Kalkulator filantropa pomaga obliczyć ulgę podatkową od darowizny

Jeszcze nigdy nie pomagaliśmy tak dużo. Według CBOS, tylko w 2018 roku blisko trzech na czterech Polaków przekazało środki na cele charytatywne. O ile jednak coraz więcej osób rozumie, że warto pomagać, to mało kto wciąż wie, jakie wymierne korzyści podatkowe może to przynieść samym darczyńcom. Dlatego właśnie powstał kalkulator dla filantropów – proste w użyciu, bezpłatne narzędzie online, które wyliczy osobom prywatnym i firmom kwotę darowizny, którą możemy zaplanować na pomaganie, aby otrzymać maksymalną ulgę podatkową. To pierwsze takie narzędzie w naszej części Europy.

Kalkulator pomoże filantropom nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach Grupy Wyszehradzkiej, gdzie preferencje podatkowe bywają bardzo różne. Według polskich przepisów, w niektórych przypadkach odliczymy od dochodu wysokość nawet całej darowanej kwoty. W czeskim systemie wysokimi ulgami jest promowana działalność filantropów indywidualnych. Na Węgrzech mogą z nich skorzystać tylko filantropi biznesowi, a Słowakom pozostaje satysfakcja moralna, gdyż darczyńcy nie mogą obecnie odliczyć ani centa.

6% czy 10%? Ile mogę odliczyć? Kiedy można odpisać całość?

W Polsce ulgi podatkowe dla darczyńców mają długą tradycję, bo istnieją od prawie 30 lat. O darowiźnie mówimy wówczas, gdy darczyńca zwiększa majątek obdarowanego i jednocześnie obdarowany nie wykonuje na rzecz darczyńcy żadnego świadczenia zwrotnego. Wysokość darowizny wpływa na obniżenie podatku należnego do zapłaty, jeśli jest przekazana na cele organizacji realizującej cele pożytku publicznego, kultu religijnego, krwiodawstwa czy kształcenia zawodowego publicznym szkołom prowadzącym kształcenie zawodowe. Darczyńca może skorzystać z preferencji podatkowych na etapie składania rozliczenia rocznego. Podatnik-filantrop, przed obliczeniem podatku, powinien odjąć od uzyskanego w roku podatkowym dochodu kwotę darowizny.

– Powinien jednak pamiętać, że w Polsce odliczana kwota nie może być wyższa od 6 proc., a w przypadku osób prawnych 10 proc. uzyskanego rocznego dochodu. Istnieje również możliwość odliczenia od dochodu całej kwoty darowizny przekazywanej na kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą, po spełnieniu opisanych w przepisach warunków formalnych – zaznacza Magdalena Sławińska-Rzemek doradca podatkowy z Kancelarii V4Legal wchodzącej w skład V4Group.

Jak działa kalkulator filantropa?

W celu zachęcenia filantropów do planowania swoich zasobów przeznaczonych na pomaganie, wśród których, obok czasu i wiedzy, są właśnie środki finansowe, powstał kalkulator dla filantropów. Jest to dostępne dla każdego, bezpłatne narzędzie finansowe online, które wylicza wysokość kwoty darowizny, którą możemy zaplanować na pomaganie, aby otrzymać maksymalną ulgę podatkową. Kalkulator działa na gruncie prawa polskiego, czeskiego, słowackiego i węgierskiego.

W kalkulatorze można w prosty sposób – po podaniu szacowanego rocznego dochodu oraz wyborze rodzaju podatku – wyliczyć maksymalną kwotę, którą można odliczyć w zeznaniu podatkowym. I tak na przykład, przy miesięcznym dochodzie przed opodatkowaniem w wysokości 5 tysięcy złotych, a więc 60 tysięcy rocznie, będziemy mogli jako osoba fizyczna odliczyć od podstawy opodatkowania 3600 zł, co przekłada się już na bardzo wymierne obniżenie podatku należnego do zapłaty o kilkaset złotych. Z kolei w przypadku firmy, mającej dochód 10 tysięcy złotych miesięcznie, a więc 120 tysięcy rocznie będzie to już nawet 12 tys. zł możliwych do odpisania od podstawy opodatkowania.Drukowanie

Tutaj można przetestować kalkulator: https://CEEimpact.org/pl/kalkulator/.

– Ustawodawstwo w zakresie filantropii jest na tyle skomplikowane, że podatnicy mogą mieć problemy z zaplanowaniem wydatków na cele charytatywne w kontekście podatkowym. Filantropom potrzebne są narzędzia, wiedza i doradztwo, dlatego zdecydowaliśmy się stworzyć dla nich praktyczne narzędzie, z którego może skorzystać każdy zainteresowany pomaganiem: darczyńca indywidualny, korporacyjny czy nawet doradcy podatkowi. Warto pamiętać, że problemy społeczne są złożone i wymagają  zaangażowania każdego z nas. Między innymi poprzez darowizny, przekazywane świadomie i mądrze, możemy realnie wpłynąć na otaczającą nas rzeczywistość – mówi Anna Korzeniewska z Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe, międzynarodowego ThinkTanku, który działa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem krajów Grupy Wyszehradzkiej.

Różne ulgi podatkowe dla darczyńców w Grupie Wyszehradzkiej

W państwach Grupy Wyszehradzkiej preferencje podatkowe dla filantropów mocno się różnią. Największe korzyści w tym zakresie mogą osiągnąć darczyńcy fizyczni i prawni przekazujący w Polsce darowizny na kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą. Najsłabiej na tle grupy przedstawia się Słowacja, która w rozliczeniach podatkowych w żaden sposób nie wspiera działalności charytatywnej.

W Czechach osoba fizyczna może odliczyć od dochodu kwotę darowizny, ale nie więcej niż 15% dochodu, jeżeli przekazana darowizna jest wyższa niż 2% dochodu albo wynosi co najmniej 1000 CZK (ok. 168 zł ). Natomiast osoba prawna może odliczyć od dochodu przekazaną darowiznę, ale nie więcej niż 10% dochodu, jeżeli przekazywana darowizna jest w wysokości co najmniej 2000 CZK (ok. 336 zł).

Na Węgrzech nie przewidziano żadnych preferencji podatkowych dla osób fizycznych. Istnieją jednak bardzo duże ulgi – sięgające aż 50% dochodu – w przypadku darowizny przekazywanej przez osoby prawne, pod warunkiem, że z obdarowanym zostały zawarte umowy darowizny.

Inwestorzy z Korei Południowej zainwestowali w nieruchomości w Europie rekordowe 6,2 mld euro

Z najnowszych danych międzynarodowej firmy doradczej Savills wynika, że w pierwszym półroczu 2019 roku inwestorzy południowokoreańscy przeznaczyli na zakup nieruchomości w Europie 6,2 mld euro, czyli najwięcej w historii. Aktywność inwestorów z Korei Południowej rośnie również w Polsce.

Rekordowy wynik oznacza, że udział kapitału południowokoreańskiego w łącznym wolumenie transakcji z udziałem kapitału zagranicznego na rynku nieruchomości komercyjnych w regionie wzrósł z 3% w roku 2018 do 10%. Największym zainteresowaniem tej grupy inwestorów cieszyły się nieruchomości biurowe (88% wszystkich transakcji), a w dalszej kolejności najwyższej klasy nieruchomości magazynowe (11%).

Na polskim rynku kapitał koreański jest aktywny od 2016 r., w którym GLL RE Partners wraz z Hana Financial Group nabył dwa obiekty Amazon. Na kolejne transakcje przyszedł czas w 2018 i 2019 roku, w tym pierwsze akwizycje w sektorze biurowym. Do dzisiaj Koreańczycy zainwestowali na polskim rynku nieruchomości już ponad 720 mln euro, a kolejne transakcje z ich udziałem są w toku. W posiadaniu Koreańczyków są już cztery obiekty Amazon, centrum dystrybucyjne Zalando, centrum logistyczne Eurocash oraz biurowce Cedet i Lixa A i B (w realizacji).

„Polska, jako wiodący rynek nieruchomości w regionie Europy Środkowo-Wschodniej jest jednym z kluczowych rynków europejskich, będących na celowniku koreańskich inwestorów. Według Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu znajdujemy się nawet w pierwszej piątce. Warto zauważyć, że Korea Południowa jest również w czołówce pod względem napływu do Polski bezpośrednich inwestycji zagranicznych spoza Europy. W rankingu PAIH, Korea Południowa zajmuje trzecie miejsce z 53 projektami o łącznej wartości ponad 3 miliardów dolarów, w ramach których powstało ponad 22 tys. miejsc pracy. W Polsce zarejestrowanych jest już około 260 koreańskich przedsiębiorstw. Prym wiodą firmy z sektora produkcyjnego, w szczególności w branży motoryzacyjnej i elektroniki. Znakomitym przykładem jest fabryka firmy SK Innovation. Powstanie ona w Dąbrowie Górniczej, w obrębie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która z kolei niedawno została wybrana drugą najlepszą strefą ekonomiczną na świecie według rankingu fDi Markets” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

Toczące się negocjacje w sprawie brexitu zasadniczo nie zniechęcają inwestorów południowokoreańskich, którzy w pierwszym półroczu zainwestowali w Wielkiej Brytanii 1,4 mld euro, ale ich głównym celem w bieżącym roku jest Paryż. Do lipca 2019 roku dokonali zakupu lub prowadzili negocjacje dotyczące nabycia nieruchomości o wartości 4,4 mld euro w stolicy Francji, do czego zachęcają ich przede wszystkim niskie koszty kredytowania oraz opłacalność inwestycji typu positive carry w euro. Inwestorzy z Korei Południowej obecnie zaciągają kredyty we Francji przy oprocentowaniu wynoszącym ok. 100-120 pb w skali roku, natomiast koszty długu w Wielkiej Brytanii wynoszą ok. 250 pb w skali roku. Między innymi z tego względu stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości biurowych utrzymują się w paryskim COB na poziomie ok. 3%, natomiast w londyńskim City – ok. 4%.

Według Savills, Paryż cechuje się wysokim poziomem płynności, niskim wskaźnikiem niewynajętej powierzchni biurowej i zróżnicowanym gronem najemców, co przyciąga inwestorów. W pierwszej połowie 2019 roku inwestorzy południowokoreańscy sfinalizowali transakcje zakupu między innymi takich nieruchomości zlokalizowanych we Francji jak Lumière (1,1 mld euro), Tour Europe (280 mln euro) i CBX (450 mln euro), ale pomimo atrakcyjności Paryża zaczęli brać pod uwagę także inne rynki oprócz francuskiego.

„Koreańczycy wykazują chęć inwestowania poza głównymi miastami europejskimi i dywersyfikowania portfeli inwestycyjnych poprzez otwieranie się na nowe sektory, aby skorzystać z bardziej atrakcyjnych stóp kapitalizacji. Niemniej jednak nadal preferują nieruchomości generujące przychody w dłuższej perspektywie i wynajęte najbardziej wiarygodnym i najlepszym najemcom. Szczególnym zainteresowaniem inwestorów z Korei Południowej cieszy się Europa Środkowo-Wschodnia, gdzie odnotowaliśmy w 2019 roku szereg transakcji, w tym między innymi zakup przez południowokoreański fundusz REIT JR AMC budynku biurowego Nordic Light Trio w Budapeszcie od firmy Skanska za 41 mln euro” – mówi Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich w Savills.

„Wysokie oceny wiarygodności kredytowej państw przyczynią się do napływu kapitału do miast nordyckich, co będzie jednak uzależnione od dostępności zabezpieczeń przed zmianami kursu korony szwedzkiej. W najbliższej perspektywie mogą zyskać miasta ze strefy euro takie jak Helsinki i Dublin, a także Kopenhaga ze względu na bliskie powiązanie korony duńskiej z euro” – dodaje Mike Barnes.

„Wobec kompresji stóp kapitalizacji dla najlepszych aktywów w głównych miastach europejskich i coraz silniejszej konkurencji na krajowym rynku inwestycyjnym, inwestorzy południowokoreańscy zaczęli rozważać bardziej kreatywne strategie, które umożliwiłyby uzyskanie oczekiwanej stopy zwrotu z inwestycji. Dywersyfikacja uwzględniająca bardziej peryferyjne rynki i nowe klasy aktywów umożliwi do pewnego stopnia osiągnięcie głównych celów w zakresie oczekiwanego poziomu przychodów, ale Koreańczycy coraz chętniej biorą pod uwagę także bardziej innowacyjne struktury inwestowania, między innymi we współpracy z doświadczonymi zarządcami aktywów w Europie” – mówi Jae Yoon, starszy menadżer, dział doradztwa ds. inwestycji zagranicznych w Savills, Korea.

 

„Inwestorzy koreańscy oczekują zwrotu z zainwestowanego kapitału w Korei Południowej na poziomie ok. 7.5-8%. To przekłada się na zwrot z kapitału zainwestowanego w Europie wynoszący 6-6,5% przy wykorzystaniu kredytowania na poziomie 60% przed premią z tytułu hedgingu walutowego w wysokości 120 pb pomiędzy euro a koreańskim wonem. W ostatnich miesiącach premia z tytułu hedgingu walutowego nieznacznie się zmniejszyła, co może zahamować apetyt Koreańczyków na nieruchomości w Europie w roku 2020, aczkolwiek wpływ hedgingu łagodzą coraz niższe koszty finansowania w strefie euro” – mówi Tris Larder, współdyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

„Inwestorzy europejscy również coraz aktywniej rywalizują z inwestorami z Korei Południowej w większości regionów Europy, zwłaszcza w segmencie aktywów o wartości do 200 mln euro” – dodaje Tris Larder.

Wykres 1. Wartość inwestycji południowokoreańskich w Europie (mld euro)Wartość inwestycji południowokoreańskich w Europie

Wykres 2. Inwestycje południowokoreańskie w Europie według sektorów (I poł. 2019 r.)Inwestycje południowokoreańskie w Europie według sektorów

Jak przezwyciężyć wypalenie zawodowe?

Wypalenie zawodowe dotyka coraz więcej osób – również młodych. Raport Deloitte wskazuje, że 77 proc. pracowników i 84 proc. Millenialsów z USA doświadczyło uczucia wypalenia w obecnej pracy. Wpływ na rosnący problem ma szybkie tempo życia, pośpiech i ciągły stres. W tym roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zakwalifikowała syndrom wypalenia zawodowego, jako oficjalną diagnozę medyczną, a od 2022 r. będzie można dostać na nią zwolnienie lekarskie. Ewa Papierz z firmy rekrutacyjnej Michael Page wyjaśnia, co może być przyczyną frustracji i znudzenia w życiu zawodowym i podpowiada, jak można je przezwyciężyć.

Przyczyny wypalenia

Wypalenie zawodowe przejawia się psychicznym i fizycznym wyczerpaniem pracą. Stałe przemęczenie, brak satysfakcji i ciągły stres to pierwsze objawy tego problemu, na które powinniśmy zwrócić uwagę. Początkowo zakładano, że na wypalenie zawodowe cierpią przedstawiciele tylko tych branż, które wymagają emocjonalnego zaangażowania. Dziś wiemy, że ten problem może dotknąć każdego, ponieważ to nie branża, a charakter pracy i atmosfera w organizacji mogą być bodźcem stymulującym poczucie niezadowolenia z życia zawodowego.

Wypalenie zawodowe pojawia się, gdy w obowiązki zawodowe angażujemy się nie tylko merytorycznie, ale również emocjonalnie i poświęcamy im większość swojego wolnego czasu. Bycie stale do dyspozycji klientów, praca na bardzo wysokich obrotach, presja oraz natłok obowiązków przekładają się na gorsze samopoczucie i zaburzenie work-life balance. Nasze badanie „Confidence Index”, które monitoruje poziom satysfakcji z pracy, pokazuje, że w II kwartale 2019 r. zadowolonych z pracy było 63 proc. Polaków. Brak równowagi między życiem zawodowym i prywatnym, presja oraz stres mogą być powodami do niezadowolenia i poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia. Potwierdziło to 60 proc. osób biorących udział w naszym badaniu – mówi Ewa Papierz, Managing Consultant w Michael Page.

Jak zapobiec wypaleniu zawodowemu?

Lekarstwem na wypalenie zawodowe może być zmiana branży, pracodawcy, czy zawodu. Ważne jest również dbanie o własny rozwój, różnorodność wykonywanych obowiązków, a także uczestniczenie w kursach i konferencjach poszerzających naszą wiedzę. Badanie Michael Page „Confidence Index” za II kwartał 2019 r. pokazuje, że podczas szukania nowej pracy, niemal 93 proc. ankietowanych zwraca uwagę na dostęp do szkoleń, a 55 proc. chciałoby mieć możliwość zdobywania nowych umiejętności.  Każda aktywność, która odbiega od rutyny codziennej pracy, jak na przykład zaangażowanie się w działania z zakresu CSR, dodatkowe projekty wewnątrz firmy, czy wolontariat może również być skutecznym sposobem na to, aby zapobiec monotonii.

Jeśli czujemy się wypaleni zawodowo, powinniśmy zasygnalizować tę kwestię przełożonemu lub osobie, do której mamy zaufanie albo szukać wsparcia u profesjonalistów. Problemu nie należy ignorować, a sygnał z naszej strony będzie cenną informacją dla przełożonych o kondycji zespołów i jakości procesów w organizacji. Coraz więcej firm oferuje możliwość „przebranżowienia” się wewnątrz struktur firmy, co może być rozwiązaniem dla osób szukających nowych wyzwań w życiu zawodowym. Jeśli natomiast przyczyną niezadowolenia jest niekorzystna atmosfera w zespole, która odbija się na naszym zdrowiu psychicznym, to w takiej sytuacji, lepiej poszukać nowego miejsca zatrudnienia. Z naszego badania „Życie w Pracy” wynika, że dobre relacje ze współpracownikami są ważne dla 94 proc. ankietowanych.  6 na 10 respondentów uważa natomiast, że koleżeńska relacja z przełożonym poprawia produktywność w  pracy  – podsumowuje Ewa Papierz.

****

O badaniu Confidence Index

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page.

Uber Freight wchodzi do Polski

Podczas konferencji HyperLOG w Łodzi Uber ogłosił  start nowej usługi w naszym kraju. Zaledwie trzy miesiące po sukcesie na niemieckim rynku, długo oczekiwany Uber Freight wchodzi do Polski. Nowy produkt to kolejna znacząca inwestycja Ubera nad Wisłą.

Uber działa w Polsce od 2015 roku. Początkowo aplikacja łączyła ze sobą kierowców i pasażerów, a od 2017 roku do swojego portfolio usług oferowanych w Polsce, firma dołączyła Uber Eats – platformę, za pomocą której można zamówić jedzenie z dowozem. Uber inwestuje w naszym kraju nie tylko w rozwój platformy, lecz także znacząco wpływa na rozwój gospodarki. Świadczą o tym m.in kolejne inwestycje w centrum badań i rozwoju rowerów Jump w ramach krakowskiego Center of  Excellence czy najnowsza usługa – Uber Freight. Celem firmy jest stworzenie z aplikacji Ubera platformy multimodalnej do każdego rodzaju transportu.

Czym jest Uber Freight?

Uber Freight łączy przewoźników ze spedytorami, oferując ceny ustalane z góry, szybkie płatności i możliwość zarezerwowania przewozu ładunku za pomocą jednego kliknięcia. Spedytorzy otrzymują nie tylko dostęp do polegania na ogromnej sieci przewoźników, lecz także możliwość monitorowania przewozu ładunku w czasie rzeczywistym.

Daniel Buczkowski, dyrektor ds. ekspansji Uber Freight na rynkach europejskich
Daniel Buczkowski, dyrektor ds. ekspansji Uber Freight na rynkach europejskich

„Bardzo cieszymy się, że dzięki wprowadzeniu Uber Freight w jeszcze większym stopniu możemy podkreślić naszą obecność w Polsce. Platforma Uber Freight pomaga przewoźnikom łączyć się ze spedytorami – niezależnie od wielkości biznesu. Może wesprzeć przewidywany wzrost gospodarczy Polski, przy jednoczesnym dalszym podnoszeniu standardów branżowych” – mówi Daniel Buczkowski, dyrektor ds. ekspansji Uber Freight na rynkach europejskich.

Odpowiedź na wyzwania branży

Branża transportowa wszędzie mierzy się z podobnymi problemami, dlatego teraz zarówno polskie firmy spedycyjne, jak i przewoźnicy, mogą czerpać korzyści ze sprawdzonej technologii, którą Uber Freight wprowadza na rynek. Polski sektor transportowy jest rozdrobniony i zdominowany przez małych przewoźników. Podobnie jak na innych rynkach ich największym wyzwaniem jest utrzymanie płynności biznesu. Dzięki platformie Uber Freight mogą oni jeszcze bardziej aktywnie uczestniczyć w rynku oraz lepiej i bardziej efektywnie planować realizowane kursy.

Wzrost gospodarczy zależny także od branży logistycznej

Dodatkowo, prognozowany rozwój gospodarczy Polski, dzięki rosnącej konsumpcji, wzrostowi sektora e-commerce oraz rosnącej liczbie punktów sprzedaży detalicznej, opiera się na ciągłym wzroście branży transportowej. Polska jest drugim co do wielkości rynkiem zbytu dla przedsiębiorstw transportowych w Europie, a branża logistyczna zatrudnia około 300 tys. osób. Rozwiązania cyfrowe, takie jak Uber Freight, mogą mieć  kluczowe znaczenie dla połączenia spedytorów ze sprawdzonymi przewoźnikami, w celu przewiezienia ich towarów i wspierania dalszego wzrostu gospodarczego.

Uber działa globalnie i w ten sam sposób podchodzi do rozwoju platformy Uber Freight na rynku logistycznym. Rozpoczęta w marcu tego roku ekspansja na rynkach europejskich to pierwszy krok do zwiększenia transparentności w branży i umożliwienia jeszcze lepszej współpracy na poziomie międzynarodowym. Wraz z rozwojem usługi w Polsce, firma ma zamiar stać się zaufanym partnerem zarówno dla przewoźników, spedytorów, jak i innych uczestników budujących rynek logistyczny w kraju i w Europie.

Rynek wart miliardy złotych. Przybywa coraz więcej legalnych zakładów bukmacherskich

Jeżeli mamy wskazać jedną z branży rozwijających się w Polsce w bardzo szybkim tempie, to z pewnością są nią zakłady bukmacherskie. Nowelizacja ustawy sprawiła, że legalnie działające firmy stawiają czoło tzw. szarej strefie, choć walka nie jest wyrównana…

Pod względem prawodawstwa sprawa od pewnego czasu teoretycznie jest jasna i klarowna. Przypomnijmy, że aby funkcjonować w Polsce, bukmacherzy muszą otrzymać licencję wydawaną przez Ministerstwo Finansów. Oczywiście działając w naszym kraju, każda firma musi przestrzegać obowiązującego prawa, na co składa się między innymi obowiązkowy podatek w wysokości 12% od stawki każdego zawartego zakładu. Wcześniej w Polsce panował iście „Dziki zachód”.

Zabawa w kotka i myszkę

Przed 1 kwietnia 2017 roku (czyli datą nowelizacji ustawy o grach hazardowych) szacowano, że ponad 90 procent rynku zakładów wzajemnych online w Polsce kontrolowali operatorzy bez odpowiednich pozwoleń, którzy nie przestrzegali krajowego prawa i tym samym nie płacili podatków. Najważniejszą zmianą w prawie było utworzenie Rejestru Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą. Od 1 lipca 2017 witryny nielicencjonowanych operatorów oraz płatności na ich rzecz podlegają blokowaniu. W czerwcu br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie potwierdził prawo Ministerstwa Finansów do prowadzenia Rejestru oraz wpisywania do niego domen operatorów bez zezwolenia. Obecnie Rejestr zawiera kilka tysięcy domen, jednak nie jest on aktualizowany wystarczająco często, co najwyżej kilka razy w miesiącu. Ponadto część nielicencjonowanych podmiotów regularnie zmienia nazwy swoich domen, by omijać blokowanie i dalej swobodnie świadczyć usługi. Przez to walka z nielegalnymi firmami bukmacherskimi przypomina zabawę w kotka i myszkę. Mimo tych trudności strefa zakładów bukmacherskich nad Wisłą się zmienia.

Coraz większa konkurencja

Na początku 2018 roku zezwolenie Ministra Finansów na urządzanie i prowadzenie działalności w zakresie zakładów wzajemnych przez Internet posiadało tylko siedem podmiotów. Zezwolenia te uzyskały jeszcze w latach 2012-2014 dobrze znane polskim klientom marki, jak STS, Fortuna, Totolotek, Milenium i etoto. Dwie pierwsze firmy to dziś zdecydowani liderzy branży. Tort bukmacherski nie został jednak raz na zawsze podzielony, bo chętnych do jedzenia przy tym samym stole wciąż przybywa. W minionym 2018 roku kolejne siedem firm otrzymało stosowne zezwolenie z Ministerstwa Finansów, powiększając grupę zakładów sportowych z licencją w kraju do kilkunastu. W ostatnich miesiącach prężnie zaczęły działać kolejne firmy bukmacherskie, które momentalnie podpisały umowy sponsorskie z polskimi klubami, przede wszystkim piłkarskimi.

Przez wiele lat branża była chora. Nie było regulacji podatkowych, więc zagraniczne firmy wykorzystywały raje podatkowe. Kiedy to uregulowano, polscy bukmacherzy zwiększyli dochody, ale też konkurencja się zwiększa. Chociaż ostatnio szara strefa znów rośnie w siłę i napędza nieuczciwą konkurencję. Kiedyś było pięć licencjonowanych firm, teraz jest 15, a kolejne otwierają się jak grzyby po deszczu. Rynek się zmienia, rośnie, ale sytuacja jest lepsza. To są polskie firmy, które zatrudniają polskich pracowników. I jeszcze jedno: chyba nikt – z wyjątkiem spółek skarbu państwa – nie inwestuje u nas tyle w sport.  – przyznał w wywiadzie udzielonym dla Gazety Wrocławskiej Mateusz Juroszek, prezes firmy STS.

Zyski bukmacherów rosną

Liczby związane z branżą i z działającymi firmami robią wrażenie, a najbardziej imponować może dynamika rozwoju. W 2018 roku obroty licencjonowanych bukmacherów w Polsce sięgnęły ok. 5,1 mld złotych, czyli ok. 55% więcej niż przed rokiem. Oznacza to, że budżet państwa tytułem podatku od gier został zasilony kwotą 612 mln zł. W 2017 roku było to ok. 3,3 mld złotych, zaś w 2016 roku 1,7 mld złotych. Według danych Ministerstwa Finansów szara strefa zakładów wzajemnych online w ostatnich miesiącach oscylowała wokół 50 procent. Wiele wskazuje na to, że w tym roku po raz pierwszy legalni bukmacherzy mają generować większe zyski niż działający bez pozwolenia. Tak jak już wspominaliśmy, walka z nielegalnymi firmami bukmacherskimi nie jest łatwa, ani szybka. Tak naprawdę to nieustanny proces, podczas którego trzeba być czujnym. Zagraniczni bukmacherzy prowadzą np. regularne dystrybucje wiadomości tekstowych oraz e-maili do graczy, w których zachęcają do korzystania ze swoich usług, co naraża Polaków na odpowiedzialność karno-skarbową.

Jak radzić sobie z nielegalnymi bukmacherami

Na nieuczciwą konkurencję w branży zwracać uwagę mają przede wszystkim dwa podmioty: Stowarzyszenie Pracodawców i Pracowników Firm Bukmacherskich (SPPFB) oraz Stowarzyszenie na Rzecz Likwidacji Szarej Strefy Zakładów Wzajemnych w Polsce – „Graj Legalnie”. Oba stowarzyszenia mają wspólne cele statutowe, m.in. takie, jak:

  • ochronę rynku przed nielegalną i nieuczciwą konkurencją,
  • zapewnienie warunków prawnych i organizacyjnych do funkcjonowania i rozwoju branży bukmacherskiej zgodnie z obowiązującym prawem,
  • ochronę dobrego imienia i interesów licencjonowanych spółek, także poprzez wskazywanie czynów nieuczciwej i niesolidnej konkurencji oraz nierzetelnej działalności firm krajowych i zagranicznych,
  • wymianę informacji i doświadczeń pomiędzy członkami stowarzyszenia oraz podmiotami zainteresowanymi przedmiotem ich działalności
  • kształtowanie i upowszechnianie zasad etyki w działalności gospodarczej firm przyjmujących zakłady wzajemne

Co ciekawe w ocenie Stowarzyszenia „Graj Legalnie” organy państwowe powinny efektywnie prowadzić oraz aktualizować Rejestr Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą. Następnie egzekwować blokowanie witryn przez dostawców telekomunikacyjnych. Niezbędna jest także dalsza inicjatywa ustawodawcza oraz doprecyzowanie istniejących przepisów. Ustawodawca powinien również dokonać weryfikacji aktualnej formy opodatkowania zakładów wzajemnych i w konsekwencji zracjonalizować obowiązujące przepisy podatkowe. Obecny w Polsce podatek od każdego postawionego zakładu jest jednym z najwyższych w Europie. Spełnienie powyższych postulatów pozwoliłoby utrzymać wysoką dynamikę ograniczania szarej strefy oraz uzyskać wysokie wpływy podatkowe. Gdyby w pełni egzekwowano obowiązujące w Polsce prawo, to do państwowej kasy w tym roku wpłynęłoby dodatkowo ok. 663 mln złotych, a budżet państwa sumarycznie mógłby zostać zasilony kwotą ok. 1,2 mln złotych z tytułu podatku od gier.

Główni sponsorzy polskiego sportu

Tak jak wcześniej było już powiedziane, firmy bukmacherskie chcąc zaistnieć w świadomości polskiego klienta, pierwsze swoje kroki kierują w stronę klubów sportowych. Można wręcz powiedzieć, że najmocniej na zmianie ustawy o grach hazardowych skorzystały polskie kluby piłki nożnej, bo ten sport jest zdecydowanie najbardziej popularny i najbardziej dochodowy. STS – lider branży bukmacherskiej w Polsce – oprócz wspierania najważniejszej drużyny w naszym kraju, czyli reprezentacji Polski, zaangażował się w sponsoring niemal połowy klubów w Ekstraklasie. Obecnie większość drużyn z piłkarskiej najwyższej klasy rozgrywkowej ma sponsora z branży bukmacherskiej. Spory udział oznacza także spore pieniądze, jak na polską piłkę. O jakich kwotach mówimy? Przychody komercyjne klubów (w tym umowy sponsorskie) wynoszą 263 miliony złotych. Dla porównania w pierwszej lidze, która także sponsorowana jest przez jednego z bukmacherów, kwota ta wynosi 87 mln zł. Biorąc pod uwagę, że roczne/sezonowe budżety polskich klubów ekstraklasowych wynoszą od 15 do ok. 110 mln zł (tyle szacunkowo wynosi budżet mistrza Polski Legii Warszawa na sezon 2018/19), widać wyraźnie, że wsparcie branży bukmacherskiej jest istotnym kanałem finansowania. Przed startem nowego sezonu Ekstraklasy wiele klubów przedłużyło umowy z dotychczasowymi sponsorami z branży bukmacherskiej lub ogłosiło zmianę partnera biznesowego.

Przyszłość branży rysuje się więc niezwykle ciekawie, ale i wiele się jeszcze może wydarzyć, bo dynamika zmian jest spora.

W 2020 roku nastąpi cybernetyczna Zimna Wojna

Cyberataki sponsorowane przez państwa będą eskalować przeciwko wybranym rządom, infrastrukturze lub znanym firmom wraz z wzrostem napięć międzynarodowych w 2020 roku – to najważniejszy wniosek, który płynie z analizy firmy Check Point Software Technologies, prezentującej prognozy dotyczące bezpieczeństwa cybernetycznego w 2020 r.

Poza przewidywaniami związanymi ze zbliżającymi się zagrożeniami, eksperci cyberbezpieczeństwa wskazują również strategie, które mogą pomóc zarówno rządom, jak i organizacjom w zapobieganiu incydentom narażającym społeczeństwo na powszechne szkody i zakłócenia.

– Ponieważ nasze społeczeństwa coraz bardziej polegają na bezproblemowej łączności, przestępcy i podmioty stanowiące zagrożenie dla państw mają jeszcze więcej możliwości wpływania na wyniki wydarzeń politycznych lub powodowania ogromnych zakłóceń i szkód, stwarzających zagrożenie dla tysięcy ludzi. Ataki stale rosną: w ciągu ostatniego roku nasz ThreatCloud blokował prawie 90 miliardów prób naruszeń dziennie – liczbą astronomiczną w porównaniu do sześciu miliardów codziennych wyszukiwań w Google – mówi Gil Shwed, Założyciel i dyrektor generalny Check Point.

Wśród najważniejszych zagrożeń 2020 roku Check Point wymienia:

  1. Eskalacja nowej „zimnej wojny” cybernetycznej – eksperci twierdzą, że nastąpi kolejna zimna wojna, ale będzie ona prowadzona w świecie online. Już teraz mocarstwa zachodnie i wschodnie coraz bardziej oddzielają swoje technologie i wywiad. Trwająca wojna handlowa między USA i Chinami oraz oddzielenie dwóch wielkich gospodarek jest tego wyraźnym wskaźnikiem. Cyberataki będą coraz częściej wykorzystywane jako konflikty zastępcze między mniejszymi krajami, finansowane i wspierane przez duże narody, chcące skonsolidować i rozszerzyć swoje strefy wpływów. Było to już widoczne w niedawnych operacjach cybernetycznych przeciwko Iranowi, po atakach na obiekty naftowe Arabii Saudyjskiej.
  2. Fake news 2.0 podczas wyborów w USA w 2020 r. – Wybory w USA w 2016 r. zapoczątkowały rozpowszechnianie fałszywych wiadomości w oparciu o sztuczną inteligencję. Politycy poczynili ogromne postępy, tworząc specjalne zespoły, które tworzyły i rozpowszechniały fałszywe historie, aby osłabić wsparcie wyborców dla swoich przeciwników. Kandydaci z USA mogą oczekiwać, że zagraniczne grupy już zaplanowały i wdrażają plany mające wpływ na wybory w 2020 roku.
  3. Cyberataki na zakłady użyteczności publicznej i infrastrukturę krytyczną będą nadal się rozwijać – szeroko pojęte usługi komunalne będą nadal celem ataków cybernetycznych, podobnie jak miało to miejsce w tym roku w przypadku ataków na amerykańskie i południowoafrykańskie firmy użyteczności publicznej. W wielu przypadkach krytyczna infrastruktura dystrybucji energii i wody wykorzystuje starszą technologię, która jest podatna na zdalną eksploatację, jednak jej modernizacja grozi przerwami w świadczeniu usług. Państwa będą musiały przyjrzeć się radykalnemu wzmocnieniu cyberobrony swojej infrastruktury.

Z kolei prognozy bezpieczeństwa cybernetycznego od strony technicznej w roku 2020, wg Check Pointa to:

  1. Wzrost ukierunkowanych ataków ransomware – w 2019 r. Oprogramowanie ransomware było coraz częściej wykorzystywane w atakach na konkretne firmy, władze lokalne i organizacje opieki zdrowotnej. Atakujący spędzają czas na gromadzeniu danych wywiadowczych o swoich ofiarach, aby upewnić się, że mogą wyrządzić maksymalne zakłócenia, by okup był odpowiednio wysoki. Ataki stały się tak szkodliwe, że FBI złagodziło swoje stanowisko w sprawie płacenia okupu: przyznaje teraz, że w niektórych przypadkach firmy mogą rozważyć różne możliwości działania dla ochrony swoich akcjonariuszy, pracowników i klientów. To z kolei przyczyni się do wzrostu liczby organizacji ubezpieczających się od ransomware, co również zwiększy kolejne żądania okupu.
  2. Ataki typu phishing wykraczają poza pocztę e-mail – podczas gdy poczta e-mail pozostaje wektorem nr 1, cyberprzestępcy wykorzystują również wiele innych wektorów ataków, aby nakłonić ofiary do przekazania danych osobowych, danych logowania lub nawet wysyłania pieniędzy. Coraz częściej phishing polega na atakach SMS-owych na telefony komórkowe lub komunikatory w mediach społecznościowych i platformach do gier.
  3. Zwiększenie liczby ataków złośliwego oprogramowania na urządzenia mobilne – w pierwszej połowie 2019 r. odnotowano 50% wzrost liczby ataków ze strony złośliwego oprogramowania do bankowości mobilnej w porównaniu do 2018 r. Taki „szkodnik” może kraść dane dotyczące płatności, dane uwierzytelniające i fundusze z kont bankowych ofiar, natomiast nowe wersje malware są dostępne dla każdego, kto chce zapłacić twórcom złośliwego oprogramowania. Ataki phishingowe staną się również bardziej wyrafinowane i skuteczne, zachęcając użytkowników mobilnych do klikania złośliwych łączy internetowych.

– Nie możemy dłużej bronić się przy użyciu tradycyjnych modeli bezpieczeństwa opartych głównie na wykrywaniu: zanim wykryjemy zagrożenie, szkody już zostaną wyrządzone. Musimy automatycznie blokować zaawansowane ataki piątej generacji i zapobiegać zakłócaniu działania systemów, na których polegamy. Zabezpieczenia Generacji V pozwolą zapobiec zagrożeniom w czasie rzeczywistym, wprowadzając wspólny wywiad i zaawansowane zabezpieczenia we wszystkich sieciach, wdrożeniach chmurowych i mobilnych – dodaje Gil Shwed.

Zawiedzione nadzieje

Wszelkie szanse, by podsycić rajd ryzyka w tym tygodniu, nie znalazły świeżej iskry. Nie mamy dostawy świeżych informacji z rozmów handlowych USA-Chiny, proces wdrażania brexitu natrafił na przeszkody, a dane z Eurolandu nie imponują. Potencjał do pozytywnych zaskoczeń dalej jest, ale póki nie ma dowodów, rynki utknęły w miejscu.

Wczorajsza ostatnia konferencja prasowa Mario Draghiego jako prezesa EBC przeszła praktycznie bez echa. Jak można się było spodziewać, Draghi bronił decyzji z poprzedniego posiedzenia o wprowadzeniu nowego pakietu stymulacyjnego. Co ciekawe, dziennikarze „oszczędzili” Draghiego i nie bombardowali pytaniami o szczegóły pakietu, prawdopodobnie pozostawiając to do oceny nowej prezes Lagarde, która rozpocznie urzędowanie od 1 listopada. Mimo to EUR pozostało na tle czwartkowych notowań słabe, głównie za sprawą nieprzekonujących odczytów PMI. Tempo kurczenia się przemysłu wzmocniło się, a ożywienie w usługach osłabło. Dalej bolączką regionu pozostaje niemiecki przemysł. Oczywiście zawsze mogłoby być gorzej (jak tąpnięcie wskaźników we wrześniu), a postępy w rozmowach handlowych USA-Chiny i w sprawie brexitu dają nadzieję na poprawę. Na razie tylko jednak nadzieje, a nie dowody, a to za mało, by podnieść notowania EUR.

Dla kontrastu dane z USA wypadają nieco lepiej. Chociaż dane o zamówienia na dobra trwałe był słabsze od oczekiwań, to ogólna ocena biznesu w indeksach PMI poprawiła się. Daje to przekaz, że choć gospodarka USA spowalnia jak reszta świata, to mimo wszystko USA zdają się najmniej dotknięte obawami o zaburzenia w globalnym handlu. Na tej podstawie Fed może dalej prezentować spokojne nastawienie. Jakkolwiek obniżka stóp procentowych w przyszłym tygodniu jest przesądzona, raczej wciąż będzie opisana przez Fed jako „ubezpieczenie” na wypadek pogorszenia warunków, aniżeli konieczne lekarstwo na poważną chorobę toczącą gospodarkę. Co dla USD może się okazać małym wymiarem kary i przynieść jego taktyczne odbicie, z perspektywy ryzykownych aktywów będzie to w jakimś sensie rozczarowanie (bardziej gołębi Fed = większy apetyt na ryzyko).

Nowe doniesienia w temacie brexitu dostarczają więcej powodów do zmienności niż wyjaśnień. Wczoraj funt nerwowo zareagował na informacje, że premier Boris Johnson zamierza starać się o rozpisanie nowych wyborów 12 grudnia i z takim wnioskiem pojawi się w Izbie Gmin w poniedziałek. Jego celem jest zmobilizowanie prac parlamentu przed jego rozwiązaniem na rzecz zatwierdzenia ustawy wdrażającej postanowienia umowy brexitowej. Problem w tym, że to Partia Pracy posiada piłkę w rozegraniu – by rozwiązać parlament Johnson potrzebuje 2/3 głosów Izby (Konserwatyści nawet nie mają większości). Na razie lider laburzystów Corbyn odrzuca pomysł wyborów i nie można mu się dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, że ostatnie sondaże nie są dla Partii Pracy przychylne (24 proc. poparcia vs 32 proc. dla Partii Konserwatywnej). Z drugiej strony opozycja nie może jednocześnie blokować wyborów i prac nad brexitem, gdyż to tylko zwiększa poparcie dla Johnsona od Brytyjczyków zmęczonych niepewnością wokół brexitu. Rynki czekają na jakieś rozstrzygnięcie, w tym też na możliwa jeszcze dziś decyzję UE o nowej dacie brexitu. Niewykluczone, że w najbliższym czasie nagłówki będą targać funtem w górę i dół, ale naszym zdaniem nie zmienia to średnioterminowych perspektyw funta. Oddalamy się od wizji bezumownego brexitu – Johnson ma swoją wizję wyjścia z UE z porozumieniem i albo zrobi to samodzielnie po wygranych wyborach, albo z niechętną, ale niemającą innego wyjścia opozycją.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ataki hakerów wymuszają wyścig zbrojeniowy państw

Wiosną 2007, Estonia stała się pierwszym państwem na świecie, które padało ofiarą masowego, ukierunkowanego cyberataku. Potężny atak DDoS dokonał paraliżu rządowych stron, portali internetowych oraz systemów infrastruktury bankowej. W konsekwencji rząd był zmuszony do odłączenia się od Internetu, aby umożliwić odzyskanie usług.

ThreatMapOd tego czasu ataki przeciwko interesom narodowym, mające na celu uszkodzenie infrastruktury krytycznej wybranych państw przybrały na sile.  Rozważmy, na przykład, słynnego robaka Stuxnet, który został wykryty w czerwcu 2010. Skierowany został przeciwko infrastrukturze w Iranie i był, prawie na pewno, sponsorowany przez inne państwo. Inny przykład to USA i Wielka Brytania, które wydały wspólne oświadczenie  w kwietniu 2018 w sprawie szkodliwych działań cybernetycznych, rzekomo popełnionych przez rząd rosyjski.

Istnieje wiele potencjalnych konsekwencji cyberataków ukierunkowanych na sektor państwowy, począwszy od tych jedynie destrukcyjnych, aż po te śmiertelne. Co bowiem należy zrobić, jeśli elektryczność lub zaopatrzenie w wodę dla miasta zostało odcięte? Przedsiębiorstwa nie byłyby w stanie funkcjonować, a pacjenci w szpitalach mogliby umrzeć.  Atak na system bankowy na wielką skalę mógłby z kolei w znacznym zakresie doprowadzić do załamania rynków finansowych i spowodować, że przedsiębiorstwa – a nawet gospodarki – doświadczą kryzysu. Ataki, które zakłócają systemy transportowe, takie jak kontrola ruchu lotniczego, mogą mieć oczywiste konsekwencje.

Cyberwojny prowadzone przez państwa między sobą stały się realnym i w zasadzie bieżącym niebezpieczeństwem. Pytanie brzmi – co mogą zrobić rządy państwowe, aby chronić swoich obywateli i swoją infrastrukturę?

Aktualny stan cyberbezpieczeństwa narodowego

Cyberzagrożenia dla infrastruktury państwowej pochodzą nie tylko ze strony innych państw. Organizacje cyberterrorystyczne, terroryści, hacktywiści i inni korzystają z zaawansowanych narzędzi, również z tych przejętych od wywiadów czy agencji państwowych. Tak właśnie było w przypadku globalnego ataku wannacry ransomware  (i w kolejnym ataku Notpetya), który gościł na nagłówkach gazet w 2017 roku. Nic dziwnego, że podczas Światowego Forum Ekonomicznego 2018 przedstawiono raport dotyczący globalnych zagrożeń, w którym cyberataki uznano za wielce prawdopodobne i o szerokim wpływie. W związku z tym większość państw zmieniła status zagrożeń cybernetycznych z „tylko” dotyczących strat finansowych, danych lub prywatności na rzeczywiste zagrożenia dla bezpieczeństwa fizycznego i życia obywateli.

Większość rządów podejmuje się zabezpieczeń na trzy sposoby. Po pierwsze, mają tendencję do tworzenia cyberbroni – to jest, rozwijają komitety i administracje, które koncentrują się na badaniu strategii oraz prawodawstwa do radzenia sobie z zagrożeniami cybernetycznymi.

Po drugie, rządy koncentrują się na programach edukacyjnych i świadomościowych. Najczęściej starają się przy tym zaspokoić popyt na specjalistów w dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego, który szacuje się na około 3 500 000 ekspertów.

Po trzecie, ustanawiają one co najmniej jeden cywilny CERT (Komputerowy Zespół Reagowania Kryzysowego), w celu stawiania czoła zagrożeniom cybernetycznym i atakom.  Kraje zazwyczaj oddzielają swoją wojskową cyberobronę od obrony cywilnej; do obrony cywilnej mogą mieć jeden scentralizowany CERT lub kilka zespołów, które przyporządkowane są określonym sektorom działalności. Jednak, jak sugeruje nazwa, CERT-y są z definicji reaktywne, a nie proaktywne.  Zazwyczaj podejmują działania dopiero po poważnym incydencie cybernetycznym. Niektóre CERT-y dążą do proaktywnych działań – zbierają dane i próbują ostrzegać o nowych, pojawiających się zagrożeniach lub przewidywanych atakach. Skuteczność tych działań jest ograniczona, ponieważ ogólny cykl wykrywania, analizowania, publikowania i wdrażania może potrwać kilka tygodni, a nie kilka sekund lub minut.

W konsekwencji większości CERT-ów brakuje zdolności prawnych, a także możliwości technicznych, aby aktywnie chronić interesy państwa i obywateli w czasie rzeczywistym. I tutaj rzeczy muszą się zmienić; dziś, nawet jeśli CERT zostanie poinformowany kilka godzin przed wielkim atakiem, to nie ma środków, aby proaktywnie zablokować atak i obronić główne gałęzie przemysłu, zakłady użyteczności publicznej, szpitale, lotniska i inne obiekty krytyczne.

Budowanie skutecznych strategii cyberbezpieczeństwa wewnętrznego

Przyjrzyjmy się modelowi bezpieczeństwa, z którym jesteśmy bardziej zaznajomieni. Oprócz obrony granic, obrońcy bezpieczeństwa wewnętrznego korzystają z narzędzi takich jak np. radar, aby skanować niebo pod kątem zbliżających się ataków rakietowych na miasta i wnętrze kraju. Daje to możliwość analizowania działań wroga i podejmowania skutecznych decyzji czy instruowania obywateli o schronach przeciwrakietowych.

Podobne podejście należy przyjąć w odniesieniu do cyberobrony. Zarówno obwodowe, jak i wewnętrzne zabezpieczenia są potrzebne, aby chronić przed szeregiem zagrożeń – od ataków DDoS na dużą skalę do „cichego” szkodliwego oprogramowania. Wszystkie główne punkty dostępu do infrastruktury krytycznej kraju winny być aktywnie monitorowane, a informacje o zagrożeniach powinna być przekazywana do centrum operacyjnego, aby identyfikować, analizować i ustalać prawidłową reakcję na nadchodzące zagrożenia. Można to połączyć z zapobieganiem zagrożeniom w czasie rzeczywistym, aby wychwytywać nowe zagrożenia złośliwym oprogramowaniem, zanim będą mogły się rozprzestrzeniać.

Ta ogólna warstwa widoczności i analizy powinna być „parasolem” i nad własną cyberobronnością i źródłami danych wywiadowczych organizacji, zabezpieczając ogólnokrajową odporność cybernetyczną. Ochrona musi być jak najbardziej zautomatyzowana, aby zapewnić reakcję natychmiastową, przy minimalnym interwencji człowieka i dopasować działanie, z ewentualnymi możliwymi zagrożeniami, jakie mogą wystąpić. Zabezpieczenia powinny opierać się również na wywiadzie w czasie rzeczywistym i świadomości sytuacyjnej, by umożliwić ochronę przed nowymi, nigdy wcześniej nie widzianymi zagrożeniami.

Internet zrewolucjonizował każdy aspekt życia i relacji międzynarodowych – w tym dyplomację i działania wojenne. Aby bronić się przed zagrożeniami nowej generacji, jedynie słusznym jest przyjęcie całościowego podejścia do krajowej cyberobrony, które może zidentyfikować wczesne oznaki ataków i automatycznie je powstrzymać, zanim spowodują one powszechne zakłócenia.

Hagai Katz, szef sektora rządowego w Check Point Software Technologies, który bada, jak państwa narodowe mogą i powinny zapobiegać cyberatakom na ich krytyczne aktywa i obywateli

Nowelizacja ustawy o ofercie publicznej

Nowelizacja ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych. Nowe obowiązki w zakresie polityki wynagrodzeń, transakcji z podmiotami powiązanymi oraz zmiany w zakresie identyfikacji akcjonariuszy.

16 października 2019 r. Sejm uchwalił nowelizację Ustawy o ofercie publicznej o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, która zmienia 20 innych ustaw. Nowelizacja trafiła do podpisu Prezydenta, nowe przepisy mają wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Zawartość polityki wynagrodzeń

Nowelizacja wprowadza obowiązek uchwalania polityki wynagrodzeń dla członków zarządu i rady nadzorczej przez walne zgromadzenie nie rzadziej niż co cztery lata. Polityka wynagrodzeń zgodnie z nowelizacją nie obejmuje kluczowych menedżerów spółki. Zmieniona polityka wynagrodzeń powinna zostać przyjęta w drodze uchwały, na kolejnym, najbliższym walnym zgromadzeniu.

Ustawa wskazuje, że polityka wynagrodzeń powinna zawierać w szczególności:

  • opis stałych i zmiennych składników wynagrodzenia, w tym wszystkich premii i innych świadczeń pieniężnych i niepieniężnych, które mogą zostać przyznane członkom organów, ze wskazaniem proporcji tych składników;
  • okres, na jaki zostały zawarte umowy o pracę lub podobne umowy z członkami organów, ze wskazaniem okresów i warunków wypowiedzenia, a w przypadku braku umowy – wskazanie rodzaju i okresu, na jaki został nawiązany stosunek prawny łączący członka organu ze spółką, oraz okresu i warunków rozwiązania tego stosunku prawnego;
  • wyjaśnienie, w jaki sposób warunki pracy i płacy pracowników spółki innych niż członkowie zarządu i rady nadzorczej zostały uwzględnione przy ustanawianiu polityki wynagrodzeń;
  • opis głównych cech ewentualnych programów emerytalno-rentowych i programów wcześniejszych emerytur;
  • opis procesu decyzyjnego przeprowadzonego w celu ustanowienia polityki wynagrodzeń;
  • opis środków podjętych w celu unikania konfliktów interesów związanych z polityką wynagrodzeń lub zarządzania takimi konfliktami interesów;
  • wskazanie, w jaki sposób polityka wynagrodzeń przyczynia się do realizacji strategii biznesowej, długoterminowych interesów oraz stabilności spółki.

W przypadku przyznania członkom organów zmiennych składników wynagrodzenia polityka wynagrodzeń powinna zawierać jasne, kompleksowe i zróżnicowane kryteria w zakresie wyników finansowych i niefinansowych, dotyczące przyznawania zmiennych składników wynagrodzenia oraz wyjaśnienie sposobu, w jaki powyższe kryteria przyczyniają się do realizacji strategii biznesowej, długoterminowych interesów oraz stabilności spółki.

W przypadku przyznania członkom organów wynagrodzenia w formie instrumentów finansowych polityka wynagrodzeń powinna zawierać ponadto okresy, w których nabywa się uprawnienie do otrzymania wynagrodzenia w tej formie, zasady zbywania tych instrumentów finansowych, a także wyjaśnienie, w jaki sposób przyznawanie wynagrodzenia w formie instrumentów finansowych przyczynia się do realizacji strategii biznesowej, długoterminowych interesów oraz stabilności spółki

Transakcje z podmiotami powiązanymi

W ustawie wskazano również, że przez podmiot powiązany należy rozumieć podmiot powiązany w rozumieniu międzynarodowych standardów rachunkowości przyjętych na podstawie rozporządzenia (WE) nr 1606/2002 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 19 lipca 2002 r. w sprawie stosowania międzynarodowych standardów rachunkowości. Istotną transakcją jest natomiast transakcja zawierana przez spółkę z podmiotem powiązanym, której wartość przekracza 5% sumy aktywów w rozumieniu ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości, ustalonych na podstawie ostatniego zatwierdzonego sprawozdania finansowego spółki. Wartości poszczególnych transakcji zawartych z tym samym podmiotem powiązanym w okresie poprzedzających 12 miesięcy, z których żadna nie przekracza 5% sumy aktywów, sumuje się. Zawarcie istotnej transakcji wymaga zgody rady nadzorczej spółki lub, jeżeli statut tak stanowi, walnego zgromadzenia. W przypadku gdy istotna transakcja dotyczy interesów członka rady nadzorczej lub odpowiednio akcjonariusza, nie bierze on udziału w podejmowaniu decyzji o wyrażeniu zgody na zawarcie tej transakcji. Spółka zamieszcza na swojej stronie internetowej informację o istotnej transakcji najpóźniej w momencie zawarcia tej transakcji.

Wyłączone spod obowiązku informacyjnego są:

  • transakcje zawierane na warunkach rynkowych w ramach zwykłej działalności spółki;
  • transakcje zawierane ze spółką 100% zależną; oraz
  • transakcje związane z wypłatą wynagrodzeń członkom zarządu lub rady nadzorczej, należnych zgodnie z przyjętą w spółce polityką wynagrodzeń.

Zmiany w zakresie identyfikacji akcjonariuszy

Nowelizacja przewiduje również zmiany dotyczące identyfikacji akcjonariuszy:

  • Identyfikacja akcjonariuszy:Każda spółka publiczna, będzie mogła zwrócić się do KDPW, domu maklerskiego lub banku prowadzącego rachunek z prośbą o informację o akcjonariuszach (nawet posiadających 1 akcję).
  • Cel identyfikacji:Dane osobowe akcjonariuszy przetwarzane na podstawie przepisów niniejszego działu mogą być przetwarzane wyłącznie w celu umożliwienia spółce giełdowej identyfikacji swoich akcjonariuszy, zapewnienia bezpośredniej komunikacji z nimi oraz ułatwienia wykonywania praw akcjonariuszy i zaangażowania w sprawy spółki.

Nowe zasady SQUEEZE-OUTU i SELL-OUTU

  • Nowelizacja zmienia próg udziału w głosach na walnym zgromadzeniu, który musi osiągnąć akcjonariusz (lub akcjonariusze) chcący dokonać przymusowego wykupu. Próg zostanie podniesiony z poziomu 90% do 95%.Podniesienie progu zrównuje sytuację akcjonariuszy spółek publicznych i niepublicznych.
  • Każdy akcjonariusz, który ma mniej niż 5% głosów na walnym zgromadzeniu będzie mógł domagać się wykupu posiadanych przez niego akcji w przypadku wykluczenia akcji spółki z obrotu na rynku regulowanym. Żądanie akcjonariusza będzie musiało zostać złożone w okresie 3 miesięcy od dnia wykluczenia akcji z obrotu. Odkupu nie będzie można żądać w przypadku ogłoszenia upadłości spółki lub wydania postanowienia oddalającego wniosek o ogłoszenie upadłości z uwagi na niewystarczający majątek spółki. W przypadku ograniczonych środków odkup będzie następował na zasadzie proporcjonalności. Odkupione akcje będą podlegać umorzeniu.

Autorzy: Ryszard Manteuffel
Adwokat, Partner Deloitte Legal / Maciej Wróblewski, Partner Associate, Deloitte Legal

Jak deweloperom idzie sprzedaż mieszkań

Jakie wyniki sprzedaży odnotowali deweloperzy w trzecim kwartale tego roku? Czy w ciągu 9 miesięcy tego roku do nabywców trafiło więcej lokali niż w roku ubiegłym? Czy uzyskane rezultaty są zgodne z założeniami firm? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Od stycznia do września 2019 roku zakontraktowaliśmy 2305 mieszkań, co oznacza wzrost o ponad 28 proc. rok do roku. Ten wynik pozwala nam na podniesienie celu sprzedażowego na 2019 rok, z wcześniej zakładanych 2,8 tys. lokali do około 3 tys. mieszkań. Bardzo dobre wyniki sprzedaży to efekt naszej elastyczności we wprowadzaniu nowych inwestycji, szybkości reakcji na zmiany popytu i skali działalności, którą zawdzięczamy wypracowanej przed laty dywersyfikacji geograficznej. Jesteśmy obecni w siedmiu największych aglomeracjach w kraju. To przekłada się na wysoką rentowność i to właśnie utrzymanie wysokiej marżowości projektów niezmiennie pozostaje naszym najważniejszym celem.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W pierwszych trzech kwartałach br. zakontraktowaliśmy 314 mieszkań w porównaniu z 452 umowami zawartymi w analogicznym okresie zeszłego roku. Na koniec września br. w naszej ofercie dostępnych było 260 lokali. Zrealizowana sprzedaż była zgodna z założeniami i odpowiadała skali prowadzonych przez nas inwestycji. W przygotowaniu mamy wiele nowych projektów, które zostaną wprowadzone do sprzedaży w najbliższym czasie, co umocni pozycję firmy na rynku deweloperskim.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Wyniki sprzedaży mieszkań w trzecim kwartale br., jak i od początku 2019 roku są zgodne z naszymi oczekiwaniami. W tym roku rozpoczęliśmy sprzedaż dwóch nowych inwestycji i przekroczyliśmy zakładane cele sprzedażowe.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

W trzecim kwartale br. sprzedaliśmy 65 mieszkań, a w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2019 roku do nabywców trafiły łącznie 203 lokale. Poziom sprzedaży jest zgodny z założeniami na ten rok. Natomiast sprzedaż wzrosła o ponad 100 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Liczymy, że tegoroczny wynik przekroczy 300 sprzedanych lokali.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W trzecim kwartale 2019 roku sprzedaliśmy 249 lokali wobec 210 mieszkań zakontraktowanych rok wcześniej. W okresie 9 miesięcy tego roku znaleźliśmy nabywców na 737 lokali.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

W trzecim kwartale 2019 roku zakontraktowaliśmy 160 mieszkań, a narastająco od początku roku sprzedaliśmy 505 lokali. Spodziewamy się mocnego czwartego kwartału. Zgodnie z założeniami, planujemy zamknąć ten rok sprzedażą na poziomie około 800 mieszkań.

Zaraportowana sprzedaż w trzecim kwartale br. jest zbliżona do wyniku osiągniętego w pierwszych dwóch kwartałach tego roku. Warto natomiast wskazać, że w naszych wynikach sprzedażowych prezentujemy jedynie zawarte z klientami przedwstępne umowy sprzedaży oraz umowy deweloperskie, bez umów rezerwacyjnych. Tymczasem na koniec trzeciego kwartału br. aż 88 lokali objętych było umowami rezerwacyjnymi. Zdecydowana większość z nich dotyczy naszego nowego, warszawskiego projektu Ursus Centralny w Warszawie, w którym zawieranie umów rozpoczęliśmy we wrześniu br. Projekt miał niewielki wpływ na wyniki sprzedaży w trzecim kwartale, natomiast będzie miał znaczący udział w sprzedaży w ostatnich trzech miesiącach roku.

W trzecim kwartale br. przekazanych zostało nabywcom 100 mieszkań, a od stycznia do września br. 534 lokale. Zakładamy, że do końca roku liczba ta wzrośnie do około 800 mieszkań.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

W 2019 roku planowaliśmy uruchomienie kolejnych projektów, które zapewniłyby nam zwiększenie udziału w rynku. Jednak przedłużające się procesy administracyjne, związane z pozwoleniami na budowę opóźniły rozpoczęcie sprzedaży nowych projektów. Skupiamy się więc na wyniku sprzedaży wieloetapowego osiedla Omulewska 26, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni. Udało nam się zrealizować wszystkie cele sprzedażowe w pierwszych trzech kwartałach tego roku. W najbliższych dniach wprowadzamy natomiast do sprzedaży nasz pierwszy projekt apartamentowy w Krakowie, co na pewno znajdzie odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży.

Autor: Dompress.pl

3 miliony złotych na cyfryzację MŚP

Jesienią niemal 1000 menadżerów z MŚP z całej Polski dowie się w praktyce, czym jest Przemysł 4.0 i co zrobić, aby przekształcić firmę w nowoczesny zakład produkcyjny. Przez dwa miesiące, od 24 października do połowy grudnia, odbędzie się cykl bezpłatnych warsztatów organizowanych przez Platformę Przemysłu Przyszłości, inicjatywę powołaną przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, aby rozwinąć ekosystem Przemysłu 4.0 w Polsce.

– Chcemy zmotywować polskie przedsiębiorstwa, jak zastosować rozwiązania cyfrowe, aby mogły umacniać swoją pozycję na rynkach lokalnym i globalnym – mówi Andrzej Soldaty, prezes Platformy Przemysłu Przyszłości, twórca ruchu społecznego „Inicjatywa dla Polskiego Przemysłu 4.0”, który działa na rzecz transformacji krajowego sektora przemysłowego.

Celem szkoleń jest dostarczenie menadżerom z MŚP odpowiedzi na pytania: jakie technologie mają do dyspozycji, czym są inteligentne systemy i produkty, jakie są szanse
i korzyści związane z przekształceniem firmy produkcyjnej w fabrykę 4.0, jak modyfikować swój model biznesowy. Na przeprowadzenie warsztatów przewidziano niemal 3 miliony złotych. We wrześniu wyłoniono 11 wykonawców z całej Polski, w tym Śląskie Centrum Kompetencji Przemysłu, Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe czy Fundację Regionalny Ekosystem Innowacji w Białymstoku. Harmonogram szkoleń znajduje się na stronie: https://przemyslprzyszlosci.gov.pl/wydarzenia (jest cały czas uaktualniany).

– W Polsce działa 2 miliony rodzimych firm, w tym ponad 99 proc. to małe i średnie przedsiębiorstwa. Ich udział w PKB wynosi blisko 50 proc. Od ich aktywności zależy rozwój polskiej gospodarki – argumentuje Andrzej Soldaty. – Niestety infrastruktura, która umożliwia firmom produkcyjnym wykorzystywanie danych w modelu biznesowym, jest obecnie niewystarczająca – dodaje.

Zastosowanie internetu rzeczy czy blockchainu w MŚP

Dwudniowe szkolenia będą organizowane we wszystkich województwach. W każdym regionie zaplanowano od 1 do 3 dwudniowych spotkań w małych grupach (max. 20 uczestników). W ramach szkoleń menadżerowie z MŚP poznają zastosowanie technologii Przemysłu 4.0, w tym wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego. Uczestnikom zostaną zaprezentowane przykłady zastosowania technologii cyfrowych w postaci gotowych produktów i instalacji przemysłowych.

– Dlaczego ofertę warsztatów kierujemy do menadżerów? Przede wszystkim dlatego, że są to osoby inicjujące i zarządzające zmianą w firmach na poziomie strategicznym, skalujące kompetencje i kształtujące kulturę organizacyjną. Dojrzałość cyfrowa polskich firm, do której wspólnie dążymy zależy głównie od ludzi, a nie samych technologii – uzasadnia Katarzyna Nosalska, członek zarządu Platformy Przemysłu Przyszłości.

Modele biznesowe w Przemyśle 4.0

Przedstawiciele małych i średnich firm, którzy wezmą udział w dwudniowych szkoleniach, otrzymają biznesowe uzasadnienie korzyści płynących z zastosowań Przemysłu 4.0: jak wdrożyć cyfrowy model biznesowy, jak wytworzyć inteligentny produkt, jakie inteligentne systemy zarządzania danymi w firmie można zastosować, jak wygląda inteligentny łańcuch dostaw, a także jak prowadzić działania marketingowe i sprzedażowe w modelu 4.0. Wszystkie aspekty wprowadzania do firmy elementów Przemysłu 4.0 będą uwzględniać specyfikę sektora MŚP.

Szczegóły dotyczące szkoleń: https://przemyslprzyszlosci.gov.pl/wydarzenia.

Polska na końcu stawki UE w zakresie cyfryzacji gospodarki

Jak pokazują wyniki unijnego indeksu wskazującego na poziom ucyfrowienia gospodarki
i społeczeństwa (wskaźnik DESI – Digital Economy and Society Index), Polska jest jednym
z pięciu krajów, który z cyfryzacją radzi sobie najgorzej (obok Włoch, Bułgarii, Grecji
i Rumunii). Średnia wartość indeksu waha się w okolicach 54 pkt. proc. Polska z kolei osiąga wynik na poziomie 45 pkt. proc. Poziom digitalizacji nie jest też mocną stroną krajowego biznesu. Pod tym względem jesteśmy na końcu listy, wyprzedzając jedynie Rumunię.

Przywództwo i zaangażowanie pracowników

Osoby, które sprawują funkcje kierownicze, mają realny wpływ na produktywność podwładnych. Od postawy przełożonych uzależnione jest nastawienie pozostałych członków zespołu. Jak być dobrym przywódcą, który motywuje podwładnych swoją postawą?

Lean management – skuteczne zarządzanie

Lean management, czyli szczupłe zarządzanie, to koncepcja zarządzania, która wywodzi się z branży produkcyjnej, ale coraz częściej wykorzystywana jest przez firmy działające w usługach. Zakłada ona stopniowe, ale ciągłe wprowadzanie zmian restrukturyzacyjnych, w wyniku których firma coraz lepiej dostosowuje się do warunków panujących obecnie na rynku. Lean management polega na racjonalizacji zarządzania finansami i personelem. W tej koncepcji bardzo istotny jest czynnik ludzki ― restrukturyzacja wymaga również zmian w postawie zarówno pracowników, jak i kadry zarządzającej. Nacisk kładziony jest przede wszystkim na pracę zespołową, pełne zaangażowanie pracowników w wykonywane zadania oraz ciągłe podnoszenie ich kwalifikacji.

Lean management to narzędzie, po które mogą sięgnąć wszystkie osoby sprawujące funkcje przywódcze: menedżerowie, kierownicy działów, team leaderzy. Z myślą o wszystkich osobach, które chciałyby poznać tajniki skutecznego zarządzania i angażowania pracowników, firma szkoleniowa EY Academy of Business, przygotowała szkolenie „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt”. Skierowane jest ono do:

  • członków kadry menedżerskiej
  • specjalistów zarządzających procesami usługowymi
  • kierowników procesów, kierowników obszarów, menedżerów jakości i innych osób odpowiedzialnych za realizację i doskonalenie procesów usługowych
  • osób odpowiedzialnych za wdrożenie koncepcji lean w obszarze usług.

Szkolenie dla przywódców

Szkolenie „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt” składa się z dwunastu dni zajęć pogrupowanych w tematyczne moduły:

  • Moduł 1: Wprowadzenie do lean w Procesach Usługowych
  • Moduł 2 Oczekiwania klienta ‒ zrozumienie wartości i wspólne cele
  • Moduł 3: Kompleksowa analiza procesów biznesowych
  • Moduł 4: Jakość procesów i kreatywne rozwiązywanie problemów
  • Moduł 5: Ciągłe doskonalenie w organizacjach usługowych
  • Moduł 6: Przywództwo i zaangażowanie pracowników.

Szkolenie prowadzone jest przez profesjonalnych trenerów, którzy mogą pochwalić się wieloletnim doświadczeniem we wdrażaniu koncepcji lean w obszarach usługowych. Dokładają oni wszelkich starań, by przekazać uczestnikom jak najwięcej praktycznych umiejętności ‒ zajęcia prowadzone są w formie ćwiczeń oraz rozwiązywania case’ów. Taki sposób przekazywania wiedzy pozwala osiągnąć lepsze wyniki niż suche wykłady, przepełnione czysto teoretyczną wiedzą.

Jako korzyści płyną z uczestnictwa w szkoleniu „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt”? Osoby, które zdecydują się na udział w zajęciach:

  • zdobędą kompetencje niezbędne do efektywnego zarządzania procesami
  • poznają ponad trzydzieści narzędzi oraz technik LEAN in Services, które pomogą zwiększać efektywność operacyjną
  • dowiedzą się, w jaki sposób skutecznie zarządzać zmianami i jak stworzyć w firmie kulturę ciągłego doskonalenia
  • poznają najskuteczniejsze metody wdrożeń realizowanych zgodnie z koncepcją lean management.

Przywództwo i zaangażowanie pracowników

Wiedzę i umiejętności zdobyte podczas kolejnych modułów zajęć można wykorzystać do skutecznego zarządzania ludźmi. Lean management dostarcza narzędzi, które pozwalają motywować pracowników, zwiększać ich zaangażowanie i wydajność. Skutecznemu zarządzaniu ludźmi w całości poświęcony jest szósty moduł szkolenia „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt”. W czasie zajęć szczegółowo omówiona zostanie rola lidera według tej koncepcji. Uczestnicy będą szukać odpowiedzi na pytania: Jak myśleć strategicznie? Jak budzić zaufanie wśród podwładnych? Czy funkcja lidera jest mierzalna? Poruszone zostaną również następujące zagadnienia:

  • Gemba coaching/mentoring – w jaki sposób przywódca może inspirować pracowników, motywować do samodzielnego myślenia i rozwiązywania problemów?
  • Jak opracować optymalny model doskonalenia naszej organizacji?
  • Jak sprawić, by zmiany były w kulturze firmy czymś codziennym?

Harmonogram szkoleń

Kolejne moduły szkolenia „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt” odbywają się w centrum szkoleniowym EY w Warszawie, w budynku Focus przy al. Armii Ludowej 26. Harmonogram zajęć prezentuje się następująco:

  • Moduł 1: Wprowadzenie do lean w procesach usługowych ‒ 28‒29 listopada 2019 r.
  • Moduł 2: Oczekiwania klienta zrozumienie wartości i wspólne cele ‒ 12‒13 grudnia 2019 r.
  • Moduł 3: Kompleksowa analiza procesów biznesowych ‒ 16-17 stycznia 2020 r.
  • Moduł 4: Jakość procesów i kreatywne rozwiązywanie problemów ‒ 27‒28 lutego 2020 r.
  • Moduł 5: Ciągłe doskonalenie w organizacjach usługowych ‒ 26‒27 marca 2020 r.
  • Moduł 6: Przywództwo i zaangażowanie pracowników ‒ 23‒24 kwietnia 2020 r.
  • Realizacja projektu oszczędnościowego przez uczestnika programu ‒ od listopada 2019 r.
  • Ocena realizacji projektu i wdrożenia narzędzi lean ‒ 23‒24 kwietnia 2020 r.
  • Egzamin oraz certyfikacja ‒ 23‒24 kwietnia 2020 r.

Uczestnicy szkolenia mogą zdobyć jeden z tytułów: Expert LEAN in Services, LEAN Six Sigma GREEN BELT lub LEAN Six Sigma BLACK BELT. Warunkiem jest ukończenie wszystkich sześciu modułów szkolenia oraz zdanie pisemnego egzaminu końcowego. Ponadto:

  • do uzyskania Dyplomu Expert LEAN in Services konieczne jest zrealizowanie własnego projektu, który zostanie pozytywnie oceniony przez trenerów EY Academy of Business
  • do uzyskania Dyplom LEAN Six Sigma GREEN BELT konieczne jest zrealizowanie własnego projektu, który przyniesie minimum 25 000 zł oszczędności w skali roku
  • do uzyskania dyplomu LEAN Six Sigma BLACK BELT konieczne jest zrealizowanie własnego projektu, który przyniesie minimum 100 000 zł oszczędności w skali roku.

Wszystkie informacje o szkoleniu „Lean Management & ToC – certyfikacja Green/Black Belt” dostępne są na stronie internetowej EY: https://www.academyofbusiness.pl/pl/szkolenia/lean-w-uslugach,174/. Znajduje się tam również formularz zgłoszeniowy on-line oraz szczegółowy cennik.

Grupa Citi będzie rozwijać centrum rozliczeniowe i operacyjne w Olsztynie. Chce zwiększyć zatrudnienie o prawie 300 osób

Grupa Citi będzie rozwijać centrum rozliczeniowe i operacyjne w Olsztynie. Chce zwiększyć zatrudnienie o prawie 300 osób 1

W Olsztynie działa już zatrudniające łącznie ponad 900 pracowników centrum rozliczeniowe oraz centrum operacyjne Citibank Europe plc. Jedna z największych globalnych instytucji finansowych planuje w mieście dalsze inwestycje. Do końca 2021 roku zwiększy zatrudnienie o ponad 40 proc., czyli ponad 300 osób. Rekrutacja już trwa – poszukiwani są pracownicy z wyższym wykształceniem i dobrą znajomością języka angielskiego, zainteresowani pracą w bankowości. Grupa podkreśla, że stawia na młodych i zamierza wspierać lokalne władze w działaniach na rzecz rozwoju rynku pracy, miasta i całego regionu.

Koncentrujemy się na rozwoju rynku pracy. W Olsztynie Grupa Citi zatrudnia w tej chwili ponad 900 osób, co nas plasuje na 5. miejscu pod względem największych pracodawców. 20 lat temu doceniliśmy potencjał tego miejsca, ale w najśmielszych oczekiwaniach nie zakładaliśmy, że okaże się on tak dynamiczny. Olsztyn jest kuźnią talentów i miejscem, w którym nasi pracownicy mogą łączyć pracę i rozwój zawodowy ze spokojnym życiem – mówi Natalia Bożek, wiceprezes zarządu banku Citi Handlowy.

Działająca w 160 krajach grupa Citi wybrała Olsztyn na siedzibę centrum rozliczeniowego w 2000 roku. Od roku 2005 roku w mieście działa również centrum operacyjne Citibank Europe plc, które – razem z warszawskim odpowiednikiem – tworzy jedną z najbardziej dynamicznych firm tego sektora w Polsce. Pracownicy Citi w Olsztynie świadczą zaawansowane usługi dla 96 krajów i mówią 29 językami. Mogą się również rozwijać w globalnych strukturach banku, ponieważ 87 proc. stanowisk kierowniczych wybieranych jest w rekrutacji wewnętrznej.

Do końca 2021 roku grupa Citi planuje dodatkowo zwiększyć zatrudnienie w Olsztynie o ponad 40 proc., czyli ponad 300 osób.

Planujemy wzrost zatrudnienia w Olsztynie o około 30 proc. Poszukujemy osób z wyższym wykształceniem i z dobrą znajomością języka angielskiego, który na co dzień jest naszym językiem roboczym. Szukamy kandydatów zainteresowanych pracą w firmie globalnej w takich obszarach, jak bankowość transakcyjna, przeciwdziałanie praniu brudnych pieniędzy, bankowość rynkowa i skarbcowa – mówi Witold Zieliński, szef Citibank Europe plc w Polsce.

Grupa podkreśla, że stawia na różnorodność: prawie 90 proc. stanowisk menadżerskich obsadza kandydatami z wewnątrz, a ponad 40 proc. pozycji menadżerskich piastują kobiety. Bank chętnie zatrudnia też absolwentów, którzy mogą skorzystać z oferty ponad 1 tys. szkoleń wewnętrznych.

Utrzymujemy bardzo bliskie kontakty z uczelniami, głównie z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim. Mamy tam swoich ambasadorów, organizujemy targi pracy, ogłaszamy też już konkretne pozycje stanowisk, na których będziemy zatrudniać – mówi Witold Zieliński.

Najważniejsze jest dla nas kultura otwartości na drugiego człowieka, wspierania ludzi w ich rozwoju, w godzeniu obowiązków zawodowych z ambicjami prywatnymi. Stąd nasz system pracy zdalnej, tzw. flexible work, który umożliwia pracę z każdego miejsca. Wspieramy kobiety i młode matki powracające na rynek pracy, oferując im wygodne formy zatrudniania, żeby mogły godzić obowiązki rodzinne z zawodowymi. Wreszcie stawiamy na różnorodność, otwartość i włączanie, tzw. diversity and inclusion. Ta kultura pracy mówi o otwartości na drugiego człowieka, stawianiu na jego indywidualizm, otwartość na różnorodne poglądy i tworzeniu takiego środowiska pracy, w którym będzie się po prostu przyjemnie pracowało – mówi Natalia Bożek.

Wiceprezes zarządu Banku Citi Handlowy podkreśla też, że bank zamierza wspierać lokalne władze w działaniach na rzecz rozwoju rynku pracy, miasta i całego regionu. Już w tej chwili grupa aktywnie włącza się w życie lokalnej społeczności. Na przełomie listopada i grudnia rozpoczną się warsztaty dla uczniów szkół średnich, podczas których eksperci Citi będą poruszać m.in. zagadnienia z zakresu cyberbezpieczeństwa. Grupa szeroko współpracuje też z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim, m.in. współorganizując Akademię na Bank – serię warsztatów z doskonalenia umiejętności biznesowych i miękkich oraz studia dualne dla osób zainteresowanych zdobywaniem doświadczenia w bankowości.

Pracownicy Grupy Citi biorą też udział w działaniach pro publico bono. Tylko w tym roku w Olsztynie 440 z nich zaangażowało się aż w 37 projektów, wśród których były m.in. akcje krwiodawstwa, remont szpitala, zajęcia z podstaw kodowania dla dzieci oraz wspieranie schronisk dla zwierząt. Citi jest również głównym sponsorem Juwenaliów Kortowiada i angażuje się w festwila Babafest – podczas jego tegorocznej edycji mieszkanki Olsztyna mogą wziąć udział w pracowni kompetencji oraz warsztatach „Oblicza stresu”, które pozwolą się kobietom zatroszczyć o rozwój kariery poprzez zdobycie nowych umiejętności.

Koncentrujemy się na rozwoju młodych, współpracujemy z uczelniami, bierzemy aktywny bardzo udział w dniach kariery, ponieważ stawiamy na ludzi młodych, zaangażowanych i otwartych. Mocno wspieramy kobiety, bo to jedna z wartości Citi, stąd m.in. nasz aktywny udział w Festiwalu Babafest. Angażujemy się również we wsparcie lokalnej społeczności. Grupa Citi bardzo aktywnie pracuje w ramach działań wolontariackich – tylko w 2019 roku zrealizowaliśmy ponad 40 projektów wolontariackich, aktywnie wspierając dzieci i lokalną społeczność. Mamy również swój wkład w działalność kulturalno-historyczną związaną z Mikołajem Kopernikiem – wylicza Natalia Bożek.

Jak podkreśla prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz – Olsztyn jest dobrym miejscem do rozwoju działalności dla zagranicznych inwestorów, a działające w mieście uniwersytety i wyższe uczelnie są w stanie zaspokoić popyt na wykwalifikowane kadry.

Grupa Citi jest bardzo otwarta na wszelkie wyzwania związane z rozwojem lokalnym i globalnym. Obsługuje klientów na całym świecie i stwarza możliwość indywidualnego rozwoju każdemu z pracowników. Poza tym nie jest obojętna na wyzwania związane ze społeczną aktywnością lokalną, wolontariatem i inicjatywy bardzo potrzebne w naszym społeczeństwie, związane chociażby z kulturą, sportem, ochroną naszego zdrowia. Bardzo to doceniamy, bo wszelkie działania, które mogą wzmacniać działalność samorządu, są niezwykle cenne – mówi Piotr Grzymowicz.

Trotyl i broń chemiczna na dnie Bałtyku. Sztuczna inteligencja pomoże naukowcom oszacować zagrożenie

Trotyl i broń chemiczna na dnie Bałtyku. Sztuczna inteligencja pomoże naukowcom oszacować zagrożenie 2

Naukowcy szacują, że na dnie Bałtyku zalega od 50 do 100 tys. ton broni chemicznej i jeszcze więcej toksycznej broni konwencjonalnej. Znajdują się we wrakach z okresu II wojny światowej albo zostały zatopione po jej zakończeniu. Według NIK tylko w Zatoce Gdańskiej zidentyfikowano dotąd około 100 takich okrętów. Naukowcy z Polski i kilku innych państw, m.in. Niemiec, Szwecji, Finlandii i Litwy prowadzą współfinansowany ze środków europejskich projekt Daimon, który pozwoli oszacować związane z tym ryzyko. Od września pomoże im w tym sztuczna inteligencja, która ułatwi podejmowanie decyzji, np. o wyłączeniu danego rejonu z inwestycji czy rybołówstwa z uwagi na podwyższone ryzyko skażenia.

– Jest kilka rodzajów zagrożeń chemicznych na dnie Bałtyku. Powszechnie mówi się o broni chemicznej i ona rzeczywiście jest – wiemy gdzie i znamy dokładne miejsca. Przy czym wpływ tej broni chemicznej na środowisko w tej chwili jest ograniczony, ona jest dziś po części zagłębiona w dnie. Jeżeli jest, to raczej wpływ lokalny. Natomiast niewiele mówi się o zagrożeniach ze strony broni konwencjonalnej. Na przykład w Niemczech, niedaleko wejścia do fiordu Kiel, jest składowisko po II wojnie światowej, gdzie są tysiące ton broni wyelaborowanej trotylem – mówi dr inż. Benedykt Hac, kierownik Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku.

Jak podkreśla, trotyl w kontakcie z wodą powoduje wydzielanie substancji trujących, które są przez prądy roznoszone wzdłuż brzegu i absorbowane w łańcuchu troficznym przez organizmy morskie. W ten sposób mogą się przedostawać wprost do ludzkiego układu pokarmowego.

Naukowcy szacują, że na dnie Bałtyku zalega od 50 do 100 tys. ton broni chemicznej i jeszcze więcej, bo nawet do 500 tys. ton toksycznej broni konwencjonalnej. Znajdują się we wrakach z okresu II wojny światowej albo zostały zatopione po jej zakończeniu (ponieważ był to najtańszy sposób utylizacji). Broń i amunicja były zatapiane głównie w okolicy Głębi Gotlandzkiej i Głębi Bornholmskiej, ale część znajduje się również w Głębi Gdańskiej. Według Najwyższej Izby Kontroli na dnie Bałtyku zidentyfikowano dotąd ok. 300 wraków okrętów, w tym ok. 100 w Zatoce Gdańskiej.

– Badamy wraki pod kątem ich wpływu na środowisko, gromadzimy informacje o wszystkich takich obiektach, ponieważ one mogą zawierać nie tylko paliwo, lecz także szkodliwe ładunki czy chemikalia, które pod wpływem działania wody stają się aktywne i niebezpieczne dla środowiska – mówi dr inż. Benedykt Hac. – Ekonomicznie podnoszenie wraków jest nieuzasadnione, to są bardzo drogie operacje. Środowisko wodne wymaga specjalistycznych systemów, nurków, wielkich dźwigów itp. Takie operacje zdarzają się na świecie, natomiast w Polsce ich nie notujemy.

Największe zagrożenie stwarzają w tej chwili wraki statków Stuttgart, zatopionego na redzie w Gdyni, oraz Franken – oba pochodzące z okresu II wojny światowej. Z pierwszego już wydobywa się paliwo do Zatoki Puckiej. Drugi, znajdujący się w pobliżu Helu, z powodu korozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować katastrofę ekologiczną. Szacuje się, że w jego zbiornikach znajduje się co najmniej 1,5 mln litrów mazutu i innych paliw.

Ponadto, jak podaje NIK, w rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie co najmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tym jeden z najgroźniejszych – iperyt siarkowy. Od czasów wojny już kilkakrotnie doszło do poparzenia nim rybaków i plażowiczów. Ostatni przypadek skażenia bronią chemiczną z okresu II wojny światowej miał miejsce w 2012 roku, kiedy na plaży między Ustką a Łebą znaleziono grudki fosforu białego, a skażeniu uległo 13 km wybrzeża. Wcześniej, w 1997 roku, niedaleko Władysławowa rybacy znaleźli w sieciach bombę iperytową, a ośmiu z nich zostało poważnie poparzonych.

Według szacunków zawartych w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego uwolnienie zaledwie 1/6 chemikaliów ze zbiorników zalegających na dnie zniszczyłoby życie w Bałtyku, a odbudowa ekosystemu zajęłaby co najmniej 100 lat. Broń i chemikalia zatopione na dnie nie są jednak tylko problemem tego akwenu, lecz także wielu innych w Europie. Przykładowo po II wojnie światowej Amerykanie zatopili również ogromne jej ilości w rejonie Hawajów.

Najwyższa Izba Kontroli ma zbadać, jak polskie służby monitorują i reagują zagrożenia ekologiczne, które wynikają z zatopionych na dnie Bałtyku toksycznych substancji. Polska i kilka innych państw, w tym m.in. Niemcy, Szwecja, Finlandia i Litwa, wspólnie prowadzą też współfinansowany ze środków europejskich projekt Daimon, który koordynuje Instytut Oceanologii PAN. Według naukowców zagrożenie stanowi kilka procent broni zalegającej w morzu, a projekt pozwoli zidentyfikować tą, którą trzeba się pilnie zająć, żeby uniknąć katastrofy ekologicznej.

We wrześniu tego roku projekt Daimon wszedł w nowy etap, którego głównym elementem jest sztuczna inteligencja. AI pomoże naukowcom w podejmowaniu decyzji, np. o wyłączeniu danego rejonu z inwestycji czy rybołówstwa z uwagi na podwyższone ryzyko skażenia. Z badań naukowców wynika, że najszybciej – za około 20 do 30 lat – skorodują pociski artyleryjskie, których na dnie Bałtyku zalega najwięcej.

Jak podaje IO PAN – wyciągnięcie wszystkich wraków i broni chemicznej z dna Bałtyku jest niemożliwe. Dlatego naukowcy chcą się skupić na najbardziej niebezpiecznej części amunicji. Pod wodą umieszcza się ją w specjalnych pojemnikach, a następnie niszczy w przygotowanych do tego instalacjach na lądzie. Na razie dwie takie znajdują się w Belgii i Niemczech, ale można je także montować na statkach.

– Innym zagrożeniem dla Bałtyku są także ładunki przewożone przez współcześnie pływające statki. Te muszą spełniać określone wymogi, raportować, jakiego rodzaju środki chemiczne przewożą i na ile są one są niebezpieczne, służy do tego specjalna skala – mówi dr inż. Benedykt Hac, kierownik Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku – Oczywiście tych zagrożeń nie jest aż tak wiele i one nie stwarzają wielkiego, bezpośredniego ryzyka, niemniej są istotne i trzeba mieć je na uwadze – podkreśla.

Izraelski Instytut Innowacji: Polskie start-upy mają duży potencjał. Zaskakują wiedzą i zaangażowaniem

Izraelski Instytut Innowacji: Polskie start-upy mają duży potencjał. Zaskakują wiedzą i zaangażowaniem 3

Blisko połowa polskich start-upów pracuje nad rozwiązaniami telemedycznymi. Często działają też w zakresie nowoczesnej diagnostyki, mHealth i rynku urządzeń medycznych. Rynek start-upów medycznych w Polsce jest jeszcze stosunkowo mało rozwinięty zarówno pod względem liczby start-upów działających w tym obszarze, jak i inwestorów wspierających ten rynek. Trzeba inwestować we współpracę pomiędzy start-upami i systemem opieki zdrowotnej. Konieczne jest też odejście od tradycyjnego modelu inwestycyjnego – radzi Yael Ophir z Izraelskiego Instytutu Innowacji.

– Polskie start-upy mają duży potencjał, ich przedstawiciele zaskoczyli mnie swoją wiedzą i zaangażowaniem. Te elementy stanowią fundament tego typu przedsięwzięć. Oczywiście, gdy mówimy o rozwoju działalności w sektorze usług medycznych, najważniejsze jest nawiązanie współpracy z podmiotami je świadczącymi – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Yael Ophir z Izraelskiego Instytutu Innowacji.

Start-upy powoli zmieniają nasze medyczne nawyki. Jak wynika z „Raportu o start-upach medycznych w Polsce” opracowanego przez EDmeetsTECH oraz Atena Research&Consulting, blisko połowa młodych firm pracuje nad rozwiązaniami telemedycznymi, nowoczesną diagnostyką (40 proc.), mHealth (35 proc.) i urządzeniami medycznymi (31 proc.). Jak wynika z raportu, rynek start-upów medycznych w Polsce jest jeszcze stosunkowo mało rozwinięty, zarówno pod względem liczby start-upów, ich stadium rozwoju, jak i inwestorów.

– W opiece zdrowotnej dla wszystkich start-upów najważniejsze jest posiadanie od samego początku solidnych partnerów – podmiotów świadczących usługi medyczne, firm, dzięki którym można się dowiedzieć, czy pojawiły się nowe potrzeby, za których spełnienie ludzie gotowi są zapłacić. Sytuacja taka stanowi świetny punkt wyjścia i dobrze rokuje na przyszłość – tłumaczy Yael Ophir.

Finansowanie większości medycznych start-upów nie przekracza 3 mln zł, a ich projekty znajdują się jeszcze we wczesnej fazie rozwoju. Jedną z barier rozwoju sektora jest stosunkowo rzadkie korzystanie z zewnętrznego finansowania – tylko co czwarty start-up skorzystał z finansowania venture capital. Większość sięga po własne środki. Jak jednak przekonuje ekspertka, w rozwoju start-upów kluczową rolę pełnią partnerzy.

– Pomysł to zaledwie początek, trzeba go jeszcze skonsultować i potwierdzić w porozumieniu z różnymi interesariuszami. Dopiero wówczas można zrozumieć, w jaki sposób pomysł ten może się sprawdzić w praktyce i na rynku – przekonuje ekspertka z Izraelskiego Instytutu Innowacji.

Ponad 90 proc. start-upów medycznych w Polsce konsultuje produkt lub usługę z jej finalnymi odbiorcami. Blisko połowa przyznaje, że pomysł konsultuje z lekarzem. Jednocześnie start-upy nawiązują liczne relacje na rynku – blisko 90 proc. deklaruje kooperację z organizacjami medycznymi, 45 proc. z korporacjami, a 19 proc. z instytucjami rządowymi. Jak jednak przekonuje ekspertka, żeby start-upy miały faktyczny wpływ na rynek medyczny, nie tyle należy konsultować ze środowiskiem finalny produkt, ile zapotrzebowanie na  innowacyjne rozwiązania.

– Sukces HealthIL (społeczności na rzecz innowacji dotyczących cyfryzacji w usługach medycznych – przyp.red.) bierze się stąd, że nie skupialiśmy się na samych start-upach. Staraliśmy się natomiast zbliżać je do podmiotów świadczących usługi medyczne, podmiotów działających na rynku opieki zdrowotnej. Dlatego trzeba konsekwentnie budować współpracę z nimi, pomagać im zrozumieć, czego potrzebują. A gdy pojawia się zapotrzebowanie na konkretne rozwiązanie, którego nie ma kto dostarczyć, przedstawiamy je start-upom. W ten sposób mają one możliwość wywrzeć faktyczny wpływ na zmiany systemowe – mówi Yael Ophir.

Ponad 60 proc. start-upów medycznych wskazuje finansowanie, jako największą barierę w rozwoju. Specyfika rynku medycznego narzuca dużo wymagań – konieczność spełnienia restrykcyjnych norm prawnych, prowadzenie badań klinicznych czy certyfikację produktu. Posiadanie kapitału jest jednak niewystarczające, potrzebna jest też wiedza ekspertów.

– Uważam, że trzeba inwestować we współpracę pomiędzy start-upami i systemem opieki zdrowotnej. Nie powinniśmy się skupiać na samych start-upach, trzeba odejść od tradycyjnego modelu inwestycyjnego. Potencjał tego typu przedsięwzięć należy oceniać również na podstawie tego, czy ich realizatorzy mają do dyspozycji właściwych partnerów – ocenia ekspertka.

Tylko wprowadzanie na rynek produktów, na które jest faktyczne zapotrzebowanie, może sprawić, że start-upy zrewolucjonizują rynek rozwiązań medycznych. Niezbędne jest też know-how i wsparcie finansowe na każdym etapie badania produktu i wprowadzania go na rynek.

– Dopiero po upływie pewnego czasu możemy mieć pewność, czy dane rozwiązanie się sprawdza i czy warto je rozwijać – dla oszczędności, usprawnienia usług. Trzeba jednak pamiętać, że poza technologią, która stanowi jedynie narzędzie, rolę odgrywają również inne kwestie. Trzeba wiedzieć, jak wdrożyć dane rozwiązanie w ramach istniejących procesów, by faktycznie przyniosło ono oszczędności czasu i pieniędzy – mówi Yael Ophir.

Samobadanie piersi powinniśmy wykonywać raz w miesiącu. Przypomina o tym specjalny kalendarz

Samobadanie piersi powinniśmy wykonywać raz w miesiącu. Przypomina o tym specjalny kalendarz 4

Prawie połowa kobiet nie wykonuje comiesięcznego samobadania piersi – wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa” w 2019 roku. Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród Polek, a diagnoza we wczesnym stadium, kiedy zmiany w piersi są niewielkie, daje prawie 100-procentową szansę na wyleczenie. O tym, jak ważne jest wczesne wykrywanie raka piersi oraz zachęcanie kobiet przez mężczyzn do regularnych badań, przypomina kalendarz „Power of Community 2020”. Dochód ze sprzedaży kalendarza tradycyjnie przeznaczony jest na wsparcie pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi i ich bliskich.

– Ważne w tej kampanii jest obalenie mitu matki Polki, takiej siłaczki, która musi sobie radzić sama. Mówimy, że rola mężczyzn jest bardzo ważna i muszą wiedzieć, jak sobie poradzić w sytuacji, gdy bliska im kobieta zachoruje. Ważne, żeby facet po prostu wiedział, jak się zachować. Ta kampania zachęca, żeby kobiety dbały o siebie, badały piersi, ale również pokazuje, że obok tej kobiety jest także ten męski pierwiastek, który odgrywa bardzo ważną rolę – mówi Daniel Józek Qczaj, ambasador kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa”.

Kampania „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa” jest skierowana zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. Ma z jednej strony zachęcić kobiety do systematycznych badań, a z drugiej – podkreślić rolę wsparcia partnera w trakcie choroby. W ramach kampanii powstała kolejna, czwarta już edycja charytatywnego kalendarza „Power of Community 2020”.

– Najważniejsze w kampanii BreastFit jest to, aby zaangażować mężczyzn w profilaktykę nowotworów raka piersi. Mężczyzna musi być wsparciem dla kobiety, wiedzieć, jak ją wspierać, dzięki czemu kobieta poczuje się przy nim bezpieczniej – mówi Jakub Popławski, pomysłodawca i producent kalendarza „Power of Community”. – Kiedy mężczyzna dowiaduje się, że bliska mu kobieta choruje, to również jest postawiony w nowej dla siebie roli. Aby ona miała komfort leczenia i żeby nie dodawać jej zmartwień – on musi przejąć część jej obowiązków. Często są to dla niego nowości, z których wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy.

Podstawowym celem kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa” jest budowanie świadomości na temat profilaktyki i wagi wczesnego wykrywania raka piersi. Organizatorzy zwracają również uwagę na potrzebę wsparcia chorych kobiet przez system ochrony zdrowia, rodziny, znajomych i bliskie otoczenie, a także mężczyzn, których rolą jest z jednej strony przypominanie swoim partnerkom o regularnych badaniach, a z drugiej – motywowanie do walki z chorobą, jeżeli ta już się pojawi.

– W wyniku tej kampanii edukacja wśród mężczyzn rośnie. Wiedzą, jak ważna jest ich rola – zarówno w profilaktyce, wsparciu kobiety w tym, aby dbała o swoje zdrowie. Przecież można pójść razem na badania i zmobilizować się, kiedy pojawia się obawa lub lęk, a to jest jeszcze bardzo częste. Nasze badania pokazały, że ponad 40 proc. kobiet boi się pójść na badanie właśnie w obawie przed tym, że może coś wykażą. Ale właśnie o to chodzi – żeby znaleźć te zmiany jak najwcześniej, bo nowotwór wcześnie wykryty jest w wielu przypadkach w 100 proc. uleczalny. Zatem nie ma się co bać, trzeba działać – mówi Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Najnowsze badanie sondażowe przeprowadzone w 2019 roku w ramach kampanii, pokazuje, że aż 90 proc. mężczyzn zdaje sobie sprawę, że wsparcie rodziny dla osoby chorującej jest ważne. 64 proc. mężczyzn deklaruje, że zachęcało kobiet do badań. Pozostała część (ok. 35 proc.) nie pamięta, czy kiedykolwiek to robiła lub też przyznaje, że nie zachęca kobiety do badań profilaktycznych.

Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród kobiet. Według najświeższych danych obecnie w Polsce diagnozuje się około 19 tys. zachorowań rocznie.

– Oczywiście w ostatnich latach dużo się zmieniło, jeśli chodzi o samoświadomość w zakresie profilaktyki raka piersi. Coraz więcej kobiet ma świadomość, że powinny zainteresować się tym tematem, zrobić badania, wykonać samobadanie piersi – mówi dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld, onkolog z Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. – Najważniejsze jest właśnie to, aby przekonać Polki do badania piersi. Z tym jest największy problem – każdy uważa, że choroba go nie dotyczy. Trzeba sobie uświadomić, że ta choroba może jednak dotyczyć każdej z nas i dlatego trzeba zrobić badania profilaktyczne. Te badania to oczywiście samobadanie piersi, które jest bardzo ważne zwłaszcza u młodych kobiet, i mammografia, która jest najważniejsza dla kobiet po 50. roku życia, bo ona może faktycznie wykryć chorobę na tym etapie, kiedy jeszcze same nie jesteśmy w stanie wyczuć guzka w piersi.

Charytatywny kalendarz „Power of Community 2020”, poświęcony wczesnemu wykrywaniu choroby oraz wspierający kobiety z zaawansowanym rakiem piersi, jest stałym elementem kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa”. Scenerię wyjątkowej sesji do kalendarza stanowiła w tym roku Opera Bałtycka w Gdańsku.

Przesłaniem kalendarza jest zachęcenie mężczyzn do wspierania kobiet w regularnych badaniach, tytułowy BreastFit to wspólny trening z myślą o zdrowiu kobiet. Kalendarz jest już dostępny na stronie http://breastfit.onkocafe.pl/kalendarz.

Przedłużający się stres destrukcyjny dla organizmu. Na ciągły lęk i zdenerwowanie skarży się ok. 80 proc. Polaków

Przedłużający się <a title=stres destrukcyjny dla organizmu. Na ciągły lęk i zdenerwowanie skarży się ok. 80 proc. Polaków" title="Przedłużający się stres destrukcyjny dla organizmu. Na ciągły lęk i zdenerwowanie skarży się ok. 80 proc. Polaków" />

stres-destrukcyjny-dla-organizmu.-Na-ciagly-lek-i.jpg” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Ponad 80 proc. Polaków dotyka stres. Dotyczy on także studentów. Nawet 87 proc. z nich odczuwa stres, 77 proc. – lęk, a 48 proc. – panikę. Za stres odpowiadają przede wszystkim obciążenie obowiązkami, liczne zobowiązania, także te związane z dodatkową pracą i wynikami w nauce. Stres, choć w początkowej fazie mobilizuje organizm, w dłuższej perspektywie czasu może się okazać zabójczy. Ze stresem można jednak walczyć, np. poprzez aktywność fizyczną, zmianę nastawienia i wyciszanie organizmu za pomocą oddechu.

Stres występuje z nami od zarania dziejów. To, co powodują czynniki wewnętrzne w organizmie, czyli wyrzut adrenaliny, sprawia, że nasz organizm zaczyna się przygotowywać do tego, co będzie przed nim postawione – rozszerzają się naczynia krwionośne, które dokrwiają mięśnie, rozszerzają się płuca, w związku z tym mamy lepsze dotlenienie mięśni, wyostrzają się nasze zmysły: słuch, wzrok, czyli potrafimy lepiej postrzegać to, co się wokół nas dzieje. Czynniki stresowe, które wynikają ze zrzutu adrenaliny pomagają nam w życiu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartłomiej Pater, wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej w Opolu.

Stres dotyka niemal wszystkich. Hormony wówczas wydzielane przez organizm mobilizują do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, sprawiają, że organizm wchodzi na optymalny poziom funkcjonowania. Poprawia się ukrwienie mięśni i mózgu, podnosi się sprawność umysłowa i fizyczna. Przedłużający się stres może mieć jednak negatywny wpływ na organizm i stopniowo go wyniszczać.

Nie da się funkcjonować tak, żeby nie odczuwać stresu, ten stres jest wszechobecny. W tym pierwszym etapie pomaga nam, kolejne przedłużające się etapy będą już niestety destrukcyjne dla organizmu – wskazuje Bartłomiej Pater.

Tymczasem, jak wynika z badań, zdecydowana większość dorosłych na co dzień boryka się z silnym stresem. „Polacy a stres w pracy i w życiu”, badanie zrealizowane przez serwis Prezent marzeń wskazuje, że 80 proc. osób się stresuje, przede wszystkim ze względu na pracę i problemy rodzinne. Codzienny stres odczuwa 87 proc. studentów (dane National Union of Students), tylko nieco mniej cierpi z powodu lęku. Według organizacji charytatywnej Mind, bycie studentem zwiększa ryzyko wystąpienia problemów ze zdrowiem psychicznym z powodu stresu związanego z nauką, wiekiem i brakiem wsparcia.

Drugi etap, nasilający się stres, powoduje, że układ immunologiczny organizmu zaczyna słabnąć, zaczynamy chorować, cierpimy na depresję, a choroby nabyte, np. Hashimoto, będą zaostrzały objawy. trudno jest żyć dzisiaj bez stresu, natomiast utrzymanie jego odpowiedniego poziomu jest dla nas bardzo istotne. Ten ostatni etap, który już doprowadza do depresji, wymaga interwencji z zewnątrz, m.in. pomocy psychologów. stresu-nerwicy/”>Przedłużający się permanentny stres może doprowadzić do zgonu – tłumaczy ekspert.

National Health Service podaje, że ​​gdy stres staje się przytłaczający, trwa długo lub wpływa na nasze codzienne życie, może stać się problemem zdrowia psychicznego. Można jednak próbować sobie z nim radzić, np. poprzez aktywność fizyczną, która pobudza organizm do produkcji serotoniny, tzw. hormonu szczęścia. Także zmianę nastawienia, która polega na traktowaniu problemu nie jako przeszkody, ale wyzwania.

Także poprzez oddychanie możemy w sposób spokojny, łagodny wyciszać swój organizm. Jeżeli zatrzymamy na chwilę oddech, wytrzymamy 7 sekund, to następuje rozluźnienie organizmu, czyli zmniejszymy napięcie mięśniowe, wyciszymy serce, umysł. Jeśli planowane są jakieś trudne działania i to nas będzie stresowało, spróbujmy wcześniej wywołać takie zachowanie, spróbujmy czegoś ekstremalnego, czegoś, na co wcześniej nie byliśmy przygotowani. Może oswoimy się z tym zdarzeniem, zobaczymy, jak nasz organizm reaguje na stres – przekonuje Bartłomiej Pater.

Warszawa inwestuje w start-upy. Do 2030 r. ma powstać zorientowana na start-upy Uczelnia Przyszłości wspierająca innowacje technologiczne

Warszawa inwestuje w start-upy. Do 2030 r. ma powstać zorientowana na start-upy Uczelnia Przyszłości wspierająca innowacje technologiczne 5

Władze Warszawy aktywnie wspierają inicjatywy związane z promocją innowacyjnych technologii. Organizowane są konferencje oraz akceleratory przedsiębiorczości, które mają ściągnąć do stolicy młode, obiecujące firmy. Miasto powołało także do życia projekt Warszawa 2030, opisujący ramowy plan rozwoju miasta. Aglomeracja rozwija się także dzięki wsparciu ze strony prywatnych inwestorów, funkcjonujących na stołecznym rynku. Także do 2030 r. ma powstać Uczelnia Przyszłości, której pomysłodawcy chcą, by znalazła się w gronie 100 najlepszych uniwersytetów na świecie.

– Z Warszawy powoli tworzy się miasto start-upów, pytanie, jak stworzyć z niej miejsce, gdzie będą powstawać tzw. start-upy deep tech: związane z nauką, z badaniami, rozwiązujące problemy świata. Z jednej strony zależy to od uczelni, które w pewien sposób mogą ukierunkowywać studentów na to, żeby niekoniecznie byli pracownikami korporacji. Z drugiej strony trzeba zachęcać ich do tego, żeby przez swoje badania, działalność w kołach naukowych czy współpracę z firmami próbowali swoich sił w kreowaniu nowych produktów i rozwiązań, które mają unikalną wartość, a niekoniecznie związane są wyłącznie z IT bądź z aplikacjami – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sławomir Olejnik z Fundacji Polska Innowacyjna.

Program Warszawa 2030 ma być odpowiedzią na wyzwania, jakie w najbliższych latach staną przed władzami stolicy. Nadrzędnym celem przedsięwzięcia jest wypracowanie narzędzi pozwalających wdrożyć projekt miasta przyszłości, w którym wykorzystanie nowoczesnych instrumentów technologicznych będzie na porządku dziennym.

Miasto określiło cztery cele strategiczne, które mają pomóc w realizacji tego przedsięwzięcia: odpowiedzialna wspólnota zakłada harmonijną współpracę władz miasta z jego mieszkańcami, wygodna lokalność ma ułatwić zaspokajanie codziennych potrzeb w najbliższej okolicy, funkcjonalna przestrzeń ma zaspokoić potrzeby osób przemieszczających się po Warszawie, a twórcze środowisko ma ułatwić realizację pasji i pobudzanie talentów mieszkańców.

W realizacji celów mają pomóc m.in. akceleratory przedsiębiorczości skupione wokół promocji aplikacji i usług ułatwiających funkcjonowanie w obrębie miasta. Dobrym przykładem takiego działania jest inicjatywa WARSAW booster’19, czyli miejski program akceleracyjny, który ma ułatwić młodym start-upom rozmowy na temat wdrożenia usług bazujących na partnerstwie publiczno-prywatnym. To Warszawiacy zdecydują, które projekty uczestniczące w programie otrzymają szansę na dofinansowanie i wsparcie procesu wdrożeniowego.

– Każdy start-up potrzebuje pieniędzy. Są start-upy związane z branżą ICT, gdzie środków potrzebnych jest dużo mniej i szybciej następuje walidacja pomysłu, znalezienie potencjalnych klientów. Dużo większym wyzwaniem są start-upy związane z nauką, gdzie przez wiele lat finansowanie związane jest bardziej z częścią badawczą, potem dopiero powstaje produkt bądź jakaś metoda badawcza i dopiero na jej podstawie można budować start-up. Wtedy finansowania są już rzędu kilku, a nawet kilkudziesięciu milionów złotych – zauważa ekspert.

Warszawa inwestuje także w akceleratory, które nie są skupione wokół działań usprawniających funkcjonowanie miasta. Miasto jest m.in. współorganizatorem programu Startup Art, który ma zachęcić studentów oraz absolwentów uczelni artystycznych do założenia własnych firm. W trakcie tegorocznej edycji wydarzenia zorganizowano hackathon, w ramach którego twórcy w ramach niewielkich zespołów pracowali nad uruchomieniem swoich start-upów, a 10 najlepszych pomysłów przekazano do programu akceleracyjnego.

– Warszawa staje się miastem, w którym rozkwitają start-upy. Przestrzeń, w której jest jeszcze trochę do zrobienia, to start-upy związane z nauką, badaniami, elektroniką, biotechnologią czy medycyną. Jeżeli chcemy tworzyć tego typu rozwiązania, potrzebny jest pewien know-how i wiedza, w jaki sposób z takich rozwiązań tworzyć realny biznes – twierdzi ekspert.

W rozwój młodych start-upów inwestuje również Fundacja Polska Innowacyjna, która planuje do 2030 roku powołać do życia międzynarodową Uczelnię Przyszłości. Jej nadrzędnym celem będzie wyszukiwanie i wspieranie młodych polskich talentów oraz akcelerowanie obiecujących pomysłów. Twórcy Fundacji chcą, by nowa uczelnia pojawiła się na liście 100 najlepszych uniwersytetów na świecie. Warszawa może stać się kluczowym miejscem funkcjonowania nowej placówki.

Z raportu European Start-up Survey przeprowadzonym przez firmy PwC oraz Science-to-Business Marketing Research Centre wynika, że miasto może w przyszłości konkurować o innowacyjne start-upy nie tylko na rynku lokalnym, lecz także międzynarodowym. Według respondentów średni wskaźnik łatwości prowadzenia biznesu w europejskich stolicach wynosi 45 proc., a dla Warszawy jest tylko nieznacznie niższy – 43 proc. Pozwala to przypuszczać, że przy wprowadzeniu odpowiednich programów akceleracyjnych stolica Polski może przyciągnąć do siebie inwestorów z całej Europy.

– Porównywanie Warszawy do innych miast pod kątem ściągania talentów jest trudne. Miasto rozwija się w tym kierunku 10–20 lat, miasta zachodnie od wielu dekad skupione są na tym, żeby przyciągać talenty i już mają wypracowane swoje mechanizmy. My gonimy jako miasto tę czołówkę – mówi Sławomir Olejnik.

Według funduszu inwestycyjnego Inovo Venture Partners kwota transakcji na polskim rynku venture capital w drugim kwartale 2019 roku osiągnęła wartość 444,2 mln zł. To więcej niż suma inwestycji w całym 2017 i 2018 roku, które wynosiły odpowiednio 397 mln zł i 213 mln zł. Szacuje się, że do końca roku polska branża venture capital może przekroczyć wartość 1 mld zł.

Zamiast przeszczepów serca pompy wspomagające ich prace. Za kilka lat w Polsce będzie można wszczepiać ok. 300 pomp wspomagających krążenie rocznie

Zamiast przeszczepów serca pompy wspomagające ich prace. Za kilka lat w Polsce będzie można wszczepiać ok. 300 pomp wspomagających krążenie rocznie 6

Na rynku pojawiają się urządzenia do produkcji chrząstek, w 3D wydrukowano w pełni unaczynione serce, a niedawno naukowcy zaprojektowali drukarkę, która może drukować komórki skóry bezpośrednio na oparzonej ranie. Bioprintem można już wykonać niemal każdy narząd. Miną jednak lata, zanim biodruk będzie w stanie zastąpić obecnie stosowane metody leczenia. W przypadku chorób serca jest to mechaniczne wspomaganie krążenia. W Polsce miniaturowa, wirowa pompa może dać szanse na normalne życie pacjentom z niewydolnością serca.

– W ramach Narodowego Programu Sztucznego Serca powstaje wirowa pompa, która może być implementowana do środka zamiast pulsacyjnych pomp znajdujących się na zewnątrz ciała pacjenta. Nie potrzeba dużego sterownika, wystarczy mały sterownik elektroniczny, zatem pacjent nie musi przebywać w szpitalu. Jesteśmy obecnie na etapie eksperymentu na zwierzętach i pewnych modyfikacjach, które musimy jeszcze wykonać. Mam nadzieję, że w krótkim czasie rozwiążą wszystkie problemy – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. n. med. Zbigniew Nawrat z Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii.

Listy pacjentów potrzebujących przeszczepu narządu są często dłuższe niż listy osób chętnych do oddania. Dane z British Heart Foundation (BHF) wykazały, że liczba pacjentów oczekujących na przeszczep serca w Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich lat wzrosła o 162 proc. W Polsce w 2018 roku wykonano 147 przeszczepów serca. Kilkadziesiąt lat po pierwszym udanym przeszczepie serca, eksperci uważają jednak, że zbliżamy się do epoki, w której przeszczepianie narządów nie będzie już konieczne.

Sztuczne pompy, które wspomogą krążenie, to szansa dla pacjentów czekających na przeszczep serca. Wirowe pompy, nad którymi trwają jeszcze prace, mogą być rozwiązaniem dla większości osób z niewydolnością serca. Zdaniem eksperta na całkowicie sztuczne narządy wyprodukowane z komórek macierzystych trzeba będzie jeszcze poczekać.

– Wszyscy mamy nadzieję, że komórki macierzyste odpowiednio ponaglone zamienią się w to, co byśmy chcieli. Są już pozytywne próby z naczyniami krwionośnymi, próby zastąpienia niektórych tkanek czy pokazywania, że serce może tak działać, ale one wykorzystują tkanki odzwierzęce, z których usuwane są komórki i wsadzane są komórki własne pacjenta. W praktyce takie terapie nie będą dostępne jeszcze w ciągu 10 lat – ocenia dr Zbigniew Nawrat.

Badania przeprowadzone z komórkami macierzystymi dowiodły, że jest możliwe rozwijanie narządów w laboratorium, a następnie wszczepianie ich ludziom. Nauka umożliwiła także wytwarzanie sztucznych narządów przy użyciu drukowania 3D. Do tej pory naukowcy z powodzeniem wydrukowali w 3D kilka narządów, m.in. tarczycę, zamiennik kości piszczelowej, który został już wszczepiony pacjentowi czy plaster komórek serca.

Naukowcy z American Friends of Tel Aviv University wydrukowali w 3D w pełni unaczynione serce przy użyciu komórek tkanki tłuszczowej. Z kolei Wake Forest School of Medicine zaprojektował drukarkę, która może drukować komórki skóry bezpośrednio na oparzonej ranie.

– Biotechnologia daje szansę na zrobienie czegoś bardzo pozytywnego, odtwarzającego naturalne tkanki, ale z drugiej strony też bardzo taniego – mówi ekspert. – Bardziej patrzyłbym w tę stronę, żebyśmy jednak mieli możliwość szybkiej i bezpiecznej wymiany niektórych tkanek w taki sposób, żeby służyły tak, jak należy. Żebyśmy zdążyli wspomóc organizm w tych miejscach, w których sam sobie nie radzi, gdy komórki nowotworowe się rozmnażają. W naszym organizmie nie ma rzeczy wiecznych – przekonuje dr hab. Zbigniew Nawrat.

Systemy zabezpieczeń – solidne zabezpieczenie dla biur i nie tylko

Jeśli posiadasz własne biuro i gromadzisz w nim ważne dokumenty, zawierające dane osobowe Twoich klientów, a także zatrudniasz pracowników, koniecznie zainwestuj w solidne systemy zabezpieczeń. To świetna ochrona przed włamaniem!

W każdym biurze znaleźć można bardzo wiele poufnych dokumentów, które powinny być bardzo dobrze chronione. Od kiedy w Polsce obowiązuje RODO, należy przykładać jeszcze większą uwagę do ochrony wszelkich pism i innych materiałów, takich jak faktury, akta osobowe, umowy czy kontrakty. Utrata lub skopiowanie tychże dokumentów może skutkować bardzo poważnymi konsekwencjami – zarówno prawnymi, jak i finansowymi. Właśnie dlatego warto zabezpieczyć swoje biuro i wybrać odpowiednie systemy zabezpieczeń.

Systemy zabezpieczeń

Systemy zabezpieczeń a rodzaje zagrożeń

Systemy zabezpieczeń mogą być dopasowane do Twoich indywidualnych oczekiwań i potrzeb. Właśnie dlatego zanim zdecydujesz się na zakup konkretnego rozwiązania, zastanów się, na jakie zagrożenia może być narażone Twoje biuro. Na pewno na pierwszym miejscu weźmiesz pod uwagę włamanie i kradzież – bardzo dobrze. Jednak warto zabezpieczyć się także przed innymi niebezpieczeństwami. Mowa na przykład o pożarze czy zalaniu.

Zabezpiecz swoją dokumentację i nie martw się konsekwencjami

Wszelka dokumentacja Twojej firmy powinna być zabezpieczona w odpowiednim miejscu. W związku z wprowadzeniem Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych każdy właściciel firmy ma obowiązek przechowywać wszelkie ważne informacje w specjalnej szafie zamykanej na klucz. Oprócz tego warto zadbać także o rozwiązania, które dodatkowo ochronią dokumentację, np. w postaci archiwum. Ta opcja jest wykorzystywana w sytuacjach, gdy umów, faktur i akt jest naprawdę bardzo dużo. Najlepiej, by pomieszczenie to posiadało okna antywłamaniowe. Jeśli natomiast chodzi o zabezpieczenie drzwi, najlepszą opcją będzie system kontroli dostępu dostępny w sklepie Montersi.plhttps://www.montersi.pl/kontrola-dostepu. Polega to na tym, że każdy uprawniony pracownik posiada własny klucz, kartę czy też kod dostępu, dzięki któremu może otworzyć drzwi. System ten powinien rejestrować wejścia oraz wyjścia, a także identyfikować osobę, która zamierza dostać się do środka.

Montersi.pl

Monitoring, czyli świetne dopełnienie systemu zabezpieczeń

Kompletną ochronę w swoim archiwum możesz zyskać dzięki monitoringowi – https://www.montersi.pl/monitoring-ip. Warto w niego zainwestować, jeśli zależy Ci na 100% kontroli dokumentacji firmowej. Do tego celu najlepiej sprawdzą się kamery przemysłowe, które najlepiej zainstalować zarówno w pomieszczeniu, gdzie gromadzone są dokumenty, a także przy wejściu do niego.

Montersi.pl

Dobrym rozwiązaniem jest również wynajęcie obsługi monitoringu, która będzie na bieżąco kontrolowała obraz z kamer. Taka osoba wykonuje weryfikację wideo, a także obchód wideo. Dzięki temu Twoja dokumentacja będzie odpowiednio zabezpieczona przez całą dobę. Warto zainwestować w taką ochronę, ponieważ utrata ważnych dokumentów może prowadzić do poważnych konsekwencji i ogromnych strat finansowych.

Jeśli zastanawiasz się jaki wybrać system zabezpieczeń, zgłoś się do fachowców ze sklepu Montersi.pl

Montersi.pl

W. Kruszewski: Konieczna jest nowelizacja ustawy o zakazie handlu w niedzielę

Od 2020 r. zakaz handlu będzie obowiązywał w każdą niedzielę miesiąca, z wyjątkami w okresach przedświątecznych. Od wprowadzenia ustawy minął ponad rok, a w dalszym ciągu wiele sieci wykorzystuje luki w prawie. Prezes Lewiatan Holding S.A., Wojciech Kruszewski uważa, że należy podjąć działania nad nowelizacją ustawy.

 Ustawa ograniczająca handel w niedziele ma wpływ na funkcjonowanie handlu detalicznego i kondycję firm handlowych w Polsce. Wprowadzone regulacje mają ważny walor prospołeczny, jednak w aspekcie biznesowym okazały się korzystne głównie dla największych sieci dyskontowych, które przeznaczając ogromne fundusze na reklamę w mediach, skutecznie zachęcają klientów do zwiększonych zakupów szczególnie w piątki i soboty. Nie straciły też bardzo małe sklepy obsługiwane bezpośrednio przez właścicieli, które zmniejszone w piątki i soboty obroty odrabiają w niedziele, ale odbywa się to, niestety, kosztem ich pracy. Niezwykłe korzyści odniosły zaś podmioty wyłączone z zakazu handlu, tj. kilka tysięcy niby-placówek pocztowych, sklepy na dworcach, a także stacje paliw. Konieczne zatem wydaje się uszczegółowienie zapisów Ustawy, aby wyeliminować wspomniane negatywne skutki – mówi Wojciech Kruszewski, Prezes Zarządu Lewiatan Holding. S.A.

Polski budżet na 2020 rok jednak z deficytem?

Nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu nowego rządu, trwają dopiero pierwsze przymiarki do tek ministerialnych, a już pojawiły się poważne wątpliwości co do realnej możliwości zerowego deficytu w przyszłym roku. Co najistotniejsze sceptycyzm do wcześniejszych planów potwierdza już strona rządowa.

Zrównoważony budżet jedynie pobożnym życzeniem?

Rzecznik rządu zasugerował, że polski budżet na 2020 rok może jednak wykazać deficyt. Powodem miałoby być wycofanie się z pomysłu likwidacji limitu 30-krotności składek ZUS. Dochody z tego ruchu (albo ich brak) mają bowiem przeważyć szalę. Projekt nie trafił jeszcze ostatecznie do kosza, ale powoli kończy się czas na jego uchwalenie. Już wcześniej swój sprzeciw wyraził wicepremier Jarosław Gowin, a bez posłów jego Porozumienia przyjęcie jakiejkolwiek ustawy będzie prawdopodobnie niemożliwe. Warto zwrócić uwagę, że nawet przy wprowadzeniu takiego rozwiązania deficyt i tak może się pojawić. Po pierwsze wskaźniki makroekonomiczne mogą nie być aż tak korzystne, jak przewidują rządzący (możemy już odczuć efekty spowolnienia w Niemczech). Po drugie (co może być ważniejsze) w budżecie nie uwzględniono kilku ważnych obietnic wyborczych, które mają wejść w życie w przyszłym roku. Czy to dobrze dla złotego? W pewnym sensie tak. Jeżeli nie będziemy malować obrazu gospodarczego, który nie ma szans na realizację, to później nie będzie negatywnego zaskoczenia na rynku, które osłabiłoby polską walutę.

Kryptowaluty wciąż w odwrocie

Po tym, jak od końca marca do czerwca Bitcoin wystrzelił z 4000 USD do aż 13 000 USD, wydawało się, że wracamy do szalonych wzrostów na tym instrumencie. Jednak następne miesiące okazały się nie być już tak łaskawe dla najpopularniejszej kryptowaluty. Kolejne przeceny spowodowały, że dzisiaj BTC kosztuje 7500 dolarów. Wczorajszy zjazd zabrał z ceny 500 dolarów i najprawdopodobniej był spowodowany przesłuchaniem Marka Zuckerberga przed komisją ds. usług finansowych w Izbie Reprezentantów USA. Co ma z tym wszystkim wspólnego twórca Facebooka? Jego serwis jest liderem stowarzyszenia, mającego wyemitować nową kryptowalutę Libra. Ze względu na skalę biznesów stojących za tym projektem, pojawia się wiele wątpliwości.

Skandynawia bez zmian stóp procentowych

Dzisiaj rano poznaliśmy dane zarówno ze Szwecji, jak i Norwegii na temat stóp procentowych. Oba te kraje utrzymały wskaźniki na dotychczasowym poziomie. Warto zwrócić uwagę, że silniej powiązana ze strefą euro Szwecja ma stopę wynoszącą -0,25%. Z kolei Norwegia utrzymuje główną stopę na poziomie 1,5%. Obie waluty po tej decyzji lekko zyskiwały. Powodem było odwracanie pozycji walutowej przez inwestorów spodziewających się obniżek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 13:45 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Realizacja nowej wizji dla biznesu w epoce szybkich innowacji

Przedsiębiorstwa zawsze musiały dostosowywać się zarówno do szans, jak i zagrożeń związanych ze zmianami technologicznymi. Jednakże obecnie innowacje są wprowadzane w niespotykanym wcześniej tempie. Reagowanie na te zmiany i przygotowywanie się na dalsze zakłócenia rynkowe spowodowane przez nie stało się kluczowym czynnikiem sukcesu dla obecnych liderów biznesowych i politycznych.

Wiele krajów Europy Środkowo-Wschodniej odnotowuje silny wzrost gospodarczy, szczególnie państwa Grupy Wyszehradzkiej: oczekuje się, że w 2018 r. połączone gospodarki Czech, Węgier, Polski i Słowacji wzrosną średnio o prawie 4%. Region ten ma też jednak do czynienia z pewnymi wyzwaniami. Spółki mają problemy z brakiem rąk do pracy, a koszty pracy rosną. Są to istotne czynniki ryzyka dla regionu, który dotychczas przyciągał inwestycje zagraniczne w dużej mierze tanią i łatwo dostępną siłą roboczą.

Kraje te wkrótce zdadzą sobie sprawę z tego, że istotnym elementem każdej strategii utrzymania konkurencyjności może być inwestowanie w innowacje oraz w siłę roboczą o lepszych kompetencjach cyfrowych, zamiast w personel o bardziej tradycyjnych kwalifikacjach. Dotyczy to również przedsiębiorstw w ogóle, ponieważ technologia i kompetencje cyfrowe stają się coraz ważniejsze dla zachowania konkurencyjności.

Firmy coraz częściej używają nowych innowacji informatycznych nie tylko do automatyzacji i usprawniania procesów zaplecza czy procesów operacyjnych, lecz także do tworzenia całkiem nowych obszarów działalności oraz nowych produktów i usług ukierunkowanych na technologię, które wcześniej nie były możliwe. W ten sposób tradycyjne firmy przekształcają się w firmy technologiczne.

Realizacja nowej wizji dla biznesu w epoce szybkich innowacjiW miarę jak zacierają się granice pomiędzy działami biznesowymi a działem informatycznym, decydenci niemający jasnej wizji cyfrowej transformacji swojej strategii biznesowej mogą zostać wyprzedzeni przez bardziej przyszłościowo myślących konkurentów, a nawet wyparci z rynku z powodu szeroko zakrojonych przemian technologicznych.

Zgodnie z badaniem International Data Corporation (IDC) w 2018 r. wydatki na cyfrową transformację w Europie Środkowo-Wschodniej przekroczą 21,3 mld USD, co stanowi wzrost o 17% w porównaniu z poprzednim rokiem. Ponieważ zainteresowanie transformacją procedur biznesowych, produktów i przedsiębiorstw wzrasta, głównym wyzwaniem będzie zadbanie o to, by technologia zaspokajała codzienne potrzeby przedsiębiorstw oraz pomagała im w rozwoju. Ale w jaki sposób dyrektorzy ds. informatycznych oraz inni członkowie kadry zarządzającej mają zapewnić, by ich inwestycje w informatykę spełniły pokładane w nich nadzieje?

Jednym z ciekawych trendów, które obserwujemy w związku z tymi wyzwaniami, jest to, że przedsiębiorstwa używają zupełnie nowych wskaźników KPI, które pomagają im kierować transformacją cyfrową, mierzyć jej efekty i lepiej wspierać innowacje. Jeśli chodzi o plany finansowe, przedsiębiorstwa mogą zmniejszać część budżetu informatycznego przeznaczaną na regularne utrzymywanie i aktualizowanie starszej infrastruktury, a zwiększać część przeznaczaną na zupełnie nowe i innowacyjne technologie. Część przeznaczana na nowe i innowacyjne technologie powinna z czasem wzrastać.

Biznesowe KPI mogą łączyć inwestycje w technologie z mierzalnymi wskaźnikami dotyczącymi doświadczeń klientów, takimi jak wartość klienta w czasie (Customer Lifetime Value — CLV) czy czas rozwiązywania problemów (Problem Resolution Time — PRT). Może to zmotywować działy informatyczne do ciągłego badania efektywności technologii oraz jej roli w bezpośrednim zwiększeniu zadowolenia i zatrzymywania klientów.

Kolejnym kluczowym czynnikiem sukcesu będzie naśladowanie innowacyjnych metod biznesowych opartych na platformach, leżących u podstaw wielu globalnych start-upów odnoszących sukcesy. Takie przedsiębiorstwa skupiają się na oferowaniu swoich rozwiązań w formie usługi i nie inwestują dużo środków w infrastrukturę.

Takie podejście sprawdza się nie tylko przy dostarczaniu usług i rozwiązań klientom, lecz także przy udostępnianiu pracownikom aplikacji o znaczeniu newralgicznym. Systemy CRM, ERP i HR są coraz częściej przenoszone do chmury, co zmniejsza zapotrzebowanie przedsiębiorstw na skomplikowany sprzęt i serwery oraz zarządzanie nimi. Stosując takie elastyczne podejście, można udostępniać rozwiązania i aplikacje biznesowe praktycznie na żądanie w całym przedsiębiorstwie.

Kierownicy ds. informatycznych będą musieli przekształcić swoje działania, aby bardziej elastycznie reagować na nowe potrzeby biznesowe. Doprowadzi to nie tylko do przełamania tradycyjnych silosów informatycznych, lecz także do znacznych inwestycji w nowe kompetencje w dziedzinie zarządzania i komunikacji. Wkrótce pojawi się nowy typ dyrektora ds. informatycznych, który będzie mniej skoncentrowany na technologii, a bardziej na ludziach.

Autor: Andrés Garcia-Arroyo, Vice President for Applications in Oracle for CEE, CIS and Israel

O Autorze

Andrés Garcia-Arroyo jest wiceprezesem ds. Aplikacji w Oracle na region Europy Środkowo-Wschodniej, WNP i Izraela od maja 2019 r. Od ponad 20 lat obecny w sektorze IT na stanowiskach kierowniczych w firmach takich jak Vignette (obecnie Opentext), PeopleSoft i Oracle, gdzie pracuje ponad 12 lat (poza 3-letnim okresem, w którym kierował działaniem Workday for South Europe). Absolwent MBA w dwóch prestiżowych szkołach biznesu (Instituto de Empresa i IESE). Andrés uczestniczył w międzynarodowych forach i pisał dla specjalistycznych gazet biznesowych, a także prowadził konferencje w miastach takich jak Madryt, Lizbona, Mediolan, Paryż, San Francisco i Moskwa.

Drony, Rolnictwo 5.0. i cyfrowe uprawy – innowacje przyszłością rolnictwa

Coraz większe wyzwania związane z brakiem rąk do pracy oraz rosnącymi kosztami zatrudnienia pracowników sezonowych jak i wyzwania związane z kontrolą i analizą produkcji sprawiają, że sadownicy do pomocy coraz częściej wykorzystują nowoczesne technologie. Drony, robotyzacja rolnictwa oraz cyfrowe uprawy (digital farming) wkraczają również do polskiego rolnictwa. Czy jest to droga do efektywnej produkcji? 

Polskie grupy producenckie jak i inne podmioty zaangażowane w rozwój rolnictwa planują wspieranie polskich sadowników we wdrażaniu nowoczesnych technologii do krajowych upraw. Inspiracją stają się technologie wykorzystywane w krajach zachodnioeuropejskich. W Belgii, Holandii, Francji sadownicy już korzystają z zarządzanych smartfonami systemów ostrzegania przed gradem, czujników deszczu, aplikacji oceniających potrzebę wykorzystania środków ochrony roślin i nawozów, które spięte w jeden system dostarczają producentom kompleksowych danych nt. stanu upraw. Co więcej, w swoich uprawach wykorzystują drony, teledetekcję oraz skomplikowane i zintegrowane systemy zarządzania danymi.

Konferencja Prognosfruit 2019 odbywająca się w sierpniu w Belgii, pokazała nam jak ważne jest wykorzystanie technologii w codziennej pracy sadownika. Poznaliśmy technologie, dzięki którym możemy precyzyjnie ocenić skutki zarazy na roślinach i z dużą dokładnością stwierdzić jaka część sadów została zainfekowana. Pomagają w tym zarówno systemy monitoringu z powietrza, jak i specjalne aplikacje oceniające stan liści. Innym przykładem są drony współpracujące z systemem nawadniania pól uprawnych. Dają one dziś lepsze efekty, niż prezentowane z opóźnieniem dane, systemy satelitarne.  Jeszcze  innym ważnym przykładem technologii wspierającej sadowników jest digital farming, czyli: nasadzenia dzięki systemowi nawigacji satelitarnej GPS, teledetekcja i aplikacje wspierające zarządzanie uprawami. Zastosowanie nowych technologii w rolnictwie wpływa na rozwój atrakcyjności polskiego sektora rolniczego” – podkreśla prezes stowarzyszenia Unia Owocowa, Arkadiusz Gaik.

Innym ważnym zagadnieniem staje się zarządzanie danymi w sadownictwie. W pracy pomagają dziś sadownikom aplikacje umożliwiające zarządzanie zapasami na podstawie danych wprowadzanych i śledzonych w czasie rzeczywistym. „Jeden system pozwala dziś integrować takie dane jak: zatrudnienie, nawożenie, zadania do wykonania przy uprawach, monitoring upraw i zbiory. Następnie pomaga tworzyć raporty dotyczące zarządzania magazynem i zapasami oraz sprzedażą. Dziś w Polsce z takich systemów cyfrowego zarządzania produkcją jabłek korzystają głównie najwięksi. W Unii Owocowej zależy nam jednakże by tę wiedzę i narzędzia upowszechnić wśród sadowników” – komentuje Sławomir Kędzierski, wiceprezes Stowarzyszenia Unia Owocowa.

Jednocześnie należy podkreślić, że polscy sadownicy nie tylko od wielu lat korzystają z najnowszych technologii, np. systemu monitoringu chorób i szkodników oparty na modelach matematycznych oraz automatycznych pułapkach feromonowych, ale także sami wprowadzają nowości. „Doskonałym przykładem jest samojezdny ciągnik sadowniczy wraz z systemem sterowania opryskiwaczem stworzony przez sadowników braci Marcina i Michała Janusów oraz Marcina Lisa. Inny przykład to prace rozwojowe nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji do rozpoznawania szkodników na pułapkach feromonowych oraz lepowych” – dodaje Maciej Majewski z Fresh Mazovia.

Eksperci ze stacji badawczej dla owoców z Uniwersytetu Leuven specjalizujący się w technologiach rolniczych prognozują, że wdrożenie sztucznej inteligencji w najbliższych latach nie zastąpi pracy ludzkiej. „Aktualnie technologia ma za zadanie jedynie ułatwić naszą codzienną pracę i sprawić by była bardziej efektywna. Sadownicy nie powinni w niej upatrywać konkurencji, gdyż nadal przy bardzo trudnej i złożonej produkcji, jaką jest uprawa sadownicza, innowacje nie mogą zastąpić doświadczenia rolników” – dodaje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Ważnym wydarzeniem w procesie technologizacji sadownictwa było spotkanie 7 października ministra rolnictwa i rozwoju wsi Jana Krzysztofa Ardanowskiego, ministra wyżywienia i rolnictwa Republiki Federalnej Niemiec Julii Klöckner oraz ministra rolnictwa i żywności Republiki Francuskiej Didiera Guillaume’a, którzy omówili i uzgodnili wspólne stanowisko w czterech kwestiach dotyczących: reformy Wspólnej Polityki Rolnej, współpracy naukowo-badawczej na rzecz wdrażania nowych technologii w rolnictwie, brexitu (bezumownego) oraz małych i rodzinnych gospodarstw rolnych jako kluczowego elementu europejskiego rolnictwa.

Kandydat krytyki się nie boi. Doświadczenia kandydatów w procesie rekrutacji i selekcji

Kandydaci oczekują od rekruterów stałego kontaktu i przekazywania informacji – nawet gdy są one negatywne. Takie wnioski płyną z raportu „Candidate Experience” przygotowanego przez eRecruiter. 9 na 10 badanych specjalistów oczekuje, że rekruter przekaże im powody odrzucenia aplikacji przynajmniej na jednym z etapów rekrutacji. Ponadto 8 na 10 liczy na to, że rekrutujący oceni wówczas ich doświadczenie zawodowe i kompetencje. Według ekspertów eRecruiter, udzielanie informacji zwrotnej rekrutowanym osobom to ważny czynnik budowy marki pracodawcy. W Polsce nie brak przykładów firm, które skutecznie wprowadzają nowe standardy komunikacji z kandydatami.

Kandydat chce wiedzieć

O znaczeniu, jakie specjaliści przypisują informacji zwrotnej, świadczą wyniki raportu eRecruiter ”Candidate Experience w Polsce”. Aż 57% badanych z tej grupy oczekuje, że otrzymają uzasadnienie odrzucenia ich aplikacji niezależnie od tego, w którym momencie procesu rekrutacji zostaną wykluczeni. Aż 9 na 10 liczy, że poznają takie przyczyny przynajmniej podczas jednego z etapów starania się o pracę – po wysłaniu CV, po udziale w jednym spotkaniu lub jeśli dotarli do ostatniej fazy. Co ważne, dla kandydatów niemal równie istotne jest otrzymanie wiadomości o zakończeniu procesu rekrutacyjnego. Oczekuje jej niezależnie od okoliczności 43% specjalistów, a przynajmniej na jednym z etapów – 71%.

Rola informacji zwrotnej jest nie do przecenienia zarówno dla rekrutowanego, jak i pracodawcy. To istotna kwestia zwłaszcza w przypadku osób, które nie zostają zatrudnione. Przede wszystkim ważne jest, aby nie trzymać kandydata w niepewności. Warto zacząć od najprostszych kwestii, takich jak np. sprawne wysyłanie aplikującym wiadomości o odrzuceniu z rekrutacji czy o jej zakończeniu. Można pokusić się jednak o więcej. Osoby, które zostały wykluczone już na etapie wyboru CV, docenią informacje o tym, jakich podstawowych kryteriów selekcji nie spełniły. Z kolei kandydaci zapraszani na rozmowy powinni otrzymać np. ocenę wykonanych podczas niej zadań rekrutacyjnych. Firma, która dba o komunikację z kandydatami, zyskuje na wiarygodności i zostawia po sobie dobre wrażenie u rekrutowanych – mówi Julia Urbańska, Marketing & Customer Experience Senior Manager, eRecruiter.

Trudna droga informacji zwrotnej

Według odpowiedzi pracodawców, przedstawionych w raporcie eRecruiter, informacja zwrotna od firm dociera do specjalistów zdecydowanie rzadziej, niż tego oczekują. Rekruterzy najczęściej udzielają informacji o niezakwalifikowaniu do dalszego etapu rekrutacji tylko kandydatom biorącym udział w przynajmniej jednym spotkaniu – deklaruje to 47% z pracodawców. Do wszystkich aplikujących odzywa się zaledwie 12% rekruterów. Podobnie jest w wypadku wiadomości o zakończeniu procesu rekrutacji – 55% firm kieruje ją wyłącznie do osób, które zaproszono przynajmniej na jedną rozmowę o pracę, a 31% – do każdego, kto wysłał CV.

Jak zauważa Karol Abelski, HR Business Partner w ITI Neovision, zdolność udzielania informacji zwrotnej osobom, które nie otrzymały zatrudnienia, to ważny element budowy opinii o firmie wśród kandydatów.

W CANAL+ realizujemy politykę dbania o każdego, kto bierze udział w rekrutacjach. Robimy to dzięki stałej, terminowej komunikacji, przyjaznemu prowadzeniu kandydata przez cały proces oraz spersonalizowanej informacji zwrotnej. Według moich doświadczeń to właśnie te elementy, szczególnie udzielanie informacji zwrotnej osobom odrzuconym, są kluczem do budowania pozytywnego wizerunku pracodawcy. Candidate experience w dużym stopniu przekłada się na jakość i liczbę przyszłych aplikacji o pracę – mówi Karol Abelski.

Kontakt pozytywnie nastraja kandydata

Jak pokazują wyniki badania eRecruiter, umiejętne prowadzenie komunikacji z kandydatem  ma niebagatelny wpływ na ogólny wizerunek pracodawcy na rynku. Negatywne doświadczenia wyniesione z procesu rekrutacji zmieniają nastawienie do marki w przypadku aż 65% badanych specjalistów. Ponadto 68% z nich nie zaaplikuje ponownie do firmy, z której takie wrażenia wynieśli a 45% – będzie odradzać aplikowanie do niej innym osobom. Jakie pierwsze kroki może podjąć pracodawca, by uniknąć takich efektów i usprawnić komunikację z kandydatami?

Warto dbać o szybkie i sprawne przygotowanie informacji zwrotnej, a także standaryzację tego procesu. Nie każdy kandydat będzie oczekiwał bardzo szczegółowego omówienia swojego CV czy rozmowy kwalifikacyjnej. Każdy chce jednak wiedzieć, jakim wynikiem skończył się dla niego proces rekrutacyjny. Pomocne w tym obszarze są technologie. Na przykład, system eRecruiter umożliwia szybkie poinformowanie wielu kandydatów jednocześnie o statusie aplikacji, dbając przy tym o odpowiednie spersonalizowanie wiadomości. Z kolei w przypadku zakończenia procesu rekrutacyjnego system przypomni rekruterowi o aplikujących, do których nie została wcześniej przesłana żadna informacja zwrotna. Takie rozwiązanie pomaga rekruterom uniknąć sytuacji, w której jakiś kandydat pozostanie bez odpowiedzi – opowiada Julia Urbańska.

Raport „Candidate Experience” wskazuje, że nieotrzymanie pracy nie musi oznaczać automatycznie negatywnego nastawienia kandydata do firmy. 42% specjalistów badanych przez eRecruiter, którzy nie zostali zatrudnieni w ostatniej rekrutacji, pozytywnie ocenia sam proces selekcji. Sprawna komunikacja z kandydatem ułatwia pozostawianie takich pozytywnych wrażeń u kandydatów.

Komunikacja na miarę oczekiwań

W Polsce rośnie liczba firm, które w obszarze komunikacji z kandydatem sięgają po ciekawe rozwiązania, często proste do wdrożenia. Mają one znaczący wpływ na pozytywne zmiany w postrzeganiu tych marek przez kandydatów. Dla przykładu, Renault Retail Group czy mBank  opracowały rozwiązania, które zarówno usprawniają komunikację z rekrutowanymi, jak i wspierają specjalistów HR w ich codziennej, wymagającej pracy.

Kandydat aplikuje na wiele stanowisk, oczekując że w każdym z procesów otrzyma informację zwrotną o statusie swojej aplikacji. Rekruter z kolei selekcjonuje codziennie kilkadziesiąt CV i spotyka się z kilkoma kandydatami. Kluczowe jest zadbanie o interesy obu stron w zakresie komunikacji. W mBanku staramy się, by każdy aplikujący otrzymał informację zwrotną. Stworzyliśmy kilka wzorów wiadomości, które wysyłamy kandydatom w zależności od etapu rekrutacji. Każdy z szablonów możemy personalizować, dodając istotne dla kandydata informacje – komentuje Agnieszka Szostek, Starszy Specjalista ds. Rekrutacji i Mobilności Wewnętrznej w mBanku.

W Renault Retail Group Warszawa także wykorzystywane jest wsparcie systemu, który dba o wsparcie rekrutera w procesie udzielania informacji zwrotnej rekrutowanym. Ponadto, firma wprowadziła także politykę przekazywania wiadomości odrzuconym osobom, zapraszanym wcześniej na rozmowy kwalifikacyjne. Zgodnie z nią każdy taki kandydat jest informowany o wyniku w rozmowie telefonicznej, zazwyczaj przez rekrutującego go managera.

Mail i telefon – najlepsze dla kandydata

Jak pokazuje raport „Candidate Experience”, wielu kandydatów nadal preferuje sprawdzone od dawna sposoby przekazywania informacji. W trakcie badania zapytano specjalistów o kilka znanych sposobów kontaktu aplikujących z rekruterami, m.in. bezpośredni e-mail czy telefon, SMS, wiadomości na portalach społecznościowych, wideokonferencje czy chatboty.

Odpowiedzi badanych specjalistów nie pozostawiają wątpliwości – wciąż zdecydowanie najczęściej preferują oni bezpośredni kontakt z rekrutującym przez e-mail (78%) lub rozmowy telefoniczne (74%). Narzędzia HR pozwalają dodatkowo wzmocnić wykorzystanie tych dwóch sposobów komunikacji przez rekrutera – choćby przez automatyzację procesu informowania kandydatów o statusie rekrutacji czy automatyczne przypomnienie o spotkaniach rekrutacyjnych za pomocą SMS.

O badaniu „Candidate experience 2019”

5. edycja badania „Candidate Experience” została przeprowadzona z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Partnerem badania jest Great Digital.

Badanie składa się z dwóch części. Opinie kandydatów na temat rekrutacji zostały zebrane na zlecenie eRecruiter i przeprowadzone na użytkownikach portalu Pracuj.pl zajmujących stanowiska specjalistyczne menedżerskie i wyższe, z co najmniej 2-letnim doświadczeniem zawodowym, a także wśród niewykwalifikowanych i wykwalifikowanych pracowników fizycznych. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 22.01-08.02.2019 r. Ankietę wypełniło łącznie 1898 osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesach rekrutacyjnych. Opinie pracodawców zostały zebrane w ramach badania przeprowadzonego przez eRecruiter wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 22.01-22.02.2019 r. Ankietę wypełniły łącznie 504 osoby.

Kurs funta na brexitowej huśtawce

Już od kilku lat wykres dla notowań brytyjskiej waluty pozostaje rozchwiany i niestabilny. Przez rozregulowujący wpływ Brexitu, planowanie rozliczeń w tej walucie staje się utrapieniem dla firm handlujących z Wielką Brytanią. O tym czy w Halloween spełni się ich najgorszy koszmar – wyjście Wyspiarzy z UE bez umowy – zadecydują najbliższe dni. Wg prognoz analitycy międzynarodowej instytucji płatniczej AKCENTA, szanse na taki scenariusz wynoszą ok 10%, jednak rosną z każdym dniem utrzymującej się niepewności.

Kolejny termin wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, ustalony na 31. października br., zbliża się nieubłaganie. Jednocześnie status rozstania nadal pozostaje niejasny i skomplikowany. 22. października br. brytyjski parlament uchwalił projekt ustawy o wdrożeniu umowy o Brexicie do prawa brytyjskiego, ale następnie odmówił przyjęcia harmonogramu przyspieszonego zatwierdzenia tej ustawy (w ciągu 3 dni). Premier B. Johnson w reakcji na wynik głosowania w brytyjskim parlamencie niezwłocznie zawiesił negocjacje, wspomniał o możliwości wcześniejszych wyborów oraz przyśpieszył przygotowania na wypadek twardego Brexitu.

Unia traci cierpliwość

W tej sytuacji kluczowa będzie decyzja Unii Europejskiej w kwestii zatwierdzenia odroczenia daty opuszczenia przez Wielką Brytanię grona państw członkowskich. Nowym terminem byłby wtedy 31. stycznia 2020 r. Jednak prezydent Francji, E. Macron kilkakrotnie zwracał uwagę, że nie wyobraża sobie kolejnego przesunięcia daty Brexitu.

Według analityka AKCENTY, Miroslava Nováka w grze pozostają trzy główne scenariusze:

  • twardy Brexit 31. października br.;
  • zgoda UE na przesunięcie terminu Brexitu i udana próba zatwierdzenia porozumienia w brytyjskim parlamencie, opuszczenie UE 31. stycznia 2020 r.;
  • zgoda UE na przesunięcie terminu Brexitu, nieudana próba zatwierdzenia porozumienia w brytyjskim parlamencie i powrót niepewności.

Pomimo ponownego wzrostu ryzyka twardego Brexitu, scenariusz kolejnego przesunięcia rozwodu z Unią na 31. stycznia 2020 r. moim zdaniem pozostaje najbardziej prawdopodobny. W tej sytuacji spodziewam się, że na Wyspach dojdzie do przedterminowych wyborów, które w zależności od wyników mogą doprowadzić do późniejszej implementacji porozumienia o Brexicie, ale nie można też wykluczyć decyzji o przeprowadzeniu ponownego referendum w sprawie pozostania w UE. Ostatnie badania pokazują, że w ponownym głosowaniu Brytyjczycy prawdopodobnie zadecydowaliby o pozostaniu w UE. Szansę na opuszczenie Unii bez umowy z ostatnim dniem października oceniam na najmniejsze spośród wszystkich (ok. 10%). Jednak nadal wszystko może się jeszcze zmienić w nadchodzących dniach i pewne jest tylko to, że niczego nie możemy być pewni – dodaje analityk instytucji płatniczej AKCENTA.

Widmo Brexitu ciąży handlowi

W październiku funt brytyjski znacząco się umocnił – na parze walutowej z euro do poziomu 0,86 GBP/EUR, czyli na najwyższe wartości od maja br. W stosunku do złotego brytyjska waluta także się wzmocniła, osiągając wartość bliską granicy 5 zł, co również ostatni raz widzieliśmy w maju. Jednak, biorąc pod uwagę obecną niepewność związaną z rozwojem Brexitu, dalsze umacnianie się GBP wydaje się mało prawdopodobne, uważa Miroslav Novák.

Do końca października i w listopadzie br. najprawdopodobniej funt będzie się utrzymywał w granicach 0,85-0,90 GBP/EUR, a w stosunku do polskiego złotego w granicach 4,80-5,05 PLN/GBP, prognozuje analityk AKCENTY. To ważna wiadomość dla polskich firm, które sprzedają lub kupują towary z Wielkiej Brytanii. Wyspiarze są trzecim najważniejszym odbiorcą naszego eksportu – wędruje tam ok. 6% całej polskiej sprzedaży zagranicznej. Wg danych GUS w 2018 r. jej wartość wyniosła blisko 58,2 mln zł (13,7 mln euro). Wielka Brytania jest również ważnym dostawcą dla krajowych importerów (10. miejsce). W ubiegłym roku wartość towarów sprowadzona z tego państwa na polski rynek wyniosła ok. 23,3 mln zł (5,5) mln zł. Patrząc na te kwoty łatwo domyślić się, że ciągłe wahania funta stanowią spory problem dla przedsiębiorców rozliczających się z brytyjskimi kontrahentami w tej walucie. Jeśli firma nie stosuje zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym, to musi mierzyć się z możliwymi dużymi różnicami miedzy oczekiwanym kursem, a tym po którym rzeczywiście wymieni swoje transakcje. Nawet niewielka zmiana notowań przy dużych kwotach przewalutowań odbija się na marży przedsiębiorcy i może go kosztować setki a nawet dziesiątki tysięcy złotych na jednym zamówieniu.

W samym 2019 r. kurs funta względem złotówki wahał się od ponad 5 zł do ok. 4,67 zł.  Eksperci AKCENTY zawracają przy tym uwagę, że niepewność i ciągłe odraczanie terminów ostatecznej decyzji w sprawie sposobu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE podnosi ryzyko zwiększenia tych wahań. To istotnie wpływa na konkurencyjność polskich firm, które ze względu na to zagrożenie często uwzględniają na nie dodatkowy bufor w swojej ofercie kosztowej, na czym traci atrakcyjność ich propozycji w oczach parterów handlowych. Im dłużej sytuacja będzie niepewna i nieprzewidywalna, tym na większe ryzyko kursowe będą narażeni polscy eksporterzy i importerzy, podsumowuje Miroslav Novák.

Pracodawcy wpłacają na PFRON coraz więcej

Kwota odprowadzona przez pracodawców zobowiązanych do wpłat na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w marcu 2019 r. była wyższa o 106 mln zł w porównaniu z marcem 2016 r. W tym roku ponad 30 tysięcy pracodawców wpłaciło na PFRON 400 mln złotych. Warto wiedzieć, w jaki sposób powstaje ten koszt i od czego zależy jego wysokość. Dzięki temu przedsiębiorca może efektywnie nim zarządzać.

Rafał Pniewski, Konsultant w Dziale Kosztów PFRON w Ayming Polska
Rafał Pniewski, Konsultant w Dziale Kosztów PFRON w Ayming Polska

Zgodnie z ustawą z dnia 27.08.1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, każdy pracodawca, zatrudniający co najmniej 25 osób oraz niespełniający warunku zatrudnienia 6 proc. osób z niepełnosprawnością w przeliczeniu na pełen etat, jest zobligowany do comiesięcznych wpłat na PFRON. Wysokość tego zobowiązania jest wyliczana na podstawie następujących składowych:

  • wielkości aktualnego zatrudnienia,
  • liczby zatrudnionych osób z niepełnosprawnością,
  • wysokości przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.

Przykładowo, gdy pracodawca zatrudnia 100 osób w przeliczeniu na pełen etat i chciałby być zwolniony
z wpłat na PFRON, powinien zrekrutować 6 osób z niepełnosprawnością. Jeśli nie spełnia tego warunku, kwota, jaką odprowadzi do Funduszu, odpowiada 40,65 proc. przeciętego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim kwartale, pomnożonej przez liczbę etatów brakujących do spełnienia warunku progowego. Według danych z lipca 2019 r., za każdy brakujący etat dla osoby z niepełnosprawnością pracodawca musi zapłacić 2 012,56 zł.

Bagatelizowany koszt

Wiele firm, zwłaszcza tych z dynamicznie zmieniającą się wielkością zatrudnienia, często nie jest świadomych, że ich zobowiązania z tytułu PFRON mogą znacząco się zwiększać. Kosztem tym najczęściej zarządza zespół kadr, który jest najlepiej poinformowany o wielkości zatrudnienia, czyli o podstawowym współczynniku do obliczania kwoty należnej dla PFRON. Co więcej, obowiązkowe wpłaty kierowane do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych nie są kosztem podatkowym, co również wpływa na jego bagatelizowanie przez przedsiębiorców.

Takie podejście pracodawców potwierdzają statystyki. Wysokość wygenerowanych oszczędności z tytułu wpłat do PFRON przez ostatnie trzy lata niemal nie uległa zmianie. W marcu 2016 r. 6 743 pracodawców skorzystało z możliwości obniżenia wpłat, co dało im łącznie niecałe 64 mln zł oszczędności. Natomiast trzy lata później taki wniosek złożyło 608 pracodawców więcej, dzięki czemu obniżyli wpłaty do PFRON o 62,5 mln zł. Dane te odzwierciedlają również niekorzystne dla pracodawców zmiany, jakie dotyczyły możliwości skorzystania z ulg na wpłaty do PFRON w ostatnim czasie. W lipcu 2016 r. wysokość możliwego obniżenia zobowiązań spadła z 80 do 50 proc., natomiast w październiku 2018 r. maksymalna wysokość ulgi przyznawanej przez Zakłady Pracy Chronionej zmniejszyła się z 80 do 50 proc.

Ciekawie przedstawia się sytuacja w różnych jednostkach budżetowych (np. państwowe i samorządowe jednostki organizacyjne, uczelnie, szkoły), które dość dobrze radzą sobie z zarządzaniem kosztami PFRON. W okresie od marca 2016 r. do marca 2018 r. nastąpił 16-procentowy wzrost liczby składanych wniosków oraz 24-procentowy wzrost wysokości odliczeń wśród tych jednostek – zauważa Rafał Pniewski, Konsultant w Dziale Kosztów PFRON w Ayming Polska.

Obniżanie zobowiązań

Oczywistym sposobem na uniknięcie comiesięcznej wpłaty na PFRON jest zatrudnienie osób
z niepełnosprawnością. Jednak aktualna sytuacja na rynku pracy oraz skomplikowany system przyznawania orzeczeń o niepełnosprawności nie ułatwiają zadania pracodawcom. Przedsiębiorstwa poszukujące pracowników z unikalnymi kompetencjami i doświadczeniem dodatkowo z orzeczeniem o niepełnosprawności, nierzadko nie znajdują odpowiednich kandydatów.

W lepszej sytuacji znajdują się duże firmy, które rekrutują osoby z różnym doświadczeniem i wiedzą na różnorodne stanowiska. Jednak w ich przypadku pojawia się wyzwanie związane z koniecznością zatrudnienia znacznej liczby pracowników z niepełnosprawnością. Dla przykładu, przedsiębiorca zatrudniający 500 osób, musiałby utworzyć 30 pełnych etatów dla pracowników z niepełnosprawnością, aby całkowicie zaprzestać wpłat na PFRON.

Dofinansowanie do wynagrodzenia

Zatrudnienie kandydatów z niepełnosprawnością pozwala nie tylko na obniżenie zobowiązań z tytułu wpłat do PFRON, ale daje też możliwość starania się o dodatkowe dofinansowanie do wynagrodzenia dla tych pracowników. W przypadku przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 25 osób, warunkiem jest jednak to, aby wskaźnik zatrudnienia osób z orzeczeniem o niepełnosprawności osiągnął wartość równą lub wyższą 6 proc. To zastrzeżenie nie dotyczy firm zatrudniających do 25 pracowników.

Pracodawca, który chciałby otrzymać dofinansowanie do wynagrodzenia osoby z niepełnosprawnością, musi spełniać również szereg warunków. Przede wszystkim pracownik musi posiadać aktualne orzeczenie o niepełnosprawności oraz zostać zatrudnionym w oparciu o umowę o pracę. Ważne jest również wykazanie efektu zachęty na każdego pracownika zatrudnionego jako osoba z niepełnosprawnością po 1 stycznia 2009 r. Dofinansowanie nie obejmuje osób zatrudnionych na umowę cywilnoprawną oraz z prawem do emerytury, które posiadają lekki lub umiarkowany stopień niepełnosprawności.

Po spełnieniu warunków do otrzymania dofinansowania dla swoich pracowników, pracodawca jest zobowiązany zarejestrować się w PFRON. Następnie powinien co miesiąc składać wniosek o dofinansowanie z Funduszu na formularzu WN-D. Informacje dodatkowe odnośnie wysokości wynagrodzenia, zatrudnienia oraz stopnia niepełnosprawności należy uzupełniać na formularzu INF-D-P. Oba wnioski można złożyć w formie elektronicznej, zaś obowiązujący termin to 25. dzień każdego miesiąca.

Tabela. Maksymalne kwoty dofinansowania do wynagrodzenia pracownika z niepełnosprawnością

Stopień niepełnosprawności Maksymalna kwota dofinansowania
lekki 450 zł
umiarkowany 1125 zł
znaczny 1800 zł

Współpraca z zakładami pracy chronionej

Zatrudnianie osób z niepełnosprawnością to nie jedyny sposób obniżenia kosztów wpłat na PFRON. Ustawa z dnia 27.08.1997 r. wskazuje na możliwość zmniejszenie zobowiązań o maksymalnie 50 proc. dzięki współpracy z podmiotami zatrudniającymi osoby z niepełnosprawnością. Są nimi głównie organizacje ze statusem zakładu pracy chronionej. Podmioty te utrzymują bardzo wysoki współczynnik zatrudnienia osób
z niepełnosprawnością, dzięki czemu mają możliwość udzielania tzw. ulg do wpłat na PFRON. Wielu przedsiębiorcom brakuje wiedzy i doświadczenia umożliwiających podjęcie współpracy z takimi firmami, przez co tracą szansę na wygenerowanie oszczędności w swoich zobowiązaniach na PFRON.

Pracodawca może sam ubiegać się o status Zakładu Pracy Chronionej, jednak wówczas musi spełnić kilka wymogów formalnych. Przede wszystkim należy prowadzić działalność gospodarczą minimum 12 miesięcy, zatrudniać co najmniej 25 pracowników w pełnym wymiarze czasu pracy, utrzymywać odpowiedni wskaźnik zatrudnienia osób z niepełnosprawnością przez okres minimum 6 miesięcy oraz dostosować stanowiska pracy do specyficznych potrzeb pracowników.

Do samodzielnego zarządzania kosztami PFRON potrzebny jest interdyscyplinarny zespół, złożony nie tylko z pracowników działów księgowych i kadrowych, ale też ze specjalistów od zakupów i sprzedaży. W wielu organizacjach brak łączenia kompetencji i wiedzy tych osób uniemożliwia lepsze zrozumienie specyfiki wpłat na PFRON, a tym samym znalezienie sposobów na obniżenie swoich zobowiązań – konkluduje Rafał Pniewski, Konsultant w Dziale Kosztów PFRON w Ayming Polska.

Andrzej Malinowski przewodniczącym Rady Dialogu Społecznego

Prezydent Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Malinowski został w środę przewodniczącym Rady Dialogu Społecznego. Funkcję tę objął po zakończeniu misji przez dotychczasową przewodniczącą Rady, Dorotę Gardias (Forum Związków Zawodowych).

Andrzej Malinowski objął funkcję przewodniczącego Rady Dialogu Społecznego na rok – zgodnie z ustawą o Radzie, na taki okres kierownictwo w niej przypada naprzemiennie przedstawicielom pracowników, stronie pracodawców i stronie rządowej. Teraz przypadła kolej na stronę pracodawców.

Do tej pory prezydent Pracodawców RP był wiceprzewodniczącym RDS i kierował pracami zespołu problemowego ds. polityki gospodarczej i rynku pracy.

Wyzwania jakie czekają na młodych Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii po Brexicie

Jakie decyzje i wyzwania czekają na 1,5 mln młodych Polaków i Litwinów mieszkających w Wielkiej Brytanii po Brexicie? Naukowcy z Uniwersytetu SWPS sprawdzą, jak migranci odnajdą się w nowej rzeczywistości.

Zbliżający się Brexit jest pierwszym tego typu wydarzeniem w historii Unii Europejskiej. Ze względu na jego pionierski charakter nie opracowano jeszcze mechanizmów polityki publicznej, które systemowo pozwolą radzić sobie z wyzwaniami społeczno-gospodarczymi wywołanymi przez rezygnację z członkostwa w Unii. „Exitów” może być jednak w przyszłości więcej. Badanie ma dostarczyć zasób wiedzy do ewentualnego stworzenia funkcjonalnych rozwiązań w ramach polityk publicznych (evidence-based policy), do wykorzystania w podobnych przypadkach.

Nowa rzeczywistość

Decyzja Zjednoczonego Królestwa o wystąpieniu z Unii Europejskiej niesie za sobą konsekwencje nie tylko gospodarcze i polityczne, ale również społeczne i kulturowe. Brexit może wpłynąć na sytuację najbardziej mobilnych grup etnicznych w ramach rozszerzonej po 2004 roku Unii Europejskiej – Polaków i Litwinów, z których większość znajduje się najczęściej w grupie wiekowej 19-34. Po akcesji do UE przedstawiciele obu krajów najchętniej udawali się (głównie ze względów ekonomicznych) do Wielkiej Brytanii, w której mieszka ich obecnie około 1,5 mln. Wyjście ze Wspólnoty odbywa się w kluczowym dla wielu migrantów poakcesyjnych okresie biograficznym – wchodzenia w dorosłość. Odraczany obecnie, co podkreślają badacze, moment usamodzielnienia się może być w tym kontekście jeszcze trudniejszy. W ramach projektu „CEE Youth”, naukowcy z ośrodka badawczego Młodzi w Centrum Lab Uniwersytetu SWPS zbadają, jak wchodzący w dorosłość Polacy i Litwini odnajdują się w nowej rzeczywistości.

W obliczu przemian cywilizacyjnych i technologicznych, młodzi są grupą najbardziej doświadczającą wyzwań, jakie stawia przed nimi współczesny świat. Są narażeni na niestabilność zatrudnienia i niskie wynagrodzenie. Możliwości ich rozwoju zawodowego nie wiążą się już tylko z kwalifikacjami formalnymi. Wiele zależy od możliwości rozwijania tzw. kompetencji miękkich. Migranci doświadczają tych procesów w sposób wzmocniony, podejmując często prace poniżej wykształcenia formalnego. Po brytyjskim referendum 23 czerwca 2016 roku, znaleźli się w jeszcze mniej pewnej, niż dotychczas, rzeczywistości społecznej – komentuje prof. Izabela Grabowska, socjolog i ekonomista Uniwersytetu SWPS.

Brexit i co dalej?

Socjologowie z Uniwersytetu SWPS podkreślają, że projekt wypełni około pięcioletnią lukę w wiedzy w zakresie migracji powrotnych Polaków, których wzmożenie może być konsekwencją zmniejszenia UE. Badanie, przeprowadzone na osobach w wieku 19-34 lata, pozwoli przyjrzeć się strategiom radzenia sobie z dynamicznie zmieniającymi się warunkami społecznymi, prawnymi czy gospodarczymi i wykazać charakter „zakotwiczenia społecznego” młodych migrantów. Zdaniem naukowców, na decyzje migracyjne młodych wpłynie nie tylko widmo nowego ładu polityczno-instytucjonalnego, ale również okres pobytu, stopień jego formalizacji czy sytuacja rodzinna i edukacyjna.

Według badaczy, Brexit wpłynie na indywidualne decyzje życiowe młodych Polaków i Litwinów. Badanie skupi się również na tym, jakie znaczenie będą miały decyzje migrantów o powrocie do kraju wysyłającego dla polskiego i litewskiego społeczeństwa.

Youth mobility studies – pionierski pomysł Polaków i Litwinów

Projekt prowadzony w ośrodku Młodzi w Centrum Lab Uniwersytetu SWPS sytuuje się na przecięciu dwóch dyscyplin: studiów nad młodymi i studiów migracyjnych. Naukowcy chcą w ten sposób rozwijać nową subdyscyplinę: youth mobility studies, która zajmowałaby się mobilnością geograficzną, społeczną i mentalną młodych ludzi.

Projekt „CEE Youth: Badanie porównawcze młodych migrantów z Polski i Litwy w kontekście Brexitu” rozpocznie się w październiku 2018 r. i potrwa do 2021 r. Zostanie zrealizowane dzięki grantowi międzynarodowemu Narodowego Centrum Nauki. „CEE Youth” jest jednym z 16 wygranych projektów badawczych, które wyłoniono spośród 253 zgłoszeń we wszystkich dyscyplinach nauki.

Sprzedaż kredytów w Polsce we wrześniu 2019 r.

We wrześniu 2019 r., w porównaniu do września 2018 r., w ujęciu wartościowym, banki i SKOK-i udzieliły kredytów na wyższą kwotę we wszystkich czterech grupach produktowych. Najwyższe wzrosty odnotowały kredyty mieszkaniowe (+20,7%) oraz limity kredytowe (+19,4%). Sprzedaż kredytów konsumpcyjnych wzrosła o (+9,3%), a kart kredytowych o (+11,6%). W ujęciu liczbowym, w stosunku do września 2018 r. odnotowano wzrost sprzedaży kart kredytowych (+22,5%), kredytów mieszkaniowych (+10,8%) oraz kredytów konsumpcyjnych (+0,8%). W przypadku limitów kredytowych dynamika jest ujemna: (-9,1%).

We wrześniu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów konsumpcyjnych na kwotę 7,498 mld zł, zaś mieszkaniowych na kwotę 5,678 mld zł. W porównaniu do sierpnia 2019 r. wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła o (+1,1%), zaś kredytów konsumpcyjnych o (+1,5%).

W okresie styczeń – wrzesień 2019 r. banki udzieliły o (+2,9%) więcej kredytów mieszkaniowych niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W ujęciu wartościowym udzieliły ich na kwotę o (+14,4%) wyższą. W przypadku kredytów konsumpcyjnych spadek liczby udzielonych kredytów wyniósł (-0,8%), jednak w ujęciu wartościowym odnotowano wzrost (+7,8%). Bardzo wysoką dodatnią dynamikę zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym zanotowały karty kredytowe: odpowiednio (+22,8%) oraz (+21,1%).

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

We wrześniu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 601,1 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,5 mld zł. Stanowi to wzrost o (+0,8%) w ujęciu liczbowym i o(+ 9,3%) w ujęciu wartościowym w porównaniu do września 2018 r. W porównaniu do sierpnia 2019 r. liczba udzielonych kredytów spadła o (-5,4%) a w wartości wzrosła o (+1,5%). Narastająco od początku roku udzielono 5,428 mln kredytów konsumpcyjnych na wartość 67,72 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku to o (-0,8%) mniej kredytów, ale o (+7,8%) zwiększyła się ich wartość.

– W okresie styczeń – wrzesień 2019 r. dodatnie dynamiki liczby oraz wartości udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły jedynie kredytów średnio i wysokokwotowych. W przypadku kredytów konsumpcyjnych do 3,5 tys. zł dynamika była ujemna. Najwyższa ujemna dynamika występowała w kredytach konsumpcyjnych do 1 tys. zł (-15,4%) – liczbowo oraz (-14,6%) wartościowo, a najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł w ujęciu liczbowym (+9,5%) i (+10,3%) w wartościowym.

W pierwszych trzech kwartałach 2019 r. 34% udzielanych przez banki i SKOK-i kredytów konsumpcyjnych stanowią kredyty średniokwotowe (7 – 20 tys. zł) oraz wysokokwotowe (powyżej 20 tys. zł). W ujęciu wartościowym stanowią one już 86,03% wartości wszystkich udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Dzięki wydłużaniu okresu kredytowania, przy rekordowo niskich stopach procentowych, którym to zjawiskom towarzyszy wzrost dochodów gospodarstw domowych, banki mogą udzielać kredytów na wyższe kwoty. Dotyczy to głównie kredytów gotówkowych. Dynamika kredytów gotówkowych wysokokwotowych (powyżej 30 tys. zł) udzielonych w okresie styczeń – wrzesień 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, wynosi ok. (+10%). Średnia wartość udzielonego kredytu konsumpcyjnego we wrześniu 2019 r. wyniosła 12 474 zł i była wyższa o (+8,5%) od średniej wartości udzielonego kredytu konsumpcyjnego we wrześniu zeszłego roku. Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 19 442 zł – wzrost o(+ 3,4%). Średnia wartość kredytu ratalnego to 4078 zł i jest ona wyższa niż rok temu o (+14,0% )– stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych jest przez BIK co miesiąc monitorowany w oparciu o Indeks jakości, który pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela dla kredytów konsumpcyjnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. Jego bieżący (wrześniowy) odczyt wynosi 5,6%. W porównaniu do września 2018 r. wartość indeksu nie zmieniła się. Podtrzymuję wcześniejszy wniosek, że podstawowe ryzyko związane z kredytami konsumpcyjnymi, w szczególności gotówkowymi, determinowane jest przez wysokokwotowe kredyty, które są obarczone wyższym ryzykiem kredytowym od kredytów niskokwotowych – dodaje prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe

We wrześniu 2019 r. banki udzieliły łącznie 20,3 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 5,68 mld zł. Stanowi to wzrost o(+ 20,7%) w ujęciu wartościowym w porównaniu do września 2018 r. W ujęciu liczbowym banki udzieliły o (+10,8%) więcej kredytów mieszkaniowych. We wrześniu w porównaniu do sierpnia liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych spadła o (-0,1%), jednak wartość udzielonego finansowania wzrosła o (+1,1%). W okresie styczeń – wrzesień 2019 r. banki udzieliły 179,6 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 48,6 mld zł. Wzrost w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku dotyczył zarówno liczby (+2,9%), jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (+14,4%).

– We wrześniu br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy dodatnie dynamiki zarówno wartości udzielonych kredytów, jak i ich liczby w porównaniu z wrześniem zeszłego roku. Dodatnia dynamika wartościowa wynika głównie ze struktury udzielanych kredytów, w okresie styczeń – wrzesień 2019 już ponad 68% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 250 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych, określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, nadal obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym dotyczą głównie kredytów powyżej 250 tys. zł, w tym w szczególności kredytów powyżej 350 tys. zł, których w okresie styczeń – wrzesień 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego w ujęciu liczbowym udzielono więcej o (+37,4%), a wartościowym o (+37,8%). Tak więc kolejne już miesięczne wyniki potwierdzają, że hossa na rynku kredytów wysokokwotowych trwa w najlepsze. Natomiast spadki obejmują kredyty poniżej 200 tys. zł. Ujemne dynamiki dotyczyły zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Kredytów do 100 tys. zł banki udzieliły o (+22,9%) mniej, a w przedziale 100 – 150 tys. zł mniej o (-17,3%) niż w analogicznym okresie 2018 r. W styczniu 2019 r. prognozowaliśmy wzrost wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych na poziomie (+5-8%.) W rzeczywistości dynamika dziewięciu pierwszych miesięcy 2019 r. do analogicznego okresu 2018 r. wynosi już (+14,4%). Uważam, że 2019 rok będzie kolejnym rekordowym rokiem ze sprzedażą około 62 mld zł. Wrześniowy Indeks Popytu na kredyty mieszkaniowe również sygnalizuje, że październik powinien być dobry dla rynku kredytów mieszkaniowych – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2019 r. wyniósł 0,75%, co potwierdza wieloletnią już stałą obserwację dotyczącą niskiego poziomu ryzyka kredytowego związanego z udzielaniem kredytów mieszkaniowych. W ostatnich 12 miesiącach (wrzesień 2019 do września 2018) jakość portfela poprawiła się, o czym świadczy lekki spadek Indeksu o 0,03.

– Obecnie nie widać istotnych zagrożeń, które w krótkim horyzoncie czasowym mogłyby wpłynąć na wzrost poziomu szkodowości kredytów mieszkaniowych, a tym samym na wzrost poziomu ryzyka kredytowego – zaznacza prof. Rogowski.

Karty kredytowe

We wrześniu 2019 r. banki wydały 88,6 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 527 mln zł. Stanowi to wzrost o (+22,5%) w ujęciu liczbowym i o (+11,6%) w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2018 r. Jednak w porównaniu do ubiegłego miesiąca sprzedaż kart kredytowych, i to zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym, odnotowała spadek – odpowiednio o (-6,2%) oraz (-2,0%). W pierwszych dziewięciu miesiącach banki wydały łącznie 908,8 tys. kart kredytowych – wzrost o (+22,8%) w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. W tym okresie banki przyznały 5,272 mld zł limitów na kartach kredytowych, co oznacza wzrost w porównaniu do pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r. o (+21,1%).

– We wrześniu 2019 r., podobnie jak w poprzednich miesiącach, obserwujemy wysokie dynamiki sprzedaży kart kredytowych – (+22,8%) wyższa liczba przyznanych limitów niż w analogicznym okresie 2018 r. Najwyższą dodatnią dynamikę przyznawanych limitów na kartach kredytowych w okresie styczeń – wrzesień 2019 r. w porównaniu do pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, odnotowały karty o limitach w przedziale 1-2 tys. zł, odpowiednio (+52,3%) oraz (+47,3%) oraz 2 do 3,5 tys. zł – (+38,7%) oraz (+36,7%). Należy jednak podkreślić, że dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym i wartościowym dotyczyły większości przedziałów kwotowych – mówi prof. Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

We wrześniu 2019 r. banki przyznały łącznie 50,8 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 264 mln zł. Stanowi to spadek o (-9,1%) w ujęciu liczbowym i wzrost o (+19,4%) w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2018 r. W okresie dziewięciu miesięcy 2019 r. liczba przyznanych limitów wyniosła 498,9 tys. sztuk, a wartość przyznanych limitów 2,40 mld zł. Oznacza to spadek o (-4,8%) w ujęciu liczbowym i wzrost o (+4,0%) w ujęciu wartościowym w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r.

– W przypadku limitów w kontach nie obserwujemy typowego zjawiska związanego z rosnącą sprzedażą w obu skrajnych przedziałach kwotowych nisko i wysokokwotowych. W przypadku limitów dodatnią dynamikę w ujęciu liczbowym odnotowaliśmy jedynie dla dwóch przedziałów środkowych tj. 1 – 2 tys. zł, oraz 2-4 tys. zł. Odpowiednio: (+1,6%) oraz (+0,5%). W ujęciu wartościowym ujemną dynamiką  (-12,0%) charakteryzował się przedział limitów średniokwotowych (4 – 7 tys. zł) i przedział limitów 0,5 – 1 tys. zł (-2,4%) oraz przedział 2-4 tys. zł (-0,2%) – zauważa prof. Rogowski z BIK.

Avis ogłasza współpracę z Bidroom – platformą rezerwacji hoteli, opartą na modelu członkowskim

Dzięki współpracy Avis i Bidroom w Europie Środkowej uczestnicy programu lojalnościowego Avis Preferred otrzymają bezpłatnie roczne członkostwo na platformie rezerwacji hoteli Bidroom. Pozostali klienci Avis będą mogli wykupić subskrypcję o 50% taniej. Dzięki ofercie korzystający z usług wiodącej wypożyczalni samochodów w Polsce, Niemczech, Austrii, Szwajcarii oraz w Czechach otrzymają do 25% zniżki na rezerwację hoteli. Użytkownicy Bidroom zapłacą natomiast o 15% mniej za wynajem samochodów Avis w Europie.

Decyzja Avis o zawiązaniu partnerstwa z Bidroom wpisuje się w strategię marki, której celem jest uczynienie całej podróży jeszcze bardziej komfortową. Avis wprowadza nowe rozwiązania, służące mobilności osób oraz zapewniające pełne wsparcie podczas wyjazdu za pośrednictwem strony internetowej i aplikacji mobilnej. Członkostwo w Bidroom będzie stanowić kolejną korzyść dla klientów Avis, dzięki której otrzymają dostęp do zniżek w ponad 120 tysiącach obiektów w 128 krajach.

Bidroom działa na zasadzie modelu członkowskiego. Nie pobiera od hoteli opłaty za współpracę, a osobom, które często udają się w podróż, zapewnia najlepszą możliwą ofertę – zniżkę nawet do 25%.

Cieszymy się ze współpracy platformą rezerwacji hoteli, która jest liderem w swojej branży. Dzięki niej będziemy mogli zapewnić naszym klientom jeszcze lepszą ofertę służącą mobilności osób i zapewniającą większą elastyczność w podróży – skomentował Martin Gruber, dyrektor zarządzający Avis Budget Group na Europę Centralną.

Podróżujący potrzebują zwykle przelotu, hotelu oraz transportu – bardzo często wynajętym autem. Cieszymy się ze współpracy z jedną z największych wypożyczalni samochodów na świecie. Bidroom zapewni uczestnikom programu lojalnościowego Avis hotele, jednocześnie gwarantując swoim członkom najlepszą ofertę wynajmu samochodów w Europie – stwierdził Michael Ros, współzałożyciel i dyrektor operacyjny Bidroom.

Lot z przesiadką – co warto wiedzieć? Tajemnice lotów transferowych

Linie lotnicze zazwyczaj nie oferują bezpośrednich lotów do odległych zakątków świata z lotnisk regionalnych. Alternatywą są połączenia łączone z centralnymi portami, realizowane za pomocą jednej rezerwacji – bez kupowania kilku osobnych biletów. Jednak przed zaplanowaniem takiej podróży warto zwrócić uwagę na kilka elementów, co pozwoli uniknąć ewentualnych nieprzyjemności.  

Podróże samolotem stają się coraz powszechniejsze. Jak pokazują statystyki Urzędu Lotnictwa Cywilnego, liczba pasażerów w polskich portach lotniczych systematycznie rośnie. W 2018 roku w naszym kraju obsłużono niemal 15 proc. więcej osób niż rok wcześniej. Popularnością cieszą się także loty transferowe, czyli te z przesiadką w ramach jednej rezerwacji. Choć są mniej komfortowe od tych bezpośrednich, pozwalają nam na odwiedzenie odległych i egzotycznych miejsc.

Oferta lotów łączonych

Połączenia transferowe najczęściej sprzedawane są przez duże, narodowe linie lotnicze lub zrzeszenia przewoźników tradycyjnych, które wspierane są przez porty przesiadkowe zwane hubami. Tanie linie lotnicze w ogromnej większości nie oferują rezerwacji łączonych lub, tak jak to jest np. w przypadku Ryanaira, tylko na wybranych trasach. Sam schemat działania transferów jest bardzo prosty. – Pasażerowie z mniejszych lotnisk przewożeni są na większe, z których mają możliwość podróżowania w dalekie strony. Godziny lotów są ustalane w taki sposób, by przesiadka mogła się odbyć bez przeszkód. W Polsce ten rodzaj podróży zyskuje na popularności. Wciąż przybywa lokalnych połączeń krajowych, dzięki czemu podróżni mają wygodny i szybki transport na różne lotniska w Europie, Azji czy Ameryce Północnej – mówi Rafał Nawrocki, specjalista ds. obsługi pasażerów Portu Lotniczego Lublin. Co  ważne w dniach 27-28 października PLL LOT uruchomi dodatkowe połączenia pomiędzy Poznaniem, Rzeszowem i Lublinem a Lotniskiem Chopina, które jest w Polsce ważnym węzłem przesiadkowym.

Lot transferowy w praktyce

Kupując połączenie transferowe, otrzymujemy jeden bilet. Podczas odprawy na lotnisku obsługa zazwyczaj od razu przekazuje niezbędne karty pokładowe na poszczególne odcinki. Warto jednak pamiętać, że czasem nie ma możliwości wygenerowania wszystkich dokumentów w tym samym momencie. Wówczas, przed kolejnym lotem, należy  poprosić o wydrukowanie brakującej karty pokładowej. Bagaż rejestrowany jest nadawany w miejscu wylotu i transportowany do punktu docelowego bez udziału pasażera, co oznacza, że nie ma konieczności dźwigania ciężkich walizek pomiędzy terminalami.

Niektórzy obawiają się, że po wylądowaniu na lotnisku nie będą w stanie dotrzeć w odpowiednim czasie na kolejny samolot. Porty jednak są przygotowane na takie sytuacje. W przypadku opóźnienia maszyny, pasażerowie mogą liczyć na różnego rodzaju przywileje, jak np. skorzystanie z tzw. szybkich przejść (eng. Fast track) na bramkach bezpieczeństwa. W razie problemów, można także zwrócić się o pomoc, np. w znalezieniu właściwej bramki, do obsługi lotniska przy stanowisku „transfer desk”.

Gdy samolot odleci bez nas

Niekiedy, np. ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne, może dojść do sytuacji, w której nie zdążymy na kolejny lot transferowy. Jeżeli podróż odbywa się jedną linią lotniczą, ma ona obowiązek się o nas zatroszczyć – m.in. znaleźć miejsce w kolejnym samolocie, a jeżeli czas oczekiwania jest długi, zapewnić wyżywienie i nocleg. W przypadku, gdy naszą rezerwację obsługuje kilku przewoźników w ramach jednego zrzeszenia, konsekwencje ponosi ten, który wykonywał nieterminowe połączenie. Jednak kluczowe w takim przypadku jest zachowanie podczas rezerwacji minimalnego czasu na przesiadkę (ang. minimum connection time), wyliczanego przez linie lotnicze we współpracy z lotniskiem. Na niektórych portach jest to jedynie 30 minut, a na większych, z dłuższymi kolejkami do kontroli bezpieczeństwa i większymi odległościami pomiędzy terminalami, nawet 3 godziny. Warto też pamiętać, że przy opóźnieniu powyżej 120 minut (dla lotu do 1500 km) – tak jak w przypadku tradycyjnego połączenia – możemy ubiegać się o stosowne odszkodowanie Zgodnie z orzeczeniem polskiego sądu, w kontekście lotów transferowych, liczy się całkowita długość połączenia (nie poszczególnych odcinków) i na tej podstawie oblicza się wysokość roszczenia, o które można się ubiegać.

Kilka lotów w cenie jednego

Pasażer decydując się na połączenie transferowe może zostać pozytywnie zaskoczony. Koszt takiej rezerwacji może być niższy niż cena bezpośredniego lotu. – Liniom lotnicze dążą do jak największego zapełnienia najbardziej kosztochłonnych rejsów międzykontynentalnych. To sprawia, że pojawia się możliwość zarezerwowania podróży, np. za ocean, z portu regionalnego przez lotnisko przesiadkowe w cenie niższej od tej, którą przewoźnik oferuje w jedynie przypadku lotu bezpośredniego. W takiej sytuacji zyskuje zarówno linia lotnicza, wypełniając samolot na połączenie międzykontynentalny, a także pasażer, oszczędzając czas i pieniądze – wyjaśnia Rafał Nawrocki.

Draghi kończy kadencję

Tak, dziś wreszcie nie o brexicie. Kiedy Wielka Brytania do jutra czeka na werdykt UE w sprawie przyznania nowej daty „rozwodu”, rynki mogą skupić uwagę na czymś innym. Dziś prezes EBC Draghi po raz ostatni poprowadzi konferencję prasową po posiedzeniu Rady Zarządzającej. Ostatnim razem podjęto nowe decyzje w sprawie ekspansji fiskalnej, które jednak spotkały się z wewnętrzną krytyką, a w międzyczasie dane z gospodarki rozczarowały. Draghi może mieć ciężkie zadanie przekonać wszystkich, że kończy kadencję sukcesem.

Nie spodziewamy się, aby czwartkowe posiedzenie EBC przyniosło zmiany w polityce pieniężnej, biorąc pod uwagę, że we wrześniu doszło do wprowadzenia nowego pakietu stymulacyjnego. Stopa depozytowa powinna pozostać na -50 pb, a bank będzie kontynuował skup aktywów w wysokości 20 mld EUR/mies. dopóki będzie to konieczne. W międzyczasie dane o aktywności gospodarczej wypadły słabo, co powinno wspierać stanowisko Draghiego, że nowy pakiet był niezbędny. Jednakże rynki mogą być bardziej zainteresowane nie indywidualną opinią odchodzącego prezesa, ale jakie jest całościowe nastawienie Rady. Od czasu wrześniowego posiedzenia wielu członków Rady wyraziło krytykę co do wprowadzonych narzędzi, uznając część z nich za zbyteczne lub zbyt hojne. Jeśli pomimo słabszych danych opór ten nie osłabł, może to stanowić przeszkodę dla dodatkowego luzowania polityki w przyszłości.

Prezes Draghi chciałby zakończyć swoją kadencję ogłaszając sukces, co może skłaniać go do zapewnienia, że wrześniowy pakiet stymulacyjny jest właściwy, by wyciągnąć gospodarkę ze spowolnienia. Dla wzmocnienia przekazu niewykluczone jest, że Draghi kolejny raz przypomni o potrzebie współpracy polityki monetarnej z fiskalną. Ryzykiem jest jednak, że rynek odczyta ten przekaz jako uświadomienie sobie przez EBC, że dobrnął do kresu swoich możliwości. W końcu już teraz kwestionowany jest nieograniczony czasowo skup aktywów w obliczu wyczerpywania się puli dostępnych obligacji skarbowych (prawdopodobnie z końcem 2020 r.). Podobnie rozwodniona przez „tiering” obniżka stopy depozytowej traci na znaczeniu i wpływa na spadek rynkowych oczekiwań dla dalszych obniżek (tylko 3 pb w perspektywie 12 miesięcy).

Sądzimy, że odbiór konferencji Draghiego będzie uzależniony od publikowanych dziś rano indeksów PMI z Eurolandu. W przypadku rozczarowania danymi będzie większa presja na EBC do udowodnienia, że nie wystrzelał się z całej amunicji. Porażka w tej materii osłabi rynkowe oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej i właściwie może wzmocnić EUR, choć z drugiej strony kolejne słabe dane nie będą ułatwiać kupowania waluty. Z kolei lepsze dane (szczególnie z Niemiec) mogą zaoferować wyraźny impuls i zapuchnąć konferencję Draghiego na dalszy plan.

Poza EBC dziś decyzje podejmują też banki centralne w Szwecji i Norwegii. Szwedzki Riksbank do niedawna miał jeszcze plany podwyżki stopy procentowej nawet w tym roku. Jednak spowolnienie uwidaczniające się w danych makro (niska inflacja, PKB) nakazuje odłożyć te plany na bok. Jeśli Riksbank zamierza się trzymać ambitnych planów zacieśniania będzie to niespodzianka dla sceptycznie nastawionego rynku. Z kolei Norges Bank powinien pozostawić stopę depozytową bez zmian na 1,50 proc., co będzie to spójne z przekazem, jaki otrzymaliśmy po wrześniowej podwyżce oraz z przedstawioną wówczas projekcją. Choć ostatnie dane o aktywności gospodarczej miejscami rozczarowały, większym problemem dla Norges Banku może być podtrzymywana przecena NOK. Jednak w obecnym otoczeniu jest mało realne, aby bank centralny wysyłał jastrzębie sygnały i w ten sposób zawrócił trend korony.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gartner: dzięki robotyzacji możemy pracować nawet o 30% krócej

25 tys. godzin – o tyle mogłyby skrócić w ciągu roku czas pracy działy finansowe. Dzięki automatyzacji i wykorzystaniu tzw. rozwiązań RPA, część powtarzalnych i żmudnych czynności już dziś z powodzeniem można zastąpić technologią – wskazują analitycy.

1,5 mln euro oszczędności, redukcja błędów z 45 do 4 przy przetwarzaniu 8500 faktur miesięcznie oraz skrócenie o 75% czasu przetwarzania faktury – to tylko kilka korzyści wynikających z wprowadzenia rozwiązań Robotic Process Automation w jednej z globalnych firm doradczych.

RPA, to tłumacząc dosłownie: Zrobotyzowana Automatyzacja Biznesu. – To zastąpienie manualnej pracy człowieka pracą robota. Jednak bynajmniej nie przez tego fizycznie istniejącego, tylko software’owego wyjaśnia Tomasz Kuciel, prezes zarządu Edisona, należącej do międzynarodowej grupy Editel firmy specjalizującej się w automatyzacji komunikacji b2b.

Blisko milion dolarów taniej

Automatyzacji procesów finansowych postanowił przyjrzeć się Gartner. Firma przebadała 150 decydentów odpowiedzialnych w firmach za finanse. Okazało się, że po wprowadzeniu rozwiązań RPA, czyli technologii automatyzującej powtarzalne procesy biznesowe z wykorzystaniem programów komputerowych, można byłoby skrócić czas pracy o 30%. Oznacza to, że zamiast 8 godzin, pracownicy działów finansowych, mogliby pracować krócej o ponad 2h. Dla pracodawcy, przy założeniu 40 zatrudnionych na etat osób w dziale finansowym, oznacza to oszczędność na poziomie 25 tys. roboczogodzin rocznie i kwoty 878 tys. dolarów.

– Automatyzację postrzega się często przez pryzmat robotów, sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego, generalnie zaawansowanych technologii, tymczasem są to często działania niskopoziomowe i niskokosztowe. Dobrym przykładem może być znana od 30 lat technologia EDI czyli elektronicznej wymiany dokumentów. Jej wdrożenie w Castoramie skróciło obieg faktur z 12 dni do 45 minut czyli proces przyśpieszono aż 384 razy. Całkowicie eliminując ręczne procesy rozliczeniowe, odzyskano czas pracowników, których można było skierować do innych działań – zwraca uwagę Tomasz Kuciel, prezes zarządu Edisona.

Tak dla automatyzacji, nie dla finansowego raportowania

Gartner zwraca jednocześnie uwagę na to, że zaledwie 29% badanych firm, które wdrożyły rozwiązania do automatyzacji, wykorzystuje je w obszarze raportowania finansowego.  I choć 88% kontrolerów finansowych chce wdrożyć do końca przyszłego roku rozwiązania w obszarze RPA, to niekoniecznie w obszarze raportowania.

Firma analityczna zidentyfikowała 3 bariery utrudniające wdrożenie rozwiązań RPA – to obawa o wyeliminowanie człowieka z procesu decyzyjnego, przekonanie o niskim zwrocie z inwestycji i opóźnienia związane ze standaryzacją procesów przed implementacją systemów.

Automatyzacja jest potrzebna ze względu na coraz trudniejszą sytuację na rynku pracy. Z jednej strony wykonywanie żmudnych, monotonnych czynności sprzyja powstawaniu błędów i generuje koszty, z drugiej, coraz mniej osób chce je wykonywać – zwraca uwagę Tomasz Kuciel.

Wartość rynku rozwiązań RPA ma rosnąć do 2022 r. o 30,14% rok do roku i – jak wynika z danych firmy analitycznej MarketsandMarkets – wzrosnąć do poziomu 2,46 mld dolarów.

Warta sprzedaje biurowiec w centrum Warszawy

Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji „Warta” SA, reprezentowane przez międzynarodową agencję doradczą CBRE, sfinalizowało projekt sprzedaży budynku biurowego w centrum Warszawy, który być może w przyszłości zmieni swoją funkcję. Warta, w ramach konsolidacji przeniesie wszystkie swoje stołeczne biura do nowej siedziby przy Rondzie Daszyńskiego do 2021 roku.

Warta biurowiec w centrum WarszawyProjekt sprzedaży budynku należącego do TUiR Warta S.A. oraz sam proces konsolidacji i przeprowadzki do nowego biura to doskonały przykład nowego trendu na rynku nieruchomości, tzw. sale&leaseback. Agencja doradcza CBRE, która brała udział w procesie negocjacyjnym, zaproponowała rozwiązanie, które polega na sprzedaży biurowca z najmem zwrotnym. Dzięki tej umowie, Warta przez 3 lata pozostaje w budynku, a nowy inwestor ma czas na przygotowanie projektu nowej inwestycji i wszelkich niezbędnych pozwoleń.

Przeprowadzona sprzedaż biurowca zlokalizowanego przy Alejach Jerozolimskich 133a, to kolejna już transakcja dotycząca projektów nieruchomościowych, jakie Warta przeprowadziła w ostatnim czasie. W czerwcu tego roku Warta podpisała umowę dotyczącą wynajmu niemal 20 tys. mkw. w biurowcu Warsaw Unit. To jedna z największych umów najmu podpisanych w ostatnich latach na stołecznym rynku biurowym. Dzięki niej już w 2021 roku Warta przeprowadzi się do budynku o najwyższym standardzie biurowym na rynku, co pozwoli nam jeszcze skuteczniej wykorzystać potencjał drzemiący w zespole – mówi Dawid Korszeń, rzecznik prasowy Warty.

Ustalenia obu stron dają nowemu inwestorowi możliwość zmiany funkcji budynku bez konieczności jego wyburzania. Przykład ten obrazuje alternatywne rozwiązania inwestycyjne, które podyktowane są coraz mniejszą dostępnością terenów pod nowe projekty. Dzięki transakcjom typu „sale&leaseback” przedsiębiorcy śmielej wchodzą w tego typu rozwiązania i odważniej podchodzą do przebudowy i adaptacji starych budynków do nowych funkcji.

Wyłonienie nowego nabywcy budynku przy Al. Jerozolimskich 133a było procesem niezwykle złożonym i czasochłonnym. Tym bardziej cieszy nas fakt, że udało się pogodzić interesy naszego klienta, który zagwarantował sobie pozostanie w biurze do czasu przeprowadzki do nowego budynku oraz inwestora, który do czasu uzyskania stosownych pozwoleń ma zapewnione stabilne przychody z najmu nieruchomości – mówi Paweł Nowak, zastępca dyrektora działu Gruntów Inwestycyjnych i Inwestycji Alternatywnych, CBRE.

Skonsolidowane wyniki finansowe PKN ORLEN w III kwartale 2019

PKN ORLEN zakończył III kwartał 2019 roku z zyskiem operacyjnym EBITDA wg LIFO na poziomie 3,2 mld zł, co oznacza wzrost o blisko 800 mln zł, czyli ponad 30 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wynik został wypracowany przy rekordowym przerobie oraz wzroście łącznych wolumenów sprzedaży o 3% (r/r). Najwyższy w historii wynik odnotował segment detaliczny, wypracowując rezultat EBITDA wg LIFO na poziomie 925 mln zł, czyli o ponad 200 mln wyższy w porównaniu do III kwartału ubiegłego roku.

W tym czasie rozpoczęto realizację strategicznej dla ORLEN Południe inwestycji instalacji glikolu propylenowego oraz sfinalizowano zakup licencji i projektu bazowego dla instalacji bioetanolu II generacji. Z kolei ANWIL, włocławska spółka z Grupy ORLEN, we wrześniu br. zawarł umowę na budowę infrastruktury pomocniczej w związku z prowadzoną inwestycją nawozową. Koncern otrzymał również zgody urzędów antymonopolowych na przejęcie kolejnych 7 stacji paliw na rynku słowackim.

W III kwartale 2019 roku PKN ORLEN osiągnął:
 
• 3,2 mld zł EBITDA wg LIFO, co oznacza wzrost o blisko 800 mln (r/r)
• Rekordowy wynik segmentu detalicznego na poziomie 925 mln zł
• Wzrost łącznych wolumenów sprzedaży o 3% (r/r) do poziomu 11,4 mt
• Wzrost wolumenów w detalu o 5% (r/r)

W III kwartale 2019 roku odnotowano spadek modelowej marży downstream
o (-) 0,1 USD/bbl (r/r) oraz spadek cen ropy o (-) 13 USD/bbl (r/r), do poziomu 62 USD/bbl. W tym czasie średni kurs PLN osłabił się względem EUR i USD. Na wszystkich rynkach odnotowano wzrost konsumpcji benzyny. Konsumpcja oleju napędowego wzrosła w Polsce, Czechach i na Litwie, przy stabilnym poziomie w Niemczech.

Decyzje biznesowe w połączeniu z determinacją w ich realizacji przynoszą wymierne efekty.  Konsekwentnie zwiększamy skalę działania. Bardzo dobre wyniki Grupy ORLEN potwierdzają słuszność naszych decyzji. W tym czasie znacząco wzmocniliśmy też wizerunek i postrzeganie marki ORLEN nie tylko w Polsce, ale globalnie, co przełożyło się na kolejne rekordowe zyski w detalu.  Jesteśmy  w bardzo dobrej kondycji finansowej, mamy solidną bazę do dalszego rozwoju i realizacji strategicznych projektów, które są tak ważne dla przyszłości Grupy ORLEN. Szczególnie w kontekście  dalszego wzmacniania  pozycji na rynku krajowym i zagranicznym – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Segment downstream w ostatnim kwartale wypracował wynik EBITDA wg LIFO na poziomie 2,4 mld zł, co oznacza wzrost o 640 mln zł (r/r). Rezultat został wypracowany przy wzroście wolumenów sprzedaży o 2% (r/r), w tym oleju napędowego o 2%, LPG o 3%, olefin o 13%, poliolefin o 2% i PTA o 44%. Wśród kluczowych inwestycji w obszarze downstream realizowanych w III kwartale znalazły się instalacje glikolu propylenowego i bioetanolu II generacji w Trzebini, rozbudowa zdolności produkcyjnych nawozów we Włocławku oraz instalacja polietylenu w czeskim Litvinowie.

Segment detaliczny w tym czasie wypracował wynik EBITDA wg LIFO na poziomie 925 mln zł, co oznacza wzrost o 202 mln zł (r/r). Do dobrego wyniku przyczynił się wzrost wolumenów sprzedaży, łącznie o 5% (r/r), w tym: w Polsce o 4%, w Czechach o 8%, na Litwie o 4% i w Niemczech o 6%. W minionym kwartale Koncern odnotował wzrost udziałów o 0,9 pp (r/r) w Czechach, o 0,2 pp (r/r) w Niemczech oraz o 0,1 pp (r/r) na Litwie. W tym czasie kontynuowano również konsekwentny rozwój oferty pozapaliwowej poprzez otwarcie 39 punktów gastronomicznych. Na koniec III kwartału 2019 roku funkcjonowało 2108 punktów, w tym 1681 Stop Cafe w Polsce, 298 Stop Cafe w Czechach, 23 Stop Cafe na Litwie oraz 106 Star Connect w Niemczech. We wrześniu Koncern otrzymał pozwolenie urzędów antymonopolowych Słowacji i Austrii na przejęcie kolejnych 7 stacji paliw na rynku słowackim. Rozpoczęto również proces cobrandingu, który ma doprowadzić do uspójnienia marki, pod którą działają europejskie stacje Koncernu.

W segmencie upstream wypracowano wynik EBITDA wg LIFO na poziomie 85 mln zł, porównywalny do analogicznego okresu ubiegłego roku, przy średnim wydobyciu 17,7 tys. boe/d. W Polsce zakończono wiercenie otworu Czarna Dolna-1 i Bystrowice OU-2, gdzie potwierdzono gazonośność, oraz rozpoczęto wiercenie otworu Bystrowice OU-3. Na aktywach kanadyjskich rozpoczęto wiercenie 8 odwiertów, a 3 odwierty zostały poddane szczelinowaniu. Do produkcji zostało włączonych 5 otworów na obszarze Kakwa oraz Ferrier.

Poziom zadłużenia netto w III kwartale został zredukowany do 2 mld zł, głównie w efekcie dodatnich przepływów z działalności operacyjnej w wysokości 3,4 mld PLN. Jednocześnie zredukowano poziom dźwigni finansowej do 5,2%, która znajduje się na bezpiecznym, zdecydowanie niższym niż zakładany w Strategii, poziomie. W sierpniu br. PKN ORLEN wypłacił Akcjonariuszom dywidendę na historycznie wysokim poziomie – 3,5 zł na akcję.

Przekształcenie OFE w IKE przyczyni się do zwiększenia poziomu partycypacji w PPK

Otwarte Fundusze Emerytalne w obecnym kształcie są nastawione na ich wygaszanie. Regulacje prawne obowiązujące od 2014 roku powodują, że nie ma już zastępowalności członków OFE. Z każdym rokiem z systemu wypływają znaczne środki do ZUS z tytułu tzw. suwaka bezpieczeństwa. Zmiany są więc niezbędne. OFE można zreformować i przekształcić w innego rodzaju fundusze, działające w ramach trzeciego – dobrowolnego i prywatnego filaru systemu emerytalnego. Federacja Przedsiębiorców Polskich oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej przedstawiły raport, w którym dokonano porównania możliwych scenariuszy przekształcenia OFE.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

– Rząd podjął decyzję o przeniesieniu środków zgromadzonych w OFE na Indywidualne Konta Emerytalne lub przekazaniu ich do ZUS. To najlepsza opcja z możliwych – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Wybrana przez rząd opcja z punktu widzenia bezpieczeństwa finansowego przyszłych emerytów oraz sytuacji polskiego rynku finansowego wydaje się być optymalnym rozwiązaniem. Z szacunków FPP i CALPE wynika, że dzięki temu do roku 2035 w Polsce można oczekiwać wzrostu wartości aktywów emerytalnych – wszystkich rodzajów funduszy – do 17 proc. PKB. Prywatyzacja środków w OFE jest bardzo ważna także ze względu na wdrażane obecnie Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Przyczyni się do zwiększenia poziomu zaufania obywateli do nowego systemu. To szczególnie ważne – biorąc pod uwagę wcześniejsze niekorzystne zmiany wprowadzane w zakresie OFE. Zakłada się, że wybrany wariant zmian pozwoli na osiągnięcie wyższego poziomu partycypacji w PPK – wskazał Kozłowski.

Zakończyła się budowa gazociągu Lwówek-Odolanów. To kluczowa inwestycja dla uniezależnienia się od dostaw rosyjskiego gazu

Zakończyła się budowa gazociągu Lwówek-Odolanów. To kluczowa inwestycja dla uniezależnienia się od dostaw rosyjskiego gazu 7

Terminal LNG w Świnoujściu, statek typu FSRU w porcie gdańskim oraz gazociąg Baltic Pipe pozwolą zwiększyć import gazu do Polski z nowych źródeł dostaw. Zakończyła się właśnie budowa gazociągu relacji Lwówek-Odolanów, który jako pierwszy rozprowadzi gaz ziemny dostarczony z Szelfu Norweskiego do Polski za pośrednictwem Baltic Pipe. To jeden z projektów GAZ-SYSTEM budujących bezpieczeństwo energetyczne w naszym kraju.

– Gazociąg między Lwówkiem a Odolanowem jest tylko ogniwem w długim łańcuszku naszych inwestycji. Budowane przez nas 2 tys. kilometrów gazociągów wysokiego ciśnienia połączą Szelf Norweski w zasadzie z Podkarpaciem, czyli przejdziemy przez całą Polskę, ścianę zachodnią, Śląsk, Małopolskę i Podkarpacie. Rozpoczęliśmy również budowę gazociągu w stronę Słowacji, która połączona jest z Węgrami, a te z Chorwacją. Ten korytarz to jest nowa oś transportu północ-południe wobec dotychczasowej wschód-zachód – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Stępień, prezes GAZ-SYSTEM.

Energetyka gazowa może zastąpić energetykę węglową, zwłaszcza że z polskiego systemu energetycznego stopniowo wyłączane są stare elektrownie na węgiel. Gaz ziemny coraz częściej zastępuje węgiel, powstają nowe inwestycje, jak Baltic Pipe, Terminal LNG w Świnoujściu, czy statek LNG typu FSRU w porcie gdańskim. Oddany właśnie do użytku przez GAZ-SYSTEM gazociąg relacji Lwówek-Odolanów to pierwszy gazociąg, który rozprowadzi gaz z Baltic Pipe.

Baltic Pipe do 2022 roku ma połączyć norweskie złoża gazu ziemnego z systemem przesyłowym w Danii, skąd surowiec będzie trafiać na polski rynek i dalej do sąsiednich krajów. To oznacza szereg inwestycji – budowę tłoczni gazu w Gustorzynie, rozbudowę tłoczni w Goleniowie i Odolanowie oraz budowę gazociągów.

– Baltic Pipe to nie jest tylko odcinek podmorski, który połączy Danię z Polską, to również system przesyłowy na terenie Polski. Jest to wielki projekt, który swoim zasięgiem wykracza poza granice Polski – przekonuje Piotr Naimski, sekretarz stanu w KPRM i Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej.

Gazociąg między Lwówkiem a Odolanowem przechodzi w zasadzie przez całe województwo wielkopolskie. Ma długość 168 kilometrów, a ciśnienie może być o 30-50 proc. wyższe niż w istniejących sieciach gazowych. Zakończenie budowy tego gazociągu to początek nowego etapu w budowaniu polskiego bezpieczeństwa energetycznego.

– Ten odcinek od razu włączony został do sieci przesyłowej gazu w Polsce. Każdy wybudowany nowy odcinek od razu wzmacnia nasze bezpieczeństwo i system przesyłowy w Polsce – przekonuje Naimski.

Gazociąg jest częścią olbrzymich inwestycji spółki. Docelowo Baltic Pipe, Terminal LNG w Świnoujściu i planowany statek LNG typu FSRU w porcie gdańskim mają zwiększyć możliwości importowe gazu do Polski do ponad 17 mld m3 rocznie.

– W 2020 roku planujemy oddać do eksploatacji kolejnych 7 gazociągów o łącznej długości 420 km. W  2021r. kolejne 4 gazociągi o długości łącznej 230 km, w 2022 r. prawie 700 km, w międzyczasie 4 tłocznie gazu, rozbudowa terminala LNG w 2021 o 50 proc. przepustowości, a w samym 2022 r. również oddajemy gazociąg podmorski Baltic Pipe. Razem to jest ponad 17 mld m3 możliwości importowych z kierunków północnych, a sama sieć jest w stanie przesłać dużo, dużo więcej – zapowiada Tomasz Stępień, prezes GAZ-SYSTEM.

Docelowo GAZ-SYSTEM do 2029 roku zrealizuje ponad 30 kluczowych inwestycji. Znacząco wzrośnie długość krajowej sieci przesyłowej (nawet do ok. 14,8 tys. km), przede wszystkim jednak znacznie zwiększy to bezpieczeństwo energetyczne kraju i pozwoli zdywersyfikować dostawy gazu do Polski.

– Traktujemy Baltic Pipe jako jeden z projektów na rzecz bezpieczeństwa energetycznego w naszym kraju i również jako ten bardzo ważny projekt, który sprzyja budowaniu gospodarki niskoemisyjnej. Zastępujemy węgiel gazem ziemnym – mówi Jerzy Kwieciński. – Budowanie bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju, budowanie spójnego systemu przesyłu i dystrybucji gazu w całej Europie Środkowo-Wschodniej, jak również budowanie gospodarki niskoemisyjnej to priorytety, które zyskały uznanie w Komisji Europejskiej.

Na infrastrukturę gazową w ramach obecnej perspektywy budżetowej UE w latach 2014-2020 Polska uzyskała 16,5 mld zł, z czego jedną trzecią stanowi dotacja z UE w ramach perspektywy infrastruktura i środowisko.

– Współpraca na poziomie politycznym w Unii Europejskiej odbywa się w ramach budowy Unii Energetycznej. W ramach tej inicjatywy kraje członkowskie Unii Europejskiej współpracują, żeby mieć zapewnione bezpieczeństwo dostaw energii w ramach Unii. Ta współpraca dotyczy nie tylko infrastruktury gazowej, ale chociażby infrastruktury elektrycznej, a dzięki temu mamy również wsparcie funduszy unijnych w ramach polityki spójności – podkreśla Jerzy Kwieciński.

Fintechy rzucają wyzwanie bankom. Realizują transakcje międzynarodowe przy pomocy kart z odroczonym terminem płatności

Fintechy rzucają wyzwanie bankom. Realizują transakcje międzynarodowe przy pomocy kart z odroczonym terminem płatności 8

Polski rynek fintechów rośnie w siłę. Młode spółki, które tworzą innowacyjne produkty i usługi płatnicze na bazie nowych technologii, odpowiadają na coraz bardziej wyśrubowane oczekiwania klientów i wprowadzają na rynek usługi konkurencyjne dla oferty banków. Coraz popularniejsze są wielowalutowe karty płatnicze, którymi można płacić za zakupy stacjonarnie i w internecie. Nowa, niebankowa karta Twisto pozwala robić zakupy w kraju i zagranicą, a dodatkowo odroczyć płatność nawet do 45 dni bez dodatkowych kosztów.

– Otwarta bankowość i rosnąca świadomość klientów doprowadziły nas do tego miejsca, gdzie jesteśmy dzisiaj. Firmy niebankowe, fintechy są już w stanie wydawać karty, tworzą dla klientów coraz bardziej nowoczesne usługi i sposoby płatności. Wcześniej transakcje międzynarodowe były zarezerwowane tylko i wyłącznie dla banków. Dziś to fintechy wprowadzają na rynek karty wielowalutowe – mówi agencji Newseria Biznes Renata Salata, Chief Growth Officer Twisto.

Młode spółki, które tworzą innowacyjne produkty i usługi płatnicze na bazie nowych technologii, odpowiadają na coraz bardziej wyśrubowane oczekiwania klientów. Jak wynika z badań firmy doradczej PwC – blisko dwie trzecie (57 proc.) klientów banków jest skłonnych w przyszłości zastąpić doradcę rozwiązaniem technologicznym, a fintechy mogą w nadchodzących latach przejąć do 33 proc. światowego rynku usług finansowych. Zwłaszcza w Polsce sprzyja im otwartość klientów na nowinki technologiczne w finansach, czego dowodem jest m.in. lawinowo rosnąca popularność BLIKa i  płatności zbliżeniowe.

Jak wynika z danych PwC, Polska należy do grupy 10 przodujących państw świata w transakcjach zbliżeniowych, a Visa podaje, że jeszcze w tym roku Polska będzie pierwszym krajem na świecie, który osiągnie 100 proc. akceptacji dla transakcji zbliżeniowych.

– Żyjemy coraz szybciej, szukamy rozwiązań, które mogą ułatwić nam życie, więc chętnie korzystamy z technologii. Świat finansów oferuje wiele takich uproszczeń. Jeszcze niedawno nikt sobie nie wyobrażał, że będziemy płacić telefonem, a już dzisiaj w Azji można płacić tylko i wyłącznie twarzą (skanowanie biometryczne – przyp. red.). Klienci bardzo szybko przestawią się na te najłatwiejsze sposoby płacenia – mówi Renata Salata. – Z drugiej strony, dzisiaj na polskim rynku ponad 50 proc. płatności za zakupy internetowe wciąż jest dokonywanych gotówką. Myślę, że ten trend niebawem się odwróci, bo klienci są coraz bardziej świadomi i korzystają z BLIKa, płatności odroczonych, zbliżeniowych – dodaje.

Do tej pory w sektorze finansów banki miały pozycję monopolisty, co w dużej mierze zmieni dyrektywa PSD2 i zawarta w niej koncepcja otwartej bankowości, którą banki musiały wdrożyć od 14 września br. Fintechy wprowadzają jednak na rynek usługi oparte na nowych technologiach, konkurencyjne do ich oferty. Przykładem jest Twisto – fintech, który dotąd oferował płatności odroczone (kup teraz, zapłać później). Z tej usługi można skorzystać już w ok. 300 sklepach internetowych. Spółka wprowadza teraz kolejne narzędzie: wielowalutową kartę płatniczą, którą można płacić w każdym sklepie internetowym i stacjonarnym w Polsce i za granicą – wszędzie tam, gdzie akceptowane są karty płatnicze z logo Mastercard.

– Może z niej skorzystać każdy, kto ma ochotę wypróbować czegoś nowego, innowacyjnego i ułatwiającego życie. Twisto to ekosystem płatności – można płacić w internecie, w sklepach stacjonarnych i po upływie 45 dni uregulować jeden rachunek. To rozwiązanie bardzo proste i czytelne. Do tego umożliwia kontrolę nad wydatkami, bo wszystkie są skupione w jednym miejscu i skategoryzowane – podkreśla Renata Salata.

Żeby robić zakupy za pośrednictwem Twisto, klient nie musi mieć pieniędzy na koncie. Karta jest połączona z dedykowaną aplikacją. Posiadacz karty kupuje w ramach przyznanego miesięcznego limitu (okres rozliczeniowy trwa od 1 do ostatniego dnia każdego miesiąca), a potem zwraca należną kwotę – od razu lub do 45 dni. Poziom wykorzystania limitu i zestawienie wszystkich transakcji są widoczne w aplikacji w czasie rzeczywistym. Użytkownik dostaje też powiadomienie push po każdej dokonanej transakcji i zestawienie wydatków na koniec dnia. Na koniec miesiąca otrzymuje podsumowanie wydatków i dodatkowe 15 dni na ich uregulowanie. Wtedy może zdecydować, czy chce spłacić całość czy przesunąć płatność o następny miesiąc.

– Karta i aplikacja są darmowe, podobnie jak 45 dni korzystania z limitu w Twisto. Po spłacie wydatków, ponownie otrzymujemy bezpłatny limit. I tak co miesiąc. Dopiero kiedy klient decyduje o odroczeniu płatności na dłuższy czas – wchodzimy już w okres płatny i klient płaci 45 groszy za każde 10 zł, które przesuwa. Niemniej na samym początku zaczynamy z promocją, w której przesunięcie płatności o 3 miesiące będzie bezpłatne. Chcemy, żeby polscy klienci mieli możliwość sprawdzenia tego rozwiązania w praktyce i przekonania się, jak jest to proste – mówi Renata Salata.

Kartą Twisto klient może również płacić w zagranicznych sklepach – wówczas przeliczenie transakcji odbywa się po bardzo korzystnym kursie, bez opłat i prowizji.

– Korzystamy ze średniego kursu Mastercard. Na naszej stronie internetowej są bardzo szczegółowe informacje na temat kursu, będzie można je porównywać. Klienci zawsze będą mieli aktualne informacje na temat kursu, według którego przeliczane są ich transakcje – mówi Renata Salata, Chief Growth Officer Twisto.

Fintechowa spółka ma już kolejne plany rozwoju. Jeszcze w tym roku zaoferuje użytkownikom aplikacji program Cashback, czyli zwrot części wydatków na konto, oraz funkcję Twisto Split, czyli łatwy podział rachunku między znajomych (nawet tych, którzy nie korzystają z aplikacji Twisto). Z kolei na początku przyszłego roku użytkownicy dostaną dostęp do zakupów na raty z poziomu aplikacji, a później płatności z Apple Pay i Google Pay.

– Zmierzamy w kierunku społeczeństwa bezgotówkowego, wobec czego takie ekosystemy płatnicze będą wypierać gotówkę z naszego codziennego życia – prognozuje Renata Salata.

Według wyliczeń Cashless i fundacji Fintech Poland na polskim rynku działa około 170 takich spółek, z których połowa to fintechy płatnicze.

Prawie 70 proc. Polaków niezadowolonych z opieki zdrowotnej. Dużo skarg pacjentów dotyczy SOR-ów

Prawie 70 proc. Polaków niezadowolonych z opieki zdrowotnej. Dużo skarg pacjentów dotyczy SOR-ów 9

50 tys. zgłoszeń wpływa rocznie do Rzecznika Praw Pacjenta. Dotyczą one przede wszystkim leczenia szpitalnego oraz ambulatoryjnego. Pacjenci skarżą się na zbyt długi czas oczekiwania, niską jakość świadczeń, odmowy ich udzielenia oraz brak ciągłości leczenia. Zdaniem Rzecznika Praw Pacjenta najgorzej oceniane są szpitalne oddziały ratunkowe, najlepiej zaś jednostki podstawowej opieki zdrowotnej. Przyczyną trudnej sytuacji opieki medycznej w Polsce – według RPP – jest przede wszystkim niewystarczające finansowanie, braki kadrowe oraz problemy z organizacją funkcjonowania podmiotów leczniczych.

Jak pokazują ubiegłoroczne badania CBOS, przytaczane przez NIK, aż 66 proc. Polaków ocenia działalność polskiej służby zdrowia negatywnie, z tego 27 proc. zdecydowanie negatywnie. Zgodnie z informacjami zawartymi w opublikowanym w maju tego roku raporcie „System ochrony zdrowia w Polsce – stan obecny i pożądany kierunek zmian” Najwyższej Izby Kontroli tak niska ocena wynika przede wszystkim z długiego oczekiwania pacjentów na uzyskanie świadczenia. Problemy z dostępem do świadczeń należą też do najczęściej zgłaszanych na infolinii Rzecznika Praw Pacjenta – w 2018 roku przyjęto ponad 24 tys. tego rodzaju zgłoszeń, czyli o ponad 8 tys. więcej niż 3 lata wcześniej.

– Najczęstsze sygnały, które docierają do Biura Rzecznika Praw Pacjenta, dotyczą zasadniczo dwóch kwestii: pierwsza to kwestia związana z dostępnością do świadczeń opieki zdrowotnej, zwłaszcza ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, a druga kwestia dotyczy bezpieczeństwa pacjenta – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Najwyższa Izba Kontroli wskazała kilka podstawowych przyczyn takiego stanu rzeczy m.in. nieefektywne finansowanie systemu ochrony zdrowia, nieprawidłową koordynację działań w zakresie tworzenia i funkcjonowania podmiotów leczniczych, brak skoordynowanej opieki nad pacjentem oraz braki kadrowe. Zdaniem Rzecznika Praw Pacjenta, aby system finansowania opieki zdrowotnej był wydolny, wydatki z budżetu państwa powinny sięgać 6 proc. PKB.

– Procedury medyczne są coraz droższe, mamy coraz doskonalsze leki i wyroby medyczne, a w ślad za tym – wyższe ceny. Poza tym mamy problem demograficzny, z którym musimy się zmierzyć, czyli starzejące się społeczeństwo, wielochorobowość, co również będzie generowało wyższe wydatki – mówi Bartłomiej Chmielowiec.

Zdaniem Rzecznika pierwsze kroki w kierunku zwiększenia finansowania systemu ochrony zdrowia już zostały poczynione. Obecnie rządzący powinni się skoncentrować na usprawnieniu organizacji podstawowej opieki zdrowotnej. Najbardziej palące potrzeby w tym zakresie to wydzielenie budżetu na działania profilaktyczne, umożliwienie lekarzom POZ przeprowadzania badań profilaktycznych oraz prowadzenia pacjentów z chorobami przewlekłymi, o ile nie wymagają oni świadczeń udzielanych przez lekarzy specjalistów. W ten sposób do specjalistów trafialiby wyłącznie chorzy faktycznie wymagający tego rodzaju opieki, co korzystnie wpłynęłoby na zmniejszenie czasu oczekiwania na wizytę.

– Powinniśmy odchodzić od leczenia szpitalnego, gdzie procedury są najdroższe, na rzecz udzielania świadczeń w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Kwestia profilaktyki i edukacji pacjentów jest również niezmiernie istotna, bo tak naprawdę to, czy będziemy zdrowi i w jakim zdrowiu upłynie nam życie, zależy w głównej mierze od nas – mówi Bartłomiej Chmielowiec.

Jak pokazuje raport Rzecznika Praw Pacjenta, największe niezadowolenie chorych budzi opieka szpitalna, zwłaszcza na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Dotyczy ich 17 proc. zgłoszeń na temat leczenia szpitalnego. Co roku Rzecznik Praw Pacjenta otrzymuje za pośrednictwem infolinii blisko 3 tys. zgłoszeń odnośnie do SOR-ów. Dotyczą one przede wszystkim zbyt długiego czasu oczekiwania na uzyskanie świadczenia oraz niezadowalającą jakość otrzymanej pomocy. Zdaniem Rzecznika Praw Pacjenta problemem jest przede wszystkim brak odpowiedniej organizacji pracy oddziałów ratunkowych.

– Z naszych doświadczeń m.in. z kontroli SOR-ów oraz izb przyjęć na Śląsku wynika, że podstawowy problem związany był z organizacją funkcjonowania tych oddziałów, wydłużających się badań i braku decyzji, które powinny zapaść w odpowiednim momencie. Na to również nałożył się brak odpowiedniego zaplecza kadrowego, czyli brak lekarzy, ratowników i pielęgniarek – mówi Bartłomiej Chmielowiec.

Rzecznik podkreśla jednocześnie, że błędy systemowe nie wyczerpują problemów związanych ze szpitalnymi oddziałami ratunkowymi. Bardzo często za wydłużające się kolejki odpowiedzialni są bowiem pacjenci, nieroztropnie wybierając tę formę pomocy medycznej. Na SOR trafiać powinni wyłącznie pacjenci z poważnym stanem zagrożenia życia lub zdrowia, tymczasem zgłaszają się tam osoby z lekkimi dolegliwościami, które pomocy szukać powinny przede wszystkim w przychodniach rejonowych. Częstymi pacjentami są także osoby pragnące uzyskać zwolnienie z pracy lub lek na receptę.

– W sytuacji, kiedy faktycznie nasz stan zdrowia jest poważny, to oczywiście powinniśmy się starać domagać od personelu medycznego tego, aby te świadczenia zdrowotne zostały nam udzielone natychmiast – mówi Bartłomiej Chmielowiec.

Zdaniem Rzecznika Polacy są coraz bardziej świadomi swoich praw i coraz bardziej konsekwentnie domagają się ich realizacji. Świadczy o tym rosnąca liczba zgłoszeń na infolinię Rzecznika Praw Pacjenta. Z opublikowanego na początku tego roku raportu wynika, że co roku rejestrowanych jest blisko 50 tys. zgłoszeń, a dotyczą one przede wszystkim lecznictwa szpitalnego i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. W ramach szpitalnictwa najwięcej skarg dotyczy funkcjonowania szpitalnych oddziałów ratunkowych oraz oddziałów ortopedycznych, internistycznych oraz ginekologiczno-położniczych.

– Na kolejnym miejscu jest ambulatoryjna opieka specjalistyczna i tu w głównej mierze te sygnały dotyczą braku dostępności do udzielania świadczeń zdrowotnych. Najlepiej oceniany jest POZ, czyli podstawowa opieka zdrowotna, bo z tego obszaru relatywnie najmniej sygnałów i najmniej skarg do nas dociera – mówi Bartłomiej Chmielowiec.