycie udziałów w Echo Investment SA, jednej z największych transakcji na polskim rynku nieruchomości, odpowiadając za proces due diligence oraz finansowanie nabycia. Przed dołączeniem do Griffin przez blisko 10 lat zajmowała stanowiska dyrektorskie w grupie HypoVereinsbank / UniCredit Group, a także w ich spółkach zależnych, nadzorując finansowanie nieruchomości, bankowość inwestycyjną i zarządczą w zakresie nieruchomości.

Dorota Wysokińska-Kuzdra jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, Uniwersytetu w Kolonii i Uniwersytetu w Duisburgu-Essen w Niemczech.

Berg Holding S.A. wchodzi z przytupem na rynek

0

Śląskie Kamienice S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zmieniła nazwę na Berg Holding S.A. i rozpoczyna działalność biznesową w strukturze holdingowej.  

W ostatnich latach Emitent rozwijał działalność jako Grupa Kapitałowa w kilku obszarach biznesowych m.in. w branży nieruchomości, hotelowej, gastronomicznej, a od 2020 r. również w branży energetycznej związanej z fotowoltaiką. W celu zwiększenia przejrzystości i transparentności prowadzonej działalności przez Śląskie Kamienice S.A. oraz przez spółki zależne planowane jest dokonanie zmian w strukturze organizacyjnej całej Grupy Kapitałowej obejmujących wyodrębnienie poszczególnych działalności związanych z konkretną branżą i utworzenie podmiotu dominującego zarządzającego całą Grupą. Zarząd Spółki jest przekonany, że pozwoli to na dynamiczny wzrost wartości Spółki w kolejnych latach.

„Spółka Śląskie Kamienice już od 4 lat wychodzi poza obszar inwestycji
w kamienice na Górnym Śląsku, tworząc od podstaw nowe koncepty, takie jak: Restauracja Śląska Prohibicja (ok. 730 mkw) i aparthotel Hornigold (ok. 4000 mkw). Prowadząc działalność za pośrednictwem tych i innych podmiotów zależnych, spółka płynnie przeistoczyła się w holding. Celem kontynuowania rozwoju w różnych obszarach i zwiększenia przejrzystości samej struktury, podjęto decyzje, aby zmienić się w Berg Holding S.A. i pod tą nazwą dalej rozwijać skrzydła. Nie oznacza to jednak, że Śląskie Kamienice znikną całkowicie z rynku. Będą one jednym z podmiotów zależnych od Berg Holding, zajmujące się stricte branżą nieruchomości. Poza dotychczasowymi obszarami, zdecydowaliśmy się rozszerzyć działalność na dwóch, nowych dla nas rynkach: fotowoltaice i e-commerce. Planujemy agresywnie wejść w zyskowną i szybko rozwijająca się branżę fotowoltaiczną, a konkretniej w gałąź farm fotowoltaicznych, budowanych od małych jednomegawatowych farm po wielkie trzydziesto/czterdziesto-megawatowe” – mówią prezesi zarządu – dr Ofka Piechniczek i Kamil Kita.
 

„Podczas Walnego Zgromadzenia akcjonariuszy w czerwcu poza zmianą nazwy zostały podjęte również min. uchwały, w zakresie istotnej zmiany przedmiotu działalności. Działania te mają na celu w szczególności zwiększenie przejrzystości naszej struktury, to również jasny podział w formie spółek celowych dla branż, w obszarze których będzie operował Berg Holding S.A.” – dodają. 

Śląskie Kamienice S.A. chcą prowadzić działalność w strukturze holdingowej, w której przedmiotem działalności Spółki będzie tworzenie oraz optymalne zarządzanie podmiotami zależnymi wchodzącymi w skład Grupy Kapitałowej, ukierunkowane na wzrost aktywów w obszarze fotowoltaiki i technologii, e-commerce, nieruchomości oraz HoReCa. Obecna działalność operacyjna Emitenta będzie sukcesywnie przenoszona do dedykowanych spółek celowych, które w najbliższym czasie również opublikują swoje strategie rozwoju. Spółka planuje dokonać zmiany nazwy na BERG HOLDING S.A., a następnie zawiązać spółkę zależną Śląskie Kamienice, która będzie kontynuowała działalność operacyjną obejmującą inwestowanie na rynku nieruchomości. Bieżąca działalność spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej m.in. Hornigold Reit S.A., Śląska Prohibicja S.A. oraz Farma Fotowoltaiki SA będzie nadal kontynuowana przez te podmioty.

„Dzięki przejrzystej strukturze holdingowej spółki staną się bardziej niezależne, a zarządzanie nimi bardziej efektywne. Poprzez nowe strategie poszczególne podmioty będą wytyczać własne ścieżki rozwoju, ale pod pełną kontrolą Berg Holding S.A. Dobrym przykładem tych działań w ostatnim czasie jest Śląska Prohibicja S.A, która
w dobie koronowirusa, w szybkim tempie, dostosowała swoje produkty do nowej sytuacji i stworzyła zupełnie nową markę „Nikisz z pieca”, która w czasie pandemii dowoziła jedzenie do klientów. Z kolei Farmy Fotowoltaiki w krótkim czasie zbudowały sieć kontaktów i możliwości dynamicznego wejścia na rynek”
– komentują prezesi spółki.

Berg Holding S.A. zakończył 2019 r. zyskiem netto w wysokości ponad 2,1 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 22,8 mln zł. Wartość aktywów Spółki na koniec 2019 r. ukształtowała się na poziomie blisko 89,8 mln zł. Spółka planuje podjąć działania mające na celu spełnienie przez nią warunków niezbędnych do przeniesienia notowań na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Berg Holding S.A. to Spółka stworzona na silnych fundamentach. W 2017 r. Spółka zadebiutowała na rynku NewConnect.

Wyjazdy motywacyjne powrócą do firm najwcześniej w połowie przyszłego roku. Organizatorzy liczą straty i apelują o pomoc rządu

Wyjazdy motywacyjne powrócą do firm najwcześniej w połowie przyszłego roku. Organizatorzy liczą straty i apelują o pomoc rządu 1

Organizacja wyjazdów motywacyjnych dla firm to ta część rynku turystycznego, która może najdotkliwiej odczuć skutki pandemii koronawirusa. Nawet po otwarciu granic i wznowieniu połączeń lotniczych odbudowanie popytu na turystykę biznesową będzie trudne i długotrwałe – firmy ograniczają wydatki marketingowe, a przy tym obawiają się o bezpieczeństwo uczestników i własny wizerunek na wypadek ewentualnego zakażenia. Eksperci Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel szacują, że spadek obrotów firm może sięgnąć nawet 90 proc., i przedstawiają propozycje rozwiązań, które mogą pomóc branży.

– Incentive travel jest narzędziem biznesowym, które służy naszym klientom do realizacji ich celów, do motywowania oraz budowania relacji między klientami i pracownikami. Jest wisienką na torcie w całym procesie wsparcia sprzedaży i polega na dostarczeniu emocji w postaci wyjazdu motywacyjnego – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Pobożniak, prezes Haxel Events & Incentive, wiceprezes Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel.

Rynek incentive travel funkcjonuje w Polsce od ok. 20 lat, a od kilku lat rozwija się bardzo dynamicznie. W 2018 roku jego wartość była szacowana na ok. 640 mln zł, a w 2019 roku było to już ok. 767 mln zł (wzrost o 18,5 proc.). Rodzime firmy z tego segmentu zrobiły w ostatnich latach bardzo duże postępy i dogoniły, a niekiedy nawet przegoniły podmioty europejskie.

– Podczas światowych targów turystycznych z obszaru incentive travel spotykaliśmy się wielokrotnie z naszymi konkurentami z zagranicy. Kiedy omawiamy nasze projekty, narzędzia, z których korzystamy, pomysły, które realizujemy, widzimy, że nie mamy się czego wstydzić. Bardzo często programy opracowane przez polskie firmy wygrywają w międzynarodowych konkursach. Jesteśmy w awangardzie. Może nie mamy jeszcze dostępu do tych największych centrów jak Londyn czy Nowy Jork, natomiast z sukcesem konkurujemy na rynku Europy Wschodniej i Środkowej – zaznacza Krzysztof Pobożniak.

Pandemia koronawirusa niemal całkowicie zablokowała branżę incentive travel. Nastroje przedsiębiorców są pesymistyczne, bo wszystko wskazuje na to, że będzie to sytuacja długotrwała. Obawiają się, że incentive travel będzie jedną z ostatnich branż, która wróci do normalności.

– Nasi klienci to korporacje, które zapraszają na wyjazdy motywacyjne i integracyjne swoich kluczowych klientów, najważniejszych dostawców oraz najbardziej wartościowych pracowników. Nikt nie zaryzykuje zdrowia uczestnika tylko dlatego, żeby zrealizować wyjazd – zauważa wiceprezes Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel.

Z badania SOIT wynika, że w tym roku wartość rynku spadnie poniżej 250 mln zł. Jeszcze w marcu badania nastrojów branży pokazywały, że spadek obrotów będzie ok. 50-procentowy, a miesiąc później przewidywane spadki sięgały 77 proc. Te liczby mogą być jednak niedoszacowane.

Myślę, że za rok, kiedy będzie możliwe podsumowanie 2020 roku, okaże się, że te spadki będą dużo większe. Obawiam się, że sięgną one nawet 90 proc., a branża może nigdy nie powrócić do stanu sprzed roku – dodaje ekspert SOIT.

Zgodnie z prowadzonym od sześciu lat badaniem polskiego rynku podróży motywacyjnych („Barometr SOIT”) 2019 rok był najlepszym w historii badań pod względem rozwoju rynku. Badane firmy zorganizowały 942 wyjazdy. W prognozie deklarują realizację 260 wyjazdów w 2020 roku, czyli spadek o 73 proc. Blisko 63 proc. z nich zapowiada realizację nie więcej niż czterech wyjazdów pozaeuropejskich w 2020 roku. Średnia liczba zrealizowanych wyjazdów w 2019 roku wyniosła 31 (o dwa więcej niż w 2018 roku), a obecnie firmy prognozują średnio pięć wyjazdów do krajów europejskich na 2020 rok, co oznacza spadek o 75 proc.

– Szacujemy, że incentive travel jako narzędzie biznesowe będzie ponownie dostrzegane w połowie 2021 roku. To znaczy, że wtedy pojawią się pierwsze zapytania od klientów, którzy stwierdzą, że narzędzie to jest na nowo potrzebne i zacznie działać – dodaje Krzysztof Pobożniak.

Stowarzyszenie uczestniczy w pracach sztabu kryzysowego przedstawicieli przemysłu spotkań. Z uwagi na kończącą się pomoc finansową dla przedsiębiorców i brak perspektyw szybkiego uruchomienia rynku spotkań i wyjazdów biznesowych sztab przygotował pakiet pomysłów i narzędzi, które mają wspierać branżę m.in. w utrzymaniu płynności finansowej i pomóc w jej odbudowie. Na Pakiet Stymulujący dla Przemysłu Spotkań miałyby się składać trzy elementy: obniżenie VAT na usługi konferencyjne do 8 proc., co zachęcałoby firmy do korzystania z usług w pakiecie; zaliczenie kosztów poniesionych na organizacje spotkań́ (także tych w procedurze VAT marża) do kosztów uzyskania przychodu oraz możliwość́ wykorzystania środków z funduszu socjalnego na organizacje spotkań́ pracowniczych. Firmy apelują także o zmiany w zakresie pożyczek i kredytów z BGK, ARP i PFR, a także o zmiany w ramach funkcjonowania bonu turystycznego.

Część pakietu mobilności zacznie obowiązywać w sierpniu. Polskie firmy transportowe czeka kosztowna rewolucja

Część pakietu mobilności zacznie obowiązywać w sierpniu. Polskie firmy transportowe czeka kosztowna rewolucja 2

Przewoźnicy drogowi mają raptem kilka tygodni na przygotowanie do zmian wprowadzonych pakietem mobilności, bo pierwsze przepisy – dotyczące m.in. odpoczynku kierowców – wejdą w życie już w sierpniu. Krajowa branża transportowa od początku prac nad dokumentem podnosiła, że spowoduje on wzrost kosztów i spadek konkurencyjności przewoźników m.in. z Polski, Bułgarii, Litwy i Łotwy. – Zachodnie firmy nie będą w stanie wypełnić luki po konkurentach z naszego regionu, więc z pewnością wrócimy na te rynki – ocenia Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska. Ministerstwo Infrastruktury podkreśla, że Polska sprzeciwia się przyjętym przepisom i rozważa ich zaskarżenie do Trybunału Sprawiedliwości UE.

– Parlament Europejski w ostatnim głosowaniu odrzucił zaproponowane poprawki do pakietu mobilności. Tym samym cały proces legislacyjny został zakończony. Mamy zbieżne stanowisko Parlamentu Europejskiego oraz Rady Unii Europejskiej i w momencie, kiedy projekty zostaną podpisane i opublikowane, staną się obowiązującym prawem – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Wroński.

Pandemia koronawirusa nie zatrzymała prac nad europejskim pakietem mobilności, który Rada UE oficjalnie zatwierdziła w kwietniu br. Projekt został przez nią przegłosowany w pierwszym czytaniu, przy sprzeciwie dziewięciu państw, w tym Polski. 8 lipca Parlament Europejski zadecydował o odrzuceniu wszystkich poprawek do projektu. To oznacza koniec wielomiesięcznego procesu legislacyjnego nad nowymi przepisami, które dotyczą przewoźników drogowych.

W ciągu kilku dni nowe przepisy zostaną opublikowane w Dzienniku Urzędowym UE. Część z nich, m.in. przepisy dotyczące czasu prowadzenia pojazdu i odpoczynku kierowców, wejdą w życie po 20 dniach od publikacji, czyli już w sierpniu. Firmy transportowe mają więc raptem kilka tygodni, żeby się do nich przygotować.

– Trudno wskazać najbardziej dotkliwą spośród nowych regulacji, bo one wszystkie powodują, że nasi przewoźnicy będą mieli gorsze warunki funkcjonowania na europejskim rynku. Można powiedzieć, że firmy z bogatszej, zachodniej części Europy dostały pewien handicap. Suma tych wszystkich niedogodności i barier spowoduje, że nasze koszty będą znacznie większe niż koszty naszych kolegów z Europy Zachodniej – ocenia ekspert.

Komisja Europejska argumentowała, że pakiet mobilności ma na celu poprawę warunków pracy kierowców i wyrównanie zasad konkurencji na europejskim rynku. Jednak nowe regulacje od początku budziły sprzeciw państw Europy Środkowo-Wschodniej (w tym m.in. Polski, Litwy, Łotwy, Węgier, Rumunii i Bułgarii). Wskazywały one, że w obecnym kształcie są wyrazem gospodarczego protekcjonizmu i faworyzują przewoźników zachodnioeuropejskich.

Jak podkreśla prezes TLP, przykładem może być nakaz powrotu samochodu ciężarowego do kraju siedziby firmy co osiem tygodni, który nie ma żadnego uzasadnienia. Ten przepis zacznie obowiązywać w ciągu 18 miesięcy od publikacji. To oznacza, że samochody operujące w Europie Zachodniej będą musiały regularnie wracać do Polski.

– O ile powrót kierowcy co trzy, cztery tygodnie można by wytłumaczyć koniecznością poprawy jego warunków socjalnych, z czym oczywiście można polemizować, o tyle nie ma już żadnego uzasadnienia, dla którego samochód miałby wracać do kraju co dwa miesiące – tłumaczy Maciej Wroński. – Wszyscy jeździmy w te same miejsca, bo 80 proc. unijnej produkcji koncentruje się w państwach Beneluksu, we Francji, w Niemczech i północnych Włoszech. Ten przepis nie będzie więc stanowił żadnego problemu dla przedsiębiorców z Niemiec czy Francji, najwyżej kierowca przejedzie 150–200 km na pusto. Jednak przewoźnicy z takich państw jak Polska, Litwa czy Bułgaria będą musieli wracać po 600–800 km na pusto. 

Po zmianach, które wejdą w życie na początku sierpnia, przewoźnicy będą musieli przeorganizować swoje rozkłady jazdy. Zgodnie z nowymi przepisami kierowcy w transporcie międzynarodowym muszą mieć zagwarantowaną możliwość regularnego odpoczynku, który powyżej 45 godzin nie może odbywać się w kabinie ciężarówki, ale w miejscu wyposażonym w odpowiednią infrastrukturę noclegową (np. hotelu), a koszty zakwaterowania będzie pokrywał pracodawca. Musi on również zorganizować pracę kierowców tak, żeby umożliwić im powrót do domu co trzy–cztery tygodnie, w zależności od harmonogramu czasu pracy.

Po półtora roku w życie wejdą także przepisy dotyczące delegowania pracowników, które dotyczyć będą firm transportu drogowego. Jak podkreśla Maciej Wroński, będzie to dla nich boleśnie odczuwalne. Chodzi m.in. o zmiany w rozliczaniu płac minimalnych (wyrównywanie ich do poziomów obowiązujących w państwach Europy Zachodniej) oraz brak możliwości zaliczania wypłacanych w Polsce dodatków (diet, ryczałtów) do wynagrodzenia kierowcy. Badanie OCRK wskazuje, że koszty pracownicze firm przewozowych mogą przez to wzrosnąć nawet o 30 proc.

Co te zmiany powodują? Nie dość, że będziemy mieli takie same koszty pracy jak nasi konkurenci, to jeszcze będziemy zobowiązani polskimi przepisami krajowymi do wypłacania dodatkowych świadczeń kierowcom, które nie są przewidziane w tych państwach, do których jeździmy. Czyli będziemy mieli wyższe koszty pracy nawet niż przedsiębiorcy z Francji czy Niemiec i tu widzę największe zagrożenie – podkreśla prezes TLP.

Według portalu Statista („Size of the road freight market in Europe from 2010 to 2019”) europejski rynek towarowego transportu drogowego w 2018 roku był wart 341,5 mld euro, a w 2019 roku miał urosnąć do 355,1 mld euro. Polska miała największy udział w całkowitej liczbie tonokilometrów drogowego transportu towarowego przypadający na państwa członkowskie UE. Według prognoz przychody branży transportu drogowego towarów w Polsce mają wzrosnąć z 32,5 mld dol. w 2018 roku do 37,7 mld dol. w 2023 roku.

Prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska podkreśla, że wejście w życie pakietu mobilności znacznie obniży jednak konkurencyjność branży, która ma 7-proc. udział w polskim PKB, i spowoduje wzrost kosztów po stronie przewoźników. W połączeniu z gospodarczymi skutkami pandemii SARS-CoV-2, która mocno zachwiała kondycją finansową sektora, może to sprawić, że część przedsiębiorców będzie musiała zakończyć działalność. W ocenie eksperta rynek jednak upomni się o polskie firmy.

– Zachodni przewoźnicy nie będą w stanie zapewnić luki po naszych. Już w tej chwili w bogatszych krajach brakuje ponad pół miliona kierowców, więc sięgają do rezerw, np. kierowców z Polski. Jednak tych rezerw brakuje, bo ci kierowcy, którzy chcieli pracować za granicą, już tam pracują. Zatem nawet jeżeli polskie firmy zostaną chwilowo wypchnięte z rynku, to i tak na niego wrócą. Jednak wtedy to niestety ich klienci będą musieli zapłacić znacznie więcej, żebyśmy mogli dalej wykonywać obsługę zleceń związanych z europejską wymianą towarową. Per saldo koszt spadnie na europejskiego konsumenta i pracownika, więc za te wszystkie pomysły polityczne zapłacimy my wszyscy – mówi Maciej Wroński.

Ministerstwo Infrastruktury w komunikacie opublikowanym po zakończeniu prac Parlamentu Europejskiego podkreśliło, że Polska sprzeciwia się przyjętym przepisom i rozważa ich zaskarżenie do Trybunału Sprawiedliwości UE, podobnie jak inne państwa regionu.

Jacek Męcina: Dodatek solidarnościowy powinien być rozwiązaniem tymczasowym. Czas pomyśleć o ubezpieczeniu od bezrobocia

Jacek Męcina: Dodatek solidarnościowy powinien być rozwiązaniem tymczasowym. Czas pomyśleć o ubezpieczeniu od bezrobocia 3

Świadczenie solidarnościowe po utracie pracy przysługuje pracownikom, którym po 15 marca pracodawca rozwiązał umowę o pracę w następstwie pandemii koronawirusa lub ich umowa wygasła. Przez trzy miesiące – czerwiec, lipiec, sierpień – jest wypłacane świadczenie w wysokości 1400 zł, a przysługujący zasiłek dla bezrobotnych zostanie w tym czasie zawieszony. – W obecnej sytuacji dobrym rozwiązaniem byłaby podwyżka zasiłku, ale należy rozważyć, w jaki sposób go finansować – komentuje Jacek Męcina, ekspert Konfederacji Lewiatan, i sugeruje wprowadzenie ubezpieczenia od bezrobocia.

Warunkiem uzyskania dodatku solidarnościowego jest podleganie ubezpieczeniom społecznym z tytułu umowy o pracę przez co najmniej 60 dni w 2020 roku oraz złożenie wniosku do ZUS do 31 sierpnia. Nowe świadczenie to kolejny element rządowego wsparcia dla osób, które odczuwają gospodarcze skutki pandemii koronawirusa.

– W sytuacji, kiedy na skutek kryzysu gospodarczego ludzie tracą pracę i nie mają prawa do zasiłku dla bezrobotnych lub są zmuszeni zamknąć działalność gospodarczą w przypadku samozatrudnionych, dodatek solidarnościowy może być dobrym rozwiązaniem, ale na krótki okres, najdalej do końca 2020 roku – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Jacek Męcina, profesor UW, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. – Nie powinien być jednak rozwiązaniem systemowym. Należy podwyższyć zasiłek dla bezrobotnych, ale jednocześnie zastanowić się, jak go finansować.

Jak podkreśla ekspert, jednym z rozwiązań jest wprowadzenie ubezpieczenia od bezrobocia. Mogłoby ono obowiązywać od 2023 lub 2024 roku. Wysokość zasiłku dla bezrobotnych od dawna jest przedmiotem dyskusji. W Polsce jest on najniższy w porównaniu z krajami Unii Europejskiej, a prawo do niego ma najmniejszy odsetek bezrobotnych.

– W dodatku jest on bardzo krótki, bo wynosi od 6 do 12 miesięcy w regionach z najwyższym bezrobociem – uściśla doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. – W wielu krajach Unii Europejskiej funkcjonuje system ubezpieczenia od bezrobocia, który pozwala w dłuższym czasie skorelować wysokość zasiłku z wysokością wynagrodzenia. Ale to oznacza także koszty związane z ubezpieczeniem na wypadek bezrobocia dla osób zatrudnionych.

W warunkach kryzysu gospodarczego istotnym dla pracodawców czynnikiem modelującym zatrudnienie jest poziom płacy minimalnej. Od kilku tygodni trwają dyskusje o tym, czy i o ile powinna wzrosnąć w przyszłym roku.

– Płaca minimalna nie może rosnąć zbyt szybko w warunkach kryzysu, bo skutkuje to albo wzrostem szarej strefy, albo redukcją zatrudnienia. Przedsiębiorcy, zwłaszcza mikro i mali, zwracają uwagę, że wysokość płacy minimalnej w Polsce w najbliższym czasie powinna pozostać na tym samym poziomie – uściśla Jacek Męcina.

Do 15 czerwca każdego roku rząd przedstawia Radzie Dialogu Społecznego proponowaną wysokość płacy minimalnej oraz wskaźniki makroekonomiczne. Wysokość minimalnego wynagrodzenia jest następnie przedmiotem negocjacji w ramach RDS. W tym roku z uwagi na pandemię koronawirusa zmieniły się ustawowe terminy i propozycje rządu zostaną przedstawione do 31 lipca. Partnerzy będą mieli tylko 10 dni na ustalenie trzech podstawowych wskaźników, czyli płacy minimalnej, wskaźnika wzrostu wynagrodzeń dla sfery budżetowej i wskaźnika waloryzacji.

Mechanizm ustalania płacy minimalnej jest określony ustawowo. Przepisy prawne gwarantują weryfikację wysokości płacy minimalnej o inflację, a jeżeli inflacja w roku poprzednim była wyższa od zakładanej – także o wskaźnik weryfikujący. Poza tym, jeżeli w danym roku wysokość minimalnego wynagrodzenia będzie niższa od połowy wysokości przeciętnego wynagrodzenia, stopień jego wzrostu zwiększa się dodatkowo o 2/3 wskaźnika prognozowanego realnego przyrostu PKB.

Konfederacja Lewiatan prowadzi analizy wysokości płacy minimalnej w gronie eksperckim. Wnioski są jednoznaczne. Z mechanizmów ustawowych wynika, że w tym roku należy zweryfikować płacę minimalną na poziomie 2,6 tys. zł o poziom inflacji prognozowanej na 2021 rok (od 2 do 3 proc.).

– Wskaźnik ustawowy nakazuje weryfikować wysokość najniższej płacy mnożnikiem 2/3 spodziewanego wzrostu PKB, a ten wzrost w perspektywie 2021 roku na pewno nie będzie wielki. Być może ten zalecany wskaźnik weryfikacji będzie właśnie odnoszony głównie do planów inflacyjnych. Zwracam też uwagę, że wysokość płacy minimalnej od dawna jest zakotwiczona w wysokości 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia – kontynuuje ekspert.

Jak podkreśla Jacek Męcina, to uczciwe założenie, także w kontekście dyskusji o europejskiej płacy minimalnej, aby punktem wyjścia do rozmów było 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia oraz inflacja, natomiast inne parametry powinny być już elementem negocjacji partnerów społecznych, a więc związków zawodowych i pracodawców.

Konfederacja Lewiatan postuluje, aby płaca minimalna w 2021 roku pozostała na poziomie z 2020 roku, czyli 2,6 tys. zł. Aby zrealizować ten cel, zdaniem Jacka Męciny konieczna będzie ustawowa interwencja. Zgodnie z art.  5 ust. 1 i 2 ustawy z 2002 roku o minimalnym wynagrodzeniu za pracę prawo gwarantuje wzrost płacy minimalnej na kolejny rok w stopniu nie niższym niż prognozowany na dany rok wskaźnik cen.

– Jako Konfederacja Lewiatan odbyliśmy już wstępne rozmowy ze związkami zawodowymi na temat płacy minimalnej i wydaje mi się, że jest zrozumienie co do tego, że nie może ona rosnąć zbyt szybko w warunkach kryzysu. Jest także konsensus dotyczący odnoszenia płacy minimalnej do 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia i weryfikacji o inflację. Jak zawsze w negocjacjach związki zawodowe mają zapewne nieco większe apetyty, czyli chciałyby trochę wyższej płacy minimalnej, ale argumenty przedsiębiorców są dość istotne i można się spodziewać porozumienia w tej sprawie – zaznacza.

Apetyty związków są o tyle uzasadnione, że rząd w ubiegłym roku zapowiadał wzrost płacy minimalnej do 3 tys. zł brutto w 2021 roku, a w perspektywie kolejnych dwóch lat – do 4 tys. zł brutto.

Prezes GPW: Powrót do wzrostów na giełdzie może świadczyć o wierze inwestorów w miarę szybkie odbicie gospodarek

0

Prezes GPW: Powrót do wzrostów na giełdzie może świadczyć o wierze inwestorów w miarę szybkie odbicie gospodarek 4

Dzięki spowodowanej pandemią dużej zmienności na giełdach wzrosły obroty. Skorzystała również warszawska GPW, która zaczęła rok rekordowym kwartałem. Gorzej wyglądały notowania głównego indeksu, zwłaszcza w pierwszym kwartale roku, bo drugi był już korzystny dla wszystkich. Wciąż jednak pozostaje pytanie o przyszłość i stosunek inwestorów do ryzyka, a ten zależeć będzie od tempa, w jakim gospodarki powrócą na tory rozwoju.

– GPW jako spółka ma się bardzo dobrze, mieliśmy rekordowy pierwszy kwartał w jej historii. Giełda to też organizator obrotu i mamy bardzo dobre obroty związane z tym, że na początku pandemii była panika, potem dość silne odbicie i teraz indeksy małych spółek są mniej więcej 10 proc. powyżej tych z początku roku. Jednak większe spółki są wciąż poniżej tego otwarcia roku 2020 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Po paru miesiącach bardzo intensywnego handlu, gdzie obroty przekraczały 900 mln zł dziennie, mamy uspokojenie na poziomie ok. 800 mln zł.

Właśnie dzięki tej zmienności rynku w pierwszym kwartale roku GPW osiągnęła 97 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży –  wzrosły one o 15,3 proc. wobec pierwszych trzech miesięcy 2019 roku i o 20,9 proc. w stosunku do czwartego kwartału 2019 roku. Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 50 mln zł, zaś zysk netto 29,3 mln zł. To wzrost rok do roku o niemal jedną piątą. Do tych wyników przyczyniły się wyższe obroty na rynku finansowym. Także w całym półroczu obroty wzrosły w ujęciu rocznym o 34,8 proc. do 134,3 mld zł (na NewConnect nawet o kilkaset procent).

Jednak indeks największych spółek, obciążony obecnością banków, od początku roku stracił na wartości ok. 17 proc., a indeks szerokiego rynku WIG – 12 proc. Za to najmniejsze podmioty skupione w sWIG80 zwiększyły kapitalizację o 17 proc.

– Wszyscy czekamy na to, w jakim kierunku pójdzie światowa gospodarka, jaki kształt będzie miało odbicie, jak szybko nastąpi i w których branżach. Szczególnie po branży biotechnologicznej i informatycznej, której indeksy są 50 proc. powyżej otwarcia roku, widać, że to są zdecydowani zwycięzcy koronakryzysu – mówi Marek Dietl. – Z kolei instytucje finansowe i szereg innych branż wciąż muszą jeszcze walczyć o to, żeby wyjść z niego wzmocnione. Jest jeszcze tarcza antykryzysowa rządu premiera Morawieckiego – około 30 spółek giełdowych już z niej skorzystało, kolejne duże spółki teraz będą korzystać po zgodzie Komisji Europejskiej na nią. To na pewno było jedno z ważniejszych wydarzeń, gdyż spowodowało, że nie mieliśmy fali bankructw w całej gospodarce, również wśród spółek giełdowych.

Jak informuje Polski Fundusz Rozwoju, do 9 lipca z tarczy finansowej skorzystało prawie 315,7 tys. firm zatrudniających łącznie niemal 2,95 mln pracowników. Łącznie banki wypłaciły im 56,8 mld zł, w tym 17,6 mld zł przypadło mikrofirmom, zaś małym i średnim przedsiębiorstwom – 39,6 mld zł. Cała tarcza finansowa ma wartość 100 mld zł.  Prezes GPW liczy na to, że gospodarki szybko wrócą do wzrostów. Inwestorzy przekonaliby się wtedy do bardziej ryzykownych inwestycji, za jakie uważane są rynki akcyjne krajów wschodzących, w tym wciąż Polska.

– Co 200 mikrosekund mamy wycenę wszystkich spółek i ceny kapitału. Widzieliśmy bardzo dużą zmienność, czyli najpierw olbrzymie tąpnięcie, największe w historii, a potem stopniowe, ale dość szybkie odbudowywanie, szczególnie mniejszych spółek – mówi. –Giełda jest dawcą informacji publicznej, wszyscy możemy sprawdzić w aplikacji GPW App albo na naszej stronie internetowej, ile kosztuje kapitał i jak jest postrzegane ryzyko. Rzeczywiście w marcu i na początku kwietnia ryzyko w gospodarce było postrzegane jako bardzo wysokie, a teraz widać, że wyceny się podnoszą, więc jednak inwestorzy zakładają taki scenariusz – szybki spadek i w miarę szybkie odbicie.

Inwestycje w energię odnawialną mogą stanowić alternatywę dla budowy elektrowni atomowej. Ich łączna moc w Polsce przekroczyła już 10 GW

Jednym z kluczowych elementów transformacji energetycznej w Polsce mogą okazać się inwestycje skupione wokół energetyki odnawialnej. Pozwolą uniezależnić ten sektor gospodarki od przemysłu górniczego. Kluczową rolę w odejściu od węgla może odegrać zielony wodór, który pozwoli zgromadzić nadwyżki energetyczne do wykorzystania w szczycie obciążenia sieci energetycznych.

– Energetyka odnawialna jest ważną alternatywą dla elektrowni jądrowych. Zaczyna tanieć i staje się coraz bardziej efektywna, a jeżeli ją rozwiniemy, to powstaną nadwyżki energii, kiedy wieje i kiedy świeci. I wtedy możemy wytwarzać tzw. zielony wodór i magazynować go do produkcji energii elektrycznej.  W naszym systemie gazowniczym bez dodatkowych inwestycji możemy zmagazynować 3-4 mld metrów sześciennych wodoru – mówi agencji Newseria Innowacje Andrzej Kassenberg, ekspert Koalicji Klimatycznej z Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Z najnowszych danych opublikowanych przez Ministerstwo Klimatu wynika, że moc systemów energii odnawialnej w Polsce przekroczyła właśnie wartość 10 GW, z czego największą dynamikę wzrostu wykazuje sektor fotowoltaiczny – od grudnia 2015 roku nominalna moc instalacji tego typu wzrosła aż o 1500 proc.

Rośnie również znaczenie instalacji wiatrowych, które obecnie stanowią największą część zielonego miksu energetycznego w Polsce. Z danych opublikowanych przez Urząd Regulacji Energetyki  wynika, że elektrownie wiatrowe odpowiadają za produkcję 65 proc. mocy OZE – pod koniec 2019 roku produkowały 5,9 GW energii. Wartość ta będzie stale wzrastać, gdyż obecnie prowadzone są prace nad 160 instalacjami o łącznej mocy rzędu 2,5 GW. Szacuje się, że przy obecnym poziomie rozwoju energetyki odnawialnej do 2025 roku udział OZE w miksie energetycznym wzrośnie do 17,6 proc, a w 2030 roku osiągnie wartość 21 proc.

– Istotne jest powiązanie niestabilnej energetyki odnawialnej ze stabilną oraz z mechanizmem Demand Side Response, zgodnie z  którym płaci się firmom za to, że wtedy, kiedy jest szczyt, ograniczają zużycie energii, a w pozostałych mogą normalnie pracować i tak urządzić pracę, żeby to było dla nich korzystne. Zwłaszcza że za to im się płaci – tłumaczy ekspert.

Instytut na rzecz Ekorozwoju włączył się do unijnego programu LIFE_UNIFY. Nadrzędnym celem tego projektu jest wykorzystanie funduszy europejskich do wdrażania w krajach Unii Europejskiej krajowych planów energii i klimatu oraz długoterminowych strategii klimatycznych. Pomoże w tym nowa jednostka administracyjna, której rolą będzie oddziaływanie na lokalne ośrodki władzy w celu realizacji polityki proekologicznej.

Do pobudzenia tego sektora gospodarki włączył się również rząd, który podjął decyzję o wydłużeniu programów wsparcia OZE w ramach systemu aukcyjnego. Jeśli władze uzyskają zgodę Komisji Europejskiej na przeznaczenie dodatkowych środków na ten cel, program dotacji, który miał zakończyć się w czerwcu 2021 roku, zostanie przedłużony o kolejne pięć lat.

Ministerstwo Klimatu planuje także rozpocząć proces konsultacji strategii wodorowej do roku 2030, która pozwoliłaby zrealizować pomysł Instytutu na rzecz Ekorozwoju i powiązać rozwój rodzimego sektora OZE z rozwojem branży energii wodorowej. Program ten jest jednak na wczesnym etapie prac i resort podpisał dopiero list intencyjny w sprawie inwestycji w gospodarkę wodorową.

– Rządzący od lat są w tzw. pułapce politycznej, nie potrafią klarownie opowiedzieć się za jedną opcją. Polityka energetyczna przyjęta przez rząd jest z 2009 roku, a co cztery lata powinniśmy ją aktualizować, co jest zapisane w ustawie Prawo energetyczne. Biznes nie wie, w jakim kierunku pójść i to jest bardzo poważny mankament. Są jednak opracowania niezależnych instytucji, które pokazują, że najkorzystniejsza jest opcja energetyki odnawialnej, odejścia od węgla w roku 2030–2035, budowa magazynów, wykorzystania biomasy i biogazu oraz zaangażowania ludzi, czyli tzw. demokracja energetyczna – wymienia Andrzej Kassenberg.

Według analityków z firmy Market Study Report wartość globalnego rynku energii odnawialnej w 2019 roku wyniosła 507 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 728,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 9,5 proc.

Sztuczna inteligencja dopasuje skuteczny lek i jego dawkę w terapii nowotworowej. Nowa platforma zamiast laboratorium wykorzystuje dane zgromadzone w chmurze

Sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować medycynę. Wykorzystuje biomarkery w celu dokładnego dopasowania pacjentów do badań klinicznych i pozwala spersonalizować terapię przeciwnowotworową. Platforma z SI izraelskiego start-upu Nucleai wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego do przewidywania postępu nowotworów i odpowiedzi układu odpornościowego pacjenta w celu ustalenia najbardziej skutecznego leczenia.

Wybór odpowiedniego leczenia raka dla konkretnego pacjenta staje się coraz bardziej skomplikowany ze względu na różne testy diagnostyczne, szeroką gamę leków i terapii oraz różne schematy leczenia. Przy tak dużej ilości informacji to sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować leczenie nowotworów. Dzięki rozpoznawaniu wzorców SI może zautomatyzować wiele rutynowych zadań, ponadto pozwala rozszerzyć diagnozę o opcje leczenia.

Tak właśnie działa oprogramowanie Nucleai. Platforma izraelskiego start-upu wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego do przewidywania postępu nowotworów, a także odpowiedzi układu odpornościowego pacjenta w celu ustalenia najbardziej skutecznego przebiegu leczenia.

– Sprawdzenie slajdu patologicznego pozwala wyraźnie zauważyć walkę pomiędzy guzem a komórkami odpornościowymi, podobnie jak zdjęcie satelitarne pola bitwy. Nasza platforma ze sztuczną inteligencją analizuje setki tysięcy komórek na slajdzie, bada interakcję guza z układem odpornościowym i dopasowuje odpowiedniego pacjenta do właściwego leku na podstawie tych cech – tłumaczy Avi Veidman, prezes zarządu Nucleai.

Leki immunoterapeutyczne na raka po raz pierwszy zatwierdzono w 2015 roku. Najskuteczniejsze okazały się w przypadku pacjentów z rakiem skóry i czerniakiem. Obecnie ok. 20 proc. chorych na nowotwory dobrze reaguje na taką terapię, ale dzięki platformie Nucleai będzie można stworzyć model układu odpornościowego, aby przewidzieć, kto lepiej zareaguje na który lek. Technologia ta analizuje ogromne zestawy danych obrazów tkanek przy użyciu metod uczenia maszynowego –  w ten sposób określa cechy przestrzenne zarówno guza, jak i układu odpornościowego pacjenta.

– To niebanalne rozwiązanie złożonego problemu. Nie ma potrzeby prowadzenia mokrego laboratorium biologicznego [specjalnie zaprojektowanego, szczelnego laboratorium, gdzie można badać niebezpieczne próbki – przyp.red.]. Nasze rozwiązanie oparte na chmurze pozwala nam gromadzić ogromne ilości danych immunoonkologicznych z różnych źródeł, tworząc złożone informacje, których pojedyncza apteka lub instytut nie są w stanie wygenerować samodzielnie – podkreśla Eliron Amir, dyrektor operacyjny Nucleai.

Firma Nucleai uzyskała niedawno 6,5 ​​mln dol. finansowania od szwajcarskiej firmy biofarmaceutycznej Debiopharm Group. Obecni inwestorzy Vertex Ventures Israel i Grove Ventures Capital również wzięli udział w nowej serii finansowania, dzięki której start-up otrzymał łącznie 11,5 mln dol. Dzięki dofinansowaniu prace nad skutecznym lekiem na nowotwory znacznie przyspieszą.

– Nasze rozwiązanie opiera się wyłącznie na oprogramowaniu wbudowanym w obieg pracy badacza biomarkerów. Dzięki temu możemy je szybko skalować, aby świadczyć usługi dla dużej liczby partnerów farmaceutycznych i biotechnologicznych, a także pacjentów – przekonuje Eliron Amir.

Coface: Fala bezrobocia dopiero nadciąga

0

Największe obawy o stan polskiej gospodarki były związane z danymi za kwiecień, gdy drastyczny okazał się spadek sprzedaży detalicznej. Odbicie od dna recesji będzie jednak bardzo słabe, potrwa wiele miesięcy. Fala bankructw czeka nas w 2021 r.

Polska gospodarka powoli i stopniowo wychodzi z zapaści spowodowanej wpływem pandemii Covid-19. W pierwszej połowie roku spadek produkcji przemysłowej, a także sprzedaży detalicznej przekroczył 20 proc. Wraz ze stopniowym odmrażaniem gospodarki wskaźniki zaczęły pokazywać mniej pesymistyczny obraz, jednak w maju sprzedaż detaliczna była niemal o 8 proc. niższa niż przed rokiem, a spadek produkcji przemysłowej sięgnął aż 17 proc.

– Drugi kwartał był prawdopodobnie dnem recesji w Polsce, kolejne miesiące okażą się prawdopodobnie już okresem poprawy, ta jednak będzie słaba i bardzo powolna – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Centralnej. – W najtrudniejszym okresie największym pocieszeniem był wzrost sprzedaży online, której udział wzrósł do 12 proc.

Skutki koronawirusa najlepiej zniosła branża farmaceutyczna, ale to właśnie w handlu online tkwi nadal największy potencjał. W szczególnie trudnej sytuacji pozostanie natomiast przemysł motoryzacyjny.

– Wychodzenie z kryzysu będzie trudne ponieważ dopiero w kolejnych miesiącach będzie rosła stopa bezrobocia – wyjaśnia ekspert Coface.

Wzrost bezrobocia jest ograniczony ze względu na wprowadzone tarcze antykryzysowe. Rzeczywistą sytuacje na rynku pracy poznamy, gdy te mechanizmy ochronne przestaną działać. Nastroje konsumentów zaczną się pogarszać także ze względu na wysokość wynagrodzeń, te wprawdzie są nadal wyższe w kolejnych miesiącach, ale tylko licząc rok do roku.

Podobnie odłożone w czasie jest ogłaszanie bankructw. Jak wynika z raportu Coface dotyczącego upadłości w Polsce w I półroczu analiza statystyk upadłości i restrukturyzacji nie odzwierciedla wpływu pandemii na biznes w Polsce. Firmy w trudnej sytuacji płynnościowej niechętnie korzystały z przewidzianych prawem możliwości upadłości lub restrukturyzacji, ponieważ to pozbawiało je możliwości skorzystania ze wsparcia jakie daje tarcza antykryzysowa. Niemniej jednak wyższa liczba postępowań jest już widoczna w niektórych branżach, które ucierpiały na „lockdownie” lub które już przed pandemią odczuwały pogorszenie koniunktury. W pierwszej połowie 2020 r. upadłości i restrukturyzacje w zakwaterowaniu i gastronomii zwiększyły się ponad dwukrotnie, w produkcji artykułów spożywczych i napojów o niemal 70 proc., a w branży metalurgicznej o ponad 60 proc. Z kolei spowolnienie gospodarcze na naszych głównych rynkach eksportowych, które w obliczu pandemii przerodziło się w recesję, przyczyniło się do wzrostu postępowań wśród producentów maszyn i urządzeń ze względu na duże uzależnienie od popytu zagranicznego. Wzrost upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw w Polsce będzie odnotowany z opóźnieniem. Wraz z wygasającym wsparciem dla firm oraz zakończeniem stanu epidemii odkładającym obowiązek składania wniosków upadłościowych wzrośnie liczba postanowień. Proces ten prawdopodobnie nabierze na sile w 2021 r., pomimo tego, że polska gospodarka będzie wychodzić z recesji. Jednak gdyby nie zostały wprowadzone środki wsparcia dla biznesu, liczba bankructw w latach 2020-2021 byłaby z pewnością znacznie większa.

Niemiecki przemysł znów się umacnia

W tym tygodniu ukazały się majowe wyniki produkcji przemysłowej w Niemczech, gdzie nastąpił wzrost produkcji przemysłowej w zestawieniu miesiąc do miesiąca o 7,8%. Należy jednak dodać, że produkcja przemysłowa w porównaniu rocznym jest nadal o 19,3% niższa, biorąc pod uwagę korektę sezonową. Dopiero teraz okaże się, jakie szkody w dłuższej perspektywie spowodowała pandemia koronawirusa. Zamiast zamkniętych granic, obecnie firmom będzie przede wszystkim doskwierał spadek popytu, który będzie skutkiem długoterminowego pogarszania się sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw.

Pod tym względem interesujące będzie również monitorowanie rozwoju zamówień przemysłowych. W  Niemczech wzrosły one o 10,4% m/m. Czynnikiem, który stymulował ten wzrost było zmniejszenie się nerwowości na skutek częściowego zniesienia obostrzeń związanych z koronawirusem. Jednak w zestawieniu rocznym zamówienia przemysłowe są nadal o jedną trzecią niższe niż rok wcześniej.

Roksana Cicha, analityczka AKCENTA

Pieniądze na innowacje – nabór do konkursów pomagających zwalczyć epidemię

0

Nawet 300 mln zł może trafić do polskich przedsiębiorców, których działania służą w walce z pandemią. Takie rozwiązania, jak: „Szybka Ścieżka – Koronawirusy”, Dotacje na kapitał obrotowy oraz Dotacje na infrastrukturę do zwalczania COVID-19, zaprezentowali eksperci z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej podczas webinarium w ramach cyklu „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu”.

Szybka Ścieżka – samodzielnie lub w konsorcjum

Konkurs „Szybka Ścieżka – Koronawirusy”, organizowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), jest skierowany do polskich przedsiębiorców i naukowców, którzy pracują lub planują prace nad diagnostyką, leczeniem i przeciwdziałaniem chorobom wirusowym. O dofinansowanie mogą się ubiegać przedsiębiorstwa realizujące projekt samodzielnie, konsorcja przedsiębiorstw składające się z maksymalnie trzech firm lub konsorcja przedsiębiorstw i jednostek naukowych (max. 3 podmioty). W tym ostatnim przypadku liderem musi być przedsiębiorstwo.  W zgłaszanym do NCBR projekcie muszą być realizowane minimum prace rozwojowe. Może on również obejmować badania przemysłowe oraz prace przedwdrożeniowe, np. zgłoszenia patentowe czy certyfikaty – ich koszty także można finansować z projektu.

Zakres tematyczny

Konkurs jest prowadzony w sprawdzonej i atrakcyjnej dla przedsiębiorców formule „Szybkiej Ścieżki”. W odróżnieniu od „głównego” konkursu programu ma zakres tematyczny, podzielony na 3 obszary. Pierwszy z nich dotyczy diagnostyki – zestawów oraz urządzeń do szybkiego wykrywania koronawirusów, przeznaczonych do użytkowania przez specjalistów. Chodzi także o pacjentów pod nadzorem specjalistycznym. Przykładowe rozwiązania, które mogą zostać opracowane w tym obszarze to np. zestaw testów diagnostycznych opartych o markery charakterystyczne dla białek koronawirusów, w szczególności SARS-CoV-2 lub robot do zdalnego i bezzałogowego pobierania próbek biologicznych u ludzi. Kolejnym obszarem są badania nad wykorzystaniem istniejących lub nowych leków, a także prace nad szczepionką. Przykładowo, potwierdzenie w fazie klinicznej skuteczności działania zarejestrowania substancji czynnych w terapii zakażeń koronawirusami. Trzeci obszar to profilaktyka – wszystkie działania prewencyjne ograniczające rozprzestrzenianie się pandemii oraz działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa biologicznego i ochrony społeczeństwa oraz wsparcie jego funkcjonowania w stanach zagrożenia epidemiologicznego. Mogą to być na przykład urządzenia do dezynsekcji obiektów lub pojazdów specjalistycznych.

Budżet i terminy

Budżet finansowanego z Funduszy Europejskich konkursu to 200 mln zł. Jest podzielony na 2 części: 75 mln zł to kwota przeznaczona na projekty realizowane w województwie mazowieckim, a 125 mln zł na pozostałe województwa. To dobra wiadomość dla firm i jednostek naukowych chcących prowadzić prace B+R na Mazowszu – w innych prowadzonych obecnie konkursach nie ma puli środków dla projektów realizowanych w woj. mazowieckim. To wyróżnik tego konkursu.

Kolejna dobra wiadomość to długi nabór wniosków o dofinansowanie. NCBR przyjmuje je aż do 31 grudnia. Dla usprawnienia procesu i skrócenia czasu uzyskania informacji o przyznaniu dofinansowania nabór został podzielony na rundy. Pierwsza już za nami, a obecnie – do 24 lipca – trwa kolejna. Kto nie zdąży złożyć wniosku w tym terminie może to zrobić do końca roku. Warto przy tym pamiętać, że w tym przypadku rozstrzygnięcia zapadną w I kwartale 2021 roku.

Dofinansowanie

Minimalna wartość projektu (kosztów kwalifikowalnych) w przypadku pojedynczego MŚP to milion złotych, a w przypadku dużych firm oraz konsorcjów 2 mln zł. Poziom dofinansowania projektu zależy od rodzaju prowadzonych prac i statusu podmiotu – na największe dofinansowania mogą liczyć jednostki naukowe (100%) i mikro- oraz małe przedsiębiorstwa (nawet do 80% w części obejmującej badania przemysłowe). Tym samym firmy zawsze muszą mieć wkład własny do projektu.

– Finansowanie jest na całkiem wysokim poziomie. Dla przykładu, mikro lub małe przedsiębiorstwo, które zaplanuje realizację badań przemysłowych może na dodatek postarać się o tzw. premię. Można ją uzyskać, jeśli firma skutecznie współpracowała z innymi przedsiębiorstwami lub jednostkami naukowymi albo zobowiąże się do rozpowszechnienia wyniku swojego projektu– mówi Agnieszka Lewandowska, kierownik sekcji w Dziale Wyboru Projektów NCBR.

Ocena wniosków

Złożone online wnioski są oceniane przez niezależnych ekspertów. Po weryfikacji kryteriów formalnych przez NCBR odbywa się ocena merytoryczna. Eksperci dokonują jej w oparciu o – uproszczone w tym roku – kryteria oceny merytorycznej.  Informacje o kryteriach i zasadach oceny są podane w przystępny sposób w dokumentacji konkursowej oraz w webinariach dotyczących tego konkursu. Dla przykładu, kryteria punktowane w konkursie to:

jest ocena merytoryczna

  • istota projektu (jego cel, metodologia badawcza i nowość rezultatów)
  • realizacja projektu (plan prac, zespół projektowy, zasoby techniczne oraz wartości niematerialne oraz prawne)
  • wdrożenie wyników projektu (prawa własności intelektualnej, zapotrzebowanie rynkowe i opłacalność wdrożenia) oraz
  • wdrożenie na terenie RP.

Inne formy wsparcia

„Szybka Ścieżka – Koronawirusy” to jeden z elementów oferty dotacyjnego wsparcia w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Kolejnym są dotacje na infrastrukturę do zwalczania COVID-19 realizowane przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Celem konkursu jest dofinansowanie przedsiębiorstw w zakresie utworzenia lub rozwoju infrastruktury, która będzie służyć do testowania i przygotowania do masowej produkcji produktów wykorzystywanych do zwalczania pandemii. Nabór prowadzony jest od 8 czerwca do 31 lipca br. Wnioskodawcami mogą być przedsiębiorstwa –budżet konkursu wynosi 100 mln zł. Realizacja projektu powinna zakończyć się w terminie do 6 miesięcy od dnia udzielenia pomocy.

– To co wyróżnia to działanie spośród innych, które są w ofercie Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój to stosunkowo wysoka intensywność pomocy. Bazowa to 75% kosztów kwalifikowalnych. Jednocześnie może być ona zwiększona o 15 punktów procentowych, jeżeli projekt zostanie zakończony w terminie 2 miesięcy od dnia udzielenia pomocy – mówi Łukasz Małecki, Departament Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju.

Kosztami kwalifikowalnymi mogą być m.in.:  nabycie nieruchomości zabudowanych i niezabudowanych, nabycie albo wytworzenie środków trwałych wraz z kosztem instalacji i uruchomienia, nabycie robót i materiałów budowlanych czy nabycie wartości niematerialnych i prawnych w formie patentów, licencji, know-how oraz innych praw własności intelektualnej. Kwalifikowalne są koszty poniesione po 31 stycznia 2020 roku. Dopuszcza się rozpoczęcie projektu przed dniem1 lutego 2020r., o ile kosztami poniesionymi po tym terminie są dodatkowe związane z działaniami przyspieszającymi realizację projektu lub rozszerzeniem jego zakresu.

W skład instrumentów pomocowych POIR wchodzą również Dotacje na kapitał obrotowy, obsługiwane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Celem tego konkursu jest dofinansowanie projektów, które pomogą utrzymać płynność finansową średnim przedsiębiorstwom dotkniętym negatywnymi skutkami wystąpienia pandemii COVID-19. To wsparcie dla sektora MŚP w ramach Funduszowego Pakietu Antywirusowego, które stanowi uzupełnienie oferty rządu w ramach Tarczy Antykryzysowej. Finansowanie można przeznaczyć na zaspokojenie bieżących, pilnych potrzeb przedsiębiorstwa w max. 3-miesięcznym okresie jego funkcjonowania.

Złoty czeka na wybory?

Ostatni tydzień na EURPLN można nazwać tylko i wyłącznie nudą. Euro w tym czasie znajduje się przez większość czasu w bardzo wąskim korytarzu wahań pomiędzy 4,46 a 4,48. Analitycy przewidują, że wybory mogą wybić złotego z marazmu.

Czy wybory wpłyną na złotego?

Już w ten weekend w Polsce odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich. Zwycięzcę poznamy prawdopodobnie we wtorek, bo różnica będzie na tyle niewielka, że będziemy musieli poczekać na dokładne wyniki. Bukmacherzy przyznają obecnie większe szanse urzędującemu prezydentowi. Sondaże nie dają jednoznacznego zwycięzcy, widać jednak pewną cechę wspólną – liczba osób, które nie wiedzą na kogo głosują wielokrotnie przekracza przewagę dowolnego kandydata w sondażu. Możliwa jest zatem niespodzianka. Gdyby doszło do zmiany prezydenta, w pierwszej fali można się spodziewać krótkoterminowego osłabienia złotego, rynek nie lubi niespodzianek. W zależności od dalszych deklaracji raczej będziemy wracać potem do zbliżonych poziomów. Ciężko wyobrazić sobie scenariusz dalszej eskalacji napięć, ale nie można go 100% wykluczyć.

Ropa naftowa znów w dół

Strach przed nawrotem pandemii ponownie doprowadził do przeceny czarnego złota. Powody znajdują się za oceanem. Amerykanie poprawili dotychczasowy rekord dziennej liczby zachorowań na koronawirusa. Strach przed ponownym zamykaniem gospodarki staje się zatem coraz bardziej realny. Warto zwrócić uwagę, że Australia właśnie zwiększa obostrzenia w Melbourne.

Bezrobocie niespiesznie zwalnia

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wciąż spada i nie zanosi się na razie na jej odbicie. Wartości są wciąż niestandardowo wysokie – około 5-6 krotnie wyższe niż przed pandemią. Warto jednak zwrócić uwagę, że to już nie 20-krotność jak na początku. Dane te pozwoliły wczoraj dolarowi kontynuować umacnianie się względem euro, a tym samym złotego. Jeszcze rano dolar kosztował 3,94 zł, ale w nocy był nawet 3 grosze droższy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Korzystne dla przedszkoli niepublicznych orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie zaniżania dotacji oświatowych

0

Dnia 9 lipca 2020 r., w sprawie prowadzonej przez kancelarię prawną LEXBRIDGE z Wrocławia, zapadło w Sądzie Najwyższym bardzo istotne orzeczenie dotyczące dotacji dla niepublicznych placówek oświatowych. Orzeczenie jest korzystne dla osób prowadzących przedszkola niepubliczne i pozwala im na skuteczne dochodzenie roszczeń o zwrot zaniżonych dotacji oświatowych.

Dlaczego dotacje były zaniżane przez gminy?

Temat zaniżonych dotacji stał się głośny kilka lat temu, kiedy okazało się, że jednostki samorządu terytorialnego w wielu miejscach w Polsce – trudno ocenić czy szukając oszczędności w swoich budżetach, czy z nieznanych przyczyn – często zaniżały podstawę ustalania dotacji m.in. poprzez odejmowanie wpłat rodziców czy nie uwzględniając niektórych wydatków zaplanowanych de facto na przedszkola publiczne. W efekcie, znacznemu zaniżeniu ulegała kwota dotacji na każde dziecko w przedszkolu. Kiedy właściciele przedszkoli zorientowali się w niezgodnych z prawem praktykach gmin, próbowali rozwiązać sprawę polubownie, jednak w większości wypadków ostatecznie zmuszeni byli skierować sprawy do sądu o zwrot zaniżonych dotacji.

Skarga kasacyjna na niekorzystne dla przedszkoli orzeczenie sądu apelacyjnego

Orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 9 lipca 2020r. stanowi konsekwencję skargi kasacyjnej wywiedzionej od wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu w sprawie I ACa 288/18. Na to właśnie orzeczenie Sądu Apelacyjnego, jako bardzo korzystne dla gmin, powoływał się wielokrotnie w wielu swoich wystąpieniach Związek Miast Polskich, wskazując je jako podstawę uchylania się gmin od odpowiedzialności za zaniżenie dotacji oświatowej i uniknięcie konsekwencji finansowych.

Sąd Apelacyjny z Wrocławia podważa dotychczasowe orzecznictwo

Sąd Apelacyjny w sprawie I ACa 288/18 odstąpił od ugruntowanego w judykaturze od blisko 15 lat stanowiska, uznając, iż przepis art. 90 ust. 2b ustawy o systemie oświaty nie stanowi dostatecznej podstawy prawnej roszczenia o zapłatę różnicy między należną a wypłaconą dotacją oświatową. Roszczenie o zapłatę („uzupełnienie” dotacji) miałoby wygasać z chwilą zamknięcia danego roku budżetowego, a osobie prowadzącej przedszkole pozostawałoby jedynie dochodzenie odszkodowania na zasadach ogólnych – o ile organ prowadzący przedszkole jest w stanie zidentyfikować i wykazać wysokość poniesionej szkody w związku z niewypłaceniem dotacji w należnej wysokości.

W ocenie wrocławskiego sądu apelacyjnego charakter świadczenia, do którego zobowiązana jest gmina, uniemożliwia jego realizację w kilka lat po czasie, w którym miało to nastąpić. Co więcej, niewypłacenie dotacji samo w sobie nie stanowi szkody i konieczne byłoby udowodnienie szkody majątkowej stanowiącej konsekwencję zaniżenia dotacji (np. zaciągniecie kredytu celem pokrycia kosztów działalności).

Czy działanie niezgodnie z prawem może nie mieć konsekwencji?

Takie stanowisko sądu apelacyjnego jest bardzo niekorzystne dla przedszkoli niepublicznych. Osoby prowadzące tego rodzaju jednostki oświatowe niejednokrotnie w ogóle nie były świadome zaniżania dotacji i działały w zaufaniu do gmin. Nawet wykazanie zaniżenia dotacji nie uprawniałoby przedszkola do żądania ich uzupełnienia. Nie dziwi zatem ogromny entuzjazm gmin wobec wspomnianego orzeczenia, albowiem w większości przypadków (gdy niemożliwe lub znacznie utrudnione byłoby wyliczenie szkody, którą poniosło przedszkole) pozostawałyby one bezkarne, a ich nierzetelność w wyliczaniu dotacji zostałaby nagrodzona.

Wygrana kancelarii LEXBRIDGE z Wrocławia przed Sądem Najwyższym

Przeciwko takim praktykom wystąpili prawnicy kancelarii prawnej LEXBRIDGE z Wrocławia, którzy złożyli skargę kasacyjną w Sądzie Najwyższym.

„W mojej ocenie orzeczenie Sądu Apelacyjnego z Wrocławia niekorzystne dla naszego Klienta podważa 15 lat linii orzeczniczej sądów w całej Polsce. Nie mogliśmy przejść obok tego faktu obojętnie. W grę wchodziło przecież dobro nie tylko pojedynczej jednostki oświatowej, ale wielu tysięcy takich placówek, które opiekują się dziećmi w całej Polsce.”  – swoją decyzję argumentuje Robert Gałęski, radca prawny kancelarii LEXBRIDGE, którego skargę kasacyjną pozytywnie rozpatrzył Sąd Najwyższy.

W wyniku działań prawników z Kancelarii LEXBRIDGE i przytoczonej argumentacji, Sąd Najwyższy w wyroku w sprawie V CSK 502/18 zajął stanowisko, że art. 90 ust. 2b ustawy o systemie oświaty stanowi (wbrew opisanemu wyżej stanowisku Sądu Apelacyjnego z Wrocławia) podstawę prawną roszczenia o należną niepublicznej placówce oświatowej dotację.

Zatem Sąd Najwyższy przychylił się do zarzutów skargi wywiedzionej przez radcę prawnego Roberta Gałęskiego, potwierdzając tym samym dotychczasową i ugruntowaną linię orzeczniczą. Samo roszczenie określił natomiast jako odszkodowawcze z art. 471 K.C., podkreślając przy tym, ze szkodę stanowi równowartość niewypłaconej należycie dotacji.

Co wyrok Sądu Najwyższego oznacza dla przedszkoli niepublicznych?

Wyrok Sądu Najwyższego stanowi bardzo dobrą wiadomość dla niepublicznych jednostek oświatowych. Gdyby Sąd zadecydował inaczej i nie podzielił zarzutów skargi kasacyjnej, oznaczałoby to zamknięcie drogi dochodzenia roszczeń w oparciu o art. 90 u.s.o. i konieczność odwoływania się wyłącznie  do przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej, między innymi do skomplikowanego sposobu wyliczenia szkody powstałej w związku z zaniżeniem dotacji. Wyrażone w ustnych motywach stanowisko, że szkoda równa się niewypłaconej bezprawnie dotacji rozwiązuje ten problem.

Dzięki rozstrzygnięciu Sądu Najwyższego z 09.07.2020 r. beneficjent dotacji (organ prowadzący przedszkole), któremu gmina zaniżyła dotację w latach poprzednich, może nadal żądać jej uzupełnienia na podstawie art. 90 ust. 2b ustawy o systemie oświaty (dotyczy stanu sprzed wejścia w życie ustawy o finansowaniu zadań oświatowych) w zw. z art. 471 K.C.

Tym samym przedszkola niepubliczne będą mogły dochodzić swoich roszczeń z tytułu zaniżenia dotacji na dotychczasowych zasadach.

Miliard złotych oszczędności klientów serwisu InternetowyKantor.pl

0

W ciągu 10 lat działalności InternetowyKantor.pl, klienci, którzy skorzystali z wymiany waluty w tym serwisie, zaoszczędzili na korzystnych kursach miliard złotych. Ta liczba pokazuje skalę kosztów, jakie ponoszą klienci przez wysokie spready bankowe.

InternetowyKantor.pl powstał w kwietniu 2010 roku. Ideą jego działania było oferowanie korzystnej wymiany walut, opartej na niskich spreadach, czyli małej różnicy między kupnem a sprzedażą jednostki waluty. Klienci banków przepłacali przy wymianie waluty bardzo wysokie kwoty. Zwłaszcza jeśli wymieniali regularnie, np. spłacając kredyt hipoteczny zaciągnięty we frankach. Ustawa antyspreadowa z 2011 roku umożliwiła kredytobiorcom zakup waluty na spłatę kredytu poza bankiem i to było motorem napędowym dla kantorów internetowych. Zaczęto masowo dostrzegać korzyści, jakie oferują.

Spready w naszym kantorze wynoszą zaledwie kilka groszy, podczas gdy w standardowej ofercie banku – nawet kilkadziesiąt groszy. Przy wymianie każdego tysiąca złotych możemy zaoszczędzić tu dodatkowe kilkadziesiąt złotych – mówi Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy InternetowyKantor.pl.

Miliard złotych to suma, jaką w ciągu 10 lat zaoszczędzili klienci serwisu InternetowyKantor.pl w porównaniu do kursów bankowych.

Oszczędność tę liczymy automatycznie do każdej transakcji wykonanej przez klienta serwisu. Porównujemy kurs, po jakim klient dokonał wymiany w naszym serwisie, do aktualizowanej oferty kursów bankowych. Każdy użytkownik serwisu widzi od razu, ile zaoszczędził. Może także porównać nasze kursy z bankowymi w kalkulatorze walut przed transakcją – mówi Weronika Nowakowska, specjalistka Business Intelligence InternetowyKantor.pl.

InternetowyKantor.pl ma obecnie ponad 320 000 zarejestrowanych użytkowników. Oferuje wymianę 20 walut i przelewy zagraniczne do 42 krajów na świecie. Serwis może pochwalić się wieloma branżowymi nagrodami i 880 tys. pozytywnych opinii w internecie

Cyfryzacja po koronawirusie – czy dogonimy Europę?

Polska cyfryzacja kuleje i trzeba nadać jej tempa. Czy paradoksalnie pandemia COVID-19 pozytywnie wpłynie na potrzebę informatyzacji i zastosowania technologii w naszym kraju? Na przełomie ostatnich trzech miesięcy przekonaliśmy się, jak wiele i jak szybko mogło się zmienić. Biznes dostosował się sprawnie. A jak wyglądały inne sektory, w tym sądownictwo i administracja? 

Od blisko 20 lat mamy możliwość korzystania z podpisu elektronicznego. Do tej pory promil Polaków stosował tę formę sygnowania dokumentów. Wielu ekspertów wskazuje, że administracja elektroniczna działa średnio, a obywatele w dobie pandemii na własnej skórze przekonali się, co nie zostało zinformatyzowane. A przecież Estonia, która jest mniejszym krajem niż Polska, sprawnie funkcjonuje online. Czemu więc my nie możemy? Cyfryzacja nie jest przecież odrębną gałęzią gospodarki czy administracji, a sposobem na to, by takie elementy życia jak płatności, edukacja czy sprawy urzędowe móc realizować w sposób szybki i wygodny, a w sytuacjach kryzysowych jak pandemia, przetestować skuteczność informatycznych wdrożeń.

Cyfryzacja Polski w dobie koronawirusa i konsekwencje przejścia do przestrzeni online

Jesteśmy krajem konserwatywnym. Tak w poglądach, jak i sektorze prawno-administracyjnym. Usługi oparte są na papierologii i tradycyjnym obiegu dokumentów. Zero działalności elektronicznej albo minimalna ich ilość sprawiały, że zanim nabyliśmy wymarzoną nieruchomość, poświęcaliśmy kilka dni na bieganie od urzędu do urzędu. Nagle, 1 marca 2020 roku wszystko stanęło. Przekonaliśmy się, co zostało scyfryzowane, a gdzie cyfryzacji nie było. Ludzie, siedząc w domach, zmienili sposób funkcjonowania. Zmieniła się również ich mentalność i podejście do technologii. Scyfryzowaliśmy się jako społeczeństwo, ale państwo pozostało na tym samym zastanym etapie.

Doświadczenie, które państwo polskie popełniło na naszych dzieciach będzie skutkowało przez najbliższe dwadzieścia lat. Dzieci miały dwa tygodnie na przerzucenie się na e-learning. One zdały ten egzamin bardzo dobrze, gorzej z nauczycielami. Ale przez dwa miesiące wielu z nich pozyskało nowe kompetencje. I tu rzeczywiście online’owe funkcjonowanie znakomicie się poprawiło – powiedział prof. UO dr hab. Dariusz Szostek.

Jakie są tego konsekwencje? Wielu przedsiębiorców bardzo poważnie rozważa rezygnację z najmu nieruchomości komercyjnych i przejście  na pracę zdalną, która wcześniej istniała w niewielkim stopniu. Tendencje wyraźne są także wśród części pracowników, którzy bardzo chwalą sobie pracę z domów. Wiele osób chciałoby pracować w systemie 3+2 (praca w biurze + home office), co bardzo wpłynie w przyszłości na kwestie najmu nieruchomości.

Sektor prawny nie był gotowy na lockdown

Przez ostatnie 20 lat głównie mówiliśmy o informatyzacji, a nie działaliśmy. I nagle, 1 marca pojawiło się pokerowe „sprawdzam”. Lawina problemów, zawierania umów tylko się rozkręcała. Chociaż w ciągu dwóch miesięcy ludzie nawykli do zdalnego komunikowania się, wiedzą, co to jest podpis elektroniczny, a na rynku odnotowano kilkusetprocentowy wzrost sprzedaży takiej formy uwierzytelniania dokumentów, droga zmian nie jest łatwa, ale widać światełko w tunelu. Pomału zmienia się też myślenie w konserwatywnym notariacie.

Dwa miesiące temu wraz z prof. Zollem i prof. Rott-Pietrzyk oraz dr Grochowskim przygotowaliśmy rekomendację dla notariatu w aspekcie możliwości sporządzania aktu notarialnego online na podstawie dzisiejszych przepisów, z drobnym ewentualnym liftingiem. Chodzi o to, aby zmienić konserwatywne podejście do czynności notarialnych. Efekt był zaskakujący: bardzo mocna negacja ze strony wielu notariuszy, względem wykorzystania nowoczesnych narzędzi z notariacie. Rekomendacje miały charakter praktyczny, ale z mocnymi podwalinami naukowymi. Po dwóch miesiącach, kiedy okazuje się, że kancelarie notarialne funkcjonują na pół gwizdka, a niektóre wręcz przez 2 miesiące były zamknięte, kiedy już wiadomo, że pandemia nie skończy się tak szybko, diametralnie zmieniło się nastawienie notariuszy w zakresie wykorzystywania nowych technologii. Podjęto dyskusję w tymże zakresie, a wielu notariuszy otwarcie przyznaje się do tego, że nie ma innego wyjścia jak się zreformować. Zmieniła się mentalność. Pamiętam jak jeszcze w ramach prac “świętej pamięci” Komisji Kodyfikacyjnej  (została rozwiązana w poprzedniej kadencji Parlamentu) przygotowaliśmy zmiany w kodeksie postępowania cywilnego, dopuszczające między innymi e-rozprawy. Przepisy uchwalono, ale nie wdrożono. Pojawił się COVID-19 i  nagle można! Pierwsza taka rozprawa odbyła się 21 kwietnia we Wrocławiu. Aktualnie wiele sądów je wdrożyło. Nagle podpisy elektroniczne są akceptowalne. Zmieniło się także rozumienie bezpośredniości czy obecności. To, co do tej pory było odrzucane, przede wszystkim także przez notariuszy, że dla spełnienia wymogu obecności oraz bezpośredniości musimy być fizycznie obecni w konkretnym miejscu, zmieniło się także w systemowej wykładni prawa. W lipcu pojawi się taka publikacja europejskich naukowców „Covid and Law”, w której,  m.in. wskazujemy  jak na świecie w przeciągu dwóch ostatnich miesięcy zmieniła się kwestia interpretacji bezpośredniości. Skoro w polskiej Konstytucji w art. 120 mamy przepis, który wskazuje, że posiedzenia Sejmu odbywają się w obecności co najmniej połowy posłów – a my nie zmieniając Konstytucji, ale tylko regulaminem wprowadzając możliwość uczestnictwa posłów online, to oznacza, że zdalnie można robić wszystko, na co także wskazuje nowa interpretacja prawa. A realizacja postulatu obecności oraz bezpośredniości może być realizowana także online – podsumował Dariusz Szostek.

Zmieniła się mentalność. Dostrzeżono bałagan, chaos i to, że żyjemy jak za czasów Bismarcka – papierologia, dokumenty, obrót wniosków, podań, który mamy perfekcyjnie opanowany. Brak nam systemów informatycznych, które by wspierały tę pracę. W innych państwach nie jest tak, że otrzymujemy obieg dokumentów, w tym papierowych. Jest dostęp do informacji, obieg informacji, a nie dokumentów. Wielu uważa, że staje się nowoczesnymi tylko dlatego, że zamienia dokument tradycyjny, z podpisem własnoręcznym, na taki z podpisem kwalifikowanym, ale dalej to jest tekst w PDF. To nie jest nowoczesność, to co najwyżej kompensowanie opóźnień.

Wciąż tkwimy w końcówce XX wieku

Jako kraj mamy do odrobienia spore zaległości w zakresie cyfryzacji. Tokenizacja za granicą jest już powszechna. Gruzja, Litwa, Estonia, Malta mają wpisy w blockchain, a my wciąż księgi wieczyste. Na świecie mamy do czynienia ze smart contractami, samodzielnie egzekwującymi czynności, m.in. bankowe, jest tokenizacja i algorytmizacja.

To jest teraźniejszość, żadna przyszłość (jak uważa wielu). Problemem Polski jest porównywanie się do dużych gospodarek, m.in. Niemców, Anglików, Francuzów, znajdując zawsze usprawiedliwienie, że oni są bardziej rozwinięci. Wolę  porównywać się do Turcji, Białorusi, Rumunii, Estonii itd. (bo tu nie ma usprawiedliwienie). Widząc takie efekty porównania, bardziej boli, gdyż wyraźnie wówczas widać, w jakim miejscu jesteśmy. Czyli gdzie? W zakresie cyfryzacji mentalnie i organizacyjnie w końcówce XX wieku, może pierwsze lata XXI. Obieg dokumentu przede wszystkim, zamiast oparcia się o informację i odpowiednie wpisy, m.in. w blockchain. Konieczna jest zmiana funkcjonowania administracji, sądownictwa itd.. Czy w dalszym ciągu mamy posługiwać się papierowym odpisem aktu notarialnego jak przez ostatnie 150 lat, z tradycyjną pieczęcią, zszywając karty  w czasach, gdy nowoczesne państwa umieszczają go w blockchainowych rejestrach? – skonkludował Dariusz Szostek.

Uznawanie dowodów dostawy wewnątrzwspólnotowej w związku z tzw. Quick Fixes

0

Od 1 stycznia 2020 r. obowiązują w Polsce przepisy Rozporządzenia Wykonawczego Rady (UE) 2018/1912 z dnia 4 grudnia 2018 r. dotyczące między innymi warunków niezbędnych do zastosowania stawki 0% w przypadku wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów. Rozporządzenia takie są bezpośrednio stosowane w państwach członkowskich i nie wymagają transpozycji.

Przyjęcie Rozporządzenia Wykonawczego dowodzi, że Unia Europejska coraz bardziej interesuje się transakcjami wewnątrzwspólnotowymi i chce je monitorować, co może być podstawą dla krajowych organów kontroli do wzmożenia działań w tym zakresie. Nowe przepisy mają na celu w szczególności zwalczanie przestępczości i karuzel podatkowych z wykorzystaniem transakcji wewnątrzwspólnotowych. Istotne z tej perspektywy jest stanowisko fiskusa w zakresie implementacji przepisów Rozporządzenia do polskiego porządku prawnego, a zwłaszcza relacji dotychczasowych przepisów ustawy o VAT i nowego Rozporządzenia.

Zakres rozporządzenia

Rozporządzenie Wykonawcze wprowadza domniemanie, że towary zostały wysłane lub przetransportowane do innego państwa członkowskiego w ramach realizacji transakcji wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów. Przepisy Rozporządzenia wprowadzają jednak surowy reżim w zakresie dokumentacji potwierdzającej wywóz.

Jednym z warunków zastosowania stawki 0% jest posiadanie dwóch niesprzecznych dowodów, wydanych przez dwie różne strony, potwierdzających, że towary opuściły terytorium Polski i dotarły na terytorium innego państwa członkowskiego. W zakresie tego Rozporządzenia dopuszczalne dowody można podzielić na dwie grupy:

Pierwsza grupa: podpisany CMR, konosament, faktura za towarowy przewóz lotniczy, faktura od przewoźnika towarów;

Druga grupa: polisa ubezpieczeniowa, potwierdzenie zapłaty za transport, dokument urzędowy wydany przez organ władzy publicznej (np. notariusz), poświadczenie odbioru przez magazyn w kraju przeznaczenia, potwierdzający składowanie tych towarów.

Dla zastosowania stawki 0% Sprzedawca, który przetransportował towary, lub zostały one przetransportowane przez niego lub na jego rzecz, powinien w dokumentacji posiadać dwa dowody z grupy pierwszej, wydane przez dwie różne niezależne od siebie i od sprzedawcy/nabywcy strony, albo jeden dowód z grupy pierwszej i jeden dowód z grupy drugiej, wydane jak wyżej.

Ponadto, jeżeli transport organizuje nabywca lub przewoźnik nabywcy, dodatkowo Sprzedawca powinien posiadać pisemne oświadczenie nabywcy, że towary zostały przetransportowane wraz ze wskazaniem kraju przeznaczenia.

Powyższe przepisy Rozporządzenia są bardzo restrykcyjne i wprowadzają nieznany dotąd polskim podatnikom reżim, jeżeli chodzi o konieczną dokumentację do zastosowania stawki 0%. W szczególności podatnicy mają problem z określeniem dwóch dokumentów wydanych przez dwie niezależne strony, niebędące sprzedawcą oraz nabywcą, potwierdzające dodatkowo, że wywóz miał miejsce. Takie wymagania generują dodatkowe koszty administracyjne związane z koniecznością uzyskiwania potwierdzeń, prowadzą do zwiększenia biurokracji w zakresie transakcji wewnątrzwspólnotowych oraz mogą generować ryzyko, nawet dla przedsiębiorców działających uczciwie.

Stanowisko Ministerstwa Finansów

Wydaje się, że Ministerstwo Finansów dostrzegło problem i w komunikacie z 23 grudnia 2019 r. w sprawie implementacji dyrektywy 2018/1910, tzw. pakiet Quick Fixes, wskazało, że co prawda nowe Rozporządzenie przewiduje szereg wymagań dotyczących potwierdzenia wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, jednak w sytuacji, gdy podatnik nie będzie w posiadaniu odpowiedniej dokumentacji, zobowiązany będzie udowodnić na podstawie innych dostępnych materiałów, że transakcja miała miejsce i stawka 0% została prawidłowo zastosowana.

Stanowisko to potwierdza fiskus w interpretacjach podatkowych. Przykładowo w interpretacji z dnia 28 lutego 2020 r., sygn. 0113-KDIPT1-2.4012.799.2019.2.KW, Dyrektor Krajowej Informacji Podatkowej wskazał, że niespełnienie kryteriów wprowadzonych rozporządzeniem nie oznacza, że stawka 0% nie będzie miała zastosowania. W takiej sytuacji to dostawca będzie musiał udowodnić zgodnie z przepisami ustawy o VAT, że warunki dla stawki 0% zostały spełnione. Podobne stanowisko zostało wyrażone w interpretacji z dnia 9 marca 2020 r., sygn. 0113-KDIPT1-2.4012.747.2019.2.JS.

Powyższe nie zwalnia jednak z obowiązku wykazania, że wywóz nastąpił. Między innymi dlatego podatnicy powinni w szczególności zadbać o jakość otrzymywanych dokumentów CMR oraz oświadczeń nabywcy oraz o odpowiednie gromadzenie i archiwizowanie dodatkowej dokumentacji takiej jak korespondencja, potwierdzenie zapłaty, ubezpieczenia transportu oraz innych dowodów potwierdzających transakcje. Warto także zainwestować czas i stworzyć wewnętrzną procedurę w firmie regulującą te kwestie oraz zakresy odpowiedzialności poszczególnych osób/działów.

Jednocześnie należy pamiętać, że wydane interpretacje dotyczą określonych stanów faktycznych i nie gwarantują pozostałym podatnikom ochrony wynikającej z interpretacji indywidualnej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Nowy szef fuzji i przejęć Haitong Bank w Polsce

0

Piotr Sokołowski został nowym Szefem Departamentu Fuzji i Przejęć polskiego oddziału Haitong Banku. Zmiana na tym stanowisku pomoże wzmocnić pozycję Haitong Banku wśród czołowych instytucji doradczych na rynku kapitałowym w Polsce.

Doradztwo w zakresie fuzji i przejęć to jedna z fundamentalnych kompetencji Haitong Banku, który od ponad 12 lat świadczy usługi bankowości inwestycyjnej w Polsce. Na początku lipca nowym szefem Departamentu odpowiedzialnego za transakcje M&A został Piotr Sokołowski, który wniesie do zespołu kompetencje nabyte przez 25 lat pracy w branży finansowej.

Z radością witamy w zespole Haitong Banku Piotra Sokołowskiego, który swoim świeżym spojrzeniem popartym solidnym doświadczeniem, pomoże utrzymać naszemu zespołowi najwyższy poziom usług doradztwa transakcyjnego. Rynek fuzji i przejęć w Polsce ma świetne perspektywy, dlatego staramy się być blisko polskich przedsiębiorców z najlepszymi ludźmi na pokładzie mówi Ryszard Hermanowski, Dyrektor Zarządzający Haitong Bank w Polsce.

Piotr Sokołowski doświadczenie zawodowe zdobywał m. in. w polskim oddziale Societe Generale Corporate & Investment Banking, pełniąc funkcję szefa M&A. Na swoim koncie ma doradztwo przy największych w ostatnich latach transakcjach kapitałowych w Polsce, takich jak sprzedaż Solarisa hiszpańskiej grupie CAF czy nabycie przez PGE aktywów EDF Polska.

Haitong Bank to instytucja z tradycjami, która świetnie wykorzystuje międzynarodowe doświadczenie do specyfiki polskiego rynku. Liczę, że z tym zespołem sprostamy kolejnym wyzwaniom, które przynosi światowa gospodarka i będziemy aktywni na rynku doradzając przy najważniejszych transakcjach mówi Piotr Sokołowski, Szef Departamentu Fuzji i Przejęć Haitong Bank w Polsce.

Europa Środkowo-Wschodnia dogoniła Zachód pod względem produkcji

0

Od 2004 r. udział sześciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej (CEE-6[1]) w produkcji przemysłowej w Unii Europejskiej wzrósł ponad dwukrotnie. Tym samym region wyprzedził już Hiszpanię i Wielką Brytanię i zbliża się do Francji – podaje najnowszy raport Colliers International pt. ”COVID-19 & CEE’s Industrial Upside. Europe’s Near Shore Powerhouse”.

Wysoko wykwalifikowana, tańsza i efektywna kadra pracownicza w Europie Środkowo-Wschodniej sprawia, że producenci są w stanie osiągać wyższy poziom wydajności przy nieproporcjonalnie niższych kosztach operacyjnych. Stanowi to przekonujący argument za kontynuacją inwestycji zagranicznych w tym regionie.           

Rynek pracy w regionie CEE-6

Wynagrodzenia w regionie Europy Środkowo-Wschodniej są kilkakrotnie niższe niż w Europie Zachodniej i na przestrzeni ostatnich lat stały się porównywalne z rynkami takimi, jak Chiny.

– Pod względem poziomu kosztów pracy w zakładach produkcyjnych Rumunia jest na porównywalnym poziomie co Chiny. Także w Polsce i na Węgrzech stawki nie są o wiele wyższe. Znacznie poniżej tego poziomu pozostaje natomiast Bułgaria. Nie oznacza to, że rynki te są porównywalne pod względem skali czy złożoności produkcji i różnorodności produktów, ale jeśli chodzi o koszty i odległość geograficzną (near-shoring) region Europy Środkowo-Wschodniej jest atrakcyjną destynacją – mówi Silviu Pop, dyrektor działu badań rynku w Colliers International w Rumunii.

– Dla przykładu, koszty pracy w sektorze produkcyjnym w Niemczech są około 3 razy wyższe niż w Czechach i na Słowacji, około 4 razy wyższe niż na Węgrzech i w Polsce, prawie 6 razy wyższe niż w Rumunii i prawie 8 razy wyższe niż w Bułgarii – dodaje Kevin Turpin, dyrektor ds. badań rynku w Colliers International na region CEE.

Wraz ze wzrostem wynagrodzeń, rosła też produktywność. We wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej różnica między wartością dodaną na pracownika a kosztami pracy znacznie wzrosła w latach 2004–2018. Warto zauważyć, że różnica ta w Rumunii jest tylko niewiele niższa niż w Chinach. Także inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej nie pozostają pod tym względem daleko w tyle.

Wartość dodana produkcji

Region CEE-6 wyprzedził już Hiszpanię i Wielką Brytanię pod względem wydajności swoich fabryk i zbliża się do poziomu Francji. Początkowo fabryki w Europie Środkowo-Wschodniej koncentrowały się na procesach produkcji o niskim stopniu złożoności, jednak z czasem zaczęło się to zmieniać – towary o średnim i wysokim stopniu zaawansowania technologicznego stanowią obecnie znacznie większy udział w Europie Środkowo-Wschodniej niż dziesięć lat temu.

manufacturing value

Przepisy i fundusze UE pobudzają reformy w regionie

Według wskaźników konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego na lata 2010 i 2019, średni wynik dla regionu CEE za infrastrukturę w 2010 r. wyniósł 63% wartości wskaźnika Niemiec. Po licznych ulepszeniach i ogromnych inwestycjach dokonywanych przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w ubiegłym roku osiągnął 86%. Wzrost odnotował także wskaźnik stabilności państwowych instytucji, który poprawił się z 68% poziomu Niemiec w 2010 r. do 79% w zeszłym roku. Patrząc na średnią dla krajów o wysokich dochodach (od których region CEE jako całość jest dość daleko), wskaźniki konkurencyjności wyglądają jeszcze lepiej.

Mimo wielu atutów Europy Środkowo-Wschodniej, odnotowywanych przez Światowe Forum Ekonomiczne, kraje tego regionu wciąż mają wiele do nadrobienia pod względem innowacyjności. Wynik regionu w tym zakresie to zaledwie 50% wartości wskaźnika Niemiec, które pozostają jednym z największych innowatorów na świecie.

[1] Bułgaria, Węgry, Polska, Rumunia, Słowacja i Czechy

Renesans warszawskiej Pragi – dzielnica zyskuje z każdym dniem

0

Według brytyjskiego dziennika The Independent warszawska Praga to najlepsza dzielnica spośród wszystkich miast Europy. Najciekawszym jej aspektem jest zachowana na prawym brzegu oryginalna, przedwojenna architektura, w odróżnieniu od zabudowy lewobrzeżnej Warszawy, niemal całkowicie zniszczonej po II wojnie światowej i Powstaniu Warszawskim. Natomiast magazyn Travel Supermarket ocenił Pragę jako czwartą najmodniejszą dzielnicę Europy, doskonale skomunikowaną z centrum za sprawą linii metra, miejskiej kolejki SKM, tramwajów i autobusów.

Nazwa dzielnicy wywodzi się od słowa „prażyć”, oznaczającego wypalanie gęsto porastającego wówczas ten teren lasu. Licząca blisko ćwierć miliona mieszkańców dzielnica od lat przechodzi swój renesans. Wcześniej słynąca z ekskluzywnej Saskiej Kępy, Parku Skaryszewskiego z uroczym jeziorkiem, kultowego bazaru Różyckiego, Stadionu Narodowego oraz ZOO z otwartym wybiegiem dla niedźwiedzi od strony jednej z głównych ulic, dziś zyskuje dzięki najstarszej i kiedyś najbardziej zaniedbanej części – tzw. starej Pragi. Współpraca urzędników, mieszkańców i inwestorów daje bardzo dobre efekty, a dzielnica zyskuje z każdym dniem.

Z uwagi na bardzo duży potencjał deweloperzy budują na Pradze-Północ również ekskluzywne inwestycje, dzielnica jest też doskonale skomunikowana za sprawą metra, co zachęca młodych ludzi do zamieszkania właśnie tutaj. Wieloletnie inwestycje w Pragę-Północ sprawiają, że obserwujemy dynamiczne zmiany społeczno-kulturowe. Praga-Północ przestaje być negatywnie kojarzona, dziś myślimy o niej jak o dzielnicy z ogromnym potencjałem, przyjaznej mieszkańcom i artystom, dzięki licznym galeriom sztuki, klimatycznym restauracjom, festiwalom czy koncertom na praskich podwórkach. Nie boję się powiedzieć, że obecne połączenie współczesności z historią sprawi, że Praga-Północ nie tylko będzie chętnie odwiedzana przez turystów z całego świata, ale  dla wielu osób – w tym dla mieszkańców – stanie się najlepszym na świecie miejscem do życia – mówi Ilona Soja-Kozłowska, burmistrz dzielnicy Praga-Północ.

Podczas wojny dzielnica nie ucierpiała zbyt wiele. Powstanie trwało tu zaledwie kilka dni, po czym Niemcy uciekli, a wkroczyli Rosjanie i Polacy. To z jednej strony oznacza, że rzeczywiście mało jest w stolicy takich miejsc z zachowaną tkanką miejską, ale z drugiej strony, gdy „cała Polska budowała swoją stolicę”, o Pradze zapomniano na ponad 50 lat – wyjaśnia Tomasz Kucharski, burmistrz Dzielnicy Praga-Południe.

Nieruchomości odporne na sytuacje kryzysowe

Wielu inwestorów zastanawia się gdzie długoterminowo ulokować swoje oszczędności i zabezpieczyć je przed inflacją oraz niskim oprocentowaniem lokat bankowych. Powoduje to dodatkowy rozwój tej dzielnicy, gdyż szukający okazji inwestorzy dostrzegają tam dobry biznes, podobnie jak przed laty w znajdującej się po drugiej stronie Wisły dzielnicy Powiśle, gdzie dziś cena metra kwadratowego apartamentu rozpoczyna się od ponad 26.000 zł, a popyt na nie jest olbrzymi.

Historia pokazuje, że mieszkania w długoterminowej perspektywie bronią swojej wartości. W dobie Covid-19 wiele osób poszukuje sposobów ochrony swoich oszczędności. Mieszkanie jest wygodną, bezpieczną lokatą kapitału, odporną na inflację. Przy obecnych, rekordowo niskich stopach procentowych, spadających cenach surowców i niepewnej sytuacji na giełdach światowych, atrakcyjna nieruchomość może być jedną z najciekawszych opcji lokowania kapitału – informuje Grzegorz Smoliński, Dyrektor Sprzedaży w Dom Development. 

Inwestycje z przyszłością

Dzięki dobremu zarządzaniu przez władze w ostatnich latach ta niegdyś zaniedbana dzielnica odzyskała swój blask i urok. Duże inwestycje, jak 8-hektarowe Soho Factory (od najmodniejszej dzielnicy Nowego Jorku), przez 38-hektarowy Port Praski, łączący loftowe apartamenty z kanałami rodem z Amsterdamu oraz plaże nad Wisłą z widokiem na Starówkę, po odrestaurowaną zabytkową wytwórnię wódek „Koneser” w sercu Starej Pragi, oferują eventy, jedzenie, modę, design, sztukę i wyjątkową przestrzeń miejską. Nie dziwi, że w tym innowacyjnym otoczeniu Google for Startups zlokalizował swój kampus zwany inkubatorem przedsiębiorczości. Parki i zieleń, zagospodarowane obszary wodne, modne restauracje, teatry, galerie i kluby, graffiti i murale powodują że coraz więcej inwestorów lokuje swoje fundusze w nieruchomościach właśnie w tej części Warszawy.

Warszawa zdecydowanie należy do najatrakcyjniejszych rynków nieruchomości w Polsce. Koncentrujemy się na rozwijaniu naszej oferty mieszkaniowej w „zielonych” obrzeżach z dobrą infrastrukturą, natomiast w centralnych miejscach, idąc za dużym popytem, lokalizujemy atrakcyjną ofertę dla lokowania funduszy, głównie związaną z najmem. Obecnie najmodniejszym rejonem miasta, prócz Powiśla, staje się dzielnica Praga – potwierdza Klaudia Siarkiewicz, Prezes Kreator Dom Invest, jednego z liderów budowlanych w Warszawie.

Wkrótce, przy ul. Bliskiej 17, w jednym z najciekawszych miejsc południowej części tej dzielnicy, powstanie oryginalny budynek „Bliska Residence” zaprojektowany przez słynną pracownię architektoniczną „Beczak & Beczak”. Projekt budynku wpisuje się w unikatową architekturę i obraz najmodniejszej dzielnicy Warszawy. Deweloper Kreator Dom Invest wybuduje tam 196 nowoczesnych mikro-apartamentów inwestycyjnych.

Bez wątpienia nasza dzielnica przeżywa w ostatnich latach renesans i to nie tylko za sprawą ogromnych środków, które miasto stołeczne Warszawa przeznacza na Program Rewitalizacji – to blisko 1,5 miliarda złotych, z których lwia część w latach 2015-2022 pozwala przywrócić dawny blask wielu północnopraskim zabytkom. Wystarczy przypomnieć, jak jeszcze niedawno wyglądały w Warszawie rzadkie zachowane zespoły zwartej przedwojennej zabudowy. Odnowione kamienice i oficyny stały się niewątpliwą wizytówką  tej części stolicy i to dla nas, jako Zarządu Dzielnicy, największy powód do dumy. Oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia – powiedziała Ilona Soja-Kozłowska, burmistrz dzielnicy Praga-Północ.

Praga to także dobrze skomunikowana baza mieszkaniowa dla wielu młodych ludzi, w tym studentów znajdujących się tam uczelni wyższych. Nowoczesne apartamentowce, wpisujące się w klimat ceglanych murów i starych kamienic, podobają się wielu warszawiakom. W okresie letnim na Ząbkowskiej zamknięty jest ruch samochodowy, co sprzyja spacerom, kiermaszom i licznym straganom, a nawet grze w ping-ponga. Praga zaskakuje otwartością, a restauracje z ogródkami na Ząbkowskiej zachęcają warszawiaków do spędzenia w nich leniwego popołudnia.

Polska czeka na wielką inwestycję, jaką będzie niewątpliwie budowa nowoczesnej sali koncertowej orkiestry Sinfonia Varsovia. Już w 2010 roku został rozstrzygnięty międzynarodowy dwuetapowy konkurs architektoniczny na projekt nowej sali koncertowej dla ponad 1800 widzów, który wygrało Atelier Thomas Pucher z Grazu. W 2015 roku, w obecności Prezydent m.st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, architekt Thomas Pucher i dyrektor Sinfonii Varsovii Janusz Marynowski podpisali umowę na wykonanie dokumentacji projektowej. Harmonogram inwestycji zakładał zakończenie prac projektowych w lutym 2020 r., a rozpoczęcie robót budowlanych w październiku 2020 r. Otwarcie sali koncertowej planowano na luty 2025 roku – mówi Tomasz Kucharski, burmistrz dzielnicy Praga-Południe.

Aby uratować firmę pracownik zgodzi się na redukcję pensji

0

Europejscy pracownicy zgadzają się na obniżenie pensji i późniejsze wypłaty, jeśli to pomoże firmie w czasie kryzysu związanego z COVID-19. 45 proc. uznałoby za akceptowalne obniżenie wynagrodzenia o 10 proc., a co czwarty Europejczyk przystałby na odroczenie wypłaty pensji – tak wynika z badania „Workforce View 2020” zrealizowanego przez firmę ADP Polska.

W trakcie kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa ucierpiało wiele firm – niektóre były zmuszone do wstrzymania działalności czy redukcji etatów. Zwolnienia nie dotyczą jednak wyłącznie naszego kraju. Bezrobocie w całej Europie w czasie kryzysu uległo pogłębieniu – tylko w maju stopa bezrobocia dla krajów Unii Europejskiej wyniosła 6,7 proc. i była o 0,1 proc. wyższa niż w kwietniu. Wielu ekspertów podkreśla jednak, że w kolejnych miesiącach bezrobocie będzie dalej rosło. Okazuje się, że wobec perspektywy utraty zatrudnienia europejscy pracownicy są skłonni zgodzić się na niższe wynagrodzenie czy opóźnienie w wypłacie pensji, jeśli pomogłoby to w uratowaniu firmy, w której pracują. Co ciekawe, tego typu deklaracje składa większość osób z krajów, które zostały objęte badaniem (m.in. Stany Zjednoczone, Hiszpania, Wielka Brytania, Chiny). 32 proc. pracowników zgodziłoby się na odroczenie płatności wynagrodzenia, w samej Azji zaś aż 50 proc. uznaje takie rozwiązanie za akceptowalne.

Zgoda na wynagrodzenie niższe nawet o 20 proc.

Wyraźnie widoczna jest skłonność pracowników do wyrażenia zgody nawet na niekorzystne dla nich warunki, jeśli to pomoże w zachowaniu obecnego zatrudnienia. Na zmniejszenie wynagrodzenia o sumę zgadza się 32. proc. zatrudnionych, podczas gdy w Azji odsetek ten wynosi już 42 proc. Równie ciekawe są dane dotyczące wysokości redukcji pensji. Aż 45 proc. Europejczyków zgadza się na obniżenie pensji o 10 proc., ale niewiele mniej, bo 37 proc. za akceptowalne uznaje zmniejszenie wynagrodzenia o 20 proc. Zaskakują jednak deklaracje pracowników na całym świecie – 17 proc. zgodziłoby się na redukcję pensji o 30 proc., jeśli pomogłoby to firmie w czasie kryzysu związanego z COVID-19 i w zachowaniu przez nich zatrudnienia.

Kryzys na rynku pracowniczym spowodował, że wiele osób straciło pracę, mówi się także o końcu tzw. rynku pracownika. Wiele firm wstrzymało rekrutacje, a liczba publikowanych w maju ofert pracy na portalach spadła o niemal 40 proc. Wobec takiej sytuacji wiele osób zmienia swoje plany dot. zmiany pracy i stara się za wszelką cenę utrzymać obecne stanowisko. Badania pokazują, że niemal połowa pracowników boi się utraty pracy, ale w imię wartości, jaką jest utrzymanie firmy zgodziłoby się na obniżenie swojego wynagrodzenia – komentuje Anna Barbachowska, HR Business Partner z ADP Polska.

Wypłaty będą, ale później

Co ciekawe 24 proc. Europejczyków zgodziłoby się na odroczenie płatności wynagrodzenia, aby pomóc firmie. Aż 37 proc. z nich zapytana  o akceptowalną liczbę miesięcy, w których nie dostaliby wypłaty, wybiera przesunięcie wypłaty wynagrodzenia o co najwyżej 2 miesiące. Na opóźnienie płatności o 3 miesiące zgadza się 33 proc. badanych. Tylko 14 proc. wybrało najkrótsze opóźnienie płatności, czyli o mniej niż miesiąc.

–  Wyniki badania ADP pokazują, że więcej osób jest skłonnych do zmniejszenia pensji, niż do opóźnienia płatności. Zaskakujący jest jednak fakt, że pracownicy akceptują brak wypłaty przez dłuższy okres, nawet przez 3 miesiące. Może to wynikać nie tylko z obawy o zachowanie swojego miejsca pracy, ale także wiązać się z dobrą sytuacją ekonomiczną pracowników jeszcze zanim nastąpiła pandemia. Z drugiej strony, europejscy pracownicy są bardzo lojalni wobec swoich pracodawców. Większość z nich deklaruje, że chce zostać w obecnej firmie od dwóch do pięciu lat lub nawet do dziesięciu lat – twierdzi Anna Barbachowska.

Skąd się wzięło i jak ewoluuje public relations? – Cała prawda o PR

0

Często słyszymy magiczne słowo „PR”. Dowiadujemy się, że za jego sprawą uzyskuje się określone cele biznesowe i polityczne. Ale, czy naprawdę? Skąd się wzięło i jak ewoluuje public relations?

Public relations (z ang. relacje publiczne) kształtują wizerunek organizacji, budują wizerunek marek czy osób, rozpowszechniają przesłania i minimalizują efekt negatywnej reklamy. Jak obliczono, globalny rynek PR był wart w 2018 roku aż 63,8 miliarda dolarów amerykańskich  i prognozuje się, że do końca 2022 roku ta wartość przekroczy 93 miliardów dolarów.

Głównym celem public relations jest utrzymanie pozytywnej reputacji marki i podtrzymanie strategicznych relacji z opinią publiczną, potencjalnymi klientami, partnerami, inwestorami, pracownikami i innymi zainteresowanymi stronami, co prowadzi do budowy pozytywnego wizerunku marki. Sprawia to, że wydaje się ona uczciwa, odnosząca sukces, ważna i odpowiedzialna. Public relations to strategiczny proces komunikacji wykorzystywany przez firmy, osoby i organizacje do budowania wzajemnie korzystnych relacji z opinią publiczną.

PR to dziedzina, która często jest źle rozumiana, ponieważ wiele kanałów pokrywa się obecnie ze zwykłymi kanałami marketingu cyfrowego. Ponadto ludzie często mylą PR z tradycyjną komunikacją kryzysową lub relacjami medialnymi. Inni mylnie uważają, że PR jest zbyt drogi.

PR ma wiele zastosowań np. w zatrudnianiu najlepszych pracowników, gdzie tak jak pozytywny wizerunek marki pomaga promować sprzedaż, tak pozytywny employer branding pomaga przyciągać i zatrzymywać bardziej wykwalifikowanych pracowników. Firmy z pozytywnym wizerunkiem zatrudnienia otrzymują więcej aplikacji od wykwalifikowanych kandydatów, zatrzymują najlepszych pracowników i wydają mniej pieniędzy na ich zatrudnienie, a pracownicy są bardziej produktywni i częściej stają się ambasadorami marki oraz pomagają promować organizację.

Skąd się wziął PR i jak ewoluował

Branża public relations ewaluowała od czasu jej powstania, który większość podręczników datuje na utworzenie „Biura reklamy” w 1900 r. (jako początek współczesnego zawodu public relations). Oczywiście w historii istniało wcześniej wiele form wpływu publicznego i zarządzania komunikacją. Za ojca public relations uważa się Basila Clarke’a, który w Wielkiej Brytanii uruchomił usługi redakcyjne już w 1924 r. PR był stosowany regularnie w Wielkiej Brytanii, na początku przez ewangelików religijnych i wiktoriańskich reformatorów, zwłaszcza przeciwników niewolnictwa. Obie strony konfliktu wykorzystały propagandę do zebrania wsparcia wewnętrznego i demonizacji wrogów podczas pierwszej wojny światowej. Eksperci ds. PR weszli do sektora prywatnego w latach dwudziestych, najpierw w Stanach Zjednoczonych. Stało się to możliwe dzięki prekursorom branży – Ivy Lee i Edwardowi Bernaysowi. Następnie PR rozpowszechnione zostało na arenie międzynarodowej. Wiele amerykańskich firm z działami komunikacji wypromowało tę praktykę w Europie po 1948 r., kiedy w wyniku planu Marshalla zaczęły tworzyć europejskie filie swoich firm.

Druga połowa XX wieku to już era upowszechniania rozwoju zawodowego w public relations. Utworzono wówczas stowarzyszenia branżowe, magazyny informacyjne PR, międzynarodowe agencje PR oraz reguły akademickie dla zawodu. Na początku XXI wieku służby prasowe zaczęły oferować komunikaty prasowe w mediach społecznościowych. Ivy Lee, człowiek, który zmienił nazwisko i wizerunek Rockefellera, oraz jego przyjaciel, Edward Louis Bernays, ustalili pierwszą definicję public relations na początku XX wieku w następujący sposób: „funkcja zarządzania, która określa postawy publiczne, określa zasady, procedury i interesy organizacji… a następnie realizacja programu działań w celu zdobycia społecznego zrozumienia i akceptacji”. Jednak kiedy Lee został później zapytany o swoją rolę podczas wywiadu dla United Transit Commission, powiedział: Nigdy nie udało się znaleźć satysfakcjonującego zdania opisującego to, co robię.

W 1999 r. powstał manifest „Cluetrain”, który przewidział wpływ social media na branże, choć na tamte czasy mógł wydawać się kontrowersyjny. Po kilku latach znaczenie mediów społecznościowych i nowych technologii internetowych zostało powszechnie zaakceptowane. Pierwsza w Polsce firma świadcząca usługi public relations powstała w 1991 roku, od tego czasu istnieje duże zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się PR. Wraz z tym przyszła moda na samo pojęcie, dlatego na wielu polskich wyższych uczelniach powstały wydziały kształcące kadry dla tego sektora.

Korzyści płynące ze stosowania PR

Wizerunek publiczny stanowi dziś 63% wartości większości firm. Kiedy dochodzi do nieszczęśliwego zdarzenia lub gdy psuje się reputacja firmy, wpływa to na całe istnienie firmy i jej spółek stowarzyszonych. Pokonanie negatywnej reputacji zajmuje około 3 do 6 lat. Dlatego ważne jest, aby firma inwestowała w dobre strategie public relations w celu utrzymania korzystnych relacji z opinią publiczną.

Public relations różni się od reklamy. Agencje public relations nie kupują reklam, nie piszą artykułów dla reporterów i nie skupiają się na atrakcyjnych płatnych formach promocji. Główną rolą public relations jest promocja marki za pomocą treści redakcyjnych pojawiających się w czasopismach, gazetach, kanałach informacyjnych, stronach internetowych, blogach i programach telewizyjnych. Wykorzystanie i współpraca z mediami dla promocji ma swoje zalety, ponieważ publikowane informacje w obszarach kampanii klientów nie są kupowane. Ma to wysoką walidację strony trzeciej i dlatego nie jest postrzegane przez społeczeństwo ze sceptycyzmem.

Rodzaje public relations

Zgodnie z funkcjami działu / agencji public relations, public relations można podzielić na 7 typów. Są to:

  •          Relacje z mediami:  Nawiązanie dobrych relacji z organizacjami medialnymi i działanie jako ich źródło treści.
  •          Relacje z inwestorami:  obsługa zdarzeń inwestorów, wydawanie raportów finansowych i dokumentów regulacyjnych oraz obsługa inwestorów, analityków oraz zapytań i skarg medialnych.
  •          Relacje rządowe: Reprezentowanie marki przed rządem w odniesieniu do realizacji polityk, takich jak społeczna odpowiedzialność biznesu, uczciwa konkurencja, ochrona konsumentów, ochrona pracowników itp.
  •          Relacje ze społecznością:  Obsługa społecznego aspektu marki i budowanie pozytywnej reputacji w niszach społecznych, takich jak ochrona środowiska, edukacja itp.
  •          Relacje wewnętrzne: Doradztwo dla pracowników organizacji w zakresie polityk, sposobu działania, odpowiedzialności organizacji i ich odpowiedzialności. Współpraca z nimi podczas specjalnych wydarzeń.
  •          Relacje z klientami: Obsługa relacji z rynkiem docelowym i wiodącymi konsumentami. Przeprowadzanie badań rynkowych, aby dowiedzieć się więcej o zainteresowaniach, postawach i priorytetach klientów oraz strategiach rzemieślniczych, aby wpływać na to samo za pomocą zarobionych mediów.
  •          Komunikacja marketingowa: wspieranie działań marketingowych związanych z wprowadzaniem produktu na rynek, kampaniami specjalnymi, rozpoznawalnością marki, wizerunkiem i pozycjonowaniem.

Nowoczesny PR to analityka i doradztwo

Wydarzenia ostatnich tygodni pokazały słabe i mocne strony wielu sektorów, ale też przyspieszyły wiele rynkowych procesów np. dalszą digitalizację mediów czy popularyzację technologii wspierających pracę zdalną. Nie ominęło to branży public relations (PR). Okazuje się, że obecnie kluczową umiejętnością staje się analityka i planowanie strategiczne.

Międzynarodowa Organizacja Konsultacyjna ds. Komunikacji (ICCO) jest globalnym głosem PR. Raport ICCO World PR poddaje analizie stan branży na całym świecie. Opiera się na odpowiedziach 3000 szefów agencji działających w 41 stowarzyszeniach ICCO, którzy potwierdzają, że technologie mające największy wpływ na przyszłość PR to: pomiary i analityka (63%), badania, wgląd i planowanie (51%) oraz automatyzacja marketingu/ CRM (33%). Obecnie najczęściej używane platformy społecznościowe B2C to: Facebook (38%), Instagram (27%), Twitter (11%). W kampaniach  B2B prym wiodą: Linkedin (59%), Twitter (15%) i Facebook (11%).

Najważniejsze sektory wzrostu w ciągu najbliższych pięciu lat to:

  • IT i technologia (60%)
  • Opieka zdrowotna (40%)
  • Usługi finansowe i profesjonalne (38%)
  • Produkty konsumpcyjne (32%)

Ostatnie tygodnie pokazały, że branża PR zyskała na znaczeniu, ale też widać proces jej przesuwania w kierunku doradztwa strategicznego w biznesie. Na pewno silny wpływ ma tu rozwój nowoczesnych technologii, które zmuszają do stałego poszerzania oferty i kompetencji. Kolejny krok w ewolucji sektora PR będzie polegał na znaczącym rozwoju w kierunku doradztwa i analityki, a nie standardowych relacjach z mediami.

ICCO wskazuję, że najbardziej oczekiwane obszary inwestycji to:

  • pomiary i analizy (37%)
  • marketing wpływów (36%)
  • tworzenie treści multimedialnych (34%)

Oczekiwane obszary wzrostu w ciągu najbliższych pięciu lat:

  • doradztwo strategiczne (46%)
  • reputacja/ wizerunek – korporacyjny (42%)
  • tworzenie treści multimedialnych (32%)
  • komunikacja marketingowa (24%)

Najważniejsze obszary działań public relations zlecane przez klientów:

  • reputacja korporacyjna (41%)
  • marketing produktów i sprzedaż (35%)
  • problemy i zarządzanie kryzysowe (8%)

Organizacja zwykle potrzebuje swojego zespołu PR, aby wypełnić więcej niż jedną rolę. Zarządzanie relacjami i kształtowanie wizerunku firmy może generować wiele dobrej woli. Kiedy pojawia się kryzys lub negatywne wiadomości, rolą PR musi być minimalizacja wszelkich szkód lub wybuchów spowodowanych wydarzeniami.

Autor: Adam Białas – dziennikarz, ekspert rynku, menadżer w Core PR.