Prezes WWF Polska: obecny system energetyczny jest drogi i nieefektywny. Te środki można przekierować na rozwój odnawialnych źródeł

Prezes WWF Polska: obecny system energetyczny jest drogi i nieefektywny. Te środki można przekierować na rozwój odnawialnych źródeł 1– Brak reakcji na zmianę klimatu to łamanie praw człowieka, bo prawem każdego z nas jest życie w zdrowiu – podkreśla Mirosław Proppé, prezes Fundacji WWF Polska. Zaleca walkę ze stereotypem, że troska o klimat wiąże się z wysokimi kosztami i stać na nią tylko bogate państw. Utrzymanie obecnego w Polsce systemu energetycznego, który jest nieefektywny, pochłania ogromne środki, które można by przesunąć na rozwój sieci niskoemisyjnej i odnawialnych źródeł.

– System oparty o węgiel, o kilka jednostek centralnie sterowanych, czyli dużych elektrowni, które potem dystrybuują prąd po całym kraju, jest bardzo drogi – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mirosław Proppé, prezes Fundacji WWF Polska. – Utrzymanie elektrowni na paliwa kopalne kosztuje, więc jest kwestia tego, czy bardziej kierujemy środki na odbudowę starych źródeł, czy również na budowę nowych. Również nasze spółki dystrybucyjne wydają ogromne pieniądze. Największa z nich wydaje 1,6 mld zł rocznie, ale to wystarcza na odnowienie jednego procenta sieci. Czyli to jest model ekonomicznie nieopłacalny.

Obecnie w Polsce ok. 80 proc. energii pochodzi z węgla, ale jego udział stopniowo będzie spadał. W 2030 roku ma to już być 60 proc. Rośnie za to udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym, choć eksperci podkreślają, że wciąż jest to mało. Główny Urząd Statystyczny w raporcie „Energia ze źródeł odnawialnych w 2018 roku” podaje, że wskaźnik udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto wzrósł do 11,16 proc. Przykładem dynamicznego wzrostu może być rynek instalacji fotowoltaicznych. Raport „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2019” przygotowany przez Instytut Energetyki Odnawialnej wskazuje, że w tym roku prawdopodobnie przybędzie 1 GW nowych instalacji (PV) i pod względem rocznych przyrostów zajmiemy 4. miejsce w Europie. Łącznie na koniec roku będzie zainstalowane ok. 1,5 GW mocy.

– Przydomowa instalacja fotowoltaiczna kosztuje dzisiaj około 20 tys. zł. Nie zwraca się w jeden rok, ale tak samo budowa elektrowni i potem sieci dystrybucyjnej też nie zwróci się w jeden rok – ocenia prezes WWF Polska. – Sam jestem prosumentem, mam instalację fotowoltaiczną i płacę za prąd rocznie około 150 zł. Dlatego jeśli ktoś mówi, że solidarnościowo powinniśmy pomagać biedniejszym, to tak, powinniśmy przede wszystkim sfinansować im tego typu instalację, żeby mieli tani prąd.

Koszty energii to jedna, istotna kwestia, która stoi za takimi inwestycjami. Drugą, jeszcze ważniejszą, są kwestie zdrowotne. Jak podkreślają eksperci, zaniechania w zakresie ochrony klimatu stanowi łamanie fundamentalnych praw człowieka. Łącznie z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera przedwcześnie ok. 40 tys. Polaków.

 Prawem każdego z nas jest prawo do życia w zdrowiu. Jeżeli żyję w mieście, gdzie powietrze ma przekroczone wszystkie dopuszczalne limity, to prawdopodobieństwo utraty przeze mnie zdrowia, a nawet życia jest znacznie większe. Dlatego wszyscy ci, którzy powodują to zanieczyszczenie, zarówno emitenci, jak i władze, które dopuszczają do tego, są współwinni – podkreśla prezes Fundacji WWF Polska.

Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych stanowi, że „w żadnym przypadku nie można pozbawiać narodu jego własnych środków egzystencji”. Tymczasem  emisja gazów cieplarnianych prowadzi do pozbawienia milionów ludzi podstawowych zasobów. Raport „Problem klimatu a prawa człowieka” Oxfam International przypomina, że nadmierna emisja gazów cieplarnianych powoduje powodzie, susze, huragany, czy podniesienie poziomu mórz. Skutkiem tego są ubogie plony, deficyty wody i pogłębiające się problemy zdrowotne ludzi.

– Nie śmiem przeliczać ludzkiego życia na pieniądze. Taką operację zrobił były minister energii, który pozwolił o 2 lata dłużej używać niejakościowych paliw stałych. Ich wartość roczna to jest 120 mln zł, czyli dla kopalni w ogóle pieniądze niemające żadnego znaczenia. Ale jeżeli zestawimy 120 mln zł i 40 tys. zgonów, to oznacza, że pan minister wycenia zdrowie człowieka na 2,3 tys. zł – mówi Mirosław Proppé.

Jak wynika z eko-sondażu OKO.press, Polacy w większości (81 proc.) wiedzą, że trzeba postawić na odnawialne źródła energii i odejść od węgla. Wyliczenia WWF w raporcie „2050 – Polska dla pokoleń” wskazują, że wdrożenie zawartych w raporcie rekomendacji w latach 2020–2050 (dotyczących m.in. rozwoju OZE i elektromobilności oraz termomodernizacji budynków) może przynieść oszczędności w wysokości 447–462 mld zł (w zależności od przyjętego scenariusza zmian), czyli około 15 mld zł średniorocznie.

– W raporcie badawczym, który pokazuje scenariusze rozwoju Polski do 2050 roku, mamy także wyliczenie, że oszczędności w systemie ochrony zdrowia z powodu leczenia chorób wynikających z zanieczyszczenia powietrza wyniosą 123 mld zł przez 30 lat. To pieniądze, które możemy zaoszczędzić w systemie ochrony zdrowia i przeznaczyć np. na leczenie nowotworów – wskazuje Mirosław Proppé.

Nowe przepisy wyrównają szansę między taksówkarzami a innymi przewoźnikami. Aplikacja mobilna zastąpi taksometr

Ustawa o transporcie drogowym, zwana lex Uber, która wejdzie w życie od stycznia 2020 roku, zrówna zasady funkcjonowania taksówek i innych firm przewozu osób. Ułatwi dostęp do licencji, zniesie egzaminy i umożliwi korzystanie z wirtualnego taksometru. – To pozwoli na bardziej elastyczne kształtowanie podaży i popytu oraz cen na rynku – ocenia Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający Free Now. Jak podkreśla, przyszłością rynku są aplikacje, które umożliwią zamówienie różnych środków transportu, np. oprócz samochodu także hulajnogę czy rower. Zamiast ceną, przewoźnicy będą zaś konkurować jakością usługi i standardem samochodu.

– Nowa ustawa zezwoli na korzystanie z wirtualnego taksometru, czyli nie trzeba będzie już uzbrajać auta w fizyczny taksometr i będzie można korzystać w tym celu z aplikacji, która będzie ustalała ceny. Nowa ustawa wyrówna szanse pomiędzy wszystkimi podmiotami świadczącymi usługi przewozów, bo wszystkie będą musiały być świadczone pod logo taxi, czyli z kogutem, oraz z oklejeniem miejscowym. To będzie dotyczyć również naszych konkurentów, którzy świadczą taką usługę dzisiaj bez spełnienia tych wymogów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający FREE NOW.

Nowelizacja ustawy transportowej, tzw. lex Uber rewolucjonizuje rynek taksówek i przewozu osób. Przede wszystkim wprowadzi taksówkarzy w XXI wiek, a to ze względu na aplikację mobilną, która będzie mogła zastąpić tradycyjny taksometr czy kasę fiskalną. Od 2020 roku egzaminy z topografii miasta nie będą już potrzebne. Ponadto wszyscy kierowcy, także ci korzystający z platform przewozowych, będą musieli posiadać licencję.

 To chyba jest najlepsze, co mogło się przydarzyć, że wszystkie podmioty na rynku będą działały według tych samych zasad w korzyścią dla konsumentów – ocenia Krzysztof Urban.

Nowe przepisy upowszechnią aplikacje mobilne w przewozie osób. Z raportu DELab UW i mytaxi (dziś jako Free Now) „Taksówkarz – cyfrowy przedsiębiorca” wynika, że ponad 90 proc. kierowców taksówek uważa, że aplikacja jest o wiele wygodniejszym narzędziem do przyjmowania zleceń niż radio-taxi.

Rynek transportu osób w Polsce zmienia się bardzo szybko. Z jednej strony mamy do czynienia z szybko rosnącym popytem na tę usługę. Z drugiej strony nowoczesne platformy służące do zamawiania przejazdu są wygodne i szybkie, w związku z czym wnoszą nową jakość, zarówno dla kierowców, jak i dla pasażerów – podkreśla Urban.

Z raportu iTaxi „Polskie taksówki” wynika, że przy zamawianiu taksówki najważniejsza dla klientów jest cena (85 proc.) i dostępność taksówki w danym momencie (blisko 80 proc.). Coraz większą wagę przykładamy też do jakości obsługi (47 proc.) i standardu samochodu (39 proc.).

– Zmiany idą w kierunku unowocześniania floty. Przeciętna taksówka w Warszawie jest nowszym i bardziej ekologicznym samochodem niż inny przeciętny samochód poruszający się po mieście. W przyszłości również tę branżę czeka elektryfikacja, będzie coraz więcej samochodów bezemisyjnych, a w dalszej przyszłości zobaczymy, jak prędko uda się wprowadzić autonomiczne samochody – mówi Krzysztof Urban.

Platformy wprowadzają dla klientów różne opcje, np. przejazdu łączonego z innymi klientami, transport taksówką o wyższym standardzie. W przyszłości chcą im oferować także korzystanie z innych form transportu, np. wynajęcie hulajnogi czy roweru.

– Chcemy zbudować platformę, która z jednej strony będzie agregowała nasze usługi, a z drugiej strony jej interfejs będzie umożliwiać integrowanie usług innych dostawców – zapowiada dyrektor zarządzający FREE NOW. – Zmierzamy w kierunku multiplatformy, która będzie oferować różne sposoby przemieszczania się po mieście. Zależnie od tego, czy podróżujemy prywatnie, służbowo, jaka to jest godzina dnia i nocy, jakie mamy potrzeby, będziemy mogli  docelowo wybrać, czy chcemy poruszać się komunikacją miejską, taksówką, hulajnogą, czy może wypożyczyć auta na minuty.

Telewizory OLED mogą się wypalić nawet w warunkach domowych. Producenci przyznają: klienci powinni podejmować pewne środki ostrożności

Spadek kosztów produkcji paneli OLED przyczynił się do wzrostu zainteresowania telewizorami wyposażonymi w matryce tego typu. Telewizory OLED pozwalają uzyskać głębszy, bardziej kontrastowy obraz niż odbiorniki LED, które nie są w stanie podświetlić poszczególnych pikseli. Ale panele organiczne ze względu na materiały wykorzystane do ich produkcji są podatne na zjawisko wypalania. Producentom sprzętu nie udaje się do końca obronić przed występowaniem tego problemu, choć stosują mechanizmy zabezpieczające, które mają zagwarantować, że panele nie ulegną degradacji w trakcie wieloletniego użytkowania.

– Problem wypalania się matryc OLED jest na pewno problemem dla posiadaczy urządzeń, które się popsuły. Natomiast ogólnie relacja popsutych do sprzedanych urządzeń jest bardzo, bardzo niska. Firmy produkujące telewizory OLED niechętnie się tym dzielą, ale z wielu różnych źródeł wynika, że jest to mniej niż 1 proc. urządzeń, które podlegają wymianie z tego tytułu lub serwisowi. Na pewno telewizory OLED, ogólnie wyświetlacze OLED wymagają wiedzy od użytkownika, jak takiego sprzętu używać – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Maciej Gajewski ze SpidersWeb.

Choć na rynku funkcjonuje wiele firm oferujących telewizory OLED, wszystkie wyposażono w matryce od tego samego producenta. To LG Display dysponuje patentem na matryce organiczne stosowane w odbiornikach telewizyjnych i licencjonuje swoją technologię zewnętrznym firmom. LG już kilkukrotnie komunikowało o wprowadzeniu poprawek do technologii produkcji paneli OLED, które mają wydłużyć ich żywotność. W tym roku zrobiła kolejny ważny krok w tym celu pozyskując od DuPont 540 patentów związanych z wykorzystaniem technologii druku 3D do wytwarzania OLED-owych matryc. Wraz z patentami firma pozyskała także infrastrukturę oraz linie produkcyjne od DuPont.

Sama zmiana procesu produkcyjnego nie wystarczy, aby rozwiązać problem wypalania się OLED-ów, gdyż ten jest bezpośrednio związany z organicznym pochodzeniem materiałów wykorzystywanych do produkcji tych matryc.

– Matryca OLED jest wrażliwa na długotrwałe wyświetlanie tego samego obrazu, np. logotypu stacji telewizyjnej. Producenci implementują kilka mechanizmów ochronnych, np. co jakiś czas obraz delikatnie przesuwa się o kilka pikseli. My tego nie widzimy, ale przez to niektóre piksele odpoczywają, a inne funkcjonują. A kiedy wyłączymy urządzenie, to przynajmniej raz dziennie jest uruchamiany wewnętrzny program serwisowy wyświetlacza, który odświeża piksele – mówi Maciej Gajewski.

Czynnikiem w największym stopniu wpływającym na proces degradacji matryc są statyczne elementy, które przez długi czas pozostają nieruchome, np. logo czy paski stacji telewizyjnych. Telewizory wyposaża się w system automatycznego wykrywania takich obiektów, który obniża ich jasność, zmniejszając tym samym ich wpływ na kondycję pikseli. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku monitorów CRT, w OLED-ach również stosuje się wygaszacz ekranu, który aktywowany jest przy braku sygnału.

– Do tej pory nie otrzymaliśmy żadnych informacji dotyczących wypalających się matryc OLED wykorzystywanych w warunkach domowych przez naszych klientów. Brak takich przypadków jest ściśle związany z szeregiem zabezpieczeń ekranu OLED przed powstawaniem zjawiska retencji obrazu, w tym m.in. – przesunięcie obrazu o jeden piksel, wykrywanie i obniżanie jasności potencjalnie niebezpiecznych, statycznych elementów obrazu takich jak logo stacji, paski informacyjne lub innych nieruchomych obrazów czy wykrywanie braku aktywności (np. podczas wyświetlania menu telewizora) i zmniejszenie jasności obrazu – wyjaśnia Newserii Innowacje biuro prasowe Sony.

Pomimo stanowisk wielu producentów telewizorów OLED, matryce OLED mogą się wypalać nawet w warunkach domowych. W jednym przypadku matryca OLED w telewizorze Sony KD55AF8BAEP wypaliła się już po 1,5 roku użytkowania. Telewizor został oddany do serwisu na gwarancję, jednak nie uzyskaliśmy jeszcze odpowiedzi serwisu. W odpowiedzi na film ukazujący wadę matrycy, biuro prasowe Sony przyznało, że klienci powinni podejmować pewne działania w celu ochrony ekranów OLED.

 Żywotność ekranów OLED nie różni się od żywotności innych technologii telewizyjnych. Klienci zakupujący telewizory z technologią OLED powinni jednak podejmować pewne środki ostrożności w celu ochrony swoich ekranów, zgodnie ze wskazówkami. Ryzyko wypalenia matrycy można zmniejszyć, użytkując telewizor zgodnie zaleceniami – wskazuje biuro prasowe Sony.

Producenci odradzają m.in. wyłączanie telewizorów OLED z prądu. Sprzęt po przełączeniu w tryb czuwania przeprowadza kilkunastominutowy proces kalibracji przy wyłączonym ekranie, który ma zapobiec wyświetlaniu się powidoków. Najnowsze telewizory mogą przeprowadzić także godzinny proces odświeżania matrycy. Niektóre urządzenia wyposażono w system wykrywający odcięcie od prądu i rejestrujący przerwane procesy kalibracji. Jeśli na takim sprzęcie dojdzie do wypalenia się niektórych pikseli, serwisant może odmówić jego naprawy w ramach gwarancji, uzasadniając to tym, że sprzęt był eksploatowany niezgodnie z zaleceniami, gdyż użytkownik uniemożliwił przeprowadzenie automatycznego procesu konserwacji matrycy.

– Warto zaznaczyć, że wypalanie się matryc OLED nie dotyczy tylko telewizorów, ale również telefonów czy zegarków. Na szczęście większość producentów wie o przypadłościach tej matrycy. Niemal wszystkie telefony wysokiej klasy z Korei Południowej mają wyświetlacze AMOLED, ale myślę, że wśród znajomych niemal od nikogo nie słyszeliśmy o takim problemie. To nie oznacza, że on nie występuje, ale jeżeli poprawnie użytkujemy urządzenie, to jest bardzo małe prawdopodobieństwo jego wystąpienia – twierdzi ekspert SpidersWeb.

Według analityków z firmy Maximize Market Research wartość globalnego rynku wyświetlaczy OLED do 2024 roku osiągnie wartość ponad 51,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 15,21 proc.

Inteligentne lustra pomogą w doborze kosmetyków i sprawdzą stan skóry. Mogą też pełnić funkcję trenerów fitness czy osobistych asystentów

Lustra już nie tylko odbijają nasz wygląd. Mogą oferować różne usługi, są osobistymi trenerami, udzielają  porad dotyczących stylizacji czy makijażu. Podpowiedzą kosmetyki, a nawet dobiorą strój w zależności od okazji. Podczas mycia zębów lustro wyświetli też maile i powiadomienia, przypomni o spotkaniach i doradzi, jaką drogą dojechać do pracy. HiMirror przeanalizuje skórę zanim udzieli porad na temat najlepszych kosmetyków. Jednocześnie śledzi postęp skóry i ocenia, które produkty działają najlepiej.

– Obserwujemy rosnącą popularność urządzeń inteligentnych instalowanych w domu i postanowiliśmy stworzyć inteligentne lustro, które stanie się bardzo osobistym narzędziem pomagającym paniom jeszcze lepiej dbać o stan swojej skóry i dobierać odpowiednie dla nich kosmetyki lub eksperymentować z makijażem za pomocą wirtualnych wizualizacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Cin Yee Syria Ho z HiMirror.

Lustra już od dawna nie służą tylko do odbijania wyglądu. Na rynku są już dostępne lustra ze sztuczną inteligencją, które wizualizują jak można wyglądać z nową fryzurą czy makijażem. Memory Mirror łączy pełnowymiarowe lustro z zaawansowanym technologicznie wyświetlaczem LCD, komputerem i kamerą HD, które mogą nagrywać filmy, dzięki czemu można zapisywać, udostępniać i przeglądać sesje próbne. Oak Mirror firmy Oak Labs służy jako cyfrowy asystent, pozwala na zamawianie różnych ubrań. Sephora oferuje lustro rzeczywistości rozszerzonej 3D, które pozwoli szybko dopasować kosmetyki do makijażu.

HiMirror idzie o krok dalej. Lustro pomaga dopasować kosmetyki do rodzaju skóry, a następnie dzień po dniu pokazuje efekty. W ten sposób można samemu łatwo sprawdzić, które kosmetyki faktycznie działają.

– Inteligentne lustro wyposażone jest w aparat fotograficzny i na podstawie obrazu urządzenie analizuje określone czynniki, tj. niedoskonałości, drobne i głębsze zmarszczki, nierówności i przebarwienia. Użytkownik od razu otrzymuje informacje, które są zapisywane, dzięki czemu przy okazji następnego pomiaru można je porównać ze zdjęciem wykonanym podczas pierwszego użycia urządzenia. W ten sposób można stwierdzić, czy stan skóry się poprawia czy ulega pogorszeniu – tłumaczy Cin Yee Syria.

W przyszłości HiMirror może się też sprawdzić w przypadku panów. Nie tylko pomoże w doborze kosmetyków, lecz także pozwoli wypróbować różne style zarostu.

Inteligentne lustra nie pomagają tylko w wyborze kosmetyków czy ubrań. Mogą też być asystentami – niektóre lustra wyświetlają maile i smsy, sprawdzają kalendarz spotkań, przypominają o wydarzeniach, jednocześnie wyliczają, ile czasu pozostało do wyjścia i która trasa do pracy będzie najszybsza. Jeszcze inne wyświetlają porady na interesujące kwestie – wystarczy w ustawieniach określić swoje zainteresowania. Inne mogą być personalnymi trenerami – w tle wyświetlają awatara trenera i odbicie ćwiczącego. Jednocześnie podają informację o liczbie spalonych kalorii, tętnie czy czasie ćwiczeń. Wskazują też, jak poszczególne partie ciała zyskają na ćwiczeniach.

– Oferta urządzeń inteligentnych coraz bardziej się dywersyfikuje. Kiedy zaczynaliśmy przygodę z HiMirror, służyło ono wyłącznie do analizy skóry. Inteligentne lustro powinno dawać jednak więcej możliwości. Z tego powodu wyposażyliśmy je w dodatkowe funkcje, jak np. możliwość słuchania muzyki podczas wykonywania makijażu czy dostęp do mediów społecznościowych, dzięki któremu można trzymać rękę na pulsie. Udostępniliśmy więcej gadżetów ukierunkowanych na rozrywkę – wskazuje Cin Yee Syria.

Jakie są obecnie uniwersalne i skuteczne kanały sprzedaży?

W obecnych czasach tradycyjne sposoby promowania przynoszą coraz mniejszą skuteczność. Oczywiście, reklama w gazetach, radiu, telewizji czy w przestrzeni miasta dalej jest efektywna w zasięgu lokalnym i u niektórych grup odbiorców (głównie osoby 60+), jednak ogólna tendencja wskazuje, że obecnie skuteczne kanały sprzedaży przeniosły się do internetu. Dlaczego tak się dzieje? Na jakich działaniach opiera się marketing internetowy? Czy prowadzenie profili w mediach społecznościowych jest konieczne?

Reklama – najważniejsze i uniwersalne założenia

Nie od dzisiaj wiadomo, że firma, która nie reklamuje swoich produktów i usług, ma bardzo znikome szanse na przetrwanie na rynku. Nie tylko dlatego, że w niektórych branżach może być większa konkurencja niż gdzie indziej czy że panuje taka moda. Podstawowym celem reklamy jest bowiem promowanie i zachwalanie określonych produktów oraz próba wpływania na potrzeby konsumentów. Są to cele krótkoterminowe – ktoś potrzebuje jakiegoś produktu czy usługi (albo zastanawia się nad takim zakupem), trafia dzięki reklamie na fajną ofertę czy super promocję, i mniej więcej w tym samym czasie się na niego decyduje.

Najważniejsze są jednak długofalowe działania, czyli utrwalanie w świadomości odbiorców poprzez reklamę, że dana firma istnieje i że jej produkty są dostępne na rynku, a następnie powiązanie z nimi pozytywnych skojarzeń oraz wartości, przykładowo takich jak profesjonalizm, rodzinna tradycja, wysoka jakość czy niezawodność. Obecnie w świecie przepełnionym reklamą i różnymi innymi przekazami prawdziwą sztuką jest dotarcie do konsumenta w taki sposób, aby go nie rozdrażnić, ale żeby nasza firma i produkty zapadły mu w pamięć. Badania naukowe pokazują, że mając kilka produktów do wyboru wybierzemy ten, którego firma „coś nam mówi” – jeśli są to pozytywne skojarzenia dzięki reklamie to tym chętniej po niego sięgniemy.

Tak więc reklama nie zmieniła się w swoich założeniach, zmianie uległy jedynie skuteczne kanały sprzedaży.

Marketing internetowy – reklama i prowadzenie fanpage

W obecnych czasach duża część naszego codziennego życia przeniosła się do internetu. To tam czytamy wiadomości, utrzymujemy kontakt z rodziną i znajomymi, zapoznajemy się z ofertami różnych sklepów i robimy zakupy, a także korzystamy z różnych form rozrywki i mediów społecznościowych. Szczególnie młodzież bardzo chętnie korzysta z internetu, spędzając w nim nawet kilka godzin dziennie. Sprawił, że nasze życie jest jeszcze bardziej komfortowe i wygodne, ułatwiając wiele kwestii.

Naturalne jest więc to, że reklama i marketing również przeniosły się do sieci i rozwijają się tam jeszcze lepiej, niż w tradycyjnych warunkach. Można bowiem jeszcze lepiej dopasować i spersonalizować je do określonych, starannie wyodrębnionych grup odbiorców i w dużo bardziej efektywny sposób nimi zarządzać i sprawdzać ich skuteczność. Marketing internetowy nie wywołuje również u ludzi tak negatywnych skojarzeń jak tradycyjny, który był często zbyt nachalny, ogólny i za bardzo wszechobecny. Jeśli więc nasza firma chce się rozwijać, zwiększać zyski i utrzymać się na rynku, powinna jak najszybciej zdecydować się marketing internetowy, który oznacza reklamę w sieci, prowadzenie profili w mediach społecznościowych, a także działania z zakresu SEO.

Jakie są skuteczne kanały sprzedaży w internecie?

– Jeśli firma ma skutecznie funkcjonować w sieci, jej właściciel powinien zdecydować się na marketing internetowy. Najważniejsze w tym przypadku jest otworzenie sklepu internetowego, optymalizacja strony pod kątem zarówno popularnych wyszukiwarek, jak i użyteczności dla klientów za pomocą działań SEO i content marketingowych oraz postawienie na reklamę w internecie. Niezbędne jest również prowadzenie fanpage firmy w mediach społecznościowych. Jedynie połączenie tych wszystkich działań pozwoli nam rozwinąć skuteczne kanały sprzedaży, a co za tym idzie zwiększyć zyski firmy – tłumaczy jeden z ekspertów z agencji marketingu internetowego BrandBay, która ma swoje oddziały w Krakowie, Warszawie i Poznaniu.

Jakość sprężonego powietrza, czyli z jakich zanieczyszczeń oczyszczać medium

W zakładach produkcyjnych przykłada się wielką wagę do zachowania bezpieczeństwa pracy instalacji sprężonego powietrza. Każda awaria sieci wpływa na realizację produkcji przedsiębiorstwa, jakość produktu końcowego, a także żywotność elementów wchodzących w skład układu pneumatycznego.

Aby sieć pneumatyczna działała wydajnie oraz bezawaryjnie dobór elementów instalacji powinien być związany z jakością stosowanego powietrza. W tym celu producenci części i maszyn w układzie pneumatycznym wskazują klasę jaką musi posiadać sprężone powietrze. Taki zabieg umożliwia producentom odrzucenie reklamacji w przypadku jeśli parametry były nieodpowiednie i z tego względu urządzenie uległo awarii.

Według międzynarodowego standardu ISO 8573-1, określającego klasy czystości i zanieczyszczenia sprężonego powietrza, w medium układu pneumatycznego mogą znaleźć się trzy podstawowe rodzaje zanieczyszczeń. Zalicza się do nich cząstki stałe, wodę oraz olej. Aby umożliwić odpowiednią ocenę jakości sprężonego powietrza wyznaczono warunki referencyjne, dzięki którym określane parametry odnoszą się do konkretnych warunków. Przedstawiona tabela pokazuje związek między wartością zanieczyszczeń a odpowiadających mu klasom.

Jakość powietrza według normy ISO

Powodem występowania zanieczyszczeń w sprężonym powietrzu jest otoczenie, z którego pobieramy czynnik oraz skorodowane elementy instalacji transportujące medium takie jak rury i zbiorniki. W celu zabezpieczenia czynnika przed cząstkami stałymi w zakładzie produkcyjnym, gdzie zapylenie powietrza jest na wysokim poziomie należy zastosować właściwe filtry ciśnieniowe w wentylacji sprężarkowni, natomiast czerpnię powietrza umieścić w strefie najmniejszego zapylenia. Warunki dużego zapylenia oddziałują również na żywotność kompresora i filtrów ciśnieniowych. Zapewniając dobrą filtrację oraz wymieniając elementy filtrujące możliwe jest osiągnięcie odpowiedniej czystości medium dzięki czemu praca układu jest nieprzerwana. W miejscach, gdzie wymagana jest wysoka czystość produkcji zanieczyszczenia stałe w sprężonym powietrzu są stale mierzone. Taką kontrolę umożliwia system in-line. Zasada działania pomiaru polega na zbadaniu próbki medium pod względem ilości cząsteczek w czasie rzeczywistym za pomocą liczników cząstek m.in. PC 400 Pneumat System. Liczniki cząsteczek mogą być przyłączone do nadrzędnego systemu sterowania, dzięki czemu, gdy wartość krytyczna zostanie przekroczona pojawia się odpowiednia informacja.

pomiar punktu rosy

Kolejnym rodzajem zanieczyszczenia jest obecność wody w instalacji sprężonego powietrza wyrażana przez ciśnieniowy punkt rosy, czyli wartość temperatury, przy której para wodna skrapla się dla danego ciśnienia roboczego. Wilgoć w medium wykorzystywanego w sieci pneumatycznej powinna być jak na najniższym poziomie. W przeciwnym wypadku układ pneumatyczny może skorodować, co najczęściej prowadzi do uszkodzeń instalacji. Audyt sprężonego powietrza przeprowadzany przez firmę Pneumat System lokalizuje miejsca krytyczne procesu wykrywając przy tym m.in. przekroczony poziom wilgoci, który może spowodować poważne konsekwencje. Skraplające się powietrze na początku nie powoduje widocznych uszkodzeń. Dopiero po upływie pewnego czasu pojawia się pod postacią awarii wysp zaworowych, urządzeń takich jak szlifierki turbinowe czy zauważalnych pęcherzyków powietrza na malowanych częściach. Rurociągi, które uległy korozji najczęściej muszą być wymienione, co jest bardzo kosztowne. Aby uniknąć takiej sytuacji usuwa pojawiającą się w sprężonym powietrzu wilgoć osuszaczami.

Do pierwszego typu urządzeń osuszających zalicza się osuszacz ziębniczy. Jego działanie skupia się na osuszeniu powietrza do 3 stopni Celsjusza. Aby osiągnąć jeszcze mniejszą zawartość wilgoci wykorzystuje się osuszacz adsorpcyjny. Urządzenie to posiada porowate złoże, które odpowiada za wchłanianie skroplonego powietrza. Osuszacz adsorpcyjny umożliwia uzyskanie potrzebnego punktu rosy w zakresie od -70°C do -20°C. Układy pneumatyczne, w których budowę wchodzi ten typ urządzenia pracują przy temperaturze -40°C.

Wartości punktu rosy mogą podlegać ciągłemu monitorowaniu. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu odpowiednich czujników, takich jak FA 500 z wyświetlaczem do odczytów lokalnych, a także zdalnych (co umożliwiają wyjścia sygnałowe i alarmowe). Czujnik punktu rosy często znajduje się w osuszaczach adsorpcyjnych wielkoprzepływowych. Wykorzystywany jest do sterowania pracą osuszaczy, a także podwyższa żywotność złoża.

Urządzenie mierzące punkt rosy

                                                                                Urządzenie mierzące punkt rosy

Ostatnim z głównych zanieczyszczeń w sprężonym powietrzu jest olej. Obecność oleju wynika zazwyczaj ze stosowania kompresorów olejowych, ale również związana jest z zanieczyszczeniem samego powietrza pobieranego przez kompresor. W układach, gdzie klasa powietrza nie musi być najwyższa w celu filtracji stosuje się filtry z wkładem węglowym. Filtry te powinny być regularnie sprawdzane przez obsługę sprężarkowni pod kątem zabrudzenia oraz w razie potrzeby wymieniane. W produkcji zajmującej się żywnością czy farmacją wykorzystuje się kompresory bezolejowe. Dodatkowo, oprócz właściwych filtrów, używa się katalizatora oleju oraz urządzenia pomiarowego in-line do pomiaru resztkowej zawartości oleju w sprężonym powietrzu. Zasada działania tego urządzenia jest analogiczna do narzędzia pomiarowego zawartości cząstek stałych. Ilość oleju w medium jest wyznaczana poprzez analizę pobranej próbki za pomocą jonizacji węglowodorów, która daje informację o ich koncentracji. W firmie Pneumat System takie urządzenie oferowane jest pod nazwą OILCHECK.

Jakość powietrza odpowiada za poprawne funkcjonowanie układu pneumatycznego. Przy projektowaniu sieci należy uważnie zapoznać się z wymaganymi przez maszyny parametrami powietrza oraz trasą całej instalacji, aby część systemu uzdatniającego medium była poprawnie dobrana.

Ceny parówek w sklepach poszły w górę nawet o 20%. I będzie jeszcze drożej

W pierwszych dziesięciu miesiącach br. parówki w promocji były droższe niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W przypadku produktu na wagę, średnie ceny wzrosły o blisko 20%, maksymalne – o niemal 17%, a minimalne – o prawie 10%. Te ostatnie najostrzej poszły w górę w hipermarketach, gdzie nastąpił skok o ok. 19%. Biorąc pod uwagę artykuł paczkowany, przeciętny koszt zakupu zwiększył się o niecałe 20%, najniższy – o 7%, a najwyższy – o niespełna 0,5%. Tak wynika z analizy przeprowadzonej przez Hiper-Com Poland.

Wyniki ogólnopolskiej analizy wskazują, że parówki na wagę najbardziej zdrożały w cenie średniej (19,14%), następnie – w maksymalnej (16,54%) i minimalnej (9,86%). Jak podkreśla Julita Pryzmont, z międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland, w tym przypadku mówimy o produkcie skierowanym do konsumenta, który przy zakupie zwraca uwagę głównie na jego koszt, a nie jakość i skład. Z tego względu najniższe ceny poszły najmniej w górę. Ich podnoszenie byłoby niewątpliwie ryzykowne dla sieci handlowych i mogłoby się znacznie odbić na sprzedaży.

– Owszem, klient bierze pod uwagę to, ile ma zapłacić, ale odnosi to do pojęcia dobrej, a nie najniższej ceny. Ona ma być najmniejsza, ale w ramach pewnej kategorii, niezbywalnego pensum jakości, wartości smakowej czy odżywczej. To jest bardzo bogaty i konkurencyjny rynek. Już dawno minęły czasy, gdy wychodziło się z produktem będącym mieszanką czegoś smakowego z „trocinami”. Takie „numery” już dzisiaj nie przechodzą – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Jak zaznacza dr Paweł Jurowczyk z Instytutu Badawczego ABR SESTA, parówki kosztują od niespełna 10 do ponad 20 zł za 1 kg. Wzrost cen jest powiązany z kosztami składników użytych do produkcji. Z analizy przeprowadzonej w lipcu 2019 roku przez ABR SESTA i Hiper-Com Poland wynika, że ceny np. wieprzowiny i cielęciny wzrosły o 6-7%. Już wtedy producenci sygnalizowali, że będą walczyć o podwyżki. Dodając do tego rosnący koszt pracy, większy wzrost cen maksymalnych niż minimalnych nie jest tutaj zaskoczeniem.

– Mięso mocno zdrożało, zwłaszcza to wyżej gatunkowe. Parówka nam się kojarzy jednak ze sporą zawartością tłuszczu, a w tej chwili też wymóg klienta jest taki, żeby była chudsza. Z naszych obserwacji wynika, że konsumenci oczekują wyrobów wyższych gatunkowo, nie tych najtańszych. Wbrew ogólnej opinii, chude parówki nie są takie smaczne – mówi Janusz Rodziewicz, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.

W przypadku parówek na wagę cena minimalna najostrzej poszła w górę w hipermarketach (18,59%). Wzrosła też w sklepach convenience (8,55%), supermarketach (6,72%) i dyskontach (5,58%). Natomiast patrząc na ceny maksymalne, to zmiany były jeszcze większe. Najbardziej widoczne były w supermarketach (22,74%), a następnie w dyskontach (20,04%), hipermarketach (14,29%) oraz sieciach convenience (9,10%).

– Jeśli za najtańsze parówki trzeba zapłacić 1,50 czy 2,50 zł więcej, to nie jest to bolesne. Hipermarkety mogły sobie pozwolić na taki ruch z cenami minimalnymi. Zwłaszcza że ten format znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Część placówek jest na minusie, inne nie przekraczają 1,5% rentowności. Z kolei największa podwyżka cen maksymalnych była w supermarketach. Te sklepy mają m.in. z tego powodu słabszy wynik, bo przegrywają konkurencję z dyskontami. A te mają węższą ofertę, ale jakościowo, w tych wybranych asortymentach najlepiej rotujących, podają dobry produkt – wyjaśnia dr Faliński.

W analizie zostały też uwzględnione promocje parówek paczkowanych. Jak podkreśla Witold Choiński, prezes zarządu Związku Polskie Mięso, właśnie produkt w tej formie dominuje dzisiaj w sprzedaży. Ogólnie szacuje się, że jego udział w rynku wynosi więcej niż 80%. Przede wszystkim trafia on do dyskontów i sieci samoobsługowych.

– Ludzie są od dłuższego czasu przyzwyczajeni do paczkowanych parówek. Tak zadecydował handel, tak też jest wygodniej dla kupującego. To wynika z tego, że klient wkłada do koszyka jedno lub dwa opakowania i nie musi zjeść jutro czy pojutrze. Równie dobrze może poczekać tydzień – analizuje prezes Rodziewicz.

Średnia cena parówek paczkowanych poszła w górę o 19,95%, minimalna – o 7%, a maksymalna – o 0,41%. Jak podkreśla Julita Pryzmont, od kilku lat obserwujemy silną komunikację składu parówek paczkowanych i zmianę postrzegania ich przez konsumentów. Obecnie znaczna ich część składa się prawie w 100% z mięsa i coraz mniejszej ilości substancji niepożądanych. Koszt ich produkcji jest oczywiście wysoki, dlatego nie jest zaskoczeniem duży skok średnich i minimalnych cen. Ekspert podkreśla, że parówki to ciągle produkt, który w naszym przekonaniu musi być tani. Zwłaszcza w porównaniu do innych wędlin, stąd sieci bardzo ostrożnie podeszły do podniesienia cen maksymalnych.

– W przypadku paczkowanych parówek jest bardzo silne oddziaływanie świadomości społecznej marki. Jeśli zdrożały różne produkty, a ktoś jest przyzwyczajony do oferty danego producenta i przekonany do jakości, to po prostu wzdycha, ale kupuje. Przy najtańszych artykułach ta zwyżka jest widoczna, ale w liczbach bezwzględnych pozostaje do wytrzymania – przekonuje dr Faliński.

Według prezesa Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP, w najbliższym czasie nie należy się spodziewać tańszych parówek. Trzeba byłoby sobie poradzić z ASF-em na całym świecie. Dopiero to doprowadziłoby do zdecydowanie niższej ceny wieprzowiny, a ta od ośmiu miesięcy systematycznie rośnie. Ekspert dodaje również, że sieci robią, co mogą, żeby odbierać parówki jak najtaniej. Potrafią nawet ogłaszać tzw. przetargi odwrotne. Producent musi utrzymać wysoką jakość, a zaproponować najniższą cenę, często poniżej kosztów produkcji. Po prostu liczy, że uda mu się wejść na rynek, a o rentowność będzie walczył w przyszłości .

– W przyszłym roku kilkanaście firm zyska uprawnienia na rynku drobiarskim w Chinach, więc prawdopodobnie wzrosną ceny drobiu. I to może pociągnąć w górę jeszcze wieprzowinę. Dziś trudno powiedzieć, jaki to będzie skok. Jeśli w przypadku cen parówek zostanie przełamany próg akceptowany przez konsumenta, to nastąpi duży spadek sprzedaży. Myślę, że zarówno sieci, jak i producenci, zwrócą szczególną uwagę na to, żeby do tego nie doszło – podsumowuje ekspert ze Związku Polskiego Mięsa.

Analizę wykonali eksperci z międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland. Porównywano ceny promocyjne, jakie sieci handlowe oferowały od stycznia do października ub.r. i w analogicznych dziesięciu miesiącach tego roku. Sprawdzano gazetki z rabatami, wydawane przez wszystkie dostępne na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry.

Nasz drogi węgiel… coraz droższy

Kopalnie wydobywają za dużo węgla. Tak ogromnych zapasów nie było od lat. Ceny węgla są dużo wyższe niż na Zachodzie. Ktoś będzie musiał za to zapłacić. Kto? Podatnicy.

Po niedoborach węgla z przełomu 2017 i 2018 r. nie ma już śladu. Dziś zapasy węgla kamiennego są ponad dwukrotnie wyższe i ciągle rosną. Na początku października energetyka zawodowa i przemysłowa miała niemal 8,8 mln ton węgla na swoich placach. Z kolei przy kopalniach leżało 4,7 mln ton tego surowca, z czego 0,3 mln ton kupionego już, ale jeszcze nieodebranego, przez energetykę.

– Zwały węgla są tak duże, że ich wykorzystanie zapewniłoby w kraju produkcję energii elektrycznej i ciepła przez trzy miesiące – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Zwały w górnictwie są już trzy razy wyższe, niż na początku 2018 r. i wciąż rosną, bo firmom energetycznym powoli kończy się już miejsce na placach przy elektrowniach czy elektrociepłowniach. W dodatku kto może, ten importuje paliwo, bo polski węgiel jest dziś o kilkadziesiąt procent droższy od zagranicznego.

Tak wysokie ceny górnicy dyktują dzięki umowom ze stałą ceną. Przez kilkanaście ostatnich lat górnicy i energetycy wypracowali tzw. formuły cenowe, które pozwalały lepiej lub gorzej określać rynkową cenę węgla. Choć bowiem „czarne złoto” jest najważniejszym polskim surowcem, to przez 30 lat wolnej Polski nie dorobiliśmy się nawet giełdy surowcowej z prawdziwego zdarzenia i indeksu określającego rynkowe ceny polskiego węgla.

– Ze względu na całą serię kampanii wyborczych rząd przerwał restrukturyzację polskiego górnictwa węgla kamiennego – komentuje B.Derski. – Teraz ratunkiem dla kopalń jest eksport, ale na każdej tonie sprzedanego węgla kopalnie będą tracić 100 zł.

Polska gospodarka nadal rośnie, ale wolniej…

Najnowsze informacje o polskiej gospodarce nadal są dobre, ale niepokój wywołała sytuacja w budownictwie. Dlatego analitycy z dużym zainteresowaniem czekają na dane za listopad o produkcji budowlano-montażowej.

Z kompletu raportów GUS za październik wynika, że choć polska gospodarka rozwija się wolniej niż w pierwszej połowie roku, to jednak jest to ciągle względnie stabilny wzrost.

Lekko pozytywnie zaskoczyły analityków październikowe dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej.

– Produkcja wzrosła tylko o 3,5 proc., był to wzrost mniejszy niż w miesiącach wiosennych, ale jeżeli weźmiemy za przykład niemiecką gospodarkę to produkcja przemysłowa tam spada w ujęciu rocznym – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ten wzrost polskiej produkcji można więc uznać za solidny.

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła o ponad 4 proc. Jest to znów wynik słabszy niż w I półroczu, wtedy jej średni wzrost wynosił 5,5 proc. Ponieważ wynagrodzenia rosną w tempie ponad 6 proc., a zatrudnienie zwiększyło się o 2 proc. w sektorze przedsiębiorstw – to można oceniać, że popyt konsumpcyjny utrzyma się na wysokim poziomie w kolejnych miesiącach.

To co może martwić, to dane o produkcji budowlano-montażowej. Według wstępnych danych GUS produkcja budowlano-montażowa (w cenach stałych) zrealizowana na terenie kraju przez przedsiębiorstwa budowlane o liczbie pracujących powyżej 9 osób, w październiku br. była niższa o 4,0% w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku oraz o 3,8% w stosunku do września br. (przed rokiem wzrosty odpowiednio – o 22,5% i 7,9%). W okresie styczeń-październik 2019 r. produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 3,6% w odniesieniu do tego samego okresu ub. roku, kiedy notowano wzrost o 17,9%.

– Gdyby okazało się, że ten sektor będzie się nadal kurczyć byłby to niespodziewany cios dla polskiej gospodarki – komentuje ekspert XTB.

Ceny prądu będą rosły. Wszyscy zapłacimy za brak reform energetycznych

Uchwalona w tym roku „ustawa prądowa” ma szansę zostać przedłużona na rok następny. Założenia ustawy mają na celu zrekompensowanie użytkownikom kosztów, wynikających z rosnących cen energii elektrycznej. Na tym samym poziomie ma pozostać taryfa G, z której korzystają gospodarstwa domowe – zaś rekompensatę od rządu dostaną klienci, dla których cena prądu wzrośnie. Będą to głównie energochłonne przemysły i inne firmy. Taka polityka energetyczna rządu spotyka się z krytyką obserwujących. Pieniędzy na odpowiednie rekompensaty jest bowiem za mało – a brak zdecydowanych działań w kierunku zreformowania systemu energetycznego w Polsce sprawia, że ceny prądu będą wciąż rosły.

 Trend wzrostu cen energii wytwarzanej na węglu jest rosnący. Węgiel zaś monopolizuje polski miks energetyczny. Wytwarzamy 80% energii elektrycznej oraz ponad 90% ciepła z węgla kamiennego i brunatnego – powiedział serwisowi Newsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.  Jeśli nie odwrócimy się w stronę alternatywnych źródeł energii, ceny prądu będą rosły. Dodać do nich trzeba także opłaty za emisję dwutlenku węgla. Kosztują również nowe instrumenty na rynku – czyli na przykład tak zwany „rynek mocy”, który ma pomóc nowym inwestycjom w sektorze wytwarzania energii. To wszystko składa się na rosnący trend cen prądu, a koszt takiej polityki rządowej poniosą wszyscy odbiorcy energii w Polsce. Pieniędzy na rekompensaty bowiem wkrótce zabraknie – a brak reform energetycznych sprawi, że ceny będą coraz wyższe – ostrzega Roszkowski.

Towar na gwarancji a kara za opóźnienie w usunięciu wad i naprawa na koszt sprzedawcy

Gdy sprzedaż objęta jest gwarancją, na kupującym ciąży jedynie konieczność wykazania istnienia wady, bez udowadniania, że wada powstała z przyczyn tkwiących w rzeczy. To na sprzedającym będzie spoczywał ciężar udowodnienia, że tak nie jest – orzekł w wyroku z 16 października 2019 r. Sąd Okręgowy w Łodzi, XIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy (sygn. akt XIII Ga 1418/18). Z powyższego wyroku płynie również ważne ostrzeżenie, że przedsiębiorcy mogą sami pogorszyć swoją sytuację prawną, zawierając w umowach zapisy wyłączające zastosowanie bardziej korzystnych dla siebie przepisów ustawowych.

Zgodnie z art. 577 § 2 i § 3 Kodeksu cywilnego: „Obowiązki gwaranta mogą w szczególności polegać na zwrocie zapłaconej ceny, wymianie rzeczy bądź jej naprawie oraz zapewnieniu innych usług. Jeżeli została udzielona gwarancja co do jakości rzeczy sprzedanej, poczytuje się w razie wątpliwości, że gwarant jest obowiązany do usunięcia wady fizycznej rzeczy lub do dostarczenia rzeczy wolnej od wad, o ile wady te ujawnią się w ciągu terminu określonego w oświadczeniu gwarancyjnym” (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, ze zm.).

Kara umowna za opóźnienie w usunięciu wad

Dwóch przedsiębiorców zawarło umowę, której przedmiotem była dostawa do należącej do kupującego uczelni wyposażenia w postaci sprzętu RTV. W toku jej realizacji kupujący stwierdził wadę sprzętu. W braku przyjęcia przez sprzedającego odpowiedzialności za powstałą wadę kupujący dochodził od sprzedającego, w ramach gwarancji, zapłaty kwoty 7 600 zł pełnej wartości uszkodzonego sprzętu, lub jego wymiany na wolny od wad. Domagał się także zapłaty kar umownych w kwocie 11 172 zł z tytułu opóźnienia w usunięciu wad. Sąd Rejonowy w Kaliszu w lipcu 2018 r. zasądził od pozwanego sprzedawcy na rzecz powoda pełną żądaną kwotę 18 772 zł, wraz z należnymi odsetkami.

Sprzedający nawet nie widział towaru na oczy

Pozwany przedsiębiorca wniósł od tego wyroku apelację. Jak podnosił sąd pierwszej instancji, błędnie przyjął, że wina za powstałą wadę dostarczanego towaru obarcza jego, podczas gdy mogła ona powstać w czasie, gdy znajdował się on już w rękach powoda np. w trakcie jego instalacji dokonywanej przez podmiot trzeci. Pozwany wskazał, że przedmiotowa wada była usterką mechaniczną. Dodatkowo do siedziby powoda sprzęt został przetransportowany bezpośrednio od producenta, a więc z pominięciem sprzedającego. Wniósł więc o zmianę zaskarżonego wyroku, względnie uchylenie go w całości i zwrócenie do ponownego rozpatrzenia przez sąd rejonowy.

Wyłączając zastosowanie przepisów kodeksowych, kupujący pozbawił się sporej części roszczenia…

Sąd Okręgowy w Łodzi uznał apelację sprzedającego za częściowo zasadną, jednak z innych przyczyn od tych, które podniósł w niej pozwany. Sąd wskazał, że strony, zawierając umowę sprzedaży, zawarły dodatkową umowę o udzielenie 24-miesięcznej gwarancji. Na jej mocy zgodnie ustaliły, że w przypadku nieprzystąpienia przez gwaranta do usunięcia wad w ustalonym przez strony terminie kupujący będzie mógł powierzyć ich usunięcie osobie trzeciej na koszt i ryzyko sprzedawcy-gwaranta, bez utraty udzielonej gwarancji. Zatem kupującemu wskutek zawarcia tych postanowień umownych nie przysługiwało prawo do odstąpienia od umowy. Zobowiązany był wezwać gwaranta do usunięcia wad w wyznaczonym terminie, a dopiero po jego upływie był uprawniony do naprawy sprzętu na koszt i ryzyko tego gwaranta. Dlatego też w świetle tak wyraźnego postanowienia stron nie mają zastosowania przepisy art. 577 § 2 i § 3 Kodeksu cywilnego obligujące gwaranta do zwrotu zapłaconej za wadliwy sprzęt ceny czy też jego wymiany na wolny od wad. Sąd oddalił więc jako bezpodstawne powództwo kupującego w zakresie żądania zapłaty przez sprzedającego kwoty 7 600 zł tytułem zwrotu równowartości uszkodzonego sprzętu.

…a sprzedający zgodził się na ryzyko naprawy na jego koszt i karę umowną

Z drugiej jednak strony sąd apelacyjny orzekł na korzyść powoda w przedmiocie należnej mu kary umownej za opóźnienie w usunięciu wad dostawy. Sąd wskazał, że mimo wyłączenia zastosowania art. 577 § 2 i § 3 K.c. (a więc braku zobowiązania do zwrotu zapłaconej ceny czy też do wymiany towaru na wolny od wad) przedsiębiorca sprzedający zgodził się na naprawę sprzętu na jego koszt i ryzyko oraz na zapis umowny, którym zobowiązał się do zapłaty kary na rzecz kupującego w związku z niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem umowy, i to za każdy dzień opóźnienia w usunięciu wady. A powód wykazał, że wadę zgłosił. Sąd stwierdził, iż opóźnienie to trwało 95 dni, stąd przy dziennej stawce kary w wysokości 114 zł zobowiązał pozwanego przedsiębiorcę do zapłaty na rzecz powoda 10 830 zł, pouczając sprzedającego, że:

„…kupujący nie ma obowiązku badania jakości rzeczy objętej gwarancją ani w chwili wydania, ani później. Obowiązek taki byłby bowiem sprzeczny z samymi założeniami instytucji gwarancji. Konieczną przesłanką odpowiedzialności gwarancyjnej jest ujawnienie się wady przed upływem okresu gwarancyjnego. (…) Na kupującym ciąży obowiązek wykazania tylko istnienia wady, natomiast nie ma on obowiązku udowodnienia, że wada powstała z przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej. (…) Ciężar dowodu w powyższym zakresie spoczywa na obowiązanym z gwarancji, który dla obalenia domniemania faktycznego i zwolnienia się z odpowiedzialności powinien wykazać, że wady nie powstały z przyczyn tkwiących w rzeczy sprzedanej (sygn. akt XIII Ga 1418/18).

Warto skorzystać z porady prawnika

Naczelna w obrocie gospodarczo-prawnym swoboda umów dopuszcza daleko posuniętą dowolność stron w ich tworzeniu. Kreując umowy cywilnoprawne, należy jednak uważać, by lekkomyślnie nie wyłączyć zastosowania korzystnych dla siebie regulacji obowiązujących z mocy prawa. Dla zapewnienia właściwej ochrony swoich interesów w sprawach dochodzenia roszczeń kontraktowych, ale i obrony przed nimi, dobrze jest poradzić się profesjonalnego doradcy – prawnika obeznanego w procedurach cywilnoprawnych, prawie umów, ale i w regułach obowiązujących w obrocie gospodarczo-prawnym.

Przykład tej sprawy pokazuje, że z jednej strony mogłoby to uchronić przedsiębiorcę kupującego przed utratą blisko połowy dochodzonego, a należnego mu roszczenia. Z drugiej zaś właściwie skonstruowana umowa uchroniłaby przedsiębiorcę sprzedającego przed negatywnymi dla niego konsekwencjami dopuszczonych zapisów o karze umownej.

Powód (…) nie mógł żądać zwrotu zapłaconej ceny, czy wymiany (…) Na marginesie wskazać należy, że żądanie powoda miałoby podstawę prawną, gdyby zostało podniesione w ramach przysługujących mu z ustawy uprawnień z rękojmi za wady fizyczne (…), jednak powód zdecydowanie dochodził tego roszczenia z umowy gwarancji, co jasno oświadczył w pozwie” (sygn. akt XIII Ga 1418/18).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Etyczny rozwój technologii coraz ważniejszy dla klientów

Z analiz opinii konsumentów wynika, że niemal wszyscy ludzie chcą, by firmy, które odpowiadają za rozwijanie i wprowadzanie do użytku nowych technologii, kierowały się etyką. Klientów nie interesują deklaracje, tylko aktywne, konkretne i wyraziste działania na rzecz konkretnych wartości i dobra społeczeństwa. Biznesy wykraczające poza normy etyczne czekają ciężkie czasy.

Biznes jest dziś postrzegany jako siła sprawcza, która ma sprawić, że technologia będzie wykorzystywana dla dobra społeczeństwa i środowiska naturalnego. Tak wynika z raportu „Etyczne przywództwo i biznes” („Ethical Leadership and Business”), który powstał w wyniku badania przeprowadzonego przez firmę Salesforce wśród zróżnicowanych grup konsumentów. Celem analiz było sprawdzenie, na ile ważne dla ludzi jest zachowanie przez firmy rozwijające i wdrażające nowoczesne technologie etycznych postaw – jak w ogóle w tym kontekście jest rozumiana etyka, czego współcześni klienci oczekują od firm i jakie może mieć to przełożenie na same przedsiębiorstwa, które w dużej mierze autonomicznie wyznaczają sobie granice etycznego działania.

Opublikowane wyniki niezbicie pokazują kilka generalnych wniosków:

  • W biznesie rola etyki bardzo szybko zyskuje na znaczeniu. Przyjmowanie przez organizację określonych postaw, dających się ocenić w kategoriach etycznych, staje się dla klientów kluczowym punktem odniesienia do całej firmy.
  • Współcześni klienci coraz wyraźniej potrafią zdefiniować swoje oczekiwania wobec firm, które w ich opinii powinny przyjmować określone postawy etyczne i na tym polu działać aktywnie. I nie chodzi tu o samo komunikowanie haseł, planów czy polityki CSR (społecznej odpowiedzialności biznesu), ale o rzeczywiste działania i wynikające z nich rezultaty.
  • Klienci podkreślają związek między etyczną oceną postaw i działalności firm a swoimi decyzjami zakupowymi czy też lojalnością. To oznacza, że rzeczywiste postawy i decyzje, jakie wykazuje dana organizacja, mogą mieć silne przełożenie na jej kondycję biznesową. Wynika stąd istotna wskazówka dla każdego przedsiębiorstwa: poprzez utrzymanie spójności i konsekwencji w etycznych działaniach, można mieć pozytywny wpływ na określone rezultaty biznesowe i to w różnych obszarach.
  • Im młodszy klient, tym większa wrażliwość na działania etyczne biznesu. W miarę wzrostu siły nabywczej najmłodszych pokoleń, większej pomyślności mogą spodziewać się firmy, których działania wpisują się w ogólnie rozumiane ramy działań etycznych. Przedsiębiorstwa, które nie przywiązują większej wagi do zachowania etyki w działaniach, objęte będą większym ryzykiem biznesowym, natomiast ci, którzy działają nieetycznie, narażą się na wyeliminowanie z rynku.

Ludzie chcą, by postęp cywilizacji był etyczny

Innowacje technologiczne wywierają bezprecedensowy wpływ na nasze życie – na sposób komunikowania się, uczenia, pracy, wypoczynku, ochrony zdrowia czy świadczenia usług. W obliczu tych szerokich zmian zarówno klienci, jak i pracownicy domagają się od biznesu konkretnych działań dla dobra społeczeństwa (88% wskazań badanych) oraz poszanowania i zabezpieczenia praw człowieka (87%).

Z badania Salesforce wynika, że firmy technologiczne weszły w okres, w którym ocena etyczna ich postaw dokonana przez środowisko zewnętrzne i pracowników ma istotny wpływ na rynkowe być albo nie być. Walka o konkurencyjną pozycję coraz częściej rozgrywa się nie w sferze cen czy jakości produktów, ale na poziomie etyki w działaniach. „Etyczne przywództwo” przynosi organizacji strategiczne korzyści, takie jak lojalność i sympatia klientów czy większe przychody. Jest też magnesem przyciągającym najlepsze talenty i ważnym elementem budującym wartość pracowników na rynku pracy.

Co robią świadome firmy?

Z przeprowadzonych analiz wynika, że firmy, które mają świadomość, jak wielką rolę odgrywa zachowanie etyki w działaniach, przyjmują następujące postawy:

  • wpisują cele natury etycznej do strategii przedsiębiorstwa. Realizacja tych celów rozpoczyna się od odpowiedzi na pytanie, jak konkretne postawy i działania wpływają na klientów, pracowników i otoczenie, a następnie projektowane są zmiany, które mają pozytywnie oddziaływać na społeczeństwo i środowisko;
  • kierują się etyką, gdyż wiedzą, że dzięki temu są lepiej oceniane przez potencjalnych pracowników i klientów. Aż 86% konsumentów deklaruje lojalność wobec marek, za którymi stoją etyczne działania lub firmy zaangażowanej w problemy społeczne. Jednym z interesujących sposobów, w jaki przedsiębiorstwa pokazują swoje zaangażowanie na tym polu, jest powoływanie rad doradczych do spraw etyki. 70% konsumentów uważa, że tego rodzaju ośrodki pomagają dopilnować, by produkty technologiczne były opracowywane i rozwijane w najkorzystniejszy dla społeczeństwa sposób;
  • pozwalają, by klienci i organizacje z zewnątrz mogły uczestniczyć w tworzeniu produktów i również mieć wpływ na ich cykl życia. 65% konsumentów uważa, że zaangażowanie głosu spoza firmy pomaga tworzyć usługi i produkty lepiej odpowiadające na potrzeby szerszych grup społecznych;
  • wspierają rozwój swoich pracowników, by lepiej przystosować ludzi do zmieniających się reguł gry. W opinii 92% klientów przedsiębiorstwa są odpowiedzialne za przygotowanie ludzi do zmian, jakie technologia wywiera na miejsca pracy. W tym celu firmy powinny rozwijać nowe kompetencje i tworzyć więcej niestandardowych ścieżek kariery związanych z nowymi technologiami.

Ważne wnioski z badania:

  • 93% badanych twierdzi, że firmy mają obowiązek spojrzeć poza własny zysk i działać dla dobra społeczeństwa.
  • 88% uważa, że przedsiębiorstwa są odpowiedzialne za wspieranie pozytywnych zmian społecznych.
  • 79% zatrudnionych rozważyłoby rezygnację z pracy w firmie, która postępuje nieetycznie, a 75% klientów powstrzymałoby się od kupowania w niej.
  • 72% pracowników i 69% klientów chce, aby firmy w których pracują i od których kupują, stały na straży praw człowieka.
  • 59% badanych jest zdania, że niektóre technologie mogą szkodzić społeczeństwu, jednak 67% uważa, że technologia sama w sobie jest neutralna pod względem etycznym – wszystko zależy od sposobu jej wykorzystania.
  • 70% badanych twierdzi, że firmy technologiczne powinny korzystać z doradztwa w zakresie etyki podczas tworzenia i rozwijania swoich produktów.
  • 92% uważa, że przedsiębiorstwa są odpowiedzialne za przysposabianie młodych ludzi do pracy na rynku zmienionym przez technologie, a według 96% powinny być także odpowiedzialne za rozwijanie kompetencji u obecnie zatrudnionych.
  • 76% badanych uważa, że firmy powinny wdrażać nowe, niestandardowe ścieżki kariery pod kątem rozwoju technologicznego.

Promowanie etycznych postaw jest korzystne dla biznesu

Z opinii przebadanych osób wynika, że w czasach transformacji technologicznej przedsiębiorstwa powinny stawać się rzecznikami praw człowieka pojmowanych jako nieodłączne prawo wszystkich ludzi do życia, wolności, edukacji, pracy i swobody wypowiedzi.

Łatwo się domyślić, iż skoro tak kształtują się oczekiwania społeczne, skuteczna odpowiedź na nie przynosi nie tylko korzyści wizerunkowe, ale również konkretne benefity biznesowe. Przedsiębiorstwa, które priorytetowo traktują prawa człowieka mają większe szanse na zatrudnienie wartościowych pracowników, co nie jest bez znaczenia wobec deficytu umiejętności technologicznych i ostrej walki o talenty. Etyczna postawa pracodawcy ma również wpływ na utrzymanie już zatrudnionych pracowników: 72% z nich chce, aby firmy w których pracują, przestrzegały praw człowieka, a 79% zrezygnowałoby z pracy w miejscu, w którym nie postępuje się etycznie.

Wyraziste działania prospołeczne wpływają również na zachowania konsumentów. Ponad dwie trzecie z nich (69%) wyda więcej pieniędzy na produkty tych firm, które kierują się zasadami etycznymi. Kosztem jakich innych firm to się stanie? Co warto podkreślić, tego rodzaju deklaracje są zależne od pokolenia: 87% przedstawicieli pokolenia Y (urodzonych po 1981 a przed 1994 rokiem) zapłaciłoby więcej za produkty firm działających etycznie. Wśród najstarszego pokolenia klientów (pokolenie powojenne / baby boomers, ludzi urodzonych przed 1964 rokiem) odsetek ten wynosi „tylko” 61% – znacznie mniej, lecz wciąż niemało. Dla biznesu jest to zatem wyraźny sygnał, że w miarę wzrostu siły nabywczej młodszych pokoleń, kierowanie się wartościami będzie jeszcze istotniejsze, a działania sprzeczne z nimi będą nie tylko poddawane surowej ocenie, ale po prostu wielu firmom zaczną się kurczyć udziały w rynku.

Zagrożenia i nadzieje

Postęp technologiczny nie zawsze postrzegany jest pozytywnie. 6 na 10 uczestników badania uznało, że może on być wręcz szkodliwy. Wśród głównych zagrożeń wymieniane są: wycieki danych osobowych (97% wskazań), dezinformacja (93%), inwigilacja (91%), zagrożenie miejsc pracy (88%), degradacja środowiska (83%) oraz pogłębianie nierówności społecznych i ekonomicznych (77%). Mimo licznych obaw 67% klientów postrzega technologie jako wartość neutralną, ponieważ same w sobie nie są one ani dobre ani złe. W ocenie tej decydujące jest oczywiście to, w jaki sposób i do jakich celów technologie są wykorzystywane. Firmy technologiczne mają zatem za zadanie uwzględniać potencjalny wpływ na społeczeństwo tworzonych produktów i usług, a przedsiębiorstwa z pozostałych branż powinny zapewniać, że będą korzystały z technologii w sposób konstruktywny, a nie niszczycielski. Dla biznesu jest to pewna przestrzeń do kształtowania misji.

Podobne zjawiska dotyczą kwestii polaryzacji społeczeństw spowodowanej rozwojem technologii. Wielu ludzi obawia się nierównomiernego dostępu do możliwości stwarzanych przez czwartą rewolucję przemysłową. W ich opinii osoby niepełnosprawne (86% wskazań), o niskim statusie społeczno-ekonomicznym (85%), mieszkających poza miastami (81%) oraz różnego rodzaju mniejszości (80%) nie będą mogły w taki sam sposób jak inni korzystać z dobrodziejstw technologii. Obawy odnoszą się także do rynku pracy, który w miarę postępu silnie ewoluuje. Aż 96% badanych uważa, że to firmy są odpowiedzialne za przygotowanie swoich pracowników na zmiany, jakie niosą nowe technologie. Trzy czwarte klientów uważa natomiast, że powinno się projektować nowe, niestandardowe ścieżki technologicznej kariery, a także programy szkoleniowe rozwijające umiejętności skierowane do zagrożonych wykluczeniem społeczności, oraz takie, które poszerzają umiejętności już zatrudnionych pracowników. Zapewnienie równego dostępu do możliwości stwarzanych przez nowoczesne technologie postrzegane jest jako ważne zaangażowanie biznesu na rzecz ludzkości.

Konsumenci chcieliby, aby grupy walczące o prawa człowieka były zaangażowane we wszystkie działania związane z cyklem życia produktów technologicznych. Do grup tych zaliczają się zarówno aktywiści, jak też naukowcy, ustawodawcy i agencje rządowe (37%). Natomiast w opinii konsumentów to udział zwykłych ludzi (81% wskazań) w tym procesie najmocniej przełożyłby się na tworzenie produktów wartościowych społecznie.

Pomimo wyżej wymienionych zastrzeżeń, przytłaczająca większość (81%) klientów uważa, że nowe technologie zmieniają świat na lepsze, poprawiają jakość życia i będą mieć udział w ochronie środowiska. Przykładowo sztuczna inteligencja może posłużyć np. do modernizacji sieci energetycznych w celu zwiększenia ich energooszczędności, a druk 3D jest w stanie obniżyć koszty wykonywania protez.

Świat tworzy ramy do korzystania z technologii dla dobra człowieka

Problem etycznego wykorzystania technologii poruszany w raporcie Salesforce jest dużym wyzwaniem nie tylko dla biznesu, ale także rządów i różnego rodzaju organizacji. Przedsiębiorstwa zaczynają tworzyć specjalne stanowiska na najwyższych szczeblach (poziom C-level), których zadaniem jest monitorowanie przestrzegania zasad. Miedzy innymi również w Salesforce utworzono po raz pierwszy w historii tej firmy takie stanowisko powołując pod koniec 2018 r. Paulę Goldmann na dyrektora ds. etyki (Chief Ethical and Humane Use Officer).

Unia Europejska i OECD zajęły stanowiska w sprawie etycznego wykorzystania potencjalnie jednej z najbardziej nieprzewidywalnych technologii – sztucznej inteligencji (AI). 8 kwietnia 2019 r. Komisja Europejska opublikowała przewodnik etyczny dla sztucznej inteligencji: „Policy and Investement Recomendations for Trustworthy AI”. Został on opracowany przez 52 ekspertów z High-Level Expert Group on Artificial Intelligence (HLEG AI). Natomiast 22 maja 2019 r. OECD wydała „Recommendation of the Council on Artificial Intelligence”. Podobnie jak UE, OECD uważa, że sztuczna inteligencja ma nie tylko zwiększać możliwości ludzkie, ale także działać na rzecz praw człowieka i wartości demokratycznych oraz minimalizować nierówności gospodarcze i społeczne.

Informacje o raporcie

Raport Salesforce „Ethical Leadership and Business” powstał na podstawie badania opinii ponad 2400 konsumentów ze Stanów Zjednoczonych. Respondenci byli zróżnicowani pod względem wieku, pochodzenia etnicznego, poziomu wykształcenia, płci oraz stanu zatrudnienia.

Branża cyfrowa: Rozporządzenie dot. PEM jest potrzebne, bo obowiązujące przepisy są przestarzałe

Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje największych producentów i dystrybutorów elektroniki w Polsce, pozytywnie ocenia projekt rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia dotyczący dopuszczalnych poziomów pól elektromagnetycznych i który dostosowuje je do standardów europejskich. – Zmiana jest konieczna, bo obowiązujące przepisy są anachroniczne, pochodzą z 1984 r. – podkreśla prezes Związku Michał Kanownik.

Jak podkreślono w piśmie do resortu Zdrowia, obowiązujące w Polsce dopuszczalne poziomy pola elektromagnetycznego (PEM) są jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Zarówno w zakresie pól, jak i sposobu ich pomiaru. Oparto je na założeniach sprzed okresu dostępności telefonu komórkowego, kiedy dysponowano znacznie mniejszą niż obecnie wiedzą na temat pól elektromagnetycznych. Dlatego są nieadekwatne do dorobku naukowego na temat oddziaływania pól elektromagnetycznych na człowieka.

Nowe przepisy niezbędne do rozwoju telekomunikacji

Anachroniczne przepisy dot. PEM to duży problem dla rozwoju nowoczesnej infrastruktury komunikacyjnej. Zwłaszcza w kontekście perspektywy sieci 5G. – Obowiązujące przepisy są z innej epoki. Blokują możliwość rozwoju szybkiego mobilnego Internetu, rozwoju miast, przemysłu oraz hamują rozwój całej gospodarki, która w coraz większym stopniu uzależniona jest od szybkiego przesyłania danych – mówi prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. – Dostosowanie poziomów PEM do powszechnych standardów pomoże w rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej. A to oznacza lepszy zasięg i powszechniejszy dostęp do szerokopasmowego internetu – dodaje.

Dla konsumentów 5G oznacza dostęp do nowych, bardziej innowacyjnych produktów i usług. To także nowy rozdział w rozwoju innowacji i oferowanych rozwiązań, np. w segmencie smart urządzeń dla domów, autonomicznie sterowanych samochodów, systemów zarządzania komunikacją publiczną czy wreszcie inteligentnych rozwiązania dla całych miast. – Ale wdrożenie tej sieci to nie tylko kolejne gadżety, a konkretne korzyści dla całej polskiej gospodarki – zwraca uwagę Michał Kanownik. I dodaje, że jak pokazują szacunki, do 2025 r. dzięki wdrożeniu 5G w Polsce może powstać około 570 tysięcy nowych miejsc pracy. 5G to także wielka szansa na wzrost wszystkich sektorów gospodarki, od motoryzacji, finansów, mediów i rozrywki, służby zdrowia, bezpieczeństwa, po transport publiczny czy produkcję.

Potrzeba edukacji na temat PEM

Związek Cyfrowa Polska zwraca uwagę, że wraz z wdrażaniem 5G należy podnosić świadomość społeczeństwa również w kwestii rozwiewania wątpliwości o wpływie PEM na ludzkie zdrowi. Bo jak pokazuje doświadczenie części państw Unii – np. Francji – w dyskusji o PEM pojawiają się hasła populistyczne, niepoparte badaniami, a wprowadzające dezinformację oraz wiele obaw. – Myślę, że należy w sposób odpowiedzialny informować i budować świadomość społeczeństwa na tematy związane z wpływem PEM oraz nowych technologii na nasze życie i zdrowie – zaznacza Michał Kanownik.

Laueraci Nagród PZWLP w 2019 roku. Relacja z XII Gali PZWLP

Podczas uroczystej XII Gali Nagród PZWLP, która odbyła się 21 listopada w Hotelu Sofitel Victoria w Warszawie, poznaliśmy laureatów tegorocznych nagród przyznawanych przez organizację. Nagrody PZWLP są wręczane od 12 lat i obecnie stanowią jedno z najbardziej prestiżowych i najlepiej rozpoznawalnych wyróżnień w polskiej branży flotowej. PZWLP przyznaje swoje statuetki w pięciu kategoriach – firmom użytkującym najbardziej bezpieczne i ekologiczne floty oraz serwisom i dealerom samochodów, świadczącym najwyższą jakość obsługi dla flot. Wraz z tegoroczną edycją konkursu, do Nagród PZWLP nominowano już łącznie ponad 1000 firm.

Nagrody PZWLP to obecnie jedne z najbardziej prestiżowych i najlepiej rozpoznawalnych wyróżnień na rynku flotowym w Polsce. Po wprowadzeniu w 2017 roku nowej nagrody – dla dealera samochodów – są aktualnie przyznawane w łącznie pięciu kategoriach: Bezpieczna Flota, Eko Flota, dla najlepszego serwisu napraw mechanicznych, najlepszego serwisu napraw blacharsko – lakierniczych oraz dla dealera samochodów najbardziej przyjaznego branży flotowej.

Niezmiennie od 12 lat Nagrody PZWLP stanowią unikalne, ręcznie wykonywane przez artystę rzeźbiarza Dariusza Zielińskiego statuetki z brązu. Laureaci są wyłaniani w 2 – etapowych konkursach, na podstawie nominacji firm należących do organizacji oraz ocen przyznawanych według precyzyjnych, co roku aktualizowanych kryteriów. Laureat Nagrody Eko Flota jest wyłaniany przez jury złożone nie tylko z przedstawicieli Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, ale również Związku Polskiego Leasingu (ZPL) i Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych (SKFS).

W przypadku Nagrody Bezpieczna Flota, w skład jury, poza przedstawicielami PZWLP, wchodzą również eksperci Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego.
Nagrody PZWLP są już dzisiaj bardzo dobrze rozpoznawane przez całe środowisko flotowe w Polsce i bez wątpienia są zaliczane do grona najbardziej wartościowych wyróżnień w branży – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Regional Manager of Central Europe w Arval.

– W tym roku zostały przyznane już po raz dwunasty i wraz z każdą kolejną edycją konkursu obserwujemy nie tylko coraz większe zainteresowanie ze strony firm ubiegających się o te wyróżnienia, ale także rosnący poziom nominowanych podmiotów i to w każdej z 5 kategorii nagród. I to jest dla nas, jako organizacji branżowej wpływającej na rozwój oraz kształtowanie rynku flotowego w Polsce oraz standardów branżowych, najlepsza informacja. Jednym z głównych celów naszych nagród jest bowiem stymulowanie do podnoszenia jakości usług świadczonych w branży flotowej oraz realne wpływanie na podnoszenie poziomu bezpieczeństwa i ekologii w samochodach służbowych użytkowanych w Polsce. Realizacja tego celu staje się w ostatnich latach coraz ważniejsza dla nas wszystkich, szczególnie w kontekście bezpieczeństwa drogowego i wpływu aut wykorzystywanych przez firmy na środowisko. Patrząc na wyniki sprzedaży nowych samochodów w Polsce na przestrzeni ostatnich lat widać bowiem wyraźnie, że to przede wszystkim firmy kupują w naszym kraju nowe auta, co oznacza, że odsetek samochodów flotowych poruszających się po drogach w naszym kraju jest z każdym rokiem coraz większy. Jest więc jasne, że współodpowiedzialność firm za bezpieczeństwo na drogach oraz za wpływ pojazdów na środowisko naturalne rośnie.

Jak wygląda lista laureatów Nagród PZWLP w 2019 roku?

Nagrodę PZWLP „Mobilizator” w kategorii „Najlepszy Serwis Napraw Mechanicznych” otrzymała w tym roku firma Bawaria Motors Janki. W gronie najwyżej ocenionych przez jury konkursu serwisów w tej kategorii, poza laureatem, znalazły się jeszcze firmy Dom Volvo oraz Zimny Auto. Statuetkę „Protektor”, czyli Nagrodę PZWLP w kategorii „Najlepszy Serwis Napraw Blacharsko – Lakierniczych”, otrzymała z kolei Grupa Bońkowscy. Wśród najwyżej ocenionych serwisów blacharsko – lakierniczych znalazły się poza tegorocznym zwycięzcą również firmy Auto Miras oraz Auto Drap.

Nagroda PZWLP „Kontraktor”, w kategorii „Dealer Samochodów Najbardziej Przyjazny Branży Flotowej”, trafiła w tym roku do firmy Euroservice Sp. j. Marek Janowski – Józef Czech, Autoryzowany Dealer Volvo, a oprócz niej w gronie najwyżej ocenionych dealerów znalazły się Grupa Bońkowscy i Grupa Krotoski.

Nagroda PZWLP Eko Flota w kategorii „Flota Najbardziej Przyjazna Środowisku”, która jest przyznawana w oparciu o nominacje i oceny aż 3 organizacji branżowych – poza PZWLP także Związku Polskiego Leasingu i Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych – została w tym roku wręczona firmie Nestlé Polska S.A. Wśród najwyżej ocenionych firm w tej kategorii znalazły się poza laureatem firmy ING Bank Śląski i Grupa Eurocash.

Wreszcie, piąta z Nagród PZWLP – Bezpieczna Flota, w kategorii „Firma Najbardziej Zaangażowana w Edukację Kierowców”, przyznawana w drodze nominacji i ocen nie tylko PZWLP, ale również Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego, została przyznana firmie Philip Morris International w Polsce. W gronie najwyżej ocenionych przez jury konkursowe firm znalazły się ponadto BNP Paribas Bank Polska oraz Bibus Menos.

W tym roku Gala Nagród PZWLP odbyła się w szczególnym na mapie Warszawy Hotelu Sofitel Victoria, czyli obiekcie o bardzo bogatej historii, doskonale kojarzonym nie tylko przez warszawiaków, ale również całe społeczeństwo, będącym miejscem organizacji wielu ważnych wydarzeń biznesowych, czy gospodarczych, a także scenerią dla wielu popularnych polskich produkcji filmowych. Imprezę poprowadził dziennikarz i prezenter telewizyjny Damian Urbańczyk, a Patronem Honorowym wydarzenia został Wydział Transportu Politechniki Warszawskiej.

W XII Gali Nagród PZWLP wzięli udział nie tylko najważniejsi przedstawiciele 20 firm wynajmu długoterminowego, Rent a Car oraz leasingowych, skupionych aktualnie w PZWLP, ale również goście reprezentujący producentów i importerów samochodów, przedstawiciele koncernów paliwowych, czy firm ubezpieczeniowych. Ponadto, wśród gości Gali znaleźli się także reprezentanci organizacji branżowych rynku motoryzacyjnego, bankowego, leasingowego, związanych z bezpieczeństwem drogowym, czy przedstawiciele instytucji publicznych. Gościem specjalnym wydarzenia, który wystąpił z prelekcją na temat przyszłości mobilności, był Jorge F. Delgado, Dyrektor Generalny RACE (Real Automóvil Club de España). W trakcie XII Gali Nagród PZWLP wręczone zostały również nagrody w ramach projektu Ekspert Flotowy.

Sponsorem Generalnym XII Gali Nagród PZWLP została firma Starter24, a tytuł Głównego Sponsora Automotive objęła firma Inter Cars. Sponsorami wydarzenia zostały firmy: Audi Polska, Ford Polska oraz Grupa PSA. Partnerem Gali był Ekspert Flotowy.

Artur Rytel, założyciel firmy Green Holding zwycięzcą 17. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku

Założyciel grupy spółek, specjalizujących się w nowoczesnych uprawach warzyw, ich przetwórstwie oraz logistyce chłodniczej – Artur Rytel został zwycięzcą 17. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku, otrzymał również nagrodę w kategorii Produkcja i Usługi. W kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność zwyciężył Bartosz Kubik – założyciel firmy Ekoenergetyka-Polska, natomiast w kategorii Nowy Biznes – twórcy firmy Laparo – Mateusz Juszczak, Radosław Nowosielski i Mateusz Rulewicz. Otrzymali oni również Nagrodę Specjalną za ekspansję międzynarodową. Jury wyróżniło także Nagrodą Specjalną twórcę spółki Diagnostyka – Jakuba Swadźbę. Uroczyste ogłoszenie wyników konkursu i wręczenie nagród miało miejsce 28 listopada podczas Gali Finałowej na warszawskim Torze Wyścigów Konnych Służewiec.

– Konkurs EY Przedsiębiorca Roku od 17 lat pokazuje, jak wygląda polska przedsiębiorczość widziana przez pryzmat ludzi, którzy ją tworzą. Wyróżniają się determinacją, pasją, skutecznością, odwagą w kreowaniu i działaniu. Nie boją się wychodzić poza utarte schematy i podążają za szybko zmieniającymi się potrzebami klientów. Niezależnie od tego, czy są na początkowych etapach swojej drogi, czy to już doświadczeni przedsiębiorcy – wszyscy w wyzwaniach rynkowych zobaczyli szansę i potrafili przekuć je w sukces swój, swoich firm i pracowników – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska i dodaje – Gratulujemy wszystkim zwycięzcom i przede wszystkim zdobywcy statuetki EY Przedsiębiorca Roku i cieszymy się, że po raz kolejny będziemy mogli promować polską przedsiębiorczość na arenie międzynarodowej pośród przedstawicieli 60 największych gospodarek świata obecnych na dorocznym finale konkursu EY Entrepreneur Of The Year, który tradycyjnie w czerwcu odbędzie się w Monte Carlo.

Zwycięzcy kategorii głównych

Artur Rytel został uhonorowany tytułem EY Przedsiębiorca Roku 2019. Jury wyróżniło go jako „przedsiębiorcę, który wyrósł z ziemi, w dobie wyzwań skutecznie rozwinął rodzinny biznes, tworząc własną markę i rozpoznawalność na trudnym rynku”. Z niedużego rodzinnego biznesu stworzył Green Holding, prężnie działającą grupę spółek, specjalizujących się w nowoczesnych uprawach warzyw, ich przetwórstwie oraz w logistyce chłodniczej. Jest pomysłodawcą marki Fit&Easy, brandowego lidera w kategorii warzyw gotowych do spożycia. W rozwoju biznesu najważniejszy jest dla niego jasno wytyczony cel i konsekwencja w jego realizacji. W działalności biznesowej podejmuje skalkulowane ryzyko. Sięga po rozwiązania niestandardowe, stawia na najnowsze technologie. Charakteryzuje go pasja i energia, którą zaraża innych, umiejętnie dobiera współpracowników-ekspertów, którym deleguje zarządzanie spółkami, dzięki temu sam skupia się na projektach strategicznych i dalszym rozwoju biznesu w Europie Środkowo-Wschodniej. Przedsiębiorca angażuje się w działania CSR i charytatywne. Zainicjował społeczny projekt edukacyjny „Zielona Kraina” promujący warzywa w codziennej diecie dzieci.

– Jury konkursu co roku staje przed niełatwym zadaniem wyboru tego jednego przedsiębiorcy, którego działalność wyróżnia go spośród innych. Jak pokazuje przykład tegorocznego zwycięzcy konkursu EY Przedsiębiorca Roku, innowacje nie są wyłącznie domeną start-upów czy biznesów IT. Artur Rytel stworzył nowatorski model biznesowy w tradycyjnej branży, która świetnie odnajduje się w rosnących trendach zdrowego żywienia. Zbudował nie tylko firmę, ale i cały ekosystem, w którym ona działa. Rozpoczął od sprzedaży świeżych warzyw na lokalną skalę, a wraz ze wzrostem firmy i ekspansją zagraniczną doprowadził do niewiarygodnej perfekcji usługi logistyczne, które zapewniają świeżość produktu. Dziś idzie o krok dalej i realizuje projekt uprawy roślin metodą hydroponiczną – bez wykorzystania gleby. Jak więc widać technologie jutra doskonale sprawdzają się nawet w uznawanych za najbardziej tradycyjne obszarach – mówi Marek Jarocki, Audytor konkursu EY Przedsiębiorca Roku.

Artur Rytel będzie reprezentował Polskę podczas międzynarodowego finału konkursu EY World Entrepreneur Of The Year 2019, który odbędzie się w czerwcu przyszłego roku w Monako. O tytuł najlepszego przedsiębiorcy na świecie, Polak będzie rywalizował ze zwycięzcami lokalnych edycji konkursu z blisko 60 państw.

Założyciel Green Holding otrzymał również nagrodę w kategorii Produkcja i Usługi, w której Jury wyróżniło go za „przekształcenie niewielkiego rodzinnego biznesu w prężnie działającą grupę spółek, ze zintegrowanym łańcuchem dostaw”.

W kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność zwyciężył Bartosz Kubik, założyciel firmy Ekoenergetyka-Polska. Jury nagrodziło go za „stworzenie firmy, która jest polską odpowiedzią na światowy megatrend”. Bartosz Kubik jest twórcą spółki produkującej stacje szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych. Jego rozwiązania zasilają transport elektryczny w 60 miastach w 11 krajach. Firma jako jedna z pierwszych opracowała systemy szybkiego ładowania autobusów elektrycznych i ma dzisiaj ponad 90% udziałów w polskim rynku oraz ok. 40% udziałów w rynku europejskim. Ekoenergetyka-Polska inwestuje w badania i rozwój oraz oferuje innowacyjne produkty, np. ładowarki matrycowe, które inteligentnie rozdzielają moc pomiędzy poszczególnymi pojazdami.

Nagrodę w kategorii Nowy Biznes za „eksperyment stworzenia nowatorskiego produktu, który przyczynia się do poprawy jakości usług medycznych” otrzymali Mateusz Juszczak, Radosław Nowosielski i Mateusz Rulewicz z Laparo. Firma specjalizuje się w produkcji symulatorów medycznych, przede wszystkim urządzeń do treningu laparoskopowego dla studentów medycyny oraz lekarzy. Niebawem do sprzedaży trafić ma symulator wykorzystujący technologię VR, a celem przedsiębiorców jest wprowadzenie na rynek nowych trenażerów (urządzeń, które umożliwiają trening konkretnej umiejętności) np. do artroskopii.

Laureaci nagród specjalnych

W tym roku Jury zdecydowało również o przyznaniu Nagrody Specjalnej za „zbudowanie największej w Polsce sieci, pozwalającej milionom pacjentów rocznie wykonywać najwyższej jakości badania”. Otrzymał ją profesor dr hab. n. med. Jakub Swadźba, prezes krakowskiej Diagnostyki. Firma zatrudnia ponad 7,5 tys. pracowników, ma 172 laboratoria i ponad 1000 punktów pobrań. Rocznie wykonuje ponad 60 milionów badań i oferuje 3000 testów, które dają pacjentom dostęp do najnowszych osiągnięć współczesnej medycyny.

Jury w porozumieniu z Polskim Funduszem Rozwoju – Partnerem Konkursu, przyznało także Nagrodę Specjalną za ekspansję międzynarodową. Wyróżnienie za „ambitne wejście z polskim, innowacyjnym produktem na rynek międzynarodowy” otrzymali Mateusz Juszczak, Radosław Nowosielski i Mateusz Rulewicz z Laparo.

Jury konkursu

Tegorocznych zwycięzców wybrało niezależne od EY Jury. W jego skład wchodzą wybitne osobowości biznesu oraz laureaci poprzednich edycji konkursu:

  • Jerzy Koźmiński – Przewodniczący Jury, Prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności
  • Paweł Buszman – Założyciel American Heart of Poland, Przedsiębiorca Roku 2015
  • Marcin Grzymkowski – Prezes eobuwie.pl, Przedsiębiorca Roku 2016
  • Marcin Iwiński – Wiceprezes CD Projekt, Przedsiębiorca Roku 2008
  • Piotr Krupa – Prezes KRUK S.A., Przedsiębiorca Roku 2017
  • Adam Krzanowski – Prezes Grupy Nowy Styl, Przedsiębiorca Roku 2014
  • Krzysztof Pawiński – Prezes Grupy Maspex, Przedsiębiorca Roku 2011
  • Ewald Raben – Prezes Grupy Raben, Przedsiębiorca Roku 2012
  • Jacek Siwicki – Prezes, Przewodniczący Rady Dyrektorów Enterprise Investors
  • Kinga Stanisławska – Partner Zarządzający i Założyciel Experior Venture Fund
  • Andrzej Wiśniowski – Twórca firmy WIŚNIOWSKI, Przedsiębiorca Roku 2013
  • Filip Granek, Prezes XTPL S.A., Przedsiębiorca Roku 2018

Partnerzy konkursu: PKO Bank Polski, Polski Fundusz Rozwoju, Giełda Papierów

Wartościowych w Warszawie, Harvard Business Review Polska, Gazeta Wyborcza, Puls Biznesu, TVN24 BiS.

Partner Gali: Tor Wyścigów Konnych Służewiec.

Wyniki CDRL w III kwartale 2019

Grupa CDRL, notowany na GPW czołowy dystrybutor odzieży dziecięcej w Europie Środkowo-Wschodniej, w III kwartale 2019 roku wypracował 156,0 mln przychodów, co oznacza wzrost o niemal 120 proc. względem analogicznego okresu ubiegłego roku. W tym okresie Grupa osiągnęła 6,0 mln zł zysku netto, co oznacza wzrost o 12 proc. r/r. Wynik EBITDA wzrósł ponad dwukrotnie i wyniósł 17,8 mln zł. Dynamiczny wzrost skali działalności Grupy to efekt przejęć zrealizowanych na przełomie 2018/2019 roku.

Dzięki zrealizowanym przejęciom Grupa CDRL buduje komplementarną ofertę odzieży, obuwia oraz akcesoriów dla dzieci. Akwizycje umożliwiły również większą dywersyfikację oferty, jak i otworzyły potencjał do rozwoju sprzedaży na rynku polskim, białoruskim i rosyjskim.

– Kontynuujemy intensywne prace nad konsolidacją i optymalizacją dwa razy większej Grupy niż jeszcze rok temu. Osiągane wyniki potwierdzają skuteczność naszych działań i słuszność decyzji o skokowym wzroście skali działalności dzięki akwizycjom. W III kwartale, po raz pierwszy w tym roku osiągnęliśmy wzrost na wszystkich poziomach wyników, choć wiemy, że pełen potencjał nowej Grupy CDRL nie został jeszcze osiągnięty. – mówi Marek Dworczak, prezes CDRL.

W III kwartale Grupa osiągnęła 13,5 mln zł przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej. Były one o 56 proc. wyższe niż w III kwartale 2018 r. W ujęciu narastającym, od początku 2019 roku, CDRL wypracowało 380,7 mln zł skonsolidowanych przychodów, osiągający przy tym 34,2 mln zł zysku EBITDA i 6,4 mln zł zysku netto.

– Konsekwentnie rozwijamy działalność CDRL zarówno w Polsce, jak i na zagranicznych rynkach. Dzięki zrealizowanym przejęciom jesteśmy liczącym się graczem w regionie. Rozwijamy się również w sposób organiczny. Tylko w tym roku rozpoczęliśmy sprzedaż do Francji, Finlandii, Armenii oraz na Cypr. Przed nami najlepszy okres dla branży odzieżowej w roku, jesteśmy na niego dobrze przygotowani i liczymy, że będzie miał odzwierciedlenie w wynikach rocznych – mówi Marek Dworczak, prezes CDRL.

Od stycznia 2019 roku CDRL jest większościowym właścicielem w białoruskiej spółce DPM zarządzającej siecią supermarketów Buslik – lidera sprzedaży odzieży i akcesoriów dziecięcych w tym kraju. Buslik posiada kompleksową ofertę dla dzieci do 12 lat, m.in. odzież dziecięcą, obuwie, zabawki i meble.

Wraz z początkiem 2019 roku, Grupa CDRL  objęła również pakiet większościowy spółki odzieżowej Lemon Fashion oraz 30 proc. udziałów spółki Sale Zabaw Fikołki. Tym samym Grupa została wzbogacona o odzież i akcesoria pod m.in. markami Lemon Explore, Petit Bijou oraz sale zabaw dla dzieci Fikołki.

Wyniki rynków akcji – podsumowanie listopada i perspektywy na grudzień

Listopad rozpoczął się dla inwestorów niemal idealnie. Po bardzo dobrym październiku, wszystkie rynki akcji kontynuowały wzrosty. Stało się tak przede wszystkim za sprawą poprawy sentymentu wokół sporu na linii USA –Chiny.

W efekcie europejskie rynki akcji zostały wywindowane na niewidziane od 2018 roku poziomy, ale o najbardziej spektakularnych wzrostach możemy mówić w przypadku rynku amerykańskiego. Indeks S&P 500 nie pierwszy raz w historii, ale po raz pierwszy trwale pokonał psychologiczny poziom 3000 punktów, przebijając w ciągu miesiąca również poziom 3100 punktów. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku indeksu spółek technologicznych Nasdaq. Jeśli jednak w USA o wzrostach możemy mówić w przypadku niemal całego miesiąca, to maszynka hossy zacięła się w drugim tygodniu listopada w przypadku Europy Zachodniej, czy też całkowicie zepsuła w przypadku rynków wschodzących, w tym Polski.

Warszawski indeks dużych spółek po dobrym początku spadł

Warszawski indeks dużych spółek po dobrym początku spadł poniżej poziomów 2200 punktów, oddając sporą część wcześniejszych wzrostów. Po raz kolejny okazało się, że wrażliwość WIG20 na zmiany globalnego sentymentu jest dużo wyższa niż w przypadku rynków rozwiniętych. Cześć spadków można również tłumaczyć mieszanymi wynikami spółek, jak również ostatnim etapem reklasyfikacji indeksu MSCI EM. Uczciwie trzeba jednak zaznaczyć, że tym razem wpływ efektu podażowego był niewielki w porównaniu do dwóch poprzednich etapów i zmiany w notowaniach spółek nie były znaczące. Na wyniki WIG20 większy wpływ miał ogólny, słabszy sentyment w listopadzie do rynków wschodzących. Co ciekawe, w odróżnieniu od dużych spółek, pozostałe segmenty rynku radziły sobie przyzwoicie, notując na przestrzeni miesiąca umiarkowane wzrosty. Czynnikiem wspierającym były mniej wymagające wyceny, jak również niższa ekspozycja na inwestorów zagranicznych.

Problem wojny handlowej i Hong Kongu

Podobnie jak w poprzednich miesiącach, czynnikiem determinującym wydarzenia na globalnych rynkach była kolejna odsłona sagi o nazwie wojna handlowa. Po początkowo dobrych komunikatach z obydwu stron sporu, nastąpiło ochłodzenie nastrojów spowodowane najpierw przedłużaniem się negocjacji I fazy porozumienia, a później rezolucją senatu USA, podpisaną później przez prezydenta Donalda Trumpa, potępiającą łamanie praw człowieka podczas pacyfikacji protestów. Obecnie kluczową datą pozostaje 15 grudnia, gdy w życie mają wejść nowe cła nałożone przez Donalda Trumpa. Informacje o prolongacie tego terminu w dalszym ciągu nie zostały potwierdzone. Protesty w Hong Kongu z lokalnego problemu wydają się rosnąć do pierwszoplanowej kwestii globalnej polityki i mogą opóźnić zawarcie pierwszego porozumienia, które i tak nie rozwiązuje najbardziej istotnych kwestii sporu.

Lepsze dane w Europie Zachodniej

 

Pomimo niskich wzrostów na europejskich rynkach akcji w listopadzie, otoczenie gospodarcze wydaje się być bardziej wspierające, niż mogłoby się to wydawać jeszcze w październiku. Spadki kluczowych wskaźników wyprzedzających wyhamowały, a niektóre zaczynają powoli rosnąć. Sprawdza się więc scenariusz, że dno w gospodarce europejskiej, przede wszystkim w Niemczech, nastąpiło w III kwartale br., gdzie i tak udało się uniknąć technicznej recesji. Większa część tego scenariusza znajduje się już jednak w cenach i nie powinna mieć silnego wpływu na wyceny aktywów.

Perspektywy na grudzień

Fundament listopadowych wzrostów, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, nie wydaje się być trwały. Z uwagi na napiętą sytuację w sprawie Hong Kongu, negatywny zwrot akcji w kwestii negocjacji handlowych musi być brany pod uwagę, a to mogłoby oznaczać korektę na amerykańskim rynku akcji. Scenariusz ten nie jest korzystny dla żadnej ze stron, nie można go obecnie wykluczyć. Najbardziej prawdopodobne rozwiązanie to przedłużający się impas, wyceniany obecnie przez rynki. Na polskim podwórku z jednej strony z dużych spółek został zdjęty psychologiczny nawis podażowy w postaci zmian w strukturze indeksów MSCI. Z drugiej strony pod koniec miesiąca na pierwszy plan powróciły banki za sprawą wyroku Sądu Najwyższego, który nie wykluczył istnienia struktury kredytu hipotecznego z przewalutowania na PLN i pozostawienia stopy LIBOR. Scenariusz ten nie został odzwierciedlony zarówno w wycenach banków, jak i w raportowanych na ten cel rezerwach. Grudniowy wynik GPW zostanie jednak rozstrzygnięty głównie za sprawą tendencji globalnych.

Autor: Kamil Hajdamowicz zarządzający aktywami Vienna Life Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S. A. Vienna Insurance Group

Rosyjskie sposoby na repatriację kapitału. Rosyjskie offshore

Poza granicami państw znajduje się wiele pieniędzy należących do ich obywateli. Znalazły się tam z różnych powodów. Część z nich należy do osób pracujących za granicą. Nie są to może duże pieniądze w przeliczeniu na jednego pracującego, ale w swojej masie stanowią kapitał, o który zabiegają zarówno banki, jak i państwa. Pieniądze zarabiane przez Ukraińców w Polsce szacuje się na kwotę ponad 3 miliardów dolarów w skali roku. Trudno się więc dziwić, że toczy się walka o wykorzystanie tych środków, choćby po to, aby zarobić na ich transferze do rodzimego kraju. W tym artykule chcielibyśmy bliżej przyjrzeć się na przykładzie rosyjskim losom naprawdę dużych pieniędzy znajdujących się poza granicami Federacji Rosyjskiej, które znalazły się tam na skutek swego rodzaju pierwotnej akumulacji kapitału po rozpadzie ZSRR, a także w wyniku specyficznego klimatu inwestycyjnego panującego w Rosji przez ostatnie dziesięciolecia. Pieniądze te najczęściej trafiają do krajów/terytoriów zwanych offshore’ami.

Offshore’y i ich wykorzystanie w światowej gospodarce

Termin offshore oznacza dosłownie położenie poza granicami (umownym „brzegiem” – ang. shore) kraju. Na świecie zaczęto go używać od lat 50. ubiegłego wieku. W życie codzienne Europy Środkowo-Wschodniej wszedł dopiero w latach 90. po zmianach geopolitycznych w tym regionie. Duży Słownik Objaśniający (ros.) pod redakcją S. A. Kuzniecowa odnosi termin offshore do terytorium państwa, które zapewnia znaczne korzyści podatkowe przy realizacji transakcji finansowych. Tłumacząc termin offshore w prostych słowach, można stwierdzić, iż najważniejsze w funkcjonowaniu tych państw jest to, że przenosząc do nich środki finansowe, oszczędzamy na podatkach i zabezpieczamy swoją działalność przed agencjami rządowymi i konkurencją. W niektórych obszarach offshore premią za poczynione inwestycje jest również możliwość szybkiego uzyskania obywatelstwa. Terminem offshore określana jest również spółka działającą w jednym kraju, a oficjalnie zarejestrowana w innym. Najczęściej pieniądze są przekazywane do stref offshore przez dużych graczy rynkowych, ale nie jest to regułą.

Z kolei system offshore to ogólny termin obejmujący inwestorów zagranicznych, przedstawicieli stref offshore, banków i transakcji pieniężnych. Innymi słowy, jest to mechanizm pozwalający uniknąć obciążeń podatkowych. Jest on zwalczany przez rządy krajowe i międzynarodowe korporacje gospodarcze. Z jakiego powodu? Strefy offshore są po prostu ich konkurentami w walce o alokację kapitału i podatków. Oczywistym jest, że minimalizując koszty swojej działalności gospodarczej, przedsiębiorca wybierze kraj, który w porównaniu z jego własnym oferuje prostszy schemat rejestracji firmy i dogodniejsze warunki pracy, oszczędzając tym samym czas, nerwy i pieniądze.

W rzeczywistości w działaniach władz finansowych wielu krajów wobec stref offshore możemy zaobserwować podwójne standardy: kraje te zachęcają do tworzenia stref offshore u siebie „w domu” (pod swoją kontrolą), ale zabraniają biznesmenom korzystania z tego samego mechanizmu za granicą.

System „offshore’nych” narzędzi biznesowych powstał wiele lat temu i jest obecnie ważnym narzędziem w biznesie międzynarodowym. System ten w żadnym wypadku nie został stworzony przez rządy mikroskopijnych quasi-państw, które zapewniają ulgi podatkowe zarejestrowanym w nich firmom. Został stworzony przez kraje rozwinięte gospodarczo, przede wszystkim Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. I chociaż same kraje rozwinięte ponoszą pewne szkody w wyniku działalności spółek offshore i ściągają mniej podatków, to działalność offshore rozwijała się w ciągu ostatnich dziesięcioleci najszybciej właśnie w tych krajach, w tym w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i UE. Nie ma w tym paradoksu. Szkody spowodowane funkcjonowaniem spółek offshore są kompensowane przez korzyści, jakie firmy offshore przynoszą tym krajom.

Z całą pewnością można stwierdzić, że offshore są instrumentem zagranicznej ekspansji gospodarczej krajów rozwiniętych. W przeszłości niemal wszystkie wojny toczyły się o zasoby naturalne i rynki zbytu. Ale jeśli nie jesteś w stanie przejąć ani zasobów, ani rynków, to możesz przejąć kontrolę nad firmami zajmującymi się wydobywaniem zasobów naturalnych i dostarczaniem produktów na rynek światowy, do czego idealnie nadają się offshore’y.

Nicholas Shaxson[1], analityk polityczny i ekonomiczny, korespondent Royal Institute of International Affairs, szacuje, że około 12 bilionów dolarów, czyli 1/4 światowego bogactwa, pozostaje w nieopodatkowanych rajach podatkowych. A gdyby uwzględnić banki i firmy, kwota ta byłaby co najmniej dwa razy większa. Każda firma FTSE 100[2] posiada podmioty zależne lub partnerów w rajach podatkowych, aby uniknąć podatków.

Shaxson uważa, że Stany Zjednoczone i Wielka Brytania to największe raje podatkowe na świecie. Twierdzi, że Stany Zjednoczone (Delaware, Wyoming, Floryda i Nevada) są odpowiedzialne za około 21% działalności offshore, podczas gdy Wielka Brytania odpowiada za około 20%. Kolejne 10% pochodzi z handlu prowadzonego przez terytoria zależne Wielkiej Brytanii.

Szwajcaria odpowiada za około 6% handlu poprzez strefy offshore. Część specjalistów zajmujących się kwestiami offshore uważa Londyn za centrum pajęczej sieci, która łączy go z Wyspami Normandzkimi, Wyspą Man i Karaibami, służąc potrzebom globalnego kapitału[3].

System offshore nie powstał spontanicznie, ale został stworzony celowo. Istnieją na to dowody w postaci dokumentów. 11 kwietnia 1969 r. powstał list Banku Anglii[4] z gryfem „tajne”, który daje wyobrażenie o siłach przekształcających wyspy Morza Karaibskiego po uzyskaniu niepodległości w międzynarodowe centra finansowe. Czytamy w nim: „Trusty, banki i podobne im organizacje, otrzymały możliwość tak szybkiego rozprzestrzeniania się, jak szybko zmieniane są mosiężne tabliczki pokrywające manipulacje aktywami, które wyprowadzane są poza granice wysp. Ale my potrzebujemy wiarygodnych gwarancji, że proces ten nie wymknie się spod kontroli. Niech wyspy zapewniają schronienie dla nierezydentów – nie mamy nic przeciwko temu, ale musimy być całkowicie pewni, że takie możliwości nie zostaną wykorzystane do wyprowadzenia kapitału brytyjskiego poza strefę funta szterlinga, z naruszeniem przepisów Zjednoczonego Królestwa”.

Nieco później w działalność offshore’ów zaangażowały się Stany Zjednoczone. Specjalistyczna literatura szczegółowo opisuje powody zainteresowania USA przyciąganiem zagranicznego, niekontrolowanego kapitału i zachowaniem poufności właścicieli takiego kapitału. Kiedy kancelaria UglandHouse na Kajmanach stała się znanym zgrupowaniem „offshore’nych” firm, a budynek kancelarii, w którym zarejestrowano ponad 12 tysięcy korporacji, przyciągnął uwagę Senatu USA, Barack Obama, będąc jeszcze senatorem, powiedział, że jest to: „największy budynek na świecie lub największe oszustwo podatkowe w historii”. Odpowiedział mu Anthony Travers, prezes Cayman Islands Financial Services Authority, który poradził Obamie, aby przyjrzał się amerykańskiemu stanowi Delaware, ponieważ: „biuro mieszczące się w Wilmington, pod adresem North Orange Street, nr 1209, stanowi lokum dla 217 000 firm”.

Z kolei Chiny wykorzystują kontrolowane przez siebie terytorium offshore Hongkongu w celu ekspansji gospodarczej na rynki zagraniczne. Hongkong ma ponad 40 umów w sprawie wymiany informacji podatkowej i unikania podwójnego opodatkowania z takimi terytoriami offshore jak Jersey, Makau, Mauritius, Luksemburg. Hongkong jest rodzajem „bazy przeładunkowej” do wymiany kapitału między Chinami a resztą świata. Potwierdzeniem szerokiego wykorzystywania przez chińskie firmy jurysdykcji offshore w ramach swojej strategii ekspansji jest prawie 12-krotny wzrost (w latach 2004–2010) wolumenu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w spółkach offshore. Większość największych firm korzysta ze spółek offshore. Działalność ta realizowana jest w ramach państwowych programów inwestycji zagranicznych. Jednocześnie utrzymuje się kontrolę walutową nad przepływem kapitału i nie ma jeszcze planów jej liberalizacji.

Japońskie prawo uznaje offshore za bazę operacyjną do obsługi sieci zagranicznych klientów, emisji papierów wartościowych, zakupu aktywów, fuzji i przejęć, organizacji outsourcingu, a także operacji wymiany walut za granicą. Odpływ kapitału przez spółki offshore jest uważany za nieunikniony, a nawet konieczny aspekt globalizacji japońskiej przedsiębiorczości, ponieważ przeniesienie produkcji i sprzedaży za granicę stymuluje rozwój nowych technologii i pracy nad tworzeniem nowych zasobów eksportowych. Stąd specyfika japońskich regulacji dotyczących offshore: kierować przepływ kapitału za granicę, nie dopuszczając do swobodnego przepływu potoków finansowych ze stref offshore do Japonii.

Wpływ offshore’ów na gospodarkę Rosji

Rosyjska gospodarka ma „offshore’ny” charakter. Wśród głównych powodów, dla których rosyjski biznes przenosi się za granicę, eksperci wymieniają m.in.: zły klimat inwestycyjny, niedoskonałe ustawodawstwo, zły system sądowy, słabe bezpieczeństwo mienia, słabo rozwinięty rynek akcji i ogólnie złe warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Rosji. Według rosyjskich ekspertów w związku z wyprowadzaniem pieniędzy do spółek offshore rosyjski budżet traci rocznie od 30 do 50 miliardów dolarów z tytułu nieopłaconych podatków. Twierdzą oni, że pieniądze te są Rosji niezbędne na modernizację gospodarki i radzą państwu, aby aktywnie przeciwdziałało wyciekowi kapitału. Od początku lat 90. zamożni Rosjanie wyprowadzili za granicę 75% dochodu narodowego kraju. Według analityków z amerykańskiego Narodowego Biura Badań Gospodarczych za granicą Rosjanie przechowują ponad bilion dolarów (około 60 bilionów rubli). Rosyjscy analitycy oceniają aktywa zagraniczne zamożnych mieszkańców Federacji Rosyjskiej podobnie – na kwotę od 800 miliardów do biliona dolarów[5].

Według Borisa Kheifetsa, głównego specjalisty w Instytucie Ekonomii Rosyjskiej Akademii Nauk, w jurysdykcjach offshore lub ściśle z nimi powiązanych zarejestrowano od 70 do 90% wszystkich dużych rosyjskich firm. Tak ukształtowany układ właścicielski rosyjskiej gospodarki, poza obecnymi problemami związanymi z uchylaniem się od opodatkowania, może stwarzać również problemy w przyszłości. Kheifets przyznaje, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy przeniesienie spółki do jurysdykcji offshore jest dobre, czy złe. „To nie przypadek, że do takich ‘spokojnych portów’ ‘dobijają’ nie tylko rosyjskie firmy. Takie jurysdykcje mają trzy główne zalety – wyjątkowo preferencyjny system podatkowy, korzystne warunki prowadzenia działalności, a także utajnienie informacji dotyczących ostatecznych beneficjentów, czyli właścicieli firm” – wyjaśnia ekspert.

Większość krajów rozwiniętych i kontrolowane przez nie organizacje międzynarodowe[6] stosują podwójne standardy w odniesieniu do terytoriów offshore. Za pomocą mechanizmów offshore kraje rozwinięte, przede wszystkim USA i Wielka Brytania, dokonują ekspansji gospodarczej, w tym właśnie do Rosji. Po pierwsze jest to eksport kapitału kontrolującego krajowy, rosyjski przemysł i bazę surowcową. Po drugie stwarzane są sprzyjające warunki do ucieczki rosyjskiego kapitału za granicę i reinwestowania go z powrotem w Rosji, ale już pod znaczną kontrolą tych państw. Zagraniczne firmy działające w Rosji i osiągające zyski z eksploatacji rosyjskich zasobów surowcowych, infrastruktury, siły roboczej obywateli Rosji z rzadkimi wyjątkami mają równe szanse, niezależnie od tego, czy są to firmy zagraniczne, czy rosyjskie. Tymczasem kraje rozwinięte nie stwarzają u siebie tak komfortowych warunków dla kapitału zagranicznego. Od niepamiętnych czasów w handlu międzynarodowym istnieje praktyka ochrony rynku krajowego przed towarami zagranicznymi. Nałożenie ceł na towary importowane chroni krajowych producentów podobnych towarów, stymuluje produkcję krajową i uzupełnia budżet państwa.

Według zwolenników tzw. deofszoryzacji w Rosji w zasadzie nie ma ochrony przed zagraniczną ekspansją gospodarczą. „Offshore’ny” charakter rosyjskiej gospodarki oznacza zatem zależność rosyjskiego przemysłu od zagranicznych właścicieli, zarządców, wierzycieli[7]. Zdaniem tych samych ekspertów w Rosji „skala tej zależności przekracza wszelkie rozsądne granice i zagraża bezpieczeństwu państwa, zwłaszcza w czasach kryzysu[8]”. Twierdzą oni, że w rosyjskiej gospodarce firmy inne niż rosyjskie mają znaczącą przewagę konkurencyjną w porównaniu do rosyjskich. Z tego powodu większość rodzimych firm jest zmuszona zintegrować się z biznesem międzynarodowym i stać się w taki czy inny sposób nierosyjskimi, aby utrzymać swoją konkurencyjność na rynku. Tak więc w rzeczywistości prowadzenie interesów poprzez offshore to legalny sposób na uczynienie firmy konkurencyjną na rosyjskim rynku (poprzez obniżenie podatków i przeniesienie firmy poza jurysdykcję rodzimego państwa).

W Rosji kraje, które nie cieszą się zaufaniem władz, wpisywane są na tzw. czarną listę, uzupełnianą/korygowaną co roku. Krajami tymi, mówiąc najprościej, są właśnie terytoria offshore, chociaż oczywiście nie wszystkie. W 2018 r. na oficjalnej liście rosyjskiego ministerstwa finansów znalazło się 109 takich terytoriów. Wśród nich były takie kraje jak: Bahamy, Belize, Dominika, Liechtenstein, Malediwy, Monako. Jeśli jakaś rosyjska firma prowadzi interesy z kontrahentami z takich terytoriów, to musi liczyć się ze wzmożoną uwagą organów nadzorczych. Trzeba jednak zaznaczyć, że organy te nie mają łatwego zadania. Część wyprowadzanych z Rosji dużych kwot pieniędzy trafia najpierw do Wielkiej Brytanii lub Holandii, które nie są de jure offshore’ami, na konta zarejestrowanych w nich firm będących jedynie „przekaźnikami” tych kwot do „rajów podatkowych”.

Dlaczego firmy offshore są tak popularne w Rosji?

Chociaż w rzeczywistości firmy offshore są aktywnie używane na całym świecie, to w Rosji stały się zjawiskiem masowym. Dlaczego? Wspomniano już o tym wyżej, ale warto przyjrzeć się tym przyczynom bliżej:

  • po pierwsze system podatkowy w Rosji jest według powszechnej opinii niedoskonały;
  • po drugie większość prywatnej działalności biznesowej w Rosji nadal realizowana jest w tzw. cieniu. Dlatego działalność prowadzona z pozycji offshore’ów jest znacznie łatwiejsza i bezpieczniejsza, niż gdyby była prowadzona pod nadzorem rosyjskich organów podatkowych;
  • po trzecie zarejestrowanie spółki w strefie offshore eliminuje z jej działalności „czysto rosyjskie ryzyko”, kiedy np. ktoś z jakichś przyczyn decyduje się „upaństwowić” twój biznes, kupić go za 100 rubli lub po prostu go „wycisnąć”. Rosyjskim organom podatkowym znacznie łatwiej jest się dobrać do środków na kontach Sberbanku niż do środków finansowych zgromadzonych w offshore’ach.

Z czego wynika upodobanie rosyjskich przedsiębiorców do offshore’ów? Charakterystyczną cechą centrów lub stref offshore jest to, że pieniądze rosyjskich przedsiębiorców i osób prywatnych nie leżą tam bezczynnie, ale „pracują”. Najczęściej inwestuje się je w wysoce rentowne branże. W Europie jest to zakup i odsprzedaż nieruchomości. Na przykład w Wielkiej Brytanii oszacowano, że co piąta transakcja nieruchomościami jest realizowana przez Rosjan. Wartość nieruchomości zakupionych przez Rosjan w Wielkiej Brytanii oszacowano na 880 milionów funtów. Na Cyprze Rosjanie inwestują w prywatyzację przedsiębiorstw państwowych i w Cypryjski Park Naukowo-Technologiczny.

Wspomniany wcześniej Kheifets twierdzi, że już w pierwszej dekadzie lat dwutysięcznych milionerzy z Rosji posiadali w strefach offshore do 38% wszystkich swoich aktywów. Dla Unii Europejskiej odsetek ten wynosi 20%, a dla Stanów Zjednoczonych 2%. Sytuacja ta ma oczywiście swoje uzasadnienie. W Rosji trudno jest prowadzić działalność biznesową, a według Banku Światowego kraj ten znajduje się na odległym miejscu, jeżeli chodzi o warunki sprzyjające prowadzeniu działalności gospodarczej (dopiero w tym roku wszedł do pierwszej setki, na 95 miejsce). Natomiast ukrywanie w strefach offshore informacji o prawdziwych właścicielach firm eksperci tłumaczą tym, że pomaga to rzekomo uniknąć nieuzasadnionych konfiskat ze strony władz podatkowych. Jednocześnie jednak pozostaje faktem, że transakcje offshore są znacznie łatwiejsze do uzgodnienia między firmami – można zarejestrować prawie dowolne umowy, które nie są regulowane tak surowymi ograniczeniami, jak w Rosji. Dlatego też transakcje zagraniczne offshore są często realizowane nawet przez duże firmy z udziałem Skarbu Państwa.

Jednak miłość rosyjskiego biznesu do stref offshore związana jest przede wszystkim z unikaniem opłat podatkowych. Według szacunków ekspertów rosyjskie korporacje unikają od 2/5 do 4/5 realnych opłat podatków. Częstym sposobem wykorzystania offshore jest również sprzedaż tanich produktów do zagranicznych spółek zależnych, a następnie odsprzedaż tych produktów po normalnej cenie na rynku światowym. Jest to tak zwana cena transferowa. Często offshore stanowią również schronienie dla nielegalnych dochodów, w tym dla dochodów skorumpowanych rosyjskich urzędników państwowych. Poniżej przedstawiamy kilka typowych schematów wykorzystania stref offshore przez rosyjskich milionerów.

Schemat nr 1: Eksport. W tym schemacie spółka offshore jest pośrednikiem między producentem z Rosji a zagranicznym nabywcą towarów.

Schemat nr 2: Zaangażowanie agentów. Zaletą tego schematu jest to, że z zewnątrz wygląda jak zwykła międzynarodowa transakcja, która nie jest związana z offshore. Ta opcja jest odpowiednia dla tych, którzy nie chcą „świecić” nazwą swojej spółki offshore. W tym wypadku rosyjski właściciel spółki offshore chcący zawrzeć umowę np. kupna z inną rosyjską firmą, która nie chce afiszować się współpracą z firmą offshore, podpisuje umowę z firmą z Wielkiej Brytanii, która działa jako agent, pobierając niewielką opłatę za pośrednictwo, zwykle 5-6%.

Schemat nr 3: Karta płatnicza powiązana z rachunkiem w offshore. Ten schemat pozwala wypłacać pieniądze z kont za pomocą połączonej z rachunkiem karty. Karta, jak i konto mogą być anonimowe, a nawet, jeśli karta nie jest anonimowa, dane właściciela nie są nikomu przekazywane. Znaczenie tego schematu polega na tym, że przekazujesz pieniądze otrzymane od kontrahentów ze swojego konta na kartę i używasz ich do celów osobistych w dowolnym mieście na świecie (z reguły karty międzynarodowe).

Schemat nr 4: Budownictwo. W tym schemacie zarówno zagraniczna, jak i rosyjska firma często należą do tej samej osoby. Zamiast podpisywania umowy przez rosyjską firmę bezpośrednio z klientem wprowadza się łącze pośrednie – spółkę offshore, która zbiera zyski i nie płaci od niej podatków.

Schemat 5: Usługi. Pieniądze wypłacane są pod pozorem zapłaty za jakąś usługę i przelewane na konto w offshore na podstawie umowy o świadczeniu usług. W praktyce bardzo trudno jest zweryfikować, czy umowa rzeczywiście została zrealizowana.

Jak rosyjski biznes wybiera strefy offshore?

Każda strefa offshore charakteryzuje się swoimi własnymi warunkami inwestycyjno-finansowymi. Nie można kategorycznie stwierdzić, która ze stref oferuje lepsze lub gorsze warunki. Wiele zależy od celów ekonomicznych danej firmy. Jeśli firma chce całkowicie uniknąć podatków, zwykle wybiera klasyczne jurysdykcje offshore. Jeśli obroty firmy nie są zbyt duże, a najważniejsze jest, aby chronić jej aktywa, korzystniejszy jest wybór tzw. semi-offshore’ów – krajów z częściowo offshorne’ym ustawodawstwem. Należy do nich m.in. Cypr. Począwszy od 2017 r. Cypr stał się najpopularniejszą strefą offshore wśród Rosjan. Wysłano tam 30% bezpośrednich inwestycji rosyjskich. Tylko w ubiegłym (2018) roku inwestycje rosyjskie wyniosły tam (wg РАНХиГС[9]) ponad 15 miliardów dolarów. W ciągu 9 miesięcy 2019 r. Rosję opuściło 20,7 miliarda dolarów w formie inwestycji bezpośrednich. Najwięcej pieniędzy przepłynęło na Cypr (prawie 1/3 wszystkich inwestycji), na Brytyjskie Wyspy Dziewicze, do Holandii i Luksemburga. Co więcej, te same kraje przodują wśród głównych inwestorów w Rosji. Jednak według Alexandra Bulatova, szefa Departamentu Gospodarki Światowej MGIMO, nie więcej niż połowa środków wycofanych z kraju wraca do Rosji.

Najbardziej popularne w Rosji są strefy offshore położone na wyspach. Wynika to z powszechnej opinii panującej wśród Rosjan, że na gospodarkę wysp, ze względu na ich oddalenie od stałego lądu, nie mają większego wpływu kryzysy ekonomiczne i polityczne. Ale jeśli plany finansowe firmy lub osoby nie dotyczą jedynie przechowywania środków na kontach, ale wiążą się z ich późniejszym wycofaniem i wykorzystaniem, to lokowanie środków w strefach offshore położonych na wyspach nie jest najlepszym rozwiązaniem. Cały handel odbywa się na kontynencie i nie ma sensu rejestrować firmy na drugim końcu świata i wpłacać tam pieniądze, aby później prowadzić działalność na lądzie.

Dla firm preferujących szybkość rozliczeń finansowych ważne jest uwzględnienie strefy czasowej, w której znajduje się terytorium offshore. Dla tego typu firm jako świetną opcję rosyjscy doradcy finansowi proponują Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Różnica w stosunku do Moskwy wynosi minus 7 godzin. Pieniądze, które wysyłane są z Moskwy o 10:00 rano, trafiają na określone konto bankowe na Wyspach Dziewiczych około 07:00 rano tego samego dnia. O godzinie 09:00, kiedy banki się otwierają, można już korzystać z funduszy.

Jeśli jednak firma ma zamiar prowadzić działalność w Rosji, Wyspy Dziewicze nie będą spełniały swojej roli. W takim przypadku doradcy zalecają rosyjskim biznesmenom strefę offshore w kraju, z którym Federacja Rosyjska zawarła umowę dotyczącą unikania podwójnego opodatkowania. Takie umowy zostały podpisane w szczególności z Cyprem i Singapurem. Oznacza to, że jeśli firma jest zarejestrowana na Cyprze i prowadzi działalność gospodarczą (osiąga zysk) w Rosji, to będzie musiała zapłacić podatek tylko raz – do budżetu Cypru. W takim przypadku biznesmen nie musi płacić podatków w Rosji.

Jak regulowana jest działalność spółek offshore na świecie i w Rosji?

Spółki offshore od dawna są częścią globalnego systemu gospodarczego. Przy właściwym ich zastosowaniu stają się skutecznym narzędziem do minimalizacji kosztów i ochrony firmy. Działając nielegalnie, jej właściciel może podlegać poważnym sankcjom organów regulacyjnych. Zaletą jest to, że biznesmen decydujący się na tego typu formę aktywności ma dogodne warunki do prowadzenia działalności gospodarczej, a informacje o jego firmie i jej beneficjentach są pod niezawodną ochroną. Warto jednak mieć świadomość, że posiadając spółkę offshore, można spotkać się z obniżonym poziomem zaufania ze strony kontrahentów. Firmy państwowe i banki mogą bojkotować taką spółkę.

Oczywiście spółek offshore nie można demonizować. Wpływowe kraje świata walczą nie tyle z nimi, co z pozbawionymi skrupułów biznesmenami i politykami, którzy ukrywają swoje nielegalne zarobki. Obecnie tworzone są solidne podstawy prawne, aby rozwiązać problem kryminalizacji offshore’ów. Być może w przyszłości termin ten utraci swoje pejoratywne znaczenie.

Na świecie istnieje kilka dużych programów służących do identyfikacji firm przestępczych i ich oszustw finansowych w offshore’ach. Na przykład Interpol utrzymuje kontakt z bankami światowymi i monitoruje szczególnie duże transakcje. Ta sama organizacja bada przestępstwa gospodarcze na skalę globalną. Ponadto działalność stref offshore jest monitorowana przez Grupę Zadaniową ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF)[10]. Grupa ta walczy z praniem dochodów pochodzących z działalności przestępczej i finansowaniem terroryzmu realizowanych m.in. za pośrednictwem spółek offshore. Z kolei Organizacja Rozwoju i Współpracy Gospodarczej (OECD), która została utworzona w celu koordynowania polityk gospodarczych różnych krajów, kontroluje również systemy podatkowe stref offshore i monitoruje stanowienie prawa w tym obszarze. Powstało również wiele innych instytucji i organizacji, które regulują i monitorują działalność stref offshore. Należą do nich:

  • Organizacja krajów UE w celu zwalczania przestępczości handlowej,
  • Międzynarodowa Organizacja Kontroli Obrotu Papierami Wartościowymi,
  • Business Security Service w Międzynarodowej Izbie Handlowej,
  • Międzynarodowe Stowarzyszenie Śledczych do Zwalczania Fałszowania Dokumentów Kredytowych,
  • Międzynarodowe Stowarzyszenie Profesjonalnych Urzędników ds. Bezpieczeństwa Bankowości,
  • Grupa Offshore ds. Kontroli Bankowej.

Jeśli chodzi o Rosję, to na kwestie regulacyjne mają z pewnością wpływ sprzeczne opinie na temat samej istoty spółek offshore. Wielu polityków uważa, że za granicą przechowywane są wyłącznie środki przestępcze, a zjawisko takie jak spółki offshore należy wyeliminować. Inni zalecają jedynie walkę z oszustami i nalegają, aby sumiennych biznesmenów pozostawić w spokoju.

W 2014 r. Rosja ratyfikowała Konwencję o Wzajemnej Pomocy Administracyjnej w Sprawach Podatkowych[11]. Strony Konwencji, których jest obecnie ponad 70, zapewniają sobie wzajemną pomoc administracyjną poprzez wymianę informacji, w tym jednoczesną kontrolę podatkową i udział w jednoczesnej kontroli podatkowej za granicą, pomoc w egzekucji, w tym działania zabezpieczające oraz dostarczanie dokumentów.

W tym samym roku w Rosji przyjęto ustawę o Zagranicznych Spółkach Kontrolowanych (CFC), którą rosyjski biznes nazwał anty-offshore’ową. Najważniejszą konkluzją wynikającą z tej ustawy jest to, że osoby posiadające zagraniczne spółki lub udziały w nich są zobowiązane do zgłoszenia tego faktu służbom podatkowym. W lipcu 2017 r. rosyjskie przepisy regulujące inwestycje zagraniczne zostały zmodyfikowane poprzez dwa zestawy alternatyw. Pierwszy zestaw odnosi się do ograniczeń dotyczących „spółek offshore” przy inwestowaniu w rosyjskie spółki strategiczne i uczestniczeniu w prywatyzacji rosyjskich aktywów państwowych. Drugi zestaw zmian rozszerzył stosowanie ustawy „o inwestycjach zagranicznych” na niektóre podmioty rosyjskie, co oznacza, że Rządowa Komisja Kontroli Inwestycji Zagranicznych będzie miała szerszą kontrolę nad inwestycjami dokonywanymi w „spółkach strategicznych”.

Inną istotną kwestią związaną z uczestnictwem rosyjskiego kapitału w offshore’ach jest problem specyficznej, rosyjskiej, pierwotnej akumulacji kapitału[12], jaka miała miejsce po rozpadzie ZSRR. Według ekonomisty Thomasa Piketty w Rosji około 1% obywateli posiada obecnie 48% dochodu narodowego. Prawdziwym problemem jest to, że pieniądze te znajdują się w posiadaniu starzejących się oligarchów, którzy zamierzają przekazać je rodzinom, doprowadzając do największego jak dotąd w tym kraju transferu aktywów z jednego pokolenia na drugie. Jednak w związku z sankcjami nakładanymi na rosyjski kapitał ludzie Ci zauważają, że pieniądze te mogą stać się faktycznie łupem Zachodu. Dylemat, przed którym stanęli, dotyczy fundamentalnego pytania: czy w walce o zakumulowane bogactwo następnego pokolenia zwycięży Władimir Putin i sprowadzi je z powrotem do Rosji, czy też jego finalnym dysponentem nadal pozostanie Zachód?

Niepostrzeżenie dla nich samych rosyjskie firmy z kapitałem za granicą stają się coraz bardziej uwikłane w zmagania o te ogromne aktywa. Zwiększony ruch i przemieszczanie się rosyjskiego kapitału za granicą zaobserwowano szczególnie w 2018 r. po znanych wydarzeniach w brytyjskim Salisbury[13] i poważnych sankcjach nałożonych na Rosję, głównie przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. W obliczu tych sankcji zamożni obywatele Rosji przetrzymujący swoje pieniądze za granicą w USA, Wielkiej Brytanii i innych krajach zachodnich starali się znaleźć nowe, bezpieczne miejsca dla ulokowania swojego bogactwa i dla swoich zagranicznych firm. Banki w krajach takich jak Cypr i Malta zgłaszały w tym czasie ogromny wzrost zakładania nowych rachunków, a niektóre z nich nawet tymczasowo zamrażały możliwość otwierania nowych rachunków z powodu ogromnej ilości chętnych.

Rosyjskie sposoby na repatriację kapitału. Rosyjskie offshore

„Rosyjskie offshore”. Moskwa, spodziewając się takiego rozwoju wydarzeń, przyjęła ustawodawstwo ustanawiające „zagraniczne centra finansowe” (swego rodzaju „rosyjskie offshore”), które będą traktować rosyjskie pieniądze tak, jakby były one ulokowane za granicą i nie będą nakładać na nie dodatkowych podatków. Latem 2018 r. głównie w celu wspierania firm objętych sankcjami utworzono dwie rosyjskie strefy offshore, tzw. Specjalne Regiony Administracyjne – SRA (ros. специальные административные районы – САР) na wyspie Russkiy w Primorye[14] i wyspie Oktyabrsky w Obwodzie Kaliningradzkim.

Rezydentami rosyjskich spółek offshore mogą zostać tylko spółki zarejestrowane za granicą. Aby to zrobić, muszą zainwestować w Rosji co najmniej 50 milionów rubli w ciągu sześciu miesięcy od rejestracji. W zamian firmom obiecuje się niskie stawki podatkowe i łagodne kontrole. Firmy, które przeprowadziły się do Rosji, mogą ukryć informacje o swoich beneficjentach (tylko firma zarządzająca, organy regulacyjne i sądy otrzymają dane), nie płacić podatku dochodowego od sprzedaży aktywów, a także podatku od dywidend od spółek zależnych. Jeśli sama firma wypłaci dywidendy, jej beneficjent zapłaci od nich 5% podatku, jeśli jest spółką i 13%, jeśli jest osobą fizyczną.

Do kwietnia 2019 r. przez dziewięć miesięcy tylko trzy firmy zarejestrowały się w rosyjskich spółkach offshore, a kolejne 10 złożyło wnioski. Eksperci wyjaśniają tak niewielką liczbę wnioskodawców złożonością przeprowadzki do Rosji i ograniczoną listą krajów, z których można przenieść działalność do rosyjskich stref offshore. Lista obejmuje tylko te kraje, które są członkami grupy FATF (Grupy Zadaniowej ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy). Dlatego, aby przyciągnąć biznes, Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego Rosji postanowiło rozszerzyć listę jurysdykcji, z których firma może zostać przeniesiona do SRA. Obecnie lista ta została rozszerzona o Brytyjskie Wyspy Dziewicze (BVI), Saint Kitts i Nevis, Kajmany i inne kraje będące członkami Karaibskiej Grupy Rozwoju ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy pieniądze (CFATF).

Rosyjskie władze liczą na to, że przeprowadzka rosyjskiego kapitału z zagranicznych stref offshore znacznie przyspieszy ze względu na nowe wymagania dotyczące konieczności realnej obecności firm w tych strefach[15]. Od 2019 r. wiele stref offshore popularnych wśród rosyjskiego biznesu (w tym BVI, Bermudy, Kajmany i Seszele) zaczęło wprowadzać prawa wymagające od firm prowadzenia rzeczywistej działalności na ich terytoriach. W 2019 r. firmy muszą albo otworzyć w takiej strefie pełnoprawne biuro, albo przenieść się z tego offshore (ew. mogą przedstawić dowód zapłaty podatków w innej przejrzystej jurysdykcji).

Trzeba jednak uczciwie dodać, że ze ściągnięciem pieniędzy do SRA w Rosji ściśle wiąże się problem zaufania. W ciągu ostatnich trzech dziesięcioleci wiele pieniędzy opuściło Rosję. Nie wszystkie legalnie. Poza tym stosunek bogatych Rosjan do władz na Kremlu jest różny. Część z nich nie jest w dobrych stosunkach z tymi władzami lub im nie ufa. Każda z tych sytuacji ogranicza opcję zwrotu kapitału do rosyjskich stref offshore.

Amnestia kapitałowa. Stąd kolejny pomysł na tzw. amnestię kapitału, która ma być czynnikiem stymulującym powrót rosyjskiego kapitału do kraju. Amnestia kapitału trwa w Rosji od 2015 r. i przebiega w kilku etapach. Pierwszy etap amnestii kapitałowej w Rosji miał miejsce w punkcie zwrotnym dla spółek zagranicznych, którym był 2015 r., kiedy do leksykonu rosyjskiego biznesu wszedł akronim CFC (Zagraniczna Spółka Kontrolowana)[16]. Amnestia kapitału dała szansę cywilizowanemu wejściu w erę CFC, a połączone działanie przepisów CFC i amnestii kapitałowej można porównać do polityki marchewki i kija. Dodatkową zachętą były zasady tzw. bezcłowej likwidacji spółek zagranicznych. Według rosyjskiego ministerstwa finansów podczas pierwszej fali zebrano ponad 7 000 deklaracji zagranicznych aktywów Rosjan, co było jednak znacznie niższe niż oczekiwania Federalnej Służby Podatkowej.

W tym czasie świat jeszcze nie znał akronimu CRS[17] (wspólny standard wymiany informacji podatkowych) i prawdopodobnie z tego powodu wielu spodziewało się, że nikt nigdy nie dowie się o nadużyciach podatkowych. Dlatego też nie było powodu, aby mówić o nich dobrowolnie. Od początku ery CRS w Rosji ryzyko wykrycia przestępstw finansowych wielokrotnie wzrosło, stąd druga fala amnestii przyniosła znacznie lepsze efekty. W rezultacie w okresie od 1 marca 2018 r. do 28 lutego 2019 r. złożono 11 714 deklaracji. Według tego samego ministerstwa finansów zadeklarowana kwota wyniosła ponad 10 miliardów euro. Tak więc drugi etap amnestii był względnie udany.

Główną niewiadomą zgłaszających było zawsze to, czy Federalnej Służbie Podatkowej uda się zapewnić poufność przechowywania otrzymanych informacji. W tym sensie pierwsza amnestia była wersją próbną w celu uzyskania gwarancji poufności od państwa. Podczas drugiej kampanii poziom zaufania był wyraźnie wyższy.

18 kwietnia Duma Państwowa przyjęła pakiet ustaw w sprawie wprowadzenia trzeciego etapu amnestii kapitałowej, która przedłuża kampanię do 1 marca 2020 r. Zachowane zostały wszystkie gwarancje ważne podczas drugiego etapu dobrowolnej deklaracji zagranicznych rachunków i aktywów: zwolnienie z podatków, odpowiedzialności administracyjnej i karnej (zgodnie z niektórymi klauzulami ekonomicznymi) odpowiedzialności za naruszenie przepisów podatkowych i walutowych. Aktywa, które uczestnicy trzeciego etapu amnestii kapitałowej zwrócą z zagranicy, muszą być zarejestrowane w rosyjskich offshore’ach – specjalnych obszarach administracyjnych (ATS) na wyspie Russky lub wyspie Oktyabrsky. Dla rezydentów tych stref obowiązywać będą preferencyjne stawki podatkowe. Warunki „rozszerzonej” amnestii sugerują, że ci, którzy są gotowi przenieść pieniądze i aktywa do Rosji (czego nie było wcześniej), będą mogli z nich w dalszym ciągu korzystać. Po amnestii środki mogą zostać ponownie wypłacone na legalne zagraniczne konta netto. Zachętą dla podatników do zwrotu środków do Federacji Rosyjskiej w nowym pakiecie jest zwolnienie z podatku dochodowego osób fizycznych, od dochodów z zysków Zagranicznych Firm Kontrolowanych (CFC) w 2019 r., jeśli osoby te nie były rezydentami Federacji Rosyjskiej w 2018 r.

Suwerenne euroobligacje. Rosyjskie ministerstwo finansów twierdzi, że ma duże zapotrzebowanie na proponowane przez nie suwerenne euroobligacje, które mogłyby pomóc zamożnym Rosjanom w repatriacji ich aktywów. Nie wiadomo jaki wpływ proponowane euroobligacje będą miały rzeczywiście na miliardy dolarów przetrzymywane przez obywateli rosyjskich za granicą. Gdyby jednak Moskwa była w stanie wykazać, że może skutecznie i z pożytkiem dla inwestorów operować strefami offshore pod Kaliningradem i Władywostokiem, to ewentualny boom w tych strefach mógłby stać się niezamierzonym bodźcem również dla wykupu euroobligacji. Tym bardziej że niektóre banki amerykańskie już teraz odmawiają obsługi rachunków dolarowych rosyjskich obywateli za granicą. Oznacza to, że Rosjanie posiadający dolary na depozycie za granicą, zwłaszcza w USA, mogą nagle stwierdzić, że nie mają możliwości ich podjęcia, przeniesienia ani uzyskania do nich dostępu. Jeżeli podobne kroki podjąłby Londyn, sytuacja dla wielu rosyjskich oligarchów mogłaby stać się bardzo kłopotliwa. Jak już wspomniano wyżej, szacuje się, że w rosyjskich rękach znajduje się 10% wszystkich nieruchomości w Londynie o wartości ponad 1 miliarda dolarów.

Wykorzystano m.in.:

  1. N. Shaxson, Treasure Islands: Tax Havens and the Men who Stole the World (2011)
  2. Валерия Верхорубова, Офшор – что это такое, самые популярные офшорные зоны мира
  3. Деофшоризация российской экономики. Пути и меры, http://sysanalys.ru/publikacii/ deofshorizacia
  4. A. Abdulmenov, S. Kaufmann, Russia amends foreign investments regulations, https://www.dlapiper.com/en/russia/insights/publications/2017/08/russia-amends-foreign-investments-regulations/
  5. Ch. Devonshire-Ellis, Russian Offshore Capital is Seeking New Homes after Sanctions. Where is it Heading?, https://www.russia-briefing.com/news/russian-offshore-capital-seeking-new-homes-sanctions-heading.html/
  6. Е. Кукол, Офшор на паях, Российская газета – Федеральный выпуск № 259(5338)
  7. Чистый ввоз/вывоз капитала частным сектором, https://rg.ru/2010/11/17/ofshor.html
  8. Чиновники задумались, как привлечь компании в российские офшоры, https://www.klerk.ru/buh/news/485195/

Autor: radca prawny Robert Nogacki, płk. rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] N. Shaxson, Treasure Islands: Tax Havens and the Men who Stole the World (2011) – książka poświęcona tajnej roli banków działających w strefach offshore i rajach podatkowych oraz ich wpływowi na światową gospodarkę. Nicholas Shaxson jest analitykiem politycznym i korespondentem Royal Institute of International Affairs.

[2] FTSE 100 (skrót z ang. Financial Times Stock Exchange, potocznie footsie) – indeks akcji spółek giełdowych notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Londynie (London Stock Exchange). Indeks obejmuje 100 największych spółek spełniających wiele wymagań dotyczących płynności, kapitalizacji itp.

[3] N. Shaxson, Treasure Islands: Tax Havens and the Men who Stole the World (2011).

[4] Ibidem.

[5] Валерия Верхорубова, Офшор – что это такое, самые популярные офшорные зоны мира.

[6] FATF, którego głównym celem jest walka z praniem tzw. brudnych pieniędzy, przez długi czas nie klasyfikował dochodów pochodzących z uchylania się od podatków jako dochodów pochodzących z przestępstw. Dopiero w lutym 2012 r. FATF przyjęła zalecenia, które pozwalają pranie dochodów z niezapłaconych podatków traktować jako przestępstwo.

[7] Деофшоризация российской экономики. Пути и меры, http://sysanalys.ru/publikacii/deofshorizacia.

[8] Ibidem.

[9] РАНХиГС (Росси́йская акаде́мия наро́дного хозя́йства и госуда́рственной слу́жбы) – Rosyjska Akademia Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej pod przewodnictwem Federacji Rosyjskiej (Akademia Prezydencka) – rosyjska uczelnia wyższa specjalizująca się w szkoleniu specjalistów ds. społeczno-ekonomicznych i humanitarnych, a także w szkoleniu i przekwalifikowywaniu specjalistów najwyższego szczebla kierowniczego.

[10] FATF (ang. Financial Action Task Force, franc. GAFI) – Grupa Specjalna ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy jest międzyrządowym ciałem powołanym do życia w 1989 r. podczas szczytu G7 w Paryżu. Grupa składa się z 35 członków: 33 państw i 2 regionalnych organizacji. Obserwatorami FATF są m.in. Indie, Bank Światowy oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Siedzibą organizacji jest Paryż.

[11] Konwencja o wzajemnej pomocy administracyjnej w sprawach podatkowych sporządzona w Strasburgu dnia 25 stycznia 1988 r. (PDF 1,36 MB) zmieniona protokołem sporządzonym 27 maja 2010 r.

[12] Akumulacja pierwotna kapitału – akumulacja kapitału, zjawisko charakteryzujące procesy ekonomiczne zachodzące w Europie od XVI w. do I połowy XIX w. Pierwszy raz tego terminu użył szkocki ekonomista Adam Smith. Opierając się na głoszonej przez siebie doktrynie, zjawisko zanalizował Karl Marx w Kapitale (1867–1883). Według niego jest to historyczny proces oddzielania wytwórcy od środków wytwarzania. Tu: związane z przejmowaniem państwowych środków produkcji i zasobów surowcowych przez niewielką grupę oligarchów w początkach funkcjonowania FR.

Akumulacja pierwotna odbywała się drogą przymusu pozaekonomicznego. Marks uznał za istotę akumulacji pierwotnej pojawienie się ludzi pozbawionych środków produkcji i powstanie dostatecznych kapitałów, które mogły być obrócone w cele pozakonsumpcyjne.

[13] Wydarzenia w Salisbury – chodzi o próbę zamachu na byłego oficera GRU S. Skripala i jego córkę w brytyjskim mieście Salisbury i związane z tym sankcje dyplomatyczne i ekonomiczne.

[14] Приморье (Приморский край) – Kraj Nadmorski, jednostka administracyjna Federacji Rosyjskiej w Dalekowschodnim Okręgu Federalnym ze stolicą we Władywostoku.

[15] Pod presją UE popularne strefy offshore są zobowiązane ustanowić dla swoich rezydentów podatkowych wymagania prawne dotyczące otwierania biur i zatrudniania pracowników na ich terytorium.

Firmy będące rezydentami podatkowymi w tak popularnych jurysdykcjach morskich jak Kajmany, Bermudy, Wyspa Man, Guernsey i Jersey będą musiały od końca 2019 r. otwierać tam fizycznie biura i zatrudniać pracowników tych biur. Wg Petera Tarna z międzynarodowej kancelarii prawnej Harneys „jest to najbardziej znaczące zagrożenie dla istnienia branży offshore”, od końca lat 90.

[16] CFC – Zagraniczna Spółka Kontrolowana (ang. Controlled Foreign Company) to spółka zagraniczna, której pewna część udziałów należy do rezydentów podatkowych danego kraju. Jest to konstrukcja prawna stosowana przez organy podatkowe różnych krajów i opisuje podmiot prawny działający w jednym kraju (jurysdykcja), ale będący własnością lub kontrolowany przez rezydentów podatkowych innego kraju (jurysdykcja). Przepisy dotyczące CFC wprowadzono w celu zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania przy pomocy na przykład spółek offshore ustanowionych w jurysdykcjach o minimalnym opodatkowaniu. Posiadanie udziału w zagranicznej osobie prawnej nie jest nielegalne, ale wiele rządów wymaga deklarowania takich udziałów i płacenia podatków. Przepisy dotyczące CFC (w połączeniu z umową o unikaniu podwójnego opodatkowania lub jurysdykcją wolną od podatku) czasami oznaczają, że firma jest opodatkowana tylko w jednej jurysdykcji.

[17] CRS (ang. Common Reporting Standard – System Automatycznej Wymiany Informacji) – opracowany przez OECD globalny standard do automatycznej wymiany informacji finansowej w celach podatkowych.

Ceny w online rosną, żeby spaść i wywołać efekt „Black Friday” – pokazuje analiza

Black Friday jest dla konsumentów na całym świecie swoistą obietnicą, że poszukiwany towar dostaną w wyjątkowo atrakcyjnej, najniższej możliwej cenie. Analiza ITMAGINATION pokazuje jednak, że ceny w polskich sklepach online tego dnia niekoniecznie są najniższe. Ich wysokość spada i rośnie w tygodniach przed Black Friday, aby znów spaść tego dnia. ITMAGINATION przeprowadziło analizę zmian cen kosmetyków, perfum, elektroniki oraz sprzętu RTV i AGD w popularnych polskich sklepach internetowych, wykorzystując technologię big data i data mining. Okazało się przykładowo, że ceny AGD tuż przed Black Friday we wszystkich analizowanych sklepach były wyższe, niż na początku listopada.

Analiza ITMAGINATION objęła zmiany cen w sklepach internetowych dla najbardziej popularnych podczas promocji kategorii produktów: kosmetyków, perfum, elektroniki oraz sprzętu RTV i AGD. Specjaliści wzięli pod lupę 10 sklepów internetowych wiodących w kategorii kosmetyków oraz 10 sklepów internetowych, które cieszą się popularnością wśród konsumentów kupujących elektronikę oraz sprzęt RTV i AGD. W analizie nie były uwzględniane najtańsze produkty, czyli te warte poniżej 30 zł, aby nie zaburzały obrazu zmian cen.

– Zebrane przez nas dane pokazują, że w wielu sklepach ceny z początku listopada rosły, aby następnie spadać. Jednak bezpośrednio przed Black Friday znów miały tendencję wzrostową. Jeśli więc konsument jest zainteresowany konkretnym produktem, aby mieć pewność, że korzysta z faktycznej okazji, powinien śledzić ceny tego produktu z wyprzedzeniem. To da mu odpowiednie porównanie. Może się okazać, że promocje świąteczne będą lepszym momentem na zakup tego towaru. Dodatkowo widzimy, że konsumenci powinni szukać największych okazji w średnich i dużych sklepach internetowych. Małe sklepy, ze względu na dużo mniejszą marżowość, nie są w stanie znacząco obniżać ceny – mówi Piotr Towarek, Head of Data w ITMAGINATION. – Co warto odnotować, wyniki naszej analizy wskazują, że sklepy internetowe podnoszą ceny w weekendy w większości kategorii. Prawdopodobnie chodzi o to, aby wykorzystać brak alternatywy zakupowej i rosnące przyzwyczajenie konsumentów do korzystania z e-sklepów w niedziele niehandlowe – dodaje Piotr Towarek.

Kosmetyki i perfumy

Jak pokazuje badanie danych przeprowadzone przez ITMAGINATION, ceny na kosmetyki w analizowanych sklepach stopniowo spadały od 12 do 24 listopada (czyli ostatniej niedzieli przed Black Friday). Natomiast po tym dniu poszły w górę. Z danych również wynika, że w sklepach specjalizujących się w sprzedaży kosmetyków (takich jak Sephora.pl, Douglas.pl czy Notino.pl), amplituda wahań cen przed i po 24 listopada wyniosła około 10 proc.

W przypadku perfum wahania cen są jeszcze bardziej widoczne. Do 9 listopada ceny spadły o 10 proc. następnie niestety wzrosły o 15 proc., natomiast od 13 listopada zaczęły znowu spadać. Trwało to aż do piątku, 16 listopada. Od tego dnia ceny perfum znowu poszły w górę. W badanych sklepach kosmetycznych skoki cen wahały się na poziomie 5-7 proc.

Elektronika

Wyniki analizy pokazują, że ceny popularnych w tej kategorii towarów, czyli laptopów i komputerów, rosną o około 2-3 proc. Średni ich wzrost wynosi 18 proc., a w każdym z badanych sklepów waha się od 5 proc. do 26 proc. Co ciekawe, ceny kolejnego popularnego w e-commerce towaru, czyli telefonów komórkowych, ku zdziwieniu stale spadały. Średni ich spadek wyniósł aż 33 proc.

Od 22 do 25 listopada w górę poszły ceny smartwatchy – po czym zaczęły spadać. Średnia zmiana ceny tego towaru wyniosła 9 proc. Jednak najbardziej jego cena inteligentnych zegarków spadła m.in. w MediaExpert.pl – o 25 proc.

RTV i AGD

W środę 13 listopada ceny sprzętu AGD skoczyły w badanych sklepach internetowych gwałtownie w górę, a następnie zaczęły stopniowo spadać. Jednak od 27 listopada ceny znów wzrosły. Średnia różnica cen na koniec miesiąca wyniosła 0,5 proc. Co istotne, tuż przed „Black Friday” ceny towarów AGD we wszystkich analizowanych sklepach były wyższe niż na początku listopada. Jeśli chodzi o telewizory, to po początkowych zniżkach (o około 8 proc.), ceny stopniowo rosły. Na koniec listopada średnia amplituda cen telewizorów w ciągu całego miesiąca wyniosła 2 proc. Najbardziej ceny spadły w Mediamarkt.pl i Redcoon.pl.

– Nasza analiza powstała dzięki zastosowaniu technik analizy i penetracji danych z użyciem narzędzi analitycznych oraz Power BI do wizualizacji danych. W ramach swoich działań wykorzystaliśmy szeroko rozumiane Business Intelligence, data mining oraz metody eksploracji danych. Pozwoliły one nam znaleźć i przeanalizować dane, które wykazują dynamikę zmian w kontekście cen produktów, a następnie wyodrębnienie grup produktowych, w których dynamika ta jest największa – wyjaśnia Ewa Kryczka, Data Team Leader w ITMAGINATION.

Analizowanie przez ITMAGINAITON pod kątem zmian cen serwisy z kosmetykami to: Allegro.pl, Douglas.pl, Drogerienatura.pl, Mediamarkt.pl, Notino.pl, Oleole.pl i Sephora.pl. W kategorii elektronika i sprzęt RTV / AGD analizie poddano: Allegro.pl, Avans.pl, Komputronik.pl, MediaExpert.pl, Mediamarkt.pl, Neonet.pl, Oleole.pl, Redcoon.pl, X-kom.pl.

Jakie są uboczne koszty zamiany mieszkań?

Zamiana mieszkań to dość skomplikowana transakcja. Sprawdzamy, jak wysokie mogą być jej dodatkowe koszty (związane np. z podatkami i taksą notarialną).

Osoba zamierzająca pozbyć się aktualnego mieszkania, zwykle oczekuje w zamian tylko ustalonej sumy pieniędzy. Część takich środków może zostać wykorzystana do spłaty kredytu mieszkaniowego. Niekiedy mamy jednak do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Chodzi o zamianę jednego lokalu na inne mieszkanie. Zamiana mieszkań to rozwiązanie, które może rozważać na przykład starsza osoba ponosząca spore koszty utrzymania dużego lokalu. Jeżeli taki sprzedawca znajdzie interesujące go lokum, a właściciel mniejszego mieszkania uzna aktualne „M” seniora za dobry wybór, to można zawrzeć umowę zamiany. Taka umowa zawierana w formie aktu notarialnego pozwala na szybkie (jednoczesne) załatwienie kwestii związanej ze sprzedażą i zakupem lokum. Warto pamiętać, że zamiana mieszkań podobnie jak sprzedaż lokalu, wiąże się z pewnymi kosztami transakcyjnymi. Postanowiliśmy sprawdzić, jaką wysokość mogą mieć takie koszty.

Taksa notarialna dotyczy również zamiany mieszkań …

Artykuł 158 kodeksu cywilnego wskazuje, że każda umowa przenosząca własność nieruchomości powinna zostać zawarta w formie aktu notarialnego. Właśnie dlatego strony zawierające umowę zamiany mieszkań, niestety nie unikną kosztów związanych z taksą (wynagrodzeniem notariusza). Na całe szczęście, takie koszty można negocjować z notariuszami i wybrać ofertę, która będzie najbardziej atrakcyjna cenowo. Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 czerwca 2004 r. w sprawie maksymalnych stawek taksy notarialnej (Dz.U. 2004 nr 148 poz. 1564) określa jedynie górne limity taksy związanej m.in. z zamianą mieszkań. Zgodnie ze wspomnianym rozporządzeniem, maksymalne wynagrodzenie dla notariusza za przygotowanie aktu dotyczącego zamiany mieszkań wynosi:

  • wartość droższego mieszkania od 30 000 zł do 60 000 zł = (710 zł + 1,00% od nadwyżki powyżej 30 000 zł) + 23,00% VAT
  • wartość droższego mieszkania od 60 000 zł do 1 000 000 zł = (1010 zł + 0,40% od nadwyżki powyżej 60 000 zł) + 23,00% VAT
  • wartość droższego mieszkania od 1 000 000 zł do 2 000 000 zł = (4770 zł + 0,20% od nadwyżki powyżej 1 000 000 zł) + 23,00% VAT

Leszek Markiewicz zwraca uwagę, że w przypadku samej sprzedaży lokalu mieszkalnego (bez zamiany), taksa notarialna naliczana od wartości jednego „M” wynosi połowę powyższych stawek. Można zatem stwierdzić, że zamiana mieszkań skutkuje podwojeniem maksymalnego wynagrodzenia dla notariusza. Na całe szczęście, strony umowy dotyczącej zamiany lokali zwykle dzielą ponoszone koszty notarialne „po połowie”.

Warto podkreślić, że notariusz pobierze również wynagrodzenie za sporządzenie odpisów aktu notarialnego. „Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 czerwca 2004 r. mówi, że maksymalna stawka za każdą rozpoczętą stronę odpisu (min. 25 wierszy) wynosi 6,00 zł. Do tej kwoty również trzeba dodać 23,00% podatku VAT” – informuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Strony umowy nie unikną dwuprocentowego podatku

Koszty notarialne niestety nie będą jedynym dodatkowym obciążeniem dla stron umowy, które interesuje zamiana mieszkań. Taka umowa zawierana przez dwie osoby fizyczne, praktycznie zawsze przewiduje zamianę używanych lokali. Właśnie dlatego notariusz będzie musiał naliczyć i odprowadzić podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC). „Warto wiedzieć, że zamiana mieszkań skutkuje zastosowaniem standardowej stawki takiej daniny dotyczącej nieruchomości (2,00%)” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Co ważne, w przypadku zamiany lokali podstawą do naliczenia dwuprocentowej stawki PCC jest różnica wartości rynkowej mieszkań. To stanowi sporą preferencję podatkową w stosunku do sprzedaży używanego mieszkania. Nabywca takiego lokalu musi bowiem uiścić podatek PCC (2,00%) naliczony przez notariusza od całej wartości „M”. Kolejna różnica wynika z faktu, że przy umowie zamiany mieszkań obowiązek zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych obciąża obydwie strony transakcji (zobacz art. 4 punkt 2 ustawy z dnia 9 września 2000 r. o podatku od czynności cywilnoprawnych – Dz.U. 2000 Nr 86 poz. 959). „Zamiana mieszkań powoduje solidarną odpowiedzialność podatkową stron umowy (tzn. każda osoba odpowiada za należny podatek do jego pełnej wysokości)” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Trzeba podkreślić, że zamiana mieszkań nie wyklucza ewentualnych obowiązków wobec fiskusa związanych z podatkiem PIT. Osoba sprzedająca (zamieniająca) lokal przed upływem pięcioletniego terminu od jego nabycia, będzie musiała liczyć się z koniecznością zapłacenia podatku dochodowego o stawce 19% (o ile nie skorzysta z ulgi mieszkaniowej). „Warto pamiętać, że termin wynoszący 5 lat jest naliczany dopiero od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie zamienianej nieruchomości” – przypomina Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Opłaty sądowe stanowią dodatkowy koszt zamiany „M”

W kontekście ubocznych kosztów, jakie pociąga za sobą zamiana mieszkań, nie można również zapominać o opłatach sądowych. Na całe szczęście, takie opłaty będą generowały o wiele mniejszy koszt niż na przykład taksa notarialna lub podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC). Mowa o sądowych opłatach za wpis nowego prawa własności do księgi wieczystej (2 x 200 zł). Podział kosztów sądowych (2 x 200 zł) „po połowie” wydaje się najbardziej sprawiedliwym rozwiązaniem. Koszty sądowe będą większe, jeżeli zamiana mieszkań wiąże się z równoczesnym przeniesieniem hipoteki na drugi lokal. „Takie sytuacje są jednak dość rzadkie w praktyce, bo bank musi zgodzić się na zamianę mieszkania zabezpieczającego spłatę kredytu” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, NieruchomosciSzybko.pl

Nie potrafimy ograniczyć zużycia energii, czy to początek końca?

EIA – agencja powołana przez rząd USA, zatrudniająca czołowych ekspertów od środowiska i energii, opublikowała właśnie swój najnowszy raport International Energy Outlook 2019 z prognozami sięgającymi aż do 2050 roku. Wnioski są więcej niż niepokojące – zużycie energii zwiększy się niemal o połowę, co oznacza powstanie jeszcze większego długu środowiskowego. Niestety emisja CO2 wciąż będzie wzrastała pomimo mniejszej ilości szkodliwych gazów  w atmosferze. Co możemy zrobić by powstrzymać ten proces?

Raport przygotowany przez EIA przedstawia prognozy dla sektora energetycznego do 2050 roku, jednocześnie uwzględniając podział na kraje z grupy OECD zrzeszającej 36 wysoko rozwiniętych i demokratycznych państw oraz państwa spoza tej grupy – W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej kwestie ochrony środowiska wypełniają coraz większą część dyskusji publicznej, bo zwiększona emisja CO2 niesie ze sobą ogromne konsekwencje klimatyczne. Smog, efekt cieplarniany, podniesienie poziomu wód czy niedożywienie – to nie są wyłącznie wirtualne problemy, podnoszone przez ekologów, a globalny problem, nad którego rozwiązaniem pochylają się wspólnie władze państwowe, przedstawiciele biznesu, jak i autorytety ze świata nauki. – zauważa Wojciech Stramski, CEO Deep Change Ventures, funduszu inwestującego w startupy, które rozwijają technologie mogące pomóc w rozwiązaniu globalnych problemów.

Świat dwóch prędkości

Głównej przyczyny wzrostu zużycia energii upatruje się w dynamicznym rozwoju azjatyckich tygrysów, czyli państw, takich jak Chiny czy Indie, które nie są zaliczane do OECD. Szacuje się, że zapotrzebowanie na energię w tej grupie wzrośnie średnio o niemal 70% między 2018 a 2050 r. Skąd tak wysoka wartość prognozy? – Szybki rozwój gospodarczy tych krajów wynika przede wszystkim z możliwości produkcyjnych, jakie oferują. To spowodowało, że powstała konieczność dostarczenia jeszcze większej ilości energii – by zasilić fabryki, centra logistyczne i rozwój infrastruktury transportowej oraz biznesowej. Jednocześnie poprawie uległy warunki życia, co przyczyniło się do „boomu” demograficznego – liczba ludności w tych regionach rośnie błyskawicznie. Więcej produkowanej energii to rosnąca emisja szkodliwych gazów do atmosfery, głównie dwutlenku węgla, który dla ludzi jest trujący – tłumaczy Marcin Kotarski, Product Manager, Ogrzewanie płaszczyznowe i systemy rurowe, Purmo Group – Jak pokazuje analiza opracowana na zlecenie krajów zrzeszonych w ramach OECD, w Polsce na jednego mieszkańca przypada 7.6 tony emitowanego CO2, gdzie średnia europejska wynosi 6.2. Chińska Republika Ludowa wypracowała wynik na poziomie 6.6, a Indie 1.1. Wielkość ta może być myląca, ponieważ wartość całkowita rozkłada się na większą ilość obywateli – dodaje ekspert.

Dlatego w raporcie EiA to Chiny i Indie klasyfikowane są jako dwa regiony głównie odpowiedzialne za wzrost emisji.

W krajach należących do OECD (w tym Polsce), wzrost zużycia energii jest wolniejszy, co wynika z faktu, że populacja zmniejsza się, a rozwój gospodarczy jest o wiele wolniejszy i stabilniejszy. Nie bez znaczenia jest też poprawa efektywności energetycznej i mniejszy wzrost w energochłonnych gałęziach przemysłu. – Taki podział może być zgubny, gdyż daje poczucie powstania dwóch obozów: my i oni. To sztuczne różnicowanie na tych trochę lepszych i trochę gorszych nie ma najmniejszego sensu, ponieważ koniec końców wszyscy oddychamy tym samym powietrzem. Degradacja środowiska w krajach słabiej rozwiniętych nie ogranicza się wyłącznie do ich granic terytorialnych, a wpływa na cały globalny ekosystem. – kwituje Wojciech Stramski. Efekt? W przeciwieństwie do państw niezrzeszonych z OECD, kraje działające w ramach tej instytucji w latach prognozy, tj. 2018-2050, wykażą zaledwie 15% wzrost zużycia energii.

Szybki wzrost liczby ludności i dostęp do dużych zasobów krajowych są ważnymi czynnikami determinującymi popyt na energię w Afryce i na Bliskim Wschodzie, gdzie jak szacują specjaliści z EIA, zużycie energii wzrośnie odpowiednio o około 110% i 55%, między 2018 a 2050 r. Według danych Światowego Forum Ekonomicznego w aglomeracjach mieszka ponad połowa ludzkości, która generuje 80% światowego PKB i aż 70% gazów cieplarnianych. Jak zauważa ekspert z Deep Change Ventures, najszybciej rosną miasta w Afryce i Azji. – Metropolie azjatyckie i afrykańskie potrzebują coraz więcej energii do rozwoju. Dlaczego? Ponieważ właśnie w tych regionach powstaje przemysł, który produkuje dla Europy i Ameryki. Zmiany, które będą zbawienne dla globu, muszą nastąpić nie tylko tam, ale też i u nas. To nasz konsumpcjonizm i potrzeba posiadania ciągłego dostępu do nowszej generacji tańszych produktów wymusza produkowanie w sposób niezrównoważony w krajach odległych od nas. W Europie jesteśmy energooszczędni, pora wyeksportować nasze działania na inne kontynenty. W przeciwnym przypadku będziemy się oszukiwać – kończy Stramski.

Państwa europejskie spoza OECD mają najmniejszy przewidywany wzrost zużycia energii (11%). Niebagatelne znaczenie ma tu sytuacja Rosji, gdzie liczba ludności maleje. Stosunkowo niski wzrost jest również wynikiem rosnącej efektywności energetycznej, która została osiągnięta poprzez modernizację starej infrastruktury, bardziej wydajnymi rozwiązaniami.

Budynek pełen dobrej energii

Jak pokazują analizy, to domy jednorodzinne są w największym stopniu odpowiedzialne za przekroczenie stężenia szkodliwych substancji w powietrzu. Dla przykładu, za przekroczenie stężenia pyłu PM10 w 88%, PM2,5 w 87%. – mówi Wojciech Stramski i radzi – Rzecz w tym by działania na rzecz czystego powietrza nie wiązały się z równoczesnym wzrostem kosztów ogrzewania. Pomocy można poszukać w technologii, która staje się coraz bardziej popularna i na każdą kieszeń. Ekspert z Deep Change Ventures nawiązuje do technologii opartej na IoT, która w najbliższym czasie może odcisnąć swoje piętno na eko-budownictwie. Wszystko dzięki rozwiązaniom optymalizującym zużycie energii, które przynoszą realne oszczędności dla portfela, jak i korzyści dla środowiska. – Systemy grzewcze stają się coraz bardziej efektywne i pomagają zmniejszyć ilość zużywanej energii. Takie rozwiązania, jak smart home, pozwalają na optymalizację działania np. ogrzewania podłogowego w domu poprzez zdalne sterowanie czy aktywne dostosowanie do warunków temperaturowych. Jak podaje firma badawcza Strategy Analytics, już w tym roku na rynek trafi ponad 880 mln urządzeń, a łączna wartość sektora wyniesie 100 mld USD. – twierdzi Marcin Kotarski z Purmo Group.

Specjaliści z EIA szacują, że energia zużywana w budynkach, w tym w budownictwie mieszkaniowym i komercyjnym, będzie powiększać się o 1,3% rocznie w analizowanym okresie. Udział sektora budynków w światowym zużyciu dostarczanej energii wzrośnie z około 20% w 2018 r. do 22% w 2050 r.]

GPW Benchmark administratorem indeksów giełdowych

  • Od 1 grudnia 2019 r. GPW Benchmark będzie pełnić funkcję administratora indeksów giełdowych z Głównego Rynku GPW, NewConnect oraz rynku TBSP, w tym m.in.: WIG20, mWIG40 oraz sWIG80, a od 1 stycznia 2020 r. także indeksów WIG-ESG oraz CEEplus
  • Przejęcie administrowania indeksami jest związane z dostosowaniem do wymogów Rozporządzenia PE i RE (UE) ws. wskaźników referencyjnych (tzw. BMR)

Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) wpisał spółkę GPW Benchmark do rejestru administratorów i wskaźników referencyjnych. W wyniku tej zmiany od 1 grudnia 2019 r. GPW Benchmark, spółka zależna GPW, będzie administratorem indeksów giełdowych z Głównego Rynku GPW, NewConnect oraz Treasury BondSpot Poland (TBSP), a od 1 stycznia 2020 r. także indeksów WIG-ESG oraz CEEplus.

Przeniesienie funkcji administratora indeksów giełdowych z GPW do naszej spółki zależnej GPW Benchmark to czynność techniczna, wynikająca z nowych regulacji europejskich. Konstrukcja indeksów giełdowych oraz metoda ich kalkulacji pozostają bez zmian, tak więc ta migracja procesów nie będzie miała żadnego wpływu na inwestorów giełdowych oraz na innych użytkowników tych indeksów. Należy podkreślić, że procesy administrowania i kalkulacji indeksów będą realizowane nadal w Grupie Kapitałowej GPW, przy zapewnieniu najwyższych standardów – mówi Piotr Borowski, członek zarządu GPW.

Przejęcie roli administratora indeksów przez GPW Benchmark ma związek z koniecznością dostosowania się do przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 z 8 czerwca 2016 r. w sprawie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne w instrumentach finansowych i umowach finansowych lub do pomiaru wyników funduszy inwestycyjnych (tzw. BMR). Proces dostosowania wiąże się z zapewnieniem odpowiednich ram zarządzania kalkulacją indeksów, zgodnych z wymogami rozporządzenia.

Dostosowanie do wymogów BMR pozwoli na optymalizację procesów związanych z  zarządzaniem indeksami, zapewniając ich wysoką jakość, nadzór nad metodą kalkulacji oraz przejrzystość i dostępność danych dla inwestorów.

– Wraz z udzieleniem zezwolenia na pełnienie funkcji administratora wskaźników referencyjnych rynku kapitałowego przez Komisję Nadzoru Finansowego i wpisaniem do rejestru ESMA rozpoczyna się nowy etap w działalności GPW Benchmark jako centrum kompetencyjnego w zakresie indeksów. Wniosek na pełnienie funkcji administratora stawek referencyjnych WIBID i WIBOR złożymy w ciągu najbliższych dni. Te wskaźniki będą objęte odrębnym postępowaniem administracyjnym – mówi Zbigniew Minda, Prezes GPW Benchmark.

Indeksy giełdowe będą wyznaczane zgodnie z obecną metodologią i zasadami przyjętymi przez administratora GPW Benchmark oraz publikowane na: www.gpwbenchmark.pl w pełnym zakresie dotyczącym: aktualnych notowań, komunikatów indeksowych, uchwał dot. indeksów i statystyk. Na stronach www.gpw.pl, www.newconnect.pl oraz www.bondspot.pl pozostanie wizualizacja indeksów w postaci wykresów na stronie głównej. Szczegółowe informacje dotyczące indeksów będą dostępne w serwisie internetowym GPW Benchmark.

Informacje o wartości indeksów giełdowych będą dystrybuowane do odbiorców danych rynkowych przez GPW na dotychczasowych zasadach.

Betacom podsumowuje pierwsze półrocze 2019 roku

Giełdowy Betacom, specjalizujący się w tworzeniu oraz wdrażaniu rozwiązań technologicznych, opublikował raport za I półrocze 2019 roku. W tym okresie Spółka kontynuowała realizację strategii rozwoju na lata 2017-2020, która zakłada rozwój działalności w oparciu o cztery linie biznesowe (Hybrydowe IT, Smart Workplace, Edukację i Logistykę) oraz zwiększenie przychodów z wysokomarżowych kanałów.

Opublikowana w 2017 roku strategia rozwoju Betacom zakłada wzrost udziału przychodów z tytułu wdrożeń rozwiązań własnych, projektów realizowanych w modelu abonamentowym oraz projektów zagranicznych. Zgodnie ze strategią każdy z wymienionych źródeł przychodów powinien do końca marca stanowić po 20 procent udziału w łącznej ich strukturze.  W ramach strategii Spółka dokonała podziału prowadzonej działalności na cztery linie biznesowe: Hybrydowe IT (działalność prowadzona od początku istnienia Spółki), Logistykę, Edukację oraz Smart Workplace (nowe linie biznesowe).

– Minione półrocze było bardzo efektywne z perspektywy wdrażania projektów z nowych linii biznesowych, wpisujących się jednocześnie w KPI naszej strategii. Bardzo intensywnie zwiększamy sprzedaż usług własnych w obszarze Hybrydowego IT. Pozyskujemy także nowe kontrakty w ramach Smart Workplace oraz Logistyki. Równie dynamicznie rozwijamy działalność linii biznesowej Edukacja. Prowadzimy negocjacje z potencjalnymi kontrahentami, dotychczas z sukcesem wypracowaliśmy kilka projektów, a ich efekt będzie widoczny w wynikach kolejnych dwóch kwartałów. Niemniej, najważniejszą inicjatywą sprzedażową realizowaną w pierwszym półroczu roku finansowego w obszarze edukacji, są negocjacje umowy dystrybucyjnej z partnerem technologicznym oraz dostawcą usług edukacyjnych w Niemczech, Austrii i Szwajcarii – komentuje Bartłomiej Antczak, Prezes Zarządu Betacom S.A.

Celem Spółki jest maksymalizacja wyników operacyjnych uzyskiwanych w nowych liniach biznesowych. Zgodnie z danymi finansowymi za 2018 rok przychody z tytułu linii biznesowych – Logistyka, Edukacja oraz Smart Workplace – odpowiadały za 10 procent przychodów ze sprzedaży oraz aż za 50 procent zysku operacyjnego. Zdaniem Zarządu wpływ nowych linii biznesowych na wzrost marży operacyjnej w roku obrotowym 2019 będzie jeszcze większy, a w średnim terminie będą głównym czynnikiem wzrostu wyników.

– W drugim półroczu naszym priorytetem jest dalsza realizacja strategii, która przełoży się na wzrost wyników, zwiększenie dywersyfikacji działalności oraz w konsekwencji wzrost wartości dla akcjonariuszy. Będzie to okres prac nad zleceniami, których rozpoczęcie zostało przesunięte z różnych przyczyn z pierwszego półrocza. Zgodnie z naszymi założeniami, wyniki finansowe za 2019 rok powinny odzwierciedlać realizację strategii na lata 2017-2020 oraz być wyższe niż w roku ubiegłym  – dodaje Bartłomiej Antczak, Prezes Zarządu Betacom S.A.

Zgodnie z opublikowanym raportem okresowym za I półrocze 2019 roku Grupa Kapitałowa Betacom odnotowała w tym okresie 49,1 mln zł przychodów ze sprzedaży, zysk EBITDA na poziomie 158 tys. zł oraz wynik netto na poziomie -634 tys. zł.

Sprzedaż w sieci Sfinksa przekroczyła 147 mln zł

Restauracje sieci Sfinks Polska wypracowały po trzech kwartałach 2019 r. przychody ze sprzedaży gastronomicznej w wysokości 147,01 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 5% r/r. Pozytywna dynamika dotyczy wszystkich najważniejszych marek w portfolio Sfinksa, w tym sieci Sphinx, Chłopskie Jadło i Fabryka Pizzy. Przychody jednostkowe wyniosły na koniec okresu 119,60 mln zł wobec 129,57 mln zł rok wcześniej, co było skutkiem m.in. przekształcenia części lokali własnych we franczyzowe i wyłączenia ich z bezpośredniego wpływu na sprzedaż samej spółki. Po trzecim kwartale Sfinks Polska zanotowała także jednostkowy wynik netto na poziomie -13,62 mln zł (wobec -2,30 mln zł sprzed roku) oraz EBITDA w wysokości 27,32 mln  zł (wobec 8,77 mln zł sprzed roku). Na wyniki spółki za trzy kwartały br. w największym stopniu przełożyły się m.in. nowe przepisy rachunkowe (MSSF 16 i MSSF 9), odpisy na majątek i należności oraz różnice kursowe.

W okresie trzech kwartałów 2019 r. portfolio Sfinksa powiększyło się o 12 restauracji. Na mapie zasięgu gastronomicznego operatora pojawiły się dwie nowe restauracje Sphinx, cztery dodatkowe Fabryki Pizzy oraz trzy Piwiarnie Warki. W tym roku spółka przejęła także trzy lokale pod marką Meta i Meta Disco. Trwają prace nad uruchomieniem kolejnych lokali, głównie franczyzowych. Na przełomie roku  nowe restauracje mają pojawić się w Nowym Sączu i Starogardzie Gdańskim.

– Nasze koncepty to atrakcyjne, rozpoznawalne marki specjalizujące się w najpopularniejszych rodzajach kuchni, cieszą się więc dużym zainteresowaniem potencjalnych franczyzobiorców. Obecnie powstają też Sphinx i Fabryka Pizzy w Krośnie, których otwarcie planowane jest na I kwartał 2020 r.  W podobnym okresie mają także ruszyć nowe restauracje Sphinx w Ostrołęce i Inowrocławiu – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Popularność i atrakcyjność konceptów należących do Sfinksa potwierdzają również przychody ze sprzedaży gastronomicznej ogółem (+5,1% r/r) oraz w ramach głównych marek Sphinx (+2,1% r/r), Chłopskie Jadło (+12,4% r/r) i Fabryka Pizzy (+183% r/r). Z kolei analizę przychodów w ujęciu jednostkowym i skonsolidowanym należy oceniać przez pryzmat zmian w strukturze sieci.

– Część restauracji własnych, których sprzedaż była wcześniej uwzględniana w wynikach  jednostkowych, została przekształcona na franczyzę, stąd zmiana przychodów ze sprzedaży spółki rok do roku. Z kolei na dalsze pozycje w rachunku wyników oraz na bilans miało zastosowanie nowych standardów rachunkowości – MSSF 16 i MSSF 9, co znacznie zaburzyło obraz in plus lub in minus w zależności od kategorii. Jednocześnie warto zauważyć, że mimo mniejszych obrotów rentowność sprzedaży brutto restauracji należących do spółki wzrosła rok do roku, również po oczyszczeniu z wpływu MSSF – z 14% do 14,7% – mówi prezes Sfinksa.

Sfinks Polska rozwija także sprzedaż w kanale delivery i ta działalność ma coraz większy, pozytywny wpływ na przychody. Na koniec trzeciego kwartału br. spółka oferowała usługę już z 70 punktów w kraju. Co ważne, Sfinks stopniowo rozszerza geograficzną dostępność oferty, wychodząc poza zasięg stacjonarnych restauracji danej marki i realizując zamówienia z innych swoich lokali. W ten sposób zasięg oferty Chłopskiego Jadła powiększył się w trzecim kwartale o 15 dodatkowych punktów, choć sama sieć fizycznie liczy 12 restauracji. Podobnie jest w przypadku Fabryki Pizzy, której przybyły w minionym kwartale dwie dodatkowe lokalizacje z ofertą delivery, niepokrywające się z lokalizacją sieci stacjonarnej tej marki. Sprzedaż w delivery jest prowadzona poprzez własny portal Sfinksa – SmacznieiSzybko.pl oraz przez najpopularniejsze zewnętrzne platformy do składania zamówień online. W tym roku grono partnerów Sfinksa powiększyło się o Uber Eats i Wolt.

W ujęciu skonsolidowanym na koniec trzeciego kwartału 2019 r. grupa Sfinks Polska osiągnęła przychody o wartości 127,27 mln zł (wobec 134,48 mln zł rok wcześniej), EBIT na poziomie -3,86 mln zł (wobec 0,53 mln zł) oraz wynik netto na poziomie -14,56 mln zł (wobec -3,24 mln zł). EBITDA grupy po trzecim kwartale 2019 r. to 27,12 mln zł (przy 8,77 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego).

Przerwa w działalności instalacji OZE kosztuje więcej niż naprawa awarii

  • Straty wynikające z przestoju w funkcjonowaniu instalacji mogą kilkukrotnie przewyższać koszt likwidacji szkód z tytułu nieprzewidzianych zdarzeń.
  • Ubezpieczenie utraconego zysku to koszt zaledwie ok. 1 promila od sumy ubezpieczenia.
  • Wybierając zakres ubezpieczenia, trzeba pamiętać o zabezpieczeniu całej infrastruktury oraz odpowiedzialności cywilnej.

Liczba instalacji OZE funkcjonujących w Polsce nieustannie rośnie, w szczególności w sektorze PV. W ciągu dziewięciu miesięcy tego roku łączna moc instalacji fotowoltaicznych podwoiła się i przekroczyła 1 GW, wynika z danych gromadzonych przez Polskie Sieci Energetyczne. Rosnący potencjał odnawialnych źródeł energii zauważają wszyscy – zarówno właściciele domów, firmy, spółdzielnie mieszkaniowe czy samorządy, którzy chcą zapewnić sobie niezależność energetyczną, jak i przedsiębiorcy nastawieni na komercyjną produkcję energii. Aktywność tych ostatnich wzrasta systematycznie od momentu wprowadzenia nowego systemu wsparcia państwowego dla producentów zielonej energii w postaci corocznych aukcji organizowanych przez Urząd Regulacji Energetyki. Niezależnie jednak od przeznaczenia instalacji, każdą z nich warto odpowiednio ubezpieczyć. Na co zwracać uwagę przy zakupie ubezpieczeń dla inwestycji OZE?

– Każdy inwestor, a w szczególności ten planujący komercyjne wykorzystanie instalacji, powinien pamiętać o czterech obszarach, które powinien zabezpieczyć ubezpieczeniem. Pierwszym są nieprzewidziane zdarzenia związane z prowadzeniem robót montażowo-budowlanych związanych z jej uruchomieniem. Następnie należy zadbać o ubezpieczenie mienia od skutków działania żywiołów i innych nieprzewidzianych zdarzeń. Warto również posiadać polisę OC, która uchroni od roszczeń osób trzecich, jeżeli awaria spowoduje szkody w cudzym majątku lub osobowe. Ostatnim, niezwykle istotnym obszarem, na który powinni zwrócić uwagę przede wszystkim komercyjni wytwórcy energii i uczestnicy aukcji, jest zabezpieczenie strat powstałych w wyniku przestoju spowodowanego szkodą w mieniu – zauważa Patryk Wełnicki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Klientów Strategicznych EIB SA.

Straty z przestoju są wyższe od kosztów naprawy awarii

Ubezpieczając instalację OZE, która ma produkować energię na skalę przemysłową, należy brać pod uwagę wiele czynników. Zazwyczaj przedsiębiorcy dbają o zakup standardowego ubezpieczenia mienia na wypadek działania żywiołów czy nieprzewidzianych zdarzeń. Nie wolno jednak zapominać o tzw. ubezpieczeniu utraty zysku z tytułu przestoju. Jak wynika z doświadczeń firmy brokerskiej EIB, przerwa w działalności w wyniku np. awarii, może spowodować straty kilkukrotnie większe od nakładów potrzebnych na jej naprawę. Co więcej, rosnąca popularność rozwiązań OZE sprawiła, że nawet prosta z pozoru naprawa może spowodować długotrwałe wyłączenie instalacji, ponieważ większość części zamiennych nie jest dostępna „od ręki”. Przykładowo, w wyniku awarii doszło do uszkodzenia silnika jednej z pomp w biogazowni. Zdarzenie to objęte jest ubezpieczeniem, a szkoda jest ewidentna, więc ubezpieczyciel nie przedłuża procesu odszkodowawczego i wypłaca stosowne środki finansowe – kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jednak z powodu braku odpowiedniego elementu zastępczego w polskich magazynach, trzeba go sprowadzić z zagranicy. To trwa kilka tygodni. W tym czasie biogazownia jest nieaktywna. W efekcie straty z tytułu przerwy w działalności wyniosły kilkaset tysięcy złotych, wielokrotnie więcej niż koszt naprawy.

– Tego typu zdarzenia pokazują, jak istotne jest posiadanie ubezpieczenia od strat powstałych w wyniku przerw w działalności spowodowanych szkodą w mieniu. Zwłaszcza że jego cena nie jest wygórowana. Uzupełnienie polisy majątkowej o to ryzyko to koszt ok. 1 promila od sumy ubezpieczenia. Jest to wydatek niewspółmierny do wzrostu jakości ochrony. Przedsiębiorca może bowiem liczyć nie tylko na rekompensatę ewentualnych utraconych zysków, ale ma także zapewnioną wypłatę środków potrzebnych na pokrycie kosztów stałych w czasie przerwy w działalności, jak np. wynagrodzenia pracowników, czy zobowiązania kredytowe – dodaje Patryk Wełnicki z EIB SA.

O czym pamiętać zawierając polisę?

Ubezpieczenie na wypadek przerw w działalności to jednak jeden z kilku newralgicznych elementów ochrony instalacji OZE, o którym warto pamiętać. Przede wszystkim, należy mieć na uwadze, że polisy majątkowe nie uwzględniają w swoim zakresie prac budowlano-montażowych, które narażają inwestora na specyficzne ryzyka, odmienne od codziennej eksploatacji. Dlatego trzeba na czas budowy zawrzeć osobne ubezpieczenie. Tak samo, należy postąpić w przypadku późniejszych modernizacji. Z kolei zawierając polisę ubezpieczenia mienia, które będzie zapewniało ochronę działającej już instalacji, warto objąć nią kompleksowo całą infrastrukturę systemu OZE włącznie z urządzeniami peryferyjnymi. Może bowiem dojść do sytuacji, w której niemożność funkcjonowania instalacji będzie spowodowana awarią elementów zewnętrznych, np. rozdzielni przesyłającej wyprodukowany prąd do sieci.
Osobnym zagadnieniem jest też ubezpieczenie OC. Uszkodzenie lub awaria instalacji może także spowodować starty w mieniu sąsiednim, bądź zranić osobę postronną. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, gdy w trakcie wichury instalacja PV ulokowana na dachu spada na ruchliwą ulicę lub urywa się śmigło wiatraka. Jak zatem widać istnieje wiele ryzyk, o których należy pamiętać, wybierając ubezpieczenie dla systemu OZE.

Źródło: EIB SA.

Nieznaczna poprawa nastrojów w niemieckiej gospodarce

Mijający tydzień nie obfitował w istotne dane makroekonomiczne. Największą uwagę przykuwały wyniki wskaźników wiodących. W przypadku rynków europejskich szczególnie interesujące okazały się być dane dotyczące naszych zachodnich sąsiadów. Indeks nastrojów konsumenckich Gfk w Niemczech wzrósł z miesiąca na miesiąc do 9,7 pkt. To dobry znak, ponieważ wydatki konsumpcyjne mogą złagodzić wpływ spowolnienia gospodarki światowej na gospodarkę niemiecką. Indeks nastrojów biznesowych IFO również uległ nieznacznej poprawie, osiągając w listopadzie poziom 95 pkt. Fakt, iż w obliczu obecnie napiętych nastrojów, wskaźnik ten przestał spadać i zanotował lekki wzrost można uznać za pozytywny sygnał. Dane te wpłynęły więc na poprawę postrzegania bieżącej sytuacji w Niemczech i śmielsze oczekiwania względem przyszłości. Jednak trzeba pamiętać, że wyniki niemieckiej gospodarki wciąż pozostają dalekie od ideału.

W tym tygodniu złoty nadal się osłabiał, a w piątek rano jego kurs względem euro kształtował się na poziomie 4,32 PLN/EUR. Nie pomógł mu nawet niewielki spadek stopy bezrobocia, która wyniosła 5%. Wynik ten nie był jednak zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ubiegłotygodniowe, dobre dane z polskiego rynku pracy. Pod koniec tygodnia kurs eurodolara wynosił natomiast 1,101 EUR/USD.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej analityczki AKCENTY

Wycena przedsiębiorstwa – co wpływa na wartość firmy?

Znajomość wartości firmy jest nieodzownym elementem przeprowadzenia analizy finansowej w przypadku planowania przejęcia innej spółki, sprzedaży, ale także gdy sam właściciel zastanawia się, ile tak naprawdę jest warta jego firma. Menedżerowie walcząc o przetrwanie na mocno konkurencyjnym rynku, starają się wyszukać najistotniejsze czynniki, które wpływają na możliwość wzrostu wartości przedsiębiorstwa oraz ostateczny dodatni wynik finansowy. Sprawdźmy, co wpływa na wartość firmy?

Co decyduje o wartości przedsiębiorstwa?

Wartość firmy zawsze jest oceniana z punktu widzenia właścicieli – to oni zainwestowali kapitał i oczekują zwrotu. W uproszczeniu można określić, że spółka jest tyle warta, ile ktoś jest w stanie za nią zapłacić, czyli ile właściciele otrzymają za posiadane akcje i udziały. Dwa główne aspekty, które bierze się pod uwagę przy wycenie to:

  • posiadane aktywa (skorygowane o zobowiązania pomniejszające ich wartość)
  • zdolność podmiotu do generowania nadwyżek finansowych

Metody wyceny przedsiębiorstwa

Do podstawowych metod wyceny firmy zaliczamy: metody dochodowe, majątkowe, porównawcze oraz mieszane. Korzystając z wybranej metody, stosuje się różne podejścia, zależne od charakteru danej firmy i celu wyceny. Najlepiej zlecić taką wycenę  wykwalifikowanym osobom z doświadczeniem, np. rzeczoznawcy.net.pl, gdzie w ramach usługi otrzymamy dodatkowo analizę branżową i część formalno-prawną. Należy pamiętać, że wycena jest zawsze szacunkiem, bowiem dotyczy przyszłości, a oceniana jest dziś na podstawie prognoz, ale biorąc pod uwagę również dane historyczne.

Czynniki materialne i niematerialne, zewnętrzne i wewnętrzne

Wartość przedsiębiorstwa jest zależna zarówno od elementów materialnych, jak i niematerialnych. Przykładem czynników materialnych są m.in.: stopa wzrostu sprzedaży, marża zysku operacyjnego, koszty kapitału, dźwignia operacyjna i finansowa. Natomiast drugim bardzo ważnym czynnikiem są wartości niematerialne, np. wartość marki, reputacja, wiedza pracowników, lojalność klientów. Zrozumienie istoty czynników niematerialnych jest ważne, aby móc efektywnie zarządzać firmą i prawidłowo łączyć je w celu realizacji przyjętej strategii. Wartość firmy można także badać pod względem czynników związanych oraz niezwiązanych z tradycyjnymi sprawozdaniami finansowymi. Do drugiej grupy zaliczamy czynniki zewnętrzne (na które przedsiębiorstwo ma ograniczony wpływ) oraz wewnętrzne (bezpośrednio związane i dające się kształtować przez przedsiębiorstwo). 

Wycena udziałów w spółce z o.o. 

Zarządzanie spółką z o.o. często wiąże się z podjęciem decyzji jednego ze wspólników o wycofaniu się z niej i chęci sprzedaży swoich udziałów. Wybierane często są dwie opcje: sprzedaż lub darowizna. W celu sprzedaży udziałów jednej ze stron i tym samym zapewnieniu dalszej działalności spółki należy odpowiednio wycenić wartość firmy. Stosowane przez specjalistów metody to najczęściej godziwa wartość rynkowa, wartość sprawiedliwa, wartość inwestycyjna. Temat wyceny udziałów w spółce z o.o. został szerzej opisany w artykule: https://rzeczoznawcy.net.pl/wycena-udzialow-w-spolce-z-o-o/.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 2.12 – 6.12

Wysyp danych w pierwszym tygodniu grudnia może być ostatnią szansą w tym roku, by przebudzić zmienność na rynku walutowym. Albo to, albo nadzwyczajny zwrot akcji w negocjacjach handlowych. Indeksy PMI z Chin, ISM z USA oraz zamówienia w niemieckim przemyśle pozwolą określić jakość aktywności biznesowej w głównych gospodarkach. Posiedzenia banków centralnych Australii, Polski i Kanady raczej nie przyniosą niespodzianek. Zwieńczeniem tygodnia będzie raport z rynku pracy USA.

Przyszły tydzień: ISM/PMI, NFP z USA, RPP, RBA, PKB/sprzedaż detaliczna z Australii, BoC, rynek pracy z Kanady

USA

W USA spodziewane jest dalsze odbicie indeksów ISM (pon, śr) po tąpnięciu do wieloletnich dołków, choć rozczarowania w indeksach regionalnych otwierają drzwi do negatywnych zaskoczeń. Raport z rynku pracy (pt) tradycyjnie stanowi jeden z ważniejszych punktów tygodnia. Mocny przyrost zatrudnienia (prog. 190 tys.) może być odebrany jako skutek zapoczątkowanego luzowania monetarnego, choć odczyt będzie obciążony wpływem powracających po strajku pracowników sektora motoryzacyjnego (ok. 40 tys.) oraz utrudnieniami w dotarciu do pracy przez trudne warunki pogodowe (takie osoby zalicza się do niepracujących). Jest bardziej realne, że przy trudnościach w interpretacji danych, inwestorzy podarują sobie handel dolarem.

Strefa euro

W Eurolandzie indeksy PMI z Hiszpanii i Włoch (pon, śr) dopełnią obrazu stanu największych gospodarek bloku po tym, jak dane z Niemiec i Francji wskazały na poprawę w przemyśle, ale przy pogorszeniu w usługach. Dane cząstkowe sugerują, że kraje z południa mają się gorzej, a zatem EUR nie ma co liczyć na powiew optymizmu z odczytów.
GBP śledzi zmiany w sondażach przedwyborczych i odzwierciedla szanse na samodzielną większość Partii Konserwatywnej. Mimo to prawdopodobnie aż do czasu wyborów 12 grudnia nie wyrwie się z wąskiego pasma wahań, gdyż inwestorzy nie kwapią się teraz stawiać dużych pieniędzy na wypadek zaskoczenia w ostatecznym wyniku wyborów (nie byłby to pierwszy raz).

Polska

W Polsce spodziewamy się odbicia indeksu PMI dla przemysłu (pon) do 46,6 z 45,6 po nadnaturalnym spadku z października. Dalej pozostajemy na pułapie sugerującym problemy sektora i wspierającym prognozy kontynuacji spowolnienia gospodarczego w IV kw. Posiedzenie RPP (wt-śr) raczej nie przyniesie nowych informacji z przedstawieniem argumentów zwolenników obniżek i podwyżek stóp procentowych, których pacyfikuje prezes Glapiński. Złoty ma za sobą burzliwy tydzień pod wpływem presji zewnętrznej i odgrzania ryzyka kredytów frankowych i w takim otoczeniu trudno spodziewać się powrotu EUR/PLN pod 4,30.

Chiny

Odczyty PMI z Chin (pn, śr) mogą mieć istotny wpływ na ogólny sentyment. W prognozach wyceniono skromną poprawę wskaźników dla przemysłu i usług na fali działań wspierających banku centralnego. Bez tego i przy przeciąganej niepewności o postępy w negocjacjach handlowych z USA, możemy otrzymać mieszankę wymazującą optymizm z rynków.

Australia

W Australii RBA (wt) jest zadowolone z przyjętej strategii wait-nad-see i ewentualna debata nad obniżką jest odroczona co najmniej do lutego, by ocenić wpływ dotychczasowych cięć. Dla AUD interesujące mogą być szczegóły komunikatu, gdyż w ostatnim wystąpieniu prezes Lowe zasugerował, że próg dla cięć widzi na 0,25 proc. (tj. 50 pb niżej od obecnego poziomu). Z danych PKB za III kw. (śr) powinno wskazać na przyspieszenie po słabym II kw., choć sprzedaż detaliczna za październik (czw) powinna potwierdzić, że postawa konsumentów wciąż jest niestabilna. Mieszany zestaw, który może wyrwać AUD z marazmu.

W Kandzie oczekujemy, że bank centralny (śr) utrzyma stopę procentową bez zmian. W ostatnim wystąpieniu przed tygodniem prezes BoC Poloz powiedział, że „gospodarka Kanady jest ogólnie w dobrym położeniu” i „mamy prawie idealne warunki monetarne”. To zwiastuje neutralny wydźwięk komunikatu. Ryzyka mogą przeważać po negatywnej stronie, jeśli Poloz uzna, że został odebrany zbyt optymistycznie, a komunikat skupi się na podkreśleniu ostrożności wobec ryzyk zewnętrznych. Raport z rynku pracy (pt) ma potencjał do równania do średniej po rozczarowaniu sprzed miesiąca.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy można wziąć w leasing sprzęt gastronomiczny?

Prowadzenie własnej gastronomii może okazać się dochodowym biznesem na wiele lat. Dobre restauracje i bary zawsze będą oblegane przez klientów, co stanowi pewny zysk i gwarantuje stabilność finansową. Aby to osiągnąć, trzeba najpierw zainwestować w dobre wyposażenie, niezbędne do prowadzenia gastronomii. Czy w tym przypadku można skorzystać z dodatkowych form finansowania takich jak leasing?

Leasing na sprzęt gastronomiczny

Nie da się ukryć, że profesjonalne wyposażenie gastronomiczne to spora inwestycja. Szczególnie wysokie koszty generuje zakup sprzętu od podstaw, gdy dopiero otwierasz swój lokal. Na rynku dostępnych jest wiele form pomocy finansowej, jak na przykład leasing. Mimo że kojarzy się on głównie z finansowaniem samochodu, to leasing udzielany jest także na wyposażenie gastronomii. Nie musisz więc rezygnować z wysokiej jakości sprzętu gastronomicznego na rzecz tańszych urządzeń, gdyż całe wyposażenie możesz wziąć w leasing.

 Gdzie kupić urządzenia gastronomiczne?

Od powodzenia biznesu gastronomicznego w dużej mierze zależy wyposażenie lokalu. Nawet najwybitniejszy szef kuchni nie będzie w stanie należycie wykonać swojej pracy, jeżeli nie będzie miał dostępu do profesjonalnych urządzeń. Wyposażenie gastronomii należy nabyć ze sprawdzonego źródła jak na przykład Technica. Jest to sklep, który specjalizuje się w dostarczaniu wysokiej jakości sprzętu i akcesoriów, niezbędnych w prowadzeniu działalności gastronomicznej.

W jakie urządzenia gastronomiczne zainwestować?

Wyposażając swój lokal musisz się skupić na tym, aby sprzęt gastronomiczny był najwyższej jakości. Szafki, lady czy chłodnie muszą być wykonane ze specjalnych materiałów, odpornych na uszkodzenia mechaniczne i działanie skrajnych temperatur. Takie właściwości posiada tylko profesjonalne wyposażenie dla gastronomii, które różni się od typowych sprzętów wykorzystywanych w domowej kuchni.

Na co zwracać uwagę kupując sprzęt dla gastronomii?

Wybór wyposażenia zależy od charakteru prowadzonej działalności. W niewielkim barze usługi, gdzie wydawane są proste posiłki, nie trzeba inwestować w rozbudowany sprzęt gastronomiczny. Inaczej sprawa wygląda w przypadku dużych informacji, gdzie potrzebne będą pojemne szafy chłodnicze i profesjonalne urządzenia cateringowe. Warto również zwracać uwagę na to, aby sprzęt był jak najbardziej ergonomiczny i funkcjonalny w użytku.

Dodatkowe akcesoria gastronomiczne

Starając się o leasing dla swojej gastronomii, nie musisz jedynie finansować dużego wyposażenia. Możesz również kupić niewielkie akcesoria niezbędne w lokalu, takie jak zestawy garnków, ekspresy do kawy czy zastawę stołową. Warto więc wcześniej się zastanowić, jakiego wyposażenia potrzebujesz, aby ustalić korzystne warunki leasingu.

Jaki sklep z wyposażeniem gastronomicznym wybrać?

Zakupy dla gastronomii należy robić tylko w sprawdzonych punktach sprzedaży, które specjalizują się w dostarczaniu wyposażenia gastronomicznego. Dobrym pomysłem jest skorzystanie z oferty sklepu internetowego, gdyż można tam znaleźć bardziej rozbudowany asortyment niż w stacjonarnych punktach. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na to, aby oferowany sprzęt wyprodukowany był przez sprawdzone marki i był objęty gwarancją.

Jak wybrać najlepszy sprzęt gastronomiczny?

W sklepie z wyposażeniem gastronomicznym pracują osoby z fachową wiedzą na temat urządzeń, dlatego w razie wątpliwości można skonsultować swoje zakupy zaczerpnąć porady. Pracownicy doradzą, który model sprawdzi się w określonym lokalu oraz jak maksymalnie wykorzystać jego funkcjonalności.

Inflacja znów przyspiesza, polski złoty traci

Po przekroczeniu ważnych poziomów na EURPLN złotego osłabiły dodatkowo nieciekawe odczyty danych makroekonomicznych. Jest to z pewnością dobra wiadomość dla eksporterów, gorsza dla osób chcących zrobić zakupy za granicą np. w ramach Black Friday.

Inflacja znów przyspiesza

Zgodnie z oczekiwaniami inflacja w Polsce wzrosła do 2,6%. Jest to z jednej strony poziom powyżej celu inflacyjnego, z drugiej cel ten ma tolerancję 1%, w związku z czym odchylenie o 0,1% nie powinno martwić. Warto zwrócić uwagę, że wyższa inflacja w pewnym sensie zamyka drogę do obniżek stóp procentowych, które są typowym procesem amortyzującym ewentualne spowolnienie w gospodarce. Ponadto patrząc na tempo hamowania wzrostu PKB, który w 3 kwartale zamiast oczekiwanych 4,6% zaliczył tylko 3,9%, scenariusz ten nie jest niemożliwy.

Nie tak dobrze w Szwajcarii

Wczorajsze dane ze Szwajcarii na temat PKB były miłą niespodzianką dla rynków. Gospodarka rosła w ciągu roku, nie jak dotychczas sądzono o 0,8%, ale aż 1,1%. Dzisiaj jednak poznaliśmy indeks instytutu KOF. Wypadł on słabiej od oczekiwań. Jest to bardzo złożony wskaźnik mający na celu przewidywać kondycję gospodarki na następne 6 miesięcy. Wynik ten nie napawa jednak optymizmem na kolejne pół roku.

Polacy nie uciekają już z Wysp

Po tym, jak w 2018 gwałtownie spadła liczba Polaków na Wyspach, w roku 2019 trend ten się niemal zatrzymał. W ciągu pierwszego półrocza ubyło zaledwie 3 tysiące naszych rodaków, podczas gdy przez cały ostatni rok było to niemal 100 tysięcy. Powodem jest sytuacja związana z brexitem. O ile w 2018 roku panowało przekonanie, że proces ten dojdzie do skutku, o tyle obecnie analitycy są znacznie bardziej sceptyczni. W rezultacie odpływ obywateli unijnych gwałtownie spowolnił.

Dzisiaj skrócona sesja po Dniu Dziękczynienia, natomiast w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

E-sprawozdanie finansowe – informacje kluczowe

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami prawnopodatkowymi, w zakresie sprawozdań finansowych i zgłaszania ich do Krajowego Rejestru Sądowego należy zaznaczyć, że w znakomitej większości przypadków, zarówno sprawozdanie finansowe jak i towarzyszące mu dokumenty oraz ewentualne oświadczenia, należy sporządzać i składać wyłącznie w wersji elektronicznej. Oznacza to w praktyce, że nie ma możliwości złożenia takich dokumentów w wersji papierowej.

Forma przygotowania dokumentu

Podobnie jak w przypadku PIT’ów, czy Jednolitego Pliku Kontrolnego, przygotowanie e-sprawozdania finansowego nie może być w żadnym wypadku dowolne. Jest to elektroniczny dokument, ale nadal jego forma i treść muszą spełniać określone wymogi – są to: specjalna struktura logiczna oraz format, udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej lub na odpowiedniej stronie podmiotowej urzędu ministra właściwego do spraw finansów publicznych. Plik ten nazywany jest JPK_SF. Należy więc użyć odpowiednich narzędzi do pracy nad plikiem – publicznych systemów lub profesjonalnych komercyjnych aplikacji do wypełnienia e-sprawozdania.

Kto powinien przygotować e-sprawozdanie

Z założenia elektroniczne sprawozdanie finansowe będzie obowiązkiem dotyczącym wszystkich podatników, wpisanych do Krajowego Rejestru Przedsiębiorców w rejestrze „przedsiębiorcy”:

Zgodnie z regulacją art. 36 ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym, podmiotami podlegającymi wpisowi do rejestru przedsiębiorców są (z pewnymi określonymi wyjątkami):

  • spółka jawna,
  • europejskie stowarzyszenie zgrupowań interesów gospodarczych,
  • spółka partnerska,
  • spółka komandytowa,
  • spółka komandytowo-akcyjna,
  • spółka z ograniczoną odpowiedzialnością,
  • spółka akcyjna,
  • spółka europejska,
  • spółdzielnia,
  • spółdzielnia europejska,
  • przedsiębiorstwa państwowe,
  • instytut badawczy,
  • towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych,
  • towarzystwo reasekuracji wzajemnej,
  • inne osoby prawne, jeżeli wykonują działalność gospodarczą i podlegają obowiązkowi wpisu do rejestru,
  • oddziały przedsiębiorców zagranicznych działających na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej,
  • główne oddziały zagranicznych zakładów ubezpieczeń,
  • główne oddziały zagranicznych zakładów reasekuracji,
  • instytucje gospodarki budżetowej.

Podpisanie i wysłanie dokumentu

Należy zauważyć, że w przypadku sprawozdania finansowego w formie elektronicznej, nadal ustawodawca wymaga od podatników odpowiedniej formy podpisania dokumentu. W skutek tego, możliwości dla e-sprawozdania są tak na prawdę dwie:

1) podpis kwalifikowanym podpisem elektronicznym;

2) podpis poprzez profil zaufany.

Należy jednak pamiętać, że podpis taki powinna złożyć odpowiednia osoba – uprawniona do składania tego typu dokumentów. Najczęściej jest to pracownik, któremu powierzono prowadzenie ksiąg rachunkowych, kierownik jednostki, a w przypadku organów wieloosobowych – wszyscy członkowie takiego organu.

Następnie, wysyłka dokumentów powinna nastąpić przez Internet. W zależności od wybranej formy pracy – bezpośrednio przez serwisy ustawodawcy, na przykład w portalu eKRS lub przez specjalne bramki do przesyłu e-sprawozdań, pod które podłączają się profesjonalne aplikacje do wypełniania druków księgowych i podatkowych.

Polska pozostanie wśród liderów Europy pod względem tempa wzrostu gospodarczego. Musi jednak inwestować w innowacje i poprawę klimatu

– W przyszłym roku dalej będziemy się rozwijać w tempie o 2 pkt proc. szybciej niż Niemcy czy Francja – prognozuje dr hab. Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego. Jego zdaniem polska gospodarka jest na tyle konkurencyjna, że poradzi sobie ze światowym spowolnieniem. Proces doganiania państw zachodnich będzie kontynuowany, ale żeby wskoczyć na wyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego, musimy więcej środków przeznaczać na walkę ze zmianami klimatycznymi i innowacyjne, zaawansowane technologicznie projekty.

Jestem optymistą, co do polskiej gospodarki. Myślę, że jesteśmy superkonkurencyjną gospodarką, która poradzi sobie ze światowym kryzysem, gdyby taki miał nastąpić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. Marcin Piątkowski z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – Mamy bardzo wysoką jakość kapitału ludzkiego, cały czas jesteśmy bardzo konkurencyjni, coraz więcej eksportujemy. Myślę, że polska gospodarka, nawet jeśli w przyszłym roku zwolni, a zwolni z powodu słabszej globalnej koniunktury, to dalej będzie jednym z liderów Europy i świata.

O tym, że światowa gospodarka spowalnia, nie trzeba nikogo przekonywać. Według ostatnich prognoz OECD globalny PKB zwiększy się w tym roku najwolniej w dekadzie 2012–2021 i wyniesie realnie 2,91 proc. W kolejnych dwóch latach przyspieszy tylko nieznacznie – do 2,94 proc. i 3,02 proc. Amerykańska gospodarka spowolni w przyszłym i kolejnym roku do 2 proc., a strefa euro – do nieco ponad 1 proc. Chiński wzrost w 2021 roku wyniesie zaledwie 5,5 proc. Wiele zależy od tego, jak się skończy wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

OECD podnosi prognozy dla Polski. Krajowa gospodarka ma się rozwijać w tempie odpowiednio 3,8 proc. w 2020 roku i 3,0 proc. w kolejnym. W tym roku wzrost ma wynieść 4,3 proc. (przy wcześniejszej prognozie 4,2 proc.).

– W przyszłym roku wzrost gospodarczy w Polsce dalej będzie o wiele wyższy niż na Zachodzie. Myślę, że będziemy się rozwijać w tempie ponad 2 pkt proc. szybciej niż Niemcy czy Francja, czyli kraje, na których nam najbardziej zależy. Proces doganiania Zachodu będzie więc trwał – przekonuje Marcin Piątkowski. – Musimy jednak coraz więcej inwestować w to, żeby przejść od imitacji do innowacji, od kopii do oryginału, od chipsów do mikrochipów. Polska jeszcze nie inspiruje świata swoimi pomysłami, produktami ani usługami, więc jest wiele do zrobienia, żeby polskie produkty się pojawiły na globalnych rynkach pod polskimi brandami.

Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego nakłady na badania rozwój stanowią w Polsce 1,2 proc. PKB, w UE jest to dwukrotnie więcej, a np. w Korei Południowej to ponad 4,5 proc. Kolejnym wielkim wyzwaniem dla naszego kraju jest walka ze skutkami zanieczyszczenia powietrza i ogólnie ocieplenia klimatycznego. Unia Europejska na walkę ze zmianami klimatu przeznaczy w 2020 roku jedną piątą całego budżetu. Chciała jedną czwartą, ale porozumienie w tej sprawie zablokowała Polska.

Powinniśmy więcej przeznaczać z naszego ogólnego państwowego budżetu na walkę z efektami klimatu i na zmienianie struktury polskiej gospodarki – z opartej na węglu na opartą na odnawialnych źródłach, w tym również na energii nuklearnej – wskazuje ekonomista Akademii Leona Koźmińskiego. – Chodzi o to, żeby Polska była nie tylko liderem Europy we wzroście gospodarczym, lecz także liderem we wzroście, który jest czysty i który sprawia, że możemy się wszyscy cieszyć z polskiego środowiska naturalnego. Wszyscy o tym wiedzą i mówią, ale za mało w tym kierunku robimy.

Od 2020 roku ceny samochodów wzrosną nawet o 20 proc. To jednak dopiero początek podwyżek

To ostatni dzwonek na zakup samochodu w niższych cenach. Od 2020 roku będą już wyższe, nawet o kilkadziesiąt procent. To efekt m.in. wprowadzenia nowych limitów emisji spalin. Producenci pojazdów, które nie spełnią tych norm, będą płacić kary od każdego sprzedanego samochodu. Dodatkowo od 2021 roku wszystkie pojazdy mają być wyposażone w nowe systemy bezpieczeństwa. Dla producentów oznacza to konieczność inwestycji w nowe napędy i rozwiązania technologiczne. – Cenniki rosną, bo rośnie koszt funkcjonowania samego producenta – ocenia Paweł Grabarczyk, dyrektor handlowy Eurotax/Autovista Polska.

Już widzimy cenniki, które przychodzą dla roku modelowego 2020, i te cenniki w wielu przypadkach są wyższe – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Grabarczyk, dyrektor handlowy Eurotax/Autovista Polska. – Skala podwyżek zależy od producenta. Jeżeli jest on mało zaangażowany w elektryfikację swoich produktów, to te zmiany cennikowe są wyższe.

Portal Carsmile szacuje, że w 2020 roku ceny samochodów mogą być wyższe o ok. 20 proc. Zdaniem ekspertów to jednak początek podwyżek, a w ciągu kilku lat auta mogą być nawet dwukrotnie droższe niż obecnie.

 Podwyżki biorą się z dwóch głównych źródeł. Pierwsze to legislacja, tzn. kary, które czekają producentów za niezrealizowanie parametru średniego spalania, czy średniej emisji dwutlenku węgla w danym roku – wskazuje Paweł Grabarczyk.

Od 2020 roku zmienia się docelowy poziom emisji dla nowych samochodów – będzie wynosić 95 g CO2/km. Taki poziom emisji odpowiada zużyciu paliwa około 4,1 l/100 km benzyny lub 3,6 l/100 km oleju napędowego. Jeżeli średnia emisja dwutlenku węgla z floty przekroczy cel w danym roku, producent musi zapłacić karę z tytułu przekroczenia poziomu emisji za każdy zarejestrowany samochód, czyli 95 euro za każdy gram na km powyżej wyznaczonego celu. Dla producentów to ogromne wyzwanie, zwłaszcza że w 2018 roku średni poziom emisji zarejestrowanych nowych samochodów w Unii wyniósł 120,4 g CO2/km.

– Drugie źródło podwyżek to nakłady, które muszą być poniesione przez producentów. Do tej pory inwestowali w rozwój samochodów i silników w sposób przewidywalny, stabilny. Dziś nadal muszą rozwijać samochody z silnikami spalinowymi, a jednocześnie muszą ponosić nakłady na rozwój baterii, chemii, która stoi za tymi bateriami, silników elektrycznych, oprogramowania, które tym wszystkim steruje. To obszary, które dla niektórych producentów są zupełnie nowe – tłumaczy ekspert.

Od 2021 roku samochody mają być obowiązkowo wyposażone w nowe systemy bezpieczeństwa, m.in. blokadę alkoholową, system ostrzegania przed przekraczaniem dozwolonej prędkości czy system wykrywania możliwej kolizji. Łącznie to 30 zaawansowanych funkcji bezpieczeństwa. Parlament Europejski szacuje, że obowiązkowe technologie mają uratować ponad 25 tys. osób do 2038 roku, biorąc pod uwagę fakt, że za 95 proc. wypadków drogowych odpowiada błąd człowieka. Te wymogi unijne także spowodują wzrost kosztów po stronie producentów.

– Przez lata cenniki rosły inflacyjnie, o 2–3 proc., może 5 proc. u niektórych producentów. Częściej były to skoki wynikające ze zmiany modelu, a te podwyżki były próbą kompensacji, Dzisiaj cenniki rosną niezależnie od tego, czy dany samochód coś więcej oferuje. Ta zmiana wynika właśnie z tego, że rośnie koszt funkcjonowania producenta – przekonuje Paweł Grabarczyk.

Polacy nie mają podstawowej wiedzy o zakażeniu HIV. 90 proc. uważa, że problem ich nie dotyczy, a co trzeci, że wirusa przenoszą komary

Przyjęta przez ONZ strategia UNAIDS 90-90-90 ma zatrzymać wzrost liczby zakażeń HIV. Zakłada ona, że do 2020 roku 90 proc. zakażonych będzie świadomych swojego stanu zdrowia, 90 proc. pacjentów otrzyma terapię antyretrowirusową, a u 90 proc. z nich uzyskana zostanie skuteczność leczenia. Jednak w Polsce – gdzie zakażonych HIV jest ok. 23 tys. osób – wciąż daleko do osiągnięcia pierwszego z tych celów. Test w kierunku HIV wykonało dotąd niecałe 10 proc. dorosłych Polaków, a świadomość choroby jest bardzo niska, zwłaszcza wśród młodych. 

– Jesteśmy w sytuacji, kiedy musimy wrócić do podstaw, do informowania o podstawowych drogach zakażenia HIV, czyli poprzez kontakty seksualne, krew i z matki na dziecko. To bardzo ważne m.in. ze względu na kobiety w ciąży, które zgodnie z wytycznymi ginekologicznymi powinny dwa razy przejść badania w tym kierunku, ale nadal część ginekologów ich nie zleca – mówi agencji Newseria Biznes dr n. społecznych Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, prezes zarządu Fundacji Edukacji Społecznej.

Jak wynika z danych NIZP-PZH, w Polsce jest ponad 23 tys. osób zakażonych HIV. Szacuje się, że codziennie o chorobie dowiadują się 3–4 osoby. Na całym świecie – według statystyk WHO – choruje około 37,9 mln osób, tylko w Europie w 2017 roku zdiagnozowano 160 tys. nowych zachorowań. Szacuje się, że ponad 20 proc. zakażonych może w ogóle nie wiedzieć o chorobie, więc rzeczywista liczba osób z HIV może być dużo wyższa.

– Z badań profesora Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 9 proc. dorosłych Polaków kiedykolwiek zrobiło test w kierunku HIV, to jest bardzo niewielki odsetek – mówi dr Magdalena Ankiersztejn-Bartczak. – Leczenie osób zakażonych HIV jest dziś na dobrym poziomie, ich perspektywa jest zdecydowanie lepsza niż jeszcze 10 lat temu, ale przez brak wiedzy ludzie ciągle boją się wykonać taki test. Przede wszystkim nie mają świadomości, że ich też może to dotyczyć. Każdy, kto jest aktywny seksualnie, powinien zrobić takie badanie, również jego partner. W naszych punktach konsultacyjno-diagnostycznych regularnie widzimy osoby po zdradach, po przygodnych kontaktach, ale rzadko kiedy pojawiają się pary, które zaczynając wspólną drogę, robią sobie takie badanie.

Niską świadomość Polaków potwierdzają badania Krajowego Centrum ds. AIDS. Aż 87 proc. badanych zadeklarowało w nich, że temat zakażenia HIV ich nie dotyczy, a co trzeci błędnie uważa, że wirus może być przenoszony przez komary.

– Młodzi ludzie też nie mają podstawowej wiedzy odnośnie do zakażenia HIV, ponieważ w szkołach nie ma edukacji seksualnej, brakuje profilaktyki. Nie ma nawet kilku godzin zajęć na poziomie liceum, podczas których przekazywano by tę wiedzę. Coraz więcej szkół rezygnuje z tego typu form edukacji, nie ma też na nią środków. Wiemy, jakie jest podejście MEN do wychowania do życia w rodzinie, i niestety efekt jest taki, że coraz więcej młodych ludzi nie ma podstawowej wiedzy. Nie tylko o HIV, lecz także o innych chorobach przenoszonych drogą płciową – mówi dr Magdalena Ankiersztejn-Bartczak.

Wzrost świadomości społeczeństwa na temat dróg zakażenia HIV, testowania i dostępnych terapii antyretrowirusowych (ARV) może zwiększyć wykrywalność wirusa. To istotne o tyle, że wczesne wykrycie infekcji i odpowiednie leczenie ARV pozwala choremu dożyć późnej starości i zmniejsza ryzyko przeniesienia infekcji na partnerów seksualnych. Wymaga to jednak długofalowych działań edukacyjnych.

– Działania edukacyjne w Polsce są incydentalne. Nie ma systemowego podejścia i długofalowego finansowania. Organizacje pozarządowe, bo to głównie one są odpowiedzialne za działania profilaktyczne, mają projekty obliczone tylko na pół roku bądź rok. Warszawa od lat realizuje 3-letnie projekty, ma zabezpieczone środki na profilaktykę HIV, ale jest to właściwie jedyny taki samorząd. MEN w ogóle nie ma środków na profilaktykę HIV ani innych chorób przenoszonych drogą płciową, a Krajowe Centrum ds. AIDS – agenda resortu zdrowia – dba przede wszystkim o leczenie, bo to jej podstawowe zadanie. Inne samorządy i ministerstwa też powinny się włączyć, bo bez edukacji będziemy mieć ciągły wzrost liczby zakażeń w Polsce – podkreśla prezes Fundacji Edukacji Społecznej.

Szacuje się, że co najmniej 20 proc. osób żyjących z wirusem w Polsce może nadal nie wiedzieć o swoim zakażeniu. Ponadto wzrasta liczba tzw. late presenters, czyli osób z późnym rozpoznaniem choroby. Niechęć do badań i niska świadomość wynika po części z faktu, że w opinii społecznej problem HIV dotyczy grup marginalizowanych. Powoduje to też piętnowanie osób zakażonych. Tymczasem w tej chwili w Polsce leczeniem ARV objętych jest ponad 12 tys. pacjentów, w tym około 100 dzieci.

– Leczenie zakażenia HIV polega na przewlekłym stosowaniu leków antyretrowirusowych, które hamują replikację wirusa. Koncepcja tego leczenia nie zmieniła się od 30 lat. Leki nie są w stanie wyleczyć zakażenia ani usunąć wirusa z organizmu, ale pozwalają osobie zakażonej na całkiem normalne życie rodzinne, zdrowotne i społeczne. W Polsce leczenie antyretrowirusowe jest bezpłatne i mamy do dyspozycji wszystkie jego elementy, w tym te najbardziej nowoczesne dostępne na rynku – mówi prof. Justyna Kowalska z Kliniki Chorób Zakaźnych dla Dorosłych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Z programu zdrowotnego Ministerstwa Zdrowia mogą korzystać wszystkie osoby zakażone HIV, uprawnione do tego przez ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej. W terapii wykorzystuje się kilka grup leków, w różnych schematach, zgodnie z międzynarodowymi standardami.

– Mamy także dostęp do strategii innowacyjnych, takich jak leczenie natychmiastowe po zgłoszeniu się pacjenta czy leczenie terapią dwulekową. To nowa koncepcja, w której chodzi o to, aby pacjent stosujący leki przez 30–50 lat miał jak najniższą toksyczność tego leczenia – mówi prof. Justyna Kowalska.

U 90 proc. pacjentów z HIV, którzy regularnie przyjmują leki, wirus w surowicy krwi jest niewykrywalny i nie powoduje zniszczeń w organizmie. Dzięki temu mogą oni prowadzić całkowicie normalne życie – pracować, zakładać rodziny i mieć zdrowe dzieci. Postęp medycyny przyczynił się też do tego, że nowoczesne leczenie antyretrowirusowe jest nie tylko skuteczne, lecz także mniej uciążliwe dla pacjentów, którzy korzystają z niego latami. Szacuje się, że przeciętny dorosły pacjent (w wieku ok. 30 lat) z HIV w ciągu życia przyjmuje kilkadziesiąt tysięcy dawek leków ARV i farmaceutyków bez recepty. Jak wynika z ostatniego badania IQS, prawie 60 proc. z nich obawia się długoterminowego wpływu leczenia ARV na swoje zdrowie.

– Najważniejsze to bardzo szybko włączyć leczenie w pierwszych 2–3 miesiącach od zakażenia. Chroni to układ immunologiczny i pozwala być może w przyszłości poddać się terapii, która będzie prowadzić do wyleczenia – mówi prof. Justyna Kowalska.

W zahamowaniu wzrostu zakażeń i ograniczeniu epidemii HIV ma pomóc strategia UNAIDS – Program Narodów Zjednoczonych ds. Zwalczania HIV/AIDS. Ta zakłada, że do 2020 roku już 90 proc. zakażonych powinno być świadomych swojego statusu serologicznego, a 90 proc. z nich będzie otrzymywać leczenie antyretrowirusowe (ARV). Ostatni element strategii UNAIDS zakłada, że do 2020 roku 90 proc. pacjentów z HIV będzie leczonych skutecznie.

– Międzynarodowa strategia UNAIDS zakłada, że 90 proc. osób powinno wiedzieć o swoim zakażeniu. Skoro w Polsce tylko 9 proc. osób kiedykolwiek wykonało test w tym kierunku, to wciąż daleko nam do osiągnięcia tego celu, który powinien być zrealizowany już w przyszłym roku – mówi dr Magdalena Ankiersztejn-Bartczak.

Firmy powinny wdrażać rozwiązania Przemysłu 4.0. Są dobrze przygotowane technologicznie, ale brakuje im strategii

0

Firmy powinny wdrażać rozwiązania Przemysłu 4.0. Są dobrze przygotowane technologicznie, ale brakuje im strategii 2

Niemal 70 proc. firm, które znają koncepcję Przemysłu 4.0, zaczęło wdrażać rozwiązania będące jej elementem lub ma już takie plany – wynika z raportu PSI Polska. Liderem są duże firmy, spośród których trzy na cztery podjęły takie działania. Najczęściej wdrażają nowoczesne systemy informatyczne czy technologie umożliwiające współpracę ludzi i robotów. – Polscy przedsiębiorcy doskonale są przygotowani w obszarze technologicznym – przekonuje Andrzej Soldaty, prezes Fundacji Platforma Przemysłu Przyszłości. Większym wyzwaniem jest zmiana ich modeli biznesowych, sposobu funkcjonowania na rynku i kreowania wartości. Na zmiany mogą wykorzystać zbliżające się spowolnienie gospodarcze.

– Polska gospodarka, zwłaszcza polski przemysł, jest traktowany jako jeden z liderów pod względem innowacyjności. Tak przynajmniej twierdzi raport Światowego Forum Ekonomicznego. Natomiast jeśli patrzymy na trendy i zmiany, to bardzo dużo jeszcze przed nami do zrobienia – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Soldaty, prezes Fundacji Platforma Przemysłu Przyszłości.

Z raportu Światowego Rankingu Konkurencyjności (WEF Global Competitiveness Index 4.0 2019) wynika, że Polska zajmuje 21.miejsce w Europie i 37. na świecie pod względem konkurencyjności. Wysoko oceniana jest nasza sytuacja makroekonomiczna, potencjał innowacyjny już nieco słabiej, ale i tak zajmujemy pod tym względem 39. pozycję na świecie (na 141 krajów). Jednocześnie „Eight Competitiveness Report 2019" wskazuje, że Polska ma szanse, by stać się jednym z liderów konkurencyjności gospodarczej, są jednak obszary, które wymagają poprawy. Obecnie o naszej przewadze decydują wysokie kompetencje kadry i tania siła robocza. Analitycy Deloitte oceniają, że to czwarta rewolucja przemysłowa zwiększy produktywność gospodarki.

To jest opłacalna inwestycja, jeżeli się ją sensownie realizuje, po odpowiedniej analizie i przygotowaniu – mówi Andrzej Soldaty. – Możliwe jest wykorzystanie mechanizmów redukcji ryzyka, poprzez korzystanie z cech systemów cyberfizycznych, które odwzorowują rzeczywistość w przestrzeni wirtualnej. To oznacza, że planowane w teorii zmiany można najpierw wirtualnie zasymulować, sprawdzić, a potem dopiero je przeprowadzać. Tym samym zmniejsza się zdecydowanie koszt inwestowania. Jeśli tą drogą nie pójdziemy, to zapłacimy za to wszyscy, bo nasze produkty zamiast być coraz bardziej atrakcyjne, będą coraz droższe. Będziemy szli w stronę odwrotną niż trendy światowe.

Na Przemysł 4.0. przygotowana jest jednak tylko część polskich przedsiębiorstw.

 Polscy przedsiębiorcy doskonale są przygotowani w obszarze technologicznym, chociaż zmiany następują tak szybko i dynamicznie, że trudno powiedzieć, czy znajomość technologii dnia dzisiejszego oznacza również znajomość technologii dnia jutrzejszego – mówi Andrzej Soldaty.

Badania „Gotowość firm produkcyjnych do wdrożenia rozwiązań Przemysłu 4.0” przeprowadzone przez PSI Polska wskazuje, że 70 proc. firm znających koncepcję Przemysłu 4.0 zaczęło już wdrażać jego rozwiązania. Dotyczy to jednak przede wszystkich dużych przedsiębiorstw, które wdrażają zaawansowane systemy informatyczne (57 proc. ogółu firm i 70 proc. dużych) i technologie umożliwiające współpracę ludzi i robotów. Już 22 proc. przedsiębiorstw je zaimplementowało, a 25 proc. planuje je wdrożyć w ciągu 2–3 lat.

– Zdecydowanie większym wyzwaniem jest obszar biznesowy, zmiana sposobu funkcjonowania na rynku i kreowania wartości. Wymaga to głębokich przemian mentalnych i zrozumienia czwartej rewolucji przemysłowej – przekonuje ekspert. – To potężna zmiana wynikająca z innego sposobu kreowania produktu, tworzenia samej architektury produktu. Produkty zaczynają być hybrydowymi rozwiązaniami składającymi się z fizycznej części i części serwisowej. Czyli przedsiębiorca musi zmienić swój model biznesowy, musi zmienić również wewnętrzne regulacje i struktury.

Wchodzenie w Przemysł 4.0. pociąga za sobą zmiany na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest rynek pracy, a więc zarówno kompetencje pracowników do obsługi nowoczesnej infrastruktury, urządzeń i systemów, jak i dostosowanie regulacji prawnych do zmiany struktury pracy.

– Weźmy na przykład regulację związaną z prawem pracy, które generalnie odnosi się do obecności człowieka przy stanowisku pracy, podczas gdy w Przemyśle 4.0 czegoś takiego w zasadzie nie ma. Pracownik nie musi być obecny, żeby współpracować z systemem wirtualnym, który dopiero później przekształca pracę na fizyczne efekty – mówi Andrzej Soldaty.

Według badania „W drodze ku Gospodarce 4.0” przeprowadzonego przez IDG zaledwie 14 proc. przedsiębiorstw ma opracowany strategiczny plan transformacji dla działań w ramach gospodarki 4.0 i wdraża go już w życie. Co piąta firma nie planuje jednak przygotować takiego planu. Tymczasem to właśnie umocowanie działań na poziomie strategicznego planu transformacji może decydować o sukcesie.

– W każdym spowolnieniu gospodarczym, w każdym kryzysie jest czas na inwestycje – to stara reguła. Jeśli nie ma potrzeby angażować pewnych mocy w działalność związaną z realizacją popytu, to w tym momencie zaangażuj swoje moce w opracowanie koncepcji zmian w strategii – podkreśla Andrzej Soldaty. – To jest właśnie kluczowe wyzwanie dla Platformy Przemysłu Przyszłości – przygotowanie przedsiębiorców, pomoc w zrozumieniu potrzeby zmian, przygotowania mechanizmów wspierających i redukujących ryzyko wchodzenia w te nowe zmiany.

Edukacja kulinarna najmłodszych pomoże zrewolucjonizować system żywnościowy w Polsce. Konsumenci już dziś częściej chcą odżywiać się zdrowo i ekologicznie

– System żywnościowy w Polsce i na świecie wymaga zmian na każdym etapie produkcji, dystrybucji i konsumpcji – podkreśla Grzegorz Łapanowski, prezes Fundacji Szkoła na Widelcu. Chodzi o to, by zarówno proces hodowli, produkcji, transportu żywności, jak i wybory konsumenckie uwzględniały walory zdrowotne i aspekty ekologiczne. Może w tym pomóc edukacja kulinarna, która będzie wyrabiać już wśród najmłodszych zdrowe i dobre nawyki żywieniowe. Z kolei rządzący w ramach polityki żywieniowej mogą promować ekologiczne rolnictwo i lokalne produkty, a ograniczać dostęp do używek czy żywności wysoko przetworzonej.

– Świadomość konsumencka się dynamicznie rozwija i mówienie jednoznacznie, że jesteśmy świadomymi, albo nieświadomymi konsumentami jest trochę nie fair, bo jesteśmy przede wszystkim bardzo różnorodnym rynkiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Łapanowski prezes Fundacji Szkoła na Widelcu. – Ciekawy w tym kontekście jest ostatni raport Kantara, który nazywa się „Ziemianie atakują”, bardzo ciekawie w tym raporcie jest pokazany stosunek Polaków do zmiany klimatycznej.

Według wspomnianego raportu społeczeństwo można podzielić na pięć kategorii od najbardziej zaangażowanych, przez świadomych, ale biernych po sądzących, że bicie na alarm w sprawie zmian klimatycznych jest przesadzone. Nazwano ich odpowiednio „Nieczekajami” (świadomi, aktywni ekolodzy), Świadomitami (ekolodzy fasadowi), Niepokojonami (chcieliby robić dla środowiska więcej, ale nie wiedzą co), Dobrzeżyjami, którzy nie zawracają sobie głowy martwieniem się o stan planety oraz Bezściemnianami, którzy w ekologię nie wierzą i widzą w niej tylko działania grup interesów. Najwięcej jest Niepokojonów – 29 proc., ale niewiele mniej, bo 26 proc. należy do grupy czwartej. Świadomitów i Bezściemnian jest niemal po równo, bo 16 proc. i 17 proc., natomiast aktywnie działających ekologów najmniej, bo 12 proc.

– System żywnościowy w Polsce i na świecie powinien ulec transformacji, zarówno na poziomie rolnictwa, jak i transportu, przetwórstwa, dystrybucji, konsumpcji. Właściwie na każdym z tych etapów powinniśmy dokonać pewnych zmian – mówił Grzegorz Łapanowski podczas Forum Rynku Spożywczego i Handlu. – Więcej rolnictwa ekologicznego, bardziej zrównoważonego, krótszy transport żywności, żebyśmy wybierali więcej świeżej, sezonowej i lokalnej żywności, a mniej wysoko przetworzonej.

Jak podkreśla, te nawyki mogą wydawać się mało znaczące, ale od tego zaczynają się zwykle duże zmiany.

– Jeszcze paręnaście lat temu palenie papierosów w miejscach publicznych było powszechnym zjawiskiem. Myślę, że trochę podobnie może być ze złym jedzeniem – jeśli będziemy mieli powszechną świadomość dotyczącą tego, że jedzenie ma fundamentalny wpływ na nasze zdrowie, i zbudujemy tę świadomość u małych i dużych, to wierzę, że jesteśmy w stanie być społeczeństwem zdrowszym, które będzie podejmowało lepsze decyzje i dla siebie, i dla środowiska – wyjaśnia Grzegorz Łapanowski.

Choć coraz więcej konsumentów czyta etykiety, wybiera produkty o krótkim, naturalnym składzie i jest gotowa wydać więcej pieniędzy na wartościowy produkt bez sztucznych dodatków, w Polsce – jak wynika z raportu NIK, przywołującego dane resortu rolnictwa – udział żywności ekologicznej w rynku spożywczym wynosi 0,3 proc. (dane z sierpnia 2018 roku). Średnia w UE wynosi ok. 4 proc., w Danii – prawie 8,5 proc., a w Austrii – 6,5 proc.

Ten niszowy rynek jednak rozwija się w tempie ok. 20 proc. rocznie, głównie za sprawą sieci handlowych, które nie tylko wprowadzają na półki produkty bio, ale też uruchamiają całe placówki skoncentrowane na ekożywności. Ostatnio taki obiekt uruchomił Carrefour w samym centrum Warszawy, a Biedronka otworzyła w stołecznej dzielnicy Białołęka sklep oferujący nie tylko specjalną wyspę z produktami bio i wege, ale też wyposażony w panele fotowoltaiczne, pozbawiony plastikowych toreb, także tzw. Zrywek, czy zaopatrzony w stanowisko do wypożyczania rowerów miejskich.

Żeby zrewolucjonizować system żywnościowy, powinniśmy wprowadzić edukację kulinarną do szkół i przedszkoli, zmienić stołówki szkolne i sklepiki – apeluje Grzegorz Łapanowski. – W Polsce mało znane są takie dziedziny, jak polityka wyżywienia i polityka żywnościowa. One w sposób prawny i podatkowy stymulują rynek i rozwijają go w określonym kierunku. Pytanie, czy alkohol powinien być dostępny na każdym rogu, na każdej stacji benzynowej i czy w każdym kiosku na wysokości naszego wzroku powinny być papierosy. To rzeczy, które jednak w dystrybucji i marketingu powinny być w jakiś sposób ograniczone. Okazuje się, że tego rodzaju narzędzi prawnych, promujących dobre rolnictwo, lokalne produkty, rzemieślnicze, jakościowe i dobrą dietę są dziesiątki, jeśli nie setki.

Roboty przejmują obowiązki operatorów kamery. Inteligentne stabilizatory pomagają w pojedynkę stworzyć profesjonalne wideo

Inteligentny stabilizator kamery ułatwi pracę operatorów. Można go zaprogramować do śledzenia ruchu, umożliwia też wykonywanie ujęć z kilku pozycji nadzorowanych zdalnie. Może być nieocenioną pomocą dla profesjonalnych i półprofesjonalnych operatorów kamery. Urządzenie pomoże ograniczyć koszty związane z produkcją filmów, zwłaszcza tych nagrywanych do internetu. Coraz popularniejsze wśród youtuberów i amatorów fotografii są także ręczne gimbale, które są coraz bardziej zaawansowane technologicznie i coraz bardziej dostępne.

– Qing będzie urządzeniem przeznaczonym do statywów, które będzie odpowiadało za automatyczne sterowanie ruchami kamery. Można nim sterować zdalnie oraz za pośrednictwem panelu sterowania. Urządzenie będzie wyposażone w czujnik śledzący ruch. Urządzeniem można sterować za pośrednictwem aplikacji na smartfonie i zaprogramować ruchy kamery, dzięki czemu mamy do dyspozycji operatora kamery w postaci robota – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Konrad Schneider z FeiyuTech.

Urządzenie będzie wspierało pracę operatora kamery. Może się ono okazać rozwiązaniem ciekawym zwłaszcza dla twórców niezależnych, którzy dysponują ograniczonym budżetem na produkcję. Qing pozwoli ograniczyć koszty związane z koniecznością zatrudnienia dodatkowych operatorów, a przy tym uzyskać profesjonalną jakość nagrań. Sprzęt będzie mógł wykonywać zadania, które musiałoby wykonywać kilku pracowników.

– Czasem potrzebne są ujęcia pod wieloma kątami, czemu pojedynczy operator nie może podołać. W takiej sytuacji operator może skorzystać z pomocy Qinga, zakładając go na szynę i programując, aby śledził ruchy obiektu, który ma być w ujęciu. Sam operator będzie mógł zająć się obsługą głównej kamery, podczas gdy Qing zajmie się drugą, ulepszając jakość ujęcia. Urządzenie nie zastąpi jednak operatora. Sprzęt nadaje się lepiej do pewnego rodzaju prac, ale nigdy nie będzie miał duszy artystycznej ani kreatywności człowieka. Może ułatwić pracę i poprawić jej jakość, ale pozycja człowieka pozostaje niezagrożona – zapewnia Konrad Schneider.

Qing został zaprezentowany na listopadowej międzynarodowej wystawie sprzętu nadawczego Inter BEE w Shenzen w Chinach. Punktem wyjścia do jego powstania były gimbale. Urządzenia te są przeznaczone do stabilizowania aparatów lub smartfonów i wytłumiania drgań podczas nagrywania filmów. Początkowo były to urządzenia dostępne tylko dla profesjonalistów. Dziś podstawowy gimbal można już kupić w cenie nieprzekraczającej kilkuset złotych.

– Rynek gimbali zmienia się. Na początku były używane przez specjalistów z branży reklamowej i kinematograficznej. Po jakimś czasie wytworzył się rynek prosumencki. A teraz widzimy, że są one używane również ze smartfonami i kamerami sportowymi – mówi Konrad Schneider. – Poleciłbym je influencerom, youtuberom, fotografom weselnym oraz specjalistom zajmującym się kręceniem teledysków do piosenek, reklam, a nawet niskobudżetowych filmów niezależnych. Każdy może z nich korzystać, ponieważ dobry film lub teledysk charakteryzuje się dobrą jakością dźwięku i obrazu oraz stabilnością obrazu –dodaje ekspert.

Gimbale są dobrym rozwiązaniem dla twórców publikujących efekty swojej pracy m.in. w serwisach streamingowych. Choć współczesne smartfony coraz częściej wyposażone są w funkcję stabilizacji obrazu, to jest to zwykle stabilizacja cyfrowa, nie optyczna, a późniejsza obróbka takiego nagrania może znacznie pogorszyć jego jakość.

– Obraz można ustabilizować, ale wiąże się to z większym nakładem pracy na etapie postprodukcji. Wtedy również nie mamy gwarancji, że nie dojdzie do utraty jakości obrazu lub informacji przy odtwarzaniu nagrania o dużej dynamice, co z kolei może się wiązać z utratą cieni i światła – tłumaczy Konrad Schneider.

Z raportu opublikowanego przez Industry Research wynika, że światowy rynek gimbali w 2019 roku będzie wyceniony na 83 mln dol. Do 2024 roku ma wzrosnąć do 260 mln dol. Obecnie rocznie produkuje się na świecie około 300 tys. gimbali.

Miasta odegrają kluczową rolę w realizacji celów klimatycznych. Potrzebne jest większe wsparcie dla innowacyjnych projektów

Choć miasta zajmują zaledwie 3 proc. powierzchni, żyje w nich obecnie ponad połowa populacji świata, a do 2050 roku udział ten wzrośnie do ponad dwóch trzecich. Wokół terenów miejskich skupiają się więc działania związane z realizacją długofalowych celów klimatycznych. Władze samorządowe coraz bardziej otwierają się na innowacyjne rozwiązania pozwalające na realizację projektów promujących zrównoważony rozwój miast, takich jak oparte na czujnikach systemy monitorowania powietrza czy natężenia ruchu, a także energooszczędne budynki.

– Współpraca między partnerami z sektora publicznego, prywatnego, świata nauki, organizacji pozarządowych to podstawa, abyśmy mogli w odpowiedni sposób odpowiedzieć na wyzwania środowiskowe czy klimatyczne. Szczególną rolę mają miasta. Zajmują one tylko 3 proc. powierzchni naszej planety, a żyje w nich większość ludzi. I ten trend, jak wskazują badania, będzie się powiększał. Mieszkańców miast będzie coraz więcej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Elżbieta Wołoszyńska-Wiśniewska, dyrektor ds. edukacji i geoinformacji w warszawskim Centrum UNEP/GRID.

W ramach konkursu Human Smart Cities organizowanego przez Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju 25 polskich miast otrzymało dotację na projekty związane z ideą inteligentnych miast. Jednym z beneficjentów w kategorii miast dużych były Kielce. Pilotażowy projekt „System monitorowania efektywności miasta inteligentnego w ramach audytu miejskiego” będzie w stolicy świętokrzyskiego realizowany przez najbliższe dwa lata. W jego ramach powstanie m.in. specjalna platforma analityczna, która w oparciu o zainstalowane w mieście czujniki będzie analizowała dane związane m. in. z natężeniem ruchu. Z kolei aplikacja mobilna umożliwi pozyskiwanie od mieszkańców danych dotyczących dzikich wysypisk śmieci czy barier, jakie w przemieszczaniu się napotykają rowerzyści czy piesi.

Projekt zakłada ponadto ścisłą współpracę ze światem nauki, zwłaszcza Politechniką Świętokrzyską i Uniwersytetem Jana Kochanowskiego.

– Mamy już wdrożone konkretne przykłady, w jaki sposób nauka może wspierać budowanie miast przyszłości, ekologicznych, zrównoważonych, przyjaznych mieszkańcom i one funkcjonują już w przestrzeni miasta. To chociażby budynki energooszczędne, które w zasadzie nie pobierają energii, nie potrzebują tej energii, same produkują wystarczającą jej ilość, aby pokryć własne zapotrzebowanie – wskazuje Elżbieta Wołoszyńska-Wiśniewska.

Jednym z przykładów takiego działania jest realizowany przez Politechnikę Świętokrzyską projekt CENWIS, w ramach którego nad parkingiem przy rektoracie uczelni powstaną wiaty fotowoltaiczne i magazyny energii, które pokryją część zapotrzebowania kampusu PŚk na energię elektryczną i będą stanowiły, obok turbin wiatrowych, podstawę mikrosieci. Na parkingu będą działać pierwsze w Kielcach superszybkie ładowarki do samochodów elektrycznych, mogące naładować baterie auta nawet w 15 minut. Dotychczas taka technologia była dostępna w całym województwie świętokrzyskim tylko w oddalonej o ponad 50 km Włoszczowie w ramach Inteligentnej Stacji Transformatorowej przy ZPUE.

To jednak tylko część innowacyjnych technologii, które mogą poprawić stan środowiska w obrębie miast.

– Mamy też przykłady chociażby chodników, które pochłaniają smog, odbierając zanieczyszczenia z powietrza. Oczyszczają to powietrze i pomagają nam lepiej oddychać. Innowacje, o których mówimy, to nie tylko innowacje technologiczne. Czasami są to innowacje społeczne bądź innowacje, które łączą elementy zmian w przestrzeni miasta z odpowiedzią na potrzeby mieszkańców. Chociażby takie elementy w przestrzeni miejskiej jak woonerfy – wskazuje dyrektor ds. edukacji i geoinformacji w warszawskim Centrum UNEP/GRID.

Woonerfy to wyznaczone przestrzenie w centrach miast stanowiące połączenie deptaków, ulic, parkingów i miejsc spotkań mieszkańców. Pierwszeństwo w tych strefach mają rowerzyści i piesi. Takie miejsca są bardzo popularne w Holandii. Pierwsze polskie woonerfy powstały w Łodzi. Projekty ich budowy deklarują kolejne miasta i ich dzielnice. W przyszłym roku strefa taka ma powstać m.in. na warszawskich Kabatach, a także na Placu Pięciu Rogów. Za dwa lata ma być natomiast wybudowany woonerf na Mokotowie.

– Musimy mieć świadomość, że przestrzeń miasta to jest pewien ekosystem, to jest przestrzeń złożona z bardzo wielu współpracujących ze sobą elementów. Warto przy tym pamiętać o czynniku ludzkim, każdy z nas ma swoje potrzeby, każdy z nas ma pewną wizję przestrzeni, w jakiej chce funkcjonować. I taką wizję ma również samorząd, który powinien dbać o dobro wszystkich mieszkańców, jednocześnie dawać możliwość rozwoju dla środowisk biznesowych – wskazuje Elżbieta Wołoszyńska-Wiśniewska.

W 2015 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych wyznaczyła cele zrównoważonego rozwoju na kolejnych 15 lat. Jedno z założeń dotyczy zrównoważonych miast. Zgodnie z nim miasta powinny dążyć do poprawy efektywności wykorzystania zasobów, a także ograniczenia zanieczyszczeń. Ich zadaniem do 2030 roku ma być też wspieranie korzystnych ekonomicznie, społecznie i środowiskowo połączeń pomiędzy obszarami miejskimi, podmiejskimi a wiejskimi poprzez wzmocnienie krajowego i regionalnego planowania rozwoju.

– Kilka lat temu jeszcze nikt nie myślał, że idea carsharingu, czyli udostępniania samochodów w mieście, aż tak się rozwinie. Dzisiaj mamy wiele firm, które działają w tym segmencie. Tak samo jak chociażby wypożyczalnie rowerów miejskich, których z roku na rok przybywa – wymienia ekspertka.

Według danych opublikowanych na portalu populationof.net na świecie żyje obecnie ponad 7,75 mld ludzi. 56 proc. ludzkości mieszka w miastach. Do 2050 roku wskaźnik ten wzrośnie do 68 proc.

Dyrektor Grupy OKI i były kierownik ds. bankowości zostaje zarządzającym w Europie

Firma OKI Europe Ltd ogłosiła mianowanie Tsukasy Takasawy na nowego dyrektora zarządzającego. Takasawa – z 30 latami doświadczenia w sektorach bankowości inwestycyjnej i korporacyjnej – zastępuje Denniego K. Kawaharę, który wraca do OKI Data Corporation, aby zająć się globalną transformacją organizacji.

Takasawa po raz pierwszy dołączył do OKI Group w 2016 r. jako dyrektor naczelny ds. personalnych. Następnie został dyrektorem i dyrektorem generalnym oddziału planowania korporacyjnego i administracji OKI Data Corporation, gdzie pełnił strategiczną funkcję w zakresie planowania korporacyjnego, finansów i księgowości, systemów informatycznych i zarządzania ryzykiem na poziomie zarządu, a także uczestniczył w średniookresowym planowaniu biznesowym OKI Data Corporation.

Przed dołączeniem do OKI Group Takasawa był dyrektorem generalnym Mizuho Bank i zajmował wyższe stanowiska w sektorze finansowym, w tym na stanowiskach krajowych, międzynarodowych i globalnych. W trakcie swojej rozległej kariery pracował z ponad 1000 dyrektorów generalnych, głównych księgowych i innych dyrektorów przedsiębiorstw globalnych.

„Na dojrzałym, rozwijającym się rynku firma OKI Europe cieszy się wieloletnim uznaniem i ma ponad 30-letnie doświadczenie w zakresie innowacji ukierunkowanych na klienta, co daje nam solidną przewagę nad konkurencją” – powiedział Takasawa.

„Pionierska technologia druku firmy OKI do zastosowań cyfrowych – dająca niezrównane możliwości obsługi nośników i doskonałą jakość kolorów – może przynieść znaczące korzyści niszowym i uznanym sektorom branży, aby podnieść jakość obsługi klienta i zwiększyć zyski – to ciekawe czasy dla naszej organizacji”.

„Budujemy swoja pozycję w kluczowych branżach, a jako dyrektor zarządzający pragnę nadal przyczyniać się do tego sukcesu, współpracując z zespołem kierownictwa wyższego szczebla firmy OKI Europe w celu stworzenia i realizacji proaktywnej, ukierunkowanej strategii rozwoju i transformacji w regionie”.

W 2019 roku firma OKI Europe ogłosiła strategię rozszerzenia swojej oferty rozwiązań wertykalnych, dostarczając rozwiązania, które pomagają firmom w dostosowywaniu się do zmieniających się taktyk angażowania klientów, w tym polepszanie obsługi i podnoszenie lojalności klientów poprzez personalizację oraz szybkie i ekonomiczne rozwiązania biurowe.

Deklaracja VAT 7 – zmiany w obowiązkach płacenia podatku VAT

Deklaracja VAT 7 składana jest przez wszystkich przedsiębiorców będących czynnymi podatnikami od towarów i usług. Podatek VAT to jedno ze źródeł wpływów do budżetu państwa. Po raz pierwszy został w prowadzony we Francji w 1954 roku. W Polsce ta forma opodatkowania obowiązuje od 1993 roku. Aby rozliczyć się z urzędem skarbowym, należy wypełnić i dostarczyć do poszczególnych placówek odpowiednie dokumenty. Skąd pobrać formularz i do kiedy należy go składać?

  1. Podatek VAT – co to jest
  2. Zmiany VAT w 2019 roku
  3. Termin złożenia VAT 7

Podatek VAT – co to jest?

Benjamin Franklin – wielki uczony, polityk oraz jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych Ameryki, powiedział kiedyś „W życiu pewne są tylko śmierć i podatki”. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Każdy pracujący człowiek zmuszony jest przekazywać państwu obowiązkowe świadczenie pieniężne, które jest przeznaczane na realizację zadań publicznych. Jednym z podatków, jaki muszą płacić obywatele Polski, jest VAT, czyli podatek od towarów i usług (z angielskiego value-added tax). W Polsce obowiązuje podstawowa stawka wynosząca 23%. Kwotę podatku VAT dolicza się do wartości netto transakcji kupna-sprzedaży. Oznacza to, że dotyczy on zarówno konsumentów, jak i sprzedawców. Deklaracja VAT 7 jest obowiązkowym dokumentem, jaki muszą składać przedsiębiorcy, a nie nabywcy.

Zmiany VAT w 2019 roku

Wszyscy podatnicy muszą być świadomi, że rząd co jakiś czas wprowadza modyfikacje w formularzach, formach płacenia podatków lub terminach. Kolejna reforma weszła w życie 1 listopada bieżącego roku. Zmiany VAT w 2019 roku dotyczą głównie sposobu rozliczania wszystkich transakcji. Wiąże się to między innymi z likwidacją odwrotnego obciążenia w transakcjach krajowych. W miejsce tego przepisu polski rząd wprowadził mechanizm podzielonej płatności. Zniesiono obowiązek składania informacji podsumowujących (formularz VAT 27). Powstanie także biała lista podatników VAT. Dzięki niej będzie można zweryfikować potencjalnego partnera biznesowego, co zmniejszy ryzyko wystąpienie tak zwanych karuzel vatowskich.

obraz_1

Podatnicy mają także możliwość skorzystać ze zwolnienia z VAT przy limicie sprzedaży opodatkowanej do kwoty 200.000 zł rocznie. Pieniądze będą przelewane na rachunek poszczególnych placówek urzędów skarbowych za pomocą indywidualnego rachunku podatkowego (ta zmiana zacznie obowiązywać z dniem 1 stycznia 2020 roku).

Termin złożenia VAT 7

 

Obecnie podatnicy VAT rozliczający się co miesiąc na podstawie artykułu 99. Ustawy z dnia 11 marca 2004 roku o podatku od towarów i usług muszą wypełniać specjalny formularz. Deklaracja VAT 7 dostępna jest na rządowych portalach Ministerstwa Finansów. Istnieje możliwość rozliczania i składania dokumentów drogą elektroniczną. Istotny jest także termin złożenia VAT 7. Przedsiębiorcy często zadają sobie pytanie, do kiedy VAT 7 należy rozliczyć? Deklaracje trzeba złożyć do 25 dnia każdego miesiąca za poprzedni miesiąc. Osoby, które zdecydowały się rozliczać kwartalnie, również mają obowiązek przedstawić odpowiednie dokumenty 25 dnia miesiąca następującego po danym kwartale. Wygląda to następująco:

  • rozliczenie pierwszego kwartału – do 25 kwietnia,
  • rozliczenie drugiego kwartału – do 25 lipca,
  • rozliczenie trzeciego kwartału – do 25 października,
  • rozliczenie czwartego kwartału – do 25 stycznia.

Oprócz tego na podatniku spoczywa obowiązek dokonywania korekt za pomocą nowych deklaracji VAT-7/VAT-7K/VAT-7D. Wymienione druki formularzy obowiązują już przy rozliczaniu ostatniego kwartału 2019 roku.