ORLEN coraz bliżej przejęcia spółki RUCH

PKN ORLEN obejmie 65 proc. akcji RUCH i będzie większościowym inwestorem, odpowiedzialnym za rozwój spółki. Warunki przeprowadzenia transakcji ustalone zostały pomiędzy zaangażowanymi podmiotami w ramach umowy inwestycyjnej. PKN ORLEN otrzymał też zgodę UOKiK na realizację transakcji.

– Zgodnie z zapowiedziami realizujemy procesy akwizycyjne, które uzupełniają biznesowe działania PKN ORLEN i przyczynią się do zwiększania zysków w długiej perspektywie. Wchodzimy w kolejny etap pozyskania aktywów spółki RUCH, które wpisują się w nasze strategiczne plany dotyczące rozwoju sieci detalicznej. Chcemy maksymalnie wykorzystać biznesowe synergie, tak aby zwiększać wartość obu spółek i poszerzać ofertę dla naszych klientów – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zgodnie z umową inwestycyjną, PKN ORLEN ma stać się akcjonariuszem większościowym RUCH z pakietem 65 proc., a pozostałymi akcjonariuszami będą PZU i PZU Życie oraz Alior Bank. Dodatkowo Alior Bank zobowiązał się do umorzenia wierzytelności RUCH w wysokości 87,5 mln zł. Ponadto, warunkiem realizacji transakcji będzie prawomocne stwierdzenie przez sąd wykonania układów RUCH z wierzycielami w ramach dwóch przyspieszonych postępowań układowych.

Częścią umowy inwestycyjnej jest Plan Restrukturyzacji RUCH, który opiera się na dwóch kluczowych założeniach: rozwoju spółki w kierunku nowoczesnej sprzedaży FMCG oraz rozwoju usług kurierskich, przy optymalizacji dotychczasowej działalności.

Zgodnie ze strategią, PKN ORLEN planuje otwarcie punktów sprzedaży detalicznej i gastronomii w lokalizacjach poza stacjami paliw, co stanowi platformę do generowania synergii z RUCH. Przyniesie to korzyści w postaci poszerzenia bazy klientów, zapewnienia szerszej oferty i dostępności oraz synergii zakupów towarów i usług.

Zakładana strategia wpisuje się w trendy rozwoju sprzedaży detalicznej w Europie Środowo-Wschodniej. Na tym rynku widoczna jest stabilizacja wzrostu konsumpcji paliw, przy jednoczesnym zwiększeniu konkurencji w jakości obsługi, asortymencie, usługach oraz poprawie standardów operacyjnych. Analizy rynkowe przeprowadzone przez PKN ORLEN wskazały na potencjał rozwoju formatu poza stacjami paliw z wykorzystaniem aktywów spółki RUCH.

PKN ORLEN złożył spółce RUCH warunkową ofertę finansowania w związku z zamiarem przejęcia kontrolnego pakietu akcji spółki już 11 kwietnia 2019 r. Decyzję poprzedziło badanie due dilligence spółki i wypracowanie kierunków działań restrukturyzacyjnych. Od tego czasu prowadzone były działania związane m.in. z przyjęciem i zatwierdzeniem układów restrukturyzacyjnych (co było jednym z warunków udzielenia spółce finansowania przez PKN ORLEN). W międzyczasie powstał szczegółowy Plan Restrukturyzacji spółki oraz wynegocjowano umowę inwestycyjną z pozostałymi partnerami w tym przedsięwzięciu. Zawarcie umowy inwestycyjnej oraz wydanie przez Prezesa UOKiK zgody na objęcie przez PKN ORLEN kontroli nad RUCH pozwala kontynuować proces.

Shell rośnie w Krakowie. 4100 specjalistów i nowe zadania

Shell Business Operations Kraków zatrudnia już ponad 4100 specjalistów. Przez pierwsze cztery miesiące 2020 roku do zespołu jednego z 5 centrów operacyjnych Shell na świecie dołączyło 250 nowych osób, z czego 100 na nowo utworzone stanowiska pracy. Do zadań centrum dołączyły działania wspierające rozwój sieci stacji paliw na całym świecie. Ponadto Shell realizuje w Krakowie globalne projekty z zakresu analizy technicznych danych eksploracyjnych. Centrum mimo epidemii koronawirusa rekrutuje nowe osoby.

Wzrost w nowych okolicznościach

Shell Business Operations Kraków jest jednym z 5 centrów operacyjnych Shell na świecie. Wspiera operacje koncernu w zakresie m.in. finansów, raportowania, obsługi klientów, logistyki, zakupów, komunikacji czy marketingu. Dzięki jego rozwojowi Polska osiągnęła pozycję trzeciego największego rynku Shell w Europie pod względem zatrudnienia.

Zespół centrum w Krakowie przekroczył liczbę 4100 specjalistów, umacniając się na pozycji kluczowego pracodawcy w Małopolsce. Od początku 2020 do końca kwietnia do Shell Business Operations dołączyło 250 osób. W efekcie centrum stworzyło w tym roku blisko 100 nowych wysokiej klasy miejsc pracy (wzrost zatrudnionych netto).

Pandemia koronawirusa to duże wyzwanie pod kątem organizacyjnym i biznesowym dla wszystkich pracodawców i pracowników. Jednocześnie jednak w sektorze operacji biznesowych obserwujemy dużą mobilizację i sprawność w dostosowywaniu się do wymuszonych przez pandemię zmian. 2020 rok przyniósł kolejne nowe zadania i obszary rozwoju dla naszego krakowskiego centrum. Kontynuujemy tę ścieżkę pomimo nowych okoliczności. 80 spośród nowo zatrudnionych specjalistów dołączyło do nas już w drugim kwartale br. Rekrutacje odbywają się w modelu zdalnym, podobnie jak wdrożenie nowych pracowników do pracy – mówi Agnieszka Pocztowska, dyrektor generalna Shell Business Operations Kraków.

Obecnie Shell Business Operations Kraków prowadzi rekrutacje na stanowiska m.in. specjalistów ds. podatków, zarządzania danymi, analityki biznesowej, zakupów i marketingu.

4100 zdalnych „biurek” w kilka dni

Zespół Shell Business Operations Kraków od połowy marca pracuje zdalnie – na ten model przestawiło się ponad 95% jego kadry. Biura w Shell Energy Campus pozostają otwarte w celu realizowania krytycznych potrzeb biznesowych, przy zachowaniu ścisłych rygorów sanitarnych. Przechodząc na nowe warunki pracy, centrum zachowało pełną płynność i ciągłość prowadzonych procesów. Jak zauważa Agnieszka Pocztowska, w szybkim przestawieniu się na nowy model pracy pomogły doświadczenia wynikające z międzynarodowego charakteru działalności centrum, w tym realizacji globalnych projektów.

Narzędzia pracy zdalnej były w Shell stosowane od lat, a wirtualne zespoły to codzienność dla wielu naszych pracowników. Niemniej jednak, błyskawiczna adaptacja naszej ponad 4100-osobowej zbiorowości pracowników do nowych warunków, budzi w nas ogromną dumę. Bardzo istotne było zapewnienie pracownikom odpowiednich narzędzi do pracy poza biurem, gdyż nowa rzeczywistość integruje pracę z przestrzenią prywatną. Z jednej strony to kwestie „twarde”, takie jak sprzęt komputerowy: dodatkowy monitor, klawiatura, czasem router. Z drugiej czynniki związane z edukacją na temat ergonomicznej organizacji pracy w warunkach domowych czy też bezpieczeństwa i higieny pracy, także aspektów związanych ze zdrowiem psychicznym i radzeniem sobie ze stresem. W tym ostatnim obszarze prowadzimy warsztaty na temat zarządzania emocjami, oferujemy również wsparcie psychologów – mówi Agnieszka Pocztowska.

Nowe globalne role: inżynierowie i marketingowcy

Shell rozwija obecnie w Krakowie m.in. dział Technical Asset Operations, jednostkę wyjątkową w skali Polski i Europy. Zajmuje się ona wsparciem procesów wydobywczych ropy i gazu, w tym zarządzaniem technicznymi danymi eksploracyjnymi. Eksperci odpowiadają ponadto za przygotowanie i monitoring zużycia urządzeń wspierających funkcjonowanie rafinerii, platform i turbin. W skład zespołu wchodzą m.in. geolodzy, geofizycy, petrofizycy, mechanicy maszyn czy specjaliści ds. wizualizacji danych, łączący kompetencje IT z inżynierskimi. Pełnią oni kluczowe role w zwiększeniu efektywności i bezpieczeństwa procesów wydobywczych m.in. w Stanach Zjednoczonych, Anglii, Norwegii, Szkocji, Holandii, Azji czy Afryce.

W 2020 roku w Shell Business Operations Kraków ruszył rozwój działu nowego działu Retail, linii biznesowej wspierającej rozwój sieci paliwowej koncernu globalnie oraz sprzedaż produktów na stacjach. Zadaniem zespołu jest także ulepszanie doświadczeń klientów sieci. W nowym zespole mają się znaleźć specjaliści z obszarów Customer Experience, CRM i Digital. Poszukiwani będą przede wszystkim doświadczeni eksperci na poziomie seniorskim i menedżerskim. Centrum rozwija także dział Creative Solutions, pełniący rolę wewnętrznej agencji kreatywnej w globalnych strukturach Shell. Jego zespół jest odpowiedzialny za tworzenie szerokiej gamy projektów kreatywnych, wykorzystywanych międzynarodowo, m.in. kampanii zintegrowanych, treści cyfrowych, social media czy prezentacji.

80% energii ze źródeł odnawialnych

Jak podkreśla Agnieszka Pocztowska, ważnym filarem działalności Shell w Krakowie jest funkcjonowanie zgodne z zasadami zrównoważonego rozwoju biznesu. Firma regularnie mierzy efekty wprowadzanych w tym zakresie projektów.

Działania proekologiczne angażują setki pracowników Shell w Krakowie. Razem z nimi wdrożyliśmy program 3R Lifestyle (Reduce-Reuse-Recycle). Na przykład, dzięki promocji komunikacji rowerowej w ramach akcji ‘Cycle to Work Challenge’ zredukowaliśmy w zeszłym roku o 2 tony emisję CO2. Dzięki akcji ‘Paper Challenge’ zmniejszyliśmy w tym samym czasie liczbę generowanych odpadów o 20%. Wreszcie, projekt ‘Zero Waste Food’ pozwolił na przekształcanie 100% odpadów ze stołówek w naszym kampusie w biogaz. To nasz wspólny zespołowy wkład w kształtowanie lepszej jakości życia w Krakowie – komentuje Agnieszka Pocztowska.

Aż 80% energii elektrycznej generowanej w krakowskim Shell Energy Campus pochodzi ze źródeł odnawialnych. Ponadto firma współpracuje m.in. z władzami Krakowa i organizacją UN Global Compact Network Poland w kwestii poprawy jakości powietrza w mieście.

20 języków, 50 narodowości

Międzynarodowa skala działalności Shell w Krakowie odzwierciedla się w jej wielokulturowej i różnorodnej kadrze. Firma zatrudnia w stolicy Małopolski ponad 700 cudzoziemców, reprezentujących ponad 50 narodowości, a projekty biznesowe realizowane są w 20 językach. Do zespołu w Krakowie należy ponad 30 osób z orzeczeniem niepełnosprawności. Kwestie różnorodności widoczne są także w strukturze menedżerskiej centrum – aż 67% osób zajmujących stanowiska kierownicze w Shell w Krakowie stanowią kobiety.

Pandemia przeniosła wiosenne zakupy do internetu

Już nie awaryjne zakupy w sieci, a prawdziwa zmiana nawyków stoi za wiosennym rozwojem polskich sklepów internetowych – wynika z danych zebranych przez Shoper. Kwietniowe wzrosty sprzedaży na platformie były jeszcze wyższe niż w marcu mimo luzowanych obostrzeń i stopniowego oswajania pandemii.

O 122 proc. więcej wydali w kwietniu kupujący w sklepach na platformie Shoper w porównaniu z kwietniem 2019 r. Wzrost był nawet wyższy od analogicznego skoku w marcu, również imponującego, o 94 proc. Dane z ponad 14 tys. sklepów korzystających z oprogramowania Shoper pokazują też, które sektory e-handlu pociągnęły sprzedażowe statystyki do góry.Pandemia przeniosła wiosenne zakupy do internetu

Zostaliśmy w domu, kupujemy w sieci

Największe wzrosty liczby transakcji odnotowano w kategorii Delikatesy, czyli głównie w internetowych sklepach z asortymentem spożywczych. W marcu było to 295 proc. więcej niż w marcu 2019 r., w kwietniu analogicznie 374 proc. więcej. Warto przy tym mieć na uwadze, że sprzedaż online do niedawna stanowiła zaledwie jednoprocentowy wycinek przychodów branży FMCG, więc sklepy e-grocery mają ogromną przestrzeń do wzrostów.

W kwietniu preferencje kupujących nieco się zmieniły, widać, że wiosna przyszła na dobre a wraz z nią prace w ogrodzie, remonty i rekreacja na świeżym powietrzu. Największe wzrosty liczby transakcji (poza zakupami spożywczymi) odnotowały branże Dom i Ogród (+173 proc. w porównaniu z kwietniem 2019), Komputery (+133 proc.), Zdrowie i Uroda (+126 proc.) oraz Sport i Podróże (+107 proc.). W marcu największymi wzrostami liczby transakcji cieszyły się branże Zdrowie i Uroda, Dzieci, Upominki i akcesoria.Pandemia przeniosła wiosenne zakupy do internetu 2

– Wyniki drogerii online wywindowała w górę sprzedaż żeli antybakteryjnych i maseczek. Za to skok w branży dziecięcej ewidentnie koreluje ze wzrostem zapotrzebowania na nowe zabawki w domu, który pojawił się nagle wraz z zamknięciem przedszkoli.
Kwietniowe rekordy świadczą z kolei, że powoli dostosowujemy się do nowej normalności. Urządzamy i remontujemy swoje mieszkania, skoro mamy w nich teraz spędzać więcej czasu niż kiedyś. Nabywamy nowe komputery, by jednego wspólnego nie trzeba było już dzielić między pracę zdalną a lekcje online. Przestawiamy się też na spędzania wolnego czasu przede wszystkim aktywnie na łonie natury. Fakt, że wzrosty dotyczą wszystkich branż dowodzi zaś, że nie kupujemy w sieci tylko awaryjnie, a czynimy z niej podstawowe miejsce robienia zakupów – ocenia Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Sklepy otwierają e-sklepy

Za część powyższych wzrostów wartości sprzedaży i liczby transakcji na platformie Shoper odpowiada większa niż przed rokiem liczba sklepów, które na niej działają.

Wśród nich najwięcej przybyło sklepów spożywczych. W kategorii Delikatesy w I kwartale 2020 r. powstało o 26 proc. więcej niż w pierwszym kwartale 2019 r. Duże przyrosty są również w branżach Upominki i Akcesoria (+21 proc), Książki Multimedia, oraz Zdrowie i Uroda (po 20 proc.).Pandemia przeniosła wiosenne zakupy do internetu 3

– Nowych sklepów internetowych przybywa obecnie w każdej branży, ale najszybciej dzieje się to tam, gdzie pandemia ograniczyła zarobki sprzedawców i przechodzą oni na sprzedaż online. Gdy posiada się już zaplecze organizacyjne i infrastrukturę, dodanie internetowego kanału dystrybucji w modelu SaaS, który wykorzystuje Shoper, może zająć zaledwie kilka dni – zauważa Oliwia Tomalik.

Wypowiedzenie oc po zakupie – co musisz wiedzieć?

Kupiliśmy samochód, a razem z nim w pakiecie otrzymaliśmy ubezpieczenie OC. Nie jest powiedziane, że musimy na nim poprzestać. Co więcej – mamy pełne prawo do tego, żeby z niego zrezygnować. To nic trudnego, wystarczy kilka minut.

Ubezpieczenie OC, to obowiązek każdego kierowcy. Nie możemy wyjechać na jezdnię, bez aktualnej polisy, a jeśli ktoś się odważy to musi liczyć się z ewentualnym wysokim mandatem (nawet 4 tys.). Nie zmienia to jednak faktu, że możemy chcieć zrezygnować z naszej obecnej polisy. Powodów może być kilka, od tej zwykłej – prozaicznej: zapomnieliśmy wypowiedzieć umowę i ona przedłużyła się na kolejny rok, tym samym zapewne jest na gorszych warunkach, przez nieco bardziej skomplikowaną – kupiliśmy auto z OC, a wcale tego nie chcieliśmy.

O czym należy pamiętać?

Przede wszystkim o tym, że z jednej strony możemy wypowiedzieć OC w dowolnym momencie, ale z drugiej nie później niż na jeden dzień przed końcem umowy. W innej sytuacji nasza umowa przedłuży się automatycznie na kolejny rok.

Kolejny krok, to wypełnienie formularza. Możemy to zrobić albo bezpośrednio na stronie naszego ubezpieczyciela, albo w generatorze np. na stronie wypowiadamoc.pl Później taki dokument musimy wydrukować i własnoręcznie podpisać.

W zasadzie jesteśmy już o jeden krok od zakończenia naszej przygody z obecnym OC. Bo teraz wydrukowany i podpisany druk musimy dostarczyć do ubezpieczyciela. Albo zrobimy to osobiście, albo pocztą, możemy także elektronicznie – faksem lub skanem (pamiętając o podpisie). Bardzo ważne jest to, że musimy zachować potwierdzenie złożenia dokumentu, który będzie dowodem podczas ew. kontroli.

Pamiętaj!

W momencie wypowiedzenia umowy ulega ona rozwiązaniu. Co to znaczy? Aby móc wyjechać na ulicę musimy mieć nową polisę. W innym przypadku nie możemy wyjechać na ulicę.  Warto zastanowić się nad rezygnacją z OC, które otrzymaliśmy wraz z kupionym samochodem. Dlaczego? Ponieważ ubezpieczyciel ma prawo na przeliczenie składki od nowa, na podstawie naszych danych. Tym samym może okazać się, że będziemy musieli dopłacić. Dlatego warto znaleźć coś nowego – nowe OC zawsze jest równoznaczne z tym, że będzie ono tańsze.

Jednak, aby mieć pewność, że wybraliśmy najtańszą opcję dobrze ją porównać. Do tego dobrze jest wykorzystać dostępne w internecie porównywarki, które w szybki sposób podadzą nam kilkanaście ofert różnych ubezpieczycieli ułożone od najtańszej. Całość możesz sfinalizować przez internet, zapłacić online, a umowę otrzymasz na mail.

Jeśli zainteresował Cię ten temat więcej dowiesz się pod tym adresem https://wypowiadamoc.pl/wypowiedzenie-oc-po-poprzednim-wlascicielu-auta-co-musisz-wiedziec

Globalna potrzeba redefinicji podstaw kapitalizmu. właściciele największych polskich i europejskich firm spotkali się, by porozmawiać o kryzysie Covid-19

Sytuacja ekonomiczna dotknęła naszych firm. Marzenie o długowieczności trzeba teraz skonfrontować z wyzwaniami ważnymi tu i teraz. Zmiana łańcuchów dostaw, zwiększenie poziomu efektywności, szukanie oszczędności. Moc decyzji, które trzeba podjąć natychmiast. Jak robią to inni właściciele, co możemy uznać za najlepsze praktyki na czas chaosu i trwającego kryzysu? – tymi słowami otworzyła Family Business Week inicjatorka kongresu dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego. – Najbliższe 5 dni poświęcone będzie w stu procentach na znalezienie najlepszych scenariuszy antykryzysowych dla polskich firm rodzinnych. Do dyskusji włączyli się eksperci z całego świata oraz właściciele największych firm w Europie – dodaje dr Lewandowska.

Kryzys Covid-19 to realna i globalna potrzeba redefinicji podstaw kapitalizmu.

– Dobra przedsiębiorczość rodzinna powinna stać się wzorem do naśladowania dla całej gospodarki. Firmy rodzinne są nastawione na „odporność”. Podczas gdy korporacje dążą do dynamicznego wzrostu, rentowności, w firmach rodzinnych to stabilność jest najważniejsza. Dopiero później jest koncentracja na rentowności, a dalej na wzroście. Właściciele rodzinnych firm nie zajmują się gwałtownym podwojeniem wartości firmy. Co 30 lat rodzinny przedsiębiorca chce przekazać firmę następnemu pokoleniu i to jest jego główny cel. Stabilność. Sytuacja, w jakiej jesteśmy, zmusza nas do redefinicji podstaw kapitalizmu. Wszystkiego w nim było za dużo, zysku, zadłużenia. Covid to tylko unaocznił. Czeka nas globalna dyskusja o zmianie modelu myślenia i jestem przekonany, że powinniśmy pójść śladami firm rodzinnych, wtedy mamy szanse zbudować stabilniejszą gospodarkę – komentuje prof. Peter May, Family Business Consulting, który od lat pomaga budować strategię i sukcesję w największych firmach rodzinnych i rodzinach biznesowych w Niemczech.

Ewald Raben, Prezes Grupy Raben na Family Business Week: Ten kryzys skończy się za 2-4 tygodnie, może za 3 miesiące, ale kiedyś się skończy. Troska o klienta, teraz, zaprocentuje w przyszłości.

Jednym z przedsiębiorców, któremu koronawirus dał się we znaki, jest Ewald Raben, właściciel i prezes Grupy Raben, krajowy lider w branży TSL, dający zatrudnienie ponad 10 000 pracownikom. – Taki kryzys jak ten mamy średnio raz na 80-100 lat. Trudno jest się na takie coś przygotować – skomentował Ewald Raben. Przedsiębiorca zapytany, czy mając dzisiejszą wiedzę, zrobiłby cokolwiek inaczej w kontekście obecnej sytuacji oznajmił: – Mając taką wiedzę jak dzisiaj, nie wiem, czy szczególnie przygotowywałbym się do tego kryzysu inaczej, może wyhamowałbym część podjętych inwestycji – dodał Raben. Jako kluczowy aspekt przeciwdziałania kryzysu szef firmy Raben wskazał wątek dobrej komunikacji. Nie tylko ze swoimi pracownikami, których wielu pracuje teraz w trybie zdalnym „home office”, ale również ze swoimi kontrahentami, którzy również znaleźli się w trudnej sytuacji. – Klient musi mieć pełną informację o naszych działaniach, musi wiedzieć, że cały czas działamy, że przewozimy i przewieziemy wszystkie ich przesyłki, że zrobimy to bezpiecznie – komentuje Raben. Prezes Raben wskazał, że w przeciwieństwie do kilku dużych graczy z branży zdecydował się, że nie będzie podnosił cen usług, by odrobić straty związane z koronawirusem. – Ten kryzys skończy się za 2-4 tygodnie, może za 3 miesiące, ale kiedyś się skończy. Finalnie nasz klient doceni to, że zadbaliśmy o niego w tym trudnym czasie – dodaje Ewald Raben.

W swojej wypowiedzi nawiązał również, że wiele firm z jego branży nie przetrwa kryzysu z trzech powodów. Po pierwsze ze względu na zbyt bierną reakcję na kryzys i chęć przeczekania go przez wielu właścicieli firm transportowych, a po drugie poprzez nowe prawo unijne, tzw. „pakiet mobilności”. Trzecim powodem, który wskazał prezes Grupy Raben, jest nadpodaż firm i miejsc magazynowych w Polsce w stosunku do faktycznego zapotrzebowania rynku. Pierwszych widocznych w branży negatywnych skutków kryzysu Ewald Raben spodziewa się za ok. miesiąc. Czekają nas wkrótce pierwsze upadki, sprzedaże i konsolidacja.

Do kwestii sprzedaży firm, która niewątpliwie czeka w najbliższym czasie wiele podmiotów odniósł się podczas Family Business Week Wojciech Jezierski, Partner w Abris Capital Partners – Firmę możesz musieć albo chcieć sprzedać. Gdy musisz, celem jest wzmocnienie jej lub uratowanie. Gdy chcesz, celem jest znalezienie partnera lub maksymalizacja ceny. Niezależnie od tego, każda dobra firma ma swoją cenę, nawet w kryzysie – skomentował Jezierski.

Wiesław Podraza, właściciel Sanplast S.A. na Family Business Week: Czym dłużej będą trwały ograniczenia, tym głębsze zmiany nastąpią w społeczeństwie i ich nawykach zakupowych.

Podczas Family Business Week głos zabrał również jeden z najbogatszych Polaków, właściciel firmy rodzinnej SANPLAST S.A., wiodącego producenta wyposażenia łazienek w Europie, Wiesław Podraza. Koronawirus mocno ograniczył sprzedaż również w jego firmie. Położona w małej miejscowości fabryka należy do jednego z największych pracodawców w regionie. Aby nikogo nie zwalniać, Wiesław Podraza broni się przed skutkami koronawirusa w sposób tożsamy dla wartości firm rodzinnych – sięgając do własnych buforów finansowych. Firma ograniczając koszty zmniejszyła produkcję, pracując przez 4, a nie 5 dni w tygodniu. Bardzo pomogły również firmie zgromadzone zapasy materiałów i surowców. Zdecydowanych zmian potrzebował również model sprzedaży w firmie SANPLAST. – Internet, Internet, Internet. Im dłużej będą trwały obostrzenia związane z ograniczeniem pracy, poruszania się, wyjazdów itd., tym większe i trwalsze zmiany zajdą w społeczeństwie. Myślę, że ta normalność, którą znamy, będzie od teraz trochę inna. Ludzie uświadomią sobie, że wiele zawodów, które było, jest niepotrzebnych. Wiele zakupów, które do tej pory robiliśmy jak np. tekstylia, również nie są niezbędne, da się bez nich żyć – komentuje Wiesław Podraza. – Ludzie mają w obecnej sytuacji czas i z punktu widzenia zakupów mogą przemyśleć wiele rzeczy, w tym te mające na celu racjonalizację ich jakości i warunków życia – dodaje Podraza. Właściciel SANPLAST zauważa duży wzrost liczby dokonywanych remontów mieszkań i domów w czasach koronawirusa, w tym w naturalny sposób również łazienek. Jako bardzo duże wyzwanie związane z handlem Internetowym Wiesław Podraza zauważa konieczność uproszczenia oferty i samego w sobie produktu, tak by w wielu gospodarstwach domowych, bez większej wiedzy technicznej, a wsparty odpowiednią instrukcją, klient mógł samodzielnie dokonać montażu czy wymiany oferowanych przez jego firmę produktów. Edukacja klienta i przeciwdziałanie lękowi przed zmianą, jaką w wielu przypadkach jest np. remont, będzie w najbliższym czasie kluczowa.

Jakie powinno być dobre przywództwo podczas Covid-19? Szczere porady od właścicieli takich firm jak Dobra Kaloria, Victorinox, Auchan czy COBI S.A.

Kryzys, którego nikt z nas się nie spodziewał, wymaga redefinicji już nie tylko modelu biznesowego. W parze ze zmianami w firmie, ramię w ramię idą zmiany w modelu przywództwa.

– Decyzje, które podejmujemy obecnie, stanowią o tym, jaką kulturę organizacyjną będziemy mieli po wyjściu z tej sytuacji. Jak weryfikuje się nasze przywództwo, jakim zespołem jesteśmy, jak kształtujemy podwaliny pod zarządzanie przez wartości. Firmy, które potrafią pozostać wierne swoim wartościom, tworzą podwaliny pod pokoleniowe dziedzictwa – mówi dr Adrianna Lewandowska.

Robert Podleś, Założyciel i CEO COBI S.A., największego producenta klocków konstrukcyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej na Family Business Week:

– Gdy wybuchła epidemia Covid-19 poczułem straszną samotność w decyzjach. Napisałem list do załogi, długi list. Został przyjęty bardzo dobrze. Wtedy podjęliśmy decyzję, że idziemy tą drogą. Mamy znowu wzrosty – komentuje Robert Podleś. – Choć kwiecień był bardzo trudnym miesiącem, to maj już lepszy. W liście do załogi, przedstawiłem bardzo personalny komunikat, w którą stronę będzie zmierzała firma. Wyliczyłem, że jesteśmy w stanie funkcjonować przez ok. 3,5 miesiąca, bez żadnego przychodu i zwalniania nikogo. Podjąłem ryzyko, że funkcjonujemy, licząc na to, że będą napływać do nas przychody zza granicy. W Polsce, jak tylko rozpoczęła się epidemia, kontrahenci natychmiast przestali płacić. Płacili za to Czesi, Wielka Brytania, USA, co pozwoliło nam odetchnąć. W kwietniu wzrósł nam eksport – dodaje Robert Podleś.

W swoich decyzjach właściciel polskiego potentata zabawek czuł się bardzo osamotniony, niepewność kryzysu była jedną z najtrudniejszych chwil w zawodowej karierze.  – Poczułem konieczność otwarcia się przed wszystkimi moimi pracownikami, przedstawiłem swój punkt widzenia na przyszłość firmy. Była niepewność. Jednak zespół poszedł za mną. To się sprawdziło. Gdy pracownicy są lojalni wobec firmy – firma musi być lojalna wobec nich. Wychodzimy na prostą, a kryzys nas wzmocnił. – kończy opowieść Robert Podleś.

Jak przewodzić w kryzysie, gdy trzeba myśleć o przyszłości? Dwa pokolenia rodziny Kubara, właścicieli marki Dobra Kaloria, o przywództwie w czasie kryzysu podczas Family Business Week:

Panika w mediach, które przez połowę marca i sporą część kwietnia przez 24 godziny na dobę nie mówiły o niczym innym niż koronawirus, nie była optymistyczna dla Marka Kubara, którego rodzinna firma zatrudnia kilkadziesiąt osób. – Zagrożenie było duże, wystarczyłoby, że jeden z naszych pracowników by zachorował i firma nagle stanęłaby na okres dwóch tygodni. Podobnie w przypadku, gdyby jeden z naszych dostawców miał taką sytuację. Wstrzymane byłyby dostawy, a my musielibyśmy stanąć z produkcją. Straszne chwile – mówi Marek Kubara, nestor firmy Kubara sp. z o.o. właściciela marki Dobra Kaloria.

– Miewałem już w swojej karierze kryzysy. Z dnia na dzień straciłem 70% rynku. Przeżyłem. Miałem wokół siebie grupę ludzi, którzy mnie wtedy wpierali. Dziś mam poczucie, że mam mocny zarząd, więc tym bardziej wierzę w to, że sobie poradzimy. Życie przynosi nam momenty, które nas weryfikują. Zweryfikowaliśmy siebie w zarządzie i nasze relacje z pracownikami. Po tym kryzysie wiem, że z takim zespołem nasza firma jest w stanie przetrwać wiele – kończy Marek Kubara

Strach przed kryzysem nie powinien zachwiać tym, co w firmach rodzinnych najważniejsze – pierwiastkiem rodzinności.

– Nie ma silnych firm rodzinnych bez silnych rodzin biznesowych. Jeśli szukać pozytywnych stron czasu pandemii, to jedną z nich jest to, że rodziny biznesowe zaczynają ze sobą rozmawiać. Młode pokolenie ma coraz więcej do powiedzenia w obszarach, które dziś stały się naturalne, jak np. digitalizacja czy wirtualne zespoły, a seniorzy chętniej ich słuchają. Jednak ważny też jest wątek tych członków rodziny, którzy nie są zaangażowani w firmę. Wzmacnianie relacji, budowanie rutyn, które umacniają więzi rodzinne – to podstawa, by uchronić biznesowe rodziny przed kryzysem – komentuje dr Adrianna Lewandowska, inicjatorka Family Business Week, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego

Odporność rodziny właścicielskiej i firmy rodzinnej w czasach Covid-19: Bogusław Kowalski, założyciel i Prezes Zarządu GRAAL S.A. na Family Business Week:

– Gdy zatrudnia się ponad 2500 osób, odpowiedzialność jest ogromna. Gdyby założyć, że średnio jedna rodzina składa się z 4 osób, to jesteśmy odpowiedzialni jako firma i rodzina, za prawie 10 000 osób. Odporność w czasach kryzysu jest zatem niezwykle ważna. Mam to szczęście, że produkty, które oferuje GRAAL na rynku, czyli ryby, pomagają budować naturalną odporność. Jeżeli jako rodzina biznesowa kierujemy się wartościami, które przyświecały nam przez te wszystkie lata prowadzenia biznesu, to w momencie lockdownu jesteśmy w stanie przetrwać, a nawet się wzmocnić jako firma i jako rodzina. Każde z moich pięciorga dzieci, pracujących w firmie sukcesorów, mimo wielu utrudnień wykazuje wielkie zaangażowanie w swoje działania, co jest dla mnie jako nestora, bardzo budujące. Gdy rodzina trzyma się razem, jest w stanie przetrwać niejeden kryzys – komentuje Bogusław Kowalski.

Jako polska firma rodzinna swój biznes od początku opieramy na sile relacji – tak wewnątrz firmy, jak i z naszymi partnerami. Głęboko wierzę, że to one budują biznes, a czasy Covid-19 tylko mnie w tym utwierdziły. Przykładem może tu być pomoc, której udzielaliśmy naszym dostawcom w Chinach w pierwszych chwilach po wybuchu pandemii. Jestem pod wrażeniem zaangażowania naszych pracowników w akcje pomocowe na rzecz polskich placówek zdrowia czy zjednoczenia się branży handlowo-usługowej na rzecz solidarnej ochrony miejsc pracy polskich firm. To wszystko jest możliwe dzięki sile relacji. Pokazuje, że bycie fair wobec naszego otoczenia pozwala nam tu i teraz radzić sobie z największymi przeciwnościami. Głęboko wierzę, że takie podejście zaprocentuje też w niedalekiej przyszłości. To świadomy wybór biznesowy – trzymając się razem łatwiej przetrwamy kryzys – mówi Marek Piechocki, prezes zarządu LPP.

O swoje otoczenie biznesowe w czasie pandemii dba też Partner Strategiczny Family Business Week, Bank BNP Paribas. – Świat mierzy się dziś z kryzysem o trudnych do przewidzenia długofalowych skutkach. Gospodarka to system naczyń połączonych, a kryzys wywołany rozwojem pandemii dotyka absolutnie wszystkich. Właścicielom firm towarzyszy w tym trudnym momencie wiele emocji, w tym zwłaszcza niepewność o pracowników, przyszłość biznesów, często budowanych latami, a w przypadku tych rodzinnych – tworzonych przez kolejne pokolenia – mówi Jerzy Śledziewski, Wiceprezes Zarządu Banku BNP Paribas, odpowiedzialny za Obszar Bankowości Korporacyjnej i Obszar Bankowości MŚP. – W tym trudnym czasie jeszcze bardziej ważne jest, aby być jeszcze bliżej we współpracy z partnerami, komunikować się, dzielić doświadczeniami i wspierać. To czas jeszcze większej solidarności. Nasi doradcy już w pierwszych dniach, po wprowadzeniu okresu izolacji, kontaktowali się z większością klientów informując, że jesteśmy dostępni, gotowi do pomocy i przygotowani do pracy zdalnej, w tym elektronicznej możliwości zawierania umów, dostarczania dokumentów. Ostatnio także, jako pierwsi na rynku podaliśmy, że mamy ofertę dla klientów – we współpracy z Autenti – wraz z kwalifikowanym podpisem ze zdalną certyfikacją nowych użytkowników. Szeroko zaangażowaliśmy się w programy pomocowe wspierające firmy dotknięte skutkami kryzysu. Zaoferowaliśmy firmom kompleksowe wsparcie na wielu płaszczyznach. Przykładowo, umożliwiliśmy im skorzystanie z Tarczy Finansowej PFR, a także zapewniliśmy możliwość skorzystania z gwarancji na łącznie 10 mld zł w ramach współpracy z BGK. Co ważne, szeroko ruszyliśmy z działaniami edukacyjnymi tak wewnątrz, jak i na zewnątrz. Dotychczas w naszych webinariach, także tych z PFR, czy innymi partnerami uczestniczyło już prawie 8 tysięcy klientów. Dodatkowo rozszerzyliśmy wachlarz funkcjonalności w bankowości zdalnej, by uprościć i przyspieszyć procedury, przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa. Dlatego w ofercie dla klientów indywidualnych i przedsiębiorców mamy m.in. możliwość elektronicznego podpisywania dokumentów, w tym także zawarcia umowy leasingu. Szczególnie teraz otwarte, proaktywne, partnerskie wyjście i wsparcie są szczególnie ważne dla przedsiębiorców i mam nadzieję, że działania podejmowane przez Bank BNP Paribas będą dla nich wsparciem, na którym będą mogli się oprzeć, aby efektywnie wyjść z wyzwań związanych z epidemią COVID i skutecznie rozwijać biznes w szybko zmieniającym się otoczeniu.

Jak podczas kryzysu Covid-19 zachować balans życia zawodowego i rodzinnego, gdy pracuje i żyje się z mężem. Paulina Żurowska-Wrzesińska, Wiceprezes ALTOM na Family Business Week:

Z mężem podeszliśmy do tego wyzwania zadaniowo i od samego początku ustaliliśmy między nami podział działań w firmie i w domu. Obszary odpowiedzialności zawodowej wynikały z naszej bieżącej pracy w firmie i dziedzin, którymi zarządzamy. Określiliśmy też partnerski podział obowiązków domowych, tak by każde z nas wiedziało, jakie spoczywają na nim zadania dotyczące życia i dnia codziennego. Po drugie postawiliśmy na częstą rozmowę, wzajemne zrozumienie, wykazywanie się cierpliwością i empatią oraz jasne określanie w czym potrzebujemy pomocy. Wiemy, że nie ma oczywistości i zamiast oczekiwać, że współmałżonek się domyśli, że mógłby mnie w czymś wesprzeć wyraźnie mówiliśmy sobie wzajemnie z czym się borykamy. To bardzo pomogło w okiełznaniu emocji i szybkim reagowaniu na rodzące się problemy i frustracje. Trzymaliśmy się także dobowego podziału dnia i wyznaczyliśmy sztywne godziny rozpoczęcia pracy, przerw na wspólną kawę czy obiad, a także kiedy tę pracę kończymy oraz kiedy bierzemy się za porządki domowe. To sprawiło, że działamy jak dobrze naoliwiony tandem – mówi Paulina Żurowska Wrzesińska, z ALTOM.

Czy mogę być liderem online? Jak zarządzać zespołem zdalnie? Czy to różni się od zarządzania „normalnie”?

– Wychodzę z założenia, że lider daje swoje świadectwo wtedy, gdy umie nim pozostać w każdych okolicznościach i znaleźć, zwłaszcza w trudnych czasach, szans na wzmocnienie i wsparcie zespołu. Podzieliłam kanały komunikacji ze mną na telefoniczny, sms, komunikator, mail i videokonferencje ze względu na charakter i priorytet omawianej sprawy. Minimum raz w tygodniu miałam videokonferencje z managerami z mojego zespołu, by nawiązać z nimi kontakt wizualny, zapytać o emocje, samopoczucie, nastawienie, obawy i wszystkie inne sprawy nie związane z pracą, a które mają mocny wpływ na realizację zadań i ich skupienie na celu. Czasami samo moje zainteresowanie i możliwość wygadania się już było dla moich managerów oczyszczeniem i odczuciem, że są bezpieczni, że jestem z nimi. Wielokrotnie dali mi to odczuć, w tym trudnym czasie, za co im bardzo dziękuję – komentuje Żurowska-Wrzesińska.

Czy będąc skazanym tylko na swoją obecność jako para zarówno w biznesie jak i w domu jesteśmy zagrożeni ujawnieniem konfliktów? Jak wyjść z domu po kilku miesiącach silniejszym?

– Otworzyć się na członków rodziny, na rozmowę z nimi, na fakt, że nie są ze stali (choć być może na co dzień noszą taką maskę), mówić prosto z serca prostymi słowami: kocham cię, zależy mi na tobie, martwię się o ciebie czy wszystko będzie dobrze, przetrwamy to razem. Rodzącą się frustrację od razu komunikować, a trudne sprawy rozwiązywać i nie pozwalać im się eskalować i przybierać na sile –kończy sukcesorka firmy ALTOM.

Każdy dzień z Tygodnia Przedsiębiorczości Rodzinnej poświęcony był innemu obszarowi funkcjonowania i dylematom, jakie stoją teraz przed rodzinami biznesowymi. Pierwszy dzień to kontekst Firmy, drugi Przywództwa, trzeci Majątku, czwarty Rodziny i Własności, a piąty to Globalne Otoczenie Firmy Rodzinnej. – W każdej z tych perspektyw zawarte są inne dylematy, o zweryfikowanie których powinien zatroszczyć się właściciel biznesu, by maksymalnie zniwelować skutki kryzysu w swojej firmie, a nawet poszukać nowych dróg rozwoju. Family Business Week to tydzień, który w pełni poświęciliśmy przyszłości firm rodzinnych – kończy wypowiedź Adrianna Lewandowska.

Family Business Week organizowany był przez Instytut Biznesu Rodzinnego, Centrum Wiedzy o Firmach Rodzinnych. Partnerem Strategicznym wydarzenia był BNP Paribas – Bank zmieniającego się świata. Wydarzenie całkowicie odbyło się w formie online. www.familybusinessweek.pl

W Polsce kilkaset osób cierpi na rzadką chorobę wywołującą obrzęki i ból. Szansą dla chorych jest innowacyjna terapia zarejestrowana w Europie

Trudny do zniesienia ból, deformacje twarzy i obrzęki narządów wewnętrznych, w tym krtani, które stwarzają ryzyko uduszenia – z takimi objawami zmagają się pacjenci cierpiący na dziedziczny obrzęk naczynioruchowy. W Polsce jest ich zaledwie kilkuset, ale szacuje się, że mniej więcej drugie tyle wciąż pozostaje niezdiagnozowanych. Chorzy z ciężkim przebiegiem doświadczają w ciągu roku nawet do kilkudziesięciu zagrażających życiu napadów tej choroby, a okresy między atakami przepełnione są strachem i niepokojem. Szczególnie dotyczy to pacjentów z najcięższym przebiegiem, u których dochodzi do obrzęków krtani czy twarzy. W Europie niedawno zarejestrowano innowacyjny lek, który może zapobiegać atakom. W Polsce ruszyła kampania edukacyjna, która ma zwiększyć świadomość dotyczącą tej choroby i zwrócić uwagę na problemy pacjentów, którzy się z nią zmagają.

– Dziedziczny obrzęk naczynioruchowy to choroba uwarunkowana genetycznie, w której przez brak pewnego białka pojawiają się obrzęki, obejmujące m.in. skórę. Towarzyszy im silny ból, może dochodzić do deformacji twarzy i innych części ciała. Ten stan jest chwilowy, trwa trzy–pięć dni, ale bardzo obciążający dla pacjenta. Co najważniejsze, może dochodzić też do obrzęków krtani czy w obrębie jamy brzusznej. Wtedy pojawiają się silne dolegliwości bólowe i jest to stan bezpośrednio zagrażający życiu – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii i Immunologii Klinicznej w Centralnym Szpitalu Klinicznym MON – Wojskowym Instytucie Medycznym.

Dziedziczny obrzęk naczynioruchowy (hereditary angioedema, HAE) zalicza się do chorób rzadkich. Według najbardziej aktualnych danych z krajowego rejestru w 2016 roku w Polsce było 341 pacjentów z tą chorobą. Rejestr nie obejmuje jednak wszystkich ośrodków prowadzących terapię HAE. Dodatkowo to schorzenie jest bardzo trudne do zdiagnozowania: średnio mija do 13 lat od pierwszego ataku do postawienia właściwej diagnozy.

W Polsce nie mamy dokładnej epidemiologii. Zbiór pacjentów, którzy aktualnie są rejestrowani w ośrodku w Krakowie, wynosi około 400. Jeśli weźmiemy pod uwagę epidemiologię światową, wydaje się, że w Polsce przynajmniej połowa pacjentów jest niezdiagnozowana – precyzuje dr n. med. Aleksandra Kucharczyk.

HAE jest chorobą wynikającą z niedoboru białka C1 inhibitora, której objawem są bolesne i niebezpieczne obrzęki skóry, górnych dróg oddechowych oraz żołądka i jelit. Przebieg ataków jest bardzo zróżnicowany. W 60 proc. są to bardzo bolesne i uciążliwe obrzęki jamy brzusznej. Szczególnie niebezpieczne są dla chorych obrzęki w obrębie dróg oddechowych, które wiążą się z wysokim (30-proc. w przypadku braku leczenia) ryzykiem śmierci wskutek uduszenia. Szacuje się, że około 50 proc. pacjentów z HAE doświadczy w swoim życiu przynajmniej jednego takiego ataku z obrzękiem krtani.

Takie ataki są nieprzewidywalne, towarzyszy im ogromny ból, strach przed śmiercią i obawy przed uduszeniem, jeżeli obrzęk obejmuje drogi oddechowe. Z kolei przy zewnętrznych obrzękach (np. twarzy) może dochodzić do całkowitej deformacji części ciała, której dotyczą. Występowaniu ataków sprzyjają m.in. stres, przyjmowanie niektórych leków, urazy fizyczne czy infekcje.

U większości pacjentów z HAE czas wolny od nawracających ataków wynosi mniej niż 12 miesięcy, chociaż chorzy pozbawieni leczenia zapobiegawczego mogą doświadczać ataków średnio nawet co 7–14 dni. U pacjentów z ciężkim przebiegiem HAE takie napady mogą pojawiać się nawet dwa razy w tygodniu. Osoby, których choroba jest kontrolowana, mogą unikać ataków nawet przez dekadę. Co istotne, nieprzewidywalność i częstość ataków nie pozwala chorym na normalną pracę czy edukację, wpływa na ich codzienne funkcjonowanie oraz relacje rodzinne i towarzyskie. Intensywność i specyfika objawów choroby często może skutkować depresją.

W leczeniu stosuje się terapie doraźne, ukierunkowane na łagodzenie ostrych ataków. W ramach refundacji w Polsce są aktualnie dostępne trzy preparaty stosowane doraźnie.

Obecnie leczenie w Polsce wygląda w ten sposób, że możemy dawać pacjentom bardzo nowoczesne i dobre leki na leczenie napadów. Jeśli więc chory ma obrzęk, to podajemy lek, dzięki czemu szybciej znika albo nie dochodzi do jego rozwijania się. Jednak nie mamy dostępu do leków stosowanych w profilaktyce długoterminowej. Jest to terapia, w której podając stale lek, nie dopuszczamy do tego, żeby te obrzęki się pojawiały. To słuszne podejście, aby nie narażać pacjentów na doświadczanie bólu, cierpienia i strachu – mówi dr n. med. Aleksandra Kucharczyk.

Jeszcze do niedawna nie było terapii celowanej, ukierunkowanej na zapobieganie nawracającym napadom. Ostatnio to się zmieniło dzięki pojawieniu się nowych terapii, w tym pierwszego na świecie przeciwciała monoklonalnego stosowanego w leczeniu HAE. Takie podejście terapeutyczne skierowane jest zwłaszcza do grupy pacjentów z częstymi, zagrażającymi życiu atakami choroby.

– Terapia profilaktyczna umożliwia leczenie zapobiegawcze nawracających obrzęków naczynioruchowych. Mam pod opieką dwóch pacjentów, którzy w ramach badań klinicznych byli niedawno leczeni zarejestrowanym preparatem w zapobieganiu napadów obrzęku. To osoby, które miały niezwykle ciężki przebieg choroby, praktycznie nie funkcjonowały, nie mogły pracować ze względu na częste obrzęki. W tej chwili jeden z nich nie ma już w ogóle obrzęków, właściwie od pierwszego podania leku normalnie funkcjonuje i pracuje. Drugi przypadek to pacjentka, a kobiety często mają cięższy przebieg tej choroby, która w dalszym ciągu ma napady, ale są one bardzo rzadkie – mówi dr n. med. Aleksandra Kucharczyk.

W dniu 16 maja, z inicjatywy Międzynarodowego Stowarzyszenia Pacjentów HAE International, ustanowiono Światowy Dzień HAE. W Polsce wystartowała kampania edukacyjna „HAE. Walczyć o oddech, wytrzymać ból”, która ma zwiększyć świadomość dotyczącą tej choroby i zwrócić uwagę na problemy pacjentów, którzy się z nią zmagają. Akcja jest inicjatywą samych pacjentów ze Stowarzyszenia Pięknie Puchnę, a jej partnerami są Instytut Praw Pacjentów i Edukacji Zdrowotnej oraz Krajowe Forum na rzecz terapii chorób rzadkich ORPHAN. Mecenasem kampanii jest firma Takeda.


VV-MEDCOM-20039, maj 2020

Źródło/Opracowano na podstawie:

Lumry WR. Overview of epidemiology, pathophysiology, and disease progression in hereditary angioedema. Am J Manag Care 2013; 19: s. 103-10.

Bork K, Hardt J, Schicketanz KH, Ressel N. Clinical studies of sudden upper airway obstruction in patients with hereditary angioedema due to C1 esterase inhibitor deficiency. Arch Intern Med 2003; 163: 1229-35.

Obtułowicz K. Current status of diagnosis, registry and management of hereditary angioedema (HAE) in Poland. Alergologia Immunologia 2016; 13(3-4): 19-21.

Weller K, Magerl M, Peveling-Oberhag A, Martus P, Staubach P, Maurer M1. The Angioedema Quality of Life Questionnaire (AE-QoL) – assessment of sensitivity to change and minimal clinically important difference. Allergy. 2016; 71(8): 1203-9.

Fouche AS, Saunders EFH, Craig T. Depression and anxiety in patients with hereditary angioedema. Ann Allergy Asthma Immunol 2014; 112(4): 371-5.

Porębski G i in. Postępowanie w dziedzicznym obrzęku naczynioruchowym z niedoboru inhibitora C1 – stanowisko Sekcji HAE Polskiego Towarzystwa Alergologicznego. Część II: leczenie i zapobieganie napadom, monitorowanie choroby i postępowanie w sytuacjach szczególnych. Alergologia Polska – Polish Journal of Allergology 2018; 5(2): 109–120.

https://haeday.org/ [data dostępu maj 2020].

Poprawa nastrojów wzmacnia złotego

Spadek ryzyka postrzeganego przez rynki oznacza, że inwestorzy uciekają od bardzo drogiego dolara, a to zaczyna pomagać złotemu i niweluje niekorzystny wpływ obniżki stóp procentowych. Jeżeli ktoś zdecyduje się na zagraniczne wakacje, to stają się tańsze.

Eskalowały zamieszki na ulicach amerykańskich miast. W USA rosną nierówności ekonomiczne, które w rezultacie pandemii i niestety – także polityki Fed). Cały czas aktualne są też napięcia na linii Waszyngton – Pekin. Jednak na rynkach nie robi to wrażenia. Na Wall Street panuje niezmącony optymizm. Pomaga to też złotemu.

– Inwestorzy przez pewien czas omijali rynki wschodzące, koncentrując się na aktywach w Stanach Zjednoczonych, w mniejszym stopniu w Europie – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Rynki wschodzące są biorcami kapitału globalnego, inwestorzy obawiali, że każdy kolejny wstrząs okaże się dla tych krajów bardzo niebezpieczny, ale najgorsze scenariusze nie sprawdziły się. Dlatego inwestorzy znów zauważyli, że aktywa na rynkach wschodzących są dość tanie.

Najgorsze momenty słabnącego złotego są prawdopodobnie już za nami. Prawdopodobnie nie powrócą w najbliższych miesiącach poziomy 4,60 za euro, 4,30 zł za dolara, 4,35 zł za franka szwajcarskiego.

Z początkiem tygodnia kurs dolara spadł nawet poniżej 4,00 zł.

– Docelowo będziemy poniżej 4,00 zł za dolara, ponieważ jest to nadal przewartościowana waluta, a w szczycie niepokojów był przewartościowany najbardziej w historii – ocenia ekspert XTB. – Gdy strach ustępuje nie ma podstaw dla tak mocnego dolara.

Kurs euro powinien ustabilizować się na poziomie 4,40 zł, a kurs franka na poziomie nieco ponad 4,00 zł.

Czy wakacje będą tanie, dla tych którzy wyjadą poza Polskę? Wprawdzie kurs euro czy dolara jest wyższy niż rok temu, ale niższe są ceny na stacjach paliw, a branża turystyczna będzie kusiła różnymi ofertami.

W okresie pandemii częściej sięgamy po zdrowe produkty o długim terminie ważności

W czasie pandemii rośnie sprzedaż naturalnych produktów spożywczych o długim terminie ważności. Na popularności zyskują suche artykuły spożywcze, ale też produkty prozdrowotne. Taki trend sprzyja producentom suszonych owoców, którzy już przed koronawirusem dynamicznie zwiększali sprzedaż. Eksport śliwki kalifornijskiej do Polski od sierpnia 2019 do marca 2020 roku wzrósł prawie dwukrotnie. – Konsumenci częściej wybierają produkty, które w naturalny sposób pomagają im zachować zdrowie – mówi Kevin Verbruggen z California Prune Board i podkreśla, że suszone śliwki mają między innymi dobroczynny wpływ na układ trawienny.

– Bez wątpienia koronawirus wywiera ogromny wpływ na wielu kupujących, konsumentów i przedsiębiorstwa na całym świecie. W przypadku śliwki kalifornijskiej na wielu rynkach obserwujemy znaczny wzrost sprzedaży – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kevin Verbruggen, European Marketing Director w California Prune Board (CPB).

Z danych Nielsena wynika, że w ostatnich tygodniach więcej kupujemy produktów zdrowotnych oraz suchych artykułów spożywczych. Na tym trendzie korzystają producenci suszonych owoców. Dane CPB z USA, Japonii czy Włoch wskazują, że w okresie pandemii konsumenci chętniej sięgali po takie artykuły.

 Konsumenci wybierają produkty, które w naturalny sposób pomagają im zachować zdrowie. Zależy im też na produktach, które można dłużej przechowywać w domu, dlatego istotny wzrost sprzedaży odnotowały m.in. mrożonki. Ten trend jest korzystny dla śliwki kalifornijskiej, która z uwagi na swój długi termin przydatności do spożycia może być przechowywana w domu nawet przez rok – wskazuje ekspert.

Już dane za okres sprzed pandemii wskazują, że w Polsce zainteresowanie śliwkami kalifornijskimi rośnie. Od sierpnia 2019 do marca 2020 roku wolumen eksportu tych owoców z USA wzrósł o 97 proc., zaś jego wartość – o 84 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku obrotowego California Prune Board. Taka tendencja, w opinii ekspertów CPB, powinna utrzymać się także w kolejnych miesiącach.

 Wierzymy, że suszone owoce mają w sobie potencjał w zakresie rozwoju biznesowego. Szczególnie biorąc pod uwagę możliwe problemy ze świeżymi owocami. Radzilibyśmy zatem wszystkim sprzedawcom, którzy przewidują ewentualne problemy z dostawami lub wzrostem cen świeżych owoców, aby zrobili zapasy i odpowiednio wyeksponowali owoce suszone – tłumaczy Kevin Verbruggen.

Do sukcesu sprzedażowego śliwek kalifornijskich przyczynia się rosnąca świadomość konsumentów na temat właściwości odżywczych tych owoców. Garść suszonych śliwek może być jedną z pięciu zalecanych do spożycia dziennych porcji warzyw i owoców. Owoce te można spożywać w ramach zróżnicowanej i zbilansowanej diety oraz zdrowego stylu życia.

– Suszone śliwki są bogate w błonnik. Według badań codzienne spożycie 100 gramów przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania jelit. Suszona śliwka jest także źródłem witaminy K i manganu, które pomagają w zachowaniu zdrowych kości. Poza tym są źródłem witaminy B6 i miedzi, które z kolei mają wpływ na prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego – mówi ekspert z California Prune Board.

Ponadto zawarty w suszonych śliwkach mangan chroni komórki przed stresem oksydacyjnym, a potas pomaga utrzymywać właściwe ciśnienie we krwi.

Zaletą śliwek kalifornijskich jest także ich uniwersalność – mogą być spożywane jako przekąska, a także używane w kuchni do przyrządzania zarówno dań na słodko, jak i na słono – mówi Kevin Verbruggen.

Biura podróży i ich klienci nie są chronieni w wystarczającym stopniu. Wątpliwości budzi długi okres na zwrot pieniędzy czy voucher zamiast gotówki

– Przepisy w obecnym kształcie nie chronią ani interesów organizatorów turystyki, ani samych podróżnych – ocenia Paweł Wójcik, adwokat Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik. Specustawa wprowadziła regulacje, zgodnie z którymi rozwiązanie umowy jest skuteczne dopiero po 180 dniach. Biuro podróży ma tyle dni na zwrot wpłaconych przez klienta środków, częściej jednak organizatorzy proponują podróżnym voucher do realizacji na poczet przyszłych imprez turystycznych w ciągu roku.

 Nowe przepisy zaproponowały, że klient może przyjąć od organizatorów turystyki voucher na organizację imprezy turystycznej, którego wartość jest nie mniejsza niż wpłacone środki. Jednak jest to pomoc iluzoryczna. Klient może być zainteresowany zwrotem pieniędzy, a nie imprezą turystyczną, która może, ale nie musi się odbyć w przyszłości. Poza tym budzi też zdziwienie odroczenie terminu zwrotu wpłaconych środków na okres 180 dni – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Wójcik, adwokat z Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik.

Zgodnie ze specustawą rozwiązanie umowy turystycznej jest skuteczne dopiero po 180 dniach. Dopiero od tego momentu biuro podróży ma 14 dni na zwrot pieniędzy.

Podróżni mogą przecież przez te 180 dni potrzebować środków, które wpłacili, bądź też mogliby chcieć wyjechać gdzieś w Polsce, już bez pośrednictwa organizatora imprezy turystycznej, a w tej sytuacji te środki są zamrożone. Jest też wątpliwe, czy w przyszłości będzie możliwe uzyskanie zwrotu tych środków pieniężnych – mówi ekspert.

Teoretycznie podróżni mają prawo wybierać między zwrotem gotówki lub voucherem na poczet przyszłych imprez turystycznych. Praktyka pokazuje jednak, że część biur podróży odmawia zwrotu wpłaconych zaliczek.

– Organizator imprezy turystycznej wskazuje np., że te środki nie mogą zostać zwrócone, bo zostały już przekazane kontrahentom. Proponuje wówczas organizację innej imprezy turystycznej – tłumaczy adwokat z Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik. – Trudno mieć pretensje do samych organizatorów, którzy walczą o przeżycie w tych trudnych warunkach, w jakich się znaleźli i których nie można było przewidzieć. Natomiast faktem jest, że sięgają oni po różne rozwiązania i propozycje, a czasami nawet przymusowe, to jest żądają od podróżnych tego, żeby wpłacone środki pieniężne zostały przeznaczone na inną imprezę turystyczną, albo też naliczają bezprawnie koszty, które nie były przewidziane umową.

Ta sytuacja pokazuje, że w obecnej sytuacji ani interesy organizatorów, ani ich klientów nie są odpowiednio chronione.

Przedsiębiorcy, organizując imprezę turystyczną, sami muszą zawierać umowy z innymi dostawcami usług, np. hotelarskich. Te podmioty również nie zwracają im środków pieniężnych, więc nie jest to tylko wina firm, które organizują imprezy turystyczne – podkreśla Paweł Wójcik.

Problem leży również w tym, że w obecnej sytuacji osobom poszkodowanym przez biura podróży trudno jest dochodzić swoich roszczeń na drodze prawnej.

Wszelkie terminy procesowe zostały przez ustawę covidowską zamrożone, więc nawet gdyby podróżny chciał dochodzić zwrotu przed sądem, to obecnie jest to niemożliwe do czasu, aż te przepisy pozwolą na prowadzenie postępowań sądowych. Nie ma więc najlepszego rozwiązania. Można oczywiście wzywać organizatora turystyki do zwrotu środków pieniężnych, można próbować się z nim porozumieć, natomiast trudno przewidzieć, kiedy rozwiązania sądowe będą możliwe – podkreśla ekspert Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik.

Efekty pandemii widoczne w wyszukiwarce Google. Praca zdalna, zwolnienia i e-zakupy wśród najpopularniejszych haseł

0

W ostatnich tygodniach życie codzienne i zawodowe Polaków przeniosło się do sieci. Tam również szukamy informacji, jak sobie radzić z nową rzeczywistością. Statystyki wyszukiwarki Google pokazują, że wśród najpopularniejszych haseł są te związane z pracą zdalną, zwolnieniami czy zasiłkami dla bezrobotnych. Z kolei przedsiębiorcy masowo szukają informacji o rządowej pomocy w ramach tzw. tarczy antykryzysowej albo uczą się zakładać sklepy internetowe.

– Efekty pandemii koronawirusa są doskonale widoczne w zapytaniach do wyszukiwarki Google. W okamgnieniu życie dużej części Polaków przeniosło się do internetu, a w rezultacie szybko pojawiały się zapytania związane z pracą zdalną. Ich liczba w tym okresie wzrosła o 270 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Michał Protasiuk, Media Research Manager CEE w Google.

Rozprzestrzenianie się koronawirusa SARS-CoV-2 spowodowało, że w marcu wiele firm zamknęło swoje siedziby, a pracownicy zostali oddelegowani na home office. Wielu z nich pracuje z domów do dzisiaj. To niemała grupa, bo ok. 2,5 mln Polaków jest zatrudnionych w branżach, które mają możliwość pracy zdalnej. Choć taka elastyczna forma była popularna jeszcze przed pandemią, dla wielu osób przymusowe przeniesienie miejsca pracy do domu stanowiło wyzwanie, na co wskazują wspomniane statystyki Google.

Więcej jest zapytań o aplikacje do spotkań online, ale również o koncerty i spowiedzi online – wymienia ekspert. – W danych wyszukiwarki widoczne są też symptomy spowolnienia gospodarczego. Pojawia się wiele zapytań dotyczących zwolnień grupowych czy zasiłków dla bezrobotnych. Z drugiej strony przedsiębiorcy korzystają z wyszukiwarki, żeby poznać szczegóły programów pomocowych, zwolnień ze składek ZUS-u czy pożyczek na swoją działalność.

W czasie kryzysu wywołanego pandemią SARS-CoV-2 rekordowy wzrost popularności zanotowało hasło „pomoc dla przedsiębiorców” (wzrost wyszukiwań o 10 360 proc.). Polacy zdecydowanie częściej szukali też informacji o „pożyczkach”, a przedsiębiorcy – o „tarczy antykryzysowej” (wzrost o 1812 proc.). Z kolei hasło „zwolnienie” było wpisywane w Google o 435 proc. częściej, a „zwolnienie grupowe” – o 449 proc.

Statystyki najpopularniejszej wyszukiwarki pokazują, że do strefy online przeniosło się nie tylko zawodowe, ale i codzienne życie Polaków, w tym robienie zakupów. Frazy „sklep online” i „sklep internetowy” były wyszukiwane częściej odpowiednio o 148 i 73 proc.

 E-commerce zajmuje tu szczególne miejsce, bo wzrosła liczba wyszukiwań różnorodnych sklepów oferujących sprzedaż przez internet. Co więcej, Polacy stali się bardziej wymagającymi klientami, oczekując, że niemal wszystkie produkty będą mogli kupić z dostawą we wskazane miejsce – mówi Michał Protasiuk. – Wyszukiwarka Google była też masowo wykorzystywana w celu sprawdzania ograniczeń i obostrzeń związanych z zakupami w sklepach tradycyjnych. Pojawiało się wiele zapytań dotyczących godzin otwarcia sklepów – w szczycie pandemii ich liczba wzrosła o 99 proc. – a także godzin dla seniorów, sklepów całodobowych czy też kolejek do sklepów.

Jak podkreśla, trend migracji konsumentów do sieci wyczuli przedsiębiorcy, którzy w ślad za nimi zaczęli przenosić swoje biznesy do internetu. Część z nich była do tego zmuszona, aby w okresie obostrzeń epidemiologicznych móc dalej prowadzić działalność. Stąd w wyszukiwarce Google pytanie „jak założyć sklep internetowy” zanotowało wzrost liczby wyszukiwań o ponad 45 proc. Szybciej natomiast przyrastało hasło „biznes online” wpisywane przez Polaków o 67 proc. częściej.

Rynek aut elektrycznych po pandemii czeka dynamiczny wzrost. Pomoże w tym Komisja Europejska [DEPESZA]

Pandemia koronawirusa spowodowała krótkotrwałe problemy zarówno w produkcji, jak i sprzedaży samochodów elektrycznych. Po chwilowym załamaniu rynek czeka jednak dynamiczny wzrost. Zahamowane zostały natomiast inwestycje w infrastrukturę ładowania. W ich odmrożeniu pomoże wsparcie Komisji Europejskiej w ramach strategii walki z gospodarczymi skutkami pandemii SARS-CoV-2. – Odporność elektromobilnej części sektora samochodowego na kryzys wynika z ciągłego wzrostu zainteresowania pojazdami elektrycznymi – uważa Rafał Czyżewski, prezes GreenWay Polska.

– W opartej na logistyce just-in-time produkcji samochodów zakłócenie dostaw przełożyło się na  zakłócenie produkcji. Dodatkowo bardzo istotne było zamknięcie istotnej części gospodarki oraz naturalne ograniczenie popytu, a to z kolei w oczywisty sposób wpłynęło na spadki sprzedaży – tłumaczy Rafał Czyżewski.

Jak wskazują autorzy raportu opublikowanego przez firmę konsultingową Accenture, aż o 20 proc. spadła w lutym 2020 roku światowa sprzedaż samochodów osobowych. Z kolei według Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów sprzedaż nowych aut w krajach UE spadła w kwietniu o 76 proc. Tymczasem BloombergNEF zauważa, że mniejszy kryzys zanotuje rynek aut elektrycznych. W tym przypadku spadek ma sięgnąć 18 proc. Co więcej, w długoterminowej perspektywie analityków BNEF auta elektryczne czekają teraz dwie dekady bardzo dynamicznego rozwoju.

– Odporność elektromobilnej części sektora samochodowego na kryzys wynika z ciągłego wzrostu zainteresowania pojazdami elektrycznymi oraz z wprowadzenia na rynek nowych modeli samochodów. W Europie ważną rolę odgrywa polityka zielonego ładu i działania wspierające rozwój elektromobilności, zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Dla tej młodej branży to właśnie kontynuacja takich działań jest kluczowa dla jej dalszego wzrostu – wskazuje prezes GreenWay Polska.

Choć w długoterminowym ujęciu sytuacja związana z pandemią koronawirusa nie zakłóci rozwoju sektora aut elektrycznych, to jej skutki wpływające na chwilowe spowolnienie widoczne są już teraz. Zahamowana została nie tylko produkcja samochodów w fabrykach, lecz także realizacja inwestycji w infrastrukturę do ich obsługi. GreenWay Polska planowała w tym roku zainstalować około 50 stacji dużej mocy oraz 50 stacji normalnej mocy. Pandemia koronawirusa zmusiła firmę do redukcji tych planów o 30 proc.

– Wraz z rozpoczęciem pandemii musieliśmy ograniczyć budowę nowych stacji ładowania. W pierwszej kolejności istotne było bezpieczeństwo i zdrowie naszych pracowników i podwykonawców. W ślad za – mamy nadzieję – tymczasowym spadkiem tempa rozwoju rynku nastąpiła też konieczność zrewidowania naszych planów związanych z rozwojem sieci i odsunięcia niektórych inwestycji na kolejne lata – mówi Rafał Czyżewski.

Frans Timmermans, przewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu, w oświadczeniu dotyczącym szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow zaznaczył, że KE nie będzie rezygnować z realizacji prac nad dokumentami, które zbliżą Europę do neutralności energetycznej. Zapowiedział, że komisja jeszcze we wrześniu przedstawi plany, które umożliwią zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku nawet o 55 proc. w porównaniu z sytuacją z 1990 roku. Oznacza to, że rozwój elektromobilności nadal będzie wspierany przez Unię.

– Bardzo nas cieszą zapowiedzi Komisji Europejskiej, że zwiększenie nakładów na transformację energetyczną, w tym na elektromobilność, ma być jednym z elementów działań przeciwdziałających skutkom kryzysu wywołanego COVID-19 – komentuje prezes GreenWay Polska.

Według analityków z Research and Markets rynek aut elektrycznych zanotuje w tym roku tylko chwilowy spadek, a do 2023 roku jego wartość wzrośnie z 23,33 mld dol. do 37,22 mld dol.

Czy potencjalna druga fala pandemii zagrozi sektorowi produkcyjnemu?

Spadek produkcji w sektorze motoryzacyjnym w marcu i maju może zmienić typową krzywą aktywności w 2020 r. Odbicie może nastąpić w miesiącach letnich – wynika z najnowszego raportu Colliers International “COVID-19 & Industrial Production – The Spring Relevance”, w którym omówiono znaczenie poszczególnych miesięcy dla sektora produkcyjnego w regionie EMEA, a także zaprezentowano perspektywy na nadchodzące kwartały.

Wkrótce po wybuchu pandemii COVID-19 znaczna część zakładów produkcyjnych w całej Europie, podobnie jak wiele firm z innych sektorów, zaprzestała działalności. Po pierwsze dlatego, aby chronić pracowników przed rozprzestrzenianiem się wirusa, a po drugie, by przygotować się na przewidywany spadek popytu. Większość z nich wznowiła już działalność, jednak niektóre podmioty nie powróciły do pełnej wydajności. Stało się tak z kilku powodów: aby przestrzegać wytycznych dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa pracowników lub, w niektórych przypadkach, w wyniku spadku popytu na niektóre produkty, ze względu na nagromadzenie wyprodukowanych towarów, lub oczekiwania na materiały i komponenty potrzebne do produkcji.

– Przeanalizowaliśmy, jak poważnie dotknięty został sektor przemysłowy w całym regionie EMEA w okresie marzec-maj. W obliczu tego, że duża część gospodarek w regionie EMEA została zamrożona, powrót wielu firm do pełnej działalności będzie wymagał czasu (co najmniej roku, jeśli prognozy wzrostu gospodarczego wg Międzynarodowego Funduszu  Walutowego spełnią się) – mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

Europejskie cykle produkcyjne współgrają ze sobą. W większości przypadków październik i listopad,  wyróżniają się jako najbardziej aktywne miesiące dla większości analizowanych krajów. Tuż za nimi są: marzec i okres od maja do lipca.

Znaczenie marca i maja

Po oszacowaniu ryzyka i dostosowaniu działań do nowych realiów (obejmujących również przepisy BHP) wiele firm wznowiło działalność w maju 2020 r., jednak nie w pełnej wydajności. Sytuacja w sektorze produkcyjnym może mieć poważne konsekwencje dla sektora nieruchomości. Za wcześnie jest jednak, aby przewidywać jakie. Niektóre firmy straciły najbardziej dochodowe miesiące.

Marzec i maj to jedne z najbardziej aktywnych miesięcy produkcyjnych w ciągu roku – marzec jest drugim miesiącem pod względem wielkości produkcji we Włoszech, Hiszpanii i Czechach oraz najważniejszym w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Belgii i Austrii. Kwiecień ma mniejsze znaczenie pod względem produkcji z powodu przypadających wówczas świąt wielkanocnych.

Najbardziej pracowite miesiące dla sektora motoryzacyjnego

W branży motoryzacyjnej, która jest jedną z podstawowych gałęzi przemysłu europejskiego i generuje prawie 1 na 9 miejsc pracy w produkcji, marzec jest najbardziej pracowitym miesiącem w roku dla Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski i Rumunii. W Hiszpanii i we Włoszech maj jest najważniejszym miesiącem pod względem produkcji w branży motoryzacyjnej. Konieczność nadrobienia spadków w produkcji w marcu i maju może zmienić typową krzywą aktywności w 2020 r. Odbicie może nastąpić w miesiącach letnich, które do tej pory nie były tak aktywne. Ryzyko drugiej fali COVID-19 jest bardzo realne, więc producenci będą musieli się na nią przygotować oraz liczyć się z ograniczeniem produkcji w równie aktywnych pod względem produkcji miesiącach – październiku i listopadzie.

Perspektywy

Okres wiosenny jest dla sektora produkcyjnego ważny (z wyjątkiem kwietnia lub miesiąca wielkanocnego), ale to październik i listopad są najbardziej aktywne. Oznacza to, że potencjalne uderzenia drugiej fali zachorowań COVID-19 w późnych miesiącach jesiennych lub wczesnozimowych mogą być jeszcze bardziej dotkliwe. Chociaż nikt nie jest w stanie tego przewidzieć, warto wziąć pod uwagę taki scenariusz i wynikające z niego ryzyka. W związku z tym, można spodziewać się zwiększenia produkcji w miesiącach letnich oraz składowania większej liczby wyprodukowanych towarów niż zwykle, jak również potrzeby bardziej elastycznych umów najmu w tych trudnych czasach i przy niepewnej przyszłości.

– Nowa rzeczywistość wymagająca przechowywania większej liczby wyprodukowanych towarów  może prowadzić do wzrostu zapotrzebowania na opcje magazynowania krótkoterminowego, przynajmniej tymczasowo – mówi Silviu Pop, dyrektor Działu Badań Rynku w Colliers International w Rumunii.

Dodatkowo może to zmotywować firmy do poszukiwania lokalizacji magazynowych w pobliżu swoich zakładów.

– W Polsce widzimy cały czas zainteresowanie ze strony firm produkcyjnych do inwestowania na  naszym terenie w związku ze „skracaniem łańcuchów dostaw”.  To podejście może się przyczynić do inwestycji w regionie CEE, a szczególnie w Polsce, która charakteryzuje się bardzo dużą podażą terenów inwestycyjnych, dostępem do pracowników oraz znakomitym położeniem względem rynków docelowych – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Kredyt na innowacje technologiczne na nowych warunkach już dostępny

Bank Gospodarstwa Krajowego od 1 czerwca przyjmuje wnioski o kredyt na innowacje technologiczne na znacznie korzystniejszych zasadach. Tarcza antykryzysowa wprowadziła ułatwienia w zasadach ubiegania się o premię technologiczną. Są to: zniesienie wymogu innowacyjności w skali kraju, poszerzony katalog kosztów kwalifikowalnych oraz zniesienie limitu dofinansowania wynoszącego 6 mln zł. Dzięki temu więcej firm będzie mogło się ubiegać o dotację.

Kredyt na innowacje technologiczne, inaczej premia technologiczna, to dotacja oferowana przez BGK, skierowana do sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw – czyli takich, które zatrudniają mniej niż 250 osób. Warunkami uzyskania dotacji są: wdrożenie przez firmę innowacyjnej technologii, którą przedsiębiorca kupi lub która wynika z jego prac badawczo-rozwojowych oraz wykazanie się zdolnością kredytową.

Obecny nabór jest siódmym w historii kredytu na innowacje technologiczne, ale pierwszym na nowych zadach. BGK razem z resortem funduszy i polityki regionalnej zdecydował o skróceniu szóstego naboru, który trwał do 31 maja, i jak najszybszym uruchomieniu wsparcia już na nowych, korzystniejszych zasadach. Nabór wniosków potrwa od 1 czerwca do 30 grudnia 2020 roku.

„Z uwagi na pandemię wprowadziliśmy szereg znaczących, powiedziałbym nawet rewolucyjnych zmian, które mają na celu ułatwić przedsiębiorcom uzyskanie dotacji” – powiedział Tomasz Burczyński, dyrektor Biura Kredytu Technologicznego BGK.

Pierwszą jest zniesienie wymogu innowacyjności. Do tej pory technologia podlegająca dotacji z BGK musiała prowadzić do wytworzenia nowych lub znacznie ulepszonych produktów lub usług w skali Polski. W VII naborze wniosków skala krajowa jest wprawdzie dodatkowo punktowana, jednak wystarczy że przedsiębiorca wykaże, iż oferowane przez niego produkty lub usługi będą innowacją w prowadzonej przez niego firmie.

Istotną zmianą jest zniesienie górnego limitu przyznanego dofinansowania, który do tej pory wynosił 6 mln zł. Wysokość dofinansowania zależy od miejsca realizacji inwestycji oraz wielkości firmy. To szczególne ułatwienie dla firm, które planują duże przedsięwzięcia.

Rozszerzony został też katalog wydatków kwalifikowalnych, czyli takich, które podlegają refundacji. Od 1 czerwca premia technologiczna sfinansuje również wydatki poniesione na uzyskanie, walidację i ochronę patentów oraz innych wartości niematerialnych i prawnych, a także koszty transportu zakupionych maszyn i urządzeń oraz innych środków trwałych. Jest też możliwość pokrycia z premii technologicznej wydatków na materiały i prace budowlane, w tym przebudowę, a także adaptację budynków.

„Siódmy konkurs sam w sobie jest innowacyjny w stosunku do sześciu dotychczas przeprowadzonych, ze względu właśnie na te kolosalne zmiany. W mojej ocenie one mogą dużo +zamieszać+ jeżeli chodzi o rynek dotacyjny i mam nadzieję, że jak do tej pory ta dotacja była +hitem+, tak nim pozostanie” – stwierdził Tomasz Burczyński.

Premia technologiczna to kredyt, który spłaci w całości lub części kredyt inwestycyjny udzielany przez banki komercyjne współpracujące z BGK. Warunkiem koniecznym jest posiadanie przez firmę zdolności kredytowej.

W pierwszym etapie bank komercyjny ocenia zdolność kredytową przedsiębiorstwa. Konieczne jest uzyskanie z tego banku promesy udzielenia kredytu technologicznego lub podpisanie z bankiem komercyjnym warunkowej umowy kredytu technologicznego.

Jeżeli wniosek zostanie oceniony pozytywnie, przedsiębiorca składa elektronicznie wniosek o dofinansowanie do BGK. Jeśli ocena jest pozytywna, BGK przyznaje promesę premii technologicznej. Przedsiębiorca podpisuje umowę kredytu z bankiem komercyjnym, a następnie umowę z BGK o dofinansowanie projektu.

„Przedsiębiorca może zacząć realizować inwestycję już dzień po złożeniu wniosku o dofinansowanie w BGK – czyli jeszcze przed uzyskaniem promesy premii technologicznej. Oczywiście do czasu uzyskania promesy z BGK robi to na własne ryzyko, niemniej jednak może realizować inwestycję i wielu przedsiębiorców tak robi” – zauważył Tomasz Burczyński.

Operatorem programu Kredyt na Innowacje Technologiczne jest Bank Gospodarstwa Krajowego we współpracy z Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej. Wsparcie jest finansowane z funduszy europejskich z Programu Inteligentny Rozwój 2014 – 2020.

W poprzednich naborach do BGK wpłynęły 1942 wnioski o premię technologiczną na łączną kwotę ponad 6 mld zł. BGK wystawił 775 promes premii technologicznej na łączną kwotę 2,7 mld zł.

Podsumowanie maja na rynkach. Pomimo nerwowości inwestorów, indeksy wciąż pięły się w górę

Maj na rynkach był dużo mniej spektakularny niż kwiecień. Widoczna była większa nerwowość inwestorów, która wynikała z obaw o tempo dochodzenia gospodarek do pełnej sprawności. Nie bez znaczenia były również pojawiające się poboczne kwestie polityczne, jak wzrost napięcia na linii USA – Chiny, wynikające zarówno z polityki Chin wobec Hong-Kongu, jak również trwającej w Stanach Zjednoczonych kampanii wyborczej.

Pomijając jednak wspomnianą nerwowość, indeksy w dalszym ciągu pięły się w górę. Amerykański S&P 500 zyskał w maju 4,53%, wychodząc powyżej poziomu 3000 punktów. Jeszcze lepiej spisał się amerykański Nasdaq, który zyskał 6,75%, zachowując niecałe 400 punktów do poziomu historycznego szczytu. Dość podobnie wyglądała sytuacja krajowych indeksów. Najlepiej spisał się sWIG80, który w maju wzrósł o 6,21%, najlepiej oparł się również podwyższonej zmienności. Średnie spółki zyskały 2,52%, zaś duże 4,49%. Wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie spadki kursów banków pod koniec miesiąca, spowodowane dość niespodziewaną obniżką stóp procentowych w ostatnim tygodniu miesiąca. WIG – banki od początku roku stracił już 41%. Jednym z lepszych indeksów na rynku był WIG Games, który po kwietniowych wzrostach o 31%, w maju dołożył do tego kolejne 14%. Stopa zwrotu z tego indeksu od początku roku wynosi już 62%, wliczając w to silne załamanie na przełomie lutego i marca.

Wyniki produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej były dużo słabsze niż oczekiwania analityków

Maj był okresem, w którym zaczęły pojawiać się pierwsze odczyty twardych danych gospodarczych za kwiecień, czyli pełny miesiąc zamknięcia gospodarki. Zarówno wyniki produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej były dużo słabsze niż oczekiwania analityków. Spadek produkcji przemysłowej o 24,7%, wobec prognoz na poziomie 10-11%, statystycznie cofnął krajową produkcję o kilka lat. Dużym zaskoczeniem był również tak silny spadek konsumpcji, spowodowany zarówno zamknięciem gospodarki, jak i zmianą nawyków konsumpcyjnych Polaków. Z danych za maj znamy już finalne odczyty indeksów PMI. Krajowy indeks dla sektora przemysłu wyniósł 40,6 punktów. Dalej jest to jeden ze słabszych odczytów w historii, ale widać duży progres po kwietniowym odczycie 31,9 punktów. Był on zauważalnie lepszy niż oczekiwane 36 punktów. Widoczne jest powolne otwieranie się gospodarki, niepokoi jednak spadek nowych zamówień oraz spadki zatrudnienia. Widzimy również powolną odbudowę europejskiego przemysłu, gdzie indeks dla całej strefy euro wyniósł w maju 39,6 punktów.

Podsumowując, widoczny jest powolny powrót gospodarek na ścieżkę wzrostu, jest on jednak wolniejszy niż oczekiwano, biorąc pod uwagę skalę programów wsparcia, jak i tempo otwierania poszczególnych gospodarek. Najwolniej powracać do normy będzie zapewne tempo konsumpcji prywatnej. Analizując dane wydatków z kart bankowych, w maju widoczny był zauważalny progres w stosunku do kwietnia, jakkolwiek osiągnięte poziomy dalekie są do tych z początku roku. Czynnikiem decydującym może być, obecna i potencjalna sytuacja na rynku pracy. Z uwagi na poziom elastyczności krajowego zatrudnienia, pełne efekty cięć dokonywanych przez firmy widoczne będą dopiero za kilka miesięcy.

Maj zakończył się dość optymistycznie dla inwestorów

Powiedzenie „Sell in may and go away” nie miało w tym miesiącu racji bytu. Prawdopodobnie, podobnie jak maj, czerwiec będzie dość nerwowym miesiącem, kluczowe będzie tempo dochodzenia gospodarek do pełnej sprawności oraz ewentualny wzrost napięć politycznych. Zakładając brak zaostrzenia sytuacji związanej z pandemią, czynnik ten sam w sobie nie powinien wywoływać podwyższonej nerwowości. Kluczowe mogą okazać się za to kolejne informacje o postępach prac nad nową szczepionką, gdyż część inwestorów ma w dalszym ciągu z tyłu głowy widmo drugiej fali zachorowań. Do miesięcy wakacyjnych nie podchodziłbym już jednak z tak bezkrytycznym optymizmem. Wyniki spółek za II kwartał mogą inwestorów bardzo negatywnie zaskoczyć, co może wywołać korektę ostatnich wzrostów.

Autor komentarza: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group.

Nowe „hipoteki” już mocno potaniały?

Ostatnie obniżki stóp procentowych NBP mocno wpłynęły na koszty nowych kredytów mieszkaniowych. Warto sprawdzić, jak takie średnie koszty zmieniły się w marcu oraz kwietniu 2020 r.

Krajowe banki dość powoli aktualizują oprocentowanie kredytów mieszkaniowych. Stopa referencyjna takich kredytów, która jest oparta na stawce WIBOR 3M lub WIBOR 6M, zazwyczaj zmienia się co 3 miesiące lub co 6 miesięcy (na koniec kwartału). To oznacza, że kwietniowe statystyki dotyczące oprocentowania „hipotek” powinny już częściowo uwzględniać obniżkę stóp procentowych NBP z 18 marca 2020 r. Eksperci RynekPierwotny.pl sprawdzili, czy marcowa decyzja RPP rzeczywiście jest widoczna w statystykach.

W przypadku nowych kredytów „złotówkowych”, Narodowy Bank Polski podaje zarówno średnie oprocentowanie, jak i Rzeczywistą Roczną Stopę Oprocentowania (RRSO). Przez ostatni rok takie wskaźniki zmieniały się następująco:

  • maj 2019 r. – średnie oprocentowanie = 4,27%/RRSO = 4,65%
  • czerwiec 2019 r. – 4,25%/4,64%
  • lipiec 2019 r. – 4,30%/4,68%
  • sierpień 2019 r. – 4,29%/4,70%
  • wrzesień 2019 r. – 4,37%/4,81%
  • październik 2019 r. – 4,37%/4,82%
  • listopad 2019 r. – 4,35%/4,78%
  • grudzień 2019 – 4,34%/4,80%
  • styczeń 2020 r. – 4,35%/4,79%
  • luty 2020 r. – 4,33%/4,75%
  • marzec 2020 r. – 4,26%/4,71%
  • kwiecień 2020 r. – 3,93%/4,41%

Kwietniowe dane dotyczące średniego oprocentowania i RRSO nowych kredytów mieszkaniowych wskazują, że obydwie te wartości spadły o około 0,3 punktu procentowego (w odpowiedzi na marcową obniżkę WIBOR-u 3M oraz WIBOR-u 6M wynoszącą około 0,5 punktu procentowego).

Warto również sprawdzić, jak na marcową decyzję Rady Polityki Pieniężnej zareagowało średnie oprocentowanie trwających umów kredytu mieszkaniowego (w PLN). Informacje na temat takiej przeciętnej stawki oprocentowania wyglądają następująco:

  • maj 2019 r. – średnie oprocentowanie = 3,67%
  • czerwiec 2019 r. – 3,71%
  • lipiec 2019 r. – 3,67%
  • sierpień 2019 r. – 3,67%
  • wrzesień 2019 r. – 3,72%
  • październik 2019 r. – 3,69%
  • listopad 2019 r. – 3,73%
  • grudzień 2019 – 3,70%
  • styczeń 2020 r. – 3,68%
  • luty 2020 r. – 3,74%
  • marzec 2020 r. – 3,69%
  • kwiecień 2020 r. – 3,59%

Powyższe dane wskazują, że posiadacze „starszych” kredytów mieszkaniowych w PLN będą musieli dłużej poczekać na obniżki oprocentowania i wysokości rat.

Ropa czeka na decyzję o przyspieszonym posiedzeniu OPEC+

Ceny ropy Brent i WTI mniej więcej pozostają w miejscu w poniedziałek, bujane przez generalnie pozytywne nastroje rynkowe z jednej strony i oznaki napięć na linii USA-Chiny z drugiej. Dodatkowym czynnikiem stały się rzekome plany członków OPEC i państw sprzymierzonych zwołania posiedzenia w tym tygodniu, aby przedyskutować przedłużenie obowiązujących cięć wydobycia (aktualna umowa kończy się w czerwcu).

Według raportów Bloomberg’a, powołującego się na delegatów z kartelu, OPEC+ może dziś zdecydować czy przenieść spotkanie na 4 czerwca, kilka dni wcześniej niż początkowo planowano. W grę wchodzi przedłużenie umowy od 1 do 3 miesięcy. Niezależnie od daty tego spotkania – negocjacje będą skoncentrowane wokół stanowiska Moskwy i Rijadu. Rosja wcześniej informowała, że ​​chciałaby rozpocząć łagodzenie cięć w przyszłym miesiącu (jak pierwotnie uzgodniono w kwietniu), chociaż oba kraje (Arabia Saudyjska i Rosja) zobowiązały się do ścisłej koordynacji.

Według innych źródeł niektórzy członkowie kartelu preferują podejmować krótkoterminowe działania dotyczące cięć podaży z uwagi na szybko zmieniającą się sytuację gospodarczą. Wcześniejsze spotkanie OPEC+ zapewniłoby grupie producentów większą elastyczność w zakresie zmiany obecnych limitów produkcji, ponieważ członkowie zazwyczaj już w pierwszym tygodniu czerwca decydują o lipcowych planach eksportu ropy.

Według szacunków firmy Kpler, zajmującej się analizą danych, OPEC+ i jej sojusznicy osiągnęli jak dotąd wysoki wskaźnik realizacji zobowiązań cięcia wydobycia – na poziomie 92%.

Jak dotąd wydaje się, że bezprecedensowe cięcia ostatecznie przyniosły sukces w stabilizacji rynku i pomogły zrównoważyć szok popytowy wywołany pandemią Covid-19. Od dołka w kwietniu ceny ropy wzrosły o blisko 90%. Z drugiej strony zbyt pospieszne uwalnianie produkcji może generować przesadną nadpodaż na dopiero co ponownie uruchamianej aktywności gospodarczej na świecie.

Konrad Białas, DM TMS Brokers

Rynki z coraz większym optymizmem patrzą w przyszłość. Możliwy dalszy wzrost EUR/USD

Kolejne państwa zaczynają łagodzić restrykcje związane z pandemią. Poprawa sytuacji w tym kontekście zaczyna być widoczna w danych – to dobry sygnał dla rynków. W związku z oczekiwanym przez nas wdrożeniem działań pomocowych przez Komisję Europejską i EBC, spodziewamy się dalszego umacniania się euro w relacji do dolara amerykańskiego.

W ubiegłym tygodniu obserwowaliśmy wyraźne wzrosty aktywów ryzykownych, wspierane przez optymizm związany z oczekiwanym pobudzeniem sytuacji gospodarczej w następstwie odmrożenia gospodarek.

W tym tygodniu dla rynków istotny będzie piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy w maju, który powinien pokazać wyraźne pogorszenie sytuacji w relacji do tej obserwowanej miesiąc wcześniej. Oprócz danych, warto będzie obserwować czwartkowe posiedzenie EBC, które będzie jednym z kluczy do zachowania rynku walutowego w tym tygodniu.

PLN

Wbrew oczekiwaniom – naszym, jak i ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg – Rada Polityki Pieniężnej w zeszłym tygodniu zdecydowała się ściąć stopy procentowe. Nieoczekiwana obniżka przełożyła się na krótkotrwałą wyprzedaż polskiego złotego, jednak w związku z poprawą globalnego sentymentu polska waluta zakończyła tydzień na sporym plusie.

Ten tydzień rozpoczęliśmy pozytywnie: z jednej strony złoty kontynuuje umocnienie, odrabiając straty po decyzji RPP, z drugiej strony mocno in plus zaskoczyły dzisiejsze dane PMI dla przemysłu. Odczyt na poziomie 40,6 pkt w maju nie oznacza oczywiście, że sytuacja jest dobra – tym bardziej, że, podobnie jak w przeszłości, wskaźnik jest zawyżony przez subindeks opisujący czas dostaw. Niemniej dane te można traktować jako pierwszą jaskółkę zwiastującą, że – o ile restrykcje związane z pandemią nie zostaną wznowione – polska gospodarka stopniowo wróci na właściwe tory.

Sądzimy, że w krótkim terminie na złotego w największym stopniu powinny wpływać wahania globalnego sentymentu. Równocześnie nie oczekujemy, żeby ostatnia decyzja RPP miała doprowadzić do istotnego, trwałego osłabienia polskiej waluty. Kalendarz ekonomiczny dla Polski w tym tygodniu jest niemal pusty. Dwudniowe spotkanie RPP zostało odwołane, a na kolejne (znów jednodniowe) spotkanie przyjdzie nam czekać do 16 czerwca. Mamy nadzieję, że tym razem doczekamy się po nim konferencji prasowej.

EUR

Komisja Europejska w zeszłym tygodniu przedstawiła plan wsparcia gospodarek UE poprzez granty i pożyczki, których łączna wartość ma wynieść 750 mld euro. Jeśli zostanie on zaakceptowany przez kraje członkowskie, będzie stanowił spory dodatek do rozwiązań pomocowych, które już weszły w życie. Oczekujemy, że również Europejski Bank Centralny dołoży kolejną porcję wsparcia poprzez rozszerzenie pandemicznego programu skupu aktywów (PEPP) z 750 mld do 1,25 biliona euro – takiego ogłoszenia spodziewamy się w czwartek. Powyższe działanie powinno poprawić sytuację na europejskim rynku długu i ułatwić Komisji Europejskiej emisję obligacji na finansowanie programu odbudowy. W krótkim okresie oczekujemy kontynuacji umocnienia euro w relacji do dolara amerykańskiego.

USD

W kwietniu dochody osobiste w USA wzrosły o 10,5%, co stanowi największy miesięczny wzrost tego wskaźnika w historii odczytów. Wzrost ten należy powiązać z wprowadzeniem w USA obfitych pakietów pomocowych w postaci zasiłków dla bezrobotnych i innych świadczeń. Obostrzenia wprowadzone w związku z pandemią sprawiły jednak, że możliwość wydania tych pieniędzy została ograniczona – dane dotyczące wydatków pokazały spadek o kilkanaście procent. Ten przymusowy wzrost oszczędności Amerykanów można rozpatrywać jednak pozytywnie, jeśli uznamy, że środki te reprezentują odroczoną konsumpcję, która będzie mogła być zrealizowana wraz ze zniesieniem środków prewencyjnych.

Dochody i wydatki osobiste w USA [% m/m] (2005 – 2020)

Dochody i wydatki osobiste w USAŹródło: Refinitiv Datastream Data: 01/06/2020

O ile oczekuje się, że raport opisujący sytuację amerykańskiego rynku pracy w maju, który poznamy w piątek, będzie ponury, bardziej bieżące dane z rynku pracy pokazują poprawę sytuacji. Dane z czwartku pokazały, że łączna liczba osób pobierających zasiłek dla bezrobotnych nieoczekiwanie spadła o blisko 3,9 mln.

Naszym zdaniem, w kontekście zachowania dolara amerykańskiego w kolejnych tygodniach kluczowe jest to czy ostatnia deprecjacja waluty wynika wyłącznie ze wzrostu rynkowego apetytu na ryzyko, czy może chodzić też o inny czynnik. Ekspansywna polityka monetarna, jak i fiskalna w USA prowadzona na skalę znacznie większą niż w większości innych krajów wspiera amerykańską gospodarkę – pytanie jednak czy m.in. ogromny wzrost bazy monetarnej nie stanowi również obciążenia dla waluty Stanów Zjednoczonych.

 

GBP

Uwzględniając to, że koronawirusowe restrykcje są łagodzone, sądzimy, że w kontekście gospodarczym najgorsze już za nami i dane z Wielkiej Brytanii będą stopniowo pokazywać oznaki poprawy sytuacji. Pierwsze z nich – w postaci kluczowych odczytów indeksów PMI – już to sugerują.

 

Na pierwszy plan wysuwają się jednak negocjacje ws. Brexitu. Oczekujemy, że brytyjski rząd w czerwcu wystąpi o (i uzyska) wydłużenie okresu przejściowego o rok, w związku z tym, że  będzie musiał skupić się na doprowadzeniu do porządku sytuacji w Wielkiej Brytanii po pandemii. Naszym zdaniem po tym, jak niepokój związany z ryzykiem braku porozumienia z UE wygaśnie, funt brytyjski powinien doświadczyć wzrostu do poziomów uzasadnionych przez sytuację fundamentalną.

 

CHF

W związku z poprawą sentymentu rynkowego, frank szwajcarski, podobnie jak inne waluty safe haven, w ostatnim czasie radzi sobie słabo: w zeszłym tygodniu był jedną z najgorzej radzących sobie walut G10. Para EUR/CHF przebiła kolejną psychologiczną granicę, przekraczając 1,07 i dochodząc do najwyższego poziomu od pierwszych dni lutego.

 

Dane o nastrojach, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu były mieszane, jednak kluczowy indeks wskaźników wyprzedzających koniunkturę w Szwajcarii publikowany przez instytut KOF pokazał niepokojący i nieoczekiwany spadek do poziomu zaledwie 52,3 pkt w maju, tj. najniższego w historii odczytów. Sugeruje to, że szwajcarską gospodarkę czekają trudne czasy.

W związku ze świętem państwowym,  nie poznaliśmy dziś danych o depozytach na  żądanie, które obrazują skalę interwencji szwajcarskiego banku centralnego. Ostatnie sygnały sugerują jednak, że w celu ograniczenia siły szwajcarskiej waluty bank centralny pozostanie aktywny na rynku. W trakcie wydarzenia organizowanego przez UBS w poprzednim tygodniu, prezes SNB, Thomas Jordan po raz kolejny określił franka mianem “wysoko wycenianego” i nie wykluczył silniejszego łagodzenia polityki pieniężnej – nawet w formie redukcji stóp procentowych.

W tym tygodniu poznamy szereg danych makroekonomicznych ze Szwajcarii. Najbardziej aktualne odczyty (za maj), które obejmą dane PMI dla przemysłu oraz dane o inflacji konsumenckiej, zostaną opublikowane odpowiednio we wtorek i czwartek. Oprócz nich, w środę poznamy dane o PKB w pierwszym kwartale. Będą to jednak dane mocno wsteczne, stąd też ich wartość dla rynku najpewniej będzie bardzo ograniczona. Mimo wielu publikacji zaplanowanych na ten tydzień sądzimy, że to globalny sentyment pozostanie kluczowym czynnikiem determinującym zachowanie franka szwajcarskiego w najbliższych dniach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Ministerstwo Rozwoju: nowe prawo powinno pobudzić zainteresowanie zamówieniami publicznymi

1 stycznia 2021 r. wchodzi w życie nowe Prawo zamówień publicznych, które reguluje zasady funkcjonowania rynku zamówień publicznych w naszym kraju. „Zawiera ono cały szereg rozwiązań, które sprawią, że rynek ten będzie mógł dać impuls dla gospodarki i stanie się dobrym narzędziem do rozwoju dla przedsiębiorców” – powiedział ekspert Ministerstwa Rozwoju Przemysław Grosfeld na trzecim webinarium Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Ministerstwa Rozwoju w ramach cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”. Ustawa usuwa najważniejsze bariery, które ograniczały zainteresowanie małych i średnich firm przetargami publicznymi.

„Z powodu stanu epidemii wielu przedsiębiorców może się znaleźć lub już jest w trudnej sytuacji przez utratę zleceń. Mamy więc nadzieję, że rozwiązania, które zaproponowaliśmy w nowym prawie, spowodują, że firmy te odnajdą swoje miejsce na rynku przetargów publicznych” – stwierdził Grosfeld.

Udział rynku zamówień publicznych w polskim PKB wynosi 10 proc. W ostatnich kilku latach jego wartość stanowiła ok. 200 mld zł. „Mimo, że rynek jest duży, część wykonawców obawia się tego sektora” – zaznaczył. Chodzi zwłaszcza o małych i średnich przedsiębiorców. Według eksperta potencjalnych wykonawców zniechęca ilość i wysokość kar umownych za niedotrzymanie zapisów umów oraz takie warunki zamówienia, jak np. płatność dokonywana dopiero po zrealizowaniu całości, a także nierównowaga w traktowaniu stron umowy, objawiająca się przerzucaniem największego ryzyka na wykonawców czy brak elastyczności umów, których nie można zmienić nawet wtedy, kiedy zachodzą nieprzewidziane okoliczności.

„To powodowało, że wykonawcy albo rezygnowali ze startu w publicznych przetargach, albo znacząco podwyższali ceny. W efekcie nie dochodziło do zawarcia umowy i wykonania ważnych inwestycji – tłumaczył przedstawiciel ministerstwa. – Wierzę, że nowe rozwiązania będą stanowiły o atrakcyjności tego rynku w przyszłości” – zaznaczył.

Bardzo istotną zmianą jest umieszczenie w ustawie Prawo zamówień publicznych katalogu klauzul abuzywnych (zakazanych) mówiących o tym, czego umowy o zamówieniach publicznych nie mogą zawierać. Wykluczają one m.in. zapisanie w umowie odpowiedzialności wykonawcy za opóźnienie, chyba, że jest to uzasadnione okolicznościami lub zakresem zamówienia. „Dzisiaj w wielu umowach wykonawcy są obarczani karami umownymi, jeżeli spóźnią się z wykonaniem zamówienia, nawet, jeśli nie było to z ich winy, tylko wystąpiły obiektywne, zewnętrzne przyczyny” – powiedział Grosfeld. Według nowego prawa ukarany może być tylko ten wykonawca, które bezpośrednio zawinił.

Umowa nie może też przewidywać kar za takie zachowania wykonawcy, które nie były związane z przedmiotem umowy, ani za okoliczności, za które jest odpowiedzialny wyłącznie zamawiający (np. realizacja umowy nie powiodła się, ponieważ zamawiający dostarczył wadliwe oprogramowanie).

Nowe przepisy zawierają też klauzule, które obowiązkowo mają znaleźć się w każdej z umów dotyczących zamówień publicznych. Przede wszystkim powinna być w nich zapisana maksymalna wysokość kar umownych, których zamawiający może dochodzić od wykonawcy. Obecnie nie ma takiego limitu.

Planowany termin zakończenia prac ma być określony w tygodniach, miesiącach lub latach, np. w ciągu 6 miesięcy, w ciągu 2 lat – bez sztywnej daty. Zapobiegnie to sytuacji, kiedy realizacja umowy rozpocznie się np. z dwumiesięcznym opóźnieniem z obiektywnych przyczyn, a wykonawca i tak jest zobowiązany do zakończenia prac w zapisanym w umowie terminie np. do 10 października.

Wprowadzone też zostaną nowe zasady obowiązkowych waloryzacji. „Wykonawcy nie powinni być obarczani jako jedyni ryzykiem wahania cen na rynku. Przy umowach dłuższych niż rok powinny być wprowadzone zapisy, że strony podzielą się ryzykiem wzrostu cen materiałów, ale też ich spadku” – zaznaczył Grosfeld.

Odpowiedzią na potrzeby małych i średnich firm jest wprowadzenie obowiązku zaliczek lub częściowych płatności po wykonaniu pewnego etapu prac w umowach dłuższych niż 12 miesięcy. Wykonawca może liczyć na to, że dostanie część wynagrodzenia wcześniej niż na koniec umowy. Ostatnia transza nie może być wyższa niż 50 proc. wartości umowy, a zaliczka mniejsza niż 5 proc.

Wśród nowych zapisów ustawowych znalazła się również możliwość szybkiego, polubownego rozwiązywania sporów za pomocą sądu polubownego przy Prokuraturze Generalnej i innych ośrodków mediacyjnych. Pozwoli to uniknąć kosztownego oraz długotrwałego postepowania sądowego.

Podczas webinarium zostały omówione także zapisy tzw. ustawy covidowej i planowane zmiany w prawie mające ułatwić wykonawcom realizującym zamówienia publiczne wywiązanie się z zawartych umów. Wskutek epidemii wielu z nich miało trudności z dochowaniem terminów, z powodu np. zakłóceń w łańcuchu dostaw, ograniczenia w dostępie do materiałów i transportu.

Kolejne webinarium z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” odbędzie się we wtorek, 2 czerwca i będzie dotyczyło pożyczek płynnościowych dla przedsiębiorców – taniego źródła finansowania w okresie kryzysu.

Więcej informacji oraz szczegółowy harmonogram bezpłatnych webinariów: www.parp.gov.pl/tarcza.

Partnerami cyklu jest jedenaście instytucji, odpowiedzialnych za wybrane obszary tarczy. W ich gronie znajduje się Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Czy branża budowlana wychodzi z kryzysu?

Według najświeższych prognoz, najtrudniejszy moment ekonomiczny związany z pandemią COVID-19 jest już za nami. Wraz z kolejnymi etapami odmrażania gospodarki, poszczególne firmy wracają do wcześniejszego funkcjonowania. O tym, jak radzi sobie branża budowlana, opowiada prezes firmy Awilux – Marek Sprengel.

Okres kwarantanny był dla wielu firm związanych z branżą budowlaną wyjątkowo trudnym czasem. Spadek ilości zamówień, utrudnienia związane z transportem międzynarodowym oraz obostrzenia wpływające na pracę zakładów produkcyjnych nie odbiły się na przedsiębiorstwach bez echa.

Początek pandemii był momentem trudnym dla pracodawców i pracowników. Musieliśmy zadać sobie wiele pytań oraz przewartościować dotychczasowe podejście do pracy. W Awilux postawiliśmy przede wszystkim na ludzi i na ich ochronę przed konsekwencjami pandemii. Chcieliśmy w pierwszej kolejności zapewnić im spokój, zarówno finansowy, jak i psychiczny. Nie chcieliśmy żegnać się z wykwalifikowanymi członkami zespołu i choć za nami trudne miesiące bez dodatkowych premii, wszyscy pracownicy wykazali się zrozumieniem dla tej sytuacji. To pozwoliło nam wspólnie przetrwać moment kryzysowy dla całej branży – mówi prezes Awilux, Marek Sprengel.

Produkcja na start

Wraz z nadejściem maja wiele firm odnotowało wzrost zamówień. W przypadku firmy Awilux w większości są to zamówienia napływające z zagranicy, gdzie rynki już wróciły do funkcjonowania sprzed pandemii.

– Możemy wyraźnie zauważyć, że rynki Beneluksu, do których dostarczamy 1/3 naszych rozwiązań, zaczęły normalizować pracę. Również rynek niemiecki się ożywił, ale warto zaznaczyć, że i na naszym rodzimym podwórku, pomimo różnych negatywnych informacji, kontynuowanych jest wiele inwestycji. Na chwilę obecną odnotowujemy ponowny wzrost liczby zamówień, jednak może to być związane z kumulacją zamówień, które miały zostać złożone w marcu i w kwietniu, ale w związku z kwarantanną zostały czasowo wstrzymane – mówi Marek Sprengel.

Prezes firmy Awilux zauważa również, że w trakcie pierwszych tygodni pandemii spadek sprzedaży na polskim rynku był mniejszy niż na rynkach eksportowych. – Według moich obserwacji spadek zamówień na polskim rynku mieścił się w granicach spadków sezonowych, które nasza branża odnotowuje rokrocznie – w różnych miesiącach – czasem w marcu, w innym roku w maju – co jest zależne od pogody czy rozkładu długich weekendów. Obecny wzrost obrotów śledzimy z kolei pod kątem tego, z jakich rynków spływają zamówienia – dodaje Marek Sprengel.

Wyzwanie inwestora

Coraz głośniejsze stają się głosy dotyczące zmian na rynku nieruchomości. Inwestorzy zastanawiają się nad zmianą kompaktowych mieszkań na inwestycje z dużymi tarasami lub dostępem do terenów zielonych, ponieważ właśnie ilość i jakość przestrzeni we wnętrzach i najbliższym otoczeniu okazały się być niezwykle istotne podczas panującej kwarantanny.

– Można już zauważyć, że inwestycje podmiejskie zaczęły znacznie zwiększać swoją wartość, a kolejne prognozy mówią o tym, że będziemy odchodzić od budownictwa wielorodzinnego na rzecz domów wolnostojących lub osiedli domków jednorodzinnych. Jest to jednak trend, którego realizacja może zająć nieco więcej czasu – prognozuje prezes firmy Awilux.

Aktualnie nie można jeszcze mówić o zakończeniu pandemii, dlatego w zakładach pracy nadal obowiązują wszelkie ograniczenia i środki bezpieczeństwa. Przestrzeganie zasad higieny oraz dystansu społecznego, a także zamknięcie hal produkcyjnych dla osób postronnych stały się już ogólnie przyjętą normą. Wraz z odmrażaniem gospodarki firma Awilux postanowiła z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa ponownie otworzyć swój showroom. Każdego dnia odwiedza go coraz więcej inwestorów myślących o rozpoczęciu lub kontynuacji budów.

40 lat CNN – pierwszej całodobowej telewizji informacyjnej na świecie

40 lat temu, 1 czerwca 1980 roku ruszył pierwszy na świecie całodobowy kanał informacyjny – Cable News Network (CNN) założony przez Teda Turnera. Tego dnia, o godz. 17.00 prezenterzy David Walker i Lois Hart przedstawili widzom pierwsze wiadomości, rozpoczynając tym samym nową erę w historii telewizji informacyjnej.

Przyjęty przez CNN format – telewizji nadającej informacje przez całą dobę sprawdził się i jest obecnie naśladowany przez kanały newsowe na całym świecie. Amerykańska stacja zaczęła zdobywać popularność i zaufanie widzów dzięki relacjom na żywo, w których specjalizowała się od początku istnienia. Kanał zasłynął z relacjonowania m.in. takich wydarzeń jak katastrofa promu kosmicznego Challenger, I wojna w Zatoce Perskiej czy atak na WTC. W ciągu tych czterdziestu lat CNN nieustannie się rozwijało, stając się organizacją medialną funkcjonującą na wielu platformach, której stale aktualizowane treści, tworzone przez zespoły redakcyjne raportujące 24/7, każdego miesiąca docierają do setek milionów ludzi. W czasie pandemii COVID-19, w marcu 2020 roku CNN w digitalu zarejestrowało największą liczbę odbiorców w całej historii swojej działalności oraz spośród innych serwisów informacyjnych – aż 259 milionów unikalnych użytkowników z całego świata.

„W dniu debiutu CNN 1 czerwca 1980 roku Ted Turner zadeklarował: Pomijając problemy z satelitami, nie przestaniemy działać, dopóki świat się nie skończy. Z pewnością Ted nie mógł przewidzieć, że w momencie 40. rocznicy, w dobie koronawirusa, CNN będzie musiało zmierzyć się z niektórymi z największych wyzwań związanych z przekazywaniem widzom informacji w całej historii swojej działalności. Jednak jego niezachwiana wiara oraz nieustanne zaangażowanie stacji w dostarczanie wiadomości całemu światu, wciąż brzmią prawdziwie. Dzisiaj globalna społeczność potrzebuje dziennikarzy jeszcze bardziej niż w przeszłości. Coraz więcej ludzi wybiera CNN, aby uzyskać odpowiedzi czy zaczerpnąć najświeższych informacji. Właśnie teraz, 40 lat od momentu uruchomienia stacji, jej rola w dostarczaniu faktów jest ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej” – Jeff Zucker, Chairman w WarnerMedia News & Sports oraz President CNN Worldwide.

„Pierwsze lata funkcjonowania CNN ­– kiedy to małe zespoły często pracowały w niebezpiecznych i niewiarygodnie trudnych warunkach, nieustannie śledząc fakty – zdecydowanie wpisują się w DNA stacji. W trakcie dziesięcioleci działalności, przekraczaliśmy granice techniczne, odkrywaliśmy nowe rozwiązania oraz sposoby pracy, aby utrzymać się na czele w zbieraniu i przekazywaniu informacji, a jednocześnie pokazać odbiorcom sedno przedstawianych historii. Ten zapał w ogromnej mierze pomógł nam także w relacjonowaniu kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 i przede wszystkim – jest podstawą tego, co reprezentuje CNN również dzisiaj” – Mike McCarthy, Executive Vice President oraz General Manager CNN International.

Kamienie milowe w historii CNN:

  • 1 czerwca 1980 r. – CNN jako pierwsza stacja na świecie rozpoczyna nadawanie całodobowego kanału informacyjnego, docierając do 1,7 miliona gospodarstw domowych korzystających z usług telewizji kablowej
  • 1 stycznia 1982 r. – w Nowy Rok startuje CNN2 , który następnie przekształca się w CNN Headline
  • Wrzesień 1985 r. – CNN International rozpoczyna 24-godzinną transmisję na Europę
  • Grudzień 1985 r. – CNN odnotowuje pierwszy dochodowy rok działania
  • 28 stycznia 1986 r. – CNN jest jedyną stacją, która prowadzi transmisję na żywo z nieudanego startu i katastrofy promu Challenger
  • Maj 1989 r. – CNN transmituje na żywo niepokoje w Chinach i powstanie studentów na placu Tiananmen
  • Listopad 1989 r. – CNN przedstawia nagranie z ważnego w historii upadku muru berlińskiego
  • Styczeń 1991 r. – CNN jako jedyna stacja relacjonuje na żywo z Bagdadu w noc, w której rozpoczyna się wojna z Irakiem. Transmisja zebrała rekordową publiczność w USA i na całym świecie liczącą prawie 1 miliard osób – największą widownię w wydarzeniu pozasportowym w historii telewizji
  • Listopad 1991 r. – CNN International emituje pierwsze regularne programy na żywo z biura CNN w Londynie
  • Sierpień 1995 r. – CNN wprowadza CNN.com, multimedialny serwis informacyjny w internecie, z działem redakcyjnym raportującym 24h/7 i stale aktualizującym wiadomości wzbogacone o wideo, nagrania dźwiękowe, zdjęcia, mapy i tekst
  • Marzec 1997 r. – CNN uruchamia lokalny kanał CNN en Español
  • Styczeń 2002 r. – CNN International startuje z CNNArabic.com, arabskojęzyczną stroną internetową z siedzibą w nowym biurze w Dubaju
  • Luty 2003 r. – com wprowadza międzynarodową witrynę internetową CNN.com International Edition. Portal w języku angielskim udostępnia globalnej publiczności najważniejsze wiadomości ze świata
  • Wrzesień 2009 r. – uruchomienie aplikacji CNN na iPhone’a

Lepsze nastroje w kraju

Poznaliśmy odczyty indeksów PMI dla głównych państw gospodarek europejskich. Powoli wracamy w odczytach w okolice racjonalnych poziomów, a nie tych wynikających z paniki.

Złoty znów mocny

Piątkowe dane nie zrobiły wrażenia na złotówce. Pomogły natomiast dzisiejsze indeksy PMI. Ankietowani patrzą w przyszłość znacznie bardziej optymistycznie, niż sądzili analitycy. Wynik wyniósł 40,6 pkt, to aż 5 pkt powyżej oczekiwań. W rezultacie od rana złoty umocnił się już o 2 grosze  względem euro i znajduje się blisko swoich najmocniejszych poziomów ostatnich miesięcy.

Koniunktura w Europie

Poznaliśmy dzisiaj również indeksy koniunktury z głównych gospodarek europejskich. Co interesujące, Francuzi spodziewają się lepszych wyników niż Niemcy, a to ostatnimi laty raczej gospodarka Niemiec miała znacznie lepsze wyniki niż francuska. Obie gospodarki mają jednak dalej wskazania recesywne. Dobrze podsumowuje to łączny indeks dla strefy euro, który wciąż jest poniżej 40 pkt, a to dopiero 50 punktów pokazuje równowagę pomiędzy rozwojem a recesją.

Jeszcze niższe wydobycie w USA

Poznaliśmy w piątek dane na temat liczby wież wiertniczych w USA. Spadła ona do 222 sztuk. To najniższy poziom od spadku po kryzysie z 2008 roku. Efektem tych danych był kolejny wzrost cen ropy naftowej, która poszła w górę w piątek o 2,5 dolara za baryłkę. Warto zwrócić uwagę, że wzrost cen następuje z jednej strony w wyniku korekty gwałtownych spadków z kwietnia, z drugiej w wyniku spadku wydobycia. To ostatnie ma miejsce pomimo specyficznej uczciwości państw kartelu OPEC.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kinga Piecuch obejmuje stanowisko Enterprise Industry Lead na Europę Środkowo-Wschodnią w Microsoft

Od 1 czerwca Kinga Piecuch dołącza do Microsoft CEE i będzie kierować zespołem branżowych ekspertów odpowiedzialnych za rozwój sprzedaży do kluczowych przedsiębiorstw w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Obejmując funkcję Enterprise Industry Lead wraz ze swoim zespołem (Industry Sales Team) będzie odpowiedzialna za wsparcie klientów we wszystkich krajach regionu CEE na drodze cyfrowej transformacji. Zajmie się współtworzeniem i realizacją strategicznych projektów wraz z lokalnymi zespołami sprzedażowymi. Kinga Piecuch będzie również umacniać współpracę z innymi działami firmy takimi jak organizacja partnerska czy dział Service i zapewniać efektywne współdziałanie z zespołami regionu EMEA i centralą firmy. Jednym z kluczowych obszarów jej pracy będzie także pomoc klientom w regionie w wykorzystaniu potencjału rozwoju, jaki niesie za sobą dostęp do usług w chmurze z pierwszego regionu przetwarzania danych zlokalizowanego w Polsce oraz partnerstwo z Chmurą Krajową.

Przez ponad 5 lat Kinga Piecuch była dyrektorem zarządzającym SAP Polska, a od połowy 2019 roku była odpowiedzialna za globalną organizację partnerską i rynek SMB w Europie Środkowo-Wschodniej. W tym czasie zajmowała się między innymi wspieraniem przedsiębiorstw działających w Polsce w obszarze wdrażania rozwiązań chmurowych, co znacznie przyczyniło się do zrównoważonego rozwoju biznesu w dynamicznie rozwijającej się polskiej gospodarce.

Kinga Piecuch znalazła się w pierwszej 10 najbardziej wpływowych kobiet na polskim rynku, a jej głos należy do znaczących w obszarze debaty o różnorodności i równouprawnieniu w Polsce.

Spadają ceny energii, polski węgiel mocno nieopłacalny

Od początku kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa obserwujemy zmniejszenie zużycia energii. Maleje konsumpcja prądu, a cena baryłki ropy na światowych rynkach drastycznie spada. Spadek wartości surowców energetycznych wskazuje na rynkową antycypację kolejnych kwartałów – gospodarka przygotowuje się na dużą recesję. Za gorszym rokiem dla nieodnawialnych źródeł energii stoi także rozwój polityki klimatycznej. Unia Europejska, mimo kryzysu, nie zwalnia w realizacji planów Energetyki Zielonego Ładu. Wzrost popularności inwestycji w odnawialne źródła energii widać również w Polsce. Ma to znaczący wpływ na opłacalność wydobywania węgla.

– W Polsce obserwujemy wzrost importu energii z zagranicy, która jest tańsza niż nasza krajowa – wytwarzana na węglu. Widać także bardzo mocny rozwój zielonej energii, na przykład w oparciu o instalacje prosumenckie. Coraz więcej osób korzysta z energii, którą sami wytwarzają – na przykład za pomocą paneli słonecznych – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – W polskiej branży energetycznej jest również coraz więcej wielkoskalowych źródeł odnawialnych, takich jak wiatr czy fotowoltaika. Te elementy będą grały ważną rolę w ustalaniu przyszłej ceny energii. Są one bowiem konkurencyjne w porównaniu z głównym nurtem polskiej energetyki, czyli węglem kamiennym i brunatnym. Przez politykę klimatyczną oraz przez brak inwestycji – węgiel staje się mocno niekonkurencyjny – podsumowuje Roszkowski.

Mozliwe scenariusze nowej rzeczywistości biurowej

Platforma współpracy czy miejsce izolacji? Zacieśnianie więzi między pracownikami, a może większe postawienie na pracę zdalną w rozproszonych biurach flex? O wszystkim zdecyduje krzywa stabilizacji epidemii, choć już teraz w komentarzach wielu pracodawców pojawia się opinia, że jeśli chodzi o pracę grupową i przestrzeń do kreatywnych spotkań, biuro jest miejscem nie do zastąpienia.

Ostatnie dwa miesiące uwypukliły społeczną rolę biur w naszym życiu, tak zawodowym, jak i prywatnym. Home office jest mile widzianym przez pracowników benefitem, ale w sytuacji, kiedy jest on kwestią indywidualnych wyborów, a nie przymusową izolacją. Dlatego dla większości pracodawców kluczowe jest teraz sprawne „odmrożenie” przestrzeni biurowych i stopniowe udostępnianie ich pracownikom. Tempo przeprowadzenia tego procesu i jego ostateczny efekt będzie zależał jednak od tego, jak szybko zacznie wygasać epidemia. – Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

Możliwe scenariusze redefinicji biura

1. Młot, czyli spłaszczenie krzywej zachorowań

Wydaje się to być najbardziej oczekiwany scenariusz, kiedy po początkowym szybkim wzroście zachorowań krzywa się spłaszcza i stopniowo wracamy do normy. Obecnie obserwujemy rosnące poczucie bezpieczeństwa, które skłania wielu z nas, aby opuszczać swoje domowe biura i wracać do tzw. normalności. Jeśli ten trend się utrzyma, to możemy spodziewać się przyspieszenia zmian w kierunku wprowadzania elastycznych metod pracy do naszej codzienności już na stałe. – tłumaczy Jakub Zieliński

W praktyce będzie to oznaczać możliwość częstszego wykorzystywania home office, ale w przypadku zadań wymagających pracy indywidualnej i w skupieniu. Biuro natomiast będzie traktowane jako bezpieczne miejsce spotkań i współpracy. Mniejsza kontrola nad pracownikami, z którą pracodawcy mieli do czynienia przez ostatnie dwa miesiące, była prawdziwym testem naszej produktywności. Fakt, że ten test zdaliśmy bardzo dobrze, może zachęcić część firm do dawania większej swobody swojemu zespołowi i częstszego nagradzania za rezultaty.

2. Nawracająca kwarantanna

To alternatywny scenariusz, który będzie prawdopodobny tak długo, jak długo nie zostanie wynaleziona szczepionka przeciwko SARS-CoV-2. W tym scenariuszu możemy doświadczać naprzemiennie wdrażania ścisłych restrykcji, a następnie ich luzowania w cyklach. To z kolei wpłynie na nasze postrzeganie ekosystemu środowiska pracy, w którym praca z biura dla wielu nadal będzie stanowić pierwszy wybór, choć w nieco innym modelu niż teraz.
W tym scenariuszu możliwy jest wzrost zainteresowania biurami flex, które w większości będą służyć pracy indywidualnej w ergonomicznych warunkach. Dla wielu z nas bowiem działanie w modelu home office jest na dłuższą metę frustrujące. To z kolei będzie wymagać zarządzania rozproszonymi zespołami, co nie będzie możliwe bez dalszych inwestycji w nowoczesne technologie. Dotyczy to również rozwiązań PropTech, które pomogą sprawnie zarządzać elastycznymi biurami i zwiększą bezpieczeństwo ich użytkowników. dodaje Jakub Zieliński

3. Druga fala

To zdecydowanie najbardziej pesymistyczny scenariusz, choć i on podkreśla konieczność udostępnienia pracownikom biur.

W tej opcji jednak będą one traktowane jako miejsca do pracy indywidualnej w komfortowych, ergonomicznych warunkach, lecz prym będzie wiódł dystans społeczny. W tym przypadku konieczne będzie wdrożenie rotacji pracowników na powierzchni biurowej w długiej perspektywie czasowej, tak aby było możliwe utrzymanie dystansu fizycznego pomiędzy poszczególnymi osobami. podsumowuje Jakub Zieliński

Dopasowanie przestrzeni do zmieniających się zasad i norm społecznych oraz sposobów funkcjonowania ludzi w przestrzeni publicznej, będzie wymagać redefinicji tego, jak postrzegamy przestrzeń biurową i w jaki sposób z niej korzystamy.

Natomiast bez względu na to, o którym scenariuszu nowej rzeczywistości mówimy, elementem każdego z nich jest biuro. Pamiętajmy jednak, że powrót do niego to nie wyścig. W całym procesie chodzi o to, aby zapewnić firmie pole manewru i umożliwić odpowiednio szybką reakcję na sytuację epidemiczną, gdy ta ulegnie zmianie. Dlatego pracownicy powinni wracać do biur stopniowo. Jesteśmy teraz w punkcie, w którym nie ma miejsca na półśrodki, stąd też wdrożenie odpowiedniej strategii powrotów będzie wymagać czasu. – Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Doradztwa ds. Miejsca Pracy, JLL

Zakupy w sieci na silnych wzrostach – trwały efekt koronawirusa? Analiza Senuto

Witryny e-commerce notują więcej wyświetleń w wynikach wyszukiwania Google. Wzrost ten można szacować na 20% w stosunku do początku marca. To o ok. 20% więcej ruchu z Google w sklepach internetowych w porównaniu ze stanem sprzed epidemii – wynika z analizy przeprowadzonej przez Senuto. Polacy kupują przez Internet dużo chętniej. Bez względu na fakt, że galerie handlowe są już otwarte.

Zmiana nawyków zakupowych

Eksperci z Senuto przeanalizowali dane dotyczące liczby wyświetleń w wyszukiwarce dla 131 domen, których dane z Search Console zostały zintegrowane z aplikacją. Już szybki rzut oka na poniższy wykres pozwala zrozumieć to, co działo się przez ostatnie 3 miesiące.Zmiany w czasie liczby wyświetleń

Niebieska linia przedstawia wyświetlenia badanych przez Senuto witryn e-commerce w Google. Czerwona linia przedstawia znormalizowaną liczbę wyszukiwań słowa „koronawirus” – dane pochodzą z Google Trends.

Od połowy marca, po pierwotnym tąpnięciu, widać trend wzrostowy. Widoczne są tylko dwa „dołki” – jeden w okolicach Wielkanocy, drugi w okolicach majówki.

Na początku marca Polacy przestraszyli się i wstrzymali z zakupami. Jednak pierwszy szok szybko minął. Podczas lockdownu zakupy w sieci przybrały na sile. Nie jest to dziwne – sklepy stacjonarne były zamknięte, a hasło #zostańwdomu dobiegało zewsząd.

Później przyszły święta, kiedy naturalnie nasza uwaga nie skupia się na zakupach. Kolejny dołek to majówka – wyjazdy znów spowodowały spadek zainteresowania zakupami. Po długim weekendzie jednak rząd zadecydował o odmrożeniu gospodarki. Można już w miarę normalnie korzystać z zakupów stacjonarnych, a mimo to trend zakupowy w sieci jest ciągle dodatni. Najbliższe tygodnie pokażą, na ile ten efekt jest stabilny, ale już teraz można podejrzewać, że nastąpiła zmiana nawyków – chętniej kupujemy w sieci. Wzrost ten nie dotyczy jednak wszystkich branż w równym stopniu. Poniższa tabela pokazuje dynamikę zmiany wyświetleń w poszczególnych kategoriach pomiędzy 21. lutego i 15. maja 2020.Dynamika zmian wyswietlen_Senuto

Kto zyskał, a kto stracił na epidemii?

Z kategorii sklepów, które zyskały na pojawieniu się koronawirusa, na uwagę zasługuje moda. W tym wypadku trend wydaje się silny, ale też trwały. Ciekawy jest też przebieg zmian zainteresowania tym tematem. Eksperci Senuto w poprzednich analizach pisali, że to moda jest kategorią, która ma szansę odbić się po pierwszym szoku. Była to trafna prognoza – kategoria po spadku w marcu wykazuje silne wzrosty. Wygląda to trochę tak, jakby ludzie przerzucili swoje zainteresowanie z koronawirusa na modę. Jak tylko internauci przyzwyczaili się do wirusa i przestali gorączkowo szukać informacji z nim związanych, od razu zaczęli realizować zakupy ubrań i akcesoriów. Zjawisko to może być spotęgowane innymi trendami – w tym m.in. sezonem wiosennym, ale na pewno jest widoczne.

Z kolei turystyka była wskazywana przez wszystkie koronawirusowe analizy jako wielki przegrany. Rzeczywiście, branża wraz z wybuchem epidemii zaliczyła ogromne spadki, które w zasadzie tylko się pogłębiały. Niemniej jednak 4 maja rząd, wprowadzając kolejny etap odmrażania gospodarki, odblokował możliwość funkcjonowania obiektów noclegowych oraz zezwolił na otwarcie niektórych obiektów rekreacyjnych. Internauci zareagowali natychmiast, choć nie jest to jeszcze powrót do stanu sprzed epidemii, bo póki co działa tylko turystyka krajowa.

Branże, która dalej są na minusie, to w zasadzie wszystkie sektory, które ciągle podlegają ograniczeniom prawnym. To one mają ujemną dynamikę w stosunku do stanu sprzed epidemii. Przykładem mogą być m.in. eventy.

E-commerce po pandemii – najważniejsze wnioski

Z analizowanych danych płyną ważne wnioski i rekomendacje, których wdrożenie powinny rozważyć serwisy e-commerce. Oto najważniejsze z nich:

  1. Zmiany zachowań w sieci są pochodną regulacji rządowych. Internet reaguje błyskawicznie i bez żadnych opóźnień. W Polsce popyt wstrzymywany przez lockdown „zakumulował się”. Znaczy to, że użytkownicy mogą przekładać zakup, ale nie chcą z niego rezygnować. Zatem, o ile charakter usługi czy towaru na to pozwala, popyt nie przepadnie, a będzie zrealizowany później.
  2. Z danych nie wynika, by jakaś branża była na drodze do trwałej utraty popytu w Internecie. W wielu branżach popyt jest wstrzymywany przez restrykcje, ale nic nie wskazuje na to, by po ich zluzowaniu miał nie powrócić. Są natomiast branże, jak np. moda, które odbijają do poziomu wyższego niż przed epidemią. Identyfikacja tego zjawiska, w zestawieniu z doniesieniami prasy o zamykaniu przez np. LPP placówek w galeriach, może świadczyć o tym, że biznesy mogą trwale przenosić się do Internetu.
  3. Zmiany w liczbie wyświetleń domen są spowodowane przez zmiany wzorców zachowań. Należy bacznie śledzić trendy oraz analizować pojawiające się słowa kluczowe. Może to powodować potrzebę redefinicji podejścia nie tylko do tak oczywistych elementów jak opisy produktów, ale także posunięcia o charakterze strategicznym, jak np. zmiany w portfolio produktowym, sposobie dostawy czy obsługi klienta.
  4. Rynek rośnie. Jak mówią szkolne teorie, jak np. macierz BCG, w takich warunkach łatwiej pozyskiwać klienta. To może uśpić czujność w e-commerce, bo przecież „wszystko idzie dobrze”. Warto jednak pamiętać, że to jest czas, kiedy klienci się uczą i wypracowują nowe nawyki. Jeśli im w tym pomożemy, to zostaną z nami; jeśli nie, to z konkurencją. Innymi słowy, teraz pozyskanie klienta może być tańsze niż w przyszłości, kiedy będzie trzeba go odebrać konkurencji. W związku z tym, być może teraz nadszedł czas, kiedy agresywna strategia marketingowa jest bardziej właściwa niż kiedykolwiek wcześniej?

Jak pandemia wpłynie na benefity pracownicze?

Trwająca wciąż pandemia koronawirusa odcisnęła bardzo silnie swoje piętno na światowej gospodarce i wpłynęła mocno zarówno na pracowników, jak i pracodawców. Wiele firm zadaje sobie pytanie, czy w takiej sytuacji pakiety dodatków pozapłacowych mają jeszcze rację bytu, a sami pracownicy obawiają się, że utracą wsparcie ze strony swojej firmy. Tym samym działy HR mają przed sobą nie lada zadanie dostosowania oferowanych benefitów do faktycznych potrzeb i zabezpieczenia na nie budżetu.

Zmiany w benefitach w trakcie pandemii

Przede wszystkim nie wszystkie z oferowanych do tej pory benefitów będą możliwe do realizacji lub będą mocno ograniczone. Niektóre z nich przestały być przywilejem, a stały się po prostu codziennością — dotyczy to zwłaszcza pracy zdalnej, która obecnie nie jest już raczej postrzegana jako benefit dla pracowników, a stała się przymusem, na który wiele firm nie było zupełnie przygotowanych. Część zaś, jak np. imprezy integracyjne, jest całkowicie niemożliwa do realizacji. Oto kilka przykładów, jak w obecnej sytuacji zmieniły się najpopularniejsze dodatki do wynagrodzenia:

  • karty sportowe — zamknięcie obiektów sportowych właściwie pozbawiło możliwości ich wykorzystania, choć część usługodawców oferuje w ich ramach treningi online,
  • posiłki — zwiększono nacisk na bezpieczeństwo, m.in. ograniczając liczbę punktów odbioru/dostawy i wyłączając możliwość stołowania się w lokalach gastronomicznych (choć ta jest powoli odmrażana),
  • przyzakładowe przedszkola/żłobki — całkowicie zamknięte, choć część oferuje wirtualne nauczanie i opiekę,
  • opieka medyczna — znacznie ograniczono ilość przyjmowanych pacjentów na rzecz konsultacji telefonicznych.

Warto przy tym pamiętać, że zawieszone benefity mogą być stopniowo przywracane, jednak tempo tego procesu stoi wciąż pod znakiem zapytania, a ponowne uruchomienie części z nich może nieść ze sobą spore trudności.

Kolejnym efektem pojawienia się koronawirusa jest fakt, że zarządy i pracodawcy znacznie dokładniej będą monitorować budżet benefitowy. W związku z tym przedstawiciele działów HR będą musieli wskazać te najbardziej potrzebne pracownikom oraz na bieżąco weryfikować ich przydatność i skuteczność. Obecna sytuacja najprawdopodobniej przewartościowała potrzeby i pewne dodatki, z których pracownicy rzadko do tej pory korzystali (np. psycholog), będą stały o wiele wyżej w hierarchii.

koronawirus i praca w biurze

Wartościowanie benefitów

Zasadniczo w obecnej sytuacji dodatki pozapłacowe można podzielić na trzy grupy — ponadczasowe, niedoceniane i przewartościowane.

Ta pierwsza obejmuje te, które cieszą się sporą popularnością niezależnie od sytuacji i raczej nie ulegnie to zmianie. Będą do przede wszystkim:

  • system pochwał,
  • posiłki,
  • opieka medyczna,
  • samochód służbowy,
  • elastyczny czas pracy.

Do grupy niedocenianych zalicza się natomiast takie dodatki, które na pierwszy rzut oka są drobne i niewiele wnoszą, jednak ich brak może być mocno odczuwalny. Trafiają tutaj więc m.in.:

  • parkingi,
  • sprzęt,
  • ubezpieczenia,
  • dłuższe płatne przerwy,
  • psycholog.

Trzecia grupa zawiera zaś wszystko, co znacznie straciło na wartości przez wzgląd na koronawirusa. Do tego worka trafiają np.:

  • działania non-profit,
  • integracje,
  • karty sportowe,
  • pakiety kulturalne.

Jak dostosować pakiet benefitów do potrzeb pracowników?

Odpowiedź jest stosunkowo prosta — trzeba zasięgnąć ich opinii i na jej podstawie zweryfikować sensowność oferowanych benefitów. Przykładowo utrzymywanie benefitu, z którego korzysta 3 z 200 osób, niekoniecznie jest dobrą inwestycją. Tutaj rodzi się jednak pewien problem logistyczny — jak przeprowadzić takie badanie, aby dotarło do możliwie największej liczby pracowników? Prostym, a zarazem skutecznym rozwiązaniem będzie ankieta. Powinna być ona anonimowa i dostosowana do charakteru wykonywanej pracy. Przykładowo wśród pracowników biurowych i zarządu można ją bez problemu przeprowadzić w formie elektronicznej, rozsyłając pocztą link. Natomiast w działach produkcji lepsze efekty osiąga się, udostępniając ją pracownikom w formie drukowanej, np. jako dodatek do gazetki pracowniczej lub przekazując ją im przez bezpośredniego przełożonego. Warto zawrzeć w niej zarówno pytania zamknięte (np. wielokrotnego wyboru), jak i otwarte (np. dlaczego chętnie korzystasz z danego benefitu) oraz punkt dotyczący sugestii wprowadzenia jakiegoś nowego benefitu. Czy zawarte w niej pytania powinny się różnić na poszczególnych szczeblach firmy? To zależy od tego, czy występują wyraźne różnice między oferowanymi im pakietami. Ankietę taką można też bez problemu połączyć z ankietą satysfakcji z pracy. Zebrane w ten sposób dane należy uważnie przeanalizować i na ich podstawie podjąć następujące decyzje:

  • co zostanie w pakiecie,
  • co trzeba będzie wycofać,
  • co warto wprowadzić do pakietu (o ile będzie taka możliwość),
  • które pozycje wymagają poprawy lub modyfikacji,
  • których propozycji nie da się zrealizować lub można będzie wprowadzić później.

Trzeba także pamiętać o odpowiednim feedbacku — każdy pracownik powinien otrzymać informację zwrotną dotyczącą ww. decyzji oraz uzasadniające je dane liczbowe. Przy wprowadzaniu nowych dodatków pozapłacowych konieczne jest także poinformowanie o tym każdego objętego nimi pracownika oraz przedstawienie zasad korzystania z danego benefitu.

Ponadto warto objąć analizą także dane uzyskane od firm obsługujących konkretny benefit dotyczące: poziomu wykorzystania, dostępności i jakości. Oczywiście nie chodzi tutaj o szczegółowe informacje o konkretnym pracowniku, a jedynie dane statystyczne, których nie obejmuje RODO — niepotrzebne więc będą dane w rodzaju: Jan Nowak odwiedził 5 razy przychodnię, a jedynie liczbowo wyrażone informacje na temat ilości osób i częstotliwości korzystania z danego dodatku. Nie powinno być zatem problemu z ich udostępnieniem.

Jak często przeprowadzać takie analizy? Absolutne minimum to raz/rok. Warto jednak decydować się na nie częściej, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Dzięki temu będzie można na bieżąco monitorować cały pakiet dodatków i w razie potrzeby sprawnie go modyfikować, zgodnie z aktualnymi potrzebami.

W ramach ewaluacji i dostosowania do pracowników warto stworzyć matrycę dostępnych benefitów i uszeregować je pod względem zaspokajania konkretnych potrzeb. Przykładowo system pochwał pracowniczych służy zaspokajaniu potrzeby szacunku i uznania, a opieka medyczna — potrzeby bezpieczeństwa. Do których potrzeb przypisać konkretny benefit? Oto przykład takiego zestawienia:

  • dofinansowanie do kursów, szkoleń, nauki języków — potrzeba samorealizacji,
  • skrzynka pomysłów, karnety sportowe — potrzeba szacunku i uznania,
  • pikniki rodzinne, działania non-profit — potrzeby społeczne,
  • grupowe ubezpieczenie, wsparcie psychologa — potrzeba bezpieczeństwa,
  • sleep roomy, obiady firmowe — potrzeby fizjologiczne i biologiczne.

Dlaczego warto zadbać o dodatki pozapłacowe także w trakcie pandemii?

Utrzymywanie pakietu benefitów, a zwłaszcza dobrze dopasowanego do potrzeb pracowników, daje wymierne korzyści, do których należą m.in.:

  • wykazywanie przez pracowników większego zaangażowania w pracę i udział w dodatkowych projektach/zadaniach,
  • budowanie pozytywnej relacji na linii pracodawcy-pracownicy i lepszego wizerunku firmy na rynku pracy,
  • mniejszy wskaźnik rotacji,
  • większe zainteresowanie zatrudnieniem w danej firmie,
  • wysoki wskaźnik korzystania z dodatków pozapłacowych, a tym samym opłacalności inwestycji,
  • pracownicy czują się docenieni oraz mają poczucie, że firma dba o nich i bierze ich zdanie pod uwagę,
  • firma jest chętnie rekomendowana wśród rodziny i znajomych pracowników.

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że zachowanie dobrze skrojonego pakietu dodatków pozapłacowych pozwala uniknąć scenariusza, w którym nagle brakuje wykwalifikowanych pracowników, gdyż wszyscy przeszli do hojniejszego pracodawcy.

Podsumowanie

Koronawirus z jednej strony zmusił społeczeństwo do zostania w domu i zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń, a z drugiej być może przyniósł rewolucję w kwestii dodatków pozapłacowych. Pracodawcy przestali się bowiem przerzucać obszernością swoich pakietów, a skupili się na ich jakości i faktycznych potrzebach pracowników. Jest to więc pierwszy, ale znaczący krok na drodze do personalizacji, zaspokajania potrzeb i po prostu ludzkiego podejścia do pracownika.

Polska branża turystyczna ma szansę przetrwać – komentarz Piotra Kociszewskiego ze Szkoły Głównej Turystyki i Hotelarstwa Vistula

Kolejny krok w odmrażaniu krajowej turystyki! Od soboty dopuszczono możliwość oprowadzania grup turystycznych i przewożenia ich autokarami, bez limitowania liczby miejsc na poziomie 50%. Po otwarciu sektora bazy noclegowej, odmrożeniu działalności gastronomii, to następny kluczowy krok umożliwiający powrót do gry istotnej części rynku turystycznego w Polsce organizatorom turystyki, pilotom, przewodnikom, wreszcie
– przewoźnikom.

Czas na podróże zagraniczne?

To nie koniec i jeszcze nie całkowite odmrożenie branży! Dużym znakiem zapytania jest
w tym momencie realny czas otwarcia międzynarodowego ruchu lotniczego. Od 1 czerwca rozpoczął się bowiem, przy zachowaniu odpowiednich restrykcji podkreślanych m.in. przez  Urząd Lotnictwa Cywilnego, ruch lotniczy w kraju. Czy zatem od 15 czerwca, jak sugerowano częściowo w wypowiedziach niektórych polityków rządowych, będzie możliwy międzynarodowy ruch lotniczy? I nie tylko czy – ale na jakich zasadach, bowiem pojawia się m.in. wątpliwość o kontrole graniczne i obowiązkową kwarantannę. Decyzje w tych kwestiach wydają się zatem kluczowe dla bardzo rozwiniętego w Polsce sektora turystyki zorganizowanej, zarówno obsługującego sferę wyjazdową, ale i przyjazdową.

Cześć poprzednich zapisów wymaga aktualizacji

Zaznaczając, że turystyka to przecież „system naczyń połączonych” należy zauważyć tę dynamikę, z perspektywy potrzeby aktualizacji wcześniejszych wytycznych. Dotyczy to szczególnie wytycznych charakteryzujących tegoroczny wypoczynek wakacyjny dzieci
i młodzieży. W tym kontekście Polska Izba Turystyki proponuje uwzględnienie złagodzenia reżimu sanitarnego, umożliwiając – oczywiście przy zachowaniu zasad higieny – nieco większą swobodę, korzystanie z zewnętrznych atrakcji, jak np. wyjście do kina, parków rozrywki czy na basen.

Dla kogo bony turystyczne?

Ostatnim tematem, który na chwilę obecną pozostaje niewyjaśniony, a budzi potężną dyskusję, zarówno w samym środowisku branżowym, ale także wśród potencjalnych beneficjentów, jest zagadnienie bonów turystycznych. W wielu źródłach już pojawiały się kwoty, zasady, progi finansowe, tymczasem – jedna z wypowiedzi rzecznika rządu wskazała, że sprawa wcale nie jest przesądzona. Warto zatem śledzić tę dynamiczną sprawę, a jednocześnie postawić robocze pytanie – o w ogóle kształt dalszych inicjatyw antykryzysowych dla turystyki, w porównaniu z innymi sektorami gospodarki bardzo potężnie zainfekowanej?

Polacy rezerwują na potęgę

Po długim okresie pozostania w domach, można zaobserwować wzrost zainteresowania Polaków wypoczynkiem wakacyjnym, czego ilustracją mogą być dane przedstawione przez serwis rezerwacyjny Nocowanie.pl. M.in. widać wzrost w ogóle dokonywanych rezerwacji, bowiem w porównaniu z początkiem marca dokonano o 230% więcej rezerwacji, ale także w układzie tygodniowym – w 3 tygodniu maja był to wzrost o 68% w stosunku do poprzedniego, 2 tygodnia maja. Polacy, zachowując rekomendacje tzw. dystansu społecznego, są zainteresowani noclegami w miejscach spokojniejszych i ustronnych, a także w bardziej kameralnych obiektach, m.in. domkach, apartamentach, pensjonatach. Oczekują również konkretnego przekazu od właścicieli w kontekście procedur higienicznych
i dotyczących bezpieczeństwa. Zatem działania podjęte przez Polską Organizację Turystyczną, czyli audytowanie chętnych obiektów noclegowych i certyfikowanie ich jako „Obiektów przyjaznych higienicznie”, wydaje się pożądanym kierunkiem.

UNICEF Polska: Dzień Dziecka w cieniu pandemii COVID-19

Pandemia COVID-19 wywołała efekt domina, dramatycznie wpływając na zdrowie, życie i dobrobyt dzieci. Skutki koronawirusa najbardziej dotykają najmłodszych w krajach ubogich i ogarniętych wojną. Czy będziemy świadkami tzw. „straconego pokolenia”?

W wielu regionach świata Dzień Dziecka nie jest dniem szczęścia i radości. Miliony najmłodszych nawet nie wiedzą, kiedy jest ich święto. W obliczu pandemii koronawirusa, która diametralnie zmieniła życie dzieci, całe rodziny zastanawiają się, jak przeżyć kolejny dzień. UNICEF zidentyfikował najczęstsze skutki społeczno-ekonomiczne pandemii, odciskającej swoje piętno na życiu najmłodszych.

Głód

Obecnie 135 mln ludzi na świecie cierpi z powodu skrajnego głodu. Są na granicy życia i śmierci. Niedożywienie wpływa na zdrowie fizyczne i psychiczne dzieci, a także spowalnia ich rozwój poznawczy. Pandemia spowodowała kryzys ekonomiczny, który miliony rodzin pozbawił źródeł dochodu i pożywienia. Nie wiedzą czy i kiedy spożyją kolejny posiłek. W niedługim czasie liczba głodujących może wzrosnąć nawet do 265 mln. To siedem razy więcej niż liczba mieszkańców Polski.

Choroby

Jednym ze skutków pandemii jest wstrzymanie programów szczepień. Z tego powodu, co najmniej 80 milionów dzieci poniżej pierwszego roku życia jest zagrożonych chorobami takimi jak: błonica, odra i polio. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, w 2020 roku i w kolejnych latach możemy się spodziewać katastrofalnych w skutkach epidemii chorób. Swoje żniwo zbierają także choroby biegunkowe takie jak cholera. Każdego roku około pół miliona dzieci poniżej 5. roku życia umiera na skutek chorób biegunkowych. Pandemia COVID-19 i ograniczony dostęp do czystej wody oraz opieki medycznej dodatkowo pogarszają sytuację.

Ubóstwo

Pandemia koronawirusa wywołała bezprecedensowy kryzys społeczno-gospodarczy, który powoduje, że wyczerpują się zasoby finansowe rodzin na całym świecie. Bez podjęcia natychmiastowych działań, pod koniec roku nawet 672 mln dzieci może żyć w ubóstwie w krajach o niskich i średnich dochodach. Ponadto, setki milionów dzieci już teraz dotyka wielowymiarowe ubóstwo, co znaczy, że nie mają dostępu do opieki medycznej, edukacji, odpowiedniego żywienia lub miejsca zamieszkania.

Brak edukacji

Kryzys związany z COVID-19 jest kryzysem praw dziecka. Niemal 1,3 mld uczniów, czyli ponad 72%, nie chodzi do szkoły z powodu zamkniętych placówek edukacyjnych w 177 krajach na świecie. W wielu regionach obiad w szkole był dla dzieci niekiedy jedynym ciepłym posiłkiem w ciągu dnia. Teraz, gdy szkoły są zamknięte, nie mogą na to liczyć. Ponadto, według badań UNICEF, każdy dodatkowy rok nauki przekłada się na dziesięcioprocentowy wzrost dochodu w przyszłości i daje szansę na przerwanie błędnego koła ubóstwa.

Śmierć

Codziennie na całym świecie 16 tysięcy dzieci umiera na skutek chorób, którym potrafimy zapobiegać. Pandemia COVID-19 dokonała spustoszenia w krajach, w których system zdrowia jest na bardzo niskim poziomie. Obecna sytuacja może spowodować, że liczba dzieci umierających każdego dnia, zwiększy się o ponad 6 tysięcy. Zgony będą spowodowane ograniczeniem dostępu do opieki medycznej oraz zwiększeniem odsetka dzieci, które mają zaburzony przyrost masy ciała. Pandemia spowodowała przerwy w dostawach sprzętu medycznego i leków. Może to skutkować dramatycznym wzrostem liczby zgonów wśród dzieci i matek.

Możemy nie robić nic. Możemy mówić, że to nas nie dotyczy. Jednak czy wiedząc, że jesteśmy w stanie zapobiec tragedii wielu dzieci, będziemy w stanie żyć z tą świadomością? Dzieci to ciche ofiary tej pandemii. Jeśli nie zadbamy o nie dziś, nie będą miały żadnego jutra, powiedział Marek Krupiński, Dyrektor Generalny UNICEF Polska. Dzieci to 33% ludzkości, ale 100% przyszłości. Naszej przyszłości.

Ułomności postępowania nakazowego jako szczególnego trybu procedury karnej

Postępowanie nakazowe uregulowane w kodeksie postępowania karnego jest szczególnym trybem postępowania zastrzeżonym dla spraw, w których prowadzone było dochodzenie i w którym sąd poprzestaje na orzeczeniu grzywny lub kary ograniczenia wolności. Cechą charakterystyczną tego postępowania jest rezygnacja z rozprawy głównej i z udziału stron, albowiem sąd orzeka wyrokiem nakazowym na posiedzeniu niejawnym, na podstawie materiałów dochodzenia i zebranych w nim dowodów. Sąd może wydać wyrok nakazowy, jeśli okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości.

Sposób na szybkie zakończenie postępowania

Uproszczona procedura, brak postępowania dowodowego, nieobecność stron i brak obowiązku uzasadnienia wydanego wyroku mogą stanowić pewnego rodzaju pokusę dla wszystkich tych, którzy w szybkim trybie chcą załatwić sprawy przed sądem, bez udziału samego oskarżonego. Jego rola sprowadza się wyłącznie do odebrania wyroku nakazowego na poczcie i ewentualnie niewyrażenia zgody na skazanie czy orzeczoną karę poprzez wniesienie sprzeciwu. W doktrynie wskazuje się zresztą, że wyrok nakazowy jest „propozycją” składaną oskarżonemu, dotyczącą ustalenia rozmiarów odpowiedzialności karnej za zarzucony czyn, którą może, ale nie musi przyjąć (tak np. J. Skorupka, Kodeks postępowania karnego. Komentarz, Wydawnictwo C.H. Beck 2018, wydanie 3). Jednak jak pokazuje praktyka, otrzymanie wyroku nakazowego przez oskarżonego często traktowane jest przez niego jako zakończenie procesu karnego, ostateczne potwierdzenie jego winy bez możliwości odwołania. Nierzadko również wielu oskarżonym nie udaje się odebrać wyroku nakazowego, wskutek czego uprawomocnia się on bez jakiegokolwiek ich udziału.

Rzetelność postępowania w sprawach mniejszej wagi

Tymczasem nie budzi wątpliwości, że sprawy, w których możliwe jest prowadzenie postępowania przygotowawczego w formie dochodzenia, są sprawami mniejszej wagi. Ten mniejszy ciężar gatunkowy spraw nierzadko odbija się również na sposobie prowadzenia dochodzenia przez organy ścigania, które ograniczają się do zebrania nielicznych dowodów tylko i wyłącznie na potrzeby uzyskania wyroku skazującego, bez wyjaśnienia wątpliwości czy ustalenia okoliczności przemawiających na korzyść podejrzanego, a następnie oskarżonego. W istocie więc bierna postawa podejrzanego w toku prowadzonego postępowania przygotowawczego, do czego jest przecież uprawniony z mocy ustawy, może ostatecznie przemawiać na jego niekorzyść, albowiem do sądu trafią wyłącznie dowody wskazujące na jego winę i przedstawiające wersję wydarzeń jednostronnie ustaloną przez organ na potrzeby wykazania określonej, z góry przyjętej tezy. Z drugiej strony ta bierna postawa jest nierzadko narzucona poprzez przyjęty model postępowania przygotowawczego, w którym na przykład przesłuchanie świadka odbywa się bez udziału podejrzanego i któremu w związku z tym podejrzany nie może nawet zadawać pytań.

Automatyzm działania sądu

Tak zebrany materiał dowodowy, ograniczony w praktyce wyłącznie do dowodów wskazujących na winę sprawcy, potwierdzający wersję wydarzeń przyjętą przez organ, raczej nie podlega weryfikacji ani kontroli przez sąd. Trudno się temu dziwić, skoro sąd nie ma praktycznie żadnej realnej możliwości, aby ocenić zebrany w toku postępowania przygotowawczego materiał, jeśli jest on jednostronny, albo jeśli zawiera tylko zeznania świadka, którego sąd nie może przesłuchać, bo jego rola ogranicza się wyłącznie do wydania rozstrzygnięcia na posiedzeniu niejawnym. Dodatkowo sąd nie ma obowiązku uzasadnienia swojej decyzji. Owa świadomość, że nie musi się tłumaczyć z dokonanej oceny dowodów, toku rozumowania, a ostatecznie podjętej decyzji ani nikogo do niej przekonywać, sprzyjać może podejmowaniu tych decyzji automatycznie, pochopnie i bez należytego zastanowienia. Dlatego raczej rzadko zdarza się, aby sąd nabrał wątpliwości i skierował sprawę do rozpoznania w innym trybie.

Najczęstsze uchybienia sądu

Potwierdza to zresztą bogate orzecznictwo w tej kwestii, z którego wynika, że zarzutem najczęściej stawianym wyrokom nakazowym jest to, iż sąd nie powziął wątpliwości, choć w świetle zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego powziąć je powinien (np. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 20 grudnia 2018 r., V KK 555/18, Prok. I Pr. – wkł. 2019/2/5; w wyroku z dnia 10 stycznia 2002 r., IV KKN 452/01, LEX nr 559988). Jak wskazał Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 31 marca 2016 r., „rażące i mające istotny wpływ na treść orzeczenia naruszenie art. 500 § 3 k.p.k. polega na wydaniu wyroku nakazowego mimo rysujących się poważnych wątpliwości co do okoliczności czynu i winy oskarżonego” (II KK 361/15, Prok. i Pr. 2016/7-8/13,14; KZS 2016/7-8/58, 62). W konsekwencji wiele spraw, w których doszło do wydania wyroku nakazowego, kończyć się musi kasacją Ministra Sprawiedliwości wniesioną na korzyść skazanego i przekazaniem sprawy do ponownego rozpoznania. Ostatecznie więc ułatwienie i przyspieszenie postępowania karnego, przy uproszonym podejściu do sprawy przez organ prowadzący dochodzenie i przez sądy, może w istocie prowadzić do jeszcze większego zaangażowania ze strony państwa i jego organów, niż gdyby sprawa została rozpoznana w zwykłym trybie.

Prawa oskarżonego

Oskarżony nie tylko nie bierze udziału w postępowaniu przed sądem, ale także nie jest informowany o ocenie dokonanej przez sąd ani o motywach rozstrzygnięcia i w konsekwencji nie wie, dlaczego sąd przyjął taki, a nie inny stan faktyczny oraz wymiar kary. Oskarżonego nie słucha się co do jego sytuacji rodzinnej czy majątkowej i zawodowej. Sąd może więc nałożyć karę ograniczenia wolności, której nie będzie on mógł wykonać bez uszczerbku na własnych obowiązkach zawodowych. Oskarżony zostaje postawiony przed faktem dokonanym już jako osoba skazana, otrzymując jedynie wyrok bez żadnego uzasadnienia. Na powyższy problem można spojrzeć przez pryzmat prawa strony do bycia wysłuchaną i prawa do obrony. Orzecznictwo strasburskie nieustannie podkreśla przecież zasadę równości broni, tj. przyznanie każdej ze stron rozsądnej możliwości przedstawienia swojej sprawy w taki sposób, aby nie pozostawać w niekorzystnym położeniu w stosunku do strony przeciwnej. To oznacza m.in., że podejrzany powinien mieć możliwość wzięcia udziału w postępowaniu dowodowym prowadzonym w postępowaniu przygotowawczym, tak aby nie był zaskoczony jego wynikami.

Postulaty

Podobnie, jeśli prawo wniesienia sprzeciwu traktowane jest jako zapewnienie skazanemu prawa do obrony, powinien on mieć możliwość efektywnego zapoznania się z materiałami dochodzenia czy choćby postępowania sądowego. Postuluje się dodatkowo, aby obowiązek uzasadnienia dotyczył także wyroku nakazowego, nawet jeśli byłoby to tylko krótkie ustosunkowanie się sądu do dowodów zgromadzonych w postępowaniu przygotowawczym i ich zwięzła ocena. Na każdym etapie postępowania karnego należałoby więc pamiętać, że wydanie wyroku nakazowego służyć ma uproszczeniu i przyspieszeniu postępowania, nie zaś wyeliminowaniu praw przysługujących oskarżonemu, w tym prawa do obrony. Co prawda kodeks postępowania karnego przewiduje instytucje, które mają urzeczywistnić to prawo do obrony i do rzetelnego procesu. Jednakże poza przepisami zapisanymi w kodeksie niezbędny jest tu również prawidłowo działający czynnik ludzki, w tym przede wszystkim dokonanie przez sąd właściwej, dogłębnej analizy materiału dowodowego zebranego w toku postępowania przygotowawczego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Tomasz Konik – nowy Partner Zarządzający Deloitte Polska

1 czerwca Tomasz Konik zastąpił Marka Metryckiego na stanowisku Partnera Zarządzającego Deloitte w Polsce. Dalsze umocnienie pozycji firmy, rozwój usług łączących różne rodzaje doradztwa, rozbudowa kompetencji technologicznych oraz wywieranie pozytywnego wpływu na otoczenie to główne priorytety w strategii Deloitte. Zmiana na stanowisku Partnera Zarządzającego była poprzedzona półrocznym okresem przejściowym.

Tomasz Konik jest związany z Deloitte od ponad 20 lat. Swoją drogę zawodową w jednej z największych firm doradczych rozpoczynał jako praktykant w Dziale Audytu. Dalsze doświadczenie zawodowe zdobywał w Dziale Doradztwa Podatkowego i Prawnego. W trakcie swojej kariery w firmie kierował ogólnopolskimi zespołami ds. specjalnych stref ekonomicznych, energii i zasobów naturalnych oraz rozwijał program inicjatyw branżowych. Od 2016 roku, jako wiceprezes Zarządu Deloitte, odpowiadał za obszar firmowych programów klienckich i branżowych, pełnił również rolę partnera w Dziale Konsultingu, biorąc aktywny udział w tworzeniu nowej strategii konsultingowej.

– Tomasz przeszedł przez wszystkie szczeble drogi zawodowej w Deloitte. Wniósł dużą wartość w rozwój działów podatkowych w Katowicach, Krakowie, Rzeszowie i Ostrawie. Na swoim koncie ma również wiele sukcesów związanych z realizacją działań dla klientów, m.in. był pełnomocnikiem w jednej z pierwszych polskich spraw podatkowych, które trafiły na wokandę Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i wpłynęły na zmianę polskiego prawa – mówi Marek Metrycki, dotychczasowy Partner Zarządzający Deloitte w Polsce.

Zmiana na stanowisku szefa Deloitte w Polsce następuje w szczególnym czasie związanym z wybuchem pandemii koronawirusa COVID-19. Firma doradcza od dawna przygotowywała się jednak do zmiany, przechodząc półroczny proces przygotowawczy.

– Objęcie stanowiska Partnera Zarządzającego w obecnej sytuacji to dla mnie dodatkowe wyzwanie. Rolą Deloitte jest dziś nie tylko dalsze świadczenie usług na najwyższym poziomie, ale także wsparcie klientów w sytuacji związanej z COVID-19, pomoc w zmianie dotychczasowych modeli biznesowych oraz w powrocie do nowej rzeczywistości – mówi Tomasz Konik, Partner Zarządzający Deloitte w Polsce.

Duże znaczenie ma także dla mnie rozwój pracowników Deloitte, umocnienie pozycji firmy na rynku pracy czy wywieranie pozytywnego wpływu na nasze otoczenie. Dziękuję Markowi Metryckiemu za cały jego wkład w dotychczasową działalność Deloitte, dzięki czemu jesteśmy dziś jedną z największych firm doradczych w Polsce – dodaje Tomasz Konik.

Tomasz Konik jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach oraz międzynarodowego programu MBA St. Gallen w Szwajcarii. Ukończył programy szkoleniowe w IMD w Lozannie, Harvard Business School w Bostonie i Said Business School w Oxfordzie. W 2015 r. zakończył studia AMP w IESE Business School Universidad de Navarra. Jego pasją jest koszykówka, bieganie długodystansowe oraz trekking w górach wysokich. Jest tatą dwóch córek.

Czas na troski przyjdzie później

Ponieważ prezydent USA Trump zaniechał zaostrzenia polityki handlowej wobec Chin, rynki odetchnęły z ulgą a inwestorzy preferują skupiać na oznakach odmrażania globalnej gospodarki. Rajd ryzyka chce trwać, lekkomyślnie ignorując średnioterminowe wyzwania.

Ostatnim pozytywnym impulsem dla rynków było powstrzymanie się prezydenta Trumpa od zerwania umowy handlowej z Chinami lub innej formy zaostrzenia relacji w odwecie za zmiany w prawie bezpieczeństwa zagrażającym autonomii Hongkongu. USA cofną specjalny status dla miasta, co pogorszy jego międzynarodową pozycję, ale póki otwarta wojna handlowa USA-Chiny jeszcze nie została na nowo rozpalona, ryzyka z tego płynące można ignorować. Zbyt silny jest rajd rynku akcji i innych ryzykownych aktywów w oparciu o sygnały restartu głównych gospodarek, aby teraz zatrzymywać go wątpliwościami. Wgląda na to, że póki zagrożenia pozostaną tylko w sferze werbalnych gróźb, można jego spychać na bok. Podobna logika tyczy się interpretacji zamieszek w USA, które oznaczają organizację dużych skupisk ludzkich i podwyższone ryzyko drugiej fali zachorowań na koronawirusa.

Na ten moment jednak risk-on rządzi. Indeksy giełdowe poprawiają 3-miesięczne szczyty i starają się wymazać marcowe załamanie. Apetyt na ryzyko umniejsza potrzebę pozostawania z akapitem w bezpiecznych przystaniach. Dobre nastroje będą ciążyć na USD i JPY, a lepszy klimat inwestycyjny w Europie pomaga w osłabieniu CHF i umocnieniu EUR. Unijna waluta w czwartek będzie musiała się zmierzyć z decyzją Europejskiego Banku Centralnego, który najprawdopodobniej rozszerzy utworzony na czas pandemii program skupu aktywów PEPP. Rynek zdyskontował już zwiększenie programu o 500 mld EUR, ale zawsze istnieje ryzyko oporu niektórych członków Rady przeciw nadmiernej ekspansji monetarnej.

Reszta uwagi w tygodniu będzie poświęcona danych z USA. Po odczytach ISM (pon, śr) oczekuje się niewielkich wzrostów, ale przy utrzymaniu wskaźników w recesyjnych obszarach. Kolejne stany znoszą zakazy i przywracana jest produkcja, ale minie trochę czasu, zanim aktywność wróci do przed pandemicznych poziomów. W przypadku majowego raportu NFP (pt) konsensus zakłada spadek zatrudniania w sektorze pozarolniczym o 8 mln osób, co będzie drugim najgorszym wynikiem w historii po 20,5 mln utraconych miejsc pracy w kwietniu. Lepsze dane będą negatywne dla dolara, gdyż głównie wzmocniłyby apetyt na ryzyko.

Złoty zaczyna tydzień od umocnienia i wymazania zamieszania wywołanego niespodziewaną obniżką stóp procentowych NBP. Bez wątpienia pomagają dobre nastroje zewnętrzne, choć rynkowa dyskusja na temat długoterminowych skutków sprowadzenia stopy procentowej niemal do zera może przyhamować dalszą aprecjację złotego. Dziś uwagę przyciągnie protokół z posiedzenia RPP, gdzie inwestorzy będą szukać szerszego wyjaśnienia zeszłotygodniowej decyzji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Siła regionów. Cushman & Wakefield przedstawia dwanaście alternatywnych lokalizacji dla biznesu w Polsce

Choć nowoczesne powierzchnie biurowe są w większości ulokowane w największych polskich aglomeracjach, to firmy coraz częściej szukają biur poza głównymi rynkami. Międzynarodowa firma doradcza Cushman& Wakefield przygotowała raport dotyczący 12 alternatywnych lokalizacji dla najemców z sektora BSS.

W raporcie„Rynek biurowy w Polsce – alternatywne lokalizacje dla najemców z sektora BSS” firma Cushman& Wakefield uwzględniła takie miasta jak Białystok, Bydgoszcz, Bielsko-Biała, Częstochowa, Elbląg, Kielce, Olsztyn, Opole, Radom, Rzeszów, Toruń oraz Zielona Góra. Eksperci podsumowali najważniejsze dane rynkowe oraz podstawowe wskaźniki ekonomiczne każdego z powyższych miast. W raporcie znajdują się także informacje dotyczące dostępnych powierzchni.

Gdzie szukać biura?

Według danych z raportu ABSL „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce 2019” obecnie 10% osób zatrudnionych w sektorze usług wspólnych pracuje poza dziewięcioma największymi rynkami biurowymi.

Obserwowany rozwój tych lokalizacji wynika między innymi z dostępności wykwalifikowanych pracowników, relatywnie dużej puli studentów i absolwentów, niższych kosztów operacyjnych oraz poprawiającej się infrastruktury transportowej pomiędzy analizowanymi rynkami a głównymi hubami komunikacyjnymi– mówi Krzysztof Misiak, Head of Cushman& Wakefield Poland.

Według analizy firmy całkowite zasoby powierzchni biurowej w tych dwunastu miastach to prawie 703 tys. mkw. w 200 obiektach. Jak podają eksperci, na tę powierzchnię składają się zarówno nowoczesne budynki, jak i kamienice przekształcone na funkcje biurowe. W budowie znajduje się obecnie prawie 93 tys. mkw., a kolejne 295 tys. mkw. zostało zidentyfikowane jako potencjalne projekty mogące trafić na rynek w ciągu najbliższych pięciu lat. Warto podkreślić, że większość z tych projektów realizowana jest przez lokalne firmy.

Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio
Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio

Od 2012 roku, czyli od pierwszego dnia, kiedy Pro Progressio rozpoczęło swoją działalność wspierającą rozwój sektora BSS w Polsce, mówiliśmy o ogromnym potencjale, jaki leży w polskich miastach regionalnych. Teraz, w czasach, kiedy centra operacyjne BPO i SSC można spotkać w każdym większym mieście, rozwój sektora nowoczesnych usług dla biznesu w lokalizacjach takich jak Białystok, Toruń, Radom, Olsztyn, Bydgoszcz, Opole czy Częstochowa i Kielce jest wręcz naturalny. Przewidujemy, że to właśnie w tych lokalizacjach będą tworzone w pierwszej kolejności następne centra dla firm BSS, które są już w Polsce obecne, ale także w części przypadków będą to pierwsze lokalizacje dla krajowych i zagranicznych organizacji BPO i SSC. Niższe koszty, dobra logistyka, stosunkowo niewielka konkurencja – to zalety miast regionalnych, którym ja osobiście mocno kibicuję – mówi Wiktor Doktór, Prezes Pro Progressio.

Polska liderem regionu sektora usług wspólnych

Eksperci firmy prognozują, że miasta regionalne będą przyciągać do siebie nowych najemców. Ich liczba będzie zależała m.in. oddostępnego zasobu powierzchni biurowych, dostępu do wykwalifikowanych pracowników i oferty wsparcia działań inwestycyjnych przez władze poszczególnych miast.

W najbliższych latach będziemy mogli dalej obserwować rozwój branży usług wspólnych, która w opinii Cushman & Wakefield przyśpieszy wraz z przejściem większości rozwiniętych gospodarek w fazę spowolnienia lub recesji spowodowanej wybuchem światowej pandemii. Polska, będąca liderem regionu w zakresie obsługi sektora usług wspólnych, powinna utrzymać swoją pozycję jako pożądana lokalizacja dla części firm szukających oszczędności poprzez przeniesienie części swoich procesów do tańszych lokalizacji – mówi Jan Szulborski,Senior Negotiator, Cushman & Wakefield.

Leczenie alergii na jad owadów żądlących w dobie COVID-19 nie powinno być przerywane. Jest to terapia ratująca życie

Lekarze podkreślają, że chociaż w dobie pandemii ogranicza się procedury medyczne do minimum, to zabiegi odczulania na jad owadów są  wykonywane nadal, zgodnie ze schematem leczenia. Wynika to z tego, że traktowane są jako terapia ratująca życie. Zwykle reakcja na jad owadów żądlących, typu osy, szerszenie czy pszczoły, oznacza miejscowy obrzęk i świąd w miejscu użądlenia, jednak dla niektórych osób może skończyć się wstrząsem anafilaktycznym, który zagraża życiu. Jedynym sposobem leczenia alergii na jad owadów jest odczulanie, czyli immunoterapia alergenowa. Jej skuteczność sięga 80–90 proc.

– Jad owadów zawiera alergeny, które dostają się do organizmu w trakcie użądlenia. W polskich warunkach problemem są różnego rodzaju gatunki os, ale też szerszeń, który ma podobny jad, ale wstrzykuje go znacznie więcej, więc jego użądlenie jest bardziej niebezpieczne. Jednak przede wszystkim zagrożeniem są pszczoły, których użądlenia są groźniejsze niż w przypadku os, a ostatnio coraz częściej również trzmiele, wykorzystywane w szklarniach do zapylania roślin – mówi agencji Newseria Biznes prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

 Alergia na jad owadów błonkoskrzydłych jest częsta. To, jak częsta, zależy od stopnia ekspozycji na użądlenie. W takich grupach pacjentów jak pszczelarze, wędkarze czy myśliwi, czyli osób, które są nadmiernie eksponowane, ta alergia występuje znacznie częściej, dotyka nawet kilkunastu procent z nich – mówi prof. dr hab. Marita Nittner-Marszalska z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Nie każda reakcja po użądleniu owada ma charakter alergii. U osób, które nie są uczulone na jad, typowe są ból, świąd i niewielki obrzęk w miejscu użądlenia. Jednak dla wielu bliskie spotkanie z osą, pszczołą czy szerszeniem może się skończyć ciężką reakcją alergiczną.

 Z definicji jest to obrzęk, który jest większy niż powierzchnia dłoni i trwa dłużej niż dobę. To jest miejscowa reakcja alergiczna, która jest niegroźna i można ją zignorować – mówi.

Znacznie poważniejsza jest systemowa reakcja alergiczna, która może mieć przebieg łagodny, ale też dramatyczny, zagrażający życiu. W wersji łagodnej na całym ciele mogą pojawić się bąble pokrzywkowe, występują też zaczerwienienie i swędzenie skóry, obrzęk warg, powiek, szyi czy nawet całej twarzy, i to pomimo że miejsce użądlenia było odległe, jak np. stopa czy palec dłoni. W tym przypadku wystąpić mogą również objawy, które w ogóle nie kojarzą się z użądleniem, np. niepokój, ból brzucha albo skurcz oskrzeli.

 Skórne i obrzękowe grupy reakcji są zwykle niegroźne dla życia. Niestety są również formy groźniejsze, rzadsze, ale rozwijające się bardzo dynamicznie. One przebiegają z zajęciem układu oddechowego, kiedy występuje intensywna duszność, czasem ze świszczącym oddechem. Może pojawić się osłabienie, spadek ciśnienia, przyspieszenie akcji serca i tzw. objawy sercowo-krążeniowe, które mogą powodować istotne zagrożenie dla życia. Tych objawów bardzo się boimy – mówi prof. Marita Nittner-Marszalska.

Takie ciężkie, systemowe reakcje alergiczne stanowią śmiertelne zagrożenie dla osób uczulonych. Pojawiają się wówczas: uczucie przeszkody w gardle, duszności, kaszel ze świszczącym oddechem, zasłabnięcie, bóle brzucha, a nawet utrata przytomności. W najpoważniejszych przypadkach może rozwinąć się wstrząs anafilaktyczny wymagający natychmiastowego specjalistycznego leczenia.

– Wstrząs anafilaktyczny rozwija się szybko. Pacjent traci ciśnienie, słabnie, potem traci przytomność i może też stracić życie. Jest to sytuacja krańcowa, najgroźniejsza ze znanych nam reakcji alergicznych. Zresztą taka jest też definicja anafilaksji – jest to reakcja alergiczna, która stanowi bezpośrednie zagrożenie życia – mówi badaczka.

Ryzyko, że po użądleniu przez owada błonkoskrzydłego, czyli osę, pszczołę lub szerszenia, pojawi się poważna, systemowa reakcja alergiczna, dotyczy w Europie nawet 8 proc. populacji, przy czym u ok. 3 proc. osób mogą wystąpić objawy ciężkie, stanowiące bezpośrednie zagrożenie życia. Specjaliści podkreślają, że osoby, które doświadczyły objawów reakcji alergicznej, powinny skontaktować się z alergologiem, który zaleci obserwację kolejnych reakcji i ustali, jakie leki należy podać w razie użądlenia.

 Jeżeli pacjent doznał łagodnych objawów miejscowych, to nie trzeba wykonywać żadnych badań diagnostycznych. Należy je obserwować, choć one w niewielkim stopniu grożą wystąpieniem poważniejszej reakcji w przyszłości. Z kolei jeśli ktoś doświadczył reakcji uogólnionej, tej poważniejszej, to nie powinien ignorować takich objawów, ale zgłosić się do alergologa. Wtedy zlecamy badania diagnostyczne, które są dla nas podstawą do dalszego postępowania i kwalifikacji pacjentów do odczulania. Pacjenci z alergią na jad owadów błonkoskrzydłych i ciężkimi objawami absolutnie i bezwzględnie powinni być odczulani, czyli poddani immunoterapii – podkreśla prof. Marita Nittner-Marszalska.

Odczulanie, czyli immunoterapia alergenowa jadami, jest jedynym przyczynowym leczeniem alergii na jad owadów błonkoskrzydłych. Wszystkie osoby, u których po użądleniu owadów rozwinęły się ciężkie objawy, powinny zostać poddane tej terapii, ponieważ istnieje ryzyko, że przy kolejnym takim zdarzeniu wystąpi równie ciężka lub nawet cięższa reakcja alergiczna zagrażająca życiu.

– Immunoterapia jest podstawowym leczeniem, bo jej celem jest uzyskanie tolerancji alergenu. Za pomocą leków nie potrafimy profilaktycznie zabezpieczyć pacjenta. Jedyną możliwością jest wstrzykiwanie odpowiednio przygotowanego alergenu. To powoduje, że pacjent nabiera tolerancji, czyli stanu, który jest charakterystyczny dla osób bez alergii – mówi prof. Marek Jutel.

Do immunoterapii kwalifikowani są pacjenci w każdym wieku – zarówno dzieci, jak i dorośli, a nawet seniorzy. Odczulanie u dzieci można rozpocząć po ukończeniu przez nie piątego roku życia, ale i od tej reguły stosuje się wyjątki.

– Wyjątki dotyczą zwłaszcza alergii na jad owadów. Jeżeli mamy zagrożenie życia, to w takich przypadkach możemy odczulać nawet młodsze dzieci – mówi naukowiec z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – W ten sposób przywracamy pacjenta do zdrowia, ale w naturalny sposób – nie stosujemy żadnych środków chemicznych, tylko alergen, na który pacjent jest uczulony.

Zwykle immunoterapię stosuje się przez okres od trzech do pięciu lat, czyli stosunkowo krótko w porównaniu z leczeniem farmakologicznym, które wielu pacjentów musi kontynuować przez całe życie.

– To jedna z najskuteczniejszych terapii w medycynie w ogóle. W przypadku alergii na jad pszczoły skuteczność immunoterapii wynosi powyżej 90 proc. To oznacza, że 90 na 100 pacjentów, u których występowały ciężkie, groźne dla życia reakcje alergiczne, nie będzie ich mieć po odczulaniu. W przypadku jadu osy mamy skuteczność krańcową ok. 80 proc. Gdy porównamy ją ze skutecznością leków przeciwhistaminowych na poziomie 5 do 10 proc., to immunoterapia jest faktycznie leczeniem, którego nie da się zastąpić – mówi prof. Marek Jutel,

Specjaliści podkreślają, że chociaż w dobie pandemii ogranicza się procedury medyczne do minimum, to zabiegi odczulania na jad owadów powinny być wykonywane nadal i zgodnie ze schematem zaleconym przez alergologa.

 Sezon sprzyja aktywności owadów, robi się bardzo ciepło i one są wszędzie wokół nas. Musimy się więc strzec, niezależnie od istniejącej sytuacji epidemiologicznej – zaznacza prof. Marita Nittner-Marszalska.

Małgorzata Leitner: Pandemia koronawirusa miała duży wpływ na branżę rozrywkową. Wielu artystów zostało pozbawionych zarobku

0

W wywiadzie dla PRoto.pl menedżerka podkreśla, że kryzys i społeczna izolacja wywołane koronawirusem całkowicie zaburzyły rytm funkcjonowania zarówno branży rozrywkowej, jak i modowej. Wiele gwiazd z dnia na dzień zostało pozbawionych dochodów.  Nie udało się też zrealizować zagranicznych kontraktów, co więcej, nie wiadomo też, kiedy zostanie wznowiona ta współpraca. Leitner zapewnia jednak, że jej firma skupiła się na takiej formie działalności, dzięki której pomimo kryzysu nadal może oferować podopiecznym sporo zleceń.

– Wpływ COVID-19 i napędzanego przez niego strachu ma wpływ zarówno na lokalne, jak i globalne interesy branży rozrywkowej. W Warszawie odwołano koncerty, imprezy, pokazy mody, prezentacje, tym samym pozbawiając większość artystów możliwości zarobku. Odwołane loty, przełożone sesje zdjęciowe postawiły pod znakiem zapytania sens dalszych inwestycji w sektorze modelingu – mówi  w wywiadzie dla PRoto.pl Małgorzata Leitner, menedżerka oraz założycielka i właścicielka agencji Avant Mangement i szkoły Avant School.

Jej zdaniem pandemia koronawirusa, izolacja i obostrzenia już poczyniły duże zmiany w branży modowej. Trudno cokolwiek planować, bo nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Szczególnie niepewna jest współpraca zagraniczna.

– Zamknęły się dwie czołowe agencje modelek w Polsce. Międzynarodowa moda została zamrożona z dnia na dzień wraz z zamknięciem granic państw. Działa tylko online booking internetowych świadczeń artystów-influencerów. Kontrahenci chętniej decydują się na działania krótko- niż długoterminowe, wybierają bezpieczną telewizję i wygodny internet, przerzucając budżety do tych sektorów. Działania są podejmowane lokalnie zamiast globalnie – mówi Małgorzata Leitner.

Zdaniem właścicielki agencji Avant Management nawet w momencie, kiedy obostrzenia zostaną całkowicie zniesione i wszystko wróci do normy, współpraca z zagranicznymi gwiazdami będzie mocno ograniczona.

– Zanim ktokolwiek zdecyduje się na zatrudnianie gwiazd z zagranicy, będzie reklamował swoje produkty i usługi lokalnie przy pomocy wyspecjalizowanej w danej branży agencji, realizując łatwo mierzalne, szybkie i wygodne w obsłudze kampanie z udziałem gwiazd i twórców mających łącznie miliony followersów gotowych kupić ich produkty tutaj, zaraz – mówi menedżerka.

Zaznacza jednak, że nawet w tym trudnym czasie jej agencja działa nieprzerwanie. A wszystko dzięki odpowiednim decyzjom podjętym w 2016 roku.

– Chcąc całkowicie uniezależnić się od zagranicznych rynków mody, weszliśmy pełną parą w new business kampanii influencerskich i produkcji programów telewizyjnych. Dzięki takiej dywersyfikacji dzisiaj zachowujemy spokój i płynność podczas kryzysu i co najważniejsze – możemy oferować naszym artystom potok zleceń – mówi Małgorzata Leitner.

Przyznaje, że pandemia i zamknięcie w domach zmieniły sposób prowadzenia komunikacji artystów z mediami i fanami. Większość gwiazd jednak doskonale odnajduje się w nowej rzeczywistości.

Wobec braku możliwości spotkania i bezpośredniego kontaktu wśród artystów królują live’y, calle na Zoomie, relacje na stories i TikToki. Ewentualnie wirtualne wspomnienia z odwiedzanych zimą ciepłych zakątków świata. Mam wrażenie, że coraz bardziej liczy się wartościowy content i wygrywają twórcy, którzy potrafią tworzyć na zawołanie ciekawe treści – mówi właścicielka agencji Avant Mangement i szkoły Avant School.

Pandemia może pogorszyć sytuację finansową kopalń i przyspieszyć ich zamykanie. Zmiany na Śląsku wymagają odpowiedniego przygotowania

Polskie górnictwo zatrudnia ponad 80 tys. osób i to ten sektor jest w tej chwili najbardziej dotknięty przez koronawirusa. – Obawiam się, że z powodu pandemii i jej skutków wygaszanie kopalni może przyspieszyć, a jest to proces, który powinno się właściwie przygotować – podkreśla Izabela Zygmunt z CEE Bankwatch Network. To też proces, którego nie da się uniknąć ze względu chociażby na cele klimatyczne Unii Europejskiej. Powinny mu jednak towarzyszyć uzgodnienia wszystkich zainteresowanych stron, przede wszystkim górników i społeczności lokalnych, a także wykorzystanie miliardów euro w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.

W tej chwili kryzys zdrowotny najmocniej dotyka Śląska i górników. Ta grupa generalnie pracuje w bardzo niebezpiecznych warunkach, a teraz jeszcze ze zdwojoną siłą dosięgły ją skutki pandemii. Ten czynnik z dużym prawdopodobieństwem może przyspieszyć zamknięcia kopalń. Wszyscy wiemy, że dla węgla nie ma przyszłości w energetyce. Z drugiej strony kopalnie powinny być zamykane nie wskutek jakiegoś kryzysu, który nagle pogarsza ich już i tak trudną sytuację ekonomiczną, ale w stopniowym procesie, który jest zaplanowany i uporządkowany – mówi agencji Newseria Biznes Izabela Zygmunt, national campaigner, CEE Bankwatch Network Poland.

Według danych ARP na koniec marca br. w sektorze górniczym zatrudnionych było 82,6 tys. osób. Węgiel jest surowcem, na którym opiera się polska energetyka – w 2019 roku jego udział w produkcji energii elektrycznej wyniósł 73,6 proc. Jednak stopniowe wygaszanie jego wydobycia jest nieuniknione, m.in. z przyczyn ekonomicznych, klimatycznych, jak i polityki UE. Projekt polityki energetycznej Polski zakłada, że udział tego surowca w miksie energetycznym będzie sukcesywnie spadać (do poziomu 60 proc. w 2030 roku) przy równoczesnym zwiększaniu znaczenia energii z odnawialnych źródeł energii.

Polska Zielona Sieć wskazuje, że pomimo politycznych obietnic w niedługim czasie prawdopodobne są zamknięcia kolejnych kopalń, a plany budowy nowych stoją pod znakiem zapytania. Górnicy, mieszkańcy i samorządy regionów górniczych powinni o tym wiedzieć, żeby móc przygotować się na zmiany.

 Na Śląsku lokalne społeczności bardzo często są przeciwne kopalniom, bo mają z tego dużo kłopotu. Ale proces ich wygaszania należałoby właściwie przygotować. Obawiam się, że z powodu pandemii i jej skutków, czyli prawdopodobnie pogorszenia i tak już słabej sytuacji ekonomicznej kopalń, to może nastąpić szybciej. Zanim ktokolwiek zdąży przygotować jakieś realne alternatywy dla ludzi, którzy stracą pracę, dla samorządów, które stracą dochody z podatków, i dla całych społeczności, które ekonomicznie są zależne od tych zakładów – mówi ekspertka.

Sprawna transformacja regionów górniczych będzie jednak możliwa tylko wtedy, gdy zaplanuje się ją z odpowiednim wyprzedzeniem i w sposób demokratyczny, przy współudziale wszystkich, w tym górników.

 Pogodzenie interesów górników z celami zielonej transformacji absolutnie jest możliwe. Im nie chodzi o to, żeby wydobywać węgiel jeszcze przez 200 lat, ale o to, żeby nadal mieć gdzie pracować i aby ta zmiana nie wiązała się z rozpadem lokalnych społeczności – podkreśla.

Śląsk jest tradycyjnie regionem górniczym. Wiele osób postrzega zieloną transformację jako zagrożenie dla jego tożsamości kulturowej i lokalnych społeczności, które są też ekonomicznie uzależnione od kopalń. Jednak w procesie zmian Śląsk będzie mógł skorzystać ze środków, które UE przewidziała w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.

– Mamy w tej chwili zwiększony budżet sprawiedliwej transformacji. W perspektywie kilku, kilkunastu miesięcy te pieniądze będą mogły popłynąć na Śląsk i do pozostałych regionów węglowych w Polsce. Teraz rządzący i górnicze związki zawodowe – które stoją na bardzo konserwatywnym stanowisku, co niekoniecznie odzwierciedla punkt widzenia wszystkich górników – powinni usiąść przy wspólnym stole i zacząć planować, jak skorzystać z tych pieniędzy. To będą miliardy euro, które można albo zmarnować, albo wydać dobrze, ale w tym celu trzeba najpierw porozmawiać ze wszystkimi, którzy mają coś na ten temat do powiedzenia – podkreśla Izabela Zygmunt.

Projekt Funduszu Sprawiedliwej Transformacji został przedstawiony przez Komisję Europejską w grudniu ubiegłego roku. To nowy unijny instrument finansowy, który będzie wspierać obszary stające przed poważnymi wyzwaniami społecznymi i gospodarczymi w związku z dążeniem UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku. W przypadku Polski pieniądze z funduszu mają trafić właśnie do regionów węglowych wchodzących na ścieżkę transformacji.

– Wykonano kilka gestów w naszą stronę, m.in. Fundusz Sprawiedliwej Transformacji został radykalnie zwiększony. To oznacza docenienie wagi tego problemu, jaki mamy z odejściem od obecnego systemu produkcji energii i przejściem na nowy. Tutaj będą dodatkowe duże środki. Obecnie ten fundusz ma 40 mld euro plus dodatkowe instrumenty, łącznie na pewno powyżej 100 mld dla regionów górniczych – wyjaśnia ekspertka.

W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska przedstawiła nowy instrument pożyczkowy na rzecz sektora publicznego w ramach mechanizmu sprawiedliwej transformacji. Z niego także będą mogły korzystać regiony, których gospodarka opiera się na węglu. Narzędzie to obejmie 1,5 mld euro w formie dotacji z budżetu UE oraz 10 mld euro w formie pożyczek z Europejskiego Banku inwestycyjnego. Te pieniądze powinny wygenerować inwestycje rzędu 25–30 mld euro.

– Dla Polski stawka jest dużo większa, bo możemy skorzystać z pieniędzy unijnych w dużo większym zakresie. Część pieniędzy zostanie bowiem skierowana na zwiększenie budżetu polityki spójności. Jednak jasno nakreślono, na jakie cele mają iść te pieniądze. I to są cele, do których – patrząc na plany rządu dotyczące energetyki i węgla – my się na razie nie zapisaliśmy – mówi Izabela Zygmunt.

Nadopiekuńczość i brak konsekwencji to jedne z najczęstszych błędów wychowawczych. Współczesnym rodzicom trudno ich uniknąć

– Nie ma idealnych rodziców i wszyscy popełniają jakieś błędy – mówi psycholog, dr Iwona Krosny-Wekselberg. Jak podkreśla, współczesnym rodzicom trudno uniknąć błędów wychowawczych, chociażby z powodu pośpiechu i braku czasu, nagromadzenia sprzecznych informacji czerpanych z portali czy książek o rodzicielstwie, a czasem też przez własne doświadczenia z dzieciństwa, oczekiwania rodzinne i rady mam czy teściowych. Często powodem są też popularne wśród rodziców stereotypy – np. ten, że dzieciństwo powinno być najszczęśliwszym okresem w życiu. Takie przekonanie skutkuje roztoczeniem nad dzieckiem parasola ochronnego, co zaburza rozwój jego osobowości.

– Przez przekonanie, że dzieciństwo jest najszczęśliwszym okresem w życiu, dorośli często się nie domyślają, że dziecko może mieć swoje troski i że ma prawo do swoich humorów. To może powodować, że deprecjonują i bagatelizują jego problemy. Tymczasem ono ma masę problemów, ponieważ stawia się przed nim ogrom zadań do wykonania, z którymi różnie sobie radzi – mówi agencji Newseria dr Iwona Krosny-Wekselberg, psycholog i wykładowca Dolnośląskiej Szkoły Wyższej na kierunku pedagogika i psychologia.

Kolejnym mitem jest ten, że dobrze wychowane dziecko oznacza grzeczne. Tymczasem dziecko, które jest posłuszne, bardzo często boi się otwarcie okazywać swoje emocje, jest wycofane, potulne i podporządkowane, a to rzutuje na jego zachowanie w przyszłości.

 Posłuszeństwo dziecka wobec rodzica nie może być jego jedynym celem. W wychowaniu nie chodzi o to, żeby dzieckiem sterować, ale kształtować w nim silne „ja”, bo kiedyś ono będzie musiało poradzić sobie w życiu – mówi ekspertka. – Dziecko właśnie w rodzinie powinno przejść trening asertywności, mieć doświadczenie w mówieniu „nie”, poczucie wpływu na otoczenie. Jeżeli tego nie ma i tego rodzaju zachowania są karane, to może doprowadzić to do rozwoju uległej osobowości. Potem rodzice się dziwią, że dziecko jest konformistyczne i ulega grupie rówieśniczej. Tymczasem dziecko nie zostało nauczone, że może mieć własne zdanie i może się na coś nie zgodzić.

Popularny wśród rodziców jest też mit o skuteczności i wyższości kary nad nagrodą. Wielu wręcz obawia się chwalić i nagradzać dobre zachowania, myśląc, że w ten sposób zdemotywują dziecko.

 To jest trochę dziwne założenie. U ludzi utrwalają się właśnie te zachowania, które przynoszą pozytywne rezultaty. Aprobata otoczenia jest sygnałem, że dane zachowanie może przynieść korzyści, więc warto je powtarzać. Jeśli rodzice reagują głównie wtedy, kiedy coś idzie źle, dziecko dostanie dwóję albo pobije się z kolegą, pokazują mu w ten sposób, że tylko złym zachowaniem jest w stanie zwrócić ich uwagę – mówi wykładowca Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Psycholog podkreśla, że nie ma idealnych rodziców i wszyscy bez wyjątków popełniają błędy wychowawcze. Te najczęstsze można podzielić na tzw. błędy zimne i ciepłe. Te pierwsze są związane z dystansem uczuciowym, oziębłością, brakiem akceptacji, a nawet odrzuceniem.

 Rygoryzm, ograniczanie spontanicznej aktywności dziecka, obojętność czy agresja (oprócz fizycznej i słownej chodzi również o jej bierną formę, np. obrażanie się) zwiększają poziom lęku i obniżają samoocenę dziecka, więc staje się ono wycofane, bierne. Warto też mieć świadomość, że agresja rodzica modeluje agresję u dzieci frustracja osoby niedocenianej, poniżanej, niesprawiedliwie karanej może powodować, że przenosi swój gniew i rozładowuje napięcie poprzez agresję np. wobec rówieśników.​ To wszystko wpływa na dziecko, które bardzo krytycznie podchodzi do własnej aktywności albo wręcz jest obojętne. Takie zachowania mogą też zwiększać u dzieci poczucie lęku, z pewnością nie wpływają na harmonijny rozwój osobowości – podkreśla dr Iwona Krosny-Wekselberg.

Jednak nawet rodzice, którzy pozostają z dziećmi w bliskiej, ciepłej i uczuciowej relacji, popełniają błędy wychowawcze, choć innego rodzaju. W tym modelu częste są właśnie tzw. błędy ciepłe. Te polegają m.in. na uleganiu dziecku, spełnianiu jego zachcianek, wyręczaniu w obowiązkach, a tłumaczone są jego dobrem.

Ciepłe błędy są nazywane syndromem nadopiekuńczości. Mogą prowadzić do tego, że dziecko staje się zależne emocjonalnie od opiekuna, nie ma warunków, żeby wzmacniać swoją odporność psychiczną. Brakuje mu treningu w radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami, bo często jest w nich wyręczane. W efekcie tworzy się u niego wyobrażenie, że ludzie są po to, żeby mu pomagać, że nie jest za nic odpowiedzialne. A skoro wszyscy je kontrolują i roztaczają nad nim parasol ochronny, to być może nie jest wystarczająco dobre – mówi ekspertka.

Tego rodzaju zachowania hamują u dzieci poczucie sprawstwa, wewnętrznej kontroli i przekonania, że samodzielnie dadzą sobie radę. Dlatego dzieci, które są wychowywane w takim nadopiekuńczym modelu, mają niższą odporność psychiczną. Kiedy natrafiają na trudną sytuację, od razu się z niej wycofują albo uruchamiają schemat szukania pomocy. Częstym efektem jest też to, że traktują innych ludzi instrumentalnie.

– Kiedy dziecko dorasta i opuszcza dom ze schematem ludzie są dla mnie i mogę z nich korzystać, to niekoniecznie dobrze wpłynie na jego kontakty społeczne – mówi wykładowca Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Jak podkreśla, nawet dobre intencje nie ustrzegą rodziców przed popełnianiem błędów wychowawczych.

– Ludzie często mają dobre motywacje. Jednak często też ich starania, żeby uczynić życie dziecka szczęśliwym, zapewnić mu opiekę, wyrozumiałość i poczucie beztroski, powodują, że ono nie ma warunków, aby optymalnie rozwijać swój potencjał i stawać się samodzielne, bo niestety ciągle jest pod parasolem ochronnym. Oprócz tego motywem rodziców bywa po prostu ich potrzeba, żeby w dzisiejszych, zabieganych czasach mieć trochę spokoju. Czasem łatwiej zrobić coś za dziecko, dla świętego spokoju odpuścić, niż mobilizować cały potencjał i nie rezygnować z myślą o odległych korzyściach takiej postawy – mówi dr Iwona Krosny-Wekselberg.

To często wiąże się z błędem niekonsekwencji, który dla wychowania dziecka może mieć szczególnie niebezpieczne skutki. Tym bardziej że rodzicom czasem trudno jest rozpoznać, która postawa i zachowanie są tymi właściwymi, a nie pomagają w tym także często sprzeczne informacje czerpane z portali czy książek o rodzicielstwie, oczekiwań rodzinnych i rad mam czy teściowych.

– Brak konsekwencji rodzica utrudnia dziecku opanowanie zasad obowiązujących w domu, jakiejś hierarchii wartości. Skoro wszystko jest zmienne, ono  zaczyna się gubić, nie wie, czego ma się trzymać. Poza tym, jeżeli rodzic za coś karze, a innym razem nie, raz na coś pozwala, a kolejnym nie, to traci w oczach swojego dziecka autorytet. Wtedy maleje możliwość, że będzie mieć na swoją pociechę wpływ, ponieważ jest nieprzewidywalny. A rodzic nieprzewidywalny nie zaspokaja podstawowej potrzeby dziecięcej, jaką jest potrzeba bezpieczeństwa. Warto dodać, że dla jej zaspokojenia oprócz możliwości przewidywania ważna jest też możliwość otwartej komunikacji z osobami bliskimi. Zaburzają ją błędy, np. karanie za szczerość czy lekceważenie tego, co dziecko przeżywa, czy wreszcie mówienie mu, że jest jeszcze małe i niczego nie rozumie  – podkreśla psycholog i wykładowca Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Ekspertka dodaje, że zaspokojenie tej podstawowej potrzeby – bezpieczeństwa – jest szczególnie ważne dla rozwoju dzieci.

– Rozwój bowiem to zmiana, a dziecko, które jest niepewne i nieufne, wycofuje się i może nie korzystać z nowych doświadczeń, które rozwijają jego osobowość i umiejętności samodzielnego radzenia sobie w życiu – dodaje dr Iwona Krosny-Wekselberg.

Zużyliśmy miliony ton maseczek i rękawiczek. Polscy naukowcy zbadają, jak bezpiecznie dla środowiska zutylizować odpady

W USA produkuje się fartuchy wielokrotnego użytku z poduszek powietrznych, które można prać nawet 50 razy. Naukowcy z Uniwersytetu w Nebrasce testują, czy światło ultrafioletowe odkazi i przedłuży żywotność masek medycznych. Wszystko po to, by zmniejszyć ilość odpadów. Maseczki czy rękawiczki, które chronią przed koronawirusem, dla środowiska mogą być dużym zagrożeniem. Polscy naukowcy angażują się w projekt badawczy UPS-Plus, który ma zbadać, w jaki sposób bezpiecznie utylizować zużyty sprzęt ochronny.

Środki ochrony indywidualnej zaśmiecają już morza i oceany oraz zalegają na brzegach plaż. UCL Plastic Waste Innovation Hub ocenia, że gdyby tylko w Wielkiej Brytanii całe społeczeństwo nosiło maski wielokrotnego użytku, mogłoby to zapobiec powstaniu 66 tys. ton zanieczyszczonych odpadów z tworzyw sztucznych.

Na świecie pojawiają się już pierwsze innowacyjne rozwiązania bezpieczniejsze dla środowiska. W USA firma Ford produkuje fartuchy wielokrotnego użytku z poduszek powietrznych, które można prać do 50 razy. Uniwersytet w Nebrasce testuje, czy światło ultrafioletowe może odkazić i przedłużyć żywotność masek medycznych. W Polsce z kolei naukowcy w ramach projektu UPS-Plus zbadają, w jaki sposób bezpiecznie zutylizować zużyty sprzęt ochronny.

– Projekt UPS-Plus jest realizowany przez interdyscyplinarny zespół naukowców Politechniki Śląskiej, głównie z Wydziału Inżynierii Środowiska i Energetyki, ale także z Wydziału Chemicznego oraz Wydziału Mechanicznego Technologicznego. Dotyczy on optymalizacji procesu spalania i waloryzacji ubocznych produktów spalania dla wypełnienia założeń gospodarki o obiegu zamkniętym (UPS-Plus). W projekcie badamy różne paliwa, w tym odpadowe, tzw. RDF, pod kątem optymalizacji ich recyklingu energetycznego i materiałowego – mówi dr hab. inż. Sylwester Kalisz, kierownik projektu, z Katedry Maszyn i Urządzeń Energetycznych Politechniki Śląskiej.

W ramach projektu naukowcy chcą sprawdzić, jaki wpływ na środowisko ma COVID-19, przede wszystkim w kontekście sprzętu ochronnego. Zwłaszcza że nawet rękawice wykonane z gumy lateksowej, produktu naturalnego, nie zawsze są wyborem przyjaznym dla środowiska. Ze względu na chemiczne dodatki zastosowane do ich produkcji, mogą mu zaszkodzić.

List intencyjny dotyczący udziału w projekcie badawczym UPS-Plus podpisała firma Etisoft, produkująca maseczki, rękawiczki czy przyłbice ochronne.

– Jako firma, która bardzo szybko odnalazła się w nowej rzeczywistości, świadomie i z pełną odpowiedzialnością jesteśmy gotowi wspierać ekologiczne działania służące recyklingowi i ponownemu wykorzystaniu maseczek i przyłbic – mówi Michał Majnusz, prezes Etisoftu. – Nasza rola w rozszerzeniu projektu będzie polegała na dostarczaniu materiału z masek oraz dostępnych danych materiałowych i technologicznych do dalszych badań. Mam nadzieję, że dołożymy w ten sposób swoją cegiełkę do rozwiązania problemu, z którym niewątpliwie wkrótce będzie się borykać nasza planeta.

Zalety wirtualnego biura

E-office cieszy się coraz to większą popularnością, stając się doskonałą alternatywą dla klasycznych biur w centrum miasta. Przedsiębiorcy, ceniący sobie pracę zdalną oraz firmy, szukające sposobu na optymalizację kosztów, niezwykle chętnie sięgają po to rozwiązanie, odkrywając stopniowo coraz to więcej, innych zalet.

Od ponad 20 lat przedsiębiorcy potwierdzają, że można z powodzeniem prowadzić biznes mając siedzibę w formie e-office. Przyjrzymy się zatem temu zagadnieniu nieco bliżej.

Co to jest wirtualne biuro?

Zacznijmy jednak od początku, czyli od wyjaśnienia czym właściwie jest wirtualne biuro. Jest to usługa polegająca na outsourcingu naszej obsługi biurowej, bez jednoczesnej konieczności fizycznej obecności w danym miejscu.

Tworzenie takiego wirtualnego adresu, przede wszystkim, ma za zadanie zredukować koszty, które związane są z wynajmowaniem lokalu czy zatrudnianiem pozostałych pracowników. Najprościej mówiąc – zapewniają rejestrację przedsiębiorstwa pod pewnym, wskazanym przez siebie adresem, dzięki czemu możliwe jest prowadzenie działalność z np. naszego domu.

Warto nadmienić, że wirtualne biuro umożliwia posiadanie m.in. indywidualnych numerów telefonów, obsługi prawnej, obsługi księgowej, przechowywania dokumentów czy założenia rachunku firmowego.

Skąd pomysł wirtualnych biur?

Pomysł wirtualnych biur narodził się w 1994 roku, dzięki pomysłodawcy – Ralphowi Gregorowi. To on jako pierwszych przeprowadził obserwacje społeczną, której wnioski pozwoliły sądzić, że szerokie grono przedsiębiorców nie potrzebuje i nie chce prowadzić własnego biura – m.in. ze względu na duże koszty. Idea i pomysł stosowania e-biznesów ugruntowała się niedługo po przekazaniu wyników obserwacji, a firma, którą założył Ralph prosperuje do dziś, odnosząc spore sukcesy.

Zalety takiego rozwiązania

Poniekąd już z powyższego wstępu wywnioskować możemy jakie są największe zalety wirtualnego biura. Uporządkujmy zatem tą wiedzę i zbierzmy wszystkie te wartości w jedno miejsce.

Po pierwsze – największą zaletą i często podstawowym determinantem do założenia wirtualnego adresu jest zmniejszenie wysokości opłat za czynsz i media. Efektem tego jest ogólna optymalizacja kosztów, związanych z np. jego wyposażeniem.

Po drugie – adres wirtualny nie stawia tak wiele ograniczeń, jak moglibyśmy pierwotnie przypuszczać. Prawda jest taka, że biura tworzone w ten sposób nadal zatrudniają szeroką kadrę pracowników, korzystając m.in. z usług księgowych. Przekonanie więc, że e-biznes okraszony jest mnóstwem ograniczeń dla przedsiębiorców jest dużym uproszczeniem – często zupełnie niesłusznym.

Po trzecie – możemy sięgnąć po nieocenioną pomoc w kwestii formalnej, która często jest kołem ratunkowym dla niezdecydowanych lub początkujących biznesów. Chcąc założyć np. wirtualny adres Wrocław skorzystać możemy z pomocy Dc.Biz, oddając tym samym trudne zadanie zaufanej i doświadczonej w tej materii firmie.

Po czwarte – zyskujemy prestiżowy adres w centrum miasta, dzięki czemu zdobywany znaczącą przewagę konkurencyjną. Tak oto założone wirtualne biuro Wrocław pozwala nam zyskać klientów z całego województwa, wzmacniając tym samym wizerunek i markę na rynku. Profesjonalna wizytówka firmy staje się więc solidnym filarem, który zachęca klientów do skontaktowania się i zapoznania się z naszymi usługami.

Po piąte – i ostatnie – zyskujesz swobodę, dzięki której możesz pracować w każdym miejscu i o każdym czasie, przyjeżdżając jedynie na okazjonalne spotkania z klientem (w np. wynajmowanej na godziny sali konferencyjnej).

Społeczna odpowiedzialność biznesu – dowiedz się, na czym polega i poznaj przykłady

Coraz większy nacisk kładzie się na to, by działalność firmy nie skupiała się jedynie na doskonałej obsłudze i wysokiej jakości produktów, ale także na angażowaniu w działania na rzecz społeczeństwa. Kiedy organizacja ma na celu nie tylko realizację własnych interesów, ale też podejmowanie decyzji wspierającej społeczeństwo, mówi się o społecznej odpowiedzialności biznesu. Dlaczego jest to ważne?

Czym jest społeczna odpowiedzialność biznesu?

Z tym terminem możemy spotkać się coraz częściej, co jest świadectwem tego, że jego rola rośnie. Społeczna odpowiedzialność biznesu jest pojęciem zamiennie używanym z CSR (ang. corporate social responsibility) i dotyczy takiej strategii działań biznesowych, które dobrowolnie uwzględniają ochronę środowiska, relacje ze społecznością lokalną, czy pracownikami. Wszystko to ma na celu zrównoważony rozwój ekonomiczny i społeczny. Dokładne zasady, jakimi kierują się firmy funkcjonujące zgodnie z tym modelem, w 2010 roku określiła Międzynarodowa Organizacja Standaryzacyjna.

Dlaczego warto zadbać o działania z zakresu CSR?

Wspieranie rozwoju lokalnego i ekologii to szczytne cele, ale przedsiębiorca mógłby się zastanawiać, jakie on sam ma z tego korzyści. Przede wszystkim, społeczna odpowiedzialność biznesu stawia firmę w lepszym świetle. Zyskuje ona miano solidnego pracodawcy i partnera, lojalnej i rzetelnej firmy, a wszystko to przekłada się na budowanie pozytywnego wizerunku. Należy jednak pamiętać, że działania z zakresu CSR powinny wypływać z poczucia odpowiedzialności, a nie chęci zysków. Istotą społecznej odpowiedzialności biznesu jest bezinteresowność, która nadaje tym działaniom wyjątkowego charakteru.

Biorąc pod uwagę to, jak wiele dzieje się wokół ochrony środowiska, poprawy warunków pracy i dbałości o rynek lokalny, ma to podwójne znaczenie. Działania stanowiące odpowiedź na bieżące sprawy i problemy mogą dać nam dużą przewagę nad konkurencyjną firmą, która albo nie przedsięwzięła podobnych działań, albo ich nie nagłaśnia. Warto również zauważyć, że dzięki takim działaniom łatwiej można znaleźć partnerów biznesowych. Natomiast klienci, widząc naszą lojalność, odpłacą się tym samym i również będą wobec nas lojalni.

Przykłady, w jaki sposób można realizować założenia strategii

Wszystko to brzmi wzniośle i bardzo atrakcyjne, ale rodzić może kolejne pytania. Co obejmują działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu i jak zacząć je wdrażać? Wbrew pozorom pole do manewru mamy całkiem spore. Podstawą są etyczne decyzje, zarówno związanie z podejściem do pracowników, jak i uczciwa konkurencja i różne przedsięwzięcia proekologiczne. Wśród przykładów narzędzi, jakimi możemy się posłużyć, wymienia się segregowanie odpadów, skrócenie łańcucha dostaw, promowanie sportu wśród dzieci i młodzieży, dofinansowanie lokalnych inwestycji, wolontariat pracowniczy, programy pracownicze nastawione na rozwój i dbanie o zdrowie o pracowników. Powszechne są również różnego rodzaju kampanie społeczne. Są to jedynie przykłady, a korzyści spore, warto więc się nimi zainteresować. Jest ich znacznie więcej – zobacz na blogu Harbingers.io.

Źródła finansowania i dotacji dla przedsiębiorców w czasie pandemii

Każdy przedsiębiorca będący pracodawcą, u którego wystąpił kwalifikowany spadek obrotów gospodarczych w następstwie pandemii COVID-19 w wysokości określonej Ustawą ws. Tarczy antykryzysowej ma do wyboru, po spełnieniu dodatkowych warunków, możliwości uzyskania dofinansowania wynagrodzeń pracowników. Płynność finansową firm może także poprawić wsparcie przewidziane w Tarczy finansowej PFR. Dodatkowo Ustawy o Tarczy antykryzysowej dają także możliwość bieżącego rozliczania ulgi na działalność B+R, a także 5-procentowej stawki CIT w ramach IP Box. Tarcza antykryzysowa wprowadziła konkretne mechanizmy dofinansowania do wynagrodzeń pracowników, które ze względu na wysokość kwot możliwych do otrzymania nie powinny być pomijane przez przedsiębiorców.

Rozwiązania zawarte w Tarczy antykryzysowej mają za zadanie pomóc firmom utrzymać płynność finansową. Każdy przedsiębiorca będący pracodawcą, u którego wystąpił kwalifikowany spadek obrotów gospodarczych w następstwie pandemii COVID-19 w wysokości określonej Ustawą ws. Tarczy antykryzysowej ma do wyboru, po spełnieniu dodatkowych warunków, możliwości uzyskania dofinansowania wynagrodzeń pracowników. Płynność finansową firm może także poprawić wsparcie przewidziane w Tarczy finansowej PFR. Dodatkowo Ustawy o Tarczy antykryzysowej dają także możliwość bieżącego rozliczania ulgi na działalność B+R, a także 5-procentowej stawki CIT w ramach IP Box.

Dofinansowanie wynagrodzeń z FGŚP

Tarcza antykryzysowa wprowadziła konkretne mechanizmy dofinansowania do wynagrodzeń pracowników, które ze względu na wysokość kwot możliwych do otrzymania nie powinny być pomijane przez przedsiębiorców.

Należy przy tym starannie przeanalizować warunki wejścia do danego programu, aby wybrać ten najbardziej właściwy, mając na uwadze m.in. skalę spadku obrotów gospodarczych. Dofinansowania z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych są adresowane do wszystkich przedsiębiorców, niezależnie od ich wielkości, z kolei możliwość uzyskania dofinansowania od starosty jest kierowana wyłącznie do sektora MŚP. Progi spadku obrotów oraz wysokość dofinansowania są różne w obu tych programach. W przypadku dofinansowania do starosty atrakcyjnym aspektem jest brak konieczności modyfikowania warunków zatrudnienia, wygląda na to – i należy ocenić to pozytywnie – że procedowana obecnie kolejna odsłona Tarczy Antykryzysowej (4.0) wprowadzi podobną zasadę również w stosunku do dofinansowania z FGŚP – mówi Wojciech Majkowski, dyrektor w zespole ds. podatku dochodowego od osób prawnych w KPMG w Polsce.

W przypadku aplikowania o dofinansowanie z FGŚP według obecnych zasad przedmiotem analizy powinno być faktyczne zapotrzebowanie na pracę, tj. wymiar czasu pracy, o który zasadne jest obniżenie etatów – aby z jednej strony zachować możliwości funkcjonowania przedsiębiorstwa, a z drugiej ubiegać się o dofinansowanie.

Niekoniecznie właściwe będzie w każdym przypadku wykorzystywanie maksymalnego dostępnego limitu obniżenia (tj. 20%), w szczególności biorąc pod uwagę, że uruchamianie kolejnych gałęzi gospodarki powinno odpowiednio postępować. Z drugiej strony, analiza powinna skupić się na wysokości dofinansowania możliwego do otrzymania. Nie ulega wątpliwości, że przy obecnej konstrukcji tego rozwiązania, obniżenie o mniejszy wymiar czasu pracy np. 5% w wielu przypadkach pozwala osiągnąć efektywnie dużo wyższą kwotę dofinansowania (uwzględniając nawet oszczędności z tytułu samego obniżenia), przy jednoczesnym zachowaniu większych możliwości kadrowych. Ważne jest także to, aby działania podejmowane co do warunków zatrudnienia pracowników nie były działaniami fikcyjnymi, nakierowanymi wyłącznie na formalne spełnienie warunków otrzymania dofinansowania – mówi dr Konrad Kleszczewski, menedżer w zespole ds. podatku dochodowego od osób prawnych w KPMG w Polsce.

Tarcza Finansowa PFR

Program dla Dużych Firm będzie skierowany do przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników i których obroty przekraczają 50 mln euro lub ich suma bilansowa przekracza 43 mln euro. Program będzie dostępny również dla mniejszych podmiotów, tj. dla firm, które zatrudniają powyżej 150 pracowników, a ich roczny obrót za 2019 r. przekroczył 100 mln PLN jeśli ich luka finansowania przewyższa kwotę 3,5 mln PLN, czyli wykracza poza ramy Tarczy Finansowej PFR skierowanej do MŚP.

Ważne jest też kryterium formalno-prawne rezydencji podatkowej, czyli spółka musi być zarejestrowana w Polsce, musi mieć rezydencję podatkową w Europejskim Obszarze Gospodarczym, jak również beneficjent rzeczywisty spółki nie może być zarejestrowany w tzw. raju podatkowym. Inne formalne wymogi, to przede wszystkim brak zalegania ze składkami ZUS i podatkami na koniec roku 2019 oraz na dzień złożenia wniosku. Kolejnym wymaganiem jest wykazanie tzw. luki płynnościowej w okresie prognozy, która to luka będzie determinowała kwotę dofinansowania. Tarcza Finansowa PFR dla Dużych Firm to tak naprawdę trzy programy tj. finansowanie płynnościowe (program o wartości 10 mld PLN, zaakceptowany przez Komisję Europejską w dniu 25 maja), finansowanie preferencyjne (program o wartości 7,5 mld PLN) oraz finansowanie inwestycyjne (program o wartości 7,5 mld PLN). Dwa ostatnie programy nadal oczekują na akceptację ze strony Komisji Europejskiej. Wydaje się, że intencją PFR jest formalne uruchomienie trzech programów jednocześnie – mówi Adam Popłonkowski, dyrektor w dziale Deal Advisory w zespole finansowania i restrukturyzacji w KPMG w Polsce.

Ulga B+R oraz stawka IP Box CIT 5% sposobem na zwiększenie płynności finansowej

Przedsiębiorca, który do tej pory nie skorzystał z wprowadzonej w 2016 r. ulgi podatkowej na prace B+R, a dokonywał ulepszeń swoich produktów lub procesów ma szanse na odzyskanie nadpłaconego podatku dochodowego za ubiegłe lata.

W samym tylko 2018 r. podatnicy CIT skorzystali z ulgi na kwotę ponad 800 mln PLN. Zastrzyk gotówki z odzyskanego podatku w obecnych czasach jest szczególnie pożądany przez przedsiębiorców i warto nad nim pomyśleć. IP Box wprowadzony w 2019 r. daje możliwość co roku zmniejszenia odprowadzanego do fiskusa podatku dochodowego, co poprawi sytuację płynnościową przedsiębiorstwa. Przedsiębiorcy, którzy sprzedają produkty lub usługi, które zawierają innowacyjne komponenty, powinni się przyjrzeć czy mogą się kwalifikować do IP Box, nawet jeżeli do tej pory nie mieli tzw. kwalifikowanych praw własności intelektualnych, jak np. patent czy wzór użytkowy to mogą je zacząć zgłaszać celem skorzystania z niższego opodatkowania – mówi Kiejstut Żagun, dyrektor w zespole innowacji, ulg i dotacji w KPMG w Polsce.