Kuehne + Nagel rozszerza sieć połączeń drogowych dzięki przejęciu Grupy Jöbstl

Kuehne + Nagel – przejęcie Grupy Jobstl

Kuehne + Nagel w Austrii przejęło firmę Jöbstl, średniej wielkości przedsiębiorstwo logistyczne z siedzibą w Wundschuh w okolicach miasta Graz. Dzięki integracji Grupy Jöbstl, Kuehne + Nagel rozszerza swoją sieć drogową i umacnia transport w kierunku Europy Wschodniej. W przyszłości, Klienci będą mogli korzystać z serwisu Grupy Jöbstl w zakresie europejskich usług drobnicowych. „Dodając do naszej oferty portfolio Grupy Jöbstl, jesteśmy w stanie zaoferować Klientom więcej usług w regionie i strategicznie rozbudowywać naszą sieć drogową” – wyjaśnia Uwe Hött, wicedyrektor dywizji drogowej Kuehne + Nagel w Europe. „Dysponując ponad 130 oddziałami w całej Europie, Kuehne + Nagel obecnie łączy wszystkie rynki w regionie. Dzięki integracji z siecią Jöbstl wzmocnimy dostępne połączenia, szczególnie z sąsiednimi państwami przy jednoczesnym zwiększeniu częstotliwości wyjazdów i skróceniu czasu dostaw. Zakładamy, że szczególnie duże firmy skorzystają z naszego rozszerzonego portfolia usług ”.

„Bardzo doceniamy silne zakorzenienie Jöbstla w austriackich tradycjach oraz jego długą historię. Dzięki przejęciu rodzinnej firmy, zyskujemy partnera, który cechuje się niezawodnością, elastycznością i obsługą Klienta z osobistymi, wartościowymi akcentami, które są niezwykle ważne dla Kuehne + Nagel”, mówi Franz Braunsberger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel w Austrii.

„Cieszymy się, że możemy dołączyć do Grupy Kuehne + Nagel i stać się częścią silnej międzynarodowej sieci logistycznej. Razem możemy oferować Klientom szerokie portfolio usług. Łącząc nasze sieci budujemy synergie i tworzymy przestrzeń dla wzrostu, przynosząc wymierne korzyści naszym Klientom i pracownikom”- dodaje Christoph Jöbstl, dyrektor zarządzający i udziałowiec grupy Jöbstl.

Przejęcie zostało zatwierdzone przez właściwe organy antymonopolowe. W ramach przejęcia 100% udziałów w SLM Spedition und Logistik GmbH w Wiedniu zostanie przeniesionych na Kuehne + Nagel. Strony zgodziły się nie ujawniać ceny transakcji.

Polska fabryka Toyoty podwoi produkcję elektrycznych napędów do hybryd

  • W 2021 roku Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) rozpocznie w Wałbrzychu produkcję kolejnej elektrycznej przekładni (e-CVT – electronic continuously variable transmission) do niskoemisyjnych napędów hybrydowych, która będzie współpracować z silnikiem o pojemności 1,5 l;
  • Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami produkcja silnika 1,5 l ruszy rok wcześniej w drugim zakładzie TMMP zlokalizowanym w Jelczu-Laskowicach. W ten sposób oba zakłady będą tworzyć jeden hybrydowy zespół napędowy;
  • W ramach inwestycji TMMP rozpocznie produkcję silników elektrycznych, które są integralną częścią przekładni e-CVT;
  • Zakład w Wałbrzychu od listopada 2018 produkuje elektryczne przekładnie do napędów hybrydowych współpracujących z silnikiem 1,8 l.

Sprzedaż niskoemisyjnych samochodów hybrydowych marki Toyota na rynku europejskim stale rośnie, osiągając w pierwszym półroczu 2019 roku 52% całości wolumenu sprzedaży. Z uwagi na popularyzację technologii hybrydowej Toyota systematycznie zwiększa produkcję komponentów hybrydowych w Europie.

W 2021 roku polska fabryka Toyoty podwoi produkcję elektrycznych przekładni hybrydowych wraz z planowanym uruchomieniem nowej przekładni współpracującej z silnikiem o pojemności 1,5 l. Projekt ten o wartości 300 milionów złotych stanowi uzupełnienie i rozszerzenie produkcji przekładni e-CVT współpracującej z silnikiem 1,8 l, uruchomionej w listopadzie 2018 roku. Razem z pozostałymi obecnie realizowanymi projektami wdrożenia nowoczesnych silników TNGA poziom inwestycji w obu zakładach Toyota Motor Manufacturing Poland zlokalizowanych w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach wzrośnie do blisko 5 miliardów złotych.

W ramach inwestycji Toyota planuje uruchomienie produkcji silników elektrycznych MG1, stanowiących integralną część elektrycznej przekładni hybrydowej. Nowa przekładnia e-CVT będzie współpracować z najnowszej generacji silnikiem o pojemności 1,5 l, zaprojektowanym w oparciu o globalną platformę projektową Toyoty TNGA (Toyota New Global Architecture), którego produkcja ruszy wiosną 2020 roku w Jelczu-Laskowicach. W ten sposób oba polskie zakłady Toyoty będą tworzyć jeden hybrydowy zespół napędowy. W związku z planowaną produkcją nowych silników zakład w Jelczu-Laskowicach prowadzi działania rekrutacyjne, zmierzające do zatrudnienia dodatkowo 200 pracowników, którzy dołączą do 450 nowych osób przyjętych do pracy w minionych miesiącach.

Eiji Takeichi, Prezes TMMP: „Nasza fabryka staje się europejskim centrum produkcyjnym elektrycznych komponentów do niskoemisyjnych napędów hybrydowych. Decyzja koncernu o rozszerzeniu produkcji o kolejny typ przekładni e-CVT stanowi uznanie naszych dotychczasowych osiągnięć oraz dowód na zaufanie, jakim władze koncernu darzą TMMP. Będziemy kontynuować rozwój naszej załogi w oparciu o nowoczesne, zautomatyzowane procesy, które będą wdrażane wraz z uruchomieniem u nas produkcji głównych komponentów elektrycznych. To kolejny kamień milowy na drodze do elektromobilności w Polsce i Europie”.

Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów: „Z gospodarką jest trochę tak jak z samochodem. Jeśli nie ma dobrego napędu, jeśli nie ma dobrego przełożenia, to gospodarka nie kręci się tak jak powinna. Nowoczesne technologie, takie jak te które przyciągamy za sprawą Toyoty do Polski, są właśnie takim dobrym napędem. Jesteśmy więc na dobrej drodze do zwiększania nowoczesności i innowacyjności polskiej gospodarki. Tu, w Wałbrzychu powstanie nowa inwestycja w supernowoczesny przemysł niskoemisyjnej mobilności. Te inwestycje, które dzisiaj widziałem w Wałbrzychu wraz z tymi, które za rok, za dwa będą gotowe, są ogromną szansą rozwoju całej polskiej gospodarki”.

Elektryczna przekładnia e-CVT stanowi serce niskoemisyjnego systemu hybrydowego Toyoty. Współpraca dwóch silników elektrycznych, stanowiących integralną część przekładni e-CVT z silnikiem benzynowym, zapewnia optymalny przepływ energii w elektrycznym pojeździe hybrydowym (HEV – hybrid electric vehicle). W czasie hamowania energia kinetyczna samochodu hybrydowego jest odzyskiwana i zamieniana na energię elektryczną, dzięki czemu pojazd zużywa mniej paliwa. Niezależne badania przeprowadzone m.in. przez Uniwersytet w Rzymie oraz Politechnikę Krakowską potwierdzają, że „samoładujące się” hybrydowe samochody Toyoty pokonują ponad 50% dystansu w mieście wyłącznie przy użyciu silnika elektrycznego, czyli bez emisji cząsteczek do atmosfery*. Toyota uważa technologię hybrydową za ważny krok na drodze do pełnej elektromobilności. Technologia ta zapewnia klientom najlepsze obecnie dostępne na rynku ekologiczne, a zarazem ekonomiczne oraz wygodne w użytkowaniu rozwiązanie, a miastom gotowe narzędzie do walki ze smogiem.

Projekty TMMP związane z technologią hybrydową

Podzespół Zakład produkcyjny Start produkcji
Elektryczna przekładnia hybrydowa e-CVT 1.8 Wałbrzych listopad 2018
Silnik benzynowy 2,0 l TNGA Jelcz-Laskowice wrzesień 2019
Silnik benzynowy 1,5 l TNGA Jelcz-Laskowice wiosna 2020
Elektryczna przekładnia hybrydowa e-CVT 1.5 Wałbrzych 2021

Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP)

TMMP posiada dwa zakłady zlokalizowane na Dolnym Śląsku. Fabryka w Wałbrzychu produkuje elektryczne przekładnie do niskoemisyjnych samochodów hybrydowych, współpracujących z silnikiem 1,8-litra, 1-litrowe silniki benzynowe oraz manualne i półautomatyczne skrzynie biegów. Jej obecne roczne możliwości produkcyjne sięgają 175 tysięcy elektrycznych przekładani do napędów hybrydowych, 258 tysięcy silników i 633 tysięcy skrzyń biegów.

Zakład w Jelczu-Laskowicach produkuje silniki benzynowe 1,5 l. Po uruchomieniu linii produkcyjnych nowych silników o pojemności 2,0 l i 1,5 l, zaprojektowanych w technologii TNGA, zdolności produkcyjne fabryki wyniosą 309 tysięcy jednostek napędowych rocznie.

Fabryki TMMP zaopatrują montownie samochodów Toyoty oraz Grupy PSA i firmy Lotus, prowadzone przez spółki europejskie: w Czechach, Wielkiej Brytanii, Francji, Turcji i Rosji oraz poza Europą: w Republice Południowej Afryki i Japonii.

Dropshipping – polski pośrednik i chiński dostawca a podatek VAT

Według danych polskiej Ambasady w Pekinie obroty towarowe Polski z Chinami osiągnęły w 2017 r. wartość 29 331 mln USD, zaś wartość chińskiego importu do Polski wzrosła o blisko 3,1 mld USD (w stosunku do 2016 r.). W 2017 r. nastąpiło również rozszerzenie typowej w relacjach handlowych z Chinami asymetrii. Polska importowała bowiem z Chin towary o wartości blisko 12-krotnie wyższej niż wartość polskiego eksportu do Chin. Wskutek tego deficyt dwustronnej wymiany towarowej powiększył się do rekordowego poziomu 24 721 mln USD.

Do najpopularniejszych towarów importowanych z Chin do Polski nadal należą w szczególności: telefony komórkowe, urządzenia komputerowe, części do urządzeń nadawczych oraz odbiorników radiowych i telewizyjnych, a także części i akcesoria do maszyn biurowych. Wyróżnić również należy zabawki i gry towarzyskie, sprzęt oświetleniowy, obuwie, walizy i teczki.

W przypadku znalezienia w Chinach zaufanego dostawcy import towarów do Polski w dalszym ciągu należy do opłacalnej gałęzi biznesu. Nadal bowiem produkcja wyrobów w Chinach jest relatywnie tania, a jakość produktów stale wzrasta. W związku z tym nie może dziwić fakt, iż coraz więcej polskich przedsiębiorców sprowadza towary z tamtejszego terytorium, celem dalszej odsprzedaży. Z drugiej zaś strony ich chińscy odpowiednicy szukają rynku zbytu pośród polskich konsumentów. Na gruncie tej ostatniej aktywności biznesowej wykształciła się kolejna sposobność do zarobku przez polskie przedsiębiorstwa. Dokładniej rzecz ujmując, chodzi tutaj o pośrednictwo pomiędzy chińskim dostawcą a krajowym nabywcą zmierzające do wyszukania odbiorcy dla chińskich towarów.

Jako że w takim przypadku pojawia się usługa oraz związane z nią wynagrodzenie od chińskiego kontrahenta, rodzi się pytanie, czy z takiego pośrednictwa na zarobek w postaci podatku VAT może liczyć również fiskus. Odpowiedź w jednym z najnowszych rozstrzygnięć (nr 0112-KDIL1-3.4012.82.2019.3.JN) uzyskał jeden z podatników VAT.

Wątpliwości podatnika

Jeden z przedsiębiorców postanowił zaimplementować do swojego przedmiotu działalności gospodarczej tzw. dropshipping. Model ten powszechnie funkcjonuje w ramach szeroko pojętego pośrednictwa w sprzedaży. W tym przypadku polegał on na pośrednictwie w aukcjach internetowych, czyli oferowaniu w imieniu chińskiego dostawcy określonych przedmiotów. Towary te miały zostać bezpośrednio wysłane na adres polskiego konsumenta po dokonaniu przez niego zakupu i płatności.

Polski podmiot w ramach swoich usług miał więc nawiązywać kontakt z zagranicznym dostawcą towarów i oferować mu usługę pośrednictwa handlowego. Dalej zaś dostawca zagraniczny przedstawiał listę produktów wraz z cenami i zlecał oferowanie produktów polskim klientom w jego imieniu, zastrzegając jednocześnie, że uiści prowizję dopiero po sprzedaży oferowanego przedmiotu.

Potwierdzenie takiego stanu rzeczy miało wynikać z regulaminu widniejącego na stronie internetowej polskiego przedsiębiorcy, za pośrednictwem której kojarzył oferty chińskich dostawców z potrzebami polskich odbiorców. Miało z niego wynikać w szczególności, że polski podmiot jest jedynie pośrednikiem, nie jest importerem towaru ani nie nabywa towaru na swoją rzecz.

Stanowisko podatnika

Polski przedsiębiorca stanął na stanowisku, że świadczona przez niego usługa nie będzie opodatkowana podatkiem VAT. Powołał się tutaj na przepisy rozdziału III ustawy o VAT określające miejsce opodatkowania przy świadczeniu usług. Precyzyjniej rzecz ujmując, przywołano art. 28b ust. 1 ustawy o VAT, który mówi, że miejscem świadczenia usług w przypadku świadczenia usług na rzecz podatnika jest miejsce, w którym podatnik będący usługobiorcą posiada siedzibę działalności gospodarczej. Z reguły jest to miejsce, w którym zapadają istotne decyzje dotyczące zarządzania przedsiębiorstwem usługobiorcy.

Argumentacja skupiła się również na zasadzie terytorialności podatku od towarów i usług, zgodnie z którą opodatkowaniu w danym państwie podlegają tylko te czynności, które zostały uznane za wykonane w danym państwie. W tym wypadku określenie miejsca świadczenia determinuje miejsce opodatkowania. Określenie miejsca świadczenia jest szczególnie istotne w przypadku usług, których świadczenie odbywa się pomiędzy podmiotami z różnych państw. Miejsce świadczenia wskazuje bowiem państwo, w którym dana czynność winna zostać opodatkowana.

Zgodnie więc z przywołanymi przepisami podatnik stanął na stanowisku, że choć usługa pośrednictwa została fizycznie wykonana w Polsce, to miejsce jej opodatkowania wystąpi poza naszym krajem, co oznacza, że podatek VAT nie powinien zostać doliczony do ceny usługi.

Stanowisko organu

Rozstrzygnięcie organu okazało się pozytywne dla podatnika. Organ powołał się na te same regulacje prawne, które w swym uzasadnieniu przywołał podatnik. Stwierdzono zatem, że świadczone usługi nie będą podlegały opodatkowaniu w Polsce podatkiem VAT z uwagi na to, że usługobiorcy (dostawcy zagraniczni) będą podatnikami w rozumieniu art. 28a ustawy o VAT, a miejscem świadczenia (opodatkowania) usług – na podstawie art. 28b ust. 1 ustawy – będą kraje, w których dostawcy mają swoje siedziby (w tym przypadku Chiny).

Podsumowanie

Bez wątpienia orzeczenie organu jest korzystne dla podatników trudniących się pośrednictwem w sprzedaży dla zagranicznych kontrahentów. Powód jest już znany – usługa ta nie będzie podlegała opodatkowaniu na terytorium Polski, co oznacza brak obowiązku wykazania podatku VAT na wystawianej fakturze. Wiadomość ta jest zatem budująca dla przedsiębiorców trudniących się omawianym biznesem.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że przedmiotowy model dropshippingu może być wykonywany zdalnie, a więc praktycznie z terytorium każdego państwa. Jeśli takim terytorium jest kraj, którego jurysdykcja podatkowa stosuje łagodne opodatkowanie e-usług podatkiem dochodowym, to przedmiotowa aktywność gospodarcza staje się jeszcze bardziej opłacalna.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Od katastrofy klimatycznej dzieli nas zaledwie 0,5°C

Zmiany klimatu stały się faktem. Pod koniec ubiegłego roku opublikowany został Specjalny Raport IPCC „Global Warming of 1.5 ºC”. Szacuje się, że działalność człowieka spowodowała około 1,0°C wzrost globalnego ocieplenia powyżej poziomu sprzed rewolucji przemysłowej i jeśli nie podejmiemy żadnych szeroko okrojonych działań, wzrośnie do 2°C. Naukowcy nie mają złudzeń: trzeba dążyć do ograniczenia globalnego wzrostu temperatury do 1,5°C, w przeciwnym razie czeka nas katastrofa klimatyczna. Jakie konsekwencje dla człowieka niesie ze sobą to dodatkowe 0,5°C?

W raporcie IPCC wyraźnie podkreśla się konieczność natychmiastowej transformacji światowej gospodarki tak, aby ograniczyć wzrost globalnej temperatury. Ludzkość ma czas zaledwie do 2030 roku, by powstrzymać katastrofalne skutki zmiany klimatu. Tylko szybko i daleko idąca, holistyczna transformacja m.in. w przemyśle, zwłaszcza paliwowo-energetycznym, a także w infrastrukturze technicznej i transportowej pozwoli ograniczyć globalne ocieplenie. Już teraz ekstremalne zjawiska pogodowe – będące skutkiem zmian klimatu – powodzie, susza, wichury przestają być postapokaliptystyczną mrzonką, a stają się faktem. Faktem, który został poparty przez 91 naukowców z 40 krajów, którzy odpowiedzieli na ponad 42 tysiące komentarzy i poprawek ekspertów oraz przedstawicieli rządów.

Co jeśli…

Zdaniem badaczy pracujących nad raportem, transformacja światowych gospodarek musi być bezprecedensowa, aby uniknąć wzrostu temperatury o dodatkowe 0,5°C, które wywoła nieodwracalne konsekwencje. Czasu na wprowadzenie działań mających na celu wyhamowanie globalnego ocieplenia do poziomu 1,5°C mamy niewiele. Zaledwie dekadę. Działania, do których Strony Konwencji Klimatycznej zobowiązały się w Porozumieniu Paryskim nie wystarczą, aby osiągnąć ten cel. Są one jednak konieczne. Przy zatrzymaniu wzrostu temperatury na poziomie 1,5°C prawdopodobieństwo całkowitego zaniku lodu arktycznego latem będzie aż 10 razy mniejsze niż przy ociepleniu o 2°C, zaś wzrost poziomu morza będzie o 4-16 cm niższy – co odpowiada zmniejszeniu populacji narażonej na negatywne skutki tego procesu o około 10 mln osób. Jeśli nie unikniemy wzrostu temperatury o dodatkowe 0,5°C, skażemy na zagładę niemal wszystkie obszary występowania rafy koralowej. Ograniczenie wzrostu temperatury pozwoliłoby zachować 10-30% tych ekosystemów. Będzie to wymagać od ludzkości „szybkiej i dalekosiężnej” transformacji obejmującej całą światową gospodarkę. W jaki sposób?

Działania pozwalające ograniczyć globalne ocieplenie do 1,5°C bez przekroczenia tego progu lub z jego niewielkim przekroczeniem mogą być różnorodne, polegać na obniżaniu energochłonności gospodarki, zmniejszaniu wykorzystania zasobów środowiska, dekarbonizacji, zalesianiu, wychwytywaniu dwutlenku węgla, ale także powinny ograniczać emisję innych gazów cieplarnianych do poziomu 25-30 Gt ekwiwalentu CO2 jeszcze przed rokiem 2030, a do 2050 – do zera. Jeżeli te znaczące redukcje nastąpią po roku 2030, skutki ocieplenie powyżej 1,5°C będą nieodwracalne – dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor IOŚ-PIB.

Brak planu B

Zmiany klimatu to nie tylko przekształcenia na poziomie przyrodniczym, ale także zwiększenie liczby osób zagrożonych ekstremalnymi zjawiskami klimatycznymi czy ubóstwem nawet o kilkaset milionów. Zwiększenie polaryzacji między poszczególnymi regionami świata, niestabilność pogodowa, a w konsekwencji przełożenie tego wszystkiego na globalną ekonomię to nadchodząca przyszłość, która nie ominie również Polski.

Raport IPCC wskazuje, że ograniczenie ocieplenia do 1,5 stopnia jest trudne, wymagające współpracy międzynarodowej na wielu płaszczyznach, ale ciągle możliwe. Wskazane w nim alternatywne scenariusze to zbiór informacji niezbędnych decydentom do podjęcia decyzji dotyczących zmian klimatycznych. Wystarczy po nie sięgnąć i sukcesywnie, bezprecedensowo wdrażać, ponieważ jak dotychczas ludzkość nie stworzyła „planu B”.

Więcej informacji na temat zmian klimatu i sposobów adaptacji do ich skutków można znaleźć na stronie projektu Klimada 2.0, realizowanego przez Instytut Ochrony Środowiska: http://klimada2.ios.gov.pl.

Kurs funta – co dalej? Chłodna analiza

Nagłówki artykułów prasowych w Wielkiej Brytanii w ostatnich miesiącach były zdominowane przez rozwój sytuacji związanej z Brexitem. Czas teraz na spokojne podsumowanie ostatnich wydarzeń, analizę, jak i nowe prognozy.

Na początku warto przypomnieć kluczowe wydarzenia. Premier Theresa May nie zdołała przeforsować wynegocjowanej przez siebie umowy regulującej sytuację Wielkiej Brytanii po opuszczeniu Unii Europejskiej. May przegrała trzy głosowania w Izbie Gmin z rzędu, co znacznie zwiększyło obawy, że 31 października Wielka Brytania wyjdzie ze Wspólnoty bez podpisanego porozumienia.

Niepewność związana z sytuacją Wielkiej Brytanii na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy doprowadziła do wyraźnego osłabienia funta brytyjskiego w relacji do głównych walut i polskiego złotego. Tylko na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy szterling osłabił się względem polskiego złotego o ponad 5%.

Kumulacja niepokoju co do kształtu Brexitu, słabszych danych z brytyjskiej gospodarki i rosnącej wyceny prawdopodobieństwa cięć stóp procentowych ze strony BoE doprowadziła kurs funta brytyjskiego ważony udziałem poszczególnych partnerów w handlu z Wielką Brytanią do najniższego poziomu od września 2017 roku.

Efektywny kurs GBP & GBP/PLN (lipiec ’18-lipiec ’19)

Efektywny kurs GBPŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/07/2019

Pod koniec listopada ubiegłego roku premier Wielkiej Brytanii, Theresa May, zdołała wynegocjować z Unią Europejską 585-stronicowy projekt umowy o wyjściu Zjednoczonego Królestwa ze Wspólnoty, czyli tzw. Withdrawal Agreement. Izba Gmin odrzuciła jednak wspomniany projekt w trzech osobnych głosowaniach. O ile podczas ostatniego głosowania w marcu przewaga głosów „przeciw” nad „za” była już wyraźnie mniejsza niż w przypadku poprzednich prób (porozumienie odrzucona przewagą 58 głosów), May wciąż nie zdołała przekonać większości w Izbie Gmin do swojej wersji porozumienia.

Polityczne przepychanki

Głównym problemem, który przebijał się w negocjacjach związanych z Brexitem była kwestia tzw. backstopu, na granicy Irlandii i Irlandii Północnej. „Backstop” stanowi mechanizm bezpieczeństwa, który ma zapobiec powstaniu „twardej” granicy między Irlandią a Irlandią Północną po Brexicie. W praktyce „backstop” zatrzymałby Wielką Brytanię w unii celnej na nieokreślony czas, czemu zdecydowanie sprzeciwiają się najbardziej zagorzali zwolennicy Brexitu w Izbie Gmin.

Przełamaniu impasu miały służyć rozmowy odbywające się pomiędzy dwoma największymi partiami politycznymi w Wielkiej Brytanii. Po stosunkowo krótkim czasie negocjacje między reprezentantami Partii Pracy oraz Konserwatystów upadły. Tym samym pozycja Theresy May jako premier Wielkiej Brytanii stała się niemożliwa do utrzymania, co ostatecznie doprowadziło do jej rezygnacji w maju.

Od tego momentu uwagę rynków przykuwał wyścig o fotel lidera Torysów – a w konsekwencji, premiera Wielkiej Brytanii – którego zwycięzcą został były burmistrz Londynu oraz jedna z twarzy Brexitu, Boris Johnson. Perspektywa Johnsona jako szefa brytyjskiego rządu zdecydowanie nie sprzyjała uspokojeniu inwestorów i w okresie przed jego elekcją przyczyniła się do słabości funta brytyjskiego. Wśród wszystkich kandydatów na lidera Partii Konserwatywnej Johnson wydawał się najmniej przejęty ryzykiem Brexitu „bez umowy”, a także najmocniej opowiadał się za tym, że 31 października będzie ostatecznym terminem na wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – z umową lub bez niej.

Wzrost niepokoju związanego z możliwością zmaterializowania się scenariusza Brexitu bez umowy znalazł odbicie w ostatnich wycenach bukmacherów, zgodnie z którymi obecnie szacowane prawdopodobieństwo „no dealu” wynosi ok. jeden do trzech, choć jeszcze kilka tygodni temu było to ok. 16%.

W jednym z indykatywnych głosowań Izba Gmin wprawdzie wyraźnie odrzuciła możliwość wyjścia z Unii Europejskiej bez podpisanego porozumienia, jednak należy podkreślić, że to oświadczenie z punktu widzenia prawa nie ma mocy wiążącej, a zatem istnieje rzeczywiste prawdopodobieństwo, że w październiku dojdzie do Brexitu bez umowy.

Kwestie gospodarcze

Zaczynamy wyraźniej dostrzegać wpływ, jaki niepewność polityczna związana   Brexitem ma na aktywność biznesową i zaufanie konsumentów w Wielkiej Brytanii. Co prawda w pierwszym kwartale 2019 roku gospodarka Wielkiej Brytanii rosła w stosunkowo dobrym tempie (0,5% w ujęciu kwartalnym), aczkolwiek bazując na ostatnich odczytach wskaźników, w drugim kwartale tego roku powinniśmy spodziewać się spowolnienia.

Szczególnie słabe były ostatnie indeksy PMI opisujące aktywność biznesową. W ostatnim okresie pomiarów kluczowe indeksy wahały się wokół poziomu 50 – powyżej tej wartości mamy do czynienia z ekspansją sektora, wartości poniżej 50 oznaczają z kolei jego kurczenie się. Zbiorczy wskaźnik PMI dla Wielkiej Brytanii, czyli średnia ważona indeksów PMI dla sektora usług, budownictwa i przemysłu w czerwcu wyniósł 49,7. Tym samym po raz pierwszy od lipca 2016 roku, czyli miesiąca następującego bezpośrednio po ogłoszeniu wyniku referendum ws. Brexitu indeks spadł do wartości, która sugeruje załamanie aktywności. Obecnie Bank Anglii spodziewa się zerowego wzrostu gospodarczego w ujęciu kwartalnym w drugim kwartale 2019 roku, co oznacza ekspansję niższą o 0,2 p.p. w porównaniu z poprzednimi założeniami BoE.

Implikowane prawdopodobieństwo Brexitu bez umowy (wrzesień ’18-lipiec ’19)

Implikowane prawdopodobieństwo Brexitu bez umowyŹródło: Bloomberg Data: 18/07/2019

Aktywność gospodarki Wielkiej Brytanii spada, a kwestia Brexitu pozostaje nierozwiązana dłużej niż powszechnie oczekiwano. Tym samym rynki finansowe przestały stawiać na zwrot w stronę bardziej restrykcyjnej polityki monetarnej ze strony Banku Anglii. W zamian coraz częściej mówi się o cięciu stóp procentowych przez BoE. Podczas ostatniego spotkania banku centralnego, które odbyło się w czerwcu, decydenci Banku Anglii po raz kolejny potwierdzili, że obecnie nie będą podejmować nowych działań w zakresie polityki monetarnej tylko obserwować dane napływające z brytyjskiej gospodarki. Decydenci podkreślali równocześnie, że dotychczasowe dane były zbieżne z ich oczekiwaniami z maja. Przewodniczący BoE, Mark Carney, potwierdził jednocześnie, że wzrosło prawdopodobieństwo tzw. Brexitu bez umowy.

Oczekujemy, że w sierpniu przy okazji publikacji raportu o inflacji, Bank Anglii obniży projekcje wzrostu gospodarczego, oraz potwierdzi, że luźniejsza polityka monetarna jest możliwa, jeśli porozumienie ws. Brexitu nie zostanie zaakceptowane. Warto podkreślić, że na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy dynamika cen w Wielkiej Brytanii spadła. Wskaźnik cen CPI w maju spadł do 1,7% w ujęciu rocznym, czyli najniższego poziomu od ponad dwóch lat. Znalazł się on również znacznie poniżej 2-procentowego celu inflacyjnego Banku Anglii. W czerwcu odnotowaliśmy wzrost do poziomu 1,8%, nadal jednak jest to dość niski poziom.

Wskaźniki aktywności biznesowej PMI w Wielkiej Brytanii (2016-2019)

Wskaźniki aktywności biznesowej PMI w Wielkiej BrytaniiŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18/07/2019

Zwracamy jednak uwagę na bardzo dobrą sytuację brytyjskiego rynku pracy, która kontrastuje z gorszymi informacjami z szerokiej gospodarki. Być może właśnie ze względu na sytuację na rynku pracy Bank Anglii zdecyduje się wrócić do sugerowania potrzeby „stopniowego” oraz „ograniczonego” podnoszenia stóp procentowych w prognozowanym okresie – oczywiście pod warunkiem, że w międzyczasie dojdzie do akceptacji umowy w kwestii Brexitu.

Stopa bezrobocia w Wielkiej Brytanii po raz kolejny spadła – na przestrzeni trzech miesięcy do maja wynosiła ona 3,8%. Jest to najniższy poziom od czterech dekad. Ponownie przyspiesza również wzrost wynagrodzeń, który obecnie wynosi ponad 3% w ujęciu nominalnym i nieco ponad 1% w ujęciu realnym – tym samym wskaźnik znajduje się blisko poziomu najwyższego od około dekady. Dynamika płac rośnie w dobrym tempie, co oznacza, że może wspierać wewnętrzną konsumpcję, a tym samym pozytywnie wpływać na wzrost PKB Wielkiej Brytanii.

Wzrost realnych wynagrodzeń w Wielkiej Brytanii (2013-2019)

Wzrost realnych wynagrodzeń w Wielkiej BrytaniiŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18/07/2019

Przewidywania Ebury

Sądzimy, że do końca 2019 roku losy funta brytyjskiego będą zależały niemalże wyłącznie od tego, w jaki sposób rozwiązana zostanie kwestia Brexitu. O ile zauważamy dość istotny wzrost prawdopodobieństwa tzw. no dealu, pozostajemy optymistami względem perspektyw szterlinga.

Nasz scenariusz bazowy nadal zakłada, że Izba Gmin zgodzi się na podpisanie porozumienia z Unią Europejską przed 31 października. Jest jasnym, że większość posłów w niższej izbie sprzeciwia się Brexitowi bez umowy, podobne stanowisko zajmują zresztą głowy państw UE. Z coraz większym przekonaniem rozważamy jednak scenariusz, w którym do przełamania impasu będzie potrzebne rozpisanie kolejnych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii.

Niemniej, sądzimy, że w kolejnych tygodniach brytyjska waluta może tracić. Każdy kolejny dzień bez pozytywnych informacji związanych z negocjacjami ws. Brexitu zbliża Wielką Brytanię do wyjścia z Unii Europejskiej bez porozumienia kształtującego przyszłe relację Zjednoczonego Królestwa ze Wspólnotą. „No deal” jest powszechnie uważany za najgorszy możliwy scenariusz dla brytyjskiej gospodarki, jak i dla funta. W przypadku realizacji tego scenariusza oczekiwalibyśmy wyprzedaży szterlinga, dochodzącej do poziomu między 5% a 10% w relacji do dolara amerykańskiego oraz wyprzedaży o zbliżonej, ale nieco mniejszej skali w parze z polskim złotym (dla którego taki scenariusz również nie byłby pozytywny).

Z drugiej strony, jakikolwiek scenariusz, który pozwoliłby na uniknięcie „no dealu” w naszym przekonaniu powinien wesprzeć brytyjską walutę i sprawić, że szterling zakończy 2019 rok jako jedna z najlepiej radzących sobie walut grupy G10. Jesteśmy jednak zmuszeni do obniżenia naszej dotychczasowej prognozy dla funta brytyjskiego, co ma odzwierciedlać odsunięcie Brexitu w czasie.

  GBP/USD GBP/EUR GBP/PLN
Q3-2019 1,26 1,10 4,70
E-2019 1,32 1,15 4,90
Q1-2020 1,35 1,16 4,90
Q2-2020 1,37 1,18 4,95
E-2020 1,40 1,19 5,00

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

60 miliardów złotych całościowego obrotu Walutomatu

Za pośrednictwem Walutomatu wymieniono waluty o łącznej wartości 60 miliardów złotych. To imponująca kwota serwisu, który jest prekursorem polskiego rynku wymiany walut. Fenomenem platformy są na pewno minimalne spready, które na euro wyniosły średnio w 2019 zaledwie 37 pipsów.

Walutomat powstał w 2009 roku. Był pierwszym serwisem wymiany walut w Polsce i prawdopodobnie na świecie. Otworzył erę kantorów internetowych – branżę wartą obecnie kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie.

Dziś w Walutomacie zarejestrowało się ponad 318 tys. klientów, a serwis cały czas się rozwija, mimo rosnącej w kraju konkurencji. 60 miliardów złotych naszego obrotu całościowego to suma, którą trudno sobie wyobrazić. To niemal 1/7 budżetu Polski. Przez lata Walutomat budował swoją markę i zaufanie i to procentuje – mówi Magdalena Jasnoch, Kierownik Marketingu i PR Walutomat.pl

Serwis funkcjonuje na zasadzie wymiany społecznościowej. Jest platformą pośredniczącą w wymianie między osobami o potrzebach walutowych. Użytkownicy sami ustalają kursy, a serwis w nie nie ingeruje. Od wymiany pobiera jedynie od 0,06 do 0,2 proc. prowizji. Wzrastającą popularność Walutomatu może tłumaczyć wprowadzenie nowych rozwiązań produktowych oraz bardzo niskie spready na platformie.

Marcin Rogalski
Marcin Rogalski

Wraz z rosnącymi obrotami i większą liczbą klientów korzystających z naszej platformy wymiany walut, widzimy coraz lepsze oferty składane przez użytkowników – zyskują na tym wszyscy. Z naszej analizy wynika, że najlepsze oferty kupna i sprzedaży na Walutomacie są przeciętnie bliżej siebie niż miało to miejsce rok temu. Obecny średni spread na euro wynosi teraz zaledwie 37 pipsów, czyli 0,0037 zł – analizuje Marcin Rogalski, analityk danych Walutomatu.

Serwis Walutomat.pl założony został prawie 10 lat temu, w listopadzie 2009 roku. Dopiero kilka miesięcy później, w kwietniu 2010 roku, powstał następny serwis branżowy, oferujący wymianę walut –  Internetowykantor.pl. Oba te poznańskie kantory należą teraz do jednego właściciela – spółki Currency One. Infografika 60 mld zł WT

Według badań Kantar TNS aż 40% kupujących w sieci chce odbierać zakupy spożywcze w „Lodówkomatach”

Według badań Kantar TNS1 aż 40% kupujących w sieci chce odbierać zakupy spożywcze w Paczkomatach® InPost. Innowacyjne maszyny w formie „Lodówkomatów” mogą być już niedługo dostępne w całej Polsce. Motorem napędowym dla rozwoju sieci maszyn może być zauważalna zmiana nawyków konsumenckich wynikająca m.in. z obowiązującego zakazu handlu w niedziele. Wygoda rozumiana jako dostępność usługi całą dobę oraz brak konieczności jechania do stacjonarnego sklepu motywuje do zakupów odpowiednio aż 75% oraz 72% kupujących online2.

Rafał Brzoska, prezes InPost“Odbiór zakupów spożywczych w Lodówkomatach InPost to zdecydowanie kolejny krok naszego rozwoju. Mamy opracowany i przetestowany system uzupełnienia naszych maszyn o funkcjonalność do odbioru żywności, napojów i mrożonek – takie pilotażowe programy prowadzimy już od 2018 roku. Technicznie jesteśmy zatem w pełni gotowi. Kluczowy jest teraz szybki rozwój oferty e-sklepów w zakresie produktów spożywczych – choć dynamika wzrostu tego segmentu jest wysoka, to nadal potrzeba większej skali. Dlatego bardzo zachęcamy naszych partnerów do inwestowania w sprzedaż online – co w kontekście niedziel wolnych od handlu wydaje się być doskonałą opcją dla konsumentów” – powiedział Rafał Brzoska, prezes InPost.

Liczba Paczkomatów® InPost (4800 urządzeń w Polsce) przekroczyła skalę placówek własnych Poczty Polskiej (46003). Tym samym sieć wygodnych i elastycznych punktów odbioru i nadania przesyłki w InPost jest doskonałą alternatywą dostępną w trybie 24h/7.

InPost – na mocy porozumienia o współpracy – rozpoczął również instalację Paczkomatów® InPost przy sklepach Dino i Lidl w całej Polsce oraz w Centrach Handlowych Auchan. Jeszcze w 2019 roku InPost uruchomi 3 nowoczesne sortownie w 7R Park Sosnowiec, 7R Park Warszawa oraz w parku logistycznym MLP Poznań West.

Paczkomaty® InPost są też najczęstszą oferowaną formą dostawy zakupów w sklepach internetowych wg raportu serwisu Furgonetka.pl. Aż 74% dużych sklepów oraz 44% małych i średnich oferuje dostawę do Paczkomatów® InPost. Średni koszt dostawy za ich pośrednictwem to 10 złotych w mniejszych i 9 złotych w dużych sklepach internetowych.

W tym roku InPost udostępnił nową aplikację mobilną na telefony pracujące pod kontrolą systemów iOS i Android. W ramach aplikacji użytkownicy mogą skorzystać bezpłatnie z usług, które obejmują m.in. statusy i śledzenie drogi przesyłek, dodatkowe powiadomienia, możliwość odbioru czy zapłaty za pobraniem.

We wrześniu 2018 roku InPost i KKR – amerykańska firma inwestycyjna – zawarły porozumienie gwarantujące 125 mln euro finansowania dla InPost w okresie 5,5 roku. Ponadto Advent International i InPost w latach 2018-2020 zainwestują nawet 250 mln zł w infrastrukturę paczkomatową oraz rozwój usług kurierskich.

Według raportu Gemius E-commerce w Polsce w 2019 roku:

  • Aż 52% kupujących w Internecie deklaruje Paczkomaty® jako najczęściej wybieraną formę dostawy towaru. Oznacza to wzrost popularności usługi wśród internatów o 4 punkty procentowe w porównaniu do wyników raportu za 2018 rok.
  • Usługi kurierskie InPost zyskały na popularności – zanotowały przyrost wskazań o 5 punktów procentowych wobec 2018 roku i utrzymały trzecie miejsce wśród najchętniej wybieranych firm kurierskich w Polsce. Wyprzedziły m.in. Pocztex (Pocztę Polską) oraz światowych potentatów, takich jak GLS, UPS i FedEx.

Ponadto, aż 61% badanych deklaruje, że usługa InPost najbardziej zachęcają ich do zakupów przez Internet – jest to wzrost o 6 punktów procentowych więcej z roku na rok.

InPost notuje jeden z najwyższych wskaźników zadowolenia klientów NPS (styczeń 2019, ankieta wysyłana do klientów po wykonaniu usługi):

  • InPost Kurier: 70,81 /N=4512/
  • Paczkomaty® InPost: 81,5 /N=13278/

Spółka Enefit Green 3,5 razy zwiększyła wolumen wytwarzanej energii elektrycznej w I półroczu br.

Enefit Green, spółka zależna Grupy Eesti Energia, zajmująca się wytwarzaniem energii ze źródeł odnawialnych, wytworzyła 626 GWh energii elektrycznej w pierwszym półroczu 2019 r. To o 449 GWh więcej niż rok wcześniej, co stanowi trzyipółkrotny wzrost. Taka ilość wystarczyłaby na zasilenie przez cały rok blisko 210 tys. gospodarstw domowych o statystycznym zużyciu energii.

Wykładniczy wzrost wytwarzania energii przez Enefit Green był możliwy m.in. dzięki przejęciu farm wiatrowych Nelja Energia w maju 2018 r. Aavo Kärmas, prezes zarządu Enefit Green, oświadczył, że do osiągnięcia tak wysokiego wolumenu produkcji w I półroczu 2019 r. przyczyniły się doskonałe warunki wiatrowe na początku roku oraz niezawodność jednostek wytwórczych.

– Rok 2019 zaczął się rekordowo silnymi i stałymi wiatrami, które ogromnie przyczyniły się do produkcji Enefit Green w ciągu pierwszych sześciu miesięcy. Ponadto wszystkie zbudowane przez nas w ubiegłym roku elektrownie słoneczne działają z bardzo wysoką sprawnością. Na przykład instalacja energii odnawialnej na wyspie Ruhnu [Estonia] osiągnęła pożądaną wydajność jeszcze przed nadejściem lata i 50% energii elektrycznej na wyspie pochodzi ze źródeł odnawialnych – stwierdził prezes Kärmas.

Wzrost wytwarzania energii odnawialnej przez Enefit Green pozwoli zrealizować cel, jaki przyjęła Eesti Energia, deklarując wytwarzanie 45% elektryczności ze źródeł odnawialnych i alternatywnych do 2023 r. Przyczyni się do tego także ostatnia inwestycja Spółki w zakup 20 farm fotowoltaicznych w Polsce, o łącznej mocy 19,15 MW. Enefit Green rozważa także budowę nowej farmy wiatrowej w pobliżu miasteczka Risti w zachodniej części Estonii.

Enefit Green jest spółką zależną Eesti Energia. Działa w obszarze energetyki odnawialnej wytwarzając energię elektryczną z wiatru, wody i energii słonecznej. Do produkcji energii elektrycznej i cieplnej stosuje także biomasę oraz zmieszane odpady komunalne. Dzięki przyjętej strategii inwestycyjnej spółka Enefit Green posiada najbardziej zróżnicowany portfel wytwórczy wśród wszystkich producentów energii ze źródeł odnawialnych prowadzących działalność w krajach bałtyckich.

Prognoza kursu dolara amerykańskiego

„Rezerwa Federalna ma dużo większe pole do obniżek stóp procentowych w porównaniu z Europejskim Bankiem Centralnym, a w zasadzie w porównaniu ze wszystkimi pozostałymi bankami grupy G10” – uważają eksperci Ebury. To ma istotny wpływ na ich przewidywania dotyczące zmian kursów kluczowych par walutowych, tj. EUR/USD, GBP/USD i USD/PLN.

Od początku czerwca dolar amerykański osłabił się w relacji do głównych walut i polskiego złotego. Za pogarszającym się sentymentem względem USD stał wzrost rynkowej wyceny prawdopodobieństwa agresywnych obniżek stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej w 2019 roku.

Indeks USD & kurs USD/PLN (lipiec ’18-lipiec ’19)

kurs dolara wykresŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/07/2019

Od czasu ostatniej podwyżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej, która miała miejsce w grudniu ubiegłego roku, retoryka decydentów z FOMC uległa zmianie o 180 stopni. Oczekiwania członków amerykańskiego banku centralnego zmieniły się m.in. w obliczu presji politycznej wywieranej na Fed przez prezydenta Trumpa. Jeszcze na początku roku decydenci sygnalizowali możliwość kolejnych podwyżek. Obecnie członkowie FOMC sugerują, że podczas lipcowego spotkania Rezerwy Federalnej dojdzie do pierwszego cięcia stóp procentowych od ponad dekady. Podczas czerwcowego spotkania Fed niemal jednoznacznie wskazał na plany obniżek, wyrażając obawy w związku z ostatnią eskalacją konfliktu na linii USA-Chiny.

Zarys szerszego kontekstu

Negocjacje handlowe między Chinami i USA wydawały się przebiegać dość dobrze aż do maja, kiedy to prezydent Trump dość nieoczekiwanie podniósł cła na równowartość 200 mld USD chińskiego eksportu z dotychczasowych 10% aż do 25%. Chiny odpowiedziały na ten ruch, również nakładając dodatkowe opłaty na amerykańskie dobra. Pod koniec czerwca podczas spotkania grupy G20 w Osace głowy obu państw zgodziły się na tymczasowe „zawieszenie broni”. Padła również obietnica powrotu do negocjacji. Od dłuższego czasu wyrażamy opinię, że w bliżej nieokreślonej przyszłości Stany Zjednoczone powinny raczej podpisać umowę z Chinami. Niedawne spotkanie G20, podczas którego liderzy USA i Chin zgodzili się powstrzymać od dalszych modyfikacji ceł wydaje się sprzyjać temu, aby taka umowa została podpisana w nadchodzących miesiącach.

W obliczu rosnącej niepewności w handlu międzynarodowym, przewodniczący Rezerwy Federalnej, Jerome Powell, w czerwcu stwierdził, że „pojawiają się coraz silniejsze argumenty przemawiające za nieco bardziej akomodatywną polityką monetarną”, a sami decydenci „będą działać w sposób, który jest odpowiedni” w celu utrzymania ekspansji w gospodarce USA.

Z oświadczenia Rezerwy Federalnej zniknęło też odniesienie dotyczące „cierpliwości”, co sugeruje, że bank centralny jest gotowy do działania. Jeszcze bardziej istotnym jest nowy „dot plot” FOMC, w którym po raz pierwszy widać, że duża grupa decydentów popiera cięcie stóp procentowych w 2019 roku. Obecnie 8 z 17 członków komitetu oczekuje niższych stóp procentowych w tym roku, a aż 7 z nich spodziewa się więcej niż jednego cięcia o 25 punktów bazowych. O ile mediana „dotów” dla 2019 roku pozostała niezmieniona, to już w przypadku 2020 roku spadła, sugerując, że większość decydentów spodziewa się niższych stóp procentowych. To znacząca zmiana w relacji do oczekiwań z marca.

Czerwcowy „dot plot” FOMC

Czerwcowy dot plot FOMCŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18/07/2019

Zmiana oczekiwań FOMC względem polityki monetarnej wydaje się mieć wiele wspólnego z brakiem widocznej presji inflacyjnej w gospodarce USA. Przez ostatnie sześć miesięcy kluczowy wskaźnik inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych nie przekraczał poziomu 2%, natomiast w maju wskaźnik PCE, który przy podejmowaniu decyzji uwzględnia Rezerwa Federalna, znalazł się na poziomie 1,5%, a więc zdecydowanie poniżej celu inflacyjnego.

Warto również zwrócić uwagę na spadek oczekiwanego poziomu inflacji, mierzonego wskaźnikiem „5 year, 5-year Forward Inflation Expectations Rate”. Ostatnio spadł on do najniższego poziomu od ponad dwóch lat. Niemniej, trzeba też powiedzieć, że inflacja bazowa w USA, czyli wskaźnik cen nieuwzględniający zmian cen najbardziej zmiennych komponentów – żywności i energii – utrzymuje się na poziomie 2-procentowego celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej lub powyżej.

Z uwagi na dobrą sytuację na amerykańskim rynku pracy, a zwłaszcza ze względu na wysokie tempo wzrostu wynagrodzeń, inflacja nie powinna wyraźnie spadać. Mimo wzrostu zewnętrznych ryzyk, które grają na niekorzyść sytuacji gospodarczej w USA, Fed nadal dość optymistycznie wyraża się na temat stanu amerykańskiej gospodarki. Niepokój decydentów z FOMC w ostatnim czasie opierał się głównie na napięciach w handlu międzynarodowym. W pierwszym kwartale 2019 roku gospodarka Stanów Zjednoczonych w ujęciu zanualizowanym rosła o 3,1%. Aczkolwiek należy podkreślić, że tak wysokie tempo ekspansji wynika w dużej części z wpływu czynników tymczasowych, czyli z wyższych dochodów z eksportu oraz ze wzrostu zapasów przedsiębiorstw, a nie z rosnącego popytu wewnętrznego. Natomiast w drugim kwartale 2019 roku niemal na pewno doszło do spowolnienia dynamiki PKB USA.

Inflacja w USA (2014-2019)

Inflacja w USAŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18/07/2019

Niepewność wynikająca z nierozwiązanych konfliktów w handlu międzynarodowym zaczyna przekładać się na aktywność biznesową w Stanach Zjednoczonych. Wskaźnik ISM kluczowych indeksów aktywności PMI dla sektorów innych niż przemysł w czerwcu spadł do poziomu 55,1, co jest jego najniższą wartością od blisko dwóch lat. Ostatnie rozczarowania danymi z amerykańskiej gospodarki dobrze obrazuje indeks zaskoczeń ekonomicznych Citi, który od połowy lutego pozostaje ujemny. Wskaźnik GDPNow Banku Rezerwy Federalnej z Atlanty sugeruje z kolei, że w drugim kwartale bieżącego roku gospodarka USA urosła zaledwie o 1,6%.

Jednocześnie uważamy jednak, że Stanom Zjednoczonym nie grozi w najbliższych kwartałach recesja, ani nawet znaczące spowolnienie gospodarcze. Tempo wzrostu wynagrodzeń w ujęciu rocznym co prawda nieco zmalało od lutego, kiedy to wskaźnik był najwyższy od dekady, aczkolwiek nadal pozostaje stosunkowo wysokie jak na standardy gospodarek rozwiniętych. Poziom kreacji miejsc pracy w czerwcu okazał się lepszy niż oczekiwał konsensus – wyniósł 224 tys. miejsc pracy. Średnia krocząca z ostatnich 12 miesięcy co prawda znowu spadła poniżej poziomu 200 tys., a zatem jest najniższa od kwietnia 2018 roku. Niemniej, naszym zdaniem nadal jest to poziom znacznie wyższy od tego, który uzasadniałby rozpoczęcie długotrwałego cyklu luzowania polityki monetarnej.

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2000-2019)

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USAŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18/07/2019

Po czerwcowym spotkaniu FOMC jasnym jest, że dyskusja wśród decydentów przeszła od kwestii, czy należy ciąć stopy procentowe na to, w jakim tempie i w jakim stopniu luzować politykę monetarną. Kontrakty „fed funds futures” pokazują, że rynki finansowe w pełni wyceniają obniżkę stóp procentowych w lipcu, oczekują również dwóch dodatkowych cięć do końca 2019 roku. Nasze dość optymistyczne spojrzenie na przyszłość światowego handlu oznacza, że wycena tak agresywnego cyklu luzowania polityki monetarnej w naszej ocenie jest przesadna. Żeby uzasadnić tak gwałtowną zmianę status quo musielibyśmy zaobserwować istotne pogorszenie sytuacji w gospodarce światowej, lub istotną, negatywną zmianę sytuacji w negocjacjach handlowych na linii USA-Chiny.

Niemniej, na ten moment Fed jednak wskazuje wyraźnie, że kolejna zmiana w poziomie stóp procentowych będzie obniżką. Jesteśmy zdania, że ścięcie stóp Rezerwy Federalnej podczas lipcowego spotkania jest obecnie nieuniknione. Niemniej, jak już wspominaliśmy, nie uważamy, żeby warunki makroekonomiczne sprzyjały agresywnemu luzowaniu polityki monetarnej. Naszym zdaniem rynki zbyt wiele uwagi przywiązują do możliwości obcięcia stóp procentowych o 50 punktów bazowych, czyli scenariusza, który w naszej opinii oparty jest na wyrywkowo potraktowanym komentarzu Jerome’a Powella z czerwcowego spotkania FOMC. Uważamy raczej, że po obniżce stóp w lipcu Rezerwa Federalna wstrzyma się przed kolejnymi działaniami i zacznie obserwować i oceniać dane makroekonomiczne napływające z USA. Naszym zdaniem dopiero wtedy decydenci zdecydują o tempie i czasie, w którym należałoby dokonać kolejnych cięć.

Czego należy się spodziewać?

Sądzimy jednak, że Rezerwa Federalna ma dużo większe pole do obniżek stóp procentowych w porównaniu z Europejskim Bankiem Centralnym, a w zasadzie w porównaniu ze wszystkimi pozostałymi bankami grupy G10. Tym samym utrzymujemy naszą prognozę zakładającą deprecjację USD w relacji do głównych walut i polskiego złotego. Uważamy, że kurs EUR/USD powinien stopniowo rosnąć, żeby pod koniec 2019 roku osiągnąć poziom 1,16, wzrastając do poziomu 1,18 pod koniec 2020 roku. Uwzględniając naszą prognozę dla pary USD/PLN, spodziewamy się również osłabienia dolara amerykańskiego w relacji do polskiego złotego.

  EUR/USD GBP/USD USD/PLN
Q3-2019 1,15 1,26 3,70
E-2019 1,15 1,32 3,70
Q1-2020 1,16 1,35 3,65
Q2-2020 1,16 1,37 3,60
E-2020 1,18 1,40 3,60

 

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Ebury na drugim miejscu w rankingu Bloomberg

Analitycy Ebury zajęli drugie miejsce w rankingu prognoz agencji Bloomberg w II kwartale 2019 r. Zarówno EUR/USD jak i USD/CNY znajdują się wśród par walutowych, w przypadku których konkurencja w rankingu prognoz agencji Bloomberg jest najbardziej zacięta. W przypadku kursu EUR/USD prognozy zespołu Ebury w ostatnim II kwartale 2019 r. okazały się lepsze od prognoz 64 konkurencyjnych zespołów, tym samym analitycy Ebury pokonali zespoły analityczne największych banków komercyjnych i inwestycyjnych świata. W przypadku pary USD/CNY analitycy Ebury okazali się lepsi od 44 zespołów prognostycznych.

FOBO – problem wypalenia zawodowego pracowników

Młodzi funkcjonują na rynku pracy z większym dynamizmem niż którekolwiek pokolenie przed nimi. Częste zmiany zatrudnienia, niestabilna sytuacja zawodowa i konieczność nieustannego rozwoju – obawy przed wypaleniem zawodowym (ang. fear of burning out) pojawiają się na długo zanim pracownik zacznie faktycznie je odczuwać.

Wypalenie zawodowe nie jest nowym zjawiskiem, jednak obecnie funkcjonuje na niespotykaną dotychczas skalę. „Wywodzi się to poniekąd z charakteru życia zawodowego preferowanego przez pokolenia końca alfabetu – określane jako Y i Z. Millenalsi wysoko stawiają możliwości rozwoju i spełniania się, również poza pracą, oraz liczą na ciągłe kreatywne wyzywania. Nie wykazują przywiązania do jednego miejsca pracy w takim stopniu jak chociażby ich rodzice. Te ciągłe poszukiwania są dla nich męczące i wypalające.” – mówi Jolanta Samul Kowalska, Managing Director w Morgan Philips Group Polska. „Mamy do czynienia z wykształconymi, młodymi ludźmi, którzy mieli plan ukończenia wymarzonych studiów i zdobycia pracy, która będzie jednocześnie ich pasją. Tymczasem na rynku pracy zastali zajęcia poniżej ich oczekiwań, bez stabilnych warunków zatrudnienia lub wyraźnej ścieżki rozwoju. Z drugiej strony są obecni w sieci 24/7 i oglądają idealne życia ich rówieśników w social media. Bez dużej dozy dystansu, nie będą potrafili skutecznie zapanować nad tym, co rzeczywiste i osiągalne, a co powinno pozostać w strefie marzeń. To może prowadzić do frustracji.”

Wyzwania dla pracodawców

Dla pokolenia obecnych 25-35-latków ważne jest nieustanne dostarczanie bodźców do rozwoju – zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Jeżeli pracownik będzie postrzegać stojące przed nim perspektywy zawodowe jako niewystarczające, może on zacząć odczuwać wypalenie zawodowe niemal od początku swojej obecności w firmie. Perspektywa wykonywania nużącej i nierozwijającej pracy negatywnie wpływa na psychikę, co może doprowadzić do problemów zawodowych a w konsekwencji wykluczenia młodego pracownika z rynku pracy. Nie da się oczywiście zrezygnować ze wszystkich powtarzalnych elementów i całkowicie od nowa zbudować systemu pracy, jednak zmniejszenie ilości wielogodzinnych spotkań i rutynowych zadań będzie miało pozytywne przełożenie na młodych pracowników. „W firmach pojawiają się różne pomysły na zmianę sytuacji. Popularna staje się grywalizacja i wykorzystywanie wirtualnych narzędzi do uatrakcyjnienia zadań. Zamiast wpatrywania się w niekończące się tabelki w excelu – wyzwanie do rozwiązania. Samodzielnie lub w grupie. Takie zadania nieraz pojawiają się już na etapie rekrutacji. Pomocne są także benefity pozapłacowe, w ramach których pracownik może skorzystać z kursów językowych, szkoleń z wystąpień publicznych czy warsztatów, podczas których w wolnym czasie rozwinie swoje umiejętności. Dodatkowe impulsy, które zachęcają do oderwania się od ekranu smartfona i poznania czegoś nowego.” – dodaje ekspertka.

Pracownicy urodzeni po 1985 roku są postrzegani przez pracodawców jako otwarte na pracę w grupie i łatwo nawiązujący międzypokoleniowe relacje partnerskie. Nie poszukują mentorstwa w stylu szef – podwładny, a dyskusji i wzajemnego szacunku w pracy. Jeżeli zderzą się z silnie zhierarchizowanymi strukturami, w których ich głos jest niesłyszalny, bez żalu porzucą takie miejsce i będą szukać czegoś bardziej odpowiadającego ich oczekiwaniom. Warto mieć na uwadze, że młode pokolenia coraz rzadziej wskazują pieniądze jako istotny motywator do pozostania w firmie. Równie ważnymi czynnikami jest przyjazna atmosfera i ogólna kultura pracy oraz elastyczność zatrudnienia. W raporcie 2018 Deloitte Millennial Survey aż 43% ankietowanych zadeklarowało chęć zmiany pracy w ciągu najbliższych 2 lat. „To duży problem dla firm – mówimy o prawie 10 milionach pracowników w samej Polsce, wielu z nich na stanowiskach wyższego szczebla i kadry menadżerskiej. Jeśli firmy nie będą w stanie w zdecydowany sposób zareagować na oczekiwania pracowników, będą skazane na niekończące się zmiany personalne i procesy rekrutacyjne, a w dłuższej perspektywie utratę wartościowych kandydatów.”

Bony na innowacje dla MŚP. W puli 80 mln zł od PARP

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości prowadzi w tym roku cztery konkursy w ramach popularnych „Bonów na innowacje dla małych i średnich przedsiębiorstw”. Przedsiębiorca może uzyskać łącznie nawet 900 tys. zł dofinansowania na opracowanie innowacyjnego produktu lub procesu we współpracy z jednostkami naukowymi oraz jego wdrożenie.

Bony na innowacje to jeden z najbardziej przystępnych mechanizmów wspierana innowacyjności. Działanie ma na celu stymulowanie współpracy świata nauki z przedsiębiorcami poprzez finansowanie usług dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw realizowanych przez jednostki naukowe. O wsparcie na tworzenie lub rozwój innowacyjnych produktów lub procesów można się starać w ramach konkursu, który został skrojony na miarę potrzeb, zwłaszcza mniejszych firm.

– Bony to oferta o charakterze dwuetapowym. W pierwszym przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dofinansowanie usług jednostek naukowych na opracowanie innowacyjnego produktu lub procesu. Po zrealizowaniu takiego projektu z sukcesem – czyli formalnie, po zaakceptowaniu przez PARP wniosku o płatność końcową – przedsiębiorcy mogą wnioskować, w drugim konkursie, o środki na wdrożenie opracowanych już rozwiązań – mówi Anna Forin, dyrektor Departamentu Usług Proinnowacyjnych.

Opracowanie innowacji

Do 28 listopada br. PARP będzie przyjmować wnioski o dotacje w „Bonach na innowacje dla MŚP” – etap 1 usługowy.

Przedsiębiorcy mogą uzyskać maksymalnie 340 tys. zł dofinansowania na usługi jednostek naukowych, które pomogą w opracowaniu nowego lub w znaczącym ulepszeniu dotychczasowego produktu lub procesu. Wsparciem może być objęty, zarówno wyrób czy usługa, jak i technologia lub nowy projekt wzorniczy. Minimalny wkład własny przedsiębiorcy to 15 proc. całkowitego kosztu projektu.

Nabór został podzielony na cztery rundy – każda trwa ok. dwa miesiące. Pozwoli to Agencji na bieżącą ocenę projektów i przygotowywanie umów z firmami rekomendowanymi do wsparcia. Wnioski można składać wyłącznie poprzez Generator wniosków na stronie internetowej PARP.

Bony na innowacje MŚP – konkurs na usługi

Termin składania wniosków: 20 marca – 28 listopada 2019 r.

Pula środków w konkursie ogólnym: 50 mln zł

Pula środków w konkursie dedykowanym dostępności: 5 mln zł

Maksymalne wsparcie jednego projektu: 340 tys. zł

Wdrożenie innowacji

PARP przeznaczyła 25 mln zł na dofinansowanie wdrożenia w przedsiębiorstwach innowacji technologicznych (produktowych lub procesowych). Ze wsparcia mogą skorzystać wyłącznie mikro-, mali i średni przedsiębiorcy, którzy z powodzeniem zakończyli projekt w etapie usługowym Bonów na Innowacje dla MŚP.

Nabór wniosków w ramach konkursu „na wdrożenie innowacji” trwa od 17 kwietnia br., a aplikacje będzie można składać do 7 stycznia 2020 r. Maksymalna wartość dofinansowania wdrożenia innowacji dla jednego projektu to 560 tys. zł. Jednak, wartość wkładu własnego przedsiębiorcy zależy od jego statusu (mały, średni) oraz miejsca wdrożenia innowacji. Podobnie, jak w przypadku etapu pierwszego, wnioski będą przyjmowane w czterech rundach.

Bony na innowacje MŚP – konkurs na inwestycje

Termin składania wniosków: 17 kwietnia 2019 r. – 7 stycznia 2020 r.

Pula środków w konkursie ogólnym: 20 mln zł

Pula środków w konkursie dedykowanym dostępności: 5 mln zł

Maksymalne wsparcie jednego projektu: 560 tys. zł (w zależności od statusu przedsiębiorcy i miejsca wdrożenia projektu)

Premiowana dostępność

Poza konkursami ogólnymi, zarówno usługowymi, jak i inwestycyjnymi,, w tym roku równolegle prowadzone są konkursy na dofinansowanie projektów wpisujących się w realizację rządowego programu Dostępność Plus. Różnią się one od konkursów ogólnych głównie kryteriami oceny projektów dotyczącymi rezultatów projektów – opracowane innowacje muszą ułatwiać użytkownikom końcowym, funkcjonowanie w społeczeństwie.

– Wnioskodawcy muszą wykazać przydatność opracowanych rozwiązań w eliminowaniu barier dostępności m.in. seniorów i osób z niepełnosprawnościami funkcjonalnymi (fizycznymi lub poznawczymi), ale także osób czasowo mniej sprawnych, np. ruchowo, czy też kobiet w ciąży, lub osób z małymi dziećmi, lub o nietypowym wzroście, lub poruszających się z nieporęcznym lub ciężkim bagażem – zaznacza dyrektor Forin.

Dodatkowo, przedsiębiorcy wnioskujący o dotacje w tych konkursach zobowiązani są zapewnić – zarówno na etapie realizacji projektu, jak i jego zakończenia – informację zwrotną od grup docelowych na temat przydatności wypracowanego rozwiązania w życiu codziennym. Dlatego w dokumentacji znajdują się zapisy dotyczące zaangażowania w opiniowanie i testowanie tych innowacyjnych produktów lub procesów adresatów rządowego programu Dostępność Plus.

Wartość nieruchomości w pobliżu lotniska w Gdańsku spada 9%. Jest wyrok sądu

Właściciele nieruchomości położonych w pobliżu lotnisk cywilnych i wojskowych, których nieruchomość znajdzie się w ustanowionym obszarze ograniczonego użytkowania (OOU), mają prawo do ubiegania się o odszkodowania na podstawie Ustawy Prawo ochrony środowiska, art. 129 ust.2.

Właściciele lotnisk już od dawna kwestionują prawa przysługujące właścicielom nieruchomości położonych w obszarze. Sprawy tego typu były już analizowane w Warszawie i Poznaniu, zdecydowana większość z nich zakończyła się wygraną mieszkańców.

Niedawno rozpoczęły się procesy przeciwko Portowi Lotniczemu im. Lecha Wałęsy w Gdańsku. Dzisiaj (24.07.2019 r.) zapadł pierwszy zasądzający wyrok w sprawie.

Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał roszczenia właściciela nieruchomości i zasądził przeszło 60 tys. zł odszkodowania

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w sprawie o sygn. akt XV C 1047/18 zapadł pierwszy w pełni merytoryczny wyrok w sprawie o odszkodowanie z tytułu spadku wartości nieruchomości spowodowanego objęciem tej nieruchomości obszarem organicznego użytkowania utworzonego (OOU) chwałą Sejmiku Województwa Pomorskiego nr 203/XVIII/16 z dnia 29 lutego 2016 r. w sprawie utworzenia obszaru ograniczonego użytkowania wokół Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku.

Sprawa dotyczyła nieruchomości zabudowanej budynkiem mieszkalnym jednorodzinny, który znalazł się w strefie B OOU.

W toku procesu został dopuszczony dowód z opinii biegłego sądowego do spraw wyceny nieruchomości i z opinii tej, poddanej wnikliwej analizie przez Sąd i strony oraz szeroko krytykowanej przez pozwanego, jednoznacznie wynikło, że ww. nieruchomość doznała spadku wartości na poziomie ok. 9%.

Sąd po rozpoznaniu sprawy uznał, że opinia biegłej jest spójna, jasna i przekonująca, zaś odpowiedzialność zarządcy lotniska za skutki wprowadzenia OOU powinna być, zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego, interpretowana szeroko i na tej podstawie uwzględnił powództwo zasądzając od zarządcy lotniska na rzecz powoda kwotę ustaloną przez biegłą.

W ramach roszczeń pozwu powód dochodził również zwrotu kosztu związanego z wydatkiem na sporządzenie przez rzeczoznawcę majątkowego opinii przedsądowej, na podstawie której powód ustalił, że wartość należącej do niego nieruchomości spadła oraz oszacowała wartość tej szkody.

Sąd uznał, że również i to roszczenie zasługuje na uwzględnienie, gdyż powód nie będący profesjonalistą miał prawo zwrócić się do rzeczoznawcy o dokonania takiej wyceny i koszt ten pozostaje w normalnym związku przyczynowym z doznaną przez niego szkodą.

Wskazać należy, iż o ile ww. wyrok jest jeszcze nieprawomocny i należy zakładać, że pozwany się od niego odwoła, to nie tylko rozstrzygnięcie w nim zawarte odpowiada orzecznictwu innych sądów w przedmiotowej materii, lecz również odpowiada on zapatrywaniu, jakie na przedmiotową materię wyraził Sąd Okręgowy w Gdańsku w innej prowadzonej przez kancelarię sprawie, w której zapadł przeciwko zarządcy lotniska wyrok zaoczny w pełni uwzględniający żądanie pozwu.

Sprawę prowadzi Kancelaria Campter, a Klienta reprezentuje Adwokat Krzysztof Bigoszewski.

Drzwi zbyt wąsko uchylone

Prezes EBC Mario Draghi otworzył drzwi dla dalszego luzowania polityki monetarnej, jednak szpara nie jest tak szeroka jak niektórzy by sobie życzyli, co pozwoliło na częściowe odreagowane wcześniejszej słabości euro. W przypadku EUR/USD reakcja była najmniejsza, gdyż inwestorzy utrzymują stan wyczekiwania na rozstrzygnięcia po stronie polityki Fed. Dziś po południu PKB z USA może dostarczyć ważnych informacji.

Wydźwięk decyzji EBC i konferencji prasowej Draghiego był gołębi, ale nie aż tak, jak rynek oczekiwał. Forward guidance w komunikacie uległ modyfikacji dopuszczającej niższej stopy procentowe w kolejnych kwartałach („co najmniej do połowy 2020 r.), co niemal przesądza, że we wrześniu bank dokona obniżki. Bank zlecił też odpowiednim zespołom zbadanie opcji dla złagodzenia polityki, w tym środki przeciwdziałające negatywnym efektom ubocznym, a także wielkość i kompozycję potencjalnego restartu skupu aktywów. Jednak na konferencji prezes Draghi nie brzmiał alarmująco. Choć zaznaczył, że perspektywy gospodarcze, szczególnie w przemyśle, są coraz gorsze i wymagają działania, ale dodał, że prawdopodobieństwo recesji wciąż pozostaje niskie. Oczekiwania na luzowanie ostudziła też informacja, że w Radzie Prezesów nie ma jednomyślności wobec dalszej ekspansji, co może sugerować, że EBC zdecyduje się na skromne salwy zamiast wytoczenie potężnych dział. Takie podeście jest zrozumiałe, jeśli założymy, że bank obawia się, czy ma wystarczająco amunicji do przeciwdziałania przedłużającemu się pogorszeniu warunków gospodarczych. I to czyni sprzedaż EUR mało atrakcyjną, szczególnie jeśli przyjmiemy, że inne banki centralne mają większe pole manewru. EBC może być gołębi i negatywnie oddziaływać na euro, ale jeśli inne banki centralne będą prowadzić bardziej ekspansywną politykę, relatywnie euro może być silniejsze.

To porównanie szczególnie dotyczy EUR/USD, biorąc pod uwagę na ile może sobie pozwolić Fed. Choć rynek już stonował oczekiwania przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC do cięcia tylko o 25 pb (zamiast 50 pb), tak wciąż otwarta jest sprawa, czy będzie to jednorazowa obniżka, czy początek dłuższego cyklu. Na razie nikt nie chce zgadywać, jaką strategię Fed nakreśli do końca roku. Dzisiejsze dane o PKB za II kw. mogą być ostatnią ważną informacją. Rynek nastawił się na wyraźne spowolnienie wzrostu gospodarczego względem początku roku (1,8 proc. vs 3,1 proc.), choć solidne raporty sprzedaży detalicznej i odbicie w zamówieniach na dobra trwałe podnosi ryzyko wyższego odczytu. Lepsze dane mogą podsycać oczekiwania, że Fed będzie mniej chętny do gołębiego zwrotu w polityce, jednak nie można zapominać, że decydenci w banku centralnym rozpatrują więcej czynników niż jednak figura PKB. Słabość inflacji problemy przemysłu w dobie wojny handlowej z Chinami są powodami do zmartwień. Stąd potencjalna pozytywna reakcja USD na dane może okazać się krótkotrwała.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

II kw. 2019 r. na rynku mieszkaniowym – sprzedaż spada, ale rynek pozostaje w równowadze

Deweloperzy działający w sześciu największych miastach Polski sprzedali w drugim kwartale br. 15 100 mieszkań, o 8% mniej niż przed kwartałem. Nowa podaż wyniosła w tym czasie 14 900 lokali, dzięki czemu oferta pozostała na poziomie sprzed kwartału. Wciąż rosną – choć zdecydowanie wolniej – ceny mieszkań, co pozwala deweloperom na utrzymanie marż na zadowalającym poziomie – czytamy w najnowszym raporcie JLL „Rynek mieszkaniowy w Polsce Q2 2019”.rynek mieszkaniowy 2 kwartał 2019

Trend spadkowy sprzedaży na rynku nowych mieszkań, choć wyraźny, nie jest tak samo odczuwalny we wszystkich analizowanych przez zespół mieszkaniowy JLL miastach. Tam, gdzie deweloperom udało się w ostatnich miesiącach istotnie zwiększyć ofertę, wzrosła również liczba transakcji. Przykładem może być Wrocław. W okresie od kwietnia do czerwca do sprzedaży trafiło tam blisko 4 tysiące mieszkań (+36% k/k) co zaowocowało 20% wzrostem sprzedaży. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w Krakowie, gdzie oferta od kilku kwartałów utrzymuje się na poziomie zbliżonym do tego z 2009 r. Nowa podaż spadła tam o 44% k/k, a liczba transakcji (2,3 tys.) była najgorsza od 4,5 roku. Inaczej spojrzeć należy na spadek liczby transakcji w Łodzi – wprawdzie był równie duży (-22% k/k), ale liczony był od najlepszego rezultatu osiągniętego w historii sprzedaży deweloperskiej w tym mieście.

Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL
Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL

Gdyby na wyniki sprzedaży deweloperskiej w II kwartale 2019 r. patrzeć z perspektywy II kwartału 2016 r. można by powiedzieć „Polacy nic się nie stało”. Jednak wynik, rekordowy przed trzema latami, oznacza dziś 20% spadek w stosunku do najwyższego w historii wolumenu transakcji i skłania do pytań o przyszłość rynku. Przyszłość natomiast wygląda zupełnie nieźle. W większości miast realizuje się scenariusz równoległego zmniejszania się podaży i popytu, co zapobiega tworzeniu się nadwyżki podażowej. Wszystko wskazuje też na to, że kupujący oswoili się z wyższymi cenami – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL

Wyższe ceny zniechęcają … ale tylko niektórych

Szybki wzrost cen mieszkań w 2018 r. i systematyczny spadek sprzedaży na największych lokalnych rynkach skłonił część nabywców do wstrzymania decyzji o zakupie, w nadziei na korektę. Tymczasem jak przekonują autorzy raportu „Rynek Mieszkaniowy w Polsce Q2 2019”, wciąż istnieją przesłanki do ich dalszego wzrostu. Głównymi przyczynami są malejąca podaż oraz dążenie deweloperów do utrzymania płynności na coraz bardziej wymagającym rynku. Wyższe ceny pozwalają na pokrycie rosnących kosztów realizacji i zakupu gruntów przy utrzymaniu akceptowalnych marż.

Potwierdzeniem tego może być fakt, że na żadnym z sześciu głównych rynków eksperci JLL nie odnotowali w ostatnim kwartale spadków cen. W Warszawie, Trójmieście i Krakowie, przekroczyły już one historyczne poziomy z końca 2007 roku, a w Łodzi powoli się do niego zbliżają. W ujęciu rocznym najmniejszy wzrost cen odnotowano w Poznaniu i Łodzi – na rynkach, na których oferta osiągnęła rekordowo wysoki poziom (odpowiednio o 3% i 6%). W Warszawie, Wrocławiu, Krakowie i Trójmieście ceny były o 11% wyższe niż przed rokiem.

Mimo, rosnących cen, Polacy wciąż mogą sobie pozwolić na zakup. Jeśli porównamy relację średniej ceny 1 mkw. do średniego wynagrodzenia na poszczególnych rynkach, to nie różni się ona istotnie od tej z 2017 roku. Wprawdzie w Warszawie czy Trójmieście wzrost poziomu wynagrodzeń jest wolniejszy niż wzrost cen, ale daleko nam jeszcze do sytuacji z 2009 roku, kiedy w większości miast przeciętne wynagrodzenie starczało na zakup zaledwie 0,5 mkw. – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL

Szanse i zagrożenia

Jak podkreślają autorzy raportu, wyniki pierwszego półrocza wskazują na realizowanie się najkorzystniejszego dla branży deweloperskiej scenariusza dość łagodnego spowolnienia, przy zachowaniu równowagi pomiędzy liczbą mieszkań wprowadzanych do sprzedaży i sprzedawanych.

Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL
Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL

Równowagę tę zaburzyć może odpływ nabywców inwestycyjnych spowodowany pogorszeniem rentowności inwestowania w mieszkania na wynajem. Przyczyn tego może być kilka. Nieuchronne jest wejście na rynek dużej liczby lokali zakupionych w minionych latach z myślą o wynajmie. W dodatku zagrożeniem dla tego sektora są ewentualne restrykcje lub nowe regulacje dotyczące najmu krótkoterminowego. Oliwy do ognia może dolać gwałtowny wzrost inflacji, który skłoni Radę Polityki Pieniężnej do podniesienia stóp procentowych. Poza inwestorami, uderzyłby on w nabywców finansujących zakup kredytem. – Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL

Ukrytą rezerwą dla utrzymania obecnego poziomu produkcji, przy wyhamowaniu wzrostu cen, byłyby poważne zmiany regulacyjne, uwalniające duże zasoby terenów inwestycyjnych.

Rynek biurowy w Warszawie – I połowa 2019 r.

Utrzymuje się rekordowa aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym. Od 14 lat nie odnotowano w drugim kwartale tak wysokiego popytu. Jednak transakcje, które doprowadziły do tego wyniku mają jedną istotną wspólną cechę – wszystkie największe podpisane umowy należały do firm z sektora finansowego. Według autorów raportu CBRE „Market View. Rynek biurowy w Warszawie – I połowa 2019 r.”, to właśnie ci najemcy mają obecnie największy wpływ na kształt stołecznego rynku biurowego.

Odnotowany popyt na warszawskim rynku biurowym jest najwyższym wynikiem za drugi kwartał od 2005 roku. W tym okresie w 2019 r. wynajęte zostało ponad 265,5 tys. mkw. – przy tym dla porównania w roku poprzednim było to około 220 tys. mkw. Ten imponujący wynik to efekt zawarcia lub renegocjacji przez firmy z sektora finansowego wielu bardzo dużych umów najmu w prestiżowych lokalizacjach. Listę trzech największych transakcji tego okresu otwiera umowa Getin Noble Banku w The Warsaw Hub C podpisana na 18 500 mkw. Na drugim miejscu znajduje się Warta, która w drugim kwartale sfinalizowała decyzję o przeniesieniu swojej siedziby do Warsaw Unit, gdzie zajmie 17 600 mkw. Podium zamyka renegocjacja umowy dla firmy z sektora bankowego na 13 000 mkw. w biurowcu Marynarska 12. Przy wszystkich trzech transakcjach najemcę reprezentowała agencja CBRE.

Dobra kondycja rynku przesuwa przewagę w stronę właścicieli budynków w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. Po drugim kwartale 2019 r. możemy mówić o delikatnym wzroście czynszów, gdzie w centrum – najdroższej części stolicy – stawki prime wynoszą 24 euro/m-s/mkw. Nie zniechęca to jednak firm do wybierania na swoje siedziby prestiżowych biurowców. I tu po raz kolejny największą aktywnością wykazują się reprezentanci świata finansów – komentuje Paweł Dobrowolski, ekspert rynku biurowego, CBRE.

Eksperci CBRE przewidują, że w dłuższej perspektywie trend na nowoczesne biura oraz konsolidację różnych oddziałów firm z sektora finansowego najbardziej dotkliwie odczują starsze warszawskie biurowce. Już teraz widać wzmożoną aktywność wśród właścicieli oraz zarządców budynków, którzy stawiają na rewitalizację ich wnętrz oraz wdrażanie nowoczesnych rozwiązań.

Warszawski rynek biurowy dawno nie miał się aż tak dobrze. Rekordowy pod kątem zamkniętych transakcji najmu drugi kwartał doprowadził w większości stref biznesowych do spadku poziomu pustostanów w porównaniu ze stanem z tego samego okresu w 2018 r. Co więcej, zaobserwowaliśmy pozytywne zmiany na Służewcu, mimo że wciąż utrzymuje się tam najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej. Jest to naszym zdaniem namacalnym dowodem wyjątkowo dobrej sytuacji branżowej – podsumowuje Paweł Dobrowolski z CBRE. I dodaje: – W związku ze wzmożoną aktywnością najemców i stopniowo spadającą liczbą mkw. dostępnych od zaraz, obserwujemy coraz większe zainteresowanie firm umowami przednajmu. Najemcy są coraz bardziej świadomi roli nowoczesnego i dopasowanego do ich potrzeb biura i chcą mieć gwarancję pierwszeństwa do ofert najwyższej jakości.

Łączny zasób powierzchni biurowej w Warszawie wynosi obecnie ponad 5,5 mln mkw., co oznacza 1,5% wzrost kw./kw. oraz 2,5% r/r. W drugim kwartale 2019 oddano do użytkowania 7 obiektów, oferujących łącznie 60 341 mkw. Wszystkie ukończone projekty biurowe były zlokalizowane poza centrum, a do największych z nich należą: Moje Miejsce B1 (18 712 mkw.), Vector+ (13 690 mkw.) oraz The Park  6 (11 200 mkw.).

Rośnie presja na cięcie stóp procentowych

  • Dobry czas dla rynku akcji i obligacji
  • Rosną ceny złota
  • Powraca temat wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami
Marek Straszak`
Marek Straszak, Portfolio Manager Union Investment TFI

Ostatniego dnia lipca poznamy decyzję FED w sprawie cięcia stóp. Presja na Rezerwę Federalną w sprawie złagodzenia polityki monetarnej i obniżenia stóp procentowych jest ogromna. Dawno już nie obserwowaliśmy tego typu nastrojów. Analitycy uważają, że w FED dominuje podejście gołębie i obniżki są realne, co sugerują też wypowiedzi poszczególnych członków banku centralnego. Spodziewana redukcja to 25 punktów bazowych, choć niektórzy analitycy mówią nawet o 50 punktach bazowych. Tak wysokie oczekiwania mogą świadczyć o tym, że realne odczyty z gospodarki nie są satysfakcjonujące. Jednak ważniejsze od decyzji z lipcowego posiedzenia Rezerwy Federalnej mogą się okazać komunikaty co do jej działania w przyszłości.

Sygnały płynące z banku centralnego pozytywnie wpłynęły na rynki akcji i obligacji. Czerwiec i początek lipca przyniósł wzrosty i był bardzo pozytywny w obu klasach aktywów, co nie jest częstym zjawiskiem.

Rynek długu bardzo dobrze performował. Rentowności obligacji obniżyły się w oczekiwaniu na poluzowanie polityki monetarnej. Pozytywny sentyment przeniósł się także na rynki akcji. Widzimy duże oczekiwanie na stymulus w Chinach, który ma poprawić sytuację w tym kraju.

Żądanie cięć stóp procentowych bardzo dobrze wpływa na złoto, którego ceny w ostatnim czasie rosną. Niższe stopy procentowe są zachętą dla inwestorów, by lokować kapitał w tego typu klasy aktywów. Popyt na złoto rośnie także w związku z szybko rosnącą inflacją.

Chmury na horyzoncie

Istnieje też ryzyko, że FED zaskoczy jastrzębią polityką i nie zdecyduje się na najbliższym posiedzeniu na cięcie stóp procentowych oraz to, że rozbudzone oczekiwania inwestorów spotkają się z działaniem niewystarczającym. Wówczas, rynki, zarówno obligacyjne jak i akcyjne, mogą ruszyć w dół.

EBC sugeruje, że we wrześniu może dojść do obniżki stóp procentowych

Po czwartkowym spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego kurs EUR/USD na moment spadł do najniższego poziomu od dwóch miesięcy. Wspólna europejska waluta zareagowała na sugestie decydentów z EBC, którzy wskazali na gotowość do obniżenia stóp procentowych w celu walki z uporczywie niską inflacją w bloku walutowym.

Kurs USD/EUR & USD/PLN (25/07/19)

kurs dolara
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 25/07/19

Podczas spotkania w lipcu decydenci postanowili utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie, wbrew oczekiwaniom części inwestorów, którzy liczyli, że spotkanie zaowocuje obniżką stóp procentowych. W oświadczeniu banku centralnego można było jednak odnaleźć najwyraźniejszą dotychczas sugestię wskazującą na gotowość decydentów do obniżki stóp procentowych już podczas spotkania we wrześniu.

W odniesieniu do dalszych kroków decydentów z EBC, oświadczenie po spotkaniu sugeruje, że „Rada Prezesów EBC oczekuje, że przez co najmniej pierwszą połowę 2020 roku kluczowe stopy procentowe EBC pozostaną na obecnych poziomach lub niższych [ang. at their present or lower levels]”. Dodanie słowa „niższych” do treści poprzedniego oświadczenia banku z czerwca oznacza istotną zmianę w kierowaniu oczekiwaniami rynku co do przyszłości (ang. forward guidance), która sugeruje, że bank centralny jest gotów podążyć za Rezerwą Federalną i obniżyć stopy procentowe podczas następnego spotkania. Draghi zasugerował również, że oprócz modyfikowania stóp procentowych, może dojść do ponownego uruchomienia programu QE. EBC dodaje, że bada opcje takie jak „tiering” (różnicowanie oprocentowania depozytów, które banki komercyjne składają w banku centralnym) i „opcje dotyczące rozmiarów i kompozycji potencjalnych nowych zakupów aktywów netto”.

 

Prezes Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi podtrzymał gołębią retorykę również podczas konferencji prasowej po spotkaniu decyzyjnym EBC. Draghi wyraził zwiększone obawy względem perspektyw gospodarek strefy euro oraz podkreślił, że blok walutowy wciąż potrzebuje znaczącej stymulacji. Draghi zwrócił też uwagę na to, że niedawne publikacje makroekonomiczne wskazują na „nieco słabszy wzrost” w drugim oraz w trzecim kwartale bieżącego roku. Prezes EBC dodał też, że szanse na poprawę warunków makroekonomicznych w drugiej połowie bieżącego roku stają się mniejsze. Draghi zwrócił uwagę na niedawne pogorszenie się danych z przemysłu oraz wzrost zewnętrznych ryzyk grających na niekorzyść strefy euro, zwłaszcza na kwestię protekcjonizmu oraz ryzyko twardego Brexitu.

W kwestii perspektyw inflacji Draghi stwierdził, że presja inflacyjna w strefie euro jest, póki co, „przytłumiona” oraz, że bank centralny będzie zdeterminowany do podjęcia działań, jeżeli perspektywy inflacji w średnim terminie będą odbiegać od celu Rady Prezesów. Od dłuższego czasu podkreślamy, że EBC będzie utrzymywać akomodatywną politykę monetarną tak długo, jak inflacja w strefie euro będzie wypadała poniżej celu, który bank centralny definiuje jako „zbliżony do poziomu 2%, ale go nieprzekraczający”. Póki co inflacja w strefie euro nie wykazuje jakiegokolwiek trendu wzrostowego, w związku z czym rośnie potrzeba podjęcia działań.

Inflacja w strefie euro (2013-2019)

Inflacja w strefie euro wykres
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 25/07/2019

Jesteśmy zdania, że poprzez dodanie w oświadczeniu EBC wyrażenia o „niższych poziomach” stóp procentowych bank centralny strefy euro otworzył sobie furtkę do bardziej ekspansywnej polityki monetarnej, którą decydenci mogą zacząć wdrażać już podczas spotkania we wrześniu. Wtedy też zostaną opublikowane nowe projekcje gospodarcze EBC.

 

Obecnie wierzymy, że od następnego spotkania EBC możemy oczekiwać obniżki stopy depozytowej, a potencjalnie także przywrócenia programu skupu aktywów przez bank centralny. Wygląda na to, że jest to również opinia zbliżona do oceny rynku. Obecnie rynkowa wycena prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych EBC we wrześniu wynosi około 80%, przed dzisiejszym spotkaniem wynosiła ona około 70%. W trakcie trwania konferencji prasowej Draghiego kurs EUR/USD zdołał się jednak umocnić. Uważamy, że można to zawdzięczać prezesowi EBC, który specjalnie unikał odpowiedzi na pytania dotyczące czasu, jak i skali, dalszych zmian w polityce monetarnej, dodając, że decydenci nie prowadzili dyskusji w kwestii obniżki stóp procentowych podczas spotkania banku centralnego w tym miesiącu.

Mimo wyższego prawdopodobieństwa obniżek stóp procentowych ze strony Europejskiego Banku Centralnego nadal uważamy, że w 2019 roku euro powinno umocnić się w relacji do dolara amerykańskiego. Stopy procentowe w strefie euro już teraz znajdują się na poziomie zbliżonym do zera, a niektóre z nich są nawet ujemne. Tym samym Rezerwa Federalna ma dużo większe możliwości w kwestii obniżek stóp w porównaniu z EBC, co naszym zdaniem powinno zapewnić wsparcie wspólnej europejskiej walucie w relacji do dolara amerykańskiego w 2019 roku. Materializacja naszych oczekiwań oznaczałaby również spadek kursu USD/PLN.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Rynki oczekują szybkich działań ze strony banków centralnych

  • FED pod presją rynków
  • RPP pomimo rosnącej inflacji nie zmienia gołębiej polityki
  • Obligacje trzymają się mocno
Krzysztof Izdebski, Zarządzający funduszami dłużnymi w Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający funduszami dłużnymi w Union Investment TFI

Po dużym spadku rentowności w ostatnich miesiącach następuje chwila konsolidacji i oczekiwania na decyzję banków centralnych. Decydujące będzie najbliższe posiedzenie Rezerwy Federalnej zaplanowane na 31 lipca, na którym może dojść do zapowiadanego obniżenia stóp procentowych. Oczekiwania rynku są tak duże, że istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że FED ich nie spełni. Spodziewana obniżka stóp procentowych powinna wynieść aż 50 pb. – niższa, np. o 25 pb., może już zostać odebrana negatywnie. Pomimo gołębiej retoryki banku centralnego zbyt mała obniżka może niekorzystnie wpłynąć na rynek.

W Polsce rentowności dziesięcioletnich obligacji są na poziomie 2,20 proc. – 2,30 proc. Wpływa na nie m.in. niski spread do niemieckich obligacji skarbowych, z jakim mamy do czynienia w ostatnim roku. Czekamy na to, co wydarzy się na głównych rynkach, by móc reagować. Wydaje się, że rynek jest w pozytywnym nastroju w stosunku do polskich obligacji. Nawet jeśli inflacja pójdzie w górę, nie spodziewamy się gwałtownych działań ze strony banku centralnego. Nie ma obawy o podwyżki stóp w Polsce.

Ostatnie dwa miesiące to przede wszystkim dobre wyniki na obligacjach. Pierwszy wysoki odczyt inflacji został zinterpretowany jako zmiana retoryki RPP na jastrzębią. Jednak przekaz z ostatnich dwóch miesięcy pokazuje, że Rada Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej nie zamierza podejmować jakichkolwiek działań.

Co jeśli inflacja będzie szła dalej w górę?

RPP prezentuje ciekawą retorykę. Wydaje się, że dopóki inflacja nie skoczy do 3,5 proc., nie jest im straszna. Dotychczasowe stanowisko przewodniczącego Rady prof. Adama Glapińskiego, wedle którego możemy dzielnie znieść szybkorosnącą inflację, może się zmienić. Wszystko będzie zależało od tego, co będzie działo się na świecie. Jeśli pojawi się dyskusja o obniżkach stóp czy o spowolnieniu, to Rada dalej będzie utrzymywać, że można to przetrzymać. Dla przykładu na Węgrzech inflacja spadła z 3,90 na 3,40 proc. Jeśli rynek uwierzy, że RPP przetrzyma inflację, to inflacja może być na poziomie ok. 3,5 proc., a dziesięcioletnie obligacje mogą być na poziomie 2,50 proc. czy 2,30 proc. albo 2,20 proc., tak jak jest w tej chwili.

Termometr Inwestycyjny: Kontrakty na CO2 na historycznie wysokich poziomach

  • Słabe dane makroekonomiczne z USA, Chin i Europy
  • Wyrok TSUE może negatywnie wpłynąć na sytuację banków
  • Zmiana układu sił w Parlamencie Europejskim wpływa na rynek energii
Maciej Kik, Zarządzający funduszami akcji w Union Investment TFI
Maciej Kik, Zarządzający funduszami akcji w Union Investment TFI

W ostatnim czasie na rynku akcyjnym widzimy osłabienie nastrojów. Wpływ na to ma kilka czynników. Po pierwsze zbyt rozbudzone oczekiwania względem banków centralnych odnośnie programów stymulacji gospodarek. Po drugie obserwujemy eskalację wojen handlowych po okresie dwumiesięcznego uspokojenia oraz sygnałów, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Jak pokazują jednak ostatnie działania prezydenta Donalda Trumpa wciąż daleko do porozumienia. To wszystko powoduje, że globalne nastroje na rynkach akcji pogorszyły się. Widzimy to także na rodzimym rynku. Słabe dane makroekonomiczne spływają ze Stanów Zjednoczonych, Chin (rozczarowujący wzrost PKB) a w szczególności z krajów europejskich. To wszystko ma wpływ na Polskę, a pierwszym sygnałem ostrzegawczym jest bardzo słaby odczyt produkcji przemysłowej za czerwiec (spadek o 2,7 proc. wobec oczekiwań wzrostu o 2 proc.).

Tematem numer jeden w Polsce jest wyrok TSUE dotyczący kredytów frankowych. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej najprawdopodobniej wyda orzeczenie, według którego sądy krajowe będą mogły unieważnić umowy kredytowe albo rozstrzygać o ich przewalutowaniu. To jest bardzo duże ryzyko dla polskich banków, które udzielały kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich. Potencjalnie są to – według skrajnych interpretacji – ogromne kwoty rzędu nawet kilkudziesięciu mld złotych, co w zasadzie mogłoby wywrócić system bankowy w Polsce. Ryzyko jest duże i zależy od liczby pozwów przeciwko bankom. Widać, że rośnie świadomość tego faktu i dlatego następuje pewna korekta notowań na polskich bankach.

Widoczne są wzrosty w sektorze telekomunikacyjnym. Segment ten charakteryzuje się ograniczoną konkurencją. Na polskim rynku funkcjonuje zaledwie kilka firm w tej branży. Obserwujemy zakończenie wojny cenowej pomiędzy liderami, co przełożyło się na zapowiedzi o planowanych podwyżkach cen za usługi – to bardzo wyraźna zmiana rynkowa. Podwyżka cen powinna przełożyć się na poprawę wyników spółek, stąd tak dynamiczny rerating spółek telekomunikacyjnych na GPW. W ostatnich dniach pojawiły się jednak informacje, że zapowiadana podwyżka wcale nie musi być taka jednoznaczna. Nie wszyscy gracze rynkowi są zgodni w tym temacie. Dlatego musimy poczekać na to, jak rozwinie się gra konkurencyjna.

Wiele dzieje się także w sektorze energetycznym, gdzie po wyborach do Parlamentu Europejskiego zmienił się układ sił.  Nowe władze  wspierają zwiększenie ograniczeń związanych z emisją CO2, co nakłada jeszcze większą presję na nasz sektor energetyczny. Kontrakty na CO2 są na historycznie wysokich poziomach, więc koszty dla spółek energetycznych rosną.

Jakie hotele otworzą się w Warszawie

W Warszawie w trakcie planowania i budowy jest ponad 40 hoteli. W następnych latach oferta noclegowa zwiększy się o ponad 5 tys. pokoi.

W Warszawie, która jest najszybciej rozwijającym się ośrodkiem biznesowym w Europie Środkowo-Wschodniej, wzrost rynku hotelowego wiąże się bezpośrednio z rozwojem segmentu biurowego, który notuje w ostatnich latach rekordowe wyniki. Popyt na pokoje hotelowe w stolicy generują bowiem głównie klienci  biznesowi. Pokazują to choćby ceny noclegów i wskaźniki obłożenia, które w weekendy są w Warszawie nawet kilkukrotnie niższe niż w dni robocze.

Największą grupą odbiorców usług hotelowych w mieście jest wciąż biznes, ale warszawski rynek turystyczny także regularnie wzrasta. Warszawa jest coraz lepiej skomunikowana ze światem i staje się coraz popularniejszym kierunkiem wśród turystów. Lotnisko Chopina, podobnie jak lotnisko w Modlinie, może pochwalić się dużym, zeszłorocznym przyrostem liczby pasażerów.

Warszawska baza hotelowa szybko rośnie

Andrzej Szymczyk, Associate Director – Hospitality Department w Walter Herz
Andrzej Szymczyk – Associate Director Hospitality Department w Walter Herz

Od kilku lat rośnie w Polsce popyt na usługi hotelowe, za czym idzie rozwój krajowej bazy noclegowej. Warszawą interesują się zarówno globalni operatorzy hotelowi, jak i  najwięksi, światowi inwestorzy. – Co roku w stolicy otwiera się kilka dużych hoteli, a w fazie planowania i w trakcie realizacji jest w tej chwili ponad 40 nowych obiektów – mówi Andrzej Szymczyk, Associate Director Hospitality Department w Walter Herz.

Zdaniem eksperta w ciągu najbliższych pięciu lat oferta hotelowa w mieście ma szansę wzrosnąć o ponad 5 tys. pokoi, co stanowi jedną trzecią obecnej podaży na rynku. – Warszawę docenili najwięksi, branżowi gracze, stąd co roku możemy obserwować na stołecznym rynku debiuty nowych, hotelowych marek. Nowe marki hotelowe, które pojawiają się w Warszawie umacniają z kolei jej pozycję wśród najbardziej rozwojowych rynków hotelowych w Europie – przyznaje ekspert.

– W segment hotelowy, z uwagi na potrzebę dywersyfikacji portfela i potencjalnie wysoką rentowność, inwestują dziś firmy, które dotąd działały w innych sektorach rynku nieruchomości komercyjnych. Hotele powstają także coraz liczniej w inwestycjach wielofunkcyjnych, za czym idą również nowe formy współpracy z operatorami, które w nowych budynkach coraz częściej przyjmują formę klasycznej umowy najmu powierzchni – informuje Andrzej Szymczyk.

Debiuty nowych marek

W tym roku byliśmy już świadkami wielu ciekawych otwarć na warszawskim rynku hotelowym. W marcu w Centrum Praskim Koneser na Pradze ruszył 141-pokojowy Moxy sieci Marriott International. Hotel wpisuje się w ideę co-livingu, a jego cechą charakterystyczną są duże części wspólne, jak koktajl-bar, strefa do pracy, strefa relaksu, czy biblioteka.

Na początku kwietnia na warszawskim Mokotowie, przy ulicy Suwak otworzył się zaś pierwszy w Polsce hotel marki Four Points by Sheraton, także funkcjonujący w ramach grupy Marriott International. Jego wnętrza, które nawiązują do osiągnięć projektantów dawnej Warszawy, zaaranżowane zostały w stylu modern vintage. Hotel oferuje 190 pokoi i pięć sal konferencyjnych. Znajduje się w nim także restauracja & bar Suwak 7, serwująca szeroki wybór lokalnych piw kraftowych.

W maju br., po kilkumiesięcznym remoncie otworzył się ponownie dla gości hotel grupy Radisson przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie. Przed remontem funkcjonował jako Radisson Blu. Po renowacji hotel zmienił markę na Radisson Collection, która pozycjonowana jest wyżej w hierarchii sieci. W obiekcie, poza 311 pokojami, mieszczą się trzy restauracje i osiem sal konferencyjnych, z których największa może pomieścić 400 osób.

Oryginalne koncepty hotelowe

W pierwszym kwartale bieżącego roku otwarty został w Warszawie również czterogwiazdkowy hotel biznesowy Vienna House Mokotów ze 164 pokojami, salami konferencyjnymi i strefą rekreacyjną oraz restauracją. Hotel mieści się w zagłębiu biurowym na stołecznym Służewcu Przemysłowym przy ulicy Postępu, w jednym z budynków kompleksu P4.

Niedawno przy ulicy Tamka w warszawskim Śródmieściu miał także swój debiut pierwszy w Polsce hotel niemieckiej marki Motel One Warszawa-Chopin, nawiązujący swoją nazwą do lokalizacji naprzeciwko Muzeum Chopina. W designerskim wystroju hotelowych części wspólnych widoczne są inspiracje postacią i twórczością najwybitniejszego polskiego kompozytora i pianisty. Równie efektowne są też nowoczesne wnętrza 333 pokoi, które dostępne są w czterech kategoriach.

Na liście tegorocznych otwarć znalazł się również nowy obiekt sieci Puro, zlokalizowany w ścisłym centrum Warszawy, przy ulicy Widok 5/7/9, w okolicy nowej Rotundy i stacji metra Centrum.  Czterogwiazdkowy hotel oferuje 150 pokoi, ogólnodostępne lobby, restaurację, bar oraz taras z widokiem na dachy śródmiejskich kamienic i Pałac Kultury.

Najciekawsze planowane otwarcia

W najbliższych latach planowanych jest wiele nowych otwarć. Do najciekawszych należy z pewnością oczekiwany w 2020 roku pięciogwiazdkowy hotel Nobu ze 120 pokojami, który będzie mieścił się w połączonych budynkach dawnego hotelu Rialto i nowej konstrukcji, powstającej obok. Nobu Hospitality to światowa marka znana z lifestylowych hoteli i oryginalnych restauracji, której założycielami są Robert De Niro, producent filmowy Meir Teper i ceniony szef kuchni Nobu Matsuhisa.

W hotel sieci Marriott International zmienić mają się także zabytkowe budynki położone w sercu warszawskiej Starówki. Inwestycja polega na adaptacji historycznych zabudowań Pałacu Branickich i Szaniawskich przy ulicy Miodowej i przekształcenie ich w wyjątkowy obiekt hotelowy marki Autrograph Collection. Hotel, który zaoferuje około 100 pokoi ma zostać otwarty w pierwszej połowie 2021 roku. Znajdą się w nim także powierzchnie konferencyjne, strefa SPA oraz bogata oferta gastronomiczna.

Na Pradze, przy ul. Sierakowskiego remontowana jest z kolei kamienica Karola Juliusza Mintera, w której od 2021 roku działać ma pięciogwiazdkowy obiekt ze 118 pokojami. Inwestorem projektu jest spółka Port Praski, planująca również inne obiekty hotelowe na terenie dawnego portu.

Firma BBI Development, która szykuje się do realizacji w centrum Warszawy spektakularnego wieżowca Roma Tower, zapowiada natomiast otwarcie w nim wysokiej klasy hotelu, który ma być najlepszy w mieście. Wielofunkcyjna wieża, która stanąć ma u zbiegu ulicy Nowogrodzkiej i Emilii Plater, aktualnie jest na etapie projektowania i zmian koncepcji aranżacyjnej.

Hotele w hubach biurowych

Jeden z budynków w kompleksie The Warsaw HUB, który powstaje przy rondzie Daszyńskiego pomieści z kolei 430 pokoi i apartamentów w dwóch hotelach renomowanej sieci hotelarskiej – InterContinental Hotels Group. Pierwszy w Polsce hotel Crowne Plaza, który znajdzie się na terenie tego obiektu zaoferuje 212 pokoi i apartamentów, a hotel Holiday Inn Express udostępni 218 pokoi.

Na pierwszym i drugim piętrze w budynku hotelowym powstaną też modnie urządzone restauracje ze stolikami na około 270 gości. Otwarcie obu hoteli planowane jest w pierwszym kwartale 2020 roku. Kompleks The Warsaw HUB składał sie będzie z trzech budynków wysokościowych połączonych wspólną, pięciokondygnacyjną podstawą, w której znajdą się powierzchnie handlowo-usługowe, konferencyjne i coworkingowe.

Nowe obiekty w różnych dzielnicach miasta

Pod  koniec 2020 roku zapowiadane jest także otwarcie hotelu Best Western Plus, który budowany jest w warszawskiej dzielnicy Wawer, przy ulicy Kosmatki, w sąsiedztwie Trasy Siekierkowskiej i Wału Miedzeszyńskiego. Hotel zapewni 100 pokoi, a także bar, restaurację, klub fitness, salon odnowy biologicznej, zaplecze konferencyjne i strefę co-workingową. W skład kompleksu wejdzie również budynek biurowy o powierzchni około 4 tys. mkw.

W dzielnicy Ursynów planowane jest natomiast otwarcie hotelu Staybridge Suites. Nowy, warszawski obiekt, sprzedawany indywidualnym inwestorom w formule condo, funkcjonujący pod międzynarodową marką hotelową usytuowany będzie u zbiegu ulicy Puławskiej i Pileckiego, niedaleko lotniska Chopina i Toru wyścigów konnych Służewiec. Liczący 193 pokoi hotel ma przyjąć pierwszych gości na początku 2021 roku.

Na 2023 rok zapowiedziane jest też otwarcie w Warszawie hotelu nowej marki Radisson Red. Hotel Radisson Red Warsaw z 267 pokojami zająć ma dolną część wielofunkcyjnego 140-metrowego wieżowca Liberty Tower, który powstanie na stołecznej Woli u zbiegu ulicy Grzybowskiej i Żelaznej. Hotel dysponował będzie restauracją, barem, siłownią oraz przestrzenią przeznaczoną do spotkań i wydarzeń. Budowę wysokościowca, w którym znajdzie się hotel, firma Golub GetHouse planuje rozpocząć w przyszłym roku.

Hotel i świątynia

W centrum miasta, przy ulicy Twardej 6 budowę obiektu hotelowego planuje również Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie. Warunki zabudowy, jakie uzyskała przewidują możliwość budowy hotelu o wysokości 80 metrów obok Synagogi Nożyków, w miejscu XIX-wiecznego Białego Budynku oraz czteropiętrowego biurowca, w którym poza siedzibą gminy i innych organizacji ma mieścić się także druga świątynia.

Grupa Orbis i AccorHotels, która w Warszawie posiada 12 własnych hoteli reprezentujących sześć marek, także planuje nowe otwarcia. Jeszcze w tym roku do portfolio grupy dołączyć ma hotel ibis Styles Warszawa Włochy. A w przyszłym roku przy ulicy Sacharowa na warszawskich Bielanach powstać ma kompleks, w którym znajdą się hotele marki Mercure i ibis, zarządzane przez grupę Orbis.

Pierwszy hotel marki na naszym kontynencie

Niespotykaną dotąd w Europie markę Royal Tulip wprowadza też do Polski Louvre Hotels Group, której portfolio obejmuje ponad 2600 hoteli w 54 krajach. Na jej debiut na naszym kontynencie wybrała Warszawę. Obiekt Royal Tulip Warsaw Apartments funkcjonował będzie w kompleksie Unique Tower, powstającym na warszawskiej bliskiej Woli, przy ulicy Grzybowskiej. Royal Tulip Warsaw Apartments zaoferuje 448 jednostek apartamentowych. Infrastruktura obiektu obejmie również recepcję, restaurację, strefy SPA i fitness oraz centrum biznesowe.

Specjalizujące się w wielofunkcyjnych projektach Echo Investment na działce o powierzchni 6,5 ha przy ulicy Towarowej 22 w centrum Warszawy planuje zaś realizację wielofunkcyjnego kompleksu, który przynieść ma łącznie 230 tys. mkw. powierzchni użytkowej. Na terenie obiektu planowany jest również hotel.

Polska sieć Q Hotel zamierza też otworzyć obiekt hotelowy w Warszawie przy ulicy Nowogrodzkiej, a przy alejach Jerozolimskich 144, w sąsiedztwie Dworca Zachodniego ma zostać otwarty pierwszy w Warszawie hotel marki AC Hotels by Marriott. Znajdzie się w nim 260 pokoi, przestrzeń konferencyjna oraz restauracja i sky bar z panoramicznym widokiem na miasto.

Powszechny Spis Rolny w 2020 roku. Rolnicy nie będą mogli odmówić udzielenia informacji

Powszechny Spis Rolny w 2020 roku. Rolnicy nie będą mogli odmówić udzielenia informacji 1

Między wrześniem a listopadem przyszłego roku Główny Urząd Statystyczny przeprowadzi Powszechny Spis Rolny, który obejmie wszystkie gospodarstwa rolne w kraju. Udział w nim będzie obowiązkowy – rolnicy mogą dokonać samospisu w internecie, ale ci, którzy tego nie zrobią, nie mogą odmówić udzielenia informacji rachmistrzom w bezpośrednich wywiadach. Zebrane dane posłużą do kształtowania krajowej polityki rolnej oraz analizy zmian zachodzących w polskim rolnictwie w latach 2010–2020. Podobne spisy będą przeprowadzone we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

 Spis rolny – podobnie jak spis powszechny – jest realizowany co około 10 lat we wszystkich krajach członkowskich ONZ. Obejmuje swoim zasięgiem wszystkie gospodarstwa rolne w kraju. To bardzo duże i kosztowne badanie, ale i wyjątkowa okazja, żeby pozyskać szczegółowe informacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominik Rozkrut, prezes Głównego Urzędu Statystycznego.

Zgodnie z procedowanym w Sejmie projektem ustawy Powszechny Spis Rolny ma zostać przeprowadzony od 1 września do 30 listopada 2020 roku. Obejmie gospodarstwa rolne prowadzone przez osoby fizyczne, osoby prawne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej. Udział w nim będzie obowiązkowy.

– Rolnik nie może odmówić nam udzielenia odpowiedzi na zadawane pytania. Musi tych odpowiedzi udzielić w taki sposób, żeby dostarczyć nam wiarygodnych i rzetelnych informacji na temat tego, w jaki sposób prowadzi swoje gospodarstwo rolne oraz innych danych dotyczących tego gospodarstwa, np. powierzchni zasiewów, stosowania nawozów, wyposażenia technicznego gospodarstwa czy pogłowia zwierząt. To kwestie, które są istotne z perspektywy kształtowania polityki rolnej kraju – mówi Dominik Rozkrut.

Spis rolny zostanie przeprowadzony w trzech formach. Podstawową jest samospis internetowy za pośrednictwem aplikacji, która będzie dostępna na stronie internetowej Głównego Urzędu Statystycznego. Rachmistrzowie będą też przeprowadzać wywiady telefoniczne i bezpośrednie.

– Spis rolny potrwa trzy miesiące i będzie realizowany jednocześnie na terenie całego kraju. We wszystkich województwach będziemy mieć siatkę rachmistrzów spisowych i odpowiedni aparat organizacyjny, który umożliwi przeprowadzenie wywiadów z rolnikami. W tym samym roku taki spis rolny będzie realizowany również w innych krajach członkowskich Unii Europejskiej. UE w pewnym stopniu harmonizuje sposób przeprowadzania tych wywiadów, żeby uzyskać porównywalne informacje dla krajów członkowskich – mówi Dominik Rozkrut.

Poprzednie spisy rolne w Polsce przeprowadzane były w latach 2002 i 2010. Na prace związane z obecnym zapisano w projekcie ustawy łącznie 243 mln zł w latach 2019–2021, z czego ponad 17 mln zł ma pochodzić z unijnych środków.

– Najważniejszą zmianą w tej edycji jest to, że przykładamy dużą wagę do spisu poprzez internet. Będziemy apelować do rolników, aby wzięli w nim udział poprzez stronę internetową, co ograniczy koszty realizacji i myślę, że jest też dla nich najwygodniejszą formą. Są też takie gospodarstwa, które nie mają łączy internetowych i tutaj będziemy realizować spisy pozostałymi kanałami – mówi Dominik Rozkrut. – Przygotowaliśmy szereg narzędzi na wypadek potrzeby weryfikacji i identyfikacji naszych rachmistrzów. Rolnik, kiedy zapuka do jego drzwi rachmistrz spisowy, może zażądać okazania odpowiedniej legitymacji, która będzie miała powszechnie znany wzór z podpisem dyrektora Urzędu Statystycznego.

W razie dodatkowych wątpliwości GUS uruchomi też specjalną infolinię, poprzez którą będzie można zweryfikować tożsamość rachmistrza i sprawdzić, czy nie ma się do czynienia z oszustem. Wszystkie informacje zebrane w spisie rolnym będą poufne i objęte tajemnicą statystyczną, a ich administratorem będzie prezes GUS. Natomiast zagregowane dane statystyczne zostaną przedstawione w ciągu roku po przeprowadzeniu spisu.

 Jesteśmy zobowiązani, żeby publikacja danych nastąpiła jak najszybciej po okresie realizacji spisu. W przypadku informacji ogólnych, dotyczących m.in. liczby gospodarstw rolnych czy podstawowych cech i struktury gospodarstw, są przewidziane odpowiednie daty. Ale oczywiście te dane będą agregowane dłużej, ponieważ potencjał z nich wynikający jest olbrzymi i będziemy z nich korzystać przez kolejne 10 lat – mówi Dominik Rozkrut.

Celem spisu rolnego jest m.in. zapewnienie informacji dotyczących gospodarstw rolnych. Posłużą one do kształtowania krajowej polityki rolnej oraz analizy zmian, które zaszły w rolnictwie w latach 2010–2020. Ponadto Polska jest zobowiązana dostarczać takie dane m.in. na potrzeby Eurostatu.

– Wyniki spisu z 2010 roku wskazywały na pewne zmiany strukturalne zachodzące w naszym rolnictwie. Ono było tradycyjnie bardzo rozdrobnione – mamy w Polsce przeszło 1,5 mln gospodarstw, większość z nich nie przekracza 5 ha. W ostatnim spisie widać było już pewne tendencje zmierzające do stopniowej koncentracji i specjalizacji gospodarstw rolnych. Pojawiało się coraz więcej dużych gospodarstw, które miały bardzo określoną specjalizację, były bardzo dobrze wyposażone w urządzenia wspomagające produkcję rolniczą. Ciekawe jest, jak te zmiany dalej zachodziły i jaki jest dzisiejszy obraz polskiego rolnictwa. Ten obraz jesteśmy w stanie uzyskać dzięki realizacji Powszechnego Spisu Rolnego – mówi prezes Głównego Urzędu Statystycznego.

Polscy inwestorzy indywidualni niechętnie podejmują ryzyko. Ożywienie na giełdzie i deregulacja mogłyby pobudzić rynek

Polscy inwestorzy indywidualni niechętnie podejmują ryzyko. Ożywienie na giełdzie i deregulacja mogłyby pobudzić rynek 2

Przed polską giełdą szansa na dwa istotne zastrzyki kapitału – w ciągu kilku miesięcy środki z otwartych funduszy emerytalnych przejdą do nowych indywidualnych kont emerytalnych, a pracownicze plany kapitałowe rozwiną swoją działalność. Wielką niewiadomą pozostaje to, jaka część uczestników OFE zdecyduje się przenieść środki do ZUS-u i ilu zatrudnionych zdecyduje się na oszczędzanie w ramach PPK. Od tego zależeć będzie dalszy los warszawskiego parkietu. Działalność inwestorów wspomogłaby także likwidacja nadmiernych regulacji.

Gdy patrzymy na fundusze, które są kierowane do klienta detalicznego, to ten klient nam się bardzo mocno spolaryzował ze względu na pewien stan niepewności dotyczącej gospodarki, rynku i różnych sprzecznych sygnałów, że z jednej strony sytuacja gospodarcza wygląda super, z drugiej strony nie widać reakcji na giełdzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Marcin Dyl, prezes zarządu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami. – Klient dosyć masowo kupuje fundusze najbardziej bezpieczne i w tym zakresie jesteśmy wyjątkiem w Europie, natomiast nie ma apetytu na ryzyko, wobec tego raczej ostrożnie inwestuje w fundusze z zaangażowaniem akcji albo są to jakieś niewielkie transfery.

Z danych Analiz.pl i IZFiA wynika, że na koniec czerwca wartość aktywów funduszy inwestycyjnych wyniosła 250,7 mld zł, o 0,7 proc. więcej niż na koniec maja. Jednak inwestorzy więcej pieniędzy z nich wypłacili niż wpłacili. Całe pierwsze półrocze tego roku zamknęło się wzrostem aktywów o ok. 0,4 mld zł. Najwięcej zyskały fundusze dłużne (+1,8 mld zł) oraz akcyjne i mieszane (po 0,8 mld zł), przy czym do końca maja saldo funduszy akcji było ujemne, bo w samym czerwcu zyskały 0,9 mld zł). Spadły aktywa funduszy aktywów niepublicznych (-2,2 mld zł) oraz absolutnej stopy zwrotu (-1,1 mld zł). Choć więc funduszom akcji ostatecznie udało się po czerwcu wyjść na plus, to do maja pozostawały na minusie, bo w samym tylko poprzednim miesiącu pozyskały więcej pieniędzy (0,9 mld zł) niż w całym półroczu.

Ten rynek będzie miał dwa dosyć duże, istotne impulsy. Pierwszy to start programu PPK i to, w jaki będzie poziom partycypacji, pokaże siłę rynku. To jest oczywiście proces, który będzie trwał przez kilka lat, natomiast sam początek jest bardzo ważny – uważa Marcin Dyl. – Druga rzecz, która ma znaczenie w zakresie odbudowy zaufania na rynku, to jest zamknięcie tematu OFE planowane na początek przyszłego roku. Przekształcenie otwartych funduszy emerytalnych w fundusze inwestycyjne pokaże, jaka część osób zdecyduje się na transfer środków do funduszy, a jaka część wybierze ZUS.

Od lipca br. największe firmy, zatrudniające 250 lub więcej pracowników, mają obowiązek utworzenia pracowniczych planów kapitałowych, w których pracownicy gromadzić będą dodatkowe środki na emeryturę. Jednak obowiązek podpisania umowy o zarządzanie mają do 25 października, a do zawarcia umów w imieniu pracowników – do 12 listopada. Wtedy będzie wiadomo, ilu pracowników największych firm zdecydowało się partycypować w programie. Na razie PKO TFI pochwaliło się, że ma już z klientami 100 pierwszych umów o zarządzanie. Wiadomo też, że PKN Orlen współpracować będzie z PZU TFI.

Okazuje się, że wśród podmiotów, które oferują PPK, rynek będzie zdominowany przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych, wobec tego na nich będzie spoczywał ciężar wdrożenia tych regulacji, kontaktu z klientami, z pracodawcami – mówi prezes IZFiA. – To, ile osób zaufa PPK, jest bardzo istotne. Szacuje się to na poziomie od 40 do 60 proc. Są kraje, w których wprowadzone tego rodzaju reformy, jak Włochy, gdzie poziom uczestnictwa był zdecydowanie niższy, i jak Wielka Brytania czy Nowa Zelandia, gdzie był on zdecydowanie wyższy.

Twórcy PPK zakładają, że do PPK przystąpi połowa zatrudnionych. Jest to program o tyle atrakcyjny, że składka odprowadzana jest nie tylko przez pracownika i pracodawcę, lecz także państwo się dokłada: na początek wpłaca 250 zł, a potem co roku 240 zł. Jednak kluczowy dla powodzenia projektu jest sposób, w jaki zalety uczestnictwa w PPK będą komunikowane i z jakim zaangażowaniem pracodawcy będą edukowali pracowników na ten temat. Dotychczasowe doświadczenia z IKE i IKZE pokazują, że Polacy nie są przekonani o konieczności dodatkowego oszczędzania na emeryturę. Według KNF na koniec roku 2018 rachunki IKE miało 995,65 tys. pracujących, a IKZE – 730,4 tys., tymczasem zatrudnionych jest 16,4 mln osób. Od 2020 roku powstaną tzw. nowe IKE, w które przekształcone zostaną otwarte fundusze emerytalne, które tym samym znikną z polskiego rynku.

Jeżeli chodzi o przekształcenie OFE w fundusze, również ciężar będzie spoczywał na funduszach, bo będziemy mieli nowe fundusze, które będą działały według starych zasad, będą utożsamiały się z rynkiem i będą wykorzystywane relacje, które dotychczasowe TFI wypracowały z klientem – uzasadnia Marcin Dyl.

Podkreśla także, że funduszom w działalności pomogłyby nie tylko zachęty do inwestowania, lecz także maksymalnie liberalny – w granicach pozostawionych przez unijne regulacje – rynek. Polscy prawodawcy mają bowiem tendencję do wprowadzania bardziej rygorystycznych przepisów niż wymaga tego Unia, co utrudnia działalność uczestnikom rynku i do niej zniechęca.

Mamy taką przypadłość, że próbujemy we własnym warsztacie wystrugać własny model, nie patrząc na to, że ktoś inny już coś takiego zbudował i pewne rzeczy ma wystandaryzowane. Tak jest niestety w zakresie regulacji. Mamy zapisane w projekcie Strategii Rynku Kapitałowego, że w ciągu pół roku od jej wejścia w życie zostanie dokonany przegląd tego, co jest nadregulacją, i zostanie to usunięte z naszego reżimu prawnego – tłumaczy prezes IZFiA. – To pokazuje, że to zjawisko jest, jest silne i trzeba z nim walczyć.

Zamówienia publiczne online od 2021 roku. UZP liczy na większe zainteresowanie wykonawców tym rynkiem

Zamówienia publiczne online od 2021 roku. UZP liczy na większe zainteresowanie wykonawców tym rynkiem 3

Od 2021 roku wszystkie zamówienia publiczne będą odbywać się online. Urząd Zamówień Publicznych czeka na decyzję o przyznaniu finansowania z Centrum Projektów Polska Cyfrowa i gdy tylko ją dostanie, ogłosi przetarg na wykonawcę. Z platformy e-Zamówień ma korzystać nawet 35 tys. zamawiających, a jej wdrożenie znacznie uprości i zwiększy przejrzystość zamówień publicznych. Co istotne, platforma ma zacząć działać równolegle z wejściem w życie nowej ustawy Prawo zamówień publicznych, której projekt został w lipcu przyjęty przez rząd.

– Prace nad budową nowej platformy elektronicznych zamówień trwają. Jesteśmy na etapie oczekiwania na pozytywną decyzję o dofinansowaniu naszego projektu z Centrum Projektów Polska Cyfrowa. Przeszliśmy już ocenę formalną, czekamy na wynik oceny merytorycznej. Gdy tylko dostaniemy pozytywną opinię i będziemy mieli zapewnione finansowanie, rozpoczynamy postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego na wyłonienie wykonawcy, który wykona taką platformę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Hubert Nowak, prezes Urzędu Zamówień Publicznych.

Zgodnie z nowelizacją ustawy Prawo zamówień publicznych, która weszła w życie 17 października 2018 roku, obowiązuje elektronizacja zamówień o wartości powyżej progów unijnych. Te stanowią około 20 proc. wszystkich postępowań. W praktyce oznacza to, że komunikacja między zamawiającym a wykonawcami, zwłaszcza składanie ofert i wniosków o dopuszczenie do udziału w postępowaniu, odbywa się za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej.

Zgodnie z harmonogramem Ministerstwa Cyfryzacji pozostałe przetargi miały się odbywać w sieci w 2020 roku, wraz z wdrożeniem platformy e-Zamówień. Proces się jednak opóźni, z uwagi na to, że w marcu tego roku Ministerstwo Cyfryzacji odstąpiło od kontraktu na zaprojektowanie, budowę i wdrożenie z powodu zwłoki wykonawcy w realizacji umowy. Nowy termin wdrożenia platformy to styczeń 2021 roku.

Zgodnie z majową prezentacją Urzędu Zamówień Publicznych całkowita wartość projektu finansowanego z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa ma wynieść nieco ponad 34 mln zł. Resort szacuje, że będzie z niej korzystać nawet 35 tys. podmiotów, które mają status zamawiających.

– Po uruchomieniu elektronicznych zamówień system zmieni się diametralnie. Zupełnie inna będzie filozofia ofertowania i przygotowywania postępowania o zamówienie publiczne. Zarówno dla zamawiających, jak i wykonawców otworzą się szerokie możliwości związane z reużywalnością danych. Otworzą się również szerokie możliwości analityczne, związane z tym, że można będzie m.in. śledzić dane, filtrować je, monitorować trendy związane z poszczególnymi sektorami, miastami, dziedzinami. Tego nam w tym momencie brakuje – mówi prezes UZP. – Pojawi się możliwość budowania odpowiednich strategii, z jednej strony strategii zakupowych przez zamawiających, a z drugiej strony strategii salesowych dla wykonawców.

Jak podkreśla, elektronizacja wszystkich zamówień publicznych ma uprościć system zarówno dla zamawiających, jak i wykonawców. Obecnie część zamówień odbywa się w formie papierowej, a część w elektronicznej. Według resortu postępowania online będą też bardziej przejrzyste i konkurencyjne, dzięki czemu ma w nich startować więcej podmiotów. W 2018 roku na jedno postępowanie przypadało średnio raptem 2,19 oferty.

– Elektronizacja będzie wiązała się z dużymi ułatwieniami, brakiem konieczności fizycznego zaangażowania, przywożenia i składania ofert, przekazywania ich dalej. To wszystko wpłynie na szybkość postępowań, ale mam nadzieję, że również zwiększy zainteresowanie wykonawców udziałem w rynku zamówień publicznych – podkreśla Hubert Nowak.

Rynek zamówień publicznych w 2018 roku był wart w Polsce 202 mld zł. Jego wartość dynamicznie rośnie – jeszcze w 2017 roku wynosiła ok. 163 mld zł.

Przybywa pszczół w miastach. Produkują bardziej oryginalny i czystszy miód niż na terenach rolniczych

Przybywa pszczół w miastach. Produkują bardziej oryginalny i czystszy miód niż na terenach rolniczych 4

Od kilku lat pszczelarstwo staje się modnym hobby, a ule coraz częściej pojawiają się w miastach. W Paryżu, Londynie czy Berlinie stoi po 4–5 tys. uli. Szacuje się, że Warszawa ma ich na razie kilkaset, ale z każdym rokiem ich liczba rośnie. Na ich postawienie decyduje się coraz więcej firm, m.in. DHL Parcel Polska. Przy warszawskiej siedzibie stanęło 5 uli z 250 tys. pszczół. Eksperci wskazują, że pszczoły w miastach są zdrowsze, produkują więcej miodu i co więcej jest on mniej zanieczyszczony niż na terenach rolniczych. Poza tym tylko w miastach możliwa jest produkcja miodu winobluszczowego czy kasztanowcowego.

– Pszczelarstwo miejskie powstało jako odpowiedź na fakt, że środowisko na wsiach jest dziś bardziej zanieczyszczone chemią i opryskami niż jeszcze 100 lat temu. Okazało się, że pszczoły radzą sobie w mieście całkiem nieźle i ten trend rozwija się od lat 80. Zaobserwowano, że miejskie pszczoły przynoszą nawet więcej miodu, są zdrowsze i nie chorują, bo przede wszystkim nie są podtruwane opryskami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kamil Baj, pszczelarz, założyciel Pszczelarium.

Szacuje się, że w samej Warszawie na dachach budynków znajduje się kilkaset uli. Badania przeprowadzone wspólnie z Wydziałem Chemii Uniwersytetu Warszawskiego pokazały, że miejskie pszczoły mają na sobie o wiele mniej pestycydów i zanieczyszczeń i są potencjalnie zdrowsze niż te żyjące na wsi.

 Pszczoły w miastach to wartość edukacyjna. Ludzie dowiadują się, że pszczół wcale nie trzeba się panicznie bać i że mogą żyć bardzo blisko człowieka. Dzięki temu w miastach, które do tej pory były niedopszczelone, rośliny mogą się teraz skutecznie zapylić i wysiać nasiona, a nawet wydać lepsze plony. Dlatego działkowcy powinni być zadowoleni, że od kilku lat w mieście pojawia się coraz więcej pszczół. Poza tym, miejskie pszczoły produkują niesamowity miód, np. winobluszczowy, kasztanowcowy czy głogowy. Takie gatunki miodu można pozyskać tylko w miastach, gdzie rośnie duża liczba tych roślin nektarujących – mówi Kamil Baj.

Wbrew powszechnym obawom nie ma też żadnych obaw o czystość produkowanego przez żyjące w miastach pszczoły miodu. Hodowcy podkreślają, że może on być nawet zdrowszy, ponieważ największym wrogiem pszczół są środki ochrony roślin, dość powszechnie stosowane na wsiach.

 We wszystkich badaniach, które robiliśmy my i inni pszczelarze, zawsze miód miejski wychodził niesamowicie czysty i nie było tam zanieczyszczeń powstających ze smogu, czyli pyłów, węglowodorów, metali ciężkich. Dlaczego ich nie ma? Latem poziom smogu jest dosyć niski, zapylenie z transportu też ma dość niskie natężenie, a pszczoły – ponieważ żyją krótko, 5–6 tygodni – nie akumulują tych zanieczyszczeń. Kwiat nektaruje na tyle krótko, 1–2 tygodnie, że też nie akumuluje tych zanieczyszczeń – wyjaśnia Kamil Baj.

Jak podkreśla, pszczołom w mieście nie przeszkadza ani hałas, ani wysokość, bo pasieki często zlokalizowane głównie na dachach kilkunastopiętrowych biurowców. Pszczelarstwo miejskie jest jednak trudniejsze – wymaga od hodowcy większej wiedzy i większej staranności.

 Od lat 80. miasta takie jak Paryż, Londyn czy Berlin miały wielu pszczelarzy i tam obecnie jest po 4–5 tys. uli. Z kolei w Warszawie Pszczelarium zaczęło stawiać pierwsze ule w 2014 roku. Od tego czasu mamy ich już około 120 w różnych pasiekach oraz około 80 w innych miastach. Jedna z pasiek jest zlokalizowana m.in. w siedzibie DHL Parcel – mówi Kamil Baj.

– Na razie postawiliśmy 5 uli. Łącznie jest w nich około 250 tys. pszczół. Na lokalizację wybraliśmy nasze biuro w Warszawie, ponieważ jesteśmy usytuowani na obrzeżach miasta, w okolicy jest dużo zieleni – mówi Magdalena Bugajło, dyrektor ds. komunikacji i PR w DHL Parcel Polska. –Zdecydowaliśmy się na pszczoły, ponieważ wspierają ekosystem i mają dobroczynny wpływ na środowisko naturalne, a jako firma zajmująca się głównie transportem czujemy, że jest to w obrębie naszej odpowiedzialności. Dodatkowo jest to inicjatywa, która integruje pracowników. Mamy w planach warsztaty, które pokażą, w jaki sposób funkcjonują pszczoły i ul.

Miejskie pasieki nie tylko chronią pszczoły, lecz także ograniczają zanieczyszczenie powietrza i pomagają okolicznej zieleni. Jak podkreśla Magdalena Bugajło, dobroczynny wpływ pszczół jest ważny również z perspektywy strategii „Misja 2050: Zero Emisji!”, która przewiduje, że do 2050 roku DHL ograniczy emisję dwutlenku węgla w swoich procesach logistycznych do zera. Firma nie wyklucza, że w przyszłości rozszerzy swoją pszczelarską działalność na inne miasta.

Według danych z Inspekcji Weterynaryjnej w 2018 roku w Polsce było około 1,63 mln rodzin pszczelich. Ich liczba zwiększyła się o ok. 5,2 proc. względem poprzedniego roku. Najwięcej, bo ok. 12 proc. ogółu rodzin pszczelich, znajduje się na terenie województwa lubelskiego. Według danych KOWR blisko 1,35 mln pni pszczelich jest w posiadaniu pszczelarzy należących do organizacji pszczelarskich. W sumie należy do nich obecnie 47,25 tys. producentów (raport „Sektor pszczelarski w Polsce w 2018 roku” Instytutu Ogrodnictwa).

Polski rynek ślubny prężnie się rozwija. Obecnie jest wart blisko 10 mld zł

0

Polski rynek ślubny prężnie się rozwija. Obecnie jest wart blisko 10 mld zł 5

Na organizację wesela Polacy wydają coraz więcej – w ciągu ostatniej dekady wydatki te wzrosły o blisko 30 proc. Obecnie średni koszt organizacji przyjęcia na 100 osób to 50–80 tys. zł – wynika z obserwacji Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych. Zdaniem jego ekspertów wartość rynku ślubnego dawno przekroczyła 5 mld zł i zbliża się do 10 mld. Debiutuje na nim coraz więcej firm, które chcą skorzystać na tym dynamicznym rozwoju branży. Zapotrzebowanie na usługi jest tak duże, że mimo ogromnej konkurencji każdy znajdzie na rynku miejsce dla siebie – podkreślają przedstawiciele PSKŚ.

Mimo kryzysu instytucji małżeństwa, w Polsce, według danych GUS, co roku odbywa się blisko 200 tys. ślubów, przy czym od czterech lat liczba nowo zawieranych małżeństw wyraźnie wzrasta. Młode pary chętniej wydają też pieniądze na organizację wesela, dzięki czemu sektor ślubny rozwija się coraz bardziej dynamicznie. Zgodnie z informacjami Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych obecnie wartość tego rynku szacowana jest na blisko 10 mld zł.

 Jeśli porównamy branżę ślubną w Polsce dziesięć lat temu i dzisiaj, jest to ogromny skok rozwojowy. Zakładamy, że kolejne lata przyniosą dalszy rozwój, wiele fajnych inspiracji dla branży i wzrost jakości usług – mówi agencji informacyjnej Newseria Ewa Wardęga-Sawicka, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych.

Polacy wydają coraz więcej na organizację przyjęcia weselnego. Jak wynika z danych Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych na przestrzeni ostatnich 10 lat budżet weselny zwiększył się o 20–30 proc. Przyjęcie na 100 osób kosztuje nowożeńców ok. 5080 tys. zł. Wzrost wydatków wynika po części z rosnących cen usług, po części natomiast z faktu, że młode pary przywiązują coraz większą uwagę m.in. do oprawy wizualnej wesela – zamiast ograniczać się do darmowych dekoracji oferowanych przez właścicieli sali, zatrudniają profesjonalnych dekoratorów.

– Kiedyś niewiele osób zwracało na to uwagę i przeznaczało na to jakikolwiek budżet, raczej było to minimum, natomiast w tej chwili są to wydatki od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy – mówi Ewa Wardęga-Sawicka.

Rynek ślubny wciąż nie jest całkowicie nasycony, a rosnąca liczba ślubów zwiększa popyt na podwykonawców i dostawców poszczególnych usług – od wedding plannerów do firm dostarczających dekoracje weselne. Co roku debiutują na rynku nowe firmy, wciąż też jest miejsce dla kolejnych, zwłaszcza tych oferujących najwyższy standard usług. Przy tak prężnym rozwoju i dobrych prognozach na przyszłość wejście do tego sektora może więc stanowić dobry plan na rozwój biznesu.

Na pewno jest ogromna konkurencja, szczególnie w dużych miastach. Natomiast musimy pamiętać, że przy tej liczbie ślubów cały czas jest miejsce dla nowych firm. Mimo dużej konkurencji wszyscy znajdują bez problemu pracę dla siebie – mówi Ewa Wardęga-Sawicka.

Ze względu na warunki klimatyczne w Polsce rynek ślubny wciąż jest rynkiem sezonowym, przy czym sezon trwa od kwietnia do października. Większość par decyduje się na ślub wiosną i latem, głównie ze względu na możliwość zorganizowania wesela w plenerze i szansę na ciekawsze sesje ślubne na łonie natury. Eksperci zauważają jednak rosnącą tendencję organizowania ślubów również zimą – w tym czasie zdecydowanie łatwiej o wolny termin.

– Wtedy branża ślubna ma niejako martwy sezon, więc możemy się spodziewać niższych cen poszczególnych usług. Zachęcam pary młode, aby decydować się na śluby zimowe, jesienne czy też wczesnowiosenne. Muszę przyznać, że są to naprawdę przepiękne śluby – mówi Ewa Wardęga-Sawicka.

Usługi przyszłości opierać się będą na sztucznej inteligencji. Klienci i pracownicy muszą się przygotować na nadchodzący postęp technologiczny

Usługi przyszłości opierać się będą na sztucznej inteligencji. Klienci i pracownicy muszą się przygotować na nadchodzący postęp technologiczny 6

Rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji już dziś mogą przewidywać niebezpieczne zachowania u kierowców oraz prognozować ryzyko epidemiologiczne. Wirtualni doradcy coraz częściej przejmują kontakt telefoniczny z klientem. Następujące zmiany technologiczne wymuszą na przedsiębiorcach konieczność ich wdrożeń. Eksperci jednak przekonują, że sztuczna inteligencja wywrze na rynku pracy nie niszczący, lecz stymulujący wpływ. Powstaną bowiem nowe stanowiska pracy.

– Klienci przyszłości to wszystkie osoby, które poszukują użytecznych usług. Usługi przyszłości z kolei z natury zawierać będą pewien element cyfrowy. Dlatego wszyscy staniemy się konsumentami i producentami hybrydowych produktów i usług wykorzystujących sztuczną inteligencję, dane, wirtualną rzeczywistość, rozszerzoną rzeczywistość i inne cyfrowe technologie. Będzie to dla nas zupełnie naturalne, szczególnie dla młodszych pokoleń – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ayesha Khanna, dyrektor generalny i współzałożycielka ADDO AI.

Rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji pozwolą firmom przede wszystkim wypracować znaczne oszczędności. Centra obsługi klientów są obecnie postrzegane jako jedne z największych generatorów kosztów. Najnowszą technologią pozwalającą je obniżać są wirtualni agenci. To zautomatyzowane systemy, wyszkolone na transkrypcjach usług, które mogą wykorzystywać sztuczną inteligencję do rozpoznawania i odpowiadania na żądania klientów przez telefon lub czat. Najbardziej znaczące korzyści z wirtualnej obsługi klienta wynikają jednak z poprawy jakości obsługi.

– Każda firma, o ile zależy jej na utrzymaniu konkurencyjnej pozycji na rynku, musi inwestować w rozwiązania sztucznej inteligencji. Chcąc podnieść jakość obsługi klienta, lepiej rozumieć jego potrzeby i prezentować swoje produkty jako atrakcyjne i użyteczne, musimy korzystać z danych, a właśnie sztuczna inteligencja umożliwia ich analizę. Jest to również konieczne dla obsługi klienta, bo automatyzacja wspierana przez sztuczną inteligencję usprawnia i przyspiesza procedury w tym zakresie – przekonuje Ayesha Khanna.

ADDO AI zbudowało dla jednego z największych dostawców ubezpieczeń w Azji prototypową platformę, która identyfikowała ryzykowne zachowania kierowców w starszym wieku. Wykorzystując kombinację danych z kamer samochodowych, telematyki z diagnostyki pokładowej (OBD) oraz informacji o ruchu drogowym i pogodzie model został przeszkolony tak, aby identyfikować i przewidywać, kiedy starsi kierowcy zaczynają jeździć w ryzykowny sposób. Dzięki temu system mógł doradzić im, by się zatrzymali. Pilot wykorzystał różne techniki sztucznej inteligencji, w tym głębokie uczenie maszynowe i splotowe sieci neuronowe.

Firma pracowała też nad systemem nadzoru epidemiologicznego w indyjskiej prowincji Pendżab. Wiązało się to z gromadzeniem i analizowaniem informacji w czasie rzeczywistym, takich jak dane pogodowe z Departamentu Meteorologicznego, dane o epidemii choroby z Departamentu Zdrowia oraz dane dotyczące opieki zdrowotnej ze szpitali. Dzięki temu zostały opracowane wzorce przewidywania, w których podkreślono wpływ różnych zmiennych na stan zdrowia.

Ważnym aspektem związanym z implementacją sztucznej inteligencji w różnych branżach jest potrzeba przemodelowania rynku pracy.

– Sztuczna inteligencja i robotyka przyniosą nieuchronne zmiany w większości zawodów. Powinniśmy wspierać ludzi, których stanowiska pracy zostaną wyparte. Zapewniać im odpowiednie środki i czas, aby mogli się dostosować do zmian. Sądzę, że w miejsce starych zawodów powstanie szereg nowych. Jednocześnie wszystkie państwa powinny podjąć działania, by wspierać ludzi w tym przełomowym okresie, aby nie utracili dochodów, pewności twórczej i własnej tożsamości – apeluje ekspertka.

Analitycy Gartnera przewidują, że do 2022 roku jedna piąta kontaktów z klientami będzie obsługiwana przez wirtualnych doradców. Znacznie więcej, bo 70 proc. tych interakcji, zostanie zrealizowanych przy wsparciu sztucznej inteligencji.

Pierwszy smartfon 5G trafia do sprzedaży w Polsce. Wciąż jednak brakuje infrastruktury, a na nowe, innowacyjne usługi potrzebne jest większe wsparcie rządu

Pierwszy smartfon 5G trafia do sprzedaży w Polsce. Wciąż jednak brakuje infrastruktury, a na nowe, innowacyjne usługi potrzebne jest większe wsparcie rządu 7

5G to już teraźniejszość. Do sprzedaży trafia właśnie pierwszy smartfon z obsługą sieci nowej generacji.  Budowana jest także infrastruktura, która pozwoli wykorzystać możliwości 5G. Wdrożenia nowej technologii pozwolą na rozwój szeregu usług mobilnych, także z zakresu służby zdrowia. Już dziś, m.in. w Chinach na telemedycynę otwiera się coraz więcej placówek, również szpitalnych. Polska sieć 5G, zdaniem specjalistów, potrzebuje jednak dużo większego wsparcia w opracowywaniu innowacyjnych inicjatyw niż obecnie zakłada rząd.

Rozwój sieci 5G może mieć wpływ na rozwój wielu branż. Superszybki internet pozwoli na znaczną popularyzację multimediów tworzonych w jakości 4K, 8K oraz 360 stopni. Dzięki dużo większej przepustowości filmy w tej technologii będzie można oglądać wygodnie w streamingu, np. za pośrednictwem smartfona. Pierwszy krok wykonało chińskie Huawei. Zaprezentowany już w Polsce model Mate 20 X (5G) obsługuje sieć nowej generacji, choć wciąż nie ma infrastruktury, która zapewnia łączność 5G. Obecnie rozwiązania te są testowane przez operatorów sieci komórkowych.

– 5G ma szansę stać się wehikułem rozwoju nowych, innowacyjnych usług i będą to usługi, które rozwijać się będą w bardzo różnych obszarach. Począwszy od mediów i rozrywki, poprzez samochody autonomiczne, a skończywszy na nowoczesnych usługach telemedycyny, e-zdrowia – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksandra Musielak, ekspert ds. rynku cyfrowego i telekomunikacyjnego w Konfederacji Lewiatan.

Z badania ankietowego przeprowadzonego wśród lekarzy z Korei Południowej przez branżowy portal Intermd wynika, że 68 proc. z nich uważa, że rozwój sieci 5G zmieni oblicze telemedycyny. Lekarze kojarzyli ją natomiast najczęściej z konsultacjami wideo (58 proc.). Co ciekawe, aż 61,4 proc. z nich było przeciwnych idei wykorzystywania technologii informacyjnej do zapewnienia opieki zdrowotnej na odległość.

Tymczasem w Chinach szpitale zachęcane są przez rząd do poszerzania wachlarza usług online, takich jak konsultacje czy analiza wyników badań. Działający w Pekinie China-Japan Friendship Hospital buduje swoją wersję online. Diagnozowane za jej pośrednictwem są niektóre choroby, można także wydawać e-recepty. Wiele chińskich szpitali ma też swoje aplikacje mobilne, dzięki którym pacjenci mogą zarejestrować się na spotkanie online. Jednocześnie  opracowano platformy do łączenia zasobów z różnych szpitali w celu jeszcze większego usprawnienia wizyt.

Aby w Polsce innowacyjne usługi mogły się rozwijać w dynamicznym tempie potrzebne są znacznie większe środki. Rządowa strategia wdrożenia 5G w Polsce zakłada zapewnienie Ministerstwu Cyfryzacji finansowania rozwiązań systemowych oraz prawnych do 2023 roku. Szacunkowa kwota, jaka zostanie przeznaczona na ten cel to 10-15 mln złotych.

– Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Polska Fundacja Rozwoju przeznaczają środki budżetowe, ale także unijne na uruchomienie nowych, innowacyjnych usług. Proponujemy, żeby te środki zostały zwiększone dwukrotnie – postuluje Aleksandra Musielak.

Zgodnie z danymi zawartymi w Ericsson Mobility Report z sieci 5G do 2022 r. będzie korzystać 540 mln użytkowników. Dominującymi regionami staną się Ameryka Północna i Azja Wschodnia.

Innowacyjność, etyka i zaufanie – aż 80% klientów jest lojalna wobec firm o dobrej reputacji

Firma Salesforce trzeci rok z rzędu przeprowadziła międzynarodowe badanie klientów, ujmując jego wyniki w raporcie „State of the Connected Customer”. Z tegorocznych analiz rynku wynika, że klienci oczekują od firm większej personalizacji w kontakcie, innowacyjnych i wielokanałowych standardów obsługi, a jednocześnie doceniają firmy aktywne społecznie – takie, które prowadzą działania na rzecz lokalnych społeczności, ochrony środowiska czy zrównoważonego rozwoju.

Z ostatniego badania Salesforce wynika, że 56% klientów widzi konieczność zmiany podejścia firm do angażowania ich w proces zakupowy. Ludzie oczekują personalizacji, spójnego przekazu we wszystkich kanałach kontaktu, ochrony danych osobowych i innowacyjności. Przyglądają się także postawom etycznym firm. Aż 80% klientów jest lojalna wobec firm o dobrej reputacji.

Potrzeba zmiany podejścia do klienta

Oczekiwania, preferencje i gusta klientów powodują, że przedsiębiorstwa coraz częściej stają wobec konieczności reorganizacji strategii zarządzania pozytywnymi doświadczeniami klientów (Customer Experience – CX). W procesie tym należy brać pod uwagę następujące kwestie:

  • Innowacyjność w angażowaniu klientów nie może opierać się głównie na danych ilościowych pochodzących z transakcji zawartych w przeszłości. Klienci wymagają dziś podejścia bardziej indywidualnego, które wynika z kontekstu danej chwili i to niezależnie od sposobu, w jaki klient wchodzi w interakcję z firmą. Co ważne dla przedsiębiorstw, niemal trzy czwarte (73%) klientów, którzy doświadczyli choć raz wysokiej jakości obsługi (standardy Customer Experience), oczekują tego od każdej firmy. To oznacza, że poprzeczka na tym polu ciągle idzie w górę.
  • Wymagania klientów co do poziomu ich obsługi zmuszają przedsiębiorstwa do przyspieszonej cyfryzacji i sięgania po nowe technologie, głównie sztuczną inteligencję (AI) i Internet Rzeczy (IoT) – w celu zwiększenia efektywniejszych interakcji z kupującymi. Aż 75% badanych konsumentów jest skłonnych zapłacić więcej, gdy produkt lub usługa jest bardziej innowacyjna, ale także gdy towarzyszące zakupom doświadczenia są bardziej pozytywne.
  • Zaufanie do firm staje się coraz większą wartością, ale ponad połowa klientów (54%) uważa, że obecnie jest je trudniej zdobyć niż kiedyś. Obecnie zaufanie buduje nie tylko polityka bezpieczeństwa danych, ale także uczciwość (82% wskazań), przejrzystość w działaniach i komunikacji (70%), autentyczność (61%) i etyka w działaniu (64%).
  • Wartości korporacyjne (rozumiane jako działania na rzecz równości praw i zrównoważonego rozwoju, a także filantropia) pobudzają do decyzji o zakupach. Aż 73% klientów twierdzi, że etyka w działaniu ma dziś większe znaczenie niż przed rokiem.

Oczekiwania klientów są wyższe niż to, co firmy rzeczywiście zapewniają

Dla 84% klientów doświadczenia jakich dostarcza firma podczas zakupów są tak samo ważne jak jej produkty i usługi. Działania firm ukierunkowane na szerokie segmenty klientów powoli odchodzą w przeszłość, gdyż dziś liczy się indywidualne traktowanie. Większość konsumentów i klientów biznesowych wykorzystuje do kontaktu różne metody w zależności od sytuacji i kontekstu. Co więcej, prawie dwie trzecie (64%) używa różnych urządzeń w ramach załatwiania jednej sprawy.

Aż 40% klientów nie dokona zakupu, jeśli nie będzie mogło skorzystać z preferowanych sposobów komunikacji z firmą. Klienci oczekują od firm, że ich przedstawiciele mają dysponować spójnymi informacjami pozwalającymi na przeprowadzenie spersonalizowanej obsługi niezależnie od formy kontaktu. Dla firm to niełatwe wyzwanie, ponieważ przeciętnie w przedsiębiorstwach tylko 29% wykorzystywanych aplikacji, rozwiązań i systemów jest ze sobą zintegrowanych. Stąd wynika bardzo wyraźna luka pomiędzy życzeniami klientów a rzeczywistością: 73% respondentów chciałoby, aby firmy rozumiały ich potrzeby, ale tylko 51% uważa, że tak się faktycznie dzieje. Ta luka jest szansą dla firm, które chcą zdobyć przewagę konkurencyjną.

Klient oczekuje innowacyjności

Najmocniejsze marki rywalizują o zapewnienie najwyższej jakości obsługi klienta, aby nie oddać pola konkurencji. Klienci oczekują, że firmy będą częściej dostarczać innowacyjne produkty i usługi (67% w stosunku do 63% w 2018 r.).Innowacyjność ma szczególne znaczenie dla nabywców biznesowych, których zakupy mogą mieć wpływ na konkurencyjność ich przedsiębiorstw. 70% nabywców B2B zapłaci więcej za produkty wyróżniające ich na rynku, ale także za lepsze Customer Experience. Poprawę doświadczeń zakupowych zapewniają m.in. technologie, w tym sztuczna inteligencja. Najczęstsze obecnie zastosowanie AI to technologia głosowa, z której na co dzień korzysta już 27% respondentów. Kolejna technologia to Internet Rzeczy – 77% klientów uważa, że podłączone do Internetu urządzenia ułatwiają im życie.

Zaufanie coraz ważniejsze

Już w zeszłorocznym raporcie widoczny był narastający kryzys zaufania wobec firm wynikający z wątpliwych praktyk biznesowych dotyczących przetwarzania danych osobowych. Według 73% respondentów zaufanie do firm ma większe znaczenie niż przed rokiem, ale według 54% dziś trudniej je zdobyć. 89% klientów jest lojalnych wobec marek, którym ufają. Jednym z probierzy zaufania jest sposób wykorzystywania danych przez firmy. Te które mają jasno określają strategię w tym zakresie łatwiej zdobywają zaufanie swoich klientów, spośród których 70% deklaruje lojalność. Niestety znaczna część (63%) klientów uważa, że dotyczące ich informacje nie są wykorzystywane w sposób przejrzysty, a 46% sądzi, że wręcz utraciło kontrolę nad własnymi danymi. Do zwiększenia transparentności w wykorzystywaniu danych zachęca dziś nie tylko zwalczenie obaw klientów, ale także lepsze dostosowanie się do rozporządzenia Unii Europejskiej o ochronie danych osobowych (RODO).

Etyka biznesu – istotny wyróżnik

Zasady, którymi kieruje się firma w swoim codziennym działaniu, stają się czynnikiem mającym wpływ na zakupy. Aż 73% klientów twierdzi, że etyka ma obecnie większe znaczenie niż rok temu i odmawia zakupu od firmy, jeśli ta postępuje nieetycznie. Technologia i etyka są ze sobą powiązane. Ponad połowa klientów obawia się o zachowanie zasad równości w miarę postępu technologicznego (np. w dostępie do pracy). Trzy czwarte respondentów uważa, że przedsiębiorstwa są odpowiedzialne za zapewnienie pracownikom takich samych możliwości w gospodarce cyfrowej poprzez przygotowanie ich do nowych zadań i zmian w sposobie wykonywania pracy. Ankietowani oczekują również działań na rzecz lokalnych społeczności, a 77% chętnie widziałaby działania na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych. Co ciekawe, najmłodsze pokolenie najczęściej unika firm, które stawiają na pierwszym miejscu krótkoterminowe zyski a nie dobro planety.

Jak poszczególne branże traktują klientów?

Branże rozwijają się w różnym tempie. Niektóre ze względu na mniej restrykcyjne regulacje i inne czynniki są w stanie szybciej dostosować się do zmieniających się oczekiwań klientów w zakresie budowania ich zaangażowania. Sektor technologiczny uznawany jest za zapewniający najlepsze Customer Experience. Turystyka, transport i hotelarstwo, których deklarowanym celem jest zapewnienie komfortu klientom, również otrzymują wysokie noty, podobnie jak handel detaliczny. O klientów nie za bardzo dba administracja publiczna, co wynika z jej niedofinansowania. Inna ściśle regulowana branża – opieka zdrowotna – otrzymała w raporcie mieszane recenzje, z niemal takim samym udziałem klientów określających ją jako jedną z branż zapewniających najlepsze CX oraz nazywających ją jedną z najgorszych pod tym względem.

Główne wnioski z raportu:

  • 84% klientów twierdzi, że sposób w jaki firma dostarcza i utrzymuje z nimi relacje w procesie zakupowym jest tak samo ważny, jak jej produkty i usługi (zmiana z 80% w 2018 roku);
  • 54% respondentów uważa, że firmy powinny zmienić sposób angażowania się w kontakty z klientami – 71% chce, żeby marki komunikowały się w czasie rzeczywistym, a 66% oczekuje takich samych doświadczeń we wszystkich kanałach kontaktu;
  • według 73% ankietowanych jedno pozytywne doświadczenie w trakcie kontaktu z firmą powoduje wzrost wymagań wobec innych marek;
  • 62% klientów jest otwartych na wykorzystanie sztucznej inteligencji w celu poprawy Customer Experience (59% w 2018 roku);
  • 88% wierzy, że firmy w sposób odpowiedzialny stosują technologie, takie jak AI i IoT;
  • dla 73% klientów zaufanie ma większe znaczenie niż przed rokiem;
  • 46% klientów uważa, że straciło kontrolę nad własnymi danymi osobowymi. W ich opinii wynika to z braku przejrzystości w sposobie wykorzystywania danych przez firmy (63% wskazań).

Informacje o raporcie „State of the Connected Customer”

Dane zawarte w raporcie pochodzą z badania przeprowadzonego w kwietniu 2019 r. wśród 8022 respondentów (nie ograniczonych do użytkowników technologii Salesforce) z Francji, Hiszpanii, Irlandii, Niemiec, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Włoch, Australii i Nowej Zelandii, Hongkongu, Indii, Japonii, Singapuru, Tajlandii, Kanady i Stanów Zjednoczonych.

Badanie objęło trzy grupy respondentów:

  • konsumentów,
  • nabywców biznesowych – kupujących w imieniu swoich pracodawców;
  • klientów – reprezentujących łącznie obie grupy.

Ankietowane osoby reprezentowały trzy pokolenia klientów:

  • Millenialsów – urodzonych w latach 1981-2000;
  • Pokolenie X – urodzonych w latach 1965-1980;
  • Pokolenie Baby Boomers – urodzonych przed 1965.

Branżowy ranking Customer Experience – najlepsze doświadczenia klientów w kontaktach z firmami z określonych branż (respondenci zostali poproszeni o wymienienie trzech najlepszych i trzech najgorszych branż według własnego doświadczenia wyniesionego z interakcji z nimi)

Branża Najwyższe miejsce
w ocenie CX
Najniższe miejsca w ocenie CX
technologia 45% 8%
podróże, transport, turystyka 35% 17%
handel 34% 16%
dobra konsumpcyjne 33% 15%
opieka zdrowotna 29% 30%
organizacje non-profit 22% 18%
usługi finansowe 22% 39%
edukacja 21% 23%
media i komunikacja 21% 33%
przemysł 15% 19%
motoryzacja 14% 21%
administracja publiczna 9% 60%

Kanały kontaktu z firmami preferowane przez klientów w zależności od pokolenia

Sposób kontaktu: Średnio
wszyscy
Baby Boomers Pokolenie X Millenialsi
e-mail 64% 62% 65% 64%
kontakt osobisty 59% 62% 59% 56%
telefon 56% 58% 57% 53%
chat online / wsparcie na żywo 45% 28% 45% 55%
aplikacja mobilna 43% 24% 42% 56%
portal internetowy 45% 29% 44% 50%
bazy wiedzy online 41% 29% 41% 49%
komunikator (np. WhatsApp, Facebook Messenger) 37% 21% 36% 48%
inne formy online 36% 28% 38% 40%
media społecznościowe 32% 15% 30% 45%
SMS 31% 25% 30% 35%
społeczności online 30% 16% 29% 39%
asystenci głosowi (np. Siri, Alexa) 22% 13% 22% 28%

HAWE TELEKOM wprowadza ofertę z zakresu Smart City. Spółka liczy na wzrost przychodów

HAWE TELEKOM wprowadza na rynek ofertę z zakresu rozwiązań Smart City. Spółka zbudowała w tym celu dedykowane centrum kompetencyjne. W opinii Zarządu HAWE TELEKOM nowa oferta handlowa pozwoli na zwiększenie przychodów i rozwój kompetencji.  Spółka bazując na posiadanej sieci światłowodowej, zaproponuje swoim klientom i partnerom, także lokalnym, nowe usługi bazujące na rozwiązaniach Smart City. Szefem nowego centrum kompetencyjnego został Jarosław Staręga, który od wielu lat realizuje projekty z zakresu Smart City, a także posiada wykształcenie i wiedzę zdobytą przy realizacji projektów telekomunikacyjnych. HAWE TELEKOM planuje pozyskanie pierwszych kontraktów w perspektywie 6 miesięcy.

HAWE TELEKOM kieruje swoją ofertę zarówno do jednostek samorządowych jak i instytucji publicznych oraz sektora prywatnego.  Spółka planuje brać udział w projektach dotyczących między innymi  budowy sieci szerokopasmowych dla obszarów miejskich obejmujących wykorzystanie łączy światłowodowych a także punktów dostępowych publicznego WiFi, IoT, które docelowo będą wykorzystane w budowie sieci 5G w Polsce. Oferta obejmuje także projektowanie, dostawę oraz instalację nowoczesnych systemów nadzoru wizyjnego w obszarach miejskich, dużych terenach gospodarczych np. galeriach handlowych, dostarczanie systemów inteligentnego oświetlenia miejskiego, systemów sterowania ruchem drogowym oraz  zarządzania transportem publicznym.

Dominik Drozdowski, wiceprezes zarządu HAWE Telekom Sp. z o.o.
Dominik Drozdowski, wiceprezes zarządu HAWE Telekom

Smart City jest obecnie jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków rozwiązań i usług. W dobie zanieczyszczenia środowiska, zwiększającego się ciągle ruchu pojazdów oraz zwiększania się liczby ludności zamieszkującej w miastach, nowoczesne technologie będą nieodzownym elementem mającym na celu poprawę jakości życia w miastach. Wprowadzenie oferty Smart City to z jednej strony sposób na zwiększenie przychodów spółki, a z drugiej – na dynamiczny rozwój technologiczny. Bazując na naszej sieci światłowodowej możemy zaproponować naszym klientom i partnerom, także tym lokalnym, nowe usługi. Jednym z wielu  atutów naszej propozycji jest długoletnie doświadczenie i unikalne kompetencje osób tworzących ten dział (Projekty ITS Lublin, ITS Legnica, utrzymanie ITS Tristar w Trójmieście i inne). Planujemy pozyskanie pierwszych kontraktów w perspektywie 6 najbliższych miesięcy.”- komentuje Dominik Drozdowski, wiceprezes HAWE TELEKOM.

Dlaczego HAWE TELEKOM i Smart City ? Odpowiedź jest prosta, ponieważ Smart City nie może funkcjonować bez sieci, komunikacji, telekomunikacji. Wszystkie systemy, które będą przez nas tworzone w większym lub mniejszym stopniu potrzebują sieci do komunikacji, wymiany informacji, przesyłania danych między sobą lub systemem nadrzędnym/centralnym.

Dodatkowo doświadczenie w branży telekomunikacyjnej jakie niewątpliwie posiada HAWE TELEKOM, będzie wartością dodaną przy tworzeniu systemów Smart City na płaszczyźnie komunikacyjnej. Na początku będziemy występować jako lider w tych postępowaniach wspierających rozwój Smart City, w których spółka się specjalizuje, czyli: sieci oraz telekomunikacja. Projekty, które nie są domeną firmy w danym momencie, bądź firma nie posiada referencji, będą wspierane przez partnerów konsorcjum lub podwykonawców. Planujemy także wprowadzenie na polski rynek nowych technologicznych dostawców.” – dodaje Jarosław Staręga, dyr. działu Smart City HAWE TELEKOM

Oferta HAWE TELEKOM z zakresu Smart City obejmuje profesjonalne doradztwo techniczne, wykonywanie projektów technicznych, dostawę sprzętu renomowanych firm, wdrożenie kompletnych systemów „pod klucz”, szkolenia a także serwis gwarancyjny i pogwarancyjny.

Jednym z pierwszych projektów, nad którymi spółka pracuje, będzie dostarczenie systemów  inteligentnego monitoringu wizyjnego dla kilku miast w Polsce oraz przygotowanie oferty na sprzedaż i uruchomienie zarządzanego, w pełni inteligentnego systemu nadzoru dla systemów oświetlenia ulicznego LED.

Mimo, że dłużnik uznał swój dług, sąd musiał oddalić wniesione przeciw niemu powództwo

Po upływie terminu przedawnienia dłużnik może uchylić się od zaspokojenia roszczenia, pod warunkiem, że podniesie zarzut przedawnienia. 9 lipca 2018 r. wszedł w życie przepis, który wymóg ten zdjął z dłużników będących konsumentami. W wyroku z 8 maja 2019 r. sąd uwzględnił upływ terminu przedawnienia i oddalił powództwo wobec dłużnika, mimo że ten zarzutu przedawnienia nie podniósł (sygn. akt I C 138/19 upr.).

U podstaw nowelizacji reguł dochodzenia roszczeń od konsumentów leżało dążenie do ich ochrony przed opieszałymi przedsiębiorcami, którzy nie realizowali swych uprawnień w terminie dochodzenia, jak również przed firmami windykacyjnymi, które, skupując wierzytelności, latami dochodziły ich zaspokojenia, niejednokrotnie od podmiotów całkowicie nieznających swych praw.

Jak zawarto w uzasadnieniu nowelizacji: „W projekcie proponuje się, aby w przypadku roszczeń przysługujących przeciwko konsumentowi już z chwilą upływu terminu przedawnienia następowało przekształcenie roszczenia w zobowiązanie niezupełne (naturalne), a zatem powstaje niemożność jego przymusowej realizacji. Za przyjęciem takiego rozwiązania (…) przemawia potrzeba zapewnienia konsumentowi, jako słabszej stronie stosunku prawnego, niezbędnej ochrony” (Uzasadnienie projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw, druk sejmowy 2216).

Umowa cyklicznej cesji wierzytelności

W lutym 2015 r. pozwany zawarł z operatorem sieci komórkowej umowę o świadczenie usług telekomunikacyjnych na okres 24 miesięcy. Po upływie 6 miesięcy operator wystawił pozwanemu notę obciążeniową za przedterminowe rozwiązanie umowy wskutek nieutrzymania aktywnej karty SIM, a następnie domagał się uiszczenia zaległych płatności.

Od czerwca 2015 r. operatora związała z powodem – Niestandaryzowanym Sekurytyzacyjnym Funduszem Inwestycyjnym Zamkniętym – umowa cyklicznej cesji wierzytelności, na mocy której powód nabył wierzytelność przysługującą przeciw pozwanemu z tytułu przedwczesnego rozwiązania umowy.

Pozwany uznał roszczenie

Fundusz sekurytyzacyjny wniósł przeciw konsumentowi pozew o zapłatę. Pozwany uznał roszczenie, przyznając, że zawarł umowę o świadczenie usług telekomunikacyjnych, a także potwierdził odebranie wezwań do zapłaty. Nie odnosił się nawet do wysokości kwoty dochodzonego przez powoda roszczenia. Mimo takiej postawy pozwanego, Sąd Rejonowy w Człuchowie I Wydział Cywilny wyrokiem z 8 maja 2019 r. oddalił powództwo.

Sąd wskazał, że wskutek uznania powództwa przez pozwanego, przewodniczący składu orzekającego zamyka rozprawę i wydaje wyrok, uwzględniając powództwo w zakresie uznanym przez pozwanego. Jednakże „…mimo że Sąd jest związany uznaniem powództwa, to obowiązany jest jednak dokonać oceny, czy czynność ta nie jest sprzeczna z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierza do obejścia prawa” (sygn. akt I C 138/19 upr.).

Choć pozwany nie podniósł zarzutu przedawnienia, sąd uwzględnił go z urzędu

Sąd ustalił, że roszczenie powoda przysługujące wcześniej jego poprzednikowi prawnemu związane było w obu przypadkach z prowadzoną przez te podmioty działalnością gospodarczą. Stało się wymagalne w połowie 2015 r., natomiast pozew został wniesiony przez powoda 8 stycznia 2019 r., a więc po upływie terminu przedawnienia. Zgodnie bowiem z treścią przepisu art. 118 Kodeksu cywilnego: „…termin przedawnienia wynosi lat dziesięć, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – trzy lata” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.).

Sąd wskazał na powołaną do życia 9 lipca 2018 r. regulację art. 117 § 2¹ Kodeksu cywilnego, zgodnie z którą: „Po upływie terminu przedawnienia nie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi” (Ustawa z dnia 13 kwietnia 2018 roku o zmianie ustawy Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw,. Dz.U. z 2018 r. poz. 1104). Dlatego też, choć pozwany nie podniósł zarzutu przedawnienia, sąd zobligowany był uwzględnić go z urzędu.

„…art. 117 § 2¹ kc, który stanowi, że po upływie terminu przedawnienia nie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi. (…) jeśli wierzyciel będący przedsiębiorcą występuje z pozwem przeciwko konsumentowi, sąd ma obowiązek z urzędu – czyli bez zarzutu, czy wniosku ze strony konsumenta – zbadać, czy dług jest przedawniony i jeśli doszło do przedawnienia – powództwo co do zasady oddalić” (sygn. akt I C 138/19 upr.).

Sąd stwierdził również, że w przepisach brak jest informacji, by stosowanie powyższej regulacji zostało ograniczone tylko do spraw wszczętych po 9 lipca 2018 r.

Audyt prawny zawartych przez przedsiębiorców umów z konsumentami

Wyrok człuchowskiego sądu jest niezwykle istotny. Wskazuje na zbieżność kierunku orzecznictwa z zamierzeniami ustawodawcy, powołującego do życia instytucję art. 117 § 2¹ K.c. Reprezentowane przez profesjonalnych pełnomocników firmy skupujące wierzytelności będą musiały zrewidować swoje kierunki działalności, a już na pewno przeprowadzić audyt stosowanych procedur. Ww. przepis wszedł bowiem w życie aż na 7 miesięcy przed złożeniem pozwu. Stąd był czas na zapoznanie się z jego treścią, a niewnoszenie pozwu przeciw tak chronionemu konsumentowi zaoszczędziłoby zapewne firmie sekurytyzacyjnej „syzyfowych” kosztów postępowania sądowego i ewentualnie także kosztów zastępstwa procesowego.

Wydźwięk niniejszego wyroku jest taki, że wszyscy przedsiębiorcy, którzy zawarli lub zamierzają zawierać umowy z konsumentami, muszą dokonać przeglądu struktur stosowanych procesów windykacyjnych, tak, by skutecznej windykacji dokonać przed upływem 3-letniego terminu na dochodzenie roszczeń. Po jego upływie konsumenta-dłużnika do spłaty długu nie będzie już można przymusić.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Agnieszka Hryniewicz-Bieniek globalnym dyrektorem Google for Startups

Warszawa, Tokio, Tel Awiw, Sao Paulo, Madryt, Londyn, Seul – to siedem miast w których Google zlokalizował Campusy, czyli swoje ośrodki wspierania rozwoju startupów. Od zeszłego roku wszystkie funkcjonują w ramach programu Google for Startups, który pomaga startupom na całym świecie w rozwoju biznesu i ekspansji międzynarodowej. Z dniem 1 lipca br. stanowisko globalnej dyrektor Google for Startups objęła Agnieszka Hryniewicz-Bieniek, dotychczasowa szefowa polskiego oddziału Google.

Agnieszka Hryniewicz-Bieniek
Agnieszka Hryniewicz-Bieniek

Google for Startups to globalny dział firmy, który zajmuje się wspieraniem rozwoju startupów, dostarcza im wiedzy o technologiach Google, a także prowadzi programy akceleracyjne i współpracuje z mentorami, inwestorami i społecznościami przedsiębiorców. Inicjatywy Google for Startups prowadzone są w ponad 125 krajach i obejmują wspólne działania z ponad 50 inkubatorami, akceleratorami i przestrzeniami co-workingowymi. W ramach tej sieci Google do tej pory otworzył 7 Campusów, w różnych częściach świata, jeden z nich w Warszawie, by wspierać rozwój przedsiębiorczości technologicznej.

Teraz na czele Google for Startups stanie Polka – Agnieszka Hryniewicz-Bieniek, która od 2013 roku była dyrektorem biznesowym Google Polska. Działalnością Google for Startups zarządzać będzie z warszawskiego Campusu Google – tym samym Warszawa staje się centralnym punktem wszystkich światowych programów wsparcia jakie Google oferuje startupom.

To wyróżnienie dla roli jaką już teraz pełni Warszawa – stolicy, która może inspirować inne miejsca na świecie i w której powstają startupy o przełomowym potencjale. Jednak to także nowe możliwości dla lokalnego ekosystemu startupowego – rosnąć będzie nasz “know-how”, globalna sieć powiązań i udział w światowej gospodarce cyfrowej. Dla mnie osobiście zarządzanie tak wielokulturowym zespołem rozlokowanym na kilku kontynentach to unikatowa okazja do rozwoju swoich własnych kompetencji oraz powód do satysfakcji, że ta różnorodna grupa ludzi wspierająca startupy w ponad 125 krajach na świecie będzie mogła jeszcze lepiej poznać Polskę, naszą przedsiębiorczość i kreatywność – komentuje Hryniewicz-Bieniek.

Rolę globalnej dyrektor Google for Startups Agnieszka Hryniewicz-Bieniek objęła z dniem 1 lipca. Na stanowisku szefa oddziału Google w Polsce zastąpił ją Artur Waliszewski, jednocześnie pełniący funkcję dyrektora biznesowego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Google wspiera startupy nad Wisłą

W listopadzie 2015 r., z myślą o dynamicznie rozwijającym się polskim ekosystemie startupowym, Google otworzył na warszawskiej Pradze Campus dla startupów. Tylko w 2018 roku obyło się tam 615 wydarzeń dla polskiej społeczności startupowej. Ale Campus to nie tylko miejsce wymiany doświadczeń, spotkań z mentorami i inwestorami. To przede wszystkim przestrzeń, gdzie można zakładać i rozwijać własne firmy. Startupy zrzeszone w warszawskim Campusie utworzyły do tej pory ponad 2300 nowych miejsc pracy i zebrały prawie 70 milionów złotych finansowania. Co roku Campus uruchamia dla przedsiębiorców darmowe programy wsparcia typu equity-free. W tym roku Google postawił na sektor mobile gaming i przyjął 12 startupów z 4 krajów do programu intensywnego rozwoju Google for Startups Residency.

Ailleron wybrał krakowski Podium Park

Firma technologiczna Ailleron S.A. wynajęła 8,6 tys. mkw. w krakowskim kompleksie biurowym Podium Park, jednym z najnowocześniejszych i najbardziej ekologicznych projektów w Polsce. To jedna z największych transakcji na małopolskim rynku biurowym w 2019 roku. Najemcę reprezentowała międzynarodowa firma doradcza Colliers International. 

Podium_ParkPodium Park to zespół trzech połączonych ze sobą 11-kondygnacyjnych budynków o łącznej powierzchni najmu ponad 50 tys. m.kw. Obiekt jako jeden z nielicznych w Polsce posiada certyfikaty BREEAM na najwyższym możliwym poziomie Outstanding. Kompleks powstaje w Krakowie przy zbiegu al. Jana Pawła II i ul. Izydora Stella-Sawickiego. Jego inwestorem jest  firma Podium Investment. Projekt powstaje dzięki wsparciu finansowemu Alior Bank S.A.

Firma Ailleron zajmie 8,6 tys. mkw. powierzchni biurowej w budynku B kompleksu, który jest obecnie  w budowie.

— Stolica Małopolski to niezmiennie drugi największy ośrodek biurowy w Polsce, a zarazem jedna z najlepszych lokalizacji dla sektora usług biznesowych w naszej części Europy, zwłaszcza z branży IT. Znacząco rośnie udział ekspansji i relokacji w wolumenie transakcji najmu. To znak, że firmy działające w Krakowie potrzebują coraz większej i lepszej jakości przestrzeni biurowej — mówi Anna Galicka-Bieda, partner, dyrektor regionalny Colliers International w Krakowie.

— Cieszymy się, że Podium Park zyskuje uznanie kolejnego, prestiżowego najemcy. Lokalizacja naszego projektu, standard wykończenia wraz z wyposażeniem, jakość wykonania, a także szereg udogodnień dla najemców, potwierdzają, że nasz budynek spełnia  oczekiwania bardzo wymagających klientów. Podium Park powstaje z troską o środowisko naturalne i komfort pracowników, którego najemcy będą mieli do użytku liczne nowoczesne rozwiązania. Nasz projekt będzie najbardziej elektromobilnym kompleksem biurowym w Polsce. Pomiędzy budynkami realizowane są zielone dziedzińce, stanowiące przestrzenie wspólne wraz z zadaszonymi parkingami rowerowymi, a także wyjątkową strefę Urban farming, dedykowaną do użytku najemców. Najwyższy poziom komfortu termicznego zapewni natomiast zewnętrzna elewacja budynku, która została zaprojektowana zgodnie z warunkami technicznymi i normami obowiązującymi od 2021 r. —  mówi  Adam Iwański, leasing manager w Podium Investment.

Ailleron S.A. specjalizuje się w budowaniu i dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań technologicznych dla największych podmiotów z branży finansowej, telekomunikacyjnej i hotelarskiej, a także w outsourcingu najwyższej jakości usług informatycznych w kraju i za granicą. Firma zatrudnia ponad 600 specjalistów, docierając na co dzień do ponad 300 milionów klientów w 31 krajach. Biura spółki znajdują się w Europie, Stanach Zjednoczonych, Singapurze i Australii. W Polsce firma jest obecna w czterech miastach, a jej główna siedziba mieści się w Krakowie.

Kurs euro po spotkaniu EBC – prognoza długoterminowa

Eksperci Ebury podtrzymują prognozę zakładającą stopniową aprecjację euro w parze z dolarem amerykańskim. Jakich poziomów można się spodziewać w przypadku EUR/USD i EUR/PLN? O tym w najnowszym raporcie Ebury.

Pod koniec czerwca kurs EUR/USD zaczął ponownie wykazywać trend spadkowy obserwowany od początku 2019 roku. Co prawda rynki coraz mocniej wyceniają cięcia stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej, niemniej zauważają też, że Europejski Bank Centralny również zaczął przyjmować „gołębią” retorykę. Przewodniczący EBC, Mario Draghi, zasugerował, że istnieje możliwość ponownego uruchomienia programu luzowania ilościowego w nadchodzących miesiącach 2019 roku.

mario draghi Unia Europejska EuroZaskakujące przemówienie Draghiego

„Gołębi” EBC oraz szereg niezbyt dobrych danych ekonomicznych doprowadziły w lipcu do spadku kursu EUR/USD poniżej poziomu 1,12.

Kurs EUR/USD & EUR/PLN (lipiec ’18-lipiec ’19)

Euro umocni się w relacji z dolaremŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/07/2019

Wypowiedź przewodniczącego EBC, podczas konferencji w portugalskiej Sintrze, dnia 17 czerwca, stanowiła spore zaskoczenie dla rynków finansowych. Draghi stwierdził, że „przewlekłe” utrzymywanie się czynników ryzyka dla gospodarek strefy euro coraz wyraźniej uzasadnia potrzebę działania ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Co istotne, Draghi stwierdził, że jeżeli perspektywy gospodarcze strefy euro nie ulegną poprawie, „potrzebna będzie dodatkowa stymulacja”.

Działanie ze strony EBC w tym kontekście można rozumieć jako obniżki stóp procentowych, jak i ponowne uruchomienie programu luzowania ilościowego (QE). Według Draghiego EBC ma możliwość kontynuacji programu QE, a „wśród instrumentów dostępnych dla EBC nadal pozostają kolejne obniżki stóp procentowych oraz środki mające ograniczyć jakiekolwiek skutki uboczne” nowej polityki EBC.

Wypowiedź Draghiego stanowiła zdecydowanie „gołębi” zwrot w dotychczasowej retoryce banku centralnego, co sugeruje, że EBC jest coraz bardziej zaniepokojony sytuacją w globalnym handlu. Jeszcze podczas czerwcowego spotkania Europejskiego Banku Centralnego decydenci raczej nie sugerowali możliwości dodatkowej stymulacji strefy euro. Sam Draghi stwierdził, że jedynie „kilku” członków Rady Prezesów wspomniało o możliwości cięć stóp procentowych i ponownego uruchomienia programu QE. Co więcej, decydenci kierując się oczekiwaniami, wskazali, że następna zmiana stóp procentowych najpewniej będzie oznaczała zwrot w stronę zacieśniania. Aczkolwiek jednocześnie EBC odsunęło plan wspomnianych podwyżek w czasie z końca 2019 roku na drugą połowę 2020 roku. Draghi uzasadniał taką zmianę ryzykiem wynikającym z protekcjonizmu.

Projekcje EBC dotyczące wzrostu PKB (% r/r) (czerwiec ‘19 vs. marzec ‘19)

Projekcje EBC dotyczące wzrostu PKBŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18/07/2019

Po czerwcowym spotkaniu banku centralnego poznaliśmy więcej szczegółów na temat zaproponowanej przez EBC nowej rundy programu ukierunkowanych długookresowych operacji refinansujących (TLTRO), czyli tanich pożyczek dla europejskich banków. We wrześniu EBC udzieli europejskim bankom pożyczek o stopie oprocentowania równej stopie depozytowej EBC powiększonej o 10 punktów bazowych. Program okazał się zatem nieco mniej „hojnym” niż oczekiwaliśmy po jego ogłoszeniu w marcu.

Skąd zmiana podejścia?

Zmiana retoryki EBC na bardziej gołębią była poprzedzona przez szereg słabszych odczytów makroekonomicznych ze strefy euro. Już od dłuższego czasu powtarzamy, że EBC będzie utrzymywać dotychczasową, luźną politykę monetarną, dopóki inflacja w strefie euro będzie znajdowała się wyraźnie poniżej celu inflacyjnego EBC, czyli poziomu „w okolicy, ale nieprzekraczającego 2%”. Wskaźniki dynamiki cen w istocie nie zbliżają się do owego celu. Dynamika cen w strefie euro w czerwcu wyniosła 1,3% w ujęciu rocznym, wzrastając od czasu odczytu z maja (który pokazał najniższe tempo wzrostu cen od ponad roku). Do celu EBC nie zbliża się tym bardziej inflacja bazowa, czyli kluczowy dla decydentów wskaźnik. W czerwcu inflacja bazowa w strefie euro wyniosła zaledwie 1,1% w ujęciu rocznym, przez ostatnie pięć lat nieprzerwanie wahając się wokół poziomu 1%. Inflacja bazowa nie wykazuje przy tym żadnego trendu wzrostowego. Dobra sytuacja na europejskim rynku pracy być może zacznie stopniowo przekładać się na wyższą dynamikę cen, aczkolwiek mało prawdopodobnym wydaje się, żeby wskaźnik ten miał w najbliższym czasie znaleźć się w okolicy celu inflacyjnego EBC.

Obok niskiej inflacji, decydenci Europejskiego Banku Centralnego mają być może jeszcze istotniejszy powód, z uwagi na który mogą być skłonni rozważać rozluźnienie polityki monetarnej. Chodzi o ostatnią słabość gospodarek strefy euro. W pierwszym kwartale 2019 roku wzrost PKB strefy euro wyniósł 0,4% w ujęciu kwartalnym, co było lepszym odczytem od notowanych w poprzednich dwóch kwartałach, niemniej takie tempo nadal odbiega od poziomu, który zadowoliłby EBC.

Indeksy aktywności biznesowej PMI w strefie euro (2016-2019)

Indeksy aktywności biznesowej PMI w strefie euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 24/07/2019

Aktywność w gospodarkach strefy euro w drugim kwartale tego roku najpewniej również pozostawała niska. Z ostatnich odczytów wskaźników aktywności biznesowej PMI wyłania się słabość. Ważony wskaźnik PMI dla strefy euro co prawda podniósł się z najniższego poziomu od pięciu lat, aczkolwiek wzrost wskaźnika był spowodowany wyłącznie nieco wyższą aktywnością w usługach. Od początku 2018 roku wskaźnik PMI dla sektora przemysłu kieruje się w dół. Od sześciu miesięcy indeks ten utrzymuje się poniżej wartości 50, co oznacza, że zgodnie ze wskazaniami indeksu, europejski sektor przemysłu kurczy się. Sama dynamika produkcji przemysłowej również martwi. Od września 2018 roku z dodatnim wzrostem w ujęciu miesięcznym mieliśmy do czynienia zaledwie dwukrotnie, jednak należy wspomnieć, że wzrost w maju wyniósł aż 0,9% w ujęciu miesięcznym.

Po wystąpieniu prezesa EBC w Sintrze rynki finansowe zaczęły wyceniać prawdopodobieństwo cięcia stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego do końca 2019 roku na ponad 80% (obecnie wynosi ono ok. 90%). To bardzo gwałtowny wzrost. Jeszcze w połowie maja rynki wyceniały jedynie 20-procentowe prawdopodobieństwo obniżki stóp. Decydenci z Rady Prezesów są wyraźnie zaniepokojeni zarówno ryzykiem dla perspektyw, jak i brakiem wyraźnej presji inflacyjnej w gospodarkach wspólnego bloku walutowego.

Zważając na powyższe, zwracamy uwagę, że istnieje przyzwoita szansa na cięcie stóp procentowych ze strony EBC, który tym samym podążałby ścieżką wytyczoną przez banki centralne Nowej Zelandii i Australii (oraz bardzo możliwe, że niedługo również przez Rezerwę Federalną). Sądzimy jednocześnie, że w zakresie dalszego luzowania polityki monetarnej Europejski Bank Centralny ma dość ograniczone możliwości. Sugestie wzywające do podjęcia działań już podczas spotkania w lipcu są naszym zdaniem przedwczesne. Oczekujemy, że w najbliższych miesiącach EBC utrzyma dotychczasową politykę monetarną, pozostawiając sobie jednocześnie otwartą furtkę do obcięcia stóp procentowych albo przywrócenia programu skupu aktywów w przypadku, gdyby warunki gospodarcze miały się pogorszyć.

Prognoza kursu euro analityków Ebury

Naszym zdaniem próg, którego przekroczenie oznaczałoby cięcia stóp procentowych w USA znajduje się dużo niżej niż w przypadku strefy euro. W naszej opinii jest to wystarczający argument sugerujący, że wspólna europejska waluta na przestrzeni 2019 roku powinna otrzymać wsparcie. W związku z tym podtrzymujemy naszą dotychczasową prognozę zakładającą stopniową aprecjację euro w parze z dolarem amerykańskim, a do końca 2020 roku oczekujemy, że kurs EUR/USD wzrośnie do poziomu 1,18. Jednocześnie, uwzględniając dobre fundamenty, jak i perspektywy polskiej gospodarki oraz oczekiwane przez nas zacieśnienie polityki monetarnej ze strony Rady Polityki Pieniężnej w 2020 roku liczymy na umocnienie polskiego w relacji do wspólnej europejskiej waluty.

EUR/USD EUR/GBP EUR/PLN
Q3-2019 1,15 0,91 4,27
E-2019 1,15 0,87 4,25
Q1-2020 1,16 0,86 4,23

 

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Sprzedaż kredytów w Polsce w czerwcu 2019 r.

W czerwcu 2019 r., w porównaniu do czerwca 2018 r. w ujęciu wartościowym, banki i SKOK-i udzieliły kredytów na wyższą kwotę w dwóch grupach produktowych. Najwyższy wzrost odnotowano w przypadku kredytów mieszkaniowych: wzrost o (+9,5%), dodatnia dynamika dotyczyła również limitów przyznawanych na kartach kredytowych (+7,4%). Kredyty konsumpcyjne w ujęciu wartościowym spadły o (-0,1%), a limity kredytowe o (-2,9%). W ujęciu liczbowym, w stosunku do czerwca 2018 r. odnotowano wzrost sprzedaży tylko kart kredytowych (+10,9%). Kredytów mieszkaniowych w czerwcu 2019 r udzielono tyle samo co w czerwcu 2018 r. W przypadku kredytów konsumpcyjnych i limitów kredytowych dynamiki są ujemne: odpowiednio (-7,2%) oraz (-11,1%).

W czerwcu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów konsumpcyjnych na kwotę 7,416 mld zł, zaś mieszkaniowych na kwotę 5,424 mld zł. W porównaniu do maja 2019 r. wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych spadła o (-7,4%), zaś kredytów konsumpcyjnych o (-5,4%).

W pierwszym półroczu 2019 r. banki udzieliły o (-1,3%) mniej kredytów mieszkaniowych niż w analogicznym okresie zeszłego roku, w ujęciu wartościowym natomiast o (+10,9%) więcej niż w pierwszym półroczu 2018 r. W przypadku kredytów konsumpcyjnych spadek liczby udzielonych kredytów w okresie styczeń – czerwiec 2019 r. do analogicznego okresu 2018 r. wyniósł (-2,1%), jednak w ujęciu wartościowym zanotowano wzrost (+6,8%). Wysoką dodatnią dynamikę zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym w pierwszym półroczu 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. odnotowały karty kredytowe: odpowiednio (+21,1%) oraz (+23,8%).

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W czerwcu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 596,7 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,42 mld zł. Stanowi to spadek odpowiednio o 7,2% w ujęciu liczbowym i o 0,1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do czerwca 2018 r. W stosunku do maja 2019 r. liczba udzielonych kredytów spadła o 4,1% a wartość o 5,4%.

prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej
prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej

– W pierwszym półroczu 2019 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły jedynie kredytów średnio i wysokokwotowych. W przypadku kredytów konsumpcyjnych do 3,5 tys. zł dynamika jest ujemna. I co ciekawe, najwyższa ujemna dynamika występuje w kredytach konsumpcyjnych do 1 tys. zł (-15% wartościowo i ilościowo). Natomiast najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (8,5%) w ujęciu liczbowym i (9,6%) w wartościowym. Obecnie (styczeń – czerwiec 2019 r.) 35% udzielanych przez banki kredytów konsumpcyjnych stanowią kredyty średniokwotowe (7 – 20 tys. zł) oraz wysokokwotowe (powyżej 20 tys. zł). W ujęciu wartościowym stanowią one już 86,5% wartości wszystkich udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Dzięki wydłużaniu okresu kredytowania, przy niskim, stabilnym poziomie stóp procentowych i rosnących dochodach gospodarstw domowych banki mogą udzielać kredytów na wyższe kwoty. Dotyczy to głównie kredytów gotówkowych. Dynamika kredytów gotówkowych wysokokwotowych (powyżej 30 tys. zł) udzielonych w I półroczu 2019 roku zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym wynosi ok 10,5%. Kumulacja tych trzech zjawisk powoduje wzrost średniej wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Średnia wartość udzielonego kredytu konsumpcyjnego w czerwcu 2019 r. wyniosła 12 429 zł i była wyższa już o 7,7% od średniej wartości udzielonego kredytu konsumpcyjnego w czerwcu zeszłego roku. Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 18 414  zł – wzrost tylko o 1%. Średnia wartość kredytu ratalnego wynosi 4215 zł i jest ona wyższa niż rok temu o 11%. Kredyty ratalne udzielone w czerwcu 2019 r. stanowią ok 15 % udzielonych w tym okresie kredytów konsumpcyjnych – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych jest przez BIK co miesiąc monitorowany w oparciu o Indeks jakości, który pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela dla kredytów konsumpcyjnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. Jego bieżący (czerwcowy) odczyt wynosi 5,47%.

– W porównaniu do czerwca 2018 r. wartość indeksu poprawiła się o 0,57 pkt proc. Należy zaznaczyć, że  ryzyko związane z kredytami konsumpcyjnymi, w szczególności gotówkowymi, determinowane jest przez kredyty wysokokwotowe, które są obarczone wyższym ryzykiem kredytowym od kredytów niskokwotowych. Obecnie 61,7% sprzedaży kredytów gotówkowych stanowią zobowiązania powyżej 30 tys. zł, których banki w pierwszym półroczu 2019 r. udzieliły na kwotę 23,5 mld zł – mówi analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W czerwcu 2019 r. banki udzieliły łącznie 19,7 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 5,42 mld zł. Stanowi to wzrost o 9,5% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do czerwca 2018 r. W ujęciu liczbowym w czerwcu 2019 r. w porównaniu z czerwcem 2018 r. banki udzieliły bardzo zbliżoną liczbę kredytów mieszkaniowych.

– W czerwcu br. na rynku kredytów mieszkaniowych mieliśmy dodatnią dynamikę wartości udzielonych kredytów przy zbliżonej liczbie udzielonych kredytów jak rok temu. Dodatnia dynamika wartościowa wynika głównie ze struktury udzielanych kredytów, w okresie styczeń – czerwiec 2019 już ponad 67% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 250 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego nadal obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym dotyczą jedynie kredytów powyżej 250 tys. zł, w tym w szczególności kredytów powyżej 350 tys. zł, których w okresie styczeń – czerwiec 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 36,0% a wartościowym o 36,5%. Czerwiec zatem jest już kolejnym miesiącem pokazującym wyraźne zróżnicowanie sytuacji na rynku kredytów mieszkaniowych. Hossa w najlepsze trwa na rynku kredytów wysokokwotowych. Natomiast spadki obejmują kredyty poniżej 250 tys. zł. Ujemne dynamiki dotyczyły zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Kredytów do 100 tys. zł banki udzieliły o 27,9% mniej, a w przedziale 100 – 150 tys. zł mniej o 22,2% niż w pierwszym półroczu 2018 r. Ujemna dynamika liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych w pierwszym półroczu 2019 r. w porównaniu do pierwszego półrocza 2018 r. na poziomie -1,3% jest zbliżona do dynamiki sprzedaży na rynku pierwotnym przez deweloperów notowanych na rynku kapitałowym, która wyniosła -3%. Można więc spadek liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych w okresie styczeń – czerwiec 2019 r. (- 116,50 tys.) kredytów wobec 117,95 tys. w analogicznym okresie 2018 r., wiązać z niższą sprzedażą deweloperów, która jest spowodowana bardzo wysokimi cenami gruntów budowlanych wynikającymi z ograniczonej ich dostępności, co w konsekwencji ogranicza liczbę budowanych mieszkań. Ponadto deweloperzy coraz częściej przyjmują strategię maksymalizacji marży, co w warunkach ograniczonej podaży prowadzi do wzrostu cen nieruchomości. To z kolei przekłada się na wyższy kredyt. Dodatnia dynamika wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych odpowiada bowiem wysokości zmian cen nieruchomości. Rosnące dochody przy rekordowo niskich stopach procentowych pozwalają na uzyskanie zdolności kredytowej do zaciągania coraz wyższej wartości kredytu. Barierą może być jednak konieczność posiadania wkładu własnego, który przy rosnących cenach nieruchomości i stałym poziomie 20%, rośnie kwotowo. Coraz więcej osób planujących zakup nieruchomości z częściowym wykorzystaniem kredytu bankowego może mieć problemy ze zgromadzeniem wkładu na wymaganym poziomie.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną anomalię występującą obecnie na rynku. Czynsz za wynajem mieszkania jest powyżej wysokości raty kredytu na takie samo mieszkanie. W takim przypadku dostosowanie musi wystąpić albo po stronie wzrostu raty kredytowej, na co się nie zanosi w najbliższej przyszłości, albo spadku ceny najmu, co w mojej opinii jest bardziej prawdopodobne – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w czerwcu 2019 r. wyniósł 0,72%, co potwierdza wieloletnią już stałą obserwację dotyczącą niskiego poziomu ryzyka kredytowego związanego z udzielaniem kredytów mieszkaniowych. Kredyty mieszkaniowe charakteryzują się najniższą szkodowością wśród wszystkich typów  produktów kredytowych. W ostatnich 12 miesiącach (czerwiec 2019 r. do czerwca 2018 r. ) jakość portfela poprawiła się, o czym świadczy lekki spadek Indeksu o (-0,06).

– Obecnie nie widać istotnych zagrożeń, które w krótkim horyzoncie czasowym mogłyby znacząco wpłynąć na wzrost poziomu szkodowości tych kredytów, a tym samym na wzrost poziomu ryzyka kredytowego. Zjawiskiem, które w 2019 r. musimy szczególnie uważnie obserwować, jest koniec dopłat do oprocentowania około 50 tys. kredytów mieszkaniowych, udzielonych w ramach programu Rodzina na Swoim (poprzednika MdM), które mogą wygenerować dodatkowe ryzyko dla portfela kredytów mieszkaniowych. Obecnie nie obserwujemy negatywnych sygnałów związanych z tym zjawiskiem. Dobrej jakości kredytów mieszkaniowych, jak i pozostałych produktów kredytowych, sprzyjają rekordowo niskie stopy procentowe i rosnące dochody gospodarstw domowych, które powodują, że obciążenie budżetów domowych ratami kredytów spada. Kredytom walutowym, w tym frankowym, sprzyja ponadto stabilny kurs CHF do PLN – zaznacza prof. Rogowski.

Karty kredytowe

W czerwcu 2019 r. banki wydały 103,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 565 mln zł. Stanowi to wzrost o 10,9% w ujęciu liczbowym i o 7,4% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do czerwca 2018 r.

– W czerwcu 2019 r., podobnie jak w poprzednich miesiącach, obserwujemy wzrost wartości przyznanych limitów na kartach kredytowych w stosunku do  analogicznego okresu 2018 r. Najwyższą dodatnią dynamikę w pierwszym półroczu 2019 r. w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2018 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały karty o limitach w przedziale 1-2 tys. zł, odpowiednio: 50,7% oraz 46,2% oraz 2 do 3,5 tys. zł – 31,8% oraz 29,8%. Dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym i wartościowym dotyczyły wszystkich przedziałów kwotowych. Potwierdza to tezę, że na rynek kart kredytowych weszły osoby o niższych dochodach (co może być konsekwencją wzrostu ich dochodów wynikających zarówno ze wzrostu wynagrodzeń, jak i z transferów socjalnych), które wcześniej nie korzystały z kart kredytowych, ponieważ niższe dochody w przeszłości uniemożliwiały im korzystanie z tego produktu kredytowego. Jeżeli porównamy wzrosty na kartach kredytowych niskokwotowych z ujemnymi dynamikami kredytów gotówkowych w przedziale do 2 tys. zł (-7,2%) liczbowo i (-6,5%)wartościowo, to można postawić tezę, że część osób jako substytut kredytu gotówkowego wykorzystuje limit w karcie kredytowej, której oprocentowanie jest o połowę niższe niż ma to miejsce w przypadku kredytu gotówkowego. Część banków również proponuje kartę kredytową jako alternatywę dla kredytu ratalnego, szczególnie przy zakupach w kanale e-commerce  – mówi prof. Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W czerwcu 2019 r. banki przyznały łącznie 51,8 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 248 mln zł. Stanowi to spadek o 11,1% w ujęciu liczbowym i o 2,9% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do czerwca 2018 r. Co ciekawe w przypadku limitów w kontach nie obserwujemy typowego zjawiska związanego z rosnącą sprzedażą w obu skrajnych przedziałach kwotowych: nisko i wysokokwotowych. W przypadku limitów dodatnią dynamikę w ujęciu liczbowym odnotowaliśmy jedynie dla trzech przedziałów środkowych tj. 0,5 – 1 tys. zł, 1-2 tys. zł oraz 2-4 tys. zł. Odpowiednio: 2,2% i 11,3% oraz 5,2% liczbowo. W ujęciu wartościowym ujemną dynamiką – 14,7% charakteryzowały się jedynie przedziały limitów średniokwotowych (4 – 7 tys. zł) – zauważa prof. Rogowski z BIK. – Analizując sprzedaż limitów kredytowych w pierwszym półroczu 2019 r. obserwujemy wolumeny o 2,9% niższe niż w okresie styczeń – czerwiec 2018 r. i bardzo zbliżoną wartość udzielonych limitów.

Rola sztucznej inteligencji w reklamie programatycznej

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w reklamie programatycznej jest niezbędne dla marketingu cyfrowego. Dzięki niej reklamodawcy mogą z większą dokładnością określić preferencje swoich odbiorców, a tym samym precyzyjniej kierować przekaz.

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO Adexon

Reklama w modelu programmatic to nic innego jak zautomatyzowany proces zakupu i sprzedaży przestrzeni reklamowej za pośrednictwem giełd łączących reklamodawców i wydawców. Proces ten polega na tym, że reklamodawcy kierują oferty w czasie rzeczywistym, aby uzyskać przestrzeń reklamową oraz móc wysłać komunikaty do odpowiednio sprofilowanych odbiorców. Jaka jest więc rola sztucznej inteligencji w modelu programmatic? Chcąc uzyskać odpowiedź na to pytanie należy wyróżnić dwa słowa kluczowe: licytacja i profil docelowy – to właśnie tam AI odgrywa kluczową rolę.

Od psychologii do marketingu

Termin sztuczna inteligencja został pierwotnie utworzony w XX wieku, jako proces psychologiczny pozwalający zrozumieć i naśladować, jak działa umysł. W ciągu ostatnich 60 lat, wraz z gwałtownym wzrostem sektora technologii, AI jest kojarzone przede wszystkim z branżą technologiczną – inteligencją maszyn. W kontekście marketingu, sztuczna inteligencja jest szeroko wykorzystywana do uczenia się i przewidywania zachowań konsumentów. Dzięki niej marketerzy mogą oszacować prawdopodobieństwo, że konsumenci odpowiedzą na ich reklamy. AI może być również wykorzystywana do tworzenia modeli, które pozwalają znaleźć potencjalnych klientów i przygotowywać przekazy zgodnie z ich preferencjami.

Real-Time Bidding

Na przestrzeni ostatnich lat również reklama programowa wytworzyła różne modele zakupów mediów online. Jednym z nich jest licytowanie w czasie rzeczywistym. Real-Time Bidding umożliwia reklamodawcom kupowanie miejsca reklamowego na podstawie wyświetleń na aukcjach. Oznacza to, że każdy reklamodawca może licytować i kupować przestrzeń reklamową w witrynie wydawcy. Proces ten polega na tym, że firmy lub agencje reklamowe przygotowują kampanie na platformie DSP (Demand Side Platform), która połączona jest z inwentaryzacją sieci reklamowych i SSP (Supply Side Platform). Za każdym razem, gdy przestrzeń reklamowa w witrynie wydawcy jest dostępna, wydawca SSP wysyła oferty. Giełda reklam prowadzi następnie aukcję między różnymi DSP, w których licytuje wyświetlenia z sieci reklamowej lub SSP. Gdy DSP wygrywa ofertę, reklamy są przekazywane do wydawcy i wyświetlane użytkownikom.

Przekaz oparty na danych

Gdzie zatem rozpoczyna się rola sztucznej inteligencji w reklamie programowej? Jak wspomniano powyżej, sztuczna inteligencja odgrywa rolę w kierowaniu reklam oraz ich profilowaniu. Model programmatic dzięki sztucznej inteligencji zyskał nowy wymiar kierowania reklam do konsumentów, a wszystko to za sprawą danych, których dostarcza AI. Bowiem każdy internauta zostawia ze sobą cenne dane. Począwszy od tego kiedy korzysta z sieci, czego szuka, jakie witryny odwiedza oraz jakie treści udostępnia w mediach społecznościowych. Im więcej danych można zebrać o tej osobie, tym dokładniejszy będzie jej profil. Dane mogą pochodzić od samego marketera, z plików cookie przeglądarki lub od zewnętrznych dostawców. AI może je grupować, aby utworzyć dokładne profile użytkowników oraz pozwala wykryć wzorce, które łączą je w sposób, który ludzie mogą przegapić. Dzięki tym możliwościom sztuczna inteligencja umożliwia wejść na aukcję RTB z niezwykłą precyzją. Dodatkowo jest ona wykorzystywana do analizy i szybkiego działania na Real-Time Bidding, a także  może pomóc marketerom w przewidywaniu zachowań konsumentów i podejmowaniu decyzji w milisekundach.

Przyszłe możliwości

AI wciąż ma ogromne możliwości w świecie marketingu. Poza tym, że może pomóc w tworzeniu bardziej spersonalizowanych wiadomości i wdrażaniu efektywnych kampanii, niesie wiele korzyści związanych z zakupem i sprzedażą. Według prognoz, już w najbliższej przyszłości, dzięki sztucznej inteligencji marketerzy będą mogli poznać nastrój docelowego klienta, a co za tym idzie, jeszcze skuteczniej dostosować wiadomości i materiały reklamowe do odbiorców. Dzięki umiejętności poznania nastrojów klientów, reklamodawcy będą wiedzieć między innymi, czy dana osoba jest w nastroju do zakupu czy też nie.

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych Grecji (2,004 proc.) i Polski (2,044 proc.) jest niższa niż analogicznych papierów amerykańskich (2,046 proc.). To oznacza, że Grecja i Polska mogą na światowym rynku długu pozyskiwać finansowanie taniej, niż największa i formalnie charakteryzująca się najwyższą wiarygodnością kredytową oraz dysponująca najsilniejszą walutą „wielka Ameryka” Donalda Trumpa.

Gdyby prezydent USA ten fakt dostrzegł, z pewnością wyraziłby swoje niezadowolenie z takiego stanu rzeczy na Twitterze, z właściwą sobie ekspresją, prawdopodobnie po raz kolejny kierując ostrze krytyki na szefa Fed Jerome Powella, za prowadzoną przez niego politykę pieniężną, szkodzącą – jego zdaniem – amerykańskiej gospodarce.

Pomijając niestosowność tego typu „wycieczek” prezydenta wobec niezależnego banku centralnego, to jednak właśnie polityka pieniężna jest głównym powodem licznych anomalii obserwowanych na światowym rynku długu. Trudno bowiem inaczej określić sytuację, w której rentowność obligacji trzech krajów o tak zróżnicowanej kondycji gospodarczej i wiarygodności kredytowej, jest niemal identyczna, z lekką przewagą Grecji. A to przecież właśnie Grecja zaledwie kilka lat temu wymagała intensywnej reanimacji przy zaangażowaniu całej strefy euro i międzynarodowych instytucji finansowych. Z kolei w przypadku Polski, oceny agencji ratingowych są o kilka poziomów poniżej pozycji Stanów Zjednoczonych. Grecja korzysta z obecności w strefie euro, w której oficjalne stopy procentowe wynoszą zero, a wiele wskazuje na to, że Europejski Bank Centralny wkrótce obniży je jeszcze bardziej. W tym kontekście na drugi plan w wycenie greckich obligacji schodzi fatalny wciąż stan gospodarki i gigantyczne, niespłacalne w praktyce zadłużenie. Spadek rentowności obligacji amerykańskich, która jeszcze kilka miesięcy temu sięgała niemal 3,24 proc., to wynik złagodzenia stanowiska Fed, który zadeklarował nie tylko zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych, ale także przejście do łagodzenia polityki pieniężnej. Proces ten rozpocznie się najpewniej już za kilka dni, w trakcie lipcowego posiedzenia komitetu otwartego rynku. Polska z kolei „zasługuje” na niską rentowność obligacji zarówno z powodu rekordowo niskich oficjalnych stóp procentowych i deklaracji ich utrzymania przez Radę Polityki Pieniężnej jeszcze przez dłuższy czas, jak i kondycji gospodarki oraz finansów państwa. Ale w rzeczywistości polskie obligacje korzystają z tendencji dominującej na światowym rynku długu.

Roman Przasnyski, Analityk rynków finansowych

Wymiana wadliwego pojazdu na nowy obowiązuje tylko w określonych przypadkach

Różne przepisy mają zastosowanie do transakcji przeprowadzanych na rynku motoryzacyjnym. Odpowiedzialność sprzedającego jest wskazana przede wszystkim w kodeksie cywilnym. Jeśli kupcem jest konsument, to przysługują mu dodatkowe prawa. Ważne jest jednak to, żeby ich nie utracił. Niekorzystne propozycje bywają np. w komisach. Nabywca wadliwego pojazdu może wystąpić z roszczeniami na podstawie rękojmi. Niekiedy dodatkową opcję dla niego stanowi gwarancja udzielona np. przez producenta czy importera. Jednak z praktyki wynika, że sprzedający nie zawsze akceptuje żądania, co prowadzi do sporów sądowych. Ale z podjęciem działań nie należy zwlekać, żeby nie przekroczyć ustalonych terminów.

Ochrona konsumenta

Przepisy dotyczące odpowiedzialności sprzedającego są od grudnia 2014 roku regulowane przede wszystkim w kodeksie cywilnym. Wcześniej istniała ustawa z 2002 roku o szczególnych rodzajach sprzedaży konsumenckiej, ale 5 lat temu została uchylona. Stronami transakcji mogą być osoby fizyczne i/lub przedsiębiorcy. Istnieją więc różne normy prawa i związane z nimi uprawnienia.

– Konsument oczywiście ma dodatkowe prawa. Jednak trzeba zaznaczyć, że jest to tylko taki kupujący, który nabywa coś, np. samochód, od przedsiębiorcy. W transakcjach pomiędzy osobami fizycznymi nie mają zastosowania przepisy o ich szczególnej ochronie. Analogiczna sytuacja jest przy transakcjach pomiędzy przedsiębiorcami, a także gdy sprzedaje osoba fizyczna, a kupuje od niej właściciel firmy – informuje radca prawny Andrzej Siwek, partner zarządzający w Kancelarii Siwek Gaczyński & Partners.

Ważne dla kupującego jest to, aby nie tracić przymiotu konsumenta, a tym samym przysługujących mu praw. A często komis proponuje do podpisania umowę bezpośrednio z osobą, która oddała auto do sprzedaży. W efekcie do nabycia pojazdu nie dochodzi od przedsiębiorcy, tylko od osoby fizycznej. A to wówczas komplikuje sprawę. Kupujący traci prawa konsumenta, a firma nie ponosi żadnej odpowiedzialności, gdyż auta nie sprzedała.

Gwarancja i rękojmia

– W sytuacji, kiedy mamy sprzedaż pojazdu nowego na rzecz przedsiębiorcy lub konsumenta, bardzo często występuje gwarancja. To zobowiązanie dobrowolne, udzielane przez producenta. Jeśli więc w trakcie okresu ochronnego wystąpi określona wada auta, to nieodpłatnie powinno nastąpić jej usunięcie, ewentualnie dostarczenie elementów zamiennych. W ten sposób koncerny zachęcają do zakupu określonych samochodów – opisuje adwokat Paweł Wróblewski z Kancelarii Adwokackiej Wróblewski LL.M.

Z kolei radca prawny Andrzej Siwek zwraca uwagę na transakcje na linii przedsiębiorca – konsument. Kupujący ma prawo uważać, że samochód posiada też cechy, o których publicznie informuje sam producent. Przykładowo, jeden z koncernów zapewnia o siedmioletniej gwarancji. Nabywając więc  trzyletnie auto tej marki, można sądzić, że jest ono jeszcze objęte ww. ochroną, nawet jeśli oferta sprzedającego o tym milczy. Brak gwarancji będzie więc tutaj wadą auta.

– Czym innym jest rękojmia, ustawowo uregulowana w kodeksie cywilnym. Jeżeli strony transakcji jej nie poruszają, to ona i tak obowiązuje. Wiek pojazdu nie ma tutaj żadnego znaczenia. Załóżmy, że Kowalski sprzedał stary samochód, zużyty w jakiejś mierze. Po pewnym czasie okazuje się, że auto ma wady. Wówczas Nowak, jako nabywca, przychodzi z określonymi roszczeniami. Ludzie nie wiedzą, że rzeczywiście takie żądania mają podstawy, pomimo że oni żadnych regulacji w tym zakresie nie stosowali – dodaje adwokat Paweł Wróblewski.

Jak przekonuje radca prawny Andrzej Siwek, z tytułu rękojmi są do wyboru dwa roszczenia. Pierwsze polega na żądaniu obniżenia ceny albo na odstąpieniu od umowy, a drugie – na oczekiwaniu wymiany rzeczy na nową albo wymaganiu usunięcia wykrytej wady. Ekspert podkreśla, że nabywca może mieć jednocześnie gwarancję i rękojmię. Tylko od niego zależy, z których uprawnień skorzysta. Przeważnie wybiera się to pierwsze, gdyż dokument wystawia podmiot zazwyczaj najbardziej wiarygodny, tj. producent czy importer. Są też komisy, które udzielają gwarancji na auta nabywane u nich.

Zgoda czy sąd?

– Jeśli sprzedający milczy przez 14 dni w sprawie wskazanego roszczenia, np. wymiany auta na nowe, to uważa się żądanie za uznane. Powinno więc zostać spełnione przez przedsiębiorcę. To uprawnienie przysługuje jedynie konsumentowi. Tylko jemu przysługuje też inne prawo. Może wybrać, czy w razie wady chce wymiany auta na nowe, przy czym nie dotyczy to pojazdów używanych, czy naprawienia. W  transakcjach bez konsumenta decyduje o tym sprzedający – tłumaczy radca prawny Andrzej Siwek.

Z kolei adwokat Paweł Wróblewski zaznacza, że jeśli kupujący złoży oświadczenie o odstąpieniu od umowy, a sprzedający nie uzna tego, to wówczas mamy spór sądowy. Od tego momentu nabywca nie powinien już użytkować wadliwego pojazdu, aż do wydania wyroku. Biorąc pod uwagę przeciążenie sądów, jest to spora niedogodność. Warto więc rozważyć, czy pomimo określonego dyskomfortu, nie będzie korzystniej złożyć oświadczenia o obniżeniu ceny. Jeżeli nie zostanie zaakceptowane, to ma prawo naprawić samochód, a proces sądowy będzie szedł swoim trybem. Prędzej czy później dobiegnie do końca i pieniądze wpłyną na konto klienta.

– Łatwo można popełnić błędy, ponieważ przepisy nie są intuicyjne. Mam często do czynienia z sytuacją, w której kupujący naprawił wady i chce odzyskać poniesione wydatki. Jest to możliwe, ale na podstawie przepisów mniej korzystnych niż rękojmia. W ramach tej ostatniej, najpierw trzeba wysłać tzw. obniżenie ceny, a dopiero później naprawiać pojazd. Rozwiązanie takie jest na pierwszy rzut oka mało rozsądne, ale najkorzystniejsze od strony prawnej – podkreśla Oskar Możdżyń, prawnik z Fundacji Autotesto.

Pora na działanie

Prawo jasno wskazuje czas na wykrycie wady. Niestety, terminy są dość skomplikowane, ale najkorzystniejsze dla konsumentów, o czym informuje Oskar Możdżyń. Ekspert zaznacza, że co do zasady każdy z nas ma 2 lata na stwierdzenie wady od dnia zakupu. Następnie od tego momentu mamy rok na złożenie oświadczenia z tytułu rękojmi. Jednak od powyższych zasad jest kilka istotnych wyjątków.

– Przy transakcji pomiędzy przedsiębiorcami wymagany jest wyższy stopień staranności. Tu mamy termin niedookreślony, a kupujący może stracić uprawnienia z tytułu rękojmi. Musi więc niezwłocznie poinformować sprzedającego o wykrytej wadzie. To pierwsze zawiadomienie nawet nie wymaga skorzystania z określonych uprawnień z tytułu rękojmi. Trzeba powiadomić, że zostało dostrzeżone, np. zbyt duże spalanie oleju i wada ta jest niniejszym zgłaszana – zaznacza adwokat Paweł Wróblewski.

Jak podsumowuje radca prawny Andrzej Siwek, tutaj istotne jest domniemanie. Jeśli wada została stwierdzona przed upływem roku od przejęcia auta przez konsumenta, to uważa się, że istniała w momencie, kiedy przedsiębiorca wydawał pojazd. Kupujący nie ma wówczas obowiązku udowadniać, że wada była od dnia nabycia. To sprzedający, jeśli chce zarzut ten odeprzeć, musi wykazać, że problem pojawił się dopiero w trakcie użytkowania auta.

Marek Wojnowski nowym Dyrektorem Generalnym sieci Intermarché w Polsce

Marek Wojnowski został nowym Dyrektorem Generalnym sieci Intermarché w Polsce. Od początku lipca br. odpowiada za skuteczne wdrożenie nowej strategii szyldu zarówno w centrali, jak i sklepach oraz za dalszą ekspansję Intermarché w Polsce.

Marc Dherment
Marc Dherment

– Cieszymy się, że Marek Wojnowski ze swoim ponad 20-letnim doświadczeniem w branży spożywczej dołączył do naszego zespołu. Wsparcie Marka będzie kluczowe, aby wraz z Zarządem Dyrekcji Handlowej Intermarché, właścicielami sklepów i pracownikami centrali, prowadzić dalsze zmiany w zarządzaniu Intermarché, na kluczowym dla sieci etapie transformacji i w ramach planów jej dalszego rozwojumówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów i dodaje Polski rynek stawia przed nami mnóstwo wyzwań, szczególnie w obliczu ograniczenia handlu w wybrane niedziele. Niemniej jednak dzięki pracy i zaangażowaniu naszych zespołów oraz właścicieli sklepów wierzymy, że będziemy w stanie przekuwać wyzwania w nowe możliwości.

Marek Wojnowski z wykształcenia jest ekonomistą oraz absolwentem studiów MBA. Posiada wieloletnie doświadczenie w handlu. W przeszłości piastował kluczowe stanowiska w Zarządach takich sieci jak Lidl, Plus Discount, Polomarket, EKO czy Chata Polska. Prowadził także szereg projektów z zakresu transformacji i wzrostu efektywności biznesu.

– Intermarché to bez wątpienia jeden z liderów handlu spożywczego w Polsce. Sieć wyróżnia się atrakcyjną formą współpracy dla niezależnych przedsiębiorców szukających drogi rozwoju. Cieszę się, że dołączyłem do Grupy Muszkieterów i wraz z Zespołem pokieruję dalszym rozwojem sieci. Jestem przekonany, że wspólnie możemy zbudować jeszcze silniejszy biznes podsumowuje Marek Wojnowski, Dyrektor Generalny Intermarché.

KAS wdraża Program Ostrzegania Przedsiębiorców

W ostatnim czasie Krajowa Administracja Skarbowa przedstawiła propozycję wdrożenia Programu Ostrzegania Przedsiębiorców. Jego celem jest informowanie podatników w zakresie ewentualnych nieprawidłowości, jakie mogły wystąpić we wczesnych etapach transakcji podczas rozliczania podatku VAT. Propozycja Resortu Finansów i KAS odpowiada na postulaty przedsiębiorców.

– Postulaty te dotyczą zapewnienia bezpieczeństwa obrotu finansowego i uniknięcia uwikłania się w proceder karuzeli podatkowej – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Według opinii FPP działania Krajowej Administracji Skarbowej w ramach programu POP powinny być zdecydowane. Należy wdrożyć go w kompleksowy sposób – tak, aby obejmował wszystkich podatników biorących udział w transakcjach, które potencjalnie mogłyby mieć na celu wyłudzanie podatku VAT. Taka aktywność ze strony KAS powinna być szybka, a informacje i ostrzeżenia niezwłocznie przekazywane przedsiębiorcom. Umożliwiłoby to ewentualne podejmowanie przez nich działań weryfikacyjnych wobec partnerów biznesowych – wskazał Korzeb.

Europejski Bank Centralny jest gotowy poluzować politykę pieniężną

Wreszcie dotarliśmy do tego, na co wszyscy na rynkach finansowych czekają. Nikt nie ma wątpliwości, że prezes EBC Mario Draghi i jego koledzy złagodzą swoje nastawienie, ale wcale to nie oznacza, że już dziś trzeba otworzyć salwę ze wszystkich dział. Widzimy ryzyko w tym, że rynek zapędził się w oczekiwaniach i może być rozczarowany dzisiejszymi postanowieniami.

Europejska gospodarka złapała mocną zadyszkę i od miesięcy nie może się z niej wyrwać. Przemysł znalazł się wręcz w zapaści, co było widać choćby we wczorajszym raporcie PMI. Inflacja bazowa pozostaje anemiczna a oczekiwania inflacyjne obniżają się. Europejski Bank Centralny ponownie znalazł się w sytuacji bez wyjścia i będzie zmuszony poluzować politykę. W ostatnich wystąpieniach publicznych m.in. prezes EBC Mario Draghi główny ekonomista banku Phillip Lane sugerowali gotowość do sięgnięcia po szeroki pakiet instrumentów luzujących politykę w przypadku braku poprawy sytuacji gospodarczej. Również protokół z ostatniego posiedzenia potwierdza, że w Radzie Prezesów jest zgoda co do potrzeby dodatkowego wsparcia gospodarki z wykorzystaniem wszystkich dostępnych instrumentów. Jednocześnie jednak na rynek docierały przecieki od źródeł zbliżonych w EBC, że bank nie zamierza pochopnie podejmować decyzji i zdaje sobie sprawę z konieczności przygotowania rynków na zmiany w polityce. Przejrzystość komunikacji, a przede wszystkim przekaz, że ekspansja monetarna ma pełne poparcie w Radzie Prezesów powinna przeważyć na rzecz odroczenia decyzji do września.

Dziś jednak nie zostaniemy z niczym. Dla prezesa Draghiego konferencja prasowa może być swoistą próbą generalną przed wrześniowym spektaklem. Rynek będzie chciał dowiedzieć się, po które instrumenty zamierzają sięgnąć władze monetarne. Po pierwsze najpewniej forward guidance zostanie zmodyfikowane do zobowiązania o utrzymaniu stóp na bieżącym „lub niższym” poziomie. Otworzy to drogę, by we wrześniu dokonać obniżki stopy depozytowej o 10 pb, ale prawdopodobnie towarzyszyć temu będzie system różnicowania stóp procentowych dla różnych grup instytucji – zmusić banki do rozkręcenia akcji kredytowej tylko tam, gdzie to potrzeba (np. Włochy), ale nie karać banków, które już to robią, a i tak mają nadwyżki kapitałowe (Niemcy).

Naszym scenariuszem bazowym na razie nie jest natomiast wznowienie skupu aktywów, ale widzimy duże prawdopodobieństwo sięgnięcia również po ten instrument. Gdyby zdecydowano się na taki krok, to tutaj też potrzebne byłyby modyfikacje. Przybrałyby one postać podniesienia limitu maksymalnego zaangażowania EBC w papiery z poszczególnych emisji (prawdopodobnie z 33 do 49 proc.). To duży i kontrowersyjny krok, dla którego EBC potrzebuje silnego podparcia w danych lub w pesymistycznych prognozach (które Rady Prezesów otrzyma we wrześniu).

Oczekiwania rynku przed dzisiejszą decyzją są bardzo wyśrubowane, co widać nawet w ostatnim spadku EUR/USD w kierunku dwuletnich minimów. Rynek pieniężny wycenia 40-proc. prawdopodobieństwo obniżki stóp o 10 pb już dziś. Spadek rentowności obligacji pokazuje, że rynek długu szykuje się na ogłoszenie skupu aktywów. Nie ulega wątpliwości, że EBC zaprezentuje łagodne oblicze i będzie próbować przygotować rynek na luzowanie we wrześniu, ale naszym zdaniem Draghiemu trudno będzie sprostać wysoko postawionej poprzeczce oczekiwań bez przedstawienia konkretów, których jednak dziś się nie spodziewamy. Rozczarowanie otworzy drogę do korekcyjnego odbicia EUR/USD wymazującego spadki z tego tygodnia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.