FZZ: W tarczach antykryzysowych brakuje rozwiązań skierowanych do pracowników. Wątpliwości budzą uprawnienia pracodawcy i przymus pracy dla personelu medycznego

– Propozycje, które zostały zawarte w tzw. ustawie covidowej, budzą bardzo poważny lęk o przyszłość pracowników – ocenia Grzegorz Sikora, dyrektor ds. komunikacji w Forum Związków Zawodowych. Nieograniczone zarządzanie dyspozycyjnością pracowników, wprowadzanie przymusowej pracy dla personelu medycznego, zbyt niskie świadczenia postojowe i brak rozwiązań dla nowych bezrobotnych mogą spowodować trwałe zmiany na rynku pracy. W tarczach antykryzysowych brakuje też rozwiązań dedykowanych wyłącznie pracownikom.

Mamy ustawę „covidową”, która reguluje poszczególne przepisy w zakresie praw pracowniczych i tego, jak mają funkcjonować poszczególne przedsiębiorstwa. Jednak co do zasady w kwestii praw pracowniczych mamy do czynienia z ogólną dekompozycją Kodeksu pracy i relacji, które dotychczas znaliśmy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Sikora, dyrektor ds. komunikacji  Forum Związków Zawodowych.

Wprowadzone przez rząd tarcze antykryzysowe miały zminimalizować skutki pandemii koronawirusa dla całej gospodarki. Zdaniem FZZ nowe przepisy chronią jednak przede wszystkim pracodawców i firmy, brakuje natomiast rozwiązań skierowanych wprost do pracowników.

Największe wątpliwości budzi nieograniczone zarządzanie dyspozycyjnością pracowników. To także kwestia wprowadzania przymusowej pracy dla personelu medycznego – wskazuje dyrektor ds. komunikacji  FZZ.

Ustawa wprowadza niejako przymus pracy dla pracowników służby zdrowia, co – jak podkreśla ekspert – jest naruszeniem zarówno Konstytucji, jak i konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy.

Nowe przepisy uelastyczniają też czas pracy. Pracodawca może obniżyć wymiar czasu pracy o 20 proc., natomiast w innych przypadkach ma prawo skrócić czas dobowego nieprzerwanego odpoczynku dla pracownika z 11 do 8 godzin i tygodniowego czasu odpoczynku z 35 do 32 godzin. W porozumieniu ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników może też wydłużyć dobowy wymiar czasu pracy do 12 godzin.

Wprowadzono quasi-innowację na rynku pracy, czyli tzw. przerywany stosunek pracy, rozwiązanie polegające na tym, że można pracownika odesłać na pewnego rodzaju przestój. W jego trakcie miał być wypłacany tzw. dodatek solidarnościowy w wysokości 1,2–1,3 tys. zł. Każda tego typu forma zamrażania stosunku pracy w praktyce będzie oznaczać zwalnianie na raty, czyli jest to rozwiązanie skrajnie negatywne – tłumaczy Grzegorz Sikora.

Osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych, które utraciły całość lub część dochodów w efekcie pandemii koronawirusa, mogą liczyć na świadczenie postojowe (2080 lub 1300 zł), wypłacane maksymalnie trzy razy. Jak przekonuje Sikora, to jednak zdecydowanie zbyt mało. W ustawach brakuje też rozwiązań dedykowanych osobom bezrobotnym, tymczasem pod koniec roku stopa bezrobocia może nawet sięgnąć 9–10 proc. Brakuje też przepisów, wzorowanych choćby na tych z Niemiec czy Danii, dzięki którym pracownik może liczyć na bezpośrednie dopłaty do pensji, niezależnie od pracodawcy.

Wprowadzone rozwiązania nie były konsultowane i to jest ich największy problem. Rząd nie słucha organizacji reprezentatywnych, zarówno pracowniczych, jak i pracodawców. Ponadto w obrębie tych tarcz brakuje rozwiązań, które byłyby dedykowane wyłącznie dla pracowników. I byłoby to rozwiązanie najlepsze, bo nie uzależniałoby pracowników od woli pracodawcy – wskazuje dyrektor ds. komunikacji  FZZ.

Jego zdaniem obecne rozwiązania antykryzysowe dają firmom możliwość przetrwania kryzysu, np. obniżanie kosztów pracowniczych, są one jednak doraźne i nie odblokowują polskiej gospodarki.

–  Przede wszystkim powinno się odmrażać gospodarkę i robić wszystko, aby pracodawcy nie opłacało się zwalniać na raty tak jak w przypadku przerywanego stosunku pracy. Nie tworzyć prawa, które będzie zezwalać mu na to, aby pracowników traktować wyłącznie jako koszt – ocenia Grzegorz Sikora. – Rząd robi niewiele, aby odtworzyć pierwotne relacje popytowo-podażowe. W efekcie te rozwiązania nie pobudzają w znaczący sposób relacji gospodarczych, które najbardziej ucierpiały w trakcie stanu epidemii.

Tworzenie stron internetowych w Białymstoku – zaufaj ekspertom!

W dobie cyfryzacji każdy przedsiębiorca obowiązkowo powinien zaopatrzyć się w profesjonalną stronę internetową dla swojej firmy. Bez względu na to czy prowadzisz restaurację, kwiaciarnię czy salon fryzjerski – w internecie nie powinno zabraknąć Twojej wirtualnej wizytówki, jaką jest strona www. Firmowy projekt strony internetowej różni się od projektu serwisu rozrywkowego, dlatego też zlecając stworzenie strony www w Białymstoku, postaw na ekspertów!

Tworzenie stron internetowych Białystok – oferta szyta na miarę!

Kiedy planujesz otworzyć się na klientów wirtualnych, musisz pamiętać przede wszystkim o przygotowaniu serwisu stricte informacyjnego. Firmowa strona internetowa ma za zadanie przekazać wszystkie kluczowe informacje na temat Twojej działalności. Musisz więc zawrzeć w niej to, co najistotniejsze odnośnie oferowanych usług czy towarów, doświadczenia, zakresu działania itp. W projektowaniu ważny jest także odpowiednio dobrany design witryny. Wszyscy jesteśmy wzrokowcami, więc jeśli chcesz, by klienci traktowali Cię poważnie, raczej stroń od różnego rodzaju wodotrysków, które, choć może i ciekawie wyglądają, to jednak w wielu przypadkach odstraszają, zamiast zachęcać.

Pamiętaj, że odwiedzający stronę to potencjalny klient, który wszedł na nią w celach czysto informacyjnych. Dając mu to, czego szuka, zyskasz jego zaufanie i przełoży się to na zadowolenie, a to już krótka droga do sukcesu. Oczywiście Twojego!

Zlecając projekt oraz stworzenie profesjonalnej strony firmowej, postaw na doświadczonych ekspertów ze świeżym umysłem. W taki sposób uzyskasz kompleksową pomoc w przygotowaniu serwisu idealnie dostosowanego do swoich potrzeb i danej branży. Od projektu wyglądu, aż po przygotowanie odpowiedniej treści będziesz mógł liczyć na wszelkie doradztwo oraz pomoc. Doświadczone firmy wykonujące strony internetowe Białystok wiedzą doskonale, na co zwrócić uwagę przy projektowaniu oraz tworzeniu stron dla różnych branż. Dostosowanie serwisu do klienta ma ogromne znaczenie i przekłada się na funkcjonalność strony, co jest kluczem do sukcesu.

Indywidualne strony internetowe Białystok, czyli projekty dedykowane

Każda firma wyróżnia się na tle konkurencji jakimiś detalami. Choć działają w tej samej branży, to jednak ich strony internetowe zdecydowanie się od siebie różnią. Podobnie zresztą jak oferowane usługi czy produkty. Nie trzeba być ekspertem, aby stwierdzić, że każdy fryzjer stosuje inne techniki strzyżenia, które dają różne efekty. Podobnie jest w przypadku tworzenia stron internetowych w Białymstoku. Jest wiele firm świadczących tego typu usługi, a każda opiera się na swoich doświadczeniach, wiedzy i zasadach projektowania. Jeśli nie znasz tematu, ciężko jest podjąć decyzję, której firmie zaufać. Warto wówczas pamiętać o kilku istotnych kwestiach, które wpływają na efektywność wykonanej strony.

Profesjonalne strony www, to przede wszystkim projekty zgodne z aktualnymi normami, wyposażone we wszystkie niezbędne i ważne dla funkcjonowania serwisu elementy, a także zaprojektowane w taki sposób, by spełniać wymagania wyszukiwarek. Wbrew pozorom ma to ogromne znaczenie, ponieważ witryna przyjazna wyszukiwarce i użytkownikowi jest znacznie lepiej oceniana w rankingach, a to zaś przekłada się na szybsze osiąganie sukcesów w pozycjonowaniu. W efekcie Twoja strona szybciej uzyska pierwsze wyniki w wyszukiwarce, co przełoży się na większe zainteresowanie Twoimi usługami czy produktami. Stąd już krótka droga do sukcesu i zwiększenia sprzedaży w firmie, a to przecież podstawowy argument, dla którego właśnie decydujesz się na stronę internetową!

Zatem pamiętaj, by stawiać na doświadczonych ekspertów jak Prograffing, którzy śledzą nowinki i nieustannie wdrażają je w swoich projektach. Wszak tylko strona stworzona w oparciu o kluczowe zasady może spełnić wszystkie wymagania i stać się wartościową, funkcjonalną witryną generującą duży ruch, co przełoży się na wzrost zainteresowania Twoją firmą.

Walka innowacyjnych rozwiązań z pandemią przyspiesza. Testy i środki ochrony osobistej stają się coraz bardziej skuteczne

Na rynek już wkrótce mają trafić inteligentne maseczki, które wykryją obecność koronawirusa. Coraz więcej firm pracuje nad szczepionkami i szybkimi testami, które potwierdzą zakażenie. Większość obecnych na rynku rozwiązań pokazuje jednak tylko, kto obecnie jest zakażony. Izraelska firma BATM Advanced rozpoczęła zaś właśnie sprzedaż w 100 proc. skutecznych testów na obecność przeciwciał na SARS-CoV-2. Testy wykrywają odpowiedź immunologiczną organizmu na infekcję wywołaną przez wirusa. W ten sposób można zidentyfikować tych, którzy zostali zarażeni i wytworzyli przeciwciała mogące chronić przed przyszłym zakażeniem.

Przybywa innowacyjnych rozwiązań na walkę z pandemią. Naukowcy pracują nad inteligentnymi maseczkami, które wykryją wirusy. Drukowane w 3D paski wewnątrz maseczki pochłaniają krople z oddechu użytkownika i sprawdzają je pod kątem infekcji wirusowej lub bakteryjnej. Paski można wyjąć i przebadać w laboratorium, sam proces trwa zaś kilka godzin. Start-upy na całym świecie opracowują superszybkie testy do wykrywania koronawirusa, które wciąż jednak nie zawsze działają ze 100-proc. skutecznością. Trwają prace nad szczepionką i lekami – na skuteczne lekarstwo trzeba jednak poczekać.

Pomóc w opracowaniu terapii mogą testy izraelskiej firmy BATM Advanced.

– Od początku pandemii SARS-CoV-2 konsekwentnie wprowadzamy coraz więcej narzędzi, gdy tylko zostaną one zatwierdzone i certyfikowane przez odpowiednie organy regulacyjne. Najpierw  stworzyliśmy testy antygenowe w celu wykrycia, kto jest zakażony koronawirusem, a teraz oficjalnie uruchomiliśmy testy wykrywające także, kto miał wirusa SARS-CoV-2 – mówi dr Zvi Marom, dyrektor generalny BATM Advanced.

Nowe testy serologiczne metodą ilościową ELISA wykrywają zarówno IgA i IgM, czyli przeciwciała wytwarzane w ciągu czterechpięciu dni od odpowiedzi układu odpornościowego na zakażenie, jak i przeciwciała IgG wytwarzane po kilku tygodniach od zakażenia, które utrzymują się w organizmie przez kilka miesięcy. Testy cechują się skutecznością dochodzącą do 100 proc. W wielu laboratoriach komercyjnych, także polskich, już teraz można wykonać testy na obecność przeciwciał metodą jakościową. Nie dają one jednak 100-proc. pewności, mogąc zwracać wynik zarówno fałszywie pozytywny, jak i negatywny.

Testy serologiczne uzupełniają dwa wcześniej wprowadzone przez BATM testy na SARS-CoV-2: zestaw diagnostyczny dla laboratoriów z wynikami w ciągu 25 minut oraz zestaw domowy.

– Testy serologiczne są obecnie przekazywane naszym klientom, gdy są najbardziej potrzebne – w celu dostarczenia informacji statystycznych decydentom. To, wraz z naszymi innymi innowacyjnymi inicjatywami, pomoże odpowiednim instytucjom zdrowotnym w przygotowaniach do potencjalnej drugiej fali zakażeń SARS-CoV-2 w miesiącach zimowych – wskazuje dr Zvi Marom.

Dzięki testom prace nad lekiem na SARS-CoV-2 mogą znacznie przyspieszyć. Na podstawie przeciwciał można byłoby skutecznie walczyć z koronawirusem. Izraelski Instytut Badań nad Biologią (IIBR) niedawno poinformował o zakończeniu przełomowego odkrycia. Instytut był zaangażowany w pobieranie osocza od Izraelczyków, którzy wyzdrowieli, aby zbadać białka wytwarzane przez ich układ odpornościowy, które mogą atakować wirusa. Opracowane przeciwciało jest monoklonalne, zawiera niski odsetek szkodliwych białek. Instytut po przetestowaniu przeciwciała na SARS-CoV-2 wykazał jego zdolność do neutralizacji koronawirusa. Dzięki temu, nawet jeśli nastąpi kolejny szczyt zachorowań na COVID-19, np. jesienią, uda się skuteczniej walczyć z wirusem.

BATM Advanced rozpoczął już sprzedaż swoich testów w Europie.

Sprzedaż oprogramowania – istotne aspekty prawne

Dynamiczny i nieustający od kilkunastu lat rozwój sektora IT i rynku nowych technologii wiąże się nowymi wyzwaniami także dla prawników. Nowoczesne rozwiązania wymagają wdrożenia odpowiednich rozwiązań prawnych – zarówno na płaszczyźnie legislacyjnej jak i w relacjach pomiędzy uczestnikami obrotu gospodarczego. Cele firm z branży informatycznej nie różnią się od tych przyświecających pozostałym przedsiębiorcom – ich działalność również ukierunkowana jest przede wszystkim na osiągnięcie zysku poprzez sprzedaż produktów (usług). Podstawowym produktem oferowanym przez przedsiębiorców z branży IT jest oprogramowanie. „Sprzedaż” oprogramowania wydaje się jednak nieco bardziej skomplikowana od sprzedaży zmaterializowanego produktu, czy usługi. Kupując telewizor, czy też płacąc fryzjerowi za strzyżenie nie zastanawiamy się przecież nad istotą transakcji, czy też jej prawidłowością od strony formalno-prawnej. W niniejszym artykule postaramy się w przystępny sposób opisać podstawowe aspekty związane z nabyciem oprogramowania.

Oprogramowanie – status prawny

W świetle obowiązujących przepisów niemalże każde oprogramowanie (program komputerowy) stanowi utwór w rozumieniu ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Zgodnie z definicją ustawową utworem jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze ustalonym w jakiejkolwiek postaci. Utwór jako wartość niematerialna, nie musi posiadać nośnika. Co ważne – samo nabycie nośnika utworu nie zawsze jest równoznaczne z prawem do korzystania z niego. Aby zgodnie z prawem używać programu komputerowego należy nabyć do tego stosowne prawo. Co więcej, wobec programów komputerowych zostały wyłączone przepisy o dozwolonym użytku prywatnym, co oznacza, że korzystanie z programu komputerowego na własne potrzeby, bez nabycia stosownej licencji, nie jest zgodne z prawem.

Twórca oprogramowania nabywa do niego autorskie prawa majątkowe i osobiste. Te drugie – jak sama nazwa wskazuje – są niezbywalne, tzn. nie można ich przenieść na inny podmiot. Wśród nich prawo do autorstwa utworu i oznaczenia go imieniem i nazwiskiem twórcy. Autor utworu może jednak umownie zrzec się wykonywania tych praw czy ustanowić szczególne zasady ich wykonywania, co często ma miejsce w przypadku programów komputerowych. Przedmiotem obrotu są natomiast autorskie prawa majątkowe twórcy, a więc prawa do korzystania  i rozporządzania utworem oraz do uzyskiwania wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Nabycie tych praw nazywamy powszechnie „sprzedażą oprogramowania”.

Uzyskanie praw do korzystania z programu komputerowego może nastąpić na postawie umowy przenoszącej autorskie prawa majątkowe (potocznie: umowa sprzedaży oprogramowania) albo umowy licencji.

Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe

Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe powoduje przejście tychże praw z osoby uprawnionej na nabywcę – w tym przypadku możemy mówić o umowie sprzedaży oprogramowania. Pod rygorem nieważności musi być ona zawarta na piśmie. Nie dojdzie więc do przeniesienia majątkowych praw autorskich na podstawie maila czy rozmowy telefonicznej. Postanowienia dotyczące przeniesienia autorskich praw majątkowych mogą przybrać postać odrębnej umowy, jednak najczęściej są one elementem umowy o stworzenie programu komputerowego. Warto więc już na etapie tworzenia umowy o stworzenie oprogramowania zawrzeć w niej odpowiednie postanowienia dotyczące autorskich praw majątkowych, celem uniknięcia wątpliwości co do zakresu i sposobu korzystania z programu w przyszłości.

Ustawa o prawie autorskim przewiduje, iż przeniesienie praw autorskich następuje na polach eksploatacji określonych w umowie, a ich wskazanie w umowie jest elementem koniecznym. Pola eksploatacji to nic innego jak określenie sposobu korzystania z utworu – innymi słowy: co nabywca oprogramowania może z nim robić. Ustawa nie narzuca sposobu określenia pól eksploatacji, jednak właściwe sformułowanie pól eksploatacji jest niezwykle istotne -niewskazanie ich w umowie może skutkować nieważnością umowy przenoszącej autorskie prawa majątkowe, a ich niewłaściwe sformułowanie powodować spory pomiędzy kontrahentami na etapie wykonywania umowy. Stąd sporządzenie umowy najlepiej powierzyć wyspecjalizowanemu podmiotowi. Ustawa wymienia  przykładowe pola eksploatacji, w tym w zakresie utrwalania i zwielokrotniania utworu – wytwarzanie określoną techniką egzemplarzy utworu, w zakresie obrotu oryginałem albo egzemplarzami, na których utwór utrwalono – wprowadzanie do obrotu, użyczenie lub najem oryginału albo egzemplarzy, a także publiczne wykonanie, wystawienie, wyświetlenie, odtworzenie oraz nadawanie i reemitowanie, a także publiczne udostępnianie utworu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.

Z uwagi na specyfikę programów komputerowych ustawodawca poświęcił im odrębny rozdział, w którym w sposób szczególny opisał treść autorskich praw majątkowych do programów komputerowych. Zgodnie z art. 74 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego,  obejmują prawo do:

  • trwałego lub czasowego zwielokrotnienia programu komputerowego w całości lub w części jakimikolwiek środkami i w jakiejkolwiek formie; w zakresie, w którym dla wprowadzania, wyświetlania, stosowania, przekazywania i przechowywania programu komputerowego niezbędne jest jego zwielokrotnienie, czynności te wymagają zgody uprawnionego;
  • tłumaczenia, przystosowywania, zmiany układu lub jakichkolwiek innych zmian w programie komputerowym, z zachowaniem praw osoby, która tych zmian dokonała;
  • rozpowszechniania, w tym użyczenia lub najmu, programu komputerowego lub jego kopii.

Niewątpliwie wskazane sposoby korzystania z programu komputerowego stanowią poszczególne pola eksploatacji utworu. Co jednak najważniejsze – treść autorskich praw majątkowych do programu komputerowego przewiduje prawo do dokonywania zmian w utworze, co w przypadku każdego innego utworu stanowi element autorskich praw osobistych.

Oprócz precyzyjnego ustalenia przedmiotu przeniesienia autorskich praw majątkowych oraz pól eksploatacji w umowie sprzedaży oprogramowania należy ustalić wysokość wynagrodzenia z tytułu przenoszonych praw. W ramach swobody kontraktowania wynagrodzenie może w zasadzie zostać ustalone w sposób dowolny. Możemy zatem zastosować honorarium jednorazowe, jak i ustalić, że wynagrodzenie będzie płacone cyklicznie lub procentowo od zysku ze sprzedaży oprogramowania. W praktyce często zdarza się, że wynagrodzenie z tytułu przeniesienia autorskich praw majątkowych do oprogramowania mieści się w ramach wynagrodzenia należnego za wytworzenie takiego oprogramowania na podstawie stosownej umowy o dzieło. Aby jednak uniknąć wątpliwości, w umowie o dzieło powinno znaleźć się odpowiednie postanowienie w tym zakresie – w przeciwnym wypadku autor oprogramowania mógłby wystąpić przeciwko nabywcy z roszczeniem zapłaty dodatkowego wynagrodzenia, gdyż zgodnie z ustawą o prawie autorskim twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia za przeniesienie praw bądź udzielenie licencji na wszystkich polach eksploatacji.

Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe ma ten skutek, iż autor bądź inny uprawniony podmiot, od którego nabyte zostają te prawa, „wyzbywa” się ich na wskazanych w umowie polach eksploatacji. Prawo do korzystania, a także rozporządzania utworem i osiągania z niego korzyści materialnych przechodzi na nabywcę. Najczęściej więc umowy przenoszące są zawierane w przypadku kiedy dochodzi o stworzenia oprogramowania na indywidualne zamówienie. Twórca programu nie będzie mógł go bowiem „sprzedać” innym podmiotom, nie będzie mógł już korzystać z niego choćby do we własnej działalności.

Umowa licencji

Udzielając licencji twórca, bądź inny podmiot posiadający autorskie prawa majątkowe do oprogramowania, zezwala licencjobiorcy na korzystanie z utworu. Prawa majątkowe pozostają w władaniu licencjodawcy, może on nadal korzystać i rozporządzać utworem (wyjątkiem jest licencja wyłączna, o czym niżej). Klasyczną umową licencji jest nabycie systemu operacyjnego Windows, czy pakietu Office.

Podobnie jak w przypadku umowy sprzedaży oprogramowania, umowa licencji musi zawierać pola eksploatacji, a także regulować wynagrodzenie za udzielenie licencji. Z założenia umowa licencji jest umową czasową. Zgodnie z przepisami ustawy o prawie autorskim, jeśli inaczej się nie umówiono, licencja zostaje udzielona na okres 5 lat. Z koeli jeśli umowa przewiduje okres dłuższy niż pięcioletni to umowę taką po upływie 5 lat uważa się za zawartą na czas nieokreślony. Powyższe wiąże się z ryzykiem wypowiedzenia licencji przez licencjodawcę. Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego każde zobowiązanie zawarte na czas nieokreślony, może być – co do zasady – w każdym czasie wypowiedziane przez stronę. Możliwość wyłączenia na podstawie postanowień umowy licencyjnej zawartej na czas nieoznaczony dopuszczalności wypowiedzenia tej umowy, pozostaje kwestią wysoce kontrowersyjną. Nie mniej doktryna dopuszcza takie rozwiązania w szczególności w przypadku właśnie programów komputerowych (także w obrocie możemy spotkać się z takimi rozwiązaniami, pakiet programu Office można wykupić z tzw. „licencją dożywotnią”).

 

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje dwa typy licencji: wyłączną i niewyłączną. Zgodnie z tą pierwszą właściciel autorskim praw majątkowych udziela licencji na oprogramowanie, a więc prawa do korzystania z niego na określonych polach eksploatacji, wyłącznie jednemu podmiotowi. Umowa taka dla swej ważności wymaga umowy pisemnej. Na podstawie tej umowy nawet licencjobiorca nie jest uprawniony do korzystania z utworu na wskazanych polach eksploatacji. Faktycznie więc skutek podobny jest do umowy przenoszącej autorskie prawa majątkowe. Najczęściej jednak dochodzi o zawarcia umowy licencji niewyłącznej. Oznacza ona, iż twórca oprogramowania (bądź podmiot uprawniony z tytułu autorskich praw majątkowych) może udzielić oprogramowania nieokreślonej licznie podmiotów trzecich. Umowa taka nie wymaga szczególnej formy. Może być więc zawarta w formie e-maila, czy też poprzez nabycie egzemplarza utworu, który zawiera treść licencji.

Odsprzedaż programu komputerowego

Pozostaje jeszcze kwestia odsprzedaży praw do oprogramowania, czyli możliwości przeniesienie praw do programu na inny podmiot. W przypadku nabycia autorskich praw majątkowych do programu  w drodze umowy przenoszącej autorskie majątkowe, nabywca może dokonać dalszego rozporządzenia prawami majątkowymi (przenosić je na dalsze podmioty trzecie), a także udzielać licencji, chyba że umowa wprost tego zabrania. Z kolei w przypadku umowy licencji sytuacja wygląda odwrotnie. Aby licencjobiorca mógł udzielić dalszej licencji na korzystanie z programu (tzw. sublicencji) takie uprawnienie musi wynikać z zawartej umowy. Wyjątek stanowi prawo do sprzedaży oryginalnego egzemplarza programu komputerowego utrwalonego na nośniku materialnym (np. CD). W wyroku TSUE z dnia 12 października 2016 roku (sygn. akt: C-166/15) Trybunał stwierdził, iż legalna odsprzedaż „używanego” programu komputerowego, który został zakupiony na nośniku materialnym może nastąpić wyłącznie z tym oryginalnym nośnikiem. Jeśli natomiast oryginalny nośnik został zniszczony lub zagubiony, a uprawniony do korzystania dysponuje jedynie legalnie wykonaną kopią zapasową, kopia ta nie może być odsprzedana bez wyraźnej zgody producenta oprogramowania.

Autorzy:

Bartosz Karbowski – adwokat, partner zarządzający w kancelarii Karbowski Rasiński & Partners, specjalista z zakresu prawa gospodarczego

Maryla Bywalec – prawnik kancelarii Karbowski Rasiński & Partners, specjalistka z zakresu prawa własności intelektualnej

Jak bardzo gospodarka ucierpi na pandemii? Za wcześnie na prognozy

Dalszy rozwój wydarzeń związanych z epidemią koronawirusa pozostaje pod znakiem zapytania. Jednak wszyscy czujemy potrzebę przewidywania dalszych wypadków. Kierujemy więc pytania do ekspertów z różnych dziedzin, by spróbowali na podstawie dostępnych danych przewidzieć, co będzie się działo na świecie, w Polsce, w gospodarce i na froncie walki z epidemią. Jednak przyszłość kryzysu, w którym teraz żyjemy, może okazać się zbyt trudna do przewidzenia.

– Pytany o to, jaka jest najbliższa przyszłość polskiej gospodarki, odpowiadam uczciwie: nie mam żadnej prognozy w tym momencie. Mogę sformułować trzy scenariusze, których realizacja będzie zależała głównie od tego, jak będzie wyglądał dalszy rozwój epidemii. Dlatego też podstawową informacją, na którą czekam, jest informacja od epidemiologów, a nie od ekonomistów – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Mówię więc uczciwie: nie wiem. Natomiast muszę powiedzieć, że pod pewnym względem jestem optymistą. Uważam, że rynek sobie poradzi. Tak, jak rynek odbudował się po wielkim kryzysie z lat 2008-2009, tak samo odbuduje się i teraz. Pytanie tylko, na ile głęboki czeka nas spadek i na ile trudna będzie ta odbudowa – zastanawia się Orłowski.

Apple z wyższą ceną docelową. iPhone 12 już jesienią?

We wtorek po południu trzy główne amerykańskie indeksy giełdowe odnotowują zwyżki, rosnąc po kilka dziesiątych procent. Sentyment dla rynku akcji w USA może zostać poprawiony przez coraz lepsze relacje z Chinami.

We wtorek Chiny ogłosiły nową listę 79 produktów amerykańskich kwalifikujących się do zwolnienia z ceł odwetowych nałożonych w szczytowym momencie dwustronnej wojny handlowej. Chińskie ministerstwo finansów stwierdziło w oświadczeniu, że nowe zwolnienia wejdą w życie 19 maja i wygasną 18 maja 2021 roku. Najnowszy wykaz uchyla cła na produkty obejmujące rudy metali ziem rzadkich, rudy złota, rudy srebra i koncentraty. Negocjatorzy handlowi z Pekinu i Waszyngtonu przeprowadzili w zeszłym tygodniu rozmowę telefoniczną i omówili realizację podpisanej w styczniu fazy pierwszej umowy handlowej. W jej ramach Chiny zgodziły się zwiększyć zakupy towarów amerykańskich o 200 mld dolarów w ciągu dwóch lat, przy czym w pierwszym roku zwiększono zakupy o około 77 mld dolarów, a w drugim roku o 123 mld dolarów.

Z informacji płynących odnośnie spółek cena docelowa Apple została podniesiona do 350 dolarów z 335 dolarów przez firmę Wedbush. Wskazuje ona na potencjał spółki ze względu na iPhone 12. Chociaż istnieje tylko 10-15 proc. szans, że iPhone 12 wejdzie do sprzedaży w październiku, to powinno być na niego duże zapotrzebowanie, ponieważ pandemia mogła uniemożliwić ludziom aktualizowanie swoich telefonów i wymianę na nowe modele. Na giełdzie za jedną akcję AAPL należy zapłacić obecnie około 316 USD.

Z kolei analitycy Citi podnieśli cel dla ceny akcji spółki matki Google, czyli Alphabet Inc. do 1600 z 1400 USD i utrzymali rekomendację kupna akcji. Nowy poziom docelowy oznacza możliwość wzrostu o 14 proc. w stosunku do wczorajszego zamknięcia. Średni poziom ceny docelowej wynosi 1509,92 USD. Alphabet ma 41 rekomendacji kupna, 3 trzymaj i 0 sprzedawaj – wynika z danych dostarczonych przez Bloomberga.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Z obawą patrząc w portfel – Polacy szykują się mentalnie na ciężkie czasy

Ponad połowa Polaków (54%) negatywnie ocenia zmianę w budżecie swojego gospodarstwa domowego w wyniku panującej epidemii koronawirusa – wynika z najnowszego barometru nastrojów i zachowań konsumenckich autorstwa SW Research „Polacy w czasie epidemii”. Co więcej, rosną obawy o stan gospodarki – 55% obawia się wzrostu cen produktów i usług, a 43% aktywnych zawodowo boi się o swoją pracę.

Epidemia koronawirusa sprowadziła na światową gospodarkę ciężkie czasy. Międzynarodowy Fundusz Walutowy  przewiduje znaczne spowolnienia krajowych gospodarek przy przewidywanym skurczeniu się światowej gospodarki o 3% w 2020 roku. Stosowane środki bezpieczeństwa, w tym tymczasowe zamykanie lokali usługowych, pozostawiają sporą część Polaków bez źródeł dochodów i wpływają negatywnie na kondycję finansową większości przedsiębiorstw.

Jak bardzo zmieniły się obawy Polaków na przestrzeni pomiarów? W porównaniu do Pomiaru II, w Pomiarze III zaobserwowano istotny wzrost osób aktywnych zawodowo, które obawiają się, że  utracą pracę (Pomiar III – 43%, Pomiar II – 37%). Także wśród trzech największych obaw związanych z epidemią koronawirusa, dwie z nich dotyczą finansów. Pierwszą z nich i jednocześnie największą obawą jest wzrost cen produktów i usług (Pomiar III – 55%), podczas gdy w Pomiarze II odsetek dla tej odpowiedzi wynosił 51%, a w Pomiarze I 45%. Drugą obawą finansową jest globalny krach, kryzys finansowy, który obecnie budzi obawę w 47% Polaków (Pomiar II – 44%).

Co ciekawe, istotnie zmalał odsetek osób obawiających się zarażenia SARS-CoV-2 przez swoich bliskich – obecnie boi się tego 50% Polaków, kiedy w Pomiarze II obawiało się tego 59%, a  w  Pomiarze I 61%.Jak zmieniają się nastroje Polaków w czasie izolacji (2)

W obliczu dynamicznie rosnącego bezrobocia na świecie także i w Polce zaczęto obawiać się o ten wymiar gospodarki – zauważa Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Wprowadzane wcześniej restrykcje mają swoje wymierne skutki ekonomiczne, które teraz stają się coraz dotkliwsze dla społeczeństwa. To aspekty gospodarcze takie jak utrata pracy, kryzys czy wzrost cen stały się w  oczach Polaków większym zagrożeniem niż sam wirus, który to wszystko spowodował – dodaje Zimolzak.

Obawy Polaków mają wymierne przełożenie na postrzeganie przez nich domowego budżetu. Polacy coraz bardziej martwią się o swoją sytuację finansową – 54% badanych ocenia, że budżet ich gospodarstwa domowego zmieni się w sposób negatywny. Jest to wynik wyższy o 5 punktów procentowych w porównaniu do Pomiaru II. Istotnie spadł odsetek osób uznających, że budżet domowy nie ulegnie zmianie w porównaniu do poprzedniego pomiaru (Pomiar III – 39%, Pomiar II – 44%), a odsetek osób patrzących negatywnie na swoje domowe finanse istotnie wzrósł w  stosunku do Pomiaru II – obecnie wynosi on 35%, kiedy dla Pomiaru II wyniósł on 30%.Jak zmieniają się nastroje Polaków w czasie izolacji (1)

Polacy szykują się mentalnie na ciężkie czasy. Nawet mimo wprowadzenia Tarczy Antykryzysowej, z  niepokojem patrzą oni na stan swoich finansów – komentuje Zimolzak. Pomiar III pokazuje, że  starania rządu aby ratować gospodarkę krajową przed negatywnymi skutkami nie są w oczach Polaków wystarczające. Krótkotrwały spokój psychiczny spowodowany wprowadzeniem Tarczy zaczął powoli przemijać. Można się spodziewać, że następne pomiary ukażą jeszcze większe negatywne nastawienie Polaków co do stanu swojego portfela – sugeruje Zimolzak.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 29.04-04.05.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1003 ankiety z reprezentatywną próbą grupą Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą z trzeciego pomiaru.

Ile budynków wznieśli deweloperzy w ostatnich latach?

Dobrze wiemy, ile mieszkań co roku oddają do użytku deweloperzy. Warto przyjrzeć się jednak liczbie ukończonych budynków, która jest prezentowana znacznie rzadziej.

W kontekście aktywności inwestycyjnej deweloperów, dużo mówi się o liczbie ukończonych lub rozpoczętych mieszkań, czyli lokali i domów. Znacznie rzadziej są prezentowane informacje na temat liczby budynków, które w danym roku ukończyli deweloperzy. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się takim danym, które również prowadzą do ciekawych wniosków.

Najpierw można przeanalizować ogólnopolskie dane o liczbie budynków wznoszonych na sprzedaż lub wynajem. Przez ostatnie lata, taka liczba oddanych do użytku budynków deweloperskich była następująca:

  • 2013 r. – 6 696 budynków/65 723 mieszkania – lokale i domy (9,82 mieszkania na budynek)
  • 2014 r. – 7 570 budynków/68 928 mieszkań (9,11 mieszkania na budynek)
  • 2015 r. – 9 784 budynki/74 425 mieszkań (7,61 mieszkania na budynek)
  • 2016 r. – 11 466 budynków/91 516 mieszkań (7,98 mieszkania na budynek)
  • 2017 r. – 13 879 budynków/105 027 mieszkań (7,57 mieszkania na budynek)
  • 2018 r. – 15 605 budynków/112 317 mieszkań (7,20 mieszkania na budynek)
  • 2019 r. – 19 200 budynków/131 428 mieszkań (6,85 mieszkania na budynek)

Powyższe informacje GUS-u wskazują, że w 2019 r. liczba ukończonych przez deweloperów budynków mieszkalnych była niemal trzy razy wyższa niż sześć lat wcześniej. Co ciekawe, znacząco spadła natomiast średnia liczba mieszkań w przeliczeniu na budynek. Wiązało się to między innymi z większą liczbą inwestycji polegających na budowie domów jednorodzinnych. Domy jednorodzinne stanowiły sporą część budynków oddawanych do użytku przez deweloperów w 2019 r. Świadczą o tym poniższe dane z miast wojewódzkich:

  • Białystok – 172 budynki ukończone przez deweloperów w 2019 r. (w tym 18% budynków wielorodzinnych)
  • Bydgoszcz – 27 budynków (w tym 100% budynków wielorodzinnych)
  • Gdańsk – 293 budynki (w tym 50% budynków wielorodzinnych)
  • Gorzów Wielkopolski – 6 budynków (w tym 100% budynków wielorodzinnych)
  • Katowice – 99 budynków (w tym 27% budynków wielorodzinnych)
  • Kielce – 93 budynki (w tym 30% budynków wielorodzinnych)
  • Kraków – 500 budynków (w tym 39% budynków wielorodzinnych)
  • Lublin – 103 budynki (w tym 35% budynków wielorodzinnych)
  • Łódź – 293 budynki (w tym 28% budynków wielorodzinnych)
  • Olsztyn – 50 budynków (w tym 42% budynków wielorodzinnych)
  • Opole – 155 budynków (w tym 15% budynków wielorodzinnych)
  • Poznań – 213 budynków (w tym 29% budynków wielorodzinnych)
  • Rzeszów – 255 budynków (w tym 22% budynków wielorodzinnych)
  • Szczecin – 214 budynków (w tym 21% budynków wielorodzinnych)
  • Toruń – 81 budynków (w tym 31% budynków wielorodzinnych)
  • Warszawa – 742 budynki (w tym 43% budynków wielorodzinnych)
  • Wrocław – 584 budynki (w tym 30% budynków wielorodzinnych)
  • Zielona Góra – 179 budynków (w tym 11% budynków wielorodzinnych)

Powyższe informacje pokazują nie tylko bardzo duże zróżnicowanie między skalą budownictwa deweloperskiego dotyczące np. Warszawy oraz Gorzowa Wielkopolskiego. Warto również odnotować, że w minionym roku na terenie Bydgoszczy i Gorzowa Wlkp. deweloperzy oddawali do użytku tylko bloki.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Zmiany na bitcoinie. Złoty znów w odwrocie

Początek tygodnia nie był łaskawy dla rodzimej waluty. Złoty tracił względem większości europejskich walut za wyjątkiem funta brytyjskiego. Szczególnie bolesne były spadki względem euro i franka.

Złoty znów traci

Polska waluta ponownie traci na wartości. Euro jest najdroższe od miesiąca za wyjątkiem wyskoku z 1 maja, kiedy to w Polsce mieliśmy dzień wolny i przy mniejszej płynności doszło do silnej przeceny złotego. W górę poszedł również dolar i ku rozpaczy kredytobiorców frankowych również frank. Funt ostatnimi dniami zachowuje się bardzo stabilnie oscylując wokół poziomu 5,20 zł.

Dane z Chin

Poznaliśmy dzisiaj dwa odczyty z Chin. Jest to inflacja zarówno konsumencka jak i producencka. O ile ceny dla konsumentów rosną stabilnie o 3,7%, o tyle ceny producentów spadają o 3,1%.Pokazuje to pewien problem, z którym chińscy producenci się zmagają. Chcą oni utrzymać rozpędzoną machinę na jak najwyższych obrotach. Taka sytuacja nie może jednak trwać wiecznie. Z drugiej strony odmrażanie gospodarek daje nadzieję na odbicie się.

Zmiany na bitcoinie

Najpopularniejsza waluta przeszła w kolejny etap. Nagrody za przetwarzanie informacji w systemie spadły o połowę, oznacza to, że należy się spodziewać spadku zainteresowania obsługą systemu. Mniejsze wypłaty z czasem spowodują najprawdopodobniej spadek zaangażowanej mocy obliczeniowej. Przesunięta zostanie prawdopodobnie w inne technologie. Co ciekawe, pomimo spadku kilka dni przed obcięciem wypłat, po samym ruchu nie widać właściwie reakcji. Analitycy wskazują, że po ostatnich takich procesach cena wyraźnie szła w górę. Nie wiadomo jednak dlaczego miałoby teraz również do tego dojść.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ludzkość poszła o krok za daleko. Człowiek w czasach zamknięcia

„Świat zatrzymał się w miejscu, a my wraz z nim. Zamarliśmy w oczekiwaniu na to co dalej, w obawie, że przyszłości takiej, jakiej chcieliśmy, nie będzie i nie będzie już świata, jaki znaliśmy”. Tymi słowami Mariusz Szczygieł, pisarz i dziennikarz, zaczyna film “Połączeni”, opowieść o izolacji w czasach zarazy. Film Fundacji WWF Polska, nagrany w czasie gdy zostaliśmy niemal całkowicie zamknięci w domach, pokazuje zależności między nami – ludźmi a światem przyrody – który eksploatujemy ponad miarę, choć jest jedynym, jaki mamy.

Pandemia COVID-19 pociągnęła za sobą ponad 280 tysięcy ofiar, miliardy ludzi znalazły się w domowym zamknięciu. Pierwszy raz w dziejach, najbardziej ekspansywny i wszędobylski gatunek świata – Homo sapiens, w skali masowej ograniczył swoją aktywność. Globalna pandemia ograniczyła wymianę gospodarczą i napędzającą świat konsumpcję, ucięła podróże, a nasze kontakty międzyludzkie przeniosła do wirtualnego świata. Zachwiała też naszym poczuciem bezpieczeństwa i sprawczości. Każdy z nas doświadczył jakiejś formy izolacji. Bohaterowie filmu to ludzie żyjący i pracujący w różnych częściach świata: na Sardynii, Bali, w Amsterdamie czy Warszawie. Podzielili się swoimi wideo relacjami z czasu izolacji.

Valeria Koshel, pochodzi z Mińska, od 9 lat mieszka w Warszawie: Możliwość wzięcia udziału w projekcie filmowym dla WWF trafiła się akurat w tym momencie, kiedy tego najbardziej potrzebowałam – w okresie największych obostrzeń, związanych z kwarantanną. Czułam się „zatoczona” w betonie, siedząc praktycznie 24/7 w czterech ścianach mieszkania i uzbierałam duży zapas energii, którą chciałam skierować na coś dobrego. Pełna motywacji do działania, od razu weszłam z głową w projekt dla WWF.

Pustka na ulicach, w miejskich parkach, tętniących na co dzień kawiarniach to przytłaczające doświadczenie. Konieczność zamknięcia zakładów pracy, utrata zatrudnienia, zamrożenie działalności artystycznej czy sportowej to ogromne finansowe straty dla całej gospodarki, ale koszty tego zamknięcia nie wszystkich dotkną po równo. Dla tych, którzy tracą swoje źródła utrzymania, pandemia to nie tylko czas lęku o zdrowie i życie swoje i bliskich, ale i finansową przyszłość. Ale szok pandemii to także okazja, by spojrzeć na świat na nowo. Może ograniczając konsumpcję, która w skali świata ma degradujący wpływ na środowisko, i zwalniając w wyścigu o to, kto więcej ma, będziemy szczęśliwsi?

Marcello Cremi, Porto Torres, Sardynia: Nie brakuje mi intensywności mojej pracy.

Jarek Sacharski, Amsterdam, Holandia: To jest zataczanie kręgu, bo wracamy do miejsca, w którym gatunek ludzki spędził ewolucyjnie najwięcej czasu, czyli do lasu, do drzew, do przyrody. W lesie czujemy się lepiej, a las działa dobrze na zdrowie psychiczne.

Hana Medina, Sardynia: Musimy doświadczać w pełni życia i możliwie się nim cieszyć. Niczego nie powinniśmy brać za pewnik.

Katarzyna Boni, pisarka i reporterka pracująca nad książką na Bali: Balijczycy odprawili specjalną ceremonię, która miała na celu przywrócenie harmonii pomiędzy człowiekiem, naturą a kulturą.

Człowiek to najbardziej ekspansywny gatunek świata. Przekształciliśmy już 75% lądów, do 2030 roku wytniemy 27% płuc Ziemi, jakimi jest Puszcza Amazońska, każdego roku do oceanów wrzucamy 8 mln ton plastiku i tracimy 20 tysięcy gatunków zwierząt. Spalając paliwa kopalne stanęliśmy na skraju klimatycznej katastrofy. Globalna pandemia choroby wywołanej przez koronawirusa ukazała nam zależność między nami a światem przyrody. “Najprawdopodobniej ktoś upolował dzikie zwierzę zarażone wirusem, ktoś je komuś sprzedał i odmienił życie milionów ludzi na całym świecie. Splot zdarzeń”, słyszymy głos Mariusza Szczygła. Nielegalny handel dziką przyrodą, który jest jedną z najważniejszych przyczyn wymierania gatunków, tym razem okazał się śmiertelnym zagrożeniem dla naszego gatunku.

Dominika Płońska, pomysłodawczyni i reżyserka filmu: Praca nad tym filmem w pierwszych tygodniach szalejącej pandemii, w zamknięciu, była niezwykle emocjonalnym doświadczeniem. Towarzyszył mi strach o najbliższą przyszłość, tęsknota za bliskością natury, ale też nadzieja. Chcę widzieć w tym trudnym czasie szansę. Chcę wierzyć, że lęk każdego z nas pomoże nam nie zapomnieć o tym, jak bardzo w czasie izolacji brakowało nam kontaktu z naturą. Jak bardzo jej potrzebujemy dla utrzymania balansu psychicznego. Nie doprowadźmy do tego, że kontakt z nią stanie się dobrem ekskluzywnym, dostępnym jedynie tym najbardziej uprzywilejowanym. Ratujmy naturę, jesteśmy jej częścią.

Pandemia pokazuje, że są zagrożenia, których jako ludzkość nie możemy lekceważyć. Chroniąc dziką przyrodę, chronimy także siebie.

Mariusz Szczygieł: Rzadko mówię nie swoim tekstem. A w tym przypadku chętnie podłożyłem głos do nie swoich słów, bo się z nimi bardzo zgadzam.

Katarzyna Karpa-Świderek

Rusza akcja promująca przedsiębiorczość i pomagająca w starcie w biznesie #AIPomagamy

InPost, Brand24, Platige Image, Sukces Pisany Szminką i GLOV to tylko kilka marek, które włączyły się w pomoc osobom chcącym rozpocząć własny biznes i zmagającym się z obecnym kryzysem. AIP startuje z kampanią #AIPomagamy. Każdy, kto ma pomysł na własny biznes, może go bezpłatnie założyć, otrzymując wsparcie prawno-księgowe i mentoring ekspertów.

W ramach akcji #AIPomagamy początkujący otrzyma, całkowicie za darmo, możliwość prowadzenia firmy online z księgowością i usługami prawnymi przez okres 2 miesięcy. Wszystko z ograniczonym ryzykiem i niższymi kosztami, w ramach osobowości prawnej AIP. Dodatkowym benefitem dla przyszłych przedsiębiorców są specjalne oferty na usługi wiodących partnerów akcji, jak InPost, oraz wsparcie ponad 50 mentorów i ekspertów – szczegóły znajdują sie na stronie www.aipomagamy.link
„Mamy przed sobą wiele znaków zapytania i wiele nowych wyzwań. Przyszłość zależy od nas i od tego, jak się zachowamy w obliczu pandemii i kryzysu. Ponad 16.000 firm pod skrzydłami AIP pozwala mi wierzyć, że własny biznes i przedsiębiorczość jest szansą dla tych, którzy ze względu na obecną sytuację poszukują nowych możliwości” – Darek Żuk, CEO AIP.

Kampanię #AIPomagamy promuje spot [LINK] z udziałem czołowych polskich przedsiębiorców i ludzi biznesu, jak: Rafał Brzoska (InPost), Michał Sadowski (Brand24), Olga Kozierowska (Sukces Pisany Szminką) i Monika Żochowska (GLOV). Spot został zrealizowany przez studio Platige Image, znane między innymi z realizacji projektu efektów specjalnych przy serialu “Wiedźmin” Netflixa, serii filmów i teaserów do gier, m.in. seria Total War i Frostpunk czy projektu Legendy Polskie Allegro.

“Nadchodzi czas szybkich zmian stanowiących ogromne wyzwanie, choć dających także szansę. Kryzys stymuluje testy nowych technik dotarcia do klienta, nowych kanałów komunikacji i kreatywnego podejścia do sprzedaży. Wierzę, że akcja #AIPomagamy dołoży istotną cegłę do procesu wsparcia biznesów w przejściu przez ten trudny czas”. – Michał Sadowski, CEO Brand24

“Chciałbym powołać się na słowa przypisywane Napoleonowi Bonaparte, który uważał, że można przegrać bitwę, ale ostatecznie wygrać wojnę. I tego Wam wszystkim życzę!” – Rafał Brzoska, CEO InPost.

Patronem Akcji jest Business Centre Club.

Chętni mogą zgłaszać chęć udziału w programie #AIPomagamy do końca czerwca 2020 roku.

Darmowe webinarium Kuehne + Nagel: Transport lotniczy środków ochrony osobistej z Chin

Kuehne + Nagel organizuje darmowe webinarium w odpowiedzi na wpływ chińskiego rozporządzenia na eksport wszystkich przesyłek pomocy medycznej. Mimo tego, że nowe rozporządzenie zostało wprowadzone ponad miesiąc temu nadal ma to znaczący wpływ na logistykę.

Od kwietnia 2020 r. wszystkie produkowane w Chinach środki ochrony osobistej (PPE) bez certyfikacji wydanej przez NMPA nie mogą opuścić granic ChRL. Wymagane jest, aby wszyscy dostawcy (producenci) otrzymali certyfikat od biura rządowego po kontroli towaru wyprodukowanych środków ochrony osobistej. Dopiero po tej procedurze, przesyłki te mogą zostać zwolnione przez organy celne w celu wywozu. Zarówno producent, jak i dostawca (firma handlowa) muszą wziąć udział w przygotowaniu wymaganej certyfikacji, co może zająć kilka dni roboczych.

Konieczność weryfikacji wszelkich przepisów w kraju nadania i odbioru w połączeniu ze zmniejszoną pojemnością ładunkową spowodowaną ograniczeniami w ruchu lotniczym i morskim generuje wiele zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw. Aby sprostać licznym wyzwaniom i odnaleźć się w tym regulacyjnym labiryncie potrzebne są sprawdzone modele operacyjne oraz wiedza.

Wszystkich zainteresowanych sprowadzaniem produktów medycznych do Polski, firma Kuehne + Nagel zaprasza na darmowe webinarium: transport lotniczy środków ochrony osobistej z Chin, które odbędzie się w piątek 15 maja 2020 roku o godzinie 10.00. Poprowadzą je wieloletni specjaliści ds. logistyki: Daniel Zieliński, Airfreight Manager oraz Andrzej Polkowski, Project Cargo Manager. Link do rejestracji znajduje się tutaj.

Ponad 42 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej powstanie w Piekarach Śląskich

Hillwood, wiodący deweloper powierzchni komercyjnych, rozpoczął budowę parku logistycznego w Piekarach Śląskich. Magazyn o powierzchni ponad 42 000 mkw. zostanie oddany do użytku w ostatnim kwartale tego roku. To już trzecia od początku roku inwestycja Hillwood w tym regionie. Deweloper rozpoczął także budowę magazynów w Gliwicach i Mysłowicach.

Centrum magazynowe klasy A – Hillwood Piekary Śląskie zlokalizowane jest przy Obwodnicy Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (DW911), prowadzącej do oddalonej o zaledwie 1,5 km autostrady A1. W niewielkiej odległości od parku logistycznego, znajduje się także wjazd na Drogową Trasę Średnicową (12 km) oraz wjazd na prowadzącą z zachodu na wschód autostradę A4 (17,5 km).

Park w Piekarach Śląskich to hala wysokiego składowania o wysokości 10 m, w której oprócz magazynowania można prowadzić lekką produkcję. Podobnie, jak we wszystkich budynkach dewelopera, w powstającym magazynie zostanie zamontowane oświetlenie LED. Budynek będzie posiadał najwyższy standard odporności ogniowej – powyżej 4000 MJ/mkw. Na terenie inwestycji znajdzie się duży i wygodny parking. Dodatkowym atutem dla pracowników są zlokalizowane w pobliżu centrum logistycznego przystanki komunikacji publicznej.

– Górny Śląsk jest drugim po stolicy, najpopularniejszym rynkiem magazynowym w kraju. Atutem regionu jest przede wszystkim jego strategiczna lokalizacja oraz bardzo dobra infrastruktura drogowa, ułatwiająca połączenia z innymi częściami Polski oraz całą Europą, co z kolei pozwala na znaczne obniżenie kosztów transportu ­– mówi Hubert Michalak, Prezes Zarządu Hillwood Polska.

Śląsk rozwija się bardzo dynamicznie, generując duże zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową. Ogromną przewagą regionu jest również duży rynek pracy i dostęp do wykwalifikowanych pracowników. Atrakcyjność Górnego Śląska i Zagłębia podnoszą też konkurencyjne, w stosunku do innych lokalizacji, ceny najmu.

– Hillwood jest aktywny w województwie śląskim niemal od początku naszej działalności w Polsce. Do końca 2020 roku wybudowana przez nas nowoczesna powierzchnia magazynowa na Górnym Śląsku i w Zagłębiu wzrośnie do prawie 220 tys. mkw. W pierwszym kwartale tego roku rozpoczęliśmy również budowę magazynów w Gliwicach i Mysłowicach, które w sumie dostarczą na rynek ponad 52 tys. mkw. – mówi Hubert Michalak.

Do tej pory firma wybudowała już dwa inne centra magazynowe w województwie śląskim – Hillwood Sosnowiec Zagłębie i Hillwood Ruda Śląska. Jeszcze w tym roku zakończy się ich rozbudowa.

R22 otrzyma prawie 12 mln zł z zysku Vercom

Notowana na GPW grupa technologiczna R22 otrzyma 11,8 mln zł zysku ze spółki zależnej odpowiadającej za segment omnichannel communication. Na kwotę składa się dywidenda w wysokości 7,3 mln zł oraz 4,4 mln zł wynagrodzenia związanego ze skupem akcji Vercom w celu ich umorzenia.

– Z roku na rok osiągamy coraz lepsze wyniki finansowe w obu głównych segmentach działalności Grupy R22. Wzrosty widać również w generowanej gotówce, którą chcemy dzielić się z akcjonariuszami, stąd dystrybucja zysku w ramach Grupy do spółki notowanej na GPW. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22.

W formie dywidendy do akcjonariuszy Vercom trafi 69,5 proc. zysku netto, który wyniósł w 2019 r. 14,86 mln zł. Wartość dywidendy wyniesie zatem 10,3 mln zł, z czego do R22 trafi 7,3 mln zł. Pozostała kwota trafi do akcjonariuszy mniejszościowych – zarządu spółki Vercom. W wyniku skupu akcji własnych Vercom w celu ich umorzenia, w którym udział weźmie tylko R22, spółka otrzyma 4,4 mln zł, a jej udział w Vercom spadnie z 71,65 proc. do 70,51 proc.

19 maja 2020 r. Grupa R22 opublikuje wyniki finansowe za I kwartał 2020 r. (III kwartał roku obrotowego, rozpoczynającego się 1 lipca 2019 r.).

Koronawirus cyfryzuje Polskę

Pandemia koronawirusa wpłynęła na gwałtowny wzrost popytu na rozwiązania związane z pracą zdalną i edukacją online, a także streamingiem i rozwiązaniami e-commerce. Hasła związane z komunikacją wpisywane były do wyszukiwarek nawet ośmiokrotnie częściej niż przed wprowadzeniem ograniczeń, a z edukacją – ponad pięciokrotnie. Znaczenie technologii cyfrowych widać też na giełdach, gdzie indeksy firm technologicznych osiągały lepsze wyniki niż średnia dla całego rynku. Pierwsze wydanie “Monitoringu Gospodarki Cyfrowej” Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazuje, że sytuacja po gwałtownych zmianach w marcu, w odpowiedzi na wprowadzone ograniczenia, obecnie w pewnej mierze się ustabilizowała, a efekty stopniowego powrotu gospodarki do normalności będą widoczne dopiero w przyszłych edycjach.

Ograniczenia wprowadzone w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2 wymusiły przeniesienie wielu aktywności społecznych i działań gospodarczych do internetu. Nauczanie w warunkach domowych oraz praca zdalna wymagają korzystania z rozwiązań do rozmów wideo, stąd nagła popularność aplikacji takich jak Zoom czy Microsoft Teams – tłumaczy Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Trudno się zatem dziwić, że gwałtownie wzrósł ruch w sieciach telekomunikacyjnych, przede wszystkim w godzinach, które normalnie spędzaliśmy w szkole lub biurze. Obserwowany całkowity wzrost ruchu o 20-30 proc. w ciągu miesiąca odpowiada średniemu wzrostowi ruchu w ciągu całego roku – w normalnych czasach.

koronawirus cyfryzuje Polskę
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych EXATEL.

Większy ruch był notowany zarówno w weekendy, jak i w tygodniu. W obu przypadkach największe zmiany odnotowane były w godzinach pracy, tj. między 8 a 16. W dni robocze znaczący wzrost można również zaobserwować w nocy (od północy do 6 rano), natomiast mniej wyraźny w godzinach wieczornych. W weekendy schemat jest nieco inny, tu wzrost w godzinach popołudniowych jest wyższy niż w nocnych. Dane pokazują też względną stabilizację wolumenu ruchu na wysokich poziomach. Trend stabilizacji, a nawet spadku ruchu w sieciach obserwowany jest też na poziomie całej Europy (dane zebrane przez regulatorów rynków telekomunikacyjnych w UE).

Czego szukamy w sieci?

Nowa sytuacja wymusiła przestawienie się na inne kanały komunikacji, zakupów czy edukacji. Największy wzrost dotyczył zainteresowania narzędziami komunikacyjnymi – w drugim tygodniu pandemii (23-27 marca) wyszukiwań takich było osiem razy więcej niż średnio przed pandemią (niektóre wzrosty dzienne były kilkudziesięciokrotne). Podobnie duży wzrost zanotowały wyszukiwania związane z edukacją – średnio nawet ponad 5-krotny w okresie od 16 marca do 27 marca.

Procentowy wzrost wyszukiwań w stosunku do okresu referencyjnego
Źródło: opracowanie własne na podstawie Google Trends

Narzędzia do komunikacji i edukacji były częściej wyszukiwane nie tylko w tygodniu, lecz także w weekendy, choć w nieco mniejszym stopniu. Z kolei wzrost popularności haseł związanych z rozrywką, takich jak Netflix czy Twitch, nie był aż tak znaczący – mówi Jacek Grzeszak, analityk PIE.  Natomiast hasła związane z handlem, takie jak „zakupy online” czy „z dostawą”, były wyszukiwane trzy-czterokrotnie częściej, jednak bez wyraźnych różnic między weekendami a dniami roboczymi.

Firmy technologiczne na giełdach

Większe znaczenie rozwiązań cyfrowych i technologicznych ma też swoje odbicie w wynikach giełdowych. O ile wszystkie  główne indeksy najważniejszych giełd zanotowały w marcu znaczące spadki, tak wartości spółek cyfrowych w większości przypadków odbiły się najszybciej – mówi Filip Leśniewicz, analityk PIE. W Polsce wartość indeksu WIG-Tech jest obecnie wyższa niż była w tegorocznym szczycie,19 lutego, podczas gdy indeks WIG-20 jest cały czas niemal 30 proc. niżej niż przed wprowadzeniem ograniczeń.

Wykresy pokazują zmianę względem najwyższego poziomu indeksu w I kwartale 2020 roku
Źródło: opracowanie własne.
Wykresy pokazują zmianę względem najwyższego poziomu indeksu w I kwartale 2020 roku

Inną wartą odnotowania różnicą jeśli chodzi o WIG 20 w porównaniu do głównych światowych indeksów jest poziom, na jakim oscylował w tym roku. O ile bowiem DAX, CAC 40, S&P czy Nifty 50 albo biły swoje historyczne rekordy albo przynajmniej oscylowały wokół rekordowych poziomów, o tyle WIG 20 operował raczej na średnim poziomie w okolicach 2000 punktów (szczyt osiągnięty w październiku 2007 roku osiągnął wtedy ponad 3900 pkt). Jest to istotne, bo wskazywałoby na to, że warszawski indeks powinien uniknąć tak drastycznych przecen jak jego zagraniczne odpowiedniki – dodaje Filip Leśniewicz. Okazało się jednak, że w najgorszym dla siebie momencie był przeceniony o 40 proc. względem styczniowego szczytu. To największy spadek ze wszystkich analizowanych przez nas indeksów.

Firma zatrudniająca 100 osób może otrzymać średnio 9 złośliwych maili dziennie

Przeciętny pracownik dziennie otrzymuje średnio 121 e-maili. Według analityków FortiGuard Labs oznacza to, że do firmy zatrudniającej 100 osób statystycznie trafia dziewięć wiadomości ze złośliwym oprogramowaniem w ciągu dnia, a kliknięcie w niebezpieczny link przez choćby jednego pracownika może mieć katastrofalne skutki dla całego przedsiębiorstwa. W dalszym ciągu głównym zagrożeniem dla biznesu jest ransomware, zaś w ostatnim czasie pracownicy muszą dodatkowo stawiać czoła zintensyfikowanym atakom socjotechnicznym takim jak phishing, często wykorzystującym motyw koronawirusa.

Nieszczelna ochrona przed atakami

Nawet jeżeli w przedsiębiorstwie wdrożone zostanie rozwiązanie chroniące pocztę elektroniczną przed złośliwymi wiadomościami, część phishingowych e-maili wciąż może się przez nie przedostać. Według specjalistów Fortinet jedna na 3 tys. wiadomości zawiera złośliwe oprogramowanie (w tym ransomware), zaś jedna na 4 tys. ma załącznik z takim kodem, który nie był wcześniej znany. Z tego powodu firmy muszą mierzyć się z zaawansowanymi i niespotykanymi dotąd zagrożeniami, zaś pracownicy – jeszcze uważniej niż kiedykolwiek – powinni sprawdzać otrzymywane e-maile i być wyczuleni na wszelkie podejrzane zawarte w nich elementy.

 

Eksperci Fortinet zbadali również, że jedna na 6 tys. wiadomości zawiera podejrzany adres URL. Nie każdy z tych linków musi prowadzić bezpośrednio do złośliwej zawartości, wiele z nich może stać się pomostem dla przyszłej kampanii ransomware lub próbą działania phishingowego, które ma na celu zdobycie cennych i poufnych danych. Oczywiście liczba otrzymywanych e-maili zależy w dużym stopniu od branży i wykonywanej pracy, ale szacuje się, że przeciętny pracownik otrzymuje ich dziennie 121.[1] Według statystyk oznacza to, że firma zatrudniająca sto osób otrzymuje dziennie średnio dziewięć zainfekowanych maili, w tym: cztery wiadomości ze złośliwym oprogramowaniem, trzy z nieznanym wcześniej złośliwym kodem oraz dwie zawierające podejrzane łącza URL. Problem jest o tyle znaczący, że blokowanie wszystkich podejrzanych lub nieznanych adresów może negatywnie wpłynąć na biznes. Ważne jest zatem, aby przedsiębiorstwa korzystały z rozwiązań ochronnych nowej generacji w celu wyeliminowania tych zagrożeń.

Świadomość ryzyka

Wraz z dynamiką rozwoju biznesu powiększają się jego zasoby, jak np. ilość przetwarzanych danych, które są atrakcyjne dla cyberprzestępców. Należy zatem sprawdzić, czy informacje te są odpowiednio chronione i czy zostały podjęte wszelkie możliwe działania w tym zakresie. Następnie warto przyjrzeć się lukom w zabezpieczeniach aplikacji, które mogą zostać wykorzystane, oraz przeanalizować, jakiego rodzaju złośliwe oprogramowanie atakuje konkretne środowiska. Istotne może okazać się także sprawdzenie, które ataki socjotechniczne, takie jak phishing, mogłyby ominąć obecny system bezpieczeństwa IT.

Na koniec ważne jest, aby pamiętać o regularnym uszczelnianiu zabezpieczeń oraz ich dostosowywaniu do stale zmieniających się warunków, ponieważ nawet najbardziej „cyberświadoma” firma jest narażona na działania hakerów. Oczywiście, aby dowiedzieć się jak duże jest ryzyko powodzenia ataku, należy zweryfikować poprawność pracy obecnie używanego narzędzia do ochrony poczty elektronicznej oraz sprawdzić czy jego dostawca wciąż zapewnia wsparcie na poziomie gwarantującym zabezpieczenie przed najnowszymi rodzajami zagrożeń.

[1] https://www.campaignmonitor.com/blog/email-marketing/2019/05/shocking-truth-about-how-many-emails-sent/

W kwietniu wystawiono o 29% mniej faktur niż w marcu

  • W pierwszych 20 dniach kwietnia mikroprzedsiębiorcy wystawiali o 1/3 mniej faktur niż miesiąc wcześniej (1-20.03). Rok temu w kwietniu, w porównywalne dni, faktur było o 20% więcej.
  • Branże, które epidemia w największym stopniu rozkłada na łopatki, to działalności związane z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi – tam spadek wystawianych faktur wyniósł 54%.
  • Takie dane to jedne z pierwszych realnych i opartych na liczbach wskaźników skali osłabienia gospodarki.

Dane pochodzą z serwisu Faktura.pl, który ma ponad 50 tys. użytkowników codziennie wystawiających za jego pośrednictwem faktury swoim kontrahentom. Portal funkcjonuje na rynku od 19 lat. Korzystają z niego głównie mikro i małe przedsiębiorstwa. Dane sumaryczne podzielono przez liczbę dni.

Coraz więcej firm wstrzymuje działalność

Obostrzenia związane z COVID – 19 zatrzymały ludzi w domach, więc całe sektory gospodarki stanęły. Przede wszystkim dotyczy to hoteli i restauracji (branża HoReCa), ale także prywatnych gabinetów medycznych – od rehabilitantów po lekarzy specjalistów. Brak wpływów doskwiera też instytucjom związanym z kulturą, cierpi również transport czy gospodarka magazynowa. Zastój widać w liczbie wystawianych faktur.

– Faktura.pl to serwis, który w zautomatyzowany sposób odciąża mikroprzedsiębiorstwa w czynnościach administracyjnych i fakturowych. To pozwala nam zweryfikować, jak wiele dokumentów wystawiają jego użytkownicy. Porównaliśmy ich liczbę z pierwszych 20 dni kwietnia, z podobnym okresem w marcu (1-20.03) czyli w przybliżeniu do czasu, kiedy gospodarka działała jeszcze na pełnych obrotach, a faktury za zrealizowane wcześniej prace i dostawy były normalnie wystawiane. Otrzymane dane są jednoznaczne – duży spadek liczby faktur. W kwietniu średnio dziennie było ich o 29% mniej niż w marcu. W tym roku od pierwszego do dwudziestego kwietnia wystawiono jedynie 80,7% faktur, w porównaniu do zarejestrowanych na portalu w tym samym czasie w zeszłym roku. To ogromny regres, tym bardziej, że w lutym i marcu tego roku wystawiano więcej faktur niż w 2019 r. Widać więc, że gospodarka jest chora i zwalnia – mówi Grzegorz Grodek – Prezes Zarządu Faktura.pl.

Epidemia w gospodarce nie oszczędza nawet lekarzy

Największy spadek widać wśród działalności związanych z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi. Przedsiębiorcy prowadzący te działalności wystawili o ponad połowę mniej faktur (dokładnie o 54%). Duże spadki są wśród prywatnych gabinetów branży medycznej (o 43%). Obostrzenia mocno dotknęły też transport i gospodarkę magazynową (ze względu na zamknięte granice i ograniczenia ruchu wewnątrz kraju) – spadek liczby faktur o 38%. Tuż za niechlubnym podium jest kultura i rozrywka (mniej o 37%).

– Trzeba uzmysłowić sobie, że niewystawiona faktura to brak wpływu i środków na koncie. To prosta droga do utraty płynności, zwolnień, a nawet upadku firmy. Codziennie rozmawiamy z wieloma przedsiębiorcami przychodzącymi do nas po finansowanie i widzimy ich rosnący niepokój. Niektórzy nie mają za co wystawić faktury. Za usługi, które jeszcze są w stanie podczas epidemii wykonywać oczekują szybszej zapłaty. Jeśli ich kontrahenci na to się nie godzą, starają się skracać czas oczekiwania na pieniądze poprzez finansowanie zewnętrzne, np. w postaci faktoringu. Nie stać ich po prostu na wielotygodniowe oczekiwanie na pieniądze z faktur, które im pozostały – mówi Robert Barański z eFaktor.

Test dla gospodarki

Dane z Faktura.pl to realny miernik stanu mikroprzedsiębiorstw w czasie kryzysu. Duża liczba użytkowników portalu pozwala wyciągać wnioski o trendach w gospodarce. Problemy małego biznesu potwierdzają też dane BIG InfoMonitora: według badania przeprowadzonego przez firmę Research&Grow aż 87% badanych przedsiębiorstw przewiduje spadek obrotów w związku z epidemią.

Wg Krajowego Rejestru Długów (KRD) na początku kwietnia niezapłacone zobowiązania wobec kontrahentów miało 20 839 przedsiębiorstw, o 602 więcej niż pół roku temu. Zwiększyło się również średnie zadłużenie. Teraz wynosi 43 000 złotych wobec 39 304 złotych w październiku ub.r.

– Najbliższe miesiące to czas testu zaufania przedsiębiorców do instytucji finansowych. My, w przeciwieństwie do banków, staramy się nie ograniczać finansowania, choć konieczne jest dokładniejsze weryfikowanie wnioskujących o faktoring. Pamiętajmy, że wkrótce następować będzie odmrażanie gospodarki – w związku z brakiem przychodu wielu firm tu i teraz, firmy mogą mieć problem z rozpoczęciem realizacji nowych zamówień w związku z wcześniejszym spadkiem przychodów. Jednym z rozwiązań może być faktura z dłuższym terminem płatności i jej natychmiastowe sfinansowanie u nas – mówi Robert Barański z eFaktor.

CIMA wprowadziła egzaminy zdalne jako pierwsza organizacja zrzeszająca specjalistów z zakresu finansów i rachunkowości w Polsce

Umożliwienie studentom zdalnego zdawania egzaminów ma na celu wsparcie ich w nauce i dążeniu do zdobycia tytułu Chartered Global Management Accountant® (CGMA®), a także zwiększenie liczby specjalistów ds. finansów, którzy będą w stanie wspierać firmy w obliczu nadchodzących wyzwań i w dalszej przyszłości.

Od maja 2020 r. Instytut Rachunkowości Zarządczej CIMA (The Chartered Institute of Management Accountants®) po raz pierwszy umożliwia zdalne zdawanie egzaminów. Jest to reakcja na zamknięcie w marcu br. wielu centrów egzaminacyjnych na świecie, co uniemożliwiało zdobywanie tytułu Chartered Global Management Accountant® (CGMA®). CIMA jest pierwszą organizacją zrzeszającą specjalistów z zakresu finansów i rachunkowości w Polsce, która zdecydowała się na takie rozwiązanie.

Wiele szkół, uniwersytetów i organizacji profesjonalnych na świecie odłożyło lub odwołało egzaminy z powodu pandemii koronawirusa. Instytut CIMA szukał najlepszego rozwiązania, by podtrzymać zaangażowanie studentów i pod koniec marca podjął decyzję o umożliwieniu im zdawania egzaminów CIMA z zacisza domowego, stwarzając alternatywną ścieżkę zdobycia Kwalifikacji Profesjonalnej CIMA.

Członkowie i studenci CIMA dysponują nieocenionymi umiejętnościami i mogą odegrać istotną rolę w opracowywaniu nowych strategii biznesowych, które pomogą organizacjom przetrwać nawet najbardziej niepewne czasy. Specjaliści ds. finansów mają teraz szansę pomóc swoim firmom i pokazać, jak wielką wartość wnoszą – powiedział Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, Association of International Certified Professional Accountants. –Jesteśmy dumni z ogromnej motywacji do ciągłego rozwoju kariery, którą wykazują nasi studenci. Pracowaliśmy ciężko wraz z naszymi partnerami, by w bardzo krótkim czasie dostarczyć im rozwiązanie egzaminacyjne umożliwiające kontynuowanie studiów poprzez rezerwację i zdawanie egzaminów CIMA z domu. Skorzystali z niego studenci już z ponad 70 krajów, przybliżając się w ten sposób do zdobycia tytułu CGMA – dodał.

– Umożliwienie przez CIMA zdalnego zdawania egzaminów było świetnym pomysłem. Daje to studentom możliwość realizacji założonych celów rozwojowych nawet w tych trudnych czasach. Niedostępność egzaminów trwająca kilka miesięcy miałaby bardzo negatywny wpływ na mój proces uczenia się. Teraz, gdy udało mi się zdalnie zdać egzamin czuję się zmotywowany do kontynuowania nauki, bo wiem, że na końcu tej ścieżki istnieje możliwość podejścia do kolejnego egzaminu – powiedział Krzysztof Czarnecki, który 5 maja br. zdał egzamin E3 Strategic Management. – Samo doświadczenie egzaminacyjne było pozytywne. Oprogramowanie testujące działało dobrze, a ogólne wrażenie było bardzo zbliżone do egzaminu na miejscu (lub nawet lepsze, ponieważ nie wiązało się z kosztami transportu). Była to okazja do przystąpienia do egzaminu w dogodnych i bezpiecznych warunkach, i w żaden sposób nie został naruszony poziom bezpieczeństwa egzaminu, ponieważ obowiązywały takie same elementy kontrolne, jak w centrum egzaminacyjnym – dodał.

Wiele osób studiujących CIMA ma ustalony harmonogram nauki, więc cieszę się, że umożliwiono opcję zdawania egzaminów w domu. Ja skorzystałam już w pierwszym dostępnym terminie i tym sposobem mogę dalej kontynuować swój plan kształcenia. Doceniam również bardzo szybką i regularną komunikację ze strony CIMA na temat podejmowanych kroków – od samego początku zamknięcia centrów egzaminacyjnych. Zapisy na egzamin przebiegały bardzo sprawnie, a doświadczenie egzaminacyjne było identyczne jak to w centrum – powiedziała Magdalena Fiszer, która 4 maja br. z sukcesem podeszła do zdalnego egzaminu F3 Financial Strategy.

Miały być startupy miało być elektronicznie i może będzie ale za rok

W dniu 13 lutego 2020 r. podczas piątego posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej IX Kadencji przyjęto Ustawę o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r., poz. 288), dalej: „ustawa o zmianie k.p.c.”, która z pewnymi wyjątkami wejdzie w życie z dniem 1 lipca 2020 r. W tym miejscu należy podkreślić, że powyżej przywołany akt normatywny w swoim brzmieniu zawiera przepisy o zmianie wejścia w życie ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U z 2019 r., poz. 1655), dalej: „ustawa o zmianie k.s.h.”, która to miała wprowadzić do polskiego obrotu prawnego nowy typ spółki, tj. Prostą Spółkę Akcyjną (dalej: „PSA”), co jest bardzo istotne dla przedsiębiorców.

Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem i polscy przedsiębiorcy na PSA muszą poczekać jeszcze rok. Powyższe przesunięcie wejścia w życie nowej formy spółki jest konsekwencją poselskich poprawek przyjętych na sejmowej komisji sprawiedliwości, która odbyła się w dniu 7 stycznia 2020 r., co odzwierciedla aktualne brzmienie dyspozycji określonej w art. 15 pkt 12 ustawy o zmianie k.p.c. To właśnie ten artykuł przedmiotowej ustawy oznacza dla przedsiębiorców, iż wprowadzenie do obrotu prawnego PSA nastąpi dopiero w dniu 1 marca 2021 r., a nie – jak było to ujęte w projekcie ustawy – przed zgłoszonymi poprawkami i w treści ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U z 2019 r., poz. 1655), dalej: ustawa o zmianie k.s.h. z dniem 1 marca 2020 r.

Korzyści i ułatwienia wynikające z przeprowadzanej reformy

Wprowadzenie do obrotu prawnego nowej formy prowadzenia działalności gospodarczej było częścią reformy zapowiedzianej jeszcze w 2016 r. przez ówczesnego Ministra Rozwoju i Finansów Mateusza Morawieckiego, jako „100 zmian dla firm – Pakiet ułatwień dla przedsiębiorców”. Konsekwencją wprowadzenia tego pakietu było podpisanie w dniu 2 sierpnia 2019 r. przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę ustawy o zmianie k.s.h. To właśnie ten akt normatywny w sposób bezpośredni miał wprowadzić PSA z dniem 1 marca 2020 r. W uzasadnieniu projektu powyżej przywołanej ustawy wskazano, że PSA jako nowoczesna forma niepublicznej spółki kapitałowej ma być przeznaczona dla innowacyjnych przedsięwzięć. Tym, co ma odróżniać tę spółkę od innych, jest duża dowolność kształtowania wzajemnych relacji pomiędzy wspólnikami czy systemem zarządzania nią. Ponadto według ustawodawcy jej zaletą jest wyłączenie osobistej odpowiedzialności wspólników za jej zobowiązania.

Jakie korzyści i ułatwienia może dać polskim przedsiębiorcom PSA? Nowa forma prowadzenia działalności gospodarczej przewiduje następujące usprawnienia:

  • minimalny kapitał zakładowy ustalono na 1 zł (art. 30031 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • umożliwiono obejmowanie akcji w zamian za świadczenie pracy lub usług na rzecz spółki (art. 30022 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • stworzono łatwą i przejrzystą konstrukcję dotyczącą zakładania tej formy spółki (art. 3004 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • dopuszczono brak konieczności powoływania rady nadzorczej (art. 30052 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • przewidziano uproszczoną likwidację (art. 300120 – 300122 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • wprowadzono 24-godzinną ścieżkę rejestracji online (art. 3007 1-3 i §5 oraz art. 30012 §5 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • dopuszczono swobodę w przedmiocie kształtowania umowy spółki (art. 3005 ustawy o zmianie k.s.h.).

Startupy i nowoczesne technologie powodem reformy

W czasie, gdy ustawa o zmianie k.s.h. była procedowana jako projekt, w jej uzasadnieniu stwierdzono, że coraz ważniejszym elementem współczesnej gospodarki stają się inwestycje oparte o nowoczesne technologie. Polski ustawodawca przy opracowywaniu przepisów wprowadzających PSA dokonał analizy otoczenia prawnego funkcjonowania w Polsce tzw. startupów. Konsekwencją powyższej analizy była konkluzja, że startupy mają potencjał do bardzo szybkiego wzrostu, co zawdzięczają przewadze technologicznej, jak również niszy rynkowej nieodkrytej i niezagospodarowanej jeszcze w Polsce. W dalszej części przedmiotowego uzasadnienia wskazano, że PSA ma za zadanie zlikwidować problemy wskazywane przez środowiska związane z działalnością typu startup, które w sposób bezpośredni ograniczają rozwój tego typu działalności gospodarczych. Najczęściej wymienianymi problemami były m.in. trudności w rozpoczynaniu działalności gospodarczej, w pozyskiwaniu kapitału oraz trudności związane z likwidacją spółek w razie niepowodzenia przedsięwzięcia (Deloitte, Diagnoza ekosystemów startupów w Polsce, czerwiec 2016 r.). Ponadto według danych Ministerstwa Rozwoju wprowadzenie do Kodeksu Spółek Handlowych nowej formy prowadzenia działalności gospodarczej stworzy przedsiębiorcom korzystne warunku do rozwoju, co w szacowanej perspektywie czasowej do 2023 r. przyczyni się do wygenerowania przychodów gospodarstw domowych na poziomie ok. 757 mln zł.

W konsekwencji wobec przytoczonej powyżej argumentacji można stwierdzić, że obecnie istnieje potrzeba ułatwienia polskim przedsiębiorcom prowadzenia działalności gospodarczej w dziedzinach nowych technologii czy startupów. W związku z powyższym nasuwa się zasadnicze pytanie, dlaczego opóźniono o rok wprowadzenie PSA do obrotu prawnego? Wiceminister Sprawiedliwości Marcin Romanowski, uzasadniając poprawkę poselską, której przyjęcie opóźniło wprowadzenie PSA, stwierdził, że w chwili obecnej należy przesunąć o rok przedmiotowe przepisy, tak aby przedsiębiorcy dostosowali się do nowego funkcjonowania podmiotów takich jak: KRS, o co postulował m.in. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. Rzecznik wskazywany w uzasadnieniu Wiceministra Zdrowia w rozmowie z Business Insider Polska stwierdził, że nie był zwolennikiem opóźniania wejścia w życie przepisów o elektronicznym postępowaniu rejestrowym przed KRS. Ponadto Rzecznik MiŚP poinformował, że skierował w tej sprawie pismo o wyjaśnienia do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Z czego wynika przesunięcie w czasie reformy?

Analizując powyżej przedstawione uzasadnienie dla poprawki poselskiej, można stwierdzić, że roczne opóźnienie wynika z faktu, iż nie zdążono na czas przygotować systemów informatycznych umożliwiających m.in. rejestrację PSA za pośrednictwem kanałów teleinformatycznych. W wyniku tego przepisy dotyczące przesunięcia terminu wprowadzenia PSA dołączono do projektu nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, który wówczas był procedowany w Sejmie. Jednak główny powód przedmiotowego opóźnienia jest inny. W tym samym akcie normatywnym w art. 12 ustawy o zmianie k.p.c. przesunięto również termin wejścia w życie przepisów ustawy z dnia 20 sierpnia 1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym (tj. Dz.U. z 2019 r. poz. 1500 z późn. zm.) wprowadzających obligatoryjne elektroniczne postępowanie rejestrowe w zakresie rejestru przedsiębiorców KRS oraz fakultatywne elektroniczne postępowanie rejestrowe w zakresie podmiotów wpisywanych wyłącznie do rejestru stowarzyszeń, innych organizacji społecznych i zawodowych, fundacji oraz publicznych zakładów opieki zdrowotnej KRS. Warto wspomnieć, że na mocy przepisów ustawy o zmianie KRS Krajowy Rejestr Sądowy czekała rewolucja w postaci całkowitej informatyzacji. Jednak wydaje się, że polski rząd nie przygotował się na realizację tego przedsięwzięcia, dlatego też termin wejścia w życie przepisów dotyczących elektronicznego KRS został przesunięty o rok. W konsekwencji ta sytuacja spowodowała konieczność przesunięcia również terminu wejścia w życie przepisów dotyczących PSA.

Podsumowanie

Podsumowując, nowa forma prowadzenia działalności gospodarczej tj. Prosta Spółka Akcyjna ma pomóc polskim przedsiębiorcom, których przedsięwzięcia są oparte o nowe technologie lub też są prowadzone jako startupy poprzez likwidację dotychczasowych problemów m.in. związanych z trudnościami w rozpoczynaniu działalności gospodarczej, w pozyskiwaniu kapitału oraz trudnościami związanymi z likwidacją spółek w razie niepowodzenia przedsięwzięcia. Polski rynek związany z tą dziedziną działalności ma duży potencjał do rozwoju i przynoszenia zysków, na co zwrócił uwagę ustawodawca. Dlatego właśnie Prosta Spółka Akcyjna wydaje się ciekawym rozwiązaniem. W przepisach regulujących nową formę spółki umożliwiono rejestrację elektroniczną w przeciągu 24 godzin czy też brak kapitału zakładowego, który zastąpi kapitał akcyjny w wysokości co najmniej 1 zł. Jednak na to wszystko przedsiębiorcy muszą poczekać do 1 marca 2021 r. Ponadto otwarte pozostaje pytanie, czy okoliczności uzasadniające opóźnienie o rok wprowadzenia PSA do obrotu prawnego zostaną zlikwidowane do tego czasu, czy też nie?

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Tak źle w Polsce jeszcze nie było! Kampanie spamowe dotyczące koronawirusa powracają.

W kwietniu nastąpił znaczny wzrost ataków na polskie komputery. Najnowsze badanie firmy Check Point wskazują, że Polska znajduje się na szarym końcu (27 miejsce) europejskiego rankingu bezpieczeństwa sieciowego. Kwiecień był najgorszym okresem dla polskich internautów od wielu miesięcy m.in. za sprawą kolejnych niebezpiecznych kampanii spamowych wykorzystujących temat koronawirusa.

Irlandia i Wielka Brytania to obecnie dwa najbezpieczniejsze kraje w Europie pod względem bezpieczeństwa sieciowego. Najbardziej niebezpieczne to Litwa i Łotwa. Polska, znalazła się w dopiero w trzeciej dziesiątce rankingu (miejsce 27) – wynika z danych przedstawionych przez Check Point Research. Z indeksem zagrożeń na poziomie 46,5 pkt., nasz kraj znalazł się w TOP 50 (47 miejsce) państw o najwyższym poziomie zagrożeń na świecie!

Analiza bieżących zagrożeń cybernetycznych wykazała, że hakerzy wciąż chętnie wykorzystują do ataków kampanie spamowe związane z koronawirusem (COVID-19). W kwietniu za ich pomocą starali się dystrybuować nowy wariant trojana zdalnego dostępu Agent Tesla, który uplasował się na trzecim miejscu listy najpowszechniejszego malware, wpływając na 3 % organizacji na całym świecie.

Nowy wariant Agenta Tesla został zmodyfikowany w celu kradzieży haseł Wi-Fi oraz innych informacji – takich jak poświadczenia e-mail programu Outlook. Jedna z tego typu kampanii podszywała się pod Światową Organizację Zdrowia (WHO), a w temacie wiadomości pojawił się tytuł: „PILNE LISTY INFORMACYJNE: PIERWSZY TEST SZCZEPIONKI COVID-19 DLA LUDZI – WYNIKI/AKTUALIZACJA WYNIKÓW”. Sposób dystrybucji pokazuje w jaki sposób hakerzy wykorzystają globalne wydarzenia i obawy opinii publicznej, aby zwiększyć sukces ataku.

Choć kampanie spamowe wykorzystujące Agenta Tesla rosną w siłę, globalnym numerem jeden był trojan bankowy Dridex (wykryty w 4% firm na świecie). To jednocześnie najczęściej wykorzystywane oprogramowanie do ataków na polskie firmy. W przypadku polskiej sieci Dridex spadł w kwietniu z pierwszego na czwarte miejsce „najpopularniejszych szkodników” z udziałem na poziomie 2,4%. Tym razem najpowszechniejszym zagrożeniem w polskich organizacjach okazał się trojan Emotet.

Kampanie malspamowe (od malware + spam – przyp. red.) Agent Tesla, które wykryliśmy w kwietniu, podkreślają, jak elastyczni mogą być cyberprzestępcy, jeśli chodzi o wykorzystywanie wydarzeń informacyjnych i nakłanianie niczego niepodejrzewających ofiar do kliknięcia zainfekowanego łącza – powiedziała Maya Horowitz, dyrektor ds. Analizy i badań zagrożeń w Check Point Software Technologies

Wykorzystując Agenta Tesla, jak i Dridex, przestępcy koncentrują się na kradzieży danych osobowych i biznesowych użytkowników, by móc wykorzystać je w celach zarobkowych. Stąd ważne jest, aby organizacje przyjęły proaktywne i dynamiczne podejście do edukacji użytkowników, informując swoich pracowników o najnowszych narzędziach i technikach, zwłaszcza że większość pracowników pracuje obecnie z domów.

Zespół badawczy ostrzega również przed powszechnymi podatnościami w systemach komputerowych. „Zdalne wykonanie kodu MVPower DVR” pozostaje najczęstszą wykorzystywaną luką, a jej zakres zwiększył się w ostatnich tygodniach, obejmując 46% organizacji na całym świecie. Zaraz za nią uplasował się “OpenSSL TLS DTLS Heartbeat Information Disclosure” o globalnym wpływie 41%, natomiast trzecią najpowszechniejszą podatnością jest “Command Injection Over HTTP Payload” wykorzystywaną w przypadku 40% organizacji na całym świecie.

Firma Zebra Technologies nagradza najlepsze pomysły wykorzystania technologii dla służby zdrowia

Firma Zebra Technologies nagradza pielęgniarki i pielęgniarzy oraz osoby uczące się tego zawodu za najlepsze pomysły wykorzystania technologii dla służby zdrowia w celu usprawnienia opieki nad pacjentem.

LINCOLNSHIRE, w stanie Illinois, USA – 12.05.2020r. – Firma Zebra Technologies Corporation (NASDAQ: ZBRA), innowator oferujący rozwiązania klasy korporacyjnej i umożliwiający, wraz ze swoimi partnerami, uzyskanie przez firmy przewagi nad konkurencją, w ramach świętowania Roku Pielęgniarki i Położnej, zaprasza pielęgniarki i pielęgniarzy oraz studentów pielęgniarstwa na całym świecie do podzielenia się pomysłami na wykorzystanie technologii w usprawnianiu opieki nad pacjentami.

„Nadszedł czas, aby zakwestionować i usprawnić status quo w ochronie zdrowia” — powiedział Wayne Miller – Healthcare Director EMEA w firmie Zebra Technologies. „Pielęgniarki i pielęgniarze pracujący na pierwszej linii w opiece nad pacjentami, są idealnymi osobami do wskazania, jakie zmiany w technologii skierowanej do służby zdrowia mogą poprawić doświadczenie pacjenta. Ze względu na obciążenie ponad granice możliwości naszych systemów opieki zdrowotnej oraz lekarzy, nadszedł czas, żeby na nowo spojrzeć na tę kwestię i wywrzeć realny wpływ poprzez bezpieczniejszą i skuteczniejszą opiekę nad pacjentem”.

Zachęcamy pielęgniarki, pielęgniarzy i studentów pielęgniarstwa na całym świecie do przedstawienia swoich pomysłów wykorzystania technologii w rozwiązaniu niektórych z największych współczesnych problemów w dziedzinie ochrony zdrowia. Zgłoszenia są przyjmowane w jednym z dwóch formatów – wideo (maksymalnie dwie minuty) i eseju (obejmującego maksymalnie 500 słów) – w których uczestnicy opiszą aktualne potrzeby opieki zdrowotnej wraz z pomysłem, w jaki sposób technologia może pomóc w ich realizacji.

Pięć zwycięskich zgłoszeń zostanie wybranych w oparciu o innowacyjne podejście i możliwe zastosowanie w dzisiejszym środowisku opieki zdrowotnej. Każdy z pięciu zwycięzców otrzyma stypendium w wysokości 1000 USD, do wykorzystania na uzyskanie dyplomu, dokształcenia, pożyczki studenckie czy naukę w szkole pielęgniarskiej. Termin nadsyłania zgłoszeń upływa we wtorek, 30 czerwca 2020 r., a zwycięzcy zostaną ogłoszeni w sierpniu 2020 r.

„Od łatwiejszego lokalizowania sprzętu w szpitalu po nowe usprawnienia, które pozwalają pielęgniarkom i pielęgniarzom spędzać więcej czasu przy łóżku pacjenta, żaden pomysł nie jest zbyt duży  ani ani zbyt mały w swojej skali” – dodał Miller. „Dziękujemy dzisiejszym bohaterom pierwszej linii – oraz tym, którzy jeszcze się szkolą – za wszystko, co robią, aby zapewnić nam bezpieczeństwo, i czekamy na ich pomysły, dzięki którym sektor opieki zdrowotnej będzie jeszcze bardziej bezpieczny, wydajny i skuteczny w przyszłości”.

Na naszej stronie internetowej można znaleźć więcej informacji o konkursie, m.in. sposób dostarczania propozycji, opcje językowe, tekst regulaminu konkursu oraz inne informacje.

NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE

  • W ramach obchodzonego Roku Pielęgniarki i Położnej firma Zebra Technologies zaprasza pielęgniarki, pielęgniarzy oraz studentów kierunków pielęgniarskich na całym świecie do prezentowania pomysłów na wykorzystanie technologii do usprawnienia opieki nad pacjentami.
  • Wybranych zostanie pięć najlepszych propozycji, a każdy z pięciu zwycięzców otrzyma stypendium naukowe w wysokości 1 tys. dolarów.
  • Termin składania propozycji upływa 30.06.2020r., a informacje szczegółowe dostępne są tutaj.

Błądzenie

Po nerwowym przebiegu handlu w Azji Europa zaczyna dzień z postawą niezdecydowania. Doniesienia o pogorszeniu relacji handlowych Chin z Australią i chłodne komentarze prezydenta Trumpa w sprawie umowy handlowej z Chinami wprowadzają nerwowość. Ogólnie nic nowego, ale też nie pomaga to w umacnianiu apetytu na ryzyko.

Dominuje błądzenie i niezdecydowanie. Wczoraj płaski finisz handlu na Wall Street; później bujanie w nocy na rynkach azjatyckich; dziś rano czerwone otwarcie rynku akcji w Europie, ale bez większego przekonania, co zaraz może odmienić się w powrót entuzjazmu. Na rynku walutowym sytuacja wygląda podobnie– trochę risk-off w nocy (szczególnie przecena AUD po doniesienia o zakazie importu mięsa do Chin), który jednak jest już częściowo wygaszany. Doniesienia są wystarczająco negatywne, by wywołać domykanie pro-ryzykownych pozycji, ale nie mają takiej siły, by zainicjować świeżą korektę.

EUR/USD szczególnie cierpi na niezdecydowaniu inwestorów, co prowadzi do wyraźnego spadku zmienności. Wynika to też z tego, że za dużo ruchomych elementów jest w otoczeniu EUR/USD, by stwierdzić z silnym przekonaniem, co dokładnie przyniosą kolejne tygodnie. Od strony euro hamulcem są krytyczne głosy wobec opieszałości rządów w kwestii przygotowania pakietu fiskalnego z prawdziwego zdarzenia. Brak szybkiej odpowiedzi na kryzys wywołany przez COVID-19 oznacza wolniejszą odbudowę ożywienia, co fundamentalnie osłabiają walutę w długim terminie. Do tego dochodzi ostatnie orzeczenie niemieckiego TK kwestionującego niektóre elementy programu skupu aktywów EBC. Wątpliwe jest, że EBC będzie respektował orzeczenia z Niemiec, kiedy wcześniej Trybunał Sprawiedliwości UE dał zielone światło, ale niezerowe ryzyko ukrócenia możliwości banku centralnego w odniesieniu do interwencji na rynku długu podnosi premię za ryzyko na europejskich aktywach i samym EUR.

USA teoretycznie powinny szybciej wyciągnąć się z kryzysu, mając już 3 pakiety fiskalne w działaniu i tylko pośpiech w odmrażaniu gospodarki może podnieść ryzyka drugiej fali zachorowań. Lepsze rezultaty w walce z koronawirusem nie oznaczają jednak wprost lepszych perspektyw dla USD, który w trakcie marcowej paniki jako waluta rezerwowa przyciągnął sporo kapitału. Wzrost apetytu na ryzyko na nadziejach odbicia ożywienia będzie dolarowi szkodził. Widać to było we wstępnej reakcji rynku na lepsze od oczekiwań wyniki raportu NFP w piątek. W międzyczasie dochodzi jeszcze dyskusja o ujemnych stopach procentowych Fed i rynkowa wycena kontraktów futures na stopę rezerw federalnych poniżej zera. Jakkolwiek wydaje się nam mało prawdopodobne, aby polityka Fed poszła w tym kierunku i w ostatnich komentarzach członkowie Fed (Bostic, Evans) odrzucili ideę ujemnych stóp procentowych, to rynkowe oczekiwania kierują wyceną dolara.
Zatem mamy wiele kwestii, które mogą się odmienić z dnia na dzień, a co utrudnia budowanie wielomiesięcznej strategii. Mnogość opinii tworzy środowisko, w którym stanie z boku wydaje się jedynym słusznym podejściem. Dopóki nie wykrystalizuje się jednostronny konsensus, EUR/USD będzie dryfował w bok.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Praca w czasie pandemii

Więcej niż 4 na 10 pracujących osób badanych przez Pracuj.pl obawia się utraty zatrudnienia w konsekwencji pandemii koronawirusa. Jednocześnie aż 77% respondentów jest gotowych przyjąć ofertę od nowego pracodawcy. Co interesujące, badani przy przeglądaniu ofert prawie równie często, co na wysokość pensji, zwracają uwagę na stabilność zatrudnienia. Jej pozycja w rankingu jest znacznie wyższa niż w minionych latach. W kolejnej odsłonie raportu „Praca w dobie koronawirusa” przyglądamy się obawom i postawom zawodowym Polaków w obliczu pandemii.

Najważniejsze informacje:  

  • 44% pracujących badanych obawia się utraty pracy przez pandemię.
  • 77% z nich jest skłonnych przyjąć obecnie nową ofertę pracy.
  • Tylko 29% gotowych jest zaakceptować niższą pensję, by zachować pracę.
  • 64% badanych szukających pracy jest gotowych się przekwalifikować.
  • Kluczowe zachęty do zmiany: wyższa pensja i bezpieczne zatrudnienie.

Praca w dobie koronawirusa

Jak postrzegamy pracę w obliczu pandemii i jak wpływa ona na ich poglądy dotyczące kariery? Aby to sprawdzić, zespół Pracuj.pl przygotował raport „Praca w dobie koronawirusa”. W dn. 23-28 kwietnia zebraliśmy opinie blisko 2000 użytkowników portalu na temat obecnej sytuacji. W drugiej odsłonie raportu przedstawiamy postawy badanych przyjmowane wobec zmian mających miejsce na rynku pracy, a także plany zawodowe respondentów w obliczu koronawirusa.Praca w czasie pandemii

Obawy i duża otwartość na oferty

Wyniki badań Pracuj.pl ujawniają duży wpływ, jaki mają zmiany związane z pandemią na poglądy kandydatów. Aż 6 na 10 pracujących badanych obawia się obniżek wynagrodzeń lub zmiany zasad zatrudnienia u obecnego pracodawcy w związku z pojawieniem się koronawirusa. Niewiele mniej, niż połowa respondentów (44%) – liczy się z perspektywą utraty obecnej pracy. Ponadto zarówno zatrudnieni, jak i bezrobotni Polacy biorący udział w badaniu są w większości przekonani, że w obecnej sytuacji będzie im trudniej znaleźć nowe miejsce zatrudnienia, niż wcześniej (75%).Praca w czasie pandemii 2

Badania Pracuj.pl pokazują dużą mobilność zawodową pracowników – przynajmniej na poziomie deklaracji. Aż 77% pracujących respondentów – użytkowników Pracuj.pl zadeklarowało, że zmieni pracę, jeśli otrzyma nową propozycję zatrudnienia. Wśród badanych zaobserwować można także otwartość na obranie zupełnie nowych ścieżek zawodowych. Aż 2 na 3 (64%) badanych szukających pracy deklaruje gotowość do przekwalifikowania się w związku z sytuacją gospodarczą.

Wyniki przedstawione w raporcie są odzwierciedleniem nastroju niepewności, panującego wśród pracowników i kandydatów do pracy w okresie silnego rozwoju pandemii koronawirusa. Jednocześnie jednak dają sporą nadzieję na przyszłość, pokazując gotowość Polaków na zmianę ścieżki zawodowej i przyjęcie nowych wyzwań w karierze. Ta postawa może odgrywać bardzo ważną rolę w okresie odmrażania gospodarki i wychodzenia wielu firm z turbulencji, w które wpędził je koronawirus – komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor ds. Rozwoju Sprzedaży w Grupie Pracuj.Praca w czasie pandemii 3

Stabilizacja coraz ważniejsza

Wyniki badań pokazują także bardzo ciekawe tendencje w obszarze czynników, które stanowią dla pracujących kandydatów najlepsze zachęty do przyjęcia nowych ofert. Podobnie, jak w ostatnich kilku latach, najczęściej wybieranym argumentem za zmianą pracy jest propozycja wyższego wynagrodzenia – wybrało ją 69% badanych.Praca w czasie pandemii 4

Niewiele mniej pracujących respondentów wskazało jednak na stabilne i bezpieczne zatrudnienie – to ważny argument dla aż 58% z nich. Ponad połowa uczestników badania (51%) wybrała także stabilną pozycję firmy mimo zmian rynkowych. Na tle tych danych znacznie mniej atrakcyjne jako argumenty za zmianą pracy okazały się możliwość awansu (34%) czy ciekawy zakres obowiązków (31%).

Wyniki badań pokazują, jak bardzo ważnym atutem pracodawcy w najbliższym czasie będzie opinia stabilnej firmy, odpornej na zmiany zachodzące w całej gospodarce. Dziś to drugi najważniejszy czynnik, brany pod uwagę po wysokości wynagrodzenia. Dostrzegają to z resztą także pracodawcy. W ostatnich tygodniach w obszarze komunikacji części pracodawców z kandydatami pojawił się nowy rosnący trend. Jest nim właśnie mocniejsze niż wcześniej podkreślanie stabilności zatrudnienia i prowadzenia nowych rekrutacji, mimo zamrożenia gospodarki – mówi Łukasz Marciniak.

Nowe obowiązki – tak, obniżka pensji – nie

Badacze Pracuj.pl zapytali pracujących respondentów o środki, jakie skłonni byliby podjąć by utrzymać obecne miejsce zatrudnienia. Połowa badanych gotowa jest wykonywać inne obowiązki, niż dotychczasowe. Niewiele mniej (47%) zgodziłoby się pracować w mniejszym wymiarze etatu, a 4 na 10 – wykonywać więcej obowiązków (42%). Zdecydowanie najmniej badanych z tej grupy zgodziłoby się w takiej sytuacji na obniżkę pensji. Taką gotowość deklaruje tylko 29% pracujących respondentów.

Dla pracodawców deklarowana przez kandydatów mała elastyczność w kwestii oczekiwań płacowych może być wyzwaniem. Negocjacje wynagrodzeń to zawsze delikatny temat, niezależnie czy dotyczy nowo zatrudnianych osób, czy wieloletnich pracowników. Także w obecnych okolicznościach powinny być one prowadzone przez pracodawców w przemyślany sposób, przy użyciu rzeczowych argumentów, ale także ze zrozumieniem emocji osób znajdujących się po drugiej stronie – przekonuje Łukasz Marciniak.Praca w czasie pandemii 5

W oczekiwaniu na odwiliż

Choć według dostępnych rynkowych analiz wiele firm w marcu i kwietniu zamroziło procesy rekrutacyjne, na rynku nie brakowało firm, które szukały nowych pracowników. Eksperci prognozują, że następne tygodnie i miesiące, związane z planowym stopniowym odmrażaniem gospodarki, mogą przynieść poprawę nastrojów rynkowych, a co za tym idzie – planów rekrutacyjnych.

Na początku maja 2020 roku na Pracuj.pl dostępnych było około 40 000 aktywnych ofert pracy, w tym połowa prowadzonych w modelu rekrutacji zdalnej. Najbardziej popularnymi grupami specjalistów byli handlowcy i sprzedawcy – dotyczyło ich 27% nowych ogłoszeń na portalu, zamieszczonych w kwietniu. Na podium znaleźli się także eksperci ds. IT (18%) oraz od obsługi klienta (15%).

O BADANIU:

Badanie „Praca w dobie koronawirusa” zostało przeprowadzone przez dział badawczy Grupy Pracuj w dn. 23-28 kwietnia 2020 roku na grupie 1894 użytkowników portalu Pracuj.pl. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (ankieta przeprowadzana online). Grupa respondentów poszukujących pracy (bezrobotnych i pracujących) objęła 1557 osób, grupa respondentów deklarujących posiadanie pracy – 1 129.
Aleksandra Skwarska

BioMaxima S.A. w I kwartale 2020 r. osiągnęła 0,4 mln zł zysku i poprawiła EBITDA o 224% rdr.

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także dystrybutor odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, miał ponad 1 mln zł EBITDA oraz 404 tys. zł zysku netto na poziomie jednostkowym w 1 kw. 2020 r. przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 6.756 tys. zł. Spółka liczy na dalszy wzrost sprzedaży dzięki szerszemu asortymentowi oraz dokonanej rozbudowie mocy produkcyjnych.

Pierwszy kwartał tego roku należał do bardzo udanych dla BioMaxima S.A., ponieważ Emitentowi udało się osiągnąć zysk netto na poziomie jednostkowym w wysokości ponad 404 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie ub. roku zanotował stratę w kwocie prawie 77 tys. zł. Przychody netto ze sprzedaży Spółki sięgnęły w 1 kw. 2020 r. 6.756 tys. zł wobec blisko 6.958 tys. zł rok wcześniej, co świadczy o wysokim wzroście rentowności. Poziom sprzedaży byłby w minionym kwartale jeszcze wyższy, gdyby nie negatywny wpływ pandemii, który miał swoje odzwierciedlenie w zawirowaniach w międzynarodowych łańcuchach dostaw. Dzięki wprowadzeniu do sprzedaży w drugiej połowie marca szybkiego testu do wykrywania IgG/IgM przeciwko SARS-CoV-2019 możliwe było jednak zdynamizowanie wskaźnika sprzedaży ogółem. Zarząd BioMaxima S.A. uważa, że Spółka jest obecnie bardzo dobrze przygotowana do skokowego zwiększenia skali działalności ze względu na posiadane zaplecze badawczo-rozwojowe, produkcyjne, operacyjne oraz stabilność finansową.

„BioMaxima S.A., dzięki inwestycjom z lat 2018-2019, weszła w 2020 rok przygotowana infrastrukturalnie do obsługi znacznie większych wolumenów sprzedaży niż to było wcześniej możliwe. Poszerzenie oferty w marcu o nowe testy do diagnostyki COVID-19, a także wzmocnienie struktury finansowania poprzez środki z emisji akcji, mają odbicie w kwartalnym wyniku finansowym. Spodziewam się, że nadchodzące kwartały będą jeszcze lepsze zarówno pod względem wskaźnika rentowności, jak i zysku netto.” – ocenia Łukasz Urban, Prezes Zarządu BioMaxima S.A.

Na poziomie skonsolidowanym Spółka wypracowała w I kw. 2020 r. zysk netto przekraczający 281 tys. zł wobec 176 tys. zł straty netto w 2019 r., a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 7.318 tys. zł, podczas gdy rok wcześniej było to 7.486 tys. zł. Niższy zysk netto Grupy wynika z sezonowości rynku rumuńskiego i co za tym idzie ze straty spółki zależnej. Największy zysk podmiot ten generuje w czwartym kwartale każdego roku.

BioMaxima S.A. jest bardzo dobrze przygotowana do działania w związku z pandemią SARS-CoV-2019. W marcu br. Emitent wprowadził do oferty szybkie testy immunochromatograficzne IgG/IgM do diagnostyki tego wirusa i rozpoczął najpierw jego dystrybucję, a następnie sprzedaż wyrobu własnego a także zarejestrował własny test molekularny do wykrywania SARS-CoV-2019 oparty na metodzie Real Time PCR (test genetyczny). Zgodnie z przewidywaniami analityków rynkowych globalny rynek diagnostyki w kierunku COVID-19 będzie stale rósł i w 2027 r. dla samych tylko szybkich testów osiągnie wielkość 3,91 miliarda USD (Reports and Data, maj 2020). BioMaxima S.A. jest wymieniana przez analityków w powyższym raporcie w gronie globalnych liderów rynku. Emitent realizuje też wcześniejsze plany w zakresie rozwoju testów do badania lekowrażliwości mikroorganizmów, a światowy rynek tych badań jest szacowany już dzisiaj na ok. 3 mld USD.

„Od marca rozszerzyliśmy ofertę diagnostyczną w kierunku COVID-19 o kolejne pozycje i zamierzamy ją dalej uzupełniać. Jesteśmy firmą na tyle jeszcze małą, aby odpowiadając na wyzwania stawiane przez rynek, działać szybko i elastycznie. Nie obawiamy się konfrontacji z dużymi koncernami tam, gdzie mamy przewagę konkurencyjną. Diagnostyka COVID-19 będzie rosła przez najbliższe kilka lat, a my razem z nią. Ale na koniec dnia liczymy na znaczące zwiększenie przychodów również w innych segmentach rynku w miarę, jak będziemy stawali się coraz bardziej rozpoznawalni.” – zakończył Prezes Urban.

W ostatnim czasie BioMaxima S.A. wprowadziła do sprzedaży analizator immunochemiczny o wysokiej wydajności do ilościowego oznaczania przeciwciał IgM/IgG przeciwko SARS-CoV-2019. Analizator jest przeznaczony dla dużych laboratoriów szpitalnych oraz prywatnych laboratoriów sieciowych w kraju. Metoda chemiluminescencyjna CLIA służąca do wykrywania przeciwciał klasy IgM i IgG przeciwko SARS-CoV-2 z wykorzystaniem analizatora iFlash 1800 znajdzie zastosowanie na każdym etapie postępowania diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, a ze względu na wysoką wydajność systemu (180 oznaczeń na godzinę) będzie miała szerokie zastosowanie (równolegle z badaniem RT-PCR) w diagnostyce różnicowej określającej etap choroby COVID-19, w badaniach przesiewowych pacjentów, w badaniach nad terapeutycznym zastosowaniem osocza ozdrowieńców, oraz przy wdrażaniu tzw. „paszportu immunologicznego” w populacji. W porównaniu do testów immunochromatograficznych pozwala na szybkie przebadanie dużej liczby pacjentów z nieporównywalnie większą dokładnością. Analizator ten jest ważnym uzupełnieniem oferty Spółki, która od wielu lat z powodzeniem sprzedaje już aparaty do oznaczeń immunochemicznych Pathfast oraz Ichroma wraz z zestawami diagnostycznymi do immunochemii, mającymi zastosowanie przy łóżku pacjenta (POCT), a także w mniejszych laboratoriach.

Spółka planuje w najbliższym czasie wprowadzić do sprzedaży także szybki test do wykrywania obecności antygenu wirusa SARS-CoV-2, który wykorzystuje wymaz z nosa i gardła osoby, u której podejrzewa się zarażenie koronawirusem, umożliwiając szybką wstępną diagnostykę. Tego typu testy mogą stać się również uzupełnieniem diagnostyki molekularnej PCR, zwiększając wykrywalność zakażeń, zwłaszcza w przypadku konieczności szybkiej diagnostyki personelu medycznego czy osób opiekujących się osobami starszymi lub chorymi. Koszt testu oraz krótki, 30-minutowy czas wykonania badania, daje szanse zwiększenia ilości wykonywanych testów w Polsce i dzięki temu wykrywalności zakażeń COVID-19.

Pandemia koronawirusa zmienia rynek pracy. W cenie będą zawody wykonywane zdalnie

– Na znaczeniu zyskują kierunki studiów, które w przyszłości pozwolą na pracę zdalną, w zawodach kluczowych dla biznesu i gospodarki, rozwijają kompetencje przyszłości oraz pozwalają zdobyć twardą wiedzę i praktyczne umiejętności – wskazuje Joanna Koper, ekspertka edukacyjna z Perspektywy Women in Tech. Eksperci Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” rekomendują 10 „wirusoodpornych” kierunków technicznych i ścisłych, które łączą ścisłą wiedzę z praktyką.

Stworzyłam ideę kierunków „wirusoodpornych”, opierając ją na czterech czynnikach. To kierunki dające nam możliwość pracy zdalnej, która siłą rzeczy stała się naturalnym trybem, w którym funkcjonujemy. Drugi czynnik to ich znaczenie dla biznesu, czyli czy dany kierunek daje takie ścieżki i role zawodowe, które pozwalają nam funkcjonować nawet w czasie globalnej pandemii – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Koper, ekspertka edukacyjna z Perspektywy Women in Tech.

Obecnie, jak wynika z szacunków Antal, blisko 2,5 mln Polaków jest zatrudnionych w branżach, które pozwalają na pracę zdalną. Ich liczba jednak stopniowo się zmienia, ponieważ w obliczu pandemii wiele osób, które wcześniej nie miały możliwości pracy z domu, obecnie pracuje zdalnie. Dla osób dopiero myślących o przyszłości kluczowy jest wybór takich kierunków, które dadzą większe szanse na pracę niezależnie od sytuacji kryzysowych i pozwalają nabyć kompetencje przyszłości.

To umiejętność elastycznego myślenia, szybkiego uczenia i oduczania się, krytycznego myślenia czy zarządzania projektami. A czwarty czynnik w „wirusoodporności” kierunków stanowią tzw. twarda wiedza i kompetencje transferowalne, czyli czy dany kierunek daje na tyle konkretne umiejętności, że absolwent jest w stanie je od razu wykorzystać na rynku pracy, bez względu na obraną ścieżkę – wymienia ekspertka.

Eksperci Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” rekomendują top 10 „wirusoodpornych” kierunków technicznych i ścisłych. Na liście znalazły się: kierunki informatyczne, cyberbezpieczeństwo, teleinformatyka, elektronika i telekomunikacja, inżynieria biomedyczna, inżynieria i analiza danych, matematyka i statystyka, modelowanie matematyczne i analiza danych, mikroelektronika w technice i medycynie oraz bioinformatyka i biologia systemów. Z drugiej jednak strony, jak zauważa Joanna Koper, kierunek studiów nie jest tożsamy z zawodem, dlatego pandemia koronawirusa choć może, to nie musi wpłynąć na popularność danych kierunków.

Niektóre kierunki zyskują na znaczeniu, np. te związane z C-STEM, czyli inżynieryjne, ścisłe, technologiczne, ale także takie, które rozwijają kompetencje cyfrowe, ale jednocześnie pozwalają pracować z ludźmi. Takim przykładem jest user experience design, bo w tym kierunku bardzo dobrze odnajdują się tzw. humaniści i jest on też jednocześnie bardzo technologiczny – ocenia ekspertka edukacyjna.

Z danych resortu edukacji wynika, że w roku akademickim 2019/2020 studia rozpoczęło ponad 424 tys. osób, z czego 311 tys. na studiach pierwszego stopnia lub na jednolitych studiach magisterskich. Wśród uczelni, w których było najwięcej kandydatów na jedno miejsce, były trzy politechniki – z Warszawy, z Gdańska i z Poznania. Żeby się na nie dostać, trzeba było pokonać sześcioro–siedmioro kandydatów. Tuż za podium znalazł się Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie (5,7 kandydata na miejsce) i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu (5,5 kandydata na miejsce). Wśród kierunków najbardziej oblegane były informatyka, psychologia i zarządzanie.

Internet rzeczy jest stosunkowo nowym kierunkiem, ale na uniwersytetach zagranicznych jest już coraz bardziej popularny. Przyszłościowe są kierunki związane z projektowaniem i architekturą  infrastruktur, czyli właśnie user experience design, wszystkie kierunki związane z połączeniem medycyny i technologii. Teraz widzimy, jak mocno rozwijają się telemedycyna, bioinformatyka, medycyna w informatyce. To kierunki, na które warto teraz zwrócić uwagę – radzi Joanna Koper.

Złoty w najbliższych miesiącach nadal będzie się osłabiał względem głównych walut. W ciągu półtora roku powinien jednak wrócić do neutralnych poziomów

W najbliższym czasie nie można liczyć na umocnienie się złotego wobec euro, dolara czy franka. Pogorszenie nastrojów spowodowane zamrożeniem gospodarek i w konsekwencji bardzo złymi danymi makroekonomicznymi, jak również widmo kolejnej, trzeciej już obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej wpłyną na odpływ inwestorów od walut rynków wschodzących, za jaki wciąż uważana jest Polska. Jednak w perspektywie kilkunastu miesięcy złoty powinien się umocnić nawet do 3,80 zł za dolara, uważa analityk walutowy Marcin Kiepas.

– Trwający obecnie w Europie proces odmrażania gospodarki, który w poszczególnych państwach przebiega w różnym tempie, nie powinien mieć bezpośredniego wpływu na zachowanie rynku walutowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, analityk walutowy. – Wydaje się bowiem, że proces ten został już wcześniej zdyskontowany, tak samo jak fatalne dane, którymi obecnie zalewany jest rynek. To, co w przyszłości może wpłynąć na zachowanie rynku walutowego, to przede wszystkim twarde dane świadczące o tym, w jakim tempie wraca w Europie aktywność gospodarcza.

Po zamrożeniu europejskich gospodarek i dwóch obniżkach stóp procentowych w Polsce złoty osłabił się w stosunku do głównych walut. Od początku roku euro umocniło się wobec polskiej waluty o prawie 7 proc., zaś amerykański dolar o ponad 10 proc., podobnie jak frank szwajcarski. W kwietniu nastąpiło ustabilizowanie kursów na poziomach 4,55 zł za euro, 4,20 zł za dolara i 4,33 za franka. Zdaniem eksperta nie jest to jednak koniec osłabiania się złotego, a w najbliższych miesiącach nie będzie żadnych przesłanek, które mogłyby ten trend odwrócić.

– Uważam, że na fali pogorszenia nastrojów na rynkach globalnych, ale też w związku z dość prawdopodobną obniżką stóp procentowych w Polsce. złoty będzie tracił na wartości. W efekcie w scenariuszu minimalnym zostaną przetestowane szczyty z marca, czyli euro podrożeje do 4,63 zł, dolar do 4,30 zł, a szwajcarski frank do 4,40 zł – przewiduje Marcin Kiepas. – Nie jest wykluczone, że te szczyty zostaną przekroczone o kilka groszy na przełomie czerwca i lipca. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że to byłby już koniec osłabienia polskiej waluty.

Rada Polityki Pieniężnej po ponad pięciu latach obniżyła w marcu stopy procentowe, a trzy tygodnie później pogłębiła ten ruch. W efekcie stopa referencyjna spadła z i tak rekordowo niskiego poziomu 1,5 proc. do 0,5 proc., zaś stopa depozytowa spadła do zera. W maju jedyne, decyzyjne posiedzenie RPP odbędzie się wyjątkowo 28 maja zamiast tradycyjnie w pierwszy wtorek i pierwszą środę miesiąca, zapewne dlatego, by jej członkowie mogli poznać jak najwięcej danych przed podjęciem decyzji. W ubiegłym tygodniu rynek otrzymał serię fatalnych danych PMI – w Polsce wskaźnik nastrojów w przemyśle spadł do najniższego w 22-letniej historii indeksu poziomu 31,9 pkt, natomiast w Indiach usługowy PMI runął do poziomu 5,4 pkt po 49,3 pkt w marcu. Byliśmy także świadkami historycznej obniżki stóp w Norwegii – bank centralny tego kraju ściął stopy o 25 punktów bazowych do zera. Była to trzecia z rzędu obniżka; jeszcze dwa miesiące temu główna stopa procentowa pozostawała na poziomie 1,5 proc., podobnie jak w Polsce. Od początku roku norweska korona straciła do euro 11 proc., a do dolara – 14 proc.

– Później oczekiwałbym powolnego umacniania się złotego, w efekcie czego w perspektywie 12 miesięcy wróciłby nie tylko do obecnych poziomów, ale też do tych, które uznaje się za bardziej neutralne z długoterminowego punktu widzenia. W przypadku euro są to okolice 4,30 zł, natomiast jeżeli chodzi o dolara – przy założeniu, że w perspektywie 12–18 miesięcy kurs euro do dolara wzrośnie mniej więcej do 1,13–1,14 – w relacji do złotego mógłby potanieć do 3,80 zł – podsumowuje analityk.

Rzeź na amerykańskim rynku pracy nie popsuła nastrojów na rynkach

W minionym tygodniu poznaliśmy sporo danych z amerykańskiego rynku pracy. W kolejnych dniach odczyty z USA również skupią na sobie uwagę rynku, jednak warte uwagi będą także dane o polskim PKB w I kwartale.

Kluczową publikacją w ubiegłym tygodniu był raport o sytuacji amerykańskiego rynku pracy w kwietniu. Odczyt, z natury rzeczy, okazał się fatalny, ale nie aż tak, jak oczekiwano. Inwestorzy woleli skupić się na pozytywach – po publikacji umocniły się bardziej ryzykowne aktywa. Zachowanie rynku walutowego w zeszłym tygodniu nie było jednak jednolite. Waluty europejskie w większości pozostawały w wąskich korytarzach wahań, kończąc tydzień umiarkowanymi spadkami w parze z dolarem amerykańskim. Bardziej ryzykowne waluty surowcowe (dolary: nowozelandzki, kanadyjski i australijski oraz korona norweska) doświadczyły z kolei wyraźnej aprecjacji. Pozytywny sentyment udzielił się również walutom emerging markets. Rzucającym się w oczy wyjątkiem wśród najważniejszych tego typu walut był real brazylijski, który doświadczył gwałtownej deprecjacji po tym, jak bank centralny Brazylii gwałtownie obciął stopy procentowe, jednocześnie sugerując, że póki co nie obawia się utraty wartości waluty.

W najbliższym tygodniu na pierwszy plan powinny wysunąć się odczyty inflacji, sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w USA opisujące sytuację w poprzednim miesiącu. Spodziewamy się ponurych odczytów wskazujących na negatywny obraz sytuacji. Inwestorzy w najbliższych dniach z pewnością będą zwracać uwagę na to, jak stopniowe luzowanie środków prewencyjnych w części europejskich krajów wpłynie na liczbę notowanych przez nie dziennych zakażeń. Będą również obserwować, jaki wpływ na rentowności obligacji skarbowych USA na długim końcu będzie miała ich spora podaż. Rentowności krótkoterminowych obligacji skarbowych powinny natomiast pozostawać stabilne, czemu sprzyja stanowisko Fedu.

PLN

Polski złoty zakończył tydzień lekkim umocnieniem w relacji do euro. Poza odczytem PMI dla przemysłu, który w kwietniu pokazał spadek do najniższego w historii odczytów poziomu 31,9 pkt., sugerując wyraźne załamanie aktywności w sektorze, ubiegły tydzień nie przyniósł istotnych informacji z Polski. Informacje ekonomiczne z kraju w ostatnich dniach nie miały jednak większego znaczenia dla kształtowania się kursu złotego, co jest sytuacją raczej typową. Nie wydaje się też, żeby bałagan w kontekście wyborów prezydenckich w jakikolwiek istotny sposób wpływał na polską walutę.

W najbliższy piątek poznamy dane o inflacji CPI w Polsce w kwietniu oraz dane o PKB Polski w I kwartale. Pierwsze raczej nie powinny budzić specjalnego zainteresowania. GUS po miesięcznej przerwie wrócił do publikacji odczytów „flash”, więc odczyt w tym tygodniu będzie jedynie bardziej obfitą w szczegóły, ale jednak rewizją. Dane o wzroście gospodarczym będą jednak warte uwagi – konsensus Bloomberga zakłada obecnie, że dynamika PKB spadła o mniej więcej połowę – z notowanych w IV kwartale ubiegłego roku 3,2% do zaledwie 1,7% r/r.

EUR

Zeszłotygodniowe orzeczenie niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego dot. skupu europejskich obligacji skarbowych (PSPP) prowadzonego przez Europejski Bank Centralny zaowocowało serią złowieszczo brzmiących nagłówków. Naszym zdaniem zawyża się jednak jego faktyczny wpływ na sytuację. Sędziowie z Karlsruhe nie zrobili nic, aby faktycznie zahamować skup obligacji przez EBC. Trybunał poprosił EBC o uzasadnienie swoich działań oraz zdawał się poddać w wątpliwość zasadę pierwszeństwa unijnego sądownictwa (nad krajowym) w kontekście działań europejskich instytucji. Nie sądzimy, żeby niemiecki polityczny establishment angażował się w potencjalnie szkodliwą narrację. Sądzimy, że konflikt zostanie rozwiązany poprzez wydanie odpowiedniego „uzasadnienia” działań podejmowanych przez EBC, pozwalającego zachować twarz.

Podtrzymujemy też nasz pogląd zakładający umocnienie euro w parze z dolarem amerykańskim ze względu na bardziej ograniczony wpływ epidemii na europejski rynek pracy w porównaniu z istną rzezią miejsc pracy widoczną po drugiej stronie Atlantyku oraz na utrzymujący się spadek liczby nowych zakażeń w Europie (również odwrotnie niż w Stanach Zjednoczonych).

USD

Opublikowany w zeszły piątek raport o amerykańskim rynku pracy w kwietniu wypadł nieco lepiej od oczekiwań – wiele odczytów w ramach raportu pobiło jednak niechlubne historyczne rekordy. To, że zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych wyniesie ponad 20 milionów miejsc pracy, jak i że stopa bezrobocia skoczy o ponad 10 p.p. na przestrzeni miesiąca, nie było dla rynków zaskoczeniem, stąd aktywa ryzykowne umacniały się przed piątkowym zamknięciem rynku. Warto zwrócić uwagę, że dane zostały zebrane w drugim i trzecim tygodniu kwietnia, stąd publikacja ta nie odzwierciedla w pełni skali pogorszenia sytuacji na rynku pracy w poprzednim miesiącu.

Zmiana liczby zatrudnionych w sektorach pozarolniczych w USA (1980 – 2020)

Zmiana liczby zatrudnionych w sektorach pozarolniczych w USAŹródło: Refinitiv Datastream Data: 11/05/2020

W kalendarzu ekonomicznym na najbliższy tydzień znajdziemy szereg publikacji za kwiecień, których odczyty pomogą w szacowaniu gospodarczych skutków epidemii koronawirusa. Naszą uwagę przykują również aukcje amerykańskich papierów skarbowych. Istotny będzie ich wpływ na rentowności obligacji skarbowych na długim końcu krzywej dochodowości. Wyniki aukcji dostarczą informacji o tym, jak chętni do finansowania amerykańskich deficytów są inwestorzy.

GBP

Przeprowadzenie stopniowego łagodzenia lockdownu od środy oraz obserwowany wpływ nowej polityki na statystyki dotyczące zakażeń koronawirusem w Wielkiej Brytanii będą kluczowymi informacjami z Wysp, jakie poznamy w najbliższym czasie. Zmiany te nie powinny jednak znaleźć wyraźnego odzwierciedlenia w danych o zakażeniach, przynajmniej przez kilka najbliższych tygodni.

W tym tygodniu poznamy serię danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii. Pozwolą one na rzut oka w przeszłość, w celu określenia skali wpływu pandemii na brytyjską gospodarkę. Wśród nich znajdzie się odczyt PKB w I kwartale, który poznamy w środę. Niemniej nie spodziewamy się, aby najbliższy tydzień miał przynieść informacje mające w istotny sposób przełożyć się na zmiany kursu funta brytyjskiego. Oczekujemy, że w najbliższych dniach szterling w parach z innymi walutami będzie podążał za zachowaniem euro.

CHF

Frank szwajcarski zakończył ubiegły tydzień lekkim umocnieniem w parze z euro. Para EUR/CHF ponownie zaczęła kierować się w stronę poziomu 1,05. Frank był w stanie umocnić się pomimo kolejnego wzrostu wartości depozytów na żądanie, co pokazały dzisiejsze dane Szwajcarskiego Banku Narodowego. W ubiegłym tygodniu ich wartość wzrosła o 5,3 mld CHF wobec wzrostu o 13,1 mld CHF tydzień wcześniej, sugerując, że SNB kontynuuje interwencje. W ostatnim wywiadzie dla szwajcarskiej gazety „SonntagsZeitung”, prezes SNB, Thomas Jordan stwierdził, że bank koncentruje się na interwencjach na rynku walutowym, jednak nie wykluczył obniżki stóp procentowych.

Ostatnie dane makroekonomiczne opisujące sytuację w szwajcarskiej gospodarce nie są dobre. Inflacja konsumencka staje się coraz bardziej ujemna – w kwietniu wskaźnik CPI pokazał poziom -1,1% w ujęciu rocznym. Stopa bezrobocia w tamtym miesiącu z kolei wzrosła do 3,3%, osiągając najwyższy poziom od trzech lat.  Niemniej, nie wszystkie wieści ze Szwajcarii są negatywne. Patrząc na ostatnie statystyki dot. zakażeń i zgonów z tytułu koronawirusa, kraj zdaje się wygrywać bitwę z COVID-19. Kontynuuje też wysiłki w kontekście otwierania gospodarki. Jeśli proces ten będzie trwał, mocno poturbowana gospodarka Szwajcarii może niedługo zacząć stawać na nogi.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Pandemia rozbudziła w Polakach chęć niesienia pomocy. Wzrosła wartość więzi społecznych

Wielotygodniowa izolacja społeczna negatywnie wpływa na komunikację międzyludzką. Przez brak bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem wzrastają bowiem poczucie wewnętrznego niepokoju, lęk oraz strach. Jednak kryzys spowodowany przez pandemię koronawirusa to również szansa, by na nowo dostrzec i docenić możliwości drzemiące w lokalnych społecznościach. – Ludzie nie mogą obejść się bez więzi społecznych. Im trudniejsze stają się czasy, tym bardziej ich potrzebują – przekonuje dr Magdalena Zubiel-Kasprowicz, psycholożka z Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy.

Dystans społeczny, który jesteśmy zobowiązani utrzymywać, nie wpływa pozytywnie na jakość kontaktów międzyludzkich. Sposób, w jaki się komunikujemy, zmienia się, ponieważ obecna sytuacja wywołuje w nas lęk. Strach oddziałuje na to, jak się porozumiewamy – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr Magdalena Zubiel-Kasprowicz.

Ekspertka tłumaczy, że aby komunikacja międzyludzka w czasie kryzysu okazała się skuteczna, należy zdać sobie sprawę z tymczasowości pandemii. Warto również potraktować ją jako okres próby i tym samym postarać się zapanować nad własnymi emocjami. Kontrola pozwala bowiem zminimalizować poczucie strachu. Gdy lęk maleje, możliwe staje się porozumienie.

– W ciągu ostatnich miesięcy odkryliśmy, czym jest pomoc sąsiedzka. Zaczęliśmy doceniać również wartość minispołeczności, w których przyszło nam żyć i funkcjonować. Świadomość ryzyka rozbudziła w Polakach potrzebę organizowania się na poziomie najmniejszych, lokalnych wspólnot. Dla przykładu, na klatkach schodowych w blokach wielu miast pojawiają się ogłoszenia z ofertą pomocy. Powstają również osiedlowe grupy w mediach społecznościowych – zauważa specjalistka.

Współpraca uwidacznia się na wielu  poziomach życia społecznego. Troska o to, jak w czasie obecnego kryzysu radzą sobie osoby znajdujące się w grupie podwyższonego ryzyka, pozytywnie świadczy o polskim społeczeństwie. Kryzys spowodował, że świat zwolnił, a Polacy zaczęli się jednoczyć.

– Ludzie czują potrzebę bezpośredniej komunikacji. Jednak pragnienie to zaburzają lęki, które towarzyszą im obecnie na każdym kroku. Wahania można zauważyć, obserwując wydarzenia ostatnich dni dotyczące służby zdrowia. Na początku pracownicy medyczni byli oklaskiwani przez społeczeństwo. Jednak gdy ludzie uświadomili sobie pewne zagrożenia, jakie wiążą się z bezpośrednim kontaktem z nimi, w mediach pojawił się hejt – tłumaczy dr Magdalena Zubiel-Kasprowicz.

Według niej obecnie żyjemy w tak zwanej kulturze strachu. Lęki i fobie, z którymi na co dzień boryka się społeczeństwo, nieustannie się mnożą. Strach bywa narzędziem służącym do kierowania i zarządzania opinią publiczną. Jest wykorzystywany przez polityków oraz współczesne media. Ekspertka tłumaczy, że gdy ludzie się boją, są bardziej podatni na sugestie, ponieważ nie myślą racjonalnie.

– To, co dzieje się obecnie, bardzo dobrze obrazuje, jak wielką rolę w życiu społecznym odgrywa słownictwo, którego używamy. Obrazy, które  widzimy w mediach, bardzo mocno wpływają na to, jak reagujemy i co myślimy. Media przez odpowiedni dobór słów mogą sterować swoimi odbiorcami. Należy o tym pamiętać. To, jak szybko rzeczywistość wróci do normy, zależy przede wszystkim od naszego nastawienia – zwraca uwagę.

Ekspertka podkreśla również, że obecnie kluczowe jest to, w jaki sposób ludzie myślą o swojej przyszłości i czy mają w stosunku do niej poczucie kontroli.

C. Chybowski: W ciągu 3-4 miesięcy spodziewane są upadłości i przejęcia mniejszych firm w trudnej sytuacji. Konsolidacje dotyczyć będą branży hotelarskiej, restauracyjnej i turystycznej

0

Kryzys wywołany przez pandemię koronawirusa najbardziej dotknął mikrofirmy i średnie przedsiębiorstwa. W wielu branżach może wywołać to falę przejęć i konsolidacji. Większe firmy, będące w lepszej kondycji rynkowej, będą okazyjnie wykupywać mniejsze, upadające przedsiębiorstwa. Stworzy to jednak szansę na uniknięcie fali zwolnień w spółkach, które w innym scenariuszu czekałyby bankructwa. – Myślę, że do końca roku będziemy już mieli mocno skonsolidowany rynek restauracyjny, hotelarski i turystyczny – mówi Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska. Według niego, jeśli obostrzenia potrwają do końca czerwca, podniesienie się z kryzysu może zająć nawet dwa i pół roku.

Kondycja polskich spółek jest w tej chwili dobra, natomiast nie wiadomo, jak długo to potrwa. Jeżeli firmy zabezpieczyły środki na wypłatę świadczeń dla swoich pracowników na kwiecień i maj, a obostrzenia potrwają do czerwca bądź lipca, to sytuacja w tych dwóch ostatnich miesiącach może być ciężka. Z pewnością będziemy świadkami konsolidacji, na pewno wiele firm upadnie, wiele osób straci pracę i musimy być na to przygotowani – mówi Cezary Chybowski, prezes zarządu Reliance Polska.

W najtrudniejszej sytuacji finansowej znalazły się mikrofirmy i średnie przedsiębiorstwa, które nie mają wystarczających środków finansowych, żeby przetrwać przedłużający się kryzys. Ekspert ocenia, że w wielu branżach spowoduje to falę przejęć i konsolidacji – większe firmy, będące w lepszej kondycji rynkowej, będą okazyjnie wykupywać mniejsze, upadające przedsiębiorstwa.

Musimy być przygotowani na to, że większe firmy będą kupowały mniejsze. Otrzymają genialne rozwiązanie, czyli działająca spółkę, która świetnie radziła sobie przed kryzysem. Pytanie, jak przedstawiciele danej firmy przygotowali się na tę sytuację? Wiadomo, że firmy inwestują, więc możliwe, że nie mają bieżących środków, bo one są inwestowane, więc są zamrożone w różnego rodzaju podmiotach i kontraktach – mówi Cezary Chybowski.

Jak podkreśla, fala konsolidacji dotknie zwłaszcza rynek restauracyjny, hotelarski i turystyczny, który najwięcej traci na obecnym kryzysie, a pierwszych przejęć na nim należy się spodziewać w perspektywie kolejnych trzech–czterech miesięcy. Przejęcia w wielu przypadkach pozwolą większym graczom wejść w posiadanie atrakcyjnych podmiotów i aktywów za bezcen, ale stwarzają też szansę na uniknięcie fali zwolnień w spółkach, które w innym scenariuszu czekałyby bankructwa.

W kryzysie rynek zawsze się konsoliduje. Najwięksi gracze przejmują mniejsze spółki i dzięki temu za bezcen przejmują aktywa, które mogą pomnożyć, gdy sytuacja wróci do normalności. Spodziewam się pierwszych konsolidacji za około trzy–cztery miesiące, po wstępnych analizach prawnych sytuacji podmiotów przejmowanych. Do końca roku będziemy już mieli bardzo mocno skonsolidowany rynek restauracyjny, hotelarski i turystyczny. Miejmy nadzieję, że uchroni to wiele miejsc pracy przed upadkiem, przed zamknięciem i likwidacją – mówi prezes zarządu Reliance Polska.

Jak wynika z badania PIE i PFR – 39 proc. polskich firm przewiduje, że posiada zapasy finansowe pozwalające im przetrwać okres powyżej trzech miesięcy. Blisko połowa (47 proc.) ma środki finansowe na maksymalnie kwartał, a 11 proc. nie posiada żadnych rezerw.

Przy tak trudnej sytuacji finansowej co trzecia firma planuje obniżki wynagrodzeń w związku z pandemią koronawirusa, a zwolnienia ma w planach 14 proc. pracodawców. Najbardziej narażeni na redukcje etatów są pracownicy sektora handlu, w którym 38 proc. firm deklaruje plany zwolnienia od 10 do 25 proc. załogi, oraz sektora produkcji, w którym 35 proc. przedsiębiorstw planuje redukcję zatrudnienia o 25–50 proc.

Będziemy świadkiem wielu upadłości, konsolidacji i wielu zwolnień oraz zmian pracodawcy. Wynika to z faktu, że wykwalifikowani pracownicy są dzisiaj łakomym kąskiem na rynku pracy. Firma, która ma zasobny portfel, będzie mogła wykupić takiego wykwalifikowanego pracownika za dużo lepsze pieniądze niż przed kryzysem – mówi Cezary Chybowski.

Jak podkreśla, bieżący kryzys w największym stopniu uderzy m.in. w branże hotelarską, gastronomiczną, turystyczną, transportową oraz wszystkie te, które opierały swój biznes na sprzedaży w kanale dystrybucji, jakim są wielkopowierzchniowe sklepy i galerie handlowe.

To, jak długo firmy będą się podnosić z tej recesji, zależy od tego, jak były na nią przygotowane. Przedsiębiorstwa przeżywające dzisiaj kryzys obfitości, czyli m.in. branża spożywcza, będą podnosiły się z niego krócej. Z kolei w najtrudniejszych sektorach gospodarki, czyli m.in. w branży turystycznej, hotelarskiej i gastronomicznej, potrwa to od jednego do nawet dwóch i pół roku. Zależy to również od tego, jak długo będą obowiązywały obostrzenia.– mówi prezes zarządu Reliance Polska.

Czy można skonsolidować kredyt konsolidacyjny?

Na kredyt konsolidacyjny warto zdecydować się w sytuacji, gdy spłata zobowiązań zaczyna być zbyt dużym obciążeniem dla domowego budżetu. Dzięki usłudze można połączyć kilka produktów kredytowych w jeden, a nowe warunki spłaty dopasować do swoich możliwości finansowych. Dowiedz się, czy jest możliwa konsolidacja w przypadku, gdy wśród spłacanych zobowiązań jest inny produkt konsolidacyjny.

Kredyt konsolidacyjny jest produktem bankowym przeznaczonym dla osób zadłużonych, które mają do regulowania zbyt wiele zobowiązań. Środki pozyskane z takiego kredytu przeznaczane są na całkowitą spłatę wszystkich innych pożyczek po to, aby zamienić je na jedno większe zobowiązanie z jedną miesięczną ratą.

Jedna rata płacona raz w miesiącu (zamiast kilku dotychczasowych) ułatwia planowanie wydatków i zarządzanie domowymi finansami. Ponadto dzięki ustaleniu odpowiednio długiego okresu kredytowania wysokość nowej raty może być obniżona do wysokości dopasowanej do aktualnych możliwości finansowych kredytobiorcy.

Zaletą konsolidacji jest także to, że wiele banków umożliwia w ramach usługi pożyczenie dodatkowej kwoty pieniędzy, które można przeznaczyć na dowolne wydatki.

Co do zasady kredyt konsolidacyjny dla zadłużonych przeznaczony jest wyłącznie dla osób mających odpowiednią zdolność kredytową, czyli osiągających regularne dochody oraz rzetelnie wywiązujących się ze swoich zobowiązań.

Jakie zobowiązania można spłacić za pomocą kredytu konsolidacyjnego?

Każdy bank określa we własnym zakresie listę produktów podlegających konsolidacji. Przy pomocy najpopularniejszych gotówkowych kredytów i pożyczek konsolidacyjnych najczęściej połączyć można następujące produkty:

Powyższe produkty kredytowe są konsolidowane m.in. w Banku Millennium, PKO BP, Credit Agricole i Pekao.

Instytucje, które oferują produkt konsolidacyjny hipoteczny, dopuszczają także możliwość połączenia w jego ramach kredytów mieszkaniowych i innych zobowiązań zabezpieczonych nieruchomością. Spotkać można również oferty przeznaczone na spłatę produktów pozabankowych – kredyt konsolidacyjny na spłatę chwilówek proponuje m.in. PKO BP oraz T-Mobile Usługi Bankowe.

Konsolidacja kredytu konsolidacyjnego – czy jest możliwa?

Wśród ofert bankowych bardzo trudno znaleźć tę, która wyraźnie wskazywałaby na możliwość skonsolidowania innego kredytu konsolidacyjnego. Jednoznacznie proponuje to m.in. bank Santander Consumer, co nie oznacza, że w innych instytucjach konsolidacja kredytu konsolidacyjnego nie jest możliwa.

Przede wszystkim należy mieć świadomość, że jest to bardzo specyficzna usługa przeznaczona dla osób uwikłanych w spłatę dużej ilości zobowiązań. Właśnie dlatego przy udzielania takiego finansowania banki podchodzą do klienta bardzo indywidualnie, dość wnikliwie badając jego sytuację i zdolność kredytową i biorąc przy tym pod uwagę wiele czynników.

Jeśli więc klient chce połączyć wiele zobowiązań, w tym dość stary kredyt konsolidacyjny, który zaciągany był przy zupełnie innej sytuacji finansowej i na mniej korzystnych warunkach, bank z dużym prawdopodobieństwem zgodzi się na jego spłatę i zamianę na nowy produkt. Jeżeli natomiast klient chce skonsolidować niedawno zaciągnięty produkt konsolidacyjny, ponieważ znowu wziął kilka dodatkowych pożyczek i nie radzi sobie z ich spłatą, bank prawdopodobnie odmówi mu finansowania, uznając, że jest to zbyt ryzykowne.

Czy warto konsolidować kredyt konsolidacyjny?

Konsolidacja innego produktu konsolidacyjnego ma sens tylko wtedy, jeśli połączeniu będą podlegać także inne pożyczki, a dłużnik potrzebuje nowych warunków kredytowania w celu terminowego wywiązywania się ze spłaty zobowiązań. W przypadku gdy problem ze spłatą dotyczy wyłącznie dawno zaciągniętego produktu konsolidacyjnego, warto udać się do banku  i spróbować renegocjować jego warunki. Słowem, kolejny kredyt konsolidacyjny powinien być zaciągnięty wtedy, gdy rzeczywiście jest potrzebny.

Należy też pamiętać, że kolejne połączenie zobowiązań w jedno wiąże się z dodatkowymi kosztami i powiększeniem ogólnej sumy zadłużenia.

Pod względem finansowym kolejna konsolidacja jest mało opłacalna. Jednak w sytuacji, gdy terminowe regulowanie kilku zobowiązań znowu przekracza możliwości osoby zadłużonej i istnieje ryzyko powstania przeterminowanych długów, ponowny kredyt konsolidacyjny może okazać się rozsądnym rozwiązaniem. Warto jednak pamiętać, że aby móc z niego skorzystać, należy mieć odpowiednią zdolność kredytową oraz znaleźć bank, który zgodzi się na konsolidację produktu konsolidacyjnego.

Znalezienie korzystnego produktu bankowego spełniającego oczekiwania jest dzisiaj dość proste, ponieważ wystarczy w tym celu przejrzeć oferty widniejące na stronach internetowych banków. Dobrze też wiedzieć, że coraz więcej instytucji proponuje wygodny kredyt konsolidacyjny online, o który można wnioskować bez wychodzenia z domu.

Koronawirus zwiększył wykorzystanie aplikacji finansowych o 72 proc. To szansa zwłaszcza dla fintechów

Pandemia koronawirusa spowodowała, że dla branży fintechowej otwierają się nowe możliwości. Znacznie szybszy rozwój e-commerce oraz więcej czasu spędzonego przed komputerami w związku z kwarantanną pozwala dotrzeć do większej liczby klientów. Rozwój technologii uczenia maszynowego, systemów automatyzacji pracy oraz narzędzi do przetwarzania obszernych zasobów Big Data przyspieszy z kolei cyfryzację sektora bankowego. Instytucje finansowe coraz chętniej korzystają z pomocy fintechów, aby zyskać na konkurencyjności i stawić czoła wielkim korporacjom technologicznym, które mogą zagrozić pozycji tradycyjnych banków.

Według raportu deVere Group wykorzystanie finansowych aplikacji w Europie po ogłoszeniu szerokich restrykcji, takich jak izolacja i dystansowanie społeczne wzrosło aż o 72 proc. zaledwie w ciągu tygodnia. Tymczasem jednym z liderów rozwiązań fintechowych w Europie jest Polska.

– Polska należy do europejskich liderów pod względem cyfryzacji sektora bankowego. Dość sztywne regulacje, które ograniczają możliwości rozwojowe i elastyczność banków zderzają się z tym, że start-upy, które wdrażają te technologie omijają regulacje. Działając poza sektorem bankowym, nie mają obciążenia starszymi systemami informatycznymi, mogą działać elastycznie. Na razie sektor bankowy nie czuje się z ich powodu zagrożony, stara się z nimi współpracować – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Polasik, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, dyrektor Centrum Gospodarki i Finansów Cyfrowych UMK.

Przedstawiciele PKO Banku Polskiego opracowali raport „Startup the Bank”, w którym opisali potencjał, jaki drzemie we współpracy środowiska startu-upowego z sektorem finansowym. Z dokumentu wynika, że po zakończeniu programu pilotażowego aż 70 proc. firm zostaje partnerem technologicznym banku, a na sukces mogą liczyć nie tylko fintechy – branża skutecznie przyciąga także przedsiębiorstwa wyspecjalizowane w analizie Big Data, elektronicznej obsłudze klientów bądź optymalizacji procesów biznesowych.

– Banki zostały zobowiązane do wdrożenia otwartej bankowości i udostępnienia otwartych interfejsów, z których mogą korzystać niebankowi dostawcy, klienci mogą udostępniać wybrane usługi informacji o swoim koncie czy zlecenia płatności. Największym wyzwaniem dla banków będzie konkurencja ze strony tzw. bigtechów, czyli największych graczy cyfrowych, takich jak Google, Apple, Amazon, którzy poprzez posiadanie ogromnych baz klientów są w stanie oferować usługi cyfrowe na wielką skalę. I skorzystanie przez te podmioty z otwartej bankowości może być wyzwaniem relatywnie najpoważniejszym – twierdzi ekspert.

Przedstawiciele bigtechów coraz częściej zwracają się w stronę rynku finansowego, widząc w nim kolejne źródło potencjalnych dochodów. Facebook chce spróbować swoich sił w branży blockchainowej i wdrożyć do użytku internetowy, innowacyjny środek płatniczy. Korporacja pracuje nad powołaniem do życia szeregu kryptowalut Libra przypisanych konkretnym walutom narodowym. Taka nietypowa konstrukcja portfela kryptowalutowego ma zachęcić do współpracy z Facebookiem centralne jednostki nadzoru finansowego.

Z kolei firma Apple w parze z bankiem Goldman Sachs opracowała usługę Apple Card. Jest to hybrydowa usługa finansowa ściśle powiązana z cyfrowym portfelem Apple Wallet, która funkcjonuje zarówno jako fizyczna karta kredytowa, jak i aplikacja mobilna. Korporacja nie pobiera od użytkowników Apple Card żadnej prowizji od transakcji, oferuje za to program cash back, w ramach którego zwraca od 1 do 3 proc. kwoty transakcji.

Nad własnymi kartami płatniczymi pracują także firmy Google i Huawei, które również mają stanowić alternatywę dla tradycyjnych usług bankowych.

– Współpraca z mniejszymi start-upami jest szansą na konkurencję z bigtechami poprzez dostarczanie klientom usług w modelach elastycznych Z drugiej strony, jeśli chodzi o cyfrowe technologie, były pewne obawy związane z technologiami, które mogą zmienić całkowicie funkcjonowanie sektora. Blockchain, sukces kryptowaluty bitcoin powodował różne wątpliwości. W tej chwili wydaje się, że te technologie będą stopniowo asymilowane w różnych wersjach do sektora bankowego. W mojej ocenie w najbliższej dekadzie większą rolę odegra sposób ukształtowania otwartej bankowości tak, aby banki były w stanie wdrażać nowe, bardziej zaawansowane usługi bazując na tej infrastrukturze – tłumaczy Michał Polasik.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku fintechów do 2023 roku wzrośnie do blisko 306 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 22 proc. w skali roku.

Polska na europejskim podium pod względem aktywności deweloperów magazynowych

Popyt brutto osiągnął blisko 950,000 mkw., na rynku dominowały nowe umowy i ekspansje, a do użytku oddano 440 000 mkw. – tak w skrócie przedstawiał się I kwartał w sektorze powierzchni magazynowo-przemysłowych.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec I kwartału 2020.

Popyt

Popyt brutto, który nie uwzględnia umów krótkoterminowych, osiągnął blisko 950 000 mkw. i był prawie 20% wyższy w porównaniu do analogicznego okresu z 2019 roku. Warto jednak podkreślić, że część transakcji albo zostało zamkniętych przed marcem tego roku, albo były one wtedy na zaawansowanym etapie, zatem obecna sytuacja związana z epidemią nie miała na nie większego wpływu. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Rynek wynajmu w ciągu pierwszych trzech miesięcy został zdominowany przez nowe umowy i ekspansje, które stanowiły prawie 90% całkowitej wynajętej powierzchni.
Jak można było się spodziewać, najbardziej aktywnymi rynkami pozostały Warszawa, Górny Śląsk, Polska Centralna i Wrocław. Na każdym z nich popyt netto przekroczył 100 000 mkw. W sumie na te lokalizacje przypadło 74% całego nowego popytu w kraju. Wpływ miały na to silne fundamenty rynkowe i rosnąca aktywność logistyczna w największych polskich aglomeracjach.

Maciej Kotowski, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

W pierwszym kwartale roku zawarto znaczącą liczbę dużych transakcji, z czego osiem umów przekroczyło 20 000 mkw. W większości zostały one zawarte przez operatorów logistycznych i sieci handlowe. Te dwie branże po raz kolejny były też najbardziej aktywnym segmentem najemców. Sieci handlowe z udziałem około 45%, przeważały w popycie netto, natomiast drugim najbardziej aktywnym sektorem byli tradycyjnie operatorzy logistyczni (32%). Trzecie miejsce należało z kolei do sektora produkcji (20%).

Podaż

W pierwszym kwartale roku w Polsce oddano do użytku 440 000 mkw., co oznacza, że byliśmy trzecim najbardziej aktywnym rynkiem w Europie, osiągając 11%-owy udział w nowo dostarczonej powierzchni. Łączne zasoby magazynowe w Polsce przekroczyły tym samym 19,1 mln mkw. – dodaje Maciej Kotowski

Nowa podaż dotyczyła jednak tylko kilku wybranych regionów. Był to Górny Śląsk, Polska Centralna, Poznań, Warszawa i Wrocław, oraz Kraków, Kujawy i Szczecin. Udział Wielkiej Piątki wyniósł 86% z 380 000 mkw. dostarczonymi w I kwartale. Największe ukończone inwestycje deweloperskie to P3 Mszczonów i Hillwood Wrocław Wschód II, obie o powierzchni powyżej 50 000 mkw.

Co ciekawe, w pierwszym kwartale 2020 roku nowo rozpoczęte projekty przewyższyły pod względem powierzchni budynki oddane do użytku. Deweloperzy rozpoczęli realizację około 700 000 mkw., w rezultacie czego wolumen powierzchni w budowie wzrósł do ponad 2,1 mln mkw. – podsumowuje Tomasz Mika

Największe projekty w budowie to budynki przeznaczone dla RTV Euro AGD (Prologis Park Janki) oraz A2 Warsaw Park Grodzisk (Panattoni). Najwięcej powierzchni powstaje obecnie w Warszawie (ok. 600 000 mkw.), na Górnym Śląsku (530 000 mkw.) oraz w Trójmieście (280 000 mkw.)

Magazynowy rynek inwestycyjny

Pierwsze trzy miesiące 2020 z wynikiem ponad 1 mld EUR były najlepszym otwarciem roku w historii polskiego rynku nieruchomości magazynowo-przemysłowych. Transakcje sfinalizowane w pierwszym kwartale już teraz stanowią ponad połowę kapitału zainwestowanego w ten segment w całym 2019 roku. Ponadto, rekordowa aktywność inwestorów w sektorze magazynowym oznacza, że odpowiadali oni za ponad 57% całkowitego wolumenu z pierwszego kwartału. Biorąc pod uwagę toczące się obecnie transakcje, możemy prognozować, że cały 2020 rok pobije dotychczasowe rekordy na rynku magazynów. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Ponadto, świetny rezultat w pierwszym kwartale był w dużej mierze efektem dużych transakcji portfelowych przekraczających wartość 100 mln EUR. Wśród nich znalazła się m.in. sprzedaż pięciu parków Panattoni do Savills Investment Management, sprzedaż portfolio parków dystrybucyjnych Hines do CGL i zakup portfolio sześciu parków przez GIC Private Ltd od funduszu zarządzanego przez grupę Apollo Global Management.

Pustostany i czynsze

W pierwszym kwartale tego roku czynsze utrzymały się na dotychczasowym poziomie. Warszawa i inne lokalizacje miejskie pozostały najdroższymi rynkami. W Warszawie czynsze bazowe wahały się między 4,3 a 5,25 EUR/mkw./miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki oferowane były w pozamiejskich lokalizacjach w ramach Polski Centralnej (2,6-3,2 EUR/mkw./miesiąc).

Średni współczynnik pustostanów w istniejących parkach pozostał stabilny, utrzymując się na poziomie 7,5%.

Rynek apteczny: po marcowych wzrostach kwietniowe spadki

• Po rekordowym, ponad 30 proc. wzroście sprzedaży w marcu br., w kwietniu polski rynek apteczny zanotował prawie 7 proc. spadek.
• Rekordowy marzec nie wpłynął jednak na poprawę sytuacji ekonomicznej aptek, gdyż wiązał się ze znacznym wzrostem kosztów.

Na początku epidemii koronawirusa, Polacy gremialnie rzucili się do aptek, chcąc przygotować się na rozpoczynającą się izolację. Wynikiem tego, w marcu br. wartość sprzedaży brutto na polskim rynku aptecznym wzrosła o 33,1 proc. w stosunku do marca 2019 roku – wynika z danych Pex PharmaSequence. W ujęciu ilościowym (liczba sprzedanych opakowań) rynek wzrósł w marcu br. o 31,1 proc. w stosunku do marca 2019, co pokazuje, że w tym okresie apteki musiały wykonać zdecydowanie większą pracę związaną z zaopatrzeniem pacjentów w niezbędne leki.

Marzec br. okazał się za to bardzo mało spektakularny, jeśli chodzi o wzrost liczby pacjentów w aptekach – była ona wyższa zaledwie o 3,9 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wynika to z faktu, że szturm na apteki dokonał się w ciągu jednego tygodnia. Między 9 a 15 marca polskie apteki odwiedziło w sumie 18,4 mln osób, co stanowiło wzrost o 31 proc. w porównaniu do tygodni poprzednich. W następnym tygodniu 16-22 marca liczba pacjentów w aptekach spadła zaś o prawie 47 proc. względem rekordowego tygodnia i o 30 proc. względem tygodni przed pandemią. Spektakularny okazał się jednak odpływ pacjentów w kwietniu br., kiedy polskie apteki odwiedziło ponad 26 proc. pacjentów mniej, niż w kwietniu ub. r.

Spadek liczby pacjentów w aptekach w kwietniu br. przełożył się na znaczny spadek wartości sprzedaży w aptekach, która była niższa o 6,9 proc., w stosunku do kwietnia 2019 r. – Spodziewamy się, że w dalszych miesiącach polski rynek apteczny zacznie wracać do swoich „normalnych” poziomów wartości sprzedaży, a cały rok może skończyć się na lekkim plusie – mówi Maciej Rek, Kierownik Praktyki Aptecznej, Pex PharmaSequence. Zwraca jednocześnie uwagę, że rekordowy marzec wcale nie przełożył się na spektakularny wzrost zysków w branży aptecznej. – Apteki musiały ponieść ogromne koszty dostosowania się do działania w warunkach epidemii. Jednorazowy wydatek mógł sięgnąć nawet 10 tys. zł na aptekę – dodaje. Warto zauważyć, że właściciele polskich aptek musieli te koszty pokryć z własnej kieszeni, gdy np. w Wielkiej Brytanii rząd, na zapewnienie działania aptek podczas epidemii, przeznaczył w kwietniu br. 300 mln funtów.

– W związku z pandemią, już pod koniec marca br. inspekcja sanitarna wydała zalecenia, zmieniające sposób pracy aptek. Wraz z jej rozwojem, właściciele aptek musieli ponieść znaczące wydatki, aby zabezpieczyć pacjentów i personel – mówi Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, który jest członkiem Konfederacji Lewiatan. Były to wydatki jednorazowe, m. in. montaż szyb czy ścianek z pleksi, których dostępność spadła, a ceny znacznie wzrosły. Wzrostowi uległy jednak także stałe koszty funkcjonowania aptek. – Koszt wyposażenia personelu w maseczki, przyłbice, rękawiczki, środki dezynfekcyjne, ograniczenie dostępu pacjentów do aptek, zapewnienie im rękawiczek i płynu do dezynfekcji rąk, wzrost kosztów osobowych przy jednoczesnym braku pracowników, zmiana organizacji pracy aptek – to wszystko spowodowało skokowy wzrost funkcjonowania aptek – mówi Piskorski.

– Sytuacja powyższa z pewnością odbije się na kondycji ekonomicznej polskich aptek, które od lat borykają się z rosnącymi kosztami, co przy utrzymujących się w ostatnich latach na podobnym poziomie marżach aptecznych, będzie miało wpływ na ich rentowność – mówi Maciej Rek.

Bezrobocie za oceanem niższe niż sądzono. Gwałtowny spadek bitcoina

Wszyscy wiedzieli, że należy się spodziewać gwałtownego wzrostu bezrobocia. Co ciekawe, pomimo tego, że w USA wzrosło ono o 10 punktów procentowych, to i tak był to wyraźnie mniejszy wzrost niż oczekiwali analitycy. Dolar przyjął to raczej neutralnie.

Bezrobocie w USA wyskoczyło w górę

W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Zmiany zatrudnienia okazały się mniejsze od oczekiwań. W sektorze pozarolniczym ubyło 20,5 miliona miejsc pracy zamiast oczekiwanych 22 milionów, w sektorze prywatnym odnotowano 19,5 miliona wobec oczekiwanych 21 milionów. Nie zmienia to faktu, że są to rekordowe wyniki. Rezultatem tych danych jest wyższa stopy bezrobocia, która wzrosła z 4,4% do 14,7%. Wzrost bezrobocia o ponad 10% w miesiąc to rzecz niespotykana. Warto pamiętać, że analitycy spodziewali się wyniku 16%, czyli ponad procent gorszego. Dolar przyjął te informacje bardzo spokojnie, powodem była zgodność z oczekiwaniami inwestorów.

Kanada idzie drogą USA

Problemy rynku pracy w USA odbiły się silnym echem w Kanadzie. Tam analitycy przestrzelili swoje negatywne prognozy znacznie bardziej, nie zmienia to sytuacji, że spadki są bardzo wyraźne. Zmiana zatrudnienie to niby tylko niecałe 2 miliony, wobec oczekiwanych 4 milionów, ale pozwoliło to podnieść stopę bezrobocia z 7,8% na 13%. Gdyby obniżka wyniosła owe 4 miliony byłoby to 18%. Bardziej elastyczny rynek pracy w Ameryce Północnej ma jak widać swoje ciemne strony, nie zmienia to faktu, że (podobnie jak dolar amerykański) dolar kanadyjski przyjął te dane bardzo spokojnie.

Gwałtowny spadek bitcoina

Jeszcze w piątek dolarowa cena najpopularniejszej kryptowaluty dosięgnęła 10 000 dolarów. poziom ten został jednak bardzo brutalnie zweryfikowany na dzisiejszym otwarciu rynków. Weekendowe kwotowania, bo takie są dostępne dla kryptowalut, pokazywały lekkie odbicie, ale w nocy z niedzieli na poniedziałek byliśmy świadkami tąpnięcia o około 1000 dolarów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nowe konsultacje UE w sprawie zrównoważonego finansowania

Komisja Europejska zainicjowała kolejną turę konsultacji społecznych w zakresie zaktualizowanej strategii ożywienia i wzmocnienia odporności europejskiej gospodarki.

Celem konsultacji jest zebranie opinii zainteresowanych stron, w tym przedstawicieli branży budownictwa i nieruchomości, na temat odnowionej strategii Komisji Europejskiej w zakresie zrównoważonego finansowania.

Strategia ma stanowić mapę drogową działań zmierzających do zwiększenia prywatnych inwestycji w zrównoważone projekty określone w europejskim zielonym porozumieniu oraz zintegorowania zagrożeń klimatycznych i środowiskowych z europejskim systemem finansowym. Inicjatywa ma dostarczyć również dodatkowe ramy umożliwiające realizację europejskiego planu na rzecz zielonych inwestycji.

Strategia ma stanowić istotny krok naprzód w kierunku zwiększenia odporności finansowej europejskiej gospodarki, przedsiębiorstw i obywateli: trwająca epidemia Covid-19 ukazuje palącą potrzebę wzmocnienia trwałości i odporności społeczeństw europejskich oraz sposobów funkcjonowania gospodarek poszczególnych krajów.

Podstawą zainicjowanych przez KE konsultacji jest plan działania 2018 na rzecz finansowania zrównoważonego wzrostu, w ramach którego zalecono m.in. utworzenie technicznej grupy roboczej ekspertów UE (TEG) dla opracowania:

  • unijnego systemu klasyfikacji zielonych inwestycji – tzw. taksonomii UE;
  • unijnego standardu zielonej obligacji;
  • metodologii opracowywania wskaźników porównawczych w zakresie zmian klimatu oraz kryteriów tychże wskaźników; i
  • wytycznych dotyczących efektywnego ujawniania informacji przedsiębiorstw na temat zmian klimatu.

Kluczową rolę w zespole TEG odgrywa organizacja RICS, która w ostatnich dwóch latach nadzorowała prace nad określeniem technicznych kryteriów kontroli nowych projektów budowlanych i renowacyjnych oraz w zakresie własności i nabywania nieruchomości, a także narzędzi wsparcia dla decydentów politycznych w zakresie definiowania zielonych inwestycji w sektorze budowlanym i nieruchomości poprzez niedawno opublikowany raport taksonomii UE.

„RICS koordynował wkład przedstawicieli branży budowlanej w przygotowanie kompleksowej strategii UE w zakresie przejścia do zrównoważonej gospodarki stawiając sobie za główny cel opracowanie słownika ‘zielonych inwestycji’ dla firm i inwestorów. Mówienie jednym wspólnym językiem daje pewność, że realizowane w Europie inwestycje będą miały pozytywny wpływ na środowisko i przełamuje bariery nieufności wobec zielonych projektów w zakresie dostępu do kapitału”, wyjaśnia Ursula Hartenberger, globalna dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w RICS i przewodnicząca grupy roboczej TEG ds. budynków.

„Zaangażowanie RICS w umocnienie strategii UE w zakresie zrównoważonego finansowania i jej wdrażania jest bardzo duże, dlatego chcemy zachęcić do szerokiego udziału w zainicjowanych ponownie konsultacjach Komisji Europejskiej”, dodaje Aurora Vicente Herrera, kierownik ds. spraw zewnętrznych UE w RICS.

Nagląca potrzeba działań w kierunku podźwignięcia gospodarki europejskiej z kryzysu wywołanego przez COVID-19 nie może niwelować dotychczasowych efektów osiągniętych przez specjalistów reprezentujących środowisko budowlane i naturalne w zakresie zmian klimatu. Obecna sytuacja wymaga wręcz, aby ten wspólny wysiłek zintesyfikować. Zrównoważony rozwój i odporność na zmiany klimatu muszą znajdować się w centrum jakiegokolwiek długofalowego planu naprawy gospodarki i biznesu, jeśli chcemy zapewnić przyszłym pokoleniom dostęp do lepszych miejsc do życia i pracy, przy jednoczesnym poszanowaniu naszej planety.

Wszystko, co zawsze chciałeś wiedzieć o zakładaniu start-upów, ale bałeś się zapytać

Zbudowanie start-upu i prowadzenie go z powodzeniem i sukcesami, to niemałe wyzwanie. Czy warto się na to decydować? Na co zwracać uwagę, jak postępować, a jakich błędów nie popełniać? 

Trzy filary dobrego początku

Kiedy zaczynamy myśleć o założeniu start-upu, czy po prostu innowacyjnego biznesu, należy zwrócić uwagę na szereg istotnych czynników mogących mieć w przyszłość wpływ na nasz sukces lub porażkę. Skupmy się na trzech z nich.

Znalezienie odpowiednich osób do zespołu może stworzyć lub załamać firmę. To zawsze trudny, wymagający czasu, drogi proces. Rozmowa kwalifikacyjna nie pomoże jednoznacznie określić, czy kandydat będzie cenny w perspektywie długoterminowej.

W dużych firmach nieefektywny pracownik najczęściej pozostaje po prostu niezauważony, a jeśli w końcu dojdzie do zwolnienia go, to odbywa się to w dłuższej perspektywie czasowej. W startupie z ograniczonymi zasobami pensja takiej osoby może być ogromnym obciążeniem dla firmy. Aby ta mogła się szybko i skutecznie rozwijać, wyniki osiągane przez poszczególnych pracowników powinny być doskonałe. To również szansa dla nich – mogę w pełni się zaangażować, wykazać, dać się poznać od najlepszej strony, a przy tym rozwinąć swoje kompetencje.

Fundamentalne dla startupu czynniki to zasoby, pieniądze i czas. Te trzy rzeczy są zawsze trudne do znalezienia. Podczas pracy w pełnym wymiarze godzin można mieć pieniądze na sfinansowanie start-upu, ale za to nie mieć czasu, aby nad nim popracować. Jeśli odejdziesz z bezpiecznej posady, ryzykujesz bardzo szybkie bankructwo. Są też przypadki, w których są zarówno pieniądze, jak i czas, ale nie zasoby, takie jak dostęp do odpowiednich osób. Fundusze venture capital i inwestorzy w pewnym stopniu starają się rozwiązać pierwsze dwa problemy, ale przy okazji przychodzą z własnym zestawem wyzwań.

Myśląc o startupie nie możemy zapomnieć o dopasowaniu rynkowym. Nawet jeśli pomysły brzmią niesamowicie, a do tego znajdą się inwestorzy i niesamowity zespół, porażkę  może spowodować nie do końca potrzebny produkt. To z kolei może doprowadzić do wstrzymania kolejnej rundy  finansowania ze strony VC. Ważny jest również skuteczny pomysł na dotarcie do grupy docelowej – w przeciwnym wypadku fundusze szybko stopnieją,  jeszcze zanim sfinalizujemy transakcję. Dotyczy to zarówno dużych przedsiębiorstw, jak i instytucji rządowych.

Gdzie najlepiej uruchomić start-up?

W tej kwestii USA zdecydowanie wyprzedza cały świat. Łatwiej jest tam otworzyć i prowadzić firmę, o wiele prościej zebrać pieniądze, a na rynku pracy do wyboru jest więcej osób, niezależnie od tego, jak mała jest nisza, w której planujemy prowadzić biznes.

Unia Europejska jako całość jest bardziej biurokratyczna i ograniczająca. Co ciekawe,  Polska łączy wiele pozytywnych cech zarówno UE, jak i USA.

Niższe podatki sprawiają, że otwieranie i prowadzenie działalności jest tutaj bardzo atrakcyjne. Przystępne koszty, zarówno pracowników, jak i powierzchni biurowej, pozwolą startupowi działać znacznie dłużej przy tej samej kwocie finansowania, niż w Dolinie Krzemowej. To ogromna dogodność, gdy firma może sobie pozwolić na dopracowanie produktu przez 2 lata, a nie na przykład 8 miesięcy.

Polska inwestuje w startupy za pośrednictwem PFR, co ułatwia polskim startupom zdobywanie pieniędzy. Dotacje z UE i Polski mogą pomóc w szczególności tym z dziedziny zaawansowanych technologii i innowacji, zapewniając dofinansowanie bez kapitału.

Czy startup jest dla każdego?

Uruchomianie startupu wiąże się z wieloma problemami i wyzwaniami, również natury osobistej. Na początku ilość spraw może przytłaczać i trzeba szybko uczyć się wielu różnych rzeczy i podejmować mądre, szybkie decyzje. Start-up to wysoka stawka, ale też i wysoka wygrana. Jest prawdopodobne, że za pierwszym razem się nie uda i będzie trzeba spróbować jeszcze raz. Wielu milionerów wzbogaciło się dopiero podczas trzeciej, czwartej czy piątej próby.

Poza wszystkim istotne jest to, że trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność. Za firmę, akcjonariuszy, inwestorów i źródła utrzymania swoich pracowników.

Na ile ważny jest pomysł?

Czy zawsze musimy znaleźć lukę na rynku, by odnieść sukces? Czy popularne firmy oferujące produkty mające wysoką konkurencyjność nadal mogą przynosić wysokie zyski? Cóż, oba podejścia działają, ale sukces zależy od wielu parametrów. Istnieje wiele przykładów osób, które znajdują małą niszę i zarabiają setki tysięcy dolarów miesięcznie. Nie można skalować ich działalności w stosunku do tych kwot, ale są zadowoleni ze swojego pomysłu. Dla innych ograniczenie nie jest dobrym kierunkiem.

W świecie start-upów bardzo „chodliwa” stała się specjalizacja w SaaS (Software as a Service). To tu najłatwiej zacząć od najmniejszych budżetów. Biznes skaluje się w nieskończoność bez żadnych wydatków, więc marże najczęściej wynoszą 100%.

Startupy a epidemia COVID-19

Podczas epidemii jednym z głównych wyzwań dla prowadzących start-upy jest zarządzanie ludźmi, którzy pracują w systemie biurowym. Codzienne konferencje wideo przypominają pracownikom, że są częścią prawdziwego zespołu. Praca przez cały dzień głównie „z ekranem” i tekstem, bez ujawnionych emocji, które się za nim kryją, odbija się na ludziach. Należy więc mówić im, kiedy wykonują dobrze swoją pracę, aby ich motywować. Przy pracy zdalnej warto upewnić się też, że istnieje sposób, aby mogli wysłać swoją opinię i opisać problemy, jakie napotykają.

W czasie epidemii, przy konieczności pracy z domu, przypominamy sobie też mocniej o przydatnych narzędziach, które pomagają przedsiębiorcom zarządzać swoimi zespołami i firmami online. Jest ich bardzo wiele i trudno zdecydować się na te, które są najbardziej przydatne. Na pewno przyda się czat na żywo, taki jak Slack, wideo konferencje takie jak Zoom i dobry system zarządzania zadaniami.

Poza wszelkimi kalkulacjami i analizami kluczowe jest, by po prostu zacząć nad start-upem pracować. Nawet jeśli na początku się nie powiedzie, to można nabyć wiele nowych przydatnych umiejętności, których nie da żadna szkoła czy uniwersytet. A po pierwszych próbach wszystkie przyszłe projekty będą już łatwiejsze. Są ludzie, którzy zaczynają czytać o tym, jak założyć firmę i kontynuują czytanie w nieskończoność, nigdy nie rozpoczynając działań. Dlatego najlepsze, co można zrobić, to po prostu zacząć.

Autorem komentarza jest Dmitriy Akulov, przedsiębiorca, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr

4,5 roku czekania na zwrot, bo zdaniem fiskusa spółka nie nabyła nieruchomości a zorganizowaną część przedsiębiorstw

Przedsiębiorca 4,5 roku toczył spór z fiskusem o zwrot podatku od towarów i usług. Pomimo iż przy nabyciu nieruchomości zrezygnował z możliwości skorzystania ze zwolnienia, zgłosił transakcję do opodatkowania VAT i podatek uiścił, fiskus odmówił mu prawa do późniejszego jego odliczenia. Stwierdził bowiem, że przedsiębiorca nie nabył nieruchomości, a zorganizowaną część przedsiębiorstwa. W obronie spółki stanął sąd, pouczając fiskusa, że: „Sam fakt wykorzystywania nieruchomości w działalności gospodarczej – bez wykazania ich organizacyjnego i finansowego wyodrębnienia w ramach prowadzonego przedsiębiorstwa – nie daje podstaw do przyjęcia, że nieruchomości te samodzielnie tworzyły zorganizowaną część przedsiębiorstwa” (wyrok WSA we Wrocławiu, sygn. I SA/Wr 676/17).

Zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 10 Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535, ze zm.) dostawa budynków, budowli lub ich części korzysta ze zwolnienia od tego podatku. Ustęp 10 artykułu 43 daje jednak przeprowadzającym transakcję przedsiębiorcom możliwość rezygnacji ze zwolnienia i opodatkowania transakcji VAT-em. Muszą spełnić ku temu dwa warunki: a) być zarejestrowanymi czynnymi podatnikami VAT oraz b) złożyć przed dniem dokonania transakcji właściwemu dla nabywcy nieruchomości naczelnikowi urzędu skarbowego zgodne oświadczenie, że wybierają opodatkowanie VAT dokonywanej dostawy nieruchomości. Rezygnacja ze zwolnienia z VAT niesie za sobą taką korzyść, że przy kolejnym zbyciu tej nieruchomości przedsiębiorca będzie mógł odliczyć podatek zapłacony przy jej nabyciu.

Nabycie dwóch nieruchomości i wniosek o zwrot 3,5 mln zł VAT-u

Tak też w 2014 r. uczyniły strony, które zawarły transakcję sprzedaży/zakupu dwóch nieruchomości. Sprzedającym pierwszej: budynku handlowo-usługowego, posadowionego na dwóch działkach, była spółka komandytowa. Zapewniła ona, że nieruchomość nie stanowi przedsiębiorstwa ani zorganizowanej jego części. Nabywca zadeklarował, że kupuje ją z zamiarem długoletniego wynajęcia. Strony dokonały w ramach rozliczeń zapłaty, potrąceń wzajemnych wierzytelności oraz przelewu pozostałych po tych potrąceniach środków na rzecz zbywcy. Na kupującego przeszły wszelkie ciężary i korzyści związane z nieruchomością, w tym m.in. czynsze z tytułu umów najmu, jakie pobierała spółka komandytowa od najemców położonych w przedmiotowym budynku lokali.

Drugą transakcją była sprzedaż przez spółkę z o.o. gruntu zabudowanego trzema graniczącymi ze sobą budynkami handlowymi. Tu zbywca otrzymał całą cenę sprzedaży, przekazując nabywcy wraz z aktem własności nieruchomości również wszelkie związane z nią korzyści i ciężary, w tym gwarancje bankowe stanowiące zabezpieczenie poszczególnych umów najmu. Tu również nieruchomość nie była przedsiębiorstwem ani jego zorganizowaną częścią, co organ podatkowy ustalił w ramach czynności sprawdzających.

Nabywcą obu tych nieruchomości była spółka z o.o., spółka komandytowa prowadząca działalność gospodarczą w zakresie wynajmu i zarządzania nieruchomościami. Ponieważ wszystkie strony tych transakcji spełniły ww. obowiązki deklaracyjne co do rezygnacji ze zwolnienia z VAT przy ich zawieraniu, spółka w deklaracji VAT-7 za listopad 2014 r. wykazała do zwrotu nadwyżkę podatku od towarów i usług naliczonego nad należnym w kwocie blisko 3,5 mln zł.

Zamiast milionowego zwrotu 80 tys. zł do zapłaty

Naczelnik urzędu skarbowego przeprowadził postępowanie podatkowe, w którym ustalił, że spółka niewłaściwie ujęła w rejestrze zakupu VAT faktury dokumentujące nabycie przedmiotowych nieruchomości jako nabycie środków trwałych. Według niego spółka nabyła co prawda składniki majątkowe, ale umożliwiające prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie wynajmu lokali na takich zasadach jak robili to zbywcy tych składników. Spółka stała się przecież stroną zawartych przez nich umów najmu i przejęła wszelkie zabezpieczenia zapłaty czynszów w postaci gwarancji bankowych.

Zdaniem organu podatkowego spółka nabyła zatem zorganizowane części przedsiębiorstwa. Zaś zgodnie z art. 6 pkt 1 ustawy o VAT przepisów tej ustawy nie stosuje się do transakcji zbycia przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Z kolei, jak stanowi chociażby przepis art. 88 ust. 3a pkt 2, nie stanowią podstawy do obniżenia podatku należnego oraz zwrotu różnicy podatku lub zwrotu podatku naliczonego faktury i dokumenty celne w przypadku, gdy transakcja udokumentowana fakturą nie podlega opodatkowaniu albo jest zwolniona od podatku. Zamiast więc 3,5-milionowego zwrotu organ określił spółce zobowiązanie za listopad 2014 r. w wysokości 80 tys. zł. Jego stanowisko podtrzymał organ odwoławczy.

Sama nieruchomość to po prostu nieruchomość

Rozpoznający skargę spółki Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu stwierdził, że do rozstrzygnięcia sporu konieczne jest ustalenie, czy nabywane przez spółkę nieruchomości stanowiły na tyle zorganizowany zespół składników materialnych i niematerialnych, by zdolny był on do realizacji zadań gospodarczych nadanych przedsiębiorstwu. Powinien być wyodrębniony w przedsiębiorstwie zbywcy i przejęty przez nabywcę w kształcie umożliwiającym kontynuowanie jego działalności.

Zdaniem sądu sprzedaż niektórych, a nawet wszystkich nieruchomości wyodrębnionych z przedsiębiorstwa zajmującego się wynajmem nieruchomości, ale bez całej struktury organizacyjnej składającej się na tę działalność (np. pracowników, finansowania, obsługi tej działalności), nie może być uznana za sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa. W wyroku z 20 października 2017 r. WSA uchylił zaskarżoną decyzję organów podatkowych, orzekając:

„Ustalenie, że w ramach swojej działalności nabywca nieruchomości uprzednio wynajmowanych, także wykorzystuje te nieruchomości do działalności w zakresie wynajmu nieruchomości, nie jest wystarczająca do przyjęcia, że nieruchomości te w momencie ich sprzedaży stanowiły zorganizowaną część przedsiębiorstwa i że doszło do zbycia tej zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Sam fakt wykorzystywania nieruchomości w działalności gospodarczej – bez wykazania ich organizacyjnego i finansowego wyodrębnienia w ramach prowadzonego przedsiębiorstwa – nie daje podstaw do przyjęcia, że nieruchomości te samodzielnie tworzyły zorganizowaną część przedsiębiorstwa…” (sygn. akt I SA/Wr 676/17).

4,5 roku wstrzymywania należnych firmie środków

Pomimo rozstrzygnięcia sądu i wskazania w wyroku, co powinien zrobić organ, ten nie zamierzał się do niego stosować, wnosząc skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Dopiero 21 maja 2019 r., czyli po 4,5 roku od złożenia deklaracji, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wycofał skargę kasacyjną, na mocy czego NSA postanowieniem z 31 maja 2019 r. umorzył postępowanie w tej sprawie (sygn. akt I FSK 334/18).

W trakcie panującej obecnie epidemii koronawirusa w ramach tarczy antykryzysowej ratującej krajową gospodarkę przedstawiciele rządu obiecali przedsiębiorcom szybsze zwroty VAT – nawet w terminach do 15 dni. Wszystko po to, aby firmy miały z czego żyć i pokrywać swoje zobowiązania. Przedsiębiorcy, występując o nie, powinni pamiętać o tych obietnicach i kontrolować organy, czy w tak kryzysowych czasach przestrzegają prawa, zgodnie z którym przecież to zwrot należnego firmie podatku jest regułą, a nie jego wstrzymywanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Sektor handlowy w nowej rzeczywistości

4 maja centra handlowe zostały ponownie otwarte. To światełko w tunelu dla właścicieli i najemców, jednak panująca pandemia i tak wywrze ogromny wpływ na całą branżę. O tym jak wygląda obecna sytuacja, jak zmieniają się nawyki konsumentów i jakie działania podjąć, by mogli oni bezpiecznie wrócić do zakupów stacjonarnych, opowiedziały Sylwia Wiszowata-Łazarz i Joanna Kłusek z międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield podczas webinaru pt. „Disconnect to Reconnect, czyli o rynku retail w nowej rzeczywistości”.

Powrót na nowych warunkach

Ogłoszenie stanu epidemicznego w Polsce i związane z nim ograniczenia boleśnie dotknęły wiele branż i handel w całej Polsce. 4 maja centra handlowe zostały ponownie otwarte, jednak na nowych warunkach. Nadal zamknięte pozostają biura podróży, kina, siłownie, zakłady fryzjerskie i kosmetyczne oraz restauracje w formacie stacjonarnym. Limit odwiedzających we wszystkich sklepach, zarówno w odniesieniu do całego obiektu, jak i pojedynczego sklepu, to 1 osoba na 15 mkw. Na sklepy i zarządców centrów handlowych nałożono liczne obowiązki, w tym konieczność zapewnienia rękawiczek jednorazowych lub środków do dezynfekcji i dostęp środków do dezynfekcji rąk dla odwiedzających.

Przestrzeganie tych obostrzeń jest niezwykle istotne, gdyż budynki niespełniające wymagań mogą zostać zamknięte. Co więcej, Ministerstwo Zdrowia ostrzega, że istnieje możliwość ponownego zamknięcia wszystkich centrów handlowych, jeśli zostanie zanotowany wzrost zachorowań o 4% lub w przypadku, kiedy zajęta będzie ponad połowa szpitalnych łóżek i respiratorów w kraju. Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa klientom powinno stanowić priorytet, zarówno dla wynajmujących, jak i dla najemców – zaznacza Joanna Kłusek, partner, Retail Asset Services w Cushman & Wakefield.

Prognozy na najbliższy czas

Główny trend zauważalny na rynku handlowym to wysoki wzrost zamówień online w pierwszym kwartale tego roku, w porównaniu do tego samego okresu w 2019 r. Szczególnie widoczny jest wzrost sprzedaży internetowej artykułów spożywczych – sklepy spożywcze zanotowały wzrost aż o 239% w porównaniu z I kw. 2019 r. Pozostaje pytanie – czy kupowanie przez Internet stanie się stałym nawykiem klientów? By sprostać oczekiwaniom rynku, niektóre sieci zdecydowały się na wejście w kanał sprzedaży online, mimo, że wcześniej nie komunikowały takich zamiarów. Są to między innymi: Żabka, Kaufland, Ziaja czy Stokrotka.

Nieunikniony skutek obecnej sytuacji, to niestety znaczny spadek liczby klientów w centrach handlowych i zmiana ich nawyków zakupowych. Oprócz tego, pojawiają się prognozy dotyczące szybszego rozwoju sprzedaży w modelu omnichannel i showroomingu. Niewykluczone są także upadłości bądź restrukturyzacje, a co za tym idzie – wzrost odsetka pustostanów.

Mamy obecnie do czynienia z ewolucją zachowań klienta. Przed epidemią zauważany był hurraoptymizm, spowodowany poprawą jakości życia i stabilną sytuacją materialną wielu konsumentów. W centrach handlowych spędzaliśmy bardzo dużo czasu, nie tylko w celu zrobienia zakupów, ale także ze względów społecznych. Obecnie, konsumenci myślą przede wszystkim o bezpieczeństwie, a kupują głównie najpotrzebniejsze rzeczy. Kluczem do sukcesu dla właścicieli nieruchomości i najemców centrów handlowych jest dostosowanie strategii długoterminowych do zmieniających się potrzeb i oczekiwań klientów, w tym – przede wszystkim – zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa i synergia obu kanałów sprzedaży. To jest czas na budowanie drugiej odnogi galerii handlowych w formie digital – dodaje Sylwia Wiszowata-Łazarz, Associate Director, Poland Asset Services EMEA, Cushman & Wakefield.

Według badań Agencji Inquiry aż 64% ludzi obawia się skupisk i tłumów, a 42% niskich standardów bezpieczeństwa oraz higieny. Aż 40% deklaruje, że nie zamierza w najbliższym czasie odwiedzić galerii handlowych. Niezbędne jest zatem przygotowanie planu skutecznych działań na czas, kiedy obawy konsumentów zmaleją.

Jak budować poczucie bezpieczeństwa?

Eksperci Cushman & Wakefield stawiają na jasne i przejrzyste przekazy o pozytywnym wydźwięku. W najbardziej znanym warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy o tym jak bezpiecznie robić zakupy przypominają naklejki i bannery w różnych miejscach w centrum. Komunikacja prowadzona jest także za pomocą innych kanałów, tj. media społecznościowe, direct mailing, outdoor i in. O nowych zasadach warto przypominać odwiedzającym zarówno stacjonarnie, jak i za pośrednictwem innych, niestandardowych form przekazu. Im więcej będzie dobrze przygotowanej komunikacji dotyczącej bezpieczeństwa – tym lepiej poczuje się klient.

Działania wspomagające sprzedaż

W tym trudnym czasie, kiedy liczba odwiedzających jest ściśle ograniczona, każdy klient jest na wagę złota. Dlatego jest to czas na niestandardowe, kreatywne i odważne działania. W cenie będą takie rozwiązania, jak interaktywne przymierzalnie, narzędzia łączące online z offline czy przykuwające wzrok ekspozycje sklepów w częściach wspólnych. Warto rozważyć wprowadzenie aplikacji z programem lojalnościowym. Nie zapominajmy też o sprawdzonych mechanizmach, takich jak gazetki produktowe, konkursy, loterie. Wszystkie działania muszą być przeprowadzane w bezpiecznej formie. Ciekawym rozwiązaniem są kampanie ambientowe na ulicach miast – w tym czasie, przy ograniczonym ruchu na ulicach, mogą zostać bardziej zauważone. Jest to także czas na digital, który obecnie sprzedaje jak nigdy. Warto więc zintensyfikować działania w mediach społecznościowych, by kierować ruch do sklepów i zastanowić się nad działaniami CSR-owymi, wspierającymi lokalną społeczność.

Sektor handlowy musi zmierzyć się obecnie z ogromnym wyzwaniem, jednak dzięki dobrze przemyślanej strategii, działaniom wspierającym sprzedaż i dialogowi między najemcami i galeriami handlowymi, jest w stanie wyjść z kryzysu obronną ręką. Cushman & Wakefield przygotował autorski program wsparcia 6 Feet Retail w zakresie przygotowania centrum handlowego do funkcjonowania, wdrożenia wytycznych rządowych w centrach handlowych, renegocjacji warunków umów najmu na warunkach przepisów Tarczy Antykryzysowej, rekomercjalizacji i repozycjonowania centrów handlowych, a także w zakresie przygotowania i implementacji strategii marketingowych oraz PR-owych, stanowiących odpowiedź na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe oraz nawyki zakupowe konsumentów.

Majowa kondycja rynku nieruchomości biurowych

Pierwsze dni maja przyniosły wyczekiwaną stabilizację. Na koniec zeszłego tygodnia powierzchnia wolnych biur wyniosła w Polsce 2.38 mln m kw. – porównywalnie do ostatniego tygodnia kwietnia. Widać jednak rosnącą liczbę małych biur dostępnych na rynku. Jako pierwsi w Polsce publikujemy od dziś także wskaźnik „Months of supply” pokazujący kondycję rynku nieruchomości biurowych w Polsce. Znalazł się on w cotygodniowych analizach Platformy REDD.

„Months of supply” to znany na świecie wskaźnik. Jest to jeden ze współczynników absorpcji i relacji popytu do podaży. – Months of supply prognozuje, ile miesięcy trwałoby wynajęcie wszystkich obecnie dostępnych modułów biurowych, biorąc pod uwagę aktualne tempo wynajmu. Niski współczynnik może oznaczać, że podaż nie nadąża za popytem, za chwilę może zabraknąć wolnych biur. Wysoki wynik to natomiast sygnał możliwej nadpodaży i dowód na to, że biur jest więcej niż chętnych najemców – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Średnia dla kluczowych rynków w Polsce wynosi obecnie 23 miesiące. Najwyższy wskaźnik notuje Łódź (31.7 mies.), podczas gdy najniższy — Kraków (17.7 mies.). Najbliżej średniej poruszają się Trójmiasto (22.3 mies.) oraz Katowice (22 mies.).  – Liczby te pokazują, że rynek wydaje się stabilny i „zdrowy”. Zaczęliśmy je monitorować i w perspektywie czasowej wyniki będą pokazywały kondycję rynku w Polsce – dodaje Smagała.REDD_1Majowa stabilizacja

W ostatnich tygodniach z niepokojem obserwowaliśmy szybko rosnące zasoby dostępnej powierzchni biurowej, które w szczytowym momencie zwiększyły się o ponad 160 tys. m kw.

Na tym tle, pierwsze dni maja przynoszą wyczekiwaną stabilizację. Na koniec zeszłego tygodnia wskaźnik wolnych biur w przeliczeniu na powierzchnię wyniósł 2.38 mln m kw. – porównywalnie do poprzedniego tygodnia.REDD_2

Coraz więcej małych biur w Warszawie

W ten ogólnopolski trend wpisuje się również rynek warszawski, gdzie od początku marca nie obserwujemy wyraźnych wzrostów dostępnej powierzchni, mimo że zauważalny jest stabilny przyrost samej liczby wolnych modułów biurowych.

– Analizując rynek warszawski należy jednak przywołać wyraźny trend spadkowy powierzchni wolnych modułów biurowych. Od początku kwietnia średnia powierzchnia wolnego biura w Warszawie zmniejszyła się o ponad 7 proc. i wynosi obecnie 494.1 m kw. – zaznacza Judyta Bartnicka, Big Data Analyst, REDD.

– Jedną z hipotez, którą wysunęliśmy, alarmując o tym zjawisku dwa tygodnie temu, jest możliwe zwalnianie powierzchni przez małe i średnie firmy, co może być efektem kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 – podsumowuje Piotr Smagała.

REDD_3

Rani Raad awansował na stanowisko prezesa CNN Commercial

Rani Raad awansował na globalne stanowisko prezesa CNN Commercial i będzie odpowiedzialny za nawiązywanie nowych kontaktów biznesowych oraz poprawienie jakości współpracy komercyjnej z partnerami na całym świecie.

CNN centralizując zarządzanie i strategię działalności komercyjnej wdraża bardziej zintegrowane, sprawne oraz globalne podejście do oceny potrzeb rynku, opracowywanych rozwiązań i współpracy z partnerami.

Aby w pełni osiągnąć założone cele oraz kontynuować komercyjne sukcesy marki w ciągu najbliższej dekady, Rani Raad będzie ściśle współpracować z działem Sales and International w WarnerMedia w zakresie działalności reklamowej i dystrybucyjnej, a także prowadzić międzynarodowy biznes poprzez CNN International Commercial. Raad będzie czuwał również nad optymalizacją bezpośrednich przychodów CNN Worldwide i maksymalizował komercyjny potencjał rozwoju nowych produktów.

Od tej chwili Raad bezpośrednio podlega Jeffowi Zuckerowi, który obejmuje stanowiska Chairman, WarnerMedia News and Sports oraz President w CNN Worldwide.

To jest idealny czas na to, aby platformy CNN Worldwide generowały dla nas bardziej strategiczne przychody. Jestem pewien, że poprzez zaangażowanie Raniego i odpowiednie dostosowanie jego zespołu do reszty organizacji CNN, możemy pracować jeszcze efektywniej. Ta zmiana z pewnością stworzy też nowe możliwości współpracy z naszymi klientami na całym świecie – powiedział Jeff Zucker.