Wyniki operacyjne EDPR po I połowie 2019 r.

  • Wyniki operacyjne EDPR oraz strategia sprzedaży aktywów przyniosły wzrot zysku netto do 343 milionów euro, co oznacza wzrost o 147% r/r
  • Przychody wzrosły o 9% do 1 005 mln euro
  • EBIDTA wyniosła 961 mln euro, co oznacza wzrost o 40% r/r
  • W pierwszej połowie 2019 r. łączna moc zainstalowana portfela aktywów operacyjnych EDPR w 11 państwach wzrosła o 720 MW do 11,8 GW.

EDP Renewables (Euronext: EDPR), światowy lider w sektorze energii odnawialnej i jeden z największych producentów energii wiatrowej na świecie ogłosił dziś, że na dzień 30 czerwca spółka zarządzała portfelem aktywów operacyjnych o łącznej mocy zainstalowanej 11,8 GW i o średnim okresie użytkowania 8 lat. Aktywa EDPR znajdują się w 11 państwach, przy czym 11,4 GW jest w pełni skonsolidowanych, a 371 MW skonsolidowanych kapitałowo. W ciągu ostatnich 12 miesięcy EDPR powiększyła swój portfel o kolejne 720 MW, z czego 318 MW w Ameryce Północnej, 266 MW w Europie i 137 MW w Brazylii. Na dzień 30 czerwca 2019 r. spółka była zaangażowana w budowę projektów o łącznej mocy zainstalowanej 1,3 GW, z czego 993 MW stanowią projekty farm lądowych, a 330 MW to udziały kapitałowe w stacjonarnych i pływających projektach farm morskich.

Od stycznia do czerwca 2019 r. EDPR wygenerowała 16,2 TWh czystej energii (co oznacza wzrost o 5% r/r), przyczyniając się tym samym do ograniczenia 11 milionów ton emisji dwutlenku węgla. Na poziom produkcji miała wpływ słabsza niż przeciętnie dostępność zasobów wiatrowych, którą zrównoważył jednak przyrost mocy zainstalowanej w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy (+680 EBIDTA MW r/r). Średnia cena sprzedaży zwiększyła się o 5% r/r, a to za sprawą wzrostu cen w Europie wschodniej oraz wyższych cen uzyskanych w Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych, a także korzystnych różnic kursowych.

Wyniki finansowe

EDPR osiągnęła przychody na poziomie 1 005 mln euro (+9% r/r), na co złożyły się słabsza dostępność zasobów wiatrowych (spadek o 1 pp r/r; -28 mln euro r/r), wzrost mocy  (6% średn. MW; + 71 mln euro r/r), wyższa średnia cena sprzedaży (+5% r/r; +29 mln euro r/r), korzystne różnice kursowe (+27 mln euro r/r) oraz zaplanowane wygaśnięcie 10-letnich ulg Production Tax Credit oraz specjalnych instrumentów podatkowych (-22 mln euro r/r).

Pozostałe przychody operacyjne wyniosły 253 mln euro (+198 mln EUR r/r), a zmiana w ujęciu rocznym uwzględnia zyski ze sprzedaży portfela aktywów o mocy zainstalowanej 997 MW, ogłoszonej w kwietniu 2019 r.

Koszty operacyjne wyniosły 297 mln euro (+1% r/r), bez uwzględnienia 23 mln euro wynikających z zastosowania MSSF 16 (dzierżawa i wynajem).

W związku z tym EBIDTA wyniosła 961 mln euro (+40% r/r), EBIT wzrósł do 667 mln euro (wobec 427 mln euro w pierwszej połowie 2018 r.), przy czym w tym okresie wskutek zastosowania MSSF 16 wartość amortyzacji wzrosła o 17 mln euro. Koszty finansowe netto wzrosły do 189 mln euro (+56 mln euro względem pierwszego półrocza 2018 r.). Na zmianę w ujęciu rocznym miał wpływ zysk w wysokości 15 mln euro ogłoszony w pierwszym kwartale 2018 roku, związany ze sprzedażą udziałów w projekcie morskiej farmy wiatrowej w Wielkiej Brytanii, a także 14 mln euro wynikające z nowego ujęcia leasingu w ramach MSSF 16 w pierwszej połowie 2019 r. oraz wyższe średnie zadłużenie.

Zysk netto między styczniem a czerwcem wzrósł do 343 mln euro (+147% r/r). Wartość przypadająca na mniejszościowy pakiet udziałów wyniosła w tym okresie 91 mln euro.

Na koniec roku finansowego zadłużenie netto wyniosło 3,728 mln euro (+668 mln euro względem grudnia 2018 r.), co jest wynikiem, z jednej strony, środków pieniężnych generowanych z aktywów oraz, z drugiej strony, inwestycji przeprowadzonych w tym okresie, jak również różnic kursowych. Zobowiązania wynikające z partnerstwa instytucjonalnego wyniosły 1 178 mln euro, co odzwierciedla korzyści uzyskane dzięki projektom i współpracę w ramach tax equity partners (-8% względem grudnia 2018 r. w dolarach amerykańskich).

Accolade zainwestuje kolejne 38 mln euro w Szczecinie

Accolade – międzynarodowy inwestor na rynku nieruchomości komercyjnych – rozbuduje Park Przemysłowy w Szczecinie na terenach dawnej fabryki produkującej silniki samolotowe. Dostępna dla najemców powierzchnia ma wzrosnąć ze 147 tys. m2 obecnie do 220 tys. m2. Wartość dwóch kolejnych etapów inwestycji szacowana jest na 38 mln euro. Zakończenie budowy III etapu liczącego 40 tys. m2 planowane jest na lipiec 2019.

Accolade dysponuje w Polsce dziewięcioma kompleksami przemysłowymi o powierzchni 588 tys. m2 i wartości 360 mln euro. Firma wywodząca się z Czech w Szczecinie pojawiła się w 2016 r., kiedy to zainwestowała 23 mln euro w tereny położone po wschodniej stronie Szczecina, w odległości 20 minut jazdy z Lotniska Szczecin Goleniów.

„Port Szczecin-Świnoujście jest głównym portem tranzytowym dla Republiki Czeskiej i Słowacji, co ułatwiło nam decyzję o zainwestowaniu w tej lokalizacji. Szczecin jest też doskonale położony, co jest niezwykle istotne dla naszych najemców. Ze Szczecina mamy doskonałe połączenie z Niemcami, ale również ze Skandynawią. Od samego początku naszym najemcą jest min. firma Pierce, największy szwedzki sprzedawca internetowy akcesoriów motocyklowych, czy Svendsen Sport, główny dostawca sprzętu wędkarskiego z Dani. Drugi etap w Parku Szczecin został wynajęty jeszcze przed zakończeniem budowy, co uzasadnia decyzję dotyczącą dalszej rozbudowy kompleksu” – mówi Michał Białas, Country Head z Accolade Poland.

Do pozostałych najemców parku należą również: DHL, globalny lider w branży logistycznej, AutoDoc, internetowy sprzedawca części zamiennych do samochodów, czy Change Lingerie, wiodąca skandynawska marka bielizny.

„Finansujemy nie tylko rozwój nowych miejsc, ale także przebudowę terenów poprzemysłowych, którym nadaje nowy kształt i udostępnia do użytku dla sektora przemysłowego. Park Szczecin jest właśnie przykładem takiego podejścia do inwestycji” – dodaje Michał Białas.

Rozbudowywany Park w Szczecinie, który położony jest na obszarze prawie 50 ha liczy obecnie 147 tys. m2. Pierwsze trzy części o łącznej powierzchni ponad 147 tys. m2. zostały już wynajęte, z czego 40 tys. m2. zostanie ukończone jeszcze w lipcu 2019 r. W przyszłości Park ma zostać dodatkowo powiększony o kolejne 73 tys. m2. Łączną wartość inwestycji zrealizowanej w Szczecinie można szacować na ponad 118 mln euro.

Accolade zanotowało w Polsce w porównaniu do 2017 r. pięciokrotny wzrost aktywów, a roczne przychody z najmu powierzchni wzrosły do 22 mln euro. Strategia Accolade zakłada długofalową budowę bezpiecznego portfela nieruchomości komercyjnych na stabilnych i rozwiniętych rynkach. Realizując tą strategię przedstawiciele Accolade deklarują, że chcą nadal zwiększać obecność w Polsce i rozważają wejście do innych krajów europejskich.

Kolejny znakomity rok na rynku biurowym w Warszawie

Duże transakcje zawarte w I półroczu na warszawskim rynku biurowym przełożyły się na świetny wynik po stronie popytu – do końca czerwca wynajęto 406 000 mkw. powierzchni. W budowie znajduje się ok. 780 000 mkw. biur, współczynnik pustostanów spada, a czynsze rosną.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym na koniec I półrocza 2019.

Popyt – sektor BIFS zdominował pierwszą połowę roku

Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL
Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

Po spokojnym początku 2019, w II kw. warszawski rynek biurowy nabrał rozpędu. Popyt od kwietnia do czerwca włącznie sięgnął 266 000 mkw. windując wynik za pierwsze półrocze do 406 000 mkw. Tak dobry wynik był rezultatem dużej aktywności firm z sektora finansowego i ubezpieczeniowego. Największe transakcje w I półroczu zawarły takie firmy jak Getin Bank (18 500 mkw. w The Warsaw Hub), Warta (prawie 17 600 mkw. w Warsaw Unit), poufny najemca (13 300 mkw. w Marynarska 12), Axa (12 900 mkw. w Warsaw Trade Tower) czy Bank Gospodarstwa Krajowego (12 400 mkw. w Varso).
W ostatnich miesiącach w Warszawie doszło do pięciu znaczących transakcji najmu zawartych przez instytucje finansowe i ubezpieczeniowe, z czego cztery z nich przypadły na szerokie centrum stolicy. Jest kilka powodów tak silnej koncentracji najemców na tym obszarze Warszawy. Jest to rejon o najlepszej dostępności komunikacji publicznej, a dodatkowo prestiż lokalizacji ułatwia rekrutację i utrzymanie pracowników, natomiast realizowane przez deweloperów spektakularne projekty dają możliwość wynajmu dużych powierzchni. Centrum jest też szczególnie popularne wśród firm wchodzących na rynek warszawski.  – Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

W samym Centrum podpisano umowy na blisko 126 000 mkw. powierzchni. Na kolejnych miejscach uplasował się Mokotów (104 000 mkw.) i Centralny Obszar Biznesu (62 000 mkw.). Te trzy strefy biurowe były odpowiedzialne za prawie trzy czwarte łącznego popytu w Warszawie. Warto podkreślić, że niska dostępność istniejących biur spowodowała, że firmy w coraz większym stopniu rozważają projekty w budowie. W rezultacie, od stycznia do czerwca 2019 umowy przednajmu sięgnęły 108 500 mkw.

Biorąc pod uwagę transakcje podpisane już w III kw. – takie jak np. historycznie rekordowa umowa firmy mBank na ponad 45 000 mkw. – a także kontrakty planowane do zamknięcia w nadchodzących miesiącach, możemy się spodziewać kolejnego bardzo dobrego roku na stołecznym rynku biurowym. – Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

Flexy na fali

Dalszy rozwój notują również operatorzy elastycznych przestrzeni pracy. Ostatnio coraz większym zainteresowaniem cieszą się niestandardowe budynki, co widać na przykładzie transakcji w ArtN, gdzie rent24 oraz Inoffice podpisały umowy na prawie 6 000 mkw., czy 6 000 mkw. w Central Point wynajęte dla jednej z głównych sieci flex. Operatorzy dywersyfikują swoje portfolio lokalizacjj – najchętniej wybierając centrum, ale również poszukując opcji rozwoju poza nim. Dobrym tego przykładem jest decyzja Inoffice o otworzeniu nowego centrum w Business Garden oraz wynajem powierzchni w budynku Witosa Point przez markę Regus.

Podaż – deweloperzy na wysokich obrotach

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL

Wysoki popyt na biura napędza aktywność deweloperów komercyjnych. W I półroczu 2019 do użytku oddano 80 500 mkw. biur w dziesięciu budynkach, a w budowie znajduje się około 780 000 mkw. powierzchni, która trafi na rynek do 2021 roku. Co ważne, około 40% tego wolumenu jest już zabezpieczone umowami przednajmu. To dowodzi, że Warszawa jest jednym z najbardziej chłonnych rynków biurowych w Europie, dzięki równowaga między podażą a popytem będzie zachowana. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Do największych oddanych do użytku projektów w I półroczu należały Moje Miejsce B1 (blisko 19 000 mkw., deweloper Echo Investment), Spark B (prawie 16 000 mkw., Skanska Property Poland) oraz Vector+ (blisko 14 000 mkw., City Level).

Pustostany i czynsze

Współczynnik pustostanów w Warszawie obniżył się do 8,5% (5,6% w strefach centralnych i 10,4% poza nimi), co jest spadkiem o 2.6 p.p. rok do roku. Jest to również najniższy wynik od 2012 roku i prognozowane są dalsze spadki tej wartości.
Najwyższe czynsze transakcyjne wzrosły w centralnych częściach Warszawy ze względu na wysoki popyt, niski wskaźnik pustostanów oraz rosnące koszty budowy. W szerokim centrum stawki dla najlepszych nieruchomości wynoszą od 17 do 24 euro /mkw. /miesiąc, a poza nim od 11 euro do 15 euro / mkw. / miesiąc.

Inwestorzy private equity w Europie Środkowej coraz bardziej zainteresowani średnimi firmami i startupami

Coraz więcej funduszy private equity (PE) w Europie spodziewa się wzrostu liczby zawieranych transakcji. Trzy czwarte respondentów najnowszej edycji badania „Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, nie przewiduje zmian w obecnej sytuacji gospodarczej, a 8 proc. spodziewa się jej poprawy. Zainteresowanie inwestorów największymi firmami zmieniło się na korzyść przedsiębiorstw średniej wielkości i startup-ów. Coraz więcej funduszy zamierza skupić się na zarządzaniu swoim istniejącym portfelem spółek, jednak wciąż większość z nich poszukuje nowych okazji inwestycyjnych.

Rynek funduszy private equity w Europie Środkowej pozostaje spokojniejszy, w porównaniu do sporej aktywności transakcyjnej w 2017 roku. Obecna edycja badania pokazała bardziej optymistyczną ocenę sytuacji gospodarczej przez inwestorów. Tzw. indeks optymizmu (CE Private Equity Confidence Index) w tej edycji badania wyniósł 102 punkty i utrzymał się na poziomie zbliżonym do jego zimowej edycji – mówi Mark Jung, Partner w dziale Doradztwa Finansowego w Deloitte, Lider Sektora Private Equity w Europie Środkowej.

Tło gospodarcze bardziej sprzyjające

Wyniki badania pokazują zwiększony optymizm inwestorów w ocenie sytuacji ekonomicznej.

Poprawy spodziewa się 8 proc. respondentów, czyli o 6 p.p. więcej niż w poprzedniej edycji. Trzy czwarte respondentów nie przewiduje zmian, a pogorszenia obawia się 17 proc. inwestorów, czyli o 8 p.p. mniej niż w poprzedniej edycji. Wyniki wskazują na zmniejszenie pesymistycznego nastroju, który był widoczny od wiosny 2017 roku. Za wzrost popytu odpowiadają głównie rosnące płace, absorpcja funduszy unijnych i możliwe do spełnienia warunki finansowania.

Sprzedaż zyskuje na popularności

Ponad dwie trzecie respondentów wskazało, że poziom aktywności funduszy PE utrzyma się
w najbliższych miesiącach na podobnym poziomie. 15 proc. inwestorów oczekuje wzrostu i dokładnie tyle samo – spadku aktywności. Wciąż dominującą aktywnością funduszy PE w Europie Środkowej w nadchodzących miesiącach będzie kupno (55 proc.), jednak w porównaniu do poprzednich edycji badania, nastąpił nieznaczny wzrost liczby respondentów, którzy deklarują skupienie się na sprzedaży. Obecnie potwierdza to prawie jedna piąta respondentów: 19 proc, o 3 p.p. więcej niż w badaniu przeprowadzonym zimą. 26 proc. respondentów uważa natomiast, że poziomy kupna i sprzedaży spółek utrzymają się na równym poziomie.

Centrum zainteresowania inwestorów

Nowe inwestycje wciąż pozostają głównym zainteresowaniem inwestorów – co wskazało 58 proc. badanych. Ta liczba jednak spada od 2016 roku, wówczas tę odpowiedź wskazało 73 proc.  ankietowanych. Natomiast jedna trzecia respondentów badania (32 proc.), a tym samym najwięcej od 2015 roku, deklaruje, że w ciągu najbliższych miesięcy skupi się na zarządzaniu istniejącym portfelem spółek.

– Fundusze private equity w Europie Środkowej mają bogate doświadczenie w zawieraniu transakcji, wiele z nich działa na rynku od ponad 20 lat. W regionie nie brakuje okazji inwestycyjnych, a najbardziej atrakcyjne charakteryzują się wysokimi cenami. Niektóre z nich mogą być jednak uznane za zbyt kosztowne, biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą, co może być oznaką ostrożności funduszy – mówi Mark Jung.

Finansowanie i rozmiary transakcji

Wyniki badania pokazują, że inwestorzy nieco zmienili swoją opinię w kwestii zabezpieczenia finansowania dłużnego transakcji. Wciąż zdecydowana większość (75 proc.) respondentów oczekuje,
że dostępność finansowania dłużnego pozostanie na tym samym poziomie. Najmniej, bo tylko 4 proc. oczekuje, że w tym zakresie nastąpi wzrost. Jednak co piąty respondent tej edycji badania (21 proc.) spodziewa się spadku dostępności finansowania dłużnego, co stanowi trzykrotny wzrost w porównaniu
z ostatnim badaniem (7 proc.).

 

– W ciągu ostatnich kilku lata zauważyliśmy w regionie poprawę płynności, podobnie jak w Europie Zachodniej. W krajach Europy Środkowej dotyczyło to lokalnych jak i zagranicznych banków oraz kilku funduszy dłużnych. Nasze badanie wskazuje jednak na potencjalną zmianę oczekiwanej dostępności, więc możliwy jest wzrost buforów kapitałowych lub nawet korekta mnożników rynkowych, odzwierciedlające niedobory płynności mogące pojawić się za jakiś czas – dodaje Mark Jung.

Oczekiwania dotyczące wielkości transakcji nie różnią się znacząco od poprzedniej edycji badania. 68 proc. inwestorów oczekuje, że wielkość transakcji nie zmieni się przez najbliższe miesiące.

19 proc. przewiduje zwiększenie wielkości transakcji, a 13 proc. ich spadek, to o 4 p.p. więcej niż w przedniej edycji badania. Istotna zmiana nastąpiła natomiast w rodzaju przedsiębiorstw, których dotyczą inwestycje. Po raz trzeci w historii badania mniej niż połowa respondentów wykazała zainteresowanie inwestowaniem w aktywa największych firm. Swoją pozycję umocniły natomiast średnie przedsiębiorstwa (wzrost z 27 proc. do 40 proc.) i start-upy (wzrost z 9 proc. do 13 proc.). Te ostatnie odznaczały się największą popularnością od początku prowadzenia badania.

Informacja o raporcie

Wyniki 33. edycji regionalnego badania Deloitte „Central Europe Private Equity Confidence Survey” stanowią wnioski z ankiety skierowanej do inwestorów Private Equity działających w krajach Europy Środkowej. Badanie ukazuje się cyklicznie dwa razy w roku, począwszy od 2003 r. Przeprowadzona ankieta miała na celu zbadanie nastrojów i oczekiwań funduszy PE odnośnie m.in: rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności w ciągu kolejnych 6 miesięcy. Indeks optymizmu jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Wskaźnik przedstawia zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczby odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie były brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. Im wskaźnik wyższy, tym większy optymizm przedstawicieli funduszy.

Zawyżanie kosztów uzyskania przychodu i jego konsekwencje

Oprócz luki w VAT, którą fiskus od kilku lat próbuje załatać, istnieje również ogromna luka w podatku dochodowym, powstała w latach 2015-2017. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest zawyżanie kosztów uzyskania przychodu, a w efekcie zaniżanie podstawy opodatkowania CIT lub PIT. Przedsiębiorcy powinni zatem liczyć się ze wzmożonymi kontrolami w tym zakresie.

Koszty uzyskania przychodów – definicja

Ustawy podatkowe zawierają bezpośrednią definicję kosztów uzyskania przychodu. Zgodnie z nią kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wyłączonych z kosztów uzyskania przychodu. Powyższa definicja nie wyjaśnia jednak, co przedsiębiorca może zaliczyć do KUP, a czego zaliczyć do KUP nie może.

Kosztem uzyskania przychodów może być jedynie koszt poniesiony, co oznacza, że musi nastąpić uszczuplenie w majątku podatnika poprzez zmniejszenie jego aktywów albo zwiększenie pasywów. Czym natomiast jest koszt poniesiony „w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów”? W doktrynie wskazuje się, że aby zweryfikować powyższe, należy odwołać się do pierwotnego zamiaru podatnika ponoszącego dany koszt. Przykładowo zakup quada dla siostrzeńca na urodziny nie będzie stanowił kosztu uzyskania przychodu nawet wtedy, jeżeli przedsiębiorca prowadzi tor wyścigowy dla quadów wraz z ich wynajmem. Nie będzie on również mógł stanowić środka transportu. Piśmiennictwo wskazuje również, że „zgodna z treścią ustawowej regulacji kwalifikacja kosztów uzyskania przychodu powinna brać pod uwagę przede wszystkim przeznaczenie wydatku (jego celowość, racjonalność, zasadność, niezbędność) oraz możliwość przyczynienia się danego wydatku do osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów” (K. Gil, A. Obońska, A. Wacławczyk, A. Walter (red.), Podatek dochodowy od osób prawnych. Komentarz. Wyd. 3, Warszawa 2019).

Co można, a czego nie można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu?

Z powyższego wynika zatem, że każdy poniesiony wydatek zaliczony do KUP powinien stanowić koszt poniesiony „w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów”, a kluczowy jest pierwotny zamiar podatnika. Tym samym rzec można, że to od „własnego sumienia” zależy, czy dany wydatek zaliczymy w koszt uzyskania przychodów, czy też nie. Należy jednak pamiętać, że organy KAS mają prawo przeprowadzić kontrolę w zakresie rzetelności i poprawności rozliczenia z budżetem państwa, nie tylko w VAT, ale również w PIT oraz CIT. Organy te mają zatem prawo skontrolować, czy podatnicy nie zawyżają kosztów uzyskania przychodu, a tym samym, czy celowo nie zmniejszają podstawy opodatkowania. Każdą najmniejszą wątpliwość w tym zakresie podatnik będzie musiał dokładnie wytłumaczyć urzędnikom.

Do czego może prowadzić kontrola KAS?

Każda kontrola prowadzi do weryfikacji, czy podatnik prawidłowo rozliczył się z fiskusem. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości podatnikowi przysługuje prawo złożenia korekty deklaracji lub zeznania podatkowego albo oczekiwanie na decyzję wymiarową w postępowaniu podatkowym, jeżeli owe korekty nie zostaną złożone. Postępowanie podatkowe może doprowadzić do wydania decyzji zabezpieczającej na majątku podatnika, zaś sama decyzja wymiarowa będzie oznaczać nie tylko zobowiązanie do zapłaty zaległego podatku wraz z odsetkami, ale często będzie także stanowić asumpt do wszczęcia postępowania karnego skarbowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zdrowe miasto to miasto dobrze zaplanowane

Miasta to środowisko życia coraz większej części międzynarodowej populacji – mieszka w nich dziś ponad połowa ludzkości. Według szacunków ONZ w 2050 r. będzie w nich żyć około 3/4 wszystkich ludzi. Biorąc pod uwagę dane demograficzne oraz zmiany klimatyczne niezwykle dużego znaczenia nabiera takie kształtowanie przestrzeni, aby pozytywnie wpływała ona na nasze zdrowie. Wymaga to skrupulatnie przygotowywanej strategii, mającej na celu poprawę warunków życia mieszkańców i obejmującej działania m.in. na rzecz ekologii, edukacji, profilaktyki oraz odpowiedzialnego planowania przestrzennego.

Wprost proporcjonalnie do wzrostu liczebności mieszkańców oraz zasięgu terytorialnego samych aglomeracji przybierają na sile ich problemy. Zanieczyszczenie środowiska, choroby cywilizacyjne, stresogenny hałas, korki i niewydolny transport – to tylko kilka pozycji z długiej listy wielkomiejskich bolączek. Wszystkie z nich w istotnym stopniu rzutują na zdrowie obywateli, przy czym zdrowie należy tu rozumieć bardzo szeroko – nie tylko w aspekcie fizycznym, lecz także psychicznym, emocjonalnym i społecznym. Wobec tego ukierunkowanie na tę problematykę jest coraz bardziej widoczne w działaniach podejmowanych przez władze samorządowe oraz liczne organizacje i podmioty zaangażowane w proces planowania miast.

Życiodajna zieleń

Jednym z najprostszych przepisów na zdrowe miasto jest duża ilość zieleni. Szczególną rolę w miejskim ekosystemie odgrywają drzewa – zapewniają cień, ochronę budynków przed wiatrem i przegrzewaniem, oczyszczają powietrze poprzez transpirację, czyli produkcję pary wodnej, a przede wszystkim mają bardzo pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Jak bowiem dowodzą badania, przebywanie wśród zieleni poprawia nastrój i redukuje stres.

– Ludzie nie zdają sobie sprawy z faktu, że dorosłe drzewo w pobliżu miejsca zamieszkania to nie tylko walor estetyczny, ale przede wszystkim inwestycja we własne zdrowie psychiczne i fizyczne, ochrona przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, takimi jak upał, deszcz czy wichury, a także realna oszczędność w kosztach energii – mówi dr inż. Marzena Suchocka, współtwórczyni Instytutu Drzewa i wykładowczyni w Katedrze Architektury Krajobrazu SGGW w Warszawie. – Drzewa sprzyjają poprawie samopoczucia, a ich obecność w pobliżu miejsca zamieszkania koreluje z obniżeniem wydatków na leki. Są to fakty potwierdzone naukowo – dodaje.

Jak zauważa Marzena Suchocka, w Europie Zachodniej już od lat 60. oblicza się korzyści z obecności drzew w miejskich ekosystemach oraz wartość odtworzeniową drzewa. Taka wiedza przekłada się na wyższą świadomość w kwestii dbałości o zieleń oraz większą jej ochronę i pielęgnację. Przykładowo w Berlinie władze miejskie prowadzą długofalową strategię zarządzania w tym zakresie – każde drzewo ma tam swoją kartę ewidencyjną, w której notuje się informacje o jego stanie i historii, m.in. o dacie posadzenia czy przebytych chorobach.

Zieloną politykę prowadzą także inne europejskie metropolie. Pod koniec ubiegłego roku władze Mediolanu ogłosiły plan posadzenia 3 milionów drzew! Z kolei Paryż postawił na rośliny na budynkach – w planach jest zazielenienie około 100 ha dachów i ścian do 2020 roku. Jedna trzecia tej powierzchni ma być przeznaczona pod miejskie uprawy warzyw i owoców. Samorządy nie zawsze są w stanie udźwignąć tak ambitne plany, dlatego władze Nowego Jorku do współpracy przy swoim programie MilionTreesNYC zaangażowały również mieszkańców, organizacje pozarządowe i prywatnych inwestorów.

Biorąc pod uwagę aspekty zdrowotne, przy planowaniu miejskiej zieleni coraz większą uwagę przywiązuje się nie tylko do walorów estetycznych, lecz także do troski o ograniczenie występowania objawów alergicznych spowodowanych pyleniem roślin. W Europie powstają już pierwsze parki antyalergiczne – np. Parc Zénith w Lyonie.

Zwarte miasto

Andrzej Gutowski, dyrektor w dziale Certyfikacji Zielonych Budynków Colliers International
Andrzej Gutowski, dyrektor w dziale Certyfikacji Zielonych Budynków Colliers International

Zdrowe i zielone miasto wbrew pozorom nie oznacza miasta luźno zabudowanego. Jest wręcz przeciwnie. – Im bardziej zwarta tkanka miejska, tym lepszy dostęp do rozmaitych udogodnień, transportu publicznego, ścieżek rowerowych, przestrzeni publicznych czy opieki medycznej. Zwarta zabudowa pozwala na ograniczenie ingerencji w tereny czynne ekologicznie powstrzymując powierzchniowe rozrastanie się miast. Wyrównywanie szans różnych grup społecznych polega na zapewnieniu możliwości korzystania z podstawowych usług w obrębie każdego osiedla czy dzielnicy – ich niedobór może pogłębiać procesy wykluczenia społecznego. Ponadto miasta ze szczególną starannością powinny dbać o zrównoważoną politykę użytkowania terenów, której sprzyja wygodna siatka komunikacji publicznej – zwraca uwagę Andrzej Gutowski, dyrektor ds. certyfikacji zielonych budynków w Colliers International. – Ważną rolę w tworzeniu zdrowych miast odgrywa aspekt edukacyjny i organizacje, które o ten aspekt szczególnie dbają. Jedną z nich jest Urban Land Institite, globalna organizacją non-profit, z którą jako Colliers współpracujemy, a która zajmuje się badaniem przestrzeni miejskiej i szeroko pojętą edukacją w tym zakresie – dodaje Andrzej Gutowski.

Istnienie w granicach ośrodków miejskich rozległych, niezagospodarowanych terenów o niskim zagęszczeniu zabudowy może mieć poważne konsekwencje ekonomiczne, środowiskowe i społeczne. Rozproszona zabudowa wydłuża czas spędzany w środkach komunikacji, skłania do częstych podróży samochodem i zwiększa prawdopodobieństwo, że mieszkańcy zrezygnują z części aktywności związanych z potrzebą dłuższego dojazdu.

Mądre planowanie

Aglomeracje potrzebują odpowiedzialnego zarządzania i współpracy między władzami, urbanistami i organizacjami pozarządowymi. Kluczowe jest dopasowywanie przestrzeni do potrzeb społeczności lokalnej. Szczególnie duże znaczenie ma to np. w społeczeństwach starzejących się, gdzie istnieje większa potrzeba opieki zdrowotnej, a tereny miejskie przyjazne emerytom pozwalają na spokojne i bezstresowe spędzanie czasu.

Jednak bez względu na specyfikę demograficzną społeczności zamieszkującej określony teren brak podstawowych udogodnień to główny czynnik zwiększający prawdopodobieństwo występowania chorób psychicznych (stres, depresja, uzależnienia), fizycznych (choroby układu krążenia czy oddechowego), jak również pogłębiającego się procesu wykluczenia społecznego. Rozbudowa infrastruktury oraz poprawa jakości i bezpieczeństwa przestrzeni miejskiej będzie sprzyjać podniesieniu komfortu życia mieszkańców.

Przykładem może tu być projektowanie budynków i całych kwartałów miast zgodnie z modelem active design, w myśl którego architektura i układ urbanistyczny powinny wspomagać aktywność fizyczną. Odpowiedzialne podejście do planowania przestrzennego umożliwia skuteczną walkę z otyłością u dzieci i dorosłych, czyli jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych w XXI wieku. W tym celu potrzebne stają się zwiększone nakłady na infrastrukturę sportową i parki, które pomagają w aktywizacji mieszkańców i promowaniu zdrowego trybu życia. Natomiast z myślą o osobach starszych powstają np. ulice z szerokimi chodnikami, po których poruszanie się jest bezpieczne i przyjemne, oraz znaki drogowe zaopatrzone w informacje, ile czasu zajmie spacer do okolicznych parków i innych charakterystycznych punktów.

Dorota Wysokińska-Kuzdra, partner, dyrektor działu Corporate Finance CEE w Colliers International
Dorota Wysokińska-Kuzdra, partner, dyrektor działu Corporate Finance CEE w Colliers International

– Coraz częściej przestrzeń miejska jest celowo projektowana w taki sposób, aby funkcjonowała jak naturalna siłownia i motywowała nas do regularnego poruszania się. W tym celu rozmieszcza się różne funkcje w niewielkich odległościach, które można przejść pieszo w 10-15 minut bez konieczności angażowania samochodu czy nawet komunikacji miejskiej – mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodnicząca polskiego oddziału Urban Land Institute. – Przykładowo Melbourne postawił sobie za cel to, aby zapewnić wszystkim swoim mieszkańcom dostęp do miejsc pracy, szkół i opieki zdrowotnej w odległości nie większej niż 20 minut od domu – mierzonej jako czas, w którym dojdziemy pieszo, na rowerze lub komunikacją miejską. W ten sposób miasto zachęca mieszkańców do rezygnowania z podróży autem, przyczyniając się nie tylko do aktywnego trybu życia, ale również do lepszej jakości powietrza – dodaje ekspertka ULI.

Inne powszechnie stosowane praktyki zdrowego planowania miejskiego obejmują także tworzenie wysokiej jakości przestrzeni publicznych z lepszym oświetleniem i infrastrukturą wpływającą na bezpieczeństwo oraz dążenie do zmniejszenia korków drogowych. Lokalne władze starają się również o poprawę estetyki krajobrazu miejskiego, tak aby zachęcał do spacerów czy podróży rowerem. Przykładem może być metamorfoza ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie po ukończeniu budowy centralnego odcinka II linii metra. Usunięcie samochodów z chodników, zwiększenie przestrzeni dla pieszych i rowerzystów kosztem jezdni oraz posadzenie szpalerów drzew sprawiły, że ta ponura śródmiejska arteria stała się chętnie uczęszczanym traktem spacerowym.

Proekologiczny transport

Nie sposób mówić o budowaniu zdrowego miasta bez mądrego planowania w zakresie transportu. Jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla ludzkiego zdrowia w XXI wieku – smog – w dużych miastach generowany jest w znacznej mierze przez samochody. Są one również głównym źródłem hałasu, który powoduje m.in. zmęczenie, rozdrażnienie i osłabienie koncentracji, a także jest czynnikiem stresogennym. Między innymi z tych powodów wiele europejskich metropolii przyjęło strategię ograniczania indywidualnego ruchu kołowego na rzecz rozbudowy komunikacji miejskiej, ścieżek rowerowych i przestrzeni spacerowych. Samorządy dążą również do zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza poprzez restrykcyjne przepisy wobec posiadaczy aut spalinowych i wymianę taboru komunikacji miejskiej na pojazdy elektryczne.

Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów proekologicznej polityki miejskiej jest Paryż. Tamtejsza mer w walce o czystsze powietrze wprowadziła zakaz wjazdu do miasta dieslów wyprodukowanych przed 2005 rokiem oraz wszystkich aut, które zjechały z taśmy produkcyjnej przed rokiem 1997. Do 2030 roku ma on objąć wszystkie samochody z silnikami spalinowymi. W parze z ograniczeniami ruchu idą też zmiany przestrzenne – liczne ulice w centrum francuskiej stolicy zostały zamienione w plaże i miejsca sportowo-rekreacyjne, mające zachęcać mieszkańców do aktywnego spędzania czasu i sprzyjać kształtowaniu zdrowych nawyków.

Internet gorszy dla klimatu od samolotów

Według opublikowanego przez francuski think-tank „The Shift Project” badania, żeby obniżyć globalną emisję dwutlenku węgla o wartość równą tej produkowanej przez całą Belgię należałoby przez rok zrezygnować z… pornografii w sieci[1]. To odkrycie obrazuje poważny problem. Istotnym czynnikiem przyczyniającym się do globalnego ocieplenia okazuje się być Internet. Sieć odpowiada rocznie za emisję 830 mld ton dwutlenku węgla, co stanowi 2 proc. globalnej jego produkcji.[2] Wkrótce udział tego obszaru w produkcji gazów cieplarnianych prześcignie znajdujący się pod ostrzałem ze strony obrońców klimatu transport lotniczy.

Marcin Zmaczyński – dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej
Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Skorzystanie z wyszukiwarki internetowej przyczynia się do wyprodukowania do 7 gramów dwutlenku węgla. To również tyle, ile potrzeba do zagotowania wody w czajniku. Jeden e-mail to 4 gramy dwutlenku, a jeśli dodamy do niego duży załącznik to nawet 50 gramów. Mało? Jeśli przemnożymy to przez 2,5 mld użytkowników liczby zaczynają sumować się do gigantycznych wartości. Innym przykładem na katastrofalny wpływ nowych technologii na klimat są kryptowaluty. Rocznie ich „kopanie” to dodatkowe 23 miliony ton gazów cieplarnianych, czyli tyle co Jordania. Sam Bitcoin pożera rocznie 67 terawatogodzin energii, czyli tyle co nasi południowi sąsiedzi – Czesi.[3]

Pojawia się tu istotny problem: zasoby takie jak globalna sieć, które kiedyś traktowaliśmy jako dobro, z którego możemy korzystać w sposób nieograniczony nagle okazuje przyczyniać się do globalnego kryzysu. W świecie gospodarki 4.0, gdzie mieliśmy odchodzić od tradycyjnego, „brudnego” przemysłu nagle okazuje się, że powszechna cyfryzacja również może przyczyniać się do klimatycznej katastrofy.

Na szczęście nie musimy cofać się technologicznie do ubiegłego wieku, wystarczy, że zaczniemy bardziej racjonalnie traktować naszą infrastrukturę sieciową. Rozwiązaniem problemu może być korzystanie z rozwiązań chmurowych. Jak wynika z badania firmy Pike Research, przejście do chmury może spowodować redukcję emisji dwutlenku węgla aż o 38 proc.[4] Korzyści dla małych i średnich firm są jeszcze bardziej spektakularne: nawet do 90 proc. oszczędności na rachunkach za prąd, a w efekcie 90 proc. mniejszy ślad węglowy. Wykorzystywany przez nas lokalnie sprzęt nie jest w stanie osiągnąć takiej efektywności jak profesjonalne centra danych. Outsourcing usług daje pewność, że każdy wygenerowany bajt jest przetwarzany przez zoptymalizowane pod tym kątem maszyny. Wreszcie lokalny sprzęt, czy to zwykły pecet, czy mała serwerownia w firmie, ogromną część pobieranej energii oddają w postaci zbędnego ciepła.

Dla dostawców usług chmurowych ochrona klimatu także staje się kluczowym aspektem działalności. Dla Aruba Cloud, jednego z europejskich liderów cloud computingu oznacza to całkowitą rezygnację z energii pochodzącej z paliw kopalnych do zasilania swoich biur i centrów danych. Dodatkowo infrastruktura już od momentu jej projektowania jest optymalizowana pod kątem maksymalnej wydajności energetycznej, co oznacza sprawniejsze systemy chłodzenia i dystrybucji energii. Podobne wysiłki podejmują również globalni gracze. Facebook do zasilania swoich centrów danych korzysta głównie z odnawialnych źródeł, a w przypadku siedziby w stanie Iowa w 100% z energii wiatru. Również Apple projektując nową siedzibę w Cupertino przyjęło założenie generowania zerowego śladu węglowego.

Jednak jak w przypadku wszelkich działań na rzecz ochrony klimatu sama świadomość może nie wystarczyć. Kluczowe mogą okazać się w tym obszarze regulacje i rola ponadnarodowych instytucji. Dobrym przykładem takiego działania jest przyjęta przez USA i Wielką Brytanię polityka Cloud First, która zakłada, że każda nowa usługa cyfrowej administracji będzie opierać się na rozwiązaniach chmurowych. Dzięki temu nie tylko zmniejszają wpływ na klimat, ale także zwiększają społeczną świadomość.

[1] https://www.independent.co.uk/news/science/porn-online-carbon-dioxide-emissions-climate-change-belgium-a9002241.html

[2] https://climatecare.org/infographic-the-carbon-footprint-of-the-internet/

[3] https://www.vox.com/2019/6/18/18642645/bitcoin-energy-price-renewable-china

[4] https://www.theguardian.com/sustainable-business/cloud-computing-climate-change

Jak demografia zmienia rynek nieruchomości

Z danych GUS wynika, że liczba seniorów wciąż rośnie, ale liczba ludności ogółem spada. Oznacza to, że seniorzy stanowią coraz większą część polskiego społeczeństwa. Już dziś widoczne są nowe trendy m.in. na rynku nieruchomości: developerzy zaczynają budować mieszkania dopasowane do potrzeb osób starszych, a młodzi ludzie inwestują w nieruchomości nie tylko z powodów mieszkalnych, ale po to, by mieć kapitał na starość. Zmienia się też podejście do renty dożywotniej. Dzięki niej emeryci mają więcej środków do życia, ale przede wszystkim stać ich na utrzymanie mieszkań lub przystosowanie ich do zmieniających się, wraz z wiekiem, potrzeb.

Z prognoz GUS wyłania się obraz przyszłego społeczeństwa. Do 2030 roku liczba ludności Polski spadnie z 38,4 mln do 37,8 mln, a do 2050 będzie wynosić raptem 34,9 mln. W tym samym czasie liczba osób w wieku 65+ będzie sukcesywnie rosnąć. W przyszłym roku ta grupa społeczna będzie stanowić 1/5 społeczeństwa, ale w 2050 roku nawet 1/3. Jednocześnie liczba osób w wieku produkcyjnym będzie spadać z obecnych 23,3 mln do 21 mln w 2030 roku. W wyniku braków kadrowych wśród osób w wieku produkcyjnym oraz w związku ze zmianami w systemie emerytalnym, coraz większa liczba osób w wieku 65+ nadal będzie aktywna zawodowo.

Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM fot. Adam Cisowski
Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
fot. Adam Cisowski

– Zmiany demograficzne wymuszają zmiany m.in. na rynku nieruchomości. Budowanie mieszkań, osiedli, czy domów opieki dla osób starszych zaczyna w Polsce dopiero raczkować, ale świadomość, że istnieje taka potrzeba jest coraz większa. Zmienia się również podejście do samych nieruchomości. Z jednej strony młodzi ludzie wciąż żyją na wynajmowanym, z drugiej strony przy zakupie mieszkania myślą nie tylko o miejscu do życia, ale również o zabezpieczeniu na emeryturę. Coraz więcej młodych osób zdaje sobie sprawę, że świadczenia emerytalne za 20 lat będą jeszcze niższe niż teraz, a do utrzymania poziomu życia sprzed emerytury będą potrzebne różne źródła finansowania – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Powoli zmienia się również podejście do renty dożywotniej. Seniorzy, którzy mieszkają w lokalach nieprzystosowanych do swoich potrzeb lub drogich w utrzymaniu mogą przenieść na Fundusz koszty związane z mieszkaniem. Dzięki rencie dożywotniej mogą czerpać ze swojej nieruchomości zarówno środki do życia, jak i pieniądze na remont, a jednocześnie mieszkać wciąż w tym samym lokum – dodaje Robert Majkowski.

Trend 1

Więcej nieruchomości dedykowanych osobom starszym

Demografia ma duży wpływ na rynek nieruchomości i choć ciężko przewidzieć wszystkie trendy – jedno jest pewne. Liczba seniorów wciąż rośnie, podobnie jak ich udział w strukturze społeczeństwa. Wskaźnik dzietności jest w Polsce jednym z najniższych na świecie, a ponad 2,5 mln osób w wieku produkcyjnym przebywa na zarobkowej emigracji. Home Broker prognozuje, że spadająca liczba ludności w Polsce będzie oznaczać rosnącą podaż i mniej kupujących. Dla kogo w takim razie budować nowe mieszkania? Dla seniorów. Mieszkania przystosowane do potrzeb osób 65+ to jedno, a całe ośrodki opieki połączone z ofertą medyczną, psychologiczną, czy rehabilitacyjną to drugie. W Stanach Zjednoczonych „senior housing” jest jednym z najszybciej rozwijających się segmentów rynku nieruchomości. Ten trend powoli dociera do Europy oraz do Polski. Ponadto w wielu krajach Unii Europejskiej coraz intensywniej promowania jest idea tzw. assisted living[1], czyli między innymi wspierania osób starszych w ich miejscu zamieszkania. W ramach budżetu unijnego do 2020 roku na ten cel przeznaczono 700 mln Euro i z pewnością w nowym budżecie ten program będzie rozwijany.

Trend 2

Renta dożywotnia nie tylko na poprawę jakości życia, ale też na utrzymanie lokum

Z ogólnopolskiego badania PolSenior (w którym przebadano 5516 osób w wieku 65+) wynika, że co piąty senior nie ma w swoim lokum bieżącej ciepłej wody, a tylko 49 proc. posiada balkon lub taras. Ankietowani, pytani o przystosowanie mieszkań do potrzeb osób starszych oraz bariery architektoniczne, z którymi muszą borykać się na co dzień, przyznali w większości, że nie posiadają zbyt wielu udogodnień, a jedną z podstawowych przyczyn tego stanu rzeczy są finanse. Tylko 3,9 proc. seniorów ma uchwyty i poręcze zamontowane w łazience, 3,8 proc. podjazd dla osób niepełnosprawnych, 3,7 proc. urządzenia domowe do ćwiczeń i rehabilitacji, a 2,4 proc. podłogę antypoślizgową. Aż 40 proc. emerytów narzeka również na bariery, które uniemożliwiają wyjście z domu. Wśród najczęściej spotykanych są wysokie i strome schody (52,6 proc.), brak windy (47,8 proc.), brak podjazdu dla osób poruszających się na wózku inwalidzkim (30,3 proc.).

– Z badania opinii, które przeprowadzamy rokrocznie wśród naszych obecnych i potencjalnych klientów wynika, że koszty utrzymania mieszkania stanowią jeden z największych kosztów w senioralnym budżecie. Na remonty nie starcza już środków, nie mówiąc o wdrożeniu drobnych zmian architektonicznych, które ułatwiłyby poruszanie się po mieszkaniu osobie starszej. Wielu naszych klientów przyznaje, że zanim zdecydowało się na rentę dożywotnią, rozważało przeprowadzkę do mniejszego mieszkania, usytuowanego na niższym piętrze lub posiadającego wyposażenie dedykowane osobie starszej. Teraz nie muszą tego robić. Oznacza to, że renta dożywotnia jest traktowana w kategoriach finansowania bieżących potrzeb, ale przede wszystkim utrzymania mieszkania, w którym senior chce pozostać – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Trend 3

Nieruchomość kupiona dzisiaj będzie skarbonką z zabezpieczeniem na przyszłość

Z danych OECD wynika, że dzisiejsi dwudziestolatkowie mogą liczyć na świadczenia emerytalne w wysokości 38,6 proc. ich finalnej pensji netto. To jeden z najgorszych wyników wśród krajów OECD. Na Węgrzech stopa zastąpienia wynosi 89 proc., na Słowacji 83 proc., w Czechach – 60 proc., na Łotwie 59 proc. Średnia dla wszystkich krajów OECD to ponad 60 proc. – Rosnąca długość życia, niskie wskaźniki dzietności, coraz mniejsza liczba osób w wieku produkcyjnym pracujących w oparciu o umowę o pracę oraz odprowadzających składki, to tylko niektóre czynniki, które będą negatywnie wpływać na wysokość przyszłych emerytur – mówi Robert Majkowski. – Młodzi ludzie powoli zaczynają zdawać sobie sprawę, że utrzymanie dotychczasowego poziomu życia będzie wymagało wielu źródeł finansowania, bo emerytura od państwa będzie niska. Jednym z takich źródeł są nieruchomości – podsumowuje.

[1] http://www.aal-europe.eu

Funt – zgniły owoc forexu

W wyczekiwaniu na drogowskazy ze strony EBC (w czwartek) i Fed (w przyszłym tygodniu) dziś przerywnikiem będzie ogłoszenie zwycięzcy konkursu na nowego lidera Partii Konserwatywnej i przyszłego premiera Wielkiej Brytanii. Niezależnie kto zwycięży, nie usunie to olbrzymiej chmury niepewności znad procesu brexitu przy rosnących szansach bezumownego rozstania z UE lub chaosu w obliczu przyspieszonych wyborów.

Partia Konserwatywna ogłosi swoją decyzję ok. 11:45 czasu brytyjskiego (12:45 czasu polskiego) i za niemal pewny rezultat uważa się wygraną Borisa Johnsona. Jedyna dobra wiadomość dla funta jest taka, że sporo ze strachu, co przyniosą rządy BoJo, już zostało ujęte w cenach. Wcale jednak nie oznacza to, że teraz będzie lepiej. Reset rządu (nawet przy szokującej wygranej Jeremy’ego Hunta) mocno zawęża ścieżki przyszłych scenariuszy, gdzie dominują te negatywne. Obaj Johnson i Hunt krytykują obecny projekt porozumienia z UE i chcą usunięcia zapisów dotyczących irlandzkiego backstopu. Temu stanowczo sprzeciwia się strona unijna i jest nieprawdopodobne, aby w kolejnych miesiącach coś się zmieniło. Brytyjscy politycy nie pomagają w zażegnaniu kryzysu, gdyż od miesięcy parlament nie jest w stanie uzgodnić nawet zalążka alternatywy dla porozumienia z UE i jedyne, w czym się zgadza, to sprzeciw wobec bezumownego brexitu. Termin końcowy 31 października dla zakończenia negocjacji zbliża się nieubłaganie (31 października), a opcji nie ma wiele. Zostajemy z UE mówiącą dość i akceptującą „wybór” (czyt. brak wyboru) Westminsteru, co by oznaczało twardy brexit na koniec stycznia przyszłego roku (po trzymiesięcznym okresie przygotowawczym). Rząd brytyjski może tez iść w reset i rozpisanie nowych wyborów, czym może zamrozić proces brexitu, ale to podnosi ryzyko dojścia do władzy laburzystów pod wodzą Jeremy’ego Corbyna. Taki scenariusz jest jednak określany jako nawet gorszy dla gospodarki od twardego brexitu, w co nietrudno wątpić, jeśli weźmie się pod uwagę, że przywództwo Partii Pracy chwali sposób prowadzenia rządów w Wenezueli. Tak czy inaczej w żaden sposób nie ułatwia to funkcjonowania gospodarce brytyjskiej i plany Banku Anglii, by stopniowo podnosić stopy procentowe można będzie schować głęboko do szuflady.

Nie można zarzucić brytyjskiej scenie politycznej, że nie potrafi zaskakiwać i nagle może znaleźć złote rozwiązanie, które odmieni losy brexitu. Jednak na razie rynek preferuje trzymać się faktów, a te w żaden sposób nie rokują dobrze dla funta. Dziś potwierdzenie zwycięstwa Johnsona będzie tylko oznaczać, że jego komentarze przestają być częściowo interpretowane jako agitacja członków partii, a bardziej jako kreślenie faktycznej strategii prowadzenia negocjacji. Póki prawdopodobieństwo bezumownego brexitu pozostaje większe od zera, funt nie pozbędzie się etykiety zgniłego owocu forexu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rozpoczynają się zapisy w wezwaniu na 100% akcji Mostostalu Warszawa

23 lipca rozpoczyna się pierwszy etap zapisów w wezwaniu, jakie 2 lipca ACCIONA Construcción S.A. („ACCIONA”, „Wzywający”) ogłosiła na wszystkie akcje spółki Mostostal Warszawa S.A. („Spółka”) nienależące do Wzywającego, tj. na 9.981.267 akcji stanowiących 49,91% łącznej liczby akcji Spółki i głosów na walnym zgromadzeniu Spółki („Wezwanie”). Zapisy w wezwaniu przyjmuje Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Ponadto, zapisy przyjmowane są przez Millennium Dom Maklerski S.A., Dom Maklerski mBank i Dom Maklerski BOŚ S.A.

Oferowana cena na poziomie 3,45 zł za akcję oznacza:

  • 12,7% premii w stosunku do ceny zamknięcia na dzień poprzedzający ogłoszenie wezwania,
  • 13,9% premii w stosunku do trzymiesięcznej ważonej wolumenem średniej ceny akcji,
  • 28,7% premii w stosunku do sześciomiesięcznej ważonej wolumenem średniej ceny akcji.

W opublikowanej 18 lipca opinii, zarząd Mostostalu Warszawa ocenił, że proponowana cena odpowiada wartości godziwej Spółki.

Okres przyjmowania zapisów rozpoczyna się 23 lipca, a jego zakończenie przewidywane jest na 21 sierpnia 2019 r. Okres przyjmowania zapisów składa się z dwóch etapów, zgodnie z poniższym harmonogramem. Inwestorzy zainteresowani szybkim wyjściem z inwestycji mogą otrzymać środki znacznie szybciej niż w przypadku wezwania przewidującego jeden etap przyjmowania zapisów.

I etap przyjmowania zapisów:  
Rozpoczęcie I etapu przyjmowania zapisów: 23 lipca 2019 r.
Zakończenie I etapu przyjmowania zapisów: 1 sierpnia 2019 r.
Przewidywany dzień transakcji nabycia akcji na GPW po zakończeniu I etapu przyjmowania zapisów: 6 sierpnia 2019 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji nabycia akcji na GPW zawartych po zakończeniu I etapu przyjmowania zapisów: 9 sierpnia 2019 r.
II etap przyjmowania zapisów:  
Rozpoczęcie II etapu przyjmowania zapisów: 2 sierpnia 2019 r.
Zakończenie II etapu przyjmowania zapisów: 21 sierpnia 2019 r.
Przewidywany dzień transakcji nabycia akcji na GPW po zakończeniu II etapu przyjmowania zapisów: 26 sierpnia 2019 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji nabycia akcji na GPW zawartych po zakończeniu II etapu przyjmowania zapisów: 29 sierpnia 2019 r.

 

ACCIONA, jako inwestor strategiczny, wspiera rozwój i działalność Mostostalu Warszawa od 1999 r., zarówno w dobrych jak i gorszych okresach na rynku. Swoje zaangażowanie potwierdziła zapewniając Spółce w formie pożyczek ok. 457 mln zł (stan na koniec 2018 r.). Od wielu lat, branża przechodzi przez trudny okres, przy rosnących kosztach siły roboczej i materiałów, oraz niskiej elastyczności kontraktów budowlanych. Wiele firm budowlanych w Polsce zbankrutowało. Mostostal Warszawa nie podzielił ich losu dzięki zaangażowaniu ACCIONA i wsparciu finansowemu ACCIONA. Pełna integracja Mostostalu w ramach międzynarodowej grupy jest kluczowa na lokalnym rynku, który wymaga dywersyfikacji, wiedzy technicznej i siły finansowej dającej dostęp do gwarancji.

Intencją ACCIONA jest wycofanie Mostostalu z obrotu giełdowego aby uprościć strukturę grupy, w szczególności w obliczu znaczących potrzeb w zakresie dostępu do finansowania i gwarancji, a także wsparcia technicznego niezbędnego do dalszego rozwoju Spółki. Transakcja umożliwia inwestorom wyjście z inwestycji w relatywnie niepłynną Spółkę, która ponadto nie wypłaca akcjonariuszom dywidendy.

Warto zaznaczyć, że bez ok. 200 mln zł wewnątrzgrupowych pożyczek od ACCIONA, zaklasyfikowanych w 2013 r. jako kapitały własne Mostostalu Warszawa, wartość księgowa Spółki byłaby ujemna. Dlatego, biorąc pod uwagę obecną sytuacje Spółki, jak i całej branży w Polsce, Wzywający ocenia, iż zaproponowana oferta jest atrakcyjną opcją dla inwestorów.

Jeżeli po przeprowadzeniu Wezwania Wzywający będzie posiadał akcje Spółki reprezentujące liczbę głosów na walnym zgromadzeniu Spółki umożliwiającą przeprowadzenie procedury przymusowego wykupu zgodnie z właściwymi przepisami prawa, Wzywający zamierza przeprowadzić procedurę przymusowego wykupu akcji akcjonariuszy mniejszościowych Spółki, po którym nastąpi przywrócenie akcjom Spółki formy materialnej oraz wycofanie ich z obrotu na rynku regulowanym GPW.

Podmiotem pośredniczącym w Wezwaniu jest Santander Bank Polska – Santander Biuro Maklerskie, który pełni także rolę doradcy finansowego. Ponadto, zapisy przyjmowane są przez Millennium Dom Maklerski S.A., Dom Maklerski mBank i Dom Maklerski BOŚ S.A..

Trei Real Estate inwestuje na Dolnym Śląsku

Trei Real Estate GmbH (Trei) powiększył portfel gruntów o działkę w Bolesławcu (woj. dolnośląskie). Deweloper kupił teren o powierzchni prawie 70 000 mkw., na którym planuje budowę kompleksu handlowego. W jego skład wejdzie m.in. market budowlany, dyskont spożywczy oraz park handlowy, realizowany pod marką Vendo Park.

Jacek Wesołowski, Prezes Trei Real Estate Poland
Jacek Wesołowski, prezes Trei Real Estate Poland

Park handlowy zlokalizowany przy ul. Staroszkolnej w Bolesławcu będzie największym dotychczasowym Vendo Parkiem zbudowanym przez Trei w Polsce. Obiekt dostarczy ponad 9 000 mkw. nowoczesnej powierzchni handlowo-usługowej. Deweloper rozpoczął już prace projektowe, a start budowy planuje w 2020 roku. Na terenie zakupionej działki Trei zrealizuje również budynek, w którym otworzy się znana sieć marketów budowlanych, będzie to pierwszy tak duży sklep typu DYI w tym mieście. W sąsiedztwie parku handlowego powstanie również dyskont spożywczy.

Aktualnie w całej Polsce poszukujemy atrakcyjnych działek pod przyszłe inwestycje. W pierwszej kolejności stawiamy na mniejsze miasta, gdzie nasycenie powierzchnią handlową jest zdecydowanie niższe niż w dużych aglomeracjach. Zakup gruntów w Bolesławcu i budowa największego jak dotąd Vendo Parku w kraju to kolejny ważny krok w rozwoju Trei na polskim rynku nieruchomości handlowych. Zamierzamy z roku na rok zwiększać liczbę inwestycji. Obecnie w portfelu mamy jedenaście Vendo Parków, cztery są w budowie, a działka w Bolesławcu jest kolejną zabezpieczoną lokalizacją w Polsce, w której otworzymy park handlowy. – Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate Poland

Trei Real Estate - Vendo Park w Bolesławcu - wizualizacja
Trei Real Estate – Vendo Park w Bolesławcu – wizualizacja

Vendo Parki to parterowe centra zakupowe wyposażone w duże, wygodne parkingi. W Bolesławcu inwestor planuje utworzenie ponad 700 miejsc dla samochodów. Trei stawia na maksymalną wygodę najemców oraz klientów Vendo Parków, dlatego by zapewnić szybki dojazd do parku handlowego w Bolesławcu deweloper wykona rondo w ciągu drogi krajowej nr 94 (obwodnica miasta).

Trei Real Estate jest nie tylko inwestorem, ale również zarządcą sieci Vendo Parków. Aktualnie w portfolio dewelopera, wchodzącego w skład niemieckiej grupy Tengelmann, znajduje się 20 parków handlowych zlokalizowanych w Europie. W Polsce pierwszy Vendo Park został otwarty w 2013 r. w Nysie. Od tego czasu spółka konsekwentnie realizuje strategię rozwoju, zwłaszcza w mniejszych miastach. Dziś centra zakupowe Trei zlokalizowane są w Chełmie, Milanówku, Mińsku Mazowieckim, Skierniewicach, Łodzi, Świdnicy, Dąbrowie Górniczej, Chodzieży i Bytowie.

Poleć pracownika i zarabiaj – Grupa Murapol uruchamia system poleceń zewnętrznych

Grupa Murapol, jedna z czołowych polskich firm deweloperskich, planuje zwiększyć zatrudnienie zarówno w obszarze przygotowania inwestycji, ich realizacji, po komercjalizację. W tym celu uruchamia system dedykowany rekrutacji specjalistycznej kadry pracowniczej oparty o polecenia zewnętrze.

Murapol wdraża program poleceń zewnętrznych, w którym za rekomendację pracownika polecający otrzyma nagrodę pieniężną, w zależności od stanowiska wynoszącą nawet kilka tysięcy złotych. Podstawowym warunkiem jej otrzymania jest zatrudnienie kandydata, który aplikował na daną ofertę pracy poprzez unikalny link wygenerowany na stronie dedykowanej systemowi poleceń oraz przepracowanie przez niego minimum czasu określonego w zasadach programu. Nagroda wypłacona zostanie procentowo w półrocznym horyzoncie czasowym, a jej pierwsza część w wysokości 10 proc. zrealizowana zostanie wraz z rozpoczęciem pracy przez poleconego kandydata.

– Wprowadzony przez nas model rekrutacji kandydatów to rozwinięcie wewnątrzfirmowego systemu poleceń funkcjonującego w Grupie Murapol już od kilku miesięcy. Podążamy za trendami nie tylko w naszej działalności operacyjnej, ale także w sposobie poszukiwania i rekrutacji pracowników, dostosowując się do wymagań rynku. Branża nieruchomości od kilku lat boryka się z trudnościami w zakresie pozyskiwania wykwalifikowanych kadr budowlanych. W Murapolu, szukając kompetentnych specjalistów, wykorzystujemy również metody wspierające tradycyjne formy rekrutacji – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Aktualnie w systemie poleceń GK Murapol dostępnych jest ok. 40 ofert pracy w niemal wszystkich lokalizacjach, w których deweloper działa. Grupa otwiera taką rekrutację na stanowiska m.in.: architekta prowadzącego, asystenta architekta, projektanta instalacji sanitarnych, kierownika budowy, inżyniera budowy, inżyniera budowy ds. kontraktowania, kierownika kontraktu, doradcy klienta w kilkunastu lokalizacjach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Bielsko-Białej, Toruniu czy Mikołowie.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

Jako deweloper o najbardziej zdywersyfikowanej geograficznie mapie działalności oferujemy miejsca pracy zarówno mieszkańcom aglomeracji, jak i mniejszych ośrodków. W portfelu aktualnie realizowanych inwestycji Grupy Murapol znajduje się 36 projektów, w których powstaje ponad 6 tys. mieszkań. Nasz dynamiczny rozwój nie byłby możliwy bez zaangażowania specjalistów na każdym etapie działalności, zarówno związanej z powstawaniem inwestycji, ich przygotowaniem, komercjalizacją, jak i zespołem back office’owo obsługującym wszystkie procesy – dodaje Nikodem Iskra.

W przypadku każdej oferty pracy objętej systemem poleceń można aplikować samodzielnie na stanowisko lub kogoś zarekomendować.

Szczegółowe informacje dotyczące rekrutacji w systemie poleceń zewnętrznych dostępne są na: https://murapol.sharehire.pl/

BGK: Wojny handlowe potrwają dobrych kilka lat

Po okresie stabilnego rozwoju – kiedy Stany Zjednoczone były wyraźnie jedynym mocarstwem na świecie, zaczęły zachodzić zmiany. W tej chwili pojawił się z powrotem dwubiegunowy podział świata. Konkurencją dla USA nie jest już jednak Rosja, ale Chiny. Państwo Środka staje się coraz silniejsze i coraz śmielej prowadzi ekspansję ekonomiczną i polityczną. Ta sytuacja jest obecnie bardzo widoczna.

– Wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi i Chinami nie zostanie zakończona. Stanie się trwałym elementem gospodarki światowej najbliższych co najmniej kilku lat – powiedział serwisowi eNewsroom Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK. – Do tej sytuacji musi się przyzwyczaić zarówno Polska, jak i cała Unia Europejska. Konieczne jest zajęcie odpowiedniej pozycji w nowym światowym porządku. To duże wyzwanie dla polityków. Europa mogłaby zająć trzecią pozycję wobec sił amerykańskich i chińskich – jednak pozostaje zbyt niejednorodna. W taki sposób nie może konkurować z Chinami i USA. Konieczne jest jednak podejmowanie działań, które pozwolą jej na zminimalizowanie strat w związku z dominacją obu tych państw – wskazał Walewski.

Składki ZUS w 2020 roku. Przedsiębiorcy zapłacą 10 proc. więcej niż w roku 2019

W czerwcu br. rząd przedstawił prognozy makroekonomiczne zawarte w założeniach projektu budżetu państwa na kolejny rok. Wynika z nich, iż przedsiębiorców czeka wzrost wysokości składek na ubezpieczenia społeczne. Według eksperta z kancelarii Ecovis Milczarek i Wspólnicy najmocniej odczują zmianę mali przedsiębiorcy.

Według przedstawionych prognoz na 2020 rok przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej ma wynieść 5227 zł, z czego 60% to podstawa wymiaru składek płaconych przez przedsiębiorców niekorzystających z żadnych preferencji. Na podstawie rządowych kalkulacji można zauważyć dynamiczny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w porównaniu do poprzednich lat, a w związku z tym i składek ZUS.

Marcin Milczarek, Ecovis Milczarek & Partners Law Firm. Fot. serwis agencyjny MondayNews™
Marcin Milczarek, Ecovis Milczarek & Partners Law Firm

– Jeszcze nie poznaliśmy dokładnej podstawy wymiaru na składki zdrowotne, natomiast już wiadomo, że wzrost składek z pewnością będzie duży, o ok 10% w stosunku do br. Sytuacja ta najbardziej dotknie małe firmy, które najczęściej nie korzystają z żadnych preferencji i prowadzą swoją działalność na małą skalę. W celu opłacenia składek będą musiały one podnosić swoje ceny, co z kolei może odbić się na utrzymaniu dotychczasowych klientów – mówi mecenas Marcin Milczarek z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

Wyższa kwota będzie również dotyczyła osób, które dopiero zakładają własną działalność gospodarczą i korzystają na wstępie z preferencji w płaceniu ZUS. Bezpieczni natomiast mogą czuć się przedsiębiorcy, którzy uzyskują nieduże obroty, a także beneficjenci obowiązującego od początku tego roku prawa „mała firma, mały ZUS”, którzy płacą składki od faktycznie osiąganego przychodu. Mały ZUS dotyczy jedynie przedsiębiorców, których przychód z działalności gospodarczej w poprzednim roku kalendarzowym prowadzonej przez cały rok, nie przekroczył 30-krotności kwoty minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w grudniu poprzedniego roku. Choć pomysł jest dobry, to i tak obejmuje małą grupę przedsiębiorców.

– Dobrym rozwiązaniem w dostosowaniu wysokości składek ZUS do możliwości firm byłoby ustalenie pewnych kryteriów różnicujących ich wysokość, np. w zależności od lokalizacji lub w oparciu o regionalizację przeciętnego bądź wręcz minimalnego wynagrodzenia, ewentualnie o mnożnik w zależności od regionu. Inne stawki mogłyby również być ustalone dla dużych przedsiębiorstw, a inne dla tych mniejszych. Dzięki takiemu rozwiązaniu skończyłyby się problemy z adekwatnością obciążenia przedsiębiorców składkami ZUS, co mogłoby zmniejszyć, np. zaległości w opłacaniu składek. Dla przykładu w Niemczech ubezpieczenie społeczne jest dobrowolne dla przedsiębiorców. W Polsce wprowadzenie takich kryteriów mogłoby spowodować migrację firm, co byłoby dobre dla różnych miejscowości, które mają udział w podatku PIT płaconym przez te firmy – kontynuuje ekspert.

Dla każdego pracodawcy składki na ZUS budzą spore emocje, nie tylko ze względu na ich wysokość, która z roku na rok jest coraz większa, ale również ich nieuchronność. Ostateczna wartość średniego wynagrodzenia w 2020 roku może się jednak jeszcze zmienić, ponieważ w wyliczeniach brane są również pod uwagę prognozy z ustawy budżetowej, która zostanie zatwierdzona na koniec roku.

Wojna handlowa USA-Chiny zagraża kondycji firm z sektora dystrybucji ICT

Globalny rynek ICT będzie się rozwijać, a sprzedaż produktów i usług wzrośnie w 2019 roku o 3 proc. – wynika z raportu Market Monitor przygotowanego przez ubezpieczyciela wierzytelności Atradius. Największym zagrożeniem dla perspektyw branży są nasilające się napięcia handlowe między USA a Chinami.

Negatywny wpływ na łańcuch dostaw w sektorze ICT będą miały również obostrzenia we współpracy z HUAWEI narzucone dostawcom chińskiego producenta przez rząd w Waszyngtonie.

Analitycy Atradius przewidują w 2019 roku ponadprzeciętny wzrost w sektorze oprogramowania dla przedsiębiorstw i usług informatycznych (odpowiednio 8 proc. i 5 proc.). SaaS napędza wzrost w prawie wszystkich segmentach oprogramowania, podczas gdy usługi komunikacyjne nadal odpowiadają za większość wydatków. Zagrożeniem dla rozwoju branży technologii informatycznych, produktów i usług telekomunikacyjnych jest możliwa eskalacja konfliktu handlowego na linii USA-Chiny, a szczególnie niebezpieczne byłoby obłożenie 25 proc. cłem gotowych towarów i komponentów produkowanych przez firmy z Państwa Środka. Dodatkowo, krótko i długotrwałe skutki obostrzeń dotyczących współpracy amerykańskich firm z HUAWEI odczują dostawcy na całym świecie.

Wysoki popyt wewnętrzny w Chinach

Według Fitch Solutions, rynek ICT w Chinach odnotował w 2018 roku wzrost o 8,2 proc. i osiągnął wartość 2.86 bln CNY. Liberalizacja sektora usług, modernizacja edukacji i opieki zdrowotnej, rozwój inteligentnych miast oraz Internetu Rzeczy (IoT) będą podtrzymywać popyt wewnętrzy w sektorze ICT w ciągu najbliższych trzech lat. Dodatkowo, chiński rząd uznał branżę technologii informatycznych, produktów i usług telekomunikacyjnych za kluczowy dla kolejnego etapu rozwoju gospodarczego kraju. Mimo to, sektor ICT w Chinach boryka się z wewnętrznymi oraz zewnętrznymi wyzwaniami. Wolniejsze inwestycje w aktywa trwałe, nadwyżka zdolności produkcyjnych, nadmierna podaż w niektórych podsektorach oraz rosnące koszty pracy mogą zahamować prognozowany wzrost. Średni czas płatności w sektorze wynosi od 30 do 60 dni, jednak ze względu na spodziewane trudności, spodziewany jest wzrost opóźnień w regulowaniu zobowiązań. Obecnie, analitycy Atradius nie przewidują znaczącego wzrostu liczby upadłości, jednak nasilenie sporu handlowego z USA i problemów HUAWEI, prognoza ta może ulec zmianie.

Rekordowe wzrosty w USA

Rynek technologii informatycznych, produktów i usług telekomunikacyjnych w 2018 roku w USA korzystał ze ogólnie dobrej sytuacji gospodarczej w kraju i silnej konsumpcji prywatnej, napędzanej podwyżkami płac oraz wzrostem zatrudnienia. Według przewidywań ekspertów Atradius pozytywny trend na rynku ICT będzie utrzymywał się w nadchodzących miesiącach. Z danych Stowarzyszenia Technologii Konsumenckich (CTA) wynika, że przychody ze sprzedaży detalicznej w amerykańskim sektorze ICT wzrosły o 6 proc. w 2018 r., osiągając rekordowy poziom 377 mld USD. W 2019 wzrost będzie nieco mniejszy i wyniesie 5,5 proc. Stany Zjednoczone pozostają największym na świecie rynkiem treści multimedialnych oraz dostępu do technologii, ale ze zwiększoną koncentracją na usługach subskrypcyjnych i mniejszą liczbą zakupów jednostkowych, które napędzały wydatki konsumentów przez dziesięciolecia. Pomimo dobrego tempa wzrostu w wielu segmentach ICT ostra konkurencja nadal prowadzi do strategii niskich cen i marży dla dystrybutorów i sprzedawców detalicznych. Zachowania płatnicze w amerykańskim sektorze ICT nieznacznie poprawiły się w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Terminy płatności w branży zwykle się wahają od 30 do 90 dni, ale w niektórych przypadkach mogą wynosić nawet 120 dni. Branży ICT w USA może zaszkodzić ewentualna eskalacja konfliktu handlowego z Chinami, zwłaszcza wprowadzenie odwetowych ceł przez rząd w Pekinie.

Ostra konkurencja i presja cenowa w Niemczech

Sektor ICT odgrywa kluczową rolę w niemieckiej gospodarce, przewyższając tradycyjne sektory przemysłowe pod względem innowacyjności i średnioterminowych stóp wzrostu.
Sektor zatrudnia ponad milion osób i wygenerował około 150 000 nowych miejsc pracy w ciągu ostatnich pięciu lat. Oczekuje się, że 40 000 nowych miejsc pracy powstanie w 2019 r. (wzrost o 3,5 proc. w porównaniu z 2018 r.), a ICT pozostaną motorem wzrostu zatrudnienia w perspektywie długoterminowej. Według niemieckiego federalnego stowarzyszenia BITKOM, sprzedaż w sektorze ICT wzrosła w 2018 roku o 2 proc. do 160 mld. EUR. Według analityków Atradius trend ten utrzyma się w 2019 roku na z prognozą wzrostu na poziomie 1,5 proc. Negatywny wpływ na sektor w Niemczech ma rosnąca liczba niewypłacalności oraz problemy związane z oszustwami, a także ostra konkurencja i presja cenowa. Średni czas płatności w sektorze wynosi od 30 do 60 dni. Ze względu na trudniejsze warunki, opóźnienia w płatnościach, w 2018 roku wzrosła liczba niewypłacalności i roszczenia z tytułu ubezpieczenia kredytów kupieckich. wzrosły w 2018 r. Analitycy Atradius spodziewają się kontynuacji tego negatywnego trendu, z dalszym wzrostem opóźnień w płatnościach i niepowodzeniami biznesowymi w 2019 r.

Wśród wyzwań branży w Polsce m.in. split payment

Wyzwaniem rynku dystrybucji branży ICT w Polsce jest presja na marże i rosnąca konkurencja. Z kolei sprzedaż detaliczną w sektorze elektroniki napędza wysoki popyt, co przekłada się na wzrost siły negocjacyjnej dużych sieci handlowych. Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor ds. oceny ryzyka w Atradius zwraca uwagę, że z dobrej sytuacji na rynku przetargów publicznych, korzystają firmy specjalizujące się w usługach integratorskich: – Obserwujemy wzrost zamówień zarówno na rynku przetargów publicznych, jak również w sektorze prywatnym. Rosnący poziom digitalizacji w sektorze publicznym i prywatnym oraz konieczność wymiany sprzętu i oprogramowania sprawiają, że prognozy dla sektora są obiecujące. Integratorzy są zaangażowani w złożone projekty IT i doradzają klientom w zakresie wyboru sprzętu czy oprogramowania.

Ekspert Atradius zaznacza, że zapowiedzi obowiązkowego split paymentu i związane z nim zamrożenie kwoty VAT na dłużej w branży mogą bardziej dotknąć podsektor projektowy niż handlowy. Przedsiębiorstwa sektora ICT muszą się również liczyć z wyzwaniami w kwestiach podatkowych. Choć zmniejszyła się ilość kontroli pod kątem prawidłowości w podatku VAT, to doszły inne, m.in. związane z przestrzeganiem klauzuli obejścia prawa podatkowego.

Prywatna opieka zdrowotna stawia na stomatologię. Rynek jest już wart ponad 10 mld zł

Prywatna opieka zdrowotna stawia na stomatologię. Rynek jest już wart ponad 10 mld zł 1

W kolejnych latach dynamiczny wzrost rynku usług stomatologicznych będzie napędzany m.in. przez rosnącą świadomość Polaków dotyczącą stanu zdrowia i wyglądu uzębienia. Pacjenci w zdecydowanej większości korzystają z usług prywatnych gabinetów i mają coraz większe oczekiwania. Aby na nie lepiej odpowiadać, polski rynek stomatologiczny musi się konsolidować. Duże sieci szukają innowacyjnych gabinetów, które chcą do nich dołączyć, z korzyścią dla siebie i pacjentów. Po konsolidacji są w stanie zwiększyć przychody o ok. 30 proc. – wynika z obserwacji Medicover Stomatologia.

– Już od pewnego czasu prowadzimy w Polsce proces akwizycji. Naszym celem jest konsolidowanie rynku, który na dziś jest bardzo rozdrobniony. W Europie Zachodniej ten proces jest już znany – dla przykładu w Finlandii konsolidacja rynku jest na poziomie 35 proc., w Wielkiej Brytanii – 25 proc., więc jest to trend zauważalny. Nam zależy na tym, żeby faktycznie docierać do najlepszych klinik na lokalnym rynku i z nimi nawiązywać współpracę – mówi agencji Newseria Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia.

W 2017 roku rynek usług dentystycznych osiągnął wartość 9,6 mld zł, notując 9-proc. wzrost – wynika z analizy PMR. W kolejnych latach jego rozwój ma napędzać m.in. dobra koniunktura i rosnąca świadomość Polaków dotycząca stanu zdrowia i wyglądu uzębienia.

Według analiz PMR motorem napędowym rynku stomatologii w Polsce jest sektor prywatny. Odpowiada za ponad 80 proc. całości nakładów na usługi dentystyczne. Dla porównania nakłady NFZ na stomatologię to raptem około 2 proc. budżetu funduszu. Niedofinansowanie, słaba jakość i kilkumiesięczne terminy oczekiwania na wizytę powodują, że zdecydowana większość pacjentów korzysta z usług ok. 6 tys. prywatnych gabinetów stomatologicznych działających na polskim rynku. Z badań CBOS wynika, że ich usługi wybiera 69 proc. pacjentów wobec 47 proc. tych, którzy leczą się w ramach kontraktów z NFZ. Tym samym stomatologia pozostaje jedyną gałęzią medycyny, w której Polacy bazują na prywatnych usługach.

Ze względu na konkurencję oraz rosnące oczekiwania pacjentów, którzy chcą wysokiej jakości usług niezależnie od miejsca ich świadczenia, w Polsce rynek stomatologiczny od kilku lat jest w trakcie konsolidacji. Mniejsze podmioty dołączają do większych sieci, dzięki czemu stają się częścią silnego brandu o ugruntowanej pozycji, zyskują dostęp do know-how i finansowania.

– Widzimy po dotychczasowych doświadczeniach, że kliniki, które dołączają do większej grupy, zwiększają przychody nawet o 30 proc. Wynika to m.in. z faktu, że jako duża sieć stomatologiczna przejmujemy część obowiązków, które dotychczas spoczywały na klinice. Są to aspekty związane z administracją, marketingiem czy finansami, które mogą być zunifikowane, więc efektywność kliniki może być zwiększona dzięki wprowadzeniu odpowiednich procesów. Centrum stomatologiczne może w pełni skoncentrować się na pacjentach, z pożytkiem i korzyścią zarówno dla nich, jak i dla kliniki – mówi Wioletta Januszczyk.

Konsolidacja rynku stomatologicznego to trend, który postępuje w całej Europie. W Polsce wcześniej podobny proces przeszły już na przykład salony optyczne czy sieci siłowni. Jego efektem jest wzrost jakości i dostępności usług, świadczonych niezależnie od terminu wizyty czy lokalizacji, którą odwiedza pacjent. Konsolidacja umożliwia budowanie dużej i silnej marki, która budzi zaufanie klientów.

Chcemy, aby kliniki, z którymi nawiązujemy współpracę, miały takie samo podejście do pacjenta i koncentrowały się na nim. Dentim Clinic, który właśnie przejęliśmy, wpisuje się w ten standard. W grupie jest zawsze łatwiej. Chcemy, żeby nasze gabinety stomatologiczne zdobywały unikatowość, siłę na lokalnym rynku i rozwijały się jeszcze szybciej – mówi dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia.

W procesie konsolidacji Medicover Polska poszukuje klinik dentystycznych z minimum 4–6 fotelami z pełną diagnostyką i zakresem usług od profilaktyki po stomatologię estetyczną. Tylko w ostatnich 2–3 latach do Medicover Polska dołączyło kilka silnych lokalnie podmiotów, m.in. katowicka klinika implantologiczna Śmigiel Implant Master Clinic, wrocławska klinika implantologiczna Royal Dent oraz Prestige Dent, specjalizująca się w cyfrowej ortodoncji, a także kompleks gabinetów Stoma-Dental. Kolejne miejsce to klinika Dentim Clinic w Katowicach.

Kilka lat temu zostaliśmy wyróżnieni przez Global Clinic Rating, międzynarodową organizację akredytującą gabinety stomatologiczne na całym świecie. System oceny przypomina system gwiazdkowy w hotelach. Obecnie znajdujemy się w tym rankingu na miejscu numer 1 w Polsce – podkreśla lek. den. Wojciech Fąferko, implantolog, właściciel Centrum Implantologii i Ortodoncji Dentim Clinic.

Katowicka klinika specjalizuje się w implantologii, implantoprotetyce oraz ortodoncji przy wykorzystaniu nowych technologii.

Wyróżnikiem naszego gabinetu jest to, że coraz więcej pracy wykonujemy w sposób cyfrowy. Stosujemy skanery wewnątrzustne, frezarki, cyfrowo łączymy się z laboratorium protetycznym. Stosujemy też tzw. system Digital Smile Design, który pozwala jeszcze przed rozpoczęciem leczenia zwizualizować pacjentowi, jak będzie wyglądał jego uśmiech. Nasza praca przypomina już zawód architekta – najpierw opracowujemy projekt, a dopiero później zajmujemy się wykonywaniem leczenia – mówi lek.den. Wojciech Fąferko.

W naszym zespole medycznym – oprócz lekarzy i asystentek – są również opiekunowie pacjenta, czasami zwani koordynatorami leczenia. Są oni łącznikiem pomiędzy pacjentem a kliniką. Są to osoby, które mają doświadczenie i wiedzę medyczną zdobywaną przez lata. Z drugiej strony potrafią ludzkim językiem wytłumaczyć wątpliwości pacjenta. Można z nią porozmawiać także na temat finansów, planowania całego procesu leczenia. Tym bardziej że większość naszych pacjentów podlega kompleksowemu leczeniu, które niejednokrotnie trwa ponad rok – dodaje Arkadiusz Buziewicz, współwłaściciel Dentim Clinic w Katowicach.

Jak podkreśla dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia, właśnie takie kompleksowe podejście do pacjenta ma dziś coraz większe znaczenie przy wyborze prywatnego gabinetu stomatologicznego. Dla pacjentów liczy się także zaufanie do lekarza, profesjonalizm, komfort gabinetu, poczucie bezpieczeństwa oraz siła marki.

Zależy nam na zmianie postrzegania dentysty w Polsce. Pacjenci, co wynika trochę z zaszłości, postrzegają dentystę jako egzekutora, a nie partnera do współpracy i rozmowy. My chcemy, aby dentysta był nie tylko specjalistą w swojej dziedzinie, lecz także angażował pacjenta w proces leczenia, upewniał się, że pacjent dokładnie rozumie konsekwencje leczenia. Dlatego tak ważna jest tutaj komunikacja, wygląd kliniki, zapach, atmosfera, jaka w niej panuje. Bardzo ważną rolę odgrywa również asystentka bądź recepcjonistka, która jest dla pacjenta pierwszym kontaktem – mówi Wioletta Januszczyk.

Organizacje pozarządowe i spółdzielnie socjalne mają problem z pozyskaniem finansowania z banków komercyjnych. Wsparcie BGK pozwoliło im stworzyć już tysiąc miejsc pracy

Organizacje pozarządowe i spółdzielnie socjalne mają problem z pozyskaniem finansowania z banków komercyjnych. Wsparcie BGK pozwoliło im stworzyć już tysiąc miejsc pracy 2

Blisko 900 beneficjentów, 1,1 tys. pożyczek o wartości ok. 100 mln zł, prawie tysiąc nowych i 1,5 tys. utrzymanych istniejących miejsc pracy – to dotychczasowy bilans realizowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego programu wsparcia Ekonomii Społecznej, dzięki któremu organizacje pozarządowe, spółdzielnie i spółki non profit mogą aplikować o tanie pożyczki i gwarancje do kredytów. Takie podmioty mają dużą potrzebę finansowania, ale mocno ograniczoną możliwość skorzystania z oferty banków komercyjnych. Dla wielu z nich program BGK to jedyna możliwość pozyskania finansowego wsparcia.

Program Ekonomii Społecznej to bardzo atrakcyjne pożyczki i gwarancje dla przedsiębiorstw społecznych, które mają wzmocnić ich potencjał ekonomiczny. Do tej pory udzieliliśmy pożyczek na kwotę około 100 mln zł, a dzięki naszemu wsparciu zostało utworzonych ponad 1 tys. nowych miejsc pracy – mówi agencji Newseria Biznes Aleksandra Kwiatkowska, dyrektor biura rozwoju instrumentów finansowych w Banku Gospodarstwa Krajowego. – Pożyczki i gwarancje są przeznaczone dla organizacji pozarządowych, czyli dla fundacji i stowarzyszeń, spółdzielni socjalnych, spółdzielni pracy, spółdzielni inwalidów i niewidomych oraz centrów integracji społecznej. Wspieramy także spółki prawa handlowego, ale pod warunkiem, że nie działają one dla zysku.

Podmioty ekonomii społecznej (PES) zajmują się głównie integracją zawodową i społeczną osób zagrożonych marginalizacją oraz świadczeniem usług na rzecz interesu ogólnego i lokalnego rozwoju. Działają w różnych formach prawnych, ale mogą prowadzić działalność gospodarczą, a więc funkcjonować jako przedsiębiorstwa społeczne. Ze względu na specyfikę działalności, w której cele społeczne przeważają nad ekonomicznymi, mają one ograniczone możliwości korzystania z oferty banków komercyjnych. Z drugiej strony mają też dużą potrzebę finansowania.

– Zależy nam, żeby przedsiębiorstwa społeczne się rozwijały i wzmacniały swój potencjał ekonomiczny. Realizują ten cel na różne sposoby. Poszukują pożyczek np. na zakup sprzętu czy niezbędnego wyposażenia, ale bardzo ważne jest też finansowanie bieżącej działalności, czyli np. opłacanie czynszu czy remontu – mówi Aleksandra Kwiatkowska.

Badania Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju oraz Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pokazują dużą potrzebę pozyskania przez PES finansowania zewnętrznego, a jednocześnie wykazują istnienie luki finansowej, w której pozostaje co najmniej około 500 NGO-sów oraz ok. 60 spółdzielni socjalnych. Zarówno wielkość luki, jak i liczba przedsiębiorstw społecznych w niej pozostających będzie sukcesywnie rosła. Dlatego BGK – we współpracy z obydwoma resortami i przy udziale środków unijnych – wdrożył program tanich pożyczek dla podmiotów ekonomii społecznej. Dla wielu z nich taka pożyczka stanowi jedyną możliwość pozyskania finansowego wsparcia.

W Krajowym Funduszu Przedsiębiorczości Społecznej oferujemy różne produkty. Są to m.in. pożyczki dla tych przedsiębiorstw, które działają na rynku krótko, bo do 12 miesięcy. Jest to tzw. pożyczka na start do 100 tys. zł z bardzo atrakcyjnym oprocentowaniem. Kolejnym produktem finansowym jest pożyczka dla podmiotów, które działają powyżej 12 miesięcy, której kwota może sięgnąć do 500 tys. zł. W swojej ofercie mamy również gwarancje dla takich podmiotów do wysokości 500 tys. zł i maksymalnie 80 proc. kredytu – mówi Aleksandra Kwiatkowska.

Do końca maja br. z programu skorzystało już prawie 900 podmiotów ekonomii społecznej, którym BGK udzielił 1,1 tys. pożyczek o wartości ok. 100 mln zł. Dzięki tym środkom zostało utworzonych prawie 1 tys. nowych miejsc pracy i utrzymanych 1,5 tys. dotychczasowych.

– Największą grupą naszych pożyczkobiorców są fundacje i stowarzyszenia, czyli organizacje pozarządowe. To ponad połowa naszych klientów. O wsparcie ubiegają się także spółdzielnie socjalne, ale można powiedzieć, że są to przede wszystkim mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające mniej niż 10 osób – mówi Aleksandra Kwiatkowska. – Do rozdysponowania zostało jeszcze ok. 70 mln zł. Pożyczki udzielane są poprzez pośredników finansowych, którzy działają na terenie całego kraju. Są to m.in. Fundusz Regionu Wałbrzyskiego i Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych. W regionach czekają doradcy, którzy podpowiedzą, co trzeba zrobić, żeby uzyskać pożyczkę.

 Pożyczki dla podmiotów ekonomii społecznej to przede wszystkim preferencyjne oprocentowanie oraz proste zasady finansowania. Środki programu można przeznaczyć m.in. na finansowanie rozpoczęcia działalności, zakup wyposażenia, maszyn, urządzeń, aparatów, środków transportu, pokrycie części kosztów zatrudnienia personelu, rozszerzenie działalności przedsiębiorstwa, czy tworzenie nowych miejsc pracy – mówi Zdzisława Leszczyńska-Chruścik, członek zarządu Funduszu Regionu Wałbrzyskiego.

– Większość naszych pożyczkobiorców już w pierwszych latach odnotowała wzrost dochodów, zyskała większą zdolność do zawierania nowych partnerstw, zwiększyła zakres działania organizacji i poszerzyła terytorium działalności, nie gubiąc przy tym misyjności, bo trzeba pamiętać, że podstawą ich działalności jest łączenie działań biznesowych z działaniami społecznymi – dodaje Joanna Wardzińska, wiceprezes zarządu Towarzystwa Inwestycji SpołecznoEkonomicznych. – Ich obszar działalności to usługi, produkcja, ale też handel. Często ich aktywność to szansa na integrację osób podlegających wykluczeniu społecznemu.

Za pośrednictwem BGK i pośredników finansowych do PES-ów trafiają znaczące sumy, które pomagają nie tylko w bieżącej działalności, ale również w rozwijaniu nowych aktywności.

Środki, które udało nam się pozyskać w kwocie 700 tys. zł, pozwoliły nam zrobić krok naprzód. Zainwestowaliśmy je w działania infrastrukturalne, konkretnie w remont budynku na warszawskiej Ochocie, który był w katastrofalnym stanie. Po remoncie mogliśmy tutaj otworzyć Centrum Diagnostyki i Terapii Małych Dzieci, w którym przyjmujemy naprawdę małe dzieci z autyzmem i prowadzimy dla nich przedszkole – mówi Aleksandra Zając, specjalista ds. projektów w Fundacji SYNAPSIS.

Centrum Diagnostyki i Terapii Małych Dzieci powstało, ponieważ potrzeby diagnostyczne dotyczą coraz młodszych dzieci i ta grupa się poszerza. Nasza działalność już nie mieściła się w poprzedniej siedzibie – dodaje Michał Wroniszewski, prezes zarządu Fundacji SYNAPSIS.

Fundację do skorzystania z oferty BGK skłoniła prosta procedura aplikowania o wsparcie. Dzięki pożyczce powstało pięć nowych miejsc pracy, w tym stanowisko instruktora wspomagającego osoby z autyzmem, oraz serwerownia IT, która znacznie ułatwi fundacji bieżące funkcjonowanie.

Środki z Krajowego Funduszu Przedsiębiorczości Społecznej umożliwiły też założenie w 2018 roku Restauracji Different, która jest przedsiębiorstwem społecznym, utworzonym przez Fundację Pomocy Rodzinie „Człowiek w Potrzebie”.

Była to pożyczka o wartości 200 tys. zł na preferencyjnych warunkach, dzięki czemu mogliśmy zainwestować w remont lokalu i stworzyć kilkanaście miejsc pracy dla osób niepełnosprawnych. Fundacje takie jak nasza nie są partnerem, z którym banki mogłyby podjąć rozmowy na temat pożyczek. Wnioski od organizacji pozarządowych non profit są z góry odrzucane ze względu na brak zdolności kredytowych, więc mieliśmy duże szczęście – mówi Anna Bocheńska, prezes Fundacji Pomocy Rodzinie „Człowiek w Potrzebie”.

Different to jedyna w Polsce restauracja w ciemności obsługiwana przez niewidomych kelnerów. Jest atrakcją, która zyskuje coraz większą popularność, a przy tym realizuje misję integracji społecznej i zawodowej. Całość wygenerowanych przez nią zysków jest przeznaczana na realizację celów statutowych fundacji, głównie na wsparcie osób w potrzebie.

– Bardzo lubię klimat, jaki tu panuje, ponieważ wszyscy mamy równe szanse. Wprowadzamy gości w ciemność, w której nic nie widzą, tak jak my, osoby niewidome i niedowidzące – mówi Wioletta Borowska, pracownik Restauracji Different. – Praca daje mi dużo satysfakcji, bardzo lubię bezpośredni kontakt z ludźmi, lubię rozmowę. Klienci pytają, jak sobie radzimy w życiu codziennym, z dojazdem do pracy, czy mamy rodziny, więc bardzo chętnie wprowadzamy gości w świat osób niewidomych.

Pracownicze plany kapitałowe mogą pomóc polskiej giełdzie. Spodziewany jest znaczący wzrost obrotów i większa liczba debiutów

Pracownicze plany kapitałowe mogą pomóc polskiej giełdzie. Spodziewany jest znaczący wzrost obrotów i większa liczba debiutów 3

Warszawska giełda liczy na duży zastrzyk kapitału w związku z wejściem nowego inwestora instytucjonalnego, jakim będą pracownicze plany kapitałowe. Na polski parkiet napłynie dodatkowych kilka miliardów złotych rocznie, co może pobudzić obroty, zniechęcić spółki do wycofywania się z notowań, za to zachęcić nowe podmioty do debiutów. – Dodatkowy kapitał z kraju powinien także zachęcić zagranicznych inwestorów. Tym bardziej że na rynku nie brakuje taniego pieniądza – mówi Tomasz Prusek, prezes Fundacji Przyjazny Kraj.

Pieniądze, które za pośrednictwem PPK będą trafiały na warszawski parkiet, będą inwestowane przez inwestorów instytucjonalnych. Zatem będziemy mieli w kolejnych latach do czynienia z dużą dawką kapitału, który trafi na giełdę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Prusek, prezes Fundacji Przyjazny Kraj. – Wszystko będzie zależało od tego, ile osób w PPK pozostanie. To jest program, do którego wszyscy zostają zapisani, natomiast mają opcję wypisania się z niego. Zakłada się, że jeżeli 50 proc. pracowników zostanie, byłoby to w granicach od 12 do 15 mld zł rocznie po uruchomieniu programu w pełnym zakresie, ponieważ na razie przystąpiły do niego tylko największe polskie firmy.

Pracownicze plany kapitałowe to program oszczędzania na emeryturę, który od 1 lipca 2019 roku objął największe spółki zatrudniające powyżej 250 pracowników, ale co kilka miesięcy sukcesywnie rozszerzał się będzie na mniejsze firmy i administrację publiczną. Pracownicze plany kapitałowe mają obowiązek utworzyć wszystkie firmy, w których choć jeden pracownik zdecyduje się na przystąpienie do programu. Podobnie jak niegdyś OFE będą one inwestować na rynku kapitałowym, z czym analitycy wiążą nadzieje na wzrost obrotów.

Wydaje się, że w pierwszej kolejności te pieniądze powinny wykonać coś w rodzaju naturalnego offsetu, jeśli chodzi o to, co muszą sprzedawać fundusze emerytalne OFE. One zgodnie z tzw. suwakiem muszą część akcji sprzedawać, żeby przekazywać środki. Myślę, że kiedy kapitał zgromadzony tam będzie na tyle duży, że pieniądze netto będą szły na warszawską giełdę, wtedy taki zastrzyk świeżego instytucjonalnego kapitału, ale z kont milionów Polaków oszczędzających w PPK, będzie niezwykle potrzebny dla rynku kapitałowego – tłumaczy Tomasz Prusek.

Po marginalizacji OFE, które były ważnym inwestorem na GPW, warszawska giełda doświadczyła spadku obrotów, notowań i zainteresowania inwestorów. Kolejne spółki zdecydowały się na opuszczenie parkietu: m.in. Colian, Bakalland, Emperia. Obecnie plany wycofania się z giełdy zasygnalizował Helio, producent bakalii. Wprowadzenie PPK ma odwrócić ten trend.

– Kiedy poprawi się płynność obrotów, będzie większy kapitał na warszawskiej giełdzie, można również oczekiwać, że wzrosną wyceny spółek, a co za tym idzie – zmaleje chęć do tego, aby je wycofywać z rynku. To z kolei zachęci emitentów, którzy myślą o wejściu na warszawską giełdę, czyli będą nowe emisje akcji, będą IPO i wydaje się, że w tym scenariuszu potencjał warszawskiej giełdy będzie się zwiększać – przewiduje prezes Fundacji Przyjazny Kraj.

Notowania na GPW od co najmniej półtora roku pozostają w stagnacji. WIG 20 – indeks największych spółek nigdy nie powrócił nawet w pobliże rekordów sprzed kryzysu z lat 2007–2009, w przeciwieństwie do swoich odpowiedników w Stanach Zjednoczonych, Europie Zachodniej czy na niektórych rynkach wschodzących. Jednak ożywienie na parkiecie może także przyciągnąć z powrotem globalnych inwestorów, co bardzo pozytywnie wpłynęłoby na notowania spółek na GPW.

Na warszawską giełdę wpływ, obok PPK, może mieć również to, jaki będzie poziom stóp procentowych, nie tylko w Polsce, lecz także na świecie. Na rynkach światowych jest bardzo dużo taniego pieniądza, który w dużej mierze omija warszawski parkiet. Gdyby okazało się, że w Warszawie przybywa inwestorów krajowych, inwestorów instytucjonalnych, wtedy również zagraniczni mogą chętniej inwestować na naszym parkiecie, a co za tym idzie – mogą wzrosnąć wyceny spółek – mówi Tomasz Prusek. – Zatem te stopy procentowe będą niezwykle istotne, a przypomnę, że w Stanach Zjednoczonych mówi się wręcz o kolejnej obniżce stóp procentowych, co może spowodować napływ bardzo taniego pieniądza na rynki kapitałowe.

M. Boni: Budowa 5G wymaga odpowiednich regulacji i zachęt do inwestycji. Polskie firmy na razie są mało zaawansowane cyfrowo

M. Boni: Budowa 5G wymaga odpowiednich regulacji i zachęt do inwestycji. Polskie firmy na razie są mało zaawansowane cyfrowo 4

Co trzecia firma w Polsce należy do cyfrowych „naśladowców” i „spóźnialskich” z ograniczonymi inwestycjami lub bez żadnych planów związanych z cyfryzacją biznesu. Jedynie 5 proc. to liderzy transformacji. Dzięki przyjęciu przez Sejm megaustawy, cyfryzacja polskich firm może znacznie przyspieszyć. Konieczne są jednak decyzje rządu i regulatorów, aby Polska dogoniła liderów. Niezbędne też są zachęty dla firm do inwestowania – podkreśla Michał Boni, były minister cyfryzacji.

Mamy problemy z małymi firmami i ich umiejętnością wykorzystywania narzędzi cyfrowych do prowadzenia własnej działalności. Jeśli w Europie małe firmy robią to na poziomie niewysokim, trochę poniżej 20 proc., to w Polsce jest to poniżej 10 proc. Sieć 5G to szansa rozwojowa, żeby nie traktować cyfryzacji jako zbioru urządzeń, tylko jako zbiór możliwości kontaktowania się ze światem. Takie podejście powinniśmy promować – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Boni, były minister cyfryzacji.

Raport „Digital Transformation Index” przygotowany przez Dell Technologies wspólnie z Intelem wskazuje, że zaledwie 5 proc. polskich firm zalicza się do grupy liderów transformacji. Co czwarta firma adaptuje nowe rozwiązania z dziedziny cyfryzacji i ma jednocześnie zaawansowane plany w zakresie cyfrowej transformacji. Ponad 30 proc. zaś to cyfrowi „naśladowcy” i „spóźnialscy”. Największy problem z adaptacją rozwiązań bazujących na nowych technologiach mają małe i średnie firmy, które mają dość niski poziom wiedzy dotyczącej cyfrowej transformacji. Nawet dwie trzecie małych i średnich firm nie zna jeszcze koncepcji Gospodarki 4.0 (badanie przeprowadzone na zlecenie MPiT).

W wielu sektorach przemysłowych używanie narzędzi cyfrowych, nie tylko komputera, ale też technologii przetwarzania danych, maszyn uczących się, będzie poprawiało jakość produkcji, jej efektywność i logistykę. Uświadomienie sobie, że rewolucja cyfrowa jest dla każdej firmy w każdej dziedzinie, to jest druga rzecz, którą powinniśmy promować – przekonuje Michał Boni.

Raport „From C-Suite do Digital Suite” Manpower Group wskazuje, że firmy, które wdrażają transformację cyfrową odnotowują średnio o 26 proc. większe zyski od konkurencji. Dell Technologies podaje, że do końca przyszłej dekady nowe technologie i roboty będą już obecne niemal w każdej dziedzinie życia. Do przyspieszenia cyfryzacji potrzebna jest jednak odpowiednia infrastruktura. Jej budowa.

Już niedługo cyfryzacja polskich firm może przyspieszyć dzięki przyjętej na początku lipca przez Sejm megaustawie, czyli Ustawie o zmianie ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych. Nowe przepisy mają sprawić, że proces inwestycyjno-budowlany związany np. z budową sieci 5G, będzie łatwiejszy, krótszy i szybszy. Co za tym idzie, dostęp do szybkiego internetu zyskają wszyscy Polacy, niezależnie od miejsca zamieszkania. Dziś poza zasięgiem szerokopasmowej sieci jest ok. 5 mln osób.

Jak ocenia Boni, wdrożenie 5G nie będzie możliwe bez opłacalnych inwestycji – tylko podmioty rynkowe mogą zbudować sieć.

Potrzebne są fundusze, także wysokiego ryzyka, żeby np. start-upy miały łatwiejszy dostęp do znalezienia finansowania na ryzykowne rzeczy. Można byłoby poprawić to, co jest w kodeksie łączności, i zwiększyć zachęty dla inwestowania w 5G. Mam wrażenie, że ludziom się wydaje, że to 5G samo z siebie powstanie, a to przecież są inwestycje – podkreśla były minister cyfryzacji. – Warunki regulacyjne nie powinny przeszkadzać. Nie mogą ograniczać aktywności inwestycyjnej i w ogóle żadnej działalności rozwojowej w świecie cyfrowym.

W ustawie zaproponowano także powołanie Funduszu Szerokopasmowego, którego budżet wyniesie ok. 140 mln zł rocznie. Możliwe będzie dofinansowanie z niego budowy i rozwoju sieci telekomunikacyjnych.

Dopalacze pozostają groźne, choć liczba zatruć jest znacznie mniejsza. W walce z nowymi narkotykami pomogłyby regulacje unijne

Dopalacze pozostają groźne, choć liczba zatruć jest znacznie mniejsza. W walce z nowymi narkotykami pomogłyby regulacje unijne 5

– Od początku, kiedy pojawił się problem dopalaczy, Polska jest jednym z państw, które robią najwięcej w tym temacie. W ostatnich latach ok. połowa nowych substancji została wykryta właśnie w Polsce – mówi rzecznik GIS Jan Bondar. Jak podkreśla, problemem jest fakt, że na terenie UE wciąż nie ma ujednoliconych przepisów, wymierzonych w rynek nowych narkotyków. W ostatnich miesiącach walka z problemem staje się skuteczniejsza – w Polsce spada liczba zgonów i zatruć spowodowanych dopalaczami. To zasługa zmian w prawie wprowadzonych w ubiegłym roku – ocenia rzecznik GIS.

W sierpniu ubiegłego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Równocześnie zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Ministra Zdrowia dotyczące wykazu substancji psychotropowych, środków odurzających oraz nowych substancji psychoaktywnych. Lista jest regularnie aktualizowana – trafiają na nią kolejne, nowe substancje wpływające na działanie ośrodkowego układu nerwowego. Nowe prawo ułatwiło walkę z dopalaczami i zaostrzyło kary – obecnie za posiadanie znacznych ilości tych substancji grozi grzywna albo kara do 3 lat więzienia, za handel nimi – nawet do 12 lat, a osoby je sprzedające są traktowane tak samo jak sprzedawcy narkotyków.

Ustawa, która weszła w życie w sierpniu ubiegłego roku, przyniosła spadek liczby zatruć. W tej chwili można powiedzieć, że mamy ich dwukrotnie mniej. Natomiast na początku ubiegłego roku pojawiły się na polskim rynku wyjątkowo niebezpieczne dopalacze – syntetyczne środki, które naśladują niektóre znane narkotyki, bardzo niebezpieczne opioidy. Opierając się na danych ze szpitali, w ubiegłym roku spowodowały w Polsce 65 zgonów. W tym roku zgonów jest kilkanaście, więc być może i tutaj trend będzie spadkowy – mówi agencji Newseria Biznes Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Ministerstwo Zdrowia podaje, że każdego miesiąca ma miejsce w sumie około 300 zatruć dopalaczami. Takie substancje są uzależniające – już jednorazowe zażycie może być początkiem nałogu, i nawet bardziej niebezpieczne niż tradycyjne narkotyki. Syntetyczne opioidy stanowią najniebezpieczniejszą grupę – są silniejsze od heroiny, a ich zażycie użycie powoduje zwolnienie akcji serca, zaburzenia świadomości oraz oddychania, a w końcu zahamowanie ośrodka oddechowego i śmierć.

Problemem w walce z dopalaczami jest fakt, że to określenie potoczne i nieprecyzyjne. Obejmuje nawet 700 substancji o różnym statusie prawnym – mogą to być środki zastępcze, nowe substancje psychoaktywne, substancje psychotropowe albo środki odurzające, przy czym na rynku cały czas pojawiają się nowe modyfikacje.

Mamy cały katalog tych dopalaczy, które są tak naprawdę chemicznymi kopiami klasycznych narkotyków. Dlatego dzisiaj już nie używamy słowa „dopalacz”, to jest nazwa wymyślona chyba przez samą branżę, tylko to są tzw. „nowe narkotyki”. Psychiatrzy obserwują, że one w wielu przypadkach indukują choroby psychiczne, np. schizofrenię. W związku z siłą tych środków, ich nieznanym działaniem, brakiem opisów naukowych, to zagrożenie jest znacznie większe niż kiedykolwiek – dodaje Jan Bondar.

Dane Głównego Inspektoratu Sanitarnego pokazują, że w ubiegłym roku miało miejsce średnio 11,08 przypadków zatruć dopalaczami na 100 tys. osób – najwięcej w województwach łódzkim (44,28) i śląskim (24,53). GIS przeprowadził w zeszłym roku łącznie 447 kontroli związanych z dopalaczami, zabezpieczając ponad 11,6 tys. opakowań niebezpiecznych substancji. Skierował 31 zawiadomień do organów ścigania i nałożył na sprzedawców takich substancji ponad 9,7 mln zł kar finansowych.

Od początku, kiedy pojawił się problem dopalaczy, Polska jest jednym z państw, które robią najwięcej w tym temacie. W ostatnich latach mniej więcej połowa nowych substancji została wykryta właśnie w Polsce. Natomiast w UE nie ma jednolitej polityki. Niektóre zakazane u nas substancje w innym kraju są na wpół legalne. To jest problem i mam nadzieję, że zostanie uregulowany. Chodzi m.in. o to, żeby takie substancje miały utrudniony wjazd do UE. Ważna jest jednolita definicja tego, co uważamy za narkotyk i jak się przed nimi bronić – mówi Jan Bondar.

Rzecznik GIS podkreśla też, że – wbrew powszechnej opinii – nowe narkotyki zażywane są nie tylko przez młodzież. Wśród ofiar zatruć około połowy stanowią ludzie po 30. roku życia, było też wiele przypadków zgonów z tego powodu osób 40- i 50-letnich.

Grupa trzydziestoparolatków jest tutaj bardzo silnie reprezentowana. Natomiast okres dorastania to wiek, kiedy zagrożenie dopalaczami jest największe i kiedy następuje okres inicjacji z tzw. „nowymi narkotykami”. Już młodzież kilkunastoletnia w znaczącej części ma za sobą pierwsze próby korzystania z tego typu środków. Stąd apel do rodziców i szkół, żeby być czujnym i informować o takich przypadkach – mówi Jan Bondar.

Jeżeli zauważymy u dziecka symptomy, które wskazują na zażycie środka psychoaktywnego, powinniśmy kupić i przeprowadzić badanie multitestem. W przypadku dodatniego wyniku należy wezwać pogotowie. W przypadku nowych narkotyków nie wiemy, co znajduje się w ich składzie i jest to bardzo niebezpieczne – dodaje Marek Cichy, terapeuta uzależnień z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Jak podkreśla, zaniepokojenie rodziców i nauczycieli powinny wzbudzić wszystkie zmiany w zachowaniu dziecka, jakiekolwiek odstępstwa od normy. Jeżeli dziecko jest bardziej empatyczne albo pobudzone, nie śpi w nocy, jest rozdrażnione albo odwrotnie – śpi całymi dniami czy ma zwiększone łaknienie, to powinien być powód do niepokoju.

Dzieciaki najczęściej sięgają po nowe narkotyki z ciekawości. Drugi czynnik to wpływ grupy rówieśniczej, a trzeci – i najważniejszy – to problemy, z którymi dziecko sobie nie radzi. To może być brak kontaktów w rodzinie, deficyt miłości, inne problemy w grupie rówieśniczej – mówi Marek Cichy. – Dzieci w wieku dojrzewania nie chcą rozmawiać na te tematy, natomiast trzeba tę więź z nimi wypracować, zawsze mieć dla nich czas, żeby porozmawiać o ich problemach, bo to jest najczęstszy powód sięgania po środki psychoaktywne.

Autonomiczne pociągi są przyszłością transportu. Do rozwoju tej technologii niezbędny jest jeszcze superszybki internet

Autonomiczne pociągi są przyszłością transportu. Do rozwoju tej technologii niezbędny jest jeszcze superszybki internet 6

Pociągi przyszłości będą pojazdami autonomicznymi, niekoniecznie poruszającymi się po torowiskach. Takie rozwiązania testowane są już na całym świecie. Kluczowym czynnikiem w rozwoju autonomicznych pociągów ma być z jednej strony pozwalająca na szybką łączność i diagnostykę superszybka sieć 5G, a z drugiej – rosnące zapotrzebowanie na szybki i niezawodny transport wykorzystujący napęd zeroemisyjny.

– Mamy dzisiaj autonomiczne autobusy. Mamy auta Google, które potrafią w miarę możliwości samodzielnie jechać. Dlaczego nie mogłoby być tak z lokomotywą? Zwłaszcza że jest to ograniczony swoim zakresem i długością odcinek. Potrzeba jedynie wyeliminowania dzikich przejazdów, zabezpieczenia torowiska przed ingerencją czy zwierzyną i ludźmi. Myślę, że to by wystarczyło, by takie lokomotywy funkcjonowały – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Artur Fryczkowski, prezes Alstom Polska.

Francuskie Koleje Państwowe (SNCF) zakończyły niedawno pierwszy testowy program autonomicznego pociągu z kursującego na odcinku 4 km między Villeneuve-Saint-Georges i Juvisy w Paryżu. Pociąg testowy był napędzany zdalnie z centrum kontroli założonego w Vigneux-sur-Seine. SNCF ogłosiło we wrześniu 2018 r., że współpracuje z francuskim państwowym instytutem badawczym Railenium, a także firmami Alstom, Altran, Ansaldo STS i Apsys nad projektem autonomicznych pociągów w transporcie zbiorowym i towarowym.

Francuskie koleje mają już umowy z dwoma konsorcjami na opracowanie i zintegrowanie prototypów autonomicznych pociągów pasażerskich i towarowych do 2022 roku. Testy prowadzone były z wykorzystaniem komunikacji w technologii 4G. Wdrożenie sieci 5G wpłynie zdaniem specjalistów na znaczne przyspieszenie prac nad tego typu projektami.

– Sieć 5G zrewolucjonizuje zarówno kolej, jak i wszystkie inne branże transportowe. Pozwoli na przesyłanie ogromnych pakietów danych. Pociągi będą na miejscu diagnozowane, również poprzez urządzenia automatyczne. Będziemy tak naprawdę ograniczać rolę pracowników do funkcji koordynujących, zarządzających, przekazując pewną część prostych czynności maszynom – mówi Artur Fryczkowski.

Obecnie możliwość takiej diagnostyki występuje w Polsce w przypadku pociągów pendolino, jednak wykorzystywana w tym celu sieć 4G jest niewystarczająca, a ten model elektrycznych zespołów trakcyjnych stanowi zaledwie 5 proc. taboru spółki PKP Intercity. Zarówno sprzęt, jak i infrastruktura kolejowa są w Polsce w przeważającej większości przestarzałe technologicznie.

– W Polsce akurat mamy sytuację taką, że szykujemy się do małej rewolucji i to oczywiście dobrze z punktu widzenia rynku kolejowego. Musi za tym iść również tabor, który spełni rosnące oczekiwania klientów, bo pendolino wzbudziło apetyt w naszych podróżnych. Floty, które będą w przyszłości, za 5, 10 czy 30 lat, będą już na pewno inaczej skonfigurowane – przewiduje prezes Alstom Polska.

W Chinach rozwijana jest technologia autonomicznych pojazdów bezszynowych, Pociągi budowane przez CRRC Zhuzhou Locomotive mogą jeździć nawet bez infrastruktury kolejowej. Takie pojazdy już można spotkać w chińskich miastach Zhuzhou, Yongxiu i Yibin. Autonomiczny System Kolei (Autonomous Rail Rapid Transport – ART) opiera się na pracy czujników, które mogą odczytywać wymiary drogi, umożliwiając automatyczne planowanie własnej trasy zamiast podążania konwencjonalnymi torami kolejowymi. Przy maksymalnej prędkości 70 km na godzinę system transportu miejskiego ART jest uważany za zwinny, tani i niezanieczyszczający środowiska. Opisywany jest często jako skrzyżowanie autobusu, pociągu i tramwaju.

– Trudno mi powiedzieć, jak będzie wyglądała lokomotywa za 30 lat, ale z pewnością będzie elektryczna, na baterie, z możliwością podłączenia silnika spalinowego i jeszcze z jakimś innym alternatywnym napędem, który może kiedyś się pojawi. Tak naprawdę chodzi o to, żeby odpowiedni napęd dopasować do warunków – kwituje Artur Fryczkowski.

Analitycy Goldstein Research przewidują, że wartość rynku autonomicznych pociągów osiągnie 200 mld dol do 2024 r.

Sztuczna inteligencja pozwala tworzyć całkowicie poprawne teksty dziennikarskie. Może to doprowadzić do eskalacji fake newsów

Sztuczna inteligencja pozwala tworzyć całkowicie poprawne teksty dziennikarskie. Może to doprowadzić do eskalacji fake newsów 7

Technologie przetwarzania tekstów pozwalają odciążyć pracowników. W przyszłości sztuczna inteligencja może jednak całkowicie zrewolucjonizować wiele branż, w tym choćby dziennikarstwo. Już teraz Associated Press wykorzystuje depesze napisane przez program komputerowy. Technologie przetwarzania tekstów mogą się jednak okazać niebezpieczne –  na początku 2019 roku OpenAI ogłosiła, że stworzyła oprogramowanie do generowania tekstów, które daje pole do licznych nadużyć. Firma w obawie właśnie przed mogącymi powstawać masowo fake newsami nie opublikowała w pełni swoich wyników.

– Obecnie przetwarzanie tekstu wykorzystuje się głównie do zrozumienia setek dokumentów. Google wykorzystuje je, żeby indeksować strony. Przedsiębiorstwa coraz bardziej zwracają uwagę na to, że same mają miliony dokumentów, które muszą przetwarzać. Kiedy państwo staje się coraz bardziej cyfrowe, a tych danych i dokumentów jest coraz więcej. Jest ich już na tyle dużo, że człowiek nie jest w stanie sam tego przerabiać. Potrzebujemy do tego maszyn i technologii przetwarzania tekstu – mówi agencji Newseria Innowacje Przemysław Chojecki, prezes start-upu Ulam.ai.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe sprawiają, że coraz częściej proste, powtarzalne czynności mogą wykonywać komputery i maszyny. Dzięki temu zwykły pracownik może się poświęcić znacznie bardziej twórczej pracy. Dzięki uczeniu maszynowemu technologia jest w stanie przewidzieć, jakie słowo powinno być użyte w danym miejscu tekstu. Może też wstawić odpowiednie liczby do szablonu.

– W większości usprawnienia są związane z tym, że człowiek nie musi wykonywać tych żmudnych, powtarzalnych rzeczy, tylko może się skupić na rzeczach bardziej kreatywnych, na tych wyjątkach od reguł, które maszyna gdzieś sygnalizuje, a większość tych, które się powtarzają, są już robione automatycznie. To może być albo pełna automatyzacja, a czasami przyspieszenie o 5–10 proc. – mówi Przemysław Chojecki.

Przetwarzanie tekstu daje jednak znacznie większe możliwości, z których korzystają największe organizacje, w tym m.in. agencje prasowe. Associated Press zautomatyzowała proces publikacji raportów kwartalnych największych spółek. Proste depesze są gotowe w ciągu kilku minut od udostępnienia danych. Co więcej, takie teksty są nie do odróżnienia od tych napisanych przez dziennikarzy. Strony internetowe dużych amerykańskich gazet wykorzystują technologie do relacjonowania ligowych rozgrywek sportowych czy informowania w mediach społecznościowych o klęskach naturalnych. Także w Skandynawii co roku pojawiają się tysiące zautomatyzowanych opisów rozgrywek sportowych.

Z kolei w projekcie Reporters and Data and Robots reporterzy zbierają wszystkie potrzebne informacje, jednak ich praca kończy się na researchu. Sztuczna inteligencja wykorzystuje dane do wyprodukowania kilku, kilkunastu tekstów, te zaś mogą np. zasilić lokalne wydania gazet.

– Te technologie związane z przetwarzaniem tekstu w większości mogą być wykorzystywane do jeszcze większej obróbki tekstu, żeby człowiek nie musiał robić rzeczy, które są niekreatywne, w szczególności te wszystkie prace młodszych stażystów, które polegają na tym, żeby przekleić coś z jednej strony na drugą, zrobić arkusz w Excelu i przesłać gdzieś dalej. Takie prace można zautomatyzować. Z kolei te osoby będą mogły się skupić na rzeczach bardziej kreatywnych – zaznacza prezes Ulam.ai.

Automatyzacja w przygotowywaniu tekstów dziennikarskich niesie jednak ze sobą potencjalne ryzyko. Na początku tego roku OpenAI ogłosiła, że stworzyła na tyle sprawne oprogramowanie do generowania tekstów, że nie ogłosi w pełni wszystkich wyników. Opracowany system tworzył kompletne materiały, jednak nie do końca prawdziwe – np. wymyślając wypowiedzi czy opisując odkrycie jednorożców potrafiących mówić po angielsku. W przyszłości oprogramowanie mogłoby jednak umożliwić powstawanie na masową skalę fake newsów.

– Teraz jest moment na dyskusje właśnie o etyce, o tym, do czego to tak naprawdę doprowadzi. To jest moment, w którym rzeczywiście powstają przełomowe rzeczy – ocenia Przemysław Chojecki.

Konsumpcja prywatna w USA pozostaje mocna

We wtorek (16.07.2019) poznaliśmy dane o sprzedaży detalicznej w USA, wzrost w czerwcu wyniósł 0,4% m/m, co było wynikiem lepszym od szacunków ekspertów, którzy wskazywali na jej wzrost jedynie o 0,2% m/m. Dane te potwierdzają mocną konsumpcję prywatną w USA, która wspierana jest przez niskie bezrobocie oraz rosnące dochody. Pomimo pozytywnej niespodzianki, dane te nie wpłynęły na rynkowe oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych przez Fed na lipcowym posiedzeniu. Z kolei w Polsce, wskaźnik CPI, podany przez Narodowy Bank Polski 16 lipca, po wyłączeniu cen żywności i energii wzrósł do 1,9% r/r z 1,7% r/r miesiąc wcześniej, do poziomu najwyższego od października 2012 r. Inflacja bazowa stopniowo narasta, podążając w ślad za rosnącymi płacami oraz kosztami energii.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała umiarkowany wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 0,87%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 1,2%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień ze spadkiem: 0,08% dla sWIG80 oraz 1,81% dla mWIG40.

W czwartym tygodniu lipca poznamy stosunkowo niewiele danych makroekonomicznych. We wtorek opublikowane zostaną dane o produkcji budowlano-montażowej oraz czerwcowa stopa bezrobocia w Polsce. We wtorek i środę (23-24.07.2019) poznamy dane z amerykańskiego rynku nieruchomości (sprzedaż domów na wtórnym i pierwotnym rynkach oraz liczba wniosków o kredyty hipoteczne), w środę opublikowany zostanie indeks PMI dla amerykańskiego przemysłu. Najważniejsze informacje za oceanu dotrą do nas w piątek – poznamy dane o PKB USA dla pierwszego półrocza 2019. W środę i w czwartek inwestorzy skupią się na Europie. W środę poznamy dane PMI dla kluczowych gospodarek europejskich, a w czwartek posiedzenie ECB rzuci więcej światła na politykę pieniężną strefy euro.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND TFI S.A.

Pożyczki przez internet – czy warto korzystać z kalkulatora online?

finanse oszczędnościJeśli potrzebujesz gotówki na pokrycie bieżących wydatków, rozwiązaniem mogą być pożyczki przez internet. Zanim jednak zdecydujesz się na ofertę konkretnego pożyczkodawcy, lepiej upewnij się, na jakie warunki możesz liczyć i czy na pewno okażą się dla Ciebie korzystne. W tym celu możesz skorzystać z kalkulatora pożyczek. Wyniki, które Ci pokaże powinieneś wziąć pod uwagę przy wyborze firmy pożyczkowej. Nie jest to jednak wskaźnik, na którym można polegać w pełni.

Jak działa kalkulator wyliczający, ile wynoszą koszty pożyczki przez internet?

Kalkulatory pożyczek znajdziesz bez trudu – zamieszczają je na swoich stronach zarówno pożyczkodawcy, jak i firmy tworzące rankingi ofert kredytów konsumenckich. Do tego, by skorzystać z kalkulatora, musisz tylko wiedzieć, jakiej dokładnie kwoty potrzebujesz. Zastanów się też, na ile rat chciałbyś rozbić spłatę. Po wpisaniu bądź wskazaniu tych danych, algorytm powinien wyliczyć:

  • ile będzie wynosiła miesięczna rata,
  • jaki będzie całkowity koszt pożyczki,
  • jaka będzie całkowita kwota do zapłaty, w tym ile wynosi opłata prowizyjna, za udzielenie pożyczki i kwota odsetek,
  • ile będzie wynosiła stopa oprocentowania w skali roku,
  • ile wynosi RRSO.

Jeśli warunki przedstawione w kalkulatorze Ci odpowiadają, to oznacza, że warto bliżej zainteresować się propozycją danego pożyczkodawcy. Lepiej jednak nie sięgać po pożyczki przez internet bez wcześniejszego zapoznania się z umową. Może się bowiem okazać, że wysokość opłat w rzeczywistości będzie zupełnie inna.

Orientacyjne wyniki kalkulatora

Algorytm, z którego korzysta kalkulator podaje jedynie szacowane, przybliżone wyniki. Ostateczna wysokość miesięcznej raty i oprocentowania jest ustalana indywidualnie. To, jakie warunki zostaną Ci zaproponowane, zależy też od dodatkowych czynników, takich jak to, czy Twoje nazwisko znajduje się w bazach biur informacji gospodarczej i jak przedstawia się kwestia Twojej zdolności kredytowej. Te wszystkie informacje firma pożyczkowa bierze pod uwagę przed wydaniem decyzji o przyznaniu pożyczki przez internet i mają one niebagatelny wpływ na jej ostateczny koszt.

Odpowiedź na pytanie, czy warto korzystać z kalkulatorów pożyczek, nie jest jednoznaczna. Z pewnością jest to najszybszy sposób, by przynajmniej w przybliżeniu poznać koszty związane z pożyczką. Dzięki nim nie trzeba tego robić samodzielnie. Na podstawie wyników można już określić,

czy skorzystanie z oferty danej firmy ma szansę okazać się korzystnym rozwiązaniem. Mimo to, przed podjęciem ostatecznej decyzji, zawsze należy przeczytać umowę i upewnić się, że ostateczne warunki przedstawione przez pożyczkodawcę będą zadowalające.

W razie wątpliwości warto skonsultować się z firmą udzielającą pożyczek. Taką możliwość oferuje m.in. TAKTO Finanse. Ten pożyczkodawca to zresztą jeden z niewielu podmiotów na rynku (poza bankami), które oferują pożyczki na kwotę 25 000 zł – więcej o proponowanych przez niego warunkach można znaleźć na stronie https://taktofinanse.pl/pozyczka-takto TAKTO Finanse również udostępnia klientom kalkulator wyliczający orientacyjne koszty związane z pożyczkami.

Na co stać polską gospodarkę

NBP sądzi, że pomimo niekorzystnej sytuacji demograficznej Polska może się rozwijać nadal w takim tempie jak średnio w ostatnich dwóch dekadach. I nie jest w tej ocenie odosobniony.

Produkt potencjalny to Yeti – mawiają ekonomiści. Nikt go nigdy nie widział, więc można go sobie wyobrażać nieomal dowolnie. Mimo tego czysto teoretycznego charakteru produktu potencjalnego jego oszacowania mogą mieć wpływ na gospodarczą rzeczywistość. A z tego powodu budzą sporo emocji. Dobrze ilustruje to dyskusja, którą wywołał nowy obraz tego Yeti namalowany ostatnio przez ekonomistów z Narodowego Banku Polskiego.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

– W ostatnich latach wzrost PKB utrzymywał się na wysokim poziomie, a jednocześnie nie było widać oznak przegrzania gospodarki np. w postaci istotnego wzrostu inflacji czy nierównowagi w bilansie handlowym. Można więc oceniać, że produkt potencjalny rósł w tempie zbliżonym do rzeczywistego PKB. A skoro inwestycje w tym czasie rozczarowywały, a podaż pracy rosła coraz wolniej, to można przyjąć, że szybko rosła produktywność – przyznaje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Przypomina, że swoją ocenę potencjału polskiej gospodarki zweryfikowała też ostatnio Komisja Europejska. Jeszcze w 2017 r. przewidywała, że wzrost naszego potencjalnego PKB w kolejnych latach spadnie poniżej 3 proc. Teraz ocenia, że w tym roku wyniesie on 3,9 proc., a w 2020 r. 4 proc.

Rusza nabór do Akademii PSD2 BNP Paribas

22 lipca rusza nabór do Akademii PSD2. BNP Paribas chce pomóc najlepszym fintechom uzyskać licencje i wdrożyć rozwiązania, których realizacja stała się możliwa dzięki dyrektywie. Bank oferuje konsultacje, mentoring, pomoc w badaniach UX i możliwość nawiązania długoterminowej współpracy. Partnerem inicjatywy jest Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka.

Wejście w życie dyrektywy unijnej, znanej jako PSD2 miało być początkiem ogromnych zmian na rynku usług płatniczych. Rewolucyjny zapał ambitnych fintechów studzi KNF. Sama technologia, nawet najlepsza, bowiem nie wystarczy. A o odpowiednie licencje, niezbędne do wprowadzania na rynek usług nie jest  łatwo.

– Jako bank zmieniającego się świata, dążymy do wspierania implementacji najlepszych rozwiązań, mówi Michał Miszułowicz, Koordynator Relacji z Fintechami w BNP Paribas. – Aktywnie poszukujemy ich na rynku. Jako pierwsi uruchomiliśmy produkcyjne API, oparte na najlepszych rynkowych standardach i technologiach, widząc w tym szansę na dalszą poprawę jakości naszych rozwiązań i możliwość ponadstandardowego rozwoju produktów. Współpraca z fintechami, które mają doskonałe technologie, ale brakuje im formalnych podstaw do ich wdrożenia i zmonetyzowania, doskonale wpisuje się w to podejście – dodaje Konrad Szermanowicz, Menedżer ds. Open Bankingu w Banku BNP Paribas.

PSD2 umożliwia dostarczanie usług płatniczych przez tak zwane Third Party Providers (TPP). W zależności od zakresu działania, dzielą się one na dwie kategorie: PISP (Payment Initiation Service Provider) to podmiot, mogący inicjować transakcje w imieniu konsumenta (za ich zgodą) i działać w roli pośrednika płatności; AISP (Account Information Service Provider) może udostępniać w jednym miejscu dane z kilku kont klienta. Samo opracowanie odpowiedniej technologii nie wystarczy jednak, by zaoferować nową usługę na rynku. KNF postawił fintechom wiele warunków.

– To jest luka, którą chcemy wypełnić Akademią PSD2, tłumaczy Paulina Skrzypińska, koordynator Laboratorium Innowacji w Banku BNP ParibasNaszą ambicją jest wyłowienie i przygotowanie najciekawszych fintechów do współpracy z BNP Paribas. Wybrane firmy wspólnie rozpoczną Akademię PSD2 już 8 sierpnia. Inaczej niż w typowych programach akceleracyjnych, później każda z nich będzie podążać własną, zindywidualizowaną ścieżką. Docelowo, do końca roku chcielibyśmy przygotować 3 z 6 podmiotów uczestniczących w Akademii do współpracy z bankiem – dodaje.

Partnerem inicjatywy Banku BNP Paribas jest Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka. –Otwarta bankowość oparta o regulacje dyrektywy PSD2 stanowi rewolucję w sektorze finansowym, która stworzyła nowe perspektywy dla podmiotów niebankowych. Nowi gracze, dysponujący odpowiednim zapleczem technologicznym, mają szanse na wdrożenie nowych produktów finansowych dopasowanych do potrzeb klientów. DZP od wielu lat wspiera firmy z branży finansowej, które zmagają się z coraz bardziej szczegółowymi wymogami regulacyjnymi i oczekiwaniami organów nadzoru. Nasze doświadczenie będzie istotną pomocą dla podmiotów wchodzących na rynek – mówi Magdalena Skowrońska, Partner w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Co oferuje BNP Paribas? Na początek – konsultacje, mentoring i wsparcie w przetestowaniu rozwiązania. Bankowi Architekci IT zweryfikują jego gotowość techniczną oraz określą zakresy danych niezbędne do realizacji usługi. Eksperci związani z bezpieczeństwem IT sprawdzą, czy rozwiązanie spełnia wyśrubowane wymogi obowiązujące w bankowości. Partner Akademii – kancelaria DZP – pomoże fintechom skompletować potrzebne dokumenty. Po spełnieniu tych wymogów, bank przetestuje innowacje w najbardziej miarodajny z dostępnych sposobów – udostępni je swoim klientom.

To ich głos będzie kluczowy. Trzy z sześciu fintechów otrzymają od Banku BNP Paribas dalsze wsparcie i możliwość komercyjnej współpracy.

Rekrutacja fintechów potrwa od 22 lipca do 2 sierpnia.

PSPR powołało ekspercki Klub Public Affairs

Z początkiem sierpnia, w ramach Polskiego Stowarzyszenia Public Relations, rozpoczyna działalność wewnętrzny Klub Public Affairs. Głównym celem projektu jest gromadzenie ekspertów z obszaru public affairs i budowanie platformy wymiany wiedzy w tym zakresie. Klub Public Affairs będzie już piątym klubem eksperckim powołanym przez PSPR.

Do nowo powołanego klubu może przystąpić każdy członek PSPR, mający przynajmniej siedem lat praktyki PR i doświadczenie w realizacji działań z obszaru public affairs. Poza dzieleniem się wiedzą, członkowie Klubu będą brali udział w zewnętrznych spotkaniach, konferencjach i kongresach, na których poruszana będzie tematyka public affairs. Klub został powołany z inicjatywy Emilii Hahn, Prezes Zarządu agencji PR Hub oraz Emilii Zakrzewskiej, Wiceprezes Zarządu PSPR.

„Działalność z obszaru public affairs jest nadal mało znana, również w samej branży public relations. Powołaliśmy ten klub, aby przybliżyć ją zarówno naszym członkom, jak i mieć wpływ na kształtowanie debaty publicznej dotyczącej ww. tematyki. Jako Stowarzyszenie widzimy dużą potrzebę wybrzmienia głosu profesjonalistów w tym obszarze” – powiedziała Luiza Jurgiel-Żyła, Prezeska Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.

Dotychczas w PSPR powołano cztery kluby: Klub rzeczników prasowych, Klub social media i influencer relations, Klub komunikacji wewnętrznej, Klub Personal PR i PR gwiazd. Kontakt do poszczególnych koordynatorów znajduje się na stronie: https://polskipr.pl/projekty/kluby

Wybory na Ukrainie i w Japonii, napięcia z Iranem

W weekend odbyły się wybory na Ukrainie i w Japonii. W obydwu przypadkach wynik jest jednoznaczny i stworzenie przez zwycięzców nowych rządów nie powinno być problemem. 

Nowe rozdanie na Ukrainie

Partia obecnego prezydenta Wołodymyra Żeleńskiego, nosząca nazwę Sługa Narodu (od tytułu serialu, który przyniósł mu popularność), zwyciężyła w przedterminowych wyborach do parlamentu. Wynik na poziomie 43,5%, w połączeniu z nieprzekroczeniem progu wyborczego przez kilka mniejszych ugrupowań, powinien dać prezydenckiej formacji samodzielną większość. Trwają rozmowy z frakcją, która zajęła 5 miejsce, aby możliwe było stworzenie jeszcze istotniejszej przewagi nad opozycją. Jest to na pewno dobra wiadomość dla rynków. Stabilna większość oraz brak konfliktu na linii prezydent-parlament to pozytywny sygnał na przyszłość. Taka sytuacja gwarantuje, że jeżeli wola reform będzie podtrzymana, to nic nie stanie na przeszkodzie w ich wdrażaniu.

Japonia kontynuuje Abenomikę

Shinzo Abe ponownie wygrał wybory w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jego koalicja będzie miała większość, ale nie zdołała uzyskać ⅔ miejsc w parlamencie, niezbędnych do zmiany konstytucji. Można uznać to za dowód, że polityka gospodarcza premiera, od jego nazwiska zwana Abenomiką, w dalszym ciągu ma poparcie Japończyków. Jednak z drugiej strony był to też plebiscyt poparcia dla projektu zmian w najwyższym akcie prawnym. Najważniejszą modyfikacją miałaby być możliwość powołania do życia armii, co na tę chwilę zgodnie z obowiązującą ustawą zasadniczą nie jest możliwe (takie zapisy zostały wymuszone po drugiej wojnie światowej). Na razie na taką reformą przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Ciąg dalszy napięć z Iranem

Po ostatnich przepychankach z USA Iran postanowił uderzyć w sojusznika amerykanów. Pod pretekstem nieprzestrzegania prawa morskiego w cieśninie Ormuz zatrzymano brytyjski tankowiec. Można to rozpatrywać jako odwet za zatrzymanie przy Gibraltarze irańskiego tankowca podejrzewanego o naruszanie sankcji nałożonych na Syrię. Okręt pod brytyjską banderą dopiero wpływał do cieśniny, zatem nie przewoził ładunku. Dzięki temu napięcie na rynku ropy było mniejsze. Nie zmienia to faktu, że pod znakiem zapytania stanęła przyszłość innych statków przepływających przez to kluczowe dla handlu ropą miejsce. Na razie ceny czarnego złota są w miarę stabilne, ale powoli rosną. Jeśli ruch w górę będzie kontynuowany, to możemy mieć do czynienia z kolejnym zagrożeniem dla światowej koniunktury.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Ericsson: Technologia 5G w rolnictwie będzie rewolucją

Robotyzacja przemysłu zwiększa liczbę pracowników i ich zarobki

Zwiększająca się ilość robotów produkcyjnych budzi niepokój wśród wielu grup zawodowych zatrudnionych w przemyśle. Wedle powszechnego przekonania, roboty mogą „wyprzeć” pracowników – a ich rosnący odsetek w zakładach produkcyjnych oznaczać może zmniejszanie liczby etatów. Statystyki pokazują jednak, że nie jest to prawdą. Analitycy z Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują, że wraz ze wzrostem liczby robotów przemysłowych wykorzystywanych między innymi w branży samochodowej, rośnie liczba zatrudnionych pracowników. Większe jest także ich średnie wynagrodzenie, a wyniki produkcyjne zakładów inwestujących w maszyny są coraz lepsze. Takie dane zachęcają do większego zaangażowania polskich przedsiębiorstw w rozwój technologii. Niestety wciąż jesteśmy pod tym względem nie tylko za naszymi zachodnimi sąsiadami, lecz również za innymi państwami z Grupy Wyszechradzkiej.

– Obecnie, patrząc na dane sektora motoryzacyjnego, w Polsce jest około 140 robotów w przeliczeniu na 10 tysięcy pracowników. Czy to dużo, czy mało? To zależy od tego, do kogo się porównujemy. W Niemczech jest ponad ośmiokrotnie więcej robotów w przeliczeniu na pracowników niż w Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – W krajach Grupy Wyszechradzkiej, gdzie przemysł w większym stopniu oparty jest o sektor motoryzacyjny, zakłady również bardzo szybko się mechanizują. Na Węgrzech robotów przemysłowych w tym sektorze jest dwukrotnie więcej niż w Polsce, w Czechach trzykrotnie, a na Słowacji pięciokrotnie. To pokazuje, jak duża jest jeszcze przestrzeń w Polsce do robotyzacji przemysłu. To opłacalna inwestycja – statystyki wskazują, że jednocześnie ze wzrostem liczby robotów rośnie liczba pracowników, rosną wynagrodzenia, rośnie produkcja w tym sektorze. Efekt wypierania pracowników tutaj nie występuje – uspokaja Święcicki.

Waluty rynków wschodzących nadal zyskują

Miniony tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego w relacji do euro. Zyskiwały również pozostałe waluty rynków wschodzących.

Ubiegły tydzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych publikacji ekonomicznych ze świata, czy też decyzji z zakresu polityki monetarnej ze strony kluczowych banków centralnych. Kursy walut G10 utrzymały się w wąskich korytarzach wahań, podczas gdy waluty rynków wschodzących nadal odnotowywały umocnienie względem walut gospodarek rozwiniętych. Umocnieniu walut rynków wschodzących sprzyjała różnica w poziomie stóp procentowych między tymi krajami, a gospodarkami rozwiniętymi i perspektywy ich cięcia w przypadku tych ostatnich. W ostatnim tygodniu żadna z walut G10 nie doświadczyła zmiany kursu o więcej niż 1%. Można było jednak zaobserwować, że w ostatnich dniach waluty europejskie (poza frankiem szwajcarskim) były ogólnie słabsze, podczas gdy zwyżkowały waluty Antypodów.

W najbliższym tygodniu uwaga rynków będzie skupiona przede wszystkim na Europejskim Banku Centralnym. Czwartkowe spotkanie decyzyjne EBC będzie jednym z pierwszych z serii lipcowych spotkań, od których konsensus oczekuje albo luzowania polityki monetarnej, albo chociaż sugestii, że w najbliższej przyszłości dojdzie do jej poluzowania.

W najbliższych dniach pojawi się też kilka istotnych publikacji makroekonomicznych. Poznamy wstępne odczyty wskaźników aktywności biznesowej PMI w strefie euro oraz pierwsze szacunki dynamiki PKB w Stanach Zjednoczonych w drugim kwartale bieżącego roku. Generalnie spodziewamy się, że w najbliższych dniach rynki finansowe wyrwą się z dotychczasowej (trwającej od kilku tygodni) apatii, a w drugiej połowie tygodnia najpewniej zaobserwujemy powrót zmienności na rynku walutowym.

PLN

Miniony tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego w relacji do euro, tym samym zachowanie złotego wpisywało się w schemat umocnienia walut rynków wschodzących.

Mimo, że nie miały wyraźnego wpływu na rynek, warto wspomnieć, że ostatnie dni przyniosły prawdziwe zatrzęsienie danych z polskiej gospodarki. Po pierwsze, odczyty inflacji z pierwszej części tygodnia potwierdziły, że ostatnio mieliśmy do czynienia ze wzrostem dynamiki cen, tak konsumenckich, jak i bazowych. Po drugie, niespodziewanie zaobserwowaliśmy ostry spadek wzrostu płac oraz dynamiki produkcji przemysłowej. Jednak w obu kwestiach niekorzystnie na odczyty wpływał efekt kalendarzowy (mniej dni roboczych w miesiącu pomiarów w porównaniu do okresu odniesienia). Niemniej, dane o produkcji przemysłowej wywołały obawy o to, czy gorsza sytuacja w przemyśle strefy euro nie przekłada się na problemy sektora w Polsce. Jesteśmy raczej optymistycznie nastawieni do perspektyw polskiej gospodarki. Gorsze odczyty z jednego miesiąca w części „zepsute” przez kalendarz nie zmieniają tego poglądu.

W kontekście informacji z Polski, w tym tygodniu jedyną publikacją, którą poznamy, będą wtorkowe dane o bezrobociu, które powinno spaść do kolejnego rekordowo niskiego poziomu w bieżącym cyklu.

GBP

W najbliższym tygodniu kurs funta brytyjskiego nadal będzie zależał od informacji politycznych. W najbliższy wtorek Boris Johnson najpewniej wygra wyścig o posadę lidera Partii Konserwatywnej. Rynki w pełni jednak wyceniają ten scenariusz, stąd w przypadku wygranej Johnsona nie spodziewamy się gwałtownej reakcji szterlinga.

Publikacje makroekonomiczne dla Wielkiej Brytanii ostatnio przewyższają oczekiwania. Zarówno wynagrodzenia, jak i sprzedaż detaliczna rosły w tempie szybszym niż oczekiwał tego konsensus. Kalendarz ekonomiczny na nadchodzące dni dla Zjednoczonego Królestwa świeci jednak pustkami, stąd to polityka będzie wpływać na zmiany kursu funta brytyjskiego w nadchodzącym tygodniu. Jesteśmy zdania, że trudno będzie rozwiązać impas związany z Brexitem bez rozpisania nowych wyborów parlamentarnych. Tym samym jakiekolwiek wieści dotyczące tej kwestii powinny dołożyć do zmienności brytyjskiej waluty.

EUR

Ubiegły tydzień nie przyniósł ani zbyt wielu istotnych publikacji makroekonomicznych, ani informacji dotyczących polityki monetarnej w strefie euro. Nadchodzący tydzień będzie pod tym względem inny. W środę poznamy wstępne odczyty indeksów PMI w lipcu, czyli jednych z najważniejszych wskaźników wyprzedzających dla gospodarek strefy euro. Rynki co prawda nie spodziewają się istotnych zmian w indeksach. Uwzględniając niskie oczekiwania dostrzegamy jednak możliwość pozytywnego zaskoczenia danymi dla sektora przemysłu.

Podobne oczekiwania mamy względem nadchodzącego spotkania EBC. Rynki finansowe nastawiają się na „gołębią” retorykę banku centralnego, nie wykluczając możliwości cięcia stóp procentowych. Uważamy, że bank centralny strefy euro może zawieść te oczekiwania. Jesteśmy zdania, że EBC wstrzyma się ze zmianami do września, kiedy decydenci otrzymają więcej danych. Jeżeli oczekiwany przez nas scenariusz się zrealizuje, należy spodziewać się gwałtownej aprecjacji euro.

USD 

Ubiegły tydzień przyniósł szereg mniej istotnych danych makroekonomicznych z USA, które w większości były dosyć mieszane. Największą uwagę rynków przykuły jednak wypowiedzi decydentów Rezerwy Federalnej, którzy w zasadzie potwierdzili, że w następnym tygodniu dojdzie do obniżki stóp procentowych Fedu o 25 punktów bazowych.

Inflacja bazowa w Stanach Zjednoczonych, w zależności od wskaźnika, utrzymuje się w okolicach celu inflacyjnego lub go przekracza, z kolei rynek pracy cechuje się stabilnym poziomem kreacji nowych stanowisk oraz wzrostem realnych wynagrodzeń. Tym samym uważamy, że obecna rynkowa wycena trzech obniżek stóp procentowych w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy jest przesadą. Wstępny szacunek dynamiki PKB w USA, który poznamy w piątek, powinny potwierdzić nasz punkt widzenia. Oczekujemy wzrostu realnego PKB o ponad 2%, przy deflatorze na poziomie 2-procentowego celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Letnie rekordy na rynku nieruchomości. Dwucyfrowe wzrosty w Gdańsku i Warszawie

Popyt na mieszkania w Polsce nie maleje, dlatego próżno czekać na spadki ich cen. Wzrosty są notowane regularnie od 2013 roku, a od ubiegłego roku znacząco przyspieszyły, co przekłada się na bicie kolejnych rekordów. W niektórych polskich miastach w ciągu roku ceny wzrosły nawet o 1/5.

W pierwszym kwartale 2019 roku ceny mieszkań były niemal o 11 proc. wyższe w porównaniu z tym samym okresem roku 2018 – wynika z raportu Domiporta dla Next.Gazeta.pl. Obecnie, w większości dużych miast, aktualne ceny są o przeszło 10 proc. wyżej niż rok temu. Według prognoz ekspertów rynku nieruchomości, w drugiej połowie 2019 roku będziemy obserwować dalsze wzrosty cen mieszkań, przy wciąż wysokim popycie na nie.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

– Pomimo nieustających wzrostów, Polacy się nie zniechęcają. Wynika to z niskiej stopy bezrobocia i rosnących wynagrodzeń, a także z braku wystarczającego nasycenia polskiego rynku mieszkaniowego. Pamiętajmy, że w kraju nadal brakuje ok. 3 mln mieszkań. Zainteresowanie nowymi mieszkaniami pozostaje wciąż na bardzo wysokim poziomie, szczególnie wśród osób kupujących nieruchomości na własne potrzeby. Nie należy przy tym zapominać o popycie generowanym przez osoby, które dokonują zakupów inwestycyjnych, które są w tym momencie niezwykle opłacalną transakcją, przynoszącą realny zysk – wyjaśnia Rafał Malik z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Rekordowe wzrosty w Gdańsku

Analizy Barometru Metrohouse i Gold Finance pokazują, że w Gdańsku w ciągu minionych dwunastu miesięcy wzrosty cen na rynku wtórnym przekroczyły 22 proc. Poza Krakowem, w którym ceny nieco wyhamowały, średni wzrost w innych polskich miastach wynosi ponad 15 proc. W Warszawie natomiast, odnotowana średnia za mkw. jest najwyższa w historii zestawień prowadzonych przez Metrohouse (czyli od 2011 r.) – obecnie wynosi ona 9403 zł, a to wzrost rzędu ponad 12 proc. rok do roku. Znaczące podwyżki dotyczą także oferty nowych mieszkań. Według ekspertów z portalu RynekPierwotny.pl na rynku pierwotnym od kwietnia do końca czerwca br. największe wzrosty odnotowano także w Warszawie i Gdańsku. W stolicy wzrost wyniósł ponad 4 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Gdańsk natomiast zanotował skok rzędu niemal 7 proc.

Nie tylko popyt na zakup

Rynek najmu mieszkań przechodzi także spore przetasowania. W ostatnich latach nastąpił bardzo dynamiczny przyrost lokali, co wiązało się także z zaproponowaniem nowego, lepszego standardu i jakości wykończenia. Wynajem przestaje się kojarzyć z etapem przejściowym i czymś gorszym niż mieszkanie na własność.

– Na przestrzeni ostatnich kilku lat rynek najmu w Polsce zmienił się diametralnie. Nie ma w tej chwili problemów z wynajęciem lokali. Dodatkowo pojawił się duży popyt na wynajem ze strony młodych pracowników i pracowników z zagranicy. Bez wątpienia wpłynęli oni na dodatkową podaż mieszkań. Obecnie Funduszu Mieszkań na Wynajem liczy 1820 mieszkań. Średnia poziomu wynajmu dla całego portfela wynosi około 95 proc. Przy tak dobrych wynikach w perspektywie najbliższych pięciu lat myślimy o kolejnych inwestycjach w Warszawie, Poznaniu i Łodzi – zapowiada Rafał Malik.

Zanosi się na powolny start tygodnia

Po burzliwej końcówce ubiegłego tygodnia poniedziałek przynosi stonowanie emocji. W dzisiejszym kalendarzu próżno szukać pozycji mogących stać się katalizatorem zmienności, a konwersacje raczej skupią się na ważnych wydarzeniach kolejnych dni. Główna uwaga będzie na czwartkowym posiedzeniu EBC. W Wielkiej Brytanii poznamy nowego premiera. Z USA otrzymamy szacunek PKB, ale też rozpoczyna się odliczanie do posiedzenia FOMC na koniec miesiąca.

Zanosi się na powolny start tygodnia z poświęceniem czasu na przygotowanie na kolejne dni. Po zamieszaniu wokół dolara po słowach Williamsa z Fed nie milknie dyskusja o tym, co Fed może zrobić 31 lipca. Rynek od miesiąca waha się, czy oczekiwać zdecydowanego ruchu o 50 pb, czy też zachowawczej redukcji o 25 pb. Z Fed nie napłyną już żadne nowe sygnały, więc ocenę inwestorów oddziaływać będą już tylko dane makro oraz przebieg notowań na rynkach finansowych. Przypomnijmy, że Rezerwa Federalna nie raz pod wpływem nagłego wybuchu zmienności zmieniała swoje plany. Najważniejszym odczytem w USA będzie wieńcząca tydzień publikacja pierwszego szacunku dynamiki PKB osiągniętej w drugim kwartale. Rynek zakłada jej spowolnienie z 3,1 do 2,1 proc. w ujęciu zannualizowanym. Poza tym publikacje o najwyższym znaczeniu nie będą liczne. We wtorek i środę poznamy sprzedaż domów na rynku wtórnym i pierwotnym, barometry koniunktury (Richmond Fed i PMI). W czwartek uwaga skupiona będzie na pierwszym odczycie zamówień na dobra trwałe za czerwiec.

W strefie euro należy odnotować dwa wydarzenia. Będą to środowe, wstępne odczyty PMI – zakładana jest stabilizacja na niskim pułapie, zarówno w przypadku Niemiec, jak i całego bloku walutowego. Rozczarowanie wartościami indeksu ZEW pokazuje, że to wszystko na co można liczyć. Dodatkowych wskazówek dostarczy publikowany dzień później indeks IFO. Gwoździem programu będzie jednak posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Nie spodziewamy się, że już w najbliższy czwartek zostaną zmienione parametry polityki. Takiego kroku oczekujemy po wrześniowym posiedzeniu, więc rynek będzie wyglądał jakichkolwiek wskazówek jaką formę przybierać będzie łagodzenie. Wśród dostępnych instrumentów trudno szukać rozwiązań zupełnie nowych. Luzowanie polityki przez EBC jest posunięte do takiego ekstremum, że konieczne są modyfikacje znanych narzędzi. Spodziewamy się, że we wrześniu zostanie obniżona stopa depozytowa o 10 pb, ale prawdopodobnie towarzyszyć temu będzie system różnicowania stóp procentowych dla różnych grup instytucji. To dość skomplikowany i budzący kontrowersje pomysł, który lansuje członek zarządu EBC Coeure. Argumentuje on m.in. że istnieją systemy bankowe, które cierpią ze względu na ujemne stopy i charakteryzowane są przez nadpłynność sektora. W innych państwach, na peryferiach strefy euro wymagane byłoby dalsze luzowanie parametrów polityki. Tzw. „tiering” mógłby teoretycznie pogodzić dbałość o kondycję sektora bankowego z dążeniem do wsparcia kredytu tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. Przy redukcji oczywistym krokiem jest przedłużenie zobowiązania do utrzymywania stóp na bieżącym poziomie o kolejne kwartały. Naszym scenariuszem bazowym nie jest natomiast wznowienie skupu aktywów, ale gdyby zdecydowano się na taki krok, to tutaj też potrzebne byłyby modyfikacje. Przybrałyby one postać podniesienia limitu maksymalnego zaangażowania EBC w papiery z poszczególnych emisji (prawdopodobnie z 33 do 49 proc.).

W przypadku funta wszystkie kluczowe dane (rynek pracy, inflacja, sprzedaż detaliczna) opublikowano w poprzednim tygodniu, a uwaga przenosi się na politykę. Prawdopodobnie jutro poznamy wyniki głosowania w konkursie na nowego przywódcę Partii Konserwatywnej, który w środę zastąpi premier May na stanowisku premiera. Brytyjska waluta będzie pod wpływem zmian percepcji tego jakim premierem będzie Boris Johnson (najbardziej prawdopodobny zwycięzca) i jaką drogę wyjścia z Unii Europejskiej obierze. Na razie rynek nie spodziewa się po jego gabinecie nic dobrego – ryzyko ciągłych przepychanek z Brukselą prowadzące do twardego brexitu mocno ciąży przecenionemu funtowi i tak długo jak nie wyparuje, tak długo trudno liczyć na jego trwałe umocnienie.

Na złotym dominuje trend boczny z EUR/PLN zamkniętym w przedziale 4,24-4,27. Spokój na rynkach bazowych sprzyja lekkiej aprecjacji polskiej waluty, ale z drugiej strony zbyt dużo jest znaków zapytania dla globalnego sentymentu (wojny handlowe, FOMC, EBC, brexit), aby rynki wschodzące doświadczyły śmielszego napływu kapitału i wyłamania złotego na nowego maksima.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W 2019 r. czeka nas 5 proc. wzrost PKB?

Kolejne międzynarodowe instytucje i firmy podwyższają prognozy wzrostu polskiego PKB. Prognozy były zbyt niskie, nie doceniano, że Polacy tak niechętnie oszczędzają, gdy rosną ich dochody.

Zaktualizowana prognoza Coface wzrostu PKB w Polsce w 2019 r. to 4,3 proc.

– Zrewidowaliśmy prognozę z wcześniejszego poziomu 3,8 proc. Mamy wciąż dobrą konsumpcję prywatną, która pozostaje główną siłą napędową polskiej gospodarki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce. – To jest związane z sytuacją na rynku pracy i impulsem fiskalnym wynikającym m.in. z rozszerzenia programu 500+, który przyczyni się do wzrostu konsumpcji.

Natomiast czynnikiem najwyższego ryzyka dla polskiej gospodarki jest sytuacja na rynkach zagranicznych. Szczególnie spowolnienie gospodarcze w Niemczech. Coface szacuje, że w tym roku niemieckie PKB wzrośnie zaledwie o 0,8 proc., gdy w 2017 r. był to wzrost 2,5 proc., a w 2018 r. o 1,5 proc.

– Może się okazać, że nasza prognoza jest zbyt ostrożna, jeżeli Polacy będą tak dużo przeznaczać na konsumpcję, a tak mało na oszczędności, to będziemy się zbliżali do 5 proc. wzrostu PKB 2019 r. – wyjaśnia ekspert Coface.

Ponad 3,72 miliarda złotych obrotów Grupy Muszkieterów po pierwszym półroczu 2019 roku

Pierwsze sześć miesięcy 2019 roku Grupa Muszkieterów zakończyła solidnymi obrotami w wysokości ponad 3,72 miliarda złotych. Oznacza to wzrost o prawie 5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. Obroty Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw, oraz Bricomarché wyniosły odpowiednio blisko 2,5 miliarda złotych i prawie 1,23 miliarda złotych. Te solidne wyniki to sukces całej Grupy, zrzeszającej polskich przedsiębiorców, dobry prognostyk na przyszłość i efekt wzmożonej pracy właścicieli sklepów oraz pracowników supermarketów i centrali.

Nowa strategia marki w Intermarché

W pierwszym półroczu 2019 r. sieć Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw, wypracowała obroty w wysokości niemal 2,5 miliarda złotych. Tylko w drugim kwartale sieć wygenerowała wzrost obrotów o ponad 7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

Marc Dherment
Marc Dherment

Jesteśmy zadowoleni z wyników wypracowanych przez Grupę Muszkieterów w Polsce, w tym sieci Intermarché i Bricomarché. Osiągnęliśmy je pomimo presji rynkowej oraz obowiązującego zakazu handlu w wybrane niedziele mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodaje Mocne przyspieszenie sprzedaży odnotowaliśmy w drugim kwartale tego roku. Przyczyniło się do tego wiele czynników, wśród których należy wymienić dużo korzystniejszy układ kalendarza oraz zmiany, jakie stopniowo wprowadzamy w przypadku sieci Intermarché. Optymalizacja tego szyldu wciąż trwa, jednak już teraz wpływa korzystnie na dynamikę obrotów. Natomiast dostrzegamy jeszcze ogromny potencjał, by poprawić wyniki w sklepach porównywalnych tzw. like-for-like. Dotychczasowo osiągane postępy w sprzedaży pozwalają nam z determinacją i optymizmem podejmować kolejne działania w drugiej połowie roku.

W pierwszym półroczu sieć zaprezentowała kampanię reklamową, której hasło przewodnie brzmi „Świeżo, tanio, z optymizmem”. Zapowiada ona całkowicie nową platformę marki w Polsce oraz fundamentalne zmiany w strategii prezentowania brandu Intermarché. Kluczowe obszary, w których pozycjonowana jest obecnie sieć to przede wszystkim świeżość, optymizm i inspiracja. Zgodnie z nową strategią, celem sieci jest zapewnienie klientom nie tylko świeżych produktów najwyższej jakości, ale również codziennych inspiracji, dzięki którym odkryją radość z gotowania smacznych i zdrowych posiłków. Sieć zdecydowała się także na istotne działania w strategii cenowej oraz polityce asortymentowej modyfikowanej pod kątem nowej kampanii.

Kolejnym ważnym wydarzeniem w pierwszym półroczu 2019 roku było wprowadzenie nowej marki własnej „Z sadów i pól”. W jej ramach sieć proponuje blisko 50 produktów z kategorii owoce i warzywa, które pochodzą od sprawdzonych dostawców. Oferta jest skierowana głównie do osób, które przywiązują szczególną wagę do zdrowego i zbilansowanego odżywiania.

Nowoczesne rozwiązania w Bricomarché

Już od kilku lat sieć supermarketów typu „dom i ogród” Bricomarché prężnie się rozwija, odnotowując dwucyfrowe wzrosty. Pierwsze półrocze 2019 roku także można zaliczyć do niezwykle pomyślnych. Obroty sieci wyniosły blisko 1,23 miliarda złotych, co oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim – również bardzo dobrego – o ponad 13 proc.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy sieć z sukcesem otworzyła sklep w Mławie oraz przeprowadziła relokację w Kamiennej Górze. W drugiej połowie roku odbędzie się większość z zaplanowanych na 2019 r. otwarć. Będzie to jeszcze około 12 supermarketów Bricomarché.

W pierwszym półroczu 2019 roku sieć Bricomarché wprowadziła istotne rozwiązania z zakresu e-commerce. Od lutego klienci mogą korzystać z nowej strony internetowej, a także robić zakupy online. Nowa witryna internetowa pozwala na nieograniczony dostęp do ponad 13 tysięcy artykułów z oferty Bricomarché. To kolejny przykład, gdy sieć oraz zarządzający sklepami odpowiadają na potrzeby i oczekiwania klientów – a ci coraz częściej decydują się na zakupy przez internet lub zapoznanie się z ofertą produktową online. Obecnie z zakupów w sieci mogą skorzystać klienci 30 marketów Bricomarché. W planach jest sukcesywne wprowadzanie tej usługi w kolejnych miastach, tak aby do końca roku była ona dostępna we wszystkich sklepach w Polsce.

Zamówienia złożone przez stronę internetową można odebrać na 3 sposoby: w sklepie stacjonarnym, z dostawą do domu oraz w specjalnych boksach, czyli tzw. Bricomatach. To boksy zlokalizowane przed sklepami sieci w specjalnie oznaczonych strefach, które umożliwiają elastyczny czas odbioru produktów zakupionych w sklepie internetowym lub stacjonarnym. W ramach dostawy do Bricomatów sieć oferuje szeroką gamę produktów. Można w nich odebrać także towary o dużych gabarytach, takie jak np. płyty OSB czy drzwi, co jest całkowicie unikatowe w tego typu rozwiązaniach.

– Mamy ambitne plany wobec Bricomarché. Zależy nam na rozwoju organicznym sieci, dlatego planujemy sukcesywne otwieranie sklepów w nowych lokalizacjach. Na ten rok mamy zaplanowanych jeszcze około 12 otwarć, zarówno w mniejszych, jak i większych miastach – mówi dr Katarzyna Jańczak-Stefanide, Dyrektor Generalna sieci Bricomarché w Polsce i dodaje – Stale proponujemy naszym klientom nowe rozwiązania, dzięki którym zakupy w sieci Bricomarché stają się coraz łatwiejsze. Z wprowadzonej w lutym br. usługi e-zakupów mogli początkowo korzystać klienci pięciu marketów Bricomarché, teraz ta liczba wzrosła sześciokrotnie. Chcemy wprowadzać rozwiązania z zakresu e-commerce w kolejnych miastach. Cieszymy się, że klienci dostrzegają nasze działania, co w konsekwencji przekłada się na coraz lepsze wyniki sieci.

Rusza program GPW Growth wspierający rozwój i transformację spółek z sektora MŚP

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. (GPW) uruchamia jedną z inicjatyw strategicznych #GPW2022 – GPW Growth. GPW Growth to kompleksowy program nastawiony na wspieranie rozwoju małych i średnich firm w oparciu o zidentyfikowane potrzeby przedsiębiorstw. Program jest adresowany do prezesów, członków zarządów i dyrektorów odpowiedzialnych za realizację kluczowych celów w firmach. Organizatorem jest GPW we współpracy z partnerami, m.in: Polskim Funduszem Rozwoju S.A., EY Academy of Business, Inicjatywą Firm Rodzinnych, Dialog – Klub Dyrektorów Finansowych oraz patronami programu – Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii i CFA Society Poland.

– Pozyskanie kapitału to prawdziwa rewolucja dla każdego przedsiębiorstwa. W każdej firmie potrzebne są kompetencje w budowaniu wartości. Program GPW Growth dostarczy uczestnikom wiedzy, umiejętności oraz sieci kontaktów biznesowych, które będą pomocne w pozyskiwaniu kapitału oraz zarządzaniu nakierowanym na tworzenie wartości dla inwestorów. Dla nas jest to kluczowa inicjatywa w ramach strategii #GPW2022 – mówi Marek Dietl, prezes zarządu GPW.

W ramach tego unikalnego programu przewidziano m.in. spotkania networkingowe z ekspertami i praktykami biznesu, warsztaty, case studies, indywidualne rozmowy, a także zagraniczne sesje wyjazdowe. Dodatkowym atutem będzie także promowanie firm w środowisku profesjonalistów biznesu i finansów.

GPW Growth dostarczy wiedzy z zakresu praktycznych elementów funkcjonowania spółek. W jego ramach we wrześniu 2019 r. wystartuje Akademia GPW Growth. Uczestnicy Akademii będą mogli wymienić doświadczenia z zarządzania z uznanymi ekspertami biznesowymi, skorzystać z ich wiedzy, a wypracowane rozwiązania wprowadzić w swoich firmach.

– Rozwój, Kapitał na rozwój, Relacje i Przywództwo – to cztery tematy, wokół których budujemy Akademię GPW Growth. Istotnym elementem programu będą spotkania networkingowe, towarzyszące poszczególnym sesjom tematycznym. W ramach programu przewidziano m.in. warsztaty dotyczące finansowania projektów innowacyjnych realizowane wspólnie z Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii, wieczór z Polskim Funduszem Rozwoju, połączony z wizytą w tworzonym przez Fundację PFR Centralnym Domu Technologii czy też planowaną na przyszły rok zagraniczną sesję wyjazdową – dodaje Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

Akademia GPW Growth to cykl dziesięciu sesji, podczas których uczestnicy dowiedzą się jak za pomocą sprawdzonych narzędzi skutecznie zwiększyć wartość swojej firmy poprzez „szyte na miarę” sesje warsztatowe. W sumie to ponad 120 godzin wykładów i spotkań, w których praktyka biznesu jest ważniejsza niż wiedza teoretyczna. Akademia GPW Growth potrwa do czerwca 2020, a uczestnicy szkolenia otrzymają na jego zakończenie certyfikat „Ready for Growth”.

64 proc. polskich pracowników jest zadowolona z pracy

Większość polskich pracowników (64 proc.) jest zadowolonych z ogólnych warunków zatrudnienia i sytuacji na rynku pracy – wynika z badania „Confidence Index” przeprowadzonego w II kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page. To drugi najlepszy wynik wśród badanych 14 europejskich państw. Co więcej, ponad połowa kandydatów z Polski jest przekonana, że nową pracę znajdzie w mniej niż 1 miesiąc. Co może zmotywować ich do podjęcia takiej decyzji?

Gonimy lidera

Najlepiej kondycję rodzimego rynku pracy i swoją sytuację zawodową oceniają Niemcy (68 proc.) – wynika z cyklicznego badania „Confidence Index” przeprowadzonego w II kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page. Już na drugim miejscu, z wynikiem 64 proc., uplasowali się Polacy, a ranking najbardziej usatysfakcjonowanych pracowników w Europie zamyka Austria (63 proc.).

W Polsce rynek pracy sprzyja kandydatom, gdyż dziś to pracodawcy walczą o pracowników. To sprawia, że oczekiwania względem miejsca zatrudnienia rosną. Firmy natomiast są bardziej skłonne do tego, aby te potrzeby spełniać. Możemy przypuszczać, że w najbliższej przyszłości pozycja kandydatów będzie tak samo silna albo jeszcze mocniejsza. Jak pokazują dane GUS, od kwietnia stopa bezrobocia utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie – 5,5 proc. Ponadto, Komisja Europejska podniosła prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski na 2019 r. i utrzymała prognozę wzrostu na 2020 r. To może oznaczać, że zapotrzebowanie na pracowników będzie prawdopodobnie stale się zwiększać – mówi Wojciech Bartz, Senior Executive Manager w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Optymistyczne prognozy na przyszłość

Polacy z optymizmem patrzą również w przyszłość. Spośród wszystkich badanych krajów, największy odsetek naszych rodaków (niemal 80 proc.) pozytywnie ocenia przyszłość rodzimego rynku pracy. Ponadto, 70 proc. szacuje, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy również dobrze będzie się kształtować sytuacja ekonomiczna w Polsce.

– Pozytywne nastroje przekładają się również na wzrost oczekiwań kandydatów. Jak pokazuje nasze badanie, ponad połowa ankietowanych (54 proc.) liczy na podwyżkę w ciągu najbliższych 12 miesięcy. W tym samym czasie 47 proc. spodziewa się otrzymania awansu. Mimo korzystnej sytuacji na rynku pracy, polscy pracownicy dużą wagę przykładają do inwestowania „w siebie”. 8 na 10 ma zamiar w ciągu najbliższego roku rozwinąć swoje kompetencje, a 55 proc. zmieniłoby pracę po to, aby w innym miejscu nauczyć się nowych umiejętności – dodaje Wojciech Bartz.

Wynagrodzenie traci na znaczeniu

Obecny rynek pracy sprzyja również poszukującym nowego miejsca zatrudnienia. Większość badanych (82 proc.) szacuje, że znalezienie nowej pracy zajmie im mniej niż 3 miesiące. Ponad połowa (51 proc.) jest przekonana, że poświęci na to 1 miesiąc. Tylko co 10. ankietowany obawia się, że na szukanie nowego pracodawcy przeznaczy od 4 do 6 miesięcy.

Większość pracowników (55 proc.) potencjalną zmianę obecnej pracy motywuje chęcią zdobycia dodatkowych umiejętności. 35 proc. skarży się na brak perspektyw do rozwoju zawodowego w obecnym miejscu zatrudnienia. Co ciekawe, spada odsetek respondentów, którzy rozważają zmianę pracy ze względu na lepsze wynagrodzenie. W II kwartale 2019 r. na taki powód wskazało nieco ponad 39 proc. badanych. Dla porównaniu w I kwartale 2019 r. takiej odpowiedzi udzieliło 43 proc. respondentów – dodaje Wojciech Bartz.

Z badania „Confidence Index” wynika także, że na decyzję o zmianie pracodawcy może wpłynąć również chęć pracy w bardziej etycznej firmie (33 proc.) oraz potrzeba pracy w miejscu, które pozwoli utrzymać lepszy work-life balance (15 proc.).

Spółka cywilna a podatki PIT i VAT – na co uważać?

Spółka cywilna jest najprostszą i najbardziej powszechną formą prawną prowadzenia biznesu w Polsce. W przeciwieństwie do spółek kapitałowych i osobowych nie posiada osobowości prawnej, a jej funkcjonowanie zostało uregulowane w Kodeksie cywilnym, a ściśle rzecz ujmując, w prawie zobowiązań. W praktyce spółka cywilna oznacza umowę pomiędzy wspólnikami, którzy realizują wspólny cel gospodarczy. Konstrukcja spółki cywilnej nakłada jednak na wspólników liczne obowiązki na tle podatkowym. Istotną jej cechą jest fakt, że na gruncie podatków dochodowych podatnikami są wyłącznie wspólnicy, natomiast podatnikiem VAT będzie już sama spółka.

Opodatkowanie dochodów wspólników spółki cywilnej

W świetle przepisów o podatkach dochodowych spółka cywilna została sklasyfikowana jako spółka niebędąca osobą prawną. Tworzą ją co najmniej dwa podmioty gospodarcze (osoby fizyczne lub osoby prawne). W zależności od formy prowadzenia działalności gospodarczej wspólnicy są zobowiązani rozliczać PIT lub CIT od dochodów uzyskiwanych w ramach spółki cywilnej. Zgodnie z treścią art. 8 ust. 1 ustawy o PIT przychody z udziału w spółce niebędącej osobą prawną u każdego ze wspólników określa się proporcjonalnie do jego udziału w zysku (udziału). W przypadku braku przeciwnego dowodu, w szczególności braku stosownych zapisów w umowie lub statucie spółki, przyjmuje się, że udziały wspólników są równe. Również proporcjonalnie do udziału w zyskach spółki wspólnicy rozliczają koszty uzyskania przychodów, wydatki niebędące kosztami podatkowymi oraz straty, jak również ulgi podatkowe rozliczane w związku z prowadzeniem działalności w formie spółki niebędącej osobą prawną. W tym celu spółka cywilna osób fizycznych jest zobowiązana prowadzić podatkową księgę przychodów i rozchodów, a w niektórych przypadkach księgi rachunkowe.

Formy opodatkowania dochodu przez wspólników

Prowadzenie działalności w formie spółki cywilnej oznacza możliwość wyboru przez wspólnika najbardziej dla niego dogodnej formy opodatkowania dochodów. Ustawa o PIT przewiduje możliwość zastosowania:

  1. opodatkowania na zasadach ogólnych:
  • według skali podatkowej 18% lub 32% albo
  • podatkiem liniowym 19%;
  1. opodatkowania w formach zryczałtowanych:
  • ryczałt od przychodów ewidencjonowanych albo
  • karta podatkowa.

Co istotne, wspólnicy spółki cywilnej mogą wybrać różne formy opodatkowania (np. skala podatkowa i podatek liniowy). Z kolei wybór formy ryczałtowej przez jednego ze wspólników oznacza, że również pozostali wspólnicy powinni przyjąć tę samą formę rozliczeń z fiskusem. O wyborze formy opodatkowania powinna decydować m.in. indywidualna specyfika prowadzonego biznesu, zakres prowadzonej działalności, a niekiedy także branża, w której funkcjonuje przedsiębiorca. Niejednokrotnie atrakcyjna stawka opodatkowania ryczałtem przy jednoczesnej rezygnacji z rozliczania kosztów podatkowych może być dla przedsiębiorcy mniej korzystna od rozliczania dochodów według skali podatkowej lub liniowo.

Spółka cywilna na gruncie ustawy o VAT

Inaczej niż na gruncie ustaw o PIT i CIT wygląda podmiotowość podatkowo-prawna spółki cywilnej w ustawie o podatku od towarów i usług. W myśl przepisów VAT-owskich to spółki cywilne, a nie ich wspólnicy, występują w charakterze podatników VAT. O statusie podatnika VAT spółki cywilnej przesądza fakt, iż w istocie jest ona podmiotem wykonującym działalność zarobkową o określonym celu gospodarczym, co wpisuje się w definicję podatnika, o której mowa w art. 15 ust. 1 i 2 ustawy o VAT. Skoro zatem na spółce ciąży obowiązek rozliczania tego podatku, to status jej wspólników jest z punktu widzenia VAT obojętny. Dla przykładu limity zwolnienia podmiotowego z VAT (limit 200 tys. zł) nie dotyczą poszczególnych wspólników, a spółki cywilnej rozumianej jako jeden organizm na gruncie podatku VAT.

Spółka cywilna jako podmiot spełniający kryteria podatnika i niekorzystająca ze zwolnienia podmiotowego lub przedmiotowego VAT powinna zatem złożyć właściwe zgłoszenie rejestracyjne (VAT-R) do celów podatku od towarów i usług przed dniem wykonania pierwszej czynności podlegającej opodatkowaniu tym podatkiem. Spółka cywilna wykonująca czynności opodatkowane VAT jest także zobowiązana do wystawiania faktur VAT na rzecz innych podatników oraz prowadzenia ewidencji sprzedaży i zakupów do celów VAT. Ponadto na spółce cywilnej jako podatniku VAT będzie ciążył obowiązek zapłaty podatku, składania miesięcznych lub kwartalnych deklaracji VAT-7 oraz informacji podsumowujących oraz bieżącego raportowania do Szefa KAS plików JPK.

VAT w relacjach spółka-wspólnicy – na co uważać?

W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej w formie spółki cywilnej szczególną uwagę należy poświęcić tematyce tzw. odpłatnych i nieodpłatnych świadczeń spółki na rzecz jej wspólników. Co do zasady odpłatne świadczenie na rzecz wspólnika (np. sprzedaż samochodu) stanowi czynność opodatkowaną VAT na zasadach ogólnych, tak jak ma to miejsce w przypadku dokonywania transakcji z innymi podatnikami. Również w przypadku tzw. świadczeń nieodpłatnych na rzecz wspólnika (np. nieodpłatne przekazanie zużytych towarów) może powstać – pod pewnymi warunkami – obowiązek naliczenia i odprowadzenia podatku do budżetu państwa. Jest to o tyle istotna kwestia, gdyż nieprawidłowe rozliczenia na gruncie VAT pomiędzy spółką a jej wspólnikami mogą przyspieszyć wszczęcie postępowania kontrolnego przez organy skarbowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek faktoringu zanotował w I półroczu 2019 r. wzrost obrotów o 21 proc.

Popyt na faktoring w Polsce nadal rośnie. Rynek zanotował w I półroczu 2019 r. wzrost obrotów o 21 proc. Podmioty zrzeszone w Polskim Związku Faktorów objęły wierzytelności o wartości 132 mld zł, podczas gdy rok temu kwota ta sięgała 109,1 mld zł. Z tej formy finansowania korzysta w Polsce obecnie blisko 16,6 tys. przedsiębiorstw. Zarówno w obrocie krajowym, jak i międzynarodowym najszybszy wzrost zanotował faktoring pełny.Rynek faktoringu w I półroczu 2019 r.

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Zrzesza 29 członków: 5 banków komercyjnych, 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, 3 podmioty o statusie partnera oraz 2 członków honorowych.

Firmy należące do PZF sfinansowały w I półroczu 2019 r. działalność krajowych przedsiębiorstw na łączną kwotę 132 mld zł. Dzięki temu rynek zanotował wzrost o 21 proc.

Wykres 1. Obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w I półroczu 2019 r. (w mld zł)Rynek faktoringu w I półroczu 2019 r. 2

– Rynek faktoringu w Polsce nabrał w ostatnich latach dużego rozpędu. Usługa ma ogromny potencjał, który udaje się coraz lepiej wykorzystać. Zdecydowana większość dużych faktorów i spora część graczy średniej wielkości odnotowała dwucyfrowe wzrosty, niekiedy bardzo wysokie. Jeden podmiot z rynkowej czołówki może pochwalić wzrostem nawet ponad 100-procentowym. To pokazuje, że popyt na faktoring stale rośnie. Przedsiębiorcy poszukują finansowania i stawiają na rozwiązanie szybkie i wygodne – mówi Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF
Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF

– Obserwujemy przy tym przetasowania w rynkowej czołówce. Liderem został faktor spod znaku BGŻ BNP Paribas. To efekt przejęcia przez tę grupę sieci Raiffeisen w Polsce. Na drugim miejscu plasuje się dynamicznie rosnący Pekao Faktoring, a na trzecim ING Commercial Finance – niedawny lider sektora – dodaje Sebastian Grabek.

Najpopularniejszą formą faktoringu, podobnie jak na innych rozwiniętych rynkach europejskich, trwale stał się faktoring pełny. Zainteresowanie nim szczególnie dynamicznie rośnie w obrocie krajowym. Umożliwia szybki dostęp do środków na bieżącą działalność, połączony z ochroną przed brakiem zapłaty za dostarczone towary lub usługi ze strony kontrahentów. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w I półroczu 2019 r. w jego ramach blisko 66,9 mld zł wierzytelności, co stanowi 51 proc. obrotów. Kolejne 32 proc., generuje faktoring niepełny. Pozostałe 17 proc. przypada natomiast na faktoring importowy, odwrócony oraz wymagalnościowy.

– Obserwujemy coraz większą skuteczność podejmowanych przez cały rynek działań edukacyjnych. Dzięki nim przedsiębiorcy coraz lepiej uświadamiają sobie, że faktoring to nie tylko prosta forma finansowania, ale także ochrona przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi. Zapewnia ją faktoring w opcji pełnej. Ponad połowa obrotów sektora od dłuższego  czasu pochodzi właśnie z niej. To trend charakterystyczny dla lepiej rozwiniętych rynków – wyjaśnia Sebastian Grabek.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 16,6 tys. przedsiębiorców. Wystawili oni blisko 8,3 mln faktur, na  podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

– Przedsiębiorcy zauważyli, że faktoring pozwala uniknąć ryzyka wpadnięcia w zatory płatnicze. Dlatego przedstawiają coraz więcej faktur do sfinansowania. Nie mogą sobie na to pozwolić jedynie te firmy, które są związane kontraktami zawierającymi zakaz cesji.

Wyklucza on sięgnięcie po finansowanie. PZF od kilku miesięcy zabiega o zmiany prawne zmierzające do tego, aby nie obowiązywał on wierzytelności pieniężnych. Realizuje ten postulat w ramach kampanii „Wolne Faktury”. Jesteśmy przekonani, że kolejne ułatwienia dla przedsiębiorców będą go uwzględniać – dodaje Sebastian Grabek.

Wykres Liczba klientów firm zrzeszonych w PZF w I półroczu w latach 2017 – 2019 (w tys.)Rynek faktoringu w I półroczu 2019 r. 3

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. Utrzymanie płynności finansowej w ich przypadku decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.

Wykres 3. Struktura obrotów firm zrzeszonych w PZF w I półroczu 2019 r. w ujęciu sektorowymRynek faktoringu w I półroczu 2019 r. 4

Prezes PZPM: Unijna walka o ekologię podniesie ceny nowych pojazdów nawet o 20%

W przyszłym roku wejdą w życie obniżone limity dot. emisji dwutlenku węgla. Spełnienie norm stanie się bardzo trudne, a ich przekroczenie będzie skutkować wysokimi karami dla producentów pojazdów. Zdaniem Jakuba Farysia, prezesa Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, prawdopodobna jest podwyżka cen nowych aut. Koncerny już je zapowiadają, nawet o 20%, ale w obrębie danej marki mogą być przyjęte różne strategie dla poszczególnych modeli. Zakup samochodu w tym półroczu nie musi oznaczać oszczędności. W styczniu będzie on traktowany jako roczny i straci na wartości.

Od przyszłego roku zaczną obowiązywać zmniejszone normy emisji dwutlenku węgla dla nowych samochodów. Unijny limit wyniesie 95 g CO₂/km dla pojazdu o masie niespełna 1380 kg. Dla lżejszych aut dopuszczalny próg będzie jeszcze niższy, a dla cięższych – wyższy.

Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego
Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego

– Producent do obliczeń może uwzględnić nie wszystkie, a 95% zarejestrowanych samochodów, co pozwala na zebranie tych, które najmniej emitują. Jednak spełnienie nowych norm i tak będzie bardzo trudne i może się zdarzyć, że nie wszystkie firmy sprostają limitom. Przekonamy się o tym za 2 lata, kiedy nastąpi rozliczenie za 2020 rok – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Według firmy JATO, średnia emisja w 2018 roku wyniosła ok. 120 g CO₂/km. Za nadmierne emisje przewidziane są spore kary. Firmy zapłacą 95 euro za każdy gram powyżej ustalonego limitu. Jeśli więc norma zostanie przekroczona o 25 g CO₂/km, to do uregulowania będzie blisko 2400 euro.

– To drakońskie kary. Prawie 100 euro za gram przemnożone przez flotę to daje miliardy euro, dlatego w przypadku niektórych producentów może zdarzyć się, że kary spowodują zmniejszenie zysków. Tym bardziej, że oprócz ewentualnych kar, trzeba będzie znaleźć środki na rozwijanie nowych napędów – komentuje Jakub Faryś.

Znalezienie budżetu na badania i rozwój jest bardzo istotne, ponieważ w kolejnych latach wejdą w życie jeszcze ostrzejsze przepisy dotyczące emisji. Zaczną one obowiązywać od 2025 roku, a następne zaostrzenie przewidziane jest od 2030 roku. To oznacza, że firmy muszą myśleć nie tylko o najbliższej przyszłości.

– Z bardzo dużym prawdopodobieństwem, wręcz graniczącym z pewnością, można powiedzieć, że wzrost kosztów związanych z produkcją zostanie przerzucony na klientów. Niektórzy producenci już teraz komunikują, że ceny samochodów mogą wzrosnąć nawet o 20%. Dziś trudno stwierdzić, o ile więcej zapłacimy za poszczególne modele, bo nie wiemy, jak dużo pojazdów z alternatywnymi napędami zostanie wprowadzonych na rynek – podkreśla prezes PZPM.

Ceny poszczególnych modeli wzrosną różnie i będzie to zależało również od decyzji marketingowych. Bardzo możliwe jest, że dany producent podniesie ceny proporcjonalnie dla wszystkich modeli. Nie jest wykluczone, że zmiana będzie mniej odczuwalna dla klientów w przypadku pojazdów słabiej się sprzedających, a bardziej – przy hitach sprzedaży.

– Przy tych decyzjach istotna jest też kwestia wrażliwości cenowej. Załóżmy hipotetycznie, że ceny mają wzrosnąć o 10%. Jeżeli ktoś planuje zakup auta za kilkaset tysięcy zł, to prawdopodobnie stać go też będzie na ten pojazd droższy o 10%. Natomiast nie zaryzykowałbym tezy, że dla kogoś, kto kupuje samochód za kilkadziesiąt tysięcy zł, dołożenie pozostałej części będzie łatwe. Może się okazać, że nie, więc z pewnością wzrost nie będzie wszędzie taki sam – stwierdza prezes Faryś.

Dla producentów jednym ze sposobów na zmniejszenie emisji jest zwiększenie udziału sprzedaży aut z napędem bateryjnym, hybrydowym czy hybrydowym plug-in. Jednak pojazdy elektryczne bateryjne wciąż znajdują mniej nabywców niż wcześniej prognozowano. To jest rynek mocno uzależniony od dodatkowych zachęt, w tym finansowych. Brakuje też infrastruktury, za mało jest stacji ładowania, co ogranicza możliwości poruszania się poza miastem.

– Moim zdaniem, dużego skoku jakościowego należy spodziewać się w 2021 czy 2022 roku. Wtedy wielu producentów zaprezentuje samochody od początku skonstruowane jako elektryczne. Dziś sporo modeli stanowią pojazdy, które najpierw występowały w wersji spalinowej i dopiero po dużych zmianach stały się pojazdami elektrycznymi – informuje prezes Faryś.

Wizja podwyżek może wkrótce przyciągnąć do salonów sprzedaży klientów indywidualnych. Nad ofertami zastanowią się przede wszystkim osoby, które planują zakup auta i nie ma dla nich różnicy, czy transakcja nastąpi pod koniec 2019 roku bądź już na początku 2020 roku. Z kolei przyspieszenie wymiany floty firmowej o kilka miesięcy nie jest zazwyczaj możliwe. Decydują o tym polityka firmy i przyjęty kalendarz wymiany flot.

– Należy też pamiętać o tym, że pojazd kupiony w grudniu, staje się już w styczniu tańszy o ileś procent, ponieważ w Polsce uwzględniany jest rok produkcji. Może się okazać, że to, co zaoszczędziliśmy przed podwyżką, straciliśmy na roczniku. Ponadto, niewiele jest osób, które stać na kupowanie nowego auta na zapas. Jeżeli ktoś nabył samochód rok temu, to bezsensowna będzie kolejna zmiana. Przyjmuje się, że w Polsce okres eksploatacji, nawet dla ludzi zamożnych, wynosi co najmniej 3 lata – podsumowuje prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.