Chcesz założyć firmę za granicą? Wybierz Anglię!

tax angels firma w ukŚwiadczenie swoich usług zdalnie to świetna sprawa, bo czujesz się wolnym człowiekiem. Jest jednak „ale”. Jeżeli jednak szukasz klientów poprzez popularne portale wiesz dobrze, że pośrednicy biorą sporą prowizję za możliwość rozliczeń z klientami, no i jest problem, gdy zachorujesz. Jest to rozwiązanie zatem, tymczasowe.

Nie masz jednak odwagi na własną działalność, nie zarabiasz na tyle dużo, by po wszystkich opłatach, żyć na sensownym poziomie. Gdzieś może słyszałeś określenie „podwójne podatki” i wymogi związane z możliwością założenia firmy za granicą, ale w natłoku pracy, nie zagłębiałeś się w temat. Może pora najwyższa przeczytać o możliwościach jakie niesie za sobą założenie spółki LTD.

prowadzenie firmy w angliiSpółka LTD nie dla każdego

Lepiej od razu wspomnieć, że nie każdy może założyć firmę na zasadzie spółki LTD, czyli  spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (Limited Company).

Rozważać rejestrację spółki Ltd mogą osoby, które:

  • na terenie kraju, gdzie fizycznie prowadzona jest działalność, jej właściciel nie posiada żadnego zakładu, lokalu usługowego, gabinetu, sklepu, czy biura. Wyjątkiem może być jedynie magazyn wysyłkowy,
  • prowadzona działalność nie wymaga zezwoleń ani wpisu do działalności rejestrowych (co jest wymogiem np. dla lekarzy),
  • na terenie Polski nie są zatrudnieni pracownicy na umowę o pracę ani umowę zlecenie. Dozwolona jest natomiast forma rozliczania się z pracownikami na podstawie faktury, czy umowy o dzieło. Pracownika można zatrudnić również jako dyrektora spółki, który mimo zamieszkania na terenie Polski, również uniknie podwójnego opodatkowania i rozliczy się na atrakcyjniejszych warunkach z brytyjskim fiskusem.

Skoro chcesz pracować w domu, przy laptopie i telefonie a Twoją kawalerkę trudno nazwać „siedzibą firmy”, „biurem”, czy „lokalem użytkowym”, możesz czytać dalej.

To naprawdę ekscytujące

Właściwie więc, każdy zawód, który nie wymaga posiadania stałego zakładu na terenie Polski, może podlegać tylko rozliczeniu podatkowemu w Wielkiej Brytanii, a tym samym posiadać formę prawną spółki LTD. Nie ma też znaczenia, kim jest odbiorca usług czy oferowanych produktów. Nie ma żadnych ograniczeń logistycznych, a to oznacza, że odbiorca usług czy oferowanych produktów może mieszkać w dowolnej części świata.

Założenie firmy w Anglii to kwestia około 24 – 48 godzin, od momentu złożenia wniosku, do powstania spółki. Nie musisz być rezydentem United Kingdom. Wystarczy, że masz ukończone 16 lat, bo taki jest minimalny wiek dyrektora spółki LTD. Wszystkie formalności można wypełnić samodzielnie i przez Internet, jeśli jednak będzie to Twoja pierwsza spółka, lepiej skorzystać z pomocy specjalistów. „TaxAngels” oferuje zakładanie firmy na terenie UK.

Kapitał założycielski

Jest potrzebny. Aczkolwiek w Wielkiej Brytanii mamy do czynienia z kapitałem deklarowanym, czyli udziałowcy zakładając spółkę zobowiązują się do wpłaty kapitału w momencie, kiedy spółka nie byłaby w stanie pokryć swoich zobowiązań wobec wierzycieli z bieżącego majątku.

Teraz jednak uwaga! Minimalny kapitał zakładowy spółki LTD to 1 funt.

Korzyści wynikające z prowadzenia Spółki LTD

W Wielkiej Brytanii kwota wolna od jakiegokolwiek podatku to około 62 500 zł rocznie. Po zwiększeniu pensji ponad ten próg dochodzą opłaty na ubezpieczenie, które w Wielkiej Brytanii zależne są od wysokości Twoich dochodów – nie ma tam konieczności opłacania co miesiąc stałej kwoty jak na ZUS w Polsce.

Prowadząc Spółkę LTD w Wielkiej Brytanii nie tracisz godzin, czy nawet pełnych dni w miesiącu na zbędną biurokrację. Po tym jak firma zostanie zarejestrowana, jej prowadzenie będzie sprowadzało się z Twojej strony do gromadzenia i przesyłania faktur wystawionych i otrzymanych przez Twoją firmę.

Osobom, które nie są brytyjskimi rezydentami, spółka LTD umożliwia otrzymywanie emerytury z UK, która wynosi ok. 1 000 złotych miesięcznie już po 10 latach pracy i wzrasta z każdym kolejnym rokiem aż do niemal 3 200 złotych miesięcznie bez wpłacania jakichkolwiek składek. Więcej o korzyściach spółki LTD przeczytasz w serii artykułów na blogu.

firma w angliiFirma w Anglii, a Brexit

Brytyjskie wyjście z Unii Europejskiej nie zmieni wiele w podejściu do przedsiębiorców. Proste i przejrzyste prawo to jedna z najczęściej wymienianych przez przedsiębiorców zalet brytyjskiego systemu prawnego. Opuszczenie Unii Europejskiej zwiastuje jeszcze mniej biurokracji i rezygnację z uciążliwych procedur. Uwolnienie biznesu od przytłaczającego unijnego prawa powinno skutkować jeszcze szybszym rozwojem przedsiębiorczości na Wyspach.

Brytyjski rząd opublikował  tzw. “Białą księgę Brexitu”. Zawarte są w niej główne zagadnienia Brexitu i przyszłych relacji z Unią Europejską. Gospodarka zajmuje w niej bardzo ważne miejsce. Brytyjski rząd proponuje Umowę o Wolnym Handlu z Unią Europejską, która zakłada minimalizację negatywnych skutków wynikających z opuszczenia Unii oraz możliwie maksymalne uproszczenia i ułatwienia dla wolnego handlu.

Artykuł przygotowała kancelaria Tax Angels.

Susza rolnicza w 15 województwach i we wszystkich uprawach. Ocieplenie klimatu to problem nie tylko dla rolników

Susza rolnicza w 15 województwach i we wszystkich uprawach. Ocieplenie klimatu to problem nie tylko dla rolników 1

Według najnowszego raportu Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa Państwowego Instytutu Badawczego obejmującego okres od 21 maja do 20 lipca, susza rolnicza występuje we wszystkich województwach poza Małopolską. Dotyka ona wszystkich 14 monitorowanych upraw. Eksperci oceniają, że takie problemy mogą się powtarzać co roku, za co odpowiada globalny wzrost średniej temperatury na świecie. Na półkuli północnej wynosi on blisko 2 st. C wobec połowy XIX wieku. Zmiany klimatyczne wypływają także na kondycję lasów i zdrowie ludzi – ocenia Anna Sierpińska z portalu Nauka o klimacie.

Raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) wylicza, że obecnie średnia globalna temperatura jest o 1 st. C wyższa od poziomu przedindustrialnego. Jest to jednak średnia wartość dla półkuli południowej i północnej. Tymczasem na półkuli północnej wzrost jest większy.

– Szacuje się, że w Europie średnia temperatura od połowy XIX wieku wzrosła mniej więcej o 2 st. C Jeszcze wyższy mamy wzrost średniej temperatury dla zimy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Sierpińska z portalu Nauka o klimacie. – Możemy zauważyć, że mamy cieplejsze zimy. Jeżeli ktoś się z tego cieszy, to należy pamiętać, że brak pokrywy śnieżnej przekłada się na problemy rolnictwa. Tradycyjnie topiąca się pokrywa śnieżna wiosną dostarczała wód roztopowych i wilgoci glebie. Latem za to wydłużają się okresy bardzo gorącej pogody, a temperatury są wyższe.

Raport HEAL i Koalicji Klimatycznej „Wpływ zmiany klimatu na zdrowie” wskazuje, że zmiany klimatu już spowodowały znacznie większą częstotliwość susz. O ile jeszcze w latach 1951–1981 susze o znacznych rozmiarach występowały w naszym kraju co 5 lat, o tyle od połowy lat 90. XX wieku występują średnio co dwa lata. Od końca tej dekady mamy w Polsce do czynienia z permanentną suszą letnią. Przykładowo, z danych FreeMeteo.pl wynika, że w kwietniu w Polsce spadło 1,7 mm deszczu (zazwyczaj to średnio 33,9 mm). To tyle, ile zazwyczaj pada na obszarach pustynnych.

– Duża część upraw w Polsce jest nawadniana opadami. Jeżeli susze się przedłużają i są bardziej uciążliwe, to rolnicy mają problem, bo w ograniczonym stopniu mogą podlewać uprawy. Jeżeli ktoś ma kilkadziesiąt hektarów upraw, to nawet z punktu widzenia ekonomicznego jest to trudne – wskazuje ekspertka. – Zmiana klimatu ma także wpływ na lasy, skład gatunkowy, zdrowie drzew. W Polsce coraz gorsze warunki ma świerk, który jest dosyć ważnym drzewem z punktu widzenia gospodarczego. On prawdopodobnie będzie po prostu wymierać, bo będzie za sucho i za gorąco.

Zmiany klimatu powodują też częstsze nagłe zjawiska atmosferyczne – huragany, trąby powietrzne. Zmieniła się także struktura opadów – zamiast lekkiego deszczu przez kilka dni, pojawiają się nagłe i intensywne ulewy.

– Nie zdarzają się właściwie takie kilkudniowe drobne opady, kiedy spada niewielka ilość deszczu, ale sumarycznie pozwalająca nawadniać pola czy generalnie dostarczająca wilgoci środowisku. Natomiast mamy długie okresy suche, a później nawałnice, które powodują tzw. powodzie błyskawiczne, kiedy w miastach zalewa ulice i nie można nimi przejechać. Ten trend jest bardzo wyraźny. To już się dzieje i na pewno będzie miało miejsce w przyszłości – ocenia Anna Sierpińska.

Ocieplenie klimatu sprawia, że w Europie pojawiają się choroby znane dotychczas z cieplejszych regionów. Tylko w ciągu 10 lat trzykrotnie wzrosła liczba zachorowań na boreliozę przenoszoną przez kleszcze, ponieważ ze względu na wyższe temperatury zwiększa się populacja i terytorium ich występowania. Do 2100 roku w niektórych regionach wzrost zachorowań może sięgnąć niemal 100 proc.

– Jeszcze 20 lat temu było poniżej tysiąca przypadków boreliozy rocznie, a w zeszłym roku ponad 20 tys. Im jest cieplej, nie ma długich chłodnych zim, nie mówiąc o mroźnych, tym dłużej żerują kleszcze – tłumaczy Anna Sierpińska.

Zmiany klimatu można jeszcze zatrzymać. Konieczna jest jednak współpraca na kilku płaszczyznach. W skali globalnej eksperci postulują odejście od energetyki opartej na węglu na rzecz odnawialnych źródeł energii i ograniczenie emisji  dwutlenku węgla. Jednak wiele do zrobienia jest również wśród społeczeństwa – większe zaangażowanie w ekologię, sortowanie odpadów czy rezygnacja z plastiku.

– Z rzeczy, które możemy na co dzień robić, to ograniczenie marnotrawstwa żywności i energii. Jeżeli ktoś ma zwyczaj zostawiać na cały dzień włączony komputer, powinien go zmienić. Z korzyścią dla naszego zdrowia powinniśmy ograniczać spożycie produktów odzwierzęcych, głównie czerwonego mięsa. To też się przekłada na działania korzystne dla środowiska naturalnego – wymienia Anna Sierpińska.

Trwają rozmowy o wyborze komisarzy europejskich. Wiele priorytetów nowej szefowej KE jest spójnych z polityką polskiego rządu

Trwają rozmowy o wyborze komisarzy europejskich. Wiele priorytetów nowej szefowej KE jest spójnych z polityką polskiego rządu 2

Nowa szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen prowadzi rozmowy na temat wyboru komisarzy z poszczególnych krajów. Jak zapowiedział premier Mateusz Morawiecki, polski rząd będzie się starał o tekę gospodarczą w nowej KE. Ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Melchior Szczepanik ocenia, że polskiemu rządowi podoba się m.in. strategia von der Leyen dotycząca niwelowania podziałów w ramach Unii Europejskiej czy jej wizja polityki obronności. Kontrowersyjnym dla Polski elementem agendy nowej przewodniczącej KE może być natomiast wspólny rynek i kwestia praworządności.

Polski rząd poparł kandydaturę Ursuli von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej, głosowała za nią także większość polskich posłów w PE – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Melchior Szczepanik, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – Dla polskiego rządu ważne są jej ambicje zredukowania pewnych różnic w ramach Unii Europejskiej. Jak wspomniała, obecnie widać w UE dość silne podziały na linii północ-południe i wschód-zachód, duże różnice zdań między państwami członkowskimi w kluczowych kwestiach. Jej ambicją będzie osłabienie tych podziałów. Nie deklarowała się jako zwolenniczka tzw. Unii dwóch prędkości, zależy jej raczej na tym, żeby UE zachowała jedność.

Nowa szefowa Komisji Europejskiej prowadzi obecnie z państwami członkowskimi rozmowy dotyczące przyszłego składu KE.. Warszawa jest drugą po Paryżu stolicą, którą odwiedzi po wyborze na przewodniczącą Komisję.

Premier Morawiecki zapowiedział, że polski rząd będzie się starał o tekę gospodarczą w Komisji Europejskiej. To mogą być różne teki, bo wiele stanowisk łączy się z obowiązkami z zakresu gospodarki, przykładowo polityka konkurencyjności czy wspólny rynek, czyli funkcja sprawowana do tej pory przez polską komisarz [Elżbietę Bieńkowską – red.]. Można też zastanawiać się nad polityką regionalną lub teką związaną ze wspólną polityką rolną – mówi Melchior Szczepanik.

Dotychczasowa minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen została wybrana nową szefową Komisji Europejskiej na początku ubiegłego tygodnia. Jej kandydaturę poparło 383 europosłów, przeciwko zagłosowało 327 deputowanych. Premier Mateusz Morawiecki ocenił, że jej wygrana daje nadzieję na nowe otwarcie w UE. Alternatywą na stanowisku szefa KE był kandydat centrolewicy, Holender Frans Timmermans. W ramach Rady Europejskiej von der Leyen dostała poparcie polskiego rządu i – jak stwierdzili politycy PiS – wygrała w dużej mierze dzięki głosom polskiej delegacji w Parlamencie Europejskim.

W trakcie wystąpienia w Parlamencie Europejskim Ursula von der Leyen przedstawiła swoje priorytety i można powiedzieć, że one sygnalizują kontynuację działań poprzedniej KE, kierowanej przez Jeana-Claude’a Junckera. Wciąż pozostaje wiele kwestii, które nie zostały przez Junckera rozwiązane i nie udało się w nich znaleźć kompromisu między krajami członkowskimi – ocenia Melchior Szczepanik.

Jak podkreśla, wśród priorytetów nowej szefowej KE są przede wszystkim kwestie związane z ochroną klimatu. Von der Leyen przedstawiła ambitny plan przestawienia UE na zeroemisyjną gospodarkę do 2050 roku i znacznego obniżenia emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku. Ekspert PISM ocenia, że nowa szefowa KE będzie chciała zmierzyć się też z reformą polityki migracyjnej.

Tutaj chodzi o wzmocnienie ochrony granic Unii Europejskiej, ale też stworzenie wewnętrznej polityki migracyjnej, czyli m.in. decyzję, co dalej będzie działo się z uchodźcami, którzy występują o azyl w UE, jak państwa będą się nimi dzielić – mówi Melchior Szczepanik. – Priorytety Ursuli von der Leyen dotyczą też rynku wewnętrznego. Ona postuluje w tym zakresie pewną harmonizację, wspomniała m.in. o wprowadzeniu płacy minimalnej we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

W trakcie wystąpienia na forum PE Ursula von der Leyen wspomniała też, że chce, aby Unia Europejska odgrywała znaczną rolę w polityce międzynarodowej, co oznacza, że chciałaby zmobilizować państwa członkowskie do większej aktywności na arenie międzynarodowej.

Temu ma służyć zastąpienie jednomyślności głosowaniem większościowym w tych kwestiach. Idea jest taka, żeby to głosowanie umożliwiło państwom członkowskim szybsze reagowanie na wydarzenia międzynarodowe – mówi Melchior Szczepanik. – Von der Leyen proponuje też wprowadzenie głosowania w kwestiach dotyczących polityki podatkowej, co z kolei ma ułatwić wprowadzenie tzw. podatku cyfrowego, czyli opodatkowania wielkich korporacji działających w sektorze cyfrowym.

Ekspert PISM zauważa, że jeszcze jako minister Ursula von der Leyen podkreślała też konieczność reformy i wzmocnienia europejskiej polityki obronnej oraz zwiększenia nakładów na przemysł zbrojeniowy. Jest to element, na który nacisk kładzie również polski rząd.

– Warto przy tym zaznaczyć, że – jak podkreśliła von der Leyen – ten europejski wymiar polityki obronnej powinien być zgodny ze strategią i z działaniami NATO – mówi Melchior Szczepanik.

Jak ocenia ekspert PISM, kontrowersyjnym dla Polski elementem agendy von der Leyen może być m.in. wspólny rynek. Nowa szefowa KE zaznaczyła, że zależy jej przede wszystkim na harmonizacji zasad, które rządzą funkcjonowaniem jednolitego rynku Unii Europejskiej. Natomiast zarówno polski rząd, jak i Grupa Wyszehradzka kładą nacisk bardziej na redukowanie barier dla wolnej konkurencji niż harmonizację reguł.

– Problemem, który na pewno będzie dyskutowany w czasie jej kadencji, jest kwestia zaangażowania Komisji Europejskiej w mechanizm ochrony praworządności w państwach członkowskich i zakres kompetencji KE – zarówno jeżeli chodzi o ocenę stanu praworządności w państwach członkowskich, jak i ewentualne nakładanie sankcji za naruszenia praworządności – podkreśla analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Ustawa antyzatorowa czeka na podpis prezydenta. Nierzetelni kontrahenci będą od przyszłego roku karani

Ustawa antyzatorowa czeka na podpis prezydenta. Nierzetelni kontrahenci będą od przyszłego roku karani 3

Nieterminowość w rozliczaniu płatności zaburza płynność finansową firm i hamuje ich rozwój. Z problemem boryka się 80–90 proc. przedsiębiorstw – wynika z szacunków Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Rozwiązaniem ma być ustawa o przeciwdziałaniu zatorom płatniczym, która czeka już tylko na podpis prezydenta. Przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2020 roku. – Prawdopodobnie problem zatorów nie zostanie zupełnie zlikwidowany – podkreślają eksperci Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Mamy kilka pomysłów, które mogłyby zostać uwzględnione w nowelizacji ustawy.

Zatory w płatnościach trawią sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Z analizy ZPP wynika, że 2/3 przedsiębiorców otrzymuje płatności opóźnione o 30 dni względem terminu określonego w umowie, a co druga firma w Polsce deklaruje problem z opóźnionymi płatnościami o co najmniej 60 dni.

W piątek 19 lipca Sejm przegłosował senackie poprawki do ustawy ograniczającej zatory płatnicze. Teraz ruch prezydenta. Jeśli podpisze ustawę, od przyszłego roku kontrahenci, którzy nie opłacają faktur w terminie, będą musieli liczyć się z konsekwencjami.

 W ustawie znajduje się szereg rozwiązań, które mają na celu ograniczenie zatorów płatniczych w Polsce. Chodzi tu m.in. o wprowadzanie bezwzględnego terminu płatności 60 dni w relacjach asymetrycznych, tzn. między dużymi podmiotami, które są dłużnikami, a firmami z sektora MŚP, które są wierzycielami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Istotną zmianą jest skrócenie do maksymalnie 30 dni od dnia doręczenia faktury terminów zapłaty w transakcjach, których dłużnikiem jest podmiot publiczny, z wyjątkiem podmiotów leczniczych. Ustawa wprowadza również wyższe odsetki ustawowe za opóźnienia w płatnościach do 11,5 proc. Tylko w przypadku podmiotów leczniczych odsetki pozostają na tym samym poziomie i wyniosą 9,5 proc.

Ustawa wprowadza również tzw. ulgę na złe długi w podatkach PIT i CIT dla wierzyciela. Firma będzie mogła pomniejszyć podstawę opodatkowania o nieuregulowaną w terminie kwotę, a dłużnik będzie zmuszony podstawę opodatkowania o tę kwotę podnieść. Przepisy zobowiązują także największe firmy, których dochód przekracza rocznie 50 mln euro do corocznego składania raportu do Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii o stosowanych przez siebie terminach zapłaty. Raporty mają być ogólnodostępne.

– Główna część rozwiązań dedykowana jest relacjom asymetrycznym, w których podmiot z sektora MŚP jest wierzycielem, czyli świadczy jakąś usługę, dostarcza towar podmiotowi dużemu. Tutaj jest największe ryzyko występowania nadużyć – mówi Jakub Bińkowski. – Podmiot duży ma silniejszą pozycję negocjacyjną względem podmiotu małego, w związku z tym może wymusić niesprzyjające małemu podmiotowi zapisy w umowie, a także może pozwolić sobie na nierespektowanie jej niektórych zapisów. Zdaje sobie sprawę z tego, że dla małego podmiotu może być jedynym kontrahentem albo kontrahentem odpowiadającym za dużą część przychodów i jest raczej mało prawdopodobne, żeby w takiej sytuacji wszedł z nim w spór na ścieżce sądowej.

Przyjęta ustawa nadaje też nowe kompetencje Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów w zakresie kontroli terminów zapłaty faktur. Będzie mógł m.in. wszcząć postępowanie w sprawie opóźnień w płatnościach, przeprowadzić niezapowiedzianą kontrolę i nałożyć karę. Urząd będzie reagował, gdy zaległości w płatnościach w ciągu 3 miesięcy przekroczą 5 mln zł do 2021 roku i 2 mln zł w kolejnych latach.

 Cały czas istnieje kilka pomysłów, które – mamy nadzieję – kiedyś znajdą się w następnej ustawie dotyczącej ograniczenia zatorów, ponieważ prawdopodobnie ten problem nie zostanie zlikwidowany. Chodzi tu m.in. o zastrzeżenie własności towaru do momentu uiszczenia zapłaty za niego, czy też obowiązek doliczania kwoty odsetek do kwoty wynikającej z faktury bądź rachunku, obowiązek ciążący na dużym podmiocie, który jest dłużnikiem podmiotu z sektora MŚP – wymienia ekspert ZPP.

Blisko 4,3 mln osób w Polsce żegluje. Wraz ze wzrostem popularności tego sportu rośnie też prestiż organizowanych regat

0

Blisko 4,3 mln osób w Polsce żegluje. Wraz ze wzrostem popularności tego sportu rośnie też prestiż organizowanych regat 4

Z badań Polskiego Związku Żeglarskiego wynika, że 70 proc. Polaków miało kiedykolwiek styczność z żeglarstwem, a liczbę żeglarzy szacuje się na 4,3 mln osób, z czego ponad 0,5 mln to profesjonaliści, uczestniczący w zawodach. Rosnące zainteresowanie tym sportem widać także po organizowanych w Polsce regatach, które mają coraz większy prestiż. W poniedziałek w Gdyni rozpoczął się jeden z największych wyścigów w Europie – Volvo Gdynia Sailing Days. W jubileuszowej, 20. edycji imprezy, ponad 1,5 tys. zawodników będzie rywalizować w 19 klasach regatowych.

– Żeglarstwo to nie tylko sport wyczynowy, lecz także forma aktywności ruchowej, turystycznej, oderwanie się od codziennej rzeczywistości, styczność z naturą. Zarówno dzieci, jak i ich rodzice i starsze pokolenia, a nawet osoby z niepełnosprawnościami znajdą tu coś dla siebie. To także jeden z tych sportów, od których oczekuje się, że będziemy przywozili medale mistrzostw świata i Europy, medale igrzysk olimpijskich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Chamera, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego.

Z raportu „Polski rynek żeglarski” wynika, że blisko 5 mln Polaków brało kiedyś udział w rejsie, a 3,4 mln uczestniczyło w nim aktywnie. Większość z nich szuka w pływaniu relaksu (56 proc.) i kontaktu z przyrodą (41 proc.). Ponad pół miliona osób związanych jest z żeglarstwem w sposób sportowy, zawodowy. Łącznie liczbę żeglarzy w Polsce szacuje się na 4,3 mln.

– Standardowo w Polsce sportem numer jeden jest piłka nożna, a w Gdyni sportem numer dwa jest właśnie żeglarstwo. U nas funkcjonują od wielu lat z bardzo dużą historią kluby żeglarskie, szkolące dzieci i młodzież, które zdobywają największe laury na mistrzostwach Polski, Europy i świata w swoich kategoriach wiekowych – wskazuje Rafał Klajnert, dyrektor Gdyńskiego Centrum Sportu.

Żeglarstwo stało się popularne wraz z pierwszym złotym medalem Igrzysk Olimpijskich w żeglarstwie, który w 1996 roku w Atlancie zdobył Mateusz Kusznierewicz w klasie Finn. Od tego czasu nie tylko rośnie liczba osób uprawiających ten sport, lecz także organizowanych w kraju wydarzeń. Volvo Gdynia Sailing Days to najbardziej prestiżowy cykl regat w Polsce.

– Największym wydarzeniem, swego rodzaju benchmarkiem, do którego dążymy, jest Tydzień Kiloński, który ma ponad 100-letnią tradycję. Nasza impreza Volvo Gdynia Sailing Days ma 20-letnią tradycję, a w tej chwili stała się największą imprezą żeglarską nie tylko w Polsce, lecz także w basenie Morza Bałtyckiego i nie tylko. Jest to jedno z największych wydarzeń żeglarskich w Europie, śmiało powiem, że i na świecie – podkreśla Tomasz Chamera.

– Naszym atutem jest to, że marina znajduje się w centrum miasta i żeglarze, przyszli mistrzowie olimpijscy, są dostępni dla turystów i mieszkańców. Można z nimi porozmawiać o tym, jak im poszło, oraz o tym, jak wygląda to żeglarstwo od strony wody – mówi Rafał Klajnert.

Organizatorzy spodziewają się nawet 1,5 tys. zawodników. Drugie tyle to ich trenerzy i kibice, którzy tłumnie zjeżdżają do Gdyni. W jubileuszowej edycji, zawodnicy będą rywalizować w 19 klasach regatowych. Najważniejszymi regatami całej imprezy będą mistrzostwa świata w klasie 29er. Odbędą się też mistrzostwa Europy w olimpijskich klasach 49er, 49er FX i Nacra 17, a także mistrzostwa świata juniorów do lat 21 w klasie Laser.

– Tegoroczne regaty to całe spektrum żeglarstwa, od projektu Kinder+Sport z firmą Ferrero, poprzez katamarany, kiteboarding, windsurfing, łącznie z mistrzostwami Polski w konkurencji olimpijskiej, poprzez jachty balastowe. Najważniejszą imprezą będą mistrzostwa świata klasy 49er, 2-osobowych skiffów, gdzie spodziewamy się blisko 160 uczestniczących załóg – wymienia Tomasz Chamera.

Volvo Gdynia Sailing Days jest organizowane już od 20 lat. Po raz ósmy sponsorem tytularnym regat jest firma Volvo Car Poland.

– To największa impreza żeglarska w Polsce, jednocześnie kuźnia przyszłych talentów. Wszyscy chcielibyśmy kiedyś oglądać naszych olimpijczyków na podiach. W Gdyni jest rozgrywanych aż 5 dyscyplin w klasach olimpijskich. Mamy nadzieję, że z tych młodych ludzi, których oglądamy tutaj, w przyszłości będziemy wszyscy dumni – mówi Stanisław Dojs, PR Manager Volvo Car Poland.

Przypomina, że historia zaangażowania marki w żeglarstwo rozpoczęła się już wcześniej – w latach 2001–2018 firma sponsorowała Volvo Ocean Race. W ramach tej imprezy angażowała się również w oczyszczanie mórz i oceanów z plastiku.

– W regatach 2017–2018 mieliśmy specjalną drużynę, która nazywała się Turn the Tide on Plastic. To był jacht, który pływając przez oceany, pobierał próbki z różnych akwenów, które pozwalają zidentyfikować, ile cząsteczek plastiku tam się znajduje. Szczególnie na Pacyfiku problem jest poważny. Wyspa śmieci na tym oceanie ma powierzchnię pięciokrotnie większą niż Polska – mówi Stanisław Dojs.

Volvo łączy ideę oczyszczania wód z plastiku z żeglarstwem, ponieważ jest to wyjątkowo czysty sport. I takie podejście ma też promować gdyńska impreza. Dodatkowo – jak zapewnia Dojs – marka podjęła konkretne działania dotyczące plastiku także poza sferą żeglarstwa.

– Od 2025 roku 1/4 wszystkich tworzyw sztucznych w nowo produkowanych samochodach będzie pochodziły z recyklingu. Usunęliśmy plastik z naszych biur i kantyn: kubeczki, butelki, sztućce. W samochodzie V90 Cross Country w edycji Volvo Ocean Race nawet dywaniki podłogowe zostały wykonane ze starych przerobionych sieci rybackich – podkreśla Stanisław Dojs.

Ochrona danych kluczowa z punktu widzenia rozwoju kolejnych technologii. To duże wyzwanie dla firm

Ochrona danych kluczowa z punktu widzenia rozwoju kolejnych technologii. To duże wyzwanie dla firm 5

Prawie 100 proc. firm w Polsce gromadzi dane, a 2/3 wykorzystuje je w analityce biznesowej – wynika z badań Intela i OVH. Ekspert Urzędu Ochrony Danych Osobowych Piotr Drobek podkreśla, że ochrona danych osobowych w kontekście coraz szybszego rozwoju technologicznego to dziś jedno z największych wyzwań dla firm. Z jednej strony wdrożenie 5G i rozwój internetu rzeczy pogłębia problem, z drugiej zaś znacznie przyspieszą możliwość przesyłu i przetwarzania danych. Kolejnym dużym wyzwaniem jest zastosowanie w praktyce przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, które obejmują nie tylko RODO, ale i cały szereg innych norm prawnych, często ze sobą sprzecznych.

W coraz większym stopniu dochodzi do automatyzacji przetwarzania danych, wykorzystywania środowiska big data, analityki danych czy sztucznej inteligencji w działalności biznesowej. Tego typu rozwiązania wiążą się z zupełnie nowymi czynnikami ryzyka. Administrator danych i każdy przedsiębiorca, który korzysta z takich narzędzi, powinien być w stanie zidentyfikować te ryzyka dla praw osób, których dane dotyczą i być w stanie je zminimalizować. To jest wyzwanie. Technologia i modele biznesowe zmieniają się bardzo szybko i musimy być gotowi w związku z tym aktywnie chronić dane osobowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Drobek, dyrektor Zespołu Analiz i Strategii w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych.

Jak wynika z tegorocznego badania Intela i OVH, prawie 100 proc. firm w Polsce przyznaje, że gromadzi dane, natomiast 60 proc. deklaruje ich wykorzystanie w analityce biznesowej. Ochrona danych będzie kluczowa również z punktu widzenia rozwoju kolejnych technologii: sieci 5G i internetu rzeczy, a także coraz większej liczby ataków hakerskich, których efektem często jest nie tylko wyciek informacji o spółce, ale też danych osobowych kontrahentów czy klientów. Tymczasem RODO zobowiązuje firmy zarówno do zapewniania odpowiednich środków bezpieczeństwa, jak i każdorazowego zgłaszania takich incydentów UODO.

Zakładamy, że sieć 5G – która wiąże się z internetem rzeczy – przyspieszy szybkość przesyłu i przetwarzania danych. To oznacza, że będą jeszcze większe możliwości wykorzystywania istniejących narzędzi i rozwijania tych, które były dotąd wdrażane. W tym sensie na pewno 5G przyczyni się do tego, że będzie niewątpliwie więcej czynników ryzyka dla ochrony danych – mówi Piotr Drobek.

Ekspert UODO ocenia, że ochrona danych w kontekście szybkiego rozwoju technologicznego to w tej chwili jedno z największych wyzwań dla firm i instytucji. Drugim jest zastosowanie w praktyce przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, które obejmują nie tylko RODO, ale i cały szereg innych norm prawnych, często ze sobą sprzecznych.

Ja się bardzo boję takiego myślenia, że kiedy zmieniają się okoliczności, od razu powinniśmy wprowadzać nowe regulacje. Tym bardziej że jesteśmy właśnie po zakończeniu dosyć kompleksowego procesu przyjmowania przepisów prawa. RODO jest tylko jednym z elementów systemu ochrony danych osobowych. Mamy do czynienia z całym systemem, na który składa się RODO, przepisy ustawy o ochronie danych osobowych oraz przepisy sektorowe – i to zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Ich zrozumienie i właściwe stosowanie będzie w najbliższym czasie jednym z największych wyzwań. Chodzi o to, że one nie zawsze są ze sobą spójne i to może rodzić pewną trudność – mówi Piotr Drobek.

Jak podkreśla, przepisami RODO związane są również firmy z tzw. państw trzecich, czyli spoza obszaru UE, ale świadczące usługi konsumentom europejskim. W efekcie obowiązywania nowych przepisów wiele przedsiębiorstw formalnie przeniosło działalność na teren Unii, żeby móc sprawnie dostosować się do wymogów rozporządzenia.

Widzimy pozytywne efekty tych przepisów, mianowicie ci najwięksi gracze przenoszą – przynajmniej formalnie – swoją działalność na teren UE po to, żeby było im łatwiej zrealizować wymogi wynikające z przepisów RODO wypełnić obowiązki, które na nich ciążą. Z drugiej strony RODO w dużo szerszym zakresie zapewnia różne narzędzia, które mogą być wykorzystywane do przekazywania danych do państw trzecich, czyli poza Europejski Obszar Gospodarczy – mówi Piotr Drobek.

Przewidziane w RODO narzędzia, które umożliwiają sprawną wymianę danych z tzw. państwami trzecimi, to m.in. standardowe klauzule umowne czy wiążące reguły korporacyjne. Komisja Europejska prowadzi też prace nad tym, żeby kolejne państwa trzecie traktować jako bezpieczne. Potencjalnym problemem będzie jednak twardy Brexit, po którym Wielka Brytania także zyskałaby status państwa trzeciego, co znacznie utrudniłoby wymianę danych z UE.

Jeżeli dojdzie do twardego brexitu, wówczas Wielką Brytanię traktowalibyśmy tak samo jak Federację Rosyjską czy Stany Zjednoczone, co w praktyce mogło być jednak kłopotliwe i do tego należałoby się wcześniej przygotować. Ale mam nadzieję, że nie będziemy zaskoczeni scenariuszem, który przyniosą nam najbliższe miesiące – mówi Piotr Drobek.

Rozwój infrastruktury 5G przyspieszy cyfryzację społeczeństwa i wprowadzenie przemysłu 4.0. Eksperci przekonują: tempo zmian w najbliższych latach będzie ogromne

Rozwój infrastruktury 5G przyspieszy cyfryzację społeczeństwa i wprowadzenie przemysłu 4.0. Eksperci przekonują: tempo zmian w najbliższych latach będzie ogromne 6

Nowa era cyfryzacji społeczeństwa odmieni sposób jego funkcjonowania. Upowszechnienie się sieci 5G, a co za tym idzie – pojawienie się rozwiązań z zakresu Przemysłu 4.0, internetu rzeczy i sztucznej inteligencji, zautomatyzuje nasze życie. Znikną zawody skupione na wykonywaniu powtarzalnych czynności, te zadania zostaną zlecone do wykonania maszynom. Rozwój infrastruktury 5G będzie motorem napędowym tych zmian, to dzięki niej możliwe będzie błyskawiczne przesyłanie dużych pakietów danych i zdalne kontrolowanie maszyn przy minimalnych opóźnieniach.

– Przemysł 4.0, sieci 5G to są hasła, które można nazwać medialnymi, marketingowymi. Ale one oznaczają zupełnie nowy sposób pracy, produkcji i komunikowania się. Zmieni się wszystko, zmieni sposób pracy, prawdopodobnie nie będziemy zobligowani zegarkiem tak jak dzisiaj. Prawdopodobnie w ciągu 30 lat przestaniemy wykonywać jakiekolwiek nużące, wymagające wysiłku fizycznego prace. To sobie dzisiaj trudno wyobrazić, ale tempo zmian jest ogromne i to powinniśmy uwzględnić już w systemach edukacji – mówi agencji Newseria Innowacje Jarosław Tworek, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Jednym z motorów napędowych zmian, których jesteśmy dziś świadkami, są dyrektywy Unii Europejskiej poświęcone przyszłościowym technologiom informatycznym. Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej do 2020 roku każde państwo członkowskie powinno stworzyć infrastrukturę 5G co najmniej w jednym dużym mieście. W Polsce elementem realizacji tych założeń jest wdrożenie megaustawy komunikacyjnej, która wprowadzi m.in. niższe opłaty związane z rozbudową infrastruktury 5G.

To pierwszy krok na drodze do napędzenia rynku nowych technologii. Parlament Europejski opracował także Konwencję o udzielaniu patentów europejskich, która ma umożliwić patentowanie rozwiązań informatycznych. Nowe wytyczne, realizowane za pośrednictwem zrewidowanej przez rząd ustawy o Prawie własności przemysłowej, ułatwi polskim firmom ochronę własności intelektualnej związanej z rozwiązaniami chmurowymi, systemami autonomicznymi czy sztuczną inteligencją. Zwiększy także ich konkurencyjność na rynku europejskim.

– Sieć 5G jest punktem startu. Tak jak punktem powszechnego uprzemysłowienia i produkcji masowej, takim punktem startu było wynalezienie elektryczności i możliwość prowadzenia dość powszechnej masowej automatyzacji w produkcji, tak w przypadku sieci 5G będzie taka podstawa infrastrukturalna rozwoju społeczeństwa opartego na informacji. Będzie to podstawa funkcjonowania wszystkich wynalazków wyposażonych w element inteligentny – twierdzi ekspert.

Działania realizowane przez Krajową Izbę Gospodarczą Elektroniki i Telekomunikacji mogą się z kolei okazać kluczowe dla przeprowadzenia sprawnej transformacji cyfrowej przemysłu i społeczeństwa. Z badania „W drodze ku Gospodarce 4.0” opracowane przez wydawnictwo IDG oraz koncern ABB wynika, że jedynie 14 proc. przedsiębiorstw przygotowuje się na nadejście Przemysłu 4.0, a niemal połowa respondentów przyznała, że nie zajmuje się obecnie problematyką cyfryzacji przedsiębiorstwa.

Aby unaocznić potencjał technologii realizującej założenia projektu Przemysłu 4.0, w ramach Krakowskiego Parku Technologicznego powołano do życia akcelerator KPT ScaleUP. Jego nadrzędnym zadaniem jest zapewnienie wsparcia merytorycznego dla firm oraz usługodawców opierających swój biznes o założenia Przemysłu 4.0, w tym m.in. chmury obliczeniowe, systemy automatyzujące, rozwiązania z zakresu internetu rzeczy czy sztucznej inteligencji.

– Sztuczna inteligencja już jest obecna, to już się dzieje. W komputerze, przy którym siadam, smartfonie, który biorę do ręki, w komunikatach prasowych, w zachowaniach giełdowych, dosłownie we wszystkim. To, że my tego nie widzimy, nie oznacza, że się nie dzieje. Moduły inteligentne znajdują się w każdym oprogramowanym, bardziej skomplikowanym urządzeniu i będą ulegać dalszej komplikacji, będą miały coraz więcej cech, które my nazywamy inteligentnymi – przewiduje Jarosław Tworek.

Według analityków z firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku Przemysłu 4.0 w 2017 roku wyniosła blisko 8 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do niemal 11 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 4 proc.

Polska dołączyła do kosmicznego wyścigu. Nasze teleskopy należą do najdokładniejszych w Europie

Polska dołączyła do kosmicznego wyścigu. Nasze teleskopy należą do najdokładniejszych w Europie 7

Już niedługo może powstać największy teleskop kosmiczny w historii. NASA wybiera właśnie ten, który przez najbliższe lata będzie nadawał ton w eksploracji kosmosu. W lipcu tego roku naukowcy opracowali „Deep-CEE”, nową technikę głębokiego uczenia maszynowego, aby przyspieszyć proces odnajdywania nowych galaktyk. Polska, już kilka lat po dołączeniu do Europejskiej Agencji Kosmicznej, może zaś pochwalić się jednym z najdokładniejszych teleskopów w środkowej Europie. SkyLab w Poznaniu może zaobserwować trzymilimetrowy obiekt z odległości kilometra.

– Polska pod względem pomiaru teleskopów jest absolutnie w czołówce europejskiej. Trudno się nam porównywać z takimi potentatami w dziedzinie badań kosmicznych jak Stany Zjednoczone, które dysponują olbrzymimi środkami finansowymi. Jesteśmy jednak w stanie zaproponować konkurencyjną cenę do urządzeń z USA, które są jednym z potentatów na rynku teleskopów astronomicznych – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Krzysztof Kozłowski z Instytutu Automatyki i Robotyki Politechniki Poznańskiej.

Teleskopy kosmiczne są coraz nowocześniejsze i dokładniejsze. Powstają też nowe technologie, bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym, które pozwalają na szybsze odnalezienie ciał niebieskich. W tym kosmicznym wyścigu Polska nie ma się czego wstydzić. W naszej części Europy jesteśmy jednym z potentatów. SkyLab w Poznaniu to jedyne takie laboratorium i obserwatorium na uczelni technicznej w kraju. Służy do obserwacji satelitów i kosmicznych śmieci. Jest przy tym bardzo czuły – z odległości kilometra pozwala śledzić główkę od szpilki przemieszczającą się z prędkością 100 km na godzinę.

To tylko jeden z przykładów, który najlepiej pokazuje, że Polska, która do kosmicznego wyścigu dołączyła stosunkowo niedawno, już liczy się wśród największych. Choć pod pewnymi względami nie możemy rywalizować z potentatami na rynku, którzy na eksplorację kosmosu przeznaczają miliardy dolarów, to w produkcji podzespołów czy części satelitów już zaliczamy się do czołówki. To właśnie u nas są teleskopy, które włączone do międzynarodowej sieci teleskopów SST (Space Surveillance and Tracking), tworzą okno na świat.

– Jest bardzo dużo w Polsce ambitnych firm różnej wielkości, które produkują różne podzespoły do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Polska zaczyna się liczyć w tym zakresie, ponieważ ma bardzo zdolnych inżynierów, technologia jest dostępna, z wyjątkiem technologii wojskowej. To wydawało się na początku takie humorystyczne, że Polska przystąpi do ESA, ale po kilku latach, po bardzo krótkiej zresztą historii, okazuje się, że zaczynamy stawiać coraz śmielsze kroki w tym zakresie – mówi prof. Krzysztof Kozłowski.

Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej w 2012 roku. Wcześniej rodzimy przemysł kosmiczny praktycznie nie istniał. Obecnie istnieje już ponad 300 firm działających w przemyśle kosmicznym, przy czym część specjalizuje się w produkcji części do teleskopów i pod tym względem plasujemy się w światowej czołówce.

– Amerykanie, Japończycy i Chińczycy próbują wejść na rynek teleskopów, w Europie jest kilka firm, które działają w zakresie budowy urządzeń teleskopowych. Polska wspina się coraz wyżej, mamy dobrą prognozę tego rozwoju na najbliższe lata – ocenia ekspert.

O tym, że Polska ma już określoną pozycję w Europie i na świecie może świadczyć fakt, że to właśnie w naszym kraju będzie rozwijana istotna część teleskopu orbitalnego ARIEL. Misja kosmiczna ARIEL (Atmospheric Remote-sensing Infrared Exoplanet Large-survey) znalazła się na liście zaakceptowanych wypraw badawczych ESA. Obserwatorium egzoplanet (jedno z czterech obserwatoriów) ma ruszyć w 2028 roku, w ciągu minimum 4 lat będzie miało do zbadania ok. tysiąca wytypowanych planet.

Polscy naukowcy mają tu kluczową rolę: opracowanie i skonstruowanie elementów układu precyzyjnego nakierowania, wykonanie części optomechanicznej i elektroniki sterującej, Polacy mają też nadzorować prace instytucji współtworzących teleskop. To zaś jest możliwe dzięki wykwalifikowanej kadrze.

– To kadra inżynierów automatyków, elektroników i informatyków, którzy tu się tym zajmują i Polska w tym zakresie kształci. Nasze uczelnie techniczne kształcą inżynierów, którzy będą tego typu zadania wykonywać. Zrobimy badania rynkowe i spróbujemy oszacować, jakie byłoby zapotrzebowanie i w jakim zakresie moglibyśmy to zrobić – zapowiada prof. Krzysztof Kozłowski.

Kibic na stadionie czy przed telewizorem? Kluby sportowe muszą walczyć o obecność widzów na trybunach

Aby zdobyć i utrzymać fanów operatorzy stadionów muszą nie tylko zaspokajać ich podstawowe potrzeby i oczekiwania, ale także oferować unikalne doświadczenia, dla których kibice zrezygnują z oglądania meczów przed telewizorem. Z raportu firmy doradczej Deloitte „The stadium experience keeping sports fans engaged and loyal” wynika, że najważniejszą kwestią dla fanów sportu jest identyfikacja z zespołem. I choć to starsi kibice, którzy dorastali jeszcze przed erą Internetu, przywiązują do niej o około 30 proc. większą wagę niż Millenialsi, to jednak osoby urodzone w 80. i 90. latach XX wieku mają większe szanse, by wejść do grupy najbardziej zagorzałych i najwierniejszych fanów.

Deloitte przeprowadził ankietę wśród ponad 15 tys. kibiców sportu w Stanach Zjednoczonych w siedmiu największych ligach: MLB, MLS, NASCAR, NBA, NFL, NHL i WNBA. W badaniu firma wyróżniła zwykłych fanów, którzy okazjonalnie oglądają mecze i tych najbardziej zafascynowanych daną konkurencją i drużyną, której kibicują.

Gra o kibica

Stadiony zmagają się z coraz większą konkurencją ze strony kibicowania w domowym zaciszu, czyli coraz lepszych opcji oglądania rozgrywek sportowych w domu, wykorzystujących doskonałej jakości obraz i dźwięk oraz możliwości rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości. Jednocześnie wizyty na stadionie oznaczają wysokie koszty i wymagają poświęcenia czasu. W rezultacie, podczas gdy za sprawą wysokich cen biletów przychody zespołów stale rosną, frekwencja na stadionach nie wzrasta, a w przypadku niektórych lig, jest coraz niższa.

W badaniu Deloitte widoczne są cztery podstawowe i niezmienne kategorie potrzeb kibiców, niezależne od poziomu ich zaangażowania w grę. Oczekują oni, że stadion będzie bezpieczny, wygodny i czysty. Zależy im także na tym, aby widok z trybun odpowiadał ich oczekiwaniom. Istotna jest również jakościowa gry i ekscytująca atmosfera. Te podstawowe oczekiwania są o 50 proc. ważniejsze niż każde inne stadionowe doświadczenie, jak na przykład łatwość dotarcia na miejsce czy poruszania się po nim.

Z tych czterech oczekiwań zdecydowanie najważniejszy dla kibiców, zarówno tych mniej zaangażowanych jak i najzagorzalszych, jest jakość odbioru meczu z zajmowanego miejsca na stadionie. W większości kibice są zadowoleni z poziomu realizacji ich potrzeb przez zarządców stadionów, to co daje największą satysfakcję to unikatowa atmosfera podczas meczu. Tego zdania jest aż 86 proc. najbardziej zagorzałych kibiców i aż 78 proc. zwykłych fanów sportu. Warto też zauważyć, że ogólny poziom satysfakcji jest niższy w grupie zwykłych kibiców, to pokazuje że jest jeszcze potencjał na zwiększanie lojalności i zaangażowania tej grupy – mówi Jan Kisielewski, Dyrektor w zespole Brand Strategy & Consumer Research w Deloitte.

Na szczególną uwagę zasługuje stosunek cen na stadionach do jakości oferowanych na nich produktów. To częsty powód skarg kibiców i jednocześnie źródło najmniejszej satysfakcji. Ceny na stadionie są zdecydowanie najważniejsze dla ich stałych bywalców. Poziom satysfakcji w ich przypadku wynosi 46 proc., podczas gdy jedynie 35 proc. w przypadku okazjonalnych kibiców sportu.

Zespół to my

Eksperci Deloitte wyróżnili także potrzeby typowe dla współczesnych kibiców, z których najważniejsza okazuje się być identyfikacja z zespołem. Różni się ona w zależności od grupy wiekowej. Kibice powyżej 55 roku życia, którzy dorastali w erze bez Internetu, przywiązują o około 30 proc. większą wagę do identyfikowania się ze swoją drużyną niż Millenialsi. To pokazuje, że aby zwiększyć frekwencję na stadionach w przyszłości, już dziś należy wziąć pod uwagę przyszłe pokolenia, przewidując ich potrzeby i oczekiwania. Millenialsi mają o 7 proc. większe szanse niż kolejne pokolenie na zostanie najbardziej zaangażowanymi kibicami w przyszłości dla których istotne jest przeżywanie unikalnych doświadczeń na stadionie, najlepiej takich, które odpowiadają ich osobistym zainteresowaniom. Doceniają także możliwość rozrywki na żywo przed, w trakcie i po meczu, oraz przebywanie na trybunach z kibicami tej samej drużyny.

Operatorzy nowoczesnych stadionów muszą odpowiadać na te potrzeby, nie zapominając jednocześnie o lojalności wobec starszego pokolenia. Z naszych badań przeprowadzonych w USA wynika, że wysiłki na rzecz dostarczenia oczekiwanych przez kibiców usług i produktów w związku z wizyta na stadionie wciąż nie są wystarczające, a przeciętne zadowolenie z tych elementów wynosi około 55 proc. – mówi Przemysław Zawadzki, Partner Associate, Lider Sports Business Group, Deloitte.

Lista rzeczy do zrobienia

Na listach potrzeb kibiców wyróżnia się niska pozycja możliwości korzystania z telefonów komórkowych i aplikacji, dostęp do Wi-Fi i spersonalizowana uwaga członków personelu stadionu. Jednocześnie zadowolenie z realizacji tych oczekiwań należało do najniższych w ankiecie i wynosiło około 40 proc. To połączenie niskiej ważności i małej satysfakcji sugeruje, że doświadczenie mobilne nie zostało jeszcze właściwie dostosowane do oczekiwań fanów sportu, ale tym samym stwarza pole do działań. Zespoły i ligi mają okazję wprowadzać innowacje i propozycje dla tych fanów, którzy sami jeszcze nie wiedzą dokładnie czego oczekują, a także przyciągnąć uwagę kibiców między rozgrywkami czy podczas przerw w grze.

Kluczem pozostanie bezproblemowa integracja wszystkich możliwych doświadczeń na stadionie. Bardzo lubię przykład San Francisco 49ers. Ten zespół futbolu amerykańskiego wprowadził niedawno aplikację mobilną, która pomaga kibicom już w drodze na stadion. Łączy ze sobą dostęp do parkingu, bilet na stadion, wskazówki jak dotrzeć na zarezerwowane miejsce, a także informacje o kluczowych punktach na stadionie. Co więcej , za jej pomocą kibic może zamówić na swoje miejsce siedzące przekąski czy napój. Aplikacja doprowadziła do wzrostu przychodów zespołu o 2 mln dolarów – mówi Jan Kisielewski.

Potencjał do wykorzystania

Doświadczenia polskiego kibica są odmienne w stosunku do fanów sportu w USA. Ligi zawodowe w Europie i Stanach Zjednoczonych charakteryzują się innymi modelami biznesowymi, dlatego porównując doświadczenia odbiorców widowisk sportowych należy zwrócić szczególna uwagę na uwarunkowania rynkowe i kulturowe.

Powinniśmy czerpać raczej ze wzorców lepszych sportowo lig zachodniej Europy, gdzie kultura kibicowania jest bardziej zbliżona do tego, co widzimy na polskich stadionach. W ostatnich latach jakość widowisk sportowych oglądanych bezpośrednio na stadionach w Polsce jest coraz wyższa, jednak aby utrzymać pozytywny trend kluby powinny aktywizować kibica w jeszcze większym stopniu – mówi Paweł Jakóbik, ekspert Sports Business Group Deloitte.

W ostatniej dekadzie w Polsce powstało kilkanaście nowoczesnych obiektów sportowych, co oznacza, że coraz więcej klubów posiada narzędzie do wysokiej jakości obsługi fanów na stadionie. Kluby, jak i organizacje zarządzające rozgrywkami podejmują coraz więcej działań w obszarze technologii w celu zwiększenia atrakcyjności wydarzeń sportowych. Na rynku dostępna jest na przykład oficjalna aplikacja mobilna piłkarskiej Ekstraklasy, która pozwala komentować przebieg meczów w czasie rzeczywistym. Wykorzystanie nowych technologii w połączeniu z nowoczesnymi obiektami powinno zachęcić istniejących oraz nowych fanów sportu do przyjścia na stadion, kosztem transmisji telewizyjnych.

Jak zmiana na fotelu premiera Wielkiej Brytanii wpłynie na rynki finansowe

Boris Johnson zastąpił Theresę May w fotelu premiera Wielkiej Brytanii. Czy wybór na to stanowisko zwolennika twardego wyjścia z Unii Europejskiej będzie oznaczał rozwód bez umowy?

Theresa May próbowała zadowolić wszystkich, czyli z jednej strony zwolenników mocnego brexitu, z drugiej strony tych członków Partii Konserwatywnej, którym zależało wyjściu zapewniającym ciągłość współpracy z Unią Europejską. To się nie udało.

Boris Johnson jest zwolennikiem tzw. „twardego brexitu”. W kampanii, w której starał się o poparcie kandydatury na urząd premiera prezentował stanowisko, że Wielka Brytania jest gotowa odejść z Unii, jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia satysfakcjonującego Partię Konserwatywną.

Johnson podkreśla publicznie, że zamierza używać strategii zastraszania, żeby uzyskać dodatkowe ustępstwa ze strony Brukseli. Jednak zastosowanie tej strategii może nie przynieść Johnsonowi oczekiwanych korzyści. – Unia Europejska od początku negocjacji z Wielką Brytanią podkreśla, że to nie ona chciała takiego rozwiązania tylko Brytyjczycy i to oni muszą ponieść teraz konsekwencje tej decyzji. Johnsonowi trudno więc będzie zmodyfikować stanowisko Unii Europejskiej – mówi Przemysław Kwiecień z XTB w rozmowie z MarketNews24.

Nowy premier Wielkiej Brytanii ma czas do końca października, żeby ustalić warunki rozwodu ze Wspólnotą. Jeśli jednak Johnson nie zacznie przedstawiać Unii konkretów i nie złagodzi tonu, brexit bez porozumienia może stać się faktem, a taki scenariusz mógłby okazać się szokiem nie tylko dla brytyjskiej, ale też dla wspólnotowej gospodarki.

Ryzyko rozwodu bez umowy pod wodzą nowego premiera oznacza przedłużanie okresu słabości brytyjskiej waluty. Funt jest obecnie najsłabszy od dłuższego czasu i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie.

Upadłości i restrukturyzacje w I połowie 2019 r. – barometr gospodarczy pokazuje, że będzie źle

Udział budownictwa w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji zmniejszył się do
13,1 proc., to wynik prawie o połowę niższy w porównaniu z rekordowym 2012 r., gdy co czwarte postanowienie sądowe dotyczyło firmy budowlanej.

Upadłości w branżach odzwierciedlają sytuację obserwowaną na rynku. Skok o 71 proc. zanotował transport (w ciągu dwóch lat o 177 proc.) oraz o 16 proc. handel (w ciągu dwóch lat o blisko 40 proc.). Więcej o 10 proc. było postanowień w rolnictwie. W pierwszej połowie 2019 r. łączna liczba upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce wyniosła 467, czyli dokładnie tyle samo ile w analogicznym okresie 2018 r.

Jak wynika z raportu Coface pt. Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w I półroczu 2019 r., poprawę zanotowała produkcja (- 11 proc.), budownictwo (- 16 proc.) oraz pozostałe branże, głównie usługi (- 30 proc.). Produkcja straciła też pozycję lidera w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji na rzecz handlu. Upadłości i restrukturyzacje firm handlowych stanowią 29 proc. wszystkich postanowień.

– Upadłości i restrukturyzacje w budownictwie w I półroczu dotyczyły 61 firm i jest to poziom podobny do tego, z jakim mieliśmy do czynienia w 2011 r., czyli jeszcze przed boomem związanym z EURO 2012 – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce. – Jednak nasza opinia o tym sektorze nie jest pozytywna ze względu na opóźnienia w płatnościach, które sięgają prawie 140 dni, gdy średnia dla wszystkich branż w Polsce wynosi 60 dni.

W dużo gorszej sytuacji jest branża transportowa, w której liczba upadłości i restrukturyzacji w wzrosła o 71 proc. – Jest to bardzo niepokojące, bo branża ta jest traktowana jako barometr gospodarki, jako pierwsza odczuwa pogorszenie bądź poprawę w otoczeniu makroekonomicznym, w popycie na rynku wewnętrznym jak i na rynkach zagranicznych – wyjaśnia Grzegorz Sielewicz z Coface.

Przed EBC: próba generalna przed wielkim finałem

Europejska gospodarka złapała mocną zadyszkę i od miesięcy nie może się z niej wyrwać. Przemysł znalazł się wręcz w zapaści. Inflacja bazowa pozostaje anemiczna, a oczekiwania inflacyjne obniżają się. Europejski Bank Centralny ponownie znalazł się w sytuacji bez wyjścia i będzie zmuszony poluzować politykę. Sytuacja gospodarcza i perspektywy polityki EBC mocno ciążą euro. EUR/USD spadł w środę pod 1,1150. Notowania w miesiąc obniżyły się 2,5 proc., a kurs zbliżył się do swoich dwuletnich minimów.

Bartosz Sawicki, Dyrektor Departamentu Analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers
Bartosz Sawicki, Dyrektor Departamentu Analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers

Lipcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, które odbędzie się 25 lipca nie przyniesie jednak naszym zdaniem wiążących decyzji. Uważamy, że Mario Draghi, którego kadencja wygasa na jesieni, wielki finał szykuje na wrzesień. Jutrzejsze posiedzenie będzie zatem swoistą próbą generalną. Rynek będzie chciał dowiedzieć się, po które instrumenty zamierzają sięgnąć władze monetarne. Ich dobór będzie rodzić znaczna zmienność w notowaniach i wpływać na perspektywy EUR/USD.

Gospodarka potrzebuje wsparcia

Jeśli Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego liczyła na szybką poprawę sytuacji makroekonomicznej, to nadzieje te należy jednoznacznie ocenić jako niespełnione. Dobitnie dowodzą tego środowe indeksy PMI. Wskaźnik dla przemysłu Eurolandu spadł na siedmioletnie minima i rysuje zdecydowanie pesymistyczny obraz perspektyw gospodarki.

Inflacja bazowa pozostaje bliska 1 proc. a jej profil jest bardzo chimeryczny – nie widać trendu nasilenia się presji cenowej, wahania wskaźnika mają charakter fluktuacji pod wpływem czynników jednorazowych i efektów kalendarzowych. Różne miary oczekiwań inflacyjnych nie wskazują, żeby w tym zakresie sytuacja miała się zmienić. Widać to nie tylko po spadających miarach rynkowych, ale także po obniżającej się medianie rynkowych prognoz. Przed rokiem spodziewano się, że inflacja konsumencka na koniec 2020 roku osiągnie zbieżną z celem inflacyjnym dynamikę 1,8 proc. rok do roku. Dziś konsensus wynosi zaledwie 1,4 proc. rok do roku i w ostatnich miesiącach tylko się obniżał.

Jest potrzeba, nie ma pożaru

W ostatnich wystąpieniach publicznych Mario Draghi, Prezes EBC oraz Phillip Lane, Główny Ekonomista sugerowali gotowość do sięgnięcia po szeroki pakiet instrumentów luzujących politykę w przypadku braku poprawy sytuacji gospodarczej. Również protokół z ostatniego posiedzenia potwierdza, że w Radzie Prezesów jest zgoda co do potrzeby dodatkowego wsparcia gospodarki z wykorzystaniem wszystkich dostępnych instrumentów. Seria ostatnich, jednoznacznie słabych danych bez wątpienia dostarcza argumentów zwolennikom luzowania. Jednocześnie, sytuacja makroekonomiczna nie jest na tyle alarmująca by decydować się na luzowanie już w lipcu. Przede wszystkim mocny pozostaje rynek pracy.

Stopa bezrobocia w strefie euro obniżyła się do 7,5 proc., co oznacza zbliżenie się do przedkryzysowych minimów. Wspiera to ocenę licznych członków rady Prezesów, że z czasem rosnące wynagrodzenia będą windować inflację. Nie wolno też zapominać, że w Eurolandzie mamy do czynienia z hamującym i chimerycznym, ale jednak wzrostem gospodarczym. Według aktualnych szacunków Komisji Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy samego Europejskiego Banku Centralnego w tym roku dynamika PKB wyniesienie 1,2-1,3 proc. Warto zauważyć, że za grą na czas przemawia czerwcowe przyśpieszenie inflacji bazowej z 0,8 do 1,1 proc. Nie zmienia ono za wiele w szerszej ocenie trendów w procesach cenowych, ale jest argumentem by nie luzować bez przygotowania na to rynków.

Poza sygnałami z gospodarki za odroczeniem decyzji do września przemawiają również:

• konieczność znalezienia pełnego porozumienia w Radzie Prezesów odnośnie do wykorzystanego instrumentarium;
• dążenie do prowadzenia możliwie najbardziej przejrzystej polityki komunikacji;
• decyzja Chin i USA o wznowieniu negocjacji ws. relacji handlowych, która zapadła na ostatnim szczycie G-20;
• fakt, że we wrześniu EBC dysponować będzie nowymi projekcjami makroekonomicznymi – w erze Draghiego ostateczne decyzje – jeśli nie było palącej potrzeby luzowania – zapadały po publikacji prognoz;
• nowa runda luzowania będzie wymagać modyfikacji znanych narzędzi; dopracowanie zmian wymaga więcej czasu.

Proste środki już się wyczerpały

Istnieje zatem bezsprzeczna potrzeba luzowania, ale nie jest ona paląca. Dla rynku EUR/USD kluczowe będą instrumenty, po które bank będzie sięgać. Wśród dostępnych narzędzi trudno szukać rozwiązań zupełnie nowych. Łagodzenie polityki przez EBC jest posunięte do takiego ekstremum, że konieczne są modyfikacje znanych narzędzi. Spodziewamy się, że we wrześniu zostanie obniżona stopa depozytowa o 10 pb, ale prawdopodobnie towarzyszyć temu będzie system różnicowania stóp procentowych dla różnych grup instytucji. To dość skomplikowany i budzący kontrowersje pomysł, który lansuje Członek Zarządu EBC, Coeure. Argumentuje on m.in., że istnieją systemy bankowe, które cierpią ze względu na ujemne stopy i charakteryzowane są przez nadpłynność sektora. W innych państwach, na peryferiach strefy euro wymagane byłoby dalsze luzowanie parametrów polityki. Tzw. tiering mógłby teoretycznie pogodzić dbałość o kondycję sektora bankowego z dążeniem do wsparcia kredytu tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne.

Przy redukcji oczywistym krokiem jest przedłużenie zobowiązania do utrzymywania stóp na bieżącym poziomie o kolejne kwartały. Forward guidance zostanie zmodyfikowane nawet mocniej i przybierze kształt obietnicy, że stopy będą na obecnym lub niższym poziomie. Ta zmiana zostanie wprowadzona już na lipcowym posiedzeniu.

Naszym scenariuszem bazowym na razie nie jest natomiast wznowienie skupu aktywów, ale widzimy duże prawdopodobieństwo sięgnięcia również po ten instrument. Gdyby zdecydowano się na taki krok, to tutaj też potrzebne byłyby modyfikacje. Przybrałyby one postać podniesienia limitu maksymalnego zaangażowania EBC w papiery z poszczególnych emisji (prawdopodobnie z 33 do 49 proc.). Wprawdzie w wyniku prowadzonej przez EBC polityki bilans banku przekracza 40 proc. PKB Eurolandu, ale wielu przedstawicieli władz monetarnych widzi w ilościowym luzowaniu najskuteczniejsze narzędzie wspierania inflacji. Potwierdzają to ostatnie badania ekonomistów EBC, w myśl których ze wszystkich stosowanych w ostatnich latach narzędzi, skup aktywów najsilniej oddziaływał na inflację.

Podsumowanie: szansa na wytchnienie dla przecenionego euro

Nie spodziewamy się, że EBC jest gotowy by luzować politykę na lipcowym posiedzeniu. Zakładamy, że kolejna runda luzowania zostanie ogłoszona we wrześniu – będzie to wielki finał kadencji Draghiego. Oczekiwania rynku są bardzo wyśrubowane, co widać nawet w ostatnim spadku EUR/USD w kierunku dwuletnich minimów. Rynek pieniężny wycenia 40 – proc. prawdopodobieństwo obniżki stóp o 10 pb już 25 lipca. Spadek rentowności obligacji pokazuje, że rynek obligacji szykuje się na ogłoszenie skupu aktywów.

Przychylamy się do zdania, że Mario Draghiemu trudno będzie sprostać wysoko postawionej poprzeczce oczekiwań. Nie ulega wątpliwości, że EBC zaprezentuje łagodne oblicze i będzie próbować przygotować rynek na luzowanie we wrześniu. Jednak jeśli zabraknie konkretów, to zostanie otwarta droga do korekcyjnego odbicia EUR/USD. Nie spodziewamy się jednak by możliwe było wyjście ponad 1,1280.

Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers

Europejski Bank Centralny włączy “drukarki pieniędzy”?

Bez wątpienia wydarzeniem tego tygodnia jest czwartkowe posiedzenie EBC. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu wczoraj zobaczyliśmy istotne przegrupowanie sił na głównej parze walutowej świata. Jest to typowe dyskontowanie przyszłych, możliwych wydarzeń, czyli zwyczajowa próba wizjonerstwa ze strony analityków, która realnie nie jest poparta choćby wypowiedziami członków banku centralnego.

EBC musi działać, pytanie czy już teraz?

Patrząc wczoraj na zachowanie EUR/USD i istotny spadek europejskiej waluty, możemy stwierdzić, że inwestorzy liczą na wprowadzenie programu QE (luzowania ilościowego) w strefie euro już w czwartek. Coraz bardziej prawdopodobna staje się także obniżka stóp procentowych przez EBC. Jeszcze kilka dni temu wyceniano mocno jedynie zaanonsowanie takich działań na wrzesień. W efekcie główna para walutowa zanurkowała w okolice 1,1130. Wydaje się jednak, że poziom wsparcia w postaci 1,11 powinien się utrzymać. Naszym scenariuszem bazowym jest brak działań jeszcze w tym momencie, a jedynie zakomunikowanie ruchów obniżkowych na wrześniowym posiedzeniu, lecz bez ujawniania żadnych konkretów.

Dolar jednak na hamulcu

Wydaje się, że ruch spadkowy na EUR/USD nie ma dalszej racji bytu. Możemy wysnuć taki wniosek, ponieważ na dolarze niebawem powinna się pojawić presja sprzedażowa. Praktycznie już wszyscy oczekują, że na przyszłotygodniowym posiedzeniu Fed zetnie stopy minimum o 25 pkt bazowych. W takiej sytuacji pojawia się nowe, zasadnicze pytanie: w jaki sposób zakomunikuje kolejne kroki w nadchodzących miesiącach? Taka niepewność powinna  wyhamować dalsze umacnianie się dolara amerykańskiego na szerokim rynku.

Nowy bezkompromisowy premier

Z kolei z Wysp napłynęły wiadomości o wyborze nowego szefa torysów, którym został Boris Johnson. Już dziś ma on objąć fotel premiera, oficjalnie zastępując Theresę May. Z jednej strony za pozytywny fakt można uznać, że partia rządząca ma nowego lidera i zakończyła sagę wewnętrznej elekcji. Jednak druga strona medalu to wypowiedzi Johnsona z ostatnich miesięcy, w których jasno wykłada swoje podejście i brak chęci kompromisu z UE. Dlatego bez wątpienia wzrosło prawdopodobieństwo wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty bez żadnej umowy. Rośnie też szansa na wcześniejsze wybory parlamentarne, gdyż Partia Konserwatywna nie ma większości w Izbie Gmin, co utrudnia i zawęża możliwości forsowania własnych pomysłów. Wszystkie te okoliczności zebrane razem tworzą niekorzystny klimat dla funta.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Kolejne sygnały z europejskich gospodarek nie nastrajają pozytywnie

Poranna publikacja wstępnych lipcowych danych PMI dla Francji wyraźnie rozczarowała, pokazując spadek indeksów tak dla przemysłu, jak i usług w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Niedługo później nadeszły słabe dane dla Niemiec, gdzie zaobserwowaliśmy kolejny drastyczny spadek aktywności w przemyśle, mocno rozmijający się z oczekiwaniami (43,1 wobec 45,1). Z tak niskim odczytem, który sugeruje wyraźne kurczenie się sektora w największej gospodarce strefy euro, ostatnim razem mieliśmy do czynienia niemal 7 lat temu.

Uwzględniając spore wagi wskazań dla Niemiec i Francji w indeksach dla strefy euro, nikogo nie zaskoczyło, że po słabych publikacjach dla tych gospodarek, nadeszły słabe dane dla wspólnego bloku. W ich przypadku, podobnie jak w przypadku informacji dla Niemiec, rozczarował jednak jedynie przemysł. Indeks dla usług znalazł się na poziomie niższym niż miesiąc wcześniej, aczkolwiek jego spadek był oczekiwany.

Indeksy PMI dla strefy euro (2016-2019)

Kolejne sygnały z europejskich gospodarek nie nastrajają pozytywnie
Źródło: Bloomberg Data: 24/07/19
Legenda:
Kolor turkusowy – indeks dla usług
Kolor granatowy – indeks dla przemysłu
Kolor szary – indeks zbiorczy

Rynek na dzisiejsze dane zareagował negatywnie, kontynuując wyprzedaż wspólnej europejskiej waluty z poprzedniego dnia. Jest to związane nie tylko z tym, że obrazują one pogorszenie sytuacji w europejskich gospodarkach, ale również dlatego, że mogą sugerować większą potrzebę działania ze strony EBC, nakładając większą presję na bank centralny.

W konsekwencji porannej publikacji wzrosła wycena rynkowego prawdopodobieństwa cięcia stóp procentowych w strefie euro. Inwestorzy obecnie podzieleni są mniej więcej po połowie w kwestii tego, czy EBC podejmie decyzję o cięciach już jutro, czy jednak wstrzyma się (proporcja: 45-55). Większa część rynku sądzi, że bank centralny obetnie stopy procentowe podczas spotkania we wrześniu. Obecnie rynek szacuje prawdopodobieństwo zrealizowania się takiego scenariusza na około 75%, wobec około 63% notowanych dzień wcześniej.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,24-4,26. W relacji do głównych walut, euro doświadczyło jednak wyprzedaży. Dzisiejsze dane PMI napływające ze strefy euro dołożyły presji na wspólną europejską walutę. Naszym zdaniem jednak oczekiwania rynku względem luzowania ze strony Europejskiego Banku Centralnego są przesadzone. Sytuacja makroekonomiczna strefy euro nie jest przesadnie zła: słabość widać szczególnie w sektorze przemysłu, sektor usług radzi sobie jednak względnie dobrze. Sytuacja na rynku pracy ulega poprawie, co powinno nadal wspierać konsumpcję i wzrost gospodarczy w krajach wspólnego bloku.

Uwzględniając ograniczone możliwości banku centralnego do działania, liczymy na to, że EBC przed podjęciem ewentualnej decyzji o wspieraniu europejskich gospodarek na szerszą skalę będzie wolał – co najmniej – zaczekać na kolejne odczyty z gospodarek, aby ocenić, czy sytuacja tego wymaga.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,72-4,75. Rynki przyjęły wczorajszą informację o wyborze Borisa Johnsona na lidera Partii Konserwatywnej i – w konsekwencji – na nowego premiera dość spokojnie. Funt nawet zyskiwał, zarówno niedługo przed ogłoszeniem wyników, jak i już po. Nie jest to zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że zwycięstwo Johnsona było niemal pewne przed ogłoszeniem wyników. Rynek na perspektywę jego wyboru na lidera Torysów reagował wcześniej.

W obecnej sytuacji warto obserwować dalsze kroki Johnsona, szczególnie to, czy zdecyduje się na przeprowadzenie przyspieszonych wyborów powszechnych, które mogą być niezbędne do rozwiązania impasu w Izbie Gmin, która dotychczas trzykrotnie odrzuciła porozumienie z UE w kwestii Brexitu wynegocjowane przez premier May.

W kontekście minionego dnia warto wspomnieć o przemówieniu głównego ekonomisty Banku Anglii, Andy’ego Haldane’a, który stwierdził, iż jest „bardzo ostrożny” w kwestii potencjalnych obniżek stóp procentowych i będzie sprzeciwiał się takiemu ruchowi, chyba, że dojdzie do ostrego spowolnienia w gospodarce. Jego stanowisko kontrastuje z wypowiedziami reprezentantów pozostałych kluczowych banków centralnych jednak wydaje się uzasadnione – jeśli nie dojdzie do Brexitu bez porozumienia naszym zdaniem może dojść nawet do podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,7%, wahając się w widełkach 3,79-3,82. Amerykańska waluta zyskiwała również w relacji do głównych walut, mimo, że wczorajsze dane z USA rozczarowały. Dziś USD kontynuuje wzrost, w czym pomaga słabość wspólnej europejskiej waluty po publikacji rozczarowujących danych PMI. Analogiczne odczyty dla USA zostaną opublikowane w drugiej części środy. Uwaga im poświęcona będzie jednak najpewniej mniejsza niż w przypadku odczytów ze strefy euro. Dlatego, że po pierwsze, ostatnie odczyty PMI dla Stanów Zjednoczonych wskazywały na utrzymującą się ekspansję w przemyśle, którego kondycja stanowi największą bolączkę strefy euro. Po drugie, w perspektywie mamy istotniejszą publikację, a mianowicie piątkowy odczyt dynamiki PKB USA w drugim kwartale br., który skupi na sobie uwagę rynku i decydentów w banku centralnym.

KLUCZOWE WYDARZENIA

  • 15:45 – wstępny odczyt indeksów PMI dla USA w lipcu
  • 16:00 – dane o sprzedaży nowych nieruchomości w USA w czerwcu
  • 17:00 – zaprzysiężenie Borisa Johnsona na premiera przez królową Elżbietę II

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Raport koszyka cenowego czerwiec 2019 r. – gdzie najtaniej?

  • Krystalizuje się powtarzalna kolejność na podium najdroższych sieci supermarketów. Po raz kolejny są to Frisco.pl, Makro i Selgros.
  • Średnia wartość wszystkich koszyków zakupowych w czerwcu wyniosła dokładnie tyle samo co, przed miesiącem i była wyższa o 3 proc. w stosunku do kwietnia.
  • Czerwiec zamyka Q2 2019 i jest okazją do spojrzenia na wyniki badania także z kwartalnej perspektywy.

Zespół ASM Sales Force Agency już po raz czwarty odwiedził 50 sklepów stacjonarnych w 12 największych polskich miastach oraz jeden online, aby przeprowadzić badanie cen 40 popularnych produktów tj.: parówki, szampon, serek homogenizowany, mleko, płyn do mycia naczyć czy margaryna. Najwyższa średnia wartość koszyka cenowego w czerwcu przypadła sklepowi Frisco.pl (248,78 zł), będąc jednocześnie wyższą o prawie 7% od średniej wartości wszystkich sklepów (231,85 zł) oraz o ponad 11% względem najtańszych sieci Auchan i Biedronka (220,92 zł). Jest to najniższa wartość zanotowana od początku badania koszyka cenowego ASM SFA (maj i kwiecień – 16 %, marzec – 17%). Z kolei już niemal tradycyjnie, produkty w sklepach Lidla uplasowały się najbliżej poziomu średnich cen (232,40 zł).

Koszyk cenowy ASM SFA_Czerwiec_2019

Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency
Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency

W czerwcu zaszło ciekawe zjawisko. Najniższa wartość koszyka zakupowego zwiększyła się o ponad 2% w stosunku do poprzedniego miesiąca, a najwyższa zmniejszyła o ponad 3%. Pomimo dynamicznej sytuacji w rankingu średnich wartości koszyka zakupowego i licznych przetasowaniach, średnia suma koszyka pozostała taka sama jak przed miesiącem, czyli 231,85 zł. – podkreśla Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency, spółki należącej do grupy kapitałowej ASM Group.

Czerwiec był pierwszym miesiącem, gdy suma najniższych cen wszystkich produktów nie przekroczyła połowy sumy najwyższych cen (odpowiednio: 165,21 zł vs. 325,55 zł). W poprzednich miesiącach robiąc zakupy w hipermarketach z najniższymi cenami produktów można było wydać nawet o połowę mniej niż kupując te same produkty w sklepach z najwyższymi cenami. Analizując z kolei średnie wartości koszyków w podziale na kategorie puntków sprzedaży widać utrzymującą się tendencję. Sklepy cash & carry znowu okazały się być droższe od dwóch pozostałych kategorii – o 4,8% od dyskontów (239,40 zł vs. 228,24 zł) oraz 5,3% od kanały tradycyjnego (239,40 zł vs. 226,66 zł).

Koszyk cenowy ASM SFA_Czerwiec_2019_2

To także dobry moment do spojrzenia na średnie ceny koszyków zakupowych Polaków z długoterminowej perspektywy. Analizując średnie wyniki w drugim kwartale 2019 roku jedno pozostaje bez zmian – pozycja online’owego sklepu Frisco.pl. Kwota 254,94 zł gwarantuje mu pierwsze miejsce. Sieć sklepów typu cash and carry Selgros odnotowała kwotę prawie 8% niższą od Frisco.pl – 234,79 zł, zajmując drugie miejsce. Z kolei sieć Auchan, gdzie Polacy w ostatnim kwartale mogli kupić średnio najtańsze produkty, dzieli od Frisco.pl ponad 14%. (217,87 zł).

Koszyk cenowy ASM SFA_Czerwiec_2019

Dzięki comiesięcznej analizie koszyka cenowego ASM SFA możliwe jest także zbadanie indeksu i weryfikacja zmian uśrednionej wartości koszyków w danym miesiącu. W czerwcu wyniosła ona 231,85 zł, czyli dokładnie tyle samo co, przed miesiącem, a zatem była wyższa o 3% w stosunku do kwietnia i o 0,5% niższa od marca.

Badanie koszyka cenowego jest przeprowadzane cyklicznie. Pierwszym miesiącem publikacji był marzec 2019 r. Do badania wytypowano 10 najpopularniejszych sieci branży FMCG z kanału tradycyjnego (Auchan, Biedronka, Carrefour, E.Leclerc, Intermarché, Kaufland, Lidl, Makro, Selgros Cash & Carry, Tesco) oraz jedną sieć reprezentującą kanał e-commerce (Frisco.pl). Z każdej z sieci wybrano po 5 placówek – łącznie zbadano 50 punktów sprzedażowych w 12 miastach (Białystok, Bydgoszcz, Gdańsk, Jelenia Góra, Lublin, Łódź, Katowice, Kraków, Opole, Poznań, Warszawa, Szczecin). Raport koszyka cenowego analizuje ceny 40 wybranych produktów, skategoryzowanych w 10 podstawowych kategoriach takich jak chemia domowa, mięso, mrożonki, nabiał, napoje, produkty tłuszczowe, słodycze czy używki i alkohol.

Raport został przygotowany przez ekspertów ASM Sales Force Agency, spółki specjalizującej się w świadczeniu kompleksowych usług wsparcia sprzedaży i outsourcingu.

Karty podarunkowe dla pracowników a rozliczenie podatkowe

W ramach prowadzonej działalności gospodarczej zdarzają się sytuacje, kiedy przedsiębiorcy wręczają pracownikom bony towarowe oraz vouchery. Najczęściej związane jest to ze specjalnymi okazjami. Tego typu działania mają na celu podkreślenie wagi wydarzenia, zmotywowanie pracowników, czy zaznaczenie pozycji firmy na rynku.

Koszty uzyskania przychodu

W orzecznictwie przyjmuje się pewne warunki, jakie muszą zostać spełnione, aby wydatek poniesiony przez podatnika stanowił dla niego koszt uzyskania przychodu. W pierwszej kolejności wydatek musi zostać poniesiony przez podatnika, tj. w ostatecznym rozrachunku musi on zostać pokryty z zasobów majątkowych podatnika. Wydatek musi mieć charakter definitywny oraz pozostawać w związku z prowadzoną przez podatnika działalnością gospodarczą. W końcu zgodnie z definicją wydatek musi zostać poniesiony w celu uzyskania, zachowania lub zabezpieczenia przychodów lub może mieć wpływ na wielkość osiągniętych przychodów. Dodatkowo powinien on zostać odpowiednio udokumentowany.

Warto także dodać, że wydatek nie może znajdować się w grupie wydatków, których z ustawy nie uważa się za koszty uzyskania przychodów. Jednym z nich, zgodnie z przepisami ustaw o podatkach dochodowych PIT i CIT, są darowizny i ofiary wszelkiego rodzaju. Należy zwrócić uwagę, że chodzi w tym przypadku o wydawane przez podatnika darowizny. Zatem kosztem podatkowym nie mogą być koszty wytworzenia tych darowizn oraz koszty ich nabycia.

Jubileuszowe prezenty

W interpretacji z 14 marca 2019 r., nr 0111-KDIB2-1.4010.8.2019.3.JK, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wypowiedział się na temat zaliczenia jubileuszowych prezentów dla pracowników do kosztów uzyskania przychodów. Wnioskodawca z okazji jubileuszu 30-lecia działalności zamierzał obdarować pracowników kartami podarunkowymi, uprawniającymi do dokonania zakupów w określonych punktach handlowych. Głównym celem przyznania Karty było uczczenie jubileuszu Spółki oraz podkreślenie roli pracowników w całokształcie działalności Wnioskodawcy. Przekazanie Kart miało odbywać się niezależnie od wynagrodzenia wynikającego z wiążącego stosunku pracy, w drodze darowizny.

W związku z powyższym zapytał on fiskusa, czy planowane wydatki na nabycie Kart będą kosztami podatkowymi jako koszty pozostające w związku przyczynowo-skutkowym z przychodami (art. 15 ust. 1 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych).

Dyrektor KIS w interpretacji stwierdził, że tego rodzaju wydatki pracodawcy, uprawniające pracowników do zakupów w określonych punktach handlowych, nie stanowią kosztów uzyskania przychodów. Organ podatkowy uznał, iż planowana darowizna kart podarunkowych nie będzie mogła zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów z uwagi na treść art. 16 ust. 1 pkt 14 u.p.d.o.p., który to przepis wyłącza z kosztów uzyskania przychodów m.in. darowizny poniesione na rzecz osób fizycznych. W podanym stanie faktycznym argumentacja wnioskodawcy opierała się na fakcie uznania nagród jubileuszowych za darowizny. Nie została uwypuklona funkcja motywacyjna tych wydatków. Dodatkowo, wskazując na to, iż takie przekazanie będzie uznane za darowiznę, nie będą miały zastosowania przepisy ustawy o PIT, lecz przepisy ustawy o spadkach i darowiznach, co wiąże się z dodatkowymi wymaganiami ze strony pracodawcy.

Odmienne stanowisko fiskusa

W podobnym stanie faktycznym fiskus wydawał już rozstrzygnięcia, w których uznawał za koszty uzyskania przychodu wydatki na zakup nagród jubileuszowych dla pracowników. Przykładowo w interpretacji z 5 grudnia 2018 r., nr 0111-KDIB2-1.4010.406.2018.1.AR, spółka chciała przekazać jako nagrody jubileuszowe zegarki, co miało wzmocnić więź pracowników z firmą oraz podkreślić jej pozycję. Fiskus zgodził się w 100% z argumentacją wnioskodawcy, że obchodzenie tego rodzaju ważnych uroczystości (w formie imprez dla pracowników, wręczania drobnych upominków itp.) przyczynia się do wzmocnienia więzi z pracownikami, ma efekt motywacyjny, a tym samym pośrednio wpływa na poziom osiąganych przychodów i w konsekwencji takie wydatki mogą stanowić koszty uzyskania przychodu.

W innej interpretacji z 24 stycznia 2018 r., nr 0111-KDIB1-3.4010.15.2018.1.BM, Dyrektor KIS stwierdził z kolei, że uczczenie jubileuszu istnienia Zakładu poprzez wręczenie swoim pracownikom upominków z wygrawerowanym logiem Spółki ma pozytywny wpływ na ogólną działalność spółki (wzmocni więź spółki z pracownikami, podkreśli, iż należą oni do liczącej się, stabilnej finansowo organizacji, co może być dla nich bodźcem do dalszej efektywnej pracy) i w konsekwencji takie wydatki stanowią koszty uzyskania przychodu.

Co robić?

Powyższe przykładowe interpretacje pokazują, jak istotne jest umiejętne przygotowanie opisu stanu faktycznego oraz uzasadnienia we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej. Pomimo tego, że co do zasady w obu stanach faktycznych chodzi o to samo tj. przekazanie nagród jubileuszowych pracownikom, to w jednym przypadku jest to zaliczane do kosztów uzyskania przychodu, a w innym już nie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Małe rachunki, duże problemy

Z badania opinii przeprowadzonego na zlecenie KPF wynika, że tylko 41 proc. Polaków zdaje sobie sprawę, że niski rachunek (np. za telefon w kwocie 33 zł), którego konsument nie uregulował w terminie może być powodem rozpoczęcia procesu windykacyjnego. Aż 36,2 proc. rodaków jest przeciwnego zdania, a 22,4 proc. przyznaje, że nie ma wiedzy w tej kwestii.[1] Rachunek telefoniczny to tylko jeden z przykładów tzw. niskiego rachunku, który bywa traktowany jako „błahy”. Dlaczego wydaje nam się, że niepłacenie niskiego rachunku jest nieszkodliwe? Jakie mogą być tego konsekwencje? 

Ponad 90 proc. Polaków ma telefon komórkowy[2]. Z najnowszych danych BIG InfoMonitor wynika, że zaległości za rachunki telekomunikacyjne, które nie zostały uregulowane w terminie przekraczają już 1,3 mld złotych. Liczba dłużników, którzy mają przeterminowane płatności wobec telekomów osiągnęła 372 tys. Wśród nich przodują klienci indywidualni (337 tys.), którzy mają blisko 995 mln zł długu. Firmy (34 tys.) są winne 339 mln zł.[3]

– Większość z nas posługuje się telefonem na co dzień, a duża część nie wyobraża sobie życia, zarówno prywatnego, jak i zawodowego, bez komórki. Mimo to liczba nieopłaconych rachunków wciąż rośnie, a osoby korzystające z usług firm telekomunikacyjnych ryzykują nadwerężenie dobrych relacji m.in. z powodu spóźnialstwa, czy roztargnienia. Jest mnóstwo badań, z których wynika, że Polacy w pierwszej kolejności starają się uregulować opłaty za czynsz, raty kredytu mieszkaniowego czy raty leasingowe za samochód. Niższe rachunki często idą w zapomnienie, a nie powinny, gdyż od uzyskania należności od nas i jak pokazują aktualne dane, wielu tysięcy innych osób, zachowujących się podobnie, zależy sytuacja finansowa podmiotu, z którym podpisaliśmy umowę i zgodziliśmy się na przedstawione warunki– mówi Andrzej Roter, Prezes Zarządu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, która wraz ze zrzeszonymi w organizacji firmami windykacyjnymi prowadzi kampanię edukacyjną „Windykacja? Jasna Sprawa!”.

Warto pamiętać, że rachunek telefoniczny to tylko jeden z przykładów. Takich „niższych” rachunków jest mnóstwo – chociażby nieopłacone mandaty, opłaty za Internet i inne zobowiązania, które wydają nam się „błahe” i o których uregulowaniu często zapominamy.

Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się…

Jeden z rekordzistów ma zaległości względem telekomów w wysokości 189 tys. zł. Na łączną kwotę zadłużenia, która widnieje w jednym z rejestrów dłużników, składa się bowiem 12 informacji gospodarczych z różnych telekomów.[4]

Konsekwencji niepłacenia rachunków za telefon może być wiele. Firma telekomunikacyjna ma prawo naliczyć karne opłaty za opóźnienie lub dodać do powstałego już zadłużenia udzielone wcześniej rabaty na oferowaną taryfę lub model telefonu. Może też zaliczyć na poczet zaległości wszystkie płatności, które klient powinien uregulować do końca trwania swojej umowy. Jeżeli kwota zadłużenia przekracza 200 zł, a zwłoka trwa więcej niż 30 dni – telekom może wpisać osobę zadłużoną do jednego z rejestru dłużników. Do takich baz zaglądają nie tylko banki i firmy pożyczkowe, ale też leasingowe czy operatorzy telewizji kablowych. Słowem – te podmioty, w których osoba zadłużona może chcieć zaciągnąć nowe zobowiązania w przyszłości.

– W Polsce działa kilka rejestrów dłużników, a ich celem jest udostępnianie informacji o firmach lub osobach indywidualnych, które nie wywiązują się z terminów płatności. Warto tu podkreślić, że każdemu może zdarzyć się zgubienie rachunku lub spóźnienie z opłatą z powodu wyjazdu, wakacji, choroby. Powodów może być mnóstwo. Jeżeli jednak ktoś nie płaci w terminie, a później przez dłuższy czas unika kontaktu z wierzycielem, może spodziewać się, że skieruje on sprawę do sądu – przypomina Andrzej Roter z KPF.

Co robić, gdy mamy kłopoty ze spłatą?

Jeżeli powodem problemów z opłaceniem rachunków są kłopoty finansowe, warto postawić na szczerą rozmowę z wierzycielem pierwotnym lub – jeżeli nasz dług już tam trafił – z firmą windykacyjną. Po pierwsze – warto zapytać o czasowe odroczenie płatności. Zdarza się, że za takie „wakacje w spłacie” wierzyciel będzie chciał pobrać dodatkowe opłaty. Można też negocjować rozłożenie zadłużenia na raty. Jeśli pokażemy dobrą wolę – możemy liczyć na ugodę. Gdy nasze kłopoty finansowe są spowodowane chorobą lub problemami w pracy, warto przedłożyć np. wypis ze szpitala lub wypowiedzenie z pracy – wtedy wierzyciel również spojrzy na nas przychylniej.

Andrzej Roter
Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

– Ludzie obawiają się rozmowy z windykatorem, ale otwarta komunikacja jest szansą na dogadanie się i rozwiązanie problemu – dlatego jest po prostu wskazana. Firmy windykacyjne kierują sprawy do sądu tylko w ostateczności, czyli wtedy, gdy ktoś uchyla się od spłacania długu lub unika kontaktu z taką instytucją. Zazwyczaj jednak chcą negocjować warunki spłaty i porozumieć się z osobą zadłużoną. Warto przeanalizować swój miesięczny budżet i otwarcie powiedzieć, jaką kwotę można przeznaczyć na spłatę. Najważniejsze, by pokazać, że dług nie jest nam obojętny – podsumowuje Andrzej Roter, Prezes KPF.

Pamiętaj, że…

  • Nawet niski rachunek, który nie został opłacony w terminie (np. za telefon), może być powodem do rozpoczęcia procesu windykacyjnego
  • Jeżeli dzwoni do ciebie firma windykacyjna, a ty nic nie wiesz o zadłużeniu, może okazać się, że rachunki są dostarczane pod zły adres (np. twojego poprzedniego miejsca zamieszkania) lub zapomniałeś o uregulowaniu jakiejś należności przez niefrasobliwość. W takiej sytuacji najlepiej od razu wyjaśnić sprawę
  • Jeśli Twoje zadłużenie rośnie, a nieopłaconych rachunków jest kilka/kilkanaście nie unikaj kontaktu z windykatorem. Powiedz otwarcie o swoich problemach finansowych lub zdrowotnych, poproś o odroczenie płatności lub rozłożenie na raty. Przeanalizuj, jaką kwotę z domowego budżetu możesz przeznaczyć na spłatę i powiedz o tym wierzycielowi.

[1] Badanie opinii przeprowadzone przez SW Research na zlecenie KPF w dn. 28.06-1.07.2019. Próba = 1000.

[2] Dane UKE

[3] https://media.bik.pl/informacje-prasowe/439205/1-mld-zl-od-konsumentow-i-ponad-300-mln-zl-od-firm-telekomy-czekaja-na

[4] Tamże

Polak na zakupach spożywczych – na co zwraca uwagę, gdzie kupuje?

Handel rozwija się bardzo dynamicznie, a wraz z nim zmienia się też sposób, w jaki robimy zakupy. Zapytaliśmy o to Polaków. Chcemy poznać ich upodobania i zwyczaje: do jakich sklepów najczęściej chodzą? Jak często? Ile wydają pieniędzy? Odpowiedzi na te pytania znalazły się w wynikach najnowszego badania PAYBACK Opinion Poll.

Często i szybko

Wyniki badania wskazują, że wielu z nas produkty spożywcze  kupuje niemal codziennie. Taki zwyczaj  zadeklarowało 29% badanych, a ponad połowa zakupy spożywcze robi kilka razy w tygodniu. W przeciwieństwie do wielu zachodnich społeczeństw nie robimy więc  dużych, cotygodniowych zakupów. Niewątpliwie wpływ na to ma ogromny rozwój dyskontów i sieci sklepów spożywczych, które dostępne są na wyciągnięcie ręki.

Zakupy robimy często, ale nie poświęcamy na nie bardzo dużo czasu – 79% osób wszystkie potrzebne rzeczy kupuje w niespełna godzinę. Ile wydajemy na nie tygodniowo? Budżet musi być pod kontrolą. Blisko połowa badanych deklaruje, że od 100 do 200 zł, a jedna trzecia od 200 do 500 zł. Tylko 3% badanych przekracza granicę 500 zł.

(Prawie) wszystko w jednym miejscu

GDZIE NAJCZĘŚCIEJ ROBIMY
*Pytanie wielkrotnego wyboru

Dokąd najczęściej udajemy się na zakupy?

Czasy, w których zaopatrywaliśmy się głównie w sklepikach osiedlowych minęły już dawno. Są one teraz pierwszym wyborem  dla co trzeciego kupującego. Obecnie wolimy większe punkty handlowe, w których możemy zakupić nie tylko artykuły spożywcze, ale też przy okazji – wszystkie inne potrzebne rzeczy. Ankietowani wskazali, że najczęściej korzystają z super i hipermarketów – aż 80%, a w dalszej kolejności z dyskontów – 45%. Oprócz żywności kupujemy tam między innymi produkty chemiczne i kosmetyki, artykuły gospodarstwa domowego, odzież, artykuły papiernicze oraz sprzęt RTV i AGD.

Co ciekawe, pewna grupa klientów unika zakupu określonych produktów w sieciach handlowych. Dotyczy to szczególnie takich rzeczy, które staramy się indywidualnie dobierać do naszego stylu i gustu, jak na przykład ubrania. Podobnie wygląda sytuacja z niektórymi produktami spożywczymi, w przypadku których liczy się przede wszystkim sprawdzony, lokalny dostawca i świeżość. Taką kategorią produktów bez wątpienia  jest pieczywo, które wciąż bardzo kusi w tradycyjnych piekarniach, regularnie odwiedzanych przez 28% badanych.

Cena w centrum uwagi

Na co zwracamy największą uwagę podczas robienia zakupów? Przede wszystkim na cenę – to ona jest w centrum zainteresowania aż dla trzech czwartych z nas. Jednocześnie bardzo widoczny jest trend smart shoppingu –poszukujemy okazji zakupowych i niemal połowa ankietowanych przyznaje, że chętnie korzysta z promocji. Cenimy też wysoką jakość produktów spożywczych i lubimy mieć szeroki wybór. 14% badanych szczególną wagę przywiązuje do dostępności polskich produktów.

NA CO ZWRACAMY UWAGĘ PODCZAS ZAKUPÓW
*Pytanie wielokrotnego wyboru

Duży wybór i dostępność hiper- i supermarketów, dyskontów czy sklepów osiedlowych sprawia, że zachowania zakupowe Polaków i ich oczekiwania nieustannie się zmieniają. W porównaniu z krajami zachodnimi, ­Polacy zdecydowanie częściej robią zakupy, zwłaszcza te spożywcze. Cieszymy się, że przy okazji codziennych zakupów uczestnicy multipartnerskiego Programu PAYBACK mogą zbierać punkty, wymieniać je na nagrody lub zmniejszać swoje wydatki. Wystarczy karta lub aplikacja w telefonie – mówi Tomasz Głos, Partner Management Director w PAYBACK Polska.

PAYBACK Opinion Poll

Powyższe badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 3-9 kwietnia 2019 r. metodą ankiety online na grupie 512 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Facility & Property Managemnet – 28 sierpnia 2019 r. Warszawa

Polski Instytut Rozwoju Biznesu ma zaszczyt zaprosić do udziału w XII edycji konferencji: „Facility & Property Managemnet – bezpieczna i oszczędna nieruchomość” która odbędzie się 28 sierpnia 2019 w Warszawie. Udział bezpłatny, w konferencji jest bezpłatny, wymagana jest rejestracja ->>

Zarządzanie nieruchomością, to proces trudny i złożony. Wymaga on dużego zaangażowania i przyjęcia na siebie ogromnej odpowiedzialności. Omówimy najnowsze trendy w obszarze nieruchomości. Przekonamy się, jak rozwija się branża nieruchomości w Polsce.

Partnerzy1

Prelekcje poprowadzą m.in.:

  • Joanna Cembrowicz: Dyrektor ds. Nieruchomości w Volvo Polska Sp. z o.o.
    „Nowe wyzwania stojące przed zarządcami powierzchni biurowych na podstawie projektu „C4C” zrealizowanego w Volvo Polska Sp. z o.o.”
  • Anna Muszyńska-Gniado – Dyrektor Marketingu w dziale Property Management, BNP Paribas Real Estate Poland
    „Projektowanie unikalnych doświadczeń użytkowników budynku – innowacyjne rozwiązania w efektywnym zarządzaniu nieruchomościami”
  • Leszek Radomski – Menedżer ds. projektów automatyki budynkowej, WAGO
    „Automatyka budynkowa oraz system BMS na straży zużycia mediów”
  • Paweł Soboń – Regionalny Kierownik Sprzedaży w Belimo Siłowniki S.A.
    „Nowoczesne rozwiązania do modernizacji istniejących instalacji HVAC”
  • Karina Kreja – International Concept Manager and Workplace Expert, Kinnarps Group
    „Style pracy w biurze. Jak stworzyć przestrzeń odpowiednią do potrzeb organizacji?”
  • Michał Reszka – „Mercor” S.A.
    „Jak dbałość o instalacje przeciwpożarowe w budynkach wpływa na bezpieczeństwo użytkownika – istota prawidłowego serwisowania urządzeń służących ochronie przed pożarem”
  • Roman Marszycki – Pełnomocnik Zarządu, Dyrektor ds. Klientów Kluczowych, Securitas Polska
    „Jak zwiększając bezpieczeństwo, zmniejszyć koszty ochrony ..”
  • Waldemar Wawszczak – Kierownik Działu Budownictwa, Dekra
    „Przeglądy okresowe – wymierne korzyści czy tylko spełnienie obowiązku?”
  • Przedstawiciel Mostostal Warszawa
    „Europejski projekt badawczy “HIT2GAP” – Highly Innovative building control Tools Tackling the energy performance GAP.”

Spotkanie dedykujemy właścicielom obiektów (biur, centrów handlowych, magazynów, hipermarketów, sieci sklepów), Facility Menedżerom, Property Menedżerom, Dyrektorom ds. Zarządzania Nieruchomościami, Dyrektorom administracyjnym, Dyrektorom technicznym, Zarządcom nieruchomości komercyjnych, Deweloperom, Architektom.

facility&property ManagementLokalizacja: Centrum Bankowo-Finansowe „Nowy Świat” S.A., ul. Nowy Świat 6/12, 00-400 Warszawa

Czas trwania: 08.30 – 15:30

Uczestnikom zapewniamy: materiały konferencyjne, przerwy kawowe, możliwość konsultacji z Ekspertami.

Firmy zainteresowane udziałem w konferencji prosimy o kontakt.

Kontakt z organizatorem:

Martyna Mystkowska-Gibowicz
Młodszy specjalista ds. organizacji konferencji
mobile: +48/786 146 013

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) zwracają uwagę, że uchylenie art. 9 i pełne oskładkowanie umów zleceń przełożyłoby się na chęć polskich pracowników na przedłużenie swojej aktywności zawodowej. Do pozostania na rynku pracy zachęciłby realny wpływ stażu na wysokość przyznawanej emerytury. Największe korzyści z tym związane uzyskałyby osoby młodsze, którym do osiągnięcia wieku emerytalnego pozostał jeszcze dłuższy okres. Elementami restytucji mającymi największy potencjalny wpływ na decyzje pracowników w sprawie dalszej aktywności zawodowej byłoby  zaewidencjonowanie składek za przeszłe okresy zatrudnienia i zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych.

Jedną z konsekwencji funkcjonowania art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych jest istnienie furtki pozwalającej na zatrudnianie „tańszych” pracowników. Furtka ta ma szczególne znaczenie w przetargach i postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego w sytuacji, gdy jednym z kryteriów jest cena. Jest to bez wątpienia jeden z powodów, dla którego umowy zlecenia są tak często proponowane i zawierane na rynku pracy w Polsce – następstwem popularności tego rozwiązania jest coraz większa liczba pracowników, która pozostaje poza ochroną ubezpieczeniową.

W przypadku uchylenia art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, osoby których wynagrodzenie do tej pory było oskładkowane do poziomu płacy minimalnej, płaciłyby składki od pełnej wysokości swoich zarobków.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

„Do tej pory podstawa wymiaru składek w przypadku pracownika, który osiąga wiek emerytalny i zarabia z tytułu wszystkich umów dwukrotność obowiązującej w 2019 r. płacy minimalnej wynosiła 2250 zł miesięcznie. Jeśli uchylono by art. 9 ustawy o SUS podstawa urosłaby do 4500 zł. Oznacza to, że na poczet swojej emerytury pracownik odkładałby w ciągu roku dwukrotnie większe środki. Zakładając, że jego kapitał emerytalny jest waloryzowany o 9% – co mniej więcej odpowiada aktualnym warunkom – oraz przyjmując obowiązujące w 2018 r. tablice trwania życia, każdy dodatkowy rok pracy kontynuowanej po osiągnięciu wieku emerytalnego przekłada się na wyższą emeryturę o 15% przy dotychczasowym stanie prawnym oraz o 16,5% wyższą, gdyby nastąpiło pełne oskładkowanie” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Należy pamiętać, że restytucja ubezpieczeń społecznych zakłada – poza pełnym oskładkowaniem – również zaewidencjonowanie i zapisanie nieodprowadzonych składek w okresach przeszłych. Przyjmując, że pracownik posiadał kapitał początkowy w wysokości 150 tys. zł i przez ostatnie 5 lat był zatrudniony na nieoskładkowanych umowach zlecenia, na skutek wprowadzenia restytucji jego emerytura byłaby wyższa o ok. 30%.

Federacja Przedsiębiorców Polskich szacuje, że, w 2020 r. liczba osób otrzymujących świadczenie niższe od minimalnego osiągnie poziom ok. 315 tys. W 2025 r. problem będzie dotyczył już 0,5 mln emerytów, a w 2030 r. liczba pozbawionych prawa do najniższego świadczenia może sięgać 650 tysięcy! Konieczne jest pilne wdrożenie restytucji w systemie ubezpieczeń społecznych i zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych osobom, które dotychczas świadczyły pracę na podstawie nieoskładkowanych umów zleceń. Należy również zlikwidować szkodliwy art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Wartość nieruchomości = stały dochód roczny z nieruchomości / stopa kapitalizacji

Zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami istnieją cztery podejścia do wyceny nieruchomości. Na inwestycyjnym rynku handlowym, biurowym i magazynowym powszechne jest wykorzystanie podejścia dochodowego – jest to metoda inwestycyjna z techniką kapitalizacji prostej. Wynika to z natury tych nieruchomości – generują one dochód, który można prognozować.

Aleksandra Sierocińska, Konsultant w dziale Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield
Aleksandra Sierocińska, Konsultant w dziale Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield

Do wyceny przyszłych stałych dochodów, a więc de facto wartości nieruchomości, wykorzystywany jest poniższy wzór:

Wartość nieruchomości = stały dochód roczny z nieruchomości / stopa kapitalizacji

Na inwestycyjnym rynku nieruchomości komercyjnych stopę kapitalizacji z angielskiego nazywa się yield. W związku z tym, że dochód generowany przez dany obiekt jest względnie stały, to właśnie yield ma największy wpływ na ostateczną cenę nieruchomości. Można powiedzieć, że inwestor kupujący nieruchomość, de facto kupuje dochód, jaki ona generuje. Dla inwestora dokonującego zakupy yield to nic innego jak oczekiwana stopa zwrotu brutto z inwestycji w nieruchomość.

To czy yield jest wysoki czy niski, a więc czy kupowany dochód jest odpowiednio „tani” czy „drogi”, uwarunkowane jest ryzykiem inwestycyjnym związanym z daną nieruchomością, ale również sytuacją na rynku inwestycyjnym (miedzy innymi rentownością inwestycji alternatywnych). Zastosowanie ma tutaj więc zasada premii za ryzyko jak i prawo popytu i podaży.

Najlepsze nieruchomości na rynku, takie jak wysokiej klasy wieżowce biurowe w centrum Warszawy, innowacyjne galerie handlowe dominujące w największych polskich miastach, czy nowoczesne parki magazynowe w najlepszych lokalizacjach, cechują się niskim ryzykiem inwestycyjnym, a więc również niskimi stopami zwrotu. Dochód generowany przez te nieruchomości jest niejako „droższy”, ponieważ ryzyko polegające na tym, że będzie on niższy w następnych latach, jest niskie. Będzie to atrakcyjny produkt na przykład dla towarzystw ubezpieczeniowych, które unikają ryzyka.

Natomiast przestarzałe budynki biurowe zlokalizowane na obrzeżach miast, mało odwiedzane galerie handlowe czy parki logistyczne nieprzystosowane do wymagań najemców, charakteryzują się wysokimi stopami kapitalizacji. Inwestor, który zdecyduje się na ich zakup, przedstawi niższą cenę, aby zrekompensować sobie wysokie ryzyko inwestycji – na przykład problem ze znalezieniem najemców, co ma bezpośredni wpływ na obniżenie rocznego dochodu generowanego przez taką nieruchomość.

Przykładowo, pewien wysokiej klasy biurowiec generuje roczny dochód wynoszący 10 milionów euro. Inwestor zainteresowany zakupem tej nieruchomości ocenia ryzyko związane z tą inwestycją i składa ofertę na poziomie stopy kapitalizacji 5%. Oznacza to, że zapłaci za ten biurowiec 200 milionów euro (EUR 10 mln / 5% = EUR 200 mln). Jeżeli jego oferta zostanie zaakceptowana, to nieruchomość ta co roku będzie generowała dochód równy 5% zapłaconej przez niego ceny i po 20 latach wygenerowany dochód zrówna się z ceną zakupu, a więc nominalnie inwestycja zwróci się w dwadzieścia lat.

Poniższy wykres przedstawia zmiany stóp zwrotu dla najlepszych nieruchomości w Polsce na przestrzeni ostatnich 15 lat. Od 2003 roku nieprzerwanie obserwujemy spadek stóp kapitalizacji, co uwarunkowane jest dojrzewaniem rynku, ponieważ inwestorzy oceniają polskie nieruchomości jako coraz mniej ryzykowne inwestycje, oraz luzowaniem ilościowym (z ang. quantitative easing). Mimo to stopy kapitalizacji w Polsce nadal są wyższe od tych obserwowanych na zachodzie Europy (przykładowo, zgodnie z raportem Cushman & Wakefield „Global Investment Atlas 2019”, stopy kapitalizacji na rynku biurowym w Niemczech wynoszą 2,50%, we Francji 3,00%, a w Hiszpanii 3,50%), co przekłada się na rekordowe wyniki wolumenów inwestycyjnych obserwowanych na polskim rynku nieruchomości komercyjnych.stopy zwrotu z najlepszych nieruchomości w polsce

ING Bank Śląski finalizuje zakup 45% akcji NN Investment Partners TFI

Komisja Nadzoru Finansowego na posiedzeniu 23 lipca 2019 roku zgodziła się na zakup 45% akcji NN Investment Partners International Holdings B.V. przez ING Investment Holding (Polska), podmiot z Grupy Kapitałowej ING Banku Śląskiego. Decyzja KNF była kluczowym warunkiem zakończenia tej transakcji.

Wstępna umowa nabycia znacznej części akcji NN Investment Partners International Holdings B.V.  za 177,2 mln zł została podpisana 18 grudnia 2018 roku.

Brunon Bartkiewicz prezes ING Banku Śląskiego
Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego

Ta współpraca pozwali nam zoptymalizować ofertę produktową. Obecnie NN Investment Partners TFI to dla naszych Klientów sprawdzony i pewny dostawca rozwiązań inwestycyjnych. Partnerstwo z bankiem umożliwi NN Investment Partners TFI dostęp do szerokiej sieci dystrybucji. Natomiast dla banku posiadanie pakietu 45% akcji pozwala w istotny sposób partycypować we wzroście wartości spółki. Nasza współpraca przyczyni się do dalszego rozwoju, przyniesie korzyści dla akcjonariuszy oraz klientów obu instytucji – powiedział Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.

Mamy wieloletnie doświadczenie w tworzeniu produktów dla klientów ING Banku Śląskiego. Bliska współpraca pozwoli nam uruchomić kolejne innowacyjne rozwiązania, które będą odpowiedzią na potrzeby klientów – mówi Małgorzata Barska, prezes NN Investment Partners TFI. Na coraz bardziej wymagającym rynku funduszy inwestycyjnych współpraca z ING Bankiem Śląskim zapewni nam stabilny rozwój. Uczestnicy naszych funduszy dostaną bardziej efektywne, skrojone na miarę strategie inwestycyjne – dodała Małgorzata Barska.

Zgodnie z zawartą wstępną umową cena zakupu w wysokości 177,2 mln zł zostanie powiększona o 2,5% w skali roku za okres od 1 stycznia 2018 roku do dnia zamknięcia transakcji.

ING Bank Śląski będzie uprawniony do otrzymania dywidend począwszy od dywidendy wypłaconej z zysku netto za 2018 roku.

Poza umową zakupu ING Bank Śląski i NN Investment Partners  TFI  zawarły Umowę Akcjonariuszy, która określa zasady współpracy oraz realizacji wspólnych przedsięwzięć.

NN Investment Partners  TFI na koniec czerwca 2019 roku zarządzało aktywami o ogólnej wartości 18,7 mld PLN. Obecny udział spółki w rynku funduszy niededykowanych wynosi ok. 9,8%. NN Investment Partners  TFI zajmuje 4 pozycję pod względem wartości aktywów. TFI zarządza 40 funduszami otwartymi oraz zamkniętymi o różnych klasach ryzyka (akcji, absolutnego zwrotu, mieszane, obligacyjne oraz krótkoterminowe dłużne).

Silniejszy dolar, bojaźliwe euro i niepewny funt

Silniejszy dolar, bojaźliwe euro i niepewny funt – to słychać na rynku głównych walut. Na krajowym podwórku złoty realizuje senne wyczekiwanie na rozstrzygnięcia w pierwszej lidze. Perspektywa zakrojonej na szeroką skalę ekspansji monetarnej pomaga zagłuszyć obawy o hamowanie globalnego ożywienia, choć napięcia na Bliskim Wschodzie, znaki zapytania wokół relacji USA-Chiny i brexit nie dają odetchnąć z ulgą.

Wszyscy obawiają się, że z globalnym wzrostem gospodarczym będzie gorzej, jeśli banki centralne ponownie go nie wesprą. Świat finansów liczy na hojność polityki EBC i Fed, ale też nie ma pewności, czy ich działania będą lekiem na całe zło oraz jaką formę ten lek przyjmie. Mix obaw i nadziei przynosi stan zawieszenia dla rynków finansowych z wyczekiwaniem na impulsy z jutrzejszego posiedzenia EBC oraz przyszłotygodniowej decyzji FOMC. Mimo to osuwanie EUR/USD z ostatnich godzin sugeruje, że część inwestorów z wyprzedzeniem zamierza „ustawić” się pod decyzje banków centralnych. Rynek oczekuje złagodzenia nastawienia EBC i utorowania drogi pod wrześniową obniżkę stóp procentowych i może coś więcej – restart QE. Osobiście wątpię w tą drugą część i zakładam, że tegoroczne minima EUR/USD przy 1,11 się obronią. Dodatkowa presja bierze się jednak ze strony dolarowej i słabnących oczekiwań, że Fed w tym miesiącu pokusi się o głębsze cięcie stóp procentowych niż 25 proc. Otwartą jednak kwestią pozostaje, co Fed zamierza zrobić w kolejnych miesiącach i podtrzymanie nadziei na kolejne obniżki nie pozwoli USD latać wysoko.

W Wielkiej Brytanii Boris Johnson został wybrany na nowego przywódcę Partii Konserwatywnej i za kilka godzin zostanie zaprzysiężony na premiera, jednak wcale nie oznacza to, aby przyszłość kraju i jego relacji z UE stała się bardziej przejrzysta. Johnson będzie przewodził rządowi z mniejszościowym poparciem w parlamencie, a w negocjacjach z Brukselą zdaje się nie chcieć iść na polubowne rozwiązania. Jego deklaracje w trakcie kampanii były śmiałe i ciężko będzie się z nich szybko wycofać, co implikuje eskalację napięć wokół procesu brexitu, podtrzymując presję na funcie. Bezumowny brexit lub rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych to dwa najbardziej realne scenariusze – oba niekorzystne dla gospodarki Wielkiej Brytanii.

Na krajowym rynku złoty pozostaje widzem wydarzeń na rynkach głównych i od początku lipca utrzymuje stabilną konsolidację względem euro. Przy generalnym spokoju na rynkach zewnętrznych jest łatwiej o popyt na złotego umieszczający go bliżej 4,24 niż np. 4,27 (jak to miało miejsce dwa tygodnie temu). Jednak bez wyraźnego wzrostu apetytu na ryzyko na rynkach wydaje się mało realne pociągniecie polskiej waluty pod 4,24 i niżej. Sygnały luzowania polityki EBC i Fed w dłuższym horyzoncie będą pozytywne dla segmentu rynków wschodzących, ale na razie jest to jeszcze za słaby argument dla wywołania wyraźniejszej aprecjacji złotego, a przy ryzykach dla globalnego ożywienia w tle obstajemy za stabilizacją EUR/PLN w obecnej konsolidacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dokąd zmierza sektor finansowy – czy przyszłość bankowości jest w pełni cyfrowa?

Dzięki technologiom cyfrowym, w których klienci decydują, kiedy i w jaki sposób chcą obsługiwać swoje produkty finansowe, klasyczne środowisko bankowe stało się dynamicznym ekosystemem. Dotyczy to głównie kanałów internetowych. Klienci coraz częściej oczekują możliwości wyboru platformy, z której korzystają oraz chcą otrzymywać spersonalizowane oferty z indywidualnym doświadczeniem cyfrowym. Ale czy oznacza to, że za 10 lat fizyczne biura nie będą już istniały lub nie będą miały takiego znaczenia jak obecnie?

„Wiele badań potwierdza, że największą bazę danych klientów w sektorze bankowym stanowią Ci, którzy urodzili się w latach 1979-1995 (pokolenie Y). Ta baza klientów może być poszerzona o członków pokolenia Z urodzonych po 2000 roku, dla których świat online jest tak samo realny jak świat fizyczny. Wolą robić wszystko online, zazwyczaj ze smartfonów i aplikacji. Obejmuje to również czynności związane z finansami. Wiodący analitycy Juniper Research na początku 2018 r. wskazywali, że do końca 2018 r. już 2 miliardy ludzi korzystało ze swoich telefonów do celów bankowości cyfrowej – czyli prawie 40% dorosłej populacji świata. W ciągu ostatnich 2 lat liczba użytkowników bankowości mobilnej w samej Europie wzrosła z 28% wszystkich klientów do 47%. Coraz większe zapotrzebowanie na możliwość wykonywania różnych zadań online, z pewnością oznacza, że klasyczny system bankowy stoi przed bardzo ważną transformacją. Niektórzy przewidują, że wraz z rozwojem pokolenia Z, fizyczna bankowość powoli przestanie istnieć, ale nie jest to jeszcze przesądzone. Bardziej prawdopodobne jest, że zmienią się tylko role.” – mówi Zsolt Balogh, dyrektor zarządzający Liferay Hungary.

– Historycznie usługi bankowe realizowane były w oddziałach. W ciągu ostatnich kilku lat banki starają się skierować istniejącą infrastrukturę na bardziej zwinne platformy. Następne 5 lat będzie poświęcone ewolucji. Rozwój usług cyfrowych oraz mobilna podróż staje się coraz bardziej płynna i sprawna. Oddział banku nadal pozostanie istotnym dla wielu klientów. Przewiduję jednak, że zmieni się jego rola. Oddział stanie się raczej ośrodkiem docelowym dla poważniejszych rozmów z zakresu doradztwa finansowego, a nie miejscem transakcji gotówkowych. Możemy się spodziewać, że granice między różnymi kanałami zatrą się. Nie chodzi już o sklep kontra internet, bo to to samo. Chodzi o organizowanie ścieżek klientów pomiędzy różnymi kanałami.

Obecnie to właśnie największe firmy technologiczne wyznaczają standardy tego, czego oczekujemy od podróży online, nawet w przypadku banków. Ludzie korzystają z tych środowisk codziennie dlatego też mogą stawiać wymagania swoim bankom. Jeśli banki nie są w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań, kontakty z nimi stają się frustrujące, może skończyć się to rezygnacją z ich usług. Prostota i intuicyjność jest kluczem do budowania lojalności klientów. Według badania przeprowadzonego przez Deloitte, przy wyborze głównego banku zaspokajającego większość naszych potrzeb, siedmiu na dziesięciu respondentów stwierdziło, że spójne doświadczenie we wszystkich kanałach, w tym mobilnym i internetowym, jest dla nich niezwykle ważne lub bardzo ważne.

Banki, które nie są wystarczająco szybkie, mają wiele do stracenia. Musz pamiętać, że firmy fintech stale atakują segmenty niszowe i oferują świetne usługi (np. Apple Pay, Revolut). Najlepiej, gdyby skupiły się na kliencie i jego doświadczeniu, a nie wyłącznie na podziale na kanał cyfrowy i nie-cyfrowy. Odpowiednio zaplanowana komunikacja jest trudna, ale wykonalna.

Wyjście z typowego wyścigu szczurów

W przypadku korzystania z usług finansowych nie liczy się siła marki, ale cechy produktu lub usługi, na przykład termin zapadalności pożyczki i wysokość odsetek. Aby pozostać w grze i utrzymać klienta trzeba być w stanie zaoferować coś wyjątkowego. Podróże kontekstualizowane zastępują stary model „jednego rozmiaru dla wszystkich”. Jest miejsce i potrzeba klienta, aby być wyjątkowym i mieć słyszalny głos. Firmy, które chcą pozostać w czołówce gry, muszą przygotować swoją infrastrukturę, aby za pomocą różnych kanałów opartych na danych klientów komunikować im spersonalizowane oferty.

Revolut uruchamia darmowe konto dla przedsiębiorców

  • Revolut wprowadza darmową wersję konta dla firm, bez miesięcznej opłaty abonamentowej
  • Fintech odnawia ofertę kont firmowych równo 2 lata po starcie usługi Revolut for Business  
  • Nowe konta są dostępne zarówno dla obecnych jak i dla przyszłych klientów biznesowych 
  • Ponad 100 tysięcy firm w Wielkiej Brytanii i Europie oszczędza dzięki Revolut for Business

Revolut, jeden z najszybciej rosnących fintechów w Europie, dołączył dziś do oferty dwa bezpłatne konta biznesowe bez miesięcznej opłaty abonamentowej. Nowy element oferty dla firm powstał z myślą o nowym pokoleniu startupów, które podejmują kroki w kierunku ekspansji na rynki zagraniczne.

Nowa odsłona oferty dla firm nawiązuje do misji Revolut, by demokratyzować dostęp do innowacji finansowych. Elastyczna oferta ma pomóc przedsiębiorcom zwiększać skalę działania z lokalnej ku globalnej i oszczędzić im zarówno czasu, jak i kosztów związanych z wymianą walut czy obsługą przelewów międzynarodowych.

Zmiany w ofercie Revolut dla firm to również nowy cennik i zakres usług, dostosowany do różnego typu potrzeb i wielkości przedsiębiorstwa. Klienci biznesowi będą mogli przechodzić na wyższy lub na niższy plan taryfowy, w dowolnym momencie, w zależności od bieżącej koniunktury, sytuacji w firmie i własnego uznania.

Z własnego doświadczenia wiemy, jak frustrujące może być dla ambitnego przedsiębiorcy poszukiwanie dobrze dopasowanych do potrzeb firmy usług. Bez nich jednak trudno jest rozwinąć skrzydła. Z myślą o tym, zaprojektowaliśmy nowe darmowe konta dla firm, które zaoszczędzą przedsiębiorcom czas, pieniądze i dadzą im większą kontrolę nad kosztami i elastyczność niezbędną w skalowaniu biznesu. Prywatne firmy to puls gospodarki, a my chcemy mieć swój udział w ich rozwoju” – mówi James Gibson, Product Owner, Revolut for Business.

Dla wielu młodych, prężnych firm wymiana handlowa lub sprzedaż usług na rynkach zagranicznych to warunek konieczny by mogły szybko się rozwijać. Elastyczność i możliwość zmieniania zakresu usługi zależnie od potrzeb to elementy, które ułatwiają firmom nawigowanie na zmiennym rynku międzynarodowym w dobie niepewności.

W ciągu zaledwie dwóch lat Revolut zbudował i wprowadził na rynek ofertę dla firm, która może być alternatywą lub uzupełnieniem usług tradycyjnych instytucji finansowych. Obecnie umożliwia ona:

  • Tworzenie firmowych kont wielowalutowych
  • Generowanie wirtualnych i fizycznych kart firmowych
  • Wysyłanie i przyjmowanie przelewów w 28 walutach, co pozwala płacić pracownikom lub dostawcom bez narażania się na niekorzystne kursy przewalutowań
  • Udostępnianie kont nowym członkom zespołu lub księgowym
  • Konfigurowanie dostępu i uprawnień pozwalających na realizację płatności
  • Integrację z popularnymi aplikacjami biznesowymi takimi jak Slack, Xero, FreeAgent, Zapier
  • Ustawianie zbiorczych lub predefiniowanych płatności oraz ich automatyzacja dzięki otwartemu API
  • Dostęp do supportu dla firm 24/7

Katowice, Trójmiasto, Warszawa, Kraków, w ostatnich dniach odbywamy podczas RevRallies wiele spotkań i rozmów, również o tym jak powinno wyglądać idealne konto firmowe. Mamy świadomość, że jeszcze wiele pracy przed nami, ale wierzę, że z nowymi, darmowymi planami Revolut Business dla firm oraz freelancerów, wiele osób zdecyduje się wypróbować naszą ofertę skierowaną dla biznesu” – Marat Azatjan, Business Development, Revolut w Polsce.

Revolut pracuje nad wdrożeniem kolejnych produktów i usług dla firm do swojej oferty, w tym funkcjonalności do zarządzania wydatkami firmowymi, a także kompleksowej usługi akceptacji i rozliczeń płatności.

Firmy mogą testować darmowe konto w Revolut aplikując wcześniej poprzez stronę: www.revolut.com/business.

Pierwsza połowa 2019 r. na polskim rynku nieruchomości handlowych

  • W pierwszej połowie 2019 r. nowoczesne zasoby powierzchni handlowej powiększyły się o ponad 230 000 m kw.
  • Otwarcie Galerii Młociny o powierzchni 78 500 m kw. w Warszawie – najważniejsze wydarzenie na rynku w pierwszej połowie 2019 r.
  • Pięć nowych międzynarodowych marek na polskim rynku i kilka kolejnych w trakcie przygotowania do otwarcia.
  • Focus na mniejsze miasta – 40% nowej podaży w 2019 r. zostanie dostarczona na rynki miast o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej 200 000.
  • Zakupy na smartfonie są coraz popularniejsze wśród polskich internautów – wg badań Mastercard co dziesiąty internauta biorący udział w badaniu robi zakupy internetowe wyłącznie w ten sposób, natomiast co piąty kupuje mobilnie częściej niż raz w tygodniu i jest to najwyższy wynik w Europie.
Małgorzata Dziubińska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

W pierwszej połowie 2019 r. nowoczesne zasoby powierzchni handlowej we wszystkich formatach powiększyły się o ponad 230 000 mkw., z czego połowę stanowiły otwarcia nowych i rozbudowy istniejących już centrów handlowych. Najważniejszym wydarzeniem z pewnością było otwarcie w Warszawie Galerii Młociny o powierzchni 78 500 mkw. W chwili obecnej żaden inny obiekt o tak dużej powierzchni handlowej nie znajduje się w fazie budowy. Rynek w głównych aglomeracjach nasyca się, wciąż jednak jest miejsce na mniejsze, komplementarne obiekty handlowe zarówno w dużych miastach, jak też w mniejszych miejscowościach. Nasycenie powierzchnią handlową dla ośmiu największych aglomeracji zbliża się do poziomu 850 mkw. na 1 000 mieszkańców, podczas gdy dla miast o populacji poniżej 100 000 mieszkańców wskaźnik ten nie przekracza 500.

Przy okazji otwarcia Galerii Młociny na rynek weszło lub w najbliższym czasie zostanie otwartych kilka nowych marek, takich jak włoska Gagliardi oferująca modę męską, niemiecka bieliźniarska marka Sloggi z pierwszym monobrandowym sklepem w Polsce, czy ukraiński koncept rodzinnej restauracji Pesto Cafe. Nadal wyczekiwany przez rynek jest również debiut w Polsce irlandzkiej sieci Primark. W pierwszej połowie roku swoje pierwsze w Polsce lokale otworzyły również: park rozrywki TEPfactor w Blue City, odzieżowa marka Boxeur des Rues w Factory Poznań, czy MyShoes, nowa marka sieci Deichmann, której sklepy otwarto jednocześnie w Galerii Mokotów, Galerii Katowickiej i Galerii Echo w Kielcach.

Czynsze prime w najlepszych centrach handlowych pozostają stabilne, jednak obserwujemy coraz większą presję na obniżenie czynszów w drugorzędnych i gorzej funkcjonujących centrach handlowych.

Na drugą połowę 2019 r. planowane jest otwarcie kolejnych 200 000 mkw. powierzchni handlowej, a wysokość nowej podaży na koniec bieżącego roku będzie zbliżona do ubiegłorocznej. W kolejnych latach tempo wzrostu rynku powierzchni handlowej będzie już niższe, głównie w wyniku braku planowanych dużych i bardzo dużych projektów. Wiele będzie się jednak działo na mniejszych rynkach, a także w segmencie średnich i małych centrów handlowych oraz parków handlowych. Ponad 40% nowej podaży w tym roku zostanie dostarczona na rynki miast o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej 200 000.

Autor: Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield 

Polacy coraz bardziej zamożni. Pieniędzmi dysponują bardzo konserwatywnie, preferując bezpieczeństwo i łatwy dostęp do gotówki

Wzrost podaży i popytu na asortyment BIO. Sklepy szerzej promują towary przyjazne zdrowiu i środowisku

W porównaniu do ub. roku liczba modułów produktów BIO w regularnie pojawiających się gazetkach wzrosła aż o ponad 220%. Jednocześnie sieci handlowe wyraźnie ograniczyły wydawanie publikacji prezentujących wyłącznie tego typu artykuły – i tutaj wystąpił spadek o blisko 40%. Całkowicie zrezygnowały z nich hurtownie. Supermarkety też mocno zmniejszyły ich udział, tj. o prawie 67%. Tylko hipermarkety zwiększyły nakład gazetek o tej tematyce i to o 50%. Sklepy publikujące takie materiały podniosły liczbę ich stron o 55%. Postarały się o to zarówno hipermarkety – wzrost o 55%, jak i supermarkety – 18%. Natomiast sieci convenience skróciły te oferty o prawie 64%.

Zmiana frontu

W opinii prof. dr hab. Ewy Rembiałkowskiej ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, wzrost podaży i popytu na asortyment BIO sprawia, że tego typu oferty coraz częściej pojawiają się w regularnie wydawanych publikacjach promocyjnych. Prawa ekonomiczne zadecydowały o tym, że liczba modułów produktów zwiększyła się w gazetkach aż o 222,50% na przestrzeni roku. Zmiana przepływu komunikatów świadczy też o dynamicznie rozwijającym się rynku. Sieci dopasowują się do istniejących trendów poprzez przekierowanie strumienia informacji.

– Klienci są coraz bardziej świadomi jakości oferowanych im towarów i chcą wiedzieć więcej o ich pochodzeniu. Podążając za trendami konsumenckimi, sieci handlowe zwiększają liczbę modułów z tymi artykułami w swoich gazetkach. Taka strategia wspiera wizerunek każdego sklepu jako dynamicznie rozwijającego się i nastawionego prozdrowotnie. Faktem jest też to, że przez ostatni rok rynek organicznych produktów bardzo się powiększył. Dlatego ich udział w publikacjach tak mocno wzrósł – zauważa Marcin Lenkiewicz, ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Sieci ograniczyły też wydawanie odrębnych publikacji o tematyce BIO, obniżając ich liczbę o 37,50%. Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, wyjaśnia, że w ten sposób przeniesiono promowanie zdrowych produktów do regularnych gazetek. Taki asortyment nie jest już kierowany wyłącznie do wąskiej grupy świadomych i zamożnych klientów. Przestał być traktowany jako segment premium i teraz może dotrzeć do każdego konsumenta. Z marketingowego punktu widzenia to świetne zagranie i uzupełnienie kampanii społecznych.

– Retailerzy przekonują shopperów do tego, aby na co dzień kupowali najlepszej jakości artykuły spożywcze i kosmetyczne. Umieszczając produkty BIO w regularnych gazetkach, docierają do konsumentów, którzy wcześniej byli niezainteresowani tematycznymi publikacjami. Teraz szersze grono Polaków może zmienić swoje postrzeganie tej kategorii, np. w kontekście jej ceny czy dostępności – dodaje Marcin Lenkiewicz.

Spektakularny spadek liczby publikacji dedykowanych tego typu produktom zanotowały hurtownie, tj. o 100%. Supermarkety zmniejszyły ich udział o 66,67%, co również jest wyraźną różnicą. Zdaniem eksperta z Hiper-Com Poland, ogromny wzrost popularności ww. artykułów sprawił, że sieci przestały widzieć potrzebę publikowania odrębnych ofert i wolą prezentować tego typu asortyment w regularnych gazetkach. Towary przyjazne zdrowiu i środowisku wypierają produkty gorszej jakości. Z czasem będzie to widoczne także w innych formatach.

– Tylko hipermarkety podniosły nakład gazetek stricte z artykułami BIO. Wydają ich o połowę więcej niż przed rokiem. Z moich obserwacji wynika, że Polacy coraz chętniej kupują tego typu produkty w wielkopowierzchniowych placówkach. Na zakupy w takich sklepach przeznaczają zwykle więcej czasu i dokładnie czytają interesujące ich etykiety. Sieci inwestują w tego typu publikacje, bo one przyciągają klientów – komentuje prof. Ewa Rembiałkowska.

Liczba stron

Gazetek dedykowanych artykułom BIO ubywa, ale zwiększono liczbę ich stron aż o 55%. Według eksperta z aplikacji Zdrowe Zakupy, jest to związane z tym, że tego typu asortyment rośnie w niesamowitym tempie i obejmuje coraz więcej kategorii produktowych. Sklepy komunikują, że nie jest to już nisza rynkowa. Z kolei Katarzyna Grochowska zaznacza, że sieci poszerzają swoje oferty systematycznie i dlatego mogą wydawać coraz obszerniejsze publikacje tematyczne.

– Liczba stron w gazetkach tematycznych wzrosła w hipermarketach o 55%, a w supermarketach o 18,18%. W mojej ocenie, spory udział miał w tym Carrefour, który zdecydował się na upowszechnienie produktów BIO wśród swoich klientów. Zaoferował również tego typu asortyment w najniższych cenach na rynku. Konkurencyjność mocno podkreśla w swoich ofertach promocyjnych – zwraca uwagę Marcin Lenkiewicz.

Carrefour Polska informuje, że sieć chce przełamywać bariery, które ograniczają kupowanie produktów ekologicznych. Chodzi głównie o cenę i o brak znajomości korzyści płynących z ich spożywania. W celu dotarcia do jak najszerszej grupy odbiorców pojawiły się tematyczne gazetki zarówno w hipermarketach, jak i supermarketach. Firma rozpowszechnia w nich nie tylko oferty produktowe, ale także informacje merytoryczne dotyczące wartości odżywczych tego typu żywności.

– Nie licząc hurtowni, które całkowicie zrezygnowały z gazetek tematycznych, najbardziej zmniejszyły liczbę stron w takich publikacjach sieci convenience – 63,64%. Ten format jest nastawiony na szybkie i łatwe zaspokajanie potrzeb zakupowych konsumentów. W ostatnim roku tego typu sklepy mogły bardziej skoncentrować się na promowaniu innych, popularnych wśród klientów, artykułów. To oczywiście nie oznacza, że ograniczyły sprzedaż ekologicznych produktów – analizuje Marcin Lenkiewicz.

Jak przewiduje Katarzyna Grochowska, z czasem wszystkie formaty zaczną ograniczać liczbę stron w gazetkach tematycznych. W końcu zupełnie z nich zrezygnują, jak uczyniły to hurtownie. Po prostu takie materiały promocyjne przestaną być potrzebne. Regularnie wydawane publikacje będą przedstawiały coraz więcej produktów BIO i EKO. To będzie konsekwencją presji wywieranej na producentach i sprzedawcach w związku z degradacją środowiska, postępującą otyłością społeczeństwa i rosnącą liczbą zachorowań m.in. na nowotwory.

Zespół analityków z Hiper-Com Poland dokonał analizy gazetek ogólnych i tych stricte z produktami BIO. Wziął pod uwagę wszystkie dostępne na rynku hipermarkety, supermarkety, sieci convenience, hurtownie, dyskonty oraz sieci cash&carry. Stwierdził również, że dwa ostatnie formaty nie wydawały publikacji dedykowanych ww. artykułom. Materiał porównawczy został zebrany za okres pierwszych pięciu miesięcy ubiegłego i tego roku.

Obniżka stóp przez Rezerwę Federalną osłabi dolara i wzmocni rynek akcji

Wielkimi krokami zbliża się posiedzenie FED, na którym ma nastąpić pierwsza od wielu lat obniżka stóp procentowych. To ruch o tyle ciekawy, że jeszcze w grudniu ubiegłego roku FED podnosił stopy procentowe. Ta decyzja może odbić się na kursie dolara.

Powodem obniżki mogą być widoczne symptomy spowolnienia w globalnej gospodarce. „Amerykańska gospodarka przez dłuższy czas trzymała się nieźle, przede wszystkim za sprawą cięć podatkowych zaaplikowanych w 2017 r. przez administrację Donalda Trumpa. Wpływ tych działań w pewnym momencie jednak wygasa, a trochę wyższe stopy FED zaczęły dawać się gospodarce we znaki. Do tego słabość globalnego handlu i przemysłu, którą widzimy zwłaszcza w Azji, ale też w Europie Zachodniej, przenosi się powoli na Stany Zjednoczone” – mówi w rozmowie z MarketNews24 Przemysław Kwiecień z XTB.

FED jest też pod ogromną presją polityczną. Szef FED-u, Jerome Powell musi znosić krytykę ze strony Donalda Trumpa. Amerykański prezydent domaga się obniżenia stóp procentowych, co mogłoby zwiększyć jego poparcie przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

„Obniżka stóp procentowych może ryzykownie wpłynąć na kurs dolara, który i tak jest blisko wieloletnich szczytów w stosunku do innych walut. Dolarowi nie pomaga też duży deficyt budżetowy w USA. Decyzja FED może więc w perspektywie kilku miesięcy podciąć skrzydła amerykańskiej walucie” – dodaje Kwiecień.

Obniżka stóp procentowych to z kolei dobra informacja dla rynków akcji. Tańszy pieniądz zachęca inwestorów do lokowania środków w bardziej ryzykowne aktywa.

Warto też pamiętać, że poprzednia obniżka stóp procentowych przez FED w roku 2000 i 2007 oznaczała zapowiedź problemów gospodarczych i dla rynków akcji. Jest jednak wiele głosów, że tym razem nie grozi nam powtórka tamtych scenariuszy.

Inwestycje mieszkaniowe na słabnącej fali

Najnowsza publikacja danych sygnalnych GUS, prezentująca osiągnięcia budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz w całym pierwszym półroczu bieżącego roku, wskazuje na wciąż trwającą koniunkturę inwestycyjną na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Jednak z tradycyjnego w latach ubiegłych trendu rekordowego poprawiania wyników rok do roku pozostało już niewiele.

Dynamika inwestycji mieszkaniowych po I półroczu na plusie, ale…

W czerwcu deweloperzy trzeci miesiąc z rzędu kontynuowali korektę silnego wybicia wolumenu inwestycji rozpoczętych z początku roku. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl osiągnięty tym razem wynik 10,5 tys. lokali był o blisko jedną piątą gorszy w relacji rok do roku. Jednak dane za całe półrocze na poziomie 66,6 tys. jednostek okazały się minimalnie lepsze od tych z pierwszych sześciu miesięcy 2018 roku. Z półrocznych danych GUS dowiadujemy się tym samym, że mieszkaniowe inwestycje deweloperskie wciąż pozostają na fali, jednak o wyraźnie słabnącym charakterze, który prawdopodobnie ulegnie dalszemu regresowi w kolejnych miesiącach.

Wolumen mieszkań rozpoczętych ogółem w czerwcu również potwierdza wciąż progresywny charakter inwestycyjnej koniunktury w pierwotnym segmencie krajowego rynku mieszkaniowego. Wynik półroczny na poziomie ponad 115 tys. lokali okazał się lepszy rok do roku, jednak tym razem zaledwie o 1,5 proc.

Słabnącą tendencję wzrostową potwierdza policzony dla wszystkich form budownictwa rezultat czerwcowy nowych inwestycji na poziomie niespełna 19 tys. mieszkań. Jest to wynik gorszy w relacji rok do roku aż o 15 proc., co raczej kiepsko wróży perspektywom na kolejne miesiące i kwartały.

Nie inaczej ma się sprawa z nowymi pozwoleniami na budowę. Jak podliczyli eksperci portalu RynekPierwotny.pl ogółem było ich w zakończonym półroczu niespełna 129 tys., co na razie daje wynik tylko minimalnie gorszy – rzędu 2,5 proc. – od osiągniętego w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei miesięczny, liczony ogółem wolumen nowych pozwoleń wydanych inwestorom w tegorocznym czerwcu wyniósł 21,7 tys., co oznacza czteroprocentowy regres roku do roku.

Natomiast majowa „eksplozja” deweloperskich pozwoleń została w czerwcu skorygowana aż o blisko jedną czwartą do poziomu 13 tys. jednostek. Jest to jednak w dalszym ciągu bardzo dobry rezultat miesięczny, tylko symbolicznie ustępujący osiągniętemu w czerwcu ub. roku. Mimo to jednak wolumen deweloperskich pozwoleń za całe półrocze br. na poziomie 77,7 tys. jest o 5,5 proc. słabszy rok do roku, a spadek ten w kolejnych miesiącach raczej ulegnie dalszemu pogłębieniu.

Ostrożny optymizm z symptomami niepewności

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez inwestorów, zwłaszcza zaś deweloperów. Wygląda więc na to, że w dalszym ciągu oceniają oni perspektywy rozwoju koniunktury mieszkaniowego rynku pierwotnego w dłuższym terminie jeśli nawet nie jako optymalne, to na pewno obiecujące. Widać jednak wyraźnie pierwsze symptomy niepewności.

Natomiast wciąż w pełni optymistycznym ogniwem bieżących danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań oddawanych do użytkowania, zwłaszcza w przypadku deweloperów. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl ogółem w okresie styczeń – czerwiec br. oddano prawie 95 tys. mieszkań, czyli aż o 14,4 proc. więcej aniżeli w analogicznym okresie ubiegłego roku. Tak spektakularny progres to w decydującym stopniu dzieło deweloperów, którzy z wynikiem 9,7 tys. lokali oddanych w czerwcu poprawili wynik z analogicznego miesiąca ub. roku o dokładnie jedną trzecią.

W sumie półroczny wynik mieszkań oddanych z przeznaczeniem na sprzedaż lub wynajem osiągnął wolumen 58,8 tys., poprawiając wynik pierwszego półrocza 2018 roku o 22,4 proc. Szkoda jednak, że ta kategoria danych GUS jest rezultatem rekordowej aktywności deweloperów sprzed około dwóch lat, a więc bez większego wpływu na koniunkturę bieżącą.

Stabilizacja zapowiadająca przesilenie

Statystyki budownictwa mieszkaniowego z najnowszej informacji GUS sygnalizują trwającą stabilizację aktywności inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego w minionym miesiącu i pierwszym półroczu br., choć wciąż na wysokim poziomie. Brak symptomów potencjału rynku do naturalnych w ostatnich latach zwyżek wolumenów inwestycyjnych inwestorów jest najprawdopodobniej zapowiedzią bliskiego przesilenia, które w wynikach sprzedażowych deweloperów jest już faktem od ponad roku.

Bardzo prawdopodobny umiarkowany trend spadkowy popytu na nowe mieszkania, potwierdzony w najnowszych, półrocznych raportach deweloperów giełdowych, jeszcze przed końcem roku powinien znaleźć swoje przełożenie także na korektę ich statystyk inwestycyjnych w kolejnych raportach GUS.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak przeforsować polskie potrzeby w UE?

Nieodzowną częścią tkanki politycznej w Brukseli są lobbyści. To oni rozmawiają z urzędnikami i europosłami – forsując potrzeby i argumenty firm, które reprezentują. W Brukseli działa aż dwanaście tysięcy organizacji zrzeszających lobbystów. Pracują dla różnych państw i przedsiębiorstw – a najwięcej z nich forsuje w Komisji i Parlamencie Europejskim potrzeby i pomysły takich krajów, jak Niemcy, Hiszpania i Francja. Polska wypada przy nich blado: mamy tylko 112 instytucji lobbujących w naszych interesach – przy czym jedna czwarta z nich posiada finansowanie pozwalające na zatrudnienie zaledwie kilku osób. To szczególnie niepokojące, gdy dostrzeżemy fakt, że aż 70% przyjmowanych w Polsce regulacji prawnych zostało wcześniej ustanowionych przez Unię Europejską. Za pomocą lobbystów moglibyśmy mieć większy wpływ na prawo, które obowiązuje w Polsce, a polscy przedsiębiorcy mogliby korzystać z ustaw i legislacji bardziej dopasowanych do potrzeb naszego rynku.

– Ważne jest, jeśli możemy zainterweniować we wczesnym etapie przechodzenia danego aktu przez proces legislacyjny – na rozwiązania i kwestie, które mogą wpływać na polskie przedsiębiorstwa i polski biznes. Polskie firmy do tej pory nie wykorzystywały tej szansy – powiedział serwisowi  eNewsroom Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. –  Lobbowanie na poziomie europejskim, a nie krajowym, pozwala zmienić pewne regulacje – zwłaszcza w obszarze energetyki czy środowiska, które mogą mieć negatywne konsekwencje dla rozwoju polskich przedsiębiorstw i dla polskich konsumentów. Mam jednak nadzieję, że ta sytuacja będzie się w najbliższych latach zmieniała. Większość polskich firm lobbingowych, które teraz działają w Parlamencie Europejskim, powstała w ciągu ostatnich trzech lat. Musimy więc dalej rozwijać naszą obecność w Brukseli – zachęca Arak.

Boris Johnson nowym premierem Wielkiej Brytanii

Wczoraj w okolicy godziny 13 otrzymaliśmy informację, iż około dwie trzecie z blisko 160 tysięcy członków Partii Konserwatywnej zdecydowało o wyborze Borisa Johnsona na lidera ugrupowania. Oznacza to jednocześnie, że niedługo zostanie on premierem Zjednoczonego Królestwa.

Najbardziej zapadającym w pamięć cytatem z przemówienia Johnsona po informacji o jego zwycięstwie była sugestia, iż jego celem jest „przeprowadzenie Brexitu, zjednoczenie kraju i pokonanie Jeremy’ego Corbyna”. Szczególną uwagę warto zwrócić uwagę na tę ostatnią część, która może sugerować, że nowemu premierowi będzie zależało na przeprowadzeniu przyspieszonych wyborów powszechnych.

Obok informacji dotyczących prób negocjacji „lepszej umowy” z Unią Europejską, nastawienia do tych rozmów ze strony UE oraz wyboru członków gabinetu Johnsona, to właśnie sugestie w kwestii szybszych wyborów powinny najbardziej zainteresować inwestorów i wpływać na zachowanie brytyjskiej waluty w kolejnych tygodniach.

Sama reakcja funta na wieść o zwycięstwie Johnsona nie była negatywna. Po kilku dniach spadków, brytyjska waluta zaczęła odbijać jeszcze przed informacją o jego elekcji. Jednak po niej otrzymała więcej wsparcia i kontynuowała wzrost. Skala ruchu była jednak dość ograniczona. Rynek był praktycznie pewny realizacji takiego scenariusza i w związku z rosnącym ryzykiem „no deal Brexitu” związanym z owym scenariuszem wyprzedawał funta w ostatnich miesiącach.

Wykres: Implikowane prawdopodobieństwo, że Boris Johnson zostanie nowym liderem Partii Konserwatywnej, na podstawie wycen serwisu Predictit.org (marzec ’19 – lipiec ‘19)

Boris Johnson zostanie nowym liderem Partii Konserwatywnej
Źródło: Bloomberg Data: 23/07/19

Resort rolnictwa zapowiada wsparcie dla hodowców bydła. Między innymi zmianę przepisów i zastosowanie nowych technologii do kontrolowania hodowli

Resort rolnictwa zapowiada wsparcie dla hodowców bydła. Między innymi zmianę przepisów i zastosowanie nowych technologii do kontrolowania hodowli 8

Rekordowo niskie ceny skupu bydła to wynik w dużej mierze problemów z eksportem, na który trafia blisko 80 proc. polskiej produkcji. Nadwyżki irlandzkiej wołowiny oraz perturbacje w handlu z Izraelem i Turcją sprawiają, że ceny spadły poniżej kosztów produkcji. Resort rolnictwa zapowiada wsparcie dla producentów wołowiny. Renegocjowanie świadectw weterynaryjnych, dopłaty z unijnego budżetu czy wykorzystanie nowych technologii do zbierania danych o zwierzętach poprawią sytuację hodowców – przekonuje Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

 Renegocjujemy świadectwa weterynaryjne z krajami, które wiążą możliwość importu mięsa z Polski z występowaniem ASF. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Rozmawiamy także z Turcją, dlaczego ograniczyła zakupy, chociaż wiemy, że jest wielkim producentem wołowiny. Pewne sygnały z tamtej strony wskazują, że te zakupy powinny być odblokowane. Utrzymujemy eksport do krajów muzułmańskich, stosując ubój według oczekiwań wspólnot muzułmańskich – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Uruchomienie skupu interwencyjnego wołowiny na poziomie UE jest mało prawdopodobne, podobnie jak skup na rezerwy państwowe. Dlatego kluczowe jest udrożnienie handlu. Polska jest szóstym producentem wołowiny w UE i drugim europejskim eksporterem. Zdecydowana większość mięsa trafia na europejski rynek, kluczowe jest jednak rozszerzenie grona odbiorców, zwłaszcza w kontekście planowanej umowy handlowej między UE a krajami Ameryki Południowej, która otworzy jeszcze bardziej unijny rynek na mięso z Argentyny.

– My nowych rynków szukamy od kilku lat. Sama branża jest aktywna, bo przecież minister rolnictwa może co najwyżej stwarzać dobre warunki do współpracy bilateralnej poprzez pewne ocieplenie polityczne, szukanie wspólnych spraw z różnymi krajami. Natomiast później to realizują konkretne firmy – zaznacza Ardanowski.

Wsparciem dla rolników ma być też program dopłat do świń i bydła, w tym bydła mięsnego utrzymywanego w warunkach podwyższonego dobrostanu. Ma on ruszyć w 2020 roku.

– Uzyskaliśmy zgodę Komitetu Monitorującego Wspólną Politykę Rolną. Będzie to realizowane jeszcze z tego budżetu, nie z nowej perspektywy, więc rolnicy będą składali wnioski z nowym rokiem – wyjaśnia minister.

Trwają również prace nad zmianą przepisów, które zwiększą kontrolę nad hodowlą bydła. Dotyczą one przede wszystkim wprowadzenia całodobowego monitoringu w rzeźniach czy doprecyzowania kwestii paszportów oraz kolczyków identyfikacyjnych bydła. Określony ma zostać termin, w którym kolczyki i paszport muszą być zniszczone lub unieważnione po uboju. W planach jest również zaostrzenie kar za łamanie przepisów o identyfikacji i rejestracji zwierząt. To odpowiedź ministerstwa i branży na aferę związaną z nielegalnym ubojem bydła pourazowego.

Większą kontrolę nad hodowlą i życiem zwierzęcia – od urodzenia do uboju – ma zapewnić także innowacyjny system biosensorów połączonych z technologią blockchain.

– Trwa analiza przydatności tego systemu. Zostały już zaczipowane pierwsze zwierzęta, niektóre zostały już ubite, i oceniamy, czy one rzeczywiście lepiej się sprzedają, czy będzie lepsza cena na tych najbardziej lukratywnych rynkach, głównie w Azji Wschodniej. W tej chwili jesteśmy na etapie przygotowywania rozszerzenia tego systemu na kilka tysięcy sztuk w KOWR-ze, w gospodarstwach Skarbu Państwa. Gdzieś to trzeba przećwiczyć, bo nie chcę narażać rolników na ryzyko poniesienia kosztów, kiedy efekt do końca nie jest znany – wskazuje Ardanowski.

Docelowo rolnicy mieliby przystępować do programu dobrowolnie. Będzie to dla nich jednak opłacalne – biosensory będą zbierać wszystkie dane na temat pochodzenia zwierząt, ich stanu zdrowia czy stosowanej diety. Cały system będzie oparty na blockchain i ma zagwarantować, że do uboju trafi wyłącznie bydło spełniające wysokie standardy. Łatwiej wówczas będzie o zagraniczne rynki zbytu, a także zaufanie krajowych konsumentów.

– To może być istotna wiedza do tego, żeby konsument za tę żywność chciał zapłacić. Od wyników tych eksperymentów prowadzonych z KOWR-em będzie zależeć to, czy ten system będziemy stosowali w całej Polsce – mówi Jan Krzysztof Ardanowski. – Może to być przydatne narzędzie dla polskiego rolnictwa. Przećwiczymy to na bydle mięsnym, później można to również wprowadzać dla baraniny czy jagnięciny, dla innych grup zwierząt. Chcemy zacząć od wołowiny, dlatego że jest to duży rynek, klienci są szczególnie wrażliwi pod kątem jakości, a jednocześnie są w stanie docenić tę jakość w postaci wysokich cen – zapowiada minister.

Ministerstwo Cyfryzacji w najbliższych latach szykuje pakiet 54 ustaw. Umożliwi on pełną cyfryzację kraju

Ministerstwo Cyfryzacji w najbliższych latach szykuje pakiet 54 ustaw. Umożliwi on pełną cyfryzację kraju 9

Wraz z upowszechnianiem się rozwiązań z zakresu internetu rzeczy oraz sztucznej inteligencji pojawia się konieczność uregulowania nowo powstającego sektora gospodarki i  zarysowanie wyzwań, z jakimi w najbliższych latach będzie zmagać się społeczeństwo. Ministerstwo Cyfryzacji planuje wypracować normy prawne, które otworzą Polskę na rozwiązania wykorzystujące potencjał sieci 5G, serwisów chmurowych czy systemów automatyzujących proces produkcji.

– Najważniejszym wyzwaniem dla rozwoju cyfryzacji w Polsce jest świadomość społeczna, tzn. podkreślanie tego, że taką samą wagę ma inwestowanie w dziurę w ulicy jak inwestowanie w innowacje. Że innowacje tak samo ułatwiają życie, stymulują rozwój gospodarczy. Raport udostępniony przez magazyn CEOWorld Magazine podkreśla, że Polska znajduje się na 7. miejscu na świecie, jeżeli chodzi o środowisko przyjazne rozwojowi start-upów, również w obszarze innowacji. Chcielibyśmy, aby to miejsce było jeszcze wyższe – mówi agencji Newseria Innowacje dr Maciej Kawecki, dyrektor Departamentu Zarządzania Danymi w Ministerstwie Cyfryzacji.

Ministerstwo planuje rozpocząć przystosowywanie społeczeństwa do rewolucji cyfrowej już na etapie szkoły podstawowej. W ramach programu Polska Cyfrowa powołano do życia projekt Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, który zakłada podpięcie do internetu wszystkich szkół w Polsce. Kolejnym krokiem będzie opracowanie treści edukacyjnych, które umożliwią przekazanie uczniom umiejętności cyfrowych takich jak np. podstawy programowania. Takie przyszłościowe zadania mają na celu ułatwić przyszłym pokoleniom odniesienie sukcesu na rynku zdominowanym przez technologie informatyczne.

Równie ważnym krokiem na drodze do cyfryzacji społeczeństwa będzie wdrożenie przyszłościowej architektury przesyłu danych, tzn. sieci 5G. Dzięki niej możliwe będzie podpięcie do bezprzewodowego internetu nawet 100 urządzeń na metr kwadratowy, a co za tym idzie – upowszechnienie rozwiązań z zakresu internetu rzeczy takich jak systemy smart city.

Na konieczność rozwoju infrastruktury 5G zwraca uwagę także Komisja Europejska. Zgodnie z jej zaleceniami do 2020 roku sieć 5G powinna być dostępna na zasadach komercyjnych przynajmniej w jednym dużym mieście w każdym kraju członkowskim. Aby zrealizować te założenia, Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało i doprowadziło do przegłosowania projekt megaustawy telekomunikacyjnej, która wprowadza m.in. obniżki opłat związanych z rozbudową infrastruktury 5G.

– Najważniejszym wyzwaniem w tej chwili jest megaustawa, która otwiera Polskę na sieć 5G. Ogromnym wyzwaniem jest projekt Zintegrowanej Platformy Analitycznej, który nie wymaga wprawdzie zmian legislacyjnych, ale który opiera się na koncentrowaniu ogromnych zasobów danych wewnątrz administracji publicznej. Chcemy do października wdrożyć kontent sztucznej inteligencji w elektronicznym obiegu dokumentów w administracji publicznej tak, żeby można było zmniejszyć zasoby tzw. kancelarii ogólnych, żeby pisma mogły być automatycznie dekretowane. Tych projektów jest bardzo, bardzo dużo – twierdzi ekspert.

Zbudowanie nowoczesnej infrastruktury 5G oraz cyfryzacja administracji to jeden z elementów programu Społeczeństwa 5.0. Zakłada on, że dzięki dostępowi do szybkiego internetu oraz platform wykorzystujących chmurę danych możliwe będzie wdrożenie na szeroką skalę rozwiązań z zakresu internetu rzeczy oraz smart city przez administrację publiczną

Już teraz największe polskie miasta badają potencjał tych technologii. Dobrym przykładem takiego działania jest projekt CityLab realizowany przez władze Wrocławia, który zakłada stworzenie zaplecza intelektualnego do testowania miejskich systemów inteligentnych. W ramach CityLab testowane są usługi z zakresu smart city, które mają ułatwić życie mieszkańcom, m.in. system inteligentnego monitoringu jakości powietrza czy zarządzania miejscami parkingowymi.

– Strategią długofalową na okres po październikowych wyborach jest próba wdrożenia tych zmian prawnych, które zdiagnozowaliśmy m.in. w raporcie dotyczącym internetu rzeczy czy inteligentnych miast. Zmiana 54 ustaw, może w pakiecie, który nazywałby się jakimś kodeksem cyfrowym, ale w takim kompleksowym pakiecie. To byłoby takie największe wyzwanie dla resortu cyfryzacji na najbliższe lata – mówi dr Maciej Kawecki.

Analitycy MarketsandMarkets szacują, że w 2020 roku rynek infrastruktury 5G będzie wart 2,86 mld dol. i będzie się rozwijał w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 46,7 proc., by w 2027 roku osiągnąć wartość blisko 42 mld dol.

Pasażerowie Pendolino ponad 2 godziny korzystają z Wi-Fi podczas podróży. W listopadzie bezprzewodowy internet ma być we wszystkich ich składach

Pasażerowie Pendolino ponad 2 godziny korzystają z Wi-Fi podczas podróży. W listopadzie bezprzewodowy internet ma być we wszystkich ich składach 10

Ponad 30 mln przejechanych kilometrów, 17,5 mln podróżnych i ponad 4 tys. przeglądów – to dotychczasowy bilans 5,5 lat kursowania pociągów Pendolino w barwach PKP Intercity. Przewoźnik ma ich obecnie 19, z których połowa udostępnia na pokładach bezprzewodowy internet Wi-Fi. Do tej pory skorzystało z niego ponad 200 tys. pasażerów, ale dostępna od pół roku usługa szybko zyskuje popularność. Do końca tego roku Wi-Fi ma być już dostępne we wszystkich pociągach Pendolino.

– Pasażerowie lubią Pendolino, o czym świadczą statystyki. Do tej pory z Pendolino skorzystało 17,5 mln pasażerów. Widzimy również w badaniach, które prowadzimy wśród pasażerów, że są zadowoleni z przejazdów tymi pociągami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Laskowski, wiceprezes zarządu PKP Intercity. – Zamierzamy dokupywać nowy tabor i modernizować ten posiadany. Do 2023 roku nasze plany inwestycyjne – zarówno taborowe, jak i inwestycje w infrastrukturę – sięgną 7 mld zł.

Jak podkreśla, mimo inflacji i wzrostu cen usług PKP Intercity nie zamierza w najbliższym czasie podnosić cen biletów za przejazd Pendolino. Przewoźnik będzie za to rozwijać siatkę połączeń i wkrótce przekaże informacje o nowych kierunkach. Obecnie Pendolino kursuje między Trójmiastem i Warszawą a Krakowem, Wrocławiem, Gliwicami i Katowicami. Umożliwia też dojazd do mniejszych miast, jak Kołobrzeg, Bielsko-Biała i Rzeszów. Jak poinformował Adam Laskowski na konferencji prasowej na początku lipca, jeszcze w tym roku należące do PKP IC Pendolino powinno uzyskać homologację na obsługę tras do Niemiec, Austrii i Czech.

Pociągi Pendolino w barwach PKP Intercity kursują od grudnia 2014 roku. Do kwietnia br. przejechały już ponad 30 mln kilometrów i przewiozły w sumie ponad 17,5 mln pasażerów. W tej grupie 1,7 mln stanowili studenci, 1,1 mln – seniorzy, a 950 tys. podróżnych to rodziny z dziećmi. Najpopularniejsze okazały się połączenia pomiędzy Warszawą a Krakowem i Trójmiastem.

Największy polski przewoźnik ma obecnie 19 takich składów dostarczonych przez Alstom. Wszystkie są serwisowane w zajmującym 26 ha Warsztacie Utrzymania Technicznego (WUT) Alstomu na warszawskiej Olszynce Grochowskiej. Od momentu wyjechania na tory, czyli w ciągu ponad pięciu lat, składy Pendolino przeszły już łącznie 4,4 tys. przeglądów. Ich przeglądami i serwisem zajmuje się codziennie 116 specjalistów.

– Zwłaszcza w zimie mierzymy się ze zwierzyną, która wychodzi na tory i często ląduje na nosie naszego pociągu. Oczywiście, wszystkie naprawy są wykonywane na bieżąco, bo zależy nam, żeby wszystkie pociągi jeździły, to jest najważniejsze – mówi Artur Fryczkowski, prezes Alstom Konstal SA.

Na pokładzie każdego z pociągów Pendolino znajdują się w sumie 402 miejsca, z czego 45 w I klasie. Pasażerowie mogą korzystać m.in. z regulowanych foteli, rozkładanych stolików, indywidualnego oświetlenia oraz gniazdek elektrycznych przy każdym siedzeniu. Połowa składów (10 pociągów) jest także wyposażonych w Wi-Fi i – jak zapowiada spółka – do końca tego roku internet będzie już dostępny we wszystkich składach.

– Rozpoczęliśmy proces montażu Wi-Fi w każdym z tych pojazdów. Chcemy, żeby Wi-Fi było dostępne dla pasażerów we wszystkich składach Pendolino do listopada – mówi wiceprezes PKP Intercity.

– Najdłużej trwał proces przygotowawczy, ponieważ chcieliśmy dobrać jak najlepsze rozwiązanie do naszych pociągów. Pamiętajmy, że to są aluminiowe pudła, które działają trochę jak klatka Faradaya, więc montowany system został stworzony dla tego pociągu. Niejednokrotnie miałem okazję korzystać z Wi-Fi i to rozwiązanie zdaje egzamin i działa. W tej chwili montujemy w cyklu trzytygodniowym jeden pociąg – mówi Artur Fryczkowski/

Jak poinformował przewoźnik, do tej pory z internetu Wi-Fi na pokładach Pendolino skorzystało już ponad 200 tys. podróżnych, a usługa – dostępna od pół roku – cieszy się coraz większą popularnością. Pasażerowie korzystają z bezprzewodowego internetu średnio przez nieco ponad 2 godziny i tylko w czerwcu br. pobierali średnio 621 GB danych dziennie. Zgodnie z zapowiedziami spółki do 2023 roku bezprzewodowy internet będzie stanowił standardowe wyposażenie w 80 proc. składów PKP Intercity.

Innowacje finansowe mają dobre warunki do rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska przyciąga ich twórców przyjaznym prawem i zdolnymi kadrami

Innowacje finansowe mają dobre warunki do rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska przyciąga ich twórców przyjaznym prawem i zdolnymi kadrami 11

Polska stwarza bardzo dobre warunki do rozwoju fintechów. Sprzyja temu m.in. otoczenie regulacyjne, dostępność kadr i otwartość Polaków na nowinki z obszaru finansów – podkreśla Stephanie Brennan, założycielka i dyrektor zarządzająca start-upu Evarvest, który już wkrótce umożliwi Polakom m.in. bezprowizyjny dostęp do amerykańskiego rynku papierów wartościowych. Jak ocenia Brennan, najatrakcyjniejszym w tej chwili obszarem działalności w sektorze fintechów są transakcje transgraniczne, a nowe technologie z obszaru finansów mogą w nadchodzących latach zwiększyć popularność inwestycji na giełdach.

Polska to bardzo atrakcyjne miejsce dla fintechów, zwłaszcza tych, które planują międzynarodową ekspansję. Kraj ten dysponuje wysoko wykwalifikowanymi kadrami, zwłaszcza w sektorze IT. Świadczy o tym choćby fakt, że w Warszawie powstał piąty na świecie i jedyny w tym regionie Europy Google Campus. Kolejną przyczyną jest zapewniana przez przepisy otwartość. Należy też wspomnieć o tym, że sektor cały czas chłonie nowe technologie finansowe. Jako przykład można tu podać dane z ostatnich sprawozdań firmy MasterCard. Wynika z nich, że 25 proc. Polaków korzysta z technologii zbliżeniowej Paypass każdego dnia. Ten odsetek jest 20-krotnie wyższy niż w Niemczech i 3-krotnie wyższy niż średnia dla całej UE – mówi agencji Newseria Biznes Stephanie Brennan, dyrektor zarządzająca start-upu Evarvest.

Polska stanowi jeden największych rynków fintechów w Europie Środkowo-Wschodniej. Według wyliczeń Cashless i fundacji Fintech Poland na polskim rynku działa około 170 takich spółek, z których połowa to fintechy płatnicze. Deloitte już trzy lata temu szacował, że wartość polskiego rynku fintechowego przekracza 856 mln euro.

Rozwojowi tego sektora mocno sprzyja otwartość Polaków na nowe technologie w finansach, czego dobrym przykładem są płatności zbliżeniowe. Jak podaje PwC, Polska należy do grupy 10 państw świata przodujących w transakcjach zbliżeniowych, a poza nią do ścisłej czołówki należą tylko dwa inne kraje Starego Kontynentu – Wielka Brytania oraz Szwecja. Jak informowała kilka miesięcy temu Visa, jeszcze w tym roku Polska zostanie 1. krajem na świecie ze 100-proc. akceptacją dla transakcji zbliżeniowych.

Polska i region Europy Wschodniej jako jedne z pierwszych przyjęły bardziej otwarte regulacje dla fintechów. Polski regulator nawiązał już także strategiczną współpracę z państwami takimi jak Singapur, Tajwan czy Hongkong. Te zmiany powodują, że fintechy mogą działać bardziej globalnie –podkreśla Brennan.

Cały europejski sektor fintechów rozwija się w ostatnich latach bardzo dynamicznie – stale pojawiają się nowe spółki, zwłaszcza takie o globalnym zasięgu. To zasługa m.in. ujednolicenia ram legislacyjnych na terenie UE.

W szczególności należy wspomnieć o unijnej inicjatywie Fintech Action Plan czy RODO, które ujednolica międzynarodowe wymogi w zakresie ochrony danych. Zmiany te już zaczęły skutkować wzrostem liczby fintechów i trend ten będzie się utrzymywał – zauważa Stephanie Brennan.

Dyrektor zarządzająca Evarvest ocenia, że najatrakcyjniejszym w tej chwili obszarem działalności w sektorze fintechów są transakcje transgraniczne. Ubiegłoroczny raport McKinsey pokazuje, że w 2017 roku już 11 proc. płatności miało charakter transgraniczny, co stanowi najwyższy odsetek na przestrzeni ostatnich pięciu lat.

Dodatkowo widzimy rozwój lokalnych firm, takich jak BLIK, który odniósł niesamowity sukces na rynku płatniczym, umożliwiając dokonywanie przelewów i płatności w sklepach na podstawie numeru telefonu. Firma rozszerzyła już swoją działalność o kolejne rynki na terenie UE. Mamy więc do czynienia z imponującym wzrostem znaczenia internetowych platform płatniczych – mówi Stephanie Brennan.

Jak podkreśla, sektor fintechów może się przyczynić do rozwoju inwestycji na rynku finansowym, zwiększając ich dostępność. Jest to zresztą jeden z głównych celów Evarvest – spółka ma na celu zapewnienie możliwości kupowania produktów inwestycyjnych klientom na całym świecie. Zdaniem Brennan nie tylko w Polsce, lecz także na terenie całej UE nie ma zbyt wielu spółek oferujących globalnie usługi obrotu akcjami w internecie, przy niższych prowizjach i jednocześnie wyższej rentowności inwestycji.

Brakuje oferty dla osób, które często zmieniają kraj zamieszkania w ramach UE. To jeden z głównych problemów. Jeśli ktoś korzystający z tradycyjnych usług maklerskich przeprowadza się do innego państwa, to przepisy wymagają od niego sprzedaży posiadanych akcji. Ten problem jest szczególnie odczuwalny w Europie, gdzie mobilność obywateli jest bardzo duża. Chcemy zmienić tę sytuację, wprowadzając globalnie dostępną platformę i integrując światowe giełdy, tak aby z aplikacji można było korzystać nie tylko w poszczególnych państwach, lecz także w ramach transakcji transgranicznych – tłumaczy Stephanie Brennan.

Australijski start-up Evarvest zamierza pod koniec tego roku uruchomić aplikację do handlu akcjami, która połączy giełdy na całym świecie i udostępni je szerokiemu gronu inwestorów. Aplikacja, przypominająca Spotify, pozwoli inwestorom na łatwy, przejrzysty i tani dostęp do akcji, obligacji i funduszy inwestycyjnych typu ETF na ponad 30 światowych giełdach. Polska będzie jednym z pięciu pierwszych rynków, obok Wielkiej Brytanii, Litwy, Hiszpanii i Portugalii, na których udostępniona zostanie aplikacja. Polscy użytkownicy będą mogli skorzystać z niej już w pierwszym kwartale 2020 roku.

Co trzeci Polak stosuje domowe sposoby leczenia, a 90 proc. zażywa leki bez recepty. Samoleczenie może odciążyć lekarzy, ale potrzebna jest edukacja pacjentów

Co trzeci Polak stosuje domowe sposoby leczenia, a 90 proc. zażywa leki bez recepty. Samoleczenie może odciążyć lekarzy, ale potrzebna jest edukacja pacjentów 12

Mniej więcej co trzeci Polak, u którego wystąpią objawy chorobowe, stosuje domowe sposoby leczenia. Samoleczenie – które polega na bezpiecznym i racjonalnym zażywaniu leków bez recepty przez kilka dni do momentu ustąpienia objawów – może być wsparciem dla systemu ochrony zdrowia, a nawet skrócić kolejki do lekarzy. Z badań CBOS wynika, że takie leki przyjmuje niemal 90 proc. Polaków. Z okazji Międzynarodowego Dnia Samoleczenia, który przypada 24 lipca, Fundacja Obywatele Zdrowo Zaangażowani po raz kolejny podejmuje działania, które mają uświadamiać, jak zażywać je świadomie i odpowiedzialnie.

– Bezpieczne i racjonalne samoleczenie może pełnić rolę komplementarną w stosunku do systemu ochrony zdrowia. Na świecie istnieje wiele przykładów, gdzie samoleczenie się sprawdziło. National Health Service, czyli brytyjski system ochrony zdrowia, wprost rekomenduje stosowanie samoleczenia z zachowaniem zasad bezpieczeństwa – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Dominik Olejniczak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, członek zarządu Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani.

Bezpieczne i racjonalne samoleczenie polega na samodzielnym stosowaniu leków dostępnych bez recepty w przypadku wystąpienia znanych sobie objawów chorobowych przez okres nie dłuższy niż 2–3 dni. W momencie, kiedy nie następuje poprawa, należy bezwzględnie skorzystać z porady lekarza bądź farmaceuty.

Świadome i racjonalne samoleczenie może nawet podnieść jakość świadczeń czy skrócić czas oczekiwania na wizytę lekarską. Świadomy i wyedukowany pacjent, który będzie w stanie samodzielnie zareagować na lekkie i znane sobie objawy, zażywając leki dostępne bez recepty, nie musi udać się na wizytę lekarską. Dzięki temu na taką wizytę w szybszym terminie uda się pacjent, który rzeczywiście jej potrzebuje – mówi dr n. med. Dominik Olejniczak.

Jak podkreśla, istnieją trzy podstawowe zasady bezpiecznego samoleczenia. Po pierwsze, należy w tym celu stosować wyłącznie leki dostępne bez recepty (OTC). Po drugie, samoleczenie sprawdza się tylko w przypadku lekkich i znanych objawów chorobowych, jak np. przeziębienie. Trzecią zasadą jest udanie się do lekarza, jeżeli w ciągu 2 czy 3 dni nie następuje poprawa.

Przy samodzielnym stosowaniu leków bardzo istotne jest systematyczne wykonywanie badań profilaktycznych, ponieważ zwykły i często występujący objaw typu ból głowy może mieć różne podłoże. Możemy przyjmować lek przeciwbólowy, który pomoże doraźnie, ale warto byłoby znaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy – mówi dr n. med. i n. o zdr. Anna Staniszewska, prezes Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani.

Jak wynika z raportu „Odpowiedzialne i nowoczesne samoleczenie w systemie ochrony zdrowia”, domowe sposoby leczenia stosuje obecnie co trzeci Polak, u którego wystąpią objawy chorobowe. W ubiegłym roku na farmaceutyki związane z leczeniem infekcji Polacy wydali w sumie 3,3 mld zł, przy czym 89 proc. sprzedanych leków stanowiły preparaty bez recepty – wynika z analizy IQVIA.

Wszelkie badania pokazują, że Polacy potrafią świadomie i racjonalnie stosować leki dostępne bez recepty. Wśród najważniejszych zaleceń jest to, żeby nie przekraczać dawek, co często się pacjentom zdarza. Należy stosować regularne odstępy w przyjmowaniu leków, a także upewnić się, czy dany lek należy przyjmować na czczo czy w trakcie, przed albo po jedzeniu – mówi Dominik Olejniczak.

Fundacja Obywatele Zdrowo Zaangażowani działa na rzecz racjonalnego samoleczenia, edukacji prozdrowotnej i promowania postaw współodpowiedzialności obywateli za własne zdrowie. Prowadzi m.in. skierowaną do seniorów akcję „Przewietrz apteczkę”, ucząc, jak właściwie przyjmować leki oraz rozmawiać z lekarzami, żeby uniknąć ryzyka związanego z zażywaniem wielu różnych substancji. Na swojej stronie udostępnia też „Abecadło lekowe”, czyli przystępny poradnik zawierający zasady bezpiecznego zażywania leków, zarówno tych dostępnych bez recepty, jak i wydawanych z przepisu lekarza.

W tym roku po raz kolejny Fundacja angażuje się w obchody Światowego Dnia Samoleczenia, który przypada cyklicznie 24 lipca. W ramach kampanii na terenie całej Polski pojawią się plakaty nawiązujące do edukacji zdrowotnej i świadomego samoleczenia.

Menadżerów w Polsce łączy skuteczność i determinacja. Kobiety wykazują większą elastyczność i otwartość na zmiany

Menadżerów w Polsce łączy skuteczność i determinacja. Kobiety wykazują większą elastyczność i otwartość na zmiany 13

Menadżerowie w Polsce są odważni i ambitni, łączy ich skuteczność i determinacja. Nie wyróżniają się specjalnie na tle liderów w innych krajach, nawet jeżeli pracują w międzynarodowych organizacjach – wynika z raportu „Przedsiębiorcze przywództwo” SHL Polska. Prezes firmy Aneta Fita podkreśla, że wyjątkiem jest większa skłonność do okazywania emocji. Polscy liderzy lubią też pracować w pojedynkę, zwłaszcza mężczyźni, którzy są bardziej zorientowani na wynik i rywalizację. Kobiety na stanowiskach menadżerskich wykazują z kolei większą elastyczność na rynkowe zmiany i szybciej się do nich dostosowują.

Polski lider to lider zaangażowany, który coraz bardziej docenia swój zespół, lubi się konsultować, jest odważny i ambitny. Natomiast zaskakuje fakt, że lubi pracować indywidualnie, czyli wciąż jeszcze dystansuje się nieco od swojego zespołu, i lubi okazywać emocje. Dla nas jest to sygnał, że jednak ta nasza wschodnia kultura i emocjonalność cały czas jest obecna – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Fita, prezes zarządu SHL Polska.

Z raportu SHL „Przedsiębiorcze przywództwo” wynika, że polscy  liderzy skutecznie zarządzają firmami, reprezentując różne style przywództwa. Sprawdzają się w wielu obszarach biznesu i – mimo że prezentują zróżnicowane podejście do pracy – łączy ich skuteczność i determinacja. Na podstawie badań ilościowych i jakościowych autorzy raportu wyróżnili cztery typy polskich liderów.

Są liderzy, zwłaszcza w bankach czy instytucjach bardziej sformalizowanych, nastawieni na jakość, perfekcjoniści dążący do tego, żeby wszystko było dobrze. Wyróżniliśmy też liderów ambitnych, nastawionych na wynik. Tutaj dominują mężczyźni, w firmach farmaceutycznych czy FMCG. Kolejna grupa to liderzy ukierunkowani na współpracę, ale nie miłe relacje, a raczej zadaniowość. Wspólnie z ludźmi dążą do celu. Dominują tu m.in. firmy  IT, usługowe, gdzie trzeba pracować razem, żeby zrealizować coś dla klienta. Ostatni typ to liderzy nastawieni na relacje, otwarci na rynkowe zmiany, którzy szybko się do nich dostosowują. I ten styl jest też najbliższy modelowi, który jest najbardziej efektywny globalnie – mówi Aneta Fita.

Jak podkreśla, ten ostatni typ lidera jest nastawiony na relacje, za to odporny na krytykę. Lubi dynamiczne tempo pracy, poszukuje zmian i planuje długoterminowo. W tej grupie dominują zwłaszcza kobiety. Dla odmiany, mężczyźni przeważają w gronie liderów ambitnych, zorientowanych na wyniki i rywalizację, którzy preferują pracę w pojedynkę.

Wszystkie osoby, które brały udział w badaniu, osiągnęły sukces i są na wysokich stanowiskach. To są członkowie zarządów, prezesi, dyrektorzy funkcyjni. Różnie radzą sobie natomiast z własnymi predyspozycjami i biznesem, w którym funkcjonują. Stąd trudno powiedzieć, który z tych stylów jest idealny. Natomiast badania globalne pokazują, że liderzy bardziej przedsiębiorczy, nastawieni na relacje i zmiany radzą sobie na rynku lepiej pod kątem wyników, jakie generują dla organizacji – mówi Aneta Fita.

W porównaniu z menadżerami w innych krajach w Polsce liderzy nie wyróżniają się zasadniczo, nawet jeśli pracują w międzynarodowych organizacjach. Wynika to z faktu, że korporacje operujące na wielu rynkach mają ujednolicone standardy. Z kolei umiejętności i predyspozycje osobowościowe – takie jak umiejętność brania odpowiedzialności, odwaga, podejmowanie ryzyka, ambicja – to uniwersalne cechy, niezależne od lokalizacji rynku.

Większe znaczenie mają różnice kulturowe, bo np. styl zarządzania skuteczny w Polsce może nie sprawdzić się w Japonii czy Arabii Saudyjskiej, gdzie kultura narzuca inne postawy i rozwiązania. Co zaskakujące, znaczenie mają też czynniki takie jak wiek i doświadczenie oraz płeć, które przekładają się na styl zarządzania.

Wiek ma znaczenie chociażby dlatego, że są ludzie mniej i bardziej doświadczeni, co oczywiście nie znaczy, że wśród młodych nie można znaleźć ludzi z potencjałem liderskim. Podobnie płeć, bo najświeższe badania z Wielkiej Brytanii pokazują, że kobiety są bardziej elastyczne, lepiej dostosowują się do zmiennego środowiska. Mam nadzieję, że właśnie z tego powodu – a nie z powodu parytetów – kobiet na wysokich stanowiskach będzie przybywać – mówi Aneta Fita.

W raporcie „Przedsiębiorcze przywództwo” eksperci podkreślają, że liderzy organizacji – zarówno w Polsce, jak i na świecie – zaczęli już dostrzegać, że dotychczasowe modele przywództwa są coraz mniej efektywne. Koncentrują się na roli lidera w kontekście skuteczności celów, które realizuje, oraz zarządzanego przez niego zespołu. Tymczasem rola lidera i stawiane mu oczekiwania ulegają znacznym zmianom. Skuteczność, która doprowadziła dzisiejszych liderów do obecnej pozycji, nie jest tym, czego będą potrzebowały organizacje w przyszłości.

Przywódcy wzmacniają postawy przedsiębiorcze, nastawione na zmiany głównie poprzez angażowanie swoich ludzi w trudne, wymagające zadania. De facto uczą ludzi radzenia sobie z niepewnością, wyzwaniami, ale zapewniają przy tym wsparcie, pozwalają na popełnianie błędów. Nie jest to już zarządzanie zerojedynkowe, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, gdzie za błędy karano zwolnieniem lub naganą. W tej chwili odchodzi się od tego bardziej ku zarządzaniu eksperymentalnemu, które ma na celu dostosowanie firmy do zmian rynkowych, a nie odwrotnie, bo to już się po prostu nie sprawdza – podkreśla prezes zarządu SHL Polska.

Jak podkreśla, najbardziej pożądany i efektywny typ to przedsiębiorcze przywództwo, nastawione na realizację celów biznesowych.

Z badań globalnych wynika, że przedsiębiorczość to bardzo cenna postawa, która wpływa na wyniki firmy. W Polsce rozumiemy ją bardzo podobnie jak w innych krajach. Jest to postawa nastawiona na współpracę, wykorzystywanie – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – kontaktów wewnątrz organizacji po to, żeby sobie wzajemnie pomagać, generować lepszy wynik. Ludzie są przyzwyczajeni do pracy w silosach, tylko w swoich zespołach, skupiają się na swoich wynikach. Tymczasem z badań wynika jednoznacznie, że trzeba rozszerzyć perspektywę, trzeba myśleć także o innych zespołach, pomagać innym liderom, ustawiać premie i bonusy tak, żeby wszystkim się to opłacało – mówi Aneta Fita.

Przyszłością motoryzacji są w pełni autonomiczne auta. Elektryczne autostrady i wirtualne kokpity na szybach samochodów to tylko kwestia czasu

Przyszłością motoryzacji są w pełni autonomiczne auta. Elektryczne autostrady i wirtualne kokpity na szybach samochodów to tylko kwestia czasu 14

Rynek motoryzacyjny zostanie w przyszłości skrajnie przemodelowany – twierdzą eksperci. Większość ludzi zrezygnuje z posiadania auta na rzecz korzystania z pojazdów współdzielonych. Kluczową rolę we wprowadzaniu tych zmian odegrają samochody autonomiczne, a zmiany związane z wypieraniem przez nie tradycyjnych samochodów będą następowały ewolucyjnie. Zmieni się też infrastruktura autostrad i transport ciężarowy. W przyszłości mogą pojawić się elektryczne autostrady, a już niebawem do samochodów wprowadzane zostaną wirtualne kokpity bazujące na rozszerzonej rzeczywistości.

– W przyszłości przede wszystkim zmieni się sposób użytkowania samochodów. Własność prywatna, taka indywidualna, auta raczej zacznie zanikać. Ona wciąż będzie istnieć, tylko auta te raczej będą pełnić rolę dzisiejszych motocykli czy łodzi. Niektórzy będą takie pojazdy mieć po prostu dla zabawy, dla hobby. Natomiast generalnie będziemy używać samochodów współdzielonych i będą to samochody autonomiczne – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Filipowski, menadżer odpowiedzialny za projekty R&D we Wrocławskim Dziale Automotive firmy GlobalLogic.

Na zmiany w sposobie użytkowania samochodów wpłynąć ma przede wszystkim postęp technologiczny połączony z notowanym na świecie wzrostem populacji. Jednym ze sposobów optymalizacji ma być zautonomizowanie komunikacji i oparcie jej nie na samochodach prywatnych, które w centrach miast zabierają ogromną przestrzeń, a na pojazdach współdzielonych.

Z badań przeprowadzonych przez Boston Consulting Group i Światowe Forum Ekonomiczne wynika, że 58 proc. respondentów deklaruje chęć korzystania z samochodów autonomicznych. Ponad 40 proc. osób badanych stwierdziło, że powodem takiej decyzji jest przede wszystkim wygoda użytkowania i brak konieczności tracenia czasu na szukanie miejsca parkingowego. Autorzy badania przewidują, że do 2021 roku w Europie w obszarach miejskich będzie mieszkało około 81 mln ludzi. 46 mln będzie miało prawo jazdy. Około 14 mln z nich zarejestruje się w usługach współdzielenia samochodów, a 1,4 mln będzie z nich korzystać intensywnie.

Zmiany obejmą nie tylko sposób korzystania z aut, lecz także ich wygląd. Ten będzie zdeterminowany przez funkcje, jakie samochód będzie posiadał. Zbędna może się okazać chociażby kierownica. Autonomizacja transportu największe piętno może odcisnąć natomiast na rynku motoryzacyjnym.

– Zmieni się udział w rynku poszczególnych firm czy też może ich pozycja. Dla przeciętnego użytkownika usług takich jak Vozilla nie jest szczególnie istotne, kto jest producentem tego samochodu. Zmieni się też więc całkowicie marketing i podejście do sprzedaży. Właścicielami tych pojazdów będą raczej floty, firmy, które będą świadczyć usługę, np. korporacje taksówkarskie, nie prywatni użytkownicy. W związku z czym zmieni się też cena tego samochodu, ale wzrośnie też bezpieczeństwo i komfort korzystania z takiego auta. Nie będziemy musieli się przejmować jego zakupem, obsługą, utrzymaniem, czy ubezpieczeniem – wymienia Tomasz Filipowski.

Dyskusja o autonomicznych samochodach dotyczy najczęściej transportu osobowego. Zaawansowane prace nad rozwiązaniami zautomatyzowanymi prowadzone są jednak również w przypadku samochodów ciężarowych. Rozwijana w Dolinie Krzemowej firma Peleton opracowała już ciężarówki wykorzystujące systemy z pierwszego, najmniejszego stopnia autonomizacji. To rozwiązania polegające na wspomaganiu pracy kierowcy. Rozwijany jest jednak również projekt ciężarówek kwalifikujących się do czwartego w pięciostopniowej skali stopnia autonomii.

Rozwiązanie łączy w sobie pracę człowieka kierującego ciężarówką-pilotem z autonomią kolejnych aut jadących w kolumnie. Technologia bezprzewodowo łączy dwie ciężarówki. Kierowca zarządza układem kierowniczym, przyspieszaniem i hamowaniem ciężarówki prowadzącej, a ciągnik jadący za nią reaguje na to, co robi pojazd napędzany przez człowieka. Taki sposób organizowania trasy floty, czyli plutonowanie, od dawna jest powszechny w przemyśle przewozowym, ponieważ może obniżyć koszty paliwa dla następnych ciężarówek poprzez zmniejszenie oporu aerodynamicznego. Wykorzystanie takiego systemu doprowadzi do automatyzacji co najmniej połowy floty, a co za tym idzie – znacznej redukcji kosztów.

Rozwiązania autonomiczne opracowywane są jednak nie tylko dla pojazdów w ruchu, lecz także dla całej infrastruktury.

– Niemcy już pracują nad zelektryfikowaną autostradą. Dotyczyć to będzie głównie transportu zbiorowego i transportu dóbr. TIR-y staną się trolejbusami, które po autostradzie będą się przemieszczać w trybie elektrycznym podpięte do sieci tak jak tramwaj. Być może z czasem tak jeździć będą też autobusy. W jeszcze odleglejszej przyszłości elektryfikacja może przeniesie się z drutów biegnących nad autostradą pod autostradę, być może będzie to właśnie technologia oparta o jakąś formę magnetyzmu i być może samochody osobowe też będą z niej korzystać – mówi specjalista z GlobalLogic.

Rozwój motoryzacji w kierunku pełnej autonomizacji następować ma jednak stopniowo. Oznacza to, że na przestrzeni najbliższych lat samochody będą wyposażane w coraz bardziej zaawansowane technologie wspomagające pracę kierowcy. Wykorzystywać one będą sztuczną inteligencję, tak jak już dziś dzieje się to chociażby w przypadku aktywnych tempomatów czy rozwiązania z zakresu rozszerzonej rzeczywistości, czego namiastką są wyświetlacze HUD.

– W ramach projektu ARIS – Augmented Reality Infotainment System tworzymy platformę do rozwoju systemów infotainment przyszłości. Ekranem takiego systemu infotainment staje się już nie wyświetlacz w kokpicie centralnym, lecz cała przednia szyba. I oczywiście wykorzystujemy tutaj takie technologie, jak Augmented Reality, Head-Up Display czy Computer Vision. Jeżeli chodzi o autonomię, to np. Tesla oferuje już system autopilot, który potrafi zmieniać pas, na którym auto się znajduje, wyprzedzać pojazdy, automatycznie się zatrzymać, przyspieszyć, zwolnić itd. Autonomii jest coraz więcej i jej będzie coraz więcej, to będzie ewolucja, nie rewolucja – mówi Tomasz Filipowski.

Według Allied Market Research rynek pojazdów autonomicznych do 2026 r. ma osiągnąć wartość przeszło 54 mld dol. W najbliższych latach będzie się rozwijać w tempie blisko 40 proc. w skali roku.

Automatyka przemysłowa – na czym polega?

Pomoc zrobotyzowanych maszyn w przemyśle to fakt. Osiąganie lepszych wyników jakościowych i ilościowych jest możliwe właśnie dzięki wsparciu maszyn, które wykonuję skomplikowane operacja na taśmie montażowej. Do tego dochodzi rożnego rodzaju elektronika raportująca dane na temat problemów. Wszystko to nosi nazwę automatyka przemysłowa i jest tematem, który warto sobie nieco przybliżyć.

Automatyka przemysłowa – czym jest?

Zacznijmy od zdefiniowania samej automatyki. To dziedzina zajmująca się automatycznym sterowaniem procesami produkcyjnymi. Udział człowieka jest minimalny bądź w ogóle wyeliminowany. Jej poddziedziną jest właśnie automatyka przemysłowa, czyli dział inżynierii zajmujący się automatyzacją procesów produkcyjnych. Automatyka stanowi duże ułatwienie dla przemysłu, ponieważ pozwala produkować więcej w krótszym czasie, a do tego w lepszej jakości. Wszystko to wpływa na obniżenie kosztów produkcji.

Maszyny stolarskie CNC, frezarki, tokarki

Przemysł to sektor, który rozwija się niezwykle dynamicznie. To właśnie do fabryk i zakładów produkcyjnych w dużej mierze trafiają nowoczesne technologie pozwalająca produkować więcej, szybciej i w lepszej jakości. Jedną z takich technologii jest automatyka przemysłowa. Jej podstawą są nowoczesne maszyny, roboty i inne urządzenia stanowiące ogromną pomoc w działalności produkcyjnej wielu zakładów na całym świecie, także w Polsce.

Co składa się na systemy automatyki przemysłowej

Systemy automatyki to zespoły maszyn i urządzeń o określonej funkcji, na przykład pomiarowej, sterującej bądź wykonawczej. Do systemów automatyki wliczają się też maszyny montażowe, maszyny transportowe, maszyny do magazynowania produktów, a nawet całe linie montażowe. Systemem automatyki są także:

  • różne rejestratory i kamery kontrolujące – kontrolują stan komponentów przed montażem,

  • czujniki zainstalowane na liniach produkcyjnych – np. sprawdzające stan innych urządzeń, dzięki którym operator może w porę zareagować na wykrytą usterkę,

  • panele operatorskie (https://www.ebmia.pl/automatyka-panele-operatorskie-c-197_925.html)- system automatyki umożliwiający sterowanie innymi maszynami; na panel składa się zazwyczaj monitor, klawiatura, mysz, dodatkowe urządzenia oraz interfejs programu sterującego.

  • sterowniki PLC – czyli programmable logic controller; pozwalają na programowanie określonych zachowań urządzenia wykorzystując wbudowany język programowania.

  • inne systemy mechaniczne i elektryczne – np. pompy, siłowniki, silniki, zawory

Maszyny CNC

Oprogramowanie w automatyce przemysłowej

Automatyka przemysłowa to nie tylko maszyny i urządzenia, lecz także oprogramowanie kontrolujące procesy produkcyjne. Funkcje oprogramowania w takiej sytuacji mogą być bardzo rozbudowane. Np. jest to dostarczanie danych potrzebnych do rozliczania pracowników, optymalizacja procesów produkcyjnych i sterowanie nimi, a także szybkie reagowanie na usterki i awarie. Oprogramowanie używane w automatyce przemysłowej to np. SCADA (Supervisory Control And Data Acquisition) lub DCS – rozproszony system sterowania (distributed control system.)

zdjecie4

Części i elementy automatyki przemysłowej dostępne są w sklepie EBMiA.pl pod adresem: https://www.ebmia.pl/automatyka-c-197.html