Ultimate Games po III kwartale 2019 r. notuje 230-procentowy wzrost zysku netto

Ultimate Games, notowany na GPW producent i wydawca gier, specjalizujący się w popularnych symulatorach wędkarstwa, po trzech kwartałach 2019 r. zarobił blisko 3 mln zł przy przychodach rzędu 6 mln zł. W porównaniu do  analogicznego okresu ubiegłego roku oznacza to 230-procentowy wzrost zysku netto. Spółka zakłada znaczący wzrost wyników w 2020 roku, do czego przyczyni się m.in. rozszerzenie portfolio gier.

Spółka osiągnęła przychody na poziomie 5,931  mln zł w porównaniu do 3,390 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Analizując wyłącznie przychody ze sprzedaży produktów, różnica jest podobna – w trzech kwartałach 2019 r. była to kwota 5,034 mln zł, natomiast w analogicznym okresie 2018 r. – 2,868 mln zł.

Biorąc pod uwagę wynik netto, Spółka po trzech kwartałach osiągnęła zysk netto w kwocie 2,949 mln zł. To w porównaniu do kwoty 1,248 mln zł osiągniętej przez Spółkę w porównywalnym okresie ubiegłego roku świadczy o znaczącej poprawie wyników. Tak duża różnica w okresie pierwszych trzech kwartałów 2018 r. oraz w analogicznym okresie 2019 r. wynika z faktu, iż rok temu Spółka oferowała do sprzedaży znacznie mniej tytułów niż obecnie, a także nie uzyskiwała zysków ze sprzedaży z konsoli Nintendo Switch.

Tylko w trzecim kwartale 2019 r. przychody wyniosły 2,823 mln zł, a zysk netto 1,110 mln zł. Wyniki w omawianym okresie były znacząco wyższe niż w analogicznym okresie 2018 r. (odpowiednio 1,680 mln zł przychodów i 0,680 mln zysku netto).

W roku 2019 zdarzało się, że spółka miała 2-3 premiery tygodniowo. Cały rok możemy zakończyć nawet z 80 premierami na koncie. Zakładamy, że wyniki po IV kwartale będą jeszcze wyższe przez wzgląd na wzmożone zakupy graczy w okresie świątecznym, liczne wyprzedaże czy tak duże premiery jak m.in. Deadliest Catch: The Game, którego koszty powinny zwrócić się jeszcze w tym roku. Mamy plany na dalszy rozwój w przyszłym roku, chcemy wejść m.in. w tworzenie gier na PS5, w Google Stadia, myślimy też o innej wersji Switcha oraz o segmencie mobilnym – komentuje Mateusz Zawadzki, CEO Ultimate Games.

Ultimate Games każdego roku planuje wypuszczać na rynek 50-100 gier. W 2020 r. w portfolio firmy pojawi się kilka większych produkcji.

Coraz mniej rąk do pracy i coraz więcej emerytów. Kryzys demograficzny zatrzęsie gospodarką

Polska gospodarka już teraz odczuwa negatywne konsekwencje kryzysu demograficznego. Osób wchodzących na rynek pracy, urodzonych na przełomie XX i XXI wieku, jest dużo mniej niż w poprzednim pokoleniu. Zmniejszona pula pracujących osób ma wpływ nie tylko na sytuację ekonomiczną i gospodarczą Polski, ale również negatywnie odbije się na polityce społecznej państwa. Wypłacanie emerytur i opieka nad starzejącym się pokoleniem są bardziej obciążające dla skarbu państwa, gdy zmniejsza się liczba osób na rynku pracy. Ma to również wpływ na konsumpcję, a co za tym idzie na rozwój przedsiębiorstw. To bardzo niebezpieczny problem, gdyż nie da się go szybko rozwiązać. Teraźniejsza sytuacja zależy bowiem od dzietności dwie dekady temu, a rozwiązania wprowadzane dzisiaj będą miały swoje skutki dopiero za kilkadziesiąt lat. W międzyczasie kryzys demograficzny już daje nam się we znaki, a prognozy nie są optymistyczne.

– Pod względem demografii Polska jest w jednej z najtrudniejszych sytuacji w całej Europie. Z prognoz GUSu wynika, że do 2050 roku zaludnienie naszego kraju zmniejszy się do 34 milionów osób. To oznacza ubytek około 4 milionów osób z obecnej liczby Polaków. W niektórych regionach Polski możemy spodziewać się ubytków nawet na poziomie 30% ludności – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – W największym stopniu na demografię wpływa dzietność Polaków. Ta w ostatnich latach nieznacznie się poprawiła, gdyż wskaźnik dzietności w Polsce osiągnął 1,40%. Jednak aby zapewnić zastępowalność pokoleń, wskaźnik ten musiałby przekroczyć poziom dwóch punktów procentowych. Do takiego wyniku jest nam jeszcze bardzo daleko, a kryzysu demograficznego doświadczamy już teraz. Coraz mniej osób wchodzi na rynek pracy. Nie przyczynia się do tego wzrost bezrobocia, ani brak nowych miejsc pracy – maleje po prostu pula osób, które mogłyby się pracy podjąć – tłumaczy Kubisiak.

Największy internetowy salon samochodowy świata powstał w Polsce. Pozwala porównać ponad 400 modeli aut

Większość Polaków nadal kupuje samochody w salonach stacjonarnych, jednak już nawet 30 proc. klientów jest skłonnych rozważyć zakup auta online. Co więcej, 2/3 klientów wykorzystuje internet do wyszukiwania informacji o danym modelu czy marce. Do tej pory mogli korzystać z porównywarek samochodów używanych, ale brakowało podobnego narzędzia dla nowych aut. Tę rolę ma spełniać serwis internetowy autokatalog.pl, który zawiera 418 modeli samochodów pochodzących od 53 producentów. – To największy internetowy salon samochodowy na świecie – podkreślają twórcy rozwiązania.

– Ok. 80 proc. klientów wciąż decyduje się na zakup samochodu w tradycyjnym salonie, natomiast im młodsi klienci, tym chętniej chcą w tym celu skorzystać z internetu. W grupie wiekowej powyżej 45 lat odsetek kupujących przez internet wynosi tylko 4 proc., ale już w grupie 25–35 lat jest zdecydowanie wyższy i sięga 10 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Robert Bendlewski, dyrektor Departamentu Pojazdów Idea Getin Leasing. – Co ważne, z badania EY wynika, że 31 proc. klientów bierze pod uwagę zakup samochodu przez internet.

Badanie Deloitte pokazuje z kolei, że ponad 96 proc. klientów wykorzystuje internet do wyszukiwania informacji o produktach, ofertach i dostępnych narzędziach finansowych. Motoryzacja pod względem wpływu cyfrowego cechuje się jednym z wyższych wyników we wszystkich grupach wiekowych (62 proc.). Wyprzedza m.in. takie kategorie, jak artykuły dla dzieci i niemowląt (61 proc.), odzież (58 proc.) czy żywność (50 proc.).

– Najpopularniejszy model zakupowy to bezpośrednia strona importera – 32 proc. klientów zdecydowałoby się na zakup w ten sposób. Natomiast dotąd nie było żadnej strony, która dawałaby obiektywne spojrzenie na rynek i uwzględniała wszystkie marki i modele samochodów – dodaje Robert Bendlewski.

Kierowcy mogli dotychczas korzystać z wirtualnych wyszukiwarek i porównywarek samochodów używanych, ale brakowało analogicznego narzędzia dla nowych aut. Taką rolę ma pełnić startujący właśnie autokatalog.pl. Serwis zawiera informacje o 418 modelach samochodów i ich ponad 10 tys. wersjach, oferowanych obecnie na rynku polskim przez 53 marki. Narzędzie zostało stworzone przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. Duża część modeli ma już opracowany unikalny, zestandaryzowany materiał prezentacyjny, który umożliwia stworzenie nawet do 55 tys. kombinacji wizualnych porównań par nowych aut. Materiał codziennie poszerzany jest o kolejne samochody.

Aby kupować samochody online, klienci muszą mieć zapewnioną pełną swobodę analizy ofert, a to oznacza nie tylko spojrzenie na konkretne auto z punktu widzenia wyglądu jego sylwetki czy też wnętrza, lecz także możliwość weryfikacji jego parametrów technicznych oraz wyposażenia. Dodatkowo, klienci muszą mieć narzędzia pozwalające na swobodne porównywanie aut, umożliwiające weryfikację różnic w ich osiągach i wyposażeniu czy też sprawdzenie warunków finansowych, jakie mogą uzyskać. Potwierdzenie, że wybrane auto marzeń znajduje się już w kraju, będzie swoistą wisienką na torcie. Do tej pory trudno było znaleźć w internecie miejsce, które dostarczałoby pełen komplet informacji – mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Z Auto Katalogu można korzystać bezpłatnie poprzez stronę internetową albo aplikację na urządzeniu mobilnym (do pobrania w AppStore i Google Play). Prezentacja samochodu obejmuje specyfikację i kompletną galerię widoków z zewnątrz i wewnątrz. Dużą część modeli można także oglądać w widoku 360 stopni. Zawartość uzupełniają testy dziennikarskie i dane Info-Eksperta. Porównanie do 10 różnych modeli aut w Auto Katalogu zajmuje raptem kilka minut. Porównanie wizualne dwóch aut w kilka, kilkanaście sekund.

 Staraliśmy się stworzyć narzędzie, które zbiera maksymalnie dużo informacji i podaje je w prosty sposób, ale z drugiej strony pozwala na wizualizację tego samochodu i porównanie różnych modeli. Wyróżnikiem jest też sama porównywarka, która zawiera wmontowane konfiguratory producenckie. To oznacza, że już na etapie porównywania samochodów możemy wpływać na specyfikację, dodawać i odejmować opcje czy zmieniać podstawowe parametry samochodu, żeby wybrać najlepszy dla siebie – mówi Wojciech Drzewiecki.

Serwis umożliwia też wyliczenie najkorzystniejszego sposobu finansowania zakupu pojazdu. Auto Katalog zawiera stworzony przez Idea Getin Leasing kalkulator finansowy, który pozwala użytkownikowi dokonać symulacji wielu opcji finansowania w czasie rzeczywistym. Wystarczy zmienić podstawowe parametry, np. wysokość wkładu własnego czy długość umowy, żeby sprawdzić, jak zmieni się wysokość miesięcznej raty leasingu czy kredytu, bez potrzeby czekania na to, aż doradca przygotuje kalkulację.

– Tak jak Auto Katalog nie narzuca klientowi żadnej marki, modelu czy wersji samochodu, podobnie i my, tworząc kalkulator, nie chcieliśmy nic narzucać. Mając do dyspozycji trzy formy finansowania, czyli kredyt, leasing i najem, klient może 7 dni w tygodniu przez 24 godziny na dobę i bez wychodzenia z domu stworzyć dla siebie setki tysięcy kalkulacji i wykreować indywidualną ofertę, która spełni wszelkie jego oczekiwania, związane z okresem spłaty, wpłatą i wysokością raty – mówi Robert Bendlewski.

Jak podkreśla, parametry finansowe w kalkulatorze Auto Katalogu są identyczne z tymi, jakie klient uzyska w stacjonarnych oddziałach Idea Getin Leasing. Ponadto w razie jakichkolwiek problemów czy wątpliwości co do formy finansowania klient może skorzystać z doradztwa za pośrednictwem Live Chata, gdzie uzyska odpowiedzi dotyczące np. wymaganych dokumentów czy procedur.

Twórcy Auto Katalogu, określanego mianem największego internetowego salonu samochodowego świata, podkreślają, że serwis jest użyteczny zarówno dla klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorstw. Zapowiadają też, że projekt ma otwarty charakter i będzie się rozwijać. Niedługo zostanie rozbudowany o takie elementy, jak możliwość kalkulacji ubezpieczeń, bazę pojazdów klasycznych czy też automat decyzyjny wniosków finansowych.

– Teraz prezentujemy podstawową informację o pełnej ofercie rynku z cenami katalogowymi, rabatami oferowanymi oficjalnie przez producentów, mając przy tym świadomość, że oferta dealerów obejmuje przede wszystkim samochody stojące na placach, których ceny mogą się różnić od tych cennikowych. Takie auta wkrótce zaczniemy pokazywać w Auto Katalogu – zapowiada prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Jak podkreśla, Auto Katalog ma dostarczyć potencjalnemu klientowi wszystkich potrzebnych mu informacji, ograniczyć do minimum czas analizy i pozwolić mu na wizytę u dealera dopiero wtedy, kiedy jego preferencje zostaną zawężone.

Narzędzie powinno wspomóc także pracę sprzedawców. Dziś ilość informacji, którą muszą przetworzyć w zakresie własnej marki, jest tak duża, że często nie starcza im czasu, aby przyjrzeć się konkurencji. To narzędzie pozwala szybko porównać swój produkt z konkurencją i uwypuklić elementy, które za nim przemawiają. Zbierając w sposób zanonimizowany informacje o zainteresowaniu klientów (bez informacji o nich samych, bo nie przewidujemy konieczności logowania się do aplikacji), o tym, jakie modele wybierają, jak chcą je wyposażyć, jakie warunki finansowe preferują, tworzymy materiał dla producentów, którzy na jego podstawie mogą optymalizować specyfikację samochodów oferowanych w przyszłości na rynku. Będą w stanie tak przygotować ofertę, żeby klient szybciej zdecydował się na zakup – mówi Wojciech Drzewiecki.

Prof. J. Hausner: Ekonomiści czekają na bardziej szczegółowy plan działania rządu. Konieczne jest przygotowanie gospodarki na trudne czasy

Rok 2021 może być dla polskiej gospodarki trudniejszy niż przyszły, więc rząd powinien mieć plan działania na te kolejne dwa lata – mówi ekonomista prof. Jerzy Hausner. Wyzwaniem jest m.in. nadchodzące spowolnienie gospodarcze, które będzie oznaczać mniejsze wpływy do budżetu, oraz wzrost cen energii i kosztów pracy, który zmniejszy konkurencyjność polskich firm. Według byłego członka Rady Polityki Pieniężnej w exposé premiera Mateusza Morawieckiego zabrakło szczegółów na ten temat. Na razie rząd koncentruje się na szukaniu źródeł finansowania obietnic wyborczych.

Zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Mateusz Morawiecki powiedzieli publicznie, że weszliśmy w fazę spowolnienia gospodarczego. To nie będzie kryzys, ale czekają nas trudne czasy. I powiedzieli, że będziemy na to przygotowani, więc teraz trzeba powiedzieć, co to znaczy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Jerzy Hausner, ekonomista Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, były członek Rady Polityki Pieniężnej. – Najważniejszym zadaniem jest przeprowadzić polską gospodarkę i jej obywateli przez ten trudniejszy okres, pamiętając, że część spraw od nas nie zależy, ale to nie znaczy, że nic od nas nie zależy. 

Według założeń do ustawy budżetowej, która zakłada, że dochody i wydatki budżetu w przyszłym roku zrównają się ze sobą i nie będzie deficytu, polska gospodarka urośnie w tym roku o 4,0 proc., a w kolejnym o 3,7 proc. To wyraźnie wolniej niż w 2018 roku, gdy przyspieszyła o 5,1 proc. Natomiast Narodowy Bank Polski w opublikowanej w listopadzie projekcji PKB zakłada odpowiednio 4,3 proc. oraz 3,6 proc. Jeszcze w lipcu prognozy były o kilka punktów procentowych wyższe. Wolniejsze tempo wzrostu to niższe wpływy do budżetu, a zobowiązania podjęte w czasie kampanii – takie jak 13. i 14. emerytura, podniesienie pensji minimalnej czy niższy ZUS i CIT dla małych firm i podniesienie limitu obrotów w przypadku opodatkowania ryczałtem – będą wymagały finansowania.

Mamy kilka inicjatyw, które już na pierwszym posiedzeniu Sejmu próbowano przeprowadzić. Nie wszystko się udało, bo na razie sprawa składek ZUS-u dla osób mających wysokie wynagrodzenia została odłożona, w związku z tym problem nie został zamknięty – ocenia prof. Jerzy Hausner podczas Open Eyes Economy Summit. – Nie sądzę, żeby cała sprawa sprowadzała się do równowagi budżetowej. Jest wiele innych problemów, np. co mamy zamiar zrobić, żeby nie doprowadzić do wyższej inflacji w konsekwencji uwolnienia cen energii elektrycznej. Nie wiem, jaki jest plan na przyszłość polskiej energetyki.

Wzrost cen energii już dotknął jednostki samorządu terytorialnego, urzędy czy przedsiębiorców. Jeśli do tego dojdzie zapowiadany wzrost płacy minimalnej, to wzrost kosztów – nawet jeśli nie doprowadzi do upadłości firm – na pewno osłabi ich konkurencyjność eksportową. Przykładem może być branża motoryzacyjna. Mimo że na słabszych wynikach niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego polski sektor ucierpiał mniej, niż początkowo przypuszczali ekonomiści, to jednak znaczący wzrost kosztów prowadzenia działalności może skłonić zagraniczne firmy do likwidacji części polskich fabryk.

– Wielkie globalne firmy, które mają tutaj swoje fabryki i montownie rozważają wychodzenie z Polski. To jest dużo miejsc pracy – wyjaśnia ekonomista. – W tej chwili mamy także problemy w sektorze logistyki, transportu szczególnie. Jeśli rzeczywiście uwolnimy ceny energii, to pytanie, co będzie z przemysłem cementowym, bo on jest bardzo energochłonny. To są naczynia połączone. Rozumiem, że w exposé premier nie mógł mówić o tego rodzaju szczegółach, ale to nie zmienia faktu, że już wkrótce premier albo minister Emilewicz powinni w imieniu rządu przedstawić, jaki jest ten plan na najbliższe dwa lata.

Prof. Jerzy Bralczyk: Pierwsze posiedzenie nowego Sejmu natchnęło mnie optymizmem. Niektórzy politycy pokazali wolę porozumiewania się

– Pewne sygnały w dyskursie politycznym mogą sugerować chęć porozumienia się – mówi prof. Jerzy Bralczyk, oceniając zakończone właśnie pierwsze posiedzenie Sejmu IX kadencji. Jednym z pierwszych omawianych przez polityków projektów było zniesienie limitu 30-krotności składek na ZUS. Wbrew praktyce poprzedniej kadencji zarówno prawica, jak i opozycja okazały się niejednolite w swoich poglądach, w wyniku czego budzący wiele emocji projekt został wycofany i trafił do konsultacji. Zdaniem prof. Jerzego Bralczyka może to być zapowiedź łagodzenia dyskursu politycznego. – Wciąż jednak potrzebujemy w języku więcej konkretów zamiast ocen i mniej pewności siebie – podkreśla znany językoznawca.

– Pewne sygnały mogłyby pokazywać, zwłaszcza na pierwszym posiedzeniu nowego Sejmu, że istnieje możliwość, może niekoniecznie zgody, bo zgoda w polityce jest czasami podejrzana, ale porozumiewania się, nawet bez porozumienia. Natchnęło mnie to optymizmem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Jerzy Bralczyk, językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. – Cóż z tego, kiedy media, choć nie tylko po stronie mediów tutaj jest wina, wolą eksponować to, co jest konfliktowe, to, co jest ich zdaniem atrakcyjniejsze, a więc pewne rzeczy antagonizujące, a nie to, co mogłoby być związane z chęcią pokazania większego szacunku. Zastanawiam się, czy możliwe jest jakieś medium, które by eksponowało to, co służy porozumieniu, co może prowadzić do niekoniecznie pełnego pogodzenia się, ale w każdym razie możliwości wymiany sądów.

19 listopada Sejm miał się zająć m.in. pierwszym czytaniem projektu PiS dotyczącego zniesienia limitu 30-krotności przy składkach ZUS. Jednak partia wycofała ten projekt i skierowała go do konsultacji ze związkowcami i pracodawcami. Okazało się bowiem, że wobec sprzeciwu Porozumienia Jarosława Gowina, które w dodatku zarządziło dyscyplinę partyjną w głosowaniu nad projektem, mógłby on zostać odrzucony. Przeciw była także Koalicja Obywatelska, natomiast Lewica, choć podjęła wspólną decyzję, nie zdradziła jej publicznie. Na pewno jednak będzie się domagała zmian w projekcie.

Można pomyśleć, że niekoniecznie automatycznie Porozumienie będzie za, niekoniecznie automatycznie Lewica będzie przeciw – komentuje prof. Jerzy Bralczyk. – Język konkretu teraz nam jest potrzebny, czyli język określania zjawisk precyzyjnie, bez używania elementów oceny.

Podkreśla, że takie podejście sprzyja większej pokorze i skupieniu na kwestiach merytorycznych, a nie demonstracji siły lub pogardy i utwierdzania siebie i swoich wyborców w dotychczasowych przekonaniach. W związku z większą różnorodnością poglądów w Sejmie, niejednomyślnością w niektórych kwestiach, zarówno w rządzącej koalicji, jak i w opozycji, oraz brakiem przewagi PiS-u w Senacie konieczne może stać się poszukiwanie przez polityków sposobów na porozumienie.

Trochę mniej tego języka wartości, a trochę więcej języka opisu rzeczywistości, diagnoz, a przede wszystkim mniej pewności siebie, która gubi jednych i drugich – postuluje językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. – Odbiorca nie lubi specjalnie manifestowanego pełnego przekonania, że tylko my mamy rację. Może potrzeba więcej łagodniejszych sformułowań, może nawet wyrażeń modalnych typu „z pewnością”, „być może” albo „zapewne”, a nie tylko „tak jest i już”. Jeżeli atmosferę się podgrzewa, to potem trzeba podgrzewać jeszcze bardziej. Jest taka stara zasada, że to, co jest mocne, po jakimś czasie przestaje takie być, więc pojawia się coś jeszcze mocniejszego. Może spróbujmy czegoś łagodniejszego.

Statystycznie każdego dnia blisko 50 Polek słyszy diagnozę rak piersi. Eksperci podkreślają: im szybciej zdiagnozujemy zmiany, tym większe szanse na wyleczenie

Statystycznie każdego dnia blisko 50 Polek słyszy diagnozę rak piersi. Eksperci podkreślają: im szybciej zdiagnozujemy zmiany, tym większe szanse na wyleczenie 1

Mimo licznych kampanii edukacyjnych oraz częstszego zwracania uwagi społeczeństwa na to, jak ważne jest regularne wykonywanie badań, wciąż Polacy mają niewystarczającą wiedzę na temat nowotworu piersi. Jak pokazuje najnowsze badanie sondażowe dotyczące wiedzy Polaków nt. raka piersi, przeprowadzone w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa” – tylko połowa kobiet regularnie wykonuje samobadanie piersi, które wspiera wczesną diagnostykę raka piersi. To istotne o tyle, że wcześnie wykryty nowotwór jest dziś w większości przypadków uleczalny.

Kampania „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa” skierowana jest zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. Ma z jednej strony zachęcić kobiety do systematycznych badań, a z drugiej – podkreślić rolę męskiego wsparcia w trakcie choroby oraz zachęcaniu bliskich kobiet do regularnych badań.

– Według najświeższych statystyk w Polsce każdego roku blisko 19 tys. kobiet dowiaduje się o diagnozie – rak piersi, ponad 6 tys. umiera z tego powodu.To bardzo zła informacja, bo gdybyśmy chcieli zmieścić się w europejskiej średniej, tych zgonów w stosunku do liczby zachorowań powinniśmy mieć o ok. 1,5 tys. mniej. Ciągle mamy więc bardzo dużo do zrobienia – podkreśla dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Centrum Onkologii w Warszawie.

Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród kobiet. Statystycznie każdego dnia taką diagnozę słyszy blisko 50 Polek. Dzieje się tak, ponieważ – mimo kampanii edukacyjnych i podkreślania, jak ważne są regularne badania – rak piersi nadal wykrywany jest na zbyt późnym etapie.

Co istotne, większość Polek (73 proc.) wie, jak samodzielnie badać piersi, choć nadal pozostaje blisko 1/3, która nie wie, jak powinno się wykonywać to badanie. Co więcej, zdecydowana większość Polaków (72 proc.) nie wie, w jakim dniu cyklu miesiączkowego powinno się wykonywać samobadanie piersi i zaledwie 7 proc. ma świadomość, że powinno ono zostać wykonane pomiędzy 5. a 10. dniem cyklu – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa” na zlecenie Fundacji Onkocafe – Razem Lepiej oraz Novartis Oncology.

– Mamy jeszcze dużo do zrobienia i głównie dotyczy to profilaktyki. To, czy wyleczymy raka piersi, zależy przede wszystkim od tego, na jakim etapie choroby zaczniemy go leczyć. Im wcześniej zaczniemy diagnozować pacjentkę z powodu jakiegoś guzka w piersi i im wcześniej wdrożymy leczenie – tym większa szansa. Oczywiście, to nie wygląda tak dobrze, jak w bogatszych krajach Unii, ale z każdym rokiem widać poprawę – mówi dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld.

Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród Polek, a diagnoza we wczesnym stadium, kiedy zmiany w piersi są niewielkie, daje prawie 100-procentową szansę na wyleczenie. Mimo to Polki nadal zbyt rzadko wykonują badania diagnostyczne i samobadanie piersi, które pozwala zauważyć pierwsze niepokojące zmiany. Badanie sondażowe, przeprowadzone w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa”, pokazuje, że 42 proc. Polaków ma świadomość, że takie samobadanie powinno się przeprowadzać co najmniej raz w miesiącu. Ale regularnie wykonuje je tylko połowa Polek. Prawie 50 proc. kobiet w ogóle nie wykonuje comiesięcznego samobadania piersi.

Dlaczego zatem Polki nie przeprowadzają samobadania? Głównym powodem (45%) jest zapominanie o tym ważnym badaniu. Wśród innych powodów pojawiają się: strach przed wyczuciem czegoś (15%), niewiedza odnośnie do konieczności regularnego przeprowadzania samobadania (11%), fakt, iż badanie jest nieprzyjemne (3%) oraz wstyd (1%).

– Wcześnie wykryty rak piersi jest w wielu przypadkach w stu procentach wyleczalny, zatem nie ma się czego bać, trzeba działać – podkreśla Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Jak podkreśla Anna Kupiecka, dziś rak piersi w Polsce wykrywany jest na coraz wcześniejszych etapach i sytuacja powoli się poprawia. Zmian wymaga jednak system leczenia i opieki nad pacjentami onkologicznymi.

– Kiedyś mówiliśmy, że nadal zbyt wiele kobiet zgłasza się do lekarza z zaawansowanym stadium choroby. Wydaje się, że dziś jest już troszeczkę lepiej, niemniej wciąż cały system i organizacja leczenia raka piersi w Polsce szwankuje. Od października miały być Breast Unity, ale już słychać głosy, że w najbliższym czasie nie uda się zawrzeć kontraktów na realizację tego rodzaju świadczeń. To nas bardzo smuci. Staramy się gonić Europę Zachodnią w leczeniu nowotworów piersi, a tymczasem śmiertelność z tego powodu w ostatnich kilku latach zamiast maleć wzrosła – mówi Anna Kupiecka. –  Przed nami jeszcze wiele do zrobienia. Leczenie powinno być wdrażane jak najwcześniej, zgodne z najnowszą wiedzą medyczną. Niestety, organizacja całego procesu wykrywania, kompleksowego leczenia i zaopiekowania pacjentki z rakiem piersi wciąż pozostawia wiele do życzenia. 

Jak podkreśla, obok właściwego leczenia pacjentki potrzebują również wsparcia swoich rodzin, bliskich i partnerów. Właśnie na tę potrzebę zwraca uwagę kampania „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa”, której celem jest z jednej strony zachęcenie kobiety do systematycznych badań, a z drugiej strony zwrócenie uwagi na to, jak ważne jest wsparcie bliskich w trakcie choroby nowotworowej.

W tej kwestii wyniki badania sondażowego są optymistyczne – 90 proc. mężczyzn jest świadomych, że wsparcie dla chorej na raka piersi jest bardzo ważne. 64 proc. mężczyzn zadeklarowało, że zachęca swoje partnerki bądź bliskie kobiety do badań. Nadal pozostaje jednak blisko 35 proc. mężczyzn, którzy przyznają, że nie pamiętają lub nie robią tego w ogóle.

ŹRÓDŁA:

Badanie sondażowe OMNIBUS pt. „Rak piersi” zrealizowane na zlecenie Novartis Oncology przez Instytut Badawczy ARC Rynek i Opinia. Dane z 26.07.2019 r.

Wojciechowska Urszula, Didkowska Joanna, Zachorowania i zgony na nowotwory złośliwe w Polsce. Krajowy Rejestr Nowotworów, Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie. Dostępne na stronie: http://onkologia.org.pl/raporty/HASHtabela_rok, data wygenerowania raportu: 19.07.2019 r.

Rak piersi nie ma metryki, Raport http://www.delab.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2017/12/Rak-piersi-nie-ma-metryki.pdf, data dostępu: 19.07.2019 r.

Badanie sondażowe OMNIBUS pt. „Rak piersi” zrealizowane na zlecenie Novartis Oncology przez Instytut Badawczy ARC Rynek i Opinia. Dane z 26.07.2019 r.

Polski rynek targowy ma mocną pozycję w Europie. Branża zatrudnia ponad pół miliona pracowników i będzie rosła

0

Polski rynek targowy ma mocną pozycję w Europie. Branża zatrudnia ponad pół miliona pracowników i będzie rosła 2

Dzięki dobrej koniunkturze w gospodarce, nowoczesnej bazie obiektów targowych i hotelowych, a także strategicznemu położeniu geograficznemu polski rynek targowy ma mocną pozycję w Europie i notuje wzrosty. Jego dalszy rozwój ułatwiłoby większe wsparcie władz lokalnych i rządowych – podkreślają przedstawiciele branży. Największą popularnością niezmiennie cieszą się imprezy związane z IT, turystyką czy targi hobbystyczne. Modne są również te dotyczące ekologii czy ochrony środowiska. Na przestrzeni ostatnich lat targi bardzo się zmieniły – dziś często towarzyszą im duże eventy, a stoiska targowe są wspomagane przez nowoczesne technologie.

– Branża targowa jest w całkiem niezłej kondycji, szczególnie na tle pozostałych krajów europejskich. Wiąże się to z dobrą koniunkturą. Nasza gospodarka wciąż się rozwija, podczas gdy dynamika wzrostu gospodarki w Europie nabrała już wolniejszego tempa – mówi agencji Newseria Biznes dr Beata Kozyra, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT). – Jesteśmy niekwestionowanym liderem Europy Środkowo-Wschodniej i liczącym się graczem w całej Europie. Daleko nam pod względem wielkości do tych najbardziej znanych ośrodków targowych, ale jakością im nie ustępujemy.

W ubiegłym roku – według statystyk PIPT i Centrex (Międzynarodowego Związku Statystyk Targowych) – zorganizowano w Polsce ponad 200 targów z udziałem 1,62 mln zwiedzających i blisko 27,4 tys. wystawców, na powierzchni targowej wielkości blisko 900 tys. mkw. PIPT szacuje jednak, że w Polsce organizowanych jest jeszcze około 200 imprez targowych, które nie są poddawane audytowi według międzynarodowych standardów statystycznych Centrex.

W porównaniu z 2016 rokiem (z uwagi na 2-letni cykl organizacji części imprez) liczba zorganizowanych w Polsce targów była niższa o 5 proc. O tyle samo spadła również liczba polskich wystawców. Zwiększyła się natomiast liczba wystawców zagranicznych – aż o 7 proc. Wzrosła również wielkość wynajętej powierzchni targowej o prawie 3 proc., a liczba gości odwiedzających targi zwiększyła się o 5,3 proc. Na przestrzeni ostatniej dekady (lata 2009–2018) liczba zwiedzających na targach w Polsce wzrosła o ponad 8 proc.

 Liczba imprez nie zmienia się drastycznie, za to zmieniają się one jakościowo. Po pierwsze na targach wykorzystywane są najnowsze osiągnięcia techniki. Technologie wearables, wirtualna rzeczywistość i okulary VR, aplikacje AR, telewizory 4 i 8 K oraz roboty stanowią już dzisiaj codzienność na stoiskach targowych – mówi Beata Kozyra.

Jak podkreśla, następuje również bardzo wyraźna eventyzacja targów. Chodzi o to, że coraz ważniejszą pozycję na rynku mają targi, którym towarzyszą takie eventy, jak wydarzenia sportowe, konferencje, kongresy czy wydarzenia społeczne. 

Zmieniają się również trendy w zakresie najpopularniejszych obszarów tematycznych targów.

Czasami jest tak, że imprezy pojawiają się w jednym roku, a w kolejnym znikają, inne trwają przez wiele lat. A w miejsce targów, które odchodzą do lamusa, pojawiają się nowe. Targi związane z hobby, IT czy turystyką cieszą się nieustającą popularnością od dłuższego czasu. Natomiast stosunkowo nowym trendem jest np. survival. Dynamicznie rozwijają się również imprezy skierowane do pasjonatów – od pokazów zabytkowych samochodów przez gry planszowe do rozrywki multimedialnej – mówi Beata Kozyra. – Pojawiają się wciąż nowe imprezy targowe, takie jak wspomniany survival, ale tradycyjne wędkarstwo wciąż cieszy się ogromną popularnością. Modne stają się też targi bio i eko. To mocno rozwijający się trend. Podobnie jak wszystko, co związane z digitalizacją, IT, usługami dla biznesu, grami i rozrywką. Ten obszar na pewno się będzie nadal dynamiczne rozwijał.

Polski rynek targowy jest stosunkowo niewielkim, ale dojrzałym i stabilnym rynkiem europejskim. Wpływa na to wiele czynników, m.in. znaczący, oscylujący wokół 5 proc., wzrost gospodarczy w dwóch ostatnich latach, wciąż wysoki eksport i silny popyt wewnętrzny, zarówno inwestycyjny, jak i konsumpcyjny.

Kluczowe znaczenie ma również strategiczne położenie Polski na linii Wschód–Zachód oraz na bieżąco modernizowana i rozbudowywana w miarę potrzeb infrastruktura targowo-konferencyjna. Ważny jest też fakt, że polscy organizatorzy targów i dostawcy usług targowych śledzą zmieniające się w branży trendy, dostosowując obiekty, produkty targowe i usługi do zmieniających się potrzeb i oczekiwań klientów.

Jak podkreśla ekspertka, czynnikiem wpływającym na rozwój branży targowej jest też współpraca z władzami lokalnymi i rządowymi. Ta w Polsce nie wygląda jednak najlepiej. W innych krajach Unii Europejskiej, np. w Niemczech czy we Włoszech, targi są oczkiem w głowie rządzących. Dla przykładu, w Lombardii władze lokalne dofinansowują ośrodki targowe nawet do wysokości 1,5 mln euro w postaci częściowo tylko zwrotnej pożyczki. W Polsce branża nie może jednak liczyć na żadną formę wsparcia czy dotacji

Władze rządowe prawie w ogóle nie interesują się targami. Owszem, ministrowie bywają na ważniejszych targach międzynarodowych, jednak jest to niewystarczające wsparcie dla branży – mówi Beata Kozyra.

Zdaniem prezes PIPT, polskie władze nie dostrzegają prostej zależności, że wysoka aktywność obiektów targowych jest czynnikiem pobudzającym rozwój gospodarczy miasta, regionu czy całego kraju. Organizacja tego typu imprez rozwija lokalne usługi hotelarskie, gastronomiczne, kulturalne czy transportowe.

– Tylko efektywna współpraca władz centralnych, administracji samorządowej, ośrodków targowych oraz wykorzystywanie dostępnych zasobów na rzecz promocji polskiej gospodarki i krajowych firm – a targi zdecydowanie są miejscem promocji polskich przedsiębiorstw i produktów – może przywrócić polskim targom dawną świetność i wspierać polską gospodarkę – podkreśla Beata Kozyra. – Z naszych obliczeń wynika, że branża okołotargowa zatrudnia ponad pół miliona pracowników, a do budżetu państwa wpływa z branży prawie 3 mld zł. Wydaje się, że gdyby atencja władz rządowych była większa, te cyfry można by było zwiększyć o co najmniej 50 proc.

Maszyny odczytują emocje lepiej od ludzi. Nowe urządzenia pomagają służbom granicznym i usprawniają kontakty z klientami

Identyfikować gniew, strach i smutek potrafią także maszyny. Najnowsze badania wskazują, że są w tym już lepsze niż ludzie. Połączenie między ośrodkowym układem nerwowym a ekspresją emocjonalną na twarzy umożliwiło stworzenie algorytmów, które poprawnie rozpoznają ludzkie emocje poprzez kolor twarzy. Na rynku jest dostępny „emocjonalny aparat słuchowy”, czyli urządzenie, które pomaga dzieciom z zespołem Aspergera czytać emocje i reagować na mimikę twarzy. Empath, program do rozpoznawania emocji, który identyfikuje emocje poprzez analizę fizycznych właściwości głosu, pomoże z kolei w telefonicznej obsłudze klienta.

– Opracowaliśmy technologię do analizy emocji na podstawie głosu, działającą na bazie sztucznej inteligencji. Nasze rozwiązania nie analizują treści słów, ale sposób ich wypowiadania. Analizują tempo wypowiedzi, ton, głośność czy intonację głosu. Dzięki wykorzystaniu technologii uczenia maszynowego opracowaliśmy algorytm pozwalający ocenić stan psychiczny rozmówcy w oparciu o właściwości akustyczne jego wypowiedzi – mówi agencji Newseria Innowacje Hazumu Yamazaki, współzałożyciel spółki Empath.

Reklamodawcy, największe firmy technologiczne, a także służby graniczne używają oprogramowania do śledzenia twarzy do monitorowania naszych nastrojów. Maszyny mogą identyfikować gniew, strach czy smutek i są w tym coraz lepsze. Potwierdza to niedawno opublikowane badanie w Proceedings of National Academy of Sciences. Wynika z niego, że nasze twarze wyrażają uczucia kolorami. O ile ludzie są w stanie poprawnie zidentyfikować uczucia innych osób w 75 proc. przypadków w oparciu o subtelne zmiany koloru przepływu krwi wokół nosa, brwi czy policzków, o tyle w przypadku maszyn wskaźnik poprawnych wskazań sięga 90 proc.

Technologia pomaga także chorym – na rynku dostępne jest np. urządzenie, które pomaga zrozumieć emocje i dopasować mimikę twarzy do uczuć. Przydatne jest zwłaszcza osobom z chorobą Aspergera. Najczęściej jednak technologia znajduje zastosowanie w pracy, która opiera się na kontakcie z klientem. Maszyny na podstawie głosu, szybkości mowy i intonacji są w stanie dokładnie rozpoznać nastrój i emocje rozmówcy. Takie rozwiązania sprawdzają się w handlu i produkcji, także w call center pomagają sprawnie przeprowadzić rozmowę.

– Nasze rozwiązania potrafią zidentyfikować cztery emocje: radość, opanowanie, złość i smutek oraz określić poziom energii, który można porównać do wewnętrznego barometru, który znajduje się w naszych ciałach. Pomaga to określić poziom motywacji rozmówcy – wskazuje Hazumu Yamazaki.

Na rynku istnieje już np. oprogramowanie do analizy mowy w call center, które raportuje parametry rozmów telefonicznych, takie jak czas trwania, nastrój mówcy i atmosferę rozmowy. Wykrywa, kiedy może dojść do kłótni, pomaga zapobiegać konfliktom.

– Opracowana przez nas technologia może być używana przez biura telefonicznej obsługi klienta, w przemyśle motoryzacyjnym, robotyce, służbie zdrowia. Obecnie uwagę kierujemy głównie w stronę biur telefonicznej obsługi klienta i poprawy poziomu zadowolenia klienta z jakości obsługi oraz zmniejszenia poziomu fluktuacji kadr – tłumaczy współzałożyciel spółki Empath.

Analiza głosu wydobywa różne cechy akustyczne z głosu mówcy w czasie rzeczywistym, tym samym pozwala zrozumieć emocje rozmówcy. Technologia nie analizuje kontekstu językowego, wykrywa natomiast zmiany w zakresie głosu, które wskazują na gniew, niepokój, szczęście lub satysfakcję, niuanse nastroju czy nastawienie do rozmówcy.

– Oferujemy usługi wirtualnego asystenta, który wspiera pracę telefonistów oraz osób nadzorujących ich pracę, celem poprawy komunikacji w oparciu o empatię. Z tego powodu nasze produkty są kierowanie głównie do biur telefonicznej obsługi klienta. Obecnie mamy już 700 klientów w 50 krajach – mówi Hazumu Yamazaki.

Chmury danych ułatwiają naukowcom prowadzenie badań. Nowa platforma pozwoli podzielić się zdjęciami prosto z mikroskopu

Z badań Intelligent Enterprise Index przeprowadzonych przez analityków Zebra Technologies Corporation wynika, że dziś aż 61 proc. firm inwestuje w technologie inteligentne. Narzędzia tego typu coraz częściej trafiają także w ręce jednostek naukowych, które wykorzystują je do usprawnienia procesów decyzyjnych oraz procedur badawczych. Korporacja Labstep pokłada spore nadzieje w chmurze danych, której upowszechnienie może uprościć prowadzenie badań przez kilka zespołów naukowych z całego świata.

– Stworzyliśmy platformę do zarządzania, współpracowania i dzielenia się danymi oraz wynikami badań. Laboratoria z różnych uczelni i kontynentów współpracują ze sobą, a praca naukowców polega na zapisywaniu obserwacji, a na co dzień wykorzystuje się głównie odręczne notatki. W obecnych czasach, gdzie duży nacisk kładzie się na współpracę, dzielenie się danymi i wynikami jest niezwykle trudne. Nasze narzędzie stanowi platformę, dzięki której naukowcy mogą w bardzo prosty sposób komunikować się i wymieniać danymi ze współpracownikami – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jan Domanski, współzałożyciel Labstep.

Na rynku chmurowym funkcjonuje obecnie wiele platform przystosowanych do pracy grupowej. Obok narzędzi skierowanych do użytkowników domowych istnieją także te skierowane do środowiska biznesowego. Cechują się znacznie większą wszechstronnością niż klasyczne dyski sieciowe, oferując całą paletę dodatkowych, wysoce funkcjonalnych narzędzi.

Z myślą o użytkownikach biznesowych powstała m.in. chmura G-Core Labs. Platforma nie tylko pozwala przetwarzać nieograniczoną liczbę danych, co może okazać się przydatne w przypadku projektów naukowych operujących na zasobach big data, lecz także pozwala wybrać serwerownie, w której klient będzie przechowywać swoje dane. Dzięki temu zespół może wybrać taki serwer, który zapewni jak najszybszy przepływ informacji pomiędzy poszczególnymi grupami naukowców.

– Jeśli wejdziemy do laboratorium z XXI wieku i usuniemy wszystkie urządzenia z monitorem, to nie będziemy mogli odróżnić go od laboratoriów z lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Wszystko wygląda podobnie – ludzie w fartuchach zapisujący notatki na papierze. Na szczęście start-upy pracują już nad tym sektorem, każdego roku wydawane są ogromne pieniądze na rozwój badań, a my pomagamy wydać je korzystnie – przekonuje ekspert.

Potencjał tej technologii docenił także Departament Zasobów Wewnętrznych Stanów Zjednoczonych, który zainwestował w elektroniczny system zarządzania zasobami funkcjonujący w ramach chmury danych. Do końca 2022 roku wszystkie rekordy elektroniczne oraz skrzynki mailowe departamentu zostaną przeniesione do chmury. Dzięki temu dostęp do zawartych w nich informacji będzie szybszy i wydajniejszy, e-maile będą automatycznie kategoryzowane, a pracownicy będą mogli sprawniej operować dokumentami wykorzystywanymi w departamencie.

Na podobnej zasadzie ma działać narzędzie od Labstep, które będzie pomostem pomiędzy danymi gromadzonymi w aplikacjach oraz na komputerach użytkowników platformy. Zaprojektowano je w taki sposób, aby ułatwiło zarządzanie notatkami czy danymi do analizy. Wprowadzono w nie m.in. elektroniczny notatnik do zapisywania informacji na temat przeprowadzanych eksperymentów, interfejs do usystematyzowania kolejnych kroków badawczych czy system protokołów wzorcowych. Labstep obsługuje także szereg plików wykorzystywanych w laboratoriach i jest kompatybilny z takimi narzędziami, jak pakiet Microsoft Office, Molecular czy SnapGene.

– Internet rzeczy będzie coraz częściej gościł w laboratoriach. Zamiast pracownika laboratorium wykonującego zdjęcie za pomocą mikroskopu z kamerą, mikroskop podłączony do internetu automatycznie wykona zdjęcie pobranej próbki, prześle je do notatnika w chmurze, do którego będą mieli dostęp jego współpracownicy. Naszym naukowcom i klientom zapewniamy takie rozwiązania, które pozwalają im wysyłać dane z ich urządzeń do innych pracowników, dzięki czemu mogą pracować wspólnie – wyjaśnia Jan Domanski.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku systemów zarządzania dokumentami do 2023 roku osiągnie wartość 6,8 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 11 proc.

Premiera pierwszego elektrycznego samochodu Lexusa UX 300e

  • Pierwszy elektryczny samochód Lexusa łączy wyrafinowane właściwości jezdne i ciche wnętrze na poziomie właściwym dla DNA marki
  • Legendarna niezawodność Lexusa wywodząca się z technologii hybrydowej
  • Elektryczny UX zachował swój charakterystyczny wygląd i wysoką funkcjonalność

Lexus zaprezentował na targach Guangzhou International Automobile Exhibition model UX 300e – swój pierwszy seryjny samochód elektryczny (BEV). Crossover o mocy 150 kW i baterii 54,3 kWh zapewni do 400 km zasięgu (wg NEDC)*. Wystawa w Guangzhou w Chinach trwa od 22 listopada do 1 grudnia.

Od wprowadzenia w 2005 roku modelu RX 400h Lexus jest pionierem technologii zelektryfikowanych napędów na rynku samochodów luksusowych. Marka jako pierwsza rozpoczęła sprzedaż samochodów, które łączyły doskonałe osiągi i niską emisję spalin. Podczas Tokio Motor Show 2019 Lexus ogłosił swoją nową globalną strategię elektryfikacji, którą nazwał Lexus Electrified. Jej celem jest ogromny skok naprzód w osiągach aut, jakości prowadzenia, a także radości z jazdy, którą odczuwa kierowca za sprawą napędu elektrycznego.

Technologia Lexus Electrified pozwala na zintegrowaną kontrolę nad napędem, układem kierowniczym, zawieszeniem oraz hamulcami, w pełni wykorzystując potencjał technologii rozwiniętych w autach hybrydowych. Dzięki temu samochód prowadzi się stabilnie w każdej sytuacji. Jest to kolejny krok w nieustannym dążeniu Lexusa, by jego auta były coraz bezpieczniejsze i dawały coraz większą radość z jazdy.

Elektryczny UX 300e, pierwszy produkcyjny model spod znaku Lexus Electrified, został opracowany w taki sposób, by zapewniać świetne doznania podczas jazdy. Inżynierowie Lexusa zachowali charakterystyczny wygląd i wysoką funkcjonalność Lexusa UX, skupiając się na tym, by wykorzystać szanse, jakie daje szczególny charakter napędu elektrycznego. Silnik o mocy 150 kW oferuje błyskawiczne, naturalne przyspieszenie, a baterie o wysokiej pojemności, zamontowane pod kabiną pasażerską, zapewniają nisko położony środek ciężkości oraz do 400 km zasięgu (wg NEDC)*. Najnowsze technologie łączności sprawiają, że UX 300e wykorzystuje do maksimum zalety napędu elektrycznego, nie rezygnując z osiągów w prowadzeniu, a także z użyteczności pojazdu.

Wyrafinowane właściwości jezdne i wygłuszenie kabiny zgodne z DNA Lexusa

Lexus od początku swojego istnienia jest skoncentrowany na zapewnieniu niesamowitych wrażeń z jazdy. Nie inaczej jest w przypadku napędu elektrycznego na baterie. Opierając się na modelu UX, inżynierowie Lexusa mogli w pełni wykorzystać zalety napędu elektrycznego, by auto prowadziło się jeszcze lepiej. Jednocześnie, zgodnie z DNA Lexusa, UX 300e ma jedną z najcichszych kabin w swojej klasie, do czego przyczyniło się wieloletnie doświadczenie inżynierów marki w wygłuszaniu wnętrza.

System Drive Mode Select w modelu UX 300e pozwala kontrolować płynność przyspieszenia i zwalniania, w zależności od sytuacji. Kierowca może w pełni korzystać z dynamiki i dostępnego natychmiast momentu obrotowego elektrycznego napędu. Jednocześnie za pomocą łopatek przy kierownicy można wybrać jedno z czterech poziomów odzyskiwania energii podczas zwalniania, przy zachowaniu naturalnych odczuć z jazdy.

UX 300e zapewnia doskonałe właściwości jezdne dzięki niskiemu środkowi ciężkości. To efekt zastosowania elektrycznego silnika oraz umieszczenia baterii pod kabiną pasażerską, co dodatkowo wpływa na rozkład masy i moment bezwładności.

Wysoki poziom sztywności platformy GA-C został jeszcze bardziej zwiększony dzięki zastosowaniu dodatkowych rozpórek oraz optymalizacji siły tłumiącej amortyzatorów, które zostały dostosowane do zmian związanych z elektryfikacją auta.

Samochody elektryczne z natury są ciche, ale UX 300e otrzymał dodatkowe wygłuszenia izolujące kabinę od odgłosów z zewnątrz takich jak wiatr czy szum opon, które byłyby słyszalne po rezygnacji z tradycyjnego silnika i skrzyni biegów.

Inżynierowie skupili się także na dźwiękach w trakcie jazdy, by nadać prowadzeniu jak najbardziej naturalny charakter. Active Sound Control (ACS) przekazuje odgłosy otoczenia, żeby kierowca wiedział, jakie warunki panują na drodze, a pasażerowie czuli się w kabinie naturalnie.

Legendarna niezawodność Lexusa wywodząca się z technologii hybrydowej

W pracach nad modelem UX 300e Lexus korzystał z wiedzy, którą pozyskał podczas rozwijania napędów hybrydowych, stosując ten sam poziom kontroli jakości i procesów produkcji napędu elektrycznego, co w przypadku innych modeli. Zespół inżynierów Lexusa zadbał o niespotykaną niezawodność baterii, a także o najnowsze systemy łączności, żeby zapewnić codzienną użyteczność i kompatybilność ze smartfonami.

Wydajność silnika, przetwornika mocy, przełożeń oraz baterii o wysokiej pojemności została wykorzystana do maksimum, w oparciu o wiedzę pozyskaną w produkcji hybryd. Dzięki zwiększeniu osiągów całego układu, UX 300e ma zasięg do 400* km.

Baterie są wyposażone w system zarządzania temperaturą, który pracuje zarówno przy niskich, jak i wysokich temperaturach na zewnątrz. Ich niezawodność została zwiększona także dzięki systemom regulującym poziom naładowania, które zapobiegają przeładowaniu oraz rozładowaniu baterii.

UX 300e jest wyposażony w nowe rozwiązania z dziedziny łączności. Specjalna aplikacja na smartfony LexusLink pozwala sprawdzić stan baterii czy zasięg auta, poinformuje właściciela, kiedy samochód zostanie naładowany, a nawet pozwoli zaplanować kolejne ładowanie w zależności od tego, kiedy samochód będzie ponownie używany oraz od cen prądu. Aplikacja umożliwia też zdalną kontrolę klimatyzacji.

Specyfikacja silnika Lexusa UX 300e

Umiejscowienie Model Moc maksymalna Maksymalny moment obrotowy
Przód 4KM 150 kW 300 Nm

Specyfikacja baterii UX 300e

Typ Pojemność Zasięg Standardowa prędkość ładowania (AC) Szybkie ładowanie (DC)
Litowo-jonowa 54,3 kWh 400 km* Maks. 6,6 kW Maks. 50 kW

 

*Według wstępnych testów w standardzie WLTP zasięg auta wynosi do 350 km.

Charakterystyczny styl i wysoka funkcjonalność

Wyrafinowany design i wysoka funkcjonalność crossovera Lexus UX zostały przeniesione do modelu UX 300e. Stylistyka nadwozia, podkreślająca dynamiczny charakter auta, została uzupełniona o specjalnie zaprojektowane aerodynamiczne koła oraz osłonę podwozia. Umiejscowienie systemu shift-by-wire na konsoli centralnej przyczynia się do prostego i funkcjonalnego designu wnętrza.

Priorytetem dla Lexusa są najbardziej zaawansowane technologie z zakresu bezpieczeństwa i jak najszybsze wprowadzanie ich do pełnej gamy modelowej. UX 300e został wyposażony w specjalnie przystosowany pakiet systemów bezpieczeństwa czynnego Lexus Safety System+. Lexus nieustannie dąży do ograniczenia wypadków na drodze i stresu kierowców. Rozwój systemów wspomagających jazdę ma zapewnić jak największe poczucie bezpieczeństwa.

Lexus UX 300e wejdzie do sprzedaży w Chinach i Europie w 2020 roku, a na początku 2021 roku trafi na rynek japoński.

Co sprzedawać w internecie? 5 pomysłów na biznes online 2020

Chcesz zacząć sprzedawać w internecie, ale brakuje ci pomysłu na biznes? Na szczęście istnieją narzędzia, które pozwalają precyzyjnie określić, co się obecnie najlepiej sprzedaje. Dzięki nim nie tylko określisz popyt na dany produkt w Polsce i zagranicą, ale też zbadasz konkurencję. Sprawdź, co się dobrze sprzedaje online i gdzie warto sprzedawać, aby to było opłacalne.

Jak określić, co się najlepiej sprzedaje w Polsce i zagranicą?

Statystki pokazują, że Polacy pokochali zakupy w internecie. Z roku na rok przybywa internautów, którzy kupują niestacjonarne. W 2019 jest to już 62 proc. internautów – o 6 p.p. więcej niż w 2018 r. (56 proc.). W 2017 roku 54 proc. deklarowało, że robi zakupy online. Kupujemy w sklepach polskich i zagranicznych. W większości przypadków nie ma to dla nas znaczenia poza opłatami związanymi ze ściąganiem towaru z innego kraju.

W tej sytuacji wiele osób chce otworzyć własny sklep internetowy. Problem w tym, że branża e-biznesu jest przeładowana. Niełatwo jest się wybić, ale nie jest to niemożliwe. Sukces zależy od trzech czynników:

  1. dobrego pomysłu,
  2. jakości produktów,
  3. dostosowaniu funkcjonalności sklepu do potrzeb użytkownika.

Dobry pomysł określa, co warto sprzedawać w internecie. Najprościej jest znaleźć niszę (coś, co rzadko jest kierowane do sprecyzowanej, wąskiej grupy odbiorców, ale jest na to zadowalający popyt) albo celować w produkty, które są najpopularniejsze. Mały sklep ma małe szanse na przebicie gigantów sprzedaży, ale może liczyć na przyzwoite zarobki. Określając najpopularniejsze kategorie produktów można polegać na intuicji lub na specjalnych narzędziach. Jednym z nich jest Google Trends, które określa, jakie produkty są najczęściej wyszukiwane w sieci. Ponadto wskazuje intensywność zainteresowania danym produktem w konkretnych okresach i w konkretnych miejscach. Poza tym narzędzie Google Trends pokazuje też specyfikę konkretnych produktów. Przykładowo, jeśli chcemy sprzedawać sukienki, Google Trends podpowie nam, czy internauci najczęściej szukają małej czarnej, czy innego rodzaju ubrania.

Oprócz Google Trends istnieje jeszcze kilka podobnych narzędzi do określania zainteresowań internautów. Niektóre są płatne, inne darmowe. Warto wybrać narzędzie najodpowiedniejsze dla siebie i przeanalizować popyt na produkty, które chcemy sprzedawać we własnym sklepie internetowym, zanim zaczniemy jakąkolwiek działalność. Jeszcze inną metodą wybrania towaru do sprzedaży online są raporty na temat sprzedaży w internecie, takie jak najnowszy raport „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska”.

Sprzedaż ubrań w internecie

W 2019r. najchętniej kupowanymi produktami w internecie (w Polsce) są ubrania, w tym dodatki i akcesoria. Dotychczas 69 proc. zakupów zrobionych w tym roku w sieci dotyczyła właśnie odzieży. W przypadku serwisów zagranicznych tylko 32 proc. zakupów dotyczyła ubrań i dodatków.

Dużą popularnością cieszą się znane marki, opierające swój wizerunek na dbaniu o jakość tkanin. W Polsce jedną z najpopularniejszych jest m.in. Marie Zelie. Sprzedaż markowych ubrań w internecie ma sens tylko wtedy, kiedy marki wydają na to zgodę (np. na zasadzie franczyzy). W pozostałychh przypadkach musimy postawić na niemarkowe ubrania.

Sprzedaż butów przez internet

Trudny, ale opłacalny biznes. Jednym wyjątkiem, kiedy nie warto tego robić, są towary markowe. Klient, który chce wydać na buty kilkaset lub kilka tysięcy złotych nie będzie kupował takiego towaru bez przymiarki. W 2019 r. obuwie znalazło się na drugim miejscu pod względem najczęściej kupowanych produktów przez internet w Polsce (55 proc. kupujących online kupowało właśnie buty). Za granicą było to tylko 32 proc. kupujących.

Sprzedaż książek i płyt przez internet

Polacy nie czytają? Sprzedaż książek w internecie pokazuje, że to nieprawda. Albo że przynajmniej kupują książki. W 2019 roku 54 proc. kupujących online w Polsce wybrało książki albo płyty. Natomiast za granicą takie produkty nie znalazły się nawet w pierwszej piątce zainteresowań kupujących. Stawiając na sprzedaż książek pamiętajmy, że będziemy musieli konkurować z takimi gigantami jak sieć Empik czy też innymi, wielkimi księgarniami.

Sprzedaż kosmetyków przez internet

Obecnie w Polsce kosmetyki zajmują czwarte miejsce pod względem ilości sprzedaży w internecie (52 proc., a za granicą 33 proc.). Mimo “wielkich graczy” na rynku, tutaj mali sprzedawcy mają duże pole do popisu, ponieważ panuje moda na naturalne ekokosmetyki. Można więc postawić na sprzedaż produktów niszowych: dwuskładnikowych, trzy składnikowych, hipoalergicznych, wegańskich albo takich, które wykonuje się z powszechnie dostępnych składników.

Aby zyskać pewność, że oferowane produkty są oryginalne i pochodzą z zaufanych źródeł, warto skorzystać z usług, które oferuje hurtownia kosmetyków online. Firma Europe Distribution Group to godny zaufania dystrybutor, który dzięki wieloletniemu doświadczeniu doskonale zna funkcjonowanie zarówno na rynku zachodnim, jak i polskim. W ich ofercie znajdują się sprawdzone i starannie wyselekcjonowane produkty, które spełniają oczekiwania konsumentów.

Sprzedaż sprzętu RTV i AGD online

Piąte miejsce na liście aktualnie najlepiej sprzedających się produktów online zajmują sprzęty AGD i RTV (49 proc. w Polsce, 33 proc. za granicą). Konkurencja na tym rynku jest duża, ale istnieje możliwość dobrego wypromowania się online, jeśli tylko postawimy na odpowiednie marki. Trzeba jednak pamiętać, że sprzedając sprzęty AGD i RTV musimy przewidzieć większe koszty dostawy (niż w przypadku ubrań czy kosmetyków). Te towary muszą być bardzo dobrze zabezpieczone, inaczej narażamy się na reklamacje klientów i straty finansowe.

Czego nie warto sprzedawać w internecie?

Istnieją branże, w których panuje tak duża konkurencja, że bez ogromnych zasobów finansowych na pozycjonowanie i reklamę, próby przebicia gigantów sprzedaży po prostu nie mają sensu. Ponadto pewne produkty są na tyle specyficzne, że ich sprzedaż online w ogóle nie cieszy się popularnością. Oto lista rzeczy, których nie warto sprzedawać w internecie:

  • drogie, markowe buty,
  • suknie ślubne,
  • rośliny,
  • alkohol,
  • broń,
  • zwierzęta znajdujące się na liście zagrożonych gatunków.

W internecie można sprzedawać praktycznie wszystko. Są jednak branże, w których taka sprzedaż będzie po prostu nieopłacalna. Przykładowo panny młode celebrują wybór sukni ślubnej, a z przymiarek robię wydarzenie towarzyskie. Dlatego też większość z nich nie kupi sukienki przez internet bez przymiarki. Z kolei jeśli chcemy sprzedawać alkohol, to w teorii możemy, a w praktyce nie mamy możliwość zweryfikować wieku kupującego. W związku z tym narażamy się na mandaty. Obecnie możemy kupić broń przez internet, ale według aktualnych przepisów odbiór broni musi nastąpić w sklepie stacjonarnym i za okazaniem uprawnień do jej posiadania.

Skąd brać produkty do własnego sklepu internetowego?

Kiedy już dokładnie wiemy, co warto sprzedawać w internecie, pozostaje pytanie o to, skąd brać towar. Jeśli wybraliśmy sprzedaż produktów własnego wyrobu, czyli popularny handmade, to sami możemy go produkować. W tej sytuacji jesteśmy zależni tylko od własnych mocy przerobowych.

Jednak większość rzeczy sprzedawanych w internecie to towar, który musimy skąd zdobyć. Możemy kupić go w hurtowni lub prosto od producenta. W przypadku ścisłej współpracy z producentem łatwiej jest negocjować cenę, natomiast hurtowania zezwala na zakup dużej ilości towaru bez zbędnych formalności.

Jeśli nie mamy gdzie trzymać rzecz, które chcemy sprzedawać w internecie, nie musimy ich fizycznie posiadać. Dropshipping, czyli wysyłka towaru z magazynu kontrahenta prosto do klienta, pozwala na sprzedawanie rzeczy bez ich magazynowania.

Gdzie sprzedawać w internecie?

Istnieje kilka możliwości sprzedaży w internecie. Pierwszą z nich jest własny sklep internetowy. Można go założyć osobiście, budując witrynę od podstaw lub skorzystać z gotowych rozwiązań e-commerce. Prowadzenie sklepu internetowego to korzystne, bezpieczne i tanie rozwiązanie.

Inną formą sprzedaży jest wykorzystywanie wielkich portali sprzedażowych takich jak np. Allegro. Korzystając z takich rozwiązań za każdy sprzedany produkt musimy zapłacić prowizję. Nie martwimy się jednak o wszystkie aspekty związane z prowadzeniem własnego biznesu online. Możemy przestać sprzedawać w każdym momencie.

Na popularności zyskuje także sprzedaż przez portale social media. To rozwiązanie dedykowane przede wszystkim osobom prywatnym, które chcą się pozbyć zbędnych rzeczy. Za sprzedaż np. przez Marketplace (Facebook) nie płacimy prowizji, natomiast transakcje tam zawierane są niepewne i nie mogą być stałym źródłem dochodu.
Miejsce sprzedaży może zwiększyć nasze wyniki, jednak nawet najlepsze pozycjonowanie sklepu internetowego nic nie da, jeśli nie będziemy posiadać wysokiej jakości towaru, na który jest popyt. Dlatego zanim zaczniemy sprzedaż online, mocno się zastanówmy, co warto sprzedawać w internecie.

Priorytetem sektora finansowego powinny być inwestycje w IT

Nowe rozwiązania technologiczne i ułatwienia dla klientów to te aspekty, które mogą wyróżnić markę od jej konkurentów. Rozwiązania IT dedykowane branży finansowej są jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów. Cały sektor nowych technologii w Polsce wart był w 2018 roku już ponad 12 mld USD. Spory wzrost w tym obszarze miały usługi – blisko 4,4%. Znaczenia dla całego rynku nabierają rozwiązania chmurowe, które są warte już ponad 312 mln USD. Zdaniem ekspertów, zastosowanie chmury w Polsce będzie rosnąć 5 razy szybciej niż usługi czy sprzedaż hardware’u[1]. Branża finansowa ma w tym swój udział i zaczyna dość mocno inwestować w IT.

Stawianie na nowe technologie i nowatorskie rozwiązania jest tym elementem, który może przyciągnąć nowych klientów. Niezależnie od branży, firmy, które myślą o rozwoju w dłuższej perspektywie powinny być na bieżąco z nowymi technologiami. Zasada, że brak rozwoju oznacza coś wprost przeciwnego np. kompletny brak rozwoju i recesję, jest w tym przypadku jak najbardziej adekwatna.

„Firmy z sektora finansowego zainteresowane są kilkoma rodzajami udoskonaleń i rozwiązań informatycznych. Oczywiście możemy je podzielić na obszar wewnętrzny i zewnętrzny. Do pozyskania Klientów i ich obsługi dedykowanych jest wiele narzędzi takich jak krojone na wymiar aplikacje mobilne czy rozwiązania desktopowe. IT nakierowane do wewnątrz struktur danej organizacji może uprościć wiele procedur np. w obszarze HR’u. Wdrożenie odpowiednich aplikacji do zarządzania zadaniami i pracy na projektach, to kolejne obszary usług jakie świadczymy w branży finansowej. Warto tutaj wspomnieć, że z jednej strony zależy tym firmom na jak najlepszych zabezpieczeniach, co jest zrozumiałe ze względu na specyfikę działalności. Z drugiej oczekują coraz szerszej automatyzacji oraz uproszczenia części procedur.” – mówi Piotr Kawecki, Dyrektor zarządzający w spółce ITBoom.

Branża finansowa jest obszarem, gdzie wiele procesów ma charakter automatyczny i powtarzalny. Wykorzystanie zautomatyzowanych systemów może więc odciążyć w tej kwestii pracowników. Najprostszym przykładem jest chociażby wykorzystanie zaawansowanych systemów oprogramowania w londyńskim City czy wykorzystanie chatbotów na infoliniach. Firmy IT proponują również rozwiązania, dzięki którym firmy zyskują wsparcie nie tylko w obszarze zarządzania obecnymi procesami, ale potrafią także przewidzieć i wykluczyć wiele zagrożeń. Implementowane narzędzia samouczące się, pozwalają wyjść poza procesy wewnętrzne i wdrożyć efektywniejsze zarządzanie.

„Ciekawymi projektami w branży finansowej są wdrożenia rozwiązań dedykowanych komunikacji wewnętrznej. Dla przykładu w jednej z największych instytucji ubezpieczeniowych udało nam się z dużym powodzeniem wdrożyć nowoczesny intranet, w pełni zintegrowany z Microsoft SharePoint. Wspólnie z Klientem otrzymaliśmy nawet za to wdrożenie nagrodę INTERNALE w kategorii najlepszy intranet w Polsce – „Duże przedsiębiorstwa”. To tylko jedno z wielu rozwiązań, na jakie decydują się firmy z branży finansowej. Popularne są także wnioski HR, automatyzacja obrotu i akceptacji dokumentów wewnętrznych czy rejestracja czasu pracy na projektach. Nie bez znaczenia w dzisiejszych czasach pozostaje mobilność proponowanych rozwiązań. Współdzielenie dokumentów czy możliwość zdalnej aktualizacji oraz wymiany plików to podstawa w pracy w finansach.” – mówi Piotr Kawecki.

Mobilne rozwiązania kluczowym elementem

Mówiąc o nowoczesnych rozwiązaniach dedykowanych sektorowi finansowemu nie możemy zapominać o aplikacjach mobilnych. Jak wynika z danych Związku Banków Polskich w ciągu roku liczba osób, które korzystają z bankowości mobilnej wzrosła o 2,72 mln. Dla banków to ogromne wyzwanie, chociażby ze względu na bezpieczeństwo transakcji. W perspektywie najbliższych lat to właśnie bezpieczeństwo będzie kluczowym obszarem. Sztuczna inteligencja, która obecnie bardzo dynamicznie się rozwija, dzięki procesowi samouczenia się będzie mogła przewidywać potrzeby użytkowników aplikacji, czy wyłapywać niestandardowe zachowania. Już dzisiaj odpowiednie oprogramowanie zarządza i pomaga kontrolować ryzyko np. przy ocenie wniosków kredytowych czy określeniu danej zdolności kredytobiorcy. To co jeszcze 4-6 lat temu było odległą przyszłością, dzisiaj jest wdrażane jako narzędzie podstawowe. Jakiś czas temu mówiliśmy, że autoryzacje poprzez SMS, zatwierdzanie umów przelewem to przyszłość branży. Dzisiaj autoryzacja w aplikacji mobilnej oraz potwierdzenie zawarcia umowy scanem twarzy to rozwiązania stosowane praktycznie na co dzień w wielu instytucjach. Biometria jest tak powszechna, że nikt nie określa jej mianem science fiction.

– „W ubiegłym roku na IT wydaliśmy w Polsce prawie o 1 mld USD więcej niż w 2017 roku. Ten rynek wart jest w Polsce już 12 mld USD. Wydatki na technologie wzrosły tym samym o ponad 7%. Co ciekawe, spory wzrost w tym sektorze odnotowały usługi – blisko 4,4%. Wydawać by się mogło, że Polska jest już mocno nasycona technologicznie. Dane firmy doradczej IDC pokazują jednak, że w 2018 roku odnotowaliśmy dodatni wynik. W tym roku możemy spodziewać się podobnej sytuacji. To pokazuje jak polskie firmy podchodzą do inwestycji w technologie. Z roku na rok, czynią kolejne kroki i wydają jeszcze więcej, usprawniając swoje procesy oraz podnosząc znacznie efektywność swojego biznesu. Te czynniki nie pozostają bez znaczenia nie tylko w walce konkurencyjnej o polskiego klienta, ale także przy eksporcie za granicę. Polskie instytucje finansowe są bowiem uznawane za jedne z najbardziej nowoczesnych w Europie.” – dodaje Piotr Kawecki.

[1] https://itwiz.pl/idc-wydatki-na-technologie-polsce-wzrosly-roku-2018-74/

Rakuten Mobile z F5 Networks dostarczą pierwszą na świecie całkowicie chmurową sieć komórkową

Firma F5 Networks poinformowała o nawiązaniu współpracy z Rakuten Mobile Inc. — operatorem sieci komórkowej Grupy Rakuten. Współpraca ma na celu pomoc we wdrożeniu pierwszej na świecie w pełni zwirtualizowanej sieci komórkowej cloud native. Rakuten Mobile wykorzysta oferowane przez F5 możliwości wirtualizacji funkcji sieciowych (NFV), aby zoptymalizować swoją nową sieć komórkową oraz przyspieszyć wdrożenie usług 5G w 2020 r.

W ramach partnerstwa Rakuten Mobile będzie pracować wspólnie z F5 nad skalowaniem i ewolucją swojej architektury sieciowej cloud native, aby zwiększyć zarówno skalowalność, jak i elastyczność bez utraty kontroli. Oferowane przez F5 możliwości i produkty[1] w dziedzinie wirtualizacji funkcji sieciowych pozwoliły uprościć i zoptymalizować koordynację usług, zapewnić dostępność, wydajność i bezpieczeństwo aplikacji. Współpraca umożliwia również operatorowi uzyskanie niezrównanej swobody i sprawności we wdrażaniu usług oraz zapewnia wyższą przepustowość, sieć o niskich opóźnieniach oraz przewidywalne skalowanie usług.

Gotowa na wdrożenie standardu 5G sieć operatora Rakuten Mobile Inc. wykorzystuje innowacyjną, sterowaną przez oprogramowanie architekturę działającą wyłącznie w chmurze, która zapewnia stabilność, skalowalność i sprawność działania, a jednocześnie pozwala efektywnie zarządzać kosztami i daje klientom bezpieczne oraz wydajne opcje łączności. Ta zwirtualizowana architektura z pewnością zapoczątkuje rewolucję w branży telekomunikacyjnej nie tylko w Japonii, lecz także w innych państwach na całym świecie.

W tym roku firma F5 wprowadziła już kilka nowych rozwiązań i rozszerzeń opracowanych po to, aby umożliwić usługodawcom wdrożenie usług 5G. Produkty te pomagają dostawcom usług czerpać jak największe korzyści ze swoich inwestycji w sieci 4G, a jednocześnie zoptymalizować infrastrukturę i zapewnić jej skalę niezbędną do bezpiecznego wdrożenia nowych sieci 5G.

„Rakuten, jako jedna z najbardziej innowacyjnych i renomowanych japońskich marek, jest idealnym partnerem do strategicznych projektów takich jak ten” — powiedział James Feger, wiceprezes i dyrektor działu obsługi usługodawców w F5.

„Po wielu latach przygotowań do wdrożenia sieci 5G obserwujemy duże postępy — operatorzy tacy jak Rakuten zaczynają wdrażać infrastrukturę potrzebną do wprowadzenia tej technologii w życie” — powiedział Yuichi Gonda, regionalny wiceprezes w F5 Networks Japan. „Za pomocą sprawdzonych rozwiązań F5, operatorzy mogą zoptymalizować swoje sieci, monetyzować nowe rozwiązania i aplikacje 5G oraz zapewnić wysoki poziom bezpieczeństwa zarówno swoich sieci, jak i abonentów”.

„Naszym celem jest budowa sieci, w której innowacje są wprowadzane z szybkością oprogramowania i którą można skalować z szybkością chmury. Dzięki kulturze opartej na innowacjach technologicznych i operacyjnych, mamy wyjątkowe możliwości realizacji tego celu” — powiedział Tareq Amin, dyrektor ds. technicznych w Rakuten Mobile. „Wykorzystując najlepsze w swojej klasie technologie oferowane przez partnerów takich jak F5, chcemy świadczyć naszym klientom ekonomiczne usługi mobilne wysokiej jakości”.

[1] Firma F5 dostarczyła kompleksowe rozwiązanie N6/SGi-LAN składające się ze zwirtualizowanego mechanizmu CGNAT, zapory SGi, pamięci podręcznej DNS Transparent Cache oraz funkcji optymalizacji ruchu IP na potrzeby świadczenia rozszerzonych usług mobilnego Internetu szerokopasmowego (enhanced Mobile Broadband — eMBB).

Branża automotive ewoluuje w kierunku elektromobilności i pojazdów autonomicznych

IABM2019 już za nami – to były dwa dni dynamicznych biznesowych i merytorycznych spotkań najważniejszych przedstawicieli rynku automotive z Europy, Azji i Stanów Zjednoczonych, reprezentantów polskich i międzynarodowych organizacji oraz instytucji zaangażowanych w budowanie przyszłości motoryzacji na świecie.

– Trzecia edycja IABM jest wyjątkowym wydarzeniem łączącym w sobie wiedzę techniczną, akademicką związaną z badaniami dotyczącymi pojazdów elektrycznych i systemami ADAS wraz z praktycznym podejściem biznesowym. Są tu obecni wszyscy przedstawiciele łańcucha dostaw, producenci samochodów, części, reprezentanci najważniejszych polskich i europejskich instytucji. Tutaj w Polsce, na Śląsku jesteśmy w centrum europejskiego przemysłu motoryzacyjnego – mówił Piero Cannas, Prezes Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce.

Po powitaniach instytucjonalnych, które wygłosili: J.E. Aldo Amati, Ambasador Włoch w Polsce; Piero Cannas, Prezes Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce; Janusz Michałek, Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej; Marcin Bazylak, Prezydent Miasta Dąbrowy Górniczej; Arkadiusz Chęciński, Prezydent Miasta Sosnowca oraz Kazimierz Karolczak, Prezes Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, odbyła się konferencja z udziałem największych ekspertów i praktyków motoryzacyjnych, którzy intensywnie dyskutowali o ewoluującym w kierunku elektromobilności, pojazdów nisko-emisyjnych oraz autonomicznych rynku motoryzacyjnym.

W trzeciej edycji IABM wzięło udział około 300 osób. W tym roku w Speed Business Mixer w 6 sesjach uczestniczyło 110 przedstawicieli firm, a każdy z nich nawiązał ponad 50 kontaktów. Odbyło się prawie 170 spotkań umówionych za pośrednictwem platformy i aplikacji wydarzenia, w tym z dwunastoma VIP-Buyerami – osobami odpowiedzialnymi za zakupy w czołowych firmach z branży automotive: Tenneco, Saint-Gobain – Sekurit, Kirchhoff Automotive, Martur Fompak International, Borghi Group, Kia Motors Slovakia, Korea Fuel Tech Poland, Bitron, Seoyon E-HWA, Hyundai Transys Slovakia, FCA Group Purchasing Poland, Brembo.

Podczas IABM nie sposób było nie zauważyć obecności firm włoskich oraz wszechobecnego logo „Italia” Narodowej Agencji Turystyki Włoskiej (ENIT), głównego sponsora wydarzenia, który podczas dwóch dni konferencji promował turystykę biznesową (MICE). Włosko-Polska Izba Handlowo-Przemysłowa obok KSSE i Klastra SA&AM jest głównym organizatorem i inicjatorem tego wydarzenia. Przy nieocenionym wsparciu Miast Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec oraz Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

W tym roku moderatorem International Automotive Business Meeting był wybitny dziennikarz motoryzacyjny Włodzimierz Zientarski, który swoimi interesującymi spostrzeżeniami ubarwiał przebieg wydarzenia.

– To jest prawdziwa konferencja, pada tutaj tak ogromna ilość ważnych informacji na temat tego, co się dzieje w motoryzacji. Analizy, które tutaj są prezentowane, mówią na dobrą sprawę wszystko o pewnych trendach: o zastanej sytuacji, co dalej z motoryzacją, co dalej z samochodem, jakie będą źródła napędu, jakie będą zagrożenia, czy jesteśmy w stanie to ocenić? Tutaj mówimy również o jednej bardzo ważnej rzeczy, trzeba sobie to powiedzieć wyraźnie, bo na tym polega siła tego spotkania, że wejście elektromobilności to naturalna ewolucja – przechodzenie z jednego stanu w drugi – podkreślił Zientarski.

Zmiany dające ogromne szanse

– Następuje ogromna zmiana na rynku motoryzacyjnym. To, co się dzieje na całym świecie, będzie miało również odzwierciedlenie w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, gdzie 62% firm to branża automotive. Cała branża przygotowuje się na zmiany, widzimy to jako ogromną szansę nie tylko dla rynku motoryzacyjnego, ale dla ekonomii kraju – mówił Mateusz Rykała, Wiceprezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Wybór zaproszonych gości, ekspertów, firm oraz instytucji był starannie planowany od miesięcy tak, żeby podczas IABM stworzyć, jak najszerszy obraz branży, spojrzeć na nią z każdej możliwej perspektywy i wysunąć istotne dla jej przyszłości postulaty. Dlatego program pierwszego dnia obfitował w różnorodne tematy dające zgromadzonym wybitnym ekspertom pole do szczegółowej dyskusji.

– Podczas IABM dyskutujemy o konsekwencjach elektryfikacji samochodów, elektromobilności ogólnie i pojazdach autonomicznych. Sektor automotive zmienia się bardzo szybko i rynek musi się do tych zmian dostosować – mówi Luk Palmen, Manager ds. Innowacji i Kooperacji Klastra Silesia Automotive and Advanced Manufacturing (SA&AM).

Niezwykle interesującą prezentację pt. „Mobilność i energia, dwie podstawowe potrzeby człowiek” przedstawił Doradca DG Energy, Samuele Furfari z Komisji Europejskiej. Następnie Anna Moretti Koordynator naukowy Italian Observatory of Automotive Suppliers CAMI odpowiedzialna za stosunki zewnętrzne na University Ca’ Foscari w Wenecji przedstawiła wyniki badania „Wpływ e-mobility na branżę motoryzacyjną”.

Podczas pierwszej sesji merytorycznej dotyczącej elektromobilności eksperci przedstawili swoje stanowisko na następujące tematy: Mapa drogowa elektryfikacji – Paweł Wideł, Public Affairs and Government Relations Director, PSA Poland; Globalne partnerstwo dla pojazdów elektrycznych -Roberto di Stefano, Szef e-mobilności w regionie EMEA, FCA Italy, który podczas swojej prezentacji po raz pierwszy w Polsce przedstawił elektryczny model Jeepa Renegade zaprezentowanego w części wystawowej IABM.

Następnie odbył się panel dyskusyjny, w którym udział wzięli: Paweł Wideł; Roberto di Stefano; Rafał Staciwa, Dyrektor zakupów, FCA Poland; Michal Labaj, Kierownik zakupów, Kia Motors Slovakia; Yasukazu Hijikata, CEO, NGK Ceramics Poland; Krzysztof Gablankowski, Dyrektor Zakładu, ZF Group Poland oraz Janusz Soboń, Dyrektor Zarządzający, KIRCHHOFF Poland.

Druga część konferencji dotyczyła samochodów autonomicznych i przemysłowych innowacji. W tej sesji Adam Małecki, Product Product Offer Director, Polska Agencja Inwestycji I Handlu (PAIH), mówił na temat inwestycji zagranicznych w segmencie pojazdów elektrycznych i autonomicznych; Jay Nagley, Sector Specialist, UK Department for International Trade opowiedział o polityce Wielkiej Brytanii wobec rozwoju pojazdów autonomicznych; a Thomas Hajek, CEO Fabryka Samochodów Elektrycznych zaprezentował „Innowacyjne moduły do lekkich samochodów dostawczych”. Następnie Jarosław Czaja, CEO Autonomous Systems przedstawił prezentację pt. „Sprawiamy, że Twój dzień będzie przyjemniejszy dzięki zautomatyzowanej mobilności”, a o nowych standardach wymiany informacji i bezpieczeństwa danych w motoryzacji mówił Tomasz Romanik, Head of Automotive OEM – Sales Account Manager, Dekra.

Po sesji odbył się panel dyskusyjny z udziałem wyżej wymienionych ekspertów oraz Lukiem Palmenem Managerem Klastra Silesia Automotive & Advanced Manufacturing, Piotrem Dembińskim, EMEA & South America Communications Managerem, Nexteer Automotive, a także Ryszardem Janią, Prezesem w Pilkington Automotive Poland.

 

Do podsumowania konferencji zaproszeni zostali eksperci, którzy aktywnie uczestniczą w tworzeniu nowoczesnych rozwiązań oraz regulacji dla sektora automotive w Polsce: Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego; Marcin Korolec, Prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, Krzysztof Kowalski z Polskiego Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Paweł Wideł, Wiceprezydent, Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych, Konfederacji Lewiatan oraz Jay Nagley, Sector Specialist, UK Department for International Trade.

Po konferencji odbyło się Aperitivo Italiano oraz Gala Party, na które zaprosiła Narodowa Agencja Turystyki Włoskiej (ENIT).

Drugi dzień IABM od rana skupiał się na budowaniu relacji biznesowych i poszerzaniu sieci kontaktów branżowych. Udział w sesjach Speed Business Mixer dał uczestnikom możliwość wymiany biznesowych doświadczeń oraz przedstawienia innym gościom IABM2019 swojej firmy. Tego dnia odbyły się również prezentacje ekspertów. O rynku pracy w sektorze motoryzacyjnym opowiedział Manfred Brzezina z DURING Polska, a Krzysztof Mrówczyński z Banku Pekao przedstawił prezentację pt. „Polski sektor motoryzacyjny w świetle nadchodzących wyzwań”.

W kolejnej części dnia odbyły się indywidualne spotkania B2B oraz spotkania z VIP Buyerami.

– Jesteśmy w okresie rewolucyjnych zmian w motoryzacji, a podczas takich zmian kluczowy jest dostęp do dobrych, sprawdzonych informacji, aby odpowiednio kierować firmą, podejmować odpowiednio strategiczne decyzje i z wyprzedzeniem reagować na nadchodzące w motoryzacji zmiany. Taki dostęp do dobrych informacji, możliwość wymiany doświadczeń tworzą klastrowe platformy współpracy takie jak śląski Klaster motoryzacyjny SA&AM, który współtworzy IAMB, zapewniając lokalnym, motoryzacyjnym firmom dostęp do wiedzy krajowych i zagranicznych ekspertów branży motoryzacyjnej i umożliwiając nawiązanie nowych kontaktów biznesowych podczas spotkań B2B i Speed Business Mixer – mówi Łukasz Górecki, Manager Klastra Silesia Automotive and Advanced Manufacturing (SA&AM).

International Automotive Business Meeting po raz trzeci

Trzecia edycja International Automotive Business Meeting odbyła się 13 i 14 listopada w Dąbrowie Górniczej w hotelu Holiday Inn.

– Bardzo się cieszę, że spotkanie odbywa się w Dąbrowie Górniczej, mocno śledzimy i staramy się nadążać za trendem, który jest obecny w Europie, w Polsce i w naszym regionie. Konsekwentnie realizujemy politykę gospodarczą w mieście, którą koncentrujemy na przyciąganiu branży automotive, bo w niej widzimy szansę na rozwój nie tylko naszego miasta, ale całego regionu – powiedział Marcin Bazylak, Prezydent Miasta Dąbrowa Górnicza.

– Elektromobilność wkracza do dużych miast, praktycznie w każdym mieście są już elektryczne autobusy, bo to jest nasze główne zadanie. Nawet dziś w ramach Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej rozmawialiśmy o zakupie kolejnych – dodał Arkadiusz Chęciński, Prezydent Miasta Sosnowiec.

– Przy rosnącej złożoności obszarów miejskich nie sposób sobie wyobrazić ich funkcjonowania bez nowoczesnych systemów transportu. Zarządzający tymi wielkimi organizmami muszą podjąć się realizacji dwóch równorzędnych wyzwań. Pierwsze to wzrastająca mobilność mieszkańców oraz konieczność zachowania zrównoważonego rozwoju. Jest on odpowiedzią na pytanie, jak poprawiać jakość życia w miastach, mając na uwadze ograniczone zasoby naturalne oraz dobro przyszłych pokoleń. W tą zasadę rozwoju musi wpisywać się szczególnie rozwój mobilności, która zakłada minimalizowanie negatywnego wpływu transportu na otoczenie, chodzi m.in. o niską emisję CO2 i hałas. Bardzo ważne jest także zarządzanie energią. Chodzi tutaj o szukanie sposobów jej oszczędzania, umożliwienie jej ekologicznego wykorzystania przez środki transportu. Sukcesy na tym polu są obecnie dla nowoczesnych aglomeracji atutem konkurencyjnym. Elektryfikacja miejskiej floty, rozwijanie transportu szynowego zasilanego elektrycznością, infrastruktura ładowania, preferencje dla prywatnych samochodów zeroemisyjnych to główne priorytety w rozwoju elektromobilności– podsumował Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Na IABM2019 złożyła się: konferencja, Aperitvo Italiano, Gala Party, wystawy i prezentacje partnerów, a przede wszystkim spotkania B2B i Speed Business Mixer. Wszystkie te elementy sprawiają, że IABM to wyjątkowe i skuteczne narzędzie w tworzeniu nowych idei, dzieleniu się doświadczeniem, budowaniu i nawiązywaniu relacji biznesowych.

Organizatorzy: Włoska Izba Handlowo-Przemysłowa w Polsce, Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna (KSSE), Klaster Silesia Automotive & Advanced Manufacturing, Miasto Dąbrowa Górnicza, Miasto Sosnowiec, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia

Współorganizatorzy: Japan External Trade Organization (JETRO), Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa, Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Niderlandzko-Polska Izba Gospodarcza, Brytyjsko-Polska Izba Handlowa, Advantage Austria, Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza

Partnerzy strategiczni: Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, Konfederacja Lewiatan, Związek Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych, Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Fundacja Promocji Pojazdów Elektrycznych, Associazione Compagnia delle Opere (CDO), Associazione Nazionale Filiera Industria Automobilistica (ANFIA).

Honorowy Patronat IABM: Ambasada Włoch w Polsce, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Energii, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Polska Agencja Inwestycji i Handlu

Patroni medialni: Anty Radio, Rzeczpospolita, rp.pl, eGospodarka, Eurologistics, Logistyka Produkcji, Magazyn Flota, Top Logistyk, Forum Elektromobilności, log24.pl, logistyczny.com, staleo.pl, zrobotyzowany.pl, Śląski Biznes, Moja Firma, Agenzia Nova.

Innowacyjność a wyniki finansowe firm

W ramach badania „Full Value. Full Stop” przebadano ponad 8 300 organizacji, szukając korelacji pomiędzy wdrożeniami innowacji technologicznych a wynikami finansowymi firm.

  • „Full Value. Full Stop.” to największa przeprowadzona dotychczas przez Accenture ankieta, która bada zastosowanie nowych technologii w przedsiębiorstwach takich jak rozwiązania chmurowe, sztuczna inteligencja (AI), blockchain czy rozszerzona rzeczywistość oraz ich wpływ na rozwój biznesu.
  • Tylko w 2018 roku Maruderzy stracili 15% rocznych przychodów i jeśli ich wewnętrzna kultura oraz podejście do technologii nie zmienią się, a przedsiębiorstwa nie będą gotowe na zmianę, szacuje się, że do 2023 roku stracą aż 46% przychodów.
  • Liderzy są konsekwentni: inwestują w innowacje, a sprawdzone rozwiązania wdrażają w maksymalnym możliwym zakresie, generując realny zwrot z inwestycji.
  • Maruderzy nie potrafią skalować technologii, zatrzymują się w pół drogi, komplikując swoją architekturę technologiczną.

Badanie Accenture rzuca nowe światło na to, jak duży wpływ mają inwestycje i rozwój technologii na wyniki finansowe przedsiębiorstw, a także jaka jest kultura organizacyjna i styl zarządzania sprzyjający tworzeniu i implementacji systemów informatycznych przyszłości. Raport „Full Value. Full Stop. How to scale innovation and achieve full value with Future Systems” bazuje na ankiecie przeprowadzonej w ponad 8 300 przedsiębiorstwach reprezentujących 20 branż w 22 krajach. Badanie zostało przeprowadzone, aby pomóc firmom zidentyfikować i zlikwidować lukę w obszarze innowacji – określić różnicę między potencjałem, a faktyczną wartością płynącą z inwestycji w technologię.

„Full Value. Full Stop.” to największa przeprowadzona dotychczas przez Accenture ankieta, która bada powszechnie stosowane i dopiero rozwijające się technologie. Firmy oceniono w 3 wymiarach: status wdrożeń technologicznych, zakres wdrożeń i gotowość organizacji na zmiany. Na tej podstawie wyłoniono firmy, które uzyskały miano Liderów (10% firm z najwyższymi wynikami) oraz Maruderów (25% firm, które uzyskały najniższe wyniki). Mierząc wskaźniki sukcesu w latach 2015-2023 (prognozowany) badanie pozwoliło zidentyfikować relację między wdrożeniami technologicznymi a wynikami finansowymi. Okazało się, że wzrost przychodów w przypadku Liderów jest dwukrotnie wyższy niż Maruderów. Co więcej, tylko w 2018 roku Maruderzy stracili 15% rocznych przychodów i jeśli ich wewnętrzna kultura oraz podejście do technologii nie zmienią się, a przedsiębiorstwa nie będą gotowe na zmianę, szacuje się, że do 2023 roku stracą aż 46% przychodów.

Tzw. Liderzy, to przedsiębiorstwa, które wychodzą z założenia, że ludzie i technologie się uzupełniają w celu maksymalizacji efektywności. To środowisko, w którym projektowane są systemy przyszłości: nieograniczone, łatwe w adaptacji i zaprojektowane z myślą o człowieku. Powyższe kryteria zdefiniowano na potrzeby ankiety w następujący sposób:

  • Nieograniczone systemy: to takie, które zyskują dzięki zacierającym się granicom – w obszarze rozwiązań IT, relacji między firmami, a nawet między ludźmi a maszynami. Systemy te tworzą przestrzenie, w których nowe pomysły i partnerstwa mogą się rozwijać.
  • Łatwe w adaptacji: takie systemy uczą się i ulepszają, eliminując tarcia i usuwając przeszkody, które hamują rozwój biznesu i umożliwiając ludziom podejmowanie lepszych decyzji, a także przyspieszając proces decyzyjny.
  • Ludzkie: to systemy, które mówią, słuchają, widzą i rozumieją tak jak ludzie, pozwalając wznieść interakcję człowiek-maszyna na wyższy poziom.

Badanie Accenture „Full Value. Full Stop” pokazuje, że istnieje wyraźna różnica w sposobie zarządzania i myślenia o wykorzystaniu technologii przez organizację między Liderami a Maruderami. Liderzy charakteryzują się tym, że:

  • Szybko wdrażają technologie: 98% Liderów wykorzystuje potężne technologie takie jak AI, podczas gdy odsetek wśród Maruderów wynosi tylko 42%. Liderzy stosują także rozwiązania bazujące na rozproszonych danych, infrastrukturze i aplikacjach. Podczas gdy 97% Liderów wykorzystuje technologie tak jak DevSecOps, mikrousługi czy konteneryzację, korzysta z nich tylko 30% Maruderów.
  • Wykorzystują chmurę obliczeniową: Liderzy dystansują pozostałe firmy wykorzystując rozwiązania chmurowe jako sposób na skuteczne wykorzystanie innych technologii, takich jak AI czy analityka. Aż 95% Liderów postrzega chmurę jako katalizator innowacji w przeciwieństwie do zaledwie 30% wśród Maruderów.
  • Traktują dane jako zasoby firmy: 90% Liderów podejmuje kroki, aby gromadzić wyselekcjonowane, jakościowe dane. Według 94% Liderów informacje te są wystarczająco wiarygodne, aby opierać na nich swoją strategię rozwoju. Podczas gdy uważa tak tylko 64% Maruderów.
  • IT jest interdyscyplinarne: Liderzy osiągają lepsze wyniki w zarządzaniu inwestycjami w IT dzięki zniesieniu granic między IT a innymi działami.
  • Rozwijają kadry: Liderzy korzystają z uczenia się poprzez doświadczenie trzy razy częściej niż Maruderzy (73% vs 24%). AI i zaawansowana analityka w takich obszarach jak personalizowane uczenie, przewidywanie poszukiwanych u pracowników cech czy połączenie między umiejętnościami pracownika a programami szkoleniowymi są wykorzystywane przez 87% Liderów i tylko 35% Maruderów.

 

„Migracja do chmury obliczeniowej to ważne narzędzie, z którego korzystają firmy będące liderami – aż 95% z nich postrzega ją jako katalizator innowacji. Zwiększa zwinność i elastyczność firmy, pozwalając jej łatwo i szybko przystosowywać się do zmiennego otoczenia biznesowego. Chmura obliczeniowa to także przejrzystość finansowa – możliwe do osiągnięcia oszczędności oraz klarowny system rozliczeń z dostawcami. Stworzenie kompleksowego ekosystemu i wykorzystanie tych możliwości pozwala organizacji na szybszy wzrost” – mówi Mariusz Chudy, Dyrektor Zarządzający Accenture odpowiedzialny za rozwiązania chmurowe i transformację infrastruktury IT.

„Firmy często sięgają po nowe technologie szukając w nich alternatywnych kanałów dotarcia do swoich klientów czy poprawy efektywności. Wyzwaniem jest jednak myślenie „wyspowe” – budowanie rozwiązań punktowo rozwiązujących dany problem. Kluczem do sukcesu jest umiejętność szybkiego wdrażania innowacyjnych rozwiązań w pełnej skali. Wymaga to szeregu kompetencji technologicznych, ale również zarządzania zmianą i budowania nowego środowiska pracy otwartego na nowe pokolenia pracowników” – mówi – Jacek Borek, Dyrektor Zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Powell vs. Trump. Prezes FED na razie nieugięty

Presja, jaką Donald Trump wywiera na Jerome Powella w sprawie obniżek stóp procentowych, okazuje się nieskuteczna. FED wyraźnie nie chce sprzeciwić się swoim celom w trosce o reelekcję prezydenta.

Rynek pracy w Polsce

Po raz trzeci z rzędu spadła ilość osób zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw. Dane te nie mogą oczywiście cieszyć, ale warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze w dalszym ciągu jest to wzrost w skali roku o 2,5%, to bardzo dobry wynik. Z drugiej strony wchodzimy w taki czas w roku, kiedy ilość prac sezonowych spada i bezrobocie okresowo rośnie. Wynagrodzenia w dalszym ciągu rosną o 5,9%, co jest wynikiem niewiele niższym od oczekiwań. Pomimo słabszych danych euro wciąż nie przekroczyło psychologicznej bariery 4,30 zł. W ciągu ostatniego tygodnia tylko raz euro nie dotarło powyżej 4,2950 zł,  zatem granica ta broni się bardzo sprawnie.

Jak zachowa się FED?

W poniedziałek prezydent USA Donald Trump gościł w Białym Domu przewodniczącego Rezerwy Federalnej Jerome Powella, a wczoraj poznaliśmy stenogramy z posiedzenia FED. Są one sprzeczne z ostatnimi twittami prezydenta Trumpa. Postulował on wprowadzenie ujemnych stóp procentowych. Taki ruch z pewnością pomógłby w przypadku walki o reelekcję, a jak wiadomo wybory prezydenckie już za niecałe 12 miesięcy. Niskie stopy procentowe spowodowałyby nagły wzrost opłacalności eksportu i zalanie gospodarki tanim kredytem. Wówczas byłaby duża szansa, że wybory zdążyłyby się odbyć, zanim gospodarka wpadłaby w poważne tarapaty po eksplozji bańki spekulacyjnej wywołanej taką polityką monetarną. Co to oznacza dla rynków? FED uważa, że obecne stopy procentowe są na odpowiednim poziomie. W rezultacie dolar idzie w górę, gdyż inwestorzy spodziewali się dalszej serii obniżek. Co więcej, nadal wierzą w przynajmniej jedną obniżkę w 2020 roku, co patrząc na koniunkturę na świecie, nie jest pozbawione podstaw.

Nagły wzrost ropy

Wczorajsze dane na temat zapasów ropy naftowej niespodziewanie doprowadziły do wzrostu cen ropy na rynkach o ponad  2%, a w ciągu całego dnia jeszcze dodatkowy procent. Jest to o tyle dziwne, że zapasy ropy był zaledwie o 0,1 mln baryłek mniejsze od oczekiwań. Wyraźnie większe okazały się natomiast zapasy benzyny. Warto zwrócić uwagę, że większość tego ruchu to spadki z wtorku, kiedy to na rynkach nagle zagościł pesymizm i ropa szła wyraźnie w dół. Zmiany te, jak to często ma miejsce, spowodowały trochę zamieszania na rublu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Badanie UBS Investor Watch – zamożni inwestorzy ostrożni, jeżeli chodzi o rok 2020

Według badania UBS Investor Watch, zamożni inwestorzy są ostrożni, jeżeli chodzi o rok 2020, ale optymistyczni, jeżeli chodzi o nadchodzącą dekadę. Ponad 80% respondentów jest zainteresowanych, aby ukierunkować swoje portfele na długoterminowe megatrendy.
Zurych, 12 listopada 2019 r. – Nowe badanie przeprowadzone przez Global Wealth Management UBS pokazuje, że osoby zamożne na całym świecie wykazują ostrożność, jeżeli chodzi o przyszły rok, jednak są optymistyczne w stosunku do prognoz dotyczących nadchodzącej dekady.

Według badania, w którym udział wzięło ponad 3400 zamożnych inwestorów na 13 rynkach, 79% respondentów stwierdziło, że rynki przechodzą w okres większej zmienności. 72% badanych określiło środowisko inwestycyjne jako trudniejsze niż pięć lat temu. 66% twierdzi, że na rynki większy wpływ wywierają czynniki geopolityczne niż fundamenty biznesowe. Największe obawy (44% respondentów) wzbudził konflikt handlowy między USA a Chinami; następnie była to polityka wewnętrzna (41%) oraz wybory w USA w 2020 r. ( 37%).

Ogólnie rzecz biorąc, zamożni inwestorzy nadal posiadają w gotówce 25% swoich portfeli, znacznie więcej niż rekomenduje UBS, a 60% z nich twierdzi, że rozważałoby dalsze zwiększenie tego poziomu.

Jednak pomimo zastrzeżeń dotyczących 2020 r. 69% respondentów stwierdziło, że nadal jest optymistycznie nastawionych do zwrotów z inwestycji w nadchodzącej dekadzie. 88% wyraziło zainteresowanie ukierunkowaniem swoich portfeli na megatrendy inwestycyjne – zgodnie z ofertą tematyczną inwestycji długoterminowych UBS. Jako jeden z najważniejszych megatrendów najczęściej identyfikowana była starzejąca się populacja (87% respondentów). 82% badanych wyraziło również zainteresowanie zrównoważonymi inwestycjami, a 45% stwierdziło, że już prowadzi takie inwestycje.

To pozytywne podejście do długoterminowych i zrównoważonych inwestycji było najbardziej widoczne wśród młodych inwestorów w wieku 18–34 lata. 84% z nich wykazało zainteresowanie ukierunkowaniem swoich portfeli na megatrendy, a 83% było zainteresowanych zrównoważonymi inwestycjami, w porównaniu z 30% respondentów w wieku 51 lat lub starszych w obu przypadkach.

Paula Polito, Specjalistka ds. Strategii Klienta w UBS Global Wealth Management, mówi: „Szybko zmieniające się otoczenie geopolityczne stanowi największy problem dla inwestorów na całym świecie. Widzą oni globalne połączenia i słyszą pogłoski o zmianach, które mają większy wpływ na ich portfele inwestycyjne niż tradycyjne fundamenty biznesowe, co stanowi wyraźną zmianę w stosunku do przeszłości.”

Stany Zjednoczone

Jeżeli chodzi o największe wyzwania, przed którymi staną amerykańscy inwestorzy w 2020 r., omówienie wpływu wyborów prezydenckich z doradcą inwestycyjnym rozważa lub planuje odsetek badanych niższy niż w jakimkolwiek innym ważnym regionie – na poziomie 78% w porównaniu do średniej światowej wynoszącej 82%. Jednak większy odsetek respondentów (45%) wyraził zaniepokojenie konfliktem handlowym między USA a Chinami – w porównaniu ze średnią na całym świecie (44%), a nawet w Chinach kontynentalnych (30%). W perspektywie długoterminowej inwestorzy amerykańscy byli również najmniej zainteresowani ukierunkowaniem swoich portfeli na megatrendy (82%) lub zrównoważone inwestycje (70%) w porównaniu do innych głównych regionów (Ameryki Łacińskiej, Azji i Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki).

Ameryka Łacińska

Inwestorzy w tym regionie byli zarówno bardziej ostrożni, jeżeli chodzi o najbliższy okres, jak i bardziej optymistyczni wobec długoterminowych trendów niż w jakimkolwiek innym ważnym regionie. 81% respondentów zauważyło, że rynki zmierzają w stronę większej zmienności, a 64% wyraziło zaniepokojenie z powodu konfliktu handlowego między USA a Chinami. Jednak 83% osób wykazało optymizm, jeżeli chodzi o perspektywę zwrotów w nadchodzącym dziesięcioleciu, 97% chciałoby ukierunkować swoje portfele na przewidywane trendy, 96% wyraziło zainteresowanie zrównoważonymi inwestycjami, przy czym  69% już prowadzi tego rodzaju inwestycje.

Europa, Bliski Wschód i Afryka (EMEA)

Inwestorzy w tym regionie zajmują zrównoważone stanowisko, zarówno pod względem zachowania ostrożności w 2020 r., jak i zainteresowania związanego z dostosowaniem swoich portfeli do długoterminowych trendów. Jednak większy odsetek badanych wyraził optymizm w stosunku do zwrotów w nadchodzącym dziesięcioleciu (72% w porównaniu do 69% średniej globalnej). Również 88% ankietowanych wyraziło zainteresowanie zrównoważonymi inwestycjami (w porównaniu ze średnią na poziomie 82%), a 50% z nich prowadzi już tego rodzaju inwestycje (w porównaniu ze średnią 45%).

Szwajcaria

Szwajcarscy inwestorzy wyrazili optymizm w odniesieniu do prognoz długoterminowych, ale zachowali większą ostrożność niż respondenci z większości głównych regionów. 84% respondentów powiedziało, że rynki zmierzają w kierunku większej zmienności, a 46% z nich wyraziło zaniepokojenie konfliktem handlowym między USA a Chinami – obie wartości wyższe niż średnia w regionie EMEA. 67% ankietowanych było optymistycznie nastawionych do zysków w ciągu następnych 10 lat, przy czym 85% chciałoby ukierunkować portfele na przewidywane trendy, co stanowi wysoki odsetek, ale nastroje są bardziej powściągliwe niż średnie dla pozostałej części regionu EMEA.

Azja

Azjatyccy inwestorzy byli mniej zaniepokojeni krótkoterminową dynamiką rynku, ale także mniej optymistyczni od ankietowanych z innych regionów geograficznych, jeżeli chodzi o nadchodzące dziesięciolecie. 76% respondentów zauważyło, że rynki zmierzają w kierunku większej zmienności, a 40% z nich wyraziło zaniepokojenie z powodu napięć handlowych na linii USA-Chiny, co było najniższym wynikiem w jakimkolwiek większym regionie. Jednak 65% ankietowanych było optymistycznie nastawionych do długoterminowych zwrotów, także tych najniższych, chociaż 91% nadal chciało ukierunkować swoje portfele na długoterminowe trendy. Zainteresowanie zrównoważonymi inwestycjami było również wysokie, na poziomie 86% respondentów, przy czym 55% z nich posiada już zrównoważone inwestycje w swoich portfelach.

Informacje o badaniu UBS Investor Watch

W badaniu UBS Investor Watch prowadzonym przez Global Wealth Management udział wzięło ponad 3400 inwestorów o minimalnym majątku netto wartym 1 mln USD na 13 rynkach – w Brazylii, Chinach, Niemczech, Hongkongu, Włoszech, Japonii, Meksyku, Singapurze, Szwajcarii, Tajwanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Badanie zostało przeprowadzone w okresie sierpień-październik 2019 r.

Płatności Cyfrowe 2019

Raport „Płatności Cyfrowe 2019” Izby Gospodarki Elektronicznej przygotowywany przez serwis GoMobi.pl na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute, już po raz czwarty sprawdza, jak wygląda podejście Polaków do nowoczesnych metod płatności. Raport stanowi solidną bazę wiedzy dla branży e-commerce. Pokazuje w jaki sposób firmy mogą dostosować swoje funkcjonalności z zakresu płatności, aby odpowiadać na potrzeby współczesnych konsumentów. Nowoczesne metody płatności stają się coraz bardziej popularne wśród Polaków. Dane pozyskane w badaniu „Płatności Cyfrowe 2019” na grupie 2400 internautów pokazują̨, że z roku na rok coraz chętniej sięgamy po takie rozwiązania, które zastępują tradycyjne gotówkowe transakcje. Partnerami raportu są: VISA, Przelewy24.pl i Nest Bank.

Rosnąca popularność zakupów internetowych

Dokładnie połowa polskich internautów deklaruje, że zdarza im się kupować w Internecie, wykorzystując do tego celu komputer stacjonarny lub laptop. W stosunku do zeszłego roku jest to wynik wyższy aż o 9 p.p. Co więcej, jeszcze szybciej rośnie penetracja smartfonów – są one wykorzystywane w procesie zakupowym przez 35% badanych. Ponownie mówimy tu o wzroście w stosunku do 2018 roku – w tym wypadku aż o 12 p.p. W przypadku kupowania za pomocą tabletu, również utrzymuje się tendencja wzrostowa – takie ich wykorzystywanie deklaruje 20% badanych (w roku ubiegłym – 13%).

Zakupy w sklepach stacjonarnych są oczywiście nadal popularne wśród konsumentów, jednak w tegorocznym badaniu wskazało na nie 64% internautów, czyli 8 p.p. mniej niż w ubiegłym roku. Wpływ na to mogą mieć coraz bardziej popularne zakupy spożywcze, urodowe, sportowe i hobbystyczne online.

Rezultaty badania są ściśle skorelowane z nawykami płatniczymi klientów serwisu Przelewy24 – pokazują one rosnący udział kart, szybkich przelewów czy BLIKa w rynku e-płatności. Coraz częstszy wybór urządzeń mobilnych do finalizowania transakcji udowadnia, że Polacy są otwarci na nowinki technologiczne, a ich wymagania w zakresie szybkich i wygodnych płatności stale rosną.

Wysoki poziom zainteresowania nowoczesnymi metodami płatności generuje duże zapotrzebowanie na tego typu rozwiązania, a ich wdrażanie stanowi kluczowe usprawnienie w każdym serwisie internetowym oferującym sprzedaż produktów i usług. Konsumenci ceniący elastyczność i różnorodność wyboru będą czerpać korzyści i obdarzać zaufaniem najbardziej intuicyjne i bezpieczne rozwiązania płatnicze. Rynek e-commerce rozwija się bardzo dynamicznie, a indywidualne i praktyczne podejście do procesu transakcji jest tym, czego oczekują kupujący – mówi Magdalena Grablewska, Marketing Manager Przelewy24.

Siła e-zakupów transgranicznych

Widoczny jest też wzrost zainteresowania polskich konsumentów zakupami towarów spoza Polski. Jak mówi Patrycja Sass-Staniszewska, Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej: Z raportu wynika, że trend zakupów transgranicznych przez Internet jest już wyraźny. Internauci kupują w sklepach zagranicznych i porównując do lat ubiegłych, robią to coraz chętniej. Za zakupy najczęściej płacą kartą płatniczą. Na tę formę wskazało 31% respondentów. Popularny jest również PayPal oraz Revolut, a już 1/5 badanych posiada rachunek prowadzony w obcych walutach, służący między innymi do transakcji cross-border, podczas gdy nadal w niektórych krajach płaci się za takie zakupy głównie za pobraniem. Wyniki pokazują, że Polacy szukają produktów za granicą. To wyraźny sygnał dla naszego e-commerce, po pierwsze, żeby urozmaicić ofertę, a po drugie – wyjść do konsumenta międzynarodowego.”

Nowości w tegorocznym badaniu

Badanie „Płatności Cyfrowe” co roku uzupełniane jest o nowe pytania, które odpowiadają na aktualne potrzeby rynku oraz – stale pojawiające się – nowe metody płatności. Wśród takich nowych elementów znalazły się płatności Orlen Pay, czyli transakcje dokonywane telefonem na stacjach Orlen, z których korzysta już 15% badanych. Tegoroczna edycja pogłębiła także temat bankowości oraz oceny funkcjonowania tego obszaru. Z uzyskanych odpowiedzi wynika, że już jedna piąta Polaków korzysta z konta walutowego, czyli rachunku prowadzonego w obcych walutach. Warto tez zaznaczyć, że większość badanych ocenia usługi świadczone przez banki dobrze lub bardzo dobrze (55%). Nieco mniejszy entuzjazm konsumentów wzbudza zjawisko tzw. otwartej bankowości, będącej wynikiem dyrektywy PSD2. W tym kontekście 46% badanych zadeklarowało, że woleliby nie udostępniać swojego konta zewnętrznym podmiotom, a zdaniem 52% korzystanie z usług bankowych poprzez platformy nienależące do banku może nie być czymś bardzo użytecznym. Z drugiej strony, 35% nie ma jeszcze zdania w tym temacie, a 13% uznaje, że takie rozwiązania będą użyteczne dla konsumentów. Wyniki badania wskazują, że badani nie do końca są gotowi na otwartą bankowość. Jednak już wkrótce przyjdzie im się z nią zmierzyć. Pierwsze tego typu rozwiązania mogą pojawić się jeszcze w tym roku –  Aktualnie zgodę KNF na świadczenie usług AIS (Account Information System) lub PIS (Payment Initiation service) otrzymały cztery banki, dwa podmioty mające status krajowej instytucji płatniczej i jeden podmiot wyłącznie w zakresie usługi AIS. Już to zestawienie wskazuje, że pierwsze rozwiązania zaproponują̨ swoim klientom banki, które będą̨ korzystać z możliwości, jakie daje dyrektywa PSD2. My w Nest Banku również chcemy ten kierunek eksplorować. Nest Bank jako pierwszy bank w Polsce już w sierpniu udostępnił swoim klientom Agregator finansów centrum finansów w bankowości internetowej, pozwalające pobierać dane z innych banków. Korzystając z możliwości, jakie daje PSD2, chcemy ten moduł zautomatyzować. Polscy klienci obawiają̨ się̨ przekazywania danych bankowych do innych podmiotów lub nie mają jeszcze wiedzy w tym zakresie. Z drugiej strony wielu klientów już to robi – chociażby w branży pożyczkowej. Wydaje się̨, że kluczem jest po prostu korzyść. Jeżeli zostanie klientowi zaproponowana wartościowa usługa, przezwycięży to obawy związane z przekazywaniem danych.” – mówi Marcin Kusznier, Dyrektor Departament Bankowości Elektronicznej w Nest Bank.

Opinia na temat wycofania gotówki

Pomimo rosnącej popularności nowoczesnych, cyfrowych metod płatności nadal 62% Polaków jest przeciwnych wycofaniu gotówki z obiegu (61% w roku ubiegłym). Głównymi argumentami jakie są wskazywane w tym kontekście są: brak gotowości ze strony naszego kraju oraz zagrożenie wyeliminowania osób w podeszłym wieku, które nie wiedzą, jak płacić bezgotówkowo (po 33% wskazań).

Po więcej informacji i danych na temat płatności cyfrowych, zapraszamy na stronę Izby Gospodarki Elektronicznej, gdzie znajduje się raport  https://eizba.pl/wp-content/uploads/2019/11/PLATNOSCI_CYFROWE_2019.pdf.

Można pobrać go bezpłatnie. Raport powstał na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute metodą CAWI – responsywnych ankiet internetowych. Badanie przeprowadzone zostało w dniach 21.10 – 4.11.2019 roku. Zebrano 2400 odpowiedzi. Dane są reprezentatywne dla internautów w Polce pod względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Brak pracowników wymusza automatyzację, ale Polacy nie boją się robotów

Bankowość, ubezpieczenia, księgowość, inżynieria i produkcja czy logistyka i magazynowanie – to branże, które dotąd najmocniej doświadczyły automatyzacji oraz redukcji miejsc pracy. Co ciekawe, Polacy nie czują się zagrożeni technologicznym bezrobociem. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę rekrutacyjną i outsourcingową Devire – tylko 8% respondentów obawia się, że w ciągu 5 lat automatyzacja może pozbawić ich pracy. Jednak większość pracowników (82% z nich) czuje się bezpiecznie.

Choć automatyzacja i robotyzacja są uważane za korzystne zjawisko, to nie wolno ignorować faktu, że w krótkim terminie mogą wywołać  poważną destabilizację rynku pracy. Z dużym problemem już dziś boryka się Korea Południowa, w której zdecydowano się na zmianę przepisów opodatkowania robotów przemysłowych, aby zniechęcić przedsiębiorców do dalszej automatyzacji. Jak wynika z raportu Międzynarodowej Federacja Robotyki (ang. International Federation of Robotics, IFR) w Korei Południowej na 10 tys. miejscy pracy przypada aż 631 robotów. Dla porównania w Polsce w 2018 roku osiągnęliśmy poziom 42 robotów na 10 tys. pracowników (w 2017 roku było to 36 robotów) – są to jednak dane dotyczące wyłącznie branży produkcyjnej.

Michał Młynarczyk, Dyrektor Zarządzający Devire uspokaja, że na razie poziom automatyzacji procesów w Polsce nie jest jeszcze tak duży.

Wpływ na taki stan rzeczy mogą mieć oczywiście niższe koszty pracy – Polacy wciąż zarabiają mniej niż pracownicy w najbardziej rozwiniętych krajach świata. Z drugiej strony coraz częściej widzimy jak zmienia się rynek pracy, szczególnie w przypadku tzw. „niebieskich kołnierzyków”. Wystarczy spojrzeć np. na stanowisko kasjera, które zastępowane jest samoobsługowym urządzaniem. Nie demonizowałbym jednak tego zjawiska. Wszystko wskazuje na to, że najbliższe lata to czas współpracy maszyn i ludzi w miejscu pracy. Warto przy tym pamiętać, że postęp wiąże się również z nowymi stanowiskami i możliwościami zawodowymi.

Branże najbardziej świadome zmian

W badaniu przeprowadzonym przez Devire, zapytano respondentów czy boją się utraty pracy na rzecz automatyzacji w ciągu 5 najbliższych lat. Największe obawy przed technologicznym bezrobociem deklarują pracownicy branży ubezpieczeniowej – przeszło co 3 uczestnik badania. Na drugim miejscu znajduje się sektor usług dla biznesu, który w ostatnich latach przeżywa intensywny rozkwit oraz bankowość – mocno doświadczona konsolidacją, redukcją wakatów, ale również automatyzacją procesów.Wykres1_Automatyzacja a branże

Stanowiska, które znikają w ubezpieczeniach i bankowości

Firmy związane z rynkiem ubezpieczeniowym należą do jednych z najbardziej aktywnych spośród przedsiębiorstw sektora finansowego, jeżeli chodzi o zaangażowanie w proces transformacji cyfrowej i innowacje. Już dziś stanowiska takie jak likwidator szkód i doradca klienta powoli odchodzą w zapomnienie. Justyna Sachmacińska, odpowiedzialna za rekrutację w sektorze bankowości i ubezpieczeń w Devire podkreśla, że automatyzacja dotyka coraz większą liczbę stanowisk:

Przekazanie kompetencji na rzecz automatyzacji w ubezpieczeniach, obserwujemy szczególnie w likwidacji szkód. Likwidatorzy terenowi w dużej mierze  zostali dziś  zastąpieni narzędziami do samodzielnej likwidacji szkody za pomocą aplikacji. Z kolei w bankowości redukcja zatrudnienia to zjawisko trwające od kilku lat. Coraz rzadziej możemy spotkać doradcę klienta, a liczba punktów sprzedaży systematycznie się zmniejsza. Dziś cała oferta jest dostępna w internecie, sami wybieramy odpowiednie produkty, co przekłada się na brak potrzeby czy wizyty u doradcy. Nawet aplikacje mobilne powoli wypierają samą bankowość on-line. Niegdyś banki wręcz prześcigały się w poszukiwaniach odpowiednio wykwalifikowanych doradców klienta, a dziś coraz częściej słyszymy o redukcji stacjonarnej sieci sprzedaży. Rekordzistom zdarzało się zamknąć nawet 72 oddziały bankowe rocznie.

Brak pracowników wymusza automatyzację

Najszybciej rozwijającą się branżą w Polsce jest sektor nowoczesnych usług dla biznesu. Jak wynika z najnowszego raportu ABSL – liczba zatrudnionych w tym sektorze rośnie rok do roku – w I kw. 2019 r. w centrach pracowało 307 tys. osób. (to 10% więcej w porównaniu do 2018 roku). W efekcie wciąż zwiększa się liczba wakatów. Naturalną linią obrony przy tak rozgrzanym rynku pracy, jest automatyzacja części procesów i przesuwanie kompetencji do bardziej wymagających obszarów. Wiktor Doktór, Prezes Pro Progressio podkreśla, że od co najmniej 20 lat jesteśmy świadkami wkraczania automatyzacji procesów do świata BPO/SSC. To z kolei przekłada się na większą świadomość pracowników – aż 22% respondentów z tego sektora,przyznaje w badaniu Devire, że obawia się utraty pracy na rzecz automatyzacji w ciągu najbliższych 5 lat.

Polacy jak dotąd śpią spokojnie

Automatyzacja to nie tylko robot, to również nowe narzędzia zastępujące najbardziej powtarzalną i żmudną pracę. Świetnym przykładem są chatboty, które przejęły od pracowników dużą część ich zadań. Przykładowo dzisiaj to chatbot wysyła powiadomienie o nadaniu paczki w sklepie internetowym czy asystuje przy zakupie biletu do kina.

Niemal każdy powtarzalny proces jest już rozważany, czy mógłby zostać zautomatyzowany czy tez nie. Począwszy od prostego optycznego rozpoznawania znaków z dokumentów księgowych, przez ich klasyfikację, analizę i akceptację, poprzez chatboty w centrach obsługi klienta, obsługę reklamacji, przygotowywanie dokumentów (np. umów), po archiwizację i zarządzanie dostępem do dokumentów – obszarów jest wręcz mnóstwo. Te wszystkie procesy w całości lub części są już obsługiwane przez lub przy użyciu robotów. Jest to jednak proces równoległego, wręcz hybrydowego podejścia do wykonywania pracy, niż zastępowania człowieka robotem. Na taką zmianę jeszcze trochę poczekamy i raczej będzie ona związana z ewolucją sztucznej inteligencji, a nie prostej robotyki, czy też automatyzacji. Najbliższe lata ocenimy jako współpracę (coraz bardziej aktywną) człowieka z robotami – wyjaśnia Wiktor Doktór, Prezes Pro Progressio.Wykres2_Automatyzacja ogółem

Co ciekawe, wszystkie usprawnienia w ramach automatyzacji i robotyzacji  nie budzą niepokoju społecznego. Badanie Devire potwierdza, że większość pracowników nie boi się utraty pracy na rzecz technologii w ciągu najbliższych 5 lat – deklaruje tak 82% respondentów badania. Wniosek jest prosty – świadomość na ten temat jest zbyt niska. Nie zapominajmy przecież, że jeszcze 5 lat temu wiele z zawodów nie istniało. Bez wątpienia więc nowe profesje będą pojawiać się coraz częściej, a dawniejsze znikać lub przesuwać się w stronę innych kompetencji.

Jak będzie działać fundacja rodzinna?

Zakończyły się pierwsze konsultacje społeczne dotyczące tzw. zielonej księgi poświęconej fundacji rodzinnej. Taka fundacja ma zostać wprowadzona do polskiego systemu prawnego, aby ułatwić dziedziczenie firm.

– Większość przedsiębiorców opowiedziała się za utworzeniem odrębnej ustawy, żeby nie wywoływać kontrowersji poprzez nowelizację obowiązującej ustawy o fundacjach, w oparciu o którą działają głównie fundacje dobroczynne – mówi w rozmowie z MarketNews24 Katarzyna Karpiuk, radca prawny, ekspertka ds. sukcesji w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Tutaj właśnie pojawił się sprzeciw ze strony organizacji dobroczynnych, które obawiają się, że doszłoby do pomieszania pewnych pojęć ze stratą dla organizacji charytatywnych.

Przedsiębiorcy zgadzają się, aby w organach fundacji rodzinnej zasiadały także osoby prawne, co w naszym systemie byłoby czymś nowym. Takie rozwiązanie jest stosowane w jurysdykcjach zagranicznych. Pozwala uniknąć sytuacji, gdy powstaje wakat w organach zarządzających.

Kwestią, która podzieliła biorących udział w konsultacjach była możliwość prowadzenia działalności gospodarczej przez fundację rodzinną. Większość uważa, że w celu ochrony majątku należałoby to ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej odciąć i ograniczyć na poziomie fundacji i przenosząc ją o poziom niżej, czyli na spółkę operacyjną.

Pojawiło się też wiele postulatów dotyczących prawa spadkowego.

– Największe kontrowersji wzbudziła kwestia zachowkowa. Większość ocenia, że beneficjent fundacji nie powinien otrzymywać dodatkowych benefitów z tytułu zachowku, który istnieje w polskim systemie spadkowym – wyjaśnia ekspertka, której kancelaria brała bezpośredni udział w pracach nad projektem dotyczącym fundacji rodzinnych.

Podczas konsultacji rozbieżne były oceny takiego rozwiązania prawnego, jak możliwość rozwiązania fundacji rodzinnej przez sąd. Uznano, że powinno to być narzędzie ostateczne, stosowane tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Prace nad fundacją rodzinną będą kontynuowane już z nowym rządem premiera M.Morawieckiego.

10 zagadnień poruszonych przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii w Zielonej Księdze:

  1. Czy zachodzi potrzeba, aby wprowadzać do polskiego prawa instytucję fundacji rodzinnej?
  2. Czy fundacja rodzinna powinna być uregulowana w odrębnej ustawie, w ustawie o fundacjach, czy też w Kodeksie spółek handlowych?
  3. Czy prawo powinno przewidywać zamknięty katalog dopuszczalnych celów fundacji rodzinnej?
  4. Czy fundacja rodzinna powinna mieć możliwość prowadzenia działalności gospodarczej?
  5. Czy przepisy prawa powinny przewidywać jakiś minimalny, wymagany poziom funduszu założycielskiego?
  6. Czy osoba prawna powinna mieć możliwość zasiadania w organach fundacji rodzinnej?
  7. Czy beneficjent fundacji rodzinnej powinien mieć możliwość zasiadania w organie zarządzającym tej fundacji?
  8. Jak prawo powinno uregulować kwestię uprawnienia beneficjenta fundacji rodzinnej do zachowku?
  9. Jak fundacja rodzinna powinna być opodatkowana?
  10. Czy sąd powinien mieć prawo rozwiązać fundację, w sytuacji gdy jest ona zarządzana w sposób sprzeczny z prawem, w sposób oczywiście sprzeczny z jej celem lub z interesami jej beneficjentów?

Dlaczego zniesienie limitu 30-krotności składek ZUS to nie najlepszy pomysł

Proponowane zmiany ustawowe dotyczące likwidacji zasady ograniczenia składek na ZUS przy zarobkach przekraczających 30-krotność średniego wynagrodzenia w gospodarce przepadły w Sejmie. Istnieje pięć powodów, aby rząd nie wracał do tego pomysłu.

– Na początek trzeba wyprostować pewien mit, że zniesienie limitu doprowadzi do wyższego obciążenia najlepiej zarabiających, bo podatek mylony jest ze składką – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Zniesienie limitu dla osób pracujących na umowę o pracę implikuje wyższe świadczenia emerytalne w przyszłości.

Zgodnie z obowiązującym prawem tutaj ma zastosowanie zasada przyczynowości, wyższa składka teraz, to wyższe świadczenie w przyszłości. To także podwyższenie kosztów systemu emerytalnego w przyszłości. A przecież już obecnie system emerytalny dotowany jest z budżetu.

Ze względów demograficznych emerytów będzie coraz więcej, czyli zwiększy się „dziura” w budżecie. Zniesienie limitu poprawi sytuację w najbliższym czasie, ale w przyszłości koszty dla systemu będą pęcznieć, stąd pytanie znaleźć brakujące pieniądze. I to jest drugi powód, aby nie wprowadzać zmian zaproponowanych w ustawie przygotowanej przez posłów PiS.

– Trzecią kwestią jest to, że lepiej byłoby nie zmuszać osób, które dziś płacą dość wysokie składki, a w przyszłości otrzymają wysokie świadczenia, do dodatkowego oszczędzania, lepiej byłoby, gdyby te pieniądze wydały w gospodarce – wylicza kolejny powód dr P.Kwiecień.

Kwestia czwarta – to konkurencyjność polskiej gospodarki. Likwidacja 30-krotności spowodowałaby wzrost kosztów dla pracodawców, zwłaszcza tych innowacyjnych, zatrudniających wysoko wyspecjalizowanych pracowników.

Piąta kwestia dotyczy wiarygodności ZUS, systemu emerytalnego i polskiego państwa. Zbyt powszechne staje się wyobrażenie, że nie warto płacić składek na emerytury, bo nie wiadomo co w przyszłości stanie się z systemem emerytalnym.

Sektor energetyczny na celowniku hakerów

Raport firmy Symantec wskazuje, że aż 16 proc. wszystkich ataków hakerskich nakierowanych jest na sektor energetyczny, czyniąc go jednym z najbardziej zagrożonych segmentów gospodarki zaraz po administracji publicznej.[1] Cyberatak na obiekty infrastruktury energetycznej może mieć katastrofalne skutki nie tylko dla mienia, zdrowia i życia pracowników, ale także dla środowiska, całej gospodarki, czy nawet funkcjonowania państwa i bezpieczeństwa narodowego. Dlatego niezbędne jest stworzenie unijnej strategii cyberbezpieczeństwa dla sektora energetycznego, standaryzacja procesów, a także wprowadzenie mechanizmu ułatwiającego wymianę informacji o zagrożeniach i dobrych praktykach. Stolicą rozmów o cyberbezpieczeństwie sektora energetycznego stały się Katowice.

Komisja Europejska już w 2017 roku rozpoczęła konsultacje dot. polityk i procedur związanych z cyberbezpieczeństwem w sektorze energetycznym, a w kwietniu br. opublikowane zostały zalecenia, które powinny zostać wdrożone do narodowych strategii cyberbezpieczeństwa do kwietnia 2020 r. Stephan Lechner, dyrektor DG ENER w Komisji Europejskiej podczas tegorocznej edycji Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa – CYBERSEC 2019 przedstawił zarówno rekomendacje KE, jak i perspektywę kolejnych kroków, które planuje w tym zakresie podjąć Komisja w nadchodzącej nowej kadencji. Wspomniany dokument wymienia rekomendacje dot. wdrożenia przez operatorów sieci energetycznych i dostawców technologii odpowiednich środków w zakresie gotowości w stosunku do wymogów czasu rzeczywistego, efektów kaskadowych oraz integracji starszej technologii z najnowocześniejszymi urządzeniami inteligentnymi. Podkreślił on, że sektor energetyczny czeka w tym zakresie prawdziwa rewolucja.

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

„Wciąż nie istnieje wspólny katalog wymagań dla dostawców na poziomie krajowym lub unijnym. Zalecenia stanowią punkt odniesienia, do którego można odwołać się przede wszystkim w zakresie usług kluczowych, podczas zarządzania ryzykami i niektórymi wymaganiami dla dostawców. Są one kolejnym dokumentem, w którym podkreślono wagę współpracy i wymiany informacji na wypadek sytuacji kryzysowych” – komentuje Filip Grzegorczyk, Prezes Zarządu TAURON Polska Energia S.A.

Także eksperci niezależnych think-tanków podkreślają konieczność budowania kultury cyberbezpieczeństwa w sektorze energetycznym, w oparciu o holistyczne podejście, uwzględniające zarówno aspekty techniczne, operacyjne, jaki i strategiczne. W raporcie Instytutu Kościuszki pt. „Cyberbezpieczeństwo polskiego przemysłu. Sektor energetyczny” autorzy podkreślają szczególną rolę budowania kompetencji i wyspecjalizowanych Zespołów Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego (CERT/CSIRT), w skład których wchodzić powinni eksperci z  dziedziny bezpieczeństwa z uwzględnieniem wielu obszarów specjalizacji np. informatyki śledczej, inżynierii wstecznej oraz bezpieczeństwa automatyki przemysłowej. Według autorów niezbędne jest umiejętne zarządzanie ryzykiem w cyberprzestrzeni, a także regularne audyty oraz systematyczne szkolenia dla kadry zarządzającej i pracowniczej wszystkich szczebli, które przyczynią się do podniesienia ogólnego poziomu świadomości cyberzagrożeń.

Huby i centra operacji bezpieczeństwa

W  celu efektywnego przeciwdziałania cyberatakom, autorzy raportu zalecają również budowę centrów operacji bezpieczeństwa (SOC, Security Operations Center), wykorzystujących innowacyjne technologie, m.in. sztuczną inteligencję umożliwiającą „wirtualną analizę” incydentów. Centra operacji bezpieczeństwa nowej generacji zakładają odejście od modelu bazującego na alertach bezpieczeństwa (alert-driven approach) na rzecz modelu opartego na analizie predyktywnej zagrożeń (predictive intelligence-driven approach to cybersecurity). Jednocześnie ze względu na fakt, że ekosystem cyberbezpieczeństwa jest rozdrobniony i zdominowany przez małe i średnie przedsiębiorstwa oraz startupy, zalecane jest tworzenie hubów cyberbezpieczeństwa angażujących wszystkie te podmioty. Takie działanie mogłoby wymusić konsolidację rynku produktów i usług sektora cyberbezpieczeństwa, szczególnie w kontekście szans, jakie zamówienia publiczne i prywatne w Unii Europejskiej przynoszą europejskim dostawcom.

„Obecnie na rynku funkcjonuje wielu dostawców rozwiązań cyberbezpieczeństwa, o czym świadczy ogromne powodzenie targów CYBERSEC EXPO, podczas których swoje produkty i usługi zaprezentowało ponad 50 wystawców, wśród których znaleźli się zarówno liderzy rynku IT, w tym Microsoft, Cisco, Samsung, BAE Systems, Asseco, Exatel, jak i startupy i scaleupy, m.in. Nethone. Warto jednak zwrócić uwagę, że w biznesie zauważalny jest trend polegający na odchodzeniu od rozwiązań punktowych na rzecz ich konsolidacji. Według badania Cisco „2019 CISO Benchmark Study”, 63 proc. organizacji korzysta z usług 10 lub mniej dostawców, co oznacza wzrost o 9 p.p. względem roku 2017. Dlatego tak ważne jest, aby mniejsi gracze łączyli siły, co pozwoli im m.in. tworzyć lepsze oferty na potrzeby zamówień publicznych” – podkreśla Robert Siudak, Dyrektor ds. współpracy i realizacji projektów w Instytucie Kościuszki.

Współpraca polskiego sektora energetycznego

Współpraca CERTów polskich podmiotów energetycznych, w tym PSE i Grupy ENERGA, podjęta została w 2017 r. Trwają dalsze próby konsolidacji oraz działania mające na celu zwiększenie liczby zespołów funkcjonujących w ramach takiej wspólnej platformy wymiany informacji jak i działania na rzecz współpracy w sektorze energetycznym w wymiarze międzynarodowym. Współpraca sektorowa może pomóc w realizacji zadań określonych ustawą o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa przez tzw. operatorów usług kluczowych, wśród których wymienia się m.in. podmioty z branży energetycznej, ale także transportowej, telekomunikacyjnej, bankowej oraz medycznej.

„Wartym podkreślenia są także nowe wyzwania z obszaru cyberbezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Internetu rzeczy (IoT) przy budowie nowych usług, m.in. inteligentnej energetyki domowej, Smart City czy Smart Grid. Istotność nowych wyzwań podkreślał również Raport grupy roboczej do spraw Internetu Rzeczy przy ministrze. W dokumencie podkreślono, że IoT bez cyberbezpieczeństwa stanowi większe zagrożenie dla państwa niż rezygnacja z użycia IoT. W Grupie TAURON przykładem takiego odpowiedzialnego wdrożenia nowoczesnych technologii jest implementacja inteligentnej infrastruktury pomiarowej z Projektem AMIplus Smart City Wrocław na czele, gdzie skorzystaliśmy najlepszych praktyk. Szczegóły zostały przedstawione w publikacji Cyberbezpieczeństwo polskiego przemysłu” – podsumował Filip Grzegorczyk.

[1] Symantec: Targeted Attacks Against the Energy Sector, http://www.symantec.com/content/en/us/enterprise/media/security_response/whitepapers/targeted_attacks_against_the_energy_sector.pdf

Więcej PropTechu w magazynach

Blisko trzy czwarte ankietowanych przedsiębiorców korzysta w Polsce z rozwiązań PropTech na terenie powierzchni magazynowych – wynika z raportu „PropTech na rynku magazynowym”, opracowanego przez SEGRO we współpracy z miesięcznikiem Eurobuild CEE. Te, jak i inne kluczowe wnioski, przedstawiono 21 listopada w Warszawie podczas oficjalnej premiery raportu.

W ostatnich latach PropTech szturmem wdarł się na rynek nieruchomości magazynowych, wyznaczając kierunek rozwoju dla całej branży. Firma SEGRO, deweloper, właściciel i zarządca powierzchni magazynowych, będąca liderem na rynku w obszarze innowacji oferowanych klientom, postanowiła bliżej przyjrzeć się temu, ile firm zna i korzysta z rozwiązań PropTech oraz jaki jest ich poziom wiedzy na temat korzyści płynących z zastosowania tych technologii.

Nowoczesne technologie kreatorem przyszłości

Jak pokazują wyniki badania zrealizowanego na potrzeby raportu, dla 58% respondentów termin PropTech oznacza innowacyjne technologie w pojęciu ogólnym, a 38% ankietowanych utożsamia go z tego typu technologiami stosowanymi w branży nieruchomości. Choć przedsiębiorstwa nie zawsze od początku wiedzą, czym dokładnie jest PropTech, to praktycznie trzy na cztery badane firmy stosują takie rozwiązania. To pokazuje, że częściej niska świadomość, bardziej niż obszaru korzystania z innowacji, dotyczy samego nazewnictwa.

– Gdy pytamy ekspertów rynkowych, co ukształtuje rynek nieruchomości w najbliższej przyszłości, w pierwszej trójce odpowiedzi zawsze pojawiają się nowoczesne technologiepodkreśla Ewa Andrzejewska, redaktor naczelna Eurobuild CEE. – Jednak sztuką jest nie tylko zauważyć trendy rynkowe, ale również być ich kreatorem – dodaje.

Firmy stawiają na innowacje

Rozwiązaniami PropTech, które cieszą się największą popularnością wśród badanych przedsiębiorców są: oświetlenie LED (66%), czujniki światła w alejkach magazynowych (44%) oraz system zdalnego odczytu i kontroli mediów (22%). Mniej powszechne wśród ankietowanych są systemy automatycznie rozpoznające tablice rejestracyjne, z których korzysta na razie 18% respondentów oraz monitorowanie dachów obiektu z wykorzystaniem czujników, sensorów lub dronów, a także system BAS/BMS – stosowane przez co dziesiątego badanego przedsiębiorcę. Jednocześnie, nieco ponad 1/5 badanych zapowiada, że w niedalekiej przyszłości planuje korzystać z wyżej wymienionych systemów automatycznego rozpoznawania tablic oraz czujników światła w alejkach magazynowych.

– Nowe technologie wykorzystywane są nie tylko podczas eksploatacji obiektów, ale również na etapie ich projektowania. W parkach logistycznych SEGRO już od dłuższego czasu standardem są takie rozwiązania, jak oświetlenie LED, kompleksowy system monitoringu mediów czy system automatycznego odczytywania tablic rejestracyjnych. Widać wyraźnie, że zdecydowana większość przedsiębiorców zauważa zalety innowacyjnych technologii – mówi Waldemar Witczak, Dyrektor Regionalny SEGRO.

Przede wszystkim ekonomia

Bezpośrednie korzyści wynikające z zastosowania rozwiązań PropTech na terenie powierzchni magazynowych dostrzega aż 89% przedsiębiorców. Do najważniejszych zaliczają oni korzyści ekonomiczne, związane z optymalizacją kosztów (60%) oraz ekologiczne (46%). Oznacza to, że polscy przedsiębiorcy coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na kwestie finansowe, ale również na tematy związane z ochroną środowiska naturalnego. Ponadto, według blisko 90% przedsiębiorców takie innowacje wpisują się w strategię zrównoważonego rozwoju ich firmy.

– Inteligentne magazyny to przyszłość rynku logistycznego – pozwalają na usprawnienie łańcucha dostaw, uzyskanie oszczędności i ograniczenie wpływu na środowisko. Mając na uwadze zaufanie, którym od wielu lat obdarzają nas klienci, chcemy wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom i być pionierem w branży w zakresie innowacyjnych rozwiązań optymalizujących procesy w parkach SEGRO – podkreśla Joanna Janiszewska, Dyrektor Regionalny SEGRO.PropTech_wykres_2 PropTech_wykres_1 PropTech_wykres_3

Badanie na potrzeby raportu „PropTech na rynku magazynowym” zostało przeprowadzone metodą ankiet elektronicznych i telefonicznych na reprezentatywnej grupie polskich przedsiębiorców przez wydawcę miesięczników „Logistyka a Jakość” oraz „Nowoczesny Magazyn”.

Rusza 15. edycja Konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku

Rozpoczyna się jubileuszowa edycja Konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku. Mikrofirmy z całego kraju znów zmagać się będą o tytuł „Mikroprzedsiębiorcy Roku” oraz 40 tys. złotych. Udział w konkursie jest bezpłatny, warunkiem kwalifikacji jest spełnienie przez firmę 2 podstawowych kryteriów – mniej niż 10 zatrudnionych pracowników oraz obrót roczny nieprzekraczający 2 mln euro. Przedsiębiorco – wypełnij formularz zgłoszeniowy i zdobądź szansę na zwycięstwo!

To jeden z tych projektów społecznych, który niezwykle inspiruje i pokazuje jaką siłą polskiej gospodarki pozostają mikro przedsiębiorcy oraz jak kreatywne pomysły na biznes powstają w Polsce. Często mówię, że nie sztuką jest mieć pomysł, a sztuką pozostaje go zrealizować oraz sprzedać. W naszym Konkursie Mikroprzedsiębiorca Roku nagradzamy właśnie takich właścicieli biznesów, którzy skutecznie wdrażają swoje pomysły i odnoszą na tym polu sukcesy. W tym roku Citi Foundation przeznaczyło na wsparcie przedsiębiorczości w Polsce ponad 1 mln dolarów. Jestem dumny, że wśród tych projektów pozostaje także Mikroprzedsiębiorca Roku. Wierzę, że tym samym wspieramy przyszłe lokomotywy polskiej gospodarki – marki, które staną się rozpoznawane na świecie, mówi Sławomir S. Sikora, prezes Citi Handlowy, CCO Citi w Polsce.

Poza nagrodą główną „Mikroprzedsiębiorcy Roku” organizatorzy wręczają także wyróżnienia i nagrody pieniężne w czterech kategoriach: Start (dla najmłodszych mikroprzedsiębiorstw), Progres (dla firm w „średnim wieku”), Senior (dla firm działających na rynku najdłużej) oraz Młody Biznes (dla mikroprzedsiębiorstw prowadzonych przez osoby poniżej 30. roku życia). Aby docenić najlepsze pomysły na biznes z różnych części Polski oraz promować rozwój przedsiębiorczości, Kapituła Konkursu przyzna 8 specjalnych wyróżnień dla dynamicznie rozwijających się regionalnych mikrofirm. Gala Finałowa Konkursu podczas której zostaną ogłoszone wyniki odbędzie się w marcu 2020 roku w Sali Notowań warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

Od trzech lat mamy zaszczyt współorganizować tak wspaniałą inicjatywę wspierającą mikrofirmy działające w różnych dziedzinach jak i regionach kraju. Niezmiernie cieszymy się, że Konkurs cieszy się zainteresowaniem przedsiębiorców oraz organizacji i instytucji działających na rzecz polskiego biznesu. Wierzymy, że wyróżnienie najlepszych i najciekawszych przedsięwzięć sprzyja budowaniu podstaw przedsiębiorczych u młodego pokolenia oraz inspiruje innych do rozpoczęcia własnego dzieła – podkreśla Ewa Sobkiewicz, Prezes Zarządu IFR.

Historia Konkursu liczy już 14 lat. W tym czasie do konkursu zgłosiło się blisko 3300 przedsiębiorców, z których ponad 150 zostało nagrodzonych i wyróżnionych.

Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku jest organizowany cyklicznie od 2005 roku, a trzeci rok z rzędu jego operatorem jest Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Konkurs finansowany jest ze środków Citi Foundation i realizowany w partnerstwie z Fundacją Citi Handlowy im. L. Kronenberga (partner merytoryczny). Konkurs wspiera także Koalicja na rzecz Mikroprzedsiębiorczości w skład której wchodzą renomowane instytucje i organizacje biznesowe. W celu wyłonienia zwycięzców powołano Kapitułę Konkursu, członkami której są znani polscy eksperci i przedsiębiorcy.

Mikroprzedsi─Öbiorca_Roku_2019-Ulotka-AT-02Zgłoszenia do Konkursu przyjmowane są poprzez formularz na stronie internetowej Konkursu [www.mikroprzedsiebiorcaroku.com] od 1 października do 1 grudnia 2019 r.

Trudne czasy przed bitcoinem

Cena bitcoina w czwartkowe popołudnie spadła do ok. 7,8 tys. dolarów. To najniższy poziom od blisko miesiąca, a jednocześnie spadek o ok. 100 dol. poniżej 200-dniowej średniej ruchomej cen, jednego z istotniejszych technicznych poziomów wsparcia, któremu z uwagą przyglądają się uczestnicy rynku – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Bartosz Grejner, analityk finansowy Cinkciarz.pl
Bartosz Grejner, analityk finansowy Cinkciarz.pl

Właśnie miesiąc temu, cena bitcoina także spadła w okolice tej średniej wynoszącej nieco powyżej 7,4 tys. dol. W tamtym czasie udało jej się w szybkim tempie wzrosnąć do ok. 9,9 tys. dol. Istnieją argumenty przemawiające za tym, że tym razem ten scenariusz może się już nie powtórzyć.

Siedem w miarę tłustych miesięcy i…

Wartość bitcoina wyrażona w dolarach notowana była poniżej 200-dniowej średniej ruchomej od końcówki maja 2018 r. do początku kwietnia br. Przez siedem minionych miesięcy jednak cena najpopularniejszej z kryptowalut notowana była powyżej tego ruchomego wskaźnika, zaliczając niejako przy okazji ponad trzykrotny wzrost w niecałe trzy miesiące do ok. 13,8 tys. dol., czyli najwyższego poziomu od połowy stycznia br. Te pozytywne nastroje związane były m.in. z dużym medialnym zainteresowaniem kryptowalutą libry, którą Facebook zamierza wprowadzić.

Przez kilka miesięcy napływały same pozytywne informacje z tego frontu, w tym o partnerstwach z takimi potentatami, jak: Visa, Mastercard czy PayPal. Wzmożona ekspozycja medialna zwiększyła także ogólną ekspozycję kryptowalut, a większa liczba ich wyszukiwań w wyszukiwarce Google zwykle pozytywnie wpływa na ceny. I nie zmienia tego fakt, że kryptowaluta Facebooka w dłuższej perspektywie mogłaby osłabić szerszy rynek kryptowalut.

…strach o system finansowy

W drugiej części roku obserwowaliśmy jednak stopniowe wygaszanie pozytywnych nastrojów. To pokłosie przesłuchań szefa Facebooka w Kongresie USA i silnych obaw polityków o potencjalny wpływ libry na system finansowym. Obawy i wątpliwości wystarczyły, by wspomniani wcześniej partnerzy (oraz inni) wycofali się z projektu, rzucając dosyć spory cień na całe kryptowalutowe przedsięwzięcia Facebooka. Choć gigant społecznościowy nie wycofał się z wprowadzenia libry, to termin jej debiutu się opóźnił. Możliwe nawet, że nie uda się tego zrobić (o ile w ogóle) przed końcem 2020 r., a wybory prezydenckie w USA w listopadzie przyszłego roku mogą być jednym z czynników wstrzymujących debiut.

Libra jest tzw. stablecoinem i jej wartość miała być uzależniona od dolara, co odróżnia ją od większości „tradycyjnych” kryptowalut, w tym bitcoina. Jej zarządzanie przez jeden podmiot (Facebook) także stoi w przeciwieństwie do zdecentralizowanego charakteru bitcoina i jemu podobnych. Ten zdecentralizowany charakter może w nieco bardziej odległej już perspektywie (np. kilku lat) okazać się przysłowiowym gwoździem do trumny tradycyjnych kryptowalut, jeżeli największe banki centralne na świecie przyswoiłyby tę technologię. Ten moment nie nadejdzie jednak zbyt szybko, a tymczasem Chiny planują wprowadzić własną wirtualną walutę banku centralnego (CBDC – central bank digital currency) już w 2020 r. Rezerwa Federalna w USA takich planów nie ma, a jej szef Jerome Powell w listownej odpowiedzi do dwóch członków amerykańskiej Izby Reprezentantów stwierdził m.in., że „cechy, które sprawiają, że rozwój cyfrowej waluty banku centralnego jest bardziej przekonujący dla niektórych krajów, różnią się od tych [jakie są – tred.] istotnych dla USA”.

Zły omen dla bitcoina i innych

W nieco bliższej perspektywie nad cenami „standardowych” kryptowalut może wisieć presja podażowa. Spadek ceny bitcoina z blisko 14 tys. do ok. 7,8 tys. dolarów oznacza również spadek opłacalności kopania kryptowalut dla podmiotów działających na mniejszą skalę. Dodatkowa podaż sprzedawanych przez nich bitcoinów może w efekcie w krótkim terminie jeszcze bardziej zdusić cenę i sprowadzić notowania na wiele miesięcy z powrotem poniżej 200-dniowej średniej ruchomej. W takim przypadku moglibyśmy obserwować powrót wartości jednego bitcoina do przedziału ok. 4-6 tys. dol.

IT Works zmienia nazwę na Euvic IT

IT Works, spółka specjalizująca się w outsourcingu IT, zmieniła nazwę na Euvic IT. Rebranding ma podkreślić coraz większą synergię IT Works z Grupą Euvic, do której spółka należy od grudnia 2016 roku, kiedy to Euvic przejął ją od Enterprise Investors. Euvic IT to w sumie już ponad 700 specjalistów IT, a licząc całą Grupę Euvic – ponad 2000 osób.

IT Works w ciągu ostatnich 3 lat intensywnie rozwijał współpracę z Euvic Sp. z o.o., zoptymalizował swoje procesy, a także znacząco zwiększył liczbę projektów realizowanych wspólnie z innymi spółkami z Grupy Euvic i z udziałem zatrudnionych tam specjalistów z kompetencjami z różnych obszarów IT.

„Zacieśniająca się współpraca oraz coraz większa liczba projektów sprawiła, że IT Works stał się jedną z kluczowych spółek w ramach Grupy Euvic. Przyszedł więc moment, aby również przez zmianę nazwy podkreślić synergię IT Works z Grupą Euvic oraz nowe możliwości, jakie ta współpraca niesie dla naszych klientów” – mówi Wojciech Wolny, Prezes Zarządu Euvic IT, który jednocześnie kieruje firmą Euvic.

Euvic IT czerpie z ponad 20-letniego doświadczenia IT Works w świadczeniu usług outsourcingu IT, co obejmuje: helpdesk i ogólnopolski serwis dojazdowy, administrację i monitoring IT, zarządzanie sprzętem i licencjami, outsourcing druku. Częścią oferty spółki są także konsultacje w zakresie dobrych praktyk ITIL i dostosowanie do potrzeb klientów autorskiego narzędzia klasy ITSM – ATMOSFERA®.

Portfolio usług firmy obejmuje też audyty IT, które dostarczają zarządom informacje oraz rekomendacje zmian dot. budowy strategii IT, zapewnienia ciągłości działania czy modernizacji wykorzystywanych rozwiązań. Dodatkowo Euvic IT realizuje projekty wdrożeniowe i migracyjne, w tym rozwiązań chmurowych Microsoft Azure, AWS czy Google Cloud. Firma oferuje również kompleksowe usługi w obszarze bezpieczeństwa IT.

“Posiadamy zaplecze technologiczne niezbędne do świadczenia usług outsourcingu IT w trybie 24×7 – zarówno w Polsce, jak i na świecie. Aktualnie mamy ponad 60 stałych umów gwarantujących stabilność biznesową i wspieramy dziesiątki tysięcy użytkowników każdego dnia” – mówi Wojciech Wolny.

Jak podkreśla prezes Euvic IT, oferta spółki doskonale wkomponowała się w portfolio usług całej Grupy Euvic. Dzięki ścisłej współpracy tworzących ją firm, Grupa Euvic stała się obecnie nowoczesnym Integratorem 2.0, który potrafi realizować skomplikowane projekty informatyczne w różnych technologiach, umiejętnie łącząc zwinne podejście ze standardami realizacji wymaganymi w najbardziej sformalizowanych przedsięwzięciach.

“Oprócz outsourcingu IT, zapewnianego przez Euvic IT, Grupa Euvic może też pomóc klientom zaprojektować, zbudować oraz zintegrować rozwiązania e-commerce, klasy ERP, CRM, BI, workflow, systemy billingowe, portale internetowe, aplikacje mobilne i wiele innych. Wspieramy też firmy w cyfrowej transformacji z wykorzystaniem takich technologii, jak chmura obliczeniowa, sztuczna inteligencja, wirtualna rzeczywistość, blockchain, digital twin czy IoT. Świadczymy także usługi wynajmu programistów” – wylicza Wojciech Wolny.

Zmiana nazwy z IT Works na Euvic IT została zarejestrowana w sądzie 18 listopada br. Dane rejestrowe spółki – w tym również NIP, KRS, REGON, numery telefonów i adres siedziby – pozostały bez zmian.

Nabycie przedsiębiorstwa w spadku (dziedziczenie jednoosobowej działalności) na nowych zasadach

Na mocy obowiązujących obecnie przepisów możliwe jest kontynuowanie działalności gospodarczej osoby fizycznej przez inną osobę fizyczną będącą jej następcą prawnym. Dzięki regulacjom obecnym w polskim systemie prawnym od końca 2018 r. możliwe jest też bezpieczne i płynne przeprowadzenie sukcesji podatkowej.

Jak było dotychczas?

Niemal do końca 2018 r. śmierć przedsiębiorcy skutkowała tym, iż jego przedsiębiorstwo po prostu przestawało istnieć. Następcy prawni mieli zatem nie lada problem z bieżącym zarządzaniem firmą, w tym jej finansami. Zresztą nawet załatwienie wszelkich spraw spadkowych nie umożliwiało przejęcia nazwy przedsiębiorstwa, jego NIP-u, a także uzyskanych wcześniej koncesji i zezwoleń. Na rzecz spadkobierców przechodził wyłącznie majątek zmarłego. Dodatkowo zakończenie bytu prawnego przedsiębiorstwa wiązało się z automatycznym zwolnieniem pracowników i wygaśnięciem wszelkich zawartych wcześniej kontraktów handlowych. Reaktywacja firmy we wcześniejszej formie i kształcie była zatem praktycznie niemożliwa.

Nowa regulacja szansą na płynną sukcesję

25 listopada 2018 r. weszła w życie regulacja, która miała rozwiązać problemy następców prawnych przedsiębiorcy. Ustawa z 5 lipca 2018 r. o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej reguluje zasady tymczasowego zarządzania przedsiębiorstwem po śmierci przedsiębiorcy, który we własnym imieniu wykonywał działalność gospodarczą na podstawie wpisu do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG). Nowa regulacja porusza także zagadnienie kontynuowania działalności gospodarczej wykonywanej z wykorzystaniem tego przedsiębiorstwa. No i oczywiście reguluje kwestie związane z opodatkowaniem prowadzonej działalności.

Czym jest zarząd sukcesyjny?

W przypadku śmierci przedsiębiorcy istnieje możliwość ustanowienia zarządu sukcesyjnego. Jeżeli przedsiębiorca jeszcze za życia nie powołał lub nie zgłosił do CEIDG zarządcy sukcesyjnego, mogą to zrobić jego następcy prawni. Takie uprawnienie przysługuje małżonkowi przedsiębiorcy, jeżeli ma udział w przedsiębiorstwie w spadku, spadkobiercy przedsiębiorcy, który przyjął spadek oraz zapisobiercy windykacyjnemu, który przyjął zapis, o ile oczywiście przedsiębiorstwo jest objęte tym zapisem w testamencie. Czynność powołania zarządcy powinna przybrać formę aktu notarialnego. Należy jej dokonać w terminie dwóch miesięcy od dnia śmierci przedsiębiorcy. Co również istotne, oprócz zgody zarządcy potrzebna jest zgoda ponad 85% uprawnionych do przedsiębiorstwa (według wielkości przysługujących im udziałów w przedsiębiorstwie).

Przedsiębiorstwo w spadku jako podatnik

W okresie zarządu sukcesyjnego przedsiębiorstwo w spadku jest jednostką organizacyjną niemającą osobowości prawnej. Jako odrębny podmiot podlega wówczas daninom publicznym wyszczególnionym w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawie o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, ustawie o podatku od towarów i usług, ustawie o podatku tonażowym, ustawie o grach hazardowych oraz ustawie o aktywizacji przemysłu okrętowego i przemysłów komplementarnych.

Zasady opodatkowania przedsiębiorstwa w spadku

Przedsiębiorstwo w spadku obowiązują dokładnie te same zasady, które odnoszą się do osób fizycznych prowadzących działalność. W zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych podatnikiem jest przedsiębiorstwo w spadku. Jego zobowiązanie podatkowe dotyczy okresu od otwarcia spadku do dnia wygaśnięcia zarządu sukcesyjnego albo uprawnienia do powołania zarządcy sukcesyjnego. Działalność prowadzona przez przedsiębiorstwo w spadku uznawana jest natomiast za pozarolniczą działalność gospodarczą, która stanowi jednocześnie odrębne źródło przychodu. Warta podkreślenia jest przy tym kwestia ciągłości. Obowiązek podatkowy przedsiębiorstwa w spadku jest taki jak w odniesieniu do pierwotnego przedsiębiorstwa. Oznacza to, że jeżeli na przykład przedsiębiorca podlegał w dniu otwarcia spadku nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, to podlega mu również przedsiębiorstwo w spadku. Niezależnie zatem od miejsca położenia źródeł przychodów, przedsiębiorstwo w spadku odprowadza podatek liczony od całości jego dochodów. Z korzyści przedsiębiorstwa w spadku należy natomiast wskazać to, iż jest ono uprawnione do kontynuowania amortyzacji środków trwałych, których dokonywał zmarły właściciel. Z kolei przychód przedsiębiorstwa w spadku może zostać pomniejszony na zasadach ogólnych o stratę, którą przedsiębiorstwo poniosło za życia jej pierwotnego właściciela.

Inne regulacje

Ustawy szczegółowe precyzują możliwości, jakie posiada przedsiębiorstwo w spadku w zakresie opodatkowania. Przykładowo ustawa o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne wskazuje, że przedsiębiorstwo w spadku, które osiąga przychody z działalności gospodarczej pozarolniczej, może opłacać zryczałtowany podatek dochodowy w dwóch formach – ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych oraz karty podatkowej. Z kolei w przypadku przychodów z tytułu zawartych umów najmu, podnajmu, dzierżawy, poddzierżawy lub innych podobnych przedsiębiorstwo może opłacać ryczałt od przychodów ewidencjonowanych.

Zwolnienie od podatku od spadków i darowizn

Warto również podkreślić, że ustawa o zarządzie sukcesyjnym wprowadziła do ustawy o podatku od spadków i darowizn zwolnienie dla nabywców przedsiębiorstwa. W przypadku jego dziedziczenia albo uzyskania w drodze zapisu windykacyjnego następcy prawni nie muszą płacić podatku. Należy jednak zgłosić do właściwego urzędu skarbowego fakt objęcia przedsiębiorstwa. Dodatkowo istnieje wymóg, aby przedsiębiorstwo było dalej prowadzone przez następców przez co najmniej pięć lat. Ta sama zasada dotyczy sytuacji, w której dziedziczenie następuje na rzecz większej liczby osób.

Skutki wprowadzenia zarządu sukcesyjnego

Przyznanie przedsiębiorstwu w spadku podmiotowości prawnopodatkowej spowodowało, że mimo śmierci przedsiębiorcy istnieje możliwość zachowania pewnej ciągłości przedsiębiorstwa. Ta ciągłość dotyczy nie tylko kwestii majątkowych, ale również zakresu regulowania podatku dochodowego, związanego z działalnością określonego przedsiębiorstwa w momencie, gdy podlega zarządowi sukcesyjnemu. Nowa regulacja spowodowała, że zarówno pracownicy, jak i kontrahenci dotychczas istniejącego podmiotu zyskali swoistą przejrzystość i pewność w funkcjonowaniu firmy. Ten pozytywny wpływ na sytuację prawną zarówno pracowników, jak i kontrahentów umożliwia natomiast utrzymanie sprawnego, niezakłóconego obrotu gospodarczego. Niewątpliwie zatem taka regulacja była bardzo potrzebna w polskim systemie prawnym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polska w ogonie Europy w zakresie ochrony własności intelektualnej

Niemal 3 tys. wynalazków, 10 tys. znaków towarowych oraz ponad 600 wzorów użytkowych to liczba zgłoszeń dokonanych w Urzędzie Patentowym RP. Dane z trzech kwartałów br. dotyczą aktywności podmiotów krajowych. Za prawie połową zgłoszonych wynalazków i wzorów użytkowych stoją przedstawiciele sektora gospodarki. Wśród nich najczęściej na ten ruch decydowały się firmy mające mniej niż 9 pracowników. Analizując statystyki za okres od 2015 roku, nie widać radykalnych zmian. Według znawców tematu, reprezentanci sektora MŚP postrzegają ochronę własności intelektualnej jako szansę na rozwój. Problemem bywają koszty, ale coraz więcej środków jest przeznaczanych na prace B+R. A to powinno zaowocować większą liczbą zgłoszeń w przyszłości.

Czas na ochronę

2772 zgłoszeń wynalazków dokonały w UPRP podmioty krajowe w trzech pierwszych kwartałach br. Natomiast w całym ubiegłym roku było ich 4207. Wtedy odnotowano wzrost w porównaniu z 2017 rokiem, kiedy doliczono się ich 3924. Jednak 2018 rok był gorszy pod tym względem niż lata 2015-2016. Wówczas w statystykach pojawiło się odpowiednio 4679 oraz 4261 takich wniosków.

– Chiński Urząd Patentowy odnotował 1,38 mln zgłoszeń w roku 2017, zaś jego amerykański odpowiednik ponad 600 tysięcy w ub.r. Z kolei w Niemczech zostało złożonych niemal 68 tysięcy wniosków. Nie wydaje się, aby liczba otrzymywanych przez UPRP podań była wprost proporcjonalna do poziomu innowacyjności naszego społeczeństwa. To raczej wynika m.in. z nadal niezadowalającego poziomu świadomości dotyczącej ochrony wytworów działalności intelektualnej – komentuje Ewa Niesiobędzka-Krause, ekspertka BCC ds. patentów i innowacji.

Z kolei dr Magdalena Tagowska, kierownik działu patentów w Patpol, zwraca uwagę na raport Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO). Wynika z niego, że w 2018 roku podmioty z naszego kraju dokonały 534 zgłoszenia europejskie, co daje 13,9 wniosku na milion mieszkańców. Polska znalazła się na 31. miejscu, m.in. za Portugalią (21,2), Hiszpanią (36), czy Słowenią (47,1). Bardzo nam też daleko do liderów rankingu, czyli Szwajcarii (955,9), Holandii (416,3) i Danii (411,4).

– W trzech pierwszych kwartałach br. podmioty krajowe dokonały 9912 zgłoszeń znaków towarowych do UPRP w trybie krajowym. Na koniec ubiegłego roku liczba ta wyniosła 12 811 i była mniejsza niż w dwóch wcześniejszych latach. W 2017 roku dokonano 13 737 takich zgłoszeń, a w 2016 roku – 13 860. Z kolei w statystykach za 2015 rok mamy wynik 12 613 – informuje Adam Taukert, rzecznik prasowy UPRP.

Spadek liczby zgłoszeń krajowych może wynikać z różnych powodów, co podkreśla Magdalena Maksimowska, szefowa zespołu znaków towarowych i wzorów przemysłowych w Kancelarii JWP. Po pierwsze, żeby uzyskać formalną rejestrację, trzeba dysponować odpowiednim budżetem. To może być szczególnie obciążające dla małych działalności gospodarczych. Z drugiej strony, niewiele droższe od zgłoszenia znaku w kraju jest uzyskanie prawa wyłącznego na terytorium 28 państw UE. System unijnej ochrony znaków wybierany jest często jako znacznie bardziej efektywny i prorozwojowy.

– Jeśli przyjrzymy się zgłoszeniom np. od 2000 roku, to ich liczba praktycznie cały czas oscyluje pomiędzy 12 tys. a 15 tys. rocznie. Dla porównania, w Niemczech w 2018 roku było ich 65 669, w Wielkiej Brytanii – 66 875, Hiszpanii – 50 831, a na Ukrainie 27 329. Patrząc na te dane, wyniki w Polsce powinny być lepsze. Najprawdopodobniej przedsiębiorcy zbyt małą wagę przywiązują do własności intelektualnej jako elementu zapewniającego przewagę konkurencyjną, a także wnoszącego znaczącą wartość do majątku firmy – mówi Joanna Piłka, kierownik działu znaków towarowych i wzorów przemysłowych w Kancelarii Patpol.

Podmioty krajowe dokonały 624 zgłoszenia wzorów użytkowych w UPRP w trybie krajowym i międzynarodowym. Dotyczy to sytuacji w okresie od stycznia do września br. Natomiast w całym 2018 roku były 943 takie przypadki, czyli mniej niż w latach wcześniejszych. Dane za 2017 rok obejmują 953 zgłoszenia, za 2016 rok – 1084, a za 2015 rok – 994.

– Statystyki w zakresie wzorów użytkowych oceniłabym raczej jako dość stałe. Wynika to z samej specyfiki instrumentu ochrony, jakim jest wzór użytkowy. Rozwiązanie zgłoszone w tym charakterze nie musi być bowiem wynalazcze czy rewolucyjne. Ma spełniać jedynie wymogi nowości i technicznego charakteru. W konsekwencji prawa te udzielane są w procedurze nieco prostszej, aniżeli ta, której podlegają zgłoszenia patentowe – analizuje ekspert z BCC.

Siła (małych) przedsiębiorstw

Dane UPRP wskazują rodzaje podmiotów, które dokonały zgłoszeń wynalazków i wzorów użytkowych w trzech pierwszych kwartałach br. Listę otwierają podmioty sektora gospodarki – 48,2%. Dalej są szkoły wyższe – 30,3%, osoby indywidualne – 14,1%, instytuty badawcze – 5,5% oraz jednostki naukowe PAN – 1,8%. Patrząc na starsze dane, to udział podmiotów sektora gospodarki kształtował się następująco – 50,3% (2015 rok) 52,7% (2016 rok), 50,6% (2017 rok) oraz 47,6% (2018 rok). Dla uczelni było to odpowiednio – 26,3%, 24,8%, 26,8% oraz 30,4%.

– W Europejskim Urzędzie Patentowym te proporcje wyglądają odwrotnie, 71% zgłoszeń pochodzi od dużych korporacji, 20% od sektora MŚP i indywidualnych twórców, a tylko 9% od szkół wyższych i instytutów badawczych. W krajach z wieloletnią tradycją gospodarki rynkowej środki przeznaczane na badania i rozwój w sektorze prywatnym są wciąż o wiele wyższe niż w Polsce – zaznacza Piotr Godlewski, krajowy i europejski rzecznik patentowy, wspólnik w Kancelarii JWP Rzecznicy Patentowi.

Jak podkreśla Ewa Niesiobędzka-Krause, liczba zgłoszeń patentowych pochodzących z sektora gospodarki od około 3 lat istotnie wzrasta i stanowi pozytywny sygnał dla rynku. Coraz więcej przedsiębiorstw wdraża strategię patentową i dąży do ochrony swoich rozwiązań przed kopiowaniem. Świadomi i konsekwentni użytkownicy systemu patentowego wskazują, że obejmowanie rozwiązań ochroną prawną przyczynia się do wzrostu konkurencyjności przedsiębiorstwa i jego pozytywnego postrzegania przez konsumentów. Do niedawna jeszcze przeważająca część zgłoszeń patentowych pochodziła z uczelni, co świadczyło o niskim poziomie innowacji w gospodarce.

– Rosnąca aktywność uczelni w tym zakresie wynika w dużej mierze ze zmieniającej się rzeczywistości i naturalnej wymiany kadr. W zespołach badawczych pracuje młodsze pokolenie, bardziej świadome korzyści płynących z ochrony praw własności przemysłowej. Dzięki temu, kiedy dochodzi do współpracy prywatnego przedsiębiorstwa z uczelnią, to w wielu przypadkach ustala się w umowach, że właśnie ona będzie pierwszym zgłaszającym – dodaje Piotr Godlewski.

Spośród zgłoszeń wynalazków i wzorów użytkowych dokonanych w 2019 roku przez krajowe podmioty sektora gospodarki, 59% przypadło tym mającym mniej niż 9 pracowników (według deklaracji w REGON). Statystyki na poziomie 16% osiągnęły przedsiębiorstwa z 10-49 pracownikami oraz 50-249. 6% to wynik firm, w których pracuje od 250 do 999 osób. Natomiast 3% dołożyły podmioty mające więcej niż 999 pracowników. Podobne wskazania odnotowano w latach 2015-2018.

– Powyższe dane nie powinny nikogo zaskakiwać. Przede wszystkim podmioty z sektora MŚP mają duży wkład w polską gospodarkę i jest ich więcej niż dużych przedsiębiorstw. Po drugie, to właśnie małe firmy upatrują w ochronie własności intelektualnej szansę na rozwój. Zgłoszenia patentowe i same patenty dostarczają narzędzi do ochrony przed konkurencją. Poza tym portfolio patentowe wyróżni firmę wśród innych przedsiębiorstw na rynku i ułatwi pozyskiwanie inwestorów – zauważa dr Tagowska.

Natomiast Piotr Godlewski zaznacza, że dane te pokazują jak duża jest kreatywność zespołów w małych przedsiębiorstwach, start-upach czy podmiotach przedsiębiorczości akademickiej. To w tych mikroprzedsiębiorstwach powstaje najwięcej rozwiązań technicznych trafiających potem do UPRP w postaci zgłoszeń patentowych i wzorów użytkowych. Duży wpływ na aktywność mają też środki z funduszy unijnych przeznaczone na ochronę własności przemysłowej. Przyznawane są one w ramach projektów i programów, organizowanych np. przez NCBiR czy PARP.

– Ogólna liczba zgłoszeń i udzielanych praw jest w dużym stopniu pochodną rozwoju gospodarczego. W Polsce nie osiągnął on jeszcze poziomu charakterystycznego dla rozwiniętych gospodarek, choć wykazuje duży potencjał wzrostowy. Liczba dokonywanych zgłoszeń i udzielanych patentów jest także efektem poziomu środków przeznaczanych na badania i rozwój. Postępujący wzrost finansowania prac powinien jednak w najbliższych latach przełożyć się na zwiększenie liczby nowatorskich rozwiązań zgłaszanych do ochrony patentowej w naszym kraju – podsumowuje rzecznik Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej.

Mija hossa mieszkaniowa. Do polskich okien i drzwi puka spowolnienie

Polska jest liderem eksportu stolarki otworowej w UE. W pierwszych 8. miesiącach 2019 r. branża sprzedała za granicę okna i drzwi o łącznej wartości blisko 1,5 mld EUR. To o 6,2% więcej w porównaniu z poprzednim rokiem, ale znacznie mniej niż w latach poprzednich, gdy średnioroczny wzrost oscylował w przedziale 9-13%. Analitycy sektorowi Santander Bank Polska wskazują, że w 2020 r. dynamika wzrostu przychodów oraz eksportu branży może spaść jeszcze mocniej. Polskie okna i drzwi nie będą mogły zamknąć się na gorszą koniunkturę, związaną m.in. ze spowolnieniem gospodarczym w UE, Brexitem, a także widmem wyhamowania krajowego rynku mieszkaniowego.

Po 8. miesiącach 2019 r. motorami wzrostu polskiego eksportu branży pozostają stolarka okienna z tworzyw sztucznych (+5,5% r/r) oraz stolarka z aluminium (+18,2% r/r). Szczególnie ten drugi wynik zasługuje na wyróżnienie, gdyż aluminium jest stosowane w oknach o wyjątkowo niskiej przenikalności cieplnej oraz w modnych modelach okien i drzwi z dużymi przeszkleniami. W obu wypadkach mowa więc o produktach o wysokiej jakości i cenie, co świadczy o tym, że stolarka z Polski to coraz częściej produkt z „wyższej półki”.

Drewno zostaje w tyle

Nie wszyscy producenci radzą sobie jednak równie dobrze. Od końca 2017 na polskim rynku widoczny jest stopniowy spadek wolumenu produkcji stolarki drewnianej. – Konkurencja w kraju i poza nim jest coraz ostrzejsza. Ponadto, Polska jest największym rynkiem w regionie CEE, prężnie działają tu więc również importerzy. O ile jest to korzystne dla konsumentów, to w przypadku firm oznacza, że coraz większe znaczenie ma m.in. marka, rozpoznawalność, dopasowanie oferty do potrzeb klientów i przede wszystkim dbałość o poprawny montaż. Konsumenci rzadko oddzielają problemy z montażem od problemów z samą stolarką, jeżeli takie się pojawiają – zauważa Maciej Nałęcz, analityk sektorowy w Santander Bank Polska i dodaje także, że kolejnym czynnikiem stanowiącym wyzwanie dla producentów stolarki drewnianej są ceny drewna. Od końca 2018 r. cena surowca z Lasów Państwowych wykazuje tendencję wzrostową, co ma związek ze stopniowym spadkiem podaży (wyczerpanie dodatkowej podaży z wiatrołomów w 2017 r.), co powoduje większą konkurencję przy zakupie drewna.

Nowe ramy dla eksportu

Bez względu na segment branża stolarki otworowej musi stawić czoło zmianom na rynkach. Jednym z wyzwań będzie dla niej w najbliższym czasie pogorszenie się koniunktury na europejskim rynku. Spadek tempa wzrostu gospodarczego w UE, a przede wszystkim w Niemczech, przełoży się na niższą dynamikę wzrostu polskiej stolarki otworowej, wskazują analitycy Santander Bank Polska.

Maksymilian Miros, ekspert Centrum Analiz Branżowych wskazuje, że polscy producenci okien i drzwi przed piętnastoma laty postawili na eksport i świetnie na tym wyszli. Od 2004 roku eksport polskiej stolarki zwiększył się blisko 7-krotnie przekraczając w 2018 roku 2,1 mld EUR. W samym 2018 roku sprzedaż zagraniczna zwiększyła się o 12% r/r. Aktualnie polska branża jest największym eksporterem okien i drzwi w Europie oraz drugim co do wielkości na świecie.

Wiele wskazuje na to, że wzrost eksportu w tempie kilkunastu procent rocznie mamy już niestety za sobą. Potwierdzają to tegoroczne wyniki. Po ośmiu miesiącach 2019 roku sprzedaż eksportowa rosła ponad 2-krotnie wolniej niż w roku ubiegłym. Co więcej, w 2018 roku z dwudziestu wiodących rynków eksportowych spadek eksportu odnotowaliśmy tylko do Norwegii. W bieżącym roku sprzedaż zmalała aż w ośmiu na dwadzieścia największych krajów – zauważa ekspert Centrum Analiz Branżowych.

Krajowych producentów okien i drzwi dodatkowo martwi także widmo Brexitu. Model w jakim Wielka Brytania zdecyduje się wyjść z Unii Europejskiej będzie miał duże znaczenie dla polskich eksporterów, w tym dla branży stolarki otworowej, zaznacza Maciej Nałęcz i ocenia, że w scenariuszu Brexitu bez umowy, dynamika eksportu stolarki okiennej i drzwiowej z Polski mogłaby spaść nawet do ok. 3% r/r.

Do niedawna managerowie zastanawiali się w jakim tempie będzie rósł eksport. W obecnej chwili coraz więcej osób z branży zadaje sobie pytanie czy ich eksport w ogóle wzrośnie. A przecież cały rozwój branży oparty jest właśnie o działania na rynkach zagranicznych – dodaje Maksymiliana Mirosa Centrum Analiz Branżowych.

Mija hossa mieszkaniowa

Eksperci Santander Bank Polska wskazują także, że trwający od kilku lat boom na rynku mieszkaniowym prawdopodobnie zbliża się do swojego szczytu, co również stanowi złe wieści dla krajowych producentów okien i drzwi. Określenie kiedy nastąpi koniec hossy jest jednak ciężkie do przewidzenia. Dane GUS z początku roku wskazywały na wyhamowanie zarówno wydanych pozwoleń na budowę mieszkań, jak i rozpoczętych budów. W efekcie pod koniec pierwszego półrocza br. w Polsce zanotowano największy od lat spadek liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto. Obecnie spadek ten wydaje się przejściowy, szczególnie że w II kwartale 2019 r. zaobserwowano dynamiczny wzrost liczby wydanych pozwoleń na budowę. Trudno będzie mówić o dynamicznych wzrostach w przyszłym roku biorąc pod uwagę, że w pierwszej części br. dynamika liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto, była przeważnie ujemna. Analitycy banku szacują, że krajowe zapotrzebowanie na stolarkę otworową może w przyszłym roku wzrosnąć jeszcze o ok. 2-3% r/r. W przyszłości branża będzie musiała jednak polegać w większym stopniu na eksporcie jeżeli chce utrzymać wzrosty przychodów obserwowane w poprzednich latach.

Szacujemy, że rynek deweloperski, czyli budowy nowych budynków, może odpowiadać za ok. 40-60% krajowej sprzedaży. Pozostała część to rynek remontowy, zależny od koniunktury konsumenckiej, a pośrednio od poziomu bezrobocia i dynamiki wynagrodzeń. W obu przypadkach montowana stolarka musi wpisywać się w wymogi polityki Unii Europejskiej w zakresie efektywności energetycznej, które są systematycznie zaostrzane. Nowe budownictwo musi charakteryzować się bardzo niskim zapotrzebowaniem na energię, co może zostać  osiągnięte  wyłącznie  przy  zastosowaniu  wysokiej  jakości stolarki otworowej. Przekłada się to wprost na sprzedaż droższych, bardziej zaawansowanych technicznie rozwiązań i powinno sprzyjać budowaniu wyższej rentowności – wskazuje analityk Santander Bank Polska.

Wolniej, ale dalej na plusie

Czynniki utrudniające rozwój polskiej branży okien i drzwi przełożą się na jej wyniki. Jednak ich wpływ będzie różny dla różnych typów materiałów używanych do produkcji. Przy gorszej koniunkturze rośnie bowiem wrażliwość konsumentów na cenę, natomiast producenci stolarki z PCV dysponują szeroką ofertą produktów, od okien tanich (białe, spełniające tylko minimalne wymogi energetyczne, bez dodatkowych funkcji), po ekologiczne i atrakcyjnie oklejone, droższe modele. Przewagę na rynku zyskają firmy, które będą dysponować nowoczesnym parkiem maszynowym i będą w stanie konkurować terminami realizacji zindywidualizowanych zamówień, podsumowują analitycy Santander Bank Polska. Wg ich prognoz całościowa dynamika wzrostu przychodów branży stolarki otworowej w 2019 r. może jeszcze utrzymać się powyżej poziomu 5% r/r. Natomiast w 2020 r. prawdopodobne jest, że spadnie ona do poziomu ok. 3,5-5% r/r. W przypadku eksportu wiele będzie zależeć od kondycji rynku niemieckiego oraz scenariusza, wg którego potoczy się Brexit. Dynamika sprzedaży zagranicznej branży powinna jednak oscylować wokół ok. 3-6% r/r.

Programiści nie chcą pracować w biurach. Rośnie zainteresowanie pracą zdalną

Praca poza biurem staje się coraz bardziej pożądaną formą zatrudnienia w Polsce. Specjaliści z branży informatycznej od kilku lat wyznaczają nowe kierunki w rekrutacji i formach zatrudnienia, które wpływają na cały rynek pracy. Programiści trzykrotnie częściej aplikują na oferty z opcją „remote” niż na stanowiska związane z konkretną lokalizacją. No Fluff Jobs, najpopularniejszy w Polsce portal z ofertami pracy dla programistów, przygotował szczegółowy raport na ten temat.

Jednym z trendów na rynku pracy w Polsce zyskującym coraz bardziej na popularności jest właśnie praca zdalna – wielu programistów w Polsce pracuje dla firm międzynarodowych, często poza krajem macierzystym ich siedziby i obszarem działalności. Nic dziwnego, że praca w trybie niestacjonarnym staje się coraz częściej wybieraną i poszukiwaną przez nich opcją, także w ojczyźnie.

No Fluff Jobs na podstawie ogłoszeń zbadał profil kandydatów aplikujących na pracę zdalną oraz ile jest takich ogłoszeń ze strony pracodawców, jakich technologii dotyczą, w jakim wieku i z jakim doświadczeniem specjalistów szukają firmy, oferując tę opcję zatrudnienia.

Praca zdalna szansą dla kandydatów z mniejszych miast

W porównaniu do 2018 roku  aż 40 proc. więcej osób aplikowało na stanowiska z opcją „remote” (ang. praca zdalna). Wzrost popularności nie dziwi, skoro otwiera ona drzwi do pracy w zawodzie, za dobre pieniądze, zwłaszcza osobom z mniejszych miejscowości. 47 proc. poszukujących pracy zdalnej w 2019 roku to osoby spoza największych polskich miast – wynika z raportu No Fluff Jobs.

To też opcja dla kandydatów, którzy mieszkają w miastach uniwersyteckich takich jak Toruń czy Lublin oraz takich, w których brak dużych koncernów informatycznych i firm z branży nowych technologii. Często rekrutacja pracownika w dużym mieście trwa zbyt długo i publikacja oferty na pracę niestacjonarną staje się szansą na pozyskanie do zespołu kompetentnego pracownika spoza regionu, w którym ma siedzibę.

Junior chce zdalnie, pracodawca niekoniecznie

Jeśli chodzi o wiek specjalistów, to pod tym względem inaczej rozkłada się popyt i podaż. O ile 70 proc. poszukujących pracy zdalnej to osoby z mniejszym doświadczeniem w wieku 25-34 lata, o tyle prawie 94 proc. ogłoszeń pracodawców dotyczy specjalistów IT na poziomie mid i senior.  Z czego to wynika?

– Firmy stosunkowo rzadko decydują się na taką współpracę w przypadku mniej doświadczonych programistów. Wolą ich najpierw sprawdzić “na żywo”, w warunkach biurowych. Przypisują im często mentora, kolegę po fachu, który dba o ich rozwój i szybko postawi na nogi i zadba o jego kompetencje. Z kolei odnotowany przez nas wzrost zainteresowania ofertami pracy zdalnej wśród  juniorów wynika stąd, że cenią sobie elastyczność, nie tylko w zakresie miejsca wykonywanej pracy, ale również czasu jej wykonywania i używanych narzędzi. Niestety współpraca „zdalna” pomiędzy mentorem a juniorem często jest nieefektywna i utrudniona – komentuje Magda Gawłowska-Bujok, COO No Fluff Jobs

Z badań wynika jednak, że młodzi nie poddają się – na jedno ogłoszenie pracy w trybie niestacjonarnym przypada aż 31,9 proc. aplikacji od początkujących programistów, co stanowi dwukrotność aplikacji od midów i seniorów.

Czy praca zdalna to mniejsze wynagrodzenie?

Z raportu No Fluff Jobs wynika, że niekoniecznie. Większe zróżnicowanie dotyczy stopnia doświadczenia pracowników branży IT. I tak junior pracujący poza biurem zarobi od 4000 do 8000 zł brutto, podczas gdy najniższa płaca oferowana seniorowi wynosi 14 000 zł. Górne widełki wynoszą średnio 19 000 zł, ale są też oferty przekraczające tę kwotę. Pomiędzy 8 800 a 14 000 zł zarobić mogą pracujący w opcji „remote” średnniozaawansowani programiści.

Nie widać więc specjalnej różnicy w porównaniu z ofertami pracy stacjonarnej, gdzie dolna granica widełek dla pracowników zdalnych jest identyczna i wynosi 4000 zł brutto, ale górna nieco wyższa – 20 000 zł brutto.

Jednak jest pewna różnica – pracownikom zdalnym częściej oferowane są umowy B2B, zresztą podobnie jak na całym rynku pracy. W branży IT dotyczy to już prawie 70 proc. juniorów i blisko 95 proc. mid i senior specjalistów IT.

– Pracujący zdalnie to najczęściej tzw. freelancerzy, którzy cenią sobie wygodę i wolność wyboru, z kim i kiedy pracują. Często osoby prowadzące własną działalność gospodarczą współpracują z kilkoma firmami/klientami, dzięki czemu mogą zarobić więcej. Dodatkowym aspektem mody na pracę zdalną jest tzw. work-life balance, czyli świadome pogodzenie obowiązków zawodowych z prywatnymi  – dodaje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs

Technologie i specjalizacje, w których rządzi „remote jobs”

Najwięcej ofert pracy zdalnej w branży IT skierowanych jest do specjalistów JavaScript – 34 proc. i Java – 16 proc. Kolejne pozycje w badaniu No Fluff Jobs zajmują programiści Angular (15 proc.) i React (14 proc.).

Jeśli chodzi o kategorie to najwięcej ogłoszeń dla chętnych do pracy poza biurem skierowanych jest do pracy w tzw. Backendzie (38 proc.). Mniej ofert pracy w tym trybie oferują pracodawcy poszukujący specjalistów programujących w technologiach Frontend i Fullstack – stanowią one odpowiednio 19 proc. i 16 proc. ofert. Zdaniem ekspertów No Fluff Jobs nie różni się to od poziomu ofert w przypadku pracy stacjonarnej.

Warto na koniec dodać ciekawostkę – w 2019 roku znacznie wzrosło zapotrzebowanie na specjalistów od analizy danych prowadzonej na szeroką skalę. Najwyższe wynagrodzenie w ramach oferty pracy dla eksperta w dziedzinie Big Data / Business Intelligence sięgało 64 000 – 80 000 zł. Była to propozycja pracy na umowę B2B oferowana w tym roku przez szwedzką firmę, poszukującą doświadczonego pracownika na stanowisko Senior Data Analyst.

– Zauważyliśmy, że górne widełki wynagrodzeń na stanowiska związane z Business Intelligence były jednymi z najwyższych wśród wszystkich kategorii i technologii i sięgały 17 500 zł – konkluduje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs

Raport No Fluff Jobs pokazuje, że różnice w formach pracy powoli się zacierają, wszystko zależy od wymagań, elastyczności obu stron i umiejętności współpracy firmy z pracownikiem, nawet zdalnym.

Dyrektywa PSD2 – jak to jest z tym bezpieczeństwem i ciągłością usług?

Unijna dyrektywa PSD2 wprowadziła wiele zmian na rynku usług finansowych, które stały się nie tylko wyzwaniem dotyczącym zgodności z przepisami i technologiami, ale także wymusiła nowe spojrzenie na strategię rozwoju biznesu. W obliczu nowych wytycznych najwięcej mówiono o tym, co zmieniło się z punktu widzenia konsumentów jak np. podwójne uwierzytelnienie czy konieczność podawania kodu PIN przy większej liczbie transakcji kartowych. Znacznie mniejszą uwagę zwrócono na to, jakie rozwiązania muszą wewnętrznie wprowadzić banki i instytucje finansowe. To nie tylko open API, które nierozerwalnie wiąże się z otwartą bankowością, ale także konieczność wdrożenia i utrzymania odpowiednich mechanizmów awaryjnych czy choćby odgórnie narzucony obowiązek udostępniania środowiska testowego.

Będzie więcej ataków

Z badań przeprowadzonych przez Związek Banków Polskich oraz KPMG[1] wynika, że aż 76 proc. przedstawicieli sektora bankowego spodziewa się wzrostu liczby cyberataków po wdrożeniu dyrektywy Payment Services Directive 2. Cyberprzestępcy poczynają sobie coraz śmielej, a przypadków naruszeń bezpieczeństwa przybywa z roku na rok. Raport CERT za 2018 r[2]. pokazał, że liczba incydentów w sieci wzrosła o 17,5 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Banki i instytucje współpracujące z nimi w ramach otwartego API muszą się spodziewać, że hakerzy będą próbować pokonać zabezpieczenia i zdobyć dostęp do wrażliwych danych.

– Instytucje finansowe posiadają skuteczne zabezpieczenia i dobrze opracowane procedury chroniące ich systemy przed dostępem osób nieuprawnionych. Jednak próby złamania zabezpieczeń mogą doprowadzić do utraty ciągłości usług i utracenia danych. Niezbędnym jest zatem zadbanie o odpowiednie kopie bezpieczeństwa, a firma Veeam zaleca regułę 3-2-1, w której tworzone są trzy kopie najważniejszych plików, zapisywane są one na co  najmniej dwóch różnych nośnikach, a jedna kopia jest zawsze przechowywana poza lokalem przedsiębiorstwa. Kopie najlepiej wykonywać w rozproszony sposób – z wykorzystaniem chmury lub środowiska wielochmurowego wspomaganego lokalną kopią. Przy wyborze dedykowanego rozwiązania jednym z kluczowych parametrów, które należy wziąć pod uwagę, jest czas, w jakim oprogramowanie jest w stanie przywrócić ciągłość świadczenia usług. Najlepsze z nich potrafią przywrócić funkcjonowanie systemów po ataku w zaledwie kilka minut – komentuje Andrzej Niziołek, Dyrektor Regionalny w Veeam, firmie zajmującej się zawansowanymi rozwiązaniami z zakresu bezpieczeństwa i backupu.

Wymagane zabezpieczenia

Unijne rozporządzenie 2018/389 nakłada obowiązek posiadania odpowiednich mechanizmów awaryjnych w ramach specjalnego interfejsu dostępowego. Zamiarem ustawodawcy jest zapewnienie w ten sposób ciągłości usług świadczonych za pośrednictwem open API podmiotom trzecim. Co prawda rozporządzenie zakłada możliwość zwolnienia z obowiązku stosowania mechanizmów awaryjnych, jednak uzyskanie na to zgody KNF oraz Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego będzie wyjątkowo trudne. Po pierwsze, kryteria które musi wypełnić podmiot są dość niejasne, po drugie – trudne do spełnienia. Należy sobie także odpowiedzieć na pytanie, czy jest sens rezygnowania z nich w obliczu ciągle rosnącej liczby ataków na infrastrukturę IT. Historia pokazuje, że utrata danych czy choćby brak możliwości ich przywrócenia, może mieć bardzo dotkliwe skutki finansowe, nie wspominając już o kwestiach wizerunkowych. W przypadku firm działających na masową skalę jak banki, ale też współpracujących z nimi podmiotami straty mogą być naprawdę potężne i to nie tylko te finansowe. W tym przypadku rozczarowani klienci i utrata dobrego wizerunku są nie do przecenienia.

Kopie bezpieczeństwa ważnym elementem

Odpowiedzią na zagadnienia bezpieczeństwa i zapewnienia ciągłości usług w dużej mierze jest chmura. Jej szybkość, skalowalność, możliwość dopasowania pod konkretne wymagania i zabezpieczenia sprawiają, że staje się ona naturalnym wyborem dla coraz większej liczby firm. Niepotrzebnie niektórzy martwią się właśnie o jej bezpieczeństwo, które obecnie stoi na najwyższym poziomie.

Rozwiązania pozwalające na wykonywanie kopii bezpieczeństwa i ich przywracania z chmury cechują się wyjątkowo wysokim poziomem bezpieczeństwa. O tym, że środowisko chmurowe jest dobrze zabezpieczone, świadczą choćby ruchy amerykańskich instytucji rządowych. Departament Obrony USA planuje przenieść swoją infrastrukturę IT właśnie do chmury, na co przeznaczy 10 mld USD[3]. Warto jednak pamiętać, że najczęściej dostawcy rozwiązań chmury publicznej stosują tzw. „shared responsibility model” – odpowiadają za tzw. uptime, czyli dostępność do działającej usługi, przerzucając odpowiedzialność za backup i zabezpieczenie danych na użytkownika. Warto na to zwrócić uwagę decydując się na migrację do chmury.

Dyrektywa PSD2 wniosła na rynek wiele szans i możliwości rozwoju zarówno dla banków, jak i podmiotów z nimi współpracujących. Niesie też pewne zagrożenia związane choćby z prognozowanym zwiększeniem liczby cyberzagrożeń. Warto, aby wszyscy użytkownicy open API pamiętali o odpowiednich mechanizmach zabezpieczeń i odzyskiwania danych. Dzięki temu zapewnią sobie bezpieczeństwo i spokój, a jednocześnie będą przygotowani na szybkie przywrócenie danych, a co za tym idzie usług w przypadku np. ataku hakerskiego.

[1] https://assets.kpmg/content/dam/kpmg/pl/pdf/2019/03/pl-raport-kpmg0-zbp-psd2-i-open-banking-rewolucja-czy-ewolucja.pdf

[2] https://www.cert.pl/wp-content/uploads/2019/05/Raport_CP_2018.pdf

[3] https://www.nytimes.com/2019/10/25/technology/dod-jedi-contract.html

Pracownicy fizyczni o rekrutacji. Czego cenią i czego oczekują w rekrutacji?

Ponad 7 na 10 pracowników fizycznych nie zaaplikuje więcej do firmy, z której wynieśli negatywne doświadczenia rekrutacyjne – wynika z raportu eRecruiter „Candidate Experience w Polsce 2019”. Co wyróżnia tę grupę na tle innych kandydatów? Rozpatrując oferty, pracownicy fizyczni zwracają szczególną uwagę na lokalizację firmy, wygląd miejsca pracy oraz zakres obowiązków. Co ciekawe, w kierowanych do nich ogłoszeniach częściej, niż w wypadku specjalistów, można znaleźć widełki wynagrodzeń.

Pracownik fizyczny w poszukiwaniu informacji

Według raportu eRecruiter najwięcej, bo 8 na 10 pracowników fizycznych, podczas rekrutacji przygląda się oferowanej pensji (82%). Istotną rolę odgrywają także bliskość miejsca pracy od domu (67%), podany zakres obowiązków (63%), informacje o wyglądzie miejsca pracy, a także podejście rekrutera do rekrutowanego (po 56%).

Z badań otrzymujemy ciekawy obraz oczekiwań tej grupy kandydatów wobec ogłoszeń i prowadzenia rekrutacji. Co powinien z niego wyciągnąć pracodawca? Pierwszy wniosek to konieczność jasnego informowania o szczegółach. Pracownik fizyczny chce wiedzieć, ile będzie zarabiał, jak daleko będzie miał do firmy i czego będziemy od niego oczekiwać. Drugą kwestią jest dokładne pokazanie miejsca pracy i panujących w nim warunków. Istotne jest także dobre wyszkolenie rekruterów, tak by kandydaci czuli się zaopiekowani – mówi Julia Urbańska, Marketing & Customer Experience Senior Manager w eRecruiter.

Priorytet: sprawna i uczciwa rekrutacja

A jakich konkretnych zachowań oczekują pracownicy fizyczni od pracodawców? Na czele znajduje się szczere i rzetelne przedstawienie warunków pracy (81% badanych). Dla pracowników fizycznych ważną rolę odgrywają także kwestie związane z organizacją procesu rekrutacyjnego. Połowa badanych oczekuje od firm jasnego określenia kroków wymaganych do zatrudnienia, a 4 na 10 – szybko przeprowadzonej rekrutacji – zamkniętej w ciągu tygodnia.

Rekruterzy wciąż nie zawsze spełniają oczekiwania kandydatów. Według pracowników fizycznych tylko 4 na 10 pracodawców szczerze i rzetelnie przedstawia warunki pracy. Uwagę zwracają kwestie związane ze sprawnymi relacjami z kandydatami. Z informacjami o krokach wymaganych do zatrudnienia spotkało się tylko 38% badanych, a 30% – z szybką rekrutacją.

Co ciekawe, mimo zachowań rekruterów nie zawsze zgodnych z oczekiwaniami, badani dobrze odbierają swoje doświadczenia związane ze staraniami o pracę. Aż 75% pracowników fizycznych pozytywnie ocenia ostatni proces rekrutacyjny, w którym brali udział. Jak zauważają eksperci, w Polsce zaobserwować można profesjonalizację praktyk candidate experience w firmach zatrudniających tzw. blue colllars.

Pracodawcy odpowiadają na oczekiwania kandydatów, zapraszając ich do obejrzenia zakładu pracy w ramach dni otwartych czy dni próbnych. W trakcie rekrutacji z kolei kładą nacisk na dokładne omówienie specyfiki stanowiska. To sprawia, że obie strony mogą świadomie podjąć decyzję o współpracy. Pojawia się też coraz więcej ciekawych działań zachęcających do aplikowania. Kandydaci mogą np. zgłaszać się do pracy razem ze znajomymi. Firmy oferują też dużą elastyczność w ustalaniu grafiku czy możliwość wyboru dowolnego wymiaru etatu. Coraz rzadziej wymagają też przekazywania tradycyjnych CV – czasem wystarczy samo wysłanie sms o treści „praca”, by otrzymać telefon od rekrutera. Warto zauważyć także tendencję do skracania procesu rekrutacji, który często trwa nawet tylko jeden dzień – komentuje Marta Pawlak-Dobrzańska, CEO w Great Digital.

Zostać w (realnym) kontakcie

Jak wynika z raportu eRecruiter, pracownicy fizyczni chcą być na bieżąco z przebiegiem rekrutacji – nawet jeśli nie jest on zgodny z ich oczekiwaniami. Aż 86% badanych z tej grupy chciałoby otrzymywać od pracodawcy informację o powodach odrzucenia z procesu, w którym brali udział. Ponadto 62% z nich liczy, że dostanie ją, nawet jeśli odpadli już na etapie selekcji CV.

Pracownicy fizyczni chcą mieć także możliwość bezpośredniego kontaktu z pracodawcą. Zdecydowanie największa grupa preferuje komunikację poprzez telefon (74%). Ponad połowa chciałaby dysponować także bezpośrednim e-mailem do rekrutera (56%). Coraz ciekawsze możliwości stwarzają wiadomości SMS, wskazane przez co piątego pracownika fizycznego (19%).

W rozmowach z pracodawcami podkreślamy, że utrzymanie stałego kontaktu z kandydatami nie musi być trudne. Na różnych etapach rekrutacji warto korzystać z różnych kanałów komunikacji. Dostępne na rynku systemy rekrutacyjne pozwalają kontaktować się z kandydatami na wiele sposobów. Mogą wysłać informację e-mail o statusie aplikacji do wielu kandydatów. Po zakończeniu rekrutacji przypomną z kolei rekruterowi o wysłaniu wiadomości do osób, które nie dostały jeszcze żadnej informacji zwrotnej. Coraz lepiej w relacjach z kandydatami sprawdzają się także SMS, np. przypominające o zbliżającej się rozmowie kwalifikacyjnej
-– komentuje Julia Urbańska.

Pracownik fizyczny i specjalista: różnice

Jak pokazuje raport eRecruiter, między pracownikami fizycznymi a innymi kandydatami można zaobserwować znaczące różnice. Wyraźnie częściej od specjalistów zwracają oni podczas rekrutacji na wygląd i warunki miejsca pracy. W większej liczbie wypadków chcą także mieć możliwość zobaczyć firmę na żywo i poznać zespół – oczekuje tego 41% z nich. Dla porównania, takiej praktyki od pracodawców oczekuje tylko 15% specjalistów.

Różnice można zauważyć także w przypadku spełnienia przez pracodawców oczekiwanych zachowań. Pracownicy fizyczni częściej znajdują w ofertach pracy informacje o oferowanym wynagrodzeniu. Spotyka się z nimi aż 53% z nich – podobnie deklaruje tylko 27% specjalistów. Z drugiej strony, pracownicy fizyczni rzadziej otrzymują wiadomość o zakończeniu procesu rekrutacyjnego (17% wobec 26%) czy o powodach odrzucenia aplikacji (15% wobec 17%).

Rekrutacja wpływa na całą markę

Firmy muszą przykładać coraz większą wagę do relacji z kandydatami, bo mają one realny wpływ na wizerunek całej organizacji – zarówno pod kątem marki pracodawcy, jak też oceny produktów oraz usług. Według badań eRecruiter aż 73% pracowników fizycznych nie zaaplikuje ponownie do firmy, z którą ma negatywne doświadczenia rekrutacyjne. Ponadto 59% kandydatów zmieni nastawienie do dostarczanych przez nią produktów i usług. To istotny dowód na fakt, że marka pracodawcy oraz marka handlowa są dziś ze sobą ściśle powiązane.

Warto zauważyć, że dobrze poprowadzony proces rekrutacyjny jest doceniany także przez niezatrudnionych kandydatów. Według raportu aż 57% pracowników fizycznych, którzy nie otrzymali pracy, mimo wszystko pozytywnie ocenia sposób prowadzenia rekrutacji przez pracodawcę. Według ekspertów eRecruiter takie osoby stanowią świetny dowód na to, że dana firma traktuje wszystkich aplikujących z odpowiednią uwagą, wspierając ich w staraniach o pracę.

O badaniu „Candidate Experience 2019”

5. edycja badania „Candidate Experience” została przeprowadzona z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Partnerem badania jest Great Digital.

Badanie składa się z dwóch części. Opinie kandydatów na temat rekrutacji zostały zebrane na zlecenie eRecruiter i przeprowadzone na użytkownikach portalu Pracuj.pl zajmujących stanowiska specjalistyczne menedżerskie i wyższe, z co najmniej 2-letnim doświadczeniem zawodowym, a także wśród niewykwalifikowanych i wykwalifikowanych pracowników fizycznych. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 22.01-08.02.2019 r. Ankietę wypełniło łącznie 1898 osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesach rekrutacyjnych. Opinie pracodawców zostały zebrane wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 22.01-22.02.2019. Ankietę wypełniły łącznie 504 osoby.

Sieci handlowe muszą poprawić efektywność by przetrwać

Sieci detaliczne muszą inwestować coraz większe środki w poprawę efektywności, aby sprostać narastającej konkurencji ze strony gigantów e-commerce. Z najnowszej analizy Bain & Company wynika, że największy potencjał do poprawy wydajności leży w obszarze zakupów, logistyce i zatrudnieniu.

Wiele stacjonarnych sieci detalicznych nie wytrzymuje konkurencji ze strony e-commerce. W tym roku amerykańska sieć odzieżowa Forever 21 ogłosiła upadłość, do której przyczyniły się zbyt duże inwestycje w rozwój placówek stacjonarnych i niedoszacowanie potencjału sprzedaży internetowej. W Polsce handel detaliczny jest sektorem dotkniętym największą liczbą postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych.

– Dodatkowym wyzwaniem dla polskiej branży są zmiany regulacyjne. Ograniczenie handlu w niedziele przyczyniło się do rozwoju sklepów internetowych, które notują wzrost ruchu i obrotów. Sieci muszą też przygotować się na dalszy wzrost płacy minimalnej – powiedział Patryk Rudnicki, menedżer w Bain & Company Poland/CEE. – Wyraźnie widać, że poprawa efektywności staje się kluczem do przetrwania na rynku – dodał.

Do tej pory sieci handlowe radziły sobie z trudnościami redukując koszty. Cięć dokonywały zwykle tam, gdzie było to najłatwiejsze i najszybsze. W praktyce często oznaczało to, że w momencie pogorszenia wyników decydowały się na zwolnienia pracowników. Jednak w obecnych warunkach rynkowych takie podejście nie sprawdzi się. Fragmentaryczna redukcja kosztów przynosi zwykle tylko krótkotrwałe efekty, a dodatkowo może ograniczyć potencjał wzrostu w przyszłości.

Z raportu Bain & Company „Funding the Future of Retail Through Cost Transformation” wynika, że kluczem do przetrwania w nowych warunkach rynkowych jest strategiczne podejście do poprawy efektywności. Sieciom pomóc może wykorzystanie nowoczesnych technologii takich jak automatyzacja pracochłonnych, rutynowych zadań czy zastosowanie zaawansowanej analityki danych. Oszczędności, jakie uda się dzięki temu zrealizować powinny zostać przeznaczone na poprawę pozycji konkurencyjnej.

Eksperci Bain & Company zwracają jednak uwagę, że wdrożenie rozwiązań technologicznych zwykle zajmuje kilka lat i wiąże się dużymi nakładami finansowymi. Dlatego retailerzy powinni odpowiednio wcześniej szukać sposobów na poprawę efektywności, a nie czekać do momentu pogorszenia koniunktury czy wyraźnego spadku marży.

Eksperci wskazali trzy obszary, gdzie poprawa efektywności przełoży się na największe oszczędności:

Zakupy – Zastosowanie zaawansowanej analityki danych pozwala sieciom określić, które z oferowanych produktów są dla klientów najistotniejsze. Z tą wiedzą retailerzy mogą prowadzić skuteczniejszą politykę negocjacyjną z dostawcami. Mogą zrezygnować ze współpracy z dostawcami mało popularnych produktów i zaoferować lepsze warunki, tym którzy oferują cenione przez konsumentów towary. Takie podejście pozwala dokonać znacznych oszczędności kosztowych.

Logistyka – Uproszczenie procesów, optymalizacja lokalizacji centrów dystrybucyjnych i magazynów, wdrożenie oprogramowania, które zarządza ruchem dostawców to tylko niektóre z wielu działań pozwalających obniżyć koszty transportu, magazynowania i pracy. Dynamiczne zmiany jakie zachodzą w logistyce za sprawą nowopowstających rozwiązań IT, stwarzają sieciom handlu detalicznego duże pole do poprawy efektywności.

Zatrudnienie w punktach sprzedaży – Sieci handlowe, które z sukcesem konkurują z branżą e-commerce, nie redukują zatrudnienia, ale starają się lepiej wykorzystać czas personelu sklepowego. Aby dopasować liczbę pracowników do natężenia ruchu w placówce, wdrażają oprogramowanie, często oparte o AI, które między innymi wspomaga układanie grafików. Znaczne oszczędności przynosi też sieciom zautomatyzowanie procesu składania zamówień, odbioru dostaw i obsługi zwrotów.

– Z naszych analiz wynika, że zastosowanie nowoczesnych technologii, takich jak analityka danych, czy AI pomogło wielu stacjonarnym sieciom handlowym poprawić efektywność i przetrwać na coraz bardziej wymagającym rynku. Pamiętajmy jednak o tym, że działania zmierzające do poprawy efektywności powinny zwiększać zaufanie i satysfakcję klientów. Tylko w ten sposób retailerzy będą mogli osiągnąć pozycję umożliwiającą im konkurowanie o coraz bardziej wymagającego klienta – dodał Rudnicki.

Pełny raport:

https://www.bain.com/insights/Funding-the-future-of-retail-through-cost-transformation/

Niesamowity wzrost BLIKA po trzech kwartałach 2019 r.

W trzecim kwartale 2019 roku użytkownicy wykonali 56,6 mln transakcji BLIKIEM. Od początku roku było ich razem 146 mln. BLIK jest najpopularniejszy w ecommerce, jednak bardzo istotnie rośnie transakcyjność w tradycyjnych terminalach płatniczych.  

BLIK_Q3_2019BLIK stał się powszechnym systemem płatności w Polsce, coraz aktywniej myśli także o wyjściu za granicę. Rozwiązanie dostępne jest już w całym polskim ecommerce. W tym roku BLIK osiągnął 35 proc. udziału w płatnościach w internecie. Dostępny jest już także w 2/3 terminali płatniczych oraz w 95 proc. bankomatów. Banki udostępniające BLIKA mają blisko 13 mln. użytkowników aplikacji mobilnych, którzy przynajmniej raz w miesiącu się do nich logują.

BLIK zamyka trzeci kwartał 2019 roku ze wzrostami we wszystkich kanałach. Blisko 40 mln. transakcji odnotowano w ecommerce – rok to roku to wzrost o 126 proc. Płatności za zakupy w internecie stanowiły w tym okresie 70 proc. wszystkich transakcji BLIKIEM.

– BLIK jest najchętniej wybieraną metodą płatności w sieci. Zgodnie z danymi NBP, jest wykorzystywany częściej niż karty płatnicze. Badania Mobile Institute pokazują także, że jest dla Polaków preferowaną i najwygodniejszą metodą płatności w ecommerce  – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora BLIKA. – Ta popularność przekłada się także na zainteresowanie udostępnianiem BLIKA przez zagranicznych operatorów płatności. W tym kwartale pozyskaliśmy pierwszego globalnego partnera w ecommerce – brytyjską firmę PPRO. Dzięki tej współpracy użytkownicy BLIKA będą mogli płacić nim w wielu globalnych platformach ecommerce – dodaje.

W trzecim kwartale o 212 proc. rok do roku wzrosła liczba przelewów na numer telefonu BLIK. Było ich 4,3 mln. Łącznie w tym roku użytkownicy zrealizowali już 10,5 mln. natychmiastowych przelewów, przy których nie trzeba znać numeru rachunku bankowego odbiorcy. Rozwiązanie udostępnia już 8 banków, a jeszcze w tym roku dołączy kolejny. Obecnie są to Alior Bank, Bank Millennium, Credit Agricole, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski, Santander Bank Polska, a także Getin Bank, który udostępnił rozwiązanie w połowie listopada. Przelew na numer telefonu BLIK to najszybszy i najbezpieczniejszy sposób na rozliczenia między użytkownikami.

– W najbliższym czasie przekazywanie pieniędzy BLIKIEM stanie się jeszcze bardziej funkcjonalne i użyteczne. Pracujemy nad rozwiązaniami, które zmienią sposób, w jaki ludzie będą natychmiastowo oddawać sobie pieniądze – zaznacza Dariusz Mazurkiewicz.

Ponad 6 milionów razy klienci zapłacili BLIKIEM w terminalach, w sklepach stacjonarnych – to wzrost o 338 proc. w stosunku do trzeciego kwartału 2019 roku. BLIK dostępny jest już w ponad 500 tys. terminali płatniczych. Już niedługo użyteczność płacenia BLIKIEM w tradycyjnych sklepach będzie jeszcze większa. W  2020 roku BLIKIEM można będzie płacić zbliżeniowo i to nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.

Ponad 6,8 miliona razy w trzecim kwartale użytkownicy wypłacali BLIKIEM pieniądze z bankomatów. Rok do roku to wzrost o 66 proc. Klienci mogą obecnie skorzystać z BLIKA już w ponad 20 tys. bankomatów w całej Polsce – to 95 proc. wszystkich bankomatów w Polsce.

W trzecim kwartale tego roku klienci korzystali z BLIKA średnio 615 tys. razy dziennie, a w rekordowym dniu aż 841 tys. razy. Średnia kwota transakcji BLIKIEM w trzecim kwartale to 136 zł.

Od początku 2019 roku użytkownicy zrealizowali 146 mln. transakcji BLIKIEM. To o 11 milionów więcej niż łącznie w pierwszych 4 latach funkcjonowania systemu.

Polski Standard Płatności, operator BLIKA znalazł się w tym roku w rankingu Deloitte Technology Fast 50, jako firma, która odnotowała największy wzrost przychodów w ciągu ostatnich 4 lat funkcjonowania. Polski system płatności mobilnych prezentowany był także na Singapore Fintech Festival. BLIK zwyciężył również w konkursie Izby Gospodarki Elektronicznej – e-COMMERCE POLSKA AWARDS 2019 w kategorii Innovative e-payment solution. BLIKA docenia także branża marketingowa – otrzymał srebrną statuetkę Effie Awards w kat. Marketing & business solutions za efektywność działań marketingowych.

Jest źle, będzie gorzej. Łatwo o kredyt na firmę już było

  • Mniejsza dynamika wzrostu gospodarczego i pogarszające się dane ekonomiczne powodują, że o kredyt na firmę będzie wkrótce znacznie trudniej.
  • To kolejne zaostrzenie warunków, wcześniej banki informowały o tym w II kwartale (w ankiecie NBP).
  • Ograniczenie akcji kredytowej utrudni funkcjonowanie przedsiębiorcom, spowoduje, że finansowania będą szukać gdzie indziej np. w leasingu i u faktorów.

Przedsiębiorcy od lat narzekają, że kredyt na rozwój firmy jest bardzo trudno uzyskać, szczególnie kiedy przedsiębiorca krótko działa na rynku. Jednak wg prezesa jednego z największych banków w Polsce w najbliższym czasie dostępność kredytów będzie jeszcze mniejsza. Wynika to z pogarszającej się sytuacji gospodarczej i niższych prognoz wzrostu PKB. Trudności z uzyskaniem kredytu będą powodowały, że coraz więcej przedsiębiorców będzie zwracało się po faktoring.

– Kredyt udzielany jest „do przodu”, a przyszłe jego spłaty są uzależnione od sytuacji gospodarczej. Z faktoringiem jest inaczej – finansowanie opiera się na przeszłych działaniach firm i pieniądzach już przez nich zarobionych. Zresztą ta usługa dynamicznie rośnie od kilku lat. Poziomów finansowania za pomocą faktoringu takich jak w niektórych krajach europejskich u nas jeszcze nie osiągnęliśmy, więc na pewno ciągle jest miejsce do dalszego rozwoju faktoringu. Niepewna sytuacja gospodarcza i pogorszenie koniunktury może to przyspieszyć – mówi Anna Konecka – Pająk – Dyrektor Makroregionu Mazowieckiego w eFaktor.

Jest źle, będzie gorzej

To nie pierwszy sygnał wskazujący na pogorszenie możliwości zaciągania kredytów firmowych. Wg danych publikowanych przez Polską Agencję Prasową w pierwszej połowie 2019 roku banki odmówiły kredytu co piątej firmie. To więcej niż rok, czy dwa lata temu. Jak wynika z kwartalnej informacji Narodowego Banku Polskiego wcześniej banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów już w II kwartale 2019 r.

Niepewność to poważny problem w planowaniu biznesu – 71 proc. firm boi się nieoczekiwanych zmian w prawie (Lewiatan). Także niepewność co do możliwości pozyskania bankowego finansowania inwestycji to bardzo niepokojąca okoliczność dla przedsiębiorców i stawia to wiele firm w trudnej sytuacji, w której trudno planować biznes. To równocześnie woda na młyn faktoringu.

– Spodziewamy się szybko rosnącego zapotrzebowania na nasze usługi, dlatego zwiększamy „moce produkcyjne”. Stale inwestujemy w precyzyjniejsze i szybsze systemy oceny scoringowej, rozwijamy też naziemną sieć sprzedaży i obsługi. Podpisujemy też nowe umowy z instytucjami finansowymi, które mogą zapewnić nam odpowiednio dużo kapitału po kosztach akceptowalnych i korzystnych dla wszystkich uczestników procesu faktoringowego – mówi Anna Konecka-Pająk – z eFaktor.

Od lat przyjmuje się, że faktoring to narzędzie na tzw. gorsze czasy, a te, jak wskazuje wiele danych właśnie nadchodzą. Do tej pory z faktoringu korzystał co 7-10 przedsiębiorca, teraz może ich być znacznie więcej.

Dodatkowym czynnikiem, który może wpłynąć na powściągliwość banków w akcji kredytowej jest niepewna ciągle sytuacja z hipotecznymi kredytami frankowymi. Jeśli sądy będą wydawać korzystne dla klientów decyzje będzie to oznaczało dla banków wydatki, na poczet których będą chciały zabezpieczyć fundusze.

Firmy technologiczne w centrum zainteresowania na rynku fuzji i przejęć

Zwiększa się liczba międzynarodowych firm tworzących fundusze corporate venture capital (CVC). Obecnie na świecie działa ponad 770 takich podmiotów. Dzięki temu młode przedsiębiorstwa, rozwijające przełomowe technologie, mogą budować innowacyjne kompetencje i otwierać się na nowe ścieżki rozwoju. W globalnym raporcie „Small Gains, Big Wins – Disruptive M&A: Creating value through innovation-led growth acquisition” eksperci firmy doradczej Deloitte zauważają, że w ubiegłym roku ponad połowa wszystkich transakcji M&A dotyczyła przejęcia aktywów technologicznych przez firmy spoza branży.

Specjaliści Deloitte szacują, że między 2015 a 2018 r. na fuzje i przejęcia firm rozwijających rewolucyjne technologie przeznaczono około 880 miliardów dolarów. Inwestycje CVC stanowiły aż jedną czwartą tej kwoty, a w latach 2017-2018 na 7377 transakcji M&A, związanych z przełomowymi technologiami, było to aż 45 proc. o łącznej wartości 122 miliardów dolarów. Eksperci Deloitte wyróżniają 3 etapy każdej tego typu transakcji: identyfikacja nowego źródła wzrostu, znalezienie odpowiedniego podmiotu do przejęcia oraz kreowanie wartości i zapewnianie oczekiwanych zwrotów.

Technologia napędza rynek M&A

W dobie dynamicznego rozwoju technologicznego i zmian zachowań konsumentów wiele przedsiębiorstw jest zmuszonych dostosować swój model biznesowy do nowych warunków rynkowych. Także podmioty z branż uchodzących za tradycyjne, posiadające znaczne budżety na rozwój, próbują wejść na drogę postępu technologicznego. W tym celu przejmują młode przedsiębiorstwa technologiczne, które spółka może zaimplementować w swoje struktury.

– Chcąc być konkurencyjnym i zdobywać rynek, duże firmy muszą nadążać za oczekiwaniami klientów, które nieustannie rosną. Nie dziwi więc, że w kontekście transakcji M&A zauważamy szczególnie intensywny ruch wśród firm technologicznych. Międzynarodowe podmioty czerpią większą korzyść z przejęcia firmy z gotowym modelem biznesowym i produktem niż z samodzielnego rozwoju odrębnej komórki. Istotne jest znajdywanie nowych kierunków ekspansji i przewidywanie, gdzie za kilka lat będzie nasza konkurencja oraz cała branża. Już w ostatnim roku niemal 55 proc. transakcji M&A na świecie było związanych z nabyciem aktywów technologicznych. Naszym zdaniem tendencja wzrostowa zostanie utrzymana – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Eksperci wskazują na rosnącą liczbę aktywnych funduszy CVC. Na około 773 obecnie działających na świecie 250 powstało tylko w ciągu 2018 r. Odpowiadały one za 23 proc. wszystkich inwestycji venture capital. Rośnie także średnia wartość pojedynczej inwestycji. Na 1711 transakcji zawartych w ubiegłym roku, CVC przeznaczyły średnio o 56 milionów dolarów więcej na jedną transakcję niż w 2017 r.

Coraz więcej firm z tradycyjnych branż, takich jak rolnictwo, ochrona zdrowia, przemysł czy usługi finansowe chce przejmować firmy technologiczne. Według danych za 2018 r., największe obroty na rynku M&A są notowane obecnie w Stanach Zjednoczonych (174 miliardów dolarów), Azji i regionie Pacyfiku (78 miliardów dolarów) oraz w Europie (40 miliardów dolarów). W 2014 r. nieco ponad 40 proc. transakcji M&A zostało przeprowadzonych przez firmy spoza branży nowych technologii, podczas gdy w 2018 r. było to już 55 proc. W latach 2017-2018 największy udział w fuzjach i przejęciach miały firmy technologiczne z obszarów digital&social (166 miliardów dolarów), biotech (76 miliardów dolarów) oraz data&analitics (41 miliardów dolarów).

Poszukiwanie nowych źródeł wzrostu

Według ekspertów Deloitte, poza zyskami finansowymi z takich transakcji, spółki dostrzegają także korzyści operacyjne, jakie dają im technologie i nowy model biznesowy. Pozwalają bowiem na łączenie strategicznych celów krótkoterminowych z długoterminowym wzrostem. Z raportu wynika, że każdy inwestor powinien zidentyfikować kierunek rozwoju branży w perspektywie najbliższych kilku lat, próbując przewidzieć, co może ją zrewolucjonizować i uczynić swoją organizację elastyczną.

Liderzy wielu firm staną przed ważnymi decyzjami dotyczącymi ścieżek rozwoju. Poza rozwojem podstawowego biznesu, w celu osiągnięciu wzrostu konieczne staje się rozwijanie działalności w zupełnie nowych obszarach lub kanałach poprzez przejęcia lub partnerstwo z innowacyjnymi podmiotami, które mogą wzmocnić pozycję firmy i przygotować ją na zmiany zachodzące na rynku lub je wyprzedzić. Dodatkowo, firmy z udziałem startupów, funduszy VC, uczelni i specjalistów, powinny tworzyć ekosystemy, w których będą miały możliwość uczestniczyć w rozwijaniu przełomowych rozwiązań technologicznych – mówi Anita Bielańska, Dyrektor w Dziale Consultingu Deloitte.

Due diligence kluczem do trafnej inwestycji

Autorzy raportu wskazują, że zanim dojdzie do transakcji przejęcia lub inwestycji venture, należy określić ścieżkę rozwoju i ukazać wartość, jaką chcemy nadać inwestycji. Rynek venture capital cechuje się wysokimi stopami zwrotu, ale przy zaakceptowaniu ponadprzeciętnego ryzyka. Inwestor musi być gotowy na odmienne scenariusze i przyjąć różne modele wyceny, w zależności od dynamiki rozwoju firmy. Z tego powodu bardzo ważne jest przeprowadzenie due diligence, czyli poddanie dokładnej analizie kondycji technologicznej, komercyjnej, prawnej i podatkowej firmy.

W przypadku młodych spółkek technologicznych jednym z kluczowych aspektów jest odpowiednie due diligence prawne, które pozwoli nam zweryfikować sposób zabezpieczenia własności intelektualnej oraz innych ryzyk prawnych, w tym takich związanych z własnością udziałów. Posiadanie praw autorskich oraz patentów jest bardzo ważne. W wielu młodych spółkach technologicznych na początku ich działalności kładziony jest większy nacisk na stworzenie oraz sprzedaż produktu a nie na odpowiednie zabezpieczenie prawne, co może okazać się problematyczne na etapie pozyskiwania inwestora, który będzie bardzo dokładnie sprawdzał posiadanie praw własności intelektualnej przez spółkę. Istotna jest także sprawiedliwa umowa inwestycyjna oraz umowa wspólników, które jasno wskażą prawa i obowiązki obu stron, zarówno związane z wejściem inwestora do spółki, jak i w trakcie trwania inwestycji oraz w ramach potencjalnego wyjścia z niej – podsumowuje Karol Kicun, Partner w Kancelarii Deloitte Legal.

Wynalazek polskiego startupu SensoriumLab pomoże pacjentom z chorobami płuc

Startup SensoriumLab, twórca Plefind – mobilnego urządzenia służącego do nieinwazyjnej diagnostyki chorób płuc, został uznany jednym z dwóch najlepszych twórców innowacji medycznych w europejskim konkursie EIT Health Headstart 2019. Startup otrzymał łączne dofinansowanie w wysokości 50 tys. euro oraz wsparcie mentoringowe. Finał odbył się w listopadzie w Lizbonie.

Plefind jest nowatorskim rozwiązaniem medycznym, które pozwala na zastosowanie nieinwazyjnej terapii lekowej u pacjentów m.in. z chorobami pulmunologicznymi i onkologicznymi. To niewielkie, przenośne urządzenie od SensoriumLab umożliwia monitorowanie występowania wysięku w klatce piersiowej bez konieczności wizyty u lekarza czy hospitalizacji. Wysięki w klatce piersiowej mogą być objawem wielu chorób i zaburzeń takich jak niewydolność serca, zapalenie płuc, a także nowotwory m.in. piersi, płuc czy jajników. Urządzenie pozwala też uniknąć bardziej złożonych i inwazyjnych metod badania. Pomiar trwa do kilkunastu sekund i umożliwia szybki odczyt wyniku. Plefind jest dodatkowo wspierane przez aplikację mobilną, która przesyła informacje do lekarza opiekującego się pacjentem.

Dzięki EIT Health Headstart mogliśmy znacząco rozwinąć nasz projekt i uzupełnić go m.in. o wstępne badania kliniczne. Zdobyte kontakty pozwolą poszerzyć potencjał dalszych badań nad optymalizacją rozwiązania – mówi Norbert Żołek, Research&Development Director w SensoriumLab.

SensoriumLab w ramach programu Headstart otrzymał łącznie dofinansowanie w wysokości 50 tys. euro oraz doradztwo mentoringowe. Dodatkowo, firma będzie mogła zaprezentować swoje urządzenie podczas jednego z najważniejszych wydarzeń branży healthcare w Europie – EIT Health Summit 2019. Tegoroczna edycja odbędzie się w Paryżu, w dniach 2-3 grudnia.

Wśród dziesięciu największych firm z sektora healthcare w Europie aż osiem znajduje się w sieci EIT Health. Wiedza i doświadczenie osób, które w niej pracują z pewnością stanowią konkretną wartość. To między innymi od takich mentorów mogą uczyć się startupy, biorące udział w naszych programach akceleracyjnych. W programie Headstart, oprócz znaczącego zastrzyku gotówki na dalsze badania i rozwój produktu, SensoriumLab – dzięki pracy z ekspertami m.in. z dużym doświadczeniem rynkowym – otrzymał bezcenne biznesowe know-how. Polski zespół ma realną szansę zrewolucjonizować diagnostykę m.in. chorób pulmunologicznych – mówi Mikołaj Gurdała, manager ds. innowacji EIT Health InnoStars.

­

Zwycięzcą EIT Health Headstart w tym roku został Restorative Neurotechnologist – włoski startup oferujący cyfrowe rozwiązania w rehabilitacji poznawczej. Na trzecim miejscu znalazł się natomiast Delox – proponujący nowoczesne rozwiązanie odkażania biologicznego, pozwalające zwalczać różnego rodzaju mikroorganizmy. Więcej informacji o przyszłorocznych edycjach konkursów dla startupów z obszaru healthcare można znaleźć na stronie www.eithealth.eu

Karuzela nagłówków, huśtawka nastrojów

Wstępna umowa handlowa w świetle pierwszych planów miała zostać podpisana w ubiegły weekend. Terminu nadal nie ma. Strona chińska pozostaje ostrożnie optymistyczna, ale Reuters donosi, że dokument w tym roku może nie zostać sygnowany. Relacjom USA- Chiny z pewnością nie pomaga też reakcja Kongresu na sytuację w Hong Kongu a uwagę Donalda Trumpa odciąga zapewne też impeachment.

Reakcja na rynku akcji jest dużo silniejsza niż w przypadku FX. Procykliczne sektory (w Europie branża motoryzacyjna, banki, spółki wydobywcze) przyciągały kapitał i odbijały z niskich pułapów na nadziejach, ale nie dzięki poprawie otoczenia makro, które pozostaje niesprzyjające. Nadzieje ulatują, pozostaje słaba koniunktura, co zagraża mocniejszą korektą na rynkach akcji i podtrzymaniem dominującej w ostatnich kilkunastu godzinach awersji do ryzyka. Nie jest ona jednak głęboko zakorzeniona. Wszak jeszcze w poniedziałek dominował optymizm a we wtorek na otwarciu Wall Street ustanawiało maksima wszechczasów. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie pod wpływem nagłówków agencji informacyjnych.

Procykliczne waluty silnie zależne od kondycji globalnej gospodarki (takie jak AUD i NZD, czy przedstawiciele świata emerging markets) nie uczestniczyły w ostatniej fazie rajdu indeksów giełdowych, więc na pierwszą fazę odreagowania pozostają odporne. Dalsze słabnięcie sentymentu nie pozostałoby już zapewne bez wpływu. Pomimo odrobienia przez ceny ropy załamania z wtorku negatywnie nastawieni pozostajemy do dolara kanadyjskiego. Spodziewamy się testu letnich maksimów przez USD/CAD. Dziś kanadyjska waluta może znaleźć się pod presją za sprawą wystąpienia publicznego gubernatora Poloza. Spodziewamy się bowiem, że Bank Kanady będzie dryfować w kierunku łagodzenia.

EUR/USD pozostaje w wąskim przedziale poniżej 1,11. Atmosfera wyczekiwania powinna przełożyć się na utrzymanie zakresu 1,1050 -1,11. Euro do silniejszej aprecjacji potrzebuje pozytywnych sygnałów z gospodarki. W tym kontekście kluczowe będą jutrzejsze, wstępne odczyty PMI. GBP/USD odnalazł z kolei równowagę w środku przedziału wahań 1,28 – 1,30. Nadal obowiązuje zasada: co dobre dla Johnsona, dobrym jest dla funta, ale wszystko wskazuje, że pierwszy potencjał wzrostowy został wyczerpany. W obecnym, nerwowym otoczeniu USD/JPY zagrożony jest silniejszym zejściem niżej, a drogę do niego zamykają na razie 108,25 oraz 107,90. EUR/PLN pozostaje blisko 4,30 i są to pułapy korespondujące z naszym postrzeganiem wartości godziwej. Nie uważamy, by w tym roku złoty mógł powrócić do silniejszego umocnienia a kurs zagrozić minimom 4,25. W naszym scenariuszu bazowym EUR/PLN nie wyjdzie też jednak ponad 4,32.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Listopadowe szaleństwo rabatowe, czyli co i jak kupujemy online?

Listopadowe wyprzedaże pod hasłem Black Friday i Cyber Monday tuż tuż! Mimo, że akcje te organizowane są nad Wisłą zaledwie od kilku lat, to zapisały się na stałe w świadomości Polaków. Równocześnie postępująca cyfryzacja nawyków zakupowych sprawiła, że coraz częściej kupujemy przez internet. Raport SAP podpowiada właścicielom sklepów internetowych, kto, co i jak kupuje w sieci oraz jak rozwijać swój biznes e-commerce.

Popularność masowych wyprzedaży w ostatni piątek listopada w sklepach stacjonarnych oraz sklepach internetowych trzy dni później rośnie w Polsce systematycznie od około 4-5 lat, kiedy to obie inicjatywy zagościły w naszym kraju. Część sprzedawców idzie nawet o krok dalej i wydłuża okres trwania promocji. Rozciągnięcie jej na cały weekend jest bardzo często spotykane, ale są i tacy, którzy organizują akcje rabatowe utrzymujące się przez prawie cały listopad. Zaciera się też powoli podział na promocje organizowane w salonach i te w sieci. Większość akcji rabatowych odbywa się równolegle – stacjonarnie i w internecie.

Niezależnie, czy wchodzimy do sklepu stacjonarnego czy odwiedzamy jego stronę internetową, mamy do czynienia z tą samą marką. Dlatego dziś celem jest budowanie bliskiej i długofalowej więzi z konsumentem, która rozwija się harmonijnie niezależnie od formy kontaktu, na każdym etapie relacji klient- marka. To właśnie takie podejście kryje się za popularnym pojęciem customer journey. -Joanna Kosiorek, SAP Customer Experience Marketing Manager, CEE MU

Prawie 18 mln Polaków kupuje online

Według „Ecommerce Report: Poland 2019” przygotowanego przy współudziale SAP, 77% Polaków aktywnie korzysta z internetu. 61% z nich robi zakupy w sklepach internetowych. W zeszłym roku najaktywniejszą grupą klientów były osoby pomiędzy 25. a 34. rokiem życia (33%), choć młodszych konsumentów nie było wcale dużo mniej – 31% ogółu. Osoby w wieku 35-49 stanowiły z kolei 25% kupujących. Najmniejszy odsetek nabywców online to osoby powyżej pięćdziesiątki – 12%.

Polscy konsumenci dokonują zakupów za pośrednictwem różnych urządzeń. W zeszłym roku niezmiennie najczęściej korzystali z laptopa (82%) lub PC (62%). Sprzedawcy powinni jednak pamiętać, że z roku na rok rośnie odsetek kupujących za pomocą smartfona. Pomiędzy 2017 a 2018 r. wzrósł on o 10 pp. – do 58%.

Odzież i akcesoria na szczycie zakupów internetowych

Od dawna wiadomo, że zdjęcia odzieży prezentowane w materiałach reklamowych wielu marek są odpowiednio retuszowane i modyfikowane za pomocą programów graficznych. Nie zawsze też będą leżeć na nas w ten sam sposób jak na modelkach i modelach. Nie powstrzymuje to nas jednak od kupowania ubrań w sieci, bez wcześniejszego ich przymierzenia. Zapewne wpływ ma na to też przyjazna polityka zwrotów wielu sklepów. W efekcie odzież i akcesoria są najchętniej kupowaną w e-sklepach grupą produktów. Tego typu transakcji dokonuje 64% e-konsumentów. Na drugim miejscu wśród najczęściej kupowanych zdalnie towarów są książki, filmy i muzyka (54%), a na trzecim i czwartym odpowiednio bilety do kin i teatrów (51%) oraz obuwie (44%).

Na artykuły i usługi kupowane przez internet przeznaczamy coraz więcej pieniędzy. W 2019 r. według prognoz będzie to ok. 20% więcej niż rok wcześniej. Przeciętny e-nabywca wyda na zakupy internetowe ok. 2 800 zł w tym roku. Oznacza to, że łączna wartość zakupów polskich internautów wyniesie ok. 50 mld zł.

Media społecznościowe kopalnią inspiracji zakupowych

Współczesny konsument jest obecny w wielu miejscach w sieci codziennie, często – równocześnie. Za pośrednictwem jakich kanałów zatem najlepiej do niego dotrzeć? Skąd czerpie inspiracje zakupowe? Okazuje się, że tak jak w wielu innych dziedzinach, najważniejsza jest obecność w mediach społecznościowych. Ponad połowa internautów (58%) właśnie tu daje się zainspirować (i skusić). Wiele osób korzysta również z porównywarek cenowych (43%), ale niewiele mniej skuteczne w kreowaniu podpowiedzi zakupowych są same witryny sklepów internetowych. Wyświetlanymi na nich informacjami sugeruje się 40% kupujących.

O czym pamiętać, żeby osiągnąć sukces w e-commerce?

Choć drzemiący w e-commerce potencjał jest ogromny, to nie każdy odnosi na tym polu sukces, nawet w okresie boomu sprzedażowego, jak Black Friday i Cyber Monday. Eksperci SAP, którzy na co dzień wspierają rozwój przedsiębiorców internetowych, radzą pamiętać o następujących rzeczach:

61% Polaków oczekuje, że firma będzie umiała ich zaskoczyć ofertą,
89% konsumentów oczekuje odpowiedzi na swoje zapytanie w ciągu max. 24 godzin,
45% konsumentów w Polsce zwraca uwagę na spójność promocji w sklepach online i stacjonarnych.

Wizerunek masz jeden!

Zarówno sklepy stacjonarne, jak i witryna internetowa powinny jasno uświadamiać klientom, że mają do czynienia z tą samą marką, oferującą te same standardy. Spójne i harmonijne rozwijanie więzi z klientem, także w sferze promocji i akcji rabatowych, niezależnie od formy kontaktu, jest podstawą jego lojalności wobec marki. Dla stałych klientów warto też zorganizować dodatkowe akcje.

Produkty i usługi są ważne, ale dzisiaj coraz częściej sprzedajemy doświadczenia z nimi związane. Klient pragnie być zauważony, zrozumiany i doceniony, nie chce być tylko anonimowym wpisem w bazie danych. Jeśli będziemy o nim pamiętali i utrzymywali z nim kontakt, trafiając w jego potrzeby i oczekiwania, sprawimy, że będzie miał dobre skojarzenia z naszą marką. A do lubianej marki ludzie zawsze będą chętnie wracać.
-Joanna Kosiorek, SAP Customer Experience Marketing Manager, CEE MU

Więcej na temat nowoczesnego handlu można dowiedzieć się z opracowania Casebook Trans/4macje, który jest zbiorem przykładów polskich i firm, które z sukcesem dokonują transformacji cyfrowej.

Justyna Kędzierska

Rynek powierzchni handlowych osiągnął fazę dojrzałości

Krajowy rynek nowoczesnych powierzchni handlowych mocno zwalnia. W III kwartale 2019 roku sektor ten powiększył się o ok. 51 000 m kw., osiągając na koniec września 14,85 miliona m kw. – wynika z raportu przygotowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland. Eksperci zwracają uwagę na ograniczoną wielkość nowej podaży, a co za tym idzie konieczność rozbudowy i remodelingu istniejących już obiektów. Pogłębiają się również różnice w wysokościach czynszów, w zależności od wielkości i jakości aktywów.

Blisko całą nową podaż powierzchni najmu w III kwartale 2019 roku wygenerowały dwa projekty. Pod koniec wakacji zakończono budowę i oddano do użytku zlokalizowane w południowo-zachodniej części kraju, w samym centrum Jarosławia (zaledwie 300 metrów od rynku), wielofunkcyjne centrum handlowe Stara Ujeżdżalnia, o powierzchni najmu 25 500 m kw., mieszczącej ok. 80 lokali handlowych. To drugi największy obiekt handlowy otwarty w tym roku w Polsce. W tym samym czasie zakończyła się rozbudowa podwarszawskiego kompleksu handlowego Centrum Janki, które zyskało 21 000 m kw. nowej powierzchni najmu. Centrum powiększyło się o nowe skrzydło, które powstało w miejscu dawnego parkingu naziemnego. Łącznie, w okresie pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku, rynek nowoczesnej powierzchni handlowej urósł o 281 500 m kw, w czym duża zasługa otwartego w maju br. centrum handlowo – rozrywkowego Galeria Młociny w Warszawie (76 000 m kw.). Jak wynika z prognoz ekspertów z BNP Paribas Real Estate Poland, do końca bieżącego roku rynek może przekroczyć poziom 15 milionów m kw. powierzchni, jeśli tylko wszystkie planowane projekty zostaną otwarte w terminie.

Ograniczona, nowa podaż

Na koniec trzeciego kwartału br. w budowie było ok. 310 000 m kw. powierzchni najmu, z czego ok. 30% zostanie oddanych do użytku jeszcze w tym roku. Według ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland, powierzchnia dostarczona w całym 2019 r. może osiągnąć pułap ok. 400 000 m kw.

Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland
Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland

Wielkość ta będzie wynikiem najniższym od 20 lat i potwierdzi utrzymujący się od dłuższego czasu trend spadkowy. Co istotne, wolumen nowej podaży spodziewany w przyszłym roku może być jeszcze niższy, co jest efektem braku dużych projektów znajdujących w budowie. Nie spodziewamy się, aby w perspektywie najbliższych dwóch-trzech lat w kraju pojawiło się duże centrum handlowo-rozrywkowe pokroju Galerii Młociny. Ograniczony wolumen nowej podaży, podobnie jak i format oraz wielkość realizowanych projektów dobitnie przekonują o fazie dojrzałości rynku – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz i Badań Rynkowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Jeśli chodzi o centra i parki handlowe, to zdecydowana większość nowej powierzchni (ponad 70%) będzie dostarczona w obiektach o wielkości powierzchni najmu nieprzekraczającej 20 000 m kw. Tylko dwa z obecnie budowanych projektów przekroczą ten pułap.

Wzrost znaczenia mniejszych rynków

Od dłuższego czasu wzrasta znaczenie małych miast o liczbie mieszkańców poniżej 100 tys., gdzie skupione jest ok. 60% powierzchni znajdującej się obecnie w budowie. Do największych projektów zaliczają się Color Park w Nowym Targu, będący największym centrum handlowym na Podhalu, usytuowanym bezpośrednio przy nowym rondzie na „Zakopiance” oraz pierwsza w Chełmie galeria handlowa o nazwie Galeria Chełm. Oba obiekty zostaną oddane do użytku już w przyszłym roku. Podobnie jak Multibox w Płońsku i Głogowie czy StopShop w Siedlcach. Trend lokowania obiektów handlowych (głównie małych parków i centrów handlowych) w mniejszych aglomeracjach będzie utrzymywał się co najmniej przez kilka kolejnych lat.

Popyt najemców na stałym poziomie. Warszawa dominuje

W ostatnich latach średni wskaźnik powierzchni niewynajętej w centrach handlowych, działających na głównych rynkach, oscylował pomiędzy 3% a 4%. Na koniec I połowy br. ukształtował się on nieznacznie poniżej 4%. Duże centra handlowe nie narzekają na brak zainteresowania ze strony najemców, będąc niemal w całości wynajęte. W gorszej sytuacji są obiekty o niższej jakości, gdzie poziom pustostanów stale rośnie.

Wśród głównych aglomeracji najbardziej stabilnym poziomem popytu najemców tradycyjnie cieszy się Warszawa. Na przeciwległym biegunie znajdują się rynki o najsilniejszej konkurencji, takie jak Wrocław czy Poznań, które notują najwyższe wskaźniki powierzchni niewynajętej.

Dobra kondycja oraz ciekawe perspektywy rozwoju krajowego rynku nowoczesnego handlu przyciągają zagraniczne marki do Polski. W najbliższym czasie będziemy świadkami debiutów rynkowych takich sieci handlowych, jak: Urban Outfitters, Monki, WeekDay, Corneliani czy Primark.

Presja cenowa na mniejsze obiekty

Stawki czynszu typu “prime” w wiodących centrach handlowych są stabilne i utrzymują się na stałym poziomie 110-130 € / m kw. / m-c w Warszawie oraz pomiędzy 45€ a 60€ m kw. / m-c w pozostałych głównych aglomeracjach. Większe różnice cenowe obserwuje się w obiektach niższej klasy, których właściciele borykają się ze spadkiem odświeżalności i obrotów. Ich pozycja rynkowa ulega znacznemu osłabieniu, co wykorzystują najemcy, wywierając silną presję na obniżenie obciążeń czynszowych.

Jedną z metod na poprawę pozycji rynkowej jest rozbudowa lub remodeling obiektów. To zjawisko obserwowane na rynku od kilku lat. Odświeżenie oferty czy poszerzenie zestawu najemców o nowe marki handlowe, operatorów usług czy element rozrywkowy pozwala zwiększyć prestiż danego obiektu, a tym samym wzmocnić siłę argumentów w negocjacjach z najemcami. Wprowadzenie nowych funkcji ma także wydłużyć czas wizyty w obiekcie handlowym oraz przyciągnąć większą liczbę odwiedzających – Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland