Z roku na rok Mikołaj coraz bardziej hojny. Polska rodzina przeznaczy na święta średnio 1521 zł

Boże Narodzenie to szczególny okres również dla handlu. Czy w tym roku Polacy będą kierować się chłodną kalkulacją, czy też poddadzą się świątecznej gorączce zakupów? Jak pokazuje dwudziesta druga edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2019”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku na prezenty, żywność, podróże oraz spotkania z najbliższymi zamierzamy przeznaczyć średnio 1 521 zł, czyli o 5 proc. więcej niż wydaliśmy rok temu. Najbardziej wyczekiwane prezenty to kosmetyki i perfumy, ale oprócz pachnących upominków podarujemy bliskim także książki. Z roku na rok rośnie znaczenie zakupów internetowych. Prawie jedną trzecią budżetu świątecznego pozostawimy w sklepach online.

Polacy deklarują, że na bożonarodzeniowe prezenty, żywność, podróże oraz spotkania z najbliższymi przeznaczą średnio 1 521 zł. Jest to więcej o 5 proc. w stosunku do tego, ile wydali na poprzednie święta.

Średnia dla wszystkich badanych krajów wynosi 1988 zł, czyli o 3,3 proc. więcej niż rok temu. W Polsce przede wszystkim wzrosną wydatki na artykuły spożywcze. Nasi badani oceniają, że na jedzenie wydadzą więcej o 7,8 proc. w stosunku do zeszłego roku. Z kolei wydatki na prezenty wzrosną o 6,5 proc. – mówi Michał Pieprzny, partner, lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Deloitte.

Kolejny rok z rzędu Polacy deklarują, że na prezenty przeznaczą nieco więcej niż na żywność. Pierwsza kategoria pochłonie 36 proc. (547 zł) bożonarodzeniowego budżetu, podczas gdy jedzenie 524 zł (34 proc.). Na podróże i spotkania towarzyskie planują wydać odpowiednio 324 i 126 zł. Polaków do wydawania więcej skłaniają przede wszystkim akcje promocyjne (44 proc.) i fakt, że dysponują większymi środkami niż rok wcześniej (28 proc.).

Coraz grubszy świąteczny portfel

Polacy kolejny rok z rzędu pozytywnie oceniają sytuację gospodarczą. Aż 69 proc. z nich uważa obecny stan gospodarki za zadowalający lub neutralny. Oprócz Polski powyżej europejskiej średniej optymizmu, która wynosi 64 proc., są jeszcze Holendrzy, Niemcy i Portugalczycy. Naszym zdaniem zauważalny optymizm wynika przede wszystkim z tego, że Polacy coraz lepiej oceniają swoje możliwości finansowe. Aż 73 proc. badanych deklaruje, że ich sytuacja finansowa poprawiła się lub jest na tym samym poziomie, co w ubiegłym roku – mówi Jan Kisielewski, dyrektor w dziale strategii marki Deloitte.

Patrząc w przyszłość widzimy jednak wyraźnie, że odsetek osób myślących optymistycznie o polskiej gospodarce spada o 16 punktów procentowych – dodaje.

Prezenty już nie last minute

Jaki prezent spodziewamy się znaleźć pod choinką? W tym roku, podobnie jak w poprzednich latach, są to przede wszystkim kosmetyki i perfumy. Na podium znalazły się również książki i czekoladki. Rok wcześniej kolejność pomiędzy tymi dwiema kategoriami była odwrotna.

A jakimi prezentami my zamierzamy obdarować najbliższych? Przede wszystkim będą to kosmetyki i perfumy, a także książki. Tuż za nimi znalazły się słodycze. Wśród upominków kupowanych nastolatkom dominują książki, czekoladki i gry komputerowe. Do prezentów najchętniej kupowanych dzieciom należą zabawki konstrukcyjne, zabawki kreatywne i artystyczne oraz lalki i zabawki pluszowe.

Największa grupa, bo 38 proc. respondentów wybierze się po prezenty między 1 a 15 grudnia. Jedna piąta z zakupami wstrzyma się niemal do ostatnich dni przed Wigilią. Z kolei jedna czwarta prezenty kupi lub kupiła już w listopadzie.

Pomimo, że grudzień nadal jest ulubionym miesiącem na świąteczne zakupy, duża część Polaków planuje zrobić zakupy wcześniej. Wydaje się to logicznie powiązane z faktem, że rośnie pula zakupów świątecznych online, które po zakupie muszą dotrzeć do kupujących kurierem – mówi Agnieszka Szapiel, menedżer w dziale konsultingu Deloitte.

Black Friday, nowe wydarzenie w zakupowym kalendarzu Polaków, z roku na rok zyskuje na popularności. Jednak nie jest to główna okazja do zakupów świątecznych, co może wynikać z faktu, że kluczowym kryterium wyboru prezentu nie jest promocyjna cena – dodaje.

Świąteczna atmosfera w sklepach stacjonarnych

Wydatki w kanale offline stanowią większość świątecznego budżetu Polaków (68 proc.), przy czym wzrosły one o 6,1 proc. w porównaniu do zeszłego roku. Dla porównania średnia dla wszystkich badanych krajów wynosi 2,6 proc. Z kolei e-commerce rośnie w Polsce wolniej niż w reszcie badanych krajów (2,7 proc. vs 4,8 proc.). Stanowi on już 32 proc. wszystkich świątecznych wydatków w Europie, zwiększając się o około 5 proc. w porównaniu do ubiegłego roku.

Inspiracji prezentowych szukamy przede wszystkim w Internecie (49 proc.). 40 proc. z nas korzysta z tak zwanego marketingu szeptanego, którego źródłem jest rodzina, przyjaciele i sąsiedzi, a 38 proc. pomysłów szuka również w sklepach tradycyjnych. Aż 36 proc. badanych wprost pyta najbliższych, co chcieliby otrzymać.

Ci, dla których Internet jest głównym źródłem pomysłów na prezenty, korzystają przede wszystkim z wyszukiwarek i porównywarek (48 proc.), sklepów internetowych (46 proc.) oraz stron konkretnych marek (44 proc.).

Internet odgrywa coraz większą rolę w kreowaniu naszych pomysłów na zakupy i przygotowania bożonarodzeniowe. W tym roku co prawda połowa badanych uda się po prezenty do sklepów stacjonarnych, jednak to o 8 punktów proc. mniej niż rok temu. – mówi Jan Kisielewski.

Jedna trzecia Polaków zdecyduje się na zakup prezentów w sklepach internetowych, ale takich które mają również oddziały stacjonarne, a 28 proc. w platformach e-commerce. Rośnie rola kanałów mobilnych. Aż 37 proc. respondentów do zakupu upominków użyje smartfonu lub tabletu, to o 10 proc. więcej niż rok temu.

Do zakupów online najbardziej przekonuje nas dostawa do domu (62 proc.), szeroki asortyment (58 proc.) oraz to, że nie mamy poczucia straty czasu (58 proc.). Ważna jest także możliwość łatwego porównania ceny (57 proc.). Z kolei za największą zaletę zakupów tradycyjnych uważamy możliwość natychmiastowego odebrania kupionego produktu (77 proc.), politykę wymiany i zwrotów (76 proc.), ochronę danych osobowych (75 proc.) oraz możliwość uzyskania fachowej porady od sprzedawcy (74 proc.).

W sklepach stacjonarnych za zakupy bożonarodzeniowe zamierzamy płacić kartą płatniczą (66 proc.) oraz gotówką (53 proc.). Z kolei w sklepach internetowych najczęściej wybierzemy kartę oraz cyfrowe portfele (po 40 proc.).

Restauratorzy i hotelarze spodziewają się najgorszego zakończenia roku od 5 lat

Barometr EFL na IV kwartał br. wskazuje, że hotelarze i restauratorzy kończą 2019 rok z najsłabszymi nastrojami w tym roku. Subindeks dla sektora HoReCa osiągnął najniższą wartość w historii pomiarów (od początku roku 2015) – tylko 43,8 pkt. Jest to spadek o 11,2 pkt. w porównaniu do III kwartału br. i o 4,5 pkt. w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku. Eksperci EFL zwracają uwagę, że w perspektywie pół roku wskaźnik dla HoReCa spadł aż o 20,3 pkt.  Na załamanie nastrojów największy wpływ mają coraz mniej optymistyczne prognozy dotyczące sprzedaży. W IV kwartale br. tylko 21 proc. hotelarzy i restauratorów spodziewa się większych zamówień, podczas gdy kwartał wcześniej uważało tak 42 proc. zapytanych, a w połowie roku 60 proc.

– HoReCa, czyli rynek usług hotelarskich i gastronomicznych, był w tym roku sektorem najbardziej odpornym na niepokojące sygnały makroekonomiczne zwiastujące spowolnienie gospodarcze. Do czasu. Ostatni tegoroczny pomiar nie tylko jest najsłabszym wynikiem dla HoReCa od początku realizacji naszego badania, lecz ma również najniższą wartość wśród wszystkich badanych branż w tym odczycie. Co prawda, koniec roku od lat jest najsłabszym okresem dla hotelarzy i restauratorów, to jednak w tym roku jest to dużo bardziej widoczne. Czy to zapowiedź słabszego 2020 roku? Trudno teraz to prognozować, warto poczekać do pierwszego pomiaru w nowym roku i zobaczyć, czy zgodnie z trendami z ostatnich lat, na początku roku subindeks dla HoReCa wzrośnie – mówi Radosław Woźniak, Prezes EFL.

Idzie mroźna zima dla restauracji i hoteli

W IV kwartale 2019 roku subindeks „Barometru EFL” dla branży HoReCa (hotele, restauracje, catering) wyniósł 43,8 pkt. Jest to wynik dużo niższy niż w III kwartale 2019 roku (55 pkt.) i słabszy niż rok temu w analogicznym okresie (48,3 pkt.). Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na trzy czynniki. Po pierwsze, od kilku lat z badania Barometr EFL wynika, że ostatni kwartał jest najsłabszym okresem w roku dla sektora HoReCa. Po drugie, subindeks dla hoteli i obiektów gastronomicznych w IV kwartale br. spadł o ponad 20 punktów, gdy weźmiemy pod uwagę jego wartość z II kwartału br.  Po trzecie, drugi rok z rzędu sektor ten kończy rok z odczytem poniżej 50 pkt., co oznacza niekorzystne warunki do rozwoju.

Mniej klientów i inwestycji

Dużo niższa wartość subindeksu dla HoReCa wynika przede wszystkim ze znaczącego spadku liczby optymistów w obszarze sprzedaży. Tylko 1 na 5 restauratorów i hotelarzy uważa, że od października do grudnia 2019 roku jego firma może liczyć na wzrost zamówień. Kwartał wcześniej takiego zdania było dwa razy więcej zapytanych (42 proc.), a w połowie roku aż trzy razy więcej (60 proc.). Za negatywną prognozą sprzedaży idzie prognozowany spadek płynności finansowej firm działających w branży gastronomiczno-hotelarskiej. Tylko 20 proc. przedsiębiorców spodziewa się poprawy w tym obszarze, podczas gdy kwartał wcześniej uważało tak 34 proc. zapytanych.

Mniej optymistycznie jest również w przypadku prognoz inwestycyjnych. W ostatnim tegorocznym pomiarze tylko co dziesiąty przedstawiciel HoReCa zadeklarował większe inwestycje, podczas gdy w III kwartale br. tak uważał blisko co czwarty zapytany.

Obawy

W ostatniej części roku w największym stopniu sektor HoReCa może sięgnąć problem z pracownikami. 2 na 3 zapytanych wskazało na kłopoty w skompletowaniu kadry oraz na rosnące oczekiwania płacowe. Restauratorzy i hotelarze zdają sobie także sprawę z sezonowego spadku zainteresowania usługami. Aż 58 proc. przedstawicieli hoteli, restauracji i firm cateringowych wskazało na ten problem.

Coraz lepsze perspektywy najmu dla nieruchomości biurowych typu prime

Wyniki okresowej ankiety RICS, Poland Commercial Property Monitor, badającej nastroje na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce, wskazują na względnie stabilne rynkowe tło dla kluczowych wskaźników badania w III kw. 2019 r.

Wskaźnik opisujący sentyment panujący na rynku najmu osiągnął (+9) w badanym okresie, pozostając w zgodzie, co do zasady, ze średnią od początku roku. Uczestnicy ankiety nadal zgłaszają silny wzrost popytu ze strony najemców na powierzchnie biurowe i magazynowe, sygnalizując jednocześnie niewielki jego spadek w całym sektorze handlowym.

Dostępność wolnej powierzchni nadal rosła we wszystkich trzech sektorach, choć tempo wzrostu (w ujęciu salda netto) uległo pewnemu spowolnieniu. Prognozy na najbliższe dwanaście miesięcy wskazują na solidny wzrost czynszów dla najlepszych nieruchomości biurowych, o 4% (z 3,5% w drugim kwartale roku), podczas gdy czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe mają wzrosnąć o ok. 3%. Perspektywy dla nieruchomości drugorzędnych pozostają płaskie, z wyjątkiem nieruchomości handlowych, dla których odnotowano spadek wartości czynszów o (-3%).

Liczba nowych projektów deweloperskich w sektorze handlowym zgodnie z oceną ankietowanych gwałtownie spadła. Wskaźnik opisujący sentyment na rynku inwestycyjnym wyniósł (+10) w III kw., nieznaczny spadek w dół w stosunku do (+13) w poprzednim badanym okresie, wskazując, że tempo rozwoju inwestycji pozostaje zasadniczo jednostajne.

Sektor nieruchomości handlowych coraz bardziej obniża ogólną średnią odnotowując spadek zapytań inwestycyjnych w ciągu kwartału. W sektorach biurowym i magazynowym z kolei miał miejsce silny wzrost popytu zarówno ze strony inwestorów krajowych, jak i międzynarodowych w trzecim kwartale.

Dwunastomiesięczne oczekiwania względem wartości kapitałowych są obecnie najsilniejsze w sektorze nieruchomości magazynowych typu prime i zostały skorygowane w górę w porównaniu do tych z drugiego kwartału. Solidne zyski prognozowane są również dla najlepszych biurowców, choć perspektywy pozostają płaskie dla nieruchomości drugorzędnych. Oczekiwania co do wartości kapitałowych najlepszych nieruchomości handlowych pozostają nieznacznie dodatnie dla najbliższych dwunastu miesięcy, na rynkach regionalnych wskazują już jednak na całkowity ich spadek.

Komentarz eksperta – Marcin Malmon MRICS, dyrektor działu wycen nieruchomości w Polish Properties, członek PRAXI Valuations:

Wyniki RICS Poland Commercial Property Monitor za III kw. 2019 pokazują, co do zasady, optymistyczny obraz polskiego rynku nieruchomości komercyjnych.

Occupier Sentiment Index oraz Investment Sentiment Index pozostają pozytywne, a 35,9% uczestników badania uważa, że rynek jest w fazie wzrostu. Kolejnych 38,5% uważa z kolei, że rynek jest na szczycie cyklu koniunkturalnego.

Paradoksalnie jednak – pomimo dominującego przekonania, że rynek jest na szczycie cyklu koniunkturalnego, większość ankietowanych nie spodziewa się jego załamania, co więcej wskazuje na możliwy wzrost czynszów oraz wartości kapitałowych. Ten optymizm dotyczy jednak przede wszystkim sektora nieruchomości biurowych i magazynowych. Znacznie więcej sceptycyzmu widać w odniesieniu do sektora handlowego. Jeśli przewidywania uczestników rynku się spełnią koniunktura na rynku nieruchomości trwać będzie co najmniej kolejnych 12 miesięcy.

Oczekiwane wzrosty czynszów i wartości nieruchomości dotyczą przede wszystkim najlepszych nieruchomości sektora biurowego i magazynowego w głównych miastach Polski. Na rynkach drugorzędnych dostrzegalne są oznaki stagnacji związane zapewne m.in. z dużą konkurencją ze strony nowoczesnej powierzchni będącej w trakcie budowy – obecnie jest to ponad 1.7 mln m² powierzchni biurowej oraz ok. 2 mln m² powierzchni magazynowej najwyższej klasy.

Optymistyczne postrzeganie rynku nie dotyczy jednak sektora handlowego, co jest trendem światowym związanym z dynamicznym rozwojem e-commerce oraz ze zmianą zwyczajów zakupowych konsumentów. W Polsce, podobnie jak na całym świecie, widoczne stało się zmniejszenie zainteresowania nieruchomościami handlowymi wśród inwestorów, a czynsze wykazują tendencję spadkową. Trend ten dotyczy głównie obiektów drugorzędnych na rynkach regionalnych. Natomiast najlepsze obiekty w głównych aglomeracjach wciąż bronią się przed spadkami, a respondenci badania RICS oczekują nawet niewielkich wzrostów czynszów i wartości kapitałowych dla nieruchomości handlowych w największych miastach.

Obecna sytuacja w segmencie nieruchomości handlowych jest ewidentnym przykładem tego, jak technologia wpływa na sytuację na rynku nieruchomości. Nikogo dziś nie dziwi, że postępujące zjawisko przeniesienia handlu konsumenckiego do Internetu negatywnie wpłynęło na postrzeganie przez inwestorów atrakcyjności nieruchomości handlowych. Można się spodziewać, że trend ten będzie się pogłębiał, o ile nie pojawią się na rynku nowe atrakcyjne sposoby alternatywnego wykorzystania tego rodzaju nieruchomości. Co więcej wpływ nowoczesnych technologii będzie w kolejnych latach coraz bardziej widoczny w pozostałych segmentach rynku w związku rozwojem m.in. mobilności elektrycznej, a może także sztucznej inteligencji – uważa Marcin Malmon MRICS, dyrektor działu wycen nieruchomości w Polish Properties, członek PRAXI Valuations.

Spadek zainteresowania nieruchomościami handlowymi widać też wyraźnie na rynku inwestycyjnym, gdzie liczba transakcji nieruchomościami handlowymi i ich wartość znacznie spadły w ostatnich kwartałach. Dominującym sektorem jest natomiast rynek biurowy, na którym w okresie od I do III kwartału 2019 dokonano transakcji za niemal €2,8 mld czyli niemal tyle samo, co w całym ubiegłym roku. Większość transakcji wciąż dotyczy warszawskich biurowców, jednak udział rynków regionalnych w całkowitym biurowym wolumenie inwestycyjnym jest znaczący i w trzech pierwszych kwartałach 2019 wyniósł ok. 36%.

Stopy zwrotu za najlepsze nieruchomości uległy historycznej kompresji i spadły obecnie poniżej 5% dla nieruchomości handlowych i biurowych oraz 6,4% dla nieruchomości magazynowych. W przypadku nieruchomości logistycznych stopy zwrotu za obiekty bardzo dobrze zlokalizowane, z długoterminowymi umowami najmu zrównały się już niemal ze stopami osiąganymi na rynku biurowym i kształtują się nawet na poziomie 5,15%, jak w przypadku transakcji „sale&lease back” magazynów Amazon w Szczecinie (2018).

– Warto jednak zwrócić uwagę, że w zakresie wskazanych powyżej ‘prime yields’ często raportowane na rynku są stopy zwrotu na niższych poziomach. Jest to nie tylko problem transparentności rynku, ale też braku jednolitej praktyki określania stóp zwrotu w odnotowywanych na rynku transakcjach. Zależnie bowiem od sposobu obliczania stóp (np. w wersji brutto lub netto) uzyskiwane są nieco rozbieżne wyniki  – dodaje Marcin Malmon MRICS.

Podsumowując, polski rynek nieruchomości jest wciąż atrakcyjnym celem dla inwestorów ze względu na szereg czynników, takich, jak dobre wskaźniki ekonomiczne, silny popyt na wynajem powierzchni biurowej i magazynowej i przede wszystkim możliwość wyższych niż na dojrzałych rynkach zysków połączonych z relatywnie niskim stopniem ryzyka.

Co powinien zawierać rządowy pakiet badań kontrolnych dla osób 40+?

  • Świadczenia zamawiane przez osoby po 40. roku życia stanowią 62% wszystkich usług realizowanych w ramach grupowych ubezpieczeń zdrowotnych.
  • Wśród specjalistów, z których pomocy przede wszystkim korzystają osoby 40+ znajdują się kardiolog, okulista i ortopeda.
  • Do najczęściej wykonywanych badań obrazowych należą EKG spoczynkowe i USG jamy brzusznej.

Rząd zapowiedział wprowadzenie pakietu badań dla osób po czterdziestce. Jednym z proponowanych na etapie kampanii wyborczej rozwiązań było włączenie go do świadczeń medycyny pracy. Eksperci SALTUS Ubezpieczenia sprawdzili, z których konsultacji i badań najczęściej korzystają te osoby w ramach grupowych ubezpieczeń zdrowotnych.

Sprawdziliśmy, w jaki sposób z usług medycznych korzystają osoby pomiędzy 40. a 49. rokiem życia, 50. a 59. oraz starsze. Okazało się, że ok. 60% zamawianych usług to badania laboratoryjne i diagnostyczne. Wizyty u specjalistów to z kolei ok. 18% realizowanych świadczeń – zauważa Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Dermatolog, okulista i ortopeda wśród najczęściej odwiedzanych specjalistów

Lista 5. specjalistów, z których pomocy najczęściej korzystają osoby po czterdziestce, nieznacznie różni się w zależności od grupy wiekowej. Jednak w każdym przypadku znajdują się wśród nich kardiolog, okulista i ortopeda.

Specjaliści, do których najczęściej chodzą osoby 40+
40-49 lat 50-59 lat 60+
Kobiety Mężczyźni Kobiety Mężczyźni Kobiety Mężczyźni
Ginekolog Ortopeda Ortopeda Ortopeda Ortopeda Ortopeda
Ortopeda Dermatolog Ginekolog Dermatolog Endokrynolog Kardiolog
Endokrynolog Kardiolog Endokrynolog Kardiolog Ginekolog Urolog
Dermatolog Okulista Kardiolog Okulista Okulista Okulista
Okulista Otolaryngolog Okulista Otolaryngolog Kardiolog Otolaryngolog
Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

 

Badania laboratoryjne i diagnostyczne to ok. 60% realizowanych świadczeń

Badania laboratoryjne i obrazowe stanowią ok. 60% wszystkich świadczeń, z jakich korzystają w ramach ubezpieczeń osoby po czterdziestce. W przypadku najmłodszej grupy wiekowej stanowią one odpowiednio 50 i 11% wszystkich świadczeń. U 50-latków i osób powyżej 60. roku życia podział ten wygląda podobnie – 48 i 12%.

Badania laboratoryjne, z jakich najczęściej korzystają osoby 40+

40-49 lat 50-59 lat 60+
Kobiety Mężczyźni Kobiety Mężczyźni Kobiety Mężczyźni
Hormon tyreotropowy – TSH Kreatynina Hormon tyreotropowy – TSH Glukoza na czczo Hormon tyreotropowy – TSH Kreatynina
Tyroksyna wolna – fT4 Glukoza na czczo Tyroksyna wolna – fT4 Aminotransferaza alaninowa – ALAT – GPT Kreatynina Aminotransferaza alaninowa – ALAT – GPT
Glukoza na czczo Aminotransferaza alaninowa – ALAT – GPT Glukoza na czczo Lipidogram Aminotransferaza alaninowa – ALAT – GPT Glukoza na czczo
Aminotransferaza alaninowa – ALAT – GPT Hormon tyreotropowy – TSH Aminotransferaza alaninowa – ALAT – GPT Kreatynina Glukoza na czczo PSA całkowite
Kreatynina Lipidogram Kreatynina Hormon tyreotropowy – TSH Aminotransferaza asparaginianowa – ASPAT – GOT Lipidogram
Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

 

Badania obrazowe, z jakich najczęściej korzystają osoby 40+

40-49 lat 50-59 lat 60+
Kobiety Mężczyźni Kobiety Mężczyźni Kobiety Mężczyźni
USG transwaginalne miednicy mniejszej USG jamy brzusznej USG transwaginalne miednicy mniejszej USG jamy brzusznej EKG spoczynkowe EKG spoczynkowe
USG piersi EKG spoczynkowe EKG spoczynkowe EKG spoczynkowe USG transwaginalne miednicy mniejszej USG jamy brzusznej
USG jamy brzusznej RM kręgosłupa lędźwiowo-krzyżowego USG tarczycy ECHO serca USG tarczycy ECHO serca
USG tarczycy ECHO serca USG piersi USG układu moczowego USG jamy brzusznej USG układu moczowego
EKG spoczynkowe RTG klatki piersiowej AP USG jamy brzusznej USG stawu kolanowego USG piersi USG stawu kolanowego
Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

Badania te są podstawą wykrywania wielu schorzeń charakterystycznych dla tych grup wiekowych, szczególnie badania USG, które mogą służyć w diagnostyce m.in. nowotworów. Warto jednak rozważyć uwzględnienie w pakiecie także bardziej specjalistycznych badań z obszaru tzw. diagnostyki ciężkiej. Z naszych obserwacji wynika, że zapotrzebowanie na nie gwałtownie rośnie w najstarszej grupie wiekowej. Osoby 60+ najczęściej wykonują tomograf głowy, jamy brzusznej oraz rezonans magnetyczny odcinka lędźwiowo-krzyżowego kręgosłupa – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Jakie badania można przeprowadzić w ramach medycyny pracy?

Jednym z pomysłów dotyczących sposobu wykonywania proponowanego pakietu badań jest uwzględnienie ich w medycynie pracy. Obecnie świadczenia medyczne przeprowadzane w jej ramach mają sprawdzać jedynie fizyczną zdolność pracowników do wykonywania obowiązków służbowych oraz zapobiegać i leczyć choroby zawodowe. Włączenie do niej badań kontrolnych, sprawdzających ogólny stan zdrowia i służących zapobieganiu najczęściej występującym w tych grupach wiekowych problemom, jest zatem dobrym pomysłem. Przyczyni się to też zapewne do wzrostu odsetka usług medycznych realizowanych w ramach medycyny pracy.

Na potrzebę rozszerzenia świadczeń obowiązkowych zapewnianych przez pracodawcę zwracają uwagę także ubezpieczyciele. Coraz częściej proponują uzupełnienie standardowego grupowego ubezpieczenia zdrowotnego o specjalistyczne programy profilaktyczne, mające zwalczyć najczęściej występujące wśród pracowników schorzenia. Nie tylko te wynikające z rodzaju wykonywanych obowiązków, ale również z wieku i płci. Przedsiębiorcy mogą za ich pośrednictwem zapewnić pracownikom m.in. dodatkową ochronę onkologiczną, kardiologiczną czy neurologiczną.

Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

UBS przedstawia prognozy gospodarcze na rok 2020

W obliczu niepewności politycznej główne rekomendacje dotyczą akcji spółek o wyższych i bardziej stabilnych zyskach i wypłacających dywidendy. Pojawiające się obecnie standardy branżowe powinny sprawić, że w nadchodzących latach zrównoważone inwestycje staną się jeszcze bardziej dostępne dla inwestorów.

Polska gospodarka jest odporna, ale utrzymują się wyzwania strukturalne, np. negatywne trendy demograficzne.

Zurych, 20 listopada 2019 r. – Zgodnie z prognozami UBS Global Wealth Management (GWM) na następny rok, wybory polityczne utrudniają przygotowanie prognozy na rok 2020, ale innowacje oparte na rozwiązaniach technologicznych i zrównoważonym rozwoju dadzą nam nowych zwycięzców i przegranych w nadchodzącym dziesięcioleciu.

Najważniejsze rekomendacje GWM UBS na ten rok to:

  • akcje spółek o wyższych i bardziej stabilnych zyskach i wypłacających dywidendy, a także akcje firm krajowych i skoncentrowanych na konsumencie, które są mniej narażone na wydatki;
  • zrównoważone nastawienie do obligacji, zważywszy na bardzo niskie zyski z najbezpieczniejszego zadłużenia i rosnące ryzyko kredytowe wśród emitentów o wysokiej rentowności;
  • przewaga metali szlachetnych nad towarami sprzedawanymi okresowo; połączenie walut bezpiecznych z walutami o wysokiej rentowności; preferencje dla niskiej wrażliwości na zmiany rynkowe w ramach inwestycji alternatywnych.

Mark Haefele, Chief Investment Officer, UBS Global Wealth Management/Dyrektor ds. Inwestycji, UBS Global Wealth Management: „Wybory, napięcia handlowe oraz podlegająca zmianom polityka pieniężna i budżetowa prawdopodobnie przyczynią się do zdefiniowania roku 2020 jako „roku wyborów”. Inwestorzy powinni jednak spojrzeć dalej niż na kolejne 12 miesięcy, tj. na „dekadę transformacji”, w której nowi zwycięzcy i przegrani mogą zmienić sposób alokacji kapitału.”

Ali Janoudi, Head Central and Eastern Europe, the Middle East and Africa at UBS Global Wealth Management:  „Wpływ napięć handlowych na inwestycje, spowolnienie w strefie euro i trudniejsze warunki dla rynku energii pozostają poważnym ryzykiem, szczególnie dla Europy Środkowej i Wschodniej oraz gospodarek, których rozwój bazuje na ropie naftowej w większym regionie. Jednak z drugiej strony, wyniki krajów CEEMEA pod względem globalnej konkurencyjności i łatwości prowadzenia działalności gospodarczej pokazują, że w ostatnich latach poczyniono znaczne postępy, nawet jeśli trzeba wykonać więcej pracy, aby przyciągnąć i utrzymać kapitał oraz kadrę pracowniczą.”

Jeżeli chodzi o perspektywy dla Polski, Lead Market Head Central Europe & Greece/Cyprus w UBS Global Wealth Management, Sandor Pasqualetti mówi: „Tendencja wzrostowa w Polsce ma charakter stabilny, na poziomie około 3,5–4%, i opiera się na znacznych napływach funduszy unijnych oraz silnym popycie wewnętrznym. Polska gospodarka jest również dość duża i bardziej odporna niż konkurenci regionalni ze względu na mniejszą zależność od eksportu, zróżnicowaną bazę eksportową oraz silny, lokalny popyt konsumencki. Spory rynek wewnętrzny jest istotny, biorąc pod uwagę utrzymujące się spowolnienie gospodarcze w strefie euro. Istnieją jednak strukturalne wyzwania gospodarcze, w tym negatywne tendencje demograficzne, luki w infrastrukturze, rosnące braki wykwalifikowanej siły roboczej i prawdopodobnie mniejsze kwoty z funduszy UE w przyszłości.”

W latach dwudziestych XXI w. inwestorzy staną w obliczu globalnej transformacji. Około 790 milionów ludzi przeprowadzi się do miast. Rynek pracowniczy skurczy się o 25 milionów w krajach rozwiniętych i wzrośnie o 470 milionów w krajach rozwijających się. Liczba użytkowników internetu wzrośnie z 4,3 miliarda do 7,5 miliarda.

Zgodnie z raportem UBS, wyzwania dotyczące zrównoważonego rozwoju i technologii związane z tymi i innymi czynnikami stanowią szanse. Ogólnie rzecz biorąc, najważniejsze długoterminowe tematy inwestycyjne, na które warto zwrócić uwagę w przyszłym roku to transformacja cyfrowa, terapie genetyczne i niedobór wody.

Ponadto, w miarę zbliżania się roku 2020, inwestorzy skupiają się wokół globalnych standardów, które sprawią, że zrównoważone inwestycje będą bardziej dostępne dla klientów. Należą do nich zasady operacyjne Międzynarodowej Korporacji Finansowej dotyczące zarządzania skutkami, a także inicjatywy Międzynarodowego Instytutu Finansów mające na celu uproszczenie terminologii zrównoważonego inwestowania. Te ostatnie są wspierane zarówno przez UBS, czyli największą na świecie instytucję z sektora wealth management, jak i największą spółkę zarządzającą aktywami, tj. BlackRock.

Perspektywy gospodarcze

Według raportu GWM UBS, w podstawowym wariancie globalna gospodarka wzrośnie o 3% w porównaniu do 3,1% w 2019 r. Wzrost rynków rozwiniętych wyhamuje z 1,6% do 1,1%, a wzrost rynków wschodzących przyspieszy z 4,2% do 4,6%. Jednak stopień niepewności pozostaje wysoki, na co składają się wybory geopolityczne, proces kształtowania polityki, a także decyzje podjęte przy urnie wyborczej.

Świat prawdopodobnie utrzyma również kontrolę nad inflacją, a jej globalny poziom spadnie z 3% do 2,9%. Do końca 2020 r. rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych spadnie do 1,8%, a ceny ropy Brent spadną do 60 USD za baryłkę.

W podstawowym wariancie prognozy na rok 2020 GWM UBS przewiduje wzrost:

Państwo 2019 2020
Stany Zjednoczone 2.2% 1.1%
Brazylia 0.9% 2.5%
Niemcy 0.5% 0.6%
Francja 1.3% 1.0%
Włochy 0.2% 0.4%
Hiszpania 2.0% 1.7%
Wielka Brytania 1.2% 0.9%
Szwajcaria 0.7% 0.9%
Rosja 1.0% 1.8%
Chiny 6.1% 5.7%
Japonia 0.5% 0.6%
Indie 5.9% 6.5%

Jak sztuczna inteligencja pomaga nam pracować

Sztuczna inteligencja jest w stanie zrewolucjonizować niemal każdy obszar biznesu. Jej wykorzystanie w przedsiębiorstwie pozwala odciążyć pracowników z nużących obowiązków oraz poprawiać jakość życia.

Dla wielu firm jednym ze strategicznych priorytetów rozwoju na najbliższe lata jest robotyzacja procesów biznesowych (Robotic Process Automation, RPA). Przedsiębiorstwa wierzą, że robotyka zapewni znaczny wzrost ich wydajności oraz poprawę jakości pracy. Według badań firmy doradczej Deloitte, 53% respondentów wdraża już robotyzację, a kolejnych 19% planuje przyjęcie RPA w ciągu najbliższych dwóch lat.[1] Firmy, które z sukcesem wprowadziły robotyzację, zamierzają w ciągu nadchodzących trzech lat znacząco rozwijać swoje inwestycje w tym zakresie.

Nowoczesne wsparcie klienta

Obsługa klienta to dziedzina, w której obecnie najczęściej można spotkać się ze sztuczną inteligencją. Algorytmy wyszukują, sortują i filtrują informacje z wielu źródeł. Pomagają następnie przedsiębiorstwom w kontakcie z klientem. – Wyobraźmy sobie, że dzwonimy do przychodni i odbiera wirtualna sekretarka. Naturalnym tonem zadaje pytania, rozumie nasze odpowiedzi i odpowiednio reaguje. Ma bieżący dostęp do baz danych czy harmonogramu lekarzy, od razu sprawdza więc dostępność specjalistów, udziela potrzebnych informacji i np. umawia wizytę. Tak samo może to działać w każdym innymprzedsiębiorstwie – mówi Mateusz Macierzyński, kierownik ds. produktów ITS w firmie Konica Minolta

Agencja badawcza Gartner prognozuje, że w przyszłym roku już 25% operacji obsługi i wsparcia klienta będzie realizowanych przez wirtualnych asystentów lub technologię chatbot.[2] Dla porównania, w 2017 roku było to mniej niż dwa procent.

Cyfrowa księgowość

Robotyzacja może wspierać działy kadrowe, księgowe, marketingu, sprzedaży, IT, logistyczne, administracyjne, obsługi klienta czy reklamacji, a nawet prawników. – Roboty mogą przeglądać zgłoszenia aplikacyjne, wprowadzać dane do systemów lub pobierać je z załączników poczty elektronicznej, generować raporty, zamawiać kurierów czy potrzebne towary, wystawiać i wysyłać klientom faktury, prowadzić księgi podatkowe, zlecać transport, naliczać wynagrodzenia oraz wykonywać dziesiątki innych monotonnych czynności. Wystarczy zaprogramować cały proces raz, aby powtarzały go bezbłędnie nawet przez całą dobę – podkreśla Mateusz Macierzyński z Konica Minolta.

Robot integruje się m.in. z dokumentami elektronicznymi i arkuszami Excela, pocztą e-mail, portalami internetowymi i aplikacjami, bazami danych i systemami firmowymi takimi jak ERP, SARP czy Workflow. Takie rozwiązania są już dostępne m.in. na inteligentnej platformie informatycznej Workplace Hub. Oferowane przez Konica Minolta urządzenie łączy sprzęt, oprogramowanie i usługi, co umożliwia zarządzanie całą infrastrukturą IT za pomocą jednego systemu. Dzięki dużej mocy obliczeniowej na platformie może działać wielu wirtualnych pracowników czy algorytmów.

Przyszłość należy do sztucznej inteligencji

Gartner podaje, że uczenie maszynowe może rozwiązać wiele problemów biznesowych, w różnych sektorach.[3] American Express korzysta z analizy danych i algorytmów uczenia maszynowego, aby pomóc wykrywać oszustwa w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Volvo wykorzystuje dane, aby przewidzieć, kiedy części mogą ulec awarii lub pojazdy będą wymagały serwisowania, co poprawia bezpieczeństwo. Według Deloitte, wdrożenie RPA w firmie przerasta oczekiwania podmiotów w zakresie korzyści pozafinansowych, takich jak terminowość, elastyczność i jakość pracy. Aż 85% respondentów potwierdziło taki stan rzeczy. Niektórzy wskazywali również, że pozwoliło im to na przeniesienie ludzi do wykonywania zadań o wyższej wartości, które również prowadziły do zwiększenia satysfakcji z pracy.

[1] https://www2.deloitte.com/us/en/pages/operations/articles/global-robotic-process-automation-report.html

[2] https://www.gartner.com/en/newsroom/press-releases/2018-02-19-gartner-says-25-percent-of-customer-service-operations-will-use-virtual-customer-assistants-by-2020

[3] https://www.gartner.com/smarterwithgartner/top-trends-on-the-gartner-hype-cycle-for-artificial-intelligence-2019/

Program promocji branży tekstylno-odzieżowej kusi młodych ludzi atrakcyjną karierą

Komisja Europejska, z inicjatywy przedstawicieli europejskich firm tekstylno-odzieżowych, powołała program na rzecz rozwoju kadr i karier w tym sektorze. Główną rolę w programie odgrywa Europejska Agencja Wykonawcza do spraw Małych i Średnich Przedsiębiorstw (EASME). Jest to szczególnie ważne dla polskiego sektora tekstylnego, odzieżowego, obuwniczego i garbarskiego, gdyż jest on zdominowany przez firmy zatrudniające do 50 pracowników. Program będzie obejmował cykl spotkań w sześciu krajach Unii Europejskiej, w tym w Polsce. Ich celem jest przekonanie młodych osób do budowania swojej kariery w sektorze odzieżowo-tekstylnym, co ma doprowadzić do zwiększenia się liczby wykwalifikowanych specjalistów w tej branży. W realizacji projektu bierze udział Związek Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego (PIOT).

– Uważamy, że sektory te są bardzo rozwojowe i obiecujące dla młodych ludzi. Mamy do czynienia z bardzo dużą ekspansją proeksportową w firmach odzieżowo-tekstylnych. To sektory kreatywne i pełne pasji, działające na rzecz wielu dziedzin gospodarki w całej Europie. To daje duże możliwości rozwoju – powiedziała serwisowi eNewsroom Aleksandra Krysiak, Dyrektor w Związku Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego PIOT. – Jeżeli młody człowiek zechce przyłączyć się do wspólnego dzieła budowania tego sektora, odnajdzie tutaj pasjonującą ścieżkę kariery. Łączymy w sobie tradycję i nowoczesność, bo z krawiectwem spotyka się tutaj robotyka i digitalizacja – wszystko, co jest teraz wokół młodego człowieka. Działania w ramach projektu obejmują spotkania z pracodawcami, najlepszymi i najbardziej znanymi na rynku polskim markami, spotkania w szkołach średnich i wyższych, dni otwarte, udział w targach oraz kampanię wizerunkową – zapowiada Krysiak.

Samozatrudnienie zamiast etatu. Na rynku widać coraz więcej jednoosobowych firm

Blisko 2,8 mln jednoosobowych działalności gospodarczych było zarejestrowanych na koniec trzeciego kwartału br. Z rejestru urzędowego prowadzonego przez GUS wynika, że w ciągu dziewięciu miesięcy liczba tego typu podmiotów wzrosła o niespełna 102 tys. Ponadto we wrześniu 2019 r. zawieszonych było przeszło 362 tys. mikrofirm. Tylko od stycznia 2018 r. zostało wpisanych ponad 218 tys. nowych jednoosobowych działalności. W tym samym okresie skreślono niemal 112 tys. najmniejszych biznesów.

Od rejestracji do zawieszenia

Jak wynika z zapisów rejestru urzędowego prowadzonego przez GUS, według stanu na 30 września br. w naszym kraju było zarejestrowanych 2 744 771 jednoosobowych działalności gospodarczych. Ich liczba istotnie zwiększyła się w porównaniu do stanu na koniec 2018 roku, kiedy w rejestrze REGON wpisanych było 2 643 256 takich podmiotów. Z kolei 2017 rok zamknięto wynikiem 2 537 441, 2016 – 2 500 653, 2015 – 2 501 870, a 2014 – 2 496 105. Polacy są bardzo przedsiębiorczym narodem, o czym przekonuje Piotr Wołejko, ekspert Pracodawców RP. Stosunkowo duży odsetek obywateli bierze los we własne ręce, zakładając działalność gospodarczą.

– Są kraje, w których jest mało samozatrudnienia. Tak dzieje się np. w Skandynawii. Ale mamy też państwa takie jak Grecja, gdzie sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie. My jesteśmy bardziej podobni do południa Europy. Samozatrudnionych jest dużo, co wynika z profilu gospodarki i rozdrobnienia przedsiębiorstw. Występuje dużo fachowców świadczących samodzielne usługi, w tym małych sklepików. I stąd te wyniki – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Z kolei Kamil Rybikowski, ekspert Związku Pracodawców i Przedsiębiorców, podkreśla, że z przedstawionych danych nie wiemy, jak wygląda działalność tych przedsiębiorców. Nie brakuje osób, które de facto współpracują tylko z jednym kontrahentem w ramach tzw. B2B. Dla wielu taka forma rozliczenia jest bardziej korzystna, zwłaszcza ze względu na wysokość składek na ubezpieczenie społeczne.

– Dostrzegam coraz większe zainteresowanie prowadzeniem działalności nierejestrowej. Część osób łączy tę aktywność z wykonywaniem obowiązków zawodowych, np. w oparciu o umowę o pracę. To dobra okazja do przetestowania rynku, zastanowienia się nad formułą i pomysłem na biznes. To też może mieć wpływ na dane dot. liczby zarejestrowanych JDG – mówi Katarzyna Dwórznik, ekspert z Krajowej Izby Gospodarczej (KIG).

Według stanu rejestru na koniec września br. było zawieszonych 362 675 jednoosobowych działalności. To więcej niż ostatniego dnia 2018 roku, kiedy w rejestrze wpisane były 332 063 takie podmioty. Dane za lata wcześniejsze dały wynik 285 242 (2017 rok), 289 392 (2016 rok), 295 015 (2015 rok) i 242 616 (2014 rok).

– Przyczyn zawieszania działalności może być wiele. Dotyczą np. życia prywatnego czy nawet losowych sytuacji, które zmuszają przedsiębiorcę do wstrzymania prowadzenia biznesu. Nie można więc twierdzić, że od tej decyzji już tylko jeden krok do zamknięcia firmy. Jest to na pewno etap przejściowy. Odsetek zawieszonych działalności w przekroju ostatnich lat wydaje się być dość stabilny – zaznacza Piotr Wołejko.

Według eksperta z KIG-u, zawieszenia działalności nie należy traktować jako początku końca firmy. To może być element strategii działania danej osoby. Są przecież biznesy, które z założenia prowadzone są sezonowo. Funkcjonują więc tylko w określonych miesiącach roku, a w pozostałych są zawieszone. Ponadto może dojść do zawieszenia JDG, ale to nie wyklucza aktywności w formie chociażby spółki cywilnej. Takie sytuacje również zdarzają się dość często.

– Przedsiębiorca bierze na siebie ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. A polskie mikrofirmy mają ograniczone szanse rozwoju, ze względu na niską produktywność i skromne zasoby kapitałowe. W zasadzie skupiają się na dostarczaniu właścicielom środków do życia, aby mogli utrzymać rodzinę. Z badań, przeprowadzonych przed kilkoma laty przez dr Małgorzatę Starczewską-Krzysztoszek dla Konfederacji Lewiatan, wynika, że tylko ok. 40% osób zakładających firmę ma ambicję jej powiększenia i stworzenia marki – podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Rotacje na rynku

218 240 jednoosobowych działalności gospodarczych zostało wpisanych w ciągu trzech kwartałów br. Natomiast przez cały 2018 rok nowo utworzonych podmiotów było 287 901, a w 2017 roku ¬– 266 457. Z kolei w 2016 roku odnotowano 248 534 nowych wpisów, w 2015 roku – 256 350, a w 2014 roku – 256 954.

– Wiele osób rozważa i wybiera samozatrudnienie, zwłaszcza że są okresy przejściowe. Przez pierwsze pół roku można skorzystać z ulgi na start, a więc należy odprowadzać jedynie składkę zdrowotną. W 2019 roku wynosi ona 342 zł. Następnie przez 2 lata jest tzw. mały ZUS – analizuje ekspert Związku Pracodawców i Przedsiębiorców.

Jak przekonuje Piotr Wołejko, coraz więcej osób pracuje w zawodach, w których zatrudnienie etatowe traci na popularności lub nigdy nie było przesadnie popularne. Dotyczy to chociażby sektora IT, który zyskuje na znaczeniu i ten trend będzie coraz silniejszy. W opinii eksperta Pracodawców RP, dla gospodarki niezwykle istotne jest to, że nieustannie powstaje dużo nowych podmiotów. Wskazuje to na wysoką dynamikę życia gospodarczego. Nowe firmy to wielki entuzjazm osób, które je zakładają. I szansa na to, że pomysł może przerodzić się w coś poważnego.

– Nie należy zachwycać się tym, że powstaje coraz więcej mikrofirm. Oczywiście one też są potrzebne na rynku. Jednak takie podmioty nie są w stanie sfinansować zakupu dobrych maszyn czy nowoczesnych technologii, szkolenia pracowników czy ekspansji na nowe rynki. Z punktu widzenia Polski byłoby dobrze, gdybyśmy przechodzili w kierunku przedsiębiorstw, które mają większe zasoby kapitałowe i są bardziej produktywne – dodaje Jeremi Mordasewicz.

111 647 JDG zostało skreślonych w okresie od stycznia do września br. Według stanu rocznego za 2018 rok było 176 178 takich podmiotów. Wówczas odnotowano mniej takich przypadków niż we wcześniejszych latach. W 2017 roku było ich 258 457, w 2016 roku  – 248 017, w 2015 roku – 248 009, a w 2014 roku – 264 116.

– Mamy dużą rotację wśród tych najmniejszych firm. One często powstają i przestają istnieć. Rezygnacja z prowadzenia może wynikać z różnych powodów. Niekiedy jest to rozpoczęcie współpracy z nowym podmiotem, który oferuje zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę. Wtedy to mikroprzedsiębiorstwo nie jest już potrzebne. Jednak w dużej mierze częstym powodem rezygnacji jest wejście w tzw. duży ZUS – mówi Kamil Rybikowski.

Z kolei Katarzyna Dwórznik z KIG-u podkreśla, że wyciąganie daleko idących wniosków na podstawie ww. danych byłoby ryzykowne. Same liczby niekoniecznie oddają całość sytuacji. Nie wiemy, czy te wykreślenia były skorelowane z zakończeniem np. odprowadzania preferencyjnych składek do ZUS-u czy np. okresu dofinansowania unijnego. Ponadto w różnych konkursach, zapewniających wsparcie mikroprzedsiębiorcom, pojawia się wymóg utrzymania działalności przez 24 miesiące. To też może mieć odbicie w tych statystykach. Zwłaszcza, że w danym roku mogło być przyznanych więcej dotacji niż w kolejnych dwunastu miesiącach.

– W Polsce zatrudnienie pracownika wciąż wiąże się z ogromną odpowiedzialnością finansową i administracyjną. To sprawia, że wiele JDG nie jest w stanie się rozwinąć. Ich właściciele nie decydują się na zatrudnienie pierwszego, drugiego czy trzeciego pracownika. Dlatego należy ułatwić życie mikroprzedsiębiorcom właśnie w tym zakresie. Jednocześnie warto, aby samozatrudnieni niemający niezbędnych predyspozycji i osiągający przez długi czas słabe rezultaty rozważyli przejście na etat – podsumowuje ekspert z Konfederacji Lewiatan.

Branża ubezpieczeniowa ociąga się z wdrażaniem nowych technologii. Ubezpieczyciele muszą przyspieszyć, żeby wygrać walkę o klientów

Rosnące oczekiwania klientów, którzy preferują cyfrowe usługi i kanały kontaktu, to główny czynnik napędzający zwrot ku innowacjom w sektorze ubezpieczeń. Do tego dochodzą silna pozycja porównywarek internetowych oraz konkurencja ze strony sektora insurtechów i cyfrowych gigantów typu Amazon. Jak ocenia partner zarządzający Sollers Consulting Michał Trochimczuk, na razie cyfryzacja i wdrażanie nowych technologii idzie ubezpieczycielom zbyt wolno i nie pozwala im realnie konkurować o klientów z bardziej innowacyjnymi podmiotami. Aby utrzymać się na rynku, ubezpieczyciele muszą przyspieszyć proces digitalizacji i radykalnie zmienić dotychczasowe kanały dystrybucji i kontaktu z klientami.

Nowe technologie – jak sztuczna inteligencja i zaawansowane rozwiązania analityczne – będą odgrywać kluczową rolę we wszystkich aspektach świadczenia usług ubezpieczeniowych. Postęp technologiczny nie pozostawia ubezpieczycielom wyboru i ci muszą wprowadzać zmiany. Muszą zaakceptować fakt, że nie ma ucieczki od cyfryzacji, a korzystanie z najnowszych technologii – w tym sztucznej inteligencji i analizy danych – jest koniecznością – mówi agencji Newseria Biznes Michał Trochimczuk, partner zarządzający Sollers Consulting.

Jak ocenia, do grona najważniejszych czynników kształtujących sektor ubezpieczeń należy internet, który zrewolucjonizował sposób świadczenia usług ubezpieczeniowych. Internetowi brokerzy wypracowali sobie na rynku silną pozycję, przez co agenci i towarzystwa ubezpieczeniowe zostali zmuszeni do zapoczątkowania procesu cyfryzacji. Internet sprawił też, że towarzystwa ubezpieczeniowe testują m.in. możliwości związane z udzielaniem wsparcia czy obsługą roszczeń online.

– Trzeba zauważyć, że jak na razie wprowadzanie zmian przez ubezpieczycieli i korzystanie z najnowszych technologii ma charakter połowiczny. Te zmiany nie pozwalają im jeszcze na prowadzenie prawdziwej konkurencji z firmami internetowymi ani wypracowanie lepszego podejścia do klienta – mówi Michał Trochimczuk.

Zwrot ku innowacjom w branży ubezpieczeniowej wymusza przede wszystkim konkurencja. Ubezpieczyciele muszą się nauczyć korzystać z nowych technologii, żeby nie wypaść z rynku i móc konkurować z innowacyjnymi spółkami z sektora insurtech oraz gigantami cyfrowymi pokroju Amazona. Drugi czynnik to rosnące oczekiwania klientów. Jeżeli ubezpieczyciele nie przestaną się ociągać z wdrażaniem nowych technologii, grozi im zniechęcenie do siebie klientów, którzy posługują się nimi coraz chętniej i sprawniej.

Zaznaczenie obecności w cyfrowych ekosystemach jest również ważne dlatego, że w niedalekiej przyszłości to właśnie tam będzie zawierana większość transakcji ubezpieczeniowych. Ubezpieczyciele tacy jak Axa, Zurich czy Basler podjęli już zdecydowane kroki, żeby prowadzić działalność ubezpieczeniową właśnie na bazie ekosystemów cyfrowych. Nawiązali szereg partnerstw usługowych, by umożliwić częstsze kontakty z klientem i poprawić komfort korzystania ze swoich usług – mówi Michał Trochimczuk.

Jak podkreśla, w tej chwili ubezpieczyciele poszukują rozwiązań umożliwiających kontakty z klientami przy użyciu wszystkich kanałów komunikacji – agentów, sprzedawców bezpośrednich i banków. Jednak w tym celu muszą również przeprowadzać restrukturyzację swojej infrastruktury IT. Ta często okazuje się zbyt stara, a koszty jej modernizacji – zbyt wysokie. Dlatego towarzystwa ubezpieczeniowe szukają nowoczesnych rozwiązań IT do budowy elastycznych, cyfrowych ekosystemów.

W tym celu stworzyliśmy rozwiązanie w postaci platformy omnichannelowej o nazwie RIFE. Pomaga ona ubezpieczycielom budować narzędzia do komunikacji wielokanałowej na miarę oczekiwań klientów. O jej możliwościach będziemy rozmawiać podczas konferencji „Innovation in Insurance”, która odbędzie się w styczniu przyszłego roku w Warszawie – mówi Michał Trochimczuk.

Organizowana co roku przez Sollers Consulting konferencja „Innovation in Insurance” jest dla branży platformą do wymiany doświadczeń i wiedzy, umożliwia też prześledzenie najważniejszych zmian i trendów w sektorze ubezpieczeniowym. Jej przyszłoroczna edycja, która rozpocznie się 20 stycznia w warszawskim Centrum Nauki Kopernik, będzie już ósmą z kolei. To jedno z najważniejszych na rynku wydarzeń poświęconych digitalizacji w ubezpieczeniach, które corocznie skupia około 300 profesjonalistów i menadżerów zarządzających firmami ubezpieczeniowymi z całej Europy.

Lawinowo rośnie liczba przesyłanych danych. Połączenia bezpośrednie zapewnią firmom bezpieczną wymianę informacji

W cyfrowej gospodarce dane i ich analiza stanowią dla przedsiębiorstw podstawę działalności. Aby utrzymać konkurencyjność, firmy muszą obsłużyć ich rosnącą liczbę i przyspieszać wymianę informacji. Służą temu połączenia bezpośrednie – według badań Equinix 39 proc. polskich decydentów IT uważa je za kluczowy czynnik transformacji cyfrowej, który pozwala m.in. uzyskać przewagę konkurencyjną, redukować koszty i podnosić bezpieczeństwo.

Według raportu „The Digitization of the World. From Edge to Core” liczba danych na świecie wzrośnie z 33 ZB w 2018 roku do aż 175 ZB przed 2025 rokiem (jeden zetabajt to odpowiednik tryliona gigabajtów). Obecnie ponad 5 miliardów konsumentów wchodzi w interakcje z danymi każdego dnia. W połowie przyszłej dekady już każda osoba podłączona do sieci będzie wchodzić z nimi w interakcję średnio co 18 sekund, do czego przyczyni się m.in. napływ danych z miliardów urządzeń podłączonych do Internetu Rzeczy.

– Liczba danych rośnie lawinowo, podobnie jak liczba urządzeń wykorzystujących transmisję danych. Rośnie także liczba informacji gromadzonych o samych użytkownikach i poszczególnych procesach. Żeby sobie z tym radzić, firmy muszą używać bezpiecznych sieci i połączeń bezpośrednich, aby móc w sposób elastyczny i zróżnicowany przekazywać te dane pomiędzy sobą, swoimi klientami czy dostawcami – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Busz, dyrektor zarządzający Grupy Equinix w Polsce.

Rosnąca liczba danych, ich analiza i wymiana to wyzwanie dla firm, ponieważ w cyfrowej gospodarce stanowią one podstawę biznesowej działalności. Aby skutecznie działać na konkurencyjnym rynku, przedsiębiorstwa muszą obsłużyć ich coraz większe ilości i przyspieszyć wymianę informacji między różnymi środowiskami przetwarzania w chmurze i ekosystemami biznesowymi. Takie możliwości dają połączenia bezpośrednie (interconnection), czyli prywatne połączenia sieciowe pomiędzy partnerami biznesowymi.

– Połączenia bezpośrednie to wydzielona, niezależna od publicznego internetu sieć połączeń, która gwarantuje bardzo bezpieczną, szybką i przede wszystkim elastyczną komunikację pomiędzy klientami organizacji, wszystkimi graczami w jej otoczeniu oraz środowiskami chmurowymi. W Polsce czterech na dziesięciu badanych przez nas decydentów IT uważa, że połączenia bezpośrednie są głównym czynnikiem umożliwiającym cyfrową transformację. Co istotne, jak wynika z naszego raportu GXI vol. 3, przepustowość połączeń bezpośrednich będzie wzrastać o około 51 proc. rocznie, to znacznie więcej niż publiczny internet na świecie – mówi Robert Busz.

Jak podkreśla, jedną z głównych zalet połączeń bezpośrednich jest bezpieczeństwo, które jest wynikiem niezależności od publicznego internetu.

– W Polsce 36 proc. decydentów IT uważa, że połączenia bezpośrednie mogą pomagać w osiągnięciu przewagi konkurencyjnej, wpłynąć na redukcję kosztów połączeń sieciowych, poprawić bezpieczeństwo firmy i użytkowników aplikacji, jak również wpłynąć na jakość doświadczeń użytkownika – podkreśla Robert Busz.

Jak wynika z badania Equinix, obniżenie kosztów jest czynnikiem decydującym o wykorzystaniu połączeń bezpośrednich dla ponad połowy polskich decydentów IT (51 proc.). 49 proc. respondentów jako głównego motywatora wskazało poprawę cyberbezpieczeństwa.

– Połączenia bezpośrednie odgrywają bardzo ważną rolę w każdym ekosystemie cyfrowym, dlatego zdecydowaliśmy się otworzyć kolejne centrum danych w Warszawie, żeby zapewnić naszym klientom możliwość nieograniczonych połączeń bezpośrednich pomiędzy sobą, ze środowiskami chmurowymi, jak również ze swoimi partnerami biznesowymi bądź pracownikami – mówi dyrektor zarządzający Grupy Equinix w Polsce.

Nowe centrum danych International Business Exchange (IBX) o nazwie WA3 zostanie otwarte w pierwszym kwartale 2020 r.

Niższe zbiory jabłek przełożyły się na wyższe ceny skupu. W przyszłym roku owoce mogą być jeszcze droższe

Zbiory jabłek są w tym roku niższe o 25 proc. od ubiegłorocznych, co przełożyło się na wyższe ceny skupu zarówno jabłek deserowych, jak i przemysłowych. Pod tym względem przyszły rok może się okazać dla sadowników jeszcze bardziej korzystny, zwłaszcza jeśli wystąpią kolejne problemy z produkcją spowodowane niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Czynnikiem, który powoduje wzrost cen jabłek, są też spadki produkcji w innych krajach.

Mamy listopad i jabłka zostały już przesortowane na takie, które nadają się do obrotu detalicznego jako jabłka konsumpcyjne, oraz takie, które trafiły do przemysłu. Ten rok okazał się lepszy niż poprzedni pod względem cen jabłek przemysłowych. W ubiegłym sięgały one 5–8 groszy, w tym roku można było uzyskać już 55–62 grosze. Cena jabłek przemysłowych do obierania w zależności od odmiany sięgała nawet 1,2 zł. Natomiast w przypadku jabłek deserowych cena nie jest adekwatna do zebranej ilości i w hurcie jest jeszcze niezbyt wysoka, sięgająca 1,2–1,3 zł, czasami 1,5–1,6 zł za najlepsze odmiany – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Kołacz, główny specjalista ds. sadownictwa, integrowanej produkcji i ochrony roślin w Kujawsko-Pomorskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Minikowie.

Jak poinformował resort rolnictwa, w tym roku zbiory jabłek są o 25 proc. niższe od ubiegłorocznych. Niekorzystny wpływ miały na nie czynniki pogodowe, m.in. wiosenne przymrozki, hamujący wzrost roślin niedobór opadów deszczu w kwietniu, wyjątkowo wysokie temperatury w czerwcu oraz lokalnie występujące ekstremalne zjawiska klimatyczne – burze, gradobicia i nawałnice połączone z silnym wiatrem. Według wstępnych szacunków GUS, tegoroczne zbiory jabłek ukształtują się na poziomie około 3 mln ton i będą o 1/4 niższe niż w ubiegłym roku, który był pod tym względem rekordowy – produkcja jabłek sięgnęła według GUS-u 3,9 mln ton.

Paradoksalnie klęska urodzaju zaszkodziła jednak sadownikom, ponieważ przełożyła się na niskie ceny skupu, które nie rekompensowały im kosztów produkcji ani zbioru owoców. Aby pomóc sadownikom, resort rolnictwa był zmuszony uruchomić mechanizm skupu interwencyjnego. W tym roku na skutek niższych zbiorów ceny skupu – zarówno jabłek deserowych, jak i przemysłowych – są już wyższe.

Na cenę jabłek wpływa popyt i podaż, czyli za ile ktoś kupi i sprzeda. Tylko ten element jest wyznacznikiem, nie ma ceny minimalnej, nie bierze się pod uwagę kosztów produkcji. Natomiast w przypadku koncentratu jabłkowego mamy stałe umowy i tu nic się nie zmieniło – mówi Małgorzata Kołacz. – Przyszły rok może być wielką niespodzianką na plus dla sadowników. Te ceny mogą być jeszcze wyższe, jeżeli wystąpią problemy z produkcją na rynku.

Spadki produkcji w innych krajach to kolejny czynnik, który powoduje wzrost cen jabłek. Według prognoz WAPA w tym roku szacunkowe zbiory jabłek w Europie wyniosą nieco ponad 10,5 mln ton i będą o ok. 1/5 niższe w porównaniu z ubiegłym.

– Ten rok pod względem eksportu jabłek będzie bardzo trudny z uwagi na to, że produkt, który pochodzi z naszych sadów, jest niejednorodny i trudny w klasyfikacji jakościowej – mówi Małgorzata Kołacz. – Polskie jabłka eksportujemy w zasadzie wszędzie tam, gdzie konsumenci chcą je kupić. Do niedawna najlepszym odbiorcą była Rosja. W tej chwili – z uwagi na rosyjskie embargo – są firmy, które próbują je obejść i sprzedawać na rynek rosyjski poprzez inne kraje, aczkolwiek to czasami nie jest efektywny eksport. Mamy też na uwadze kraje arabskie, Afrykę Północną, myślimy też o krajach Azji.

Obecnie Polska jest największym w Europie i trzecim na świecie (po Chinach i USA) producentem jabłek. Przed wprowadzeniem embarga w 2014 roku głównym odbiorcą polskich owoców była Rosja – tamtejszy rynek odpowiadał za około 55 proc. całego eksportu jabłek z Polski i odbierał nieco ponad jedną piątą krajowej produkcji. W tej chwili główne rynki zbytu to Białoruś, Ukraina, Rumunia, Kazachstan i Niemcy.

Konkurencją dla nas są Chiny, ale tam nawet olbrzymia produkcja własna nie wystarcza na potrzeby rynku wewnętrznego. Jednak Chiny też eksportują i są dla nas konkurentem, podobnie jak Włochy i Francja – mówi Małgorzata Kołacz. – Jeżeli mówimy o jabłkach poszukiwanych przez odbiorców, w tej chwili są to głównie Gala paskowana i Golden Delicious. To są odmiany najbardziej poszukiwane w Polsce i na świecie, które uzyskują najwyższe ceny na rynku.

Jak podkreśla, od około 3–5 lat polscy sadownicy znajdują się w sytuacji zastoju i nie mają środków na to, żeby inwestować, wdrażać nowe technologię i rozwijać produkcję. Wynika to z faktu, że na przestrzeni ostatnich kilku lat gospodarstwa borykały się z anomaliami pogodowymi.

W tej chwili, żeby rozwijać produkcję sadowniczą, trzeba się zastanowić, jak można zniwelować konsekwencje tych anomalii pogodowych, które znacząco wpływają na produkcję. Mowa głównie o przymrozkach wiosennych, w tym roku mieliśmy z nimi do czynienia pięciokrotnie, co wpłynęło nie tylko na jabłonie, lecz także na grusze, czereśnie i wiśnie. Lokalnie występowały straty sięgające nawet 95 proc., a owoce zebrane z pozostałych wykazują gorsze wartości jakościowe, gdyż one są ordzawione, często zniekształcone – mówi Małgorzata Kołacz.

Polscy przedsiębiorcy coraz uważniej przyglądają się Gruzji. Przyciągają ich tam chłonny rynek i liczne inwestycje w infrastrukturę

0

Polscy przedsiębiorcy coraz uważniej przyglądają się Gruzji. Przyciągają ich tam chłonny rynek i liczne inwestycje w infrastrukturę 1

Polska i Gruzja pozostają w przyjaznych relacjach politycznych, co pozytywnie przekłada się na współpracę gospodarczą. W ubiegłym roku wartość polskiego eksportu do Gruzji sięgnęła 488,3 mln zł, z kolei import gruzińskich produktów był wart 72,8 mln zł. To wciąż stosunkowo niewiele, ale Gruzja jest już największym odbiorcą polskich towarów spośród krajów południowego Kaukazu. Wśród najbardziej perspektywicznych sektorów tamtejszego rynku jest m.in. energetyka i turystyka. Polskie przedsiębiorstwa są zainteresowane także inwestycjami infrastrukturalnymi.

Polskie firmy zaczynają się coraz uważniej przyglądać Gruzji jako miejscu, gdzie mogą lokować swoje produkty i usługi, oraz kierunkowi, z którego mogą prowadzić ekspansję na pozostałe kraje regionu. Z kolei gruzińscy przedsiębiorcy postrzegają Polskę jako ciekawy, chłonny i stosunkowo majętny rynek oraz most do dalszej ekspansji na rynek europejski – mówi agencji Newseria Biznes Stanisław Raźniewski, prezes Polsko-Gruzińskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Gruzja już w tej chwili jest największym odbiorcą polskich towarów spośród krajów południowego Kaukazu. Według danych GUS przytaczanych przez KUKE, w 2018 roku wartość polskiego eksportu do Gruzji sięgnęła 488,3 mln zł. To jednak wciąż znikomy udział w całym polskim eksporcie, sięgający raptem 0,1 proc. Wartość gruzińskiego importu do Polski za ubiegły rok to zaledwie 72,8 mln zł, choć od kilku lat zdecydowanie wzrasta.

– W stosunku do poprzedniego roku nastąpił wzrost wymiany handlowej rzędu 7–8 proc. Tendencja na lata następne, patrząc na odczyty z trzech kwartałów bieżącego roku, jest jak najbardziej pozytywna. Wciąż jest jednak duży potencjał wyniesienia tych relacji na wyższy poziom – mówi Stanisław Raźniewski. – Aktywnie pracujemy nad tym, żeby polskie firmy instalowały i rozwijały się w Gruzji, sprzedawały swoje produkty zarówno w ramach prostych transakcji importowo-eksportowych, jak i rozbudowanych projektów, tzw. high value opportunities, na których nam najbardziej zależy.

Blisko 4-milionowa Gruzja, której dynamika wzrostu gospodarczego w ubiegłym roku wyniosła 4,7 proc., jest coraz atrakcyjniejszym kierunkiem polskiego eksportu. Mocne strony tamtejszego rynku to – poza szybkim wzrostem gospodarczym – również postępująca integracja z UE i duże zapotrzebowanie m.in. na nowoczesne maszyny i urządzenia mechaniczne.

– W strukturze wymiany handlowej jest kilka głównych grup produktowych. Z Polski do Gruzji eksportowane są głównie produkty przemysłu chemicznego, branży spożywczej i metalowej, ale częściej widzimy też zainteresowanie gruzińskim rynkiem ze strony polskiego sektora usług i produktów branży budowlanej, przemysłowej, farmaceutycznej i rolnej, ponieważ Gruzja tradycyjnie jest krajem rolniczym – wymienia Stanisław Raźniewski.

Trzy główne grupy produktów eksportowanych z Polski na rynek gruziński to produkty przemysłu chemicznego, artykuły spożywcze oraz pojazdy, samoloty, statki i inne środki transportu. Z kolei z Gruzji do Polski importujemy przede wszystkim środki chemiczne, artykuły spożywcze i produkty pochodzenia roślinnego.

Firmy gruzińskie są zainteresowane rynkiem polskim głównie pod kątem sprzedaży swoich produktów spożywczych, mówimy m.in. o winie, wodach mineralnych, jak i wysokiej jakości produktach spożywczych. Polska jest 4. największym importerem gruzińskiego wina na świecie – mówi Stanisław Raźniewski.

Jak podkreśla, oba kraje pozostają w przyjaznych politycznie relacjach, co pozytywne rzutuje na współpracę gospodarczą. Polska jest orędownikiem integracji i członkostwa Gruzji w UE, była również inicjatorem Partnerstwa Wschodniego, do którego Gruzja należy od 10 lat.

Rzadko się zdarza, żeby między dwoma krajami można było mówić o tak daleko idącej przyjaźni i wspólnocie interesów. To są elementy budowane od kilkuset lat, bo historycznie Polska z Gruzją pozostawały w bardzo dobrych relacjach już od XVIII wieku. Później początek wieku XX i słynni oficerowie kontraktowi w polskiej armii, walka obywateli gruzińskich na frontach II wojny światowej u boku Polaków i rok 2008, czyli zdecydowane wsparcie Polski w krótkim, aczkolwiek intensywnym konflikcie z Rosją – mówi Stanisław Raźniewski.

W ostatnich latach rozkwita również turystyka, która stanowi istotną część gruzińskiego PKB. Gruzja jest jedną z destynacji najchętniej wybieranych przez turystów z Polski, a w I kwartale tego roku Polacy stanowili najliczniejszą grupę odwiedzających spośród wszystkich państw UE.

Branża turystyczna jest jedną z kluczowych, gruziński rząd mocno ją promuje i stara się, żeby dynamicznie się rozwijała. Gruzja jest coraz częściej odwiedzana przez turystów z całego świata, m.in. dzięki wspaniałym krajobrazom i możliwości spędzenia czasu w kraju, który jest bardzo bezpieczny i w którym kultura goszczenia gości z zagranicy jest praktycznie świętością. Branża turystyczna jest coraz silniejsza w strukturze PKB, stanowiąc ważny procent przychodów i wpływając na gruzińską gospodarkę – mówi Stanisław Raźniewski.

Mocny akcent rządu na rozwój turystyki (w Kobuleti, 20 km od Batumi, została przygotowana specjalna strefa dla inwestorów z branży turystycznej) stwarza również potencjał dla polskich operatorów ruchu turystycznego. Obok inwestycji turystycznych i hotelowo-restauracyjnych w tej chwili do Gruzji napływają polskie inwestycje głównie z sektorów nieruchomości, budownictwa, rolnictwa i usług informatycznych, ale jednym z bardziej perspektywicznych jest również energetyka, bo zapotrzebowanie na energię będzie rosnąć, a dodatkowo istnieje też duży potencjał jej sprzedaży do krajów sąsiednich (np. posiadających deficyt energii Armenii i Azerbejdżanu).

Polskie przedsiębiorstwa w Gruzji są zainteresowane głównie branżą przemysłową, dużymi projektami infrastrukturalnymi, takimi jak budowa dróg czy portów, oraz rozbudową infrastruktury hotelowej kubaturowej. Aktualnie w Gruzji powstaje port głębinowy w Anaklii, modernizowany i rozbudowywany będzie też port w Poti. Gruzja jest hubem komunikacyjnym łączącym Wschód z Zachodem, prowadzi przez nią jedyna droga do Chin z pominięciem Rosji, więc geostrategicznie Gruzja pełni ważną funkcję jako szlak komunikacyjny – mówi prezes Polsko-Gruzińskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Gruziński rząd stara się przyciągnąć zagranicznych inwestorów, wprowadzając możliwość tworzenia (przez władze lub na wniosek przedsiębiorcy) Wolnych Stref Przemysłowych (WSP), w których mogą oni liczyć na szereg przywilejów, m.in. zwolnienie z podatku dochodowego od osób prawnych. Co istotne, w rankingu „Doing Business” Banku Światowego kraj zajmuje 7. miejsce, podczas gdy Polska plasuje się dużo niżej – na 40. pozycji.

Reklama prasowa wciąż skuteczna. Angażuje odbiorcę bardziej niż telewizyjna i internetowa

Wydawcy i przedstawiciele domów mediowych podkreślają, że reklama prasowa ma kilka solidnych przewag nad telewizyjną czy online’ową. Oprócz prestiżu i autorytetu jest nieinwazyjna, nie przeszkadza w konsumpcji innych treści. Kolejny atut to niski koszt dotarcia do odbiorcy i wielokrotny kontakt z reklamą, bo czytelnik wraca do jednego wydania gazety czy magazynu nawet 2–5 razy. Z pomiarów Polskich Badań Czytelnictwa wynika też, że reklama w prasie jest bardziej angażująca i w większym stopniu skupia uwagę czytelnika.

– Reklama prasowa rewelacyjnie buduje autorytet i tego nie da się zamienić 1:1 na reklamę online. Prasa ma w tej chwili zupełnie inne zastosowanie w marketingu. Dla reklamodawców wciąż jest atrakcyjna, chociaż wielu z nich nie zdaje sobie z tego sprawy, święcie wierząc, że da się przełożyć zasięgi papierowe na zasięgi online’owe, a to nie jest prawda – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Tkaczyk, strateg marki w agencji reklamowej Midea.

Według danych Starcomu w I półroczu tego roku polski rynek reklamowy osiągnął wartość 4,7 mld zł, czyli o 1,2 proc. większą niż w tym samym okresie rok wcześniej. Mimo zanotowanego wzrostu rynku wydatki na reklamę wzrosły jedynie w internecie i kinach, natomiast w telewizji zmalały o 1,8 proc., a w radiu o 1,3 proc. Prasa również notuje spadki.

Według prognozy Zenith w tym roku wydatki na reklamę w magazynach będą niższe od ubiegłorocznych o 10,4 proc, a w dziennikach o 11,1 proc. Wydawcy i przedstawiciele domów mediowych podkreślają jednak, że reklama w prasie ma kilka przewag nad reklamą telewizyjną czy online’ową.

 Kontakt z reklamą prasową jest niewymuszony. Nie jest to dystraktor w konsumpcji innych treści, filmu czy muzyki. Konsument ogląda reklamę w prasie z własnej woli, bez irytacji, zdenerwowania, że coś przeszkodziło mu w czynności, do której właśnie zasiadł. Po drugie, kontakt z reklamą prasową jest wielokrotny, a po trzecie – w prasie istnieje mniejszy clutter reklamowy w odróżnieniu od innych mediów, gdzie reklamy najczęściej są zblokowane w jakieś pasmo jedna po drugiej. Konsumpcja takiej reklamy odbywa się w sposób bardziej naturalny i często wręcz zamierzony przez czytelnika – twierdzi Dariusz Kostrzewski, dyrektor ds. Badań i Analiz Rynku w „Gazecie Wyborczej”.

Jak podkreśla, atutem prasy jest też fakt, że czytelnicy zauważają blisko 90 proc. zamieszczanych w niej reklam. Kolejnym jest koszt dotarcia – z pomiarów Polskich Badań Czytelnictwa wynika, że do 1 tys. konsumentów w prasie reklamodawca może dotrzeć już za 50–80 zł.

– Dzieląc koszt reklamy przez liczbę rozpowszechnionych egzemplarzy, te koszty wcale nie są tak duże jak się wydaje – mówi Dariusz Kostrzewski. –Specyfiką reklamy prasowej jest wielokrotny kontakt z jedną emisją. To jest coś wyjątkowego dla prasy – inaczej niż w telewizji czy w internecie, gdzie jedna emisja równa się jeden kontakt. Czytelnik może wrócić do pisma, przejrzeć je raz jeszcze i mieć ponowny kontakt z reklamą prasową – dodaje.

Jak podkreśla, reklama w prasie jest angażująca i skupia uwagę. Badania PBC pokazują, że czytając reklamę prasową, konsument skupia się na wybranych elementach, najczęściej takich, na których zależy reklamodawcy: nazwie produktu i marki, kodzie rabatowym, cenie i miejscu, w którym można nabyć dany produkt.

 Do głównych zalet reklamy prasowej należy przede wszystkim wysoki zasięg. Z naszych badań wynika, że 53 proc. populacji Polski ma kontakt z reklamą prasową. Po drugie, prasa ma możliwość wygenerowania bardzo intensywnej kampanii – mówimy tutaj o wielu milionach dobrych jakościowo kontaktów z reklamą. Kolejny atut to jakość tej reklamy, jak i kontekstu, w którym jest umieszczona – mówi Waldemar Izdebski, szef Polskich Badań Czytelnictwa.

 Prasa absolutnie powinna mieć kluczowe miejsce w mediamiksie i spokojnie może też konkurować z innymi mediami – mówi Izabela Sarnecka, dyrektor Biura Reklamy Wydawnictwa Bauer. – Reklama prasowa jest jakościowa, stoi za nią autorytet, potrafi budować wiarygodność marki. Z drugiej strony ma bardzo wysoką efektywność kontaktu i zasięg. 

Z nowych badań PBC przeprowadzonych z wykorzystaniem eyetrackingu, czyli śledzenia ruchów gałki ocznej, wynika, że realny kontakt czytelnika z reklamą prasową trwa średnio 2/3 sekundy (600 milisekund). To oznacza, że w mózgu aktywują się procesy uwagi i skupienia, czyli następuje zapamiętywanie reklamy. Cykl życia reklamy w prasie trwa tak długo, jak wydanie gazety czy magazynu. Czytelnik wraca do jednego wydania średnio 2–5 razy, co oznacza, że zauważa zawarte w nim reklamy kilkukrotnie. Przykładowo w przypadku pism wnętrzarskich czytelnik będzie wracać do nich nawet po kilku miesiącach.

Wszystko to przekłada się na efektywność i fakt, że reklama w prasie wciąż potrafi być bardziej angażująca niż online’owa czy telewizyjna.

– Reklama prasowa jest czytana, poświęcamy relatywnie dużo czasu i uwagi na jej lekturę. To oznacza, że ona angażuje bardziej i możemy w niej dostrzec więcej elementów komunikatu marketingowego. Jako konsument mogę spojrzeć na ekspozycję tego produktu, jego zalety, przeczytać jego opis. Mam też czas, żeby spojrzeć i zobaczyć brand producenta. Im więcej elementów przekazu marketingowego dostaje się do głowy konsumenta, tym ta reklama jest bardziej angażująca. To jest ten podstawowy walor – mówi Waldemar Izdebski.

– Dobrze zaplanowana kampania prasowa, która uwzględnia więcej niż 1–2 magazyny i korzysta z szerokiego portfolio rynku prasowego w Polsce, może być zasięgowa jak wszystkie inne media – dodaje Izabela Sarnecka.

Cyberataki mogą sparaliżować pracę służby zdrowia. Hakerzy zmuszają szpitale do zawieszenia pracy i płacenia okupów

Zabezpieczenia przed atakami cybernetycznymi w służbie zdrowia są niewystarczające – wskazują eksperci od cyberbezpieczeństwa. Ataki hakerów, których celem były placówki medyczne zmuszały ich zarządców do przerwania pracy. Powodowały tym samym bezpośrednie zagrożenie życia pacjentów, a na dodatek szpitale były zmuszane do wpłacania wysokich okupów. Zdaniem ekspertów cyberprzestępczość będzie najpoważniejszym zagrożeniem w najbliższych latach.

– Stoimy przed realnym zagrożeniem, ponieważ ataki cybernetyczne to prawdziwa broń, do tego bardzo tania i dostępna dla inteligentnej młodzieży, uzdolnionych nastolatków w wieku już nawet 15, 16 czy 17 lat, których jest na świecie wielu. Mogą się oni nauczyć, jak włamać się do sieci, jak zbierać informacje oraz jak w ten sposób komuś zaszkodzić. To dotyczy wszystkich sektorów, np. systemów bankowych, branży motoryzacyjnej czy zdrowotnej, samych szpitali czy sektora medycznego jako całości – przestrzega w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Tamir Pardo, były szef izraelskiej agencji wywiadowczej Mosad, a obecnie przewodniczący Shizim.

1 października grupa szpitalna DCH Health Systems z Alabamy w USA musiała się mierzyć z atakiem ransomware na jej trzy szpitale: w Tuscaloosa, Fayette i Northport. Szkodliwe oprogramowanie, które zawierało kilka błędów, spowodowało uszkodzenie około jednego na osiem zaszyfrowanych plików. W rezultacie szpitale DCH zostały zamknięte dla wszystkich nowych pacjentów, a personel został zmuszony do pracy na papierowych kopiach cyfrowej dokumentacji. Grupa za odblokowanie dostępu do dokumentacji zapłaciła cyberprzestępcom okup. Nie ujawniono jego wysokości.

– Jeśli zdarzy się atak na szpital, np. przy wykorzystaniu oprogramowania szantażującego WannaCry, wszystkie bazy danych szpitali mogą zostać zaszyfrowane, przez co nikt nie uzyska pomocy medycznej w zaatakowanej placówce. Atak opiera się na szantażu, ponieważ przestępcy żądają pieniędzy za odszyfrowanie danych szpitali. W wielu miejscach, gdzie doszło do tego typu ataku, okup został zapłacony. Działanie to spowodowało znaczne szkody, nie tylko dla samych pacjentów, lecz także dla reputacji krajów i szpitali, przynosząc ogromne straty – mówi Tamir Pardo.

Wirus WannaCry został wykorzystany do przeprowadzenia ataku na ponad 300 tysięcy komputerów w 99 krajach świata. Ucierpiała w jego wyniku duża część komputerów należących do brytyjskiej służby zdrowia, a także firmy takie jak Telefonica, Fedex czy Deutsche Bank. W samej Rosji zainfekowanych zostało ponad tysiąc komputerów, m.in. w ministerstwie spraw wewnętrznych. Łączny okup, jaki przekazano hakerom, wyniósł niemal 140 tys. dol. Do tej pory odnotowuje się przypadki płacenia okupu związane z wirusem WannaCry. Tylko w sierpniu 2019 r. specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa Sophos wykryli ponad 4,3 mln prób rozprzestrzenia którejś z dwunastu tysięcy nowych wersji wirusa.

– Osoba, która ma problem ze zdrowiem i którą czeka hospitalizacja, ma nadzieję, że w szpitalu otrzyma pomoc i że lekarze ją wyleczą. W szpitalach i przychodniach gromadzone są duże ilości informacji, które nie powinny stać się tematem jutrzejszych wiadomości prasowych. Wyciek tych informacji ze względu na ich poufny charakter może mieć wpływ na sytuację zawodową danej osoby, a także na jej życie osobiste, zwłaszcza celebrytów i VIP-ów, np. polityków, jak również przedsiębiorców – tym osobom szczególnie zależy na poufności informacji na temat ich zdrowia – wskazuje ekspert.

University of Alabama w Birmingham Medicine musiał 30 września powiadomić prawie 20 tys. pacjentów o tym, że w sierpniu hakerzy uzyskali dostęp do niektórych kont e-mail pracowników. W wiadomościach znajdowały się informacje o pacjentach. Hakerzy działali według schematu, w ramach którego wysłali pracownikom autentycznie wyglądający e-mail z prośbą o ankietę biznesową, który posłużył za punkt wyjścia do ataku phishingowego. Wszczęte po tym zdarzeniu dochodzenie wykazało dodatkowo, że cyberprzestępcy próbowali przekierować depozyty pracowników na konto kontrolowane przez hakerów.

– Można zarobić znacznie więcej, przeprowadzając cyberatak, niż włamując się do banku. Do tego ta pierwsza opcja jest mniej ryzykowna, przestępca nie musi znajdować się w pobliżu swojego celu. Może przeprowadzić atak nawet z drugiego końca świata, znajdując się setki kilometrów od celu, oraz może osiągnąć, co chce – wykradać tajemnice, manipulować danymi i działać na szkodę osób i instytucji. Możliwości są nieograniczone. To śmiertelnie niebezpieczna broń. W każdym z krajów, które odwiedziłem, z pewnością nie ma odpowiednich zabezpieczeń na płaszczyźnie opieki zdrowotnej – podkreśla były szef Mosadu.

Coroczny raport Evil Internet Minute sporządzony przez RiskIQ wskazuje, że co minutę cyberprzestępczość internetowa powoduje straty sięgające 2,9 mln dol. W sumie działalność cyberprzestępców powoduje 1,5 bln dol. strat. Strata wynikająca z samych ataków phishingowych wynosi 17,7 tys. dol. na minutę. Globalnie zdarzenia związane z oprogramowaniem ransomware w 2019 r. mają kosztować ponad 22 tys. dol. na minutę.

Drony wkraczają do branży energetycznej. Wspierane przez sztuczną inteligencję mogą wykryć usterki na liniach wysokiego napięcia

Inteligentne systemy monitoringu zastępują ludzi w roli inspektorów. Specjaliści ds. konserwacji obiektów architektonicznych oraz infrastrukturalnych coraz częściej korzystają z dronów oraz systemów inteligentnych jako narzędzi wspomagających ich pracę. Maszyny pozwalają przeprowadzić kontrolę z powietrza, bez narażania pracowników na ryzyko związane z pracą na wysokościach. Powstają także zautomatyzowane systemy monitoringu umożliwiające zbieranie danych cyklicznie, co pozwala błyskawiczne wykryć wszelkie usterki.

– Zamiast elektryka na pokładzie helikoptera na zewnątrz helikoptera umieszczamy dużo inteligentnych kamer. Lecąc nim z dużą prędkością, mamy możliwość rejestrować za pomocą kamer obraz pokazujący linie elektroenergetyczne. Następnie możemy przekazać do przedsiębiorstwa elektroenergetycznego wszystkie zebrane informacje, o których powinni wiedzieć – co jest nie tak, co stanowi niebezpieczeństwo, gdzie drzewa mogą uszkodzić linie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mantas Vaskela, prezes zarządu Laserpas.

Tradycyjne metody przeprowadzania inspekcji systemów infrastrukturalnych oraz budynków ustępują miejsca systemom inteligentnym, które wykonują pracę automatycznie, cyklicznie i z większą dokładnością niż wyspecjalizowani inspektorzy. Wyeliminowanie czynnika ludzkiego i przestawienie się na ultraczułe sensory pozwala nie tylko zwiększyć dokładność pomiaru, lecz także zwiększa bezpieczeństwo całego procesu. A przy okazji pozwala dokonać inspekcji w miejscach, które są skrajnie niedostępne.

– Działanie platformy do zarządzania aktywami w firmach dystrybuujących energię uzależnione jest od jakości wprowadzonych danych. Jeśli klient zdecyduje się zakupić produkty SAP lub IBM, one spełnią swoją rolę doskonale, o ile zebrane dane są dobrej jakości. Niestety większość danych zwykle jest niskiej jakości. Wynika to z subiektywnej oceny podczas naziemnej obserwacji linii energetycznych. Dla jednej osoby coś stanowi problem, a dla drugiej już nie. Oznacza to, że podejmowane decyzje warte sto, dwieście, pięćset milionów euro oparte są na ocenie osób, które uznały dane rozwiązanie za dobre lub złe. To nie jest dobry sposób, dlatego założyłem Laserpas – wyjaśnia ekspert.

Laserpas tworzy kompleksowy system analityczny, w skład którego wchodzą drony inspekcyjne oraz sztuczna inteligencja wyspecjalizowana w przetwarzaniu danych wizualnych. Korporacja we współpracy z firmą Neurala opracowała narzędzie wykorzystujące technologię głębokiego uczenia, aby usprawnić pracę swojego systemu. Sztuczną inteligencję wyszkolono do rozpoznawania poszczególnych elementów linii wysokiego napięcia, dzięki czemu może z wysoką precyzją ocenić stan infrastruktury do przesyłu energii.

Elektroniczne systemy inspekcyjne ułatwiają także monitorowanie linii wysokiego napięcia. W tym celu sięgają m.in. po drony, które umożliwiają przeprowadzenie inspekcji bez konieczności wysyłania pracowników na linie wysokiego napięcia. Firma VOLT postanowiła usprawnić pracę systemów tego typu i wyspecjalizowała się w analizie danych lotniczych pozyskiwanych przez drony inspekcyjne – jej narzędzia pozwalają skrócić czas inspekcji z kilku tygodni do kilkunastu dni.

– Dostarczamy wszystkich informacji niezbędnych do zapewnienia stałego i niezawodnego przepływu energii elektrycznej. Możemy pracować wszędzie tam, gdzie jest zapotrzebowanie, a to zdecydowanie istnieje, bo na świecie jest blisko 100 mln km linii energetycznych, a drzewa mogą uszkodzić linie w każdym miejscu – tłumaczy Mantas Vaskela.

Przemysłowe drony od Terra Drone testowane są z kolei w japońskich elektrociepłowniach. Wyspecjalizowane pojazdy latające przystosowano do przeprowadzania inspekcji 160-metrowych kominów w elektrowni. Drony są w stanie wlecieć do komina w trakcie pracy obiektu i błyskawicznie przeskanować jego wnętrze, aby ocenić grubość blaszanej powłoki. Przeprowadzenie inspekcji w klasyczny sposób wymagałoby wyłączenia elektrociepłowni, wzniesienia rusztowania oraz wysłania pracownika do przebadania wnętrza komina.

Drony sprawdzają się także podczas inspekcji farm solarnych i wiatrowych. Znacząco przyspieszają proces analizy stanu sieci paneli fotowoltaicznych i mogą błyskawicznie wznieść się na wysokość wirnika elektrowni wiatrowej, aby sprawdzić kondycję łopat.

Według analityków z firmy Adroit Market Research wartość globalnego rynku dronów w 2018 roku wyniosła 13,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku przekroczy 144 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 40 proc.

Raport Marsh: Global Insurance Market Index: Q3 2019 – stawki ubezpieczeniowe na świecie

Trzeci kwartał 2019 r. zakończył się rekordowym jak dotąd, 8% wzrostem cen ubezpieczeń na świecie – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index: Q3 2019, cyklicznego zestawienia stawek odnowieniowych oferowanych przez ubezpieczycieli. Poniżej przedstawiamy kluczowe tendencje w zakresie wybranych linii:

  • Średnie ceny ubezpieczeń wzrosły o 8%, co stanowi największy wzrost stawek ubezpieczeniowych odnotowany od 2012 r. Poprzedni kwartał umocnił wzrostową tendencję widoczną przez siedem ostatnich kwartałów. 
  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o 10%. Ubezpieczenia finansowe i profesjonalne osiągnęły blisko 14% wzrost, podczas gdy stawki ubezpieczeń od następstw od nieszczęśliwych wypadków odnotowały 1% wzrost.
  • Obserwowany wzrost cen ubezpieczeń w trzecim kwartale 2019 r. dotyczył wszystkich regionów na świecie. Powodem były podwyżki stawek ubezpieczeniowych D&O oraz majątkowych.
  • Region Pacyfiku kontynuuje utrzymującą się od blisko trzech lat tendencję wzrostową, osiągając w ostatnim kwartale 19% wzrost cen ubezpieczeń. Do wzrostu stawek ubezpieczeniowych w tym regionie przyczyniły się głównie ubezpieczenia D&O oraz majątkowe.
  • W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Azji średni wzrost cen ubezpieczeń wyniósł 5% lub więcej.

Zawieranie umów online a RODO w kontekście nowych wytycznych Europejskiej Rady Ochrony Danych

Podejście do przetwarzania danych osobowych w celu wykonania umowy, prezentowane przez Europejską Radę Ochrony Danych w wytycznych, może mieć duże znaczenie dla przedsiębiorców, którzy oferują swoje usługi lub towary i zawierają z klientami umowy online. Wytyczne nie mają charakteru wiążącego, ale są istotną wskazówką w interpretowaniu przepisów RODO. Bardzo prawdopodobne jest, że Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych będzie się na nich opierać w ramach wykonywania swoich zadań, a więc także w toku prowadzonych kontroli.

Zgodnie z ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych („RODO”), przetwarzanie danych musi spełniać szereg wymogów, w tym być zgodne z prawem. Innymi słowy, np. w przypadku tzw. zwykłych danych osobowych powinno zostać oparte na jednej z podstaw prawnych wskazanych w art. 6 ust. 1 RODO.

Jedną z przesłanek legalizujących przetwarzanie jest jego niezbędność do wykonania umowy, której stroną jest osoba, której dane dotyczą, lub do podjęcia działań na żądanie osoby, której dane dotyczą, przed zawarciem umowy.

Przesłanka ta odnosi się również do umów zawieranych online. Ponieważ ten sposób zawierania umów jest coraz powszechniejszy, a jednocześnie z reguły osoba zawierająca taką umowę z dostawcą usług nie ma wpływu na jej treść, Europejska Rada Ochrony Danych („Rada”) wydała wytyczne 2/2019[1], zwracając uwagę na istotne aspekty przetwarzania danych w związku z zawarciem umowy online.

Zgodnie z wytycznymi, aby stwierdzić, że przetwarzanie danych w celu wykonania umowy zawieranej online jest rzeczywiście zgodne z RODO, należy przeanalizować następujące kwestie:

  • ważność umowy z punktu widzenia przepisów krajowych,
  • zgodność postanowień umownych z właściwymi przepisami, w tym np. z prawem ochrony konsumentów,
  • istnienie konkretnego i jasno określonego celu, w jakim przetwarzane są dane osobowe,
    zakres przetwarzanych danych, które muszą być niezbędne do wykonania określonej umowy.

Jedną z najważniejszych wskazówek zawartych w wytycznych jest kwestia analizy zakresu danych osobowych, które mogą być poddane przetwarzaniu w związku z wykonywaniem umowy. Rada przyjęła wąskie rozumienie tego zakresu danych, zgodnie z którym nie obejmuje on danych osobowych, które nie są obiektywnie konieczne do spełnienia świadczenia objętego umową, nawet jeśli są one przydatne administratorowi z innych biznesowych względów. Oznacza to, że w przypadku danych dodatkowych konieczne jest określenie innej podstawy prawnej ich przetwarzania – w szczególności może być to zgoda lub uzasadniony interes administratora danych osobowych.

RODO

Przykładowo, jeżeli zawierana online umowa sprzedaży obejmuje dostawę towaru kurierem na adres klienta, niezbędne jest przetwarzanie tego adresu. W przypadku jednak dostawy do wskazanego punktu odbioru przesyłek, wymaganie podania adresu jest zbędne i nie może być traktowane jako niezbędne do wykonania umowy (nawet jeśli stanowi to pewne ułatwienie dla sprzedawcy). W takiej sytuacji ewentualne przetwarzanie danych adresowych klienta powinno być oparte na innej podstawie prawnej. – Magdalena Podjacka, Senior Associate, radca prawny, Deloitte Legal.

Przykładowo, jeżeli zawierana online umowa sprzedaży obejmuje dostawę towaru kurierem na adres klienta, niezbędne jest przetwarzanie tego adresu. W przypadku jednak dostawy do wskazanego punktu odbioru przesyłek, wymaganie podania adresu jest zbędne i nie może być traktowane jako niezbędne do wykonania umowy (nawet jeśli stanowi to pewne ułatwienie dla sprzedawcy). W takiej sytuacji ewentualne przetwarzanie danych adresowych klienta powinno być oparte na innej podstawie prawnej.

W wytycznych zwrócono również uwagę na kilka sytuacji, w których przetwarzane są dane osobowe zebrane w związku z zawieraniem umów online, a które w ocenie Rady w większości przypadków nie mogą być rozumiane jako niezbędne do wykonania umowy:

  • prowadzenie niezamówionego marketingu z wyłącznej inicjatywy administratora danych lub na polecenie podmiotu trzeciego,
  • przetwarzanie danych w celu podniesienia jakości usług lub ich rozwijania,
  • przetwarzanie w celu przeciwdziałania oszustwom,
  • przetwarzanie w celu prezentowania reklam behawioralnych. Takie reklamy, jak również
  • śledzenie aktywności użytkowników i ich profilowanie są często używane w celu finansowania usług świadczonych online, jednakże nawet to zasadniczo nie uzasadnia uznawania takich działań za przetwarzanie danych osobowych w celu wykonania umowy.

Co więcej, jeżeli umowa obejmuje kilka różnych świadczeń, które mogą być spełnione niezależnie od siebie, powinny być one oceniane indywidualnie z punktu widzenia zakresu danych, które są niezbędne do wykonania umowy w danej części.

Aby zapewnić zgodność z przepisami RODO, interpretowanymi zgodnie z omawianymi wytycznymi, przedsiębiorcy będący administratorami danych powinni podjąć dodatkowe działania, wśród których przykładowo można wskazać:

  • weryfikację kategorii danych osobowych zbieranych w procesie zawierania umowy online z punktu widzenia ich niezbędności do wykonania umowy,
  • weryfikację istniejących klauzul informacyjnych,
  • weryfikację obowiązujących regulaminów i polityk.

1 Guidelines 2/2019 on the processing of personal data under Article 6(1)(b) GDPR in the context of the provision of online services to data subjects, version 2.0, 8 October 2019.

Jak widać, podejście do przetwarzania danych osobowych w celu wykonania umowy, prezentowane przez Radę w wytycznych, może mieć duże znaczenie dla przedsiębiorców, którzy oferują swoje usługi lub towary i zawierają z klientami umowy online. Wytyczne nie mają charakteru wiążącego, ale są istotną wskazówką w interpretowaniu przepisów RODO. Bardzo prawdopodobne jest, że Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych będzie się na nich opierać w ramach wykonywania swoich zadań, a więc także w toku prowadzonych kontroli. Dlatego przedsiębiorcy powinni wziąć wytyczne pod uwagę przy prowadzeniu działalności biznesowej w Internecie. – Krzysztof Owsianny, Radca prawny, Managing Associate, Deloitte Legal

W expose premier obiecał krainę miodem i mlekiem płynącą

Polska państwem bezpiecznym i nowoczesnym takie główne przesłanie wynika z expose premiera. Głównym celem będzie zbudowanie z Polski najlepszego w Europie miejsca do życia. Dowiedzieliśmy się, w jak pięknym kraju możemy mieszkać. Zobaczymy co z tego uda się zrealizować a przede wszystkim, jaki będzie to koszt.

W expose premier obiecuje

Dzisiaj wysłuchaliśmy expose premiera. Wizja państwa, która jest malowana w tym przemówieniu, jest bardzo atrakcyjna. Nieprzypadkowo padło w wystąpieniu premiera określenie: „polskie państwo dobrobytu”. Obietnic jest tak dużo, że nie da się przytoczyć ich wszystkich, aczkolwiek można je w skrócie podsumować: „każdemu będzie lepiej”. Nie wiadomo natomiast, kto za to wszystko zapłaci i w jaki sposób, bo to, że ten dobrobyt będzie na kredyt, to ekonomiści nie mają wątpliwości. Skoro rosną wydatki (jak słyszymy, podatki są obniżane) skądś muszą się brać środki. Zapowiedzi są ryzykowne, bo jeżeli dojdzie do pogorszenia koniunktury, znalezienie środków na sfinansowanie tych obietnic (szczególnie na rynku pracy) będzie bardzo trudne, co może się odbić negatywnie na kondycji złotego.

Trump naciska na FED

Wczoraj odbyło się spotkanie Donalda Trumpa z prezesem FED Jerome Powellem. Dotyczyło polityki monetarnej. Poruszono wrażliwy temat ujemnych stóp procentowych. Jak nietrudno się domyślić podsumowanie ze spotkania w komunikacie FED odbiega znacząco od tego, co prezydent napisał na Twitterze. Rynki na razie nie wierzą w te zapewnienia i w dalszym ciągu spodziewają się utrzymania stóp procentowych w grudniu na niezmienionym poziomie. Z drugiej strony optymizmu na rynku nie brakuje i giełda po raz kolejny wyznacza maksima historyczne na głównym indeksie.

Co z umową handlową USA-Chiny

Na rynku pojawił się niepokój związany z możliwym brakiem porozumienia negocjatorów w sprawie umowy handlowej. Powodem może być informacja podana przez CNBC. Stacja przedstawiła wypowiedź prezydenta Donalda Trumpa o tym, że nie podjął decyzji w sprawie zniesienia ceł na chińskie towary. Prezydent ma swój specyficzny styl, jednakże rynki nie czują się z nim pewnie. Przeciąganie tak ważnych tematów na ostatnią chwilę nie buduje zaufania.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Zbliża się eksperckie Forum Life Science Open Space

Międzynarodowe spotkanie specjalistów z obszaru biotechnologii i zdrowia odbędzie się już 26 listopada. To wtedy Centrum EXPO Kraków wypełni się pasjonującymi rozmowami o najciekawszych trendach podnoszących jakość życia.

Zaplanowane na wtorek 26 listopada Forum opiera się na czterech filarach: life (czyli rozwiązania służące poprawie zdrowia i jakości życia), science (czyli interdyscyplinarne naukowe spotkania służące nawiązaniu współpracy), open (czyli otwarcie na wiele różnych grup interesów i stworzenie dla nich warunków do kooperacji) oraz space (czyli inspirująca atmosfera i ciekawy program, co tworzy przestrzeń szans dla rozwoju współpracy).

LSOS dla IzyCałość wydarzenia rozpocznie się we wtorek o 8.30 od rejestracji uczestników. Punktualnie o 9.00 otwarcia LSOS dokona Kazimierz Murzyn dyrektor zarządzający Klastra LifeScience Kraków, czyli głównego organizatora Forum. O 9.30 uczestnicy wydarzenia wysłuchają prezentacji prof. Petera Sloota, cenionego w świecie eksperta ds. złożonych systemów symulacji.

Kolejne godziny Forum przebiegać będą pod znakiem różnorodnych, ale zawsze pasjonujących sesji tematycznych. Na każdą sesję złożą się prezentacje dotyczące możliwości współpracy w projektach, przedsięwzięciach oraz innych interdyscyplinarnych działaniach dotyczących obszarów wpisujących się w zakres tematyczny Forum. Nie braknie także networkingu oraz spotkań 1:1, które można już od dzisiaj umawiać w systemie partneringowym.

Wydarzenie zakończy się wieczornymi Inspiracjami. Wtedy zostaną podsumowane sesje i odbędą się spotkania z inspiratorami – czyli osobami, które ze sceny opowiedzą, jak dokonują nieprzeciętnych rzeczy i jaka jest ich definicja sukcesu. Ciekawym punktem będzie także sesja prezentująca taniec i muzykę jako terapię. W jej ramach odbędzie się pokaz argentyńskiego tanga, a chętni będą mogli wziąć udział w lekcji tego południowoamerykańskiego tańca. Zwieńczeniem Forum będzie afterparty, idealnie nadające się do wzmocnienia więzi nawiązanych podczas całodniowego wydarzenia.

FB cover1Wszystkie informacje o Forum, odbywającym się w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków (ul. Galicyjska 9), znaleźć można na oficjalnej stronie wydarzenia: http://lsos.info

„Sustainable Economy Summit” – firmy wobec wyzwań zrównoważonego rozwoju

27 listopada w warszawskim hotelu Sheraton już po raz piąty odbędzie się „Sustainable Economy Summit”. Wydarzenie będzie okazją do debaty o zaangażowaniu przedsiębiorców w działania na rzecz zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu. Wśród gości specjalnych będzie Kamil Wyszkowski, Przedstawiciel i Prezes Rady Global Compact Network Poland – Inicjatywa Sekretarza Generalnego ONZ.

Wyjątkowy projekt Executive Club, ma na celu podkreślenie ogromnego znaczenia zaangażowania polskich przedsiębiorców na rzecz promowania i wdrażania idei zrównoważonego i odpowiedzialnego biznesu. Na wydarzenie zapraszane są czołowe postacie polskiej gospodarki i autorytety świata nauki z ogromnym dorobkiem w obszarze rozwoju innowacji na rzecz ochrony środowiska i wspierania działań związanych z nurtem SRI oraz CSR. Tematami przewodnimi dyskusji panelowych tegorocznej edycji będą m.in.: gospodarka obiegu zamkniętego, eko miasta przyszłości, innowacje w chemii i medycynie dla zrównoważonego rozwoju.

Zwieńczeniem konferencji będzie uroczysta gala rozdania prestiżowych statuetek Sustainable Economy Awards”, które podkreślą zaangażowanie przedsiębiorców w działania proekologiczne i ukażą wpływ biznesu na zrównoważony rozwój. Podczas ceremonii nagrodzone zostaną spółki oraz przedstawiciele firm, które wyróżniły się wybitnymi osiągnięciami w zakresie działalności społecznej.

Szczegółowe informacje dotyczące programu i uczestnictwa znajdą Państwo na stronie: http://www.executive-club.com.pl/

Jeff Bezos i jego RECEPTA na sukces

Nie tak charyzmatyczny jak Steve Jobs, nie tak ekscentryczny jak Elon Musk ani nie tak bezczelny jak Mark Zuckerberg, a mimo to jego nazwisko nie schodzi z ust całego świata. Wstaje, dopiero kiedy się wyśpi, jeździ 20-letnią Hondą Accord, a śniadania zawsze jada z rodziną. Nie posiada też gosposi, więc miskę po owsiance zmywa sam. O tym, jak wygląda życie prywatne i kariera najbogatszego człowieka świata opowiada Sascha Stockem, założyciel sopockiej Nethansy, specjalizującej się w kompleksowym wparciu sprzedaży na Amazonie.

Co Jeff Bezos robi w wolnych chwilach? Patrząc na jego codzienne życie, chyba nic nadzwyczajnego – jest najbogatszym człowiekiem na Ziemi, innowatorem i właścicielem najdroższej firmy świata. Jeff Bezos to człowiek tak niezwykły w swej zwykłości, że aż unikatowy. Czy jego sukces to dobra lekcja dla milionów pracoholików, którzy przekonani o tym, że receptą na sukces jest, by pracować więcej niż inni, a godziny straconego snu rekompensować litrami wypitej kawy? Właściciel marki Amazon jest antybohaterem biznesowej baśni, której strony wypełniają Excelowe tabelki i notowania giełdowe. Jego postawa zaprzecza wielu zakodowanym w kulturze światowej wyobrażeniom o tym, jak powinna wyglądać strategia działania człowieka sukcesu.

Jeff Bezos nie jest biznesmenem, jakiego utożsamiamy z hollywoodzkim CEO, np. Jordanem Belfortem, granym przez Leonardo DiCaprio w kontrowersyjnym, acz inspirowanym prawdziwymi wydarzeniami „Wilku z Wall Street”. Co więcej, istnieje wielka szansa na to, że mijając go w metrze, nawet byś go nie zauważył w tłumie podobnych do siebie szczupłych, łysych ludzi, którym natura skradła bujne czupryny i nie szczędziła zmarszczek i niedoskonałości.

Mimo to osiągnął gigantyczny biznesowy sukces, który na zawsze zapisze go w historii nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale i całego świata. Do niedawna mogliśmy mówić również o pomyślności w życiu rodzinnym, ale na początku roku, 2 dni po tym, jak Amazon stał się najbogatszą firmą świata (wycena kapitalizacji giełdowej), za pośrednictwem Twittera Bezosofie ogłosili, że planują się rozstać. Po rozwodzie MacKenzie Bezos otrzymała 38 mld USD stając się piątą najbogatszą kobietą na świecie. Umożliwiła jej to zaledwie część astronomicznego majątku męża.

Czy te wydarzenia rzuciły się cieniem na biznesowy geniusz Amerykanina i spowodowały jakiekolwiek wypalenie zawodowe? Wręcz przeciwnie! Jeff Bezos jest jak dobrze wyszkolony pies myśliwski – zawsze trafia na odpowiedni trop, nie zważając na okoliczności. Dlatego też niemal co chwilę atakuje nas kolejnymi pomysłami, które odmienią nie tylko sposób w jaki robimy zakupy, ale i żyjemy.

Futurysta, czyli człowiek, który żyje jutrem?

Aparycją CEO Amazona nie należy się sugerować, oceniając jego innowacyjność, gdyż do spółki ze stylem życia, nie ma najmniejszego wpływu na kreatywność Bezosa. Człowiek ten posiada w sobie olbrzymie pokłady wiary we własne możliwości i bardzo otwarty umysł, który pozwala mu odnosić sukces, ale również realizować najbardziej zuchwałe projekty, które pozornie wydają się niemożliwe do wdrożenia.

We wrześniu 2018 r. Amazon został po raz pierwszy wyceniony na 1 bln USD. Jako założyciel największej platformy e-commerce na świecie i Blue Origin oraz właściciel Washington Post, że Bezos nie doszedł do tego momentu w swojej karierze bez pewnych umiejętności identyfikowania i rozwijania pomysłów, które nazywane są przełomowymi, bądź game-changerami.

By znaleźć źródło jego sukcesu, musimy zajrzeć w głąb osobowości Bezosa, wówczas lepiej zrozumiemy, kim jest miliarder i co czyni go tak wyjątkowym. Podczas wywiadu powiedział kiedyś: „Gdy odniesiesz sukces, nie spoczywaj na laurach. Przyjaciele gratulują mi po ogłoszeniu kwartalnych wyników finansowych i mówią: Dobra robota, świetny kwartał.” – powiedział CEO Amazona. „A ja odpowiadam: Dziękuję, ale na ten kwartał zapracowałem już 3 lata temu. Teraz pracuję nad kwartałem, który wydarzy się dopiero w 2021 r.”

Ta zdolność pozwoliła mu zbudować imperium, dzięki któremu zapomniano o granicach handlu międzynarodowego. Człowiek ten z wielkim entuzjazmem podchodzi do kolejnych pomysłów, które rozwijają jego platformę sprzedażową o całkowicie nowe funkcjonalności. Co więcej, Bezos upodobał sobie bardzo odważny model zarządzania, gdzie nie obawia się wdrażać w życie pomysłów, które dotykają wielu wymiarów prowadzonej działalności. Od strefy logistycznej, przez user experience, do całkowicie abstrakcyjnych konceptów, które dotychczas funkcjonowały jedynie w głowach rozmarzonych futurystów.

Rozpoznaje czy wyznacza trendy?

Dyrektor generalny Amazona, Jeff Bezos ma wiele wspólnego z Elonem Muskiem, założycielem motoryzacyjnej marki – Tesli. Obaj prowadzą biznesy nieustannie skupiające na sobie uwagę mediów, które z wypiekami czekają na kolejne donosy z ichniejszych działów badań i rozwoju. Łączy ich coś jeszcze – zamiłowanie do podróży poza atmosferę ziemską. Panowie mimowolnie rywalizują o to, który z nich zostanie kolejnym Stevem Jobsem, wizjonerem i symbolem rewolucji IoT. To pierwszy taki przypadek w historii ludzkości, kiedy prezesi firm uzyskują podobny status i rozpoznawalność co gwiazdy popkultury. Być może wpływ na to ma fikcyjna postać Tonego Starka, który w filmach i komiksach broni pokoju na świecie, będąc jednocześnie genialnym naukowcem i prezesem rodzinnej korporacji. W przypadku tego herosa supermocą są pieniądze i technologia.

To nie jedyne podobieństwa – zarówno jeden, jak i drugi realizuje wiele projektów, które skupiają się na dalekiej przyszłości, wyprzedzając potrzeby teraźniejszości. Podczas gdy pomysły Muska obejmują wszystko, w tym interfejsy komputerowe dla twojego mózgu, plany Bezosa wydają się koncentrować na rozwoju największego internetowego sklepu na świecie.

Szalone nie znaczy niemożliwe

Lekcja nr 1 w wykonaniu Jeffa Bezosa: nie ma rzeczy na tyle szalonych, by zrezygnować z ich wdrożenia. Listopad 2007, firma specjalizująca się w sprzedaży detalicznej książek, gdzie stanowisko CEO obsadzone jest przez człowieka, który nie ma pojęcia o technologii, decyduje się wprowadzić urządzenie, które na zawsze odmieni sposób, w jaki myślimy o książkach, i będzie punktem przełomowym w historii Amazona. Na rynku wciąż króluje PlayStation 2, kieszeń typowego Smitha wypełnia Nokia N95 z ekranem o przekątnej 3 cali, a iPhone od Apple, chociaż zjawiskowy, zaledwie 3 miesiące po debiucie był bardziej pełną kompromisów i niedoróbek ciekawostką niż realnym zagrożeniem dla skostniałego rynku GSM.

W tym momencie Amazon oficjalnie prezentuje światu Kindle – czytnik e-booków, który zapewnia dostęp do 90 tys. książek w wersji cyfrowej. Brzmi jak żart? Jak pokazała historia, do śmiechu było tylko jednej osobie. Bezos, widząc jak zaledwie kilka godzin po premierze, cały nakład został wyprzedany, wiedział już, że – przynajmniej wizerunkowo – był to strzał w dziesiątkę. Produkt błyskawicznie podbił serca konsumentów i stał się równie kultowy co iPod od Apple. Dziś, myśląc o czytniku e-booków, każdy w głowie ma obraz urządzenia od Amazona, produkt ten stał się technologiczną Coca-Colą. Od momentu jego wprowadzenia nikt nie miał czytnika e-booków, tylko Kindla – nawet jeżeli wyprodukowała go inna marka.

Blisko 20 lat w technologii to niemal prehistoria, lecz mijające lata i postęp technologiczny wcale nie zniechęciły ambitnego prezesa do realizacji kolejnych karkołomnych projektów.

Listonosz na bruku

W 2016 r. świat obiegła wiadomość, że Amazon zrealizował swoją pierwszą dostawę dronem: w paczce znajdowała się przystawka do telewizora – Amazon Fire TV i torebka popcornu. Czemu akurat ten przysmak trafił do brytyjskiego klienta? W międzyczasie spółka Bezosa stworzyła własną usługę streamingu wideo, która miała raz na zawsze zdetronizować telewizje kablowe i zagrozić pozycji kin. Według Reutersa globalny rynek strumieniowego przesyłania wideo do 2022 r. osiągnie wartość 84 mld USD, przy prawie 20% średnim rocznym wzroście w latach 2015–2022.

Usługa dostawy dronem zyskała nazwę Prime Air, która wywodzi się od usługi Prime, jaką mogą wykupić sobie klienci Amazona, którzy chcą korzystać ze specjalnych zniżek i darmowej dostawy w ciągu 2 dni. Robotyczny latający listonosz dostarczy paczki o niewielkiej wadze nawet w ciągu 30 minut od złożenia zamówienia. Dron wyląduje w określonym miejscu, a następnie otworzy się właz, przez który upuści przesyłkę.

Ale to nie wszystko! Amazon testuje również sposób, w jaki dron może upuścić paczkę z góry na ziemię za pomocą spadochronu. Jednocześnie będzie śledził jej lot aż do momentu, gdy trafi w wyznaczone miejsce, tym samym chroniąc przesyłkę przed ewentualnym utknięciem na drzewie lub płocie.

Jakby tego było mało, firma Bezosa planuje równie szalony projekt składowania i przechowywania paczek przed dostawą. Magazyn znajdzie się wprost nad naszymi głowami, gdzie wielki sterowiec będzie unosił się wysoko w powietrzu i pełnił rolę mobilnego centrum dystrybucji.

Gdyby to nie był wystarczający powód do rozpętania wojny na linii poczta – Amazon, gigant wciąż testuje tolerancję i cierpliwość kurierów. Przez większą część tego roku działał pilotażowy program Amazon Scout, który zakłada, że gigant e-commerce stworzy własną flotę małych pojazdów dostawczych wielkości przenośnej lodówki. Sympatyczny niebieski robot przemierzał dzielnice mieszkalne na przedmieściach Seattle, aby dostarczyć paczki. Firma twierdzi, że roboty są w stanie bezpiecznie poruszać się po ulicach i sprawnie radzą sobie przy miejskich przeszkodach, takich jak kosze na śmieci, deskorolki czy leżaki. To kolejny krok do logistycznej dominacji spółki Bezosa, która troszczy się o bezsenność firm logistycznych i robi wszystko, by zlikwidować newralgiczny punkt oferty Amazona, tj. łańcuch dostaw, nad którym gigant nie ma pełnej kontroli.

Halo, Musk? Byłem pierwszy

Postać ekscentrycznego bogacza Elona Muska często pojawia się w kontekście pasażerskich lotów w kosmos. Może się jednak okazać, że właściciel Tesli nie będzie pierwszym, który zaoferuje wycieczki poza atmosferę ziemską.

Taki sam zuchwały plan ma Jeff Bezos, który co prawda nie jest zainteresowany podbojem Marsa, ale planuje zaoferować przejażdżki suborbitalne za pomocą systemu kapsuł kosmicznych New Shepard. Za pośrednictwem swojej firmy lotniczej Blue Origin CEO Amazona ma nadzieję przetestować pilotów już w tym roku, a uruchomienie usługi planowane jest na 2020. Tak ambitny plan wymaga gigantycznego kapitału, jednak determinacja i wiara w sukces to z pewnością mocne strony Bezosa, który tak bardzo poświęca się swoim planom kosmicznym, że zadeklarował, iż ma zamiar rocznie sprzedawać akcje Amazona o wartości 1 miliarda USD, by móc pokryć koszty związane z uruchomieniem tej usługi w Blue Origin.

Jak się okazało, taka kwota była niewystarczająca i zaledwie miesiąc temu szef największej platformy e-commerce świata zdecydował się podwoić stawkę i dokonał sprzedaży akcji o łącznej wycenie 1,8 mld USD. W ostatnim wywiadzie dla CBS Evening News, gdzie zapytano go, dlaczego tak dużo inwestuje w Blue Origin, Bezos powiedział: „Myślę, że dla tej planety jest to [eksplorowanie przestrzeni kosmicznej] ważne. Sądzę, że jest to istotne dla rozwoju przyszłych pokoleń. To coś, na czym mi zależy. I to jest coś, o czym marzyłem przez całe życie”.

W przeciwieństwie do Elona Muska Bezos uważa, że nie ma planu B dla ludzkości i że zamiast skupić się na ratowaniu naszej planety, musimy koncentrować się na eksploracji kosmosu i poszukiwaniu alternatywnego miejsca rezydencji. CEO Amazona przepowiada przyszłość, w której przemysł ziemski może być prowadzony w kosmosie, podczas gdy Ziemia będzie wykorzystywana przez ludzi tylko do celów mieszkalnych. Przyznaje jednak, że zmiana ta zajmie „pokolenia”.

Mówisz Bezos, myślisz determinacja

Jeff Bezos to wizjoner, jakich niewielu we współczesnej historii biznesu. Każda epoka ma swojego bohatera, dla poprzednich pokoleń był to Rockefeller, Edison czy Ford. Bezos to cierpliwy i niestroniący od gorzkiego smaku porażki człowiek. Najlepszym przykładem jest jego ogromny upór we wprowadzaniu na rynek Kindla, mimo że Amazon posiadał znikome doświadczenie w tworzeniu sprzętu. Decyzję o produkcji urządzenia uzasadniał to tym, że firma musi się wzmacniać, jeśli zamierza realizować obraną wcześniej strategię długoterminowego rozwoju. I chociaż Kindle nigdy tak naprawdę nie stał się komercyjnym hitem, a Amazon Fire okazał się totalną porażką, to doświadczenie zdobyte dzięki tym projektom ostatecznie doprowadziło do powstania Alexy – sztucznej inteligencji, która prawdopodobnie jest najważniejszym wynalazkiem w dziedzinie interakcji ludzi z komputerami od czasu, gdy Apple wprowadziło na rynek iPada i iPhona.

RECEPTA na sukces

Czy istnieje więc jedna prosta recepta na sukces? Okazuje się, że tak, przynajmniej tak twierdzi Bezos. To, co stoi za jego sukcesem, to najważniejsza lekcja, jaką otrzymał od życia: „Zawsze wykazuj chęć i zdolność do próbowania nowych rzeczy, dochodzenia do wniosków i sprawdzania, czego realnie chcą otaczający Cię ludzie” i dodaje: „To naprawdę się opłaca, nawet w życiu codziennym”. Więc gdy następnym razem spotkasz się z zupełnie nowym problemem – nie poddawaj się, bądź jak założyciel Amazona.

Podwyżka akcyzy o 10%? Co na to branża winiarska?

Na dniach zapadną wiążące decyzje w sprawie projektu podwyżki akcyzy na alkohol. Związek Pracodawców Polska Rada Winiarstwa, jako organizacja reprezentująca branżę, wyraża zdecydowany protest wobec projektu tej ustawy. Zgodnie z proponowanymi zmianami akcyza ma wzrosnąć o 10%. Z punktu widzenia branży ta sytuacja jest dużym zaskoczeniem i zagrożeniem dla funkcjonowania przedsiębiorstw.

–  Jesteśmy zdezorientowani i zszokowani skalą tej podwyżki – mówi Magdalena Zielińska, Prezes ZP Polska Rada Winiarstwa. – Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, miała  ona wynieść  3% i na taki wzrost podatku przedsiębiorstwa były przygotowane. Sytuacja, w której wartość tę podniesiono ponad trzykrotnie – do dziesięciu procent, stawia branżę w niezwykle trudnej sytuacji. Tym bardziej, że informację upubliczniono bardzo późno – półtora miesiąca przed wejściem w życie nowych stawek. Tak poważna decyzja powinna zostać zakomunikowana wcześniej oraz poddana szczegółowym analizom i konsultacjom.

Przedstawiciele branży winiarskiej apelują zatem o wprowadzenie zmian  w projekcie i obniżenie stawki podatku do zapowiadanego wcześniej poziomu. Byli oni przygotowani na wzrost akcyzy o 3% i taką podwyżkę są w stanie zaakceptować. – Dodam, że doceniamy utrzymanie akcyzy na cydr i perry o mocy alkoholu poniżej 5 % na dotychczasowym poziomie – mówi Magdalena Zielińska- jednak nie ukrywamy, że liczyliśmy na zdecydowanie większe wsparcie dla tych wyrobów. Bez wprowadzenia zerowej stawki w przejściowym okresie rozwoju tych kategorii, nie widzimy szans na zapobiegnięcie dalszym spadkom produkcji.

W aktualnej sytuacji prawno-fiskalnej, napoje te zostały zepchnięte w Polsce do roli  produktów niszowych i nie mają możliwości bycia konkurencyjnymi na rynku.

Producenci zwracają też uwagę, że w większości krajów Unii Europejskiej akcyza na wino jest zerowa lub niższa niż w Polsce. Planowana podwyżka stawki zwiększy zatem dystans pomiędzy cenami wina w Polsce, a krajami Unii Europejskiej. Stanowi w efekcie wsparcie rozwoju szarej strefy.

5 towarzystw ubezpieczeniowych, które najbardziej obniżyły ceny polis OC

W ciągu ostatnich dwóch lat niektórzy ubezpieczyciele zmniejszyli swoje stawki OC nawet o ponad 60%. Wśród nich są największe i najbardziej znane firmy ubezpieczeniowe takie jak Link4, Generali, mtu24, Wiener (Gothaer) i AXA Direct.

Po fali podwyżek (2016 r. i I połowa 2017 r.), ceny OC zaczęły stopniowo spadać. W III kwartale br. średnia składka OC wyniosła 686 złotych i była o 15,7% niższa niż przed dwoma laty (III kw. 2017 r.). Tym samym większość właścicieli pojazdów mogła liczyć na niższe składki obowiązkowego ubezpieczenia niż przed dwoma laty. Jednak nie dla każdego obniżka była taka sama.Obniżki OC

Dla kogo największe obniżki cen OC w Wiener?

Towarzystwo Wiener, od III kwartału 2017 r. do III kwartału 2019 r., obniżyło ceny głównie doświadczonym kierowcom (powyżej 55 lat). W ich przypadku stawka za OC spadła o 48,5%. Pozostałe grupy wiekowe otrzymały obniżki od 32,1% (kierowcy 18-25 lat) do 47,9% (46-55 lat).

Najtańsze OC Wiener zaoferował mieszkańcom województwa świętokrzyskiego. Średnia cena OC wyniosła tam w III kwartale 606 złotych i była o 58,7% niższa niż dwa lata temu. W pozostałych regionach obniżki polis wyniosły od 33,8% (woj. pomorskie) do 56,9% (woj. lubelskie).

Największe zniżki ubezpieczenia w towarzystwie Wiener dotyczyły także właścicieli Audi (-61,5%). Firma zmniejszyła także ceny polis na auta marki Skoda (-54%), BMW (-52,7%) i Toyota (-52,5%).Obniżki Wiener

Dla kogo największe obniżki cen OC w mtu24?

Mtu24 (dawniej MTU) w ciągu ostatnich dwóch lat towarzystwo obniżyło stawki OC wszystkim kierowcom. Największą obniżkę odczuły jednak osoby w wieku 18-25 lat. W III kwartale br. najmłodsi właściciele pojazdów płacili za obowiązkowe ubezpieczenie OC w mtu24 średnio o 52,2% mniej niż w 2017 roku.

Największe obniżki cen OC dotyczyły mieszkańców Małopolski (-36,8%), Wielkopolski (-33,7%) oraz Warmii i Mazur (-32,8%).

Zazwyczaj najdroższe OC mtu24 proponuje posiadaczom samochodów marki BMW (938 zł w III kw 2019 r.). Mimo to w ciągu ostatnich dwóch lat to właśnie im towarzystwo najbardziej obniżyło ceny (-44,1%). Największe zniżki w mtu24 dotyczyły także samochodów marki Toyota (-34,2%), Volkswagen (-32,6%) oraz Ford (-32,5%).Obniżki mtu24

Dla kogo największe obniżki cen OC w AXA Direct?

AXA Direct tak samo jak mtu24 najbardziej zredukowała ceny OC dla niedoświadczonych kierowców (z 2879 zł w III kw. 2017 r. do 1334 zł w III kw. 2019 r.).

Towarzystwo zmniejszyło także składki OC mieszkańcom wszystkich województw. Zniżki wyniosły średnio od 20,6% (woj. zachodniopomorskie) do 39,8% (woj. dolnośląskie).

Największą obniżkę obowiązkowych polis w AXA Direct otrzymali także właściciele samochodów marki Fiat (-39%), Audi (-34,1%) oraz Volkswagen (-30,2%).Obniżki AXA

Dla kogo największe obniżki cen OC w Generali?

Największe zniżki cen OC w Generali dotyczyły najmłodszych właścicieli pojazdów (-68,6%), najmniejsze natomiast – najstarszych (-25%). Mimo to niezmiennie od lat to właśnie osoby powyżej 55 roku życia otrzymują od Generali najatrakcyjniejsze cenowo oferty ubezpieczenia komunikacyjnego.

Najdroższe polisy OC w III kw. 2017 r. Generali oferowało mieszkańcom województwa kujawsko-pomorskiego (średnio za 884 zł). Ubezpieczyciel zdecydował się jednak zmniejszyć stawki. W III kw. br. właściciele aut zarejestrowanych w tym regionie kupowali polisy tańsze aż o 46,3%. Kolejne województwa, w których towarzystwo znacznie obniżyło cenę ubezpieczenia to: łódzkie (-37,9%), podlaskie (-37,7%) oraz wielkopolskie (-35,8%).

Ceny OC w Generali najbardziej spadły dla posiadaczy samochodów marki: Ford (-43,8%), BMW (-38,8%) oraz Volkswagen (-37,3%).Obniżki Generali

Dla kogo największe obniżki cen OC w Link4?

Link4 najbardziej obniżyło ceny OC dla najmniej doświadczonych kierowców w wieku 18-25 lat. W III kwartale 2019 r. OC kosztowało ich średnio 1090 złotych i było tańsze o 61,6% niż w III kw. 2017 r. Pozostałe grupy wiekowe mogły liczyć na zniżkę  od 17,7% do 24%.

Największe obniżki polis dotyczyły również mieszkańców Małopolski i Podlasia (-25,8%). W innych województwach ceny OC spadły od 15,1% (mazowieckie) do 25,4% (opolskie).

Towarzystwo Link4 obniżyło także ceny polis kierowcom samochodów marki Opel – obniżka cen OC była w ich przypadku największa i wyniosła 24,6%.Obnizki Link4

Od czego zależy cena?

Ze wszystkich TU, to Wiener najbardziej obniżył ceny w ciągu ostatnich dwóch lat. Jego średnia wartość polisy zmniejszyła się o 707 zł. Mimo to Generali zasługuje na szczególne wyróżnienie. Przez cały badany okres średnia cena OC w tej firmie była najtańsza. Każde towarzystwo ubezpieczeniowe indywidualnie ustala swoje taryfy i jest skłonne do udzielania rabatu innej grupie kierowców. Cena jest zależna od ryzyka wystąpienia szkody u kierowcy.

– Na cenę OC mają wpływ nie tylko wiek kierowcy, jego miejsce zamieszkania, czy marka pojazdu. Ważna jest także przeszłość szkodowa, stan cywilny, czy parametry pojazdukomentuje Tomasz Masajło, prezes zarządu Rankomat. – Zawsze warto porównać oferty wszystkich ubezpieczycieli. Tylko w ten sposób mamy pewność, że wybraliśmy najlepszą i najtańszą opcjędodaje.5 Towarzystw

Creepy Jar zapowiada premierę nowej gry na 2021 rok

Creepy Jar zapowiedział długo oczekiwany nowy projekt. Gra z elementami survivalu osadzona w scenerii science fiction trafi na PC w drugiej połowie 2021 r. Jej budżet będzie większy niż GREEN HELL.

Od wielu miesięcy pracowaliśmy nad kilkoma koncepcjami równolegle. Ostatecznie po dziesiątkach analiz wybraliśmy tę, która naszym zdaniem ma największy potencjał sprzedażowy. Będzie to zaawansowany symulator rozwoju bazy wraz z elementami survivalu, z perspektywy pierwszej osoby w scenerii science fiction. Część zespołu została już delegowana do nowego projektu. Zakładamy, że budżet gry będzie większy niż GREEN HELL. Kolejne szczegóły będziemy ujawniać sukcesywnie wraz z rozwojem projektu– zapowiada Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar.

Premiera nowej gry (zawierającej już tryb kooperacji) w wersji PC na platformie STEAM wstępnie planowana jest na II połowę 2021 r. Planowane są również wersje na konsole Microsoft, Sony oraz Nintendo Switch.

Do czasu wydania nowej gry Creepy Jar planuje jeszcze wydać wersję co-op swojego hitu GREEN HELL, a także wersje konsolowe gry na wszystkie najpopularniejsze urządzenia. – Wersja co-op jest już prawie gotowa. Premierę uzależniamy od wyboru przez naszych partnerów najlepszego okna sprzedażowego. Myślę, że wkrótce poinformujemy również o stanie praca nad wersjami konsolowymi- zapowiada prezes.  

Przypomnijmy, że pełna wersja GREEN HELL, symulatora przetrwania w dżungli amazońskiej, trafiła do sprzedaży 5 września. Od tego czasu w serwisie STEAM pojawiło się prawie 1200 nowych komentarzy, a średnia wszystkich (ponad 5260 w 15 miesięcy) to wciąż 83%. Równie wysoka jest średnia (77%) komentarzy na portalu Metacritic.

Leasing samochodów 2019. Zmiany w prawie nie wpłynęły znacząco na rynek

Polacy, którzy decydują się na leasing samochodu, zwykle poszukują pojazdu do 100 tys. zł, a wkład własny, jaki wnoszą, rzadko przekracza 20% wynika z raportu Oferteo.pl. Zmiany w przepisach leasingowych obowiązujące od początku roku nie wpłynęły znacząco na rynek.

Jak na wybory Polaków wpłynęła zmiana przepisów?

2019 rok przyniósł istotne zmiany w kwestii leasingu samochodów. Wkrótce minie rok od wejścia w życie przepisów, które przekształciły sposób rozliczania kosztów leasingu samochodów w działalności gospodarczej. Zmiany dotyczą przedsiębiorców, którzy zdecydowali się na pojazd o wartości przekraczającej 150 tysięcy złotych. W takich przypadkach raty można rozliczyć w zależności od tego, o ile cena samochodu (wliczając 50% VAT) przekracza limit 150 tysięcy złotych.

Przykład:

Jeśli cena samochodu netto to 150 000 zł netto, to po doliczeniu 50% VAT (34 500 VAT x 0,5) wartość samochodu będzie wynosić: 150 000 zł + (34 500 x 0,5) = 167 250 zł

Nadwyżka wynosi wówczas 167 250 – 150 000 = 17 250 zł

Wyliczenie proporcji: (17 250 zł / 167 250 zł) x 100% = 10,31%

Koszt podatkowy stanowi zatem: 100% – 10,31% = 89,69%

Część raty leasingowej niestanowiąca kosztu podatkowego: (1 000 zł + 50% x 230 zł) x 10,31% = 114,96 zł.

Przedsiębiorcy, którzy zdecydowali się na auta tańsze niż 150 000 zł, mogą nadal rozliczać swoje raty tradycyjnie. Czy takie zmiany wpłynęły w jakimś stopniu na to, jakie samochody wybierają leasingobiorcy?

Według analizy serwisu Oferteo.pl, łączącego leasingobiorców z firmami leasingowymi, Polacy w mijającym roku w 68% przypadków wybierali samochody tańsze niż 100 tys. zł, a 28% z nich decydowało się na pojazdy od 100 tys. zł do 200 tys. zł. Okazuje się więc, że obecnie samochody za ponad 100 tys. zł wybierane są nawet chętniej niż w 2018 roku, kiedy to poszukiwało ich 20% badanych. Odsetek osób, które mogą pozwolić sobie na leasing samochodów o wartości przekraczającej 200 tys. zł pozostał niezmienny i wynosi jedynie 4%.

Wkład własny rzadko przekracza 20%

Wysokość wkładu własnegoZapytania złożone na Oferteo.pl wskazują, że ponad 80% polskich przedsiębiorców nie decyduje się wnieść wkładu własnego przekraczającego 20% ceny samochodu. Zwykle zobowiązują się oni do pokrycia od 5 do 20% kosztów inwestycji. 14% badanych zadeklarowało wniesienie wkładu własnego na poziomie między 21 a 35%, a jedynie 5% – powyżej 35%.

Spłatę rat przedsiębiorcy rozkładają zwykle na okres od 4 do 6 lat. Taką opcję wybiera aż 49% z nich. Często raty rozkładane są też na okres do 3 lat, tak dzieje się w 37% przypadków, a 8% badanych chce uzgodnić tę kwestię na późniejszym etapie. Ponad 6 lat na spłatę należności potrzebuje 6% ankietowanych.

Polacy szukają samochodów używanych

Jaka jest wartość pojazduPolacy, którzy poszukiwali auta na Oferteo.pl, podobnie jak w poprzednim roku, zainteresowani byli przede wszystkim leasingowaniem samochodu używanego. Takiego właśnie pojazdu poszukiwało w 2019 roku 53% z nich. Jest to przewaga nieco mniejsza niż w roku 2018, kiedy odsetek ten wynosił 57%. Za samochód używany Polacy chcieli zapłacić zwykle do 50 tys. zł, a za nowy – od 100 do 200 tys. zł.

Auto potrzebne od zaraz

Osoby poszukujące oferty leasingu samochodu w większości zwracają uwagę na szybkość realizacji zlecenia. 52% z nich podkreśla, że chciałoby rozpocząć współpracę tak szybko, jak to możliwe. 31% badanych jest w stanie poczekać na samochód miesiąc, a 17% – do 3 miesięcy.

– Samochód to nierzadko bardzo istotny element funkcjonowania przedsiębiorstwa – zauważa Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Brak pojazdu może bardzo utrudnić, opóźnić, a nawet na jakiś czas uniemożliwić pracę w firmie. Nie dziwi zatem, że przedsiębiorcy poszukujący ofert leasingu zaznaczają, że chcieliby rozpocząć go od zaraz. Przy wyborze firmy leasingowej warto zapoznać się z jak największą liczbą ofert na rynku, a także skorzystać z pomocy firm specjalizujących się w tego typu doradztwie.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 6700 zapytań ofertowych złożonych w serwisie Oferteo.pl od listopada 2018 do końca października 2019 roku, przez podmioty poszukujące leasingu samochodu.

Po rozrywkę do centrum handlowego

W ofercie rozrywkowej centrów handlowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej przeważają multipleksy i kluby fitness, jednak na popularności zyskują także nowe formy rekreacji – wynika z najnowszego raportu Colliers International pt. „ExCEEding Borders”, w którym eksperci przeanalizowali sektor rozrywki w obiektach handlowych w 13 krajach[1] CEE. Najwięcej na rekreację i kulturę wydają konsumenci w  Czechach, średnio 38,23 EUR miesięcznie.

Od kilku lat branża rozrywkowa rozwija się niezwykle dynamicznie. Deweloperzy i właściciele centrów handlowych są coraz bardziej świadomi tego, że bez względu na położenie geograficzne, innowacyjna i ciekawa oferta rozrywkowa stanowi nieodłączny element każdego centrum handlowego.

Dominacja multipleksów i klubów fitness

Według danych zgromadzonych w raporcie, w centrach handlowych analizowanych przez Colliers istnieją 452 kina i multipleksy, przy czym najwięcej (ponad 125) znajduje się w Polsce. W większości krajów regionu CEE nadal funkcjonują obok siebie kina sieciowe i lokalne, będące własnością krajowych operatorów. Przykładem takiego operatora może być polska sieć Helios, zdecydowany lider pod względem liczby multipleksów w kraju.

— Wiele państw, takich jak Czechy, Białoruś, Węgry, Bułgaria, Chorwacja czy Rumunia, wspierają małe, lokalne kina, które postrzegają jako integralną część swojej kultury i tradycji. W ich utrzymaniu pomagają fundusze z budżetów samorządów — mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

Autorskie koncepcje

Mimo że multipleksy i kluby fitness zdominowały ofertę rozrywkową w centrach handlowych, w niektórych krajach popularnością cieszą się również oryginalne koncepcje autorskie. Wśród przykładów można wymienić:

  • Polska – szkoła tańca, np. Egurrola Dance Studio
  • Czechy – centra wellness, np. Saunia
  • Słowacja, Łotwa, Białoruś – kasyna, np. Olympic Casino

— W Polsce jedną z najszybciej rozwijających się koncepcji są escape roomy (pokoje zagadek), labirynty itp. Do takiej kategorii należą centra rozrywki takie, jak TEPfactor czy Jump World. Najwięcej tego typu najemców (121) działa na Ukrainie — mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Kto najwięcej przeznacza na rozrywkę?

Spośród wszystkich obywateli krajów Europy Środkowo-Wschodniej najwięcej na rekreację i kulturę wydają Czesi – średnio 38,23 EUR na miesiąc. Tuż za nimi plasują się Łotysze (35,6 EUR), a dalej Słowacy (22,46 EUR) i Polacy (17,89 EUR).

Najmniejsze zagęszczenie najemców reprezentujących sektor rekreacji i rozrywki w centrach handlowych (biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców przypadających na jednego najemcę w centrum) przedstawia się następująco:

  • Kina/multipleksy – Białoruś
  • Kluby fitness – Albania
  • Kąciki zabawy dla dzieci – Czechy

[1] Albania, Białoruś, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Łotwa, Litwa, Polska, Rumunia, Słowacja i Ukraina

Wiążąca Informacja Stawkowa – wniosek, opłata, procedura i ochrona

Podatnicy będą mogli skorzystać z nowego narzędzia ograniczającego ryzyko podatkowe prowadzonej działalności, jakim jest Wiążąca Informacja Stawkowa (WIS). Instrument ten zagwarantuje podatnikom, a także organom podatkowym oraz podmiotom korzystającym z WIS większą pewność w zakresie prawidłowości zastosowanych stawek podatku. Regulacje dotyczące samej procedury uzyskania WIS zostały zawarte w odrębnym Rozdziale ustawy (1a). Nowa instytucja czerpie swoje założenia z dotychczasowych indywidualnych interpretacji oraz wiążących informacji akcyzowych, stanowiąc uzupełnienie w zakresie klasyfikacji towarów i usług. Z czym wiąże się nowa instytucja, jakie są zasady występowania z wnioskiem oraz jakie korzyści daje ona podatnikom i podmiotom z niej korzystającym – to główne pytania, na które należy odpowiedzieć przed wejściem w życie nowych przepisów.

Kto może wystąpić z wnioskiem o WIS?

Z wnioskiem o WIS będzie mógł wystąpić każdy podatnik posiadający numer NIP. Nowe regulacje dotyczą także podatników zwolnionych podmiotowo z podatku VAT oraz podmiotów planujących dokonywać dostawy towarów, nabyć wewnątrzwspólnotowych czy importu towarów lub świadczyć usługi. Katalog podmiotów jest zatem bardzo szeroki. Jest to dobre rozwiązanie, gdyż pozwala na zmniejszenie ograniczeń podmiotowych w zastosowaniu WIS, podobnie jak ma to miejsce w przypadku indywidualnych interpretacji czy wiążącej informacji akcyzowej.

Warto wskazać, że z WIS mogą korzystać także inne podmioty będące w łańcuchu dostaw lub na rzecz których świadczone są usługi. Dlatego WIS będzie miała duże znaczenie dla producentów chcących ustalić, jak opodatkowane będą sprzedawane przez nich towary. Będą oni mogli informować o nich nabywców lub nabywcy będą mogli sami pobrać informację z Biuletynu Informacji Publicznej KIS. Zatem posiadanie WIS przez producentów towarów stanie się dobrą praktyką oraz znacznie poprawi wizerunek przedsiębiorcy.

Procedura ubiegania się o WIS

Przepisy określają także procedurę ubiegania się o wydanie WIS. Podstawowym elementem będzie w tym zakresie wniosek, w którym poza przedstawieniem szczegółowego opisu towaru/usługi pojawi się konieczność wskazania odpowiedniej klasyfikacji (CN, PKOB lub PKWiU) oraz złożenia oświadczenia pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Do wniosku będzie można dołączyć także inne dokumenty, które pozwolą ułatwić organowi prawidłową klasyfikację (np. katalogi, instrukcje, receptury, plany itp.). Opłata od wniosku o WIS wynosi 40 zł. Nie jest to zatem duży koszt, zwłaszcza biorąc pod uwagę walor ochronny WIS.

Na wydanie WIS organy podatkowe mają, podobnie jak w przypadku interpretacji indywidualnych, 3 miesiące. Termin ten może się wydłużyć w przypadku konieczności przeprowadzenia dodatkowych badań/analiz. Koszt tych analiz poniesie wnioskodawca.

Co będzie zawierała WIS?

Uzyskana informacja będzie zawierała w szczególności: opis towaru/usługi, klasyfikację wg kodów nomenklatury CN (towary) albo PKOB czy PKWiU (usługi), właściwą stawkę podatku VAT. Warto zaznaczyć, że WIS może odnosić się do kilku towarów czy usług, które zostały sklasyfikowane przez podatnika jako jedno świadczenie. Dodatkowo na wniosek podatnika WIS powinna zawierać klasyfikację w zależności od potrzeb podatnika wynikających z przepisów. Przykładowo, jeżeli przepis będzie odwoływał się do pełnych kodów CN przy obrocie towarami, wtedy WIS powinna zawierać 8-cyfrowy kod CN.

Na marginesie należy dodać, że w zakresie stawek podatkowych oraz klasyfikacji towarów bądź usług nie będą już dłużej wydawane wiążące informacje podatkowe. Wydawane w 2019 r. interpretacje podatkowe będą mogły dotyczyć jedynie stawek VAT obowiązujących do 1 stycznia 2020 r.

Moc ochronna

Głównym celem WIS jest zagwarantowanie zarówno podatnikowi, jak i urzędowi większej pewności w zakresie prawidłowości zastosowanych stawek podatku dla towaru/usługi. Biorąc jednak pod uwagę, że WIS nie będzie odnosiła się do całości stanu faktycznego, tj. organ nie będzie ustalał wszystkich okoliczności faktycznych, powstaje pytanie o wiążącą moc WIS. Zasadniczo więc organy podatkowe nie powinny kwestionować WIS. Mogą jednak próbować kwestionować zgodność opisu towaru/usługi przedstawioną we wniosku ze stanem faktycznym.

Dodatkowo należy pamiętać, że WIS może wygasnąć z mocy prawa w sytuacji zmiany przepisów podatkowych, np. w sytuacji zmian w Nomenklaturze scalonej CN, zmian w notach wyjaśniających czy na skutek wyroku Trybunału sprawiedliwości Unii Europejskiej. W przypadku zmiany bądź uchylenia WIS podatnik będzie miał możliwość skorzystania z waloru ochronnego do końca okresu rozliczeniowego następującego po okresie rozliczeniowym, w którym została uchylona/zmieniona WIS. Jest to bardzo krótki czas, dlatego podatnicy w wewnętrznych procedurach dotyczących wnioskowania o WIS powinni przewidzieć, co robić w sytuacji uchylenia WIS, gdy terminy są krótkie, a trzeba dostosować wszystkie systemy i procesy w firmie. Zatem w praktyce nadal pozostanie konieczność dokładnej analizy zmian w prawie oraz wyroków TSUE w tym zakresie.

Podsumowanie

WIS jest nowym narzędziem ograniczania ryzyka podatkowego, choć w jej konstrukcji wykorzystane zostały funkcjonujące już elementy z interpretacji indywidualnych oraz wiążących informacji akcyzowych. Kluczowe będzie wskazanie organom podatkowym wszystkich informacji przemawiających za prawidłową klasyfikacją towaru lub usługi. Przykładowo przy niepełnym opisie organ podatkowy może wydać WIS, która jest negatywna dla podatnika. Dlatego przy konstruowaniu wniosku warto skontaktować się z doradcą podatkowym, który pomoże w odpowiedni sposób przygotować wniosek oraz niezbędne dokumenty.

Nowy instrument ma zapewnić większą pewność, jednak podobnie jak interpretacje podatkowe czy WIA, moc ochronna może być ograniczona. Dlatego też podmioty, które w dużym zakresie będą chciały skorzystać z WIS, powinny opracować procedurę nie tylko w zakresie składania wniosków czy archiwizacji, ale także – a może przede wszystkim – w zakresie kontroli i weryfikacji zgodności i prawidłowości stosowanych WIS. Dlatego taką procedurę powinno się sporządzić z pomocą doświadczonych doradców podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Europejski sektor leasingowy rośnie, lecz w wolniejszym tempie

Dane opublikowane przez europejską federację leasingową Leaseurope pokazują, że wartość nowych kontraktów leasingowych zawartych w Europie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2019r. wyniosła 183,1 mld euro i była wyższa o 3,4 proc. r/r (w porównaniu z I połową 2018r.).

Federacja Leaseurope, na podstawie danych zebranych od krajowych stowarzyszeń leasingowych podała, że europejski sektor leasingowy w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2019r. odnotował wzrost rynku na poziomie 3,4% r/r[1], jednak był on wolniejszy od dynamiki osiągniętej na koniec 2018r. (7,7% r/r).

Największe znaczenie dla europejskiego rynku leasingu ma finansowanie dóbr ruchomych, a wśród nich pojazdów. W pierwszej połowie tego roku wartość nowych kontraktów leasingowych dotyczących pojazdów wzrosła o 4,3% r/r. Równie dobre dynamiki europejscy leasingodawcy odnotowali w zakresie finansowania pozostałych ruchomości. W tej części rynku wartość nowych umów była wyższa o 3,1% niż przed rokiem. Znacznie wyższą, bo 21,5% dynamiką wzrostu wyróżniło się finansowanie nieruchomości.

Odnosząc europejskie dane do polskiego rynku, łączna wartość nowych kontraktów, podpisanych przez polskie firmy leasingowe w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku osiągnęła poziom 9 mld euro (tj. 38,7 mld zł), przy nieznacznej ujemnej dynamice całego rynku (-0,6% r/r).

„Za sprawą znakomitych wyników wypracowanych przez firmy leasingowe w 2018r. polski rynek zajmował bardzo wysoką, piątą pozycję w europejskim rankingu. W pierwszej połowie tego roku zarówno w Europie jak i w Polsce obserwowaliśmy stopniowe hamowanie dynamik rynku. W jego rezultacie Polska jest obecnie siódmym rynkiem leasingu w Europie, a przed nami są Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Rosja i Hiszpania” – powiedział Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, Członek Rady Dyrektorów Leaseurope.

[1] Dane Leaseurope: Leaseurope Biannual Survey 2019.

JR HOLDING ASI S.A. przedstawił strategię rozwoju na lata 2020-2022

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., opublikowała strategię rozwoju na lata 2020-2022. Przewiduje ona wyjście z segmentu nieruchomościowego i reinwestycję środków w nowe projekty inwestycyjne z obszaru odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych oraz nowych technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji. Spółka planuje także przenieść notowania na rynek główny GPW w Warszawie.

Jednym z głównych celów w opublikowanej przez JR HOLDING ASI S.A. strategii rozwoju na lata 2020-2022 jest sprzedaż wszystkich nieruchomości posiadanych przez Spółkę, co pozwoli na uwolnienie zamrożonej gotówki oraz zmniejszenie długu JR HOLDING ASI S.A. do zera. Emitent zamierza dokonać reinwestycji całości środków wygenerowanych ze sprzedaży nieruchomości w projekty o potencjale nie mniejszym niż te, w których dotychczas dokonał już inwestycji, osadzonych w branży odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych oraz nowoczesnych technologii, w szczególności sztucznej inteligencji. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. szacuje, że pozyska ze sprzedaży posiadanych nieruchomości kwotę ok. 25-28 mln zł.

„Przez wiele lat realizowaliśmy z sukcesem strategię rozwoju opartą o budowanie aktywów nieruchomościowych i tylko okazjonalnie angażowaliśmy się w inwestycje obarczone wyższym poziomem ryzyka. Biorąc pod uwagę nasze dotychczasowe sukcesy inwestycyjne właśnie w zakresie tych projektów, które pozwoliły odnotować ponadprzeciętne stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału, zdecydowałem, że najlepszą metodą do szybszego zwiększenia wartości Spółki będzie skoncentrowanie się na wyjściu z segmentu nieruchomości, uwolnienie gotówki i dokonanie reinwestycji środków w projekty z przyszłościowych sektorów.” – podkreśla January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

Spółka planuje również na przełomie lat 2021/2022 rozpocząć proces przeniesienia notowań jej akcji na rynek główny GPW w Warszawie. JR HOLDING ASI S.A. będzie prezentował wartość portfela inwestycyjnego poprzez kwartalną aktualizację wyceny, w szczególności aktywów notowanych na giełdzie. Ambicją Zarządu Spółki jest osiągnięcie do końca 2022 r. aktywów o wartości 1 mld zł.

„Zamierzamy na przełomie lat 2021/2022 rozpocząć proces zmiany rynku notowań akcji na rynek główny GPW w Warszawie. W mojej opinii obecność Spółki na rynku głównym wpłynie pozytywnie na naszą wycenę oraz na płynność obrotu. Mamy ambicje, aby do końca 2022 r. osiągnąć łączne aktywa na poziomie 1 mld zł, co w przypadku zrealizowania tego celu należałoby uznać za ogromny sukces.” – dodaje Prezes Ciszewski.

W portfelu inwestycyjnym JR HOLDING ASI S.A. znajduje się obecnie kilka spółek publicznych. Jedną z nich jest notowana na rynku NewConnect Columbus Energy S.A. będąca liderem na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. JR HOLDING S.A. jest także akcjonariuszem Setanta S.A. – spółki notowanej na Głównym Rynku GPW w Warszawie, która jest w trakcie połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Kolejną spółką portfelową z rynku NewConnect jest ONE MORE LEVEL S.A. będąca producentem gier komputerowych, która pracuje obecnie nad swoją największą produkcją – grą „Ghostrunner”. JR HOLDING ASI S.A. posiada też akcje notowanej na rynku NewConnect spółki Synerga.fund S.A., która posiada 8% udziałów w spółce ALL IN! GAMES Sp. z o.o.

Daniel Arak: Car sharing może walczyć z Uberem jego własną bronią

Liczba osób, które rezygnują z posiadania lub korzystania z własnego samochodu na rzecz car sharing, rośnie dynamicznie. Za niecałe dwa lata będzie ich w Europie ponad 15 mln. Aby w pełni wykorzystać ten potencjał i skutecznie zwalczać konkurencję w postaci m.in. Ubera, firmy carsharingowe muszą postawić na innowacje. Big data, sztuczna inteligencja i IoT zadbają o spersonalizowaną ofertę i usługi dodane dla klienta, w jednej aplikacji mobilnej. Jednak firmy tego sektora muszą otworzyć się też na bliższą współpracę z partnerami zewnętrznymi – podobnie jak banki, które w ramach open banking dzielą się danymi z fintechami, z korzyścią dla innowacji zmieniających fundamentalnie sposób, w jaki używamy usług finansowych.

Zaawansowana analityka danych, IoT i big data to rozwiązania, w wykorzystaniu których ścigają się dziś Uber, Bolt, Free Now oraz inni operatorzy, oferujący dostęp do usług przewozowych w aplikacji mobilnej. Deloitte szacuje, że do 2020 roku w Europie będzie ponad 15 mln użytkowników usług car sharing. Firmy carsharingowe muszą zatem zaspokoić potrzeby każdego z nich. A im zależy na szybkim i tanim dostępie do samochodu, dokładnie wtedy, kiedy go potrzebują.

Przewagą Ubera jest oferowanie klientowi tego, na czym mu zależy najbardziej. Uber jest sprawny, niedrogi i zawsze „pod ręką”. Oczywiście w stosunku do car sharing jego podstawową przewagą są pozostający stale w ruchu kierowcy – pozwalający pasażerowi złapać transport „tu i teraz”. Jednak Uber rozumie, że musi stawiać nie tylko na dostępność, ale przede wszystkim użyteczność i funkcjonalność samej aplikacji. Już dziś można z Uberem przywołać nie tylko auto z kierowcą, ale też wynająć hulajnogę elektryczną Lime czy zamówić dostawę jedzenia. Operator aplikacji właśnie zapowiedział, że będzie rozwijał usługi finansowe pod marką Uber Money.

Co mogą robić inni dostawcy car sharing, aby być równie konkurencyjni i innowacyjni? Konkurencja powinna się skupiać nie tyle na wielkości floty, ile na rozwoju technologii i jej mądrym wykorzystaniu. Rynek car sharing powinien otworzyć się na współpracę z innymi podmiotami poprzez API, na zasadach podobnych do tego, jak regulacja PSD2 otworzyła na wzajemną współpracę banki i fintechy. Analityka danych spersonalizuje ofertę dla danego użytkownika, big data zajmie się rozliczeniem płatności, a IoT zapewni dostępność usługi „tu i teraz”.

Wraz z rozwojem ekonomii współdzielenia, maleje potrzeba posiadania własnego samochodu. Dobrym przykładem innowatora w car sharing jest 4Mobility. Ten operator aut na minuty, poza Warszawą i Poznaniem, uruchomił właśnie swoje usługi w Trójmieście, gdzie wprowadził 60 nowych elektrycznych samochodów premium marki Audi. Współpraca 4Mobility z Audi i wejście firmy do kolejnych miast świetnie pokazuje, że innowacyjne rozwiązania budują przewagę rynkową. Stworzona przez ITMAGINATION platforma Car Sharing, na której działa 4Mobility, jest kompleksowym rozwiązaniem autotech. Dzięki zastosowaniu big data i sztucznej inteligencji zapewnia obsługę aplikacji mobilnej, komunikacji użytkownika z samochodem oraz rozliczanie płatności. Platforma pozwala również na przewidywanie zmian w zapotrzebowaniu na auta i reakcję z wyprzedzeniem, a co za tym idzie, efektywniejsze lokowanie floty samochodów.

Dziś ITMAGINATION posiada 105 264 akcji 4Mobility S.A. W tym roku w 4Mobility zainwestowała również spółka zależna PGE, PGE Nowa Energia, która nabyła 51 proc. udziałów.

Sprzedaż alkoholu w sklepach bezobsługowych a kwestie prawne

Dziś jeszcze nie ma pewności, czy napoje wyskokowe będą dostępne w sklepach autonomicznych. Może się okazać, że handlowcy zostaną zmuszeni do wprowadzenia dodatkowych sprzętów i aplikacji, które będą skutecznie weryfikowały pełnoletność oraz trzeźwość każdego klienta. Jedną z opcji jest wyposażenie placówek w alkomaty. Jeśli doszłoby tam do sprzedaży alkoholu, odpowiedzialność za to poniósłby najprawdopodobniej przedsiębiorca. Inaczej mogłoby być w sytuacji z udziałem sztucznej inteligencji. Pewne jest to, że prawo nie nadąża za technologią, dlatego zmiany są pilne potrzebne.

Nie dla niepełnoletnich

W przyszłości coraz większą rolę w handlu zaczną odgrywać sklepy autonomiczne. Jednak już dziś rodzi się pytanie, czy takie placówki bez sprzedawców nie będą mieć problemu prawnego ze sprzedażą wyrobów alkoholowych. Przecież nabywca powinien być osobą pełnoletnią i trzeźwą.

– W przypadku sklepów autonomicznych należy stosować wszystkie regulacje ustawy z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, a także wydane na ich podstawie przepisy gminne. Może się okazać, że sprzedaż takich trunków w placówkach w pełni autonomicznych będzie niemożliwa, albo też wymusi wprowadzenie dodatkowych sprzętów i aplikacji – komentuje Marek Gajek, adwokat z Kancelarii Gajek i Wspólnicy.

Jak zaznacza Marta Kownacka, radca prawny z Kancelarii LawIT, wszystko zależy od opracowanych reguł funkcjonowania sklepów autonomicznych. Co do zasady przewidują one możliwość dokonywania w nich zakupów, jednak pod warunkiem zarejestrowania się w aplikacji obsługującej placówkę. Zdaniem eksperta, jeśli na etapie rejestracji konta jest możliwość ustawień blokowania korzystania z aplikacji przez osoby niepełnoletnie, to problem z zakupem alkoholu może zostać znacznie zredukowany.

– Kwestia weryfikacji pełnoletności nie jest dużym problemem dla branży. To odbywa się niemalże automatycznie w momencie, kiedy ktoś wchodzi do sklepu i za pomocą aplikacji mówi, że ja to ja. W sklepach autonomicznych wiemy dokładnie, kto przyszedł na zakupy. Mając jego konto, znany jest przecież wiek, który weryfikuje się przy rejestracji. To nie jest tak jak w placówce tradycyjnej, gdzie człowiek jest anonimowy – informuje Sebastian Starzyński, prezes zarządu spółki TakeTask.

„Dmuchanie” na zakupach

Według Marty Kownackiej, problem z weryfikacją zostanie zniwelowany, jeśli w sklepie pojawią się dodatkowe czujniki czy kamery. One, przynajmniej na odległość, sprawdzą, czy kupujący wygląda na pełnoletniego i trzeźwego. To jednak wymaga czynnika ludzkiego, który analizuje obraz z kamer. Jeżeli docelowo sztuczna inteligencja będzie obsługiwać zarówno aplikację, jak i koordynować zakupy w sklepie, wówczas sytuacja może być już problematyczna.

– Kiedy system ma wątpliwości, czy dana osoba jest trzeźwa, można dokonać weryfikacji poprzez alkomat. To akurat nie jest bardzo skomplikowane czy drogie urządzenie. I zapewnia znacznie pewniejszą ocenę sytuacji niż ekspedientka w tradycyjnym sklepie – podkreśla Sebastian Starzyński.

Z kolei jak zaznacza Marek Gajek, można wyobrazić sobie rozwiązania ułatwiające identyfikację, ale jednak wymagałyby one dodatkowych nakładów finansowych i organizacyjnych. Ponadto mogłyby być uciążliwe dla klientów i odstraszać od zakupów w takich sklepach. Według eksperta, niekoniecznie gwarantowałyby pełną skuteczność w przypadku użycia tańszych rozwiązań sprzętowych i programowych. Ponadto zastosowanie zautomatyzowanej identyfikacji nabywców mogłoby budzić wątpliwości w kontekście przepisów o ochronie danych osobowych.

– Obecny system też nie zapewnia szczelności stuprocentowej. Zawsze może być np. trzech klientów, z których tylko jeden jest pełnoletni i kupuje alkohol dla pozostałych dwóch już nietrzeźwych osobników. W związku z tym to jest fikcja. Jeżeli ktoś bardzo chce, to jest w stanie oszukać zarówno sprzedawcę, jak i system – dodaje ekspert ze spółki TakeTask.

Łamanie prawa

Jeśli w tradycyjnym sklepie dochodzi do transakcji z udziałem osoby nieletniej lub nietrzeźwej, to do takiej sytuacji odnoszą się obecnie obowiązujące przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. One wskazują odpowiedzialność sprzedającego. Wystarczy więc ustalić, kto nim był.

– Podmiot, który otwiera sklep autonomiczny, zleca firmie informatycznej stworzenie stosownych rozwiązań, m.in. umożliwiających weryfikację potencjalnego klienta oraz pobieranie towarów z półek. To w zasadzie on jest inicjatorem działań i ubiega się o pozwolenie na sprzedaż alkoholu. W związku z tym przyjęłabym, że przedsiębiorca odpowiada za sprzedaż – stwierdza Marta Kownacka.

Z kolei Marek Gajek podkreśla, że przepisy prawa nie przewidują w tym zakresie odpowiedzialności karnej producentów urządzeń lub aplikacji służących do sprzedaży alkoholu. Oni ewentualnie będą ponosić w tym zakresie odpowiedzialność cywilną za szkody wyrządzone przedsiębiorcom na skutek wad takich urządzeń lub aplikacji.

– W przypadku wykorzystania rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji należałoby dokonać ustaleń, w jakim zakresie działa i odpowiada człowiek, a w jakim – maszyna. Jeśli to oprogramowanie odpowiada za weryfikację, w tym opracowuje klucze weryfikacji pełnoletniości czy trzeźwości, to niewątpliwie powstaje spór prawny. Trzeba byłoby ustalić, kto ponosi odpowiedzialność za nieprawidłowości w tym zakresie. Odpowiedzi na ten moment może udzielić sąd, który szczegółowo będzie badać poszczególne zależności – informuje ekspert z Kancelarii LawIT.

Przyszłość nie jest jasna

Obecne regulacje mogą nastręczać problemów właścicielom sklepów autonomicznych, o czym przekonuje mecenas Gajek. I wskazuje m.in. na ograniczenia sprzedaży alkoholu pomiędzy godz. 22.00 a 6.00 rano, wprowadzane przez rady gmin. One wymuszałyby wydzielenie sprzedaży alkoholi w takiej placówce, aby istniała możliwość wstrzymania handlu w porze nocnej.

– Prawodawstwo musi nadążyć za technologią, a nie odwrotnie. Dziś nie wiemy, jakie wymagania zostaną narzucone sklepom autonomicznym. Jeśli konieczne będą bardzo zaawansowane sposoby weryfikacji i zabezpieczeń strefy alkoholowej, to handlowcy zaczną kalkulować. Prowadzenie sprzedaży napojów wyskokowych może w takiej sytuacji okazać się nieopłacalne – analizuje prezes Starzyński.

Według mecenasa Gajka, im mniej przepisów, tym lepiej. Niemniej ustawodawca powinien przy najbliższej okazji wziąć pod uwagę zachodzące zmiany technologiczne. Prawnik wskazuje, że warto pomyśleć o dopuszczeniu w sklepach – obok stoisk do sprzedaży alkoholu – automatów z takimi napojami. Ponadto pożądane byłoby upoważnienie do dokonywania przez przedsiębiorców zautomatyzowanej weryfikacji wieku nabywcy alkoholu. Obecne przepisy, pozwalające na żądanie przez ekspedienta okazania dokumentu, wydają się być mocno anachroniczne.

– Sprzedaż alkoholu w sklepach autonomicznych może okazać się opłacalna w ograniczonym zakresie. Myślę, że to jednak nie wpłynie na rozwój tych placówek handlowych. Ich będzie przybywać, ponieważ realizują nieco inne misje zakupowe niż sklep typu convenience – podsumowuje Sebastian Starzyński ze spółki TakeTask.

Pakiet mobilności w trilogu. Co warto wiedzieć?

29 miesięcy – tyle trwa już procedura legislacyjna nowego prawa dla międzynarodowego transportu drogowego. W siódmej kadencji Parlamentu Europejskiego podobne procesy trwały średnio 17 miesięcy. Skąd takie opóźnienia? Na czym polega trudność i złożoność pakietu mobilności oraz czego możemy się spodziewać jeszcze w 2019 roku?

Jesteśmy już po kilku spotkaniach w ramach tak zwanego trilogu. To znaczy nieformalnych posiedzeniach, w których uczestniczą członkowie Parlamentu Europejskiego, Rady i Komisji. Ich celem jest osiągnięcie porozumienia możliwego do zaakceptowania przez Parlament i Radę UE. Czy do zgody dojdzie? Tego nie wiemy. Jednak, jeśli uda się wypracować wspólne stanowisko, to dalsza droga według najbardziej prawdopodobnego scenariusza jest krótka i polega na dwóch głosowaniach – pierwsze czytanie w Radzie UE i drugie czytanie w Parlamencie. Po tych głosowania nowe przepisy staną się faktem – wyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert Inelo, firmy dostarczającej zaawansowane rozwiązania informatyczne dla polskiego transportu. – Należy zauważyć, że większość wniosków przechodzi właśnie podczas drugiego czytania w PE.

Scenariusze

Jeżeli Rada UE zaakceptuje stanowisko Parlamentu w wersji niezmienionej, to akt zostaje przyjęty i opublikowany. Warto wiedzieć, że w siódmej kadencji PE 85 proc. aktów uzgodniono właśnie w pierwszym czytaniu, tj. 415 z 488 złożonych. Natomiast średni czas, jaki zajmowała procedura ustawodawcza, to 17 miesięcy Jednak z uwagi na trwające dyskusje i kontrowersje dotyczące propozycji PE to mało prawdopodobne rozwiązanie, więc co dalej? Najprawdopodobniej Rada UE podczas pierwszego czytania zaproponuje poprawki wypracowane w ramach trilogów, a projekty tafią do drugiego czytania w Parlamencie.  Będzie on miał trzy miesiące na kolejne głosowanie z możliwością przedłużenia tego terminu o 30 dni. Na tym etapie jest już ustalana zdecydowana większość unijnych aktów prawnych.  Co ciekawe, poprzedni skład polityków pracujących w Brukseli właśnie w tym miejscu procesu legislacyjnego przyjął łącznie aż 93 proc. wszystkich nowych przepisów. Czy tak się stanie się również z pakietem mobilności?

Spotkania trójstronne nadal trwają. Są to zebrania zamknięte, zatem dostęp do informacji jest ograniczony. Wiemy, że obecnie toczą się rozmowy w szczególności na temat dostępu do rynku, a więc między innymi kabotaży oraz kwestii powrotów pojazdów do kraju raz na cztery tygodnie. Wypracowanie kompromisu nie jest łatwe, ponieważ propozycje zmian w przepisach to setki stron poprawek, które trzy instytucje muszą wspólnie przeanalizować. Na przykład do rozporządzenia 561 oraz 165, które traktuje między innymi o wydłużeniu okresu kontroli do 56 dni, złożonych jest ponad 70 poprawek na 100 stronach. Natomiast dokument, określający m.in. delegowanie pracowników w transporcie, otrzymał ponad 100 poprawek na blisko 130 stronach – mówi Mateusz Włoch. – Dyskusje z pewnością nie są łatwe. Pakiet mobilności jest obecnie w 29 miesiącu prac. Sam czas trwania tej procedury już świadczy o złożoności unijnego prawa, które powstaje po to, by międzynarodowy transport drogowy funkcjonował wedle wspólnych zasad dla wszystkich krajów członkowskich. Z założenia ma wprowadzać nowy lepszy porządek, jednak będzie on krzywdzący dla państw z Europy Środkowo-Wschodniej, na co nie powinno być zgody – dodaje ekspert Inelo.

Nad czym teraz trwa dyskusja?

Rozporządzenie 561 oraz 165 to ponad 70 poprawek na 100 stronach. Akt dotyczy między innymi wydłużenia kontroli do 56 dni, a także montowania tachografów w pojazdach powyżej 2,4 tony
w międzynarodowym transporcie rzeczy, a co za tym idzie konieczność przestrzegania przez kierowców busów takich samych zasad czasu jazdy i odpoczynku jak kierujących ciężarówek. Pozostałe tematy to między innymi:

  • Kolejna generacja tachografów z przekroczeniami granic i lokalizacją załadunków/rozładunków
    z obowiązkowym montażem we wszystkich ciężarówkach do końca 2024 roku.
  • Ręczne rejestrowanie przekroczenia granicy – okres przejściowy w ciężarówkach bez nowych tachografów.
  • Możliwość przedłużenia czasu jazdy nawet o dwie godziny przy powrocie do domu lub bazy.
  • Obligatoryjny powrót kierowcy do domu co trzy lub cztery tygodnie.
  • Większa elastyczność w odbieraniu regularnych odpoczynków tygodniowych.
  • Możliwość odpoczynków tygodniowych na promie.
  • Sprecyzowanie zakazu odbioru odpoczynków 45-godzinnych w kabinie.
  • Zastosowanie delegowania (m. in. w zakresie płacy minimalnej) do kabotażu oraz przewozów cross trade.
  • Wyłączenie delegowania dla tranzytu oraz dla przewozów z i do Polski oraz maksymalnie dwóch załadunków lub rozładunków, które miałyby być zrealizowane podczas tych operacji transportowych.
  • Znormalizowanie druku i sposobu zgłoszenia pracowników.
  • Określenie zamkniętego zbioru wymogów – bez konieczności wyznaczenia przedstawiciela
    i tłumaczenia dokumentów na poszczególne języki.
  • Obowiązkowe witryny internetowe, zawierające szczegółowe informacje o elementach składowych i sposobie rozliczania wynagrodzenia kierowcy. Obowiązek wypłaty pensji zgodnie
    z układem zbiorowym. Brak możliwości sankcjonowania, jeśli ww. dane nie zostały upublicznione.
  • System wymiany informacji pomiędzy służbami kontrolnymi z dostępem w czasie rzeczywistym, w tym między i innymi do ERRU i IMI.

Rozporządzenie 1071 oraz 1072, określające dostęp do rynku oraz zawodu przewoźnika drogowego, czyli rozmowy o przeszło 70 poprawkach na 120 stronach w kwestiach takich jak:

  • Przynajmniej jeden rozładunek lub załadunek w kraju siedziby firmy maksymalnie co cztery tygodnie dla każdego pojazdu.
  • Skuteczne zapobieganie systematycznemu realizowaniu kabotaży – czyli ograniczenie kabotażu do maksymalnie trzech dni bez limitu operacji z dodatkowym okresem cooling off. Zgodnie z tym, aby ponownie wykonać kabotaż należy wrócić do kraju siedziby i przed kolejnym przewozem kabotażowym odczekać 60 godzin.
  • Dodanie do ERRU umów o pracę z kierowcami, informacji o liczbie zatrudnionych kierowców
    z ostatniego roku oraz rating ryzyka przedsiębiorstwa, który ma być dostępny na żądanie nadawców, spedytorów, wykonawców i podwykonawców.
  • Efektywne egzekwowanie przepisów – sprawne wprowadzenie nowych inteligentnych tachografów, wdrożenie e-CRM i systemu wymiany informacji.
  • Zastosowanie rozporządzenia RZYM I w taki sposób, aby umowy o pracę odzwierciedlały rzeczywiste miejsce pracy kierowców.
  • Objęcie zasadami licencjonowania i dostępu do zawodu przewoźnika drogowego również transportu międzynarodowego realizowanego pojazdami powyżej 2,4 tony.
  • Kontrole wymogów prowadzenia działalności transportowej co najmniej raz na trzy lata.

Kolejne spotkania w Parlamencie Europejskim, które mają wypracować porozumienie dotyczące brzmienia przepisów pakietu mobilności, planowane są 25 lub 26 listopada.

Dlaczego rekrutacje trwają tak długo?

Być może sądzisz, że ze swoimi umiejętnościami szybko znajdziesz pracę. Nadzieje rosną, gdy dostajesz zaproszenie na rekrutację i informację, że dana firma pilnie chce zatrudnić osobę taką, jak Ty. Dlaczego więc później cały proces przeciąga się, a często nawet kończy się bez żadnej informacji zwrotnej?

Poszukiwanie właściwych osób do obsadzenia wakatu często rozpoczyna się dynamicznie, w szybkim tempie.  Kandydaci spodziewają się, że skoro firma daje im sygnały na temat tego, jak pilnie potrzebuje nowego specjalisty lub menedżera, tempo to zostanie utrzymane i wkrótce znajdą pracę. A jeśli nie oni zostaną zatrudnieni, to przynajmniej otrzymają informację zwrotną na temat przyczyn takiej decyzji.

Niestety, w praktyce bardzo często gwałtowny i pełen entuzjazmu start hamowany jest przez bieżące, przyziemne przeszkody. Rzadko kiedy w procesie rekrutacji wszystko przebiega w taki sposób i w takim tempie, jak założono na samym początku.

Szukanie pracy to sprzedaż

Osoba szukająca pracy powinna być przygotowana na ewentualność, że w trakcie rekrutacji mogą wystąpić nieoczekiwane zmiany. Nawet wtedy, gdy kandydat słyszy, że pracownik jest potrzebny „od zaraz”, lepiej podejść do takiej informacji z dystansem. Bez względu na to, jak pilna wydaje się potrzeba, rekrutacje niemal zawsze składają się z wielu etapów, a im wyższe stanowisko, tym bardziej złożony i często dłuższy proces decyzyjny.

Często wygląda to tak, że kandydat otrzymuje telefon z prośbą o pilne spotkanie w sprawie rekrutacji. Oferta jest podobno poważna, a doświadczenia kandydata doskonale dopasowane do profilu stanowiska. Kandydat przekłada więc różne zaplanowane wcześniej sprawy, by spotkać się z headhunterem, pracownikiem działu HR lub decydentem po stronie klienta. Pokazuje w ten sposób, jak bardzo jest elastyczny i zaangażowany. Podczas spotkania okazuje się jednak, że etapów jest więcej – wśród nich m.in. rozmowa z bezpośrednim przełożonym, rozmowa z „haerowcem”, badanie on-line dla najlepszych kandydatów, no i jeszcze rozmowa z całym zespołem (czasem określana jako assessment center).

Ponieważ jednak kandydat zaangażował się w proces rekrutacji, najczęściej będzie zainteresowany kolejnymi etapami. Niestety, na dowolnym z nich kontakt ze strony firmy może się urwać. Początkowo wszystkim się spieszyło, ale potem pojawia się całkowita cisza. Niestety, tak bywa – i to nawet często. Firma milczy, a kandydat pozostaje z poczuciem, jakby ktoś zostawił go „na lodzie”. Pojawia się wrażenie bezradności i poczucie winy, z czym trudno sobie poradzić nawet menedżerom z wieloletnim stażem. Jeśli nałożymy na to często wielomiesięczne poszukiwania na stanowiskach menedżerskich i topniejący budżet domowy, pojawia się ogromny stres i frustracja.

– Do poszukiwania pracy należy podejść jak do sprzedaży – mówi Ernest Wencel – coach, który w ramach inicjatywy Punkt X pomaga menedżerom w znalezieniu nowego zatrudnienia. – Nawet jeśli wszyscy zgadzamy się, że brak informacji zwrotnej jest mało profesjonalny, musimy mieć świadomość, że w pojedynkę trudno jest zmienić realia.  Dlatego proponuję uczyć się od handlowców, którzy nie obrażają się, że klient nie wrócił do niego z informacją zwrotną. Handlowiec wie, że to on musi zadzwonić, jeśli chce sfinalizować sprzedaż. W przypadku rekrutacji jest podobnie. Jeśli szukasz pracy, nie obrażaj się, bo to nic nie da. Zamiast tego przejmij kontrolę i zrób co w Twojej mocy, aby wykazać się skutecznością – przekonuje.

Aby zminimalizować ryzyko przykrych niespodzianek, warto na każdym etapie zapytać, kiedy należy się spodziewać kontaktu w sprawie kolejnego. Jeśli w danym terminie telefon milczy, wówczas nie tylko nie zaszkodzi, ale nawet warto skontaktować się z rekruterem i spróbować uzyskać od niego aktualne informacje. Dobrze jeśli osoba poszukująca pracy pokazuje, że zależy jej na danej pracy i że każda informacja zwrotna jest dla niej ważna.

Zwinne rekrutacje

Kontakt z headhunterem może zwiększyć szanse kandydata na zatrudnienie, ale może też być źródłem wiedzy na temat tego, jak przygotować się do spotkania z klientem, na co zwracać uwagę podczas rozmowy, jaka jest kultura firmy. Rozmowa z rekruterem dostarczy też mnóstwa drobnych informacji, które będą procentowały na dalszych etapach. Można też dzięki temu dowiedzieć się, że np. cały proces utknął w martwym punkcie. Dlaczego rekrutacje czasem kończą się bez zapowiedzi?

– Coraz częściej jest to wynik tzw. „scrumowego”, zwinnego podejścia do realizowanych projektów – mówi Ernest Wencel. – Decyzje biznesowe są dziś podyktowane dużą presją czasu, przez co wymogi dotyczące stanowiska przed rozpoczęciem rekrutacji mogą być inne niż po kilkunastu dniach od jej rozpoczęcia. Gdy pojawia się zapotrzebowanie na kandydata, rekrutacja jest błyskawicznie uruchamiana, ale gdy zmieniają się decyzje biznesowe albo profil stanowiska, proces jest natychmiast wstrzymywany, aby nie generować dalszych kosztów – wyjaśnia.

A skoro tak, to brak informacji zwrotnej może wynikać nie z faktu, że kandydat nie spełnił oczekiwań, ale że w ogóle zrezygnowano z zatrudnienia nowej osoby, rekrutację przełożono na bliżej nieokreślony termin albo postanowiono, że jednak poszukiwane będą osoby o zupełnie innym profilu (z innym wykształceniem, doświadczeniem itd.). Cisza po drugiej stronie może też wynikać z czegoś innego.

– Kiedyś zdarzało się, że firmy zamieszczały fikcyjne ogłoszenia, żeby tanio budować bazy kandydatów. Dziś jest to już zabronione, ale i tak trzeba liczyć się z faktem, że niektórzy rekruterzy szukają osób niejako „na zapas”. Na rynku, na którym jest  mało czasu na znalezienie pracowników nieustannie prowadzą monitoring, żeby w momencie, gdy tyko pojawia się informacja o wakacie, mieć wstępnie zweryfikowanych kandydatów. Czas rekrutacji jest jednym z ważniejszych mierników w HR – mówi coach z Punktu X.

Brak informacji zwrotnej może więc wynikać stąd, że rekrutacja dotyczyła wstępnej selekcji na stanowisko, które będzie brane pod uwagę dopiero w przyszłości. Zaproszenie na kolejny etap może się więc pojawić, ale dużo później niż spodziewały się osoby, które zaproszono na spotkanie wstępne lub wyselekcjonowano na podstawie CV. Ale powodem milczenia telefonu może być też fakt, że dana firma prowadzi bardzo złożone, wieloetapowe procesy rekrutacyjne.

– Działy HR i firmy headhunterskie są rozliczane z jakości rekrutacji, czyli z tego, ile spośród zrekrutowanych osób przepracuje u danego pracodawcy co najmniej rok. W tym celu „haerowcy” robią co mogą, aby zminimalizować ryzyko, że coś zostanie przeoczone. Ta ostrożność powoduje, że rekrutacja może trwać nawet kilka miesięcy – zauważa Ernest Wencel.

Osoby poszukujące pracy często skarżą się, że oferty pracy zamieszczane w portalach są – w ich ocenie – fikcyjne. Sądzą tak, ponieważ zdarza się, że wysłana przez nich aplikacja w ogóle nie zostaje otwarta. W praktyce może to świadczyć o tym, że w pierwszych dniach rekrutacji firma otrzymała tak wiele zgłoszeń od kandydatów wartych uwagi, iż kolejne aplikacje nie są nawet otwierane. Z tego powodu niezwykle ważna jest szybkość, z jaką kandydat zareaguje na ofertę pracy – im szybciej, tym większa szansa, że zostanie zaproszony na rozmowę.

Liczy się determinacja

Biorąc pod uwagę, że procesy rekrutacyjne trwają długo, bywają przerywane, wznawiane i modyfikowane, kandydat chcący odnaleźć się w tej sytuacji, musi wykazać się zarówno cierpliwością, jak i determinacją. Osoba, która wychodzi z inicjatywą, aby dopytać o wyniki kolejnych etapów rekrutacji, osoba, która dzwoni, aby o sobie przypomnieć, znacząco zwiększa szanse na to, by zostać zauważoną. Dzięki temu, kiedy proces zostanie wznowiony, to właśnie ona jako pierwsza się o tym dowie. Dodatkowo, skoro to właśnie ją zapamiętano, ma większe szanse otrzymać zaproszenie na kolejne spotkanie oraz zbudować lepsze relacje z rekruterami i innymi osobami uczestniczącymi w tym procesie.

Niestety ci, którzy oczekują z założonymi rękami na telefon od rekrutera, mogą się go nie doczekać. Tym bardziej, że osoby odpowiedzialne za wybór i selekcję kandydatów rozliczane są z efektywności kosztowej. Tzn. powinny jak najszybciej i jak najtaniej wybrać właściwe osoby. Komunikacja z odrzuconymi kandydatami jest nie tylko trudna (nikt nie lubi przekazywać złych wiadomości), ale wymaga też czasu (a w tym przypadku – czas to koszty).

– Dopóki pieniądze będą kluczowym parametrem na rynku, nie ma szans, że poprawi się  standard komunikacji z kandydatami – przyznaje coach z Punktu X. – A skoro tak, to pozostaje nam jedynie dostosować się do warunków, w których musimy funkcjonować, tak aby działać jak najskuteczniej pomimo ograniczonej informacji zwrotnej – dodaje.

A więc podsumujmy. Szukając pracy, warto zacząć robić to jak najszybciej, ponieważ szczególnie na stanowiskach menedżerskich rekrutacja może być długa i skomplikowana. Menedżerowie i dyrektorzy nie powinni dawać wiary w powszechnie powtarzane opinie, że w Polsce mamy rynek pracownika – ich to nie dotyczy.

Nie należy się też nastawiać na informację zwrotną ze strony rekrutera. Aby ją uzyskać, trzeba samemu wyjść z inicjatywą – zdobyć się na wykonanie jednego, kilku, a może nawet kilkunastu telefonów.  Taka aktywność jest ważna z kilku powodów. Po pierwsze  – pozwoli uniknąć pochopnych wniosków, które mogą negatywnie wpłynąć własną samoocenę. Po drugie – bardzo często kolejne próby kontaktu ze strony kandydata zwiększą szanse, że zostanie on zapamiętany i zaproszony na kolejne rozmowy. Po trzecie – telefon czasem pozwoli poznać faktyczną sytuację, np. dowiedzieć się, że rekrutacja została wstrzymana na okres 3 miesięcy, ale po tym czasie zostanie wznowiona, warto więc trzymać rękę na pulsie.

Ponieważ dla kandydata sytuacja poszukiwania pracy w tak szybko zmieniających się warunkach może być bardzo trudna, warto, aby poszukał wsparcia wśród osób w podobnej sytuacji. Kontakt z ludźmi, którzy przeżywają to samo co on, pomoże mu pozbyć się nierealnych oczekiwań, a zamiast tego skłoni do poszukiwania pragmatycznych i skutecznych rozwiązań. Rzecz w tym, aby chwilowe poczucie bezradności przekuć w skuteczną sprzedaż swojej oferty na rynku pracy. Możliwe, że będzie to sprzedaż najtrudniejsza z możliwych, w dodatku na rynku, na którym panuje ogromna konkurencja. Ale właśnie dlatego warto cały czas pamiętać, że największe sukcesy odnoszą na nim osoby najbardziej zdeterminowane.

Voiceboty dla miękkiej windykacji

Nieregulowanie należności jest poważnym problemem – już 9 na 10 firm ma realne problemy z regulowaniem płatności przez kontrahentów. Windykacja jest obszarem biznesu zdominowanym przez konsultantów, wykonujących często mechaniczne połączenia z klientami. Problemem firm zatrudniających tych konsultantów są szybko rosnące płace, śrubujące koszty windykacji. Warto rozważyć wykorzystanie nowych technologii IT do, czasem nawet radykalnego, zmniejszenia kosztów tych działań.

Jak wskazuje badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, zrealizowane przez Krajowy Rejestr Długów we współpracy z Konferencją Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, w drugim kwartale br. firmy w Polsce na zapłatę faktury musiały czekać średnio ponad 4 miesiące, a prawie 90% ma problemy z nieterminowymi wpłatami ze strony swoich klientów. Niestety, strategie windykacji należności w centrach kontaktowych pozostają skomplikowane i nieefektywne. Niewłaściwe zarządzanie kanałami komunikacji, niska optymalizacja procesów i brak jednolitej wizji interakcji wpływają na proces egzekwowania zaległych należności.

Rosnące koszty windykacji – teraz można temu przeciwdziałać

Windykacja to szerokie pojęcie i można wydzielić kilka jej etapów – wstępna, sądowa, egzekucyjna. Oczywiste jest, że najlepiej wszelkie negocjacje z niewypłacalnym klientem zakończyć na pierwszym etapie – powstrzyma to generowanie następnych niepotrzebnych kosztów związanych z rozprawami sądowymi oraz usługami profesjonalnej firmy windykacyjnej. Jednak pierwsze, polubowne negocjacje, zwane także miękką windykacją, również odbijają się na budżecie firmy, ponieważ zajmują się nimi konsultanci wewnętrzni, którzy w danym czasie mogliby wykorzystać swoje kompetencje do innych działań. Jak więc nie dopuścić do jeszcze większych strat finansowych?

Każdy etap ściągania płatności wiąże się z ponoszeniem przez firmę kosztów, jednak wydatek ten można znacząco zmniejszyć dzięki automatyzacji procesów. Windykacja miękka to wszelkie sposoby, które zmierzają do polubownego załatwienia sprawy – przypomnienia o terminach płatności, ostrzeżenia o konsekwencjach np. w postaci wpisu do publicznego rejestru dłużników. Każdy przedsiębiorca-profesjonalista, który dostarcza swoje produkty lub usługi terminowo, ma prawo upominać się o równie terminowe spłaty należności. Firmom pomogą w tym Wirtualni Asystenci – Voiceboty InteliWISE działające w oparciu o algorytmy sztucznej inteligencji (AI), które obdzwonią klientów firmy i poinformują ich o aktualnym stanie płatności.

Odzyskiwanie długów mniejszymi kosztami – roboty w windykacji

Firmy mogą teraz oprzeć się na zaufanych, innowacyjnych technologiach związanych z automatyzacją, zaawansowaną analizą i sztuczną inteligencją. Pomogą one przekształcić aktualne, nieefektywne modele biznesowe i stworzyć nowe strategie – koncentrując się na lojalności klientów i przewidywaniu ryzykownych zachowań. A wszystko to pozwala zapobiegać eskalacji długów do następnych etapów. Dzisiaj klienci, zwłaszcza reprezentujący młodsze pokolenia, nie chcą już dostawać listów informujących o zaległych płatnościach, które często nawet nie doczekają się przeczytania. Oczekują krótkiej wiadomość opisującej stan faktyczny.

Voicebot może wzmocnić skuteczność zespołu windykatorów

Nie należy się łudzić. Zaległości w spłatach i długi to drażliwy temat i nie można liczyć, iż w najbliższych latach waga problemu zelżeje, bądź pojawi się magiczne technologie, które go rozwiążą. Tym niemniej, pojawiają się technologie, jak voiceboty, które po prostu mogą odciążyć zespół od powtarzalnych czynności. Niewiele osób otwarcie przyznaje się do problemu, nie wspominając już o omawianiu kwestii finansowych z nieznajomymi.  Dlatego nieraz próba podjęcia rozmowy telefonicznej z dłużnikiem kończy się niepowodzeniem. A niestety  zaplanowanie i wykonanie połączenia kosztuje czas i pieniądze firmy windykującej. Wesprzeć zespół przy pokonaniu barier komunikacyjnych może zapewnić Wirtualny Asystent. Jak pokazują ostatnie badania Survey Monkey i Drift, tylko 38% konsumentów rzeczywiście chce rozmawiać z człowiekiem podczas kontaktów z firmą.

Miękka windykacja – zadanie częściowo do zautomatyzowania

Voicebot może wstępnie obdzwonić klientów z przypomnieniem o zbliżających się płatnościach lub informacją o tych zaległych. Kontrahenci preferują taką samoobsługę, jest bowiem mniej inwazyjna niż szczera rozmowa z realnym reprezentantem firmy. A w bardzo wielu przypadkach wystarczy po prostu przypomnieć o płatności, bo jej brak wynika raczej z krótkiej pamięci, niż ze złych intencji. Voicebot InteliWISE poinformuje klienta o jego fakturach czy płatnościach, w sytuacji bardziej złożonych problemów – przekieruje do specjalisty w Call Center. Wirtualny Asystent może pracować w wydłużonych godzinach pracy bez potrzeby zwiększania budżetu na kadry, znacznie obniża więc koszty w porównaniu z zatrudnieniem dodatkowego agenta. Wykorzystanie automatyzacji w kontaktach z klientami to również skuteczna forma dyscyplinowania kontrahentów i pokazania się jako profesjonalna firma, która liczy na równie profesjonalne relacje w biznesie.

Voicebot wspiera zarówno własne działy windykacji, jak i outsourcing firm obsługujących długi

Strategie firm co do windykacji są zróżnicowane – jedne tworzą własne działy, inne zlecają firmom zewnętrznym, realizując tzw. outsourcing. W obu modelach rosnące płace a zmniejszająca się podaż pracowników i zaostrzające się regulacje stwarzają coraz większe wyzwania dla branży windykacyjnej. Wykorzystanie kanału cyfrowego i wdrożenie AI do windykacji mają kluczowe znaczenie dla sprostania tym wymaganiom. Voiceboty i Wirtualni Asystenci zwiększą wydajność istniejących strategii i są szansą dla firm na lepsze wyniki w zakresie egzekwowania płatności – więc również niższe koszty działów własnych, bądź wyższe marże outsourcerów.

Pracownik liczy na więcej

Pakiety medyczne, sportowe, ubezpieczenie na życie oraz elastyczne formy zatrudnienia  – jak czytamy w raporcie „Rynek pracy pod lupą”, liczba benefitów oferowanych pracownikom z roku na rok rośnie. Pracodawcy, chcąc konkurować o najlepszych specjalistów na rynku, muszą dostosować swoje oferty do zmieniających się trendów, wychodząc poza ramy dotychczasowych działań rekrutacyjnych.

Podczas, gdy jeszcze w roku 2015 lista bonusów pojawiających się w ogłoszeniach o pracę składała się średnio z 4,5 pozycji, obecnie jest to aż 6,6 – podaje  w swoich najnowszych badaniach, przeprowadzonych na bazie 500 ogłoszeń o pracę, Grant Thornton[1]. Sytuacja pracodawców jest trudna i dynamiczna, a wynika między innymi z tzw. „rynku pracownika”. Obecnie już niemal 60 proc. polskich firm podkreśla, że brak wykwalifikowanych pracowników stanowi znaczącą barierę w rozwoju przedsiębiorstwa. – Chcąc nie tylko pozyskać, ale też zatrzymać wartościowego pracownika, firmy muszą obecnie bardzo się postarać. Poza wynagrodzeniem, znaczenie zyskują świadczenia pozapłacowe, które stanowią ważny wskaźnik wpływający na przyjęcie oferty pracy – mówi Stephane Tikhomiroff, dyrektor generalny Perfetti Van Melle Polska.

Zmiany na liście potrzeb

Czego oczekują pracownicy? Przede wszystkim wyjścia poza klasyczne warunki zatrudnienia, gdzie głównym czynnikiem wyboru pracy było wynagrodzenie i rozwinięcia oferty benefitów. Jak pokazują badania, w porównaniu do roku 2015, obecnie aż 25 proc. więcej kandydatów zwraca uwagę na oferowane przez pracodawcę pakiety opieki medycznej, a 22 proc. na karty i programy sportowe. Pracownicy wciąż chętniej reagują także na ogłoszenia, w których oferowane jest zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę. Kandydaci doceniają, bardziej niż przed dwoma laty, również lekcje języków obcych (z 7 na 12 proc), możliwość pracy zdalnej oraz… darmowe owoce w biurze (oba benefity zyskały aż po 8 punktów procentowych). Jednocześnie, spośród analizowanych dodatków – spadek, chociaż jedynie o dwa punkty procentowe, zanotowało znaczenie oferowanych przez firmę szkoleń czy możliwość korzystania z samochodu służbowego.

Podstawy bez zmian

Obecna sytuacja na rynku pracy, zmusza pracodawców do ponownego przyjrzenia się także wymaganiom stawianym wobec kandydatów oraz weryfikacji niektórych, dotychczas niemal obowiązkowych, zapisów w ogłoszeniach. Co to oznacza w praktyce? Podczas, gdy kiedyś lista warunków stawianych przez kandydatami była dłuższa – dziś staje się lepiej dopasowana do konkretnych, oferowanych stanowisk. Znaczenie tracą zapisy takie jak m.in. obsługa podstawowych programów komputerowych. Nacisk kładzie się na to, co naprawdę jest ważne na danym stanowisku, a więc np. na znajomość języków czy rzeczywiste umiejętności. Mniej istotne stają się aspekty, w które pracownika można szybko wdrożyć. Co ciekawe, pracodawcy sięgają częściej po młode talenty, szkoląc je już na stanowisku lub decydują się na przyjęcie osoby z doświadczeniem, lecz bez kierunkowego wykształcenia.

Przedsiębiorcy chcący zgromadzić w swoich szeregach najlepszych specjalistów, powinni zwracać uwagę na zmieniające się potrzeby pracowników i odpowiadać na nie już na etapie tworzenia ogłoszeń o pracę. Pozwoli to nie tylko na usprawnienie procesu rekrutacji, ale również pomoże w budowaniu stabilnego, silnego zespołu.

[1] https://grantthornton.pl/publikacja/pracodawcy-obnizaja-wymagania-wobec-kandydatow/

Konstruktywne zwodzenie

Postępy w rozmowach handlowych USA-Chiny są coraz trudniejsze do oszacowania z powodu sprzecznych sygnałów wysyłanych przez Waszyngton i Pekin. Rynki chcą pozostać przy nadziejach, co też czyni je bardziej wrażliwymi na każdy strzępek informacji. Jednocześnie reakcje na zaskakujące zwroty akcje są przytłumione, a zmienność niska. Jakby się już nikomu nie chciało.

Jest zdumiewające, jak pomimo braku rozstrzygnięć w porozumieniu Pierwszej Fazy indeksy rynku akcji potrafią notować nowe szczyty, a wskaźniki sentymentu ulegać poprawie. Pozbawione konkretów zapewnienia, że rozmowy trwają i są „konstruktywne” (przekaz po weekendowej rozmowie telefonicznej Pekin-Waszyngton) zdają się wlewać więcej optymizmu niż sugestie, że porozumienie może nie dojść do skutku (wczorajszy raport CNBC na podstawie źródła z Pekinu). Rynek dodaje +1 i -1 i otrzymuje wartość większą od zera. Kredyt zaufania kiedyś się jednak musi skończyć. Kiedy? Terminem granicznym wydaje się 15 grudnia. To wtedy w życie mają wejść dodatkowe cła na towary importowane z Chin. Pekin robi wszystko, by do tego nie doszło, ale administracja Białego Domu zdaje się nieugięta. Ale jeśli rząd Chin nie dostanie nic korzystnego w ramach umowy Pierwszej Fazy, czemu miałby się zgadzać na cokolwiek. Mimo wszystko wciąż jest szansa na porozumienie i póki ta nadzieja żyje, żyje i rynkowy optymizm.

Z perspektywy rynku FX obecne warunki nie są ani silnym argumentem za rajdem ryzykownych aktywów, ani za ucieczką w bezpieczne przystanie. Nie dają impulsu do niczego i poza wstępną reakcją algorytmów na pojawiające się w serwisach informacyjnych nagłówki, nie widać większych zmian. EUR/USD, USD/JPY i AUD/USD praktycznie stoją w miejscu. Podobne wnioski można wysnuć z zachowania walut rynków wschodzących, choć tutaj akurat niezdecydowanie bardziej szkodzi niż pomaga – EUR/PLN wrócił ponad 4,29. W najbliższym czasie albo zostaniemy zaskoczeni informacją o zakończeniu negocjacji i podpisaniu porozumienia, albo będzie trzeba poczekać na solidny impuls fundamentalny. To drugiej jednak nie wcześniej jak od indeksów PMI w piątek.

GBP/USD zdołał utrzymać zyski z poweekendowego wystrzału w reakcji na rosnące poparcie dla Partii Konserwatywnej. Dziś przywódca torysów Boris Johnson i lider Partii Pracy Jeremy Corbyn staną do debaty telewizyjnej (21:00). Jakkolwiek to, co zostanie powiedziane podczas debaty nie może mieć natychmiastowego przełożenia na rynki finansowe, interesującym będzie, jak debatę odbiorą wyborcy i przetasowania w sondażach już znajdą odbicie w notowaniach funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zmiany klimatu kosztują

Adaptacja do zmian klimatycznych (ang. climate change adaptation) to termin powstały w odpowiedzi na trwające obecnie zjawiska, które znacząco wpływają na środowisko. W praktyce proces ten i wynikające z niego działania to koszt w wysokości setek milionów dolarów. Czy to duża kwota? Odpowiadając na to pytanie należy odnieść ją do możliwych strat w poszczególnych obszarach,  do których doprowadzi zmiana klimatu. Jednym z przykładów jest masowa eksterminacja owadów, z którą mamy obecnie do czynienia. Pełnią one funkcję naturalnych zapylaczy, dzięki czemu jesteśmy w stanie produkować żywność roślinną. Badania mówią, że obecnie ich liczba zmniejszyła się już nawet o 10-40 proc. Dramatyczny wynik potwierdziły tegoroczne niemieckie badania, dotyczące Europy. W takiej sytuacji pojawia się widmo potencjalnego kryzysu żywnościowego.

– Jeśli globalne wymieranie owadów będzie postępować tak dynamicznie, straty dla samego rolnictwa wyniosą 200-550 miliardów dolarów rocznie – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady Global Compact Network Poland. – Kryzys został oddalony w latach 60. XX wieku, kiedy upowszechniono masową produkcję żywności. Teraz będziemy zmagać się z zaburzeniami temperatur i kryzysem wodnym. W takiej sytuacji technologia nie będzie ratunkiem. Susza nie pozwoli zebrać plonów. W tym celu stosuje się GMO (ang. genetically modified organism), czyli żywność modyfikowaną. W ten sposób można generować uprawy odporne na wysokie temperatury. W Polsce jednak z roku na rok rośnie problem suszy rolniczej. Straty dla sektora i odszkodowania dla rolników opiewają na wysokie kwoty. W zależności od rozległości zjawiska to od 1,5 do 3-4 miliardów złotych. Rok 2019 zapowiada się rekordowo. Susza dotknęła większości województw w centralnej i południowo-zachodniej Polsce. Wyjątkiem pozostają jedynie Kujawy, Mazury i Pomorze Zachodnie. Sytuacja ta będzie miała swoje konsekwencje w odszkodowaniach rolniczych, jak i w cenach żywności. Podwójnie odczują to więc Polacy w swoich portfelach. Z jednej strony pieniądze podatników pokryją należne rekompensaty, a do tego ci sami podatnicy zapłacą więcej za jedzenie – wskazał Wyszkowski.

Regionalne rynki powierzchni biurowych depczą Warszawie po piętach

Dobra koniunktura na rynku powierzchni biurowych utrzymuje się od dłuższego czasu, a jej beneficjentami stają się rynki regionalne. Co prawda na koniec września br. całkowita ilość nowoczesnej powierzchni biurowej w stolicy wciąż przewyższała tę z ośmiu największych rynków regionalnych, ale eksperci BNP Paribas Real Estate Poland prognozują, że już w 2020 r. miasta regionalne mogą dogonić pod tym względem stolicę.

Zdaniem autorów raportu At a glance, Regionalne rynki biurowe, Q3 2019, już w przyszłym roku łączne zasoby biurowe ośmiu głównych miast regionalnych mogą zrównać się z dominującym rynkiem warszawskim. Różnica w wolumenie podaży znacząco się zmniejszyła w trzech pierwszych kwartałach br., kiedy to na ośmiu głównych rynkach regionalnych oddano do użytku 314,8 tys. m kw. Dla porównania, w tym samym czasie rynek stołeczny wzbogacił się „tylko” o 142,3 tys. m kw.

Wrocław na stałej wznoszącej

Biorąc pod lupę tylko III kwartał br., najszybciej rozwijającym się rynkiem był Wrocław, który powiększył istniejącą już powierzchnię biurową aż o 43 400 tys. m kw., co stanowiło 60% całej nowej podaży w tym okresie.

Tomasz Skrzypek, Starszy Konsultant, BNP Paribas Real Estate Poland
Tomasz Skrzypek, Starszy Konsultant, BNP Paribas Real Estate Poland

Duże wzrosty na tym rynku to efekt otwartego w sierpniu, położonego w pobliżu placu Dominikańskiego biurowca Nowy Targ (19 400 m kw.). Nowy obiekt powstał na miejscu wyburzonych, pochodzących z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku biurowców Naviga i Navicentrum – Tomasz Skrzypek, Starszy Konsultant, BNP Paribas Real Estate Poland

Drugim, znaczącym „zastrzykiem” nowej powierzchni biurowej dla stolicy Dolnego Śląska był Carbon Tower (17 000 m kw.) – szklana wieża licząca 15 pięter, będąca obecnie drugim najwyższym biurowcem we Wrocławiu.

Kraków co prawda nie dostarczył w III kwartale br. żadnego nowego obiektu biurowego, niemniej w skali całego roku rynek ten przoduje pod względem wolumenu nowej podaży. Wszystko za sprawą ukończenia aż 12 budynków o łącznej powierzchni 90 tys. m kw. Intensywnie rozwijał się również Poznań, gdzie oddano do użytku pięć budynków w ramach kompleksu Poznań Business Garden o łącznej powierzchni 46 000 m kw. oraz pierwszy budynek kompleksu Nowy Rynek.

Najwięcej nowych biur powstanie w Trójmieście

Aktualnie na rynkach regionalnych powstaje 80 nowych obiektów, których ukończenie planowane jest do końca 2021 roku. Łączny wolumen budowanej powierzchni biurowej wynosi ok. 867 000 m kw. Pod względem wielkości zasobów w realizacji na koniec września br. prym wiodło Trójmiasto (200,8 tys. m kw.), które nieznacznie wyprzedziło Kraków oraz Wrocław. Wszystkie trzy łącznie odpowiadają za 2/3 całej, aktualnie budowanej powierzchni biurowej w ośmiu głównych miastach regionalnych.

Najemcy zainteresowani Krakowem

Szymon Dołęga, Konsultant, Dział Analiz i Badań Rynkowych, BNP Paribas Real Estate Poland
Szymon Dołęga, Konsultant, Dział Analiz i Badań Rynkowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Popyt na powierzchnię biurową w 2019 r. wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. W okresie styczeń – wrzesień br. na samych rynkach regionalnych osiągnął on wynik 514 900 m kw., a wyłączając renegocjacje – 337 300 m kw.

Największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszył się Kraków, odpowiadając za blisko połowę (45%) całkowitego popytu netto na rynkach regionalnych. Wysokim udziałem mogą pochwalić się również: Trójmiasto (14%), Wrocław (13%) oraz Katowice (11%). Rosnące znaczenie rynków regionalnych to m. in. efekt atrakcyjnych, w stosunku do rynku warszawskiego, stawek czynszu, które w zależności od regionu wahały się od 13 do 15,5 euro w przypadku najbardziej prestiżowych obiektów – Szymon Dołęga, Konsultant, Dział Analiz i Badań Rynkowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Co istotne, aż w pięciu miastach regionalnych (Szczecin, Łódź, Katowice, Kraków oraz Wrocław) ponad 60% powierzchni objętych umowami najmu dotyczyło powierzchni w budynkach znajdujących się jeszcze w fazie budowy (tzw. pre-let). Najaktywniej swoje zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe zaspokajały firmy z sektora bankowo-inwestycyjnego oraz IT. Miasta regionalne wciąż są chętnie wybierane również przez operatorów sektorów BPO / SSC.

Pustostany na stabilnym poziomie

Przez cały rok wskaźnik pustostanów utrzymywał się na podobnym poziomie. Na koniec września odsetek niewynajętej powierzchni wyniósł 9,1%, czyli o 0,3 p. proc. mniej niż w II kwartale br. oraz o 0,6 p. proc. mniej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Niewielki wzrost udziału powierzchni niewynajętej odnotowano w Szczecinie, Wrocławiu oraz Katowicach. Z kolei Lublin w odniesieniu do analogicznego okresu ubiegłego roku odnotował spadek stopy pustostanów aż o 9,1 p. proc. Najniższy poziom powierzchni niewynajętej zarejestrowano w Trójmieście, gdzie bez najemcy pozostaje jedynie 4,8% istniejącej powierzchni.

Pożyczka z poręczycielem – kiedy możemy po nią sięgnąć?

Brak zdolności kredytowej często oznacza brak możliwości wnioskowania o pożyczkę. Na rynku dostępne są jednak pożyczki z żyrantem. Kto może nim zostać? Dowolna osoba, która nie posiada zadłużeń wobec innych podmiotów i otrzymuje stały dochód. Jakie są prawa i obowiązki żyranta?

Pożyczka z poręczycielem – dla kogo?

Pozytywna zdolność kredytowa to jeden z warunków ubiegania się o kredyt czy pożyczkę. Jeśli nasza sytuacja finansowa wygląda niekorzystnie, istnieje ryzyko, że nie otrzymamy dodatkowych pieniędzy. W ofercie pożyczkodawców istnieje jednak pożyczka z poręczycielem. Czym jest i kto może z niej skorzystać? Pożyczka z żyrantem to zobowiązanie dla osób, których ocena ryzyka kredytowego jest wysoka. Jeśli pożyczkodawca stwierdzi, że nasz dochód jest zbyt niski, aby spłacić z niego pożyczkę, będzie wymagał wskazania osoby, która w razie naszej niewypłacalności, zrobi to za nas. Nasza niewypłacalność może być spowodowana:

  • utratą pracy;
  • tymczasową niezdolnością do niej;
  • a nawet śmiercią.

Pamiętajmy, że nie każda firma pożyczkowa oferuje pożyczkę z poręczycielem. Np. w Ratado.pl żyrant nie jest wymagany, a nasze możliwości finansowe oceniane są na podstawie analizy zebranych o nas danych. Nawet jeśli nasze możliwości spłaty zobowiązania są niskie, otrzymamy pieniądze. Kwota zobowiązania zostanie maksymalnie dopasowana do naszego budżetu.

Pożyczka z żyrantem online – warunki

Wnioskowanie o kredyt z poręczycielem może odbywać się z domu. Aby złożyć wniosek o pożyczkę z żyrantem, wystarczy wejść na stronę internetową pożyczkodawcy, następnie:

  • wypełnić wniosek wpisując w nim dane z dowodu osobistego;
  • wskazać interesującą nas kwotę zobowiązania;
  • wskazać osobę, która poręcza naszą wypłacalność;
  • przesłać wniosek do rozpatrzenia;
  • oczekiwać na decyzję pożyczkową.

Pamiętajmy, aby wybrać pożyczkę, której RRSO, czyli rzeczywista roczna stopa oprocentowania, jest niewielka. Dzięki temu koszty naszego zobowiązania nie będą duże. Wnioskowanie o pożyczkę z poręczycielem, wiąże się z dopełnieniem takich samych formalności, jak przy aplikowaniu o tradycyjną pożyczkę online. Należy mieć ukończone minimum 18 lat i otrzymywać stały dochód. Ponadto należy wskazać adres zamieszkania, numer PESEL, a także numer telefonu komórkowego.

Żyrant – prawa i obowiązki

Ubieganie się o pożyczkę z poręczycielem nie jest trudne. Możemy mieć jednak problem z wyborem żyranta. Kto powinien nim zostać? Najlepiej, aby poręczyciel:

  • nie zalegał z płatnościami;
  • nie miał zajęcia komorniczego.

Poręczyciel może mieć swoje zobowiązania finansowe. Wpłynie to jednak na wysokość przyznanej nam pożyczki. Żyrantem może zostać dowolna osoba (nie musi być ona z nami spokrewniona). Ważne, aby otrzymywała ona stały dochód i była z nami w kontakcie. Jakie prawa i obowiązki ma żyrant? Do praw poręczyciela należy:

  • natychmiastowy kontakt w sprawie zaległości powstałych na koncie pożyczkobiorcy;
  • możliwość sprawdzenia statusu spłaty poręczonego zobowiązania;
  • możliwość kontaktu z pożyczkodawcą.

Należy jednak pamiętać, że poręczenie pożyczki wiąże się z pewnymi obowiązkami. Osoba, która decyduje się zostać żyrantem, bierze na siebie odpowiedzialność. Będzie musiała spłacić za nas pożyczkę, gdy nie będziemy w stanie wykonać tego samodzielnie. Co więcej, regulacja zadłużenia musi odbyć się na zasadach zawartych w umowie zobowiązania.

Kiedy żyrant nie musi spłacać kredytu?

Żyrant nie tylko powinien znać swoje prawa i obowiązki, ale również sytuację, w której jest zwolniony ze spłaty poręczonego zadłużenia. Kiedy żyrant nie musi spłacać kredytu? Przede wszystkim wtedy, gdy pożyczkobiorca reguluje na czas swoje zobowiązanie. Spłata zadłużenia może okazać się łatwiejsza, jeśli poręczona pożyczka zostanie dodatkowo ubezpieczona. W takiej sytuacji zadłużenie zostanie spłacone z pieniędzy przeznaczonych na ten cel.

Czy żyrant może się wycofać?

Poręczyciel odpowiada za spłatę pożyczki w takim samym stopniu, jak pożyczkobiorca. Może się jednak wycofać z poręczenia. Możliwe jest to jednak pod warunkiem, że główny dłużnik spłaca na czas raty zobowiązania. Jeśli jest zupełnie inaczej, tzn. występują opóźnienia w spłacie pożyczki, automatycznie tracimy szansę na rezygnację z poręczenia. Jeśli gwarant chce zrezygnować z własnej woli, musi złożyć stosowny wniosek do instytucji, w której żyruje pożyczkę. Jeśli firma pożyczkowa wyrazi zgodę na wycofanie się z poręczenia, pożyczkobiorca będzie musiał wybrać inne zabezpieczenie swojej pożyczki.

Europejska gospodarka nadal będzie spowalniać. Najbliższe miesiące pokażą, w jakim stopniu odbije się to na wzroście polskiego PKB

Europejska gospodarka nadal będzie spowalniać. Najbliższe miesiące pokażą, w jakim stopniu odbije się to na wzroście polskiego PKB 2

Gospodarka europejska hamuje i w najbliższych kwartałach będzie mieć problemy z utrzymaniem dodatniego wzrostu gospodarczego – prognozują analitycy BGK. Głównymi winowajcami są Chiny, których gospodarkę coraz bardziej obciążają napięcia handlowe oraz problemy branży motoryzacyjnej. Te dwa czynniki dotkliwie odczuwają zwłaszcza Niemcy. Pogarszająca się kondycja niemieckiej gospodarki jest głównym źródłem spowolnienia w strefie euro, co przekłada się też na tempo wzrostu polskiego PKB. Najbliższe miesiące pokażą, na ile krajowa gospodarka jest odporna na negatywne impulsy z zewnątrz.

– Twarde dane makroekonomiczne ze strefy euro są obecnie najgorsze od kilku lat. Wskazują na stagnację wzrostu gospodarczego w strefie euro, głównie ze względu na recesyjne odczyty niemieckiej gospodarki. Ta bowiem jest najbardziej wrażliwa na spowolnienie gospodarcze w Chinach i zmniejszenie popytu Państwa Środka na niemieckie dobra inwestycyjne. Ponadto, strefie euro szkodzą problemy branży motoryzacyjnej, wyniki sektora automotive są zatrważająco słabe – mówi Piotr Dmitrowski z Biura Badań i Analiz Banku Gospodarstwa Krajowego.

W III kwartale tego roku wzrost PKB w strefie euro wyniósł 1,1 proc. rdr. (wobec 1,2 proc. w II kw.) oraz 0,2 proc. kdk. (wobec 0,2 proc. w II kw.) Niższa aktywność europejskiej gospodarki to efekt spadku popytu z Chin i rynków międzynarodowych. Chiński wzrost gospodarczy w coraz większym stopniu obciążają napięcia w relacjach handlowych z USA. W październiku produkcja przemysłowa Chin wzrosła o 4,7 proc. rdr., a sprzedaż detaliczna o 7,2 proc. rdr. To jedne z najsłabszych wyników w okresie ostatnich dwóch dekad. Odczyty te wskazują na kontynuację hamowania tempa wzrostu PKB w Państwie Środka. Tym samym zagrożony będzie tegoroczny wzrost chińskiego PKB na poziomie 6,0–6,5 proc. – wskazują analitycy BGK.Słabo prezentują się dane o chińskiej wymianie handlowej – zwłaszcza spadek importu, co będzie się negatywnie odbijać na gospodarkach najważniejszych partnerów handlowych Państwa Środka.

Drugi czynnik zwalniający europejską gospodarkę to problemy w przemyśle samochodowym. Sektor boryka się ze spadkiem eksportu i zmianami regulacyjnymi w zakresie ochrony środowiska, a problemy szczególnie mocno odczuwa branża motoryzacyjna w Niemczech. To właśnie niemiecki przemysł który od III kwartałów notuje wyraźne spadki produkcji i jest źródłem pogorszenia danych ze strefy euro. Na razie gospodarce niemieckiej udało się uniknąć technicznej recesji – okresu dwóch kwartałów z rzędu ujemnej dynamiki w ujęciu kdk. W III kwartale PKB Niemiec wzrósł o 0,1 proc. kdk., po spadku o 0,2 proc. kdk. w II kwartale.

– Pogorszenie koniunktury w strefie euro wynika w pierwszej kolejności z czynników globalnych. Osłabieniu ulega tempo wzrostu gospodarczego w Chinach, w efekcie maleje popyt na europejskie produkty w Państwie Środka. Bardzo wrażliwa jest na to przede wszystkim gospodarka niemiecka, która jest głównym producentem dóbr inwestycyjnych na świecie. To z kolei przekłada się na kondycję całej Europy – mówi Piotr Dmitrowski.

Analitycy BGK wskazują, że strefa euro będzie mieć w nadchodzącym czasie problemy z utrzymaniem dodatniego wzrostu gospodarczego, a najbliższe kwartały przyniosą stagnacyjne odczyty.

– Wiele będzie zależeć od polityki fiskalnej i tego, czy deficyty budżetowe w krajach Eurolandu będą zwiększane, a tym samym pobudzany będzie popyt wewnętrzny w tych krajach – mówi Piotr Dmitrowski.

W kolejnych rundach prognostycznych Komisji Europejskiej – początkowo sceptycznej wobec ekspansji fiskalnej – widać stopniowe łagodzenie podejścia i zakładanie zwiększania deficytów w obliczu spowolnienia – zauważają ekonomiści BGK. Analitycy banku wskazują również, że konserwatywne podejście do polityki fiskalnej, stanowiące bazę polityki antykryzysowej w Europie po roku 2008, może odejść w zapomnienie. W pierwszej połowie roku Europejski Bank Centralny wstrzymywał się z podejmowaniem luzowania monetarnego, ale już w III kwartale br. postanowił dokonać redukcji stóp oraz zrestartować pakiety luzowania ilościowego. Stopa depozytowa została obniżona do -0,5 proc. z -0,4 proc. Kolejnej decyzji o obniżce stóp mnożna się spodziewać w styczniu (już po zmianie w fotelu szefa EBC – prezesa Mario Draghiego zastąpi Christine Lagarde). Od listopada EBC od nowa uruchamia też program zakupu aktywów o wartości 20 mld euro miesięcznie.

– Spowolnienie w strefie euro skutkuje luzowaniem polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny i jest to ważny wymiar dla Rady Polityki Pieniężnej. W efekcie nawet przy rosnącej inflacji nie należy oczekiwać podwyżek stóp procentowych. Po drugie, luzowanie polityki w strefie euro będzie skutkować osłabieniem euro wobec innych walut bazowych, np. franka szwajcarskiego. W efekcie przy względnie stabilnej relacji euro do złotego wciąż na wysokim poziomie będzie się kształtować relacja franka szwajcarskiego do złotego. Ponadto luzowanie polityki w strefie euro będzie czynnikiem sprzyjającym wycenie polskiego długu – mówi Piotr Dmitrowski z Biura Badań i Analiz Banku Gospodarstwa Krajowego.

Produkt Krajowy Brutto w III kwartale 2019 roku wzrósł o 3,9 proc. rdr. wobec wzrostu na poziomie 4,6 proc. rdr. w II kw. 2019 r., po korekcie z 4,5 proc. Według prognozy BGK wzrost gospodarczy w Polsce w bieżącym roku ukształtuje się na poziomie 4,2–4,3 proc., natomiast w przyszłym roku wyniesie 3,7 proc. Spowolnienie będzie w głównej mierze efektem osłabienia kontrybucji eksportu netto ze względu na pogorszenie wyników niemieckiej gospodarki i całej strefy euro. Jednakże ze względu na dobre nastroje gospodarstw domowych wciąż na wysokim poziomie będzie kształtować się dynamika konsumpcji.

W ocenie analityków BGK za dobrymi nastrojami gospodarstw domowych stoi po pierwsze kondycja rynku pracy. Silny wzrost wynagrodzeń będący efektem połączenia niedoborów rynku pracy (najniższy od 1989 roku poziom stopy bezrobocia) ze stabilnym popytem na prace. Bezpieczeństwo zatrudnienia jest ważnym wymiarem zwiększającym skłonność do dokonywania zakupów. Po drugie konsumpcję stymuluje polityka fiskalna związana z programami socjalnymi, czyli rozszerzenie 500+ czy 13 emerytura.