Do 2050 roku 5,8 mld ludzi będzie mieć krótkowzroczność. Przyczyną nadużywanie smartfonów i tabletów

Do 2050 roku ponad połowa ludzi na świecie będzie krótkowzroczna – wynika z danych WHO. Przyczyną epidemii miopii jest nadużywanie tabletów i smartfonów – patrzenie ze zbyt bliskiej odległości zmusza oczy do dużego wysiłku i upośledza ich pracę. Jedyną trwałą metodą korygowania krótkowzroczności jest operacja. Nowoczesne techniki chirurgiczne pozwalają na szybkie odzyskanie ostrości widzenia, zmniejszają dyskomfort po zabiegu oraz minimalizują ryzyko wystąpienia powikłań.

Wzrok to najważniejszy z ludzkich zmysłów. Za jego pomocą odbieramy bowiem 80 proc. wszystkich wrażeń z otaczającego nas świata. Jest głównym analizatorem procesów poznawczych – umożliwia gromadzenie informacji i poznawanie otoczenia, ułatwia odnajdywanie się w przestrzeni i unikanie zagrożeń. Wzrok pomaga również wyrażać i rejestrować komunikaty pozawerbalne, stanowiące większą część komunikacji międzyludzkiej, oraz wyrażać uczucia i emocje. Oczy bardzo często przejmują funkcję innych zmysłów, są też od nich bardziej rozwinięte – podczas gdy zmysł smaku odróżnia zaledwie kilka smaków, wzrok jest w stanie rozpoznać ponad 160 kolorów i ok. 600 tys. ich odcieni.

– Widzenie jest dobrem, które trudno przecenić. Ewolucja doprowadziła do tego, że ze wszystkich zmysłów, jakie człowiek ma, widzenie jest najważniejsze. Upośledzenie lub brak widzenia powoduje, że człowiek staje się głęboko niepełnosprawny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jerzy Szaflik, właściciel Centrum Mikrochirurgii Oka Laser w Warszawie.

Ludzie na całym świecie mają jednak coraz większe problemy ze wzrokiem. Epidemią XXI jest miopia, czyli krótkowzroczność. WHO podaje, że już w 2020 liczba osób krótkowzrocznych sięgnie 2,5 mld, do 2050 roku przekroczy 5,8 mld. Oznacza to, że za nieco ponad 30 lat ponad połowa populacji ludzkiej będzie krótkowzroczna. Miopia jest chorobą dziedziczną, za jej powstawanie i rozwój odpowiadają jednak również czynniki środowiskowe.

 Coraz więcej krótkowzroczności zaczęło się pojawiać od połowy XX wieku. Spowodowane to było najprawdopodobniej tym, że ludzie coraz więcej patrzyli do bliży, więcej pisali, czytali, natomiast w tej chwili, w dobie komputerów, liczba wad wzroku krótkowzrocznych bardzo drastycznie wzrasta – mówi dr Elżbieta Archacka, lekarz chirurg okulista z Centrum Mikrochirurgii Oka Laser.

Wzrok ludzki przystosowany jest do patrzenia w dal, tymczasem współcześnie zmuszamy go do skupiania się na przedmiotach znajdujących się w niewielkiej odległości. W przypadku komputerów jest to ok. 40 cm, w przypadku smartfonów natomiast nawet 30 cm. Wymaga to podjęcia przez oczy zwiększonego wysiłku, czego efektem jest przeciążenie mięśni rzęskowych. Szkodliwy jest również kąt patrzenia na smartfony, który dodatkowo zwiększa się, gdy korzystamy z nich, stojąc.

 Dochodzi do kompensacyjnego wydłużenia gałki ocznej, a co za tym idzie – do przesunięcia się powstawania obrazu. Nie powstaje on na siatkówce, tylko przed, co niesie za sobą powstanie wady wzroku. Wszystkie urządzenia elektroniczne mogą doprowadzić do tzw. syndromu widzenia komputerowego czy wzroku cyfrowego – mówi Elżbieta Archacka.

Krótkowzroczność można korygować za pomocą soczewek kontaktowych lub okularów. Te pierwsze nie zawsze są jednak dobrze tolerowane przez oczy, te drugie natomiast bywają niewygodne – utrudniają wykonywanie wielu obowiązków zawodowych oraz uprawianie sportu. Bywają również dużym problemem natury estetycznej. Stanowią poza tym jedynie przejściowe rozwiązanie, trwałe efekty można bowiem wyłącznie uzyskać, stosując chirurgiczną metodę korekcji. Najbardziej zaawansowana technika operacyjna może skorygować krótkowzroczność do -10 dioptrii oraz astygmatyzm krótkowzroczny do -2 dioptrii.

– Metoda ta polega na usunięciu fragmentu rogówki z wnętrza. Ten fragment jest wycinany laserem, następnie przez lekarza chirurga usunięty. W momencie, kiedy zostaje usunięty, rogówka zmienia swój kształt, robi się bardziej wypłaszczona, co powoduje, że dochodzi do skorygowania wady – mówi dr Elżbieta Archacka.

W czasie operacji wykorzystywany jest laser femtosekundowy, bazujący na nowoczesnej technologii wzmacniania ultrakrótkich impulsów optycznych. Metoda SMILE umożliwia stosowanie lasera do bardzo precyzyjnego cięcia i wnikania w głąb tkanki, pozwalając tym samym na wykonywanie trudnych zabiegów. W 2018 roku twórcy tej technologii zostali wyróżnieni Nagrodą Nobla w dziedzinie fizyki. Operacje z wykorzystaniem lasera femtosekundowego są całkowicie bezpieczne, urządzenie jest bowiem wyposażone w system przerywający jego pracę w momencie wykrycia ruchu gałki ocznej. Sam proces wycięcia mikrosoczewki trwa natomiast zaledwie pół minuty.

 To metoda, po której bardzo szybko mamy pełną ostrość wzroku. Pacjent praktycznie na drugi dzień widzi już bardzo dobrze. Nie ma problemu suchości oka, ponieważ nie jest naruszona powierzchnia rogówki – mówi dr Elżbieta Archacka.

Operacje tego typu charakteryzuje ponadto skrócenie okresu rekonwalescencji po zabiegu. W przeciwieństwie do starszych metod chirurgicznej korekcji miopii nie ma w tym przypadku konieczności usunięcia nabłonka i wierzchnich warstw rogówki, co przekłada się na większy komfort pacjenta i zminimalizowanie ryzyka powikłań pooperacyjnych.

Na rynek trafi najmniejsze urządzenie do monitorowania pracy mózgu. Pomoże uczniom w nauce, a starszym osobom w walce z demencją

Nowoczesne urządzenia pomagają dokładnie odwzorować pracę mózgu. Badają, w jaki sposób i które części mózgu reagują na zapachy, kolory czy obrazy. Na tej podstawie potrafią rozpoznać początki chorób neurologicznych. Technologia EEG sprawdza, jaki obszar mózgu aktywuje się przy danej czynności. Aktywność mózgu można też mierzyć za pomocą technologii NIRS, a szybkość zmian przepływu krwi w mózgu obrazuje światło bliskiej podczerwieni. W połączeniu z innymi urządzeniami technologia pozwoli trenować mózg i w ten sposób zapobiegać demencji. Wkrótce najmniejsze tego typu urządzenie będzie dostępne na rynku.

– XB-01 to narzędzie do pomiaru aktywności mózgu za pomocą gier, a także za pośrednictwem naszych aplikacji wspierających aktywność mózgu. Stworzyliśmy je z myślą o uczniach i studentach, nauczycielach, a także o osobach starszych, aby zapobiegać demencji lub ją opóźnić – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Heinz Dommel, wiceprezes Hitachi High Technologies.

Choć ludzki mózg kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic, to dzięki nowym technologiom badań wiemy coraz więcej. Dzięki podczerwieni można np. zwizualizować przepływ krwi w mózgu. Wiązka światła w bliskiej podczerwieni odbija się w zależności od stopnia natlenienia krwi. W miejscu zwiększonej aktywności neuronów, a tym samym zwiększonego zapotrzebowania na tlen, jest inna częstotliwość fal świetlnych, niż tam, gdzie tlen został już oddany do tkanek. Można w ten sposób sprawdzić, jaki obszar mózgu aktywuje się przy danej czynności.

XB-01 umożliwia natomiast przesyłanie danych w czasie rzeczywistym przez bluetooth, co umożliwia pomiar aktywności mózgu w dowolnym miejscu i czasie.

– To prawdopodobnie najmniejsze tego typu narzędzie na świecie. Jest to technologia z wykorzystaniem czujników bliskiej podczerwieni (NIRS) opracowywana w Japonii od niemal 20 lat i testowana na różnych uczelniach. Pomiar krążenia krwi wykonywany jest na czole i nieco powyżej. Za pomocą aplikacji można obserwować aktywność mózgu w skali od zerowego do najwyższego poziomu. Widać więc jak aktywność mózgu rośnie – wskazuje Heinz Dommel.

Dzięki nowym technologiom można zobrazować pracę mózgu, połączenia między neuronami i ich współpracę. Za pomocą technologii EEG (elektroencefalografii) można z kolei rozpoznać wiele chorób neurologicznych już w początkowym stadium, np. obserwując reakcję mózgu i poszczególnych jego obszarów na określony zapach czy kolor. Na podstawie badań mózgu można trenować fale mózgowe odpowiedzialne za dobry sen, powstają też techniki relaksacyjne, które aktywują poszczególne obszary, a inne wyciszają. Zastosowanie narzędzi do pomiaru aktywności mózgu za pomocą podczerwieni może być jednak znacznie większe.

XB-01 umożliwia wizualizację aktywności mózgu w czasie rzeczywistym, tym samym pozwala na trening mózgu w dowolnym czasie. To o tyle istotne, że funkcje poznawcze mózgu zmniejszają się już po 25. roku życia. Sprawdzi się także w domach opieki, u osób starszych. Opóźni pojawienie się demencji, pozwoli walczyć z początkami Alzheimera. Urządzenie może też pomóc pracownikom lepiej radzić sobie z codziennymi stresami i szybko reagować na spadek koncentracji. Mogą je też wykorzystać firmy marketingowe – urządzenie sprawdzi reakcje mózgu na reklamy, pomoże też zaprojektować takie kampanie, które lepiej trafią do odbiorców.

– Może też znaleźć zastosowanie w szkołach, w nauczaniu prywatnym, w domach opieki, a także w biurach w celach szkoleniowych czy też w marketingu, kiedy chcemy porównać reakcje ludzi na różne produkty. Ostatnio produkt został również wykorzystany przez firmę produkującą zabawki. Dzieci korzystały z narzędzia przy różnych grach na inteligencję, wykazując się przy tym sporym zaangażowaniem – wymienia Heinz Domme.

Urządzenie pojawi się na rynku w 2020 roku. Według zapowiedzi będzie kosztować ok. 350 euro.

Producenci gadżetów erotycznych sięgają po sztuczną inteligencje i VR. Nowe technologię mają zwiększyć odczuwanie przyjemności

Zabawki erotyczne są coraz bardziej inteligentne. Na rynku są dostępne wibratory, które rejestrują ruchy dna miednicy i badają poziom podniecenia. Regulowane pierścienie do noszenia na prezerwatywach mierzą wydajność seksualną, wykrywają różne pozycje i liczą kalorie. Można też znaleźć urządzenia zsynchronizowane z wrażeniami VR z filmów pornograficznych. Crescendo to z kolei pierwszy na świecie wibrator sterowany za pomocą aplikacji mobilnej, który wygina się i dostosowuje do każdego kształtu ciała.

– Korzystanie z technologii w sypialni pomaga w zainicjowaniu rozmowy o tym, co jest przyjemne, jak rozwinąć pozytywne doznania. W naszym urządzeniu Crescendo można zacząć od trybu manualnego, w ramach którego za pomocą różnych silników i schematów wibracji można osiągnąć różne poziomy intensywności. Co jednak najważniejsze, korzystając z produktu za pośrednictwem aplikacji można kontrolować intensywność i lokalizację wibracji. Można też poprosić partnera o przejęcie kontroli nad aplikacją – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Dominnique Karetsos z MysteryVibe.

Zabawek erotycznych jest coraz więcej, a dzięki nowym technologiom ich zadaniem jest nie tylko przyjemność. Na rynku można np. znaleźć wibratory, które po zintegrowaniu z aplikacją mierzą intensywność orgazmu i go wizualizują. Regulowane pierścienie mierzą wydajność seksualną, sprawdzają, w której pozycji najszybciej można uzyskać orgazm, przy okazji mierzą też liczbę spalonych kalorii. Coraz częściej można też znaleźć sex zabawki kontrolowane przez partnera przez Bluetooth, a za pośrednictwem aplikacji pozwalają sterować urządzeniem z dowolnego miejsca na świecie.

MysteryVibe opracowało natomiast wibrator, który wygina się dowolnie i dzięki temu dopasowuje się do każdego kształtu ciała.

– Crescendo jest wyjątkowo giętki i elastyczny. Wszyscy mamy te same części ciała, ale u każdego są one nieco inaczej ułożone. Wersja, którą właśnie wprowadzamy do sprzedaży, to elastyczny wibrator punktowy w wersji kompaktowej, który współpracuje z aplikacją – wymienia Dominnique Karetsos.

Firmy rywalizują nie tylko kształtem czy funkcją, lecz także rozmiarem zabawek erotycznych. Można więc kupić wibrator Hello Touch X, czyli jeden z najmniejszych gadżetów erotycznych. Składa się z dwóch silikonowych opuszek palców z wymiennymi wibracjami lub stymulacją elektrostatyczną. Rynek idzie za potrzebami, stąd dostępne są np. urządzenia neutralne płciowo.

– Technologia oferuje najróżniejsze możliwości, od rozwiązań wirtualnych poprzez seksroboty po technologię, która pomaga w inicjowaniu rozmowy i daje przyjemność. Mamy dostęp do technologii wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, więc przyszłość wygląda obiecująco i ekscytująco – ocenia ekspertka.

Coraz częściej gadżety powiązane są z rozszerzoną i wirtualną rzeczywistością. Przykładem może być Kiiroo Onyx, które współpracuje z BaDoinkVR, firmą zajmującą się produkcją filmów pornograficznych. W ten sposób powstał produkt zsynchronizowany z wrażeniami VR w czasie rzeczywistym. Wszystko widoczne na ekranie można od razu poczuć.

Rozwija się także rynek sex-robotów. Są realistyczne, reagują na głos i dotyk, mają wbudowane czujniki w głowie, rękach, piersiach oraz miejscach intymnych.

Jak jednak podkreśla ekspertka, zabawki erotyczne służą nie tylko przyjemności. Pozwalają zadbać o zdrowie seksualne, pozwalają lepiej poznać własne ciało, mogą też poprawiać relacje między partnerami.

Wszelkie formy technologii, które ułatwiają otwartą rozmowę o seksie i przyjemności, stanowią ułatwienie, a nie ograniczenie. Każda technologia, która umożliwia dialog na ten temat, jest dobra, niezależnie od tego, czy chodzi o aplikację do monitorowania płodności czy technologię, która pomaga w utrzymaniu wigoru lub radzeniu sobie z problemami ze wzwodem – ocenia Dominnique Karetsos.

CPI Property Group przejmuje prestiżowy biurowiec Warsaw Financial Center

CPI Property Group (CPIPG), największy właściciel nieruchomości komercyjnych
w Czechach, Berlinie i regionie Europy Środkowo-Wschodniej, kontynuuje zapowiadaną wcześniej ekspansję w Warszawie. Do portfolio grupy dołączył właśnie prestiżowy budynek biurowy Warsaw Financial Center.

Zgodnie z przyjętą strategią rozwoju, CPI Property Group wykupiło 100% udziałów w WFC Investments Sp. z o.o. od poprzednich właścicieli, którymi od końca 2012 roku, byli Allianz Real Estate i Curzon Capital Partners III, fundusz inwestycyjny zarządzany przez Tristan Capital Partners.

32-piętrowy Warsaw Financial Center, położony w ścisłym centrum Warszawy, u zbiegu ulic Emilii Plater i Świętokrzyskiej, oferuje łącznie 50 000 mkw. powierzchni najmu klasy A+. Ma 144 metry wysokości i jest jednym z pierwszych i najbardziej prestiżowych wysokościowców w mieście. W 2014 roku zyskał certyfikat LEED na poziomie Gold. Aktualnie, WFC jest niemal w całości wynajęte, a portfolio najemców obejmuje polskie i międzynarodowe firmy z branży finansowej i FMCG, kancelarie prawne i banki, w tym m.in.: Google Poland, Bloomberg, czy Kompania Piwowarska.

“Jesteśmy zadowoleni z jakości naszych akwizycji w Warszawie. Zgodnie z planem, do końca pierwszego kwartału 2020 roku, zamierzamy zainwestować w stolicy Polski ponad 800 milionów euro – mówi Martin Nemecek, CEO CPIPG – pozwala nam na to nasza stabilna sytuacja finansowa i dostęp do atrakcyjnego finansowania”

„Po przejęciu WFC, przeprowadziliśmy gruntowną modernizację hallu wejściowego i powierzchni na parterze budynku, a także pracowaliśmy nad wysokim poziomem najmu, który w tej chwili wynosi 99 procent. WFC jest dzisiaj prestiżową, wysokiej jakości nieruchomością, którą wyróżnia nowoczesny design i wiele pro-ekologicznych rozwiązań” – komentuje Matt Lunt, Executive Director, Portfolio and Asset Management w Tristan Capital Partners.

Zakup WFC to trzecia (po Equator IV i Eurocentrum), z zapowiadanych w październiku akwizycji CPIPG w Polsce. Po ostatnich zakupach, udział nieruchomości z zielonymi certyfikatami w portfelu CPIPG wzrósł z 8% do 16% (dane odnoszą się do GLA).

„Zakup zielonych nieruchomości to priorytet w strategii rozwoju CPIPG w regionie – mówi Tomas Salajka, Head of Asset Management and Acquisitions w CPIPG – wierzymy w stabilną wartość certyfikowanych budynków i rosnące zainteresowanie najemców tego rodzaju lokalizacjami.”

Relacja z Life Science Open Space 2019

Mamy za sobą kolejną edycję Life Science Open Space. 26 listopada, w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków, już po raz dziewiąty spotkali się ludzie reprezentujący różne środowiska i interesy, dla których wspólnym tematem są innowacyjne przedsięwzięcia dla zdrowia i jakości życia.  Impreza, organizowana przez Klaster Life Science Kraków, przyciągnęła ponad 400 osób z Polski oraz Czech, Belgii, Niemiec, Rumunii, Wielkiej Brytanii, Włoch a nawet dalekiej Japonii. Uczestnicy wzięli udział w 12 sesjach tematycznych i trzech specjalnych. Łącznie przedstawiono 140 prezentacji, z których większość to zaproszenia do współpracy w ramach różnego rodzaju innowacyjnych przedsięwzięć, projektów, start-upów, wyzwań. Po raz pierwszy w historii LSOS uczestnicy mogli umawiać się na indywidualne spotkania b2b za pośrednictwem systemu partneringowego. Chociaż tylko 248 osób skorzystało z tej opcji nawiązania relacji, to ich zdaniem, takie rozwiązanie dobrze spełniło swoje cele i warto wprowadzić ten mechanizm łączenia w przyszłych edycjach konferencji. Wszystkim wydarzeniom towarzyszyła wystawa, na której swoją ofertę prezentowały 33 podmioty, w tym NCBR, Miasto Kraków, MARR oraz Klastry Zrównoważona Infrastruktura z Krakowa i NutriBioMed z Wrocławia.

Taki jest kluczowy cel i formuła LSOS – umożliwić uczestnikom nawiązanie roboczych kontaktów, w oparciu o realne potrzeby, pomysły i inicjatywy. Każdy z wymienionych  modułów konferencji (Współpraca, Partnering i Wystawa) miał na celu ułatwiać identyfikowanie potencjalnych partnerów i zwiększać szanse na podjęcie współpracy. Unikalną cechą LSOS jest to, że to uczestnicy tworzą unikalną  atmosferę oraz zróżnicowany i inspirujący program – impreza umożliwia każdemu, kto realizuje innowacyjne przedsięwzięcia dla zdrowia i jakości życia, przedstawienie swojego projektu oraz oferty lub potrzeby współpracy. Zebrane razem na #LSOS19 stanowią masę krytyczną i oferują maksimum korzyści w postaci nowych kontaktów, partnerów, projektów, idei  i perspektyw. Międzynarodowy charakter, ambitne cele oraz szerokie spektrum zainteresowań łączy wspólny cel: twórzmy rozwiązania dla zdrowia i jakości życia.

„Otwarte innowacje” i „współpraca” oraz „zdrowie i jakość życia” to słowa klucze do udziału w LSOS.  Tutaj nie ma osób przypadkowych – spotkać można wyłącznie partnerów do rozwoju innowacyjnych projektów i usług oraz pasjonatów i użytkowników technologii i innowacji dla zdrowia i jakości życia.

Na LSOS promujemy tych, którzy w sposób szczególny wpisują się w cele konferencji. Jak co roku przyznane zostały nagrody w 3 kategoriach:

  • za „najlepszą prezentację” uznano wystąpienie Kamili Mitki oraz Moniki Rybickiej  z Collegium Medicum UJ za prelekcję  pt. „Medycyna integracyjna – innowacyjne połączenie Wschodu z Zachodem dla uzyskania lepszej opieki zdrowotnej”. Nagroda ta została przyznana przez uczestników imprezy, którzy poprzez głosowanie wyróżnili tę prezentację, jako najbardziej przekonywującą, najlepiej przygotowaną i przedstawioną;
  • nagrodę za „Najlepszy przykład praktycznego podejścia do koncepcji Open Innovation” otrzymał Szymon Bernat  z Innomedbook.pl  za wystąpienie pt. „Innomedbook Polish Healthcare Innovations Database”. Wyróżniono pomysł, który w sposób najbardziej praktyczny przyczynia się do rozwoju współpracy pomiędzy sektorami nauki i przemysłu. Nagroda została przyznana przez liderów sesji tematycznych w porozumieniu z Fundacją Klaster LifeScience Kraków;
  • nagrodę dla „Najlepszego Start-Upu  otrzymała firma GlucoActive za prezentację pt „Innovative glucose monitoring”. Nagrodę, 5000 zł i statuetkę LSOS odebrał Dariusz Gajewicz. Nagrodę przyznawało jury, w skład którego weszli przedstawiciele Fundacji Kraków Miastem StartUpów, Funduszu Human Alfa i  firmy Life Science Business Consulting.

Tradycyjnie już na zakończenie LSOS, uczestnicy mogli wziąć udział w sesji Inspiracje, której zasadniczym celem jest, jak wskazuje nazwa – zainspirowanie do działania poprzez pokazanie ciekawych i często ukrytych przykładów skutecznego, niesztampowego działania. Całość odbyła się w oprawie muzyczno-tanecznej – tym razem w tonacjach tanga argentyńskiego oraz przy lampce wyśmienitego wina rodzimej produkcji Uniwersytetu Rolniczego.

Przez ostatnie 10 lat złoto w styczniu drożało. Czy tak się zacznie 2020 r.?

Przez miesiąc cena złota spadła o 2,42 proc. Jednak styczeń jest od dziesięciu lat miesiącem szczególnym dla tego metalu szlachetnego. Czy to się powtórzy za kilka tygodni?

Bardzo dobre nastroje związane z negocjacjami pomiędzy USA i Chinami, dotyczące wojen handlowych, powodują, że w ostatnich tygodniach cena złota kontynuowała spadki.

Przyczyniły się też do tego zapowiedzi szefa Fed, że w najbliższym czasie stopy procentowe pozostaną bez zmian po ich trzech obniżkach w 2019 r.

– Poziomy w granicach 1 450 USD za uncję złota powinny utrzymać się w najbliższym czasie, a patrząc na sezonowość grudzień zwykle przynosił lekkie spadki, natomiast styczeń od 10 lat zawsze wzrosty cen złota, czyli na początku przyszłego roku powinniśmy oczekiwać odbicia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Czynnikiem, który mógłby przyspieszyć wzrost cen złota byłby spadek cen akcji na giełdach.

Ropa na huśtawce. Co dzieje się na rynku?

Black Friday zachwiał rynkiem ropy, ale rynek uspokoił się akurat w dniu szczytu kartelu. – Rynek zaczyna być nerwowy w oparach spekulacji, co może przynieść posiedzenie OPECocenia główny ekonomista TMS Brokers. Pytanie więc, czy mamy do czynienia z czymś więcej niż status quo?

Ropa WTI przebiła poziom 58 i znajduje się po środku przedziału wahań, który dominował przez niemal cały 2019 rok. Akurat zdarzyło się, że poziom równowagi na rynku ropy został przywrócony w dniu spotkania OPEC. Tym samym od decyzji kartelu może zależeć, czy rok zakończy się z pozytywnym lub negatywnym wydźwiękiem.

– Przestrzeń do wzrostu jest otwarta przynajmniej do strefy 60-60,95. Są to bowiem poziomy dołka z maja oraz szczytu z lipca 2019 r. Kolejnym oporem dla ceny mogą być maksima z września, kiedy to rynek obiegła informacja o ataku rakietowym na pola naftowe ARAMCO. Wydaje się, że tylko fiasko w zwiększeniu ograniczeń wydobycia przez OPEC mogłoby spowodować, że inwestorzy będą skupiać uwagę na piątkowych minimach – ocenia główny ekonomista TMS Brokers Konrad Białas.

Black Friday nie ominął rynku ropy. Z piątkowej przeceny o ponadprzeciętnej skali podnoszą się surowce energetyczne. Wszystko dzieje się w tle po sygnałach z Iraku o cięciach dostaw surowca przez kraje OPEC i zapowiedzi największego IPO największego koncernu naftowego świata w historii. Na główny plan wychodzi więc pytanie: OPEC zachowuje status quo, czy może chodzi o coś więcej?

Szczyt OPEC

Szczyt OPEC w Wiedniu skupia na sobie uwagę, bo komitet techniczny powstrzymał się od zaleceń dotyczących przyszłości porozumienia o ograniczeniu wydobycia, więc obserwatorzy i inwestorzy muszą polegać na pogłoskach dotyczących szykowanych decyzji. Głębsze cięcia wchodzą w grę, co pośrednio podsyca wzrosty cen ropy naftowej.Co dzieje się na rynku ropy

Według ostatnich doniesień od ministra ropy Omanu państwa arabskie osiągnęły konsensus, mówiący że porozumienie powinno zostać przedłużone. Wyjątkiem jest Irak, który forsuje głębsze cięcia o 400 tys. b/d, choć złagodził nieco stanowisko i oświadczył, że w zamian oczekuje przedłużenia dotychczasowych zobowiązań do końca przyszłego roku.

„Bloomberg” donosi, że Arabia Saudyjska może przyjąć inne stanowisko i poprzeć głębsze cięcia wydobycia, pod warunkiem, że będzie to sprzężone z rzetelniejszym realizowaniem limitów wydobycia przez inne państwa. W przeciwnym wypadku Arabia Saudyjska zagroziła, że podniesie wydobycie do poziomu, do którego się zobowiązała (obecnie produkcja Arabii Saudyjskiej jest o ok. 400 tys. b/d niższa).

– Wydaje się, że rynek ropy częściowo dyskontuje szanse na głębsze cięcia wydobycia, choć redukcja o więcej niż 400 tys. b/d wydaje się mało prawdopodobna. Presja ze strony Arabii Saudyjskiej jest pewnego rodzaju gwarantem takiego scenariusza, szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę, że Arabia Saudyjska jest w trakcie sprzedaży udziałów państwowego koncernu paliwowego Saudi Aramco. IPO przypada na 11 grudnia i Saudyjczykom zależy, aby sprzedaż akcji poszła jak najlepiej. A cena będzie tym lepsza, im lepiej będą wyglądać perspektywy rynku ropy naftowej – ocenia Białas z TMS Brokers.

Zmienność na rynku ropy

W połowie września – po atakach na instalacje naftowe największego na świecie pod względem dziennego wydobycia koncernu Aramco z Arabii Saudyjskiej – ceny ropy ostro skoczyły do góry. Po chwilowej zwyżce notowań, cena ropy WTI drastycznie spadła i na początku października WTI była notowana w okolicach 51 USD. Przez kolejne dwa miesiące (październik – listopad) wartość surowca rosła, zbliżając się do granicy 59 dolarów za baryłkę. W piątek mieliśmy jednodniową, gwałtowną przecenę. Po weekendzie nastąpiło uspokojenie, aż do zamknięcia drzwi na szczycie OPEC. Większe wahania pojawiły się na pół godziny przed rozpoczęciem obrad za zamkniętymi drzwiami.

W czwartkowe popołudnie skoczyła zmienność na rynku ropy. W krótkim czasie cena WTI zmieniła  się od prawie 59 do 58,08, i z powrotem do 58,80. – Rynek zaczyna być nerwowy w oparach spekulacji, co może przynieść posiedzenie OPEC – ocenia Białas. Po otwartych i zamkniętych obradach delegatów kartelu w piątek do dyskusji dołączy się Rosja, która jest sceptyczna wobec pomysłu pogłębiania limitów wydobycia, dlatego postanowienia szczytu mogą nie być wiążące, o ile nie znajdą aprobaty Rosji. W grę wchodzi więc pogłębienie ograniczeń wydobycia lub przedłużenie dotychczasowego porozumienia.

Kwestie zmniejszenia produkcji są przedmiotem gry politycznej, ale najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się przedłużenie porozumienia naftowego do połowy 2020 r. przy niezmienionych limitach.

ORLEN ogłosił wezwanie na akcje Grupy ENERGA

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na 100 proc. akcji Grupy ENERGA. Planowana transakcja wpisuje się w obowiązującą strategię PKN ORLEN,  zakładającą budowę silnego multienergetycznego koncernu, w tym dalszy rozwój obszaru energetyki.

– Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami konsekwentnie realizujemy priorytetowy  cel, jakim jest budowa silnego koncernu zdolnego do konkurowania na międzynarodowym rynku i odpornego na zmienne czynniki makroekonomiczne. Dywersyfikacja źródeł przychodów, wpisuje się zarówno w naszą strategię, jak i światowe trendy. Umożliwia  uniezależnianie się od silnego wpływu czynników makroekonomicznych, zwiększając tym samym stabilność i bezpieczeństwo funkcjonowania całej Grupy. Ważnym elementem strategii Grupy ORLEN są inwestycje rozwojowe we wszystkich obszarach naszej działalności oraz akwizycje podmiotów, dzięki którym możemy uzyskać maksymalny efekt synergii. W te działania wpisuje się zarówno przejęcie kapitałowe Grupy LOTOS, jak i decyzja dotycząca wezwania na akcje Grupy ENERGA. Już dziś  nasz segment energetyczny  odpowiada za blisko 15 proc. zysku operacyjnego EBITDA. Po przejęciu Grupy Energa udział ten zwiększy się do prawie 30 proc. – mówi  Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W ramach wezwania PKN ORLEN ustalił cenę akcji Grupy ENERGA na 7 zł. Ogłoszone wezwanie zawiera warunki zawieszające. PKN ORLEN zobowiązuje się nabyć akcje objęte zapisami pod warunkiem, że zapisami w wezwaniu zostanie objęta liczba akcji uprawniających do wykonywania co najmniej 66% ogólnej liczby głosów.  Konieczne będzie też uzyskanie zgody organu antymonopolowego na koncentrację. Koncern złożył już w KE roboczą wersję wniosku, inicjując proces uzgadniania jego finalnej wersji. Rozpoczęcie przyjmowania zapisów na akcje nastąpi w dniu 31 stycznia 2020 roku, a zakończenie planowane jest na dzień 9 kwietnia 2020. W przypadku niespełnienia się do tego czasu któregokolwiek z warunków wezwania, Koncern może podjąć decyzje o przedłużeniu okresu składania zapisów.

Sfinalizowanie  transakcji pozwoli efektywniej wykorzystać potencjał obu firm. Grupa ORLEN  od lat systematycznie rozwija aktywa wytwórcze w obszarze energetyki. Obecnie jest czwartym producentem energii elektrycznej w Polsce, który dysponuje już ok. 1,9 GWe zainstalowanych mocy, z czego 1,6 GWe przypada na Polskę. Składają się na to m.in. dwa nowoczesne bloki parowo-gazowe w Płocku i Włocławku oraz EC Płock – największa elektrociepłownia przemysłowa w Polsce i jedna z największych w Europie.  Do najważniejszych projektów rozwojowych należy planowana budowa morskich farm wiatrowych o maksymalnej mocy 1,2 GWe oraz realizacja farmy fotowoltaicznej we Włocławku.

Grupa ENERGA posiada łącznie ponad 50 aktywów produkujących energię z odnawialnych źródeł, w tym przede wszystkim elektrownie wodne, lądowe farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. Ponad 30% produkowanego przez Grupę ENERGA wolumenu energii elektrycznej pochodzi z odnawialnych źródeł i jest to najwyższy udział spośród jej głównych konkurentów. Spółka posiada również rozbudowaną sieć dystrybucji, o długości 188 tys. km, pokrywającą blisko ¼ powierzchni Polski. Ok. 90% wyniku EBITDA Grupy ENERGA pochodzi z dystrybucji, co dzięki obowiązującym regulacjom rynkowych, gwarantuje jej stabilny poziom. Zakup Grupy ENERGA przez ORLEN umożliwi więc pozyskanie rozbudowanej sieci dystrybucyjnej w północnej i centralnej Polsce oraz znaczącego portfela odnawialnych źródeł energii. Ma to istotne znaczenie w kontekście planowanych przez ORLEN inwestycji w morskie farmy wiatrowe.

Transakcja umożliwi między innymi efektywne bilansowanie mocy konwencjonalnych z planowanymi odnawialnymi źródłami energii, a także wykorzystanie obecnych nadwyżek produkcyjnych PKN ORLEN przez Grupę ENERGA. Pozwoli to na ograniczenie kosztów operacyjnych związanych z obrotem energią na Towarowej Giełdzie Energii. Z kolei połączenie bazy klientów obydwu grup wygeneruje potencjał do sprzedaży dodatkowych produktów i usług, szczególnie w segmencie mniejszych odbiorców.

Zakup akcji Grupy ENERGA to  także zwiększenie potencjału rozwojowego w obszarze  elektromobilności, w którym PKN ORLEN konsekwentnie umacnia pozycję. Realizacja transakcji oznaczałaby powiększenie infrastruktury sieci ładowania i kompetencji, niezbędnych do rozwoju tego segmentu rynku. Połączenie sieci szybkich ładowarek zainstalowanych przez PKN ORLEN, Grupy ENERGA oraz Grupę LOTOS umożliwiłoby stworzenie drugiej pod względem liczby punktów infrastruktury, dysponującej 133 punktami ładowania, zapewniającej dobre pokrycie geograficzne.

Rozwój Grupy ORLEN w kierunku koncernu multi-utility wpisuje się w megatrendy i działania realizowane przez inne, międzynarodowe koncerny z branży paliwowej. Dywersyfikacja źródeł przychodów zwiększa bowiem odporność spółki na wahania rynkowe i zmiany w otoczeniu makroekonomicznym. W ten sposób budowana jest dodatkowa wartość dla Klientów i Akcjonariuszy. W tym kierunku swoją działalność biznesową rozwijają już regionalni gracze – konkurenci Grupy ORLEN, jak MOL, OMV, Repsol, a także światowi giganci, jak BP, Shell czy Total.

Przejęcie Grupy ENERGA oznacza również  wymierne korzyści dla jej pracowników oraz społeczności lokalnych.  Pracownicy z branży energetycznej zatrudnieni w ENERGA, których deficyt jest mocno odczuwalny na rynku, uzupełnią zespół specjalistów pracujących w Grupie ORLEN.

Zwiększą się też ich możliwości rozwojowe, dzięki zatrudnieniu w silnej, zdywersyfikowanej, międzynarodowej Grupie.  Z punktu widzenia podatkowego, Grupa ENERGA zachowa pełną odrębność, co oznacza dalsze wpływy do regionalnego budżetu.

Niezmienna pozostanie również polityka sponsoringowa Grupy ENERGA. Utrzymane zostanie wsparcie dla lokalnej społeczności. PKN ORLEN  aktywnie już działa w tym zakresie na Pomorzu. Najlepszym przykładem jest zorganizowanie tegorocznej edycji największej polskiej imprezy motoryzacyjnej – VERVA Street Racing w Gdyni.

Czarowanie RPP

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie ze swoim niepisanym kodeksem nie grzebie w stopach procentowych. Kalendarz ciąży rynkom, więc dobrze, że przynajmniej politycy dają od siebie odpocząć.

Relatywizm Glapińskiego

Wczorajsza decyzja w sprawie stóp procentowych w Polsce nie przyniosła zaskoczenia. Tak jak za każdym razem wcześniej (i prawdopodobnie później) członkowie obecnej kadencji RPP nie zmienili ich poziomu. Z tej decyzji na konferencji prasowej tłumaczył się przewodniczący Glapiński, chwilami w karkołomny sposób. Główny przekaz został sformułowany na początku tezą, że “perspektywy krajowej koniunktury pozostają korzystne”. W rozwinięciu tej myśli mogliśmy usłyszeć, że co prawda gospodarka spowalnia, ale dalej osiąga wyśmienite wyniki, zwłaszcza na tle Europy. Nie ma obaw co do głębszego spadku, wieszczonego przez niektóre podmioty, ponieważ “nasze analizy były zawsze najlepsze”. Humoru przewodniczącemu nie psuje także inflacja, choć sam zauważa, że w najbliższym czasie możemy być świadkami przejściowego wzrostu. Jakby nie zauważał, że wcześniejszy “przejściowy wzrost” jeszcze nie przeszedł. Bez względu na te wzrosty, jak i na przekroczenie celu NBP, w ocenie RPP wzrost cen pozostaje bardzo niski i nie wymaga podejmowania żadnych działań.

Przedwczesny optymizm?

Czwartkowa sesja przynosi kilka ciekawych odczytów makroekonomicznych. Przede wszystkim ten dotyczący zamówień, który wyraźnie rozczarował. Neguje on w pewnym stopniu lepsze ostatnio odczyty PMI i pokazuje, że jeszcze daleko do wyjścia z dołka. Słabsza od oczekiwań okazała się także sprzedaż detaliczna w strefie euro, która zwolniła do poziomu 1,4%. Nie było zaskoczenia w odczycie dotyczącym dynamiki PKB w Eurolandzie, jednak to był finalny odczyt, który rzadko znacząco różni się od wcześniejszych danych. Warto także zwrócić uwagę na dzisiejszy bilans handlu zagranicznego USA, jak i liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Polityczne nihil novi

Sama sesja na razie przebiega dość spokojnie. Ma na to wpływ brak nowych istotnych wydarzeń politycznych. Trochę optymizmu na rynek przywiała plotka o tym, że grudniowe porozumienie nie jest jeszcze pogrzebane, ale stoi ona mocno w kontrze do wcześniejszych wydarzeń, więc należy ją traktować z należytym dystansem. Sam dolar dalej kosztuje w okolicach 3,855 zł. Euro także pozostaje blisko wczorajszych poziomów, gdzieś w zasięgu 4,275 zł. Nieznacznie tanieje frank, testując pułap 3,90 zł. Funt dalej pozostaje w trybie przedwyborczym, przez co pozostaje mocny. Obecnie za brytyjską walutę zapłacimy 5,06 zł.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Nie tylko Big data. VoD, eSport i transmisje na żywo – rynek IT nakręcają usługi oparte na sieci

Finał „Gry o Tron”, transmisje konferencji Fame MMA i turnieje „League of Legends” łączy rekordowa popularność oraz gigantyczna liczba danych przetwarzanych w czasie rzeczywistym. O powodzeniu przedsięwzięć decyduje zaś jedno – stabilna sieć.

Według prognoz PMR do 2023 roku inwestycje w nowe technologie w naszym kraju zwiększą się aż o 8 mld zł. Prognozom sprzyja wzrost gospodarczy, ponieważ nakłady w tym obszarze idą w parze z dynamiką PKB. Boom w IT napędza biznes, budujący swoje przewagi w konkretnych obszarach, np. rozwijając systemy do obsługi klientów (CRM) czy wykorzystując zaawansowane narzędzia do analizy danych. Niemniej jednak usługi IT napędza każdy z nas – fan kultowego serialu, kibic eSportu, klient sklepu on-line czy użytkownik serwisu YouTube.

Wirtualne areny napędzają IT

Mistrzostwa Świata w League of Legends 2019 okazały się przełomowe. Turniej Worlds 2019 był najchętniej oglądanym wydarzeniem esportowym w historii. eSport rozpala emocje, skupia olbrzymie społeczności i jest dostępny dla wszystkich. Twórcą i dystrybutorem treści może być w nim praktycznie każdy: gamingowy influencer i utalentowany gracz. Zwłaszcza od kiedy Discord, jeden z najpopularniejszych komunikatorów dla graczy, został wzbogacony m.in. o funkcję Go Live, umożliwiającą transmisję swojej rozgrywki bezpośrednio do grupy znajomych.

Popularność zawodów na wirtualnych arenach jest bodźcem wzrostu przepustowości łączy internetowych. Dzieje się tak, ponieważ szybkie łącze i tani sprzęt zdemokratyzowały streaming on-line i upowszechniły przesyłanie treści. Z chwilą, gdy rosła popularność wirtualnych rozgrywek i pęczniały skupione wokół nich prężne społeczności, pojawili się poważni sponsorzy. eSport stał się dochodowym rynkiem, którego wartość – według szacunków Electronic Sports League – sięga obecnie 50 mln zł, a w przyszłym roku może już osiągnąć 62 mln zł.

Wzrost aktywności użytkowników oraz ich urządzeń w sieci wymaga stabilnego łącza dla aplikacji wykorzystywanych przez nich każdego dnia. Firmy zajmujące się utrzymaniem i rozwojem rozwiązań VoD czy transmisjami live (np. z wydarzeń eSportowych), coraz częściej zwracają uwagę na utrzymanie kosztów za wygenerowany ruch na odpowiednim poziomie, a także możliwość szybkiego skalowania i zwiększenia przepustowości sieci dla swojego produktu – komentuje Konrad Krycki, Account Manager OVHcloud. – Nasi klienci zaczęli zwracać się do nas z konkretnymi potrzebami związanymi z przepustowością dla projektów adresowanych do dużej liczby użytkowników na całym świecie, czy w kwestii uzyskania konkretnej przepustowości pomiędzy własną serwerownią a centrum danych OVHcloud. Rynek i dynamiczny rozwój oferty mobilnego Internetu, skupiają na sieci uwagę wielu dostawców rozwiązań marketingowych, hostingowych czy transmisji live w Internecie.

Eksperci Cisco (Cisco VNI forecasts) twierdzą, że w najbliższej perspektywie transmisje na żywo będą rosnąć rocznie o 73 proc., zwiększając tym swój udział w sektorze video w Internecie do 17 proc. w 2022 roku. Z kolei rekord oglądalności polskiej transmisji na YouTube padł podczas transmisji na żywo z pierwszej Konferencji FAME MMA 3. Film wyświetlany na kanale jednego z influencerów, oglądało jednocześnie ponad 200 000 osób. Dotąd w Polsce żaden live stream w serwisie YouTube nie cieszył się tak dużą frekwencją.

Popularność transmisji na żywo odzwierciedlają decyzje niektórych wydawców nadających programy „live”, np. OnetRano. Opcję prowadzenia relacji na żywo przez swoich użytkowników udostępnił również LinkedIn. Jedynym ograniczeniem wydaje się wyobraźnia i wydajność łącza internetowego.

Każdego dnia firmy przetwarzają niezliczone ilości danych w chmurze. Eksperci szacują, że do 2020 r. będzie to 40 zetabajtów danych. Dlatego tak ważne jest, aby posiadać stabilną sieć, która te dane dostarczy. W Cloudical Polska dostajemy coraz więcej zapytań, nawet do 15 proc. miesięcznie, o technologie związane z przetwarzaniem obrazu oraz CDN, gdzie stabilna i tania sieć ma ogromne znaczenie dla dostarczania wspomnianych usług – mówi Mirosław Choma, Managing Director w Cloudical Polska Sp. z o.o.

408 Request Timeout, czyli serwer milczy

Kiedy chcemy obejrzeć film w domowym zaciszu, wystarczy że wybierzemy tytuł z listy dostępnych i możemy zaczynać seans. Intuicyjny interfejs na ekranie użytkownika wymaga jednak złożonych rozwiązań sieciowych, które pozostają dla niego niewidoczne. Większość projektów sieci VoD wykorzystuje serwery proxy (repliki) do buforowania treści w celu zminimalizowania opóźnień po stronie użytkownika i zmniejszenia zużycia pasma oraz obciążenia serwera, na którym znajduje się biblioteka filmów. W uproszczeniu – proces przekierowuje polecenie użytkownika na najbardziej odpowiedni serwer zgodnie z ustalonymi parametrami, takimi jak pojemność dysku, dostępność treści bądź właśnie obciążenie sieci.

Wartość rynku VoD w Polsce w ub. r. PMR oszacował na 854 mln zł. Z tego typu usług korzystało 2,7 mln użytkowników. Aby operatorzy nadal mogli czerpać z VoD profity, muszą zgodzić się z filozofią Netfliksa, który twierdzi, że technologia jest równie ważna jak oferta, którą udostępnia. Niezależnie od tego ile programów i filmów wyprodukuje, musi on bowiem zagwarantować, że 118 milionów abonentów obejrzy je bez problemu.

Przed nami czerwcowe Euro 2020. Jest więc czas, aby dobrze przygotować tak ofertę, jak i swoją infrastrukturę. Możliwości dostawców warto porównać korzystając z niezależnych zestawień, takich jak np. najnowszy The Cloud Report firmy Cloudical, w którym przetestowano chmurę publiczną – mówi Krycki, OVHcloud. – Cieszy nas, że oferta OVHcloud zwyciężyła w kategorii sieć (network), prześcigając takie platformy jak Azure czy Google Cloud. Na ten wynik znacznie wpłynęła właśnie stabilność sieci oraz fakt, że nie pobieramy opłat za ruch sieciowy.

Zawody on-line, relacje na żywo czy dystrybucja treści to kusząca rozrywka oraz potężny biznes generowany przez reklamodawców, inwestorów i widzów, gotowych za to zapłacić przez aplikację czy korzystając z opcji pay-per-view. Użytkownicy wybaczą wiele, jeśli otrzymają unikalne treści, ale zacinającej się co rusz relacji w kulminacyjnym momencie filmu, rozgrywki czy transmisji – już nie.

O raporcie The Cloud Report

Od września 2018 roku Cloudical wydaje kwartalnik o nazwie The Cloud Report. Założeniem jego inicjatorów było poszerzanie wiedzy na temat technologii chmurowej oraz informowanie odbiorców o istniejących możliwościach technologicznych. Dzięki testowaniu wielu rozwiązań, Cloudical posiada szerokie spojrzenie na wyżej wspomniane zagadnienie. Raport Cloudical to atrakcyjne kompendium wiedzy oraz wyniki wielomiesięcznych badań.

Pełen tekst raportu The Cloud Report jest dostępny pod linkiem: https://the-report.cloud/downloads

Stopy procentowe w Polsce bez zmian

Ostatnie spotkanie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej zaplanowane na ten rok nie przyniosło przełomu. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Taki poziom stóp procentowych RPP utrzymuje od marca 2015 roku.

Wczorajszą konferencję prasową po spotkaniu RPP można określić jako „pożegnalną”. Wieńczyła ona bowiem ostatnie spotkanie decyzyjne Rady w którym uczestniczył prof. Jerzy Osiatyński, którego kadencja w RPP kończy się 20 grudnia.

Retoryka prezesa Glapińskiego oraz komunikat ze spotkania RPP sugerują, że – mimo dostrzegania ryzyk – decydenci nie zakładają silnego pogorszenia sytuacji gospodarczej w kraju. Tempo wzrostu gospodarczego, mimo oczekiwanego obniżenia ma pozostać relatywnie wysokie. Co tyczy się inflacji, po „przejściowym wzroście” w pierwszym kwartale przyszłego roku dynamika cen w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej ma pozostawać w okolicy celu inflacyjnego NBP.

Czy czeka nas zmiana stóp procentowych?

W ocenie prezesa Glapińskiego bardzo prawdopodobna jest stabilizacja stóp procentowych do końca jego kadencji. Podobną retorykę prezes RPP utrzymuje od dłuższego czasu. Obecni na konferencji prof. Osiatyński i prof. Sura nie sugerowali potrzeby zmian stóp procentowych w najbliższym czasie.

Komentarze niektórych innych członków RPP, które poznaliśmy na przestrzeni ostatnich dni wskazywały, że opinie w Radzie są bardziej zróżnicowane, jednak obecna retoryka Rady jako całości nie wskazuje, żeby w najbliższym czasie miało dojść do zmiany utrzymywanego przez RPP stanowiska “wait-and-see”.

Naszym zdaniem nie można wykluczyć podwyżki stóp w 2020 roku. Sądzimy, że szanse na taki ruch są większe niż, że dojdzie do ruchu w przeciwną stronę. Nawet jeśli jednak stopy pozostaną stabilne, sądzimy, że polski złoty powinien umocnić się wraz z wycofywaniem się rynku z oczekiwania rozluźnienia polityki pieniężnej w Polsce. Uwzględniając, że Rada Polityki Pieniężnej historycznie dokonywała zmian stóp procentowych o minimum 25 punktów bazowych, patrząc na stawki kontraktów FRA 12×15 w PLN możemy stwierdzić, że w horyzoncie rocznym rynek skłania się ku cięciu stóp procentowych o 25 pb, aczkolwiek nie jest w pełni przekonany do tego scenariusza.

W związku z brakiem istotnych zmian w retoryce Rady po publikacji komunikatu ze spotkania i w okolicy konferencji prasowej nie obserwowaliśmy większych ruchów na rynkach. Polski złoty kontynuuje umocnienie z końcówki ubiegłego tygodnia, obecnie znajdując się w okolicy poziomu 4,28 w parze z euro.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Rynek nieruchomości komercyjnych – wstępne podsumowanie roku i prognozy na 2020

Kolejny znakomity rok na rynku inwestycyjnym, rekordowe transakcje najmu powierzchni biurowych w Warszawie i rozkwit alternatywnych klas aktywów, tym żył polski rynek nieruchomości komercyjnych w 2019 roku. Zgodnie z prognozami firmy doradczej Savills koniunktura na rynku w przyszłym roku uzależniona będzie od kondycji światowej gospodarki, a do najważniejszych wydarzeń będzie należało m.in. ukończenie budowy spektakularnych wieżowców i projektów mixed-use.

Firma doradcza Savills wstępnie podsumowała 2019 rok na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce oraz przedstawiła prognozy na kolejne 12 miesięcy. Według wstępnych szacunków Savills łączna wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w 2019 roku może przekroczyć 7 mld euro, co byłoby wynikiem zbliżonym lub lepszym od rekordu odnotowanego w 2018 r. Zgodnie z pierwszymi podsumowaniami Savills, rynek nieruchomości biurowych w Polsce wzbogacił się w 2019 r. o ok. 745 000 m kw. nowej powierzchni, zwiększając swoje zasoby do 11,1 mln m kw. W tym samym czasie powstało ok. 315 000 m kw. powierzchni handlowej, dzięki czemu w Polsce jest jej już blisko 12,4 mln m kw. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wybudowano również 2,7 mln m kw. powierzchni magazynowo-przemysłowej, co podniosło jej całkowite zasoby do poziomu 18,4 mln m kw.

W 2019 roku po raz kolejny odnotowano wysoką aktywność na rynku inwestycyjnym, m.in. za sprawą inwestorów z Europy Środkowo-Wschodniej i Azji, którzy coraz chętniej kupują nieruchomości zlokalizowane w Polsce. Ostatnie 12 miesięcy zapisało się w historii również dzięki dwóm rekordowym transakcjom najmu na rynku powierzchni biurowych w Warszawie – mBank podpisał umowę najmu w Mennica Legacy Tower (45 600 m kw.) a Orange Polska renegocjowało umowę w Miasteczku Orange (44 850 m kw.). 2019 rok należał także do nowych klas aktywów, zwłaszcza prywatnych domów studenckich i apartamentów na instytucjonalny wynajem. Popyt na alternatywne nieruchomości przewyższa podaż. Zgodnie z analizami Savills, w 2019 r. obserwowaliśmy również wytworzenie się nowych lokalizacji magazynowych oraz falę modernizacji starszych obiektów w segmencie biurowym i handlowym.

„Nieruchomości komercyjne w Polsce w dalszym ciągu przyciągają zarówno inwestorów, jak i najemców, stanowiąc atrakcyjny rynek do rozwijania działalności biznesowej oraz poszukiwania wyższych niż na zachodzie Europy stóp zwrotu. W Polsce nadal dominują zagraniczni inwestorzy. Obserwujemy dużą aktywność funduszy z Azji i Europy Środkowo-Wschodniej. Optymistyczne nastroje tonują jednak m.in. wyzwania związane z dostępem do pracowników oraz potencjalne wahania koniunktury, zwłaszcza pogarszająca się kondycja gospodarki niemieckiej” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

W 2020 r. na tapecie mogą być wszelkie rozważania na temat wpływu ewentualnego spowolnienia światowej gospodarki na rynek nieruchomości. Pomimo wypatrywania symptomów kryzysu już w 2019 r. rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce odnotował kolejne bardzo udane 12 miesięcy. Nieubłagalność cyklu koniunkturalnego może się jednak przełożyć na zwiększoną awersję do ryzyka wśród inwestorów oraz wydłużenie procesów decyzyjnych.

Według Savills 2020 rok będzie również stał pod znakiem oddania do użytku spektakularnych wieżowców (The Warsaw HUB, Mennica Legacy Tower, Widok Towers, Skyliner), a także zakończenia realizacji kilku długo oczekiwanych projektów mixed-use (m.in. Browary Warszawskie i Elektrownia Powiśle). Wśród prognozowanych przez Savills trendów na kolejne miesiące znajduje się logistyka miejska, która wobec rozwoju sektora e-commerce może pomóc skrócić czas dostaw towarów, a także nacisk na nowe technologie w nieruchomościach (tzw. proptech) przy jednoczesnym zachowaniu troski o środowisko naturalne. Popyt na alternatywne klasy aktywów może przyczynić się do rozwoju m.in. prywatnych domów seniora.

„To był udany rok dla alternatywnych klas aktywów. W dalszym ciągu na rynku nieruchomości komercyjnych dominuje jednak sektor biurowy. W minionych miesiącach obserwowaliśmy bardzo silny popyt na powierzchnie biurowe. W przyszłym roku w tym sektorze nastanie prawdopodobnie godzina prawdy dla operatorów biur serwisowanych i coworków, która zweryfikuje ten trend pod względem chłonności rynku i realnego zapotrzebowania na elastyczną powierzchnię biurową” – podsumowuje Tomasz Buras.

Połowa Ukraińców rozważa wyjazd z Polski w 2020 r.

W I kwartale 2020 r. Niemcy otworzą granice dla pracowników spoza Unii Europejskiej. Jak pokazują wyniki najnowszego raportu, wydanego przez OTTO Work Force Polska, w tej chwili co drugi pracownik z Ukrainy rozważa wyjazd z Polski. Liczba chętnych do wyjazdu zwiększyła się o 15% w porównaniu do zeszłego roku. Aż 70% respondentów wskazało Niemcy jako kraj, w którym chcą podjąć pracę.

Według danych przedstawionych przez Narodowy Bank Polski, w Polsce pracuje około 1,2 mln Ukraińców, z czego 330 tys. posiada zezwolenia na pracę, a pozostali pracują na podstawie oświadczeń. Napływ pracowników tymczasowych z zagranicy, choć zdecydowanie wzmocnił polski rynek pracy, to tylko częściowo pokrył deficyt na brak siły roboczej. Jak będzie wyglądała sytuacja w 2020 roku, kiedy Niemcy otworzą swój rynek dla pracowników z Ukrainy? Dla polskiego pracodawcy kluczową jest informacja, czy pracownicy z Ukrainy traktują Polskę jako miejsce docelowe, w którym chcą nadal pracować, czy jest to jednie etap przejściowy w drodze do innych krajów.

Według najnowszego raportu, wydanego w grudniu 2019 r. przez firmę OTTO Work Force Polska, co drugi badany pracownik z Ukrainy zamierza opuścić Polskę i wyjechać do innego kraju. W badaniu odpowiedź „Tak” wskazało 42% respondentów, a „Raczej tak” 10%. Tym samym odsetek osób otwartych na takie zmiany wzrósł o 15% w porównaniu do roku 2018. Istotny jest również fakt, że zmniejszyła się liczba osób, które deklarowały chęć pozostania w Polsce z 28%  (w 2018r.) do 23% (w 2019r.).

Struktura odpowiedzi na pytanie ”Czy rozważa Pan(i) wyjazd do pracy do innego kraju niż Polska?” uzyskana w badaniach z lat 2018-2019.

Co drugi pracownik z Ukrainy rozważa wyjazd z Polski
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zatrudnienia w Polsce oraz zadowolenia z pracy, 2019, OTTO Work Force Polska.

W najnowszym raporcie OTTO Work Force Polska aż 70% respondentów wskazało Niemcy jako kraj, w którym chcą podjąć pracę. Co pokazuje wzrost zainteresowania pracą w Niemczech o blisko 30% względem danych z raportu z 2018 roku. Kraje, które znalazły się w kręgu zainteresowania pracowników z Ukrainy to także Czechy (35%), Holandia (23%) oraz Norwegia (17%).

Struktura odpowiedzi na pytanie ”Jeśli rozważa Pan(i) wyjazd do innego kraju niż Polska, proszę podać do jakiego” (tylko osoby, które zadeklarowały chęć wyjazdu).

Co drugi pracownik z Ukrainy rozważa wyjazd z Polski 2
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zatrudnienia w Polsce oraz zadowolenia z pracy, 2019, OTTO Work Force Polska.

„Niemiecki rząd, otwierając swój rynek, postawił jednocześnie przed pracownikami spoza Unii Europejskiej wysokie wymagania tj. posiadanie udokumentowanych, uznanych przez niemiecki urząd, kwalifikacji zawodowych oraz znajomość języka niemieckiego co najmniej na poziomie B1. Nie będzie również możliwości zatrudnienia przez agencję pracy tymczasowej, która przecież ułatwia cudzoziemcom przejście przez wszelkie formalności, a nawet zakwaterowanie. Te utrudnienia mogą spowodować, że liczba pracowników z Ukrainy, którzy zdecydują się migrować w poszukiwaniu lepszych pespektyw będzie mniejsza, niż wskazują badania” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Polska.

Niezmiennie głównym powodem wyjazdu pracowników z Ukrainy z Polski do innych krajów są względy finansowe. Na chęć uzyskiwania wyższych zarobków wskazało 96% badanych deklarujących chęć wyjazdu i jest to wynik wyraźnie wyższy niż w 2018 roku (62%). Częstości wskazań pozostałych aspektów nie przekraczają 11%.

Średnie z częstości wskazań elementów, których spełnienie zachęciłoby respondentów do pozostania w Polsce. Wyniki z pomiarów w latach 2018-2019.

Średnie z częstości wskazań elementów, których spełnienie zachęciłoby respondentów do pozostania w Polsce
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zatrudnienia w Polsce oraz zadowolenia z pracy, 2019, OTTO Work Force Polska.

Mimo wymienionych korzyści finansowych, ważnym elementem, który wpływa na ocenę nastrojów oraz planów co do wyjazdu jest czas. Wśród osób, które deklarują chęć wyjazdu do innego kraju 17% wskazało, że odbędzie się on w ciągu najbliższych kliku miesięcy, a 20% badanych wyjedzie w ciągu roku. Chęć wyjazdu maleje wraz z wydłużeniem horyzontu czasowego. Perspektywę 2 lat wskazało 8% przedstawicieli tej grupy, a 3 lat – 3%. Aż 52% badanych nie potrafiło wypowiedzieć się kiedy opuści Polskę.

„Na podstawie danych pozyskanych przez nas w najnowszym badaniu można wysnuć wniosek, że o ile duża część osób z Ukrainy, podejmujących pracę w Polsce, myśli o przeniesieniu się do innego kraju, to jednak w przypadku większości osób plany to nie są jednoznacznie sprecyzowane. Myślę, że możemy tutaj raczej mówić o możliwej alternatywie na bliżej nieokreśloną przyszłość. Uproszczenie procedur związanych z pracą w Polsce z pewnością sprawiłoby, że część z tych osób wolałaby pozostać w naszym kraju” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Polska.

Prawo własności przemysłowej – idą zmiany

Poszerzenie katalogu osób, które mogą być pełnomocnikami przed Urzędem Patentowym w sprawach dotyczących wzorów przemysłowych i oznaczeń geograficznych oraz możliwość ograniczenia patentu poprzez zmianę zastrzeżeń patentowych – to tylko niektóre zmiany przewidziane w znowelizowanych przepisach ustawy – Prawo własności przemysłowej.

Chodzi o nowelizację ustawy – Prawo własności przemysłowej z 16 października 2019 r. W obecnym stanie prawnym radcy prawni i adwokaci mogą być pełnomocnikami w sprawach, które dotyczą znaków towarowych. Omawiana nowelizacja ustawy – Prawo własności przemysłowej przewiduje, że radcy prawni i adwokaci będą mogli pełnić także funkcje pełnomocników w sprawach, które dotyczą wzorów przemysłowych i oznaczeń geograficznych. Bez zmian pełnomocnikami będą mogli być również rzecznicy patentowi. Chodzi tu o kwestie patentów, wzorów użytkowych i topografii układów scalonych. Ponadto nowelizacja przewiduje, że osoby pochodzące spoza Unii Europejskiej, które nie mają miejsca zamieszkania w Polsce, muszą skorzystać z pomocy profesjonalnego pełnomocnika.

Przedsiębiorcy, którzy działają na rynku polskim, będą mogli rejestrować wynalazki w polskim Urzędzie Patentowym. Nie będzie konieczne dokonywanie tego w Europejskim Urzędzie Patentowym.

Znowelizowane przepisy przewidują, że na wniosek osoby zainteresowanej będzie wydawany dowód pierwszeństwa dokonania zgłoszenia wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego w Urzędzie Patentowym.

Nowelizacja nakłada na Urząd Patentowy obowiązek sporządzania w terminie 9 miesięcy sprawozdania o stanie techniki w formie wykazu publikacji, które będzie brał pod uwagę, oceniając wynalazek.

Zmienione przepisy regulują tzw. poszukiwanie międzynarodowe. Chodzi o uzyskanie przez osobę zgłaszającą wynalazek znacznie bardziej szczegółowych informacji o stanie techniki niż w polskim Urzędzie Patentowym, co pozwoli na wczesnym etapie podjąć decyzję w sprawie wystąpienia o międzynarodową ochronę swojego wynalazku. Nowelizacja zmienia definicję wzoru użytkowego, jak również opisu wzoru użytkowego. W myśl zmienionych przepisów patent będzie mógł zostać ograniczony przez zmianę zastrzeżeń patentowych na wniosek osoby mającej do niego prawo. W takim przypadku wyznaczany będzie ekspert, a następnie prezes Urzędu Patentowego wyda decyzję o ograniczeniu patentu, odmowie ograniczenia patentu lub o umorzeniu postępowania. Przed wydaniem wspomnianej wyżej decyzji osoba uprawniona z patentu będzie mogła złożyć wyjaśnienia. Ograniczenie patentu będzie wpisywane do rejestru patentowego, a Urząd Patentowy będzie publikować informacje o ograniczeniu patentu oraz zmieniony opis patentowy. Nowelizacja przewiduje skrócenie aplikacji dla pracowników Urzędu Patentowego z 3 lat do 6 miesięcy. Omawiana nowelizacja wejdzie w życie po upływie 3 miesięcy od dnia jej opublikowania w Dzienniku Ustaw. Obecnie trafiła do podpisu Prezydenta.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prezenty na święta z wyprzedzeniem i na bogato

Ponad połowa Polaków, którzy kupują prezenty świąteczne przez Internet, robi to ze względu na atrakcyjniejsze ceny produktów w sieci niż w sklepach stacjonarnych – wynika z badania poświęconego kupowaniu prezentów zrealizowanego przez Gumtree.pl. Wśród najczęściej wybieranych prezentów królują kosmetyki i perfumy (56%). Polakom zdarza się również nabywać upominki „z drugiej ręki” – ¼ z nas przynajmniej raz kupiła tego rodzaju prezent, a 6% badanych robi to każdego roku.

W ciągu ostatnich dwóch lat wydatki świąteczne polskich konsumentów rosły o 6,5% rok do roku[1]. Pod względem wielkości budżetu wydanego w tym okresie, Polska plasuje się na piątym miejscu w Europie, po Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech, Portugalii i Rosji, z kwotą 1521 zł[2].  A jak na tle świątecznych wydatków wypada zakup prezentów? Według wyników badania Gumtree.pl, świąteczne upominki kupuje niemal 84% Polaków. Nieco ponad 16% nie robi tego – najczęściej dlatego, że w ich rodzinach nie ma tego typu tradycji.

Prezenty na święta z wyprzedzeniem i na bogato

Polacy planują zakup świątecznych upominków z wyprzedzeniem – blisko 53% z nas robi w ciągu dwóch tygodni przed świętami, a prawie 35% jeszcze wcześniej. Na prezenty dla najbliższych nie żałujemy pieniędzy – co piąty Polak wydaje na nie łącznie między 401 a 500 zł. Co ciekawe, kwota ta jest najczęściej podawaną, niezależnie od miesięcznego dochodu badanych. Blisko 13% ankietowanych deklaruje, że przeznaczy prezenty jeszcze więcej – od 1000 do 1999 zł. W przypadku pojedynczego prezentu dla najbliższej osoby, zwykle wydajemy między 50 a 100 zł (38%) lub między 100 a 250 zł (37%). Co ciekawe, więcej są w stanie wydać mężczyźni – blisko 40% przedstawicieli płci męskiej deklaruje kwotę na prezent między 100 a 250 zł, co stanowi 5% więcej, niż w przypadku kobiet, które z kolei stawiają na upominek między 50 a 100 zł (42%). Biorąc pod uwagę miesięczne dochody Polaków, wśród osób zarabiających do 3000 zł netto największym zainteresowaniem cieszą się upominki od 50 do 100 zł. Natomiast osoby osiągające miesięczny dochód między 3001 a 5000 zł netto, częściej wybierają prezent za 100-250 zł.

Zakupy przez Internet –  oszczędność pieniędzy i czasu

Największą popularnością wśród Polaków, którzy szukają prezentów świątecznych, cieszą się galerie handlowe (38%) oraz sklepy internetowe (37%). Upominki w tradycyjnych sklepach, poza galeriami handlowymi,  kupuje 18% badanych, a na portalach aukcyjnych i ogłoszeniowych 6%. Co ciekawe, galerie handlowe wiodą prym przed sklepami internetowymi wśród osób do 24 roku życia, między 45 a 54 r.ż oraz powyżej 65 r.ż.

Dlaczego decydujemy się na kupienie świątecznych podarunków przez Internet? Jak deklaruje 56% z nas, przedmioty dostępne w sieci można znaleźć taniej, niż w sklepach stacjonarnych. Połowa Polaków kupuje prezenty online, ponieważ nie lubi tłumów w galeriach handlowych i zależy im na oszczędności czasu. Ten ostatni aspekt jest szczególnie ważny dla osób w wieku 45-54 lata. Tłumy najbardziej przeszkadzają z kolei Polakom między 25 a 45 rokiem życia oraz w grupie wiekowej 55-64 lata.

Zero waste w świątecznym wydaniu

Kosmetyki i perfumy to najchętniej wybierana kategoria przedmiotów na prezenty świąteczne – decyduje się na nie 56% Polaków. Lubimy kupować też ubrania i akcesoria (32%) oraz książki, gry planszowe i płyty (27%). 16% badanych wręcza po prostu gotówkę.  Najczęściej robią to osoby między 45 a 54 rokiem życia.

A jak do kupowania upominków na święta ma się idea zero waste? Okazuje się, że tylko 6% z nas co roku kupuje w ramach prezentu przedmioty „z drugiej ręki”, a 21% osób robi to sporadycznie. Tego typu podarunki częściej wybierają mężczyźni oraz osoby o wyższych dochodach.

Jako główny powód, który skłoniłby badanych do zakupu upominku z drugiego obiegu, podają oni możliwość trafienia na wyjątkowy produkt (44%). Co piątego respondenta przekonałaby niższa cena niż w przypadku nowego prezentu. Na aspekty ekologiczne zwróciłoby uwagę jedynie 11% Polaków.

Co dziesiąta zapytana osoba stawia na własnoręcznie wykonane prezenty świąteczne, a 46% z nas sporadycznie zdarza się przygotować taki upominek. Najczęściej są to osoby w wieku 45-54 lata. Co ciekawe, im wyższe zarobki, tym wyższy jest odsetek Polaków, którzy rezygnują z gotowych prezentów na rzecz tych przygotowanych własnoręcznie. Blisko ¾ osób, które samodzielnie przygotowują prezenty dla bliskich, przyznaje, że decyduje się na taki upominek, ponieważ ma on większą wartość dla obdarowywanego, a ¼ robi to ze względów finansowych.

Prezenty dla wszystkich, a najdroższe dla partnera i dziecka

Nie bez znaczenia jest zakres osób, których Polacy decydują się obdarować prezentami. Dla 36% badanych oczywistym jest, że upominek kupuje każdy dla każdego w rodzinie, a co trzeci z nas decyduje się na zakup prezentu jedynie dla najbliższej osoby (małżonka, partnera czy też dziecka). 13% Polaków wręcza upominek tylko swoim dzieciom.

Aż 60% badanych przyznaje, że kwota, jaką przeznaczają na prezenty, zależy od osoby obdarowywanej. Najwyższą kwotę jesteśmy w stanie przeznaczyć na upominek dla żony/męża lub partnerki/partnera (38%) oraz dla dzieci (37%), daleko w tyle pozostają rodzice (11%), rodzeństwo i przyjaciele (4%) oraz dziadkowie (2%). Warto również zauważyć, że podczas gdy niemalże połowa mężczyzn (49%) najdroższy prezent kupuje dla partnerki/żony, 47% kobiet najhojniej obdarowuje dzieci.

Raport Gumtree.pl powstał na podstawie wyników badania ilościowego zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research w listopadzie 2019 roku metodą CAWI (wywiady on-line) na reprezentatywnej grupie 1272 Polaków w wieku 18+.

[1] Źródło: raport Deloitte: „Zakupy świąteczne 2019”

[2] Tamże

Sektor IT w usługach publicznych zacznie rosnąć?

2020 rok może być kluczowy dla sektora IT pod względem zamówień publicznych.  Panujący od 2016 roku marazm w obszarze dostarczania oprogramowania dla administracji państwowej zaczął topnieć. Wprowadzenie RODO wymusiło aktualizacje szeregu systemów, a dalsze zmiany legislacyjne powodują, że samorządy czy władze centralne potrzebują nowych rozwiązań IT.

Z danych Grant Thornton wynika, iż do połowy 2019 r. uchwalono w Polsce 11,8 tys. stron maszynopisu nowych aktów prawnych. Za zmianami legislacyjnymi muszą iść także rozwiązania systemowe, a te nie były rozwijane co najmniej od 4 lat. Jeszcze w połowie tej dekady sektor usług IT związany z administracją publiczną wydawał się całkiem intratnym i stabilnym biznesem. Jednak z początkiem 2016 roku zamówienia publiczne na duże systemy skończyły się. Dla spółek specjalizujących się w dostarczaniu oprogramowania, posiadających rozbudowane działy prawne pracujące nad merytoryczną stroną finalnego produktu nadeszły ciężkie czasy.

Koniec zamówień publicznych mógł oznaczać także koniec dla naszej spółki specjalizującej się w tworzeniu tego typu oprogramowania – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy TenderHut. – Musieliśmy szybko znaleźć sposób na to, aby potencjał zatrudnionych w LegalHut prawników nie poszedł na marne. Naturalnym elementem było przekierowanie ich zasobów do obsługi całej grupy kapitałowej, która w tamtym momencie liczyła 4 niezależne spółki – dodaje Strzelecki. Jednak część firm funkcjonujących na rynku nie poradziła sobie z nagłym brakiem zamówień.

Niektóre kancelarie dostrzegły potencjał w szybko rosnącej branży IT. Rynek wart wówczas prawie 30 mld złotych także trzeba było obsłużyć pod względem prawnym. – Zlecenia związane z obsługą kontraktów z administracją publiczną przestały spływać. Jednak nasi prawnicy doskonale znali specyfikę funkcjonowania spółek IT. Postanowiliśmy to wykorzystać i oprócz wsparcia naszej grupy kapitałowej w zakresie obsługi prawnej świadczymy je także dla innych firm IT. Przygotowanie do wejścia RODO, obsługa start-upów czy zagranicznych umów stanowiły realne źródło przychodu – mówi Piotr Jać, prawnik z LegalHut. Zmiana profilu i przeczekanie złej koniunktury może zaowocować w nadchodzących miesiącach.

Z badań przeprowadzonych przez PMR wynika, że firmy IT liczą na poprawę koniunktury w sektorze publicznym. Niemal połowa oczekuje, że zmiana będzie widoczna jeszcze w 2019 r., a zdaniem 19 proc. zobaczymy ją dopiero w 2020 r. Eksperci szacują, że w latach 2018–2023 średnioroczne tempo wzrostu w sektorze usług IT wyniesie 3 procent, co przekłada się na wydatki związane z rozwiązaniami z zakresu technologii informatycznych o wartości ok. 8 mld zł. – Ożywienie w sektorze usług IT dla usług publicznych jest wynikiem zarówno zmian w legislacji, jak i oczekiwań społeczeństwa i przedsiębiorców w stosunku do załatwiania spraw drogą elektroniczną – tłumaczy Strzelecki. – Najbliższa przyszłość pokaże, czy obserwowane zapowiedzi przełożą się na realne przetargi w tym sektorze. Na dzień dzisiejszy obserwujemy rynek, a nasi prawnicy skupiają się na obsłudze całego sektora IT, który z roku na rok rośnie o ok. 4 proc. – podsumowuje Strzelecki. Prognozy zdają się być potwierdzane przez dane rynkowe. Według Pressinfo w sektorze publicznym w II kw. 2019 r. pozytywnie rozstrzygnięto 3822 postępowań o łącznej wartości 2,154 mld zł, co pozwala optymistycznie patrzeć na nadchodzący 2020 rok.

Inwestycje alternatywne – bezpieczna przystań finansowa?

Rosnąca niestabilność rynków finansowych doprowadziła w ostatnich latach do szybkiego wzrostu zainteresowania inwestowaniem kapitału poza tradycyjnymi aktywami takimi jak akcje, obligacje czy rynek walut. Wzrasta popyt na aktywa, które w długim okresie byłyby skuteczniejszym zabezpieczeniem przed ryzykiem zmiany koniunktury na rynkach finansowych, a równocześnie lepiej dostosowanym do indywidualnych potrzeb i oczekiwań inwestorów.

Ze względu na fakt, że wartość inwestycji alternatywnych nie jest powiązana z aktualną sytuacją na rynkach finansowych, są one traktowane jako bezpieczna przystań finansowa.

Inwestycje alternatywne od zawsze cieszyły się zainteresowaniem pewnej grupy zamożnych inwestorów nazywanych kolekcjonerami. Jednak kryzys finansowy lat 2007-2009 uzmysłowił znacznie większej grupie osób jak ważne jest pojęcie dywersyfikacji portfela inwestycji. W konsekwencji rozpoczęli oni poszukiwania innych aktywów inwestycyjnych, które miałyby bardziej materialną formę niż jedynie zapis na rachunku maklerskim.

– W szerokim znaczeniu inwestycje alternatywne oznaczają wszystkie aktywa, których nie możemy zaliczyć do tradycyjnych inwestycji takich jak akcje, obligacje czy waluty. W wąskim ujęciu inwestycje alternatywne opisują takie kategorie inwestycji, w przypadku których duży wpływ na decyzje o inwestowaniu kapitału mają głównie czynniki pozaekonomiczne np. emocje, doznania zmysłowe czy też upodobania estetyczne – tzw. inwestycje emocjonalne – komentuje Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group.

Inwestycje emocjonalne są jedną z ciekawszych rodzajów inwestycji alternatywnych. Przykładami takich inwestycji są np. monety kolekcjonerskie, dzieła sztuki, alkohole czy nawet samochody. Inwestycje emocjonalne, często nazywane inwestycjami w pasje, charakteryzują się połączeniem aspektu ekonomicznego z estetycznym – oprócz wyników finansowych przynoszą satysfakcję z faktu posiadania. W zależności od zainteresowań inwestora i jego pasji oraz doświadczenia kolekcjonerskiego rozróżniamy kilka klas takich inwestycji:

  • aktywa dla koneserów – np. alkohole, dzieła sztuki,
  • „zabawki dla dużych chłopców” – np. jachty, klasyczne samochody, zegarki,
  • „błyskotki” – np. biżuteria, diamenty, metale szlachetne,
  • aktywa dla kolekcjonerów – np. znaczki pocztowe, płyty winylowe i antyki.

– Emocjonalny charakter takich inwestycji polega na tym, że o ich wycenie nie decydują obiektywne przesłanki, ale subiektywne odczucia i postrzeganie przez potencjalnych inwestorów. Zysk z inwestycji pojawia się „przy okazji”, a sam zakup służy między innymi osiąganiu korzyści pozamaterialnych, z których najważniejszymi są przyjemność z posiadania, doznania estetyczne, wzrost prestiżu i satysfakcja z przynależności do ograniczonego grona kolekcjonerów – dodaje Hajdamowicz.

Rynek inwestycji alternatywnych jest bardzo specyficznym obszarem inwestowania, wyraźnie odróżniającym go od tradycyjnego rynku akcji czy obligacji. Mimo braku sprecyzowanej definicji odróżniającej jednoznacznie inwestycje alternatywne od klasycznych, możemy wyróżnić wspólne cechy, które są charakterystyczne tylko dla tej grupy inwestycji. Do podstawowych wyróżników inwestycji alternatywnych na tle tradycyjnych składników portfela aktywów należą:

  • niska płynność,
  • długi horyzont inwestycyjny,
  • trudność wyceny wartości rynkowej inwestycji,
  • wpływ wielu czynników na zysk z inwestycji,
  • występowanie inwestorów, którzy nie dążą do maksymalizacji zysku.

Niska płynność, a czasem nawet jej brak, oznacza, że inwestując w aktywa alternatywne należy się liczyć, że może wystąpić okresowy brak podaży oraz popytu na przedmiot naszej inwestycji, co uniemożliwia zamianę inwestycji na gotówkę. W takiej sytuacji brak zainteresowania danym aktywem wymusza na inwestorze przetrzymanie inwestycji w dłuższym okresie niż zakładał plan inwestycyjny. Jednocześnie, najprawdopodobniej będziemy musieli obniżyć cenę do poziomu, na którym znajdzie się kupiec albo poczekać ze sprzedażą na okres, kiedy będzie występował popyt na naszą inwestycję. Niska płynność jest dodatkowo utrudnieniem dla dywersyfikacji portfela inwestycyjnego – nie można kupić części obrazu, tak jak na rynku giełdowym kupujemy część udziału w firmie w postaci akcji. Utrudnione możliwości sprzedaży danego aktywa bez poniesienia straty oraz brak możliwości realnej wyceny rynkowej w tak krótkim czasie powoduje powstawanie kolejnych problemów. Należą do nich wysokie koszty poniesione za przechowywanie aktywów oraz prowizje pobierane m.in. od sprzedających i kupujących.

Dłuższy horyzont inwestycyjny jest następną cechą, z którą musimy się liczyć przy decyzji o inwestowaniu na rynku alternatywnym. Zdecydowanie nie jest to rynek dla spekulantów, którzy w ciągu kilku godzin lub dni chcieliby wycofać ulokowany kapitał i do tego uzyskać wysoką stopę zwrotu. Jednakże, dłuższe utrzymywanie inwestycji oraz płynność są rekompensowane przez wyższe stopy zwrotu. Uważany za minimalny okres utrzymywania inwestycji to przeciętnie okres 5-10 lat.

Kolejną cechą inwestycji alternatywnych jest trudność w określeniu wartości rynkowej, która rozwiązywana jest czasem za pomocą oszacowania bieżącej wartości danego aktywa. Bardzo rzadko zdarza się, aby inwestycja była przedmiotem ponownej sprzedaży i pomimo dostępności informacji o osiągniętych historycznych cenach danego przedmiotu, nie będą one w żaden sposób porównywalne do obecnych cen. Jednakże, wraz ze wzrostem zainteresowania inwestycjami alternatywnymi baza informacji dotyczących tego rynku zaczyna się rozbudowywać, w głównej mierze dzięki wykorzystaniu Internetu, który doprowadził do znaczącego wzrostu transparentności rynku.

Następnym wyróżnikiem aktywów alternatywnych jest zysk z inwestycji, który zależy od bardzo wielu czynników. Do głównych determinantów wpływających na jego realizację zaliczamy m.in.: uwarunkowania makroekonomiczne, trendy rynkowe, kondycję koniunktury rynku sztuki czy też popyt na obrazy konkretnego artysty. Istotną rolę odgrywają również czynniki behawioralne, które bardzo trudno jest przewidzieć oraz subiektywne upodobania inwestorów.

Ostatnim, natomiast szczególnie istotnym wyznacznikiem jest świadomość występowania na rynku alternatywnym inwestorów, którzy nie realizują strategii maksymalizacji zysku. Jest to najczęściej grupa indywidualnych lub instytucjonalnych inwestorów, którzy za wszelką cenę chcą wejść w posiadanie określonego dobra. W ten sposób inwestorzy indywidulani windują wycenę do nieracjonalnych poziomów cenowych, aby nabyć wymarzony obiekt. Z kolei inwestorzy instytucjonalni posiadają znaczącą siłę nabywczą, która jest nie do przebicia dla inwestora indywidualnego.

Materiał nie stanowi doradztwa inwestycyjnego, a inwestowanie wiąże się z ryzykiem.

Tekst powstał w ramach współpracy z ekspertami portalu edukacyjnego Viem.pl

Gra pozorów Trumpa dyktuje trendy na rynkach finansowych

Zabawne jest, jak mało potrzeba, by odmienić nastroje na rynkach. Po szoku z wtorku, kiedy prezydent USA Trump zasugerował odwlekanie porozumienia handlowego z Chinami nawet przez rok, wczoraj ulgę przyniosły informacje od anonimowych źródeł, że strony są bliżej podpisania umowy. Szczegóły, dowody, terminy? Kogo to obchodzi.

To naprawę zdumiewające, co i z jaką siłą jest w stanie dyktować trendy na rynkach finansowych. Może wyglądać na to, że generalne przekonanie wśród inwestorów jest takie, że z ekonomicznego punktu widzenia i USA, i Chinom musi zależeć na ugodzie. Zatem cokolwiek niekorzystnego ma miejsce lub komplikuje relacje, ostatecznie zostanie zamiecione pod dywan, by nie pogrzebać szans na usuniecie ceł. Albo jest tak, że na koniec dnia komentarze Trumpa są traktowane jako gra pozorów, a ufać należy jedynie osobom zaangażowanym w rozmowy na poziomie technicznym. Tylko że ostateczny podpis pod umową będzie należał do Trumpa. Co więcej, od kilku tygodni nie słychać nic o szczegółach porozumienia ani możliwym terminie zakończenia negocjacji. Są tylko ogólnikowe zapewnienia. Ten spokój ducha inwestorów i poszukiwanie takiego kąta patrzenia, by szklanka wydawała się bardziej pełna, jest niepokojący. Obawiam się, że rynki zbyt optymistycznie wyceniają tempo postępu negocjacji i albo jeszcze w tym roku dojdzie do zderzenia z rzeczywistością (np. kiedy 15 grudnia wejdą w życie nowe cła), albo będzie to motywem przewodnim w pierwszym kwartale 2020 r.

Na dławieniu zmienności aktualnie cierpi EUR/USD. Porażką zakończyła się pierwsza próba powrotu ponad 1,11. Intersujące jest, że dolar zdołał uniknąć przeceny pomimo kolejnego rozczarowania w indeksie ISM – tym razem z sektora usługowego. Podobnie jak odczyt z przemysłu, wczorajsze dane zasugerowały, że odreagowanie wczesnojesiennego spowolnienia nie postępuje tak szybko, jak się spodziewano. Dane nie były jednak alarmujące, gdyż m.in. poskoczyły subindeksy zatrudnienia i nowych zamówień. Ale jeśli dane mają być motorem odwrotu od USD, to rynek zmarnował dobrą okazję. Ostatnią szansą będzie jutrzejszy raport NFP i jeśli wierzyć wczorajszym sugestiom z raportu ADP (wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym o 67 tys., prog. 135 tys.), ryzyka są po negatywnej stronie. Jeśli NFP nie zrealizuje tych ryzyk, EUR/USD może szybko odzwierciedlić rozczarowanie i kapitulację posiadaczy długich pozycji.

Zatrzymanie wzrostów EUR/USD to także problem dla złotego, gdyż poniedziałkowy rajd eurodolara częściowo odpowiadał za umocnienie polskiej waluty. Bez wątpienia złoty nie ma co liczyć na sprzyjające wiatry z lokalnego podwórka. Wczoraj przekaz z banku centralnego po grudniowym posiedzeniu był zgodny z oczekiwaniami: jeśli wzrost gospodarczy i inflacja będą rozwijać się zgodnie z prognozami NBP, stopy procentowe pozostaną bez zmian do końca kadencji Rady Polityki Pieniężnej w 2022 r. Prezes Glapiński dodał nawet, że taki stan może utrzymywać się nawet na początku nowej kadencji. Obecni na konferencji R. Sura i J. Osiatyński podzielali zdanie prezesa o stabilizacji stóp procentowych dodając, że jest mało prawdopodobne, aby obniżki stóp procentowych miały efektywnie pobudzić popyt inwestycyjny. Stąd nawet dalsze oznaki spowolnienia gospodarczego nie powinny podsycać oczekiwań na obniżkę stóp procentowych. W rezultacie złoty pozostaje zakładnikiem sentymentu zewnętrznego. Przy braku większych szoków, jak to miało miejsce w ostatnich dwóch dniach, zmienność na rynku EUR/PLN wyraźnie zanika. Oczkujemy, że do końca roku więcej jest powodów, by nastawienie do aktywów ryzykownych pogorszyło się, co dla EUR/PLN powinno skutkować odbiciem do 4,30.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Podsumowanie Black Friday 2019 – obniżki cen sięgnęły 4 proc.

Informacjami reklamowymi o atrakcyjnych promocjach na Black Friday polscy konsumenci byli zarzucani już od początku listopada. Z badania „Zakupy Świąteczne 2019” firmy doradczej Deloitte wynika, że już 3 na 4 Polaków deklarowało zakupy w tym dniu i jest to jeden z najwyższych wyników w Europie. Coroczna analiza ofert 800 sklepów internetowych, przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo, pokazała, że promowany przez sprzedawców Black Friday w przypadku większości sprzedawców nie ograniczał się do jednego dnia, ale trwał nawet cały tydzień. Nie oznacza to jednak zbyt wielu atrakcyjnych ofert dla klientów. Ze „Świątecznego Barometru Cenowego” wynika, że w tym dniu w porównaniu do piątku 22 listopada obniżki cen sięgnęły średnio 4 proc.

Pierwsze komunikaty marketingowe promujące Black Friday pojawiły się w Polsce już po 1 listopada. Co ciekawe, w wielu przypadkach BF zamienił się w Black Week lub nawet Black Weeks. Ta coroczna ofensywa marketingowa sprawia, że Polacy doskonale wiedzą, co oznacza ten dzień w handlowym kalendarzu. Osobną sprawą jest to, czy mogą liczyć na naprawdę atrakcyjne promocje – mówi Agnieszka Szapiel, Menedżer w dziale strategii Deloitte.

Dzięki badaniu Deloitte „Świąteczne Zakupy 2019” znane są kategorie produktów, które Polacy najchętniej wybierają jako prezenty dla najbliższych. Dlatego do analizy wybrano najpopularniejsze produkty z poniższych kategorii: drobne AGD, czekolady, DIY, gry, konsole, kosmetyki, książki, laptopy, muzyka, okulary VR, perfumy, planszówki, smartfony, artykuły sportowe, tablety, telewizory, wearables, zabawki oraz zegarki.

Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano ponad 400 produktów, które znajdują się w ofercie ponad 1000 sklepów online. 205 produktów znalazło się na monitorowanej liście, zarówno w ubiegłym, jak i tym roku, co pozwoliło porównać ceny w Black Friday w 2018 i 2019 roku.

Obniżki widoczne przede wszystkim w reklamach

Podobnie, jak w ubiegłym roku „Świąteczny Barometr Cenowy” Deloitte pokazuje, że obniżki w Black Friday miały raczej charakter symboliczny. – Pomiędzy piątkiem 22 listopada a piątkiem 29 listopada, czyli Black Friday, różnica w obniżonych cenach analizowanych kategorii produktów wynosiła średnio 4 proc. W ubiegłym roku było to 3,5 proc., a dwa lata temu 1,3 proc. W tym samym czasie średni wzrost cen wyniósł 3 proc., więc możemy mówić, że de facto w Black Friday  wartość badanego koszyka produktów zmalała jedynie o 1 proc. – mówi Agnieszka Szapiel.

Jak kształtowały się ceny w tym dniu? Spośród 400 przeanalizowanych produktów w przypadku 51 proc. średnia cena spadła w porównaniu do 22 listopada. – Co ciekawe rok temu było to 55 proc. Z kolei w przypadku 41 proc. produktów cena poszła w górę, a 8 proc. nie zmieniła się. Zauważyliśmy również, że ruchy cenowe w sklepach internetowych zaczęły się już w poniedziałek 25 listopada i trwały do końca tygodnia – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo.

Podobnie jak rok temu, w Black Friday znacznie taniej można było kupić przede wszystkim gry komputerowe. Największa obniżka dotyczyła jednej z gier, której cena spadła aż o 45 proc. Dwa kolejne miejsca na podium produktów z obniżonymi cenami należą również do gier (obniżki odpowiednio o 28 i 26 proc.).

Eksperci Deloitte łącznie przeanalizowali 9,3 tys. cen produktów, które wybieramy na prezenty dla najbliższych. W przypadku Black Friday 67 proc. z nich w nie różniło się ceną w porównaniu do piątku 22 listopada. Z kolei w przypadku 18 proc. zanotowano ich spadek, a w 15 proc. wzrost.

Łatwo przepłacić, trudno zaoszczędzić

Podobnie jak w ubiegłym roku, również tegoroczna analiza pokazała, że różnica pomiędzy cenami w poszczególnych sklepach jest naprawdę duża. Największe rozbieżności dało się zaobserwować w kategorii gier, gdzie różnice w czasie Black Friday pomiędzy ceną maksymalną a minimalną sięgały 172 proc. Tego samego dnia (29 listopada) gra Call Of Duty: Black Ops (PS4) w jednym ze sklepów internetowych kosztowała 63 zł, a w innym aż 342,67 zł. Różnica wynosiła więc 444 proc. Podobnie było z perfumami, gdzie różnice sięgały średnio 136 proc. Wodę perfumowaną Christian Dior Miss Dior (100 ml) w jednym ze sklepów można było kupić za 338,9 zł, a w innym za 659 zł, a to oznacza różnicę sięgającą prawie 100 proc. – Perfumy oraz kosmetyki należą do tych kategorii produktów, dla których obniżki były widoczne często dopiero wtedy, gdy klient wpisał specjalnie wygenerowane hasło w podsumowaniu koszyka zakupowego. Sprzedawcy kusili również klientów darmową przesyłką lub obniżkami przy dokonaniu kolejnych zakupów – wyjaśnia Mateusz Mańkowski, Konsultant w dziale strategii Deloitte.

Klienci równie uważnie powinni sprawdzać ceny akcesoriów elektronicznych (różnice średnio do 150 proc.), zabawek konstrukcyjnych (średnio 107 proc.) oraz planszówek (106 proc.).

Najmniejsze różnice pomiędzy minimalną a maksymalną ceną w Black Friday eksperci Deloitte odnotowali w kategorii laptopów (18 proc.), artykułów sportowych (20 proc.) oraz czekoladek (24 proc.).

Black Friday rok do roku

Eksperci Deloitte sprawdzili również czy ceny tych samych 205 produktów kształtowały się podobnie w czasie tegorocznego i ubiegłorocznego Black Friday. Okazuje się, że w przypadku 59 proc. z nich ceny spadły, a w 41 proc. wzrosły. Najbardziej spadły ceny gier (o prawie 23 proc.), smartfonów (średnio o 16 proc.) oraz tabletów (średnio o 15,9 proc.). – Nie jest to jednak zaskakujące, ponieważ w tym roku ich miejsce zajęły nowsze modele, które zawsze są lokomotywami sprzedażowymi. Z kolei wzrosty cen dotknęły perfumy oraz zabawki kreatywne i artystyczne, które jak pokazuje nasze badanie, znajdują się na czele najchętniej wybieranych przez Polaków prezentów. Wzrosty cen w tych najbardziej „rozchwytywanych” kategoriach równoważyły obniżki w tych mniej popularnych – mówi Mateusz Mańkowski.

Przedłużeniem promocyjnych ofert Black Friday jest tzw. Cyber Monday, który przypadł w tym roku na 2 grudnia. Ceny tego dnia w porównaniu do ostatniego piątku nie zmieniły się znacząco. Średni spadek cen w Cyber Monday wyniósł 2 proc. Dokładnie tyle samo, co średni wzrost cen. Największe różnice widoczne były w kategoriach: zabawki kreatywne i artystyczne (średnio wzrost o 4,7 proc.) oraz gry (średnio wzrost o 2,7 proc.). – Nasze analizy z ubiegłych lat pokazały, że ceny aż do świąt będą raczej rosnąć niż spadać. Dotyczy to szczególnie najpopularniejszych kategorii prezentowych, do których zaliczają się zarówno kosmetyki i perfumy, jak i zabawki. Kto jeszcze nie kupił prezentów nie ma raczej co liczyć na atrakcyjne oferty promocyjne. Tych możemy spodziewać się dopiero w momencie rozpoczęcia wyprzedaży noworocznych – podsumowuje Agnieszka Szapiel.

Jak wygląda wdrażanie elektromobilności w Polsce?

Ekologiczne plany reformowania transportu indywidualnego zakładały pojawienie się na polskich drogach miliona elektromobilnych samochodów. Wiadomo już, że rząd się z tego ambitnego celu wycofuje. Swoje oczekiwania obniżył do 600 tysięcy samochodów – wliczając w tę liczbę także pojazdy hybrydowe. Ten cel jest bardziej prawdopodobny do osiągnięcia, choć barierą nadal jest wysoki koszt elektromobilnych samochodów. Polaków zwyczajnie nie stać na auta, które są prawie dwa razy droższe od samochodów benzynowych i dieslowskich. Obserwując kraje zachodnie, które z sukcesem prowadzą politykę elektromobilną, niezbędne są duże dopłaty od państwa do każdego kupionego samochodu. Na dzień dzisiejszy polski rząd planuje jednak tylko uchylenie akcyzy od kupna samochodów elektrycznych – co zmniejszy ich koszt o niecałe 3%. To zdecydowanie za mało. By Polaków było stać na elektryczne pojazdy, państwo musi zwolnić ich z płacenia podatku VAT i dołożyć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych do zakupu. Wtedy elektromobilny program miałby szansę bytu. Nie zmienia to jednak faktu, że przed powstaniem elektrycznej floty samochodowej w Polsce musimy zmierzyć się z kilkoma innymi problemami.

– W Polsce jest niewiele stacji ładowania dla samochodów elektrycznych, a te wciąż mogą pokonywać stosunkowo niewielkie zasięgi bez ładowania. To sprawia, że na taki samochód decydować się mogą mieszkańcy dużych miast – posiadający już pierwszy, podstawowy środek komunikacji – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.  Nie można również zapominać, że w polskich realiach samochody elektryczne wcale nie są dużo bardziej ekologiczne od dieslów i benzyniaków. Produkują mniej zanieczyszczeń z rury wydechowej, ale napędzający je prąd pochodzi ze spalania węgla. Przyczyniają się więc w takim samym stopniu do korkowania miast i zapylania powietrza. To zaskakujący dla wielu fakt, ale elektryczne samochody również dokładają się do smogu. Zanieczyszczenia z rury wydechowej stanowią bowiem niewielki procent smogu miejskiego – który powstaje głównie w wyniku unoszenia drobinek z jezdni przez ruch samochodowy. Dlatego ekologiczna polityka miejska nie powinna skupiać się na zwiększaniu elektromobilnej floty indywidualnej, lecz na inwestowaniu w transport zbiorowy. A polski rząd – by poprawić jakość samochodów na naszych drogach, skoncentrować się powinien na ograniczeniu importu starych, wadliwych samochodów. Od lat bowiem jesteśmy cmentarzyskiem wraków, których bogatszy zachód chce się pozbyć – podsumowuje Furgalski.

Przedsiębiorco, skorzystaj z okazji – dołącz do Programu Polska Bezgotówkowa i odbierz darmowy terminal płatniczy

W ciągu ostatnich kilku lat, w Polsce można zaobserwować wyraźny wzrost dostępności terminali płatniczych, których liczba zbliża się już do miliona. Ponad 200 tysięcy z nich przedsiębiorcy otrzymali… za darmo! A wszystko dzięki Programowi Polska Bezgotówkowa.

Darmowy terminal – jak go otrzymać?

Program skierowany jest do firm, które:

  • w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie korzystały z terminali płatniczych,
  • działają niezależnie lub należą do sieci albo franczyzy, która ma nie więcej niż pięć punktów.

Jeśli przedsiębiorca spełnia te warunki, może otrzymać terminal płatniczy za darmo. Brak płatności, dotyczy zarówno abonamentu przez pierwsze 12 miesięcy, jak i prowizji za transakcje do 100 tysięcy złotych obrotu. Na takich zasadach można otrzymać do 3 terminali płatniczych.

Program jest odpowiedzią na oczekiwania współczesnych konsumentów, którzy chcą płacić bezgotówkowo szybko, łatwo i wszędzie. Możliwość otrzymania bezpłatnych terminali przez przedsiębiorców przyczyni się jeszcze bardziej do wzrostu popularności płatności elektronicznych w miejscach, które dotychczas nie akceptowały tego typu płatności.

Polska Bezgotówkowa – fakty o Programie

Program Polska Bezgotówkowa wystartował w lutym 2018 roku. W jego ramach, do polskich przedsiębiorców trafiło około 200 tysięcy darmowych terminali płatniczych, czyli ponad 20% wszystkich tego typu urządzeń na rynku. Te 200 tysięcy stanowi około 80% wszystkich instalowanych terminali w Polsce w tym czasie. Dla wielu przedsiębiorców, najistotniejszą informacją będzie jednak ta, że zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Polskę Bezgotówkową, 95% osób, które zdecydowały się na przystąpienie do Programu, poleca instalację terminala w swojej placówce usługowo-handlowej innym przedsiębiorcom.

Czy wiesz, że…
…już 8% Polaków deklaruje, że w ogóle nie korzysta z gotówki? Tak wynika z danych opublikowanych w raporcie „„Płatności Bezgotówkowe Oczami Polaków 2019”, przygotowanego przez Instytut Badań Pollster.

Szansa dla małych i średnich przedsiębiorców

Propozycja Programu Polska Bezgotówkowa, skierowana jest przede wszystkim do firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. To właśnie w małych punktach najrzadziej można płacić kartą – ponieważ ich właściciele obawiają się, że instalacja terminala płatniczego nie wpłynie pozytywnie na ich biznes.

Dzięki udziale w Programie Przedsiębiorcy mogą przekonać się, czy umożliwienie klientom płatności bezgotówkowych przyniesie im korzyść, czy też nie.

Darmowy terminal płatniczy – dlaczego warto?

W Polsce bardzo szybko postępuje cyfryzacja, która wpływa na oczekiwania klientów i preferowane przez nich metody płatności. Według danych Narodowego Banku Polskiego, płatności bezgotówkowe stanowią już 43% wszystkich transakcji, a trend wskazuje, że w ciągu najbliższych 2-3 lat popularność płatności kartą dorówna gotówce. Dane te udowadniają w jednoznaczny sposób, że przedsiębiorcy, którzy nie zdecydują się zaoferować transakcji bezgotówkowych, narażają się na niezadowolenie i odpływ klientów – dotyczy to przede wszystkim małych, lokalnych punktów handlowo-usługowych. Jeśli te chcą konkurować z sieciami, muszą postawić nie tylko na cenę i jakość produktów, ale również wygodę i komfort konsumenta.

Dołącz do Programu Polska Bezgotówkowa i odbierz darmowy terminal

Dołączenie do Programu Polska Bezgotówkowa jest niezwykle proste. Można to zrobić online, bez wychodzenia z domu, a każdego zainteresowanego od otrzymania darmowego terminala dzielą zaledwie trzy kroki:

Na przystąpienie do Programu zdecydowały się tysiące przedsiębiorców z całej Polski – działają w sumie w 300 branżach, a darmowe terminale obsługują już płatności w 12 tysiącach miejscowości w całym kraju.

Pracownicy lubią pracę zdalną. Jak wówczas zapewnić bezpieczeństwo firmowych danych?

Praca zdalna to jeden z najczęściej oczekiwanych przez pracowników benefitów. Wielu z nich wskazuje możliwość pracy spoza biura jako jeden z najważniejszych aspektów pozafinansowych zatrudnienia. Eksperci Fortinet przypominają, że wykonując swoje obowiązki z domu, kawiarni lub przestrzeni coworkingowej pracownik powinien pamiętać o zachowaniu podstawowych zasad cyberbezpieczeństwa.

Pracujący spoza biura korzystają z domowego internetu lub publicznych hotspotów, które często nie są odpowiednio zabezpieczone. – Podczas połączenia z ogólnodostępną siecią Wi-Fi cyberprzestępcy mogą np. przechwycić dane przesyłane między komputerem lub telefonem użytkownika a firmowym systemem. Pracownik powinien więc upewnić się, czy wszystkie służbowe urządzenia łączą się z zaufaną siecią w bezpieczny sposób – wyjaśnia Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. W miarę możliwości należy też korzystać z oddzielnych urządzeń do pracy i do celów osobistych. Zaleca się skonfigurować oddzielne połączenie do pracy, łączyć się tylko przez VPN (jeśli umożliwiają to firmowi administratorzy) i rozważyć szyfrowanie poufnych danych przesyłanych między siecią domową a firmową.

Ważnym aspektem jest także, ile i jakie urządzenia łączą się z domową siecią pracownika. Powszechność i różnorodność sprzętu z kategorii IoT (ang. Internet of Things – internet rzeczy) sprawia, że trudno oszacować, ile urządzeń domownika czy jego gości ma aktualnie dostęp do sieci i czy są odpowiednio zabezpieczone. W tej sytuacji warto zadbać o to, aby najważniejsze i poufne zasoby firmowe, takie jak dane finansowe, były odizolowane od reszty sieci. Warto też np. skonfigurować bezprzewodową sieć dla gości – umożliwia to obecnie większość punktów dostępowych Wi-Fi.

Należy jednak pamiętać, że technologia nie wyręczy pracowników we wszystkim. Powinni być oni szczególnie wyczuleni na zabiegi socjotechniczne, zwłaszcza ataki phishingowe i rozumieć mechanizmy funkcjonowania najbardziej popularnych zagrożeń. W tym celu przedsiębiorstwa, które oferują możliwość pracy zdalnej, powinny zapewnić pracownikom odpowiednie szkolenia dotyczące cyberhigieny i bezpieczeństwa w sieci.

Pożyczki online – czy warto decydować się na takie rozwiązanie?

Pożyczki i kredyty online często wzbudzają obawę klientów. Jednak mogą one stanowić wygodne i nowoczesne rozwiązanie w przypadku pojawienia się przelotnych problemów finansowych lub atrakcyjnej okazji zakupowej – warto tylko zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii związanych z zaciąganiem takich zobowiązań.

  1. Na czym polegają pożyczki online?
  2. Czy kredyty online są bezpieczne?
  3. Kto może skorzystać z pożyczki online?

Na czym polegają pożyczki online?

Wzięcie pożyczki online składa się zwykle z podobnych procedur, co tradycyjne zaciągnięcie kredytu w banku, jednak jest zwykle prostszym procesem. Przede wszystkim, nie trzeba w tym celu wychodzić z domu – całość odbywa się drogą internetową. Zazwyczaj pierwszym krokiem jest wystosowanie niezobowiązującego zapytania o ofertę, w którym wskazuje się interesującą klienta kwotę i czas spłaty, a także podaje potrzebne informacje (na przykład o stanie zatrudnienia). Wówczas ze strony banku lub innego podmiotu udzielającego pożyczki online zostaje wysłana oferta (lub od razu ewentualna umowa – w zależności od zasad panujących w danej firmie). Jeżeli wszystko się zgadza, możesz zawrzeć umowę przez Internet (przykładowo legitymując się dowodem osobistym). Pieniądze powinny znaleźć się na twoim koncie najpóźniej w ciągu 24 godzin, choć niektórzy pożyczkodawcy przesyłają je nawet w kwadrans.

Czy kredyty online są bezpieczne?

Podobnie jak w przypadku pożyczek udzielanych stacjonarnie, podczas brania kredytu online można natrafić na nieuczciwego pożyczkodawcę. Najlepszym sposobem na zabezpieczenie się przed taką ewentualnością jest sprawdzenie opinii o podmiocie użyczającym zobowiązania, na przykład czytając opinie użytkowników lub korzystanie z platformy kredytowej takiej jak https://www.bancovo.pl/, która agreguje oferty tylko zaufancyh partnerów. Należy też zawsze bardzo dokładnie czytać umowę, a w przypadku problemów ze zrozumieniem treści zasięgnąć porady eksperta (na przykład doradcy finansowego lub konsultanta w instytucji pożyczkowej).

Kto może skorzystać z pożyczki online?

Z kredytu online może skorzystać każda osoba, która ukończyła osiemnasty rok życia i spełnia kryteria zawarte w regulaminie danej pożyczki. Z reguły nie są to duże wymagania: zazwyczaj wystarczy dowód osobisty. Czasami również dane klienta są sprawdzane w rejestrze dłużników. Natomiast zaświadczenie o zarobkach, posiadanie umowy o pracę lub zabezpieczenie materialne pożyczki nie są zawsze potrzebne.

Polska staje się informatycznym zagłębiem Europy. Producenci oprogramowania podbijają zagraniczne rynki

W ubiegłym roku aż 75 proc. polskich firm, które zajmują się tworzeniem oprogramowania, zanotowało ponad 20-proc. wzrost przychodów, a co dziesiąta je podwoiła. Co trzecie przedsiębiorstwo osiąga przychody wyłącznie dzięki obsłudze rynków zagranicznych – wynika z nowego raportu Fundacji Citi Handlowy im. L. Kronenberga i Organizacji Pracodawców Sektora IT. Polskie przedsiębiorstwa zajmujące się softwarem zwiększają skalę działania, zakres usług, zatrudnienie i są coraz śmielsze w zagranicznej ekspansji. Wyzwaniem pozostaje dla nich jednak konkurowanie o wykwalifikowanych programistów.

Branża software developer rozwija się dynamicznie w Polsce, a sytuacja finansowa firm z tego sektora wygląda na bardzo dobrą. Prawie 90 proc. z nich osiąga rentowność już w pierwszym roku po rozpoczęciu działalności. Co więcej, ponad 80 proc. firm z tej branży osiąga 20-proc. wzrost przychodów rok do roku, a co dziesiąta rośnie minimum dwukrotnie – mówi agencji Newseria Biznes Aleksander Łakomski, dyrektor ds. sprzedaży w Citi Handlowy.

Polska od lat ma reputację informatycznego zagłębia Europy i – jak pokazuje nowy raport Fundacji Citi Handlowy przygotowany wspólnie z Organizacją Pracodawców Sektora IT (SoDA) – jest to zasłużona opinia. Sektor notuje dynamiczne wzrosty, urastając do miana jednej ze strategicznych branż polskiej gospodarki. Co drugie przedsiębiorstwo osiąga przychody w wysokości do 5 mln zł, a w przypadku 9 proc. ta kwota przekracza 25 mln zł. Natomiast ich łączne obroty sięgają ok. 1 mld zł rocznie.

– Widać też dużą świadomość firm z tej branży dotyczącą konieczności reinwestowania przychodów i zysków, głównie w pracowników i sprzęt. Osiągając dobre wyniki finansowe, branża reinwestuje je w dalszy rozwój – podkreśla Aleksander Łakomski.

Raport „Czy Polska ma szansę stać się hubem IT Europy?” pokazuje też, że polskie software house’y zwiększają skalę działania i zakres usług. W ostatnim roku większość z nich zwiększyła zatrudnienie o ponad jedną czwartą, a co dziesiąta firma podwoiła liczbę pracowników. Z drugiej strony konkurowanie o wyspecjalizowane kadry jest dla nich w tej chwili jednym z większych wyzwań. W badaniu przeprowadzonym na potrzeby raportu przez Kantar Millward Brown aż 89 proc. firm wskazało, że dostęp do wykwalifikowanych pracowników to kluczowy czynnik przesądzający o ich sukcesie, zaraz obok wysokiej jakości świadczonych usług (94 proc.) oraz referencji i poleceń od klientów (95 proc.).

Nasze badania pokazują, że polskie software house’y to firmy istniejące na rynku od około 10 lat, z dwucyfrowym tempem wzrostu. Świadczą usługi programistyczne w dużej mierze dla klientów z zagranicy, ale także na rynku lokalnym. O ich sukcesie zadecydował moment, w którym wystartowały, mianowicie olbrzymie globalne zapotrzebowanie na usługi programistyczne, trend digitalizacji procesów, powstanie nowych obszarów  jak blockchain czy machine learning i tworzenie nowych cyfrowych produktów – mówi Jan Zborowski, wiceprezes SoDA – Organizacji Pracodawców Sektora IT.

Klientami polskich software house’ów w początkowej fazie działalności są głównie start-upy – zarówno polskie, jak i zagraniczne. Natomiast na dalszym etapie rozwoju firmy tworzą oprogramowanie dla większym podmiotów i wielu branż, wśród których dominuje jednak bankowość i finanse oraz – w nieco mniejszym stopniu – logistyka i konsulting.

Wynika to z faktu, że duzi gracze, mający dostęp do kontraktów na skalę globalną, potrzebują partnerów do ich realizacji. Software house’y, szczególnie te mniejsze i średniej wielkości, pomagają tego typu kontrakty realizować – mówi Jan Zborowski.

Jak podkreślają eksperci, to właśnie sukcesy polskich software house’ów w dużej mierze stoją za zainteresowaniem zagranicznych korporacji tym, aby otwierać w Polsce centra usług wspólnych.

Wydaje się, że Polska może już aspirować do pozycji informatycznego zagłębia Europy. Każdego roku powstaje kilkadziesiąt nowych firm z tej branży, które obsługują rynki całego świata, z główną koncentracją na Europie Zachodniej, ale wychodzą też na rynki bardziej egzotyczne. 1/3 firm osiąga swoje przychody wyłącznie dzięki rynkom zagranicznym – mówi Aleksander Łakomski.

Raport SoDA i Fundacji Kronenberga potwierdza, że polskie software house’y charakteryzują się dużym współczynnikiem umiędzynarodowienia sprzedaży i są coraz śmielsze w zagranicznej ekspansji. 64 proc. z nich osiąga przychody z rynku amerykańskiego, a ponad połowa (po 58 proc.) świadczy usługi dla klientów z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Ten ostatni rynek jest przez nie najczęściej typowany jako kierunek dalszej ekspansji.

Mniejszym i średnim firmom niełatwo pozyskać duży kapitał na rynku lokalnym, zdobyć kontrakty od dużych graczy czy instytucji państwowych. Dużo łatwiej pozyskać im klientów z zagranicy. Można więc wysnuć wniosek, że małe i średnie software house’y zostały poniekąd wypchnięte z polskiego rynku i zaczęły szukać klientów na rynkach zagranicznych, co okazało się dla nich strzałem w dziesiątkę, bo w tej chwili opierają na tym swój rozwój – mówi Jan Zborowski.

Eksperci oceniają, że przyszły rok będzie dla branży okresem kolejnych wzrostów i zdobywania nowych rynków. Natomiast przyszłością branży, która w tej chwili charakteryzuje się dość dużym rozdrobnieniem, może się okazać konsolidacja.

– Badania pokazują, że software house’y zaczynają poszukiwać innowacji. Inwestują w specjalizacje, odkrywanie nowych technologii, ale z drugiej strony wykazują chęć tworzenia nowych produktów w oparciu o technologie IT – mówi Jan Zborowski.

Banki zwiększają inwestycje w ochronę przed oszustwami finansowymi. Wsparciem może być sztuczna inteligencja

Kradzieże tożsamości i wyłudzenia kredytów przy pomocy skradzionych dokumentów lub danych do logowania to najczęstsze oszustwa w sektorze finansowym. Konsekwencje ponoszą przede wszystkim klienci, którzy muszą się liczyć z utratą pieniędzy i późniejszą windykacją. Stratne są również instytucje finansowe, dla których najdotkliwsza jest utrata reputacji i zaufania klientów. Z pomocą przychodzi im sztuczna inteligencja, która pozwala na automatyczną prewencję oszustw finansowych. W regionie EMEA ponad połowa instytucji finansowych planuje w kolejnych trzech latach inwestycje w rozwiązania oparte na AI – wynika z międzynarodowego badania Instytutu Forrester Consulting. 

Defraudacje i wyłudzenia kredytów wciąż pozostają jednym z najważniejszych wyzwań dla sektora finansowego. Potwierdza to blisko połowa spośród 900 firm, które wzięły udział w międzynarodowym badaniu Instytutu Forrester Consulting na zlecenie Experian („Wyłudzenia finansowe w regionie EMEA”).

– Najczęstszymi wyłudzeniami na rynku finansowym są kradzież danych identyfikacyjnych, czyli kradzież tożsamości, wyłudzenia kredytów przy pomocy skradzionych danych lub przejęcie danych do logowania po to, żeby wyłudzić środki finansowe. Te trzy elementy mają jeden wspólny mianownik i jest nim utrata środków przez konsumenta. Czasami jest to bezpośrednia kradzież z rachunku bankowego, a czasami wyłudzenie kredytu, które zmaterializuje się później w formie windykacji – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Wójcicki, dyrektor Biura Usług Antyfraudowych BIK.

Podstawą do oszustwa mogą stać się skradzione lub zgubione dowody osobiste, paszporty czy prawa jazdy, a jak informuje Związek Banków Polskich, III kwartał tego roku był pod tym względem rekordowy. W tym okresie baza systemu Dokumenty Zastrzeżone powiększyła się o 42,5 tys. utraconych dokumentów (łącznie do ponad 1,8 mln) i był to najwyższy wynik od 12 lat. Jednocześnie zablokowano 1,2 tys. prób wyłudzenia na nie kredytów i pożyczek na łączną kwotę 66,6 mln zł. Rekord odnotował również NBP, według którego od stycznia do czerwca tego roku działające w Polsce banki wykryły 94,4 tys. oszustw przy wykorzystaniu kart płatniczych (na kwotę ponad 27 mln zł). To oznacza 16-proc. wzrost w stosunku do poprzedniego półrocza i najwyższy jak dotąd wynik w historii badań NBP.

Konsument może chronić się np. poprzez Alerty BIK, czyli usługę, która informuje go o tym, że ktoś próbuje wziąć na jego dane kredyt. Z drugiej strony BIK zapewnia też ochronę instytucjonalną, czyli ochronę dla instytucji, która udziela takiego zobowiązania. Ta instytucja poprzez weryfikację pewnych danych i niespójności we wnioskach także może stwierdzić, że doszło bądź nie doszło do próby nadużycia – wyjaśnia Wójcicki.

Rosnącą skalę fraudów potwierdza również październikowy raport „Nadużycia na rynku finansowym” firmy doradczej EY i Związku Przedsiębiorstw Finansowych. Wynika z niego, że ofiarą wyłudzeń kredytów oraz pożyczek pada 7 na 10 instytucji finansowych (banków, leasingodawców oraz firm pożyczkowych). Prawie 60 proc. z nich oceniło, że problem z roku na rok przybiera na sile.

Problemem banków i instytucji finansowych jest przede wszystkim to, że przestępcy działają bardzo dynamicznie. Natomiast systemy, które funkcjonują w bankach, są w głównej mierze oparte na detekcji, a nie prewencji. Czyli są w stanie wykryć, że dane zdarzenie miało miejsce, natomiast nie są w stanie temu aktywnie przeciwdziałać – mówi dr Iga Sikorska, ekspert ds. rozwiązań antyfraudowych w Experian Polska.

Jak podkreśla, najdotkliwszym skutkiem takich udanych oszustw i wyłudzeń jest dla instytucji finansowych utrata zaufania klientów, która przekłada się na realny spadek obrotów.

Spadek obrotów i utrata reputacji to dla firmy także spadek jej konkurencyjności. Nie tylko w oczach klienta, którego dotknęła kradzież środków finansowych, lecz także całego rynku. Mówimy również o karach, z którymi muszą się liczyć firmy, które nie wypełniają obowiązków regulacyjnych związanych m.in. z zabezpieczeniem interesów klientów. Są też koszty związane z windykacją takich należności, koszty pozwów sądowych – mówi dr Iga Sikorska.

Z badania Instytutu Forrester Consulting wynika, że dla instytucji finansowych największą trudność w zapobieganiu fraudom stanowią wciąż zmieniające się schematy wyłudzeń, złożoność cyberzagrożeń i wypracowanie odpowiedniego balansu pomiędzy satysfakcją klientów a uciążliwymi dla nich działaniami prewencyjnymi. Z drugiej strony większość z nich nadal zapobiega wyłudzeniom głównie w sposób tradycyjny i proceduralny.

Generalnie instytucje finansowe w Polsce czują, że robią bardzo dużo na rzecz zapewnienia ochrony interesów klientów. Jednak są jeszcze obszary, które wymagają zaadresowania, w szczególności związane z autentykacją klienta w sposób dla niego nieuciążliwy. Chodzi o zastosowanie takiej technologii, która pozwoli klientowi korzystać z usług banku w sposób nieinwazyjny, bez konieczności zapamiętywania szeregu loginów, haseł i bez dodatkowych autoryzacji. Z drugiej strony zapewni instytucji finansowej narzędzia do uwierzytelniania klientów niejako w tle – mówi dr Iga Sikorska.

Bartosz Wójcicki wskazuje, że z pomocą bankom i instytucjom finansowym przychodzi sztuczna inteligencja, która pozwala na automatyczną prewencję wyłudzeń i oszustw finansowych.

– Rozwój kanałów online i przenoszenie coraz większej liczby elementów związanych ze sprzedażą usług do internetu powoduje, że pojawia się też coraz więcej zagrożeń. Żeby za nimi nadążyć i budować odpowiednio szybkie mechanizmy, musimy zaangażować sztuczną inteligencję czy uczenie maszynowe, które pozwalają na weryfikację pewnych elementów, ich automatyczną detekcję. Te dwa obszary na pewno będą w dużym stopniu wykorzystywane do przeciwdziałania nadużyciom – mówi dyrektor Biura Usług Antyfraudowych BIK.

Instytucje finansowe już w tej chwili widzą potrzebę wdrożenia rozwiązań opartych na AI i automatyzacji – wynika z badania Instytutu Forrester Consulting. 60 proc. z nich planuje stale rosnące budżety na współpracę z dostawcami technologii i usług w zakresie budowy kompleksowych rozwiązań prewencyjnych. Natomiast ponad 50 proc. firm z regionu EMEA zamierza w ciągu najbliższych 3 lat inwestować w rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Co istotne, raport Forrestera pokazuje, że pod względem technologicznym instytucje finansowe w Polsce – w stosunku do europejskich sąsiadów – już w tej chwili stosują wysoce zoptymalizowane metody prewencji w walce z cyberzagrożeniami.

Poziom inwestycji planowanych w Polsce w ciągu najbliższych kilku lat jest znacząco wyższy niż w regionie – mówi dr Iga Sikorska.

Dobry poziom zarządzania ryzykiem w sektorze finansowym w Polsce to m.in. efekty wdrożenia przez Biuro Informacji Kredytowej systemowej usługi – Platformy Antyfraudowej. Narzędzie oparte na mechanizmach AI jest udostępnione bankom, SKOK-om i firmom pożyczkowym, wspierając je w wykrywaniu i przeciwdziałaniu oszustwom. Od momentu jej uruchomienia w listopadzie 2017 roku Platforma Antyfraudowa BIK uchroniła już sektor bankowy przed wyłudzeniami na kwotę ponad 147 mln zł.

Platforma Cyber Fraud Detection identyfikuje między innymi urządzenie, z którego następuje logowanie klienta do kanałów elektronicznych. Planujemy rozbudować ją o pasywną biometrię, która uchroni instytucje finansowe również przed błędami związanymi z niewłaściwą identyfikacją klientów, czyli sytuacjami, kiedy ktoś wykorzystuje dane, a nie jest do tego uprawniony – mówi Bartosz Wójcicki.

Rozpoczyna się szczyt OPEC+. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to utrzymanie wydobycia na dotychczasowym poziomie

0

5 i 6 grudnia kraje skupione w OPEC i niezwiązani z organizacją inni producenci mają podjąć decyzję o dalszych losach trwającego już trzeci rok porozumienia w sprawie dobrowolnego ograniczenia wydobycia. Obecna umowa obowiązuje do marca 2020 roku i mówi się o jej przedłużeniu o kwartał lub dwa. Głos Iraku o możliwości pogłębienia cięć o jedną trzecią zachwiał przekonaniem rynku o utrzymaniu dotychczasowego stanu rzeczy. Mimo to według analityka portalu E-petrol.pl kontynuacja współpracy na obecnych warunkach wciąż jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

– Biorąc pod uwagę wysokie poziomy produkcyjne Stanów Zjednoczonych, to pewne kraje OPEC mogą chcieć działać na rzecz pogłębienia ograniczeń, czyli wydobywania mniejszej ilości ropy i tym samym podwyższania jej cen, ponieważ jej podaż na rynkach światowych będzie mniejsza – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Bogucki, analityk rynku paliw portaul E-petrol.pl. – Są też głosy o dokładnie przeciwnej wymowie. Rosyjskie koncerny sugerują, że może jednak to porozumienie można trochę zliberalizować. Tak że są trzy różne scenariusze, a tak naprawdę najbardziej prawdopodobny to przedłużenie dotychczasowego porozumienia.

Członkowie OPEC i część krajów niezrzeszonych w kartelu – łącznie 24 producentów ropy naftowej – porozumieli się w grudniu 2016 roku w sprawie ograniczenia wydobywanych dziennie baryłek ropy do 1,8 mln. Powodem była bardzo niska cena ropy spowodowana zwiększeniem wydobycia w Stanach Zjednoczonych; na przełomie 2015 i 2016 roku spadła ona do nieco ponad 30 dolarów za baryłkę, co było poziomem niewidzianym od ponad dekady. Choć porozumienie było respektowane w różnym stopniu przez poszczególne kraje, spowodowało jednak spadek podaży i podbiło cenę surowca do ok. 75 dolarów za baryłkę jesienią 2018 roku. Wtedy jednak Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska podniosły wydobycie, a USA dostarczyły więcej surowca niż Arabia czy Rosja. Ropa natychmiast potaniała o 30 dolarów na baryłce. Dlatego od 2019 roku zawarto kolejne porozumienie o cięciach, tym razem o 1,2 mln baryłek dziennie. Jednak minister ropy Iraku zasugerował ostatnio, że należałoby je zwiększyć do 1,6 mln baryłek.

– Jeżeli nawet OPEC zdecyduje się mocno ograniczać swoją produkcję, trzeba pamiętać, że chociażby takie kraje jak Stany Zjednoczone produkują coraz więcej, więc trudno mówić, że ten szczyt bardzo mocno zmieni konfigurację na rynku. To, co zostanie przez OPEC odcięte, będzie mogło prawdopodobnie zostać uzupełnione chociażby przez ropę z USA – tłumaczy Jakub Bogucki. – Rynek zdecydowanie lubi stabilność i wydaje mi się, że ta gra interesów jednak się spotka gdzieś pośrodku, czyli porozumienie będzie trwać w dotychczasowej formie.

Kolejnym elementem umacniającym stabilność rynku byłoby porozumienie między Chinami a Stanami Zjednoczonymi odnośnie do taryf celnych. Ponieważ Amerykanie stali się największym dostawcą ropy na rynek, a chińska gospodarka jest jednym z jej największych konsumentów, złagodzenie wojny handlowej wpłynęłoby na uspokojenie nastrojów także na rynku ropy. Jednak zapowiadane bliskie porozumienie stanęło pod znakiem zapytania po zaostrzeniu protestów w Hongkongu, demonstracji siły chińskiej armii i komentarzach Donalda Trumpa na Twitterze, nawiązujących właśnie do wojny handlowej.

– Ropa automatycznie to odczuła w sesji z ostatniego dnia listopada i zanurkowała o ponad 2 dolary. Te czynniki, pozornie niezwiązane z rynkiem naftowym, bardzo szybko się na tym rynku również odbijają – przypomina analityk.

Natomiast głośne wydarzenia, takie jak debiut giełdowy Saudi Aramco, mają jego zdaniem chwilowy wpływ na rynek. 4 grudnia zakończyły się zapisy na akcje tego giganta dla inwestorów instytucjonalnych. Popyt trzykrotnie przekroczył przeznaczoną dla tej grupy podaż, natomiast wartość pożądanych akcji przekroczyła 50 mld dolarów, czyli osiągnęła wartość niemal dwukrotnie taką, jak maksymalna wartość całej puli przeznaczonej na sprzedaż.

 Rynek nad wydarzeniami o dużym ciężarze gatunkowym przechodzi bardzo szybko do porządku dziennego. W krótkim czasie przestanie żyć tymi emocjami i po początkowym zainteresowaniu utonie w gąszczu doniesień. Zwłaszcza że kluczowe tej chwili jest to, co postanowi OPEC i jak do tego odniesie się Rosja. To jest wydarzenie najbliższych dni, które zdecydowanie bardziej będzie ciążyć na nastrojach na rynku naftowym – podsumowuje Jakub Bogucki.

Przybywa pacjentów z zakażeniem HIV. Większość z nich chce zmiany leczenia na mniej szkodliwe

Według danych PHZ,w Polsce jest prawie 25 tys. pacjentów zarażonych wirusem HIV. Ok. 12 tys. z nich korzysta z farmakoterapii antyretrowirusowej, która zapobiega namnażaniu wirusa i wspiera układ odpornościowy organizmu. Długotrwałe przyjmowanie leków może jednak wywoływać szereg skutków ubocznych i ryzyko wystąpienia innych schorzeń. Jak wynika z badania zrealizowanego przez IQS, prawie 60 proc. pacjentów obawia się długoterminowych skutków takiego leczenia. Zdecydowana większość chciałaby zmienić terapię na taką, która w długiej perspektywie ma mniejszą szkodliwość. Taką możliwość stwarzają pacjentom z zakażeniem HIV innowacyjne terapie dwulekowe wprowadzane obecnie na rynkach całego świata, w tym również w Polsce.

Farmakoterapia antyretrowirusowa (ARV) zapobiega namnażaniu wirusa i wspiera układ odpornościowy organizmu. Pacjent rozpoczynający taką terapię będzie przyjmował ją przez kolejnych kilkadziesiąt lat, z czasem zażywając również inne leki na choroby towarzyszące, związane z HIV.

– Pacjenci z wirusem HIV oczekują dużego wsparcia od lekarzy, chcą współdecydować o terapii antyretrowirusowej i mieć aktywny udział w doborze leków. Dla nich najważniejsze jest to, żeby stosowana terapia miała dobre działanie długookresowe bez skutków ubocznych – mówi agencji Newseria Beata Durka z firmy badawczej IQS.

Badanie zrealizowane przez IQS na grupie 100 polskich pacjentów z wirusem HIV pokazuje, że 41 proc. z nich – oprócz leków ARV – zażywa również inne farmaceutyki na receptę. Dlatego w trakcie leczenia bardzo ważne jest ograniczenie działań niepożądanych i toksyczności wynikającej z przyjmowania kombinacji różnych leków przez całe życie.

– Potrafimy już opanować infekcję i zahamować namnażanie wirusa, ale musimy stosować medycynę naprawczą wobec tego, co przy okazji tej terapii uczyniliśmy złego w organizmie pacjenta – mówi dr Grażyna Cholewińska-Szymańska, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dla województwa mazowieckiego. – Trzeba sobie uświadomić, że wieloletnie przyjmowanie takiej terapii będzie skutkowało działaniami niepożądanymi, ponieważ każdy lek ma pewne skutki niepożądane i wywołuje je albo natychmiastowo, albo po długim czasie. Im więcej leków włożymy w te schematy terapeutyczne, tym więcej działań niepożądanych.

Jak wynika z badania IQS dla GSK, prawie 60 proc. pacjentów z HIV obawia się długoterminowego wpływu leczenia ARV na swoje zdrowie. 7 na 10 pacjentów jest świadomych ryzyka związanego z potencjalnymi skutkami ubocznymi tej terapii. Zdecydowana większość, bo aż 92 proc., zdecydowałaby się zamienić ją na taką, która w długiej perspektywie ma mniejszą szkodliwość.

– Długoterminowe przyjmowanie leków ARV jest dla pacjentów problemem – niemal wszyscy chcą, żeby tego typu terapia miała jak najmniej skutków ubocznych i chętnie by ją zmienili, gdyby te skutki uboczne były dla nich mniej uciążliwe – mówi Beata Durka z IQS.

Badanie pokazuje również, że w polscy pacjenci z HIV mają dużą potrzebę współdecydowania o przebiegu swojego leczenia (blisko 90 proc.) i oczekują od lekarzy wsparcia. 75 proc. z nich ma też nadzieję, że postęp w nauce doprowadzi do całkowitego wyleczenia z HIV, a 97 proc. pacjentów wierzy, że nowoczesne leki poprawią jakość ich życia.

– Ostatnia dekada dostarczyła nam wiele bardzo skutecznych leków. Do tej pory używaliśmy w terapii schematów trójlekowych, ponieważ dowody naukowe potwierdziły, że takie skojarzenie jest najbardziej skuteczne. Wszelkie rekomendacje towarzystw naukowych mówiły, że terapia trójlekowa ma największy potencjał, jeśli chodzi o działanie przeciwwirusowe – mówi dr Grażyna Cholewińska-Szymańska. – W tej chwili eksperci pracują nad uzyskaniem takiej formy leczenia, żeby te długofalowe skutki uboczne leczenia maksymalnie zredukować. Trzeba wymyślić dobry lek o silnym działaniu przeciwwirusowym, a jednocześnie taki, który nie będzie oddziaływał negatywnie na nerki, układ kostny czy sercowo-naczyniowy i nie będziemy mieć do czynienia z późnymi powikłaniami terapii antyretrowirusowej.

Przełom dla dotychczasowego leczenia HIV stanowi innowacyjna terapia dwuskładnikowa oparta na dolutegrawirze. Dzięki połączeniu dwóch substancji czynnych w jednej tabletce pozwala uprościć schemat leczenia i zrezygnować z jednego z przyjmowanych do tej pory leków. To daje nadzieję na mniejszą toksyczność i lepszą tolerancję leczenia przez organizm pacjenta. Innowacyjne terapie dwulekowe są obecnie wprowadzane na rynkach całego świata, w tym również w Polsce. Poza ograniczeniem potencjalnego ryzyka związanego z przyjmowaniem leków przez całe życie taka terapia jest też dużo wygodniejsza dla pacjentów i lekarzy.

Według najnowszych, opublikowanych właśnie wytycznych European AIDS Clinical Society terapia dwulekowa została zakwalifikowana jako rekomendowana terapia pierwszego wyboru dla pacjentów rozpoczynających leczenie. Z kolei dla pacjentów stabilnych terapia dualna była rekomendowana przez EACS już wcześniej.

– Najnowsze, innowacyjne terapie – oprócz tego, że stwarzają pacjentowi komfort, bo jest to najczęściej jedna albo dwie tabletki przyjmowane raz dziennie – mają również ograniczone działania niepożądane. To jest coś, na co środowisko lekarskie bardzo czeka – mówi dr Grażyna Cholewińska-Szymańska. – Badania kliniczne dostarczają nam dowodów, że skuteczność przeciwwirusowa terapii dwulekowej jest identyczna jak terapii trójlekowej.

Zakażenie wirusem HIV uważa się obecnie za chorobę przewlekłą. Nie ma na razie leków umożliwiających jej całkowite wyleczenie, ale dzięki skutecznym terapiom antyretrowirusowym (ARV) pacjenci z HIV mogą prowadzić normalne życie, bez konieczności ciągłych wizyt w szpitalu. Co istotne, standard leczenia tych pacjentów w Polsce nie odbiega od europejskich norm.

– Farmakoekonomicznie dobrze leczony pacjent jest pacjentem ambulatoryjnym, który kosztuje budżet mało, nie choruje na inne choroby współistniejące i nie musi przebywać w szpitalu. Nasi pacjenci rzadko bywają w szpitalu, zwykle dotyczy to dzieci albo zakażeń późno wykrytych u osób dojrzałych – mówi Beata Zawada z Krajowego Centrum ds. AIDS, główny specjalista ds. programu leczenia ARV.

Według statystyk Światowej Organizacji Zdrowia na całym świecie zarażonych wirusem HIV jest około 37,9 mln osób, tylko w Europie w 2017 roku zdiagnozowano 160 tys. nowych zachorowań. Szacuje się, że nawet 60 proc. może w ogóle nie wiedzieć o chorobie.

– W Polsce zakażeń wirusem HIV przybywa, ale może to wynikać również z faktu, że rośnie świadomość dotycząca konieczności wykonywania testów. Rocznie wykrywanych jest 1,2–1,3 tys. nowych zakażeń, ale przypuszczalnie może być ich więcej. Wiele zakażeń jest wykrywanych przypadkowo w rutynowych badaniach. Około 300–400 nowych przypadków rocznie wyłapujemy także w systemie krwiodawstwa w punktach anonimowego testowania – mówi Beata Zawada.

Jak podkreśla, w Polsce wykonywanie testów w kierunku wirusa HIV w dalszym ciągu nie jest jednak zbyt rozpowszechnione. Wiele osób zwyczajnie obawia się związanej z tym stygmatyzacji. Dlatego duży odsetek chorych może w ogóle nie wiedzieć, że są nosicielami wirusa HIV.

Burgerownie stają się bardziej eko i wprowadzają zamienniki mięsa. Przy produkcji roślinnych burgerów emitowane jest 9 razy mniej dwutlenku węgla niż przy wołowych

Co czwarty Polak od czasu do czasu spożywa roślinne alternatywy mięsa, a 6 proc. robi to regularnie. Za roślinnym trendem podążają burgerownie. Po burgery z zamiennikami mięsa sięgają nie tylko wegetarianie i weganie, lecz także ci, którym zależy na środowisku. Firma MAX Premium Burgers chce, aby do 2022 roku co drugi burger z czerwonym mięsem został zastąpiony opcją z kurczakiem, rybą lub wegetariańską czy wegańską. Już teraz wprowadza burgera z „mięsem” w 100 proc. pochodzenia roślinnego, który smakuje niemal jak burger z wołowiną. Jego produkcja to jednak dziewięciokrotnie mniejsza emisja dwutlenku węgla i aż 198 razy mniej zużytej wody.

– Z badań wynika, że mięso czerwone odpowiada w naszej branży za ponad 45 proc. emisji dwutlenku węgla, dlatego najlepszym sposobem na jej zmniejszenie jest skoncentrowanie się na tym składniku. Wprowadzenie roślinnego burgera Delifresh Plant Beef zmniejsza emisję dwutlenku węgla prawie dziesięciokrotnie w porównaniu do wołowiny. Pięciokrotne zmniejszenie emisji możemy też osiągnąć, zastępując burgera wołowego drobiowym – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Jakubiak, country manager MAX Premium Burgers.

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych rolnictwo odpowiada za 18 proc. emisji gazów cieplarnianych na całym świecie. Z kolei z badań naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego wynika, że jedzenie ogółem odpowiada za 26 proc. całkowitej emisji dwutlenku węgla na świecie. Za 58 proc. tej emisji odpowiadają produkty zwierzęce. 50 proc. emisji z produktów zwierzęcych pochodzi zaś z wołowiny i jagnięciny.

Tymczasem badanie przeprowadzone przez Panel Ariadna i Stowarzyszenie Otwarte Klatki wskazuje, że 28 proc. Polaków przyznaje, że od czasu do czasu sięga po roślinne zamienniki mięsa. Niemal 6 proc. robi to regularnie. Rośnie liczba wegetarian i wegan, a jak pokazuje raport agencji IQS, 43 proc. Polaków deklaruje, że nie je w ogóle lub stara się ograniczać jedzenie mięsa. Roślinny trend zauważają burgerownie. Na rynku pojawiły się stuprocentowo roślinne zamienniki mięsa.

– Nie chodzi nam o to, by ludzie nie jedli mięsa. Chcemy, by każdy miał wybór między mięsem zwierzęcym a jego zamiennikiem pochodzenia roślinnego – mówi Claes Petterson, chief innovation officer w MAX Burgers. – Delifresh Plant Beef w smaku przypomina mięso, ale zawiera wyłącznie składniki roślinne. To nowy produkt, który zawiera 20 proc. tłuszczu kokosowego, a reszta to właściwie samo białko pochodzenia roślinnego – podkreśla.

Na rynku są już dostępne roślinne burgery z fasoli, kalafiora, ciecierzycy, komosy ryżowej czy słodkich ziemniaków. Z roślinnego białka produkowane jest roślinne mięso, z wyglądu i smaku przypominające to prawdziwe.

Najlepszym sposobem do przekonania gości, żeby kupowali burgery na bazie roślinnej, jest ich smak. Względy ideologiczne są bardzo ważne, świadomość troski o środowisko również, ale każdy chce jeść smacznie. Jeżeli powstaną smaczne rzeczy o nowym składzie, to nawet nie jest tak bardzo ważne, z czego one będą się składać. Czy to będą pszeniczne, sojowe, z wodorostów czy z dowolnej rośliny, każdy będzie szukać smaku, który mu odpowiada – mówi Jerzy Jakubiak.

– Tendencja do odchodzenia od mięsa zwierzęcego będzie rosła. Doszliśmy do momentu, w którym takie zamienniki smakują na tyle dobrze, by zacząć rozważać je jako alternatywę dla mięsa zwierzęcego. Smak sprawi, że ludzie będą chcieli je jeść – dodaje Claes Petterson.

Ograniczenie spożycia mięsa ma też pozytywny wpływ na środowisko. „Ranking burgerowni sieciowych” RoślinnieJemy podaje, że przy produkcji jednego kotleta roślinnego emituje się zaledwie 0,4 kg dwutlenku węgla, czyli dziewięciokrotnie mniej niż w przypadku mięsnego (3,7 kg). Zużywa się przy tym 1,1 litra wody, czyli aż o 198 razy mniej niż przy mięsnym (218,4 l), a także dwukrotnie mniej energii (6,1 MJ vs 11,4 MJ).

MAX Premium Burgers jako pierwsza na świecie sieć restauracji wprowadziła w 2008 roku oznaczenia śladu węglowego przy produktach w menu. W 2016 roku liczba wegetariańskich opcji w jej menu zwiększyła się pięciokrotnie. Poszerzenie oferty o produkty mające niski wpływ na zmiany klimatyczne ma doprowadzić do 30-proc. zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych w ciągu 7 lat.

– Wyznaczyliśmy sobie misję znacznego ograniczenia czerwonego mięsa w naszych produktach do 2022 roku. Zamierzamy dojść do poziomu, w którym w naszej ofercie dominować będą produkty niezawierające czerwonego mięsa. Obecnie mają one już 43-proc. udział w naszej sprzedaży. Możliwe więc, że ten cel osiągniemy szybciej, niż zakładaliśmy – ocenia Claes Petterson.

MAX Premium Burgers ma najszerszą ofertę burgerów wegetariańskich i wegańskich. W ramach Zielonego Menu MAX wprowadza 3 nowe burgery oraz wegetariańską wersję nuggestów. W ofercie ma m.in. Wege Burger, czyli kotlet wegetariański z białkiem sojowym oraz z pikantnym keczupem Sriracha, Wege Burger Pikantny z Cheddarem z warzyw, białka sojowego i pszennego czy Grand Deluxe Umami Halloumi Burger z cypryjskim serem halloumi.

Materiały nowej generacji pozwolą stworzyć odzież ogrzewającą ciało i zmieniającą kształty. Sprawdzą się nie tylko w zimie, lecz także w kosmosie

Podgrzewane stroje sportowe, figi łagodzące bóle menstruacyjne czy inteligentne dzianiny aktywowane ciepłem wydzielanym przez ludzkie ciało – naukowcy pracują nad innowacyjnymi materiałami, które umożliwią upowszechnienie ubrań dopasowujących się do warunków otoczenia. Czynne i bierne systemy termoregulacji temperatury ciała sprawdzą się podczas zimy oraz w zastosowaniach medycznych, a zmiennokształtne tkaniny ułatwią przeprowadzanie misji kosmicznych. 

– Zaprojektowaliśmy cały zestaw ubrań ogrzewanych baterią lub powerbankiem, wyposażonych w włókno węglowe, które po podłączeniu do baterii ogrzewa nasze ciało – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Elżbieta Sadaj z firmy Glovii.

Ogrzewane ubrania bazujące na włóknach węglowych zaprojektowano w taki sposób, aby były możliwie jak najprostsze w użyciu. Wystarczy podpiąć je do źródła zasilania, aby po aktywowaniu przez kilka godzin rozgrzewały tkaniny nawet do 55 stopni Celsjusza. Naukowcy z Uniwersytetu Minnesoty zaprojektowali inteligentną dzianinę zmieniającą swoją strukturę pod wpływem ciepła wydzielanego przez ludzkie ciało. Badacze liczą na to, że materiały tego typu posłużą do stworzenia ubrań na potrzeby misji kosmicznych, kombinezonów lepiej dopasowujących się do ludzkiego ciała i zwiększających swobodę ruchu w kosmosie.

Tymczasem na rynku są firmy, które wyspecjalizowały się w produkcji odzienia grzewczego dla konkretnej grupy odbiorców. Dobrym przykładem jest tu osprzęt motocyklowy od Gerbinga. Producent zaprojektował m.in. podgrzewane rękawice, spodnie czy kurtki wyposażone w 12-woltowe złącze ładowania. Dzięki niemu można podpiąć ubrania nie tylko do powerbanków, lecz także do akumulatorów w pojazdach, zwiększając tym samym efektywność systemów ogrzewania.

– Baterię litowo-jonową podłączamy do danej odzieży i włączamy przycisk grzania. Mamy trzy poziomy grzania, utrzymujące temperaturę nawet do 55 stopni. W zależności od koloru zyskujemy inny poziom temperatury. Włókno węglowe przechodzi wokół palców, w związku z tym ogrzewa całą dłoń. W przypadku rękawic narciarskich, roboczych czy motocyklowych element grzewczy jest także osadzony na wierzchniej części dłoni – mówi Elżbieta Sadaj.

Po podobną technologię sięgnęli także producenci materaców grzewczych. Projektanci z firmy Eight Sleep wyszli z założenia, że najefektywniejszym sposobem na ogrzanie się podczas snu będzie zintegrowanie łóżka z systemem podgrzewania, który aktywnie zwiększy temperaturę naszego ciała. Warto zauważyć, że maty tego typu wyposażono w układy strefowe, umożliwiające ustalenie indywidualnej temperatury grzania dla poszczególnych fragmentów materacy małżeńskich.

– Użytkownikiem naszej odzieży może być każdy, począwszy od zmarzlaków, poprzez osoby jeżdżące zimą na rowerze, narciarzy czy ludzi pracujący na zewnątrz w temperaturach minusowych – tłumaczy ekspertka Glovii.

Grzejące tkaniny mogą być wykorzystywane nie tylko do zwiększenia komfortu życia podczas chłodnych dni. Firma QQA wykorzystała tę technologię do zaprojektowania bielizny grzewczej dla kobiet, która ma właściwości medyczne. Dzięki kilkustopniowej regulacji temperatury figi są w stanie złagodzić bóle menstruacyjne czy pomóc w wyregulowaniu flory bakteryjnej.

Z kolei polska firma pracuje już nad specjalistyczną odzieżą grzewczą m.in. dla surferów.

Pracujemy nad odzieżą dla surferów i windsurferów, dla uprawiających sporty wodne. W przyszłym roku będziemy w stanie zaprezentować nową linię produktów – zapowiada Elżbieta Sadaj.

Według analityków z firmy badawczej Market Insights Reports wartość rynku odzieży ogrzewanej w 2019 roku wyniesie 51 mln dol., a do 2024 roku wzrośnie do 98,5 mln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 18 proc.

Stan emocjonalny psa czy kota określi specjalne urządzenie. W przyszłości pomoże rolnikom w ocenie poziomu szczęścia u krów

Liczne badania potwierdzają, że psy i koty potrafią znakomicie wyczuwać nastrój właściciela. Reagują na gorsze samopoczucie, wykrywają choroby. Teraz także ludzie mogą znacznie lepiej określić nastroje swoich pupili. Istnieją już aplikacje, które potrafią interpretować samopoczucie psa na podstawie jego szczekania. Inupathy to z kolei pierwszy na świecie wizualizator nastrojów psów oparty na monitorowaniu tętna. Przy okazji pozwala też monitorować stan zdrowia czworonoga. Producent pracuje już nad wersją dla większych zwierząt, co może w przyszłości pozwolić rolnikom lepiej zarządzać np. hodowlą krów.

– Inupathy to urządzenie do monitorowania pracy serca stworzone z myślą o zwierzętach pokrytych futrem, zwłaszcza psów. Jest wyposażone w unikatowy czujnik, który umożliwia monitorowanie pracy serca przez suche futro, bez konieczności wygolenia fragmentu sierści. Urządzenie umożliwia również analizę nastroju zwierzęcia, dzięki której właściciel wie, czy jego pupil jest szczęśliwy i ma dobre samopoczucie – mówi agencji Newseria Innowacje Joji Yamaguchi z Inupathy.

Inteligentne obroże podają dokładne miejsce pobytu psa, wykorzystują też specjalne czujniki, aby sprawdzić, czy zachowanie czworonoga jest typowe. Na rynku są dostępne obroże z modułem śledzącym bazującym na sieci neuronowej – w ten sposób powstał inteligentny system interpretacji zachowania psa, który wykorzystuje akcelerometry do oceny zachowania psa i wykrycia, kiedy coś jest nie tak. Obroża monitoruje sen, rozpoznaje też stres, ból, głód czy pragnienie.

Meksykański start-up we współpracy z Meksykańską Narodową Radą Nauki i Technologii opracowała zaś aplikację, która potrafi interpretować samopoczucie psa na podstawie jego szczekania. Jeszcze inne urządzenie określa samopoczucie psa na podstawie ruchów jego ogona. Prędkość machania wskazuje na stopień podekscytowania psa, podobnie jak szerokość pociągnięcia ogonem.

Inupathy pozwala natomiast sprawdzić nastrój psa w czasie rzeczywistym. Informacje zarejestrowane przez urządzenie są automatycznie wysyłane do aplikacji. Urządzenie monitoruje tętno zwierzęcia i zmienia kolor w zależności od nastroju psa. Oprogramowanie może nawet sugerować gry, w które możesz grać z czworonogiem, w zależności od jego samopoczucia.

– Kiedy pies jest zrelaksowany, urządzenie wyświetla kolor zielony. Podekscytowanie wyraża kolor pomarańczowy, szczęściu odpowiadają kolory tęczy, skupieniu – kolor biały, zaś stresowi lub zdenerwowaniu – kolor fioletowy. Kolory zmieniają się w odpowiedzi na zmianę nastroju, więc kiedy widzimy zmiany miedzy kolorem zielonym a kolorami tęczy oznacza to, że pies jest spokojny i zrelaksowany; zmiany między kolorami tęczy a pomarańczowym oznaczają, że pies jest podekscytowany i szczęśliwy – tłumaczy Joji Yamaguchi.

Choć urządzenie zostało zaprojektowane do oceny stanu zdrowia i emocji zwierząt domowych (firma pracuje nad podobnym urządzeniem dla kotów), technologia może w przyszłości też pomóc przy ocenie większych zwierząt, m.in. delfinów, krów czy słoni.

 Rolnicy chcą znać poziom stresu odczuwanego przez ich bydło. Do tej pory nie było metody pozwalającej na monitorowanie rytmu serca krowy bez konieczności wygolenia fragmentu sierści lub stosowania żeli, a rolnicy chcieliby dysponować dodatkowymi informacjami na temat swoich zwierząt dzięki monitorowaniu pracy ich serc – wskazuje Joji Yamaguchi.

Inupathy jest już dostępne na rynku japońskim. Jeszcze w tym roku za ok. 300 dolarów będzie można je kupić na całym świecie.

Czas championów narodowych

W globalnej rywalizacji trzech głównych ośrodków gospodarczych: USA, UE i Chin wolnorynkowe mantry o eliminowaniu z rynku podmiotów państwowych stają się coraz mniej aktualne. Ton światowej konkurencji nadają bowiem Chiny, gdzie nigdy nie doszło do rozwinięcia wolnorynkowych zasad, tak jak rozumiemy je na Zachodzie. Kluczem do sukcesu i ekspansji ekonomicznej chińskich firm jest ich ścisłe powiązanie z państwem i wsparcie, zarówno finansowe, jak i dyplomatyczne dla ich strategicznych celów biznesowych. Te zaś są zazwyczaj przykrawane do strategicznych celów państwa.

Presja takiego modelu powoduje, że nawet najbardziej dotąd przywiązane do liberalnego modelu ekonomicznego Stany Zjednoczone sięgają po protekcjonistyczne praktyki w obronie flagowych firm amerykańskich. Wojny handlowe i blokowanie fuzji, uznanych za wrogie przejęcia, groźne dla bezpieczeństwa narodowego pokazują, że USA nigdy na dobrą sprawę nie zrezygnowały z parasola ochronnego państwa, rozpinanego nad narodowymi championami. Ostre spory z UE, oskarżającą wiele amerykańskich firm o korzystanie z niedozwolonej pomocy publicznej, jak choćby w przypadku sporu Airbusa z Boeingiem pokazują, że władze federalne znajdują sposoby na obejście wolnorynkowych ograniczeń.

Także UE zmienia swoje nastawienie do championów i ich roli w globalnej rywalizacji. Jeszcze niedawno Komisja Europejska skutecznie blokowała próby tworzenia wielkich europejskich championów, tłumacząc się koniecznością ochrony konsumentów przed monopolami, jak miało to miejsce w przypadku próby połączenia francuskiego Alstomu z niemieckim Siemensem. Dziś na agendzie instytucji europejskich są jednak zupełnie inne cele. Mowa jest o wsparciu dla tych firm, których skala i perspektywy rozwoju mogą zapewnić UE wysoką pozycję w globalnej wymianie handlowej.

Wszystko to pokazuje, że przyjęte w Polsce od lat 90-tych dogmaty, mówiące, że tylko prywatyzacja i rozdrobnienie własności są pożyteczne ekonomicznie, stają się nieaktualne. Utrzymywanie takiej strategii jako jedynej obowiązującej prowadzi do zepchnięcia w pułapkę średniego rozwoju, z której nie będzie ucieczki bez stworzenia podmiotów zdolnych do nawiązania przynajmniej regionalnej, jeśli nie globalnej konkurencji. Ewentualne próby zablokowania kolejnych fuzji i przejęć, podejmowane przez Komisję, należy w takim wypadku postrzegać bardziej jako próbę ograniczenia listy firm, kwalifikujących się do spodziewanego unijnego wsparcia, niż rzeczywiste postępowania antymonopolowe.

Przygotowany przez Warsaw Enterprise Institute raport „Globalny zwrot w stronę championów. Światowe trendy i strategie rozwoju championów narodowych” pokazuje wszystkie trendy i sposoby rozwiązywania sprzeczności między zaangażowaniem państwa a wymogami wolnego rynku w skali globalnej a także wskazuje, jakie perspektywy rysują się przed narodowymi championami w Polsce.

Pełny raport jest dostępny na stronie www.wei.org.pl

XTB recenzja, opinie – oszustwo czy nie?

XTBXTB jest jednym z największych na świecie brokerów z biurami w 13 krajach, w tym w Polsce, Czechach, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech, Francji i Chile.

Jest regulowany przez globalne organy nadzorcze, takie jak brytyjski FCA, polski KNF lub cypryjski CySEC. Od 2016 roku spółka jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

XTB oferuje klientom dwie platformy: tradycyjną Meta Trader 4 i własną platformę xStation. Jak wspomniano, XTB posiada oddział w Polsce, dzięki czemu cała komunikacja odbywa się w języku polskim. Broker oferuje swoim klientom bezpłatne materiały edukacyjne, samouczki wideo i seminaria internetowe, aby nawet początkujący użytkownicy mogli nauczyć się handlować. Te materiały są również dostępne, w pełni, w języku polskim.

Opinie handlowców na temat XTB

Jedną z najważniejszych rzeczy, które należy monitorować w przypadku brokerów są doświadczenie i opinie innych handlowców. W języku polskim godne polecenia są opinie o xtb na forum na stronie forbino.com. To jedno z najbardziej aktywnych forów w Polsce. Dodatkowo dużą ilość opinii, w języku angielskim, można znaleźć na stronie forexpeacearmy.com, ale wydaje mi się, że to wystarczy.

Osobiście muszę pochwalić edukacyjne i analityczne narzędzia XTB. Codziennie rano publikowana jest analiza w formie wideo. W ciągu dnia sprzedawcy otrzymują szybkie raporty lub dodatkowe analizy, takie jak „Transakcja dnia” lub „Rekomendacje bankowe” “.

W ramach szkolenia broker zapewnia szereg wprowadzających samouczków w formie wideo, artykułów edukacyjnych i regularnych seminariów internetowych. Dla prawdziwych klientów udostępnia obszerne archiwum seminariów internetowych na różnorodne tematy z obszaru handlu i inwestowania.

Poglądy handlowców są mniej lub bardziej neutralne, kilka osób narzeka na opłaty, kilka chwali akademię XTB i obsługę klienta. Nie wyciągałbym jednak na tej podstawie żadnych wniosków. Jeśli handlujesz z brokerem XTB, napisz do nas o swoich doświadczeniach.

Platformy handlowe xStation i MetaTrader 4

XTB zapewnia swoim klientom dwie platformy transakcyjne. Pierwszą platformą jest tradycyjny i dobrze znany Meta Trader 4, w którym można znaleźć wszystkie instrumenty Forexu, indeksy i towary. Ta platforma jest odpowiednia dla bardziej doświadczonych traderów lub tych, którzy mają już z nią doświadczenie. Platforma Meta Trader 4 umożliwia przesyłanie dodatkowych wskaźników lub automatycznych systemów transakcyjnych. Jeśli potrafisz programować, możesz samodzielnie stworzyć zautomatyzowaną strategię za pomocą Meta Editor.

Druga platforma pochodzi bezpośrednio z XTB i nazywa się xStation. Oferuje znacznie nowszy wygląd i wiele innowacyjnych funkcji, których nie ma Meta Trader 4. Jedną z głównych zalet jest zintegrowany kalkulator biznesowy. Na platformie znajdziesz wszystkie narzędzia potrzebne do tworzenia wykresów – od standardów, takich jak linie trendu, poziomy wsparcia i oporu lub poziomy Fibonacciego, po mniej znane narzędzia, takie jak projekcje fal Hosoda. Platforma ma ponad 40 wskaźników w standardzie. W celu praktycznego handlu skorzystaj z możliwości jednoczesnego zawierania większej liczby transakcji.

xStation 5 został zaprojektowany tak, aby trader mógł znaleźć wszystko, czego potrzebuje do handlowania, bez korzystania z innej strony internetowej lub wyszukiwania w Internecie. Dlatego znajdziesz tu aktualności rynkowe, kalendarze gospodarcze i dywidendowe, nastroje rynkowe, zaawansowane skanery akcji lub ETF.

Jeśli te narzędzia nie wystarczą, dostępny jest otwarty interfejs API, aby bardziej doświadczeni użytkownicy mogli w pełni dostosować lub zautomatyzować swoje transakcje.

Platforma jest dostępna standardowo w interfejsie internetowym oraz w wersji mobilnej, ale można jej używać również w wersji stacjonarnej na Windows i Mac OS.

Przegląd rynków finansowych

Ofertę dostępnych rynków można podzielić na następujące sześć kategorii:

  • Forex:ponad 45 głównych i egzotycznych par walutowych
  • Indexy:Znajdziesz wiele głównych i mniej znanych indeksów CFD zarówno w kontraktach futures, jak i kasowych.
  • Towary:Dostępnych jest ponad 20 najpopularniejszych towarów, w tym złoto, ropa, pszenica, kawa itp.
  • Akcje:Ponad 2000 akcji jest dostępnych na amerykańskich lub europejskich giełdach, w tym na czeskiej
  • ETF:Inwestorzy mogą wybierać spośród ponad 150 instrumentów ETF

Proces założenia rachunku handlowego

Prawdziwe konto może zostać założone za pomocą formularza online dostępnego na stronie internetowej XTB. – 79% rachunków detalicznych CFD odnotowuje straty.

Jeśli chcesz założyć konto, musisz:

  1. Wypełnić formularz rejestracyjny online
  2. Wybrać platformę, typ i walutę konta oraz preferowany język komunikacji
  3. Następnie musisz wypełnić krótką ankietę na temat swojej wiedzy i doświadczeń w świecie inwestycji
  4. Na koniec wystarczy przesłać w formie elektronicznej skan/zdjęcie dwóch dokumentów tożsamości (dowodu osobistego i prawa jazdy lub paszportu) oraz podać dane bankowe. Sfotografowanie i przesłanie dokumentów nie powinno sprawić problemów, można to zrobić w łatwy sposób na przykład za pomocą telefonu komórkowego.

Rodzaje kont i opłaty

XTB oferuje dwa rodzaje kont, konto Standard i PRO konto. Główną różnicą między nimi jest sposób obliczania opłat.

Wszystkie koszty konta Standard są w wysokości spreadu, konto PRO ma niższe spready, które są naliczane osobno.

Koszty obu rachunków są względnie podobne, jedynie w przypadku par walutowych koszty konta PRO są znacznie niższe. Możesz handlować od 0,01 lota. Na koncie PRO minimalna wartość dla otwarcia pozycji wynosi 0,10 lota.

Nie ma żadnych dodatkowych opłat za otwarcie, utrzymanie lub zamknięcie konta.

W związku z tym opłaty są zwykle związane tylko z samym handlem.

Pod względem kosztów XTB skutecznie zwalcza konkurencję. Warto wspomnieć o tym, że docenią go zwłaszcza inwestujący w akcje. XTB nie pobiera żadnych opłat za dane rynkowe czy administrację depozytu, nawet w przypadku dłuższego braku aktywności na koncie.

Trump chce słabego dolara i wie jak to osiągnąć. Oskarża, zwiększa presję, a rynki reagują

W ciągu kilkunastu lat amerykańska waluta wzmocniła się bardzo wobec złotego. Dolar jest niemal dwa razy droższy niż w 2008 r. D.Trump walczy o reelekcję, dlatego chce osłabić dolara.

W lipcu 2008 r. za dolara trzeba było płacić 2,06 zł. W listopadzie 2019 r. kurs dolara przekroczył 3,93 zł.

– Dolar jest ostatnio mocny, a D.Trump stoi przed trudnym zadaniem dotyczącym reelekcji bo przegrywa w sondażach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ostatnio zszokował rynki finansowe swym pomysłem przywrócenia ceł na import aluminium i stali z Brazylii i Argentyny, choć zwłaszcza Brazylia jest uważana za sojusznika USA w wielu ważnych kwestiach.

Dlaczego to zrobił, psując rynkowe nastroje na amerykańskiej giełdzie? Dla D.Trumpa bardzo ważnym elektoratem są amerykańscy farmerzy. Niskie ceny produktów rolnych to nie tylko skutek wysokich zbiorów, ale także mocnego dolara, co sprawia, że kukurydza czy soja z USA jest cenowo mało konkurencyjna na światowych rynkach.

– Trump zarzucił Brazylii i Argentynie manipulowanie kursem walutowym co jest absolutnie niedorzeczne, bo kraje te zrobiłyby wiele, aby ich waluty były mocniejsze, ale obecnie są bardzo słabe, traciły na wartości wyjaśnia ekspert XTB. – Ta jedna wypowiedź spowodowała, że dolar bardzo się osłabił w ciągu jednego dnia, w przypadku złotego była to zmiana aż o 1 proc.

Historycznie dolar jest jednak nadal drogi, dlatego D.Trump będzie podejmował kolejne działania w obronie interesów amerykańskich farmerów.

Stawka 0% VAT w eksporcie. Od 1 stycznia 2020 r. zmiany w prawie UE

W nowym roku przedsiębiorców czekają kolejne podatkowe zmiany legislacyjne w dokumentowaniu dla celów VAT dostaw towarów pomiędzy państwami członkowskimi UE.

Zmiany z jednej strony mają one nieco ułatwić życie uczciwym podatnikom, a z drugiej utrudnić życie oszustom, którzy wykorzystują unijny system VAT do nadużyć (w szczególności transakcji karuzelowych).

Aktualnie przedsiębiorca, którego towary są wywożone z Polski może zwykle skorzystać z preferencyjnej stawki VAT 0%, co zazwyczaj oznacza, że dostanie on od urzędu skarbowego zwrot VAT zapłaconego swoim kontrahentom przy nabywaniu towarów i usług. W przypadku eksportu poza Unię Europejską sprawa wydaje się prosta. Podatnik uzyskuje od organów celnych dokumenty, które potwierdzają, że towary rzeczywiście opuściły Unię Europejską i te dokumenty uprawniają go do zastosowania preferencji w VAT. W przypadku transportu wewnątrz Unii Europejskiej, ze względu na unię celną, nie ma organu, który mógłby wprost potwierdzić, że towary rzeczywiście opuściły Polskę. Dlatego to podatnicy są aktualnie w dużej mierze obciążeni obowiązkiem udowodnienia w razie kontroli podatkowej, że rzeczywiście ich towary wyjechały z Polski i nie muszą oni stosować krajowej stawki VAT (zazwyczaj 23%).

Zmiany polegają w wprowadzeniu w europejskich przepisach listy dokumentów, których posiadanie przez podatnika rodzi chroniące go domniemanie, że wywóz rzeczywiście miał miejsce. Aby zastosować domniemanie, podatnik musi posiadać co najmniej dwa wymienione w przepisach dokumenty sporządzone przez podmioty niezależne od sprzedawcy, nabywcy i od siebie nawzajem. Jednym z tych dokumentów musi być dokument transportowy (np. dokument CMR), a drugim może być na przykład dowód ubezpieczenia towarów lub dokument sporządzony przez organ władzy publicznej (w niektórych krajach będzie to np. notariusz), który potwierdzi przywóz towarów do innego państwa UE.

– Jeśli podatnik będzie posiadał te dokumenty, to w przypadku wątpliwości administracji podatkowej co do rzetelności transakcji, to organ podatkowy będzie musiał udowodnić nierzetelność transakcji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Leonarski, starszy prawnik, adwokat, doradca podatkowy w kancelarii Zięba&Partners. – Wskazać tu trzeba, że nowy przepis nie przewiduje obowiązku posiadania takich dokumentów (nie będzie to możliwe na przykład, jeżeli sprzedawca wywozi towary swoim własnym środkiem transportu), lecz wiąże z ich posiadaniem korzyść w postaci ograniczenia ryzyka zakwestionowania rzetelności transakcji.

Inna zmiana to powiązanie prawa do zastosowanej stawki VAT 0% dla dostawy wewnątrzwspólnotowej z prawidłowym wskazaniem w informacji podsumowującej składanej organom podatkowym poprawnego numeru VAT nabywcy. Do tej pory Trybunał Sprawiedliwości UE (np. w wyroku z dnia 9 lutego 2017 r. w sprawie C‑21/16 Euro Tyre BV) wskazywał, że brak wskazania prawidłowego numeru VAT nabywcy nie uniemożliwia zastosowania zwolnienia (w Polsce stawki 0%) dla dostawy wewnątrzwspólnotowej. Takie stanowisko utrudniało organom podatkowym kontrolę rzetelności transakcji, gdyż w praktyce trudne było zweryfikowanie w drodze wymiany informacji, czy nabywca rozliczył w swoim państwie jako nabycie transakcję, którą polski podatnik wykazał jako wywóz z Polski. Teraz będzie to łatwiejsze, gdyż prawo do zastosowania preferencji powiązane będzie z prawidłowym wypełnieniem formalności. Warto zauważyć, że podatnik pomimo błędu będzie mógł zastosować stawkę 0%, jeżeli właściwie uzasadni organom podatkowym swoje uchybienie. Pojęcie to jest nieostre i wiele zależy w tym zakresie od tolerancji organów podatkowych.

– Nie budzi wątpliwości, że zmiany wymagać będą dostosowania po stronie podatników i większej uważności w wypełnianiu obowiązków formalnych – wyjaśnia P.Leonarski z Zięba&Partners.

Agencja Badań Medycznych przedstawia plany na 2020 rok

Agencja Badań Medycznych w ramach konferencji pt. „Nowe możliwości rozwoju nauk medycznych i nauk o zdrowiu – GDZIE JESTEŚMY? DOKĄD ZMIERZAMY?” podsumowała dotychczasową działalność oraz przedstawiła plany na rok 2020.

Przedstawiciele Agencji przekazali podczas wydarzenia pierwsze podsumowanie ogłoszonego we wrześniu br. konkursu na wsparcie niekomercyjnych badań klinicznych (pula środków przeznaczona na ten cel wynosi 100 mln zł). Do Agencji w terminie konkursowym wpłynęło 77 wniosków o łącznej wartości blisko 1,5 mld zł. Średnia wartość projektu wyniosła około 17 547 374 zł. Największą liczbę wniosków złożono w obszarze onkologii oraz kardiologii.

Tak duże zainteresowanie konkursem i blisko piętnastokrotne przekroczenie alokowanego budżetu pokazuje silny mandat i potrzebę powstania Agencji Badań Medycznych – podsumowuje Prof. dr hab. n. med. Piotr Czauderna – Prezes Agencji.

Zastępca Prezesa ds. medycznych w Agencji Badań Medycznych – dr n. med. Radosław Sierpiński podczas wydarzenia przedstawił także przyszłoroczne plany konkursowe Agencji. Wśród nich znalazły się m.in. konkurs na działalność badawczo-rozwojową
w dziedzinie niekomercyjnych badań klinicznych, w zakresie m.in. wyrobów medycznych, na który Agencja planuje przeznaczyć 200 mln zł. ABM planuje także przekazanie środków
na konkurs dotyczący wykorzystania sztucznej inteligencji w procesie diagnostyczno–terapeutycznym w onkologii, na który zaplanowano alokację środków o wartości 10 mln.

Działania Agencji w kolejnym roku, w znacznym stopniu skupią się na utworzeniu Centrum Wsparcia Badań Klinicznych stanowiącego wzór efektywnie działającej jednostki koordynującej procesy administracyjne oraz logistykę, obsługującej własny podmiot leczniczy. W konsekwencji ABM planuje stworzenie sieci ośrodków badawczych w Polsce i ich integrację z sieciami międzynarodowymi. W nowym roku ABM zamierza ogłosić konkurs na wsparcie tworzenia i rozwoju Centrów Wsparcia Badań Klinicznych, na który przeznaczone ma być 100 mln zł, w tym 21 mln w 2020 roku.

Przyjęcie przez Rade Ministrów Programu Rozwoju Badań Klinicznych, świadczy o wadzę jaką polski rząd przywiązuje do sektora badań klinicznych. Zarówno pacjenci, którzy uzyskają dostęp do najnowocześniejszych technologii oraz postęp w naukach medycznych i ich wpływ na gospodarkę po raz pierwszy stają obszarem skoordynowanych działań rządu. – podkreśla dr Radosław Sierpiński – Zastępca Prezesa ds. medycznych w ABM.

Nowy rok będzie również szansą na wprowadzenie zmian w dotychczasowych regulacjach prawnych. W ramach realizacji przyjętego we wrześniu br. Programu Rozwoju Badań Klinicznych, przygotowanego przez Agencję Badań Medycznych, prowadzone są prace nad projektem ustawy o badaniach klinicznych produktów leczniczych stosowanych u ludzi. Kluczowym zadaniem powołanego w tym celu zespołu jest poprawa funkcjonowania otoczenia prawnego badań klinicznych. Nowe regulacje mają szansę wejść w życie już w przyszłym roku.

Wsparciu idei rozwoju badań klinicznych, ze szczególnym uwzględnieniem niekomercyjnych badań klinicznych, ma za zadanie posłużyć także zawarte podczas Konferencji porozumienie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych i Agencji Badań Medycznych. Dr Grzegorz Cessak – Prezes URPL oraz Prof. Piotr Czauderna – Prezes ABM zawarli porozumienie o współpracy, mające na celu rozwój innowacyjności w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu. U podstaw współpracy pomiędzy URPL i Agencją leży również wola obu Stron, by podnieść poziom świadomości i wiedzy na temat badań klinicznych i dostępności pacjentów do tych badań.

Stopy procentowe bez zmian. Przed nami konferencja prasowa po spotkaniu RPP

W kontekście czynników istotnych dla rynku w pierwszej części tygodnia niewiele się jednak zmieniło – widzimy pewną niewielką poprawę w danych ekonomicznych ze wspólnego bloku walutowego – w poniedziałek wyższe od wcześniej szacowanych okazały się listopadowe dane PMI dla przemysłu strefy euro, dziś w podobny sposób zaskoczył również sektor usług. W konsekwencji powyższego, zbiorczy indeks, czyli średnia ważona wskaźników dla obu sektorów w listopadzie wzrósł do poziomu 50,6. Tym samym znalazł się na tym samym poziomie, co miesiąc wcześniej. Tak krótki okres trudno nazwać wystarczającym do formułowania poważniejszych wniosków, niemniej jeśli obok indeksów PMI spojrzymy na ostatnie odczyty kluczowych indeksów nastrojów ekonomicznych i biznesowych dla Niemiec i strefy euro możemy mieć nadzieję, że sytuacja gospodarcza wspólnego bloku w końcu zaczyna się stabilizować.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 5,00-5,03. Uwaga inwestorów w kontekście funta brytyjskiego ciągle skupia się na kwestii wyborów parlamentarnych, które odbędą się 12 grudnia. W głównej mierze to właśnie od nich bowiem zależy, czy dojdzie do Brexitu i w jaki sposób będzie wyglądało wyjście Wielkiej Brytanii z UE. Mimo, że jeśli chodzi o skalę przewagi torysów nad laburzystami w nadchodzących wyborach wskazania ostatnich sondaży są dość zróżnicowane, model YouGov MRP uznawany za wyjątkowo wiarygodny (przewidział m.in. zawieszony parlament w wyborach z 2017 roku), sugeruje, że torysi uzyskają większość w parlamencie, co powinno im pozwolić na płynne przeprowadzenie Brexitu.

Ostatnie dni przyniosły też rewizję danych PMI dla Wielkiej Brytanii, która – podobnie jak w przypadku odczytów dla strefy euro – pokazała, że indeksy w listopadzie znalazły się na poziomach wyższych niż szacowano wstępnie. Nie oznacza to bynajmniej, że dane są dobre – wskaźniki dla sektora przemysłu, jak i usług znalazły się na poziomach, które sugerują kurczenie się sektorów.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek zakończył dzień na poziomie niezbyt odległym od tego na którym go rozpoczął, wahając się w widełkach 3,86-3,88. Ostatnie informacje z zakresu amerykańskiego protekcjonizmu w handlu nie nastrajały zbyt pozytywnie. Na początku tygodnia prezydent Trump ogłosił, że powrócą cła na stal i aluminium z Brazylii i Argentyny, Stany Zjednoczone zagroziły też wysokimi cłami na francuskie towary w ramach rewanżu za francuski podatek od usług cyfrowych, który zgodnie z oceną USA ma dyskryminować amerykańskie firmy.

Informacje dotyczące relacji USA i Chin też nie napawały optymizmem. Jednak zgodnie z doniesieniami Bloomberga, mimo ostatnich napięć między państwami, kraje zbliżają się do osiągnięcia fazy pierwszej porozumienia w handlu. Pytanie, czy uda się to osiągnąć wystarczająco szybko – amerykańskie cła na chińskie produkty mają bowiem wzrosnąć już 15 grudnia.

Kluczowe dane z USA, które poznaliśmy ostatnio raczej rozczarowywały. Wprawdzie w poniedziałek in plus zaskoczył indeks PMI dla przemysłu, którego zrewidowany, listopadowy odczyt okazał się wyższy niż szacowano wstępnie, mocno zawiódł jednak indeks ISM dla sektora, który zamiast odnotować wyraźny wzrost lekko spadł, co negatywnie wpłynęło na sentyment. Dziś czekają nas kolejne odczyty, tym razem dla sektora usług. Rynek powinien skupić się na nich w dalszej części dnia. Póki co inwestorzy jednak negatywnie reagują na dane ADP o zatrudnieniu w sektorach pozarolniczych w listopadzie, które mocno rozminęły się z oczekiwaniami konsensusu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:45 – indeks PMI dla usług USA w listopadzie
  • 16:00 – indeks ISM dla usług USA w listopadzie
  • 16:00 – konferencja prasowa po spotkaniu RPP
  • 16:00 – przemawia Randal Quarles z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Szanse i wyzwania, które stoją w kolejnych latach przed OZE – Pracownia Finansowa

Po likwidacji Ministerstwa Energii na rzecz powstania Ministerstwa Aktywów Państwowych, przyszła kolej na ‘inwentaryzację’ OZE, realizowaną przez Ministerstwo Klimatu. Odpowiedzialność za wszystkie obszary regulacji OZE w Polsce nie jest jeszcze finalnie ustanowiona, ale wiemy, że celem ma być podniesienie jakości życia Polaków, poprzez wsparcie programów walki ze smogiem i popularyzacja wśród powszechnej opinii odnawialnych źródeł energii. Czy to pomoże Polsce zrealizować wymagania Unii Europejskiej w zakresie udziału OZE w miksie energetycznym? Jakie mamy szanse w obecnej sytuacji? Poprosiliśmy o opinię ekspertów z Grupy Pracownia Finansowa – Macieja Koreckiego, odpowiadającego za realizację projektów elektrowni wiatrowych oraz Tomasza Wiśniewskiego, wiceprezesa zarządu.

Według GUS wskaźnik udziału OZE w miksie energetycznym wzrósł zaledwie o 0,26% w skali ostatniego roku, ale mamy scenariusz przygotowany przez ENTSO-E jako strategię ratunkową. Czy w opinii Pracowni Finansowej jest on możliwy do wykonania w polskich warunkach?

Maciej Korecki: Poziom wzrostu udziału OZE w miksie energetycznym jest tak rozczarowujący, że lepiej go przemilczę i zachowam dla siebie opinię na ten temat. Wielokrotnie powtarzaliśmy i komunikowaliśmy również z ramienia Grupy Pracownia Finansowa, że do rozwoju OZE potrzebne jest odpowiedzialnie tworzone i stabilne prawo. Takie, które ułatwia procesy, a nie przeszkadza. Zachęca do rozwoju, a nie blokuje. Bez tego, nawet najlepszy scenariusz – mimo działań z największą starannością – staje się trudny do zrealizowania.

Uparcie będziemy forsować opinię Pracowni Finansowej, że trzeba odejść od kosztownej modernizacji starych bloków węglowych lub absurdalnych planów budowy nowych, które nigdy się nie zwrócą. Pieniądze, które zainwestujemy dzisiaj w zmianę miksu energetycznego i w dekarbonizację, to te same pieniądze, których w najbliższych dwóch dekadach nie wydamy na dotowanie nierentownego wydobycia węgla, utrzymywanie przy życiu za wszelką cenę rozwiązań starej technologii i zakup praw do emisji CO2. Wbrew powszechnej opinii, inwestycje w odnawialne źródła energii przyniosą realny zysk nie tylko samym Inwestorom, ale i nam wszystkim. Czyste, zdrowe powietrze to przecież szansa na poprawę jakości życia każdego z nas.

Dlatego cieszy nas fakt, że Unia Europejska podziela naszą opinię i ma zamiar przeznaczyć dużą część budżetu właśnie na walkę ze zmianami klimatu. Potrzeba tylko odważnej decyzji, że to zrobimy i tutaj pole do wykazania się mają rządzący, bo my jesteśmy gotowi. Zdajemy sobie sprawę z tego, że opinia Pracowni Finansowej nie jest zgodna z powszechną opinią rządzących. Pokładamy jednak ogromną nadzieję w jak najszybszej zmianie podejścia.

Jednak Europa swoje, a Polska swoje. Dlaczego tak kurczowo trzymamy się węgla? Możecie podzielić się opinią Pracowni Finansowej na ten temat?

Maciej Korecki: Można by pokusić się nawet o opinię „Cały świat swoje, a Polska swoje’’. Problem przeciwdziałania zmianom klimatu jest problemem globalnym, który wymaga współdziałania zarówno w skali mikro, jak i makro. Temat odejścia od wytwarzania energii z węgla jest tematem przede wszystkim niewygodnym politycznie. Trudno o zdecydowaną zmianę podejścia opinii publicznej, jeśli politycy składają publiczne deklaracje, że węgiel to nasz skarb narodowy i będziemy go bronić za wszelką cenę. To zbijanie kapitału politycznego dla doraźnych korzyści, za które zapłacą przyszłe pokolenia.

Z jednej strony panuje opinia, że taka transformacja kosztowałaby nas zbyt dużo i jako kraj nie możemy sobie pozwolić na takie wydatki w krótkim czasie. Z drugiej strony jednak pomija się lub bagatelizuje koszty, które corocznie ponosimy na opiekę medyczną i walkę ze skutkami zanieczyszczenia powietrza, a są to jedne z najwyższych kwot w Europie.

Węgiel nie jest paliwem odnawialnym – kiedyś się skończy, co wtedy?

Maciej Korecki: To, że węgiel się skończy i to w relatywnie krótkim czasie, już od dawna nie jest tajemnicą. I nie jest to tylko opinia Pracowni Finansowej, a niepodważalny fakt. Właśnie dlatego potrzebne są działania tu i teraz. Stare przysłowie mówi: zacznij kopać studnię, zanim będziesz spragniony. Odejście od węgla to proces, który musi być dobrze zaplanowany i rozłożony w czasie. W jego miejsce sukcesywnie powinny wkraczać Odnawialne Źródła Energii, atom, gaz, wspierane przez magazyny energii. Magazynowanie energii będzie w najbliższych dekadach kluczowym wyzwaniem. Zasoby energii odnawialnej mamy większe niż globalne zapotrzebowanie na energię elektryczną. Nie da się nie zgodzić z opinią, że największym wyzwaniem OZE jest dzisiaj nieprzewidywalność produkcji i jej uzależnienie od źródeł naturalnych. Powstają jednak odpowiednie rozwiązania, dzięki którym z sukcesem sobie z tym poradzimy. Odpowiedzią na to wyzwanie jest połączenie lokalnego wytwarzania z magazynami energii.

Jakie są doświadczenia Pracowni Finansowej z tego roku? Możemy liczyć na podsumowanie inwestycji crowdfundingowych w odnawialne źródła energii?

Tomasz Wiśniewski: Grupa Pracownia Finansowa zakupiła w tym roku 5 turbin wiatrowych 1,5 MW i aktualnie jest w trakcie budowy 7 elektrowni w Polsce i na Ukrainie. W Polsce, po wzrostach cen energii i przy braku systemu wsparcia, a co za tym idzie finansowania bankowego, stało się opłacalne budowanie elektrowni w oparciu o używane turbiny, za gotówkę. Na Ukrainie również stosujemy ten model biznesowy, mimo wysokich, gwarantowanych cen odkupu. Stawianie tam fabrycznie nowych maszyn nie jest wymagane, a zastosowanie używanych, kilkukrotnie tańszych, sfinansowanych ze środków własnych jest dużo bezpieczniejsze niż finansowanie kredytem na 15 lat. Poza tym brak finansowania bankowego umożliwia nam zastosowanie mechanizmu proporcjonalnego umarzania udziałów, który może stanowić istotną korzyść dla Inwestorów.

Rok 2019 pozwolił odnotować w elektrowniach wiatrowych zrealizowanych w ramach projektów Pracowni Finansowej znaczny wzrost rentowności, wynikający ze wzrostu cen energii i zielonych certyfikatów. Poprawiająca się rentowność przekłada się nie tylko na wyższe wypłaty dla inwestorów, ale także poprawę produktywności. Pracownia Finansowa w tym roku stworzyła także magazyn części zamiennych, aby w maksymalnym stopniu skrócić czas przestojów podczas ewentualnych awarii.

Czy inwestorów odnawialnych źródeł energii przybywa? Jakie są ich nastroje oraz opinie? Czy trendy inwestycyjne zmierzają w kierunku ekologii?

Tomasz Wiśniewski: Po dwóch latach zamrożenia branży, Inwestorów przystępujących do projektów wiatrowych zaczęło znowu przybywać. Co więcej, panuje wśród nich zgodna opinia, że inwestycje te naprawdę są potrzebne! Pracownia Finansowa odnotowuje ten fakt już od drugiej połowy 2018 roku. Mimo, iż nadal obserwujemy ostrożność wynikającą z doświadczeń z okresu, w którym rząd blokował tę branżę, nastroje Inwestorów są coraz bardziej optymistyczne. Trendy inwestycyjne nie tylko zmierzają w kierunku ekologii, ale niezmiennie również w kierunku realnej wartości. Jesteśmy promotorami inwestycji w aktywa mierzalne, które tworzą rzeczywiste obiekty. Na ich wartość i rentowność mamy realny wpływ, w odróżnieniu od inżynierii finansowej obserwowanej na rynku kapitałowym, gdzie pieniądze niczego nie budują, tyko przechodzą z rąk do rąk. Tutaj dodatkowo promujemy aktywa, które mają wpływ na ochronę środowiska. Opinie Inwestorów biorących udział w projektach Pracowni Finansowej potwierdzają, że ekologia jest dla nich ważna i mając do wyboru porównywalną inwestycję, wolą wybrać taką, która jednocześnie pomaga np. walczyć ze smogiem.

Jakie plany na rok 2020 w inwestycjach w odnawialne źródła energii? Jakie cele i wyzwania czekają na Pracownię Finansową?

Tomasz Wiśniewski: W 2020 roku w obrębie Grupy Pracownia Finansowa najprawdopodobniej uruchomionych zostanie 12 elektrowni wiatrowych i rozpoczniemy budowę kilku kolejnych. W projektach przejętych przez Pracownię Finansową oraz wybranych w trakcie realizacji, planujemy zmianę modelu biznesowego z finansowania bankowego na finansowanie gotówkowe, które w naszej opinii jest korzystniejsze dla Inwestorów. Tym sposobem otworzymy kolejnym Inwestorom szansę dołączenia do jednych z ostatnich w Polsce projektów wiatrowych na rynku pierwotnym. Przy obecnych przepisach uzyskanie pozwoleń na budowę jest już praktycznie niemożliwe.

Po udanym zakupie parku wiatrowego w miejscowości Wistka (EEW15) planujemy zakup kolejnych działających już elektrowni. Celem Grupy Pracownia Finansowa jest stworzenie portfela inwestycji w elektrownie wiatrowe, który będzie korzystał z efektu skali, dzięki opracowanej optymalizacji kosztów i dotychczasowych sukcesów opartych na know-how Grupy PF. Również magazyny części zamiennych są znacznie tańsze w utrzymaniu przy posiadaniu kilku lub kilkunastu turbin jednego typu. Skala prowadzonej działalności pomoże także wdrażać rozwiązania zwiększające rentowność, zarówno technologiczne, jak i te związane z planami uzyskania koncesji na obrót energią. Pozwoli to na sprzedaż energii bezpośrednio do odbiorców końcowych, w cenach wyższych niż hurtowe. Planujemy także zaproponowanie Inwestorom konsolidacji niektórych spółek celowych, w celu optymalizacji kosztów. Strategia Pracowni Finansowej zakłada w dalszym ciągu rozwijanie perspektywicznych projektów inwestycyjnych kierowanych do Inwestorów indywidualnych, którym zależy tak samo na pomnażaniu kapitału jak na wspieraniu ekologii i walce o zdrowsze otoczenie.

4. grudnia wystartowała Szkoła Giełdowa w Toruniu

Na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu przedstawiciele Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) zainaugurowali nowy kurs Szkoły Giełdowej. Toruńska uczelnia jest 16. ośrodkiem akademickim realizującym ten projekt edukacyjny o rynku kapitałowym. Pierwszy kurs „Podstawy inwestowania” odbędzie się w dniach 10-12 grudnia 2019 r.

– Szkoła Giełdowa, realizując przez dwie dekady kursy edukacyjne poświęcone giełdzie i rynkowi kapitałowemu, wypracowała sobie dobrą markę i rozpoznawalność. Wiedza zdobyta w Szkole Giełdowej przydaje się nie tylko w inwestowaniu na giełdzie, ale także w codziennym życiu, gdzie każdy z nas styka się z ekonomią i gospodarką. Tym bardziej cieszę się, że Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu dołączył do współpracy z GPW i promuje wiedzę o giełdzie i rynku kapitałowym, który stanowi istotne źródło finansowania innowacji – mówi Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

GPW od 20 lat prowadzi Szkołę Giełdową we współpracy z ośrodkami akademickimi. Program realizowany jest za pośrednictwem Fundacji GPW, a w jego ramach prowadzone są kursy: „Podstawy inwestowania” oraz „Giełda dla średniozaawansowanych”.

– Podjęcie przez Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu współpracy z Fundacją GPW w ramach projektu Szkoły Giełdowej to wyjątkowo cenna inicjatywa. Z tą współpracą wiążą się znaczne korzyści dla naszej Uczelni. Prestiż Uniwersytetu i profesjonalizm Fundacji z pewnością podniosą atrakcyjność oferty edukacyjnej kierowanej do studentów. Słuchacze będą mieli możliwość zgłębiania wiedzy na temat rynku kapitałowego, co mam nadzieję, przybliży ich do osiągnięcia sukcesu finansowego – dr hab. Jerzy Boehlke, dziekan WNEiZ, prof. UMK.

– Dobra znajomość rynku kapitałowego i zasad inwestowania zapewnia większe szanse podejmowania właściwych decyzji inwestycyjnych. Bogaty program edukacyjny Szkoły Giełdowej prowadzony przez ekspertów rynku kapitałowego to niezbędnik inwestora giełdowego, zwłaszcza początkującego. Wiedza pozyskana na naszych kursach pozwoli lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące giełdą – mówi Alina Bączar-Bednorz, Wiceprezes Fundacji GPW.

Program każdego kursu to 14 godzin zajęć w ramach pięciu wykładów. Wykładowcami Szkoły Giełdowej są eksperci i praktycy rynku kapitałowego, którzy w przystępny sposób przekazują wiedzę i dzielą się doświadczeniem z uczestnikami zajęć.

Kursy Szkoły Giełdowej odbywają się w weekendy, a ich uczestnicy otrzymują na koniec certyfikat potwierdzający jego ukończenie.

Nadużycia wciąż powodują ogromne straty w biznesie

Trudno określić ile dokładnie wynoszą straty spowodowane przez nadużycia. Organizacja Association of Certified Fraud Examiners (ACFE) szacuje, że może to być nawet 5% rocznych przychodów przeciętnej firmy. W zeszłym roku Produkt Światowy Brutto wyniósł 84,84 biliona USD, co oznacza, że przestępstwa finansowe spowodowały straty na poziomie 4,24 biliona USD.

Chcąc podkreślić kluczową rolę technologii umożliwiającej przeciwdziałanie nadużyciom, lider analityki biznesowej SAS wsparł Międzynarodowy Tydzień Świadomości Nadużyć zorganizowany przez ACFE. Celem inicjatywy jest ograniczenie szkodliwego wpływu nadużyć na biznes i osoby prywatne poprzez edukację i serię webinarów.

Przestępcy wynajdują nowe sposoby na wykorzystanie technologii do ataków na firmy i instytucje na całym świecie. SAS zapewnia bankom, towarzystwom ubezpieczeniowym, agencjom rządowym i instytucjom ochrony zdrowia zaawansowane narzędzia analityczne, które pozwalają walczyć z nadużyciami – mówi Stu Bradley, Wiceprezes działu Fraud and Security Intelligence w SAS. Rozwiązania SAS zapewniają całościowy obraz zagrożeń związanych z nadużyciami. Wykorzystują one analitykę predykcyjną i sztuczną inteligencję, aby pomóc chronić organizacje przed wciąż ewoluującymi zagrożeniami.

SAS przygotowuje ofertę z zakresu uwierzytelniania i nowej tożsamości cyfrowej

Przyśpieszenie cyfrowej transformacji w biznesie spowodowało, że kwestie potwierdzania tożsamości i skutecznego uwierzytelniania stały się niezwykle istotne w walce z nadużyciami. Czy osoba, która dokonuje transakcji, faktycznie jest tym, za kogo się podaje? Banki, firmy ubezpieczeniowe, telekomunikacyjne oraz przedstawiciele branży retail mają zaledwie kilka sekund, aby odpowiedzieć na to pytanie. Tymczasem osoby dokonujące nadużyć coraz skuteczniej podszywają się pod innych użytkowników w wirtualnym świecie.

SAS® Identity Enrichment and Assessment niedługo zadebiutuje na rynku w modelu software-as-a-service (SaaS). Rozwiązanie zasilane analityką SAS pozwala wykorzystać wiedzę, którą dysponuje organizacja w postaci pochodzących z różnych źródeł danych dotyczących tożsamości. Dzięki temu możliwe jest szybkie i scentralizowane przeprowadzenie procesu uwierzytelniania użytkowników cyfrowych.

Firmy mają problem z procesem uwierzytelniania. Wyzwaniem jest zachowanie równowagi pomiędzy bezpieczeństwem a niezakłóconymi doświadczeniami klienta tłumaczy Stu Bradley. Podstawową działań antyfraudowych jest poznanie prawdziwej tożsamości użytkownika. Umożliwiają to rozwiązania SAS wspierające proces decyzyjny analizą różnorodnych danych, które obejmują tożsamość cyfrową, biometrykę, połączenia telefoniczne, dane publiczne, obliczenia dotyczące ryzyka nadużyć finansowych i wiele innych aspektów.

Przeciwdziałanie nadużyciom w branży bankowej i ubezpieczeniowej

Nadużycia z wykorzystaniem kart płatniczych stanowią duży problem dla branży finansowej w Tajlandii. Ich odsetek rośnie o 20% rok do roku, co oznacza straty w wysokości 400 milionów USD rocznie. Chcąc stawić czoła temu problemowi, Krungsri Consumer (Bank of Ayudah) wdrożył platformę SAS Fraud Management. Rozwiązanie pozwala na monitorowanie transakcji z wykorzystaniem kart kredytowych i wykrywanie podejrzanych zachowań w czasie rzeczywistym wykorzystując analitykę i uczenie maszynowe. Dzięki wdrożeniu ograniczono liczbę alertów o 40%, odsetek wykryć wzrósł o 35%, a także udało się ograniczyć fałszywe zgłoszenia o 18%.

Problem nadużyć dotyczy także ubezpieczeń, szczególnie zdrowotnych. Szacuje się, że w USA straty spowodowane przez przestępstwa finansowe w tej branży wynoszą od 70 do 234 miliardów USD rocznie. Prime Therapeutics, organizacja non-profit współpracująca z szeregiem firm z branży medycznej, w tym z federacją ubezpieczycieli zdrowotnych Blue Cross Blue Shield (BCBS), próbuje walczyć z tym procederem za pomocą rozwiązania, które tylko w ciągu pierwszego roku pozwoliło zaoszczędzić 279 milionów USD w ramach 23 planów ubezpieczeniowych obsługiwanych przez BCBS. Jedynie w 2019 roku przeanalizowano 721 przypadków. Wdrożenie platformy SAS umożliwiło integrację danych pochodzących od członków organizacji, lekarzy przepisujących leki i pracowników aptek. Pełen zestaw informacji, a także wykorzystanie sztucznej inteligencji pozwoliło lokalizować zarówno nadużycia, jak i przypadki marnotrawstwa czy niegospodarności.

ADP: Polacy najbardziej zestresowani w Europie

ADP: Polacy najbardziej ze<a title=stresowani w Europie" title="ADP: Polacy najbardziej zestresowani w Europie" />

Ponad 25 proc. Polaków codziennie odczuwa stres w pracy, co daje nam niechlubną, ostatnią pozycję w Europie. Pod względem reprezentowanych zawodów, do codziennego stresu przyznaje się najwięcej finansistów i pracowników sektora ochrony zdrowia. Stres jest również jedną z barier, która uniemożliwia efektywniejszą pracę, a nieprawidłowy balans między życiem prywatnym a zawodowym odczuwa więcej kobiet niż mężczyzn. 

Wyniki raportu ADP „Workforce View in Europe 2019” pokazują, że najbardziej zestresowanymi pracownikami w Polsce są ci zatrudnieni w branży finansowej i medycznej – aż 38 proc. zatrudnionych przyznaje, że odczuwa codzienny stres. Najmniej stresują się z kolei pracownicy sektora IT. Co dziesiąty z nich przyznaje, że nigdy nie odczuwa tego stanu w swojej pracy.

Stres ma nie tylko wpływ na naszą kondycję psychiczną, ale często też utrudnia pracę. Wyniki raportu ADP „Workforce View in Europe 2019 r.” wskazują, że ponad 28 proc. naszych rodaków odczuwa stres w pracy kilka razy w tygodniu, a co czwarty zatrudniony stresuje się codziennie. Najmniej zestresowani są pracownicy związani z IT („tylko” 11 proc. przyznaje się do codziennego stresu) oraz sektorem Turystyka i Transport  (13 proc.).

Powszechność stresu w pracy wynika z wielu czynników. Jednym z nich mogą być trudne kontakty z wymagającym pracodawcą lub klientem. Nie bez znaczenia jest także praca pod presją czasu lub z dużą odpowiedzialnością. Pracodawcy powinni natomiast rozpatrywać i analizować czynniki stresogenne wśród swoich podwładnych bardzo indywidualnie. Wiele zależy od wrażliwości emocjonalnej danej osoby. Niektórzy mają wyższy próg stresu i denerwują się w sytuacjach, które na innych ludzi w ogóle nie wpływają – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner z firmy ADP Polska.

Zestresowany, czyli mało produktywny

Stres jest też wymieniany jako jedna z barier uniemożliwiających efektywną pracę. Niemal 11 proc. zatrudnionych podaje go, jako barierę większej produktywności. Co ciekawe, najczęściej przyznają to młodzi pracownicy poniżej 24 roku życia (ponad 21 proc.), a najmniej – najstarsi 55+ (zaledwie 5 proc.). Z kolei jako najczęstsze źródło demotywacji w pracy pracownicy podają brak równowagi między życiem zawodowym i osobistym, z czego przewagę w tej grupie stanowią kobiety – 15 proc. z nich uważa, że odpowiedni balans między ich życiem prywatnym i pracą jest naruszony. Polki dużo częściej odczuwają też stres – do codziennego jego odczuwania przyznaje się aż 28 proc. ankietowanych, podczas gdy w przypadków mężczyzn odsetek ten jest o 7 p.p. niższy. Jak podkreśla Anna Barbachowska, taka sytuacja może mieć negatywny wpływ na działalność firmy.

Stres czasami potrafi pozytywnie wpłynąć na produktywność pracownika, ponieważ działa mobilizująco i pomaga przy wypełnianiu obowiązków w krótkim czasie. Jednak po długim czasie regularnego doświadczania stresu w pracy produktywność spada, pojawia się chroniczne przemęczenie, co w rezultacie może doprowadzić do wypalenia zawodowego oraz depresji. Dlatego pracodawcy powinni dbać o równowagę psychiczną swoich pracowników i zapewnić im odpowiedni balans między odpoczynkiem a wykonywaniem obowiązków – podkreśla ekspertka.

Polacy najbardziej zestresowanym narodem

Porównując wyniki badań z innymi krajami, sytuacja polskich pracowników rysuje się w ciemnych barwach. Jesteśmy bowiem na szarym końcu europejskiej stawki pod kątem odczuwania codziennego stresu, odbiegając od średniej europejskiej o 8 p.p. Przed nami w rankingu plasują się tylko Niemcy, wyprzedzając nas jednak o 5 p.p. Najlepiej w rankingu wypada Holandia, w której aż 22 proc. pracowników nie doświadcza stresu wcale, natomiast codzienny stres odczuwa zaledwie 8 proc. pracowników.