Korepetytorzy na celowniku ZUS i Urzędów Skarbowych

Rynek zajęć online podczas pandemii koronawirusa przeżywał rozkwit. Wykorzystanie dostępnych narzędzi komunikacji zdalnej umożliwiło świadczenie konsultacji i korepetycji z zachowaniem dystansu społecznego. Rynek kursów online wzrósł o kilka tysięcy procent.

Ale czy wszyscy świadczący usługi zdalne pamiętali o odprowadzeniu składek i zgłoszeniu prowadzonej działalności?

Odprowadzenie danin społecznych i skarbowych jest obowiązkiem, każdego podmiotu świadczącego usługi. Czy instytucje przeprowadzające kontrole wykorzystają swoje uprawnienia i będą masowo analizować konta bankowe osób świadczących takie usługi ? O tym przekonamy się zapewne jeszcze w tym roku.

Nasze anonimowe źródło w jednym z poznańskich urzędów mówi, że w planie kontroli na drugie półrocze 2020 r. znajduje się weryfikacja osób świadczących usługi korepetycji online.

Czy rezygnacja z działalności zarobkowej to jedyne wyjście dla korepetytorów indywidualnych?

Możliwość realizacji zajęć, korepetycji, szkoleń i kursów z wykorzystaniem narzędzi online z pewnością zagoszczą w naszych przyzwyczajeniach na dłużej. Takie rozwiązanie oszczędza nasz czas na dojazd, obniża koszty pozyskania wiedzy, daje również możliwość zachowania dystansu społecznego. Świat powoli zaczyna wracać do normalnej aktywności, ale wiele przyzwyczajeń i trendów pozostanie z nami na dłużej.

Czy jest zatem możliwość legalnego świadczenia usług online przez osoby nieprowadzące działalności gospodarczej?

Pierwsze rozwiązanie to własnoręczna buchalteria prowadzona przez korepetytorów i wykładowców wykorzystując możliwość wykonywania działalności nierejestrowanej. Osiągnięte w ten sposób przychody należy we własnym zakresie doliczyć do corocznej deklaracji PIT.

Drugie rozwiązanie to platforma edukacyjna wspierajmysie.pl, na której każdy zarejestrowany korepetytor czy wykładowca może wybrać opcje „rozliczaj mnie”. Takie rozwiązanie gwarantuje, że za przychody uzyskane podczas udzielania lekcji platforma odprowadzi za korepetytorów podatki i opłaci ZUS. Dzięki temu korepetytorzy mogą skupić się na prowadzeniu zajęć wiedząc, że resztę zrobi za nich platforma.

„Na platformie wspierajmysie.pl korepetytor może przede wszystkim zarządzać kalendarzem swoich aktywności związanych z prowadzeniem zajęć – mówi Mirosław Januszewski, prezes Zarządu CWA S.A., właściciela platformy. – Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku i sygnały zgłaszane od korepetytorów, uruchomiliśmy dodatkowy moduł kompleksowego rozliczania korepetytora, zapewniając pełną przejrzystość świadczonych przez nich usług”.

Wzrost branży szkoleń online o klika tysięcy procent w połączeniu z szarą strefą daje wybuchową mieszankę patologii w realizacji podstawowych praw konsumenckich.

„Każdy kij ma dwa końce” cena i jakość a prawa konsumenckie. 

Z jednej strony kuszące jest zapłacić za lekcje 30% taniej przelewając 25 zł za godzinną konwersacje z „wykwalifikowanym lektorem” na wskazany przez korepetytora rachunek bankowy. (Korepetytor poznany kilkanaście minut wcześniej na grupie w portalu społecznościowym).

Ale co w przypadku, gdy klient chce dochodzić swoich praw gdyż :

a) lekcja się nie odbyła,

b) poziom nauczyciela nie był zgodny z deklarowanym,

c) zakres prowadzonych zajęć był inny niż oferowany,

tu zaczynają się schody.

W przypadku zakupu lekcji w „szarej strefie” klient pozbywa się skutecznego narzędzia do wyegzekwowania swoich praw np. że usługa powinna być zrealizowana zgodnie z ofertą. Klienci również wykorzystują szarą strefę do wyłudzania lekcji metodą na „nie zapłacę jak nie dasz mi paragonu” lub „proszę o zwrot całej kwoty albo doniosę na ciebie do US”.

Rzecznik MŚP wnioskuje o umożliwienie przedsiębiorcom w restrukturyzacji korzystanie ze wsparcia przewidzianego przez ustawę o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców proponuje we wniosku do Wiceprezes Rady Ministrów – Minister Rozwoju i Ministra Sprawiedliwości, aby umożliwić przedsiębiorcom w restrukturyzacji korzystanie ze wsparcia przewidzianego ustawą z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2.

Ustawa z 16 kwietnia 2020 r. dała możliwość przedsiębiorcom prowadzącym działalność gospodarczą na terytorium Polski uzyskanie wsparcia niezbędnego dla utrzymania i kontynuacji prowadzonej działalności gospodarczej, zagrożonej na skutek ekonomicznych następstw dla przedsiębiorcy, wynikających z wprowadzonych na podstawie odrębnych przepisów zakazów oraz ograniczeń w celu zapobiegania, przeciwdziałania i zwalczania zakażenia wirusem SARS-CoV-2 oraz rozprzestrzeniania się choroby wywołanej tym wirusem (COVID-19). Wsparcie może być przyznane w szczególności w formie pożyczek, gwarancji lub poręczenia oraz leasingu lub innych instrumentów związanych z finansowaniem prowadzonej działalności gospodarczej, na warunkach rynkowych. Wsparcie może być również udzielone w formie innych zwrotnych finansowych instrumentów dłużnych, o ile strony umowy tak postanowią.

Przepis art. 2 ust. 3 ustawy wskazuje jednak, że ustawy nie stosuje się do przedsiębiorców, wobec których ogłoszono upadłość, oraz przedsiębiorców, wobec których otwarte zostało postępowanie restrukturyzacyjne. W przypadku przedsiębiorców, względem których złożono wnioski w powyższych postępowaniach, do czasu ich prawomocnego rozpatrzenia procedura udzielenia wsparcia określona w ustawie ulega zawieszeniu.

Rzecznik MŚP w piśmie do Wiceprezes Rady Ministrów – Minister Rozwoju i Ministra Sprawiedliwości wskazał, że obecne brzmienie powyższego przepisu pozbawia przewidzianego nią wsparcia przedsiębiorców w restrukturyzacji, a więc tych przedsiębiorców, którzy w sposób właściwy i terminowo zareagowali na swoją sytuację finansową, wszczęli formalną procedurę restrukturyzacji sądowej i podjęli przewidziane prawem środki celem uniknięcia upadłości oraz ratowania swojego przedsiębiorstwa. Nie wydaje się więc celowe pozbawianie tej grupy możliwości uzyskania wsparcia mającego rekompensować skutki wystąpienia pandemii COVID-19. Pozbawienie tej grupy możliwości wsparcia przewidzianej Specustawą nie tylko osłabia podmioty już i tak słabe, ale także zniechęca do korzystania ze ścieżki restrukturyzacyjnej, co może przyczynić się w przyszłości do zwiększenia ryzyka upadłości.

Na podstawie propozycji wypracowanej przez członków Zespołu roboczego ds. upadłości i restrukturyzacji Rzecznik MŚP zwrócił się z pytaniem, czy są możliwe zmiany legislacyjne, które umożliwiłyby przedsiębiorcom w restrukturyzacji skorzystanie z tej pomocy, równocześnie pozostawiając ograniczenie dla przedsiębiorców, wobec których ogłoszono upadłość lub, którzy zgłosili wniosek o ogłoszenie upadłości.

6 czerwca do Warszawy przybyły jednocześnie dwa samoloty czarterowe z ukraińskimi pracownikami

Dwa czartery z łącznie 186 ukraińskimi pracownikami na pokładzie przybyły jednocześnie na lotnisko Chopina 6 czerwca. Oba loty czarterowe zostały zorganizowane przez agencję zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal we współpracy z Międzynarodowymi Liniami Lotniczymi Ukrainy. Gremi Personal wcześniej informowała o przylocie jednego czarteru planowanym na 6 czerwca.

Organizacja dwóch czarterów jednocześnie stała się koniecznym rozwiązaniem, które firma zmuszona była zastosować w związku z zaostrzeniem przepisów prawnych dotyczących lotów czarterowych w czasie kwarantanny. Według rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 29 maja 2020r. na pokładzie wszystkich statków powietrznych, w tym także samolotów czarterowych, można przewozić nie więcej pasażerów niż wynosi połowa maksymalnej liczby miejsc. Owo rozporządzenie pojawiło się po tym, jak Gremi Personal zamówiła drugi lot czarterowy, o czym publicznie informowano w polskiej i ukraińskiej prasie.

6 czerwca do Warszawy przybyły jednocześnie dwa samoloty czarterowe z ukraińskimi pracownikami (1)Gremi Personal to odpowiedzialna firma. Cenimy sobie naszą reputację i zawsze rzetelnie wypełniamy zobowiązania wynikające z zawartych z nami umów. Moglibyśmy odwołać czarter, ale pomimo poniesionych przez nas strat ekonomicznych, zamówiliśmy od razu dwa loty czarterowe, aby rzetelnie wypełnić nasze zobowiązania wobec polskich przedsiębiorstw i naszych pracowników”, oświadczył właściciel agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal Evgenij Kirichenko. – Dla pracowników Gremi Personal przelot był bezpłatny, jak obiecywała wcześniej firma. Ponadto Gremi Personal zorganizowała pobyt pracowników w uruchomionych przez siebie ośrodkach kwarantanny, w celu odbycia obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny.”

„Oczywistym jest, że zaostrzenie przepisów dotyczących podróży lotniczych jest niezbędnym środkiem, który polski rząd podjął w celu zapewnienia ochrony zdrowia społeczeństwa w okresie pandemii. I absolutnie rozumiemy, że jest to uzasadnione w przypadku regularnych lotów, których pasażerowie mogą następnie naruszać zasady kwarantanny. Ale zastosowanie tych norm w przypadku lotów czarterowych nie jest do końca uzasadnione. Po pierwsze, należy uwzględnić czynnik ekonomiczny. Biorąc pod uwagę dotkliwy brak ukraińskiej siły roboczej, loty czarterowe pozostają jedynym sposobem na szybkie i bezpieczne uzupełnienie deficytów kadrowych. Po drugie, wszyscy przybyli za pośrednictwem naszych czarterów przechodzą obowiązkową 14-dniową kwarantannę, pod oficjalnym nadzorem polskich władz i koordynatorów Gremi Personal w ośrodkach kwarantanny zorganizowanych przez naszą firmę. Ponadto wszyscy przybyli ukraińscy pracownicy są objęci pełnym ubezpieczeniem zdrowotnym, w tym na wypadek zachorowania na COVID-19. Dlatego też jesteśmy przekonani, że polski rząd jak zawsze ze zrozumieniem odniesie się do rozwiązania tego problemu i jak najszybciej zrewiduje zapis dotyczący ograniczenia liczby pasażerów, szczególnie w przypadku lotów czarterowych”- podkreśla stanowisko firmy Tomas Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal.

Jak już wcześniej informowaliśmy, pierwszy lot czarterowy zorganizowany przez Gremi Personal przybył do Polski 24 maja ze 179 pracownikami z Ukrainy na pokładzie. W tej chwili pracownicy odbywają obowiązkową 14-dniową kwarantannę. Nikt z pracowników nie uskarża się na stan zdrowia.

Nie trzeba będzie składać wniosków o umorzenie mikropożyczki

Mikropożyczka dla przedsiębiorców w wysokości 5000 złotych jest jednym ze sztandarowych elementów ustaw antykryzysowych. Według ostatnich zapowiedzi rządu jej umorzenie będzie możliwe bez składania wniosków. Eksperci inFakt pozytywnie oceniają tę zmianę. Ich zdaniem pomoże to uniknąć przedsiębiorcom konieczności spłaty pożyczki wraz z odsetkami.

Obowiązujące jeszcze przepisy stanowią, że mikropożyczka, która została udzielona przedsiębiorcy z Powiatowego Urzędu Pracy, może zostać umorzona po trzech miesiącach nieprzerwanego prowadzenia działalności gospodarczej. Dodatkowym warunkiem jest złożenie właściwego wniosku.

Niedawno pojawiła się kolejna poprawka do tzw. Tarczy Antykryzysowej 4.0, która mówi, że przedsiębiorca będzie miał możliwość umorzenia mikropożyczki bez składania żadnego wniosku. Informacje o tym, czy działalność nadal jest prowadzona, Powiatowe Urzędy Pracy weryfikowałyby na podstawie danych z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Poprawkę można znaleźć na stronach sejmowych w druku nr 390 w art. 15zzd, ust. 7. Zamiar wprowadzenia tej zmiany został potwierdzony 2 czerwca przez minister Marlenę Maląg na konferencji prasowej w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim.

Zaproponowane rozwiązanie pomoże „zapominalskim” oraz zdejmuje z nich ten tak naprawdę zbędny obowiązek. Urzędy pracy mogą z łatwością sprawdzić, czy dany przedsiębiorca wywiązał się z obowiązku nieprzerwanego prowadzenia działalności przez 3 miesiące – mówi Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt. Należy również zaznaczyć, że w obecnym stanie prawnym niezłożenie wniosku o umorzenie w terminie 14 dni po 3 miesiącach od udzielenia pożyczki, wiąże się z tym, że należy ją zwrócić. Część przedsiębiorców zapewne przegapiłaby ten termin, co skutkowałoby koniecznością spłaty pożyczki wraz z odsetkami.

Aktualnie przyznanych zostało 1,17 mln mikropożyczek na łączną kwotę 5,83 mld złotych[1]. Najwięcej wniosków rozpatrzonych pozytywnie w stosunku do ogółu złożonych odnotowano w województwach: warmińsko-mazurskim (85%), łódzkim i zachodniopomorskim (po 83%). Najmniej – w woj. mazowieckim (49%) i małopolskim (60%)[2].

Mikropożyczka wciąż dostępna

O pożyczkę w wysokości maksymalnie 5 tysięcy złotych wciąż można się starać w odpowiednich dla prowadzonej działalności gospodarczej Powiatowych Urzędach Pracy. Można ją przeznaczyć na bieżące koszty związane z prowadzoną działalnością, czyli m.in. na opłacenie podatków, składek ZUS, na towary, materiały lub czynsz. Warunkiem uzyskania pożyczki jest założenie działalności przed 1 kwietnia 2020 roku.

[1] Dane Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na 3 czerwca 2020 roku

[2] Dane Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej na 1 czerwca 2020 roku

EBC zwiększa druk pieniądza

Europejski Bank Centralny nie pozostaje pasywny w ramach walki z kryzysem. Specjaliści mają wątpliwości co do długofalowych konsekwencji obecnych działań, ale rynki przyjmują je optymistycznie.

Drukarki mogą więcej

Na wczorajszym posiedzeniu podjęto decyzję o zwiększeniu skali programu skupu aktywów w ramach nadzwyczajnego wsparcia w obliczu pandemii. Wzrost jest imponujący z 600 miliardów na 1,35 biliona euro. Warto również zwrócić uwagę, że już teraz wydłużono ten projekt do czerwca 2021. W rezultacie na rynek w ciągu najbliższego roku trafią 2 biliony euro w ramach skupu aktywów. Czy to dużo? Omawiana kwota to 2,5 raza więcej niż w zeszłym roku wyniosły dochody budżetu Niemiec. Wczoraj euro zyskiwało względem dolara, ale nie wiadomo, czy to zasługa dobrego odebrania informacji od inwestorów (którzy zamierzają na tym pakiecie zarobić), czy raczej to efekt słabości USA.

Ropa naftowa dalej zyskuje

Po wczorajszych danych w górę szła dalej ropa naftowa. Czarne złoto zyskuje wraz z poprawiającą się perspektywą dla gospodarki. Skoro zalejemy rynek pieniędzmi to pewnie coś się z tego powodu wydarzy. Na podstawie tego spodziewany jest większy popyt na ropę, a oczekiwania większego popytu powodują wzrost cen. Nie może zatem dziwić, że baryłka notowana w Londynie po raz kolejny przebija 40 dolarów.

Spada liczba wniosków dla bezrobotnych w USA

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych powoli wraca w stronę standardowych wartości. Mamy pierwsze wskazanie poniżej 2 milionów wniosków od wyskoku w górę tego parametru. Dolar traci na wartości, ale dane te zbiegły się w czasie z informacją z EBC, że drukarki zwiększają ponad dwukrotnie tempo druku pieniądza. Oczywiście przysłowiowego druku, bo to tylko zapis na rachunkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy Tarcza 4.0 będzie dla przedsiębiorców niedźwiedzią przysługą?

W czwartek Sejm uchwalił tzw. Tarczę 4.0. Pracodawcy RP oceniają zawarte w niej zapisy dotyczące prawa pracy, ochrony firm przed przejęciem przez podmioty spoza Unii Europejskiej oraz podatków.

Prawo pracy

Tarcza 4.0. to kolejny duży pakiet zmian prawnych, który tym różni się od pozostałych, że zawiera wiele rozwiązań w obszarze prawa pracy. Można je ocenić pozytywnie, aczkolwiek pojawia się obawa, czy nie będą one dla pracodawców przysłowiową niedźwiedzią przysługą. Niektóre przepisy są niejasne, inne nadmiernie skomplikowane, a jeszcze inne de facto już funkcjonują. Niemniej jednak ich celem ma być przede wszystkim ograniczenie kosztów po stronie firm, co może przyczynić się do ochrony miejsc pracy.

Należy również zaznaczyć, że przepisy nie przewidują szeregu najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań, które znalazły się w pierwotnej wersji projektu, takich jak chociażby tzw. zwalnianie e-mailem. Tym samym w Tarczy pozostały głównie rozwiązania niebudzące aż takich wątpliwości. Dotyczy to m.in. ograniczenia wysokości odpraw do 10-krotności minimalnego wynagrodzenia, możliwości szybkiego wypowiedzenia umowy o zakazie konkurencji oraz zniesienia obowiązków związanych z zfśs. Jednak również i te kwestie wymagają doprecyzowania.

Za słuszne uznajemy także doprecyzowanie przepisów o pracy zdalnej, co miało na celu wyeliminowanie dotychczas występujących wątpliwości. Warto zauważyć, że posłowie zdecydowali o usunięciu przepisu dotyczącego odpowiedzialności w zakresie BHP. Nowa regulacja zawiera też wiele niejasnych sformułowań przez co nadal może wywoływać problemy interpretacyjne. Co więcej, już pojawiają się sygnały o ewentualnych roszczeniach ze strony pracowników świadczących pracę zdalnie w związku z korzystaniem z prywatnego sprzętu, gdyż kwestia ekwiwalentu nie została ostatecznie uregulowana. Ponadto z punktu widzenia pracodawców ważne jest to, czy te przepisy będą miały wyłącznie charakter czasowy, czy też na stałe wejdą do naszego porządku prawnego. W tym kontekście istotne będzie wdrożenie do Kodeksu pracy pracy zdalnej jako nowej formy świadczenia pracy, odmiennej od funkcjonującej już telepracy.

W przepisach przewidziano też możliwość wysyłania pracowników na zaległy urlop w wymiarze do 30 dni. Zwracamy jednak uwagę na to, że już teraz zgodnie z interpretacją Sądu Najwyższego można to zrobić. Stąd również zaproponowane ograniczenie wymiaru urlopu zaległego jest bezzasadne. To wyważanie otwartych drzwi. Powstaje pytanie czy te drzwi nie zostaną zamknięte, gdy ustawa przestanie już obowiązywać. Czy wówczas pracodawcy również będą mogli wysyłać pracowników na zaległy urlop? Uważamy również, że pracodawca powinien mieć możliwość skierowania pracownika na połowę przysługującego mu urlopu bieżącego, tak jak zapisano to w pierwotnej wersji projektu. Tego rodzaju rozwiązania ograniczą tzw. kumulację urlopów i odpowiadają na aktualne oczekiwania pracodawców. Co więcej, urlop jest mniejszym złem niż chociażby przestój ekonomiczny z Tarczy antykryzysowej, który dla pracownika oznacza obniżkę pensji.

Zgodnie z Tarczą 4.0. pracodawcy będą mogli wprowadzić przestój ekonomiczny lub obniżyć wymiar czasu pracy również bez ubiegania się o dofinansowanie z FGŚP. Konieczne będzie jednak zawarcie porozumienia ze stroną społeczną, zanotowanie odpowiedniego spadku obrotów oraz „istotnego wzrostu obciążenia funduszu wynagrodzeń” – tu pojawiają się schody. Sposób jego wyliczenia jest dość skomplikowany, co może stanowić barierę dla pracodawców w korzystaniu z tego rozwiązania. Wprowadzenie dodatkowego kryterium tylko wywoła chaos i utrudni zrozumienie już i tak problematycznych przepisów Tarczy antykryzysowej i jej kolejnych wersji. Dlatego postulujemy usunięcie tej przesłanki z przepisów.

Za zasadne uznajemy także wprowadzenie możliwości uzyskania dofinansowania (z FGŚP do wysokości 40 proc. przeciętnego) do wynagrodzeń pracowników, którzy nie zostali objęci przestojem, przestojem ekonomicznym ani obniżonym wymiarem czasu pracy. Dobrze, że również w odniesieniu do tej grupy zatrudnionych zaproponowano mechanizm wsparcia. Ponadto zgodnie z ustawą poszerzony zostanie krąg uprawnionych do świadczenia postojowego. Wsparciem zostaną objęci też przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność gospodarczą i jednocześnie podlegają ubezpieczeniu z innego tytułu. Dotyczy to znacznej grupy przedsiębiorców MŚP, głównie z branży finansowej, handlowej, usługowej.

Intencja ustawodawcy i kierunek działania są dobre. Obawiamy się jednak, że po uchwaleniu Tarczy 4.0. pracodawcy będą się jeszcze bardziej gubić w gąszczu obowiązujących regulacji i wprowadzanych rozwiązań pomocowych. Szeroki wachlarz oferowanego wsparcia dla firm powinien być jednocześnie prosty i przystępny w formie dla zwykłego przedsiębiorcy. Mnogość instrumentów nie jest bowiem równoznaczna z ich skutecznością.

Ochrona przed przejmowaniem firm przez podmioty spoza UE

W ustawie uwzględniono przepisy rozszerzające ochronę przedsiębiorców przed przejęciem przez podmiot zagraniczny (spoza Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego) poprzez rozbudowanie uchwalonej w lipcu 2015 r. ustawy o kontroli niektórych inwestycji. Proponuje się objęcie ochroną podmiotów prowadzących działalność w kilkudziesięciu obszarach (m.in. działalności gospodarcze związane z: energią elektryczną, gazem, paliwami, telekomunikacją, przetwórstwem żywności, produkcją leków, chemikaliów i nawozów, materiałami wybuchowymi, bronią i amunicją oraz wyrobami technologii o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym oraz dotyczącą opracowywania oprogramowania (w tym elektrownie, paliwa, zaopatrzenie w wodę, zaopatrzenie w gotówkę, płatności kartą, szpitale, sprzedaż leków na receptę, transport drogą powietrzną, kolejową, morską lub żeglugą śródlądową, transport drogowy i publiczny oraz zaopatrywanie w żywność)). Ochronie podlegają podmioty, których przychód ze sprzedaży produktów lub usług na terytorium RP przekroczył równowartość 10 mln euro. Organem kontroli w przypadku prób przejęcia przedsiębiorców ma być UOKiK. Działania zmierzające do przejęcia podejmowane bez zgłoszenia i zgody UOKiK będą podlegały karze do 50 mln zł. Nowe rozwiązania dotyczące kontroli przejęć spółek mają obowiązywać przez 2 lata.

Dotychczas obowiązujące przepisy w dużo węższym zakresie zapewniały ochronę przed przejęciem zagranicznym – rozporządzenie wydane na podstawie ustawy zawierało listę, stanowiącą załącznik do rozporządzenia, wskazującą wprost na to, które podmioty podlegają ochronie. Rozporządzenie z grudnia 2019 r. zawiera zaledwie 9 takich podmiotów. Dodatkowo, to w rozporządzeniu określa się organ, który podejmuje decyzję o ewentualnej zgodzie na transakcję, tymczasem w projektowanych przepisach kompetencje te posiada UOKiK.

Przepisy dotyczące ochrony przed przejęciami nie zasługują na poparcie. Są zdecydowanie zbyt daleko idące i mogą negatywnie odbić się na rozwoju społeczno-gospodarczym. Odcinanie przedsiębiorstw od zagranicznego kapitału i know-how może skutkować nawet ich upadłością. Problematyczne jest również ograniczenie możliwości inwestowania do podmiotów wyłącznie z obszaru UE/EOG, ponieważ wyłącza to wielu istotnych dla Polski inwestorów z państw takich jak Stany Zjednoczone, Republika Korei, Japonia oraz Wielka Brytania – która opuściła UE. Stąd należy przychylić się do postulatu zgłoszonego przez Radę Przedsiębiorczości, aby – jeśli te przepisy mają w ogóle wejść w życie – dokonać ograniczenia zakresu ich obowiązywania, skrócenia czasu ich obowiązywania (z 24 do 12 miesięcy od wejścia w życie) oraz poszerzenia katalogu podmiotów mogących inwestować w przedsiębiorstwa do tych, które mają swoje siedziby w państwach OECD.

Podatki

Oprócz wprowadzenia dodatkowych ulg (zwolnienie z podatku od darowizn, dochodowego) w przypadku przekazania darowizn na przeciwdziałanie COVID-19 podmiotom wykonującym działalność leczniczą czy też na rzecz placówek oświatowych, w ustawie przewidziano kilka rozwiązań ułatwiających prowadzenie działalności i mogących poprawić płynność finansową przedsiębiorstw.

Ustawa przewiduje również wydłużenie terminów na raportowanie schematów podatkowych. Terminy wskazane w dziale III rozdziału 11a ustawy Ordynacja podatkowa nie rozpoczynają się a rozpoczęte podlegają zawieszeniu w okresie od dnia 31 marca 2020 r. do trzydziestego dnia następującego po dniu odwołania stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii ogłoszonego w związku z COVID-19. Przesunięcie terminów jest w obecnej sytuacji niewątpliwie korzystnym rozwiązaniem, biorąc w szczególności skomplikowanie przepisów o MDR i nieustające wątpliwości dot. tego kto i jakie czynności ma w praktyce raportować.

Ustawa wprowadza również ułatwienia w skorzystaniu z tzw. ulgi na złe długi przy zatorach płatniczych przez podatników ponoszących negatywne konsekwencje ekonomiczne z powodu COVID-19, w tym wprowadzenie ulgi dla podatników, którzy na 2020 r. wybrali uproszczoną formę wpłacania zaliczek na podatek dochodowy. Problemem może okazać się interpretacja warunku do skorzystania z ulgi, bowiem przepisy nie wskazują kryteriów, jakimi należy się kierować przy ocenie, czy poniesiono negatywne konsekwencje z powodu epidemii.

Istotnym w naszej ocenie rozwiązaniem jest umożliwienie podatnikom uwzględniania w kosztach uzyskania przychodów kar umownych i odszkodowań zapłaconych, jeżeli wada dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoka w dostarczeniu towaru wolnego od wad lub zwłoka w usunięciu wad towarów, albo wykonanych robót i usług, powstała w związku ze stanem zagrożenia epidemicznego lub stanem epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19. Dotychczas stanowisko organów administracji skarbowej w tym zakresie było dla podatników niekorzystne i co do zasady kary umowne nie mogły być zaliczane do kosztów.

Na uwagę zasługuje poprawka zgłoszona i przyjęta w toku prac sejmowej Komisji Finansów Publicznych, zgodnie z którą dopłaty do oprocentowania kredytów bankowych nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz przepisów o podatku dochodowym od osób prawnych. Mając na względzie cel działań osłonowych i potrzebę wsparcia przedsiębiorców w dobie kryzysu, podobne rozwiązanie powinno zostać wprowadzone jako ogólna zasada w odniesieniu do pozostałych instrumentów przewidzianych w tarczach antykryzysowych i tarczy finansowej. Za niezasadne należy bowiem uznać opodatkowanie środków wypłacanych w związku ze skutkami epidemii, których przeznaczeniem jest utrzymanie miejsc pracy i zapobieganie fali upadłości.

W obszarze prawa podatkowego wciąż niestety brakuje rozwiązań postulowanych przez przedsiębiorców od początku lockdownu. Mając na względzie skutki ekonomiczne epidemii COVID-19 i znaczące pogorszenie lub utratę płynności finansowej przedsiębiorstw, należało przede wszystkim wprowadzić odpowiednie rozwiązania w zakresie podatku VAT, które pozwoliłyby na szybsze dokonywanie zwrotów nadwyżki podatku naliczonego nad należnym. W tym zakresie Ministerstwo Finansów wydało co prawda rekomendacje skierowane do organów podatkowych, jednakże przedsiębiorcy zwracają uwagę, iż nie dostrzegają wyraźnego przyspieszenia w rozpatrywaniu wniosków o dokonanie zwrotu.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Procesowe podejście w biznesie – Szymon Churski

Czym jest organizacja procesowa?

Najogólniej rzecz ujmując, proces to w uproszczeniu sekwencja następujących po sobie działań i decyzji (warunków) prowadzących do osiągnięcia konkretnego celu, np. dostarczenia usługi o wymaganych przez klienta parametrach. W innym ujęciu, proces można zdefiniować również jako łańcuch wartości, w którym każde kolejne działanie w procesie powinno dodawać wartość (koncepcja przedstawiona przez M. Porter).

Mając na uwadze podział organizacyjny, proces to sekwencja zadań, które przecinają komórki struktury organizacyjnej, aby dawać w wyniku jak najwięcej wartości dla klienta. Niektóre z tych wartości stanowią bezpośrednią korzyść dla klienta – odbiorcy usług, inne mają znaczenie pośrednie. Rozwinę to dalej.

Organizacja procesowa w usługach profesjonalnych

Organizacja procesowa jest koncepcją dosyć znaną, a w branży usług profesjonalnych (np. outsourcing księgowości lub kadr i płac) z sukcesem zaimplementowaną w podmiotach działających jako SSC lub BPO. W MDDP Outsourcing również znamy ten model działania, choć go nie powielamy. Zdecydowaliśmy się pójść własną drogą, w której to zastosowanie szablonowej organizacji procesowej było jedynie teoretycznym punktem wyjścia do wypracowania naszego własnego modelu.

Nie startowaliśmy od najczęściej spotykanej struktury funkcyjnej (silosowej), w której zarządzanie koncentruje się na planowaniu i realizacji zadań poszczególnych komórek organizacyjnych. Według niej, klasyczne jednostki organizacyjne np. reprezentujące linie usług (audyt, podatki) realizują wyłącznie swoje cele – choć w domyśle wspierają zespół outsourcingu księgowego. W tego typu modelach ważniejsza jest efektywność poszczególnych funkcji niż efektywność całego procesu (suma poszczególnych efektywności może nie dawać równie wysokiej efektywności całego procesu). Wykonują własne budżety, realizują własne projekty, mierzą KPI, ale nie rozumieją i nie identyfikują się z celami całego procesu. Nałożenie na taką strukturę procesów nie przyniosłoby oczekiwanych korzyści.

W naszym przypadku postąpiliśmy zupełnie inaczej. Przyjmując nasze założenia wejściowe (lub inaczej kluczowe wymagania) w zakresie efektywności, jakości, dostępnego wsparcia technologicznego i na koniec skalowalności, przystąpiliśmy do zaprojektowana zupełnie nowych procesów. W dalszych krokach przystąpiliśmy do identyfikowania i zapewnienia koniecznych do ich obsługi zasobów, w tym kompetencji zespołów, rozwiązań informatycznych oraz technicznych(np. tak teoretycznie banalna sprawa jak wydajność skanerów). To nie istniejące komórki organizacyjne wyznaczają przebieg procesu lub poziom jego wspierania (np. zakres zadań w każdej komórce), lecz odwrotnie, to proces narzucał wymagania poszczególnym zespołom.

Definiowałem wcześniej, że proces to seria działań i decyzji prowadzących do osiągnięcia oczekiwanego wyniku. Analizując nasz proces (procesy), zwróciliśmy uwagę, że zadania z jednej dziedziny mogą być wykonywane w różnych nie występujących bezpośrednio po sobie krokach procesu, dlatego należało je sklasyfikować i zgrupować. Z kolei grupując zadania w procesie wg wymaganych do ich realizacji kompetencji zidentyfikowaliśmy zespoły kompetencyjne. W końcu inne kompetencje wymagane są w zespole przetwarzającym dokumenty, a inne np. w zespole ds. podatków.. Wiedząc jaką rolę w procesie pełni dany zespół i jakie kwalifikacje powinni mieć jego członkowie, można było skupić się na budowaniu zespołów.

W ten sposób wypracowaliśmy fundament, na bazie którego możemy świadczyć w pełni nowoczesne usługi księgowe, kadrowe i płacowe. Model, który odpowiednio wdrożony i stosowany, jest skalowalny do firm na różnych etapach ich rozwoju oraz konfigurowalny do potrzeb ich specyfiki branżowej czy korporacyjnej i który przynosi fundamentalne w naszej branży korzyści.

Elementy kontroli wewnętrznej

W każdej organizacji różnymi środkami można wprowadzać rozwiązania dotyczące kontroli jakości prac. Jednak to organizacja procesowa sprzyja kontroli automatycznej, nie wymagającej osobnego definiowania i egzekwowania. Ponieważ w procesie zadania przekazywane są od jednego zespołu do drugiego na bieżąco (z minuty na minutę, w znacznym stopniu dzięki systemom informatycznym), to również na bieżąco są kontrolowane. Zespół odbierający wynik pracy od poprzedniego zespołu, automatycznie zwraca uwagę na ewentualne błędy. Dbając o tempo i jakość własnej pracy, nie może dopuścić do przyjmowania wadliwych wyników prac, a tym bardziej ich stałego i samodzielnego korygowania. Dzięki temu niepotrzebne są dodatkowe środki czy procedury, choć oczywiście mogą one wzmocnić skuteczność kontroli. Pisząc o dodatkowych środkach pomijam kulturę organizacyjną i środowisko pracy (np. pracę projektową, focus roomy itp.), które również nas wyróżniają i które sprzyjają pracy zespołowej oraz skutecznemu rozwiązywaniu problemów.

Osobnym zagadaniem do omówienia jest wsparcie aplikacyjne (systemy informatyczne) do takiego modelu pracy. Kluczowe w tym zakresie okazać się mogą np. systemy typu workflow, dzielone zasoby plików, systemy do organizacji pracy wykorzystujące koncepcję kanban itd., które współpracę  zespołów mocno automatyzują (brak konieczności wysyłania mail) i pozwalają realizować proces na bieżąco.

Stałe doskonalenie się (Continuous improvement)

Ponieważ w procesowej organizacji pracy prowadzenie bieżących ustaleń, np. wyjaśnianie potencjalnych błędów, jest rzeczą naturalną, to równie naturalnie zespoły spotykają się, aby podsumować współpracę w dłuższym okresie. Powtarzające się nieefektywności lub trudności, które wykryła kontrola wewnętrzna, stają się przedmiotem dalszej dyskusji, co prowadzi do powstawania rozwiązań przyczyniających się usprawniania pracy (w tym do eliminacji powstawania błędów) w sposób systemowy, a nie doraźny. Konsekwencją takich spotkań może być wypracowanie natychmiastowego usprawnienia lub powołanie zespołu wzbogaconego np. o ekspertów IT, do przygotowania bardziej kompleksowego rozwiązania.

Choć naturalnie w każdej organizacji można próbować promować takie zachowania, to w organizacji procesowej tego typu inicjatywy są uruchamiane oddolnie.

Rozwój zespołu

Prowadzenie pełnej księgowości, dla spółek z różnych branż, notowanych na giełdach papierów wartościowych, holdingów, korporacji wymaga połączenia wiedzy z wielu dziedzin. Pozostaje jedynie taką wiedzę zapewnić, skompletować, wypracować. Wybierając drogę do zapewnienia wymaganych kompetencji trzeba odpowiedzieć na kilka, ostatecznie dość podstawowych pytań.

  • Czy jeden lider zespołu może podjąć próbę bycia ekspertem we wszystkich tych osobnych dziedzinach?
  • Czy może jednocześnie być fachowcem w zakresie masowego procesowania dokumentów i ich digitalizacji (w tym technologii OCR, skanerów masowych, systemów workflow), a także sprawnie, ale i skrajnie rzetelnie, przygotować sprawozdanie skonsolidowane lub giełdowe, albo odzyskać VAT?
  • Ile czasu zajmie wyedukowanie poprzez „organiczny” rozwój pracownika w tych dziedzinach, aby osiągnąć poziom ekspercki i z czystym sumieniem pracę takiego specjalisty zaoferować klientom?
  • Czy pracownicy faktycznie chcą jednocześnie być ekspertami „od wszystkiego”, czy może księgowy chce być certyfikowanym księgowym (biegły rewident, ACCA), entuzjasta ds. podatków doradcą podatkowym, a miłośnik organizacji pracy i technologii np. certyfikowanym project managerem?

Powyższe specjalizacje są przykładowe – dekompozycja procesów może być głębsza i tym samym specjalizacji może być więcej. Zależy to od potrzeb danej firmy i zdolności danej organizacji do absorbcji zmian.

Jedno można przyjąć jako pewnik: pracownicy chcą być ekspertami. Zadaniem pracodawcy jest przemyślenie i wybranie metody, która będzie prowadziła do stałego podnoszenia ich wiedzy, doświadczenia, a może i kwalifikacji. Rozwój pracowników musi być zharmonizowany z celami biznesowymi pracodawcy, dlatego w naszym przypadku dylematów nie było. Tworząc organizację procesową, jak już wspominałem wcześniej, jednocześnie zdecydowaliśmy się na konkretną metodę rozwijania wiedzy pracowników w zespołach kompetencyjnych. Dokładnie wiemy jakie kompetencje (i na jakich szczeblach kariery pracowników) wymagane są w naszej organizacji,  orazjak zarządzać systemem ocen, kiedy dziedzina oceny nie jest zbyt szeroka. W ten sposób uniknęliśmy dublowania kompetencji w odseparowanych zespołach i uzyskaliśmy możliwość dzielenia się nimi (czyli doświadczeniami, wypracowanymi interpretacjami, rozumieniem poszczególnych przepisów) ze wszystkimi klientami na równi wysokim poziomie. Dzięki takiemu podejściu klient nie musi liczyć na szczęście, aby trafić „w ręce” zespołu z lepszymi kompetencjami.

Rozdział obowiązków (Segregation of duties)

Kontrole wewnętrzne są tylko jednym z elementów całego systemu zapewniania jakości obsługi. Ważne również są mechanizmy zapobiegania nieprawidłowościom, czy wręcz nadużyciom sprowadzające się odseparowania konfliktowych obowiązków, wykonywanych w ramach jednego pełnego procesu (lub obszaru procesowego), np.:

  • żaden pracownik lub grupa pracowników nie powinna być uprawniona do jednoczesnego spowodowania i ukrywania błędu (np. ktoś, kto nie dopilnował kontroli należności nie powinien mieć możliwość konwersji takich należności na złe długi);
  • żaden pracownik lub grupa pracowników nie powinien łączyć takich obowiązków jak np. wnioskowanie i akceptacja lub wprowadzanie i autoryzacja (wprowadzanie rachunków bankowych i akceptacja płatności, zakładanie dostawcy i akceptacja faktur dostawcy itd.).

Osiągnięcie zerowego poziomu konfliktów uprawnień jest z pewnością trudne. Tym trudniejsze im mniejszy jest zespół. Jednak w przypadku współdziałania wielu wyspecjalizowanych zespołów (nazywam je również procesowymi), osiąga się wysoki poziom separacji konfliktów, bez sztucznych działań. Organizacja procesowa, poprzez rozdystrybuowanie obowiązków, pozwala samoistnie wykrywać błędy (zaniechania itp.), na różnych, również wczesnych, etapach procesowania transakcji. Pozwala także minimalizować występowanie błędów, niepoprawności w np. przeprowadzanych transakcjach, prowadzonych zapisach księgowych, a finalnie w samych księgach i przepływie środków finansowych.

Oczywiście każda organizacja może być mniej lub bardziej zorganizowana procesowo. Głębokość dekompozycji procesów wpływa na poziom specjalizacji, czyli liczbę zespołów procesowych, a ta z kolei wpływa wprost na możliwość zaadresowana poszczególnych konfliktów uprawnień (poprzez strukturę procesową). Warto dodać, że separacja zadań oparta na strukturze procesowej jest odporna na rotację pracowników czy niedostępności pracowników.

W organizacji, w której jeden zespół wykonuje większość zadań samodzielnie, również można wprowadzać separację zadań np. nadając właściwe uprawnienia do wykonania poszczególnych operacji w systemach informatycznych. Takie rozwiązanie ma jednak swoje ograniczenia – może wymagać zbyt wielu etatów, aby pokryć wszystkie reguły separacji, a przy tym brak jednego z pracowników (np. z powodu urlopu czy zwolnienia lekarskiego) czyniłyby utrzymanie takiego schematu zmorą, a nie korzyścią. Przykładowo, jeżeli zdeleguje się jedną czynność na konkretną osobę, to jej brak prowadzi do turbulencji w obsłudze całego procesu, a zastępstwa i redundancje zwykle nie pomagają, ponieważ często zastępujący pracownik nie czuje się „właścicielem” tematu. Odpowiednio wysoki jest jednocześnie poziom ryzyka – zwykle jeden kierownik (lider) odpowiada za całość procesowanych operacji i wydaje polecenia członkom swojego zespołu, a tym samym w jednych rękach utrzymuje wszystkie działania i decyzje, które wg istoty separacji zadań mogą być w konflikcie.

Zamiast mechanizmów prewencyjnych, można wprowadzić kontrole detekcyjne i mechanizmy zastępcze (np. compensating controls, reguła czterech oczu, alerty itp.). Wszystko wymaga zdrowego rozsądku. W naszym przypadku postawiliśmy głównie na prewencję i do tego wykorzystaliśmy zalety organizacji procesowej. Przyniosło to poziom kontroli zgodny z przyjętymi przez nas wytycznymi. Założyliśmy, że nawet ambitny księgowy, kierujący całym licznym zespołem, może mieć trudność w kontroli ryzyk i dostrzeganiu potencjalnych zagrożeń w ewidencji dokumentów księgowych.  W naszym modelu posiada on ten komfort, że ryzyka i kontrole są rozdystrybuowane między wieloma zespołami. Dzięki temu odpowiedzialność jest zdefragmentowana na mniejsze jej komponenty i poprzez to zdecydowanie bardziej przejrzysta do zarządzania (np. rozliczania, egzekwowania).

Sądy będą bronić konsumentów nawet zaocznie – analiza wyroku TSUE z komentarzem Rzecznika Finansowego

W określonych sytuacjach, jeżeli pozwany konsument nie stawi się na rozprawie, sąd powinien dokonać najwyższych starań w stwierdzeniu ewentualnych nieuczciwych praktyk przedsiębiorcy działającego na rynku finansowym. Wskazuje na to wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który w „polskiej sprawie” określił szereg czynności, które powinien wykonać krajowy wymiar sprawiedliwości przed wydaniem orzeczenia. Zdaniem Rzecznika Finansowego, to niezwykle ważne stanowisko z perspektywy konsumentów, zapewnia bowiem lepszą ochronę tym osobom, które nie znają swoich praw lub obawiają się ich dochodzić ze względu na koszty sądowe.

Zgodnie z obowiązującym artykułem 339 Kodeksu Postępowania Cywilnego, sąd wydaje wyrok zaoczny, gdy pozwany nie stawia się na rozprawę. Taka sytuacja z naturalnych przyczyn utrudnia, a nawet uniemożliwia pozwanemu skuteczną obronę – okoliczności przedstawione przez powoda uznaje się bowiem za prawdziwe, chyba że budzą uzasadnione wątpliwości lub zostały przytoczone w celu obejścia prawa. Do tej pory w praktyce oznaczało to, że im bardziej zwięzłe informacje przedstawił przedsiębiorca, tym mniejsza była szansa na wystąpienie „uzasadnionych wątpliwości”.

Do wczoraj, w takich przypadkach polski sąd nie miał wielu podstaw do zbadania z urzędu nieuczciwego charakteru warunków umowy, a warto zaznaczyć, że do stwierdzenia nieuczciwości niektórych zapisów konieczne jest przecież zazwyczaj dogłębne zbadanie sprawy. Dotychczas było o to trudno, skoro nieobecność konsumenta podczas rozprawy działała de facto na jego niekorzyść. Wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości w „polskiej” sprawie, w której zwracano uwagę na te kwestie, powinien to zmienić, ponieważ potwierdził on, że nierówność między konsumentem a przedsiębiorcą może zostać zrównoważona jedynie przez aktywne działania sądu – zaznacza dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik FinansowyTaka nierówność faktycznie była zauważalna i nie dotyczy wyłącznie tej sprawy. Na przestrzeni lat wielu konsumentów pozwanych przez banki np. za niepłacenie odsetek kredytowych, w ogóle nie decydowało się na obronę i stawienie w sądzie, ze względu na niską świadomość swoich praw, nieznajomość praktyk bankowych czy w związku z obawami przed wysokimi kosztami takich działań.

Zdaniem ekspertów z biura Rzecznika Finansowego, analiza wczorajszego wyroku pozwala sądzić, że zmieni się wiele dotychczasowych praktyk podejmowanych przez lokalne sądy w takich sytuacjach. Trybunał podtrzymał bowiem dotychczasową linię orzeczniczą zakresu ochrony przyznanej konsumentowi w ramach dyrektywy 93/13, obejmującą sytuacje, w których konsument jest nieświadomy swoich praw lub rezygnuje z podniesienia ich ze względu na wysokie koszty postepowania przed sądem. Oznacza to w praktyce, że nawet w sytuacji, gdy konsument objęty ochroną wynikającą z dyrektywy w takich przypadkach, nie stawia się na rozprawie, sąd rozpatrujący spór dotyczący umowy o kredyt konsumencki, powinien przeprowadzić środki dowodowe konieczne do zbadania potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków umowy.

Właśnie taka sprawa, skierowana ostatecznie do Trybunału Sprawiedliwości, była rozpatrywana przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Sąd wskazywał, że nie posiada umowy stanowiącej podstawę spornej wierzytelności, podpisanej przez obie strony umowy, lecz jedynie kopię umowy ramowej nieopatrzonej podpisem pozwanego – wyjaśnia dr Ewa Skibińska z Biura Rzecznika Finansowego.W ocenie Trybunału, w takiej sytuacji nie można uznać, że sąd krajowy „dysponuje informacjami dotyczącymi stanu prawnego i faktycznego”. Zatem ten sąd powinien zobowiązać przedsiębiorcę do przedstawienia dokumentu lub dokumentów stanowiących podstawę jego żądania, aby mieć możliwość – pomimo braku stawiennictwa konsumenta – sprawdzenia warunków umownych, na których przedsiębiorca oparł swoje roszczenie, w razie wątpliwości co do nieuczciwego ich charakteru tych warunków.

Trybunał stwierdził, że w odmiennym przypadku skuteczna ochrona sądowa konsumenta, przewidziana w prawie Unii, nie byłaby zagwarantowana.

Przedłużenie ważności dokumentów – nowe rozporządzenie UE już obowiązuje

Z powodu aktualnej sytuacji podyktowanej pandemią koronawirusa, przewoźnicy i osoby zainteresowane mogą nie być w stanie dopełnić niezbędnych formalności lub procedur wymaganych niektórymi przepisami, związanymi z odnawianiem, bądź przedłużeniem ważności certyfikatów, świadectw, licencji, zezwoleń, czy też przeprowadzić działania niezbędne do utrzymania ich ważności. Te same okoliczności wpływają na pracę właściwych organów państw członkowskich, które mogą nie wypełnić swoich obowiązków wynikających z prawa Unii i nie zapewniać tym samym, aby odpowiednie wnioski złożone przez przewoźników zostały rozpatrzone przed upływem mających zastosowanie terminów. Z tego powodu zostało stworzone rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/698 z dnia 25 maja 2020 r., ustanawiające szczególne środki tymczasowe w związku z epidemią COVID-19, dotyczące odnawiania lub przedłużania ważności niektórych certyfikatów i świadectw, licencji i zezwoleń oraz przesunięcia poszczególnych okresowych kontroli i szkoleń w wybranych obszarach prawodawstwa dotyczącego transportu, które obowiązuje od dziś tj. 4 czerwca 2020 r.

Z nowego rozporządzenia wynika automatyczne przedłużenie ważności najważniejszych dokumentów transportowych, takich jak: świadectwo kwalifikacji zawodowej, prawo jazdy, kod 95, badania okresowe tachografu, kart do tachografów, przeglądów technicznych, licencji wspólnotowych, zabezpieczenia finansowego, czy certyfikatów bezpieczeństwa. Do tej pory wybrane Państwa indywidualnie wprowadzały na swoim terytorium wyjątki od terminów ważności dokumentów. Niestety, pomimo wydanych wcześniej oficjalnych zaleceń KE brakowało solidnych podstaw prawnych do stosowania odstępstw, dotyczących upływu terminu ważności dokumentów w przypadku tras międzynarodowych. Od dziś jednak ma to się zmienić za sprawą nowego Unijnego rozporządzenia. Akt ten obowiązuje bezpośrednio na terytorium wszystkich państw członkowskich od 4 czerwca 2020 roku z uwzględnieniem zasady retroakcji, co wynika z faktu, iż większości przypadków dotyczy przedłużenia ważności dokumentów, które straciły lub stracą ważność od początku pandemii, aż do końca wakacji. Warto podkreślić, że proces legislacyjny został zrealizowany w niespełna miesiąc.

Jakie dokumenty i do kiedy zostają przedłużone w całej UE?JAKIE DOKUMENTY I DO KIEDY ZOSTAJĄ PRZEDŁUŻONE W CAŁEJ UE

Czy zasady w poszczególnych państwach mogą się różnić?

Zasady w poszczególnych Państwach mogą się różnić, ale nie będzie to miało negatywnego wpływu na przewozy międzynarodowe. W przypadku wybranych dokumentów państwa członkowskie, które nie odnotowały opóźnień i utrudnień, np. przy wydawaniu kart kierowców, mogą o tym fakcie poinformować KE i w ten sposób dla kierowcy z tego kraju nie będzie stosowane automatyczne przedłużenie poszczególnych dokumentów. Ważną kwestią jest natomiast, że nawet jeśli w takim państwie będzie kontrolowany kierowca z zagranicznej firmy, to kontrolujący ma obowiązek uwzględnić, że w państwie firmy tego kierowcy takie przedłużenia mogły zostały przyjęte. KE będzie publikować w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej decyzje poszczególnych krajów, o niestosowaniu przedłużeń ważności poszczególnych dokumentów.

Ponadto przewidziana została możliwość wydłużenia okresów, w których dokumenty pozostają ważne (po uprzedniej zgodzie KE) – to rodzaj zabezpieczenia w razie pogłębienia pandemii. Przytoczone przepisy pomogą rozwiązać często sporne dotychczas sytuacje i ułatwić wykonywanie przewozów międzynarodowych.

Materiał przygotował Mateusz Włoch, Grupa INELO.

Źródło: https://eur-lex.europa.eu/legal-content/pl/TXT/?uri=CELEX:32020R0698

Kurs złotego do euro i dolara: prognoza długoterminowa analityków Ebury

Początkowa faza załamania aktywności gospodarczej w Polsce i kluczowych globalnych ośrodkach powoli przemija. Powrót sytuacji do normy sprzyja odrabianiu strat przez waluty emerging markets – wśród których znajduje się polski złoty. Sądzimy, że dalsze umocnienie polskiej waluty powinno jednak przebiegać stopniowo, jak i, że skala umocnienia złotego w relacji do dolara amerykańskiego będzie większa niż w parze z euro.

Początek 2020 roku dla polskiego złotego można określić mianem burzliwego. Ograniczona deprecjacja złotego w parze z euro w styczniu i lutym przerodziła się w gwałtowną wyprzedaż w marcu (Wykres 1). Istotnie osłabiły się także inne waluty emerging markets. Licząc od początku roku do minimalnego punktu, jaki złoty w relacji do euro osiągnął w drugiej połowie marca, polska waluta straciła ok. 8%. Skala deprecjacji złotego była zbliżona do tej notowanej przez waluty dwóch innych kluczowych krajów regionu, czyli korony czeskiej i forinta węgierskiego. W ostatnim czasie złoty jednak odrobił część dotychczasowych strat. Miało to związek z poprawą rynkowych nastrojów, która przełożyła się na umocnienie walut emerging markets. Zmienność na parach EUR/PLN i USD/PLN pozostaje znaczna.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN oraz USD/PLN

Wykres Kurs EUR-PLN oraz USD-PLN
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 05/06/20

Pandemia COVID-19 nie oszczędziła Polski. Do tej pory łącznie odnotowano ponad 25 tysięcy potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, z czego ponad 1100 osób zmarło. Reakcja polskiego rządu na kryzys zdrowotny była szybka. 13 marca ogłoszono, że następnego dnia na terenie kraju wprowadzony zostanie „stan zagrożenia epidemicznego”, który 20 marca przeobraził się w „stan epidemii”. W związku z zagrożeniem zdrowia publicznego władze zaleciły pozostanie w domach oraz ograniczenie do minimum aktywności, które nie są niezbędne do funkcjonowania.

Polska uruchomiła środki prewencyjne stosunkowo wcześnie, a ograniczenia wprowadzone w życie były relatywnie restrykcyjne w porównaniu z wieloma innymi krajami w Europie. Tym samym aktywność gospodarcza w kraju doświadczyła załamania. Pierwsze tego oznaki były widoczne w niestandardowych danych: o zużyciu energii elektrycznej oraz o natężeniu transportu. Niedługo potem zanurkowały indeksy opisujące nastroje i aktywność biznesową, sugerując trudności zarówno w bieżącej chwili, jak i w przyszłości.

Odczyt PKB Polski w pierwszym kwartale dostarczył nam bardziej kompleksowych szacunków dotyczących rzeczywistej skali załamania gospodarki Polski. Dynamika wzrostu PKB obniżyła się z 3,2% w ujęciu rocznym notowanym w IV kw. ubiegłego roku do 2,0% w I kw. 2020 r. (Wykres 2). W ujęciu kwartalnym PKB spadło o 0,4%.

Dane za drugi kwartał z pewnością pokażą znacznie większą skalę załamania, głównie w związku z tym, że to w większości na ten okres przypadł lockdown. I to właśnie w tym czasie niekorzystne procesy w gospodarce – takie jak wzrost bezrobocia – zaczęły istotnie przybierać na sile. Kwietniowe dane wskazują na wyraźne pogorszenie sytuacji na rynku pracy. Dane za następne miesiące najpewniej pokażą dalszy, utrzymujący się i rozłożony w czasie wzrost stopy bezrobocia.

Wykres 2: Dynamika PKB Polski (2010 – 2020)

Wykres Dynamika PKB Polski
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 05/06/20

Polskie władze podjęły skoordynowane kroki w celu wsparcia gospodarki w dobie kryzysu, zapewniając pomoc przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym. Łączna wartość środków w ramach dwóch kluczowych przyjętych pakietów jest szacowana na około 312 mld złotych, co stanowi równowartość mniej więcej 15% PKB kraju. W relacji do wielkości gospodarki jest to jeden z największych pakietów pomocowych wśród krajów Unii Europejskiej. Programy uruchomione przez Polskę nie polegają jednak wyłącznie na wydatkach. Niemal ćwierć środków przeznaczonych na walkę z kryzysem stanowi wsparcie dla systemu finansowego. Reszta obejmuje bezpośrednie zapomogi, dotacje, pożyczki, gwarancje kredytowe oraz inne środki. Niemniej, pakiety te w naszej ocenie stanowią spore wsparcie.

Obiecująco wygląda zwłaszcza „tarcza finansowa”, która skupia się na dotacjach dla firm. Program zachęca do podtrzymywania działalności i utrzymania zatrudnienia. W przypadku części firm, aż 75% kwoty to bezzwrotna pomoc – pod warunkiem spełnienia określonych wymogów.

Powyżej wspomnieliśmy jedynie o kluczowych pakietach. W ostatnich tygodniach przyjęto dodatkowe środki, które mają wspierać gospodarkę. Proces znajdowania i wdrażania kolejnych rozwiązań nadal trwa.

Rozluźnianie polityki fiskalnej wiąże się z wyraźnym wzrostem potrzeb pożyczkowych. Z kolei emisja dodatkowego długu musi zostać zaabsorbowana przez rynek w kontekście raczej niesprzyjającej sytuacji globalnej. Aby zapewnić stabilność na rynku długu, Narodowy Bank Polski uruchomił program skupu aktywów. Początkowo postanowiono o skupie obligacji skarbowych, jednak niedługo później rozszerzono katalog skupowanych aktywów o bony skarbowe oraz obligacje gwarantowane przez Skarb Państwa. Rozszerzenie programu nastąpiło w związku z tym, że część nadzwyczajnych działań związanych z pandemią finansowana jest poprzez emisje obligacji Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) i Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). W związku ze sposobem emisji, wpływ na zadłużenie państwa, liczone zgodnie z metodologią krajową, będzie bardziej ograniczony i rozłożony w czasie.

Skala skupu aktywów przez NBP jest znaczna. Od momentu wprowadzenia tego programu polski bank centralny – zgodnie ze słowami prezesa Adama Glapińskiego – skupił aktywa o wartości 90,77 mld PLN. Teoretycznie tego typu działania nie powinny sprzyjać złotemu, jednak sądzimy, że potencjalnie negatywne efekty są mniej więcej zbalansowane przez postrzeganie programu jako dopełniającego działania pomocowe ze strony rządu. Wstępne, dość agresywne tempo w jakim prowadzony jest skup interpretujemy jako podjęcie działań na dużą skalę w momencie dużego zapotrzebowania na takowe w kontekście wzrostu emisji oraz wyższej rynkowej presji i oczekujemy stopniowego zmniejszania skali zakupów w przyszłości.

Oprócz wprowadzenia programu QE, Narodowy Bank Polski obniżył również stopy procentowe. Stopa referencyjna została zredukowana łącznie o 140 punktów bazowych. Obecnie znajduje się ona na poziomie 0,1%, najniższym w historii (Wykres 3). Bank centralny wdrożył również szereg innych rozwiązań, obcinając między innymi stopę rezerw obowiązkowych z 3,5% do 0,5% oraz przywracając kredyt wekslowy. Ten ostatni ma umożliwić bankom tanie refinansowanie kredytów dla przedsiębiorstw z sektora niefinansowego, jednak rozwiązanie to nie wydaje się szczególnie popularne wśród banków.

Prognoza długoterminowa analityków Ebury

  EUR/PLN USD/PLN
Q3-2020 4,40 3,89
E-2020 4,35 3,82
Q1-2021 4,35 3,78
E-2021 4,32 3,66

 

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Jak zareagował rynek na rozszerzenie programu PEPP przez Europejski Bank Centralny?

W czwartek po południu Europejski Bank Centralny (EBC) ogłosił modyfikacje w swoim nadzwyczajnym programie zakupów w czasie pandemii. W reakcji spadły rentowności obligacji skarbowych krajów strefy euro, zwłaszcza tych peryferyjnych, a euro umocniło się w relacji do dolara. Rozszerzenie programu PEPP spowodowało także spadek kursu USD/PLN, pomimo wczorajszej słabości złotego.

Jeszcze przed spotkaniem decyzyjnym banku inwestorzy zgodnie oczekiwali, że decydenci EBC rozszerzą obecny zakres nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP). Nie było to nic dziwnego, zważywszy na to, że przy zachowaniu obecnego tempa skupu aktywów w jego ramach, program PEPP wyczerpałby się do października. Rozszerzenie programu o 600 mld euro było jednak większe niż oczekiwaliśmy zarówno my, jak i rynek. W konsekwencji decyzji EBC pułap programu dobił do poziomu aż 1,35 bln euro. Tak jak oczekiwaliśmy, program został też przedłużony. Dotychczasową datą jego zakończenia miał być koniec 2020 roku, wczoraj ogłoszono jednak, że program będzie trwał co najmniej do końca czerwca 2021 roku. Europejski Bank Centralny ogłosił również, że zamierza reinwestować spłaty kapitału z zapadających obligacji co najmniej do końca 2022 roku.

W naszej ocenie, czwartkowe działania EBC jasno wskazują, że decydenci nie zamierzają tolerować jakiekolwiek dalszego wzrostu rentowności europejskich obligacji skarbowych. To pokłosie faktu, że nawet w obliczu wprowadzenia na rynek dodatkowej stymulacji monetarnej na ogromną skalę w marcu, u szczytu pandemii, rentowności wielu krajów strefy euro, zwłaszcza tych peryferyjnych (szczególnie Włoch) pozostawały podwyższone w relacji do poziomów sprzed pandemii. Dla krajów takich jak wspomniane Włochy, które zmagają się z wysokim poziomem długu publicznego jest to istotny problem.

Niższe rentowności obligacji skarbowych krajów strefy euro powinny, naszym zdaniem, dać rządom większy komfort i pozwolić na wzrost wydatków w celu wsparcia krajowych gospodarek.

Na konferencji prasowej po spotkaniu decyzyjnym EBC, uwagę przykuły szczególnie zaktualizowane projekcje PKB. Zgodnie z aktualną, bazową prognozą bank centralny spodziewa się, że gospodarka strefy euro doświadczy recesji rzędu 8,7% w 2020 roku – jest to poziom bliski średniemu z widełek spadku o 5-12%, czyli prognozy, którą w kwietniu przedstawiła Lagarde. Zgodnie z oczekiwaniami banku centralnego, gospodarka strefy euro w 2021 r. doświadczy ożywienia, aczkolwiek o niższej skali niż oczekiwany tegoroczny spadek: PKB w przyszłym roku ma wzrosnąć o 5,2%, z kolei w 2022 r. o 3,3% (Wykres 1).

Wykres 1: Projekcje EBC dotyczące wzrostu PKB strefy euro (%) [czerwiec 2020]

Kurs USDPLN – USDEUR
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 04/06/2020

Reakcja rynków finansowych była zgodna z tym, czego można się było spodziewać w takiej sytuacji. Rentowności obligacji skarbowych krajów strefy euro w bezpośrednim następstwie decyzji spadły o kilka-kilkanaście punktów bazowych – wyraźnie spadały szczególnie rentowności obligacji krajów peryferyjnych, takich jak Włochy, Grecja, Hiszpania i Portugalia. Na ogłoszenia EBC pozytywnie zareagowało również euro, które w pierwszym odruchu zyskało 0,6% w relacji do dolara amerykańskiego, aby ostatecznie zakończyć dzień wzrostem rzędu 0,9%. Dynamika wzrostu od czasu samej decyzji była większa, natomiast w ujęciu dnia zmiana była niższa, ze względu na słabość, jaką europejska waluta wykazywała wcześniej. Zmiana ta znalazła również odzwierciedlenie w kursie USD/PLN, który – pomimo wczorajszej słabości złotego – zakończył dzień spadkiem (Wykres 2).

Pozostajemy optymistycznie nastawieni względem perspektyw euro (w parze m.in. z dolarem amerykańskim, ale nie z polskim złotym). Sądzimy, że w związku z uruchomieniem szeroko zakrojonej stymulacji fiskalnej i monetarnej strefa euro powinna wyjść z recesji szybciej niż gospodarka USA.

Wykres 2: Kurs USD/PLN & USD/EUR (03/06/20 – 05/06/20)

Projekcje EBC dotyczące wzrostu PKB strefy euro
Źródło: Refinitiv Data: 05/06/2020

Pomimo znacznego rozszerzenia pułapu swoich zakupów, sądzimy, że Europejski Bank Centralny nie posiada już zbyt wielu narzędzi, które mógłby wykorzystać. Jedną z możliwości jest rozszerzenie katalogu zakupów o tzw. „śmieciowe” obligacje, czyli takie, które nie posiadają ratingu inwestycyjnego. Prezes Lagarde zapewniła, że kwestia ta nie była tematem dyskusji decydentów podczas ostatniego spotkania decydentów, niemniej naszym zdaniem może ona być jednym z tematów następnego posiedzenia decyzyjnego w lipcu, jeśli sytuacja gospodarcza ulegnie pogorszeniu – obecnie jednak nie zakładamy takiego scenariusza.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

NBP: Na rynku przybyło 51 mld zł w gotówce

Ponad 50 miliardów złotych przybyło w obiegu w Polsce w ciągu czterech pierwszych miesięcy 2020 roku. Według danych naszego banku centralnego, w analogicznym okresie ubiegłego roku było to ponad 7 miliardów złotych. Polacy zrywali długoterminowe depozyty, a wpływ na to miała panika wywołana pandemią koronawirusa. Do ludzi masowo docierały także pogłoski o tym, że rząd zabierze środki z ich rachunków. Jak przekonują eksperci, w obecnej sytuacji zyskuje NBP, a przejściowy powrót do gotówki nie powstrzyma rozwoju płatności bezgotówkowych. Znawcy tematu prognozują, że część środków zacznie stopniowo wracać do banków.

Według danych NBP, od początku stycznia do końca kwietnia br. wartość obiegu w Polsce zwiększyła się o 50,8 mld zł, tj. o 21,3%. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku był to wzrost wynoszący 7,1 mld zł, czyli 3,2%. Zdaniem Roberta Łaniewskiego, prezesa Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, przyrost gotówki w pierwszych czterech miesiącach był na niespotykaną skalę. Ekspert powołuje się na zestawienia podaży pieniądza publikowane przez NBP. Z nich wynika, że m.in. zrywano lokaty, czyli długoterminowe depozyty powyżej dwóch lat. Przyczyną pierwotną była panika wywołana pandemią i chęć posiadania przez Polaków swoich oszczędności w domach.

– Do mnie również docierały informacje, że rząd w ciągu kilku dni zabierze 30% środków z rachunków bankowych. To możliwe, bo tak zrobił Cypr podczas drugiego kryzysu w strefie euro. Tylko to specyficzny kraj – tzw. raj podatkowy. Jednak u nas taki scenariusz jest mało prawdopodobny, raczej na poziomie promili. Ale część ludzi mogła się wystraszyć tych plotek, bo rządzący są w stanie bardzo szybko przeforsować w zasadzie dowolną decyzję. Zadziałał więc strach – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Jak podkreśla dr hab. Paweł Marszałek, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, kierownik Katedry Pieniądza i Bankowości UEP, w trudnych czasach ludzie preferują mieć gotówkę, a także złoto, dzieła sztuki itp. Coś namacalnego daje pewność, że gdyby zawiodły bankomaty czy systemy bankowości elektronicznej, to zostaje się z czymś konkretnym. Zawsze w okresach wojen, epidemii i zmian pojawia się problem braku zaufania do mechanizmów i systemu państwa, w tym finansowego. Traci się oszczędności, jak np. przy tzw. reformie monetarnej w 1950 roku. Zdaniem eksperta, dążenie do posiadania gotówki jest więc działaniem wbrew pozorom racjonalnym.

– Panika powoduje również rosnące obawy przed ewentualną niewypłacalnością i upadkami banków, co w Polsce jest ogromną rzadkością. W ostatnich tygodniach nie zaobserwowano żadnych oznak załamania systemu bankowego w naszym kraju, a jednak wielu Polaków postanowiło mieć oszczędności bliżej siebie. Wypłacania gotówki nie można łączyć z poziomem zaufania do sektora bankowego, na które składa się wiele czynników. Rekordowo niskie stopy procentowe nie motywują obywateli do trzymania środków na rachunkach bankowych – analizuje prezes Łaniewski.

W Polsce banki mają więcej pieniędzy, niż mogą wykorzystać. Ta nadpłynność sprawiła, że systemowo nic strasznego się nie stało, co podkreśla Marek Zuber. Jak zaznacza ekspert, NBP od razu zapowiedział, że jest w stanie dostarczyć na rynek tyle gotówki, ile potrzeba. I takie zwiększenie podaży pieniądza w tej chwili obserwujemy. Jeśli jednak z banku odpływają pieniądze, to potencjalnie jest jakieś ryzyko. I to na pewno nie jest optymalna sytuacja.

– Pieniądz gotówkowy kosztuje gospodarkę około 1% PKB. Rocznie to nawet kilkanaście miliardów zł kosztów z tytułu emisji i zarządzania. Im więcej pieniądza bezgotówkowego w gospodarce, tym korzystniej dla niej. On w obrocie, tzn. w transakcjach realizowanych w punktach handlowo-usługowych, jest nie tylko tańszy, ale również łatwiejszy w użyciu, bezpieczniejszy, wygodniejszy, a co najważniejsze w ostatnim czasie, bardzo higieniczny względem banknotów i monet – dodaje prezes FROB.

Według prof. Marszałka, płatności bezgotówkowe w Polsce mają się całkiem dobrze. Nawet przejściowy powrót do gotówki nie zatrzyma tego trendu. W obecnej sytuacji na pewno zyskuje bank centralny, bo rosną wpływy z senioratu (tzw. renta emisyjna). Jednak nie wiadomo, czy w przyszłości ta gotówka będzie używana, czy zostanie wycofana z obiegu.

– Jeżeli Polacy kupowali produkty za wypłaconą gotówkę, to dla gospodarki nie ma to większego znaczenia. Natomiast z punktu widzenia sklepikarza koszty są niższe, nie musi płacić prowizji związanej z płatnościami kartą. Oczywiście coś później trzeba zrobić z tymi pieniędzmi. Ale zwłaszcza w mniejszych sklepach wciąż milej widziana jest gotówka. Natomiast na poziomie dużych placówek rosną wydatki związane z przewozem takich środków. Jednak nie sądzę, żeby były one wyższe od prowizji za płacenie kartami – informuje Marek Zuber.

Jak prognozuje Robert Łaniewski, część gotówki z tzw. obrotu powróci na rachunki bankowe. Stanie się to po uspokojeniu nastrojów związanych z pandemią. Ekspert jednak podkreśla, że jeśli utrzyma się niski poziom stóp procentowych, to Polacy zaczną szukać alternatywnych inwestycji wobec lokat. To mogą być np. nieruchomości. Natomiast Marek Zuber przewiduje, że środki będą stopniowo wracać do banków. Przeszkodzić w tym mogą kolejne pogłoski o planach rządu w sprawie zabierania oszczędności, np. na pokrycie zadłużenia. Ale takie plotki nie powinny się odrodzić.

– W kwestiach dot. gotówki dużo zależy od polityki samych banków. Ale generalnie tendencje obiegu pieniężnego będą powiązane z ogólnym poziomem aktywności gospodarczej. Może faktycznie wystąpić pewien trend, że Polacy będą trzymać oszczędności w domach, jeśli w ogóle będą je mieli – podsumowuje kierownik Katedry Pieniądza i Bankowości UEP.

Rynek nieruchomości biurowych w czasie pandemii COVID-19

Rynek biurowy powoli otrząsa się z pandemii COVID-19. Ostatnie tygodnie to wyraźny wzrost liczby zawieranych transakcji najmu – wynika z danych firmy REDD. Jak pokazuje raport „Rynek nieruchomości biurowych w czasie pandemii COVID-19”, w maju widać już było spowolnienie przyrostu wolnej powierzchni biurowej do wynajęcia. 

Dostawca danych o rynku nieruchomości firma REDD jako pierwsza w Polsce podsumowała wpływ pandemii COVID-19 na rynek biurowy. W raporcie pokazano liczby za okres 01.03.2020-31.05.2020.

Od momentu pojawienia się w Polsce pierwszego przypadku COVID-19 obserwowaliśmy szybko rosnące zasoby dostępnej powierzchni biurowej, które w szczytowym momencie zwiększyły się o ponad 180 tys. m kw.

W sumie zasoby dostępnej powierzchni biurowej w Polsce w budynkach oddanych oraz komercjalizowanych w budowie wyniosła (na dzień 31.05.2020)  2.40 mln mkw. RAPORT2

Warszawa najspokojniejsza

W ciągu ostatnich trzech miesięcy najlepiej radziła sobie Warszawa. Na rynku w stolicy nie obserwowaliśmy tak dużych tendencji wzrostowych. Stołeczne wskaźniki wolnych powierzchni od trzech miesięcy nie przekraczają granic 1.01 – 1.04 mln mkw.RAPORT4

Przybyło małych modułów biurowych

Od dziewięciu tygodni obserwujemy rosnący bilans zwolnionych modułów biurowych. Od początku marca na rynku biurowym w całej Polsce pojawiło się 456 wolnych modułów biurowych, które nie zostały zaabsorbowane przez stronę popytową.RAPORT3

Mimo iż w Warszawie skokowo nie zwiększyły się zasoby wolnej powierzchni biurowej to widać inny trend. W stolicy rośnie liczba wolnych modułów biurowych.RAPORT4

Analizując rynek warszawski, należy jednak przywołać wyraźny trend spadkowy powierzchni wolnych modułów biurowych. Od początku kwietnia średnia powierzchnia wolnego biura w stolicy zmniejszyła się o  ponad 8 proc. i wynosi obecnie 484.84 mkw.RAPORT5

Liczba wolnych małych modułów biurowych rosła także na rynkach regionalnych, co potwierdza tendencję.RAPORT6

Dobry znak

– Choć dalej na minusie, w maju dane REDD pokazały pojawiającą się wyższą stabilność. Obserwacja kolejnych 4-8 tygodni będzie kluczowa dla oceny trendu. Szczególnie że jest jeszcze jeden dobry znak. Ostatnie tygodnie to wyraźny wzrost liczby zawieranych transakcji najmu – podsumowuje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.RAPORT7

Biura stoją  puste coraz dłużej

Według REDD Index – wskaźnika pokazującego, jak długo powierzchnie dostępne do wynajęcia pozostają puste –  biura czekają na najemcę w całej Polsce średnio przez 228 dni.  To wzrost wskaźnika prawie o 10 dni w porównaniu z początkiem maja.Rynek biurowy szykuje się na „nową rzeczywistość”

Co dalej? Rynek biurowy szykuje się na „nową rzeczywistość”

– Jak pokazują nasze dane, część najemców powierzchni biurowej, nie widzą szans na powrót w składzie sprzed koronawirusa, a dodatkowo z oszczędności i niepewności, zaczyna renegocjować umowy. Firmy zastanawiają się, jak ciąć koszty. Chcą obniżyć stawkę najmu, zrezygnować z części wynajmowanej powierzchni albo chociaż móc ją podnająć, ale umowy często są wieloletnie i negocjacje są niezwykle trudne – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

– W ostatnich latach na rynku obserwowaliśmy inwestycyjny boom wynikający ze wzrostu gospodarczego i to nie tylko w Warszawie, ale i na rynkach regionalnych takich jak Wrocław, Kraków czy Katowice. Do tej pory relacja popytu i podaży była raczej wyrównana, i choć dziś prognozowanie, co będzie za kilka, kilkanaście miesięcy, to wróżenie z fusów, ta relacja może zostać zachwiana – podsumowuje Piotr Smagała z REDD.

Na 31 maja 2020 zasoby powierzchni biurowych wynosiły w Polsce 12.30 mln mkw. Utrzymał się przy tym trend wzmocnienia rynków regionalnych.  W samej Warszawie zasoby biurowe przekroczyły 6.7 mln mkw.

Moment powstania obowiązku podatkowego w VAT u małego podatnika

W podatku od towarów i usług obowiązuje zasada, zgodnie z którą obowiązek podatkowy powstaje w momencie dokonania dostawy towarów lub świadczenia usług. Ustawa przewiduje jednak pewne wyjątki od tej zasady generalnej. Jednym z nich jest instytucja małego podatnika, czyli podmiotowe określenie podatników, którzy mogą korzystać z pewnych preferencji. Są jednak pewne ograniczenia, o których podatnicy powinni pamiętać. W szczególności bardzo istotne zmiany dotyczą daty powstania obowiązku podatkowego.

Kogo zalicza się jako małego podatnika?

Mały podatnik to podatnik podatku od towarów i usług, w przypadku którego wartość sprzedaży nie przekroczyła w poprzednim roku podatkowym kwoty stanowiącej równowartość 1,2 mln euro. W przypadku podmiotów prowadzących przedsiębiorstwo maklerskie, zarządzających funduszami inwestycyjnymi, alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi, agentów czy zleceniobiorców kwota ta wynosi 45 tys. euro i dotyczy prowizji lub innej postaci wynagrodzenia. Kwotę tę przelicza się na złote na pierwszy dzień października poprzedzającego roku w zaokrągleniu do 1 000 zł. Powyższe ograniczenie w zakresie kwoty sprzedaży ma na celu limitację podmiotów mogących skorzystać z tych przepisów, przez co więksi podatnicy nie będą mogli z tej preferencji skorzystać.

Mały podatnik może rozliczać się metodą kasową. Warto zaznaczyć, że wybór tej metody nie jest obowiązkiem, lecz prawem podatnika. Dlatego powinien on zawiadomić właściwego naczelnika urzędu skarbowego o chęci skorzystania z tej metody. Rozliczając się metodą kasową, deklaracje VAT składa się kwartalnie. Metodę tę należy kontynuować minimum 12 miesięcy, a chcąc z niej zrezygnować, należy o tym zawiadomić właściwego naczelnika urzędu skarbowego.

Ponadto podatnik po przekroczeniu w danym kwartale progów umożliwiających korzystanie ze statusu małego podatnika i rozliczanie się metodą kasową, powinien od miesiąca następującego po tym kwartale stosować zasady ogólne określania obowiązku podatkowego.

Obowiązek podatkowy – mały podatnik

Metoda kasowa oznacza, że obowiązek podatkowy u małych podatników powstaje co do zasady z dniem otrzymania całości lub części zapłaty albo z upływem 180 dnia począwszy od daty dostawy lub świadczenia usługi. Obowiązek podatkowy zależy więc od otrzymania środków pieniężnych, co stanowi znaczne uproszczenie dla podatników i pomaga zachować lepszą płynność finansową. W przypadku metody kasowej tracą na znaczeniu daty dokonania dostawy lub wykonania usługi.

Pierwszy przypadek wymieniony powyżej dotyczy dokonania dostawy towarów lub świadczenia usług na rzecz czynnych podatników VAT. W takim przypadku VAT należny rozpoznajemy w miesiącu otrzymania płatności, czyli de facto otrzymania VAT od kontrahenta. W efekcie nie ma przesunięcia pomiędzy miesiącem powstania obowiązku podatkowego a miesiącem otrzymania należnych środków, w tym także VAT.

Druga opcja dotyczy pozostałych kontrahentów, niebędących podatnikami VAT. Zatem ustawodawca zdecydował się na rozróżnienia pomiędzy sprzedażą na rzecz określonych rodzajów kontrahentów. W praktyce gospodarczej powyższy zapis oznacza, że podatnik powinien ustalić status swojego kontrahenta, na rzecz którego dokonywana jest dostawa towarów czy świadczenie usług. Decyzja o kwalifikacji kontrahenta powinna zostać podjęta w dacie dokonania dostawy lub świadczenia usługi, a późniejsze zmiany np. w zakresie rejestracji nie mają na nią wpływu.

Powyższe zasady dotyczą czynności wykonanych w okresie, kiedy podatnik był tzw. małym podatnikiem. Wynika to bezpośrednio z treści art. 21 ust. 2 ustawy o VAT. Zatem możemy mieć do czynienia z sytuacją, gdy pomimo tego, że podatnik nie jest już małym podatnikiem, to rozlicza się metodą kasową, ponieważ czynności zostały wykonane w czasie, kiedy miał prawo do takiego rozliczenia. Zatem pomimo że data dostawy czy data wykonania usługi straciły na znaczeniu, to ustawodawca zdecydował się na uzależnieniu możliwości korzystania z metody kasowej właśnie od tych dat.

Na marginesie warto dodać, że otrzymanie częściowej płatności powoduje powstanie obowiązku podatkowego tylko do tej części. Oznacza to, że w sytuacji, gdy podatnik nie otrzyma całości środków, nie będzie w przypadku metody kasowej zobowiązany do rozliczenia całego VAT. Może to prowadzić do dodatkowej pracy administracyjnej związanej z prawidłowym rozliczeniem podatku, jednak w praktyce generuje oszczędności dla podmiotów korzystających z metody kasowej.

Czynności nieodpłatne

W przypadku metody kasowej rozliczania podatku od towarów i usług pojawia się kwestia opodatkowania czynności nieodpłatnych wynikających z przepisów ustawy o VAT (art. 7 ust. 2 oraz art. 8 ust. 2). Art. 21 ust. 1 ustawy o VAT odnosi się do konkretnego rodzaju podatnika – małego podatnika, wskazując, że obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania całości lub części płatności. W przypadku czynności nieodpłatnych brak jest płatności, a więc wydawać by się mogło, że obowiązek podatkowy w zakresie takich czynności również nie powstanie.

Wyłączenia

Na zakończenie warto zwrócić uwagę na wyłączenia, czyli kwestie, które nie podlegają metodzie kasowej, pomimo że mały podatnik z niej korzysta. Zasady ustalania szczególnej daty obowiązku podatkowego u małych podatników nie mają zastosowania w przypadku transferu bonów jednego przeznaczenia określonego w art. 8a ust. 1 oraz ust. 3 ustawy o VAT, transakcji wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów czy przemieszczenia towarów do magazynu konsygnacyjnego w celu ich późniejszej dostawy. W takich przypadkach mali podatnicy powinni korzystać z zasad ogólnych rozpoznawania obowiązku podatkowego w VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Protesty w USA przybierają na sile

Masowe protesty w Stanach Zjednoczonych, spowodowane policyjnym zabójstwem czarnoskórego George’a Floyda, przybierają na sile. Amerykanie domagają się systemowych zmian, które zakończyłyby brutalność policji w stosunku do czarnoskórych mieszkańców kraju. Tragiczna śmierć Floyda to kolejne zabójstwo – dokonane przez policję na nieuzbrojonym, nieagresywnym Afroamerykaninie. 25 maja w Minneapolis George Floyd został zatrzymany pod zarzutem użycia fałszywego banknotu. Jeden z policjantów przybyłych na wezwanie klęczał na jego szyi przez ponad osiem minut, aż Floyd zmarł z powodu uduszenia. Krótko po tym we wszystkich stanach wybuchły zamieszki, tłamszone przez policję. Mimo pokojowych postulatów – protestujący w wielu miastach spotykają się z brutalnością policji, rozganiającej zgromadzenia przy użyciu gazu pieprzowego i gumowych kul. Sytuacji nie deeskalują wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, podszyte rasizmem i zapowiedziami stanu wojennego. Od narracji Trumpa odcinają się jednak kolejni politycy i szeryfowie policji.

– Działania Donalda Trumpa oceniane są jako eskalowanie przemocy. Coraz powszechniej odcinają się od nich szefowie policji – którzy podlegają władzom lokalnym, a także politycy. Również z partii republikańskiej, z sekretarzem obrony na czele – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Firlej, dziennikarz i producent filmowy z USA– Jako jeden z pierwszych w opozycji do prezydenta stanął szef policji z Arlington w stanie Virginia, miasta sąsiadującego z Waszyngtonem. Za nim podążyło wielu szeryfów i funkcjonariuszy policji, a także gubernatorów, senatorów i urzędników – również tych z gabinetu Trumpa. Sekretarz obrony sprzeciwił się pomysłowi prezydenta o rozlokowaniu wojska w miastach, które są ogarnięte protestami – stwierdził, że obecna sytuacja nie uzasadnia takiej reakcji. Zdecydowana większość protestów jest bowiem pokojowa, mimo incydentów grabieży i niszczenia mienia. Reakcja amerykańskich władz na protesty będzie kluczowa dla walki o sprawiedliwość rasową. Protestujący domagają się zaprzestania brutalnych interwencji policyjnych oraz równego traktowania czarnoskórej społeczności. Co czwarty podejrzany zastrzelony przez amerykańską policję jest czarnoskóry, podczas gdy Afroamerykanie stanowią niespełna 14% mieszkańców USA. W Minneapolis, miejscu śmierci Floyda, czarnoskórzy stanowią 20% mieszkańców – a doświadczają brutalności policji siedem razy częściej niż biali – relacjonuje statystyki Firlej.

Europejski Bank Centralny pozytywnie zaskoczył rynki

Europejski Bank Centralny ogłosił większe od oczekiwań rozszerzenie ratunkowego programu skupu aktywów PEPP, tym samym dalej ograniczając premię za ryzyko na europejskim rynku długu i dokładając się do odbicia euro. EUR/USD zdyskontował w pełni wpływ decyzji EBC, ale wciąż jest pole do wzrostów, jeśli czynniki dolarowe pomogą. Na przykład dzisiejszy raport NFP.

EBC pod wodzą Christine Lagarde, to nowy, niezwlekający z działaniami EBC. W porównaniu do przeszłego ociągania się w podejmowaniu kluczowych decyzji, wczorajsze ustalenia Rady Zarządzającej banku były zdecydowane i śmiałe. Mimo że rynek oczekiwał zwiększenia portfela skupu aktywów w ramach pandemicznego programu PEPP, to zakomunikowana kwota 600 mld EUR przebiła rynkowy konsensus. Co więcej, EBC zdecydował się utrzymać dodatkowy skup aktywów do połowy 2021 r. (wcześniej ustalono koniec 2020 r.). Luzowanie ilościowe będzie się odbywać obok standardowego QE w wysokości 20 mld EUR/mies. powiększonego o dodatkowe 120 mld do końca roku. Gdy PEPP się zakończy, środki z zapadających obligacji będą reinwestowane co najmniej do końca 2022 r. Tym samym EBC dał jasny sygnał, że zamierza walczyć z defragmentacją na rynku długu co najmniej przez 2,5 roku i powstrzymywać przed pojawieniem się negatywnej presji na obligacjach m.in. Włoch czy Hiszpanii. Strefa euro otrzymała bardzo ważne wsparcie w procesie odbudowy ożywienia po kryzysie COVID-19, gdyż inwestorzy będą bardziej chętni uczestniczyć w aukcjach długu publicznego.

EUR także skorzystało na decyzji EBC. Jako waluta bloku w swojej wycenie musi uwzględniać premię za ryzyko wszystkich aktywów w niej denominowanych. Jednak zwiększenie PEPP nie powinno przekładać się na dalsze umocnienie euro. Jakkolwiek stabilizacja rynku długu (a dokładnie nastawienia inwestorów do niego) jest ważnym czynnikiem, nie jest jedynym. Ostatni rajd EUR/USD miał kilka źródeł, w tym wysokie nadziej związane z wartym 750 mld EUR funduszem naprawczym UE. W tym przypadku nadal nie ma końcowych rozstrzygnięć, a europejska polityka słynie z tego, że o porozumienia trudno, a do kompromisów dochodzi na ostatnią chwilę. Nawet jeśli umocnienie EUR dotychczas odbywało się w prostej linii, nie musi być tak zawsze. Ponadto EUR/USD to także obraz nastawienia inwestorów do dolara i nie można zapominać, że spora część rajdu to skutek słabości USD. Słabości wynikającej czy to z poprawy apetytu na ryzyko, masowego luzowania Fed, dyskonta protestów w USA. Oczywistym jest, że w połączeniu tych wszystkich czynników wzrosty EUR/USD wydają się uzasadnione, ale trzeba pamiętać, że decyzje EBC i nadzieje na zgodę polityczną w UE nie obronią wysokich poziomów EUR/USD, jeśli rynki nawiedzi schłodzenie nastrojów. Na rynku walutowym zmienność działa w obie strony.

Dziś uwaga skupi się na raporcie z rynku pacy USA, gdzie implikacje dla USD powinny być odwrócone. Konsensus zakłada spadek zatrudniania w sektorze pozarolniczym o 7,5 mln osób, co będzie drugim najgorszym wynikiem w historii po 20,5 mln utraconych miejsc pracy w kwietniu. Stopa bezrobocia ma wzrosnąć do 19,1 proc., ale wynik może być niższy, jeśli więcej Amerykanów zdecyduje się przerwać aktywne poszukiwanie pracy. USA potrzebują odwrócenia trendu na rynku pracy, by określić ekonomiczny punkt odbicia, co jest istotne dla odbudowy zaufania biznesu i konsumpcji. Jednak dla rynków raport NFP ma odpowiedzieć na pytanie, czy dane będą na tyle dobre, aby wspierać realizowany rajd ryzykownych aktywów. W efekcie lepsze od prognoz odczyty powinny wzmocnić odpływ kapitału z USD w stronę innych walut.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Te marki dominują we flotach przedsiębiorstw z sektora MŚP

Blisko 1/5 przedsiębiorców z sektora MŚP wskazuje Volkswagena jako dominującą markę pojazdów w swoich firmowych flotach – wynika z badania zrealizowanego w I kwartale 2020 roku na zlecenie Carefleet S.A. Co istotne, w zestawieniu przygotowanym przez Instytut Keralla Research Volkswagen jest jedyną marką, która uzyskuje wynik niemal dwukrotnie wyższy niż kolejne, popularne marki: Ford oraz Mercedes.

Zrealizowane na zlecenie Carefleet S.A. badanie pokazuje, że we flotach firm z sektora MŚP występują pojazdy bardzo różnych marek. Przedsiębiorcy zapytani o to, jakie marki dominują w ich służbowych flotach, wymieniają aż 26 brandów, przy czym najwięcej respondentów (19 proc.) wskazuje Volkswagena. Samochody produkowane przez niemiecki koncern z siedzibą w Wolfsburgu są szczególnie popularne wśród przedsiębiorstw produkcyjnych oraz podmiotów posiadających floty liczące powyżej 50 pojazdów. Na kolejnych miejscach w zestawieniu znalazły się samochody takich marek jak: Ford, Mercedes, Skoda, Opel oraz Fiat.

Czym jeździ sektor MŚP – marki samochodów, które dominują we flotach małych i średnich firm – wyniki badania*

Jakie marki dominują we flotach przedsiębiorstw z sektora MŚP
*Żródło: Badanie Keralla Research na zlecenie Carefleet S.A, 1Q2020 r. Nie sumuje się do 100 proc. – odpowiedź wielokrotna.

Wśród innych marek wskazanych przez przedsiębiorców jako dominujące w ich firmowych flotach znalazły się m.in. Honda, Mitsubishi, Land Rover, Porsche, Suzuki, Jaguar, Seat, Alfa Romeo oraz Lexus.

– We flotach małych i średnich przedsiębiorstw możemy znaleźć pojazdy praktycznie wszystkich marek dostępnych na polskim rynku. Jak wynika z naszych badań, dla 46 proc. przedstawicieli firm z sektora MŚP najważniejszą cechą idealnego samochodu służbowego jest niski koszt jego eksploatacji, 43 proc. przedsiębiorców zwraca uwagę na preferencyjne warunki zakupu auta, a nieco ponad 29 proc. bierze pod uwagę dotychczasowe pozytywne doświadczenia z daną marką – mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet S.A. – Warto jednocześnie zauważyć, że ponad połowa polskich firm z sektora MŚP kupuje używane samochody, wybierając często marki droższe, ale postrzegane jako niezawodne, stąd dużym zainteresowaniem cieszą się różne modele Mercedesów, Fordów i Volkswagenów. Coraz częściej mali i średni przedsiębiorcy wybierają także nowe samochody wyższej klasy, finansowane w formie wynajmu długoterminowego. W przeciwieństwie np. do zakupu aut za gotówkę lub na kredyt, rozwiązanie to otwiera przedsiębiorcom dostęp do pojazdów, na których zakup nie koniecznie by się zdecydowali ze względu na cenę – dodaje.

Jak wynika z badania Carefleet na marki Fiat oraz Renault istotnie częściej wskazują przedsiębiorcy zatrudniający do 9 pracowników. Z kolei samochody sygnowane logo Skoda przeważają we flotach firm produkcyjnych i handlowych.

O badaniu:

Skaner MŚP, realizowany przez Instytut Keralla Research, to projekt badań prowadzonych wśród mikro, małych i średnich przedsiębiorstw od 2009 roku. Próba jest ogólnopolska, reprezentatywna, wynosi N = 500. Błąd pomiaru +- 4 proc., poziom ufności 95 proc. Próba oddaje strukturę firm MŚP; badanie uwzględnia reprezentację firm mikro – zatrudniających do 9 osób. W badaniu biorą udział wyłącznie firmy prywatne, prowadzące aktywną działalność zarobkową (wyłączony z badań jest sektor publiczny, firmy państwowe, podmioty w stanie zawieszenia lub upadłości likwidacyjnej, fundacje, stowarzyszenia, organizacje pożytku publicznego itp.). Respondentami są osoby odpowiedzialne lub współodpowiedzialne za zarządzanie firmą.

Rosnące bezrobocie kolejnym tematem wykorzystywanym przez hakerów

Wraz ze wzrostem bezrobocia podczas pandemii rośnie liczba podań o pracę i wysyłanych CV. Niestety nie wszystkie z nich są rzeczywistymi dokumentami potencjalnych pracowników. Eksperci firmy Check Point alarmują, że w załącznikach CV może kryć się groźne złośliwe oprogramowanie!

Pod koniec maja CNN poinformował, że ponad 40 milionów Amerykanów złożyło wniosek o zasiłek dla bezrobotnych z powodu utraty pracy w wyniku kryzysu koronawirusowego. Aż 1 na 4 dotychczas pracujących Amerykanów ubiegało się o status bezrobotnego – to najwyższy odsetek w historii, większy od tego w czasach wielkiego kryzysu lat 30. XX wieku.

Jak informuje Check Point, z powodu wysokiej stopy bezrobocia ludzie stali się bardziej podatni na oszustwa internetowe i ataki phishingowe, próbujące wykorzystać m.in. motyw pakietów pomocowych. Ogólna liczba ataków za pośrednictwem malware’u wzrosła aż a o 16%, a coraz popularniejszym trendem stają się fałszywe pliki CV.

Tego typu zainfekowane dokumenty CV są rozsyłane przez cyberprzestępców do różnych firm. Gdy ofiary otwierają załączone pliki, aplikacja prosi ich o „włączenie treści”, która instaluje na komputerze ofiary malware ZLoader, będący trojanem bankowym zaprojektowanym w celu kradzieży danych uwierzytelniających i innych poufnych informacji. Dzięki skradzionym danym złośliwe oprogramowanie pozwala hakerom połączyć się z bankiem ofiary i dokonywać nielegalnych transakcji finansowych – ostrzega Check Point.

Zdaniem analityków Check Pointa aż 1 na 450 zidentyfikowanych złośliwych plików wykorzystywany jest do oszustw typu CV scam, co stanowi podwojenie tego typu scenariuszów ataku w ciągu ostatnich 2 miesięcy.bezrobocie kolejnym tematem wykorzystywanym przez hakerów

– Bezrobocie wciąż rośnie, natomiast cyberprzestępcy pracują coraz intensywniej. Używają CV, aby zdobyć cenne informacje, szczególnie w odniesieniu do naszych finansów i bankowości. Zachęcam wszystkich, którzy otwierają wiadomość e-mail z załączonym CV, aby zastanowili się dwa razy. Swoich decyzji możemy później żałować – mówi Omer Dembinsky, kierownik ds. Analizy danych w Check Point.

Specjaliści firmy Check Point zauważyli ponadto krążące drogą mailową złośliwe formularze zwolnień lekarskich. Dokumenty, używając nazw takich jak „COVID -19 FLMA CENTER.doc”, zainfekowały ofiary tym złośliwym oprogramowaniem IcedID, atakującym banki, dostawców kart płatniczych, dostawców usług mobilnych, a także witryny handlu elektronicznego. IcedID na celu oszukać użytkowników, aby podali swoje dane uwierzytelniające na fałszywych stronach, które są następnie wysyłane na serwer osoby atakującej. W treści maila lub tytule znajduje się najczęściej tekst: Poniżej znajduje się nowy formularz wniosku pracownika o urlop w ramach Ustawy o urlopie rodzinnym i lekarskim (FMLA).

Wiadomości e-mail zostały wysłane z różnych domen, takich jak „medical-center.space”, aby zachęcić ofiary do otwarcia złośliwych załączników.

Check Point zaobserwował w maju średnio 158.000 ataków związanych z koronawirusem tygodniowo. W ciągu ostatnich 4 tygodni zarejestrowano kolejne 10 704 nowe domeny dotyczące koronawirusa, z czego 256 było złośliwych, natomiast 1744 zostały uznane za podejrzane.bezrobocie kolejnym tematem wykorzystywanym przez hakerów 2

Rynek biurowy zwolnił, ale jego perspektywy nie są złe

Po tym, jak firmy sprawnie przestawiły tryb pracy na zdalny, dziś możemy obserwować kolejne fale powrotów do biur. Po okresie stagnacji, widoczne jest też większe zainteresowanie powierzchniami biurowymi. Najemcy wykazują chęć renegocjacji warunków najmu, jak również rearanżacji zajmowanych powierzchni. Należy przy tym zauważyć, że jeszcze bardziej wzrosła rola lokalizacji przy wyborze nieruchomości.

Generalnie na kształt rynku biurowego najsilniej wpływają dziś dwie tendencje, tj. dążenie do optymalizacji kosztów w celu redukcji ryzyka finansowego oraz starania zmierzające do zapewnienia możliwie największego bezpieczeństwa osobom powracającym do biur.

Od samego początku kwarantanny mieliśmy do czynienia z wysoką aktywnością najemców, którzy zwracali się do wynajmujących z zapytaniami o obniżki czynszów. Jeżeli chodzi o naszych klientów rzadko spotykaliśmy się jednak z sytuacją, by firmy chciały zrywać umowy najmu lub w drastyczny sposób zmniejszać powierzchnię biurową, by ograniczyć wydatki. Pomocne były w tym na pewno wcześniej wdrożone rozwiązania płynnościowe, jak możliwość przesunięcia płatności i harmonogramów, czy rozłożenie na raty oraz czasowa obniżka czynszu, a także redukcje i podnajmy powierzchni.

Sporej części firm lockdown jednak nie przeszkodził w realizacji planów. Nie tylko nie wdrożyły żadnych procedur związanych z redukcją kosztów, ale sprawnie domykały procesy związane z relokacją swoich biur lub podjęte wcześniej renegocjacje umów najmu.

Powszechna weryfikacja zapotrzebowania na biura

Trzeba natomiast przyznać, że większość najemców jest teraz dużo bardziej ostrożna w podejmowaniu decyzji. Firmy uważnie przyglądają się wszystkim pozycjom kosztowym. Wdrażają projekty weryfikacyjne pod kątem zapotrzebowania na powierzchnie, opierając się na założeniach dotyczących nowego sposobu funkcjonowania i trybu pracy. Jakie będą ich realne potrzeby będzie można się jednak przekonać w kolejnej fazie, kiedy ludzie wrócą do biur i ujawnią się nowe nawyki oraz oczekiwania pracowników. Dodatkowo, sytuacja jest wciąż dynamiczna. W kolejnych miesiącach liczne firmy ucierpią jeszcze z powodu wstrzymania zleceń czy zamówień od klientów.

Spodziewamy się większej liczby renegocjacji i optymalizacji wydatków niż dotychczas, w przeważającej mierze związanych z poszukiwaniem oszczędności. Może to przynieść większą popularność obiektom biurowym w lokalizacjach poza centrum oraz wzrost zainteresowania biurami typu flex, które muszą po załamaniu rynku zmienić nieco swoją formułę. Nie będzie jednak wyprowadzek z biur na dużą skalę.

Mieliśmy do czynienia z zagrożeniem, którego nikt się nie spodziewał. Teraz powoli zmienia się sposób myślenia o pracy w przestrzeniach biurowych, bo podobna sytuacja może się powtórzyć. Firmy zastanawiają się nad przemodelowaniem, zarówno samych biur, w których trzeba dziś zapewnić więcej przestrzeni, jak i prognozują zmiany związane z nową organizacją pracy. W wielu przypadkach powierzchnie zostaną przeprojektowane, a szczególny nacisk położony będzie na bezpieczeństwo i higienę.

Biura niezbędne do interakcji  i pracy zespołowej

Wymogi wiążące się z ochroną osobistą oraz utrzymaniem dystansu pomiędzy stanowiskami pracy sprawiają, że biura funkcjonować będą teraz w innych trybach godzinowych i cyklach miesięcznych. W ten sposób powstaną nowe modele biznesowe w zarządzaniu powierzchnią biurową. Wiele firm zdecyduje się prawdopodobnie na rozpraszanie struktur i większe znaczenie zyska system łączący pracę biurową z pracą zdalną.

Należy jednak przyznać, że COVID-19 nie przyniósł nic nowego, przyspieszył jedynie istniejące już wcześniej trendy. Dla firm z sektora IT home office nie jest przecież nowością. Już wcześniej w dużym stopniu, nie tylko ta branża właśnie tak pracowała. W zależności jednak od profilu firmy praca zdalna jest mniej lub bardziej efektywnym rozwiązaniem. Niemniej, dziś pewne jest, że będzie coraz szerzej praktykowana. Mówi się o 30 proc. osób, które już na stałe będą pracowały z domu.

Lepszy przepływ informacji i stopień interakcji można jednak często uzyskać dzięki obecności zespołów w biurze. Jest to szczególnie ważne w przypadku terminowych projektów i skomplikowanych zadań. Tradycyjne biuro jako miejsce spontanicznej wymiany myśli będzie więc nadal odgrywało główną rolę. Bardziej prawdopodobne wydaje się zatem utrzymanie biur, które są siedzibami firm i mniejszych oddziałów lokalnych, które uzupełnione zostaną stanowiskami pracy świadczonej zdalnie.

Obecna sytuacja przyczyni się również do przyśpieszenia digitalizacji wielu procesów, a co za tym idzie także zmiany sposobu świadczenia usług. Coraz większe znaczenie w planowaniu będzie miało też wykorzystanie zaawansowanych aplikacji na smartfony, które pomagają usprawnić funkcjonalność biur i komunikację między pracownikami.

Nieunikniony spadek popytu

Jeśli zaś chodzi o chłonność rynku, moim zdaniem spadnie popyt na biura i wzrośnie poziom pustostanów w Polsce. Dzięki temu wiele krajowych rynków biurowych zyska balans i złapie rozsądne wskaźniki, co tylko je uzdrowi. Do marca bieżącego roku segment biurowy rozwijał się bowiem w nienotowanym wcześniej tempie. Padały kolejne rekordy dotyczące popytu i podaży. Skutki wywołanego przez COVID-19 kryzysu odczuły natomiast najbardziej centra handlowe i hotele. Biura nie ucierpiały tak dotkliwie.

Długofalowo jednak także rynek biurowy będzie musiał zmierzyć się z dużym spadkiem popytu. Zmieni się też zasadniczo strategia wyboru lokalizacji przez najemców. W tej chwili decyzje związane z wynajęciem nowego biura, czy przedłużeniem umowy najmu są najczęściej przez firmy odsuwane w czasie.

Recesja nie ominie naszego kraju, ale w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej może nie być tak silna, jak w strefie euro. Dlatego w dłuższej perspektywie spowolnienie gospodarcze nie powinno mieć większego wpływu na atrakcyjność inwestycyjną naszego rynku. Polska pozostanie interesująca dla inwestorów lokujących kapitał w segmencie nieruchomości komercyjnych, co jest tym bardziej prawdopodobne jeśli weźmiemy pod uwagę wysoką rentowność obiektów zlokalizowanych w naszym kraju.

Rozwój uzależniony od finansowania inwestycji

Dużym wyzwaniem dla całego sektora będzie natomiast finansowanie inwestycji. Realizowane dziś projekty mają już wsparcie finansowe i mogą się pochwalić zaawansowanym poziomem komercjalizacji. Jak trudne będzie zdobycie finansowania dla kolejnych inwestycji dopiero się okaże. Bardzo wyraźnie widoczne jest bowiem zaostrzanie polityki kredytowej przez banki, a nawet wstrzymywanie finansowania. To zapewne odbije się na wynikach rynku w kolejnych kwartałach, jeśli sytuacja nie wróci do normy. Tym bardziej, że sektor nieruchomości komercyjnych, w dużym stopniu finansowany z kredytów, nie może liczyć w Polsce na alternatywne źródła finansowe, jak przedsięwzięcia inicjowane w innych krajach.

I w tym właśnie upatruję główne źródło trudności dla branży i dalszego rozwoju rynku biurowego. Jeśli banki zablokują dopływ kapitału na inwestycje, jego rozwój zostanie zatrzymany. Nie ma natomiast dużego kłopotu z realizacją bieżących projektów. W Polsce budowy nie zostały ustawowo zamknięte, jak we Włoszech, czy Hiszpanii. Prace budowlane, choć w ograniczonym zakresie, prowadzone są nieprzerwanie. Także ze względu na ciepłą zimę. Na tempo budów duży wpływ miał natomiast powrót do domu pracowników zza wschodniej granicy i ograniczony zakres funkcjonowania urzędów.

Autor: Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz

Klabater S.A. podpisał z Inverge Studios umowę na wydanie gry Effie

Notowany na NewConnect Klabater S.A. podpisał umowę z hiszpańskim Inverge Studios na wydanie gry Effie. Firma przeniesie tytuł z PC i wyda grę na platformach Xbox oraz Switch.

Effie to przepięknie narysowana, wysoko oceniona i nagrodzona licznymi wyróżnieniami przygodowa gra akcji 3D stworzona na silnikiu Unreal. Gra łączy w sobie elementy z wielu gatunków takie jak: zręcznościowa walka, elementy platformowe i logiczne łamigłówki z eksploracją otwartego wykreowanego z wizją świata. Gracz podczas rozgrywki może przeżyć wyjątkową przygodę, pomagając głównemu bohaterowi w odzyskaniu utraconej młodości i stawieniu czoła złej czarownicy. Inspiracją dla twórców gry były takie uznane produkcje jak Ratchet & Clank, Rime, Abzu, czy Yooka-Laylee.

Podobnie jak w przypadku portingu i wydania gry Big Pharma, tak i teraz zaczynamy pracę ze sprawdzoną rynkowo grą przenosząc ją na kolejne platformy. Jestem przekonany, że użytkownicy konsol Xbox i Switch chętnie sięgnął po ten dobry tytuł i zagrają w Effie z przyjemnością. To także kontynuacja naszej strategii powiększania back katalogu wydawniczego na konsole, która jak do tej pory świetnie się sprawdza w połączeniu z dużymi premierami na PC – ocenia Michał Gembicki, członek zarządu, Klabater S.A.

Wielkość sprzedaży eksportowej polskiej żywności wróci do poziomu sprzed epidemii dopiero pod koniec 2021 r.

  • Z powodu pandemii w br. możliwy jest spadek eksportu żywności z Polski o ok. 8%.
  • Sprzedaż zagraniczna może wrócić do poziomu sprzed kryzysu w trzecim lub czwartym kwartale 2021 r. Odbudowie eksportu powinna sprzyjać konkurencyjność cenowa i jakościowa polskich artykułów rolno-spożywczych.

Produkcja żywności należy do sektorów najmniej wrażliwych na wahania cykliczne gospodarki, co powinno przynajmniej częściowo zabezpieczać polskich producentów przed skutkami recesji – wskazują autorzy raportu: „Szok. I co dalej? Ścieżki eksportu żywności z Polski w czasie recesji wywołanej epidemią COVID-19”, przygotowanego na zlecenie Santander Bank Polska przez SpotData. Jak pokazują dane historyczne, o ile każdy punkt procentowy spadku PKB u partnerów handlowych obniża dynamikę eksportu ogółem z Polski o 2,5 pkt proc., o tyle w przypadku żywności jest to 1,4 pkt proc., a w sektorze sprzętu transportowego to aż 6,5 pkt proc.

Analizę wpływu pandemii utrudnia fakt, iż silne i gwałtowne osłabienie popytu eksportowego na niektóre artykułu rolno-spożywcze zarejestrowane od marca nie zostało wywołane przez załamanie się gospodarki w krajach będących naszymi partnerami handlowymi. Był to skutek administracyjnego zablokowania części kanałów sprzedaży. Obecnie kraje Unii Europejskiej uruchamiają stopniowo zamknięte branże, jednak skutki gospodarcze walki z koronawirusem mogą być odczuwalne jeszcze przez długi czas.

Wśród szans długookresowych stojących przed polskimi producentami autorzy raportu upatrują możliwości awansu w łańcuchach dostaw w warunkach cięcia kosztów przez zachodnich producentów. Podobny efekt wystąpił podczas poprzedniej recesji w Europie, kiedy polski eksport mocno rósł pomimo spadającego popytu konsumpcyjnego w Europie Zachodniej.

– Wraz z „odmrażaniem” gospodarek innych krajów popyt na żywność powinien rosnąć. Jednak to, jak szybko będzie postępował ten wzrost w dużej mierze zależy od kształtowania się dochodów konsumentów w tych państwach. Presja kosztowa w gospodarstwach domowych w krajach UE może paradoksalnie pomóc polskim eksporterom żywności ­­– komentuje Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska.

Scenariusze dla eksportu żywności

Projekcja przeprowadzona przez autorów raportu wskazuje, że w bazowym scenariuszu eksport żywności z Polski wyniesie w 2020 r. ok. 28,9 mld euro, co będzie oznaczało spadek o 8 proc. rok do roku.

– Biorąc pod uwagę, że Światowa Organizacja Handlu (WTO) prognozuje spadek aktywności handlowej na świecie rzędu 15-35 proc. widać, że w przypadku sprzedaży żywności z Polski może on przebiegać ścieżką znacznie łagodniejszą niż cały handel międzynarodowy – mówi Ignacy Morawski, dyrektor SpotData.

wykres 3AW bazowym scenariuszu eksport polskiej żywności wróci do poziomu sprzed kryzysu w trzecim lub czwartym kwartale 2021 r.  Rozkład ryzyk jest asymetryczny i wyraźnie przechylony w dół. Wynika to z faktu, że – zgodnie z opiniami wielu epidemiologów – utrzymuje się ryzyko nawrotu epidemii i ewentualnego przywracania kwarantanny społecznej.

Z punktu widzenia wrażliwości poszczególnych branż w ramach produkcji żywności na zmiany PKB u partnerów handlowych sektorami najmocniej narażonymi są producenci mięsa nieprzetworzonego, różnych wyrobów gotowych oraz ryb. Z kolei branżami najmniej narażonymi są producenci przetworów z mięsa, producenci wyrobów z czekolady oraz producenci wyrobów mącznych.wykres 4

Obecnie obserwowane osłabienie popytu na rynkach zagranicznych uderzyło głównie w eksport mięsa wołowego oraz drobiowego, a po części też w przemysł mleczarski. W wyniku zmian na poziomie rynku światowego cierpi z kolei sprzedaż wieprzowiny. Tylko te cztery wymienione sektory odpowiadały w 2019 r. za prawie 25% wartości eksportu żywności.

Zagrożenia i szanse

Wśród istotnych długookresowych ryzyk dla sektora autorzy raportu wymieniają tendencje protekcjonistyczne, które mogą pojawić się w niektórych krajach rozwiniętych. Wskazują, że już dziś niektórzy politycy mówią o zmniejszeniu udziału importu w dostawach żywności. Dotknięte kolejnym wstrząsem społeczeństwa zachodnie mogą wywierać coraz większą presję na politykach, by ograniczyli możliwości importowania tańszych towarów.

Co ważne, polskie firmy mają już spore doświadczenie w funkcjonowaniu szybko zmieniającej się rzeczywistości na rynkach zagranicznych. Jak pokazała ostatnia dekada, kryzysy mogą w dłuższym okresie wychodzić polskim firmom na dobre. Firmy z Polski są konkurencyjne cenowo oraz jakościowo, co pozwala im awansować w łańcuchach dostaw w czasach, gdy duże koncerny szukają oszczędności.

Pełny raport „Szok. I co dalej? Ścieżki eksportu żywności z Polski w czasie recesji wywołanej epidemią COVID-19” można pobrać ze strony: https://www.santander.pl/korporacje/rozwiazania-sektorowe/przemysl-spozywczy

Proptech w służbie bezpieczeństwa

Od kilku lat na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w sektorze magazynowym trwa wdrażanie kolejnych rozwiązań z zakresu proptech. Wśród tych najbardziej popularnych znajduje się m.in. automatyczne sterowanie oświetleniem, systemy odczytu tablic rejestracyjnych czy monitorowania mediów, a także szerokorozumiana automatyzacja produkcji czy robotyzacja. Postęp technologiczny, a wraz z nim zdobywanie kolejnych rozwiązań usprawniających i czyniących pracę ludzi bardziej wydajną to już nie science-fiction. To właśnie proptech umożliwił sektorowi magazynowemu mniej dotkliwie odczuć skutki pandemii w porównaniu do pozostałych gałęzi rynku nieruchomości. W jaki sposób systemy komputerowe, rozbudowane sieci internetowe, aplikacje internetowe, wykorzystanie technologii AI i VR czy dronów zmienia otaczającą nas rzeczywistość? Jak rozwiązania Proptech mogą pomagać firmom w szybszym powrocie do czasów sprzed pandemii?

Celem cyfrowej rewolucji jest ułatwienie ludzkiej pracy. Sprawienie, aby była, wygodniejsza i wydajniejsza. Automatyzacja, rozumiana przez zwiększenie kontroli bezpieczeństwa i higieny pracy w czasie możliwych zagrożeń życia czy pandemii, pozwala technologii przejąć lub usprawnić część operacji, za które dotychczas odpowiedzialny był człowiek.

Rozwój sieci 5G, a za tym upowszechnienie robotyzacji procesów biznesowych, AI oraz machine learningu z pewnością wpłyną na strukturę osób zatrudnionych w samych magazynach. W wyniku rewolucji technologicznej, niektóre zawody będą wymierać na rzecz wzrostu zapotrzebowania na pracowników IT, serwisantów, absolwentów mechatroniki czy innych, których rola i znaczenie będzie rosnąć wprost proporcjonalne do następujących zmian. To naturalny cykl, któremu historycznie poddawany jest rynek pracy. Spodziewamy się, że w najbliższych pięciu latach na rynku pojawią się zupełnie nowe zawody, które w wyniku rozwoju cyfryzacji będą niezbędne do sprawnego i bezusterkowego zarządzania pracą w samym magazynie i jego otoczeniu – mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

Proptech w czasie pandemii

Rozwiązania z zakresu szeroko rozumowanego proptechu były wdrażane w mniejszym lub większym stopniu przez głównych graczy na rynku magazynowym. Co więcej bez niektórych z nich nie sposób myśleć dziś o nowoczesnych obiektach logistycznych i produkcyjnych. W obliczu pandemii, część z rozwiązań pozwoliło na wzrost bezpieczeństwa i kontroli w centrach logistycznych. Wśród najważniejszych znajdują się:

  • Automatyzacja procesu udzielania dostępu do nieruchomości

W ramach tego rozwiązania system rozpoznaje numery rejestracyjne samochodów. Usprawnia to przepływ towarów na magazynie w sytuacji zwiększonej rotacji wywołanej zmianą modelu zakupów (e-commerce). Dodatkowo system umożliwia wydanie bezdotykowych przepustek dla gości i pracowników. W sytuacji ewentualnego zarażenia koronawirusem jednego z pracowników na terenie parku, istnieje możliwość szybkiej identyfikacji innych osób przebywających w tym samym czasie na danej powierzchni. Właściciele nieruchomości mają również możliwość udostępniania pomieszczeń bez fizycznego pojawiania się na terenie nieruchomości czy zablokowania dostępu do części nieruchomości czy wjazdu na jej teren.

  • Singu FM

Program oferuje możliwość zarządzania harmonogramem dostępu do nieruchomości poprzez system zaproszeń wskazujący konkretne godziny, w których możliwa jest dostawa towaru. Klient otrzymuje dodatkową informację na temat czasu rozładunku/załadunku czy obłożenia doków. Rozwiązanie usprawnia łańcuch dostaw gwarantując ich płynność.

  • Systemy zarządzania i monitoringu stanu nieruchomości

Zdalny dostęp do monitoringu nieruchomości usprawnia proces usuwania ewentualnych awarii i prowadzenia prac naprawczych. Zarządcy mogą szybciej zidentyfikować miejsce usterki przez co czas potrzebny na jej odnalezienie i naprawę jest krótszy. System oferuje także możliwość wysłania powiadomienia o aktualnej sytuacji na terenie nieruchomości (np. o ograniczonym dostępie do obiektu). Dodatkowo system zarządzania pracy pozwala określić ile osób obecnie znajduje się w halach, włączając w to pracowników zatrudnionych tymczasowo.

  • Szkolenia z domu

Platformy e-learningowe stały się źródłem dodatkowych szkoleń z zakresu BHP. Podczas videokonferencji lub w postaci prezentacji pracownicy mogą zapoznać się z nowymi wytycznymi dotyczącymi bezpieczeństwa i higieny pracy.

  • Czujniki ruchu

Smart systemy oświetlenia eliminują konieczność ręcznego uruchamiania świateł. Ponadto coraz więcej magazynów wykorzystuje oświetlenie LED, które dodatkowo obniża koszty eksploatacyjne.

  • Medtech

Niektóre obiekty zostały wyposażone w system zdalnego pomiaru temperatury ciała. Dodatkowo na  terenie centrum magazynowego zainstalowano bezdotykowe dozowniki środków dezynfekujących.

Proptech usprawniający pracę brokerów

Rozwiązania z zakresu proptech usprawniają również pracę agencji doradczych. Jednym z rozwiązań stosowanych na świecie jest technologia blockchain. W czasie pandemii strony transakcji mogą zdalnie podpisać umowę najmu. Ponadto w ramach podpisywania dokumentów online istnieje możliwość przesyłania zgłoszeń dotyczących np. obniżki/prolongaty terminu zapłaty czynszu bez konieczności wymiany tradycyjnej korespondencji czy wystawianie FV online. Kolejnym rozwiązaniem jest usprawnienie rozmów dotyczących potencjalnych zmian metrażu zajmowanego przez poszczególnych najemców, a także zarządzania budżetem nieruchomości z uwzględnieniem potencjalnych zmian warunków najmu ze względu na koronawirusa.

Za pośrednictwem aplikacji mobilnych agent może także zaoferować najemcy możliwość wirtualnego spaceru po nieruchomości, ewentualnie e-viewingu po wcześniejszym umówieniu się z zarządcą nieruchomości.

Nieodległa przyszłość

Wykorzystanie dostępnych obecnie rozwiązań cyfrowych, a także planowany kolejny skok technologiczny każą nam przewidywać, że wykorzystywane dziś do przenoszenia czy dostarczania przesyłek kurierskich drony mogą zostać używane do dezynfekcji pomieszczeń np. poprzez dodatkowe wyposażenie w środki dezynfekujące czy lampy z promieniami UV. Dodatkowo rozwój automatyzacji pozwoli na usprawnienie kolejnych procesów logistycznych i transportowych. Do samoobsługowych magazynów dołączą obecnie testowane rozwiązania autonomicznych samochodów ciężarowych czy statków powietrznych.

Świat zmierza w kierunku rozwiązań smart. Nie spodziewamy się, że grozi nam całkowita automatyzacja i robotyzacja, ponieważ to nadal od człowieka zależy stopień i zakres pracy, która będzie wykonywania za niego. Technologia ma służyć przede wszystkim rozwojowi każdej dziedziny życia. Widoczne jest to zwłaszcza w czasie kryzysów. Spodziewamy się, że firmy, które już dziś zainwestowały w automatyzację dużo łagodniej odczuwają skutki pandemii i szybciej powrócą do normalnej pracy. Dla przykładu, w magazynach w pełni bezobsługowych praca, pomimo pandemii, wykonywana jest bez żadnych przerw – dodaje Anna Głowacz.

Zagrożenia

Wśród potencjalnych zagrożeń wynikających z zastosowania rozwiązań proptechowych wymienia się większy poziom inwigilacji pracowników, a co za tym idzie zwiększenie dyscypliny pracy, a także samo bezpieczeństwo sieci. Potencjalne awarie mogą skutkować utratą kontroli nad funkcjonowaniem systemu, w tym np. nad dostępem do firmowych serwerów, które mogą być celem ataków hackerskich. Dlatego należy w odpowiedni sposób zabezpieczyć dostęp nie tylko do firmowych, ale także prywatnych urządzeń połączonych z siecią.

Niemniej, jednym z najważniejszych obowiązków ludzi jest dbanie o własne bezpieczeństwo, dlatego w przypadku pandemii rozprzestrzeniających się drogą kropelkową należy unikać powierzchni, w których panuje zwiększona wilgoć czy pamiętać, aby na powierzchniach ogólnodostępnych starać się nie dotykać twarzy. Podstawowymi zasadami powinny być zachowanie odpowiedniej odległości od innych osób, bezwzględna dezynfekcja rąk i powierzchni wspólnych, a także ograniczenie w przemieszczaniu się z obowiązkiem nakrywania ust i nosa.

Accenture liderem dostawców profesjonalnych usług w chmurze w 2020 r. wg IDC MarketScape

  • Accenture zostało uznane przez IDC MarketScape za najlepszego dostawcę usług w chmurze obliczeniowej na świecie. Firma silnie pozycjonuje się jako lider – wyprzedzając tym samym konkurentów.
  • Firma uzyskała najlepszy wynik w kategorii kompetencje i doświadczenie (capabilities).
  • Accenture ma na koncie ponad 30 000 zrealizowanych projektów, a ich wartość sięgnęła 11 miliardów dolarów w roku finansowym FY19.

IDC oceniło rynek za pomocą modelu IDC MarketScape, dostarczającego ilościową i jakościową analizę parametrów, które pozwalają określić pozycję rynkową każdego z dostawców usług chmurowych. Ocena ta opiera się na kompleksowym badaniu i zestawie kryteriów, które w największym stopniu determinują sukces dostawców profesjonalnych usług cloudowych, zarówno w perspektywie krótkoterminowej, jak
i długoterminowej.

W raporcie oceniono 14 największych integratorów IT świadczących profesjonalne usługi w chmurze na całym świecie. Zakres tej analizy obejmował zarówno doradztwo w obszarze IT, jak i integrację systemów – profesjonalne usługi w zakresie planowania, projektowania i budowy zarówno hybrydowych, jak multichmurowych modeli dostarczania i utrzymania usług.

Atuty Accenture w tym obszarze obejmują zarówno innowacyjną strategię i konstrukcję rozwiązań, jak i możliwość wykorzystania technologii chmury obliczeniowej u klientów. Dodatkowe atuty wymienione w raporcie to m.in:

  • Platformy ukierunkowane na aplikacje: aby pomóc klientom w opracowaniu rozwiązania opierającego się na chmurze obliczeniowej, które najlepiej odpowiada ich unikalnym, strategicznym potrzebom biznesowym, Accenture uruchomiło platformę myNav. Platforma pomaga firmom w obniżeniu ryzyka, kosztów i skrócenia czasu potrzebnego do osiągnięcia strategicznych celów biznesowych podczas korzystania z chmury.
  • Innowacje: Accenture konsekwentnie rozwija swoją ofertę, jednocześnie skalując i integrujące istniejące usługi. Opracowuje również nowe usługi w celu dostosowania ich do preferencji nabywców w obszarze chmur branżowych i horyzontalnych.
  • Wzrost: Od momentu rozpoczęcia działalności w tym obszarze ok. 12 lat temu,Accenture zdobyło duże doświadczenie we wdrażaniu usług chmury obliczeniowej dla swoich klientów, z którego korzysta do dziś.

Mamy imponujący, liczący globalnie 85 500 osób zespół doświadczonych ekspertów, którzy mają za sobą 30 500 zrealizowanych projektów w chmurze obliczeniowej. Do dyspozycji klientów jest ponad 60 centrów obsługi w 40 krajach, w tym dedykowane centrum obsługi w Polsce. Współpracujemy ze wszystkimi wiodącymi dostawcami rozwiązań chmurowych takimi jak Microsoft, Google oraz AWS. Wyróżnienie ze strony IDC dowodzi, że Accenture jest liderem w dziedzinie usług profesjonalnych w chmurze, a co ważniejsze, pomaga klientom uniknąć niepewności i przyspieszyć wzrost wartości firmy” – mówi Mariusz Chudy, Managing Director, Intelligent Cloud & Infrastructure, Accenture.

Dodatkowo Accenture zostało wyróżnione wśród dostawców technologii za jakość w dostarczaniu rozwiązań chmurowych.

2019 Microsoft Digital Transformation Partner of the Year – Accenture otrzymało od Microsoft międzynarodowe wyróżnienie i tytuł partnera w obszarze cyfryzacji. Firma miała największy wpływ na przyspieszenie transformacji cyfrowej klientów. Ponadto w 2019 roku Accenture i Microsoft utworzyły grupę Accenture-Microsoft Business Group, która koncentruje się m.in. na pomocy klientom w migracji do Microsoft Azure, optymalizacji procesów biznesowych za pośrednictwem Microsoft Dynamics 365 oraz usprawnieniu pracy za pośrednictwem Microsoft 365.

„Efektywny i szybki rozwój Polskiej Doliny Cyfrowej nie byłby możliwy bez dwóch kluczowych elementów: potencjału i kompetencji ludzi oraz możliwości, które zapewnia technologia. Zespoły takie jakie Accenture-Microsoft Business Group są dowodem na to, że wsparcie dla klientów i partnerów na każdym etapie procesu wdrożenia poszczególnych rozwiązań technologicznych w organizacji jest nie tylko oczekiwane, ale też doceniane, a w rezultacie może się przełożyć na realne korzyści biznesowe dla całej firmy” – mówi Paweł Jakubik, Członek Zarządu ds. Transformacji Cyfrowej, Microsoft Polska.

Google Cloud 2019 Partner – W 2019 roku Google Cloud uznał Accenture partnerem roku w kategorii “Industry Solutions Partner of the Year”. Dodatkowo Accenture oraz Google Cloud utworzyły grupę Accenture Google Cloud Business Group (AGBG), która ma na celu pomagać firmom w jak najlepszym wykorzystaniu technologii Google Cloud, aby zapewnić klientom najwyższą jakość obsługi i przyspieszyć ich transformację cyfrową.

„Zespół Accenture od kilku lat rozwija wiedzę i doświadczenie w zakresie technologii chmurowych. Jestem przekonana, że to jeden z najlepszych partnerów zarówno do migracji własnego data center do środowisk chmurowych jak i projektowania platform uczenia maszynowego. Już teraz w Polsce wspólnie tworzymy duże centra kompetencji, które pozwalają przedsiębiorstwom korzystać z wsparcia polskojęzycznych ekspertów, posiadających odpowiednie certyfikaty techniczne Google Cloud” – mówi Magdalena Dziewguć, dyrektor rozwoju biznesu Google Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej.

Dodatkowo, Amazon Web Services (AWS) uznał Accenture jednym z najlepszych partnerów konsultingowych na świecie i tym samym przyznał Accenture tytuł „Premier Consulting Partner”, potwierdzając doświadczenie zespołu w zarządzaniu projektami i wdrażaniu rozwiązań dla klientów AWS. Ponadto AWS i Accenture utworzyły grupę Accenture AWS Business Group, aby wspierać firmy w osiąganiu założonych celów biznesowych oraz przyspieszać tempo innowacji klientów.

Accenture, w porównaniu z poprzednim raportem, znacznie umocniło swoją pozycję na rynku. Z jednej strony Accenture umocniło pozycję lidera dystansując się od pozostałych firm, zwłaszcza w zakresie kompetencji i doświadczeń. Z drugiej strony w porównaniu do raportu z 2018 roku Accenture uzyskało największy udział w rynku uzyskując największy wzrost w zakresie usług chmurowych.

Accenture zatrudnia w Polsce ponad 2000 wyspecjalizowanych ekspertów zajmujących się transformacjami chmurowymi oraz nowoczesnymi technologiami. Firma jest pionierem wdrożeń technologii chmurowych w obszarze bankowości, wspierała powstanie sektorowego standardu migracji do chmury publicznej – PolishCloud.

Accenture zajmuje pierwsze miejsca w tak prestiżowych zestawieniach usług chmurowych jak: ranking Gartnera, Everest Group czy wspomniany w komunikacie IDC MarketScape. Jest też liderem wśród dostawców chmury publicznej takich jak Microsoft Azure, AWS i Google.

Jak wybrać najlepszą giełdę kryptowalut?

Jak wiadomo czasami szukamy różnych alternatyw zarobku. W dzisiejszych czasach mamy ich bardzo dużo – głównie za sprawą dość mocno rozwiniętego Internetu.

Zapewne niektórzy słyszeli o czymś takim jak giełdy kryptowalut. Warto wiedzieć czym kierować się przy ich wyborze. Powinniśmy trzymać się kilku istotnych zasad, aby później nie okazało się, że zostaliśmy oszukani, a tak wielokrotnie się zdarza. Jakie zatem to zasady i czym się kierować?

Giełda kryptowalut – jak wybrać?

Przede wszystkim musimy zadbać o nasze bezpieczeństwo, dlatego za każdym razem, gdy wchodzimy na jakąś giełdę sprawdzamy czy dana strona posiada uwierzytelnianie dwuskładnikowe. Kolejny równie istotny aspekt to opłaty transakcyjne. Jedne giełdy proponują nam wyższe opłaty transakcyjne, a inne niższe. Ważne jest, aby dokładnie przemyśleć czy jest to opłacalne.

Ponadto jeden z najważniejszych aspektów przy wyborze giełdy to jej reputacja. Powinna ona mieć dobrą ocenę wśród klientów, a ponadto być dla nich przyjazna. Dodatkowo nie może sprawiać klientom żadnych problemów, gdyż wtedy automatycznie spadnie reputacja. Przed rozpoczęciem jakichkolwiek działań na danej giełdzie warto zorientować się jaka jest o niej opinia w Internecie np. na jakimś forum. Co więcej ważny aspekt to również ilość dostępnych walut. Na jednej platformie będzie ich więcej, a na innej mniej. Dla niektórych większa ilość to atut, a dla innych osób będzie to pewnego rodzaju zbędny element.

Giełda kryptowalut – plusy i minusy

Zastanówmy się teraz jakie są plusy i minusy giełd kryptowalut w Internecie. Przede wszystkim za największy plus możemy uznać to, że waluty na nich się znajdujące to w wielu przypadkach środek płatniczy. Ponadto możemy, dzięki nim dokonywać transakcji międzynarodowych. Zazwyczaj w takich przypadkach mamy łatwość inwestycji na samym początku przygody. Z czasem może robić się nieco trudniej. Dodatkowo za sprawą giełd możemy zarobić. Taki przychód możemy traktować jako zarobek stały lub dodatkowy w zależności od naszych indywidualnych preferencji.

Skupmy się teraz na wadach giełd kryptowalutowych. Pierwsza i najważniejsza z nich to oszustwa. Może nie zdarzają się zbyt często, jednak powinniśmy uważać, aby nie zostać oszukanym. Ponadto wiele z nich jest po prostu niestabilna, najprościej mówiąc – jednego dnia możemy dużo zarobić, a innego jeszcze więcej stracić.

Wiele razy zdarzają się nieodwracalne transakcje lub brak możliwości zwrotu środków. Dodajmy, że jest to często uzależnione od tego, którą giełdę wybierzemy. Dlatego za tak istotną sprawę uważa się odpowiedzialny wybór giełdy. Co więcej czasami na giełdach można zobaczyć działalność przestępczą, jednak jest to zdecydowanie rzadkie zjawisko i raczej zwykły użytkownik go nie doświadczy. Jeśli szukamy pewnej i przede wszystkim bezpiecznej giełdy kryptowalut powinniśmy wejść na stronę: gielda-kryptowaluty.pl. Otrzymamy tutaj nie tylko wszystkie niezbędne informacje, a ponadto możemy być pewni, że wszystko jest w pełni bezpieczne.

Polacy podczas pandemii docenili więzy rodzinne i kontakt z ludźmi. Brakowało im przestrzeni i dostępu do rozrywki

Pandemia i przymusowa izolacja sprawiły, że bardziej doceniamy wartość rodzinnych i przyjacielskich więzów – wynika z Barometru Providenta. Po zniesieniu obostrzeń większość z nas chce wrócić do dawnych przyzwyczajeń. Blisko połowa osób deklaruje, że w ciągu trzech najbliższych miesięcy zamierza spotykać się ze znajomymi częściej i regularniej. Inni już planują wakacyjne wyjazdy i zaległe badania lekarskie.

– Najwięcej Polaków, bo około 60 proc., wskazuje na to, że najbardziej brakowało im spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Przede wszystkim odczuwali samotność i chęć przebywania wśród ludzi – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Łuczak, rzeczniczka Provident Polska.

Z badania Barometr Providenta wynika, że za towarzystwem najbardziej tęsknili najmłodsi – 66 proc. osób poniżej 25. roku życia. Na tęsknotę za najbliższą rodziną lub przyjaciółmi skarży się też 46 proc. osób powyżej 50. roku życia. Okres izolacji sprawił, że doceniamy nasze relacje i chcemy nadrabiać zaległości. Prawie połowa badanych zadeklarowała, że w kolejnych miesiącach chce spotykać się ze znajomymi częściej i bardziej regularnie.

– Brakowało nam ludzi, ale też przestrzeni. Z drugiej strony osoby, które przebywały cały czas w środowisku najbliższych osób, potrzebowały wyjścia, świeżego oddechu, żeby nie przebywać cały czas, 24 godziny na dobę w jednym środowisku – wskazuje Karolina Łuczak.

Polacy narzekali też na brak możliwości spędzania wolnego czasu w taki sam sposób, jak robili to wcześniej. Tęsknią za atrakcjami kulturalnymi (42 proc.), wyjazdami (blisko 37 proc.), wyjściami do restauracji i klubu (34,5 proc.) czy aktywnością sportową (ok. 32 proc.). Brakuje im też swobody w zakresie podróżowania oraz możliwości bezpośredniej i bezpiecznej wizyty u lekarza.

– Kiedy zadaliśmy Polakom pytanie, co planują zrobić w momencie, kiedy pandemia się skończy, prawie 40 proc. osób powiedziało, że w ciągu trzech miesięcy wybiorą się w podróż, wrócą do swobodnego wyjeżdżania i przemieszczania się. Około 30 proc. powiedziało, że wróci do kin, teatrów i innych rozrywek. Ale też ok. 30 proc., głównie osób starszych, chce nadrobić opóźnienia związane z badaniami lekarskimi – podkreśla rzeczniczka Provident Polska.

Dla większości Polaków pandemia była bardzo uciążliwa. Blisko 60 proc. narzekało na noszenie rękawiczek czy maseczek ochronnych. Jednak w tej całej sytuacji potrafimy dostrzegać plusy. Doceniamy takie pozytywne aspekty jak nadrobienie zaległości kulturalnych w domu (40 proc.) czy większą dbałość o higienę (50 proc.). Przykładowo ponad 38 proc. badanych zamierza zachowywać większy dystans wobec osób w przestrzeni publicznej, podobny odsetek twierdzi, że będzie jak najrzadziej dotykać przedmiotów w tych miejscach.

– Jeśli chodzi o to, czego nas ta pandemia nauczyła, to Polacy wskazują, że z jednej strony jest to bardziej skrupulatne i dokładne mycie rąk, ale z drugiej strony to zmiana nawyków zakupowych. Wiele osób powiedziało, że dzięki pandemii nie wydawało pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, lepiej trzymało swój budżet domowy i zamierza to kontynuować, również robiąc zakupy w internecie – mówi Karolina Łuczak.

Trendy w opakowaniach nie tylko dla e-commerce

Choć często się o nim zapomina, to dobre opakowanie pełni niezmiernie ważne funkcje w przypadku niemal każdego towarów – bez względu na to, czy sprzedajemy go online, czy w stacjonarnych sklepach.

Również w tym przypadku mamy bowiem do czynienia z szeregiem trendów, które wynikają z potrzeb rynku oraz oczekiwań klientów.

Jakie zatem powinny być opakowania przyciągające wzrok i przekonujące do zakupu? O tym opowiemy poniżej.

Do czego służy dobre opakowanie?

Opakowania spełniają szereg istotnych funkcji, niezmiernie ważnych dla każdego produktu. Przede wszystkim zabezpieczają towary przez zabrudzeniem i uszkodzeniem, co mogłoby wpłynąć na estetykę oraz komfort użytkowania. Źle dobrane lub uszkodzone opakowanie w niektórych przypadkach potrafią prowadzić do zmian właściwości fizykochemicznych produktu lub wręcz jego zepsucia. Dla konsumenta wiąże się to z koniecznością wyrzucenia lub zwrócenia przedmiotu. Dla producenta lub sprzedawcy oczywiście wpływa to na powstanie strat generujących dodatkowe koszty.

W wielu przypadkach opakowania stanowią nośnik ważnych informacji na temat produktu. Umieszcza się na nich skład (żywność, chemia lub odzież), parametry techniczne, instrukcję obsługi oraz wszelkie certyfikaty, które uzyskał konkretny przedmiot. Dzięki nim konsument może podjąć świadomą decyzję i wybrać najlepszy dla niego produkt.

Część informacji na etykietach jest wręcz wymagana przez przepisy prawa lokalnego lub unijnego.

Opakowania coraz częściej pełnią funkcję marketingową, stając się spójnym elementem identyfikacji wizualnej firmy. Niejeden producent opakowań oferuje swoim klientom możliwość zamówienia materiałów pakowych z logotypem, hasłami reklamowymi lub rozmaitymi grafikami, łączącymi funkcję promocyjną z ciekawą estetyką.

Trendy w opakowaniach 2020

Opakowania bywają różne i przede wszystkim muszą być dopasowane do potrzeb produktu oraz danej firmy. Nie oznacza to jednak, że nie podlegają zmianom, wynikającym z oczekiwań rynku.

Podobnie jak w wielu innych dziedzinach designu, również w przypadku opakowań obserwujemy obecnie zafascynowanie skrajnym minimalizmem i geometryzacją formy. Pudełka oraz inne materiały pakowe są maksymalnie uproszczone. Często wykonuje się je w jednym kolorze, ewentualnie z pojedynczymi akcentami barwnymi, w wyrazistej, intensywnej barwie.

Drugim, niezmiernie silnym trendem są eko-opakowania. Głośno mówi się o konieczności zmniejszenia ilości tworzyw sztucznych w opakowaniach rozmaitych produktów. Za tym trendem podążają oczywiście wielkie marki, ale także lokalni sprzedawcy.

Stawia się znacznie chętniej niż jeszcze kilka lat temu na materiały z recyklingu. Nawet biznesy utożsamiane z produktami premium pakują swoje towary w papierowe, niebielone torebki lub szary papier.

Wiele firm, gdy tylko jest to możliwe, wykorzystuje opakowania wielokrotnego użytku lub rozwiązania biodegradowalne. Wszystko po to, żeby zmniejszyć ilość odpadów zalegających na wysypiskach śmieci.

Wzrost poziomu recyklingu to wbrew pozorom nie tylko korzyść dla środowiska naturalnego. Zyskuje na tym również sam przemysł. W jaki sposób? Odzyskiwanie wcześniejszych odpadów opakowaniowych do wytwarzania surowca na nowe pudełka znacząco zmniejsza zapotrzebowanie na zakup nowych materiałów. A to prowadzi do zmniejszenia kosztów, większej efektywności procesu oraz usprawnienia funkcjonowania poszczególnych ogniw w nawet bardzo rozbudowanych łańcuchach dostaw.

Równocześnie zatem zyskuje środowisko naturalne, przemysł oraz oczywiście konsumenci.

Wielu z nich jest wręcz gotowych zapłacić nieco więcej za produkt, byle tylko był on zapakowany w materiały biodegradowalne lub poddawane późniejszemu recyklingowi.

Opakowania – rozwiązania dla e-commerce

e-Commerce rozwija się w olbrzymim tempie, wymuszając wielkie zmiany w różnych gałęziach gospodarki – od produkcji aż do opakowań. To w dużej mierze handel internetowy dyktuje trendy oraz wpływa na kształt branży.

Każde opakowanie musi być praktyczne, trwałe i odporne na uszkodzenia. Równocześnie powinno wyróżniać się ciekawą estetyką oraz nawiązywać do wizji firmy.

Warto zatem przyjrzeć się dobrze i zaprojektować opakowania, które spełnią wszystkie oczekiwania. To klucz do zwiększenia popularności marki oraz wzrostu zadowolenia klientów.

Coraz więcej pracowników wraca z pracy zdalnej do biur. Pandemia zmieni model pracy i rynek najmu powierzchni biurowej

Po tygodniach pracy zdalnej biura przygotowują się na powrót pracowników. Kluczowe jest zapewnienie bezpieczeństwa osób w biurze, czyli m.in. odpowiedniego dystansu i dezynfekcji miejsc wspólnych. Zarządców biur może też wspomóc technologia, np. aplikacje, które pozwalają na bezdotykowe otwieranie drzwi czy sprawdzające liczbę osób w danym pomieszczeniu. Wraz z powrotem pracowników do biur wraca też zainteresowanie wynajmem powierzchni biurowej. – Dzisiaj jest dobra okazja, żeby podpisywać kontrakty ze względu na lepsze warunki niż jeszcze kilka miesięcy temu – ocenia Sebastian Świstak z Cavatina Holding.

– Firmy powinny przygotować biura na powrót pracowników, aby zapewnić im maksymalne bezpieczeństwo oraz zdrowie. To szereg rozwiązań, które rekomenduje Ministerstwo Zdrowia. Z pewnością musimy zachować zasady dystansu. Części wspólne budynku muszą być regularnie czyszczone, a podajniki na płyn dezynfekujący powinny być przy każdym wejściu do budynku – mówi agencji Newseria Biznes Sebastian Świstak, dyrektor ds. komercjalizacji w warszawskim oddziale Cavatina Holding.

Po tygodniach przymusowej kwarantanny i pracy zdalnej pracownicy wracają do biur. Aby zminimalizować ryzyko zarażenia się koronawirusem, potrzebna jest pewna reorganizacja biura, żeby zwiększyć powierzchnię, która przypada na jednego pracownika. Przykładowo do pracy można przystosować strefy relaksu czy sale konferencyjne, dzięki czemu można zapewnić odpowiedni dystans między pracownikami. To wymusza pewne zmiany zarówno po stronie firm, jak i zarządców nieruchomości.

– Zarządcy dużo większą uwagę muszą zwrócić na kwestię czystości powierzchni i ich dezynfekcji, ochronę personelu, czyli recepcji i serwisu technicznego – wymienia ekspert z Cavatina Holding. – Bardzo wcześnie zareagowali oni na tę sytuację, bo już w marcu wszystkie procedury zostały wprowadzone, więc powrót większej liczby pracowników do biur nie będzie dla nich większym problemem. Ważną kwestią są koszty eksploatacyjne, gdyż większe środki zostaną wydatkowane na czystość, dezynfekcję. Niemniej jednak podczas pracy zdalnej budynki zasadniczo były puste, stąd nie były w pełni wykorzystywane i eksploatowane, a co za tym idzie – koszty eksploatacyjne w całym roku nie powinny znacząco wzrosnąć.

Zarządcy mogą także uregulować ruch w budynku, np. wprowadzając jednokierunkowe korytarze, żeby unikać zatłoczenia, ale również specjalnie znakować windy, schody, wejścia, żeby usprawnić ten ruch.

Nowy reżim sanitarny w biurach wymusi zmianę sposobu pracy i nawyków pracowników. Przez jakiś czas nie będzie możliwe gromadzenie się dużymi grupami w kuchni czy jadanie posiłków wśród wielu osób.

– Ta ostrożność z nami pozostanie dopóty, dopóki będziemy czuć wewnętrzną obawę, a zagrożenie zdrowotne nie minie – podkreśla Sebastian Świstak.

Organizowane spotkania będą odbywać się w ograniczonym składzie lub też będą łączone z wideokonferencjami.

– Dodatkowym aspektem, który może zapewnić bezpieczeństwo pracowników w firmie, jest praca zmianowa, czyli przykładowo dane zespoły pracują w poszczególne dni i nie spotykają się między sobą. Na pewno będziemy korzystać z pracy zdalnej, choć uważam, że pracownicy chcą już wrócić do biur i szukają kontaktu z ludźmi, tak więc praca zdalna nie zastąpi standardowego modelu pracy, ale raczej będzie jego uzupełnieniem – mówi ekspert z Cavatina Holding. – Możliwe też, że firmy wydłużą godziny pracy tak, aby wszyscy pracownicy nie zaczynali i kończyli dnia o tej samej godzinie.

W zapewnieniu bezpieczeństwa pomocne mogą okazać się rozwiązania technologiczne. Wśród nich są specjalne systemy wentylacji i klimatyzacji, ale także aplikacje na telefon.

– Pozwalają one na bezdotykowe otwieranie bramek na parterze czy drzwi wejściowych do biura. Umożliwiają też rezerwacje sal. Mogą zliczać liczbę osób w danym biurze i w momencie, kiedy przekroczy ona bezpieczny poziom, mogą wysyłać informację do office managera – wyjaśnia Sebastian Świstak.

Pandemia SARS-CoV-2 zmienia też rynek biurowy. Z raportu Knight Frank „Rynek biurowy w Warszawie w I kwartale 2020 roku. Rynek biurowy w epoce post-covid” wynika, że od stycznia do marca 2020 roku na warszawskim rynku biurowym podpisano umowy najmu na niemal 140 tys. mkw. Jest to wynik o niemal 20 proc. niższy niż średni popyt z pierwszych kwartałów w ostatnich pięciu latach. Eksperci wskazują, że aby przyciągnąć nowych najemców, zarządcy będą musieli sięgnąć po zachęty, np. w formie dopłaty do kosztów aranżacji czy okresów bezczynszowych. Najemcy będą też preferowali bardziej elastyczne umowy najmu, np. w zakresie długości trwania umów.

– Dzisiaj jest dobra okazja, żeby podpisywać kontrakty, ponieważ na pewno będą one zawierane na lepszych warunkach niż jeszcze parę miesięcy temu. Kiedy sytuacja w pełni wróci do normalności, za parę miesięcy możemy ponownie wrócić do rynku wynajmującego i na nowo będziemy bardzo aktywnie wynajmować powierzchnie – przekonuje ekspert Cavatina Holding.

Na pewno najemcy szukający biur będą zwracać większą uwagę na ich powierzchnię i możliwość zapewnienia odpowiedniego dystansu między pracownikami. Zdaniem eksperta początkowo może spaść popyt na biura położone na najwyższych piętrach budynków.

– W windach trudno zachować odstęp, a w budynkach wieżowych trudno mówić o możliwości wejścia na 30. piętro. Paradoksalnie powierzchnie na pierwszym lub drugim piętrze mogą zyskać na wartości, choć tylko tymczasowo – podkreśla Sebastian Świstak.

Sytuacja epidemiologiczna w Polsce stopniowo się poprawia. Mimo to medycy i szpitale apelują o utrzymanie dotychczasowego wsparcia

Od wykrycia w Polsce pierwszego przypadku zachorowania na COVID-19 minęły trzy miesiące. Ponad 2,1 tys. osób wciąż jest hospitalizowanych. Mimo że sytuacja powoli się stabilizuje, zapotrzebowanie na środki ochrony osobistej, do dezynfekcji oraz środki czystości wciąż jest ogromne, znacznie większe niż jeszcze w styczniu czy lutym. Dlatego też szpitale i medycy apelują do darczyńców o utrzymanie dotychczasowego wsparcia, bez którego trudno im będzie walczyć z pandemią. Chodzi nie tylko o pomoc materialną, lecz również o pokazanie pracownikom medycznym, jak ważna jest ich praca.

– Szpitale otrzymywały w tym trudnym czasie wiele form pomocy i była nam ona bardzo potrzebna. Dostaliśmy wsparcie od branż związanych m.in. z gastronomią, chemią czy kosmetykami. To było ważne dla pracowników szpitali również ze względów psychologicznych – świadomość, że społeczeństwo się mobilizuje i powstają oddolne ruchy koncernów czy dużych firm, aby wspierać medyków i szpitale w tym trudnym czasie, bardzo nam pomagała – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Iwona Sołtys, kierownik działu obsługi pacjenta w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA.

Od wykrycia w Polsce pierwszego przypadku COVID-19 minęły trzy miesiące. W tym czasie zakażonych zostało ponad 24,5 tys. osób. Ponad 1,1 tys. ludzi zmarło, ponad 12 tys. wyzdrowiało, a 2,1 tys. wciąż jest hospitalizowanych. Służba zdrowia podkreśla, że otrzymała w tym czasie dużą pomoc i choć wydaje się, że szczyt pandemii już minął, to wciąż jest ona potrzebna.

 W szpitalach nadal jest zapotrzebowanie na środki ochrony osobistej, artykuły higieniczne, różnego typu środki czystości, bo wciąż musimy bardzo dbać o czystość i dezynfekcję – mówi.

Jak podkreśla, szpitale i placówki medyczne nadal zużywają hurtowe ilości środków higienicznych i środków ochrony osobistej, jak np. maseczki, jednorazowe rękawiczki czy płyny dezynfekujące. Wszystkie oddziały działają bowiem według nowych procedur, które mają zapewnić pracownikom i pacjentom możliwie jak największe bezpieczeństwo. Tymczasem – zwłaszcza na początku pandemii – ceny takich artykułów mocno wzrosły, a ich dostępność była bardzo ograniczona. Dlatego też pomoc otrzymana od darczyńców i firm okazała się konieczna z ekonomicznego punktu widzenia.

W walce z pandemią SARS-CoV-2 biznes stworzył szeroki front: w pomoc włączyły się firmy państwowe oraz prywatne, zarówno duże, jak i te z sektora MŚP. Przekazują szpitalom zarówno środki finansowe, jak i materialne. Jedną z najbardziej pożądanych form pomocy jest zakup sprzętu medycznego, środków ochrony osobistej i środków higienicznych, których placówkom dramatycznie brakuje.

 Będziemy kontynuować naszą pomoc przez kolejne miesiące, aż do momentu, kiedy sytuacja się ustabilizuje – zapewnia Krzysztof Brabander, senior brand manager marki Persil. – W obliczu zagrożenia SARS-CoV-2 wszyscy musimy się zastanowić, jak wspierać funkcjonowanie placówek medycznych i szpitali. Tym, czego najbardziej oczekują i potrzebują pracownicy medyczni, jest wsparcie społeczne – zarówno emocjonalne, jak i materialne.

W ramach pomocy służbie zdrowia marka Persil przekazuje środki piorące ponad 200 placówkom medycznym na terenie całego kraju. Wystarczą one na ok. 80 tys. prań, co oznacza, że każda placówka będzie mogła z nich korzystać przez kolejne trzy miesiące. Z pomocy tej skorzysta około 7 tys. pracowników medycznych, pielęgniarek oraz ratowników.

– Firma Henkel zapewnia także wsparcie rzeczowe dla szpitali i oddziałów zakaźnych w całej Polsce w postaci kosmetyków czy produktów chemii gospodarczej. Zapotrzebowanie na tego typu produkty jest w szpitalach ogromne. Niektóre placówki piorą nawet po 100 razy dziennie – mówi Krzysztof Brabander. – Każda pomoc utwierdzi osoby pracujące na pierwszej linii frontu z koronawirusem w przekonaniu, jak ważna jest ich praca.

Henkel, do którego należy marka Persil, przekazał milion euro na Fundusz Solidarnościowy prowadzony przez Światową Organizację Zdrowia i ONZ oraz kolejny milion euro dla wybranych organizacji walczących z pandemią.

– Trudno wyrokować, co się stanie, gdy pomoc dla szpitali się zakończy. Na pewno będzie to dużo cięższe ekonomicznie dla budżetu wszystkich szpitali w Polsce, choćby właśnie ze względu na koszty zakupu środków dezynfekujących. Apelujemy o to, żeby nie ustawać w niesieniu pomocy, bo dzięki niej będziemy mogli lepiej wszystkich chronić – mówi Iwona Sołtys.

Zgodnie z decyzją rządu od 30 maja w otwartej przestrzeni nie jest już obowiązkowe zasłanianie nosa i ust, pod warunkiem zachowania dwumetrowego odstępu od innych osób. To oznacza, że można już spacerować, jeździć rowerem, chodzić po ulicy, parku czy plaży bez maseczki, ale tylko zachowując odpowiedni dystans społeczny. Maseczki wciąż są obowiązkowe m.in. w sklepach, autobusach i tramwajach, kościołach, urzędach oraz w teatrach i kinach. Te ostatnie zostaną otwarte już 6 czerwca, kiedy rozpocznie się czwarty, ostatni etap odmrażania gospodarki. Wtedy działalność będą mogły wznowić również siłownie i salony masażu, możliwa będzie organizacja wesel do 150 osób, a także targów, wystaw i kongresów, ale w ścisłym reżimie sanitarnym.

Znoszenie kolejnych ograniczeń jest możliwe, ponieważ w większości województw (za wyjątkiem Śląska, Mazowsza i Wielkopolski) liczba zachorowań spada. Jednak rząd podkreśla, że mimo rezygnacji z wielu obostrzeń jedna zasada pozostaje nadal aktualna: wciąż trzeba zachować szczególną ostrożność w kontaktach z innymi.

– Znoszenie ograniczeń w naszym kraju absolutnie nie oznacza, że zagrożenie zakażeniem koronawirusem zniknęło i że możemy pozwolić sobie na nieostrożność, np. nienoszenie maseczek. Nadal musimy się chronić, przestrzegać zasad bezpieczeństwa i zachowywać się rozsądnie – zwłaszcza gdy mamy kontakt z większą liczbą osób w małych, zamkniętych pomieszczeniach – mówi Iwona Sołtys.

W sobotę teatry wznawiają działalność. Spektakle będą grane tylko dla połowy widowni

0

Od 6 czerwca teatry – podobnie jak kina, opery i filharmonie – mogą wznowić działalność w nowym reżimie sanitarnym. Spektakle przy udziale publiczności będą mogły odbywać się tylko przy maksymalnie połowie zajętych miejsc na widowni. Widzowie będą też zobowiązani do noszenia maseczek i podawania swoich danych osobowych. Część teatrów liczy się z tym, że widzowie nie będą szturmować spektakli ze względu na obawę przed zakażeniem. Obecny sezon spisują na straty, skupiając się na zintensyfikowaniu prób i z nadzieją na pełne otwarcie sezonu we wrześniu. Większość podkreśla też, że pandemia oraz związane z nią obostrzenia i wydatki powoduje spustoszenie w budżetach instytucji teatralnych.

Twórcy i teatry błyskawicznie zaadaptowali się do nowej rzeczywistości i przenieśli się do internetu. Wciąż są aktywne w sieci, ale marzą, żeby wrócić do grania na żywo i z publicznością. Trzeba sprostać tej nowej, trudnej sytuacji i wrócić, nie dać o sobie zapomnieć publiczności, która też czeka na powrót do teatru – mówi agencji Newseria Biznes Elżbieta Wrotnowska-Gmyz, dyrektor Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego.

Muzea, galerie sztuki, biblioteki, archiwa i księgarnie działają już od początku maja. Nieco później rząd dopuścił też działalność kin plenerowych, wznowienie prac na planach filmowych oraz ćwiczeń i prób teatralnych. Jednak teatry – podobnie jak kina, opery i filharmonie – na możliwość pełnego wznowienia działalności musiały poczekać jeszcze dłużej. W nowym reżimie sanitarnym mogą przyjmować widzów od soboty, 6 czerwca. Nie jest to wymóg, a jedynie możliwość – decyzję o otwarciu poszczególnych placówek będą podejmować dyrektorzy.

Dyrektorzy teatrów ukuli ostatnio powiedzenie, że teraz od nowa trzeba będzie budować wzajemne zaufanie. Wiemy, że często twórcy stają przed dość dramatycznymi wyborami i muszą decydować, czy np. kontynuować próby z kolegami, którzy należą do grup ryzyka związanych z zakażeniem. Wielu podjęło decyzję, żeby prace nad spektaklami odłożyć na bezpieczniejszy czas. Musimy zachować wszystkie rygory, ale jednocześnie spotykamy się w środowisku z olbrzymim głodem grania – mówi Elżbieta Wrotnowska-Gmyz.

W czasie narodowej kwarantanny i obostrzeń związanych z pandemią SARS-CoV-2 większość teatrów została zamknięta. Spektakle zostały odwołane, a premiery przełożone. Jednak wiele z nich przeniosło część bieżącej działalności do sieci, a widzowie mogli oglądać wybrane spektakle teatralne online. Dyrektor Instytutu Teatralnego przewiduje, że nawet teraz – po zniesieniu obostrzeń – część z nich utrzyma tę możliwość.

– Prawdopodobnie na początku teatry będą działały w dalszym ciągu online, jak i na żywo. Już słyszymy, że zbliżają się pierwsze premiery jeszcze w tym kończącym się sezonie, jak i później. Jednak w nowym sezonie większość teatrów wróci do normalnej pracy, ale ten proces będzie trzeba dobrze zorganizować i zaplanować – podkreśla dyrektor Instytutu Teatralnego.

Część teatrów liczy się z tym, że nawet po otwarciu widzowie – obawiając się o swoje bezpieczeństwo – nie będą masowo kupować biletów. Obecny sezon spisują na straty, skupiając się na zintensyfikowaniu prób i z nadzieją na otwarcie sezonu we wrześniu.

Dla placówek, które wznowią działalność w czerwcu, zostały opublikowane szczegółowe wytyczne na stronach Instytutu Teatralnego, Instytutu Muzyki i Tańca oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To na dyrektorach będzie spoczywać ciężar zorganizowania bezpiecznego powrotu teatrów do nowej normalności i działania w warunkach pandemii.

Te wytyczne bardzo szczegółowo opisują wszystkie procedury. W zasadzie przenoszą na grunt teatralny wszystkie zasady, z którymi mamy do czynienia na co dzień, czyli zasadę dystansu społecznego, dezynfekcji i częstego mycia rąk czy umożliwienia bezpiecznej pracy w różnych miejscach teatralnych, w których stykają się duże grupy ludzi, np. w kasie, szatni lub foyer – wymienia Elżbieta Wrotnowska-Gmyz.

Zgodnie z rządowymi wytycznymi spektakle przy udziale publiczności będą mogły odbywać się tylko przy maksymalnie połowie zajętych miejsc na widowni. To wyzwanie dla teatrów, które już odczuły ekonomiczne skutki pandemii, bo w większości z nich wpływy z biletów są najistotniejszą częścią budżetu. Co więcej, instytucje czekają też dodatkowe wydatki związane chociażby z zapewnieniem środków dezynfekujących dla obsady, pracowników i widzów.

– Wytyczne dla teatrów mówią również o konieczności odkażania, zaostrzenia reżimu sanitarnego i nadzwyczajnego przestrzegania higieny, podobnie jak wszędzie indziej – mówi dyrektor Instytutu Teatralnego. – Publiczność będzie proszona, żeby przybyć do teatru wcześniej, zarezerwować sobie czas na bezpieczny odbiór wejściówek. Najlepiej jest kupować bilety online, gdyż to nie naraża pracowników kas na styczność z dużymi grupami ludzi. Od publiczności będą też pobierane dane osobowe. Jako widzowie będziemy zobowiązani do podawania swoich danych, aby – w razie, gdyby doszło do zakażenia – można było łatwo odtworzyć grupę osób, które przebywały razem w danym miejscu w danym czasie.

Okres zamknięcia i wszystkie nowe obostrzenia mogą spowodować poważne straty finansowe w budżetach teatrów, a wiele z nich pozostawić w kryzysie.

Został już obiecany i zapowiedziany przez wicepremiera Piotra Glińskiego program rekompensacji strat, który ma zostać wdrożony po ustaniu pandemii. Patrząc realistycznie  będzie to rekompensata tylko części strat, w pewnym zakresie, około 60 proc. Takie rozwiązania są już przyjęte na świecie i w Europie. Jednak bez nich byłoby trudno i nawet częściowe zrekompensowanie strat będzie dla teatrów olbrzymią pomocą – podkreśla Elżbieta Wrotnowska-Gmyz.

Polscy naukowcy badają interakcje koronawirusa z ludzkimi komórkami. Chcą umożliwić szybsze testowanie leków

Polscy naukowcy opracowują platformę elektroniczną symulującą działanie komórki, chcąc zbadać interakcje zachodzące pomiędzy koronawirusem a organizmem. Dzięki niej łatwiej będzie znaleźć sposób na dezaktywowanie SARS-CoV-2 np. podczas transportu próbek od chorych, co ograniczy ryzyko zakażenia pracowników służby zdrowia. Platforma ma też pozwolić na szybsze i bezpieczniejsze testowanie nowych terapii na COVID-19 oraz potencjalnych szczepionek.

– System elektroniczny, nad którym pracujemy, ma służyć do badania nie samego wirusa, tylko de facto jego oddziaływania z komórkami. Każdy wirus atakując komórkę, poniekąd z nią rozmawia, oddziałuje na nią tak, żeby ją przejąć, żeby w niej zacząć się rozmnażać i zakazić nasz organizm. Przy okazji tych interakcji generuje się dużo różnych sygnałów elektrycznych i to jest ta informacja, której poszukujemy, by ją zbadać i opisać – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Robert Bogdanowicz z Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki, Katedry Metrologii i Optoelektroniki na Politechnice Gdańskiej.

Opracowywany przez polskich naukowców system opierać się będzie na platformie elektronicznej, zbudowanej z małych kawałków diamentu, na których znajdą się białka charakterystyczne dla powierzchni komórek. Taki układ ma więc symulować prawdziwą komórkę ludzkiego organizmu, do której naukowcy będą zbliżać fragment wirusa.

– Zbliżając się do niej, wirus zacznie „porozumiewać się” elektrycznie, czyli będzie uważał, że to jest komórka. Będzie to jednak powierzchnia elektryczna i zacznie się wymiana sygnałów elektrycznych, a więc komunikacja pomiędzy nimi. I to, co nas najbardziej interesuje, to właśnie to, jakie sygnały elektryczne będą przekazywane w takim układzie – mówi Robert Bogdanowicz.

Na tej podstawie naukowcy będą mogli lepiej zrozumieć interakcje zachodzące pomiędzy wirusem a komórkami organizmu. To z kolei pozwoli zbadać, w jaki sposób można je spowolnić lub zahamować. Z jednej strony chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa w transporcie materiału biologicznego pobranego od chorego, a z drugiej – o opracowanie sposobów na to, by  zapobiec rozwojowi choroby COVID-19 poprzez skuteczniejsze testowanie potencjalnych metod terapii.

– Druga rzecz to szybkie testowanie najróżniejszych leków. W tradycyjnej metodzie badania kliniczne polegają na badaniu leków na próbce pacjentów, przy czym jest szereg różnych czynników, które mogą wpływać na ten lek i jego odbiór. Jednak podstawowy zestaw leków można badać wcześniej szybszymi metodami i dopiero z nich wybierać te konkretne leki, które potencjalnie będą już testowane na zwierzętach czy ludziach – dodaje kierownik zespołu badawczego.

Naukowcy z całego świata wciąż poszukują skutecznej metody leczenia choroby wywołanej koronawirusem SARS CoV-2. Światowa Organizacja Zdrowia wznowiła prace nad możliwością stosowania hydroksychlorochiny w leczeniu COVID-19 po tym, jak tydzień wcześniej wstrzymała je z uwagi na ryzyko występowania niebezpiecznych skutków ubocznych. Jednocześnie badacze związani z Uniwersytetem Kalifornijskim testują możliwość leczenia łagodnych przypadków COVID-19 z użyciem powszechnie znanego antybiotyku, jakim jest azytromycyna. Część przypadków choroby wywołanej przez nowego koronawirusa jest leczona preparatem pozyskanym z osocza ozdrowieńców.

Na wymierne efekty badań naukowców z Gdańska będzie można liczyć jeszcze przed końcem roku.

– W pełni funkcjonalny system w fazie testowej powinien być ukończony do końca roku – zapowiada Robert Bogdanowicz. – Ale system to jedno, a informacja o tym, jakie interakcje zachodzą pomiędzy koronawirusem a komórkami i jakie czynniki mogą na nie wpływać, jest najważniejsza. Będziemy chcieli ją upublicznić, podzielić się z innymi zespołami naukowców i lekarzy na całym świecie.

Na świecie potwierdzono dotychczas już ponad 6,5 mln przypadków zarażenia koronawirusem. Niemal 400 tys. osób zmarło w wyniku wywoływanej przez niego choroby COVID-19. W Polsce liczba zarażeń oscyluje w granicach 25 tys., a liczba zgonów przekroczyła tysiąc.

Dzieci i dorośli z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA) skutecznie leczeni w Polsce. Brakuje tylko badań przesiewowych

Postępujące osłabienie i wiotczenie mięśni, które prowadzi do utraty oddechu i śmierci – to objawy SMA, czyli rdzeniowego zaniku mięśni. Z tą poważną chorobą genetyczną rodzi się około 50 dzieci rocznie. Obecnie w Polsce choruje na nią ok. 900 pacjentów w różnym wieku. Od półtora roku w naszym kraju refundowany jest innowacyjny, pierwszy na świecie lek, który pozwala uchronić chorych przed przedwczesną śmiercią i niepełnosprawnością. Wyniki ostatnich badań obserwacyjnych niemieckich lekarzy przeprowadzone wśród dorosłych pacjentów potwierdziły jego skuteczność. Lekarze podkreślają jednak, że aby terapia przyniosła jak najlepsze rezultaty, musi zostać wdrożona jak najwcześniej. 

SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni, to ciężka choroba z grupy schorzeń nerwowo-mięśniowych. Dotyka osoby w różnym wieku, ale w ponad 50 proc. przypadków objawy pojawiają się już w okresie niemowlęcym. Szacuje się, że obecnie w Polsce jest ok. 850–900 chorych z SMA, a każdego roku rodzi się około 50 dzieci z tym schorzeniem. W przebiegu SMA lekarze wyróżniają kilka podtypów.

– Rdzeniowy zanik mięśni dzieli się na kilka typów. Pacjent z SMA 1 nie nabył umiejętności siedzenia. Pacjent z typem SMA 2 to dziecko, które potrafi siedzieć, ale nigdy nie chodziło. Natomiast pacjent z typem SMA 3 chodził, ale później mógł zatracić tę umiejętność. Z kolei najcięższy przebieg ma typ SMA 1, w którym często dziecko rodzi się zdrowe, ale szybko zaczyna stawać się bardzo wiotkie. Czasami te objawy są widoczne już od urodzenia i wtedy bardzo ważne jest, żeby jak najszybciej postawić diagnozę, ponieważ wiotkość i osłabienie siły mięśniowej narasta – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

SMA wywołuje wada genetyczna, wskutek której obumierają neurony w rdzeniu kręgowym odpowiadające za skurcze i rozkurcze mięśni. Brak impulsów nerwowych prowadzi do ogólnego osłabienia i postępującego zaniku mięśni. Mutacja występuje w genie odpowiedzialnym za kodowanie SMN – białka niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania neuronów motorycznych. Taką mutację ma w Polsce średnio jedna na 35 osób. Jeżeli oboje rodziców są nosicielami tej wady genetycznej, istnieje 25 proc. ryzyka, że ich dziecko będzie miało SMA.

– Leczenie rdzeniowego zaniku mięśni powinno rozpocząć się jeszcze przed wystąpieniem objawów chorobowych. Jest to możliwe tylko dzięki badaniom przesiewowym noworodków. Są to badania genetyczne, czyli szukamy mutacji odpowiedzialnej za powstanie SMA. Dzięki nim będziemy wiedzieć, który noworodek jest chory lub predysponowany do tego, żeby wystąpiły u niego objawy rdzeniowego zaniku mięśni. Wtedy po konsultacji z rodzicami mamy obowiązek włączyć leczenie – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

SMA jest najczęstszą genetyczną przyczyną śmierci dzieci do drugiego roku życia, o ile nie wprowadzi się leczenia. Jednak w przypadkach, kiedy zostało ono wdrożone jeszcze przed pojawieniem się objawów bądź na ich wczesnym etapie, dzieci z tym schorzeniem rozwijają się podobnie jak ich zdrowi rówieśnicy.

– Rdzeniowy zanik mięśni – szczególnie ten wczesnodziecięcy, typu 1 – jest chorobą szybko postępującą. Bywa, że w ciągu dosłownie kilku tygodni na naszych oczach dochodzi do bardzo szybkiego pogorszenia funkcji ruchowych. Dlatego absolutnie kluczowe jest wczesne rozpoznanie i podanie leku. Wprowadzenie w Polsce – wzorem krajów Europy Zachodniej – powszechnego screeningu noworodków byłoby idealnym rozwiązaniem i pozwoliłoby uchronić dzieci przed niepełnosprawnością – mówi prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

– Leczenie zapobiega pojawieniu się objawów. Jeżeli już się pojawiły, to znaczy, że mięśnie zaczęły zanikać. Chory będzie słabł i w mniejszym lub większym stopniu będzie niepełnosprawny. Wprowadzenie badań przesiewowych w kierunku SMA jest względnie niedrogie i mogłoby uratować przed niepełnosprawnością kilkadziesiąt dzieci rocznie. Zwłaszcza że w Polsce mamy bardzo dobre refundowane leczenie i te dzieci mogłyby być leczone na wczesnym etapie choroby, kiedy tylko wada genetyczna zostanie zidentyfikowana – dodaje Kacper Ruciński, założyciel i członek Rady Strategicznej Fundacji SMA.

Dzięki nowym lekom pacjenci nawet z najcięższym przebiegiem choroby osiągają zdolność samodzielnego siedzenia, a niektórzy – chodzenia. To ogromny przełom w leczeniu SMA.

– Jeszcze dwa lata temu rozpoznanie SMA było wyrokiem. Mogliśmy opiekować się pacjentem tylko w ramach rehabilitacji, wsparcia gastroenterologicznego, oddechowego itd. Jednak neurologicznie nie potrafiliśmy zrobić nic – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska. – W tej chwili dysponujemy nieprawdopodobnymi środkami do leczenia takich pacjentów. W Polsce dostępny jest nusinersen w ramach programu lekowego. Do leczenia zakwalifikowanych jest obecnie ponad 600 pacjentów. W populacji dziecięcej tym leczeniem objęta jest znakomita większość i widzimy na co dzień, że efekty są bardzo zadowalające.

Nusinersen jest pierwszym na świecie lekiem zatwierdzonym do leczenia rdzeniowego zaniku mięśni we wszystkich postaciach, u pacjentów w każdym wieku. Ministerstwo Zdrowia objęło go refundacją od stycznia 2019 roku. Już pod koniec tego roku z tej formy leczenia korzystało ok. 60 proc. pacjentów z SMA – zarówno dzieci, jak i dorosłych.

– Mamy lek na chorobę, o której jeszcze na studiach mówiono nam, że jest nieuleczalna. Im wcześniej włączone leczenie, tym postępy chorych są większe – mówi przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych.

– W klinice, którą kieruję, nusinersenem leczonych jest ponad 60 dorosłych pacjentów i nasze własne obserwacje, chociaż krótkie, dają bardzo dobre wyniki. Obserwujemy poprawę, która znacząco przekłada się na jakość życia naszych pacjentów i ich opiekunów. Różni się ona w zależności od tego, jaki jest początkowy stan pacjenta. Są pacjenci, którzy odzyskują utracone funkcje i praktycznie wracają do pełnej samodzielności – dodaje prof. Anna Kostera-Pruszczyk.

– Szacujemy, że na włączenie leczenia czeka jeszcze około 150–200 chorych. Warto podkreślić, że najmłodsze dzieci z SMA typu 1 przebiegającym bardzo gwałtownie są włączane natychmiast. Jednak są i będą uruchamiane kolejne ośrodki leczące pacjentów dorosłych, żeby dostęp do terapii był jak najlepszy – mówi.

Do tej pory dzięki badaniom klinicznym lekarze dysponowali danymi o znaczącej poprawie funkcji ruchowych u niemowląt i dzieci leczonych nusinersenem. Takich danych brakowało jednak w odniesieniu do nastolatków i osób dorosłych. Dostarczyły ich jednak niezależne badania obserwacyjne przeprowadzone przez klinicystów z 10 akademickich ośrodków klinicznych w Niemczech, których wyniki zostały opublikowane w kwietniu tego roku w „The Lancet Neurology”.

– Jedno z najbardziej prestiżowych pism neurologicznych opublikowało w kwietniu pierwszą długotrwałą obserwację pacjentów dorosłych z SMA leczonych nusinersenem. Analizie poddano około 140 pacjentów, z których część była leczona przez 14 miesięcy. Badanie to potwierdziło skuteczność leku u ludzi dorosłych z dużą rozpiętością wieku, od 16. do 65. roku życia. Ta skuteczność dotyczyła zarówno funkcji ruchowych kończyn górnych, jak i całościowych skal oceniających sprawność motoryczną. Wyraźnie wydłużył się też dystans samodzielnego chodzenia u tych pacjentów, którzy na początku byli w stanie słabiej poruszać się samodzielnie – podkreśla prof. Anna Kostera-Pruszczyk.

W Polsce coraz mniej lekarzy. Farmaceuci mogliby uzupełnić lukę w systemie ochrony zdrowia

W Polsce na 87,5 tys. lekarzy przypada 60 tys. magistrów i techników farmacji. – Ograniczenie roli farmaceutów do sprzedaży leków to błąd systemowy – podkreśla dr hab. n. med. Andrzej Fal, dyrektor Instytutu Nauk Medycznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Potencjał tej grupy zawodowej jest dużo większy. Mogłaby ona odgrywać kluczową rolę w profilaktyce i edukacji zdrowotnej, co pozwoliłoby odciążyć lekarzy. Ostatnie miesiące pandemii koronawirusa pokazały, że farmaceuci są bardzo istotnym ogniwem systemu ochrony zdrowia. Dlatego też środowisko wyczekuje ustawy, która ureguluje pracę farmaceuty i rozszerzy jego uprawnienia.

– Obserwując opiekę farmaceutyczną rozwijaną w Wielkiej Brytanii, Skandynawii czy Holandii, widzimy bezwzględne korzyści płynące z rozszerzenia roli farmaceuty do roli eksperta, który może przeprowadzać proste badania diagnostyczne, identyfikować ryzyko polipragmazji [łączenia – red.] leków zalecanych przez specjalistów czy też wspierać zespół podstawowej opieki zdrowotnej w procesie profilaktyki i edukacji pacjentów – mówi agencji Newseria Biznes dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. – My z tego potencjału nie korzystamy we właściwy sposób.

W Polsce problemem jest m.in. deficyt kadr medycznych, zwłaszcza lekarzy i pielęgniarek. Największe niedobory dotyczą pediatrów, geriatrów, anestezjologów oraz specjalistów chorób wewnętrznych. W porównaniu z innymi krajami Europy liczba lekarzy specjalistów w Polsce jest o ok. 24 proc. niższa, a w przypadku podstawowej opieki zdrowotnej ta różnica wynosi ok. 42 proc. Co istotne, ponad 55 proc. lekarzy to osoby w wieku co najmniej 45 lat. W niektórych specjalizacjach luka pokoleniowa jest na tyle duża, że może zagrozić ciągłości świadczeń medycznych (dane OECD Health Care Resources Database, raport „Opieka farmaceutyczna w Polsce 2020” IQVIA).

– To właśnie farmaceuci mogliby pomóc w uzupełnieniu tego deficytu – dodaje dr hab. n. med. Andrzej Fal, dyrektor Instytutu Nauk Medycznych, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – W Polsce rola farmaceuty w opiece zdrowotnej jest zupełnie niedoceniona. To są świetnie wykształceni, doświadczeni ludzie. Ograniczenie ich roli tylko do wydawania i sprzedaży leków jest błędem systemowym i ewidentną stratą. 

– Farmaceuta może stać się stróżem pacjenta, jego terapii, osobą zachęcającą go, żeby terapie były doprowadzone do końca, i pilnującą, żeby konflikty lekowe były jak najrzadsze – wskazuje Artur Łakomiec, prezes zarządu sieci aptek Gemini Polska.

W polskim prawie opieka farmaceutyczna jest zdefiniowana jedynie w kontekście obowiązków farmaceuty w ustawie o izbach aptekarskich. Zgodnie z definicją polega na „dokumentowanym procesie, w którym farmaceuta – współpracując z pacjentem i lekarzem, a w razie potrzeby z przedstawicielami innych zawodów medycznych – czuwa nad prawidłowym przebiegiem farmakoterapii w celu uzyskania określonych jej efektów poprawiających jakość życia pacjenta”. Eksperci podkreślają, że ta definicja jest zbyt ogólna i nie stwarza możliwości rozwijania opieki farmaceutycznej. Tymczasem przyniosłoby to wymierne korzyści dla całego systemu ochrony zdrowia.

Zwiększenie roli farmaceutów umożliwiłoby m.in. optymalizację czasu pracy lekarzy. W przypadku prostych badań diagnostycznych czy porad dotyczących powszechnych schorzeń pacjent może udać się do farmaceuty, a do lekarza specjalisty trafiałyby przypadki wymagające bardziej kompleksowych konsultacji. Efektywność takiego systemu pokazały już chociażby miesiące pandemii.

– Badania pokazują także, że wprowadzenie opieki farmaceutycznej bezpośrednio przełożyło się również na zmniejszenie liczby hospitalizacji w systemach opieki zdrowotnej. Szybka reakcja farmaceuty to często bodziec, który skłania pacjenta, aby szybciej zareagował na pojawiające się niebezpieczne objawy choroby – wskazuje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Farmaceuta może też odgrywać istotną rolę w profilaktyce zdrowotnej, m.in. konsultując z pacjentem aspekty dotyczące zdrowego trybu życia czy listę badań, które powinien on wykonać ze względu na swój wiek i stan zdrowia czy leczone choroby.

– Wzorem Anglii czy Niemiec moglibyśmy realizować programy zdrowotne, np. aby wszystkie osoby powyżej 70. roku życia przechodziły dziennie co najmniej 2 tys. kroków, co ewidentnie poprawia ich stan ogólny. Farmaceuta mógłby być jednym z ogniw takiego programu, przy każdym spotkaniu o tym przypominać – mówi dr hab. n. med. Andrzej Fal.

W Polsce na 87,5 tys. lekarzy przypada 26,5 tys. magistrów i 33,5 tys. techników farmacji. Wsparcie lekarzy poprzez rozszerzenie roli farmaceutów pozwoliłoby im w większym stopniu skoncentrować się na diagnozie i terapii. Podobnie 12,5 tys. aptek (nie uwzględniając punktów aptecznych) mogłoby zapewnić wsparcie dla 22 tys. przychodni lekarskich i 26,7 tys. podmiotów ambulatoryjnej opieki zdrowotnej w zakresie podstawowych badań diagnostycznych czy konsultacji farmaceutycznych.

– Już wprowadzenie e-recepty otworzyło drzwi do zbratania się środowiska z technologią i włączenia pacjenta, lekarza i farmaceuty w bazy danych, przy użyciu których ci ostatni mogą lepiej rozpoznawać np. interakcje czy konflikty lekowe – wskazuje Artur Łakomiec.

Jak podkreśla, środowisko farmaceutyczne jest przygotowane na zmiany i oczekuje ustawy, która po wielu latach ureguluje pracę farmaceuty i rozszerzy jego uprawnienia. Zdaniem prezesa sieci Gemini Polska przygotowani są również pacjenci, wśród których farmaceuci cieszą się dużym zaufaniem.

– W szczycie pandemii koronawirusa 74 proc. Polaków odwiedziło apteki i ponad 80 proc. z nich stanowili seniorzy. Ta fala odwiedzin w aptekach pokazuje, jak istotną rolę odgrywają farmaceuci w systemie ochrony zdrowia i że warto inwestować w ludzi, którzy cieszą się takim zaufaniem Polaków – podkreśla.

Ruch w restauracjach coraz większy. Część lokali wprowadziła dodatkowe standardy bezpieczeństwa i higieny

0

Lokale gastronomiczne od ponad dwóch tygodni mogą obsługiwać klientów w nowym reżimie sanitarnym. Branża wdrożyła wszystkie standardy i procedury, które pozwolą zapewnić bezpieczeństwo gości. Część restauracji opracowała własne procedury, bardziej restrykcyjne niż wytyczne Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Ruch w lokalach powoli się zwiększa – po niemal całkowitym zastoju część podmiotów notuje już sprzedaż na poziomie przekraczającym 40 proc. w stosunku do tej sprzed pandemii. 

– Gastronomia to 70 tys. podmiotów, które różnią się pomiędzy sobą modelem działania. Mamy w tym gronie restauracje typu quick service, kawiarnie, lodziarnie, restauracje z pełną obsługą kelnerską i podmioty, które zajmują się obsługą gastronomiczną wyłącznie dla pracowników biur. Od 14 marca gastronomia mogła sprzedawać tylko posiłki na wynos i ta sprzedaż wahała się w granicach od 10 do 30 proc. normalnych obrotów. Po odmrożeniu 18 maja sprzedaż zaczęła rosnąć – startowała z poziomu ok. 30 proc. i obecnie u niektórych podmiotów przekracza już poziom 40 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Macias, członek zarządu Związku Pracodawców HoReCa.

Większość restauracji, kawiarni i barów pozostawała zamknięta od połowy marca. Jak wynika z danych serwisu Briefly z marca, 67 proc. firm i lokali z branży gastronomicznej i eventowej całkowicie wstrzymało działalność w trakcie lockdownu, a 32 proc. działało w ograniczonym stopniu, np. oferując jedzenie na wynos lub z dowozem.

Według BIG InfoMonitor dwumiesięczna przerwa w działalności była katastrofalna w skutkach dla gastronomii, której zadłużenie na koniec marca przekroczyło 647 mln zł. Z tego powodu restauratorzy, którzy dotkliwie odczuli przełożenie lockdownu na spadek przychodów, z niecierpliwością czekali na trzeci etap odmrażania gospodarki. Ten rozpoczął się 18 maja – od tego momentu lokale mogą już podejmować gości w nowym reżimie sanitarnym.

– Widać już, że powoli sprzedaż rośnie i wracają klienci. Bardziej pomoże nam pełne odmrożenie gospodarki oraz rezygnacja z pracy zdalnej, czyli powrót pracowników do swoich miejsc pracy – mówi Rafał Macias.

Według rządowych wytycznych otwarte na powrót restauracje i lokale gastronomiczne muszą dostosować się do nowych obostrzeń. Restauratorzy są zobowiązani m.in. do zachowania dwumetrowych odstępów między stolikami, częstej dezynfekcji przestrzeni wspólnych w lokalu i stolików po każdym kliencie oraz zapewnienia środków dezynfekujących, maseczek i rękawiczek dla kucharzy i obsługi. Cukier, serwetniki czy dozowniki do samodzielnego nalewania napojów muszą zostać usunięte, wyłączone z użytku są też otwarte bufety czy bary sałatkowe.

Przed wejściem do restauracji goście muszą zdezynfekować ręce, a maseczki zdjąć dopiero przy stoliku. Goście, którzy nie siedzą przy wspólnym stoliku, są zobowiązani zachować między sobą odpowiedni odstęp.

– Do ponownych otwarć restauracji podchodzimy ze spokojem, stopniowo. Zależy nam, żeby odpowiednio przygotować nasze lokale i pracowników do bezpiecznej pracy. McDonald’s działa na rynkach, które już przeszły szczytowy etap pandemii, na którym my jesteśmy teraz. Dlatego możemy czerpać z tamtejszych doświadczeń, za każdym razem dostosowując rozwiązania do lokalnych regulacji – mówi Anna Borys-Karwacka, dyrektor ds. korporacyjnych w McDonald’s Polska.

Jak podkreśla, sieć jest dobrze przygotowana do ponownej obsługi gości w reżimie sanitarnym. Pracownicy zostali wyposażeni w środki ochrony osobistej: maseczki, rękawiczki, płyny do dezynfekcji rąk i przyłbice. Stanowiska kasjerów są dodatkowo zabezpieczone specjalną przegrodą z pleksi. McDonald’s wprowadził bezkontaktowy proces obsługi, który zabezpiecza zarówno klientów, jak i pracowników, którzy zostali przeszkoleni z nowych procedur.

Dyrektor ds. korporacyjnych sieci zwraca też uwagę na fakt, że branża gastronomiczna i tak jest przyzwyczajona do wysokich standardów higieny i bezpieczeństwa żywności, do których musiała stosować się jeszcze przed pandemią SARS-CoV-2.

– Oczywiście teraz zmienił się kontekst, w którym funkcjonujemy, i absolutnie najważniejsza jest higiena dłoni. Wszystko w naszych rękach! Dlatego przy wejściu do restauracji, przy toaletach i kioskach zamówieniowych znajdują się pojemniki z płynem do dezynfekcji rąk – mówi Anna Borys-Karwacka. – Ważne jest też zachowywanie bezpiecznych odległości, dlatego na podłogach umieściliśmy specjalne oznaczenia graficzne, które pomagają je utrzymać. Odległość między stolikami powinna wynosić przynajmniej 2 metry, chyba że znajdują się między nimi specjalne przegrody. Poza tym wszystkie powierzchnie są na bieżąco dezynfekowane. Na każdym stoliku znajduje się specjalne oznaczenie, które informuje gości, że dany stolik został już zdezynfekowany.

Jak wynika z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor w końcówce kwietnia, 14 proc. Polaków wskazało wyjście do restauracji jako pierwszą rzecz, którą chcą zrobić po zniesieniu obostrzeń związanych z pandemią. Ta pozycja zajęła siódme miejsce na liście aktywności, do których rodacy najbardziej tęsknią, m.in. za spotkaniem z rodziną czy wizytą u fryzjera. Klientów w lokalach powinno więc stopniowo przybywać. Branża podkreśla, że wdrożyła wszystkie standardy i procedury, które pozwolą zapewnić im bezpieczeństwo.

– Restauracje jak najbardziej są w stanie zadbać o bezpieczeństwo swoich gości. Przy otwarciu każdego punktu gastronomicznego musimy spełniać rygorystyczne normy i jesteśmy kontrolowani przez stacje sanitarno-epidemiologiczne – podkreśla Rafał Macias. – Do wytycznych sanitarnych dostosowaliśmy się już na początku pandemii, w okresie kiedy sprzedaż odbywała się jedynie w opcji na wynos, z dostawą czy poprzez okienka drive thru.

Według ostatnich dostępnych danych GUS w Polsce działa ok. 70 tys. stałych lub sezonowych placówek gastronomicznych. Wśród nich 38 proc. stanowią punkty gastronomiczne, 28 proc. to restauracje, a 27,6 proc. – bary. Według przytaczanego przez BIK raportu PMR „Rynek HoReCa w Polsce 2020” w ubiegłym roku polski rynek gastronomiczny był wart 32,6 mld zł. Prognozy sprzed pandemii zakładały, że w tym roku jego wartość urośnie do 34,4 mld zł.

Minimalne sumy gwarancyjne w OC lekarza to dziś zdecydowanie za mało

Obowiązujący w kraju stan epidemii pogłębił problemy systemu opieki zdrowotnej. Wzrosły nie tylko ryzyka sanitarne, ale również zagrożenia  prawne związane z wykonywaniem zawodu lekarza. Nasuwa się pytanie czy stan epidemii zdejmuje z lekarza odpowiedzialność za skutki ewentualnych błędów? Nie, żadne przepisy nie zdejmują z lekarza odpowiedzialności. Co więcej, jest wysoce prawdopodobne, że stan epidemii i związane z nim problemy w zakresie funkcjonowania podmiotów leczniczych pogłębiają ryzyko popełnienia błędu, którego skutkiem może być odpowiedzialność materialna lekarza.

To lekarz, a nie kierownictwo placówki, jest na pierwszej „linii frontu”. To lekarz – przedstawiciel samodzielnego zawodu medycznego – ponosi główną odpowiedzialność za cały proces diagnostyczno-terapeutyczny. Niestety może się okazać, że dzisiejsi bohaterowie niosący pomoc pacjentom, po ustaniu epidemii będą obciążani skutkami błędów organizacyjnych sytemu ochrony zdrowia. Polisa OC pozwala lekarzowi pokryć skutki finansowe takich sytuacji. Jednak czy standardowe OC jest wystarczające? Wydaje się, że obecnie wiele argumentów przemawia za tym, że minimalne sumy gwarancyjne to dziś jednak zdecydowanie za mało. Oto kilka z nich:

  1. Sumy gwarancyjne od lat się nie zmieniają…

Skuteczną ochronę ubezpieczeniową w zawodzie lekarza powinien cechować nie tylko możliwie szeroki zakres, ale także odpowiednio wysokie sumy gwarancyjne. Suma gwarancyjna to maksymalna kwota, którą ubezpieczyciel wypłaci aby pokryć szkody wyrządzone przez ubezpieczonego. Sumy gwarancyjne w ubezpieczeniu obowiązkowym OC lekarskich praktyk zawodowych od 2011 roku utrzymywane są na niezmienionym poziomie i wynoszą odpowiednio:  75 000 euro w odniesieniu do jednego zdarzenia oraz 350 000 euro w odniesieniu do wszystkich zdarzeń, których skutki są objęte umową ubezpieczenia.

Dla porównania polisa obowiązkowego ubezpieczenia samochodu osobowego – tu sumy gwarancyjne wynoszą: w przypadku szkód na osobie –  5 210 000 euro w odniesieniu do jednego zdarzenia, którego skutki są objęte ubezpieczeniem bez względu na liczbę poszkodowanych, zaś  w przypadku szkód w mieniu –1 050 000 euro. Obrazuje to przepaść w zakresie ochrony ubezpieczeniowej medyków wykonujących skomplikowane procedury medyczne, których skutkiem może być uszczerbek na życiu i zdrowiu człowieka oraz kierowcy, który w następstwie spowodowania wypadku ponosi odpowiedzialność za szkody osobowe. W świetle tych danych można nawet argumentować, że lekarz chroniony jest gorzej w miejscu pracy niż za kierownicą samochodu.

  1. …a tymczasem liczba i wysokość roszczeń wciąż rośnie

Od kilkunastu lat systematycznie rośnie liczba roszczeń kierowanych przez pacjentów wobec podmiotów leczniczych i osób wykonujących zawody medyczne. Wzrastają również sumy roszczeń pacjentów. Wyraźnie widoczny jest też wzrost wysokości należności zasądzanych prawomocnymi wyrokami na rzecz pacjentów. Jeszcze kilkanaście lat temu kwoty odszkodowań i zadośćuczynień w związku z poważnymi uszczerbkami na zdrowiu pacjentów sięgały kilkudziesięciu tysięcy złotych. W chwili obecnej pojawia się coraz więcej orzeczeń, w których zasądzane na rzecz pacjentów kwoty to nawet kilkaset tysięcy złotych, a w przypadku najpoważniejszych szkód, nierzadko znacznie powyżej miliona złotych.

Oprócz odszkodowania i zadośćuczynienia poszkodowany pacjent ma również prawo do ubiegania się o rentę, która jest wypłacana co miesiąc i może być w przyszłości zwiększona jeśli potrzeby poszkodowanego pacjenta wzrosną. W praktyce zasądzane dziś renty rozpoczynają się sumą kilkuset złotych miesięcznie, zaś przy poważnych szkodach sięgają kwot kilku tysięcy złotych miesięcznie. Równie istotne jest to, że wielu wypadkach renta będzie wypłacana przez długi okres niepełnosprawności pacjenta (miesiące, lata), czasami do końca jego życia. Nawet jeżeli minimalna suma gwarancyjna wystarczy na pokrycie odszkodowania i zadośćuczynienia, to z pewnością ulegnie wyczerpaniu po dłuższym okresie wypłat dokonywanych przez ubezpieczyciela z tytułu przyznanej pacjentowi renty. Po wyczerpaniu sumy gwarancyjnej obowiązek regulowania comiesięcznych należności będzie spoczywał na sprawcy szkody – placówce medycznej lub osobie wykonującej zawód medyczny.

  1. Profesjonalna pomoc w uzyskaniu odszkodowania na wyciągnięcie ręki

Na przestrzeni ostatnich lat na rynku pojawiła się ogromna liczba profesjonalnych podmiotów reprezentujących pacjentów w sporach ze środowiskiem medycznym. Tzw. kancelarie odszkodowawcze, nie mając obowiązku przestrzegania restrykcyjnych reguł dotyczących  reklamowania swej działalności wiążących tradycyjne kancelarie, prowadzą ekspansywną politykę marketingową. Hasła „Miałeś wypadek lub jesteś ofiarą błędu medycznego – zadzwoń”  wypełniają uliczne banery oraz przestrzeń Internetu. Coraz częściej obserwowany jest marketing bezpośredni – przedstawiciele takich podmiotów docierają do pacjentów „uświadamiając” im zasadność roszczeń, o których potencjalni poszkodowani nie zawsze mieli pojęcie. Nasilenie tego typy praktyk może znacząco nadwątlić minimalne sumy gwarancyjne w ubezpieczeniu działalności leczniczej.

  1. Na roszczenia pacjentów dopiero przyjdzie czas

Pacjent ma stosunkowo długi czas na wystąpienie z roszczeniem związanym z błędem medycznym. Roszczenia pacjenta przedawniają się dopiero z upływem 3 lat od momentu, w którym pacjent dowiedział się o szkodzie i osobie za nią odpowiedzialnej. W przypadku pacjentów małoletnich przedawnienie roszczeń nie może nastąpić wcześniej niż 2 lata od uzyskania pełnoletniości. Szczególnie w czasie epidemii należy liczyć się z tym, że roszczenia pacjentów pojawią się w czasie dosyć odległym od momentu udzielenia świadczenia medycznego.

Kluczową sprawą dla skuteczności ochrony ubezpieczeniowej jest więc nie moment wystąpienia przez pacjenta z roszczeniem, ale właśnie czas, w którym świadczenie było udzielone. Lekarz skorzysta z ochrony ubezpieczeniowej, jeżeli posiadał polisę OC w momencie udzielania świadczenia, z którego skutkami pacjent wiąże swoje żądania finansowe. Obowiązujące terminy przedawnienia roszczeń wynikających ze szkód na życiu i zdrowiu powodują, że często od interwencji medycznej do wystąpienia przez pacjenta na ścieżkę prawną mijają lata. Średni czas od momentu udzielenia świadczenia zdrowotnego, do zgłoszenia roszczenia, to około 2,5 roku. W przytłaczającej liczbie przypadków okres rozpoznawania spraw o błędy medyczne przez sądy we wszystkich instancjach to kolejne kilka lat (zdarzają się procesy trwające ponad dekadę).

Przy założeniu, że lekarz miał w 2020 r. wykupioną polisę ubezpieczeniową z minimalną sumą gwarancyjną oraz uwzględniając  rosnące sumy zasądzanych należności, istnieje wysokie ryzyko, że polisa nie pokryje całości zasądzonego za kilka lat odszkodowania, zadośćuczynienia czy renty. Brakująca kwota obciąży budżet podmiotu wykonującego działalność leczniczą lub lekarza. Ponownie więc warto zadać pytanie, czy obecnie obowiązujące kwoty sum gwarancyjnych są wystarczające dla zapewnienia medykom właściwej ochrony ubezpieczeniowej nie tylko obecnie, ale przede wszystkim w przyszłości gdy pojawią się roszczenia ich dzisiejszych pacjentów?

  1. Odsetki ustawowe znacznie uszczuplają sumy gwarancyjne

Szukając odpowiedzi na to pytanie warto mieć na uwadze wskazany powyżej długi czas rozpoznawania spraw o błędy medyczne, który niesie ze sobą kolejne ryzyko finansowe – czyli wysokie odsetki naliczane od momentu wystąpienia przez pacjenta z roszczeniem. Nie należą do rzadkości sytuacje w których odsetki te zbliżają się do kwoty zasądzonych na rzecz pacjenta należności głównych (odszkodowania czy zadośćuczynienia), a bywa również, że należności te przewyższają. Minimalna suma gwarancyjna w takim przypadku może okazać się niewystarczająca.

  1. Rosnące koszty opieki i leków zwiększają sumy odszkodowań pomniejszając sumy gwarancyjne

Jednym z najistotniejszych składników odszkodowania należnego pacjentowi poszkodowanemu w następstwie interwencji medycznych jest koszt leczenia, na który składają się m.in. wydatki na leki, sprzęt medyczny, opłaty za rehabilitację, etc. Systematycznie rosnące ceny produktów leczniczych, wyrobów medycznych i usług rehabilitacyjnych, są przekładane na wypłacane pacjentom odszkodowania, a to z kolei wpływa na pomniejszenie sum gwarancyjnych. Co istotne, orzecznictwo sądów w ostatnich latach dopuszcza też doliczanie do żądań sum odszkodowań także koszty komercyjnej opieki medycznej, jeżeli tylko zostanie wykazane, że celowe jest stosowanie takich metod, zabiegów lub środków, które nie wchodzą w zakres leczenia  w systemie refundacji lub dostęp do nich jest znacząco utrudniony. Jeszcze kilka lat temu tak nie było, ponieważ pacjenci poszkodowani błędami medycznymi ich skutki starali się usuwać w publicznym systemie opieki zdrowotnej. Ubiegając się o odszkodowanie nie mogli doliczać kosztów leczenia w publicznych placówkach do żądanych sum odszkodowań, ponieważ wydatków w tym zakresie faktycznie nie ponosili.

Jakie OC zatem kupić?

W świetle powyższych argumentów warto mieć na uwadze fakt, że podstawowa, wymagana przepisami prawa, suma gwarancyjna w ubezpieczeniu OC działalności leczniczej może zostać przez nas podwyższona. Możemy poprosić o polisę OC z wyższą sumą gwarancyjną. Towarzystwa ubezpieczeniowe oferują różne warianty zawodowego ubezpieczenia OC, które można w znacznym stopniu dostosować do potrzeb ubezpieczonego. Przykładem może być tu chociażby pakiet INTER Lekarz, który w zależności od wariantu oferuje sumy gwarancyjne nawet blisko 5-krotnie wyższe niż wymagana, tj. 350.000 euro na jedno i wszystkie zdarzenia. Ubezpieczyciel rozszerza ochronę także o inne ryzyka częste w zawodzie lekarza. Są to zarówno zakłucia i zakażenia, problemy prawne, niezdolność do pracy w przypadku osób zatrudnionych na kontrakcie i wiele innych. Warto, rozważając najlepsze dla nas opcje ubezpieczeniowe, wykazać się przezornością i wziąć pod uwagę przytoczone wyżej argumenty. Skutki dzisiejszego braku przezorności mogą być dotkliwie odczuwalne po latach.

Autor: mec. Paweł Strzelec – radca prawny, wieloletni wykładowca akademicki. Specjalizuje się w obszarze prawa medycznego, szczególnie w problematyce ochrony prawnej podmiotów leczniczych oraz osób wykonujących zawody medyczne. Od 2000 r. regularnie prowadzi autorskie szkolenia z prawa medycznego dla przedstawicieli zawodów medycznych oraz kadry zarządzającej podmiotów leczniczych.  Współpracuje z samorządami zawodowymi środowisk medycznych. Autor wielu publikacji z zakresu prawa medycznego, prawa ubezpieczeń, postępowania karnego. W Medical Tribune Stomatologia  prowadzi stałą rubrykę Poznaj paragrafy. Sędzia Sądu Dyscyplinarnego Okręgowej Izby Radców Prawnych w Lublinie.

Zielone regulacje i inwestycje receptą na odbudowę odpornej gospodarki

W związku z działaniami podejmowanymi w celu ożywienia gospodarek dotkniętych epidemią COVID-19 coraz częściej postuluje się, że najskuteczniejszą odpowiedzią na kryzys będzie zielona gospodarka odporna na potencjalne przyszłe zawirowania. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, sieć Network for Greening the Financial System zrzeszająca banki centralne i nadzorców, przedstawiciele państw oraz stowarzyszenia przedsiębiorców apelują, by wprowadzając pakiety stymulacyjne nie zaprzepaścić dotychczasowych starań o przeciwdziałanie zmianom klimatu i zrównoważoną gospodarkę.

Analitycy alarmują, że zmiany klimatu są, obok pandemii, największym zagrożeniem dla światowej gospodarki. Na początku 2020 r. podczas Światowego Forum Ekonomicznego ogłoszono, że zmiany klimatu stanowią jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla ludzkości, a ich konsekwencje mogą spowodować trwały spadek globalnego PKB.

Organizacje międzynarodowe apelują o uwzględnienie kwestii środowiskowych w pakietach stymulacyjnych. Dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego podkreśla, że wyzwania związane ze zwalczeniem skutków pandemii nie oznaczają, że możemy zaprzestać walki ze zmianami klimatu. Podobnie przedstawiciele Unii Europejskiej wskazują, że u podstaw planu odbudowy gospodarki powinien leżeć Europejski Zielony Ład, zgodnie, z którym do 2050 roku Europa ma stać się pierwszym neutralnym dla klimatu kontynentem, przy jednoczesnym zachowaniu przyrody, utrzymaniu zrównoważonego rozwoju gospodarki, poprawie stanu zdrowia i jakości życia obywateli.

Tematyka zrównoważonego finansowania coraz częściej wdrażana jest do porządku unijnego w formie aktów prawnych nakładających konkretne obowiązki na sektor finansowy. Takim przykładem jest np. opublikowane pod koniec ubiegłego roku rozporządzenie SFDR, zobowiązujące uczestników rynku finansowego i doradców finansowych do analizowania ryzyk dla zrównoważonego rozwoju, które występują w ramach prowadzonej przez nich działalności oraz ujawnienia informacji w tym zakresie. Rozporządzenie wejdzie w życie w marcu 2021 roku – mówi Tomasz Kołodziejczyk, starszy menedżer w dziale doradztwa dla instytucji finansowych w zespole zarządzania ryzykiem finansowym w KPMG w Polsce.

W marcu 2020 roku Grupa Ekspertów Technicznych, organ doradczy Komisji Europejskiej, opublikowała raport dotyczący projektu taksonomii zrównoważonego finansowania oraz przewodnik na temat Standardu Zielonych Obligacji UE.

Zielone obligacje są coraz częściej wykorzystywanym narzędziem pozyskiwania finansowania prywatnego dla proekologicznych inwestycji.

Na początku roku przewidywaliśmy dalszy wzrost zainteresowania zielonymi obligacjami. Niemniej jednak, w okresie pandemii wielkość emisji zarówno tradycyjnych, jak i zielonych obligacji zmalała, co było spowodowane głównie niechęcią do pozyskiwania finansowania w obliczu wysokiej zmienności na rynkach. Obserwując sytuację na rynkach światowych spodziewany się, że w najbliższym czasie zielone obligacje będą zyskiwały na popularności. Działania podejmowane w ramach stymulowania światowej gospodarki wskazują także, na rosnące zainteresowanie obligacjami społecznymi – mówi Andrzej Gałkowski, partner, szef sektora bankowego w dziale doradztwa dla instytucji finansowych w KPMG w Polsce.

Według dostępnych danych w pierwszym kwartale 2020 roku emisje obligacji społecznych na świecie wyniosły 25 mld dolarów, podczas gdy w całym 2019 roku wyemitowano obligacje społeczne o wartości 16 mld dolarów. W Polsce emisję obligacji społecznych na rzecz Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 przeprowadził Bank Gospodarstwa Krajowego, który w kwietniu br. wyemitował obligacje o wartości nominalnej 13 mld zł. W ostatnim miesiącu także minister finansów oświadczył, że pomimo pandemii Polska nie rezygnuje z emisji zielonych obligacji zaplanowanych na 2020 rok.

Zrównoważone finansowanie, a w szczególności emisja zielonych i społecznych obligacji może być szansą dla polskich samorządów na pozyskanie finansowania dla planowanych inwestycji o charakterze proekologicznym lub społecznym.

Obecnie w związku ze spowolnieniem gospodarczym prognozuje się, że przychody samorządów m.in. z podatków lokalnych, najmu lokali czy działalności prowadzonych przez obiekty sportowe, rekreacyjne i kulturowe, mogą się znacząco obniżyć. Jednocześnie zwalczanie skutków pandemii COVID-19 wiąże się ze zwiększonymi wydatkami, które nie zostały uwzględnione w planach budżetowych jednostek samorządu terytorialnego. Wobec trudnej sytuacji finansowej, gdy samorządy skłaniają się raczej ku oszczędnościom niż inwestycjom, zrównoważone finansowanie może ułatwić budowę zielonej, odpornej gospodarki.

Rola orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przy wykładni i stosowaniu przepisów polskiego prawa podatkowego

Polska, funkcjonując w ramach Unii Europejskiej, zobowiązała się respektować prawo unijne oraz jego wykładnię wynikającą z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Celem jest ujednolicenie przepisów w ramach różnych krajów UE. W szczególności ma to zapewnić przestrzeganie zasad prawa europejskiego takich jak: autonomia prawa UE, pierwszeństwo prawa UE nad krajowym porządkiem czy zasada bezpośredniego skutku prawa UE. Orzeczenia TSUE mogą mieć skutek bezpośredni (odnoszący się do krajowego porządku prawnego) albo pośredni (wywodzenie skutków interpretacyjnych/prawnych na podstawie podobnych spraw z innych jurysdykcji). Podatnicy powinni znać rolę orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ponieważ w niektórych przypadkach rozstrzygnięcie pytania prejudycjalnego potrafi całkowicie zmienić przebieg dotychczasowego postępowania przed organami podatkowymi i sądami administracyjnymi.

Kiedy sąd krajowy występuje do TSUE

Jednym z zadań TSUE jest weryfikacja, czy norma prawa krajowego jest zgodna z prawem UE. W sytuacji powzięcia wątpliwości w zakresie zgodności, sąd krajowy powinien wystąpić z zapytaniem wstępnym do TSUE, stosownie do art. 267 Traktatu o Funkcjonowaniu UE (pytanie prejudycjalne). Zgodnie z utrwaloną już linią orzeczniczą to do sądu krajowego należy ocena, czy w danej sprawie niezbędne jest wystąpienie do TSUE celem rozstrzygnięcia wątpliwości w zakresie zgodności z prawem UE. W toku postępowania strona może w sposób pośredni sugerować, że dane regulacje są sprzeczne z prawem UE oraz wskazać podstawy dla sądu administracyjnego, tak aby był on zainteresowany wszczęciem procedury związanej z pytaniem prejudycjalnym.

Na marginesie warto wskazać, że zgodnie z art. 258 TFUE wniosek do TSUE może wnieść Komisja Europejska w sytuacji, gdy uzna, że dane państwo członkowskie uchybiło postanowieniom TFUE. Przykładowo w sytuacji wprowadzenia przez kraj przepisów podatkowych stanowiących pomoc de minimis, na którą Komisja nie wyraziła zgody, Komisja może wszcząć postępowania wobec tego kraju przed TSUE.

Moc obowiązująca

Orzeczenia TSUE nie mają w Polsce mocy powszechnie obowiązującej normy prawnej. Innymi słowy, orzeczenia TSUE stanowią wytyczne dla krajowego sądu w zakresie traktowania określonych transakcji. TSUE może wywierać wpływ na poszczególne jurysdykcje podatkowe w obszarze stosowania prawa, co nie jest i nie było kwestionowane przez sądy czy organy administracji skarbowej. Zasadniczo więc organy podatkowe i sądy administracyjne powinny dążyć do uwzględnienia tez wynikających z wyroków TSUE, tak aby osiągnąć rezultaty zgodne z unijnym porządkiem prawnym.

Podstawa do tworzenia prawa

Pomimo tego, iż orzeczenia TSUE nie mają mocy powszechnie obowiązującego prawa, sądy administracyjne i organy podatkowe często się do nich odnoszą. W niektórych przypadkach orzeczenia TSUE stanowią podstawę do wprowadzenia przepisów podatkowych. Przykładem może być polska sprawa Oil Trading Poland (wyrok TSUE z 12 lutego 2015 r., sygn. C-49/13), który był podstawą do objęcia akcyzą olejów smarowych. Następnie zostały wprowadzone stosowne przepisy do krajowego porządku prawnego. Zatem orzeczenia TSUE nie stwierdzają w tym zakresie niezgodności prawa z prawem UE, lecz wskazują, jak należy interpretować prawo UE, co jest podstawą dla krajowej administracji do wprowadzenia odpowiednich zmian w przepisach.

Kreacja kierunku orzeczniczego

TSUE może także podejmować regulacje niemające wpływu na system podatkowy w sposób bezpośredni, ale stanowiące o podejmowaniu nowego kierunku orzeczniczego.

W innym wyroku TSUE określił moment powstania obowiązku podatkowego w przypadku usług budowlanych (wyrok TSUE z 2 maja 2019 r., sygn. C-224/18 Budimex SA), a konkretniej sprecyzował datę wykonania usługi. Przed pojawieniem się tego wyroku praktyka biznesowa określała datę wykonania usługi jako datę podpisania protokołu odbioru. Jednak wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 18 kwietnia 2013 r., sygn. I FSK 1984/15, zmienił tę praktykę i jako datę wykonania robót wskazywano datę ich faktycznego zakończenia. TSUE w sprawie Budimex SA orzekł, że nie można uznać usługi za wykonaną w sytuacji, gdy ostatnim jej etapem jest odbiór prac, w czasie którego można zgłaszać uwagi. Zatem TSUE skorygował wypracowany już przez NSA i Ministerstwo Finansów (interpretacja ogólna z 1 kwietnia 2016 r.) kierunek orzeczniczy.

Niezgodność prawa krajowego z prawem UE

Dobrym przykładem niezgodności prawa krajowego z prawem UE jest sprawa przed TSUE C-319/12 (MDDP), gdzie TSUE w wyroku z 28 listopada 2013 r. wskazał, że zakres zwolnienia z podatku VAT usług szkoleniowych przewidziany w ustawie o VAT nie jest zgodny z przepisami Dyrektywy 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej. Jednak mimo iż TSUE stwierdził niezgodność przepisów z prawem TSUE, to nie odniósł się do kwestii naprawy tego błędu, pozostawiając tę kompetencję w rękach krajowych. W konsekwencji niezgodne z prawem przepisy krajowe wiążą podatnika przy ocenie prawa do odliczenia VAT, niemniej taki wyrok może być podstawą do wznowienia zakończonego już postępowania.

Podsumowanie

TSUE, orzekając o zgodności przepisów prawa krajowego z prawem unijnym, podejmuje bardzo istotną decyzję będącą później podstawą do kreowania prawa podatkowego w danym państwie. Pomimo tego, iż orzeczenia wydawane są w określonym stanie faktycznym, to są one respektowane przez krajowe jurysdykcje. W uproszczeniu można zatem stwierdzić, że stanowisko TSUE niejako tylnymi drzwiami oddziałuje na porządek prawny w państwie. Na marginesie warto zaznaczyć, że orzeczenia TSUE wpływające na treść decyzji podatkowych mogą stanowić podstawę do wznowienia postępowania zgodnie z art. 240 § 1 pkt 11 Ordynacji Podatkowej. Zatem mogą one istotnie wpływać na prawa podatników nie tylko w sprawie, której dotyczą.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

PIE: Ekonomiczne przyczyny zamieszek w USA

Trwające od ponad tygodnia zamieszki w Stanach Zjednoczonych wybuchły po zabójstwie przez policjanta czarnoskórego George’a Floyda, oskarżonego o posłużenie się w sklepie fałszywym czekiem. Do incydentu doszło w warunkach recesji o niespotykanej dotąd skali, która dotknęła USA w wyniku rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa SARS-CoV-2. Choć pierwsze przypadki zakażeń pojawiły się w końcu stycznia, to dopiero w połowie marca epidemia objęła cały kraj. Od 23 marca wszystkie władze stanowe wprowadziły różne formy utrzymywania dystansu społecznego, a w ślad za nimi poszły decyzje o ograniczeniu lub zaniechaniu działalności w wielu sektorach gospodarki. Na wyjątkowo elastycznym amerykańskim rynku pracy stopa bezrobocia zareagowała natychmiast, zwiększając się, wg danych Bureau of Labor Statistics (BLS) [1], z 3,5 proc. w lutym i 4,4 proc. w marcu do 14,7 proc. w kwietniu. W podziale rasowym między lutym a kwietniem stopa bezrobocia wzrosła wśród białych – z 3,1 proc. do 14,2 proc., wśród Afroamerykanów – z 5,8 proc. do 16,1 proc., wśród Latynosów

– z 4,4 proc. do 18,9 proc. oraz wśród osób pochodzenia azjatyckiego – z 2,5 proc. do 14,5 proc. (wykres 1). Te poziomy dla wszystkich grup etnicznych, oprócz Afroamerykanów, były najwyższe w całej historii oczyszczonych z efektów sezonowych wyników badań rynku pracy, prowadzonych w USA od stycznia 1948 r.

Wykres 1. Stopa bezrobocia wg grup etnicznych w okresie styczeń – kwiecień 2020 r. (w proc.)

Stopa bezrobocia wg grup etnicznych w okresie styczeń – kwiecień 2020
Źródło: opracowanie własne PIE na podstawie: Bureau of Labor Statistics, The Employment Situation – April 2020.

Na kanwie tych danych Fairlie, Couch i Xu [2], w opublikowanym ostatnio artykule pt. The Impacts of COVID-19 on Minority Unemployment: First Evidence from April 2020 CPS Microdata, postawili dwa pytania. Po pierwsze, czy epidemia dysproporcjonalnie silniej uderzyła na rynku pracy w Afroamerykanów i Latynosów w porównaniu z osobami białymi oraz po drugie, jaki wpływ na zróżnicowanie sytuacji na rynku pracy poszczególnych grup etnicznych miały, w warunkach epidemii, takie czynniki, jak lokalizacja branżowa miejsca pracy, wykonywany zawód czy poziom wykształcenia – czy je chroniły przed bezrobociem, czy raczej mu sprzyjały?

W pierwszej kwestii stwierdzili, że w odniesieniu do Afroamerykanów, utrzymująca się w normalnych czasach relacja dwukrotności stopy bezrobocia w porównaniu z białymi, w okresie pandemii nawet się zmniejszyła. Natomiast w wypadku Latynosów relacja stopy bezrobocia względem stopy bezrobocia wśród białych wyraźnie wzrosła.

Wynik ten potwierdził się zarówno przy zastosowaniu oficjalnej miary stopy bezrobocia stosowanej przez BLS, jak i tzw. górnej granicy tej stopy, ustalonej przy definicji bezrobocia poszerzonej o osoby zatrudnione, ale faktycznie w danym okresie nie pracujące oraz o osoby nieaktywne zawodowo w danym okresie, ale zainteresowane podjęciem pracy (wykres 2). Jednak kwietniowe poziomy górnej granicy stopy bezrobocia wśród Afroamerykanów i Latynosów okazały się alarmująco wysokie.

Wykres 2. Stopa bezrobocia wg grup etnicznych w kwietniu 2020 r. oraz jej górna granica (w proc.)

Stopa bezrobocia wg grup etnicznych w kwietniu 2020
Źródło: opracownaie własne PIE na podstawie: Fairlie R.W., Couch K., Xu H. (2020), The Impact of Covid-19 on Minority Unemployment: First Evidence from April 2020 CPS Microdata, “NBER Working Paper”, No. 27246, tables 1-2.

Natomiast w drugiej kwestii stwierdzili, że Afroamerykanie, w porównaniu z białymi, relatywnie zyskiwali na korzystnej, z punktu widzenia pandemii, lokalizacji branżowej ich miejsc pracy, które częściej zaliczały się do tzw. działalności niezbędnych. Dotyczyło to też Azjatów, zaś Latynosi relatywnie tracili w tym aspekcie w porównaniu z białymi. Z kolei patrząc z punktu widzenia poziomu wykształcenia i wykonywanego zawodu, zarówno Afroamerykanie, jak i Latynosi tracili w stosunku do białych. Natomiast Azjaci relatywnie zyskiwali w stosunku do białych w obu tych wymiarach.

Zatem choć sytuacja mniejszości etnicznych na amerykańskim rynku pracy uległa w okresie pandemii wyraźnemu pogorszeniu, to jednak nie było to na ogół pogorszenie dysproporcjonalnie duże w porównaniu z osobami białymi, a wśród czynników różnicujących nie dominował czynnik rasowy, lecz raczej lokalizacja branżowa zajmowanych miejsc pracy, wykonywany zawód i poziom wykształcenia. Można jednak też argumentować, że te inne czynniki nie są całkowicie niezależne od czynnika rasowego.

Wprowadzona w 2010 r. ustawa ACA (ang. The Affordable Care Act) objęła ubezpieczeniem ponad 20 mln obywateli dotychczas nieubezpieczonych, z czego 2,8 mln to ludność afroamerykańska. Wciąż jednak wśród Afroamerykanów odsetek nieubezpieczonych jest wyższy (9,7 proc.) niż wśród ludności białej (5,4 proc.), częściej też Afroamerykanie korzystają z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych (55 proc.), finansowanych przez pracodawcę niż np. z Medicaid lub innych publicznych ubezpieczeń (41,2 proc.). Średnie wydatki związane z ubezpieczeniem zdrowotnym stanowią ok. 11 proc. rocznych dochodów przeciętnego gospodarstwa domowego, ale dla ludności afroamerykańskiej wydatki te sięgają ok. 20 proc. – oprócz składek, obejmują dodatkowe koszty wizyt lekarskich, leków oraz nagłych i nieplanowanych wydatków związanych z usługami medycznymi. Biorąc pod uwagę niższy poziom dochodów tej grupy etnicznej wydatki związane z opieką medyczną mogą szczególnie obciążać budżet rodzinny. Wprowadzenie ACA poprawiło dostęp do opieki zdrowotnej i wcześniejszą diagnostykę wielu chorób wśród ludności afroamerykańskiej niemniej nadal występują, w przekroju stanowym, duże rozbieżności pomiędzy ludnością białą i Afroamerykanami w zakresie wskaźnika umieralności matek (3 razy częściej umierają kobiety czarnoskóre), niemowląt (dwukrotnie wyższa umieralność), ze względu na choroby serca, cukrzycę, raka i inne problemy zdrowotne. Rozszerzenie Medicaid było pierwotnie zapisane w ACA jako wymóg dla wszystkich stanów, jednak z powodu orzeczenia Sądu Najwyższego z 2012 r. obecnie jest to jedna z opcji dla stanów. Do tej pory 37 stanów rozszerzyło zasięg Medicaid. Stany, które tego nie uczyniły w dużej mierze skoncentrowane są w południowej części Stanów Zjednoczonych, w której ludności afroamerykańskiej jest najwięcej. Również segregacja mieszkaniowa utrudnia dostęp do wysoko kwalifikowanej służby zdrowia. W większości rejonów zasiedlonych przez Afroamerykanów i Latynosów częściej brakuje szpitali i podmiotów świadczących opiekę zdrowotną, częściej też świadczą one opiekę o niższej jakości [3].

[1] Bureau of Labor Statistics (2020), The Employment Situation – April 2020, Department of Labor, United States of America, USDL-20-0815, May.
[2] Fairlie, R.W., Couch, K., Xu, H. (2020), The Impact of Covid-19 on Minority Unemployment: First Evidence from April 2020 CPS Microdata, “NBER Working Paper Series”,
No. 27246, http://www.nber.org/papers/w27246.pdf [dostęp: 03.06.2020].
[3] Taylor, J. (2019), Racism, Inequality, and Health Care for African Americans, December 19, The Century Foundation, https://tcf.org/content/report/racism-inequality -health-care-african-americans/?agreed=1&agreed=1 [dostęp: 03.06.2020].

Autor/Źródło: Tygodnik PIE / Polski Instytut Ekonomiczny

Finansowe startupy budują ekonomiczną infrastrukturę internetu

O tym, dlaczego startupy z sektora fintech mają coraz większe powodzenie u inwestorów pisze Bartosz Tomczyk – przewodniczący rady nadzorczej w Provema sp. z o.o.

Jeszcze całkiem niedawno główną działalnością sektora bankowego było przyjmowanie depozytów i udzielanie kredytów. Obsługa klientów odbywała się w oddziale a dochody banków pochodziły z wysokich prowizji oraz marży doliczanej do oprocentowania. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat sektor finansowy zmienił się nie do poznania. Klienci już bardzo niechętnie odwiedzają banki, robią to średnio zaledwie kilka razy w roku. Mimo tego kontaktują się ze swoim bankiem znacznie częściej niż kiedyś. Przy pomocy aplikacji mobilnych sprawdzają stan swojego konta nawet kilkadziesiąt razy w miesiącu. Takie rozwiązanie jest korzystne dla wszystkich, klienci oszczędzają czas a instytucje finansowe redukują koszty.

Jednak technologiczna rewolucja w branży finansowej nie dokonuje się dzięki bankom. Wręcz przeciwnie, wiele banków niezbyt dobrze odnajduje się w świecie intensywnej konkurencji i zerowych stóp procentowych. Zamiast nich, za finanse na poważnie zabrały się internetowe startupy. Zajmują się dziś pożyczkami, kryptowalutami i technologią blockchain, ubezpieczeniami, inwestycjami, rynkami walutowymi, technologią płatności, finansami osobistymi i rodzinnymi a także rynkiem nieruchomości. Technologiczne przedsiębiorstwa finansowe, zwane potocznie „fintechami” współpracują z sektorem bankowym tworząc systemy bankowości internetowej ale też coraz częściej z nim konkurują tworząc produkty finansowe, jakie nie mogłyby powstać w tradycyjnych bankach.

Startupy z sektora fintech mają coraz większe powodzenie u inwestorów. Najlepsze z nich mogą liczyć na miliardowe kwoty od inwestorów. Na przykład amerykański serwis Opendoor specjalizujący się w finansowej obsłudze rynku nieruchomości zebrał w sumie ponad 1,3 miliarda dolarów. Okrągły miliard inwestorzy przeznaczyli na rozwój serwisu Stripe, zajmującego się technologią płatności internetowych. Aż 689 milionów dolarów zebrał TransferWise – oferujący innowacyjne technologie przelewów online.

Obecnie najważniejszym zadaniem dla firm z sektora technologii finansowych jest budowa efektywnej i bezpiecznej ekonomicznej infrastruktury internetu. W jej ramach przede wszystkim potrzebne są rozwiązania obsługujące płatności dla sklepów internetowych. Chodzi nie tylko o sprawne i bezpieczne przyjęcie płatności od klienta. Systemy muszą być zbudowane tak aby wspomagać konwersję, czyli zapobiegać ucieczce klienta ze sklepu przed dokonaniem płatności. Sprzężone z systemami płatności, nowoczesne narzędzia do fakturowania mają za zadanie wspomagać lojalność klientów. Rozbudowane narzędzia analityczne pomagają w czasie rzeczywistym dostosowywać ofertę sklepu internetowego do preferencji klientów.

Szczególnie ciekawe są finansowe zastosowania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Często pomagają one wykrywać oszustwa finansowe jeszcze przed ich popełnieniem. Technologia jest bardzo przydatna przy wykrywaniu zagrożeń terrorystycznych i zwalczaniu prania brudnych pieniędzy, ale nie tylko. Polski fintech – Provema jest liderem w zastosowaniu sztucznej inteligencji w procesie oceniania ryzyka kredytowego. Dzięki oprogramowaniu firmy, proces podejmowania decyzji kredytowej może ulec skróceniu ze zwyczajowych kilku dni do ułamków sekund, ilość niespłacanych przez klientów kredytów również maleje.

Innowacyjne technologie finansowe w coraz większym stopniu przyczyniają się do rozwoju całej światowej gospodarki dzięki wspomaganiu efektywności i sprawności procesów biznesowych.

Bain: Gwałtowny spadek liczby transakcji na rynku private equity z powodu koronawirusa

  • Liczba nowych inwestycji dokonanych przez fundusze PE spadła o 60 proc. w okresie styczeń-kwiecień
  • Liczba transakcji, w których sprzedającym były fundusze PE, spadła o 72 proc. w okresie styczeń-kwiecień
  • Wartość środków na nowe inwestycje wzrosła do najwyższego w historii poziomu $2.6 bln na koniec kwietnia

Liczba transakcji z udziałem funduszy private equity gwałtownie spadła w pierwszych czterech miesiącach tego roku z powodu zawirowań związanych z rozprzestrzenieniem się koronawirusa. Tylko w kwietniu liczba nowych przejęć dokonanych przez fundusze była o 60 proc. niższa niż w styczniu i stanowiła zaledwie jedną trzecią średniej miesięcznej z ostatnich pięciu lat, wynika z analiz Bain & Company. Fundusze mocno ograniczyły również sprzedaż swoich aktywów i skupiły się na stabilizowaniu sytuacji finansowej w spółkach portfelowych.

Jednak zdaniem ekspertów Bain & Company, gdy sytuacja nieco się uspokoi, fundusze powrócą na rynek zarówno po stronie kupujących, jak i sprzedających. Już przed wybuchem epidemii zgromadziły znaczne środki na inwestycje. Ich całkowita wartość sięgała na koniec kwietnia 2,6 biliona dolarów – czyli była na najwyższym poziomie w historii. Ponadto, jak pokazuje doświadczenie poprzednich kryzysów, środki zainwestowane w stosunkowo wczesnej fazie dekoniunktury przynoszą wyższe stopy zwrotów niż inwestycje dokonywane w czasach ożywienia gospodarczego.

Większość funduszy private equity skoncentrowała swoją uwagę na ratowaniu spółek portfelowych lub wykorzystaniu kryzysu do umocnienia ich pozycji rynkowej – powiedział Jacek Poświata, partner zarządzający Bain & Company Poland/CEE. – Podobnie jest w Polsce, gdzie również spadła liczba transakcji, choć jednocześnie widzimy, że apetyt na nowe przejęcia nie maleje. Obecna sytuacja jest absolutnie bez precedensu, więc nikogo nie dziwi, że inwestorzy wolą chwilę zaczekać, by zobaczyć, jak kryzys wpłynie na poszczególne branże i wyceny spółek.

Jeżeli fundusze decydują się zaangażowanie nowych środków, to obecnie są to głównie inwestycje w spółki już znajdujące się w ich portfelach. Nowe środki kierowane są do firm portfelowych, które z powodu zamrożenia gospodarek znalazły się w trudnej sytuacji płynnościowej, albo do tych, które mogą wykorzystać obecną sytuację do zdobycia nowych segmentów rynku.

W nowych warunkach fundusze private equity chętniej zwracają się też ku spółkom giełdowym i emitowanym przez nie instrumentom takim, jak akcje uprzywilejowane, czy warranty. Od początku roku w samych tylko Stanach Zjednoczonych fundusze zainwestowały 8,6 miliarda dolarów w papiery wartościowe spółek publicznych, które mają trudności z szybkim pozyskaniem finansowania od banków.

Jak wynika z wyliczeń Bain & Company, fundusze private equity mniej chętnie w tym roku angażowały się w transakcje sprzedaży spółek portfelowych. W okresie od stycznia do kwietnia liczba transakcji, w których sprzedającym były fundusze spadła o ponad 70 proc. Co więcej, ponad 80 proc. ankietowanych przedstawicieli funduszy deklaruje obecnie, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy nie zamierza sprzedawać firm znajdujących się w ich portfelach.

– Gdy sytuacja na rynkach nieco się unormuje, ta niechęć do sprzedaży może się szybko zmienić, ponieważ wiele funduszy ma w portfelach spółki, które są gotowe do zmiany właściciela i w normalnych warunkach zostałyby upłynnione – powiedział Paweł Szreder, dyrektor w Bain & Company.

Eksperci Bain & Company wskazują, że z powodu niepewności związanej z rozwojem sytuacji gospodarczej na świecie napływ nowych środków do funduszy zostanie ograniczony w ciągu najbliższych miesięcy. Podkreślają, że odnotowany wzrost środków na inwestycje w pierwszych czterech miesiącach tego roku był głównie efektem działań funduszy sprzed pandemii.

Apollo Rida przejmuje Equal Business Park w Krakowie

Fundusze zarządzane przez Apollo-Rida Poland sfinalizowały zakup budynków A, B i C w ramach kompleksu Equal Business Park zrealizowanego przez Cavatina Holding. Stronie kupującej doradzał zespół rynków kapitałowych firmy JLL. Transakcja ta odzwierciedla dobre nastroje inwestorów – wartość umów kupna/sprzedaży obiektów biurowych przekracza już miliard euro.

Jak wynika z danych JLL, transakcja ta znajduje się w historycznym gronie dziesięciu największych umów kupna/sprzedaży obiektów biurowych zawartych na głównych rynkach biurowych poza Warszawą. Co więcej, inwestorzy pozostają bardzo aktywni w sektorze biurowym – łączna wartość transakcji zawartych w okresie styczeń-maj jest trzecim najlepszym wynikiem w historii inwestycyjnego rynku biurowego w Polsce i drugim najlepszym na rynkach regionalnych za ten okres. Biorąc dodatkowo pod uwagę transakcje zawarte w pierwszych dniach czerwca całkowity wolumen inwestycyjny w tym sektorze przekroczył już miliard euro.

Bardzo się cieszymy, że Equal Business Park uzupełnia nasz portfel inwestycyjny. To jeden z najbardziej atrakcyjnych obiektów biurowych w Krakowie, doskonale położony i charakteryzujący się najwyższą jakością powierzchni, terenów wspólnych i kompleksową ofertą udogodnień dla użytkowników. Możliwość zrealizowania tej transakcji, pomimo obecnych wyzwań, potwierdza mocne zaangażowanie naszej grupy na polskim rynku oraz pokazuje, jak doskonałą szansę inwestycyjną stanowi Equal Business Park. – Rafał Nowicki, Prezes Zarządu, Apollo-Rida Poland

Equal Business Park to cztery budynki biurowe klasy A (budynek D znajduje się obecnie w budowie i w 2021, po zakończeniu prac, zostanie przekazany Apollo-Rida) zlokalizowane na krakowskim Podgórzu przy ulicy Wielickiej, co zapewnia doskonały dostęp do środków komunikacji miejskiej. Ten nowoczesny kompleks biurowy jest wyposażony w szereg zaawansowanych rozwiązań technologicznych i spełnia wymogi certyfikacji środowiskowej BREEAM. Inwestycja oferuje ponadto najemcom wiele udogodnień, takich jak kantyna, księgarnia, przedszkole, salon kosmetyczny, kawiarnia, sklep spożywczy oraz strefy zieleni wzbogacone małą architekturą i sztuką. Equal Business Park zaoferuje łącznie ponad 60 000 mkw. powierzchni biurowej i usługowej. Obecne portfolio najemców kompleksu tworzy, m.in. Integer (InPost), QVC, Kimberly Clark, Aptiv, Equiniti, Kingfisher, Delphi Technologies, Regus oraz Krakowskie Zakłady Automatyki.

Proces realizacji założeń inwestycyjnych spółki przebiega w sposób niezwykle dynamiczny. Ogromne zainteresowanie kompleksem Equal Business Park, jak i powierzchniami będącego w budowie budynku D to dla nas powód do dumy. Equal Business Park to nasz flagowy projekt w Krakowie, który spotkał się z doskonałym przyjęciem lokalnej społeczności, najemców i inwestorów. – Daniel Draga, Członek Zarządu Cavatina Holding

W transakcji sprzedającemu doradzał zespół CBRE i Dentons, natomiast kupującemu – JLL, Penteris i Deloitte.

Ta spektakularna transakcja, sfinalizowana w tak szczególnych czasach, potwierdza, że Apollo-Rida to doświadczony inwestor, który doskonale zna i rozumie polski rynek nieruchomości. Apollo-Rida ma tę przewagę, że może korzystać z ogromnego doświadczenia właścicielskiego oraz rozwijania i zarządzania nieruchomościami biurowymi, handlowymi i magazynowymi. Dzięki łączeniu ról inwestora i zarządcy firma może sprawnie odpowiadać na wszystkie ewentualne wyzwania, co z kolei przełoży się na utrzymanie i zwiększenie przyszłej wartości Equal Business Park. – Piotr Piasecki, Dyrektor Działu Doradztwa Finansowego, JLL

Przejęcie Equal Business Park dowodzi niesłabnącego zainteresowania inwestorów polskim rynkiem nieruchomości biurowych. Silne fundamenty sektora oraz fakt, że nadal oferuje on atrakcyjne i stabilne zwroty zaowocowały do tej pory 19 transakcjami, z czego 12 z nich zostało sfinalizowanych w Warszawie.