Zbliża się eksperckie Forum Life Science Open Space

Międzynarodowe spotkanie specjalistów z obszaru biotechnologii i zdrowia odbędzie się już 26 listopada. To wtedy Centrum EXPO Kraków wypełni się pasjonującymi rozmowami o najciekawszych trendach podnoszących jakość życia.

Zaplanowane na wtorek 26 listopada Forum opiera się na czterech filarach: life (czyli rozwiązania służące poprawie zdrowia i jakości życia), science (czyli interdyscyplinarne naukowe spotkania służące nawiązaniu współpracy), open (czyli otwarcie na wiele różnych grup interesów i stworzenie dla nich warunków do kooperacji) oraz space (czyli inspirująca atmosfera i ciekawy program, co tworzy przestrzeń szans dla rozwoju współpracy).

LSOS dla IzyCałość wydarzenia rozpocznie się we wtorek o 8.30 od rejestracji uczestników. Punktualnie o 9.00 otwarcia LSOS dokona Kazimierz Murzyn dyrektor zarządzający Klastra LifeScience Kraków, czyli głównego organizatora Forum. O 9.30 uczestnicy wydarzenia wysłuchają prezentacji prof. Petera Sloota, cenionego w świecie eksperta ds. złożonych systemów symulacji.

Kolejne godziny Forum przebiegać będą pod znakiem różnorodnych, ale zawsze pasjonujących sesji tematycznych. Na każdą sesję złożą się prezentacje dotyczące możliwości współpracy w projektach, przedsięwzięciach oraz innych interdyscyplinarnych działaniach dotyczących obszarów wpisujących się w zakres tematyczny Forum. Nie braknie także networkingu oraz spotkań 1:1, które można już od dzisiaj umawiać w systemie partneringowym.

Wydarzenie zakończy się wieczornymi Inspiracjami. Wtedy zostaną podsumowane sesje i odbędą się spotkania z inspiratorami – czyli osobami, które ze sceny opowiedzą, jak dokonują nieprzeciętnych rzeczy i jaka jest ich definicja sukcesu. Ciekawym punktem będzie także sesja prezentująca taniec i muzykę jako terapię. W jej ramach odbędzie się pokaz argentyńskiego tanga, a chętni będą mogli wziąć udział w lekcji tego południowoamerykańskiego tańca. Zwieńczeniem Forum będzie afterparty, idealnie nadające się do wzmocnienia więzi nawiązanych podczas całodniowego wydarzenia.

FB cover1Wszystkie informacje o Forum, odbywającym się w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków (ul. Galicyjska 9), znaleźć można na oficjalnej stronie wydarzenia: http://lsos.info

„Sustainable Economy Summit” – firmy wobec wyzwań zrównoważonego rozwoju

27 listopada w warszawskim hotelu Sheraton już po raz piąty odbędzie się „Sustainable Economy Summit”. Wydarzenie będzie okazją do debaty o zaangażowaniu przedsiębiorców w działania na rzecz zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu. Wśród gości specjalnych będzie Kamil Wyszkowski, Przedstawiciel i Prezes Rady Global Compact Network Poland – Inicjatywa Sekretarza Generalnego ONZ.

Wyjątkowy projekt Executive Club, ma na celu podkreślenie ogromnego znaczenia zaangażowania polskich przedsiębiorców na rzecz promowania i wdrażania idei zrównoważonego i odpowiedzialnego biznesu. Na wydarzenie zapraszane są czołowe postacie polskiej gospodarki i autorytety świata nauki z ogromnym dorobkiem w obszarze rozwoju innowacji na rzecz ochrony środowiska i wspierania działań związanych z nurtem SRI oraz CSR. Tematami przewodnimi dyskusji panelowych tegorocznej edycji będą m.in.: gospodarka obiegu zamkniętego, eko miasta przyszłości, innowacje w chemii i medycynie dla zrównoważonego rozwoju.

Zwieńczeniem konferencji będzie uroczysta gala rozdania prestiżowych statuetek Sustainable Economy Awards”, które podkreślą zaangażowanie przedsiębiorców w działania proekologiczne i ukażą wpływ biznesu na zrównoważony rozwój. Podczas ceremonii nagrodzone zostaną spółki oraz przedstawiciele firm, które wyróżniły się wybitnymi osiągnięciami w zakresie działalności społecznej.

Szczegółowe informacje dotyczące programu i uczestnictwa znajdą Państwo na stronie: http://www.executive-club.com.pl/

Jeff Bezos i jego RECEPTA na sukces

Nie tak charyzmatyczny jak Steve Jobs, nie tak ekscentryczny jak Elon Musk ani nie tak bezczelny jak Mark Zuckerberg, a mimo to jego nazwisko nie schodzi z ust całego świata. Wstaje, dopiero kiedy się wyśpi, jeździ 20-letnią Hondą Accord, a śniadania zawsze jada z rodziną. Nie posiada też gosposi, więc miskę po owsiance zmywa sam. O tym, jak wygląda życie prywatne i kariera najbogatszego człowieka świata opowiada Sascha Stockem, założyciel sopockiej Nethansy, specjalizującej się w kompleksowym wparciu sprzedaży na Amazonie.

Co Jeff Bezos robi w wolnych chwilach? Patrząc na jego codzienne życie, chyba nic nadzwyczajnego – jest najbogatszym człowiekiem na Ziemi, innowatorem i właścicielem najdroższej firmy świata. Jeff Bezos to człowiek tak niezwykły w swej zwykłości, że aż unikatowy. Czy jego sukces to dobra lekcja dla milionów pracoholików, którzy przekonani o tym, że receptą na sukces jest, by pracować więcej niż inni, a godziny straconego snu rekompensować litrami wypitej kawy? Właściciel marki Amazon jest antybohaterem biznesowej baśni, której strony wypełniają Excelowe tabelki i notowania giełdowe. Jego postawa zaprzecza wielu zakodowanym w kulturze światowej wyobrażeniom o tym, jak powinna wyglądać strategia działania człowieka sukcesu.

Jeff Bezos nie jest biznesmenem, jakiego utożsamiamy z hollywoodzkim CEO, np. Jordanem Belfortem, granym przez Leonardo DiCaprio w kontrowersyjnym, acz inspirowanym prawdziwymi wydarzeniami „Wilku z Wall Street”. Co więcej, istnieje wielka szansa na to, że mijając go w metrze, nawet byś go nie zauważył w tłumie podobnych do siebie szczupłych, łysych ludzi, którym natura skradła bujne czupryny i nie szczędziła zmarszczek i niedoskonałości.

Mimo to osiągnął gigantyczny biznesowy sukces, który na zawsze zapisze go w historii nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale i całego świata. Do niedawna mogliśmy mówić również o pomyślności w życiu rodzinnym, ale na początku roku, 2 dni po tym, jak Amazon stał się najbogatszą firmą świata (wycena kapitalizacji giełdowej), za pośrednictwem Twittera Bezosofie ogłosili, że planują się rozstać. Po rozwodzie MacKenzie Bezos otrzymała 38 mld USD stając się piątą najbogatszą kobietą na świecie. Umożliwiła jej to zaledwie część astronomicznego majątku męża.

Czy te wydarzenia rzuciły się cieniem na biznesowy geniusz Amerykanina i spowodowały jakiekolwiek wypalenie zawodowe? Wręcz przeciwnie! Jeff Bezos jest jak dobrze wyszkolony pies myśliwski – zawsze trafia na odpowiedni trop, nie zważając na okoliczności. Dlatego też niemal co chwilę atakuje nas kolejnymi pomysłami, które odmienią nie tylko sposób w jaki robimy zakupy, ale i żyjemy.

Futurysta, czyli człowiek, który żyje jutrem?

Aparycją CEO Amazona nie należy się sugerować, oceniając jego innowacyjność, gdyż do spółki ze stylem życia, nie ma najmniejszego wpływu na kreatywność Bezosa. Człowiek ten posiada w sobie olbrzymie pokłady wiary we własne możliwości i bardzo otwarty umysł, który pozwala mu odnosić sukces, ale również realizować najbardziej zuchwałe projekty, które pozornie wydają się niemożliwe do wdrożenia.

We wrześniu 2018 r. Amazon został po raz pierwszy wyceniony na 1 bln USD. Jako założyciel największej platformy e-commerce na świecie i Blue Origin oraz właściciel Washington Post, że Bezos nie doszedł do tego momentu w swojej karierze bez pewnych umiejętności identyfikowania i rozwijania pomysłów, które nazywane są przełomowymi, bądź game-changerami.

By znaleźć źródło jego sukcesu, musimy zajrzeć w głąb osobowości Bezosa, wówczas lepiej zrozumiemy, kim jest miliarder i co czyni go tak wyjątkowym. Podczas wywiadu powiedział kiedyś: „Gdy odniesiesz sukces, nie spoczywaj na laurach. Przyjaciele gratulują mi po ogłoszeniu kwartalnych wyników finansowych i mówią: Dobra robota, świetny kwartał.” – powiedział CEO Amazona. „A ja odpowiadam: Dziękuję, ale na ten kwartał zapracowałem już 3 lata temu. Teraz pracuję nad kwartałem, który wydarzy się dopiero w 2021 r.”

Ta zdolność pozwoliła mu zbudować imperium, dzięki któremu zapomniano o granicach handlu międzynarodowego. Człowiek ten z wielkim entuzjazmem podchodzi do kolejnych pomysłów, które rozwijają jego platformę sprzedażową o całkowicie nowe funkcjonalności. Co więcej, Bezos upodobał sobie bardzo odważny model zarządzania, gdzie nie obawia się wdrażać w życie pomysłów, które dotykają wielu wymiarów prowadzonej działalności. Od strefy logistycznej, przez user experience, do całkowicie abstrakcyjnych konceptów, które dotychczas funkcjonowały jedynie w głowach rozmarzonych futurystów.

Rozpoznaje czy wyznacza trendy?

Dyrektor generalny Amazona, Jeff Bezos ma wiele wspólnego z Elonem Muskiem, założycielem motoryzacyjnej marki – Tesli. Obaj prowadzą biznesy nieustannie skupiające na sobie uwagę mediów, które z wypiekami czekają na kolejne donosy z ichniejszych działów badań i rozwoju. Łączy ich coś jeszcze – zamiłowanie do podróży poza atmosferę ziemską. Panowie mimowolnie rywalizują o to, który z nich zostanie kolejnym Stevem Jobsem, wizjonerem i symbolem rewolucji IoT. To pierwszy taki przypadek w historii ludzkości, kiedy prezesi firm uzyskują podobny status i rozpoznawalność co gwiazdy popkultury. Być może wpływ na to ma fikcyjna postać Tonego Starka, który w filmach i komiksach broni pokoju na świecie, będąc jednocześnie genialnym naukowcem i prezesem rodzinnej korporacji. W przypadku tego herosa supermocą są pieniądze i technologia.

To nie jedyne podobieństwa – zarówno jeden, jak i drugi realizuje wiele projektów, które skupiają się na dalekiej przyszłości, wyprzedzając potrzeby teraźniejszości. Podczas gdy pomysły Muska obejmują wszystko, w tym interfejsy komputerowe dla twojego mózgu, plany Bezosa wydają się koncentrować na rozwoju największego internetowego sklepu na świecie.

Szalone nie znaczy niemożliwe

Lekcja nr 1 w wykonaniu Jeffa Bezosa: nie ma rzeczy na tyle szalonych, by zrezygnować z ich wdrożenia. Listopad 2007, firma specjalizująca się w sprzedaży detalicznej książek, gdzie stanowisko CEO obsadzone jest przez człowieka, który nie ma pojęcia o technologii, decyduje się wprowadzić urządzenie, które na zawsze odmieni sposób, w jaki myślimy o książkach, i będzie punktem przełomowym w historii Amazona. Na rynku wciąż króluje PlayStation 2, kieszeń typowego Smitha wypełnia Nokia N95 z ekranem o przekątnej 3 cali, a iPhone od Apple, chociaż zjawiskowy, zaledwie 3 miesiące po debiucie był bardziej pełną kompromisów i niedoróbek ciekawostką niż realnym zagrożeniem dla skostniałego rynku GSM.

W tym momencie Amazon oficjalnie prezentuje światu Kindle – czytnik e-booków, który zapewnia dostęp do 90 tys. książek w wersji cyfrowej. Brzmi jak żart? Jak pokazała historia, do śmiechu było tylko jednej osobie. Bezos, widząc jak zaledwie kilka godzin po premierze, cały nakład został wyprzedany, wiedział już, że – przynajmniej wizerunkowo – był to strzał w dziesiątkę. Produkt błyskawicznie podbił serca konsumentów i stał się równie kultowy co iPod od Apple. Dziś, myśląc o czytniku e-booków, każdy w głowie ma obraz urządzenia od Amazona, produkt ten stał się technologiczną Coca-Colą. Od momentu jego wprowadzenia nikt nie miał czytnika e-booków, tylko Kindla – nawet jeżeli wyprodukowała go inna marka.

Blisko 20 lat w technologii to niemal prehistoria, lecz mijające lata i postęp technologiczny wcale nie zniechęciły ambitnego prezesa do realizacji kolejnych karkołomnych projektów.

Listonosz na bruku

W 2016 r. świat obiegła wiadomość, że Amazon zrealizował swoją pierwszą dostawę dronem: w paczce znajdowała się przystawka do telewizora – Amazon Fire TV i torebka popcornu. Czemu akurat ten przysmak trafił do brytyjskiego klienta? W międzyczasie spółka Bezosa stworzyła własną usługę streamingu wideo, która miała raz na zawsze zdetronizować telewizje kablowe i zagrozić pozycji kin. Według Reutersa globalny rynek strumieniowego przesyłania wideo do 2022 r. osiągnie wartość 84 mld USD, przy prawie 20% średnim rocznym wzroście w latach 2015–2022.

Usługa dostawy dronem zyskała nazwę Prime Air, która wywodzi się od usługi Prime, jaką mogą wykupić sobie klienci Amazona, którzy chcą korzystać ze specjalnych zniżek i darmowej dostawy w ciągu 2 dni. Robotyczny latający listonosz dostarczy paczki o niewielkiej wadze nawet w ciągu 30 minut od złożenia zamówienia. Dron wyląduje w określonym miejscu, a następnie otworzy się właz, przez który upuści przesyłkę.

Ale to nie wszystko! Amazon testuje również sposób, w jaki dron może upuścić paczkę z góry na ziemię za pomocą spadochronu. Jednocześnie będzie śledził jej lot aż do momentu, gdy trafi w wyznaczone miejsce, tym samym chroniąc przesyłkę przed ewentualnym utknięciem na drzewie lub płocie.

Jakby tego było mało, firma Bezosa planuje równie szalony projekt składowania i przechowywania paczek przed dostawą. Magazyn znajdzie się wprost nad naszymi głowami, gdzie wielki sterowiec będzie unosił się wysoko w powietrzu i pełnił rolę mobilnego centrum dystrybucji.

Gdyby to nie był wystarczający powód do rozpętania wojny na linii poczta – Amazon, gigant wciąż testuje tolerancję i cierpliwość kurierów. Przez większą część tego roku działał pilotażowy program Amazon Scout, który zakłada, że gigant e-commerce stworzy własną flotę małych pojazdów dostawczych wielkości przenośnej lodówki. Sympatyczny niebieski robot przemierzał dzielnice mieszkalne na przedmieściach Seattle, aby dostarczyć paczki. Firma twierdzi, że roboty są w stanie bezpiecznie poruszać się po ulicach i sprawnie radzą sobie przy miejskich przeszkodach, takich jak kosze na śmieci, deskorolki czy leżaki. To kolejny krok do logistycznej dominacji spółki Bezosa, która troszczy się o bezsenność firm logistycznych i robi wszystko, by zlikwidować newralgiczny punkt oferty Amazona, tj. łańcuch dostaw, nad którym gigant nie ma pełnej kontroli.

Halo, Musk? Byłem pierwszy

Postać ekscentrycznego bogacza Elona Muska często pojawia się w kontekście pasażerskich lotów w kosmos. Może się jednak okazać, że właściciel Tesli nie będzie pierwszym, który zaoferuje wycieczki poza atmosferę ziemską.

Taki sam zuchwały plan ma Jeff Bezos, który co prawda nie jest zainteresowany podbojem Marsa, ale planuje zaoferować przejażdżki suborbitalne za pomocą systemu kapsuł kosmicznych New Shepard. Za pośrednictwem swojej firmy lotniczej Blue Origin CEO Amazona ma nadzieję przetestować pilotów już w tym roku, a uruchomienie usługi planowane jest na 2020. Tak ambitny plan wymaga gigantycznego kapitału, jednak determinacja i wiara w sukces to z pewnością mocne strony Bezosa, który tak bardzo poświęca się swoim planom kosmicznym, że zadeklarował, iż ma zamiar rocznie sprzedawać akcje Amazona o wartości 1 miliarda USD, by móc pokryć koszty związane z uruchomieniem tej usługi w Blue Origin.

Jak się okazało, taka kwota była niewystarczająca i zaledwie miesiąc temu szef największej platformy e-commerce świata zdecydował się podwoić stawkę i dokonał sprzedaży akcji o łącznej wycenie 1,8 mld USD. W ostatnim wywiadzie dla CBS Evening News, gdzie zapytano go, dlaczego tak dużo inwestuje w Blue Origin, Bezos powiedział: „Myślę, że dla tej planety jest to [eksplorowanie przestrzeni kosmicznej] ważne. Sądzę, że jest to istotne dla rozwoju przyszłych pokoleń. To coś, na czym mi zależy. I to jest coś, o czym marzyłem przez całe życie”.

W przeciwieństwie do Elona Muska Bezos uważa, że nie ma planu B dla ludzkości i że zamiast skupić się na ratowaniu naszej planety, musimy koncentrować się na eksploracji kosmosu i poszukiwaniu alternatywnego miejsca rezydencji. CEO Amazona przepowiada przyszłość, w której przemysł ziemski może być prowadzony w kosmosie, podczas gdy Ziemia będzie wykorzystywana przez ludzi tylko do celów mieszkalnych. Przyznaje jednak, że zmiana ta zajmie „pokolenia”.

Mówisz Bezos, myślisz determinacja

Jeff Bezos to wizjoner, jakich niewielu we współczesnej historii biznesu. Każda epoka ma swojego bohatera, dla poprzednich pokoleń był to Rockefeller, Edison czy Ford. Bezos to cierpliwy i niestroniący od gorzkiego smaku porażki człowiek. Najlepszym przykładem jest jego ogromny upór we wprowadzaniu na rynek Kindla, mimo że Amazon posiadał znikome doświadczenie w tworzeniu sprzętu. Decyzję o produkcji urządzenia uzasadniał to tym, że firma musi się wzmacniać, jeśli zamierza realizować obraną wcześniej strategię długoterminowego rozwoju. I chociaż Kindle nigdy tak naprawdę nie stał się komercyjnym hitem, a Amazon Fire okazał się totalną porażką, to doświadczenie zdobyte dzięki tym projektom ostatecznie doprowadziło do powstania Alexy – sztucznej inteligencji, która prawdopodobnie jest najważniejszym wynalazkiem w dziedzinie interakcji ludzi z komputerami od czasu, gdy Apple wprowadziło na rynek iPada i iPhona.

RECEPTA na sukces

Czy istnieje więc jedna prosta recepta na sukces? Okazuje się, że tak, przynajmniej tak twierdzi Bezos. To, co stoi za jego sukcesem, to najważniejsza lekcja, jaką otrzymał od życia: „Zawsze wykazuj chęć i zdolność do próbowania nowych rzeczy, dochodzenia do wniosków i sprawdzania, czego realnie chcą otaczający Cię ludzie” i dodaje: „To naprawdę się opłaca, nawet w życiu codziennym”. Więc gdy następnym razem spotkasz się z zupełnie nowym problemem – nie poddawaj się, bądź jak założyciel Amazona.

Podwyżka akcyzy o 10%? Co na to branża winiarska?

Na dniach zapadną wiążące decyzje w sprawie projektu podwyżki akcyzy na alkohol. Związek Pracodawców Polska Rada Winiarstwa, jako organizacja reprezentująca branżę, wyraża zdecydowany protest wobec projektu tej ustawy. Zgodnie z proponowanymi zmianami akcyza ma wzrosnąć o 10%. Z punktu widzenia branży ta sytuacja jest dużym zaskoczeniem i zagrożeniem dla funkcjonowania przedsiębiorstw.

–  Jesteśmy zdezorientowani i zszokowani skalą tej podwyżki – mówi Magdalena Zielińska, Prezes ZP Polska Rada Winiarstwa. – Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, miała  ona wynieść  3% i na taki wzrost podatku przedsiębiorstwa były przygotowane. Sytuacja, w której wartość tę podniesiono ponad trzykrotnie – do dziesięciu procent, stawia branżę w niezwykle trudnej sytuacji. Tym bardziej, że informację upubliczniono bardzo późno – półtora miesiąca przed wejściem w życie nowych stawek. Tak poważna decyzja powinna zostać zakomunikowana wcześniej oraz poddana szczegółowym analizom i konsultacjom.

Przedstawiciele branży winiarskiej apelują zatem o wprowadzenie zmian  w projekcie i obniżenie stawki podatku do zapowiadanego wcześniej poziomu. Byli oni przygotowani na wzrost akcyzy o 3% i taką podwyżkę są w stanie zaakceptować. – Dodam, że doceniamy utrzymanie akcyzy na cydr i perry o mocy alkoholu poniżej 5 % na dotychczasowym poziomie – mówi Magdalena Zielińska- jednak nie ukrywamy, że liczyliśmy na zdecydowanie większe wsparcie dla tych wyrobów. Bez wprowadzenia zerowej stawki w przejściowym okresie rozwoju tych kategorii, nie widzimy szans na zapobiegnięcie dalszym spadkom produkcji.

W aktualnej sytuacji prawno-fiskalnej, napoje te zostały zepchnięte w Polsce do roli  produktów niszowych i nie mają możliwości bycia konkurencyjnymi na rynku.

Producenci zwracają też uwagę, że w większości krajów Unii Europejskiej akcyza na wino jest zerowa lub niższa niż w Polsce. Planowana podwyżka stawki zwiększy zatem dystans pomiędzy cenami wina w Polsce, a krajami Unii Europejskiej. Stanowi w efekcie wsparcie rozwoju szarej strefy.

5 towarzystw ubezpieczeniowych, które najbardziej obniżyły ceny polis OC

W ciągu ostatnich dwóch lat niektórzy ubezpieczyciele zmniejszyli swoje stawki OC nawet o ponad 60%. Wśród nich są największe i najbardziej znane firmy ubezpieczeniowe takie jak Link4, Generali, mtu24, Wiener (Gothaer) i AXA Direct.

Po fali podwyżek (2016 r. i I połowa 2017 r.), ceny OC zaczęły stopniowo spadać. W III kwartale br. średnia składka OC wyniosła 686 złotych i była o 15,7% niższa niż przed dwoma laty (III kw. 2017 r.). Tym samym większość właścicieli pojazdów mogła liczyć na niższe składki obowiązkowego ubezpieczenia niż przed dwoma laty. Jednak nie dla każdego obniżka była taka sama.Obniżki OC

Dla kogo największe obniżki cen OC w Wiener?

Towarzystwo Wiener, od III kwartału 2017 r. do III kwartału 2019 r., obniżyło ceny głównie doświadczonym kierowcom (powyżej 55 lat). W ich przypadku stawka za OC spadła o 48,5%. Pozostałe grupy wiekowe otrzymały obniżki od 32,1% (kierowcy 18-25 lat) do 47,9% (46-55 lat).

Najtańsze OC Wiener zaoferował mieszkańcom województwa świętokrzyskiego. Średnia cena OC wyniosła tam w III kwartale 606 złotych i była o 58,7% niższa niż dwa lata temu. W pozostałych regionach obniżki polis wyniosły od 33,8% (woj. pomorskie) do 56,9% (woj. lubelskie).

Największe zniżki ubezpieczenia w towarzystwie Wiener dotyczyły także właścicieli Audi (-61,5%). Firma zmniejszyła także ceny polis na auta marki Skoda (-54%), BMW (-52,7%) i Toyota (-52,5%).Obniżki Wiener

Dla kogo największe obniżki cen OC w mtu24?

Mtu24 (dawniej MTU) w ciągu ostatnich dwóch lat towarzystwo obniżyło stawki OC wszystkim kierowcom. Największą obniżkę odczuły jednak osoby w wieku 18-25 lat. W III kwartale br. najmłodsi właściciele pojazdów płacili za obowiązkowe ubezpieczenie OC w mtu24 średnio o 52,2% mniej niż w 2017 roku.

Największe obniżki cen OC dotyczyły mieszkańców Małopolski (-36,8%), Wielkopolski (-33,7%) oraz Warmii i Mazur (-32,8%).

Zazwyczaj najdroższe OC mtu24 proponuje posiadaczom samochodów marki BMW (938 zł w III kw 2019 r.). Mimo to w ciągu ostatnich dwóch lat to właśnie im towarzystwo najbardziej obniżyło ceny (-44,1%). Największe zniżki w mtu24 dotyczyły także samochodów marki Toyota (-34,2%), Volkswagen (-32,6%) oraz Ford (-32,5%).Obniżki mtu24

Dla kogo największe obniżki cen OC w AXA Direct?

AXA Direct tak samo jak mtu24 najbardziej zredukowała ceny OC dla niedoświadczonych kierowców (z 2879 zł w III kw. 2017 r. do 1334 zł w III kw. 2019 r.).

Towarzystwo zmniejszyło także składki OC mieszkańcom wszystkich województw. Zniżki wyniosły średnio od 20,6% (woj. zachodniopomorskie) do 39,8% (woj. dolnośląskie).

Największą obniżkę obowiązkowych polis w AXA Direct otrzymali także właściciele samochodów marki Fiat (-39%), Audi (-34,1%) oraz Volkswagen (-30,2%).Obniżki AXA

Dla kogo największe obniżki cen OC w Generali?

Największe zniżki cen OC w Generali dotyczyły najmłodszych właścicieli pojazdów (-68,6%), najmniejsze natomiast – najstarszych (-25%). Mimo to niezmiennie od lat to właśnie osoby powyżej 55 roku życia otrzymują od Generali najatrakcyjniejsze cenowo oferty ubezpieczenia komunikacyjnego.

Najdroższe polisy OC w III kw. 2017 r. Generali oferowało mieszkańcom województwa kujawsko-pomorskiego (średnio za 884 zł). Ubezpieczyciel zdecydował się jednak zmniejszyć stawki. W III kw. br. właściciele aut zarejestrowanych w tym regionie kupowali polisy tańsze aż o 46,3%. Kolejne województwa, w których towarzystwo znacznie obniżyło cenę ubezpieczenia to: łódzkie (-37,9%), podlaskie (-37,7%) oraz wielkopolskie (-35,8%).

Ceny OC w Generali najbardziej spadły dla posiadaczy samochodów marki: Ford (-43,8%), BMW (-38,8%) oraz Volkswagen (-37,3%).Obniżki Generali

Dla kogo największe obniżki cen OC w Link4?

Link4 najbardziej obniżyło ceny OC dla najmniej doświadczonych kierowców w wieku 18-25 lat. W III kwartale 2019 r. OC kosztowało ich średnio 1090 złotych i było tańsze o 61,6% niż w III kw. 2017 r. Pozostałe grupy wiekowe mogły liczyć na zniżkę  od 17,7% do 24%.

Największe obniżki polis dotyczyły również mieszkańców Małopolski i Podlasia (-25,8%). W innych województwach ceny OC spadły od 15,1% (mazowieckie) do 25,4% (opolskie).

Towarzystwo Link4 obniżyło także ceny polis kierowcom samochodów marki Opel – obniżka cen OC była w ich przypadku największa i wyniosła 24,6%.Obnizki Link4

Od czego zależy cena?

Ze wszystkich TU, to Wiener najbardziej obniżył ceny w ciągu ostatnich dwóch lat. Jego średnia wartość polisy zmniejszyła się o 707 zł. Mimo to Generali zasługuje na szczególne wyróżnienie. Przez cały badany okres średnia cena OC w tej firmie była najtańsza. Każde towarzystwo ubezpieczeniowe indywidualnie ustala swoje taryfy i jest skłonne do udzielania rabatu innej grupie kierowców. Cena jest zależna od ryzyka wystąpienia szkody u kierowcy.

– Na cenę OC mają wpływ nie tylko wiek kierowcy, jego miejsce zamieszkania, czy marka pojazdu. Ważna jest także przeszłość szkodowa, stan cywilny, czy parametry pojazdukomentuje Tomasz Masajło, prezes zarządu Rankomat. – Zawsze warto porównać oferty wszystkich ubezpieczycieli. Tylko w ten sposób mamy pewność, że wybraliśmy najlepszą i najtańszą opcjędodaje.5 Towarzystw

Creepy Jar zapowiada premierę nowej gry na 2021 rok

Creepy Jar zapowiedział długo oczekiwany nowy projekt. Gra z elementami survivalu osadzona w scenerii science fiction trafi na PC w drugiej połowie 2021 r. Jej budżet będzie większy niż GREEN HELL.

Od wielu miesięcy pracowaliśmy nad kilkoma koncepcjami równolegle. Ostatecznie po dziesiątkach analiz wybraliśmy tę, która naszym zdaniem ma największy potencjał sprzedażowy. Będzie to zaawansowany symulator rozwoju bazy wraz z elementami survivalu, z perspektywy pierwszej osoby w scenerii science fiction. Część zespołu została już delegowana do nowego projektu. Zakładamy, że budżet gry będzie większy niż GREEN HELL. Kolejne szczegóły będziemy ujawniać sukcesywnie wraz z rozwojem projektu– zapowiada Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar.

Premiera nowej gry (zawierającej już tryb kooperacji) w wersji PC na platformie STEAM wstępnie planowana jest na II połowę 2021 r. Planowane są również wersje na konsole Microsoft, Sony oraz Nintendo Switch.

Do czasu wydania nowej gry Creepy Jar planuje jeszcze wydać wersję co-op swojego hitu GREEN HELL, a także wersje konsolowe gry na wszystkie najpopularniejsze urządzenia. – Wersja co-op jest już prawie gotowa. Premierę uzależniamy od wyboru przez naszych partnerów najlepszego okna sprzedażowego. Myślę, że wkrótce poinformujemy również o stanie praca nad wersjami konsolowymi- zapowiada prezes.  

Przypomnijmy, że pełna wersja GREEN HELL, symulatora przetrwania w dżungli amazońskiej, trafiła do sprzedaży 5 września. Od tego czasu w serwisie STEAM pojawiło się prawie 1200 nowych komentarzy, a średnia wszystkich (ponad 5260 w 15 miesięcy) to wciąż 83%. Równie wysoka jest średnia (77%) komentarzy na portalu Metacritic.

Leasing samochodów 2019. Zmiany w prawie nie wpłynęły znacząco na rynek

Polacy, którzy decydują się na leasing samochodu, zwykle poszukują pojazdu do 100 tys. zł, a wkład własny, jaki wnoszą, rzadko przekracza 20% wynika z raportu Oferteo.pl. Zmiany w przepisach leasingowych obowiązujące od początku roku nie wpłynęły znacząco na rynek.

Jak na wybory Polaków wpłynęła zmiana przepisów?

2019 rok przyniósł istotne zmiany w kwestii leasingu samochodów. Wkrótce minie rok od wejścia w życie przepisów, które przekształciły sposób rozliczania kosztów leasingu samochodów w działalności gospodarczej. Zmiany dotyczą przedsiębiorców, którzy zdecydowali się na pojazd o wartości przekraczającej 150 tysięcy złotych. W takich przypadkach raty można rozliczyć w zależności od tego, o ile cena samochodu (wliczając 50% VAT) przekracza limit 150 tysięcy złotych.

Przykład:

Jeśli cena samochodu netto to 150 000 zł netto, to po doliczeniu 50% VAT (34 500 VAT x 0,5) wartość samochodu będzie wynosić: 150 000 zł + (34 500 x 0,5) = 167 250 zł

Nadwyżka wynosi wówczas 167 250 – 150 000 = 17 250 zł

Wyliczenie proporcji: (17 250 zł / 167 250 zł) x 100% = 10,31%

Koszt podatkowy stanowi zatem: 100% – 10,31% = 89,69%

Część raty leasingowej niestanowiąca kosztu podatkowego: (1 000 zł + 50% x 230 zł) x 10,31% = 114,96 zł.

Przedsiębiorcy, którzy zdecydowali się na auta tańsze niż 150 000 zł, mogą nadal rozliczać swoje raty tradycyjnie. Czy takie zmiany wpłynęły w jakimś stopniu na to, jakie samochody wybierają leasingobiorcy?

Według analizy serwisu Oferteo.pl, łączącego leasingobiorców z firmami leasingowymi, Polacy w mijającym roku w 68% przypadków wybierali samochody tańsze niż 100 tys. zł, a 28% z nich decydowało się na pojazdy od 100 tys. zł do 200 tys. zł. Okazuje się więc, że obecnie samochody za ponad 100 tys. zł wybierane są nawet chętniej niż w 2018 roku, kiedy to poszukiwało ich 20% badanych. Odsetek osób, które mogą pozwolić sobie na leasing samochodów o wartości przekraczającej 200 tys. zł pozostał niezmienny i wynosi jedynie 4%.

Wkład własny rzadko przekracza 20%

Wysokość wkładu własnegoZapytania złożone na Oferteo.pl wskazują, że ponad 80% polskich przedsiębiorców nie decyduje się wnieść wkładu własnego przekraczającego 20% ceny samochodu. Zwykle zobowiązują się oni do pokrycia od 5 do 20% kosztów inwestycji. 14% badanych zadeklarowało wniesienie wkładu własnego na poziomie między 21 a 35%, a jedynie 5% – powyżej 35%.

Spłatę rat przedsiębiorcy rozkładają zwykle na okres od 4 do 6 lat. Taką opcję wybiera aż 49% z nich. Często raty rozkładane są też na okres do 3 lat, tak dzieje się w 37% przypadków, a 8% badanych chce uzgodnić tę kwestię na późniejszym etapie. Ponad 6 lat na spłatę należności potrzebuje 6% ankietowanych.

Polacy szukają samochodów używanych

Jaka jest wartość pojazduPolacy, którzy poszukiwali auta na Oferteo.pl, podobnie jak w poprzednim roku, zainteresowani byli przede wszystkim leasingowaniem samochodu używanego. Takiego właśnie pojazdu poszukiwało w 2019 roku 53% z nich. Jest to przewaga nieco mniejsza niż w roku 2018, kiedy odsetek ten wynosił 57%. Za samochód używany Polacy chcieli zapłacić zwykle do 50 tys. zł, a za nowy – od 100 do 200 tys. zł.

Auto potrzebne od zaraz

Osoby poszukujące oferty leasingu samochodu w większości zwracają uwagę na szybkość realizacji zlecenia. 52% z nich podkreśla, że chciałoby rozpocząć współpracę tak szybko, jak to możliwe. 31% badanych jest w stanie poczekać na samochód miesiąc, a 17% – do 3 miesięcy.

– Samochód to nierzadko bardzo istotny element funkcjonowania przedsiębiorstwa – zauważa Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Brak pojazdu może bardzo utrudnić, opóźnić, a nawet na jakiś czas uniemożliwić pracę w firmie. Nie dziwi zatem, że przedsiębiorcy poszukujący ofert leasingu zaznaczają, że chcieliby rozpocząć go od zaraz. Przy wyborze firmy leasingowej warto zapoznać się z jak największą liczbą ofert na rynku, a także skorzystać z pomocy firm specjalizujących się w tego typu doradztwie.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 6700 zapytań ofertowych złożonych w serwisie Oferteo.pl od listopada 2018 do końca października 2019 roku, przez podmioty poszukujące leasingu samochodu.

Po rozrywkę do centrum handlowego

W ofercie rozrywkowej centrów handlowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej przeważają multipleksy i kluby fitness, jednak na popularności zyskują także nowe formy rekreacji – wynika z najnowszego raportu Colliers International pt. „ExCEEding Borders”, w którym eksperci przeanalizowali sektor rozrywki w obiektach handlowych w 13 krajach[1] CEE. Najwięcej na rekreację i kulturę wydają konsumenci w  Czechach, średnio 38,23 EUR miesięcznie.

Od kilku lat branża rozrywkowa rozwija się niezwykle dynamicznie. Deweloperzy i właściciele centrów handlowych są coraz bardziej świadomi tego, że bez względu na położenie geograficzne, innowacyjna i ciekawa oferta rozrywkowa stanowi nieodłączny element każdego centrum handlowego.

Dominacja multipleksów i klubów fitness

Według danych zgromadzonych w raporcie, w centrach handlowych analizowanych przez Colliers istnieją 452 kina i multipleksy, przy czym najwięcej (ponad 125) znajduje się w Polsce. W większości krajów regionu CEE nadal funkcjonują obok siebie kina sieciowe i lokalne, będące własnością krajowych operatorów. Przykładem takiego operatora może być polska sieć Helios, zdecydowany lider pod względem liczby multipleksów w kraju.

— Wiele państw, takich jak Czechy, Białoruś, Węgry, Bułgaria, Chorwacja czy Rumunia, wspierają małe, lokalne kina, które postrzegają jako integralną część swojej kultury i tradycji. W ich utrzymaniu pomagają fundusze z budżetów samorządów — mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

Autorskie koncepcje

Mimo że multipleksy i kluby fitness zdominowały ofertę rozrywkową w centrach handlowych, w niektórych krajach popularnością cieszą się również oryginalne koncepcje autorskie. Wśród przykładów można wymienić:

  • Polska – szkoła tańca, np. Egurrola Dance Studio
  • Czechy – centra wellness, np. Saunia
  • Słowacja, Łotwa, Białoruś – kasyna, np. Olympic Casino

— W Polsce jedną z najszybciej rozwijających się koncepcji są escape roomy (pokoje zagadek), labirynty itp. Do takiej kategorii należą centra rozrywki takie, jak TEPfactor czy Jump World. Najwięcej tego typu najemców (121) działa na Ukrainie — mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Kto najwięcej przeznacza na rozrywkę?

Spośród wszystkich obywateli krajów Europy Środkowo-Wschodniej najwięcej na rekreację i kulturę wydają Czesi – średnio 38,23 EUR na miesiąc. Tuż za nimi plasują się Łotysze (35,6 EUR), a dalej Słowacy (22,46 EUR) i Polacy (17,89 EUR).

Najmniejsze zagęszczenie najemców reprezentujących sektor rekreacji i rozrywki w centrach handlowych (biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców przypadających na jednego najemcę w centrum) przedstawia się następująco:

  • Kina/multipleksy – Białoruś
  • Kluby fitness – Albania
  • Kąciki zabawy dla dzieci – Czechy

[1] Albania, Białoruś, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Łotwa, Litwa, Polska, Rumunia, Słowacja i Ukraina

Wiążąca Informacja Stawkowa – wniosek, opłata, procedura i ochrona

Podatnicy będą mogli skorzystać z nowego narzędzia ograniczającego ryzyko podatkowe prowadzonej działalności, jakim jest Wiążąca Informacja Stawkowa (WIS). Instrument ten zagwarantuje podatnikom, a także organom podatkowym oraz podmiotom korzystającym z WIS większą pewność w zakresie prawidłowości zastosowanych stawek podatku. Regulacje dotyczące samej procedury uzyskania WIS zostały zawarte w odrębnym Rozdziale ustawy (1a). Nowa instytucja czerpie swoje założenia z dotychczasowych indywidualnych interpretacji oraz wiążących informacji akcyzowych, stanowiąc uzupełnienie w zakresie klasyfikacji towarów i usług. Z czym wiąże się nowa instytucja, jakie są zasady występowania z wnioskiem oraz jakie korzyści daje ona podatnikom i podmiotom z niej korzystającym – to główne pytania, na które należy odpowiedzieć przed wejściem w życie nowych przepisów.

Kto może wystąpić z wnioskiem o WIS?

Z wnioskiem o WIS będzie mógł wystąpić każdy podatnik posiadający numer NIP. Nowe regulacje dotyczą także podatników zwolnionych podmiotowo z podatku VAT oraz podmiotów planujących dokonywać dostawy towarów, nabyć wewnątrzwspólnotowych czy importu towarów lub świadczyć usługi. Katalog podmiotów jest zatem bardzo szeroki. Jest to dobre rozwiązanie, gdyż pozwala na zmniejszenie ograniczeń podmiotowych w zastosowaniu WIS, podobnie jak ma to miejsce w przypadku indywidualnych interpretacji czy wiążącej informacji akcyzowej.

Warto wskazać, że z WIS mogą korzystać także inne podmioty będące w łańcuchu dostaw lub na rzecz których świadczone są usługi. Dlatego WIS będzie miała duże znaczenie dla producentów chcących ustalić, jak opodatkowane będą sprzedawane przez nich towary. Będą oni mogli informować o nich nabywców lub nabywcy będą mogli sami pobrać informację z Biuletynu Informacji Publicznej KIS. Zatem posiadanie WIS przez producentów towarów stanie się dobrą praktyką oraz znacznie poprawi wizerunek przedsiębiorcy.

Procedura ubiegania się o WIS

Przepisy określają także procedurę ubiegania się o wydanie WIS. Podstawowym elementem będzie w tym zakresie wniosek, w którym poza przedstawieniem szczegółowego opisu towaru/usługi pojawi się konieczność wskazania odpowiedniej klasyfikacji (CN, PKOB lub PKWiU) oraz złożenia oświadczenia pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Do wniosku będzie można dołączyć także inne dokumenty, które pozwolą ułatwić organowi prawidłową klasyfikację (np. katalogi, instrukcje, receptury, plany itp.). Opłata od wniosku o WIS wynosi 40 zł. Nie jest to zatem duży koszt, zwłaszcza biorąc pod uwagę walor ochronny WIS.

Na wydanie WIS organy podatkowe mają, podobnie jak w przypadku interpretacji indywidualnych, 3 miesiące. Termin ten może się wydłużyć w przypadku konieczności przeprowadzenia dodatkowych badań/analiz. Koszt tych analiz poniesie wnioskodawca.

Co będzie zawierała WIS?

Uzyskana informacja będzie zawierała w szczególności: opis towaru/usługi, klasyfikację wg kodów nomenklatury CN (towary) albo PKOB czy PKWiU (usługi), właściwą stawkę podatku VAT. Warto zaznaczyć, że WIS może odnosić się do kilku towarów czy usług, które zostały sklasyfikowane przez podatnika jako jedno świadczenie. Dodatkowo na wniosek podatnika WIS powinna zawierać klasyfikację w zależności od potrzeb podatnika wynikających z przepisów. Przykładowo, jeżeli przepis będzie odwoływał się do pełnych kodów CN przy obrocie towarami, wtedy WIS powinna zawierać 8-cyfrowy kod CN.

Na marginesie należy dodać, że w zakresie stawek podatkowych oraz klasyfikacji towarów bądź usług nie będą już dłużej wydawane wiążące informacje podatkowe. Wydawane w 2019 r. interpretacje podatkowe będą mogły dotyczyć jedynie stawek VAT obowiązujących do 1 stycznia 2020 r.

Moc ochronna

Głównym celem WIS jest zagwarantowanie zarówno podatnikowi, jak i urzędowi większej pewności w zakresie prawidłowości zastosowanych stawek podatku dla towaru/usługi. Biorąc jednak pod uwagę, że WIS nie będzie odnosiła się do całości stanu faktycznego, tj. organ nie będzie ustalał wszystkich okoliczności faktycznych, powstaje pytanie o wiążącą moc WIS. Zasadniczo więc organy podatkowe nie powinny kwestionować WIS. Mogą jednak próbować kwestionować zgodność opisu towaru/usługi przedstawioną we wniosku ze stanem faktycznym.

Dodatkowo należy pamiętać, że WIS może wygasnąć z mocy prawa w sytuacji zmiany przepisów podatkowych, np. w sytuacji zmian w Nomenklaturze scalonej CN, zmian w notach wyjaśniających czy na skutek wyroku Trybunału sprawiedliwości Unii Europejskiej. W przypadku zmiany bądź uchylenia WIS podatnik będzie miał możliwość skorzystania z waloru ochronnego do końca okresu rozliczeniowego następującego po okresie rozliczeniowym, w którym została uchylona/zmieniona WIS. Jest to bardzo krótki czas, dlatego podatnicy w wewnętrznych procedurach dotyczących wnioskowania o WIS powinni przewidzieć, co robić w sytuacji uchylenia WIS, gdy terminy są krótkie, a trzeba dostosować wszystkie systemy i procesy w firmie. Zatem w praktyce nadal pozostanie konieczność dokładnej analizy zmian w prawie oraz wyroków TSUE w tym zakresie.

Podsumowanie

WIS jest nowym narzędziem ograniczania ryzyka podatkowego, choć w jej konstrukcji wykorzystane zostały funkcjonujące już elementy z interpretacji indywidualnych oraz wiążących informacji akcyzowych. Kluczowe będzie wskazanie organom podatkowym wszystkich informacji przemawiających za prawidłową klasyfikacją towaru lub usługi. Przykładowo przy niepełnym opisie organ podatkowy może wydać WIS, która jest negatywna dla podatnika. Dlatego przy konstruowaniu wniosku warto skontaktować się z doradcą podatkowym, który pomoże w odpowiedni sposób przygotować wniosek oraz niezbędne dokumenty.

Nowy instrument ma zapewnić większą pewność, jednak podobnie jak interpretacje podatkowe czy WIA, moc ochronna może być ograniczona. Dlatego też podmioty, które w dużym zakresie będą chciały skorzystać z WIS, powinny opracować procedurę nie tylko w zakresie składania wniosków czy archiwizacji, ale także – a może przede wszystkim – w zakresie kontroli i weryfikacji zgodności i prawidłowości stosowanych WIS. Dlatego taką procedurę powinno się sporządzić z pomocą doświadczonych doradców podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Europejski sektor leasingowy rośnie, lecz w wolniejszym tempie

Dane opublikowane przez europejską federację leasingową Leaseurope pokazują, że wartość nowych kontraktów leasingowych zawartych w Europie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2019r. wyniosła 183,1 mld euro i była wyższa o 3,4 proc. r/r (w porównaniu z I połową 2018r.).

Federacja Leaseurope, na podstawie danych zebranych od krajowych stowarzyszeń leasingowych podała, że europejski sektor leasingowy w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2019r. odnotował wzrost rynku na poziomie 3,4% r/r[1], jednak był on wolniejszy od dynamiki osiągniętej na koniec 2018r. (7,7% r/r).

Największe znaczenie dla europejskiego rynku leasingu ma finansowanie dóbr ruchomych, a wśród nich pojazdów. W pierwszej połowie tego roku wartość nowych kontraktów leasingowych dotyczących pojazdów wzrosła o 4,3% r/r. Równie dobre dynamiki europejscy leasingodawcy odnotowali w zakresie finansowania pozostałych ruchomości. W tej części rynku wartość nowych umów była wyższa o 3,1% niż przed rokiem. Znacznie wyższą, bo 21,5% dynamiką wzrostu wyróżniło się finansowanie nieruchomości.

Odnosząc europejskie dane do polskiego rynku, łączna wartość nowych kontraktów, podpisanych przez polskie firmy leasingowe w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku osiągnęła poziom 9 mld euro (tj. 38,7 mld zł), przy nieznacznej ujemnej dynamice całego rynku (-0,6% r/r).

„Za sprawą znakomitych wyników wypracowanych przez firmy leasingowe w 2018r. polski rynek zajmował bardzo wysoką, piątą pozycję w europejskim rankingu. W pierwszej połowie tego roku zarówno w Europie jak i w Polsce obserwowaliśmy stopniowe hamowanie dynamik rynku. W jego rezultacie Polska jest obecnie siódmym rynkiem leasingu w Europie, a przed nami są Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Rosja i Hiszpania” – powiedział Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, Członek Rady Dyrektorów Leaseurope.

[1] Dane Leaseurope: Leaseurope Biannual Survey 2019.

JR HOLDING ASI S.A. przedstawił strategię rozwoju na lata 2020-2022

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., opublikowała strategię rozwoju na lata 2020-2022. Przewiduje ona wyjście z segmentu nieruchomościowego i reinwestycję środków w nowe projekty inwestycyjne z obszaru odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych oraz nowych technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji. Spółka planuje także przenieść notowania na rynek główny GPW w Warszawie.

Jednym z głównych celów w opublikowanej przez JR HOLDING ASI S.A. strategii rozwoju na lata 2020-2022 jest sprzedaż wszystkich nieruchomości posiadanych przez Spółkę, co pozwoli na uwolnienie zamrożonej gotówki oraz zmniejszenie długu JR HOLDING ASI S.A. do zera. Emitent zamierza dokonać reinwestycji całości środków wygenerowanych ze sprzedaży nieruchomości w projekty o potencjale nie mniejszym niż te, w których dotychczas dokonał już inwestycji, osadzonych w branży odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych oraz nowoczesnych technologii, w szczególności sztucznej inteligencji. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. szacuje, że pozyska ze sprzedaży posiadanych nieruchomości kwotę ok. 25-28 mln zł.

„Przez wiele lat realizowaliśmy z sukcesem strategię rozwoju opartą o budowanie aktywów nieruchomościowych i tylko okazjonalnie angażowaliśmy się w inwestycje obarczone wyższym poziomem ryzyka. Biorąc pod uwagę nasze dotychczasowe sukcesy inwestycyjne właśnie w zakresie tych projektów, które pozwoliły odnotować ponadprzeciętne stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału, zdecydowałem, że najlepszą metodą do szybszego zwiększenia wartości Spółki będzie skoncentrowanie się na wyjściu z segmentu nieruchomości, uwolnienie gotówki i dokonanie reinwestycji środków w projekty z przyszłościowych sektorów.” – podkreśla January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

Spółka planuje również na przełomie lat 2021/2022 rozpocząć proces przeniesienia notowań jej akcji na rynek główny GPW w Warszawie. JR HOLDING ASI S.A. będzie prezentował wartość portfela inwestycyjnego poprzez kwartalną aktualizację wyceny, w szczególności aktywów notowanych na giełdzie. Ambicją Zarządu Spółki jest osiągnięcie do końca 2022 r. aktywów o wartości 1 mld zł.

„Zamierzamy na przełomie lat 2021/2022 rozpocząć proces zmiany rynku notowań akcji na rynek główny GPW w Warszawie. W mojej opinii obecność Spółki na rynku głównym wpłynie pozytywnie na naszą wycenę oraz na płynność obrotu. Mamy ambicje, aby do końca 2022 r. osiągnąć łączne aktywa na poziomie 1 mld zł, co w przypadku zrealizowania tego celu należałoby uznać za ogromny sukces.” – dodaje Prezes Ciszewski.

W portfelu inwestycyjnym JR HOLDING ASI S.A. znajduje się obecnie kilka spółek publicznych. Jedną z nich jest notowana na rynku NewConnect Columbus Energy S.A. będąca liderem na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. JR HOLDING S.A. jest także akcjonariuszem Setanta S.A. – spółki notowanej na Głównym Rynku GPW w Warszawie, która jest w trakcie połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Kolejną spółką portfelową z rynku NewConnect jest ONE MORE LEVEL S.A. będąca producentem gier komputerowych, która pracuje obecnie nad swoją największą produkcją – grą „Ghostrunner”. JR HOLDING ASI S.A. posiada też akcje notowanej na rynku NewConnect spółki Synerga.fund S.A., która posiada 8% udziałów w spółce ALL IN! GAMES Sp. z o.o.

Daniel Arak: Car sharing może walczyć z Uberem jego własną bronią

Liczba osób, które rezygnują z posiadania lub korzystania z własnego samochodu na rzecz car sharing, rośnie dynamicznie. Za niecałe dwa lata będzie ich w Europie ponad 15 mln. Aby w pełni wykorzystać ten potencjał i skutecznie zwalczać konkurencję w postaci m.in. Ubera, firmy carsharingowe muszą postawić na innowacje. Big data, sztuczna inteligencja i IoT zadbają o spersonalizowaną ofertę i usługi dodane dla klienta, w jednej aplikacji mobilnej. Jednak firmy tego sektora muszą otworzyć się też na bliższą współpracę z partnerami zewnętrznymi – podobnie jak banki, które w ramach open banking dzielą się danymi z fintechami, z korzyścią dla innowacji zmieniających fundamentalnie sposób, w jaki używamy usług finansowych.

Zaawansowana analityka danych, IoT i big data to rozwiązania, w wykorzystaniu których ścigają się dziś Uber, Bolt, Free Now oraz inni operatorzy, oferujący dostęp do usług przewozowych w aplikacji mobilnej. Deloitte szacuje, że do 2020 roku w Europie będzie ponad 15 mln użytkowników usług car sharing. Firmy carsharingowe muszą zatem zaspokoić potrzeby każdego z nich. A im zależy na szybkim i tanim dostępie do samochodu, dokładnie wtedy, kiedy go potrzebują.

Przewagą Ubera jest oferowanie klientowi tego, na czym mu zależy najbardziej. Uber jest sprawny, niedrogi i zawsze „pod ręką”. Oczywiście w stosunku do car sharing jego podstawową przewagą są pozostający stale w ruchu kierowcy – pozwalający pasażerowi złapać transport „tu i teraz”. Jednak Uber rozumie, że musi stawiać nie tylko na dostępność, ale przede wszystkim użyteczność i funkcjonalność samej aplikacji. Już dziś można z Uberem przywołać nie tylko auto z kierowcą, ale też wynająć hulajnogę elektryczną Lime czy zamówić dostawę jedzenia. Operator aplikacji właśnie zapowiedział, że będzie rozwijał usługi finansowe pod marką Uber Money.

Co mogą robić inni dostawcy car sharing, aby być równie konkurencyjni i innowacyjni? Konkurencja powinna się skupiać nie tyle na wielkości floty, ile na rozwoju technologii i jej mądrym wykorzystaniu. Rynek car sharing powinien otworzyć się na współpracę z innymi podmiotami poprzez API, na zasadach podobnych do tego, jak regulacja PSD2 otworzyła na wzajemną współpracę banki i fintechy. Analityka danych spersonalizuje ofertę dla danego użytkownika, big data zajmie się rozliczeniem płatności, a IoT zapewni dostępność usługi „tu i teraz”.

Wraz z rozwojem ekonomii współdzielenia, maleje potrzeba posiadania własnego samochodu. Dobrym przykładem innowatora w car sharing jest 4Mobility. Ten operator aut na minuty, poza Warszawą i Poznaniem, uruchomił właśnie swoje usługi w Trójmieście, gdzie wprowadził 60 nowych elektrycznych samochodów premium marki Audi. Współpraca 4Mobility z Audi i wejście firmy do kolejnych miast świetnie pokazuje, że innowacyjne rozwiązania budują przewagę rynkową. Stworzona przez ITMAGINATION platforma Car Sharing, na której działa 4Mobility, jest kompleksowym rozwiązaniem autotech. Dzięki zastosowaniu big data i sztucznej inteligencji zapewnia obsługę aplikacji mobilnej, komunikacji użytkownika z samochodem oraz rozliczanie płatności. Platforma pozwala również na przewidywanie zmian w zapotrzebowaniu na auta i reakcję z wyprzedzeniem, a co za tym idzie, efektywniejsze lokowanie floty samochodów.

Dziś ITMAGINATION posiada 105 264 akcji 4Mobility S.A. W tym roku w 4Mobility zainwestowała również spółka zależna PGE, PGE Nowa Energia, która nabyła 51 proc. udziałów.

Sprzedaż alkoholu w sklepach bezobsługowych a kwestie prawne

Dziś jeszcze nie ma pewności, czy napoje wyskokowe będą dostępne w sklepach autonomicznych. Może się okazać, że handlowcy zostaną zmuszeni do wprowadzenia dodatkowych sprzętów i aplikacji, które będą skutecznie weryfikowały pełnoletność oraz trzeźwość każdego klienta. Jedną z opcji jest wyposażenie placówek w alkomaty. Jeśli doszłoby tam do sprzedaży alkoholu, odpowiedzialność za to poniósłby najprawdopodobniej przedsiębiorca. Inaczej mogłoby być w sytuacji z udziałem sztucznej inteligencji. Pewne jest to, że prawo nie nadąża za technologią, dlatego zmiany są pilne potrzebne.

Nie dla niepełnoletnich

W przyszłości coraz większą rolę w handlu zaczną odgrywać sklepy autonomiczne. Jednak już dziś rodzi się pytanie, czy takie placówki bez sprzedawców nie będą mieć problemu prawnego ze sprzedażą wyrobów alkoholowych. Przecież nabywca powinien być osobą pełnoletnią i trzeźwą.

– W przypadku sklepów autonomicznych należy stosować wszystkie regulacje ustawy z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, a także wydane na ich podstawie przepisy gminne. Może się okazać, że sprzedaż takich trunków w placówkach w pełni autonomicznych będzie niemożliwa, albo też wymusi wprowadzenie dodatkowych sprzętów i aplikacji – komentuje Marek Gajek, adwokat z Kancelarii Gajek i Wspólnicy.

Jak zaznacza Marta Kownacka, radca prawny z Kancelarii LawIT, wszystko zależy od opracowanych reguł funkcjonowania sklepów autonomicznych. Co do zasady przewidują one możliwość dokonywania w nich zakupów, jednak pod warunkiem zarejestrowania się w aplikacji obsługującej placówkę. Zdaniem eksperta, jeśli na etapie rejestracji konta jest możliwość ustawień blokowania korzystania z aplikacji przez osoby niepełnoletnie, to problem z zakupem alkoholu może zostać znacznie zredukowany.

– Kwestia weryfikacji pełnoletności nie jest dużym problemem dla branży. To odbywa się niemalże automatycznie w momencie, kiedy ktoś wchodzi do sklepu i za pomocą aplikacji mówi, że ja to ja. W sklepach autonomicznych wiemy dokładnie, kto przyszedł na zakupy. Mając jego konto, znany jest przecież wiek, który weryfikuje się przy rejestracji. To nie jest tak jak w placówce tradycyjnej, gdzie człowiek jest anonimowy – informuje Sebastian Starzyński, prezes zarządu spółki TakeTask.

„Dmuchanie” na zakupach

Według Marty Kownackiej, problem z weryfikacją zostanie zniwelowany, jeśli w sklepie pojawią się dodatkowe czujniki czy kamery. One, przynajmniej na odległość, sprawdzą, czy kupujący wygląda na pełnoletniego i trzeźwego. To jednak wymaga czynnika ludzkiego, który analizuje obraz z kamer. Jeżeli docelowo sztuczna inteligencja będzie obsługiwać zarówno aplikację, jak i koordynować zakupy w sklepie, wówczas sytuacja może być już problematyczna.

– Kiedy system ma wątpliwości, czy dana osoba jest trzeźwa, można dokonać weryfikacji poprzez alkomat. To akurat nie jest bardzo skomplikowane czy drogie urządzenie. I zapewnia znacznie pewniejszą ocenę sytuacji niż ekspedientka w tradycyjnym sklepie – podkreśla Sebastian Starzyński.

Z kolei jak zaznacza Marek Gajek, można wyobrazić sobie rozwiązania ułatwiające identyfikację, ale jednak wymagałyby one dodatkowych nakładów finansowych i organizacyjnych. Ponadto mogłyby być uciążliwe dla klientów i odstraszać od zakupów w takich sklepach. Według eksperta, niekoniecznie gwarantowałyby pełną skuteczność w przypadku użycia tańszych rozwiązań sprzętowych i programowych. Ponadto zastosowanie zautomatyzowanej identyfikacji nabywców mogłoby budzić wątpliwości w kontekście przepisów o ochronie danych osobowych.

– Obecny system też nie zapewnia szczelności stuprocentowej. Zawsze może być np. trzech klientów, z których tylko jeden jest pełnoletni i kupuje alkohol dla pozostałych dwóch już nietrzeźwych osobników. W związku z tym to jest fikcja. Jeżeli ktoś bardzo chce, to jest w stanie oszukać zarówno sprzedawcę, jak i system – dodaje ekspert ze spółki TakeTask.

Łamanie prawa

Jeśli w tradycyjnym sklepie dochodzi do transakcji z udziałem osoby nieletniej lub nietrzeźwej, to do takiej sytuacji odnoszą się obecnie obowiązujące przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. One wskazują odpowiedzialność sprzedającego. Wystarczy więc ustalić, kto nim był.

– Podmiot, który otwiera sklep autonomiczny, zleca firmie informatycznej stworzenie stosownych rozwiązań, m.in. umożliwiających weryfikację potencjalnego klienta oraz pobieranie towarów z półek. To w zasadzie on jest inicjatorem działań i ubiega się o pozwolenie na sprzedaż alkoholu. W związku z tym przyjęłabym, że przedsiębiorca odpowiada za sprzedaż – stwierdza Marta Kownacka.

Z kolei Marek Gajek podkreśla, że przepisy prawa nie przewidują w tym zakresie odpowiedzialności karnej producentów urządzeń lub aplikacji służących do sprzedaży alkoholu. Oni ewentualnie będą ponosić w tym zakresie odpowiedzialność cywilną za szkody wyrządzone przedsiębiorcom na skutek wad takich urządzeń lub aplikacji.

– W przypadku wykorzystania rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji należałoby dokonać ustaleń, w jakim zakresie działa i odpowiada człowiek, a w jakim – maszyna. Jeśli to oprogramowanie odpowiada za weryfikację, w tym opracowuje klucze weryfikacji pełnoletniości czy trzeźwości, to niewątpliwie powstaje spór prawny. Trzeba byłoby ustalić, kto ponosi odpowiedzialność za nieprawidłowości w tym zakresie. Odpowiedzi na ten moment może udzielić sąd, który szczegółowo będzie badać poszczególne zależności – informuje ekspert z Kancelarii LawIT.

Przyszłość nie jest jasna

Obecne regulacje mogą nastręczać problemów właścicielom sklepów autonomicznych, o czym przekonuje mecenas Gajek. I wskazuje m.in. na ograniczenia sprzedaży alkoholu pomiędzy godz. 22.00 a 6.00 rano, wprowadzane przez rady gmin. One wymuszałyby wydzielenie sprzedaży alkoholi w takiej placówce, aby istniała możliwość wstrzymania handlu w porze nocnej.

– Prawodawstwo musi nadążyć za technologią, a nie odwrotnie. Dziś nie wiemy, jakie wymagania zostaną narzucone sklepom autonomicznym. Jeśli konieczne będą bardzo zaawansowane sposoby weryfikacji i zabezpieczeń strefy alkoholowej, to handlowcy zaczną kalkulować. Prowadzenie sprzedaży napojów wyskokowych może w takiej sytuacji okazać się nieopłacalne – analizuje prezes Starzyński.

Według mecenasa Gajka, im mniej przepisów, tym lepiej. Niemniej ustawodawca powinien przy najbliższej okazji wziąć pod uwagę zachodzące zmiany technologiczne. Prawnik wskazuje, że warto pomyśleć o dopuszczeniu w sklepach – obok stoisk do sprzedaży alkoholu – automatów z takimi napojami. Ponadto pożądane byłoby upoważnienie do dokonywania przez przedsiębiorców zautomatyzowanej weryfikacji wieku nabywcy alkoholu. Obecne przepisy, pozwalające na żądanie przez ekspedienta okazania dokumentu, wydają się być mocno anachroniczne.

– Sprzedaż alkoholu w sklepach autonomicznych może okazać się opłacalna w ograniczonym zakresie. Myślę, że to jednak nie wpłynie na rozwój tych placówek handlowych. Ich będzie przybywać, ponieważ realizują nieco inne misje zakupowe niż sklep typu convenience – podsumowuje Sebastian Starzyński ze spółki TakeTask.

Pakiet mobilności w trilogu. Co warto wiedzieć?

29 miesięcy – tyle trwa już procedura legislacyjna nowego prawa dla międzynarodowego transportu drogowego. W siódmej kadencji Parlamentu Europejskiego podobne procesy trwały średnio 17 miesięcy. Skąd takie opóźnienia? Na czym polega trudność i złożoność pakietu mobilności oraz czego możemy się spodziewać jeszcze w 2019 roku?

Jesteśmy już po kilku spotkaniach w ramach tak zwanego trilogu. To znaczy nieformalnych posiedzeniach, w których uczestniczą członkowie Parlamentu Europejskiego, Rady i Komisji. Ich celem jest osiągnięcie porozumienia możliwego do zaakceptowania przez Parlament i Radę UE. Czy do zgody dojdzie? Tego nie wiemy. Jednak, jeśli uda się wypracować wspólne stanowisko, to dalsza droga według najbardziej prawdopodobnego scenariusza jest krótka i polega na dwóch głosowaniach – pierwsze czytanie w Radzie UE i drugie czytanie w Parlamencie. Po tych głosowania nowe przepisy staną się faktem – wyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert Inelo, firmy dostarczającej zaawansowane rozwiązania informatyczne dla polskiego transportu. – Należy zauważyć, że większość wniosków przechodzi właśnie podczas drugiego czytania w PE.

Scenariusze

Jeżeli Rada UE zaakceptuje stanowisko Parlamentu w wersji niezmienionej, to akt zostaje przyjęty i opublikowany. Warto wiedzieć, że w siódmej kadencji PE 85 proc. aktów uzgodniono właśnie w pierwszym czytaniu, tj. 415 z 488 złożonych. Natomiast średni czas, jaki zajmowała procedura ustawodawcza, to 17 miesięcy Jednak z uwagi na trwające dyskusje i kontrowersje dotyczące propozycji PE to mało prawdopodobne rozwiązanie, więc co dalej? Najprawdopodobniej Rada UE podczas pierwszego czytania zaproponuje poprawki wypracowane w ramach trilogów, a projekty tafią do drugiego czytania w Parlamencie.  Będzie on miał trzy miesiące na kolejne głosowanie z możliwością przedłużenia tego terminu o 30 dni. Na tym etapie jest już ustalana zdecydowana większość unijnych aktów prawnych.  Co ciekawe, poprzedni skład polityków pracujących w Brukseli właśnie w tym miejscu procesu legislacyjnego przyjął łącznie aż 93 proc. wszystkich nowych przepisów. Czy tak się stanie się również z pakietem mobilności?

Spotkania trójstronne nadal trwają. Są to zebrania zamknięte, zatem dostęp do informacji jest ograniczony. Wiemy, że obecnie toczą się rozmowy w szczególności na temat dostępu do rynku, a więc między innymi kabotaży oraz kwestii powrotów pojazdów do kraju raz na cztery tygodnie. Wypracowanie kompromisu nie jest łatwe, ponieważ propozycje zmian w przepisach to setki stron poprawek, które trzy instytucje muszą wspólnie przeanalizować. Na przykład do rozporządzenia 561 oraz 165, które traktuje między innymi o wydłużeniu okresu kontroli do 56 dni, złożonych jest ponad 70 poprawek na 100 stronach. Natomiast dokument, określający m.in. delegowanie pracowników w transporcie, otrzymał ponad 100 poprawek na blisko 130 stronach – mówi Mateusz Włoch. – Dyskusje z pewnością nie są łatwe. Pakiet mobilności jest obecnie w 29 miesiącu prac. Sam czas trwania tej procedury już świadczy o złożoności unijnego prawa, które powstaje po to, by międzynarodowy transport drogowy funkcjonował wedle wspólnych zasad dla wszystkich krajów członkowskich. Z założenia ma wprowadzać nowy lepszy porządek, jednak będzie on krzywdzący dla państw z Europy Środkowo-Wschodniej, na co nie powinno być zgody – dodaje ekspert Inelo.

Nad czym teraz trwa dyskusja?

Rozporządzenie 561 oraz 165 to ponad 70 poprawek na 100 stronach. Akt dotyczy między innymi wydłużenia kontroli do 56 dni, a także montowania tachografów w pojazdach powyżej 2,4 tony
w międzynarodowym transporcie rzeczy, a co za tym idzie konieczność przestrzegania przez kierowców busów takich samych zasad czasu jazdy i odpoczynku jak kierujących ciężarówek. Pozostałe tematy to między innymi:

  • Kolejna generacja tachografów z przekroczeniami granic i lokalizacją załadunków/rozładunków
    z obowiązkowym montażem we wszystkich ciężarówkach do końca 2024 roku.
  • Ręczne rejestrowanie przekroczenia granicy – okres przejściowy w ciężarówkach bez nowych tachografów.
  • Możliwość przedłużenia czasu jazdy nawet o dwie godziny przy powrocie do domu lub bazy.
  • Obligatoryjny powrót kierowcy do domu co trzy lub cztery tygodnie.
  • Większa elastyczność w odbieraniu regularnych odpoczynków tygodniowych.
  • Możliwość odpoczynków tygodniowych na promie.
  • Sprecyzowanie zakazu odbioru odpoczynków 45-godzinnych w kabinie.
  • Zastosowanie delegowania (m. in. w zakresie płacy minimalnej) do kabotażu oraz przewozów cross trade.
  • Wyłączenie delegowania dla tranzytu oraz dla przewozów z i do Polski oraz maksymalnie dwóch załadunków lub rozładunków, które miałyby być zrealizowane podczas tych operacji transportowych.
  • Znormalizowanie druku i sposobu zgłoszenia pracowników.
  • Określenie zamkniętego zbioru wymogów – bez konieczności wyznaczenia przedstawiciela
    i tłumaczenia dokumentów na poszczególne języki.
  • Obowiązkowe witryny internetowe, zawierające szczegółowe informacje o elementach składowych i sposobie rozliczania wynagrodzenia kierowcy. Obowiązek wypłaty pensji zgodnie
    z układem zbiorowym. Brak możliwości sankcjonowania, jeśli ww. dane nie zostały upublicznione.
  • System wymiany informacji pomiędzy służbami kontrolnymi z dostępem w czasie rzeczywistym, w tym między i innymi do ERRU i IMI.

Rozporządzenie 1071 oraz 1072, określające dostęp do rynku oraz zawodu przewoźnika drogowego, czyli rozmowy o przeszło 70 poprawkach na 120 stronach w kwestiach takich jak:

  • Przynajmniej jeden rozładunek lub załadunek w kraju siedziby firmy maksymalnie co cztery tygodnie dla każdego pojazdu.
  • Skuteczne zapobieganie systematycznemu realizowaniu kabotaży – czyli ograniczenie kabotażu do maksymalnie trzech dni bez limitu operacji z dodatkowym okresem cooling off. Zgodnie z tym, aby ponownie wykonać kabotaż należy wrócić do kraju siedziby i przed kolejnym przewozem kabotażowym odczekać 60 godzin.
  • Dodanie do ERRU umów o pracę z kierowcami, informacji o liczbie zatrudnionych kierowców
    z ostatniego roku oraz rating ryzyka przedsiębiorstwa, który ma być dostępny na żądanie nadawców, spedytorów, wykonawców i podwykonawców.
  • Efektywne egzekwowanie przepisów – sprawne wprowadzenie nowych inteligentnych tachografów, wdrożenie e-CRM i systemu wymiany informacji.
  • Zastosowanie rozporządzenia RZYM I w taki sposób, aby umowy o pracę odzwierciedlały rzeczywiste miejsce pracy kierowców.
  • Objęcie zasadami licencjonowania i dostępu do zawodu przewoźnika drogowego również transportu międzynarodowego realizowanego pojazdami powyżej 2,4 tony.
  • Kontrole wymogów prowadzenia działalności transportowej co najmniej raz na trzy lata.

Kolejne spotkania w Parlamencie Europejskim, które mają wypracować porozumienie dotyczące brzmienia przepisów pakietu mobilności, planowane są 25 lub 26 listopada.

Dlaczego rekrutacje trwają tak długo?

Być może sądzisz, że ze swoimi umiejętnościami szybko znajdziesz pracę. Nadzieje rosną, gdy dostajesz zaproszenie na rekrutację i informację, że dana firma pilnie chce zatrudnić osobę taką, jak Ty. Dlaczego więc później cały proces przeciąga się, a często nawet kończy się bez żadnej informacji zwrotnej?

Poszukiwanie właściwych osób do obsadzenia wakatu często rozpoczyna się dynamicznie, w szybkim tempie.  Kandydaci spodziewają się, że skoro firma daje im sygnały na temat tego, jak pilnie potrzebuje nowego specjalisty lub menedżera, tempo to zostanie utrzymane i wkrótce znajdą pracę. A jeśli nie oni zostaną zatrudnieni, to przynajmniej otrzymają informację zwrotną na temat przyczyn takiej decyzji.

Niestety, w praktyce bardzo często gwałtowny i pełen entuzjazmu start hamowany jest przez bieżące, przyziemne przeszkody. Rzadko kiedy w procesie rekrutacji wszystko przebiega w taki sposób i w takim tempie, jak założono na samym początku.

Szukanie pracy to sprzedaż

Osoba szukająca pracy powinna być przygotowana na ewentualność, że w trakcie rekrutacji mogą wystąpić nieoczekiwane zmiany. Nawet wtedy, gdy kandydat słyszy, że pracownik jest potrzebny „od zaraz”, lepiej podejść do takiej informacji z dystansem. Bez względu na to, jak pilna wydaje się potrzeba, rekrutacje niemal zawsze składają się z wielu etapów, a im wyższe stanowisko, tym bardziej złożony i często dłuższy proces decyzyjny.

Często wygląda to tak, że kandydat otrzymuje telefon z prośbą o pilne spotkanie w sprawie rekrutacji. Oferta jest podobno poważna, a doświadczenia kandydata doskonale dopasowane do profilu stanowiska. Kandydat przekłada więc różne zaplanowane wcześniej sprawy, by spotkać się z headhunterem, pracownikiem działu HR lub decydentem po stronie klienta. Pokazuje w ten sposób, jak bardzo jest elastyczny i zaangażowany. Podczas spotkania okazuje się jednak, że etapów jest więcej – wśród nich m.in. rozmowa z bezpośrednim przełożonym, rozmowa z „haerowcem”, badanie on-line dla najlepszych kandydatów, no i jeszcze rozmowa z całym zespołem (czasem określana jako assessment center).

Ponieważ jednak kandydat zaangażował się w proces rekrutacji, najczęściej będzie zainteresowany kolejnymi etapami. Niestety, na dowolnym z nich kontakt ze strony firmy może się urwać. Początkowo wszystkim się spieszyło, ale potem pojawia się całkowita cisza. Niestety, tak bywa – i to nawet często. Firma milczy, a kandydat pozostaje z poczuciem, jakby ktoś zostawił go „na lodzie”. Pojawia się wrażenie bezradności i poczucie winy, z czym trudno sobie poradzić nawet menedżerom z wieloletnim stażem. Jeśli nałożymy na to często wielomiesięczne poszukiwania na stanowiskach menedżerskich i topniejący budżet domowy, pojawia się ogromny stres i frustracja.

– Do poszukiwania pracy należy podejść jak do sprzedaży – mówi Ernest Wencel – coach, który w ramach inicjatywy Punkt X pomaga menedżerom w znalezieniu nowego zatrudnienia. – Nawet jeśli wszyscy zgadzamy się, że brak informacji zwrotnej jest mało profesjonalny, musimy mieć świadomość, że w pojedynkę trudno jest zmienić realia.  Dlatego proponuję uczyć się od handlowców, którzy nie obrażają się, że klient nie wrócił do niego z informacją zwrotną. Handlowiec wie, że to on musi zadzwonić, jeśli chce sfinalizować sprzedaż. W przypadku rekrutacji jest podobnie. Jeśli szukasz pracy, nie obrażaj się, bo to nic nie da. Zamiast tego przejmij kontrolę i zrób co w Twojej mocy, aby wykazać się skutecznością – przekonuje.

Aby zminimalizować ryzyko przykrych niespodzianek, warto na każdym etapie zapytać, kiedy należy się spodziewać kontaktu w sprawie kolejnego. Jeśli w danym terminie telefon milczy, wówczas nie tylko nie zaszkodzi, ale nawet warto skontaktować się z rekruterem i spróbować uzyskać od niego aktualne informacje. Dobrze jeśli osoba poszukująca pracy pokazuje, że zależy jej na danej pracy i że każda informacja zwrotna jest dla niej ważna.

Zwinne rekrutacje

Kontakt z headhunterem może zwiększyć szanse kandydata na zatrudnienie, ale może też być źródłem wiedzy na temat tego, jak przygotować się do spotkania z klientem, na co zwracać uwagę podczas rozmowy, jaka jest kultura firmy. Rozmowa z rekruterem dostarczy też mnóstwa drobnych informacji, które będą procentowały na dalszych etapach. Można też dzięki temu dowiedzieć się, że np. cały proces utknął w martwym punkcie. Dlaczego rekrutacje czasem kończą się bez zapowiedzi?

– Coraz częściej jest to wynik tzw. „scrumowego”, zwinnego podejścia do realizowanych projektów – mówi Ernest Wencel. – Decyzje biznesowe są dziś podyktowane dużą presją czasu, przez co wymogi dotyczące stanowiska przed rozpoczęciem rekrutacji mogą być inne niż po kilkunastu dniach od jej rozpoczęcia. Gdy pojawia się zapotrzebowanie na kandydata, rekrutacja jest błyskawicznie uruchamiana, ale gdy zmieniają się decyzje biznesowe albo profil stanowiska, proces jest natychmiast wstrzymywany, aby nie generować dalszych kosztów – wyjaśnia.

A skoro tak, to brak informacji zwrotnej może wynikać nie z faktu, że kandydat nie spełnił oczekiwań, ale że w ogóle zrezygnowano z zatrudnienia nowej osoby, rekrutację przełożono na bliżej nieokreślony termin albo postanowiono, że jednak poszukiwane będą osoby o zupełnie innym profilu (z innym wykształceniem, doświadczeniem itd.). Cisza po drugiej stronie może też wynikać z czegoś innego.

– Kiedyś zdarzało się, że firmy zamieszczały fikcyjne ogłoszenia, żeby tanio budować bazy kandydatów. Dziś jest to już zabronione, ale i tak trzeba liczyć się z faktem, że niektórzy rekruterzy szukają osób niejako „na zapas”. Na rynku, na którym jest  mało czasu na znalezienie pracowników nieustannie prowadzą monitoring, żeby w momencie, gdy tyko pojawia się informacja o wakacie, mieć wstępnie zweryfikowanych kandydatów. Czas rekrutacji jest jednym z ważniejszych mierników w HR – mówi coach z Punktu X.

Brak informacji zwrotnej może więc wynikać stąd, że rekrutacja dotyczyła wstępnej selekcji na stanowisko, które będzie brane pod uwagę dopiero w przyszłości. Zaproszenie na kolejny etap może się więc pojawić, ale dużo później niż spodziewały się osoby, które zaproszono na spotkanie wstępne lub wyselekcjonowano na podstawie CV. Ale powodem milczenia telefonu może być też fakt, że dana firma prowadzi bardzo złożone, wieloetapowe procesy rekrutacyjne.

– Działy HR i firmy headhunterskie są rozliczane z jakości rekrutacji, czyli z tego, ile spośród zrekrutowanych osób przepracuje u danego pracodawcy co najmniej rok. W tym celu „haerowcy” robią co mogą, aby zminimalizować ryzyko, że coś zostanie przeoczone. Ta ostrożność powoduje, że rekrutacja może trwać nawet kilka miesięcy – zauważa Ernest Wencel.

Osoby poszukujące pracy często skarżą się, że oferty pracy zamieszczane w portalach są – w ich ocenie – fikcyjne. Sądzą tak, ponieważ zdarza się, że wysłana przez nich aplikacja w ogóle nie zostaje otwarta. W praktyce może to świadczyć o tym, że w pierwszych dniach rekrutacji firma otrzymała tak wiele zgłoszeń od kandydatów wartych uwagi, iż kolejne aplikacje nie są nawet otwierane. Z tego powodu niezwykle ważna jest szybkość, z jaką kandydat zareaguje na ofertę pracy – im szybciej, tym większa szansa, że zostanie zaproszony na rozmowę.

Liczy się determinacja

Biorąc pod uwagę, że procesy rekrutacyjne trwają długo, bywają przerywane, wznawiane i modyfikowane, kandydat chcący odnaleźć się w tej sytuacji, musi wykazać się zarówno cierpliwością, jak i determinacją. Osoba, która wychodzi z inicjatywą, aby dopytać o wyniki kolejnych etapów rekrutacji, osoba, która dzwoni, aby o sobie przypomnieć, znacząco zwiększa szanse na to, by zostać zauważoną. Dzięki temu, kiedy proces zostanie wznowiony, to właśnie ona jako pierwsza się o tym dowie. Dodatkowo, skoro to właśnie ją zapamiętano, ma większe szanse otrzymać zaproszenie na kolejne spotkanie oraz zbudować lepsze relacje z rekruterami i innymi osobami uczestniczącymi w tym procesie.

Niestety ci, którzy oczekują z założonymi rękami na telefon od rekrutera, mogą się go nie doczekać. Tym bardziej, że osoby odpowiedzialne za wybór i selekcję kandydatów rozliczane są z efektywności kosztowej. Tzn. powinny jak najszybciej i jak najtaniej wybrać właściwe osoby. Komunikacja z odrzuconymi kandydatami jest nie tylko trudna (nikt nie lubi przekazywać złych wiadomości), ale wymaga też czasu (a w tym przypadku – czas to koszty).

– Dopóki pieniądze będą kluczowym parametrem na rynku, nie ma szans, że poprawi się  standard komunikacji z kandydatami – przyznaje coach z Punktu X. – A skoro tak, to pozostaje nam jedynie dostosować się do warunków, w których musimy funkcjonować, tak aby działać jak najskuteczniej pomimo ograniczonej informacji zwrotnej – dodaje.

A więc podsumujmy. Szukając pracy, warto zacząć robić to jak najszybciej, ponieważ szczególnie na stanowiskach menedżerskich rekrutacja może być długa i skomplikowana. Menedżerowie i dyrektorzy nie powinni dawać wiary w powszechnie powtarzane opinie, że w Polsce mamy rynek pracownika – ich to nie dotyczy.

Nie należy się też nastawiać na informację zwrotną ze strony rekrutera. Aby ją uzyskać, trzeba samemu wyjść z inicjatywą – zdobyć się na wykonanie jednego, kilku, a może nawet kilkunastu telefonów.  Taka aktywność jest ważna z kilku powodów. Po pierwsze  – pozwoli uniknąć pochopnych wniosków, które mogą negatywnie wpłynąć własną samoocenę. Po drugie – bardzo często kolejne próby kontaktu ze strony kandydata zwiększą szanse, że zostanie on zapamiętany i zaproszony na kolejne rozmowy. Po trzecie – telefon czasem pozwoli poznać faktyczną sytuację, np. dowiedzieć się, że rekrutacja została wstrzymana na okres 3 miesięcy, ale po tym czasie zostanie wznowiona, warto więc trzymać rękę na pulsie.

Ponieważ dla kandydata sytuacja poszukiwania pracy w tak szybko zmieniających się warunkach może być bardzo trudna, warto, aby poszukał wsparcia wśród osób w podobnej sytuacji. Kontakt z ludźmi, którzy przeżywają to samo co on, pomoże mu pozbyć się nierealnych oczekiwań, a zamiast tego skłoni do poszukiwania pragmatycznych i skutecznych rozwiązań. Rzecz w tym, aby chwilowe poczucie bezradności przekuć w skuteczną sprzedaż swojej oferty na rynku pracy. Możliwe, że będzie to sprzedaż najtrudniejsza z możliwych, w dodatku na rynku, na którym panuje ogromna konkurencja. Ale właśnie dlatego warto cały czas pamiętać, że największe sukcesy odnoszą na nim osoby najbardziej zdeterminowane.

Voiceboty dla miękkiej windykacji

Nieregulowanie należności jest poważnym problemem – już 9 na 10 firm ma realne problemy z regulowaniem płatności przez kontrahentów. Windykacja jest obszarem biznesu zdominowanym przez konsultantów, wykonujących często mechaniczne połączenia z klientami. Problemem firm zatrudniających tych konsultantów są szybko rosnące płace, śrubujące koszty windykacji. Warto rozważyć wykorzystanie nowych technologii IT do, czasem nawet radykalnego, zmniejszenia kosztów tych działań.

Jak wskazuje badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, zrealizowane przez Krajowy Rejestr Długów we współpracy z Konferencją Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, w drugim kwartale br. firmy w Polsce na zapłatę faktury musiały czekać średnio ponad 4 miesiące, a prawie 90% ma problemy z nieterminowymi wpłatami ze strony swoich klientów. Niestety, strategie windykacji należności w centrach kontaktowych pozostają skomplikowane i nieefektywne. Niewłaściwe zarządzanie kanałami komunikacji, niska optymalizacja procesów i brak jednolitej wizji interakcji wpływają na proces egzekwowania zaległych należności.

Rosnące koszty windykacji – teraz można temu przeciwdziałać

Windykacja to szerokie pojęcie i można wydzielić kilka jej etapów – wstępna, sądowa, egzekucyjna. Oczywiste jest, że najlepiej wszelkie negocjacje z niewypłacalnym klientem zakończyć na pierwszym etapie – powstrzyma to generowanie następnych niepotrzebnych kosztów związanych z rozprawami sądowymi oraz usługami profesjonalnej firmy windykacyjnej. Jednak pierwsze, polubowne negocjacje, zwane także miękką windykacją, również odbijają się na budżecie firmy, ponieważ zajmują się nimi konsultanci wewnętrzni, którzy w danym czasie mogliby wykorzystać swoje kompetencje do innych działań. Jak więc nie dopuścić do jeszcze większych strat finansowych?

Każdy etap ściągania płatności wiąże się z ponoszeniem przez firmę kosztów, jednak wydatek ten można znacząco zmniejszyć dzięki automatyzacji procesów. Windykacja miękka to wszelkie sposoby, które zmierzają do polubownego załatwienia sprawy – przypomnienia o terminach płatności, ostrzeżenia o konsekwencjach np. w postaci wpisu do publicznego rejestru dłużników. Każdy przedsiębiorca-profesjonalista, który dostarcza swoje produkty lub usługi terminowo, ma prawo upominać się o równie terminowe spłaty należności. Firmom pomogą w tym Wirtualni Asystenci – Voiceboty InteliWISE działające w oparciu o algorytmy sztucznej inteligencji (AI), które obdzwonią klientów firmy i poinformują ich o aktualnym stanie płatności.

Odzyskiwanie długów mniejszymi kosztami – roboty w windykacji

Firmy mogą teraz oprzeć się na zaufanych, innowacyjnych technologiach związanych z automatyzacją, zaawansowaną analizą i sztuczną inteligencją. Pomogą one przekształcić aktualne, nieefektywne modele biznesowe i stworzyć nowe strategie – koncentrując się na lojalności klientów i przewidywaniu ryzykownych zachowań. A wszystko to pozwala zapobiegać eskalacji długów do następnych etapów. Dzisiaj klienci, zwłaszcza reprezentujący młodsze pokolenia, nie chcą już dostawać listów informujących o zaległych płatnościach, które często nawet nie doczekają się przeczytania. Oczekują krótkiej wiadomość opisującej stan faktyczny.

Voicebot może wzmocnić skuteczność zespołu windykatorów

Nie należy się łudzić. Zaległości w spłatach i długi to drażliwy temat i nie można liczyć, iż w najbliższych latach waga problemu zelżeje, bądź pojawi się magiczne technologie, które go rozwiążą. Tym niemniej, pojawiają się technologie, jak voiceboty, które po prostu mogą odciążyć zespół od powtarzalnych czynności. Niewiele osób otwarcie przyznaje się do problemu, nie wspominając już o omawianiu kwestii finansowych z nieznajomymi.  Dlatego nieraz próba podjęcia rozmowy telefonicznej z dłużnikiem kończy się niepowodzeniem. A niestety  zaplanowanie i wykonanie połączenia kosztuje czas i pieniądze firmy windykującej. Wesprzeć zespół przy pokonaniu barier komunikacyjnych może zapewnić Wirtualny Asystent. Jak pokazują ostatnie badania Survey Monkey i Drift, tylko 38% konsumentów rzeczywiście chce rozmawiać z człowiekiem podczas kontaktów z firmą.

Miękka windykacja – zadanie częściowo do zautomatyzowania

Voicebot może wstępnie obdzwonić klientów z przypomnieniem o zbliżających się płatnościach lub informacją o tych zaległych. Kontrahenci preferują taką samoobsługę, jest bowiem mniej inwazyjna niż szczera rozmowa z realnym reprezentantem firmy. A w bardzo wielu przypadkach wystarczy po prostu przypomnieć o płatności, bo jej brak wynika raczej z krótkiej pamięci, niż ze złych intencji. Voicebot InteliWISE poinformuje klienta o jego fakturach czy płatnościach, w sytuacji bardziej złożonych problemów – przekieruje do specjalisty w Call Center. Wirtualny Asystent może pracować w wydłużonych godzinach pracy bez potrzeby zwiększania budżetu na kadry, znacznie obniża więc koszty w porównaniu z zatrudnieniem dodatkowego agenta. Wykorzystanie automatyzacji w kontaktach z klientami to również skuteczna forma dyscyplinowania kontrahentów i pokazania się jako profesjonalna firma, która liczy na równie profesjonalne relacje w biznesie.

Voicebot wspiera zarówno własne działy windykacji, jak i outsourcing firm obsługujących długi

Strategie firm co do windykacji są zróżnicowane – jedne tworzą własne działy, inne zlecają firmom zewnętrznym, realizując tzw. outsourcing. W obu modelach rosnące płace a zmniejszająca się podaż pracowników i zaostrzające się regulacje stwarzają coraz większe wyzwania dla branży windykacyjnej. Wykorzystanie kanału cyfrowego i wdrożenie AI do windykacji mają kluczowe znaczenie dla sprostania tym wymaganiom. Voiceboty i Wirtualni Asystenci zwiększą wydajność istniejących strategii i są szansą dla firm na lepsze wyniki w zakresie egzekwowania płatności – więc również niższe koszty działów własnych, bądź wyższe marże outsourcerów.

Pracownik liczy na więcej

Pakiety medyczne, sportowe, ubezpieczenie na życie oraz elastyczne formy zatrudnienia  – jak czytamy w raporcie „Rynek pracy pod lupą”, liczba benefitów oferowanych pracownikom z roku na rok rośnie. Pracodawcy, chcąc konkurować o najlepszych specjalistów na rynku, muszą dostosować swoje oferty do zmieniających się trendów, wychodząc poza ramy dotychczasowych działań rekrutacyjnych.

Podczas, gdy jeszcze w roku 2015 lista bonusów pojawiających się w ogłoszeniach o pracę składała się średnio z 4,5 pozycji, obecnie jest to aż 6,6 – podaje  w swoich najnowszych badaniach, przeprowadzonych na bazie 500 ogłoszeń o pracę, Grant Thornton[1]. Sytuacja pracodawców jest trudna i dynamiczna, a wynika między innymi z tzw. „rynku pracownika”. Obecnie już niemal 60 proc. polskich firm podkreśla, że brak wykwalifikowanych pracowników stanowi znaczącą barierę w rozwoju przedsiębiorstwa. – Chcąc nie tylko pozyskać, ale też zatrzymać wartościowego pracownika, firmy muszą obecnie bardzo się postarać. Poza wynagrodzeniem, znaczenie zyskują świadczenia pozapłacowe, które stanowią ważny wskaźnik wpływający na przyjęcie oferty pracy – mówi Stephane Tikhomiroff, dyrektor generalny Perfetti Van Melle Polska.

Zmiany na liście potrzeb

Czego oczekują pracownicy? Przede wszystkim wyjścia poza klasyczne warunki zatrudnienia, gdzie głównym czynnikiem wyboru pracy było wynagrodzenie i rozwinięcia oferty benefitów. Jak pokazują badania, w porównaniu do roku 2015, obecnie aż 25 proc. więcej kandydatów zwraca uwagę na oferowane przez pracodawcę pakiety opieki medycznej, a 22 proc. na karty i programy sportowe. Pracownicy wciąż chętniej reagują także na ogłoszenia, w których oferowane jest zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę. Kandydaci doceniają, bardziej niż przed dwoma laty, również lekcje języków obcych (z 7 na 12 proc), możliwość pracy zdalnej oraz… darmowe owoce w biurze (oba benefity zyskały aż po 8 punktów procentowych). Jednocześnie, spośród analizowanych dodatków – spadek, chociaż jedynie o dwa punkty procentowe, zanotowało znaczenie oferowanych przez firmę szkoleń czy możliwość korzystania z samochodu służbowego.

Podstawy bez zmian

Obecna sytuacja na rynku pracy, zmusza pracodawców do ponownego przyjrzenia się także wymaganiom stawianym wobec kandydatów oraz weryfikacji niektórych, dotychczas niemal obowiązkowych, zapisów w ogłoszeniach. Co to oznacza w praktyce? Podczas, gdy kiedyś lista warunków stawianych przez kandydatami była dłuższa – dziś staje się lepiej dopasowana do konkretnych, oferowanych stanowisk. Znaczenie tracą zapisy takie jak m.in. obsługa podstawowych programów komputerowych. Nacisk kładzie się na to, co naprawdę jest ważne na danym stanowisku, a więc np. na znajomość języków czy rzeczywiste umiejętności. Mniej istotne stają się aspekty, w które pracownika można szybko wdrożyć. Co ciekawe, pracodawcy sięgają częściej po młode talenty, szkoląc je już na stanowisku lub decydują się na przyjęcie osoby z doświadczeniem, lecz bez kierunkowego wykształcenia.

Przedsiębiorcy chcący zgromadzić w swoich szeregach najlepszych specjalistów, powinni zwracać uwagę na zmieniające się potrzeby pracowników i odpowiadać na nie już na etapie tworzenia ogłoszeń o pracę. Pozwoli to nie tylko na usprawnienie procesu rekrutacji, ale również pomoże w budowaniu stabilnego, silnego zespołu.

[1] https://grantthornton.pl/publikacja/pracodawcy-obnizaja-wymagania-wobec-kandydatow/

Konstruktywne zwodzenie

Postępy w rozmowach handlowych USA-Chiny są coraz trudniejsze do oszacowania z powodu sprzecznych sygnałów wysyłanych przez Waszyngton i Pekin. Rynki chcą pozostać przy nadziejach, co też czyni je bardziej wrażliwymi na każdy strzępek informacji. Jednocześnie reakcje na zaskakujące zwroty akcje są przytłumione, a zmienność niska. Jakby się już nikomu nie chciało.

Jest zdumiewające, jak pomimo braku rozstrzygnięć w porozumieniu Pierwszej Fazy indeksy rynku akcji potrafią notować nowe szczyty, a wskaźniki sentymentu ulegać poprawie. Pozbawione konkretów zapewnienia, że rozmowy trwają i są „konstruktywne” (przekaz po weekendowej rozmowie telefonicznej Pekin-Waszyngton) zdają się wlewać więcej optymizmu niż sugestie, że porozumienie może nie dojść do skutku (wczorajszy raport CNBC na podstawie źródła z Pekinu). Rynek dodaje +1 i -1 i otrzymuje wartość większą od zera. Kredyt zaufania kiedyś się jednak musi skończyć. Kiedy? Terminem granicznym wydaje się 15 grudnia. To wtedy w życie mają wejść dodatkowe cła na towary importowane z Chin. Pekin robi wszystko, by do tego nie doszło, ale administracja Białego Domu zdaje się nieugięta. Ale jeśli rząd Chin nie dostanie nic korzystnego w ramach umowy Pierwszej Fazy, czemu miałby się zgadzać na cokolwiek. Mimo wszystko wciąż jest szansa na porozumienie i póki ta nadzieja żyje, żyje i rynkowy optymizm.

Z perspektywy rynku FX obecne warunki nie są ani silnym argumentem za rajdem ryzykownych aktywów, ani za ucieczką w bezpieczne przystanie. Nie dają impulsu do niczego i poza wstępną reakcją algorytmów na pojawiające się w serwisach informacyjnych nagłówki, nie widać większych zmian. EUR/USD, USD/JPY i AUD/USD praktycznie stoją w miejscu. Podobne wnioski można wysnuć z zachowania walut rynków wschodzących, choć tutaj akurat niezdecydowanie bardziej szkodzi niż pomaga – EUR/PLN wrócił ponad 4,29. W najbliższym czasie albo zostaniemy zaskoczeni informacją o zakończeniu negocjacji i podpisaniu porozumienia, albo będzie trzeba poczekać na solidny impuls fundamentalny. To drugiej jednak nie wcześniej jak od indeksów PMI w piątek.

GBP/USD zdołał utrzymać zyski z poweekendowego wystrzału w reakcji na rosnące poparcie dla Partii Konserwatywnej. Dziś przywódca torysów Boris Johnson i lider Partii Pracy Jeremy Corbyn staną do debaty telewizyjnej (21:00). Jakkolwiek to, co zostanie powiedziane podczas debaty nie może mieć natychmiastowego przełożenia na rynki finansowe, interesującym będzie, jak debatę odbiorą wyborcy i przetasowania w sondażach już znajdą odbicie w notowaniach funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zmiany klimatu kosztują

Adaptacja do zmian klimatycznych (ang. climate change adaptation) to termin powstały w odpowiedzi na trwające obecnie zjawiska, które znacząco wpływają na środowisko. W praktyce proces ten i wynikające z niego działania to koszt w wysokości setek milionów dolarów. Czy to duża kwota? Odpowiadając na to pytanie należy odnieść ją do możliwych strat w poszczególnych obszarach,  do których doprowadzi zmiana klimatu. Jednym z przykładów jest masowa eksterminacja owadów, z którą mamy obecnie do czynienia. Pełnią one funkcję naturalnych zapylaczy, dzięki czemu jesteśmy w stanie produkować żywność roślinną. Badania mówią, że obecnie ich liczba zmniejszyła się już nawet o 10-40 proc. Dramatyczny wynik potwierdziły tegoroczne niemieckie badania, dotyczące Europy. W takiej sytuacji pojawia się widmo potencjalnego kryzysu żywnościowego.

– Jeśli globalne wymieranie owadów będzie postępować tak dynamicznie, straty dla samego rolnictwa wyniosą 200-550 miliardów dolarów rocznie – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady Global Compact Network Poland. – Kryzys został oddalony w latach 60. XX wieku, kiedy upowszechniono masową produkcję żywności. Teraz będziemy zmagać się z zaburzeniami temperatur i kryzysem wodnym. W takiej sytuacji technologia nie będzie ratunkiem. Susza nie pozwoli zebrać plonów. W tym celu stosuje się GMO (ang. genetically modified organism), czyli żywność modyfikowaną. W ten sposób można generować uprawy odporne na wysokie temperatury. W Polsce jednak z roku na rok rośnie problem suszy rolniczej. Straty dla sektora i odszkodowania dla rolników opiewają na wysokie kwoty. W zależności od rozległości zjawiska to od 1,5 do 3-4 miliardów złotych. Rok 2019 zapowiada się rekordowo. Susza dotknęła większości województw w centralnej i południowo-zachodniej Polsce. Wyjątkiem pozostają jedynie Kujawy, Mazury i Pomorze Zachodnie. Sytuacja ta będzie miała swoje konsekwencje w odszkodowaniach rolniczych, jak i w cenach żywności. Podwójnie odczują to więc Polacy w swoich portfelach. Z jednej strony pieniądze podatników pokryją należne rekompensaty, a do tego ci sami podatnicy zapłacą więcej za jedzenie – wskazał Wyszkowski.

Regionalne rynki powierzchni biurowych depczą Warszawie po piętach

Dobra koniunktura na rynku powierzchni biurowych utrzymuje się od dłuższego czasu, a jej beneficjentami stają się rynki regionalne. Co prawda na koniec września br. całkowita ilość nowoczesnej powierzchni biurowej w stolicy wciąż przewyższała tę z ośmiu największych rynków regionalnych, ale eksperci BNP Paribas Real Estate Poland prognozują, że już w 2020 r. miasta regionalne mogą dogonić pod tym względem stolicę.

Zdaniem autorów raportu At a glance, Regionalne rynki biurowe, Q3 2019, już w przyszłym roku łączne zasoby biurowe ośmiu głównych miast regionalnych mogą zrównać się z dominującym rynkiem warszawskim. Różnica w wolumenie podaży znacząco się zmniejszyła w trzech pierwszych kwartałach br., kiedy to na ośmiu głównych rynkach regionalnych oddano do użytku 314,8 tys. m kw. Dla porównania, w tym samym czasie rynek stołeczny wzbogacił się „tylko” o 142,3 tys. m kw.

Wrocław na stałej wznoszącej

Biorąc pod lupę tylko III kwartał br., najszybciej rozwijającym się rynkiem był Wrocław, który powiększył istniejącą już powierzchnię biurową aż o 43 400 tys. m kw., co stanowiło 60% całej nowej podaży w tym okresie.

Tomasz Skrzypek, Starszy Konsultant, BNP Paribas Real Estate Poland
Tomasz Skrzypek, Starszy Konsultant, BNP Paribas Real Estate Poland

Duże wzrosty na tym rynku to efekt otwartego w sierpniu, położonego w pobliżu placu Dominikańskiego biurowca Nowy Targ (19 400 m kw.). Nowy obiekt powstał na miejscu wyburzonych, pochodzących z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku biurowców Naviga i Navicentrum – Tomasz Skrzypek, Starszy Konsultant, BNP Paribas Real Estate Poland

Drugim, znaczącym „zastrzykiem” nowej powierzchni biurowej dla stolicy Dolnego Śląska był Carbon Tower (17 000 m kw.) – szklana wieża licząca 15 pięter, będąca obecnie drugim najwyższym biurowcem we Wrocławiu.

Kraków co prawda nie dostarczył w III kwartale br. żadnego nowego obiektu biurowego, niemniej w skali całego roku rynek ten przoduje pod względem wolumenu nowej podaży. Wszystko za sprawą ukończenia aż 12 budynków o łącznej powierzchni 90 tys. m kw. Intensywnie rozwijał się również Poznań, gdzie oddano do użytku pięć budynków w ramach kompleksu Poznań Business Garden o łącznej powierzchni 46 000 m kw. oraz pierwszy budynek kompleksu Nowy Rynek.

Najwięcej nowych biur powstanie w Trójmieście

Aktualnie na rynkach regionalnych powstaje 80 nowych obiektów, których ukończenie planowane jest do końca 2021 roku. Łączny wolumen budowanej powierzchni biurowej wynosi ok. 867 000 m kw. Pod względem wielkości zasobów w realizacji na koniec września br. prym wiodło Trójmiasto (200,8 tys. m kw.), które nieznacznie wyprzedziło Kraków oraz Wrocław. Wszystkie trzy łącznie odpowiadają za 2/3 całej, aktualnie budowanej powierzchni biurowej w ośmiu głównych miastach regionalnych.

Najemcy zainteresowani Krakowem

Szymon Dołęga, Konsultant, Dział Analiz i Badań Rynkowych, BNP Paribas Real Estate Poland
Szymon Dołęga, Konsultant, Dział Analiz i Badań Rynkowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Popyt na powierzchnię biurową w 2019 r. wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. W okresie styczeń – wrzesień br. na samych rynkach regionalnych osiągnął on wynik 514 900 m kw., a wyłączając renegocjacje – 337 300 m kw.

Największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszył się Kraków, odpowiadając za blisko połowę (45%) całkowitego popytu netto na rynkach regionalnych. Wysokim udziałem mogą pochwalić się również: Trójmiasto (14%), Wrocław (13%) oraz Katowice (11%). Rosnące znaczenie rynków regionalnych to m. in. efekt atrakcyjnych, w stosunku do rynku warszawskiego, stawek czynszu, które w zależności od regionu wahały się od 13 do 15,5 euro w przypadku najbardziej prestiżowych obiektów – Szymon Dołęga, Konsultant, Dział Analiz i Badań Rynkowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Co istotne, aż w pięciu miastach regionalnych (Szczecin, Łódź, Katowice, Kraków oraz Wrocław) ponad 60% powierzchni objętych umowami najmu dotyczyło powierzchni w budynkach znajdujących się jeszcze w fazie budowy (tzw. pre-let). Najaktywniej swoje zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe zaspokajały firmy z sektora bankowo-inwestycyjnego oraz IT. Miasta regionalne wciąż są chętnie wybierane również przez operatorów sektorów BPO / SSC.

Pustostany na stabilnym poziomie

Przez cały rok wskaźnik pustostanów utrzymywał się na podobnym poziomie. Na koniec września odsetek niewynajętej powierzchni wyniósł 9,1%, czyli o 0,3 p. proc. mniej niż w II kwartale br. oraz o 0,6 p. proc. mniej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Niewielki wzrost udziału powierzchni niewynajętej odnotowano w Szczecinie, Wrocławiu oraz Katowicach. Z kolei Lublin w odniesieniu do analogicznego okresu ubiegłego roku odnotował spadek stopy pustostanów aż o 9,1 p. proc. Najniższy poziom powierzchni niewynajętej zarejestrowano w Trójmieście, gdzie bez najemcy pozostaje jedynie 4,8% istniejącej powierzchni.

Pożyczka z poręczycielem – kiedy możemy po nią sięgnąć?

Brak zdolności kredytowej często oznacza brak możliwości wnioskowania o pożyczkę. Na rynku dostępne są jednak pożyczki z żyrantem. Kto może nim zostać? Dowolna osoba, która nie posiada zadłużeń wobec innych podmiotów i otrzymuje stały dochód. Jakie są prawa i obowiązki żyranta?

Pożyczka z poręczycielem – dla kogo?

Pozytywna zdolność kredytowa to jeden z warunków ubiegania się o kredyt czy pożyczkę. Jeśli nasza sytuacja finansowa wygląda niekorzystnie, istnieje ryzyko, że nie otrzymamy dodatkowych pieniędzy. W ofercie pożyczkodawców istnieje jednak pożyczka z poręczycielem. Czym jest i kto może z niej skorzystać? Pożyczka z żyrantem to zobowiązanie dla osób, których ocena ryzyka kredytowego jest wysoka. Jeśli pożyczkodawca stwierdzi, że nasz dochód jest zbyt niski, aby spłacić z niego pożyczkę, będzie wymagał wskazania osoby, która w razie naszej niewypłacalności, zrobi to za nas. Nasza niewypłacalność może być spowodowana:

  • utratą pracy;
  • tymczasową niezdolnością do niej;
  • a nawet śmiercią.

Pamiętajmy, że nie każda firma pożyczkowa oferuje pożyczkę z poręczycielem. Np. w Ratado.pl żyrant nie jest wymagany, a nasze możliwości finansowe oceniane są na podstawie analizy zebranych o nas danych. Nawet jeśli nasze możliwości spłaty zobowiązania są niskie, otrzymamy pieniądze. Kwota zobowiązania zostanie maksymalnie dopasowana do naszego budżetu.

Pożyczka z żyrantem online – warunki

Wnioskowanie o kredyt z poręczycielem może odbywać się z domu. Aby złożyć wniosek o pożyczkę z żyrantem, wystarczy wejść na stronę internetową pożyczkodawcy, następnie:

  • wypełnić wniosek wpisując w nim dane z dowodu osobistego;
  • wskazać interesującą nas kwotę zobowiązania;
  • wskazać osobę, która poręcza naszą wypłacalność;
  • przesłać wniosek do rozpatrzenia;
  • oczekiwać na decyzję pożyczkową.

Pamiętajmy, aby wybrać pożyczkę, której RRSO, czyli rzeczywista roczna stopa oprocentowania, jest niewielka. Dzięki temu koszty naszego zobowiązania nie będą duże. Wnioskowanie o pożyczkę z poręczycielem, wiąże się z dopełnieniem takich samych formalności, jak przy aplikowaniu o tradycyjną pożyczkę online. Należy mieć ukończone minimum 18 lat i otrzymywać stały dochód. Ponadto należy wskazać adres zamieszkania, numer PESEL, a także numer telefonu komórkowego.

Żyrant – prawa i obowiązki

Ubieganie się o pożyczkę z poręczycielem nie jest trudne. Możemy mieć jednak problem z wyborem żyranta. Kto powinien nim zostać? Najlepiej, aby poręczyciel:

  • nie zalegał z płatnościami;
  • nie miał zajęcia komorniczego.

Poręczyciel może mieć swoje zobowiązania finansowe. Wpłynie to jednak na wysokość przyznanej nam pożyczki. Żyrantem może zostać dowolna osoba (nie musi być ona z nami spokrewniona). Ważne, aby otrzymywała ona stały dochód i była z nami w kontakcie. Jakie prawa i obowiązki ma żyrant? Do praw poręczyciela należy:

  • natychmiastowy kontakt w sprawie zaległości powstałych na koncie pożyczkobiorcy;
  • możliwość sprawdzenia statusu spłaty poręczonego zobowiązania;
  • możliwość kontaktu z pożyczkodawcą.

Należy jednak pamiętać, że poręczenie pożyczki wiąże się z pewnymi obowiązkami. Osoba, która decyduje się zostać żyrantem, bierze na siebie odpowiedzialność. Będzie musiała spłacić za nas pożyczkę, gdy nie będziemy w stanie wykonać tego samodzielnie. Co więcej, regulacja zadłużenia musi odbyć się na zasadach zawartych w umowie zobowiązania.

Kiedy żyrant nie musi spłacać kredytu?

Żyrant nie tylko powinien znać swoje prawa i obowiązki, ale również sytuację, w której jest zwolniony ze spłaty poręczonego zadłużenia. Kiedy żyrant nie musi spłacać kredytu? Przede wszystkim wtedy, gdy pożyczkobiorca reguluje na czas swoje zobowiązanie. Spłata zadłużenia może okazać się łatwiejsza, jeśli poręczona pożyczka zostanie dodatkowo ubezpieczona. W takiej sytuacji zadłużenie zostanie spłacone z pieniędzy przeznaczonych na ten cel.

Czy żyrant może się wycofać?

Poręczyciel odpowiada za spłatę pożyczki w takim samym stopniu, jak pożyczkobiorca. Może się jednak wycofać z poręczenia. Możliwe jest to jednak pod warunkiem, że główny dłużnik spłaca na czas raty zobowiązania. Jeśli jest zupełnie inaczej, tzn. występują opóźnienia w spłacie pożyczki, automatycznie tracimy szansę na rezygnację z poręczenia. Jeśli gwarant chce zrezygnować z własnej woli, musi złożyć stosowny wniosek do instytucji, w której żyruje pożyczkę. Jeśli firma pożyczkowa wyrazi zgodę na wycofanie się z poręczenia, pożyczkobiorca będzie musiał wybrać inne zabezpieczenie swojej pożyczki.

Europejska gospodarka nadal będzie spowalniać. Najbliższe miesiące pokażą, w jakim stopniu odbije się to na wzroście polskiego PKB

Europejska gospodarka nadal będzie spowalniać. Najbliższe miesiące pokażą, w jakim stopniu odbije się to na wzroście polskiego PKB 1

Gospodarka europejska hamuje i w najbliższych kwartałach będzie mieć problemy z utrzymaniem dodatniego wzrostu gospodarczego – prognozują analitycy BGK. Głównymi winowajcami są Chiny, których gospodarkę coraz bardziej obciążają napięcia handlowe oraz problemy branży motoryzacyjnej. Te dwa czynniki dotkliwie odczuwają zwłaszcza Niemcy. Pogarszająca się kondycja niemieckiej gospodarki jest głównym źródłem spowolnienia w strefie euro, co przekłada się też na tempo wzrostu polskiego PKB. Najbliższe miesiące pokażą, na ile krajowa gospodarka jest odporna na negatywne impulsy z zewnątrz.

– Twarde dane makroekonomiczne ze strefy euro są obecnie najgorsze od kilku lat. Wskazują na stagnację wzrostu gospodarczego w strefie euro, głównie ze względu na recesyjne odczyty niemieckiej gospodarki. Ta bowiem jest najbardziej wrażliwa na spowolnienie gospodarcze w Chinach i zmniejszenie popytu Państwa Środka na niemieckie dobra inwestycyjne. Ponadto, strefie euro szkodzą problemy branży motoryzacyjnej, wyniki sektora automotive są zatrważająco słabe – mówi Piotr Dmitrowski z Biura Badań i Analiz Banku Gospodarstwa Krajowego.

W III kwartale tego roku wzrost PKB w strefie euro wyniósł 1,1 proc. rdr. (wobec 1,2 proc. w II kw.) oraz 0,2 proc. kdk. (wobec 0,2 proc. w II kw.) Niższa aktywność europejskiej gospodarki to efekt spadku popytu z Chin i rynków międzynarodowych. Chiński wzrost gospodarczy w coraz większym stopniu obciążają napięcia w relacjach handlowych z USA. W październiku produkcja przemysłowa Chin wzrosła o 4,7 proc. rdr., a sprzedaż detaliczna o 7,2 proc. rdr. To jedne z najsłabszych wyników w okresie ostatnich dwóch dekad. Odczyty te wskazują na kontynuację hamowania tempa wzrostu PKB w Państwie Środka. Tym samym zagrożony będzie tegoroczny wzrost chińskiego PKB na poziomie 6,0–6,5 proc. – wskazują analitycy BGK.Słabo prezentują się dane o chińskiej wymianie handlowej – zwłaszcza spadek importu, co będzie się negatywnie odbijać na gospodarkach najważniejszych partnerów handlowych Państwa Środka.

Drugi czynnik zwalniający europejską gospodarkę to problemy w przemyśle samochodowym. Sektor boryka się ze spadkiem eksportu i zmianami regulacyjnymi w zakresie ochrony środowiska, a problemy szczególnie mocno odczuwa branża motoryzacyjna w Niemczech. To właśnie niemiecki przemysł który od III kwartałów notuje wyraźne spadki produkcji i jest źródłem pogorszenia danych ze strefy euro. Na razie gospodarce niemieckiej udało się uniknąć technicznej recesji – okresu dwóch kwartałów z rzędu ujemnej dynamiki w ujęciu kdk. W III kwartale PKB Niemiec wzrósł o 0,1 proc. kdk., po spadku o 0,2 proc. kdk. w II kwartale.

– Pogorszenie koniunktury w strefie euro wynika w pierwszej kolejności z czynników globalnych. Osłabieniu ulega tempo wzrostu gospodarczego w Chinach, w efekcie maleje popyt na europejskie produkty w Państwie Środka. Bardzo wrażliwa jest na to przede wszystkim gospodarka niemiecka, która jest głównym producentem dóbr inwestycyjnych na świecie. To z kolei przekłada się na kondycję całej Europy – mówi Piotr Dmitrowski.

Analitycy BGK wskazują, że strefa euro będzie mieć w nadchodzącym czasie problemy z utrzymaniem dodatniego wzrostu gospodarczego, a najbliższe kwartały przyniosą stagnacyjne odczyty.

– Wiele będzie zależeć od polityki fiskalnej i tego, czy deficyty budżetowe w krajach Eurolandu będą zwiększane, a tym samym pobudzany będzie popyt wewnętrzny w tych krajach – mówi Piotr Dmitrowski.

W kolejnych rundach prognostycznych Komisji Europejskiej – początkowo sceptycznej wobec ekspansji fiskalnej – widać stopniowe łagodzenie podejścia i zakładanie zwiększania deficytów w obliczu spowolnienia – zauważają ekonomiści BGK. Analitycy banku wskazują również, że konserwatywne podejście do polityki fiskalnej, stanowiące bazę polityki antykryzysowej w Europie po roku 2008, może odejść w zapomnienie. W pierwszej połowie roku Europejski Bank Centralny wstrzymywał się z podejmowaniem luzowania monetarnego, ale już w III kwartale br. postanowił dokonać redukcji stóp oraz zrestartować pakiety luzowania ilościowego. Stopa depozytowa została obniżona do -0,5 proc. z -0,4 proc. Kolejnej decyzji o obniżce stóp mnożna się spodziewać w styczniu (już po zmianie w fotelu szefa EBC – prezesa Mario Draghiego zastąpi Christine Lagarde). Od listopada EBC od nowa uruchamia też program zakupu aktywów o wartości 20 mld euro miesięcznie.

– Spowolnienie w strefie euro skutkuje luzowaniem polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny i jest to ważny wymiar dla Rady Polityki Pieniężnej. W efekcie nawet przy rosnącej inflacji nie należy oczekiwać podwyżek stóp procentowych. Po drugie, luzowanie polityki w strefie euro będzie skutkować osłabieniem euro wobec innych walut bazowych, np. franka szwajcarskiego. W efekcie przy względnie stabilnej relacji euro do złotego wciąż na wysokim poziomie będzie się kształtować relacja franka szwajcarskiego do złotego. Ponadto luzowanie polityki w strefie euro będzie czynnikiem sprzyjającym wycenie polskiego długu – mówi Piotr Dmitrowski z Biura Badań i Analiz Banku Gospodarstwa Krajowego.

Produkt Krajowy Brutto w III kwartale 2019 roku wzrósł o 3,9 proc. rdr. wobec wzrostu na poziomie 4,6 proc. rdr. w II kw. 2019 r., po korekcie z 4,5 proc. Według prognozy BGK wzrost gospodarczy w Polsce w bieżącym roku ukształtuje się na poziomie 4,2–4,3 proc., natomiast w przyszłym roku wyniesie 3,7 proc. Spowolnienie będzie w głównej mierze efektem osłabienia kontrybucji eksportu netto ze względu na pogorszenie wyników niemieckiej gospodarki i całej strefy euro. Jednakże ze względu na dobre nastroje gospodarstw domowych wciąż na wysokim poziomie będzie kształtować się dynamika konsumpcji.

W ocenie analityków BGK za dobrymi nastrojami gospodarstw domowych stoi po pierwsze kondycja rynku pracy. Silny wzrost wynagrodzeń będący efektem połączenia niedoborów rynku pracy (najniższy od 1989 roku poziom stopy bezrobocia) ze stabilnym popytem na prace. Bezpieczeństwo zatrudnienia jest ważnym wymiarem zwiększającym skłonność do dokonywania zakupów. Po drugie konsumpcję stymuluje polityka fiskalna związana z programami socjalnymi, czyli rozszerzenie 500+ czy 13 emerytura.

Centralny Rejestr Beneficjentów Bezpośrednich ma pomóc walczyć z praniem brudnych pieniędzy. Za brak wpisu grozi kara miliona złotych

Co roku suma wypranych pieniędzy w skali globalnej może sięgać 2–5 proc PKB, czyli nawet 2 bln dol. W Polsce według różnych szacunków skalę problemu ocenia się na nieco ponad 1 proc. PKB. Utworzenie Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych ma zapobiegać zarówno praniu brudnych pieniędzy, jak i zmniejszyć ryzyko terroryzmu. Wszystkie polskie spółki handlowe mają obowiązek zgłosić do 13 kwietnia 2020 roku informacje o swoich tzw. beneficjentach rzeczywistych. Nowo powstające spółki mają na to 7 dni od zarejestrowania w KRS. Kary za spóźnienie sięgną miliona złotych.

 Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych jest internetowym systemem, w którym można sprawdzić, kto w danej spółce jest osobą decyzyjną, mówiąc w dużym uproszczeniu. Jest to narzędzie, które od 13 października obowiązuje w polskim porządku prawnym, ma ono z założenia przeciwdziałać praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Dubicki, partner w Kancelarii Dubicki i Wspólnicy.

Zgodnie z prawem wszystkie polskie spółki handlowe muszą tu zgłosić informacje o swoich tzw. beneficjentach rzeczywistych, czyli osobach, które rzeczywiście sprawują kontrolę nad firmami. Docelowo znajdą się tu dane 450 tys. spółek.

– Obowiązek wpisu do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych dotyczy wszystkich podmiotów gospodarczych funkcjonujących w Polsce. Dotyczy to spółek jawnych, komandytowych, komandytowo-akcyjnych, spółek z o.o. i spółek akcyjnych, chyba że są to spółki giełdowe. Ich ten obowiązek nie dotyczy – wymienia Łukasz Dubicki.

Jednym z głównych zadań CRBR jest przeciwdziałanie praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. W rejestrze znajdują się bowiem  informacje o osobach, które wpływają na kluczowe decyzje w spółkach, nawet jeżeli teoretycznie znajdują się poza wieloszczeblową strukturą korporacyjną.

 Rejestr został zrobiony po to, żeby w cieniu rozwiązań korporacyjnych nie mogły ukrywać się osoby fizyczne, czyli żeby było wiadomo po sprawdzeniu w takim rejestrze, kto jest w danej spółce decydentem, kto podejmuje kluczowe decyzje, kto ma wpływ na funkcjonowanie tej spółki. Dodatkowo w CRBR będą gromadzone też dane osób upoważnionych do reprezentowania spółki – tłumaczy partner w Kancelarii Dubicki i Wspólnicy.

Biuro Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości szacuje, że suma pieniędzy wypranych rocznie w skali globalnej wynosi 2–5 proc. światowego PKB, czyli nawet ok. 2 bln dol. W Polsce, jak wskazuje „Krajowa Ocena Ryzyka” opracowana przez Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, skalę problemu ocenia się na nieco ponad 1 proc. PKB. Według GIIF na najwyższy poziom ryzyka narażone są transakcje z użyciem rachunków bankowych, gdzie można ukryć dane rzeczywistych zleceniodawców. Niemal 66 proc. postępowań wszczętych przez GIIF w 2018 roku dotyczyło właśnie podejrzanych transakcji z wykorzystaniem rachunków bankowych. W ten sposób pieniądze najczęściej trafiały do Hongkongu (ok. 10,3 mld zł). To więcej niż wyniosła wymiana handlowa z tym krajem w 2017 roku. Rejestr pozwoli ukrócić ten proceder.

 Podmioty, które zostały zarejestrowane przed dniem 13 października 2019 roku, mają czas na wpis do 13 kwietnia przyszłego roku. Natomiast nowo powstające spółki mają obowiązek zrobić takie zgłoszenie w terminie 7 dni od zarejestrowania w Krajowym Rejestrze Sądowym. Również zmiany danych spółek będą musiały być uwidaczniane w CRBR i na to też jest 7-dniowy termin – mówi Łukasz Dubicki.

Nowy rejestr to efekt dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie zapobiegania wykorzystywaniu systemu finansowego do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu. Jak podkreśla ustawodawca, zgłoszenie beneficjentów do CRBR jest łatwe i zajmuje mało czasu, jednak kary za brak wpisu mogą być kosztowne.

– Firmie, która nie wpisała się do rejestru na czas, grozi kara do 1 mln zł. Jest to dosyć wysoka kara, biorąc pod uwagę fakt, że obowiązkiem wpisu do CRBR objęty jest bardzo szeroki katalog firm. Jest to podyktowane powagą materii, którą reguluje ta ustawa. Działanie i przeciwdziałanie terroryzmowi oraz zapobieganie praniu pieniędzy w systemach finansowych jest wartością mocno chronioną – mówi Łukasz Dubicki.

Trzykrotna zdobywczyni nagrody Emmy: Coraz więcej kobiet zajmuje stanowiska kierownicze. Także w Polsce mają dobre perspektywy

– Dziś coraz większa uwaga skupiona jest na kobietach i to jest wspaniałe – mówi Rita Cosby, amerykańska dziennikarka, która relacjonowała huragan Katrina, wojnę w Afganistanie, przeprowadzała wywiady z Jaserem Arafatem czy Slobodanem Miloševiciem. Choć jest jeszcze wiele barier do pokonania, kobiety częściej zajmują najważniejsze stanowiska w firmach i w polityce. Dziennikarka podkreśla, że niebawem możemy doczekać się pierwszej kobiety na stanowisku prezydenta USA. – Sukcesy kobiet dają przykład i motywacje kolejnym kobietom, a wzajemne wsparcie buduje silną więź na całe życie – podkreśla dziennikarka.

– Obecne czasy są niesamowite dla kobiet. Dziś coraz większa uwaga skupiona jest na kobietach i to jest wspaniałe. Zajmują one stanowiska kierownicze w tak wielu różnych organizacjach. W pewnych obszarach wciąż jednak mamy wiele do zrobienia, żeby pokonać pozostałe bariery – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rita Cosby, amerykańska dziennikarka, trzykrotnie uhonorowana nagrodą Emmy.

Jak ocenia, sytuacja kobiet na rynku pracy w kilku ostatnich dekadach uległa znaczącej poprawie. Potwierdzają to również dane przytaczane przez PwC, z których wynika, że w krajach zrzeszonych w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) udział kobiet aktywnych zawodowo wzrósł już do 69 proc. Gdyby jednak wszystkim krajom OECD udało się podnieść poziom zatrudnienia kobiet do tego notowanego w Szwecji (81 proc.), PKB całej grupy mógłby wzrosnąć w długiej perspektywie nawet o 6 bln dol. („Women in Work Index” 2019).

Dziennikarka podkreśla też, że kobiety w drodze do sukcesu muszą się przede wszystkim wspierać nawzajem m.in. poprzez mentoring. Istotne też, żeby kobiety były solidarne, doceniały wzajemnie swoje osiągnięcia.

– Kobiety, a zwłaszcza te, które osiągnęły sukces, powinny się interesować innymi kobietami, wspierać je i pomagać, pokazując im potencjał pracy zespołowej i to, że mogą liczyć na wsparcie innych kobiet. To bardzo ważne, ponieważ kobiety często mają bardzo podobne doświadczenia i są pewne rzeczy, które możemy przekazać naszym koleżankom. Kobiety i mężczyźni często stawiają czoła innego rodzaju wyzwaniom w życiu zawodowym, inaczej podchodzą do pewnych kwestii. Więź, jaka wytwarza się między kobietami, które udzielają sobie wsparcia, jest czymś naprawdę wyjątkowym –podkreśla Rita Cosby.

W Stanach Zjednoczonych przejawem zmian jest większa liczba kobiet zasiadających w Kongresie i na stanowiskach menedżerskich czołowych spółek. Jednocześnie trzeba nadal wzmacniać przedsiębiorczość kobiet i pracować nad zwiększeniem ich udziału w zarządach i radach nadzorczych firm.

– W Stanach Zjednoczonych liczba kobiet zasiadających w Kongresie jest większa niż kiedykolwiek, więcej kobiet zostaje dyrektorami generalnymi, obejmuje stanowiska kierownicze nawet w koncernach samochodowych, czego przykładem jest Mary Barra [dyrektor generalna General Motors – red.] czy Nikki Haley, która była ambasadorem USA w ONZ. Zyskałyśmy niesamowite wzory do naśladowania. Perspektywy dla kobiet na całym świecie są bardzo obiecujące, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce, co widać na różnych płaszczyznach – mówi Rita Cosby.

Jak podkreśla, po raz pierwszy w historii tak wiele kobiet w Stanach Zjednoczonych ma szanse na objęcie najwyższego stanowiska w państwie.

– Kobiety mają wysokie notowania w wyścigu o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych i mają realną szansę na nominację kandydacką. Podobną sytuację mieliśmy w przypadku Hilary Clinton, a teraz sytuacja może się powtórzyć. Nie ma dla mnie większego znaczenia, z jakiego obozu wywodziłaby się taka kandydatka – Demokratów, Republikanów czy niezależnych. Ważne jest to, że coraz więcej kobiet może brać udział w tak istotnych wydarzeniach. Zbliżają się czasy – może już podczas tych wyborów – gdy kobiety będą odgrywały w nich kluczową rolę – zapowiada amerykańska dziennikarka.

Rita Cosby, trzykrotnie uhonorowana nagrodą Emmy, jest córką powstańca warszawskiego Ryszarda Kossobudzkiego. Jako pierwsza dziennikarka dotarła do więźniów w Guantánamo, przeprowadzała wywiady m.in. z Jaserem Arafatem i Slobodanem Miloševiciem. Prowadziła programy autorskie, relacjonowała też huragany Katrina i Rita oraz wojnę w Afganistanie. Jest blisko związana z amerykańską Polonią, aktywnie promuje Polskę i polską historię w środowisku amerykańskim.

Właśnie za „wybitne zasługi w popularyzowaniu wiedzy o polskiej historii i za osiągnięcia w pracy dziennikarskiej” została 11 listopada odznaczona przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. W stolicy amerykańska dziennikarka spotkała się również z mieszkańcami wieżowca Złota 44, zlokalizowanego w ścisłym centrum miasta i – jak podkreśliła – jest on jednym z symboli nowoczesnej Warszawy.

– Jako córka powstańca warszawskiego mogę powiedzieć, że gdy mój ojciec stąd wyjeżdżał, Warszawa była w ruinie. Nie został żaden budynek, na którym wojna nie odcisnęłaby piętna zniszczenia, na który nie spadła bomba, który nie popadł w ruinę. A teraz, po upływie kilku dekad, jesteśmy w pięknym, luksusowym budynku Złota 44 w samym sercu Warszawy. W budynku, który śmiało mógłby konkurować i przyćmić wiele luksusowych apartamentowców na całym świecie. Jego piękno uosabia sukces Warszawy, która odrodziła się jak feniks z popiołów i jest symbolem sukcesu, na który świat może spoglądać z podziwem – mówi Rita Cosby.

1,5 mln dzieci w Polsce mieszka w tzw. chorych domach. Źle ogrzewane, zawilgocone i niedoświetlone budynki mają olbrzymi wpływ na ich zdrowie

Wilgoć, niska temperatura, brak światła i nadmierny hałas to cztery główne czynniki ryzyka istniejące w tzw. chorych domach. Dzieci, które mieszkają w złych warunkach, a jest ich ok. 1,5 miliona, ponadczterokrotnie częściej cierpią na astmę, alergie, kaszel, świszczący oddech czy atopowe zapalenie skóry. Na takie dolegliwości bardziej niż mieszkańcy bloków narażone są dzieci przebywające w domach jednorodzinnych na obszarach podmiejskich, bo większość takich budynków jest nieodpowiednio ogrzewana i niedoświetlona – wynika z V edycji raportu „Barometr zdrowych domów”, który powstał z inicjatywy Grupy VELUX.

– W budynkach spędzamy 90 proc. naszego czasu. Dzisiejsze pokolenia nazywa się nawet „Indoor Generation”. Dyskutujemy bardzo wiele o skażeniu środowiska, smogu, o tym, co na zewnątrz budynków, i to są bardzo ważne tematy, ale zapominamy, że największy wpływ na nasze życie, zdrowie i kondycję mają warunki, w jakich mieszkamy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

W Polsce aż 1,5 mln dzieci mieszka w domach, których stan techniczny może wywierać negatywny wpływ na ich zdrowie i zdolności uczenia się. W całej Europie problem dotyka 26 mln, czyli co trzeciego dziecka – wynika z najnowszego raportu „Barometr zdrowych domów” opracowanego przez instytut RAND Europe na zlecenie Grupy VELUX we współpracy m.in. z Global Compact Network Poland oraz Instytutem Matki i Dziecka.

Dziś jedna czwarta zgonów dzieci przed 5. rokiem życia jest spowodowana przez skażenie środowiska i powietrza, do którego budynki przyczyniają się w dużym stopniu. Dlatego autorzy raportu podkreślają, że poprawa stanu budynków i dekarbonizacja zasobów budowlanych jest kluczowa dla zdrowia obecnych i przyszłych pokoleń.

– Szacuje się, że dzieci spędzają nawet 20 godzin dziennie w zamkniętych pomieszczeniach, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. W związku z tym są narażone m.in. na nieprawidłową wentylację, zawilgocenie, nieodpowiednią ilość światła dziennego czy zbyt niską temperaturę. To wszystko może prowadzić do różnych dolegliwości. Zgłasza je nawet 30 proc. dzieci mieszkających w tzw. chorych budynkach. Dlatego tak ważne są starania zmierzające do modernizacji budownictwa – podkreśla dr n. med. Alicja Karney, kierownik Oddziału Hospitalizacji Jednego Dnia w Instytucie Matki i Dziecka.

Wilgoć, brak światła, niska temperatura i nadmierny hałas to według raportu cztery czynniki, które mają największy wpływ na stan zdrowia mieszkańców. U dzieci mieszkających w domach dotkniętych jednym z tych czterech czynników prawdopodobieństwo wystąpienia problemów zdrowotnych jest o 1,7 razy wyższe. Dzieci narażone na wszystkie te cztery czynniki zmagają się z problemami zdrowotnymi ponad 4 razy częściej. Cierpią m.in. na atopowe zapalenie skóry, kaszel, świszczący oddech, alergię czy astmę, na którą już w tej chwili w Polsce choruje prawie 26 proc. dzieci. Te problemy ze zdrowiem nie ustępują po okresie dzieciństwa i utrzymują się również w dorosłym życiu.

– Od wielu lat podnosimy problem tego, że dzieci żyją w tzw. chorych budynkach. Przebywanie w nich wiąże się z różnymi dolegliwościami i jest szczególnie niebezpieczne dla dzieci małych, do 5–7 roku życia, które nie mają jeszcze w pełni wykształconego układu odpornościowego – mówi dr Alicja Karney.

Raport pokazuje, że dzieci mieszkające w domach jednorodzinnych na obszarach podmiejskich są bardziej narażone na problemy zdrowotne w porównaniu ze swoimi rówieśnikami mieszkającymi w blokach. Wynika to z faktu, że większość budynków jednorodzinnych jest nieodpowiednio ogrzewana i niedoświetlona.

– Połowa polskiego społeczeństwa mieszka w domach jednorodzinnych. Te stanowią ilościowo 9 razy większą grupę niż budynki wielorodzinne i do tej pory nie zostały szeroko objęte programami termomodernizacyjnymi, w związku z czym są bardzo zaniedbane. 70 proc. budynków jednorodzinnych w Polsce jest ogrzewanych przy pomocy nieefektywnych systemów grzewczych, często węglowych, przez co są źródłem niskiej emisji i głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Polsce – podkreśla Jacek Siwiński. – Dzieci są najbardziej narażone na wpływ negatywnych warunków życia. Mówiąc o dzieciach i ich sytuacji w związku z warunkami mieszkaniowym chcemy wywołać debatę wokół renowacji budynków i warunków mieszkaniowych polskich rodzin oraz ich skutków dla zdrowia i gospodarki.

Opracowany na zlecenie Grupy VELUX „Barometr zdrowych domów” zwraca też uwagę na wpływ zanieczyszczonego powietrza na zdrowie dzieci. Według WHO na liście 50 miast w Europie z najbardziej skażonym powietrzem, aż 36 znajduje się w Polsce. Badania potwierdziły, że u jednej czwartej dzieci, które umierają przed ukończeniem 5 roku życia, zgon spowodowany był pośrednio lub bezpośrednio przez skażone środowisko, w którym żyły.

– Dzieci cierpią najbardziej z powodu niskiej jakości powietrza, bo są niższe, a największe stężenie pyłów zawieszonych jest do 1,5 metra wysokości. Im wyżej, tym te cząstki PM2,5 czy PM10 są bardziej rozrzedzone w powietrzu. Wyprowadzenie małego dziecka w wózku na spacer w okresie smogowym naraża je na wyższe stężenia niż w przypadku osoby dorosłej – tłumaczy Kamil Wyszkowski, prezes zarządu Global Compact Network Poland. – Po drugie, przedszkola i szkoły to najczęściej parterowe albo jednopiętrowe budynki przy ruchliwej ulicy, gdzie znowu mamy największe stężenia substancji związanych z benzo(a)pirenem czy pyłów zawieszonych.

Według szacunków ekspertów przygotowujących raport poprawa warunków w domach i szkołach mogłaby zwiększyć europejskie PKB o ponad 300 mld euro, a w przypadku Polski – o około 60 mld zł do 2060 roku. Wynika to z poprawy stanu zdrowia dzieci, a tym samym mniejszej liczby dni ich nieobecności w szkole, a rodziców w pracy, a także wyższej produktywności obydwu grup.

– Okazuje się, że korzyści z poprawy warunków życia, z programów renowacyjnych, ambitnego podejścia do programów typu „Czyste powietrze” są daleko większe niż tylko spadające koszty zużycia energii czy redukcja emisji dwutlenku węgla. Korzyści po stronie zdrowia, wydajności, zdolności uczenia się będą miały dużo większe znaczenie niż tylko dzisiejszy rachunek za energię – dodaje prezes VELUX Polska.

Coraz więcej start-upów działa w branży rolno-spożywczej. Z ich rozwiązań chętnie korzystają najwięksi producenci żywności

Branża rolno-spożywcza przyciąga coraz więcej start-upów. Rolnictwo potrzebuje rozwiązań, które zastąpią pracę człowieka, czy efektywnych i możliwie najbardziej naturalnych środków, np. ochrony roślin. Innowacyjne firmy w tych obszarach szukają dla siebie nisz, specjalizując się np. w produkcji glonów, żywności na bazie owadów i efektywnych upraw. Inne z kolei oferują nowe sposoby dystrybucji produktów spożywczych. Z ich nowatorskich pomysłów coraz częściej chcą korzystać najwięksi gracze na rynku, m.in. sieci handlowe czy producenci żywności – ocenia Marcin Woźniak, prezes funduszu VC AgriTech Hub.

 W przyszłości będzie coraz więcej start-upów działających w branży spożywczej. Wynika to ze zmieniających się nawyków konsumenckich i chęci prowadzenia zdrowego stylu życia. W związku z tym zmiana na rynku jest potrzebna, a jej najlepszym driverem są właśnie start-upy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Woźniak, prezes funduszu venture capital AgriTech Hub, specjalizującego się w branży agro- i foodtechowej.

Według raportu Five Seasons Ventures i Dealroom.co w ostatnich latach w branży foodtech na całym świecie powstało 35 jednorożców, czyli start-upów z wyceną przekraczającą 1 mld dol., a ich łączna wartość to 169 mld euro. Na europejskim rynku działa ich dziewięć i są one warte 30 mld euro.

 Szukamy ciekawych, innowacyjnych rozwiązań. Takich projektów na rynku polskim jest bardzo dużo, jest z czego wybierać – tłumaczy Marcin Woźniak. –Jednym z obszarów, na jaki zwracamy uwagę, są alternatywne źródła białka, czyli białko pochodzące nie tylko z roślin, lecz także z owadów. Tradycyjna produkcja, czyli w oparciu o mięso zwierząt, jest nieekologiczna i robi się passé. W tym kontekście alternatywne rozwiązania stają się coraz bardziej atrakcyjne.

Jednym z przykładów start-upu wykorzystującego te tendencje jest amerykański Impossible Foods. Firma tworzy roślinne hamburgery wytwarzane z leghemoglobiny sojowej, w smaku do złudzenia przypominające mięsnego burgera.

– Inne obszary inwestycyjne, które nas interesują, to m.in. rozwiązania e-commerce czy marketplace dla różnego rodzaju produktów spożywczych – wskazuje ekspert podczas Forum Rynku Spożywczego i Handlu. – Niezwykle obiecująco wygląda również sektor związany z dystrybucją żywności. Jednym z takich projektów jest np. firma, która tworzy nowy kanał dystrybucji bezpośrednio w korporacjach. Jednocześnie system ten umożliwia zbieranie szczegółowych danych o użytkownikach.

To właśnie w obszarze e-commerce i dostaw żywności działa najwięcej globalnych jednorożców. Są firmy, które np. sprzedają żywność z kończącym się terminem ważności, czy portale z ofertą wyłącznie ekologicznej żywności od lokalnych producentów. W większych miastach działają coolomaty, czyli paczkomaty na żywność.

Nie brakuje też start-upów rozwijających spożywczy druk 3D, np. Natural Machines czy Foodini Food. Robotyka spożywcza z kolei poprawia jakość produktów, zwiększa wydajność produkcji i zmniejsza wydatki. Przykładem może być Momentum Machines, który opracowuje w pełni autonomiczny bot-burger, przygotowujący burgera bez ingerencji człowieka.

 Na szczególną uwagę zasługuje zwiększające się zainteresowanie dużych producentów start-upami. To właśnie start-upy są źródłem innowacji. Często duże korporacje nie są tak szybkie i elastyczne w kreowaniu własnych rozwiązań. Łatwiejsze jest zainwestowanie w zewnętrzny start-up czy współpraca na zasadzie odsprzedaży niż tworzenie własnych nowych produktów  – podkreśla Woźniak.

Segmentem agro- i foodtech coraz częściej interesują się także inwestorzy. Raport Five Seasons Ventures i Dealroom.co wskazuje, że w latach 2013–2018 fundusze venture capital w Europie zainwestowały 6,5 mld euro w ten obszar.

– Inwestorzy dosyć chętnie inwestują w start-upy z branży spożywczej. Związane to jest z trendem zmian konsumenckich, więc dla funduszy inwestycje w ten segment dają możliwość uzyskania atrakcyjnego zwrotu – podkreśla Marcin Woźniak.

Fundusz VC AgriTech Hub zainwestował np. 1,5 mln zł w Plantalux i nowoczesne lampy imitujące światło słoneczne do szklarni. Blisko milion złotych otrzymała z kolei Usarya Polska i jej maszyna do odkamieniania pól uprawnych Husarya. Pojawiają się pierwsze akceleratory dla innowacyjnych firm z branży rolno-spożywczej.

Baterie mogą być całkowicie ekologiczne. Przyszłością są ładowarki wydłużające czas ich pracy

Można już kupić biodegradowalne naczynia i sztućce, głośniki bluetooth wykonane z korka, a plastikowe butelki służą już do produkcji butów. Ekologiczne mogą być także baterie – trwają prace nad stworzeniem baterii białkowej, w Kanadzie pojawiły się zaś baterie bez rtęci, kadmu czy ołowiu. Innym rozwiązaniem może być zastąpienie baterii tymi wielokrotnie ładowanymi. Wprowadzenie technologii litowo-polimerowej do baterii sprawia, że ładują się szybko, a znacznie dłużej działają. GP Batteries nie tylko można ładować, lecz także zamiast plastiku opakowanie jest całkowicie wykonane z papieru.

– Jeśli możemy daną baterię naładować wielokrotnie, jest to korzystne dla naszego portfela i środowiska. Przeprowadziliśmy badania, z których wynika, że możliwość czterokrotnego naładowania baterii jest już korzystniejsze dla środowiska niż użycie baterii alkalicznych, nawet uwzględniając koszt zakupu ładowarki – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jan Vis z GP Batteries.

Na rynku pojawia się coraz więcej ekologicznych zamienników rzeczy codziennego użytku, Plastikowe butelki zebrane z plaż, wyłowione z mórz i oceanów służą np. jako materiał do produkcji butów czy zabawek dla dzieci. Zamiast plastikowych naczyń można kupić te całkowicie biodegradowalne. Aby oszczędzać papier, można natomiast kupić zeszyty wielokrotnego użytku. Ekologiczne stają się też baterie.

W Kanadzie można np. kupić baterie bez rtęci, kadmu, ołowiu i litu, bezpieczne dla środowiska, które nie emitują związków zubożających warstwę ozonową. Amerykańscy naukowcy pracują z kolei nad białkową baterią, która mogłaby zastąpić tę litowo-jonową. Innym rozwiązaniem mogą być baterie do wielokrotnego ładowania, np. jedno opakowanie akumulatorów Pale Blue może zastąpić nawet 4 tys. baterii alkalicznych.

Małe akumulatory można już ładować dzięki wykorzystaniu tarcia między dwoma materiałami, w przyszłości baterie mogłyby być też ładowane przez zielone źródła energii – wiatr, słońce czy wodę. Już teraz telefony można ładować światłem słonecznym, problemem jeszcze jest ich krótki czas działania, jednak już wkrótce ma się to zmienić.

– Obserwujemy coraz szersze wykorzystanie ładowania bezprzewodowego, więc można będzie je w przyszłości zastosować w przypadku baterii standardowych i baterii mniejszych rozmiarów. Wiemy, że stanie się to przedmiotem prawa europejskiego. Prace nad tym już trwają i oczekujemy, że zakończą się w niedalekiej przyszłości – ocenia Jan Vis.

Bezprzewodowe ładowanie akumulatora wykorzystuje pole indukcyjne lub magnetyczne. Ładowarki działają coraz szybciej, a w ten sposób naładowane baterie działają zdecydowanie dłużej – np. dzięki technologii LiPo Pale Blue ładują się pięciokrotnie szybciej niż konwencjonalne akumulatory i wytrzymują dwukrotnie więcej ładowań.

Jak zauważa Jan Vis, zmieniają się nie tylko baterie i akumulatory, lecz także ich produkcja czy stosowane opakowania.

– GP Batteries od dawna zmagała się z problemem plastikowych opakowań. Mieliśmy opakowanie w całości wykonane z plastiku, potem wymyśliliśmy naszą narrację na rzecz środowiska, a sprzedawcy detaliczni i konsumenci mówili: „Tak, ale opakowanie jest z plastiku”. Obecnie wprowadziliśmy opakowanie w całości wykonane z papieru i jesteśmy w rzeczywistości pierwszym producentem baterii podejmującym podobne działania – zaznacza Jan Vis.

Powstają już protezy kończyn wspierane przez sztuczną inteligencję. W Polsce będzie produkowana bioniczna ręka kontrolowana za pomocą mózgu

Tylko w Stanach Zjednoczonych żyje ponad 2 mln osób bez którejś z kończyn. Szacuje się, że na całym świecie takich osób jest ponad 10 mln. Szansą dla osób po amputacji kończyn są bioniczne protezy, które są coraz bardziej zaawansowane technologicznie. Naukowcy z Uniwersytetu Utah opracowali skomputeryzowaną protezę nogi wspieraną przez sztuczną inteligencję, dzięki której ruchy sztucznej kończyny są zbliżone do tej naturalnej. Także w Polsce będą już wkrótce produkowane bioniczne ręce, kontrolowane za pomocą mózgu.

W samych Stanach Zjednoczonych żyje ponad 2 mln osób bez którejś z kończyn (dane Amputee Coalition), a na całym świecie takich osób może być ponad 10 mln. Protezy bioniczne są ogromną szansą na samodzielne funkcjonowanie dla osób, które straciły kończynę. Sterowanie tego typu protezami odbywa się poprzez wykorzystanie impulsów przekazywanych przez mózg. Fale mózgowe powstające w wyniku aktywowania konkretnych obszarów mózgu przetwarzane są przez czujniki, które interpretują ich rodzaj, a następnie dają impuls do określonego ruchu. Działanie bionicznych protez coraz częściej wspierane jest przez algorytmy sztucznej inteligencji.

– „Zeus” ma być protezą kończyny górnej dla osób, które straciły dłoń. Działa na zasadzie przekazywania sygnałów nerwowych do mięśni, jak dłoń robota, która pomaga w codziennych czynnościach. „Zeus” może wykonywać ruchy dzięki sygnałom mięśniowym. Wykorzystując tę protezę, osoby po amputacji mogą zarówno otworzyć sztuczną dłoń, jak i ją zamknąć. Dzięki tej protezie mogą również wykonywać różnego rodzaju chwyty, jak np. zwykłe chwytanie ręką, z użyciem kciuka mogą chwycić mały przedmiot trzema palcami – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Dhruv Agrawal z firmy Aether Biomedical.

Naukowcy z Uniwersytetu w Utah w USA opracowali natomiast skomputeryzowaną bioniczną nogę. „Lenzi” wykorzystuje specjalnie zaprojektowane czujniki siły i momentu obrotowego, a także akcelerometry i żyroskopy, które pomagają określić pozycję nogi w przestrzeni. Czujniki te są podłączone do procesora komputerowego, który rozpoznaje otoczenie i określa rytmiczne ruchy użytkownika, długość kroku i prędkość chodzenia. Na podstawie tych danych zasila w czasie rzeczywistym silniki w stawach, pomagając tym samym w chodzeniu, wstawaniu, wchodzeniu po schodach lub manewrowaniu wokół przeszkód.

Proteza bioniczna „Zeus” opracowywana przez Aether Biomedical będzie produkowana w Polsce.

– Naszą działalność zapoczątkowaliśmy w Indiach, ale przenieśliśmy się do Polski, stworzyliśmy  zespół, pozyskaliśmy finansowanie i dzisiaj jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Naszym partnerem jest jeden z największych dystrybutorów protez w Polsce – twierdzi Dhruv Agrawal.

Według analityków z Research and Markets rynek zaawansowanych technologicznie protez i egzoszkieletów był w 2018 roku wyceniany na kwotę 2,11 mld dol. Do 2024 roku ma być wart 3,82 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu przekroczy 10 proc.

W sklepach zostawiamy coraz więcej pieniędzy, a jednak w branży handlowej liczba bankrutów wzrosła o 37 proc.

W sklepach zostawiamy coraz więcej pieniędzy, a jednak w branży handlowej liczba bankrutów wzrosła o 37 proc.

Wydawać się może, że branży handlowej powinno powodzić się coraz lepiej. Mamy rekordowo niskie bezrobocie, a wynagrodzenia rosną w tempie 7 proc. rocznie. Jako konsumenci mamy więcej pieniędzy do wydania i to robimy.

Jednak wzrost wynagrodzeń, to jednocześnie problem dla handlu, a w sklepach coraz bardziej brakuje pracowników. Problemów jest więcej, do nich należą opóźnione płatności.

– W handlu te opóźnienia wzrosły najbardziej bo aż 3-krotnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – To wzrost z 15 do 44 dni opóźnienia w porównaniu do wymaganego w umowach terminu.

Jak wynika z analiz Coface liczba upadłości i restrukturyzacji w handlu wzrosła o 37 proc.

– Wprowadzenie podatku handlowego jeszcze dodatkowo pogorszy sytuację w tej branży – komentuje ekspert.

2 mld zł – tyle potrzeba, aby zablokować wzrost cen energii

Czy ceny energii elektrycznej dla osób indywidualnych nie wzrosną? Zapowiedział to wprawdzie wicepremier Jacek Sasin. Jednak rząd ma na to tylko tygodni, a koszty dla budżetu państwa będą bardzo wysokie.

– Gdyby rząd chciał powtórzyć sytuację z tego roku, to tylko na dopłaty do gospodarstw domowych musiałby przeznaczyć blisko 2 mld zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapieice.pl.

Tegoroczne dopłaty były finansowane w dużej mierze z jednorazowych przychodów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2.

– Takich pieniędzy w takiej kwocie już nie będzie w przyszłorocznym budżecie państwa, a gdyby rząd chciał zablokować wzrost cen energii dla biznesu, to koszty dla budżetu byłyby kilkakrotnie wyższe – komentuje ekspert.

Tym bardziej wątpliwa staje się też obietnica, że po raz pierwszy Polska będzie miała budżet bez deficytu. Nie wiadomo też czy rządowi uda się zlikwidować ustawowe zapisy o ograniczeniu składek na ZUS do 30-krotności średniego wynagrodzenia, co pogorszyłoby i tak złą kondycję ZUS, doprowadzając też w przyszłości do bardzo dużych nierówności w wysokości emerytur.

Przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii przełamią impas ws. brexitu

Brytyjski funt jest najdroższy od ponad pół roku. To optymistyczna reakcja inwestorów, którzy spodziewają się, że ostateczna data Brexitu jest już dużo bardziej prawdopodobna.

12 grudnia w Wielkiej Brytanii zorganizowane zostaną wcześniejsze wybory parlamentarne, które mają już swojego faworyta. I dotychczasowy impas wokół Brexitu zostanie przełamany.

– Według sondaży najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, że wygra Partia Konserwatywna i odzyska większość parlamentarną – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I najpóźniej z końcem stycznia 2020 r. Wielka Brytania rzeczywiście wyjdzie UE.

Funt kosztuje ponad 5 zł, to najwyższy jego kurs od pół roku, a najniższy wynosił 4,67 zł.

Stopy zwrotów na polskim rynku mieszkaniowym znacznie powyżej poziomu Europy Zachodniej

Eksperci Trei Real Estate, Catella Residential Investment Management i Wüest Partner Deutschland przeanalizowali polski rynek nieruchomości mieszkaniowych.

W Polsce rozwija się sektor najmu instytucjonalnego

  • Od 2014 r. czynsze w polskich aglomeracjach wzrosły mniej więcej o jedną czwartą
  • Wskaźnik NIY dla inwestycji mieszkaniowych wynosi od 5% do 7%
  • Poziom IRR projektów deweloperskich jest dwa razy wyższy niż w Niemczech

Polski rynek mieszkaniowy staje się coraz bardziej atrakcyjny dla inwestorów instytucjonalnych. Podczas gdy większość zasobów mieszkaniowych pozostaje w rękach prywatnych właścicieli, coraz bardziej profesjonalny rynek najemców ewoluuje w wyniku wzmożonej aktywności deweloperskiej inwestorów instytucjonalnych w segmencie nowych projektów mieszkaniowych. Dotyczy to szczególnie Warszawy i głównych miast: Wrocławia, Gdańska, Katowic, Krakowa, Łodzi i Poznania. Stawki czynszów w tych miastach wzrosły średnio o około jedną czwartą od 2014 r. Trwająca urbanizacja i rosnący popyt pokrywają się z niewielką podażą gruntów pod zabudowę, co wciąż podnosi atrakcyjność nowoczesnych mieszkań w polskich aglomeracjach. To wnioski z piątkowej konferencji dotyczącej polskiego rynku mieszkaniowego “Poland’s Real Estate Market – Safe Bet or High-Risk Investment?”, podczas której eksperci z branży wymienili obserwacje i wskazali najważniejsze trendy dotyczące tego sektora.

Rosnące zapotrzebowanie na nowoczesne mieszkania

W wyniku prywatyzacji, będącej wynikiem zmian ustrojowych po 1989 roku, w Polsce wciąż obserwujemy wysoki wskaźnik mieszkań własnościowych.

Duża część zasobów mieszkaniowych pochodzi z czasów socjalistycznych i jest obecnie w złym stanie technicznym. Jednocześnie szacuje się, że w Polsce brakuje 1,5 miliona mieszkań. Dotyczy to zwłaszcza największych aglomeracji. Sytuację pogarsza postępująca urbanizacja i rosnący popyt na nowoczesne mieszkania, zwłaszcza w dużych polskich miastach. – Karsten Jungk, dyrektor zarządzający i partner Wüest Partner Deutschland

Jako potencjalne kierunki naszych inwestycji rozważamy przede wszystkim aglomeracje liczące ponad 250 000 mieszkańców, które są głównymi beneficjentami pozytywnego klimatu inwestycyjnego w Polsce. – Pepijn Morshuis, CEO Trei Real Estate

Duży popyt na mieszkania to rezultat rosnącej liczby mieszkańców, niskiej stopy bezrobocia wynoszącej obecnie ok. 5,1%, stabilnej stopy inflacji na poziomie ok. 1,7% oraz rosnących wynagrodzeń, które w latach 2010-2018 wzrosły o 42%. Pozytywne przemiany są przede wszystkim obserwowane w dużych polskich miastach, z bogatym zapleczem uniwersyteckim, rosnącą liczbą inwestorów z branży usług, którzy napędzają rynek biurowy. To wszystko zachęca młodych ludzi z mniejszych miejscowości do relokacji i przekłada się na rosnącą liczbę mieszkańców.

Analizując całkowite zasoby mieszkaniowe w Polsce, mieszkania na wynajem stanowią obecnie 4,5%, przy czym mniej niż 1% z nich należy do inwestorów instytucjonalnych. Ta sytuacja ilustruje duży potencjał wzrostu rynku profesjonalnych najemców. – Dariusz Węglicki, Country Manager Poland w Catella Residential Investment

Rosnące zapotrzebowanie na mieszkania znajduje odzwierciedlenie w aktywności deweloperów. W 2018 r. na rynek trafiło ok. 185 000 mieszkań, co oznacza wzrost o ok. 3,8 % rok do roku.

Jednak ostatnio znacząco zmalała dostępność działek pod budowę osiedli mieszkaniowych w obrębie polskich aglomeracji. Pomimo ogromnego popytu na mieszkania, ukończenie projektów w budowie nie będzie w stanie pokryć popytu w najbliższych latach. – Karsten Jungk, dyrektor zarządzający i partner Wüest Partner Deutschland

Zyski lepsze niż w Europie Zachodniej

Polski rynek nieruchomości mieszkaniowych oferuje atrakcyjne możliwości inwestycyjne, jeśli weźmie się pod uwagę niskie koszty budowy i ceny gruntów na tle ogromnego rosnącego popytu.

Grunty w Polsce są znacznie tańsze niż w Niemczech. W Warszawie, najdroższym polskim mieście, cena wynosi 450 euro za metr kwadratowy powierzchni brutto. W Poznaniu płacimy około 240 euro. Dla porównania: stawka bieżąca w Monachium wynosi od 8 000 do 10 000 euro za metr kwadratowy, a w Berlinie ta kwota oscyluje między 3 000, a 4 000 euro. Sam fakt, że niemieckie rozporządzenie o oszczędzaniu energii (EnEV) nie ma tutaj zastosowania, przekłada się na oszczędności kosztów budowy wynoszące ok. 300 do 400 euro za metr kwadratowy w porównaniu z Niemcami, dzięki czemu możliwe jest osiągnięcie nawet dwa razy wyższej wewnętrznej stopy zwrotu (IRR) przy projektach deweloperskich w Polsce. – Pepijn Morshuis, CEO Trei Real Estate

Sytuacja na rynku najmu mieszkań jest podobna.

W porównaniu z krajami Europy Zachodniej, w Polsce można wygenerować zyski z wynajmu (NIY), które są o 1,5 do 2 punktów procentowych wyższe i wynoszą średnio od 5 do 7 procent. – Dariusz Węglicki, Country Manager Poland w Catella Residential Investment

Obecne warunki rynkowe wskazują, że w Polsce – najbardziej zaludnionym kraju Europy Środkowo-Wschodniej, będą pojawiać się atrakcyjne inwestycje, chociaż inwestorzy zagraniczni powinni uważać na stabilność polityki tego kraju i jej konsekwencje dla gospodarki. – Karsten Jungk, dyrektor zarządzający i partner Wüest Partner Deutschland

Wykres 1: Stawki czynszów w największych miastach Polski

Stawki czynszów w największych miastach Polski
Źródło:Wüest Partner Deutschland, na podstawie danych immobilien-polen.de

Wykres 2: Trend cen sprzedaży mieszkań dla aglomeracji

Trend cen sprzedaży mieszkań dla aglomeracji
Źródło: Wüest Partner Deutschland, na podstawie danych Narodowego Banku Polskiego, 2019

Przewaga Torysów w sondażach korzystna dla funta

Miniony tydzień pokazał słabość amerykańskiej waluty. Wyjątkowo dobrze radził sobie natomiast funt brytyjski, któremu pomogły wieści dotyczące wyborów parlamentarnych planowanych na grudzień.

W minionym tygodniu dolar amerykański doświadczył osłabienia w relacji do głównych walut. Walucie nie pomógł brak przełomu w relacjach handlowych USA i Chin oraz poprawa w danych makroekonomicznych dla strefy euro.

Wśród walut G10 w ostatnich dniach najbardziej wyróżniał się jednak dolar nowozelandzki. W kontrze do decyzji niektórych innych istotnych banków centralnych, Bank Rezerwy Nowej Zelandii nie spełnił oczekiwań rynku i podczas ostatniego spotkania postanowił utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

Najgorzej radzącą sobie walutą w grupie G10 był natomiast dolar australijski – jego słabość wynikała najpewniej z zamykania długich pozycji na parze AUD/NZD. Co tyczy się walut rynków wschodzących, w zeszłym tygodniu mieliśmy do czynienia głównie z ich deprecjacją. Największe straty odnotowało chilijskie peso – walucie w ostatnim czasie ciążą obawy o sytuację polityczną.

W najbliższych dniach uwaga rynku powinna ponownie skupić się na odczytach ekonomicznych. Jednymi z istotniejszych publikacji w kalendarzu ekonomicznym w tym tygodniu będą odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI dla strefy euro. Poznamy je już w najbliższy piątek. Wyższą zmienność na rynku walutowym mogą powodować również publikacje w środę “minutek” z ostatniego spotkania decyzyjnego Rezerwy Federalnej, jak i ekwiwalent tego dokumentu dla analogicznego spotkania Europejskiego Banku Centralnego, który poznamy w ten czwartek.

PLN

Polski złoty w minionym tygodniu był stosunkowo słaby, jednak podobnie jak euro, był w stanie odrobić część lub wszystkie straty z początku tygodnia (w zależności od pary) w jego drugiej części.

Wstępne dane o dynamice polskiego PKB w poprzednim kwartale nie zostały odebrane pozytywnie przez większość obserwatorów rynku – skala ekspansji w ujęciu rocznym okazała się bowiem niższa od oczekiwań konsensusu i znalazła się na najniższym poziomie od niemal trzech lat. Jednak patrząc na dane odsezonowane można stwierdzić, że ekspansja gospodarki Polski cały czas pozostaje wysoka. Sytuacja gospodarcza Polski nie budzi naszych większych obaw.

Ten tydzień nie będzie aż tak interesujący jak poprzedni pod kątem kolejnych odczytów z Polski. Poznamy jednak najnowsze dane z polskiego rynku pracy i przemysłu. W tym tygodniu opublikowane zostaną również “minutki” z ostatniego spotkania decyzyjnego RPP.

GBP

Szereg publikacji makroekonomicznych dotyczących inflacji, wzrostu gospodarczego jak i sytuacji na rynku pracy w Wielkiej Brytanii, który ukazał się w ubiegłym tygodniu, przyniósł w większości przypadków wyniki zgodne z oczekiwaniami konsensusu albo wypadające nieco poniżej tychże oczekiwań. Mimo to w ostatnich dniach funt brytyjski umacniał się, i to dość gwałtownie. Niedawno opublikowane sondaże przed grudniowymi wyborami parlamentarnymi wskazują bowiem na spore prowadzenie Partii Konserwatywnej nad laburzystami. Przewagę torysów wspiera również decyzja ze strony Brexit Party (partii zwolenników Brexitu przewodzonej przez Nigela Farage’a) o wycofaniu własnych kandydatów z części okręgów, w których elektorat prawicowy mógłby być podzielony.

Doświadczenie z 2017 roku uczy nas, że Partia Pracy ma jeszcze sporo czasu na mobilizację i odebranie torysom części głosów. Na ten moment jednak najbardziej prawdopodobny scenariusz to wyraźna wygrana torysów w Izbie Gmin. W przypadku realizacji takiego scenariusza niedługo później powinniśmy oczekiwać akceptacji przez brytyjski parlament umowy regulującej kwestię Brexitu, która najpewniej nie będzie znacznie odbiegać od ostatniej wersji Withdrawal Agreement.

EUR

Zgodnie z ostatnim odczytem danych o dynamice PKB w poprzednim kwartale, Niemcy zdołały uniknąć technicznej recesji, wspierając ekspansję w strefie euro. Poprawa w danych makro dla bloku walutowego była pozytywna dla euro jak i innych europejskich walut – w zeszłym tygodniu lepsze od rynkowych oczekiwań okazały się również dane o produkcji przemysłowej.

Wygląda na to, że strefie euro uda się uniknąć recesji i powrócić do wyższego tempa wzrostu, czego oczekujemy. Wskaźniki aktywności biznesowej PMI które poznamy w piątek będą kluczową publikacją ekonomiczną tego tygodnia. Oczekujemy, że wyniki ankiet będą wskazywać na zauważalną poprawę sytuacji biznesu. Powinno to dodatkowo sprawić, że przestanie mówić się o potrzebie większego rozluźnienia polityki monetarnej ze strony EBC w najbliższym czasie. W przypadku realizacji takiego scenariusza, euro powinno zyskać w relacji do głównych walut.

USD

Ostatnie dane dla USA, które poznaliśmy nie miały równie pozytywnego wydźwięku jak te dla strefy euro. Należy jednak zaznaczyć, że póki co żaden z odczytów nie budzi naszych obaw co do trwałego spowolnienia wzrostu gospodarczego w USA.

W najbliższych dniach poznamy głównie drugorzędne dane ekonomiczne dla USA. W związku z tym uwaga inwestorów najpewniej skupi się na “minutkach” z ostatniego spotkania FOMC. Dokument ten może rzucić więcej światła na to, czy Fed w istocie zamierza wstrzymać się w najbliższej przyszłości ze zmianami w poziomie stóp procentowych, na co wskazują m.in. ostatnie wypowiedzi Jerome’a Powella przed Kongresem.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Polski rynek powierzchni handlowych – III kw. 2019 r.

Na koniec trzeciego kwartału 2019 r. całkowite zasoby powierzchni handlowej w Polsce przekroczyły 15 mln mkw. Analitycy Cushman & Wakefield wskazują, że w wyniku wysokiego nasycenia rynku centrów handlowych w dużych miastach, zainteresowanie deweloperów przesunęło się na mniej nasycone rynki mniejszych miejscowości, a także na inne formaty handlowe, takie jak na przykład obiekty wielofunkcyjne. Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield publikuje raport „MARKETBEAT – Polski rynek handlowy – III kw. 2019 r.”

  • Planowana wielkość podaży na koniec 2019 r. przy uwzględnieniu obiektów w budowie: ponad 400 000 mkw.;
  • Prawie jedna czwarta nowej tegorocznej podaży zasiliła najmniej nasycone rynki miast o populacji poniżej 100 000 mieszkańców;

Duże zainteresowanie polskim rynkiem handlowym ze strony międzynarodowych marek – na koniec III kw. 2019 r. dziesięć z nich zdecydowało się na ekspansję w Polsce.

Na koniec III kw. 2019 roku nowa podaż na rynku powierzchni handlowych wyniosła ok. 45 000 mkw. Deweloperzy zakończyli budowę dwóch obiektów – centrum handlowego Stara Ujeżdżalnia w Jarosławiu (25 000 mkw.) oraz parku handlowego N-Park (5 300 mkw.) we Wrocławiu. Pozostałą część podaży uzupełniły Centrum Janki, Galeria Słowiańska w Zgorzelcu czy Galeria Głowno w województwie łódzkim, gdzie zakończyły się rozbudowy istniejących centrów handlowych. W ramach obiektów convenience (poniżej 5 000 mkw.) na rynek trafiło ok. 20 000 mkw., m.in.: Atut Bełchatów, Vendo Park w Pułtusku i Ostrołęce, czy centrum handlowe przy ul. Młodzianowskiej w Radomiu.

W budowie pozostaje ponad 100 000 mkw. powierzchni handlowej z terminem otwarcia do końca bieżącego roku, w związku z czym planowana wielkość podaży na koniec 2019 r. wyniesie ponad 400 000 mkw. Deweloperzy kontynuują przebudowy lub modernizacje funkcjonujących obiektów, a w części z nich trwają już prace lub planowane jest zmniejszenie powierzchni hipermarketu spożywczego na rzecz większej galerii handlowej, wprowadzenie mniejszego operatora spożywczego (np. Tesco KEN Warszawa, Galeria Miodowa w Kluczborku) albo zmiana operatora spożywczego na market budowlany (np. Tesco Gdynia, Tesco Bydgoszcz).

W trzecim kwartale na polskim rynku handlowym swoje pierwsze sklepy otworzyły takie marki jak koreańska LG Brand Store i holenderska marka modowa 100Days Amsterdam w warszawskim Klifie, hiszpańska marka modowa La’Mona w Pasażu Łódzkim, Monki – samodzielna marka odzieżowa z Grupy H&M w krakowskiej Bonarce, a także dwie włoskie marki modowe Corneliani i Fabiana Filippi w budynku Ethos w Warszawie. W tym samym czasie dwie odzieżowe marki – Cubus i Forever 21 zdecydowały się wycofać z polskiego rynku.

Czynsze „prime” w najlepszych centrach handlowych pozostają stabilne, liderem pozostaje Warszawa, gdzie za lokale o powierzchni 100 mkw. w najlepszych centrach handlowych stawki wahają się w granicach 100-130 EUR/mkw./miesiąc, a na pozostałych rynkach utrzymują się na poziomie 35-50 EUR/mkw./miesiąc. Jednocześnie obserwujemy coraz większą presję na obniżenie czynszów w mniej popularnych centrach handlowych z mniej atrakcyjną ofertą lub gorszą lokalizacją.

– Najemcy coraz częściej podpisują umowy, w których wysokość czynszu uzależniona jest od wysokości obrotów, a także oczekują innych zachęt w postaci okresów bezczynszowych, krótszych okresów najmu, pokrycia części kosztów wykończenia i aranżacji wynajętej powierzchni, czy zamrażania kosztów eksploatacyjnych. Polaryzacja rynku będzie się z czasem pogłębiać wpływając na coraz większe różnice w średnich stawkach czynszu w poszczególnych obiektach – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield, autorka raportu.

W Polsce nadal będziemy obserwować dalszy rozwój wielokanałowej strategii sprzedaży ze sklepami internetowymi otwierającymi tradycyjne lokale handlowe oraz dużymi sieciami wzmacniającymi i doskonalącymi sprzedaż w kanale on-line.

– Coraz większe poczucie bezpieczeństwa, bezpłatne dostawy i stała poprawa jakości obsługi konsumentów pozytywnie wpływają na rozwój handlu internetowego w Polsce. Polacy cenią e-commerce dodatkowo za wygodę, duży wybór produktów i bardzo często konkurencyjne ceny. Najczęściej kupujemy w sieci sprzęt elektroniczny i artykuły gospodarstwa domowego oraz odzież i obuwie. W przypadku sprzedaży produktów spożywczych największym wyzwaniem wciąż pozostaje transport i dostarczenie produktów w jak najkrótszym czasie przy zachowaniu ich świeżości – dodaje Małgorzata Dziubińska.

Pokolenie C przyspiesza wdrażanie nowych technologii w obszarze nieruchomości

Obecna na polskim rynku zaledwie od kilku lat branża PropTech rozwija się coraz szybciej, wpisując się w postęp rewolucji cyfrowej. Na przyspieszenie wdrażania nowych technologii w obszarze nieruchomości coraz większy wpływ ma także nowe pokolenie, wchodzące obecnie na rynek pracy. Generacja C przy wyborze pracodawcy zwraca uwagę na innowacyjność miejsca zatrudnienia oraz dostępnych narzędzi. Pracodawcy, a tym samym właściciele i najemcy budynków komercyjnych, powinni nie tylko zaakceptować fakt, że technologia w miejscu pracy to już podstawa, ale także jak najszybciej wdrożyć najciekawsze rozwiązania.

Nowe technologie są dziś nieodłącznym elementem każdego biznesu, dlatego właściciele nieruchomości, którzy chcą wykorzystać potencjał młodych pracowników muszą sprostać ich oczekiwaniom. Pokolenie C, którego nazwa pochodzi od słów „connect, communicate, change”, dorastało w czasach nieograniczonego dostępu do Internetu i mediów, dlatego korzystanie z technologii jest dla nich czymś zupełnie naturalnym. Nowe pokolenie intensyfikuje potrzebę stosowania nowych technologii także w obszarze zarządzania nieruchomościami. Wiąże się to z potrzebą optymalizacji i automatyzacji wielu procesów i zadań, które dotychczas wykonywane były przez telefon, e-mail czy ręcznie. Generacja C myśli kategoriami przemiany technologicznej – dane są dla nich zawsze dostępne w chmurze, spotkania odbywają się poprzez wideokonferencje, a biuro często jest wirtualne. Wyjście naprzeciw oczekiwaniom generacji C to inwestycja w przyszłość i sposób na wyprzedzenie konkurencji, nie tylko w kontekście pozyskiwania nowych pracowników. Wdrożenie najnowszych rozwiązań to także podwyższenie klasyfikacji i standardu danej nieruchomości.

Czego konkretnie potrzebują budynki i ich przyszli pracownicy?

Systemy IT przeznaczone dla nieruchomości komercyjnych spełniają podwójną rolę – podwyższają ich standard (nawet do klasy A+) oraz sprawiają, że są pożądanym miejscem pracy dla nowego pokolenia.

– Od kilku lat widać jak rozwój i wdrażanie nowych technologii w obszarze nieruchomości w Polsce systematycznie przyspiesza. Jako pionier w dostarczaniu oprogramowania IT dla budynków komercyjnych i przemysłowych, obserwujemy szczególne zainteresowanie rozwiązaniami z obszarów Facility Software, Tenant Apps, Smart Security Systems i Visitor Management. Nasz flagowy produkt – platforma Singu FM została już wdrożona w ponad dziesięciu tysiącach budynków na świecie. To rozwiązanie, które usprawnia zarządzanie nieruchomościami, podnosi ich wartość, ale także wpływa na pozyskiwanie nowych pracowników – mówi Adam Penkala, Wiceprezes Zarządu Velis Real Estate Tech.

Korzyści dla każdego

Rozwiązania PropTech wykorzystują nowoczesne platformy oparte na chmurze, IoT, skanowaniu kodów QR, pracy dronów, a nawet wirtualnej rzeczywistości i sztucznej inteligencji. Połączenie tych narzędzi tworzy kompleksowe systemy, których wdrożenie przynosi profity widoczne na każdym szczeblu zarządzania nieruchomością.

Właściciele budynków oraz ich zarządcy, za pomocą jednej aplikacji mogą zarządzać portfelem nieruchomości na całym świecie, kontrolując tym samym wydatki i przychody oraz monitorując wszystkie procesy. Dla najemców szczególnie istotnym aspektem jest usprawnienie komunikacji wewnętrznej, która odbywa się za pomocą aplikacji mobilnej. Dzięki temu kontakt ze służbami technicznymi jest łatwiejszy, a co za tym idzie – zgłaszanie i naprawianie usterek w budynku odbywa się znacznie szybciej. Istnieje także możliwość pobierania istotnych dokumentów, instrukcji, czy regulaminów oraz śledzenia na bieżąco newsów z aktualnościami dotyczącymi obiektów. Dodatkowo, wszystkie kontakty do najważniejszych osób pracujących w obiekcie są  dostępne od ręki. – Nie mniej ważne są kwestie zbierania i dostępu do danych. Singu FM, wykorzystując IoT gromadzi dane, które są bezpiecznie przechowywane w chmurze. Dzięki temu możliwa jest automatyzacja i optymalizacja procesów, takich jak raportowanie czy zagospodarowanie przestrzeni – podkreśla Adam Penkala.

W przypadku pracowników technicznych i firm zewnętrznych nowe technologie oznaczają m.in. sprawniejszą likwidację usterek czy podwyższenie jakości ochrony. Dzięki wykorzystaniu beaconów, tagów NFC czy QR kodów, możliwy jest bezpośredni kontakt z odpowiednimi osobami i tym samym niezwłoczne zgłaszanie nieprawidłowości. Ważne dane, takie jak sposoby konserwacji, instrukcje bezpieczeństwa, plany ewakuacyjne, a także listy kontrolne i protokoły są przechowywane w chmurze i dostępne od ręki na urządzeniach mobilnych.

Dzięki automatyzacji większości procesów maleją koszty operacyjne, a efektywność pracowników rośnie. Budynki komercyjne i przemysłowe, w których zaimplementowano rozwiązania IT zyskują zatem nie tylko wyższy standard i klasyfikację, ale są też postrzegane jako atrakcyjne miejsca pracy, ponieważ są lepiej dostosowane do potrzeb przyszłych generacji pracowników.

Ewelina Jaskuła

Słabsze dane zza oceanu. W Polsce kwestia 30-krotności ZUS nadal nierozwiązana

Dane zza oceanu okazały się słabsze od oczekiwań. Po lepszej passie dla dolara przyszedł czas na słabszy moment. W rezultacie oglądamy spadek wartości amerykańskiej waluty.

Słabsze dane zza oceanu

W piątek poznaliśmy dwa ważne odczyty z USA. Najpierw o 14:30 sprzedaż detaliczna okazała się w ujęciu miesięcznym lepsza od oczekiwań o 0,1%. Problem w tym, że subindeks pokazujący ten sam parametr bez samochodów (które są ważną składową) był jednak o 0,2% słabszy. Później, tego samego dnia, poznaliśmy produkcję przemysłową. Spada ona o 0,8%, podczas gdy oczekiwano spadku o zaledwie 0,4%. W piątkowym bilansie dnia dolar okazał się słabszy niż waluty europejskie (GBP, EUR). Słabsze dane z USA spowodowały, że inwestorzy postanowili zrealizować zyski z ostatnich umocnień dolara i w piątkowy wieczór amerykańska waluta wyraźnie traciła względem euro. Notowania funta natomiast wzrosły głównie przez wieści dotyczące Partii Brexitu, która w zbliżających się wyborach parlamentarnych, jak poinformował Nigel Farage, nie będzie wystawiać kandydatów w okręgach konserwatystów. Taka informacja rodzi nadzieję, że nowy rząd będzie miał parlamentarną większość.

Ceny prądu nie wzrosną jednak?

Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin podczas wywiadu w RMF FM poinformował, że ceny prądu dla odbiorców indywidualnych nie wzrosną. Jest to o tyle ważna informacja, że wzrost cen prądu mógł być jednym z czynników podnoszących istotnie inflację w Polsce. Ceny surowców energetycznych w ciągu roku były w miarę stabilne, zatem taniejąca ropa nie będzie dusić inflacji. Gdyby udało się w tym roku również dopłacić spółkom, by nie podnosiły cen, skumulujemy jeszcze większy wzrost na kolejny rok. Będzie to też kosztować budżet odpowiednio więcej. Jeżeli nie dojdzie do wzrostu cen, może to być gwóźdź do trumny koncepcji podwyżek/utrzymywania na niezmienionym poziomie stóp procentowych w Polsce.

Dalej nie wiadomo co z budżetem

Kwestia 30-krotności, a raczej jej zniesienia, w przypadku składek ZUS w dalszym ciągu nie została rozwiązana. W mediach trwa obecnie próba sił pomiędzy istotnymi politykami partii rządzącej. Jest to o tyle ważna kwestia, że dotyczy realnie około 5% pracujących (zarabiających rocznie 30 krotność średniego wynagrodzenia), którym istotnie wzrosną podatki. Problem w tym, że nie będzie to podatek, ale składka emerytalna. Skoro mamy system emerytalny zależny od odłożonych składek, będziemy je musieli kiedyś wypłacić. Nie jest to zatem realnie wpływ podatkowy tylko pewne zobowiązanie. W krótkim okresie, zanim zaczną być większe emerytury, budżet wyraźnie zyska. W przyszłości będzie trzeba znaleźć środki na te emerytury, ale to już problem kolejnych kadencji. Nie zmienia to faktu, że całe to zamieszania nie pomaga złotemu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Jak wygląda program MIT Enterprise Forum CEE? Co czeka 13 startupów z Europy Środkowo-Wschodniej, które rozpoczynają właśnie udział w procesie akceleracji?

Program MIT Enterprise Forum Poland wystartował w 2015 roku jako akcelerator dla startupów technologicznych z Polski. Akceleracja realizowana pod patronatem najbardziej prestiżowego i znanego ze współpracy ze startupami ośrodka naukowego na świecie – Massachusetts Institute of Technology, od początku budziła szerokie zainteresowanie pośród wynalazców i ich innowacyjnych firm. I to nie tylko tych pochodzących z Polski, ale również z innych części Europy czy świata. Przez cztery lata funkcjonowania programu do akceleratora zgłosiło się ponad 2500 różnych startupów. Do dziś akcelerację w ramach 5 zrealizowanych rund akceleracji przeszło ponad 100 startupów znad Wisły. W tym roku zmieniono formułę programu, otwierając się na współpracę ze startupami z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Również w nazwie akceleratora znanego dotychczas jako MIT Enterprise Forum Poland, zamiast polskiego akcentu od początku tego roku funkcjonuje słowo CEE.

CEE to słuszny kierunek

W związku z dużym zainteresowaniem nową odsłoną akceleratora, którego pierwsza edycja wystartowała w styczniu bieżącego roku, MIT Enterprise Forum CEE wiosną 2019 otworzył nabór do drugiej edycji programu.

– Do 2. edycji MIT Enterprise Forum CEE zgłosiło się ponad 200 uczestników. Zgłoszenia napłynęły nie tylko z Polski, czy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, ale nawet z obu Ameryk. Wyselekcjonowanie finałowej 13 nie było łatwym zadaniem – mówi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration MIT Enterprise Forum CEE. Duże zainteresowanie programem niewątpliwie potwierdza ogromny potencjał, który wciąż drzemie w innowatorach pochodzących z tej części Europy. Decyzja o uruchomieniu kolejnej rundy akceleracji była niewątpliwie słuszna – dodaje Owczarek.

MIT Enterprise Forum CEE oferuje w tej edycji potężną dawkę wiedzy od światowej klasy ekspertów specjalizujących się w tworzeniu i dopracowywaniu strategii i modeli biznesowych, skalowaniu biznesu czy komunikacji. Nie zabraknie również wsparcia w obszarach prawa i własności intelektualnej.

13 startupów, które finalnie zakwalifikowały się do projektu, rozpoczyna właśnie akcelerację, którą przejdą zgodnie z modelem 24 kroków zdyscyplinowanej przedsiębiorczości rozwiniętym przez Bill’a Aulet’a, profesora Massachusetts Institute of Technology (MIT).

Przez kolejne miesiące młodzi przedsiębiorcy, pod okiem polskich i międzynarodowych mentorów, uzyskają dostęp do unikatowego know-how, a także zaplecza technicznego i technologicznego partnerów programu. Na tych najlepszych czeka do 200 tysięcy złotych dofinansowania na rozwój działalności i przeprowadzenie pilotażu. Dodatkowo, po zakończeniu programu, każdy startup otrzyma pomoc zespołu specjalistów, wspierających go w rozwijaniu działalności na polskim rynku.

– Obok strony merytorycznej w trakcie trwania akceleracji kładziemy duży nacisk na praktykę prowadzenia biznesu – mówi Łukasz Owczarek z MIT Enterprise Forum CEE. Wszystkie zespoły wybrane do uczestnictwa w programie będą miały szansę na poznanie i nawiązanie trwałych relacji biznesowych z przedstawicielami polskich i międzynarodowych firm i korporacji oraz inwestorami, w tym również tymi z USA. W MIT Enterprise Forum CEE otwieramy startupom drzwi do naprawdę dużego biznesu. Dajemy nie tylko wsparcie i narzędzia, które mają pomóc startupom rozwijać ich biznesy, ale często sami też pomagamy w pierwszych sprzedażach.  Potencjał na rozwój i wyskalowanie biznesu jest więc ogromny – dodaje Owczarek.

2 edycja Akceleratora wystartowała

Pierwsze warsztaty i sesje mentoringowe już za nami. W ubiegły weekend startup-owcy w przestrzeni coworkingowej HubHub skorzystali z mentoringu dostarczonego przez zespół Kingmakers oraz ekspertów ds. budowy i rozwoju innowacyjnych produktów i usług z MIT Enterprise Forum CEE. Pod okiem Romeo Grzębowskiego przedsiębiorcy z regionu CEE rozmawiali zaś o skutecznych praktykach budowania i wzmacniania zaangażowania swoich pracowników. Nie zabrakło też wskazówek i success stories z obszaru brand marketingu. A to dopiero początek.

Nadchodzące tygodnie przyniosą przedsiębiorcom wybranym do udziału w programie kolejne pokłady wiedzy i praktyki. Uczestnicy poznają także osobiście Lindę Plano – od blisko 20 lat związaną z MIT, światową ekspertkę w zakresie skutecznych prezentacji biznesowych, przez ręce której „przeszły” setki startupów z całego świata, a którym pomogła pozyskać w sumie ponad 1 miliard dolarów. W agendzie programu przewidziano ponadto konsultacje z prawnikami, rzecznikami patentowymi oraz coachami sprzedaży. Nie zabraknie również okazji do budowania relacji biznesowych z przedstawicielami polskich i międzynarodowych firm i korporacji, a także z inwestorami.

W styczniu 2020 pierwszy etap akceleracji zwieńczy wydarzenie specjalne – warszawski Demo Day przed inwestorami i potencjalnymi klientami, w trakcie którego startupy zaprezentują dopracowane w toku programu produkty, usługi i technologie. Najbardziej obiecujące startupy w nagrodę polecą zaś do Bostonu, gdzie spróbują swoich sił i szczęścia przed przedstawicielami tamtejszego biznesu.

Partnerzy

Partnerami głównymi programu są Adamed – firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, która powstała na bazie polskiej myśli naukowej i własnych patentów. Partnerem MIT Enterprise Forum CEE jest także MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, w skład której wchodzą m.in. spółki z obszaru rozwiązań teleinformatycznych oraz energii odnawialnej. W portfolio firm wspierających Akcelerator wchodzą także spółki z obszaru rozwiązań teleinformatycznych oraz energii odnawialnej. Partnerami wspierającymi są LINK4, Nationale-Nederlanden, MDI Energia SA, Sollers Consulting, HubHub, PZU oraz Vetasi, Partnerami merytorycznymi – Autoryzowane Centrum Szkoleniowe Sandler Training – Twarowski & Posmyk, CRIDO, kancelaria patentowa EUPATENT.PL, Extended Tools, Novismo, TaxLab, Kingmakers oraz Hasik Rheims & Partners. Organizacjami wspierającymi akcelerację są CMS Law.Tax i Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, a także Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP). Realizacja programu dofinansowana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.

W drugiej edycji akceleratora MIT Enterprise Forum CEE uczestniczy 13 startupów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. O kim już wkrótce usłyszy świat?

Chatbotize – innowacyjna platforma wspierająca prowadzenie działań w obszarze marketingu konwersacyjnego. Rozwiązanie umożliwia niemal każdemu, nawet osobom bez znajomości programowania, stworzenie dedykowanego chatbota, ułatwiając interakcję z klientem oraz skracając ścieżkę zakupową.

Digital Engineering Solutions – pionier w branży budownictwa, którego rozwiązanie łączy technologie AI i zaawansowanej analizy obrazu z możliwościami smartfonów, wykorzystując te w obszarze Asset management, celem redukcji kosztów.

GlucoActive – firma oferuje pierwszy na świecie, całkowicie bezinwazyjny glukometr dla osób chorych na cukrzycę.

LULU – system pozwalający mierzyć oraz redukować stres u pacjentów podczas wykonywanych na nich zabiegów stomatologicznych.

Mobility Lab – oprogramowanie odpowiadające na potrzeby klientów biznesowych w zakresie elektromobilności, ułatwiające zarządzanie flotą samochodową, niezbędną infrastrukturą, zużyciem energii oraz rozliczeniami związanymi z użytkowaniem pojazdów elektrycznych.

Raccoon.World – narzędzie rehabilitacyjne oparte na rozwiązaniach z obszaru BIG DATA, Machine Learning i gier wideo, wspierające proces rehabilitacji pacjentów po urazach i chorobach neurologicznych.

Saventic – platforma (SARAH) wykorzystująca sztuczną inteligencją do przetwarzania danych bioinformatycznych, pozwalająca na wykrycie chorób bardzo trudnych do zdiagnozowania, już na wczesnym etapie.

SmartVent – oprogramowanie służące do zarządzania projektami, pozwalające na optymalizację efektywności energetycznej nieruchomości komercyjnych. Rozwiązanie zapewnia nawet do 40% oszczędności w obszarze zużycia energii.

Tap2Pay – system do optymalizacji płatności online, skierowany do małych i średnich przedsiębiorstw, zapewniający wysoką konwersję we wszystkich kanałach sprzedaży.

TeleNeuroforma – system do rehabilitacji w warunkach domowych, wspierający pacjentów chorujących na schorzenia przewlekłe poprzez interaktywne ćwiczenia w formie gier oraz zdalną opiekę fizjoterapeutów.

Wellify – aplikacja, której działanie jest ukierunkowane na rzecz poprawy samopoczucia, rozwijająca inteligencję emocjonalną pracowników poprzez wykorzystanie różnych narzędzi, w tym grywalizacji.

Vaxican – autorska platforma do produkcji immunologicznych leków nowej generacji – dedykowanych pacjentom z chorobami nowotworowymi.

Visadb.io – oferuje narzędzie do odkrywania krajów, w których możemy podróżować bez konieczności posiadania wizy. Aplikacja monitoruje ponad 200 krajów pod kątem zmian wizowych, klęsk żywiołowych, ataków terrorystycznych, epidemii chorób i wydarzeń politycznych, wspierając podróżujących w planowaniu ich zagranicznych podróży.

Cztery najważniejsze trendy Customer Experience w branży HoReCa

Mood Media – światowy lider customer experience przy współpracy z ekspertami z ponad 100 krajów, wydał kolejny Trendbook ukazujący globalne trendy w dziedzinie ulepszania jakości doświadczeń klienta w branży HoReCa. Firma porównała działania podejmowane na przestrzeni pięciu lat, zarówno przez duże sieci jak i niezależne podmioty, a także przez marki luksusowe, jak i te bardziej ekonomiczne. Globalny punkt widzenia, ukazał zaskakująco dynamiczną ewolucję kluczowych doświadczeń klientów hoteli i restauracji.

Firma Mood Media zaprezentowała publikację dotyczącą trendów w branży HoReCa, koncentrując się na badaniu wyzwań i możliwości Customer Experience w różnego rodzaju hotelach i restauracjach na pięciu kontynentach. Firma przyjrzała się najlepszym praktykom branżowym poprzez pryzmat czterech głównych globalnych trendów: personalizacji, zanurzenia w marce, społeczności oraz wygody. Okazuje się, że branża na skutek dynamicznego rozwoju rynku e-commerce, musi niezwykle szybko reagować oraz odnajdywać nowe sposoby ulepszania doświadczeń swoich klientów, które nieustannie ewoluują.

– Customer experience przechodzi obecnie głęboką zmianę, a marki stają w obliczu cyfryzacji tzw. ścieżki obsługi klienta. Wyzwaniem jest możliwość spełniania oczekiwań doskonale wyedukowanych konsumentów którzy chcą, aby wszystko miało natychmiastowy skutek. Cieszymy się, że możemy dzielić się wiedzą na temat najlepszych globalnych praktyk oraz przykładami które można naśladować w obliczu zmian doświadczeń klienta w sektorze HoReCa. Naszym celem jako globalnej organizacji, jest udzielanie informacji i porad naszym klientom na temat najlepszych lokalnych i ogólnoświatowych praktyk i trendów – tak, by ulepszać customer experience w każdej branży w różnych destynacjach – mówi Valentina Candeloro, Międzynarodowa Dyrektor ds. Marketingu w Mood Media.

Branża HoReCa przechodzi sporą transformację, co nie pozostaje bez wpływu na świadczone usługi. Pojawienie się na rynku graczy w rodzaju Airbnb, szybko poddało branżę presji wprowadzania nowych technologii. Aby zapewniać wyjątkowe customer experience, wiodący przedstawiciele sektora rozpoczęli zatem demokratyzację takich rozwiązań jak roboty, sztuczna inteligencja czy też powszechne już tablety.

Transformacja branży hotelarskiej

Okazuje się, że branża hotelarska sprawnie reaguje na zmieniające się realia. Mood Media zidentyfikowało cztery główne, globalne tendencje, które widoczne są w sposobie obsługi klientów przez branżowe marki:

  • Zanurzenie w marce

Zanurzenie jest naturalnym trendem customer experience w hotelarstwie. Klienci poszukują możliwości rozwoju osobistego, dostępu do wyjątkowych doznań kulinarnych, lub oderwania się od codziennej rutyny za pomocą wyjątkowych form spędzania czasu wolnego. Jedną z odpowiedzi obiektów wypoczynkowych na ten trend, jest np. powstawanie miejsc wpisujących się w dziką naturę w jak najgłębszym stopniu. Przykładem są obiekty pozbawiane dachów lub ścian, jak w hotelu The Null Stern w Szwajcarii, czy też przenośne domki u stóp gór. Coraz częściej hotele dają także możliwość obejrzenia klientom pokoju jeszcze przed podróżą – z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości.

  • Społeczność

Marki muszą stawać się częścią codziennego życia swoich klientów i budować realne społeczności. Podczas gdy pojęcie społeczności jest poniekąd integralną częścią sektora hotelarskiego, przyjmuje ono dziś nowe formy. Klienci dbają o doświadczenia fizyczne, co oznacza, że hotele mają znaczącą rolę do odegrania w życiu społecznym. Na przykład w Indiach, sieć OYO stała się prawdziwym ambasadorem lokalnej kultury. W innych miejscach hotele tworzą przestrzenie otwarte dla turystów i miejscowych, wiele dba również o przestrzenie co-workingowe, a nawet biblioteki. W Meksyku niektóre hostele posiadają w ofercie program dla developerów IT z 12-tygodniowym programem szkoleniowym i coachingiem biznesowym, podczas gdy w Australii powstają miejskie wioski, które są połączeniem przestrzeni mieszkalnych, do pracy, spotkań branżowych, szkoleń, projektowania i rozrywki.

  • Personalizacja

Jeszcze nie wiadomo, czy personalizacja jest najważniejszym trendem, jednak pojawiają się tutaj interesujące kwestie, takie jak: spanie na miarę (wybór rodzaju i twardości materaca, rolety zaciemniające, herbaty ziołowe etc.), płacenie za hotel tyle, ile uważa się za słuszne, a nie ustalonej ceny, czy wybór pokoju odpowiedniego do nastroju. Dzisiaj każdy najmniejszy szczegół może być zdeterminowany przez wybór klienta.

  • Wygoda

Jeśli istnieje jedna rzecz, o którą proszą goście, to chcą łatwiej, szybciej i prościej zameldować się w hotelu, zrobić zakupy, wybrać jedzenie czy wyjść na miasto lub łono natury. Technologia pozwala hotelom usprawniać funkcje związane z prowadzeniem zaplecza (niektóre mają nawet zautomatyzowany system sprzątania pokoi), a także umożliwiać klientom kontrolę doświadczeń za pomocą odpowiednich narzędzi. Tzw. hotels on-demand z łatwym systemem rezerwacji, automatycznym consiergem, telefonem służącym za klucz, zintegrowanymi głośnikami zamawiania usług oferowanych przez hotel, czy elektroniczna bransoletka, która zastępuje portfel i daje możliwość dostępu do aktywności, to tylko niektóre przykłady tego globalnego trendu.

Tworzenie restauracji na nowo

Ze względu na ogromny rozwój rynku gastronomii dostarczającej jedzenie do domu, tradycyjne restauracje zmuszone są tym bardziej kreować customer experience na nowo – tak, by dać klientom dobry powód do wyjścia na kolację i stworzyć zapadające w pamięć doznanie. Poza potężnym efektem Instagrama, który posiada już opcję rezerwacji stolika za pośrednictwem Quandoo, restauracje dysponują dziś narzędziami, dzięki którym mogą spełniać zapotrzebowanie klientów na szybkość i prostotę. Restauracyjne przykłady czterech głównych trendów są niezwykle fascynujące:

1) Zanurzenie w marce

Obejmuje szefów kuchni, ale także wystrój i oczywiście oddziaływanie na wszystkie zmysły. Restauratorzy nie wahają sie także włączyć sztuki i rzeczywistości wirtualnej, jak japońska restauracja Tree By Naked yoyogi park. W lokalu Zhen Wei Fang w Nowym Jorku, wszystkie zmysły są wyostrzone dzięki cyfrowej scenie z udziałem robotów i rzeczywistości wirtualnej, a w Inamo w Londynie, stoły zamieniają się w centrum zabawy.

2) Społeczność

Restauracja jest przede wszystkim miejscem społecznym. Pojawiły się punkty sprzedaży detalicznej z przestrzenią restauracyjną, które odzwierciedlają ten trend. Kolejne inicjatywy pokazują, jak wzmocnić element społeczny – eksperyment przeprowadzony w Japonii, umożliwił osobom z niepełnosprawnościami pracować w restauracjach dzięki użyciu pomocniczych robotów. Z kolei brazylijska restauracja zaczęła korzystać z blockchainu, by zapewnić transparentność co do pochodzenia serwowanego mięsa, a McDonald’s uruchomił w Chicago lokal, w którego wnętrza wkomponowano drzewa. Daloveroo otworzyło natomiast pierwszy lokal stacjonarny w Hong Kongu.

3) Wygoda

Restauracje stają się coraz bardziej zautomatyzowane – od obsługi kelnerskiej po szefów kuchni na całym świecie. Na przykład w Chinach, Xcafé otwarte przez JD.com posiada roboty zarówno w sali jadalnej, jak i w kuchni. W Bostonie, roboty serwują zdrowe i niedrogie posiłki. Programy rozpoznające głos lub kontrola głosowa, stają się normą w amerykańskich punktach drive-through. Pozostałe przykłady pokazują, jak proste jedzenie na mieście zmieniło się w unikalne doświadczenie polegające np. na wyświetlaniu na stołach menu w rozszerzonej rzeczywistości, czy też ekspresową obsługę dla ograniczonych czasowo podróżnych na lotniskach, jak w przypadku sieci OTG.

4) Personalizacja

Technologia również tutaj odgrywa ogromną rolę. To trend, który funkcjonuje na różnych poziomach – dania dostosowane do gustu, spersonalizowane menu, menu odpowiednie do pogody, zamawianie sterowane głosem, czy też zupełnie niespotykane dania i składniki. Drukowanie 3D wciąż znajduje się na wczesnych etapach, ale jest już wykorzystywane przy przygotowywaniu deserów. W USA rzeczywistość wirtualna jest z kolei coraz częściej wykorzystywana do zamawiania spersonalizowanych burgerów i kanapek.

– Polska branża HoReCa również przechodzi widoczną transformację polegającą głównie na digitalizowaniu swojej oferty. W dużej mierze milenialsi, ale w szczególności młodsze pokolenia, oczekuję natychmiastowej interakcji w obustronnym dialogu zarówno z brandami restauracyjnymi, jak i hotelowymi. Oprócz dobrze sprzedającym się usługom marketingu sensorycznego w tym sektorze, widzimy coraz większe zainteresowanie innowacyjnymi rozwiązaniami mobilnymi, które angażują konsumentów i dostarczają markom cennych informacji na temat ich klientów – mówi Aleksandra Potrykus – Wincza, Country Manager Poland & Baltics w Mood.

Metodologia

W niniejszym badaniu, kluczowy był punkt widzenia konsumenta powracającego do hotelu czy restauracji oraz ocena tego, co się zmieniło wobec stanu sprzed pięciu lat. Celem trendbooka jest zrozumienie, co jest dźwignią pełnego i efektywnego customer experience w hotelarstwie i gastronomii poprzez wskazanie szczególnie znaczących przykładów restauracji i hoteli z całego świata.

Badanie Mastercard: pięć cech wyróżniających innowacyjne firmy

Innowacyjność jest jedną z najbardziej istotnych cech w biznesie, ponieważ pozwala ona firmom przyciągać i zatrzymywać klientów, a także budować przewagę konkurencyjną. Utrzymanie innowacyjności, szczególnie w dłuższym okresie, jest jednak trudne. Dlatego Mastercard i Harvard Business Review Analytic Services zaprezentowały wyniki „Become 2020”, pierwszej edycji badania poświęconego innowacyjności. W ramach projektu powstał ranking innowacyjności Business Innovators Index oraz raport pt. „Innowatorzy stają się liderami” (eng. Innovators Become Leaders), który wskazuje na kluczowe cechy innowacyjnych firm.

Ajay Banga, prezes i dyrektor generalny Mastercard
Ajay Banga, prezes i dyrektor generalny Mastercard

„Dziś innowacyjność i kreatywność są dla firm ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Nasze badanie zawiera opinie i doświadczenia czołowych innowatorów, które mogą pomóc innym zwiększyć kreatywność i poprawić kulturę w organizacjach tak, żeby wspierała rozwój ich biznesu” — mówi Ajay Banga, prezes i dyrektor generalny Mastercard.

Czym jest innowacyjność?

Firma badawcza Harvard Business Review Analytic Services (HBRAS) zapytała ponad 1000 dyrektorów o podejście ich przedsiębiorstw do innowacji w pięciu kluczowych obszarach zarządzania, dotyczących procesów, kapitału ludzkiego, finansowania, obsługi klienta, a także danych i technologii. Ponadto przeprowadzono badanie wśród ponad 1000 konsumentów z całego świata, aby przekonać się, czy priorytety firm są zgodne z potrzebami ich klientów.

Po przeanalizowaniu odpowiedzi HBRAS opracował metodologię Business Innovators Index, w której  innowacyjność firm jest oceniana w skali od 0 do 100 punktów. Wyniki opartego na tej metodologii badania pokazują, że o ile większość przedsiębiorstw rozumie znaczenie innowacyjności dla rozwoju biznesu, o tyle wiele z nich nie potrafi skutecznie wprowadzać swoich pomysłów w życie.

W oparciu o odpowiedzi respondentów na 40 pytań wyróżniono trzy grupy firm:

  • Liderzy — mający największe umiejętności wprowadzania innowacji; grupa ta uzyskała średni wynik w zakresie innowacyjności na poziomie 88 pkt.
  • Naśladowcy — dysponujący umiejętnościami w niektórych obszarach innowacyjności; grupa ta uzyskała średni wynik 66 pkt. i stanowi 42% wszystkich respondentów.
  • Maruderzy — niedysponujący umiejętnościami w wielu obszarach innowacyjności; grupa ta uzyskała średni wynik 37 pkt.

Najważniejsze wnioski z badania

Raport wskazuje pięć najważniejszych aspektów, które mogą pomóc przedsiębiorstwom wprowadzać innowacyjne rozwiązania lub je usprawniać:

  • Liczy się szybkość: Innowatorzy muszą myśleć w kategoriach kwartałów i tygodni, a nie lat. Prawie wszyscy (96%) liderzy innowacyjności wprowadzają nowe pomysły i rozwiązania na rynek szybko, podczas gdy w grupie maruderów robi to tylko 17%.
  • Dane jako akcelerator: Prawdziwi innowatorzy wyciągają wnioski z wielu różnych źródeł danych, sama intuicja biznesowa bowiem nie wystarczy. 73% liderów wykorzystuje zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne źródła danych.
  • Wyznaczanie priorytetów: Innowacje nie mogą być traktowane jako dodatek. Prawie 90% liderów nadaje swoim wysiłkom w zakresie innowacji wysoki priorytet na najwyższym szczeblu zarządzania. Pozwala to zapewnić odpowiedni budżet oraz motywację całego zespołu, aby wprowadzać nie tylko doskonalsze, ale wręcz przełomowe rozwiązania.
  • Kultura organizacyjna ma znaczenie: Firmy powinny zachęcać swoich pracowników, by zachowywali się jak przedsiębiorcy. Nie tylko tworzy to kulturę promującą podejmowanie ryzyka, lecz także prowadzi do szerszego wykorzystania kreatywnych pomysłów. Zdanie to podziela 84% liderów innowacyjności.
  • Koncentracja na zaspokajaniu potrzeb klientów: Prawie połowa konsumentów oczekuje od firm tworzenia nowych produktów, usług i funkcji, które są zgodnych z ich potrzebami. Przedsiębiorstwa powinny koncentrować się na wprowadzaniu innowacji, aby spełniać te oczekiwania.

„Większość innowacji to zasługa korporacji, a badanie „Become 2020” wskazuje kierunek, w którym powinny one podążać w kolejnym roku, z uwzględnieniem różnorodności, odpowiedzialności i jasnej, kreatywnej wizji” — mówi David S. Ricketts z Centrum Technologii i Przedsiębiorczości na Uniwersytecie Harvarda.

Cenne rady od czołowych dyrektorów generalnych z całego świata

Mastercard i HBRAS przygotowały również opracowanie pt. „Podręcznik innowacyjnego prezesa” (eng. The CEO’s Innovation Playbook). Opisuje ona 50 działań, które zdaniem 12 najbardziej cenionych dyrektorów generalnych na świecie mogą pomóc wprowadzić pozytywne zmiany w przedsiębiorstwach. Dyrektorzy ci reprezentują czołowe firmy i instytucje, w tym Accion, Bass Pro Shops, Citi, The Coca-Cola Company, IBM, Lyft, PayPal, Ronald McDonald House, Salesforce, ServiceNow, Uniwersytet Marylandu, hrabstwo Baltimore oraz Verizon.

Co to jest i na czym polega prewspółczynnik VAT?

W przypadku, gdy nabywane towary i usługi podatnik wykorzystuje zarówno do działalności gospodarczej, jak i poza nią, ustaleniu wartości naliczonego podatku VAT, jaki będzie mógł odliczyć w zakresie prowadzonej działalności, służy tzw. prewspółczynnik VAT (sposób określenia proporcji). Organy podatkowe stoją niejednokrotnie na stanowisku, że w świetle przepisów ustawy o VAT nie jest możliwe zastosowanie różnych sposobów określenia proporcji w odniesieniu do różnych sektorów działalności jednego podatnika. W wyroku z 2 października 2019 r. ze stanowiskiem tym nie zgodził się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie, który orzekł, że w świetle art. 86 ust. 2a ustawy o VAT „…każde nabycie towarów i usług podatnik powinien rozpatrywać oddzielnie, co ewidentnie wymaga stosowania odrębnych prewspółczynników dla różnych rodzajów prowadzonej działalności i różnych nabyć” (sygn. akt I SA/Kr 851/19).

Centralizacja podatku VAT

Jeden z powiatów w ramach swojej jednostki – wydziału starostwa prowadzi działalność krytej pływalni z wyodrębnioną dla niej ewidencją księgową i rejestrem VAT. Pływalnia świadczyła swoje usługi w ramach działalności gospodarczej opodatkowanej VAT, sprzedając bilety wstępu klientom na wolnym rynku, jak i własnym jednostkom organizacyjnym (np. szkołom średnim), korzystając przy tym z prawa do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony w wysokości 100%. Od 1 stycznia 2017 r. powiat dokonał centralizacji podatku VAT i z tym dniem zgodnie z ustawą o podatku od towarów i usług usługi świadczone między powiatem a jego jednostkami przestały podlegać opodatkowaniu VAT. Pojawiła się więc konieczność obliczenia proporcji, w jakiej wydatki pływalni powiat może przyporządkować działalności opodatkowanej i nieopodatkowanej.

Centralizacja ta objęła utworzone przez samorząd terytorialny jednostki budżetowe, zakłady budżetowe oraz urzędy gmin, starostwa powiatowe i urzędy marszałkowskie. Ustawa ta nie zawierała przepisów, które określałyby sposób dokonania tej centralizacji – dodaje Mariusz Wozniak z portalu https://becoined.com/pl/

Powiat chciał odzyskać znacznie wyższy należny VAT

W związku z powyższym powiat wystąpił do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy w tej sytuacji może stosować do rozliczania naliczonego VAT w zakresie dokonywanych w związku z działalnością pływalni nabyć prewspółczynnik przychodowy, czyli biorący za podstawę procentowy udział dochodu ze sprzedaży biletów na rzecz swoich jednostek (a więc już niepodlegającej opodatkowaniu VAT) w całości osiąganego przez nią dochodu. Powiat wyjaśnił, że stosowany dotąd przez niego sposób określenia proporcji, a wskazany mu na podstawie odesłania do art. 86 ust. 22 ustawy o VAT w Rozporządzeniu Ministra Finansów z dnia 17 grudnia 2015 r. w sprawie sposobu określania zakresu wykorzystywania nabywanych towarów i usług do celów działalności gospodarczej w przypadku niektórych podatników (Dz.U. 2015 poz. 2193), jest wysoce nieadekwatny i dyskryminujący rynkowo. Stosując obecny prewspółczynnik, może bowiem odliczać jedynie 17% VAT, podczas gdy konkurencyjni przedsiębiorcy prywatni mogą odzyskiwać 100% tego podatku, a przecież wpływy osiągane z tytułu usług świadczonych na rzecz jednostek własnych wynoszą zaledwie ok. 2% w skali roku. Powiat chciał więc stosować odmienne metody odliczania VAT od ponoszonych na działalność pływalni wydatków, oddzielnie dla prowadzonej w ramach działalności gospodarczej, i oddzielnie dla prowadzonej poza nią, co pozwalałoby mu na 98% odliczenia VAT.

Argumentacja niewystarczająca, bo przepisy zabraniają stosowania różnych prewspółczynników

Ze stanowiskiem wnioskodawcy nie zgodził się organ podatkowy. Jak poinformował, wskazany w rozporządzeniu „obrotowy” sposób określenia proporcji stanowiący, że całkowity obrót powiatu, jako jednostki samorządu terytorialnego (a więc opodatkowany i nieopodatkowany VAT) odpowiada wysokości dochodów wykonanych i jest prawidłowy. Co prawda przyznał, że ustawa o VAT pozwala podatnikowi na zastosowanie innego sposobu określenia proporcji, ale pod warunkiem, że będzie on bardziej reprezentatywny. Natomiast zdaniem organu w przedmiotowej sprawie tak nie jest. Poza tym powiat chce stosować różne prewspółczynniki do różnych nabyć, a tego przepisy ustawy o VAT zabraniają.

„…sposób określenia proporcji wprowadzony przepisami art. 86 ust. 2a ustawy, nie przewiduje możliwości odrębnego liczenia współczynnika proporcji w odniesieniu do różnych zakupów. Postępowanie takie mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której w ramach jednostki samorządu terytorialnego – oprócz proporcji określonej dla poszczególnych jednostek organizacyjnych jednostki samorządu terytorialnego – funkcjonowałyby również (dla tych samych jednostek organizacyjnych) inne sposoby określenia proporcji. (…) Taka sytuacja jest niedopuszczalna w świetle regulacji zawartych w rozporządzeniu” (interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 14 maja 2019 r., sygn. 0113-KDIPT1-1.4012.145.2019.2.AK). Dodatkowo organ stwierdził, że argumentacja powiatu podnosząca, że wpływy z usług świadczonych dla swoich jednostek są znikome w skali całej działalności opodatkowanej VAT, „nie jest wystarczająca do uznania wskazanej przez Wnioskodawcę metody za najbardziej odpowiadającą specyfice wykonywanej przez jednostkę działalności i dokonywanych przez nią nabyć”.

Interpretacja organu narusza zasadę neutralności VAT

WSA w Krakowie, powołując się na orzecznictwo NSA, stwierdził, że wskazywane przez organ podatkowy rozpatrywanie udziału obrotów w ujęciu całościowym działalności podatnika z uwzględnieniem kategorii dochodów wykonanych, różnicowane w rozporządzeniu Ministra Finansów jedynie w zależności od kategorii jednostki samorządu, opiera się na założeniu wykonywania przez niego czysto niegospodarczej działalności. Potwierdza to samo uzasadnienie wprowadzenia tych przepisów. Sąd zauważył również, że tak wyznaczony w rozporządzeniu sposób określenia proporcji, nakazujący porównać proporcję obrotu z działalności gospodarczej do proporcji z całego obrotu z wysokością dochodów wykonanych powoduje, że wszelkie dotacje i inne źródła finansowania działalności nieopodatkowanej jednostki powiększają jej obrót całkowity, a co za tym idzie, obniżają wysokość prewspółczynnika.

Sąd orzekł, że zaproponowany przez podatnika sposób określenia proporcji jest bardziej trafny i adekwatny do prowadzonej przez niego działalności niż ten wskazany w rozporządzeniu. Skład orzekający nie zgodził się z organem, że różnica wartości prewspółczynników między nakazywanymi przez organ 17% a wskazywanym przez podatnika 98% nie miała znaczenia dla oceny zasadności wyboru metody określenia proporcji. Zwłaszcza że za metodą wskazaną przez podatnika przemawia charakter prowadzonej przez niego za pośrednictwem pływalni działalności. Pozwala ona na poszanowanie zasady neutralności podatku VAT, bo dzięki niej możliwe jest precyzyjne ustalenie tej części podatku naliczonego, która przypada na działalność gospodarczą pływalni, a w konsekwencji jego dokładne odliczenie.

„Nakładanie na Powiat L. obowiązku zastosowania prewspółczynnika z rozporządzenia w odniesieniu do wydatków poniesionych na działalność w Krytej Pływalni prowadzi do naruszenia zasady neutralności, jako podstawowej cechy krajowego i wspólnotowego systemu VAT” (sygn. akt I SA/Kr 851/19).

Sąd odniósł się również do twierdzeń organu o niedopuszczalności stosowania przez podatnika różnych prewspółczynników VAT dla różnych sektorów swojej działalności. Orzekł wbrew niemu, że zarówno przepisy wspólnotowe, jak i krajowej ustawy o VAT nie sprzeciwiają się temu. Przeciwnie, samo wskazywane przez organ rozporządzenie zobowiązuje do tego podatnika:

„Z treści art. 86 ust. 2a u.p.t.u. nie wynika obowiązek stosowania wyłącznie jednej proporcji. Przeciwnie, przepis ten zobowiązuje podatnika, aby każdy zakup weryfikował pod kątem jego wykorzystania i jeśli w danym przypadku stwierdzi związek z działalnością gospodarczą i inną działalnością, to ma obowiązek zastosować proporcję uwzględniającą zarówno działalność, do której wykorzystuje ten zakup (specyfika działalności), jak i rodzaj tego zakupu (specyfika nabycia). A zatem respektując nałożony przez ten przepis obowiązek uwzględniania specyfiki działalności i nabyć, każde nabycie towarów i usług podatnik powinien rozpatrywać oddzielnie, co ewidentnie wymaga stosowania odrębnych prewspółczynników dla różnych rodzajów prowadzonej działalności i różnych nabyć” (sygn. akt I SA/Kr 851/19).

Przepisy dają podatnikom prawo wyboru, którego organy nie respektują

Art. 86 ust. 22 ustawy o VAT stanowi, że minister właściwy do spraw finansów publicznych może wskazywać niektórym podatnikom sposób określenia proporcji, najbardziej odpowiadający specyfice wykonywanej przez nich działalności i dokonywanych nabyć. Jednakże ust. 2h tego artykułu zawiera wyraźne zastrzeżenie, że: „W przypadku gdy podatnik, dla którego sposób określenia proporcji wskazują przepisy wydane na podstawie ust. 22, uzna, że wskazany zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie ust. 22 sposób określenia proporcji nie będzie najbardziej odpowiadać specyfice wykonywanej przez niego działalności i dokonywanych przez niego nabyć, może zastosować inny bardziej reprezentatywny sposób określenia proporcji” (Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535, ze zm.).

Niniejsza sprawa pokazuje, że gdy w grę wchodzą dochody podatkowe państwa, najwyraźniej organy nie potrafią dokonywać rzetelnej interpretacji własnych przepisów lub też dokonują jej, ale wybiórczo. Podatnicy są w takiej sytuacji skazani na walkę w obronie swoich interesów, należnych im odliczeń podatkowych, a więc w obronie należnych im pieniędzy, swojego majątku. Z pomocą prawników, zwłaszcza wyspecjalizowanych w prawie podatkowym, często udaje się im wygrać tę walkę przed sądem. Pytanie jednak, co dzieje się z majątkiem tych, którzy nie walczą.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.