Poprawia się dostęp do masek, kombinezonów i środków do dezynfekcji. Do Polski trafiają kolejne transporty z Chin

Eksperci podkreślają, że poprawia się zarówno dostęp, jak i ceny masek, kombinezonów i środków do dezynfekcji. Do Polski przylatują kolejne transporty z Chin. 1 maja na warszawskim Lotnisku Chopina wylądował trzeci największy samolot świata – Antonow An-124 „Rusłan”. Na  jego pokładzie znalazło się 100 ton artykułów medycznych, m.in. maseczek, kombinezonów, rękawiczek i termometrów, które trafią do szpitali i aptek. To ósmy samolot z tego typu produktami sprowadzony przez Grupę Neuca. – Tak ogromne transporty to nie lada wyzwanie – mówi Ryszard Grzebielucha, prezes Polfrost Internationale Spedition, która odpowiadała za organizację lotu.

– W tym transporcie znalazły się wyroby medyczne i środki ochrony osobistej, które ściągamy do Polski, żeby dystrybuować je do aptek i szpitali oraz by wspomóc odmrażanie gospodarki poprzez udostępnienie ich firmom, które chciałyby je zakupić. To jest nasz ósmy – i nieostatni – taki transport – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Nawrocki, dyrektor operacyjny Synoptis Industrial, spółki należącej do Grupy Neuca.

Wyczarterowany samolot Antonow An-124 „Rusłan” z czteroosobową załogą wylądował na warszawskim Okęciu 1 maja rano w ramach mostu powietrznego z Chin. Przywiózł na pokładzie 100 ton materiałów medycznych, zamówionych przez Grupę Neuca, które wesprą walkę z koronawirusem. Wśród nich kombinezony medyczne, maseczki, termometry i rękawiczki.

W marcu widzieliśmy w Polsce duże braki masek, kombinezonów, środków do dezynfekcji oraz spekulacyjny wzrost cen. W tej chwili poprawiła się dostępność tych produktów, szczególnie w aptekach, oraz ich dostępność cenowa ­– mówi Tomasz Nawrocki.

Polfrost zadeklarował przywieźć cały ładunek artykułów medycznych w jednym rejsie. Aby akcja się powiodła, wyczarterował „Rusłana” od rosyjskiej linii lotniczej Volga-Dnepr i wdrożył swoją autorską metodę załadunku „loadplan”, która umożliwia wypełnienie samolotu po brzegi na specjalnie zaprojektowanych paletach. W ten sposób wypełnił do granic możliwości ponad 600 m3 jego powierzchni .

W tym przypadku opracowaliśmy specjalny schemat załadunkowy, żeby optymalnie wykorzystać przestrzeń ładunkową samolotu. Łącznie zmieściło się w nim 100 ton na ponad 600 m3, to jest około ośmiu TIR-ów – mówi Ryszard Grzebielucha, prezes Polfrost Internationale Spedition. – Ten transport trzeba było zorganizować szybko. W ciągu kilku dni musieliśmy znaleźć i podstawić samolot, a największym problemem było załadowanie do niego towaru i wymyślenie takiego systemu, żeby cały zmieścił się w jednym samolocie.

Antonow An-124 „Rusłan” to jeden z trzech najpotężniejszych i najcięższych samolotów na świecie – plasuje się za Antonowem 225 „Mrija” i Airbusem A380. Transport 100 ton artykułów medycznych do Polski udało się zorganizować raptem w pięć dni, z czego dobę trwał sam załadunek na lotnisku w Szanghaju. Rozładunek „Rusłana” na warszawskim Okęciu zajął kilka godzin.

– Załadunek i rozładunek takiego samolotu trwa długo dlatego, że nie jest to standardowy ładunek w kontenerach lotniczych, tylko towar na paletach, który musi być wywożony, składowany, sztauowany – wyjaśnia Ryszard Grzebielucha.

W związku z tym dużym wyzwaniem jest skompletowanie odpowiedniego zespołu obsługi lotniskowej, który zajmie się załadunkiem i rozładunkiem.

Taki samolot stwarza dużo większe problemy niż maszyna o mniejszych gabarytach – podkreśla prezes Polfrost Internationale Spedition.

Czterosilnikowa maszyna zajmuje na płycie lotniska tyle miejsca, ile kilka samolotów pasażerskich. Ma 69 metrów długości i rozpiętość skrzydeł przekraczającą 73 metry, jej masa startowa wynosi prawie 400 ton. Tak wielkie samoloty są wykorzystywane do transportowania tego, co nie mieści się w ładowniach mniejszych maszyn, np. samochodów ciężarowych, czołgów czy śmigłowców.

 Ten samolot to wojskowa konstrukcja z lat 80., dzisiaj wykorzystywana do lotniczego transportu cargo, m.in. do celów wojskowych – mówi Ryszard Grzebielucha. – Takie transporty są organizowane rzadko, tak dużymi samolotami przewozi się zwykle towary wielkogabarytowe, ale w dzisiejszej rzeczywistości, w czasach walki z koronawirusem, są to głównie duże liczby maseczek, rękawiczek, środków ochrony osobistej. Organizacja takich transportów to nasz wkład w walkę z COVID-19. Jesteśmy dziś niejako na wojnie i wypełniamy swoją misję, przewożąc towary, które pomagają zwalczyć pandemię.

Nowe zastosowania dronów pomogą w walce z koronawirusem. Pandemia może przyspieszyć rozwój tego rynku

Drony są wykorzystywane do walki z pandemią koronawirusa, np. do monitorowania obszarów objętych zakazami gromadzenia i przemieszczania się. Mogłyby też wykonywać inne, bardziej skomplikowane zadania, np. transportować medykamenty czy próbki krwi do laboratoriów, ale takie rozwiązania wymagają odpowiednich narzędzi prawnych i organizacyjnych. Zmiany w tym kierunku stopniowo następują. W ubiegłym tygodniu miał miejsce pierwszy w Polsce lot drona, którym przewieziono próbki do badań na obecność wirusa SARS-CoV-2.

– Drony są wykorzystywane w polskich służbach, np. w Policji i Straży Pożarnej, już od kilku lat i cały czas rozwijają się pomysły, jak z nich najefektywniej korzystać. Okres pandemii SARS-CoV-2 przyspiesza ten proces, znajduje się w nim nowe zastosowania dronów albo nowe konteksty dla tych już istniejących – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Ryzenko, kierownik Centrum Informacji Kryzysowej w Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk.

Na całym świecie drony są już szeroko wykorzystywane do walki z pandemią SARS-CoV-2. Przykładowo, w Singapurze czy na Tajwanie wspierają służby medyczne w transportowaniu potrzebnych materiałów, a służby porządkowe – w kontrolowaniu osób przebywających na domowej kwarantannie. W Chinach dronów używano m.in. do rozpylania środków dezynfekujących. Maszyny z podczepionymi megafonami informowały też o stanie zagrożenia, przypominając o konieczności noszenia masek ochronnych. Bezzałogowe statki wyposażone w kamery termowizyjne pomagają z kolei władzom w kontrolowaniu dużych grup ludzi i namierzaniu tych z podwyższoną temperaturą ciała, którzy następnie byli poddawani testom na koronawirusa.

Także w Polsce drony są już wykorzystywane m.in. przez Policję do monitoringu obszarów objętych zakazami poruszania się, takich jak parki, bulwary czy plaże.

Na dronie jest kamera, co umożliwia spojrzenie z góry, skąd widać więcej. Możemy się zorientować, w jaki sposób zachowują się ludzie, czy gromadzą się tam, gdzie nie powinni. Dron pozwala zobaczyć zachowania całych grup ludzi. Przykładowo, widzimy, że gromadzą się nad brzegiem rzeki. Patrząc z góry, dostrzegamy, że nie są to jednostkowe przypadki, co nasuwa wniosek, że ponieważ w warunkach pandemii jest to działanie szkodliwe, trzeba coś z tym zrobić – mówi Jakub Ryzenko.

Jak podkreśla, bezzałogowe maszyny z powodzeniem mogłyby też być wykorzystywane np. do transportu niewielkich ładunków, np. medykamentów, pomiędzy placówkami medycznymi czy próbek krwi do laboratoriów. Jednak dziś w Polsce nie ma właściwych rozwiązań organizacyjnych ani prawnych, które by to umożliwiały.

– Gdyby ta pandemia zdarzyła się za dwa–trzy lata, prawdopodobnie mielibyśmy już gotowe rozwiązania. W ostatnim roku były już prowadzone takie eksperymenty. Łatwo sobie wyobrazić drony sprawnie transportujące niewielkie ładunki, np. medykamenty, krew czy próbki, choć z pewnymi zastrzeżeniami, bo to jest materiał potencjalnie niebezpieczny i tutaj trzeba by być ostrożnym. Jednak to jest transport szybki, nienarażający ludzi na kontakt z przewożoną substancją, zapewniający zdolność do bardzo dynamicznego reagowania – mówi ekspert.

29 kwietnia w Warszawie po raz pierwszy użyto drona do transportu próbek krwi do badań na obecność koronawirusa. Przetransportowano je ze szpitala MSWiA przy Wołoskiej do Centralnego Szpitala Klinicznego UCK WUM przy Banacha. Jak podkreśla Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, polska branża jest gotowa do realizacji takiej nowatorskiej usługi w miastach i pomiędzy miastami. Wcześniej takie loty testowano na poligonie Centralnoeuropejskiego Demonstratora Dronów na Śląsku.

Co istotne, Polska jest jednym z europejskich liderów w kwestii legislacyjnego uregulowania rynku dronów, a rynek dynamicznie się rozwija. Na początku ubiegłego roku weszło w życie rozporządzenie, które określa zasady lotów poza zasięgiem wzroku (BVLOS), i był to jeden z pierwszych tego typu aktów prawnych w Europie. Z kolei w marcu Polska Agencja Żeglugi Powietrznej wdrożyła też pierwszy w Europie cyfrowy system do koordynacji lotów bezzałogowych statków powietrznych i zarządzania wnioskami oraz zgodami na loty w polskiej przestrzeni powietrznej (PansaUTM).

W związku z pandemią SARS-CoV-2 na początku kwietnia agencja wystosowała apel z zaproszeniem do współpracy dla operatorów dronów, którzy chcą pomóc w walce z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Odpowiedziało na niego prawie 750 jednostek z całej Polski – w ciągu raptem czterech dni operatorzy zgłosili ponad 20 tys. możliwych do wykonania usług.

 Jestem przekonany, że konstruktorzy dronów potrafią je dostosować i szybko zareagować, ale najpierw musi zostać określona potrzeba. Mamy ogromną pulę pomysłów, co można by zrobić, żeby drony faktycznie były wykorzystywane z korzyścią dla służby zdrowia – mówi kierownik Centrum Informacji Kryzysowej w CBK PAN.

Eksperci PAŻP dokonali przeglądu zgłoszeń od operatorów z całej Polski i przesłali je do Ministerstwa Infrastruktury do dalszej analizy. Najwięcej propozycji skierowanych do agencji dotyczyło filmowania zwykłego, HD i 4K (razem 3918) oraz usług takich jak inspekcja techniczna, loty patrolowe, nadzorcze i poszukiwawcze czy dokumentowanie postępu prac.

 Ta pandemia i sposoby walki z nią, które rozwijamy, często improwizując, wiele nas uczą. Jestem przekonany, że gdybyśmy z podobną sytuacją mieli do czynienia za kilka lat, wtedy spektrum zadań realizowanych przez drony byłoby dużo szersze: od obserwacji po transport i innego typu zadania, których jeszcze nawet sobie nie wyobrażamy, ale dzisiaj właśnie je wymyślamy – mówi Jakub Ryzenko.

Branża paliwowa spodziewa się stopniowego odbicia w sprzedaży. Pandemia może jednak odsunąć w czasie niektóre inwestycje

Spadek sprzedaży paliw na stacjach w marcu sięgnął 12,5 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Statystyki za kwiecień najprawdopodobniej nie będą jeszcze optymistyczne, ale sytuacja w branży paliwowej stabilizuje się – zarówno w kwestii sprzedaży paliw, jak i funkcjonowania w ramach restrykcji wprowadzonych przez rząd. – Obserwujemy także spadek sprzedaży produktów gastronomicznych, ale towarzyszy temu wzrost obrotów w asortymencie sklepowym – mówi Filip Puchalski, dyrektor ds. operacyjnych stacji paliw MOYA.

Duże spadki sprzedaży zaobserwowaliśmy w drugiej połowie marca, nie tylko w odniesieniu do paliw, ale także w sprzedaży pozapaliwowej. Powodami były mniejsza liczba klientów oraz dość nieufne podejście społeczeństwa do bezpieczeństwa w obiektach handlowych – analizuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Filip Puchalski, dyrektor ds. operacyjnych stacji paliw MOYA, członek zarządu Anwim SA. – W pierwszych tygodniach po ogłoszeniu pandemii byliśmy zobowiązani wprowadzić szereg różnego rodzaju zasad i procedur postępowania, zarówno wewnątrz obiektów stacyjnych w zakresie bezpieczeństwa pracy, jak również w kontakcie z klientami na stacjach, m.in. dezynfekcję dystrybutorów i stanowisk kasowych. Dzisiaj sytuacja jest już opanowana i w miarę spokojnie patrzymy w przyszłość.

Choć kwiecień był kolejnym miesiącem, który przyniósł niekorzystne wyniki, a spadki sprzedaży paliw pogłębiły się, jego druga połowa – czyli okres poświąteczny – przyniosła nadzieję na poprawę.

Wynika to z luzowania różnego rodzaju obostrzeń dotyczących społeczeństwa, ale także tych funkcjonujących w branży – ocenia Filip Puchalski. – Większa przepustowość klientów w sklepach, złagodzenie ograniczeń w przemieszczaniu się i poprawa pogody spowodowały, że ludzie chętniej wychodzą na zewnątrz i częściej podróżują. W związku z tym można się spodziewać, że popyt na paliwa będzie wzrastał.

Jak przyznaje, największe spadki sprzedaży zanotowano na stacjach działających w miastach, gdzie mieszkańcy mogli przejść w tryb pracy zdalnej, więc ograniczyli dojazdy do pracy. Z kolei na stacjach zlokalizowanych przy trasach lub w mniejszych miejscowościach sprzedaż nie była znacząco mniejsza. Tym bardziej że marzec i kwiecień to dodatkowo okres wzmożonych prac w rolnictwie, co generowało popyt na paliwa.

Obserwujemy, że popyt na paliwa wciąż jest niski – uściśla dyrektor ds. operacyjnych MOYA. – Jednak korzystne ceny hurtowe pozwalają poszczególnym stacjom nieco zrekompensować straty wynikające z niskich obrotów. Obecnie branża funkcjonuje w miarę stabilnie, wspieramy się w ramach różnych grup i stowarzyszeń, wymieniamy doświadczenia i zastanawiamy się wspólnie, co jeszcze możemy poprawić na stacjach paliw tak, aby klienci i sprzedawcy czuli się bezpieczniej.

Jednym ze sposobów było wprowadzenie do sprzedaży nowego asortymentu produktów: płynów i akcesoriów do dezynfekcji, maseczek i rękawiczek, czyli towarów, na które jest duże zapotrzebowanie.

– Co ciekawe, zanotowaliśmy spory, bo aż 20-proc. wzrost sprzedaży sklepowej w porównaniu do ubiegłego roku. Jest to związane m.in. z wprowadzeniem do oferty na większości stacji asortymentu środków ochronnych oraz z poprawą pogody, która stymuluje sprzedaż napojów – dodaje Filip Puchalski. – Odczuliśmy za to spadki sprzedaży w gastronomii. Wynika to przede wszystkim z tego, że ludzie mniej się przemieszczają, a podczas pobytu na stacji paliw starają się jak najszybciej zrealizować płatność za paliwo, aby nie przebywać w obiekcie dłużej, niż jest to absolutnie konieczne. Widzimy, że asortyment produktów gastronomicznych na stacjach większości sieci w Polsce został znacznie zredukowany.

Ekspert zakłada, że w perspektywie kilku najbliższych miesięcy branża paliwowa prawdopodobnie wyjdzie na prostą. Poprawy można oczekiwać zarówno w kwestii sprzedaży, jak i zaufania klientów wobec bezpieczeństwa zakupów w obiektach handlowych i na stacjach paliw. Sprzedaż paliw powinna wzrosnąć w okresie wakacyjnym. Jednak w ciągu najbliższych czterech–pięciu miesięcy najpewniej nie wróci do poziomu sprzed kryzysu. Możliwe, że nastąpi to pod koniec tego albo na początku przyszłego roku. Tym bardziej że sytuacja jest bardzo dynamiczna, a ryzyko powrotu pandemii koronawirusa jesienią lub zimą utrudnia wszelkie prognozy.

Obecnie perspektywy dla branży paliwowej są na pewno lepsze niż w ostatnich tygodniach marca. Odmrażanie gospodarki w najbliższym czasie zdecydowanie ułatwi nam funkcjonowanie. Zakładamy, że w przyszłości nastąpi recesja, choć trudno przewidzieć jej rozmiary i wpływ na naszą branżę – zaznacza członek zarządu Anwim.

Branży paliwowej najprawdopodobniej nie ominie redukcja etatów. Z tym problemem będą musiały się zmierzyć głównie mniejsze firmy, które mają dzisiaj o wiele mniej narzędzi do tego, aby się bronić przed kryzysem.

Jakość obsługi klientów, szczególnie w tej trudnej sytuacji, jest ostatnią kwestią, którą można zaniedbać. Redukcja etatów na stacjach prędzej czy później odbije się na tej jakości, wizerunku sieci i postrzeganiu całej branży. Dlatego należy się bronić przed tym, aby nie obniżyć standardów obsługi klienta wypracowanych w ostatnich latach – podkreśla Filip Puchalski.

Branża spodziewa się także przejściowych problemów z realizacją inwestycji, związanych m.in. z tym, że wydłuża się okres wydawania decyzji administracyjnych, pozwoleń na budowę czy użytkowanie. Na to mogą się również nałożyć problemy firm budowlanych.

– Zakładamy jednak, że plany inwestycyjne, które zostały podjęte przez naszą branżę, będą realizowane, ponieważ są elementem długoterminowej strategii rozwoju – uważa ekspert.

Pandemia stworzyła szansę dla rozwoju e-sportu. W niektórych aspektach zastąpił sportowe rozgrywki

Wybuch pandemii koronawirusa doprowadził do zawieszenia większości rozgrywek sportowych. Odwołano mecze, turnieje i wyścigi, przełożono nawet igrzyska olimpijskie, aby nie narażać sportowców i kibiców na zarażenie się SARS-CoV-2. W tej sytuacji na popularności zyskują rozgrywki e-sportowe, które przyciągają zarówno zawodowych graczy, jak i sportowców zamieniających fizyczne areny na ich cyfrowe odpowiedniki. – Kluby sportowe nie zastąpią swojego źródła przychodów źródłami wirtualnymi, natomiast z całą pewnością jest to czas gamingu i e-sportu – mówi Grzegorz Kita, prezes zarządu Sport Management Polska.

– Kluby i ligi tworzą rozgrywki wirtualne, poszukują nowych formatów, udostępniają materiały archiwalne, ale to są zaledwie substytuty tego, czego oczekują kibice. Nie mogą wygenerować ani tak dużego strumienia przychodów, ani nawet w małym stopniu zastąpić swojej naturalnej, tradycyjnej działalności sportowej działalnością wirtualną. Mogą spróbować spożytkować ten czas na poprawienie szeroko rozumianej kondycji wirtualnej, nie zastąpią jednak swojego źródła przychodów źródłami wirtualnymi. Jednak z całą pewnością to jest czas dla szeroko rozumianego e-sportu i gamingu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Grzegorz Kita, prezes zarządu Sport Management Polska.

E-sport nie jest w stanie w pełni zrekompensować emocji związanych z kibicowaniem na stadionach, ale ta forma rozrywki przyciąga coraz większą rzeszę odbiorców. Jego potencjał docenił m.in. Polski Komitet Sportów Nieolimpijskich, który przyjął do swojego grona Polski Związek Sportów Elektronicznych. Tym samym e-sport został uznany za jedną z pełnoprawnych  dyscyplin sportowych obok m.in. tańca sportowego, squasha czy parkouru.

To ważny krok na drodze do upowszechnienia się sportów elektronicznych w Polsce i zwiastun zmian, jakie zachodzą na całym świecie. O ich popularności najlepiej świadczy nowy rekord oglądalności ustanowiony przez tegoroczny finał Intel Extreme Masters w Katowicach. Chociaż z powodu zagrożenia epidemicznego turniej zamknięto dla publiczności na dzień przed startem IEM, finałowy mecz w Counter-Strike: Global Offensive śledziło w sieci przeszło milion widzów.

Po sporty elektroniczne sięgnęli także sami sportowcy. Odcięci od zmagań w rzeczywistym świecie, postanowili zapewnić rozrywkę swoim kibicom. W Polsce z taką inicjatywą wyszły m.in. kluby Ekstraklasy, które w ramach akcji „Ekstraklasa HASHZostanWDomu z FIFA20” wyłoniły swoich reprezentantów do rozegrania wirtualnej kolejki piłkarskiej. Pod koniec marca zawodowi sportowcy zmierzyli się w grze FIFA 20 z graczami e-sportowymi.

– W e-sporcie są już konkretne, sformalizowane zasady, regulaminy, mistrzostwa. Pandemia koronawirusa może doprowadzić do radykalnej zmiany systemowej – e-sport i gaming mogą rozwinąć się na znacznie większą skalę. Koronawirus może stać się swoistym game changerem dla tego rynku. Pojawiają się projekty sięgające poza dotychczasowe grupy społeczne. Została zaprezentowana np. Grarantanna Cup, którą m.in. promował Andrzej Duda na swoim profilu tik-tokowym. E-sport staje przed olbrzymim wyzwaniem, być może przed największym w swojej historii, czyli przed powszechną popularyzacją. Wymaga to jednak unikalnej, specjalistycznej komunikacji, przekazów specjalnie przygotowanych dla nowych grup. A tego niestety brakuje  – twierdzi ekspert.

Potencjał e-sportu doceniły także telewizyjne kanały sportowe. W pierwszych dniach pandemii, tuż po odwołaniu rozgrywek i zawodów, sytuacja zmusiła nadawców do transmitowania powtórek, aby zapełnić ramówkę. Zawody e-sportowe okazały się dobrym materiałem zastępczym – stacja Fox podjęła decyzję o zrelacjonowaniu wyścigów  eNASCAR iRacing Pro Invitational Series na antenie kanału FS1. Pierwsza transmisja przyciągnęła przed telewizory najwięcej widzów spośród wszystkich programów wyemitowanych w tym dniu.

O rosnącej popularności branży gamingowej świadczy także wielki wzrost zainteresowania platformą Twitch. Według analiz przeprowadzonych przez  TwitchTracker w marcu oglądalność streamów gamingowych na niej wzrosła aż o 31 proc.

– Poprzedni rok w Polsce przyniósł istotne zmiany dla e-sportu, który zaczął wreszcie wpływać do mainstreamu i być znacznie mocniej dostrzegany. Ale okazuje się, że różnice pokoleniowe są nadal silne. Istnieje głęboka wyrwa pomiędzy pokoleniem w wieku 13–18 lat a starszymi. Większość osób 35+ i starszych nie widzi rynku e-sportu. Przymusowa kwarantanna to jest ten moment, kiedy e-sport i gaming może zostać nie tylko dostrzeżony i doceniony, ale nawet lepiej zrozumiany i skonsumowany. Gaming ma tysiące twarzy i możliwości: to świat wielu gier i aktywności o charakterze rozrywkowym i sportowym. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. – podsumowuje Grzegorz Kita.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku gier e-sportowych w 2018 roku wyniosła 926 mln dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie do 2,17 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 18,61 proc.

Głębokie załamanie konsumpcji

Dynamika konsumpcji spadnie do -20,0% w II kw. licząc rok do roku. Rozpoczął się głęboki regres, bo jeszcze po okresie styczeń-marzec dynamika zmian wynosiła 0,0%.

– Nasze prognozy opieramy o rzeczywiste dane, które znamy z początku kwietnia, a związane są z transakcjami kartami płatniczymi oraz BLIK-iem – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polski SA. – Poprzednie takie nasze analizy wykazywały wysoką korelację z danymi publikowanymi później przez GUS.

Wsparciem dla tej prognozy są opublikowane pod koniec kwietnia wyniki badań koniunktury konsumenckiej. W kwietniu odnotowano znaczące pogorszenie zarówno obecnych, jak i przyszłych nastrojów konsumenckich w stosunku do poprzedniego miesiąca. Bieżący Wskaźnik Koniunktury Konsumenckiej obniżył się do najniższego poziomu od marca 2004 r., a Wyprzedzający Wskaźnik Koniunktury Konsumenckiej spadł do najniższego poziomu w historii.

Sprzedaż detaliczna w Polsce zmniejszyła się w marcu w cenach bieżących o 7,1% r/r wobec wzrostu o 9,6% w lutym. Dynamika sprzedaży liczonej w cenach stałych spadła w marcu do -9,0% r/r wobec 7,3% w lutym.

Głównym czynnikiem oddziałującym w kierunku spadku sprzedaży detalicznej w marcu było zamknięcie szkół i galerii handlowych w połowie marca w ramach restrykcji nakładanych przez rząd mających na celu ograniczanie rozprzestrzeniania się epidemii COVID-19. Takie działania znalazły odzwierciedlenie w załamaniu sprzedaży w większości kategorii. Spadek sprzedaży detalicznej był ograniczany przez dokonywanie zapasów przez gospodarstwa domowe oraz większy popyt na środki czystości, leki, etc.

W kwietniu, wspomniane czynniki wspierające sprzedaż detaliczną już nie występowały, co przyczyni się do pogłębienia tempa jej spadku najprawdopodobniej do dwucyfrowego poziomu. Dane GUS mogą przeszacowywać skalę załamania obrotów w handlu detalicznym w marcu, ponieważ nie uwzględniają sprzedaży w firmach zatrudniających poniżej 10 osób (np. sklepy osiedlowe, czy część sklepów internetowych). W warunkach epidemii te kanały sprzedaży cieszyły się najprawdopodobniej większym zainteresowaniem klientów, co oznacza, że rzeczywisty spadek obrotów w handlu detalicznym był prawdopodobnie mniejszy niż ten zaraportowany przez GUS.

– Dane GUS mogą w mniejszym stopniu obejmować sprzedaż przez internet, jednak GUS stara się te dane uwzględnić – wyjaśnia K.Jaworski. – W kwietniu spadek sprzedaży detalicznej okaże się dwucyfrowy, a spadek konsumpcji będzie jeszcze większy bo przecież dotyczy także usług.

Czy spam może być uznany za naruszenie dóbr osobistych

Pojęcie „spamu” nie ma bezpośredniej definicji legalnej. Najbliższe istocie tego terminu zdaje się być określenie, którym posługuje się ustawodawca w art. 10 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W świetle przywołanego przepisu „zakazane jest przesyłanie niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy będącego osobą fizyczną za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty elektronicznej”. Nie sposób zaprzeczyć, że tego typu wiadomości z informacjami, które bez wątpienia nie zostały przez nas zamówione, zapełniają nasze skrzynki e-mailowe każdego dnia. Niemniej, czy taka uciążliwość ingeruje w naszą prywatność na tyle, aby można ją było uznać za naruszenie dóbr osobistych?

Teoria i praktyka

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w opracowanym przez siebie zbiorze porad „Konsument w Sieci” zwraca uwagę, że choć spam najczęściej kojarzy się z wysyłką niechcianych wiadomości za pośrednictwem poczty elektronicznej, to w rzeczywistości ma dużo szerszy zakres. A zatem, oprócz przesyłek kierowanych do odbiorców drogą e-mailową, za spam należy uznać również komunikację o treści reklamowej, marketingowej czy handlowej przekazywaną w szczególności poprzez: połączenia telefoniczne, wiadomości SMS, komunikatory internetowe, media społecznościowe czy strony www w formie pojawiających się pop-upów. Oczywiście nie jest to wyliczenie enumeratywne. Aby sklasyfikować korespondencję jako spam, musi ona spełnić kumulatywnie następujące przesłanki:

  • może być kierowana do znacznej liczby osób z uwagi na uniwersalną i zasadniczo neutralną treść – nie jest wiadomością zindywidualizowaną;
  • adresat nie udzielił nadawcy uprzedniej, świadomej, wyraźnej zgody na otrzymywanie tych wiadomości;
  • okoliczności dowodzą dysproporcji korzyści – oznacza to, że potencjalne korzyści nadawcy związane z wysyłką korespondencji są większe niż te, które może w związku z tym pozyskać odbiorca wiadomości.

Niemniej jednak zdecydowanie najczęściej warunki te spełniają wciąż wiadomości e-mail, na których skupimy się w dalszej części tekstu.

Brak wiadomości to… dobra wiadomość?

Mając powyższe na uwadze, można zaryzykować stwierdzenie, że spam, mimo iż dokuczliwy i częstokroć nadmierny, nie jest zjawiskiem, w towarzystwie którego nie da się żyć. Co więcej, wielu użytkowników Internetu przywykło, a nawet uznaje ten rodzaj marketingu za akceptowalny. Okazuje się jednak, że nie jest to pogląd w pełni podzielany, a wiele osób ma na ten temat zdanie zgoła odmienne. Za przykład najzagorzalszych przeciwników tych wiadomości należy podać odbiorców, którzy poczuli się dotknięci spamem w znacznym stopniu, ubiegając się w związku z tym o zadośćuczynienie za naruszenie szeregu dóbr osobistych, do czego ich zdaniem doszło w konsekwencji otrzymanego spamu.

Dobra bardzo osobiste

Na gruncie polskiego porządku prawnego kwestię dóbr osobistych oraz ich ochrony regulują w znacznej mierze przepisy Kodeksu cywilnego. Do kodeksowego (otwartego) katalogu tych wartości należą: zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska. Na pierwszy rzut oka na próżno doszukiwać się tutaj prawa do „nieotrzymywania niezamówionych wiadomości” czy też do „przejrzystości skrzynki elektronicznej”. Tym niemniej w omawianym szeroko w ostatnim czasie wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli w Warszawie za naruszenie dóbr osobistych uznany został nie tyle uporczywy i notoryczny spam, ile jednorazowa wysyłka wiadomości reklamowej (sic!).

Stan faktyczny

Przywołany wyżej Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli w Warszawie wyrokiem z dnia 24 stycznia 2019 r. zasądził od pozwanego na rzecz strony powodowej kwotę w wysokości 500 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych, do którego doszło w wyniku otrzymywania wiadomości e-mail, którą zakwalifikowano jako spam. Stosownie do stanowiska powoda, z uwagi na nagminne otrzymywanie niechcianych przesyłek mailowych czuł się on pokrzywdzony z uwagi na okoliczność, że proceder ten uniemożliwiał mu bezproblemowy użytek posiadanego przez niego sprzętu elektronicznego, takiego jak komputer oraz smartfon. Twierdził on również, iż aby zminimalizować skutki spamu, zmuszony był do ciągłego usuwania licznych wiadomości, która to czynność była nie tylko niezwykle czasochłonna, ale też stwarzała ryzyko, że przez przypadek skasowaniu mogła ulec inna, istotna wiadomość. Ponadto powód utrzymywał, że regularne odbieranie tych nieoczekiwanych e-maili burzyło jego wewnętrzny spokój, a co za tym idzie – określone dobra osobiste: prawo do prywatności, prawo do nienaruszalności psychicznej, jak również prawo do wolności. Nie bez znaczenia dla rezultatu tej sprawy pozostawało stanowisko pozwanego, w świetle którego był on nadawcą tylko jednej z wiadomości, na które powoływała się strona powodowa.

Co na to sąd?

Argumenty pozwanego nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Sąd orzekł na rzecz powoda zadośćuczynienie za krzywdę doznaną przez niego z tytułu otrzymania niepożądanej korespondencji w żądanej przez powoda wysokości. W treści uzasadnienia zaznaczono, iż nawet pojedyncza wiadomość e-mailowa, jeżeli nosi cechy spamu, narusza dobra osobiste jej adresata. Sąd skonkretyzował przywołane dobra, wskazując wśród nich spokój wewnętrzny człowieka, prywatność, a także swobodę korespondencji. Uwzględniono natomiast wyjaśnienia powoda w zakresie utrudniania korzystania z poczty elektronicznej z powodu napływającego do skrzynki spamu. Nadmieniono nadto, że następstwem konieczności częstego porządkowania konta poczty elektronicznej i selekcjonowania otrzymywanych wiadomości mogą być odczuwane przez użytkownika zniecierpliwienie i irytacja.

Dobra osobiste a dane osobowe

Zaprezentowana powyżej sprawa, a także każda analogiczna sytuacja ma również inne niż naruszenie dóbr osobistych płaszczyzny. Chodzi przede wszystkim o nieprzestrzeganie przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która nie dopuszcza wysyłki niezamówionej informacji handlowej do osób fizycznych, jak również o zasady ochrony danych osobowych, które w przypadku spamu zasadniczo nie są respektowane wobec braku podstaw (najczęściej w postaci zgody) nadawcy do przetwarzania danych osobowych odbiorców. Należy jednak podkreślić, że niejednokrotnie przez własną nieuwagę sami możemy dostarczyć takie podstawy nadawcom spamu. Nie sposób bowiem zaprzeczyć, że przeciętny użytkownik Internetu rzadko zagłębia się w zaznaczane przez siebie checkboxy, często robiąc to odruchowo. W ten właśnie sposób z pewnością przychodzi do nas znaczna część korespondencji marketingowej. Niemniej należy mieć na uwadze, że jeżeli otrzymujemy wiadomości spam w takich okolicznościach, wyrażoną uprzednio (choćby nieświadomie) zgodę zawsze możemy wycofać.

Podsumowanie

Nie ulega wątpliwości, że wyrok warszawskiego Sądu rejonowego można uznać za przełomowy. Nie można nadto wykluczyć, że zachęci on innych, zniecierpliwionych użytkowników poczty elektronicznej do dochodzenia roszczeń na drodze sądowej. Nowe postępowania przyczynią się z pewnością do utworzenia nowych linii orzeczniczych. Trudno przewidzieć, czy będą one pokrywały się z omawianym wyrokiem, czy raczej pójdą w przeciwnym kierunku. O tym jednak powinniśmy dowiedzieć się już wkrótce.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Potrzebne są szybkie rozwiązania ze strony Polski i Ukrainy w kwestii migrantów zarobkowych

Polski biznes odczuwa dotkliwy brak pracowników z Ukrainy. Pierwszą gałęzią, którą dotknął ten problem ​​stało się rolnictwo, gdzie już wcześniej pojawiły się trudności ze zbiorem plonów. Rolnicy twierdzą, że krytyczny moment może nadejść za kilka tygodni, kiedy rozpocznie się zbiór truskawek. Jeśli problem pracowników sezonowych nie zostanie rozwiązany, zbiory zmarnują się, a bezpieczeństwo łańcucha dostaw żywności zostanie zagrożone.

Agencjom zatrudnienia coraz trudniej jest zaspokoić braki kadrowe wobec rosnącego zapotrzebowania przedsiębiorstw przemysłowych, które zaczęły odmrażać swoją działalność – pozostało niewiele wolnych rąk do pracy. Przedsiębiorstwa już odczuwają niedobór pracowników, szczególnie w sektorze spożywczym i transportowym. Deficyt siły roboczej może wpłynąć na wielkość produkcji i spowodować załamanie całych sektorów gospodarki.

„Czartery, które organizują niektóre kraje UE, nie będą w stanie zlikwidować niedoboru siły roboczej w Polsce. Gospodarka potrzebuje nie dziesiątek setek pracowników, których mogą przewieźć samoloty, ale dziesiątek tysięcy. Ponadto loty czarterowe to nieproporcjonalne koszty nawet dla dużych przedsiębiorstw. Potrzebujemy negocjacji i szybkich decyzji na poziomie dwóch państw – Polski i Ukrainy. Rozwiązaniem tego problemu może być ułatwiona procedura wydawania wiz pracowniczych dla Ukraińców, na przykład, on-line, możliwość poddania się kwarantannie w miejscu pracy, zgodnie ze wszystkimi środkami bezpieczeństwa dla pracowników, jak zaleca Komisja Europejska oraz uproszczony mechanizm przekraczania granicy” – mówi Dyrektor Generalny agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal Tomas Bogdevic.

Zgodnie z danymi ukraińskiej Ambasady w Polsce, od początku kwarantanny około 170 tysięcy pracowników wróciło na Ukrainę. Według Centrum Analitycznego Gremi Personal ponad jedna trzecia Ukraińców chce wrócić do Polski. Jednak ze względu na zamknięte konsulaty i centra wizowe na Ukrainie, a także trudności z przekroczeniem granicy i koniecznością przejścia obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny w Polsce, Ukraińcy nie mogą wrócić do pracy.

Adam Strzembosz laureatem Nagrody Specjalnej Polskiej Rady Biznesu

Profesor Adam Strzembosz otrzymał Nagrodę Specjalną im. Jana Wejcherta w 9. edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu. To nagroda przyznawana przez Kapitułę wybitnym osobowościom za całokształt dorobku. Niebawem poznamy również nazwiska laureatów w trzech kategoriach konkursowych: SUKCES, WIZJA I INNOWACJE i DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA.

Tegoroczną Nagrodą Specjalną wyróżniamy człowieka, który jest niekwestionowanym autorytetem prawnym i nieugiętym obrońcą rządów prawa. Całe swoje życie poświęcił służbie publicznej, pracy akademickiej i działalności obywatelskiej. Dziś, w wieku niemal 90 lat, nadal angażuje się w walkę o praworządność i bezkompromisowo wskazuje na jej zagrożenia. W czasach, gdy szczególnie silnie poszukujemy autorytetów, wzorców niezłomności i przyzwoitości, Profesor Adam Strzembosz jest tą osobą, która w sposób wyjątkowy wyznacza standardy cnót obywatelskich – uzasadnia decyzję Wojciech Kostrzewa, Przewodniczący Kapituły Nagrody Polskiej Rady Biznesu.

Adam Strzembosz to profesor nauk prawnych i sędzia, w przeszłości nauczyciel akademicki, działacz „pierwszej” Solidarności, wiceminister sprawiedliwości, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, przewodniczący Trybunału Stanu i przewodniczący KRS. Nagroda Specjalna PRB im. Jana Wejcherta przyznawana jest za całokształt działalności oraz szczególne osiągnięcia, które wywarły znaczący wpływ na rozwój polskiego życia gospodarczego i społecznego. W ostatnich latach wyróżnienie to zostało przyznane m.in. prof. Janowi Madeyowi, ks. Adamowi Bonieckiemu i Jurkowi Owsiakowi. Inaczej niż w przypadku pozostałych kategorii konkursowych, w których finaliści są wybierani spośród kilkuset kandydatur zgłoszonych przez firmy, instytucje i osoby prywatne, Nagroda Specjalna jest przyznawana wyłącznie decyzją Kapituły konkursu.

Ze względu na trwającą pandemię koronawirusa, Polska Rada Biznesu zdecydowała się na odwołanie dorocznej Gali konkursu, która odbywa się co roku w warszawskim Ufficio Primo, i przeniosła wręczenie nagród do studia telewizyjnego. Finalistów i laureatów Nagrody poznamy w serii pięciu specjalnych programów w TVN24. Zainauguruje je rozmowa z prof. Adamem Strzemboszem w najbliższą sobotę, 2 maja, o godz. 14.30 na antenie TVN24. W programie wezmą udział Przewodniczący Kapituły Nagrody PRB Wojciech Kostrzewa i Aldona Wejchert, członkini Kapituły.

Przed nami także kolejne programy, w których poznamy finalistów Nagrody Polskiej Rady Biznesu w kategoriach: SUKCES, WIZJA I INNOWACJE i DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA. W ostatnim z nich, 16 maja, dowiemy się, kto trafi do grona laureatów.

Finał 9. edycji Nagrody PRB w TVN24 – szczegółowy program

  • ROZMOWA z Prof. Adamem Strzemboszem, LAUREATEM Nagrody specjalnej PRB im. Jana Wejcherta – sobota, 2 maja, godz. 14.30

W programie udział wezmą również: Wojciech Kostrzewa, Przewodniczący Kapituły Nagrody i prezes PRB, Aldona Wejchert, członkini Kapituły Nagrody

  • ROZMOWA Z FINALISTAMI Nagrody PRB w kat. WIZJA I INNOWACJE pod patronatem Zarządu PRB – poniedziałek, 4 maja, godz. 12.30

Gośćmi programu będą członkowie Kapituły Nagrody: dr n. med. Małgorzata Adamkiewicz Marian Owerko, oraz finaliści Nagrody: Bartosz Kubik – współzałożyciel i prezes firmy Ekoenergetyka-Polska Sp. z.o.o., Adam Piotrowski – prezes rodzinnej firmy Vigo System S.A., Prof. Jakub Swadźba – założyciel i prezes firmy Diagnostyka Sp. z.o.o.

  • ROZMOWA Z FINALISTAMI Nagrody PRB w kat. SUKCES im. Jana Kulczyka – sobota, 9 maja, ok. godz. 14.30

Gośćmi programu będą członkowie Kapituły: Dominika Kulczyk i Jacek Olechowski, oraz finaliści Nagrody: Adam Góral – założyciel i prezes firmy Asseco Poland S.A., Marcin Ochnik – prezes firmy Ochnik S.A., Izabella Wałkowska – prezes firmy Plastwil Sp. z.o.o.

  • ROZMOWA Z FINALISTAMI Nagrody PRB w kat. DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA im. Andrzeja Czerneckiego – środa, 13 maja, godz. 12.30

Gośćmi programu będą członkowie Kapituły: Wojciech Pawłowski i Igor Czernecki, oraz finaliści: Irena Dawid-Olczyk – współzałożycielka i prezeska Fundacji Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu La Strada, Slava Melnyk – dyrektor Kampanii Przeciw Homofobii (KPH), Tomasz Waśniewski – współzałożyciel i prezes Fundacji RT-ON oraz inicjator powołania Ogólnopolskiej Koalicji „Rozwój Tak – Odkrywki Nie”.

  • OGŁOSZENIE LAUREATÓW w trzech kategoriach 9. edycji Nagrody PRB – sobota, 16 maja, ok. godz. 14.30

Gośćmi programu będą: Przewodniczący Kapituły Wojciech Kostrzewa i laureaci, których przedstawią na żywo Magda Mołek i Piotr Kraśko.

Wszystkie programy będzie można oglądać na żywo w TVN24 oraz w transmisjach na profilach Nagrody PRB i PRB na Facebooku.

Analiza trendów popytu na złoto w I kwartale 2020 r.

Popyt na złoto inwestycyjne wzrósł aż o 80%. Jest to najwyższy poziom od czterech lat, wynoszący obecnie 539,6 tony – wynika z najnowszego raportu Gold Demand Trends Q1 2020. Gdy skala pandemii COVID 19 i jej skutki gospodarcze zaczęły być coraz bardziej namacalne, inwestorzy zwrócili się ku bezpiecznym aktywom – analizuje ekspert z Tavex Sp. z o.o.

Nowe rekordy na rynku złota

Globalny popyt na złoto w pierwszym kwartale 2020 roku wzrósł o 1 procent, czyli o 1 083,8 ton w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Popyt na monety i sztabki był minimalnie niższy w pierwszych trzech miesiącach 2020 roku w porównaniu do pierwszego kwartału 2019 r. (-6%), co wynikło główne z braków fizycznego towaru. Spadek odnotowano szczególnie w Chinach i Indiach. W przeciwieństwie do nich na rynkach zachodnich zaobserwowano wzrost popytu na złote monety – 76,9 tony sprzedaży.

W najbliższych kwartałach spodziewamy się wzrostu popytu na fizyczne monety i sztabki w związku z poprawą możliwości produkcyjnych największych mennic, co było głównym czynnikiem hamulcowym sprzedaży w marcu tego roku. Nie sprzyjał jej również lockdown w Chinach i Indiach, które odpowiadają za znaczną część popytu, co w konsekwencji spowodowało, że inwestorzy nie mieli, jak dotrzeć do dealerów złota – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Na polskim rynku obserwujemy znaczący wzrost zainteresowania złotem inwestycyjnym. Lokaty bankowe czy obligacje skarbu państwa z aktualnie niższym oprocentowaniem w żaden sposób nie chronią przed inflacją, która w powszechnej percepcji jest wyższa niż w oficjalnych statystykach. Tylko w kwietniu obserwujemy wzrost ruchu na naszej stronie internetowej o ponad 300% – dodaje.

Napływ kapitałów do funduszy ETF wygenerował gigantyczny popyt na poziomie 298 ton. Jest to siedmiokrotny wzrost w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Globalne udziały w tych funduszach uzyskały wyjątkowo wysoki poziom 3185 ton. Powodem zmian jest globalna niepewność oraz zmienność rynków finansowych.

Gwałtowny napływ inwestycji spowodował wzrost ceny złota w dolarach amerykańskich do najwyższego poziomu od ośmiu lat. W rezultacie, popyt pod względem wartości osiągnął 55 mld USD. Cena złota pobiła nowe rekordy nie tylko w euro, ale również w innych walutach m.in. w rupiach indyjskich i lirach tureckich.

Europa odnotowała najwyższy poziom inwestycji detalicznych od pierwszego kwartału 2017 r. Popyt w całym regionie wzrósł o 53% rok do roku – do poziomu 65,1 t. 

Patrząc na rynek złota można odnieść wrażenie, że jest stabilny. Analizując jednak wyniki z 2020 i 2019 roku widać bardzo duże przesunięcia w poszczególnych segmentach – w szczególności w złocie inwestycyjnym oraz popycie jubilerskim. W grupie Tavex sprzedaż złota wyrażona w kilogramach wzrosła o 104%, a ujęta w EUR o niemal 150% (zmiana rok do roku) – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Biżuteria cieszy się mniejszym powodzeniem

Gwałtowny spadek zanotowały sektory rynku skoncentrowane na konsumentach. Popyt na biżuterię zmalał – jest to jeden ze skutków wybuchu epidemii. Kwartalny popyt na nie spadł o 39% do rekordowo niskiego poziomu – 325,8 tony. Pandemia ograniczyła zainteresowanie zakupem biżuterii, w momencie, gdy poszczególne państwa zaczęły zamykać swoje granice, spychając popyt na historycznie niskie poziomy. Pierwszym rynkiem były Chiny, w których zainteresowanie biżuterią spadło o 65%.

Warto dodać, że szczególną popularnością cieszyła się biżuteria z czystego złota. Wynika to z tego, że jest ona często utożsamiana ze złotem inwestycyjnym. Nasi analitycy spodziewają się wypłaszczenia spadków w obszarze popytu jubilerskiego (do około 20%). Optymistycznym sygnałem jest zapotrzebowanie na wyroby z czystego złota. W naszym kraju, podobnie jak w Chinach i Indiach, spodziewamy się odbicia popytu jubilerskiego wraz z otwarciem centrów handlowych i powrotem rynku ślubnego po zawieszeniu spowodowanym koronawirusem – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Banki bez nerwowych ruchów

Banki centralne nadal gromadziły złoto, choć w nieco mniejszym zakresie. Przy wyższej niż standardowa zmienności i niepewności, globalne rezerwy złota wzrosły o 145 ton w I kwartale. Przyczyn spadków zakupów banków centralnych należy upatrywać w zaprzestaniu zakupów przez rosyjski bank centralny.

Wydobycie spada

Podaż złota spadła o 4%, zarówno w segmencie wydobycia, jak i recyklingu. Według najnowszego raportu Światowej Rady Złota odnotowano najniższe wydobycie od 2015 roku i w dalszym ciągu spodziewane są spadki wywołane ograniczeniami związanymi z pandemią. Podobnie jak w przypadku recyklingu, którego spadek wywołany jest utrudnieniami logistycznymi.

Analogicznych rezultatów oczekujemy w segmencie jubilerskim. Na rynek może negatywnie oddziaływać popyt banków centralnych skupionych raczej na drukowaniu pieniędzy i kolejnym luzowaniu restrykcji niż zarządzaniu rezerwami dewizowymi. Zagadką pozostaje również popyt przemysłowy, całkowicie zależny od dalszego rozwoju globalnej koniunktury. Jednym słowem – fundamenty wciąż wydają się królewskiemu metalowi sprzyjać – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. W Polsce bardzo ważnym czynnikiem popularyzującym złoto były też na pewno wcześniejsze zakupy Narodowego Banku Polskiego – polski rynek niejako uczy się inwestowania w kruszce – podsumowuje.

PBH SA – właściciel QUIOSQUE – odstępuje od czesci umów z galeriami handlowymi

Bydgoska PBH SA, właściciel marki odzieżowej QUIOSQUE, zdecydowała się nie wznawiać działalności handlowej w dniu 4 maja 2020 roku w 32 lokalizacjach własnych, co stanowi około 30% wszystkich sklepów działających pod szyldem QUIOSQUE.

Bezprecedensowa sytuacja, związana z pandemią COVID-19 zmusiła nas do podjęcia głębokiej analizy możliwości wykonywania umów najmu z galeriami handlowymi na dotychczasowych zasadach. –  mówi Agnieszka Krzywańska Dyrektor Zarządu PBH SA.

PBH SA skierowała do wybranych galerii handlowych pisma, w których informuje o odstąpieniu od umowy najmu. Jednocześnie spółka zapewnia, że jest gotowa do negocjacji najmu na nowych zasadach.

Na podstawie doświadczeń branży handlowej w Chinach, a także w Niemczech wiemy, że po otwarciu centrów handlowych ruch w tych sklepach jest o 70% niższy w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Przy takiej skali wejść, nie będziemy w stanie pokryć stawek czynszu wynikających z dotychczasowych umów handlowych. Chcąc przetrwać na rynku i obronić miejsca pracy, musimy jak najszybciej dostosować warunki prowadzenia działalności handlowej do nowej rzeczywistości. W szczególności dotyczy to kosztów najmu. Warto dodać, że za nami są najlepsze miesiące sprzedażowe – czas, kiedy sprzedajemy towar z pełną marżą. W tym okresie klientki przychodzą do QUIOSQUE zwłaszcza po odzież na wyjątkowe uroczystości rodzinne, których w tym sezonie nie będzie. – mówi Agnieszka Krzywańska Dyrektor Zarządu PBH SA.

PBH SA nie jest jedyną firmą, która zdecydowała się na takie działanie. Podobne kroki podjęły m.in. LPP, Empik. Wraz z narodową kwarantanną i restrykcjami sanitarnymi zmieniły się zwyczaje zakupowe klientów, koncentrując się na obszarze on-line. Dodając do tego ograniczony zakres usług, jakie mogą obecnie świadczyć galerie handlowe, możemy być pewni, iż zniesienie zakazu handlu nie gwarantuje powrotu do sytuacji sprzed czasów pandemii. Spadek zainteresowania klientów odwiedzinami i zakupami w galeriach handlowych oznacza natomiast negatywny i trwały wpływ na poziom przychodów w tym kanale sprzedaży.

Grupy producentów oraz dystrybutorzy owoców i warzyw apelują o pomoc

Branża, po wieloletnich turbulencjach, z dużym wskaźnikiem bankructw, znów zostaje niespodziewanie wystawiona na próbę. Unia Owocowa przekazuje apel członków grup producenckich oraz dystrybutorów owoców i warzyw.

Ograniczenie możliwości eksportu, rosnące koszty produkcji, brak pracowników do pracy, brak marżowości, zwiększone koszty pracy i inne koszty związane z działalnością operacyjną, stale rosnące koszty transportu, to utrudnienia, z którymi mierzą się grupy producenckie od lat. Z kolei teraz, w czasie pandemii jest ich znacznie więcej – szczegółowo opisujemy je w poniższym apelu.

W czasie pandemii pojawiają się dodatkowe koszty wprowadzonych procedur bezpieczeństwa, a także ograniczenia w handlu, bariery w przemieszczaniu się samochodów, utrudniony eksport na dalekie rynki związany z trudnościami w dostępności kontenerów oraz z przetrzymywaniem towarów w portach, a nawet zamykaniem portów np. w Indiach.

Pamiętajmy, że to grupy producenckie są istotną częścią w łańcuchu dostaw i są w stanie dostarczyć produkt o określonych wymogach do sieci supermarketów i sklepów. W tym czasie to też podmioty, które są w stanie sprostać procedurom związanych z bezpieczeństwem.

Konieczne jest podjęcie działań mających na celu przetrwanie branży owocowo – warzywnej w tym trudnym czasie. Należy patrzeć na tą pomoc nie tylko jako wspieranie przedsiębiorstw, ale również jako zabezpieczenie kraju i jego mieszkańców w dostęp do świeżych owoców i warzyw. W sytuacji, gdy grupy producenckie nie będą w stanie funkcjonować z powodów ekonomicznych, na rynku może zabraknąć krajowych podmiotów oferujących owoce i warzywa.

Musimy dołożyć wszelkich starań poprzez działania, które pozwolą przetrwać ten trudny czas oraz pozwolą funkcjonować podmiotom po okresie pandemii.

Jako członkowie organizacji grup producenckich owoców i warzyw apelujemy więc o pomoc w zakresie:

  1. Zwolnienie z podatku od nieruchomości. Nasze magazyny i sortownie to obiekty o dużych rozmiarach – jest to wymóg technologii potrzebnej do przygotowania owoców. Marżowość w branży jest całkowicie różna od większości produktów jakie są wytwarzane w zakładach produkcyjnych. Grupa, która po zbiorach zamknie jedną paletę jabłka w chłodni i wyjmie ja na wiosnę  musi płacić taki sam podatek jak np. centrum logistyczne przy czym w grupie paleta zarotuje raz na rok a w centum logistycznym kilka tysięcy razy. Zwolnienie z podatku od nieruchomości dla grup producentów owoców i warzyw jest wyznacznikiem dalszego funkcjonowania. Jest on po prostu logicznie nieuzasadniony. Takie rozwiązanie pozwoli  na częściową redukcję kosztów stałych, które stale rosną.

Szczególnie niepokojące i niszczące dla sektora stają się:

wzrost kosztów transportu od 25% do nawet 30% spowodowany opóźnieniami przy załadunkach i rozładunkach oraz powrotami pustych ciężarówek. Copa Cogeca donosiła nawet o 50% wzroście kosztów transportu.

–  wzrost kosztów zbierania i pakowania owoców, który wynosi nawet 40% na poziomie produkcji. Koszty te rosną m. in. poprzez różne wymagania dotyczące zakwaterowania, transport z zakwaterowania do sadów i ograniczoną liczbę osób w środkach transportu,  niektóre wyposażenie ochronne i sanitarne, mniejszą wydajność zbierania i pakowania z powodu dystansu społecznego, dostosowanie do nowych wymagań klientów oraz niektóre szkody jakościowe i problemy z certyfikacją.

  1. Dostępu do pracowników. Zgodnie z nową ustawą cudzoziemcy mogą pozostać w Polsce nawet po wygaśnięciu wiz lub zezwoleń na pobyt. Według Komisji Europejskiej, pracownicy sezonowi pracujący w rolnictwie lub sadownictwie powinni być traktowani jak osoby wykonujące zawód krytyczny (razem z m. in. pracownikami medycznymi, inżynierami, pilotami, kierowcami czy operatorami maszyn do produkcji żywności). Wielu z nich decyduje się jednak na powrót do domu. Brak siły roboczej widoczny jest również w grupach producenckich, które mają problemy z działalnością operacyjną i przygotowywaniem produktów dla konsumentów.
  2. Dofinansowania działań związanych z utrzymaniem wzmożonego bezpieczeństwa i higieny pracy. Wizja przypadków COVID-19 w zakładach pracy oraz potrzeby kwarantanny pracowników budzi w nas niepokój. Tym samym zdajemy sobie sprawę, że stwierdzenie wirusa COVID-19 w zakładzie produkcyjnym w skrajnym przypadku może doprowadzić do wstrzymania całej produkcji. Wzmożone bezpieczeństwo i higiena pracy wszystkich pracowników, rozpoczynając od osób na sortowniach, a kończąc na kierowcach, to dla nas priorytet. Niemniej jednak są to koszty nieprzewidziane w budżetach, które dla grup producenckich mogą stać się destrukcyjne.
  3. Ułatwienia procedur i możliwość otrzymania kredytu skupowego przeznaczonego na zakup owoców, by płatność dla producentów odbywała się na bieżąco. Dzięki temu obroty wewnętrzne zostaną utrzymane w miarę normalnym poziomie.
  4. Monitorowania i kontroli kwot za ubezpieczenia, ubezpieczenia dotyczące strat w sadach, ubezpieczenia nieruchomości w firmach. Otrzymujemy informację od firm ubezpieczeniowych, że kwoty za ubezpieczenia ulegną podwyższeniu, nawet w niektórych przypadkach do 100%.
  5. Uruchomienia „zielonych szlaków” także dla niezbędnych środków produkcji, takich jak nawozy i środki ochrony roślin, w celu umożliwienia dalszego i nieprzerwanego dostarczania kluczowych towarów konsumentom.

Musimy pamiętać, że nasza branża nie powinna być w pomocy postrzegana przez pryzmat obrotów, a ilości sprzedaży. U nas w jednym roku surowiec jest w cenie 50 groszy, a w drugim po 2 zł, co w żaden sposób nie przekłada się na marżowość – podkreśla Jacek Skoneczny, wiceprezes Stowarzenia Unia Owocowa.

Jako członkowie grup producenckich mamy pewność, że w tym trudnym czasie zapewnienie i zabezpieczenie stałych dostaw żywności jest szczególnie ważne dla prawidłowego funkcjonowania państwa. Wiemy jednak, że kryzys i rosnące koszty związane z pandemią koronawirusa mają destrukcyjny wpływ na naszą branżę. Apelujemy o wprowadzenie zarządzania kryzysowego, dialog i współpracę, by zapobiec stratom i zapewnić nam rentowne funkcjonowanie, które w chwili obecnej jest zagrożone.

Regały magazynowe WDX: optymalne składowanie towarów

Optymalizacja przepływu materiałów w procesach wewnętrznych magazynów to pierwszy krok na drodze do zwiększenia wydajności pracy. Proces zmian zacznij od regałów magazynowych. Dobierz je w sposób, który zapewni Twojemu przedsiębiorstwu efektywne składowanie i transport wewnętrzny.

WDX: producent regałów magazynowych

Regały magazynowe to nasza specjalność. Produkujemy je od ponad ćwierć wieku, co przekłada się na efektywne zarządzanie dostępną przestrzenią. Konstruujemy regały w zależności od wymagań, oczekiwań i możliwości klientów. Tym samym WDX współpracuje z przedsiębiorstwami z różnorodnych dziedzin gospodarki. Wszystko, co musisz zrobić, to powiedzieć, czego potrzebujesz, a my pokażemy Ci, które regały magazynowe dadzą Ci najwięcej jakości.Regały magazynowe WDX optymalne składowanie towarów (3)

Jakie regały magazynowe naprawdę potrzebujesz?

Oferta WDX spełnia wymagania zarówno wielkich przedsiębiorstw, jak i mniejszych firm. Nasze regały magazynowe dzielimy na paletowe, półkowe i pozostałe rozwiązania magazynowe.

  • Regały magazynowe do palet są podstawowym wyposażeniem magazynów i obiektów logistycznych. Umożliwiają składowanie rzędowe, blokowe oraz automatyczne. W zależności od wymagań klientów dostosowujemy regały pod kątem: ciężaru, kształtu i wymiarów ładunku.
  • Regały magazynowe półkowe to najlepsze rozwiązanie dla firm, które zajmują się składowaniem drobnych materiałów (np. pojemników, czy towarów luzem). Umożliwiamy dowolną konfigurację poziomu składowania, a także głębokość półek. W ofercie WDX znajdują się: regały półkowe MID, systemy półkowe MAX oraz regały kompletacyjne.

Różnorodność nie kończy się w tym momencie… Na bazie doświadczenia, wiedzy i gruntownego badania rynku oferujemy o wiele więcej regałów magazynowych, z których najpopularniejsze to: regały satelitarne, regały przepływowe, regały mobilne, regały wspornikowe, czy antresole magazynowe.

W WDX stawiamy na innowację, optymalizację i najwyższą jakość. Zanim cokolwiek Ci zaoferujemy, przeprowadzamy wiele badań, testów i symulacji, gwarantujących, że nasze produkty spełnią Twoje wymagania. Z przyjemnością dostosowujemy nasze regały magazynowe do Twoich indywidualnych preferencji. Tym samym oferujemy produkty szyte na miarę!Regały magazynowe WDX optymalne składowanie towarów (2)

Zacznij od podstaw

Regały magazynowe to podstawa centrów logistycznych. Możesz dysponować najlepszym sprzętem i najlepszym zespołem, ale bez odpowiednich regałów: marnujesz czas, pieniądze i siły… Zacznij od podstaw. Skontaktuj się ze specjalistami, powiedz, czego potrzebujesz i obserwuj, jak WDX zamienia Twoje przedsiębiorstwo w nowoczesne systemy składowania, wykorzystujące zaawansowane technologie intralogistyczne.

LPP odstępuje od części umów najmu z galeriami handlowymi

Zarząd LPP podjął decyzję o odstąpieniu od części umów dotyczących najmu powierzchni w centrach handlowych w Polsce. Umowy te dotyczą około 29,5% ogólnej powierzchni handlowej wykorzystywanej przez Grupę Kapitałową LPP. Decyzja podyktowana jest troską o interes firmy w obliczu skutków pandemii COVID-19, prognozowanych dla handlu. Jednocześnie firma wyraża gotowość do podjęcia z galeriami handlowymi rozmów na temat nowych umów, zawierających warunki adekwatne do nowych okoliczności.

Nowa rzeczywistość handlowa po otwarciu centrów handlowych będzie odbiegać od tej, jaką znamy sprzed ogłoszenia pandemii. Zakupy w rękawiczkach, maseczkach i przyłbicach i wiele innych obostrzeń dotyczących bezpieczeństwa wpłyną znacząco na komfort i psychologię zakupów, zniechęcając do nich klientów. Obawy związane z przebywaniem w dużych skupiskach ludzkich, potęgowane przez limitowany dostęp do centrów handlowych jeszcze przez wiele miesięcy nie pozwolą spełniać galeriom celów i usług, dla których zostały wybudowane. Jak prognozuje gdańska spółka, przychody w sklepach stacjonarnych prawdopodobnie nie przekroczą nawet 30% zeszłorocznych poziomów w porównywalnych okresach.

– Czynsze na dotychczasowym poziomie nie są w żaden sposób uzasadnione biorąc pod uwagę ograniczony zakres usług, jakie w związku z restrykcjami w handlu mogą obecnie świadczyć galerie handlowe dla użytkowników lokali i swoich klientów. Brak dostosowania wysokości czynszów do obecnej sytuacji galerii handlowych oznaczałyby konieczność zamykania sklepów, a tym samym zwolnień pracowników, a tego za wszelką cenę staramy się uniknąć. Od kilku tygodni głośno mówimy o tragicznej sytuacji całego sektora handlu i usług. Jeśli chcemy obronić miejsca pracy, musimy jak najszybciej dostosować warunki prowadzenia działalności handlowej, w tym w szczególności kosztów najmu, do nowej rzeczywistości. Każdy dzień zwłoki w tej sprawie zwiększa ryzyko gigantycznej fali zwolnień. Dlatego musimy podejmować decyzje tu i teraz, opierając się na dostępnych metodach i bazując na dotychczasowej wiedzy o długotrwałych skutkach epidemii – komentuje Sławomir Łoboda, wiceprezes zarządu LPP.

Zgodnie ze stanowiskiem zarządu LPP, dotychczas obowiązujące umowy są nieadekwatne do nowych okoliczności w jakich funkcjonować będą galerie handlowe oraz użytkownicy powierzchni w tych galeriach.

– Jesteśmy świadkami bezprecedensowych i trwałych zmian w stosunkach gospodarczych i społecznych, które wymagają od wszystkich stron dostosowania się do nowej rzeczywistości. Jeśli właściciele centrów handlowych, nie dokonają weryfikacji sposobu rozliczania kosztów najmu, zmuszeni będziemy zlikwidować sklepy. Wciąż jednak wierzymy, że w oparciu o konstruktywny dialog z centrami handlowymi uda nam się wypracować rozwiązania uczciwe dla obu stron. – dodaje Sławomir Łoboda.

Kryzys gospodarczy dławi inflację

Po miesięcznej przerwie GUS wrócił do publikowania szybkiego szacunku inflacji. W kwietniu ceny koszyka konsumenckiego wzrosły o 3,4% r/r. Dla porównania, jeszcze w marcu br. inflacja wynosiła 4,6% r/r.

Zakładając, że tzw. odczyt flash potwierdzi się w połowie maja, dzisiejszy wynik oznacza silną tendencję dezinflacyjną (tłumiącą inflację). Jest to typowa reakcja czasów recesji – przestrzeń do negocjowania płac jest skutecznie dławiona przez perspektywę utraty pracy, a przestrzeń do podbijania marż – przez perspektywę spadku i tak osłabionego popytu. Tempo spadku wskaźnika jest kolejnym dowodem na głębokość obaw konsumentów o przyszłość.

Warto zwrócić uwagę, że na kwietniowy wynik silnie oddziałują dwa przeciwstawne trendy: droga żywność oraz drastyczne spadki cen paliw. Dynamika cen żywności wyniosła 7,4% r/r i 0,3 m/m, co oznacza, że produkty spożywcze są relatywnie drogie, ale już nie drożeją w takim tempie jak przed rokiem. Nie obserwujemy również wykorzystywania bieżącej sytuacji do sztucznego zawyżania cen przez producentów czy sprzedawców. Ewentualny optymizm studzi jednak pogoda (susza) oraz stale niezaspokojony popyt zagranicznych konsumentów na wieprzowinę. Drożeją również nośniki energii (5,2% r/r). Nie jest to dobra wiadomość dla zubożałych gospodarstw domowych, w których zrealizuje się ryzyko utraty pracy w najbliższych miesiącach.

Drastyczne spadki cen paliw (18,8% r/r, 12,9% m/m) są z kolei pokłosiem sytuacji na rynku międzynarodowym. Wygaszenie aktywności gospodarczej bardzo zredukowało popyt na źródła energii, w tym ropę, a wskutek strategii geopolitycznych nie zmniejszono jej wydobycia w proporcjonalnym stopniu. W efekcie mamy do czynienia z rynkiem nadwyżkowego dobra, o bardzo niskiej cenie. Symbolicznym wydarzeniem był kontrakt terminowy na majową dostawę ropy WTI z ujemną ceną, o którym rozpisywano się na całym świecie. Niskie ceny ropy z pewnością odczują portfele polskich konsumentów.

Tendencje dezinflacyjne wywołane recesją wzmocnione przez utrzymujące się niskie ceny ropy zwiększają prawdopodobieństwo deflacji (ujemnej inflacji) w 2021 roku.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Empik odstępuje od części umów najmu z galeriami handlowymi

Ze względu na pandemię i jej ekonomiczne skutki zarząd Empiku podjął decyzję o odstąpieniu od ponad 40 umów najmu w galeriach handlowych. Oznacza to, że te lokalizacje nie zostaną otwarte 4 maja.

Empik nie wyklucza dalszych wypowiedzeń umów w lokalizacjach, w których przy obecnych warunkach najmu prowadzenie rentownej działalności będzie trwale niemożliwe. Obecnie prowadzone są negocjacje w zakresie modyfikacji warunków najmu, odzwierciedlających nową rzeczywistość ekonomiczną.

Grupa Empik prognozuje, że ze względu na stan epidemii, który będzie polską rzeczywistością przez kolejne kilkanaście miesięcy, centra handlowe zanotują znaczące spadki odwiedzalności. Nowy reżim sanitarny, zamknięte kina, ograniczony dostęp do stref fitness i rozrywki, foodcourtów, a także potencjalne bankructwa mniejszych sieci, spowodują, że duże centra handlowe stracą znacząco na swojej atrakcyjności. Jednocześnie trwale zmienią się zakupowe nawyki części klientów, którzy coraz chętniej i częściej będą korzystać z zakupów online. Już teraz Empik notuje trzycyfrowe wzrosty w sprzedaży online i digital, której udział w 2019 zbliżył się do 40% obrotów, a w tym roku oczekiwany jest jego dalszy znaczący wzrost. Firma zapowiada dalsze inwestycje w tym obszarze.

Inflacja w Polsce wyraźnie zwalnia. Ropa naftowa odrabia straty

Wzrost cen w Polsce wyraźnie zwalnia. Dalej znajdujemy się blisko górnej granicy celu inflacyjnego, ale już go nie przekraczamy i patrząc na to, co się dzieje, jest szansa na utrzymanie tego stanu. 

Inflacja znów w celu inflacyjnym

Wstępne dane na temat inflacji potwierdzają słuszność działań Rady Polityki Pieniężnej. Wynik 3,4% to być może dużo na tle ostatnich lat, ale mieści się w ramach dopuszczonego 1 % odchyleń od celu inflacyjnego (który wyznaczono na poziomie 2,5%).  Czeka nas w tym roku jeszcze jeden dodatkowy problem – potencjalna susza. Może ona doprowadzić do wzrostu cen żywności. Z drugiej strony nie jest to czynnik, który w Polsce w ostatnich latach jest jakimś ewenementem. Złoty przyjął tę wiadomości dość dobrze, umocnił się po nich około 1 grosza względem euro. Warto przypomnieć, że jutro mamy dzień wolny w wielu gospodarkach, w związku z czym niewykluczone, że w poniedziałkowy poranek zobaczymy złotego na innych poziomach.

Ropa naftowa odrabia straty

Ropa naftowa ma za sobą dobry tydzień. Europejskie notowania wzrosły z 22 dolarów za baryłkę w poniedziałek do 26 dolarów dzisiaj. Większe wzrosty widzieliśmy w USA, gdzie ceny wzrosły z 10 na 17 dolarów. Część analityków jako powód wzrostów wskazuje  mniejszy przyrost zapasów ropy w USA niż oczekiwano. Z drugiej strony zapasy rosły o 9 mln baryłek w ciągu tygodnia, to ponad 2% światowej produkcji idącej w zapasy w samym USA.

Amerykański PKB

Poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w USA. Wskaźnik annualizowany (czyli taki zakładający utrzymanie się obecnej dynamiki zmian) wyniósł -4,8%. Nie oznacza to oczywiście, że PKB w 1 kwartale spadło o niemal 5%. Pokazuje tylko, jaki wpływ będzie mieć obecna sytuacja. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że marzec kończący 1 kwartał w USA wcale nie był takim złym miesiącem, bo pandemia pojawiła się tam realnie później niż w Europie.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dwa oblicza kwietnia na rynkach. W którą stronę poprowadzi nas COVID-19?

Kwiecień był bardzo zróżnicowanym miesiącem na rynkach. Co w pierwszej kolejności przykuwa uwagę, to generowane przez niektóre indeksy akcji stopy zwrotu. W zależności od rynku, są one najwyższe w ostatnich 20-30 latach, bądź znajdują się w ścisłej czołówce miesięcznych wyników. Przykładowo, ostatni tak dobry miesiąc dla indeksu S&P 500 miał miejsce w grudniu 1991r., gdy w kinach królowało Milczenie Owiec Jonathana Demme. Był to jednak przede wszystkim miesiąc spółek IT. Netflix i Amazon na rynku amerykańskim, czy CD Project, Playway i Ten Square Games na rodzimym, ustanowiły historyczne szczyty. Do grona rekordowych spółek na krajowym rynku zaliczyć należy również Dino. Stopa zwrotu z części wymienionych spółek przekroczyła 40% licząc tylko sam kwiecień. Co ciekawe, dobrze radziły sobie również inne aktywa, jak złoto, które zyskało ponad 8%.

Nie tylko nowe rekordy

Najbardziej jaskrawą wartością były tygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie przedział tygodniowych odczytów z zakresu 200-300 tysięcy przeniósł się na poziom 3-6,5 mln nowych wniosków o zasiłek, co nie było widoczne nigdy wcześniej w historii publikacji tych danych. Szereg innych publikacji makroekonomicznych również wskazywał na postępujące spowolnienie, jak chociażby wstępne odczyty kwietniowych indeksów PMI. Wrażenie robią w szczególności dane z Francji, gdzie wartość łącznego wskaźnika dla sektora usług i przemysłu spadła do poziomu 11,2 pkt., w tym dla sektora usług 10,4 pkt. – dla porównania wartość z lutego tego roku wynosiła 52,5 pkt. Podobnie wyglądała sytuacja w większości krajów strefy euro, zaś wskaźniki wskazywały na historycznie niskie poziomy, bądź w najlepszym wypadku wieloletnie minima. Liczba przypadków chorych na COVID-19 wzrosła w ciągu miesiąca z niespełna 800 tys. do ponad 3 mln przypadków.

Dwa oblicza kwietnia

Nietrudno o wrażenie, że te dwa obrazy kwietnia nie współgrają ze sobą. Warto oczywiście pamiętać, że wysokie wzrosty indeksów giełdowych nastąpiły po bezprecedensowych spadkach w marcu, ale w dalszym ciągu czuje się pewien dysonans. Oczywiście powodem wzrostów były najpierw ogłaszane stopniowo kolejne pakiety pomocowe, zarówno fiskalne, jak i monetarne oraz sam fakt, że reakcja władz w odróżnieniu od poprzednich kryzysów była niemal natychmiastowa. Dodatkowym wsparciem były kolejne informacje o stopniowym otwieraniu poszczególnych gospodarek, które postępuje we wszystkich regionach świata.

Trudno jednak nie mieć wrażenia, że entuzjazm uczestników rynku w zestawieniu z wciąż trudnym do oszacowania rejestrem szkód gospodarczych i tym, że w większości krajów pandemia w dalszym ciągu nie została skutecznie opanowana, nie jest do końca koherentny. Fakt jest taki, że inwestorzy wyceniają szybkie odbicie gospodarcze po otworzeniu poszczególnych gospodarek. Można jednak sądzić, że nie doceniają trudności, które gospodarki mogą napotkać po drodze.

Prawdopodobnie tak silne załamanie indeksów, jak to miało miejsce w marcu, już nie nastąpi

Nie oznacza to jednak, biorąc pod uwagę poziom obecnych wycen i spadek prognozowanych zysków dużo wyższy niż jeszcze 2 miesiące temu, drugiej fali korekty, gdy okaże się, że zarówno nawyki konsumentów, jak i tempo wychodzenia z kryzysu nie jest tak szybkie, jak niektórzy by sobie tego życzyli. Ponadto, kolejnym niewycenianym scenariuszem jest przywracanie części restrykcji w niektórych przypadkach, co już pokazuje przykład Chin. Wszystko zebrane razem pozwala stwierdzić, że najbliższe miesiące na pewno będą ciekawe.

Autor komentarza: Kamil Hajdamowicz, doradca inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A Vienna Insurance Group

Zasięg koronawirusa COVID-19 – przebieg epidemii w wybranych krajach analizuje Mariusz Gromada

W Polsce nastąpiła stabilizacja liczby nowych potwierdzonych infekcji na poziomie 300 – 400 zakażeń dziennie. Znajdujemy się na „płaskim terenie położonym relatywnie wysoko nad poziomem morza”, ale nie wiemy kiedy rozpocznie się zejście. Czechy, Austria, Szwajcaria, Portugalia, Irlandia znajdują się na „ścieżce zejścia”, stabilne spadki obserwujemy we Włoszech, Niemczech i Turcji. W Stanach Zjednoczonych powstrzymano wzrost nowych potwierdzonych infekcji, jednak ta liczba utrzymuje się w granicach 30 tys. dziennie.

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 15 tys. infekcji

W Polsce, od dosyć dawna, mamy do czynienia ze stabilizacją liczby nowych potwierdzonych infekcji, gdzie wykryte przypadki oscylują w granicach 300 – 400 zakażeń dziennie. W wielu krajach, o podobnym przebiegu epidemii, udało się uzyskać systematyczny spadek tej liczby (np. Czechy, Austria, Szwajcaria, Norwegia i inne). Miejmy nadzieję, że niebawem również Polska zmieni trend na spadkowy. W przypadku naszego kraju coraz mniejszy sens ma mówienie o „szczycie” zachorowań. Obecnie znajdujemy się na „płaskim terenie położonym relatywnie wysoko nad poziomem morza”. Nadal nie wiemy kiedy rozpocznie się zejście i ile potrwa czasu.covid-cykl-trajektorie-skala-a

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 30 tys. infekcji

Szwajcaria jest w głębokim trendzie spadkowym. Uwzględniając poprzednią dynamikę to naprawdę świetna wiadomość – wirusa można kontrolować! Portugalia oraz Irlandia również znajdują się na „ścieżce zejścia”.covid-cykl-trajektorie-skala-b

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 50 tys. infekcji

„Zwiększając” skalę dostrzegamy kolejne dwa kraje z pozytywną zmianą. Holandia i Belgia szczyt zachorowań mają już za sobą.covid-cykl-trajektorie-skala-c

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 100 tys. infekcji

Kolejne „zwiększenie” skali ujawnia trajektorię Chin. Krzywa Chin, którą cechuje nagły spadek niemal do „0”, różni się znacząco od analogicznych przebiegów w Europie.covid-cykl-trajektorie-skala-d

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 250 tys. infekcji

Powiększenie do „250 tys. infekcji” obrazuje z jak wielkim problemem mierzyły się (i mierzą) Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Turcja oraz Rosja. Francja zanotowała silne spadki. Stabilne spadki obserwujemy we Włoszech, Niemczech oraz Turcji. Hiszpania, po silnych spadkach, ustabilizowała się na około 4 tys. nowych potwierdzonych zakażeń dziennie – to duża liczba. Pewne sygnały świadczące o poprawie są również widoczne w Wielkiej Brytanii. Rosja jest nadal w trendzie wzrostowym.covid-cykl-trajektorie-skala-e

Trajektorie przebiegu COVID-19 w USA

Skala liczby chorych oraz liczby zakażeń w USA jest absolutnie nieporównywalna do pozostałych krajów świata. W Stanach Zjednoczonych powstrzymano wzrost nowych potwierdzonych infekcji, jednak ta liczba utrzymuje się w granicach 30 tys. dziennie! W USA zidentyfikowano ponad milion zakażeń, a z badań Uniwersytetu Stanforda wynika, że liczba faktyczna jest wielokrotnie większa.covid-cykl-trajektorie-skala-f

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 29.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Pandemia odciska się piętnem na globalnym rynku nieruchomości komercyjnych

  • Gwałtowne obniżenie nastrojów najemców i inwestorów odzwierciedla szkody wyrządzone globalnej gospodarce i sektorowi nieruchomości przez COVID-19.
  • Wskaźnik sentymentu najemców w badaniu RICS zaznaczył średni spadek o 28 punktów na całym świecie, podczas gdy wskaźnik sentymentu inwestorów spadł średnio o 24 punkty.
  • Zarówno inwestorzy, jak i najemcy, oczekują dalszego pogorszenia warunków rynkowych, w tym gwałtownego obniżenia wartości czynszów i wartości kapitałowych nieruchomości komercyjnych w ciągu najbliższych 12 miesięcy.
  • Sektor biurowy zaznaczył największy spadek zaufania uczestników ankiety w związku ze zmianą sposobu wykonywania pracy z biurowej na zdalną.
  • RICS apeluje o współpracę pomiędzy najemcami i wynajmującymi nieruchomości w czasie kryzysu.

Zgodnie z raportem RICS, Global Commercial Property Monitor, za pierwszy kw. 2020 r., wskaźniki nastrojów najemców i inwestorów na rynku globalnych nieruchomości zaznaczyły zdecydowane spadki, w następstwie rozwoju pandemii COVID-19 na świecie.

Zaufanie najemców do rynku pogorszyło się w ciągu ostatnich trzech miesięcy w 33 na 34 uwzględnione w ankiecie kraje, proporcjonalnie w tej samej liczbie państw odnotowane zostały negatywne odczyty kluczowych wskaźników badania. Wskaźnik sentymentu najemców (OSI) RICS spadł średnio o 28 punktów na wszystkich badanych rynkach od ostatniego kwartału 2019 r., do średniego salda netto -27.

Ten sam trend jest widoczny również wśród inwestorów. Zaufanie spadło we wszystkich badanych krajach. Wskaźnik sentymentu inwestorów (ISI) RICS znajduje się obecnie w ujemnym obszarze na niemal wszystkich badanych rynkach oprócz trzech, spadając średnio o 24 punkty w porównaniu do czwartego kwartału 2019 r., do salda netto -18.

Długofalowe perspektywy dla rynku nieruchomości jeszcze bardziej pesymistyczne

Zarówno inwestorzy, jak i najemcy obawiają się, że nie jesteśmy jeszcze świadkami najgorszego, jeśli chodzi o wpływ pandemii na globalny sektor nieruchomości. Wskaźniki badania odnoszące się do prognoz w dłuższym okresie pokazują o wiele wyraźniejszą zmianę. Spoglądając na oczekiwania uczestników ankiety wobec nadchodzących dwunastu miesięcy, zarówno w przypadku wartości kapitałowych, jak i czynszu, odczyt salda netto spadł o ponad 50 punktów od poprzedniego kwartału.

Najwięszke spadki zaufania na dotychczas najbardziej optymistycznych rynkach

Na poziomie poszczególnych państw te rynki, które przed COVID-19 odnotowywały gwałtownie rosnące oczekiwania, najbardziej odczuły spadek zaufania. Największa zmiana prognoz wartości kapitałowych (w ujęciu bilansowym netto) miała miejsce w Portugalii (-90), Grecji (-89) i na Węgrzech (-88). Natomiast na rynku nieruchomości w Hongkongu, który wcześniej znajdowal się pod presją niepokojów politycznych, odnotowano ‘jedynie’ 13-punktowe pogorszenie prognoz wartości kapitałowych w porównaniu z poprzednim kwartałem. Zdecydowany spadek zaufania miał miejsce w Stanach Zjednoczonych (saldo netto o -72 punkty), podobnie w Japonii (-67), Indiach (-60), Singapurze (-65), Francji (-58) i Niemczech (-56). Mniej drastyczne zmiany były widoczne w Holandii (-38), Zjednoczonych Emiratach Arabskich (-31), Wielkiej Brytanii (-30) oraz Szwajcarii (-27), odzwierciedlając po części zróżnicowane scenariusze rozwoju pandemii, jak i zastosowane przez poszczególne rządy ograniczenia w funkcjonowaniu gospodarek.

Zmiana nastrojów w sektorze biurowym najbardziej widoczna w konsekwencji zmiany sposobu wykonywania pracy

Wyniki ankiety RICS są różne dla poszczególnych sektorów nieruchomości. Podczas gdy handel detaliczny został najbardziej dotknięty skutkami globalnego zamrożenia gospodarki, pogorszenie nastrojów było najbardziej widoczne w sektorze biurowym. Dotyczy to zarówno OSI, który spadł o 35 punktów, jak i ISI, który spadł o 29 punktów.

W przypadku nieruchomości przemysłowych odczyty kluczowych wskaźników spadły w negatywny obszar w obu segmentach rynku (najmu i inwestycji), ale tylko w umiarkowanym stopniu. Otwarte odpowiedzi udzielone przez respondetów ankiety wskazują na rodzące się nowe schematy w zakresie poszczególnych sektorów ze zdecydowaną liczbą badanych podkreślającą rosnące znaczenie i zakres zdalnej pracy, zmniejszające zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Uczestnicy badania zwrócili także uwagę na przyspieszenie w strukturalnym trendzie w kierunku e-handlu, z prawdopodobnym rezultatem rosnącego zainteresowania powierzchnią logistyczną typu prime.

Simon Rubinsohn, główny analityk ekonomiczny RICS: „Było oczywistym, że wpływ COVID-19 na nastroje w sektorze nieruchomości komercyjnych nie będzie przyjemną lekturą, jednak erozja zaufania, którą obserwujemy, jest niezwykle silna. Jeszcze bardziej niepokojące, zarówno dla inwestorów, jak i najemców, jest to, że pełna cena kryzysu, jaką przyjdzie zapłacić przedsiębiorstwom i gospodarce, pozostaje wciąż niewiadomą. W obliczu tych warunków respondenci mają zdecydowaną jasność co do tego, że nie nastąpi szybkie odbicie gospodarki.

Choć trudno o uogólnienia, to wrogie środowisko sprawia, że ​​tym bardziej niezbędne staje się wsparcie poszczególnych rządów, aby wesprzeć globalne ożywienie, gdy nastąpi odmrożenie gospodarki. Istnieje również ogromna potrzeba współpracy między właścicielami a najemcami nieruchomości aby sprostać wyzwaniom stawianym przez obecne okoliczności. 

To, co zaczęło się jako kryzys zdrowia publicznego, przekształciło się w kryzys gospodarczy i będziemy świadkami dalszych strukturalnych i długookresowych zmian jako efekt pandemii. Widzieliśmy już jej wpływ na sprzedaż detaliczną, wraz ze zmianą, z konieczności, zachowania konsumentów, praca zdalna wpływa natomiast na sposób postrzegania powierzchni biurowych. Ciągły wzrost znaczenia e-handlu i zmiana łańcucha dostaw w kierunku „Just In Case” prawdopodobnie wywoła dalszą zmianę dynamiki inwestycji”.

Metodologia

Kwestionariusze ankiety zostały rozesłane w dniu 11 marca 2020 r., z możliwością przesyłania odpowiedzi do 13 kwietnia 2020 r. Respondenci zostali poproszeni o porównanie warunków z ostatnich trzech miesięcy z poprzednimi trzema miesiącami, a także przedstawienia opinii na temat długofalowych perspektyw dla rynku. Łącznie otrzymano odpowiedzi z 2604 firm, w tym 592 z Wielkiej Brytanii. Odpowiedzi dla Irlandii zostały zestawione we współpracy z Society of Chartered Surveyors Ireland. Odpowiedzi dla Hiszpanii i Portugalii zostały zestawione razem z Iberian Property. Odpowiedzi dla Nowej Zelandii zostały zestawione we współpracy z Property Council New Zealand. Odpowiedzi zebrano w trzech podsektorach nieruchomości (biurowych, handlu detalicznego i przemysłowym) na poziomie poszczególnych krajów, aby uzyskać odczyt salda netto dla całego rynku.

Saldo netto = odsetek respondentów zgłaszających wzrost danej zmiennej (np. popyt najemcy) minus tych zgłaszających spadek (jeśli 30% zgłosi wzrost, a 5% zgłosi spadek, saldo netto wyniesie 25%). Dane salda netto mogą wynosić od -100 do +100. Dodatni odczyt salda netto wskazuje ogólny wzrost, podczas gdy odczyt ujemny oznacza ogólny spadek. Wskaźnik sentymentu najemców RICS (OSI) jest konstruowany na podstawie średniej ważonej odczytów dla trzech wymiarów rynku odnoszących się do rynku najemu mierzonych na podstawie salda netto (popyt najemców, poziom zachęt ze strony właścicieli nieruchomości i oczekiwania dotyczące czynszu). Wskaźnik sentymentu inwestorów RICS (ISI) jest konstruowany na podstawie średniej ważonej odczytów dla trzech wymiarów rynku odnoszących się do rynku inwestycyjnego mierzonych na podstawie salda netto (zapytania inwestycyjne, oczekiwania dotyczące wartości kapitałowych i podaż nieruchomości na sprzedaż).

Czynsze i wartości kapitałowe pod silną presją w dół w obliczu globalnej pandemii

Wyniki najnowszego badania RICS, Poland Commercial Property Monitor, za I kw. 2020 r. pokazują, zgodnie z przewidywaniami, wyraźne osłabienie oczekiwań wobec rynku w związku z trwającą pandemią.

Wskaźnik sentymentu najemców spadł do -15 w pierwszym kwartale roku, w porównaniu do +1 w ostatnich 3 miesiącach 2019 i jest to najniższy wskaźnik od 2015 r. Mimo to odnotowany został wzrost popytu ze strony najemców zarówno w sektorze przemysłowym, jak i biurowym, w całym badanym okresie, należy jednak zauważyć, że był to czas, w którym następowała intesyfikacja środków podejmowanych przez poszczególne rządy w całej Europie w kierunku ograniczenia funkcjonowania gospodarki.

Znacząco ucierpiały również długofalowe prognozy na przyszłość; uczestnicy badania RICS ograniczyli dwunastomiesięczne oczekiwania wzrostu czynszów we wszystkich obszarach rynku. Oczekuje się, że sektor handlu detalicznego w największym stopniu zostanie dotknięty skutkami pandemii; respondenci przewidują spadek wartości czynszów w tym sektorze o nieco ponad -9% w lokalizacjach drugorzędnych i o -5,5% w lokalizacjach typu prime. Równolegle odnotowany został spadek wartości czynszów biurowych i przemysłowych o ponad 3%, choć oczekuje się, że czynsze dla najlepszych lokalizacji w obu sektorach (przynajmniej na razie) wykażą raczej tendencję w kierunku stagnacji niż spadku.

Wskaźnik sentymentu inwestorów spadł do -5 w pierwszym kwartale, w porównaniu do +14 w czwartym kwartale minionego roku. Także tu, w całościowym ujęciu, wskaźniki odzwierciedlające popyt inwestycyjny w minionych miesiącach sygnalizują niewielki wzrost, chociaż zapytania ze strony kupujących spadły w sektorze detalicznym.

Biorąc pod uwagę obecne obawy dotyczące wpływu pandemii Covid-19 na gospodarkę, nie dziwi fakt, że oczekiwania dotyczące wartości kapitałowych nieruchomości komercyjnych na nadchodzący rok uległy obniżeniu w ciągu kwartału. Uczestnicy badania RICS przewidują, że w nadchodzącym roku spadek wartości będzie miał miejsce na wszystkich drugorzędnych rynkach, szczególnie w sektorze sprzedaży detalicznej. Oczekiwania wobec wartości kapitałowych nieruchomości przemysłowych oraz biurowych są bardziej odporne na kryzys, pozostając w badanym okresie na nieznacznie dodatnim poziomie.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych ma mocne podstawy, co z pewnością pomoże mu w walce z zawirowaniami związanymi z epidemią. Dotychczasowe dane za I kwartał 2020 r. pokazują, że zarówno deweloperzy, jak i najemcy, w wielu obszarach są bardzo aktywni.

Sytuacja na rynku biurowym w Polsce cały czas utrzymuje się na dobrym poziomie. W stolicy ilość wynajętej powierzchni była podobna do tej z zeszłego roku, a w miastach regionalnych było to ponad 220 tys. mkw. powierzchni, co jest drugim najlepszym w historii kwartalnym wynikiem. Sektor logistyczno-przemysłowy, poprzez rozwój branży e-commerce nawet zyskał w obecnej sytuacji. Największe skutki pandemii odczuwalne są oczywiście w obszarze handlu tradycyjnego. Dlatego należy się spodziewać dalszego rozwoju usług online i ich znaczenia dla gospodarki. 

Pomimo spowolnienia na rynku przewidywanego w drugim i trzecim kwartale tego roku, spodziewamy się, że w dłuższej perspektywie zainteresowanie inwestorów Polską się nie zmieni” – Daniel Bienias MRICS, Dyrektor Zarządzający CBRE.

„W ramach przygotowań do ponownego otwarcia gospodarki, spodziewany jest proces stopniowego przejścia do „nowej normalności”, uwzględniający w najbliższych miesiącach jeszcze wiele restrykcji nałożonych w związku z pandemią COVID-19.

W sektorze biurowym już widać, że w II kwartale tego roku najemcy będą przenosić swoich pracowników z powrotem do biur, zachowując odpowiednie środki ostrożności. Docierają do nas wyraźne sygnały, że najemcy zweryfikują swoje zapotrzebowania odnośnie do wielkości powierzchni biurowej oraz jej wykorzystania pod kątem kosztów najmu, wpływu środowiska pracy na zdrowie i dystansu społecznego, które stają się priorytetami. W ostatnim czasie widoczna jest zdecydowana presja na czynsze, ponieważ najemcy biurowi oczekują obniżek w okresie obowiązywania pandemii. W ciągu najbliższych kilku miesięcy popyt na biura może być ograniczony, przy czym już obserwujemy większy nacisk na przedłużenia i renegocjacje umów najmu. Niemniej jednak nowe umowy najmu nadal są zawierane, choć ich wolumen jest mniejszy, gdyż najemcy dostosowują skalę swojej działalności do nowej rzeczywistości.

Ze wszystkich sektorów nieruchomości, najbardziej dotknięty jest rynek handlowy, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami najemcy w centrach handlowych o powierzchni przekraczającej 2000 m2 GLA są zwolnieni z płacenia czynszów i opłat eksploatacyjnych do końca okresu pandemii. W efekcie zaistniała istotna rozbieżność w podejściu do właścicieli i najemców, co zwiększyło ryzyko biznesowe obu stron. Szanse na otwarcie placówek handlowych, z zachowaniem oczywiście licznych ograniczeń, są jednak coraz większe. Okres rekonwalescencji rynku detalicznego potrwa zapewne dłużej, co może doprowadzić w rezultacie do ukształtowania się nowego modelu biznesowego sektora handlowego.

Najbardziej odpornym segmentem rynku pozostaje sektor magazynowy ze stosunkowo stabilnymi wynikami i perspektywami.

Podczas pandemii aktywność większości inwestorów działających na rynku nieruchomości uległa znacznemu spowolnieniu, choć obserwuje się pewne zainteresowanie sektorem biurowym i magazynowym. Podsumowując nastroje na rynku, oczekiwana jest dekompresja stóp kapitalizacji i korekty cenowe przede wszystkim w najbardziej dotkniętych sektorach nieruchomości” Monika Dębska-Pastakia FRICS MRTPI, dyplomowany mediator RICS, Partner, Prezes Zarządu Knight Frank.

„W obliczu sytuacji globalnej pandemii Covid–19 rynek nieruchomości komercyjnych w połowie 1 kw. 2020 roku chwilowo spowolnił. Ma to związek głównie z reakcją na obecną sytuację, w jakiej się wszyscy znaleźliśmy. Brak gotowych rozwiązań i mechanizmów działania w przypadku wystąpienia siły wyższej (jaką z pewnością jest pandemia) doprowadziły do zawieszenia działań wielu firm w różnych sektorach naszej gospodarki. Konsekwencją jest również przesunięcie kluczowych decyzji w czasie dla wielu procesów, jakie były aktywne jeszcze w 1 kw. 2020 roku oraz przejście wielu firm na pracę zdalną. Z pewnością w perspektywie najbliższych kilku miesięcy nie będzie łatwo podać konkretnej prognozy, w jakim kierunku rynek nieruchomości komercyjnych będzie dalej zmierzał. Jednak na tym etapie rozwoju sytuacji możemy potwierdzić, że zmiany spowodowane pandemią będą miały duży wpływ na kształtowanie się nowych trendów rynkowych.

W obliczu globalnej pandemii Covid–19 w sektorze nowoczesnych powierzchni biurowych obserwujemy sporą aktywność podjętych rozmów związanych z renegocjacją umów najmu. Najczęściej podejmowane działania zmierzają do uzyskania dodatkowych upustów czynszowych, które mogą zostać wykorzystane przez najemców jeszcze w 2020 roku w zamian za przedłużenie umowy najmu. Trudno mówić tu o standardach rynkowych, bo każdy proces renegocjacji i uzyskane nowe warunki najmu zależą od konkretnej sytuacji. Jednak z własnego doświadczenia, na podstawie rozmów jakie przeprowadziliśmy w ostatnich kilku tygodniach, możemy potwierdzić, że w przypadku krótkoterminowych przedłużeń dodatkowy pakiet zachęt w postaci zwolnienia z czynszu najmu za powierzchnię biurową waha się w przedziale 1–1,5 miesiąca zwolnienia z czynszu najmu za 9–12 miesięcy przedłużenia umowy. W kontekście przedłużeń długoterminowych (powyżej 3 lat) jest możliwość uzyskania dużo większych oszczędności w zamian za dodatkowe kwestie, które mogą zostać ponownie przenegocjowane w umowie przez obie strony.

Z przeprowadzonego przez Colliers badania (ponad 100 ankietowanych firm), wynika że wielu najemców (ponad 55%) uważa, że długofalowo po ustaniu pandemii popyt na powierzchnie biurowe nie ulegnie zmianie. Około 19% ankietowanych wykazało w swoich odpowiedziach, że może dojść do zmniejszenia zajmowanych obecnie przestrzeni biurowych, a około 12% twierdzi, że zapotrzebowanie na powierzchnię biurową wzrośnie w przyszłości. Jedno jest pewne, praca zdalna w trybie ciągłym nie zdaje egzaminu, a powierzchnia biurowa jest niezbędnym narzędziem dla zachowania optymalizacji pracy nad większością prowadzonych procesów. Co więcej, odpowiednie środowisko pracy wpływa pozytywnie na relacje międzyludzkie, co jest podstawą dla dalszego efektywnego rozwoju wielu firm” Dorota Kościelniak MRICS, Dyrektor regionalnego wrocławskiego oddziału Colliers International.

Link do pobrania raportu: https://www.rics.org/uk/news-insight/research/market-surveys/global-commercial-property-monitors/

Planowanie wakacji w czasie koronawirusa – jak zmieniły się preferencje Polaków?

Pandemia koronawirusa z pewnością pokrzyżowała plany wyjazdowe nie jednej osobie. I choć w tym roku Polacy majówkę spędzają we własnych domach, to z niecierpliwością wypatrują wakacji. Jednak pomimo tego, że planują w tym roku wakacje, to inaczej niż dotychczas. Zamiast zatłoczonych kurortów, znacznie częściej wybierane są małe, zaciszne destynacje. A najczęściej wyszukiwanym obiektem noclegowym stały się domki letniskowe.

Na wakacje bez tłumów

Koronawirus spowodował, że trend wybieranych kierunków na wakacje znacznie się zmienia. Miejsca, które w zeszłym roku nie cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród turystów na okres letni – dziś stoją na ich podium. Zazwyczaj były to popularne kurorty, w których nie brakuje lokalnej rozrywki, dziś są to małe miejscowości, w których panuje cisza i spokój.

“Największy wzrost odwiedzin odnotowaliśmy na stronach z konkretnymi kategoriami noclegów jak np. domki na uboczu czy z dala od tłumów. Wynosi on nawet 480%! Takie dane jasno pokazują, jak bardzo wzrosło zainteresowanie noclegami w zacisznych miejscowościach” – tłumaczy Mateusz Goliat, ekspert Noclegowo.pl

Największy spadek zainteresowania w stosunku do zeszłego roku wystąpił w przypadku Gdańska – 86%, oraz Zakopanego – 77%. Obecnie znacznie większym powodzeniem cieszą się Kaszuby – wzrost zainteresowania noclegami w tym regionie to 130%. Równie wysokim wzrostem mogą pochwalić się Bory Tucholskie, Mazury czy Bieszczady.

Najchętniej do domku letniskowego

Jeszcze w zeszłym roku Polacy najczęściej poszukiwali noclegu w kwaterach prywatnych bądź apartamentach. Jednak z uwagi na zagrożenie koronawirusem wolą zarezerwować wakacje w obiekcie noclegowym, w którym styczność z innymi ludźmi jest ograniczona do minimum. Zapewne właśnie stąd wzrost zainteresowania domkami letniskowymi o 90% w porównaniu z rokiem poprzednim. Domki dają możliwość swobodnego wypoczynku czy oferują wyposażenie, dzięki któremu można spędzić w nich nawet całe wakacje.

Co najmniej na tydzień i we dwoje

Portal Noclegowo.pl sprawdził również, na jak długo planują wyjechać w tym roku Polacy oraz w ile osób. Okazuje się, że najczęściej poszukiwany jest nocleg na okres siedmiu dni – 25,7%, natomiast 10% turystów wyszukuje go nawet na 10 dni. Co ciekawe, najchętniej te wakacje Polacy spędzą we dwoje – 67,4%. Dużo mniej zainteresowanych noclegami wyszukuje pobyt dla 4 osób – zaledwie 11,5%.

Polacy coraz bardziej spragnieni wypoczynku

Po kilku miesiącach kwarantanny, każdy ma nadzieję, że chociaż część wakacji uda spędzić mu się poza domem. Już samo planowanie letniego wypoczynku jest z pewnością dla niejednej osoby powodem do uśmiechu i namiastką powrotu do rzeczywistości.

“Przez dwa pierwsze tygodnie kwietnia panował kompletny zastój, ale od połowy miesiąca widzimy wyraźny wzrost zainteresowania rezerwacjami na lato. Stanowi to dobry prognostyk, zwłaszcza w połączeniu z informacją o zniesieniu zakazu prowadzenia działalności przez obiekty noclegowe.” – dodaje Mateusz Goliat.

Zamiast majówkowego wyjazdu – planowanie domowych finansów w dobie koronawirusa

  • W związku ze skutkami pandemii, wielu Polaków zaczyna martwić się o swoje finanse, dla kredytobiorców pocieszeniem może być spadek WIBOR-u, czyli w konsekwencji oprocentowania kredytu.
  • Sposobem na zmniejszenie stałych wydatków kredytobiorców są także wakacje kredytowe, jednak mogą z nich korzystać jedynie te osoby, które do tej pory terminowo spłacały raty.
  • Dla tych, którzy dopiero gromadzą fundusze na wkład własny do kredytu lub zakup mieszkania, pomocny może okazać się rządowy pomysł dopłat do czynszu dla najemców.

Tegoroczna majówka pod wieloma względami będzie wyjątkowa. Polacy nie będą mieli możliwości wyjazdu na citybreak za granicę czy odbycia tradycyjnych dla tego okresu spotkań z rodziną i przyjaciółmi przy grillu. Można jednak wykorzystać ten czas na zaplanowanie domowych budżetów, co pomoże w razie pojawienia się problemów finansowych w związku ze skutkami pandemii koronawirusa. Eksperci radzą, co możemy zrobić z ratami kredytu hipotecznego oraz w jaki sposób wykorzystać pomoc od państwa, a także tłumaczą jak spadek WIBOR-u wpłynie na nasze fundusze.

Raty w dół, ale nie dla wszystkich i nie od razu

Decyzją Rady Polityki Pieniężnej z 08 kwietnia br. stopa referencyjna NBP spadła o kolejne 0,5 pkt. procentowego, co od początku marca oznacza jej spadek z 1,5% do 0,5%. Taka decyzja spowodowała spadek WIBOR-u, czyli stopy procentowej, która – razem z marżą banku – składa się na oprocentowanie kredytów hipotecznych. Niestety nie odczują tego wszyscy kredytobiorcy.

Obniżka wpłynie tylko na oprocentowanie kredytów zaciągniętych w złotówkach, z oprocentowaniem zmiennym. Jednak zmiana naszego oprocentowania nie musi nastąpić z dnia na dzień po decyzji RPP. Zależy to głównie od tego, w jakim miesiącu podpisywaliśmy umowę kredytową lub wypłacaliśmy nasz kredyt, a także czy nasz bank stosuje WIBOR 3- czy 6-miesięczny. Pierwszy powoduje „rewizję” naszego oprocentowania co trzy, a drugi co sześć miesięcy. Ci, których warunki kredytowe przewidują aktualizację podstawy oprocentowania w kwietniu, mogą niższe raty płacić już od tej najbliższej. Jednak te osoby, które miały je aktualizowane na początku marca, na skutki obniżenia stóp procentowych poczekają do czerwca lub nawet do października, jeśli oprocentowanie ich kredytu oparte jest o WIBOR 6-miesięczny – mówi Tomasz Bujański z ANG Spółdzielni.

Obniżka wysokości raty zależy od dokładnych parametrów kredytu, takich jak: kwota, okres kredytowania, marża banku oraz rodzaj rat (równe lub malejące). Z wyliczeń ANG Spółdzielni wynika, że przy kredycie hipotecznym na kwotę 230 tys. zł na 30 lat i marżą 2%, spłacanym w ratach równych, rata powinna spaść z poziomu ok. 1060 zł (przy stawce WIBOR 3M z początku marca w wysokości 1,71%) do ok. 930 zł po uwzględnieniu aktualnego poziomu WIBOR-u, co daje oszczędność ok. 130 zł.

Wakacje kredytowe dla rzetelnych kredytobiorców

Dla tych, którzy już teraz zmagają się z problemami finansowymi uniemożliwiającymi zapłatę miesięcznej należności za mieszkanie, banki przewidują możliwość skorzystania z tzw. wakacji kredytowych, czyli zawieszenia konieczności regulowania zobowiązań na 3 lub 6 miesięcy. Z tego rozwiązania mogą jednak skorzystać tylko te osoby, które regulują należności w terminie. Banki proponują dwie opcje. Pierwsza, to zawieszenie raty kapitałowej, co oznacza, że musimy zapłacić jedynie odsetki. Jest to mniej opłacalne dla stosunkowo niedawno zaciągniętych kredytów ze stałą ratą, ponieważ na początku kredytowania dużą część raty stanowią właśnie odsetki. Drugą opcją jest zawieszenie raty kapitało – odsetkowej. Takie rozwiązanie, choć w trudnej sytuacji korzystne, niestety spowoduje wzrost wysokości miesięcznych opłat w późniejszym czasie, ponieważ niezapłacone odsetki zostaną doliczone do kapitału. W tarczy antykryzysowej 3.0 planowane są zapisy o ustawowym zawieszaniu rat na trzy miesiące bez naliczania odsetek.

Zawieszenie rat to dobra opcja dla tych, którzy faktycznie mają problem z zapłatą miesięcznych należności. Korzystanie z tej możliwości przez pozostałe osoby nie jest opłacalne, ponieważ zwiększa koszt całkowity kredytu. Dobra wiadomość jest taka, że z zawieszenia rat można obecnie skorzystać bez względu na wiek. W innych okolicznościach banki sprawdzały, czy przewidywana data zapłaty ostatniej raty po odroczeniu nie zostanie przekroczona w kryterium wieku, wynoszącym zwykle 70 – 80 lat. Co istotne wakacje kredytowe nie mają także wpływu na punktację w BIK – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Najemcy z dopłatą do czynszu

Jednym z nowych rządowych pomysłów jest umożliwienie uzyskania dopłaty do czynszu dla osób, które borykają się obecnie z trudniejszą sytuacją finansową. Pomoc przewidziana jest dla wynajmujących mieszkanie od innych osób, czyli będą mogły z niej skorzystać także ci, którzy zbierają środki na własne, wymarzone lokum lub niezbędny do uzyskania kredytu hipotecznego wkład własny. Przepisy mają dotyczyć wszystkich najemców mieszkań komunalnych, towarzystw budownictwa społecznego, spółdzielczych czy wynajętych od osoby prywatnej lub od firmy, którzy spełnią kryterium dochodowe. Od niego będzie też zależała wysokość dopłaty, która może wynieść nawet 1500 zł.

Autor: ANG Spółdzielnia

Deja vu

Pozytywne nastroje znajdują świeże paliwo w najnowszych informacjach o postępach w leczeniu objawów koronawirusa. Skuteczna terapia i szansa na szczepionkę diametralne odmieniłyby perspektywy globalnej gospodarki i inwestorzy nie zamierzają czekać na finalne potwierdzenia testów klinicznych. Strach przed niezałapaniem się inwestorów na rajd pcha rynki wyżej.

Deja vu. Po dwóch tygodniach rynki zaliczają powtórkę karmienia optymizmu nowymi informacjami o postępach w leczeniu objawów koronawirusa. I tak samo, jak 17 kwietnia, głównym aktorem jest firma Gilead Sciences, która podała wczoraj, że eksperymentalny lek Remdesivir pomógł pacjentom z Covid-19 szybciej wrócić do zdrowia (tj. skrócił czas terapii z 15 do 11 dni). Optymizm wzmocnił czołowy ekspert od chorób zakaźnych rządu USA, Anthony Fauci, zdaniem którego wczesne wyniki badania leku Gilead dostarczyły „całkiem dobrych wiadomości”. Dla rynków jest tutaj prosta droga do szybszego poluzowania zakazów poruszania się i lockdownu, a zatem szybszego odbudowania aktywności gospodarczej. Nikt nie zwraca uwagi na to, że badania są wciąż na wczesnym etapie i że od testów leku do jego powszechnego zatwierdzenia minie dobre kilka miesięcy. Według doniesień Remdesivir obniżył wskaźnik śmiertelności wśród leczonych pacjentów z 11 proc. do 8 proc. W kontekście życia i śmierci to wciąż bardzo daleko od 0 proc., aby wróżyć całkowite pożegnanie się z pandemią. Jednak z perspektywy rynków liczy się tu i teraz i obawy inwestorów przed przegapieniem rajdu cen aktywów. Po dramatycznym załamaniu rynków w marcu alokacja pozostaje niska, a inwestorzy przyjęli defensywne nastawienie. Zatem paliwo do wzrostów jest i skoro wszyscy dookoła kupują… Prosta logika, ale pamiętać należy, że niestety obowiązuje też w drugą stronę.

Bez echa (czyt. zgodnie z oczekiwaniami) przeszło posiedzenie FOMC. Stopy procentowe zostały pozostawione bez zmian i cały wydźwięk rozbijał się o konferencję prasową prezesa Powella. Szef Fed podkreślił, że bank jest gotowy zrobić wszystko, co jest w jego mocy, by złagodzić recesję i wesprzeć późniejsze ożywienie. Zaznaczył, że Fed może zrobić więcej i ponad już wprowadzony szereg programów płynnościowych. Jednocześnie Powell stwierdził, że jest za wcześnie, by dyskutować o mechanizmie wygaszania programów czy jakimkolwiek forward guidance dla innych narzędzi polityki pieniężnej. Wydaje się rozsądne, że Fed nie chce rozmawiać i nie spieszy się do ograniczania ekspansji monetarnej. Rynki muszą mieć pewność, że Fed stoi na straży stabilności nie tylko krajowego rynku finansowego, ale też gwarantuje szeroki dostęp do USD, by uniknąć zatorów, jak te z połowy marca. Nie spodziewamy się, aby w najbliższym czasie Fed wyraźnie rozszerzył swój arsenał, choć skromne modyfikacje już uruchomionych programów (lub tylko zapowiedzianych) są możliwe. Stanowisko Fed wspiera aktywa ryzykowne, co będzie negatywne dla USD, gdyż czyni go zbędnym jako bezpieczna przystań.

Następny w kolejności jest EBC ze swoją decyzją dziś po południu. W marcu bank w kilku krokach rozszerzył skup aktywów o prawie 900 mld EUR i zapowiedział nową rundę TLTRO na korzystniejszych warunkach. Przy ograniczonym polu do dalszego luzowania i przy oczekiwaniu na ruch ze strony rządów na polu walki z kryzysem EBC może zdecydować się na przyjęcie postawy wyczekującej z gotowością reakcji, gdyby sytuacja na rynkach miałaby się istotnie pogorszyć (np. wzrost presji na wyprzedaż obligacji skarbowych). Brak pośpiechu banku centralnego do robienia czegokolwiek może być odebrany jako obawy przed całkowitym wyczerpaniem arsenału, co może być impulsem do umocnienia EUR.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kool2Play coraz bliżej debiutu na NewConnect

– Dokonaliśmy ważnego, formalnego kroku zbliżającego nas do debiutu. Ze względu na obecną sytuację ciężko stwierdzić, kiedy dostaniemy „zielone światło”, jednakże jesteśmy dobrej myśli. Chcielibyśmy znaleźć w gronie notowanych spółek w trzecim kwartale bieżącego roku – komentuje Marcin Marzęcki, prezes Kool2Play.

– Rozwój tej marki planujemy już teraz na kilka lat do przodu. Z tego powodu wystąpiliśmy o dotację GameInn w wysokości 1,95 mln na rozwój silnika odpowiedzialnego za maszynowe uczenie się taktyk przeciwników w grze. To będzie zupełnie nowe doznanie – przeciwnicy i ich zachowanie będą zmieniali taktykę i strategię, ucząć się jej w locie w oparciu o decyzje taktyczne gracza. Będą za to odpowiedzialne algorytmy machine learning. Efekty tych prac planujemy wprowadzić jako oddzielny tryb rozgrywki – mówi Marzęcki.

Spółka kontynuuje również starania o grant NCBIR w wysokości 1,9 mln zł. Dofinansowanie przeznaczone zostanie na projekt narzędzia służącego do automatyzacji marketingu gier, które pozwoliłoby na podkreślenie i usystematyzowanie doświadczenia zebranego na przestrzeni lat przez specjalistów z Kool Things.

Do końca maja poznamy decyzję w sprawie naszego wniosku. Projekt narzędzia służącego do automatyzacji marketingu gier jest dla nas przełomowy, dlatego nie spoczniemy, dopóki nie zapewnimy mu finansowania ze strony NCBR. Liczymy jednak, że uda się nam za pierwszym razem i będziemy mogli rozpocząć produkcję już 1. lipca. – kończy prezes.

Kool2Play w najbliższych tygodniach ogłosi również termin Walnego Zgromadzenia, którego celem będzie zatwierdzenie sprawozdania finansowego za 2019 oraz przedstawienie planów rozwojowych Grupy Kapitałowej Kool2Play.

Korzyści z dostępu do danych w placówkach służby zdrowia

W Polsce od kilku lat trwa proces systematycznej i dynamicznej digitalizacji oraz cyfryzacji różnego rodzaju usług, w tym także w branży medycznej. Dostęp do danych w placówkach zdrowia sprawia, że lekarze mogą bardziej obiektywnie ocenić zaburzenie pacjenta, a także zdecydować się na efektywniejszy proces leczenia.

Centralny system medyczny: wszystkie dane w jednym miejscu

Centralny system medyczny to bardzo nowoczesne i innowacyjne rozwiązanie, które można wdrażać w placówkach służby medycznej, dzięki nowym technologiom. Taka usługa sprawia, że możliwe jest zarządzanie bazą danych wszystkich pacjentów z różnych placówek. W ten sposób zarówno praca administracji, jak i lekarzy, jest uproszczona i bardziej efektywna. Centralny system medyczny poprawia więc komfort pracy lekarzy, a także ułatwia im wykonywanie codziennych obowiązków zawodowych. Zdecydowaną zaletą takiego rozwiązanie jest trzymanie wszystkich danych pacjentów w jednym miejscu, a dzięki temu z łatwością możliwe jest sprawdzenie historii choroby, statystyk oraz przebiegu dotychczasowego leczenia. Warto pamiętać o tym, że przechowywanie danych w formie papierowej już od dawna nie jest uznawane za efektywne, natomiast centralna baza danych w chmurze sprawia, że praca jest dużo prostsza. Taki system sprawia także, że łatwiej można rozliczać się z Narodowym Funduszem Zdrowia, a także szybciej kontaktować się z innymi placówkami oraz pacjentami. Więcej na temat różnych nowoczesnych usług można znaleźć na stronie: www.zebra.pl

Korzyści z digitalizacji i dostępu do e-danych

Postępująca cyfryzacja i rozwój sztucznej inteligencji niesie ze sobą różne korzyści. Dostęp do danych w placówkach służby medycznej jest ważny nie tylko dla samych lekarzy, ale także dla pacjentów. W ten sposób mogą oni mieć dostęp do historii leczenia, przyjmowanych leków w różnym czasie, a także do swoich wyników. Im więcej lekarzy korzysta z nowoczesnych rozwiązań i usług, tym większa liczba pracowników służby medycznej może porozumiewać się ze sobą i wymieniać ważnymi informacjami, dotyczącymi leczenia pacjentów. W tym kontekście bardzo duże znaczenie ma więc także komunikacja i współpraca personelu. Narzędzia e-zdrowia i e-danych są cały czas ulepszane, dlatego tak ważne jest podążanie za nowymi technologiami, rozumienie ich i rozwój placówek medycznych.

Większe wykorzystanie rozwiązań samoobsługowych oraz mobilnych terminali kasowych może ułatwić zachowanie dystansu społecznego

Mark Thomson, EMEA Director of Retail & Hospitality, Zebra Technologies: Duże sieci detaliczne jak min. Selfridges, sieć luksusowych domów towarowych w Wielkiej Brytanii, zamknęły swoje sklepy już na początku pandemii, a niedługo po tym pozostałe firmy na całym świecie zostały do tego zobowiązane przepisami. O ile taka sytuacja może okazać się jedynie tymczasowa, to bez wątpienia znacząco wpłynie ona na wyniki sprzedaży nawet detalistów modowych, którzy dysponują sprawnym systemem sprzedaży online.

Wzrost sprzedaży z pewnością odnotowują apteki i sklepy spożywcze. Zapotrzebowanie na terminy dostaw w internetowym supermarkecie Ocado w Wielkiej Brytanii o ponad 1000 procent przekracza możliwości sklepu. Firma musiała wyłączyć swoją aplikację mobilną oraz zamknąć stronę internetową, żeby dokonać niezbędnych zmian w systemie sprzedaży i zaoferować więcej terminów dostaw. Pozostali gracze brytyjskiego rynku spożywczego, jak Tesco czy Sainsbury’s, odnotowują tak wysoki popyt na artykuły pierwszej potrzeby oraz produkty o długim terminie przydatności, że wprowadziły ograniczenia ilości produktów na klienta do trzech lub dwóch sztuk, w przypadku bardziej popularnych artykułów. Podobnie wygląda sytuacja w całej Europie, za oceanem w USA oraz w wielu krajach na całym świecie.

Pracownicy z kas delegowani są do pracy w magazynach, gdzie należy uzupełniać towar na pustoszejących w szybkim tempie regałach. Kolejki klientów ustawiają się jeszcze przed otwarciem sklepów, a i te przy kasach znacznie się wydłużyły. Czasy są niepewne, a obsługa klientów utrudniona, jednak kupujący zachowują spokój i są wyrozumiali.

Wygląda na to, że coraz więcej klientów w celu uniknięcia stania w kolejkach, decydować się będzie na korzystanie z samoobsługowych skanerów sklepowych do samodzielnych zakupów. Mniej klientów przy kasach z kasjerami to korzyść zarówno dla kupujących jak i personelu sklepów.

Niektóre sieci już dziś aktywnie promują korzystanie z rozwiązań samoobsługowych. Znajdujący się bliżej wejść pracownicy zachęcają klientów do korzystania z tej formy skanowania produktów i pomagają im w obsłudze tych urządzeń, co ogranicza liczbę klientów przy kasach.

Sieciom, które już dziś korzystają z samoobsługowych skanerów, ze względów bezpieczeństwa zalecamy dokładne czyszczenie urządzeń po każdym użyciu oraz umieszczanie ich w stacji ładującej, żeby były gotowe do obsługi kolejnego klienta.

Obecna sytuacja to również dobry czas na wprowadzenie bardziej elastycznego modelu obsługi procesów kasowych z wykorzystaniem mobilnych terminali kasowych. Obserwujemy obecnie wzrost popularności płatności kartą oraz płatności zbliżeniowych, które ograniczają kontakt fizyczny z urządzeniami. Mobilny terminal kasowy idealnie pasuje do tych form płatności, a sama technologia jest już w użyciu.

Więcej informacji o rozwiązaniach już funkcjonujących w obsłudze klientów oraz możliwych usprawnieniach, umożliwiających konsumentom radzenie sobie z COVID-19 na całym świecie, można znaleźć na blogu firmy Zebra.

Tzw. Tarcza Antykryzysowa 4.0 z dobrymi propozycjami w zakresie prawa pracy

W najnowszej wersji projektu tzw. Tarczy Antykryzysowej 4.0 uwzględniono postulaty zgłaszane przez Pracodawców RP. Dotyczy to m.in. doprecyzowania warunków wykonywania pracy zdalnej, możliwości zawieszenia obowiązków związanych z zfśs oraz obowiązku wykorzystania przez pracownika zaległego urlopu.

„Cieszy fakt, że uwzględniono postulowane przez nas rozwiązania. Cieszy również to, że przywrócono do projektu propozycje, które z niego wcześniej ‘wypadły’. Dotyczy to w szczególności możliwości uzyskania dofinansowania do wynagrodzeń pracowników, którzy nie zostali objęci przestojem ekonomicznym ani obniżonym wymiarem czasu pracy. Teraz także na tych pracowników pracodawca będzie mógł uzyskać dopłaty z FGŚP w wysokości do 40% przeciętnego wynagrodzenia. Dobrze, że także dla tej grupy zaproponowano mechanizm wsparcia” – mówi Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP i dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji tej organizacji. Jak dodaje, niektóre rozwiązania z zakresu prawa pracy można było wprowadzić już w ramach wcześniejszych „Tarcz”. Dobrze, że teraz jest szansa na ich uchwalenie, a jak zapewnia Ministerstwo Rozwoju zmiany te zaczną obowiązywać już od czerwca br.

W projekcie doprecyzowano też warunki wykonywania pracy zdalnej. Potwierdzono m.in. to, że odpowiedzialność w zakresie bhp i w razie wypadku przy pracy leży po stronie pracodawcy (w zakresie związanym z zapewnionymi przez pracodawcę środkami pracy lub materiałami do pracy). Zgodnie z proponowanymi przepisami, praca zdalna może być polecona, jeśli pracownik ma umiejętności i możliwości techniczne oraz lokalowe do jej wykonywania. Ponadto w projektowanej regulacji potwierdzono możliwość korzystania przez pracownika z własnego sprzętu pod warunkiem zapewnienia ochrony danych. Co ważne, usunięto przepis dotyczący możliwości wypłaty przez pracodawcę ekwiwalentu w wysokości 100 zł miesięcznie w razie korzystania przez pracownika ze środków niezapewnionych przez pracodawcę. „Projektowane przepisy wychodzą naprzeciw zgłaszanym dotychczas zastrzeżeniom, niemniej zawierają wiele niejasnych sformułowań, przez co nadal mogą wywoływać wątpliwości interpretacyjne” – komentuje Wioletta Żukowska-Czaplicka, ekspertka Pracodawców RP ds. regulacji.

Projekt zakłada wyodrębnienie pracodawców jako oddzielnej grupy podmiotów uprawnionych do skorzystania z przestoju ekonomicznego i obniżonego wymiaru czasu pracy (ale bez dofinansowania z FGŚP). Rozwiązania te będą miały charakter czasowy, a do ich wprowadzenia będzie konieczne zawarcie porozumienia ze związkami zawodowymi, a w razie ich braku – z przedstawicielem pracowników. Warunkiem jest spadek przychodów ze sprzedaży towarów lub usług w następstwie wystąpienia COVID-19, w związku z czym wystąpił „istotny wzrost obciążenia funduszu wynagrodzeń”. „Obawiamy się, że tak skonstruowane rozwiązanie jest zbyt skomplikowane. Być może udałoby się tę przesłankę określić w sposób bardziej czytelny i zrozumiały dla pracodawców. Obowiązek wyliczania ilorazu określonego w przepisach może stanowić istotną barierę. Pracodawcy będą musieli skorzystać z fachowego doradztwa, aby dowiedzieć się, czy mogą skorzystać z tych rozwiązań” – uważa ekspertka Pracodawców RP. „Może też okazać się, że te przepisy wprowadzą dodatkowy zamęt w już i tak skompilowanych regulacjach ‘Tarcz Antykryzysowych’. Ponadto już teraz pracodawcy – jako przedsiębiorcy – korzystają z tych rozwiązań w ramach dofinansowania z FGŚP” – dodaje.

Przepisy przewidują możliwość udzielenia pracownikowi zaległego urlopu w wymiarze do 30 dni w terminie  wskazanym przez pracodawcę. „To rozwiązanie zasadne w obecnej sytuacji, jednak postulujemy, aby pracodawca mógł skierować pracownika na cały przysługujący mu zaległy urlop, bowiem są też tacy pracownicy, którzy mają więcej niż 30 dni zaległego urlopu” – mówi ekspertka Pracodawców RP. Ponadto, zdaniem organizacji pracodawca powinien mieć możliwość wysłania pracownika na  bieżący urlop wypoczynkowy (jeden dzień urlopu na każde dwa dni przysługujące, czyli nawet na 13 dni), tak jak to przewidziano we wcześniejszej wersji projektu. Wykorzystanie przez pracownika urlopu jest dla niego i tak korzystniejsze niż skorzystanie przez pracodawcę z przestoju czy obniżonego wymiaru czasu pracy, co wiąże się z obniżką wynagrodzenia.

Projekt ustawy zakłada również m.in. ograniczenie wysokości odpraw, odszkodowań oraz świadczeń o podobnym charakterze przewidzianych do wypłaty na wypadek ustania stosunku pracy do kwoty nieprzekraczającej 10-krotności minimalnego wynagrodzenia. „Regulacja ta została ostatecznie przywrócona do projektu, dla pracodawców oznacza to ograniczenie dotychczasowych kosztów” – mówi Wioletta Żukowska-Czaplicka. Co istotne, przepis ten odnosi się również do umów cywilnoprawnych. Pracodawca będzie mógł skorzystać z tego rozwiązania w czasie stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii. Będzie jednak musiał wykazać spadek obrotów lub istotnego wzrostu obciążenia funduszu wynagrodzeń.

W przepisach „Tarczy 4.0” przewidziano też możliwość wypowiedzenia umowy o zakazie konkurencji (po ustaniu umowy) z zachowaniem terminu siedmiu dni. Takie uprawnienie przysługiwałoby jedynie w okresie stanu epidemii i zagrożenia epidemicznego, bez warunku spadku obrotów lub istotnego obciążenia funduszu wynagrodzeń.

W projekcie pozostawiono propozycję dotyczącą zniesienia obowiązku tworzenia zakładowego funduszu świadczeń socjalnych, dokonywania odpisów na fundusz i wypłaty świadczeń urlopowych. „Proponowane rozwiązania są zasadne. Zawieszenie tych obowiązków i ograniczenie kosztów po stronie pracodawcy przyczyni się do poprawy kondycji finansowej firmy, co przełoży się na ochronę miejsc pracy” – podkreśla ekspertka Pracodawców RP. W takim przypadku konieczne będzie jednak zawarcie porozumienia ze związkami zawodowymi.

Ponadto, Pracodawcy RP postulują dodanie do projektu rozwiązania przewidzianego w jego poprzedniej wersji, dotyczącego możliwości obniżenia wymiaru czasu pracy o maksymalnie 10 proc. w drodze oświadczenia pracodawcy i jego notyfikacją w PIP. W aktualnej sytuacji dla pracodawców ważna jest możliwość szybkiego i samodzielnego wprowadzenia niedużego obniżenia wymiaru czasu pracy, a zawarcie porozumienia ze stroną związkową niestety nie zawsze jest możliwe.

Z projektu usunięto natomiast kontrowersyjne rozwiązania dotyczące przesłanek, jakie pracodawca powinien uwzględnić przy zwolnieniach pracowników (np. fakt posiadania przez pracownika innego źródła utrzymania czy posiadania prawa do emerytury) oraz możliwości rozwiązania umowy o pracę drogą elektroniczną z wykorzystaniem adresu poczty elektronicznej pracownika. „To były daleko idące i kontrowersyjne propozycje, które wywołały sprzeciw strony związkowej, dlatego też można było spodziewać się, że nie znajdą się one w ostatecznej wersji projektu” – komentuje ekspertka Pracodawców RP.

Handel w sieci ratuje sklepy. Wyzwaniem jest zatrudnienie dodatkowych osób do obsługi zamówień

Blisko połowa Polaków w związku z zagrożeniem koronawirusem zdecydowała się rzadziej robić zakupy w sklepach tradycyjnych, a niemal 40 proc. zamówiło je w internecie – wynika z raportu Izby Gospodarki Elektronicznej przeprowadzonego po pierwszych dwóch tygodniach pandemii. Zakupy online to dla wielu sklepów jedyny ratunek. Problemem pozostaje szybka realizacja zamowień. – Są problemy z dostępnością kurierów i pracowników magazynów – mówi Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.

 Dzisiaj kluczowe są bezpieczeństwo, ograniczenia wychodzenia z domu i brak kontaktu z innymi osobami – internetowe zakupy idealnie wpisują się w te wymagania. Naturalnie to duża szansa dla handlu elektronicznego ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.

Z badania „e-Commerce w czasie kryzysu 2020” przeprowadzonego przez agencję badawczą Mobile Institute na zlecenie IGE wynika, że 45 proc. Polaków w związku z zagrożeniem koronawirusem decyduje się rzadziej robić zakupy w sklepach tradycyjnych, aby zmniejszyć ryzyko zarażenia. Już od początku ogłoszenia stanu epidemii wielu konsumentów przeniosło się do sieci. Blisko 40 proc. w ten sposób zaopatrzyło się w zapasy żywności czy środków higienicznych i chemicznych.

– Na kanale online skupia się niemal połowa badanych w wieku 35–44 lata. Również mieszkańcy mniejszych miast wybrali internet w celu zaopatrzenia się w środki higieniczne lub detergenty. Wyniki raportu wskazują, że sytuacja wzmocni rozwój e-commerce w Polsce oraz wpłynie na zmianę nawyków zakupowych Polaków również po ustaniu pandemii – ocenia prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.

Konsumenci coraz częściej robią zakupy spożywcze bez wychodzenia z domu. W efekcie pojawiły się problemy z asortymentem – 59 proc. internautów oceniało dostępność produktów spożywczych w sklepach internetowych źle lub bardzo źle. Widać jednak, że sklepy robią, co mogą, by ułatwić życie klientom.

 Carrefour w ostatnim czasie wszedł z usługą click and collect oraz możliwością sprawdzenia, czy w sklepie jest tłum klientów. Biedronka wprowadziła zakupy przez internet w 10 miastach przez aplikację Glovo. Ten sektor wyjdzie z obecnej sytuacji wzmocniony i na pewno będzie nadal szybko rósł. Będzie nie tylko już obejmował region mazowiecki, ale także – co było ważne – wejdzie z działaniami online’owymi w całej Polsce – mówi Patrycja Sass-Staniszewska.

Problemem jest także szybkość realizacji zamówień. Wiele sklepów zastrzega, że termin przygotowania i dostawy produktów wydłużył się do kilku lub nawet kilkunastu dni.

– E-biznes ma podobne problemy jak inni przedsiębiorcy, choć oczywiście środek ciężkości jest w nieco innym miejscu. Jednak firmy z tej branży także musiały się najpierw dostosować do pracy zdalnej, zapewnić bezpieczeństwo pracowników, a w przypadku branży e-commerce też odpowiednio dostosować  promocje do bieżącej sytuacji. Niestety widzimy przede wszystkim problem z zatrudnieniem ludzi, zarówno jeśli chodzi o kurierów, jak i pracowników magazynów. Mamy nadzieję, że ta sytuacja się zmieni, ponieważ to powoduje spowolnienie rozwoju e-commerce – mówi prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.

Jak przekonuje, dla wielu przedsiębiorców wejście w handel internetowy w ostatnich tygodniach było jedynym sposobem na przetrwanie tego trudnego okresu.

– Podjęliśmy decyzję o wznowieniu akcji Go! e-Commerce, której celem jest wsparcie przedsiębiorców w transformacji cyfrowej. Prowadzimy ją w ponad 10 miastach Polski, gdzie uczymy przedsiębiorców, małych i średnich, nawet dużych, jak w ciągu pięciu dni zbudować sklep internetowy i jak działać, żeby przetrwać w czasie kryzysu. Wierzę, że zmierzamy do cyfrowego świata i e-commerce staje się wiodącym kanałem sprzedaży – podkreśla Patrycja Sass-Staniszewska.

Inwestorzy zwracają się w stronę obligacji oraz nieruchomości. To efekt niskich stóp procentowych i dużo wyższej inflacji

W czasach kryzysu konsumenci skłaniają się ku większym cięciom w wydatkach, jednak coraz szybsze tempo inflacji powoduje, że zaoszczędzone środki tracą na wartości. Przy niskich stopach procentowych niewielkie jest także oprocentowanie depozytów, zaś inwestowanie w akcje wielu uważa za zbyt ryzykowne. Dlatego coraz więcej osób inwestuje w obligacje skarbowe indeksowane o inflację, złoto lub nieruchomości. Warto jednak pamiętać, że są to inwestycje na cztery–pięć lat.

Po pięciu latach Rada Polityki Pieniężnej zmieniła w marcu stopy procentowe, obniżając referencyjną o 50 punktów bazowych, a następnie w kwietniu powtórzyła ten ruch. W efekcie stopa referencyjna wynosi dziś zaledwie 0,50 proc. i jest najniższa w historii. Nawet w gronie członków RPP odzywają się głosy, że był to ruch zbyt pochopny – taką opinię wyraził Kamil Zubelewicz. Z kolei Jerzy Kropiwnicki zasugerował zasadność podwyżek stóp w perspektywie kilku miesięcy. Jednocześnie inflacja w marcu sięgnęła 4,6 proc. rok do roku. Po raz ostatni (nie licząc lutego 2020 roku, gdy średni wzrost cen sięgnął 4,7 proc.) taki poziom widzieliśmy w grudniu 2011 roku. Tyle że wówczas referencyjna stopa wynosiła 4,50 proc.

Już teraz oprocentowanie przeciętnej lokaty spada w okolice 0,5 proc., a lada moment może się okazać, że będzie jeszcze niższe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Turek, główny analityk HRE Investment. – Inwestorzy mają teraz twardy orzech do zgryzienia, komu powierzyć swoje pieniądze, aby były w miarę bezpieczne, ale żeby też pozwalały uciec przed inflacją, która sukcesywnie obniża siłę nabywczą naszych oszczędności. I gdy spojrzymy na to, w co inwestują Polacy, to oprócz lokat przede wszystkim są to obligacje skarbowe, ale też złoto czy nieruchomości.

Z danych HRE Investment wynika, że popyt na obligacje skarbowe wzrósł kilkukrotnie w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Największym zainteresowaniem cieszyły się obligacje czteroletnie, których sprzedaje się o 800 proc. więcej niż w poprzednich tygodniach.

Obligacje skarbowe są ciekawą alternatywą dla lokat bankowych, tylko musimy pamiętać o tym, że kupując je, raczej musimy zakładać dłuższy horyzont inwestycji, przynajmniej trzy–cztery lata. Czteroletnie obligacje skarbowe mają mechanizm indeksacji o inflację – podkreśla Bartosz Turek.

To oznacza, że w pierwszym roku mają one stałe, niższe od inflacji oprocentowanie, w kolejnych latach oferują jednak marże powyżej inflacji. Jednak od maja obydwa oprocentowania spadną – za pierwszy rok z 2,4 proc. do 1,3 proc., a następnie z 1,25 proc. do 0,75 proc. powyżej inflacji. To stąd tak duże zainteresowanie zakupem tzw. czterolatek w kwietniu i – jak ocenia ekspert – ryzyko, że ich zabraknie.

– Nieruchomości też są postrzegane jako szczególnie atrakcyjne rozwiązanie. W dłuższym terminie ich wartość rośnie szybciej niż ceny w sklepach, do tego jeżeli kupimy mieszkanie, to możemy je wynajmować i z tego czerpać zysk – przedstawia kolejną alternatywę inwestycyjną główny analityk HRE Investment. – Tylko musimy brać pod uwagę, że to jest inwestycja długoterminowa, przynajmniej na pięć lat. Jeżeli chcemy kupić nieruchomość tylko na rok, to w ogóle nie ma sensu z bardzo prostej przyczyny: koszty transakcyjne przy zakupie mieszkania są tak duże, że musimy wynajmować taki lokal rok albo dwa lata, żeby się zwróciły.

Z danych NBP wynika, że na koniec marca Polacy trzymali 635 mld zł na depozytach bieżących. To o 18 mld zł więcej niż na koniec lutego. Zasoby gotówki wzrosły z 226 mld zł do 253 mld zł. Zainteresowaniu inwestowaniem sprzyja fakt, że w związku z zamrożeniem gospodarki spadły możliwości konsumpcji.

Polacy będą mniej wydawać np. na usługi typu fryzjer, kosmetyczka, bo te zakłady są nieczynne. Mamy też pierwsze informacje, że znacznie mniej pieniędzy wydają na zakup ubrań, bo wiele sklepów jest zamkniętych – mówi główny analityk Bartosz Turek.

Z badania zleconego przez Krajowy Rejestr Długów wynika, że 62 proc. Polaków dysponuje oszczędnościami na czarną godzinę. Więcej zaoszczędzili mężczyźni, osoby młodsze i z wyższym wykształceniem oraz pracujące w większych firmach. Jednak to mieszkańcy wsi najczęściej deklarują, że mają zapasy pozwalające im przetrwać do pół roku oraz rok i dłużej. Osoby z miast o liczbie mieszkańców od 20 do 100 tys. oraz największych metropolii (powyżej 500 tys. mieszkańców) częściej deklarują, że wystarczy im środków na utrzymanie się przez okres do trzech miesięcy.

– Zawsze tego typu kryzysy, zawirowania, okresy niepewności to moment, w którym przypominamy sobie o tym, że trzeba oszczędzać pieniądze. Ale na całe szczęście przez ostatnie lata Polacy odrobili tę lekcję i w badaniu z 2019 roku ponad połowa deklarowała, że ma jakieś oszczędności i że oszczędza pieniądze – mówi Bartosz Turek. – Nasze przygotowanie na niepewne czasy jest teraz bez porównania lepsze niż w roku 2008, czyli przed ostatnim kryzysem.

Rolnicy walczą ze skutkami pandemii. Problemem ograniczenia w eksporcie i spadek cen w skupach

Spowodowane pandemią ograniczenia w przepływie towarów i zmniejszona konsumpcja wpływają na działalność rolników, którzy mimo niedogodności starają się utrzymać ciągłość produkcji. Część branż, np. mleczarska i drobiarska, odczuły już problemy w eksporcie. Do tego dochodzi jeszcze problem braku rąk do pracy, m.in. ze względu na zamknięte granice. Rolnicy mogą liczyć na wiele rozwiązań z zaproponowanych przez rząd tarcz antykryzysowych oraz w ramach wsparcia unijnego. – Dopiero kolejne miesiące pokażą, czy te instrumenty dobrze nas zabezpieczą – mówi Wiktor Szmulewicz z Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Koronawirus ma wpływ na rolnictwo, bo łamią się łańcuchy dostaw. Jest też presja cenowa. Z jednej strony ceny artykułów w sklepach rosną – pewnie niektórzy chcą wykorzystać tę sytuację – a z drugiej strony dla nas, producentów żywności, ceny surowców cały czas systematycznie idą w dół, co jest tłumaczone zakłóceniami na rynkach światowych – mówi agencji Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi informowało o niepokojących ruchach na rynku mleka: jego ceny skupu spadają, mimo że w sklepach tego nie widać. Wynika to m.in. z faktu, że niektóre z zakładów tej branży sprowadzają surowiec z zagranicy, zamiast kupować go od polskich rolników.

Polskie rolnictwo jest rolnictwem towarowym, czyli eksportujemy około 30 proc. naszej produkcji. I właśnie te rynki, na których mieliśmy duży udział eksportu, teraz się załamały, co powoduje komplikacje. One powoli zaczynają się już udrażniać, bo mimo wszystko zapotrzebowanie na żywność na świecie wciąż jest. Zastój był chwilowy i teraz sytuacja powinna powoli wracać do normy – podkreśla Wiktor Szmulewicz.

Utrata rynków eksportowych najmocniej dotknęła polską branżę mleczarską i drobiarską, która jest największym w Unii Europejskiej producentem mięsa drobiowego i czwartym największym na świecie eksporterem. Głównymi odbiorcami naszego drobiu są Niemcy, Czechy, Wielka Brytania i Francja, jednak coraz więcej eksportu trafia też na rynki państw trzecich, takich jak Chiny, kraje Bliskiego Wschodu i kraje ASEAN (państwa Azji). Dla producentów drobiu pozytywną informacją jest wznowienie eksportu mięsa na rynek singapurski, o czym Ministerstwo Rolnictwa poinformowało w końcówce ubiegłego tygodnia.

Rolnicy mogą liczyć na wsparcie w ramach rządowych programów.

– Do tej pory w kolejnych wersjach tarczy antykryzysowej rolnicy byli najczęściej traktowani jako małe przedsiębiorstwa. Najważniejsze jest, żeby pomóc im w kłopotach rynkowych, w zachowaniu płynności finansowej. Umorzenie częściowej składki KRUS też jest pewnym plusem, podobnie jak objęcie pomocą socjalną opiekunów dzieci do lat ośmiu na takich samych zasadach jak w mieście. Ale dopiero za jakiś czas będziemy wiedzieć, jak kształtuje się sytuacja w rolnictwie, bo dziś dodatkowo komplikuje ją m.in. sprawa suszy. Dopiero najbliższy czas pokaże, czy wszystkie te instrumenty dobrze nas zabezpieczą – twierdzi prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Rolnikom przez trzy miesiące przysługuje zwolnienie z obowiązku opłacania składek emerytalno-rentowych dla osób objętych ubezpieczeniem w KRUS (za II kwartał br.). Rolnicy zatrudniający w swoim gospodarstwie pracowników są też zwolnieni z obowiązku opłacania za nich składek na ZUS do 30 czerwca br. Osobom sprawującym opiekę nad dziećmi do lat ośmiu przysługuje zasiłek opiekuńczy, a jeśli ze względu na obowiązkową kwarantannę lub pobyt w szpitalu rolnik nie może wykonywać swojej pracy, wówczas przysługuje mu zasiłek w wysokości 50 proc. minimalnego wynagrodzenia (1,3 tys. zł brutto). Przesunięte zostały terminy wpłacania zaliczek na CIT, rolnicy mogą też odliczyć straty spowodowane przez pandemię koronawirusa w podatku PIT oraz ubiegać się o zwolnienie lub odroczenie w zakresie podatku od nieruchomości.

W ramach rządowej tarczy antykryzysowej dla polskich rolników ważne są też te działania, które dotyczą rynku pracy i pracowników sezonowych. Specustawa zakłada, że cudzoziemcy pracujący w rolnictwie mogą pozostać w Polsce do czasu zakończenia pandemii SARS-CoV-2 i dodatkowy miesiąc po jej ustaniu. Z kolei osoby przyjeżdżające z zagranicy mogą podejmować pracę w gospodarstwie po odbyciu 14-dniowej kwarantanny. Uzupełnieniem tarczy  dla rolników mają być inne formy pomocy finansowej, w tym m.in. uruchomienie środków na zaległą pomoc suszową w wysokości 280 mln zł. W tym tygodniu minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zapewnił, że przyspieszone zostały wszystkie możliwe wypłaty dla rolników, a 91 tys. ma otrzymać pieniądze zaległe z pomocy suszowej jeszcze w tym tygodniu.

– Unia Europejska również stara się pomóc w tej trudnej sytuacji i wszelkie środki niewykorzystane w perspektywie finansowej 2014–2021 rząd może przesunąć na walkę z koronawirusem. I takie posunięcia rządu już są: uruchamiane są preferencyjne kredyty dla osób, które mają kłopoty związane ze spłatą inwestycji – mówi Wiktor Szmulewicz. – Chcielibyśmy i wnioskujemy też o to, żeby zwiększyć interwencje na rynku, Unia już częściowo wchodzi w tzw. dopłaty do przechowalnictwa prywatnego, mleka w proszku czy wołowiny. Walczymy także o wykup interwencyjny na rynku i zmianę cen, ponieważ dzisiaj ceny wykupu są już mocno nieaktualne w porównaniu do rynku światowego, więc tu można by zrobić korektę.

Jak podkreśla, w obecnej sytuacji bardzo istotne są solidarność i niezakłócony przepływ artykułów i ludzi w ramach UE, ponieważ dla polskich rolników głównymi odbiorcami są właśnie kraje unijne, w tym głównie Niemcy.

Zainteresowanie treningami online i zakupem sprzętu fitness na potrzeby domowe rośnie. Zjawisko może być jednak krótkotrwałe

Okres izolacji społecznej sprzyja aktywności fizycznej w domu, co powoduje większe zainteresowanie treningami online oraz zakupem sprzętu fitness na potrzeby domowe. Przedstawiciele branży przewidują jednak, że będzie to chwilowy wzrost, który raczej nie poprawi znacząco sytuacji finansowej działających w niej firm i trenerów, którzy w normalnych warunkach osiągają o wiele wyższe przychody. Właściciele klubów fitness i siłowni upatrują swoich szans w specyfice tegorocznego sezonu turystycznego – liczą na to, że po powrocie do normalności ograniczone możliwości wyjazdów wakacyjnych przełożą się na większe zainteresowanie ich ofertą.

Zapotrzebowanie na treningi online i sprzęt fitness w wersji domowej lub semikomercyjnej urosło z dnia na dzień. Jednak gwałtowny wzrost nastąpił dopiero teraz, kiedy okazało się, że okres ograniczeń związany z pandemią koronawirusa szybko się nie skończy. Izolacja w domu potrafi być naprawdę męcząca – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Napiórkowski, założyciel Polskiej Federacji Fitness.

Wiele zajęć online odbywa się w bardzo podobnej formie – instruktorzy prowadzą livestreaming albo udostępniają w swoich mediach społecznościowych gotowe nagrania jako instruktaż do ćwiczeń.

Na popularności zyskuje także inny format – treningi personalne na żywo – zauważa Tomasz Napiórkowski. – Umożliwiają one pracę jeden na jeden, nie na otwartym kanale, ale indywidualny trening przed monitorem z kamerkami. Trener może pokazać ćwiczenie, a podczas jego wykonywania korygować pracę ćwiczącego. Wzrost zainteresowania treningiem live jest podyktowany obecną sytuacją, w której potrzebujemy aspektu społecznego i kontaktu z drugą osobą, jeśli nie bezpośredniego, to przynajmniej online.

Jak przyznaje, zarówno trenerzy, jak i dystrybutorzy sprzętu fitness cieszą się, że przynajmniej w ograniczonym zakresie mogą prowadzić swoją działalność, ale nie zapewnia im ona przychodów, które mogliby osiągnąć w normalnych warunkach.

Przewidujemy, że jest to tymczasowe zjawisko, choć niektóre głosy z rynku mówią, że ćwiczenie w domu będzie przez niektórych kontynuowane, chociażby ze względów bezpieczeństwa – dodaje Tomasz Napiórkowski.

Wiele zależy od tego, jak długo kluby i siłownie będą zamknięte, a także od restrykcji, które zostaną nałożone na tego typu miejsca.

– Jako branża wychodzimy z założenia, że aktywność domowa  jest tymczasowym rozwiązaniem. Idea działania klubów i siłowni opiera się na kontaktach z ludźmi, atmosferze oraz relacjach między klientem a pracownikami i instruktorami. Na dłuższą metę nie da się ich utrzymać online. Myślę, że każdemu z nas już brakuje tego elementu społecznego, kontaktu z drugim człowiekiem, a co dopiero będzie za kolejne cztery–sześć tygodni – podkreśla założyciel PFF.

Dostrzega on jeszcze inny aspekt, który może kreować popyt na usługi siłowni i klubów fitness po zniesieniu restrykcji, a mianowicie specyfikę zbliżającego się sezonu wakacyjnego. Wiele osób pewnie zrezygnuje z wakacyjnego wyjazdu lub przełoży go na późniejszy termin ze względu na trudności finansowe lub obawy o bezpieczeństwo w czasie podróży.

 Liczymy na to, że nasza branża będzie mogła dostarczyć rozrywki, a siłownie i kluby staną się sposobem na oderwanie od rutyny dnia codziennego i miejscem, gdzie będzie można naładować baterie i spożytkować swoją energię po okresie kwarantanny – mówi Tomasz Napiórkowski.

Polskie start-upy i instytucje szukają innowacji do walki z koronawirusem. Mogą pozyskać miliony złotych

Branża start-upowa oraz organizacje publiczne jednoczą się w walce z pandemią koronawirusa. Powstaje szereg akceleratorów technologicznych, które mają przyspieszyć i ułatwić wdrożenie nowych, innowacyjnych rozwiązań dla przedstawicieli branży medycznej. Powstają systemy automatyzujące pracę lekarzy, środki ochrony osobistej tworzone przy wykorzystaniu drukarek 3D oraz prototypowe systemy wentylacji dla osób zarażonych. Jedną z takich inicjatyw jest konkurs Covid Challenge.

– Celem Covid Challenge jest wygenerowanie innowacji, które mogą pomóc służbie zdrowia w walce z pandemią. Chodzi przede wszystkim o sprzęt ochronny dla ratowników medycznych, elementy prostego usprawnienia wyposażenia karetek, sposoby oczyszczania i dekontaminacji pewnych rzeczy, ale także poszukiwanie wyzwań przy rozwiązaniach typu respirator czy system monitoringu pacjenta. Poszukujemy zarówno rozwiązań, które na zasadzie zrób to sam pozwalają w łatwy sposób poprawić bezpieczeństwo i sprawność działania, jak i takich, które mogą wymagać kilku miesięcy rozwoju, ale zaoferują  coś nowego – mówi agencji Newseria Innowacje Jakub Ryzenko, kierownik Centrum Informacji Kryzysowej z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk.

Od momentu ogłoszenia konkursu Covid Challenge udało się wstępnie ocenić 30 zgłoszeń, spośród których kilkanaście pomyślnie przeszło proces weryfikacji. Kolejne wnioski będą rozpatrywane partiami w dwutygodniowych odstępach. Zaaprobowane projekty otrzymają wsparcie merytoryczne, które pozwoli wdrożyć je w życie.

Uczestnicy konkursu zmierzą się z 28 wyzwaniami. Każde z nich zawiera krótki opis problemu oraz przykładowe metody jego rozwiązania. Do aplikacji konkursowej mogą dołączyć film z serwisu YouTube, a także szkic bądź schemat szczegółowo objaśniający działanie danego projektu.

– Część z nich to pomysły, które będą wymagały pewnego czasu na rozwinięcie. Część to tematy, które wymagają badań, np. tematyka ozonowania dla oczyszczania sprzętu ochronnego czy utylizacji odpadów medycznych. Tym, którzy mają pomysły i rozwiązania wymagające dłuższego rozwoju, będziemy chcieli umożliwić kontakt z potencjalnymi inwestorami – mówi ekspert.

Własny program grantowy uruchomiło także Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Instytucja planuje wyłonić w ramach Szybkiej Ścieżki „Koronawirusy” innowacyjne projekty związane z diagnostyką, profilaktyką oraz leczeniem COVID-19. Na ten cel przeznaczono 200 mln zł z funduszy europejskich, o które można starać się od 6 maja 2020 r.

Z kolei przedstawiciele Agencji Badań Medycznych powołali do życia program błyskawicznego wsparcia dla technologii medycznych przeciwdziałających rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Agencja zobowiązała się do przeprowadzenia wstępnej oceny zgłaszanych projektów w ciągu 72 godzin, a naukowcy oraz inżynierowie zainteresowani współpracą mogą liczyć na wsparcie rzędu 5 mln zł.

– Covid Challenge jest konkursem wielopłaszczyznowym. Zgłaszane są działania, które mogą przynieść efekty tu i teraz. Mamy pomysły, które potrzebują wsparcia, mamy tematy badawcze, wokół których mogą się zgromadzić grupy osób mogących je rozwinąć. Niektóre efekty już zaczynamy widzieć, prawie że z dnia na dzień, a niektóre będą wymagały kilku miesięcy – wyjaśnia Jakub Ryzenko.

Do walki z koronawirusem włączyła się także branża start-upowa. Organizatorzy Techstars Startup Weekend zorganizowali wydarzenie Global Startup Weekend Poland Covid-19, w ramach którego start-upy mogły pozyskać wsparcie związane z procesem wdrożenia na rynek technologii ułatwiających pracę i funkcjonowanie w dobie pandemii.

W ramach Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, we współpracy z firmą Ericsson Polska, uruchomiono akcelerator Star Spark 2.0 dla technologii związanych ze zwalczaniem skutków COVID-19. Start-upy zainteresowane udziałem w tym akceleratorze mogą liczyć na wsparcie mentorskie, finansowe oraz pomoc w dotarciu do klientów.

Już teraz można zaobserwować pierwsze efekty ścisłej współpracy start-upów z branżą medyczną. Zespół BrainScan.ai opracował sztuczną inteligencję wyspecjalizowaną w analizie obrazów tomografii komputerowej na potrzeby diagnozowania COVID-19. Firma Mudita nawiązała z kolei współpracę z Fundacją Badań i Rozwoju Nauki, w ramach której zaprojektowano wentylator dla pacjentów zarażonych wirusem. Urządzenie ma umożliwić dostarczenie choremu tlenu w sytuacji kryzysowej, kiedy placówka medyczna nie dysponuje wolnym respiratorem.

– Zachęcamy młodych naukowców mających świeże pomysły, jak i innowacyjne firmy rozwijające na co dzień bardzo różne rozwiązania, aby proponowały koncepcje, które mogłyby zostać wykonane szybko i skutecznie – mówi Jakub Ryzenko.

Akcja Covid Challenge jest współorganizowana przez Centrum Informacji Kryzysowej oraz organizatora konkursów łazików marsjańskich, firmę Planet Partners, przy szerokim wsparciu partnerów merytorycznych. Do projektu przyłączyli się m.in. eksperci z Katedry Medycyny Katastrof Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz zespół medyczny z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Prezydium RDS o zmianach w prawie pracy z projektu Tarczy antykryzysowej 4.0

Ostatnie dwa posiedzenia prezydium RDS, które odbyły się 28 i 29 kwietnia br., poświęcono konsultacji projektu tzw. Tarczy antykryzysowej 4.0., zawierającej rozwiązana w zakresie prawa pracy. Partnerzy społeczni przedstawili swoje uwagi do przekazanej przez Ministerstwo Rozwoju wersji projektu. Jednocześnie wyrazili swoje zaniepokojenie szybkością i dwutorowością prowadzonych prac legislacyjnych.

Aktualnie w Sejmie procedowany jest projekt  ustawy o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (druk nr 344), który w ogóle nie był konsultowany z RDS. Natomiast do Rady został skierowany projekt ustawy o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw (czyli projekt Tarczy antykryzysowej 4.0.). Mnogość przepisów nie służy legislacji, co sama przyznała Pani Wicepremier, Minister Rozwoju Jadwiga Emilewicz. Tymczasem pojawiają się kolejne projekty nowelizacji obowiązujących przepisów i kolejne wersje Tarczy antykryzysowej. Jednak jak zapewniła Pani Premier aktualnie nie są prowadzone prace legislacyjne nad kolejnymi Tarczami antykryzysowymi. Ponadto zgodnie z zapewnieniem tzw. Tarcza finansowa ruszy po majówce i wówczas przedsiębiorcy będą mogli korzystać z rozwiązań w niej przewidzianych. Zgodnie z ustaleniami organizacje partnerów społecznych dokonają przeglądu tego jak w praktyce funkcjonują obowiązujące przepisy z Tarcz antykryzysowych i przekażą swoje uwagi stronie rządowej.

W odniesieniu do projektowanych zmian w prawie pracy zawartych w tzw. Tarczy antykryzysowej 4.0., ostatecznie usunięto propozycje wywołujące najwięcej kontrowersji. Dotyczy to przede wszystkim tzw. zwalniania mailem, zawieszenia postanowień układów zbiorowych oraz możliwości obniżenia o 10% wymiaru czasu pracy w drodze oświadczenia pracodawcy. Ponadto zastrzeżenia strony związkowej wywołują przepisy dotyczące wprowadzenia ograniczenia w wysokości odpraw do maksymalnie 10-krotnościi minimalnego wynagrodzenia, a także zaproponowane rozwiązania odnoszące się do pracowników instytucji finansów publicznych czy niektóre regulacje w zakresie zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Centrale związkowe zwróciły również uwagę na brak rozwiązań dotyczących osób bezrobotnych, zwłaszcza obecnej wysokości zasiłku oraz niewystarczające wsparcie dla  pracujących na umowach cywilnoprawnych. Natomiast strona pracodawców pozytywnie oceniła projektowane w Tarczy 4.0. rozwiązania w zakresie prawa pracy. Wątpliwości wywołały jednak zapisy dotyczące przesłanki „istotnego wzrostu obciążenia funduszu wynagrodzeń”, które zostały uznane za zbyt skomplikowane. Organizacje pracodawców zaproponowały także zwiększenie 30-dniowej puli urlopu zaległego, którą pracownik musiałby wykorzystać oraz przywrócenie wcześniejszej propozycji dotyczącej wykorzystania połowy urlopu bieżącego. Pracodawcy wnioskowali o przyjęcie rozwiązań wprowadzających elastyczność w stosowaniu instrumentów ochrony miejsc pracy z FGŚP, zgłaszane przez firmy. W odniesieniu do pozostałych przepisów, za słuszny uznano kierunek zaproponowanych zmian w zamówieniach publicznych oraz w zakresie wsparcia dedykowanego samorządom.

Ustalono też, że w ramach RDS zostaną zainicjowane prace nad przygotowaniem kolejnych propozycji zmian w prawie pracy, w tym dotyczących np. elastycznego czasu pracy. Zagadnienia te zostaną wypracowane przez ekspertów organizacji i przedyskutowane w dialogu autonomicznym. Celem tego rodzaju rozwiązań ma być zwiększenie konkurencyjności polskiej gospodarki w czasie kryzysu.

Ponadto do Ministerstwa Rozwoju zostały przekazane propozycje organizacji partnerów społecznych dotyczące tzw. odmrażania gospodarki. Strona społeczna liczy, na to że zostaną one uwzględnione w aktualnych pracach prowadzonych przez rząd. Dyskusja w tym zakresie będzie w najbliższym czasie kontynuowana w ramach RDS.

Warszawskie szpitale po raz pierwszy w Polsce użyły drona w transporcie medycznym

W środę (29.04) w Warszawie miał miejsce pierwszy w Polsce lot drona z modułem transportowym, w którym przewieziono próbki do badań na obecność wirusa SARS-CoV-2. To duży krok w kierunku praktycznego wykorzystania dronów do pomocy w walce z koronawirusem. Użycie dronów do transportu medycznego w czasie pandemii może przyspieszyć transport próbek do badań na obecność wirusa. Pokazuje to rozwój polskiej branży dronowej, która jest już gotowa do realizacji nowatorskiej usługi transportu dronami w miastach oraz pomiędzy miastami.lot-drona1 lot-drona2

Lot został zrealizowany pomiędzy szpitalem MSWiA przy ul. Wołoskiej, a Centralnym Szpitalem Klinicznym UCK WUM przy ul. Banacha.

– Polska jest liderem technologii dronowych, dlatego cieszy wykorzystanie tych  najnowszych technologii do wsparcia pracy służb i instytucji w walce z koronawirusem. Obecna sytuacja pokazuje, jak perspektywiczne jest lotnictwo bezzałogowe – mówi minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.

Przedsięwzięcie oraz przygotowania były nadzorowane przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. W celu zapewnienia maksymalnego poziomu bezpieczeństwa lot w Warszawie był poprzedzony lotami testowymi m.in. na poligonie Centralno-Europejskiego Demonstratora Dronów (CEDD) na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Wykonanie tego rodzaju lotu dronem w środowisku miejskim wymagało przygotowania trasy lotu i analizy terenu otoczenia – zadanie to było realizowane przez specjalistów z Urzędu Lotnictwa Cywilnego i Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Polska jako jeden z pierwszych krajów na świecie uregulowała rynek bezzałogowych statków powietrznych. Jesteśmy przygotowani technologicznie i legislacyjnie do bezpiecznych i zaawansowanych operacji lotniczych. Dzięki temu możemy zaprząc drony do walki z epidemią koronawirusa – mówi Piotr Samson Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Program CEDD, który powstał dwa lata temu na obszarze testowym zorganizowanym przez Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię, jest realnym wsparciem i katalizatorem zaawansowanych projektów dronowych i polskich technologii transportu autonomicznego.

– Dzięki CEDD możemy bezpiecznie testować nowe systemy bezzałogowe. Zastosowanie dronów w transporcie medycznym otwiera również nowe możliwości dla tego sektora w transporcie w ogóle – mówi Małgorzata Darowska, pełnomocnik Ministra Infrastruktury ds. Bezzałogowych Statków Powietrznych i programu Centralnoeuropejski Demonstrator Dronów.

Lot drona transportowego w Warszawie z zachowaniem najwyższego poziomu bezpieczeństwa możliwy był dzięki wykorzystaniu technicznych rozwiązań Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej – odbiorników ADSB zintegrowanych z systemem do koordynacji lotów bezzałogowych statków powietrznych (BSP) PansaUTM. System PansaUTM zapewnia koordynację lotów BSP w polskiej przestrzeni powietrznej oraz zarządzanie wnioskami i zgodami na realizację lotów bezzałogowych statków powietrznych. Opiera się na autorskich rozwiązaniach operacyjnych Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej oraz rozwiązaniach programistycznych dostarczanych przez partnera technologicznego HAWK-E, co ważne jest zintegrowany z najbardziej popularną wśród operatorów dronów w Polsce aplikacją Droneradar. Jest pierwszym tego rodzaju systemem uruchomionym operacyjnie w Europie.

Jako pierwszy kraj w Europie posiadamy operacyjną infrastrukturę wspierającą zarządzanie ruchem bezzałogowych statków powietrznych – system PANSA UTM. Pozwala to na uruchomienie usług z wykorzystaniem dronów, w tym związanych ze zwalczaniem skutków COVID-19, na terenie Polski. Dzisiejszy lot transportowy potwierdził funkcjonalność systemu PansaUTM, który umożliwia zarządzanie lotami dronów w polskiej przestrzeni powietrznej oraz ich bezpieczną separację od konwencjonalnego ruchu lotniczego – mówi Janusz Janiszewski Prezes Polskiej agencji Żeglugi Powietrznej.

System może być w krótkim czasie zintegrowany z państwowymi rejestrami czy numerem alarmowym 112. Jednocześnie PAŻP jest gotowa do dopuszczenia dronów do wsparcia służb porządkowych, służby zdrowia, samorządów oraz firm w zwalczaniu epidemii.

Tarcza antykryzysowa 2.0 – nowe zasady zwolnienia z opłacania składek ZUS

Tarcza Antykryzysowa przyniosła zmiany odnoszące się do zwolnienia ze składek ZUS za okres od marca do maja 2020 r. Niestety, najistotniejsze z nich nie odnoszą się do największych podmiotów zatrudniających więcej niż 49 ubezpieczonych.

Po pierwsze, zmianie uległa data zgłoszenia jako płatnik składek, od której zależy możliwość skorzystania ze zwolnienia ze składek za okres od marca do maja 2020 r. Do tej pory możliwość ta przysługiwała płatnikom zarejestrowanym przed 1 lutego 2020 r., obecnie krąg uprawnionych został rozszerzony i obejmuje płatników zgłoszonych przed 1 kwietnia 2020 r.

Po drugie, przedsiębiorstwa odprowadzające składki za więcej niż 9 i mniej niż 50 ubezpieczonych, zyskały możliwość wystąpienia z wnioskiem o zwolnienie z obowiązku zapłaty 50% składek należnych za okres od marca do maja 2020 r.

Dodatkowo, o zwolnienie z obowiązku zapłaty składek ZUS za okres od marca do maja 2020 r. mogą teraz ubiegać się także spółdzielnie socjalne – podmioty raczej mało znane, a działające w formule, którą jest połączenie działalności przedsiębiorstwa i organizacji pozarządowej. Liczba spółdzielni socjalnych nie jest wysoka, jednak rozwiązanie wprowadzone przez Tarczę Antykryzysową 2.0 jest dla nich niewątpliwie korzystne, bo mogą zostać zwolnione z opłacania składek niezależnie od wysokości osiąganych przychodów czy liczby osób zgłoszonych do ubezpieczeń.

Co nie mniej istotne, płatnicy, którzy zdążyli już zapłacić składkę za marzec, mogą ją obecnie odzyskać, jeśli ich wniosek o zwolnienie z obowiązku zapłaty składek za okres od marca do maja 2020 r. zostanie rozpatrzony pozytywnie.

– Do tej pory zwolnieni dotyczyło wyłącznie nieopłaconych składek. Obecne podejście zakłada zaś, że wniosek o zwolnienie ze składek może – oprócz nieopłaconego kwietnia i maja – obejmować także opłaconą już marcową składkę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Dyl, prawnik w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Wniosek o jej zwrot należy złożyć do końca terminu płatności składek za kwiecień, czyli do 11 lub 15 maja, zależnie od terminu opłacania składek obowiązującego danego przedsiębiorcę.

Płatnicy mogą także składać już wnioski o odstąpienie od pobierania odsetek za zwłokę dla należności za okres od stycznia 2020 r., które nie zostały opłacone w terminie. To rozwiązanie jest o tyle ważne, że obejmuje wszystkich płatników niezależnie od formy, wysokości uzyskiwanych przychodów czy liczby ubezpieczonych – także więc największych firm, które nie mogą obecnie liczyć na wymierne wsparcie ze strony ZUS.

Jeżeli obawiamy się, że bezrobocie wzrośnie o 1 mln osób, a może więcej, to brakuje istotnych rozwiązań, które dotyczą dużych firm, a są takie przecież, które zatrudniają ponad 50 tys. osób. Przykładem jest Poczta Polska SA.

– Większe przedsiębiorstwa mogą mieć lepszą płynność finansową i większe rezerwy finansowe niż te mniejsze, co w pewnym stopniu mogłoby tłumaczyć nieobejmowanie ich możliwością zwolnienia się ze składek ubezpieczeniowych za trzy miesiące. Są to jednak wyłącznie domysły, które niekoniecznie muszą być prawdą. Z pewnością, gdyby podmioty opłacające składki za więcej niż 49 ubezpieczonych również zostały objęte zwolnieniem, to wpłynęłoby to dobrze na ich kondycję. Już napływają informacje, że pomoc jest potrzebna nie tylko najmniejszym przedsiębiorstwom – komentuje A. Dyl z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-COV-2

Analizowany projekt ustawy jest kolejnym dokumentem określanym mianem „tarczy antykryzysowej”. Dotychczas uchwalono dwa tego rodzaju pakiety przepisów, aktualnie procedowane są dwa kolejne, w tym ten będący przedmiotem niniejszego stanowiska. Z jednej strony należy zatem docenić fakt, że prawodawca nie ustaje w wysiłkach, jeśli chodzi o legislacyjną odpowiedź na kryzysową sytuację wywołaną pandemią koronawirusa, z drugiej jednak po stronie głównych adresatów projektowanych regulacji, czyli przedsiębiorców, pojawia się pewne wrażenie chaosu, spotęgowane dodatkowo poziomem skomplikowania niektórych z przewidzianych w kolejnych „tarczach” rozwiązań oraz uwzględnianiem w tych aktach przepisów niezwiązanych bezpośrednio z przeciwdziałaniem gospodarczym skutkom pandemii. Każda z „tarcz” ma swoje mocne i słabe strony – ta obserwacja dotyczy również przedmiotowego projektu. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa część zawartych w nim rozwiązań za absolutnie właściwe, jednocześnie chciałby podkreślić swoje wątpliwości co do niektórych z projektowanych regulacji i wyrazić konieczność uzupełnień w pewnych zakresach.

Z pewnością jedną z istotniejszych zalet omawianego projektu są wprowadzone do niego przepisy odnoszące się do zatrudniania cudzoziemców. Przewidują one bowiem, że w przypadku zmiany warunków wykonywania pracy przez cudzoziemca na podstawie regulacji specustawy COVID-owej, cudzoziemiec może w dalszym ciągu wykonywać pracę na tych zmienionych warunkach bez konieczności ubiegania się o nowy tytuł do wykonywania pracy. Proponowane regulacje w istotnym stopniu ułatwią korzystanie z instrumentów przewidzianych w pierwotnej „tarczy” podmiotom zatrudniającym cudzoziemców. W szerszej perspektywie, można byłoby je uznać za pretekst do dyskusji o trwałej zmianie przepisów w tym zakresie. ZPP od lat postuluje, by zmiana warunków zatrudnienia (np. zmiana stanowiska pracy, zmiana wynagrodzenia etc.) nie powodowała konieczności zmiany w tytule do wykonywania pracy przez cudzoziemca. Co więcej, wielokrotnie proponowaliśmy, by również zmiana miejsca zatrudnienia nie wiązała się z potrzebą rejestrowania nowego oświadczenia, czy zmiany/wydania nowego zezwolenia. W ten sposób, każdy z tytułów do podjęcia przez cudzoziemca zatrudnienia stałby się w istocie po prostu upoważnieniem do wykonywania pracy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Z pewnością za zasadne należy uznać również przepisy dotyczące rozszerzenia zwolnienia ze składek na ubezpieczenia społeczne dla przedsiębiorców. Zgodnie z proponowanymi regulacjami, zwolnieniem objęci byliby również ci płatnicy własnych składek, którzy osiągnęli przychód wyższy niż 300% prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej, lecz ich dochód z tej działalności w lutym 2020 roku nie był wyższy niż 7000 zł. Tym samym, zakres tego zwolnienia został rozszerzony również o te podmioty, które osiągają stosunkowo wysokie przychody, przy jednocześnie znacznie niższych realnych dochodach. Jest to zbieżne z naszym podstawowym postulatem możliwie najbardziej powszechnego zwolnienia przedsiębiorców z sektora MSP ze składek na ubezpieczenia społeczne, w związku z czym oceniamy tę propozycję pozytywnie.

Na aprobatę zasługują również przepisy odnoszące się do szeroko pojętej elektronizacji procedur, szczególnie sądowych. W naszym przekonaniu, system sądownictwa powinien w możliwie najszerszym stopniu korzystać z dostępnych rozwiązań technologicznych. Tym samym, rozwiązania przewidziane w projekcie, takie jak m.in. możliwość wnoszenia do sądu powszechnego pism za pośrednictwem platformy ePUAP powinny być utrzymane również w „normalnym” czasie po epidemii.

W toku przeprowadzonych z członkami konsultacji udało nam się ponadto wypracować szereg szczegółowych uwag przedstawionych poniżej.

Nie ulega wątpliwości, że szczególnie w obecnej sytuacji utrzymywanie w stałej działalności zakładów z określonych sektorów wydaje się być kluczowe. Stąd też pojawiają się sygnały o konieczności zapewnienia osobom zatrudnionym we wpisanych do wykazu przedsiębiorców o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym podmiotach, których przedmiotem działalności jest wytwarzanie i dystrybucja m.in. produktów leczniczych i wyrobów medycznych, dostępu do badań na obecność wirusa SARS-CoV-2, finansowanych ze środków budżetu państwa. Podkreśla się szczególną wagę uwzględnionych w powyższym katalogu przedsiębiorstw – utrzymanie płynności ich funkcjonowania jest istotne z punktu widzenia szeroko pojętego bezpieczeństwa Polski, szczególnie w świetle trudnej sytuacji epidemiologicznej.

Przedstawiony projekt zawiera kilka istotnych modyfikacji przepisów ustawy Prawo telekomunikacyjne, ważnych szczególnie z punktu widzenia wdrażania sieci 5G w Polsce. Wśród proponowanych przez projektodawcę regulacji znajduje się m.in. postulat, zgodnie z którym zwycięzcy postępowań selekcyjnych i przydziału częstotliwości mieliby dowiadywać się o wymaganiach dotyczących bezpieczeństwa i integralności infrastruktury telekomunikacyjnej i usług dopiero na etapie wydania decyzji rezerwacyjnej (określenie wspomnianych wymogów miałoby stanowić jej część). Już sama ta konstrukcja wydaje się być dyskusyjna (wszak informacja o wszelkich wymogach i zobowiązaniach powinna być dostępna uczestnikowi postępowania jeszcze przed przystąpieniem do niego), prawdziwie zaskakująca staje się jednak w połączeniu z propozycją, by Prezes UKE miał z urzędu unieważniać postępowania, jeśli projekt rozstrzygnięcia decyzji w sprawie rezerwacji częstotliwości opublikowany wraz z ogłoszeniem o przetargu, aukcji albo konkursie, nie zawiera opisanego powyżej elementu. Tym samym, projektodawca pragnie wprowadzić dodatkowy wymóg do postępowania aukcyjnego, zastrzegając że jego niezrealizowanie w ramach toczącego się już postępowania, skutkować winno jego unieważnieniem. Tego rodzaju konstrukcja wydaje się być trudna do obrony i może spowodować istotne opóźnienia w uruchomieniu sieci 5G w Polsce.

Uwagę należy zwrócić również na przepisy odnoszące się do zmian w zakresie wysokości zabezpieczeń finansowych w ramach giełdowego rynku energii i gazu. Proponuje się bowiem ograniczenie ich (w określonych wypadkach) do 50% wartości wymaganych depozytów zabezpieczających transakcje. Nie ulega wątpliwości, że wyjątkowa sytuacja, w jakiej się znajdujemy, wymaga uelastycznienia zasad związanych z zabezpieczeniami, jednocześnie należy pamiętać o konieczności ochrony pewności obrotu. Zasadna wydawałaby się zatem debata nad wymaganym poziomem zabezpieczeń z uczestnictwem szerokiego wachlarza podmiotów funkcjonujących na rynku, tak aby możliwe było wypracowanie w tym zakresie kompromisowych rozwiązań, zachowujących balans pomiędzy bezpieczeństwem obrotu a pożądaną elastycznością systemu zabezpieczeń.

Wśród zgłoszonych szczegółowych uwag pojawił się również postulat umożliwienia przeprowadzenia w trybie egzaminu na prawo jazdy dla kierowców zawodowych – części teoretycznej w formule online oraz części praktycznej z zachowaniem obowiązujących przepisów sanitarnoepidemiologicznych. W odniesieniu do przepisów elektronizujących określone procesy pojawia się postulat, by przekazywanie projektów umów lub zmian w umowach oraz powiadomień określonych w art. 5 ust. 5 i 6 ustawy Prawo energetyczne, mogło następować z użyciem środków komunikacji elektronicznej w szerzej opisanej grupie okoliczności – tj. również po udostępnieniu przez odbiorcę adresu poczty elektronicznej, oraz z uwzględnieniem możliwości wyrażenia przez odbiorcę zgody z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej. Powtarzają się również głosy dot. jednoznacznego dopuszczenia możliwości sprzedaży napojów alkoholowych przez Internet, czyli de facto dostosowania przepisów ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi do warunków współczesnych, w których coraz więcej umów sprzedaży zawieranych jest na odległość.

Projekt nie uwzględnia ponadto podnoszonych już postulatów dotyczących wprowadzenia tymczasowości przepisów obniżających limit pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego (regulacje te oceniamy jak najbardziej negatywnie, jednak skoro już są, to wydaje się że powinny obowiązywać w ściśle określonym czasie i tracić moc np. po upływie 120 dni od dnia wejścia w życie). Aktualne pozostają również uwagi do innych elementów pierwotnej „tarczy”, w tym m.in. uporządkowanie kwestii dopłat do wynagrodzenia postojowego (w obecnej praktyce przedsiębiorcy, którzy pragną skrócić okres porozumienia z pracownikami i przywrócić ich do pracy, otrzymują z urzędów pracy sygnały o wycofaniu wsparcia za cały okres porozumienia), czy kwestia możliwości skorzystania z dopłaty z PFRON na poczet zatrudnionych pracowników z orzeczeniem o niepełnosprawności w sytuacji, gdy są oni objęci wynagrodzeniem postojowym dofinansowanym ze środków publicznych.

Reasumując, przedstawiony projekt ustawy zawiera szereg propozycji godnych pochwały, jednak przynajmniej część przepisów w nich zawartych budzi istotne wątpliwości. Tym samym, cały pakiet „tarcz” wymaga dalszych prac ukierunkowanych na kompleksowe uwzględnienie uwag spływających do prawodawcy od partnerów społecznych.

Czy EBC w tym tygodniu rozszerzy program skupu aktywów związany z walką ze skutkami pandemii?

Jutro inwestorzy skupią się na spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego. Jakie dalsze kroki walce ze skutkami koronawirusa może podjąć EBC?

Europejski Bank Centralny dołączył do grona innych banków centralnych i rządów, które postanowiły ratować gospodarkę w obliczu kryzysu związanego z pandemią COVID-19. Od początku kryzysu EBC wprowadził szereg inicjatyw mających na celu wsparcie gospodarek strefy euro w tych trudnych czasach. Bank centralny strefy euro nie ma wprawdzie zbyt wielkich możliwości obniżek stóp procentowych, w ostatnich tygodniach ogłosił jednak serię mniej konwencjonalnych środków, takich jak rozszerzenie obecnego programu luzowania ilościowego o łączną kwotę 120 mld euro. EBC wprowadził również specjalny program na czas pandemii (PEPP), który zakłada, że do końca roku bank centralny zakupi dodatkowe aktywa o łącznej wartości 750 mld euro. Oprócz tego EBC ogłosił również bardziej korzystne warunki pożyczek dla banków komercyjnych oraz tymczasowo poluzował wymagania dotyczące instrumentów zabezpieczających (ang. collateral), jakie podejmując transakcje z Eurosystemem (który składa się z EBC i banków centralnych państw strefy euro) wnoszą banki komercyjne.

W zwyczajnej sytuacji bank centralny prawdopodobnie czekałby na efekty swoich dotychczasowych działań, obserwując dane gospodarcze. Obecnie jednak żyjemy w bezprecedensowych czasach, stąd uważamy, że podczas najbliższego, czwartkowego spotkania Rady Prezesów EBC, bank prawdopodobnie ogłosi dalsze rozluźnienie polityki pieniężnej. Jeśli nie doszłoby do tego sądzimy, że EBC zasugeruje gotowość i chęć podjęcia dalszych działań podczas kolejnych spotkań. W szczególności chodzi tu o rozszerzenie programu PEPP.

Ostatnie dane dotyczące nowych zakażeń koronawirusem w Europie można określić mianem dość optymistycznych. Można podejrzewać, że najgorsze już za nami. Nie oznacza to jednak, że dojdzie do natychmiastowego rozluźnienia restrykcji. Sygnały napływające z kluczowych krajów UE sugerują, że kroki podejmowane przez poszczególne państwa (obszar ochrony zdrowia niemal w całości pozostaje w ich gestii) w tym zakresie będą ostrożne. Środki prewencyjne niestety mają również swój negatywny efekt w postaci niekorzystnego oddziaływania na aktywność gospodarczą.

Od czasu ostatniego spotkania banku centralnego w marcu poznaliśmy serię odczytów, które pokazują wyraźne załamanie sytuacji gospodarczej strefy euro. Najbardziej obrazowym jest chyba spadek indeksów PMI opisujących aktywność biznesową w usługach i przemyśle, gdzie indeks zbiorczy w kwietniu przebił poprzedni rekord i spadł do poziomu 13,5 pkt., czyli najniższego w ponad 20-letniej historii odczytów (Wykres 1).

Wykres 1: Indeksy PMI w strefie euro (2017 – 2020)

Indeksy PMI w strefie euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 29/04/2020

Zatrudnienie w przemyśle i usługach zdecydowanie spadło, aczkolwiek pierwsze dostępne dane sugerują, że rynek pracy w strefie euro radzi sobie lepiej niż amerykański. Naszym zdaniem wynika to w sporej mierze z tego, że w strefie euro, w przeciwieństwie do sytuacji w USA, występuje spory nacisk na utrzymywanie miejsc pracy. Niemniej, strefę euro niechybnie czeka głęboka recesja. Prezes Lagarde niedawno ostrzegała, że PKB strefy euro może skurczyć się w tym roku nawet o 15%. Sądzimy, że Europejski Bank Centralny uzna, że skala recesji będzie znacząca i przyjmie bardzo „gołębią” retorykę.

Oczywiście istnieje możliwość, że EBC póki co wstrzyma się ze zmianami polityki monetarnej, odsuwając w czasie ewentualne decyzje. Jesteśmy jednak zdania, że już w czwartek EBC ogłosi rozszerzenie programu PEPP do poziomu, który pozwoli na zaabsorbowanie nowych oczekiwanych emisji ze strony peryferyjnych krajów strefy euro co najmniej do końca 2020 roku.

O ile obecna wartość programu w wysokości 750 mld euro jest bez wątpienia znaczna, to odpowiada ona zaledwie około 6% PKB strefy euro. Możliwe wydaje się zatem jego zwiększenie. Biorąc pod uwagę niechęć ze strony banku centralnego do obniżki stóp procentowych u szczytu paniki rynkowej w poprzednim miesiącu, wydaje się jednak, że stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną niezmienione.

Widzimy trzy możliwości tego, w jaki sposób para EUR/USD (oraz USD/PLN) może zareagować na najbliższe spotkanie EBC. Jeżeli Europejski Bank Centralny powstrzyma się od decyzji i nie zadeklaruje gotowości do podejmowania dalszych kroków w przyszłości, oczekujemy silnej wyprzedaży euro w relacji do amerykańskiej waluty i istotnego wzrostu kursu USD/PLN. W normalnej sytuacji wydawałoby się to sprzeczne z tym co podpowiada intuicja, aczkolwiek jesteśmy zdania, że w aktualnych okolicznościach inwestorzy dużo bardziej obawiają się tego, że gospodarki mogą otrzymać niewystarczającą pomoc niż jakichkolwiek negatywnych konsekwencji bardzo luźnej polityki pieniężnej.

Drugą możliwością jest scenariusz, w którym EBC utrzymuje stabilną politykę monetarną, ale jednocześnie ogłasza, że jest gotowy do podjęcia działań w dalszym czasie. W takim przypadku reakcja rynku walutowego powinna zależeć od tego, czy Christine Lagarde zdoła przekonać inwestorów, że EBC faktycznie z dużym prawdopodobieństwem będzie łagodził politykę monetarną. W przypadku materializacji tego scenariusza zakładamy, że rynek w pierwszym odruchu zareaguje jednak wyprzedażą wspólnej europejskiej waluty w parze z dolarem i wzrostem kursu USD/PLN.

Trzecia możliwość – jednocześnie nasz scenariusz bazowy – zakłada, że EBC w czwartek ogłosi zwiększenie programu PEPP. W przypadku realizacji tego scenariusza, uwzględniając rozbieżność w oczekiwaniach dotyczących tego, czy EBC już teraz ogłosi nowe środki, czy jednak zdecyduje się zaczekać, spodziewamy się silniejszego euro w parze z dolarem amerykańskim i spadku kursu USD/PLN. Taka decyzja również pokazałaby rynkom, że europejscy decydenci mają wystarczająco dużo amunicji, aby pomóc gospodarkom wspólnego bloku walutowego w powrocie do normalności.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Bank Pekao S.A. już dziś zacznie przyjmować wnioski o subwencje

Już dziś (29.04) od godziny 18.00 klienci Banku Pekao będą mogli składać wnioski o subwencje w ramach Tarczy Finansowej PFR dla Firm i Pracowników. Bank przygotował dla klientów filmy instruktażowe, w jaki sposób wypełnić wnioski w Pekao24 oraz PekaoBiznes24. Na stronie internetowej znajduje się także kalkulator subwencji, obliczający maksymalną kwotę, o którą może ubiegać się mikro, mała oraz średnia firma.

Klienci banku reprezentujący mikro, małe i średnie firmy mogą wypełnić wniosek o subwencję z programu w Pekao24 oraz PekaoBiznes24. Program Polskiego Funduszu Rozwoju ma na celu wsparcie przedsiębiorców, których działalności ucierpiały na skutek sytuacji gospodarczej związanej z pandemią COVID-19. Warunkiem zgłoszenia się do programu jest odnotowanie spadku przychodów ze sprzedaży o co najmniej 25 proc. w dowolnym miesiącu po 1 lutego w porównaniu do miesiąca poprzedniego bądź analogicznego miesiąca roku ubiegłego.

Pekao, aby pomóc swoim klientom w złożeniu wniosku, przygotowało specjalną stronę internetową www.pekao.com.pl/tarcza-PFR. Zainteresowani programem będą mogli zapoznać się na niej z warunkami udzielania subwencji, najczęściej zadawanymi pytaniami i odpowiedziami, filmami instruktażowymi, pokazującymi, jak wypełnić wniosek w bankowościach elektronicznych Pekao24 oraz PekaoBiznes24, a także kalkulatorem subwencji.

Aby móc oszacować kwotę maksymalnej subwencji w kalkulatorze dostępnym na stronie internetowej Pekao, przedsiębiorca powinien przygotować następujące dane:

– liczbę pracowników na 31 grudnia 2019 roku (dla klientów mikro) oraz na koniec miesiąca poprzedzającego złożenie wniosku;

– obroty w 2019 roku;

– obrót w wybranym miesiącu, w którym nastąpił spadek obrotów o co najmniej 25 proc. oraz obrót w miesiącu poprzednim lub analogicznym ubiegłego roku (w zależności od wybranej opcji).

Kwota wyliczona w kalkulatorze jest wartością  przybliżoną i zostaje oszacowana na podstawie wpisanych przez klienta danych. Wiążące wyliczenia wraz z decyzją o wysokości przyznanej subwencji  Polski Fundusz Rozwoju przekaże po złożeniu wniosku.

Wniosek o subwencję w ramach Tarczy Finansowej PFR złożysz w bankowości elektronicznej Banku Millennium

Dziś po godz. 18 mikro, małe i średnie firmy, które ucierpiały na skutek pandemii koronawirusa, mogą składać w serwisie bankowości internetowej Banku Millennium wnioski o wsparcie finansowe w ramach Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju. Bank udostępnił swoim klientom wygodne i przyjazne rozwiązanie, dzięki któremu złożenie wniosku jest maksymalnie proste i intuicyjne. Decyzja PFR w sprawie udzielenia wsparcia również zostanie przekazana w serwisie internetowym banku.

Tarcza Finansowa PFR to program pomocowy o łącznej wartości 100 mld zł, skierowany do ok. 670 tys. polskich przedsiębiorstw, które ucierpiały w wyniku trwającej epidemii. Jego celem jest zapewnienie firmom płynności i stabilności finansowej w okresie poważnych zakłóceń w gospodarce. Zgodnie z założeniami programu, wnioski o subwencję mogą składać za pośrednictwem banków mikro, małe i średnie firmy. Nie ma możliwości uzyskania dofinansowania przez jednoosobową działalność gospodarczą, w ramach  której występuje jedynie właściciel.

Bank Millennium konsekwentnie wspiera budowę cyfrowej administracji publicznej, włączając się w wiele rządowych projektów i wnosząc do nich istotną wartość dodaną. Z dużym powodzeniem i przy pomocy znaczących nakładów finansowych rozwijamy swoje systemy informatyczne, by korzystanie z e-administracji w bankowości elektronicznej było dla klienta wyjątkowo proste i przyjazne. To wsparcie jest dla nas naturalne, ponieważ rozumiemy i wspieramy polską gospodarkę, naszym priorytetem jest też zapewnianie klientom najlepszego możliwego serwisu i wdrażanie rozwiązań, które ułatwiają im codzienne życie. Systemy bankowe stały się oknem na cyfrowy świat polskiej administracji, klienci z dużym zadowoleniem korzystają z możliwości, jakie daje współpraca między bankami, a administracją państwową. Naturalna jest też dla nas pomoc oferowana klientom w tej trudnej dla wszystkich sytuacji – mówi Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

Finansowanie w ramach Tarczy Finansowej PFR opiera się na nieoprocentowanych subwencjach finansowych, o które można wnioskować m.in. za pośrednictwem serwisu internetowego Banku Millennium. Po spełnieniu określonych kryteriów, m.in. utrzymania działalności i zatrudnienia, po 12 miesiącach do 75 proc. wartości subwencji może zostać umorzona.

Proces odbywa się w pełni online w systemie transakcyjnym banku. Wniosek o subwencję oparty jest na oświadczeniach przedsiębiorcy i składany jest w serwisie internetowym Millenet przez osobę uprawnioną do składania oświadczeń w imieniu firmy, która została upoważniona przez firmę do czynności związanych z podpisaniem umowy o subwencję oraz ma możliwość jej podpisania przy wykorzystaniu bankowych narzędzi autoryzacyjnych. Status wniosku oraz potwierdzenie udzielenia lub odmowy subwencji, przygotowane na podstawie decyzji otrzymanej przez bank z PFR, będą również dostępne w Millenecie.

Podstawą weryfikacji wniosków i oświadczeń, które wpływają na przyznanie subwencji w ramach Tarczy Finansowej PFR i jej wysokość są rejestry publiczne, ważne jest więc, by przedsiębiorca, który będzie się ubiegał o jej przyznanie złożył deklarację podatkową (np. VAT-7) w czasie, który pozwoli na jej przetworzenie i zatwierdzenie przez oragany podatkowe.

Przed złożeniem wniosku o subwencję firma powinna:

– upewnić się, że bank posiada aktualne, zgodne z wpisem w rejestrze dane firmy (nazwa, NIP, REGON, data założenia);

– upewnić się, że posiada aktywny dostęp do bankowości internetowej dla firm;

– upewnić się, że jej przedstawiciele są uprawnieni do reprezentowania firmy, w tym do zawarcia umowy;

– przygotować dane finansowe, w szczególności m.in. o wysokość obrotów gospodarczych w wybranych miesiącach oraz o liczbie zatrudnionych pracowników w przeliczeniu na pełen etat.

Kto najbardziej ucierpi na powrocie migrantów zarobkowych – Polska czy Ukraina?

Czy migranci zarobkowi pozostaną bezrobotni, czy będą „odmrażać” gospodarkę zależy od decyzji obu państw – Tomas Bogdevic, Dyrektor Generalny międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal.

Sytuacja z pandemią pokazała, w jakim stopniu polski rynek jest uzależniony od pracowników zagranicznych. Trudno jest w tym roku rozpocząć prace sezonowe w Polsce bez migrantów zarobkowych z Europy Wschodniej. Polscy rolnicy obawiają się, że plony mogą pozostać niezebrane na polach. Strony z ofertami pracy i profile w sieciach społecznościowych są pełne ogłoszeń o pracę przy zbieraniu truskawek, ale niewielu jest chętnych. Ukraińcy, którzy pracowali w hotelach lub restauracjach nie spieszą się z powrotem na pola. Właściciele gospodarstw twierdzą, że bezrobotni Polacy raczej ich nie zastąpią, ponieważ odzwyczaili się od ciężkiej pracy. Obecnie rolnictwo w Polsce już potrzebuje kilku tysięcy pracowników, a w czerwcu będzie potrzebowało kilkudziesięciu tysięcy rąk do pracy.

W branży budowlanej, która stanowi 8% polskiego PKB, dotkliwie brakuje pracowników. Co 5 ukraiński pracownik budowlany opuścił kraj.

Trudno jest prognozować podczas kryzysu w ciągle zmieniającej się sytuacji, ale można założyć, że: jeśli granice pozostaną zamknięte do początku lata, przemysł samochodowy, meblowy oraz metalowy i drzewny, czyli te branże, które już zaczęły „odmrażać” swoją działalność, mogą odczuwać niedobór siły roboczej. Nawet na tle rosnącego bezrobocia w kraju, Polska prawdopodobnie nie będzie w stanie zaspokoić zapotrzebowania na rynku pracy, jeśli nie nastąpi duża recesja w gospodarce i susza.

Czy Ukraińcy, którzy opuścili Polskę pomogą odbudować własną gospodarkę?

Po zbadaniu sytuacji na rynku pracy w Dziale Analitycznym Gremi Personal dostrzegliśmy kilka nowych trendów i przeanalizowaliśmy, jak powrót Ukraińców może wpłynąć na gospodarkę Polski i Ukrainy.

Ukraińcy, którzy opuścili Polskę chcą wrócić, ale nie wiedzą jak

Po zamknięciu granicy około 175 tysięcy Ukraińców opuściło Polskę w dwóch falach. Zasadniczo byli to migranci, których okres legalnego pobytu w kraju dobiegł końca. Według szacunków Działu Analitycznego Gremi Personal grupa ta stanowi 12% Ukraińców pracujących w Polsce.

Trzecia oczekiwana fala masowego wyjazdu na prawosławne Święta Wielkanocne i święta majowe na Ukrainie nie miała miejsca. Ukraińcy zdali sobie sprawę, że po powrocie z Ukrainy trudno będzie im utrzymać pracę. Częściowo uspokoiły ich przepisy przyjęte przez polski rząd w zakresie automatycznego przedłużania wygasłych dokumentów, co jest jednoznaczne z możliwością kontynuowania pracy.

Do Ukraińców, którzy pozostali w Polsce zaczęły dochodzić głosy rodaków, którzy powrócili do ojczyzny mówiące o tym, że ciężko jest obecnie znaleźć pracę na Ukrainie, a konsumowanie zarobionych pieniędzy stanowi wątpliwą przyjemność. Sytuacja gospodarcza na Ukrainie nie napawa optymizmem. W ciągu zaledwie jednego miesiąca kwarantanny liczba bezrobotnych na Ukrainie wzrosła o 1-1,3 miliona, podczas gdy w Polsce taką liczbę bezrobotnych szacuje się na koniec roku.

Jedna trzecia Ukraińców, którzy opuścili Polskę już chce wrócić. Świadczą o tym dane zebrane przez nasz dział analityczny na podstawie analizy zgłoszeń na „gorącą linię”, którą uruchomiliśmy w ramach programu pomocy społecznej dla Ukraińców „Jesteśmy razem”. Wśród dzwoniących są też osoby, które nigdy nie były w Polsce przed pandemią. Co za tym idzie, wzrośnie liczba Ukraińców chcących przyjechać do pracy.

Pracodawcy będą dyktować warunki

Jednak migranci zarobkowi mogą się zetknąć z nową rzeczywistością kryzysową w Polsce. Teraz to nie pracownik, ale pracodawca ponownie będzie dyktować warunki. Przed pandemią Ukraińcy oswoiwszy się na polskim rynku, wybierali najlepsze z wielu dostępnych ofert pracy, a firmy zachęcały pracowników pakietami socjalnymi i innymi korzyściami, takimi jak bezpłatne zakwaterowanie, czy pomoc w kwestiach prawnych.

Obecnie w Polsce dostępne są wolne miejsca pracy, ale zapotrzebowanie na atrakcyjne oferty znacznie wzrośnie. O jedno stanowisko może ubiegać się kilka osób, zarówno obywateli polskich, jak i cudzoziemców. Taki trend obserwujemy już w przedsiębiorstwach, z którymi współpracujemy.

Pracodawcy będą wybierać najlepszych z najlepszych. Ukraińcy dawno już dali się poznać w Polsce jako dobrzy pracownicy. Wysokie umiejętności zawodowe, znajomość języka polskiego przynajmniej na poziomie podstawowym i elastyczność w przyjmowaniu ofert pracy pomogą teraz zwiększyć ich konkurencyjność.

Kraje UE walczą o pracowników sezonowych z Europy Wschodniej. Polska jak dotąd przegrywa

O ile konkurencja na polskim rynku nie jest jeszcze bardzo odczuwalna, na rynku europejskim walka o pracowników sezonowych z Europy Wschodniej rozgorzała.

Na czas epidemii Komisja Europejska wezwała do zrównania pracowników sezonowych z przedstawicielami kluczowych zawodów, takich jak lekarze lub piloci, oraz do ułatwienia im przekraczania granicy. Niemcy przywożą sezonowych pracowników z Europy Wschodniej samolotami, podczas gdy Finlandia chce czarterować loty, aby transportować pracowników z Ukrainy. Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych donosi, że zwróciło się do nich kilku ministrów spraw zagranicznych gotowych wysyłać samoloty, aby zapewnić transport dla ukraińskich pracowników sezonowych.

Polska jest nadal atrakcyjnym i komfortowym miejscem dla migrantów zarobkowych z Ukrainy. Jest to jedyny kraj UE, w którym obywatele Ukrainy mogą pracować przebywając na podstawie paszportu biometrycznego, po otrzymaniu tymczasowego zezwolenia na pracę.

Jednak w warunkach izolacji dostęp nowych pracowników do polskiego rynku pracy jest utrudniony.

Według sondażu przeprowadzonego w lutym przez Gremi Personal wraz z ukraińską agencją socjologiczną VoxPopuli, 84% Ukraińców pracujących w Polsce było zainteresowanych znalezieniem pracy w Niemczech, Czechach i krajach skandynawskich, a 40% było gotowych wyjechać do Niemiec, gdy tylko rynek ten zostanie otwarty dla cudzoziemców.

To, jak będą zmieniać się nastroje migrantów zarobkowych w czasach kryzysu, będzie zależeć od tego, jak szybko kraje UE zareagują prawnie, ułatwiając cudzoziemcom dostęp do rynku pracy, a także od tego, kiedy zostaną otwarte  granice, nawet w warunkach kwarantanny.

Migranci zarobkowi mogą stać się problemem dla ukraińskiej władzy

W sytuacji pandemii Polska prowadzi bardziej rozsądną politykę niż Ukraina.

Brak personelu spowodowany wyjazdem Ukraińców zmusił polskie władze do uwzględnienia próśb pracodawców i złagodzenia ustawodawstwa, przedłużając okres legalnego pobytu w Polsce dla cudzoziemców. Dzięki takim działaniom udało się uniknąć masowego wyjazdu Ukraińców z Polski.

Niewystarczające i nieprecyzyjne komunikaty o zamknięciu granic wydawane przez stronę ukraińską wywołały panikę. Ukraińcy zaczęli masowo opuszczać Polskę, narażając się na infekcję. Jeśli pozostaną na Ukrainie bez pracy przez jakiś czas ich niezadowolenie będzie rosło. Pytanie brzmi, czy rząd ukraiński będzie w stanie stworzyć obiecane miejsca pracy dla osób powracających.

Wartość przekazów pieniężnych na Ukrainę od migrantów zarobkowych – jedno z największych źródeł dochodów walutowych w gospodarce – może znacznie spaść. Według danych Narodowego Banku Ukrainy w 2019 r. wyniosła ona 3,68 mld dolarów. Pieniądze migrantów zarobkowych stabilizowały kurs hrywny i pracowały na rynku krajowym.

Analiza sytuacji w obu krajach pozwala na wyciągnięciu kilku wniosków: Ukraińcy czekają na sygnały od władz polskich i ukraińskich odnośnie tego, czy będzie dla nich praca i gdzie będą mogli jej szukać. I mało prawdopodobnym jest, że wybór padnie na korzyść Ukrainy. Ale Polska również powinna mieć się na baczności, jeśli sąsiednie kraje UE szybko zorientują się w zmieniającej się sytuacji kryzysowej i przyciągną migrantów zarobkowych lepszymi warunkami po otwarciu granic.