Sylwester Cacek znów prezesem Sfinksa

Do władz Sfinks Polska, spółki zarządzającej m.in. sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło czy Fabryka Pizzy, dołączył Sylwester Cacek. Największy akcjonariusz operatora gastronomicznego został powołany przez radę nadzorczą na stanowisko prezesa zarządu w ramach wspólnej kadencji trwającej do 6 lutego 2024 r.

– Sfinks jest w ważnym momencie realizacji swojej strategii rozwoju – działając w branży gastronomicznej musimy mierzyć się z wieloma wyzwaniami, w tym poważnymi zmianami prawa, ale też rynek stwarza wiele szans. Aby dobrze je wykorzystać, skutecznie radząc sobie przy tym z trudnościami, musimy jako spółka mieć aktualną, adekwatną do rozwoju sytuacji strategię oraz działać sprawnie jako organizacja. Będąc największym akcjonariuszem Sfinksa, od lat związanym ze spółką, jestem tym żywotnie zainteresowany i dlatego zdecydowałem się wrócić do zarządu oraz bezpośrednio zaangażować się w realizację tych celów. Cieszę się, że członkowie rady nadzorczej, obdarzyli mnie zaufaniem i powierzyli mi kierowanie spółką  – komentuje Sylwester Cacek.

Jednocześnie z dniem 25 października br. z zarządu Sfinksa odchodzi wiceprezes Dariusz Strojewski. Aktualnie skład zarządu stanowią tym samym Sylwester Cacek, jako prezes, i Dorota Cacek, piastująca stanowisko wiceprezesa spółki od 2011 r.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 28.10 – 1.11.2019

Pomimo przestoju z ostatnich dni inwestorzy nie rezygnują z poszukiwania powodów do optymizmu. Żeby jednak apetyt na ryzyko się rozwinął, potrzeba impulsu ze strony progresu rozmów handlowych USA-Chiny, rozstrzygnięć w sprawie brexitu, gołębiego przekazu od Fed lub ożywienia w danych. W następnym tygodniu rynki będą szukać konfirmacji dla podtrzymywanych nadziei w odczytach PMI z Chin i ISM z USA. Raport NFP będzie istotny jak zawsze. Fed najpewniej zetnie stopy procentowe, ale istotniejszy będzie przekaz, co zamierza zrobić dalej.

Przyszły tydzień: FOMC, NFP, ISM dla przemysłu z USA, PKB/HICP z Eurolandu, PMI dla przemysłu z Wlk. Brytanii/Chin, BoJ, CPI z Australii, BoC

USA

W USA zanosi się na wielki tydzień. Po zaskakującym tąpnięciu we wrześniu do 10-letnich dołków w najnowszej odsłonie indeks ISM dla przemysłu (pt) powinien nieco odbić, choć prawdopodobnie dalej będzie sygnalizował kurczenie się sektora. Raport z rynku pracy będzie obciążony wpływem strajku w fabrykach General Motors (strajkujący nie zaliczają się do aktywnie pracujących), stąd konsensus dla zmiany zatrudnienia na 90 tys. i wzrost stopy bezrobocia do 3,6 proc. Wzrost płac ma jednak pozostać mocny (0,3 proc. m/m), w przeciwnym razie raport NFP zostanie odebrany negatywnie. Przed danymi (śr) FOMC najpewniej dokona cięcia stóp procentowych o 25 pb, co rynek niemal w pełni już wycenił. Istotne będzie, jak Fed ocenia warunki wewnętrzne i zewnętrzne oraz szanse na dalsze luzowanie. Rynek wycenia kolejne cięcie do kwietnia przyszłego roku, ale wątpimy, aby prezes Powell zasygnalizował, że Fed już teraz spodziewa się wcześniejszej reakcji. W efekcie USD może przetrwać posiedzenie bez uszczerbku.

Strefa euro

W strefie euro w centrum uwagi będą wstępne szacunki PKB (czw) oraz inflacji (czw). Jeśli III kw. ma pokazać wzrost, to tylko minimalny (0,1 proc.), biorąc pod uwagę zapaść przemysłu. Inflacja HICP pozostaje zdławiona i spowolnienie do 0,7-0,8 proc. r/r (przy celu inflacyjnym 2 proc.) utwierdzi EBC w gołębim nastawieniu. W kolejnych dniach EUR nie znajdzie wewnętrznego impulsu do umocnienia.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii dane mogą w końcu przykuwać większą uwagę, kiedy zmniejszyła się niepewność wokół przyszłości brexitu. Indeks PMI dla przemysłu (pt) powinien wzrosnąć, choć nie tyle na poprawie warunków produkcji, co na nagromadzeniu zapasów na wypadek zamknięcia granic z UE. Zatem do wyższego odczytu będzie trzeba podejść z dystansem. Poza tym zmienność na funcie zapewnią doniesienia dotyczące terminu odroczenia brexitu i szans na przedterminowe wybory. Ale póki ryzyko bezumownego brexitu zniknęło z pola widzenia, perspektywy dla funta pozostają dobre.

Polska

W Polsce inflacja CPI (czw) prawdopodobnie spowolni w ujęciu rocznym na efektach wysokiej bazy, względem poprzedniego miesiąca ceny powinny wzrosnąć na odbiciu cen żywności. CPI pozostaje w centrum celu inflacyjnego NBP, więc nie generuje żadnych impulsów dla polityki monetarnej. EUR/PLN zatrzymał zjazd na 4,27 i tu widzimy dno dla zmienności, przynajmniej do czasu, aż nie poprawi się zewnętrzny sentyment.

Chiny

Utrzymanie chińskich wskaźników PMI dla przemysłu (czw, pt) jest warunkiem minimum dla podtrzymania nadziei odbicia globalnego ożywienia. Może być jednak za wcześniej, aby w danych uchwyciło się ocieplenie relacji handlowych USA-Chiny. Komunistyczna Partia Chin odbędzie doroczny zjazd delegatów, gdzie mogą pojawić się tematy gospodarcze, choć prawdopodobnie sprawa Hong Kongu będzie na pierwszym planie.

Japonia

Na październikowym posiedzeniu (śr-czw) Bank Japonii powinien podtrzymać założenia polityki monetarnej, choć prawdopodobnie zrewiduje w dół ocenę perspektyw wzrostu i inflacji. Choć niepewność wokół perspektyw globalnego ożywienia skłania do poluzowania polityki pieniężnej, BoJ ma ograniczone możliwości i prędzej będzie chcieć zostawić resztki amunicji na wypadek istotnego załamania. Tylko gdyby pojawiła się wyraźna presja na USD/JPY ze strony gołębiości Fed, BoJ może działać wcześniej, ale to wydaje nam się aktualnie mało prawdopodobne.
W

Australia i Nowa Zelandia

Australii głównym wydarzeniem będzie publikacja danych o inflacji CPI (śr), która wciąż pozostaje poniżej celu RBA (2-3 proc.). Jeśli otrzymamy wynik gorszy od oczekiwań (1,7 proc. r/r), rynek zacznie poważnie wyceniać ryzyko listopadowej obniżki stopy procentowej. To byłoby ciosem dla ostatnio dobrze trzymającego się AUD. W Nowej Zelandii pozwolenia na budowę domów (śr) powinny pozostać słabe, ale rynek umiarkowanie obserwuje te dane. Kiwi w większym stopniu będzie podlegać pod kształtowanie się sentymentu zewnętrznego.

Kanada

Bank Kanady powinien pozostawić stopę overnight bez zmian (śr) i podtrzymać konstruktywne nastawienie. Wprawdzie inflacja CPI we wrześniu była słabsza od prognoz, ale było to wywołane niższymi cenami benzyny, podczas gdy inflacja bazowa pozostała stabilna. Ostatnie badanie nastrojów przedsiębiorstw wskazuje na podtrzymanie solidnej aktywności, silny rynek pracy i domykanie luki popytowej. To rysuje optymistyczne perspektywy dla gospodarki i pozwoli BoC utrzymać stopy bez zmian do 2020 r. Na tle gołębiego zwrotu większości banków centralnych na świecie ustawia to CAD w korzystnej pozycji, choć po ostatnim rajdzie sporo jest już w cenach. Od strony danych na uwagę zasługuje PKB za sierpień (czw), który powinien przynieść odbicie po płaskim lipcu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestorzy czekają na rozstrzygnięcie dwóch kwestii istotnych w kontekście Brexitu

Uwaga inwestorów na krótką chwilę skupiła się na danych ze strefy euro oraz wczorajszym spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego. Obecnie jednak znów tematem przewodnim na rynkach zdaje się być Brexit. Najbliższe dni mogą przynieść istotne rozstrzygnięcia w tym kontekście, które nie powinny pozostać bez wpływu na kurs GBP/PLN.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,27-4,28. Wczorajszy dzień przyniósł spadek pary EUR/USD. Pierwszym czynnikiem mającym istotny wpływ na główną parę były publikacje wstępnych odczytów indeksów PMI dla krajów strefy euro.

In plus zaskoczyły dane dla Francji, rozczarowały z kolei te dla Niemiec. Indeksy dla wspólnego bloku walutowego okazały się jednak bardzo zbliżone do oczekiwań. Zbiorczy, ważony indeks aktywności w usługach i przemyśle w październiku znalazł się na poziomie 50,2, nieznacznie wyższym od tego notowanego miesiąc wcześniej.

Indeksy PMI dla strefy euro (2016-2019)Indeks PMI euro

Źródło: Bloomberg Data: 25/10/19

Stabilizację pokazały również dzisiejsze odczyty indeksów Ifo, opisujących nastroje biznesowe w Niemczech w październiku. W ostatnim okresie pomiarów znalazły się one na poziomach zbliżonych do tych z poprzedniego miesiąca (indeks dotyczący bieżącej sytuacji radził sobie nieznacznie gorzej, indeks dotyczący przyszłości – lepiej).

Na wspomnianą stabilizację, po wielu miesiącach ostrych spadków powyższych indeksów, można patrzeć przychylnie. Prawdopodobnie odpowiada za nią poprawa nastrojów w kontekście Brexitu. O ile na tym polu w najbliższym czasie sytuacja najpewniej nie ulegnie istotnemu pogorszeniu (wygląda na to, że ryzyko Brexitu bez porozumienia niemal zupełnie wyparowało), to jednak w tle cały czas pozostaje kwestia amerykańskiego protekcjonizmu w handlu, która zdaje się w dużo większym stopniu wpływać na nastroje.

Wczoraj na parę EUR/USD wpływ miało również spotkanie Europejskiego Banku Centralnego, które jednak nie przyniosło zbyt wielu informacji. Zgodnie z oczekiwaniami bank centralny nie poinformował o żadnych istotnych działaniach w kontekście polityki monetarnej, o których nie wiedzielibyśmy wcześniej. Samą konferencję prasową po spotkaniu EBC można określić mianem „pożegnalnej”. Komentarze rzucające światło na to, jak EBC zapatruje się na sytuację gospodarczą były przytłumione przez liczne pytania dziennikarzy zorientowane wokół osoby prezesa EBC, Mario Draghiego, którego 8-letnia kadencja prezesa EBC właśnie się kończy.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,93-4,97.

Ostatnie dni przyniosły zahamowanie wzrostów brytyjskiej waluty. Obecnie kurs GBP/PLN znajduje się poniżej poziomu, na którym rozpoczął tydzień i kieruje się w dół. To, jak para zachowywać się będzie w kolejnych dniach w dużym stopniu powinno zależeć od rozstrzygnięcia dwóch kwestii: wydłużenia terminu Brexitu oraz przyspieszonych wyborów powszechnych w Wielkiej Brytanii.

Co tyczy się tej pierwszej, obecnie czekamy na szczegóły dotyczące rodzaju wydłużenia terminu Brexitu, ku czemu zdają skłaniać się państwa UE. Wielka Brytania wniosła o 3-miesięczne wydłużenie, które wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Niewykluczone jest jednak również to, że państwa UE zdecydują się na wydłużenie o inny okres. Jeśli chodzi o samą formę wydłużenia, prawdopodobna wydaje się być opcja „flextension”, która dałaby Wielkiej Brytanii furtkę do opuszczenia Unii Europejskiej przed przesuniętym terminem Brexitu – o ile brytyjski parlament wcześniej zaakceptowałby umowę o wyjściu z UE. W tym kontekście można by zadać pytanie: co z ryzykiem Brexitu bez porozumienia? Ostatnia retoryka UE sugeruje, że należy raczej wykluczyć taką możliwość, przynajmniej na tym etapie.

Co tyczy się drugiej kwestii, Boris Johnson zaproponował, że pozwoli brytyjskim parlamentarzystom na dłuższe omówienie kwestii porozumienia z UE, o ile zgodzą się, aby 12 grudnia odbyły się wybory powszechne. Na akceptację wniosku o przyspieszone wybory zgodę wyrazić musi aż dwie trzecie posłów, co oznacza, że do ich przeprowadzenia niezbędne będzie poparcie opozycyjnej Partii Pracy, która jest drugą największą siłą w Izbie Gmin. Jeremy Corbyn, lider Laburzystów stwierdza jednak, że nie poprze wyborów, jeśli Brexit bez porozumienia nie zostanie wykluczony. Wcześniej opozycja dwukrotnie zablokowała możliwość przeprowadzenie wyborów, o co wnosił Boris Johnson.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,83-3,86. W kontekście ostatnich publikacji z USA szczególnie warto wspomnieć o wczorajszych wstępnych danych PMI. Październikowe odczyty nie przyniosły bardzo dużych zmian w relacji do poprzedniego miesiąca, jednak należy odbierać je raczej pozytywnie. Optymizm budzić może wzrost indeksu dla przemysłu, który zaskoczył in plus, dobijając do najwyższego poziomu od kwietnia. Nie warto jednak cieszyć się na zapas – warto będzie poczekać na dane ISM opisujące aktywność przedsiębiorstw, które poznamy w przyszłym tygodniu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

16:00 – wskaźnik nastrojów konsumentów w USA w październiku według Uniwersytetu Michigan

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polska gospodarka wciąż odporna na spowolnienie w Europie

W tym tygodniu na szczególną uwagę zasługują wrześniowe wyniki sprzedaży detalicznej, które wzrosły o 5,3% r/r. Część rynku przyjęła jednak tę informację z rezerwą, ponieważ w stosunku do poprzedniego miesiąca wskaźnik ten się obniżył. W pełni entuzjastycznie przyjęto natomiast wzrost produkcji linii montażowych we wrześniu o 6% w porównaniu rocznym, przy uwzględnieniu korekty sezonowej. W połączeniu z informacją o wzroście przemysłu w zeszłym miesiącu o 3,5% r/r (nawet o 5,6% bez uwzględnienia korekty sezonowej) daje to bardzo dobry wynik. Szczególnie, że produkcja w strefie euro niewątpliwie zwalnia i to już trzeci miesiąc z rzędu. W dodatku wskaźniki wiodące przewidują dalszy spadek. Pozytywny rozwój w sektorze przemysłowym zdecydowanie wyróżnia Polskę na tle pozostałych gospodarek UE.

Przemysł europejski niewątpliwie zwalnia, a pozytywny wynik Polski w sektorze przemysłowym należy do wyjątków. W końcu produkcja przemysłowa w strefie euro spada już trzeci miesiąc z rzędu a wskaźniki wiodące przewidują dalszy spadek.

W mijającym tygodniu odbyło się również posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, na którym, zgodnie z oczekiwaniami, nie doszło do zmian w polityce pieniężnej. Podstawowa stopa procentowa pozostała więc na poziomie 0%, stopa kredytu 0,25%, a stopa depozytowa -0,5%. Co więcej, na wspomnianym posiedzeniu Mario Draghi oficjalnie pożegnał się z funkcją prezesa EBC.

Kurs złotego nie zmienił się znacząco w tym tygodniu, a w piątek rano znalazł się na poziomie 4,28 EUR/PLN. Kurs eurodolara również nie uległ większym wahaniom i oscylował wokół poziomu 1,11 EUR/USD. Natomiast rynek z niecierpliwością obserwował rozwój wydarzeń związanych z Brexitem. Wciąż nie jest jednak znany ostateczny scenariusz wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. W związku z tym napięta atmosfera na rynkach finansowych najprawdopodobniej utrzyma się w najbliższych dniach i będzie skutkowała większą zmiennością notowań funta w stosunku do innych walut.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Wiążąca Informacja Stawkowa (WIS) od 1 listopada 2019 r.

Wiążąca Informacja Stawkowa (WIS) to nowy instrument od 1 listopada udostępniony przez administrację podatkową, który ma rozwiązać problem prawidłowej klasyfikacji towarów i usług dla celów podatku VAT.

Narzędzie to jest związane przede wszystkim z nową matrycą stawek VAT, która wchodzi w życie 1 kwietnia 2020 r.

– Aby się przygotować do tych zmian, przedsiębiorcy już od 1 listopada 2019 r. będą mogli występować o WIS, które mają przede wszystkim pomóc przypisać towar lub usługę do odpowiedniej (podstawowej lub obniżonej) stawki VAT na nowych zasadach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Leonarski, starszy prawnik w Zięba&Partners.

WIS, wbrew nazwie, nie będzie jednak służył tylko do ustalania stawek VAT, ale również pomoże sklasyfikować towar lub usługę dla innych celów związanych z VAT (np. obowiązkowego mechanizmu podzielonej płatności).

– Przy rozpatrywaniu wniosku o WIS, inaczej niż przy wydawaniu interpretacji podatkowych, organ podatkowy będzie mógł korzystać z przedstawionych przez podatnika dokumentów (np. fotografii, planów i katalogów), a w razie potrzeby przeprowadzić odpowiednie badania lub analizy produktu – wyjaśnia prawnik z kancelarii Zięba&Partners.

Mario game over

Po 8 latach przywództwa w EBC Mario Draghi postanowił nie wpisywać się do historii mocnym zakończeniem i ostatnie posiedzenie zarządu, zgodnie z przewidywaniami większości ekspertów, przebiegło nadzwyczaj spokojnie.

Pożegnanie Draghiego

Na październikowym posiedzeniu, kończącym dwukadencyjną przygodę Włocha z prezesurą w Europejskim Banku Centralnym, obyło się bez niespodzianek. Zgodnie z konsensusem rynkowym stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Pojawiła się również informacja, że na razie nie ma przesłanek do ich podnoszenia, o ile nie pojawią się zagrożenia, które mogłyby podnieść inflację powyżej 2%. Patrząc na oczekiwania analityków względem decyzji banku, to spodziewali się oni raczej obniżenia stóp, a nie ich podwyżek.

“Lepsze” dane z Niemiec

Dzisiaj od rana poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat indeksu IFO. Są to badania mierzące nastroje w gospodarce. Wynik był dokładnie taki sam jak miesiąc temu. Analitycy spodziewali się spadku, on jednak utrzymał poprzedni poziom (94,6 pkt). W rezultacie inwestorzy spojrzeli przychylniejszym okiem na euro, dzięki czemu umacniało się ono względem głównych walut.

TSUE nie pomogło polskim bankom

Polskie banki mają problem z wyrokami TSUE i to nie tylko z powodu kredytów walutowych. Kolejnym zagrożeniem są zwroty opłat za wcześniejsze spłaty kredytów. Wczoraj Alior Bank poinformował o bardzo dużej korekcie z tego tytułu. Sytuacja wcale nie dotyczy tylko tej jednej instytucji. Patrząc na możliwe przejęcie tego banku i jego liczne problemy oraz starty w ostatnim czasie, można się spodziewać bardzo interesującego czwartego kwartału dla tej polskiej branży. Wbrew niektórym głosom wczorajsze spadki wcale nie są zagrożeniem dla sektora, co udowadnia dobra kondycja indeksu WIG banki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważniejszych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Ceny będą rosnąć. W 2020 r. inflacja w Polsce wyniesie 3,4-3,5 proc.

Ceny będą rosnąć, zwłaszcza żywności. Na początku 2020 r. inflacja zwiększy się do 3,4-3,5 proc.

Pierwszy kwartał przyszłego roku będzie szczytowym okresem inflacji w Polsce. Jednak nie powinno to doprowadzić do podwyższenia stóp procentowych przez RPP w pierwszym półroczu.

– W najbliższych miesiącach będą rosły ceny żywności, nawet o 8 proc. r/r – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Będzie to spowodowane przede wszystkim wyższymi cenami owoców, warzyw i mięsa wieprzowego, co spowoduje presję na wzrost cen innego mięsa, także drobiu.

Według prognoz Coface na początku roku inflacja wzrośnie do 3,4-3,5 proc., ale w kolejnych miesiącach będzie spadać.

– Pierwszy kwartał to będzie szczytowy punkt inflacji, jednak nie dojdzie do podwyższenia stóp procentowych– ocenia G.Sielewicz. – Natomiast obniżenie stóp przez RPP może się zdarzyć w drugim półroczu, gdyby w Polsce doszło do głębszego spowolnienia gospodarczego.

Rynek User Experience rośnie dwucyfrowym tempie

Dlaczego konsola do gier Xbox przegrała w starciu z Playstation 2? Czemu naszpikowany nowinkami system dla smartfonów Windows Phone nie był w stanie zagrozić dominacji Apple? Jak doszło do tego, że Google rok w rok po cichu wygasza kolejne usługi? Wszak żadnej z firm nie zabrakło ani zaplecza technologicznego, ani środków na marketing.

Przyczyną są brak umiejętności projektowania doświadczeń użytkownika. Dlatego przedsiębiorcy coraz odważniej inwestują w tę dziedzinę, by poznać, zrozumieć i zaoferować unikalne produkty, które spełnią oczekiwania konsumentów. Google, Amazon czy Microsoft – to tylko najgłośniejsze podmioty z niechlubnej listy firm, które nie odrobiły pracy domowej z budowania doświadczeń użytkownika, a w rezultacie na rynek trafiły technicznie doskonałe produkty czy usługi, które okazały się porażką.

User Experience  to wciąż niezrozumiały dla wielu osób termin, który często mylony jest z wyglądem produktu lub interfejsem użytkownika. Jednak prawda jest o wiele bardziej skomplikowana. Techniczne bądź fizyczne parametry to zaledwie wynik pracy specjalistów od projektowania doświadczeń. – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz z Symetrii, wiodącej polskiej agencji specjalizującej się w projektowaniu user experience, która obsługuje m.in. takie marki, jak ING, Asseco czy Mastercard. – UX To wielowymiarowy i złożony proces, który obejmuje takie działania, jak badanie i odkrywanie zachowań. Kluczową rolę odgrywa w nim poznawanie motywacji i potrzeb klientów poprzez obserwację, analizę i inne rodzaje badania opinii oraz zachowań użytkowników – dodaje Chwiedziewicz.

Doświadczenia, a nie specyfikacja

Firmy, które rozumieją czym jest User Experience i jak ważną rolę odgrywa w procesie tworzenia produktu, funkcjonują inaczej niż większość przedsiębiorstw. Tę różnice dskonle oddają słowa ałożyciela Apple i ikony świata UX, Steve Jobs: “Musisz zacząć od projektowania doświadczeń klienta i następnie wrócić do technologii. Nie możesz zacząć od technologii, a później próbować dowiedzieć się, gdzie możesz ją sprzedać”.

Człowiek ten doskonale zdawał się rozumieć to co dzisiejsze korporacje zaczynają dopiero dostrzegać. Dla współczesnego użytkownika mało kiedy liczą się wyłącznie cyfry i zastosowane technologie, których działania i tak w pełni nie pojmuje. Dlaczego? Zdaniem eksperta Symetrii, konsument XXI wieku to osoba poszukująca dodatkowej wartości, wynikającej z obcowania z produktem lub usługą.  – Nie liczą się megapixele w aparacie, megaherce w procesorze czy megabajty przestrzeni dyskowej, które pochłaniają nowe aplikacje. iPhone nie był pierwszym smartfonem, Netflix nie był pierwszym serwisem wideo, Walkman nie był pierwszym przenośnym odtwarzaczem muzycznym, a Facebook nie był pierwszym portalem społecznościowym. Mimo to, wszystkie odniosły gigantyczny sukces. Jakim sposobem? Ponieważ wypełniały lukę pomiędzy tym co konsument może mieć czy nabyć, a tym czego realnie chciałby doświadczyć – uważa Piotr Chwiedziewicz.

Ta strategia staje się coraz powszechniejsza, biznes zdaje się dostrzegać palącą potrzebę poszerzenia wiedzy o swoich odbiorcach. Tylko w ten sposób może prowadzić faktycznie przyszłościową działalność. W innym wypadku będą to próby trafienia do celu z zamkniętymi oczami.

Z przygotowanego we wrześniu raportu, opracowanego przez firmę analityczną Analitical Research Cognizance, dowiadujemy się, że globalny rynek User Experience (UX) rosnąć będzie z prędkością 18.2% rdr, by już w 2025 osiągnąć wycenę na poziomie 300 mln USD.

Nie jest specjalnym zaskoczeniem, że za rozwój tej branży, głównie odpowiadają kraje rozwinięte, a największe inwestycje zostaną poczynione w Ameryke Północnej, której udział w poprzednim roku oszacowano na blisko 50%. Za ten wynik odpowiedzialne są Stany Zjednoczone, będące azylem większości gigantów IT. Wszystkie 10 największych firm świata mierzonych kapitalizacją rynkową to firmy amerykańskie. Jankesi stanowi lwią część rynku Ameryki Północnej, z udziałem rynkowym na poziomie 88,08%, zaś w odniesieniu do całego świata, łączny udział w globalnym rynku wniósł w 2018 blisko 40%.

Europa musi zadowolić się drugą pozycją w zestawieniu z udziałem w wysokości 32,70%. Jak wskazują specjaliści z ARC, w nadchodzących latach znacznie wzrośnie zapotrzebowanie na oprogramowanie badawcze User Experience (UX) w regionach APAC i Europy, które muszą inwestować by nie popaść w biznesową stagnację.

Wiele formatów, wiele problemów, te same rozwiązanie

Według Chwiedziewicza, dzisiejsze projektowanie doświadczeń użytkowników to nie lada wyzwanie, które jeszcze kilka lat temu wydawałoby się niemożliwe do zrealizowania. Dobrym przykładem są aplikacje lub serwisy online. Projektanci muszą sprawić, by na ekranie, który zmieści się w kieszeni, złożone interakcje użytkownika były jasne i intuicyjne. Zarówno użytkownicy, jak i specjaliści UX stają przed wyzwaniem, przygotowania i obsługi funkcjonalności, które wcześniej wymagały 17-calowego ekranu, klawiatury i myszy, a dziś to wszystko ma zastąpić kciuk i 4-calowy ekran.

Projektanci muszą przygotować wystarczającą funkcjonalność, aby aplikacja była interesująca i użyteczna, a jednocześnie wszystko było proste i intuicyjne. Muszą to zrobić dla coraz bardziej wymagających użytkowników, z coraz większymi możliwościami wyboru alternatywnych opcji – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Aquent, 70% klientów twierdzi, że porzuciło koszyk podczas zakupów online z powodu złego UX. Co więcej, wiele wskazuje na to, że była to pierwsza i ostatnia styczność klienta z firmą. Znajduje to odzwierciedlenie w wynikach ankiety zrealizowanej przez Design Resources, która przynosi niepokojące wieści dla biznesu – 88% kupujących online, deklaruje że nie wróciłoby do witryny po tym jak doświadczyli złego User Experience. W tej samej ankiecie, respondenci wskazują, że za 94% pierwszego wrażenia, odpowiedzialny jest design. Po raz kolejny potwierdza się, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Warto więc, idąc za radą Stevea Jobsa, zabrać się za to z należytą starannością. – Aby zaprojektować coś naprawdę dobrze, musisz to najpierw zrozumieć. Musisz poważnie się zastanawiać, o co w tym wszystkim chodzi. Namiętne zaangażowanie wymaga dogłębnego zrozumienia. Przeżuwania, a nie tylko szybkiego przełknięcia. Większość ludzi nie ma na to czasu – tłumaczył twórca Apple w jednym z wywiadów.

Kuehne + Nagel publikuje wyniki za III kw. 2019 r.

  • Transport morski ze znacznym wzrostem wolumenu i EBIT
  • Transport lotniczy ze zwiększonym zyskiem brutto
  • Dywizja spedycji drogowej utrzymuje silną pozycję
  • Pierwsze wyniki procesu restrukturyzacji logistyki kontraktowej
  • Wolne przepływy pieniężne – wzrost o 363 mln CHF

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto  15,838 15,361  3,1%
Zysk brutto  5,989  5,736  4,4%
Wynik operacyjny EBITDA  1,341  906  48,0%
Skorygowany EBITDA (bez IFRS16)  972  906  7,3%
EBIT  794  745  6,6%
Skorygowany EBIT (bez IFRS16)  786  745  5,5%
Zysk za okres  598  580  3,1%
Skorygowany zysk (bez IFRS16)  602  580  3,8%
Wolne przepływy pieniężne  617  254 >100%


Kuehne + Nagel znacznie poprawiło swoje wyniki w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2019 r. Transport morski i drogowy utrzymały silną pozycję w trzecim kwartale. Napięta sytuacja rynkowa doprowadziła do spadku wolumenu spedycji lotniczej. Restrukturyzacja w zakresie logistyki kontraktowej przyniosła pierwsze wyniki. Obroty netto Grupy wzrosły o 3,1% rok do roku do 15,8 mld CHF, zysk brutto o 4,4% do 6,0 mld CHF, EBIT o 6,6% do
794 mln CHF, a zysk w tym okresie o 3,1% do 598 mln CHF. Organiczny wzrost obrotów netto wyniósł 4,3%, sytuacja na rynku walutowym miała negatywny wpływ – 2,9%, a akwizycje pozytywny – 1,7%.

Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG komentuje: „Mimo stale utrzymującej się, napiętej sytuacji na globalnym rynku, Kuehne + Nagel notuje bardzo dobre wyniki. Szczególnie w dywizji morskiej i drogowej, w zakresie których mocno koncentrujemy się na zapewnieniu cyfrowej obsługi Klienta i efektywności cenowej. Pomimo zwiększonej destabilizacji rynkowej wyniki finansowe transportu lotniczego w ostatnich kwartałach utrzymują się. Przejęcie Quick International Courier, Inc. miało pozytywny wpływ na naszą działalność. W ciągu kolejnych miesięcy, nie tracąc narzuconego sobie tempa, będziemy kontynuować rozwój.  

Spedycja morska

Przy wzroście o 7,3% rok do roku do 5,6 mld CHF, transport morski odnotował bardzo solidny wzrost obrotów netto i po raz kolejny poprawił swoje wyniki w trzecim kwartale. Kuehne + Nagel mimo ogólnej stagnacji na rynku znacznie zwiększył możliwości w zakresie spedycji morskiej. Za pośrednictwem 3,67 milionów standardowych kontenerów (TEU) Grupa przetransportowała 152 000 sztuk więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (+4,3%). Głównymi czynnikami sukcesu były strategia selektywnego wzrostu, efektywne zarządzanie kosztami i wyjątkowa jakość usług. EBIT wzrósł o 10,2% rok do roku do 357 mln CHF. Dywizja morska poprawiła współczynnik konwersji (stosunek EBIT do zysku brutto) do 30,4%, utrzymując tym samym pozycję lidera w branży.

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto 5,633 5,250 7,3%
Zysk brutto 1,173  1,116  5,1%
EBIT  357  324  10,2%

 

Spedycja lotnicza

W warunkach globalnej niepewności gospodarczej i rosnących barier handlowych rynek lotniczy notował spadki. W wyniku zmniejszonego popytu w niektórych kluczowych branżach, wolumen przesyłek lotniczych w firmie Kuehne + Nagel spadł o 6,4% rok do roku do 1,22 mln ton. Mimo tego, spedycja lotnicza zwiększyła zysk brutto, szczególnie w sektorach farmaceutycznym, produktów łatwo psujących się i przesyłek o krytycznym czasie dostawy. Integracja Quick International Courier, Inc. przebiega zgodnie z planem. Quick, jeden z liderów rynku w zakresie usług transportowych i logistycznych o krytycznym czasie dostawy dla branży farmaceutycznej i lotniczej osiągnął pozytywne wyniki w trzecim kwartale 2019 roku. Spadek EBIT o 3,0% rok do roku do 263 mln CHF oznacza odporność mimo trudnych warunków na rynku.

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto 3,503 3,598 -2,6%
Zysk brutto 997 895 11,4%
EBIT 263  271 -3,0%

 

Spedycja drogowa

Obroty netto w dywizji drogowej wzrosły o 2,0% rok do roku do 2,7 mld CHF, a zysk brutto o 4,1% do 846 mln CHF. Pomimo spowolnienia w handlu międzynarodowym jednostka ta ponownie zanotowała wzrost. Ilość przesyłek drobnicowych we Francji i Niemczech pozostała niezmienna. W Austrii i Europie Wschodniej Kuehne + Nagel wzmocniło sieć transportu drogowego poprzez przejęcie Grupy Jöbstl. W Ameryce Północnej zanotowaliśmy wzrost dzięki utrzymującej się działalności kluczowych Klientów. Transport intermodalny dalej się osłabia między innymi z powodu spadających cen ropy. EBIT wzrósł o 8,8% rok do roku do 62 mln CHF.

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto 2,682 2,630 2,0%
Zysk brutto 846  813 4,1%
EBIT 62  57 8,8%

 

Logistyka kontraktowa

W trzecim kwartale 2019 roku trwająca restrukturyzacja logistyki kontraktowej przyniosła rezultaty. Jednorazowe zyski ze sprzedaży nieruchomości w wysokości 23 mln CHF (rok poprzedni: 11 mln CHF) zostały uwzględnione w EBIT. Ze względu na środki optymalizujące kapitał firmy i wzmożoną koncentrację na aktywnościach o wyższej marży zysku obroty netto wzrosły o 3,5% rok do roku do 4,0 mld CHF, a zysk brutto o 2,1% do 3,0 mld CHF. Wzrost ten był znacznie wolniejszy niż w poprzednim roku. Wraz z otwarciem nowych centrów dystrybucyjnych w Luksemburgu, Niemczech oraz w Belgii, dywizja logistyki kontraktowej koncentrowała się na gwałtownym zwiększaniu już wysokiej jakości w obsłudze branży farmaceutycznej i opieki zdrowotnej oraz sprzedaży e-commerce. Przegląd portfela firmy i rosnąca wydajność spowodowały, że EBIT wyniósł o 112 mln franków szwajcarskich, co oznacza wzrost o 20,4% rok do roku.

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto 4,020 3,883 3,5%
Zysk brutto 2,973 2,912 2,1%
EBIT 112  93 20,4%

Jakie trendy można zauważyć na rynku najmu biur?

Szeroka oferta biurowa w największych miastach w Polsce, zarówno w projektach klasy A, jak i budynkach klasy B zachęca firmy do optymalizacji przestrzeni biurowych. Wybór jest naprawdę duży. Rynek biurowy w naszym kraju nie rozwijał się wcześniej w tak szybkim tempie i nie dawał tylu możliwości. Zmiana biura przynosi liczne korzyści. Weryfikacja oferty rynkowej opłaca się również firmom, które nie zdecydowały się jeszcze na przeprowadzkę i zastanawiają się nad renegocjacją swoich umów najmu. Odpowiedź na pytanie, jakie rozwiązanie wybrać przynosi zwykle porównanie dostępnych opcji rynkowych z możliwościami, jakie daje przedłużenie umowy.

– Lokalizacja ma kluczowy wpływ na funkcjonowanie firmy. Wybór biura to strategiczna decyzja dla przedsiębiorstw, ponieważ w obecnych, mocno konkurencyjnych warunkach rynkowych muszą zapewnić pracownikom komfortowe i dobrze skomunikowane miejsce pracy, oferujące dobre połączenie z siecią transportu publicznego i wygodnym parkingiem. Poza poprawą standardu przestrzeni biurowej i dojazdu, motywacją do zmiany biura dla wielu najemców jest również konsolidacja oddziałów, czy optymalizacja kosztów wynajmu. Do relokacji coraz częściej skłania także firmy chęć długofalowego zabezpieczenia opcji ekspansji w ramach tego samego budynku i elastyczności aranżacji w perspektywie przyszłego rozwoju. Stąd ogromnym powodzeniem cieszą się te obiekty biurowe, które dają możliwość szybkiego wynajmu dodatkowej powierzchni, zapewniającej od razu pełną gamę usług biznesowych – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz.

Opcje wynajmu

Taką opcję daje wiele kompleksów biurowych, realizowanych dziś w największych ośrodkach biznesowych w kraju. W nowych biurowcach, często już na etapie projektowania aranżowana jest przestrzeń z przeznaczeniem na biura serwisowane, czy strefę coworkingową, co znacząco podnosi atrakcyjność oferty. Z tego typu rozwiązań w przypadku nagłej potrzeby korzystają bowiem firmy, które muszą szybko zorganizować dodatkowe miejsca pracy, ale nie tylko. Na wynajem stanowisk biurach współdzielonych decydują się też najemcy, którzy jednocześnie kontraktują tradycyjne powierzchnie w budynku, licząc na to że nawiązanie kontakty biznesowe z innymi użytkownikami elastycznych powierzchni przyniosą firmie korzyści.

Powierzchnie flexi sprawdzają się również podczas realizacji przez firmę w określonym czasie większej ilości projektów. Umożliwiają wtedy poszerzenie przestrzeni do pracy na czas ich prowadzenia bez konieczności zwiększania powierzchni na stałe i płacenia za jej aranżacje.

Strategiczne planowanie

Bartłomiej Zagrodnik przyznaje, że rosnące koszty adaptacji powierzchni biurowych zachęcają też najemców do stosowania bardziej elastycznych form aranżacji przestrzeni. Takich, które umożliwiają późniejsze przeprojektowanie wnętrza w szybki i prosty sposób, dostosowując go do aktualnego stylu i czasu pracy zespołu. – W rezultacie biura stają się coraz bardziej elastyczne, a firmy odchodzą od projektowania dużych open space’ów na rzecz tworzenia ciekawych powierzchni do wspólnego wykorzystywania i wdrażania komfortowych dla pracowników rozwiązań – tłumaczy.

Podkreśla również, że firmy poświęcają teraz znacznie więcej uwagi kwestiom wynajmu i częściej niż wcześniej tworzą długoterminowe strategie z nim związane z uwzględnieniem przyszłej ekspansji. – Powierzchnie zabezpieczane są nawet na 2-3 lata przed zakończeniem obowiązujących kontraktów. Pozwala to podpisywać umowy bądź listy intencyjne z deweloperami jeszcze na etapie uzyskiwania pozwolenia na budowę nowych obiektów. Dzięki temu najemcy mają zagwarantowane objęcie najatrakcyjniejszych i najbardziej dopasowanych do ich potrzeb powierzchni – wyjaśnia Bartłomiej Zagrodnik.

Okres najmu

Ekspert zwraca uwagę także na wydłużające się okresy najmu. – Dłuższe umowy spełniają, zarówno oczekiwania najemców, jak i wynajmujących. Standardem na rynku nadal jest najem pięcioletni, ale coraz częściej spotykamy się z kontraktowaniem powierzchni biurowych na 6, 7 lat, a nawet 10 lat. Pozwala to uzyskać większe pakiety zachęt dla najemców – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

Choć koszty wynajmu biur w nowoczesnych budynkach nie są niskie to profesjonalna powierzchnia na przykład w porównaniu z całkowitymi kosztami utrzymania willi biurowej może okazać się tańsza. Tym bardziej, że relokacja otwiera możliwość poprawy funkcjonalności powierzchni i optymalizacji jej wielkości. Ponadto, wykorzystanie w nowoczesnych biurowcach energooszczędnych technologii oraz dokonywany przez ich zarządców hurtowy zakup mediów i usług sprawia, że obowiązujące w nich opłaty eksploatacyjne są konkurencyjne.

Dodatkowo, nowe obiekty oferują, nie tylko przestrzeń do pracy, ale także zielone tarasy do rekreacji, wygodne zaplecze konferencyjne oraz szereg usług na miejscu związanych z aktywnością fizyczną, gastronomią, czy zaspokajaniem codziennych potrzeb. Co więcej, firmy zarządzające budynkami nierzadko starają się podejmować działania ułatwiające nawiązywanie kontaktów miedzy najemcami. Organizują różnego rodzaju spotkania, zajęcia grupowe i eventy. Ma to na celu budowanie relacji pomiędzy użytkownikami budynku, co może być atrakcyjne nie tylko w kontekście biznesowym, ale także pracowniczym.

Klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania w świetle przepisów Ordynacji podatkowej

Zastosowanie przez organy Krajowej Administracji Skarbowej klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania to coś, czego bardzo boją się podatnicy. Warto jednak pamiętać o tym, że Ordynacja podatkowa uwzględnia pewne wyłączenia w tym zakresie.

Czym jest klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania?

W połowie 2016 r. zaczęły obowiązywać nowe przepisy prawa podatkowego, które umożliwiły organom Krajowej Administracji Skarbowej stosowanie tzw. klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Mechanizm ten ma za zadanie zakreślić granice optymalizacji podatkowej. Klauzula stwierdza, jakie działania podejmowane przez podatników stanowią element legalnej optymalizacji, a jakie mają charakter sztuczny, zmierzający wyłącznie do uniknięcia płacenia podatku. W tym celu bierze się pod uwagę m.in. angażowanie podmiotów pośredniczących pomimo braku uzasadnienia ekonomicznego lub gospodarczego, nieuzasadnione dzielenie operacji finansowej, elementy prowadzące do uzyskania stanu identycznego lub zbliżonego do stanu istniejącego przed dokonaniem czynności, ryzyko gospodarcze przewyższające spodziewane korzyści inne niż podatkowe w takim stopniu, że należy uznać, iż działający rozsądnie podmiot nie wybrałby tego sposobu działania, a także elementy wzajemnie się znoszące lub kompensujące.

Znaczące zmiany od 1 stycznia 2019 r.

W zakresie wyłączeń stosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania doszło w ciągu ostatniego roku do dość znaczących zmian. Do końca grudnia 2018 r. wyłączenie odnosiło się bowiem m.in. do wartości uzyskanej przez podatnika korzyści. Klauzulę stosowano dopiero wtedy, gdy korzyść przekraczała kwotę 100 tys. zł w danym okresie rozliczeniowym. 1 stycznia 2019 r. zniesiono jednak próg kwotowy. Dzisiaj klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania nie stosuje się jedynie w dwóch przypadkach. Po pierwsze w odniesieniu do podmiotu, który uzyskał opinię zabezpieczającą w zakresie objętym opinią do dnia doręczenia uchylenia lub zmiany opinii zabezpieczającej. Po drugie natomiast w kontekście podatku od towarów i usług oraz opłat i niepodatkowych należności budżetowych.

Czym jest opinia zabezpieczająca?

O jej wydanie występuje się do szefa KAS. Wniosek może dotyczyć zarówno czynności planowanej, rozpoczętej, jak i dokonanej. Należy w nim wskazać w szczególności dane identyfikujące wnioskodawcę, podmioty, które dokonują określonych czynności, opis planowanych lub dokonanych czynności wraz ze wskazaniem powiązań, o których mowa w przepisach dotyczących cen transferowych, cele, którym służy określona operacja, a także gospodarcze uzasadnienie podejmowanych lub planowanych czynności oraz skutków podatkowych całego przedsięwzięcia. Dodatkowo podatnik powinien przedstawić własne stanowisko w sprawie.

Zasady wydawania opinii zabezpieczającej

Oczywiście szef KAS wyda opinię zabezpieczającą tylko wtedy, gdy nie znajdzie powiązania analizowanej sprawy z celowym unikaniem opodatkowania. Dodatkowo podatnik ubiegający się o wydanie opinii zabezpieczającej powinien uiścić opłatę w kwocie 20 tys. zł. Jeżeli zainteresowanych rozstrzygnięciem jest więcej, opłata ulega zwiększeniu. Od piątego i kolejnych zainteresowanych podatników ulega ona zwiększeniu o kwotę 5 tys. zł. Co istotne, opłatę tę należy uiścić najpóźniej w terminie 7 dni od dnia złożenia wniosku na rachunek Ministerstwa Finansów.

Wyłączenie klauzuli na gruncie przepisów o VAT

Wyłączenie stosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania na gruncie przepisów o podatku od towarów i usług spowodowane jest natomiast tym, iż w ustawie o VAT wprowadzono odrębną konstrukcję, która ma zapobiegać nadużyciom w tym podatku. Zgodnie bowiem z art. 5 ust. 4 ustawy o VAT w przypadku wystąpienia nadużycia prawa, dokonane czynności wywołują jedynie takie skutki podatkowe, jakie miałyby miejsce w przypadku odtworzenia sytuacji, która istniałaby w braku czynności stanowiących nadużycie prawa. Z kolei przez nadużycie prawa rozumie się czynności dokonane w ramach transakcji, która pomimo spełnienia warunków formalnych, ustanowionych w przepisach ustawy, miała zasadniczo na celu osiągnięcie korzyści podatkowych, których przyznanie byłoby sprzeczne z celem, któremu służą te przepisy.

Postępowanie podatkowe

Jeżeli zajdą okoliczności uzasadniające zastosowanie art. 119a dotyczącego klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania, szef KAS wszczyna postępowanie podatkowe lub w drodze postanowienia, w całości lub w części, na wniosek organu podatkowego przejmuje do dalszego prowadzenia postępowanie podatkowe, kontrolę podatkową lub kontrolę celno-skarbową. Oczywiście postępowanie to będzie dotyczyło wyłącznie spraw: określenia lub ustalenia wysokości zobowiązania podatkowego, określenia wysokości straty podatkowej, stwierdzenia nadpłaty lub określenia wysokości nadpłaty albo zwrotu podatku, odpowiedzialności płatnika za podatek niepobrany lub pobrany a niewpłacony oraz odpowiedzialności podatnika za podatek niepobrany przez płatnika, a także o zakresie odpowiedzialności lub uprawnień spadkobiercy. Należy zauważyć, że takich postępowań wszczyna się coraz więcej. Zniesienie limitu 100 tys. zł w zakresie uzyskanej korzyści majątkowej spowodowało, że praktycznie żaden podatnik nie może czuć się bezpiecznie. Fiskus kontroluje nawet niewielkie podmioty, których ewentualna korzyść szacowana jest na kilka, może kilkanaście tysięcy złotych.

Konieczna profesjonalna pomoc prawna

Uniknięcie poważnych konsekwencji wynikających z zastosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania jest możliwe tylko dzięki profesjonalnej pomocy prawnej. Strategię działania przedsiębiorstwa należy kształtować w taki sposób, aby nie wzbudziła ona podejrzeń fiskusa. Wszystkie podejmowane działania muszą mieć zatem uzasadnienie – zarówno praktyczne, jak i gospodarcze.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Producenci dóbr konsumpcyjnych marnują połowę środków wydawanych na promocję i reklamę

Z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez firmę Salesforce wynika, że sektor dóbr konsumpcyjnych przechodzi dziś istotne zmiany. Producenci muszą dostosować swoje strategie działania do zmian rynkowych, wynikających z rozwoju e-commerce, coraz silniejszych marek własnych promowanych przez sieci marketów oraz rosnących oczekiwań klientów. W walce o rynek mają pomóc dane o klientach i nowe technologie przetwarzania danych.

Cyfrowa transformacja zmienia modele działania firm – także w sektorze dóbr konsumpcyjnych. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Salesforce na początku 2019 r. sektor B2C musi stawić czoła silnej konkurencji i coraz wyższym wymaganiom klientów. Wnioski z badań znalazły się w raporcie „Dobra konsumpcyjne. Walka o relacje” („Consumer Goods and the Battle for B2B and B2C Relationships”). Obecnie producenci dóbr konsumpcyjnych za największe wyzwania uważają:

  • konieczność konkurowania z gigantami e-commerce odnoszącymi korzyści z zaawansowanych i innowacyjnych łańcuchów dostaw, mających atrakcyjne dla klientów warunki dostaw. To wymaga od firm B2C ciągłego wzmacniania relacji zarówno z detalistami, jak i z klientami końcowymi. Zwłaszcza sprzedaż D2C (Direct to Customer) staje się priorytetem – dziś inwestuje w nią 99% firm z sektora B2C;
  • konieczność wdrażania innowacyjnych rozwiązań, szczególnie wobec ciągłego udoskonalania modelu obsługi klientów indywidualnych. Firmy muszą nie tylko dbać o ciągłe wprowadzanie do swoich ofert nowych produktów, ale mocniej koncentrować się na utrzymywaniu wysokiej jakości w procesie budowania relacji z klientami;
  • konieczność zdobywania jak największej ilości użytecznych danych o klientach, już nie tylko w oparciu o własne źródła, ale również o dane pochodzące od podmiotów zewnętrznych. Za tym idzie kolejne wyzwanie związane z koniecznością efektywnego przetwarzania tych danych do postaci użytecznych i dynamicznych informacji, które wspierają jakość obsługi klienta w procesach sprzedaży, marketingu i serwisu po zakupie (dotyczy zarówno procesów online jak i offline);
  • uważność skierowana na wizerunek marki w kontekście potrzeby transparentnego działania (tego wymagają klienci) oraz obszaru CSR – społecznego i proekologicznego zaangażowania firmy.

Nierówna walka z platformami e-commerce

Aż 79% kadry zarządzającej z sektora B2C uważa, że na ewolucję wymagań klientów znaczny wpływ mają platformy e-commerce, takie jak Amazon, Alibaba czy eBay. Zdaniem 51% ankietowanych Amazon jest jednym z najpoważniejszych konkurentów branży dóbr konsumpcyjnych, ponieważ odbierając klientów przejmuje ich udziały w rynku. Choć połowa klientów dokonuje pierwszych zakupów bezpośrednio u sprzedawcy detalicznego, a 31% na Amazonie, to już powtórne zakupy 47% zrobi na Amazonie, a tylko 34% powróci do detalisty. Powód tego trendu jest prosty – e-commerce zapewnia większą różnorodność towarów, lepsze ceny i wygodniejszą dostawę. Cóż zatem mogą robić firmy, by zawalczyć o rynek? Przede wszystkim postawić na innowacyjność produktów i modeli dystrybucji. Niestety, obecnie tylko połowa ankietowanych przez Salesforce zarządów uważa, że ich firmy efektywnie rozwijają nowe produkty…

Wyzwania handlu detalicznego: rywalizacja z markami własnymi i lepsze lokowanie środków na promocję w sklepach

Kolejnym wyzwaniem dla B2C jest konieczność doskonalenia strategii promocji i marketingowych dla uzyskania lepszych rezultatów sprzedaży, ponieważ obecnie środki przeznaczane na promocje w sklepach nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Choć e-commerce dynamicznie się rozwija, wciąż 95% przychodów ze sprzedaży dóbr konsumpcyjnych (FMCG) pochodzi z handlu w sklepach stacjonarnych. W Stanach Zjednoczonych ma on wartość 1,01 bln USD, przy czym sektor B2C co roku przeznacza na marketing w placówkach stacjonarnych aż 200 mld USD. Co jednak najważniejsze, sprzedawcom udaje się zrealizować zgodnie z założeniami tylko 52% planów marketingowych, co oznacza, że w USA producenci dóbr konsumpcyjnych blisko 104 mld USD rocznie alokują niewłaściwie w nieudane działania promocyjno-marketingowe.

Wyzwań związanych z handlem stacjonarnym jest więcej: to także presja na śrubowanie najwyższych marż oraz rozwój marek własnych sprzedawców detalicznych w sieciach supermarketów i dyskontów. Niemal połowa (49%) ankietowanych firm z branży B2C uważa marki własne za zagrożenie biznesowe, ponieważ konkurują z ich własnymi produktami.

Za mały wybór towarów i słaba wiedza o klientach blokują rozwój branży

Producenci dóbr konsumpcyjnych nie są do końca zadowoleni z kluczowych czynników wpływających na efektywność sprzedaży detalicznej. Najwyżej oceniają zdolność zarządzania zapasami i poziomem zaopatrzenia półek sklepowych (55%), możliwości analityczne (55%) oraz wydajność przedstawicieli handlowych (50%). Dużo gorszą opinię mają na temat stanu wiedzy o klientach sklepów oraz możliwościach sprzedaży nowych produktów. Tylko 38% ankietowanych jest w pełni zadowolonych ze sposobu, w jaki ich firma sprzedaje do sklepów detalicznych swoje nowe produkty.

Dane o klientach są dziś niezbędne do wdrożenia personalizowanej i zautomatyzowanej komunikacji firmy z rynkiem. Dlatego aż 82% producentów B2C planuje zwiększenie inwestycji w dostęp do tzw. danych zbieranych bezpośrednio od klientów odwiedzających strony www i media społecznościowe – tzw. first party data. Niestety jedynie 41% ma zaledwie umiarkowany dostęp także do innych źródeł danych, w tym do informacji udostępnianych przez sklepy detaliczne. Trudności z wprowadzaniem do dystrybucji nowych produktów i wykorzystywaniem informacji ze sklepów hamują rozwój branży.

Wzmocnienie relacji B2C poprzez sprzedaż online i jakość relacji

Producenci dóbr konsumpcyjnych w coraz większym stopniu sprzedają bezpośrednio klientom końcowym. Dziś praktycznie wszystkie firmy (99%) inwestują w rozwój kanałów sprzedaży bezpośredniej (Direct to Customer). Wiąże się to z dużą szansą rynkową. Firma badawcza Nielsen donosi, że chociaż sprzedaż online stanowi jedynie 5% całego amerykańskiego rynku dóbr konsumpcyjnych, to generuje ona 40% wzrostu sprzedaży. Biorąc pod uwagę tak ogromną efektywność handlu elektronicznego, logicznym krokiem jest przejście na sprzedaż online i inwestowanie w silniejsze relacje z konsumentami.

Firmy poszukują nowych metod budowania pozytywnych doświadczeń klientów, którzy robią zakupy online. Nie uda się im to jednak z dnia na dzień, szczególnie ze względu na barierę technologiczną związaną z pozyskiwaniem i przetwarzaniem danych o klientach. Obecnie ponad połowa (55%) managerów dostrzega takie bariery, a wśród nich najczęściej: brak danych dotyczących zakupów w kanale tradycyjnej sprzedaży detalicznej (25%); trudności w analizowaniu danych (24%), silosowe przetwarzanie danych przez wyodrębnione działy w organizacji i przy tym brak współpracy (24%), brak dostatecznej integracji firmowych systemów informatycznych (20%). A dostęp do danych to przecież klucz do zapewnienia personalizacji i prezentowania klientom takich ofert, jakich w danej chwili poszukują.

Trendy w inwestycjach i reklamie

Mając świadomość wartości danych i roli, jaką odgrywa cutomer experience w sprzedaży, sektor dóbr konsumpcyjnych chce w ciągu najbliższych dwóch lat inwestować przede wszystkim w pozyskiwanie danych o klientach (first party data) oraz poprawę jakości w zakresie cyfrowej obsługi klientów. Wzrost inwestycji na tych polach odbędzie się kosztem redukcji wydatków na innych – w najbliższych latach firmy zredukują wydatki na reklamę w tradycyjnych mediach, ograniczą reklamę z użyciem poczty (spadek o 18%), nakłady na reklamy w TV (spadek 16%), a także na wsparcie poprzez telefoniczne infolinie (spadek o 14%).

Klienci oczekują od marek przejrzystości i działań prospołecznych

Dziś firmy nie mogą działać już tylko dla zysku. Niemal połowa (45%) klientów chętniej dokona zakupów w firmie, która przekazuje darowizny na cele charytatywne, a ponad połowa (51%) w firmie przyjaznej środowisku. Branża uważa, że ich przedsiębiorstwa są w większości całkowicie przejrzyste w zakresie praktyk biznesowych (np. pochodzenia produktów i wpływu na środowisko). Jednak niepokój, i to znacznie większy niż rok temu wzbudza u 62% transparentność łańcucha dostaw.

Ponad połowa firm (52%) ma także problemy z opowiedzeniem spójnej historii marki, co niesie duże ryzyko w komunikacji. Inwestycje w handel elektroniczny, e-mail marketing i inne kanały nie pomagają w utrzymaniu pełnej spójności.

Ważne wnioski i dane z raportu „Consumer Goods and the Battle for B2B and B2C Relationships”

  • 79% kierownictwa firm z branży dóbr konsumpcyjnych uważa, że Amazon podniósł wymagania klientów, a 51% twierdzi, że jest on dużym zagrożeniem dla ich marek;
  • 49% firm postrzega rozwój marek własnych jako zagrożenie biznesowe;
  • Tylko połowa producentów dóbr konsumpcyjnych uważa, że ich działania w zakresie rozwoju i wprowadzania nowych produktów na rynek są efektywne;
  • 99% firm inwestuje w rozwój sprzedaży bezpośredniej do klientów końcowych (D2C);
  • 82% firm będzie zwiększać inwestycje w dostęp do danych o swoich klientach;
  • 55% firm dostrzega bariery w przetwarzaniu danych o klientach z powodu zbyt małej ilości źródeł danych, ograniczeń technologicznych i wynikających ze struktury organizacyjnej;
  • 25% producentów dóbr konsumpcyjnych wykorzystuje sztuczną inteligencję – kolejne 45% planuje ją wykorzystać w ciągu najbliższych dwóch lat;
  • według 34% firm sztuczna inteligencja stanie się w ciągu 5 następnych lat kluczową technologią łączącą producentów z konsumentami;
  • 51% konsumentów obdarza większym zaufaniem firmy, które prowadzą działania na rzecz ochrony środowiska, a 49% firmy działające charytatywnie;
  • z jednej strony 76% managerów firm produkujących dobra konsumpcyjne twierdzi, ze ich biznes jest całkowicie transparentny, z drugiej strony 62% jest bardziej niż rok temu zaniepokojonych przejrzystością łańcucha dostaw.

Badanie Salesforce zostało przeprowadzone na początku 2019 r. na grupie 500 dyrektorów i członków zarządów firm z branży dóbr konsumpcyjnych z krajów Europy, Ameryki Pólnocnej, Azji i Australii.

Obszary, w których firmy produkujące dobra konsumpcyjne planują zmiany w poziomie inwestycji w ciągu najbliższych trzech lat

Zwiększenie inwestycji
Pozyskiwanie danych o klientach (first party consumer data) +82%
Obsługa klientów w kanałach cyfrowych (online) +82%
Pozyskiwanie danych o klientach od zewnętrznych podmiotów +74%
zmniejszenie inwestycji
Reklama z wykorzystaniem tradycyjnej poczty -18%
Reklama telewizyjna -16%
Telefoniczne wsparcie klienta (infolinie, call center) -14%

Od 1 listopada zagraniczne firmy muszą posiadać konto w polskim banku

Począwszy od 1 listopada wszystkie firmy, które zarejestrowane są poza granicami Polski, a są zarejestrowane do VAT w Polsce, będą musiały posiadać rachunki w polskich bankach. Jest to efekt wejścia w życie nowelizacji o tzw. split payment.

Dotychczas split payment, czyli mechanizm podzielonej płatności był w Polsce dowolny, ale od 1 listopada tego roku ma się to zmienić, ponieważ w życie wchodzi przepis, który nakłada na zagraniczne firmy obowiązek posiada rachunku bankowego w polskich banku. Dla przedsiębiorców, którzy mają zarejestrowane firmy w m.in. Wielkiej Brytanii oznacza to dodatkowe obowiązki.

Czym jest split payment?

Mechanizm płatności podzielonej ma w zamyśle ustawodawcy walczyć z wyłudzeniami VAT przez zagraniczne firmy działające w Polsce. Zakłada on, że firma, która rozlicza u nas podatek VAT będzie musiała odliczać jego kwotę i wpłacać ją na specjalne konto, które będzie musiała sama otworzyć. Dla firmy sprzedającej dostęp do tego konta jest znacznie ograniczony i tylko naczelnik odpowiedniego urzędu skarbowego może zezwolić na wykorzystanie pieniędzy zdeponowanych na tym koncie na cele inne niż zapłata podatku. Może się to stać jednak po złożeniu pisemnego uzasadnienia na inne przeznaczenie środków zgromadzonych na koncie VAT. W efekcie tego mechanizmu kwota na fakturze VAT jest dzielona na dwie części, z których jedna jest zapłatą dla kontrahenta, a drugą wspomnianym podatkiem.

Kogo będzie obowiązywał nowy mechanizm?

Split payment dotychczas był dobrowolny, ale teraz będzie obowiązywał podatników VAT, którzy kupują towary i usługi w tzw. kategoriach wrażliwych lub kwota transakcji przekracza 15 tys. złotych. Towary i usługi objęte nowym mechanizmem są podane w załączniku numer 15 do ustawy wprowadzającej obowiązkowy split payment. Jest ich wszystkich 150, a wśród nich znajdują się m.in. części samochodowe i motocyklowe, komputery i RTV, surowce wtórne oraz wyroby hutnicze. Co ważne: mechanizm płatności podzielonej obowiązuje jedynie przy transakcjach między firmami (B2B). Firmy działające w partnerstwie prywatno-publicznym nie są objęte nowymi przepisami.

Zagraniczne firmy zakładające konto w złotówkach mogą – zgodnie z ustawą  – liczyć na zwrot kosztów, jednakże eksperci zwracają uwagę, że nie będzie to wcale proste.

„Faktycznie, nowelizacja przewiduje zwrot kosztów poniesionych przez zagranicznego przedsiębiorcę z uwagi na wymóg założenia konta w polskim banku. Jednakże w polskim systemie bankowym funkcjonują przepisy zapobiegające praniu pieniędzy – tzw. AML. Zgodnie z nimi przy zakładaniu konta bank może wymagać podpisania umowy przez członka zarządu” – powiedziała Agnieszka Moryc, Dyrektor Zarządzająca Admiral Tax. “Wiele firm z Wielkiej Brytanii szuka u nas wyjaśnień i wsparcia w związku z nowymi polskimi przepisami. Ze swej strony zapewniam, że wszyscy nasi klienci – obecni jaki nowi – mogą liczyć na taką pomoc” – dodaje.

Ekspert zwraca też uwagę, że skoro nowelizacja ustawy o VAT nakłada obowiązek założenia konta w złotówkach, to oczywistym jest, że płatność podatku musi być realizowana wyłącznie w polskiej walucie. W związku z powyższym pojawia się problem dla tych wszystkich firm, które posiadają umowy i faktury w innych walutach. Dlatego wiele firm musi renegocjować bądź aneksować dotychczasowe umowy, bo po 1 listopada nie będą mogli ich zrealizować. Dodatkowo firma płacąca w Polsce VAT będzie musiała ponieść koszty przewalutowania na złotówki. Uciążliwe dla wielu firm będzie również zabezpieczenie odpowiedniej kwoty w złotówkach na koncie.

Eksperci zauważają również, że split payment może zostać zaburzone w wyniku niektórych operacji, np. faktoringu, kompensat, korekt faktur czy zajęć komorniczych. Brak możliwości wykorzystania nagromadzonej nadwyżki podatku VAT może również wpłynąć na pogorszenie się kondycji finansowej wielu przedsiębiorców, ponieważ nadwyżka ta mogłaby posłużyć do spłaty innych zobowiązań. W rezultacie wprowadzenia mechanizmu płatności podzielonej dostęp do tych środków jest uzależniony od decyzji urzędnika.

Konsekwencje i kary

Nowelizacja wprowadzająca split payment zakłada również kary dla przedsiębiorców, którzy nie wywiążą się z ciążącego na nich obowiązku. Wprowadzony został przepis mówiący, że w przypadku braku dokonania płatności na płatnika może zostać nałożona grzywna wynosząca do 720 stawek dziennych. Ustawa przewiduje także kary w przypadku braku adnotacji na fakturze mówiącej o mechanizmie płatności podzielonej. Jej brak będzie skutkował z karą w wysokości 30 proc. kwoty podatku widniejącego na tej fakturze.

Nagrody rzeczowe a podatki – co warto wiedzieć

Organizator akcji promocyjnej z nagrodami powinien pamiętać, że koszt nagród nie jest jego jedynym wydatkiem. W szczególności warto zainteresować się podatkami, a te będą one się od siebie różniły, w zależności od rodzaju akcji.

– Akcje promocyjne dla kontrahentów, dystrybutorów, sprzedawców oraz ich pracowników to świetny sposób na wzrost poziomu sprzedaży. Promocja może być zorganizowana w wielu formach, np. konkursu, sprzedaży premiowej, programu motywacyjnego czy loterii – mówi Grzegorz Kobryń z serwisu NagrodyB2B.pl. – Aby jednak akcję z nagrodami przeprowadzić zgodnie z prawem, warto zwrócić uwagę na przepisy podatkowe i zastanowić się, która forma akcji promocyjnej będzie korzystniejsza dla przedsiębiorcy – podkreśla.

Konkurs czy loteria – co to właściwie znaczy?

Z punktu widzenia prawa podatkowego najważniejszą sprawą jest odróżnienie loterii od konkursu. Nie każde wydarzenie nazwane przez jego organizatora konkursem będzie traktowane jako konkurs dla celów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Główna różnica polega na tym, że w przypadku loterii o przyznaniu  wygranej decyduje los, nagroda otrzymywana jest niezależnie od „zasług” gracza, natomiast przy konkursie najważniejsze są postanowienia regulaminu precyzujące sposób wyłonienia zwycięzcy czy innych osób, którem przyznane będą nagrody.

Konkurs a dochód, czyli jak widzi to urząd skarbowy

Ustawa o podatku dochodowym nie definiuje pojęcia konkursu. W interpretacjach organów podatkowych, podaje się, że aby dane wydarzenie mogło zostać uznane za konkurs musi istnieć element rywalizacji pomiędzy uczestnikami. Nieodzowna jest też akceptacja postanowień regulaminu przez osobę biorącą udział w konkursie. To ten akt określa jakie warunki musi spełnić zwycięzca. Wykluczona jest losowość!

Nie z każdą wygraną będzie wiązała się konieczność zapłaty podatku. Zwolnione z opodatkowania są: wygrane w konkursach i grach organizowanych i emitowanych (ogłaszanych) w środkach masowego przekazu, a także konkursy z dziedziny nauki, kultury, sztuki, dziennikarstwa i sportu. Zwolnienie obowiązuje wyłącznie dla nagród, których jednorazowa wartość nie przekracza kwoty 2.000 zł.

Uwaga: fiskus nie zgadza się na zwolnienie z podatku dochodowego nagród  zdobywanych w konkursach internetowych. W jego ocenie ulga przysługuje tylko wtedy, gdy organizatorem jest środek masowego przekazu (np. radio, telewizja lub wydawca portalu). Nie wystarczy ogłoszenie konkursu na specjalistycznym portalu internetowym. Konkurs powinien więc być zarówno ogłoszony, jak i zorganizowany przez środki masowego przekazu (przy czym zalicza się do nich również internet). Potwierdzenie takiego stanowiska znajdziemy w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (Sygnatura akt: III SA/Wa 1079/18).

Jeśli nie przysługuje zwolnienie to od nagród w konkursach pobiera się zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 10%. Jeśli przysługuje zwolnienie, to warto pamiętać, że wartości wygranych nie sumuje się w ciągu roku! Gdy kwota pojedynczej wygranej jest mniejsza lub równa kwocie 2 000 zł, to nawet jeżeli suma otrzymanych nagród ją przekracza, to zwolnienie ciągle przysługuje.

To na organizatorach wszelakich konkursów spoczywa obowiązek naliczenia i pobrania, a także odprowadzenia podatku od nagród. Według ustawy, są oni płatnikami podatku od wygranej. Jak to się robi?

Jeżeli nagroda ma charakter pieniężny, organizator konkursu wypłaci uczestnikowi kwotę pomniejszoną o 10% podatku od wygranej. Natomiast, gdy uczestnik wygra nagrodę rzeczową, będzie musiał zapłacić na rzecz organizatora kwotę należnego podatku i dopiero po dopełnieniu tego obowiązku będzie mógł otrzymać swoją rzecz.

Pobrany zryczałtowany podatek płatnik musi przekazać na rachunek bankowy właściwego urzędu skarbowego właściwego ze względu na miejsce zamieszkania lub siedziby płatnika, w terminie do 20 dnia miesiąca następującego po miesiącu przekazania nagrody.

To nie wszystkie obowiązki organizatora. Musi on jeszcze sporządzić deklarację PIT-8AR i wysłać ją do właściwego urzędu skarbowego w terminie do końca stycznia roku następującego po roku podatkowym, w którym przekazano nagrodę.

Obowiązki wygrywających

Przychodu opodatkowanego w formie ryczałtu, zwycięzca konkursu – osoba fizyczna) – nie wykazuje w swoim rocznym zeznaniu podatkowym.

Co do przedsiębiorców zaszły ostatnio istotne zmiany. Jeszcze nie tak dawno temu, gdy nagrodę uzyskał przedsiębiorca, w konkursie związanym z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą, to fiskus twierdził, że należy doliczyć ją do ogółu przychodów uzyskanych z działalności gospodarczej w celu opodatkowania podatkiem dochodowym zgodnie ze stosowaną formą opodatkowania.

Ta wykładnia uległa zmianie. Obecnie przyjmuje się analogiczne zasady rozliczania nagród, jak w przypadku osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, zatem nagrodę uzyskaną przez przedsiębiorcę organizator opodatkowuje 10% zryczałtowanym podatkiem dochodowym. I nie wykazuje jej w zeznaniu rocznym.

A co gdy konkurs organizuje pracodawca?

Gdy organizatorem jest pracodawca, wartość nagrody w konkursie, niezależnie od tego, czy jest to nagroda pieniężna czy rzeczowa, pracodawca jako płatnik powinien doliczyć do pozostałych przychodów pracownika. Wtedy wartość nagrody konkursowej wykazuje się w zeznaniu razem z dochodami ze stosunku pracy (PIT-11).

Konkurs to korzystna finansowo akcja promocyjna, ze względu na niską stawką podatku dochodowego, który jest pobierany od wygranych nagród (10% PIT). To zdecydowanie mniej, niż tradycyjne progi podatkowe w podatkach dochodowych. Ponadto, w konkursie może brać udział nieograniczony krąg uczestników (inaczej niż np. przy sprzedaży premiowej, gdzie istotne jest zaistnienie stosunku sprzedaży pomiędzy organizatorem akcji promocyjnej a uczestnikiem).

Przy pozostałych akcjach promocyjnych (za wyjątkiem sprzedaży premiowej) nagrody są opodatkowane przez uczestników na zasadach ogólnych, czyli co do zasady wyższą stawką, według skali podatkowej.

Uwaga na loterie!

Loteria promocyjna jest również chętnie stosowaną formą uatrakcyjnienia sprzedaży. Jeśli jednak decydujemy się na taką formę promocji, trzeba mieć świadomość odmiennych od konkursu regulacji prawnych.

Według ustawy o grach hazardowych loterie promocyjne to gry losowe, w których uczestniczy się przez nabycie towaru, usługi lub innego dowodu udziału w grze i tym samym nieodpłatnie uczestniczy się w loterii, a podmiot urządzający loterię oferuje wygrane pieniężne lub rzeczowe.

Co bardzo ważne – aby zorganizować loterię promocyjną, fantową, a nawet bingo fantowe – osoby fizyczne, osoby prawne lub jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej muszą uzyskać stosowne zezwolenie! Udziela go dyrektor izby administracji skarbowej, właściwy ze względu na miejsce gdzie takie loterie będą urządzane. Warto o tym pamiętać, gdyż znane były sytuacje, gdy nieświadomi niczego organizatorzy parafialnych loteryjek na szczytne cele znaleźli się na celowniku fiskusa.

Wniosek o udzielenie zezwolenia na organizację loterii promocyjnej rozpatrywany jest przez właściwego dyrektora izby administracji skarbowej w terminie 2 miesięcy od dnia jego złożenia i podlega opłacie, w wysokości 10% wartości nagród, nie mniejszej jednak niż 50% kwoty przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku, w drugim kwartale roku poprzedniego.

Jako, że udział w loterii promocyjnej jest nieodpłatny i nie powoduje uzyskania przychodu u organizatora, brak jest podstaw do jego opodatkowania podatkiem od gier hazardowych.

Natomiast przychód z tytułu nagród uzyskanych przez zwycięzców konkursów lub loterii promocyjnych organizowanych przez przedsiębiorcę będzie podlegał opodatkowaniu 10% zryczałtowanym podatkiem dochodowym, którego płatnikami są organizatorzy. Tak więc to organizujący loterię są obowiązani pobierać zryczałtowany podatek dochodowy od dokonywanych wypłat. Kiedy nagroda ma charakter niepieniężny, to wygrywający jest obowiązany wpłacić organizatorowi kwotę zaliczki lub należnego zryczałtowanego podatku przed udostępnieniem wygranej.

Warto zaznaczyć, że zwolnione z podatku od wygranej w loterii są nagrody, których jednorazowa wartość nie przekracza 2 280 zł.

Analogicznie jak przy konkursach organizator jako płatnik obowiązany jest obliczyć i wpłacić ww. podatek w terminie do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym pobrano podatek – na rachunek urzędu skarbowego, właściwego ze względu na miejsce zamieszkania lub siedziby. Ponadto, do końca stycznia roku następującego po roku podatkowym w którym pobrano podatek, urządzający loterię musi przesłać do urzędu skarbowego, roczne deklaracje oznaczone jako PIT-8AR.

Sprzedaż premiowa

Ten rodzaj promocji jest dla organizatora korzystny, gdyż pozwala na zaliczenie wydatków związanych z przeprowadzeniem akcji do firmowych kosztów podatkowych. Warto jednak zwrócić uwagę na konieczność prawidłowego udokumentowania poniesionych w związku z tym wydatków. Dokumentacja musi zawierać regulamin sprzedaży premiowej, który pozwala wykazać jaki był charakter i cel poniesienia kosztów na jej przeprowadzenie oraz udowodnić, że wydatki te nie noszą cech reprezentacyjnych. Dokumenty muszą także określać, jakie warunki musi spełnić uczestnik, celem otrzymania upominku oraz potwierdzać odebranie nagrody przez beneficjentów.

Gdy premię otrzymuje osoba nieprowadząca działalności gospodarczej, wówczas jej wartość stanowi przychód zasadniczo podlegający opodatkowaniu 10% ryczałtem, tak jak w przypadku konkursu i loterii. Ze zwolnienia od podatku korzystają nagrody, których jednorazowa wartość nie przekracza 2.000 zł. Jeżeli jednak jest wyższa, to wówczas w całości podlega ona opodatkowaniu (a nie tylko nadwyżka ponad 2.000 zł). Płatnikiem jest przekazujący premię i obowiązują go takie same zasady jak przy organizacji konkursu i loterii.

Gdy uczestnikiem sprzedaży premiowej jest przedsiębiorca, to nagroda otrzymana przez niego stanowi przychód z działalności gospodarczej, który powstaje w momencie uzyskania nagrody. Jeżeli nagroda ma charakter niepieniężny to jej wartość należy ustalić na podstawie cen rynkowych stosowanych przy udostępnianiu rzeczy lub świadczeniu usług tego samego rodzaju i gatunku, z uwzględnieniem w szczególności ich stanu i stopnia zużycia oraz czasu i miejsca udostępnienia.

Jeśli przekazanie nagrody pracownikowi, nagradzało rezultaty wykonywanej przez niego pracy, wówczas traktuje się ją jako dodatkowe wynagrodzenie i opodatkowuje jako zwykły przychód ze stosunku pracy.

– Akcja z nagrodami organizowana przez firmę w większości przypadków nie jest akcją charytatywną. Firmy przeprowadzają konkursy, loterie lub sprzedaż premiową, aby osiągać konkretne cele, takie jak wyższa sprzedaż lub wzmocnienie motywacji pracowników. I jak przy każdej inwestycji, tak również przy akcjach z nagrodami, należy liczyć się z kosztami, także podatkowymi – mówi Grzegorz Kobryń. – W prawidłowym rozliczeniu akcji pomóc może współpraca z platformą wyspecjalizowaną w dystrybucji nagród – podkreśla.

Rynek marihuany medycznej i rekreacyjnej przyciąga coraz więcej inwestorów

Miliardy dolarów płyną na rynek marihuany, w miarę jak jej legalizacja otwiera nowe możliwości dla inwestorów. Czy to nowa, „zielona gorączka”?

Z roku na rok rośnie społeczna akceptacja dla marihuany. Do użytku „rekreacyjnego” została już legalnie dopuszczona w Kanadzie, Gruzji, RPA i Urugwaju, a także w 11 stanach USA. We wrześniu do tej listy dołączył, jako pierwszy w Australii, stołeczny region Sydney. Inne kraje, takie jak Holandia czy Hiszpania, dopuszczają ograniczony obrót konopnymi wyrobami. Jeszcze szersze możliwości mają pacjenci używający marihuany medycznej – korzystanie z niej jest legalne już w ponad 20 krajach w różnych częściach świata, w tym w Polsce. Przejście plantatorów i przemysły przetwarzającego konopie do strefy legalnej działalności stwarza nowe możliwości – nie tylko dla użytkowników marihuany, ale też dla inwestorów, którzy chcieliby zarobić na rozwoju tej nowej branży.

Dlatego miliardy dolarów od inwestorów płyną na rynek marihuany medycznej i rekreacyjnej. Za gigantami z branży tytoniowej czy napojów podążają inwestorzy indywidualni. Czy jesteśmy już świadkami „zielonej gorączki”? Czy zaangażowanie w konopne spółki to racjonalna decyzja inwestycyjna?

Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią
Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią

– To nie jest jeszcze zielona gorączka, ale przy inwestowaniu trzeba być selektywnym i ostrożnym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – To nie jest tak, że warto inwestować w każdą spółkę, bo przypomnijmy, że gdy w USA zniesiono prohibicję, nie wszyscy producenci chmielu na tym zyskali i mieli się fantastycznie.

O licznych, notowanych na giełdzie spółkach z branży konopnej niewiele wiemy. I nie każda z nich będzie notować doskonałe wyniki finansowe. – Na przykład, w stanie Kolorado w USA, który ma 5 milionów mieszkańców, jest zarejestrowanych ponad 1,4 tys. licencji na uprawy i produkcję marihuany. A są stany, w których wydano tylko po kilka licencji. Lepiej mieć w portfelu akcje tych spółek, które działają w miejscu, gdzie tych licencji jest mniej, ponieważ mają one mniejszą konkurencję – tłumaczy Łukasz Wardyn.

Inwestorzy powinni rozważyć również inne rozwiązania niż kupowanie akcji lub zajmowanie pozycji na kontrakty CFD na konkretne spółki, takie jak zaangażowanie w produkty inwestycyjne o charakterze koszykowym, które pozwalają dywersyfikować ryzyko. – Powstają różnego rodzaju indeksy giełdowe agregujące notowania tego typu spółek czy fundusze ETF. Spektrum dostępnych instrumentów finansowych jest duże, więc środki płyną na ten rynek. Z roku 2017 na rok 2018 to był 4-krotny wzrost inwestycji – dodaje ekspert CMC Markets.

Pracujące kobiety żyją dłużej

Na ostatniej Międzynarodowej Konferencji Stowarzyszenia Alzheimera naukowcy poinformowali o istotnym związku między aktywnością zawodową kobiet a utrzymaniem zdrowia. Badacze z University of California Los Angeles, San Francisco oraz Boston College udowodnili, że spadek pamięci jest szybszy u kobiet, które nie pracowały. Obserwacje prowadzono na ponad 6300 kobietach przez 20 lat. Wyniki sugerują, że płatne zatrudnienie może mieć ważną rolę w zachowaniu sprawności mózgu, a co za tym idzie, utrzymaniu pamięci w dobrym stanie i zapobieganiu chorobom demencyjnym.

Dlaczego kobiety powinny wrócić do pracy?

Na przestrzeni lat utarł się model, w którym kobiety rzadko wracają do pracy po okresie ciąży i wczesnego macierzyństwa. Potwierdza to raport GUS[1] z 2018 roku, w którym porównano sytuację między 1950 a 2014 rokiem. To mężczyźni w przeważającej części przejmowali obowiązki utrzymania rodziny. Na szczęście, na przestrzeni lat pracujących kobiet przybyło, a różnica w ww. latach to aż 18%. Jednak w 2017 roku w Polsce nadal pracowało aż 20% mężczyzn więcej. Z przytoczonych badań wynika, że kontynuacja kariery zawodowej ma wpływ na dłuższe zachowanie zdrowia poprzez ćwiczenia mózgu, w tym pamięci.

Niestety coraz więcej osób zapada na choroby otępienne i do tej pory nie znamy leku, który mógłby pomóc. Dlatego właśnie edukujemy społeczeństwo, opiekunów zawodowych i rodzinnych w temacie profilaktyki, która okazuje się być najważniejsza. Najnowsze wyniki badań sugerują, że na zdrowie w dojrzałym wieku mogą mieć duży wpływ decyzje podjęte przez dwudziestolatków i trzydziestolatków – komentuje Tomasz Piłat, dyrektor Akademii Opiekunów, organizacji zajmującej się wsparciem opiekunów zawodowo zajmujących się opieką osób starszych.

Jak znaleźć pracę po 50-tce?

Kontynuacja pracy jest ważna także u kobiet w wieku średnim. Jednak z wiekiem coraz trudniej jest znaleźć nowe zajęcie. Aktywność zawodową powinno się zachować także w wieku średnim. Jednak dojrzałym kobietom czasami ciężko jest znaleźć pracę. Wtedy rozwiązaniem może być zmiana branży. Dojrzałe panie, z racji na swoje doświadczenie życiowe i zawodowe, sprawdzają się m. in. w branżach, w których  potrzebna jest empatia, cierpliwość i konsekwencja. Czasem zobowiązanie do stałego trybu pracy np. na cały etat wymaga więcej zaangażowania niż jesteśmy w stanie poświęcić. W takiej sytuacji można rozważyć prace dorywcze lub takie, których nie wykonuje się w sposób ciągły. Niekiedy wystarczy przejść kilka szkoleń oraz połączyć je z posiadanymi już umiejętnościami, aby zacząć pracę w nowym zawodzie.

Bardzo chętnie współpracujemy z paniami w wieku 50+. To kobiety, które cechuje duża dojrzałość życiowa, a także doświadczenie w szeroko pojętej opiece nad osobami starszymi czy niesamodzielnymi.  Czasem wynika to z ich zawodu, czasem z doświadczeń rodzinnych. Dopasowujemy  ofertę szkoleń do posiadanych umiejętności i po niedługim czasie nasza kursantka staje się gotowa do podjęcia pracy jako opiekunka osób starszych. Zatrudniamy osoby do opieki nad osobami starszymi w Niemczech, a to dodatkowo wiążę się z atrakcyjnymi zarobkami i pracą w wybranym przez opiekunkę czasie, np.: po kilku miesiącach pracy w Niemczech może nastąpić kilkumiesięczna przerwa w Polsce  – mówi Anna Ciołek, Kierownik Zespołu Rekrutacji w ATERIMA MED.

A gdy jesteś już dojrzałą kobietą…

Nie zapominaj o aktywności fizycznej oraz psychicznej. Przejście na emeryturę niesie ze sobą wiele plusów, a jednym z nich jest to, że można znaleźć czas na hobby, o którym marzyło się wcześniej. Dojrzałe osoby chętnie oddają się pracom w ogrodzie, spędzając czas na świeżym powietrzu, a przez to dbając jednocześnie o formę fizyczną. Dobrym sposobem na aktywne spędzenie wolnego czasu jest uczęszczanie na zajęcia dodatkowe, np. poprzez zapisanie się do lokalnego uniwersytetu trzeciego wieku. Przyswajanie nowych informacji poprzez wykłady, zwiedzanie miejscowych obiektów, kursy rysunku czy profesjonalnego gotowania pozytywnie wpływają na pracę mózgu, zachowując jego kondycję na wysokim poziomie. Oprócz rozwijania swoich umiejętności można także zrobić coś dobrego dla innych – zacząć udzielać się charytatywnie w szpitalu, w schronisku dla zwierząt lub na rzecz kultury.

– Bardzo ważne jest zachowanie aktywności, czyli stosowanie niefarmakologicznych metod zapobiegania chorobom demencyjnym. Widzimy w naszej pracy, że osoby, które wymagają opieki lubią samodzielne tworzenie sztuki lub chętnie słuchają ulubionych utworów, a przywoływanie wspomnień bardzo dobrze wpływa na samopoczucie i ich ogólną kondycję – mówi Iwona Przybyło, dyplomowana pielęgniarka, szkoleniowiec i ekspert Akademii Opiekunów.

[1]https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/opracowania/kobiety-i-mezczyzni-na-rynku-pracy-2018,1,7.html

Oszustów powinien identyfikować urząd, nie podatnik

Weryfikacja kontrahentów w perspektywie dochowania należytej staranności na potrzeby podatku od towarów i usług budzi wiele kontrowersji i sporów pomiędzy urzędami a podatnikami. Granica pomiędzy dochowaniem należytej staranności a jej brakiem jest bardzo cienka, a analiza stanowiska organów i sądów administracyjnych pokazuje, że wręcz jest ona bardzo subiektywna i zależy od okoliczności.

Metodyka

Ministerstwo Finansów dostrzegło problem przekładający się na rosnącą liczbę sporów w zakresie należytej staranności. W związku z tym wydana została „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”. Jest to zbiór rekomendacji Ministerstwa określający najistotniejsze okoliczności, które powinny być brane pod uwagę przy ocenie zachowania podatników, którzy sami nie dokonali oszustwa w zakresie podatku VAT oraz nie wiedzieli, że transakcja, w wyniku której nabyli towar, służy oszustwu w zakresie VAT. Należy jednak podkreślić, że ten dokument nie jest w żaden sposób wiążący dla podatnika, a tym bardziej organów podatkowych. Jest to narzędzie pomocnicze. Warto zatem zainwestować w osobne procedury, które w oparciu o ww. Metodykę pozwolą do minimum ograniczyć ryzyko w zakresie braku należytej staranności.

Metodyka określa kryteria formalne weryfikacji, takie jak: rejestracja w KRS lub CEIDG, status podatnika VAT czynnego, posiadanie koncesji/zezwoleń, odpowiednie umocowanie do przeprowadzenia transakcji. Dodatkowo wymienione zostały kryteria transakcyjne, które mają już jednak mniej formalną naturę. Są to m.in.: forma płatności, posiadanie odpowiedniego zaplecza technicznego przez kontrahenta, posiadanie strony internetowej i rachunku bankowego, siedziba kontrahenta, sposób określenia ceny za towar, termin realizacji zamówienia, czy jakość dostarczonych towarów.

Podejście organów

Powyżej wymienione kryteria transakcyjne opisane w metodyce mają charakter subiektywny. Organy podatkowe do każdej sprawy podchodzą bowiem odrębnie.

Przykładowo w sprawie opisanej w wyroku z 25 czerwca 2019 r. (sygn. akt I SA/Łd 218/19) organ podatkowy wskazał charakterystyczne cechy podmiotów nieistniejących lub stwarzających jedynie pozory istnienia, takie jak:

  • rejestracja w KRS i składanie do właściwych organów podatkowych deklaracji VAT-7, wykazując z reguły nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym do przeniesienia na następne okresy rozliczeniowe;
  • brak posiadania bądź ukrywanie miejsca przechowywania dokumentacji podatkowej;
  • brak posiadania rzeczywistej siedziby lub miejsca sprawowania zarządu (tzw. wirtualne biura);
  • brak istnienia dokumentów dotyczących sposobu nawiązania współpracy pomiędzy dostawcą i odbiorcą;
  • wykreślenie z rejestru podatników VAT z uwagi na brak kontaktu;
  • przejrzenie opinii o kontrahencie w Internecie.

Z powyższego katalogu widać, że część przesłanek jest możliwa do weryfikacji na etapie rozpoczęcia współpracy. Jest jednak pewien zakres informacji, których podatnik nie może uzyskać o swoim kontrahencie, gdyż nie ma do tego uprawnień. W tej sprawie organ podatkowy wskazał, że podatnik przy zawieraniu kontraktów handlowych o dużej wartości winien traktować dokładne i rzetelne „prześwietlenie” kontrahenta jako inwestycję mającą na celu zminimalizowanie ryzyka. Pytanie, o jakie ryzyko chodziło organowi, skoro podatnik w wyniku realizacji transakcji sprzedaży bezpośredniej otrzymał towar oraz fakturę?

Stanowisko sądów administracyjnych

Sądy administracyjne weryfikują bardzo rygorystyczne podejście fiskusa do należytej staranności i weryfikacji swoich kontrahentów. W podobnych sprawach wypowiadał się już Naczelny Sąd Administracyjny, który stwierdził, że o nienależytej staranności podatnika stanowiącej podstawę do zakazu odliczenia przez niego podatku naliczonego świadczą jedynie takie zaniechania tego podatnika, których brak skutkowałby tym, iż podatnik wiedziałby lub co najmniej powinien był wiedzieć, że transakcja mająca stanowić podstawę prawną do odliczenia wiązała się z przestępstwem lub nadużyciem w zakresie podatku VAT (wyrok z 7 listopada 2017 r., sygn. akt I FSK 178/16).

NSA wskazał więc, że organ co do zasady powinien wykazać obiektywne przesłanki poparte dowodami, że podatnik nie zachował należytej staranności. Podobna konkluzja płynie z wyroku WSA w Łodzi z 25 czerwca 2019 r. (sygn. akt I SA/Łd 218/19), gdzie WSA stwierdził, że organ podatkowy powinien udowodnić – na podstawie obiektywnych przesłanek – iż podatnik wiedział lub powinien był wiedzieć, iż transakcja mająca stanowić podstawę prawa do odliczenia wiązała się z przestępstwem popełnionym przez wystawcę faktury lub inny podmiot działający na wcześniejszym etapie obrotu.

Jak uniknąć ryzyka i negatywnych konsekwencji kontroli?

Pomimo stosunkowo korzystnych dla podatników rozstrzygnięć sądów administracyjnych dalej pozostaje ryzyko kontroli podatkowych oraz możliwości zakwestionowania należytej staranności. Dlatego podatnicy powinni w prowadzonej działalności zadbać o to, aby wdrożone zostały odpowiednie procedury weryfikacji kontrahentów oraz współpracy z nimi.

 

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Tomasz Konik obejmie stanowisko szefa Deloitte w Polsce

Od 1 czerwca 2020 roku stanowisko Partnera Zarządzającego Deloitte Polska obejmie Tomasz Konik. W tej roli zastąpi Marka Metryckiego, który zarządzał firmą przez ostatnie 12 lat. Dotychczasowy szef polskiego oddziału Deloitte pozostanie w strukturach firmy, wspierając jej dalszy rozwój. W Deloitte rozpoczął się ponad półroczny proces przejściowy, który obejmuje stopniowe przekazywanie obowiązków nowemu Partnerowi Zarządzającemu.

Tomasz Konik, Deloitte
Tomasz Konik, Deloitte

Tomasz Konik jest związany z Deloitte od niemal 20 lat. Swoją karierę zawodową rozpoczynał w Doradztwie Podatkowym i Prawnym, a ostatnio pełnił rolę Wiceprezesa Zarządu Deloitte, odpowiedzialnego za obszar firmowych programów klienckich i branżowych oraz Partnera w Dziale Konsultingu. – Jestem przekonany, że ogromne zaangażowanie, doświadczenie i spójna wizja dalszego rozwoju Deloitte, które posiada Tomasz, przyczynią się do umocnienia pozycji Deloitte, jako niekwestionowanego lidera na rynku usług profesjonalnych – mówi Marek Metrycki, CEO Deloitte w Polsce.

Deloitte Polska będzie kontynuować swoją dotychczasową strategię rozwoju, świadcząc klientom usługi najwyższej jakości w obszarze konsultingu, doradztwa podatkowego i prawnego, audytu oraz doradztwa finansowego. W swojej działalności firma będzie również wykorzystywać potencjał wzrostowy usług związanych z nowymi technologiami, wspierając swoich klientów w transformacji cyfrowej.

– Tomasz to świetny lider, a jego dotychczasowe doświadczenie pomoże w dalszym rozwoju naszej firmy. Przez lata swojej działalności w Deloitte m.in. z sukcesem rozbudował praktykę doradztwa podatkowego w biurach Deloitte na południu Polski, kierował ogólnopolskimi zespołami ds. specjalnych stref ekonomicznych, energii i zasobów naturalnych oraz rozwijał program inicjatyw branżowych. Brał także aktywny udział w tworzeniu nowej strategii konsultingowej. Jestem przekonany, że te doświadczenia pozwolą mu sprawnie wejść w nową rolę Partnera Zarządzającego – dodaje Marek Metrycki.

Tomasz Konik jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach oraz międzynarodowego programu MBA St. Gallen w Szwajcarii. Ukończył programy szkoleniowe w IMD w Lozannie, Harvard Business School w Bostonie i Said Business School w Oxfordzie. W 2015 r. zakończył studia AMP w IESE Business School Universidad de Navarra. Prywatnie Tomasz Konik to mąż i ojciec dwóch córek. Jego pasją jest koszykówka, bieganie długodystansowe oraz trekking w górach wysokich.

Kalkulator filantropa pomaga obliczyć ulgę podatkową od darowizny

Jeszcze nigdy nie pomagaliśmy tak dużo. Według CBOS, tylko w 2018 roku blisko trzech na czterech Polaków przekazało środki na cele charytatywne. O ile jednak coraz więcej osób rozumie, że warto pomagać, to mało kto wciąż wie, jakie wymierne korzyści podatkowe może to przynieść samym darczyńcom. Dlatego właśnie powstał kalkulator dla filantropów – proste w użyciu, bezpłatne narzędzie online, które wyliczy osobom prywatnym i firmom kwotę darowizny, którą możemy zaplanować na pomaganie, aby otrzymać maksymalną ulgę podatkową. To pierwsze takie narzędzie w naszej części Europy.

Kalkulator pomoże filantropom nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach Grupy Wyszehradzkiej, gdzie preferencje podatkowe bywają bardzo różne. Według polskich przepisów, w niektórych przypadkach odliczymy od dochodu wysokość nawet całej darowanej kwoty. W czeskim systemie wysokimi ulgami jest promowana działalność filantropów indywidualnych. Na Węgrzech mogą z nich skorzystać tylko filantropi biznesowi, a Słowakom pozostaje satysfakcja moralna, gdyż darczyńcy nie mogą obecnie odliczyć ani centa.

6% czy 10%? Ile mogę odliczyć? Kiedy można odpisać całość?

W Polsce ulgi podatkowe dla darczyńców mają długą tradycję, bo istnieją od prawie 30 lat. O darowiźnie mówimy wówczas, gdy darczyńca zwiększa majątek obdarowanego i jednocześnie obdarowany nie wykonuje na rzecz darczyńcy żadnego świadczenia zwrotnego. Wysokość darowizny wpływa na obniżenie podatku należnego do zapłaty, jeśli jest przekazana na cele organizacji realizującej cele pożytku publicznego, kultu religijnego, krwiodawstwa czy kształcenia zawodowego publicznym szkołom prowadzącym kształcenie zawodowe. Darczyńca może skorzystać z preferencji podatkowych na etapie składania rozliczenia rocznego. Podatnik-filantrop, przed obliczeniem podatku, powinien odjąć od uzyskanego w roku podatkowym dochodu kwotę darowizny.

– Powinien jednak pamiętać, że w Polsce odliczana kwota nie może być wyższa od 6 proc., a w przypadku osób prawnych 10 proc. uzyskanego rocznego dochodu. Istnieje również możliwość odliczenia od dochodu całej kwoty darowizny przekazywanej na kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą, po spełnieniu opisanych w przepisach warunków formalnych – zaznacza Magdalena Sławińska-Rzemek doradca podatkowy z Kancelarii V4Legal wchodzącej w skład V4Group.

Jak działa kalkulator filantropa?

W celu zachęcenia filantropów do planowania swoich zasobów przeznaczonych na pomaganie, wśród których, obok czasu i wiedzy, są właśnie środki finansowe, powstał kalkulator dla filantropów. Jest to dostępne dla każdego, bezpłatne narzędzie finansowe online, które wylicza wysokość kwoty darowizny, którą możemy zaplanować na pomaganie, aby otrzymać maksymalną ulgę podatkową. Kalkulator działa na gruncie prawa polskiego, czeskiego, słowackiego i węgierskiego.

W kalkulatorze można w prosty sposób – po podaniu szacowanego rocznego dochodu oraz wyborze rodzaju podatku – wyliczyć maksymalną kwotę, którą można odliczyć w zeznaniu podatkowym. I tak na przykład, przy miesięcznym dochodzie przed opodatkowaniem w wysokości 5 tysięcy złotych, a więc 60 tysięcy rocznie, będziemy mogli jako osoba fizyczna odliczyć od podstawy opodatkowania 3600 zł, co przekłada się już na bardzo wymierne obniżenie podatku należnego do zapłaty o kilkaset złotych. Z kolei w przypadku firmy, mającej dochód 10 tysięcy złotych miesięcznie, a więc 120 tysięcy rocznie będzie to już nawet 12 tys. zł możliwych do odpisania od podstawy opodatkowania.Drukowanie

Tutaj można przetestować kalkulator: https://CEEimpact.org/pl/kalkulator/.

– Ustawodawstwo w zakresie filantropii jest na tyle skomplikowane, że podatnicy mogą mieć problemy z zaplanowaniem wydatków na cele charytatywne w kontekście podatkowym. Filantropom potrzebne są narzędzia, wiedza i doradztwo, dlatego zdecydowaliśmy się stworzyć dla nich praktyczne narzędzie, z którego może skorzystać każdy zainteresowany pomaganiem: darczyńca indywidualny, korporacyjny czy nawet doradcy podatkowi. Warto pamiętać, że problemy społeczne są złożone i wymagają  zaangażowania każdego z nas. Między innymi poprzez darowizny, przekazywane świadomie i mądrze, możemy realnie wpłynąć na otaczającą nas rzeczywistość – mówi Anna Korzeniewska z Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe, międzynarodowego ThinkTanku, który działa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem krajów Grupy Wyszehradzkiej.

Różne ulgi podatkowe dla darczyńców w Grupie Wyszehradzkiej

W państwach Grupy Wyszehradzkiej preferencje podatkowe dla filantropów mocno się różnią. Największe korzyści w tym zakresie mogą osiągnąć darczyńcy fizyczni i prawni przekazujący w Polsce darowizny na kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą. Najsłabiej na tle grupy przedstawia się Słowacja, która w rozliczeniach podatkowych w żaden sposób nie wspiera działalności charytatywnej.

W Czechach osoba fizyczna może odliczyć od dochodu kwotę darowizny, ale nie więcej niż 15% dochodu, jeżeli przekazana darowizna jest wyższa niż 2% dochodu albo wynosi co najmniej 1000 CZK (ok. 168 zł ). Natomiast osoba prawna może odliczyć od dochodu przekazaną darowiznę, ale nie więcej niż 10% dochodu, jeżeli przekazywana darowizna jest w wysokości co najmniej 2000 CZK (ok. 336 zł).

Na Węgrzech nie przewidziano żadnych preferencji podatkowych dla osób fizycznych. Istnieją jednak bardzo duże ulgi – sięgające aż 50% dochodu – w przypadku darowizny przekazywanej przez osoby prawne, pod warunkiem, że z obdarowanym zostały zawarte umowy darowizny.

Inwestorzy z Korei Południowej zainwestowali w nieruchomości w Europie rekordowe 6,2 mld euro

Z najnowszych danych międzynarodowej firmy doradczej Savills wynika, że w pierwszym półroczu 2019 roku inwestorzy południowokoreańscy przeznaczyli na zakup nieruchomości w Europie 6,2 mld euro, czyli najwięcej w historii. Aktywność inwestorów z Korei Południowej rośnie również w Polsce.

Rekordowy wynik oznacza, że udział kapitału południowokoreańskiego w łącznym wolumenie transakcji z udziałem kapitału zagranicznego na rynku nieruchomości komercyjnych w regionie wzrósł z 3% w roku 2018 do 10%. Największym zainteresowaniem tej grupy inwestorów cieszyły się nieruchomości biurowe (88% wszystkich transakcji), a w dalszej kolejności najwyższej klasy nieruchomości magazynowe (11%).

Na polskim rynku kapitał koreański jest aktywny od 2016 r., w którym GLL RE Partners wraz z Hana Financial Group nabył dwa obiekty Amazon. Na kolejne transakcje przyszedł czas w 2018 i 2019 roku, w tym pierwsze akwizycje w sektorze biurowym. Do dzisiaj Koreańczycy zainwestowali na polskim rynku nieruchomości już ponad 720 mln euro, a kolejne transakcje z ich udziałem są w toku. W posiadaniu Koreańczyków są już cztery obiekty Amazon, centrum dystrybucyjne Zalando, centrum logistyczne Eurocash oraz biurowce Cedet i Lixa A i B (w realizacji).

„Polska, jako wiodący rynek nieruchomości w regionie Europy Środkowo-Wschodniej jest jednym z kluczowych rynków europejskich, będących na celowniku koreańskich inwestorów. Według Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu znajdujemy się nawet w pierwszej piątce. Warto zauważyć, że Korea Południowa jest również w czołówce pod względem napływu do Polski bezpośrednich inwestycji zagranicznych spoza Europy. W rankingu PAIH, Korea Południowa zajmuje trzecie miejsce z 53 projektami o łącznej wartości ponad 3 miliardów dolarów, w ramach których powstało ponad 22 tys. miejsc pracy. W Polsce zarejestrowanych jest już około 260 koreańskich przedsiębiorstw. Prym wiodą firmy z sektora produkcyjnego, w szczególności w branży motoryzacyjnej i elektroniki. Znakomitym przykładem jest fabryka firmy SK Innovation. Powstanie ona w Dąbrowie Górniczej, w obrębie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która z kolei niedawno została wybrana drugą najlepszą strefą ekonomiczną na świecie według rankingu fDi Markets” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

Toczące się negocjacje w sprawie brexitu zasadniczo nie zniechęcają inwestorów południowokoreańskich, którzy w pierwszym półroczu zainwestowali w Wielkiej Brytanii 1,4 mld euro, ale ich głównym celem w bieżącym roku jest Paryż. Do lipca 2019 roku dokonali zakupu lub prowadzili negocjacje dotyczące nabycia nieruchomości o wartości 4,4 mld euro w stolicy Francji, do czego zachęcają ich przede wszystkim niskie koszty kredytowania oraz opłacalność inwestycji typu positive carry w euro. Inwestorzy z Korei Południowej obecnie zaciągają kredyty we Francji przy oprocentowaniu wynoszącym ok. 100-120 pb w skali roku, natomiast koszty długu w Wielkiej Brytanii wynoszą ok. 250 pb w skali roku. Między innymi z tego względu stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości biurowych utrzymują się w paryskim COB na poziomie ok. 3%, natomiast w londyńskim City – ok. 4%.

Według Savills, Paryż cechuje się wysokim poziomem płynności, niskim wskaźnikiem niewynajętej powierzchni biurowej i zróżnicowanym gronem najemców, co przyciąga inwestorów. W pierwszej połowie 2019 roku inwestorzy południowokoreańscy sfinalizowali transakcje zakupu między innymi takich nieruchomości zlokalizowanych we Francji jak Lumière (1,1 mld euro), Tour Europe (280 mln euro) i CBX (450 mln euro), ale pomimo atrakcyjności Paryża zaczęli brać pod uwagę także inne rynki oprócz francuskiego.

„Koreańczycy wykazują chęć inwestowania poza głównymi miastami europejskimi i dywersyfikowania portfeli inwestycyjnych poprzez otwieranie się na nowe sektory, aby skorzystać z bardziej atrakcyjnych stóp kapitalizacji. Niemniej jednak nadal preferują nieruchomości generujące przychody w dłuższej perspektywie i wynajęte najbardziej wiarygodnym i najlepszym najemcom. Szczególnym zainteresowaniem inwestorów z Korei Południowej cieszy się Europa Środkowo-Wschodnia, gdzie odnotowaliśmy w 2019 roku szereg transakcji, w tym między innymi zakup przez południowokoreański fundusz REIT JR AMC budynku biurowego Nordic Light Trio w Budapeszcie od firmy Skanska za 41 mln euro” – mówi Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich w Savills.

„Wysokie oceny wiarygodności kredytowej państw przyczynią się do napływu kapitału do miast nordyckich, co będzie jednak uzależnione od dostępności zabezpieczeń przed zmianami kursu korony szwedzkiej. W najbliższej perspektywie mogą zyskać miasta ze strefy euro takie jak Helsinki i Dublin, a także Kopenhaga ze względu na bliskie powiązanie korony duńskiej z euro” – dodaje Mike Barnes.

„Wobec kompresji stóp kapitalizacji dla najlepszych aktywów w głównych miastach europejskich i coraz silniejszej konkurencji na krajowym rynku inwestycyjnym, inwestorzy południowokoreańscy zaczęli rozważać bardziej kreatywne strategie, które umożliwiłyby uzyskanie oczekiwanej stopy zwrotu z inwestycji. Dywersyfikacja uwzględniająca bardziej peryferyjne rynki i nowe klasy aktywów umożliwi do pewnego stopnia osiągnięcie głównych celów w zakresie oczekiwanego poziomu przychodów, ale Koreańczycy coraz chętniej biorą pod uwagę także bardziej innowacyjne struktury inwestowania, między innymi we współpracy z doświadczonymi zarządcami aktywów w Europie” – mówi Jae Yoon, starszy menadżer, dział doradztwa ds. inwestycji zagranicznych w Savills, Korea.

 

„Inwestorzy koreańscy oczekują zwrotu z zainwestowanego kapitału w Korei Południowej na poziomie ok. 7.5-8%. To przekłada się na zwrot z kapitału zainwestowanego w Europie wynoszący 6-6,5% przy wykorzystaniu kredytowania na poziomie 60% przed premią z tytułu hedgingu walutowego w wysokości 120 pb pomiędzy euro a koreańskim wonem. W ostatnich miesiącach premia z tytułu hedgingu walutowego nieznacznie się zmniejszyła, co może zahamować apetyt Koreańczyków na nieruchomości w Europie w roku 2020, aczkolwiek wpływ hedgingu łagodzą coraz niższe koszty finansowania w strefie euro” – mówi Tris Larder, współdyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

„Inwestorzy europejscy również coraz aktywniej rywalizują z inwestorami z Korei Południowej w większości regionów Europy, zwłaszcza w segmencie aktywów o wartości do 200 mln euro” – dodaje Tris Larder.

Wykres 1. Wartość inwestycji południowokoreańskich w Europie (mld euro)Wartość inwestycji południowokoreańskich w Europie

Wykres 2. Inwestycje południowokoreańskie w Europie według sektorów (I poł. 2019 r.)Inwestycje południowokoreańskie w Europie według sektorów

Jak przezwyciężyć wypalenie zawodowe?

Wypalenie zawodowe dotyka coraz więcej osób – również młodych. Raport Deloitte wskazuje, że 77 proc. pracowników i 84 proc. Millenialsów z USA doświadczyło uczucia wypalenia w obecnej pracy. Wpływ na rosnący problem ma szybkie tempo życia, pośpiech i ciągły stres. W tym roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zakwalifikowała syndrom wypalenia zawodowego, jako oficjalną diagnozę medyczną, a od 2022 r. będzie można dostać na nią zwolnienie lekarskie. Ewa Papierz z firmy rekrutacyjnej Michael Page wyjaśnia, co może być przyczyną frustracji i znudzenia w życiu zawodowym i podpowiada, jak można je przezwyciężyć.

Przyczyny wypalenia

Wypalenie zawodowe przejawia się psychicznym i fizycznym wyczerpaniem pracą. Stałe przemęczenie, brak satysfakcji i ciągły stres to pierwsze objawy tego problemu, na które powinniśmy zwrócić uwagę. Początkowo zakładano, że na wypalenie zawodowe cierpią przedstawiciele tylko tych branż, które wymagają emocjonalnego zaangażowania. Dziś wiemy, że ten problem może dotknąć każdego, ponieważ to nie branża, a charakter pracy i atmosfera w organizacji mogą być bodźcem stymulującym poczucie niezadowolenia z życia zawodowego.

Wypalenie zawodowe pojawia się, gdy w obowiązki zawodowe angażujemy się nie tylko merytorycznie, ale również emocjonalnie i poświęcamy im większość swojego wolnego czasu. Bycie stale do dyspozycji klientów, praca na bardzo wysokich obrotach, presja oraz natłok obowiązków przekładają się na gorsze samopoczucie i zaburzenie work-life balance. Nasze badanie „Confidence Index”, które monitoruje poziom satysfakcji z pracy, pokazuje, że w II kwartale 2019 r. zadowolonych z pracy było 63 proc. Polaków. Brak równowagi między życiem zawodowym i prywatnym, presja oraz stres mogą być powodami do niezadowolenia i poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia. Potwierdziło to 60 proc. osób biorących udział w naszym badaniu – mówi Ewa Papierz, Managing Consultant w Michael Page.

Jak zapobiec wypaleniu zawodowemu?

Lekarstwem na wypalenie zawodowe może być zmiana branży, pracodawcy, czy zawodu. Ważne jest również dbanie o własny rozwój, różnorodność wykonywanych obowiązków, a także uczestniczenie w kursach i konferencjach poszerzających naszą wiedzę. Badanie Michael Page „Confidence Index” za II kwartał 2019 r. pokazuje, że podczas szukania nowej pracy, niemal 93 proc. ankietowanych zwraca uwagę na dostęp do szkoleń, a 55 proc. chciałoby mieć możliwość zdobywania nowych umiejętności.  Każda aktywność, która odbiega od rutyny codziennej pracy, jak na przykład zaangażowanie się w działania z zakresu CSR, dodatkowe projekty wewnątrz firmy, czy wolontariat może również być skutecznym sposobem na to, aby zapobiec monotonii.

Jeśli czujemy się wypaleni zawodowo, powinniśmy zasygnalizować tę kwestię przełożonemu lub osobie, do której mamy zaufanie albo szukać wsparcia u profesjonalistów. Problemu nie należy ignorować, a sygnał z naszej strony będzie cenną informacją dla przełożonych o kondycji zespołów i jakości procesów w organizacji. Coraz więcej firm oferuje możliwość „przebranżowienia” się wewnątrz struktur firmy, co może być rozwiązaniem dla osób szukających nowych wyzwań w życiu zawodowym. Jeśli natomiast przyczyną niezadowolenia jest niekorzystna atmosfera w zespole, która odbija się na naszym zdrowiu psychicznym, to w takiej sytuacji, lepiej poszukać nowego miejsca zatrudnienia. Z naszego badania „Życie w Pracy” wynika, że dobre relacje ze współpracownikami są ważne dla 94 proc. ankietowanych.  6 na 10 respondentów uważa natomiast, że koleżeńska relacja z przełożonym poprawia produktywność w  pracy  – podsumowuje Ewa Papierz.

****

O badaniu Confidence Index

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page.

Uber Freight wchodzi do Polski

Podczas konferencji HyperLOG w Łodzi Uber ogłosił  start nowej usługi w naszym kraju. Zaledwie trzy miesiące po sukcesie na niemieckim rynku, długo oczekiwany Uber Freight wchodzi do Polski. Nowy produkt to kolejna znacząca inwestycja Ubera nad Wisłą.

Uber działa w Polsce od 2015 roku. Początkowo aplikacja łączyła ze sobą kierowców i pasażerów, a od 2017 roku do swojego portfolio usług oferowanych w Polsce, firma dołączyła Uber Eats – platformę, za pomocą której można zamówić jedzenie z dowozem. Uber inwestuje w naszym kraju nie tylko w rozwój platformy, lecz także znacząco wpływa na rozwój gospodarki. Świadczą o tym m.in kolejne inwestycje w centrum badań i rozwoju rowerów Jump w ramach krakowskiego Center of  Excellence czy najnowsza usługa – Uber Freight. Celem firmy jest stworzenie z aplikacji Ubera platformy multimodalnej do każdego rodzaju transportu.

Czym jest Uber Freight?

Uber Freight łączy przewoźników ze spedytorami, oferując ceny ustalane z góry, szybkie płatności i możliwość zarezerwowania przewozu ładunku za pomocą jednego kliknięcia. Spedytorzy otrzymują nie tylko dostęp do polegania na ogromnej sieci przewoźników, lecz także możliwość monitorowania przewozu ładunku w czasie rzeczywistym.

Daniel Buczkowski, dyrektor ds. ekspansji Uber Freight na rynkach europejskich
Daniel Buczkowski, dyrektor ds. ekspansji Uber Freight na rynkach europejskich

„Bardzo cieszymy się, że dzięki wprowadzeniu Uber Freight w jeszcze większym stopniu możemy podkreślić naszą obecność w Polsce. Platforma Uber Freight pomaga przewoźnikom łączyć się ze spedytorami – niezależnie od wielkości biznesu. Może wesprzeć przewidywany wzrost gospodarczy Polski, przy jednoczesnym dalszym podnoszeniu standardów branżowych” – mówi Daniel Buczkowski, dyrektor ds. ekspansji Uber Freight na rynkach europejskich.

Odpowiedź na wyzwania branży

Branża transportowa wszędzie mierzy się z podobnymi problemami, dlatego teraz zarówno polskie firmy spedycyjne, jak i przewoźnicy, mogą czerpać korzyści ze sprawdzonej technologii, którą Uber Freight wprowadza na rynek. Polski sektor transportowy jest rozdrobniony i zdominowany przez małych przewoźników. Podobnie jak na innych rynkach ich największym wyzwaniem jest utrzymanie płynności biznesu. Dzięki platformie Uber Freight mogą oni jeszcze bardziej aktywnie uczestniczyć w rynku oraz lepiej i bardziej efektywnie planować realizowane kursy.

Wzrost gospodarczy zależny także od branży logistycznej

Dodatkowo, prognozowany rozwój gospodarczy Polski, dzięki rosnącej konsumpcji, wzrostowi sektora e-commerce oraz rosnącej liczbie punktów sprzedaży detalicznej, opiera się na ciągłym wzroście branży transportowej. Polska jest drugim co do wielkości rynkiem zbytu dla przedsiębiorstw transportowych w Europie, a branża logistyczna zatrudnia około 300 tys. osób. Rozwiązania cyfrowe, takie jak Uber Freight, mogą mieć  kluczowe znaczenie dla połączenia spedytorów ze sprawdzonymi przewoźnikami, w celu przewiezienia ich towarów i wspierania dalszego wzrostu gospodarczego.

Uber działa globalnie i w ten sam sposób podchodzi do rozwoju platformy Uber Freight na rynku logistycznym. Rozpoczęta w marcu tego roku ekspansja na rynkach europejskich to pierwszy krok do zwiększenia transparentności w branży i umożliwienia jeszcze lepszej współpracy na poziomie międzynarodowym. Wraz z rozwojem usługi w Polsce, firma ma zamiar stać się zaufanym partnerem zarówno dla przewoźników, spedytorów, jak i innych uczestników budujących rynek logistyczny w kraju i w Europie.

Rynek wart miliardy złotych. Przybywa coraz więcej legalnych zakładów bukmacherskich

Jeżeli mamy wskazać jedną z branży rozwijających się w Polsce w bardzo szybkim tempie, to z pewnością są nią zakłady bukmacherskie. Nowelizacja ustawy sprawiła, że legalnie działające firmy stawiają czoło tzw. szarej strefie, choć walka nie jest wyrównana…

Pod względem prawodawstwa sprawa od pewnego czasu teoretycznie jest jasna i klarowna. Przypomnijmy, że aby funkcjonować w Polsce, bukmacherzy muszą otrzymać licencję wydawaną przez Ministerstwo Finansów. Oczywiście działając w naszym kraju, każda firma musi przestrzegać obowiązującego prawa, na co składa się między innymi obowiązkowy podatek w wysokości 12% od stawki każdego zawartego zakładu. Wcześniej w Polsce panował iście „Dziki zachód”.

Zabawa w kotka i myszkę

Przed 1 kwietnia 2017 roku (czyli datą nowelizacji ustawy o grach hazardowych) szacowano, że ponad 90 procent rynku zakładów wzajemnych online w Polsce kontrolowali operatorzy bez odpowiednich pozwoleń, którzy nie przestrzegali krajowego prawa i tym samym nie płacili podatków. Najważniejszą zmianą w prawie było utworzenie Rejestru Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą. Od 1 lipca 2017 witryny nielicencjonowanych operatorów oraz płatności na ich rzecz podlegają blokowaniu. W czerwcu br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie potwierdził prawo Ministerstwa Finansów do prowadzenia Rejestru oraz wpisywania do niego domen operatorów bez zezwolenia. Obecnie Rejestr zawiera kilka tysięcy domen, jednak nie jest on aktualizowany wystarczająco często, co najwyżej kilka razy w miesiącu. Ponadto część nielicencjonowanych podmiotów regularnie zmienia nazwy swoich domen, by omijać blokowanie i dalej swobodnie świadczyć usługi. Przez to walka z nielegalnymi firmami bukmacherskimi przypomina zabawę w kotka i myszkę. Mimo tych trudności strefa zakładów bukmacherskich nad Wisłą się zmienia.

Coraz większa konkurencja

Na początku 2018 roku zezwolenie Ministra Finansów na urządzanie i prowadzenie działalności w zakresie zakładów wzajemnych przez Internet posiadało tylko siedem podmiotów. Zezwolenia te uzyskały jeszcze w latach 2012-2014 dobrze znane polskim klientom marki, jak STS, Fortuna, Totolotek, Milenium i etoto. Dwie pierwsze firmy to dziś zdecydowani liderzy branży. Tort bukmacherski nie został jednak raz na zawsze podzielony, bo chętnych do jedzenia przy tym samym stole wciąż przybywa. W minionym 2018 roku kolejne siedem firm otrzymało stosowne zezwolenie z Ministerstwa Finansów, powiększając grupę zakładów sportowych z licencją w kraju do kilkunastu. W ostatnich miesiącach prężnie zaczęły działać kolejne firmy bukmacherskie, które momentalnie podpisały umowy sponsorskie z polskimi klubami, przede wszystkim piłkarskimi.

Przez wiele lat branża była chora. Nie było regulacji podatkowych, więc zagraniczne firmy wykorzystywały raje podatkowe. Kiedy to uregulowano, polscy bukmacherzy zwiększyli dochody, ale też konkurencja się zwiększa. Chociaż ostatnio szara strefa znów rośnie w siłę i napędza nieuczciwą konkurencję. Kiedyś było pięć licencjonowanych firm, teraz jest 15, a kolejne otwierają się jak grzyby po deszczu. Rynek się zmienia, rośnie, ale sytuacja jest lepsza. To są polskie firmy, które zatrudniają polskich pracowników. I jeszcze jedno: chyba nikt – z wyjątkiem spółek skarbu państwa – nie inwestuje u nas tyle w sport.  – przyznał w wywiadzie udzielonym dla Gazety Wrocławskiej Mateusz Juroszek, prezes firmy STS.

Zyski bukmacherów rosną

Liczby związane z branżą i z działającymi firmami robią wrażenie, a najbardziej imponować może dynamika rozwoju. W 2018 roku obroty licencjonowanych bukmacherów w Polsce sięgnęły ok. 5,1 mld złotych, czyli ok. 55% więcej niż przed rokiem. Oznacza to, że budżet państwa tytułem podatku od gier został zasilony kwotą 612 mln zł. W 2017 roku było to ok. 3,3 mld złotych, zaś w 2016 roku 1,7 mld złotych. Według danych Ministerstwa Finansów szara strefa zakładów wzajemnych online w ostatnich miesiącach oscylowała wokół 50 procent. Wiele wskazuje na to, że w tym roku po raz pierwszy legalni bukmacherzy mają generować większe zyski niż działający bez pozwolenia. Tak jak już wspominaliśmy, walka z nielegalnymi firmami bukmacherskimi nie jest łatwa, ani szybka. Tak naprawdę to nieustanny proces, podczas którego trzeba być czujnym. Zagraniczni bukmacherzy prowadzą np. regularne dystrybucje wiadomości tekstowych oraz e-maili do graczy, w których zachęcają do korzystania ze swoich usług, co naraża Polaków na odpowiedzialność karno-skarbową.

Jak radzić sobie z nielegalnymi bukmacherami

Na nieuczciwą konkurencję w branży zwracać uwagę mają przede wszystkim dwa podmioty: Stowarzyszenie Pracodawców i Pracowników Firm Bukmacherskich (SPPFB) oraz Stowarzyszenie na Rzecz Likwidacji Szarej Strefy Zakładów Wzajemnych w Polsce – „Graj Legalnie”. Oba stowarzyszenia mają wspólne cele statutowe, m.in. takie, jak:

  • ochronę rynku przed nielegalną i nieuczciwą konkurencją,
  • zapewnienie warunków prawnych i organizacyjnych do funkcjonowania i rozwoju branży bukmacherskiej zgodnie z obowiązującym prawem,
  • ochronę dobrego imienia i interesów licencjonowanych spółek, także poprzez wskazywanie czynów nieuczciwej i niesolidnej konkurencji oraz nierzetelnej działalności firm krajowych i zagranicznych,
  • wymianę informacji i doświadczeń pomiędzy członkami stowarzyszenia oraz podmiotami zainteresowanymi przedmiotem ich działalności
  • kształtowanie i upowszechnianie zasad etyki w działalności gospodarczej firm przyjmujących zakłady wzajemne

Co ciekawe w ocenie Stowarzyszenia „Graj Legalnie” organy państwowe powinny efektywnie prowadzić oraz aktualizować Rejestr Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą. Następnie egzekwować blokowanie witryn przez dostawców telekomunikacyjnych. Niezbędna jest także dalsza inicjatywa ustawodawcza oraz doprecyzowanie istniejących przepisów. Ustawodawca powinien również dokonać weryfikacji aktualnej formy opodatkowania zakładów wzajemnych i w konsekwencji zracjonalizować obowiązujące przepisy podatkowe. Obecny w Polsce podatek od każdego postawionego zakładu jest jednym z najwyższych w Europie. Spełnienie powyższych postulatów pozwoliłoby utrzymać wysoką dynamikę ograniczania szarej strefy oraz uzyskać wysokie wpływy podatkowe. Gdyby w pełni egzekwowano obowiązujące w Polsce prawo, to do państwowej kasy w tym roku wpłynęłoby dodatkowo ok. 663 mln złotych, a budżet państwa sumarycznie mógłby zostać zasilony kwotą ok. 1,2 mln złotych z tytułu podatku od gier.

Główni sponsorzy polskiego sportu

Tak jak wcześniej było już powiedziane, firmy bukmacherskie chcąc zaistnieć w świadomości polskiego klienta, pierwsze swoje kroki kierują w stronę klubów sportowych. Można wręcz powiedzieć, że najmocniej na zmianie ustawy o grach hazardowych skorzystały polskie kluby piłki nożnej, bo ten sport jest zdecydowanie najbardziej popularny i najbardziej dochodowy. STS – lider branży bukmacherskiej w Polsce – oprócz wspierania najważniejszej drużyny w naszym kraju, czyli reprezentacji Polski, zaangażował się w sponsoring niemal połowy klubów w Ekstraklasie. Obecnie większość drużyn z piłkarskiej najwyższej klasy rozgrywkowej ma sponsora z branży bukmacherskiej. Spory udział oznacza także spore pieniądze, jak na polską piłkę. O jakich kwotach mówimy? Przychody komercyjne klubów (w tym umowy sponsorskie) wynoszą 263 miliony złotych. Dla porównania w pierwszej lidze, która także sponsorowana jest przez jednego z bukmacherów, kwota ta wynosi 87 mln zł. Biorąc pod uwagę, że roczne/sezonowe budżety polskich klubów ekstraklasowych wynoszą od 15 do ok. 110 mln zł (tyle szacunkowo wynosi budżet mistrza Polski Legii Warszawa na sezon 2018/19), widać wyraźnie, że wsparcie branży bukmacherskiej jest istotnym kanałem finansowania. Przed startem nowego sezonu Ekstraklasy wiele klubów przedłużyło umowy z dotychczasowymi sponsorami z branży bukmacherskiej lub ogłosiło zmianę partnera biznesowego.

Przyszłość branży rysuje się więc niezwykle ciekawie, ale i wiele się jeszcze może wydarzyć, bo dynamika zmian jest spora.

W 2020 roku nastąpi cybernetyczna Zimna Wojna

Cyberataki sponsorowane przez państwa będą eskalować przeciwko wybranym rządom, infrastrukturze lub znanym firmom wraz z wzrostem napięć międzynarodowych w 2020 roku – to najważniejszy wniosek, który płynie z analizy firmy Check Point Software Technologies, prezentującej prognozy dotyczące bezpieczeństwa cybernetycznego w 2020 r.

Poza przewidywaniami związanymi ze zbliżającymi się zagrożeniami, eksperci cyberbezpieczeństwa wskazują również strategie, które mogą pomóc zarówno rządom, jak i organizacjom w zapobieganiu incydentom narażającym społeczeństwo na powszechne szkody i zakłócenia.

– Ponieważ nasze społeczeństwa coraz bardziej polegają na bezproblemowej łączności, przestępcy i podmioty stanowiące zagrożenie dla państw mają jeszcze więcej możliwości wpływania na wyniki wydarzeń politycznych lub powodowania ogromnych zakłóceń i szkód, stwarzających zagrożenie dla tysięcy ludzi. Ataki stale rosną: w ciągu ostatniego roku nasz ThreatCloud blokował prawie 90 miliardów prób naruszeń dziennie – liczbą astronomiczną w porównaniu do sześciu miliardów codziennych wyszukiwań w Google – mówi Gil Shwed, Założyciel i dyrektor generalny Check Point.

Wśród najważniejszych zagrożeń 2020 roku Check Point wymienia:

  1. Eskalacja nowej „zimnej wojny” cybernetycznej – eksperci twierdzą, że nastąpi kolejna zimna wojna, ale będzie ona prowadzona w świecie online. Już teraz mocarstwa zachodnie i wschodnie coraz bardziej oddzielają swoje technologie i wywiad. Trwająca wojna handlowa między USA i Chinami oraz oddzielenie dwóch wielkich gospodarek jest tego wyraźnym wskaźnikiem. Cyberataki będą coraz częściej wykorzystywane jako konflikty zastępcze między mniejszymi krajami, finansowane i wspierane przez duże narody, chcące skonsolidować i rozszerzyć swoje strefy wpływów. Było to już widoczne w niedawnych operacjach cybernetycznych przeciwko Iranowi, po atakach na obiekty naftowe Arabii Saudyjskiej.
  2. Fake news 2.0 podczas wyborów w USA w 2020 r. – Wybory w USA w 2016 r. zapoczątkowały rozpowszechnianie fałszywych wiadomości w oparciu o sztuczną inteligencję. Politycy poczynili ogromne postępy, tworząc specjalne zespoły, które tworzyły i rozpowszechniały fałszywe historie, aby osłabić wsparcie wyborców dla swoich przeciwników. Kandydaci z USA mogą oczekiwać, że zagraniczne grupy już zaplanowały i wdrażają plany mające wpływ na wybory w 2020 roku.
  3. Cyberataki na zakłady użyteczności publicznej i infrastrukturę krytyczną będą nadal się rozwijać – szeroko pojęte usługi komunalne będą nadal celem ataków cybernetycznych, podobnie jak miało to miejsce w tym roku w przypadku ataków na amerykańskie i południowoafrykańskie firmy użyteczności publicznej. W wielu przypadkach krytyczna infrastruktura dystrybucji energii i wody wykorzystuje starszą technologię, która jest podatna na zdalną eksploatację, jednak jej modernizacja grozi przerwami w świadczeniu usług. Państwa będą musiały przyjrzeć się radykalnemu wzmocnieniu cyberobrony swojej infrastruktury.

Z kolei prognozy bezpieczeństwa cybernetycznego od strony technicznej w roku 2020, wg Check Pointa to:

  1. Wzrost ukierunkowanych ataków ransomware – w 2019 r. Oprogramowanie ransomware było coraz częściej wykorzystywane w atakach na konkretne firmy, władze lokalne i organizacje opieki zdrowotnej. Atakujący spędzają czas na gromadzeniu danych wywiadowczych o swoich ofiarach, aby upewnić się, że mogą wyrządzić maksymalne zakłócenia, by okup był odpowiednio wysoki. Ataki stały się tak szkodliwe, że FBI złagodziło swoje stanowisko w sprawie płacenia okupu: przyznaje teraz, że w niektórych przypadkach firmy mogą rozważyć różne możliwości działania dla ochrony swoich akcjonariuszy, pracowników i klientów. To z kolei przyczyni się do wzrostu liczby organizacji ubezpieczających się od ransomware, co również zwiększy kolejne żądania okupu.
  2. Ataki typu phishing wykraczają poza pocztę e-mail – podczas gdy poczta e-mail pozostaje wektorem nr 1, cyberprzestępcy wykorzystują również wiele innych wektorów ataków, aby nakłonić ofiary do przekazania danych osobowych, danych logowania lub nawet wysyłania pieniędzy. Coraz częściej phishing polega na atakach SMS-owych na telefony komórkowe lub komunikatory w mediach społecznościowych i platformach do gier.
  3. Zwiększenie liczby ataków złośliwego oprogramowania na urządzenia mobilne – w pierwszej połowie 2019 r. odnotowano 50% wzrost liczby ataków ze strony złośliwego oprogramowania do bankowości mobilnej w porównaniu do 2018 r. Taki „szkodnik” może kraść dane dotyczące płatności, dane uwierzytelniające i fundusze z kont bankowych ofiar, natomiast nowe wersje malware są dostępne dla każdego, kto chce zapłacić twórcom złośliwego oprogramowania. Ataki phishingowe staną się również bardziej wyrafinowane i skuteczne, zachęcając użytkowników mobilnych do klikania złośliwych łączy internetowych.

– Nie możemy dłużej bronić się przy użyciu tradycyjnych modeli bezpieczeństwa opartych głównie na wykrywaniu: zanim wykryjemy zagrożenie, szkody już zostaną wyrządzone. Musimy automatycznie blokować zaawansowane ataki piątej generacji i zapobiegać zakłócaniu działania systemów, na których polegamy. Zabezpieczenia Generacji V pozwolą zapobiec zagrożeniom w czasie rzeczywistym, wprowadzając wspólny wywiad i zaawansowane zabezpieczenia we wszystkich sieciach, wdrożeniach chmurowych i mobilnych – dodaje Gil Shwed.

Zawiedzione nadzieje

Wszelkie szanse, by podsycić rajd ryzyka w tym tygodniu, nie znalazły świeżej iskry. Nie mamy dostawy świeżych informacji z rozmów handlowych USA-Chiny, proces wdrażania brexitu natrafił na przeszkody, a dane z Eurolandu nie imponują. Potencjał do pozytywnych zaskoczeń dalej jest, ale póki nie ma dowodów, rynki utknęły w miejscu.

Wczorajsza ostatnia konferencja prasowa Mario Draghiego jako prezesa EBC przeszła praktycznie bez echa. Jak można się było spodziewać, Draghi bronił decyzji z poprzedniego posiedzenia o wprowadzeniu nowego pakietu stymulacyjnego. Co ciekawe, dziennikarze „oszczędzili” Draghiego i nie bombardowali pytaniami o szczegóły pakietu, prawdopodobnie pozostawiając to do oceny nowej prezes Lagarde, która rozpocznie urzędowanie od 1 listopada. Mimo to EUR pozostało na tle czwartkowych notowań słabe, głównie za sprawą nieprzekonujących odczytów PMI. Tempo kurczenia się przemysłu wzmocniło się, a ożywienie w usługach osłabło. Dalej bolączką regionu pozostaje niemiecki przemysł. Oczywiście zawsze mogłoby być gorzej (jak tąpnięcie wskaźników we wrześniu), a postępy w rozmowach handlowych USA-Chiny i w sprawie brexitu dają nadzieję na poprawę. Na razie tylko jednak nadzieje, a nie dowody, a to za mało, by podnieść notowania EUR.

Dla kontrastu dane z USA wypadają nieco lepiej. Chociaż dane o zamówienia na dobra trwałe był słabsze od oczekiwań, to ogólna ocena biznesu w indeksach PMI poprawiła się. Daje to przekaz, że choć gospodarka USA spowalnia jak reszta świata, to mimo wszystko USA zdają się najmniej dotknięte obawami o zaburzenia w globalnym handlu. Na tej podstawie Fed może dalej prezentować spokojne nastawienie. Jakkolwiek obniżka stóp procentowych w przyszłym tygodniu jest przesądzona, raczej wciąż będzie opisana przez Fed jako „ubezpieczenie” na wypadek pogorszenia warunków, aniżeli konieczne lekarstwo na poważną chorobę toczącą gospodarkę. Co dla USD może się okazać małym wymiarem kary i przynieść jego taktyczne odbicie, z perspektywy ryzykownych aktywów będzie to w jakimś sensie rozczarowanie (bardziej gołębi Fed = większy apetyt na ryzyko).

Nowe doniesienia w temacie brexitu dostarczają więcej powodów do zmienności niż wyjaśnień. Wczoraj funt nerwowo zareagował na informacje, że premier Boris Johnson zamierza starać się o rozpisanie nowych wyborów 12 grudnia i z takim wnioskiem pojawi się w Izbie Gmin w poniedziałek. Jego celem jest zmobilizowanie prac parlamentu przed jego rozwiązaniem na rzecz zatwierdzenia ustawy wdrażającej postanowienia umowy brexitowej. Problem w tym, że to Partia Pracy posiada piłkę w rozegraniu – by rozwiązać parlament Johnson potrzebuje 2/3 głosów Izby (Konserwatyści nawet nie mają większości). Na razie lider laburzystów Corbyn odrzuca pomysł wyborów i nie można mu się dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, że ostatnie sondaże nie są dla Partii Pracy przychylne (24 proc. poparcia vs 32 proc. dla Partii Konserwatywnej). Z drugiej strony opozycja nie może jednocześnie blokować wyborów i prac nad brexitem, gdyż to tylko zwiększa poparcie dla Johnsona od Brytyjczyków zmęczonych niepewnością wokół brexitu. Rynki czekają na jakieś rozstrzygnięcie, w tym też na możliwa jeszcze dziś decyzję UE o nowej dacie brexitu. Niewykluczone, że w najbliższym czasie nagłówki będą targać funtem w górę i dół, ale naszym zdaniem nie zmienia to średnioterminowych perspektyw funta. Oddalamy się od wizji bezumownego brexitu – Johnson ma swoją wizję wyjścia z UE z porozumieniem i albo zrobi to samodzielnie po wygranych wyborach, albo z niechętną, ale niemającą innego wyjścia opozycją.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ataki hakerów wymuszają wyścig zbrojeniowy państw

Wiosną 2007, Estonia stała się pierwszym państwem na świecie, które padało ofiarą masowego, ukierunkowanego cyberataku. Potężny atak DDoS dokonał paraliżu rządowych stron, portali internetowych oraz systemów infrastruktury bankowej. W konsekwencji rząd był zmuszony do odłączenia się od Internetu, aby umożliwić odzyskanie usług.

ThreatMapOd tego czasu ataki przeciwko interesom narodowym, mające na celu uszkodzenie infrastruktury krytycznej wybranych państw przybrały na sile.  Rozważmy, na przykład, słynnego robaka Stuxnet, który został wykryty w czerwcu 2010. Skierowany został przeciwko infrastrukturze w Iranie i był, prawie na pewno, sponsorowany przez inne państwo. Inny przykład to USA i Wielka Brytania, które wydały wspólne oświadczenie  w kwietniu 2018 w sprawie szkodliwych działań cybernetycznych, rzekomo popełnionych przez rząd rosyjski.

Istnieje wiele potencjalnych konsekwencji cyberataków ukierunkowanych na sektor państwowy, począwszy od tych jedynie destrukcyjnych, aż po te śmiertelne. Co bowiem należy zrobić, jeśli elektryczność lub zaopatrzenie w wodę dla miasta zostało odcięte? Przedsiębiorstwa nie byłyby w stanie funkcjonować, a pacjenci w szpitalach mogliby umrzeć.  Atak na system bankowy na wielką skalę mógłby z kolei w znacznym zakresie doprowadzić do załamania rynków finansowych i spowodować, że przedsiębiorstwa – a nawet gospodarki – doświadczą kryzysu. Ataki, które zakłócają systemy transportowe, takie jak kontrola ruchu lotniczego, mogą mieć oczywiste konsekwencje.

Cyberwojny prowadzone przez państwa między sobą stały się realnym i w zasadzie bieżącym niebezpieczeństwem. Pytanie brzmi – co mogą zrobić rządy państwowe, aby chronić swoich obywateli i swoją infrastrukturę?

Aktualny stan cyberbezpieczeństwa narodowego

Cyberzagrożenia dla infrastruktury państwowej pochodzą nie tylko ze strony innych państw. Organizacje cyberterrorystyczne, terroryści, hacktywiści i inni korzystają z zaawansowanych narzędzi, również z tych przejętych od wywiadów czy agencji państwowych. Tak właśnie było w przypadku globalnego ataku wannacry ransomware  (i w kolejnym ataku Notpetya), który gościł na nagłówkach gazet w 2017 roku. Nic dziwnego, że podczas Światowego Forum Ekonomicznego 2018 przedstawiono raport dotyczący globalnych zagrożeń, w którym cyberataki uznano za wielce prawdopodobne i o szerokim wpływie. W związku z tym większość państw zmieniła status zagrożeń cybernetycznych z „tylko” dotyczących strat finansowych, danych lub prywatności na rzeczywiste zagrożenia dla bezpieczeństwa fizycznego i życia obywateli.

Większość rządów podejmuje się zabezpieczeń na trzy sposoby. Po pierwsze, mają tendencję do tworzenia cyberbroni – to jest, rozwijają komitety i administracje, które koncentrują się na badaniu strategii oraz prawodawstwa do radzenia sobie z zagrożeniami cybernetycznymi.

Po drugie, rządy koncentrują się na programach edukacyjnych i świadomościowych. Najczęściej starają się przy tym zaspokoić popyt na specjalistów w dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego, który szacuje się na około 3 500 000 ekspertów.

Po trzecie, ustanawiają one co najmniej jeden cywilny CERT (Komputerowy Zespół Reagowania Kryzysowego), w celu stawiania czoła zagrożeniom cybernetycznym i atakom.  Kraje zazwyczaj oddzielają swoją wojskową cyberobronę od obrony cywilnej; do obrony cywilnej mogą mieć jeden scentralizowany CERT lub kilka zespołów, które przyporządkowane są określonym sektorom działalności. Jednak, jak sugeruje nazwa, CERT-y są z definicji reaktywne, a nie proaktywne.  Zazwyczaj podejmują działania dopiero po poważnym incydencie cybernetycznym. Niektóre CERT-y dążą do proaktywnych działań – zbierają dane i próbują ostrzegać o nowych, pojawiających się zagrożeniach lub przewidywanych atakach. Skuteczność tych działań jest ograniczona, ponieważ ogólny cykl wykrywania, analizowania, publikowania i wdrażania może potrwać kilka tygodni, a nie kilka sekund lub minut.

W konsekwencji większości CERT-ów brakuje zdolności prawnych, a także możliwości technicznych, aby aktywnie chronić interesy państwa i obywateli w czasie rzeczywistym. I tutaj rzeczy muszą się zmienić; dziś, nawet jeśli CERT zostanie poinformowany kilka godzin przed wielkim atakiem, to nie ma środków, aby proaktywnie zablokować atak i obronić główne gałęzie przemysłu, zakłady użyteczności publicznej, szpitale, lotniska i inne obiekty krytyczne.

Budowanie skutecznych strategii cyberbezpieczeństwa wewnętrznego

Przyjrzyjmy się modelowi bezpieczeństwa, z którym jesteśmy bardziej zaznajomieni. Oprócz obrony granic, obrońcy bezpieczeństwa wewnętrznego korzystają z narzędzi takich jak np. radar, aby skanować niebo pod kątem zbliżających się ataków rakietowych na miasta i wnętrze kraju. Daje to możliwość analizowania działań wroga i podejmowania skutecznych decyzji czy instruowania obywateli o schronach przeciwrakietowych.

Podobne podejście należy przyjąć w odniesieniu do cyberobrony. Zarówno obwodowe, jak i wewnętrzne zabezpieczenia są potrzebne, aby chronić przed szeregiem zagrożeń – od ataków DDoS na dużą skalę do „cichego” szkodliwego oprogramowania. Wszystkie główne punkty dostępu do infrastruktury krytycznej kraju winny być aktywnie monitorowane, a informacje o zagrożeniach powinna być przekazywana do centrum operacyjnego, aby identyfikować, analizować i ustalać prawidłową reakcję na nadchodzące zagrożenia. Można to połączyć z zapobieganiem zagrożeniom w czasie rzeczywistym, aby wychwytywać nowe zagrożenia złośliwym oprogramowaniem, zanim będą mogły się rozprzestrzeniać.

Ta ogólna warstwa widoczności i analizy powinna być „parasolem” i nad własną cyberobronnością i źródłami danych wywiadowczych organizacji, zabezpieczając ogólnokrajową odporność cybernetyczną. Ochrona musi być jak najbardziej zautomatyzowana, aby zapewnić reakcję natychmiastową, przy minimalnym interwencji człowieka i dopasować działanie, z ewentualnymi możliwymi zagrożeniami, jakie mogą wystąpić. Zabezpieczenia powinny opierać się również na wywiadzie w czasie rzeczywistym i świadomości sytuacyjnej, by umożliwić ochronę przed nowymi, nigdy wcześniej nie widzianymi zagrożeniami.

Internet zrewolucjonizował każdy aspekt życia i relacji międzynarodowych – w tym dyplomację i działania wojenne. Aby bronić się przed zagrożeniami nowej generacji, jedynie słusznym jest przyjęcie całościowego podejścia do krajowej cyberobrony, które może zidentyfikować wczesne oznaki ataków i automatycznie je powstrzymać, zanim spowodują one powszechne zakłócenia.

Hagai Katz, szef sektora rządowego w Check Point Software Technologies, który bada, jak państwa narodowe mogą i powinny zapobiegać cyberatakom na ich krytyczne aktywa i obywateli

Nowelizacja ustawy o ofercie publicznej

Nowelizacja ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych. Nowe obowiązki w zakresie polityki wynagrodzeń, transakcji z podmiotami powiązanymi oraz zmiany w zakresie identyfikacji akcjonariuszy.

16 października 2019 r. Sejm uchwalił nowelizację Ustawy o ofercie publicznej o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, która zmienia 20 innych ustaw. Nowelizacja trafiła do podpisu Prezydenta, nowe przepisy mają wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Zawartość polityki wynagrodzeń

Nowelizacja wprowadza obowiązek uchwalania polityki wynagrodzeń dla członków zarządu i rady nadzorczej przez walne zgromadzenie nie rzadziej niż co cztery lata. Polityka wynagrodzeń zgodnie z nowelizacją nie obejmuje kluczowych menedżerów spółki. Zmieniona polityka wynagrodzeń powinna zostać przyjęta w drodze uchwały, na kolejnym, najbliższym walnym zgromadzeniu.

Ustawa wskazuje, że polityka wynagrodzeń powinna zawierać w szczególności:

  • opis stałych i zmiennych składników wynagrodzenia, w tym wszystkich premii i innych świadczeń pieniężnych i niepieniężnych, które mogą zostać przyznane członkom organów, ze wskazaniem proporcji tych składników;
  • okres, na jaki zostały zawarte umowy o pracę lub podobne umowy z członkami organów, ze wskazaniem okresów i warunków wypowiedzenia, a w przypadku braku umowy – wskazanie rodzaju i okresu, na jaki został nawiązany stosunek prawny łączący członka organu ze spółką, oraz okresu i warunków rozwiązania tego stosunku prawnego;
  • wyjaśnienie, w jaki sposób warunki pracy i płacy pracowników spółki innych niż członkowie zarządu i rady nadzorczej zostały uwzględnione przy ustanawianiu polityki wynagrodzeń;
  • opis głównych cech ewentualnych programów emerytalno-rentowych i programów wcześniejszych emerytur;
  • opis procesu decyzyjnego przeprowadzonego w celu ustanowienia polityki wynagrodzeń;
  • opis środków podjętych w celu unikania konfliktów interesów związanych z polityką wynagrodzeń lub zarządzania takimi konfliktami interesów;
  • wskazanie, w jaki sposób polityka wynagrodzeń przyczynia się do realizacji strategii biznesowej, długoterminowych interesów oraz stabilności spółki.

W przypadku przyznania członkom organów zmiennych składników wynagrodzenia polityka wynagrodzeń powinna zawierać jasne, kompleksowe i zróżnicowane kryteria w zakresie wyników finansowych i niefinansowych, dotyczące przyznawania zmiennych składników wynagrodzenia oraz wyjaśnienie sposobu, w jaki powyższe kryteria przyczyniają się do realizacji strategii biznesowej, długoterminowych interesów oraz stabilności spółki.

W przypadku przyznania członkom organów wynagrodzenia w formie instrumentów finansowych polityka wynagrodzeń powinna zawierać ponadto okresy, w których nabywa się uprawnienie do otrzymania wynagrodzenia w tej formie, zasady zbywania tych instrumentów finansowych, a także wyjaśnienie, w jaki sposób przyznawanie wynagrodzenia w formie instrumentów finansowych przyczynia się do realizacji strategii biznesowej, długoterminowych interesów oraz stabilności spółki

Transakcje z podmiotami powiązanymi

W ustawie wskazano również, że przez podmiot powiązany należy rozumieć podmiot powiązany w rozumieniu międzynarodowych standardów rachunkowości przyjętych na podstawie rozporządzenia (WE) nr 1606/2002 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 19 lipca 2002 r. w sprawie stosowania międzynarodowych standardów rachunkowości. Istotną transakcją jest natomiast transakcja zawierana przez spółkę z podmiotem powiązanym, której wartość przekracza 5% sumy aktywów w rozumieniu ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości, ustalonych na podstawie ostatniego zatwierdzonego sprawozdania finansowego spółki. Wartości poszczególnych transakcji zawartych z tym samym podmiotem powiązanym w okresie poprzedzających 12 miesięcy, z których żadna nie przekracza 5% sumy aktywów, sumuje się. Zawarcie istotnej transakcji wymaga zgody rady nadzorczej spółki lub, jeżeli statut tak stanowi, walnego zgromadzenia. W przypadku gdy istotna transakcja dotyczy interesów członka rady nadzorczej lub odpowiednio akcjonariusza, nie bierze on udziału w podejmowaniu decyzji o wyrażeniu zgody na zawarcie tej transakcji. Spółka zamieszcza na swojej stronie internetowej informację o istotnej transakcji najpóźniej w momencie zawarcia tej transakcji.

Wyłączone spod obowiązku informacyjnego są:

  • transakcje zawierane na warunkach rynkowych w ramach zwykłej działalności spółki;
  • transakcje zawierane ze spółką 100% zależną; oraz
  • transakcje związane z wypłatą wynagrodzeń członkom zarządu lub rady nadzorczej, należnych zgodnie z przyjętą w spółce polityką wynagrodzeń.

Zmiany w zakresie identyfikacji akcjonariuszy

Nowelizacja przewiduje również zmiany dotyczące identyfikacji akcjonariuszy:

  • Identyfikacja akcjonariuszy:Każda spółka publiczna, będzie mogła zwrócić się do KDPW, domu maklerskiego lub banku prowadzącego rachunek z prośbą o informację o akcjonariuszach (nawet posiadających 1 akcję).
  • Cel identyfikacji:Dane osobowe akcjonariuszy przetwarzane na podstawie przepisów niniejszego działu mogą być przetwarzane wyłącznie w celu umożliwienia spółce giełdowej identyfikacji swoich akcjonariuszy, zapewnienia bezpośredniej komunikacji z nimi oraz ułatwienia wykonywania praw akcjonariuszy i zaangażowania w sprawy spółki.

Nowe zasady SQUEEZE-OUTU i SELL-OUTU

  • Nowelizacja zmienia próg udziału w głosach na walnym zgromadzeniu, który musi osiągnąć akcjonariusz (lub akcjonariusze) chcący dokonać przymusowego wykupu. Próg zostanie podniesiony z poziomu 90% do 95%.Podniesienie progu zrównuje sytuację akcjonariuszy spółek publicznych i niepublicznych.
  • Każdy akcjonariusz, który ma mniej niż 5% głosów na walnym zgromadzeniu będzie mógł domagać się wykupu posiadanych przez niego akcji w przypadku wykluczenia akcji spółki z obrotu na rynku regulowanym. Żądanie akcjonariusza będzie musiało zostać złożone w okresie 3 miesięcy od dnia wykluczenia akcji z obrotu. Odkupu nie będzie można żądać w przypadku ogłoszenia upadłości spółki lub wydania postanowienia oddalającego wniosek o ogłoszenie upadłości z uwagi na niewystarczający majątek spółki. W przypadku ograniczonych środków odkup będzie następował na zasadzie proporcjonalności. Odkupione akcje będą podlegać umorzeniu.

Autorzy: Ryszard Manteuffel
Adwokat, Partner Deloitte Legal / Maciej Wróblewski, Partner Associate, Deloitte Legal

Jak deweloperom idzie sprzedaż mieszkań

Jakie wyniki sprzedaży odnotowali deweloperzy w trzecim kwartale tego roku? Czy w ciągu 9 miesięcy tego roku do nabywców trafiło więcej lokali niż w roku ubiegłym? Czy uzyskane rezultaty są zgodne z założeniami firm? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Od stycznia do września 2019 roku zakontraktowaliśmy 2305 mieszkań, co oznacza wzrost o ponad 28 proc. rok do roku. Ten wynik pozwala nam na podniesienie celu sprzedażowego na 2019 rok, z wcześniej zakładanych 2,8 tys. lokali do około 3 tys. mieszkań. Bardzo dobre wyniki sprzedaży to efekt naszej elastyczności we wprowadzaniu nowych inwestycji, szybkości reakcji na zmiany popytu i skali działalności, którą zawdzięczamy wypracowanej przed laty dywersyfikacji geograficznej. Jesteśmy obecni w siedmiu największych aglomeracjach w kraju. To przekłada się na wysoką rentowność i to właśnie utrzymanie wysokiej marżowości projektów niezmiennie pozostaje naszym najważniejszym celem.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W pierwszych trzech kwartałach br. zakontraktowaliśmy 314 mieszkań w porównaniu z 452 umowami zawartymi w analogicznym okresie zeszłego roku. Na koniec września br. w naszej ofercie dostępnych było 260 lokali. Zrealizowana sprzedaż była zgodna z założeniami i odpowiadała skali prowadzonych przez nas inwestycji. W przygotowaniu mamy wiele nowych projektów, które zostaną wprowadzone do sprzedaży w najbliższym czasie, co umocni pozycję firmy na rynku deweloperskim.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Wyniki sprzedaży mieszkań w trzecim kwartale br., jak i od początku 2019 roku są zgodne z naszymi oczekiwaniami. W tym roku rozpoczęliśmy sprzedaż dwóch nowych inwestycji i przekroczyliśmy zakładane cele sprzedażowe.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

W trzecim kwartale br. sprzedaliśmy 65 mieszkań, a w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2019 roku do nabywców trafiły łącznie 203 lokale. Poziom sprzedaży jest zgodny z założeniami na ten rok. Natomiast sprzedaż wzrosła o ponad 100 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Liczymy, że tegoroczny wynik przekroczy 300 sprzedanych lokali.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W trzecim kwartale 2019 roku sprzedaliśmy 249 lokali wobec 210 mieszkań zakontraktowanych rok wcześniej. W okresie 9 miesięcy tego roku znaleźliśmy nabywców na 737 lokali.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

W trzecim kwartale 2019 roku zakontraktowaliśmy 160 mieszkań, a narastająco od początku roku sprzedaliśmy 505 lokali. Spodziewamy się mocnego czwartego kwartału. Zgodnie z założeniami, planujemy zamknąć ten rok sprzedażą na poziomie około 800 mieszkań.

Zaraportowana sprzedaż w trzecim kwartale br. jest zbliżona do wyniku osiągniętego w pierwszych dwóch kwartałach tego roku. Warto natomiast wskazać, że w naszych wynikach sprzedażowych prezentujemy jedynie zawarte z klientami przedwstępne umowy sprzedaży oraz umowy deweloperskie, bez umów rezerwacyjnych. Tymczasem na koniec trzeciego kwartału br. aż 88 lokali objętych było umowami rezerwacyjnymi. Zdecydowana większość z nich dotyczy naszego nowego, warszawskiego projektu Ursus Centralny w Warszawie, w którym zawieranie umów rozpoczęliśmy we wrześniu br. Projekt miał niewielki wpływ na wyniki sprzedaży w trzecim kwartale, natomiast będzie miał znaczący udział w sprzedaży w ostatnich trzech miesiącach roku.

W trzecim kwartale br. przekazanych zostało nabywcom 100 mieszkań, a od stycznia do września br. 534 lokale. Zakładamy, że do końca roku liczba ta wzrośnie do około 800 mieszkań.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

W 2019 roku planowaliśmy uruchomienie kolejnych projektów, które zapewniłyby nam zwiększenie udziału w rynku. Jednak przedłużające się procesy administracyjne, związane z pozwoleniami na budowę opóźniły rozpoczęcie sprzedaży nowych projektów. Skupiamy się więc na wyniku sprzedaży wieloetapowego osiedla Omulewska 26, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni. Udało nam się zrealizować wszystkie cele sprzedażowe w pierwszych trzech kwartałach tego roku. W najbliższych dniach wprowadzamy natomiast do sprzedaży nasz pierwszy projekt apartamentowy w Krakowie, co na pewno znajdzie odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży.

Autor: Dompress.pl

3 miliony złotych na cyfryzację MŚP

Jesienią niemal 1000 menadżerów z MŚP z całej Polski dowie się w praktyce, czym jest Przemysł 4.0 i co zrobić, aby przekształcić firmę w nowoczesny zakład produkcyjny. Przez dwa miesiące, od 24 października do połowy grudnia, odbędzie się cykl bezpłatnych warsztatów organizowanych przez Platformę Przemysłu Przyszłości, inicjatywę powołaną przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, aby rozwinąć ekosystem Przemysłu 4.0 w Polsce.

– Chcemy zmotywować polskie przedsiębiorstwa, jak zastosować rozwiązania cyfrowe, aby mogły umacniać swoją pozycję na rynkach lokalnym i globalnym – mówi Andrzej Soldaty, prezes Platformy Przemysłu Przyszłości, twórca ruchu społecznego „Inicjatywa dla Polskiego Przemysłu 4.0”, który działa na rzecz transformacji krajowego sektora przemysłowego.

Celem szkoleń jest dostarczenie menadżerom z MŚP odpowiedzi na pytania: jakie technologie mają do dyspozycji, czym są inteligentne systemy i produkty, jakie są szanse
i korzyści związane z przekształceniem firmy produkcyjnej w fabrykę 4.0, jak modyfikować swój model biznesowy. Na przeprowadzenie warsztatów przewidziano niemal 3 miliony złotych. We wrześniu wyłoniono 11 wykonawców z całej Polski, w tym Śląskie Centrum Kompetencji Przemysłu, Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe czy Fundację Regionalny Ekosystem Innowacji w Białymstoku. Harmonogram szkoleń znajduje się na stronie: https://przemyslprzyszlosci.gov.pl/wydarzenia (jest cały czas uaktualniany).

– W Polsce działa 2 miliony rodzimych firm, w tym ponad 99 proc. to małe i średnie przedsiębiorstwa. Ich udział w PKB wynosi blisko 50 proc. Od ich aktywności zależy rozwój polskiej gospodarki – argumentuje Andrzej Soldaty. – Niestety infrastruktura, która umożliwia firmom produkcyjnym wykorzystywanie danych w modelu biznesowym, jest obecnie niewystarczająca – dodaje.

Zastosowanie internetu rzeczy czy blockchainu w MŚP

Dwudniowe szkolenia będą organizowane we wszystkich województwach. W każdym regionie zaplanowano od 1 do 3 dwudniowych spotkań w małych grupach (max. 20 uczestników). W ramach szkoleń menadżerowie z MŚP poznają zastosowanie technologii Przemysłu 4.0, w tym wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego. Uczestnikom zostaną zaprezentowane przykłady zastosowania technologii cyfrowych w postaci gotowych produktów i instalacji przemysłowych.

– Dlaczego ofertę warsztatów kierujemy do menadżerów? Przede wszystkim dlatego, że są to osoby inicjujące i zarządzające zmianą w firmach na poziomie strategicznym, skalujące kompetencje i kształtujące kulturę organizacyjną. Dojrzałość cyfrowa polskich firm, do której wspólnie dążymy zależy głównie od ludzi, a nie samych technologii – uzasadnia Katarzyna Nosalska, członek zarządu Platformy Przemysłu Przyszłości.

Modele biznesowe w Przemyśle 4.0

Przedstawiciele małych i średnich firm, którzy wezmą udział w dwudniowych szkoleniach, otrzymają biznesowe uzasadnienie korzyści płynących z zastosowań Przemysłu 4.0: jak wdrożyć cyfrowy model biznesowy, jak wytworzyć inteligentny produkt, jakie inteligentne systemy zarządzania danymi w firmie można zastosować, jak wygląda inteligentny łańcuch dostaw, a także jak prowadzić działania marketingowe i sprzedażowe w modelu 4.0. Wszystkie aspekty wprowadzania do firmy elementów Przemysłu 4.0 będą uwzględniać specyfikę sektora MŚP.

Szczegóły dotyczące szkoleń: https://przemyslprzyszlosci.gov.pl/wydarzenia.

Polska na końcu stawki UE w zakresie cyfryzacji gospodarki

Jak pokazują wyniki unijnego indeksu wskazującego na poziom ucyfrowienia gospodarki
i społeczeństwa (wskaźnik DESI – Digital Economy and Society Index), Polska jest jednym
z pięciu krajów, który z cyfryzacją radzi sobie najgorzej (obok Włoch, Bułgarii, Grecji
i Rumunii). Średnia wartość indeksu waha się w okolicach 54 pkt. proc. Polska z kolei osiąga wynik na poziomie 45 pkt. proc. Poziom digitalizacji nie jest też mocną stroną krajowego biznesu. Pod tym względem jesteśmy na końcu listy, wyprzedzając jedynie Rumunię.

Przywództwo i zaangażowanie pracowników

Osoby, które sprawują funkcje kierownicze, mają realny wpływ na produktywność podwładnych. Od postawy przełożonych uzależnione jest nastawienie pozostałych członków zespołu. Jak być dobrym przywódcą, który motywuje podwładnych swoją postawą?

Lean management – skuteczne zarządzanie

Lean management, czyli szczupłe zarządzanie, to koncepcja zarządzania, która wywodzi się z branży produkcyjnej, ale coraz częściej wykorzystywana jest przez firmy działające w usługach. Zakłada ona stopniowe, ale ciągłe wprowadzanie zmian restrukturyzacyjnych, w wyniku których firma coraz lepiej dostosowuje się do warunków panujących obecnie na rynku. Lean management polega na racjonalizacji zarządzania finansami i personelem. W tej koncepcji bardzo istotny jest czynnik ludzki ― restrukturyzacja wymaga również zmian w postawie zarówno pracowników, jak i kadry zarządzającej. Nacisk kładziony jest przede wszystkim na pracę zespołową, pełne zaangażowanie pracowników w wykonywane zadania oraz ciągłe podnoszenie ich kwalifikacji.

Lean management to narzędzie, po które mogą sięgnąć wszystkie osoby sprawujące funkcje przywódcze: menedżerowie, kierownicy działów, team leaderzy. Z myślą o wszystkich osobach, które chciałyby poznać tajniki skutecznego zarządzania i angażowania pracowników, firma szkoleniowa EY Academy of Business, przygotowała szkolenie „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt”. Skierowane jest ono do:

  • członków kadry menedżerskiej
  • specjalistów zarządzających procesami usługowymi
  • kierowników procesów, kierowników obszarów, menedżerów jakości i innych osób odpowiedzialnych za realizację i doskonalenie procesów usługowych
  • osób odpowiedzialnych za wdrożenie koncepcji lean w obszarze usług.

Szkolenie dla przywódców

Szkolenie „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt” składa się z dwunastu dni zajęć pogrupowanych w tematyczne moduły:

  • Moduł 1: Wprowadzenie do lean w Procesach Usługowych
  • Moduł 2 Oczekiwania klienta ‒ zrozumienie wartości i wspólne cele
  • Moduł 3: Kompleksowa analiza procesów biznesowych
  • Moduł 4: Jakość procesów i kreatywne rozwiązywanie problemów
  • Moduł 5: Ciągłe doskonalenie w organizacjach usługowych
  • Moduł 6: Przywództwo i zaangażowanie pracowników.

Szkolenie prowadzone jest przez profesjonalnych trenerów, którzy mogą pochwalić się wieloletnim doświadczeniem we wdrażaniu koncepcji lean w obszarach usługowych. Dokładają oni wszelkich starań, by przekazać uczestnikom jak najwięcej praktycznych umiejętności ‒ zajęcia prowadzone są w formie ćwiczeń oraz rozwiązywania case’ów. Taki sposób przekazywania wiedzy pozwala osiągnąć lepsze wyniki niż suche wykłady, przepełnione czysto teoretyczną wiedzą.

Jako korzyści płyną z uczestnictwa w szkoleniu „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt”? Osoby, które zdecydują się na udział w zajęciach:

  • zdobędą kompetencje niezbędne do efektywnego zarządzania procesami
  • poznają ponad trzydzieści narzędzi oraz technik LEAN in Services, które pomogą zwiększać efektywność operacyjną
  • dowiedzą się, w jaki sposób skutecznie zarządzać zmianami i jak stworzyć w firmie kulturę ciągłego doskonalenia
  • poznają najskuteczniejsze metody wdrożeń realizowanych zgodnie z koncepcją lean management.

Przywództwo i zaangażowanie pracowników

Wiedzę i umiejętności zdobyte podczas kolejnych modułów zajęć można wykorzystać do skutecznego zarządzania ludźmi. Lean management dostarcza narzędzi, które pozwalają motywować pracowników, zwiększać ich zaangażowanie i wydajność. Skutecznemu zarządzaniu ludźmi w całości poświęcony jest szósty moduł szkolenia „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt”. W czasie zajęć szczegółowo omówiona zostanie rola lidera według tej koncepcji. Uczestnicy będą szukać odpowiedzi na pytania: Jak myśleć strategicznie? Jak budzić zaufanie wśród podwładnych? Czy funkcja lidera jest mierzalna? Poruszone zostaną również następujące zagadnienia:

  • Gemba coaching/mentoring – w jaki sposób przywódca może inspirować pracowników, motywować do samodzielnego myślenia i rozwiązywania problemów?
  • Jak opracować optymalny model doskonalenia naszej organizacji?
  • Jak sprawić, by zmiany były w kulturze firmy czymś codziennym?

Harmonogram szkoleń

Kolejne moduły szkolenia „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt” odbywają się w centrum szkoleniowym EY w Warszawie, w budynku Focus przy al. Armii Ludowej 26. Harmonogram zajęć prezentuje się następująco:

  • Moduł 1: Wprowadzenie do lean w procesach usługowych ‒ 28‒29 listopada 2019 r.
  • Moduł 2: Oczekiwania klienta zrozumienie wartości i wspólne cele ‒ 12‒13 grudnia 2019 r.
  • Moduł 3: Kompleksowa analiza procesów biznesowych ‒ 16-17 stycznia 2020 r.
  • Moduł 4: Jakość procesów i kreatywne rozwiązywanie problemów ‒ 27‒28 lutego 2020 r.
  • Moduł 5: Ciągłe doskonalenie w organizacjach usługowych ‒ 26‒27 marca 2020 r.
  • Moduł 6: Przywództwo i zaangażowanie pracowników ‒ 23‒24 kwietnia 2020 r.
  • Realizacja projektu oszczędnościowego przez uczestnika programu ‒ od listopada 2019 r.
  • Ocena realizacji projektu i wdrożenia narzędzi lean ‒ 23‒24 kwietnia 2020 r.
  • Egzamin oraz certyfikacja ‒ 23‒24 kwietnia 2020 r.

Uczestnicy szkolenia mogą zdobyć jeden z tytułów: Expert LEAN in Services, LEAN Six Sigma GREEN BELT lub LEAN Six Sigma BLACK BELT. Warunkiem jest ukończenie wszystkich sześciu modułów szkolenia oraz zdanie pisemnego egzaminu końcowego. Ponadto:

  • do uzyskania Dyplomu Expert LEAN in Services konieczne jest zrealizowanie własnego projektu, który zostanie pozytywnie oceniony przez trenerów EY Academy of Business
  • do uzyskania Dyplom LEAN Six Sigma GREEN BELT konieczne jest zrealizowanie własnego projektu, który przyniesie minimum 25 000 zł oszczędności w skali roku
  • do uzyskania dyplomu LEAN Six Sigma BLACK BELT konieczne jest zrealizowanie własnego projektu, który przyniesie minimum 100 000 zł oszczędności w skali roku.

Wszystkie informacje o szkoleniu „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt” dostępne są na stronie internetowej EY: https://www.academyofbusiness.pl/pl/szkolenia/lean-w-uslugach,174/. Znajduje się tam również formularz zgłoszeniowy on-line oraz szczegółowy cennik.

Grupa Citi będzie rozwijać centrum rozliczeniowe i operacyjne w Olsztynie. Chce zwiększyć zatrudnienie o prawie 300 osób

Grupa Citi będzie rozwijać centrum rozliczeniowe i operacyjne w Olsztynie. Chce zwiększyć zatrudnienie o prawie 300 osób 1

W Olsztynie działa już zatrudniające łącznie ponad 900 pracowników centrum rozliczeniowe oraz centrum operacyjne Citibank Europe plc. Jedna z największych globalnych instytucji finansowych planuje w mieście dalsze inwestycje. Do końca 2021 roku zwiększy zatrudnienie o ponad 40 proc., czyli ponad 300 osób. Rekrutacja już trwa – poszukiwani są pracownicy z wyższym wykształceniem i dobrą znajomością języka angielskiego, zainteresowani pracą w bankowości. Grupa podkreśla, że stawia na młodych i zamierza wspierać lokalne władze w działaniach na rzecz rozwoju rynku pracy, miasta i całego regionu.

Koncentrujemy się na rozwoju rynku pracy. W Olsztynie Grupa Citi zatrudnia w tej chwili ponad 900 osób, co nas plasuje na 5. miejscu pod względem największych pracodawców. 20 lat temu doceniliśmy potencjał tego miejsca, ale w najśmielszych oczekiwaniach nie zakładaliśmy, że okaże się on tak dynamiczny. Olsztyn jest kuźnią talentów i miejscem, w którym nasi pracownicy mogą łączyć pracę i rozwój zawodowy ze spokojnym życiem – mówi Natalia Bożek, wiceprezes zarządu banku Citi Handlowy.

Działająca w 160 krajach grupa Citi wybrała Olsztyn na siedzibę centrum rozliczeniowego w 2000 roku. Od roku 2005 roku w mieście działa również centrum operacyjne Citibank Europe plc, które – razem z warszawskim odpowiednikiem – tworzy jedną z najbardziej dynamicznych firm tego sektora w Polsce. Pracownicy Citi w Olsztynie świadczą zaawansowane usługi dla 96 krajów i mówią 29 językami. Mogą się również rozwijać w globalnych strukturach banku, ponieważ 87 proc. stanowisk kierowniczych wybieranych jest w rekrutacji wewnętrznej.

Do końca 2021 roku grupa Citi planuje dodatkowo zwiększyć zatrudnienie w Olsztynie o ponad 40 proc., czyli ponad 300 osób.

Planujemy wzrost zatrudnienia w Olsztynie o około 30 proc. Poszukujemy osób z wyższym wykształceniem i z dobrą znajomością języka angielskiego, który na co dzień jest naszym językiem roboczym. Szukamy kandydatów zainteresowanych pracą w firmie globalnej w takich obszarach, jak bankowość transakcyjna, przeciwdziałanie praniu brudnych pieniędzy, bankowość rynkowa i skarbcowa – mówi Witold Zieliński, szef Citibank Europe plc w Polsce.

Grupa podkreśla, że stawia na różnorodność: prawie 90 proc. stanowisk menadżerskich obsadza kandydatami z wewnątrz, a ponad 40 proc. pozycji menadżerskich piastują kobiety. Bank chętnie zatrudnia też absolwentów, którzy mogą skorzystać z oferty ponad 1 tys. szkoleń wewnętrznych.

Utrzymujemy bardzo bliskie kontakty z uczelniami, głównie z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim. Mamy tam swoich ambasadorów, organizujemy targi pracy, ogłaszamy też już konkretne pozycje stanowisk, na których będziemy zatrudniać – mówi Witold Zieliński.

Najważniejsze jest dla nas kultura otwartości na drugiego człowieka, wspierania ludzi w ich rozwoju, w godzeniu obowiązków zawodowych z ambicjami prywatnymi. Stąd nasz system pracy zdalnej, tzw. flexible work, który umożliwia pracę z każdego miejsca. Wspieramy kobiety i młode matki powracające na rynek pracy, oferując im wygodne formy zatrudniania, żeby mogły godzić obowiązki rodzinne z zawodowymi. Wreszcie stawiamy na różnorodność, otwartość i włączanie, tzw. diversity and inclusion. Ta kultura pracy mówi o otwartości na drugiego człowieka, stawianiu na jego indywidualizm, otwartość na różnorodne poglądy i tworzeniu takiego środowiska pracy, w którym będzie się po prostu przyjemnie pracowało – mówi Natalia Bożek.

Wiceprezes zarządu Banku Citi Handlowy podkreśla też, że bank zamierza wspierać lokalne władze w działaniach na rzecz rozwoju rynku pracy, miasta i całego regionu. Już w tej chwili grupa aktywnie włącza się w życie lokalnej społeczności. Na przełomie listopada i grudnia rozpoczną się warsztaty dla uczniów szkół średnich, podczas których eksperci Citi będą poruszać m.in. zagadnienia z zakresu cyberbezpieczeństwa. Grupa szeroko współpracuje też z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim, m.in. współorganizując Akademię na Bank – serię warsztatów z doskonalenia umiejętności biznesowych i miękkich oraz studia dualne dla osób zainteresowanych zdobywaniem doświadczenia w bankowości.

Pracownicy Grupy Citi biorą też udział w działaniach pro publico bono. Tylko w tym roku w Olsztynie 440 z nich zaangażowało się aż w 37 projektów, wśród których były m.in. akcje krwiodawstwa, remont szpitala, zajęcia z podstaw kodowania dla dzieci oraz wspieranie schronisk dla zwierząt. Citi jest również głównym sponsorem Juwenaliów Kortowiada i angażuje się w festwila Babafest – podczas jego tegorocznej edycji mieszkanki Olsztyna mogą wziąć udział w pracowni kompetencji oraz warsztatach „Oblicza stresu”, które pozwolą się kobietom zatroszczyć o rozwój kariery poprzez zdobycie nowych umiejętności.

Koncentrujemy się na rozwoju młodych, współpracujemy z uczelniami, bierzemy aktywny bardzo udział w dniach kariery, ponieważ stawiamy na ludzi młodych, zaangażowanych i otwartych. Mocno wspieramy kobiety, bo to jedna z wartości Citi, stąd m.in. nasz aktywny udział w Festiwalu Babafest. Angażujemy się również we wsparcie lokalnej społeczności. Grupa Citi bardzo aktywnie pracuje w ramach działań wolontariackich – tylko w 2019 roku zrealizowaliśmy ponad 40 projektów wolontariackich, aktywnie wspierając dzieci i lokalną społeczność. Mamy również swój wkład w działalność kulturalno-historyczną związaną z Mikołajem Kopernikiem – wylicza Natalia Bożek.

Jak podkreśla prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz – Olsztyn jest dobrym miejscem do rozwoju działalności dla zagranicznych inwestorów, a działające w mieście uniwersytety i wyższe uczelnie są w stanie zaspokoić popyt na wykwalifikowane kadry.

Grupa Citi jest bardzo otwarta na wszelkie wyzwania związane z rozwojem lokalnym i globalnym. Obsługuje klientów na całym świecie i stwarza możliwość indywidualnego rozwoju każdemu z pracowników. Poza tym nie jest obojętna na wyzwania związane ze społeczną aktywnością lokalną, wolontariatem i inicjatywy bardzo potrzebne w naszym społeczeństwie, związane chociażby z kulturą, sportem, ochroną naszego zdrowia. Bardzo to doceniamy, bo wszelkie działania, które mogą wzmacniać działalność samorządu, są niezwykle cenne – mówi Piotr Grzymowicz.

Trotyl i broń chemiczna na dnie Bałtyku. Sztuczna inteligencja pomoże naukowcom oszacować zagrożenie

Trotyl i broń chemiczna na dnie Bałtyku. Sztuczna inteligencja pomoże naukowcom oszacować zagrożenie 2

Naukowcy szacują, że na dnie Bałtyku zalega od 50 do 100 tys. ton broni chemicznej i jeszcze więcej toksycznej broni konwencjonalnej. Znajdują się we wrakach z okresu II wojny światowej albo zostały zatopione po jej zakończeniu. Według NIK tylko w Zatoce Gdańskiej zidentyfikowano dotąd około 100 takich okrętów. Naukowcy z Polski i kilku innych państw, m.in. Niemiec, Szwecji, Finlandii i Litwy prowadzą współfinansowany ze środków europejskich projekt Daimon, który pozwoli oszacować związane z tym ryzyko. Od września pomoże im w tym sztuczna inteligencja, która ułatwi podejmowanie decyzji, np. o wyłączeniu danego rejonu z inwestycji czy rybołówstwa z uwagi na podwyższone ryzyko skażenia.

– Jest kilka rodzajów zagrożeń chemicznych na dnie Bałtyku. Powszechnie mówi się o broni chemicznej i ona rzeczywiście jest – wiemy gdzie i znamy dokładne miejsca. Przy czym wpływ tej broni chemicznej na środowisko w tej chwili jest ograniczony, ona jest dziś po części zagłębiona w dnie. Jeżeli jest, to raczej wpływ lokalny. Natomiast niewiele mówi się o zagrożeniach ze strony broni konwencjonalnej. Na przykład w Niemczech, niedaleko wejścia do fiordu Kiel, jest składowisko po II wojnie światowej, gdzie są tysiące ton broni wyelaborowanej trotylem – mówi dr inż. Benedykt Hac, kierownik Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku.

Jak podkreśla, trotyl w kontakcie z wodą powoduje wydzielanie substancji trujących, które są przez prądy roznoszone wzdłuż brzegu i absorbowane w łańcuchu troficznym przez organizmy morskie. W ten sposób mogą się przedostawać wprost do ludzkiego układu pokarmowego.

Naukowcy szacują, że na dnie Bałtyku zalega od 50 do 100 tys. ton broni chemicznej i jeszcze więcej, bo nawet do 500 tys. ton toksycznej broni konwencjonalnej. Znajdują się we wrakach z okresu II wojny światowej albo zostały zatopione po jej zakończeniu (ponieważ był to najtańszy sposób utylizacji). Broń i amunicja były zatapiane głównie w okolicy Głębi Gotlandzkiej i Głębi Bornholmskiej, ale część znajduje się również w Głębi Gdańskiej. Według Najwyższej Izby Kontroli na dnie Bałtyku zidentyfikowano dotąd ok. 300 wraków okrętów, w tym ok. 100 w Zatoce Gdańskiej.

– Badamy wraki pod kątem ich wpływu na środowisko, gromadzimy informacje o wszystkich takich obiektach, ponieważ one mogą zawierać nie tylko paliwo, lecz także szkodliwe ładunki czy chemikalia, które pod wpływem działania wody stają się aktywne i niebezpieczne dla środowiska – mówi dr inż. Benedykt Hac. – Ekonomicznie podnoszenie wraków jest nieuzasadnione, to są bardzo drogie operacje. Środowisko wodne wymaga specjalistycznych systemów, nurków, wielkich dźwigów itp. Takie operacje zdarzają się na świecie, natomiast w Polsce ich nie notujemy.

Największe zagrożenie stwarzają w tej chwili wraki statków Stuttgart, zatopionego na redzie w Gdyni, oraz Franken – oba pochodzące z okresu II wojny światowej. Z pierwszego już wydobywa się paliwo do Zatoki Puckiej. Drugi, znajdujący się w pobliżu Helu, z powodu korozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować katastrofę ekologiczną. Szacuje się, że w jego zbiornikach znajduje się co najmniej 1,5 mln litrów mazutu i innych paliw.

Ponadto, jak podaje NIK, w rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie co najmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tym jeden z najgroźniejszych – iperyt siarkowy. Od czasów wojny już kilkakrotnie doszło do poparzenia nim rybaków i plażowiczów. Ostatni przypadek skażenia bronią chemiczną z okresu II wojny światowej miał miejsce w 2012 roku, kiedy na plaży między Ustką a Łebą znaleziono grudki fosforu białego, a skażeniu uległo 13 km wybrzeża. Wcześniej, w 1997 roku, niedaleko Władysławowa rybacy znaleźli w sieciach bombę iperytową, a ośmiu z nich zostało poważnie poparzonych.

Według szacunków zawartych w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego uwolnienie zaledwie 1/6 chemikaliów ze zbiorników zalegających na dnie zniszczyłoby życie w Bałtyku, a odbudowa ekosystemu zajęłaby co najmniej 100 lat. Broń i chemikalia zatopione na dnie nie są jednak tylko problemem tego akwenu, lecz także wielu innych w Europie. Przykładowo po II wojnie światowej Amerykanie zatopili również ogromne jej ilości w rejonie Hawajów.

Najwyższa Izba Kontroli ma zbadać, jak polskie służby monitorują i reagują zagrożenia ekologiczne, które wynikają z zatopionych na dnie Bałtyku toksycznych substancji. Polska i kilka innych państw, w tym m.in. Niemcy, Szwecja, Finlandia i Litwa, wspólnie prowadzą też współfinansowany ze środków europejskich projekt Daimon, który koordynuje Instytut Oceanologii PAN. Według naukowców zagrożenie stanowi kilka procent broni zalegającej w morzu, a projekt pozwoli zidentyfikować tą, którą trzeba się pilnie zająć, żeby uniknąć katastrofy ekologicznej.

We wrześniu tego roku projekt Daimon wszedł w nowy etap, którego głównym elementem jest sztuczna inteligencja. AI pomoże naukowcom w podejmowaniu decyzji, np. o wyłączeniu danego rejonu z inwestycji czy rybołówstwa z uwagi na podwyższone ryzyko skażenia. Z badań naukowców wynika, że najszybciej – za około 20 do 30 lat – skorodują pociski artyleryjskie, których na dnie Bałtyku zalega najwięcej.

Jak podaje IO PAN – wyciągnięcie wszystkich wraków i broni chemicznej z dna Bałtyku jest niemożliwe. Dlatego naukowcy chcą się skupić na najbardziej niebezpiecznej części amunicji. Pod wodą umieszcza się ją w specjalnych pojemnikach, a następnie niszczy w przygotowanych do tego instalacjach na lądzie. Na razie dwie takie znajdują się w Belgii i Niemczech, ale można je także montować na statkach.

– Innym zagrożeniem dla Bałtyku są także ładunki przewożone przez współcześnie pływające statki. Te muszą spełniać określone wymogi, raportować, jakiego rodzaju środki chemiczne przewożą i na ile są one są niebezpieczne, służy do tego specjalna skala – mówi dr inż. Benedykt Hac, kierownik Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku – Oczywiście tych zagrożeń nie jest aż tak wiele i one nie stwarzają wielkiego, bezpośredniego ryzyka, niemniej są istotne i trzeba mieć je na uwadze – podkreśla.

Izraelski Instytut Innowacji: Polskie start-upy mają duży potencjał. Zaskakują wiedzą i zaangażowaniem

Izraelski Instytut Innowacji: Polskie start-upy mają duży potencjał. Zaskakują wiedzą i zaangażowaniem 3

Blisko połowa polskich start-upów pracuje nad rozwiązaniami telemedycznymi. Często działają też w zakresie nowoczesnej diagnostyki, mHealth i rynku urządzeń medycznych. Rynek start-upów medycznych w Polsce jest jeszcze stosunkowo mało rozwinięty zarówno pod względem liczby start-upów działających w tym obszarze, jak i inwestorów wspierających ten rynek. Trzeba inwestować we współpracę pomiędzy start-upami i systemem opieki zdrowotnej. Konieczne jest też odejście od tradycyjnego modelu inwestycyjnego – radzi Yael Ophir z Izraelskiego Instytutu Innowacji.

– Polskie start-upy mają duży potencjał, ich przedstawiciele zaskoczyli mnie swoją wiedzą i zaangażowaniem. Te elementy stanowią fundament tego typu przedsięwzięć. Oczywiście, gdy mówimy o rozwoju działalności w sektorze usług medycznych, najważniejsze jest nawiązanie współpracy z podmiotami je świadczącymi – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Yael Ophir z Izraelskiego Instytutu Innowacji.

Start-upy powoli zmieniają nasze medyczne nawyki. Jak wynika z „Raportu o start-upach medycznych w Polsce” opracowanego przez EDmeetsTECH oraz Atena Research&Consulting, blisko połowa młodych firm pracuje nad rozwiązaniami telemedycznymi, nowoczesną diagnostyką (40 proc.), mHealth (35 proc.) i urządzeniami medycznymi (31 proc.). Jak wynika z raportu, rynek start-upów medycznych w Polsce jest jeszcze stosunkowo mało rozwinięty, zarówno pod względem liczby start-upów, ich stadium rozwoju, jak i inwestorów.

– W opiece zdrowotnej dla wszystkich start-upów najważniejsze jest posiadanie od samego początku solidnych partnerów – podmiotów świadczących usługi medyczne, firm, dzięki którym można się dowiedzieć, czy pojawiły się nowe potrzeby, za których spełnienie ludzie gotowi są zapłacić. Sytuacja taka stanowi świetny punkt wyjścia i dobrze rokuje na przyszłość – tłumaczy Yael Ophir.

Finansowanie większości medycznych start-upów nie przekracza 3 mln zł, a ich projekty znajdują się jeszcze we wczesnej fazie rozwoju. Jedną z barier rozwoju sektora jest stosunkowo rzadkie korzystanie z zewnętrznego finansowania – tylko co czwarty start-up skorzystał z finansowania venture capital. Większość sięga po własne środki. Jak jednak przekonuje ekspertka, w rozwoju start-upów kluczową rolę pełnią partnerzy.

– Pomysł to zaledwie początek, trzeba go jeszcze skonsultować i potwierdzić w porozumieniu z różnymi interesariuszami. Dopiero wówczas można zrozumieć, w jaki sposób pomysł ten może się sprawdzić w praktyce i na rynku – przekonuje ekspertka z Izraelskiego Instytutu Innowacji.

Ponad 90 proc. start-upów medycznych w Polsce konsultuje produkt lub usługę z jej finalnymi odbiorcami. Blisko połowa przyznaje, że pomysł konsultuje z lekarzem. Jednocześnie start-upy nawiązują liczne relacje na rynku – blisko 90 proc. deklaruje kooperację z organizacjami medycznymi, 45 proc. z korporacjami, a 19 proc. z instytucjami rządowymi. Jak jednak przekonuje ekspertka, żeby start-upy miały faktyczny wpływ na rynek medyczny, nie tyle należy konsultować ze środowiskiem finalny produkt, ile zapotrzebowanie na  innowacyjne rozwiązania.

– Sukces HealthIL (społeczności na rzecz innowacji dotyczących cyfryzacji w usługach medycznych – przyp.red.) bierze się stąd, że nie skupialiśmy się na samych start-upach. Staraliśmy się natomiast zbliżać je do podmiotów świadczących usługi medyczne, podmiotów działających na rynku opieki zdrowotnej. Dlatego trzeba konsekwentnie budować współpracę z nimi, pomagać im zrozumieć, czego potrzebują. A gdy pojawia się zapotrzebowanie na konkretne rozwiązanie, którego nie ma kto dostarczyć, przedstawiamy je start-upom. W ten sposób mają one możliwość wywrzeć faktyczny wpływ na zmiany systemowe – mówi Yael Ophir.

Ponad 60 proc. start-upów medycznych wskazuje finansowanie, jako największą barierę w rozwoju. Specyfika rynku medycznego narzuca dużo wymagań – konieczność spełnienia restrykcyjnych norm prawnych, prowadzenie badań klinicznych czy certyfikację produktu. Posiadanie kapitału jest jednak niewystarczające, potrzebna jest też wiedza ekspertów.

– Uważam, że trzeba inwestować we współpracę pomiędzy start-upami i systemem opieki zdrowotnej. Nie powinniśmy się skupiać na samych start-upach, trzeba odejść od tradycyjnego modelu inwestycyjnego. Potencjał tego typu przedsięwzięć należy oceniać również na podstawie tego, czy ich realizatorzy mają do dyspozycji właściwych partnerów – ocenia ekspertka.

Tylko wprowadzanie na rynek produktów, na które jest faktyczne zapotrzebowanie, może sprawić, że start-upy zrewolucjonizują rynek rozwiązań medycznych. Niezbędne jest też know-how i wsparcie finansowe na każdym etapie badania produktu i wprowadzania go na rynek.

– Dopiero po upływie pewnego czasu możemy mieć pewność, czy dane rozwiązanie się sprawdza i czy warto je rozwijać – dla oszczędności, usprawnienia usług. Trzeba jednak pamiętać, że poza technologią, która stanowi jedynie narzędzie, rolę odgrywają również inne kwestie. Trzeba wiedzieć, jak wdrożyć dane rozwiązanie w ramach istniejących procesów, by faktycznie przyniosło ono oszczędności czasu i pieniędzy – mówi Yael Ophir.

Samobadanie piersi powinniśmy wykonywać raz w miesiącu. Przypomina o tym specjalny kalendarz

Samobadanie piersi powinniśmy wykonywać raz w miesiącu. Przypomina o tym specjalny kalendarz 4

Prawie połowa kobiet nie wykonuje comiesięcznego samobadania piersi – wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa” w 2019 roku. Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród Polek, a diagnoza we wczesnym stadium, kiedy zmiany w piersi są niewielkie, daje prawie 100-procentową szansę na wyleczenie. O tym, jak ważne jest wczesne wykrywanie raka piersi oraz zachęcanie kobiet przez mężczyzn do regularnych badań, przypomina kalendarz „Power of Community 2020”. Dochód ze sprzedaży kalendarza tradycyjnie przeznaczony jest na wsparcie pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi i ich bliskich.

– Ważne w tej kampanii jest obalenie mitu matki Polki, takiej siłaczki, która musi sobie radzić sama. Mówimy, że rola mężczyzn jest bardzo ważna i muszą wiedzieć, jak sobie poradzić w sytuacji, gdy bliska im kobieta zachoruje. Ważne, żeby facet po prostu wiedział, jak się zachować. Ta kampania zachęca, żeby kobiety dbały o siebie, badały piersi, ale również pokazuje, że obok tej kobiety jest także ten męski pierwiastek, który odgrywa bardzo ważną rolę – mówi Daniel Józek Qczaj, ambasador kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa”.

Kampania „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa” jest skierowana zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. Ma z jednej strony zachęcić kobiety do systematycznych badań, a z drugiej – podkreślić rolę wsparcia partnera w trakcie choroby. W ramach kampanii powstała kolejna, czwarta już edycja charytatywnego kalendarza „Power of Community 2020”.

– Najważniejsze w kampanii BreastFit jest to, aby zaangażować mężczyzn w profilaktykę nowotworów raka piersi. Mężczyzna musi być wsparciem dla kobiety, wiedzieć, jak ją wspierać, dzięki czemu kobieta poczuje się przy nim bezpieczniej – mówi Jakub Popławski, pomysłodawca i producent kalendarza „Power of Community”. – Kiedy mężczyzna dowiaduje się, że bliska mu kobieta choruje, to również jest postawiony w nowej dla siebie roli. Aby ona miała komfort leczenia i żeby nie dodawać jej zmartwień – on musi przejąć część jej obowiązków. Często są to dla niego nowości, z których wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy.

Podstawowym celem kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa” jest budowanie świadomości na temat profilaktyki i wagi wczesnego wykrywania raka piersi. Organizatorzy zwracają również uwagę na potrzebę wsparcia chorych kobiet przez system ochrony zdrowia, rodziny, znajomych i bliskie otoczenie, a także mężczyzn, których rolą jest z jednej strony przypominanie swoim partnerkom o regularnych badaniach, a z drugiej – motywowanie do walki z chorobą, jeżeli ta już się pojawi.

– W wyniku tej kampanii edukacja wśród mężczyzn rośnie. Wiedzą, jak ważna jest ich rola – zarówno w profilaktyce, wsparciu kobiety w tym, aby dbała o swoje zdrowie. Przecież można pójść razem na badania i zmobilizować się, kiedy pojawia się obawa lub lęk, a to jest jeszcze bardzo częste. Nasze badania pokazały, że ponad 40 proc. kobiet boi się pójść na badanie właśnie w obawie przed tym, że może coś wykażą. Ale właśnie o to chodzi – żeby znaleźć te zmiany jak najwcześniej, bo nowotwór wcześnie wykryty jest w wielu przypadkach w 100 proc. uleczalny. Zatem nie ma się co bać, trzeba działać – mówi Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Najnowsze badanie sondażowe przeprowadzone w 2019 roku w ramach kampanii, pokazuje, że aż 90 proc. mężczyzn zdaje sobie sprawę, że wsparcie rodziny dla osoby chorującej jest ważne. 64 proc. mężczyzn deklaruje, że zachęcało kobiet do badań. Pozostała część (ok. 35 proc.) nie pamięta, czy kiedykolwiek to robiła lub też przyznaje, że nie zachęca kobiety do badań profilaktycznych.

Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród kobiet. Według najświeższych danych obecnie w Polsce diagnozuje się około 19 tys. zachorowań rocznie.

– Oczywiście w ostatnich latach dużo się zmieniło, jeśli chodzi o samoświadomość w zakresie profilaktyki raka piersi. Coraz więcej kobiet ma świadomość, że powinny zainteresować się tym tematem, zrobić badania, wykonać samobadanie piersi – mówi dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld, onkolog z Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. – Najważniejsze jest właśnie to, aby przekonać Polki do badania piersi. Z tym jest największy problem – każdy uważa, że choroba go nie dotyczy. Trzeba sobie uświadomić, że ta choroba może jednak dotyczyć każdej z nas i dlatego trzeba zrobić badania profilaktyczne. Te badania to oczywiście samobadanie piersi, które jest bardzo ważne zwłaszcza u młodych kobiet, i mammografia, która jest najważniejsza dla kobiet po 50. roku życia, bo ona może faktycznie wykryć chorobę na tym etapie, kiedy jeszcze same nie jesteśmy w stanie wyczuć guzka w piersi.

Charytatywny kalendarz „Power of Community 2020”, poświęcony wczesnemu wykrywaniu choroby oraz wspierający kobiety z zaawansowanym rakiem piersi, jest stałym elementem kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa”. Scenerię wyjątkowej sesji do kalendarza stanowiła w tym roku Opera Bałtycka w Gdańsku.

Przesłaniem kalendarza jest zachęcenie mężczyzn do wspierania kobiet w regularnych badaniach, tytułowy BreastFit to wspólny trening z myślą o zdrowiu kobiet. Kalendarz jest już dostępny na stronie http://breastfit.onkocafe.pl/kalendarz.

Przedłużający się stres destrukcyjny dla organizmu. Na ciągły lęk i zdenerwowanie skarży się ok. 80 proc. Polaków

Przedłużający się <a title=stres destrukcyjny dla organizmu. Na ciągły lęk i zdenerwowanie skarży się ok. 80 proc. Polaków" title="Przedłużający się stres destrukcyjny dla organizmu. Na ciągły lęk i zdenerwowanie skarży się ok. 80 proc. Polaków" />

stres-destrukcyjny-dla-organizmu.-Na-ciagly-lek-i.jpg” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Ponad 80 proc. Polaków dotyka stres. Dotyczy on także studentów. Nawet 87 proc. z nich odczuwa stres, 77 proc. – lęk, a 48 proc. – panikę. Za stres odpowiadają przede wszystkim obciążenie obowiązkami, liczne zobowiązania, także te związane z dodatkową pracą i wynikami w nauce. Stres, choć w początkowej fazie mobilizuje organizm, w dłuższej perspektywie czasu może się okazać zabójczy. Ze stresem można jednak walczyć, np. poprzez aktywność fizyczną, zmianę nastawienia i wyciszanie organizmu za pomocą oddechu.

Stres występuje z nami od zarania dziejów. To, co powodują czynniki wewnętrzne w organizmie, czyli wyrzut adrenaliny, sprawia, że nasz organizm zaczyna się przygotowywać do tego, co będzie przed nim postawione – rozszerzają się naczynia krwionośne, które dokrwiają mięśnie, rozszerzają się płuca, w związku z tym mamy lepsze dotlenienie mięśni, wyostrzają się nasze zmysły: słuch, wzrok, czyli potrafimy lepiej postrzegać to, co się wokół nas dzieje. Czynniki stresowe, które wynikają ze zrzutu adrenaliny pomagają nam w życiu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartłomiej Pater, wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej w Opolu.

Stres dotyka niemal wszystkich. Hormony wówczas wydzielane przez organizm mobilizują do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, sprawiają, że organizm wchodzi na optymalny poziom funkcjonowania. Poprawia się ukrwienie mięśni i mózgu, podnosi się sprawność umysłowa i fizyczna. Przedłużający się stres może mieć jednak negatywny wpływ na organizm i stopniowo go wyniszczać.

Nie da się funkcjonować tak, żeby nie odczuwać stresu, ten stres jest wszechobecny. W tym pierwszym etapie pomaga nam, kolejne przedłużające się etapy będą już niestety destrukcyjne dla organizmu – wskazuje Bartłomiej Pater.

Tymczasem, jak wynika z badań, zdecydowana większość dorosłych na co dzień boryka się z silnym stresem. „Polacy a stres w pracy i w życiu”, badanie zrealizowane przez serwis Prezent marzeń wskazuje, że 80 proc. osób się stresuje, przede wszystkim ze względu na pracę i problemy rodzinne. Codzienny stres odczuwa 87 proc. studentów (dane National Union of Students), tylko nieco mniej cierpi z powodu lęku. Według organizacji charytatywnej Mind, bycie studentem zwiększa ryzyko wystąpienia problemów ze zdrowiem psychicznym z powodu stresu związanego z nauką, wiekiem i brakiem wsparcia.

Drugi etap, nasilający się stres, powoduje, że układ immunologiczny organizmu zaczyna słabnąć, zaczynamy chorować, cierpimy na depresję, a choroby nabyte, np. Hashimoto, będą zaostrzały objawy. trudno jest żyć dzisiaj bez stresu, natomiast utrzymanie jego odpowiedniego poziomu jest dla nas bardzo istotne. Ten ostatni etap, który już doprowadza do depresji, wymaga interwencji z zewnątrz, m.in. pomocy psychologów. stresu-nerwicy/”>Przedłużający się permanentny stres może doprowadzić do zgonu – tłumaczy ekspert.

National Health Service podaje, że ​​gdy stres staje się przytłaczający, trwa długo lub wpływa na nasze codzienne życie, może stać się problemem zdrowia psychicznego. Można jednak próbować sobie z nim radzić, np. poprzez aktywność fizyczną, która pobudza organizm do produkcji serotoniny, tzw. hormonu szczęścia. Także zmianę nastawienia, która polega na traktowaniu problemu nie jako przeszkody, ale wyzwania.

Także poprzez oddychanie możemy w sposób spokojny, łagodny wyciszać swój organizm. Jeżeli zatrzymamy na chwilę oddech, wytrzymamy 7 sekund, to następuje rozluźnienie organizmu, czyli zmniejszymy napięcie mięśniowe, wyciszymy serce, umysł. Jeśli planowane są jakieś trudne działania i to nas będzie stresowało, spróbujmy wcześniej wywołać takie zachowanie, spróbujmy czegoś ekstremalnego, czegoś, na co wcześniej nie byliśmy przygotowani. Może oswoimy się z tym zdarzeniem, zobaczymy, jak nasz organizm reaguje na stres – przekonuje Bartłomiej Pater.

Warszawa inwestuje w start-upy. Do 2030 r. ma powstać zorientowana na start-upy Uczelnia Przyszłości wspierająca innowacje technologiczne

Warszawa inwestuje w start-upy. Do 2030 r. ma powstać zorientowana na start-upy Uczelnia Przyszłości wspierająca innowacje technologiczne 5

Władze Warszawy aktywnie wspierają inicjatywy związane z promocją innowacyjnych technologii. Organizowane są konferencje oraz akceleratory przedsiębiorczości, które mają ściągnąć do stolicy młode, obiecujące firmy. Miasto powołało także do życia projekt Warszawa 2030, opisujący ramowy plan rozwoju miasta. Aglomeracja rozwija się także dzięki wsparciu ze strony prywatnych inwestorów, funkcjonujących na stołecznym rynku. Także do 2030 r. ma powstać Uczelnia Przyszłości, której pomysłodawcy chcą, by znalazła się w gronie 100 najlepszych uniwersytetów na świecie.

– Z Warszawy powoli tworzy się miasto start-upów, pytanie, jak stworzyć z niej miejsce, gdzie będą powstawać tzw. start-upy deep tech: związane z nauką, z badaniami, rozwiązujące problemy świata. Z jednej strony zależy to od uczelni, które w pewien sposób mogą ukierunkowywać studentów na to, żeby niekoniecznie byli pracownikami korporacji. Z drugiej strony trzeba zachęcać ich do tego, żeby przez swoje badania, działalność w kołach naukowych czy współpracę z firmami próbowali swoich sił w kreowaniu nowych produktów i rozwiązań, które mają unikalną wartość, a niekoniecznie związane są wyłącznie z IT bądź z aplikacjami – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sławomir Olejnik z Fundacji Polska Innowacyjna.

Program Warszawa 2030 ma być odpowiedzią na wyzwania, jakie w najbliższych latach staną przed władzami stolicy. Nadrzędnym celem przedsięwzięcia jest wypracowanie narzędzi pozwalających wdrożyć projekt miasta przyszłości, w którym wykorzystanie nowoczesnych instrumentów technologicznych będzie na porządku dziennym.

Miasto określiło cztery cele strategiczne, które mają pomóc w realizacji tego przedsięwzięcia: odpowiedzialna wspólnota zakłada harmonijną współpracę władz miasta z jego mieszkańcami, wygodna lokalność ma ułatwić zaspokajanie codziennych potrzeb w najbliższej okolicy, funkcjonalna przestrzeń ma zaspokoić potrzeby osób przemieszczających się po Warszawie, a twórcze środowisko ma ułatwić realizację pasji i pobudzanie talentów mieszkańców.

W realizacji celów mają pomóc m.in. akceleratory przedsiębiorczości skupione wokół promocji aplikacji i usług ułatwiających funkcjonowanie w obrębie miasta. Dobrym przykładem takiego działania jest inicjatywa WARSAW booster’19, czyli miejski program akceleracyjny, który ma ułatwić młodym start-upom rozmowy na temat wdrożenia usług bazujących na partnerstwie publiczno-prywatnym. To Warszawiacy zdecydują, które projekty uczestniczące w programie otrzymają szansę na dofinansowanie i wsparcie procesu wdrożeniowego.

– Każdy start-up potrzebuje pieniędzy. Są start-upy związane z branżą ICT, gdzie środków potrzebnych jest dużo mniej i szybciej następuje walidacja pomysłu, znalezienie potencjalnych klientów. Dużo większym wyzwaniem są start-upy związane z nauką, gdzie przez wiele lat finansowanie związane jest bardziej z częścią badawczą, potem dopiero powstaje produkt bądź jakaś metoda badawcza i dopiero na jej podstawie można budować start-up. Wtedy finansowania są już rzędu kilku, a nawet kilkudziesięciu milionów złotych – zauważa ekspert.

Warszawa inwestuje także w akceleratory, które nie są skupione wokół działań usprawniających funkcjonowanie miasta. Miasto jest m.in. współorganizatorem programu Startup Art, który ma zachęcić studentów oraz absolwentów uczelni artystycznych do założenia własnych firm. W trakcie tegorocznej edycji wydarzenia zorganizowano hackathon, w ramach którego twórcy w ramach niewielkich zespołów pracowali nad uruchomieniem swoich start-upów, a 10 najlepszych pomysłów przekazano do programu akceleracyjnego.

– Warszawa staje się miastem, w którym rozkwitają start-upy. Przestrzeń, w której jest jeszcze trochę do zrobienia, to start-upy związane z nauką, badaniami, elektroniką, biotechnologią czy medycyną. Jeżeli chcemy tworzyć tego typu rozwiązania, potrzebny jest pewien know-how i wiedza, w jaki sposób z takich rozwiązań tworzyć realny biznes – twierdzi ekspert.

W rozwój młodych start-upów inwestuje również Fundacja Polska Innowacyjna, która planuje do 2030 roku powołać do życia międzynarodową Uczelnię Przyszłości. Jej nadrzędnym celem będzie wyszukiwanie i wspieranie młodych polskich talentów oraz akcelerowanie obiecujących pomysłów. Twórcy Fundacji chcą, by nowa uczelnia pojawiła się na liście 100 najlepszych uniwersytetów na świecie. Warszawa może stać się kluczowym miejscem funkcjonowania nowej placówki.

Z raportu European Start-up Survey przeprowadzonym przez firmy PwC oraz Science-to-Business Marketing Research Centre wynika, że miasto może w przyszłości konkurować o innowacyjne start-upy nie tylko na rynku lokalnym, lecz także międzynarodowym. Według respondentów średni wskaźnik łatwości prowadzenia biznesu w europejskich stolicach wynosi 45 proc., a dla Warszawy jest tylko nieznacznie niższy – 43 proc. Pozwala to przypuszczać, że przy wprowadzeniu odpowiednich programów akceleracyjnych stolica Polski może przyciągnąć do siebie inwestorów z całej Europy.

– Porównywanie Warszawy do innych miast pod kątem ściągania talentów jest trudne. Miasto rozwija się w tym kierunku 10–20 lat, miasta zachodnie od wielu dekad skupione są na tym, żeby przyciągać talenty i już mają wypracowane swoje mechanizmy. My gonimy jako miasto tę czołówkę – mówi Sławomir Olejnik.

Według funduszu inwestycyjnego Inovo Venture Partners kwota transakcji na polskim rynku venture capital w drugim kwartale 2019 roku osiągnęła wartość 444,2 mln zł. To więcej niż suma inwestycji w całym 2017 i 2018 roku, które wynosiły odpowiednio 397 mln zł i 213 mln zł. Szacuje się, że do końca roku polska branża venture capital może przekroczyć wartość 1 mld zł.

Zamiast przeszczepów serca pompy wspomagające ich prace. Za kilka lat w Polsce będzie można wszczepiać ok. 300 pomp wspomagających krążenie rocznie

Zamiast przeszczepów serca pompy wspomagające ich prace. Za kilka lat w Polsce będzie można wszczepiać ok. 300 pomp wspomagających krążenie rocznie 6

Na rynku pojawiają się urządzenia do produkcji chrząstek, w 3D wydrukowano w pełni unaczynione serce, a niedawno naukowcy zaprojektowali drukarkę, która może drukować komórki skóry bezpośrednio na oparzonej ranie. Bioprintem można już wykonać niemal każdy narząd. Miną jednak lata, zanim biodruk będzie w stanie zastąpić obecnie stosowane metody leczenia. W przypadku chorób serca jest to mechaniczne wspomaganie krążenia. W Polsce miniaturowa, wirowa pompa może dać szanse na normalne życie pacjentom z niewydolnością serca.

– W ramach Narodowego Programu Sztucznego Serca powstaje wirowa pompa, która może być implementowana do środka zamiast pulsacyjnych pomp znajdujących się na zewnątrz ciała pacjenta. Nie potrzeba dużego sterownika, wystarczy mały sterownik elektroniczny, zatem pacjent nie musi przebywać w szpitalu. Jesteśmy obecnie na etapie eksperymentu na zwierzętach i pewnych modyfikacjach, które musimy jeszcze wykonać. Mam nadzieję, że w krótkim czasie rozwiążą wszystkie problemy – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. n. med. Zbigniew Nawrat z Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii.

Listy pacjentów potrzebujących przeszczepu narządu są często dłuższe niż listy osób chętnych do oddania. Dane z British Heart Foundation (BHF) wykazały, że liczba pacjentów oczekujących na przeszczep serca w Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich lat wzrosła o 162 proc. W Polsce w 2018 roku wykonano 147 przeszczepów serca. Kilkadziesiąt lat po pierwszym udanym przeszczepie serca, eksperci uważają jednak, że zbliżamy się do epoki, w której przeszczepianie narządów nie będzie już konieczne.

Sztuczne pompy, które wspomogą krążenie, to szansa dla pacjentów czekających na przeszczep serca. Wirowe pompy, nad którymi trwają jeszcze prace, mogą być rozwiązaniem dla większości osób z niewydolnością serca. Zdaniem eksperta na całkowicie sztuczne narządy wyprodukowane z komórek macierzystych trzeba będzie jeszcze poczekać.

– Wszyscy mamy nadzieję, że komórki macierzyste odpowiednio ponaglone zamienią się w to, co byśmy chcieli. Są już pozytywne próby z naczyniami krwionośnymi, próby zastąpienia niektórych tkanek czy pokazywania, że serce może tak działać, ale one wykorzystują tkanki odzwierzęce, z których usuwane są komórki i wsadzane są komórki własne pacjenta. W praktyce takie terapie nie będą dostępne jeszcze w ciągu 10 lat – ocenia dr Zbigniew Nawrat.

Badania przeprowadzone z komórkami macierzystymi dowiodły, że jest możliwe rozwijanie narządów w laboratorium, a następnie wszczepianie ich ludziom. Nauka umożliwiła także wytwarzanie sztucznych narządów przy użyciu drukowania 3D. Do tej pory naukowcy z powodzeniem wydrukowali w 3D kilka narządów, m.in. tarczycę, zamiennik kości piszczelowej, który został już wszczepiony pacjentowi czy plaster komórek serca.

Naukowcy z American Friends of Tel Aviv University wydrukowali w 3D w pełni unaczynione serce przy użyciu komórek tkanki tłuszczowej. Z kolei Wake Forest School of Medicine zaprojektował drukarkę, która może drukować komórki skóry bezpośrednio na oparzonej ranie.

– Biotechnologia daje szansę na zrobienie czegoś bardzo pozytywnego, odtwarzającego naturalne tkanki, ale z drugiej strony też bardzo taniego – mówi ekspert. – Bardziej patrzyłbym w tę stronę, żebyśmy jednak mieli możliwość szybkiej i bezpiecznej wymiany niektórych tkanek w taki sposób, żeby służyły tak, jak należy. Żebyśmy zdążyli wspomóc organizm w tych miejscach, w których sam sobie nie radzi, gdy komórki nowotworowe się rozmnażają. W naszym organizmie nie ma rzeczy wiecznych – przekonuje dr hab. Zbigniew Nawrat.

Systemy zabezpieczeń – solidne zabezpieczenie dla biur i nie tylko

Jeśli posiadasz własne biuro i gromadzisz w nim ważne dokumenty, zawierające dane osobowe Twoich klientów, a także zatrudniasz pracowników, koniecznie zainwestuj w solidne systemy zabezpieczeń. To świetna ochrona przed włamaniem!

W każdym biurze znaleźć można bardzo wiele poufnych dokumentów, które powinny być bardzo dobrze chronione. Od kiedy w Polsce obowiązuje RODO, należy przykładać jeszcze większą uwagę do ochrony wszelkich pism i innych materiałów, takich jak faktury, akta osobowe, umowy czy kontrakty. Utrata lub skopiowanie tychże dokumentów może skutkować bardzo poważnymi konsekwencjami – zarówno prawnymi, jak i finansowymi. Właśnie dlatego warto zabezpieczyć swoje biuro i wybrać odpowiednie systemy zabezpieczeń.

Systemy zabezpieczeń

Systemy zabezpieczeń a rodzaje zagrożeń

Systemy zabezpieczeń mogą być dopasowane do Twoich indywidualnych oczekiwań i potrzeb. Właśnie dlatego zanim zdecydujesz się na zakup konkretnego rozwiązania, zastanów się, na jakie zagrożenia może być narażone Twoje biuro. Na pewno na pierwszym miejscu weźmiesz pod uwagę włamanie i kradzież – bardzo dobrze. Jednak warto zabezpieczyć się także przed innymi niebezpieczeństwami. Mowa na przykład o pożarze czy zalaniu.

Zabezpiecz swoją dokumentację i nie martw się konsekwencjami

Wszelka dokumentacja Twojej firmy powinna być zabezpieczona w odpowiednim miejscu. W związku z wprowadzeniem Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych każdy właściciel firmy ma obowiązek przechowywać wszelkie ważne informacje w specjalnej szafie zamykanej na klucz. Oprócz tego warto zadbać także o rozwiązania, które dodatkowo ochronią dokumentację, np. w postaci archiwum. Ta opcja jest wykorzystywana w sytuacjach, gdy umów, faktur i akt jest naprawdę bardzo dużo. Najlepiej, by pomieszczenie to posiadało okna antywłamaniowe. Jeśli natomiast chodzi o zabezpieczenie drzwi, najlepszą opcją będzie system kontroli dostępu dostępny w sklepie Montersi.plhttps://www.montersi.pl/kontrola-dostepu. Polega to na tym, że każdy uprawniony pracownik posiada własny klucz, kartę czy też kod dostępu, dzięki któremu może otworzyć drzwi. System ten powinien rejestrować wejścia oraz wyjścia, a także identyfikować osobę, która zamierza dostać się do środka.

Montersi.pl

Monitoring, czyli świetne dopełnienie systemu zabezpieczeń

Kompletną ochronę w swoim archiwum możesz zyskać dzięki monitoringowi – https://www.montersi.pl/monitoring-ip. Warto w niego zainwestować, jeśli zależy Ci na 100% kontroli dokumentacji firmowej. Do tego celu najlepiej sprawdzą się kamery przemysłowe, które najlepiej zainstalować zarówno w pomieszczeniu, gdzie gromadzone są dokumenty, a także przy wejściu do niego.

Montersi.pl

Dobrym rozwiązaniem jest również wynajęcie obsługi monitoringu, która będzie na bieżąco kontrolowała obraz z kamer. Taka osoba wykonuje weryfikację wideo, a także obchód wideo. Dzięki temu Twoja dokumentacja będzie odpowiednio zabezpieczona przez całą dobę. Warto zainwestować w taką ochronę, ponieważ utrata ważnych dokumentów może prowadzić do poważnych konsekwencji i ogromnych strat finansowych.

Jeśli zastanawiasz się jaki wybrać system zabezpieczeń, zgłoś się do fachowców ze sklepu Montersi.pl

Montersi.pl

W. Kruszewski: Konieczna jest nowelizacja ustawy o zakazie handlu w niedzielę

Od 2020 r. zakaz handlu będzie obowiązywał w każdą niedzielę miesiąca, z wyjątkami w okresach przedświątecznych. Od wprowadzenia ustawy minął ponad rok, a w dalszym ciągu wiele sieci wykorzystuje luki w prawie. Prezes Lewiatan Holding S.A., Wojciech Kruszewski uważa, że należy podjąć działania nad nowelizacją ustawy.

 Ustawa ograniczająca handel w niedziele ma wpływ na funkcjonowanie handlu detalicznego i kondycję firm handlowych w Polsce. Wprowadzone regulacje mają ważny walor prospołeczny, jednak w aspekcie biznesowym okazały się korzystne głównie dla największych sieci dyskontowych, które przeznaczając ogromne fundusze na reklamę w mediach, skutecznie zachęcają klientów do zwiększonych zakupów szczególnie w piątki i soboty. Nie straciły też bardzo małe sklepy obsługiwane bezpośrednio przez właścicieli, które zmniejszone w piątki i soboty obroty odrabiają w niedziele, ale odbywa się to, niestety, kosztem ich pracy. Niezwykłe korzyści odniosły zaś podmioty wyłączone z zakazu handlu, tj. kilka tysięcy niby-placówek pocztowych, sklepy na dworcach, a także stacje paliw. Konieczne zatem wydaje się uszczegółowienie zapisów Ustawy, aby wyeliminować wspomniane negatywne skutki – mówi Wojciech Kruszewski, Prezes Zarządu Lewiatan Holding. S.A.

Polski budżet na 2020 rok jednak z deficytem?

Nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu nowego rządu, trwają dopiero pierwsze przymiarki do tek ministerialnych, a już pojawiły się poważne wątpliwości co do realnej możliwości zerowego deficytu w przyszłym roku. Co najistotniejsze sceptycyzm do wcześniejszych planów potwierdza już strona rządowa.

Zrównoważony budżet jedynie pobożnym życzeniem?

Rzecznik rządu zasugerował, że polski budżet na 2020 rok może jednak wykazać deficyt. Powodem miałoby być wycofanie się z pomysłu likwidacji limitu 30-krotności składek ZUS. Dochody z tego ruchu (albo ich brak) mają bowiem przeważyć szalę. Projekt nie trafił jeszcze ostatecznie do kosza, ale powoli kończy się czas na jego uchwalenie. Już wcześniej swój sprzeciw wyraził wicepremier Jarosław Gowin, a bez posłów jego Porozumienia przyjęcie jakiejkolwiek ustawy będzie prawdopodobnie niemożliwe. Warto zwrócić uwagę, że nawet przy wprowadzeniu takiego rozwiązania deficyt i tak może się pojawić. Po pierwsze wskaźniki makroekonomiczne mogą nie być aż tak korzystne, jak przewidują rządzący (możemy już odczuć efekty spowolnienia w Niemczech). Po drugie (co może być ważniejsze) w budżecie nie uwzględniono kilku ważnych obietnic wyborczych, które mają wejść w życie w przyszłym roku. Czy to dobrze dla złotego? W pewnym sensie tak. Jeżeli nie będziemy malować obrazu gospodarczego, który nie ma szans na realizację, to później nie będzie negatywnego zaskoczenia na rynku, które osłabiłoby polską walutę.

Kryptowaluty wciąż w odwrocie

Po tym, jak od końca marca do czerwca Bitcoin wystrzelił z 4000 USD do aż 13 000 USD, wydawało się, że wracamy do szalonych wzrostów na tym instrumencie. Jednak następne miesiące okazały się nie być już tak łaskawe dla najpopularniejszej kryptowaluty. Kolejne przeceny spowodowały, że dzisiaj BTC kosztuje 7500 dolarów. Wczorajszy zjazd zabrał z ceny 500 dolarów i najprawdopodobniej był spowodowany przesłuchaniem Marka Zuckerberga przed komisją ds. usług finansowych w Izbie Reprezentantów USA. Co ma z tym wszystkim wspólnego twórca Facebooka? Jego serwis jest liderem stowarzyszenia, mającego wyemitować nową kryptowalutę Libra. Ze względu na skalę biznesów stojących za tym projektem, pojawia się wiele wątpliwości.

Skandynawia bez zmian stóp procentowych

Dzisiaj rano poznaliśmy dane zarówno ze Szwecji, jak i Norwegii na temat stóp procentowych. Oba te kraje utrzymały wskaźniki na dotychczasowym poziomie. Warto zwrócić uwagę, że silniej powiązana ze strefą euro Szwecja ma stopę wynoszącą -0,25%. Z kolei Norwegia utrzymuje główną stopę na poziomie 1,5%. Obie waluty po tej decyzji lekko zyskiwały. Powodem było odwracanie pozycji walutowej przez inwestorów spodziewających się obniżek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 13:45 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl