Pożyczki przez internet – czy warto korzystać z kalkulatora online?

finanse oszczędnościJeśli potrzebujesz gotówki na pokrycie bieżących wydatków, rozwiązaniem mogą być pożyczki przez internet. Zanim jednak zdecydujesz się na ofertę konkretnego pożyczkodawcy, lepiej upewnij się, na jakie warunki możesz liczyć i czy na pewno okażą się dla Ciebie korzystne. W tym celu możesz skorzystać z kalkulatora pożyczek. Wyniki, które Ci pokaże powinieneś wziąć pod uwagę przy wyborze firmy pożyczkowej. Nie jest to jednak wskaźnik, na którym można polegać w pełni.

Jak działa kalkulator wyliczający, ile wynoszą koszty pożyczki przez internet?

Kalkulatory pożyczek znajdziesz bez trudu – zamieszczają je na swoich stronach zarówno pożyczkodawcy, jak i firmy tworzące rankingi ofert kredytów konsumenckich. Do tego, by skorzystać z kalkulatora, musisz tylko wiedzieć, jakiej dokładnie kwoty potrzebujesz. Zastanów się też, na ile rat chciałbyś rozbić spłatę. Po wpisaniu bądź wskazaniu tych danych, algorytm powinien wyliczyć:

  • ile będzie wynosiła miesięczna rata,
  • jaki będzie całkowity koszt pożyczki,
  • jaka będzie całkowita kwota do zapłaty, w tym ile wynosi opłata prowizyjna, za udzielenie pożyczki i kwota odsetek,
  • ile będzie wynosiła stopa oprocentowania w skali roku,
  • ile wynosi RRSO.

Jeśli warunki przedstawione w kalkulatorze Ci odpowiadają, to oznacza, że warto bliżej zainteresować się propozycją danego pożyczkodawcy. Lepiej jednak nie sięgać po pożyczki przez internet bez wcześniejszego zapoznania się z umową. Może się bowiem okazać, że wysokość opłat w rzeczywistości będzie zupełnie inna.

Orientacyjne wyniki kalkulatora

Algorytm, z którego korzysta kalkulator podaje jedynie szacowane, przybliżone wyniki. Ostateczna wysokość miesięcznej raty i oprocentowania jest ustalana indywidualnie. To, jakie warunki zostaną Ci zaproponowane, zależy też od dodatkowych czynników, takich jak to, czy Twoje nazwisko znajduje się w bazach biur informacji gospodarczej i jak przedstawia się kwestia Twojej zdolności kredytowej. Te wszystkie informacje firma pożyczkowa bierze pod uwagę przed wydaniem decyzji o przyznaniu pożyczki przez internet i mają one niebagatelny wpływ na jej ostateczny koszt.

Odpowiedź na pytanie, czy warto korzystać z kalkulatorów pożyczek, nie jest jednoznaczna. Z pewnością jest to najszybszy sposób, by przynajmniej w przybliżeniu poznać koszty związane z pożyczką. Dzięki nim nie trzeba tego robić samodzielnie. Na podstawie wyników można już określić,

czy skorzystanie z oferty danej firmy ma szansę okazać się korzystnym rozwiązaniem. Mimo to, przed podjęciem ostatecznej decyzji, zawsze należy przeczytać umowę i upewnić się, że ostateczne warunki przedstawione przez pożyczkodawcę będą zadowalające.

W razie wątpliwości warto skonsultować się z firmą udzielającą pożyczek. Taką możliwość oferuje m.in. TAKTO Finanse. Ten pożyczkodawca to zresztą jeden z niewielu podmiotów na rynku (poza bankami), które oferują pożyczki na kwotę 25 000 zł – więcej o proponowanych przez niego warunkach można znaleźć na stronie https://taktofinanse.pl/pozyczka-takto TAKTO Finanse również udostępnia klientom kalkulator wyliczający orientacyjne koszty związane z pożyczkami.

Na co stać polską gospodarkę

NBP sądzi, że pomimo niekorzystnej sytuacji demograficznej Polska może się rozwijać nadal w takim tempie jak średnio w ostatnich dwóch dekadach. I nie jest w tej ocenie odosobniony.

Produkt potencjalny to Yeti – mawiają ekonomiści. Nikt go nigdy nie widział, więc można go sobie wyobrażać nieomal dowolnie. Mimo tego czysto teoretycznego charakteru produktu potencjalnego jego oszacowania mogą mieć wpływ na gospodarczą rzeczywistość. A z tego powodu budzą sporo emocji. Dobrze ilustruje to dyskusja, którą wywołał nowy obraz tego Yeti namalowany ostatnio przez ekonomistów z Narodowego Banku Polskiego.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

– W ostatnich latach wzrost PKB utrzymywał się na wysokim poziomie, a jednocześnie nie było widać oznak przegrzania gospodarki np. w postaci istotnego wzrostu inflacji czy nierównowagi w bilansie handlowym. Można więc oceniać, że produkt potencjalny rósł w tempie zbliżonym do rzeczywistego PKB. A skoro inwestycje w tym czasie rozczarowywały, a podaż pracy rosła coraz wolniej, to można przyjąć, że szybko rosła produktywność – przyznaje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Przypomina, że swoją ocenę potencjału polskiej gospodarki zweryfikowała też ostatnio Komisja Europejska. Jeszcze w 2017 r. przewidywała, że wzrost naszego potencjalnego PKB w kolejnych latach spadnie poniżej 3 proc. Teraz ocenia, że w tym roku wyniesie on 3,9 proc., a w 2020 r. 4 proc.

Rusza nabór do Akademii PSD2 BNP Paribas

22 lipca rusza nabór do Akademii PSD2. BNP Paribas chce pomóc najlepszym fintechom uzyskać licencje i wdrożyć rozwiązania, których realizacja stała się możliwa dzięki dyrektywie. Bank oferuje konsultacje, mentoring, pomoc w badaniach UX i możliwość nawiązania długoterminowej współpracy. Partnerem inicjatywy jest Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka.

Wejście w życie dyrektywy unijnej, znanej jako PSD2 miało być początkiem ogromnych zmian na rynku usług płatniczych. Rewolucyjny zapał ambitnych fintechów studzi KNF. Sama technologia, nawet najlepsza, bowiem nie wystarczy. A o odpowiednie licencje, niezbędne do wprowadzania na rynek usług nie jest  łatwo.

– Jako bank zmieniającego się świata, dążymy do wspierania implementacji najlepszych rozwiązań, mówi Michał Miszułowicz, Koordynator Relacji z Fintechami w BNP Paribas. – Aktywnie poszukujemy ich na rynku. Jako pierwsi uruchomiliśmy produkcyjne API, oparte na najlepszych rynkowych standardach i technologiach, widząc w tym szansę na dalszą poprawę jakości naszych rozwiązań i możliwość ponadstandardowego rozwoju produktów. Współpraca z fintechami, które mają doskonałe technologie, ale brakuje im formalnych podstaw do ich wdrożenia i zmonetyzowania, doskonale wpisuje się w to podejście – dodaje Konrad Szermanowicz, Menedżer ds. Open Bankingu w Banku BNP Paribas.

PSD2 umożliwia dostarczanie usług płatniczych przez tak zwane Third Party Providers (TPP). W zależności od zakresu działania, dzielą się one na dwie kategorie: PISP (Payment Initiation Service Provider) to podmiot, mogący inicjować transakcje w imieniu konsumenta (za ich zgodą) i działać w roli pośrednika płatności; AISP (Account Information Service Provider) może udostępniać w jednym miejscu dane z kilku kont klienta. Samo opracowanie odpowiedniej technologii nie wystarczy jednak, by zaoferować nową usługę na rynku. KNF postawił fintechom wiele warunków.

– To jest luka, którą chcemy wypełnić Akademią PSD2, tłumaczy Paulina Skrzypińska, koordynator Laboratorium Innowacji w Banku BNP ParibasNaszą ambicją jest wyłowienie i przygotowanie najciekawszych fintechów do współpracy z BNP Paribas. Wybrane firmy wspólnie rozpoczną Akademię PSD2 już 8 sierpnia. Inaczej niż w typowych programach akceleracyjnych, później każda z nich będzie podążać własną, zindywidualizowaną ścieżką. Docelowo, do końca roku chcielibyśmy przygotować 3 z 6 podmiotów uczestniczących w Akademii do współpracy z bankiem – dodaje.

Partnerem inicjatywy Banku BNP Paribas jest Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka. –Otwarta bankowość oparta o regulacje dyrektywy PSD2 stanowi rewolucję w sektorze finansowym, która stworzyła nowe perspektywy dla podmiotów niebankowych. Nowi gracze, dysponujący odpowiednim zapleczem technologicznym, mają szanse na wdrożenie nowych produktów finansowych dopasowanych do potrzeb klientów. DZP od wielu lat wspiera firmy z branży finansowej, które zmagają się z coraz bardziej szczegółowymi wymogami regulacyjnymi i oczekiwaniami organów nadzoru. Nasze doświadczenie będzie istotną pomocą dla podmiotów wchodzących na rynek – mówi Magdalena Skowrońska, Partner w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Co oferuje BNP Paribas? Na początek – konsultacje, mentoring i wsparcie w przetestowaniu rozwiązania. Bankowi Architekci IT zweryfikują jego gotowość techniczną oraz określą zakresy danych niezbędne do realizacji usługi. Eksperci związani z bezpieczeństwem IT sprawdzą, czy rozwiązanie spełnia wyśrubowane wymogi obowiązujące w bankowości. Partner Akademii – kancelaria DZP – pomoże fintechom skompletować potrzebne dokumenty. Po spełnieniu tych wymogów, bank przetestuje innowacje w najbardziej miarodajny z dostępnych sposobów – udostępni je swoim klientom.

To ich głos będzie kluczowy. Trzy z sześciu fintechów otrzymają od Banku BNP Paribas dalsze wsparcie i możliwość komercyjnej współpracy.

Rekrutacja fintechów potrwa od 22 lipca do 2 sierpnia.

PSPR powołało ekspercki Klub Public Affairs

Z początkiem sierpnia, w ramach Polskiego Stowarzyszenia Public Relations, rozpoczyna działalność wewnętrzny Klub Public Affairs. Głównym celem projektu jest gromadzenie ekspertów z obszaru public affairs i budowanie platformy wymiany wiedzy w tym zakresie. Klub Public Affairs będzie już piątym klubem eksperckim powołanym przez PSPR.

Do nowo powołanego klubu może przystąpić każdy członek PSPR, mający przynajmniej siedem lat praktyki PR i doświadczenie w realizacji działań z obszaru public affairs. Poza dzieleniem się wiedzą, członkowie Klubu będą brali udział w zewnętrznych spotkaniach, konferencjach i kongresach, na których poruszana będzie tematyka public affairs. Klub został powołany z inicjatywy Emilii Hahn, Prezes Zarządu agencji PR Hub oraz Emilii Zakrzewskiej, Wiceprezes Zarządu PSPR.

„Działalność z obszaru public affairs jest nadal mało znana, również w samej branży public relations. Powołaliśmy ten klub, aby przybliżyć ją zarówno naszym członkom, jak i mieć wpływ na kształtowanie debaty publicznej dotyczącej ww. tematyki. Jako Stowarzyszenie widzimy dużą potrzebę wybrzmienia głosu profesjonalistów w tym obszarze” – powiedziała Luiza Jurgiel-Żyła, Prezeska Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.

Dotychczas w PSPR powołano cztery kluby: Klub rzeczników prasowych, Klub social media i influencer relations, Klub komunikacji wewnętrznej, Klub Personal PR i PR gwiazd. Kontakt do poszczególnych koordynatorów znajduje się na stronie: https://polskipr.pl/projekty/kluby

Wybory na Ukrainie i w Japonii, napięcia z Iranem

W weekend odbyły się wybory na Ukrainie i w Japonii. W obydwu przypadkach wynik jest jednoznaczny i stworzenie przez zwycięzców nowych rządów nie powinno być problemem. 

Nowe rozdanie na Ukrainie

Partia obecnego prezydenta Wołodymyra Żeleńskiego, nosząca nazwę Sługa Narodu (od tytułu serialu, który przyniósł mu popularność), zwyciężyła w przedterminowych wyborach do parlamentu. Wynik na poziomie 43,5%, w połączeniu z nieprzekroczeniem progu wyborczego przez kilka mniejszych ugrupowań, powinien dać prezydenckiej formacji samodzielną większość. Trwają rozmowy z frakcją, która zajęła 5 miejsce, aby możliwe było stworzenie jeszcze istotniejszej przewagi nad opozycją. Jest to na pewno dobra wiadomość dla rynków. Stabilna większość oraz brak konfliktu na linii prezydent-parlament to pozytywny sygnał na przyszłość. Taka sytuacja gwarantuje, że jeżeli wola reform będzie podtrzymana, to nic nie stanie na przeszkodzie w ich wdrażaniu.

Japonia kontynuuje Abenomikę

Shinzo Abe ponownie wygrał wybory w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jego koalicja będzie miała większość, ale nie zdołała uzyskać ⅔ miejsc w parlamencie, niezbędnych do zmiany konstytucji. Można uznać to za dowód, że polityka gospodarcza premiera, od jego nazwiska zwana Abenomiką, w dalszym ciągu ma poparcie Japończyków. Jednak z drugiej strony był to też plebiscyt poparcia dla projektu zmian w najwyższym akcie prawnym. Najważniejszą modyfikacją miałaby być możliwość powołania do życia armii, co na tę chwilę zgodnie z obowiązującą ustawą zasadniczą nie jest możliwe (takie zapisy zostały wymuszone po drugiej wojnie światowej). Na razie na taką reformą przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Ciąg dalszy napięć z Iranem

Po ostatnich przepychankach z USA Iran postanowił uderzyć w sojusznika amerykanów. Pod pretekstem nieprzestrzegania prawa morskiego w cieśninie Ormuz zatrzymano brytyjski tankowiec. Można to rozpatrywać jako odwet za zatrzymanie przy Gibraltarze irańskiego tankowca podejrzewanego o naruszanie sankcji nałożonych na Syrię. Okręt pod brytyjską banderą dopiero wpływał do cieśniny, zatem nie przewoził ładunku. Dzięki temu napięcie na rynku ropy było mniejsze. Nie zmienia to faktu, że pod znakiem zapytania stanęła przyszłość innych statków przepływających przez to kluczowe dla handlu ropą miejsce. Na razie ceny czarnego złota są w miarę stabilne, ale powoli rosną. Jeśli ruch w górę będzie kontynuowany, to możemy mieć do czynienia z kolejnym zagrożeniem dla światowej koniunktury.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Ericsson: Technologia 5G w rolnictwie będzie rewolucją

Robotyzacja przemysłu zwiększa liczbę pracowników i ich zarobki

Zwiększająca się ilość robotów produkcyjnych budzi niepokój wśród wielu grup zawodowych zatrudnionych w przemyśle. Wedle powszechnego przekonania, roboty mogą „wyprzeć” pracowników – a ich rosnący odsetek w zakładach produkcyjnych oznaczać może zmniejszanie liczby etatów. Statystyki pokazują jednak, że nie jest to prawdą. Analitycy z Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują, że wraz ze wzrostem liczby robotów przemysłowych wykorzystywanych między innymi w branży samochodowej, rośnie liczba zatrudnionych pracowników. Większe jest także ich średnie wynagrodzenie, a wyniki produkcyjne zakładów inwestujących w maszyny są coraz lepsze. Takie dane zachęcają do większego zaangażowania polskich przedsiębiorstw w rozwój technologii. Niestety wciąż jesteśmy pod tym względem nie tylko za naszymi zachodnimi sąsiadami, lecz również za innymi państwami z Grupy Wyszechradzkiej.

– Obecnie, patrząc na dane sektora motoryzacyjnego, w Polsce jest około 140 robotów w przeliczeniu na 10 tysięcy pracowników. Czy to dużo, czy mało? To zależy od tego, do kogo się porównujemy. W Niemczech jest ponad ośmiokrotnie więcej robotów w przeliczeniu na pracowników niż w Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – W krajach Grupy Wyszechradzkiej, gdzie przemysł w większym stopniu oparty jest o sektor motoryzacyjny, zakłady również bardzo szybko się mechanizują. Na Węgrzech robotów przemysłowych w tym sektorze jest dwukrotnie więcej niż w Polsce, w Czechach trzykrotnie, a na Słowacji pięciokrotnie. To pokazuje, jak duża jest jeszcze przestrzeń w Polsce do robotyzacji przemysłu. To opłacalna inwestycja – statystyki wskazują, że jednocześnie ze wzrostem liczby robotów rośnie liczba pracowników, rosną wynagrodzenia, rośnie produkcja w tym sektorze. Efekt wypierania pracowników tutaj nie występuje – uspokaja Święcicki.

Waluty rynków wschodzących nadal zyskują

Miniony tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego w relacji do euro. Zyskiwały również pozostałe waluty rynków wschodzących.

Ubiegły tydzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych publikacji ekonomicznych ze świata, czy też decyzji z zakresu polityki monetarnej ze strony kluczowych banków centralnych. Kursy walut G10 utrzymały się w wąskich korytarzach wahań, podczas gdy waluty rynków wschodzących nadal odnotowywały umocnienie względem walut gospodarek rozwiniętych. Umocnieniu walut rynków wschodzących sprzyjała różnica w poziomie stóp procentowych między tymi krajami, a gospodarkami rozwiniętymi i perspektywy ich cięcia w przypadku tych ostatnich. W ostatnim tygodniu żadna z walut G10 nie doświadczyła zmiany kursu o więcej niż 1%. Można było jednak zaobserwować, że w ostatnich dniach waluty europejskie (poza frankiem szwajcarskim) były ogólnie słabsze, podczas gdy zwyżkowały waluty Antypodów.

W najbliższym tygodniu uwaga rynków będzie skupiona przede wszystkim na Europejskim Banku Centralnym. Czwartkowe spotkanie decyzyjne EBC będzie jednym z pierwszych z serii lipcowych spotkań, od których konsensus oczekuje albo luzowania polityki monetarnej, albo chociaż sugestii, że w najbliższej przyszłości dojdzie do jej poluzowania.

W najbliższych dniach pojawi się też kilka istotnych publikacji makroekonomicznych. Poznamy wstępne odczyty wskaźników aktywności biznesowej PMI w strefie euro oraz pierwsze szacunki dynamiki PKB w Stanach Zjednoczonych w drugim kwartale bieżącego roku. Generalnie spodziewamy się, że w najbliższych dniach rynki finansowe wyrwą się z dotychczasowej (trwającej od kilku tygodni) apatii, a w drugiej połowie tygodnia najpewniej zaobserwujemy powrót zmienności na rynku walutowym.

PLN

Miniony tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego w relacji do euro, tym samym zachowanie złotego wpisywało się w schemat umocnienia walut rynków wschodzących.

Mimo, że nie miały wyraźnego wpływu na rynek, warto wspomnieć, że ostatnie dni przyniosły prawdziwe zatrzęsienie danych z polskiej gospodarki. Po pierwsze, odczyty inflacji z pierwszej części tygodnia potwierdziły, że ostatnio mieliśmy do czynienia ze wzrostem dynamiki cen, tak konsumenckich, jak i bazowych. Po drugie, niespodziewanie zaobserwowaliśmy ostry spadek wzrostu płac oraz dynamiki produkcji przemysłowej. Jednak w obu kwestiach niekorzystnie na odczyty wpływał efekt kalendarzowy (mniej dni roboczych w miesiącu pomiarów w porównaniu do okresu odniesienia). Niemniej, dane o produkcji przemysłowej wywołały obawy o to, czy gorsza sytuacja w przemyśle strefy euro nie przekłada się na problemy sektora w Polsce. Jesteśmy raczej optymistycznie nastawieni do perspektyw polskiej gospodarki. Gorsze odczyty z jednego miesiąca w części „zepsute” przez kalendarz nie zmieniają tego poglądu.

W kontekście informacji z Polski, w tym tygodniu jedyną publikacją, którą poznamy, będą wtorkowe dane o bezrobociu, które powinno spaść do kolejnego rekordowo niskiego poziomu w bieżącym cyklu.

GBP

W najbliższym tygodniu kurs funta brytyjskiego nadal będzie zależał od informacji politycznych. W najbliższy wtorek Boris Johnson najpewniej wygra wyścig o posadę lidera Partii Konserwatywnej. Rynki w pełni jednak wyceniają ten scenariusz, stąd w przypadku wygranej Johnsona nie spodziewamy się gwałtownej reakcji szterlinga.

Publikacje makroekonomiczne dla Wielkiej Brytanii ostatnio przewyższają oczekiwania. Zarówno wynagrodzenia, jak i sprzedaż detaliczna rosły w tempie szybszym niż oczekiwał tego konsensus. Kalendarz ekonomiczny na nadchodzące dni dla Zjednoczonego Królestwa świeci jednak pustkami, stąd to polityka będzie wpływać na zmiany kursu funta brytyjskiego w nadchodzącym tygodniu. Jesteśmy zdania, że trudno będzie rozwiązać impas związany z Brexitem bez rozpisania nowych wyborów parlamentarnych. Tym samym jakiekolwiek wieści dotyczące tej kwestii powinny dołożyć do zmienności brytyjskiej waluty.

EUR

Ubiegły tydzień nie przyniósł ani zbyt wielu istotnych publikacji makroekonomicznych, ani informacji dotyczących polityki monetarnej w strefie euro. Nadchodzący tydzień będzie pod tym względem inny. W środę poznamy wstępne odczyty indeksów PMI w lipcu, czyli jednych z najważniejszych wskaźników wyprzedzających dla gospodarek strefy euro. Rynki co prawda nie spodziewają się istotnych zmian w indeksach. Uwzględniając niskie oczekiwania dostrzegamy jednak możliwość pozytywnego zaskoczenia danymi dla sektora przemysłu.

Podobne oczekiwania mamy względem nadchodzącego spotkania EBC. Rynki finansowe nastawiają się na „gołębią” retorykę banku centralnego, nie wykluczając możliwości cięcia stóp procentowych. Uważamy, że bank centralny strefy euro może zawieść te oczekiwania. Jesteśmy zdania, że EBC wstrzyma się ze zmianami do września, kiedy decydenci otrzymają więcej danych. Jeżeli oczekiwany przez nas scenariusz się zrealizuje, należy spodziewać się gwałtownej aprecjacji euro.

USD 

Ubiegły tydzień przyniósł szereg mniej istotnych danych makroekonomicznych z USA, które w większości były dosyć mieszane. Największą uwagę rynków przykuły jednak wypowiedzi decydentów Rezerwy Federalnej, którzy w zasadzie potwierdzili, że w następnym tygodniu dojdzie do obniżki stóp procentowych Fedu o 25 punktów bazowych.

Inflacja bazowa w Stanach Zjednoczonych, w zależności od wskaźnika, utrzymuje się w okolicach celu inflacyjnego lub go przekracza, z kolei rynek pracy cechuje się stabilnym poziomem kreacji nowych stanowisk oraz wzrostem realnych wynagrodzeń. Tym samym uważamy, że obecna rynkowa wycena trzech obniżek stóp procentowych w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy jest przesadą. Wstępny szacunek dynamiki PKB w USA, który poznamy w piątek, powinny potwierdzić nasz punkt widzenia. Oczekujemy wzrostu realnego PKB o ponad 2%, przy deflatorze na poziomie 2-procentowego celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Letnie rekordy na rynku nieruchomości. Dwucyfrowe wzrosty w Gdańsku i Warszawie

Popyt na mieszkania w Polsce nie maleje, dlatego próżno czekać na spadki ich cen. Wzrosty są notowane regularnie od 2013 roku, a od ubiegłego roku znacząco przyspieszyły, co przekłada się na bicie kolejnych rekordów. W niektórych polskich miastach w ciągu roku ceny wzrosły nawet o 1/5.

W pierwszym kwartale 2019 roku ceny mieszkań były niemal o 11 proc. wyższe w porównaniu z tym samym okresem roku 2018 – wynika z raportu Domiporta dla Next.Gazeta.pl. Obecnie, w większości dużych miast, aktualne ceny są o przeszło 10 proc. wyżej niż rok temu. Według prognoz ekspertów rynku nieruchomości, w drugiej połowie 2019 roku będziemy obserwować dalsze wzrosty cen mieszkań, przy wciąż wysokim popycie na nie.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

– Pomimo nieustających wzrostów, Polacy się nie zniechęcają. Wynika to z niskiej stopy bezrobocia i rosnących wynagrodzeń, a także z braku wystarczającego nasycenia polskiego rynku mieszkaniowego. Pamiętajmy, że w kraju nadal brakuje ok. 3 mln mieszkań. Zainteresowanie nowymi mieszkaniami pozostaje wciąż na bardzo wysokim poziomie, szczególnie wśród osób kupujących nieruchomości na własne potrzeby. Nie należy przy tym zapominać o popycie generowanym przez osoby, które dokonują zakupów inwestycyjnych, które są w tym momencie niezwykle opłacalną transakcją, przynoszącą realny zysk – wyjaśnia Rafał Malik z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Rekordowe wzrosty w Gdańsku

Analizy Barometru Metrohouse i Gold Finance pokazują, że w Gdańsku w ciągu minionych dwunastu miesięcy wzrosty cen na rynku wtórnym przekroczyły 22 proc. Poza Krakowem, w którym ceny nieco wyhamowały, średni wzrost w innych polskich miastach wynosi ponad 15 proc. W Warszawie natomiast, odnotowana średnia za mkw. jest najwyższa w historii zestawień prowadzonych przez Metrohouse (czyli od 2011 r.) – obecnie wynosi ona 9403 zł, a to wzrost rzędu ponad 12 proc. rok do roku. Znaczące podwyżki dotyczą także oferty nowych mieszkań. Według ekspertów z portalu RynekPierwotny.pl na rynku pierwotnym od kwietnia do końca czerwca br. największe wzrosty odnotowano także w Warszawie i Gdańsku. W stolicy wzrost wyniósł ponad 4 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Gdańsk natomiast zanotował skok rzędu niemal 7 proc.

Nie tylko popyt na zakup

Rynek najmu mieszkań przechodzi także spore przetasowania. W ostatnich latach nastąpił bardzo dynamiczny przyrost lokali, co wiązało się także z zaproponowaniem nowego, lepszego standardu i jakości wykończenia. Wynajem przestaje się kojarzyć z etapem przejściowym i czymś gorszym niż mieszkanie na własność.

– Na przestrzeni ostatnich kilku lat rynek najmu w Polsce zmienił się diametralnie. Nie ma w tej chwili problemów z wynajęciem lokali. Dodatkowo pojawił się duży popyt na wynajem ze strony młodych pracowników i pracowników z zagranicy. Bez wątpienia wpłynęli oni na dodatkową podaż mieszkań. Obecnie Funduszu Mieszkań na Wynajem liczy 1820 mieszkań. Średnia poziomu wynajmu dla całego portfela wynosi około 95 proc. Przy tak dobrych wynikach w perspektywie najbliższych pięciu lat myślimy o kolejnych inwestycjach w Warszawie, Poznaniu i Łodzi – zapowiada Rafał Malik.

Zanosi się na powolny start tygodnia

Po burzliwej końcówce ubiegłego tygodnia poniedziałek przynosi stonowanie emocji. W dzisiejszym kalendarzu próżno szukać pozycji mogących stać się katalizatorem zmienności, a konwersacje raczej skupią się na ważnych wydarzeniach kolejnych dni. Główna uwaga będzie na czwartkowym posiedzeniu EBC. W Wielkiej Brytanii poznamy nowego premiera. Z USA otrzymamy szacunek PKB, ale też rozpoczyna się odliczanie do posiedzenia FOMC na koniec miesiąca.

Zanosi się na powolny start tygodnia z poświęceniem czasu na przygotowanie na kolejne dni. Po zamieszaniu wokół dolara po słowach Williamsa z Fed nie milknie dyskusja o tym, co Fed może zrobić 31 lipca. Rynek od miesiąca waha się, czy oczekiwać zdecydowanego ruchu o 50 pb, czy też zachowawczej redukcji o 25 pb. Z Fed nie napłyną już żadne nowe sygnały, więc ocenę inwestorów oddziaływać będą już tylko dane makro oraz przebieg notowań na rynkach finansowych. Przypomnijmy, że Rezerwa Federalna nie raz pod wpływem nagłego wybuchu zmienności zmieniała swoje plany. Najważniejszym odczytem w USA będzie wieńcząca tydzień publikacja pierwszego szacunku dynamiki PKB osiągniętej w drugim kwartale. Rynek zakłada jej spowolnienie z 3,1 do 2,1 proc. w ujęciu zannualizowanym. Poza tym publikacje o najwyższym znaczeniu nie będą liczne. We wtorek i środę poznamy sprzedaż domów na rynku wtórnym i pierwotnym, barometry koniunktury (Richmond Fed i PMI). W czwartek uwaga skupiona będzie na pierwszym odczycie zamówień na dobra trwałe za czerwiec.

W strefie euro należy odnotować dwa wydarzenia. Będą to środowe, wstępne odczyty PMI – zakładana jest stabilizacja na niskim pułapie, zarówno w przypadku Niemiec, jak i całego bloku walutowego. Rozczarowanie wartościami indeksu ZEW pokazuje, że to wszystko na co można liczyć. Dodatkowych wskazówek dostarczy publikowany dzień później indeks IFO. Gwoździem programu będzie jednak posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Nie spodziewamy się, że już w najbliższy czwartek zostaną zmienione parametry polityki. Takiego kroku oczekujemy po wrześniowym posiedzeniu, więc rynek będzie wyglądał jakichkolwiek wskazówek jaką formę przybierać będzie łagodzenie. Wśród dostępnych instrumentów trudno szukać rozwiązań zupełnie nowych. Luzowanie polityki przez EBC jest posunięte do takiego ekstremum, że konieczne są modyfikacje znanych narzędzi. Spodziewamy się, że we wrześniu zostanie obniżona stopa depozytowa o 10 pb, ale prawdopodobnie towarzyszyć temu będzie system różnicowania stóp procentowych dla różnych grup instytucji. To dość skomplikowany i budzący kontrowersje pomysł, który lansuje członek zarządu EBC Coeure. Argumentuje on m.in. że istnieją systemy bankowe, które cierpią ze względu na ujemne stopy i charakteryzowane są przez nadpłynność sektora. W innych państwach, na peryferiach strefy euro wymagane byłoby dalsze luzowanie parametrów polityki. Tzw. „tiering” mógłby teoretycznie pogodzić dbałość o kondycję sektora bankowego z dążeniem do wsparcia kredytu tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. Przy redukcji oczywistym krokiem jest przedłużenie zobowiązania do utrzymywania stóp na bieżącym poziomie o kolejne kwartały. Naszym scenariuszem bazowym nie jest natomiast wznowienie skupu aktywów, ale gdyby zdecydowano się na taki krok, to tutaj też potrzebne byłyby modyfikacje. Przybrałyby one postać podniesienia limitu maksymalnego zaangażowania EBC w papiery z poszczególnych emisji (prawdopodobnie z 33 do 49 proc.).

W przypadku funta wszystkie kluczowe dane (rynek pracy, inflacja, sprzedaż detaliczna) opublikowano w poprzednim tygodniu, a uwaga przenosi się na politykę. Prawdopodobnie jutro poznamy wyniki głosowania w konkursie na nowego przywódcę Partii Konserwatywnej, który w środę zastąpi premier May na stanowisku premiera. Brytyjska waluta będzie pod wpływem zmian percepcji tego jakim premierem będzie Boris Johnson (najbardziej prawdopodobny zwycięzca) i jaką drogę wyjścia z Unii Europejskiej obierze. Na razie rynek nie spodziewa się po jego gabinecie nic dobrego – ryzyko ciągłych przepychanek z Brukselą prowadzące do twardego brexitu mocno ciąży przecenionemu funtowi i tak długo jak nie wyparuje, tak długo trudno liczyć na jego trwałe umocnienie.

Na złotym dominuje trend boczny z EUR/PLN zamkniętym w przedziale 4,24-4,27. Spokój na rynkach bazowych sprzyja lekkiej aprecjacji polskiej waluty, ale z drugiej strony zbyt dużo jest znaków zapytania dla globalnego sentymentu (wojny handlowe, FOMC, EBC, brexit), aby rynki wschodzące doświadczyły śmielszego napływu kapitału i wyłamania złotego na nowego maksima.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W 2019 r. czeka nas 5 proc. wzrost PKB?

Kolejne międzynarodowe instytucje i firmy podwyższają prognozy wzrostu polskiego PKB. Prognozy były zbyt niskie, nie doceniano, że Polacy tak niechętnie oszczędzają, gdy rosną ich dochody.

Zaktualizowana prognoza Coface wzrostu PKB w Polsce w 2019 r. to 4,3 proc.

– Zrewidowaliśmy prognozę z wcześniejszego poziomu 3,8 proc. Mamy wciąż dobrą konsumpcję prywatną, która pozostaje główną siłą napędową polskiej gospodarki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce. – To jest związane z sytuacją na rynku pracy i impulsem fiskalnym wynikającym m.in. z rozszerzenia programu 500+, który przyczyni się do wzrostu konsumpcji.

Natomiast czynnikiem najwyższego ryzyka dla polskiej gospodarki jest sytuacja na rynkach zagranicznych. Szczególnie spowolnienie gospodarcze w Niemczech. Coface szacuje, że w tym roku niemieckie PKB wzrośnie zaledwie o 0,8 proc., gdy w 2017 r. był to wzrost 2,5 proc., a w 2018 r. o 1,5 proc.

– Może się okazać, że nasza prognoza jest zbyt ostrożna, jeżeli Polacy będą tak dużo przeznaczać na konsumpcję, a tak mało na oszczędności, to będziemy się zbliżali do 5 proc. wzrostu PKB 2019 r. – wyjaśnia ekspert Coface.

Ponad 3,72 miliarda złotych obrotów Grupy Muszkieterów po pierwszym półroczu 2019 roku

Pierwsze sześć miesięcy 2019 roku Grupa Muszkieterów zakończyła solidnymi obrotami w wysokości ponad 3,72 miliarda złotych. Oznacza to wzrost o prawie 5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. Obroty Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw, oraz Bricomarché wyniosły odpowiednio blisko 2,5 miliarda złotych i prawie 1,23 miliarda złotych. Te solidne wyniki to sukces całej Grupy, zrzeszającej polskich przedsiębiorców, dobry prognostyk na przyszłość i efekt wzmożonej pracy właścicieli sklepów oraz pracowników supermarketów i centrali.

Nowa strategia marki w Intermarché

W pierwszym półroczu 2019 r. sieć Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw, wypracowała obroty w wysokości niemal 2,5 miliarda złotych. Tylko w drugim kwartale sieć wygenerowała wzrost obrotów o ponad 7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

Marc Dherment
Marc Dherment

Jesteśmy zadowoleni z wyników wypracowanych przez Grupę Muszkieterów w Polsce, w tym sieci Intermarché i Bricomarché. Osiągnęliśmy je pomimo presji rynkowej oraz obowiązującego zakazu handlu w wybrane niedziele mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodaje Mocne przyspieszenie sprzedaży odnotowaliśmy w drugim kwartale tego roku. Przyczyniło się do tego wiele czynników, wśród których należy wymienić dużo korzystniejszy układ kalendarza oraz zmiany, jakie stopniowo wprowadzamy w przypadku sieci Intermarché. Optymalizacja tego szyldu wciąż trwa, jednak już teraz wpływa korzystnie na dynamikę obrotów. Natomiast dostrzegamy jeszcze ogromny potencjał, by poprawić wyniki w sklepach porównywalnych tzw. like-for-like. Dotychczasowo osiągane postępy w sprzedaży pozwalają nam z determinacją i optymizmem podejmować kolejne działania w drugiej połowie roku.

W pierwszym półroczu sieć zaprezentowała kampanię reklamową, której hasło przewodnie brzmi „Świeżo, tanio, z optymizmem”. Zapowiada ona całkowicie nową platformę marki w Polsce oraz fundamentalne zmiany w strategii prezentowania brandu Intermarché. Kluczowe obszary, w których pozycjonowana jest obecnie sieć to przede wszystkim świeżość, optymizm i inspiracja. Zgodnie z nową strategią, celem sieci jest zapewnienie klientom nie tylko świeżych produktów najwyższej jakości, ale również codziennych inspiracji, dzięki którym odkryją radość z gotowania smacznych i zdrowych posiłków. Sieć zdecydowała się także na istotne działania w strategii cenowej oraz polityce asortymentowej modyfikowanej pod kątem nowej kampanii.

Kolejnym ważnym wydarzeniem w pierwszym półroczu 2019 roku było wprowadzenie nowej marki własnej „Z sadów i pól”. W jej ramach sieć proponuje blisko 50 produktów z kategorii owoce i warzywa, które pochodzą od sprawdzonych dostawców. Oferta jest skierowana głównie do osób, które przywiązują szczególną wagę do zdrowego i zbilansowanego odżywiania.

Nowoczesne rozwiązania w Bricomarché

Już od kilku lat sieć supermarketów typu „dom i ogród” Bricomarché prężnie się rozwija, odnotowując dwucyfrowe wzrosty. Pierwsze półrocze 2019 roku także można zaliczyć do niezwykle pomyślnych. Obroty sieci wyniosły blisko 1,23 miliarda złotych, co oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim – również bardzo dobrego – o ponad 13 proc.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy sieć z sukcesem otworzyła sklep w Mławie oraz przeprowadziła relokację w Kamiennej Górze. W drugiej połowie roku odbędzie się większość z zaplanowanych na 2019 r. otwarć. Będzie to jeszcze około 12 supermarketów Bricomarché.

W pierwszym półroczu 2019 roku sieć Bricomarché wprowadziła istotne rozwiązania z zakresu e-commerce. Od lutego klienci mogą korzystać z nowej strony internetowej, a także robić zakupy online. Nowa witryna internetowa pozwala na nieograniczony dostęp do ponad 13 tysięcy artykułów z oferty Bricomarché. To kolejny przykład, gdy sieć oraz zarządzający sklepami odpowiadają na potrzeby i oczekiwania klientów – a ci coraz częściej decydują się na zakupy przez internet lub zapoznanie się z ofertą produktową online. Obecnie z zakupów w sieci mogą skorzystać klienci 30 marketów Bricomarché. W planach jest sukcesywne wprowadzanie tej usługi w kolejnych miastach, tak aby do końca roku była ona dostępna we wszystkich sklepach w Polsce.

Zamówienia złożone przez stronę internetową można odebrać na 3 sposoby: w sklepie stacjonarnym, z dostawą do domu oraz w specjalnych boksach, czyli tzw. Bricomatach. To boksy zlokalizowane przed sklepami sieci w specjalnie oznaczonych strefach, które umożliwiają elastyczny czas odbioru produktów zakupionych w sklepie internetowym lub stacjonarnym. W ramach dostawy do Bricomatów sieć oferuje szeroką gamę produktów. Można w nich odebrać także towary o dużych gabarytach, takie jak np. płyty OSB czy drzwi, co jest całkowicie unikatowe w tego typu rozwiązaniach.

– Mamy ambitne plany wobec Bricomarché. Zależy nam na rozwoju organicznym sieci, dlatego planujemy sukcesywne otwieranie sklepów w nowych lokalizacjach. Na ten rok mamy zaplanowanych jeszcze około 12 otwarć, zarówno w mniejszych, jak i większych miastach – mówi dr Katarzyna Jańczak-Stefanide, Dyrektor Generalna sieci Bricomarché w Polsce i dodaje – Stale proponujemy naszym klientom nowe rozwiązania, dzięki którym zakupy w sieci Bricomarché stają się coraz łatwiejsze. Z wprowadzonej w lutym br. usługi e-zakupów mogli początkowo korzystać klienci pięciu marketów Bricomarché, teraz ta liczba wzrosła sześciokrotnie. Chcemy wprowadzać rozwiązania z zakresu e-commerce w kolejnych miastach. Cieszymy się, że klienci dostrzegają nasze działania, co w konsekwencji przekłada się na coraz lepsze wyniki sieci.

Rusza program GPW Growth wspierający rozwój i transformację spółek z sektora MŚP

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. (GPW) uruchamia jedną z inicjatyw strategicznych #GPW2022 – GPW Growth. GPW Growth to kompleksowy program nastawiony na wspieranie rozwoju małych i średnich firm w oparciu o zidentyfikowane potrzeby przedsiębiorstw. Program jest adresowany do prezesów, członków zarządów i dyrektorów odpowiedzialnych za realizację kluczowych celów w firmach. Organizatorem jest GPW we współpracy z partnerami, m.in: Polskim Funduszem Rozwoju S.A., EY Academy of Business, Inicjatywą Firm Rodzinnych, Dialog – Klub Dyrektorów Finansowych oraz patronami programu – Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii i CFA Society Poland.

– Pozyskanie kapitału to prawdziwa rewolucja dla każdego przedsiębiorstwa. W każdej firmie potrzebne są kompetencje w budowaniu wartości. Program GPW Growth dostarczy uczestnikom wiedzy, umiejętności oraz sieci kontaktów biznesowych, które będą pomocne w pozyskiwaniu kapitału oraz zarządzaniu nakierowanym na tworzenie wartości dla inwestorów. Dla nas jest to kluczowa inicjatywa w ramach strategii #GPW2022 – mówi Marek Dietl, prezes zarządu GPW.

W ramach tego unikalnego programu przewidziano m.in. spotkania networkingowe z ekspertami i praktykami biznesu, warsztaty, case studies, indywidualne rozmowy, a także zagraniczne sesje wyjazdowe. Dodatkowym atutem będzie także promowanie firm w środowisku profesjonalistów biznesu i finansów.

GPW Growth dostarczy wiedzy z zakresu praktycznych elementów funkcjonowania spółek. W jego ramach we wrześniu 2019 r. wystartuje Akademia GPW Growth. Uczestnicy Akademii będą mogli wymienić doświadczenia z zarządzania z uznanymi ekspertami biznesowymi, skorzystać z ich wiedzy, a wypracowane rozwiązania wprowadzić w swoich firmach.

– Rozwój, Kapitał na rozwój, Relacje i Przywództwo – to cztery tematy, wokół których budujemy Akademię GPW Growth. Istotnym elementem programu będą spotkania networkingowe, towarzyszące poszczególnym sesjom tematycznym. W ramach programu przewidziano m.in. warsztaty dotyczące finansowania projektów innowacyjnych realizowane wspólnie z Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii, wieczór z Polskim Funduszem Rozwoju, połączony z wizytą w tworzonym przez Fundację PFR Centralnym Domu Technologii czy też planowaną na przyszły rok zagraniczną sesję wyjazdową – dodaje Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

Akademia GPW Growth to cykl dziesięciu sesji, podczas których uczestnicy dowiedzą się jak za pomocą sprawdzonych narzędzi skutecznie zwiększyć wartość swojej firmy poprzez „szyte na miarę” sesje warsztatowe. W sumie to ponad 120 godzin wykładów i spotkań, w których praktyka biznesu jest ważniejsza niż wiedza teoretyczna. Akademia GPW Growth potrwa do czerwca 2020, a uczestnicy szkolenia otrzymają na jego zakończenie certyfikat „Ready for Growth”.

64 proc. polskich pracowników jest zadowolona z pracy

Większość polskich pracowników (64 proc.) jest zadowolonych z ogólnych warunków zatrudnienia i sytuacji na rynku pracy – wynika z badania „Confidence Index” przeprowadzonego w II kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page. To drugi najlepszy wynik wśród badanych 14 europejskich państw. Co więcej, ponad połowa kandydatów z Polski jest przekonana, że nową pracę znajdzie w mniej niż 1 miesiąc. Co może zmotywować ich do podjęcia takiej decyzji?

Gonimy lidera

Najlepiej kondycję rodzimego rynku pracy i swoją sytuację zawodową oceniają Niemcy (68 proc.) – wynika z cyklicznego badania „Confidence Index” przeprowadzonego w II kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page. Już na drugim miejscu, z wynikiem 64 proc., uplasowali się Polacy, a ranking najbardziej usatysfakcjonowanych pracowników w Europie zamyka Austria (63 proc.).

W Polsce rynek pracy sprzyja kandydatom, gdyż dziś to pracodawcy walczą o pracowników. To sprawia, że oczekiwania względem miejsca zatrudnienia rosną. Firmy natomiast są bardziej skłonne do tego, aby te potrzeby spełniać. Możemy przypuszczać, że w najbliższej przyszłości pozycja kandydatów będzie tak samo silna albo jeszcze mocniejsza. Jak pokazują dane GUS, od kwietnia stopa bezrobocia utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie – 5,5 proc. Ponadto, Komisja Europejska podniosła prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski na 2019 r. i utrzymała prognozę wzrostu na 2020 r. To może oznaczać, że zapotrzebowanie na pracowników będzie prawdopodobnie stale się zwiększać – mówi Wojciech Bartz, Senior Executive Manager w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Optymistyczne prognozy na przyszłość

Polacy z optymizmem patrzą również w przyszłość. Spośród wszystkich badanych krajów, największy odsetek naszych rodaków (niemal 80 proc.) pozytywnie ocenia przyszłość rodzimego rynku pracy. Ponadto, 70 proc. szacuje, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy również dobrze będzie się kształtować sytuacja ekonomiczna w Polsce.

– Pozytywne nastroje przekładają się również na wzrost oczekiwań kandydatów. Jak pokazuje nasze badanie, ponad połowa ankietowanych (54 proc.) liczy na podwyżkę w ciągu najbliższych 12 miesięcy. W tym samym czasie 47 proc. spodziewa się otrzymania awansu. Mimo korzystnej sytuacji na rynku pracy, polscy pracownicy dużą wagę przykładają do inwestowania „w siebie”. 8 na 10 ma zamiar w ciągu najbliższego roku rozwinąć swoje kompetencje, a 55 proc. zmieniłoby pracę po to, aby w innym miejscu nauczyć się nowych umiejętności – dodaje Wojciech Bartz.

Wynagrodzenie traci na znaczeniu

Obecny rynek pracy sprzyja również poszukującym nowego miejsca zatrudnienia. Większość badanych (82 proc.) szacuje, że znalezienie nowej pracy zajmie im mniej niż 3 miesiące. Ponad połowa (51 proc.) jest przekonana, że poświęci na to 1 miesiąc. Tylko co 10. ankietowany obawia się, że na szukanie nowego pracodawcy przeznaczy od 4 do 6 miesięcy.

Większość pracowników (55 proc.) potencjalną zmianę obecnej pracy motywuje chęcią zdobycia dodatkowych umiejętności. 35 proc. skarży się na brak perspektyw do rozwoju zawodowego w obecnym miejscu zatrudnienia. Co ciekawe, spada odsetek respondentów, którzy rozważają zmianę pracy ze względu na lepsze wynagrodzenie. W II kwartale 2019 r. na taki powód wskazało nieco ponad 39 proc. badanych. Dla porównaniu w I kwartale 2019 r. takiej odpowiedzi udzieliło 43 proc. respondentów – dodaje Wojciech Bartz.

Z badania „Confidence Index” wynika także, że na decyzję o zmianie pracodawcy może wpłynąć również chęć pracy w bardziej etycznej firmie (33 proc.) oraz potrzeba pracy w miejscu, które pozwoli utrzymać lepszy work-life balance (15 proc.).

Spółka cywilna a podatki PIT i VAT – na co uważać?

Spółka cywilna jest najprostszą i najbardziej powszechną formą prawną prowadzenia biznesu w Polsce. W przeciwieństwie do spółek kapitałowych i osobowych nie posiada osobowości prawnej, a jej funkcjonowanie zostało uregulowane w Kodeksie cywilnym, a ściśle rzecz ujmując, w prawie zobowiązań. W praktyce spółka cywilna oznacza umowę pomiędzy wspólnikami, którzy realizują wspólny cel gospodarczy. Konstrukcja spółki cywilnej nakłada jednak na wspólników liczne obowiązki na tle podatkowym. Istotną jej cechą jest fakt, że na gruncie podatków dochodowych podatnikami są wyłącznie wspólnicy, natomiast podatnikiem VAT będzie już sama spółka.

Opodatkowanie dochodów wspólników spółki cywilnej

W świetle przepisów o podatkach dochodowych spółka cywilna została sklasyfikowana jako spółka niebędąca osobą prawną. Tworzą ją co najmniej dwa podmioty gospodarcze (osoby fizyczne lub osoby prawne). W zależności od formy prowadzenia działalności gospodarczej wspólnicy są zobowiązani rozliczać PIT lub CIT od dochodów uzyskiwanych w ramach spółki cywilnej. Zgodnie z treścią art. 8 ust. 1 ustawy o PIT przychody z udziału w spółce niebędącej osobą prawną u każdego ze wspólników określa się proporcjonalnie do jego udziału w zysku (udziału). W przypadku braku przeciwnego dowodu, w szczególności braku stosownych zapisów w umowie lub statucie spółki, przyjmuje się, że udziały wspólników są równe. Również proporcjonalnie do udziału w zyskach spółki wspólnicy rozliczają koszty uzyskania przychodów, wydatki niebędące kosztami podatkowymi oraz straty, jak również ulgi podatkowe rozliczane w związku z prowadzeniem działalności w formie spółki niebędącej osobą prawną. W tym celu spółka cywilna osób fizycznych jest zobowiązana prowadzić podatkową księgę przychodów i rozchodów, a w niektórych przypadkach księgi rachunkowe.

Formy opodatkowania dochodu przez wspólników

Prowadzenie działalności w formie spółki cywilnej oznacza możliwość wyboru przez wspólnika najbardziej dla niego dogodnej formy opodatkowania dochodów. Ustawa o PIT przewiduje możliwość zastosowania:

  1. opodatkowania na zasadach ogólnych:
  • według skali podatkowej 18% lub 32% albo
  • podatkiem liniowym 19%;
  1. opodatkowania w formach zryczałtowanych:
  • ryczałt od przychodów ewidencjonowanych albo
  • karta podatkowa.

Co istotne, wspólnicy spółki cywilnej mogą wybrać różne formy opodatkowania (np. skala podatkowa i podatek liniowy). Z kolei wybór formy ryczałtowej przez jednego ze wspólników oznacza, że również pozostali wspólnicy powinni przyjąć tę samą formę rozliczeń z fiskusem. O wyborze formy opodatkowania powinna decydować m.in. indywidualna specyfika prowadzonego biznesu, zakres prowadzonej działalności, a niekiedy także branża, w której funkcjonuje przedsiębiorca. Niejednokrotnie atrakcyjna stawka opodatkowania ryczałtem przy jednoczesnej rezygnacji z rozliczania kosztów podatkowych może być dla przedsiębiorcy mniej korzystna od rozliczania dochodów według skali podatkowej lub liniowo.

Spółka cywilna na gruncie ustawy o VAT

Inaczej niż na gruncie ustaw o PIT i CIT wygląda podmiotowość podatkowo-prawna spółki cywilnej w ustawie o podatku od towarów i usług. W myśl przepisów VAT-owskich to spółki cywilne, a nie ich wspólnicy, występują w charakterze podatników VAT. O statusie podatnika VAT spółki cywilnej przesądza fakt, iż w istocie jest ona podmiotem wykonującym działalność zarobkową o określonym celu gospodarczym, co wpisuje się w definicję podatnika, o której mowa w art. 15 ust. 1 i 2 ustawy o VAT. Skoro zatem na spółce ciąży obowiązek rozliczania tego podatku, to status jej wspólników jest z punktu widzenia VAT obojętny. Dla przykładu limity zwolnienia podmiotowego z VAT (limit 200 tys. zł) nie dotyczą poszczególnych wspólników, a spółki cywilnej rozumianej jako jeden organizm na gruncie podatku VAT.

Spółka cywilna jako podmiot spełniający kryteria podatnika i niekorzystająca ze zwolnienia podmiotowego lub przedmiotowego VAT powinna zatem złożyć właściwe zgłoszenie rejestracyjne (VAT-R) do celów podatku od towarów i usług przed dniem wykonania pierwszej czynności podlegającej opodatkowaniu tym podatkiem. Spółka cywilna wykonująca czynności opodatkowane VAT jest także zobowiązana do wystawiania faktur VAT na rzecz innych podatników oraz prowadzenia ewidencji sprzedaży i zakupów do celów VAT. Ponadto na spółce cywilnej jako podatniku VAT będzie ciążył obowiązek zapłaty podatku, składania miesięcznych lub kwartalnych deklaracji VAT-7 oraz informacji podsumowujących oraz bieżącego raportowania do Szefa KAS plików JPK.

VAT w relacjach spółka-wspólnicy – na co uważać?

W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej w formie spółki cywilnej szczególną uwagę należy poświęcić tematyce tzw. odpłatnych i nieodpłatnych świadczeń spółki na rzecz jej wspólników. Co do zasady odpłatne świadczenie na rzecz wspólnika (np. sprzedaż samochodu) stanowi czynność opodatkowaną VAT na zasadach ogólnych, tak jak ma to miejsce w przypadku dokonywania transakcji z innymi podatnikami. Również w przypadku tzw. świadczeń nieodpłatnych na rzecz wspólnika (np. nieodpłatne przekazanie zużytych towarów) może powstać – pod pewnymi warunkami – obowiązek naliczenia i odprowadzenia podatku do budżetu państwa. Jest to o tyle istotna kwestia, gdyż nieprawidłowe rozliczenia na gruncie VAT pomiędzy spółką a jej wspólnikami mogą przyspieszyć wszczęcie postępowania kontrolnego przez organy skarbowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek faktoringu zanotował w I półroczu 2019 r. wzrost obrotów o 21 proc.

Popyt na faktoring w Polsce nadal rośnie. Rynek zanotował w I półroczu 2019 r. wzrost obrotów o 21 proc. Podmioty zrzeszone w Polskim Związku Faktorów objęły wierzytelności o wartości 132 mld zł, podczas gdy rok temu kwota ta sięgała 109,1 mld zł. Z tej formy finansowania korzysta w Polsce obecnie blisko 16,6 tys. przedsiębiorstw. Zarówno w obrocie krajowym, jak i międzynarodowym najszybszy wzrost zanotował faktoring pełny.Rynek faktoringu w I półroczu 2019 r.

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Zrzesza 29 członków: 5 banków komercyjnych, 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, 3 podmioty o statusie partnera oraz 2 członków honorowych.

Firmy należące do PZF sfinansowały w I półroczu 2019 r. działalność krajowych przedsiębiorstw na łączną kwotę 132 mld zł. Dzięki temu rynek zanotował wzrost o 21 proc.

Wykres 1. Obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w I półroczu 2019 r. (w mld zł)Rynek faktoringu w I półroczu 2019 r. 2

– Rynek faktoringu w Polsce nabrał w ostatnich latach dużego rozpędu. Usługa ma ogromny potencjał, który udaje się coraz lepiej wykorzystać. Zdecydowana większość dużych faktorów i spora część graczy średniej wielkości odnotowała dwucyfrowe wzrosty, niekiedy bardzo wysokie. Jeden podmiot z rynkowej czołówki może pochwalić wzrostem nawet ponad 100-procentowym. To pokazuje, że popyt na faktoring stale rośnie. Przedsiębiorcy poszukują finansowania i stawiają na rozwiązanie szybkie i wygodne – mówi Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF
Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF

– Obserwujemy przy tym przetasowania w rynkowej czołówce. Liderem został faktor spod znaku BGŻ BNP Paribas. To efekt przejęcia przez tę grupę sieci Raiffeisen w Polsce. Na drugim miejscu plasuje się dynamicznie rosnący Pekao Faktoring, a na trzecim ING Commercial Finance – niedawny lider sektora – dodaje Sebastian Grabek.

Najpopularniejszą formą faktoringu, podobnie jak na innych rozwiniętych rynkach europejskich, trwale stał się faktoring pełny. Zainteresowanie nim szczególnie dynamicznie rośnie w obrocie krajowym. Umożliwia szybki dostęp do środków na bieżącą działalność, połączony z ochroną przed brakiem zapłaty za dostarczone towary lub usługi ze strony kontrahentów. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w I półroczu 2019 r. w jego ramach blisko 66,9 mld zł wierzytelności, co stanowi 51 proc. obrotów. Kolejne 32 proc., generuje faktoring niepełny. Pozostałe 17 proc. przypada natomiast na faktoring importowy, odwrócony oraz wymagalnościowy.

– Obserwujemy coraz większą skuteczność podejmowanych przez cały rynek działań edukacyjnych. Dzięki nim przedsiębiorcy coraz lepiej uświadamiają sobie, że faktoring to nie tylko prosta forma finansowania, ale także ochrona przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi. Zapewnia ją faktoring w opcji pełnej. Ponad połowa obrotów sektora od dłuższego  czasu pochodzi właśnie z niej. To trend charakterystyczny dla lepiej rozwiniętych rynków – wyjaśnia Sebastian Grabek.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 16,6 tys. przedsiębiorców. Wystawili oni blisko 8,3 mln faktur, na  podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

– Przedsiębiorcy zauważyli, że faktoring pozwala uniknąć ryzyka wpadnięcia w zatory płatnicze. Dlatego przedstawiają coraz więcej faktur do sfinansowania. Nie mogą sobie na to pozwolić jedynie te firmy, które są związane kontraktami zawierającymi zakaz cesji.

Wyklucza on sięgnięcie po finansowanie. PZF od kilku miesięcy zabiega o zmiany prawne zmierzające do tego, aby nie obowiązywał on wierzytelności pieniężnych. Realizuje ten postulat w ramach kampanii „Wolne Faktury”. Jesteśmy przekonani, że kolejne ułatwienia dla przedsiębiorców będą go uwzględniać – dodaje Sebastian Grabek.

Wykres Liczba klientów firm zrzeszonych w PZF w I półroczu w latach 2017 – 2019 (w tys.)Rynek faktoringu w I półroczu 2019 r. 3

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. Utrzymanie płynności finansowej w ich przypadku decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.

Wykres 3. Struktura obrotów firm zrzeszonych w PZF w I półroczu 2019 r. w ujęciu sektorowymRynek faktoringu w I półroczu 2019 r. 4

Prezes PZPM: Unijna walka o ekologię podniesie ceny nowych pojazdów nawet o 20%

W przyszłym roku wejdą w życie obniżone limity dot. emisji dwutlenku węgla. Spełnienie norm stanie się bardzo trudne, a ich przekroczenie będzie skutkować wysokimi karami dla producentów pojazdów. Zdaniem Jakuba Farysia, prezesa Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, prawdopodobna jest podwyżka cen nowych aut. Koncerny już je zapowiadają, nawet o 20%, ale w obrębie danej marki mogą być przyjęte różne strategie dla poszczególnych modeli. Zakup samochodu w tym półroczu nie musi oznaczać oszczędności. W styczniu będzie on traktowany jako roczny i straci na wartości.

Od przyszłego roku zaczną obowiązywać zmniejszone normy emisji dwutlenku węgla dla nowych samochodów. Unijny limit wyniesie 95 g CO₂/km dla pojazdu o masie niespełna 1380 kg. Dla lżejszych aut dopuszczalny próg będzie jeszcze niższy, a dla cięższych – wyższy.

Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego
Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego

– Producent do obliczeń może uwzględnić nie wszystkie, a 95% zarejestrowanych samochodów, co pozwala na zebranie tych, które najmniej emitują. Jednak spełnienie nowych norm i tak będzie bardzo trudne i może się zdarzyć, że nie wszystkie firmy sprostają limitom. Przekonamy się o tym za 2 lata, kiedy nastąpi rozliczenie za 2020 rok – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Według firmy JATO, średnia emisja w 2018 roku wyniosła ok. 120 g CO₂/km. Za nadmierne emisje przewidziane są spore kary. Firmy zapłacą 95 euro za każdy gram powyżej ustalonego limitu. Jeśli więc norma zostanie przekroczona o 25 g CO₂/km, to do uregulowania będzie blisko 2400 euro.

– To drakońskie kary. Prawie 100 euro za gram przemnożone przez flotę to daje miliardy euro, dlatego w przypadku niektórych producentów może zdarzyć się, że kary spowodują zmniejszenie zysków. Tym bardziej, że oprócz ewentualnych kar, trzeba będzie znaleźć środki na rozwijanie nowych napędów – komentuje Jakub Faryś.

Znalezienie budżetu na badania i rozwój jest bardzo istotne, ponieważ w kolejnych latach wejdą w życie jeszcze ostrzejsze przepisy dotyczące emisji. Zaczną one obowiązywać od 2025 roku, a następne zaostrzenie przewidziane jest od 2030 roku. To oznacza, że firmy muszą myśleć nie tylko o najbliższej przyszłości.

– Z bardzo dużym prawdopodobieństwem, wręcz graniczącym z pewnością, można powiedzieć, że wzrost kosztów związanych z produkcją zostanie przerzucony na klientów. Niektórzy producenci już teraz komunikują, że ceny samochodów mogą wzrosnąć nawet o 20%. Dziś trudno stwierdzić, o ile więcej zapłacimy za poszczególne modele, bo nie wiemy, jak dużo pojazdów z alternatywnymi napędami zostanie wprowadzonych na rynek – podkreśla prezes PZPM.

Ceny poszczególnych modeli wzrosną różnie i będzie to zależało również od decyzji marketingowych. Bardzo możliwe jest, że dany producent podniesie ceny proporcjonalnie dla wszystkich modeli. Nie jest wykluczone, że zmiana będzie mniej odczuwalna dla klientów w przypadku pojazdów słabiej się sprzedających, a bardziej – przy hitach sprzedaży.

– Przy tych decyzjach istotna jest też kwestia wrażliwości cenowej. Załóżmy hipotetycznie, że ceny mają wzrosnąć o 10%. Jeżeli ktoś planuje zakup auta za kilkaset tysięcy zł, to prawdopodobnie stać go też będzie na ten pojazd droższy o 10%. Natomiast nie zaryzykowałbym tezy, że dla kogoś, kto kupuje samochód za kilkadziesiąt tysięcy zł, dołożenie pozostałej części będzie łatwe. Może się okazać, że nie, więc z pewnością wzrost nie będzie wszędzie taki sam – stwierdza prezes Faryś.

Dla producentów jednym ze sposobów na zmniejszenie emisji jest zwiększenie udziału sprzedaży aut z napędem bateryjnym, hybrydowym czy hybrydowym plug-in. Jednak pojazdy elektryczne bateryjne wciąż znajdują mniej nabywców niż wcześniej prognozowano. To jest rynek mocno uzależniony od dodatkowych zachęt, w tym finansowych. Brakuje też infrastruktury, za mało jest stacji ładowania, co ogranicza możliwości poruszania się poza miastem.

– Moim zdaniem, dużego skoku jakościowego należy spodziewać się w 2021 czy 2022 roku. Wtedy wielu producentów zaprezentuje samochody od początku skonstruowane jako elektryczne. Dziś sporo modeli stanowią pojazdy, które najpierw występowały w wersji spalinowej i dopiero po dużych zmianach stały się pojazdami elektrycznymi – informuje prezes Faryś.

Wizja podwyżek może wkrótce przyciągnąć do salonów sprzedaży klientów indywidualnych. Nad ofertami zastanowią się przede wszystkim osoby, które planują zakup auta i nie ma dla nich różnicy, czy transakcja nastąpi pod koniec 2019 roku bądź już na początku 2020 roku. Z kolei przyspieszenie wymiany floty firmowej o kilka miesięcy nie jest zazwyczaj możliwe. Decydują o tym polityka firmy i przyjęty kalendarz wymiany flot.

– Należy też pamiętać o tym, że pojazd kupiony w grudniu, staje się już w styczniu tańszy o ileś procent, ponieważ w Polsce uwzględniany jest rok produkcji. Może się okazać, że to, co zaoszczędziliśmy przed podwyżką, straciliśmy na roczniku. Ponadto, niewiele jest osób, które stać na kupowanie nowego auta na zapas. Jeżeli ktoś nabył samochód rok temu, to bezsensowna będzie kolejna zmiana. Przyjmuje się, że w Polsce okres eksploatacji, nawet dla ludzi zamożnych, wynosi co najmniej 3 lata – podsumowuje prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Jan Barbasiewicz partnerem w Colliers International

Colliers International, wiodąca firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych, poinformowała o awansie Jana Barbasiewicza na stanowisko partnera. Nominacja wzmocni Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych, gdzie do tej pory Jan pełnił rolę dyrektora.

Jan specjalizuje się w doradztwie klientom z sektora magazynowego i logistycznego. Jest odpowiedzialny za pozyskiwanie nowych klientów oraz wspieranie działu w procesach transakcyjnych.

Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzający w Colliers International
Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzający w Colliers International

— Bardzo się cieszę z nowej funkcji Janka i serdecznie mu gratuluję. Jest z nami już od 6 lat i od samego początku skupia się nie tylko na sektorze, za który jest odpowiedzialny, ale patrzy szeroko na rynek nieruchomości i zachodzące na nim zmiany oraz rodzące się trendy, a jego obserwacje i opinie są cennym wsparciem dla naszej firmy. Funkcja partnera to jedno z najwyższych stanowisk w polskiej strukturze Colliers, które przyznajemy nie tylko za wyniki biznesowe, ale także wartość wniesioną w rozwój działu i firmy — mówi Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzający Colliers International w Polsce.

Jan Barbasiewicz – Colliers International
Jan Barbasiewicz, partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International

— Kiedy kilkanaście lat temu zaczynałem swoją przygodę z rynkiem magazynowym globalny biznes nie podlegał jeszcze tak szybkim zmianom jak teraz. Doradca pracujący w branży magazynowej musi dziś stale monitorować nie tylko rynek nieruchomości, ale przede wszystkim biznes swoich klientów. Jako partner w Colliers będę miał jeszcze większy wpływ na kierunek rozwoju firmy, a tym samym na zakres i jakość usług oferowanych naszym klientom. Wierzę, że moje doświadczenie i wiedza będą dla nich cennym wsparciem, szczególnie w kontekście dynamicznie zmieniającego się otoczenia — mówi Jan Barbasiewicz, partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Jan posiada 17-letnie doświadczenie w pracy na polskim rynku nieruchomości, w tym 14-letnie na rynku powierzchni magazynowych i przemysłowych, które zdobywał w firmach doradczych z sektora nieruchomości komercyjnych. Doradzał w tworzeniu strategii pozyskania powierzchni magazynowych i produkcyjnych dla czołowych firm z branż FMCG, elektronicznej, dystrybucyjnej czy logistycznej. Prowadził również wiele renegocjacji umów najmu oraz złożonych projektów typu built-to-suit dla klientów produkcyjnych i firm z sektora e-commerce.

Każda branża ma swój zestaw narzędzi finansowych. Transport, produkcja, handel i budownictwo najczęściej sięgają po leasing

Od początku realizacji pomiarów „Barometr EFL”, czyli od stycznia 2015 roku, zarządzający mikro, małym i średnim biznesem najczęściej finansują swoją działalność środkami własnymi. Podobnie sytuacja wyglądała w ostatnim pomiarze, w II kwartale br. – ponad 92 proc. przedsiębiorców zadeklarowało, że sięga do swoich portfeli w celu sfinansowania zaplanowanej inwestycji. Od kilku kwartałów również lider wśród zewnętrznych instrumentów finansowych pozostaje ten sam. Pierwszym wyborem jest leasing, z którego korzysta ponad 55 proc. MŚP. Na drugim miejscu tym razem uplasował się kredyt bankowy (49 proc. wskazań).

Radosław Woźniak Wiceprezes Zarządu
Radosław Wożniak, wiceprezes zarządu EFL

MŚP transportują i produkują w leasingu

Każda branża ma swoje ulubione lub najbardziej odpowiednie do jej specyfiki narzędzia finansowania inwestycji. W przypadku aż czterech branż takich jak transport, produkcja, handel i budownictwo, numerem jeden, jeśli weźmiemy pod uwagę zewnętrzne instrumenty, jest leasing. Przedsiębiorcy tak chęnie go wybierają z kilku powodów. Mogą dokonać inwestycji bez angażowania często dużej gotówki, tę mogą przeznaczyć na inne cele – na przykład związane z rozwojem swoich pracowników, a kupione środki trwałe zwiększają wartość firmy i jej konkurencyjność.

Biorąc pod uwagę branże, leasing jest najpopularniejszy w firmach transportowych (74 proc.). W ten sposób przedsiębiorcy najczęściej finansują swoją flotę pojazdów. Z tego instrumentu chętnie korzystają również firmy produkcyjne – 66 proc. z nich finansuje w ten sposób swoją działalność. Trzecią branżą, która jest za pan brat z leasingiem, jest budwnictwo (57,5 proc. wskazań), a tuż za nią uplasował się handel (55,8 proc.).

Najczęściej leasingują najwięksi

Od wielu pomiarów widoczna jest także tendencja, zgodnie z którą, im większa firma, tym częściej korzysta z leasingu. Podczas gdy wśród mikro firm blisko 32 proc. zarządzających bazuje na tym produkcie, wśród małych ten odsetek jest dwa razy wyższy i wynosi 62 proc., a wśród średnich podmiotów ponad 79 proc. Podobny trend widać w przypadku kredytu bankowego i ubezpieczenia majątku. Z pierwszego korzysta 66 proc. średnich podmiotów, 58 proc. małych i 26 proc. mikro organizacji. Po ubezpieczenie sięga natomiast 59 proc. średnich firm, 55 proc. małych i 34 proc. mikro.

Ubezpieczenie majątku zyskuje na popularności

Z roku na rok coraz większą popularność zyskuje ubezpieczenia majątku. W II kwartale br. to narzędzie zajęło miejsce tuż za kredytem bankowym – sięga po nie niecałe 49 proc. przedsiębiorców. Najczęściej za pan brat z ubezpieczeniem jest branża budowlana – 57,5 proc. wskazań, produkcyjna – 54 proc. wskazań oraz HoReCa – niecałe 54 proc. odpowiedzi. Co ciekawe, w przypadku hoteli i restauracji, ubezpieczenie majątku firmy jest zewnętrznym narzędziem finansowym, po które zarządzający sięgają najczęściej.

Bariery w rozwoju zawodowym kobiet na finansowym rynku pracy

  • 91% kobiet twierdzi, że kariera jest dla nich ważna lub bardzo ważna.
  • Jednocześnie aż 94% respondentów ocenia, że w sektorze finansowym występują bariery mające wpływ na rozwój kariery zawodowej kobiet.
  • Główną przeszkodą zewnętrzną jest uwikłanie w  role tradycyjne (34% wskazań), a wewnętrzną – brak wiary w siebie (37% wskazań).
  • Wg badanych karierę jest łatwiej robić kobietom, kiedy rosną dochody domowe, pozwalające np. zatrudnić opiekunkę (85%), kiedy istnieje możliwości pracy w elastycznym wymiarze czasu (83%) oraz kiedy panie obejmują strategiczne i decyzyjne stanowiska (83%).
  • Podczas gdy aż 59% badanych uważa, że płeć wpływa na możliwości awansu, wciąż 26% osób wskazuje, że w ich organizacjach nie ma wewnętrznych regulacji dotyczących polityki równych szans, a 29% nie wie czy taką posiada.

Druga edycja raportu „Kobiety w finansach” powstała we współpracy Antal, CFA Society Poland oraz partnera strategicznego – Banku BPH. Jak podkreślają autorzy – analiza obecnej sytuacji na rynku pracy oraz wyróżnienie czynników determinujących karierę kobiet umożliwi przełamywanie szkodliwych stereotypów, również tych nieuświadomionych. Ważne jest też przedstawienie postaw dotyczących pełnienia funkcji zawodowych przez reprezentantów różnych płci, dlatego w drugiej edycji do udziału w badaniu zaproszono także mężczyzn, aby z szerszej perspektywy spojrzeć na sytuację kobiet na rynku finansowym.

Dzięki udziałowi respondentów zróżnicowanych pod kątem płci, zyskujemy pełniejszy obraz kariery zawodowej kobiet w naszym kraju – wyjaśnia Monika Grabek, Executive Director CFA Society Poland.Z badania wynika, że mężczyźni i kobiety na te same kwestie związane z rozwojem zawodowym, aktualną sytuacją na rynku pracy czy też oczekiwanymi zmianami odpowiadają całkiem inaczej. Kobiety bardziej pesymistycznie oceniają rozwój własnych karier, podczas gdy z punktu widzenia mężczyzn – rynek pracy może sprzyjać kobietom.

Rola kobiet na rynku finansowym

Jak wynika z raportu „Kobiety w finansach” – dla 91% pań kariera zawodowa jest ważna lub bardzo ważna. Jednocześnie 78% badanych zauważa poprawę sytuacji kobiet na rynku pracy w sektorze finansowym. 68% respondentów badania deklaruje, że w ich zarządach znajdują się kobiety, a aż 87% w swojej organizacji obserwuje kobiety zajmujące stanowiska na szczeblu wyższej kadry menedżerskiej. Mimo to, tylko 28% uważa, że kobiety zajmują strategiczną rolę na rynku pracy, rozumianą jako szeroko pojęty wpływ na kierunki i sposób rozwoju instytucji finansowych. Ciekawy wydaje się być fakt, że mężczyźni znacznie wyżej oceniają wpływ kobiet niż same zainteresowane (46% mężczyzn ocenia rolę kobiet jako strategiczną vs. 17% kobiet).Bariery w rozwoju zawodowym kobiet na finansowym rynku pracy

Bariery w rozwoju zawodowym kobiet na finansowym rynku pracy

Co dziesiąta kobieta obserwuje pogorszenie lub nieznaczne pogorszenie sytuacji kobiet w sektorze finansowym na tle ostatnich lat. Poprawę dostrzega co czwarta kobieta, natomiast wśród mężczyzn co drugi respondent (42%). W tym przypadku również to mężczyźni zdecydowanie częściej oceniają zmianę na plus jako dużą. Jednocześnie, aż 94% badanych ocenia, że w sektorze finansowym występują bariery mające wpływ na przebieg kariery zawodowej kobiet.

Bariery zewnętrzne

  • uwikłanie kobiet w role tradycyjne (34% wskazań) – ograniczenie roli kobiety do żony i matki,
  • dającą się odczuć solidarność mężczyzn (27% wskazań),
  • pomijanie kobiet przy awansach (26%) wskazań.

Bariery wewnętrzne

  • brak wiary w siebie (37% wskazań),
  • brak odwagi formułowania i wyrażania własnych potrzeb (36% wskazań).
  • fasadowa skromność, zgodnie z którą kobiety uważają, że nie wypada przedstawiać siebie samej w korzystnym świetle (26% wskazań).

Co ciekawe, czynniki wewnętrzne były częściej zaznaczane przez respondentów niż czynniki zewnętrzne. Większość z nich ma charakter społeczno-psychologiczny. Antropolodzy wyodrębnili wzorzec dotyczący podziału zadań społecznych w zależności od płci. Pewien określony zestaw zadań jest konsekwentnie przypisywany tylko jednej płci – najczęściej kobiety są odpowiedzialne za dom i wychowanie dzieci, mężczyźni wykonują zadania wymagające wysiłku fizycznego i nieobecności w domu[1]. Wyniki badania „Kobiety w finansach” potwierdzają to zjawisko.

Aspekty wpływające pozytywnie na rozwój karier kobiet

Połączenie macierzyństwa i kariery zawodowej, to jedne z największych wyzwań, jakie stoją przed pracującymi mamami. Często mierzą się one również z obawą, że okres powrotu do pracy będzie oznaczał nadgodziny i brak czasu na opiekę nad dzieckiem. Właśnie dlatego jednym z najważniejszych czynników wpływających na sytuację kobiet jest rosnący przychód na rodzinę – pozwalający na zatrudnienie np. opiekunki dla dziecka (85% – suma odpowiedzi bardzo i raczej ważny). Dwa kolejne czynniki to rosnąca reprezentacja kobiet na stanowiskach strategicznych w biznesie oraz dostępność do rozwiązań pracy zdalnej (analogicznie 83%).

– Badanie pokazuje, że kobiety pracujące w instytucjach finansowych chcą się rozwijać i robić kariery – tak deklaruje ponad 90% respondentek – i że rola pań rośnie. Oprócz oczywistych czynników wspierających ten trend, takich jak lepsza sytuacja finansowa czy elastyczny czas pracy, widać jasno że na sytuację pań wpływa rosnąca reprezentacja kobiet na strategicznych stanowiskach w biznesie i kierowniczych w firmach. Innymi słowy – kobiety mają szanse być zauważone i awansować jedynie tam, gdzie zarządy są różnorodne, rozumieją płynące z tego korzyści i nie boją się przełamywać stereotypów. Jeśli nałożymy na to fakt, że firmy, w których kobiety pełnią kluczowe role mają lepsze wyniki finansowe i są lepiej oceniane przez pracowników, jasno widać, że wspieranie rozwoju pań to temat niezmiernie istotny, mogący budować przewagę konkurencyjną firm – mówi Małgorzata Romaniuk, Wiceprezes Zarządu Banku BPH, który – jako organizacja mająca bardzo zaawansowane polityki dotyczące wspierania i rozwoju kobiet – jest partnerem strategicznym badania i raportu.

Polityka równych szans jako sposób przeciwdziałania stereotypom

Podejmując tematykę działania na rzecz równouprawnienia warto zwrócić uwagę na możliwości rozwoju kariery zawodowej. Ponad połowa (59%) respondentów ocenia, że płeć wpływa na możliwość awansu. Jednocześnie co czwarty z respondentów (26%) deklaruje, że jego firma nie wdrożyła wewnętrznych regulacji dotyczących polityki równych szans. Szczególnie uderzający jest wysoki odsetek odpowiedzi „nie wiem” (29%), co wskazuje na konieczność poprawy komunikacji wewnątrz organizacji. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku konkretnych działań podejmowanych na rzecz równouprawnienia kobiet i mężczyzn – tylko 39% badanych widzi takie inicjatywy w swojej organizacji. To oznacza, że nadal mamy wiele do zrobienia. Aby ułatwić zmiany w organizacjach, raport „Kobiety w finansach” został wzbogacony o case studies wybranych firm, przykłady dobrych praktyk oraz zasady różnorodności, mogące służyć za wskazówkę jak skutecznie walczyć z nierównością płciową czy wykluczeniem, a w konsekwencji – jak zwiększać efektywność i poprawiać wyniki biznesowe– nie tylko w sektorze finansowym.

Artur Skiba, prezes agencji Antal
Artur Skiba, prezes agencji Antal

 – Mamy nadzieję, że raport „Kobiety w Finansach” będzie narzędziem umożliwiającym wypracowanie skutecznych rozwiązań zwiększających szanse rozwoju kobiecych karier. Co za tym idzie, wspierającym organizacje w kształtowaniu adekwatnej polityki personalnej. Trzeba pamiętać, że trafne działania przekładają się nie tylko na prestiż organizacji. Wzrost zaangażowania pracowników to zmniejszone wskaźniki rotacji i absencji pracowniczej, niższe koszty rekrutacji, sprawniej działający system rekomendacji pracowniczej i wiele innych. Działania w interesie kobiet zarówno w interesie społecznym, jak i biznesowym – podsumowuje Artur Skiba, prezes Antal.

[1] Lidia Marszałek, Kulturowe uwarunkowania roli kobiety we współczesnym społeczeństwie, 2008

Gdzie i jakiej pracy szukają Ukraińcy w Polsce?

Co piąty Ukrainiec myślący o pracy w Polsce bierze pod uwagę wysokość wynagrodzenia. Nasi wschodni sąsiedzi chcą też pracować w dużym mieście – Gdańsk, Poznań, Warszawa, Wrocław i Kraków. Dla Ukraińców najmniej istotnymi czynnikami wpływającymi na wybór miejsca do życia i pracy są dostęp do edukacji wyższej oraz obiektów sportowych, wynika z badania Gdańskiego Urzędu Pracy zrealizowanego przez Pracodawców Pomorza we współpracy z Grupą Progres.

Z raportu opracowanego na podstawie badania wynika, że dokonując wyboru miejsca przyszłej pracy 20 proc. ankietowanych Ukraińców będzie kierowało się głównie wysokimi zarobkami. Prawie 16 proc. respondentów wskazywało, że przy wyborze miejscowości biorą pod uwagę interesujące propozycje pracy, dla 11 proc. ważna jest uczciwość pracodawcy, a 10 proc. badanych zależy na łatwym dojeździe do naszego kraju. Tylko 6 proc. ankietowanych odpowiedziało, że istotna jest ilość znajomych, mieszkających w danym mieście. Niewiele ponad 5 proc. wskazywało, że kierują się dostępem do kultury. Najmniej istotnymi czynnikami wpływającymi na wybór miejsca zamieszkania i pracy okazał się m.in. dostęp do edukacji wyższej, nowoczesne centra handlowe oraz dostęp do obiektów sportowych.

Ukraińcy nadal deklarują, że najważniejszym kryterium wyboru miejsca do życia i aktywności zawodowej są zarobione pieniądze, czyli w moim rozumieniu tzw. dobra praca. Gdyby nałożyć na siebie oba najczęściej deklarowane wskaźniki to priorytetem dla nich jest dobra praca w dużym mieście – mówi Ewa Błaszczyńska, Dyrektor Regionu w Grupie Progres.

Ukrainiec w dużym mieście

Spośród wymienianych przez Ukraińców miast, do których chcieliby się przenieść największym zainteresowaniem cieszą się Gdańsk (niemal 19 proc), Poznań (prawie 15 proc), Warszawa (12 proc), Wrocław (8 proc), Łódź (8 proc), Kraków (ok. 8 proc). Mniej popularne są Lublin (7 proc.) Rzeszów (6 proc.), Katowice (4 proc.) i Szczecin (3 proc.). Niewielu Ukraińców myśli o pracy w mniejszych miastach tj. Koszalin, Kalisz, Gorzów, Słupsk, Toruń czy Ustka.

W mojej ocenie zwyczaje przyjeżdzających do Polski pracowników uległy zmianie. Ukraińcy chcą normalnie funkcjonować korzystając ze wszystkich przywilejów, które oferuje duże miasto tj. centrów handlowych, basenów, przedszkoli, kin czy restauracji. Z drugiej strony bardzo istotnym motywatorem są z pewnością większe perspektywy w dużej aglomeracji, możliwość znalezienia dodatkowej pracy czy nowej, gdy jest taka konieczność – wyjaśnia Ewa Błaszczyńska.   Z moich obserwacji wynika, że wśród Ukraińców są też osoby ceniące spokój i ciszę charakterystyczną dla mniejszych miejscowości. Tę grupę stanowią najczęściej przyjezdni s w średnim i starszym wieku lub rodziny rozpoczynające swoje życie w Polsce – zaznacza ekspertka.

Badanie zlecone przez Gdański Urząd Pracy przeprowadzili Pracodawcy Pomorza we współpracy z Grupą Progres. Zbadano 1 367 respondentów – obywateli Ukrainy w wieku produkcyjnym.

Raport po I półroczu w Polsce – Brak rentowności wyhamowuje polskie firmy

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce w pierwszym półroczu 2019 roku pod względem niewypłacalności. Kluczowe wnioski wynikające z analizy danych w Monitorach Sądowych i Gospodarczych to:

  • w I półroczu 2019 r. w oficjalnych sądowych źródłach opublikowano informacje o 503 przypadkach niewypłacalności polskich przedsiębiorstw wobec 511 w I półroczu 2018 r. (spadek r/r o 2%) oraz 418 w I półroczu 2017 r. (wzrost o 20%).
  • Nieznaczny spadek liczby niewypłacalnych firm to głównie efekt skokowego zwiększenia się liczby niewypłacalności w poprzednich miesiącach i w związku z tym dużej bazy.
  • Pomimo zmniejszenia się liczby niewypłacalności w produkcji o 5% (124, wobec 130 w analogicznym okresie roku ubiegłego) to sektor ten przyniósł największą liczbę firm w ogólnej liczbie niewypłacalności. Kolejne pod względem skali niewypłacalności były sektor usług (119 firm, wobec 148) oraz handel hurtowy (100, wobec 82).
  • Największą, procentową zmianę liczby niewypłacalności odnotowano w transporcie (29 firm w I półroczu 2019 wobec 19 w I półroczu 2018, co oznacza wzrost o 53%).
  • Główna przyczyna, charakterystyczna dla wszystkich branż to wzrost kosztów pracy oraz obciążeń podatkowych. A dla przemysłu i transportu dodatkowo wzrost cen nośników energii i paliwa.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

EH Niewypłacalnosci I połrocze 2019
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Słaby eksport oraz kłopoty w budownictwie problemem dla przemysłu

Firmy produkcyjne stanowiły najwyższy odsetek firm z niewypłacalnością w I półroczu 2019 roku – 124 firm z 503.

EH Niewypłacalnosci I połrocze 2019 2
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Problemy ze spłatą należności w sektorze produkcyjnym utrzymują się od początku roku. Wówczas to, już w styczniu, kilkumiesięczny spadek zamówień eksportowych skutkował zwiększeniem stanów magazynowych oraz ogłoszeniem niewypłacalności w 23 firmach z ogólnej liczby 98, wszystkich, styczniowych niewypłacalności. Znaczna część przedsiębiorstw pochodziła z sektora metalowego, produkując na eksport lub dla sektora budowlanego, przezywającego również swoje problemy. Na zasadzie domina, problemy u większych dostawców spowodowały zmniejszenie popytu na części do produkcji maszyn i urządzeń na eksport – a co za tym idzie kłopoty mniejszych poddostawców.

Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.
Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.

Sytuacja utrzymywała się, aż do kwietnia, kiedy to odnotowano mniej wypłacalności niż przed rokiem (20 niewypłacalności wobec 22 w kwietniu 2018 roku). – Nie był to jednak efekt poprawy rynkowej, a raczej sporej liczby niewypłacalności z poprzednich miesięcy, w mniejszym stopniu początek sezonu budowlanego. Można spodziewać się, iż przewidywany spadek tempa wzrostu rynku budowlanego do kilku procent w drugiej połowie roku oraz inwestycji przyczynią się do utrzymania wysokiego ryzyka w tej grupie firm produkcyjnych. – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Warto odnotować, iż w drugim kwartale w ogólnej liczbie niewypłacalnych firm produkcyjnych uwypuklili się producenci wyrobów tekstylnych, niewytrzymujących konkurencji z dalekim wschodem, jak również wyrobów konsumenckich – głównie żywności.

Firmy budowlane zaczęły opuszczać inwestycje

W pierwszych dwóch miesiącach bieżącego roku liczba niewypłacalności utrzymywała się na dość wysokim poziomie, a sam sektor był w czołówce pod względem ogólnej liczby niewypłacalności w ogólnej liczbie. Wszystko to pomimo kolejnego sezonu wzrostu wartości rynku budowlanego w tempie dwucyfrowym, w okolicach 20% r/r.

Poprawę przyniósł marzec. Z jednej strony rynek oczyścił po kłopotach z ubiegłego sezonu, a z drugiej ruszyły prace, głównie drogowe, zastopowane na czas zimy. W efekcie, w I kwartale liczba niewypłacalności w budownictwie była mniejsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (43 firmy wobec 50). Podobnie rzecz wyglądała w kwietniu, gdzie odnotowano 9 niewypłacalności, czyli o połowę mniej niż w kwietniu 2018 roku.

Sytuacja diametralnie odwróciła się maju – 8 niewypłacalności wobec 2 w maju 2018 roku. Wówczas to połowa niewypłacalności dotyczyła firm budowlanych związanych z budową dróg i związanymi z tym pracami specjalistycznymi. Na rynku uwypukliło się zjawisko zrywania kontraktów przez zleceniodawców, a nawet rzeczywistego porzucania budów przez samych wykonawców. – Skala wzrostu kosztów pracy oraz materiałów budowlanych, jak i popyt na prace budowlane na rynku uzasadniają w ocenie wykonawców porzucanie nierentownych obecnie inwestycji.wskazuje Tomasz Starus. Druga połowa niewypłacalności w budownictwie dotyczyła firm budownictwa ogólnego – wznoszenia budynków, gdzie również znać o sobie dają rosnące koszty pracy oraz materiałów budowlanych. Sytuacja jest o tyle zaskakująca, iż mamy tutaj do czynienia nie tylko z utrzymującym się popytem w sektorze budownictwa mieszkaniowego, czy na powierzchnie biurowe, handlowe czy magazynowe, ale też nie było sztywnych reguł zawierania kontraktów, utrudniających indeksację kosztów w trakcie ich realizacji. Mimo tego widoczne są niewypłacalności – i to w teoretycznie najbardziej sprzyjającej części sezonu, gdy nie powinno być problemów z bieżącym finansowaniem prac.

Koszty pracy niwelują wysoki popyt konsumencki

Problemy w sprzedaży hurtowej sprowadzają się do jednego mianownika – znaczącego spadku rentowności, wynikających ze wzrostu kosztów pracy.

Dystrybutorzy żywności w ciągu ostatnich kilku lat zostali zmuszeni do obniżenia rentowności o połowę, przy i tak już niskim poziomie początkowym. Znacznie gorzej egzystowały hurtownie dóbr konsumenckich, jak choćby odzieży i obuwia, które z poziomu rentowności 4-5% doszły do wskaźników, pozwalających jedynie na niedochodowe prowadzenie biznesu, a w skrajnych przypadkach na ujemny bilans i niewypłacalność. Wysokie spadki rentowności odnotowano również w przypadku hurtu art. budowlanymi, elektroniką oraz odpadami i złomem.

– Analiza przypadków niewypłacalności skłania do wniosków, iż odpowiedzialnym za spadek rentowności jest wzrost kosztów prowadzenia biznesu – podatki oraz koszty pracy. Wskazuje na to dynamiczny wzrost popytu konsumenckiego i rosnąca wielkość sprzedaży, które niestety nie przełożyły się na wzrost zysków wśród przedsiębiorców. – wskazuje Tomasz Starus.

Niestety, możliwości napływu taniej siły roboczej wyczerpują się. Pracownicy ze wschodu podnoszą swoje oczekiwania finansowe, a i znaczna część przenosi się do krajów zachodnich. Szansą staje się z jednej strony automatyzacja procesów, gdzie koszt pracy jest najwyższy, a z drugiej konsolidacja na rynku lokalnym. Wówczas to, więksi gracze, zyskujący monopolistyczny charakter, zyskają możliwość kształtowania cen lub przerzucenia kosztów na poddostawców.

W podziale regionalnym liderują województwa uprzemysłowione

Największą liczbę niewypłacalności odnotowano w województwach mazowieckim, śląskim oraz dolnośląskim. Odpowiednio 105, 64 i 64 firmy. Najniższy wskaźnik wystąpił w województwach świętokrzyskim i opolskim – 7 i 8 niewypłacalności w I półroczu 2019 roku.

EH Niewypłacalnosci I połrocze 2019 3
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Kolejny trudny sezon dla polskich sadowników. Ich problemy z pracownikami, pogodą i ukraińską konkurencją odczują kieszenie konsumentów

Kolejny trudny sezon dla polskich sadowników. Ich problemy z pracownikami, pogodą i ukraińską konkurencją odczują kieszenie konsumentów 1

Rosyjskie embargo i brak możliwości eksportu na tamtejszy rynek, niedobór pracowników sezonowych, konkurencja ze strony producentów z Ukrainy i nierówne relacje z przemysłem przetwórczym to w tej chwili największe bolączki polskich sadowników – ocenia Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. Jak podkreśla, bez właściwych rozwiązań nie będzie możliwe utrzymanie wskaźników produkcji i eksportu z poprzednich lat, a branża przegra z zagraniczną konkurencją. Zwłaszcza że polskich sadowników nie rozpieszcza ostatnio także pogoda: niekorzystne warunki spowodowały, że zbiory wszystkich gatunków owoców będą w tym roku 30 do nawet 50 proc. niższe. To z kolei odczują kieszenie konsumentów.

Ceny owoców w hurcie są w tym roku zdecydowanie wyższe. W ubiegłym roku sadownicy sprzedawali większość gatunków poniżej ich kosztów wytworzenia. W tym roku są one dużo droższe, ale niestety straty poniesione w sadach są jeszcze większe niż wzrost cen, dlatego to jest kolejny bardzo trudny sezon dla polskich sadowników – mówi agencji Newseria Biznes Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Jak podkreśla, już poprzedni sezon był dla sadowników bardzo trudny, ponieważ większość gatunków cechowała się wysokim urodzajem. Ceny praktycznie wszystkich gatunków owoców – począwszy od owoców jagodowych, skończywszy na jabłkach – były dramatycznie niskie i nie zrekompensowały kosztów produkcji i zbioru.

Rok 2019 zapowiada się już klęskowo, ale z innego powodu. Mianowicie mieliśmy wczesnowiosenne przymrozki, które znacznie zredukowały plony w wielu gospodarstwach i praktycznie we wszystkich gatunkach. Obserwujemy wyższe ceny, ale niestety z punktu widzenia sadowników i tak nie rekompensują one strat poniesionych w sadach – mówi Mirosław Maliszewski.

Związek Sadowników RP już na początku maja zwrócił się do ministra rolnictwa z prośbą o uruchomienie instrumentów pomocowych w związku z silnymi przymrozkami, które dotknęły rejony sadownicze i spowodowały straty w niemal wszystkich gatunkach owoców. Pogoda generalnie nie rozpieszczała w tym roku sadowników: wiosenne przymrozki, a po nich susza, obfite opady i majowe powodzie spowodowały, że według wstępnych danych Związku zbiory owoców będą niższe o 30 proc.

Stosunkowo najlepsza sytuacja była i jest na rynku truskawek. One najmniej ucierpiały na skutek przymrozków, znaczna ich część była przykrywana folią. Natomiast inne gatunki – maliny, porzeczki, borówka amerykańska, czereśnia, nie wspominając już o jabłkach – zostały bardzo mocno zredukowane przez przymrozki. Zmarzły najpierw kwiaty, później zawiązki. Spodziewamy się, że w wielu gatunkach straty sięgają nawet ponad 50 proc. – mówi Mirosław Maliszewski. – Na konsumentów przekłada się to zwyżką cen. Ale i tak warto powiedzieć polskim konsumentom, że choć muszą zapłacić trochę więcej niż w zeszłym roku, to wciąż mniej niż konsumenci w innych krajach.

Prezes Związku Sadowników RP podkreśla, że cała polska branża sadownicza jest w trudnej sytuacji w związku z trwającym od lat rosyjskim embargo na eksport owoców i warzyw. Przed jego wprowadzeniem do Rosji kierowane było ok. 60 proc. polskiego eksportu jabłek, a sadownicy mieli znaczący i wzrostowy udział także e eksporcie śliwek czy owoców jagodowych. Branża przez lata dostosowywała produkcję  do wymogów rosyjskiego rynku, który obecnie przejmują producenci m.in. z Białorusi czy Kazachstanu.

Każdy dzień trwania embarga powoduje, że my ponosimy straty, a rozwija się sadownictwo i nasza konkurencja w krajach Europy Wschodniej, które tym embargiem nie są objęte – mówi Mirosław Maliszewski. – To jest cały blok wschodni, Białoruś, Mołdawia, nawet Kazachstan, Uzbekistan i Serbia. Te kraje są dzisiaj w fazie ogromnych inwestycji w produkcję sadowniczą. Im dłużej będzie trwało embargo, tym warunki będą lepsze dla nich, bo oni mogą eksportować bezpośrednio.

Brak siły roboczej to kolejne wyzwanie dla branży, która przez lata wygrywała z konkurencją na europejskim rynku dzięki stałemu dopływowi pracowników sezonowych z Ukrainy. Obecnie ich liczba jest w coraz większym stopniu ograniczona, bo wybierają lepsze oferty m.in. od pracodawców ze Słowacji czy Czech, które otworzyły dla nich swoje rynki.

Aby polskie sadownictwo mogło nadal konkurować i żebyśmy mieli dochód, a polska gospodarka się rozwijała, musimy otworzyć się na pracowników także z innych krajów, np. z Azji, tak jak to robią nasi konkurenci. Oni będą przyjeżdżali do Polski, podejmowali pracę, trzeba tylko stworzyć dla nich preferencyjne warunki prawne, żeby mogli to robić na prostych zasadach – mówi Mirosław Maliszewski.

Jak podkreśla, kolejna potrzeba dotyczy ułożenia relacji z przemysłem przetwórczym i zapewnienie środków finansowych na to, aby branża mogła rozwijać się technologicznie. Bez nich polscy sadownicy przegrają konkurencję chociażby z producentami z Ukrainy, którzy eksportują na polski rynek.

– W ostatnich latach najbardziej dokucza nam niewątpliwie import z Ukrainy, szczególnie owoców jagodowych, ale także jabłek, które zostały pozbawione kontyngentów ilościowych, opłat celnych i dzisiaj dość swobodnie wjeżdżają w obszar celny Unii Europejskiej, zwłaszcza do Polski – podkreśla prezes Związku Sadowników RP.

Za kilka lat inwestycje będą zamierać z powodu sytuacji na rynku pracy. Inwestorzy nie będą mieli wykonawców o odpowiednich kompetencjach

Za kilka lat inwestycje będą zamierać z powodu sytuacji na rynku pracy. Inwestorzy nie będą mieli wykonawców o odpowiednich kompetencjach 2

Na polskim rynku pracy już brakuje kilku milionów pracowników, inni z kolei narzekają na brak zatrudnienia. Wynika to z jednej strony z niedopasowania umiejętności pracowników i potrzeb pracodawców, z drugiej z sytuacji demograficznej oraz niskiej aktywności zawodowej Polaków. Zdaniem eksperta rynku pracy z Konfederacji Lewiatan potrzebna jest zachęcająca do podejmowania pracy polityka, dostosowanie programów kształcenia do wymagań rynku i odpowiedzialna polityka migracyjna.

– Podniesienie aktywności zawodowej Polaków jest koniecznością. Bez zasobów pracy na rynku pracy nie będziemy mieli nowych inwestycji, gdyż nie będzie miał ich kto obsłużyć – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Monika Fedorczuk, ekspert Konfederacji Lewiatan ds. rynku pracy. – Od wielu lat mówi się o żłobkach, przedszkolach, dziennych domach opieki dla osób niesamodzielnych, żeby kobiety mogły wrócić na rynek pracy, a także rozwiązaniach ułatwiających udział w rynku pracy osób niepełnosprawnych. Trzeba też uważnie przyjrzeć się systemowi świadczeń społecznych tak, żeby ten system wspierał osoby, które chcą się stawać samodzielne, albo te, które nie mogą pracować, a żeby nie miał on charakteru dezaktywizacyjnego. Nie może być sytuacji, kiedy bardziej opłaca się być bezrobotnym i korzystać z systemu świadczeń niż pracować.

Choć bezrobocie w Polsce jest rekordowo niskie, nie oznacza to, że nie ma osób, które mogłyby pracować. Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności w IV kwartale 2018 roku ponad 1,8 mln osób nie pracowało, ponieważ zajmowało się rodziną lub domem, a niemal 1,6 mln stanowiły osoby niepełnosprawne. Łącznie osób biernych zawodowo i bezrobotnych było 14 mln (w tym także uczniowie, studenci i emeryci), a pracujących – 16,4 mln. Daje wskaźnik zatrudnienia na poziomie 54 proc. i współczynnik aktywności zawodowej w wysokości 56,1 proc. To poziom praktycznie niezmienny dla ostatniego kwartału roku od pięciu lat, gdy bezrobocie zaczęło spadać.

Z prognozy GUS wynika, że w ciągu 30 lat na polskim rynku może brakować ponad 10 mln pracowników. Jest więc jasne, że nawet gdyby wszyscy bierni zawodowo podjęli pracę (i to przy założeniu, że będzie ich przybywać ze względu za starzenie się społeczeństwa), nie wypełnią tej luki.

– Polska potrzebuje przewidywalnej polityki migracyjnej – postuluje Monika Fedorczuk. – Musimy wiedzieć, co się wydarzy za rok, pięć czy dziesięć lat i jakie są priorytety w tym zakresie. Trzeba zacząć się zastanawiać, jak przyciągnąć pracowników, którzy zechcą na dłużej zostać na polskim rynku pracy, zwłaszcza do zawodów, w których mamy bardzo istotne deficyty – lekarzy, informatyków, pracowników produkcji i budownictwa. W tej chwili znaczna część przyjazdów jest krótkotrwała.

Jest to kwestia nie tylko ułatwień w zatrudnieniu czy potwierdzeniu kwalifikacji zawodowych, ale także ściągnięciu rodziny, uzyskaniu pozwolenia na pobyt czy edukacji przystowawczej dla dzieci, jak nauka języka. Długoterminowa współpraca wymaga jednak z jednej strony przewidzenia, jakie umiejętności potrzebne będą w dłuższej perspektywie czasowej, a także konieczności szkoleń i umożliwiania pracownikom podnoszenia kwalifikacji lub wręcz ich modyfikacji – i to nie tylko tym zagranicznym, ale też rodzimym.

– Postęp technologiczny zmienia rynek pracy, część zawodów traci na znaczeniu, inne zyskują. Wystarczy pójść do dużego supermarketu, żeby zobaczyć, że już część kas jest automatyczna. Wraz z postępem technologicznym część zawodów będzie znikała z rynku pracy, część będzie zmieniała swój charakter – mówi ekspertka Konfederacji Lewiatan. – Technologia jest tak dalece zaawansowana, że umożliwia też coraz częściej zastępowanie prostych zawodów. Postęp technologiczny wymaga w związku z tym ciągłego podnoszenia kwalifikacji. Te, które nabyliśmy pięć albo więcej lat temu, mogą być po prostu nieaktualne.

Dodaje też, że kolejnym problemem, w którym państwo mogłoby wspomóc firmy jest finansowanie tych szkoleń – inaczej musi za nie zapłacić albo sam uczestnik, albo pracodawca. Ulgi lub choćby częściowe dopłaty do kosztów mogłyby nie tylko zmotywować pracodawców i pracowników, ale wręcz umożliwić ich przeprowadzenie.

– Dla wielu przedsiębiorców, szczególnie średnich i małych, kwestia finansowania szkoleń jest barierą. Oni po prostu nie są w stanie wygospodarować na ten cel środków. Potrzeba rozwiązań, które będą zachęcały pracodawców, nawet przy założeniu współpłacenia za ten proces, do tego, żeby jednak wysyłali swoich pracowników na szkolenia – przekonuje Monika Fedorczuk.

TikTok nowym narzędziem dla promocji młodych twórców i marek. Młodzi ludzie stają się odporni na tradycyjne reklamy

TikTok nowym narzędziem dla promocji młodych twórców i marek. Młodzi ludzie stają się odporni na tradycyjne reklamy 3

Influencer marketing to jeden z najszybciej rosnących segmentów cyfrowego marketingu. Wykorzystanie do promocji znanych blogerów i vlogerów pozwala szybko zdobywać nowych klientów i docierać do bardzo szerokiej grupy odbiorców, zwłaszcza młodych. Warunkiem skutecznego influencer marketingu jest jednak odpowiedni dobór twórców do kampanii i ich wiarygodność. Łączeniu marek i influencerów służy projekt FOLLOVERS, który jest efektem współpracy mediowego giganta Viacom i grupy BrandBuddies, z którą współpracuje ponad 750 marek. Do promocji będzie wykorzystywał TikToka i Instagrama, które stają się coraz popularniejszymi platformami.

Komunikacja z młodzieżą musi dziś odbywać się wszędzie tam, gdzie oni są w danej chwili, czyli anytime, anywhere, any device. Jako Viacom właśnie w ten sposób podchodzimy do kontaktu z naszymi grupami docelowymi. Tworzymy treści dedykowane poszczególnym markom – nie tylko jeśli chodzi o anteny telewizyjne, ale również dedykowane im kanały social media – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Monika Wysocka, wiceprezes ds. licencji, projektów niestandardowych i mediów cyfrowych w VIMN Polska.

Badanie, przeprowadzone w ubiegłym roku przez dom mediowy Mindshare Polska, pokazało, że już 83 proc. internautów w Polsce ogląda materiały wideo w internecie co najmniej raz w tygodniu, a 40 proc. – codziennie lub prawie codziennie. Na zmianę sposobu konsumpcji treści i modeli rozrywki wpłynęły platformy społecznościowe i telewizja internetowa, dzięki którym dostęp do wideo stał się szybszy i łatwiejszy, a wybrane materiały można oglądać na życzenie.

Kolejny czynnik to wpływ młodszych pokoleń: Generacji Y i Z, które nie zna świata sprzed ery internetu, smartfonów i Facebooka. Są nieustannie online, a ich cechą charakterystyczną jako konsumentów jest odporność na tradycyjny przekaz reklamowy. Polegają raczej na opiniach znajomych, influencerów i wzorcach z mediów społecznościowych.

W dzisiejszych czasach słowo „telewizja” nie oznacza tylko i wyłącznie odbiornika telewizyjnego, ale przede wszystkim kontent wideo, który jest różnie konsumowany przez różne grupy demograficzne. Inaczej konsumują treści dzieciaki, inaczej generacja Y, a jeszcze inaczej dorośli. W związku z tym, chcąc efektywnie dotrzeć do każdej z tych grup, musimy dostosować się do kanału wideo, w którym konsumuje ona treści – wyjaśnia Monika Wysocka.

Na znaczeniu szybko zyskuje więc influencer marketing, czyli korzystanie do promocji osoby znane, blogerów i vlogerów zajmujących się daną branżą. Platformy łączące  influencerów i marki notują co roku kilkudziesięcioprocentowy wzrost przychodów. Sprawdza się to w każdej branży – pozwala szybko zdobywać nowych klientów i dociera do bardzo szerokiej grupy odbiorców, zwłaszcza młodych. Warunkiem skutecznego influencer marketingu jest jednak odpowiedni dobór twórców do kampanii i ich wiarygodność.

Marki, które współpracują z influencerami, często mają problem z kontekstem lokowania ich produktów, a konkretnie z brakiem tego kontekstu albo wręcz negatywną prezentacją. W FOLLOVERS opieramy przekaz marki na pewnego rodzaju wartościach, pasjach, wyzwaniach, przyjaźni, czyli osadzamy przekaz marki w przyjaznym środowisku – podkreśla Kamil Sokołowski z BrandBuddies.

Viacom, globalna firma mediowa, która ma w swoim portfolio takie kanały telewizyjne jak Nickelodeon, MTV i MTV Music, VH1, Comedy Central, nawiązała właśnie partnerstwo z BrandBuddies, grupą zajmującą się influencer marketingiem, z którą współpracuje ponad 50 tys. twórców internetowych i 750 marek. Efektem jest projekt FOLLOVERS, który markom umożliwia dotarcie do młodych twórców. Z kolei influencerom pozwala na tworzenie kreatywnych treści z wykorzystaniem marek z portfolio Viacom.

FOLLOVERS to reality show dla twórców, w którym podejmują się oni różnych ciekawych wyzwań i kreują nowe trendy. Nasza ekipa będzie uczyła się sztuki improwizacji, będzie projektowała własną markę modową, ale będą też włączali się w ważne akcje społeczne – podkreśla Kamil Sokołowski.

– Współpraca w projekcie FOLLOVERS opiera się na influencerach, twórcach, którzy są w bezpośredni sposób w kontakcie z młodymi ludźmi i są dla tej grupy wiarygodni. To umożliwia markom zwiększanie wiarygodności w kontaktach z tą grupą docelową – podkreśla Monika Wysocka.

Według danych przytaczanych w raporcie Whitepress („Influencer marketing – praktycznie”), w Polsce 53 proc. odbiorców blogów i vlogów przyznaje, że kupiło produkt pod ich wpływem. Blisko dwie trzecie (60 proc.) stałych odbiorców korzysta z nich, żeby robić świadome zakupy. Dla 72 proc. są one pierwszym źródłem informacji o produktach (ważniejszym niż opinie rodziny i znajomych). Z drugiej strony, prawie 1/3 Polaków przyznaje, że nie kieruje się klasyczną reklamą. Zdecydowana większość przed podjęciem decyzji zakupowej szuka informacji o produkcie bądź usłudze w internecie.

FOLLOVERS jest adresowany do młodych twórców internetowych o dużym potencjale związanych ze środowiskiem TikToka oraz Instagrama.

Oficjalnym partnerem rekrutacji do projektu jest TikTok. To oznacza, że aby dołączyć do ekipy i dostać się do projektu FOLLOVERS, trzeba wypełnić formularz na stronie Follovers.pl oraz nagrać TikToka – mówi Kamil Sokołowski.

TikTok to aplikacja do krótkich formatów wideo, która mocno stawia na kreatywność. W tej chwili korzysta z niej w Polsce 2 mln użytkowników.  Do tej pory miał opinię medium skierowanego głównie do młodych użytkowników, ale to powoli się zmienia i TikTok ma coraz bogatszą ofertę także dla osób pełnoletnich.

Do tej pory TikTok kojarzył się z lip sync’ami i bitwami tanecznymi, w tej chwili znajdziemy tam zarówno treści komediowe, parentingowe, a nawet treści urodowe – mówi Kamil Sokołowski. – TikTok zmierza ku uniwersalności, bo chce być platformą dla jak najszerszej grupy odbiorców, dlatego też promuje bardzo różnorodne treści. Wyzwaniem dla mediów cyfrowych jest obecnie utrzymanie uwagi odbiorców. Jedną z dróg jest produkowanie krótszych treści, ale w większej intensywności. Wydaje się, że TikTok właśnie tą drogą zmierza.

Jedną z influencerek, która dołączyła już do projektu FOLLOVERS, jest Natalia Lewandowska, znana w internecie jako nylaa.a. Na TikToku udostępnia treści o tematyce sportowej, dzięki którym w ciągu 2 lat zgromadziła milion obserwatorów.

TikTok zmienił moje życie i daje mi duże możliwości samorozwoju. Bardzo podoba mi się, że w projekcie FOLLOVERS będziemy próbować nowych rzeczy, rozwijać się, poznawać innych twórców. Mam nadzieję, że pomoże mi to zdobyć doświadczenie i liczę na dobrą zabawę – mówi Natalia Lewandowska.

Uczestnikom projektu zostanie zapewniona kompleksowa obsługa kampanii reklamowych z ich udziałem. Nabór uczestników do projektu już się rozpoczął.

Sklepy będą w stanie dostarczać produkty poniżej 24 h. Stanie się to możliwe dzięki technologii zdalnej identyfikacji przedmiotów

Sklepy będą w stanie dostarczać produkty poniżej 24 h. Stanie się to możliwe dzięki technologii zdalnej identyfikacji przedmiotów 4

W Polsce co roku sprzedawanych jest ok. 30 mln chipów działających w technologii RFID. Globalny rynek jest wart ok. 11 mld dolarów i szybko rośnie, bo technologia zdalnej identyfikacji przedmiotów znajduje szereg zastosowań niemal w każdej branży – od logistyki, przemysłu farmaceutycznego, po sklepy detaliczne i e-commerce. Duży potencjał ma zwłaszcza w tej ostatniej, bo RFID pozwala skutecznie zarządzać zapasami produktów, trafiać z reklamami do konsumentów, ograniczyć kradzieże w sklepach, a także znacznie skrócić czas dostawy zamówionych towarów.

RFID to technologia zdalnej identyfikacji obiektów za pośrednictwem fal radiowych. Ma swoje początki jeszcze w latach 60., ale obecnie przeżywa swój renesans. Znajduje zastosowanie w wielu branżach – począwszy od fashion retail, po szpitale, logistykę i wszelkiego rodzaju systemy identyfikacji przedmiotów i osób – mówi agencji Newseria Biznes Marek Kwiatkowski, dyrektor działu digital w Sescom.S.A.

Technologia RFID wykorzystuje fale radiowe do identyfikacji osób i przedmiotów na odległość. Zasada jej działania jest prosta: do przedmiotów przyczepione są miniaturowych rozmiarów urządzenia, tzw. tagi, chipy lub znaczki, zawierające układ elektroniczny z zakodowanymi informacjami. Wykorzystując fale radiowe, czytamy i kodujemy dane z i do tagów. Można to zrobić za pomocą urządzeń przenośnych lub stacjonarnych – czytników lub anten.

Wartość globalnego rynku związanego z technologią RFID szacuje się obecnie na ok. 11 mld dolarów, natomiast prognozy zakładają, że w ciągu pięciu najbliższych lat wzrośnie ona już do ok. 15 mld dol. Według RFID Polska branża rośnie o ok. 25 proc. w skali roku. W Polsce rokrocznie sprzedawanych jest ok. 30 mln chipów RFID, w powszechnym użyciu jest ich w tej chwili około 100 mln sztuk.

Mówimy o naprawdę bardzo dużym i dynamicznie rosnącym rynku – zaznacza Marek Kwiatkowski.

Jak podkreśla, jeszcze kilka lat temu RFID było relatywnie drogą technologią, a co za tym idzie, trudno było znaleźć ekonomiczne korzyści płynące z jej zastosowania. Jednak w ciągu ostatnich lat technologia RFID bardzo potaniała, a jednocześnie przynosi firmom z różnych branż wymierne korzyści, co przyczynia się do jej szybkiego upowszechnienia.

– RFID ma bardzo szerokie zastosowanie. Począwszy od identyfikacji samochodów na parkingach, osób przemieszczających się w budynkach po analizę ruchu towarów w sklepach odzieżowych – wymienia Marek Kwiatkowski.

Ta technologia ma niemal nieograniczone zastosowanie w handlu detalicznym, np. w sklepach z obuwiem czy odzieżą. Pozwala na bieżąco kontrolować stan magazynowy, porządek w sklepie (system śledzi rozmieszczenie towarów na półkach i wykrywa te, które leżą nie na swoim miejscu), skraca czas potrzebny na inwentaryzację i zapobiega kradzieżom, bo w momencie, kiedy produkt oznaczony radiową metką RFID znika z półki, system sprawdza dane, weryfikuje, czy został on już sprzedany i w razie potrzeby aktywuje dyskretny alarm. Tego typu działania pozwalają zwiększyć sprzedaż w całej sieci o 3 proc.

Retailerzy i sieci handlowe mogą wykorzystać RFID także w celach reklamowych. Przykładowo, w sklepie z odzieżą po wejściu klienta do przymierzalni chip umieszczony na metce wyśle sygnał do czytnika zamieszczonego przy lustrze i wyświetli dedykowaną reklamę czy wizualizację konkretnego produktu. Według danych firmy konsultingowej Accenture, na które powołuje się Sescom w Stanach Zjednoczonych RFID wdraża już 92 proc. detalistów, a w Azji – ok. 70 proc., a w Europie – 30 proc. przedsiębiorców z branży handlowej.

Tę technologię można wykorzystać także m.in. do znakowania droższych leków w celu zapobiegania fałszerstwom. Chip w opakowaniu pozwala śledzić drogę leku od producenta, poprzez dostawców, aż po aptekę, zapewniając pewność co do jego pochodzenia. To istotne o tyle, że – jak wynika z danych WHO – podrobiony może być co setny preparat dostępny na rynku, natomiast w Internecie – średnio co drugi.

Technologia oparta o fale radiowe pozwala firmom zaoszczędzić czas i pieniądze. Przykładowo dzięki falom radiowym jedna osoba jest w stanie zinwentaryzować kilka tysięcy sztuk towaru w ciągu godziny. Bez wykorzystania tej technologii jedynie 150–200 sztuk.

W branży fashion retail w przyszłości RFID pozwoli na automatyczne zarządzanie sieciami sklepów w czasie rzeczywistym – to jest przyszłość. Mając bieżącą informację o tym, co znajduje się w sklepie, co się sprzedaje, jak przemieszcza się towar w tym sklepie, możliwe będzie podejmowanie natychmiastowych, świadomych decyzji zarządczych przy użyciu sztucznej inteligencji czy systemów predykcji danych – mówi Marek Kwiatkowski.

Technologia RFID może być też odpowiedzią na zmianę nawyków zakupowych konsumentów. Dla przykładu, obecnie w e-commerce standardem jest dostawa zamówionych towarów w ciągu 24 godzin. Rosnące oczekiwania klientów powodują, że większość marek i retailerów stara się skrócić ten czas do minimum. To właśnie umożliwia technologia RFID.

– Dzisiaj, inwentaryzując sklep z częstotliwością kilku miesięcy, sprzedawca tak naprawdę nie wie, jaka jest realna wartość jego sklepu. Co za tym idzie, nie jest w stanie realizować dostaw towarów bezpośrednio z tego sklepu do klienta docelowego. RFID umożliwia analizę stanów magazynowych w czasie rzeczywistym. Stwarza to możliwość realizacji zamówień bezpośrednio do klienta w bardzo krótkim czasie – mówi ekspert Sescom.

Smog dokucza także w upalne dni. Tylko długoletnie programy mogą poprawić jakość powietrza w Polsce

Smog dokucza także w upalne dni. Tylko długoletnie programy mogą poprawić jakość powietrza w Polsce 5

Wprawdzie latem nie ma zanieczyszczeń emitowanych przez ogrzewanie, ale problemem pozostaje transport i samochody niespełniające norm. Walka ze smogiem konieczna jest nie tylko przez cały rok, lecz również powinna być zakrojona na wiele lat do przodu – przekonuje Aleksander Sobolewski, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu. Jak podkreśla, publiczne pieniądze na ten cel muszą być wydawane rozsądnie i zgodnie z długoterminowymi planami.

– Mamy coraz większe natężenie ruchu, nie do końca przemyślane systemy komunikacyjne w wielkich miastach. Mamy niestety nasze przyzwyczajenia, które powodują, że w godzinach szczytu mamy calutkie miasto zakorkowane, a przecież nie wszystkie pojazdy spełniają wyśrubowane normy emisji, dodatkowo hybryd i pojazdów elektrycznych mamy symboliczne ilości. Wprawdzie latem nie ma tego specyficznego nieprzyjemnego zapachu z ogrzewnictwa indywidualnego, ale jednak smog występuje i negatywnie wpływa na zdrowie społeczeństwa – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksander Sobolewski, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu.

W raporcie Światowej Organizacji Zdrowia na liście 50 najbardziej zanieczyszczonych miast znalazło się 36 polskich. Pod względem zatrucia rakotwórczym benzo(a)pirenem sytuacja wygląda jeszcze gorzej – na 20 najbardziej zatrutych miast 19 leży w Polsce. Istotnym źródłem zanieczyszczeń powietrza jest transport drogowy, zwłaszcza w największych miastach. Szacuje się, że w Warszawie smog komunikacyjny może odpowiadać nawet za 60–80 proc. zanieczyszczeń.

– W lecie mamy smog komunikacyjny, a w zimie do tego jeszcze dochodzi ogrzewnictwo. To jest właśnie ta kropla, która przelewa wiadro i to jest już nie do wytrzymania. Ale pracować trzeba nad wszystkimi metodami, które mają doprowadzić do tego, żeby dramatycznie zły stan jakości powietrza w Polsce diametralnie się zmienił w ciągu najbliższych lat – przekonuje Aleksander Sobolewski.

Zdaniem eksperta, kluczowe jest inwestowanie środków tam, gdzie rzeczywiście mogą coś zmienić. Zwłaszcza że całkowite wyeliminowanie smogu i źródeł zanieczyszczeń jest praktycznie niemożliwe. Jednym ze sposobów jest wspieranie zakupów aut elektrycznych i hybrydowych, innym – wymiana domowych pieców i kontrolowanie stosowanego do celów grzewczych paliwa. Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami ocenia, że za ponad połowę pyłów odpowiadają gospodarstwa domowe. Obecnie z ok. 5 mln domów jednorodzinnych w Polsce blisko 70 proc. jest ogrzewanych za pomocą kotłów węglowych.

– Trzeba dzisiaj walczyć z tymi miejscami, gdzie są częste przekroczenia tzw. stanów alarmowych. Jak to robić? Liczyć pieniądze. Czyli porównywać różnego rodzaju rozwiązania techniczne i ich efektywność ekologiczną. Poza tym musimy te strumienie pieniędzy pomocowych kierować przede wszystkim do tej części społeczeństwa, która jest zagrożona ubóstwem energetycznym i która sama sobie nie poradzi – tłumaczy ekspert. – Każde rozwiązanie jest dobre, natomiast musimy policzyć pieniądze, wiedzieć, ile tego naprawdę nam trzeba, jak to ma wyglądać w kolejnych latach, bo w przypadku kraju niespecjalnie zamożnego program musi być wieloletni, ale z bardzo dobrze zaznaczonymi kamieniami milowymi.

Z tego powodu ekspert chwali rządowy program „Czyste powietrze”, który stanowi zestaw 15 rekomendacji, konkretnego planu dotyczącego tego, co i kiedy zrobione zostanie na rzecz czystego powietrza. Wśród głównych filarów są wymagania dla kotłów na paliwa stałe, normy jakościowe na paliwa stałe i programy wsparcia – takie jak m.in. ulga termomodernizacyjna dla podatników.

W Polsce od kilku lat wprowadzane są inicjatywy, które mają poprawić jakość powietrza. Spalanie śmieci jest zabronione, ale aby skutecznie to egzekwować, potrzebne są dodatkowe narzędzia kontroli, np. drony czy smogowozy, a te posiada niewiele samorządów. Straż miejska może wysłać popiół do laboratorium, ale maksymalna grzywna za łamanie prawa wynosi 5 tys. zł, o ile sprawa trafia do sądu. Zakaz sprzedaży wysokoemisyjnych kotłów może okazać się skuteczny, ale dopiero w perspektywie najbliższych kilkunastu lat.

– Obywatel, który nie jest kontrolowany inaczej się zachowuje niż obywatel kontrolowany, to widać przy spalaniu śmieci. Te gminy, gdzie straże regularnie tego pilnują, mają zdecydowanie mniej tego typu incydentów. Wszyscy wiemy od lat, że spalać śmieci w paleniskach domowych nie wolno, ale co z tego, że wiemy, jeżeli to się nagminnie dzieje i to na poziomie całego kraju – mówi Aleksander Sobolewski.

Skutecznym instrumentem do walki ze smogiem może być ZONE, czyli Zintegrowany system wsparcia polityk i programów Ograniczenia Niskiej Emisji, wpisujący się realizację programu „Czyste powietrze”. Głównym jego celem jest wdrożenie elektronicznego systemu inwentaryzacji źródeł niskiej emisji wraz z bazą danych i narzędziami do analizy tych danych. Jest on realizowany przez pięć instytucji: Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Instytut Łączności – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy oraz Stowarzyszenie Krakowski Alarm Smogowy.

– Aby podejmować jakiekolwiek działania o charakterze ustawodawczym czy politycznym, najpierw trzeba mieć rzetelną wiedzę. Nasz instytut jest po to, żeby gromadzić rzetelną wiedzę, żebyśmy się nie opierali na mitach, tylko żebyśmy na podstawie rzetelnej wiedzy podejmowali racjonalne decyzje – przekonuje Aleksander Sobolewski.

Ważną rolę spełnią kominiarze, bo to oni przy okazji przeglądów wentylacji i kominów sprawdzą, w których domach nie przestrzega się przepisów.

Do pilotażu programu dołączyło dotychczas dziewięć polskich miast: Ustroń, Opoczno, Mszana Dolna, Nowy Targ, Skała, Karczew, Zabrze, Skawina i warszawski Targówek. Projekt ma też przygotować regulacje prawne, które pozwolą na uruchomienie ZONE w całym kraju.

Ministerstwo Cyfryzacji dąży do utworzenia Społeczeństwa 5.0. Już za kilka lat wszystkie sprawy będziemy mogli załatwić przez Internet

Ministerstwo Cyfryzacji dąży do utworzenia Społeczeństwa 5.0. Już za kilka lat wszystkie sprawy będziemy mogli załatwić przez Internet 6

Wraz z upowszechnieniem się technologii 5G na rynku pojawią się rozwiązania technologiczne, które umożliwią realizację założeń programu Społeczeństwa 5.0. To społeczeństwo, które w znacznej mierze polega na rozwiązaniach funkcjonujących w oparciu o chmurę danych. Infrastruktura 5G umożliwi m.in. przeprowadzenie cyfryzacji administracji, zautomatyzowanie wielu procesów przemysłowych czy wykorzystanie potencjału internetu rzeczy.

– Ministerstwo Cyfryzacji jest powołane do tego, żeby aktywizować cyfrowo społeczeństwo na wszystkich możliwych obszarach. Dbamy o to, żeby sieć telekomunikacyjna zarówno stacjonarna, jak i mobilna rozwijała się odpowiednio szybko, nadążając za rozwojem technologicznym, również sieci 5. generacji, w przededniu której jesteśmy wprowadzenia. Ministerstwo dba również o to, żeby obywatele mogli jak najwięcej spraw załatwiać w sposób cyfrowy, żeby jak najrzadziej musieli chodzić do urzędu – mówi agencji Newseria Innowacje Wanda Buk, wiceminister cyfryzacji.

Według idei Społeczeństwa 5.0 najważniejszym zasobem XXI wieku są dane, a nowoczesne państwa powinny zapewnić narzędzia, które umożliwią ich płynny i bezpieczny przepływ. Dotyczy to zarówno danych przepływających między firmami i obywatelami, jak i obywatelami a administracją publiczną. Za twórców idei Społeczeństwa 5.0 uważa się Japończyków, którzy szerzej opisali tę koncepcję podczas tegorocznego Forum w Davos.

Aby jednak zrealizować założenia programu Społeczeństwa 5.0, państwo musi zadbać nie tylko o infrastrukturę technologiczną, lecz także o edukację obywateli i przystosowanie ich do życia w cyfrowym świecie.

– Po zbudowaniu infrastruktury telekomunikacyjnej i zapewnieniu odpowiednich e-usług administracji, trzeba zadbać też o to, aby odpowiednio kształcić kadry w obszarze informatyzacji, i to już od małego. Projekt Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, szereg szkoleń finansowanych z programu Polska Cyfrowa, w tym nauki kodowania i podstawowych kompetencji cyfrowych. Jest tego bardzo dużo, ale najważniejsze jest to, że to spojrzenie jest bardzo kompleksowe i te aktywności tak naprawdę dotyczą wszystkich obszarów, które w naszej ocenie są niezbędne do tego, żeby były pokryte aktywnością państwa – mówi Wanda Buk.

Ministerstwo Cyfryzacji powołało do życia Ogólnopolską Sieć Edukacyjną. W ramach istniejącej infrastruktury szerokopasmowej powstanie wirtualna sieć łącząca wszystkie szkoły w Polsce, zaś nadrzędnym celem projektu będzie dostarczenie placówkom materiałów edukacyjnych, które pomogą przystosować uczniów do funkcjonowania w wysoce zinformatyzowanej rzeczywistości.

Z kolei w ramach programu Polska Cyfrowa ministerstwo przeprowadzi także szeroko zakrojone szkolenia skierowane do starszego pokolenia, których zadaniem będzie walka z cyfrowym wykluczeniem. Szkolenia mają zapewnić im podstawowe kompetencje cyfrowe niezbędne do funkcjonowania w świecie, który coraz częściej polega na rozwiązaniach chmurowych, wdrażanych nie tylko w prywatnych przedsiębiorstwach, ale i w administracji publicznej.

– Wyobrażam sobie, że za 5-10 lat nasza administracja będzie w pełni cyfrowa, co oznacza, że wszystkie sprawy urzędowe będziemy mogli załatwić przez internet. Przypomnijmy sobie, gdzie byliśmy, jeżeli chodzi o np. wykorzystanie smartfonów i telefonów komórkowych 10 lat temu, do czego ich używaliśmy i gdzie jesteśmy dzisiaj i do czego nam te narzędzia służą. I dokładnie tak samo ta dynamika rozwoju nowoczesnych technologii się zwiększa, i w związku z tym zmienia się rzeczywistość, która nas otacza. Myślę, że za 10 lat już będziemy mieć na swoich drogach autonomiczne samochody i będziemy mieć dużo większy komfort poruszania się po nich niż mamy dzisiaj – przewiduje wiceminister.

Cyfryzacja Społeczeństwa 5.0 ma opierać się na kilku filarach. Głównym instrumentem infrastrukturalnym będzie powszechny dostęp do sieci 5G, która umożliwi błyskawiczne przesyłanie danych, a co za tym idzie – stworzenie gęstej sieci internetu rzeczy. W jej ramach będą funkcjonować rozwiązania chmurowe bazujące m.in. na automatyce i sztucznej inteligencji. Jednym z prekursorów w rozwijaniu tej nowoczesnej technologii będzie Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna, która we współpracy z Politechnika Łódzką, Urzędem Komunikacji Elektronicznej oraz firmą Ericsson powoła do życia akcelerator technologii 5G. Celem nowej jednostki badawczej będzie wspieranie przedsiębiorców wykorzystujących innowacyjne rozwiązania z zakresu robotyki czy automatyki przemysłowej funkcjonujące w ramach infrastruktury 5G.

Według założeń rządu zawartych w Strategii 5G dla Polski do końca 2025 roku sieć 5G ma objąć wszystkie najważniejsze miasta oraz ciągi komunikacyjne w naszym kraju. Będzie to jeden z pierwszych kroków na drodze do realizacji idei Społeczeństwa 5.0.

Jednym z pierwszych sektorów gospodarki, który może skorzystać na upowszechnieniu się nowej infrastruktury, może okazać się branża medyczna. Już teraz Apple z sukcesem wprowadza do sprzedaży inteligentne zegarki z linii Watch, które w ramach programu HealthKit potrafią przesyłać podstawowe informacje o zdrowiu pacjenta bezpośrednio do placówki medycznej. Na Zachodzie rozwiązania telemedyczne od Apple wykorzystywane są nawet w środowisku szpitalnym, upowszechnienie się sieci 5G może przyspieszyć wdrożenie podobnych technologii również na polskim rynku.

– Jeżeli chodzi o zdrowie, to nowoczesne technologie mają charakter absolutnie przełomowy. Zwróćmy uwagę, jak bardzo rozwija się dzisiaj telemedycyna. Rozwiązania telemedyczne, które możemy stosować, będą dostępne, gdy uda nam się wprowadzić sieć najnowocześniejszej 5. generacji, która pozwoli na to, żeby np. przeprowadzać zdalne operacje z jednego końca świata, na drugim – twierdzi Wanda Buk.

Pojawienie się infrastruktury 5G będzie miało największy wpływ na upowszechnienie się rozwiązań z zakresu internetu rzeczy i cyfryzacja całej naszej przestrzeni życiowej. Badania przeprowadzone przez firmę Ericsson dowodzą, że sieć 5G będzie mogła obsługiwać nawet do 100 urządzeń na metr kwadratowy, co pozwoli podłączyć do internetu niemalże wszystkie otaczające nas urządzenia.

Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji przygotowała dokument „Krótka opowieść o Społeczeństwie 5.0. Czyli jak żyć i funkcjonować w dobie gospodarki 4.0 i sieci 5G”, który ma przedstawić korzyści płynące z upowszechnienia tych nowoczesnych technologii. Największym wyzwaniem, przed którym obecnie stoi państwo, jest jak najszybsze wdrożenie infrastruktury 5G, która umożliwi cyfryzację przemysłu i administracji. Kolejnym krokiem powinno być podjęcie działań edukacyjnych, które przystosują społeczeństwo do radykalnych zmian związanych z popularyzacją usług chmurowych czy rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji.

– Jak będą wyglądały nasze mieszkania za 5-10 lat? Już dziś otacza nas szereg tzw. urządzeń internetu rzeczy. To są odkurzacze, telewizory, inteligentne lodówki, informujące co się w nich znajduje albo co należy dokupić. Już niebawem należy się spodziewać, że jeszcze więcej tego typu urządzeń będzie nas otaczać, łącznie z inteligentnymi żarówkami, już nie lampami, tylko żarówkami – podsumowuje wiceminister.

Według firmy badawczej Analysys Mason liczba urządzeń z zakresu internetu rzeczy do 2027 roku wzrośnie do 5,4 mld. Jak informują analitycy Inkwood Research, do tego czasu wartość globalnego rynku układów 5G wzrośnie do ponad 24 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 39 proc.

Na rynku przepełnionym innowacjami jest miejsce dla technologicznych „wegan”. Pojawiają się urządzenia z intencjonalnie ograniczoną funkcjonalnością

Na rynku przepełnionym innowacjami jest miejsce dla technologicznych „wegan”. Pojawiają się urządzenia z intencjonalnie ograniczoną funkcjonalnością 7

Wraz z popularyzacją technologii mobilnych coraz częściej mówi się o zagrożeniach związanych z uzależnieniem od smartfonów i mediów społecznościowych. W odpowiedzi na te nowe zagrożenia cywilizacyjne firmy technologiczne wdrażają rozwiązania, które mają pomóc harmonijnie funkcjonować z otaczającą nas elektroniką. Powstają bezpieczne dla oka wyświetlacze, systemy kontroli rodzicielskiej, telefony zaprojektowane z myślą o dzieciach, a nawet systemy drogowe ostrzegające przed korzystaniem z telefonów podczas jazdy.

– Główną intencją naszej firmy jest projektowanie urządzeń elektronicznych, które stawiają nasze zdrowie zarówno psychiczne, jak i fizyczne na pierwszym miejscu. Nasz telefon został zaprojektowany tak, żeby nie krzyczał o naszą uwagę i żeby sprzyjał temu, żebyśmy spędzali jak najwięcej czasu offline, z naszą rodziną, oddając się pasji i po prostu byciu tu i teraz – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Katarzyna Bocheńska z firmy Mudita.

O problemie uzależniania się społeczeństwa od technologii mobilnych mówi się coraz głośniej, dostrzegli go nawet inżynierowie takich firm, jak Apple i Google. W najnowszych odsłonach systemów iOS oraz Android zaimplementowano narzędzia, które pozwalają monitorować, ile czasu spędzamy przed ekranem naszych smartfonów. Dzięki temu możemy bardziej świadomie korzystać z nowoczesnej technologii i zapobiegać uzależnianiu się od sprzętów mobilnych.

Podobne rozwiązania wdrożył również Microsoft. Firma pozwala w ramach kontroli rodzicielskiej precyzyjnie zarządzać czasem spędzanym przed ekranem przez najmłodszych użytkowników. Rodzice mogą m.in. ustalić szczegółowy harmonogram korzystania z komputerów z Windowsem 10 oraz konsoli Xbox przez poszczególnych członków rodziny czy blokować strony internetowe o niepożądanej treści, aby mieć pewność, że dzieci korzystają z technologii w należyty i bezpieczny sposób.

Mudita już w trakcie procesu projektowania urządzeń elektrycznych zwraca uwagę na to, aby te funkcjonowały w sposób harmonijny z człowiekiem, a korzystanie z nich było bezpieczne i nie obciążało nas psychicznie.

– Tworzymy nowoczesną wersję klasycznego telefonu, który będzie miał jedynie podstawowe funkcje. Intencjonalnie je ograniczamy, aby więcej czasu spędzać offline. Urządzenie wyposażone jest w fizyczną klawiaturę i w ekran w technologii elektronicznego papieru, który nie emituje niebieskiego światła, co jest bardziej przyjazne dla naszych oczu – tłumaczy ekspertka.

Operator Tesco Mobile zaprojektował z kolei telefon dla dzieci IMO S2. Zainstalowano w nim bezpieczną przeglądarkę, która nie wyświetli treści przeznaczonych dla użytkowników powyżej 12 roku życia, a w jego cyfrowym sklepie Jungle umieszczono przeszło 1,5 tys. sprawdzonych aplikacji, pozbawionych reklam oraz mikropłatności. Smartfon można sparować także z telefonem rodzica, aby zdalnie kontrolować to, do jakich treści będzie miał dostęp użytkownik IMO S2. Rodzice mogą także monitorować miejsce przebywania dziecka oraz ustalać geostrefy, w których można korzystać z telefonu.

Przedstawiciele Westcotec postanowili zawalczyć z innym zagrożeniem związanym z branżą mobilną – korzystaniem z telefonów podczas prowadzenia pojazdów. Inżynierowie brytyjskiej firmy zaprojektowali urządzenie, które rozpozna, że ktoś w samochodzie korzysta z telefonu w trakcie jazdy i wyświetli sygnał świetlny zachęcający do zaprzestania tego procederu. System działa na zasadzie rozpoznawania częstotliwości wykorzystywanych przez telefony komórkowe do przesyłu informacji, dlatego nie jest w stanie rozpoznać, czy ze smartfona korzysta kierowca, czy pasażer. Firma Westcotec liczy jednak na to, że nadgorliwość systemu zadziała na korzyść wszystkich uczestników ruchu drogowego i pozwoli zmniejszyć liczbę wypadków.

Mudita postawiła na zdrowie użytkowników telefonu Mudita Pure.

– Dodatkowym aspektem naszego telefonu będzie zminimalizowanie ekspozycji na promieniowanie elektromagnetyczne. Uważamy, że ludzie zasługują na to, by mieć wybór. Są różne alarmujące badania, które pokazują, że warto zminimalizować to promieniowanie w naszym życiu. Chcemy takie rozwiązanie dostarczyć na rynek. Wiemy, że to jest wyzwanie, dlatego budujemy tak naprawdę ten telefon od początku. Tzn. wybieramy każdy jeden komponent i kodujemy własny system operacyjny – wyjaśnia Katarzyna Bocheńska

12. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2019

W dniach 24-26 października 2019 roku w Warszawie odbędzie się największa konferencja biznesowa dla środowiska polskich przedsiębiorców rodzinnych – 12. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2019. Wydarzenie od wielu lat organizowane przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, stało się rozpoznawalną przestrzenią do otwartego dialogu i okazją do nawiązywania współpracy pomiędzy przedstawicielami biznesu, instytucji państwowych i świata nauki. Niezmiennym celem Zjazdu jest podkreślenie znaczącej roli firm rodzinnych w życiu gospodarczym kraju.

U-RODZIN_2019-cover_1320x400Temat przewodni 12. U-RODZIN będzie skupiony wokół hasła ROZWÓJ I BEZPIECZEŃSTWO – głównych aspektów budowania firmy rodzinnej. Podczas Zjazdu postaramy się odpowiedzieć na podstawowe pytanie tegorocznej edycji: “Jak w dynamicznie zmieniającym się świecie zapewnić trwałość polskich firm rodzinnych?”. Współgospodarzem 12. Zjazdu jest Miasto Stołeczne Warszawa, patronem honorowym – Marszałek Województwa Mazowieckiego Adam Struzik. W organizację wydarzenia zaangażowali się partnerzy strategiczni IFR: Kancelaria Ożóg Tomczykowski, Union Investment TFI, BNP Paribas Bank Polska, Grupa AXA w Polsce, Metropolitan Investment i agencja reklamowa Recevent. Głównym patronem medialnym jest Dziennik Gazeta Prawna.

W nawiązaniu do hasła wydarzenia, dla uczestników przygotowano dwa dni tematyczne konferencji z rozbudowanym i rozmaitym programem merytorycznym. Wysoki poziom debat i przedmiotowość dyskusji zapewnią renomowani eksperci oraz goście specjalni Zjazdu: m.in.: Maciej Panek (PANEK S.A.), Krzysztof Domarecki (Selena FM S.A.), Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka), Krzysztof Pawiński (Grupa Maspex), Adam Rozwadowski (Enel-Med S.A.), dr Stanisław Han (Hasco-Lek S.A.), Jacek Ptaszek (JMP Flowers) i Kacper Sosnowski (Kross S.A.). U-RODZINY to nie tylko merytoryka i dyskusje, ale również integracja, networking oraz bal charytatywny, beneficjentem którego jest warszawska Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa.

Więcej informacji oraz rejestracja na: www.u-rodziny.pl

Przegląd wydarzeń tygodnia 22-28 VII

Wielkie odliczanie czas zacząć! Ostatniego dnia lipca Fed zdecyduje o skali cięcia stóp. Rynek od miesiąca waha się, czy oczekiwać zdecydowanego ruchu o 50 pb, czy też zachowawczej redukcji o 25 pb. Z Fed nie napłyną już żadne nowe sygnały, więc ocenę inwestorów oddziaływać będą już tylko dane makro oraz przebieg notowań na rynkach finansowych.

USA

Przypomnijmy, że Rezerwa Federalna nie raz pod wpływem nagłego wybuchu zmienności zmieniała swoje plany. Najważniejszym odczytem w USA będzie wieńcząca tydzień publikacja pierwszego szacunku dynamiki PKB osiągniętej w drugim kwartale. Rynek zakłada jej spowolnienie z 3,1 do 2,1 proc. w ujęciu zannualizowanym. Poza tym publikacje o najwyższym znaczeniu nie będą liczne. We wtorek i środę poznamy sprzedaż domów na rynku wtórnym i pierwotnym, barometry koniunktury (Richmond Fed i PMI). W czwartek uwaga skupiona będzie na pierwszym odczycie zamówień na dobra trwałe za czerwiec.

Strefa euro

W strefie euro należy odnotować dwa wydarzenia. Będą to środowe, wstępne odczyty PMI – zakładana jest stabilizacja na niskim pułapie, zarówno w przypadku Niemiec, jak i całego bloku walutowego. Rozczarowanie wartościami indeksu ZEW pokazuje, że to wszystko na co można liczyć. Dodatkowych wskazówek dostarczy publikowany dzień później indeks IFO. Gwoździem programu będzie jednak posiedzenie Europejskiego banku Centralnego. Nie spodziewamy się, że już w najbliższy czwartek zostaną zmienione parametry polityki. Takiego kroku oczekujemy po wrześniowym posiedzeniu, więc rynek będzie wyglądał jakichkolwiek wskazówek jaką formę przybierać będzie łagodzenie. Wśród dostępnych instrumentów trudno szukać rozwiązań zupełnie nowych. Luzowanie polityki przez EBC jest posunięte do takiego ekstremum, że konieczne są modyfikacje znanych narzędzi. Spodziewamy się, że we wrześniu zostanie obniżona stopa depozytowa o 10 pb, ale prawdopodobnie towarzyszyć temu będzie system różnicowania stóp procentowych dla różnych grup instytucji. To dość skomplikowany i budzący kontrowersje pomysł, który lansuje Członek Zarządu EBC, Coeure. Argumentuje on m.in., że istnieją systemy bankowe, które cierpią ze względu na ujemne stopy i charakteryzowane są przez nadpłynność sektora. W innych państwach, na peryferiach strefy euro wymagane byłoby dalsze luzowanie parametrów polityki. Tzw. tiering mógłby teoretycznie pogodzić dbałość o kondycję sektora bankowego z dążeniem do wsparcia kredytu tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. Przy redukcji oczywistym krokiem jest przedłużenie zobowiązania do utrzymywania stóp na bieżącym poziomie o kolejne kwartały. Naszym scenariuszem bazowym nie jest natomiast wznowienie skupu aktywów, ale gdyby zdecydowano się na taki krok, to tutaj też potrzebne byłyby modyfikacje. Przybrałyby one postać podniesienia limitu maksymalnego zaangażowania EBC w papiery z poszczególnych emisji (prawdopodobnie z 33 do 49 proc.).

Wielka Brytania

W przypadku funta wszystkie kluczowe dane (rynek pracy, inflacja, sprzedaż detaliczna) opublikowano w poprzednim tygodniu. Brytyjska waluta będzie pod wpływem zmian percepcji tego jakim premierem będzie Boris Johnson, i jaką drogę wyjścia z Unii Europejskiej obierze. Na razie rynek nie spodziewa się po jego gabinecie nic dobrego – ryzyko ciągłych przepychanek z Brukselą prowadzące do twardego brexitu mocno ciąży przecenionemu funtowi i tak długo jak nie wyparuje, tak długo trudno liczyć na jego trwałe umocnienie. W Kanadzie nie zostaną opublikowane ważne dane, CAD będzie podążać za szerszym dolarowym trendem i tendencją w notowaniach ropy. W tym drugim przypadku ostatni tydzień przyniósł ostre spadki, które naszym zdaniem nie będą kontynuowane. Dolar kanadyjski ma naszym dobre perspektywy także ze względu na solidne fundamenty: inflacja nie pozwala myśleć o luzowaniu a wzrost będzie przyśpieszać. Bank Kanady oprze się w rezultacie globalnej fali łagodzenia. W gronie ośmiu najważniejszych banków centralnych nie ma drugiego z niższą wyceną prawdopodobieństwa redukcji stóp w horyzoncie trzech miesięcy.

Australia, Nowa Zelandia, Japonia, Chiny

Na Antypodach w centrum uwagi będzie czwartkowe wystąpienie Gubernatora RBA poświęcone polityce celu inflacyjnego. Może ono przynieść potwierdzenie naszej oceny, że w australijskiej polityce monetarnej jest przestrzeń do kontynuacji luzowania. Różnicuje to AUD od NZD i przede wszystkim CAD i sprawia, ze sceptycznie podchodzimy do możliwości utrzymania ostatniego umocnienia. Oczekujemy, że na jesieni RBA dokona trzeciej obniżki stóp w tym roku. Ostatnie dane nie przybliżyły władz monetarnych do cięcia w sierpniu, ale też nie uczyniły nic by wykluczyć luzowanie w dalszej części roku. Kalendarz uzupełni indeks PMI i bilans handlowy Nowej Zelandii.

Z Japonii otrzymamy tylko wskaźniki inflacyjne, indeks PMI oraz zamówienia na maszyny. W Chinach zostaną opublikowany wskaźnik rentowności firm przemysłowych. Inwestorzy nadal czekać będą na kolejne oznaki wpływu wojen handlowych na koniunkturę i nagłówki dotyczące relacji USA – Chiny.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Sprzedaż detaliczna przerywa pasmo słabych publikacji z kraju

Ostatnie dni obfitowały w rozczarowujące publikacje z Polski. Po zaskakująco słabych danych o dynamice płac w przedsiębiorstwach, nadeszły budzące znacznie większe obawy dane o produkcji przemysłowej, której dynamika w czerwcu – w ujęciu rok do roku – była ujemna i osiągnęła poziom najniższy od blisko trzech lat. Na szczęście piątek przynosi pewne pocieszenie.

Po ostatniej serii gorszych odczytów z gospodarki można było się obawiać, że i sprzedaż detaliczna radziła sobie gorzej od założeń. Jednak tak pesymistyczna wizja nie uległa materializacji. Zamiast tego zobaczyliśmy wyższą od oczekiwań dynamikę czerwcowego indeksu na poziomie 5,3% w ujęciu rocznym. Jest to poziom niższy od wskazania 7,3% notowanego miesiąc wcześniej, jednak uwzględniając, że zarówno efekt kalendarzowy, jak i efekt bazy działały na niekorzyść danych, można uznać to za całkiem dobry wynik.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,25-4,27. Wspólna europejska waluta zakończyła dzień wyraźnym umocnieniem w relacji do dolara amerykańskiego, co jednak nie było związane z informacjami płynącymi ze strefy euro, a raczej ze słabością USD w końcówce dnia.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek wzrósł o ponad 0,2%, wahając się w widełkach 4,72-4,74. Wczoraj brytyjskiej walucie sprzyjały dobre dane o sprzedaży detalicznej w czerwcu. Nie wadziły również pozytywne informacje związane z Brexitem. Wczoraj brytyjscy posłowie przegłosowali poprawkę, która utrudni przyszłemu premierowi Wielkiej Brytanii czasowe zawieszenie parlamentu w celu przeprowadzenia Brexitu bez porozumienia.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek spadł o 0,7%, wahając się w widełkach 3,77-3,80, dolar tracił również w relacji do głównych walut. Słabość amerykańskiej waluty nadeszła w drugiej części dnia. Było to po tym, jak John Williams z Fed zasugerował, że ograniczone możliwości luzowania polityki monetarnej ze strony banku centralnego sprawiają, że „opłaca się działać szybko” i obniżać stopy procentowe w odpowiedzi na pierwsze oznaki problemów gospodarczych.

Słowa Williamsa zostały odebrane jako sugestia tego, że Fed może być skłonny zgodzić się na nieco agresywniejsze poluzowanie polityki monetarnej, co przełożyło się na wzrost cen akcji, spadek rentowności amerykańskich papierów 2-letnich oraz osłabienie amerykańskiej waluty.

Co ciekawe, wypowiedź została później „uszczegółowiona” przez oddział Fed z Nowego Jorku, któremu przewodzi Williams. Fed poinformował, że to rozważania teoretyczne, a nie sugestia realnych, dalszych działań banku centralnego.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 16:00 – wstępny odczyt indeksu zaufania konsumentów w USA według Uniwersytetu Michigan w lipcu
  • 17:05 – przemawia James Bullard z FOMC
  • 22:20 – przemawia Eric Rosengren z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Obiecujące perspektywy metali szlachetnych

Obawy handlowe i zmiana polityki monetarnej doprowadziły do wyraźnych wzrostów cen metali szlachetnych, a zwłaszcza złota.

Pierwszy oraz drugi kwartał tego roku charakteryzował się też bardzo dużym wzrostem popytu inwestycyjnego na platynę ze strony funduszy ETF, co doprowadziło do dużego deficytu surowca na rynku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak z XTB.

W pierwszym kwartale deficyt wyniósł 550 tys. uncji. To pokazuje, że cena platyna może w najbliższym czasie rosnąć.

Tezę o wzrostach cen tego surowca wzmacniają też doniesienia z RPA, gdzie związki zawodowe kopalń platyny domagają się blisko 50-procentowych podwyżek dla pracowników, grożąc strajkami.

Wyniki produkcji przemysłowej nie były zadawalające dla rynków walutowych

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki polskiej produkcji przemysłowej za czerwiec. Nie były one pozytywne – produkcja w przemyśle spadła w porównaniu miesięcznym o 5,9%, a w rocznym o 2,7%. Biorąc pod uwagę korektę sezonową zanotowała ona wzrost o 2,7%, ale nadal jest to wynik o wiele niższy niż oczekiwał rynek. Niewiadomą jest czy to jednorazowe spowolnienie czy zapowiedź nowego, negatywnego trendu. Faktem jest, że twarde liczby z polskiego przemysłu były, jak dotąd, zaskakująco odporne na negatywny rozwój w Niemczech. Jednocześnie dane czerwcowe wskazują, że stan ten może ulec zmianie w drugiej połowie roku. Spowolnienie, nie tylko produkcji przemysłowej, ale także wzrostu gospodarczego wydaje się być nieuniknione. Pozostaje pytanie, jak mocno będzie ono odczuwalne. A będzie to również zależne od polityki fiskalnej obecnego rządu. Jego wydatki pomagają gospodarce, jednak ich wzrost w razie spowolnienia grozi wyraźnym wzrostem deficytu budżetu państwa.

Innymi interesującymi danymi, które poznaliśmy w tym tygodniu, są wyniki z polskiego rynku pracy. Wg nich bezrobocie w czerwcu wzrosło o 2,8%, a średnie płace o 5,3%. I te dane mijają się z oczekiwaniami, ale o wiele mniej niż wyniki przemysłu.

W tym tygodniu złoty, mimo danych z polskiej gospodarki, umocnił się w stosunku do euro do poziom 4,26 EUR/PLN. To umocnienie można jednak postrzegać jako korektę po osłabieniu w poprzednich dwóch tygodniach. Eurodolar w piątek rano był na poziomie 1,123 EUR/USD.

AKCENTA

Amazon wchodzi na rynek usług kurierskich i chce uruchomić „sieć paczkomatów”

Ostatnio co chwilę słychać o nowościach ze świata logistyki, których głównym bohaterem jest Amazon. Jako największy gracz rynku e-commerce, mając już ugruntowaną pozycję na rynku handlowym, chce zawalczyć o niższe koszty swojej działalności poprzez rozwój własnych kanałów logistycznych. To może oznaczać tylko jedno – dalszy i jeszcze szybszy rozwój amerykańskiego giganta e-commerce.

Amazon, jako największa platforma zakupowa na świecie, korzystał przez lata z dobrych układów z firmami kurierskimi – to one bowiem zapewniały mu odpowiedni krwiobieg. Obecnie Amazon stara się rozwijać własne usługi kurierskie. W oficjalnych komunikatach spółka deklaruje, że nie stanie się konkurencją dla podmiotów, które pomagały się jej rozwijać przez ostatnie lata – bez usług logistycznych ciężko wyobrazić sobie bowiem rynek handlu internetowego. Niemniej, amerykański gigant e-handlu stawia na samodzielność. Skala jego działalności pozwala na eksperymentowanie z rozwojem własnych usług kurierskich.

Amazon cały czas stara się wprowadzić natywną usługę dostawy tego samego dnia i wydaje się być coraz bliżej sukcesu – własne samochody dostawcze, własne lotnisko, własne samoloty itd. Równolegle, gigant pracuje m.in. nad przykład nad wykorzystaniem dronów w dostawach do klienta. Na rynek usług kurierskich Amazon wchodzi w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej. W Austrii uruchomił już własną usługę dostawy paczek. Wywołało to falę negatywnych komentarzy. Dlaczego? Z rynku wycofał się bowiem DHL i to właśnie w związku z nowo powstałą konkurencją. Podobnej sytuacji boją się operatorzy w każdym państwie, w którym operuje Amazon. Mówi się o „efekcie Amazona”. Poczty w poszczególnych krajach też zapowiadają spadki przychodów. – To pokazuje siłę Amazona. Jakkolwiek nie zmieniałoby to rynku usług dostaw, na pewno pokazuje, że Amazon nie zamierza spocząć na laurach w rozwoju – mówi Sascha Stockem, założyciel i prezes firmy Nethansa, która wprowadza polskie firmy na Amazona i przekonuje, że warto skorzystać z tego ogromnego rynku zbytu – 310 mln użytkowników na całym świecie.

Siłę Amazona pokazuje skala, z jaką firma atakuje nowy rynek. Spółka zakupiła ostatnio 20 tysięcy samochodów dostawczych. Mają one posłużyć do rozwoju własnych usług kurierskich. Za dostawy odpowiedzialne będą zewnętrzne podmioty, ale znaczenie ma też to – jakie. Otóż mają to być małe firmy zakładane przez pracowników Amazona. Taka strategia ma zminimalizować zależność od innych korporacji. Spółka Jeffa Bezosa do tej pory korzystała z usług m.in. amerykańskiej poczty czy też firm FedEx i UPS. Jak deklaruje Amazon, wszystkie te firmy razem nie mają już takich mocy przerobowych, by sprostać skali zamówień na platformie jego platformie. – Amazon, oprócz tego oficjalnego powodu, chce osiągnąć coś jeszcze: zwiększyć kontrolę i zmniejszyć koszty działalności, a także dostarczać przesyłki zgodnie z własnymi założeniami. Tak Bezos planuje utrzeć nosa korporacjom kurierskim uniezależniając się od narzucanych przez nie warunków. Lepiej przecież samemu rozdawać karty – wyjaśnia Sascha Stockem.

Przesyłka w bagażniku

Amazon ma również ambicje, aby uruchomić swoją własną „sieć paczkomatów”. Mają to być samochody klientów. Firma chce uruchomić w Stanach Zjednoczonych usługę dostaw do bagażnika auta klienta końcowego, aby nie musiał on czekać cały dzień na kuriera. Ma to się odbywać za pomocą usługi Amazon Key, która od ponad roku umożliwia pozostawienie przesyłki pod nieobecność klienta w jego domu. – Kurier dostaje jednorazowy dostęp do zamka i może zostawić paczkę w przedpokoju. Ta usługa ma jednak spory minus. Obecność osoby obcej w domu wywołuje wśród klientów niepokój. Amazon wpadł więc na pomysł otwierania aut, a właściwie samych bagażników. Auta mają być otwierane za pomocą jednorazowego kodu. Na razie dotyczy to jednak wyłącznie modeli ze stajni Volvo i General Motors. To z tymi firmami Amazon podpisał umowę – wyjaśnia założyciel firmy Nethansa.

Amazon pomyślał także o tym, jak sprawić, by paczki były transportowane jeszcze szybciej także na dalsze odległości. Firma w Stanach Zjednoczonych buduje własne lotnisko. Ma to usprawnić usługę dostawy towaru w 24 godziny. – Własna infrastruktura lotnicza, tak jak w przypadku floty samochodów dostawczych, to także niższe koszty. Pierwsze loty mają wystartować z lotniska w Kentucky w 2021 roku – tłumaczy Sascha Stockem z Nethansy.

Usprawnienia logistyczne dla polskich firm

Choć platforma Amazona dostępna jest nad Wisłą jedynie jako przetłumaczona na język polski niemiecka wersja serwisu, polscy sprzedający ma obecnie trochę łatwiej w kwestii sprzedaży. Łatwiej pod względem dostawy do Amazona. – Magazyny firmy znajdują się teraz w Polsce i można towar dostarczyć do tych magazynów, choć wtedy trzeba uiścić opłatę za magazynowanie. Nie w każdym przypadku taka forma magazynowania jest opłacalna – wyjaśnia prezes Nethansy, która pomaga polskim firmom nie tylko wejść na rynek Amazona, ale także obsługuje kompleksowo sprzedającego, również w kwestiach związanych z logistyką sprzedaży z własnych magazynów. – Polskie firmy mają wiele atutów: strategiczne położenie na mapie, tanie koszty magazynowania i przesyłek do Niemiec. Wszystko to działa na plus – dodaje Stockem.

Nethansa pomaga rodzimym przedsiębiorstwom sprzedającym na Amazonie skrócić czas dostarczenia przesyłki, co jest niezwykle istotne dla ich konkurencyjności. Amazon często uniemożliwia polskim sprzedawcom ustawienia rzeczywistego czasu przesyłki, przez co klient może być informowany nawet o 11 dniach oczekiwania. Nethansa pomaga swoim partnerom ominąć tę niedogodność, np. poprzez wykorzystanie własnego, stworzonego w tym celu łańcucha dostaw.

Od lipca 2020 r. zmiany prawne dotyczące zrównoważonego finansowania

Niedługo zostanie wprowadzonych kilka istotnych regulacji prawnych dotyczących zrównoważonego finansowania. Zmiany te wpłyną na dostęp firm do źródeł kapitału, od funduszy inwestycyjnych, przez kredyty, po produkty ubezpieczeniowe.

„Główną zmianą będzie rozporządzenie w sprawie ram zrównoważonego finansowania, które określi, jaka działalność gospodarcza jest zrównoważona środowiskowo, a jaka nie. Na początku nie będzie żadnych ograniczeń dotyczących tego, w co instytucje finansowe mogą inwestować, komu udzielać kredytu albo jaką działalność ubezpieczać. Będą musiały tylko to raportować” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Piotr Biernacki, wiceprezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Oznacza to, że od lipca 2020 r. – wtedy wchodzą w życie przepisy – każda firma chcąca np. wziąć kredyt w banku bądź się ubezpieczyć będzie zmuszona udzielić instytucji finansowej, do której się uda, informacji pokazujących, czy działalność gospodarcza przedsiębiorstwa lub też dany projekt są zrównoważone środowiskowo, czy nie (będzie to określane na podstawie szeregu szczegółowych wskaźników i kryteriów). Oczywiście wcześniej firma będzie musiała poświęcić czas na przygotowanie tych informacji.

Czy wzrosty złota potwierdzają kryzys? Huśtawka danych

Programy socjalne, zgodnie z oczekiwaniami analityków, pozwalają utrzymać sprzedaż detaliczną na relatywnie wysokim poziomie. Nie można jednak tego samego powiedzieć o produkcji przemysłowej. Przedsiębiorcy boją się recesji i zmniejszają zapasy.

Sprzedaż detaliczna w Polsce

Po wczorajszych słabszych danych na temat produkcji przemysłowej przyszedł czas na sprzedaż detaliczną. Dla przypomnienia: produkcja przemysłowa spadła w ciągu roku o 2,7% wobec oczekiwanego wzrostu o 2%. Natomiast sprzedaż detaliczna wypadła odrobinę lepiej od przewidywań. Rośnie ona o 5,3% zamiast oczekiwanych 4,9%. Powodem są kolejne transfery socjalne wypłacane obywatelom w ramach realizacji obietnic przedwyborczych. W rezultacie pomimo słabej kondycji produkcji społeczeństwo ma więcej środków na zwiększenie konsumpcji.

Czy wzrosty złota potwierdzają kryzys?

Jest kilka surowców, które zwyczajowo zyskują na wartości w okresie kryzysów na rynku. Są to przede wszystkim metale szlachetne. Uważa się je za dobrą lokatę kapitału na trudne czasy. Ne ten trend wpływu nie ma nawet rosnące zastosowanie złota w przemyśle i w dalszym ciągu jego cena spada, gdy na rynkach jest dobrze, a rośnie, gdy sytuacja się pogarsza. Nie powinno nas zatem dziwić, że obserwujemy obecnie kolejne szczyty cen tego kruszcu. W tej chwili cena jest najwyższa od 2013 roku, a przyglądając się ogólnej sytuacji na świecie, możemy z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że nie będzie to ostatnie maksimum do końca roku 2019.

Lepsze dane z Wysp

Po ostatnich wiadomościach z frontu walki o szefostwo w Partii Konserwatywnej, powodującej zamieszanie wokół Brexitu, funt potrzebował tylko pretekstu do korekty. Pojawił się on wczoraj. Dużo lepiej wypadły dane na temat sprzedaży detalicznej. W ciągu roku rośnie ona o 3,8%, a nie przewidywane 2,5%, a co również ważne nie spadła w ujęciu miesięcznym. Jest to o tyle istotne, że sprzedaż jest w pewnym sensie miarą optymizmu konsumentów. Jeżeli patrzą oni pesymistycznie, to powstrzymują konsumpcję, oszczędzając na trudniejsze czasy. W rezultacie takie postępowanie prowadzi do jeszcze większego spowolnienia w gospodarce. W wyniku tych odczytów funt podskoczył względem złotego z 4,72 zł na 4,74 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Wg ekspertów tzw. energetyki dla dzieci i młodzieży powinny być zakazane w całym handlu

Chociaż rośnie liczba promocji napojów energetycznych i handel nimi, Ministerstwo Zdrowia nie pracuje nad wprowadzeniem nowych zakazów sprzedaży tych specyfików dzieciom i młodzieży. Inne formy restrykcji również nie są obecnie rozważane, np. większe opodatkowanie tych produktów czy też wydawanie specjalnych zezwoleń. Resort jedynie wskazuje na ograniczony już dostęp na terenie przedszkoli, szkół i placówek oświatowo-wychowawczych. Z kontroli Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że prawo w tym zakresie jest przestrzegane. Jednak GIS uważa, że nowy skład Parlamentu Europejskiego powinien zająć się sprawą, która dotyczy wszystkich krajów członkowskich. Zapytany o tę możliwość jeden z europarlamentarzystów nie widzi takiej potrzeby. Za to podaje inne rozwiązania.

Nowy zakaz?

Ostatnia analiza firmy Hiper-Com Poland wykazała, że w tym roku sieci handlowe zwiększyły promocję napojów energetycznych o ponad 40%. Największy wzrost, bo aż o blisko 80%, zaobserwowano w sklepach convenience, które są w pobliżu praktycznie każdego większego osiedla. Z kolei z danych Centrum Monitorowania Rynku (CMR) wynika, że energetyki są jednym z najczęściej kupowanych produktów w placówkach mających do 300 m2. Niektórzy eksperci zwracają uwagę na to, że w takich miejscach młodzi konsumenci bez trudu mogą kupować ww. produkty, np. w drodze do szkoły czy po zajęciach lekcyjnych. I dodają, że niestety prawo jest omijane. Dlatego sugerują, żeby wprowadzić przepisy ograniczające sprzedaż tych artykułów dzieciom i młodzieży w całym handlu detalicznym.

– Aktualnie resort nie prowadzi prac legislacyjnych, których celem byłoby zakazanie sprzedawania tego typu napojów osobom niepełnoletnim w ogólnodostępnych sklepach. Istotną zmianą jest wdrożone już Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 26 lipca 2016 r. w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży – mówi Sylwia Wądrzyk, Dyrektor Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia.

Celem ww. rozporządzenia jest wzmocnienie ochrony zdrowia dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym, poprzez ograniczenie dostępu na terenie przedszkoli, szkół i placówek oświatowo-wychowawczych do środków spożywczych zawierających znaczne ilości składników niezalecanych dla ich rozwoju. Oferta żywieniowa nie może uwzględniać napojów energetyzujących. W jednostkach systemu oświaty zakazano też reklamy i promocji polegającej na zachęcaniu do nabywania niezdrowej żywności.

– Z naszych kontroli wynika, że zakaz sprzedawania napojów energetycznych jest przestrzegany w sklepikach szkolnych. Zauważamy również to, że producenci, działający na terenie Polski, stosują się do unijnych zaleceń i umieszczają na puszkach napisy ostrzegające przed spożywaniem energetyków przez dzieci i kobiety w ciąży. Jednocześnie dostrzegamy, że przybywa tego typu produktów na rynku – informuje Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektoriatu Sanitarnego.

Jak komentuje Krzysztof Zych z międzynarodowej firmy doradczej UCE GROUP, od czasu wprowadzenia zakazu sprzedaży tego typu produktów w sklepikach szkolnych mijają właśnie 3 lata. Od lipca 2016 r. rynek mocno się rozrósł. Producenci rozszerzali swoje oferty o nowe, oryginalne smaki energetyków. Coraz mocniej promują je w gazetkach handlowych i reklamują w telewizji. Ekspert podkreśla, że najłatwiej jest zarabiać na dzieciach, które kupują popularne produkty w osiedlowych placówkach i nie patrzą na napisy ostrzegawcze. Dlatego należy ograniczyć im tego typu zakupy we wszystkich sklepach.

Kto zajmie się sprawą?

– Jeśli chodzi o art. spożywcze, przepisy w całej UE są jednolite. Zakaz sprzedaży energetyków dzieciom występuje tylko w Danii. Polska też może go wprowadzić, zmieniając ustawę o bezpieczeństwie żywności. Jednak to wiązałoby się z zaangażowaniem wielu instytucji i zainwestowaniem sporych pieniędzy. Najpierw trzeba uzyskać jednoznaczną opinię ekspercką dot. wysokiego spożycia tych produktów przez dzieci i młodzież. Należy też przeprowadzić analizę w zakresie ich faktycznej szkodliwości dla zdrowia. Obecnie brakuje wyników badań na temat tego, jakie choroby mogą wywoływać – wyjaśnia Jan Bondar.

Dyrektor Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia zapewnia, że resort podejmuje wiele działań informacyjnych, edukacyjnych i promocyjnych, służących profilaktyce przeciwnowotworowej oraz kształtowaniu prozdrowotnych postaw wśród dzieci oraz młodzieży. Podejmując je, wzmacnia dobre nawyki żywieniowe młodych Polaków i zapobiega ich otyłości oraz innym chorobom. Ta aktywność jest zintegrowana z kalendarzem onkologicznym w 2019 roku oraz z Dniami Otwartymi, organizowanymi w oddziałach wojewódzkich NFZ.

– Oczywiście wszystkie ww. inicjatywy są ważne i społecznie potrzebne. Nie ma co do tego żadnej wątpliwości. Jednak, w mojej ocenie, brakuje stanowczego podejścia do kwestii napojów energetycznych. Jeżeli nie są prowadzone badania na temat skutków ich spożywania, to tak naprawdę nie wiadomo, na co konkretnie narażeni są konsumenci i przed czym należy ich ostrzegać – dodaje Krzysztof Zych.

Rzecznik GIS uważa, że najłatwiej byłoby wprowadzić ewentualny zakaz sprzedaży jednolicie w całej Unii Europejskiej. Wszystkie kraje członkowskie delegowałyby swoich ekspertów. Międzynarodowe zespoły badawcze przeprowadziłyby szereg analiz. Według Jana Bondara, skład każdego specyfiku wymaga oddzielnej ekspertyzy. Jedne produkty są bardziej szkodliwe, a inne mniej. Warto też ustalić maksymalne limity zawartości kofeiny w puszce energetyku. I nasi europarlamentarzyści powinni się o to postarać, aby było to przedmiotem dyskusji na forum unijnym.

– Nie widzę takiej potrzeby, żeby Parlament Europejski zajmował się wprowadzeniem zakazu sprzedaży napojów energetycznych dla dzieci i młodzieży. Nie trzeba też powoływać żadnej międzynarodowej komisji do badania składu tych produktów czy ustalania limitu zawartości kofeiny w każdej puszce. Zasada jest prosta. To, co można przeprowadzić oddolnie, należy zrobić na terenie kraju, którego dotyczy problem. Sejm RP spokojnie może się zająć tą kwestią. Osobiście uważam też, że rodzice sami powinni zadbać o to, co spożywają ich pociechy – twierdzi europarlamentarzysta Kosma Złotowski.

Jak podsumowuje Jan Bondar, jedyne, co może w tej sytuacji samodzielnie zrobić GIS, to zorganizować kampanię informacyjną. Należy uświadamiać młodych konsumentów i ich rodziców o tym, że napoje energetyczne mogą źle wpływać na zdrowie i rozwój człowieka. Zdaniem rzecznika, nie powinny po nie sięgać osoby przynajmniej do 16. roku życia. Energetyki można uznać za wielokrotność kawy, której przecież nie powinny pić dzieci.

Ceny usług remontowych rosną, a Polacy zlecają coraz więcej prac

Lato to idealny moment nie tylko na wakacyjny wyjazd, ale także realizację planowanego od dawna remontu, na który w ciągu roku brakuje czasu. Rosnące koszty usług fachowców nie zniechęcają Polaków przed zlecaniem im coraz szerszego zakresu prac – wynika z raportu Oferteo.pl.

Jeśli remont, to generalnyLiczba pomieszczeń

Jak pokazują badania Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług z ich dostawcami, w 2018 roku 70% zleceń dotyczących prac remontowych dotyczyło zamieszkiwanego mieszkania, a 30% wykańczania nowej nieruchomości.

Remontujący mieszkanie w większości zlecali prace w wielu pomieszczeniach i na dużej powierzchni. Najczęściej dotyczyły one pięciu (25%) lub czterech (22%) pomieszczeń, a najrzadziej jednego – taki drobny remont przeprowadziło tylko 10% badanych.

Poddawana renowacji powierzchnia najczęściej mieściła się w zakresie od 41 do 60 m2 (29%) lub od 21 do 40 m2 (23%). 22% badanych zlecało pracę na powierzchni większej niż 80m2, a 15% – od 61 do 80 m2. Mniej niż 20m2 remontowało tylko 11% badanych, co potwierdza, że Polacy wolą zrobić jeden remont generalny, niż pracować nad każdym pomieszczeniem oddzielnie.

Zakres wykonywanych pracJakie prace będą realizowane

Zakres prac zlecanych fachowcom jest zazwyczaj bardzo szeroki. Najbardziej poszukiwaną usługą jest malowanie, którego dotyczyło trzy czwarte wszystkich zleceń. Dużym zainteresowaniem cieszyli się też fachowcy wykonujący montaż płyt gipsowo-kartonowych (52%), układający glazurę lub terakotę (49%) i instalatorzy elektryczności (46%). Najrzadziej zlecano instalację c.o. (19%) i montaż armatury w łazience (35%).

Bez projektu, ale z planem

Według danych Oferteo.pl Polacy zlecający remont w 59% przypadków nie mają fizycznego projektu planowanych zmian, ale dokładnie wiedzą, jakich efektów oczekują. 21% poszukuje ekipy do zrealizowania wcześniej przygotowanego projektu, a 20% nie ma konkretnego planu i liczy na sugestie profesjonalistów.

Remont na jużKiedy Polacy chcą rozpocząć remont

Wyraźnie widać, że poszukujący usług remontowych nie chcą na nie długo czekać. Ponad połowa badanych wskazuje, że chciałaby rozpocząć prace możliwie jak najszybciej, a 22% jest w stanie poczekać na realizację do miesiąca. W ciągu 3 miesięcy remont chciało rozpocząć 17% respondentów, a w ciągu pół roku już tylko 9%.

Rosnący popyt na usługi remontowe i fakt, że większość osób zleca je właśnie w sezonie letnim powoduje, że fachowcy mają wówczas bardzo dużo pracy. Planując remont, warto wziąć pod uwagę, że na miejsce w kalendarzu najlepszych ekip trzeba będzie poczekać. Jest to jednak przedsięwzięcie na tyle poważne, że nie warto kierować się pośpiechem. Najważniejsza jest pewność, że ludzie, którym zlecamy remont, są sprawdzeni i nie rozczarują nasradzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Coraz droższy komfort

Decydując się na zlecanie coraz większej ilości prac fachowcom, oszczędzamy dużo czasu i możemy spodziewać się, że zostaną one dobrze zrealizowane. Taki komfort jest jednak kosztowny. Jakie są przeciętne ceny najpopularniejszych usług?

  • układanie glazury lub terakoty to koszt od 55 do 73 zł/m2 (skuwanie starych płytek to ok. 2330 zł/m2)
  • malowanie ścian: 11–15 zł/m2 (z kładzeniem gładzi koszt wzrasta o ok. 27–35 zł/m2)
  • instalacja wodno-kanalizacyjna: 470–530 zł za punkt
  • instalacja elektryczna: 55-68 zł za punkt
  • montaż armatury łazienkowej (wanna/WC/umywalka): 375–570 zł
  • położenie paneli lub parkietu: 25 zł/m2 (panele) – 65 zł/m2 (parkiet)

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 10 tysięcy zapytań ofertowych złożonych w serwisie Oferteo.pl od 1 lipca 2018 roku do 30 czerwca 2018 roku przez osoby poszukujące wykonawców usług remontowych.

Z Polski Wschodniej w świat z dotacją PARP

Ostatni dzwonek dla firm z województw: lubelskiego, podkarpackiego, podlaskiego świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego, by otrzymać nawet kilkaset tys. zł dofinansowania na ekspansję na rynki zagraniczne. Ostatnia runda konkursu „Internacjonalizacja MŚP” zakończy się 3 września.

Program prowadzony przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) ma na celu wspieranie mikro-, małych lub średnich firm działających w województwach Polski Wschodniej, które mają produkty o potencjale do internacjonalizacji na co najmniej jednym nowym rynku zagranicznym.

Nawet 800 tys. zł na przygotowanie ekspansji

Przedsiębiorcy, którzy chcą wejść ze swoimi produktami na rynek szwajcarski lub do jednego z państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego mogą liczyć na wsparcie do 550 tys. zł. Ci, których interesują rynki poza tym obszarem mogą otrzymać nawet 800 tys. zł. Minimalny wkład własny to 15% kosztów projektu. Budżet konkursu to 50 mln zł.

– Dofinansowanie można przeznaczyć na opracowanie i wdrożenie nowego modelu biznesowego, w tym m.in. koszty materiałów reklamowych, szkoleń, tłumaczeń, testów czy licencji, a nawet środków trwałych niezbędnych dla przygotowania się do internacjonalizacji przedsiębiorstwa. Dotacja może objąć też część kosztów m.in. udziału w międzynarodowych targach, wystawach lub misjach gospodarczych – tłumaczy Arkadiusz Dewódzki, dyrektor Departamentu Internacjonalizacji Przedsiębiorstw PARP.

Masz wątpliwości? Spotkaj się z ekspertami

O wsparciu ekspansji zagranicznej w ramach programu „Internacjonalizacja MŚP” będzie można porozmawiać z ekspertami PARP w Olsztynie. Spotkanie, które odbędzie się 30 lipca br. w Olsztyńskim Parku Naukowo-Technologicznym będzie okazją, by omówić wniosek o dofinansowanie i uzyskać odpowiedzi na pytania związane z Konkursem. Udział w spotkaniu jest bezpłatny, liczba miejsc jest ograniczona.