Przyszłość Polski w 2035 r. z perspektywy 2019 r.

Do 2030 r. ze spalania na terenie polskich miast mogą zostać wyeliminowane paliwa stałe, a już rok później udział źródeł odnawialnych w zużyciu energii€finalnej może przekroczyć w Polsce 30 proc. (obecnie jest to ok. 11 proc.). W 2037 r. siła nabywcza wynagrodzeń w Polsce mogłaby osiągnąć poziom średniej unijnej, a już pięć lat wcześniej nasz kraj byłby w stanie skutecznie walczyć z cyberzagrożeniami. To niektóre z dat kluczowych dla rozwoju społeczno-gospodarczego Polski wskazanych przez Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Foresight Polska 2035. Eksperci o przyszłości” jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa. Wiele z tych scenariuszy wciąż ma jednak szanse na realizację.

Pandemia koronawirusa stanowi niespodziewany cios w światową gospodarkę. Poszczególne państwa będą musiały stanąć przed ogromnym wyzwaniem nie tylko walki z samym wirusem, lecz także przygotowania się na konsekwencje kryzysu ekonomicznego. Zanim pandemia zagroziła także polskiej gospodarce, Komitet Sterujący PIE w ramach spotkań roboczych wyspecyfikował 15 tez delfickich, czyli stwierdzeń dotyczących przyszłego rozwoju obszarów wskazanych w Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju w perspektywie do 2035 r. Obecna sytuacja sprawia, że kluczowe obszary rozwoju pozostają takie same, ale ich znaczenie dla całego scenariusza może ulec zmianie.

Wybuch pandemii nie oznacza, że kapitał ludzki przestaje mieć znaczenie dla rozwoju – tłumaczy Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. W sytuacji dużego wzrostu bezrobocia ludzie mogą chcieć nabywać nowe umiejętności, które pomogą im odnaleźć się na rynku pracy. Zakładaliśmy, że siła nabywcza wynagrodzeń osiągnie do 2035 r. poziom UE, ale nie wiemy, jaki będzie poziom siły nabywczej w UE, do którego się porównujemy. Ponadto nasz scenariusz rozwoju miał dość długą perspektywę, bo do 2035 roku. Przez te 15 lat jeszcze wiele rzeczy może się  wydarzyć i odrzucanie naszych tez w wyniku szoku, który póki co w Polsce trwa od 2-3 tygodni, nie do końca wydaje mi się słuszne.

W chwili opracowywania raportu za najbardziej prawdopodobne zdarzenia uznano ograniczenie szarej strefy w Polsce w wyniku rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyjnych (77 proc. szans), aktywne uczestnictwo Polski w rewolucji technologicznej sztucznej inteligencji (75 proc. szans) oraz skuteczne odpieranie przez Polskę prób hybrydowej (pozamilitarnej) destabilizacji ze strony Rosji (71 proc. szans).

Najmniej prawdopodobne tezy to zdaniem ekspertów powstanie w Polsce elektrowni jądrowej oraz to, że udział wyrobów wysokiej techniki w polskim eksporcie przekroczy średnią unijną. W pierwszym przypadku nasze stanowisko wynika m.in. z dość powszechnej w społeczeństwie obawy o środowisko naturalne i bezpieczeństwo ludności – wyjaśnia Katarzyna Dębkowska. Natomiast sceptyczne podejście do osiągnięcia wysokiego udziału wyrobów wysokiej techniki w polskim eksporcie wynika z niskiego poziomu nakładów państwa na B+R oraz ciągle zbyt słabego dostosowywania się przedsiębiorstw do zmiennych warunków otoczenia.prognoza 2035

O badaniach w ramach projektu Foresight Polska 2035

Raport Foresight Polska 2035 stanowi podsumowanie wyników badań, które zrealizowano metodą Delphi. Metodę tę wykorzystuje się do przewidywania długoterminowych procesów lub zjawisk, o których wiedza jest niewystarczająca lub niepewna. Celem badania było uchwycenie możliwości i sposobu kształtowania się w przyszłości w Polsce zjawisk związanych z kapitałem ludzkim, cyfryzacją, transportem, energią, środowiskiem, bezpieczeństwem narodowym – tłumaczy Katarzyna Dębkowska. Badanie zrealizowano w grupie ekspertów reprezentujących naukę, biznes, administrację, organizacje pozarządowe i media. Ich wiedza, doświadczenie i intuicja pozwoliły na ocenę 15 tez delfickich, czyli stwierdzeń dotyczących przyszłości.

Zdaniem ekspertów najbardziej znaczące dla rozwoju społeczno-gospodarczego Polski okazały się tezy, które odnosiły się do ochrony środowiska, działań podejmowanych w walce z cyberzagrożeniami oraz wzrostu siły nabywczej wynagrodzeń w Polsce i osiągnięcia poziomu średniej unijnej. Za mniej istotne dla rozwoju Polski uznano tezy odnoszące się do upowszechnienia bezzałogowych statków powietrznych oraz pojazdów o napędzie alternatywnym.

Warto zauważyć, że wykorzystanie badań typu foresight nabiera w obecnej sytuacji, związanej z pandemią istotnego znaczenia. Takie badania, oparte o wiedzę ekspercką, umożliwiają wskazanie przyszłych zdarzeń i potrzeb, a także ocenę szans i zagrożeń związanych z rozwojem społecznym oraz gospodarczym. Nie chodzi przy tym o dokładne przewidywanie, ale bardziej o projektowanie przyszłości, opracowanie przyszłych scenariuszy i przygotowanie się do zmian. A właśnie tego w obecnej sytuacji bardzo potrzebujemy – podsumowuje Katarzyna Dębkowska.

PARP: Samorządowcy będą szkolić się w projektowaniu usług dla przedsiębiorców – znamy wyniki konkursu gov_LAB

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ogłasza wyniki naboru do programu edukacyjnego gov_LAB. To projekt, dzięki któremu urzędnicy jednostek samorządu terytorialnego będą mogli zdobyć wiedzę i umiejętności do projektowania innowacyjnych usług lub programów świadczonych dla przedsiębiorców. W tegorocznych dwóch edycjach udział wezmą przedstawiciele sześciu urzędów z całej Polski. Uczestnicy zakończą program z gotowym projektem instrumentu wsparcia dla przedsiębiorców wraz z planem wdrożenia.

Gov_LAB to program edukacyjny dla samorządowców. Jego uwieńczeniem są nowe usługi lub inicjatywy zaprojektowane przez uczestników, a uwzględniające potrzeby lokalnych przedsiębiorców.

Z 16 złożonych w tym roku wniosków 10 spełniało kryteria, a wsparcie otrzyma 6 z nich:

  1. Starostwo Powiatowe w Iławie (stworzenie interdyscyplinarnego zespołu doradczego do kompleksowej obsługi przedsiębiorców i inwestorów na terenie powiatu);
  2. Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego (wsparcie udziału przedsiębiorców (MŚP) z województwa w międzynarodowych łańcuchach wartości);
  3. Urząd Miasta Włocławek (wzmocnienie potencjału włocławskich przedsiębiorców; stworzenie usług oferowanych przez Urząd Miasta Włocławek i WCB);
  4. Urząd Gminy Kielce (INNO-AKTYWATOR KIELCE – program wsparcia działalności innowacyjnej kieleckich firm);
  5. Urząd Gminy w Markach (Marki – miasto atrakcyjne dla biznesu);
  6. Urząd Miasta Kobyłka (Magnes dla przedsiębiorczości).

Wybrane ww. projekty będą realizowane w dwóch edycjach. W pierwszej z nich przeprowadzone zostaną projekty z miejsc 1-3, w drugiej – projekty z miejsc 4-6.
– Gov_LAB to jest jeden z niewielu programów, zaprojektowanych dla JST. Jego wyjątkowość polega na tym, że nie oferujemy środków finansowych, ale uczymy tworzyć innowacje. Staramy się zmieniać samorządy od środka, szkoląc i zwiększając umiejętności oraz kompetencje pracowników. Celem programu jest jak najlepsze dopasowanie oferty urzędów do potrzeb przedsiębiorców – mówi Paweł Chaber, ekspert w Departamencie Analiz i Strategii, PARP.

Pomoc udzielana jest w formie finansowania kosztów usług doradczych oraz szkoleniowych. Pomysłodawcy programu chcą przybliżyć metodę projektowania usług skierowanych do lokalnego biznesu poprzez metodologię service design oraz design thinking dopasowaną do potrzeb instytucji publicznych.
Kreatywne podejście do biznesu

Każda edycja programu trwa ok. 4 miesięcy. Projekt bazuje na nauce przez praktyczne zastosowanie podejścia design thinking oraz service design. W trakcie jego trwania uczestnicy mają okazję przekonać się o tym, jak tzw. metody kreatywne mogą być wykorzystywane w realizacji poszczególnych zadań. W skład każdego procesu projektowego wchodzi 8 warsztatów (6-8 godzin każdy), 2 zjazdy edukacyjno-networkingowe oraz Demo Day, czyli dzień demonstracyjny, podczas którego zespoły prezentują opracowaną przez siebie kompletną koncepcję instrumentu wsparcia dla przedsiębiorców.

– Staramy się zmienić podejście pracowników urzędów do obsługiwanych przedsiębiorców, którzy powinni być postrzegani jak klienci tych instytucji. Uczestnicy programu zauważają tę zmianę. Osoby, które wchodzą w skład zespołów projektowych, mają większą możliwość zrozumienia skuteczności metod kreatywnych, ale z drugiej strony także ich ograniczeń. Co bardzo ważne, w trakcie jednej edycji programu startują jednocześnie trzy zespoły uczestników, dzięki czemu mają okazję poznać się i wymienić doświadczeniami – zauważa Chaber.

Kolejne projekty z dofinansowaniem Agencji Badań Medycznych

Prezes Agencji Badań Medycznych wydał pozytywną rekomendację dla kolejnych wniosków, ukierunkowanych na walkę z COVID-19. Kolejne miliony trafią do naukowców, realizujących  badania związane z testami, terapiami i szczepionką przeciwko koronawirusowi.

Diagnostyka obrazowa w wykrywaniu zmian charakterystycznych dla COVID-19

Wiele badań wskazuje na wysoką korelację występowania charakterystycznych zmian w obrazach Tomografii Komputerowej (TK) klatki piersiowej z faktycznym zakażeniem SARS-CoV-2. Radiolodzy często wskazują na trudność wykrycia zmian swoistych dla COVID-19, a także czasochłonny proces oceny stopnia zajętości miąższu płucnego w przebiegu choroby i tym samym ocenie jej dalszego przebiegu u pacjentów.

”Potrzebę zastosowania wyników naszych badań w diagnostyce COVID-19 wskazali zarówno lekarze radiolodzy, jak i lekarze innych specjalności, świadomi problemów z testami genetycznymi. W wielu szpitalach na północy Włoch TK stało się ważnym narzędziem diagnostycznym podczas epidemii SARS-CoV-2” – podkreśla prezes firmy BrainScan.ai, Robert Kitłowski.

Badania nad sztuczną inteligencją w analizie obrazów TK realizowane przez polski startup BrainScan.ai wskazują, że głębokie sieci neuronowe są w stanie wychwycić bardzo subtelne różnice w obrazach i dzięki temu pomóc radiologom w szybszym i skuteczniejszym diagnozowaniu pacjentów z COVID-19 – mówi Marek Trojanowicz, członek zarządu BrainScan.ai. Praktycznym aspektem projektu jest przede wszystkim znaczne skrócenie i maksymalne zautomatyzowanie pracy lekarza radiologa podczas analizy badań pacjentów z  COVID-19. Badanie kliniczne przeprowadzone będzie na kilkuset osobowej grupie pacjentów. Obecnie jedynie kilka grup badawczych na świecie zajmuje się tą prężnie rozwijającą się technologią.

“Analiza badania TK klatki piersiowej pod kątem COVID-19 może zostać istotnie przyspieszona przez nasz system wspomagający podejmowanie decyzji. Praktycznym aspektem tego projektu będzie, w pierwszej fazie, uruchomienie systemu w 8 szpitalach w Polsce.”  – powiedział Szymon Korzekwa, dyrektor R&D w BrainScan.ai

BrainScan.ai jest wiodącym polskim i europejskim start’upem zajmującym się zastosowaniem metod sztucznej inteligencji w radiologii. Rozwiązanie spółki zostało nagrodzone złotym medalem podczas dorocznej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Radiologicznego (RSNA), o którego zdobycie konkurowało 1345 najlepszych zespołów AI z całego świata.

Badanie lekowe o różnych punktach uchwytu działania przeciwwirusowego

Badanie lekowe łączy substancje o różnym punkcie uchwytu przeciwwirusowego – od hamowania wnikania wirusa do komórki gospodarza, przez hamowanie replikacji wirusa w komórce, aż po łagodzenie reakcji zapalnej związanej z zakażeniem koronawirusem. Badanie opracowane zostało przez naukowców z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im M. Mossakowskiego PAN, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. J. Strusia w Poznaniu i Centralnego Szpitala MSWiA w Warszawie.

Projekt jest badaniem klinicznym porównującym skuteczność różnych schematów leczenia i ma na celu przetestowanie terapii lekowych o różnych punktach uchwytu działania przeciwwirusowego u chorych hospitalizowanych na COVID-19 w pełnym spektrum objawów choroby koronawirusowej od łagodnych po krytyczne. To pierwsze randomizowane badanie oceniające takie schematy leczenia. Ponadto, projekt zakłada włączenie do badania chorych w różnych stadiach choroby COVID-19, co stanowi innowację w skali światowej.

Wyniki planowanego badania przyczynią się do poznania efektów klinicznych stosowania leków o różnych punktach uchwytu przeciwwirusowego na pełnym przekroju grup chorych hospitalizowanych z powodu zakażenia SARS-CoV-2.

Nabór wniosków tylko do końca kwietnia

Na wsparcie badań klinicznych, ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19, ABM przeznaczy nawet 50 milionów zł, a jeśli zaistnieje taka potrzeba, to budżet ten zostanie zwiększony. Każdy wniosek ma szansę na dofinansowanie nawet do 5 milionów zł. Nabór wniosków trwa do 30 kwietnia br.

Czy Polacy znów masowo ruszą za granicę w poszukiwaniu pracy?

Pandemia koronawirusa paraliżuje polską gospodarkę, a zdecydowany spadek popytu na produkty i usługi pogłębia stagnację. Ekonomiści są zgodni, że pandemia nieuchronnie zbliża nas do poważnego kryzysu gospodarczego i załamania polskiego rynku pracy. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach czeka nas kolejna fala emigracji zarobkowej Polaków do Niemiec i Holandii, podobnie jak w latach 2008-2009.

Pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia w funkcjonowaniu społeczeństwa prowadzą do zastoju na rynku. Większość przedsiębiorstw skupia się teraz na zachowaniu płynności finansowej i przetrwaniu najgorszego czasu, aby po odmrożeniu gospodarki walczyć o utrzymanie się na rynku i odrobienie strat. Niestety wiele branż nie jest w stanie udźwignąć tego ciężaru. Nieunikniona jest fala upadłości mniejszych przedsiębiorstw, a te które pozostaną na rynku zdecydowanie ograniczą etaty. Według wstępnych analiz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na koniec roku bezrobocie w Polsce może wzrosnąć aż do 9-10%, czyli niemal się podwoi. Tak drastyczny wzrost bezrobocia przyczyni się do emigracji zarobkowej Polaków.

Polacy znowu wyjadą za pracą do Niemiec i Holandii

“Holandia i Niemcy będą coraz bardziej atrakcyjne zarobkowo dla Polaków. Bliskość geograficzna oraz zarobki średnio 3 razy wyższe niż w Polsce przyciągały Polaków jeszcze przed kryzysem. Oczywiście Holandia i Niemcy także będą walczyć ze skutkami gospodarczymi koronawirusa, ale wciąż będzie tam zapotrzebowanie na pracowników. Wpływ koronawirusa na zatrudnienie w Holandii jest znacznie mniejszy niż w Polsce. Według CPB Netherlands Bureau for Economic Policy Analysis przewidywany wzrost bezrobocia przy 3-miesięcznych restrykcjach to jedynie 0,5% do końca 2020 roku, przy spadku 1,2% PKB” – wyjaśnia Patrycja Liniewicz, Managing Director International Recruitment w OTTO Work Force. „Według raportu, opublikowanego przez OTTO w 2019 roku, aż 84% Polaków deklaruje, że jest zadowolonych z pracy w Holandii, a 53% planuje zostać na stałe lub regularnie tam jeździć. Główną motywacją wskazywaną przez Polaków wyjeżdżających do pracy w Holandii są uwarunkowania ekonomiczne” – dodaje Patrycja Liniewicz.

Zmiany w prawie holenderskim korzystne dla polskich pracowników

Z początkiem 2020 roku Holandia wprowadziła ustawę o równowadze na rynku pracy nazywaną WAB, która zapewnia pracownikom tymczasowym większe bezpieczeństwo pracy i wynagrodzenia niż dotychczas. Co zyskali pracownicy tymczasowi? Przede wszystkim łatwiejszy dostęp do umów długoterminowych i gwarancję godzin zatrudnienia. W obliczu kryzysu gospodarczego można się spodziewać, że ze względu na bardziej korzystne przepisy pracy i wyższe wynagrodzenia, zainteresowanie pracą tymczasową w tym kraju wzrośnie.

Brak złych wiadomości to dobra wiadomość

Brak złych wieści po weekendzie to dobra wiadomość i rynki korzystają na niezakłóconym optymizmie budowanym na sygnałach stopniowego otwierania gospodarek (ostatnio Australia). AUD jest wyżej i ciągnie za sobą NZD, USD i CHF naturalnie w takiej sytuacji są w odwrocie. PLN jest silniejszy na starcie tygodnia. JPY dyskontuje decyzję Banku Japonii o rozszerzeniu skupu aktywów.

Rynki pozostają w trendzie bocznym przy przeplataniu się dni z lepszym i gorszym klimatem inwestycyjnym. W oczy rzuca się większa chęć na filtrowanie pozytywnych informacji związanych z rozwojem pandemii COVID-19, jednak inwestorzy wciąż podtrzymują defensywne nastawienie i rajdy ryzykownych aktywów odbywają się przy ograniczonej płynności. Doniesienia o stopniowym odmrażaniu niektórych gospodarek są pozytywną informacją, która pokrzepiająco wpływa na perspektywy globalnego ożywienia. Jednocześnie jednak poluzowanie restrykcji dotyczących poruszania się podnosi ryzyko wystąpienia drugiej fali zachorowań, czego rynki mogą aktualnie nie wyceniać. Ponadto każdy zryw optymizmu może być w niedalekiej przyszłości ukrócany przez szokująco złe dane – w końcu kwiecień będzie miesiącem z największym załamaniem aktywności gospodarczej, a uwidaczniające to dane będą dopiero publikowane.

Wygląda to na zdradliwe środowisko, gdzie niuanse mogą odpowiadać za duże ruchy. Dla USD niekorzystny może być kalendarz, gdyż odbicie rynku akcji w kwietniu skutkuje większą potrzeba zabezpieczenia portfeli przed ryzykiem kursowym (co oznacza sprzedaż USD). EUR jest negatywnie oceniane pod kątem sytuacji gospodarczej i niezdecydowania liderów UE w ustaleniu zasada wsparcia fiskalnego. Ale jeśli EBC w czwartek nie zakomunikuje większego luzowania polityki, rynek może to odczytać jako wyczerpanie się amunicji i EUR na tym zyska. AUD stara się opierać negatywnym przepływom a zdaje się za to zyskiwać pochwały za szybkość reakcji australijskich władz na kryzys. To może być poduszka łagodząca sprzedaż waluty w momentach skoku awersji do ryzyka, a przy lepszych nastrojach daje mu przewagę nad innymi walutami ryzykownymi.

Złoty usadowił się w konsolidacji 4,51-4,55 za euro, gdzie czeka na wyraźniejszą odmianę nastrojów na rynkach zewnętrznych. W krótkim terminie nie widzimy podstaw do umocnienia złotego poza realizowany kanał z większym ryzykiem osłabienia, o ile panika ogarnęłaby rynki finansowe. Bez tego powinno być spokojnie.

Bank Japonii nadrabia zaległości w ekspansji monetarnej. BoJ utrzymał główną stopę procentową bez zmian (-0,1 proc.) oraz cel dla rentowności obligacji 10-letnich (0 proc.), ale za to ogłosił nielimitowany skup obligacji skarbowych, usuwając wcześniejsze ograniczenie 80 bln JPY rocznie. BoJ zwiększa do 20 bln JPY z 7,4 bln JPY wielkość rocznego skupu papierów komercyjnych i obligacji korporacyjnych. Rozszerzono też listę instrumentów i instytucji dopuszczonych do zapoczątkowanego w marcu programu wsparcia płynności. Co samo w sobie wygląda na ultra-gołębi sygnał, w ujęciu globalnym jest tylko nadganianiem za krokami poczynionymi przez Fed (oraz inne banki centralne, ale Fed liczy się najbardziej). Po drugie skup obligacji skarbowych nie tyle będzie wypychał z rynku inwestorów prywatnych, co stanowi czynnik równoważący dla emisji długu w związku z realizacją pakietu fiskalnego przez japoński rząd. Podobnie jak w Polsce, skup nie ma na celu zaniżyć rentowności (jak to ma miejsce w „klasycznym” QE), ale przeciwdziałać niechcianemu ich wzrostowi. Nie widzimy w decyzji BoJ argumentu za sprzedażą JPY. Jeśli już, to Fed wytoczył większe działa niż BoJ, co powinno zakotwiczyć USD/JPY przy 107.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Obecny kryzys gospodarczy wymusi zamykanie nierentownych placówek handlowych oraz konsolidację rynku

Branża dóbr konsumenckich, w tym branża detaliczna jest jednym z tych sektorów, które w bardzo widoczny sposób zostały dotknięte epidemią koronawirusa SARS-CoV-2. I to na wielu polach. Zagrożeniem dla tego sektora jest brak płynności, brak klientów czy zakłócenia w łańcuchu dostaw. Eksperci firmy doradczej Deloitte wytypowali trzy fazy, które w związku z obecną sytuacją, przechodzą spółki z branży konsumenckiej. Są to Reakcja, Rekonwalescencja i Rozwój. Aby wyjść obronną ręką z obecnego kryzysu, sektor powinien jak najszybciej skupić się na etapie drugim i trzecim, czyli dostosowaniu się do nowej sytuacji. Jednym ze sposobów na przetrwanie będzie wzmożona aktywność na rynku fuzji i przejęć.

Reakcja, czyli podejmowanie decyzji i zapewnienie ciągłości działania związana była z szokiem, w którym znalazły się firmy na skutek epidemii. Wiele z nich jest w bardzo trudnej sytuacji z powodu zamkniętych placówek, braku pracowników, zerwanych łańcuchów dostaw i w efekcie drastycznego spadku przychodów. Etap ten powinien trwać maksymalnie do trzech miesięcy i prowadzić do kolejnej fazy, czyli Rekonwalescencji.

Niebawem miną dwa miesiące funkcjonowania branży dóbr konsumenckich i handlu w nowej, epidemicznej, a tym samej kryzysowej sytuacji. W tym czasie szczególnie sieci handlowe kilkukrotnie doświadczyły zmian warunków, na podstawie których mogą funkcjonować. Wiemy już, że nieprędko, jeśli w ogóle wrócimy do dawnej, przedkryzysowej rzeczywistości. Najwyższy więc czas na działanie i zdefiniowanie swojej roli na nowo – mówi Michał Pieprzny, Partner Deloitte, Lider branży dóbr konsumenckich w Polsce.

Szczególnie firmy, które najsilniej odczuwają skutki COVID-19 muszą natychmiast podjąć szeroki wachlarz aktywności w celu zapewnienia ciągłości funkcjonowania. Na czym powinny one polegać? Na potrzebie wygenerowania znaczących, szybkich działań i niekonwencjonalnych pomysłów oraz na koncentracji na cięciu kosztów i zapewnieniu płynności finansowej. Jak wskazują eksperci Deloitte etap Reakcji był kluczowy, szczególnie dla handlu detalicznego z sektora artykułów nieżywnościowych oraz sektora usług (w tym hoteli, restauracji, a także firm cateringowych).

Co ważne, w ciągu 2-3 tygodni od wybuchu epidemii wiele firm zrobiło milowy skok w cyfryzacji.

Rewolucja powszechnego i bezpiecznego dzielenia się wiedzą i informacjami dokonała się niemal samoistnie. Mechanizmy z trybu zarządzania kryzysowego mogą na stałe zmienić procesy biznesowe – mówi Michał Pieprzny.

Teraz czas na Rekonwalescencję i Rozwój

Wiele firm z sektora dóbr konsumenckich już dziś znajduje się w kolejnym etapie, czyli Rekonwalescencji. Faza ta charakteryzuje się reżimem finansowym oraz szczególną starannością w zapewnieniu źródeł przychodów, co ma zaowocować powrotem na rynek z większą przewagą konkurencyjną. Jest ona szansą na przemodelowanie biznesu oraz dostosowanie do obsługi klienta w obliczu COVID-19. Firmy powinny koncentrować się więc na rozwoju kanałów e-commerce i budowie omnikanałowej strategii sprzedaży, a także utrzymywaniu zaangażowania klientów i wykorzystaniu do komunikacji z nimi zaawansowanych technologii.

W kolejnym etapie, czyli Rozwoju mówimy o przygotowaniu się na powrót do konsumpcji w nowej rzeczywistości. Dziś jeszcze nie wiadomo, kiedy to nastąpi, ale priorytetem powinno być bieżące monitorowanie sytuacji oraz rozpoczęcie poszukiwania możliwości wzrostu biznesu poprzez: wdrożenie nowej kultury organizacyjnej w wyniku gruntownej cyfryzacji i elastycznego zarządzania; aktualizację strategii i rozwój biznesu, zarówno organicznego jak i nieorganicznego; dywersyfikację działalności, kanałów sprzedaży oraz łańcucha dostaw.

Dla kogo te trzy etapy mogą okazać się stosunkowo najmniej dotkliwe? Przede wszystkim dla sektora e-commerce, szeroko pojętego FMCG oraz aptek i drogerii. Z kolei sektor usług oraz sprzedawcy dóbr trwałych, mogą najdłużej odczuwać konsekwencje obecnego kryzysu. Ofiarą zastoju w hotelarstwie oraz usługach gastronomicznych są też sklepy typu „cash and carry”, będące głównym dostawcą dla tego typu przedsiębiorców. Dla niektórych segmentów, jak wspomniana HoReCa czy dostawców rozrywki (kina, teatry, koncerty), obecnie poniesione straty są już nie do odrobienia.

Czas na zakupy

W długim okresie, jednym ze skutków obecnego kryzysu gospodarczego wywołanego wirusem SARS-CoV-2 może być zamykanie nierentownych placówek handlowych w mniej atrakcyjnych lokalizacjach oraz konsolidacja rynku. W miarę jak sytuacja będzie się stabilizować, przedsiębiorstwa zyskają szansę na zrealizowanie inwestycji pozwalających na konsolidację rynku lub rozbudowanie strategicznych obszarów działalności.

Kryzys tworzy okazję dla inwestorów, którzy posiadają kapitał na inwestycje i przemyślaną strategię działania. W obliczu utrudnionego dostępu do finansowania bankowego i problemów z płynnością, z pomocą może przyjść kapitał prywatny. Przemyślane inwestycje w czasie spowolnienia gospodarczego dają szansę na osiągnięcie ponadprzeciętnych wzrostów – mówi Michał Pieprzny.

Branża private equity globalnie rozpoczęła rok 2020 z rekordową kwotą 1,5 bln dolarów gotówki, która może zostać częściowo przeznaczona na inwestycje w firmy z branży konsumenckiej, oferujące atrakcyjne perspektywy wzrostu w średnim i długim terminie. Atrakcyjność inwestycyjna spółek z branży konsumenckiej w dużej mierze zależeć będzie od odporności segmentu i perspektyw budowania wartości po pandemii. W opinii ekspertów Deloitte w krótkiej perspektywie czasowej inwestorzy mogą być zainteresowani firmami z sektora food tech, e-commerce, VOD, producentami żywności, produktów zdrowotnych czy wyposażenia domu. Z kolei w dłuższej perspektywie w orbicie zainteresowania mogą się znaleźć producenci odzieży i obuwia, kosmetyków, artykułów sportowych i rozrywki, a także oferujący usługi online (home office/ e-learning).

Firmy energetyczne w coraz trudniejszej sytuacji. Czeka nas reforma systemu handlu emisjami EU ETS?

Niższy popyt i opłaty za prawa do emisji CO2 spowodują spadek cen za energię. Kłopoty mają prywatne firmy energetyczne, a spółki z państwowym akcjonariuszem skorzystają na tej sytuacji. Rząd polski chce, żeby zawieszony został handel prawami do emisji CO2.

System handlu prawami do emisji, to podstawowe narzędzie polityki klimatycznej UE, każdy wytwórca energii musi wykupić takie pozwolenie, jeżeli emituje CO2. Poprzez zmusza emitenta do inwestycji na rzecz zmniejszenia emisji.

– Byłoby dobrze, gdyby ten system działał w warunkach normalnych, ale w okresie pandemii i spodziewanej recesji, pojawił się pomysł przekazany przez przedstawiciela polskiego rządu, niekoniecznie przez cały rząd popierany, aby przeprowadzić reformę zasad tego handlu i nawet zawiesić ten system, aby ulżyć przedsiębiorstwom, zwłaszcza przemysłowi ciężkiemu, który jest wysokoemisyjny – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red.nacz. BiznesAlert.pl. – Jednak warto wprowadzać takie zmiany właśnie teraz, bo cena praw do emisji właśnie teraz bardzo spada, a jest to efekt spowolnienia gospodarczego.

KE na bieżąco ocenia wpływ koronawirusa na gospodarkę. I może wprowadzić rozwiązania wspierające producentów energii, którzy inwestują w redukcje szkodliwych emisji.

– Właśnie teraz można pobudzać gospodarkę, poprzez zachęcanie do takich inwestycji, a nowe rozwiązania w energetyce mogą dać nowe miejsca pracy i to jest konstruktywna propozycja, o której Polacy mogą rozmawiać, zwłaszcza że możemy zyskać duże wsparcie finansowe transformacji energetycznej – komentuje ekspert. – New Green Deal może wesprzeć wychodzenie europejskiej gospodarki z recesji, ale pod warunkiem udzielenia wsparcia takim krajom, jak właśnie Polska, która może być największym beneficjentem, a negocjacje będą prowadzone do czerwca br.

Negocjacje z KE trwają, a ceny energii elektrycznej powinny już spadać, ze względu na o wiele tańsze prawa do emisji CO2, a zapotrzebowanie na energię będzie coraz to niższe przy ograniczonej działalności gospodarczej.

Polskie firmy energetyczne są w coraz trudniejszej sytuacji, ze względu na spadek popytu. Także ze względu na umowy, z których możliwości wycofania się są bardzo ograniczone. I również ze względu na słabą elastyczność tego biznesu.

– W najtrudniejszej sytuacji są już przedsiębiorstwa prywatne wytwarzające energię elektryczną – mówi W.Jakóbik. – Natomiast najwięksi gracze, którzy ze względu na emisję CO2 oceniani byli jako czarne owce rynku i są spółkami z udziałem Skarbu Państwa, dostaną premię z tego tytułu, że podlegają ręcznemu sterowaniu. Państwo zawsze o nich pomyśli i już widać takie działania ze strony Ministerstwa Aktywów Państwowych. Natomiast energetyka prywatna ma wielki problem i ból głowy.

Zwiększone zainteresowanie pracowników pracą tymczasową

Firmy masowo zawieszają swoje działalności gospodarcze. W marcu aż 47 tys. firm zawiesiło swoją działalności (to o 30 tys. więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.) Tylko przez 5 pierwszych dni kwietnia, uczyniło to aż 7,4 tys. przedsiębiorców. Pracownicy i pracodawcy, którzy do tej pory pracowali w kawiarniach, hotelach czy centrach handlowych mają związane ręce i szukają pracy w innych branżach.

Pracownik szuka pracodawcy

Według najnowszych danych zebranych w aplikacji Tikrow, która zajmuje się zatrudnianiem pracowników tymczasowych, ilość zgłoszeń o pracę znacznie się zwiększyła. Skończył się rynek pracy pracownika, a zaczął pracodawcy. Trzęsienie ziemi jakie wywołał koronawiurs ciężko jest z czymkolwiek porównać. Powtórka kryzysu ekonomicznego z 2008 r. wydaje się teraz optymistyczną wizją przyszłości. Od początku marca do urzędów pracy zaczęły wpływać pierwsze zawiadomienia o zamiarze wprowadzenia zwolnień grupowych w firmach i wg danych KIG pracę może stracić nawet 1,28 mln osób. Rozwiązaniem niepewnej sytuacji na rynku pracy jest aplikacja do rekrutacji pracowników tymczasowych, dodatkowo zdejmująca z pracodawców obowiązki podatkowe czy rozliczeniowe.

Trudno przewidzieć rozmiary kryzysu w poszczególnych branżach

Branże, które teraz są otwarte i mają większe zapotrzebowanie na pracowników niż wcześniej, niepewnie patrzą w przyszłość. Ciężko przewidzieć przedsiębiorcom, ile to wzmożone zainteresowanie potrwa i czy ich również nie dotknie kryzys. Nawet handel FMCG ma problemy z estymacją zatrudnienia. Przy takiej liczbie zwolnień, ludzie zaczną pilnować swoich finansów i oszczędniej nimi gospodarować, co odbije się na sprzedaży artykułów FMCG. Nie można zapominać o wcześniejszych problemach branży spożywczej, jak Brexit i niepewność z nim związana, podatek cukrowy, podatek od handlu, susza. W branży transportowej wg badania Bibby MSP Index dominują pesymistyczne nastroje i obawy przed wzrostem zatorów płatniczych, a pakiet mobilności wciąż spędza przedsiębiorcom sen z powiek. Dlatego, mimo iż firmy szukają pracowników, to obawiają się, na ile mogą podpisać z nimi umowę. W tak niepewnych czasach najważniejsza jest elastyczność i szybka możliwość dopasowania się do obecnego rynku pracy.

Aplikacja do zatrudniania pracowników tymczasowych jest odpowiedzią na zmiany na rynku. Udostępniamy „ręce do pracy”, wtedy kiedy są potrzebne. Wykorzystaliśmy nasze wcześniejsze doświadczenia zawodowe do stworzenia systemu szybkiego uzupełniania braków kadrowych on-line, poprzez serwis internetowy. Dzięki naszej aplikacji firmy mogą szybko i skutecznie zlecać zadania dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebują. To my dbamy o wszystkie formalności związane z podatkami i obowiązkowym ubezpieczeniem osób wykonujących zadania. Firmy z nami współpracujące muszą jedynie wprowadzić zadanie do serwisu, a następnie ocenić jakość jego wykonania. – wyjaśnia Krzysztof Trębski, wiceprezes Tikrow, spółki kojarzącej pracodawców z osobami poszukującymi dorywczych zajęć.

Aplikacja odpowiedzią na kryzys

Obecnie zwiększanie zatrudnienia w sposób tradycyjny, czyli poprzez rekrutację na etat, nie jest optymalnym rozwiązaniem. Przedsiębiorcy wiedząc o niepewnej przyszłości, szukają rozwiązania, które „rozładuje korek”, czyli zniweluje skutki spiętrzenia prac wynikających z sezonowości, czy też ze zwiększonego zapotrzebowania na dany produkt. To oferuje aplikacja Tikrow, która umożliwia zatrudnienie pracownika na konkretną liczbę godzin, czyli wtedy, kiedy pracodawca potrzebuje „rąk do pracy”. Pracodawca nie musi zobowiązywać się do długiej współpracy, a pracownik może elastycznie dobierać zlecenia, które na daną chwilę mu odpowiadają. Prostota i wygoda rozwiązania polegającego na umożliwieniu natychmiastowego kontaktu usługodawcy i usługobiorcy jest najważniejszą przewagą aplikacji. O jej powodzeniu decydują też przejrzystość rozliczeń i możliwość wystawienia oceny usługodawcy, dzięki czemu rozwiązanie jest bezpieczne dla wszystkich stron. A dodatkowo, pracownik otrzymuje pieniądze od razu po wykonaniu zlecenia, co jest ogromną zaletą w obecnych czasach.

Wykorzystanie nowych technologii w dobie kryzysu

W ramach szukania rozwiązań, estoński rząd chce wprowadzić aplikację pomagającą firmom transferować pracowników między firmami. Dzięki temu osoba, która np. pracuje w turystyce mogłaby zacząć pracę w e-commerce. Aplikacja pozwala szybko reagować na zmiany na rynku pracy i ułatwi pracownikom i pracodawcom dostosowanie się do nowych realiów rynkowych. Podobne rozwiązanie zastosował niemiecki rząd, który zainwestował w portal do rekrutacji pracowników sezonowych w rolnictwie. Został on stworzony z inicjatywy stowarzyszeń rolniczych. W ten sposób, przedsiębiorcy łatwo mogą wykazać swoje zapotrzebowanie na pracowników, a osoba szukająca pracy może zaaplikować online. Elastyczność stała się kluczowa na dzisiejszym rynku pracy.

Zawiłe rozwiązania tarczy antykryzysowej

Polską gospodarkę tworzy 1,3 miliona samozatrudnionych i 700 tysięcy firm, które zatrudniają łącznie ponad 6,7 miliona obywateli. Polacy mogą dzięki temu pracować na dobrobyt swoich rodzin. Rozwiązania zaproponowane w ostatnich tygodniach przez rząd znajdują się niejako obok tego fundamentu polskiej gospodarki. Można powiedzieć, że są prourzędnicze – skoro zakładają, że administracja, która dotychczas nie była w stanie na czas obsługiwać przedsiębiorców i rozpatrywać wniosków – będzie działać sprawnie w sytuacji zapaści. Stąd propozycje zawarte w tarczy nie spełnią założeń ratowania polskich firm. Już dziś mówi się o kolejnych wersjach i aktualizacjach wprowadzonych rozwiązań. Warto zaznaczyć, że do ich zastosowania potrzebny jest aż 176 stronicowy podręcznik.

  Przyjęto co do zasady inne założenia, niż te wprowadzone u zachodnich sąsiadów. Tam uznano, że przedsiębiorca jest uczciwy – dlatego złożenie wniosków skutkuje natychmiastowym przelewem środków na konto – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – W Polsce firmy muszą wcześniej to wykazać. Stąd nie podaje się liczby rozpatrzonych wniosków, a jedynie przyjętych. To fundamentalna różnica w podejściu do przedsiębiorczości i reagowaniu na zapaść. Należy pamiętać, że czas to pieniądz – a dziś brakuje jednego i drugiego. Obserwowane dziś rozwiązania już teraz wymagają zapowiadanej aktualizacji. Działania te w wielu sektorach są spóźnione, biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację. Kryzys cały czas postępuje. Można wykorzystać go jednak do obalenia biurokracji, którą nadal widać we wprowadzanych rozwiązaniach. Jeżeli rząd będzie w stanie znieść te obciążenia z polskich przedsiębiorców, tym szybciej i efektywniej wyjdziemy z zapaści. Tym samym nie dojdzie w Polsce do kryzysu w wyniku przedłużającej się epidemii koronawirusa. To właśnie od władz zależy, w jakim tempie i przy jakich kosztach będziemy wychodzić z obecnej sytuacji i czy nie wejdziemy w stan głębokiego kryzysu – wskazał Sadowski.

SAZ: Kwarantanna dyskryminuje Polaków pracujących za granicą

Stracone zarobki rzędu 200 mln milionów zł i dramatyczne wybory osobiste – kwarantanna dyskryminuje Polaków pracujących za granicą. SAZ apeluje do Ministra Spraw Zagranicznych.

Przepisy związane z przekraczaniem granic w czasie pandemii postawiły dziesiątki tysięcy Polaków przed dramatycznym wyborem, pomiędzy zachowaniem źródła utrzymania, a pozostaniem z rodziną. W rezultacie kwarantanna dyskryminuje tysiące Polaków, którym uniemożliwia wykonywanie pracy – uważa Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ). Organizacja zaapelowała dziś do MSZ o ograniczenie obowiązku kwarantanny dla osób pracujących za granicą.

Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ) – największa w Polsce branżowa organizacja pracodawców, zrzeszająca agencje zatrudnienia przesłało dziś (21.04.2020r.) do Ministra Spraw Zagranicznych prof. dr hab. Jacka Czaputowicza petycję w tej sprawie już po raz drugi (pierwszy list z apelem o podobnej treści został wystosowany do MSZ 26.03.2020).

„Ograniczenie mobilności mieszkańców obszarów przygranicznych po obu stronach granicy negatywnie oddziałuje również na lokalne rynki i niszczy – budowane od lat – więzi gospodarcze, nawiązane w terenach przygranicznych” – argumentują w swoim liście władze Stowarzyszenia i podają konkretne liczby:

– Pogranicze polsko-czeskie: obowiązek odbywania kwarantanny dotyczy ok. 47 tys. Polaków;
– Pogranicze polsko-niemieckie: ok. 17 tys. Polaków jest zatrudnionych w samej tylko Brandenburgii.

Łącznie chodzi więc o co najmniej o 64 tys. osób, które dotknięte są obowiązującym od 17 dni ograniczeniem przemieszczania się w związku z wykonywaniem czynności zawodowych. Jeśli założymy, że każda z tych osób zarabia miesięczne ok. 4.500 zł (1.000 euro netto), tj. ok. 225 zł dziennie, oznacza to, że Polacy utracili już przychody w kwocie ok. 244 mln zł.

– Nawet jeżeli połowa ze tych osób zdecydowała się pozostać poza granicami Polski, to i tak utrata zarobku tych, którzy nie wyjechali liczy się w dziesiątkach, jeśli już nie setkach milionów złotych – mówi Iwona Szmitkowska, prezes SAZ.

Regulacje prawne związane z kwarantanną postawiły dziesiątki tysięcy Polaków pracujących za granicą przez dramatycznym wyborem pomiędzy zachowaniem źródła utrzymania, a pozostaniem z rodziną. „Trwająca już ponad 3 tygodnie sytuacja potwierdza przewidywane już przez nas obawy i sprawia, że część zainteresowanych osób pozostaje w długotrwałej rozłące z rodziną, żeby tylko zachować przychody i ponosi zwiększone koszty utrzymania za granicą. Z kolei druga część pracowników mogła pozostać w tym okresie bez środków do życia, ponieważ pozostając w zatrudnieniu u zagranicznego pracodawcy nie przysługują im z reguły świadczenia związane z zatrudnieniem (bo doznali przeszkody od Państwa Polskiego w świadczeniu pracy), jak też nie mogą korzystać ze środków pomocowych przewidywanych w Tarczy antykryzysowej. W rezultacie kwarantanna faktycznie uniemożliwiła dużej grupie pracowników wykonywanie pracy, przez co doszło do ich dyskryminacji” – zwraca uwagę SAZ.

Obowiązkowa kwarantanna uniemożliwia też zatrudnionym za granicą, korzystanie ze świadczeń opieki zdrowotnej w państwach, w których pracują i są ubezpieczeni oraz pozbawia ich możliwości opiekowania się chorymi lub starszymi członkami rodzin.

Władze Stowarzyszenie dodają, że ekonomiczne skutki regulacji odczuwają też oczywiście polskie i zagraniczne firmy, których działalność jest w wielu przypadkach praktycznie sparaliżowana i wywołuje skutek równoważny z nakazaniem zamknięcia zakładu (co nie ma miejsca w przypadku zatrudniania pracowników niemigrujących).

„Dodatkowo (…) stosowanie obowiązujących przepisów obnaża praktyczne trudności wydawania zaświadczeń o odbywaniu kwarantanny. Praktyka w tym względzie jest różna w zależności od regionu i skuteczności działania poszczególnych powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych. Taka sytuacja powoduje zagrożenie dla usprawiedliwiania nieobecności w pracy oraz grozi utratą miejsca pracy w przypadku nieprzedłożenia stosownego dokumentu.”

W związku z tym SAZ apeluje do Ministra o jak najszybsze przywrócenie wyłączenia od obowiązku kwarantanny osób zawodowo przekraczających granicę, jakie dziś obowiązują już m.in. w Niemczech (pomimo obowiązku kwarantanny osób przekraczających granicę dopuszczone są określone wyjątki w poszczególnych landach).

SAZ podkreśla, że według podawanych oficjalnie informacji wskaźnik zakażenia SARS-CoV-2 na terenie polskich powiatów graniczących z innymi państwami jest niski, co przy negatywnych skutkach gospodarczych i społecznych poddaje w wątpliwość zasadność tak szerokiego obowiązku kwarantanny.

„Podtrzymujemy wcześniej wyrażone pełne zrozumienie dla działań Rządu podejmowanych w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa, jednakże nie powinny one prowadzić do uniemożliwienia działalności znaczącej grupie polskich przedsiębiorców, prowadzących działalność transgranicznie, a także nie może dyskryminować ani uderzać w podstawy finansowe oraz rodzinne osób zdrowych, chcących (z zachowaniem wszelkich środków ostrożności) wykonywać swoją pracę” – pisze w swoim liście SAZ.

„Testy, testy, testy” to wspólny element strategii restartowania gospodarek na świecie

Poszczególne etapy rozmrażania światowych gospodarek będą zależeć od dynamiki nowych zachorowań, dlatego kluczowe znaczenie ma prowadzenie testów na jak największą skalę – to wniosek niedawnej konferencji Międzynarodowej Organizacji Pracodawców (IOE), w której Polskę reprezentują Pracodawcy RP. Podczas debaty zaprezentowano sposoby na restart gospodarczy w poszczególnych państwach.

„Nadzwyczajne okoliczności spowodowały, że rola organizacji wyznaczających standardy – np. WHO czy ILO znacząco wzrosła. Nabrały znaczenia solidarność branżowa oraz gremia zrzeszające już nie tylko organizacje europejskie, ale z całego świata. Mamy też zupełnie nowe spojrzenie na solidarność europejską – czego przejawem może być np. wzajemna pomoc medyczna miedzy poszczególnymi krajami” – komentuje Wiceprezydent Pracodawców RP Janusz Pietkiewicz, który uczestniczył w konferencji IOE. Była ona elementem cyklu prezentującego reakcję światowego biznesu na pandemię COVID-19. IOE przedstawi wnioski m.in. na forum B20, które zrzesza przedstawicieli biznesu przy grupie G20.

Omówiono plany rozmrażania gospodarek krajów, których przedstawiciele uczestniczyli w konferencji (m.in. Austrii, Chorwacji, Czech, Danii, Hiszpanii, Niemiec, Norwegii, Włoch, Szwajcarii, Rosji i Polski). Główne wnioski to:

  1. Decyzje władz poszczególnych państw o rozluźnieniu restrykcji społecznych i gospodarczych wynikają z coraz słabszej dynamiki wykrywanych nowych zakażeń, jednak nie ma wyraźnie określonego progu, poniżej którego można zmniejszać obostrzenia;
  2. Istotnym czynnikiem była przy podejmowaniu decyzji także liczba osób hospitalizowanych i przebywających na oddziałach intensywnej opieki, aby zapobiec ewentualnemu przeciążeniu systemu opieki medycznej;
  3. Jeśli z podejmowanych działań można ułożyć pewien schemat, to składa się na niego przede wszystkim:
  • ograniczenie restrykcji w obszarach najbardziej zaburzających działanie gospodarki (otwarcie szkół, które pozwoli rodzicom uczniów wrócić do pracy i przywrócenie handlu detalicznego),
  • wiele uwagi poświęca się utrzymaniu niższej intensywności kontaktów społecznych, w czym mają pomóc np. aplikacje identyfikujące potencjalny kontakt z nosicielami wirusa.

Rzeczywiste uruchomienie poszczególnych etapów odmrażania będzie zależne od aktualnej liczby zachorowań, dlatego wszystkie państwa zakładają zwiększenie zdolności do przeprowadzania testów na obecność koronawirusa.

Obecne plany odmrażania gospodarek w wybranych krajach wyglądają tak:

Włochy

  1. Po „Fazie 1” (gwarantującej natychmiastową i krótkoterminową płynność finansową oraz wsparcie dochodów i miejsc pracy), należy przejść do „Fazy 2”.
  2. Oznacza to stopniowe otwieranie fabryk z zachowaniem wszystkich przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy.
  3. Podpisane w marcu porozumienie trójstronne pokazuje, że partnerzy społeczni aktywnie angażują się w walkę z rozprzestrzenianiem się wirusa, przygotowując jednocześnie grunt pod ożywienie gospodarcze.
  4. W dłuższej perspektywie potrzebna jest „Faza 3”, w której należy skoncentrować się na masowych planach inwestycji (publicznych i prywatnych) oraz na infrastrukturze, która jest podstawowym motorem ożywienia gospodarczego.

Hiszpania

Przyjęte środki dotyczące pracy:

  1. Poprawiono przepisy dotyczące uprawnienia do zasiłku dla bezrobotnych ( zawarte w porozumieniu dwustronnym): prawo do zasiłku dla bezrobotnych będzie przysługiwać, gdy pracownicy nie mają minimalnego wymaganego okresu zatrudnienia składkowego, czas otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych nie będzie liczony do celów wykorzystania ustalonych maksymalnych okresów otrzymywania.
  2. Wprowadzono zwolnienie przedsiębiorstw z płacenia składek na ubezpieczenie społeczne + zobowiązanie do utrzymania zatrudnienia przez 6 miesięcy.
  3. Wprowadzono zakaz zwalniania z pracy z powodów związanych z COVID-19.
  4. Przywrócono kontrole przez Inspekcję Pracy (została wyeliminowana w ramach reformy rynku pracy w 2012 r.).
  5. Zamknięto sektory niestrategiczne (pracownicy nie pracują, ale otrzymują wynagrodzenie i odrabiają „utracone” godziny).

Kolejne kroki to:

  1. Opracowanie sektorowych planów prewencyjnych w celu przywracania działalności w sposób bezpieczny (budownictwo, przemysł metalowy, papierniczy, motoryzacyjny).
  2. Uczestnictwo w otwartym dialogu społecznym. Miałby on dotyczyć m.in. wprowadzania elastyczności w niektórych aspektach pracy, takich jak nieregularny rozkład czas pracy, środków wsparcia dla samozatrudnionych i MŚP (3,5 miliona samozatrudnionych, 87 proc. hiszpańskich przedsiębiorstw to mikroprzedsiębiorstwa, które potrzebują one płynności finansowej).

Chorwacja

Środki pomocowe rządu chorwackiego podzielono na 2 tury:

  1. Do dnia 25 marca wprowadzono łącznie 63 środków ekonomicznych.
  2. W drugim pakiecie pomocy gospodarczej w dniu 3 kwietnia skonkretyzowano środki mające na celu zmniejszenie obciążeń dla sektora prywatnego.

Środki w zakresie wydatków:

  1. Wypłata zapomogi w wysokości minimalnej płacy na pracownika dla przedsiębiorstw w ciężkiej sytuacji (przez 3+3 miesiące) z zastrzeżeniem, że: firma musi doświadczyć spadku przychodów o co najmniej 20 proc.; utrzymać pracowników w zatrudnieniu przez okres co najmniej 2 miesięcy za każdy miesiąc otrzymywania pomocy; w  okresie od 20 marca do momentu złożenia wniosku przedsiębiorstwo nie zwolniło więcej niż 40 proc. swoich pracowników (mikroprzedsiębiorstwa) i 20 proc. swoich pracowników (małe przedsiębiorstwa) lub 10 proc. swoich pracowników (duże przedsiębiorstwa); Rozszerzenie systemu wsparcia dla pracowników sezonowych.
  2. Na wniosek chorwackiej organizacji pracodawców, nawet pracodawcy, którzy zwolnili swoich pracowników (przed zastosowaniem środków rządowych), jeśli zobowiązali się do ich zatrzymania ich w firmie, mogli korzystać z tych środków.

Norwegia

  1. Nie zastosowano zamknięcia na pełną skalę.
  2. Szkoły i przedszkola zostały zamknięte, ale otwierają się już ponownie.
  3. Imprezy kulturalne i sportowe zostały zakazane, ale przemieszczanie się ludzi na zewnątrz zostało dozowolone. Wprowadzono dwumetrową zasadę dystansu pomiędzy ludźmi.
  4. Szacowana wartość całkowitego wsparcia dla gospodarki – 12,5 mld EUR. Składa się na nie: program gwarancji kredytowych, program gwarancji kredytowych skierowany w szczególności do linii lotniczych, system rekompensat z tytułu spadku obrotów, program przeznaczony w szczególności dla start-upów i firm skoncentrowanych na rozwoju.
  5. Wprowadzono zmiany w przepisach dotyczących przymusowych urlopów bezpłatnych:
  • liczba dni, w których pracodawca jest zobowiązany do wypłaty pełnego wynagrodzenia, zostaje zmniejszona z 15 do 2 dni po zawiadomieniu o przymusowym urlopie bezpłatnym,
  • po upływie 2 dni zwolniony pracownik otrzymuje od państwa pełne wynagrodzenie (do maksymalnej wysokości) do 20. dnia,
  • po 20. dniu i do 26. tygodni zwolnieni pracownicy otrzymują od państwa obniżone wynagrodzenie (80 – 62 proc.); norweska organizacja wystąpiła z wnioskiem o przedłużenie tego okresu.

Szwajcaria

  1. I faza od 27 kwietnia – wznowienie zabiegów w szpitalach (włącznie z przypadkami nie wymagającymi natychmiastowej interwencji) i praktykami ambulatoryjnymi, otworzenie zakładów fryzjerskich, salonów masażu i kosmetycznych, salonów tatuażu, sklepów dla majsterkowiczów, centra ogrodnicze i kwiaciarnie,
  2. II faza od 11 maja – otwarcie szkół podstawowych.
  3. III faza od 8 czerwca – szkoły średnie, zawodowe i uczelnie, muzea, biblioteki, ogrody zoologiczne i botaniczne.
  4. Dalsze decyzje w zakresie tej fazy będą podejmowane 27 maja, Rada Federalna jeszcze nie określiła dalszych kroków.

Niemcy

  1. I faza – po 19 kwietnia stopniowe uwalnianie handlu. Otwarte mogą być sklepy o powierzchni do 800 m2 – po spełnieniu dodatkowych warunków dotyczących higieny, zrządzania wstępem i liczbą klientów.
  2. II faza – po 4 maja działalność będą mogły wznowić salony fryzjerskie, choć także z zachowaniem środków ostrożności.
  3. Hotele mogą gościć osoby podróżujące służbowo, ale nie turystów. Przekraczanie granic z pięcioma sąsiednimi krajami: Austrią, Szwajcarią, Francją, Luksemburgiem i Danią może dotyczyć tylko mieszkańców pracujących w tych krajach i kierowców ciężarówek. Granica z Belgią i Holandią jest otwarta

Francja

  1. Otwieranie szkół:
  • planowana data otwarcia szkół – 11 maja,
  • nie więcej niż 15 uczniów w klasie,
  • otwarcie szkół średnich i wyższych – 18 maja.
  1. Skasowanie „certyfikatów drogowych”.
  2. Przywrócenie normalnej działalności gospodarczej, z tym że nadal zachęca się do pracy zdalnej.
  3. Od 11 maja również powinny otworzyć się wszystkie sklepy (dotąd czynne były tylko spożywcze).

Austria

  1. I etap – od 14 kwietnia otwarcie sklepów o wielkości do 400 m2, sklepów z narzędziami i materiałami budowlanymi oraz centrów ogrodniczych. Mogą one przyjąć maksymalnie 1 klienta w przeliczeniu na 20 m2 powierzchni obiektu.
  2. II etap – od 1 maja otwarcie większych sklepów, centrów handlowych oraz zakładów fryzjerskich.
  3. III etap – najwcześniej od połowy maja otwarcie restauracji, hoteli oraz przywracanie zajęć szkolnych (ten punkt będzie jeszcze dyskutowany, decyzja powinna być do końca kwietnia).
  4. IV etap – najwcześniej od początku lipca zniesienie zakazu zgromadzeń publicznych.

Czechy

  1. I etap – od 9 kwietnia otwarcie sklepów rowerowych oraz z narzędziami i materiałami budowlanymi.
  2. II etap – od 14 kwietnia możliwe jest podróżowanie za granicę w ważnych celach służbowych lub osobistych (po powrocie osoby są poddawane obowiązkowej kwarantannie).
  3. III etap – od 20 kwietnia możliwe działanie bazarów czy salonów samochodowych.
  4. IV etap – od 27 kwietnia otwarte zostaną sklepy o powierzchni do 200 m2 (z wyjątkiem działających w centrach handlowych o powierzchni powyżej 5000 m2).
  5. V etap – 11 maja uruchomione zostaną sklepy o powierzchni do 1000 m2.
  6. VI etap – na 25 maja rząd planuje otwarcie restauracji, barów i pubów, jeżeli dysponują przestrzenią poza samym lokalem. Tego samego dnia mają zostać otwarte m.in. salony fryzjerskie i kosmetyczne. Przywrócenie zajęć w szkołach podstawowych.
  7. VII etap – na 8 czerwca planowane jest otwarcie wszystkich sklepów, restauracji i hoteli, jak również centrów handlowych o powierzchni powyżej 5000 m2.
  8. Na czas nieokreślony obowiązuje również wymóg noszenia masek w miejscach publicznych.

Dania

  1. I faza od 15 kwietnia – otwarcie przedszkoli, szkół dla dzieci do 11 lat oraz ośrodków opieki dziennej. Premier Mette Frederiksen zapowiedziała też konsultacje z innymi partiami na temat dalszego poluzowania restrykcji administracyjnych (rozszerzania tzw. fazy pierwszej)
  2. Przedłużone zakazy:
  • do 10 maja – zakaz zgromadzeń powyżej 10 osób, a także zamknięte kościoły, kina i centra handlowe,
  • do końca sierpnia – zakaz organizacji festiwali i dużych zgromadzeń.

Pracodawcy RP

Biznes stworzył szeroki front walki z pandemią koronawirusa. To sposób na budowanie wizerunku marki

0

Do służb medycznych płynie różnoraka pomoc ze strony biznesu – część firm przekazuje środki finansowe, inne organizują pomoc rzeczową, jeszcze inne ukierunkowują swoją działalność na potrzeby walki z koronawirusem, szyjąc maseczki, produkując odzież ochronną albo dostarczając posiłki medykom. Zaangażowanie w działania pomocowe jest społecznie oczekiwane, ale może też przełożyć się na wzrost zaufania do marki. Pod warunkiem że firma realizuje je w zgodzie ze swoją strategią i pracownikami. – W wielu firmach, szczególnie na początku, to pracownicy zaczęli organizować tego typu pomoc – mówi Tomasz Smorgowicz z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni.

– W mediach społecznościowych i innych kanałach można zaobserwować różnego typu inicjatywy firm, które wpisują się w nurt społecznych działań wspierających walkę z pandemią koronawirusa. Ich źródeł, szczególnie w początkowej fazie, upatruję pośród pracowników, którzy oddolnie zaczęli organizować różne akcje, często proste i podstawowe, wspierające organizacje czy osoby najbardziej potrzebujące. Te działania zostały następnie przeniesione na grunt całej firmy, bo przedsiębiorstwa dostrzegły, że tak należy, że jest oczekiwane społecznie, aby odnieść się do tej negatywnej sytuacji – mówi Tomasz Smorgowicz, wykładowca gdyńskiej Wyższej Szkoły Bankowej.

Biznes – choć sam ucierpiał w wyniku pandemii i związanych z nią ograniczeń – w dużym stopniu włączył się do pomocy, przekazując na walkę z COVID-19 znaczące środki finansowe i materialne. Na liście firm, które włączyły się w działania pomocowe, są zarówno duże koncerny, podmioty prywatne, jak i państwowe, w tym m.in. Drutex, Dr Irena Eris, LPP, Budimex, CCC, McDonald’s, T-Mobile, Samsung, Polpharma, koncerny energetyczne Tauron i PGE, Polska Grupa Zbrojeniowa, Bank Pekao, ING Śląski, PKN Orlen, Grupa Azoty i sieci handlowe Lidl, Żabka czy Kaufland.

Część firm przestawia też swoją produkcję na potrzeby służb medycznych. Dla przykładu Grupa CCC w swoich szwalniach rozpoczęła produkcję ochraniaczy na obuwie, które są przystosowane do ochrony personelu medycznego. Firma Maspex przekazała ponad milion swoich produktów, m.in. dżemów, soków i musów owocowych, niegazowanej wody źródlanej i dań gotowych, dla 21 specjalistycznych szpitali zakaźnych, Toyota Financial Services przekazała im flotę 20 samochodów, a Avon dostarczył placówkom medycznym środki higieniczne. Inne podmioty, jak np. Allegro i Grupa PKP, wprowadziły pakiet działań antykryzysowych, który ma pomóc mniejszym przedsiębiorcom w walce ze skutkami pandemii. W ramach akcji HASHWzywamyPosiłki firmy gastronomiczne i sieci restauracyjne wspierają ratowników, lekarzy i pielęgniarki, organizując im dostawę gotowych posiłków.

– Służba zdrowia jest w bardzo złej sytuacji, więc firmy bardzo szybko odczytały, że najlepsze będzie wsparcie właśnie medyków i jej pracowników, zaopatrywanie ich m.in. w podstawowe środki higieny przeciwdziałające wirusowi. Kolejnym etapem jest wyszukiwanie tych podmiotów czy osób, które na tej pandemicznej sytuacji straciły najwięcej. Dzisiaj mówimy już o dojrzałych projektach wspierających organizacje trzeciosektorowe czy mniejsze przedsiębiorstwa, które znalazły się w najtrudniejszej sytuacji rynkowej – mówi wykładowca gdyńskiej Wyższej Szkoły Bankowej.

Jak podkreśla, wszystkie te działania firm ukierunkowane na walkę z koronawirusem będą pozytywnie wpływać na budowanie i postrzeganie danej marki, o ile są zgodne ze strategią organizacji i właściwie zakomunikowane odpowiednim grupom celowym i interesariuszom.

 Część organizacji do tej pory w żaden sposób nie ujmowała działań społecznych w swojej strategii i dopiero teraz na szybko próbuje je wdrażać. Inne mają głęboko w DNA zakorzenione wspieranie społeczności lokalnych, pomaganie nie tylko w sytuacjach zagrożenia, ale też odpowiadanie na ich realne potrzeby. Zatem odbiór społeczny tych akcji będzie dwojaki. W przypadku, kiedy jest to robione doraźnie, ad hoc, niezgodnie z przyjętą polityką i strategią rozwoju przedsiębiorstwa, w żaden znaczący sposób nie wpłynie to na odbiór organizacji. Jednak kiedy firma po raz kolejny, konsekwentnie pokazuje, że również w tak trudnej sytuacji sumiennie realizuje dobrze i mądrze skonstruowaną politykę społeczną, na pewno pozytywnie wpłynie to na jej odbiór przez społeczeństwo – mówi Tomasz Smorgowicz.

Ekspert i wykładowca gdyńskiej WSB podkreśla też, że działania, które biznes podejmuje w celu zwalczania skutków pandemii SARS-CoV-2, każdorazowo powinny być dobrze przemyślane, dopasowane do sytuacji i odpowiadać na realne potrzeby.

– Szukając rozwiązań, które będą najlepsze, najskuteczniejsze i nie tylko pomogą potrzebującym, ale również przełożą się na budowanie wizerunku organizacji, należałoby skupić się na kilku elementach – podkreśla. – Po pierwsze, należy się zastanowić, czy dana inicjatywa jest naprawdę potrzebna, czy może pomóc konkretnym osobom. Po drugie, takie działania powinny być naturalne, niewymuszone. Przykładem są choćby szwalnie, które nie mogąc w tej chwili szyć ubrań, przestawiają swoje zakłady na produkcję maseczek czy odzieży ochronnej dla służby zdrowia.

Trzeci aspekt to wewnętrzna potrzeba danej organizacji, czyli de facto przekonanie do pomocy pracowników.

 Odradzałbym organizacjom wymyślanie na poziomie zarządu, właścicieli czy struktur marketingu pewnych działań, w które następnie trzeba zaangażować pracowników. Należałoby podjąć z nimi dialog i wspólnie wymyślić takie rozwiązania, pod którymi oni będą chcieli się podpisać, zaangażować i staną się ich naturalnymi ambasadorami – mówi wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni.

Paliwo na stacjach benzynowych jest najtańsze od 2016 roku. Spodziewane są dalsze spadki

0

Zamrożenie gospodarek i spowodowane tym niższe zużycie surowców, zwłaszcza ropy naftowej, oraz zapełnienie dostępnych zbiorników niewykorzystaną nadwyżką „czarnego złota” przełożyło się na pierwsze w historii ujemne wyceny teksańskiej ropy WTI. W ubiegłym tygodniu jej cena spadła  do minus 37 dol. za baryłkę. Na stacjach benzynowych ceny ujemne nie są, ale systematycznie spadają. Według prognoz e-Petrol.pl w tym tygodniu można spodziewać się dalszej zniżki detalicznych cen paliw.

– Aktualna sytuacja cenowa na rynku międzynarodowym cały czas wiąże się z tym, że ludzie nie mogą opuszczać swoich miejsc zamieszkania, normalnie pójść do pracy i konsumować paliw, tak jak to zwykle wyglądało. Dotyczy to nie tylko odbiorców indywidualnych, lecz także konsumpcji przemysłowej i transportowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw e-Petrol.pl. – Duzi odbiorcy nie są tak aktywni jak zazwyczaj i z tego wynika poważny spadek cen, a przede wszystkim popytu na rynku międzynarodowym, który powoduje powstawanie jeszcze większej nadpodaży surowcowej w stosunku do tej sprzed jeszcze kilku tygodni, kiedy OPEC+ zrywał swoje porozumienie.

W minionym tygodniu średnia cena benzyny 95-oktanowej po raz pierwszy od ponad czterech lat spadła poniżej 4 zł za litr. Jej średnia cena, po spadku o 3 gr, znalazła się na poziomie 3,99 zł/l. Coraz bliżej pokonania bariery 4 zł jest też diesel. Średnia cena oleju napędowego, po spadku o 6 gr, wynosiła 4,11 zł/l. Obniżka nie ominęła też notowań autogazu, który potaniał o 4 gr do poziomu 1,79 zł/l. To efekt nadmiernego w stosunku do zużycia wydobycia na światowych rynkach i braku zbiorników do przechowywania nadwyżki surowca. Zdaniem analityków nawet decyzja o ograniczeniu produkcji ropy od maja o 9,7 mln baryłek dziennie nie poprawi sytuacji, bo dzienna nadprodukcja w kwietniu wynosiła 25–30 mln baryłek.

Teraz wszelkie próby ograniczeń, jakie wprowadzają dla samych siebie członkowie OPEC+, wydają się jednak albo zbyt małe, albo zbyt późno wprowadzone, ponieważ rynek, przynajmniej europejski, jedynie trochę reaguje odbiciem w górę – ocenia dr Jakub Bogucki. – Jeśli chodzi o przełożenie tych zmian na rynek polski, to spodziewamy się dalszego ciągu spadków. Nie będą już one na pewno tak znaczące jak te, które widzieliśmy w ostatnich tygodniach. Teraz najbardziej prawdopodobne są jedynie pewne korekty na poziomie kilku groszy z tygodnia na tydzień.

Na cenę paliw na stacjach wpływ mają cena ropy i kurs dolara do złotego. Teksańska ropa WTI potaniała od początku 2020 roku o ponad 70 proc., i to po ostatnich wzrostach cen. Z powodu nadpodaży surowca, braku zbiorników do jego przechowywania i wygaśnięcia majowych kontraktów na ropę jego cena przed tygodniem spadła po raz pierwszy w historii do ujemnych poziomów. Europejska ropa Brent straciła dwie trzecie swojej wartości. W przeciwną stronę, podbijając ceny, oddziałuje umacniający się dolar, który od stycznia zyskał do złotego ponad 10 proc.

Ostatni tydzień kwietnia według prognoz e-Petrol.pl przyniesie dalsze obniżki cen na stacjach. Według przewidywań portalu średnia cena benzyny 95 będzie się wahać w zależności od regionu między 3,83 a 4,02 zł/l, a benzyny 98 – między 4,20 zł a 4,39 zł. Koszt oleju napędowego powinien zamknąć się w przedziale 3,93–4,10 zł, a za gaz LPG trzeba będzie płacić 1,73–1,79 zł za litr.

Poziom, do którego możemy zmierzać w najbliższych kilku lub kilkunastu dniach, to około 3,9 zł dla benzyny i około 4 zł dla oleju napędowego – uważa analityk rynku paliw e-Petrol.pl. – Jednak trzeba pamiętać, że są stacje, które sprzedają wyjątkowo okazyjnie paliwo, nawet na poziomie około 3,4–3,5 zł za litr benzyny 95-oktanowej.

Księża przekładają terminy Pierwszych Komunii Świętych i bierzmowania. Na spowiedź można się umawiać indywidualnie

Pandemia koronawirusa od kilku tygodni uniemożliwia organizację wydarzeń kościelnych według zwyczajowo przyjętych zasad. Dotyczy to zarówno codziennych mszy świętych i nabożeństw, jak i uroczystości związanych z przyjmowaniem sakramentów, m.in. Pierwszej Komunii Świętej oraz bierzmowania. Wszystko wskazuje na to, że dzieci i młodzież przystąpią do nich dopiero jesienią, choć w wielu diecezjach nie ma jeszcze w tej kwestii konkretnych informacji. Księża dostosowują się do aktualnej sytuacji oraz wcielają w życie kolejne wymagania dotyczące zgromadzeń i praktyk religijnych.

Nowe terminy przyjęcia sakramentów wyznaczają proboszczowie parafii w porozumieniu z rodzicami. Pierwsze decyzje już zapadły. Najczęściej księża zastrzegają jednak, że podane terminy to jedynie wstępne ustalenia, a ostatecznie wszystko zależy od sytuacji – uroczystości odbędą się dopiero po przywróceniu normalnego funkcjonowania szkół i parafii.

W kwestii nowych terminów przyjmowania sakramentów, w tym Pierwszych Komunii Świętych, zapadły już decyzje. Należy obserwować strony internetowe diecezji, na których publikowane są dekrety księży biskupów – radzi w rozmowie z agencją Newseria ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. – Często informacje przekazywane przez księży nie są jednoznaczne, bo ostatecznie nowe terminy uroczystości będą uzależnione od bieżącej sytuacji. Wskazówki dla dzieci i rodziców trochę uprzedzają sytuację, ale nie wiemy, jaka ona będzie za kilka tygodni.

Jak podkreśla rzecznik KEP, ta sytuacja stawia wszystkich w obliczu nowych wyzwań. Wymaga ona szczególnego przygotowania do przyjęcia sakramentu Pierwszej Komunii Świętej w ramach wspólnoty Kościoła, jak również specyficznej pomocy dzieciom w rodzinach.

– Rola rodziców jest bardzo ważna i polega na tym, aby być z dzieckiem, towarzyszyć mu w czasie oczekiwania na przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej – zaznacza duchowny.

Podobne zalecenia dla rodziców wydają poszczególne diecezje, proboszczowie parafii i katecheci. Z uwagi na zawieszenie spotkań w parafiach, przygotowujących dzieci do Pierwszej Komunii Świętej oraz młodzież do sakramentu bierzmowania, księża proszą rodziców o troskę w wymiarze katechizacji swoich dzieci w domu, np. poprzez wspólną modlitwę w rodzinie oraz wyjaśnianie prawd wiary. Ma to stanowić uzupełnienie katechezy szkolnej, która obecnie prowadzona jest w sposób zdalny.

Od kilku tygodni w Kościele obowiązują także nowe zasady przeprowadzania spowiedzi. O szczegółach księża informują podczas mszy świętych oraz na stronach internetowych parafii.

– W przypadku sakramentu pojednania istnieje możliwość umówienia się indywidualnie z kapłanem w parafii – wyjaśnia ks. Paweł Rytel-Andrianik. – Ponadto w niektórych parafiach można przystąpić do spowiedzi w kaplicy lub innym podobnym miejscu, które z jednej strony pozwala zachować wszystkie zasady sanitarne i zarządzenia państwowe, a z drugiej strony dyskrecję.

Od poniedziałku 20 kwietnia rząd złagodził restrykcje i wprowadził kolejne wytyczne dla duchownych i wiernych. Zgodnie z nimi w miejscach kultu religijnego może przebywać jedna osoba w przeliczeniu na 15 mkw. powierzchni. Jak informuje Konferencja Episkopatu Polski, parafie dokonują wyliczeń i informują, ile osób może być w poszczególnych kościołach i kaplicach podczas mszy świętych i nabożeństw. Ponadto wszyscy wierni, którzy przychodzą do kościołów, mają obowiązek zachowania dwumetrowego dystansu między sobą oraz zakrywania ust i nosa, np. maseczką. Nadal obowiązuje dyspensa od uczestnictwa w mszach świętych odprawianych w kościołach w niedziele i święta, a księża zalecają korzystanie z transmisji telewizyjnych i internetowych. Jednak nowe wytyczne rządu umożliwią wspólną modlitwę w kościołach na większą skalę, korzystanie ze spowiedzi i komunii świętej większej liczbie osób niż w poprzednich tygodniach.

Jak powiedział ostatnio papież Franciszek, musimy pamiętać, że nie można przenieść Kościoła i sakramentów tylko do wirtualnego świata – podkreśla rzecznik Episkopatu.

Koronawirusa pozwoli wykryć analiza próbki głosu. Test będzie można wykonać za pomocą smartfona

Aplikacje działające na podstawie analizy głosu przez algorytmy sztucznej inteligencji mogą być szansą na masowe i szybkie diagnozowanie koronawirusa. Izraelski start-up buduje specjalną platformę opartą na ponad milionie próbek głosu od 50 tys. osób. Na potrzeby diagnostyki COVID-19 zmieniona została też funkcjonalność aplikacji pierwotnie służącej pacjentom kardiologicznym. Testy wykonywane przez sztuczną inteligencję mogą wykrywać niepokojące sygnały dużo wcześniej niż te robione przez człowieka.

Infekcje wywoływane przez SARS-CoV-2 już dziś określane są mianem choroby X, przed którą już od kilku lat ostrzega WHO. Według danych ONZ na COVID-19 zachorowało już niemal 3 mln osób na całym świecie. W wyniku choroby zmarło już ponad 200 tys. osób. Coraz więcej firm i start-upów kieruje swoje siły do walki z koronawirusem.

– Wdrażamy najnowocześniejszą metodę i technologię sztucznej inteligencji, aby skorelować głos z objawami choroby COVID-19 wywoływanej przez koronawirusa. Umożliwi to ostrzeżenie o jej wczesnych objawach i monitorowanie postępów w domu za pomocą smartfona – zaznaczają przedstawiciele  izraelskiego start-upu Vocalis Health.

Próbki głosu badane są z wykorzystaniem specjalnej platformy wspieranej przez algorytmy uczenia maszynowego. Pacjent, który ma być poddany badaniu, przesyła próbkę głosu za pomocą aplikacji mobilnej do chmury. Tam sztuczna inteligencja analizuje je w celu wykrycia markerów głosowych charakterystycznych dla COVID-19. Jeśli zostają one zidentyfikowane, platforma ostrzega o podejrzeniu infekcji lub ryzyku pogorszenia się stanu zdrowia.

Baza danych, na podstawie której wykonywana jest analiza, została oparta na ponad milionie nagrań zebranych od 50 tys. pacjentów i obejmuje kilka milionów krytycznych punktów. Narzędzie może być szansą na szybszą diagnostykę i leczenie osób zakażonych koronawirusem.

– Wierzymy, że analizując głos powyżej rejestru, który słyszy ludzkie ucho, możemy odkryć dedykowane biomarkery głosu umożliwiające lekarzom rozpoznanie objawów pojawienia się wirusa – przekonują właściciele start-upu Vocalis Health.

Podobny pomysł na wykorzystanie analizy głosu miał również indyjski start-up Salcit Technologies. Aplikacja kAs, która została uruchomiona na początku kwietnia, wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizy dźwięku kaszlu. Na tej podstawie, zgodnie z kwestionariuszem diagnostycznym opracowanym przez Światową Organizację Zdrowia, pacjent otrzymuje wynik punktowy w skali od 1 do 10, którym określony jest poziom ryzyka infekcji SARS-CoV-2.

Z kolei izraelska firma Cordio Medical ogłosiła w kwietniu, że rozpoczyna w szpitalu w Hajfie badanie kliniczne nad wykorzystaniem do diagnostyki na odległość w kierunku COVID-19 rozszerzonej funkcjonalnie aplikacji HearO, pierwotnie przeznaczonej do zdalnego monitorowania pacjentów cierpiących na niewydolność serca. Inżynierowie z Cordio przystosowali narzędzie do identyfikacji obustronnego zapalenia płuc z występowaniem obrzęku, co jest charakterystyczne dla choroby wywołanej przez koronawirusa. Firma twierdzi, że może na długo przed diagnozą lekarską wykryć zmiany w płucach i zidentyfikować początek stanu zapalnego.

Według analityków z Vision Research Reports rynek aplikacji mobilnych wykorzystywanych w medycynie osiągnie do 2027 roku wartość 236 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 44,7 proc.

Amerykanie kochają pizzę. Papa John’s najwyżej od 2017 r. Domino’s bije rekordy

Ostatni dzień tygodnia przynosi kosmetyczne wzrosty głównych amerykańskich indeksów giełdowych. Dow Jones Industrial Average i Nasdaq rosną o około 0,2 proc., a S&P 500 zwyżkuje o 0,25 proc. W pierwszym z wymienionych indeksów najwięcej zyskuje Apple i drożeje o 1,8 proc., a następnie Home Depot i Nike ze wzrostem powyżej 1 proc. Wspomniana sieć pizzerii Papa John’s rośnie jednak o ponad 9 proc.

W komentarzach dotyczących rynku akcji często wspominaliśmy inną spółkę związaną z tak prostym produktem, jak pizza, czyli Domino’s Pizza. Wspominaliśmy również o wynikach DPZ, ponieważ cena akcji wzrosła w tym tygodniu do rekordowego poziomu 387 USD. Kapitalizacja spółki tym samym wzrosła powyżej 14,5 mld USD. Kapitalizacja Papa John’s jest o wiele mniejsza niż DPZ, ponieważ wynosi 2,36 mld USD. Niemniej to wciąż imponująca wartość rynkowa, większa niż notowana na GPW spółka PGE, Play czy mBank oraz Orange.

Sieci pizzerii stworzyły ostatnio dziesiątki tysięcy miejsc pracy w USA, aby zaspokoić większy popyt, ponieważ pizza pozostaje bardzo popularna wśród konsumentów, którzy obecnie w dużej mierze polegają na produktach dostarczanych do domu. Trendy w USA w drugim kwartale sugerują, że pizzerie biorą udział w gwałtownym wzroście popytu.

Dzięki pozytywnemu trendowi w zachowaniu konsumentów w stronę żywności zamawianej do domu cena akcji PZZA wzrosłą do najwyższego poziomu od września 2017 r. Tygodniowe maksimum wypadło na tę chwilę na poziomie prawie 74 USD. Dla spółki pojawiła się pozytywna rekomendacja od Stifel. Cena docelowa dla Papa John’s została podniesiona do najwyższego poziomu na Wall Street równego 80 USD z 65 USD wcześniej, Analitycy zaznaczyli, że połączenie silnego wzrostu sprzedaży i spadających kosztów produkcji może skrócić czas potrzebny na odzyskanie franczyzobiorców PZZA po dwuletnim spadku zysków. Inwestorzy oczekują, że PZZA ogłosi przyspieszenie sprzedaży w kwietniu, podobnie jak DPZ. Szacowana silna sprzedaż i niższe koszty produkcji powinny zwiększyć zyski krajowych franczyzobiorców o 30-40% w tym roku. PZZA ma 9 rekomendacji kupna, 4 trzymaj i 0 sprzedaj.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Specjalna aplikacja ma ułatwić wejście do sklepów

  • Zapowiedziano wprowadzenie specjalnej aplikacji, która podzieli osoby w sklepach na 3 kategorie bezpieczeństwa: po zakażeniu – czerwony, po kwarantannie – żółty, bez kontaktu z wirusem – zielony. Służy to umożliwieniu zwiększenia liczby klientów z kodem zielonym w sklepie.
  • Galerie handlowe raczej nie zostaną otwarte w połowie maja. Ministerstwo Rozwoju nie wyklucza, że stanie się to później. Dokładnej daty jednak nie ma. Decyzję w tej sprawie ogłosi premier.
  • Konfederacja Lewiatan proponuje, aby umożliwić również funkcjonowanie sklepów meblowych i oferujących artykuły do urządzenia wnętrz, wysp handlowych w galeriach oraz doprecyzowanie przepisów określających liczbę osób przebywających w sklepie.

Ministerstwo Rozwoju konsultuje z przedsiębiorcami wytyczne dla funkcjonowania galerii handlowych i gastronomii po zniesieniu zakazu w trakcie epidemii COVID-19. Dotyczą one przestrzeń komunikacyjnej i usług, strefy gastronomicznej, infrastruktury współtowarzyszącej oraz procedur postępowania w przypadku wykrycia osoby posiadającej symptomy zakażenia.

– Dla nas najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, kiedy galerie handlowe mogą zostać otwarte. Przedsiębiorcy powinni mieć czas na przygotowanie sklepów, w oparciu o opublikowane akty normatywne np. wstawić dozowniki z płynem dezynfekującym, zawiadomić pracowników. Na razie daty otwarcia galerii nie znamy – mówi Arkadiusz Grądkowski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Planowane jest wprowadzenie specjalnej aplikacji, która podzieliłaby ludzi na 3 kategorie bezpieczeństwa: po zakażeniu – czerwony, po kwarantannie – żółty, bez kontaktu z wirusem – zielony. Osób z kategorii zielonej czyli zdrowych i bez kontaktu z wirusem, mogłoby wejść do sklepu 10 proc. więcej. Stosowanie aplikacji byłoby warunkiem wpuszczania do sklepu, pomimo wyczerpania limitu. Aplikacje instalowaliby klienci, którzy chcieliby skorzystać z tego przywileju.

Wśród proponowanych rozwiązań, które znalazły się w wytycznych są m.in. zalecenie utrzymania odległości przynajmniej dwóch metrów pomiędzy klientami w galerii, używania maseczek i zapewnienie możliwości ich zakupu przynajmniej w jednym sklepie w galerii, czy ograniczenie liczby klientów w strefie gastronomicznej – na jedną osobę powinno przypadać minimum 15 m2.

Resort rozwoju proponuje, aby w pierwszym etapie nie mogły prowadzić działalności strefy aktywności fizycznej (siłownie, place zabaw, parki trampolin), strefy gier, kina i wyspy usługowe.

Po interwencji Lewiatana Ministerstwo Rozwoju rozważa zgodę na uruchomienie wysp o charakterze handlowym (przy wprowadzeniu dodatkowych zabezpieczeń: obudowa wyspy, okienko obsługi z jednej strony bez możliwości podchodzenia z innych stron). Natomiast na razie nie będą otwarte wyspy o charakterze usługowym (np. manicure) oraz czy rekreacyjnym (ławeczki, stoliczki, fotele masażu itp.).

– Powinniśmy rozpocząć proces odmrażania działalności w galeriach handlowych, uwzględniając sytuację epidemiologiczną. Czekają na to firmy i pracownicy. W tym kontekście istnieje konieczność doprecyzowania przepisów określających liczbę osób, które mogą znajdować się w sklepie, regulacji dotyczących możliwości pomiaru temperatury pracownikom, współpracownikom i klientom, czy obowiązku wyznaczania specjalnych pomieszczeń dla osób z objawami choroby oraz wietrzenia pomieszczeń – dodaje Arkadiusz Grądkowski.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 27.03-1.04.2020

Na rynku trwa dyskusja, na ile odreagowanie marcowej przeceny ryzykownych aktywów może być trwałe, kiedy dane makro zaczynają coraz mocniej uświadamiać, z jak poważnym kryzysem mamy do czynienia. Wątpliwości zagrażają nastrojom rynkowym. Być może czołowe banki centralne (BoJ, Fed, EBC) będą musiały kolejny raz dowieść, że są przygotowane na wszystko.

Przyszły tydzień: Fed, EBC/BoJ/Riksbank, PKB z USA/Eurolandu, ISM dla przemysłu z USA, PMI z Chin

USA

W USA oczekiwany jest mocny spadek PKB za I kw. (śr), który będzie tylko preludium dla jeszcze większego załamania aktywności w drugim kwartale. Bezprecedensowe zastopowanie gospodarki jest trudne do oszacowania, więc należy nastawić się na niespodzianki. Wzorem dramatycznych spadków PMI w Europie i USA można zakładać równie silny spadek ISM dla przemysłu (pt) czy też indeksu zaufania konsumentów (wt). Fed (śr) najprawdopodobniej nie ogłosi nowych działań na polu luzowania polityki pieniężnej, gdyż pozostaje zajęty implementacją licznych programów zapowiedzianych w ostatnich tygodniach. Wcale jednak to nie oznacza, że możliwości Fed się wyczerpały i prezes Powell na konferencji z pewnością to podkreśli.

Strefa euro

W Europie wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie EBC (czw). W marcu bank w kilku krokach rozszerzył skup aktywów o prawie 900 mld EUR i zapowiedział nową rundę TLTRO na korzystniejszych warunkach. Przy ograniczonym polu do dalszego luzowania i przy oczekiwaniu na ruch ze strony rządów na polu walki z kryzysem EBC może zdecydować się na przyjęcie postawy wyczekującej z gotowością reakcji, gdyby sytuacja na rynkach miałaby się istotnie pogorszyć (np. wzrost presji na wyprzedaż obligacji skarbowych). Brak pośpiechu banku centralnego do robienia czegokolwiek może być odebrany jako obawy przed całkowitym wyczerpaniem arsenału, co może być impulsem do umocnienia EUR. Od strony danych otrzymamy pierwsze szacunki PKB za I kw. (czw) i festiwal mocnych tąpnięć.

Szwecja

Przyszły tydzień przynosi posiedzenie szwedzkiego Riksbanku (wt), gdzie spodziewamy się utrzymania głównej stopy procentowej na 0 proc. Dane od ostatniego posiedzenia uległy wyraźnemu pogorszeniu w związku z pandemią COVID-19. Jak dotychczas Riksbank zamiast ciąć stopy wybrał drogę rozszerzenia programu skupu obligacji i uruchomił program wsparcia pożyczkowego przedsiębiorstw niefinansowych. Sądzimy, że Riksbank podtrzyma dotychczasowe nastawienie, gdzie ujemne stopy procentowe nie są właściwą drogą dla wsparcia gospodarki. Dla SEK byłby to umiarkowanie pozytywny sygnał, o ile ogólnorynkowe nastroje na to pozwolą.

Polska

Kalendarz publikacji z Polski na przyszły tydzień jest pusty, choć nawet i przy bogatym szeregu danych widać, że złoty reaguje w ograniczonym sposób. EUR/PLN usadowił się w konsolidacji 4,51-4,55, gdzie czeka na wyraźniejszą odmianę nastrojów na rynkach zewnętrznych. W krótkim terminie nie widzimy podstaw do umocnienia złotego poza realizowany kanał z większym ryzykiem osłabienia, o ile panika ogarnęłaby rynki finansowe. Bez tego powinno być spokojnie.

Japonia

Bank Japonii (pon) prawdopodobnie odpowie na zagrożenia dla gospodarki płynące z pandemii i rozszerzy ekspansję monetarną. Sądzimy, że stopy procentowe pozostaną bez zmian, za to bank skupi się na elastycznym podejściu do skupu obligacji skarbowych, np. zdecyduje się na porzucenie rocznego limitu zakupów (obecnie 80 bln JPY). Wzorem innych banków centralnych, BoJ może przedstawić program wsparcia pożyczkowego dla przedsiębiorstw niefinansowych lub poluzować napięcia na rynku papierów korporacyjnych poprzez większą aktywność na tym rynku. Nie widzimy w decyzjach silnego wpływu na JPY.

Chiny

W odczytach PMI dla chińskiego przemysłu i usług (czw) istotne jest pamiętać, że odczyt powyżej lub poniżej 50 pkt. oznacza zmianę sytuacji na lepsze/gorsze względem poprzedniego miesiąca. W tym kontekście prognozowane odczyty w granicach 51-53 nie powinny być postrzegane jako dużo lepsza sytuacja niż w Europie i USA. Z uwagi, że główne uderzenie COVID-19 nadeszło w lutym, teraz gospodarka przechodzi powolną odbudowę i wskaźniki wskażą, że w kwietniu jest tylko nieznacznie lepiej co miesiąc wcześniej.

Australia

Dane z Australii nie powinny znaczyć wiele. CPI za I kwartał (śr) jest nieistotny z punktu widzenia polityki pieniężnej. Prezes RBA stwierdził w tym tygodniu, że spodziewa się ujemnej inflacji w II kw. W międzyczasie AUD stara się opierać negatywnym przepływom a zdaje się zyskiwać pochwały za szybkość reakcji australijskich władz na kryzys. To może być poduszka łagodząca sprzedaż waluty w momentach skoku awersji do ryzyka.

Kanada

W Kanadzie PKB za luty (czw) w umiarkowany sposób ujmie pierwsze zaburzenia w łańcuchach dostaw, choć prognozowany płaski odczyt sugeruje hamowanie ożywienia. Z obecnego położenia trudno oczekiwań wiele więcej po BoC, gdyby dane wypadły słabiej. CAD będzie bardziej polegał na kierunku nadanym przez rynek ropy naftowej i generalnym sentymencie. Utrzymujemy ostrożny pesymizm.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niespodzianka. W marcu bezrobocie spadło. Ale wkrótce gwałtownie wzrośnie

Stopa bezrobocia rejestrowanego w marcu 2020 r. wyniosła 5,4 proc. i była niższa niż w lutym – podał GUS. Liczba bezrobotnych wynosiła na koniec marca 909,4 tys., czyli o 10,4 tys. mniej niż w lutym oraz mniej niż w marcu ubiegłego roku o 75,3 tys. Publikowane dane kwartalne bardziej rodzą nowe pytania, niż odpowiadają na te związane z wpływem koronawirusa na rynek pracy.

Spadek liczby osób bezrobotnych w marcu jest kompletnie wbrew przewidywaniom, że zamrożenie gospodarki od 14 marca spowoduje gwałtowny wzrost bezrobocia. Warto jednak zwrócić uwagę, że koniec marca to moment, w którym przedsiębiorcy czekali jeszcze z decyzjami dotyczącymi zwolnień na ogłoszenie tarczy antykryzysowej, która została uchwalona 31 marca w godzinach wieczornych.

Publikowane przez GUS dane opierają się na rejestrach powiatowych urzędów pracy. Nie każda osoba, która utraciła pracę, ma osobistą motywację do takiej rejestracji, szczególnie, że kwota zasiłku dla bezrobotnych jest relatywnie niska. Same urzędy pracy raczej w oczach wielu osób nie cieszą się dobrą opinią. Mimo wielu starań nie udało się przebudować wizerunku urzędów pracy tak, aby były postrzegane jako miejsce, w którym każda osoba, również posiadająca kwalifikacje może dostać wsparcie w znalezieniu adekwatnego miejsca pracy. Być może zapowiadany wzrost kwoty zasiłku dla bezrobotnych i zwiększone trudności w pozyskaniu nowego zatrudnienia będą dla części osób pozostających bez pracy motywacją do rejestracji.

W strukturze osób nowo rejestrowanych jako bezrobotne widać jednak pewne symptomy zmian na rynku pracy. W marcu liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 98,6 tys., tj. była niższa niż przed miesiącem (o 15,3%) oraz przed rokiem (o 20,2%). W tej grupie zwiększył się udział osób zwolnionych z przyczyn dotyczących zakładu pracy, których było zarówno więcej niż przed miesiącem (o 8,1%), jak i przed rokiem (o 3,9%). W samym marcu br. liczba nowo zarejestrowanych, którzy utracili pracę z przyczyn dotyczących zakładu pracy wynosiła 4,4 tys. osób.

W marcowych danych widać również, że osoby bezrobotne trudniej znajdują nową pracę. Z ewidencji bezrobotnych w marcu br. skreślono 109 tys. osób, tj. mniej niż przed miesiącem (o 8,2%) oraz przed rokiem (o 29,9%). Główną przyczyną wyrejestrowania było nadal podjęcie pracy, w wyniku czego z rejestru skreślono 57 tys. osób, tj. o 2,5% mniej niż przed miesiącem i aż o 22,2% mniej niż rok wcześniej. Oznacza to, że powodem zniknięcia ok. 52 tys. osób z rejestrów bezrobotnych było rozpoczęcie udziału w jednej z form aktywizacji (13,9 tys.), niepotwierdzenie gotowości do pracy (15,7 tys.), dobrowolne zrezygnowanie ze statusu bezrobotnego (5,6 tys.) lub skorzystanie z uprawnień emerytalnych, rentowych lub świadczenia przedemerytalnego (1,3 tys.).

W kolejnych miesiącach, w związku z przesunięciem środków Funduszu Pracy na działania pomocowe w ramach tarczy antykryzysowej, prawdopodobne jest – o ile nie zostaną przeznaczone dodatkowe środki na aktywizację – że ten sposób zmniejszania liczby bezrobotnych w kolejnych miesiącach może ulec ograniczeniu. Z uwagi na istotne zmniejszenie lub brak rekrutacji w wielu branżach również odpływ bezrobotnych z tytułu podjęcia pracy będzie mniejszy. Do urzędów pracy w marcu wpłynęło znacząco mniej ofert pracy.

Skutki COVID-19 na rynku pracy nie są natychmiastowe. Dla wielu pracowników okres wypowiedzenia wynosi 3 miesiące, również procedura zwolnień grupowych (obejmująca de facto tylko część pracowników) odsuwa w czasie moment zakończenia współpracy pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą. To oznacza, że duża część decyzji o zwolnieniach będzie widoczna w rejestrach bezrobotnych dopiero w czerwcu – lipcu tego roku. Według danych na koniec marca zadeklarowano więcej zwolnień grupowych niż przed miesiącem oraz przed rokiem – 184 zakłady zadeklarowały zwolnienie 18,7 tys. pracowników (w końcu lutego br. odpowiednio 116 zakładów, 15,2 tys., pracowników). Wielkość zwolnień grupowych w kolejnych miesiącach będzie zależeć do skuteczności instrumentów zaproponowanych w tarczy antykryzysowej oraz przede wszystkim od realizowanych planów odmrażania gospodarki i terminu wprowadzenia tarczy finansowej przedstawionej przez Polski Fundusz Rozwoju.

Indeksy koniunktury straszą

Poznaliśmy wstępne odczyty dla indeksów PMI. Są one bardzo słabe, ale patrząc na to, co dzieje się na rynkach, nie są one szczególnym zaskoczeniem. Raczej potwierdzeniem tego, co ma miejsce. 

Co mówią indeksy PMI

Wczoraj poznaliśmy wstępne dane na temat indeksów PMI za kwiecień. Są to badania menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia w określonych segmentach rynku. Osobne indeksy publikowane są dla usług i przemysłu. Jak nietrudno się domyślić, gorsze dane opublikował sektor usługowy, który jest w sporej części zamknięty z powodu epidemii. Sektor przemysłowy również nie zachwycił. Dane okazały się słabsze od oczekiwań. Biorąc pod uwagę metodę prowadzenia badań to rezultat (mówiący, że około dwukrotnie więcej ankietowanych spodziewa się pogorszenia niż poprawy sytuacji) nie jest zły.

Dane z USA

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA w dalszym ciągu znajduje się na niesamowicie wysokich poziomach. Dokument wypełniło kolejne 4 miliony osób – ⅔ liczby, która była jeszcze dwa tygodnie temu. Mimo że zmalała ta wartość, to nadal stanowi 20-krotność standardowej liczby wniosków. Dane z indeksów PMI w USA były lepsze niż w Europie, ale w dalszym ciągu pokazują nadejście gorszych dni dla gospodarki. Spada również sprzedaż nowych domów. Spadek jest na razie relatywnie niewielki, co wynika prawdopodobnie między innymi z podpisanych umów przedwstępnych.

Złoty znów odrobił straty

Po środowej zwyżce polska waluta znów wraca w okolice 4,53 zł za euro. Kwotowanie względem euro to najważniejszy punkt odniesienia dla naszej waluty. Przy stabilnym franku względem euro podobnie zachowuje się zresztą kurs franka względem złotego, który znów powrócił do poziomu 4,31 zł. Złoty traci za to względem dolara, jest to wynikiem przepływu kapitału za ocean i umacniania się amerykańskiej waluty względem euro. Dolar ostatni raz tak silny względem euro był miesiąc temu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych  warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Worldline przejął GoPay i wzmacnia swoją pozycję w segmencie e-commerce w Europie

Worldline [Euronext: WLN], lider europejskiego rynku usług i obsługi transakcji płatniczych, ogłosił dzisiaj przejęcie większościowego udziału w spółce GoPay, wiodącym graczu na rynku płatności online w Europie Centralnej i Wschodniej. Przejęcie kontroli nad spółką GoPay pozwoli Worldline na dalsze wzmocnienie segmentu usług dla handlowców (Merchant Services) a także przyczyni się umocnienia pozycji rynkowej spółki w regionie Europy Centralnej i Wschodniej. Informacja o przejęciu została ogłoszona wraz z publikacją wyników finansowych za I kwartał 2020 roku, podkreślając kontynuację realizacji strategię rozwoju firmy poprzez aktywność na rynku fuzji i przejęć.

Przejęcie kontroli nad GoPay, ekspertem na rynku płatności elektronicznych w Europie Centralnej i Wschodniej

GoPay to wiodący dostawca usług w zakresie obsługi płatności elektronicznych dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Europie Centralnej, w tym w Czechach, na Słowacji oraz w Polsce. Firma oferuje szeroki zakres sposobów płatności w transakcjach krajowych i obsługuje ponad 9 000 sklepów online. Dzięki dwucyfrowemu wzrostowi przychodów, GoPay przyczyni się także do dalszego poszerzenia globalnego zakresu działalności segmentu Merchant Services poprzez zwiększenie możliwości świadczenia usług z zakresu obsługi płatności elektronicznych na szybko rozwijającym się rynku Europy Centralnej i Wschodniej. Przejęcie GoPay prowadzi też do wzmocnienia pozycji rynkowej Worldline na rynku czeskim i dalszego rozwoju partnerskiej współpracy z Komercni Banka. Ponadto, po finalizacji transakcji do Worldline dołączy 45 wysoko wykwalifikowanych pracowników zatrudnionych obecnie w GoPay, w tym także jego obecny właściciel Pavel Schwarz, co poszerzy i wzmocni lokalną bazę ekspercką Worldline w zakresie tzw. digital go-to-market.

Dzięki przychodom na poziomie ok. 7 milionów euro wypracowanym w 2019 roku przy marży operacyjnej przed uwzględnieniem amortyzacji (tzw. OMDA) na poziomie ok. 2 milionów, a także obecności nie tylko na rynku rodzimym spółki, w Czechach, ale również na rynku polskim i słowackim, GoPay wzmocni ogólną pozycję Worldline w całym regionie a także poszerzy ofertę Worldline skierowaną do sektora MŚP. Kluczowym elementem budującym wartość GoPay jest zapewnienie szybkiego dostępu do wysokiej jakości narzędzia do przyjmowania płatności elektronicznych dopasowanego do potrzeb małych przedsiębiorców a także szeroki zakres oferowanych przez spółkę sposobów płatności w transakcjach krajowych.

Zgodnie z warunkami podpisanej umowy Worldline przejmie 53% udziałów w GoPay i otrzyma prawo do nabycia pozostałych udziałów w 2022 roku. Finalizacja transakcji spodziewana jest w III kwartale 2020.

Dalsza realizacja strategii przejęć i fuzji

Przejęcie GoPay to dla Worldline kolejny krok w realizacji strategii rozwoju firmy poprzez fuzje i przejęcia. 3 lutego br. Worldline i Ingenico ogłosiły podpisanie umowy o połączeniu obu grup, którego celem jest stworzenie nowego lidera na światowym rynku usług płatniczych. Po ogłoszeniu, transakcja połączenia spotkała się z bardzo dobrym przejęciem ze strony zarówno klientów, jak i kluczowych partnerów obu grup, co świadczy o tym, że jest ona uzasadniona z biznesowego punktu widzenia, jak i z punktu widzenia całego sektora. Zespoły pracujące nad przeprowadzeniem połączenia po obu stronach transakcji zostały w pełni zmobilizowane w celu umożliwienia szybkiego postępu w zakresie realizacji umowy i uzyskania odpowiednich zgód. Zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami, finalizacja tej transakcji spodziewana jest w III kwartale 2020 roku.

Goldman Sachs udostępnia za darmo swoje kursy biznesowe on-lnie w ramach programu „10 000 Women”

Goldman Sachs udostępnił bezpłatnie swoje biznesowe kursy on-line z programu „10 000 Women”. W kursach – pierwotnie stworzonych dla przedsiębiorczych kobiet – może wziąć udział każdy, kto prowadzi lub chciałby prowadzić biznes.

Fundacja Goldman Sachs udostępniła bezpłatnie wszystkim zainteresowanym swój światowej klasy kurs biznesowy on-line, opracowany w ramach inicjatywy 10 000 Women (10 000 Kobiet). Dzięki temu również w Polsce osoby znające język angielski, hiszpański lub portugalski mogą skorzystać z obszernych zasobów tego złożonego z aż 10 kilkugodzinnych lekcji programu, opracowanego przez światowej klasy ekspertów biznesowych. Dotychczas certyfikat ukończenia kursu otrzymało niemal 5 milionów osób.

Wraz ze zmianami, jakie zachodzą pod wpływem pandemii, kształcenie na odległość staje się ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Kurs on-line, w ramach inicjatywy Goldman Sachs 10 000 Women pomaga rozwijać umiejętności biznesowe poprzez praktyczne wykłady i szkolenia. Program dostarcza wskazówek dotyczących wszystkich aspektów  biznesu — od finansów oraz prowadzenia codziennej działalności po zdolności kierownicze, marketing i negocjacje.

Uczestnicy mają szansę nauczyć się jak rozpoznać konkurencję, znaleźć własną przewagę konkurencyjną, skutecznie negocjować, a także z powodzeniem wnioskować o finansowanie potrzebne do dalszego rozwoju firmy.

Infografika_kursy 10 000 kobiet

Mając na uwadze wyjątkowe wyzwania i ograniczenia czasowe, jakie stoją przed prowadzącymi małe przedsiębiorstwa, kurs on-line został podzielony na dziesięć odrębnych modułów, z których można korzystać we własnym tempie, oglądając wideo-wykłady, czytając materiały tekstowe i wykonując ćwiczenia. Uczestnicy w elastyczny sposób kształtują swoją ścieżkę: mogą wziąć udział w dowolnym bloku zajęć lub ich kombinacji, tak aby dostosować go do swoich indywidualnych potrzeb.

Program jest również wyjątkową okazją do nawiązywania kontaktów, a osoby, które ukończą wszystkie 10 kursów, mogą przystąpić do Społeczności Absolwentów Programu 10 000 Women,

@10 000 Women Alumni Community. Członkowie tej społeczności mają dostęp do dodatkowych materiałów oraz wydarzeń, dzięki którym mogą pogłębić swą wiedzę i zaczerpnąć inspiracji.

Z kursu można skorzystać wchodząc na adres: www.coursera.org/launch/10000women

Materiały są dostępne w języku angielskim, hiszpańskim i portugalskim

O programie 10 000 Women

10 000 Women jest globalną inicjatywą Goldman Sachs, która wspiera rozwój poprzez zapewnienie kobietom-przedsiębiorcom, z całego świata edukacji w zakresie biznesu i zarządzania. Program zapewnia również mentoring, kontakty oraz dostęp do kapitału. Został oparty na założeniu, że inwestowanie w przedsiębiorcze kobiety prowadzi do wzrostu gospodarczego i wzmocnienia lokalnych społeczności. Od 2008 roku 10.000 Women przeszkoliło ponad 10 000 kobiet prowadzących przedsiębiorstwa w 100 krajach. Absolwentki tego programu odnotowują natychmiastowy i trwały rozwój swojej działalności.  Dzięki rozszerzeniu dostępności kursu on-line Polki po raz pierwszy będą mogły wziąć udział w programie.

Czy matury i egzaminy ósmoklasisty powinny być odwołane?

W sytuacji epidemii i związanych z nią obostrzeń, szkoły stały się niejako zakładnikiem sytuacji politycznej. Dzisiejsze warunki nie są normalne. W odpowiedzi na nagły kryzysy porządek nauczania został szybko zmieniony – jednak nie można liczyć na to, że wszystko szybko wróci do normy. Utrzymanie harmonogramu roku szkolnego i akademickiego będzie niemożliwe. Chodzi zarówno o przeprowadzenie egzaminów, jak i rekrutacji. Z normalnego trybu i programu nauczania wyjęte zostały już prawie dwa miesiące. Politycy, jak i władze edukacyjne nadal twierdzą jednak, że wszystko będzie odbywać się zgodnie z wcześniejszym rytmem. Pierwsi chcą przekonać, że państwo funkcjonuje normalnie, a drudzy – uniknąć odwołania egzaminów. Odbywają się one w zewnętrznym systemie, który wymaga dużych nakładów finansowych i ludzkich. Rok przerwy oznaczałby brak tegorocznych wyników w statystykach oraz pracy kadry edukacyjnej.

– ­­­­Należy pogodzić się z tym, że czasami pewne sytuacje zewnętrzne wymuszają podjęcie trudnych decyzji. Wiadomo już, że egzaminy maturalne odbędą się najwcześniej w czerwcu, jednak zapewne zostaną przesunięte na lipiec – powiedział serwisowi eNewsroom Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej “Perspektywy”. – Podobnie może być w przypadku ósmoklasistów. Nie można jednak udawać, że mimo opóźnienia wszystko będzie odbywało się normalnie. Potrzebny jest czas na sprawdzenie testów, rekrutację na studia i do szkół oraz egzaminy poprawkowe. Miesiące nauki zdalnej na pewno odbiją się na jakości edukacji uczniów – zwłaszcza maturzystów i ósmoklasistów. Należy jednak dostosować się do nowej sytuacji i warunków, z którymi niespodziewanie przyszło się mierzyć. Obecnym rok można zaliczyć uczniom na podstawie dotychczasowych wyników – chociaż szkoły i uczelnie musiałyby przyjąć inną formułę rekrutacji. Nie jest to niemożliwe i było stosowane w czasach tzw. starej matury. W przypadku ósmoklasistów mamy do czynienia z systemem szkolnym. Nawet 90 proc. z nich idzie do miejscowych liceów i techników z okolic miejsca zamieszkania. Większość ekspertów jest przeciwna utrzymywaniu fikcyjnego przekonania, że dzisiejsza sytuacja w systemie edukacji szybko wróci do normy. Każde rozwiązanie w tej sytuacji ma wady i może przynieść straty. Zarówno w postaci psychicznej formy uczniów, jak i zachowania porządku czy pozyskiwania danych w systemie edukacyjnym. Nawet w przypadku odwołania egzaminów możliwe będzie jednak uzyskanie informacji o poziomie nauczania poszczególnych przedmiotów w danych regionach – podpowiada Siwiński.

441 tys. cudzoziemców z zezwoleniami na pobyt

W I kwartale roku liczba cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce wzrosła o prawie 18 tys. osób. Na początku kwietnia takie dokumenty posiadało niespełna 441 tys. obcokrajowców. Najliczniej zwiększyła się grupa obywateli Ukrainy. Nie spada także zainteresowanie zamieszkaniem w Polsce wśród Białorusinów i Gruzinów.

Z prawie 441 tys. cudzoziemców, którzy 1 kwietnia 2020 r. posiadali ważne dokumenty pobytowe, największe grupy stanowili obywatele: Ukrainy – 228,1 tys. osób, Białorusi – 27,1 tys., Niemiec – 21,3 tys., Rosji – 12,8 tys., Wietnamu – 11,9 tys., Indii – 10,1 tys., Włoch – 8,6 tys., Chin – 8,3 tys., Wielkiej Brytanii – 6,4 tys. oraz Gruzji – 6,3 tys.

W I kwartale tego roku największy wzrost wśród cudzoziemców osiedlających się w Polsce dotyczył obywateli:

– Ukrainy – o 13,4 tys. osób;

– Białorusi – o 1,6 tys. osób;

– Gruzji – o 0,8 tys. osób.

Najwięcej cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt czasowy (maksymalnie do 3 lat). W I kwartale liczba osób z tego typu dokumentami wzrosła o prawie 14 tys. – z 241,8 tys. do 255,5 tys. Grupa obcokrajowców uprawnionych do pobytu stałego zwiększyła się natomiast z 78,4 tys. do 80,4 tys. osób.

Około 57 proc. cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce to osoby w przedziale wiekowym 20 – 39 lat, prawie 26 proc. w przedziale 40 – 59 lat, a 13 proc. poniżej 20. roku życia. Blisko 61 proc. stanowią mężczyźni – 267,5 tys. w porównaniu do 172,3 tys. kobiet.

Rozproszenie cudzoziemców na terenie kraju pozostało nierównomierne i skupiło się w województwach z dużymi ośrodkami miejskimi. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 118,4 tys. osób, małopolskie – 48,5 tys., wielkopolskie – 35,9 tys., dolnośląskie – 35,9 tys. oraz łódzkie – 27 tys.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Nie obejmują również zezwoleń na pobyt czasowy, których okres ważności został tymczasowo wydłużony ze względu na wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii.

Osłabienie gospodarki będzie sprawdzianem lojalności konsumentów i kontrahentów

Epidemia koronawirusa odciska piętno na światowych rynkach, kondycji ekonomicznej spółek i nastrojach konsumentów. Firmy, aby minimalizować ryzyko wystąpienia choroby COVID-19 przemodelowały, bądź wstrzymały procesy produkcyjne czy świadczenie usług. Tam, gdzie było to możliwe, wprowadziły pracę zdalną. Jesteśmy u progu transformacji procesów sprzedażowych, w których lojalność klientów i kontrahentów będzie ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Zachowanie płynności produkcji i łańcucha dostaw oraz utrzymanie możliwie jak największej sprzedaży produktów czy usług to wyzwania, z którymi mierzą się przedsiębiorcy niezależnie od branży oraz wielkości firmy. Założenia, które poczynili w strategiach biznesowych, sprzedażowych, marketingowych często już nie mają racji bytu. Jak wynika z badania „Cztery trendy, które zmienią sprzedaż B2B w 2020”, zrealizowanego na przełomie 2019 i 2020 roku, na zlecenie Sodexo Benefits and Rewards Service, szefowie sprzedaży, reprezentujący największe spółki w Polsce, sygnalizowali obawy przed ewentualnym kryzysem. Wskazywali, że po latach prosperity w 2020 roku może być trudniej utrzymać dobry wzrost wpływów. Pojawienie się koronawirusa znacząco jednak wykracza poza prognozowane wyzwania. W związku z tym nie można zwlekać z działaniami mającymi na celu wsparcie sprzedaży. Jak wynika z analizy marek „BrandZ”, przeprowadzonego przez Kantar po kryzysie gospodarczym w 2008 r., te marki, które podjęły takie działania przezwyciężyły trudności związane z kryzysem aż dziewięć razy szybciej niż te, które takich kroków nie podjęły. Wielu analityków i ekspertów jest zgodnych, że umiarkowany wzrost wydatków na wsparcie sprzedaży w trudnych, kryzysowych sytuacjach, może pomóc w zwiększeniu udziałów rynkowych i w rezultacie w osiągnięciu wyższego zysku w długim okresie.

Jeszcze kilka tygodni temu można było śmiało powiedzieć, że celem sił sprzedaży B2B w 2020 roku będzie wzrost dzięki strategicznym klientom oraz zwiększenie udziału w portfelu kupującego. Obecnie kluczowym wyzwaniem jest utrzymanie się na rynku dzięki bieżącym klientom. W obliczu wyzwania, jakim będzie konieczność odbudowania przez światowe gospodarki strat wynikających z pandemii koronawirusa, szczególnego znaczenia nabiera partnerstwo w biznesie. Jesteśmy wręcz u progu transformacji procesów sprzedażowych, w których lojalność klientów i kontrahentów będzie ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. To, w jaki sposób liderzy branżowi będą traktować swoich kontrahentów, w tym detalistów i dystrybutorów, w znaczący sposób może wpłynąć nie tylko na sytuację ekonomiczną każdej ze stron procesu, ale także przełoży się na doświadczenia i decyzje zakupowe klientów indywidualnych – powiedział Sebastian Lachowski, Dyrektor Sprzedaży w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Akcja pociąga za sobą reakcję

Szacunki ekonomistów dotyczące konsekwencji społeczno-gospodarczych epidemii ulegają zmianom. Zarówno prezesi międzynarodowych spółek, jak i właściciele firm rodzinnych podejmują szereg inicjatyw i starają się minimalizować starty. W zastałej sytuacji znamienne wydają się słowa Jeff’a Bezos’a, CEO i założyciela Amazona, który powiedział: „Nie martwi mnie ktoś, kto oferuje ceny o 5% niższe. Niepokoi mnie ktoś, kto może zaoferować lepsze doznania dla klienta”. Z perspektywy B2B, w której klientem są dystrybutorzy, właściciele hurtowni, sklepów czy serwisów, to o ich doznania, odczucia, a także emocje warto zadbać dziś, by procentowały na przyszłość. Jak to zrobić?

Gdy słowa kryzys, niepewność, spowolnienie, spadek odmieniane są przez wszystkie przypadki, zyskuje na sile potrzeba zapewnienia poczucia bezpieczeństwa i budowania pozytywnych emocji, skojarzeń z marką i jej produktami. Szczególnie, że na końcu każdego łańcucha dostaw i procesu czy akcji sprzedażowej stoi człowiek. Dlatego też z punktu widzenia sprzedaży w B2B, warto za przykładem społeczeństwa, które dziękuje lekarzom i pielęgniarkom, podziękować swoim kontrahentom, a przede wszystkim zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. To moment, by pokazać im, że choć zaistniałe okoliczności sprawiły, że większość biznesu przeniosła się do świata wirtualnego, jesteśmy blisko. Bez wątpienia przełoży się to na wyniki, gdy tylko produkcja, sprzedaż i świadczenie usług zostanie przywrócone – powiedział Sebastian Lachowski z Sodexo.

Jednym z elementów wpływających na satysfakcję konsumenta są pozytywne doświadczenia zakupowe. W branży OTC w znacznej mierze kształtują je farmaceuci, w motoryzacyjnej mechanicy, natomiast w budowlanej, RTV i AGD oraz spożywczej sprzedawcy. Od ich zaangażowania, aktywności zależy satysfakcja konsumenta, to czy skorzysta z danej usługi ponownie, czy zarekomenduje daną markę, kiedy już skończy się kwarantanna. W związku z tym warto cały czas budować lojalność klienta poprzez rozwiązywanie jego problemów oraz zwiększanie skuteczności działania.

7 powodów, dla których Twój biznes powinien przyjmować płatności w Bitcoinie

Potoczne myślenie o kryptowalutach to kojarzenie ich z pralniami brudnych pieniędzy gangsterów lub transakcjami pomiędzy szemranymi milionerami, którzy zbudowali fortuny na nieczystych interesach. Na szczęście coraz więcej przedsiębiorców wie już więcej o Bitcoinie i potrafi wykorzystać potencjał kryptowaluty w systemie własnych płatności. Wiedza ta jest źródłem znaczącej przewagi konkurencyjnej. Oto siedem wybranych powodów, dla których warto wprowadzić sprawny system płatności w Bitcoinie. Ta wiedza może być początkiem nowego rozdziału w rozwoju Twojego biznesu.

Poniższa lista 7 powodów została przygotowana przez zespół redakcyjny strony Odkryj Bitcoin. Poradnika dla początkujących pokazującego jak poruszać się w Świecie kryptowalut.

Powód 1: Prowizje od płatności w Bitcoinie są niższe niż w przypadku karty kredytowej lub portfela internetowego 

Osoby prowadzące różnorodne formy biznesów internetowych doceniają coraz szerzej korzystny system płatności w kryptowalucie Bitcoin. E-commerce to ścieżka przyszłości, dlatego warto umożliwić klientom płacenie w kryptowalucie. Obecnie jest to możliwe albo za sprawą współpracy z obecnymi na rynku pośrednikami, albo samemu wymieniać Bitcoin na wybraną przez nas walutę. W tym drugim przypadku możliwy jest także zysk wynikający wprost z aktualnego kursu kryptowaluty Bitcoin, podobnie jak w przypadku wymiany tradycyjnych walut.  

Powód 2: Bezpieczeństwo transakcji dzięki ich szyfrowaniu

Drugi powód, dla którego warto wprowadzić płatności w Bitcoinie to gwarancja bezpieczeństwa dokonywania operacji finansowych w Bitcoinie. Jak wiadomo, ten rodzaj transakcji jest bezpieczny i szyfrowany, co sprawia, że w zasadzie niemożliwe staje się wyłudzenie zwrotu środków finansowych. A to przy prowadzeniu działalności biznesowej bardzo istotny atut w stosowaniu Bitcoina. 

Powód 3: Wprowadzenie płatności w Bitcoinie to pozyskanie klientów płacących w tej kryptowalucie 

Środowisko docelowych klientów to zarazem dostęp do ich pieniędzy, a więc możliwości nabywczych. Nie da się ukryć, że kryptowaluty Bitcoin używają ludzie odważni, przedsiębiorczy i chętnie się uczący, co dobrze wróży ich rozwojowi finansowemu. Coraz więcej przedsiębiorców, zwłaszcza właścicieli sklepów oferuje swoim klientom system płatności w Bitcoinie. Jeśli i w naszym biznesie zaistnieje taka możliwość, zyskamy tym samym dostęp do społeczności użytkowników tej kryptowaluty, budując swą markę biznesową i oszczędzając na reklamie, bo opinia środowiskowa jest podstawą trwałego i długofalowego biznesu.  

Powód 4: Bitcoin to możliwość wprowadzenia systemu mikropłatności w naszym biznesie 

Bitcoin umożliwia stosowanie w naszej działalności biznesowej mikropłatności. A to bardzo ważna innowacja. Dzięki niej można dokonywać i przyjmować płatności w drobnych kwotach, a to przydaje się szczególnie w przypadku obsługi serwisów ogłoszeniowych lub w płatności w grach czy aplikacjach. 

Powód 5: Możliwość rozliczeń międzynarodowych w kryptowalucie 

Bitcoin jako sposób płatności znakomicie sprawdza się w transakcjach międzynarodowych. Przelewy tego typu nie generują bowiem dodatkowych prowizji od transakcji. Wypłata w Bitcoin trafia natychmiast na konto adresata, niezależnie od kraju jego lokalizacji. Wszystkie te cechy płatności w Bitcoin mogą znacząco rozbudzić naszą współpracę międzynarodową lub po prostu zjednać nam przychylność międzynarodowych klientów i kontrahentów.  

Powód 6: A może promocja naszego biznesu w ramach akcji crowdfundingowych? Bitcoin to argument za! 

Nie od dziś wiadomo, że dobra, czyli najlepiej tania i głośna reklama jest dźwignią handlu produktem, usługą lub fundamentem marki osobistej. Stworzenia akcji crowdfundingowej, w której metodą płatności będzie właśnie Bitcoin, otwiera nasz biznes na globalny rynek. Warto także przy tej okazji śledzić najlepsze momenty kursu Bitcoina, a zyski ze zbiórki mogą być znacznie wyższe niż w przypadku tradycyjnego posługiwania się inną walutą. W przypadku takich działań buduje się również nowatorski i nowoczesny wizerunek naszej firmy, a to już kapitał nie do podważenia i inwestycja w przyszłość, wszak opinia środowiskowa w biznesie jest zawsze na wagę złota. Użytkownicy kryptowaluty Bitcoin należą do grona osób najbardziej otwartych na nowe szanse wielu sektorów gospodarki, gdyż cechuje ich psychologiczna skłonność do poszerzania pola ekspansji biznesowych.  

Powód 7: Bitcoin ułatwia nam dbanie o dywersyfikację ryzyka zarządzania kapitałem finansowym. 

Nawet początkujący przedsiębiorcy wiedzą, że dywersyfikacja ryzyka finansowego pomaga utrzymać płynność finansową naszego biznesu, tym samym dając przedsiębiorcy ważną przestrzeń dla innowacji. Kryzysy finansowe, inflacja, wahania rynku zrujnowały już niejeden biznesplan. Dlatego właśnie płatności w Bitcoin mogą być dobrym narzędziem redukcji ryzyka biznesowego. Gdzie jeszcze może się przydać ta forma płatności w kryptowalucie o zdecydowanie najlepszej reputacji? Eksperci wymieniają jednym tchem:

  • księgi transakcji reprezentujące akcje
  • płatności za mienie ruchome i nieruchome
  • opłaty za kilowatogodziny energii

Technologia blockchain, w ramach której funkcjonuje kryptowaluta Bitcoin ma jeszcze szereg innych zastosowań, łącznie z zarobkowaniem na giełdzie kryptowalut. Istnieje więc wiele, coraz nowszych powodów, aby Bitcoin wprowadzić do naszego systemu płatności w biznesie. Warto kreować zaufanie do naszego biznesu otwierając go na nowe perspektywy rozwojowe, a do takich należy przecież – budujący dopiero swoją pozycję wśród polskich przedsiębiorców i ich klientów – rynek kryptowalut. 

Litwa zazdrości Estonii i wprowadza elektroniczną rezydencję

E-rezydencja Estonii

Według rankingu OECD, Estonia jest liderem w zakresie inteligentnego wykorzystywania technologii informatycznych w lokalnym systemie administracyjnym oraz podatkowym. Nie jest tajemnicą, że przyczyniło się ku temu wprowadzenie w grudniu 2014 roku programu e-Residency pozwalającego na zdalne założenie estońskiej spółki, jak również zdalne zarządzanie prowadzonym biznesem. Korzyści jakie oferuje system zaskoczyły nie tylko OECD ale również samych podatników. Nie spodziewano się że kierowanie firmą może odbywać z każdego miejsca na świecie, a takie czynności, jak deklarowanie podatków, składanie sprawozdań finansowych, udzielenie pełnomocnictwa, szyfrowanie danych czy dostęp do usług publicznych, mogą zostać wykonane zdalnie. Co istotne, korzyści płynące z programu są przeznaczone nie tylko dla Estończyków ale również dla obywateli innych państw, w tym dla obywateli naszego kraju.

Litwa podąża śladami sąsiada

Zmiany w litewskim prawie spowodują, że analogiczny program zostanie wprowadzony u kolejnego z naszych sąsiadów. Stanie się tak od 1 stycznia 2021 roku. Skutkiem tego e-Rezydent – którym może zostać także polski obywatel – otrzyma cyfrową identyfikację tożsamości, która zapewni dostęp online do szeregu usług administracyjnych, publicznych i komercyjnych. Możliwe będzie m.in. zdalne założenie spółki, otworzenie konta bankowego oraz składanie deklaracji podatkowych. Nowa inicjatywa ma za zadanie poprawić krajowe otoczenie biznesowe i przyciągnąć zagranicznych przedsiębiorców. Przemawiają za tym dane liczbowe jakie przekazała estońska administracja. Wynika z nich, że w Estonii przybyło 54 000 nowych przedsiębiorców ze 136 państw, głównie z Finlandii, Rosji, Niemiec, Francji, Turcji i Ukrainy. Płacone przez nich podatki liczone są w dziesiątkach milionów euro.

Polski przedsiębiorca

Co to oznacza dla polskich przedsiębiorców? Bez wątpienia litewska e-Rezydencja (obok estońskiej) będzie stanowić wybawienie dla polskich freelancerów i osób wykonujących wolne zawody, którzy mają dość kolejnych obowiązków administracyjnych, kontroli podatkowych, wizyt w urzędach i – niestety – nadal funkcjonującej w naszym systemie wszechobecnej „papierologii”. E-Rezydencja pozwoli zatem polskiemu obywatelowi na błyskawiczne założenie litewskiej spółki, prowadzenie działalności za jej pośrednictwem oraz zdalne zarządzanie praktycznie z każdego miejsca na świecie. Dołączenie do tego niższych niż w Polsce obciążeń podatkowych spowoduje, że polski przedsiębiorca stanie przed prostym wyborem – albo działania w ramach innowacyjnego i przyjaznego systemu skarbowego, albo trwania w polskim systemie fiskalnym, nafaszerowanym w ostatnich latach wszelkiej maści sankcjami za każde popełnione przewinienie. Aby nie być gołosłownym, od 2020 roku wejdą w życie kolejne, związane z tzw. białą listą podatników VAT. Litewska e-Rezydencja jest zatem pozytywną wiadomością dla polskich przedsiębiorców i obok estońskiej będzie ona stanowić ciekawą alternatywę dla zmiany jurysdykcji podatkowej, w ramach której prowadzona będzie działalność gospodarcza.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na litewskie obciążenia podatkowe, która są niższe od tych obowiązujących w Polsce. Warto zatem wspomnieć o możliwości zastosowania 15% stawki na gruncie podatków dochodowych. Z kolei małe spółki zapłacą jeszcze mniej, bo jedynie 5% wygenerowanego zysku. Stawka VAT jest również niższa i wynosi 21%.

Znamienny jest również fakt kilkudziesięciu miejsc, jakie dzielą Litwę i Polskę w rankingu na najbardziej skomplikowany system podatkowy (z korzyścią dla naszego sąsiada). Litewscy przedsiębiorcy potrzebują aż trzy razy mniej czasu na wypełnienie obowiązków podatkowych, niż ich polscy odpowiednicy. Dodać również trzeba, że litewski system przewiduje zwolnienie podatkowe w pierwszych latach prowadzenia działalności.

Powyższe okoliczności każą przyjąć, że litewska e-Rezydencja będzie skazana na podobny sukces, jaki osiągnął analogiczny program w Estonii. Co ważne będzie on w pełni dostępny dla polskich przedsiębiorców.

Autor: INTL Corporate Services

Michał Styś: pora zdefiniować nową normalność

„To samo już nigdy nie będzie” – czytamy w tomiku „Opowiadania” Edwarda Stachury i zastanawiamy się, na ile słowa te okażą się prorocze w kontekście postaw konsumenckich i sposobu korzystania z powierzchni komercyjnych po zakończeniu pandemii. Michał Styś, szef OPG Property Professionals, firmy doradzającej i zarządzającej aktywami i projektami deweloperskimi na rynku nieruchomości, podkreśla: im szybciej najemcy handlowo-usługowi uwzględnią nowe trendy i wdrożą konkretne rozwiązania, tym lepiej będą przygotowani na nadejście nowej rzeczywistości.

Czy sektor handlowo-usługowy ma szansę powrócić na dawne tory po zakończeniu pandemii i zniesieniu związanych z nią ograniczeń?

Michał Styś: Choć może zabrzmi to nieco banalnie, to… czas pokaże. Czas stanowi tu słowo klucz, ponieważ nie wiemy dokładnie, ile gospodarce zajmie rekuperacja do stanu sprzed kryzysu. To, co wiemy niemal na pewno, to że w chwili otwarcia galerii handlowych klienci nie ruszą masowo na zakupy, a po odmrożeniu restauracji – nie zabukują całego miesiąca do przodu. To widać na przykładzie doświadczeń zarówno chińskich, jak i niemieckich. W Państwie Środka handel i usługi wróciły do gry z obrotami o 70% niższymi, niż przed pandemią. Innymi słowy, nie zobaczymy raczej wszechobecnej euforii, marynarzy całujących pielęgniarki na Times Square, jak po zakończeniu II wojny światowej. Popyt odbudowywać się będzie stopniowo, w rytm łagodzenia obostrzeń oraz powrotu do psychicznego komfortu przebywania w miejscach publicznych. A to bardzo indywidualna kwestia. Dla większości osób powrót do normalności będzie procesem – mniej lub bardziej długotrwałym. Dla innych „normalność” zostanie zdefiniowana praktycznie na nowo.

Koronawirus zrewolucjonizuje sposób, w jaki dokonujemy zakupów?

Michał Styś: Aktualną sytuację oraz jej wpływ na rynek handlowo-usługowy w przyszłości postrzegałbym raczej jako kolejny stopień ewolucji, a nie rewolucję. Oczywiście, zmiana ma charakter gwałtowny, nasze życie w dobie koronawirusa zmieniło się niemal z dnia na dzień. Ale pojawienie się zewnętrznego czynnika tak naprawdę przyspieszy pewne procesy i trendy, które już od jakiegoś czasu były widoczne.

O jakich trendach mówimy? Czy handel nie przeniesie się w większości do internetu?

Michał Styś: James Daunt, o którym mówi się, że uratował największą sieć brytyjskich księgarni Waterstones przed internetową ekspansją Amazona, w jednym z wywiadów podkreślił, że dni sklepów stawiających tylko na sprzedaż są policzone. Jeszcze przed wybuchem pandemii fizyczny sklep stanowił ważny element złożonej, wielokanałowej drogi do zakupu, pełniąc funkcję punktu odbioru zakupów czy miejsca, w którym możemy obejrzeć interesujący nas towar przed podjęciem ostatecznej decyzji. Ponadto, umiejscowienie marki w prestiżowej lokalizacji w silny sposób buduje jej wizerunek. To przekłada się na cenne doświadczenie zakupowe, które przede wszystkim oparte jest na obsłudze ludzkiej. Myślę, że ewolucja sklepów stacjonarnych będzie dalej szła w tym kierunku.

Aby przyciągnąć klienta, marki będą mocniej stawiać na tzw. Customer Experience?

Michał Styś: Pandemia koronawirusa, jako wydarzenie o praktycznie bezprecedensowej skali, wpływa na rynek na tyle silnie, że kreuje wśród konsumentów nowe potrzeby – głównie w sferze komfortu i bezpieczeństwa zakupów. Spodziewamy się, że po odmrożeniu gospodarki klienci chętniej będą odwiedzali sklepy zlokalizowane poza zamkniętymi przestrzeniami w centrach handlowych. Punkty te oferować będą bardziej spersonalizowaną obsługę, pozwalając uniknąć przy tym dużych skupisk ludności. Kryzys już teraz spowodował, że chętniej sięgamy po wyroby lokalne, wspierając w ten sposób rodzime biznesy. Coraz większą uwagę będziemy zwracać na pochodzenie produktów, historię i etykę stojącą za daną metką. Nasz świat w pewnym sensie się skurczy.

Czy to oznacza, że w najbliższych latach większą rolę do odegrania będą miały ulice handlowe?

Michał Styś: Zarządzając wielofunkcyjną przestrzenią OFF Piotrkowska Center, dzielącą adres z główną ulicą handlową Łodzi, bardzo dobrze orientujemy się w tych trendach. Od samego początku projektu stawiamy na unikatowe i kreatywne biznesy rozwijane przez lokalnych przedsiębiorców. Pan Tu Nie Stał, Gloomy Sunday, Wysokie Półki, Patrycja Plesiak, TAKAPARA czy Animalkingdom to łódzkie marki, które znają już klienci z całej Polski. Co sobotę odbywa się tutaj kiermasz ze zdrową żywnością od producentów z regionu, a w sezonie letnim – targi z udziałem lokalnych projektantów i rękodzielników, połączone z warsztatami na temat odpowiedzialnej mody. Wierzymy w zwrot rynku w kierunku ulic handlowych z bogatą ofertą gastronomiczną, dlatego teren popularnego „OFFa” uzupełnimy o nowy budynek Fern. Przy głównym deptaku miasta znajdzie się miejsce dla marek i projektantów, którym zależy na wyjątkowej oprawie dla ich salonów.

A co z tradycyjnymi galeriami handlowymi? Czy czeka je kryzys?

Michał Styś: Mówiąc w pewnym uproszczeniu, obroty firm zależne są od liczby osób odwiedzających ich lokale. O ile branża spożywcza raczej nie ma powodów do niepokoju, większe problemy mogą stać przed operatorami do tej pory stawiającymi bardzo mocno na lokalizacje w centrach handlowych – mam tu na myśli duże marki odzieżowe i obuwnicze, salony sprzedaży książek, filmów, zabawek, muzyki i gier, sklepy z elektroniką oraz sprzętem gospodarstwa domowego czy drogerie. Obecność w galerii handlowej wiąże się z wysokimi kosztami na poczet części wspólnych, obsługi eksploatacyjnej i prawno-administracyjnej oraz marketingu centrum. Łączne koszty utrzymania, w obliczu rezerwy konsumentów wobec dużych, zamkniętych powierzchni, mogą stanowić realne wyzwanie. W tej sytuacji widzę dwa możliwe wyjścia. Pierwsze – zdecydowane wprowadzenie strefy cyfrowej w obszar sklepów stacjonarnych, w myśl trendu „phyigtal” (od angielskich słów physical + digital – przy.red.). Autonomiczne, bezobsługowe sklepy czy płatności mobilne realizowane w systemie scan-and-go to przykłady technologii, dzięki którym zrobimy szybsze i bezpieczniejsze zakupy, bez długich kolejek i przy ograniczonej liczbie kontaktów z innymi osobami.

A drugie wyjście?

Michał Styś: Modyfikacja strategii handlowej dotyczącej ekspozycji towarów oraz sposobów pozyskiwania i użytkowania powierzchni komercyjnych. Myślę, że przyszła sytuacja na rynku nieruchomości skłoni część operatorów do otwarcia nowych punktów w atrakcyjnych, centralnych lokalizacjach, poza tradycyjnymi galeriami. Właściciele działający w obrębie ulic handlowych muszą być przygotowani na tę ewentualność. Jako profesjonalni doradcy z doświadczeniem w realizacji projektu OFF Piotrkowska Center, służymy pomocą w dostosowaniu powierzchni do możliwych wymagań rynku, zarówno w ujęciu koncepcji biznesowych i operacyjnych dla tego typu projektów wielofunkcyjnych, architektoniczno-funkcjonalnym, jak i administracyjno-prawnym.

Nadzieja w centrach polskich miast?

Michał Styś: „Nadzieja jest niedobra. Wiara jest dobra. Najlepsza” – pisał Edward Stachura. Kryzysy były, są i będą pojawiać się zawsze. Liczy się to, jak szybko najemcy i właściciele nieruchomości znajdą sposób, by poruszać się w nowej sytuacji. Pora, by zdefiniować nową normalność.

„Żywy lek” przeciwko ostrej niewydolności oddechowej w COVID-19 z dofinansowaniem ABM

Projekt badaczy Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum, kierowany przez prof. Marcina Majkę oraz prof. Wojciecha Szczeklika uzyskał pozytywną rekomendację Prezesa Agencji Badań Medycznych, w ramach szybkiej ścieżki wsparcia dla opracowania szczepionki, terapii i rozwoju technik testów diagnostycznych w walce z koronawirusem. Badanie dotyczy przeprowadzenia niekomercyjnego badania klinicznego I i II Fazy u pacjentów z zespołem ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) w powikłaniu choroby COVID-19.

Od czasu wybuchu epidemii COVID-19 nie ma innego leczenia ARDS w przebiegu COVID-19 niż wentylacja mechaniczna; niestety leczenie to jest jedynie częściowo skuteczne, a śmiertelność w tej populacji pacjentów sięga nawet 50%.

Lek oparty o komórki mezenchymalne czyli tzw. „żywy lek”, który będzie testowany w badaniu, może zmniejszać stan zapalny wywołany przez koronawirusa, zmniejszając degradację tkanki płucnej, w której zachodzi wymiana oddechowa. W konsekwencji może pozwolić to na redukcję zależności chorego od wentylacji mechanicznej w przypadkach ostrej niewydolności oddechowej i zwiększenie stopnia wyleczeń.

Projekt jest odpowiedzią na bardzo aktualny problem niesienia pomocy pacjentom w najcięższym stanie, kiedy intensywna terapia nie przynosi pożądanego skutku i stan pacjentów pogarsza się z każdą godziną. Nowa terapia może prowadzić do obniżenia śmiertelności najciężej chorych pacjentów zakażonych COVID19, a wyniki projektu mają szansę na relatywnie szybkie zastosowane w lecznictwie.

Na podstawie dotychczasowej oceny wydaje się, że nasz żywy lek na bazie komórek mezenchymalnych może posiadać pewne dodatkowe właściwości w stosunku do leków komórkowych, nad którymi uruchamiano ostatnio badania m.in. w USA, Dani, Wielkiej Brytanii czy Francji. Stawia nas to w I międzynarodowej lidze takich projektów i może stanowić ważną opcję terapeutyczną dla chorych z ciężkim przebiegiem COVID-19.” – podsumowuje Prof. Marcin Majka.

Nabór wniosków tylko do końca kwietnia

Na wsparcie badań klinicznych, ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19, ABM przeznaczy nawet 50 milionów zł, a jeśli zaistnieje taka potrzeba, to budżet ten zostanie zwiększony. Każdy wniosek ma szansę na dofinansowanie nawet do 5 milionów zł. Nabór wniosków trwa do 30 kwietnia br.

Polska przygotowuje się na powrót do biurowców. Jak będzie teraz wyglądała w nich praca?

W związku z zapowiedzianym przez polski rząd odmrażaniem gospodarki firmy ruszyły z przygotowaniami do stopniowego przywracania pracy w biurowcach. Czy będzie to powrót do normalności czy do nowej rzeczywistości? Na to pytanie starają się odpowiedzieć eksperci Colliers International, wiodącej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych.

Na mocy rozporządzenia Rady Ministrów z 15 kwietnia br. wszystkie firmy powracające do swoich biur muszą spełnić określone warunki. Do minimum należy obowiązek zachowania dystansu 1,5 m między stanowiskami pracy oraz zapewnienie przez pracodawców rękawiczek jednorazowych lub środków do dezynfekcji rąk. W przypadku pracowników wykonujących bezpośrednią obsługę interesantów lub klientów dochodzi również obowiązek zasłaniania ust i nosa, który w praktyce sprowadza się do konieczności noszenia maseczek na twarzy.

– Pierwsze sygnały, jakie otrzymujemy od najemców wskazują, że wielu pracodawców pójdzie jednak o krok dalej i wprowadzi do swoich biur jeszcze większe środki bezpieczeństwa. Najgorsze, co może spotkać każdą organizację, to paraliż spowodowany zakażeniem całych zespołów. Firmy nie mogą sobie na to pozwolić, dlatego będą dmuchać na zimne. Powrót do „nowej normalności” – jak nazywamy to w Colliers – będzie przebiegać stopniowo i przy zachowaniu najwyższych środków ostrożności – mówi Małgorzata Michalczyk, dyrektor ds. administracji, Colliers International.

Social distancing w wersji office

Powracający do biurowców pracownicy muszą być przygotowani na nowe procedury i zasady funkcjonowania. Swobodne przemieszczanie się po budynku jeszcze przez długi czas będzie mocno ograniczone. Nową praktyką będzie dzielenie przestrzeni biurowych na strefy, w ramach których będzie można się poruszać. Wiele firm może się zdecydować na częściowe lub nawet całkowite wyłączenie niektórych części wspólnych, takich jak kantyny i kuchnie, w których zwykle panuje duży ruch, albo wprowadzić limit przebywających w nich osób. Dobrym rozwiązaniem może być wstawienie mikrofali do przestrzeni pracy żeby zminimalizować przemieszczanie się pracowników, a także wprowadzenie zaleceń, aby spożywanie posiłków odbywało się przy biurkach.

– Powinniśmy ograniczyć naszą aktywność w biurze, na przykład zrezygnować z przechadzek do koleżanek i kolegów z innych części biura w celu przedyskutowania spraw służbowych – lepiej omówić je telefonicznie bądź mailowo. Przemieszczanie się po biurze powinno odbywać się tylko w razie konieczności – radzi Małgorzata Michalczyk. – W Colliers dodatkowo wprowadzamy obowiązek poruszania się w maseczkach. Zadbaliśmy też, aby dystans między biurkami wynosił 2 m, a więc był jeszcze większy, niż to wynika z rządowych zaleceń – dodaje ekspertka.

Części wspólne, takie jak recepcje, powinny być dodatkowo wyposażone w przegrody pleksi, a przekazywanie przesyłek czy innych przedmiotów powinno się odbywać bezkontaktowo, aby nie narażać pracujących w nich osób. – Także w przypadku sal konferencyjnych wprowadzamy maksymalne dopuszczalne limity przebywających w nich pracowników, a te mniejsze przeznaczyliśmy na indywidualny użytek pojedynczych osób – mówi Małgorzata Michalczyk.

Ważnym elementem są procedury dotyczące zasad czystości i dezynfekcji pomieszczeń. Powierzchnie takie jak blaty, stoły, uchwyty, ksero czy inne biurowe urządzenia muszą być często i regularnie czyszczone i dezynfekowane. Powinniśmy do tego zobowiązać nie tylko serwis sprzątający, ale również korzystających z nich pracowników.

Zgodnie z planem

Eksperci Colliers rekomendują, aby powrót do biura odbywał się w sposób usystematyzowany i zgodnie z przygotowanym wcześniej planem i harmonogramem. Poszczególne firmy, w zależności od swojej wielkości, struktury, branży i posiadanej powierzchni powinny wypracować wewnętrzne procedury i zasady funkcjonowania.

– W naszym przypadku podjęliśmy decyzję, że pracowników każdego działu będziemy dzielić na dwa zespoły: A i B, z założeniem, że pracownicy z jednej grupy nie mogą pracować w biurze jednocześnie z pracownikami z drugiej grupy. Taki podział ma na celu uniknięcie sytuacji, w której osoba potencjalnie zakażona wyłączy z pracy cały zespół w wyniku obowiązkowej kwarantanny. Chcemy w ten sposób zapewnić ciągłość działania zespołów – mówi Małgorzata Michalczyk.

Koronawirus zmienił naszą rzeczywistość i pozostanie z nami jeszcze przed długi czas, dlatego trzeba przygotować rozwiązania długoterminowe, które umożliwią pracę w nowych warunkach. Niewykluczane, że wiele firm będzie musiało całkowicie przearanżować swoje biura, przejść z modeli open space na format gabinetowy oraz wdrożyć rozwiązania technologiczne, które pomogą zarządzać taką przestrzenią.

– My taką technologię już wprowadzamy, zarówno u siebie w biurze jak i oferujemy ją naszym klientom. Jest to aplikacja, która umożliwia m.in. rezerwację biurek, sal konferencyjnych, wyszukiwanie współpracowników na terenie biura, zgłaszanie usterek w budynku, dostęp do wirtualnej recepcji i wiele innych funkcjonalności. Takie aplikacje to nasza przyszłość, dlatego czym prędzej je wdrożymy, tym lepiej dla naszego biznesu – mówi Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers.

Home office jeszcze zostanie

Czy z powrotami do biurowców należy się śpieszyć? Eksperci Colliers studzą zapał i zalecają ostrożność.

– Zakładamy, że praca zdalna będzie wpisana w naszą codzienność przez dłuższy okres, nawet do czasu powstania szczepionki na COVID-19. Choć powrót do biura będzie już możliwy, to jednak nadal będziemy rekomendować pracownikom home office – mówi Małgorzata Michalczyk. – Pamiętajmy, że potencjalne źródło zakażenia koronawirusem to nie tylko biuro, ale także droga do niego. Dlatego w tym trudnym okresie zachęcamy pracowników do zrezygnowania z transportu publicznego i korzystania z indywidualnych form komunikacji: swojego samochodu lub roweru – dodaje ekspertka Colliers.

­– Jednym z długofalowych skutków obecnej pandemii może być zmiana podejścia do środowiska pracy. Wyraźniej zaznaczy się trend polaryzacji funkcjonalnej, w której zadania indywidualne bądź wymagające koncentracji wykonywane będą w większym stopniu zdalnie, przestrzeń biurowa będzie zaś służyć przede wszystkim pracy grupowej, podtrzymywaniu relacji i budowaniu spójności kultury organizacyjnej – mówi Dorota Osiecka, dyrektor Działu Workplace Innovation w Colliers. – Większość organizacji będzie musiała wprowadzić strategie dotyczące nowych form pracy. Wdrożenie takich długofalowych zmian wymaga jednak przemyślanego podejścia do zarządzania zmianą. Rekomendujemy zbudowanie modelu zapotrzebowania przestrzennego, który uwzględnia różne scenariusze zakresu pracy zdalnej. Potencjalna optymalizacja funkcjonalna powinna uwzględniać specyfikę pracy poszczególnych zespołów, aby zwiększony stopień wirtualizacji relacji służbowych pozwalał jednocześnie utrzymać efektywność biznesową, spójność kultury organizacyjnej, zaangażowanie pracowników i zdrowe relacje w zespole – wyjaśnia ekspertka.

Edukacja i zdrowe nawyki

Bardzo istotnym elementem powrotu do biurowej rzeczywistości jest edukacja pracowników w zakresie nowych procedur, dobrych praktyk, a także wyrobienia u siebie zdrowych nawyków. Zasady pracy i poruszania się po biurze powinny zostać określone przez każdego pracodawcę z osobna, natomiast nad częściami wspólnymi budynku opiekę roztaczają zarządy nieruchomości.

– Nasi najemcy otrzymali od nas wskazówki dotyczące bezpieczeństwa, higieny i działania na wypadek zachorowania. Na bieżąco śledzimy informacje publikowane przez WHO, GIS i informujemy o zaleceniach oraz podejmowanych działaniach. We wszystkich zarządzanych przez nas budynkach rozwieszone zostały plakaty z numerem telefonu do odpowiednich służb, a w toaletach znajdują się instrukcje dokładnego mycia rąk. Ponadto przygotowaliśmy specjalne oznakowanie o zachowaniu bezpiecznego odstępu w częściach recepcyjnych i w okolicy wind. Mamy również specjalne procedury na wypadek, gdyby wirus pojawił się na terenie budynku. Zaznajomione są z nimi wszystkie serwisy dbające o nieruchomości na co dzień, takie jak ochrona, obsługa techniczna czy firma sprzątająca – wylicza Agnieszka Krzekotowska, partner, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers International. – Jesteśmy też gotowi zapewnić dodatkowe usługi dezynfekcji powierzchni wspólnych lub wsparcia najemców w odkażaniu obszaru swojego biura.

Przy każdym wejściu do budynku powinno znajdować się stanowisko do dezynfekcji rąk dla osób przychodzących z zewnątrz. W windach powinny obowiązywać limity dopuszczalnej liczby osób, które wyegzekwuje ochrona. Wskazane jest też prowadzenie ewidencji osób przychodzących z zewnątrz i ograniczenie wizyt do niezbędnego minimum. Od momentu wejścia do biura, odpowiedzialność za nie przejmuje już najemca.

COVID-19 przeobrazi rynek nieruchomości w kierunku elastycznych powierzchni biurowych i usług

Pandemia koronawirusa spowoduje przeobrażenia na rynku powierzchni biurowych.  Znacząco zwiększy się popyt na elastyczne rozwiązania. W ciągu kolejnych 12-18 miesięcy udział elastycznych powierzchni w całej nowoczesnej przestrzeni biurowej w Europie Środkowo-Wschodniej wzrośnie z 3-5 do ok. 30 proc. Zwycięzcami okażą się właściciele nieruchomości i operatorzy skupiający swoje działania na tworzeniu hubów biurowych, oferujący klientom formaty elastyczne, te będące połączeniem ich oraz tradycyjnych, ale także zintegrowaną koncepcję usług związanych z pracą i życiem codziennym. 

COVID-19 poważnie przeobraził rynek powierzchni biurowej. Budynki zostały opuszczone przez pracowników firm praktycznie z dnia na dzień, teraz ludzie swoje obowiązki wykonują w trybie „home office”. Już po zniesieniu obostrzeń i powrocie do normalnej działalności nie będzie łatwo przekonać wszystkich do starego sposobu pracy. Duże i małe firmy będą zmuszone przeprojektować rozkład powierzchni biurowych, „rozgęścić” biura. Wszystko po to, żeby pracownicy byli od siebie oddaleni na bezpieczną odległość, wynoszącą 1,5 metra. Spowoduje to niedobór powierzchni. Ok. 30 proc. pracowników będzie musiało wciąż wykonywać swoje służbowe obowiązki z domu lub innego miejsca. Niektóre firmy nie zdecydują się na przedłużenie umów najmu i zaczną korzystać z konceptów „powierzchni w chmurze”. Najem tradycyjnej powierzchni biurowej w tych niepewnych czasach będzie obarczony zbyt wysokim ryzykiem.

Z jakiego powodu? Chodzi o brak możliwości przygotowania długofalowych planów oraz to, że pieniądze przeznaczone na nakłady inwestycyjne będą potrzebne do zabezpieczenia podstawowej działalności. Takie wnioski można przeczytać w raporcie „Market update – flex solutions post COVID-19,” autorstwa Huberta Abta, prezesa New Work, oraz Michaela Smithinga, dyrektora ds. rozwoju firmy, będącej jednym z największych operatorów elastycznej powierzchni biurowej w Europie Środkowo-Wschodniej

Ludzie będą obawiać się powrotu do biur co-workingowych

Po wygaśnięciu pandemii koronawirusa elastyczne powierzchne stanowić będą aż 30 proc. całej przestrzeni biurowej dostępnej w Europie Środkowo-Wschodniej. Jej udział przed kryzysem wynosił zaledwie 3-5 proc. – wskazuje Hubert Abt. Wygranymi staną się operatorzy oraz właściciele nieruchomości, którzy będą w stanie zapewnić niezbędne elastyczne rozwiązania w odpowiedniej skali, odpowiednim wachlarzu formatów (powierzchnie tradycyjne i elastyczne, „powierzchnie w chmurze”), łącznie z szerokim zakresem usług i nowych technologii. Nie wszyscy gracze na rynku dostosują się do nowej rzeczywistości. Dotyczy to zwłaszcza podmiotów operujących na niewielką skalę, posiadających zbyt mały kapitał konieczny do sfinansowania niezbędnej transformacji. Spodziewamy się, że ok. 50 proc. operatorów elastycznych powierzchni biurowych, działających obecnie w Europie Środkowo-Wschodniej, zniknie. Proces ten będzie początkowo stopniowy,  następnie – gwałtowny.

Do podmiotów takich należą operatorzy oferujący wyłącznie formaty coworkingowe. Ich klienci to często małe firmy na umowach krótkoterminowych, które już na początku pandemii wycofały się z nich, żeby zmniejszyć koszty administracyjne. W erze po koronawirusie ciężko będzie przekonać ich do powrotu do biur nie zapewniających wymaganej prywatności. Ludzie będą po prostu bać się pracować tak blisko siebie.

Co ciekawe, po raz pierwszy w historii wzrośnie średnia powierzchnia przypadająca na stanowisko pracy. W ciągu ostatnich 20 lat było zupełnie inaczej. Redukcja kosztów spowodowała zmniejszenie średniej powierzchni stanowiska pracy z 20 do 7 m kw. Teraz ten trend odwróci się, a wartość wzrośnie do 10 m kw.

Małe i duże firmy będą żądały nowych rozwiązań

Klienci zmuszeni do przystosowania się do nowej rzeczywistości po pandemii będą częściej patrzeć w stronę biur wirtualnych. Zapewniają one przedsiębiorstwom usługi recepcyjne i administracyjne, sale konferencyjne, adres pocztowy oraz powierzchnię biurową na żądanie, opłacaną na podstawie tego, ile faktycznie się z niej korzysta. Taka forma jest szczególnie atrakcyjna dla mikroprzedsiębiorstw i małych spółek, którym zależy na wysokiej jakości przestrzeni biurowej w przystępnej cenie.

– W rzeczywistości po pandemii będziemy obserwować zmianę podejścia dużych przedsiębiorstw – przewiduje Michael Smithing. Żeby minimalizować ryzyko biznesowe i ciąć koszty, zaczną szybko wdrażać rozwiązania tradycyjne i elastyczne. Część pracowników korzystających z biura w niepełnym wymiarze czasu, np. sprzedaż, nie będzie miała stanowisk pracy w drogich centrach dużych miast tylko dla siebie, lecz raczej dostęp do powierzchni biurowej na żądanie. Zarówno w centralach, jak i w innych lokalizacjach w mieście lub kraju, które zapewniać będzie operator elastycznych powierzchni.

W ramach tej transformacji popularność zyskają biura satelickie. W uprzywilejowanej sytuacji znajdą się ci operatorzy elastycznych powierzchni, którzy będą w stanie zaoferować wiele lokalizacji w różnych miastach i państwach.

Przyszłość należy do biznesowych hubów

Raport przygotowany przez New Work wskazuje, że odpowiedzią na nowe oczekiwania klientów staną się huby biznesowe, z powierzchnią elastyczną, połączeniem tej standardowej i elastycznej oraz „gorącymi biurkami”. W takich miejscach o metrażu od 3 do 10 tys. m kw. świadczony im będzie szeroki wachlarz usług. Znajdzie się tam przestrzeń na formalne i nieformalne spotkania, skrzynki na przesyłki kurierskie i catering, usługi concierge’a i pralnię, bankomaty, kawiarnie i bary szybkiej usługi. Huby będą tętnić życiem.

– Znajdą się tam przedszkola, siłownie, stacje wynajmu skuterów i rowerów, dzięki którym będzie można dojechać do najbliższego węzła transportowego – wyjaśnia Hubert Abt.Na zewnątrz nie zabraknie boisk sportowych i miejsc na grilla – do wykorzystania przez klientów. Powierzchnię biurową będzie można rozdzielać między najemcami dynamicznie. Dzięki temu – optymalizować jej wykorzystanie i zaspokajać popyt w jak najoszczędniejszy sposób.

Elastyczne huby biznesowe będą więc idealnym rozwiązaniem dla dużych przedsiębiorstw wynajmujących powierzchnię przeznaczoną tylko dla siebie, lecz także dla małych firm korzystających z biur wirtualnych i płacących jedynie za faktycznie wykorzystane zasoby.

Nowe technologie

Elastyczne huby biurowe zaprojektowane według tej koncepcji staną się dostępne w wielu lokalizacjach w danym mieście, państwie, w niektórych przypadkach także na całym świecie. Klienci będą mieli dostęp do wszystkich tych lokalizacji dzięki karcie członkowskiej wydawanej przez operatora elastycznych powierzchni. Olbrzymie znaczenie w tym scenariuszu odegrają nowe technologie, pozwalające zapewnić klientom spersonalizowane usługi na stałym poziomie oraz biura według indywidualnych parametrów, w szerokiej palecie metraży.

Pełni optymizmu Amerykanie kupują akcje

W czwartek amerykańscy inwestorzy kontynuowali zakupy akcji na giełdzie w Nowym Jorku, a główne indeksy pięły się w górę. Dow Jones Industrial Average zyskuje 1,4 proc., S&P 500 1,35 proc., a Nasdaq prawie 1,5 proc. W indeksie przemysłowym największe wzrosty notuje Exxon Mobil, zyskując ponad 4,5 proc. Na drugim miejscu jest Caterpillar, a na trzecim Chevron ze zwyżką ponad 3 proc.

Mimo łącznego wzrostu wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA do 26,5 miliona w ciągu ostatnich 5 tygodni, giełda próbuje już dyskontować poprawę sytuacji na rynku pracy w kolejnych miesiącach. W środę Donald Trump poparł kolejne kroki podjęte przez część stanów, aby ponownie otworzyć gospodarkę, pomimo ostrzeżeń ekspertów ds. zdrowia o możliwym nowym przypływie infekcji. Stąd też na Wall Street panuje przekonanie, że najgorsze albo już jest za nami, albo szczyt zwolnień jest już bardzo bliski. Pokazują to również dane o spadające z tygodnia na tydzień liczbie wniosków o zasiłek.

Kolejnym bodźcem dla wzrostów jest również plan powiększenia programu pomocowego dla amerykańskiej gospodarki. Wydaje się, że Kongres USA jest w stanie zatwierdzić prawie 500 miliardów dolarów więcej na pomoc związaną z koronawirusem, podnosząc ogólne pakiety bodźców fiskalnych największej gospodarki na świecie do prawie 3 bilionów dolarów.

W kontekście ostatnio ciekawej i wspominanej wcześniej spółki poznaliśmy wyniki Domino’s Pizza. Spółka w pierwszym kwartale odnotowała zysk w wysokości 121,6 mln USD, co dało dochód netto w wysokości 3,07 USD na akcję. Wyniki przekroczyły oczekiwania Wall Street. Średni szacunek 11 analityków ankietowanych przez Zacks Investment Research miał przynieść zysk w wysokości 2,29 USD na akcję. Sieć pizzerii odnotowała w tym okresie przychody w wysokości 873,1 miliona dolarów, co również przewyższyło prognozy rynkowe. Akcje Domino’s Pizza wzrosły o 30% od początku roku. Z kolei w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosły o 43 proc.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Rynek apteczny w Polsce 2020

Sieci apteczne to głównie małe i średnie firmy z polskim kapitałem. W 2019 roku zapłaciły ponad 1,1 mld zł podatków, dwa razy więcej niż apteki indywidualne.

Według danych polskiej firmy analitycznej PEX PharmaSequence, w lutym 2020 w Polsce działało 359 sieci aptecznych. Jest to spadek o 38 sieci w porównaniu z lutym 2019.

Sieci apteczne (za sieć uważa się przedsiębiorstwo posiadające od pięciu aptek w górę) to głównie małe i średnie polskie firmy rodzinne. Według danych liczbowych najwięcej, bo aż 214 z nich, to sieci posiadające od 5 do 9 aptek, kolejne 93 podmioty posiadają od 10 do 19 aptek. 32 sieci posiada od 20 do 49 aptek, 11 sieci posiada od 50 do 99 aptek. Zaledwie 9 sieci posiada ponad 100 aptek na terenie całego kraju. Branża sieci aptecznych w Polsce jest także niezwykle rozproszona – nawet największe z nich mają zaledwie kilkuprocentowy udział w rynku aptecznym.

Sieci apteczne to także ogromna przewaga kapitału krajowego – zaledwie 5 sieci aptecznych posiada kapitał zagraniczny. Do sieci tych należy 6,7 proc. ogólnej liczby aptek w Polsce. Dzięki pozyskaniu zagranicznych inwestorów, firmy te mogły otworzyć duże i nowoczesne apteki, stwarzając tym samym wiele wysokopłatnych miejsc pracy, dla farmaceutów, techników farmaceutycznych i innych pracowników wspierających polski system ochrony zdrowia. Rynek apteczny w Polsce 2020

Tworzenie się sieci to mechanizm oddolny, wynikający z charakterystyki rynku i zaradności polskich przedsiębiorców. Otoczenie ekonomiczne i regulacyjne na rynku aptecznym jest coraz trudniejsze, więc właściciele aptek, aby mu sprostać, łączą się, poprzez budowę sieci – realnych, wirtualnych, franczyzowych etc. Dzięki temu korzystają z efektu skali oraz zyskują narzędzia nacisku na ogromne, międzynarodowe koncerny farmaceutyczne i hurtownie, które także podlegają podobnym tendencjom konsolidacyjnym. Zyskują polscy pacjenci, którzy mogą taniej kupić leki.

SIECI APTECZNE TO DOBRZY PODATNICY

W 2019 roku sieci apteczne wpłaciły do budżetu państwa w formie danin publicznych ponad 1,1 mld złotych, czyli dwa razy więcej niż apteki indywidualne.
Do grupy danin publicznych płaconych przez apteki zaliczono:
• Podatek dochodowy PIT od wynagrodzeń pracowników
• składki ZUS od wynagrodzeń (po stronie pracownika oraz pracodawcy)
• podatek dochodowy dla aptek indywidualnych • Podatek CIT dla aptek sieciowych

Rynek apteczny w Polsce 2020 2

Nieoficjalne szczegóły wsparcia w ramach Tarczy Finansowej

23 kwietnia 2020 roku odbyło się zorganizowane przez ZPP techniczne spotkanie informacyjne przedsiębiorców z przedstawicielami Polskiego Funduszu Rozwoju. W jego trakcie przedstawiono bliżej szczegóły dotyczące konstrukcji tarczy finansowej dla firm i zasad przyznawania wsparcia w jej ramach. Poniżej przedstawiamy kluczowe wnioski z wydarzenia.

Zastrzeżenie: program wciąż jest w fazie notyfikacji do Komisji Europejskiej. Przedstawiony poniżej stan odzwierciedla kształt projektu na 23 kwietnia 2020 roku. Ostateczne warunki wsparcia mogą ulec zmianie.

Informacje generalne

  • Tarcza ma trzy filary, podzielone według wielkości firmy.
  • Środki uruchomione zostaną możliwie najszybciej, wymagana jest jednak uprzednia akceptacja programu ze strony Komisji Europejskiej, na którą czekamy.
  • Do mikrofirm trafi 25 mld PLN, do firm małych i średnich 50 mld PLN, do firm dużych 25 mld PLN.
  • Wsparcie z tarczy finansowej może być połączone ze wsparciem pochodzącym z innych źródeł dostępnych np. w ramach tarczy antykryzsowej – do kwoty 800 tys. PLN, przy czym nie można łączyć finansowania tych samych kosztów.
  • Środki z tarczy przyznawane będą według kolejności wpływania wniosków, do wyczerpania środków przeznaczonych na realizację programu.

Wsparcie dla mikrofirm

  • Przez mikroprzedsiębiorcę rozumie się przedsiębiorcę, który zatrudnia co najmniej 1 pracownika (na podstawie umowy o pracę) z wyłączeniem właściciela, lecz nie więcej niż 9 pracowników, a jego roczny obrót lub suma bilansowa nie przekracza kwoty 2 mln EUR. Liczbę pracowników ustala się, uwzględniając osoby na urlopach macierzyńskich, rodzicielskich i wychowawczych. Ważne jest, by zatrudnieni byli (wg stanu na dzień 31 grudnia 2019 roku) zgłoszeni do ubezpieczenia społecznego, a ich średnie miesięczne wynagrodzenie z trzech miesięcy to co najmniej 2600 PLN.
  • Warunki przyznania subwencji dla mikrofirm są następujące:

– przedsiębiorca zanotował spadek przychodów ze sprzedaży o co najmniej 25% w dowolnym miesiącu po 1 lutego 2020 roku w porównaniu do miesiąca poprzedniego lub analogicznego miesiąca ubiegłego roku
– wobec przedsiębiorcy nie toczy się postępowanie upadłościowe lub likwidacyjne
– przedsiębiorca jest polskim rezydentem podatkowym i rozlicza daniny publicznoprawne za ostatnie 2 lata obrotowe na terytorium RP
– przedsiębiorca wg stanu na 31 grudnia 2019 roku prowadził działalność i nie zalegał z płatnościami danin publicznoprawnych

  • Wsparcie dla mikrofirm będzie obsługiwane przez banki komercyjne i przyznawane w drodze prostej, ustandaryzowanej procedury wykorzystującej środki komunikacji elektronicznej. Beneficjent powinien udzielić prostego zabezpieczenia, np. wekslowego.
  • Wielkość wsparcia dla mikrofirmy jest uzależniona od skali spadku przychodów i liczby zatrudnionych (bez właściciela), jednak nie wyższa niż 324 tys. PLN. W zależności od spadku przychodów, bazowa kwota subwencji w przeliczeniu na jednego zatrudnionego (istotne zastrzeżenie – do liczby zatrudnionych wliczają się pracownicy niezależnie od podstawy zatrudnienia) wynosi od 12 do 36 tysięcy złotych.
  • Maksymalnie 75% subwencji może pozostać bezzwrotne. Na ulgę tę składa się umorzenie 25% subwencji w przypadku kontynuowania działalności przez 12 miesięcy od udzielenia pomocy oraz maksymalnie 50% subwencji, w zależności od poziomu utrzymania średniego zatrudnienia w okresie 12 miesięcy od dnia udzielenia pomocy (zwiększenie kwoty zwrotu subwencji będzie proporcjonalne do spadku liczby pracowników, tj. spadek zatrudnienia o 10% spowoduje zwiększenie kwoty subwencji do zwrotu o 10%).
  • Kwota subwencji podlegającej zwrotowi będzie spłacana w 24 równych miesięcznych ratach, od 13 miesiąca kalendarzowego po pierwszym pełnym miesiącu po dniu udzielenia subwencji finansowej.

Wsparcie dla małych i średnich firm

  • W przypadku firm małych i średnich (aby się do nich zaliczać należy zatrudniać mniej niż 250 pracowników i osiągać roczny obrót nieprzekraczający 50 mln EUR bądź sumę aktywów bilansu nieprzekraczającą 43 mln EUR) warunki wstępne uzyskania pomocy są takie same, jak w przypadku mikroprzedsiębiorców.
  • Wsparcie dla małych i średnich firm będzie obsługiwane przez banki komercyjne i przyznawane w drodze prostej, ustandaryzowanej procedury wykorzystującej środki komunikacji elektronicznej. Beneficjent powinien udzielić prostego zabezpieczenia, np. wekslowego.
  • Wielkość wsparcia firm małych i średnich liczona jest nieco inaczej, niż w przypadku mikroprzedsiębiorców. Maksymalna kwota subwencji finansowej uzależniona jest od spadku przychodów i stanowi 4%, 6% lub 8% sprzedaży rocznej (za rok 2019), jednak nie więcej niż 3,5 mln PLN. Średnia kwota subwencji przewidziana jest na 1,9 mln PLN.
  • Firmy małe i średnie, tak jak mikro, mogą liczyć na umorzenie 75% kwoty subwencji. W ich przypadku jednak warunki umorzenia są nieco odmienne. 25% kwoty umarza się pod warunkiem kontynuowania działalności (analogicznie do mikrofirm), maksymalnie 25% w zależności od utrzymania średniego zatrudnienia, zaś pozostałe 25% w zależności od poniesionej straty na sprzedaży. Zmniejszenie zatrudnienia powoduje zwiększenie kwoty zwrotu subwencji – redukcja 10% zatrudnienia prowadzi do zwiększenia kwoty zwrotu o 5% wartości całkowitej.
  • Spłata subwencji następuje na warunkach takich samych jak w przypadku mikrofirm.

Wsparcie dla dużych firm

  • Z tarczy finansowej korzystać mogą również firmy nie kwalifikujące się jako MSP, czyli firmy duże. Wsparcie dla nich obsługiwać będzie bezpośrednio PFR, bez pośrednictwa banków.
  • W ich przypadku warunki wstępne wsparcia są nieco inne. W mocy pozostają wszelkie warunki przewidziane dla mniejszych podmiotów, jednak dochodzą do nich nowe, a mianowicie:

– utrata zdolności produkcji lub świadczenia usług albo odbioru produktów lub usług przez zamawiających w związku z brakiem dostępności komponentów lub zasobów w związku z COVID-19
– nieotrzymywanie płatności z tytułu sprzedaży na skutek COVID-19 w kwocie przekraczającej 25% należności
– brak dostępu do rynku kapitałowego lub limitów kredytowych w zw. z nowymi kontraktami, z powodu zakłóceń w funkcjonowaniu rynku finansowego
– uczestnictwo w Programach Sektorowych.

  • Dla dużych firm przewidziane są trzy formuły finansowania: finansowanie płynnościowe (pożyczki lub obligacje na okres 2 lat, z opcją przedłużenia o rok, o wartości do 1 mld PLN), finansowanie preferencyjne (pożyczki preferencyjne na okres 3 lat z opcją przedłużenia o rok, częściowo bezzwrotne i uzależnione od straty finansowej i utrzymania zatrudnienia, o wartości do 750 mln PLN), finansowanie inwestycyjne (obejmowane udziały lub akcje do wartości 1 mld PLN).
  • Finansowanie płynnościowe może być wykorzystane na bieżącą działalność, w zakresie ustalonym w umowie z PFR. Zabronione jest wykorzystywanie go na inne cele, np. fuzje i przejęcia, czy refinansowanie lub przedterminowa spłata zadłużenia finansowego).

W najbliższym czasie ZPP wraz z PFR zorganizuje oddzielne webinaria informacyjne dla (1) mikrofirm (2) MSP (3) Korporacji na którym jeszcze bardziej szczegółowo zostaną omówione pakiety płynnościowe dla grup tych firm.

Dr Dudek: Restart gospodarki firma po firmie – nie branża po branży

Odmrażanie powinno bazować na zestawie precyzyjnie zdefiniowanych kryteriów i ryzyk sanitarno-epidemiologicznych na poziomie pojedynczej firmy. Odmrażać można pojedyncze firmy, a nie czekać na całe branże, i tak szybko, jak się da – uważa główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek. Jeśli restart będzie przebiegał tylko według podziału branżowego, wiele firm może zniknąć z rynku zanim doczekają swojej kolei.

„Trzeba jak najszybciej zdefiniować warunki i ryzyka sanitarno-epidemiologiczne dla firm i dać im szansę na spełnienie tych warunków – nie w ‘etapie III’ czy ‘IV’, ale teraz. Te warunki muszą oczywiście być odpowiednie dla danej branży. Należy zdefiniować te warunki i pozwalać spełniającym je firmom uruchamiać biznes bez zbędnej zwłoki, a nie czekać na otwarcie całej branży. Dajmy szansę solidnym sanitarnie firmom” – uważa dr Dudek.

Dlaczego fryzjer z jednym fotelem i kilkunastoma klientami dziennie jest teraz zamknięty, a otwarty jest lokalny sklepik, przez który co dzień przewija się po kilkaset osób i, nawet mimo ograniczenia zagęszczenia i maseczek, ryzyko zarażenia nadal występuje? Fryzjer ma oczywiście bliższy kontakt z klientem niż ekspedientka w sklepie, ale u fryzjera mamy mniejsze zagęszczenie, a standardy sanitarne – dezynfekcja – są na porządku dziennym, teraz mogą być nawet zaostrzone. Klienci fryzjera są w większości przypadków zidentyfikowani, zwykle jest ich zdecydowanie mniej niż klientów sklepu. Śmiem więc twierdzić, że ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa jest tam znacznie mniejsze niż w sklepie i w wielu przypadkach zakład fryzjerski będzie bardziej bezpieczny, a już na pewno taki, który dodatkowo zaostrzy teraz swoje standardy sanitarne” – argumentuje dr Dudek. „Analogicznie wygląda to w wielu przypadkach firm” – dodaje.

Zdaniem głównego ekonomisty Pracodawców RP, należy jak najszybciej zdefiniować listę wymogów wobec firm i listę ryzyk sanitarno-epidemiologicznych. Byłoby to też działanie na przyszłość. „Zakładamy przecież, że epidemia będzie odchodzić powoli, a tylko system oceny ryzyka, stopnia spełnienia standardów sanitarno-epidemiologicznych przywróci zaufanie klientów do wielu usług. I tym być może powinny zająć się organizacje branżowe – jak np. turystyczna zrobiła z gwiazdkowym systemem oceny hoteli” – uważa dr Dudek.

„Otwieranie gospodarki jest bardzo trudne, rozumiemy to, i dlatego rząd powinien wykorzystać do opracowania tego planu najlepsze zasoby analityczne i eksperckie – także te spoza rządu. Zostawmy uprzedzenia i konflikty” – mówi ekspert – „Sprawny restart w odpowiedniej chwili to priorytet. Inne kraje podchodzą do tego bardzo poważnie i już podają konkretne daty. Jeżeli się spóźnimy, polskie firmy stracą rynki i zostaniemy wypchnięci z łańcuchów dostaw, nasze miejsca zastąpią firmy z innych krajów. Podobnie jest z importem surowców”.

„Są już analizy wskazujące, że o ile szok gospodarczy związany z tzw. lockdownem był symetryczny – podobny w wielu krajach, to otwieranie będzie asymetryczne. Nieprzygotowane na to kraje wpadną w głębszą i dłuższą recesję” – mówi główny ekonomista Pracodawców RP. Z danych zebranych przez organizację wynika, że sytuacja wielu firm już jest bardzo trudna i wiele z nich nie przetrwa do III i IV etapu odmrażania gospodarki. Najmniejsze bufory płynnościowe mają firmy z branży usług dla ludności, tj. kosmetyczne i fryzjerskie oraz turystyki i gastronomii. Te firmy są na samym końcu planu restartu. „Tyle tylko, że one tak długo nie przetrwają” – mówi dr Dudek.

Po dwóch latach coraz więcej przeciwników niedziel wolnych od handlu

W związku z pogłębiającym się kryzysem spowodowanym rozprzestrzeniającą się pandemią koronawirusa, handlowcy coraz częściej i głośniej podnoszą postulaty złagodzenia ograniczeń handlu w niedziele. Zwolennicy podkreślają prorodzinny wymiar tych przepisów, ale po dwóch latach obowiązywania zakazu rośnie liczba jego przeciwników – wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Liberalizacji zasad dotyczących maksymalnej liczby osób, które jednocześnie mogą przebywać w placówce handlowej (w sklepach o pow. do 100 mkw. 4 osoby na 1 kasę; w większych – 1 osoba na 15 mkw.), Polacy nie przetestują w niedzielę. Na pewno nie uda się im to ani w kwietniu, ani w maju, bo zgodnie z obostrzeniami dotyczącymi zakazu handlu w wolne dni, najbliższa niedziela z otwartymi sklepami wypada w czerwcu. Następna będzie w sierpniu, a potem czekają nas jeszcze tylko dwie niedziele handlowe przed Świętami Bożego Narodzenia. To znacząca zmiana względem ubiegłych lat. Do końca 2018 r. sklepy były otwarte także w pierwszą i ostatnią niedzielę każdego miesiąca, a w zeszłym roku zakupy można było robić we wszystkie ostatnie niedziele miesiąca.

Handel to jedna z tych branż, które wyjątkowo mocno ucierpią z powodu pandemii. Według najnowszych danych GUS, sprzedaż detaliczna w marcu 2020 r. w cenach bieżących spadła o 7,1 proc. w ujęciu rocznym (w cenach stałych o 9 proc.), a w ujęciu miesięcznym o 3,3 proc. Najbardziej ucierpiały sklepy z tekstyliami, odzieżą i obuwiem (spadek o 50,5 proc. rok do roku), a także handlujący samochodami i częściami (o 32,7 proc. rok do roku). A już przed pandemią sektor miał spore kłopoty z płynnością i wypłacalnością. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, zaległości firm handlowych wzrosły w minionym roku o kilkanaście proc. – Choć są branże, w których dynamika wzrostu była wyższa, to jednak tylko w handlu 16-procentowy przyrost przełożył się na ponad 1 mld zł nowych zaległości. Przez pierwsze dwa miesiące tego roku przeterminowane zobowiązania handlu dalej szły w górę – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Podwyższały się już jednak wolniej, o 82 mln zł (1,1 proc.) i u progu pandemii, na koniec lutego, handel miał wobec banków i partnerów biznesowych 7,6 mld zł zaległości. Opóźnienia ma na koncie 5,6 proc. przedsiębiorstw handlowych.

Wprowadzona w marcu 2018 r. ustawa, sukcesywnie ograniczająca handel w niedziele, zdaniem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej miała wzmocnić więzi rodzinne, umożliwiając częstsze spędzanie razem czasu i wspólny odpoczynek. Ale czy są to priorytety większości Polaków, szczególnie w chwili, gdy dostęp do placówek handlowych jest dodatkowo utrudniony? Już w badaniu z grudnia 2019 r. było widać, że społeczna niechęć do zakazu handlu w niedziele narasta wraz z rosnącymi obostrzeniami i topniejącą liczbą handlowych niedziel. Teraz dochodzi również negatywny wpływ tego rozwiązania na rynek pracy i koniunkturę. Badani sygnalizowali to już wcześniej – 6 proc. mówiło, że ma z tego powodu niższe zarobki lub utraciło możliwość dorabiania. Około 15 proc. deklarowało i nadal deklaruje, że wolne niedziele spowodowały, że wydają mniej.

Z badania „Nastawienie do finansów” zrealizowanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat nastawienie Polaków do tych obostrzeń nieznacznie się zmieniło. Liczba przeciwników wzrosła z 31 proc. w 2018 do 34 proc. na koniec 2019 r. Odsetek zwolenników spadł z 33 do 30 proc. 36 proc. badanych jest to obojętne.

coraz więcej przeciwników niedziel wolnych od handlu
Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Zwolennicy i przeciwnicy niedziel niehandlowych

Popierający obowiązujące przepisy jako najczęstszy argument (70 proc.) podają fakt, że zakupy można robić w inne dni tygodnia, a niedziela jest przeznaczona dla rodziny. 59 proc. zwolenników uważa, że umożliwia to spędzenie generalnie więcej czasu z bliskimi oraz, że dzięki temu ma się więcej czasu na odpoczynek.

argumenty wolnych niedziel
Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Warto zwrócić uwagę, że aż 45 proc. pytanych z tej grupy uważa, że w niedzielę z reguły w ogóle nie powinno się robić zakupów. Padają też argumenty, że zamknięte sklepy zmuszają do aktywnego spędzania wolnego czasu, umożliwiają spotkania z osobami, które inaczej by pracowały. Co szósty uważa też, że ogranicza to konsumpcję.

argumenty przeciwników
Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Natomiast przeciwnicy najczęściej nie lubią, gdy ktoś decyduje za nich, jak mają spędzać niedziele. 73 proc. wskazuje na ograniczenie ich wolności wyboru. Drugim w kolejności (66 proc.) argumentem są frustracje związane z większymi kolejkami przy kasach w pozostałe dni. Co trzeci badany (36 proc.) dostrzega też zwiększenie konsumpcjonizmu – dokonywanie zbyt dużych zakupów „na zapas”, a w następstwie marnowanie żywności. 6 proc. wskazuje, że odebrało im to lub ograniczyło pracę i zarobki. 

Wpływ niedziel wolnych od handlu

16 proc. badanych zadeklarowało, że ograniczenie handlu w niedziele wpłynęło pozytywnie na ich budżet, 6 proc. wydaje z tego powodu więcej, a zdaniem 8 na 10 respondentów wolne niedziele w ogóle nie wywarły wpływu na ich finanse.

Wpływ niedziel wolnych od handlu
Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Ze względu na niedziele niehandlowe największe oszczędności zadeklarowały osoby w wieku 18-24 lata (25 proc.). Najmniejsze – w wieku 45-75 lat, co może być związane ze stylem życia poszczególnych grup wiekowych.

powody wydatków
Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Osoby, które wskazały odpowiedź, że wydają więcej ze względu na wprowadzenie niedziel niehandlowych, deklarują, że wynika to z większej ilości zakupów robionych w internecie oraz częstszych wizyt w restauracjach. Porównując te wyniki do badania z 2018 r. widać znaczący przyrost właśnie tej odpowiedzi w 2019. Odsetek deklarujących, że po wprowadzeniu ograniczenia handlu w niedziele częściej chodzą do restauracji wzrósł z 19 do 37 proc.

Choć zakaz handlu w niedziele przyczynił się w ostatnich dwóch latach do wzrostów w sektorze gastronomicznym i częstszych zakupów w sieci, to tylko w tym drugim przypadku można powiedzieć o utrzymaniu się trendu także w dobie pandemii. Restauracje, zmuszone do rezygnacji z obsługi klientów na miejscu, mimo przestawienia się na dostawy lub przygotowywanie zamówień na wynos, stanęły na skraju bankructwa. Pod znakiem zapytania stoi, czy, gdy dojdzie do odmrożenia gospodarki, gastronomia wróci do wcześniejszego tempa rozwoju. – W okresie pandemii zaprocentował natomiast pozytywny wpływ, który zakaz handlu w niedziele wywarł na ożywienie sprzedaży online. Ułatwiło to przestawienie się na e-zakupy wymuszone przez kwarantannę – wskazuje Sławomir Grzelczak.

Z powodu ograniczeń w handlu co szósty zaoszczędził, a co dwudziesty wydał więcej

W ciągu roku nie zmieniła się deklaracja respondentów na temat wpływu ograniczenia handlu w niedziele na ilość wydawanych przez nich pieniędzy. Nadal 16 proc. mówi, że wydaje mniej, a 6 proc., że więcej. – Co wskazuje, że niedziele wolne od handlu sprzyjają oszczędnościom i nie są wsparciem ożywienia gospodarczego – podkreśla Sławomir Grzelczak.Z powodu ograniczeń w handlu co szósty zaoszczędził, a co dwudziesty wydał więcej

Czas dla bliskich w niedziele niehandlowe

Czas dla bliskich w niedziele niehandlowe
Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Porównanie wyników odpowiedzi na pytanie o ilość czasu spędzanego z bliskimi dzięki wolnym niedzielom pokazuje, że w 2019 spędzaliśmy go więcej (wzrost o 6 proc.), bo też handlowych niedziel było coraz mniej. Pozostałe różnice w odpowiedziach mieszczą się w marginesie błędu statystycznego.

– Nie jest jasne, czy prosocjalne założenia ministerstwa uda się utrzymać w zmienionych warunkach, tym bardziej, że w obliczu pogłębiającego się kryzysu związanego z pandemią koronawirsua, coraz częściej i coraz więcej handlowców sugeruje, aby zakaz znieść lub drastycznie ograniczyć. Branża handlowa jest jedną z tych, które najbardziej dotkliwie odczują obecną trudną sytuację gospodarczą – uważa Sławomir Grzelczak.

Choć o zniesieniu zakazu handlu w niedzielę, choćby czasowym, na razie nie ma mowy, to w ramach pakietu antykryzysowego, który wyszedł naprzeciw oczekiwaniom handlowców, zliberalizowane zostały dotychczasowe przepisy. Sklepom, dotychczas objętych zakazem handlu w niedziele, zezwolono na przyjmowanie towaru tego dnia, rozładowywanie go oraz wykładanie na półki.

Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką wywiadów internetowych (CAWI) wspomaganych komputerowo na reprezentatywnej próbie 1019 dorosłych mieszkańców Polski, grudzień 2019

Po pandemii przyjdzie czas na „sprawdzam”

Każda pomoc firmom ze strony państwa spotyka się ostatnio z totalną krytyką. Czy w ogóle jest szansa na „tarczę” idealną?

Nie ma takiej szansy. „Tarcza” powinna chronić w pierwszej kolejności tych, którzy najlepiej rokują w kontekście kolejnych lat wychodzenia z kryzysu. Taka „tarcza” nigdy nie będzie idealna, bo zawsze ktoś będzie czuł się poszkodowany. Jest to smutna prawda, ale trzeba teraz patrzeć na rynek przedsiębiorstw, jak na szpital z chorymi w czasie pandemii – jest chaos, jest brak wystarczającej liczby łóżek, jest brak lekarstw, brak personelu. Trzeba jak najszybciej otrzeć łzy i dostrzec, że niektóre przedsiębiorstwa rokują znacznie gorzej niż inne. Pomysł, aby je dofinansowywać i pomagać utrzymać miejsca pracy nie jest długoterminowo najlepszy. Początkowe wsparcie jest potrzebne, żeby w jednym momencie nie wywołać zbyt dużego bezrobocia, ale docelowo trzeba przekierować pomoc tam, gdzie da ona najlepsze efekty. Z tej perspektywy odcięcie firm będących w restrukturyzacji od pomocy państwa nie jest takie chybione jak się wydaje.

Czy to oznacza, że część przedsiębiorstw skorzysta z pomocy, a następnie upadnie?

Oczywiście, że tak. Wynikać to będzie z nowych okoliczności rynkowych jakie się właśnie kształtują. Jeśli dzisiaj tanie linie lotnicze zapowiadają blokowanie sprzedaży środkowych siedzeń to znaczy, że będą miały o 33% mniejsze przychody. Co najmniej. To wprost oznacza, że część z nich upadnie, bo jest bez szans na dodatni wynik finansowy. A przecież rządy państw Unii też im pomagają z obawy przed zwolnieniami. Jeszcze lepszym przykładem są restauracje, sale zabaw, sale weselne, itd. Bez wątpienia skorzystają z pomocy państwa, ale ta pomoc nie pozwoli części z nich doczekać powrotu prosperity sprzed pandemii. Rachunek nie musi być wielowymiarowy: trzy miesiące ciszy to minus 25% przychodów rocznych. Jak ktoś miał taki wynik roczny na plus, to w przybliżeniu już po trzech miesiącach bez klientów pozostałą część roku pracuje za darmo. Każdy następny dzień to strata, a każdy tydzień to potężny cios. W takich okolicznościach trzeba uznać, że dużo przedsiębiorstw upadnie.

Kto zatem ma szansę na przetrwanie najbliższych miesięcy?

To jest dobre pytanie. Na pewno wielu przedsiębiorców przetrwa. Polscy menedżerowie są bardzo kreatywni i dosyć odporni na przeciwności losu. Jak mało kto na świecie umiemy się dostosować. A ci, co nie potrafią, w najbliższym czasie upadną.

Czy jest jakaś nadzieja dla najbardziej zagrożonych firm?

Jest. Trzeba je przede wszystkim jak najszybciej zdiagnozować. Trzeba odrzucić emocje, spojrzeć na pracowników, zaplecze techniczne, kontrakty, dostępne zasoby, przeliczyć możliwości i zastanowić się jak to można wykorzystać. Jest to bardzo trudno przeprowadzić we własnej firmie, dlatego powinno się do tego zatrudnić specjalistów. Musimy uznać jedną kluczową kwestię i przestać ją podważać: rynek prawdopodobnie zmienił swoją strukturę długoterminowo i nie należy oczekiwać szybkiego powrotu do stanu poprzedniego. W związku z tym każdy biznes w tych okolicznościach czeka mniejsza lub większa restrukturyzacja. I niekoniecznie sądowa czy pozasądowa, ale czasami wewnętrzna, która również nie jest łatwa do przeprowadzenia. Wczorajsze nowatorskie zmiany i ulepszenia wewnątrz firmy, dzisiaj są kompletnie niepotrzebne i wręcz trzeba je odrzucić. Know–how, który był wystarczający do funkcjonowania jeszcze w lutym, dzisiaj jest zbędny. Trzeba się zmierzyć z tymi faktami i podjąć próbę dostosowania do sytuacji. Im wcześniej tym lepiej.

Na czym powinien się skupić zagrożony przedsiębiorca w dobie pandemii?

To są czasy tak zaskakujące, że trzeba najpierw otoczyć się specjalistami, zgromadzić wiedzę i mieć plan A, B, C, D. Ostatni plan powinien zakładać bezpieczną upadłość i z tą myślą trzeba się oswajać. To najczęściej jest początek czegoś nowego, tak należy na to patrzeć. Przedsiębiorca ma prawo liczyć na państwo, ale powinien też zrozumieć, że już jest w procesie restrukturyzacji swojej firmy, czy tego chce czy nie. Ustawodawca zresztą dał temu wyraz zawieszając obowiązek wnioskowania o upadłość. Oznacza to tyle, że dopóki walczymy ze skutkami epidemii mamy szanse na działania bez takiej odpowiedzialności przed wierzycielami, jak to było dotychczas. A przynajmniej dostaliśmy dłuższy okres ochronny. „Sprawdzam” przyjdzie po ustaniu tych okoliczności. Nie warto zatem tracić czasu. Głównym obszarem zainteresowania przedsiębiorcy powinna być restrukturyzacja firmy w możliwie najkrótszym czasie, a nie sama płynność finansowa, czy ochrona miejsc pracy. Te ostatnie nie zapewnią ciągłości działania na dłużej. Przedsiębiorca nie jest zwykle obiektywny wobec swojej firmy i nie może na chłodno ocenić sytuacji. To, co powinien zrobić, to zaprosić do stołu doradcę restrukturyzacyjnego i wraz z nim nakreślić scenariusze działania. Doradca ma uprawnienia, aby zarządzać restrukturyzacją, gdyby musiała się zakończyć w sądzie. Krótko mówiąc, doradztwo restrukturyzacyjne powinno być dzisiaj podstawowym obszarem consultingu z jakiego korzystają zarówno przedsiębiorcy z sektora MŚP jak i duże firmy. Rolą doradców jest dobieranie do współpracy wszystkich niezbędnych zewnętrznych specjalistów, w tym odpowiednich kancelarii prawnych, doradców technicznych, HR, podatkowych, M&A, specjalistów od finansowania, itd.

Czy jest ryzyko, że doradca ograniczy wpływ przedsiębiorcy na firmę?

A czy lekarz ogranicza pacjentowi wolność wyboru? Możemy skorzystać z jego porad lub nie. Odpowiedzialnie jest jednak wiedzieć jaka jest diagnoza i co radzi ktoś, kto ma doświadczenie z innymi przypadkami oraz wiedzę o metodach leczenia. Nic nie stoi na przeszkodzie udać się do innego lekarza. Pamiętajmy, że istotą pracy doradcy restrukturyzacyjnego jest wychodzenie z kłopotów w biznesie. Kiedy, jeśli nie teraz powinno się z tego korzystać? Ustawodawca wymaga od doradcy wiedzy oraz doświadczenia. Daje mu też specjalne uprawnienia, aby przy jego udziale przedsiębiorca korzystał z zapisanych w prawie restrukturyzacyjnym dodatkowych „tarcz ochronnych”. W takiej sytuacji, jaką mamy obecnie w gospodarce, jest to wsparcie na wagę złota. A może raczej na wagę przetrwania.

Bloober Team i Platige Image rozpoczynają współpracę

23 kwietnia Platige Image, warszawskie studio animacji 3D i postprodukcji, podpisało umowę z wiodącym polskim deweloperem gier Bloober Team. Platige będzie odpowiadało za przygotowanie animacji do nowej, wysokobudżetowej produkcji krakowskiego producenta.

Bloober Team jest jednym z czołowych polskich twórców gier komputerowych. Uznanie graczy z całego świata zdobył dzięki tytułom takich jak seria Layers of Fear, czy zrealizowany z udziałem Rutgera Hauera Observer. Ostatnim dziełem krakowskiego dewelopera jest oparty na serii popularnych filmów Blair Witch, stworzony na zlecenie Lionsgate Interactive. Obecnie producent pracuje nad nowym tytułem z kategorii AAA, w którym zostaną wykorzystane zaawansowane technicznie animacje przygotowane przez Platige Image. Zawarta między spółkami umowa ma duże znaczenie dla obu stron – oprócz naturalnego dążenia do stworzenia produkcji o najwyższej jakości, firmom zależy na tym, by światowy poziom ich realizacji stał się wizytówką polskiego gamedevu.

Zaliczanie kosztów leasingu przy użytkowaniu auta poza działalnością

Przedsiębiorcy wykorzystują do prowadzenia działalności gospodarczej samochody osobowe, niejednokrotnie pozyskane do zasobów firmy ze środków zewnętrznych, na mocy umowy leasingu. Ale specyfika posiadania i wykorzystywania auta powoduje, że czasem trudno nie użyć go również do innych celów niezwiązanych z prowadzoną działalnością. Wówczas powstają ograniczenia w podatkowym rozliczaniu kosztów jego eksploatacji. W takiej właśnie sprawie do organu podatkowego wystąpił przedsiębiorca, używający samochodu firmowego także poza prowadzoną działalnością gospodarczą, głównie do podróży służbowych, odbywanych w ramach dodatkowej, własnej działalności zarobkowej. Chciał wiedzieć, jaką część wydatków ponoszonych w związku z mieszanym użytkowaniem samochodu może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.

Zgodnie z art. 23 ust. 1 pkt 46a ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych: „Nie uważa się za koszty uzyskania przychodów 25% poniesionych wydatków (…) z tytułu kosztów używania samochodu osobowego (…) na potrzeby prowadzonej przez podatnika działalności gospodarczej – jeżeli samochód osobowy jest wykorzystywany również do celów niezwiązanych z działalnością gospodarczą prowadzoną przez podatnika” (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 350, ze zm.).

Firmowe auto także do celów prywatnych

Przedsiębiorca prowadzi działalność całorocznego zakwaterowania turystów. Rozlicza się na zasadach ogólnych w formie opodatkowania podatkiem dochodowym od dochodów uzyskiwanych z tej działalności. Jednocześnie korzysta ze zwolnienia z VAT. Zawarł umowę leasingu operacyjnego, dzięki czemu pozyskał na potrzeby prowadzenia działalności samochód osobowy, niebędący pojazdem elektrycznym i nieprzekraczający wartości 150 000 zł.

Poza prowadzeniem działalności przedsiębiorca legitymuje się również tytułem profesora i kilka razy w miesiącu, w celu realizacji obowiązków wynikających z zawartej z jedną z uczelni umowy o pracę, wyjeżdża służbowo. Jest także członkiem Polskiej Komisji Akredytacyjnej, co również wymaga od niego wyjazdów, do których wykorzystuje leasingowany przez jego firmę samochód. Wystąpił więc do organu podatkowego z wnioskiem o potwierdzenie, że z uwagi na treść art. 23 ust. 1 pkt 46a ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych będzie mógł, mimo wykorzystywania auta również do czynności niezwiązanych z działalnością gospodarczą, rozliczać koszty jego użytkowania w następujący sposób:

  • koszty leasingu: 100% opłat wynikających z tej umowy,
  • koszty ubezpieczenia OC, AC, NW oraz Assistance: 100% kosztów,
  • koszty przeglądów i napraw: 75% poniesionych kosztów,
  • koszty zakupu paliwa, olejów, wymiany ogumienia i inne bieżące koszty eksploatacyjne: 75% poniesionych kosztów.

Jasne ograniczenia w ustawie oraz ich brak

Podatnik stanął na stanowisku, że skoro w art. 23 ust. 1 pkt 46a ustawy o PIT ustawodawca nakazuje wyłączenie 25% kosztów eksploatacji firmowego auta, jeśli jest ono wykorzystywane także poza prowadzoną działalnością gospodarczą, to tym samym dopuścił możliwość zaliczenia do tej działalności pozostałych 75% kosztów. Za to w 100% będzie mógł zaliczać do kosztów uzyskania przychodu wydatki poniesione na ubezpieczenie pojazdu oraz na opłaty leasingowe. W art. 23 ust. 1 pkt 47 oraz pkt 47a ustawy o PIT ustawodawca określił bowiem, że składki na ubezpieczenia auta oraz opłaty wynikające z umowy leasingu nie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodów (dalej „KUP”) w wysokości przekraczającej ich część ustaloną w takiej proporcji, w jakiej kwota 150 000 zł pozostaje do wartości samochodu. Przedsiębiorca jest więc przekonany, że skoro przedmiotem jego leasingu jest samochód o wartości nieprzekraczającej 150 000 zł, a ustawodawca nie ustanowił w przepisach żadnej metody zobowiązującej do obcięcia tych kosztów w przypadku wykorzystywania auta także do celów niezwiązanych z działalnością gospodarczą, to koszty te będzie mógł odliczyć w 100%.

Zalety leasingu operacyjnego

W interpretacji z 11 marca 2020 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej najpierw pouczył przedsiębiorcę, że od 1 stycznia 2019 r., zgodnie z treścią art. 23 ust. 1 pkt 46 ustawy o PIT, przedsiębiorcy nie mogą zaliczać do kosztów uzyskania przychodów wydatków związanych z eksploatacją oraz ubezpieczeniem samochodu osobowego, stanowiącego własność podatnika, a niestanowiącego środka trwałego w jego działalności. Koszty takie mogą co prawda ulec zaliczeniu do KUP jedynie w wysokości 20%, jednak pod warunkiem, że auto będzie przez podatnika wykorzystywane także do prowadzenia działalności gospodarczej.

Jednak wskazane przez organ ograniczenia nie mogły mieć zastosowania w niniejszej sprawie, bowiem w leasingu operacyjnym odpisów amortyzacyjnych przedmiotu leasingu nie dokonuje korzystający, którym jest przedsiębiorca, a finansujący, czyli leasingodawca, bo to on jest właścicielem auta przez cały okres trwania umowy leasingu. Co więcej, podatnik, jako że korzystał ze zwolnienia z VAT na podstawie art. 113 ust. 9, nie musiał prowadzić nawet ewidencji przebiegu pojazdu.

Samochód nie musi być wykorzystywany wyłącznie do celów firmowych

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej musiał przyznać przedsiębiorcy rację. Potwierdził, że jeśli umowa leasingu spełnia określone w art. 23b ust. 1 pkt 1 i 3 ustawy o PIT warunki oraz nie zachodzą wyłączenia z ust. 2 tego artykułu, to ponoszone przez podatnika wydatki wynikające z tej umowy będzie mógł zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Przepis ten stanowi m.in., że opłaty ustalone w umowie leasingu, ponoszone przez korzystającego, stanowiąc przychód po stronie finansującego, są jednocześnie kosztem uzyskania przychodu korzystającego. Co więcej, przedsiębiorca będzie mógł je zaliczyć w pełnej, 100% wysokości, bowiem, jak przyznał organ:

„…żaden przepis ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych nie przewiduje, jako warunku zaliczenia wydatków z tytułu rat leasingowych do kosztów uzyskania przychodów, konieczności wykorzystywania przedmiotu leasingu wyłącznie do celów związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą. Podstawą zaliczenia wydatków z tego tytułu jest spełnienie kryteriów wynikających z przepisów ustawy (…). Jeżeli zostaną one spełnione, podatnik może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów raty leasingowe w pełnej wysokości” (interpretacja indywidualna z 11 marca 2020 r., sygn. 0113-KDIPT2-1.4011.635.2019.2.AP).

Co nie jest zakazane, jest dozwolone

Choć fiskus niejednokrotnie próbuje w jak najwyższym stopniu ograniczyć przedsiębiorcom możliwość obniżania swoich ciężarów podatkowych, przypominając, że mają oni obowiązek jednoznacznego wykazania związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy poniesionym wydatkiem a uzyskanym przychodem, to nie może zapominać o jednej zasadzie, ustanowionej zresztą dla samych przedsiębiorców i potwierdzonej w Konstytucji Biznesu, w myśl której „co nie jest zakazane, jest dozwolone”.

Trafnie więc przedsiębiorca w niniejszej sprawie dokonał interpretacji, że jeśli ustawa o PIT wymienia wydatki na ubezpieczenie i opłaty leasingowe, a nie przewiduje względem nich ograniczeń co do ich ujmowania w kosztach prowadzonej działalności, to może je rozliczać w 100%. Jak widać na powyższym przykładzie, analiza sytuacji firmy przez pryzmat nieustannie zmieniających się przepisów podatkowych jest potrzebna. Przedsiębiorcy powinni ją przeprowadzać od czasu do czasu, by nie narażać się na niepotrzebne, zbyt wysokie obciążenia prowadzonej działalności. Taki audyt podatkowo-prawny przeprowadzony w firmie może przynieść przedsiębiorstwu wymierne korzyści.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ogólnie nic dobrego

Kombinacja negatywnych czynników przywraca posępne nastroje na rynki finansowe. Dane makro przypominają, że globalna recesja będzie bolesna. Nadzieje na lek łagodzący objawy COVID-19 zostały ukrócone. Polityczne spory w UE prowadzą do opóźnień. To nie był dobry tydzień dla apetytu na ryzyko i ostatni dzień nic w tym temacie raczej nie poprawi.

Tydzień temu piątek był dniem euforii w reakcji na doniesienia, że pacjenci zarażeni COVID-19 przyjmujący eksperymentalny lek Remdesivir wykazują szybką poprawę po zdrowia. Wówczas byłem sceptyczny choćby polegając na opinii samego producenta leku firmy Gilead, zdaniem której raporty były „niepotwierdzone” i „bez mocy statystycznej”. Dziś na rynki przebija się raport, według którego pierwsze testy kliniczne nie przynoszą poprawy stanu zdrowia pacjentów. Daleki jest od stwierdzania „A nie mówiłem!”, a bardziej stoję przy zdaniu, że ani tydzień temu, ani też teraz nie powinno się wyciągać pochopnych wniosków z wyników badań, które mogą zająć miesiące. Tak samo nie będziemy nazywać przełomem wczorajszych sugestii prezydenta Trumpa, by przeprowadzić badania o leczeniu koronawirusa poprzez wstrzykiwanie środka dezynfekującego do organizmu. Filtrujmy informacje, bo jest ich naprawdę dużo.

Nie można jednak uciec od wrażenia, że dziś negatywne informacje przeważają. EUR/USD schodzi pod 1,0750 i jest najniżej od miesiąca. Rekordowe spadki indeksów PMI dla przemysłu i usług dowodzą, że złamanie gospodarcze jest poważne. Ale dobijające są informacje, że przywódcy państw Unii Europejskiej nie robią nic, by przyspieszyć prace nad środkami przeciwdziałającymi kryzysowi. W zamian za to, odraczają kluczowe decyzje. Uzgodniono tylko generalny kierunek, w ramach którego utworzony zostanie wspólny fundusz finansowy w wysokości do 2 bilionów euro, choć ile finalnie zostanie zatwierdzone – nie wiadomo. Sposób finansowania oraz przyznania środków (pożyczka czy dotacja) wciąż są dyskutowane. Szczególnie ta ostatnia kwestia wywołuje kłótnie między państwami członkowskimi, a tymczasem czas ucieka. Bez szybkiego wsparcia finansowego dla realnej gospodarki, podupada zaufanie do strefy euro i jej aktywów. Sytuacje będzie musiał ratować EBC, a to oznacza większą ekspansję monetarną i negatywny wpływ na EUR. Jak daleko zajdzie EUR/USD? To zależy od tego, jak szybko politycy w Europie rozstrzygną swoje spory, ale też od generalnych nastrojów na rynkach finansowych. Gdyż lepszy apetyt na ryzyko jest wrogiem USD, co byłoby też hamulcowym dla spadków EUR/USD. Nie ma prostych odpowiedzi.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.