Asortyment BIO rośnie jak na drożdżach. W sklepach widać duży ruch w tej kwestii

W latach 2018-2019 liczba promocji art. BIO w gazetkach zwiększyła się o ok. 830%. Największy wzrost wystąpił w dyskontach i wyniósł przeszło 2300%. Supermarkety i hurtownie też zanotowały duży skok – odpowiednio o ponad 1300% i 1200%. Sieci convenience miały zwyżkę o 800%, cash&carry – o 725%, a hipermarkety – o 660%. Z kolei sama powierzchnia promocyjna tego typu artykułów poszerzyła się o 96%. Pod tym względem najbardziej poszły w górę dyskonty – o 1000%, a najmniej hipermarkety – tylko o 35%.

Analiza międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland i aplikacji Zdrowe Zakupy wykazała, że w ostatnich dwóch latach sieci handlowe zwiększyły liczbę promocji produktów BIO aż o 826%. Eksperci podkreślają, że rosnąca świadomość konsumentów w zakresie zdrowia i ekologii mocno wpływa na strategię produktową sieci oraz samych producentów. I z całą pewnością nie jest to tylko chwilowa tendencja.

– Promocja produktów BIO daje nie tylko bardzo pozytywny efekt wizerunkowy, ale może też pomóc w generowaniu zysków. Nie są to jeszcze znane artykuły i mocne marki. Konsumentom trudno porównywać ceny między poszczególnymi brandami. Jednak kolejne lata pokażą, które sklepy będą utożsamiane przez klientów z artykułami najwyższej jakości. To one przejmą dynamicznie rosnący rynek – mówi Arkadiusz Paprzycki z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Największy skok odnotowały dyskonty. Podniosły liczbę promocji aż o 2333%. Jak wyjaśnia Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, w ostatnich dwóch latach segment produktów BIO rósł trzykrotnie szybciej niż cały rynek spożywczy. Przy tak dynamicznym rozwoju sieci musiały oferować więcej rabatów na tego typu artykuły, aby utrzymać klientów. Są oni coraz bardziej wymagający, a jednocześnie wciąż patrzą na ceny. Dyskonty promują niedrogą żywność ekologiczną marek własnych. Arkadiusz Paprzycki dodaje też, że te sklepy kreują trendy, za którymi podążają inni gracze.

– Supermarkety, które zwiększyły liczbę promocji o 1340%, mogą stać się główną konkurencją dyskontów. Na trzecim miejscu są hurtownie ze wzrostem na poziomie 1245%. Wynika to z tego, że zaopatrują wiele sklepów detalicznych. Dalej są sieci convenience z przyrostem wynoszącym 800%, a także cash&carry – 725%. Na końcu znalazły się hipermarkety. Zanotowały skok o 660% – wskazuje Katarzyna Grochowska.

W 2019 roku wyraźnie zwiększyła się też powierzchnia promocyjna w gazetkach przeznaczana na produkty BIO, tj. o 96%. Arkadiusz Paprzycki uważa, że jest to głównie związane z budowaniem świadomości. Na rynku pojawia się coraz więcej art. ekologicznych, często marek własnych. I trzeba je przybliżać konsumentom. Przed sieciami handlowymi stoi wyzwanie w zakresie edukacji klientów i czerpania zysków z dostarczania wysokiej jakości towarów.

– Dyskonty najbardziej poszerzyły powierzchnię – o 1000%. Wiąże się to z największym wzrostem liczby promocji. Ciekawe jest to, że drugie miejsce zajęły sklepy cash&carry z wynikiem 254%. Wyjaśnieniem tej sytuacji jest częste stosowanie całostronicowych promocji. Natomiast trzecia pozycja supermarketów nie jest zaskakująca, skoro są najbardziej zaciętymi rywalami dyskontów. W tym formacie przyrost wyniósł 138% – informuje Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland.

Sieci convenience zwiększyły powierzchnię przeznaczaną w gazetkach na produkty BIO o 62%. Najmniejszy wzrost odnotowały hipermarkety, tj. o 35%. W kwestii liczby promocji też zajęły ostatnie miejsce. To może oznaczać, że powoli rezygnują z konkurowania z dyskontami i w przyszłości nie będą tak mocno promowały nowych segmentów.

Analizę wykonali eksperci z międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland i aplikacji Zdrowe Zakupy. Porównano, ile razy w gazetkach pojawiały się promocje produktów BIO w całym 2018 i 2019 roku. Zmierzono też, jaką konkretnie powierzchnię zajęły ww. oferty. Sprawdzono wydania wszystkich dostępnych na rynku dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience i cash&carry. Łącznie poddano analizie ponad 12,5 tys. publikacji promocyjnych, w tym ponad 7,2 mln cm2.

Branża elektroniczna i Federacja Konsumentów ostrzegają, jak bezpiecznie kupować w sieci

Związek Cyfrowa Polska oraz Federacja Konsumentów wspólnie przestrzegają klientów, jak nie paść ofiarą oszustów internetowych kupując sprzęt elektroniczny w sieci. Apel ma związek z wydanym przez UOKiK oświadczeniem w związku z niekorzystnymi wobec konsumentów procederami stosowanymi przez nieuczciwych sprzedawców.

Oto 5 kroków, jak ochronić się przed oszustwem w sieci podczas zakupów elektroniki:

  1. Sprawdź, czy na kupowany sprzęt jest wystawiona umowa sprzedaży.
  2. Sprawdź, czy faktura bądź inny dokument potwierdzający zakup zawiera 23 proc. VAT. Sprzedawcy czasem jako potwierdzenie zakupu dają np. fakturę VAT marżę, paragon 0% VAT lub inne potwierdzenie, które nie spełnia standardów faktury. Nie jest więc dowodem zakupu.
  3. Warto sprawdzić w treści umowy, jak będą rozstrzygane ewentualne spory, np. czy właściwy do tego sąd znajduje się na terytorium Polski – taka informacja najczęściej znajduje się na końcu umowy.
  4. Sprawdź, czy telefon nie pochodzi z kradzieży. Tu warto posłużyć się internetową bazą skradzionych telefonów: kradzionytelefon.pl, na której należy wpisać numer IMEI sprawdzanego telefonu.
  5. Sprawdź, czy telefon nie jest niespłacony. To dotyczy telefonów, które zostały wzięte na abonament u danego operatora i nie zostały spłacone. Jeśli kupimy taki telefon, nawet w dobrej wierze, to niestety prawnie nie jesteśmy jego właścicielem. Dlatego warto sprawdzić IMEI kupowanego telefonu na stronie operatorów, m.in. na: http://www.t-mobile.pl/c/sprawdzenie-imei oraz https://www.plus.pl/formularze/formularz-imei.

Konsekwencje niesprawdzonego zakupu

  1. Ważne, by umowa sprzedaży urządzenia rzeczywiście dotyczyła kupowanego przez nas produktu. Niestety zdarza się, że nieuczciwi sprzedawcy zamiast umowy sprzedaży oferują, np. umowę najmu „kupowanego” urządzenia albo umowę sprzedaży usługi, np. „najmu”. Umowa musi wprost dotyczyć przedmiotu, który kupujemy. W przeciwnym wypadku, np. jeśli zakupisz usługę najmu przedmiotu, nie jesteś prawnie jego właścicielem. A to oznacza, że w przypadku awarii, możesz nie mieć prawa do gwarancji czy rękojmi w zakresie w jakim prawo takie miałaby osoba, która kupiła sprzęt na podstawie umowy sprzedaży (rękojmia wynikająca z umowy najmu nie pokrywa się z zakresem rękojmi z tytułu zakupu sprzętu).
  2. Ponadto w przypadku zakupu usługi najmu nie będziesz mógł w sposób prawnie skuteczny dokonać dalszej sprzedaży swojego urządzenia, gdyż nigdy nie byłeś jego właścicielem.
  3. Problemy z gwarancją mogą pojawić się również, gdy nie dysponujemy paragonem lub fakturą z 23-proc. VAT. A niestety, najbardziej atrakcyjne cenowo oferty najczęściej oferują np. fakturę VAT marżę, paragon 0% VAT lub inne potwierdzenie, które nie spełnia standardów faktury. Nie jest więc dowodem zakupu. Bo zgodnie z polskim prawem, żeby spełnić warunki gwarancji, należy okazać dowód zakupu, w szczególności: paragon lub fakturę.
  4. W przypadku, kiedy nie będziemy właścicielem urządzenia, bo „kupiliśmy” jedynie ofertę najmu, a firma użyczająca nam taki sprzęt np. bankrutuje, to mimo zakupu w dobrej wierze, wierzyciele mogą doprowadzić do zajęcia tak zakupionego sprzętu.
  5. Jeżeli nabyliśmy sprzęt, który wcześniej nie został spłacony np. u operatora sieci istnieje ryzyko, że zostanie on zdalnie zablokowany przez takiego operatora.
  6. Uwaga: Kupując sprzęt niewiadomego pochodzenia, możesz się nieświadomie narazić na odpowiedzialność karną za paserstwo, gdyż kodeks karny przewiduje odpowiedzialność za tzw. paserstwo nieumyślne.

Konsekwencje podatkowe połączenia (przekształcenia) osób prawnych w świetle przepisów Ordynacji podatkowej

W toku prowadzonej działalności zdarzają się sytuacje, gdy z różnych powodów przedsiębiorcy decydują się na połączenie z innymi podmiotami albo przekształcenie i zmianę formy prawnej wykonywanej działalności. Zarówno czynność łączenia, jak i przekształcenia nie pozostają bez wpływu na rozliczenia podatkowe podmiotów. Niezmiernie ważne jest prawidłowe rozpoznanie skutków podatkowych takich transakcji, gdyż błędy w tym zakresie będą miały skutki zarówno finansowe, gospodarcze, jak i personalne dla osób zarządzających podmiotami.

Definicja połączenia i przekształcenia

Wyróżnia się dwa sposoby połączenia osób prawnych. Pierwszy z nich to połączenie w drodze fuzji, czyli połączenie majątków i bytów dwóch lub więcej podmiotów w jeden (art. 492 § 1 pkt 2 Kodeksu Spółek Handlowych – dalej: KSH). Drugi rodzaj połączenia to przejęcie (inkorporacja), co oznacza przeniesienie całości majątku jednego podmiotu do innego podmiotu (art. 492 § 1 pkt 1 KSH). Zasadniczo spółki kapitałowe mogą łączyć się ze sobą, a także ze spółkami osobowymi. Istnieją jednak pewne ograniczenia wynikające z KSH. Przykładowo spółka osobowa może połączyć się z inną spółką osobową tylko przez zawiązanie spółki kapitałowej. Nie jest możliwe także łączenie spółek w likwidacji czy upadłości.

Przekształcenie oznacza z cywilistycznego punktu widzenia zmianę jednej formy prawnej w inną, bez równoczesnej zmiany podmiotu w inny podmiot. Skutkiem przekształcenia nie jest zatem następstwo prawne, lecz kontynuacja działalności. Zgodnie z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 17 kwietnia 2014 r. (sygn. II FSK 1121/12) w przypadku przekształcenia podmiot przekształcony jest kontynuatorem działalności gospodarczej prowadzonej przez przekształcanego. Oznacza to, że zasadniczo po przekształceniu przekształcany podmiot nadal funkcjonuje, kontynuując działalność gospodarczą w zmienionej formie.

Zasady i cel działania instytucji

Rolą Ordynacji podatkowej jest określenie skutków podatkowych w przypadku połączenia i przekształcenia. Zgodnie z art. 93 Ordynacji podatkowej osoba prawna powstała w wyniku łączenia się „wstępuje we wszelkie przewidziane w przepisach prawa podatkowego prawa i obowiązki każdej z łączących się osób lub spółek”. Te same zasady stosowane są także przy łączeniu przez przejęcie oraz przekształcenie (art. 93a Ordynacji podatkowej). Powyższe nazywane jest sukcesją praw i obowiązków.

Instytucja następstwa prawnego została uregulowana w Ordynacji podatkowej z uwagi na skutki, jakie za sobą niesie dla podatników. Sukcesja nie zawsze oznacza konieczność przejęcia jedynie obowiązków rozliczenia podatku, ale także praw z tym związanych. Przepisy Ordynacji podatkowej stanowią generalną zasadę, którą w sposób szczegółowy precyzują poszczególne ustawy prawa materialnego. Innymi słowy, Ordynacja podatkowa określa ramowe granice sukcesji, a szczegółowe rozwiązania sprecyzowane są w poszczególnych ustawach.

Na gruncie Ordynacji podatkowej w zakresie podmiotowej kwalifikacji przejmowanych praw i obowiązków można wyodrębnić następujące kategorie:

  • podmioty wstępujące we wszystkie prawa i obowiązki poprzednika (art. 93 § 1 i 2 oraz art. 93a–93c Ordynacji podatkowej);
  • podmioty przejmujące wszelkie prawa i obowiązki z pewnymi ograniczeniami (art. 94–96);
  • spadkobiercy (art. 97 § 2).

Zatem sukcesja podatkowa poza pewnymi wyjątkami dotyczy całości praw i obowiązków podmiotu przejmowanego, łączonego czy przekształcanego.

Skutki wprowadzenia i stosowania regulacji

Interpretacje podatkowe – co do zasady charakter ochronny interpretacji podatkowej dla następcy prawnego jest ograniczony. Jak wskazuje NSA w wyroku z 27 lutego 2013 r. (sygn. akt II FSK 1385/11): „Następca prawny zainteresowanego może w związku z tym skorzystać z ochrony, o jakiej mowa w art.14k i art.14m O.p. wyłącznie wówczas, gdy zainteresowany, któremu udzielono interpretacji, zastosował się do niej przed dniem połączenia (przejęcia). Uzyska przy tym ochronę tylko w takim zakresie i na takich samych warunkach, na jakich przysługiwałaby jego poprzednikowi prawnemu”. Kwestia zastosowania interpretacji podatkowej poprzednika wymaga więc odrębnej analizy.

Strata podatkowa – zgodnie z art. 7 ust. 3 pkt 4 ustawy o CIT: „Przy ustalaniu dochodu, o którym mowa w ust. 1, stanowiącego podstawę opodatkowania nie uwzględnia się strat przedsiębiorców przekształcanych, łączonych, przejmowanych lub dzielonych – w razie przekształcenia formy prawnej, łączenia lub podziału przedsiębiorców, z wyjątkiem przekształcenia spółki w inną spółkę”. Kwestia rozliczania straty jest zatem wyjątkiem od zasady sukcesji generalnej praw i obowiązków.

Środki trwałe – zgodnie z art. 16g ust. 9 i art. 16h ust. 3 ustawy o CIT co do zasady spółka przejmująca stosuje te same zasady amortyzacji, co podmiot przejmowany, a wartość początkowa ustalana jest w oparciu o wysokości wartości początkowej wynikającej z ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych spółki łączonej.

Rozliczenie kosztów – w zależności od kategorii kosztów (pośrednie czy bezpośrednie) różne podmioty będą uprawnione do wykazania tych kosztów. Ponadto kolejne zagadnienia wymagające odrębnej analizy powstają w sytuacji korygowania kosztów, gdzie kwalifikacja zależy w dużej mierze od przyczyn korekty.

Skutki połączenia i przekształcenia są zatem bardzo różne i każdorazowo wymagają odrębnej, specjalistycznej analizy. Dobrą praktyką jest zaangażowanie w takie procesy zespołu doświadczonych doradców podatkowych, którzy – rozumiejąc specyfikę przedsiębiorstw – potrafią określić wiążące się z nimi konsekwencje podatkowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W 2019 r. wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości w CEE wyniosła 14 mld EUR

Jak wynika z danych JLL, wartość transakcji inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej w 2019 roku wyniosła 14 mld euro, z czego na Polskę przypadło 55% (7,7 mld euro). Na kolejnych miejscach uplasowały się Czechy (3,1 mld euro), Węgry (1,7 mld euro), Słowacja (około 770 mln euro) i Rumunia (ok. 683 mln euro).

W 2019 roku po raz kolejny najwyższe wartości transakcji zanotowano w Polsce i co ciekawe, był to piąty z kolei rok wzrostów inwestycyjnych na polskim rynku. Silną aktywność inwestorów odnotowano również w Czechach, gdzie całkowita wartość transakcji wzrosła o 24%, głównie jako rezultat umów kupna/sprzedaży o dużej skali. – Mike Atwell, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych w Czechach i Europie Środkowo-Wschodniej, JLL

Z analiz JLL wynika, że aktywność inwestorów na rynkach Europy Środkowo – Wschodniej utrzyma się na wysokim poziomie również w nadchodzących miesiącach.

Biorąc pod uwagę wysokie zainteresowanie inwestorów regionem, spodziewamy się kolejnych aktywnych miesięcy na rynku inwestycyjnym i możliwe, że jeszcze lepszego wyniku za 2020 r. O ile wartości transakcji będą różnić się pomiędzy poszczególnymi krajami, Polska pozostanie liderem. Ciekawym zjawiskiem jest dalszy wzrost udziału rodzimego kapitału w całym regionie, czego przykładem są czescy i węgierscy inwestorzy, którzy inwestują poza swoimi rynkami krajowymi. Kluczowymi graczami są fundusze CPI, REICO i PPF z Czech oraz Wing, Indotek i Futureal z Węgier, działający w skali całej Europy Środkowo-Wschodniej. – Mike Atwell, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych w Czechach i Europie Środkowo-Wschodniej, JLL

Sektor nieruchomości w Czechach został ponownie zdominowany przez inwestorów krajowych. Azjatycki kapitał (w szczególności fundusze z Korei Południowej) zajął natomiast drugą pozycję wśród najbardziej aktywnych funduszy na czeskim rynku. Na Węgrzech, pomimo spokojnej pierwszej połowy roku, aktywność inwestycyjna znacząco wzrosła w drugim półroczu. Na szczególną uwagę zasługuje też rekordowa aktywność inwestorów w tamtejszym sektorze hoteli. W Rumunii z kolei ubiegły rok charakteryzował się rosnącą aktywnością inwestycyjną poza głównymi rynkami nieruchomościowymi i spadkiem całkowitego wolumenu transakcji w Bukareszcie. Natomiast na Słowacji rozłożył się on równomiernie między pierwszym a drugim półroczem 2019, a inwestorzy wykazywali większe zainteresowanie rynkiem obiektów handlowych.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy stopy kapitalizacji dla obiektów typu “prime” odznaczały się presją spadkową, przy czym najbardziej widoczne kompresje odnotowano w sektorze nieruchomości biurowych i przemysłowych.

Polska liderem regionu

Z rezultatem 7,7 mld euro, o 500 mln euro wyższym niż w 2018 roku, polski rynek nieruchomości pobił kolejny rekord inwestycyjny. Najwyższą aktywność inwestycyjną odnotował sektor nieruchomości biurowych (ponad 3,8 mld euro), a następnie handlowych (ok. 2 mld euro), magazynowo-przemysłowych (1,48 mld euro), hotelowych (289 mln euro) i z obszaru „living” (137 mln euro). Ogółem, w 2019 roku sfinalizowano 147 transakcji, z czego 65 przypadło na rynek biur.

Na uwagę zasługuje fakt, że w ubiegłym roku odnotowano wzrost aktywności inwestorów europejskich, którzy odpowiadali za prawie 50% transakcji, w porównaniu do 27% w 2018. Zainteresowanie kapitału azjatyckiego utrzymywało się na stałym poziomie około 20% udziału w ogólnym wolumenie inwestycji. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL.

Kontrole chorobowego prowadzone przez ZUS to kropla w morzu potrzeb

W 2019 roku statystycznie na każdego Polaka aktywnego zawodowo przypadało co najmniej jedno zwolnienie lekarskie. Przy czym prawidłowość wykorzystania chorobowego zweryfikowano zaledwie w przypadku 2,5% druków ZLA.

Wobec tego, przy bardzo małym prawdopodobieństwie przeprowadzenia kontroli, pracownikom, którzy niewłaściwie wykorzystują zwolnienia lekarskie, opłaca się chodzić na chorobowe. Możliwość „wpadki” jest niewielka. Prawdopodobieństwo, że nadużycia związane ze zwolnieniem lekarskim nie zostaną wykryte, wciąż jest niezwykle wysokie.

Z danych ZUS wynika, że przez pierwsze cztery miesiące 2019 roku, wystawiono 9 milionów druków ZLA. Biorąc pod uwagę dane z ubiegłych lat, szacujemy, że w skali całorocznej będzie to ponad 20 milionów. W 2019 ZUS przeprowadził 574 tysiące kontroli prawidłowości wykorzystania zwolnień. Z tego jasno wynika, że trzeba być ogromnym pechowcem, aby kontrolerzy akurat nasz przypadek wzięli pod lupę.

– Realia rynku są takie, że konsekwencje wobec pracowników, którzy przebywają na nieuczciwych zwolnieniach mogą efektywnie wyciągać jedynie pracodawcy, jednak niewielu jest takich, którzy są do tego przygotowani. Potrzebują oni bowiem właściwych narzędzi i pomocy prawnej. Odpowiednio dobrane działania mogą ograniczyć wydatki przedsiębiorstwa ponoszone w związku z absencją od kilku do nawet 70%. Nasze działania powodują, skrócenie średniego czasu trwania zwolnień i przywrócenie naturalnej krzywej absencji – komentuje Mikołaj Zając, prezes Conperio, największej i najbardziej doświadczonej polskiej firmy konsultingowej specjalizującej się w tematyce absencji chorobowej. – Istotny wzrost kosztu pozyskania i utrzymania pracownika, powoduje, że firmy dużo uważniej przyglądają się nieobecnościom i ich wpływie na rosnące koszty produkcji. Koszt zastąpienia nieobecnego pracownika, obniża efektywność kosztową nawet o 33%. Jeden z naszych Klientów wyszacował koszt absencji w swojej firmie na 10 500 000 zł w skali roku, inny z kolei pochwalił się oszczędnościami na poziomie 1 000 000 zł rocznie po skorzystaniu z naszych usług dodaje Mikołaj Zając z Conperio.

Rok Liczba wystawionych zwolnień ZLA (dni) Długość przeciętnego zwolnienia Liczba kontroli zwolnień chorobowych Decyzje wstrzymujące wypłatę świadczeń Kwota wstrzymanych wypłat Łączna kwota wypłat wstrzymanych/obniżonych/cofniętych WYDATKI NA ZASIŁKI CHOROBOWE ŁĄCZNIE
2016 239 mln dni 12,43 dnia 569,5 tys. 22,2 tys. 16,3 mln zł 203,8 mln zł 16 mld 282 mln 733,1 tys zł
2017 246 mln dni 12,41 dnia „blisko 500 tys. kontroli” 25,1 tys. 23,2 mln zł 200,7 mln zł 17 mld 650 500,4
2018 244 mln dni 12,22 dnia 496,3 tys. 32,6 tys. 31,2 mln zł 195 mln zł 18 mld 443 634,3
*2019 103 mln dni (pierwsze 4 miesiące 2019) 11,4 dnia (pierwsze 4 miesiące 2019) 574 100 (cały rok) 39 900 (cały rok) 37,4 mln (cały rok) 207,7 mln (cały rok) 14 mld 801 412,9 (pierwsze 3 kwartały 2019)

 

Źródło danych z tabeli: https://www.zus.pl/baza-wiedzy

Więcej optymizmu. Rynki kontynuują odbicie

Inwestorzy zdają się wyżej cenić doniesienia o potencjalnej szczepionce na wirusa (nawet pomimo sceptycyzmu WHO) niż przejmować się wciąż rosnącą liczbą zachorowań i implikacjami ekonomicznymi dla Chin. Rynek akcji kontynuuje odbicie, zyskują metale przemysłowe i ropa naftowa, na rynek walutowy wraca apetyt na ryzyko. Jakby wydarzenia ubiegłego tygodnia w ogóle nie istniały.

Nie jestem zdziwiony faktem, że rynki otrząsają się z obaw o koronawirusa. Sam na łamach Komentarza Porannego sugerowałem porównania do skali zachorowań na grypę każdego roku. Podkreślałem też, że z perspektywy rynków nie jest istotny sam fakt wystąpienia epidemii, co strach przed paniczną reakcją innych uczestników rynku dookoła a wyprzedaż była samospełniającą się prognozą. Dziwi natomiast tempo odreagowania i przejścia do optymizmu, kiedy wciąż na przeciw siebie stawiamy udokumentowany wzrost liczby przypadków oraz informacje o potencjalnie skutecznej szczepionce. Bez wątpienia na Wall Street niezachwiane solidne odczyty z gospodarki USA są w stanie przechylić szalę na rzecz kupowania akcji, ale czemu równie łatwo o czynnikach ryzyka zapomina się w Azji i Europie? Można przyjąć, że epidemia została opanowana i wkrótce liczba zdrowiejących będzie przewyższać liczbę nowych przypadków zachorowań. Ale nieoszacowane pozostają ekonomiczne szkody, jakie wyrządziło zamknięcie zakładów w Chinach oraz wstrzymanie lotów i innej komunikacji czy opóźnienia w eksporcie towarów z Chin. O tym przekonany się dopiero za kilka tygodni wraz z pierwszymi raportami za luty. Przynajmniej do tego czasu rynki mogą wrócić do dyskontowania scenariusza globalnego ożywienia. Na obawy o to, czy taki scenariusz wciąż jest realny, przyjdzie czas później.

Powiem optymizmu z rynków zewnętrznych dało się odczuć na rynku złotego, który wczoraj silnie zyskiwał w stronę 4,2350 za euro. Na pewno nie było tutaj wpływu decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która pozostawiła stopę referencyjna na 1,50 proc. W komunikacie Rada oceniła, że koniunktura w Polsce pozostaje dobra mimo obniżania się tempa wzrostu gospodarczego. Inflacja pozostaje powyżej górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego, ale wpływ na to mają czynniki podażowe i regulacyjne, na które RPP nie zamierza reagować. Wraz z ich wygaśnięciem oraz oczekiwanym osłabieniem tempa wzrostu PKB inflacja będzie się obniżać. Prezes NBP Glapiński ponownie powtórzył, że nie spodziewa się zmiany stóp procentowych do końca kadencji Rady w 2022 r., a w międzyczasie wyższe jest prawdopodobieństwo obniżki.

Zatem jak gołębi przekaz ma się do wczorajszego umocnienia złotego? Nijak się ma. Od strony czynników krajowych nie ma uzasadnienia dla siły złotego. Od strony czynników zewnętrznych poprawa nastrojów jest bez wątpienia sprzyjająca, ale i pod tym kątem trudno wytłumaczyć skalę aprecjacji. W środę nie doświadczyliśmy wyraźnego napływu na polski rynek długu, co jeszcze w styczniu dobrze korelowało się z umocnieniem waluty. Na FX wczoraj był dzień silnego USD, co zwykle przeszkadza w umocnieniu walut rynków wschodzących. Możliwe zatem, że tańszy złoty był okazją do kupna pod cele niespekulacyjne, a zatem miał charakter jednorazowy. Jeśli takie tłumaczenie zyska na popularności, to szybko znajdą się na rynku chętni, by ustawić się pod równanie do średniej. Osobiście nie mogę znaleźć argumentów dla utrzymania EUR/PLN poniżej 4,25 na długo.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ponad 18 mln mkw. magazynów to wciąż za mało

W 2019 r. całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła poziom 18 mln mkw. Według najnowszych danych Colliers International, wiodącej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych, w ubiegłym roku zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe w Polsce było rekordowe i osiągnęło poziom 4,25 mln mkw. Wysoki udział w całości popytu stanowiły nowe umowy, które stanowiły aż 55% transakcji.

Pomimo licznych inwestycji zrealizowanych w 2019 roku, o łącznej powierzchni 2,79 mln mkw., podaż w dalszym ciągu nie nadąża za popytem. Wśród największych inwestycji oddanych w ostatnich kwartałach należy wskazać nowe centrum logistyczne Zalando w Olsztynku (120,5 tys. mkw.) oraz trzy nowe obiekty Amazon (łącznie ponad 315 tys. mkw.). W budowie nadal pozostaje zaś blisko 2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej.

Według prognoz ekspertów Colliers International największym rynkiem magazynowym w 2020 roku pozostanie Warszawa z 4,25 mln mkw., natomiast pod względem nowo dostarczonej powierzchni w czołówce znajdą się rynek Polski Centralnej (605,3 tys. mkw.) oraz Górny Śląsk (556 tys. mkw.).

Średni poziom pustostanów w Polsce wynosi obecnie 7%. Najniższe  wskaźniki odnotowały region wschodniej Polski (1,61%) oraz Szczecin (2,9%). Wzrostem zainteresowania najemców cieszą się przede wszystkim lokalizacje we wschodniej Polsce (1,61%), natomiast w zachodniej części kraju już od 2 lat obserwujemy całkowity brak wolnej powierzchni do wynajęcia. Miesięczne efektywne stawki czynszu utrzymywać się będą na poziomie 2,7-3,5 EUR/mkw.

— Na rynku magazynowym wciąż obserwujemy problem braku rąk do pracy, co skutkuje coraz większą automatyzacją procesów produkcyjnych i logistycznych. Silnym trendem, który z pewnością będzie się umacniał w 2020 roku jest ekologia ­– najemcy coraz bardziej doceniają budynki z zielonymi certyfikatami. Dużym zainteresowaniem cieszą się ostatnio także obiekty typu „last mile”, czyli projekty miejskie, które pozwalają firmom zminimalizować czas dostawy towaru do klienta — mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Żywnościowy think-tank zapleczem eksperckim dla branży i administracji

Polskie Forum Bezpieczeństwa Żywności to pierwszy w Polsce think-tank, który zajmuje się bezpieczeństwem i jakością polskiej żywności, a także jej promocją – powiedział Tadeusz Wojciechowski, prezes tej organizacji, podczas jej pierwszej debaty eksperckiej.

Konferencja odbyła się 5 lutego w Warszawie. Była poświęcona kilku tematom: unijnemu rozporządzeniu 625 (wprowadzającemu zmiany dotyczące urzędowych kontroli żywności), tzw. podatkowi cukrowemu, trudnej sytuacji dużych dzierżawców rolnych, a także projektowi wykorzystania technologii blockchain, który ma na celu większą niż dotąd identyfikowalność pochodzenia żywności.

– Jest mnóstwo aspektów związanych z bezpieczeństwem żywności – mówił, rozpoczynając konferencję, Tadeusz Wojciechowski, szef Polskiego Forum Bezpieczeństwa Żywności (jednym z głównych celów tej organizacji jest przekazywanie eksperckiej wiedzy administracji rządowej oraz branży rolno-spożywczej). – Podam przykład. Najpierw wydaliśmy duże pieniądze na promocję polskiego mięsa za granicą, a potem przez jedną aferę z wołowiną te pieniądze zostały zmarnotrawione. To pokazuje, jak ważne jest bezpieczeństwo żywności. Chcemy zainicjować w tej kwestii ekspercką debatę, którą dziś rozpoczynamy, a potem będziemy kontynuować przez szereg dużych konferencji. Pierwsza z nich odbędzie 19 marca w Warszawie i będzie poświęcona stanowi implementacji prawa UE w zakresie bezpieczeństwa żywności – wyjaśniał.

Podczas pierwszej eksperckiej debaty żywnościowego think-tanku głos zabierali m.in. Paweł Niemczuk, były szef Głównego Inspektoratu Weterynarii, prof. Paweł Wojciechowski z Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, Czesław Siekierski, były Przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego, prof. Dariusz Lisiak z Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego, Franciszek Nowak, prezes Polskiego Towarzystwa Rolniczego, skupiającego dużych dzierżawców rolnych, a także Józef Skarżyński, prezes Federacji Grup i Producentów „Wołowina Polska”. Kwestię „opłaty cukrowej” komentował z kolei mec. Michał Tracz z kancelarii DZP.

Więcej informacji o Polskim Forum Bezpieczeństwa Żywności: www.forumbz.pl

Otwarci na otwartą bankowość – Europejczycy chcą korzystać z open bankingu, ale nie wiedzą, co to jest

Europejskie badanie przeprowadzone przez Mobey Forum, potwierdza, że klienci są zainteresowani rozwiązaniami, które dostarcza otwarta bankowość. Choć nie mają świadomości, że usługi, z których chcą korzystać oparte są na rozwiązaniach open banking.

We wrześniu 2019 r. weszła w życie dyrektywa PSD2, która otworzyła dostęp do bankowych systemów dla stron trzecich – zarówno banków jak i spółek technologicznych. Umożliwiła też stworzenie szeregu nowych rozwiązań. Jednak czy klienci banków są nimi zainteresowani? Mobey Forum – międzynarodowa organizacja non-profit zajmująca się technologiami w bankowości – postanowiła przeprowadzić badanie wśród klientów banków z pięciu europejskich krajów, które w różnym stopniu wprowadziły rozwiązania otwartej bankowości – od pioniera tego rozwiązania, Wielkiej Brytanii, po Finlandię, gdzie jedynie kilka banków wprowadziło dostęp do rachunków w innych bankach z jednego konta. Jakie są wnioski?

Ponad jedna trzecia klientów jest bardzo zainteresowana otwartą bankowością. Najbardziej porównywaniem produktów i weryfikacją tożsamości Mobey Forum zapytało o najbardziej popularne usługi, które może umożliwiać otwarta bankowość. Ekstremalnie lub bardzo zainteresowanych takimi rozwiązaniami jest średnio 33 proc. ankietowanych. Najwięcej pytanych zainteresowało się weryfikacją tożsamości za pomocą konta bankowego oraz porównywaniem produktów finansowych (w obydwu wypadkach 35 proc.), a najmniej – (25 proc.) zainteresowanych było szybkimi kredytami i ratami. Średnie zainteresowanie użytkowników wzbudziły Pay-by-Bank (33 proc.) oraz możliwość dostępu do różnych kont bankowych z jednej platformy (32 proc.).

Multibankowość? Raczej w moim banku

Dostęp do wielu rachunków za pośrednictwem jednego konta to pierwsza ze związanych z otwartą bankowością usług, która zdobywa popularność w Polsce. Z dostępu do różnych rachunków bankowych w jednym miejscu korzysta obecnie jedynie około 2 proc. Europejczyków. Zainteresowanych jest jednak dużo więcej. Bardzo i ekstremalnie, 32 proc., a razem ze średnio zainteresowanymi – 72 proc. Najbardziej zainteresowani są oczywiście użytkownicy 3 i więcej rachunków na raz, jednak nawet wśród tych, którzy mają jedno lub dwa konta nie jest ono dużo mniejsze. Zainteresowanie nie zmienia się także w zależności od kraju.
MultibankowośćZnacząca większość użytkowników chciałoby, żeby informacje o rachunkach dostępne było z ich głównego banku (88 proc.). Dla 6 proc. taką możliwość mógłby oferować inny bank, a dla 6 proc. podmiot niebankowy.

– Biorąc pod uwagę to, że użytkownicy przywiązują się do swoich banków, takie wyniki nie dziwią – mówi Krzysztof Pulkiewicz z banqUP, platformy umożliwiającej bankom i stronom trzecim dostęp do bankowych API w całej Europie. – To też najprostsze do implementacji przez banki rozwiązanie. – dodaje. Według Pulkiewicza prawdziwe innowacje leżą jednak w pozostałych możliwych dzięki otwartej bankowości rozwiązaniach.

Otwarta bankowość? Co to takiego?

Duża część użytkowników rynku nie łączy wielu wprowadzanych przez banki usług z otwartą bankowością. Według innego badania, przeprowadzonego w zeszłym roku przez PWC, jedynie 18 proc. użytkowników wie, co to jest otwarta bankowość. Jednak firma stwierdza, że do 2022 roku liczba znających to pojęcie zwiększy się znacząco – aż do 64 proc.

– To, że mimo zainteresowania usługami konsumenci nie znają terminu “otwarta bankowość” wcale mnie nie dziwi. Większość konsumentów nie wie, z jakich technologii korzysta na co dzień, gdy używa przeróżnych urządzeń. Pan Jourdain, bohater „Mieszczanin szlachcicem” Moliera też nie wiedział, że całe życie mówił prozą. Z perspektywy konsumenta najważniejsze jest przecież to, by rozwiązanie faktycznie odpowiadało na jego potrzeby. Rynek zdobędą te podmioty, które zaoferują dzięki open banking największą wartość dodaną klientom. – stwierdza Krzysztof Pulkiewicz z banqUP.

Bank Pekao podpisał umowy ramowe z dwoma największymi bankami na Białorusi

Bank Pekao podpisał umowy ramowe z dwoma największymi bankami na Białorusi – Belagroprombankiem i Belarusbankiem. Porozumienia mają ułatwić polskim firmom funkcjonowanie za wschodnią granicą i zachęcić je do większej aktywności na Białorusi m.in. poprzez przyspieszenie formalności dotyczących finansowania polskiego eksportu.

W pierwszych trzech kwartałach 2019 r. wartość polskiego eksportu na Białoruś przekroczyła 1,2 mld euro. W porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku, wskaźnik ten wzrósł aż o 18 proc. Oznacza to, że kierunek białoruski dynamicznie się rozwija, a coraz więcej polskich firm zainteresowanych jest wejściem na ten rynek. Aby im to ułatwić, Bank Pekao podpisał ostatnio dwie umowy ramowe z białoruskimi bankami. Mają się one przyczynić do zacieśnienia obustronnej współpracy i zwiększenia wymiany handlowej między tymi krajami.

Umowy podpisane z dwoma największymi bankami na Białorusi tworzą ramowy model współpracy i dokumentacji kredytowej. Dzięki tym umowom będziemy w stanie skrócić czas potrzebny na przygotowanie niezbędnego finansowania dla polskich firm eksportujących swoje usługi i produkty na rynek białoruski. Liczymy, że wzmocni to współpracę handlową i pozycję polskich podmiotów na tamtejszym rynku – mówi Piotr Stolarczyk, dyrektor Departamentu Bankowości Międzynarodowej i Finansowania Eksportu w Banku Pekao S.A.

Podpisane porozumienia między Bankiem Pekao a białoruskimi Belagroprombankiem i Belarusbankiem są efektem wielomiesięcznej współpracy. Oba podmioty to jedne z największych instytucji finansowych działających na Białorusi. Belagroprombank funkcjonuje już od 26 lat, obsługując ponad 40 tys. klientów korporacyjnych i 1,6 mln klientów detalicznych. Belarusbank to z kolei największy i najszybciej rozwijający się bank na Białorusi, zajmujący wiodącą pozycję w krajowym systemie bankowym pod względem wskaźników kapitału własnego, aktywów, pożyczek i depozytów.

Colliers International podsumowuje 2019 rok na łódzkim rynku biurowym

Według najnowszych danych Colliers International, wiodącej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych, w 2019 roku w Łodzi oddano do użytku prawie 61 tys. mkw. biur, co sprawiło, że łączne zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na lokalnym rynku przekroczyły granicę pół miliona mkw. W mieście utrzymuje się również wysoki poziom zainteresowania ze strony najemców. W ubiegłym roku popyt brutto wyniósł 53,5 tys. mkw.

Łódzki Obszar Metropolitalny jest trzecią największą aglomeracją w Polsce, którą zamieszkuje ponad 1,1 mln osób, oraz szóstym największym biurowym rynkiem regionalnym kraju. Ze względu na duży potencjał ludzki, w tym silny ośrodek akademicki, centralne położenie w kraju oraz coraz szybsze połączenia kolejowe i drogowe ze stolicą, Łódź cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów i największych deweloperów, takich jak Avestus, Echo Investment,  Skanska, HB Reavis, czy Ghelamco. Znaczące inwestycje realizują Virako i MMG. Z wieloma z nich współpracowała firma Colliers.

— W 2019 roku łódzki zespół Colliers reprezentował najemców w transakcjach obejmujących w sumie 18,4 tys. mkw. Wspieraliśmy również firmę Avestus w komercjalizacji projektu Imagine, doradzając w transakcjach na 7,4 tys. mkw., dzięki czemu stopień wynajęcia obiektu osiągnął poziom ok. 75%. Łącznie więc doradzaliśmy w najmie prawie 26 tys. mkw. Tym samym nasz udział w rynku biurowym w Łodzi w 2019 r. wyniósł 48%, co stawia nas na pozycji lidera rynku wśród agencji nieruchomości w regionie — mówi Marcin Włodarczyk, dyrektor regionalny Colliers International w Łodzi.

Łódzcy eksperci Colliers reprezentowali klientów głównie przy zawieraniu nowych umów oraz w renegocjacjach z ekspansją. Największymi transakcjami, w których uczestniczyli w zeszłym roku były umowy najmu podpisane przez firmy Nordea, Asseco Poland i Idemia.

— W 2019 roku rozpoczęliśmy swoją działalność w Łodzi w roli zarządcy nieruchomości, przejmując w zarządzanie nowoczesny biurowiec w centrum miasta – Łódź 1. W kolejnych latach na pewno będziemy umacniać naszą pozycję w tym segmencie rynku — dodaje Marcin Włodarczyk.

Spektakularny rozwój łódzkich hubów

W ostatnich latach Łódź znacząco poprawiła swój wizerunek i pozycję biznesową. W mieście umacnia się podział na 3 główne huby biurowe: Nowe Centrum Łodzi (NCŁ), okolice skrzyżowania al. Mickiewicza i al. Piłsudskiego z ul. Piotrkowską, a także okolice skrzyżowania Marszałków – al. Piłsudskiego z al. Śmigłego-Rydza i ul. Kopcińskiego.

Spektakularny rozwój miasta szczególnie widać na terenie Nowego Centrum Łodzi, wielofunkcyjnej przestrzeni, gdzie powstaje szereg inwestycji o różnym przeznaczeniu. Najważniejszą, zakończoną w minionym roku jest biurowiec Brama Miasta. NCŁ jest doskonałym przykładem rosnącego w siłę trendu projektowania śródmiejskich kwartałów łączących w jednym miejscu wszystkie funkcje: biurową, mieszkaniową, rozrywkową, handlową, usługową czy hotelową.

Rośnie znaczenie powierzchni flex

Rok 2019 był rokiem ogromnego popytu na operatorów biur elastycznych, tzw. powierzchni flex. Rośnie znaczenie biur instant i coworkingów, a ich operatorzy zaczęli coraz mocniej eksplorować rynki regionalne. Znaczna część graczy z tego sektora, która już wynajęła powierzchnię, zacznie funkcjonować dopiero w roku 2020. Będzie to więc dla nich czas przejścia na stronę podażową, sprawdzian rynku i rentowności coworkingowych modeli biznesowych. W tym roku w Łodzi pojawią się kolejni duzi gracze.

Andrzej Szczepanik, ekspert z łódzkiego biura Colliers International
Andrzej Szczepanik, ekspert z łódzkiego biura Colliers International

— Duża podaż z pewnością skłaniać będzie deweloperów do bacznego obserwowania popytu, który w ostatnich latach był stabilny. W 2020 roku współczynnik pustostanów nieznacznie wzrośnie i będziemy obserwować wypełnianie się realizowanych inwestycji. W najbliższych kwartałach okaże się, które z planowanych długo projektów ruszą, a na które będziemy musieli jeszcze trochę poczekać w drodze do równowagi między popytem a podażą na lokalnym rynku biurowym — mówi Andrzej Szczepanik, ekspert z łódzkiego biura Colliers International.

W 2019 roku czynsze w Łodzi odnotowały niewielki wzrost, a eksperci Colliers przewidują utrzymanie się tendencji wzrostowej także w tym roku. Stawki wywoławcze w najlepszych budynkach kształtują się na poziomie 13,50 EUR/mkw./miesiąc.

Technologie pomagają zwalczyć stres przed wizytą u dentysty. Często wystarcza sama możliwość zaprojektowania swojego uśmiechu w 3D

Technologie pomagają zwalczyć <a title=stres przed wizytą u dentysty. Często wystarcza sama możliwość zaprojektowania swojego uśmiechu w 3D" title="Technologie pomagają zwalczyć stres przed wizytą u dentysty. Często wystarcza sama możliwość zaprojektowania swojego uśmiechu w 3D" />

Stomatolodzy codziennie spotykają się w swojej działalności z dentofobią, czyli dużym stresem, jaki pacjenci odczuwają w związku z wizytą w gabinecie dentystycznym. Dla jego przełamywania konieczna jest odpowiednia atmosfera oraz przyjazna komunikacja z lekarzem i personelem. Ważną rolę odgrywa tu także technologia. Z jednej strony nowoczesny sprzęt pozwala przeprowadzić skuteczny zabieg szybko i bezboleśnie, z drugiej – pomoże zaplanować szczegółowo proces leczenia, dzięki czemu pacjent jest znacznie spokojniejszy.

– Dla pacjentów, którzy mierzą się z dentofobią, wizyta u dentysty może być dużym wyzwaniem. Rolą całego zespołu, nie tylko lekarzy, lecz także recepcjonistki czy asystentki, jest to, żeby złagodzić atmosferę w centrum i wesprzeć pacjenta. Taki stres jest zrozumiały – ktoś być może miał przykre doświadczenia w dzieciństwie czy w innym gabinecie. Jednak nie da się uniknąć wizyt u dentysty – mówi agencji Newseria Biznes Borhan Kambarji, chirurg stomatologii w Medicover Stomatologia.

W radzeniu sobie ze stresem istotne są zaufanie i dobra komunikacja z lekarzem. Z badań Medicover Stomatologia wynika, że 34 proc. pacjentów, kiedy już wybierze swojego dentystę, korzysta z jego usług aż do końca pełnego leczenia. Wśród pacjentów, u których leczenie trwa dłużej i jest bardziej skomplikowane, ten odsetek sięga już 70 proc.

Ważną rolę odgrywają również nowoczesne technologie. Są one wykorzystywane nie tylko w trakcie samego zabiegu, lecz także jeszcze przed jego rozpoczęciem. Możliwość zaprojektowania swojego uśmiechu w technologii 3D może znacznie zredukować poziom stresu towarzyszący wizycie u dentysty.

– Projektowanie uśmiechu polega na tym, że robimy pacjentowi kilka zdjęć, komputer wyszukuje dla niego idealny uśmiech, więc możemy pokazać pacjentowi, jak będzie wyglądać po zakończeniu leczenia – mówi Borhan Kambarji. – Wszystko odbywa się w technologii cyfrowej. Zęby są wykonywane przez technika dentystycznego komputerowo, przez program CAD/CAM, czyli Computer Aided Design i Computer Aided Manufacturing. Trafiają do nas już oszlifowane, a lekarz protetyk cementuje korony lub licówki na zębach i mamy identyczny efekt z tym, którego oczekiwał pacjent.

Innym przykładem pomocnej w stresujących sytuacjach technologii mogą być implanty natychmiastowe.

– Dzisiejsze implanty znacznie różnią się od tych stosowanych 10 lat temu, które obecnie nie są już produkowane. Teraz mamy implant, który ma powierzchnię aktywną przyspieszającą gojenie, pobudzającą tkanki kostne do wzrostu wokół implantu. Taki implant można według producenta obciążać do cztery tygodni po wszczepieniu, a zakłada się go w trakcie jednej wizyty u dentysty – wyjaśnia Borhan Kambarji.

Prostym zabiegiem, który dzięki zastosowaniu nowych technologii ma obecnie dużo przyjemniejszy przebieg, jest także piaskowanie zębów. Dawniej kojarzyło się ono pacjentom z kwaśnym smakiem, poranionymi ustami, dużym krwawieniem czy skaleczonym dziąsłem.

– Często higienistki były wspominane przez pacjenta jeszcze długo po zabiegu ze względu na skaleczone dziąsło. W tej chwili, dzięki najnowszej technologii, pacjent nie odczuwa żadnego dyskomfortu – przekonuje Wioletta Zawierucha, higienistka w Medicover Stomatologia. – W tym zabiegu woda jest podgrzewana, a piasek bardzo miękki i mniejszy, ale pozwalający osiągnąć takie same efekty. Możemy sobie pozwolić nie tylko na piaskowanie zębów, ale również tkanek miękkich i czyszczenie prac protetycznych, licówek czy implantów.

Według analityków Research and Markets globalny rynek wyposażenia dentystycznego do 2025 roku osiągnie wartość 15 mld dol. Rynek implantów dentystycznych według Global Market Insights będzie z kolei rósł w najbliższych latach w tempie 5 proc. średniorocznie, by w 2025 roku osiągnąć wartość 5 mld dol.

Savills Investment Management nabył za 32,7 mln EUR centrum logistyczne pod Wrocławiem

  • Savills Investment Management nabył nowoczesny park logistyczny o powierzchni 46 tys. mkw., zlokalizowany pod Wrocławiem.
  • W Polsce Savills Investment Management zarządza aktywami logistycznymi o łącznej powierzchni ponad 720 tys. mkw. o wartości ponad 500 mln EUR.

Savills Investment Management, międzynarodowy menedżer inwestycyjny działający na rynku nieruchomości komercyjnych, nabył centrum logistyczne pod Wrocławiem. Wartość transakcji wyniosła 32,7 mln EUR. Nowoczesny obiekt o powierzchni 46 tys. mkw. został zakupiony przez Savills Investment Management od Panattoni Europe w imieniu funduszu logistycznego Savills IM European Logistics Fund 3 (ELF 3).

Podczas transakcji Savills Investment Management doradzały firmy: Wolf Theiss, EY, Gleeds i Savills.

Obiekt, którego powierzchnia wynosi 46 tys. mkw., powstał w 2019 roku i jest w pełni wynajęty przez polskie oraz międzynarodowe firmy m.in. z sektora spedycyjnego, spożywczego i chemicznego. Inwestycja znajduje się w Nowej Wsi Wrocławskiej k. Wrocławia, w obszarze głównego hubu logistycznego, przy skrzyżowaniu autostrad A4 i A8, drogi ekspresowej S8 oraz drogi krajowej nr 5.

Piotr Trzciński, Head of Transactions – Poland, Savills Investment Management, powiedział:

„Dzięki korzystnemu położeniu w pobliżu granicy z Niemcami i Czechami, bardzo dobrym połączeniom drogowym z głównymi polskimi miastami oraz chłonnemu rynkowi lokalnemu, prężnie rozwijający się Wrocław aspiruje do bycia jednym z największych rynków magazynowych w kraju. Doskonałe położenie parku, bliskość ważnego klastra przemysłowego oraz zróżnicowany profil najemców wpłynęły na naszą decyzję o debiucie we Wrocławiu. Bardzo dobrze wpisuje się on w strategię funduszu ELF3, zakładającą inwestowanie w nowoczesne obiekty magazynowe o potencjale wzrostu wartości, zlokalizowane na kluczowych rynkach w Europie, w pobliżu głównych korytarzy komunikacyjnych.

Skalę naszych działań w sektorze logistycznym w Polsce obrazuje fakt, iż tylko
w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy do naszego portfolio dołączyły aktywa magazynowe o łącznej powierzchni blisko 400 tys. mkw., a wartość transakcji sięgnęła 300 mln EUR.

Portfel nieruchomości logistycznych Savills Investment Management uzupełniły w ostatnich miesiącach również parki magazynowe w Warszawie (42 tys. mkw.) oraz w Sosnowcu (37 tys. mkw.). W portfelu znajdują się także dwa nowoczesne obiekty typu BTS (build-to-suit) nabyte przez Savills Investment Management z ramienia inwestora azjatyckiego. Pierwszym z nich jest centrum logistyczne Amazon Gliwice, powstałe w 2019 roku. Obiekt o rekordowej powierzchni ponad 200 tys. mkw. został wybudowany według wytycznych Amazon, globalnego lidera w branży e-commerce. Drugą inwestycją jest oferujące 75 tys. mkw. powierzchni centrum dystrybucyjne H&M w okolicach Bolesławca. Oba obiekty zostały wybudowane przez Panattoni Europe.

W Polsce Savills Investment Management zarządza obecnie aktywami logistycznymi o łącznej powierzchni ponad 720 tys. mkw. i wartości ponad 500 mln EUR.

Klienci hoteli coraz bardziej wymagający. Branża inwestuje w technologie i nowe usługi

Za kilka lat milenialsi i generacja Z będą dla sieci hotelowych główną grupą gości. Ich oczekiwania są inne niż starszych pokoleń – szukają nie tylko noclegu, lecz także spersonalizowanych usług i pozytywnych doświadczeń podczas podróży. Blisko 80 proc. z nich oczekuje od hotelu rekomendacji dotyczących lokalnych atrakcji czy restauracji, a 90 proc. – szybkiego Wi-Fi. Branża musi dostosowywać się do tych trendów i zapewnić młodemu pokoleniu gości hotelowych nową jakość. Grupa Accor, właściciel marek ibis, Mercure czy Novotel, z myślą o nich wprowadza nowy program lojalnościowy, który zaoferuje im nie tylko zniżki i rabaty, ale także unikatowe doświadczenia, jak udział w warsztatach kulinarnych, festiwalach muzycznych czy meczach piłkarskich.

Cyfryzacja zmieniła wszystko w branży hotelowej. Dzięki niej użytkownicy hoteli mają większą wiedzę i dostęp do informacji. Za pośrednictwem internetu mogą zobaczyć różne miejsca, mają już jakieś doświadczenia dotyczące kultury i pewnych aspektów życia w odwiedzanym miejscu, co w przeszłości nie było takie łatwe. Od nas – operatorów hoteli – oczekują, że będziemy im towarzyszyć w ich podróżowaniu. My z kolei pomagamy im doświadczyć nie tylko danego miejsca, ale również jego kultury – mówi agencji Newseria Biznes Luc Gesvret, Chief Marketing & Operation Officer Accor Eastern Europe.

Głównym trendem w branży hotelarskiej jest dziś personalizacja usług hotelowych i nacisk na kreowanie pozytywnych doświadczeń gości w trakcie całego pobytu. Jak podkreśla dyrektor, branża hotelarska przeszła rewolucję w ciągu ostatnich 20 lat. Kiedyś wszystko w dużej mierze sprowadzało się do prostej transakcji, a hotel postrzegano wyłącznie jako miejsce, gdzie można się wyspać. W tej chwili oczekiwania gości hotelowych są dużo wyższe.

– Obecnie wpisujemy się w emocje, tworzymy doświadczenia w sektorze turystycznym. Pobyt w hotelu stał się ważnym elementem składającym się na wrażenia z podróży – mówi Luc Gesvret.

Na rosnące wymogi gości hotelowych zwraca też uwagę raport firmy doradczej Cushman & Wakefield i kancelarii CMS Legal dotyczący rynku inwestycji hotelowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej („Hotel Investment scene in CEE”). Eksperci podkreślają w nim, że wkrótce milenialsi i generacja Z będą stanowić główną grupę osób podróżujących, ważną dla sektora hotelowego. 90 proc. z nich chce mieć w pokoju szybkie Wi-Fi, 78 proc. oczekuje od hotelu rekomendacji dotyczących lokalnych atrakcji czy restauracji wartych odwiedzenia. 60 proc. oznacza hotel w mediach społecznościowych podczas pobytu, a niemal tyle samo chce meldować i wymeldowywać się z hotelu w elastyczny sposób, bez interakcji z obsługą. Co trzeci przedstawiciel młodego pokolenia rezerwuje swój pobyt za pośrednictwem kanału mobilnego.

 Dzisiaj gość hotelowy wie, czego chce, jest o wiele bardziej świadomy i wymagający. Nie oczekuje wyłącznie dobrego miejsca do przenocowania. Teraz klienci chcą rozrywki, przyjemnie spędzonego czasu, pięknych chwil, ekscytacji, muzyki, tańca – różnych możliwości, które złożą się na fantastyczne przeżycia. I chcą, żebyśmy my byli ich towarzyszem w tej rozrywkowej części ich podróży – mówi Luc Gesvret .

Rosnące oczekiwania gości hotelowych są dla branży motorem napędzającym zmiany technologiczne oraz podnoszenie standardu usług w hotelach. Jak podkreśla dyrektor, grupa Accor, która skupia 39 brandów hotelowych i zarządza siecią 5 tys. obiektów w 110 krajach, też musi się do tego dostosowywać. W tym celu operator wprowadził właśnie nowy program lojalnościowy ALL – Accor Live Limitless, który ma zapewnić gościom hotelowym spersonalizowanie doświadczenia w połączeniu z szeregiem nagród i benefitów.

Przywykliśmy już do różnych programów lojalnościowych w supermarketach czy na stacjach paliw. Im więcej wydajesz, tym więcej dostajesz punktów, które następnie możesz wymienić na nagrody. To podstawowa i tradycyjna zasada działania takich programów – mówi Luc Gesvret. – My chcemy być towarzyszem podróży dla członków naszego programu lojalnościowego. Dlatego też oprócz nagradzania lojalności rozszerzyliśmy jego zakres, tworząc całkiem nowy, lifestyle’owy ekosystem.

Członkowie ALL mogą zdobywać punkty, kiedy zatrzymują się w hotelach Accor,  jedzą posiłki lub piją drinki w tysiącach barów i restauracji uczestniczących w programie. Te można później wymienić na benefity – do zdobycia są m.in. pobyty w prywatnych apartamentach w Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej, VIP-owskie zaproszenia na mecze Paris Saint Germain, obejmujące spotkanie z graczami, bilety na festiwale muzyczne czy zaproszenia na degustacje i kursy kulinarne ze światowej klasy szefami kuchni. Członkowie ALL mogą też płacić punktami za posiłki w restauracjach i pobyty w hotelach, mając przy tym zapewnioną gwarancję najlepszej ceny przy rezerwacji pobytu z nawet 25-proc. rabatem.

Uczestnictwo w programie ALL wiąże się z wieloma korzyściami. Udział w nim jest bezpłatny i nie wymaga bycia gościem hotelu. To duża innowacja w zakresie programów lojalnościowych w branży. Korzystając z usług w ramach programu, uczestnik zdobywa punkty, dzięki którym uzyskuje coraz wyższy z pięciu dostępnych statusów uczestnictwa, co wiąże się z coraz bogatszą ofertą przysługujących mu korzyści – mówi Luc Gesvret. – Częste korzystanie z naszych usług niesie ze sobą lepszą znajomość upodobań gości hotelowych, dzięki czemu z każdym kolejnym pobytem możemy zaoferować im usługi lepiej dopasowane do ich potrzeb.

Dołączenie do programu ALL jest proste i bezpłatne. Można to zrobić przez internet, wchodząc na stronę internetową programu, albo w jednym z hoteli należących do sieci Accor (np. ibis, ibis budget, Novotel, Mercure czy Sofitel). Program obejmuje hotele zarówno z segmentu ekonomicznego, jak i luksusowego.

W Warszawie wdrożenie programu lojalnościowego ALL – Accor Live Limitless – zainaugurowano 1 lutego imprezą  FestivALL w hotelu Novotel Warszawa Centrum. W trakcie wydarzenia można było m.in. uczestniczyć w warsztatach kulinarnych, lekcjach tanga lub salsy albo wziąć udział w odkrywaniu zagadek specjalnie przygotowanego escape roomu.

FestivALL to seria imprez o zasięgu globalnym. Odbywały się w każdym kraju, w którym znajdują się hotele należące do sieci Accor, w okresie od 7 stycznia do 7 lutego. W sumie w całej Europie odbyło się 1,2 tys. takich imprez. FestivALL w hotelu Novotel Warszawa Centrum był punktem kulminacyjnym całej serii podobnych wydarzeń – podkreśla Luc Gesvret.

ZUS pomoże kontrolować pracowników na L4

Według badań Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) pracodawcy są zadowoleni z wydajności i aktywności swoich pracowników. Okazuje się, że w ostatnich latach zatrudnione osoby pracowały lepiej, wykazując odpowiednie podejście do pracy.

Pracodawcy skarżą się jednak na jeden problem – nieodpowiednie wykorzystywanie krótkiego urlopu zdrowotnego, czyli popularnego L4.

Chociaż zwolnienie otrzymać można tylko z zalecenia lekarza – trudno jest zweryfikować, czy pracownicy korzystają z niego prawidłowo. Podejrzenia pracodawców rosną, gdy ich pracownicy biorą L4 w dniach poprzedzających długie weekendy lub święta. Pojawia się wtedy uzasadnione podejrzenie, że wykorzystują zwolnienie L4 do odpoczynku, a nie z powodu problemów zdrowotnych. Federacja Przedsiębiorców Polskich podpowiada, jak pracodawcy mogą sobie z takim problemem poradzić.

– Pracodawcy zapominają, że mogą korzystać ze wsparcia Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Odpowiednie służby skontrolują zarówno samą prawidłowość wystawienia zwolnienia lekarskiego, jak też sposób jego wykorzystywania – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Rzetelna kontrola może wyłapać nieprawidłowości, gdy pracownik świadomie nadużywa swojego prawa do urlopu zdrowotnego. Jednak o kontrolę ZUSu musi wystąpić pracodawca. Dlatego przedsiębiorcy powinni częściej zwracać się do oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i wnioskować o to, żeby takie kontrole były prowadzone. Im szybciej to zrobią, tym większe jest prawdopodobieństwo, że nawet przy krótkotrwałych zwolnieniach taka kontrola nastąpi – zaleca Spytek-Bandurska.

Producenci kosmetyków i słodyczy przestawiają się na olej palmowy z nieszkodliwych dla środowiska upraw. To pomaga oszczędzać tropikalne lasy i gatunki zwierząt

Producenci, którzy wykorzystują olej palmowy, coraz częściej dostrzegają konieczność przestawiania się na certyfikowane uprawy. Powstają one na nieużytkach rolnych, więc nie ma potrzeby wycinania lasów i osuszania torfowisk. Działania na rzecz zrównoważonego pozyskiwania oleju palmowego doceniają klienci, dla których kwestie środowiskowe są coraz ważniejsze, ale także ekolodzy. Fundacja WWF, która po raz piąty zestawiła globalne firmy pod kątem wspierania zrównoważonego oleju palmowego, podkreśla, że wyniki tego rankingu są z roku na rok coraz bardziej optymistyczne.

– Producenci coraz częściej dostrzegają problem niezrównoważonej produkcji oleju palmowego i przestawiają się na surowiec certyfikowany. Jednak problemem pozostaje świadomość konsumentów, którzy o tym nie wiedzą albo w to nie wierzą. Producenci – mimo że stosują olej certyfikowany – nie muszą o tym informować, konsumenci o tym nie wiedzą i tak powstaje błędne koło – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marta Grzybowska, ekspertka WWF Polska.

Olej palmowy jest składnikiem m.in. wielu kosmetyków i produktów spożywczych, takich jak margaryny, ciastka, słodkie i słone przekąski, mleko w proszku, pieczywo i słodycze. To najczęściej wykorzystywany olej roślinny na świecie, jednak jego niezrównoważona produkcja przyczynia się do degradacji środowiska. W Indonezji, która jest największym producentem oleju palmowego, w niekontrolowany sposób wycinane i wypalane są ogromne obszary lasów deszczowych. To z kolei przyczynia się m.in. do powodzi, tworzenia osuwisk oraz wymierania wielu gatunków zwierząt, takich jak słonie, nosorożce, tygrysy czy orangutany. Szacuje się, że w wyniku działalności człowieka w ciągu zaledwie 16 lat (1999–2015) wyginęła niemal połowa populacji orangutanów.

– Produkcja niecertyfikowanego oleju palmowego doprowadziła do wielkich problemów środowiskowych. Wylesiało się lasy deszczowe, osuszało torfowiska – mówi Marta Grzybowska.

Firmy, które wykorzystują ten surowiec do produkcji, coraz częściej dostrzegają więc konieczność przestawiania się na certyfikowane uprawy.

– Przechodzenie na takie certyfikowane i zrównoważone rozwiązanie jest właściwie standardem w dużych korporacjach. Wynika to ze zmian, jakie zachodzą na świecie. Coraz większa waga jest przywiązywana do tego, w jaki sposób powstają produkty, coraz bardziej martwimy się kwestiami bioróżnorodności i zmianami klimatycznymi. To również dotyczy dużych firm, które szukają nowych rozwiązań, aby swoją produkcję czynić bardziej efektywną, ale jednocześnie nie szkodzić środowisku – mówi Tadeusz Joniewicz, menedżer ds. zarządzania wiedzą z Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Popularność oleju palmowego wynika m.in. z jego specyficznych właściwości. Zastosowanie go pozwala na uniknięcie procesu utwardzania, w wyniku którego powstają szkodliwe dla zdrowia przemysłowe tłuszcze trans. W porównaniu do innych olejów roślinnych jest on także bardziej wydajny: z hektara upraw olejowca gwinejskiego można uzyskać 4,14 ton oleju rocznie, podczas gdy z tego samego areału słonecznika – jedynie 0,53 tony. Do uzyskania 1 tony oleju słonecznikowego wymagany jest więc prawie ośmiokrotnie większy obszar uprawy. W tej chwili certyfikowany olej palmowy, dający gwarancję pochodzenia ze zrównoważonych upraw, które nie szkodzą środowisku, stanowi 19 proc. całkowitej światowej produkcji.

 Uprawy zrównoważone, certyfikowane przez RSPO, czyli okrągły stół do spraw zrównoważonej produkcji oleju palmowego, gwarantują, że nowe plantacje powstają na nieużytkach rolnych, których nie trzeba wylesiać i gdzie nie osusza się torfowisk. Brane są również pod uwagę kwestie społeczne – na tych certyfikowanych plantacjach są respektowane prawa pracownicze, stosuje się mniej chemicznych środków ochronnych. Dlatego zarówno pod względem środowiskowym, jak i społecznym jest to najlepsze rozwiązanie – mówi Marta Grzybowska.

Organizacja WWF po raz piąty przyjrzała się pod tym kątem firmom stosującym w swoich produktach olej palmowy. Jak podkreśla ekspertka WWF Polska, wyniki są z roku na rok coraz lepsze.

– Są firmy, które rzeczywiście już od wielu lat zmieniają swoje łańcuchy dostaw i wymieniają niecertyfikowany olej palmowy na surowiec zrównoważony. Także konsumenci wymagają, żeby wszystkie składniki produktów były wytwarzane w sposób zrównoważony. To jest ogólny trend, aczkolwiek w Polsce – przy okazji tworzonego przez nas rankingu – na 15 firm odpowiedziały nam zaledwie trzy. To pokazuje, że polskie firmy wciąż jeszcze nie widzą tego problemu, nie chcą się też dzielić danymi – mówi Marta Grzybowska. – Na stronie WWF Palm Oil Buyers Scorecard można sprawdzić ranking firm wytwarzających olej palmowy i zobaczyć, które z nich stosują certyfikowany olej palmowy, ile tego oleju stosują i jakie podejmują działania.

W tegorocznym rankingu WWF na pierwszym miejscu zestawienia producentów (spośród 173 firm) znalazł się włoski koncern Ferrero, który uzyskał 21,5 na 22 pkt. Firma została doceniona przez WWF m.in. za przejrzystość łańcucha dostaw i wysiłki zmierzające do rozwiązania problemu wylesiania obszarów tropikalnych. Ferrero już w 2015 roku było jedną z pierwszych firm, które zaczęły używać wyłącznie certyfikowanego, segregowanego oleju palmowego, pochodzącego w 100 proc. ze źródeł zrównoważonych.

Na drugiej pozycji z wynikiem 19,3 pkt znalazł się francuski koncern kosmetyczny L’Oreal. Trzeci na liście niemiecki Bahlsen otrzymał 18,5 pkt. W czołówce znalazły się również firmy Mars (17,3 pkt), FrieslandCampina oraz Nestlé (po 17 pkt).

– To, że pojawiają się listy firm stosujących zrównoważony olej palmowy, jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla całego rynku. Pokazuje, jakie rozwiązania są stosowane przez największe przedsiębiorstwa, co może być sygnałem dla ich konkurencji, która być może sama zacznie się do nich dostosowywać, oraz dla wszystkich innych firm w całym łańcuchu dostaw – podkreśla Tadeusz Joniewicz.

Przestawianie się na certyfikowaną produkcję oleju palmowego jest istotne o tyle, że popyt na ten surowiec szybko wzrasta. Jak wynika z ubiegłorocznego raportu Frost & Sullivan dla WWF, w Polsce na jednego mieszkańca przypada 9,8 kg oleju palmowego rocznie. Z kolei według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) do roku 2050 popyt na niego zwiększy się trzykrotnie.

 W Polsce i Europie ten olej jest powszechnie wykorzystywany. Około jednej trzeciej trafia do produkcji chemicznej różnego rodzaju kosmetyków. Kolejne 30 proc. to pasza dla zwierząt, a pozostała część to żywność: czekolady, słodycze, ale również pieczywo, co być może nie jest oczywiste – dodaje Tadeusz Joniewicz.

Plantacje olejowca są ważnym elementem gospodarki krajów rozwijających się i zapewniają miejsca pracy lokalnym społecznościom. Dlatego – jak podkreśla Marta Grzybowska – rozwiązaniem nie jest bojkot tego surowca, ale właśnie jego zrównoważona i certyfikowana produkcja.

– Bojkot oleju palmowego może doprowadzić tylko do większego zagrożenia dla środowiska, do przeniesienia problemu w inne miejsce na świecie zamiast do jego rozwiązania – mówi ekspertka WWF.

Podaż nie nadąża za popytem na warszawskim rynku biurowym

Ubiegły rok upłynął pod znakiem dobrej koniunktury na stołecznym rynku powierzchni biurowych. Jak wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland, kolejny rok z rzędu wolumen podpisanych umów najmu był rekordowo duży, a za popytem najemców nie nadążała podaż nowej powierzchni. W rezultacie na koniec roku wskaźnik pustostanów spadł do poziomu najniższego od 2012 r., a znalezienie wolnej powierzchni, zwłaszcza w centralnej strefie miasta, wymagało wiele wysiłku. Nawet spodziewana większa podaż w obecnym roku nie rozwiąże tego problemu, gdyż duża część nowej powierzchni została już zabezpieczona umowami najmu.

Rekordowa liczba umów najmu na bardzo duże powierzchnie w Warszawie

W ciągu 2019 r. podpisano w Warszawie aż 12 umów na powierzchnie biurowe przekraczające 10 tys. m kw. Co więcej, aż cztery z nich zawarto na powierzchnię większą niż 20 tys. m kw. Tylko tych 12 wspomnianych transakcji najmu odpowiadało za niemal 30% całkowitego popytu. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland zwracają uwagę, że rekordowa umowa była również największą w całej historii polskiego rynku biurowego. W lipcu ubiegłego roku mBank sfinalizował umowę, na mocy której zajmie 45,6 tys. m kw. czyli niemal całą powierzchnię biurowca Mennica Legacy Tower. Zresztą cały sektor bankowy i ubezpieczeniowy był bardzo aktywny na tym rynku. Poza wspomnianym mBankiem, dużymi transakcjami mogą się pochwalić m.in. PKO BP, który na swoją nową siedzibę wybrał budowany obecnie biurowiec Chmielna 89, Getin Noble Bank, który już wkrótce wprowadzi się do budynku C kompleksu The Warsaw Hub oraz jeden z największych polskich ubezpieczycieli – firma Warta, której nową siedzibą stanie się wieżowiec Warsaw Unit. Nie tylko nowe budynki cieszyły się w ubiegłym roku dużym zainteresowaniem. Wielu najemców dobrze czuje się w swoich dotychczasowych lokalizacjach i zdecydowało się w nich pozostać. Przykładem tego mogą być giganci branży telekomunikacyjnej: Orange, który odnowił umowę na najem niemal 45 tys. m kw. w dedykowanym mu kompleksie Miasteczko Orange czy T-Mobile, który przez kolejne lata będzie funkcjonował w biurowcu Marynarska 12.

Popyt znacząco przewyższał nową podaż, największe zainteresowanie centrum miasta

Ogromny popyt na nowe powierzchnie biurowe sprawił, że deweloperzy nie nadążali za zainteresowaniem najemców. W zeszłym roku całkowity popyt osiągnął 878 tys. m kw. czyli był wyższy niż rekordowy rezultat z 2018 r. Popyt netto, z wyłączeniem odnowionych umów na dotychczas zajmowane powierzchnie, wyniósł 583 tys. m kw. i zdecydowanie przewyższył wolumen nowej podaży. W ciągu dwunastu miesięcy 2019 r. oddano do użytku 17 obiektów o łączonej powierzchni 162 200 m kw. Wysoki poziom absorpcji netto skutkował dalszym spadkiem wskaźnika pustostanów.

Na koniec grudnia zeszłego roku średnia dla całej Warszawy wyniosła 7,8%. To wynik o 0,9 p. proc. niższy w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, a przy tym najniższy od siedmiu lat. Najemcy najchętniej poszukiwali nowych lokalizacji w strefie centralnej, co przyniosło spadek wakatów w tym rejonie do poziomu 5,3%. Znalezienie w centrum Warszawy powierzchni powyżej 5000 m kw. dostępnej jeszcze w tym roku jest obecnie niemal niewykonalne. Dopiero przyszłe dwa-trzy lata przyniosą najemcom więcej możliwości wyboru – Mikołaj Laskowski, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland

Natomiast poza strefą centrum miasta ok. 9,4% powierzchni pozostawało bez najemcy co jest znaczącym spadkiem w stosunku do 10,8% notowanego rok wcześniej. W dużej mierze przyczyniła się do tego poprawa sytuacji w strefie Mokotów, gdzie co prawda wskaźnik jest wciąż stosunkowo wysoki (13,4%), ale w ciągu roku obniżył się on o 2 p. proc. Warto podkreślić, że zwłaszcza w tym regionie wielu najemców decyduje się na pozostanie w zajmowanych biurach na dłużej.

Pogłębiona analiza wskaźnika pustej powierzchni wskazuje na pilną potrzebę podjęcia zdecydowanych kroków zaradczych w stosunku do starszych budynków, tych funkcjonujących już na rynku ponad 10 lat, dla których średni wskaźnik wakatów wynosi ok. 10%. Zjawisko to jest szczególnie odczuwalne w podstrefie Służewiec , która od kilku lat boryka się z wysokim udziałem pustostanów. Zwłaszcza starsze biurowce (te mające obecnie ponad 10 lat) stoją obecnie puste aż w 25%. Na stan ten złożyło się wiele mankamentów, również natury infrastrukturalnej.

Starsze budynki biurowe, zwłaszcza te w lokalizacjach, które przestały być atrakcyjne dla najemców ze względu na ewolucję biurowej mapy Warszawy i powstawanie nowych, bardziej nowoczesnych i lepiej skomunikowanych skupisk biurowych, wymagają szczególnej uwagi. Spodziewamy się, że najbliższych latach w części z nich funkcja biurowa zostanie zastąpiona inną działalnością. Jednak duża część starszych biurowców nadal przejawia spory potencjał – są atrakcyjnie usytuowane, nieźle skomunikowane, rozrasta się w ich sąsiedztwie mieszkaniówka albo po prostu część najemców preferuje z różnych względów pewne lokalizacje. Podjęcie odpowiednich działań w kierunku poprawy jakości oferty i odpowiedniego sprofilowania może pozwolić takiemu budynkowi funkcjonować jeszcze przez wiele lat – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Badań i Analiz Rynkowych z BNP Paribas Real Estate Poland

Duże projekty na finiszu, szykują się kolejne rekordy

Obserwowany w ostatnich latach wysoki popyt najemców skłonił wielu deweloperów do realizacji swoich projektów. Aktualnie w budowie jest ok. 780 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, a strefa Centrum, zwłaszcza jej zachodnie obrzeże czyli okolice ronda Daszyńskiego, jest wielkim placem budowy. Do końca 2021 r. przy rondzie Daszyńskiego i w jego bliskiej okolicy ukończone zostaną wieżowce The Warsaw Hub, Warsaw Unit, Skyliner, Generation Park Y i Mennica Legacy Tower oraz inne, bardziej kameralne, choć nie mniej atrakcyjne projekty jak kolejne fazy Browarów Warszawskich, Fabryka Norblina czy Lixa.

Mocno wyczekiwana jest inwestycja Varso Place i powstająca w jej ramach najwyższa wieża Unii Europejskiej – Varso Tower. Z perspektywy ostatnich lat rok 2020 będzie bardzo owocny pod względem nowej podaży, poprawiając wynik z 2016 roku, kiedy w ręce najemców przekazano m. in. Q22 i Warsaw Spire. Stosunkowo wysoki wolumen nowej powierzchni może wpłynąć na wzrost wskaźnika pustostanów. W strefie centralnej będzie on jednak tylko tymczasowy, gdyż najemcy, a zwłaszcza ich pracownicy, zdecydowanie cenią sobie dogodne, zapewniające dobrą komunikację i szeroki wachlarz dodatkowych funkcji, lokalizacje w centrum Warszawy. W bardziej odległych rejonach stolicy wzrost wakatów będzie zapewne bardziej długotrwały.

Najstarszy nowoczesny biurowiec kończy 30 lat

W październiku 2019 r. roku minęło równo 30 lat od otwarcia pierwszego budynku, oferującego do dziś nowoczesną powierzchnię biurową. W momencie otwarcia LIM Center był jednymz nielicznych wieżowców w Warszawie. Dziś stanowi on tylko jeden z wielu elementów panoramy centrum stolicy.

Ministerstwo Finansów: Brak kontaktu z podatnikiem jest głównym powodem odmowy rejestracji do VAT-u

Przez ostatnie trzy lata urzędy skarbowe odmawiały w sumie ponad 10 tys. razy wpisu do rejestru podatników VAT. Najczęściej decydowało o tym niestawianie się na wezwanie. W dalszej kolejności przeszkodą był brak możliwości skontaktowania się ze stroną lub dane zgłoszenia rejestracyjnego okazywały się nieprawdziwe. Zdaniem ekspertów, taką weryfikację generalnie należy oceniać pozytywnie. Widać, że administracja skarbowa jest coraz bardziej czujna. To z pewnością stanowi lepszą ochronę interesów budżetu państwa i uczciwych podatników.

Ministerstwo Finansów udostępniło dane dotyczące niedokonanych rejestracji podmiotów jako czynnych podatników VAT. Obejmują one okres od 1 stycznia 2017 do 31 grudnia 2019 roku. Wynika z nich, że najwięcej, bo 3722 razy podstawę prawną decyzji odmownej stanowił art. 96 ust. 4a pkt. 4. Oznacza to, że podmiot albo jego pełnomocnik nie stawia się na wezwania organu.

– Kiedyś proces rejestracji był dość bezrefleksyjny, ale od pewnego czasu organy skarbowe bardziej pochylają się nad tym tematem. Biorąc pod uwagę to, że podatników jest ok. 1,8 mln, liczba odmów nie jest taka duża. Na pewno w tej grupie są próby zarejestrowania podmiotów fikcyjnych. Ale mamy też do czynienia z inercją sposobu komunikacji między władzą a firmą. Jest problem z doręczeniami pocztowymi, stąd te wszystkie pomysły związane z ePUAP-em – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

2218 razy podstawę prawną do niedokonania rejestracji podmiotu jako podatnika VAT stanowił art. 96 ust. 4a pkt. 3. Mówi on wprost, że mimo podjętych udokumentowanych prób, nie ma możliwości skontaktowania się z tym podmiotem albo jego pełnomocnikiem. Natomiast 2176 razy zastosowano art. 96 ust. 4a pkt. 1. To znaczy, że dane podawane w zgłoszeniu rejestracyjnym były niezgodne z prawdą.

– Raczej trudno się spodziewać, że normalne podmioty, rozpoczynające działalność, miałyby problem z rejestracją dla celów VAT. Kontrowersyjną przesłanką odmowy rejestracji jest brak kontaktu z podatnikiem. Może się przecież zdarzyć, że w ferworze codziennych spraw, wezwania z administracji skarbowej mogą zostać przeoczone przez przedsiębiorców rozpoczynających biznes, choć zapewne są to raczej przypadki odosobnione – stwierdza Jerzy Martini, doradca podatkowy.

Z kolei na podstawie art. 96 ust. 4a pkt. 2 nie są rejestrowane podmioty, które nie istnieją. W analizowanym okresie regulacja ta miała zastosowanie 103 razy. W opinii Marka Niczyporuka, doradcy podatkowego z Kancelarii Ars AEQUI, dane te potwierdzają znaczące zmniejszenie się aktywności osób rejestrujących podmioty, które nie mają żadnego potencjału do prowadzenia działalności. W ten sposób ograniczono ryzyko funkcjonowania na rynku firm, w stosunku do których istnieje podejrzenie, że utworzono je wyłącznie dla celów wyłudzania VAT-u.

– Kiedyś był z tym problem, bo jeśli urzędnik nie mógł się raz dodzwonić do firmy, to wykreślał ją z rejestru podatników VAT. Dobrze więc, że organy jeżdżą, oglądają siedzibę, bo właśnie w ten sposób najlepiej weryfikują, czy działalność rzeczywiście jest prowadzona. Jednak w tych działaniach brakuje refleksji dot. specyfiki pewnych biznesów. To, że danej osoby nie ma w siedzibie, wcale nie oznacza, że podała błędne informacje lub firma nie istnieje. W dzisiejszych czasach wielu przedsiębiorców działa w terenie czy przestrzeniach coworkingowych – mówi Michał Borowski, ekspert BCC ds. podatków i walki z szarą strefą.

Natomiast w 17 przypadkach powołano się na art. 96 ust. 4a pkt. 5. W tym zakresie odmowa następuje na podstawie posiadanych informacji. Z nich wynika, że podatnik może prowadzić działania z zamiarem wykorzystania działalności banków lub spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi.

– Punkt 5. jest napisany tak, że prawie nie sposób na niego się powołać. Organ musi mieć określone dowody albo przynajmniej istotne poszlaki, bo później trzeba je pokazać. A one na etapie postępowań są objęte tajemnicą śledztwa albo skarbową. Stąd też ten przepis ma raczej charakter prewencyjny niż proceduralny – przekonuje prof. Modzelewski.

Natomiast 5 razy w całym zestawieniu podstawę prawną stanowił art. 96 ust. 4a pkt. 6. Tu następuje odmowa, ponieważ sąd orzekł, na podstawie odrębnych przepisów, zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. Przy tym do końca grudnia 2018 roku nie było takich przypadków. Zapis wszedł w życie dopiero 2 stycznia 2019 roku.

– Z powyższych danych wynika, że organy podatkowe faktycznie uzyskują informacje o orzeczeniach sądów. To ma znaczenie nie tylko dla ochrony interesów budżetu państwa, ale również dla uczciwych podatników. Oni nie mają bowiem narzędzi do weryfikacji, czy wobec ich kontrahenta taki zakaz orzeczono, czy też nie. Jednak trudno zweryfikować jak szybko działają organy podatkowe. Niemniej fakt, że przepis jest stosowany, należy ocenić pozytywnie – analizuje Marek Niczyporuk.

Z kolei 2038 razy podstawę prawną stanowił art. 96 ust. 4a, a więc kilka przesłanek jednocześnie. Ponadto, w okresie od stycznia 2017 roku do grudnia 2019 roku zapadły 562 decyzje odmowy rejestracji, wynikające z przeprowadzonych działań weryfikacyjnych danych wskazanych w zgłoszeniach rejestracyjnych.

– Mamy zaostrzony czy bardziej restrykcyjny proces rejestracji. Jeżeli ktoś będzie kupował od podatnika zarejestrowanego przez urząd skarbowy właśnie w tej nowej procedurze, to powinien mieć pewność, że kontrahent jest rzetelny. A w przeszłości organy podatkowe zarzucały przedsiębiorcom brak tzw. należytej staranności. I nie miało znaczenia, że same dokonały rejestracji nieuczciwego podmiotu. Fiskus nigdy nie powinien używać tego argumentu, a zwłaszcza teraz – zaznacza ekspert z BCC.

Jak podkreśla Jerzy Martini, odmowa rejestracji wiąże się co do zasady z istotnym podejrzeniem uczestnictwa w oszustwach w zakresie VAT. Kiedyś nie było odpowiednich przepisów i dochodziło do absurdalnych sytuacji. Podatnikami zostawały podmioty, w stosunku do których istniały poważne podejrzenia. Zwłaszcza chodziło o tzw. słupy, gdy oszuści rejestrowali np. pacjentów hospicjów lub inne osoby, które ewidentnie nie miały zamiaru prowadzić realnej działalności gospodarczej. Zdaniem eksperta, odmowy rejestracji z ostatnich lat wskazują na czujność administracji skarbowej i powinny być oceniane pozytywnie.

Po brexicie wymiana towarowa między Polską a Wielką Brytanią spowolni, ale załamania nie będzie. Eksporterzy muszą się jednak przygotować na powrót formalności celnych

Miniony rok powinien być kolejnym rekordowym okresem polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii. Według ostatnich danych GUS po 11 miesiącach 2019 roku był on tylko o 3 mld zł mniejszy niż w całym 2018 roku. Mimo brexitu w 2020 roku warunki jeszcze się nie zmienią, jednak przedsiębiorcy muszą się nastawić na utrudnienia od stycznia 2021 roku. Zdaniem Michała Dembińskiego z Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej Wielka Brytania wciąż będzie dla eksporterów znad Wisły atrakcyjnym rynkiem, choć jego znaczenie nieco spadnie.

Spodziewałbym się, że to będzie kolejny rekordowy rok z punktu widzenia eksportu towarów z Polski do Wielkiej Brytanii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Dembiński, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej. – To już nie był ten wzrost, który widzieliśmy przed referendum, Wielka Brytania już nie jest drugim największym rynkiem eksportowym dla Polski. Spodziewałbym się, że w przyszłym roku Francja wskoczy na trzecie miejsce, a Wielka Brytania spadnie na czwarte, ale nadal to jest bardzo duży i wartościowy rynek dla polskich eksporterów.

Po 11 miesiącach 2019 roku do Zjednoczonego Królestwa trafiły z Polski towary o wartości 56,1 mld zł, o 1,8 proc. wyższej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Niezmiennie największym odbiorcą polskich wyrobów są Niemcy z udziałem na poziomie 27,7 proc. w całym wywozie. Kolejne trzy miejsca zajmują w minimalnych odstępach Czechy, Wielka Brytania i Francja, które odpowiadają za 6,1 proc., 6,0 proc. oraz 5,9 proc. zakupu polskich dóbr. Jeszcze w 2015 roku Polska sprzedała na Wyspy towary za 50,6 mld zł, ale tempo wzrostu eksportu rok do roku przekraczało 14 proc., a udział Brytyjczyków w nim – 6,8 proc.

Pytanie, co się stanie później, ale mnie się zdaje, że polscy eksporterzy to nie są ludzie, którym łatwo można powiedzieć stop. Widzieliśmy po nałożeniu rosyjskich sankcji na polską żywność w 2014 roku, że jak się zamknie drzwi, to oni wejdą oknem. Sądzę, że podobna sytuacja może być po brexicie ­– mówi Michał Dembiński.

Po dokonanym 31 stycznia 2020 roku brexicie Unia Europejska i Wielka Brytania mają 11 miesięcy, by dojść do porozumienia w sprawie relacji i regulacji handlowych. Jednak zdaniem ekspertów negocjacje handlowe wymagają znacznie więcej czasu i ryzyko niezawarcia umowy i powrotu wszelkich wymogów biurokratycznych, nie tylko celnych, jest wysokie. Dotyczy to wszystkich państw wspólnoty oraz EFTA, czyli Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Eksporter z Dalekiego Wschodu czy Ameryki Południowej już płaci podatki, akcyzę, cła i ma do czynienia z tą całą papierologią, która wróci i dla polskich przedsiębiorców. Muszą oni więc przygotować się na nowe, trudniejsze warunki i dostosować się do nich – mówi Michał Dembiński. – Ci, którzy handlowali z Wielką Brytanią przed 2004 rokiem, pamiętają, jak to kiedyś wyglądało. Będzie trudniej z VAT-em, trzeba mieć numer EORI, zaświadczenie kraju pochodzenia towaru, które dostarczają urzędy celne. Jednak widzę determinację polskich eksporterów i czuję, że nie poddadzą się tak łatwo. To jest nadal bogaty rynek, o który warto walczyć, i spodziewam się, że nie będzie jakiegoś tąpnięcia.

Szacunki National Institute of Economic and Social Research przytaczane przez Polski Instytut Ekonomiczny wskazują, że w przypadku brexitu z porozumieniem import Wielkiej Brytanii spadnie o 11 proc., a Polska będzie jednym z krajów, które najmocniej mogą to odczuć. Eksperci PIE obliczyli, że spadek eksportu na skutek brexitu może obniżyć polskie PKB o 0,14–0,24 proc. (3–5 mld zł) w zależności od scenariusza wyjścia, a liczba miejsc pracy może spaść o 20–35 tys. Jedną z najbardziej dotkniętych branż będzie sektor rolno-spożywczy.

Przede wszystkim eksportujemy samochody i części samochodowe. Druga kategoria to żywność, potem mamy meble, materiały budowlane, stolarkę budowlaną, chemię, kosmetyki i farmaceutyki – wylicza główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej. – W drugim kierunku, z Wielkiej Brytanii do Polski, również trafiają samochody i części samochodowe, ale też produkty o wysokiej wartości, czyli np. najbardziej cenne elementy farmaceutyczne, z których się robi lekarstwa, czy komponenty do komputerów. Nie ma kilku głównych branż, jest raczej 100 małych kategorii.

Ze względu na kraj pochodzenia produktu Wielka Brytania nie mieści się w pierwszej dziesiątce państw producentów wyrobów trafiających do Polski, co oznacza, że jej udział w imporcie nie przekracza 2,3 proc. (tyle ma 10. pod tym względem Belgia). W 2015 roku Brytyjczycy zajmowali ósme miejsce z udziałem w wysokości 2,7 proc. Z kolei pod względem kraju wysyłki kraj ten był i pozostaje na dziewiątej pozycji, choć jego udział w wartości przywozu spadł z 2,9 proc. do 2,4 proc.

– Trzeba brać pod uwagę, że Wielka Brytania produkuje mało. Bardzo istotne jest też to, że np. w motoryzacji już nie ma brytyjskiego kapitału, to są firmy japońskie, niemieckie, francuskie, hinduskie, które założyły fabryki w tym kraju, tam produkują, montują, stamtąd eksportują i ściągają sporo części z Polski  – wyjaśnia Michał Dembiński. – Podobna sytuacja jest w lotnictwie. To jest jeden ogromny łańcuch dostaw: części jadą z Rzeszowa do Broughton, tam montuje się kolejną część, która trafia do Tuluzy we Francji, gdzie montuje się airbusy. Długoterminowo być może przemysł motoryzacyjny i lotniczy z Wielkiej Brytanii po prostu przeniesie się na kontynent. Widzimy to w usługach.

Branża leasingowa notuje pierwsze spadki od kilku lat. Mimo spowolnienia gospodarczego w 2020 roku oczekiwane są wzrosty

W ubiegłym roku branża leasingowa sfinansowała środki trwałe o wartości blisko 78 mld zł, co oznacza prawie 6-proc. spadek, pierwszy od kilku lat. Za ujemny wynik odpowiada głównie dużo niższa niż w 2018 roku sprzedaż pojazdów lekkich. Jednak już w tym roku powinno nastąpić odbicie. Związek Polskiego Leasingu prognozuje, że w 2020 roku branża leasingowa może udzielić łącznego finansowania o wartości przekraczającej 82,7 mld zł i urosnąć o 6,3 proc. Rynek wciąż widzi bardzo duży potencjał do wzrostów w segmencie maszyn i urządzeń oraz spodziewa się poprawy w finansowaniu pojazdów lekkich. Leasingodawcy poszukują także nisz i nowych szans na rozwój, jak np. leasing konsumencki.

– Spodziewaliśmy się w ubiegłym roku wzrostów, ale rzeczywistość zweryfikowała nasze założenia i finalnie rok zakończył się spadkiem na poziomie ok. 6 proc. To pierwszy spadek po kilku latach intensywnego wzrostu w branży leasingowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Włodarczyk, dyrektor zarządzający Santander Leasing.

Jak podaje Związek Polskiego Leasingu, w 2019 roku firmy leasingowe udzieliły łącznego finansowania na poziomie 77,8 mld zł. Ich głównym klientem pozostają przedsiębiorstwa z sektora MŚP (71,5 proc.). Te o obrotach powyżej 20 mln zł mają prawie 28-proc. udział wśród klientów branży leasingowej. W ubiegłym roku największy udział w finansowaniu tej branży miał niezmiennie segment pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5 tony (45,3 proc. udziału w strukturze rynku). Na drugim miejscu znalazły się maszyny i inne urządzenia – w tym IT (29 proc.), a na trzecim – środki transportu ciężkiego (23,9 proc.).

Na kondycję branży przełożyło się łagodne hamowanie tempa rozwoju gospodarki. Wprawdzie wartość aktualnie trwających umów jest o 9,4 proc. wyższa niż rok temu (160,4 mld zł), jednak dynamika nowych kontraktów podpisanych przez firmy leasingowe w ostatnim roku była ujemna (spadek o 5,8 proc. r/r).

 Ten spadek był w pewnym sensie kontrolowany. Po IV kwartale 2018 roku, w którym mieliśmy bardzo wysoką sprzedaż samochodów lekkich, należało się spodziewać, że w 2019 roku sprzedaż w tym segmencie na pewno będzie niższa. To właśnie samochody osobowe i końcówka 2018 roku bardzo mocno wpłynęły na wyniki branży i spowodowały, że zanotowała wynik ujemny. Można jednak powiedzieć, że branża leasingowa obroniła się przed spadkami, które mogły być jeszcze głębsze – mówi Mariusz Włodarczyk.

W segmencie pojazdów lekkich w 2019 roku branża leasingowa sfinansowała pojazdy o wartości 35,3 mld zł, co stanowiło spadek o 11,7 proc. r/r. Ujemna dynamika to głównie efekt zmian podatkowych w rozliczaniu umów leasingu na samochody osobowe, które obowiązują od stycznia 2019 roku. Te sprawiły, że większość przedsiębiorstw przesunęła zakupy na ostatni kwartał 2018 roku przed ich wejściem w życie. Z kolei inaczej było w przypadku finansowania pojazdów dostawczych (do 3,5 t). W ubiegłym roku ten segment poprawił wynik o 5,1 proc.

– Pozytywne przełożenie na rynek miało finansowanie maszyn i urządzeń. Skłonność przedsiębiorstw do inwestycji cały czas pozostaje na dobrym poziomie, co pozwoliło branży leasingowej zanotować pozytywne wyniki sprzedaży w tym segmencie – mówi Mariusz Włodarczyk. – Na tle rynku Santander Leasing wypada bardzo dobrze. Obroniliśmy naszą pozycję z 2018 roku z dobrymi wynikami w zakresie finansowania pojazdów lekkich oraz maszyn i urządzeń. Tutaj mamy dynamiki na poziomie 8 proc., czyli dwukrotnie wyższe niż cały rynek.

Na ten wynik największy wpływ miał sektor agro, który wzrósł w ciągu roku o 13,2 proc., rynek budowlany (+19,3 proc.), wózków widłowych (+102,3 proc.) oraz sprzętu medycznego (+18,7 proc.). W sumie w segmencie maszyn i urządzeń Santander Leasing sfinansował inwestycje o wartości 2,4 mld zł, a łączne finansowanie we wszystkich sektorach wyniosło 5,3 mld zł.

– Z naszego punktu widzenia 2020 rok zapowiada się równie ciekawie. Mamy kilka inicjatyw, dzięki którym na koniec roku nasz wynik powinien być nie gorszy niż w poprzednim. Chcemy rozwijać się w tych segmentach, w których od lat czujemy się mocni, czyli na rynku maszyn i urządzeń, agro i budowlanym. Chcemy również umocnić swoją pozycję na rynku samochodów lekkich – tu będziemy zwracali dużą uwagę zwłaszcza na finansowanie samochodów ekologicznych: hybrydowych i elektrycznych – mówi dyrektor zarządzający Santander Leasing. – Zwracamy też uwagę na nisze rynkowe, w których branża do tej pory nie była obecna, czyli finansowanie przedmiotów małych czy konsumentów. Dostrzegamy potencjał w tych obszarach rynku.

Jak ocenia, prognozy dla całej branży leasingowej na 2020 rok są pozytywne, a rynek powinien znów urosnąć o około 6 proc., podobnie jak w roku 2018. Spodziewane jest odbicie w finansowaniu pojazdów lekkich. Wciąż bardzo duży potencjał do wzrostów stwarza segment maszyn i urządzeń.

– Efekty spowolnienia gospodarczego odbiją się na branży leasingowej, ale powinno ono być delikatne, a silna konsumpcja wewnętrzna, wysokie tempo inwestycji i otoczenie makroekonomiczne powinny ją wspierać. Nawet jeżeli PKB będzie rosło wolniej niż w 2019 roku, to i tak pozwoli osiągnąć pozytywną dynamikę na rynku leasingowym – prognozuje Mariusz Włodarczyk.

Gdzie bije serce nowoczesnej sprzedaży? Poznaj agendę National Sales Congress 2020

Jeden dzień, jedno miejsce i wiele możliwości – a to wszystko już 2 kwietnia 2020 r. na PGE Narodowym w Warszawie. Wydarzenie National Sales Congres po raz czwarty stanie się miejscem spotkań praktyków sprzedaży i zarządzania, skupiając łącznie ponad 700 uczestników. Dewizą NSC jest wysoki poziom merytoryczny i ogromna dawka inspiracji. Całość dedykowana dyrektorom, managerom i specjalistom sprzedaży, świadomych konieczności ciągłego rozwoju oraz nastawionych na sukces zawodowy.

National Sales Congress 2020 (1) National Sales Congress 2020 (2) National Sales Congress 2020 (3)Fundamentem NSC są przede wszystkim wysoce merytoryczne wystąpienia uznanych praktyków i doświadczonych specjalistów, w treściwych i skonkretyzowanych prelekcjach biznesowych. Całość zostanie uzupełniona dużym zastrzykiem motywacji od wybitnych mówców i mistrzów sportu. Kogo tym razem spotkacie na PGE Narodowym?

Kongres odbywa się w podziale na dwie ścieżki przewodnie (sprzedaż i zarządzanie) oraz części wspólne jak motywacja oraz debata NSC Best Practices. W bloku motywacji wystąpią: Jakub B. Bączek – złoty medalista Mistrzostw Świata jako trener mentalny kadry narodowej siatkarzy Stephana Antigi oraz Tomasz Michniewicz– lider wypraw i ekspedycji do dżungli i na pustynie, autor szkoleń z działania w stresie, a także uznany reportażysta.

Kongres sprzedażowy –  składający się z 7 tematów z zakresu budowania skutecznej argumentacji, social sellingu (LinkedIn), nowych technologii i trendów w sprzedaży.  Usłyszymy między innymi Nikolaya Kirova – wykładowcę na studiach MBA, doradcę w zakresie negocjacji, budowania relacji w biznesie i rozwoju, Krzysztofa Sarneckiego – przedsiębiorcę, konsultanta strategicznego i zawodowego negocjatora czy Barbarę Piasek – seryjnego przedsiębiorcę z 10 letnim doświadczeniem korporacyjnym.

Kolejną ścieżkę National Sales Congress stanowić będzie Kongres Managerów – program poświęcony zarządzaniu zespołami handlowymi, budowaniu efektywnych sił sprzedaży, trendów w zarządzaniu oraz KPI  w finansowej ocenie efektywności strategii sprzedażowych. W gronie prelegentów pojawią się doświadczeni praktycy, m. in. Andrzej Borczyk – obecnie Dyrektor HR w randze Członka Zarządu w Grupie Żywiec S.A., który od ponad 20 lat pracuje w kluczowych globalnych organizacjach na rynku Polskim i CEE, Adam Bernacki – międzynarodowy konsultant z zakresu zwiększania efektywności zakupowej i Radosław Żemło – posiadający 15 letnie doświadczenie w zarządzaniu zespołami sprzedażowym, wieloletni Dyrektor Sprzedaży w Grupie Pracuj, właściciel Leadership Academy.

Uzupełnieniem wydarzenia będzie debata NSC Best Practices, wieńcząca program przeznaczony dla charyzmatycznych managerów i dyrektorów sprzedaży oraz właścicieli firm, którzy pełnią swoje funkcje z wyjątkowym zaangażowaniem tworząc strukturę opartą na efektywności. Debata poruszy m.in. kwestie takie jak trendy i innowacje w sprzedaży – sprzedaży w firmach 4.0, wpływu technologii na sprzedaż, współpraca między działami marketingu i sprzedaży.

National Sales Congress to także możliwość przetestowania w praktyce zasady „6 stopni oddalenia” dzięki moderowanej strefie networkinowej. Tym razem nad nawiązywaniem nowych relacji biznesowych będą czuwali praktycy z kilkunastoletnim doświadczeniem w budowaniu sukcesu biznesowego właśnie poprzez rekomendację. Będą nimi Artur Stójka i Biznes Klub Polska.

Udział w Kongresie będzie potwierdzony certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia: Koźmiński Executive Business School – lidera programów MBA w Polsce, Kirov Strategic Negotiators – wiodącą w Polsce firmę szkoleniowo-konsultingową specjalizującą się w programach rozwoju umiejętności miękkich i strategicznych, a także Quest Change Managers – zespołu konsultantów, którzy pomagają firmom w osiąganiu coraz lepszych rezultatów i w dynamicznym rozwoju.

Harmonogram i szczegółowy opis wydarzenia dostępny na stronie Organizatora: www.nationalsales.pl/kongres-nsc-program

Nowy standard HDMI to krok w stronę telewizji wysokich rozdzielczości. Graczom zapewni z kolei niespotykaną dotąd płynność obrazu

Pojawienie się na rynku konsumenckich wersji telewizorów pracujących w rozdzielczości 8K wymusiło na producentach sprzętu wdrożenie standardu HDMI 2.1. Dzięki niemu telewizory mogą przesyłać treści 8K za pośrednictwem pojedynczego kabla. Możliwość transmitowania materiałów 4K przy częstotliwości 120 Hz przyczyni się z kolei do szybszego rozwoju branży gamingowej. Już w tym roku na rynek trafią konsole nowej generacji.

– Specyfikacja HDMI 2.1 została wprowadzona kilka lat temu, standard ten łączy różne urządzenia w obrębie domu i dostarcza treści w jakości 8K 60 Hz oraz 4K 120 Hz. Dysponujemy także nowym rozwiązaniem audio dla telewizorów, które nazwaliśmy enhanced audio return channel (rozszerzony zwrotny kanał audio), pojawiają się też nowe rozwiązania dla graczy, które są kompatybilne z HDMI 2.1 – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Chandlee Harrell z firmy Invecas oraz przedstawiciel HDMI Licensing Administrator.

Pojawienie się pierwszych konsumenckich modeli telewizorów 8K wymusiło wdrożenie standardu HDMI 2.1. Powszechnie wykorzystywane do niedawna złącza HDMI 2.0 opracowano z myślą o współpracy z materiałem 4K, przez co mają zbyt niską przepustowość, aby pracować z wyższą rozdzielczością. Nowy standard rozwiązał ten problem, zwiększając przepustowość łącza z 18 do 48 Gb/s.

Wraz z debiutem nowego standardu przedstawiciele HDMI Forum postanowili wdrożyć także nowy proces weryfikacji okablowania. Producenci kabli HDMI Ultra High Speed będą musieli spełnić szereg warunków, aby móc używać certyfikatu HDMI 2.1. Kable pracujące w nowym standardzie muszą być zdolne do przesyłania obrazu 4K przy 120 klatkach oraz 8K przy 60 klatkach na sekundę.

Jednym z prekursorów telewizorów wysokiej rozdzielczości, a co za tym idzie standardu HDMI 2.1, jest firma Samsung, która w 2019 roku rozpoczęła masową produkcję QLED-ów 8K wyposażonych w układy od Invecas. W ślad za koreańską korporacją poszły konkurencyjne firmy i w 2020 roku na rynku zadebiutują telewizory 8K obsługujące standard HDMI 2.1 od takich producentów jak LG, Philips czy Sony.

Potencjał nowego standardu przesyłania obrazu dostrzegli również producenci sprzętu gamingowego, którzy liczą na to, że HDMI 2.1 pomoże poprawić płynność gier.

– Standard 4K 120 Hz charakteryzuje się bardzo wysoką jakością obrazu, o bardzo wysokiej szybkości klatek i zmiennej częstotliwości odświeżania, co daje niezwykłą płynność ruchów. W zasadzie to jest platforma dla graczy. W tym roku zadebiutują na rynku konsole nowej generacji, więc w najbliższym czasie pojawi się całkiem sporo urządzeń, które wspierają standard HDMI 2.1 – twierdzi ekspert.

Jednym z pierwszych monitorów gamingowych wyposażonych w złącze HDMI 2.1 jest Acer Predator z linii CG552K przystosowany do pracy w rozdzielczości 4K i odświeżaniu 120 Hz. Monitor wykorzysta także możliwości nowego standardu w zakresie reprodukcji szerokiej palety barw za pośrednictwem technologii DisplayHDR 400 True Black. Ponadto w ramach kompatybilności z technologią Variable Refresh Rate zredukuje efekt rwania obrazu za pomocą Nvidia G-Sync.

Nowy standard przesyłu danych wdrażany jest także przez producentów sprzętu audio. Jedną z pierwszych firm, która zastosuje HDMI 2.1 w urządzeniach tego typu, będzie Yamaha. Korporacja planuje zaimplementować złącze nowej generacji w amplitunerach z linii Aventage.

– Ponad miliard urządzeń z łączem HDMI jest sprzedawanych każdego roku. W tym roku na rynek zaczną trafiać produkty wspierające standard HDMI 2.1 i będzie on szeroko wykorzystany w wielu urządzeniach – mówi Chandlee Harrell. – HDMI Forum nie podaje na razie żadnych informacji odnośnie do standardu kolejnej generacji. Możemy sobie jednak wyobrazić, że nadchodzący standard będzie oferował zwiększone szybkości w różnych aspektach, np. w celu dostosowania do treści w jakości 8k 120 Hz, możliwe też są nowe rozwiązania dla gamingu lub innych rynków.

Według analityków z firmy Verified Market Research wartość globalnego rynku technologii 8K w 2018 roku wyniosła 1,78 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie do 57,87 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 54,5 proc.

Inteligentne, podłączone do internetu ule mogą uratować pszczoły przed wyginięciem. Zoptymalizują także produkcję miodu

Internet rzeczy usprawni funkcjonowanie przemysłu pszczelarskiego. Inteligentne systemy zarządzania pasiekami zoptymalizują produkcję miodu oraz wosku pszczelego. Pozwolą także szybciej reagować na jakiekolwiek zagrożenia. Dzięki wdrożeniu metod paszportyzacji żywności do branży pszczelarskiej możliwe stanie się precyzyjne identyfikowanie gospodarstwa, w którym wyprodukowano daną partię, co może zredukować szarą strefę i wyeliminować z rynku miody niewiadomego pochodzenia.

– Ule wyglądają tak, jak wyglądały 100 lat temu. Proszę sobie wyobrazić drewnianą ramę, w środku kolejne drewniane ramy, na których jest ułożony wosk i miód, gdzie żyją pszczoły. Bardzo mało jest technologicznej innowacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wojciech Janek z Honey Revolution.

Rola pszczół w ekosystemie jest ogromna, owady te odpowiadają za zapylanie roślin wykorzystywanych w przemyśle spożywczym. Masowe wykorzystywanie pestycydów oraz zmiany klimatyczne często mają zgubny wpływ na kondycję pasiek, a pszczele rodziny nie zawsze są w stanie odbudować przetrzebioną populację. Rozwiązaniem tego problemu ma być zinformatyzowanie pasiek, podłączenie ich do internetu rzeczy i wykorzystanie inteligentnych czujników w celu monitorowania kondycji poszczególnych uli.

Amerykański start-up stworzył usługę dla pszczelarzy, która pozwoli monitorować kondycję pszczelich rodzin. Subskrybenci ApisProtect mogą wynająć specjalne pudełko monitorujące, które w czasie rzeczywistym mierzy temperaturę otoczenia, wilgotność i poziom dwutlenku węgla wewnątrz ula, monitoruje także dźwięki oraz ruchliwość roju. Dane te są przetwarzane w ramach chmury danych, która pozwala na bieżąco oceniać kondycję danej pasieki. Użytkownicy ApisProtect mogą także skorzystać z połączenia satelitarnego do przesyłania informacji, aby monitorować pasieki funkcjonujące poza zasięgiem sieci komórkowych.

Podobną inicjatywę zawiązał polski start-up Honey Revolution. Firma planuje zorganizować zbiórkę crowdfundingową na wyprodukowanie eksperymentalej pasieki składającej się z 30 uli wyposażonych w osprzęt do monitoringu. Projekt ma za zadanie wskazać polskim pszczelarzom innowacyjną drogę usprawnienia produkcji miodu za pomocą nowych technologii, które pozwolą m.in. na błyskawiczne rozpoznawanie chorób pszczelich rodzin.

– Jeśli zobaczymy, że pszczoły są chore z powodu zatrucia pestycydem, który został wniesiony do ula, możemy natychmiast odciąć do niego dostęp, nie pozwolić wrócić pszczołom z zewnątrz. Będzie to oczywiście cios dla ula, ale on przeżyje. A kiedy nagle drastycznie spadnie waga ula, będzie to oznaczać, że pszczoły zjadają zapasy i musimy je dokarmić. Dzięki temu pszczelarz może działać natychmiast, kiedy zauważy problem. Będziemy się teraz też dużo więcej uczyć o tym, w jaki sposób działają pszczoły – twierdzi ekspert.

Z szacunków Unii Europejskiej wynika, że aż 60 proc. miodu sprzedawanego na unijnych rynkach pochodzi spoza wspólnoty – 40 proc. eksportujemy z Chin, a 20 proc. z Ukrainy. Produkty te nie przechodzą rygorystycznych unijnych kontroli, w związku z czym klient końcowy nie ma pewności, z czym ma do czynienia i czy nie jest to miód sfałszowany, którego rzeczywisty skład nie zgadza się z tym, co napisano na etykiecie.

Pestycydy czy niesprzyjające warunki atmosferyczne nie są jednak jedynym zagrożeniem, z jakimi muszą mierzyć się pszczelarze. Firma Cocoon zaprojektowała wyspecjalizowany technologicznie ul, który pomaga zwalczać naturalnego wroga pszczół – pajęczaki z rodziny Varroa Destructor, które żerując na kolonii, mogą doprowadzić do jej wyginięcia. Cocoon ściśle kontroluje temperaturę wewnątrz ula i utrzymuje ją na poziomie przeszło 42 stopni Celsjusza. Pszczoły przystosowane są do życia w takich warunkach, ale dla pajęczaków jest ona zabójcza. Dzięki temu pasieki narażone na kontakt z tym pasożytem mogą zabezpieczyć przed nim całe kolonie.

Cyfryzacja pszczelarstwa może także pomóc w zwiększeniu zbiorów i uwiarygodnić produkt końcowy w oczach klienta. Start-up Gobuzzr opracował specjalną przystawkę, która pozwoli podłączyć do internetu rzeczy dowolny ul, bez konieczności ingerowania w jego strukturę. Urządzenie Beehive Monitoring System jest podstawką montowaną pod ulem, zasilaną za pośrednictwem paneli słonecznych. Sprzęt współpracuje z aplikacją mobilną, dzięki której pszczelarz może na bieżąco śledzić warunki panujące w poszczególnych pasiekach oraz monitorować wydajność poszczególnych uli. Dzięki temu jest w stanie wyprodukować miód najwyższej jakości.

– Honey Revolution pozwoli na paszportyzację miodu. Będziemy więc mieć kod QR umieszczany na słoiku miodu wyprodukowanego przez daną firmę. Będziemy mogli zeskanować ten kod QR i on przeniesie nas do strony ze wszystkimi informacjami o danym miodzie skąd on pochodzi, w jaki sposób został zebrany i jaki jest jego skład – wyjaśnia Wojciech Janek.

Według Greenpeace pszczoły są głównymi owadami zapylającymi, bez których ok. jedna trzecia roślin uprawnych musiałaby być zapylana w inny sposób. W innym wypadku wydajność produkcji roślinnej mogłaby zmaleć nawet o 75 proc.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku rozwiązań z zakresu internetu rzeczy dla branży rolniczej w 2019 roku wyniosła 12,7 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 20,9 dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 10,4 proc.

Węże do pomp perystaltycznych – które będą najlepsze?

Zaczynając temat węży i przewodów, z zastosowaniem do pomp perystaltycznych, należy najpierw wyjaśnić ich działanie.

Natchnieniem do wymyślenia pierwszej pompy perystaltycznej, bez wątpienia było funkcjonowanie przewodu pokarmowego. Zasadniczą misją pompy jest bowiem, nie tylko transferowanie nośnika, ale także jego dozowanie. Przewód pompy perystaltycznej, gdzie mieści się produkt, przyciskany zostaje przez rolkę rotora pompy, która poruszając się na długości węża, przytyka go i tworzy duże podciśnienie w środku przewodu. Podciśnienie zasysa medium i transportuje je, aż do chwili gdy ucisk węża rolki na wąż ustaje.

W tej chwili, dawka medium zostaje odseparowana poprzez wyrzut. Płyn, który się zgromadził, przeciskany jest dalej.

pompa-perystaltyczna-w-praktyce

Układy tłoczenia, działające na podstawie pomp perystaltycznych, to systemy niezwykle dokładne i skuteczne. Charakterystyczną ich cechą jest opcja regulowania prędkości tłoczenia i średnicy węża, a także to, że ciecz styka się wyłącznie z jednym elementem pompy, tj. wężem. Dzięki temu oczyszczanie i dezynfekcja są znacznie prostsze. Takie rozwiązanie sprawia, że systemy te znajdują szerokie zastosowanie w różnych gałęziach przemysłu, u producentów żywności, leków, kosmetyków czy w laboratoriach.

Przewody przemysłowe, które spotykamy w pompach, odznaczają się kilkoma cechami takimi jak:

– wytrzymałość na ścieranie,

– duża elastyczność,

– znaczna precyzyjność wykonania, podwyższone tolerancje,

– odporność chemiczna.

Bardzo dużą wagę przykłada się do materiału, z którego zrobiony został przewód pompy perystaltycznej. Materiał zazwyczaj określany jest przez podaną odporność chemiczną, a także restrykcyjne zasady i normy. Materiały, z których możemy wykonać wąż perystaltyczny to:

a) Santropren – to mieszanina polimerów. Cechuje się dużą odpornością chemiczną, szczególnie na: kwasy, zasady, organiczne rozpuszczalniki, aldehydy, pochodne eteru. Wielkim walorem węży wykonanych z santroprenu jest ich żywotność, którą podaje się w setkach RBH.

Przewód Proflex, oferowany przez firmę Pneumat.:

przewod-proflexb) Silikon sieciowany platyną bądź nadtlenkiem wodoru – tworzy wąż silikonowy wyprodukowany przy pomocy katalizatorów platyny czy nadtlenku wodoru. Nadtlenek wodoru sprawia, że wąż widocznie się uelastycznia, aczkolwiek platyna wyklucza wytrącanie się gazów oraz sprawia, że czystość materiału jest większa. Minusem platyny natomiast jest ograniczenie elastyczności.

Jako przykład, możemy podać: przewody RECH i Prosil, które oferuje Pneumat.

c) Vitonu – to kopolimer monomerów, które zawierają fluor.
Dla przykładu, takim wężem jest VITEC z asortymentu firmy Pneumat.

waz-perystaltyczny-vitec
d) Neopren – syntetyczny kauczuk, uzyskany z polimeryzacji chloroprenu.

e) CHR – czyli tworzywo nowej generacji (z odpornością chemiczną na najwyższym poziomie).

f) Guma naturalna – np. latex, czyli kauczuk pochodzenia naturalnego (Provac z oferty Pneumat.).

Materiały, użyte, by wykonać węże do pomp perystaltycznych poza odpornością chemiczną, cechują się różnymi parametrami zmechanizowanymi, a to wiąże się z żywotnością. Żywotność węży perystaltycznych w konkretnej aplikacji, zilustrowano na wykresie 1:

zywotnosc-wezy-stosowanych-w-popach-perystaltycznych

Węże silikonowe, czy te z santroprenu, użyte do pomp perystaltycznych są niezwykle precyzyjne, dawkują medium z powtarzalnością na szczeblu ± 1%.

Węże farmaceutyczne, mają obowiązek dostosować się do norm, zależnych od zastosowanego materiału bądź budowy.

Normy stosowane najczęściej:

  • BfR XV – atest spożywczy, według niemieckiej Normy stosowany w Polsce oraz Europie;
  • EC 1935/2004 – Rozporządzenie (WE) o numerze 1935/2004 EU dla materiałów oraz wyrobów przeznaczonych do kontaktu z żywnością;
  • FDA §177.2600 – wzorcowy atest spożywczy, głównie w USA, uznawany w Polsce oraz Europie;
  • SO 10993. – atest biokompatybilności, definiuje wymagania i procedury obejmujące wyroby medyczne, zależnie od przeznaczenia (typu produktu);
  • NSF51 – amerykański certyfikat, surowszy niż FDA;
  • Ph.Eur. 3.1.9 – norma, która zapewnia standardy jakości w przemyśle farmaceutycznym w Europie, wykorzystywana do nadzoru jakości leków oraz substratów do ich produkcji
  • UL94HB – Standard Bezpieczeństwa Palności Materiałów Z Tworzyw Sztucznych
  • USP Class 6 USP (US Pharmacopoeia) – norma, która określa kryteria, odnoszące się do tworzyw, używanych w przemyśle biotechnologicznym, farmaceutycznym i przy aparaturach medycznych. USP Class VI to atest, który zawiera testy przeprowadzone na zwierzętach laboratoryjnych.

Autor: Dział Węży i Przewodów w firmie Pneumat.

Kolejny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie 1% uznający bezprawność działań inspekcji farmaceutycznej

5 lutego 2020, zaledwie dzień po serii 5 wyroków NSA kwestionujących działania Głównego Inspektora Farmaceutycznego oraz inspektorów wojewódzkich, sąd ten (orzekając w innym składzie) po raz kolejny stwierdził bezprawność odmawiania zmiany zezwolenia na prowadzenie apteki po połączeniu się prowadzących apteki spółek.

Organy inspekcji oraz Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, który przyznał im rację, uznały, że gdy w wyniku połączenia się spółek prowadzących apteki powstawał podmiot prowadzący więcej niż 1% aptek ogólnodostępnych na terenie województwa (lub gdy próg ten przekraczała jego grupa kapitałowa), to zezwolenie na prowadzenie apteki nie przechodziło na spółkę przejmującą pomimo jednoznacznie przewidującego to przepisu Kodeksu spółek handlowych. W konsekwencji odmawiano zmiany zezwolenia w zakresie zmiany podmiotu prowadzącego aptekę, co uniemożliwiało zgodne z prawem prowadzenie przejętej apteki. Uzasadnieniem takiej praktyki był art. 99 ust. 3 Prawa farmaceutycznego, który zabraniał wydawania nowych zezwoleń podmiotom przekraczającym próg 1%.

NSA nie zgodził się z wyrokiem I instancji i uznał taką praktykę inspekcji za pozbawioną podstaw prawnych. Podkreślił, że zgodnie z zasadą legalizmu organy administracji publicznej mogą działać wyłącznie na podstawie i w granicach prawa, a art. 99 ust. 3 P.f., zgodnie ze swoim jednoznacznym brzmieniem, upoważnia organ jedynie do niewydania nowego zezwolenia, gdy podmiot ubiegający się o nie przekracza próg 1%. Nie daje natomiast żadnych kompetencji w zakresie odmowy zmiany zezwolenia, ani nie ma skutku wyłączającego ogólne zasady przechodzenia zezwoleń w drodze tzw. sukcesji uniwersalnej przewidzianej w Kodeksie spółek handlowych.

Sąd zwrócił również uwagę na zagrożenia związane z przypadkami bezprawnego ograniczania działalności aptecznej, w szczególności zagrożenia dla interesu pacjentów. Wyraził zdziwienie, że Naczelna Izba Aptekarska uczestnicząc w postępowaniu jako organizacja społeczna wspiera w swoim stanowisku Głównego Inspektora Farmaceutycznego, którego zakwestionowane działania były tych zagrożeń przyczyną, zamiast opowiedzieć się po stronie interesu podmiotów rynku aptecznego oraz interesu pacjentów.

Wyrok dzisiejszy, podobnie jak wczorajsze, dotyczy stanu prawnego sprzed nowelizacji – w 2017 roku ustawodawca wprost wyłączył sukcesję uniwersalną w stosunku do zezwoleń na prowadzenie apteki. Nie zmienia to jednak znaczenia tej serii wyroków – organy inspekcji już przed wejściem życie tej nowelizacji wydawały bowiem decyzje, tak jakby nowelizacja już obowiązywała, naruszając tym samym prawa licznych podmiotów prowadzących apteki oraz ich pacjentów. NSA jednoznacznie wskazał na bezprawność tej praktyki.

Bezprawne działania Inspekcji Farmaceutycznej w sprawach 1 procenta

W ogłoszonych 4 lutego wyrokach NSA jednoznacznie rozstrzygnął, że przepisy o 1 proc. stosuje się wyłącznie do etapu wydania nowego zezwolenia na prowadzenie apteki. Próby odbierania przez Inspekcję Farmaceutyczną zezwoleń tym przedsiębiorcom, którzy w wyniku przekształceń własnościowych posiadali więcej niż 1 proc. aptek ogólnodostępnych w województwie, były niezgodne z prawem.

Art. 99 ust. 3 Prawa farmaceutycznego stanowi, że nie wydaje się nowego zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej podmiotom, do których należy już więcej niż 1 proc. aptek w województwie. Inspekcja Farmaceutyczna od kilku lat zaczęła stosować przepis jednak wbrew jego literalnemu brzmieniu, wywodząc z niego ogólny zakaz prowadzenia więcej niż 1 proc. aptek. W konsekwencji organy nie tylko odmawiały wydawania nowych zezwoleń tego typu podmiotom (co jest zgodne z ustawą), ale odmawiały również zmiany już wydanych zezwoleń (np. gdy zgodnie z prawem przechodziły one w wyniku przejęcia na podmiot prowadzący więcej niż 1 proc. aptek) albo usiłowały cofać zezwolenia. NSA wypowiedział się zdecydowanie przeciwko tym praktykom.

Zakończone 4 lutego postępowania dotyczyły sytuacji, w których w wyniku przejmowania spółek prowadzących apteki, zezwolenia posiadane przez przejmowane spółki przechodziły na podmioty przejmujące zgodnie z zasadą sukcesji uniwersalnej, wyrażoną przez art. 494 § 2 Kodeksu spółek handlowych. Organy inspekcji farmaceutycznej, mimo że treść art. 99 ust. 3 wyraźnie dotyczy jedynie wydawania nowych zezwoleń, twierdziły, że wprowadza on wyjątek od sukcesji uniwersalnej ustanowionej przez K.s.h. Na wadliwość takiego stosowania przepisów zwracał uwagę reprezentujący uczestnika postępowania – ZPA PharmaNET, adwokat Marcin Tomasik z kancelarii Tomasik Jaworski:

„Z literalnej treści art. 99 ust. 3 P.f. wynika bowiem w sposób jednoznaczny, iż reguluje on zasady wydawania zezwoleń („Zezwolenia … nie wydaje się, jeżeli: …”). Przepis ten zawiera normę skierowaną do organu prowadzącego postępowanie w sprawie wydania zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Mając na uwadze nakaz działania organów administracji na podstawie przepisów prawa, nie jest dopuszczalne zastosowanie tego przepisu w postępowaniu o innym przedmiocie niż wydanie zezwolenia. Naruszałoby to podstawowe konstytucyjne normy takie jak ochrona wolności działalności gospodarczej czy zakaz domniemania kompetencji.”

NSA podzielił tę argumentację podkreślając, że art. 99 ust. 3 zawiera normę kompetencyjną, a te podlegają ścisłej literalnej wykładni, zwłaszcza gdy dotyczą ograniczeń lub zakazów. Z kompetencji do odmowy wydania zezwolenia w określonej sytuacji (np. przekraczania progu 1 proc.) nie można wywodzić kompetencji do odmowy zmiany zezwolenia. Wniosek przeciwny byłby bowiem sprzeczny z fundamentalną zasadą wyrażaną przez art. 7 Konstytucji RP – zasadą legalizmu, według której organy działają wyłącznie na podstawie i w granicach prawa. Stosowanie wykładni celowościowej jest oczywiście dopuszczalne, gdy wykładnia językowa nie daje jednoznacznych rezultatów, bądź prowadzi do absurdu, ale taka sytuacja nie miała miejsca w tym przypadku.

Pełnomocnik skarżącej, adwokat Mateusz Grzech dodatkowo z kancelarii Duraj & Reck podkreślał, że:

„Wyjątki od zasady sukcesji generalnej przewidzianej w art. 494 § 2 K.s.h. (tj. sytuacje, w których można i należy przyjąć, że „ustawa stanowi inaczej”) muszą mieć charakter wyraźny i jednoznaczny. Uregulowania zawarte w art. 99 ust. 3 pkt. 3 P.f. nie tylko nie może zostać uznane za wyraźnie wyłączające zastosowanie 494 § 2 K.s.h, ale w ogóle nie odnosi się do sytuacji przejścia zezwolenia na następcę prawnego.”

NSA zgadzając się z tym stanowiskiem dodał również, że pogląd odmienny jest sprzeczny nie tylko z ogólnymi zasadami wykładani dającymi prymat wykładni językowej, ale również z dotychczasowym orzecznictwem NSA. W szczególności sprzeczny jest z wyrokiem z 27 lutego 2018 r., w którym sąd wyraźnie stwierdził, że art. 99 ust. 3 odnosi się jedynie do wydawania zezwolenia i nie daje żadnych podstaw do badania przewidzianych w nim przesłanek w sytuacji przejścia zezwolenia na podstawie 494 § 2 K.s.h.

Z kolei reprezentująca Federację Pacjentów Polskich adwokat Paulina Kieszkowska-Knapik zwróciła uwagę, że również wykładnia celowościowa sprzeciwia się treści decyzji podejmowanych przez organy inspekcji:

„W interesie milionów pacjentów jest, by los aptek w Polsce był pewny, a ich istnienie niezagrożone, a w każdym razie, aby ewentualne pozbawianie aptek zezwoleń odbywało się w procedurach przewidzianych Prawem farmaceutycznym ze ściśle określonym momentem, od którego pacjent może być pewien, że dana placówka jest lub nie jest ważnie działającą apteką. Apteka jest placówką ochrony zdrowia i podstawowym punktem, w którym pacjent może uzyskać opiekę farmaceutyczną oraz zaopatrzyć się w produkty lecznicze. […] Tymczasem Inspekcja Farmaceutyczna i WSA rozszerzająco interpretując przepisy […] nie wskazały w żadnym punkcie jak ta decyzja „paraliżująca” wpłynie na pacjentów i czy apteki działające od lat na zakwestionowanym niejako „pobocznie” zezwoleniu nadal są aptekami.”

NSA uzasadniając swoje orzeczenie odwołał się również do wykładni historycznej. Podkreślił, że przechodzenie zezwoleń na prowadzenie apteki w drodze sukcesji uniwersalnej zostało wprost wyłączone przez przepis art. 99 ust. 2 a wprowadzony przez tzw. Aptekę dla Aptekarza. Zgodnie z powszechnie przyjmowanym założeniem mówiącym, że racjonalny ustawodawca nie stanowi norm zbędnych, należy uznać, że wyłączenie sukcesji uniwersalnej wprowadzone nowelizacją nie obowiązywało przed wejściem w życie przepisu. Inaczej bowiem, przepis ten byłby zbędny. Ponadto, za tym, że ogólny zakaz posiadania więcej niż 1 proc. aptek nie obowiązuje w polskim prawie, przemawiają próby nowelizacji Prawa farmaceutycznego polegające na wprowadzeniu przepisów wprost wyrażających taki właśnie zakaz (projekty nowelizacji z 2007 i 2008 roku). Próby, które ostatecznie nie doszły do skutku.

Pięć wydanych 4 lutego orzeczeń ma przełomowe znaczenie dla rozumienie przepisów o 1 proc. Kończą one spór o to, czy można je stosować w jakichkolwiek innych okolicznościach niż wydawanie nowych zezwoleń – odpowiedź na to pytanie udzielona przez NSA jest jednoznacznie negatywna. Co więcej, wyroki te mają znaczenie nie tylko do spraw związanych z sukcesją uniwersalną, w których Inspekcja Farmaceutyczna odmawiała zmiany zezwoleń. Z argumentacji NSA płynie również jasny wniosek, że działania inspekcji polegające na próbie cofania zezwoleń, gdy podmiot bądź grupa kapitałowa prowadzi więcej niż 1 proc. aptek są pozbawione podstaw – sąd bowiem wyraźnie rozstrzygnął, że jedynym typem postępowania do jakiego zastosowanie ma art. 99 ust. 3 P.f. jest postępowanie w sprawie wydania nowego zezwolenia.

Jak wyposażyć swój warsztat?

Miejsce i komfort pracy naszej oraz naszych pracowników jest bezcenny – nie zawsze jednak myślimy o tym, gdy chcemy otworzyć swój własny warsztat. Bardzo często ogranicza nas w tym mała powierzchnia, czas oraz koszty związane z wyposażeniem. Dlatego też postanowiliśmy przedstawić swoje pomysły na rozwiązanie każdej z tych kluczowych kwestii.

Mała powierzchnia – duże pole do popisu

Małe powierzchnie do wynajęcia pod warsztat są ekonomiczne, jednak niezbyt wygodne dla pracowników. Dlatego też warto wybrać ergonomiczne i niedrogie meble, np. te od marki PROMAG S.A., które mają zwiększoną powierzchnię roboczą, przy niedużych rozmiarach. W tym przypadku można także postawić na wielopoziomowe przechowywanie, czyli półki na kilku poziomach w warsztacie. Bardzo dobrym rozwiązaniem będzie także wybranie mebli rozkładanych, a także modułowych, których elementy można dołożyć w zależności od rodzaju pracy i wymagań. Zawsze warto postawić na początku podstawy, czyli unikać zbędnego umeblowania, które zmniejsza jeszcze bardziej powierzchnię pracowni.

Czas podczas otwierania nowego warsztatu

Gdy decydujemy się na otwarcie własnej pracowni, np. stolarskiej, zależy nam na czasie, by jak najszybciej poniesione koszty się nam zwróciły. Dlatego też, nawet gdy nie jesteśmy jeszcze gotowi do wykonania wszystkich prac, możemy zlecić je innym firmom zewnętrznym. Tym sposobem możemy działać już na rynku i powoli zarabiać – oczywiście na razie nie pełne kwoty, jednak być powoli rozpoznawalną marką i pracować na nasze dobre imię. Zanim zaczniemy, możemy także istnieć już w internecie bądź na reklamach mobilnych, by już na samym początku mieć zamówienia. Początki to także kwestia dobrego przygotowania, dlatego też pierwsze realizacje warto wykonywać po niższej cenie, przyjaciołom, rodzinie lub znajomym. Takie doświadczenie jest bardzo cenne, szczególnie gdy możemy liczyć na konstruktywną krytykę. Nic tak nie reklamuje naszego biznesu jak dobre słowo zadowolonego klienta – dlatego też do tego powinniśmy dążyć, by nie wydawać wielkich kwot na reklamę.

Koszty związane z działalnością

Otwarcie swojego punktu, warsztatu, pracowni zawsze będzie związane z dużymi kosztami. W tym przypadku wielu przedsiębiorców decyduje się na kredyty i leasingi na sprzęt i meble. Nie zawsze jednak jest to możliwe, dlatego powinniśmy w pierwszej kolejności postawić na podstawy i nie przeinwestowywać, czyli nie kupować niepotrzebnych nam w pierwszych etapach sprzętów. Dobre wyposażenie powinniśmy kompletować krok po kroku – tak by postawić na jakość i bezpieczeństwo nasze i naszych pracowników. Podczas wyboru sprzętu warto także zwrócić uwagę na urządzenia, a nawet umeblowanie używane. Bardzo często mogą być one w dobrym stanie, szczególnie jeśli są one produkowane przez renomowanych producentów. Czasem dobrym rozwiązaniem jest zamawianie tego typu sprzętu przez internet – ceny zawsze będą tutaj bardziej atrakcyjne. Wszystko to sprawi, że koszty będą znacznie obniżone, a my będziemy mogli już pracować w naszym warsztacie.

Jak działają firmowe lokaty krótkoterminowe?

Lokaty kojarzą Ci się wyłącznie z oszczędzaniem przez osoby prywatne? Jako przedsiębiorca także możesz lokować nadwyżkę finansową w różnego rodzaju produkty oszczędnościowe. Zwróć przede wszystkim uwagę na lokaty krótkoterminowe – ze szczególnym uwzględnieniem depozytów overnight.

Jeśli chodzi o pomnażanie nadwyżki firmowego kapitału, najlepiej sprawdzają się lokaty krótkoterminowe. Powód jest prosty: pozwalają wypracować spore zyski, a jednocześnie nie zamrażają pieniędzy na długi czas. Dzięki temu, gdy zajdzie nagły wydatek, można skorzystać ze środków – bez konieczności utraty odsetek.

Lokaty krótkoterminowe w formie depozytów overnight

Depozyty overnight to specyficzna grupa lokat krótkoterminowych, których funkcjonowanie jest bardzo zbliżone do działania depozytów jednodniowych. Oznacza to, że pieniądze wpłacone jednego dnia, wracają na rachunek bankowy następnego dnia – są jednak powiększone o wypracowane odsetki.

Jak to wygląda w praktyce? Środki z firmowego konta trafiają na specjalne konto lokaty pod koniec dnia – o wyznaczonej porze. Przez całą noc naliczane są odsetki zgodnie z przyjętym oprocentowaniem. Następnie – rano wracają na rachunek firmowy, a kapitał powiększony jest o zyski.

W przeciwieństwie do standardowych depozytów, lokaty krótkoterminowe overnight bazują na stawce referencyjnej POLONIA. Stanowi średnie oprocentowanie niezabezpieczonych depozytów międzybankowych – zawierane są one w danym dniu roboczym do godziny 16:30. Informacje o stawkach publikowane są codziennie – w okolicach godziny 17:00.

Czy lokaty krótkoterminowe warto zakładać?

Chociaż decyzję o założeniu lokat krótkoterminowych podejmuje każda firma we własnym zakresie, warto się na to zdecydować w miarę możliwości. Tego rodzaju lokaty krótkoterminowe niosą za sobą wiele korzyści. Wśród najważniejszych wymienić można między innymi:

  • gwarancja zysków – są one naliczane zawsze niezależnie od sytuacji na rynku finansowym,
  • możliwość zachowania płynności finansowej – w razie konieczności można wycofać się z lokaty; nie grozi to utratą odsetek, ponieważ są to depozyty trwające jeden dzień.

Jeżeli jesteś przedsiębiorcą, rozważ założenie depozytu overnight wówczas, gdy:

  • firma dysponuje sporą nadwyżką finansową i chcesz, aby pracowała ona na zysk,
  • chcesz mieć stały dostęp do środków – bez zamrażania ich na długi okres.

Na korzyść lokat tego typu przemawia również korzystne oprocentowanie – zasadniczo jest ono niższe w porównaniu ze standardowymi depozytami.

Oszacuj więc wszystkie korzyści w odniesieniu do Twojej firmy i wybierz atrakcyjną lokatę krótkoterminową typu overnight.

Nieruchomość bez księgi wieczystej – czy można ją sprzedać?

Nieruchomość bez księgi wieczystej traci na atrakcyjności. Nie oznacza to jednak, że nie można będzie jej sprzedać lub bezpiecznie kupić.  

Liczba nieruchomości bez księgi wieczystej, które znajdują się w obrocie rynkowym systematycznie spada. Mimo tego, wciąż można spotkać się z takimi gruntami lub lokalami. Praktycznie każda nieruchomość bez księgi wieczystej jest traktowana przez kupujących ze sporą nieufnością. Nie zawsze jednak brak wspomnianej księgi stanowi duży kłopot. Czasem taki problem można stosunkowo łatwo rozwiązać, a obecny brak księgi stanowi okazję do korzystnego zakupu. Powinni o tym pamiętać zarówno sprzedawcy nieruchomości pozbawionych kompletnej dokumentacji, jak i potencjalni nabywcy takich gruntów i lokali.

Przyczyny braku księgi wieczystej bywają bardzo różne

Wiele nieruchomości oferowanych na rynku posiada bardzo bogatą i burzliwą historię. Właśnie dlatego brak księgi wieczystej w praktyce może mieć rozmaite przyczyny. Nie zawsze sygnalizuje on nieuporządkowany stan prawny. Czasem zdarza się, że właściciele gruntu lub lokalu (często wiekowi) po prostu nie zadbali o założenie księgi wieczystej. „Z takimi sytuacjami mamy do czynienia miedzy innymi wtedy, gdy dana nieruchomość przez długi czas pozostawała w rękach seniorów” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawa z dnia 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych i hipotece obliguje właścicieli nieruchomości do ujawniania swoich praw w księdze wieczystej (zobacz artykuł 35 ustęp 1 wspomnianego aktu prawnego – „Właściciel nieruchomości jest obowiązany do niezwłocznego złożenia wniosku o ujawnienie swego prawa w księdze wieczystej”). W praktyce trudno było jednak wyegzekwować ten ustawowy obowiązek. Inną przyczyną niepełnej dokumentacji nieruchomości jest między innymi brak synchronizacji pomiędzy rejestrami geodezyjnymi i księgami wieczystymi. „W związku z powyższym, nie można bez sprawdzenia sytuacji zakładać najgorszego wariantu, czyli tego, że nieruchomość pozbawiona księgi wieczystej posiada nieuregulowany stan prawny” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Trzeba będzie ustalić czy istnieje zbiór dokumentów …

Sam brak księgi wieczystej nie stanowi dużego problemu, ponieważ jego rozwiązanie kosztuje jedynie 100 zł. W tym kontekście warto przypomnieć, że niedawno (w sierpniu 2019 r.) wzrosła opłata za wniosek o założenie księgi wieczystej (wzrost z 60 zł do 100 zł). Ten koszt nadal nie wydaje się jednak największym problemem, przed którym może stanąć osoba nabywająca nieruchomość bez księgi wieczystej. „O wiele bardziej kłopotliwy będzie brak dokumentów potwierdzających prawo własności obecnego posiadacza. Przykład stanowi akt notarialny, decyzja administracyjna albo orzeczenie sądu” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ze szczególną sytuacją mamy do czynienia w przypadku nieruchomości gruntowych położonych na terenie tzw. Ziem Odzyskanych. Własność takich działek regulowały akty nadania wydawane na mocy dekretu z 1946 r. Pięć lat później, wspomniane akty stały się poświadczeniami własności. Jeżeli działka z zachodniej Polski nie posiada aktu nadania i przed wojną znajdowała się na obszarze Rzeszy Niemieckiej, to jej sytuacja prawna jest mocno problematyczna. Aktów nadania nie można bowiem teraz wydać lub uzupełnić (zobacz Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 27 listopada 2012 r. – sygn. akt. I OSK 1310/11).

Przykład poniemieckich działek stanowi potwierdzenie tego, że sytuację prawną każdej nieruchomości trzeba dokładnie zbadać. Może w tym pomóc tak zwany zbiór dokumentów. Jest on prowadzony przez sąd wieczystoksięgowy dla tych nieruchomości, które nie posiadają księgi wieczystej. Zbiory dokumentów zastępują również zaginione lub zniszczone księgi wieczyste. „We wspomnianych zbiorach można znaleźć cenne informacje i dokumenty (np. geodezyjne lub wywłaszczeniowe), które pomogą w ustaleniu, czy nieruchomość bez księgi wieczystej ma jednoznaczny stan prawny” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Spółdzielcze prawo bez księgi czasem jest kłopotliwe

Jeżeli chodzi o stan prawny, to sporą ostrożność trzeba zachować także w odniesieniu do jednego z ograniczonych praw rzeczowych dotyczących nieruchomości. Chodzi o spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu. Założenie księgi wieczystej dla takiego prawa nie jest wprawdzie obowiązkowe, ale znacząco ułatwia jego sprzedaż. Warto pamiętać, że tylko spółdzielcze własnościowe prawo z księgą wieczystą można kupić przy pomocy kredytu hipotecznego. „Brak księgi dla wspomnianego prawa może natomiast oznaczać problem związany z niejasną sytuacją prawną gruntu pod spółdzielczym blokiem” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W kontekście analizowanego tematu, warto przypomnieć, że po uchwale Sądu Najwyższego z 24 maja 2013 r. (sygn. akt III CZP 104/12) założenie księgi wieczystej dla spółdzielczego prawa własnościowego jest już niemożliwe jeśli stan prawny gruntu pod blokiem budzi wątpliwości. Niektóre spółdzielnie starają się porządkować prawny bałagan. Ten proces w praktyce okazuje się jednak kłopotliwy, długotrwały oraz kosztowny. Właśnie dlatego trzeba ostrożnie podchodzić do ofert okazyjnej sprzedaży spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu bez księgi wieczystej. „Takie prawo „bez księgi” może się bowiem okazać bardzo kłopotliwe w odsprzedaży i niemożliwe do przekształcenia we własność lokalu” –  podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Czym Six Sigma i jakie firmy ją stosują?

Six Sigma, znana w Polsce jako Sześć Sigma to metoda zarządzania jakością. Metoda ta ma na uwadze ciągłą poprawę jakości w oparciu o statystyczną analizę procesów i pochodzi z amerykańskiej firmy Motorola. Six Sigma została wprowadzona w latach 80-tych przez Boba Galvina, syna właściciela firmy oraz Billa Smitha. Aktualnie metoda ta jest stosowana w wielkich międzynarodowych koncernach, m.in. w firmie GE, Honeywell, Microsoft i Rockwell Automation, a także w firmie Alstom, HP, Raytheon czy Philips oraz ABB czy TRW Automotive. W roku 2000 miasto Fort Wayne w Indianie jako pierwsze zastosowało metodę Sześć Sigma do zarządzania miastem.

Co zyskasz wdrażając metodę Six Sigma

Six Sigma jest metodą zarządzania bazującą na pozyskiwaniu danych służących osiągnięciu niemal perfekcyjnej jakości. Ma na celu stałe doskonalenie organizacji, monitorowani i kontroli stworzonej w celu wykluczenia jakichkolwiek niezgodności w procesach i usprawniania produktów. Jest to koncepcja nieustannego doskonalenia organizacji, polegająca na monitorowaniu i ciągłej kontroli w celu eliminowania oraz zapobiegania różnych niezgodności w procesach i powstającym w ich wyniku produktom. Zakłada ona wykrycie i usunięcie błędów jeszcze przed ich wystąpieniem. Zgodnie z dewizą firmy Motorola oraz  samej metody „jakość nie może kosztować”, co oznacza, że jakość można mieć za darmo, a nawet więcej, bezpłatna jakość może generować olbrzymie pieniądze. W ramach tej metody możemy wyróżnić Six Sigma Black Belt oraz Six Sigma Green Belt.

Six Sigma Black Belt – nieustanne zdobywanie i pogłębianie wiedzy

W myśl założeń Six Sigma Black Belt – dane nie oznaczają wiedzy, której zdobywanie jest nadrzędnym celem tej filozofii. Okazuje się, że nawet najbardziej zaawansowane analizy nie zastąpią informacji zebranych w taki sposób, aby rozwijać wiedzę i procesach i produktach.

Six Sigma Green Belt – rozwój praktycznych umiejętności

W zakresie technik zarządzania jakością metody Sześć Sigma Green Belt znajdują się m.in. Statystyczne Sterowanie Procesem (SPC) i Projektowanie Eksperymentów (DoE), oraz inne niestatystyczne.

Zastosowanie metodyki Six Sigma w środowisku IT

Sześć Sigma została wykorzystana jako innowacyjna i efektywna metoda w rozwiązaniach informatycznych oraz w usługach IT. Metodę zaproponował i zastosował Radouane Oudrhiri, wykładowca z Sorbony oraz pracownik firmy Systonomy. W swojej prezentacji udowodnił, że Six Sigma oznacza zastosowanie znanych od wielu lat, najlepszych praktyk inżynierskich. Coraz częściej wykorzystywane podejście DMAIC nawiązuje do racjonalnej pętlo.

Innowacyjne podejście DMAIC

Warto wyjaśnić, że DMAIC to tzw. Define-Measure-Analyze-Improve-Control. W myśl tego założenia najpierw należy zdefiniować problem, a następnie rozwiązać go i upewnić się, że jego rozwiązanie jest właściwe poprzez eksperyment. Pozostałe elementy wiążą się z kwantyfikowalnością problemu oraz – co równie ważne – trwałością rozwiązania.

Systemy bezpieczeństwa publicznego dzięki wysokiej jakości IT

Wieloletni pracownik Motoroli, Marek Rydzy podał inny przykład zastosowania Six Sigma służącego zapewnieniu jakości oprogramowania systemów łączności bezpieczeństwa publicznego. Zwrócił on uwagę na testowanie oprogramowania, które wykonywane umiejętnie, w odpowiedni sposób, zwiększa efektywność dostawcy rozwiązań informatycznych. Podkreślił również fakt, że im później wykryty zostanie błąd, tym będzie on droższy w obsłudze. Więcej informacji na temat metodologii Sześć Sigma znajduje się na stronie https://www.e-opex.pl/szkolenia/szkolenia-six-sigma/

Łączenie różnych rozwiązań metodologicznych

Natomiast pracownik banku BPH należący do grupy kapitałowej GE – General Electric, Jakub Chabik wykazał, że optymalne będzie  połączenie perspektywy Lean z metodyką ITIL, a także z narzędziami Six Sigma. Perspektywa Lean wiąże się z  zarządzaniem produktami i usługami informatycznymi zgodnie z metodologią zarządzania jakością w oparciu o koncepcję produkcji Toyota Production System (TPS). Metoda ta koncentruje się na dostarczaniu wartości dla klienta (wzrostu satysfakcji) i płynnym przepływie. Warto również zwrócić uwagę na metogologię ITIL, która zakłada możliwość dostosowania założeń  do własnych potrzeb w myśl zasady “Przyjmij i dopasuj”. Kolejną zaletą metody ITIL jest jej uniwersalność, czyli możliwość zastosowania w każdej organizacji, bez względu na jej wielkości i charakter przedsięwzięcia. Ponadto pozwala na optymalizację, a nawet redukcję kosztów świadczenia usług informatycznych, dzięki temu, że podchodzi do zarządzania IT tak, jak do biznesu. Dodatkowym atutem jest lepsze zarządzanie jakością dzięki nieustannemu doskonaleniu usług. Warto uwzględnić fakt, że dopiero połączenie tych trzech metod pozwala na optymalizację wykorzystania zasobów firmy IT oraz budowania jej wartości. Jakub Chabik porównywał on zarządzanie przedsiębiorstwem IT do grupy banków referencyjnych.

Złotówka wciąż mocna

Wczorajszy niespodziewany rajd złotego jest dzisiaj kontynuowany. Inwestorzy znów przychylnie patrzą na polską walutę. Wyraźnie widać zmianę na franku szwajcarskim, który traci obecnie na wartości po ostatnich wzrostach. W dwa dni staniał względem złotego ponad 5 groszy.

Bardzo dobre wyniki złotego

Jest to bardzo dobry tydzień dla polskiej waluty (i to pomimo tego, że poniedziałek niewiele tutaj wniósł). Wczoraj rano na rynkach wyraźnie zagościł optymizm. Powód takiego nastawienia inwestorów nie jest jasny, aczkolwiek widać, że są oni skłonni lokować środki w ryzykownych aktywach. Rezultatem jest umacnianie się złotego względem euro, czy franka. W ciągu dwóch dni euro staniało o 3,5 grosza, spadając poniżej 4,27 zł. Dobra wiadomość nadeszła też dla kredytobiorców frankowych akurat na okres spłat kredytów frank wyraźnie staniał. Od wtorku było to ponad 5 groszy i obecnie znajduje się już poniżej 3,98 zł.

Orędzie prezydenta USA

Donald Trump wygłosił trzecie i ostatnie w tej kadencji orędzie o stanie państwa. Pomijając kolejne nieuprzejmości z liderką Izby Niższej, związane z zamieszaniem wokół impeachmentu, nie było zbyt wiele zaskoczeń. Dowiedzieliśmy się za to wiele o gospodarce i podpisanych bardzo korzystnych dla USA umowach handlowych. Mocnym symbolem było pojawienie się przywódcy opozycji wenezuelskiej lub, zdaniem niektórych, prawowitego prezydenta, był to ważny element łączący obie mocno spolaryzowane amerykańskie partie polityczne.

Dobre dane z USA

Zgodnie z oczekiwaniami analityków, po ostatnich słabszych danych na temat zamówień, zobaczyliśmy lepszy odczyt. W górę idą również zamówienia w przemyśle. Co ciekawe, lepsze dane makroekonomiczne nakładają się na strach na rynkach, który ponownie może je w kolejnym miesiącu pogorszyć. Nie zmiania to faktu, że inwestorzy uznali wczorajszy dzień za dobry do dokupienia dolarów i amerykański pieniądz zyskiwał względem głównych walut.

W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Niemal 45 proc. dużych polskich firm przyznaje, że inicjatywy ekologiczne mogą przynieść korzyści finansowe

  • Z raportu DNB Bank Polska i PwC „Kierunki 2020. Zielona odpowiedzialność biznesu. Czy biznes przyjazny środowisku się opłaca?” wynika, że w największym stopniu na środowisko wpływają przemysł wytwórczy i producenci żywności.
  • Biznes ma przewagę nad społeczeństwem i aparatem państwa, jeżeli chodzi o skuteczność we wdrażaniu inicjatyw środowiskowych.
  • Ponad połowa dużych polskich firm, kierując się troską o środowisko, wprowadziła zmiany w swojej ofercie.
  • Troska o środowisko i oczekiwanie społeczne to najważniejsze czynniki, które skłaniają przedsiębiorstwa do zmiany strategii biznesowej.

W badaniu przeprowadzonym przez DNB Bank Polska i firmę doradczą PwC wśród największych polskich przedsiębiorstw niemal jedna czwarta ankietowanych uznaje zanieczyszczenie środowiska za największe wyzwanie ludzkości, a co piąty respondent widzi zagrożenie w zmianach klimatycznych. Zdecydowana większość szkód dla środowiska naturalnego wynika z aktywności konsumentów i przedsiębiorców. Jednocześnie to właśnie ich świadomość i podejście najtrudniej zmienić – obywatele nie czują, żeby ich działania miały realny wpływ na globalne problemy środowiskowe, a przedsiębiorcy drobiazgowo analizują strukturę swoich kosztów. Tymczasem gdyby wszyscy Polacy zdecydowali się korzystać wyłącznie z zielonej energii pozwoliłoby to na ograniczenie emisji CO2 o 57 mln t, co odpowiada 17 proc. rocznej emisji Polski. To imponujący wynik, ale siła oddziaływania biznesu na środowisko jest jeszcze większa. Tylko sto najbardziej szkodliwych firm odpowiada za emisję 70 proc. przemysłowych gazów cieplarnianych, jakie trafiły do atmosfery od 1988 do 2015 roku. Sama elektrownia Bełchatów emituje rocznie 38 mln ton CO2 – mówi Artur Tomaszewski, prezes DNB Bank Polska.

Branża branży nie równa

Nie ulega wątpliwości, że praktycznie każda branża w pewnym stopniu wpływa na środowisko. Aż 70 proc. słodkiej wody pobieranej bezzwrotnie z jezior i rzek trafia do firm działających w sektorze rolniczym i służy przede wszystkim do produkcji żywności. Dalsze 20 proc. całkowitego poboru jest używane do celów przemysłowych. Wiele sektorów oddziałuje jednak na dany obszar w podobny sposób, choć w powszechnej opinii wcale tak nie jest. Przykładowo farmacja i handel detaliczny generują plastik o podobnie krótkim okresie wykorzystania, który nieodpowiednio zagospodarowany prowadzi do tych samych negatywnych konsekwencji dla ludzi i środowiska. Branża farmaceutyczna emituje więcej gazów cieplarnianych niż branża samochodowa, różnica może sięgać nawet 55 proc., choć w powszechnej świadomości producenci leków nie są wiązani z wysoką emisyjnością. Wpływ środowiskowy branży TMT (technologia, media, telekomunikacja), także rzadko przytaczanej przy omawianiu zagrożeń środowiska, również nie jest zerowy. Jak jednak wynika z raportu DNB i PwC największy wpływ na środowisko mają przemysł wytwórczy i producenci żywności.

OBSZAR WPŁYWU TMT ENERGIA
I PALIWA
PRZEMYSŁ WYTWÓRCZY ŻYWNOŚĆ HANDEL FARMACJA
Zanieczyszczenie powietrza   + +   +  
Gazy cieplarniane + + + + + +
Odpady +   + + + +
Użytkowanie ziemi       +    
Zużycie wody     + +   +
Zanieczyszczenie wody   + +      

Źródło: Opracowanie własne PwC dla DNB Bank Polska

Pierwsze kroki

Najbardziej bezpośredni wpływ dotyczy szkodliwości samych towarów, które przedsiębiorcy dostarczają na rynek. W zależności od tego, z jakich materiałów wykonane są poszczególne produkty, ich użytkowanie przez konsumentów może być mniej lub bardziej szkodliwe dla otoczenia. Oprócz tego firmy mogą ograniczać swój negatywny wpływ na środowisko poprzez reorganizację procesów wewnętrznych. Do tej kategorii należy zaliczyć działania takie jak wymiana żarówek na energooszczędne, wprowadzenie polityki segregowania odpadów w biurach, ale też zmianę polityki podróży służbowych polegającą na promowaniu wideokonferencji, carsharingu i transportu kolejowego zamiast podróży samolotami. Trzeci kanał wpływu biznesu na środowisko sprowadza się do oddziaływania pośredniego i polega na kształtowaniu postaw oraz nawyków konsumenckich. –– Ponad 67 proc. największych firm w Polsce wdrożyło już inicjatywy, mające zmniejszyć ich wpływ na środowisko, a 14,5 proc. ma to w planach. I tak w 76 proc. przedsiębiorstwach segreguje się śmieci, a w 73 proc. używa energooszczędnych żarówek. Co ważne, niemal połowa firm prowadzi akcje edukacyjne dla pracowników – mówi Jacek Socha, wiceprezes PwC Polska.

Bardziej rozwiniętym jest trudniej

Biorąc pod uwagę trudność podjęcia skoordynowanych i efektywnych działań środowiskowych oraz potencjalny wpływ na środowisko poszczególnych aktorów życia społeczno-gospodarczego, to właśnie przedsiębiorcy mogą być tymi podmiotami, których postawa będzie miała w przyszłości decydujący wpływ na stan ziemi, wód i powietrza. Jednocześnie 73,5 proc. dużych firm uważa, że to politycy mogą w największym stopniu przeciwdziałać zmianom środowiskowym. Niewiele mniej ankietowanych (70 proc.) wskazało na biznes, a 63 proc. na społeczeństwo.

Jak pokazują badania, wskaźnik ROA, czyli zwrot z aktywów przedsiębiorstw prowadzących działalność w krajach rozwijających się po zwiększeniu zaangażowania w inicjatywy środowiskowe, może wzrosnąć o 3,2 proc. W krajach rozwiniętych rośnie on o 1,1 proc. W państwach, które znajdują się na wczesnym etapie rozwoju wdrożenie usprawnień w zakresie praktyk środowiskowych jest stosunkowo proste – na ogół nie obowiązują bowiem żadne dobre praktyki w tym obszarze. Działania takie jak recykling odpadów czy wyłączanie nieużywanych urządzeń są stosunkowo łatwe do wprowadzenia, wymagają niskich nakładów finansowych i czasowych, a dość szybko przynoszą wymierne korzyści. – Firmy w krajach rozwiniętych znajdują się na wyższym poziomie rozwoju, co oznacza że podstawowe dobre praktyki środowiskowe zostały już przez nie wdrożone. Dalszy wzrost zaangażowania środowiskowego wymaga więc implementacji zdecydowanie bardziej zaawansowanych technologii, co wiąże się z wyższymi kosztami i często bardziej odsuniętymi w czasie korzyściami – mówi Artur Tomaszewski.

Koszty przeważają nad korzyściami?

Wydaje się, że część największych firm dostrzega w inicjatywach środowiskowych pewną szansę na budowę rynkowej przewagi i poprawę swoich wyników – 44 proc. respondentów w badaniu DNB i PwC przyznaje, że działania ekologiczne mogą przynieść wymierne korzyści finansowe. Największą grupę stanowią jednak przedsiębiorcy, którzy co prawda dostrzegają w działaniach pro-środowiskowych pewne korzyści wizerunkowe, ale ich zdaniem w krótkim okresie koszty przewyższają korzyści (47 proc. respondentów).  Co istotne, z badań wynika, że pozytywny wpływ inicjatyw środowiskowych na wyniki finansowe przedsiębiorstw nie jest automatyczny, wymaga odpowiedniego zaplanowania działań i właściwego zarządzania przedsiębiorstwem. Nieco zaskakujące mogą wydawać się rezultaty dotyczące regulacji (38 proc.) – skoro określone przepisy prawa dotyczą wszystkich przedsiębiorców, to również dla wszystkich powinny być one ważnym bodźcem do podjęcia pewnych działań pro-środowiskowych.  – Stosunkowo niska liczba wskazań może w tym przypadku sugerować, że wielu przedsiębiorców wprowadza swoje inicjatywy, wyprzedzając przepisy prawa, co oznacza, że poszukują oni w nich pewnego źródła przewagi rynkowej – tłumaczy Jacek Socha.

Polski biznes a środowisko

Ocena środowiskowej efektywności polskiej gospodarki wypada raczej niekorzystnie w zestawieniu z wynikami osiąganymi przez inne państwa Unii Europejskiej – szczególnie duża przestrzeń do poprawy dotyczy produktywności zasobów i energii. Wdrożenie technologii i praktyk zarządczych, które pozwolą na bardziej efektywne wykorzystanie zasobów może być ważnym krokiem na drodze ku zielonej gospodarce, a wiele z inicjatyw, jakie można podjąć w tych obszarach, to działania stosunkowo proste i tanie. To jednak tylko pierwszy krok. Przedsiębiorcy, którzy chcą faktycznie przyczynić się do poprawy stanu środowiska, a przy tym odnieść indywidualne korzyści rynkowe, powinni próbować zreorganizować swoje produkty i procesy tak, aby uwzględnić specyfikę działalności, którą prowadzą, a z inicjatyw pro-środowiskowych uczynić silną stronę swojego biznesu. Świadomi obywatele poprzez określone decyzje konsumenckie motywują przedsiębiorców do podejmowania działań pro-środowiskowych, a podejmując decyzje polityczne wpływają na priorytety polityki realizowanej przez rządy. Politycy z kolei tworzą regulacje, które mogą oddziaływać na decyzje konsumenckie (np. dotyczące tego jaki samochód kupić, jakich materiałów używać do ogrzewania mieszkania, czym jeździć do pracy itp.), ale przede wszystkim kształtują bodźce i warunki konkurencji pomiędzy przedsiębiorcami.

Poniedziałek paniki, wtorek odwrotu, środa rekonwalescencji?

Z każdym dniem coraz mniej jest reakcji rynków na napływające informacje dotyczące wirusa. Z jednej strony zakażonych przybywa, ale tempo przyrostu słabnie. Ta druga część pomaga w odreagowaniu rynków, choć wciąż niepewność dotyczy ekonomicznych skutków epidemii. Warto o tym pamiętać przy publikacjach danych makro w kolejnych tygodniach.

Na razie jednak nastroje kształtują się w oparciu o przekonacie, że punkt kulminacyjny epidemii już za nami. W skrócie: gorzej już nie będzie i polowanie na okazje można zaczynać. Jakkolwiek wydaje się to mocno dyskusyjnym argumentem za odwrotem trendu, to jednak wczorajszy rajd indeksów w Europie i USA mówi sam za siebie. Zważywszy na powyższe zmienia się wrażliwość rynków na napływające informacje. Każdy pozytywny sygnał będzie rozpatrywany jako dobry pretekst od napędzania odbicia, a negatywne doniesienia o wirusie wpadną do koszyka z innymi podobnymi (które mniej więcej są już zdyskontowane). Sytuacja wciąż jest jednak krucha, gdyż nietrwałe mogą okazać się wzrostowe trendy, jeśli zaraz dane makro zaczną wskazywać na poważne szkody wywołane przez wirusa związane m.in. z przerwaniem łańcuchów dostaw z Chin. Prawdopodobnie pierwszym sprawdzianem będą odczyty PMI za luty, ale te zaplanowane są dopiero na 21 lutego.

Złoty zdecydowanie skorzystał na poprawie klimatu inwestycyjnego i dziś rano EUR/PLN schodzi pod 4,27, choć jeszcze wczoraj ocierał się o 4,30. Zarówno wcześniejsza przecena złotego, jak i ostatnie odreagowanie, ma wytłumaczenie we wpływie czynników zewnętrznych. Mało prawdopodobne jest, aby dzisiejszy przekaz Rady Polityki Pieniężnej miałby ten układ zmienić. A Rada ma nad czym dyskutować. Inflacja ucieka ponad cel NBP, a wzrost gospodarczy spowolnił na koniec 2019 r. bardziej niż się spodziewano. Chociaż dane oferują argumenty dla wzmocnienia stanowiska zarówno jastrzębi, jak i gołębi, generalne stanowisko Rady raczej nie ulegnie zmianie. Już przed miesiącem prezes Glapiński podkreślał przejściowy charakter wysokiej inflacji, który będzie wygasał po I kwartale. Za to hamowanie gospodarki powinno ugruntować gołębią retorykę RPP, choć kontrowersyjnym byłoby sygnalizować gotowość do obniżek w obliczu rosnącej inflacji. Polityka wait-nad-see pozostaje najlepszym rozwiązaniem zarówno w tym roku, jak i pewnie do końca kadencji obecnej Rady, tj. połowy 2022 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Firmy, które postawiły na innowacyjność, sprawniej reagują na nowe trendy – rozmowa z Ireneuszem Borowskim, Country Managerem na Polskę w Dassault Systèmes

W czasie, gdy w Polsce popularnym hasłem wciąż jest Przemysł 4.0, Dassault Systèmes forsuje slogan „Renesans Przemysłu”. Co dokładnie rozumiecie przez ten termin?

Koncepcja Przemysłu 4.0 została stworzona w latach 2011–12 w Niemczech w celu zapewnienia niemieckiemu przemysłowi przewagi konkurencyjnej na globalnym rynku przez wdrażanie nowoczesnych technologii. Kładła ona nacisk na cyfryzację, automatyzację i robotyzację wewnętrznych procesów w przedsiębiorstwach.

Zjawisko, z którym mamy do czynie­nia dzisiaj to znacznie więcej niż cyfryzacja. Pod hasłem „Renesans Przemysłu” rozumiemy nowe sposoby postrzegania świata, pracy nad wynalazkami, ucze­nia się, produkowania i handlu. W myśl hasła: nowe (nowatorskie) firmy przemysłowe two­rzą nowe (nowatorskie) rozwiązania dla nowego typu klientów.

Dziś konsumenci szczególnie cenią zindywidualizowane podejście ze strony dostawców, ich zdolność do zaproponowania produktów i usług odpowiadających na konkretne potrzeby. Istotnym czynnikiem jest obecnie tendencja użytkowania produktów i usług, ale pozbawiona chęci ich posiadania, np. użytkowanie maszyny w ściśle określonym czasie i zakresie, ale bez aspiracji, by być jej właścicielem — przykładem może być usługa „car sharing”.

Na jakim etapie są firmy w Polsce, jeśli chodzi o wdrażanie nowoczesnych rozwiązań, spod znaku Przemysłu 4.0?

Widzimy pozytywne zmiany zachodzące w przedsiębiorstwach. Organizacje dostrzegają potrzebę transformacji cyfrowej i coraz częściej traktują ją jako jeden z kluczowych elementów zrównoważonego rozwoju.  Coraz powszechniejsza jest też świadomość, że transformacja cyfrowa jest procesem złożonym, wymaga podejmowania odważnych decyzji i wykraczania myśleniem strategicznym poza najbliższą perspektywę czasową i doraźne cele. A przy tym niezwykle ważna jest też otwartość na współpracę, bo nie ma firm samowystarczalnych.

Dotychczas polskie firmy były dość ostrożne w kwestii wprowadzania zmian, podejmowania ryzyka. Zazwyczaj czekały, aż nowe rozwiązania sprawdzą się gdzie indziej, a następnie rozpoczynały inwestowanie. Na szczęście to się powoli zmienia – widzimy dużą liczbę startupów tworzonych przez nową generację, niektóre firmy (np. Grupa Nowy Styl) stale monitorują postęp nowych technologii i starają się z nich szybko skorzystać.

Jak wzrasta innowacyjność & konkurencyjność firm, które wkroczyły na drogę czwartej rewolucji przemysłowej?

Te firmy przede wszystkim znacznie sprawniej reagują na nowe trendy. Spójrzmy na przykład na coraz silniejszą indywidualizację produkcji. W wyniku presji ze strony konsumentów przed producentami pojawił się nowy cel: masowe dostosowanie produktów do indywidualnych potrzeb i szybkie dostawy do konsumentów. Tradycyjny, bardzo rozdrobniony sposób produkcji z ubiegłych lat po prostu już się nie sprawdza. Szybkość i sprawność w produkcji przemysłowej będzie wymagała pełnej synchronizacji i integracji działań – od cyfrowego zarządzania produkcją i operacjami produkcyjnymi po planowanie i działanie łańcucha dostaw. Umożliwi to nie tylko szybszą produkcję, ale również modułową i przewidywalną analizę produkcji zwinnej (ang. agile) potrzebnej do skutecznego zaspokojenia popytu konsumentów. Firmy, które nie posiadają nowoczesnego zaplecza technologicznego i nie wypracowały odpowiedniego modelu biznesowego, w tym wyścigu sobie nie poradzą.

Na szczęście wśród managerów wzrasta świadomość, jak ważne jest postawienie na innowacyjność. We wrześniu 2019r. IDC, na zlecenie Dassault Systèmes, przeprowadziło badanie „Przedsiębiorstwa przemysłowe na drodze do biznesu opartego na danych” wśród 200 decydentów biznesowych w Niemczech i Szwajcarii. Zapytani o najważniejsze cele na najbliższe 2 lata, respondenci wskazali koncentrację na rentowności przedsiębiorstwa i obniżeniu kosztów (55%), ale też prawie połowa (49%) wymieniła innowacje w zakresie nowych produktów i usług. To bardzo ważne, bo duża część polskiego przemysłu współpracuje z przemysłem niemieckim. Obserwowane tam idee dość szybko przechodzą do Polski.

Jak Dassault Systèmes wspiera firmy na tej drodze?

W Dassault Systèmes uważamy, że trzeba burzyć ‘silosy’ wewnątrz firm, które blokują swobodną komunikację i hamują ich rozwój. Co rozumiemy przez ‘silosy’? Otóż w tradycyjnym projektowaniu, tworzeniu architektury, inżynierii i produkcji jakiegokolwiek produktu pojawia się wiele opóźnień. Każda z tych funkcji związana jest z osobnym działem lub oddziałem w obrębie firmy, określanymi właśnie „silosami”. W chaosie komunikacyjnym poszczególne działy często mają trudności z opracowaniem wspólnej wizji tego, co chcą osiągnąć.

Oferujemy firmom platformę 3DEXPERIENCE, tworzącą cyfrowy ekosystem współpracy i łączącą doświadczenie wszystkich osób biorących udział w procesie. Dzięki niej wszystkie działy mogą pracować na tych samych danych i swobodnie się nimi dzielić. Zespoły pracowników mogą współpracować nad powstawaniem koncepcji produktów, tworząc trójwymiarowe modele w świecie wirtualnym, a inżynierowie mogą ten model dopracowywać.

Ale nie chcemy na tym kończyć. Oferujemy narzędzia, które pozwolą na symulowanie zachowania produktu podczas funkcjonowania. To pozwala np. wyeliminować konieczność fizycznych testów. Proszę pomyśleć, jakie oszczędności czasu, finansów i materiałów kryją się za tym np. dla firm mortoryzacyjnych. Potrafimy więc stworzyć cyfrowego bliźniaka produktu, który będzie funkcjonował w świecie wirtualnym tak jak w rzeczywistym, i przyspieszyć przez to proces tworzenia produktu, który już na starcie będzie doskonalszy, niż gdybyśmy tych technologii nie zastosowali. Później zaś pozwoli to także monitorować i moderować proces produkcyjny, również w świecie wirtualnym.

Tu wkraczamy w obszar zrównoważonego rozwoju…

Tak, świadomość społecznego i ekonomicznego wpływu biznesu na otoczenie są kluczowymi czynnikami biznesu w XXI wieku. Dziś każda firma musi analizować swój wkład w otoczenie w sposób indywidualny.  Nasze rozwiązania pozwalają firmom na zrównoważone konstruowanie. Oznacza to całościowe podejście przy wytwarzaniu przyjaznych dla środowiska, społecznie tolerowanych i ekonomicznych produktów oraz systemów. Już na etapie procesu konstrukcyjnego zostają spełnione wymogi wszystkich podmiotów i osób biorących udział w produkcji, użytkowaniu, jak również w ponownym przetwarzaniu produktu.

W tym miejscu warto też podkreślić, że Dassault Systèmes od lat znajduje się na Corporate Knights Global 100 index – liście stu najbardziej zrównoważonych firm na świecie.  Ranking oparty jest na końcowym wyniku obliczeń wielu wskaźników, takich jak: dbałość o środowisko naturalne, finanse, kwestie społeczne i zdolność do innowacji. Bierze też pod uwagę ocenę produktów przedsiębiorstwa pod kątem ich wartości dla zrównoważonego rozwoju.

Skoro poruszyliśmy kwestie społeczne – wiele osób obawia się, że cyfryzacja przemysłu będzie nierozerwalnie wiązać się z utratą miejsc pracy dla tysięcy ludzi. Czy Pana zdaniem wizja ‘dark factory’ może się spełnić?

Absolutnie nie. Człowiek jest w centrum renesansu przemysłu i nowe technologie nie wyręczą go w opracowaniu nowych modeli biznesowych, innowacyjnych produktów i usług, bo nie są zdolne zastąpić go w tym, co jest jego niezbywalną domeną. Sztuczna inteligencja nie zastąpi ludz­kiego umysłu, ale ułatwi dostęp do wiedzy i know-how.

Oczywiście, bardzo prawdopodobne jest, że w ciągu najbliższych kilku, kilkunastu lat fabryki będą tak zautomatyzowane i przepełnione technologią, że na hali produkcyjnej będzie znacznie mniej ludzi niż dziś. Ale błędne jest wyobrażenie, że hala produkcyjna będzie działała samodzielnie, pod monitoringiem zaledwie dwóch nadzorców. Prostsze i powtarzalne prace mogą wykonywać maszyny, niemniej człowiek jest elementem nadrzędnym, który jest odpowiedzialny za kreatywne zadania, kontrolę jakości i ostatecznie podejmuje decyzje. Jest wiele obszarów, w których żaden robot i żadna technologia nas nie zastąpi.

Rusza czwarta edycja CEO Academy

Szkoła Główna Handlowa i Daftcode już po raz czwarty uruchamiają CEO Academy – praktyczny kurs zarządzania startupami w ramach programu CEMS. Studenci nauczą się tworzyć strategie globalnej ekspansji firm technologicznych od CEOs polskich startupów.

CEO Academy: Growth Strategies for Global Tech Startups to seria wykładów oraz warsztaty organizowane w ramach cyklu CEMS Course. Dzięki kursowi studenci zdobędą praktyczną wiedzę o budowaniu, rozwoju i skalowaniu międzynarodowego biznesu. Kadra zarządzająca prężnie działających startupów przeprowadzi ich przez kluczowe etapy tworzenia firmy: od analizy rynku i projektowania produktu przez współpracę z zespołami deweloperskimi, budowanie marki i zdobywanie rynku aż po skalowanie biznesu na arenie międzynarodowej. Uczestnicy spotkają się też z dyrektorem funduszu VC Innovation Nest, który opowie im o inwestowaniu w startupy z perspektywy osoby, która przeanalizowała już setki innowacyjnych pomysłów na biznes. Pozostałe spotkania w ramach CEO Academy poprowadzą zarządzający polskimi startupami, takimi jak Tylko, Nethone, Straal czy Cateringoo oraz CEO firmy-matki tych startupów, polskiego venture buildera Daftcode.

– Polska ma świetnych programistów i inżynierów, jednak sama technologia to za mało, żeby startup osiągnął międzynarodowy sukces. Potrzebna jest też dobra strategia i managerowie, którzy poprowadzą prace nad produktem i rozwój biznesu we właściwym kierunku. Takich umiejętności uczymy podczas CEO Academy, a w kursie biorą udział studenci SGH i CEMS – najlepsi adepci kierunków biznesowych w Polsce. Z przyjemnością dzielimy się z nimi wiedzą i do dziś pracujemy w Daftcode z alumnami poprzednich edycji – mówi Paweł Seweryn, CEO Daftcode.

Serię wykładów CEO Academy wieńczą całodniowe warsztaty tworzenia strategii. Jest to też forma konkursu, którego zwycięzcy zyskają możliwość udziału w indywidualnym programie mentoringowym.

– CEMS Course uczy praktycznych umiejętności, które studenci wykorzystają stawiając swoje pierwsze kroki w biznesie. Dzięki CEO Academy i spotkaniom z CEOs polskich firm technologicznych mogą poznać cykl życia startupu od kulis, by następnie przekuć tę wiedzę na tworzenie własnych firm czy innych pomysłów na ścieżkę zawodową. To unikalne doświadczenie pomaga studentom zweryfikować ich teoretyczną wiedzę o biznesie i przełożyć ją na rzeczywiste działania. To bezcenna lekcja zarządzania biznesem – mówi prof. Piotr Płoszajski z Katedry Teorii Zarządzania w Szkole Głównej Handlowej, opiekun CEMS Course.

Spotkania CEO Academy potrwają od 10 marca do 16 maja i są skierowane do studentów studiów magisterskich Szkoły Głównej Handlowej. Zgłoszenia trwają do 18 lutego na stronie: ceoacademy.daftcode.com.

Prawa przedsiębiorców w zderzeniu z praktyką działań skarbówki

Nowy akt prawny tworzący korzystne, przejrzyste i stabilne warunki do prowadzenia działalności gospodarczej oraz wzmacniający gwarancje wolności i praw przedsiębiorców to uzasadnienie rządowego projektu ustawy – Prawo przedsiębiorców. A jak dwa lata później deklaracje te wyglądają w praktyce?

23 listopada 2017 r. rząd złożył w Sejmie projekt ustawy – Prawo przedsiębiorców (druk sejmowy nr 2051), która weszła w życie 30 kwietnia 2018 r., a której celem było zastąpienie dotychczasowej ustawy o swobodzie działalności gospodarczej oraz reforma prawno-instytucjonalnego otoczenia przedsiębiorców i wykonywanej przez nich działalności gospodarczej.

Jak deklarowali twórcy tego projektu: „Oprócz pełniejszego zagwarantowania przedsiębiorcom wolności działalności gospodarczej, celem ustawy – Prawo przedsiębiorców jest normatywne rozwinięcie i stworzenie ustawowych gwarancji innych jeszcze podstawowych zasad konstytucyjnych, w tym zasad wywodzonych z zamieszczonej w art. 2 Konstytucji RP klauzuli demokratycznego państwa prawnego takich jak: zasada pewności i bezpieczeństwa prawnego, zasada zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa…” (Uzasadnienie rządowego projektu ustawy – Prawo przedsiębiorców, druk nr 2051).

Organy skarbowe a prawa podstawowe

Tyle że w praktyce, mimo upływu już ponad półtora roku funkcjonowania ustawy, przedsiębiorcom przychodziło niejednokrotnie mierzyć się z łamaniem tej konstytucyjnej klauzuli demokratycznego państwa prawnego. W wyroku z 7 listopada 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, orzekając o rażącym naruszeniu prawa przez naczelnika jednego z warszawskich urzędów skarbowych przedłużającego bezprawnie przedsiębiorcy termin zwrotu VAT w kwocie ponad 4 mln zł mimo korzystnego dla niego rozstrzygnięcia sądu w przedmiocie tego zwrotu, stwierdził:

„Naczelnik US (…) w istocie zanegował stan prawny powstały na skutek uprawomocnienia się powyższego wyroku, co oznacza, że zakwestionował treść tego wyroku. Sytuację taką sąd orzekający w tej sprawie uznał za niedopuszczalną w demokratycznym państwie prawnym” (sygn. akt III SAB/Wa 48/19).

(Nie)rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatników

Ale sama ustawa – Prawo przedsiębiorców konstytuuje kilka naczelnych zasad, jakie obowiązywać mają w obrocie gospodarczo-prawnym zarówno przedsiębiorców, jak i urzędników. Dwie z nich: zasadę domniemania uczciwości oraz zasadę domniemania stanu faktycznego na korzyść podatnika wyraża przepis art. 10. Stanowi on, że organy zobowiązane są kierować się w swoich działaniach zaufaniem do przedsiębiorcy, zakładając, że jego działania są zgodne z prawem, uczciwe i z poszanowaniem dobrych obyczajów, a niedające się rozwiać wątpliwości co do stanu faktycznego należy rozstrzygać na jego korzyść. A jak wyglądają realia?

W listopadzie 2018 r. naczelnik jednego z urzędów celno-skarbowych podwyższył przedsiębiorcy podstawę opodatkowania z tytułu importu towarów, mimo iż w żaden sposób nie uzasadnił, dlaczego powziął wątpliwości co do prawidłowości jej ustalenia przez przedsiębiorcę ani dlaczego jego interpretacja tych wątpliwości jest jedynie słuszna. Uchylając zaskarżoną decyzję fiskusa, WSA w Gorzowie Wielkopolskim orzekł:

„Tymczasem w decyzji będącej przedmiotem zaskarżenia w niniejszym postępowaniu organ nie dokonał podziału wskazanych w umowie usług na związane i niezwiązane z pośrednictwem. (…) W sposób dorozumiany uznał wszystkie inne usługi za związane z pośrednictwem. Nie wyjaśnił jednak swoich motywów (…) Organ dokonał podziałów wydatków wskazanych w nr 3 Sprawozdania w sposób niekorzystny dla podatnika” (sygn. akt I SA/Go 324/19).

W przypadku innego przedsiębiorcy fiskus odmówił mu prawa do odliczenia VAT z dokonanych transakcji nabycia aut, mimo ich rzeczywistego przeprowadzenia, bo uznał, że przedsiębiorca ten brał udział w oszustwie podatkowym. Powołując się na orzecznictwo NSA i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, WSA w Łodzi w wyroku z 19 listopada 2019 r. pouczył organy, że aby móc pozbawić podatnika możliwości odliczenia VAT, trzeba wcześniej udowodnić mu winę (sygn. akt I SA/Łd 633/19).

In dubio pro libertate

Ordynacja podatkowa w art. 2a zawiera zasadę, zgodnie z którą: „Niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika” (Dz.U. 2019 poz. 900). Co więcej, dla umocnienia doniosłości znaczenia tej deklaracji została ona powielona i zawarta w art. 11 ust. 1 ustawy – Prawo przedsiębiorców: „Jeżeli przedmiotem postępowania przed organem jest nałożenie na przedsiębiorcę obowiązku bądź ograniczenie lub odebranie uprawnienia, a w sprawie pozostają wątpliwości co do treści normy prawnej, wątpliwości te są rozstrzygane na korzyść przedsiębiorcy…” (Dz.U. 2018 poz. 646). Obraz przestrzegania przez organy tej zasady w relacjach z przedsiębiorcami, jak i wskazanych wyżej zasad wynikających z art. 10, przedstawia wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 25 maja 2018 r.:

„…odnosząc się do twierdzeń zawartych w skardze kasacyjnej, że działania skarżącej polegające na przekazywaniu na konto funduszu środków z innych źródeł (…) mogą prowadzić do nadużycia prawa i ewentualnego pokrzywdzenia innych podmiotów należy uznać je za pozbawione usprawiedliwionych podstaw. Domniemanie nieuczciwego działania skarżącej nie ma żadnego uzasadnienia na tle zasad obowiązujących w polskim porządku prawnym. (…) W obecnym stanie prawnym wprowadzono na mocy ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (Dz.U. z 2018 r., poz. 646) katalog praw i obowiązków przedsiębiorców oraz obowiązków organów, które mają stanowić wytyczne interpretacyjne dla organów stosujących prawo w relacji przedsiębiorca – administracja. W tym zdefiniowano te relacje w myśl zasad: domniemania uczciwości przedsiębiorcy (art. 10 ust. 1), rozstrzygania wątpliwości faktycznych na korzyść przedsiębiorcy (art. 10 ust. 2) i przyjaznej interpretacji przepisów – in dubio pro libertate (art. 11 ust. 1)” (sygn. akt II FSK 1292/16).

Swoboda działalności, a w zasadzie jej brak

Naruszenie innej z fundamentalnych zasad ustawy – Prawo przedsiębiorców zawartej w art. 8 stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w bardzo ważnym postanowieniu z 5 grudnia 2018 r. Uchylając wówczas zaskarżone rozstrzygnięcie organów naruszające nie tylko tę, ale i konstytucyjne zasady prowadzenia działalności gospodarczej, orzekł:

„…na podstawie obowiązującego art. 8 Prawa przedsiębiorców przedsiębiorca może podejmować wszelkie działania, z wyjątkiem tych, których zakazują przepisy prawa. Przedsiębiorca może być obowiązany do określonego zachowania tylko na podstawie przepisów prawa.(…) Wolność gospodarcza, deklarowana w art. 20 w zw. z art. 22 Konstytucji RP, traktowana jest jako publiczne prawo podmiotowe o charakterze negatywnym, któremu odpowiada ogólny obowiązek państwa nienaruszania swobody działania podmiotów gospodarczych w sferze prowadzonej przez nie działalności gospodarczej” (sygn. akt II OSK 3298/18).

Prawo dla przedsiębiorców, ale nie dla organów

Oczywiście standardem, do którego przedsiębiorcy musieli się przyzwyczaić, jest także to, że we wszystkich przywołanych wyżej przypadkach, w których błędne decyzje i postanowienia wydawały organy podatkowe pierwszych instancji, ich rozstrzygnięcia były utrzymywane w mocy przez organy podatkowe drugiej instancji. Dlatego ochrony przed naruszaniem swoich praw przedsiębiorcy musieli i nadal muszą dochodzić w sądzie. Powyższe pokazuje, że trudno o realizację kolejnej z zasad, wyrażonej w art. 12 ustawy – Prawo przedsiębiorców, zgodnie z którą: „Organ prowadzi postępowanie w sposób budzący zaufanie przedsiębiorców do władzy publicznej, kierując się zasadami proporcjonalności, bezstronności i równego traktowania”.

Ratunek przed urzędniczym bezprawiem

Jak zawarto w podsumowaniu raportu o przestrzeganiu praw przedsiębiorców w Polsce opublikowanym przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w październiku 2018 r.: „…prawa polskich przedsiębiorców w badanych latach są umiarkowanie przestrzegane. W roku 2017 wskaźnik uległ spadkowi w porównaniu do wcześniejszego roku. Sytuacja przedsiębiorców wciąż jest bliższa częściowego łamania praw aniżeli ich przestrzegania”.

Co prawda nowe Prawo przedsiębiorców zaczęło obowiązywać z końcem kwietnia 2018 r., czyli po upływie okresu objętego niniejszym raportem, ale biorąc za wskaźnik praktykę postępowania organów wobec przedsiębiorców, trudno spodziewać się, aby kolejny raport znacząco poprawił ten stan. Zwłaszcza że niemal martwa jest kolejna z zasad Prawa przedsiębiorców wyrażona w art. 13: „Funkcjonariusze publiczni ponoszą odpowiedzialność za naruszenie prawa spowodowane ich działaniem lub zaniechaniem…”. I już chyba tylko samych funkcjonariuszy i urzędników fiskusa może oburzać, że przedsiębiorcy tak chętnie decydują się na wyprowadzkę swojego biznesu za granicę, otwarcie tam rachunku swojej firmy, a nawet całkowitą zmianę rezydencji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Przyszłość reklamy DOOH – trendy i prognozy na rok 2020

Medium DOOH z każdym rokiem zyskuje na wartości. Cyfrowa reklama zewnętrzna rozwija się według prognoz i powinna utrzymać w nadchodzących latach tendencję wzrostową. Co sprawia, że reklamodawcy coraz chętniej decydują się na rozpoczęcie kampanii na cyfrowych ekranach OOH? Komu reklama DOOH zawdzięcza swój sukces?

Odpowiedzi na te pytania nie są jednoznaczne. Rynek reklamy zewnętrznej z roku na rok rozwija się coraz dynamiczniej, zarówno pod względem ilości nośników jaką oferuje swoim klientom, jak i możliwości technologicznych, które pozwalają na realizację coraz odważniejszych pomysłów.

Jak wynika z raportu opublikowanego przez IGRZ, po zakończeniu trzeciego kwartału 2019, sprzedaż DOOH na polskim rynku wyniosła 42,3 mln zł i była wyższa o 16,5% w porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku. Natomiast wyniki badań Warc z 2018 roku pokazują, że cyfrowy OOH będzie rósł w tempie 10,1% rocznie do 2021.

Wzrost liczby cyfrowych nośników OOH

Agencje reklamowe działające na polskim rynku w ubiegłym roku znacznie rozbudowały swoją ofertę poprzez dodawanie nowych lokalizacji ekranów, a tym samym zwiększanie liczby nośników opartych na najnowszych technologiach cyfrowych. Do rozwoju przyczyniła się m.in. agencja reklamowa Jet Line, która w drugiej połowie 2019 uruchomiła sieć nośników MORE (Miejskie Okna REklamowe) oferujących realizację oryginalnych, dynamicznych kampanii DOOH w najbardziej ruchliwych częściach Warszawy. Wtedy też reklamodawcy dostali do dyspozycji blisko 100 ekranów umieszczonych w witrynach sklepów, restauracji oraz punktach usługowych w stolicy. W niedalekiej przyszłości firma Jet Line planuje uruchomienie kolejnych ekranów w siedmiu kolejnych miastach Polski.

Rozwój możliwości reklamy DOOH

Oprócz zyskania przez reklamodawców większej dowolności w doborze ekranów wykorzystywanych w kampanii, medium DOOH dało możliwość realizowania coraz ciekawszych i bardziej odważnych pomysłów, np. poprzez danie odbiorcom możliwości czynnego uczestnictwa w kreowaniu treści wyświetlanych na cyfrowych ekranach zewnętrznych.

Coraz więcej agencji reklamowych działających na polskim rynku reklamy zewnętrznej, przy współtworzeniu kampanii dla klientów wzoruje się na zagranicznych realizacjach. Dobrym przykładem jest kampania zrealizowana w 2019 w Wielkiej Brytanii przez firmę BT – dostawcę usług telewizyjnych, Internetu i telefonii komórkowej – projekt organizacji „Beyond Limits” wspierającej osoby mające trudności w nauce. Przeprowadzona akcja reklamowa miała na celu zachęcenie najmłodszego pokolenia do zdobywania kwalifikacji w dziedzinie programowania. W tym celu firma Publicis • Poke stworzyła bezpieczną aplikację, która umożliwia dzieciom kreowanie wyglądu ich własnych awatarów, w tym doboru koloru włosów, oczu i skóry, kształtu twarzy, a także wyboru cech charakterystycznych, takich jak okulary czy nakrycia głowy. Realizacja DOOH dała dzieciom szansę poznania możliwości programowania. Dzięki stworzonej na potrzeby kampanii aplikacji,  mieli oni możliwość zmiany kodu programistycznego, który pozwalał na odwzorowywanie ich własnego wizerunku.

Realizacja przeprowadzona przez firmę BT to oryginalny sposób na wykorzystanie medium DOOH do zaangażowania najmłodszej publiczności. Kampanię stworzoną przez uczniów brytyjskich szkół miało szansę zauważyć ponad 270 tys. osób, którzy codziennie przechodzą przez Piccadilly Circus. Dzieci, dzięki  dedykowanej aplikacji, mogły w bezpieczny sposób korzystać z tabletów, które umożliwiały im wprowadzanie w czasie rzeczywistym zmian w pisanym przez nich kodzie, a co za tym idzie  na zmianę wyglądu ich osobistego awatara.

Synergia kampanii DOOH z działaniami prowadzonymi w mediach społecznościowych

Oprócz zwrócenia uwagi odbiorcy poprzez odpowiedni dobór nośników do kampanii oraz stworzenie ciekawego pomysłu na kampanię, liczy się również sposób w jaki reklamodawca wpłynie na zapamiętanie reklamy przez użytkownika. Świetnym rozwiązaniem pozwalającym wydłużyć kontakt z odbiorcą jest wzmocnienie przekazu poprzez wyświetlenie reklamy tego samego produktu lub usługi na urządzeniu mobilnym, np. w mediach społecznościowych. Synergia prowadzonych działań reklamowych (przeniesienie odbiorcy reklamy DOOH do sieci, w tym do wyszukiwarek i mediów społecznościowych) znacznie wpływa na osiągnięcie sukcesu przez reklamodawcę.

Według raportu opublikowanego przez Facebook w 2019 roku, przy powszechnej popularności smartfonów, wysoka zauważalność reklam OOH w przestrzeni miejskiej idzie w parze z działaniami prowadzonymi w Internecie, także w mediach społecznościowych. Średnio  4 na 10 ankietowanych (38%) stwierdziło, że obejrzana reklama OOH zachęciła ich do odwiedzenia strony promującej się marki na Facebooku lub opublikowaniu na tym portalu wpisu z oznaczeniem danej marki. 25% biorących udział w badaniu zdecydowało się na opublikowanie posta na temat obejrzanej kampanii na Instagramie.

Inwestycje poczynione przez firmy reklamowe na rozbudowę sieci nośników oraz rozwój możliwości technologicznych sprawiły, że cyfrowa reklama zewnętrzna wciąż zyskuje w oczach reklamodawców. Lepsze wykorzystanie potencjału nośników reklamowych bezpośrednio przekłada się na rosnącą sprzedaż tego medium. Cyfrowa reklama DOOH, w porównaniu do lat ubiegłych, wciąż ewoluuje, przez co staje się coraz bardziej skutecznym i chętniej wybieranym medium reklamowym.

Autor: Diana Polska-Pękala – Marketing & PR Manager w MyLED, odpowiedzialna m.in. za public relations, budowanie komunikacji marketingowej firmy oraz kreowanie kampanii na nośnikach DOOH, dostosowanych do potrzeb klientów. Pasjonuje się innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi wykorzystywanymi w cyfrowej reklamie OOH oraz tworzeniem pozytywnego wizerunku marki.

Koronawirus zaszkodził spółkom GPW, ale nie wszystkim

Pierwszy miesiąc 2020 roku nie przyniósł długo oczekiwanego przełamania negatywnego trendu i GIP60 spadł o 1,59 proc. do poziomu 779,63 pkt. Obiecujący koniec ubiegłego roku mógł dawać nadzieję na wzrost wartości polskich spółek produkcyjnych, które po słabym 2019 roku znajdowały się na relatywnie niskich poziomach. Niestety styczeń 2020 roku nie był jeszcze tym miesiącem, w którym akcje polskich producentów nagrodzą cierpliwość swoich akcjonariuszy.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc styczeń. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Oceniając wyniki polskich producentów na giełdzie nie można pominąć ogólnej sytuacji na polskim rynku akcji. A ta po raz kolejny nie należała do najlepszych, choć można dopatrzeć się kilku pozytywów. Indeks szerokiego rynku WIG, spadł o 2,0 proc., a korekta na akcjach największych spółek z GPW była jeszcze głębsza i sprowadziła indeks WIG20 aż 3,9 proc. niżej niż przed miesiącem. Stosunkowo dobrze radziły sobie za to małe i średnie spółki, co przełożyło się na wzrost SWIG80 o 4,8 proc. i MWIG40 o 2,6 proc. Większość polskich producentów z indeksu GIP60 zalicza się do spółek małych i średnich, więc wydawało się, że GIP60 skorzysta z rosnącego popytu na te spółki, ale niestety fala wzrostu i tym razem ominęła wiele polskich spółek produkcyjnych.

Rozwiązaniem zagadki słabszej dyspozycji GIP60 w styczniu są wyniki spółek z branży przemysłu lekkiego, producenci tworzyw sztucznych i projektanci z branży odzieżowej, których walory taniały odpowiednio o 3,22 proc. m/m, 3,11 proc. m/m i 6,62 proc. m/m. Spółki z tych sektorów należą w przeważającej większości do największych spółek w całym portfelu GIP60 i ich oddziaływanie na ostateczny wynik indeksu jest największy i dlatego zaważyły one na słabszym wyniku GIP60.

Czas na odbicie w motoryzacji?

Zwycięstwo w styczniowym rankingu GIP60 przypadło chemicznej spółce MERCATOR MEDICAL, której akcje w ciągu miesiąca wzrosły z 9,95 zł do 16,86 zł, co daje imponującą stopę zwrotu na poziomie 69,45 proc. Spółka należy do nielicznych przypadków, którym epidemia koronawirusa nie zaszkodziła, a wręcz dała paliwa do imponującego wzrostu kursu akcji. W portfelu grupy znajduje się m.in. fabryka rękawic medycznych w Tajlandii, na które wzrósł w ostatnim czasie skokowo popyt, co bardzo pozytywnie wpływa na wyniki grupy MERCATOR MEDICAL.

Miejsce drugie dla spółki URSUS, która w ostatnich latach przeżywała bardzo ciężki okres i poważnie nadwyrężyła zaufanie inwestorów do jej papierów wartościowych. Liczne problemy i kolejne emisje sprowadziły kurs akcji do poziomu kilkudziesięciu gorszy. Jednakże zanotowany w styczniu wzrost z 0,555 zł do 0,725 zł (30,87 proc.) daje nadzieję, że inwestorzy nie skreślili jeszcze spółki na dobre i wystarczył, aby URSUS znalazł się na drugim miejscu rankingu GIP60.

Miejsce trzecie również dla spółki z branży motoryzacyjnej, ale znajdującej się w nieco odmiennej sytuacji, bo w teorii sprzedaż nowych naczep i udział spółki w polskim rynku naczep spada, ale wolniej niż przewidywano, a dodatkowo spółka coraz śmielej zaczyna działać na wielkich rynkach zachodnioeuropejskich. Mowa tu oczywiście o wieluńskiej spółce WIELTON, która za wzrost ceny akcji z 5,95 zł do 7,16 zł (+20,34 proc.) osiągnęła trzecie miejsce w styczniowym rankingu GIP60.

Obie spółki z branży motoryzacyjnej, które znalazły się na podium GIP60 można potraktować jako przykłady dobrze obrazujące sytuację spółek z tej branży. Przez większą część zeszłego roku traciły one na wartości, ale od niedawna ten negatywny trend zdaje się odwracać. Jest to szerszy trend, który odzwierciedlił się w wynikach WIG-MOTO, który w styczniu zyskał 10,3 proc. widać to też w grupie polskich producentów z tej branży – średnia stopa zwrotu dla spółek motoryzacyjnych z portfela GIP60 wyniosła                   w tym czasie 16,55 proc. Porównując historyczne wyceny tych spółek z bieżącą wartością rynkową można dojść do wniosku, że mają one w dalszym ciągu duży potencjał do dalszych wzrostów, choć tu oczywiście dużo będzie zależało m.in. od sytuacji spółek branży motoryzacyjnej w Niemczech, którą niestety od dłuższego czasu trawi postępujące spowolnienie.

Poprawa nastrojów w przemyśle europejskim

Badania ankietowe prowadzone na grupie ok. 200 firm produkcyjnych przez IHS Markit wykazały, że nastroje wśród polskich menedżerów logistyki ponownie uległy pogorszeniu. Indeks PMI® znajdujący się od wielu miesięcy poniżej neutralnego poziomu 50 pkt., zyskiwał na wartości w ostatnim kwartale 2019 roku, ale w styczniu spadł do poziomu 47,4 (z 48 w grudniu). Prawdopodobnie ma to związek z osłabieniem gospodarczym jakie zaobserwowaliśmy w IV kwartale ub.r. i oczekiwanym potwierdzeniem spowolnienia w branży w postaci publikowanych przez GUS wyników produkcji sprzedanej przemysłu, które poznamy dopiero w połowie lutego.

Pierwszy raz od dawna poprawiły się za to nastroje w Niemczech, gdzie tamtejszy PMI® dla przemysłu wzrósł do poziomu 45,3 pkt, co nie jest może najlepszym wynikiem, ale należy przyjąć go z optymizmem po serii wcześniejszych obserwacji na poziomie 43 pkt. Ogólnie nastroje w przemyśle poprawiły się w większości gospodarek strefy euro i obecnie odczyty PMI® w tej grupie oscylują wokół neutralnego poziomu 50 pkt.

Napięta sytuacja geopolityczna ciąży rynkom akcji

Pierwszy miesiąc 2020 roku obfitował w wiele zdarzeń silnie wpływających na światowe rynki i postrzeganie ryzyka inwestycyjnego. Napięcie na linii Iran – USA z początku roku, klarujące się porozumienie na linii Chiny – USA, czy wreszcie pandemia koronawirusa z Wuhan, to najoczywistsze przykłady zdarzeń, których echo do dziś odbija się na wielu światowych rynkach.

Warto zdawać sobie sprawę, że w sytuacji rosnącej niepewności na świecie inwestorzy wycofują środki                    z inwestycji o wyższym poziomie ryzyka, a nasz rodzimy rynek akcji ciągle znajduje się w koszyku tych bardziej ryzykownych rynków, przez co odczuwamy boleśnie każde zawirowanie. Dotyczy to szczególnie  akcji największych spółek z WIG20, które mają w swoim akcjonariacie największy udział inwestorów zagranicznych.

Develia podsumowała 2019 rok

Miniony rok w Develia S.A. zostanie zapamiętany jako czas dużych transakcji. Spółka zamknęła umowy sprzedaży dwóch obiektów biurowych oraz podpisała wstępne porozumienie dotyczące trzeciego biurowca – warszawskiego Wola Center, które sfinalizowano w styczniu 2020 roku. Łączny przychód ze sprzedaży trzech nieruchomości przekroczył kwotę 215 mln euro. Ponadto w 2019 roku, dzięki oddaniu do użytkowania budynku Wola Retro, spółka przekroczyła zapowiadaną barierę 200 tys. mkw. wybudowanej powierzchni komercyjnej.

W 2019 roku Develia przeprowadziła jedne z największych transakcji obiektów biurowych na rynkach regionalnych. Sprzedaż katowickiego Silesia Star i wrocławskiego Retro Office House na rzecz spółki z grupy Globalworth Poland Real Estate opiewała na kwotę 113,175 mln euro.

Zgodnie z przyjętą strategią sprzedaży w pełni skomercjalizowanych i świetnie funkcjonujących biurowców w lipcu 2019 roku zamknęliśmy pierwszą w historii naszej firmy sprzedaż obiektów zlokalizowanych w Katowicach i Wrocławiu. Był to niewątpliwie krok milowy w rozwoju naszej spółkimówi Michał Hulbój, p.o. prezesa Develia S.A. W styczniu 2020 sfinalizowaliśmy umowę sprzedaży naszej największej inwestycji, zlokalizowanego w Warszawie biurowca Wola Center. Zrealizowane transakcje oraz duże zainteresowanie funduszy inwestycyjnych naszymi obiektami  świadczą o ich wysokiej wartości biznesowej  – dodaje Michał Hulbój.

Proces sprzedaży Woli Center został zamknięty w styczniu 2020. Nowym właścicielem kompleksu została spółka Gisla, należąca do funduszu Hines. Wartość umowy  została ustalona na 101,9 mln. Transakcje dotyczące trzech obiektów Develia S.A. przyniosły spółce w sumie 215,075 mln euro wpływu.

Ponad 200 tys. mkw. powierzchni komercyjnej

Zgodnie z planem w trzecim kwartale 2019 roku Develia S.A. przekroczyła poziom 200 tys. mkw. oddanej do użytku powierzchni komercyjnej. Wszystko za sprawą warszawskiej inwestycji spółki – Wola Retro. 24 500 mkw. łącznej powierzchni to jedna z największych przestrzeni biurowych oddanych w 2019 roku na stołecznym rynku. Projekt kompleksu został wykonany przez architektów z biura Kuryłowicz & Associates. Generalnym wykonawcą obiektu, a zarazem jego głównym najemcą, zajmującym ponad 8 000 mkw., została firma Budimex.

Unikalny projekt budynku zaintrygował nas od samego początku. Z przyjemnością podjęliśmy się wyzwania, jakim było dostosowanie do wymagań rynkowych przedwojennego obiektu oraz połączenie go z nowym dziesięciokondygnacyjnym biurowcem. Wynajęcie biura w Wola Retro było dla nas naturalną decyzją. Ta lokalizacja została wybrana przez naszych pracowników jako najkorzystniejsza. Inwestycja gwarantuje dobre skomunikowanie. Znajduje się w pobliżu dwóch stacji metra, przystanków tramwajowych i autobusowych. Odznacza się także wysoką jakością wykonania, na którą mieliśmy sami wpływ jako wykonawca mówi Dariusz Blocher, prezes Budimex SA.

Poziom komercjalizacji Wola Retro wynosi obecnie 65%. Do wynajęcia w budynku pozostało 8 800 mkw.

Dobre wiadomości z obiektów multifunkcyjnych

Dobre wiadomości dla spółki napływają również z dwóch wrocławskich obiektów multifunkcyjnych. Część handlowa Arkad Wrocławskich utrzymała wzrastającą dynamikę odwiedzalności i zakończyła rok odbiciem trafficu oraz obrotów. Pokazuje to, że przyjęta przez centrum strategia dedykowana rodzinom z dziećmi przyniosła wymierne efekty. 2019 rok w biurowej części obiektu to czas stabilnej komercjalizacji na poziomie 99% i małego ruchu w portfolio najemców. W ciągu roku w biurowcu podpisano trzy nowe umowy najmu, a jeden z kluczowych najemców, kancelaria Olesiński&Wspólnicy, zdecydowała się na przedłużenie umowy.

– Niezwykle ważne dla całej spółki są dobre wyniki naszych wrocławskich obiektów typu mixed-use. Pokazują one, że podejmując się rewitalizacji i wprowadzenia nowych strategii rozwoju tych budynków, zrobiliśmy krok we właściwym kierunku. Niesłabnącą pozycję na rynku Arkad Wrocławskich podkreśla kompletne portfolio najemców części biurowej. Pojawiające się wolne przestrzenie budzą duże zainteresowanie firm i są szybko wynajmowane – mówi Piotr Pirogowicz, dyrektor zarządzający w Develia S.A.Stabilny portfel najemców biurowych posiada również Sky Tower. Jednak także tutaj przygotowujemy się na zmiany zachodzące na rynku. Chcemy zapewnić naszym najemcom, turystom oraz mieszkańcom Wrocławia możliwość spędzenia wartościowego czasu wolnego w budynku. Obecnie przygotowujemy unikalną strefę kulinarną Sky Kitchen na parterze obiektu. W kolejnych etapach planowanych udogodnień chcemy, aby na wysokich piętrach powstał Sky Bar, idealne miejsce na spotkania i rozmowy biznesowe. Pracujemy nad tym, aby Sky Tower był postrzegany jako nowoczesna atrakcja turystyczna, kompleks biurowo – rozrywkowy, który żyje zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorami. Aktualnie skupiamy się na poszukiwaniu najemców, którzy pasują do naszej koncepcji w tym obszarze  – dodaje Piotr Pirogowicz.

W  ciągu minionego roku w Sky Tower ośmiu najemców biurowych przedłużyło umowy najmu, sześciu z nich zdecydowało się wynajęcie dodatkowej powierzchni. W wieżowcu pojawiło się również pięć nowych firm. Poziom komercjalizacji powierzchni biurowych obiektu wynosi obecnie blisko 98%.

Nowe inwestycje

W 2019 roku Develia S.A. zakupiła za blisko 32 mln złotych grunt przy ulicy Kolejowej we Wrocławiu. Na działce o wielkości 5 428 mkw. zaplanowano budowę nowoczesnego biurowca.

W 2020 roku przedstawimy gotowy projekt budynku, który powstanie we Wrocławiu przy ulicy Kolejowej. Możemy zdradzić już teraz, że najlepsi projektanci pracują nad tym, aby obiekt współgrał  z zabudową architektoniczną dzielnicy i miał pozytywny wkład w rozwój tej części miasta mówi Piotr Pirogowicz.W nadchodzącym czasie będziemy skupiać się również na wyszukiwaniu i akwizycji kolejnych gruntów pod nowe inwestycje, zarówno na rynkach regionalnych, jak i w Warszawie – dodaje Piotr Pirogowicz.

W 2020 Polskę czeka stabilny rozwój gospodarczy, ale również wiele wyzwań

Styczeń to moment prognoz ekonomicznych na rozpoczynający się rok. U progu kolejnej dekady ekonomiści zapowiadają stabilność i nieprzerwany rozwój polskiej gospodarki. Oczywiście nie zapominają o wyzwaniach, którym w tym roku będziemy musieli stawiać czoła. Jedno z najważniejszych kryje się tuż za naszą zachodnią granicą. Spowalniająca gospodarka Niemiec już zaczęła wpływać na polski eksport – a zadaniem polskiego rządu jest odpowiednie zamortyzowanie strat, by nie ucierpiała na tym nasza gospodarka. Rok 2020 jest także kluczowy dla inwestycji realizowanych w Polsce z funduszy europejskich, gdyż czeka nas negocjowanie Umowy Partnerstwa. W niej zostaną zapisane cele, które Polski rząd zobowiąże się zrealizować za pomocą otrzymanych funduszy. Przed Polską stoją też wyzwania związane z globalnymi wydarzeniami – między innymi Brexitem i zagrożeniem klimatycznym.

– Polska gospodarka będzie się dobrze rozwijać w następnym roku, jednak przed politykami stoi kilka wyzwań. To między innymi kwestie nowej umowy handlowej z Wielką Brytanią – która będzie negocjowana po 31 stycznia, kiedy to Brytyjczycy oficjalnie wystąpią z Unii Europejskiej – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Będziemy musieli zadbać o polskich przedsiębiorców zarówno w okresie przejściowym, jak i po zawarciu nowych umów. Do tego dochodzą wyzwania związane z kwestiami polityki klimatycznej. W wyniku rosnącego zagrożenia klimatycznego czeka nas transformacja energetyczna, która poskutkuje wzrostem cen prądu i paliw. To może bardzo mocno odbić się na konkurencyjności polskiej gospodarki. Taka perspektywa na pewno wpłynie na decyzje polityczne, a także na przyszłe inwestycje przedsiębiorców – zapowiada Roszkowski.