Czy ECB czeka zmiana polityki monetarnej?

  • Europejski Bank Centralny nie zmienia stóp procentowych
  • Odczyty inflacji powyżej celu inflacyjnego NBP
  • Wynik wyborów parlamentarnych umiarkowanie pozytywny dla obligacji

Ostatnie posiedzenie z udziałem Mario Draghi w Europejskim Banku Centralnym za nami. Stery w ECB już 1 listopada przejmie Christine Lagarde. Rada pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie i trzyma się aktualnego pakietu środków luzujących, ogłoszonego w zeszłym miesiącu. Bank potwierdził również, że utrzyma stopy procentowe na ultraniskim poziomie do momentu, aż inflacja nie przybliży się do celu inflacyjnego (blisko, ale poniżej 2 proc). Potwierdzono też uruchomienie programu skupu aktywów w skali 20 mld euro miesięcznie. Program ruszy 1 listopada br. Coraz bardziej zaczynają być jednak widoczne podziały dotyczące tego, jak powinna wyglądać polityka monetarna tej instytucji w przyszłości.

Niskie stopy procentowe cieszą kredytobiorców, ale martwią bankowców. Ujemne stopy procentowe, – 0,5 proc. uderzają w zyski banków i nie prowadzą do wzmocnienia współczynników kapitałowych. Rozwiązaniem tego problemu miał być tzw. tiering, czyli umożliwienie bankom strefy euro lokowania części środków po stopie wyższej (0%) niż depozytowa. Wprowadzenie tego systemu w poprzednim miesiącu było umiarkowanym sukcesem – efektywnie doprowadziło do wzrostu stawek na rynku pieniężnym (czyli zadziałało w przeciwną stronę niż obniżka stóp procentowych). Przedstawiciele EBC coraz mocniej sugerują, że ratunkiem w obecnej sytuacji mogą być zmiany polityki fiskalnej i tutaj oczekuje się działań ze strony Niemiec.

Na 30 listopada zaplanowano kolejne posiedzenie FED. Rynek wycenia kolejną obniżka stóp na 90 proc. Stopy w USA są znacznie wyższe niż w Europie, więc amerykański bank centralny ma relatywnie dużą przestrzeń do obniżek stóp procentowych.

Za nami wybory parlamentarne. Wynik spodziewany i umiarkowanie pozytywny dla obligacji. Nic znacząco się nie zmieniło, co uspokoiło zagranicznych inwestorów. Przed nami jeszcze wybory prezydenckie w przyszłym roku, ale rynek nie oczekuje w związku z tym znacznych zmian w polityce fiskalnej.

Kolejny miesiąc inflacja CPI wzrosła powyżej celu inflacyjnego NBP. To oznacza, że w I kwartale przyszłego roku możemy spodziewać się inflacji na poziomie 3,8 – 4,2 proc., powyżej dopuszczalnego pasma odchyleń od celu inflacyjnego. Jej wysokość będzie związana m.in. z cenami energii. Nie przewidujemy jednak, aby Rada Polityki Pieniężnej w obecnym składzie podniosła stopy procentowe. Tak wysoka inflacja będzie przejściowa.

Rynki czekają na decyzję FOMC w sprawie ewentualnego obniżenia stopy procentowej

Ubiegły tydzień nie przyniósł zbyt wielu emocji na rynku walutowym, przynajmniej, jeśli chodzi o większość walut G10. Wyjątek stanowił jedynie funt brytyjski.

W ostatnich dniach funt szterling utracił część zysków, które waluta ta zdołała wypracować przez ostatnie kilka tygodni. Perspektywa ogłoszenia przyspieszonych wyborów stłumiła możliwość akceptacji porozumienia ws. Brexitu przez brytyjski parlament.

Stabilizację indeksów aktywności biznesowej PMI w strefie euro przyćmiła z kolei ostatnia wypowiedź prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego. Ustępujący przewodniczący EBC dość pesymistycznie ocenił w niej sytuację gospodarczą strefy euro. Tym samym wspólna europejska waluta, podobnie jak funt szterling, doświadczyła osłabienia w parze z dolarem amerykańskim.

Lepiej radziły sobie waluty gospodarek wschodzących. Wzrostom w tej grupie przewodził real brazylijski, którego aprecjacja wynikała z akceptacji przez tamtejszy Senat reformy systemu emerytalnego.

W tym tygodniu kluczowymi wydarzeniami będą decyzje największych banków centralnych. Najważniejsze będzie oczywiście spotkanie amerykańskiej Rezerwy Federalnej w środę 30 października, podczas którego decydenci zgodnie z oczekiwaniami powinni po raz kolejny obniżyć stopy procentowe. Bliżej końca tygodnia poznamy również decyzję Banku Japonii oraz Banku Kanady, a na zakończenie tygodnia w piątek po południu poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy.

PLN

Polski złoty w minionym tygodniu radził sobie całkiem dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę spadek głównej pary. Ostatnie dni przyniosły dwa istotne odczyty z naszej gospodarki. Najnowsze dane o sprzedaży detalicznej rozczarowały, wpisując się w trend obserwowanego w ostatnich miesiącach stosunkowo łagodnego spowolnienia w tej branży i raczej nie powinny one budzić przesadnych obaw.

Poznaliśmy również symbolicznie istotną informację z polskiego rynku pracy – stopa bezrobocia we wrześniu spadła do 5,1%, tym samym schodząc do kolejnego najniższego poziomu od 29 lat.

W najbliższym tygodniu uwaga inwestorów zainteresowanych polskim złotym skupi się przede wszystkim na informacjach zewnętrznych.

Warto będzie również obserwować czwartkowy odczyt inflacji CPI w Polsce w październiku
– pomimo, że jego publikacja raczej nie przełoży się na wzrost zmienności złotego.

GBP

Boris Johnson wezwał Izbę Gmin do przeprowadzenia przyspieszonych wyborów parlamentarnych w dniu 12 grudnia br. Niemniej, uwzględniając opór ze strony Partii Pracy jego wniosek najpewniej nie uzyska wymaganego poparcia 2/3 członków niższej izby parlamentu.

Informacje o tym, że Unia Europejska zgadza się na elastyczne wydłużenie terminu Brexitu o 3 miesiące przynajmniej w krótkim terminie odsuwają groźbę Brexitu bez umow. Kalendarz ekonomiczny dla Wielkiej Brytanii w tym tygodniu nie obfituje w istotne publikacje z brytyjskiej gospodarki. W połączeniu z impasem w Izbie Gmin powinno pozwolić funtowi brytyjskiemu na chwilę spokoju w najbliższych dniach, w porównaniu z poprzednimi tygodniami charakteryzującymi się dużą zmiennością.

EUR

Ostatni odczyt wskaźników PMI dla strefy euro pokazał lekki wzrost aktywności biznesowej, co wskazuje, że dynamika wzrostu w strefie euro ustabilizowała się na poziomie cechującym się, bardzo niewielką, ale jednak ekspansją. Na losach wspólnej europejskiej waluty w minionych dniach zaważyła dość przygnębiająca ocena sytuacji gospodarek strefy euro wyrażona przez ustępującego przewodniczącego EBC, Mario Draghiego.

W tym tygodniu również poznamy serię istotnych publikacji makroekonomicznych dla stref euro, w tym między innymi dane z rynku bezrobocia we wrześniu, dane o inflacji w październiku i dane o dynamice PKB w trzecim kwartale br. W ostatnim czasie oczekiwania w stosunku do informacji z gospodarek strefy euro są tak niewielkie, że dane nawet nieznacznie lepsze od spodziewanych mogą zaowocować aprecjacją euro. Naszym zdaniem większe znaczenie dla euro powinno mieć jednak środowe spotkanie Rezerwy Federalnej.

USD

Ubiegły tydzień nie obfitował w publikacje makroekonomiczne z USA. W trakcie tego spokojnego okresu, rynki reagowały na postrzegane rosnące prawdopodobieństwo możliwości zawarcia przez USA oraz Chiny porozumienia dot. handlu, co pozwoliło na kontynuację wzrostów rynku akcji. W obliczu wzrostu rynkowego apetytu na ryzyko zachowanie dolara amerykańskiego w ostatnich dniach było niejednoznaczne. Dolar umocnił się w relacji do większości walut G10, podczas gdy w relacji do sporej części walut gospodarek wschodzących amerykańska waluta notowała spadki.

W tym tygodniu uwaga rynku będzie skupiona na środowym spotkaniu Rezerwy Federalnej. Podobnie jak konsensus rynkowy oczekujemy, że decydenci FOMC postanowią obciąć stopy procentowe, przy czym spodziewamy się, że komunikat towarzyszący tej decyzji okaże się raczej “jastrzębi” – wygląda na to, że od czasu ostatniego spotkania Fedu ryzyka dla perspektyw zmalały. W krótkim okresie może to przynieść umocnienie dolara amerykańskiego.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Jak wzrost płacy minimalnej wpłynie na rynek pracy i polską gospodarkę

Wzrost płacy minimalnej będzie powodował zmniejszenie zatrudnienia i zwiększenie inflacji, ale w ograniczonym stopniu. Przede wszystkim wzrosną średnie wynagrodzenia, bo firmy podniosą płace dość dobrze zarabiających.

Kilka tygodni temu PiS zapowiedział, że płaca minimalna zostanie podniesiona do 3 tys. zł. brutto na koniec 2020 r. i 4 tys. zł na koniec 2023 r. Oznacza to jej silny wzrost, o 78% z obecnego poziomu równego 2250 zł, w horyzoncie 5 lat. Taka polityka niesie za sobą poważne implikacje m.in. dla poziomu wynagrodzeń ogółem, zatrudnienia i poziomu cen.

Płaca minimalna wywiera wpływ na przeciętny poziom płac w gospodarce w ramach trzech kanałów oddziaływania. Pierwszy z nich, to wpływ czysto arytmetyczny – część pracowników otrzymuje wyższą pensję, co podnosi średni poziom wynagrodzeń w gospodarce.

– 10-procentowy wzrost płacy minimalnej powoduje zwiększenie przeciętnego wynagrodzenia w przetwórstwie przemysłowym (w firmach zatrudniających co najmniej 10 pracowników) o 1,26% i o 4,39% w budownictwie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polski.

Po drugie, wzrost płacy minimalnej oddziałuje w kierunku wzrostu wynagrodzeń nie tylko osób zarabiających mniej niż ta kwota, ale również innych pracowników. Pracownicy dotąd zarabiający więcej czują niezadowolenie związane ze spadkiem swoich płac w relacji do mniej wykwalifikowanych pracowników, co może prowadzić do zmniejszenia ich wydajności w pracy. W celu uniknięcia takiego scenariusza pracodawcy podnoszą ich pensje aby zachować odpowiednie zależności pomiędzy wynagrodzeniami różnych stanowisk w ramach siatki płac.

Po trzecie, przedsiębiorcy w celu utrzymania rentowności swojej działalności, w reakcji na wzrost płacy minimalnej podnoszą ceny swoich produktów. W skali całej gospodarki prowadzi to do zwiększenia inflacji, co nasila żądania płacowe gospodarstw domowych w celu utrzymania siły nabywczej swoich dochodów (tzw. efekty drugiej rundy).

Nowa spółka założona przy UW – data science w służbie firm

Project 42 to nowa spółka typu spin-off założona przy Uniwersytecie Warszawskim. Jej celem jest wspieranie przedsiębiorstw poprzez narzędzia i rozwiązania wykorzystujące techniki data science, sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe.

Spółkę założyli doktoranci z Wydziałów Fizyki i Wydziału Zarządzania UW. Chcą oni wykorzystać doświadczenie w zarzadzaniu i kompetencje dziedzinowe, a jednocześnie dać biznesowi szerszy dostęp do uniwersyteckiego potencjału naukowego w zakresie analizy dużych zbiorów danych. Wszystko po to, by wspierać różnego rodzaju cele biznesowe, których osiągnięcie wymaga zastosowania zaawansowanych metod matematycznych lub technologii przetwarzania danych.

„Potencjał naukowy polskich uczelni w obszarze data science jest ogromny. Jednocześnie biznes ma świadomość, że jego wykorzystanie nie jest łatwe. Relacje między światem naukowców i przedsiębiorstw nigdy nie należały do najłatwiejszych, a my działamy właśnie na ich styku. Wywodzimy się ze środowiska naukowego, mamy odpowiednie kompetencje merytoryczne oraz przygotowanie i doświadczenie biznesowe” – mówi Maciej Ciemny, współzałożyciel Project 42 i doktorant na Wydziale Fizyki UW.

Portfolio Project 42 obejmuje analizę eksploracyjną, modelowanie i predykcję, symulacje komputerowe, tworzenie algorytmów i narzędzi oraz scientific consulting. „Potrafimy szukać i znajdujemy rozwiązania dla realnych, skomplikowanych problemów biznesowych przy pomocy najnowszych osiągnięć nauk matematycznych. Drugim kluczowym polem działania spółki jest tworzenie rozwiązań i zespołów naukowych do realizacji projektów R&D prowadzonych przez polskie i zagraniczne przedsiębiorstwa” – mówi Kamil Mieszkowski, współzałożyciel Project42 i doktorant na Wydziale Zarządzania UW.

Lepsza współpraca UW z biznesem w obszarze data science

Potencjał gromadzonych przez firmy danych i potrzeba ich przetwarzania sprawiają, że zainteresowanie specjalistami i usługami data science już od kilku lat przekracza dostępne na rynku zasoby osobowe i kompetencyjne. Z jednej strony coraz trudniej jest znaleźć specjalistów, natomiast z drugiej pojawia się coraz więcej firm świadczących w tym zakresie usługi. Co wyróżnia Project 42 i stanowi o jej przewadze konkurencyjnej? Przede wszystkim dostęp do potencjału naukowego UW.

Działalność Project 42 ma być alternatywą dla modelu działania, w którym firmy samodzielnie rekrutują naukowców z dziedziny data science. Spin-off pełni rolę łącznika, który poprzez szybki i łatwy dostęp do potencjału naukowego Uniwersytetu Warszawskiego pozwala szybko zawiązać współpracę firm z dedykowanymi specjalistami. Jednocześnie Project 42 świadczy usługi w obszarze data science: rozwiązuje konkretne problemy, poszukuje odpowiedzi na pytania w oparciu o analizę udostępnionych danych, albo samodzielnie na podstawie analiz poszukuje istotnej dla przedsiębiorstw wartości dodanej.

Doświadczenia wielu menedżerów pokazują, że zarządzanie zespołami złożonymi z naukowców niesie różnego rodzaju ograniczenia. Ludzie ci związali swoje życie z nauką, przez co nie są zainteresowani poświęceniem dużej ilości czasu na pracę z przedsiębiorcami. Jedynie przy odpowiednim podejściu są skłonni angażować się w projekty biznesowe. Z kolei z perspektywy naukowców i specjalistów sam biznes niekiedy nie potrafi zaprezentować swoich problemów, tak by przekonać naukowców do udzielenia wsparcia. Problematyka data science ma to do siebie, że jeszcze przed zleceniem projektu firmy nie do końca wiedzą, czego potrzebują. Wynika to m.in. z faktu, że przedsiębiorcy nie zdają sobie sprawy, co obecnie można osiągnąć przy pomocy najnowszych metod naukowych, a co wciąż pozostaje w sferze fantazji. Często nie wiedzą też dokładnie, jaka wartość może być ukryta w zgromadzonych przez firmy danych.

„Dziś w obszarze data science nauka wyprzedza o kilka lat. Dla przykładu, zastosowanie sieci neuronowych, jednego z przypadków uczenia maszynowego, z perspektywy biznesu jest stosunkowo nowe. W ośrodkach akademickich pracuje się nad tymi zagadnieniami od lat 60-tych ubiegłego wieku. Dzisiaj na Wydziałach Matematyki UW poszukuje się nowych teorii i rozwiązań. Biznes odkryje te możliwości dopiero w przyszłości. Zapewne części z tej przewagi nie można jeszcze wykorzystać, jednak jeśli mówimy o pionierskich, niestandardowych projektach, to trudno znaleźć do ich realizacji zespół lepszy niż złożony z pracowników naukowych, których pracą zarządza doświadczony menedżer” – dodaje Kamil Mieszkowski.

Nowa nauka o danych

Wiele firm poszukując specjalistów od data science kieruje się w stronę świata akademickiego. Przeglądając ogłoszenia w serwisach agregujących oferty pracy widać, że od osób na poważnie zajmujących się przetwarzaniem danych wymaga się minimum doktoratu i potwierdzonej kariery naukowej. Wynika to z faktu, że praca nad danymi wymaga posiadania zaawansowanych umiejętności matematycznych a przy tym bardzo przypomina pracę naukową.

Data Science to stosunkowo nowa, ale błyskawicznie rozwijająca się dziedzina. Obejmuje trzy obszary: zaawansowaną matematykę i statystykę, informatykę i inżynierię IT oraz wiedzę biznesową. Specjalista – data scientist lub jak mówią niektórzy, danolog – to osoba, która posiada wysokie umiejętności w każdej z tych dziedzin. Choć tacy ludzie istnieją, wciąż jest ich bardzo niewielu. Jednym z pomysłów uzupełniania luk kompetencyjnych na tym polu jest budowanie interdyscyplinarnych zespołów, które łączą różnego rodzaju specjalistów. W różnorodności łatwiej kreować rozwiązania, o jakich wcześniej nikt jeszcze nie pomyślał.

Polacy nie kontrolują swoich… przychodów

Wyniki raportu ADP „Workforce View in Europe” wskazują, że aż 27 procent Polaków nie zorientowałoby się gdyby pensja, która wpłynęła na ich konto, różniła się od kwoty zawartej w umowie. Co szósty zatrudniony przyznaje też, że nie sprawdza wpłat od pracodawców. Polacy są również konserwatywni w kwestii nowych standardów płatności wynagrodzenia. W przeciwieństwie do mieszkańców Azji, tak jak mieszkańcy całej Europy wciąż z rezerwą podchodzą do przelewów dokonywanych poprzez systemy typu PayPal.

Kontrola wydatków to temat często pojawiający się przy okazji walki z domowym zadłużeniem. Z danych Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor wynika, że w rejestrze dłużników figuruje obecnie 150 tys. młodych Polaków pomiędzy 18 a 24 rokiem życia. Jednak jak wynika z badań ADP, firmy zajmującej się usługami kadrowo-płacowymi, Polacy nie kontrolują także swoich przychodów. Tylko 73 proc. Polaków sprawdza, czy wysokość pensji, która wpływa na ich konto jest prawidłowa.

 Coraz większa część płatności na świecie oparta jest na przelewach bankowych. Nawyk sprawdzania przelewów powinien być jednak dla nas rutyną. Pomimo postępującej cyfryzacji należy pamiętać, by kontrolować wysokość otrzymywanego wynagrodzenia. Zwłaszcza w przypadkach korzystania ze zwolnienia lekarskiego. Z mojego doświadczenia wynika, że wciąż wielu pracowników nie wie na przykład, jak prawidłowo rozliczony został okres zwolnienia lekarskiego, czy w jaki sposób odliczane będą składki PPK – mówi Anna Barbachowska, Country HR Business Partner ADP Polska.

Niestandardowe formy płatności wciąż mało popularne

Choć przelewy bankowe są dominującą formą płatności na całym świecie coraz częściej słychać głosy o rosnącej popularności płatności niestandardowych takich jak: karty przedpłacone, cyfrowe platformy typu PayPal, płatności mobilne czy kryptowaluty. Według raportu ADP „Future of Pay”, aż 88 proc. azjatyckich pracowników zaakceptowałoby takie „nowe” formy transakcji. Europa jednak pozostaje na drugim biegunie nowoczesności. Tylko 44 proc. Europejczyków zaakceptowałoby niestandardowe sposoby płatności. W Ameryce Północnej za nowoczesnymi formami opowiedziało się 49 proc. spośród badanych pracowników, a w Ameryce Południowej 66 proc.

– Choć banki rozwijają swoją ofertę, płatności niestandardowe zaczynają zyskiwać przewagę technologiczną. Są one szybsze i łatwiejsze do wykonania, co daje poczucie większej kontroli nad pieniędzmi oraz możliwość natychmiastowej reakcji na nieprzewidziane wydatki. Pracodawca oferujący elastyczne i nowoczesne formy płatności może dla pracownika wydawać się bardziej atrakcyjny, co w wielu branżach może stanowić dodatkowy atut w procesie rekrutacji – stwierdza Anna Barbachowska, Country HR Business Partner ADP Polska.

Milenialsi – szansa na zmianę

Najchętniej po alternatywne metody płatności sięgają tzw. milenialsi. Zakłada się, że w przyszłości coraz częściej będą oni oczekiwać od pracodawców płatności niestandardowych. Pojawiają się również głosy mówiące o ryzyku płynącym z nowych metod płatności. Zarówno dla pracowników, jak i pracodawców kwestia bezpieczeństwa będzie kluczowa, choć jak wskazują badania ADP jest ona istotniejsza dla użytkowników powyżej 50 roku życia. Osoby w przedziale 18-35 lat czują się bezpiecznie, jeśli mogą śledzić swoje środki na bieżąco bez przesyłania pieniędzy między kontami.

Zmiany w akcyzie od 2020 r.

17 września 2019 r. został opublikowany projekt z dnia 12 września 2019 r. o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw. Projekt wprowadza szereg bardzo istotnych zmian dla przedsiębiorców mających na co dzień do czynienia z kwestiami akcyzy. Co do zasady dla części podatników nowe przepisy miałyby wejść w życie od 1 stycznia 2020 r. Zatem czasu zostało niewiele, a zakres regulacji, które będzie trzeba zaimplementować, jest dość duży. Artykuł przedstawia główne zmiany dotykające przedsiębiorców.

Ewidencje oraz deklaracje wyłącznie w formie elektronicznej

Jedną z kluczowych zmian mających wpływ na przedsiębiorców jest wprowadzenie ewidencji i deklaracji w formie elektronicznej. W pierwszej kolejności zmiana dotknie dużych podatników, a w kolejnych latach zostaną nią objęte pozostałe grupy. Dzięki elektronicznemu dostępowi do danych usprawnione zostaną kontrole w podmiotach prowadzących działalność w zakresie podatku akcyzowego. Dodatkowo projekt zakłada wprowadzenie obowiązku składania deklaracji akcyzowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Automatyzacja procesów powinna doprowadzić do poprawy jakości danych oraz wpłynąć na efektywność zarówno komórek zajmujących się obsługą podatnika, jak i komórek kontrolnych.

Dodatkowe warunki obrotu towarami akcyzowymi

W praktyce obrotu w zakresie towarów objętych akcyzą zdarzało się, że osoby kierujące działalnością podmiotów posiadających zezwolenia akcyzowe mogły być tzw. słupami tj. osobami, które nie gwarantują wywiązania się przez podmiot z obowiązku rozliczania się z akcyzy. Projekt przewiduje rozszerzenie warunków dotyczących osób kierujących działalnością podmiotu o warunek niekierowania przez te osoby innymi podmiotami lub niereprezentowania przez nie oddziałów przedsiębiorców zagranicznych z siedzibą na terytorium kraju, które w tym czasie w sposób uporczywy nie regulowały w terminie należności budżetowych, wobec których było prowadzone postępowanie egzekucyjne, likwidacyjne lub upadłościowe, lub którym zostało cofnięte, ze względu na naruszenie przepisów prawa, koncesja lub zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej, lub została wydana decyzja o zakazie wykonywania działalności regulowanej.

Efektem tych zmian będą bardziej restrykcyjne warunki prowadzenia działalności w zakresie wyrobów akcyzowych i samochodów osobowych. W szczególności dodatkowy wymóg może wydłużyć proces rejestracji i uzyskania zezwoleń, a także prowadzić do dodatkowych wymagań administracyjnych po stronie przedsiębiorców.

Zmiany WIA

Zmiana przepisów w zakresie wiążącej informacji akcyzowej ma na celu określenie nowych przypadków, w których WIA utraci swoją ważność. Ponadto projekt wprowadza w określonych sytuacjach możliwość zmiany z urzędu lub na wniosek wydanej decyzji w sprawie WIA, jeżeli przestaje ona być zgodna z interpretacją Nomenklatury Scalonej. Decyzja WIA ma być ważna przez okres 3 lat od dnia jej wydania.

Ponadto bardzo istotnym uszczegółowieniem przepisów jest fakt, iż oprócz organów podatkowych również podmiot, na rzecz którego wydana została WIA, będzie zobowiązany do jej stosowania w odniesieniu do wyrobów akcyzowych i samochodów osobowych, wobec których czynności podlegające opodatkowaniu akcyzą zostały dokonane po dniu, w którym WIA została wydana.

Zmiany w zakresie WIA bardzo ograniczają możliwość stosowania tego narzędzia. Jeżeli projekt wejdzie w życie, WIA będzie mogła zostać w każdej chwili zmieniona. W szczególności podatnik będzie zobowiązany do śledzenia nomenklatury i wyroków sądów, aby być na bieżąco oraz mieć wiedzę na temat tego, kiedy jego WIA jest „zagrożona”.

Nowe czynności opodatkowane akcyzą – samochody osobowe

Znaczącej zmianie ulegną także przepisy akcyzowe w zakresie samochodów osobowych. Wprowadzone zostaną nowe czynności opodatkowane akcyzą, tj. (i) dokonanie w pojeździe samochodowym zarejestrowanym w kraju zmian konstrukcyjnych zmieniających rodzaj pojazdu na samochód osobowy oraz (ii) nabycie lub posiadanie samochodu osobowego niezarejestrowanego na terytorium kraju w przypadku, gdy nie można ustalić podmiotu, który dokonał wcześniejszej czynności podlegającej opodatkowaniu, a w wyniku kontroli np. podatkowej nie ustalono, czy podatek akcyzowy został zapłacony w należnej wysokości, oraz wprowadzenie obowiązku uzyskania dla celów związanych z rejestracją samochodów ciężarowych oraz specjalnych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t dokumentu potwierdzającego brak obowiązku zapłaty akcyzy.

Szczególnie druga czynność jest niekorzystna dla przedsiębiorców, którzy często mogą nie mieć świadomości odnośnie do tego, czy akcyza została uregulowana, czy nie i w konsekwencji mogą zostać zobowiązani do jej zapłaty w wysokości 3,1% lub 18,6% od wartości.

Zwiększenie sankcji karno-skarbowych za przestępstwa oraz wykroczenia związane z obrotem wyrobami akcyzowymi

Projekt przewiduje wprowadzenie szeregu zmian w kodeksie karno-skarbowym. Mają one na celu usprawnienie i poprawę efektywności prowadzonych postępowań, ale też wykonywania orzeczonych kar. Proponuje się co do zasady podwyższenie górnych granic zagrożenia sankcjami w postaci kary pozbawienia wolności lub kary grzywny za wybrane przestępstwa skarbowe. Ograniczona ma zostać m.in. możliwość korzystania z instytucji czynnego żalu. Wydłużone mają być okresy przedawnień przestępstw i wykroczeń skarbowych. Do KKS mają zostać wprowadzone nowe typy przestępstw skarbowych. Ponadto ma zostać wdrożony szereg innych zmian w KKS.

Podsumowanie

Projekt zmian w ustawie o podatku akcyzowym oraz kodeksie karno-skarbowym świadczy o dużej determinacji organów podatkowych w dążeniu do uregulowania kwestii podatku akcyzowego. Czasu jest bardzo mało, dlatego przedsiębiorcy już teraz powinni przystąpić do analizy projektu pod kątem prowadzonej działalności. Z uwagi na materię zmian warto skonsultować te kwestie z doświadczonym doradcą podatkowym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Które benefity pozapłacowe są najbardziej pożądane przez pracowników z Ukrainy?

Obcokrajowcy, którzy przyjechali do pracy w Polsce, zwracają uwagę nie tylko na możliwość wyższego zarobku, ale także na atrakcyjność benefitów pozapłacowych oferowanych przez pracodawców. Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie OTTO Work Force Polska prywatna opieka medyczna to najpopularniejszy i zarazem najbardziej pożądany dodatek do pensji wśród Ukraińców. Taki benefit oferuje niemal połowa polskich przedsiębiorstw, przy czym aż 61 procent pracowników z Ukrainy uznaje opiekę medyczną jako najbardziej atrakcyjne i motywujące świadczenie.

Pracodawcy dbają o zdrowie i dobre samopoczucie pracowników

Na współczesnym rynku pracy trudno znaleźć ofertę zatrudnienia, która nie zawierałaby zachęcających benefitów. Działy HR upatrując w nich sposób na skuteczne utrzymanie pracowników w organizacjach i pozyskanie nowych kandydatów. Polski pracodawca na pierwszym miejscu stawia zdrowie i dobre samopoczucie pracownika – prawie połowa badanych przedsiębiorstw (49%) oferuje swoim pracownikom karty sportowe, umożliwiające wstęp do fitness klubów, siłowni oraz prywatną opiekę medyczną. Bardzo chętnie proponują pracownikom także dodatkowe ubezpieczenia grupowe (46%). Nieco mniejszą popularnością cieszą się benefity związane z kulturą i dofinansowaniami do konkretnych usług. Bilety do kin i teatrów proponowane są w 27% badanych przedsiębiorstw, dofinansowanie do posiłków w pracy w 18% podmiotów, zniżki i rabaty do sklepów w 13% firm, a dofinansowanie do żłobków i przedszkoli jest standardem tylko dla 8% instytucji. Co ciekawe jedynie co piąta badana firma nie oferuje żadnych benefitów (18%). Czy wprowadzając wymienione świadczenia dodatkowe polscy pracodawcy spełniają oczekiwania Ukraińców – największej grupy zagranicznych pracowników w Polsce?

Rysunek 1 Benefity (świadczenia dodatkowe), jakie oferują przedsiębiorstwa swoim pracownikom według opinii badanych (% wskazań) (N=336).Benefity świadczenia dodatkowe, jakie oferują przedsiębiorstwa swoim pracownikom według opinii badanych

Źródło: Raport OTTO Work Force Polska Jak przedsiębiorstwa zamierzają rozwiązać problem braku kompetentnych pracowników?, 2019.

Jakich benefitów oczekują pracownicy z Ukrainy?

W obliczu zbliżającej się liberalizacji przepisów w zakresie zatrudnienia obcokrajowców w Niemczech oraz wyższych zarobków u naszych południowych sąsiadów (zarobki w Czechach i na Słowacji są średnio o 10-15% wyższe niż w Polsce) Ukraińcy coraz większą uwagę zwracają na atrakcyjność polskich ofert pracy. Interesuje ich już nie tylko sama możliwość podjęcia legalnego zatrudnienia za wyższe niż na Ukrainie wynagrodzenie, ale także benefity zachęcające do podjęcia pracy w Polsce. Dla większości z nich (61%), najbardziej motywującym dodatkiem pozapłacowym jest prywatna opieka medyczna. Na drugim miejscu znalazło się dofinansowanie do posiłków w pracy (53%), na kolejnych: zniżki/rabaty do sklepów (44%), karty sportowe (wstęp do fitness klubów, siłowni itp.) (43%), ubezpieczenie grupowe (28%), bilety do kin
i teatrów (22%), dofinansowanie do szkół i przedszkoli (13%).

Ukraińcy decydują się na emigracje głównie z powodów ekonomicznych. Zarabiają, by podnieść jakość nie tylko swojego życia, ale także swoich najbliższych, którzy zostali na Ukrainie. Z tego powodu ważne są dla nich benefity, które pozwalają im możliwie jak najwięcej zaoszczędzić. Nieco mniejszym zainteresowaniem cieszą się te związane ze spędzaniem czasu wolnego, choć oczywiście również są bardzo ważne. Polscy pracodawcy stają przez trudnym zadaniem. Ze względu na niedobory siły roboczej na rynku pracy oraz na wyższe wynagrodzenia za granicą powinni w możliwie jak największym stopniu dopasować benefity pozapłacowe do oczekiwań swoich pracowników, by zatrzymać ich na dłużej – komentuje Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Polska.

Rysunek 2 Benefity (świadczenia dodatkowe) oferowane przez pracodawcę, które byłyby, zdaniem badanych, atrakcyjne i motywujące (N=514).Benefity (świadczenia dodatkowe) oferowane przez pracodawcę, które byłyby, zdaniem badanych, atrakcyjne i motywujące

Źródło: Raport OTTO Work Force Polska Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zatrudnienia w Polsce i w innych krajach oraz zadowolenia z pracy, 2018.

Argentyna wybrała. Karuzela na kryptowalutach

Argentyńczycy w tym roku zbankrutowali już po raz 9 w swojej historii. W związku z tym postanowili odejść od ścieżki reform i postawili na centrolewicę, która obiecuje wzrost gospodarczy już po 180 dniach rządów. Jest to odważna deklaracja, ale zdaniem wielu analityków, powinniśmy raczej przygotowywać się na jubileuszowe 10 bankructwo.

Fernandez zwycięzcą

W weekend w Argentynie odbyły się wybory prezydenckie. Zwyciężył centrolewicowy kandydat – Alberto Fernandez. Prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z powrotem do polityki z lat 2007-2015, o czym najlepiej świadczy stanowisko wiceprezydenta dla byłej prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner, która właśnie wtedy pełniła tę funkcję. Toczące się przeciwko niej postępowanie karne wydaje się nie być problemem dla większości obywateli, pomimo że zarzut dotyczy korupcji (ona sama określa się jako “ofiara prześladowania”). O tym, że rynki są zaniepokojone takim rezultatem wyborczym, świadczą notowania walut. Argentyńskie peso wyraźnie traci do dolara. W przyszłości ten proces prawdopodobnie spowolni, gdyż prezydent-elekt Fernandez zapowiedział ściślejszą kontrolę kapitału. Każdy obywatel będzie mógł kupić maksymalnie 200 USD miesięcznie w przypadku posiadania ich na koncie bankowym, natomiast w gotówce limit ma wynosić 100 USD.

Kolejny problem chińskiego smoka?

O ile ogólne dane z Chin wyglądają bardzo dobrze, o tyle możemy znaleźć na tym pięknym obrazie pewne rysy. Jedną z nich są zyski przedsiębiorstw. Problem w tym, że od początku roku spadają one względem roku poprzedniego. Nie jest to oczywiście zapowiedź tego, że mamy spodziewać się fali bankructw, ale mniejsze zyski powodują, że firmy mają mniejszą zdolność do inwestowania. To z kolei może dosyć szybko uwidocznić się w danych makroekonomicznych. Oczywiście alternatywą jest większe zadłużanie, ale ono też ma swoje granice. Możliwe, że do zaistniałej sytuacji będzie się chciał odnieść Komitet Centralny Komunistycznej Partii Chin, który właśnie dziś rozpoczął czterodniowe plenum.

Karuzela na kryptowalutach

Ostatnie tygodnie były raczej mało pozytywne dla posiadaczy kryptowalut. Jednak piątek okazał się bardzo korzystny. Przyczyny gwałtownych wzrostów upatruje się w przemówieniu prezydenta Chin Xi Jinpinga o konieczności postawienia na technologię blockchain. Jest to o tyle dziwna zależność, że Chiny pracują nad cyfrowym juanem, a handel innymi kryptowalutami jest tam zakazany. Najwyraźniej to, co jest dobre dla popularyzacji blockchaina, jest też dobre dla kryptowalut, bo inwestorzy w ciągu jednego dnia wywindowali bitcoina z poziomu 7500 USD powyżej 10000 USD. Po tak silnym ruchu przyszły spadki, ale dzisiaj wciąż znajduje się on powyżej 9000 dolarów.

Dzisiaj dzień wolny w Czechach, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Strategia Lean wkracza na uczelnie wyższe

Nowe kierunki na uczelniach wyższych to odpowiedź na zapotrzebowanie dynamicznie zmieniającego się rynku. Wśród kompetencji i umiejętności, jakich poszukują obecnie pracodawcy, znajduje się znajomość Strategii Lean – koncepcji zarządzania z powodzeniem wdrażanej w wielu globalnych przedsiębiorstwach. – Akademia Lean Leadera, dzięki zaangażowaniu doświadczonych ekspertów, pozwala nie tylko na transfer wiedzy teoretycznej, ale również praktyczne wykorzystanie narzędzi leanowych – przekonuje Tomasz Bereźnicki, prezes firmy DPC i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowości w Toruniu. Placówka od nowego roku akademickiego otwiera podyplomowy kierunek w całości poświęcony Lean Managementowi.

Koncepcja Lean Management, rozwijana i udoskonalana na świecie od wielu lat, do Polski dotarła stosunkowo niedawno. Początkowo była to zasługa zagranicznego kapitału, który po transformacji ustrojowej, a następnie akcesji naszego kraju do Unii Europejskiej, coraz chętniej decydował się na inwestowanie nad Wisłą. W powstających fabrykach i biurach, polski personel poznawał nowe techniki zarządzania produkcją czy budowania kultury pracy opartej na ciągłym doskonaleniu. Tylko nieliczni wiedzieli wówczas, że mowa o Lean Manufacturing i Learning Culture – czyli podstawowych terminach w Strategii Lean. – Dla polskich menadżerów, często ludzi bardzo młodych i ambitnych, była to okazja do sięgnięcia po wiedzę z całego świata. Częste rozmowy ze współpracownikami i partnerami zza granicy, wymiana doświadczeń, wyjazdy do siedzib firm na zachodzie – wszystko to powiększało zasób wiedzy i umiejętności przyszłych właścicieli rodzimych przedsiębiorstw – przekonuje Tomasz Bereźnicki, prezes firmy DPC, współautor programu nowego kierunku studiów poświęconego Lean Managamentowi w Wyższej Szkole Bankowości w Toruniu.

Pierwsze wzmianki na wykładach

Prezes DPC Polska doskonale pamięta moment, kiedy po raz pierwszy usłyszał o coraz popularniejszej koncepcji zarządzania, koncentrującej się na przebudowie relacji panujących w organizacjach i angażującej pracowników wszystkich szczebli w, minimalizujące marnotrawstwo, usprawnianie procesów. – Ponad dekadę temu, studiując na Politechnice Wrocławskiej pracowałem jednocześnie w General Electric – u amerykańskiego giganta, który swoje zakłady lokalizował również w Polsce. Moi wykładowcy zaczynali wówczas, początkowo nieśmiało i zdawkowo, opowiadać o nowinkach przybywających do Polski z krajów zachodnich. Zauważyłem, że to, o czym uczą, wcielane jest w życie w General Electric. Mój ówczesny pracodawca na globalną skalę wdrażał bowiem narzędzia i techniki Lean Management – wspomina Tomasz Bereźnicki.

Początkowo temat Lean Managementu pojawiał się na uczelniach, zwłaszcza technicznych i ekonomicznych, incydentalnie – jako ciekawostka opowiedziana przez profesora na zajęciach dydaktycznych czy jedno z pytań na teście zaliczeniowym. – Nie mieliśmy dostępu do szerokiej listy lektur. Tak wykładowcy, jak i ich studenci, bazowali na dosłownie kilku książkach: „Maszyna która zmieniła świat” czy „Odchudzanie firmy” Jamesa P. Womacka i Daniela T. Jonesa. Wówczas odkrywaliśmy idee zupełnie nowe, wręcz rewolucyjne – dziś wiemy, że są to absolutne podstawy – mówi prezes DPC. Następnie, już na początku drugiej dekady XXI wieku, Strategii Lean poświęcano cały, półtoragodzinny wykład. W dalszej kolejności, koncepcja doczekała się osobnego, semestralnego przedmiotu aż wreszcie dziś szereg placówek, łącznie z Wyższą Szkołą Bankowości, tworzy dla niej cały kierunek. Proces przekonywania środowiska naukowego i samych studentów do tematyki zarządzania leanowego miał więc charakter ewolucyjny. Jednak, według Tomasza Bereźnickiego, koncepcja ta już na dobre zagościła w gmachach najbardziej szacownych uczelni. – Inżynieria produkcji czy metody efektywnego organizowania pracy są stale modyfikowane i usprawniane. To kwesta cyfryzacji oraz coraz powszechniejszego, niemal nieograniczonego dostępu do informacji. W związku z tym, kierunki studiów poświęcone Strategii Lean, napędzającej wprowadzanie modyfikacji i generującej usprawnienia, stanowią naturalną odpowiedź na aktualne potrzeby rynku. Przeglądając CV, pracodawcy coraz częściej zwracają uwagę na wiedzę danego kandydata dotyczącą terminologii leanowej i sposobów jej wykorzystania. To również argument dla pracownika ubiegającego się o awans i podwyżkę – przekonuje Bereźnicki.

Po co uczyć się o Lean?

Akademia Lean Leadera, gdyż tak nazywa się nowy kierunek otwierany na początku października przez Wyższą Szkołę Bankowości, będzie miała charakter studiów podyplomowych realizowanych w weekendy. W ciągu dwóch semestrów uczestnicy zdobędą wiedzę zarówno teoretyczną, jak i praktyczną. Wszystko dzięki partnerom merytorycznym – firmom wyspecjalizowanym we wdrażaniu Strategii Lean w przedsiębiorstwach, niezależnie od ich wielkości czy branży. To właśnie szefem jednej z nich, DPC Polska, jest Tomasz Bereźnicki. Poza opracowaniem programu studiów, przyjął on również propozycję prowadzenia jednego z wykładów. – Moim celem jest pokazanie uczestnikom jak Strategia Lean sprawdza się w rzeczywistości. Dlatego dwukrotnie zaproszę studentów do przedsiębiorstw, z którymi współpracują eksperci DPC. Dzięki temu będą mogli na własne oczy przekonać się, że teoria którą przekazuję im na sali wykładowej wytrzymuje konfrontację z rzeczywistością i generuje określone, wymierne korzyści tak dla całych organizacji, jak i poszczególnych pracowników – deklaruje Tomasz Bereźnicki. I dodaje: – Wierzę, że najlepszym nauczycielem Lean jest „gemba”. Terminem tym określamy miejsce wykonywania rzeczywistej pracy przynoszącej konkretną wartość dla klienta. W produkcji to hala produkcyjna, w usługach – miejsce ich świadczenia. To właśnie ono powinno kształtować ramy w jakich funkcjonuje i rozwija się dana organizacja. Chciałbym, aby absolwenci naszego kierunku transferowali zdobytą wiedzę do swoich firm i wykorzystywali ją, usprawniając realizowane procesy.

Studia dla każdego

Co znajdziemy w programie nowego kierunku? Przyszli studenci będą mieli okazję do spojrzenia na Strategię Lean z wielu perspektyw, między innymi: budowania przewagi konkurencyjnej firmy, wykorzystania metody zarządzania wizualnego, standaryzacji procesów w dobie robotyzacji. Jak podkreśla Wyższa Szkoła Bankowości: „Program Studiów Podyplomowych o kierunku „Akademia Lean Lidera” dedykowany jest do szerokiego grona słuchaczy, niezależnie od ich stanowiska co do skuteczności metody Lean”. – Nie chodzi o przekonywanie już przekonanych czy bezkrytyczne podejście do istoty tej koncepcji. Zamierzamy pokazywać również nieudane przypadki wdrażania rozwiązań leanowych. Ta metoda, jak żadna inna, opiera się na człowieku – a wszyscy przecież popełniamy błędy i ponosimy porażki – tłumaczy Tomasz Bereźnicki.

Akademia Lean Leadera kończy się przyznaniem dyplomu potwierdzającego nabyte podczas rocznych studiów umiejętności. Co ważne – istnieje możliwość zapisania się na kierunek w charakterze wolnego słuchacza. Umożliwia to naukę osobom nieposiadającym wyższego wykształcenia. W ich przypadku nagrodą za pomyślne zdanie wszystkich egzaminów jest certyfikat, honorowany przez pracodawców w Polsce i poza jej granicami.

Z doświadczenia wiem, że frekwencja na takich studiach podyplomowych dopisuje – miałem okazję prowadzić zajęcia poświęcone tematyce Lean Management między innymi w filiach Wyższej Szkoły Bankowości w Chorzowie i Opolu oraz podczas wykładów na Akademii Leona Koźmińskiego. Wśród uczestników byli nie tylko przedstawiciele „średniego szczebla” kadry zarządzającej, których obecność w kontekście tematyki jest naturalna, ale również właściciele i członkowie zarządów dużych przedsiębiorstw. Świadczy to o rosnącym zainteresowaniu tematyką Lean Managementu i zapotrzebowaniu na umiejętności z nią związane – mówi Tomasz Bereźnicki.

Split payment pogarsza płynność co szóstej firmy

W przypadku ponad 42 proc. mikro, małych i średnich firm dostawcy zaczęli przelewać należny od danej transakcji podatek VAT na odrębny rachunek. Do podzielonej płatności (split payment) najczęściej skłaniany jest handel i to ten sektor obok transportu w jednym na pięć przypadków skarży się na negatywny wpływ tych rozwiązań na płynność finansową – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Dobrowolny od połowy zeszłego roku mechanizm rozliczeń od 1 listopada będzie obowiązkowy w przypadku branż szczególnie narażonych na nieprawidłowości z podatkiem VAT, ale środkami zgromadzonymi na rachunku VAT firmy będą mogły uregulować więcej zobowiązań niż dotychczas.

Mechanizm podzielonej płatności VAT obowiązuje od 1 lipca 2018 r. Teoretycznie wejście w ten system jest dobrowolne, ale w praktyce w dużym stopniu to od nabywców towarów i usług zależy czy dostawca zostanie włączony w takie rozwiązanie. Nabywca decyduje bowiem, czy płaci całą kwotę z VAT na jeden rachunek czy też rozdziela ją na netto i podatek, który przelewa na kontrolowany przez skarbówkę rachunek VAT swojego kontrahenta. – Wyniki naszego badania przeprowadzone wśród przedsiębiorstw handlujących z odroczonym terminem płatności potwierdzają, że mechanizm rozszerzył się wskutek działań kontrahentów. Przez rok ponad 42 proc. mikro, małych i średnich firm zostało skłonionych przez kontrahentów do stosowania mechanizmu podzielonej płatności. Największą presję na podzieloną płatność ze strony kontrahentów odczuł handel – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Aż 50,4 proc. respondentów tego sektora przyznało, że zostali włączeni w mechanizm podzielonej płatności. Na kolejnej pozycji sektorów, w których split payment został najbardziej rozpowszechniony, znalazł się przemysł (46,8 proc.) oraz transport (43,4 proc.). Dalej są budownictwo – 37,2 proc. i usługi – 32,5 proc.

15 proc. firm miało kontakt z przestępcami podatkowymi

Tym samym spełniły się założenia ustawodawcy, liczącego na to, że w pierwszym, dobrowolnym etapie wdrażania split payment będzie on w naturalny sposób zwiększał swój zasięg. Należy przypomnieć, że inicjatorami tego procesu stały się z jednej strony spółki z udziałem Skarbu Państwa, z drugiej zaś firmy działające w sektorach narażonych na nadużycia związane z VAT, dla których stosowanie podzielonej płatności jest sposobem na uniknięcie solidarnej odpowiedzialności za rozliczenie tego podatku, w przypadku gdyby ich kontrahent okazał się nieuczciwy.

Ryzyko spotkania na biznesowej drodze oszusta jest całkiem spore, bo jak deklarują przedsiębiorcy w badaniu wykonanym przez Instytut Keralla Research na zlecenie BIG InfoMonior, z przestępcami podatkowymi miało do czynienia blisko 15 proc. firm. Inne plusy split payment? Przedsiębiorca dostaje zwrot VAT szybciej, bo po 25 dniach i wykazuje przez urzędem skarbowym należytą staranność.

Ale jest też minus. Aktualnie firma, która otrzymała podatek na wydzielony rachunek, może z niego opłacać jedynie VAT fiskusowi i kontrahentom. Nadwyżka jest zamrożona, jej wykorzystanie na inwestycje i inne płatności nie wchodzi w grę, chyba że uzyska się zgodę naczelnika urzędu skarbowego. Trzeba czekać, a to może wywierać negatywny wpływ na płynność finansową.

Split payment z perspektywy firm

Jak widzą to przedsiębiorcy? W pytaniu, na które odpowiadali zarówno przedstawiciele firm, które zostały skłonione przez partnerów biznesowych do tego rozwiązania, jak i tych, które same zaczęły go stosować, ponad połowa uważa, że split payment nie ma znaczenia dla płynności finansowej prowadzonego biznesu. Nieco ponad jedna czwarta nie spotkała się z mechanizmem podzielonej płatności, więc trudno w ich przypadku mówić o jakichkolwiek konsekwencjach.Split payment z perspektywy firm

Co szósty przedsiębiorca – 16,9 proc. uznał jednak, że wpływ split payment jest negatywny, z czego 10,9 proc. firm określiło go jako raczej negatywny, a 6 proc. jako zdecydowanie negatywny. Najwięcej krytycznych ocen pada ze strony firm transportowych (22,6 proc.) oraz handlowych (19,6 proc.). Najmniej negatywnych opinii w kwestii pogorszenia płynności finansowej przez split payment pojawia się ze strony przedstawicieli przemysłu (12,8 proc.) , budownictwa (14 proc.) i usług (16,6 proc.).

Większe możliwości rachunku podatkowego mogą ograniczyć negatywny wpływ na płynność

Ankietowane firmy odpowiadały chwilę po tym jak Ministerstwo Finansów poinformowało, że w ciągu 12 miesięcy działania split payment (od 1 lipca 2018 do 30 czerwca 2019) na specjalne rachunki trafiło nieznacznie ponad 10 proc. należnego za ten okres podatku VAT (65,8 mld zł). Gdy kwota ta wzrośnie, wpływ podzielonej płatności na płynność finansową przedsiębiorstw też może się zmienić. – Jak na razie wyniki badania skłaniają do wniosku, że split payment nie pogarsza w znaczący sposób sytuacji płynnościowej większości firm, choć dla części przedsiębiorstw jest jednak problemem. Pewne obawy rodzi perspektywa rosnącej skali rozliczeń w tym mechanizmie idąca w parze z wciąż utrzymującym się niekorzystnym zjawiskiem nieterminowego regulowania należności między firmami, które według naszych analiz zmusza połowę firm do czekania na pieniądze od odbiorców przez ponad dwa miesiące od wyznaczonego terminu – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Z drugiej jednak strony warto podkreślić, że od 1 listopada z rachunku VAT będzie można regulować wszelkie zobowiązania publiczno-prawne (podatki, składki ZUS), wobec tego pieniądze na nim zgromadzone nie będą już zamrożone w takim stopniu, jak do tej pory – dodaje.

Od 1 listopada 2019 r. obowiązkowe będzie stosowanie podzielonej płatności, przy transakcjach o wartości powyżej 15 tys. zł brutto – w przypadku 150 pozycji ujętych w załączniku nr 15 do ustawy o podatku VAT. Różnego rodzaju kategorie towarów i usług obejmują m.in. węgiel, koks, wyroby ze stali, komputery, procesory, telefony komórkowe, konsole do gier, części i akcesoria do pojazdów samochodowych, odpady, surowce wtórne oraz prace budowlane.

Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, lipiec 2019 r.

Typowy start tygodnia z FOMC

Kiedy wkraczamy w tydzień, w którym odbywa się posiedzenie FOMC, zwykle można spokojnie założyć, że pierwsze dni przebiegnie w sennym wyczekiwaniu środowej decyzji. Gdzieś w tle przemyka kwestia brexitu i szczątki informacji z rozmów handlowych USA-Chiny, ale ogólnie rynki czekają na mocniejsze impulsy, a takie zawsze oferuje Fed.

Nie ma się co oszukiwać, że z kalendarza makro zawierającego dziś podaż pieniądza z Eurolandu, a po południu dane o zapasach hurtowników i regionalne indeksy koniunktury z USA zadań z figur nie rozhuśta rynków. Kiedy wiadomo, że kolejne dni przyniosą decyzje FOMC, Banku Japonii i Banku Kanady oraz NFP i ISM z USA, a także PMI z Chin, inwestorzy będą oszczędzać energię.

Po posiedzeniu FOMC (śr) spodziewamy się wspólnie z rynkiem, że stopy procentowe zostaną obniżone o 25 pb, co z resztą od tygodni jest niemal w pełni zdyskontowane. Istotne będzie, jak Fed ocenia warunki wewnętrzne i zewnętrzne oraz szanse na dalsze luzowanie. Rynek wycenia kolejne cięcie do kwietnia przyszłego roku, ale wątpimy, aby prezes Powell zasygnalizował, że Fed już teraz spodziewa się wcześniejszej reakcji. W efekcie USD może przetrwać posiedzenie bez uszczerbku. Jeśli jednak Powell podkreśli, że „dostosowanie w środku cyklu” zostało zakończone, będzie to niespodzianka pozytywna dla dolara.

Dane mogą mieć większe znaczenie mogą mieć dane publikowane w piątek: ISM i NFP. W skrócie: jeśli z danych nie wynikałoby, że gospodarka dalej hamuje, czemu Fed miałby być bardziej gołębi? Po zaskakującym tąpnięciu we wrześniu do 10-letnich dołków w najnowszej odsłonie indeks ISM dla przemysłu powinien nieco odbić, choć prawdopodobnie dalej będzie sygnalizował kurczenie się sektora. Raport z rynku pracy będzie obciążony wpływem strajku w fabrykach General Motors (strajkujący nie zaliczają się do aktywnie pracujących), stąd konsensus dla zmiany zatrudnienia na 90 tys. i wzrost stopy bezrobocia do 3,6 proc. Wzrost płac ma jednak pozostać mocny (0,3 proc. m/m), w przeciwnym razie raport NFP zostanie odebrany negatywnie.

Utrzymanie chińskich wskaźników PMI dla przemysłu (czw, pt) jest warunkiem minimum dla podtrzymania nadziei odbicia globalnego ożywienia. Może być jednak za wcześnie, aby w danych uchwyciło się ocieplenie relacji handlowych USA-Chiny, stąd dane niosą ryzyko podkopania wątłego apetytu na ryzyko.

Poza tym nie uciekniemy od tematu brexitu. UE prawdopodobnie dziś udzieli Wielkiej Brytanii zgody na odsunięcie daty brexitu na koniec stycznia, choć pozytywną niespodzianką jest umieszczenie w dokumencie klauzuli wcześniejszego wyjścia, jeśli „wszystkie strony porozumienia dokonają wcześniej ratyfikacji procedury”. Wówczas brexit będzie mógł nastąpić od pierwszego dnia miesiąca następującego po miesiącu ratyfikacyjnym, tj. najwcześniej 1 grudnia. Odsunięcie widma chaotycznego brexitu we wcześniejszym terminie jest pozytywnym dla GBP rozstrzygnięciem, choć obecnie trudno to dyskontować, gdyż po drodze wszytko „zepsuć” mogą przedterminowe wybory. Premier Johnson ma zamiar podjąć próbę rozwiązania parlamentu, ale potrzebuje do tego 2/3 głosów Izby Gmin, jednak Partia Pracy jest przeciwna. Johnson może jednak skłonić mniejsze partie opozycyjne do złożenia wniosku o wotum nieufności, do którego przegłosowania potrzeba tylko 50 proc. głosów. Jakkolwiek wynik wyborów z racjonalnego punktów widzenia nie powinien być szkodliwy dla GBP (1. wygra Johnson i doprowadzi do ratyfikacji swojej umowy, 2. wygra opozycja, która w kampanii musi zaoferować coś lepszego niż Johnson, czyli nowe referendum), tak nie można zapominać o tendencji brytyjskiej sceny politycznej do zaskakiwania w najdziwniejszy sposób. Stąd informacja o przyspieszonych wyborach może uderzyć dziś w funta, ale trzymamy się zdania, że taka słabość będzie przejściowa i szybko wygaszana.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Romans klientów z Amazonem. Prawdziwa miłość czy zauroczenie?

Szybkie, impulsywne, nacechowane emocjami. Powodują drżenie rąk, szybsze bicie serca i pojawienie się kropelek potu na czole. Okazuje się, że podobne uczucia jak randki, mogą zagwarantować zakupy online. Czy jednak romans klientów z platformą Amazona jest trwałym uczuciem, czy tylko zauroczeniem? Według badań Mintel, konsumenci są zachwyceni ofertą giganta. Zachwyt ten szczególnie widać u subskrybentów Prime, drugiej po Netflixie, największej na świecie usługi abonamentowej.

Mimo że mija już ćwierć wieku odkąd Amazon pojawił się na rynku, wciąż jest to największy gracz w światowej branży e-commerce. Jej założyciel, Jeff Bezos, nie spoczywa na laurach i nieustannie rozbudowuje swoje imperium, oferując nowe funkcjonalności i usługi, które mają za zadanie przyciągnąć i zatrzymać klienta. Wybitnie z tym zadaniem radzi sobie program członkowski Amazon Prime, który posiada już 105 milionów abonentów, co czyni go drugim co do wielkości modelem opartym na subskrypcji po Netflixie. Czy taki stan rzeczy potrwa długo? Jak bardzo trwałe jest to “uczucie”? Postanowiła to sprawdzić firma Mintel.

Związek z rozsądku

W sierpniowym badaniu firmy badawczej Mintel – “How Amazon Continues to Raise the Bar” (Jak Amazon nie przestaje podwyższać poprzeczki), poddano analizie jak postrzegany jest przez konsumentów amerykański serwis i jaka jest trwałość tej relacji.

Wyniki badań korespondują z pozycją rynkową spółki Bezosa – jedna piąta ankietowanych przyznaje, że nie wyobraża sobie życia bez Amazona, a co trzecia zapytana osoba twierdzi, że to jej ulubione miejsce na zakupy. Jak bardzo trwała jest ta relacja i czy bliżej jej do bezwarunkowej miłości, czy zauroczenia?

Specjaliści Mintela twierdzą, że tę relację powinno się określić bardziej jako zakochanie się niż prawdziwą miłość, ponieważ większość kupujących najmocniej kojarzy Amazon z oszczędzaniem pieniędzy i czasu – oba atuty można zdefiniować jako praktyczne. Myślę, że w Ameryce doskonale o tym wiedzą, dlatego tak wielką uwagę przykłada się do kwestii polityki cenowej, promocji, jak i rozwoju usług logistycznych. W USA już wdrażany jest system one day delivery, który zakłada, że niektóre towary, gigant dostarczy jeszcze w dzień zakupu.” – mówi Aleksandra Szarmach, Marketing Manager z Nethansy, sopockiego startupu, który wprowadza polskie i niemieckie firmy na międzynarodową platformę handlową Amazon, gdzie kompleksowo zarządza ich sprzedażą przy pomocy autorskiego systemu Cliperon, uzbrojonego w sztuczną inteligencję.

Taka miłość zdarza się tylko raz w życiu

Czymś, co przez lata stało się niemal symbolem amerykańskiej korporacji jest usługa Prime, jaką mogą wykupić użytkownicy serwisu. Taka subskrypcja daje im dostęp do darmowej wysyłki, specjalnych ofert i priorytetowego traktowania. Według badań Mintel, zadowolenie posiadaczy Prime jest szczególnie wysokie, dwie trzecie z nich twierdzi, że są „bardzo zadowoleni” z tego, co oferuje im wspomniana usługa. A przecież, nie tak dawno firma wprowadziła podwyżkę do 119 USD rocznie. Co więc sprawia, że pozycja firmy Bezosa jest tak silna, że nawet wzrost cen, nie zniechęca kupujących?

Amazon to przede wszystkim całościowe doświadczenie, to połączenie emocji, zaufania i wygody. W badaniach Mintel, kupujący oceniają platformę zakupową Bezosa ponad wszystkich głównych konkurentów pod niemal każdym względem: dostawy, łatwości użytkowania i wyboru produktu. Firma cały czas usprawnia model zakupu, odbudowując swojego odbiorcę nowymi usługami, które uczynią cały proces, jak i doświadczenie – kompletnym i spójnym. Istnieje powiedzenie, że od lepszych wymaga się więcej, oczekiwania są wysokie, czterech na dziesięciu ankietowanych przyznaje, że Amazon na nowo zdefiniował, co oznacza wygoda, jeśli chodzi o zakupy.” – mówi ekspertka Nethansy.

Rewolucję, jaką zapoczątkował Jeff Bezos, przeklinają inni gracze rynkowi, ponieważ ze względu na popularność Amazona, nie tylko spadły ich dochody, ale również wzrosły oczekiwania klientów. Na skutek oddziaływania platformy 27% konsumentów oczekuje więcej od innych sprzedawców detalicznych. Siła z jaką gigant oddziaływuje na rynek i konsumentów zyskała już nawet swoją nazwę: efekt Amazona. Jednak gigant ecommerce to nie tylko niskie ceny i szybka wysyłka – to również doświadczenia, czyli emocje.

Między nimi jest chemia

Specjaliści od chemii mózgu, wielokrotnie realizowali badania, mające na celu ustalenie, jakie reakcje zachodzą podczas procesu zakupu. Odkryto, że popularny shopping powoduje pojawienie się wzmożonej ilości hormonu szczęścia – dopaminy, którego mózg używa do nagradzania i wzmacniania zachowań, które postrzega jako dobre. Ten sam proces zachodzi podczas udanej randki, jak i strzeleniu gola w ważnym meczu. To tłumaczy, dlaczego działalność Amazona tak mocno odciska swoje piętno na funkcjonowaniu nowoczesnych społeczeństw. A może coś innego stoi za sukcesem Bezosa?

Uczucia na pewno są ważne, jednak porozmawiajmy o tym, co jest ich źródłem. Kluczem do sukcesu Amazona jest zaufanie, jakim darzą go klienci. Te natomiast buduje się poprzez wiarygodność. Amerykański serwis to już nie tylko sklep online, ale również największa na świecie wyszukiwarka recenzji produktów. Badania LoyaltyLion pokazują, że 91% osób zanim dokona zakupu, czyta recenzje. Taka praktyka, pozwala zamknąć działania użytkownika w granicach jednej platformy.” – przekonuje Aleksandra Szarmach.

W sklepie fizycznym klient często ma możliwość rozmowy z konsultantem lub innymi ludźmi, którzy w danej chwili, przebywają wokół niego. W świecie online taka interakcja jest niemożliwa bądź o wiele trudniejsza, dlatego funkcję tę przejęły serwisy gromadzące opinie. 84% ankietowanych w badaniu LoyaltyLion twierdzi, że zaufało opinią online, tak samo, jak osobistej rekomendacji. Co istotne – wspomniane badanie pokazuje, że firmy korzystające z funkcjonalności recenzji, mogą zwiększyć współczynnik konwersji niemal 10-krotnie, z 2% do 26,83%.

Pracownicy IT coraz drożsi w pozyskaniu. Rekrutacja programistów może kosztować nawet 60 tys. zł

Znalezienie nowego pracownika w IT staje się coraz droższe. Według najnowszego raportu No Fluff Jobs na samą rekrutację firmy wydają nawet 60 tysięcy złotych rocznie. Blisko 40 proc. badanych przedsiębiorstw wskazuje, że w 2019 roku budżety przeznaczane na poszukiwania nowych specjalistów rosną. Przyczynami takiego stanu rzeczy są niedobory pracowników oraz wysokie wymagania finansowe. 

Koszta rekrutacji

Z przeprowadzonej ankiety wynika, że nawet 38 proc. firm przeznacza na rekrutacje od 2 do 20 tysięcy złotych. Budżety 16 proc. badanych firm przekroczyły próg 60 tys. zł. Badani wskazali na pojawienie się coraz większej potrzeby inwestycji w nowe metody prowadzenia działań rekrutacyjnych.  40 proc. przebadanych firm zwiększyło swoje wydatki w stosunku do roku poprzedniego. Na spadek wskazało zaś tylko 5,9 proc. ankietowanych.

– Szacuje się, że w Polsce brakuje wciąż około 50 tys. specjalistów IT. Biorąc pod uwagę dynamiczne tempo rozwoju polskich firm oraz fakt, że coraz więcej zagranicznych korporacji chce tworzyć swoje siedziby w naszym kraju, możemy stwierdzić, że rzeczywiście stan ten będzie się utrzymywał jeszcze co najmniej przez kolejne kilka lat – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Jakich pracowników poszukują rekruterzy

W tym samym czasie zauważalny jest wzrost zapotrzebowania na nowych pracowników. Zdecydowana większość, bo 71 proc. ankietowanych zadeklarowało chęć zatrudnienia nowych ekspertów z branży IT. Najbardziej poszukiwanymi fachowcami są programiści technologii tradycyjnych (53 proc.), na przykład  Javascript, Java, Angular, PHP, .NET, Phython. Z kolei mniej poszukiwani są pracownicy ze znajomością technologii wschodzących (14 proc.) takich jak: Machine Learning, Deep Learning, Natural Language Processing. Najmniejszy popyt jest na testerów, architektów systemów oraz ekspertów ds. bezpieczeństwa.

Proces rekrutacji programistów stanowi dziś jedno z największych wyzwań. W branży IT problem ten jest szczególnie dotkliwy na tle innych branż. Rekruterzy muszą wykazywać się wyjątkową kreatywnością. Programiści z reguły są dobrze opłacani, nie narzekają na brak nowych ofert, a na dodatek mają często swoje własne preferencje dotyczące godzin i sposobów pracy. Dlatego powstają coraz to nowsze narzędzia jak na przykład video prezentacje oferty pracy – podkreśla Magda Gawłowska-Bujok COO No Fluff Jobs.

Trudno o nowego pracownika

Mimo zapotrzebowania na rynku IT, rekrutacja nowych osób wcale nie jest łatwa. 73 proc. badanych rekruterów spodziewa się trudności w znalezieniu nowych osób. Na pytanie: „które z poniższych wyzwań w rekrutacji IT jest najważniejsze”, HR-owcy wskazali, że problemem jest m.in.: brak odpowiednich narzędzi rekrutacyjnych, brak możliwości dotarcia do specjalistów nieposzukujących pracy, a także brak źródeł pozyskiwania kandydatów.

Jako trzy główne wyzwania ankietowani wskazali:
– niedobór wykwalifikowanych specjalistów – 33,7 proc.
– wysokie wymagania finansowe – 23,9 proc.
– dużą konkurencję – 16,7 proc.

Sposoby na wyławianie kandydatów

Z przeprowadzonego badania wynika, że 54 proc. rekruterów przyznało, że przy poszukiwaniu nowych specjalistów, najczęściej korzysta z portali ogłoszeniowych. Jednocześnie połowa (51 proc.) z nich korzysta z portalu LinkedIn jako narzędzia do odnajdywania kandydatów, a 42,8 proc. badanych wskazało, że przeprowadziło rekrutację na podstawie rekomendacji. Ta ostatnia forma zyskuje na popularności wśród rekruterów. Znikomym zainteresowaniem (3 proc.) cieszą się takie formy jak: artykuły sponsorowane czy płatne bazy kandydatów. Ankietowani wskazali w badaniu, że w poszukiwaniu nowych talentów korzystają także z własnych kanałów, takich jak np. strona „Kariera” (27,4 proc.). Korzystanie z witryny pozwala w dużym stopniu zaoszczędzić na ogłoszeniach publikowanych na zewnętrznych portalach.

Efektywność poszukiwań to już druga strona medalu. Okazuje się, że najskuteczniejszym źródłem jest portal LinkedIn – taki wynik wskazało 34% badanych. Na drugim miejscu znalazła się rekomendacja, a tuż za nią portale ogłoszeniowe o branży IT. Jeśli chodzi o wspomnianą już wcześniej stronę „Kariera”, tylko 3,3 proc. ankietowanych ocenia ją jako skuteczne źródło rekrutacji. Za najmniej efektywne sposoby zainteresowania potencjalnych kandydatów ofertą pracy, uznane zostały artykuły

– Wyniki, które uzyskaliśmy w ankiecie, pozwoliły nam wyciągnąć kluczowe wnioski dotyczące działań rekrutacyjnych, wśród firm zatrudniających specjalistów z branży IT. Przede wszystkim obecnie najpopularniejszym źródłem wykorzystywanym przez rekruterów podczas poszukiwania kandydatów są portale z ogłoszeniami. Z kolei najskuteczniejszy headhunting na LinkedIn jest metodą sprawdzoną, ale wymaga od rekrutera sporo zaangażowania i czasu, a sami kandydaci są obecnie zmęczeni ilością pytań i propozycji. Dlatego platformy ogłoszeniowe takie jak No Fluff Jobs sięgają po innowacyjne metody zwiększenia ich wydajności. Są to między innymi wymagane widełki płacowe w każdym ogłoszeniu, dopasowywany format ogłoszenia do potrzeb kandydata, jasno określone wymagania czy możliwość porównania ofert. To wszystko sprawia, że odpowiedni kandydaci aplikują na dopasowane do ich kompetencji stanowiska – wskazuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff  Jobs.

Badanie było prowadzone na przestrzeni ośmiu miesięcy – od stycznia do końca października 2019 r. Składało się wyłącznie z pytań zamkniętych. Opcja wielokrotnego wyboru odpowiedzi była możliwa tylko w przypadku pytania o źródła wykorzystywane do poszukiwania nowych pracowników. Ankietowani to w przeważającej większości osoby odpowiedzialne za prowadzenie rekrutacji specjalistów IT w swoich firmach.

Polska strategia energetyczna – wciąż brakuje kluczowych decyzji

Co najbardziej negatywnie wpływa na polską energetykę? Ogromnym problemem jest brak decyzyjności. Obecna polityka energetyczna to rozwiązania przyjęte jeszcze na początku dekady. Do tej pory nie została zrewidowana. Projekt ten obejmuje czas do 2040 roku, a tymczasem dyskusja nad nim trwa już cztery lata. Politycy nie potrafią sprawnie podejmować rozstrzygających decyzji w tym ważnym obszarze. Do dzisiaj nie wiadomo, czy powstanie elektrownia jądrowa. Nieznany jest także los energetyki odnawialnej. Wynik wyborów może wnieść jeszcze więcej niepewności.

– Strategia energetyczna istnieje tylko na papierze i może zmienić się z dnia na dzień w coś zupełnie nieoczekiwanego – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert. – Obecna sytuacja nie jest żadnym konkretnym sygnałem dla rynku. Inwestorzy wolą czekać lub umieszczać kapitał gdzieś indziej. Do tego teraz partia rządząca będzie musiała podzielić się fruktami wyborczymi z frakcjami wewnętrznymi, a być może także z koalicjantami z zewnątrz – np. w zamian za poparcie w Senacie. Oznacza to mniej stabilny niż w poprzedniej kadencji rząd, który będzie musiał dawać koncesję partnerom politycznym – a przez to niemożliwe będzie prowadzenie jednorodnej, zdecydowanej polityki. Czynniki zewnętrzne – jak zwiększające się ambicje unijnej polityki klimatycznej czy oczekiwania Komisji Europejskiej wobec przedstawienia strategii energetycznej Polski do końca roku – sprawią, że na rząd wywierana będzie jednak coraz większa presja w tym obszarze – zaznaczył Jakóbik.

Co czwarty Polak uważa, że zachoruje na raka. Coraz popularniejsze stają się ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej

Co czwarty Polak uważa, że zachoruje na raka. Coraz popularniejsze stają się ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej 1

Zachorowanie na chorobą nowotworową jest prawdopodobne dla co czwartego Polaka. Niemal 40 proc. przyznaje, że ciężka choroba ich lub bliskich zmusiła do nieobecności w pracy. Co więcej poważna choroba, zwłaszcza onkologiczna, generuje dodatkowe koszty. Blisko połowa rekomendowanych terapii lekowych jest niedostępna dla polskich pacjentów. Popularne stają się więc ubezpieczenia na wypadek choroby nowotworowej, które zapewniają nie tylko świadczenie w wysokości nawet pół miliona złotych, lecz także dodatkowe środki na leczenie specjalistyczne.

Nowotwory złośliwe to druga najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce. Nie tylko polskie statystyki potwierdzają rosnącą skalę tych zachorowań, lecz także badania Globacon mówią, że ich skala w 2025 roku wzrośnie z 14 mln do 19 mln rocznie, a w 2035 roku liczba tych zachorowań wyniesie już 25 mln rocznie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Morańska, rzecznik prasowy Unum Życie TUiR.

Badania Unum Insight wskazują, że Polacy najczęściej martwią się o życie prywatne i rodzinne (26 proc.), stan zdrowia najbliższych (23 proc.), sytuację finansową (22 proc.) i swój stan zdrowia (21 proc.). Co czwarta osoba dostrzega u siebie prawdopodobieństwo choroby nowotworowej. Co więcej, już teraz blisko 40 proc. przyznaje, że poważna choroba zmusiła ich lub ich bliskich do nieobecności w pracy. Z tej grupy co czwarty korzystał ze zwolnienia dłuższego niż pół roku.

Po tym okresie świadczenia z ZUS-u znacznie maleją. Ale, co ważne, poważna choroba generuje dodatkowe koszty w rodzinie, i to nie tylko wynikające z zakupu leków czy dojazdów na badania specjalistyczne, lecz bardzo często są to koszty prywatnej opieki medycznej, drugiej konsultacji czy powtórnej opinii medycznej. Przy chorobach takich jak nowotwór także opieka nad osobą chorą wymaga ograniczenia pracy osoby opiekującej się pacjentem i to też znacznie wpływa na domowy budżet – przekonuje Małgorzata Morańska.

Fundacja Alivia podaje, że oncoindex – wskaźnik mierzący poziom dostępności do terapii onkologicznych w Polsce ma wartość -70 (gdzie -100 oznacza zupełny brak dostępu do terapii, a poziom 0 – pełną możliwość leczenia). W 17 najbardziej śmiertelnych grupach chorób nowotworowych, 47 z 102 rekomendowanych terapii lekowych nie jest w ogóle dostępnych dla polskich pacjentów, co oznacza, że NFZ nie zapłaci za leczenie nimi. Tym samym polscy pacjenci często są zmuszeni płacić za leczenie z własnej kieszeni i szukać pomocy za granicą.

Opieka medyczna w Polsce jest powszechna i bezpłatna, ale przy leczeniu onkologicznym bardzo dużo leków w Polsce jest niedostępnych, tak wynika z najnowszej kontroli NIK-u i to często zmusza pacjentów do poszukiwania prywatnej opieki medycznej bądź sięgania po leki z zagranicy, co generuje również dodatkowe koszty – tłumaczy ekspertka.

Jak pokazują dane NIK, skuteczność leczenia onkologicznego w Polsce jest gorsza niż w większości pozostałych krajów Unii Europejskiej. Choć liczba zachorowań na nowotwory złośliwe jest w Polsce niższa niż w większości krajów europejskich, to umieralność dużo wyższa. Polska razem z Węgrami i Chorwacją jest w pierwszej trójce krajów Unii z największą umieralnością na nowotwory złośliwe.

Dobrym rozwiązaniem dla osób, które obawiają się rosnących kosztów w obliczu diagnozy nowotworu, jest ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej. Nie tylko zapewnia świadczenie w wysokości nawet pół miliona złotych, lecz także dodatkowe środki na leczenie specjalistyczne. Ubezpieczenie pomaga również zorganizować nieodpłatnie szereg usług, jak diagnoza nowotworu w rodzinie, druga opinia medyczna poza granicami kraju, organizacja leczenia, organizacja pobytu w sanatorium, pomoc psychologa czy organizacja i pokrycie kosztów transportu na badania specjalistyczne – wymienia Małgorzata Morańska.

Do końca przyszłego roku połowa odpadów musi być kierowanych do recyklingu. Tymczasem co trzeci Polak wciąż nie segreguje śmieci

Do końca przyszłego roku połowa odpadów musi być kierowanych do recyklingu. Tymczasem co trzeci Polak wciąż nie segreguje śmieci 2

Zgodnie z unijnymi wymogami, w 2020 roku w Polsce 50 proc. wytwarzanych odpadów komunalnych powinno być kierowanych do recyklingu. Obecnie ten wskaźnik wynosi 36 proc., ale z każdym rokiem rośnie. Badania pokazują jednak, że świadomość dotycząca selektywnej zbiórki i recyklingu odpadów jest wśród Polaków wciąż zbyt niska – 1/3 w ogóle nie segreguje śmieci. Co istotne, ceny za odbiór odpadów komunalnych będą rosnąć, co wiąże się z faktem, że w części gmin są po prostu źle skalkulowane, a ponadto rosną też koszty energii, wody czy paliwa.

– Recykling w Polsce jak najbardziej działa, selektywna zbiórka się pięknie rozwija także na poziomie mieszkańców. Niestety, z jej jakością wciąż jest problem. Mieszkańcy wciąż nie do końca wiedzą, co i do jakiego koloru pojemnika mają wrzucić. To jest głównie problem braku świadomości i wprowadzenia selektywnej zbiórki na poziomie ogólnopolskim, żeby wszędzie były te same standardy – mówi Katarzyna Błachowicz, członek zarządu Klastra Gospodarki Odpadowej i Recyklingu.

Według informacji Ministerstwa Środowiska w 2017 roku większość polskich gmin (96 proc.) osiągnęła wymagany 20-procentowy poziom recyklingu odpadów, a z każdym rokiem osiągany przez Polskę poziom recyklingu i przygotowania odpadów komunalnych do ponownego użycia systematycznie rośnie.

Z drugiej strony najnowsze, październikowe badanie ARC Rynek i Opinia dla Forum Odpowiedzialnego Biznesu pokazuje jednak, że świadomość dotycząca selektywnej zbiórki i recyklingu wśród Polaków wciąż jest niewystarczająca. Tylko 15 proc. potrafiłoby poprawnie posegregować przykładowe artykuły podczas wyrzucania. Ponad połowa (52 proc.) myje opakowania z metalu i tworzyw sztucznych przed ich wyrzuceniem i jest błędnie przekonana, że to konieczne. Co więcej, odpady segreguje tylko 66 proc. Polaków, co oznacza, że 1/3 nie robi tylko w ogóle i raptem 58 proc. uważa, że ma to jakikolwiek sens.

– W skali kraju mamy teraz 36-procentowy poziomu recyklingu – mówi Katarzyna Błachowicz. – Docelowo w 2020 roku powinniśmy zbierać i przetwarzać 50 proc. odpadów. Według informacji za 2018 rok było to 36 proc., ale jeszcze rok wcześniej – 27 proc., więc jednak poziom selektywnej zbiórki wzrasta. Tendencje są coraz lepsze, natomiast wciąż segregujemy zbyt mało, bo czasami nam się nie chce, nie myślimy o tym, że trzeba np. zbierać bioodpady i je segregować w domach. Co więcej, nie każdy rozumie sens i nie każdy wie, co się z tymi odpadami dalej dzieje, to jest chyba największy problem.

Jak podkreśla, zmian wymaga również system finansowania selektywnej zbiórki i recyklingu odpadów komunalnych. Z jednej strony – mieszkańcy muszą zdawać sobie sprawę, że odbiór kubła śmieci wiąże się z kosztami, w których muszą partycypować. Z drugiej – ten koszt nie może być przerzucany tylko i wyłącznie na mieszkańców, a producenci powinni ponosić większą odpowiedzialność za opakowania wprowadzane na rynek.

– Po pierwsze, ten system powinien się finansować, nie może być obciążenia tylko dla mieszkańca, który płaci za odbiór odpadów. Chociaż ten musi zdawać sobie sprawę, że to będzie kosztować – bo po odbiór jednego kubła śmieci musi przyjechać ciężarówka, ktoś go musi załadować, więc to jest koszt m.in. paliwa, transportu, pracy,  ktoś to musi później zagospodarować. To cały, złożony system, natomiast nie może być przerzucony tylko na mieszkańca., bo ktoś produkuje te odpady i powinien robić to tak, żeby one się nadawały do recyklingu. Niestety, jako konsumenci często tez nie zwracamy uwagi na to co kupujemy, a nawet szczoteczki do zębów są pakowane tak, że bardzo trudno rozdzielić to papierowe opakowanie od części z tworzywa i generalnie wyrzucamy to jako odpad zmieszany – mówi Katarzyna Błachowicz.

Jak ocenia, ceny za odbiór odpadów komunalnych będą rosnąć, co wiąże się z faktem, że w części gmin są po prostu źle skalkulowane. Ponadto, rosną również koszty energii, wody, transportu czy paliwa, co również przełoży się na wzrost kosztów za odbiór odpadów komunalnych.

– Włodarze tych gmin, którzy zdawali sobie sprawę jak ten system ma wyglądać i jakie są jego koszty, właściwie skalkulowali ceny selektywnej zbiórki odpadów dla mieszkańców. Natomiast niektórzy zastosowali ceny – trudno mi tutaj wyrokować dlaczego – na poziomie 4-5 zł. Stąd te podwyżki – nawet trzykrotne, o których się słyszy – muszą zaistnieć, ponieważ ceny powinny być standardowe i odpowiadać rynkowi zagospodarowania odpadów. Ponadto, rosną ceny rosną energii, wody, transportu, paliwa, więc również opłaty za zagospodarowanie odpadów trochę wzrosną. Natomiast ważne jest to, żeby te odpady trafiały z powrotem do recyklingu, do wykorzystania i wtedy jest szansa, że one po prostu zaczną spadać – mówi Katarzyna Błachowicz.

Znowelizowany pakiet dyrektyw odpadowych Unii Europejskiej (przyjęty w lipcu 2018 roku) nakłada na producentów opakowań obowiązek stosowania się do ROP (rozszerzona odpowiedzialność producentów), której zasady zostały ujednolicone w dyrektywach. Zakładają one m.in., że producenci będą zobowiązani do pokrycia kosztu netto (po odjęciu przychodów ze sprzedaży surowców) selektywnej zbiórki i przygotowania odpadów opakowaniowych do recyklingu. Pakiet ustanawia wyższe również cele recyklingu odpadów komunalnych i opakowaniowych – w 2020 roku państwa członkowskie UE powinny osiągnąć 50-procentowy poziom recyklingu odpadków, w 2025 r. – 55 proc., w 2030 r. – 60 proc., a w 2035 r. aż 65 procent odpadów powinno ulegać recyklingowi.  Tym, które nie zmieszczą się w limitach, grożą finansowe kary.

– Mamy bardzo dobre instalacje i recykling się rozwija, tylko problem jest z popytem na materiały przetworzone – mówi Katarzyna Błachowicz – Czasami ten niski popyt na materiały z recyklingu, które są wykorzystywane w innych produktach, wynika z naszej nieświadomości, a czasami z wyższej ceny. Jeżeli ta sama butelka wody z recyklingu jest droższa, a z surowców pierwotnych tańsza – to wybierzemy oczywiście tę tańszą. Wynika to z faktu, że system rozszerzonej odpowiedzialności producentów nie jest w Polsce dofinansowywany, często te surowce pierwotne są tańsze od tych surowców wtórnych. Po stronie rządów i Komisji Europejskiej leży wypracowanie instrumentów wsparcia czy zniżek podatkowych dla tych, którzy recyklingują i zamykają obieg albo zachęty, żeby nie tworzyli opakowań czy produktów, które nie będą się nadawały do recyklingu.

Choć luka płacowa w Polsce należy do najmniejszych w UE, na wyższych stanowiskach kobiety zarabiają nawet o 4 tys. zł mniej. Rzadko zgłaszają też mobbing i przypadki molestowania

0

Choć luka płacowa w Polsce należy do najmniejszych w UE, na wyższych stanowiskach kobiety zarabiają nawet o 4 tys. zł mniej. Rzadko zgłaszają też mobbing i przypadki molestowania 3

Luka płacowa w Polsce sięga 20 proc. Na najwyższych stanowiskach różnica w zarobkach kobiet i mężczyzn sięga nawet 4 tys. zł brutto. Nawet połowa pracowników nie zgłasza przełożonym przypadków mobbingu, przede wszystkim ze względu na strach prze utratą pracy. Kobiety rzadko też informują o molestowaniu, bo nie mają wiary, że cokolwiek to zmieni. Projekt „Równość w biznesie” ma pomóc to zmienić.

W projekcie „Równość w biznesie” chodzi o zrównanie płac, zrównanie warunków pracy kobiet i mężczyzn, jak również osób niepełnosprawnych, osób innego wyznania, osób starszych. Istnieją różne formy dyskryminacji, zwłaszcza w biznesie – mówi agencji Newseria Biznes Paulina Domińska, ekspertka projektu „Równość w biznesie”, Konfederacji Lewiatan.

Z badania CBOS „Kobiety i mężczyźni na rynku pracy" wynika, że sytuacja kobiet na rynku pracy z roku na rok się poprawia. Mniej jest kobiet, które uważają, że mają mniejsze szanse na awans niż mężczyźni. Nieco ponad 40 proc. osób jest zdania, że kobiety są traktowane na równi z mężczyznami, jeśli chodzi o możliwości awansu. Co czwarty Polak jest zdania, że kobiety uzyskują takie same zarobki jak mężczyźni. Wciąż jednak, mimo podobnego wykształcenia i zajmowanego stanowiska, panie zarabiają mniej niż panowie.

Pod względem luki płacowej jest jeszcze dużo do zrobienia – przekonuje Paulina Domińska. – W ruchu HASHPayMeeToo  chodzi o zrównanie płac kobiet i mężczyzn, bo tutaj jest rzeczywiście duża nierówność płacowa na tych samych stanowiskach. Ale to wynika nie tylko np. ze złej woli mężczyzn, ale też z tego, że kobiety po prostu nie żądają odpowiedniej płacy za swoją pracę i czasami w ogóle się boją startować na pewne stanowiska.

Według Eurostatu luka płacowa w Polsce wynosi 7,2 proc.(dane za 2016 rok), w badaniu jednak nie uwzględnia się mikroprzedsiębiorstw, gdzie zatrudnionych jest około 40 proc. pracowników . Skorygowana luka płacowa, gdzie bierze się pod uwagę nie tylko najmniejsze firmy, ale też wykształcenie, doświadczenie, czy rodzaj wykonywanej pracy, wynosi nawet 20-30 proc.

W Polsce luka płacowa jest cztery razy wyższa w sektorze prywatnym niż w publicznym. Przeciętna różnica w miesięcznym wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn w Polsce to 764 złote. Z kolei na stanowiskach decyzyjnych najwyższego szczebla różnica w zarobkach sięga 4 tys. zł brutto.

Polska ma dużo do zrobienia w kwestii równości, chociażby ze względu na to, że w radach nadzorczych np. banków dużych firm często nie zasiada żadna kobieta, albo na wysokich stanowiskach jest bardzo mało kobiet, ponieważ nie ma jeszcze przepisów ustalonych takich, że jak np. we Francji, w innych krajach, że jest obowiązek, po prostu wymóg, takie parytety. U nas tego nie ma, ale mam nadzieję, że to się zmieni – przekonuje Paulina Domińska.

Problemem w Polsce jest też mobbing. Około 5 proc. pracowników jest ofiarą notorycznego prześladowania w miejscu pracy, częściej kobiety. Jednocześnie ponad połowa osób boi się powiadomić o tym fakcie przełożonego, przede wszystkim ze względu na lęk przed utratą pracy.

W całej UE ok. 55 proc. doświadczyło jakiejkolwiek formy molestowania seksualnego. W Polsce, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe przypadki uznane za molestowania, ok. 11 proc. stanowią przypadki molestowania seksualnego. Według ekspertów dane mogą być jednak zaniżone, zwłaszcza że pokrzywdzeni rzadko zgłaszają się do wymiaru sprawiedliwości.

Trzeba wdrożyć konkretny plan. Każdy z nas tak powinien go w swoim przedsiębiorstwie, żeby zmienić sytuację. Samo z siebie nic się nie zmienia, więc my musimy to zrobić – podkreśla Paulina Domińska.

Projekt „Równość w biznesie” ma na celu wypracowane konkretnych narzędzi i materiałów umożliwiających wdrożenie takich rozwiązań, które zagwarantują równe traktowanie kobiet i mężczyzn i przyjazne środowisko pracy.

Nawet 1/5 procesów finansowych w firmach zostanie zautomatyzowana. Pracownicy nie nadążają jednak z rozwijaniem cyfrowych kompetencji

Nawet 1/5 procesów finansowych w firmach zostanie zautomatyzowana. Pracownicy nie nadążają jednak z rozwijaniem cyfrowych kompetencji 4

Ponad 20 proc. zadań finansowych w firmach zostanie zautomatyzowanych w nadchodzących kilku latach – wynika z badania Instytutu Rachunkowości Zarządczej CIMA. Firmy korzystające ze wsparcia technologii takich jak chmura, sztuczna inteligencja czy analityka danych wykazują się większą umiejętnością dostosowywania się do zmian i rozwijają szybciej niż podobne przedsiębiorstwa. Za rozwojem technologicznym nie nadążają jednak kompetencje specjalistów z dziedziny finansów – 90 proc. zespołów finansowych nie ma w tej chwili odpowiednich umiejętności cyfrowych.

– Termin „agile”, czyli zwinny, jest ostatnio bardzo modny w świecie biznesu. Odnosi się do tego, jak szybko możemy dostosować się do zmian. Użyliśmy terminu „agile finance” w badaniach, opisując w ten sposób finansowy model operacyjny, za pomocą którego finanse mogą być napędzane technologią w celu wsparcia działań firmy. Zarządzanie finansami oparte na technologii pomaga firmie zwiększyć zwinność, rozumianą jako gotowość do przystosowania się do zmian, próbowanie nowych rozwiązań, nieustanne uczenie się – mówi agencji Newseria Biznes Peter Simons z CIMA (Instytutu Rachunkowości Zarządczej, Chartered Institute of Management Accountants).

Jak wynika z tegorocznego raportu CIMA „Future of Finance” – 61 proc. specjalistów z dziedziny finansów przewiduje, że co najmniej 20 proc. zadań finansowych zostanie zautomatyzowana w ciągu najbliższych trzech lat. Z kolei ponad połowa (55 proc.) już zauważyła przestawienie się na automatyzację procesów. Badania CIMA wykazały, że firmy korzystające ze wsparcia cyfrowych technologii w obszarze finansowym to podmioty, które wykazują się największą zwinnością biznesową, zwiększając swoje przychody i rozwijając się szybciej niż podobne przedsiębiorstwa.

– Są technologie, które nie rozprzestrzeniły się w równym stopniu. Niektóre przedsiębiorstwa już z nich korzystają, inne nie – mówi Peter Simons. – Nadal jesteśmy na etapie wdrażania chmury obliczeniowej. Przewidujemy, że ta technologia zyska na popularności i coraz więcej firm będzie korzystać z systemów ERP (planowanie zasobów przedsiębiorstwa – przyp. red.) w chmurze. Będziemy też obserwować wzrost popularności analityki biznesowej w celu automatycznego gromadzenia i zestawiania informacji, które w innym razie musiałyby być zestawiane w arkuszu kalkulacyjnym. Podejmowane są również próby automatyzacji procesów z zastosowaniem robotów – dodaje.

Jak podkreśla ekspert, przyszłością w obszarze finansów i księgowości jest wykorzystanie sztucznej inteligencji w analityce danych. Choć prace nad tą technologią są jeszcze na wczesnym etapie, sztuczna inteligencja może być stosowana na potrzeby analizy danych m.in. w celu usprawniania procesów czy wskazania nieprawidłowości w sprawozdawczości. Z czasem mogłaby też wspomóc wdrażanie cyfrowych platform doradztwa finansowego (robo-advisers).

– Liderzy technologii cyfrowych w finansach już korzystają z chmury obliczeniowej. Już teraz stosują również cyfryzację danych i narzędzia analityki biznesowej. To właśnie oni rozpoczęli eksperymenty z przetwarzaniem kognitywnym (cognitive computing), wdrożyli automatyzację procesów z zastosowaniem robotów i zaczynają wprowadzać inteligentną automatyzację procesów (Intelligence Process Automation). Wreszcie eksperymentują z platformami cyfrowego doradztwa finansowego – wskazuje Peter Simons.

Badania CIMA pokazują, że większość zespołów finansowych i specjalistów z dziedziny finansów nie rozwija jednak swoich umiejętności na tyle szybko, żeby uwzględniały one wpływ sztucznej inteligencji, automatyzacji procesów i innych technologii na branżę. Ponad 50 proc. globalnych liderów finansów uważa, że w ciągu najbliższych 3 lat kompetencje ich zespołów będą musiały się znacząco zmienić w wyniku przejmowania tradycyjnych zadań przez nowe technologie.

Potwierdza to również badanie „Agile Finance Unleashed” przeprowadzone przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Dyplomowanych Specjalistów ds. Rachunkowości i firmę Oracle. Wynika z niego, że 90 proc. zespołów finansowych nie ma w tej chwili odpowiednich kompetencji, aby wspierać cyfrową transformację i zdolność firm do rozwoju oraz podejmowania lepszych korporacyjnych decyzji.

Samobójstwo popełnia w Polsce codziennie 15 osób. Są to głównie mężczyźni

0

Samobójstwo popełnia w Polsce codziennie 15 osób. Są to głównie mężczyźni 5

Każdego dnia w Polsce odbiera sobie życie 15 osób, 12 z nich to mężczyźni. Jesteśmy też na drugim miejscu w Europie pod względem liczby samobójstw nieletnich. Kwestia samobójstw jest bardzo skomplikowana, a powody załamania mogą być bardzo różne. Wśród nich są problemy rodzinne, nieumiejętność radzenia sobie z wyzwaniami zawodowymi, wygórowane ambicje, niespełnienie lub brak akceptacji ze strony otoczenia. Jest też duże prawdopodobieństwo, że na własne życie targną się osoby zmagające się z depresją, załamaniem nerwowym czy innymi podobnymi chorobami.

Psychoterapeuci tłumaczą, że osoby zagrożone podjęciem próby samobójczej same zazwyczaj nie mają odwagi, by prosić o pomoc, wsparcie czy nawet zwykłą rozmowę. W czterech ścianach mierzą się ze swoimi problemami, które z czasem tylko się nawarstwiają, a sytuacja staje się wręcz dramatyczna. Dlatego też, jeśli ktoś zauważy, że osoba z bliskiego otoczenia całkowicie zmienia swoje zachowanie, staje się skryta, nie radzi sobie z codziennymi obowiązkami i miewa czarne myśli, absolutnie nie można tego bagatelizować.  

– Nie ma jednej przyczyny. Aby doszło do samobójstwa, zazwyczaj składa się na to bardzo dużo różnych czynników. Są to nasze umiejętności radzenia sobie z trudnościami, cechy osobowości, ale również sytuacje, z którymi przyszło nam się mierzyć. I jeśli szczególna konfiguracja dopadnie konkretnego człowieka, może on po prostu nie mieć siły, żeby sobie z nią poradzić – mówi agencji Newseria Małgorzata Łuba, psychoterapeuta z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Zdaniem psychologów to, co powinno nas zaniepokoić, to diametralna zmiana zachowania, zazwyczaj na gorsze. W dużej mierze może ona wskazywać na to, że dana osoba zmaga się z jakimś poważnym problem.

– Jeśli bliska osoba ostatnim czasem nie ma na nic siły, zdarza jej się mówić dziwne jak dla niej rzeczy albo unika tego, co zazwyczaj sprawiało jej satysfakcję, przestaje radzić sobie z obowiązkami, wyzwaniami dnia codziennego lub mówi rzeczy, które brzmią dziwnie, niepokojąco, to może być dla nas sygnał. Po prostu trzeba reagować, jeśli widzimy, że coś się zmieniło, ten ktoś wydaje się być trochę inny niż był do tej pory – mówi Małgorzata Łuba.

W takiej sytuacji nie warto zwlekać, tylko trzeba zacząć działać natychmiast. Kluczowa jest tutaj szczera rozmowa, dzięki której możemy zebrać sporo ważnych informacji. Aby skutecznie zapobiegać samobójstwom, trzeba m.in. wiedzieć, w jaki sposób rozmawiać zarówno z ludźmi w kryzysie, jak i osobami z ich otoczenia.

–  Z boku możemy widzieć różne rzeczy, ale zamiast szukać odpowiedzi w swojej głowie, warto zwrócić się do tego człowieka, u którego coś się zmieniło i powiedzieć mu, co widzimy, zapytać, co się u niego dzieje. Warto dodać, że się martwimy, troszczymy i chcielibyśmy wiedzieć, że jesteśmy ciekawi. Takie proste słowa to jest pierwsza możliwość naszego zareagowania. Dzięki prostej rozmowie bardzo często jesteśmy w stanie dowiedzieć się, jak ten ktoś doświadcza swojego życia, jak widzi swoją sytuację. Być może ma jakieś trudności, których my nie byliśmy w stanie uchwycić, a dzięki rozmowie może nam o tym powiedzieć – mówi Małgorzata Łuba.

Warto takiej osobie zaoferować swoją pomoc, czas i rozmowę. Trzeba jednak zachować cierpliwość i konsekwentnie dążyć do tego, by taka osoba zdecydowała się na spotkanie z nami.

– Czasami pierwsza rozmowa to jak pukanie do zamkniętych drzwi i nawet, jeśli ktoś nam nie otworzy, już dowie się, że za tymi drzwiami jest ktoś, kto się nim interesuje. Więc czasami, żeby ktoś się otworzył, warto spróbować zapukać do drzwi drugi, a może trzeci raz, a może dopiero za czwartym razem te drzwi się uchylą i będzie szansa na kontakt. Natomiast, jeśli ten czas się przedłuża i faktycznie człowiek, któremu chcemy pomóc, nie chce z nami rozmawiać, warto dyskretnie podsunąć numery telefonów miejsc pomocowych – mówi Małgorzata Łuba.

Również my sami, kiedy mamy jakiś problem, z którym nie do końca sobie radzimy, a nawet przychodzą nam do głowy najgorsze, najczarniejsze myśli, nie powinniśmy się wstydzić, by poprosić o pomoc.

– Najważniejsza rzecz to spróbować popatrzeć na sam akt proszenia o pomoc jako na dowód swojej siły, a nie słabości. Bo nam się wydaje, że jeżeli prosimy kogoś o pomoc, to znaczy, że z nami coś jest nie tak, że czegoś nam brakuje. Dla mnie najważniejszym w rozwoju człowieka nie jest niezależność, tylko umiejętność bycia z innymi, czyli współzależność. Ja sama nie piekę chleba, tylko wolę, żeby zrobił go piekarz za mnie, bo zrobi to lepiej. I tak samo czasami przychodzą takie sytuacje, z którymi sami sobie nie poradzimy, ale towarzystwo drugiej osoby, która nic za nas nie zrobi, ale będzie albo nawet odpowiednio sformułowanym pytaniem może odmienić naszą sytuację o 180 stopni. Więc kiedy czujemy, że z czymś sobie nie radzimy, dajmy sobie prawo sięgnąć po wsparcie, żeby dostać od drugiej osoby moc i mądrość słowa – mówi Małgorzata Łuba.

Psychoterapeuci podkreślają, że wielu tragediom udałoby się zapobiec, ale często w sytuacji kryzysowej boimy się rozmawiać ze swoimi bliskimi, bo czujemy się zakłopotani i nie wiemy, w jaki sposób to robić. Wtedy najlepiej skierować ich do odpowiedniego specjalisty.

– U specjalistów, którzy zajmują się zdrowiem psychicznym, pojawia się coraz więcej młodszych i starszych osób, które sięgają po pomoc. I w tej liczbie jest trochę dobrego, bo to znaczy, że otwieramy się na taką formę wsparcia, ale jest też w tym trochę niepokojących myśli, bo skoro jest więcej ludzi, to znaczy, że więcej ludzi potrzebuje pomocy. Myślę sobie, że w tym zaganianiu często jesteśmy po prostu osamotnieni. Dla najbliższych chcemy pokazywać taką swoją najlepszą twarz, nie chcemy kogoś obciążać swoimi trudnościami – mówi Małgorzata Łuba.

W Polsce codziennie popełnia samobójstwo 15 osób. Są to głównie mężczyźni

W Polsce codziennie popełnia samobójstwo 15 osób. Są to głównie mężczyźni 6

Każdego dnia w Polsce odbiera sobie życie 15 osób, 12 z nich to mężczyźni. Jesteśmy też na drugim miejscu w Europie pod względem liczby samobójstw nieletnich. Kwestia samobójstw jest bardzo skomplikowana, a powody załamania mogą być bardzo różne. Wśród nich są problemy rodzinne, nieumiejętność radzenia sobie z wyzwaniami zawodowymi, wygórowane ambicje, niespełnienie lub brak akceptacji ze strony otoczenia. Jest też duże prawdopodobieństwo, że na własne życie targną się stresu-nerwicy/”>osoby zmagające się z depresją, załamaniem nerwowym czy innymi podobnymi chorobami.

Psychoterapeuci tłumaczą, że osoby zagrożone podjęciem próby samobójczej same zazwyczaj nie mają odwagi, by prosić o pomoc, wsparcie czy nawet zwykłą rozmowę. W czterech ścianach mierzą się ze swoimi problemami, które z czasem tylko się nawarstwiają, a sytuacja staje się wręcz dramatyczna. Dlatego też, jeśli ktoś zauważy, że osoba z bliskiego otoczenia całkowicie zmienia swoje zachowanie, staje się skryta, nie radzi sobie z codziennymi obowiązkami i miewa czarne myśli, absolutnie nie można tego bagatelizować.

– Nie ma jednej przyczyny. Aby doszło do samobójstwa, zazwyczaj składa się na to bardzo dużo różnych czynników. Są to nasze umiejętności radzenia sobie z trudnościami, cechy osobowości, ale również sytuacje, z którymi przyszło nam się mierzyć. I jeśli szczególna konfiguracja dopadnie konkretnego człowieka, może on po prostu nie mieć siły, żeby sobie z nią poradzić – mówi agencji Newseria Małgorzata Łuba, psychoterapeuta z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Zdaniem psychologów to, co powinno nas zaniepokoić, to diametralna zmiana zachowania, zazwyczaj na gorsze. W dużej mierze może ona wskazywać na to, że dana osoba zmaga się z jakimś poważnym problem.

– Jeśli bliska osoba ostatnim czasem nie ma na nic siły, zdarza jej się mówić dziwne jak dla niej rzeczy albo unika tego, co zazwyczaj sprawiało jej satysfakcję, przestaje radzić sobie z obowiązkami, wyzwaniami dnia codziennego lub mówi rzeczy, które brzmią dziwnie, niepokojąco, to może być dla nas sygnał. Po prostu trzeba reagować, jeśli widzimy, że coś się zmieniło, ten ktoś wydaje się być trochę inny niż był do tej pory – mówi Małgorzata Łuba.

W takiej sytuacji nie warto zwlekać, tylko trzeba zacząć działać natychmiast. Kluczowa jest tutaj szczera rozmowa, dzięki której możemy zebrać sporo ważnych informacji. Aby skutecznie zapobiegać samobójstwom, trzeba m.in. wiedzieć, w jaki sposób rozmawiać zarówno z ludźmi w kryzysie, jak i osobami z ich otoczenia.

–  Z boku możemy widzieć różne rzeczy, ale zamiast szukać odpowiedzi w swojej głowie, warto zwrócić się do tego człowieka, u którego coś się zmieniło i powiedzieć mu, co widzimy, zapytać, co się u niego dzieje. Warto dodać, że się martwimy, troszczymy i chcielibyśmy wiedzieć, że jesteśmy ciekawi. Takie proste słowa to jest pierwsza możliwość naszego zareagowania. Dzięki prostej rozmowie bardzo często jesteśmy w stanie dowiedzieć się, jak ten ktoś doświadcza swojego życia, jak widzi swoją sytuację. Być może ma jakieś trudności, których my nie byliśmy w stanie uchwycić, a dzięki rozmowie może nam o tym powiedzieć – mówi Małgorzata Łuba.

Warto takiej osobie zaoferować swoją pomoc, czas i rozmowę. Trzeba jednak zachować cierpliwość i konsekwentnie dążyć do tego, by taka osoba zdecydowała się na spotkanie z nami.

– Czasami pierwsza rozmowa to jak pukanie do zamkniętych drzwi i nawet, jeśli ktoś nam nie otworzy, już dowie się, że za tymi drzwiami jest ktoś, kto się nim interesuje. Więc czasami, żeby ktoś się otworzył, warto spróbować zapukać do drzwi drugi, a może trzeci raz, a może dopiero za czwartym razem te drzwi się uchylą i będzie szansa na kontakt. Natomiast, jeśli ten czas się przedłuża i faktycznie człowiek, któremu chcemy pomóc, nie chce z nami rozmawiać, warto dyskretnie podsunąć numery telefonów miejsc pomocowych – mówi Małgorzata Łuba.

Również my sami, kiedy mamy jakiś problem, z którym nie do końca sobie radzimy, a nawet przychodzą nam do głowy najgorsze, najczarniejsze myśli, nie powinniśmy się wstydzić, by poprosić o pomoc.

Najważniejsza rzecz to spróbować popatrzeć na sam akt proszenia o pomoc jako na dowód swojej siły, a nie słabości. Bo nam się wydaje, że jeżeli prosimy kogoś o pomoc, to znaczy, że z nami coś jest nie tak, że czegoś nam brakuje. Dla mnie najważniejszym w rozwoju człowieka nie jest niezależność, tylko umiejętność bycia z innymi, czyli współzależność. Ja sama nie piekę chleba, tylko wolę, żeby zrobił go piekarz za mnie, bo zrobi to lepiej. I tak samo czasami przychodzą takie sytuacje, z którymi sami sobie nie poradzimy, ale towarzystwo drugiej osoby, która nic za nas nie zrobi, ale będzie albo nawet odpowiednio sformułowanym pytaniem może odmienić naszą sytuację o 180 stopni. Więc kiedy czujemy, że z czymś sobie nie radzimy, dajmy sobie prawo sięgnąć po wsparcie, żeby dostać od drugiej osoby moc i mądrość słowa – mówi Małgorzata Łuba.

Psychoterapeuci podkreślają, że wielu tragediom udałoby się zapobiec, ale często w sytuacji kryzysowej boimy się rozmawiać ze swoimi bliskimi, bo czujemy się zakłopotani i nie wiemy, w jaki sposób to robić. Wtedy najlepiej skierować ich do odpowiedniego specjalisty.

– U specjalistów, którzy zajmują się zdrowiem psychicznym, pojawia się coraz więcej młodszych i starszych osób, które sięgają po pomoc. I w tej liczbie jest trochę dobrego, bo to znaczy, że otwieramy się na taką formę wsparcia, ale jest też w tym trochę niepokojących myśli, bo skoro jest więcej ludzi, to znaczy, że więcej ludzi potrzebuje pomocy. Myślę sobie, że w tym zaganianiu często jesteśmy po prostu osamotnieni. Dla najbliższych chcemy pokazywać taką swoją najlepszą twarz, nie chcemy kogoś obciążać swoimi trudnościami – mówi Małgorzata Łuba.

Opracowana przez Polaków aplikacja usprawni proces opieki nad osobami z demencją. Przyszłością są rozwiązania internetu rzeczy i roboty

Opracowana przez Polaków aplikacja usprawni proces opieki nad osobami z demencją. Przyszłością są rozwiązania internetu rzeczy i roboty 7

Opiekunowie osób dotkniętych demencją będą mieli stały dostęp do kluczowych informacji o podopiecznych. Aplikacja mobilna tworzona przez polski start-up pozwoli m.in. na lepsze zapoznanie z potrzebami i zwyczajami podopiecznych, dostęp do informacji o przyjmowanych lekach czy szybki kontakt z bliskimi chorego. Na rynku dostępnych jest już wiele rozwiązań wspierających opiekę senioralną, ale większość z nich dedykowana była najbliższej rodzinie chorego. Tworzona przez polski start-up aplikacja daje profesjonalnym opiekunom dostęp do informacji, które zazwyczaj leżą w papierowej dokumentacji w ośrodkach zdrowia.

– Aplikacja Minnity jest przeznaczona dla profesjonalnych opiekunów domowych. Dzięki niej można lepiej zrozumieć konkretnych podopiecznych, poznać ich potrzeby i historię ich życia, a tym samym lepiej się z nimi komunikować. Pozwala to na nawiązanie relacji. Jednocześnie mamy też możliwość skomunikowania się zarówno w zespole opiekuńczym, jak i z członkami rodziny tej osoby, którą się opiekujemy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Katarzyna Hess-Wiktor, współzałożycielka Minnity.

Aplikacja jest narzędziem wspomagającym opiekę nad osobami z demencją. Ułatwia zindywidualizowanie opieki nad podopiecznym. Dzięki niej opiekun może w łatwy sposób dotrzeć np. do informacji o dawkowaniu leków, preferencjach żywieniowych chorego, a także do szybkiego kontaktu z najbliższą rodziną. Rozwiązanie umożliwia też odtwarzanie plików zdjęciowych czy audio, dzięki czemu jeszcze lepiej można poznać podopiecznego.

– Narzędzia do opieki skoncentrowanej na osobie, która jest najlepszym standardem opieki w tym momencie, są w większości papierowe. Oznacza to, że w lepszych ośrodkach mamy spisaną historię życia i wskazówki, w jaki sposób się kimś opiekować. My udostępniamy w formie cyfrowej to, co zazwyczaj jest właśnie w tej papierowej formie i gdzieś jest przechowywane. Robimy to w dużo bardziej dostępny, prostszy sposób. Dzięki cyfrowym rozwiązaniom ułatwiamy komunikację – wyjaśnia Katarzyna Hess-Wiktor.

Aplikacja umożliwia uzyskanie dostępu do danych z poziomu dowolnego smartfona, tabletu czy komputera. Platforma logowania jest w pełni zgodna ze standardami, jakie narzucają przepisy RODO, dzięki czemu dane pacjentów są należycie zabezpieczone. Minnity planuje jednak rozszerzyć funkcjonalność aplikacji o moduł szkoleniowy.

– Pracujemy obecnie nad funkcjonalnościami związanymi z mikroszkoleniami, czyli krótkimi jednostkami szkoleniowymi. Będą to krótkie filmiki, które pozwolą uczyć się np. reakcji w sytuacji gdy osoba z demencją jest np. pobudzona, czy w jaki sposób udzielać informacji. Pozwoli to rozwinąć kompetencje opiekuńcze – zapowiada współzałożycielka Minnity.

Na rynku dostępne są już aplikacje mobilne przeznaczone do pracy z osobami dotkniętymi demencją. Są one jednak skierowane głównie do najbliższej rodziny i znajomych chorej osoby. Jedną z takich aplikacji jest Carring Village. Rozwiązanie pozwala tworzyć dzienny lub tygodniowy harmonogram opieki nad osobą starszą. Znajdą się w nim informacje o przyjmowanych lekach, skany kluczowych dokumentów czy zadania do wykonania, takie jak chociażby wizyta u lekarza. Aplikacja może być współdzielona przez większą grupę osób piastujących opiekę nad chorym.

Bardziej zaawansowane możliwości zapewnia natomiast eCare21. To system całodobowego monitoringu pacjenta za pomocą bezprzewodowych i noszonych na ciele urządzeń, takich jak inteligentny zegarek czy opaska FitBit. Można śledzić poziom glukozy, tętno, przyjmowanie leków, masę ciała, a także spożycie kalorii i długość snu. Tak zbierane dane można przedstawić lekarzowi podczas wizyty, co pozwoli wygenerować dla niego kompleksowy zestaw informacji przydatnych w ustaleniu dalszego leczenia.

Można się spodziewać, że tego typu rozwiązań będzie się na rynku pojawiało coraz więcej, a to z powodu coraz bardziej narastających wymagań co do opieki senioralnej.

– Problem demencji jest ogromny i rośnie. W tym momencie na świecie jest ponad 50 mln ludzi, którzy żyją z demencją. Przewiduje się, że do 2050 roku ta liczba zwiększy się trzykrotnie. Wiąże się to ze starzejącymi się społeczeństwami i sposobem, w jaki żyjemy. My wierzymy, że osoby z demencją mają prawo do pełni życia, a ich życie jest wartościowe. Dlatego pomagamy profesjonalnym opiekunom lepiej zrozumieć potrzeby osób żyjących z demencją –twierdzi Katarzyna Hess-Wiktor.

Według danych Persistence Market Research rynek usług opiekuńczych nad osobami starszymi zostanie w 2026 roku wyceniony na 1,2 bln dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 8,5 proc. Według twórców raportu na znaczeniu coraz bardziej będą zyskiwały zautomatyzowane rozwiązania wspierające opiekę senioralną. Szczególnie duże nadzieje rynku wiązane są z robotami opiekuńczymi.

W biurowcach zaczyna się sezon grzewczy

  • Najtrudniejsze jest przejście z jednego w drugi.
  • Wbrew stereotypom nie ogrzewanie, a chłodzenie bardziej obciąża instalacje i pobiera więcej prądu.
  • Wyzwaniem są ciepłe zimy, które utrudniają możliwość przewidzenia zapotrzebowania na ciepło, dlatego biurowce stosują nowoczesne, zdalnie sterowane systemy grzewcze budynku.

Dostawcy ciepła na sezon grzewczy byli przygotowani już we wrześniu. Październik okazał się ciepły, ale przed nami jeszcze sześć miesięcy ogrzewania. Przygotowanie do nadchodzącej zimy wymaga od zarządców biurowców wiele pracy. Instalacje grzewcze przechodzą specjalistyczny serwis, sprawdzana jest również szczelność okien i drzwi.

Utrzymanie odpowiedniej temperatury w wielkopowierzchniowych obiektach wykorzystywanych np. przez część doby, często nieregularnie, przy jednoczesnym racjonalnym użytkowaniu energii jest dużym wyzwaniem dla zarządców biurowców w tym okresie, podobnie jak przejście z chłodzenia w ogrzewanie.

W okresie grzewczym zużycie energii elektrycznej jest znacznie mniejsze niż w okresie chłodniczym, ponieważ klimatyzacja po prostu pobiera jej więcej. Z oczywistych względów obecnie wzrasta za to pobór ciepła, które w okresie chłodniczym jest wykorzystywane wyłącznie do ogrzewania wody. Urządzenia chłodnicze ze względu na większą złożoność są bardziej awaryjne niż urządzenia grzewcze, a ich naprawy niosą za sobą większe koszty. Przed zimą muszą być skontrolowane i zabezpieczone – mówi Piotr Szwedzicki, Kierownik Serwisu w SPIE Building Solutions.

Ciepło-zimno

Okres jesienno-zimowy właśnie się rozpoczyna, a zarządcy biurowców powinni odpowiednio wcześniej być przygotowani do sezonu grzewczego w swoim budynku. W tym celu obowiązkowo muszą przeprowadzić każdego roku, przed i po sezonie, specjalistyczny serwis, który odpowiednio sprawdza instalacje cieplne.

Przed chłodniejszymi dniami zarządca biurowca powinien również sprawdzić szczelność okien i drzwi w celu zminimalizowania strat cieplnych budynku. Duży wpływ na komfort cieplny w pomieszczeniu ma także fakt, czy dana strona budynku jest nasłoneczniona. Należy też pamiętać o tym, że większe pomieszczenia, takie jak open space, generują stosunkowo mniejsze koszty ogrzewania w porównaniu do małych – mówi Piotr Szwedzicki, Kierownik Serwisu w SPIE Building Solutions.

W większości przypadków w biurowcach stosowane jest mechaniczne ogrzewanie powietrzne. Umożliwia ono łatwą regulację temperatury i strumienia powietrza, a samo powietrze dostarczane do pomieszczeń jest wcześniej filtrowane oraz nawilżane lub osuszane.

Ciepłe zimy i ciepłe biura

Optymalizacja zużycia energii zimą może być trudnym zadaniem przy zmieniających się temperaturach i nieregularnym przebywaniu ludzi w biurowcach. W tym celu stosuje się zdalne systemy sterowania zaprogramowane tak, że większość ciepła dostarczana jest w „godzinach szczytu”, gdy pomieszczenia są wykorzystywane przez pracowników. W obiektach stosowana jest także rekuperacja powietrza, czyli wentylacja mechaniczna z odzyskiem ciepła, która w przeciwieństwie do wentylacji grawitacyjnej nie wychładza pomieszczeń i utrzymuje odpowiednią wilgotność powietrza.

Nieregularne „ciepłe zimy” powodują jednak okresowo mniejsze zapotrzebowanie na ciepło. Wcześniej w latach „chłodniejszych” stosowane były mało skomplikowane systemy grzewcze zaprogramowane na dostarczanie ciepła w godzinach szczytu podczas całego okresu grzewczego. W tej chwili, aby zmniejszyć pobór ciepła i z drugiej strony odpowiednio wcześniej reagować na zmiany temperatury na zewnątrz, wykorzystuje się nowoczesne, zdalnie sterowane systemy grzewcze budynku.

Sylwester Cacek znów prezesem Sfinksa

Do władz Sfinks Polska, spółki zarządzającej m.in. sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło czy Fabryka Pizzy, dołączył Sylwester Cacek. Największy akcjonariusz operatora gastronomicznego został powołany przez radę nadzorczą na stanowisko prezesa zarządu w ramach wspólnej kadencji trwającej do 6 lutego 2024 r.

– Sfinks jest w ważnym momencie realizacji swojej strategii rozwoju – działając w branży gastronomicznej musimy mierzyć się z wieloma wyzwaniami, w tym poważnymi zmianami prawa, ale też rynek stwarza wiele szans. Aby dobrze je wykorzystać, skutecznie radząc sobie przy tym z trudnościami, musimy jako spółka mieć aktualną, adekwatną do rozwoju sytuacji strategię oraz działać sprawnie jako organizacja. Będąc największym akcjonariuszem Sfinksa, od lat związanym ze spółką, jestem tym żywotnie zainteresowany i dlatego zdecydowałem się wrócić do zarządu oraz bezpośrednio zaangażować się w realizację tych celów. Cieszę się, że członkowie rady nadzorczej, obdarzyli mnie zaufaniem i powierzyli mi kierowanie spółką  – komentuje Sylwester Cacek.

Jednocześnie z dniem 25 października br. z zarządu Sfinksa odchodzi wiceprezes Dariusz Strojewski. Aktualnie skład zarządu stanowią tym samym Sylwester Cacek, jako prezes, i Dorota Cacek, piastująca stanowisko wiceprezesa spółki od 2011 r.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 28.10 – 1.11.2019

Pomimo przestoju z ostatnich dni inwestorzy nie rezygnują z poszukiwania powodów do optymizmu. Żeby jednak apetyt na ryzyko się rozwinął, potrzeba impulsu ze strony progresu rozmów handlowych USA-Chiny, rozstrzygnięć w sprawie brexitu, gołębiego przekazu od Fed lub ożywienia w danych. W następnym tygodniu rynki będą szukać konfirmacji dla podtrzymywanych nadziei w odczytach PMI z Chin i ISM z USA. Raport NFP będzie istotny jak zawsze. Fed najpewniej zetnie stopy procentowe, ale istotniejszy będzie przekaz, co zamierza zrobić dalej.

Przyszły tydzień: FOMC, NFP, ISM dla przemysłu z USA, PKB/HICP z Eurolandu, PMI dla przemysłu z Wlk. Brytanii/Chin, BoJ, CPI z Australii, BoC

USA

W USA zanosi się na wielki tydzień. Po zaskakującym tąpnięciu we wrześniu do 10-letnich dołków w najnowszej odsłonie indeks ISM dla przemysłu (pt) powinien nieco odbić, choć prawdopodobnie dalej będzie sygnalizował kurczenie się sektora. Raport z rynku pracy będzie obciążony wpływem strajku w fabrykach General Motors (strajkujący nie zaliczają się do aktywnie pracujących), stąd konsensus dla zmiany zatrudnienia na 90 tys. i wzrost stopy bezrobocia do 3,6 proc. Wzrost płac ma jednak pozostać mocny (0,3 proc. m/m), w przeciwnym razie raport NFP zostanie odebrany negatywnie. Przed danymi (śr) FOMC najpewniej dokona cięcia stóp procentowych o 25 pb, co rynek niemal w pełni już wycenił. Istotne będzie, jak Fed ocenia warunki wewnętrzne i zewnętrzne oraz szanse na dalsze luzowanie. Rynek wycenia kolejne cięcie do kwietnia przyszłego roku, ale wątpimy, aby prezes Powell zasygnalizował, że Fed już teraz spodziewa się wcześniejszej reakcji. W efekcie USD może przetrwać posiedzenie bez uszczerbku.

Strefa euro

W strefie euro w centrum uwagi będą wstępne szacunki PKB (czw) oraz inflacji (czw). Jeśli III kw. ma pokazać wzrost, to tylko minimalny (0,1 proc.), biorąc pod uwagę zapaść przemysłu. Inflacja HICP pozostaje zdławiona i spowolnienie do 0,7-0,8 proc. r/r (przy celu inflacyjnym 2 proc.) utwierdzi EBC w gołębim nastawieniu. W kolejnych dniach EUR nie znajdzie wewnętrznego impulsu do umocnienia.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii dane mogą w końcu przykuwać większą uwagę, kiedy zmniejszyła się niepewność wokół przyszłości brexitu. Indeks PMI dla przemysłu (pt) powinien wzrosnąć, choć nie tyle na poprawie warunków produkcji, co na nagromadzeniu zapasów na wypadek zamknięcia granic z UE. Zatem do wyższego odczytu będzie trzeba podejść z dystansem. Poza tym zmienność na funcie zapewnią doniesienia dotyczące terminu odroczenia brexitu i szans na przedterminowe wybory. Ale póki ryzyko bezumownego brexitu zniknęło z pola widzenia, perspektywy dla funta pozostają dobre.

Polska

W Polsce inflacja CPI (czw) prawdopodobnie spowolni w ujęciu rocznym na efektach wysokiej bazy, względem poprzedniego miesiąca ceny powinny wzrosnąć na odbiciu cen żywności. CPI pozostaje w centrum celu inflacyjnego NBP, więc nie generuje żadnych impulsów dla polityki monetarnej. EUR/PLN zatrzymał zjazd na 4,27 i tu widzimy dno dla zmienności, przynajmniej do czasu, aż nie poprawi się zewnętrzny sentyment.

Chiny

Utrzymanie chińskich wskaźników PMI dla przemysłu (czw, pt) jest warunkiem minimum dla podtrzymania nadziei odbicia globalnego ożywienia. Może być jednak za wcześniej, aby w danych uchwyciło się ocieplenie relacji handlowych USA-Chiny. Komunistyczna Partia Chin odbędzie doroczny zjazd delegatów, gdzie mogą pojawić się tematy gospodarcze, choć prawdopodobnie sprawa Hong Kongu będzie na pierwszym planie.

Japonia

Na październikowym posiedzeniu (śr-czw) Bank Japonii powinien podtrzymać założenia polityki monetarnej, choć prawdopodobnie zrewiduje w dół ocenę perspektyw wzrostu i inflacji. Choć niepewność wokół perspektyw globalnego ożywienia skłania do poluzowania polityki pieniężnej, BoJ ma ograniczone możliwości i prędzej będzie chcieć zostawić resztki amunicji na wypadek istotnego załamania. Tylko gdyby pojawiła się wyraźna presja na USD/JPY ze strony gołębiości Fed, BoJ może działać wcześniej, ale to wydaje nam się aktualnie mało prawdopodobne.
W

Australia i Nowa Zelandia

Australii głównym wydarzeniem będzie publikacja danych o inflacji CPI (śr), która wciąż pozostaje poniżej celu RBA (2-3 proc.). Jeśli otrzymamy wynik gorszy od oczekiwań (1,7 proc. r/r), rynek zacznie poważnie wyceniać ryzyko listopadowej obniżki stopy procentowej. To byłoby ciosem dla ostatnio dobrze trzymającego się AUD. W Nowej Zelandii pozwolenia na budowę domów (śr) powinny pozostać słabe, ale rynek umiarkowanie obserwuje te dane. Kiwi w większym stopniu będzie podlegać pod kształtowanie się sentymentu zewnętrznego.

Kanada

Bank Kanady powinien pozostawić stopę overnight bez zmian (śr) i podtrzymać konstruktywne nastawienie. Wprawdzie inflacja CPI we wrześniu była słabsza od prognoz, ale było to wywołane niższymi cenami benzyny, podczas gdy inflacja bazowa pozostała stabilna. Ostatnie badanie nastrojów przedsiębiorstw wskazuje na podtrzymanie solidnej aktywności, silny rynek pracy i domykanie luki popytowej. To rysuje optymistyczne perspektywy dla gospodarki i pozwoli BoC utrzymać stopy bez zmian do 2020 r. Na tle gołębiego zwrotu większości banków centralnych na świecie ustawia to CAD w korzystnej pozycji, choć po ostatnim rajdzie sporo jest już w cenach. Od strony danych na uwagę zasługuje PKB za sierpień (czw), który powinien przynieść odbicie po płaskim lipcu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestorzy czekają na rozstrzygnięcie dwóch kwestii istotnych w kontekście Brexitu

Uwaga inwestorów na krótką chwilę skupiła się na danych ze strefy euro oraz wczorajszym spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego. Obecnie jednak znów tematem przewodnim na rynkach zdaje się być Brexit. Najbliższe dni mogą przynieść istotne rozstrzygnięcia w tym kontekście, które nie powinny pozostać bez wpływu na kurs GBP/PLN.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,27-4,28. Wczorajszy dzień przyniósł spadek pary EUR/USD. Pierwszym czynnikiem mającym istotny wpływ na główną parę były publikacje wstępnych odczytów indeksów PMI dla krajów strefy euro.

In plus zaskoczyły dane dla Francji, rozczarowały z kolei te dla Niemiec. Indeksy dla wspólnego bloku walutowego okazały się jednak bardzo zbliżone do oczekiwań. Zbiorczy, ważony indeks aktywności w usługach i przemyśle w październiku znalazł się na poziomie 50,2, nieznacznie wyższym od tego notowanego miesiąc wcześniej.

Indeksy PMI dla strefy euro (2016-2019)Indeks PMI euro

Źródło: Bloomberg Data: 25/10/19

Stabilizację pokazały również dzisiejsze odczyty indeksów Ifo, opisujących nastroje biznesowe w Niemczech w październiku. W ostatnim okresie pomiarów znalazły się one na poziomach zbliżonych do tych z poprzedniego miesiąca (indeks dotyczący bieżącej sytuacji radził sobie nieznacznie gorzej, indeks dotyczący przyszłości – lepiej).

Na wspomnianą stabilizację, po wielu miesiącach ostrych spadków powyższych indeksów, można patrzeć przychylnie. Prawdopodobnie odpowiada za nią poprawa nastrojów w kontekście Brexitu. O ile na tym polu w najbliższym czasie sytuacja najpewniej nie ulegnie istotnemu pogorszeniu (wygląda na to, że ryzyko Brexitu bez porozumienia niemal zupełnie wyparowało), to jednak w tle cały czas pozostaje kwestia amerykańskiego protekcjonizmu w handlu, która zdaje się w dużo większym stopniu wpływać na nastroje.

Wczoraj na parę EUR/USD wpływ miało również spotkanie Europejskiego Banku Centralnego, które jednak nie przyniosło zbyt wielu informacji. Zgodnie z oczekiwaniami bank centralny nie poinformował o żadnych istotnych działaniach w kontekście polityki monetarnej, o których nie wiedzielibyśmy wcześniej. Samą konferencję prasową po spotkaniu EBC można określić mianem „pożegnalnej”. Komentarze rzucające światło na to, jak EBC zapatruje się na sytuację gospodarczą były przytłumione przez liczne pytania dziennikarzy zorientowane wokół osoby prezesa EBC, Mario Draghiego, którego 8-letnia kadencja prezesa EBC właśnie się kończy.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,93-4,97.

Ostatnie dni przyniosły zahamowanie wzrostów brytyjskiej waluty. Obecnie kurs GBP/PLN znajduje się poniżej poziomu, na którym rozpoczął tydzień i kieruje się w dół. To, jak para zachowywać się będzie w kolejnych dniach w dużym stopniu powinno zależeć od rozstrzygnięcia dwóch kwestii: wydłużenia terminu Brexitu oraz przyspieszonych wyborów powszechnych w Wielkiej Brytanii.

Co tyczy się tej pierwszej, obecnie czekamy na szczegóły dotyczące rodzaju wydłużenia terminu Brexitu, ku czemu zdają skłaniać się państwa UE. Wielka Brytania wniosła o 3-miesięczne wydłużenie, które wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Niewykluczone jest jednak również to, że państwa UE zdecydują się na wydłużenie o inny okres. Jeśli chodzi o samą formę wydłużenia, prawdopodobna wydaje się być opcja „flextension”, która dałaby Wielkiej Brytanii furtkę do opuszczenia Unii Europejskiej przed przesuniętym terminem Brexitu – o ile brytyjski parlament wcześniej zaakceptowałby umowę o wyjściu z UE. W tym kontekście można by zadać pytanie: co z ryzykiem Brexitu bez porozumienia? Ostatnia retoryka UE sugeruje, że należy raczej wykluczyć taką możliwość, przynajmniej na tym etapie.

Co tyczy się drugiej kwestii, Boris Johnson zaproponował, że pozwoli brytyjskim parlamentarzystom na dłuższe omówienie kwestii porozumienia z UE, o ile zgodzą się, aby 12 grudnia odbyły się wybory powszechne. Na akceptację wniosku o przyspieszone wybory zgodę wyrazić musi aż dwie trzecie posłów, co oznacza, że do ich przeprowadzenia niezbędne będzie poparcie opozycyjnej Partii Pracy, która jest drugą największą siłą w Izbie Gmin. Jeremy Corbyn, lider Laburzystów stwierdza jednak, że nie poprze wyborów, jeśli Brexit bez porozumienia nie zostanie wykluczony. Wcześniej opozycja dwukrotnie zablokowała możliwość przeprowadzenie wyborów, o co wnosił Boris Johnson.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,83-3,86. W kontekście ostatnich publikacji z USA szczególnie warto wspomnieć o wczorajszych wstępnych danych PMI. Październikowe odczyty nie przyniosły bardzo dużych zmian w relacji do poprzedniego miesiąca, jednak należy odbierać je raczej pozytywnie. Optymizm budzić może wzrost indeksu dla przemysłu, który zaskoczył in plus, dobijając do najwyższego poziomu od kwietnia. Nie warto jednak cieszyć się na zapas – warto będzie poczekać na dane ISM opisujące aktywność przedsiębiorstw, które poznamy w przyszłym tygodniu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

16:00 – wskaźnik nastrojów konsumentów w USA w październiku według Uniwersytetu Michigan

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polska gospodarka wciąż odporna na spowolnienie w Europie

W tym tygodniu na szczególną uwagę zasługują wrześniowe wyniki sprzedaży detalicznej, które wzrosły o 5,3% r/r. Część rynku przyjęła jednak tę informację z rezerwą, ponieważ w stosunku do poprzedniego miesiąca wskaźnik ten się obniżył. W pełni entuzjastycznie przyjęto natomiast wzrost produkcji linii montażowych we wrześniu o 6% w porównaniu rocznym, przy uwzględnieniu korekty sezonowej. W połączeniu z informacją o wzroście przemysłu w zeszłym miesiącu o 3,5% r/r (nawet o 5,6% bez uwzględnienia korekty sezonowej) daje to bardzo dobry wynik. Szczególnie, że produkcja w strefie euro niewątpliwie zwalnia i to już trzeci miesiąc z rzędu. W dodatku wskaźniki wiodące przewidują dalszy spadek. Pozytywny rozwój w sektorze przemysłowym zdecydowanie wyróżnia Polskę na tle pozostałych gospodarek UE.

Przemysł europejski niewątpliwie zwalnia, a pozytywny wynik Polski w sektorze przemysłowym należy do wyjątków. W końcu produkcja przemysłowa w strefie euro spada już trzeci miesiąc z rzędu a wskaźniki wiodące przewidują dalszy spadek.

W mijającym tygodniu odbyło się również posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, na którym, zgodnie z oczekiwaniami, nie doszło do zmian w polityce pieniężnej. Podstawowa stopa procentowa pozostała więc na poziomie 0%, stopa kredytu 0,25%, a stopa depozytowa -0,5%. Co więcej, na wspomnianym posiedzeniu Mario Draghi oficjalnie pożegnał się z funkcją prezesa EBC.

Kurs złotego nie zmienił się znacząco w tym tygodniu, a w piątek rano znalazł się na poziomie 4,28 EUR/PLN. Kurs eurodolara również nie uległ większym wahaniom i oscylował wokół poziomu 1,11 EUR/USD. Natomiast rynek z niecierpliwością obserwował rozwój wydarzeń związanych z Brexitem. Wciąż nie jest jednak znany ostateczny scenariusz wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. W związku z tym napięta atmosfera na rynkach finansowych najprawdopodobniej utrzyma się w najbliższych dniach i będzie skutkowała większą zmiennością notowań funta w stosunku do innych walut.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Wiążąca Informacja Stawkowa (WIS) od 1 listopada 2019 r.

Wiążąca Informacja Stawkowa (WIS) to nowy instrument od 1 listopada udostępniony przez administrację podatkową, który ma rozwiązać problem prawidłowej klasyfikacji towarów i usług dla celów podatku VAT.

Narzędzie to jest związane przede wszystkim z nową matrycą stawek VAT, która wchodzi w życie 1 kwietnia 2020 r.

– Aby się przygotować do tych zmian, przedsiębiorcy już od 1 listopada 2019 r. będą mogli występować o WIS, które mają przede wszystkim pomóc przypisać towar lub usługę do odpowiedniej (podstawowej lub obniżonej) stawki VAT na nowych zasadach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Leonarski, starszy prawnik w Zięba&Partners.

WIS, wbrew nazwie, nie będzie jednak służył tylko do ustalania stawek VAT, ale również pomoże sklasyfikować towar lub usługę dla innych celów związanych z VAT (np. obowiązkowego mechanizmu podzielonej płatności).

– Przy rozpatrywaniu wniosku o WIS, inaczej niż przy wydawaniu interpretacji podatkowych, organ podatkowy będzie mógł korzystać z przedstawionych przez podatnika dokumentów (np. fotografii, planów i katalogów), a w razie potrzeby przeprowadzić odpowiednie badania lub analizy produktu – wyjaśnia prawnik z kancelarii Zięba&Partners.

Mario game over

Po 8 latach przywództwa w EBC Mario Draghi postanowił nie wpisywać się do historii mocnym zakończeniem i ostatnie posiedzenie zarządu, zgodnie z przewidywaniami większości ekspertów, przebiegło nadzwyczaj spokojnie.

Pożegnanie Draghiego

Na październikowym posiedzeniu, kończącym dwukadencyjną przygodę Włocha z prezesurą w Europejskim Banku Centralnym, obyło się bez niespodzianek. Zgodnie z konsensusem rynkowym stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Pojawiła się również informacja, że na razie nie ma przesłanek do ich podnoszenia, o ile nie pojawią się zagrożenia, które mogłyby podnieść inflację powyżej 2%. Patrząc na oczekiwania analityków względem decyzji banku, to spodziewali się oni raczej obniżenia stóp, a nie ich podwyżek.

“Lepsze” dane z Niemiec

Dzisiaj od rana poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat indeksu IFO. Są to badania mierzące nastroje w gospodarce. Wynik był dokładnie taki sam jak miesiąc temu. Analitycy spodziewali się spadku, on jednak utrzymał poprzedni poziom (94,6 pkt). W rezultacie inwestorzy spojrzeli przychylniejszym okiem na euro, dzięki czemu umacniało się ono względem głównych walut.

TSUE nie pomogło polskim bankom

Polskie banki mają problem z wyrokami TSUE i to nie tylko z powodu kredytów walutowych. Kolejnym zagrożeniem są zwroty opłat za wcześniejsze spłaty kredytów. Wczoraj Alior Bank poinformował o bardzo dużej korekcie z tego tytułu. Sytuacja wcale nie dotyczy tylko tej jednej instytucji. Patrząc na możliwe przejęcie tego banku i jego liczne problemy oraz starty w ostatnim czasie, można się spodziewać bardzo interesującego czwartego kwartału dla tej polskiej branży. Wbrew niektórym głosom wczorajsze spadki wcale nie są zagrożeniem dla sektora, co udowadnia dobra kondycja indeksu WIG banki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważniejszych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Ceny będą rosnąć. W 2020 r. inflacja w Polsce wyniesie 3,4-3,5 proc.

Ceny będą rosnąć, zwłaszcza żywności. Na początku 2020 r. inflacja zwiększy się do 3,4-3,5 proc.

Pierwszy kwartał przyszłego roku będzie szczytowym okresem inflacji w Polsce. Jednak nie powinno to doprowadzić do podwyższenia stóp procentowych przez RPP w pierwszym półroczu.

– W najbliższych miesiącach będą rosły ceny żywności, nawet o 8 proc. r/r – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Będzie to spowodowane przede wszystkim wyższymi cenami owoców, warzyw i mięsa wieprzowego, co spowoduje presję na wzrost cen innego mięsa, także drobiu.

Według prognoz Coface na początku roku inflacja wzrośnie do 3,4-3,5 proc., ale w kolejnych miesiącach będzie spadać.

– Pierwszy kwartał to będzie szczytowy punkt inflacji, jednak nie dojdzie do podwyższenia stóp procentowych– ocenia G.Sielewicz. – Natomiast obniżenie stóp przez RPP może się zdarzyć w drugim półroczu, gdyby w Polsce doszło do głębszego spowolnienia gospodarczego.

Rynek User Experience rośnie dwucyfrowym tempie

Dlaczego konsola do gier Xbox przegrała w starciu z Playstation 2? Czemu naszpikowany nowinkami system dla smartfonów Windows Phone nie był w stanie zagrozić dominacji Apple? Jak doszło do tego, że Google rok w rok po cichu wygasza kolejne usługi? Wszak żadnej z firm nie zabrakło ani zaplecza technologicznego, ani środków na marketing.

Przyczyną są brak umiejętności projektowania doświadczeń użytkownika. Dlatego przedsiębiorcy coraz odważniej inwestują w tę dziedzinę, by poznać, zrozumieć i zaoferować unikalne produkty, które spełnią oczekiwania konsumentów. Google, Amazon czy Microsoft – to tylko najgłośniejsze podmioty z niechlubnej listy firm, które nie odrobiły pracy domowej z budowania doświadczeń użytkownika, a w rezultacie na rynek trafiły technicznie doskonałe produkty czy usługi, które okazały się porażką.

User Experience  to wciąż niezrozumiały dla wielu osób termin, który często mylony jest z wyglądem produktu lub interfejsem użytkownika. Jednak prawda jest o wiele bardziej skomplikowana. Techniczne bądź fizyczne parametry to zaledwie wynik pracy specjalistów od projektowania doświadczeń. – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz z Symetrii, wiodącej polskiej agencji specjalizującej się w projektowaniu user experience, która obsługuje m.in. takie marki, jak ING, Asseco czy Mastercard. – UX To wielowymiarowy i złożony proces, który obejmuje takie działania, jak badanie i odkrywanie zachowań. Kluczową rolę odgrywa w nim poznawanie motywacji i potrzeb klientów poprzez obserwację, analizę i inne rodzaje badania opinii oraz zachowań użytkowników – dodaje Chwiedziewicz.

Doświadczenia, a nie specyfikacja

Firmy, które rozumieją czym jest User Experience i jak ważną rolę odgrywa w procesie tworzenia produktu, funkcjonują inaczej niż większość przedsiębiorstw. Tę różnice dskonle oddają słowa ałożyciela Apple i ikony świata UX, Steve Jobs: “Musisz zacząć od projektowania doświadczeń klienta i następnie wrócić do technologii. Nie możesz zacząć od technologii, a później próbować dowiedzieć się, gdzie możesz ją sprzedać”.

Człowiek ten doskonale zdawał się rozumieć to co dzisiejsze korporacje zaczynają dopiero dostrzegać. Dla współczesnego użytkownika mało kiedy liczą się wyłącznie cyfry i zastosowane technologie, których działania i tak w pełni nie pojmuje. Dlaczego? Zdaniem eksperta Symetrii, konsument XXI wieku to osoba poszukująca dodatkowej wartości, wynikającej z obcowania z produktem lub usługą.  – Nie liczą się megapixele w aparacie, megaherce w procesorze czy megabajty przestrzeni dyskowej, które pochłaniają nowe aplikacje. iPhone nie był pierwszym smartfonem, Netflix nie był pierwszym serwisem wideo, Walkman nie był pierwszym przenośnym odtwarzaczem muzycznym, a Facebook nie był pierwszym portalem społecznościowym. Mimo to, wszystkie odniosły gigantyczny sukces. Jakim sposobem? Ponieważ wypełniały lukę pomiędzy tym co konsument może mieć czy nabyć, a tym czego realnie chciałby doświadczyć – uważa Piotr Chwiedziewicz.

Ta strategia staje się coraz powszechniejsza, biznes zdaje się dostrzegać palącą potrzebę poszerzenia wiedzy o swoich odbiorcach. Tylko w ten sposób może prowadzić faktycznie przyszłościową działalność. W innym wypadku będą to próby trafienia do celu z zamkniętymi oczami.

Z przygotowanego we wrześniu raportu, opracowanego przez firmę analityczną Analitical Research Cognizance, dowiadujemy się, że globalny rynek User Experience (UX) rosnąć będzie z prędkością 18.2% rdr, by już w 2025 osiągnąć wycenę na poziomie 300 mln USD.

Nie jest specjalnym zaskoczeniem, że za rozwój tej branży, głównie odpowiadają kraje rozwinięte, a największe inwestycje zostaną poczynione w Ameryke Północnej, której udział w poprzednim roku oszacowano na blisko 50%. Za ten wynik odpowiedzialne są Stany Zjednoczone, będące azylem większości gigantów IT. Wszystkie 10 największych firm świata mierzonych kapitalizacją rynkową to firmy amerykańskie. Jankesi stanowi lwią część rynku Ameryki Północnej, z udziałem rynkowym na poziomie 88,08%, zaś w odniesieniu do całego świata, łączny udział w globalnym rynku wniósł w 2018 blisko 40%.

Europa musi zadowolić się drugą pozycją w zestawieniu z udziałem w wysokości 32,70%. Jak wskazują specjaliści z ARC, w nadchodzących latach znacznie wzrośnie zapotrzebowanie na oprogramowanie badawcze User Experience (UX) w regionach APAC i Europy, które muszą inwestować by nie popaść w biznesową stagnację.

Wiele formatów, wiele problemów, te same rozwiązanie

Według Chwiedziewicza, dzisiejsze projektowanie doświadczeń użytkowników to nie lada wyzwanie, które jeszcze kilka lat temu wydawałoby się niemożliwe do zrealizowania. Dobrym przykładem są aplikacje lub serwisy online. Projektanci muszą sprawić, by na ekranie, który zmieści się w kieszeni, złożone interakcje użytkownika były jasne i intuicyjne. Zarówno użytkownicy, jak i specjaliści UX stają przed wyzwaniem, przygotowania i obsługi funkcjonalności, które wcześniej wymagały 17-calowego ekranu, klawiatury i myszy, a dziś to wszystko ma zastąpić kciuk i 4-calowy ekran.

Projektanci muszą przygotować wystarczającą funkcjonalność, aby aplikacja była interesująca i użyteczna, a jednocześnie wszystko było proste i intuicyjne. Muszą to zrobić dla coraz bardziej wymagających użytkowników, z coraz większymi możliwościami wyboru alternatywnych opcji – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Aquent, 70% klientów twierdzi, że porzuciło koszyk podczas zakupów online z powodu złego UX. Co więcej, wiele wskazuje na to, że była to pierwsza i ostatnia styczność klienta z firmą. Znajduje to odzwierciedlenie w wynikach ankiety zrealizowanej przez Design Resources, która przynosi niepokojące wieści dla biznesu – 88% kupujących online, deklaruje że nie wróciłoby do witryny po tym jak doświadczyli złego User Experience. W tej samej ankiecie, respondenci wskazują, że za 94% pierwszego wrażenia, odpowiedzialny jest design. Po raz kolejny potwierdza się, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Warto więc, idąc za radą Stevea Jobsa, zabrać się za to z należytą starannością. – Aby zaprojektować coś naprawdę dobrze, musisz to najpierw zrozumieć. Musisz poważnie się zastanawiać, o co w tym wszystkim chodzi. Namiętne zaangażowanie wymaga dogłębnego zrozumienia. Przeżuwania, a nie tylko szybkiego przełknięcia. Większość ludzi nie ma na to czasu – tłumaczył twórca Apple w jednym z wywiadów.

Kuehne + Nagel publikuje wyniki za III kw. 2019 r.

  • Transport morski ze znacznym wzrostem wolumenu i EBIT
  • Transport lotniczy ze zwiększonym zyskiem brutto
  • Dywizja spedycji drogowej utrzymuje silną pozycję
  • Pierwsze wyniki procesu restrukturyzacji logistyki kontraktowej
  • Wolne przepływy pieniężne – wzrost o 363 mln CHF

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto  15,838 15,361  3,1%
Zysk brutto  5,989  5,736  4,4%
Wynik operacyjny EBITDA  1,341  906  48,0%
Skorygowany EBITDA (bez IFRS16)  972  906  7,3%
EBIT  794  745  6,6%
Skorygowany EBIT (bez IFRS16)  786  745  5,5%
Zysk za okres  598  580  3,1%
Skorygowany zysk (bez IFRS16)  602  580  3,8%
Wolne przepływy pieniężne  617  254 >100%


Kuehne + Nagel znacznie poprawiło swoje wyniki w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2019 r. Transport morski i drogowy utrzymały silną pozycję w trzecim kwartale. Napięta sytuacja rynkowa doprowadziła do spadku wolumenu spedycji lotniczej. Restrukturyzacja w zakresie logistyki kontraktowej przyniosła pierwsze wyniki. Obroty netto Grupy wzrosły o 3,1% rok do roku do 15,8 mld CHF, zysk brutto o 4,4% do 6,0 mld CHF, EBIT o 6,6% do
794 mln CHF, a zysk w tym okresie o 3,1% do 598 mln CHF. Organiczny wzrost obrotów netto wyniósł 4,3%, sytuacja na rynku walutowym miała negatywny wpływ – 2,9%, a akwizycje pozytywny – 1,7%.

Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG komentuje: „Mimo stale utrzymującej się, napiętej sytuacji na globalnym rynku, Kuehne + Nagel notuje bardzo dobre wyniki. Szczególnie w dywizji morskiej i drogowej, w zakresie których mocno koncentrujemy się na zapewnieniu cyfrowej obsługi Klienta i efektywności cenowej. Pomimo zwiększonej destabilizacji rynkowej wyniki finansowe transportu lotniczego w ostatnich kwartałach utrzymują się. Przejęcie Quick International Courier, Inc. miało pozytywny wpływ na naszą działalność. W ciągu kolejnych miesięcy, nie tracąc narzuconego sobie tempa, będziemy kontynuować rozwój.  

Spedycja morska

Przy wzroście o 7,3% rok do roku do 5,6 mld CHF, transport morski odnotował bardzo solidny wzrost obrotów netto i po raz kolejny poprawił swoje wyniki w trzecim kwartale. Kuehne + Nagel mimo ogólnej stagnacji na rynku znacznie zwiększył możliwości w zakresie spedycji morskiej. Za pośrednictwem 3,67 milionów standardowych kontenerów (TEU) Grupa przetransportowała 152 000 sztuk więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (+4,3%). Głównymi czynnikami sukcesu były strategia selektywnego wzrostu, efektywne zarządzanie kosztami i wyjątkowa jakość usług. EBIT wzrósł o 10,2% rok do roku do 357 mln CHF. Dywizja morska poprawiła współczynnik konwersji (stosunek EBIT do zysku brutto) do 30,4%, utrzymując tym samym pozycję lidera w branży.

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto 5,633 5,250 7,3%
Zysk brutto 1,173  1,116  5,1%
EBIT  357  324  10,2%

 

Spedycja lotnicza

W warunkach globalnej niepewności gospodarczej i rosnących barier handlowych rynek lotniczy notował spadki. W wyniku zmniejszonego popytu w niektórych kluczowych branżach, wolumen przesyłek lotniczych w firmie Kuehne + Nagel spadł o 6,4% rok do roku do 1,22 mln ton. Mimo tego, spedycja lotnicza zwiększyła zysk brutto, szczególnie w sektorach farmaceutycznym, produktów łatwo psujących się i przesyłek o krytycznym czasie dostawy. Integracja Quick International Courier, Inc. przebiega zgodnie z planem. Quick, jeden z liderów rynku w zakresie usług transportowych i logistycznych o krytycznym czasie dostawy dla branży farmaceutycznej i lotniczej osiągnął pozytywne wyniki w trzecim kwartale 2019 roku. Spadek EBIT o 3,0% rok do roku do 263 mln CHF oznacza odporność mimo trudnych warunków na rynku.

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto 3,503 3,598 -2,6%
Zysk brutto 997 895 11,4%
EBIT 263  271 -3,0%

 

Spedycja drogowa

Obroty netto w dywizji drogowej wzrosły o 2,0% rok do roku do 2,7 mld CHF, a zysk brutto o 4,1% do 846 mln CHF. Pomimo spowolnienia w handlu międzynarodowym jednostka ta ponownie zanotowała wzrost. Ilość przesyłek drobnicowych we Francji i Niemczech pozostała niezmienna. W Austrii i Europie Wschodniej Kuehne + Nagel wzmocniło sieć transportu drogowego poprzez przejęcie Grupy Jöbstl. W Ameryce Północnej zanotowaliśmy wzrost dzięki utrzymującej się działalności kluczowych Klientów. Transport intermodalny dalej się osłabia między innymi z powodu spadających cen ropy. EBIT wzrósł o 8,8% rok do roku do 62 mln CHF.

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto 2,682 2,630 2,0%
Zysk brutto 846  813 4,1%
EBIT 62  57 8,8%

 

Logistyka kontraktowa

W trzecim kwartale 2019 roku trwająca restrukturyzacja logistyki kontraktowej przyniosła rezultaty. Jednorazowe zyski ze sprzedaży nieruchomości w wysokości 23 mln CHF (rok poprzedni: 11 mln CHF) zostały uwzględnione w EBIT. Ze względu na środki optymalizujące kapitał firmy i wzmożoną koncentrację na aktywnościach o wyższej marży zysku obroty netto wzrosły o 3,5% rok do roku do 4,0 mld CHF, a zysk brutto o 2,1% do 3,0 mld CHF. Wzrost ten był znacznie wolniejszy niż w poprzednim roku. Wraz z otwarciem nowych centrów dystrybucyjnych w Luksemburgu, Niemczech oraz w Belgii, dywizja logistyki kontraktowej koncentrowała się na gwałtownym zwiększaniu już wysokiej jakości w obsłudze branży farmaceutycznej i opieki zdrowotnej oraz sprzedaży e-commerce. Przegląd portfela firmy i rosnąca wydajność spowodowały, że EBIT wyniósł o 112 mln franków szwajcarskich, co oznacza wzrost o 20,4% rok do roku.

Grupa Kuehne + Nagel 01-09.2019 01-09.2018 Zmienność
CHF mln      
Obrót netto 4,020 3,883 3,5%
Zysk brutto 2,973 2,912 2,1%
EBIT 112  93 20,4%

Jakie trendy można zauważyć na rynku najmu biur?

Szeroka oferta biurowa w największych miastach w Polsce, zarówno w projektach klasy A, jak i budynkach klasy B zachęca firmy do optymalizacji przestrzeni biurowych. Wybór jest naprawdę duży. Rynek biurowy w naszym kraju nie rozwijał się wcześniej w tak szybkim tempie i nie dawał tylu możliwości. Zmiana biura przynosi liczne korzyści. Weryfikacja oferty rynkowej opłaca się również firmom, które nie zdecydowały się jeszcze na przeprowadzkę i zastanawiają się nad renegocjacją swoich umów najmu. Odpowiedź na pytanie, jakie rozwiązanie wybrać przynosi zwykle porównanie dostępnych opcji rynkowych z możliwościami, jakie daje przedłużenie umowy.

– Lokalizacja ma kluczowy wpływ na funkcjonowanie firmy. Wybór biura to strategiczna decyzja dla przedsiębiorstw, ponieważ w obecnych, mocno konkurencyjnych warunkach rynkowych muszą zapewnić pracownikom komfortowe i dobrze skomunikowane miejsce pracy, oferujące dobre połączenie z siecią transportu publicznego i wygodnym parkingiem. Poza poprawą standardu przestrzeni biurowej i dojazdu, motywacją do zmiany biura dla wielu najemców jest również konsolidacja oddziałów, czy optymalizacja kosztów wynajmu. Do relokacji coraz częściej skłania także firmy chęć długofalowego zabezpieczenia opcji ekspansji w ramach tego samego budynku i elastyczności aranżacji w perspektywie przyszłego rozwoju. Stąd ogromnym powodzeniem cieszą się te obiekty biurowe, które dają możliwość szybkiego wynajmu dodatkowej powierzchni, zapewniającej od razu pełną gamę usług biznesowych – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz.

Opcje wynajmu

Taką opcję daje wiele kompleksów biurowych, realizowanych dziś w największych ośrodkach biznesowych w kraju. W nowych biurowcach, często już na etapie projektowania aranżowana jest przestrzeń z przeznaczeniem na biura serwisowane, czy strefę coworkingową, co znacząco podnosi atrakcyjność oferty. Z tego typu rozwiązań w przypadku nagłej potrzeby korzystają bowiem firmy, które muszą szybko zorganizować dodatkowe miejsca pracy, ale nie tylko. Na wynajem stanowisk biurach współdzielonych decydują się też najemcy, którzy jednocześnie kontraktują tradycyjne powierzchnie w budynku, licząc na to że nawiązanie kontakty biznesowe z innymi użytkownikami elastycznych powierzchni przyniosą firmie korzyści.

Powierzchnie flexi sprawdzają się również podczas realizacji przez firmę w określonym czasie większej ilości projektów. Umożliwiają wtedy poszerzenie przestrzeni do pracy na czas ich prowadzenia bez konieczności zwiększania powierzchni na stałe i płacenia za jej aranżacje.

Strategiczne planowanie

Bartłomiej Zagrodnik przyznaje, że rosnące koszty adaptacji powierzchni biurowych zachęcają też najemców do stosowania bardziej elastycznych form aranżacji przestrzeni. Takich, które umożliwiają późniejsze przeprojektowanie wnętrza w szybki i prosty sposób, dostosowując go do aktualnego stylu i czasu pracy zespołu. – W rezultacie biura stają się coraz bardziej elastyczne, a firmy odchodzą od projektowania dużych open space’ów na rzecz tworzenia ciekawych powierzchni do wspólnego wykorzystywania i wdrażania komfortowych dla pracowników rozwiązań – tłumaczy.

Podkreśla również, że firmy poświęcają teraz znacznie więcej uwagi kwestiom wynajmu i częściej niż wcześniej tworzą długoterminowe strategie z nim związane z uwzględnieniem przyszłej ekspansji. – Powierzchnie zabezpieczane są nawet na 2-3 lata przed zakończeniem obowiązujących kontraktów. Pozwala to podpisywać umowy bądź listy intencyjne z deweloperami jeszcze na etapie uzyskiwania pozwolenia na budowę nowych obiektów. Dzięki temu najemcy mają zagwarantowane objęcie najatrakcyjniejszych i najbardziej dopasowanych do ich potrzeb powierzchni – wyjaśnia Bartłomiej Zagrodnik.

Okres najmu

Ekspert zwraca uwagę także na wydłużające się okresy najmu. – Dłuższe umowy spełniają, zarówno oczekiwania najemców, jak i wynajmujących. Standardem na rynku nadal jest najem pięcioletni, ale coraz częściej spotykamy się z kontraktowaniem powierzchni biurowych na 6, 7 lat, a nawet 10 lat. Pozwala to uzyskać większe pakiety zachęt dla najemców – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

Choć koszty wynajmu biur w nowoczesnych budynkach nie są niskie to profesjonalna powierzchnia na przykład w porównaniu z całkowitymi kosztami utrzymania willi biurowej może okazać się tańsza. Tym bardziej, że relokacja otwiera możliwość poprawy funkcjonalności powierzchni i optymalizacji jej wielkości. Ponadto, wykorzystanie w nowoczesnych biurowcach energooszczędnych technologii oraz dokonywany przez ich zarządców hurtowy zakup mediów i usług sprawia, że obowiązujące w nich opłaty eksploatacyjne są konkurencyjne.

Dodatkowo, nowe obiekty oferują, nie tylko przestrzeń do pracy, ale także zielone tarasy do rekreacji, wygodne zaplecze konferencyjne oraz szereg usług na miejscu związanych z aktywnością fizyczną, gastronomią, czy zaspokajaniem codziennych potrzeb. Co więcej, firmy zarządzające budynkami nierzadko starają się podejmować działania ułatwiające nawiązywanie kontaktów miedzy najemcami. Organizują różnego rodzaju spotkania, zajęcia grupowe i eventy. Ma to na celu budowanie relacji pomiędzy użytkownikami budynku, co może być atrakcyjne nie tylko w kontekście biznesowym, ale także pracowniczym.

Klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania w świetle przepisów Ordynacji podatkowej

Zastosowanie przez organy Krajowej Administracji Skarbowej klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania to coś, czego bardzo boją się podatnicy. Warto jednak pamiętać o tym, że Ordynacja podatkowa uwzględnia pewne wyłączenia w tym zakresie.

Czym jest klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania?

W połowie 2016 r. zaczęły obowiązywać nowe przepisy prawa podatkowego, które umożliwiły organom Krajowej Administracji Skarbowej stosowanie tzw. klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Mechanizm ten ma za zadanie zakreślić granice optymalizacji podatkowej. Klauzula stwierdza, jakie działania podejmowane przez podatników stanowią element legalnej optymalizacji, a jakie mają charakter sztuczny, zmierzający wyłącznie do uniknięcia płacenia podatku. W tym celu bierze się pod uwagę m.in. angażowanie podmiotów pośredniczących pomimo braku uzasadnienia ekonomicznego lub gospodarczego, nieuzasadnione dzielenie operacji finansowej, elementy prowadzące do uzyskania stanu identycznego lub zbliżonego do stanu istniejącego przed dokonaniem czynności, ryzyko gospodarcze przewyższające spodziewane korzyści inne niż podatkowe w takim stopniu, że należy uznać, iż działający rozsądnie podmiot nie wybrałby tego sposobu działania, a także elementy wzajemnie się znoszące lub kompensujące.

Znaczące zmiany od 1 stycznia 2019 r.

W zakresie wyłączeń stosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania doszło w ciągu ostatniego roku do dość znaczących zmian. Do końca grudnia 2018 r. wyłączenie odnosiło się bowiem m.in. do wartości uzyskanej przez podatnika korzyści. Klauzulę stosowano dopiero wtedy, gdy korzyść przekraczała kwotę 100 tys. zł w danym okresie rozliczeniowym. 1 stycznia 2019 r. zniesiono jednak próg kwotowy. Dzisiaj klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania nie stosuje się jedynie w dwóch przypadkach. Po pierwsze w odniesieniu do podmiotu, który uzyskał opinię zabezpieczającą w zakresie objętym opinią do dnia doręczenia uchylenia lub zmiany opinii zabezpieczającej. Po drugie natomiast w kontekście podatku od towarów i usług oraz opłat i niepodatkowych należności budżetowych.

Czym jest opinia zabezpieczająca?

O jej wydanie występuje się do szefa KAS. Wniosek może dotyczyć zarówno czynności planowanej, rozpoczętej, jak i dokonanej. Należy w nim wskazać w szczególności dane identyfikujące wnioskodawcę, podmioty, które dokonują określonych czynności, opis planowanych lub dokonanych czynności wraz ze wskazaniem powiązań, o których mowa w przepisach dotyczących cen transferowych, cele, którym służy określona operacja, a także gospodarcze uzasadnienie podejmowanych lub planowanych czynności oraz skutków podatkowych całego przedsięwzięcia. Dodatkowo podatnik powinien przedstawić własne stanowisko w sprawie.

Zasady wydawania opinii zabezpieczającej

Oczywiście szef KAS wyda opinię zabezpieczającą tylko wtedy, gdy nie znajdzie powiązania analizowanej sprawy z celowym unikaniem opodatkowania. Dodatkowo podatnik ubiegający się o wydanie opinii zabezpieczającej powinien uiścić opłatę w kwocie 20 tys. zł. Jeżeli zainteresowanych rozstrzygnięciem jest więcej, opłata ulega zwiększeniu. Od piątego i kolejnych zainteresowanych podatników ulega ona zwiększeniu o kwotę 5 tys. zł. Co istotne, opłatę tę należy uiścić najpóźniej w terminie 7 dni od dnia złożenia wniosku na rachunek Ministerstwa Finansów.

Wyłączenie klauzuli na gruncie przepisów o VAT

Wyłączenie stosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania na gruncie przepisów o podatku od towarów i usług spowodowane jest natomiast tym, iż w ustawie o VAT wprowadzono odrębną konstrukcję, która ma zapobiegać nadużyciom w tym podatku. Zgodnie bowiem z art. 5 ust. 4 ustawy o VAT w przypadku wystąpienia nadużycia prawa, dokonane czynności wywołują jedynie takie skutki podatkowe, jakie miałyby miejsce w przypadku odtworzenia sytuacji, która istniałaby w braku czynności stanowiących nadużycie prawa. Z kolei przez nadużycie prawa rozumie się czynności dokonane w ramach transakcji, która pomimo spełnienia warunków formalnych, ustanowionych w przepisach ustawy, miała zasadniczo na celu osiągnięcie korzyści podatkowych, których przyznanie byłoby sprzeczne z celem, któremu służą te przepisy.

Postępowanie podatkowe

Jeżeli zajdą okoliczności uzasadniające zastosowanie art. 119a dotyczącego klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania, szef KAS wszczyna postępowanie podatkowe lub w drodze postanowienia, w całości lub w części, na wniosek organu podatkowego przejmuje do dalszego prowadzenia postępowanie podatkowe, kontrolę podatkową lub kontrolę celno-skarbową. Oczywiście postępowanie to będzie dotyczyło wyłącznie spraw: określenia lub ustalenia wysokości zobowiązania podatkowego, określenia wysokości straty podatkowej, stwierdzenia nadpłaty lub określenia wysokości nadpłaty albo zwrotu podatku, odpowiedzialności płatnika za podatek niepobrany lub pobrany a niewpłacony oraz odpowiedzialności podatnika za podatek niepobrany przez płatnika, a także o zakresie odpowiedzialności lub uprawnień spadkobiercy. Należy zauważyć, że takich postępowań wszczyna się coraz więcej. Zniesienie limitu 100 tys. zł w zakresie uzyskanej korzyści majątkowej spowodowało, że praktycznie żaden podatnik nie może czuć się bezpiecznie. Fiskus kontroluje nawet niewielkie podmioty, których ewentualna korzyść szacowana jest na kilka, może kilkanaście tysięcy złotych.

Konieczna profesjonalna pomoc prawna

Uniknięcie poważnych konsekwencji wynikających z zastosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania jest możliwe tylko dzięki profesjonalnej pomocy prawnej. Strategię działania przedsiębiorstwa należy kształtować w taki sposób, aby nie wzbudziła ona podejrzeń fiskusa. Wszystkie podejmowane działania muszą mieć zatem uzasadnienie – zarówno praktyczne, jak i gospodarcze.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Producenci dóbr konsumpcyjnych marnują połowę środków wydawanych na promocję i reklamę

Z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez firmę Salesforce wynika, że sektor dóbr konsumpcyjnych przechodzi dziś istotne zmiany. Producenci muszą dostosować swoje strategie działania do zmian rynkowych, wynikających z rozwoju e-commerce, coraz silniejszych marek własnych promowanych przez sieci marketów oraz rosnących oczekiwań klientów. W walce o rynek mają pomóc dane o klientach i nowe technologie przetwarzania danych.

Cyfrowa transformacja zmienia modele działania firm – także w sektorze dóbr konsumpcyjnych. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Salesforce na początku 2019 r. sektor B2C musi stawić czoła silnej konkurencji i coraz wyższym wymaganiom klientów. Wnioski z badań znalazły się w raporcie „Dobra konsumpcyjne. Walka o relacje” („Consumer Goods and the Battle for B2B and B2C Relationships”). Obecnie producenci dóbr konsumpcyjnych za największe wyzwania uważają:

  • konieczność konkurowania z gigantami e-commerce odnoszącymi korzyści z zaawansowanych i innowacyjnych łańcuchów dostaw, mających atrakcyjne dla klientów warunki dostaw. To wymaga od firm B2C ciągłego wzmacniania relacji zarówno z detalistami, jak i z klientami końcowymi. Zwłaszcza sprzedaż D2C (Direct to Customer) staje się priorytetem – dziś inwestuje w nią 99% firm z sektora B2C;
  • konieczność wdrażania innowacyjnych rozwiązań, szczególnie wobec ciągłego udoskonalania modelu obsługi klientów indywidualnych. Firmy muszą nie tylko dbać o ciągłe wprowadzanie do swoich ofert nowych produktów, ale mocniej koncentrować się na utrzymywaniu wysokiej jakości w procesie budowania relacji z klientami;
  • konieczność zdobywania jak największej ilości użytecznych danych o klientach, już nie tylko w oparciu o własne źródła, ale również o dane pochodzące od podmiotów zewnętrznych. Za tym idzie kolejne wyzwanie związane z koniecznością efektywnego przetwarzania tych danych do postaci użytecznych i dynamicznych informacji, które wspierają jakość obsługi klienta w procesach sprzedaży, marketingu i serwisu po zakupie (dotyczy zarówno procesów online jak i offline);
  • uważność skierowana na wizerunek marki w kontekście potrzeby transparentnego działania (tego wymagają klienci) oraz obszaru CSR – społecznego i proekologicznego zaangażowania firmy.

Nierówna walka z platformami e-commerce

Aż 79% kadry zarządzającej z sektora B2C uważa, że na ewolucję wymagań klientów znaczny wpływ mają platformy e-commerce, takie jak Amazon, Alibaba czy eBay. Zdaniem 51% ankietowanych Amazon jest jednym z najpoważniejszych konkurentów branży dóbr konsumpcyjnych, ponieważ odbierając klientów przejmuje ich udziały w rynku. Choć połowa klientów dokonuje pierwszych zakupów bezpośrednio u sprzedawcy detalicznego, a 31% na Amazonie, to już powtórne zakupy 47% zrobi na Amazonie, a tylko 34% powróci do detalisty. Powód tego trendu jest prosty – e-commerce zapewnia większą różnorodność towarów, lepsze ceny i wygodniejszą dostawę. Cóż zatem mogą robić firmy, by zawalczyć o rynek? Przede wszystkim postawić na innowacyjność produktów i modeli dystrybucji. Niestety, obecnie tylko połowa ankietowanych przez Salesforce zarządów uważa, że ich firmy efektywnie rozwijają nowe produkty…

Wyzwania handlu detalicznego: rywalizacja z markami własnymi i lepsze lokowanie środków na promocję w sklepach

Kolejnym wyzwaniem dla B2C jest konieczność doskonalenia strategii promocji i marketingowych dla uzyskania lepszych rezultatów sprzedaży, ponieważ obecnie środki przeznaczane na promocje w sklepach nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Choć e-commerce dynamicznie się rozwija, wciąż 95% przychodów ze sprzedaży dóbr konsumpcyjnych (FMCG) pochodzi z handlu w sklepach stacjonarnych. W Stanach Zjednoczonych ma on wartość 1,01 bln USD, przy czym sektor B2C co roku przeznacza na marketing w placówkach stacjonarnych aż 200 mld USD. Co jednak najważniejsze, sprzedawcom udaje się zrealizować zgodnie z założeniami tylko 52% planów marketingowych, co oznacza, że w USA producenci dóbr konsumpcyjnych blisko 104 mld USD rocznie alokują niewłaściwie w nieudane działania promocyjno-marketingowe.

Wyzwań związanych z handlem stacjonarnym jest więcej: to także presja na śrubowanie najwyższych marż oraz rozwój marek własnych sprzedawców detalicznych w sieciach supermarketów i dyskontów. Niemal połowa (49%) ankietowanych firm z branży B2C uważa marki własne za zagrożenie biznesowe, ponieważ konkurują z ich własnymi produktami.

Za mały wybór towarów i słaba wiedza o klientach blokują rozwój branży

Producenci dóbr konsumpcyjnych nie są do końca zadowoleni z kluczowych czynników wpływających na efektywność sprzedaży detalicznej. Najwyżej oceniają zdolność zarządzania zapasami i poziomem zaopatrzenia półek sklepowych (55%), możliwości analityczne (55%) oraz wydajność przedstawicieli handlowych (50%). Dużo gorszą opinię mają na temat stanu wiedzy o klientach sklepów oraz możliwościach sprzedaży nowych produktów. Tylko 38% ankietowanych jest w pełni zadowolonych ze sposobu, w jaki ich firma sprzedaje do sklepów detalicznych swoje nowe produkty.

Dane o klientach są dziś niezbędne do wdrożenia personalizowanej i zautomatyzowanej komunikacji firmy z rynkiem. Dlatego aż 82% producentów B2C planuje zwiększenie inwestycji w dostęp do tzw. danych zbieranych bezpośrednio od klientów odwiedzających strony www i media społecznościowe – tzw. first party data. Niestety jedynie 41% ma zaledwie umiarkowany dostęp także do innych źródeł danych, w tym do informacji udostępnianych przez sklepy detaliczne. Trudności z wprowadzaniem do dystrybucji nowych produktów i wykorzystywaniem informacji ze sklepów hamują rozwój branży.

Wzmocnienie relacji B2C poprzez sprzedaż online i jakość relacji

Producenci dóbr konsumpcyjnych w coraz większym stopniu sprzedają bezpośrednio klientom końcowym. Dziś praktycznie wszystkie firmy (99%) inwestują w rozwój kanałów sprzedaży bezpośredniej (Direct to Customer). Wiąże się to z dużą szansą rynkową. Firma badawcza Nielsen donosi, że chociaż sprzedaż online stanowi jedynie 5% całego amerykańskiego rynku dóbr konsumpcyjnych, to generuje ona 40% wzrostu sprzedaży. Biorąc pod uwagę tak ogromną efektywność handlu elektronicznego, logicznym krokiem jest przejście na sprzedaż online i inwestowanie w silniejsze relacje z konsumentami.

Firmy poszukują nowych metod budowania pozytywnych doświadczeń klientów, którzy robią zakupy online. Nie uda się im to jednak z dnia na dzień, szczególnie ze względu na barierę technologiczną związaną z pozyskiwaniem i przetwarzaniem danych o klientach. Obecnie ponad połowa (55%) managerów dostrzega takie bariery, a wśród nich najczęściej: brak danych dotyczących zakupów w kanale tradycyjnej sprzedaży detalicznej (25%); trudności w analizowaniu danych (24%), silosowe przetwarzanie danych przez wyodrębnione działy w organizacji i przy tym brak współpracy (24%), brak dostatecznej integracji firmowych systemów informatycznych (20%). A dostęp do danych to przecież klucz do zapewnienia personalizacji i prezentowania klientom takich ofert, jakich w danej chwili poszukują.

Trendy w inwestycjach i reklamie

Mając świadomość wartości danych i roli, jaką odgrywa cutomer experience w sprzedaży, sektor dóbr konsumpcyjnych chce w ciągu najbliższych dwóch lat inwestować przede wszystkim w pozyskiwanie danych o klientach (first party data) oraz poprawę jakości w zakresie cyfrowej obsługi klientów. Wzrost inwestycji na tych polach odbędzie się kosztem redukcji wydatków na innych – w najbliższych latach firmy zredukują wydatki na reklamę w tradycyjnych mediach, ograniczą reklamę z użyciem poczty (spadek o 18%), nakłady na reklamy w TV (spadek 16%), a także na wsparcie poprzez telefoniczne infolinie (spadek o 14%).

Klienci oczekują od marek przejrzystości i działań prospołecznych

Dziś firmy nie mogą działać już tylko dla zysku. Niemal połowa (45%) klientów chętniej dokona zakupów w firmie, która przekazuje darowizny na cele charytatywne, a ponad połowa (51%) w firmie przyjaznej środowisku. Branża uważa, że ich przedsiębiorstwa są w większości całkowicie przejrzyste w zakresie praktyk biznesowych (np. pochodzenia produktów i wpływu na środowisko). Jednak niepokój, i to znacznie większy niż rok temu wzbudza u 62% transparentność łańcucha dostaw.

Ponad połowa firm (52%) ma także problemy z opowiedzeniem spójnej historii marki, co niesie duże ryzyko w komunikacji. Inwestycje w handel elektroniczny, e-mail marketing i inne kanały nie pomagają w utrzymaniu pełnej spójności.

Ważne wnioski i dane z raportu „Consumer Goods and the Battle for B2B and B2C Relationships”

  • 79% kierownictwa firm z branży dóbr konsumpcyjnych uważa, że Amazon podniósł wymagania klientów, a 51% twierdzi, że jest on dużym zagrożeniem dla ich marek;
  • 49% firm postrzega rozwój marek własnych jako zagrożenie biznesowe;
  • Tylko połowa producentów dóbr konsumpcyjnych uważa, że ich działania w zakresie rozwoju i wprowadzania nowych produktów na rynek są efektywne;
  • 99% firm inwestuje w rozwój sprzedaży bezpośredniej do klientów końcowych (D2C);
  • 82% firm będzie zwiększać inwestycje w dostęp do danych o swoich klientach;
  • 55% firm dostrzega bariery w przetwarzaniu danych o klientach z powodu zbyt małej ilości źródeł danych, ograniczeń technologicznych i wynikających ze struktury organizacyjnej;
  • 25% producentów dóbr konsumpcyjnych wykorzystuje sztuczną inteligencję – kolejne 45% planuje ją wykorzystać w ciągu najbliższych dwóch lat;
  • według 34% firm sztuczna inteligencja stanie się w ciągu 5 następnych lat kluczową technologią łączącą producentów z konsumentami;
  • 51% konsumentów obdarza większym zaufaniem firmy, które prowadzą działania na rzecz ochrony środowiska, a 49% firmy działające charytatywnie;
  • z jednej strony 76% managerów firm produkujących dobra konsumpcyjne twierdzi, ze ich biznes jest całkowicie transparentny, z drugiej strony 62% jest bardziej niż rok temu zaniepokojonych przejrzystością łańcucha dostaw.

Badanie Salesforce zostało przeprowadzone na początku 2019 r. na grupie 500 dyrektorów i członków zarządów firm z branży dóbr konsumpcyjnych z krajów Europy, Ameryki Pólnocnej, Azji i Australii.

Obszary, w których firmy produkujące dobra konsumpcyjne planują zmiany w poziomie inwestycji w ciągu najbliższych trzech lat

Zwiększenie inwestycji
Pozyskiwanie danych o klientach (first party consumer data) +82%
Obsługa klientów w kanałach cyfrowych (online) +82%
Pozyskiwanie danych o klientach od zewnętrznych podmiotów +74%
zmniejszenie inwestycji
Reklama z wykorzystaniem tradycyjnej poczty -18%
Reklama telewizyjna -16%
Telefoniczne wsparcie klienta (infolinie, call center) -14%

Od 1 listopada zagraniczne firmy muszą posiadać konto w polskim banku

Począwszy od 1 listopada wszystkie firmy, które zarejestrowane są poza granicami Polski, a są zarejestrowane do VAT w Polsce, będą musiały posiadać rachunki w polskich bankach. Jest to efekt wejścia w życie nowelizacji o tzw. split payment.

Dotychczas split payment, czyli mechanizm podzielonej płatności był w Polsce dowolny, ale od 1 listopada tego roku ma się to zmienić, ponieważ w życie wchodzi przepis, który nakłada na zagraniczne firmy obowiązek posiada rachunku bankowego w polskich banku. Dla przedsiębiorców, którzy mają zarejestrowane firmy w m.in. Wielkiej Brytanii oznacza to dodatkowe obowiązki.

Czym jest split payment?

Mechanizm płatności podzielonej ma w zamyśle ustawodawcy walczyć z wyłudzeniami VAT przez zagraniczne firmy działające w Polsce. Zakłada on, że firma, która rozlicza u nas podatek VAT będzie musiała odliczać jego kwotę i wpłacać ją na specjalne konto, które będzie musiała sama otworzyć. Dla firmy sprzedającej dostęp do tego konta jest znacznie ograniczony i tylko naczelnik odpowiedniego urzędu skarbowego może zezwolić na wykorzystanie pieniędzy zdeponowanych na tym koncie na cele inne niż zapłata podatku. Może się to stać jednak po złożeniu pisemnego uzasadnienia na inne przeznaczenie środków zgromadzonych na koncie VAT. W efekcie tego mechanizmu kwota na fakturze VAT jest dzielona na dwie części, z których jedna jest zapłatą dla kontrahenta, a drugą wspomnianym podatkiem.

Kogo będzie obowiązywał nowy mechanizm?

Split payment dotychczas był dobrowolny, ale teraz będzie obowiązywał podatników VAT, którzy kupują towary i usługi w tzw. kategoriach wrażliwych lub kwota transakcji przekracza 15 tys. złotych. Towary i usługi objęte nowym mechanizmem są podane w załączniku numer 15 do ustawy wprowadzającej obowiązkowy split payment. Jest ich wszystkich 150, a wśród nich znajdują się m.in. części samochodowe i motocyklowe, komputery i RTV, surowce wtórne oraz wyroby hutnicze. Co ważne: mechanizm płatności podzielonej obowiązuje jedynie przy transakcjach między firmami (B2B). Firmy działające w partnerstwie prywatno-publicznym nie są objęte nowymi przepisami.

Zagraniczne firmy zakładające konto w złotówkach mogą – zgodnie z ustawą  – liczyć na zwrot kosztów, jednakże eksperci zwracają uwagę, że nie będzie to wcale proste.

„Faktycznie, nowelizacja przewiduje zwrot kosztów poniesionych przez zagranicznego przedsiębiorcę z uwagi na wymóg założenia konta w polskim banku. Jednakże w polskim systemie bankowym funkcjonują przepisy zapobiegające praniu pieniędzy – tzw. AML. Zgodnie z nimi przy zakładaniu konta bank może wymagać podpisania umowy przez członka zarządu” – powiedziała Agnieszka Moryc, Dyrektor Zarządzająca Admiral Tax. “Wiele firm z Wielkiej Brytanii szuka u nas wyjaśnień i wsparcia w związku z nowymi polskimi przepisami. Ze swej strony zapewniam, że wszyscy nasi klienci – obecni jaki nowi – mogą liczyć na taką pomoc” – dodaje.

Ekspert zwraca też uwagę, że skoro nowelizacja ustawy o VAT nakłada obowiązek założenia konta w złotówkach, to oczywistym jest, że płatność podatku musi być realizowana wyłącznie w polskiej walucie. W związku z powyższym pojawia się problem dla tych wszystkich firm, które posiadają umowy i faktury w innych walutach. Dlatego wiele firm musi renegocjować bądź aneksować dotychczasowe umowy, bo po 1 listopada nie będą mogli ich zrealizować. Dodatkowo firma płacąca w Polsce VAT będzie musiała ponieść koszty przewalutowania na złotówki. Uciążliwe dla wielu firm będzie również zabezpieczenie odpowiedniej kwoty w złotówkach na koncie.

Eksperci zauważają również, że split payment może zostać zaburzone w wyniku niektórych operacji, np. faktoringu, kompensat, korekt faktur czy zajęć komorniczych. Brak możliwości wykorzystania nagromadzonej nadwyżki podatku VAT może również wpłynąć na pogorszenie się kondycji finansowej wielu przedsiębiorców, ponieważ nadwyżka ta mogłaby posłużyć do spłaty innych zobowiązań. W rezultacie wprowadzenia mechanizmu płatności podzielonej dostęp do tych środków jest uzależniony od decyzji urzędnika.

Konsekwencje i kary

Nowelizacja wprowadzająca split payment zakłada również kary dla przedsiębiorców, którzy nie wywiążą się z ciążącego na nich obowiązku. Wprowadzony został przepis mówiący, że w przypadku braku dokonania płatności na płatnika może zostać nałożona grzywna wynosząca do 720 stawek dziennych. Ustawa przewiduje także kary w przypadku braku adnotacji na fakturze mówiącej o mechanizmie płatności podzielonej. Jej brak będzie skutkował z karą w wysokości 30 proc. kwoty podatku widniejącego na tej fakturze.

Nagrody rzeczowe a podatki – co warto wiedzieć

Organizator akcji promocyjnej z nagrodami powinien pamiętać, że koszt nagród nie jest jego jedynym wydatkiem. W szczególności warto zainteresować się podatkami, a te będą one się od siebie różniły, w zależności od rodzaju akcji.

– Akcje promocyjne dla kontrahentów, dystrybutorów, sprzedawców oraz ich pracowników to świetny sposób na wzrost poziomu sprzedaży. Promocja może być zorganizowana w wielu formach, np. konkursu, sprzedaży premiowej, programu motywacyjnego czy loterii – mówi Grzegorz Kobryń z serwisu NagrodyB2B.pl. – Aby jednak akcję z nagrodami przeprowadzić zgodnie z prawem, warto zwrócić uwagę na przepisy podatkowe i zastanowić się, która forma akcji promocyjnej będzie korzystniejsza dla przedsiębiorcy – podkreśla.

Konkurs czy loteria – co to właściwie znaczy?

Z punktu widzenia prawa podatkowego najważniejszą sprawą jest odróżnienie loterii od konkursu. Nie każde wydarzenie nazwane przez jego organizatora konkursem będzie traktowane jako konkurs dla celów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Główna różnica polega na tym, że w przypadku loterii o przyznaniu  wygranej decyduje los, nagroda otrzymywana jest niezależnie od „zasług” gracza, natomiast przy konkursie najważniejsze są postanowienia regulaminu precyzujące sposób wyłonienia zwycięzcy czy innych osób, którem przyznane będą nagrody.

Konkurs a dochód, czyli jak widzi to urząd skarbowy

Ustawa o podatku dochodowym nie definiuje pojęcia konkursu. W interpretacjach organów podatkowych, podaje się, że aby dane wydarzenie mogło zostać uznane za konkurs musi istnieć element rywalizacji pomiędzy uczestnikami. Nieodzowna jest też akceptacja postanowień regulaminu przez osobę biorącą udział w konkursie. To ten akt określa jakie warunki musi spełnić zwycięzca. Wykluczona jest losowość!

Nie z każdą wygraną będzie wiązała się konieczność zapłaty podatku. Zwolnione z opodatkowania są: wygrane w konkursach i grach organizowanych i emitowanych (ogłaszanych) w środkach masowego przekazu, a także konkursy z dziedziny nauki, kultury, sztuki, dziennikarstwa i sportu. Zwolnienie obowiązuje wyłącznie dla nagród, których jednorazowa wartość nie przekracza kwoty 2.000 zł.

Uwaga: fiskus nie zgadza się na zwolnienie z podatku dochodowego nagród  zdobywanych w konkursach internetowych. W jego ocenie ulga przysługuje tylko wtedy, gdy organizatorem jest środek masowego przekazu (np. radio, telewizja lub wydawca portalu). Nie wystarczy ogłoszenie konkursu na specjalistycznym portalu internetowym. Konkurs powinien więc być zarówno ogłoszony, jak i zorganizowany przez środki masowego przekazu (przy czym zalicza się do nich również internet). Potwierdzenie takiego stanowiska znajdziemy w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (Sygnatura akt: III SA/Wa 1079/18).

Jeśli nie przysługuje zwolnienie to od nagród w konkursach pobiera się zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 10%. Jeśli przysługuje zwolnienie, to warto pamiętać, że wartości wygranych nie sumuje się w ciągu roku! Gdy kwota pojedynczej wygranej jest mniejsza lub równa kwocie 2 000 zł, to nawet jeżeli suma otrzymanych nagród ją przekracza, to zwolnienie ciągle przysługuje.

To na organizatorach wszelakich konkursów spoczywa obowiązek naliczenia i pobrania, a także odprowadzenia podatku od nagród. Według ustawy, są oni płatnikami podatku od wygranej. Jak to się robi?

Jeżeli nagroda ma charakter pieniężny, organizator konkursu wypłaci uczestnikowi kwotę pomniejszoną o 10% podatku od wygranej. Natomiast, gdy uczestnik wygra nagrodę rzeczową, będzie musiał zapłacić na rzecz organizatora kwotę należnego podatku i dopiero po dopełnieniu tego obowiązku będzie mógł otrzymać swoją rzecz.

Pobrany zryczałtowany podatek płatnik musi przekazać na rachunek bankowy właściwego urzędu skarbowego właściwego ze względu na miejsce zamieszkania lub siedziby płatnika, w terminie do 20 dnia miesiąca następującego po miesiącu przekazania nagrody.

To nie wszystkie obowiązki organizatora. Musi on jeszcze sporządzić deklarację PIT-8AR i wysłać ją do właściwego urzędu skarbowego w terminie do końca stycznia roku następującego po roku podatkowym, w którym przekazano nagrodę.

Obowiązki wygrywających

Przychodu opodatkowanego w formie ryczałtu, zwycięzca konkursu – osoba fizyczna) – nie wykazuje w swoim rocznym zeznaniu podatkowym.

Co do przedsiębiorców zaszły ostatnio istotne zmiany. Jeszcze nie tak dawno temu, gdy nagrodę uzyskał przedsiębiorca, w konkursie związanym z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą, to fiskus twierdził, że należy doliczyć ją do ogółu przychodów uzyskanych z działalności gospodarczej w celu opodatkowania podatkiem dochodowym zgodnie ze stosowaną formą opodatkowania.

Ta wykładnia uległa zmianie. Obecnie przyjmuje się analogiczne zasady rozliczania nagród, jak w przypadku osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, zatem nagrodę uzyskaną przez przedsiębiorcę organizator opodatkowuje 10% zryczałtowanym podatkiem dochodowym. I nie wykazuje jej w zeznaniu rocznym.

A co gdy konkurs organizuje pracodawca?

Gdy organizatorem jest pracodawca, wartość nagrody w konkursie, niezależnie od tego, czy jest to nagroda pieniężna czy rzeczowa, pracodawca jako płatnik powinien doliczyć do pozostałych przychodów pracownika. Wtedy wartość nagrody konkursowej wykazuje się w zeznaniu razem z dochodami ze stosunku pracy (PIT-11).

Konkurs to korzystna finansowo akcja promocyjna, ze względu na niską stawką podatku dochodowego, który jest pobierany od wygranych nagród (10% PIT). To zdecydowanie mniej, niż tradycyjne progi podatkowe w podatkach dochodowych. Ponadto, w konkursie może brać udział nieograniczony krąg uczestników (inaczej niż np. przy sprzedaży premiowej, gdzie istotne jest zaistnienie stosunku sprzedaży pomiędzy organizatorem akcji promocyjnej a uczestnikiem).

Przy pozostałych akcjach promocyjnych (za wyjątkiem sprzedaży premiowej) nagrody są opodatkowane przez uczestników na zasadach ogólnych, czyli co do zasady wyższą stawką, według skali podatkowej.

Uwaga na loterie!

Loteria promocyjna jest również chętnie stosowaną formą uatrakcyjnienia sprzedaży. Jeśli jednak decydujemy się na taką formę promocji, trzeba mieć świadomość odmiennych od konkursu regulacji prawnych.

Według ustawy o grach hazardowych loterie promocyjne to gry losowe, w których uczestniczy się przez nabycie towaru, usługi lub innego dowodu udziału w grze i tym samym nieodpłatnie uczestniczy się w loterii, a podmiot urządzający loterię oferuje wygrane pieniężne lub rzeczowe.

Co bardzo ważne – aby zorganizować loterię promocyjną, fantową, a nawet bingo fantowe – osoby fizyczne, osoby prawne lub jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej muszą uzyskać stosowne zezwolenie! Udziela go dyrektor izby administracji skarbowej, właściwy ze względu na miejsce gdzie takie loterie będą urządzane. Warto o tym pamiętać, gdyż znane były sytuacje, gdy nieświadomi niczego organizatorzy parafialnych loteryjek na szczytne cele znaleźli się na celowniku fiskusa.

Wniosek o udzielenie zezwolenia na organizację loterii promocyjnej rozpatrywany jest przez właściwego dyrektora izby administracji skarbowej w terminie 2 miesięcy od dnia jego złożenia i podlega opłacie, w wysokości 10% wartości nagród, nie mniejszej jednak niż 50% kwoty przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku, w drugim kwartale roku poprzedniego.

Jako, że udział w loterii promocyjnej jest nieodpłatny i nie powoduje uzyskania przychodu u organizatora, brak jest podstaw do jego opodatkowania podatkiem od gier hazardowych.

Natomiast przychód z tytułu nagród uzyskanych przez zwycięzców konkursów lub loterii promocyjnych organizowanych przez przedsiębiorcę będzie podlegał opodatkowaniu 10% zryczałtowanym podatkiem dochodowym, którego płatnikami są organizatorzy. Tak więc to organizujący loterię są obowiązani pobierać zryczałtowany podatek dochodowy od dokonywanych wypłat. Kiedy nagroda ma charakter niepieniężny, to wygrywający jest obowiązany wpłacić organizatorowi kwotę zaliczki lub należnego zryczałtowanego podatku przed udostępnieniem wygranej.

Warto zaznaczyć, że zwolnione z podatku od wygranej w loterii są nagrody, których jednorazowa wartość nie przekracza 2 280 zł.

Analogicznie jak przy konkursach organizator jako płatnik obowiązany jest obliczyć i wpłacić ww. podatek w terminie do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym pobrano podatek – na rachunek urzędu skarbowego, właściwego ze względu na miejsce zamieszkania lub siedziby. Ponadto, do końca stycznia roku następującego po roku podatkowym w którym pobrano podatek, urządzający loterię musi przesłać do urzędu skarbowego, roczne deklaracje oznaczone jako PIT-8AR.

Sprzedaż premiowa

Ten rodzaj promocji jest dla organizatora korzystny, gdyż pozwala na zaliczenie wydatków związanych z przeprowadzeniem akcji do firmowych kosztów podatkowych. Warto jednak zwrócić uwagę na konieczność prawidłowego udokumentowania poniesionych w związku z tym wydatków. Dokumentacja musi zawierać regulamin sprzedaży premiowej, który pozwala wykazać jaki był charakter i cel poniesienia kosztów na jej przeprowadzenie oraz udowodnić, że wydatki te nie noszą cech reprezentacyjnych. Dokumenty muszą także określać, jakie warunki musi spełnić uczestnik, celem otrzymania upominku oraz potwierdzać odebranie nagrody przez beneficjentów.

Gdy premię otrzymuje osoba nieprowadząca działalności gospodarczej, wówczas jej wartość stanowi przychód zasadniczo podlegający opodatkowaniu 10% ryczałtem, tak jak w przypadku konkursu i loterii. Ze zwolnienia od podatku korzystają nagrody, których jednorazowa wartość nie przekracza 2.000 zł. Jeżeli jednak jest wyższa, to wówczas w całości podlega ona opodatkowaniu (a nie tylko nadwyżka ponad 2.000 zł). Płatnikiem jest przekazujący premię i obowiązują go takie same zasady jak przy organizacji konkursu i loterii.

Gdy uczestnikiem sprzedaży premiowej jest przedsiębiorca, to nagroda otrzymana przez niego stanowi przychód z działalności gospodarczej, który powstaje w momencie uzyskania nagrody. Jeżeli nagroda ma charakter niepieniężny to jej wartość należy ustalić na podstawie cen rynkowych stosowanych przy udostępnianiu rzeczy lub świadczeniu usług tego samego rodzaju i gatunku, z uwzględnieniem w szczególności ich stanu i stopnia zużycia oraz czasu i miejsca udostępnienia.

Jeśli przekazanie nagrody pracownikowi, nagradzało rezultaty wykonywanej przez niego pracy, wówczas traktuje się ją jako dodatkowe wynagrodzenie i opodatkowuje jako zwykły przychód ze stosunku pracy.

– Akcja z nagrodami organizowana przez firmę w większości przypadków nie jest akcją charytatywną. Firmy przeprowadzają konkursy, loterie lub sprzedaż premiową, aby osiągać konkretne cele, takie jak wyższa sprzedaż lub wzmocnienie motywacji pracowników. I jak przy każdej inwestycji, tak również przy akcjach z nagrodami, należy liczyć się z kosztami, także podatkowymi – mówi Grzegorz Kobryń. – W prawidłowym rozliczeniu akcji pomóc może współpraca z platformą wyspecjalizowaną w dystrybucji nagród – podkreśla.

Rynek marihuany medycznej i rekreacyjnej przyciąga coraz więcej inwestorów

Miliardy dolarów płyną na rynek marihuany, w miarę jak jej legalizacja otwiera nowe możliwości dla inwestorów. Czy to nowa, „zielona gorączka”?

Z roku na rok rośnie społeczna akceptacja dla marihuany. Do użytku „rekreacyjnego” została już legalnie dopuszczona w Kanadzie, Gruzji, RPA i Urugwaju, a także w 11 stanach USA. We wrześniu do tej listy dołączył, jako pierwszy w Australii, stołeczny region Sydney. Inne kraje, takie jak Holandia czy Hiszpania, dopuszczają ograniczony obrót konopnymi wyrobami. Jeszcze szersze możliwości mają pacjenci używający marihuany medycznej – korzystanie z niej jest legalne już w ponad 20 krajach w różnych częściach świata, w tym w Polsce. Przejście plantatorów i przemysły przetwarzającego konopie do strefy legalnej działalności stwarza nowe możliwości – nie tylko dla użytkowników marihuany, ale też dla inwestorów, którzy chcieliby zarobić na rozwoju tej nowej branży.

Dlatego miliardy dolarów od inwestorów płyną na rynek marihuany medycznej i rekreacyjnej. Za gigantami z branży tytoniowej czy napojów podążają inwestorzy indywidualni. Czy jesteśmy już świadkami „zielonej gorączki”? Czy zaangażowanie w konopne spółki to racjonalna decyzja inwestycyjna?

Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią
Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią

– To nie jest jeszcze zielona gorączka, ale przy inwestowaniu trzeba być selektywnym i ostrożnym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – To nie jest tak, że warto inwestować w każdą spółkę, bo przypomnijmy, że gdy w USA zniesiono prohibicję, nie wszyscy producenci chmielu na tym zyskali i mieli się fantastycznie.

O licznych, notowanych na giełdzie spółkach z branży konopnej niewiele wiemy. I nie każda z nich będzie notować doskonałe wyniki finansowe. – Na przykład, w stanie Kolorado w USA, który ma 5 milionów mieszkańców, jest zarejestrowanych ponad 1,4 tys. licencji na uprawy i produkcję marihuany. A są stany, w których wydano tylko po kilka licencji. Lepiej mieć w portfelu akcje tych spółek, które działają w miejscu, gdzie tych licencji jest mniej, ponieważ mają one mniejszą konkurencję – tłumaczy Łukasz Wardyn.

Inwestorzy powinni rozważyć również inne rozwiązania niż kupowanie akcji lub zajmowanie pozycji na kontrakty CFD na konkretne spółki, takie jak zaangażowanie w produkty inwestycyjne o charakterze koszykowym, które pozwalają dywersyfikować ryzyko. – Powstają różnego rodzaju indeksy giełdowe agregujące notowania tego typu spółek czy fundusze ETF. Spektrum dostępnych instrumentów finansowych jest duże, więc środki płyną na ten rynek. Z roku 2017 na rok 2018 to był 4-krotny wzrost inwestycji – dodaje ekspert CMC Markets.

Pracujące kobiety żyją dłużej

Na ostatniej Międzynarodowej Konferencji Stowarzyszenia Alzheimera naukowcy poinformowali o istotnym związku między aktywnością zawodową kobiet a utrzymaniem zdrowia. Badacze z University of California Los Angeles, San Francisco oraz Boston College udowodnili, że spadek pamięci jest szybszy u kobiet, które nie pracowały. Obserwacje prowadzono na ponad 6300 kobietach przez 20 lat. Wyniki sugerują, że płatne zatrudnienie może mieć ważną rolę w zachowaniu sprawności mózgu, a co za tym idzie, utrzymaniu pamięci w dobrym stanie i zapobieganiu chorobom demencyjnym.

Dlaczego kobiety powinny wrócić do pracy?

Na przestrzeni lat utarł się model, w którym kobiety rzadko wracają do pracy po okresie ciąży i wczesnego macierzyństwa. Potwierdza to raport GUS[1] z 2018 roku, w którym porównano sytuację między 1950 a 2014 rokiem. To mężczyźni w przeważającej części przejmowali obowiązki utrzymania rodziny. Na szczęście, na przestrzeni lat pracujących kobiet przybyło, a różnica w ww. latach to aż 18%. Jednak w 2017 roku w Polsce nadal pracowało aż 20% mężczyzn więcej. Z przytoczonych badań wynika, że kontynuacja kariery zawodowej ma wpływ na dłuższe zachowanie zdrowia poprzez ćwiczenia mózgu, w tym pamięci.

Niestety coraz więcej osób zapada na choroby otępienne i do tej pory nie znamy leku, który mógłby pomóc. Dlatego właśnie edukujemy społeczeństwo, opiekunów zawodowych i rodzinnych w temacie profilaktyki, która okazuje się być najważniejsza. Najnowsze wyniki badań sugerują, że na zdrowie w dojrzałym wieku mogą mieć duży wpływ decyzje podjęte przez dwudziestolatków i trzydziestolatków – komentuje Tomasz Piłat, dyrektor Akademii Opiekunów, organizacji zajmującej się wsparciem opiekunów zawodowo zajmujących się opieką osób starszych.

Jak znaleźć pracę po 50-tce?

Kontynuacja pracy jest ważna także u kobiet w wieku średnim. Jednak z wiekiem coraz trudniej jest znaleźć nowe zajęcie. Aktywność zawodową powinno się zachować także w wieku średnim. Jednak dojrzałym kobietom czasami ciężko jest znaleźć pracę. Wtedy rozwiązaniem może być zmiana branży. Dojrzałe panie, z racji na swoje doświadczenie życiowe i zawodowe, sprawdzają się m. in. w branżach, w których  potrzebna jest empatia, cierpliwość i konsekwencja. Czasem zobowiązanie do stałego trybu pracy np. na cały etat wymaga więcej zaangażowania niż jesteśmy w stanie poświęcić. W takiej sytuacji można rozważyć prace dorywcze lub takie, których nie wykonuje się w sposób ciągły. Niekiedy wystarczy przejść kilka szkoleń oraz połączyć je z posiadanymi już umiejętnościami, aby zacząć pracę w nowym zawodzie.

Bardzo chętnie współpracujemy z paniami w wieku 50+. To kobiety, które cechuje duża dojrzałość życiowa, a także doświadczenie w szeroko pojętej opiece nad osobami starszymi czy niesamodzielnymi.  Czasem wynika to z ich zawodu, czasem z doświadczeń rodzinnych. Dopasowujemy  ofertę szkoleń do posiadanych umiejętności i po niedługim czasie nasza kursantka staje się gotowa do podjęcia pracy jako opiekunka osób starszych. Zatrudniamy osoby do opieki nad osobami starszymi w Niemczech, a to dodatkowo wiążę się z atrakcyjnymi zarobkami i pracą w wybranym przez opiekunkę czasie, np.: po kilku miesiącach pracy w Niemczech może nastąpić kilkumiesięczna przerwa w Polsce  – mówi Anna Ciołek, Kierownik Zespołu Rekrutacji w ATERIMA MED.

A gdy jesteś już dojrzałą kobietą…

Nie zapominaj o aktywności fizycznej oraz psychicznej. Przejście na emeryturę niesie ze sobą wiele plusów, a jednym z nich jest to, że można znaleźć czas na hobby, o którym marzyło się wcześniej. Dojrzałe osoby chętnie oddają się pracom w ogrodzie, spędzając czas na świeżym powietrzu, a przez to dbając jednocześnie o formę fizyczną. Dobrym sposobem na aktywne spędzenie wolnego czasu jest uczęszczanie na zajęcia dodatkowe, np. poprzez zapisanie się do lokalnego uniwersytetu trzeciego wieku. Przyswajanie nowych informacji poprzez wykłady, zwiedzanie miejscowych obiektów, kursy rysunku czy profesjonalnego gotowania pozytywnie wpływają na pracę mózgu, zachowując jego kondycję na wysokim poziomie. Oprócz rozwijania swoich umiejętności można także zrobić coś dobrego dla innych – zacząć udzielać się charytatywnie w szpitalu, w schronisku dla zwierząt lub na rzecz kultury.

– Bardzo ważne jest zachowanie aktywności, czyli stosowanie niefarmakologicznych metod zapobiegania chorobom demencyjnym. Widzimy w naszej pracy, że osoby, które wymagają opieki lubią samodzielne tworzenie sztuki lub chętnie słuchają ulubionych utworów, a przywoływanie wspomnień bardzo dobrze wpływa na samopoczucie i ich ogólną kondycję – mówi Iwona Przybyło, dyplomowana pielęgniarka, szkoleniowiec i ekspert Akademii Opiekunów.

[1]https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/opracowania/kobiety-i-mezczyzni-na-rynku-pracy-2018,1,7.html

Oszustów powinien identyfikować urząd, nie podatnik

Weryfikacja kontrahentów w perspektywie dochowania należytej staranności na potrzeby podatku od towarów i usług budzi wiele kontrowersji i sporów pomiędzy urzędami a podatnikami. Granica pomiędzy dochowaniem należytej staranności a jej brakiem jest bardzo cienka, a analiza stanowiska organów i sądów administracyjnych pokazuje, że wręcz jest ona bardzo subiektywna i zależy od okoliczności.

Metodyka

Ministerstwo Finansów dostrzegło problem przekładający się na rosnącą liczbę sporów w zakresie należytej staranności. W związku z tym wydana została „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”. Jest to zbiór rekomendacji Ministerstwa określający najistotniejsze okoliczności, które powinny być brane pod uwagę przy ocenie zachowania podatników, którzy sami nie dokonali oszustwa w zakresie podatku VAT oraz nie wiedzieli, że transakcja, w wyniku której nabyli towar, służy oszustwu w zakresie VAT. Należy jednak podkreślić, że ten dokument nie jest w żaden sposób wiążący dla podatnika, a tym bardziej organów podatkowych. Jest to narzędzie pomocnicze. Warto zatem zainwestować w osobne procedury, które w oparciu o ww. Metodykę pozwolą do minimum ograniczyć ryzyko w zakresie braku należytej staranności.

Metodyka określa kryteria formalne weryfikacji, takie jak: rejestracja w KRS lub CEIDG, status podatnika VAT czynnego, posiadanie koncesji/zezwoleń, odpowiednie umocowanie do przeprowadzenia transakcji. Dodatkowo wymienione zostały kryteria transakcyjne, które mają już jednak mniej formalną naturę. Są to m.in.: forma płatności, posiadanie odpowiedniego zaplecza technicznego przez kontrahenta, posiadanie strony internetowej i rachunku bankowego, siedziba kontrahenta, sposób określenia ceny za towar, termin realizacji zamówienia, czy jakość dostarczonych towarów.

Podejście organów

Powyżej wymienione kryteria transakcyjne opisane w metodyce mają charakter subiektywny. Organy podatkowe do każdej sprawy podchodzą bowiem odrębnie.

Przykładowo w sprawie opisanej w wyroku z 25 czerwca 2019 r. (sygn. akt I SA/Łd 218/19) organ podatkowy wskazał charakterystyczne cechy podmiotów nieistniejących lub stwarzających jedynie pozory istnienia, takie jak:

  • rejestracja w KRS i składanie do właściwych organów podatkowych deklaracji VAT-7, wykazując z reguły nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym do przeniesienia na następne okresy rozliczeniowe;
  • brak posiadania bądź ukrywanie miejsca przechowywania dokumentacji podatkowej;
  • brak posiadania rzeczywistej siedziby lub miejsca sprawowania zarządu (tzw. wirtualne biura);
  • brak istnienia dokumentów dotyczących sposobu nawiązania współpracy pomiędzy dostawcą i odbiorcą;
  • wykreślenie z rejestru podatników VAT z uwagi na brak kontaktu;
  • przejrzenie opinii o kontrahencie w Internecie.

Z powyższego katalogu widać, że część przesłanek jest możliwa do weryfikacji na etapie rozpoczęcia współpracy. Jest jednak pewien zakres informacji, których podatnik nie może uzyskać o swoim kontrahencie, gdyż nie ma do tego uprawnień. W tej sprawie organ podatkowy wskazał, że podatnik przy zawieraniu kontraktów handlowych o dużej wartości winien traktować dokładne i rzetelne „prześwietlenie” kontrahenta jako inwestycję mającą na celu zminimalizowanie ryzyka. Pytanie, o jakie ryzyko chodziło organowi, skoro podatnik w wyniku realizacji transakcji sprzedaży bezpośredniej otrzymał towar oraz fakturę?

Stanowisko sądów administracyjnych

Sądy administracyjne weryfikują bardzo rygorystyczne podejście fiskusa do należytej staranności i weryfikacji swoich kontrahentów. W podobnych sprawach wypowiadał się już Naczelny Sąd Administracyjny, który stwierdził, że o nienależytej staranności podatnika stanowiącej podstawę do zakazu odliczenia przez niego podatku naliczonego świadczą jedynie takie zaniechania tego podatnika, których brak skutkowałby tym, iż podatnik wiedziałby lub co najmniej powinien był wiedzieć, że transakcja mająca stanowić podstawę prawną do odliczenia wiązała się z przestępstwem lub nadużyciem w zakresie podatku VAT (wyrok z 7 listopada 2017 r., sygn. akt I FSK 178/16).

NSA wskazał więc, że organ co do zasady powinien wykazać obiektywne przesłanki poparte dowodami, że podatnik nie zachował należytej staranności. Podobna konkluzja płynie z wyroku WSA w Łodzi z 25 czerwca 2019 r. (sygn. akt I SA/Łd 218/19), gdzie WSA stwierdził, że organ podatkowy powinien udowodnić – na podstawie obiektywnych przesłanek – iż podatnik wiedział lub powinien był wiedzieć, iż transakcja mająca stanowić podstawę prawa do odliczenia wiązała się z przestępstwem popełnionym przez wystawcę faktury lub inny podmiot działający na wcześniejszym etapie obrotu.

Jak uniknąć ryzyka i negatywnych konsekwencji kontroli?

Pomimo stosunkowo korzystnych dla podatników rozstrzygnięć sądów administracyjnych dalej pozostaje ryzyko kontroli podatkowych oraz możliwości zakwestionowania należytej staranności. Dlatego podatnicy powinni w prowadzonej działalności zadbać o to, aby wdrożone zostały odpowiednie procedury weryfikacji kontrahentów oraz współpracy z nimi.

 

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Tomasz Konik obejmie stanowisko szefa Deloitte w Polsce

Od 1 czerwca 2020 roku stanowisko Partnera Zarządzającego Deloitte Polska obejmie Tomasz Konik. W tej roli zastąpi Marka Metryckiego, który zarządzał firmą przez ostatnie 12 lat. Dotychczasowy szef polskiego oddziału Deloitte pozostanie w strukturach firmy, wspierając jej dalszy rozwój. W Deloitte rozpoczął się ponad półroczny proces przejściowy, który obejmuje stopniowe przekazywanie obowiązków nowemu Partnerowi Zarządzającemu.

Tomasz Konik, Deloitte
Tomasz Konik, Deloitte

Tomasz Konik jest związany z Deloitte od niemal 20 lat. Swoją karierę zawodową rozpoczynał w Doradztwie Podatkowym i Prawnym, a ostatnio pełnił rolę Wiceprezesa Zarządu Deloitte, odpowiedzialnego za obszar firmowych programów klienckich i branżowych oraz Partnera w Dziale Konsultingu. – Jestem przekonany, że ogromne zaangażowanie, doświadczenie i spójna wizja dalszego rozwoju Deloitte, które posiada Tomasz, przyczynią się do umocnienia pozycji Deloitte, jako niekwestionowanego lidera na rynku usług profesjonalnych – mówi Marek Metrycki, CEO Deloitte w Polsce.

Deloitte Polska będzie kontynuować swoją dotychczasową strategię rozwoju, świadcząc klientom usługi najwyższej jakości w obszarze konsultingu, doradztwa podatkowego i prawnego, audytu oraz doradztwa finansowego. W swojej działalności firma będzie również wykorzystywać potencjał wzrostowy usług związanych z nowymi technologiami, wspierając swoich klientów w transformacji cyfrowej.

– Tomasz to świetny lider, a jego dotychczasowe doświadczenie pomoże w dalszym rozwoju naszej firmy. Przez lata swojej działalności w Deloitte m.in. z sukcesem rozbudował praktykę doradztwa podatkowego w biurach Deloitte na południu Polski, kierował ogólnopolskimi zespołami ds. specjalnych stref ekonomicznych, energii i zasobów naturalnych oraz rozwijał program inicjatyw branżowych. Brał także aktywny udział w tworzeniu nowej strategii konsultingowej. Jestem przekonany, że te doświadczenia pozwolą mu sprawnie wejść w nową rolę Partnera Zarządzającego – dodaje Marek Metrycki.

Tomasz Konik jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach oraz międzynarodowego programu MBA St. Gallen w Szwajcarii. Ukończył programy szkoleniowe w IMD w Lozannie, Harvard Business School w Bostonie i Said Business School w Oxfordzie. W 2015 r. zakończył studia AMP w IESE Business School Universidad de Navarra. Prywatnie Tomasz Konik to mąż i ojciec dwóch córek. Jego pasją jest koszykówka, bieganie długodystansowe oraz trekking w górach wysokich.