Żyją, by pracować czy pracują, by żyć? Jak motywować pokolenia X i Y

Dobrze zmotywowani i zaangażowani pracownicy to dla firmy szansa osiągania najlepszych rezultatów. Firmy które inwestują w pracowników, otrzymują ich wyższe zaangażowanie. Jak wynika z badań Instytutu Gallupa, może się to przełożyć nawet na trzy razy większe zyski w porównaniu z firmami, w których pracują osoby mało zaangażowane. Odpowiednio stymulowany zespół jest więc bardzo ważny i może znacząco wpłynąć na sukces firmy. W jaki sposób go motywować, kiedy potrzeby pracowników różnią się od siebie?

Zgodnie z przyjętym podziałem, na współczesnym rynku pracy mamy do czynienia z przedstawicielami pokolenia X i Y. Ich postawy znacznie się od siebie różnią. Ci pierwsi to osoby między 35. a 65. rokiem życia, które musiały poradzić sobie z tzw. okresem przejściowym, gdy w Polsce zmieniał się ustrój i pojawiło się zjawisko dotąd nieznane – bezrobocie. „Średniolatkowie”, bo tak mówi się o pokoleniu X, uchodzą za odpowiedzialnych i lojalnych pracowników, którzy szukają stabilnego i dobrze płatnego zajęcia. Ze względu na potrzebę bezpieczeństwa finansowego (troska o rodzinę), Iksy niechętnie zmieniają pracę, ograniczając swoją mobilność na rzecz stabilizacji zawodowej.

Pokolenie ery cyfrowej

Ponieważ pokolenie Y dorastało w innych czasach niż Iksy, jego przedstawiciele mają ułatwiony dostęp do informacji i pragnienie, by żyć inaczej niż „średniolatkowie”. Praca to dla Ygreków to nie tylko źródło dochodów, ale wartość psychologiczna czy społeczna – to ludzie zdeterminowani, elastyczni, mobilni, którzy chcą realizować się zawodowo, osiągać wyznaczone sobie życiowe cele. Przedstawiciele pokolenia Y urodzili się po roku 1980, stoi za nimi rewolucja technologiczna – wychowywali się w dobie najnowszych wynalazków i rozwiązań teleinformatycznych. Naturalnym środowiskiem jest dla nich świat podłączony do Internetu, nowoczesne telefony, multimedialny sprzęt, które są często podstawowymi narzędziami pracy.

Nowe realia, inne oczekiwania

Jak pokazało badanie AON Hewitt pt. „Najlepsi pracodawcy 2012”, inne czynniki motywują do pracy przedstawicieli pokolenia X, a inne Ygreków. Dla tych pierwszych najbardziej liczy się rozwój kariery oraz uznanie, a więc wszystko, co związane jest z ambitnymi zadaniami, w których mogą wykorzystywać swoje kompetencje i doświadczenie. Ygreki natomiast stawiają w pracy na dobrą atmosferę, możliwość angażowania się w interesujące z ich punktu widzenia projekty i podnoszenie kwalifikacji.

Radość z życia, energia do pracy

Jak sprostać oczekiwaniom obu pokoleń? Aby system motywowania odpowiednio zadziałał, musi być prawidłowo dostosowany do określonej grupy pracowników. Dlatego firmy sięgają często po profesjonalne programy motywacyjne, elastycznie dopasowywane do potrzeb konkretnych użytkowników. Jednym z takich programów jest MultiBenefit, oferujący dostęp do platformy internetowej, dzięki której motywowanie pracowników zyskuje nowoczesny wymiar. Różnorodne propozycje dostępne na platformie dla pracowników to szansa na spełnienie marzeń, inspiracja do rozwoju osobistego i aktywnego spędzania wolnego czasu. To również zachęta do prowadzenia zdrowego stylu życia. MultiBenefit daje szeroki wybór – od kursów i szkoleń, przez sport, rekreację, kulturę i rozrywkę, na wychowywaniu dzieci, turystyce i gastronomii kończąc.

– Obecnie pracodawcy wymagają pełnego oddania pracy i dużej elastyczności. Stres powodowany nawałem zadań służbowych może obniżyć kreatywność i zaangażowanie pracowników oraz niekorzystnie wpłynąć na ich wyniki – wyjaśnia Iwona Grochowska, Produkt Manager MultiBenefit. Jak przekonuje Grochowska, MultiBenefit to doskonały motywator, który pozwala godzić życie prywatne z zawodowym i prowadzi do utrzymywania Work Life Balance.

Zyski dla każdego

Profesjonalne programy motywacyjne to szansa odniesienia wielowymiarowych korzyści. Dzięki pozapłacowym motywatorom pracownicy zyskują nieograniczony dostęp do atrakcyjnych, wszechstronnych ofert. Dla firm oferowanie takiego dodatku do wynagrodzenia to szansa budowania pozytywnego wizerunku na rynku pracy, opartego na społecznej odpowiedzialności. Działy HR mogą dzięki systemom motywacyjnym realizować firmową politykę (m.in. Work Life Balance) i budować poprzez nią zaangażowanie i lojalność pracowników.

Polacy nie odkładają dodatkowych pieniędzy na emerytury. Brakuje zachęt podatkowych

Po obniżeniu wartości środków zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych Polacy nie zaczęli szukać produktów finansowych, które pozwoliłyby oszczędzać na przyszłe emerytury. Tą sytuację zmieniłyby np. odpowiednie ulgi podatkowe.

Na razie towarzystwa ubezpieczeniowe nie dostrzegają specjalnego wzrostu zainteresowania klientów oferowanymi na rynku w ramach tzw. III filara – IKE oraz IKZE, czyli Indywidualnymi Kontami Emerytalnymi oraz Indywidualnymi Kontami Zabezpieczenia Emerytalnego.

 OFE było czysto deklaratywne, tam nie było konieczności wykładania żadnych pieniędzy z kieszeni, tutaj jest trochę inaczej, a ponadto korzyści podatkowe są stosunkowo niewielkie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Witold Jaworski, prezes zarządu Allianz Polska. Więc tak naprawdę na rynku nie widzimy dramatycznego wzrostu zainteresowania tymi produktami.

Tymczasem z ZUS-owskiego kalkulatora wynika, że świadczenie większości przyszłych emerytów stanowić będzie nie więcej niż 1/3 obecnego wynagrodzenia. Czyli trochę ponad 1 tys. zł dla zarabiających średnią krajową. Firmy ubezpieczeniowe liczą na to, że Polacy uświadomią sobie, jak niskie emerytury dostaną od państwa, i pomyślą o dodatkowym oszczędzaniu.

O emerytalnego klienta firmy ubezpieczeniowe będą musiały jednak powalczyć. Przekonać go, że powinien zacząć przeznaczać dodatkową część pieniędzy na przyszłą emeryturę.

– Myślę, że w najbliższej przyszłości będą to nadal robić głównie agenci, a w naszym przypadku również multiagencje – podkreśla prezes Jaworski. – Wielu z naszych konkurentów deklaruje, że chce się rozwijać w kanale porównywarek cenowych. Myślę, że nastąpi dalszy rozwój kanałów direct, ale bardziej z punktu widzenia klientów hybrydowych, czyli takich, którzy szukają produktu w sieci, ale kupują go poza siecią.

Przyszłość to jednak współpraca z innymi instytucjami finansowymi, w ramach której będzie można oferować klientom pakiety różnych produktów.

– Wydaje mi się, że w średniej perspektywie czasowej to banki będą stanowiły coraz ważniejszy kanał dystrybucji – uważa prezes Allianz Polska. – Również produktów niezwiązanych z usługą bankową, produktów samodzielnych.

Dla samych firm ubezpieczeniowych odnalezienie się w sytuacji, gdy odebrano OFE większość składek także oznacza spore zmiany.

– W kontekście reformy emerytalnej myślę, że to wyzwanie już zostało zdefiniowane – mówi Witold Jaworski. – Ograniczenie działalności OFE będzie powodować, że głównym celem będzie ograniczenie kosztów, a być może także jakieś ruchy związane z połączeniami PTE.

Wedel liczy na dwucyfrowe wzrosty przychodów i zysku. Zapowiada nowe produkty i smaki

0

CEO Magazyn Polska

Wedel zapowiada wprowadzenie na rynek produktów skierowanych do dzieci oraz poszerzenie asortymentu czekolad i Ptasiego Mleczka. Dzięki temu spółka chce osiągnąć dwucyfrową dynamikę zarówno przychodów, jak i zysku. Zwiększona produkcja nie będzie wiązała się z inwestycjami w nowe zakłady, bo fabryka Wedla w Warszawie wciąż ma wolne moce produkcyjne.

Plany Wedla w Polsce przewidują ekspansję sprzedaży. Będziemy wprowadzać nowe produkty, które są bardzo istotne w naszej kategorii słodyczy – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Herman, członek zarządu Lotte Wedel. ‒ Przewidujemy dwa rodzaje nowości. Pierwszą nowością będzie rozwinięcie obecnego portfolio, czyli na przykład nowe smaki tabliczek czekoladowych i nowe warianty Ptasiego Mleczka.

Herman dodaje, że drugą nowością będzie wejście w nowe kategorie. Nie chce zdradzać zbyt wielu szczegółów, ale wśród nich mają być produkty dla dzieci. Herman przyznaje, że to bardzo interesujący rynek, na którym do tej pory spółka jest mało obecna.

Podkreśla jednak, że nie oznacza to, że Wedel zaniedba podstawowe marki. Spółka zamierza cały czas rozwijać sprzedaż dwóch najpopularniejszych produktów, czyli czekolady gorzkiej i mlecznej, w której Wedel jest odpowiednio największym i drugim co do wielkości graczem na polskim rynku. Należący do japońskiej grupy Lotte producent liczy też na wzrosty sprzedaży popularnego Ptasiego Mleczka o smaku waniliowym. Herman zauważa, że sprzedaż ma rosnąć zarówno w kraju, jak i na rynkach zagranicznych.

Są to cele wzrostowe dwucyfrowe – zapowiada Herman. ‒ Dziś mamy jeszcze niewykorzystane moce produkcyjne w Warszawie. Planujemy kilka dużych inwestycji w naszej fabryce, które powinny na razie w pełni zaspokoić nasze potrzeby.

Dwucyfrowy wzrost spółka chce zanotować zarówno pod względem przychodów, jak i zysków.

Już w ciągu kilku najbliższych miesięcy Wedel planuje jeszcze bardziej zwiększyć możliwości warszawskiej fabryki inwestując w logistykę. Kończy się już modernizacja jednej z linii produkcyjnych.

Herman dodaje, że w przyszłym roku powinien powstać plan inwestycyjny na kolejne lata, który zacznie być realizowany pod koniec 2015 r. lub na początku 2016 r. Długofalowo może zakładać budowę kolejnego zakładu produkcyjnego w Polsce.

Apel do posłów w sprawie „wolnych sobót”

W związku z rozpoczynającym się we wtorek pierwszym czytaniem projektu ustawy w sprawie zasad rekompensowania dodatkowej pracy (tzw. wolne soboty) Konfederacja Lewiatan apeluje do posłów o nieodrzucanie go i skierowanie do dalszych prac w komisjach sejmowych.

Dzięki zmianom przepisów Kodeksu pracy, za pracę w sobotę lub inny dzień wolny, pracownicy będą mogli otrzymywać dodatkowe wynagrodzenie. Zdaniem Konfederacji Lewiatan zyskają na tym pracownicy, ponieważ mogą wzrosnąć ich dochody. Nowe przepisy nie wydłużą tygodnia pracy do 6 dni.

W liście do Radosława Sikorskiego, marszałka Sejmu pracodawcy napisali, że przyjęcie projektu pozwoli na merytoryczną, pogłębioną analizę proponowanych przepisów i rzeczywistą ocenę skutków społecznych ich wprowadzenia.

Konfederacja Lewiatan wyraża pełne poparcie dla proponowanych rozwiązań, które mają na celu porządkowanie istniejącego ustawodawstwa. Istotą projektu jest wypełnienie luki prawnej, która powoduje, że pracownicy są nierówno traktowani. Projekt ma charakter prospołeczny, gdyż wyrównuje sytuację prawną pracowników.

– Uważamy, że należy wypełnić istniejącą lukę prawną i umożliwić w sobotę, podobnie jak to jest z innymi dniami wolnymi od pracy (niedzielami i świętami), wypłatę dodatkowego wynagrodzenia za pracę w zamian za udzielanie dnia wolnego. To pracownik i pracodawca powinni decydować o sposobie rekompensaty pracy za ten dzień mając jednak na uwadze zasadę oddawania w pierwszej kolejności dnia wolnego. Dla pracodawcy będzie to kosztowniejsze rozwiązanie, bo rekompensowanie za godziny nadliczbowe jest dużo droższe niż udzielenie czasu wolnego – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Konfederacji Lewiatan.

Obecnie, gdy pracodawca nie ma sposobności oddania czasu wolnego, bo na przykład sobota jest ostatnim dniem okresu rozliczeniowego, to narusza prawo i musi liczyć się z grzywnami i mandatami nakładanymi przez inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy.

Konfederacja Lewiatan

 

Ustawa o polubownych metodach rozwiązywania sporów

0

Projekt ustawy o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów może zachęcić przedsiębiorców do częstszego korzystania z mediacji – uważa Konfederacja Lewiatan.

Ministerstwo Gospodarki opublikowało założenia projektu ustawy o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów. Nadrzędnym jego celem projektu jest doprowadzenie do szerszego i powszechnego wykorzystywania mediacji i innych metod pozasądowego rozwiązywania sporów (ang. alternative dispute resolution – ADR) w sprawach cywilnych. Służyć temu mają zmiany w procedurze cywilnej, zachęty ekonomiczne i promocja ADRów.

– Projekt oceniamy pozytywnie. Przedsiębiorcy często nie doceniają korzyści płynących z ADR-ów. Zarówno arbitraż, ale w szczególności mediację cechuje znaczne odformalizowanie i co do zasady znacząco krótszy czas postępowania. W efekcie pozwala to na zaoszczędzenie kosztów dochodzenia roszczeń. Polubowne, czy ugodowe rozwiązanie sporu, pozwala na zachowanie relacji gospodarczych. Doświadczenie pokazuje bowiem, że tam gdzie spór rozstrzygany jest wyrokiem sądu, jakakolwiek dalsza współpraca „dawnych partnerów” najczęściej jest niemożliwa. A to oznacza konieczność poszukiwania nowych kontrahentów – mówi Bartosz Wyżykowski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan popiera zmiany dotyczące zachęt o charakterze ekonomicznym, które mają skłonić do ugodowego rozwiązania sporów. Przykładowo, proponuje się zwrot całej opłaty sądowej, jeżeli ugoda zawarta została przed rozpoczęciem rozprawy. Propozycja ta i jej podobne w praktyce mogą się przyczynić do zwiększenia liczby zawieranych ugód oraz zwiększyć zainteresowanie stron osiągnięciem konsensusu. Równie pozytywnie należy ocenić „promediacyjne” rozwiązania podatkowe zawarte w projekcie. Należy jednak zachować ostrożność, tak aby zmiany te nie przesądzały obecnie istniejących wątpliwości interpretacyjnych na niekorzyść podatników.
Pewne wątpliwości może natomiast budzić pomysł wprowadzenia regulacji pozwalającej na obciążenie kosztami procesu – niezależnie od wyniku sprawy – strony, która w sposób nieusprawiedliwiony odmówiła poddania się mediacji lub innej pozasądowej metodzie rozwiązania sporu.

– Intencja ustawodawcy jest słuszna – ma zachęcać do korzystania z ADRów, i zniechęcać do zbędnego wytaczania powództw i obciążania sądów. Pytanie tylko, czy nie doprowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych? Pojawia się np. ryzyko, że strony w celu uniknięcia sankcji przewidzianej w proponowanym przepisie, w praktyce będą się godzić na wszczęcie mediacji, z góry wiedząc, lub zakładając, że nie zakończy się ona powodzeniem (ugodą). Należy bowiem pamiętać, że istotą wszelkich alternatywnych sposobów rozwiązywania sporów jest dobrowolność i wola stron do tego, aby spór rozwiązać nie na drodze sądowej lecz inaczej – dodaje Bartosz Wyżykowski.

To, że metody polubownego rozwiązania sporów w wielu wypadkach okazały się tak dużym sukcesem wynika właśnie z faktu, że były i są one stosowane tam, gdzie strony do tego dążyły. Każdy ma przecież prawo swobodnie dysponować swoimi prawami podmiotowymi i wydaje się, że decyzja o wyborze polubownego rozwiązania sporu powinna pozostać dobrowolna. Pytanie więc, czy kiedykolwiek odmowa zawarcia ugody, czy nawet próby w tym zakresie, może być uznana za „nieusprawiedliwioną”? Kwestia ta wymaga dyskusji.

Pozytywnie należy też ocenić wszystkie zmiany dotyczące arbitrażu. Szczególne znaczenie ma zrównanie skutków ogłoszenia upadłości dla postępowań prowadzonych przed sądami powszechnymi i polubownymi. Projekt zakłada, że pomimo ogłoszenia upadłości toczące się postępowania arbitrażowe będą kontynuowane, a zapisy na sąd polubowny nie utracą mocy. To dobrze, obecnie bowiem, zarówno w przypadku upadłości układowej, jak i likwidacyjnej, zapis na sąd polubowny dokonany przez upadłego w sposób automatyczny traci moc z dniem ogłoszenia upadłości, a toczące się już postępowania przed sądem polubownym ulegają umorzeniu bez względu na to, czy upadłość dotyczy powoda, czy pozwanego i bez względu na stopień zaawansowania sprawy. Na tle regulacji państw Unii Europejskiej jest to wyjątkowe rozwiązanie, które nie tylko nie służy pewności prawa, ale również powoduje, że Polska jest postrzegana jako państwo bardzo nieprzewidywalne.

Konfederacja Lewiatan

NIK o rehabilitacji leczniczej

Pomimo wzrostu nakładów pogarsza się dostęp do rehabilitacji leczniczej: rośnie liczba oczekujących, wydłuża się czas oczekiwania, a kurczy lista miejsc oferujących rehabilitację bez kolejki. Model finansowania terapii jest skomplikowany i nie uwzględnia końcowego efektu leczenia: jednakowo płaci się za świadczenia dobrze i źle wykonane, chociaż akurat w tej dziedzinie łatwo zauważyć i zmierzyć efekt. Prace nad określeniem zasad wykonywania zawodu fizjoterapeuty się przedłużają, a bez jasnych uregulowań istnieje ryzyko, że zabiegi wykona osoba bez odpowiedniego przygotowania. Z kolei brak standardów w rehabilitacji leczniczej utrudnia zachowanie odpowiedniej jakości i efektywności leczenia.

W badanym okresie (2011 – maj 2013) NFZ systematycznie zwiększał nakłady na rehabilitację leczniczą. Środki zaplanowane na rok 2013 były o 15% większe, niż te zaplanowane na rok 2010. Na 2013 rok zaplanowano na rehabilitację o blisko 267 mln zł więcej niż w roku 2010. W tym czasie wzrosła także liczba specjalistów z zakresu rehabilitacji leczniczej oraz balneologii i medycyny fizykalnej, logopedów oraz fizjoterapeutów.

Problemy z dostępnością świadczeń

Niezależnie od okoliczności potencjalnie sprzyjających upowszechnieniu rehabilitacji leczniczej,dostępność świadczeń rehabilitacyjnych w kontrolowanym okresie zmalała. Rosła natomiast liczba oczekujących: na zabiegi w pracowniach fizjoterapii na koniec 2011 r. zapisanych było ponad 400 tys. osób, a pod koniec 2013 r. już niemal 613 tys., na oddziałach rehabilitacyjnych z kolei odpowiednio: ok. 114 tys. i ponad 150 tys. osób.

Wydłużał się również czas oczekiwania na zabiegi w ramach czterech kluczowych działów rehabilitacji: w pracowniach fizjoterapii pod koniec 2011 r. pacjenci czekali na usługę przeciętnie 41 dni, a w 2013 już 61 dni, na oddziałach rehabilitacyjnych odpowiednio: 174 i 251 dni.

Jednocześnie coraz mniej było gabinetów, w których świadczenia rehabilitacyjne realizowano bez kolejki, np. w przypadku fizjoterapii na koniec 2011 r. „od ręki” przyjmowano jeszcze w co piątym gabinecie, a na koniec 2013 już tylko w co dziesiątym. Jednak zgodnie z zestawieniami NFZ – wciąż  – pomimo wydłużających się kolejek –  funkcjonują placówki, do których na rehabilitację można zapisać się bez czekania. NFZ podaje np., że aż w jednej piątej ośrodków rehabilitacji dziennej czas oczekiwania wynosił zero dni.

Brak standardów

Pomimo licznych apeli autorytetów środowiska medycznego Minister Zdrowia wciąż nie określił standardów postępowania w obszarze rehabilitacji leczniczej. W ocenie NIKhamuje to rozwój nowoczesnej, efektywnej rehabilitacji, ocenianej przy użyciu mierzalnych czynników, skal i testów. Bez jasnych kryteriów trudniej jest poza tym m.in. precyzyjnie rozstrzygnąć, który pacjent i jakich zabiegów rzeczywiście potrzebuje.

Resort zdrowia nie dokonywał regularnej oceny dostępności świadczeń rehabilitacyjnych, nie określił nawet wskaźników dotyczących liczby czynnych zawodowo lekarzy specjalistów, m.in. w zakresie rehabilitacji, w stosunku do liczby mieszkańców. Minister nie mógł więc rzetelnie ocenić, czy liczba lekarzy poszczególnych specjalności na danym terenie, np. w województwie, odpowiada liczbie pacjentów i ich potrzebom. Tymczasem kontrola NIK wykazała duże zróżnicowanie dostępności rehabilitacji w poszczególnych regionach. Różnice w przeliczeniu na jednego mieszkańca sięgały nawet 90%, np. w województwach wielkopolskim i lubuskim dziewięć razy trudniej było skorzystać z lekarskiej ambulatoryjnej opieki rehabilitacyjnej niż w województwie mazowieckim (2011 r.). Zauważalne jest także zjawisko terytorialnego zróżnicowania liczby lekarzy rehabilitacji. W województwie łódzkim, podlaskim i mazowieckim było np. blisko dwukrotnie więcej specjalistów rehabilitacji medycznej (w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców), niż w dolnośląskim, lubuskim i wielkopolskim (w latach 2011 – 2012). W opinii NIK bieżące monitorowanie dostępności świadczeń stanowiłoby cenne źródło informacji dla ministra zdrowia, zwłaszcza w sytuacji podejmowania ważkich decyzji dotyczących polityki zdrowotnej państwa.

Nieuregulowany zawód fizjoterapeuty

NIK zwraca uwagę, że Polska znalazła się w nielicznej już grupie państw Unii Europejskiej, które nie wypracowały jeszcze własnych norm regulujących zawód fizjoterapeuty. Prace nad odpowiednimi przepisami rozpoczęto cztery lata temu – w lutym 2010 r. – jednak ustawy wciąż nie ma. W konsekwencji fizjoterapeutą może być obecnie niemal każdy, także osoba bez odpowiedniego przygotowania (np. medycznego), a resort zdrowia nie ma nawet rzetelnych danych ani na temat liczby osób pracujących w zawodzie fizjoterapeuty, ani ich kwalifikacji. Biorąc pod uwagę stosunkowo dużą liczbę osób wykonujących tę profesję w Polsce (szacuje się, że obecnie jest to ok. 40 tysięcy) oraz ich znaczącą rolę w procesie rehabilitacji, niezbędne wydaje się przyjęcie odpowiedniej ustawy, która określiłaby m.in. zakres obowiązków fizjoterapeutów, sposób ich kształcenia, czy choćby odpowiedzialność wobec pacjenta. Jest to tym pilniejsze, że nieprawidłowo poprowadzona rehabilitacja może bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Inne nieprawidłowości

Zgodnie z rozporządzeniem Prezesa NFZ świadczeniodawcy wykonujących fizjoterapię ambulatoryjną mają jednocześnie  – dość dyskusyjny – obowiązek prowadzenia części zabiegów także w warunkach domowych (nie mniej niż 3% miesięcznego kontraktu). Teoretycznie jest to przepis bezpodstawny, bo fizjoterapia domowa i fizjoterapia ambulatoryjna to dwa różne rodzaje świadczeń, ale formalnie nie został on przez Ministra zakwestionowany. Tymczasem żaden z tych skontrolowanych świadczeniodawców, którzy mieli taki obowiązek, nie wywiązywał się z udzielania świadczeń fizjoterapii w warunkach domowych.

Zgodnie z wyjaśnieniami świadczeniodawców – nie wykonują oni fizjoterapii domowej, ponieważ pacjenci w ogóle nie są kierowani przez lekarzy na taki rodzaj zabiegów. Jednak jak pokazała kontrola NIK większość jednostek nawet nie informowała ani pacjentów ani lekarzy o możliwościach i zasadach zapisów na wizyty domowe.

W przypadku niemal połowy (45%) skontrolowanych podmiotów leczniczych stwierdzono nieprawidłowości w prowadzeniu list oczekujących na rehabilitację, które miały wpływ na wiarygodność danych zbieranych i publikowanych przez NFZ.

Wbrew zapisom ustawy większość skontrolowanych świadczeniodawców (14 z 18) nie zapewniła pacjentom możliwości umawiania się na wizyty drogą elektroniczną od 1 stycznia 2013 r., co bez wątpienia dodatkowo utrudniało dostęp do świadczeń.

Kluczowym zagadnieniem, bezpośrednio związanym z dokonującymi się w Polsce zmianami demograficznymi, jest podniesienie efektywności i optymalizacja kosztów obecnego modelu rehabilitacji. Zdaniem NIK pożądane byłoby efektywniejsze wykorzystanie przeznaczanych na rehabilitację funduszy, a zmiany powinny objąć zarówno skalę i rozmieszczenie infrastruktury rehabilitacyjnej, jak i samą organizację udzielania i finansowania świadczeń rehabilitacyjnych.

Model rehabilitacji leczniczej w Polsce powinien być zorientowany na poprawę efektywności terapii, mierzonej za pomocą uniwersalnych i obiektywnych wskaźników (być może np. z wykorzystaniem oceny usług medycznych / badania satysfakcji pacjentów), które pozwalałyby na porównanie wyników leczenia w różnych ośrodkach. Pacjent powinien np. wiedzieć, ile ma trwać jego rehabilitacja i czy ten okres nie jest dłuższy od oferowanego w innym ośrodku.

Zdaniem Izby takim rozwiązaniom posłużyć może m.in.:

  • zapewnienie dostępu do rehabilitacji leczniczej wszystkim potrzebującym pacjentombez względu na ich miejsce zamieszkania;
  • wykorzystanie koncepcji płacenia za wyniki (pay-for-performance) i kupowania w oparciu o wartość (value-based purchasing), których podstawowym założeniem jest powiązanie wynagrodzenia lub stawki z efektami pracy.

Wnioski NIK skierowane do Ministra Zdrowia dotyczyły przede wszystkim:

  • podjęcia, w ścisłej współpracy ze środowiskiem medycznym, działań na rzecz opracowania i wprowadzenia standardów postępowania w rehabilitacji leczniczej;
  • zapewnienia szybkiego zakończenia prac nad projektem ustawy o zawodzie fizjoterapeuty regulującej zasady wykonywania tego zawodu;
  • podjęcia, we współpracy z instytucjami realizującymi zadania związane z różnymi formami rehabilitacji, działań w celu poprawy efektywności funkcjonowania i koordynacji systemu rehabilitacji w Polsce, obejmującego rehabilitację leczniczą, zawodową i społeczną.

GPW zachęca do opcji

CEO Magazyn Polska

Opcje to instrument wciąż niedoceniany przez inwestorów. Niewielkie obroty na nim wynikają po części z braku wiedzy i obaw przed skomplikowanymi zasadami ich rozliczania. Do pełnego wykorzystania możliwości, jakie dają opcje, potrzeba sporego doświadczenia, ale do prostych operacji, głównie nabywania opcji, wystarczy podstawowa wiedza o inwestowaniu na GPW.

Opcje to bardzo elastyczny i wszechstronny instrument inwestycyjny. Każdy może dobrać odpowiedni rodzaj opcji do swoich preferencji – zapewnia Filip Duszczyk, starszy specjalista w Zespole Wdrożeń Produktowych w Pionie Rozwoju Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

– Można wybierać przeróżne profile wypłaty, można różne opcje i różne kursy wykonania składać razem, tworząc różne strategie. Inwestorzy powinni się zainteresować właśnie opcjami ze względu na elastyczność tego instrumentu, który można dopasować albo do zabezpieczenia swojego portfela, albo do czystej gry, do inwestycji spekulatywnych.

Jako zabezpieczenie portfela opcje podobne są do powszechnie znanych ubezpieczeń. Zasada jest prosta – trzeba zapłacić składkę i to jest jedyne ryzyko klienta. Jeśli nie nastąpi zdarzenie objęte ubezpieczeniem (np. kradzież samochodu w przypadku AC czy konieczność hospitalizacji przy ubezpieczeniach zdrowotnych), to klient traci jedynie kwotę składki. Z opcjami jest podobnie.

– Nabywamy opcje i tym samym płacimy premię opcyjną – to jest taka składka właśnie, której już nie odzyskujemy – tłumaczy Duszczyk. – W wypadku, gdy to niepożądane zdarzenie miało miejsce, jak w polisie ubezpieczeniowej dostajemy odszkodowanie. W przypadku polisy ubezpieczeniowej trzeba wypisać wniosek i zgłosić do ubezpieczyciela, i wtedy się dostaje odszkodowanie. Na giełdzie dostaje się to odszkodowanie automatycznie – jest rozliczane pieniężnie.

Druga najbardziej popularna metoda wykorzystania opcji to gra spekulacyjna. Można zagrać na wzrost czy spadek indeksu WIG20, nabywając opcje kupna albo sprzedaży. Ale nawet w przypadku, gdy inwestor pomyli się w przewidywaniu ruchu indeksu – jego straty też są ograniczone.

– W tych spekulacjach, co jest dużo lepsze niż w innych, na przykład kontraktach terminowych – mamy ograniczone ryzyko, czyli jest niesymetryczny profil wypłaty – mówi ekspert GPW. – Gramy na zysk w przypadku spadku lub wzrostu indeksu, ale ograniczamy straty w przypadku błędnego przewidzenia. Nasze ryzyko przy nabyciu opcji jest ograniczone tylko do premii opcyjnej, więcej nie możemy stracić.

Jak tłumaczy Duszczyk – opcje mogą być wykorzystywane przez początkujących inwestorów, chociaż po to, by wykorzystać ich wszystkie możliwości, trzeba sporej wiedzy.

– Tutaj wchodzą modele statystyczne i modele wyceny opcji, które dają nam cenę opcji i różne wskaźniki. Ale jest to też instrument w miarę łatwy do zapoznania się i do wciągnięcia się w tę całą przygodę z opcjami. Do takich prostych ruchów inwestycyjnych wystarczy podstawowa wiedza.

Władze giełdy liczą na to, że uda się zachęcić większą liczbę inwestorów indywidualnych do wykorzystywania opcji. Od początku roku do września wartość obrotów na opcjach wyniosła ok. 8,5 mld zł, w przypadku kontraktów terminowych było to prawie 168 mld zł.

Drosed stawia na produkty paczkowane. Chce sprzedawać zarówno poprzez sieci handlowe, jak i samodzielne sklepy

CEO Magazyn Polska

Choć wielu Polaków wciąż jeszcze woli kupować mięso i wędliny na wagę w małych punktach sprzedaży, mazowiecki Drosed przekonuje, że produkt paczkowany jest bezpieczniejszy, a nowoczesny handel gwarantuje jego właściwe przechowywanie.

– Ciągle jeszcze nasz konsument nie jest przygotowany do tego, żeby kupować produkt z opakowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Lewicki, prezes zarządu Grupy Drosed. – On się jemu wydaje w jakiś sposób zakonserwowany, w jakiś sposób trudny do oceny, do której się przyzwyczaił.

Drosedowi zależy na tym, by konsument dostrzegł atuty produktu zapakowanego przez firmę o ustalonej pozycji na rynku i w to, że swoją marką gwarantuje ona jakość wystawianego na sprzedaż towaru. Potwierdzeniem jakości produktów jest też zdaniem prezesa Drosedu fakt, że wielkie sieci handlowe o wyśrubowanych kryteriach bezpieczeństwa żywności, kupują produkty firmy.

– Konsument nie wiem, że produkt z hipermarketu i  ten z małego sklepu mają identyczną jakość – ubolewa prezes Lewicki. – A w zasadzie ten pierwszy jest nawet lepszy, bo mam wysokie standardy jakości, które gwarantujemy my i nasi klienci, ci wielkie sieci handlowe, które mają dodatkowe systemy, daleko wykraczają poza polski standard. Poza tym jest jeszcze problem z percepcją zapakowanego produktu.

Produkty Grupy Drosed sprzedają m.in. takie sieci, jak Auchan, Carrefour, Real, Biedronka, Netto, Piotr i Paweł czy Alma. Trafiają one też na eksport do Europy Zachodniej, m.in. Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz Francji.

– Jesteśmy dzisiaj największym dostawcą do kilku kluczowych sieci handlowych, co świadczy o tym, że mamy znaczącą pozycję w tym segmencie – ocenia prezes Lewicki.

Nadal jednak – co specyficzne dla polskiego handlu – wiele wyrobów Drosedu kupują też małe sklepy, zarówno sieciowe, jak i te prowadzone samodzielnie.

– Bardzo dużo sprzedajemy przez sklepy specjalistyczne – podkreśla Jacek Lewicki. – W zasadzie w przemyśle spożywczym niewiele się takich ostało. Oprócz piekarni są to sklepy mięsne. Sporo produktów sprzedajemy też w małych sklepach spożywcze. Nasza branża jest pod tym względem specyficzna.

Należąca do francuskiego koncernu LDC grupa Drosed rocznie wytwarza ponad 80 tys. ton produktów gotowych rocznie. Jej obroty sięgają 800 mln zł. Obok spółki Drosed do grupy należą m.in. spółki Roldrob i Sedar, także specjalizujące się w przetworach drobiowych. Grupa zatrudnia 1,6 tys. pracowników.

Władze telewizji chcą zmienić satelitę TVP Polonia. O przyszłości kanału dyskutować będzie Senat

0

CEO Magazyn Polska

Na specjalnym posiedzeniu senacka Komisja Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą zajmie się kwestią przyszłości TVP Polonia. Senatorowie wysłuchają informacji zarządu Telewizji Polskiej na temat zapowiedzi zaprzestania nadawania tego programu przez satelitę Astra, co – jak podkreślają przedstawiciele Astry – może znacząco ograniczyć dostępność TVP Polonia dla mieszkających za granicą Polaków. Prezes Astry obawia się, że warunki przetargu nie pozwolą jej w nim wystartować.

Według danych MSZ-u w Europie żyje mniej więcej 6 mln Polaków i oni wszyscy technicznie mają dostęp do TVP Polonii poprzez satelitę Astra. Jeżeli rzeczywiście 1 stycznia sygnał TVP Polonii zniknie z satelitów Astra i pojawi się na innym satelicie, w innej formie, na innej pozycji, to nie wchodząc w detale techniczne, będzie to oznaczało, że wszyscy, którzy w tej chwili oglądają TVP Polonia, 1 stycznia obudzą się i będą mieli czarny ekran – przestrzega w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Ornass-Kubacki Jacek Lewicki, prezes zarządu Astra CEE.

TVP nadaje przez Astrę od 2005 r. Pozycja 19,2E, na której transponder umożliwiający nadawanie wynajmuje polska telewizja, jest najpopularniejsza w Europie. Sygnał z tej pozycji dociera do 114 mln gospodarstw na kontynencie. Korzystają z niej niemal wszystkie stacje europejskich telewizji publicznych (np. w Niemczech, Francji czy Austrii). Zasięg pozostałych operatorów obejmuje 48 proc. gospodarstw. Rzecznik TVP w komentarzach dla mediów odpierał zarzuty Astry, twierdząc, że zasięg się nie zmieni.

Powiedziano nam, że w sytuacji braku sygnału można sobie przekręcić albo założyć nową antenę – mówi Marcin Ornass-Kubacki. – Niestety, jest to niemożliwe, ponieważ w zbiorczych budynkach na Zachodzie, czy to jest Paryż, Berlin, Kolonia, Zurych, nie ma możliwości założenia małej indywidualnej anteny na fasadzie budynku po to, żeby odbierać jeden kanał. Po prostu tam wszędzie jest Astra.

Jak podkreśla Ornass-Kubacki, Astra chciałaby uczestniczyć w przetargu TVP, jednak ze względów formalnych może być to niemożliwe.

Niestety, okazało się, że przetarg jest tak sformułowany, że nie możemy złożyć oferty i być w nim stroną. Pytano, na czym polega problem. Problem polega na tym, że w przetargu expressis verbis jest wpisana nazwa firmy, która jako jedyna może uczestniczyć w tym przetargu. Czyli to mniej więcej tak, jakby ktoś zamawiał samochód i mówił, że ma być czterodrzwiowy, komfortowy, niedrogi i niedużo palić, a przy okazji nazywać się na przykład Volvo. My nie uważamy, żeby to był przetarg otwarty, gdzie każdy ma mieć równe szanse. W związku z tym obawiamy się, że nie możemy złożyć oferty na nadawanie satelitarne kanału TVP Polonia – mówi prezes Astra CEE.

W tej sytuacji firma duże nadzieje wiąże ze wsparciem senatorów z Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą.

Cieszymy się, że Senat pochylił się nad tym problemem, dlatego że wydaje się to dosyć istotne dla polskiej racji stanu. TVP Polonia odbierana satelitarnie poprzez Astrę jest jedną z nielicznych możliwości dostępu Polaków do polskiej kultury, polityki i wiedzy na temat tego, co dzieje się w kraju. To będzie neutralna platforma, gdzie będziemy mogli zaprezentować stan faktyczny, a nie tylko rozmawiać za pomocą gazet – podkreśla Marcin Ornass-Kubacki.

Chińska gospodarka z problemami. Spadek tempa wzrostu PKB wcale nie jest najpoważniejszym z nich

CEO Magazyn Polska

Wzrost chińskiego produktu krajowego brutto należy do najszybszych na świecie, choć dziś jego dynamika jest znacznie słabsza niż kilka lat temu. Nie to jest jednak najpoważniejszym wyzwaniem, przed jakim stoi tamtejsza gospodarka.

W ocenie analityków potwierdzanej wynikami z I półrocza i III kwartału można oczekiwać, że w tym roku PKB Państwa Środka wzrośnie o ok. 7,5 proc. Największy poziom wzrostu chińskie PKB osiągnęło w 2007 roku, przekraczając 14 proc. Od tego czasu systematycznie spada, obecnie osiągając poziom z końca lat 90. W III kw. 2014 r. chińska gospodarka urosła o 7,3 proc., o 0,1 pkt proc. mocniej niż oczekiwali ekonomiści.

7 proc. to jest naprawdę wspaniały wskaźnik – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Krystyna Palonka z Centrum Studiów Polska – Azja. – Proszę zwrócić uwagę na to, że te procenty są liczone od coraz większej masy. Łatwiej jest mieć 10 proc. od małej podstawy niż 10 proc. od dużej. W skali liczb bezwzględnych ten wzrost jest taki sam, jak był, tylko oczywiście rozkłada się na większy potencjał.

Dla Chin od mniejszego tempa wzrostu ważniejsze są jednak wyzwania, które ten wzrost przyniósł.

Kiedy się osiągnie już pewien poziom gospodarki, pewną masę krytyczną, to wtedy dopiero pojawiają się problemy, jak to rozłożyć. Nie zazdroszczę rządowi Chin, bo ma z tym ogromne problemy – mówi dr Palonka.

Wyzwaniem jest ochrona środowiska, zaniedbana w latach przemysłowego rozwoju. Problemem jest też sam przemysł, który wymaga innowacji, przesunięcia na wyższy poziom technologiczny. Są wreszcie sami Chińczycy, w większości mieszkający na wsi, podczas gdy potrzebni są w miastach.

To są dziesiątki, setki milionów ludzi, którym trzeba zapewnić miejsca pracy, mieszkania i infrastrukturę, jak choćby szkoły, służbę zdrowia itd. – podkreśla Krystyna Palonka. – Ludzie, którzy przyjeżdżają ze wsi do miast, żeby pracować, nie mają żadnych podstawowych zabezpieczeń socjalnych. Oni w tej chwili o to walczą i rząd zdaje sobie sprawę z tego, że trzeba coś z tym zrobić.

Kolejny wielki chiński problem to nierównomierny rozwój kraju. Zróżnicowanie rozwoju poszczególnych prowincji.

– Wschód się rozwinął wspaniale i szybko – zaznacza ekspertka. – Te metropolie konkurują z największymi światowymi pod względem liczby ludności i infrastruktury. Ale są też takie obszary w Chinach, które są bardzo mało rozwinięte. I właściwie jednym z podstawowych planów rządowych jest rozwój zachodniej części Chin.

Wyzwaniem dla chińskiej polityki i gospodarki jest też problem demograficzny. Polityka jednego dziecka spowodowała, że tamtejsze społeczeństwo szybko się starzeje. I nie ma komu zapewnić opieki starszym ludziom.

Oczywiście kultura chińska oparta na modelu konfucjańskim oznacza, że to rodzina powinna się zajmować starszymi ludźmi. W tej chwili jest jedno dziecko i ono wyjechało do wielkiego miasta. Starsi ludzie, którzy pozostali w większości na wsi, ze względu na tradycję, na to, że „starych drzew się nie przesadza”,  wcale się nie garną do tego, żeby się przenieść do miast – zauważa dr Krystyna Palonka.

W rezultacie rozwiązanie problemu, którego próbowały chińskie władze, nie wypaliło. Wybudowane z myślą o ludziach ze wsi mieszkania w miastach stoją puste, a stworzone w ten sposób miasta widma stały się potężnym obciążeniem zarówno dla inwestujących w nie władz lokalnych, jak i dla kredytujących te inwestycje banków.

Infrastruktura telekomunikacyjna potrzebuje poważnej rozbudowy

CEO Magazyn Polska

Upowszechnienie się internetu oraz telefonii komórkowej spowodowało, że gwałtownie wzrosła ilość danych, które są wysyłane i odbierane przez urządzenia. Aby transfer przebiegał bez zakłóceń, potrzebna jest odpowiednia infrastruktura, dlatego też zajmujący się nią sektor rynku ulega dynamicznym przemianom, a jedno z największych przedsiębiorstw zajmujących się naziemną infrastrukturą radiowo-telewizyjną ma dość duże plany rozwoju.

Mowa tu o EmiTelu, który został przejęty przez amerykański fundusz Alinda Capital Partners. Firma skupia się obecnie nad rozwojem usług na bazie technologii Ethernet i IP. Zaliczają się do tego sektora używane w przedsiębiorstwach wirtualne sieci prywatne (VPN, czyli virtual private network), dostarczanie dostępu do Internetu użytkownikom prywatnym i biznesowym oraz Digital Signage. Ta ostatnia usługa jest często nazywana „cyfrowym wyjściem z domu”. Obejmuje zintegrowaną formę zarządzania systemem, w skład którego wchodzą wyświetlacze elektroniczne prezentujące informacje, reklamy i inne wiadomości. Systemy Digital Signage wykorzystywane są w ruchliwych miejscach, jak lotniska, galerie handlowe, a także dworce i tym podobne miejsca.

Obecnie rynek infrastruktury pozwalającej na przesyłanie danych (zarówno handlowych, jak i prywatnych) znajduje się w okresie wielkich przemian, które wynikają nie tylko ze wspomnianej, większej ilości informacji do przesłania, ale również wyczulenia klienta na koszty oraz jakość oferowanych usług. Nie bez znaczenia jest także bardzo szybko rozwijająca się bezprzewodowa forma transferu danych – LTE – co jest ściśle związane z coraz większą liczbą urządzeń przenośnych, jak smartfony czy tablety. Firmy wdrażające infrastrukturę nie obawiają się tego, mają jednak pewne dylematy.

Myślę, że z punktu widzenia usług, które są zapewniane, innowacja jest czymś absolutnie naturalnym – mówi Przemysław KurczewskiKrystyna Palonka, prezes zarządu EmiTel. – Internet przyciąga do siebie innowacje i tego się nie obawiam. Użytkownicy sieci są wręcz zarzucani propozycjami i kwestią wyboru jest to, z jakich usług będą korzystać. Inną kwestią jest skłonność klientów do płacenia za te usługi, a osobną zapewnienie odpowiedniej ich jakości, tak, aby każdy korzystający z nich klient był zadowolony. To jest wielki dylemat inwestycyjny.

Prezes zdradził, że Alinda zainteresowana jest przede wszystkim inwestycjami w infrastrukturę telekomunikacyjną, która pomoże zwiększyć pole działania EmiTela na polskim rynku oraz ulepszyć współpracę z operatorami telekomunikacyjnymi. Zmiany będą oczywiście wdrażana stopniowo. Jak dodaje:

Wypracowaliśmy wspólną wizję EmiTela na przyszłość. Teraz jest to kwestia jej realizacji. Współpraca układa się bardzo dobrze.

Alinda Capital Partners jest funduszem inwestycyjnym należącym do grupy kapitałowej, dla której telekomunikacja to tylko jeden z sektorów działania. EmiTel do połowy 2011 roku należał do Telekomunikacji Polskiej, która sprzedała go za 1,73 mld zł na rzecz Montagu Private Equity. Wykupienie przez Alindę nastąpiło po wydaniu zgodzie UOKiK, wydanej w lutym 2014 roku.

Litr paliwa w cenie hot doga

Benzyna za mniej niż 5 zł wydaje się być już tylko kwestią dni. Polskim kierowcom sprzyja wyjątkowo niska cena za baryłkę ropy oraz dobre prognozy dotyczące kursu dolara. Już niedługo cena za popularną 95’tkę będzie niższa, niż koszt zakupu hot doga na stacji benzynowej.

– Wpływ na cenę litra benzyny w Polsce mają dwa czynniki – kurs dolara w stosunku do złotego oraz cena baryłki na światowych rynkach. Na razie koszt zakupu baryłki ropy spada (85,95 USD za Brent i 83,1 USD za Ural), ale cena za litr popularnej PB95 wcale nie musi się obniżyć, jeśli nagle dolar podrożeje. Przy obecnym kursie PLN/USD (1$=3,3 zł) ropa musi potanieć jeszcze o ok. 2 dolary, by cena benzyny PB95 spadła poniżej 5 zł – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

– W ciągu ostatnich 4 miesięcy ropa potaniała o 25%, ale średnia cena litra benzyny bezołowiowej w Polsce spadła tylko o 23 grosze, a więc zaledwie o 4,2%. Stało się tak, ponieważ wraz ze spadkiem cen ropy rósł kurs dolara, w którym rozliczany jest handel czarnym surowcem – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Analitycy walutowi przepytani przez Bankier.pl twierdzą, że na razie polskiej walucie nie grozi osłabienie, a to oznacza, że ceny paliw powinny spadać. Ostatni raz mniej niż 5 zł za paliwo płaciliśmy w 2010 roku. Z szacunków Bankier.pl wynika, że niższa cena paliw może spowodować zmniejszone dochody do budżetu państwa z tytułu VAT o ok. 50 mln zł.

Rosję czekają kłopoty

To co cieszy polskich kierowców martwi decydentów z Kremla. Chociaż moskiewskie władze utrzymują, że niższa cena za baryłkę ropy nie spowoduje poważnych kłopotów budżetowych w Rosji to ekonomiści są zgodni, że naszego wschodniego sąsiada czekają trudne chwile. Rosyjski plan wydatków bilansuje się przy cenie 104 USD za baryłkę ropy. Niższa cena oznacza poważne cięcia budżetowe lub wzrost długu Rosji. Poważny kryzys w tym kraju wydaje się być tylko kwestią czasu.

Aplikacje webowe w walce z wykluczeniem zawodowym osób niepełnosprawnych

Przyczyną niskiego poziomu aktywności zawodowej osób niepełnosprawnych jest przede wszystkim brak wystarczającej liczby ofert pracy. Niechęć pracodawców może być wynikiem błędnego przekonania, że ze względu na ograniczenia fizyczne pracownicy ci nie będą w stanie realizować zlecanych obowiązków służbowych. Dzisiejsza technologia zmienia to stereotypowe podejście.

Rosnąca stopa bezrobocia

Zgodnie z wynikami Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności z 2013 roku w Polsce żyje blisko 2 mln osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym, spośród których zaledwie 527 tys. jest aktywnych zawodowo, a 432 tys. faktycznie pracuje. Sytuacja niepokoi jeszcze bardziej zważywszy na fakt, że w stosunku do roku poprzedniego stopa bezrobocia wzrosła o 2 pkt. proc. wynosząc w 2013 roku 17,9 proc.

W przypadku osób niepełnosprawnych w stopniu lekkim poziom aktywności zawodowej szacuje się na poziomie 37,1 proc. (wskaźnik zatrudnienia – 29,4 proc.). W trudniejszej sytuacji są osoby niepełnosprawne ze znacznym stopniem niepełnosprawności, których poziom aktywności zawodowej wynosi 10,2 proc., a wskaźnik zatrudnienia 8,7 proc. W tym procencie mieści się omówiony poniżej przypadek Pana Jana.

Kim jest Pan Jan?

Pan Jan pracował jako serwisant w ogólnopolskiej firmie specjalizującej się w naprawach urządzeń wentylacyjno-chłodniczych. Nieszczęśliwy wypadek samochodowy, w wyniku którego doznał paraliżu kończyn dolnych, okazał się być tragicznym końcem kariery zawodowej tego wcześniej rozchwytywanego fachowca. Mimo ogromnego zasobu wiedzy, niemożność sprawnego poruszania ograniczyła mobilność Pana Jana, co dla jego firmy oznaczało konieczność zatrudnienia innego specjalisty. Pracodawca nie chciał rezygnować z cennego eksperta, jednak specyfika pracy, którą wykonywał, nie pozwalała na kontynuację kariery na dotychczasowych stanowisku.

Co na to technika webowa?

Mimo wypadku Pan Jan nadal był świetnym fachowcem. Ekspertem o ogromnym poziomie wiedzy i doświadczeniu cenionym przez pracodawcę. Czy nieszczęśliwy wypadek musiał oznaczać koniec kariery zawodowej? Dzisiejsza technologia odpowiada przecząco dając dostęp do nowoczesnych aplikacji webowo-mobilnych. Narzędzia te, służąc do organizacji i zarządzania przedsiębiorstwem, mogą być wykorzystywane nie tylko przez osoby sprawne fizycznie. Programiści zadbali, by dzisiejsze systemy ERP posiadały konstrukcję umożliwiającą osobie niepełnosprawnej wykonywanie pracy na takim samym poziomie jak pełnosprawny pracownik. – Takie narzędzia pozwalają na aktywizację zawodową osób niepełnosprawnych ruchowo, które aby wykonywać zlecone zadania nie muszą wychodzić z domu czy pracować w terenie. Przykładem rozwiązania może być system e-Service opierający się na aplikacjach webowo-mobilnych działających w czasie rzeczywistym – mówi Paweł Kondratowicz z firmy QSG S.A.

Jak pracodawca Pana Jana czy inna firma chcąca zatrudnić osobę niepełnosprawną mogłaby wykorzystać e-Service? Choćby oddając do dyspozycji pracownika aplikację koordynatora usług. Z takiego panelu korzysta się w przeglądarce internetowej, nie ma zatem potrzeby wychodzenia z domu czy podejmowania kłopotliwych dla osoby niepełnosprawnej kontaktów bezpośrednich. System powiązany jest w czasie rzeczywistym z pozostałymi aplikacjami e-Service, z których korzysta mobilny serwisant (aplikacja mobilnego lidera usług) oraz klient danej firmy (aplikacja klienta). Dzięki webowemu charakterowi wszystkich paneli Pan Jan może koordynować zlecane prace oraz prowadzić komunikację w czasie rzeczywistym. Pan Jan wykorzystuje aplikację koordynatora by przekazywać mobilnemu serwisantowi zlecenia, harmonizować plan jego pracy, wspierać technicznie aspekty podejmowanych działań, śledzić bieżącą pozycję (dzięki odczytowi pozycji GPS) oraz postęp realizowanych zadań. Będąc online przyjmuje zlecenia przekazywane przez klientów, którzy kilkoma kliknięciami w aplikacji webowej lub mobilnej wystawiają zlecenie serwisu na dane urządzenie. Pan Jan wykorzystuje swoją wiedzę i umiejętności by szkolić serwisantów i udzielać im wskazówek w czasie pracy. Dzięki aplikacji mobilnej lidera usług, serwisant może przesyłać multimedia – zdjęcia, filmy lub notatki głosowe, komunikując się w ten sposób z koordynatorem, który przekazuje online wskazówki pomocne w rozwiązaniu danej usterki.

Nie tylko dla serwisantów!

Aplikacje webowo-mobilne służące do delegowania zadań sprawdzą się w aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych posiadających doświadczenie i umiejętności nie tylko w branży serwisowej. – Dzięki e-Service pracownik ograniczony ruchowo może koordynować oraz zarządzać pracami technicznymi realizowanymi w biurowcach czy apartamentowcach. Innym przykładem może być wykorzystanie paneli webowych przy gospodarowaniu odpadami w branży komunalnej. Ponieważ narzędzie działa w czasie rzeczywistym, niepełnosprawny pracownik może zarządzać pracami oraz przepływem informacji pomiędzy mieszkańcami, usługodawcą a referentem w urzędzie gminy  – wylicza Paweł Kondratowicz i dodaje: – Dzięki temu zmniejszają się koszty ponoszone przez usługodawcę, co ma bezpośredni wpływ na wysokość budżetu danej gminy. Otrzymane w ten sposób oszczędności pozwalają na obniżenie wysokości opłat ponoszonych przez mieszkańców. I nie ma to znaczenia czy zadania te koordynuje osoba sprawna czy niepełnosprawna – dzięki aplikacjom jakość wykonywanej pracy jest dokładnie taka sama.

Jak zauważa Robert Jakubowski, p.o. Rzecznika Prasowego Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych: – Poza działaniami na rzecz rozwoju technologii teleinformatycznych, choćby w formie aplikacji webowych, trzeba także pamiętać o dostępności tych aplikacji. Obecnie osoby słabowidzące, niewidome, z niepełnosprawnością kończyn górnych mogą swobodnie korzystać z nowych technologii, dzięki tzw. urządzeniom i programom wspomagającym (ang. assistive technologies). Warunkiem pełnej operatywności stanowisk pracy dla osób niepełnosprawnych jest jednak dostępność samych aplikacji. Oznacza to, że muszą one być przygotowane w taki sposób, a by dobrze współpracowały z technologiami wspomagającymi, ale także, by osoby z różnymi dysfunkcjami mogły je bez problemu obsłużyć. Dlatego przy tworzeniu takich aplikacji, trzeba pamiętać o dobrych praktykach dostępności zawartych na przykład w specyfikacji Web Content Accessibility Guidelines 2.0 (WCAG 2.0).

Niepokojącym jest fakt, że mimo dostępności tego typu narzędzi, a także możliwości jakie daje wsparcie ze strony środków publicznych, większość osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym nadal pozostaje poza rynkiem pracy. Szansę na ich aktywizację zawodową daje np. System Obsługi Dofinansowań i Refundacji prowadzony przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. W programie zarejestrowanych jest ponad 200 tys. niepełnosprawnych, z tego ok. 160 tys. osób zatrudnionych jest w zakładach pracy chronionej, a 70,4 tys. na otwartym rynku pracy. Pamiętajmy też, że pracodawcy zobowiązani są do zatrudnienia niepełnosprawnych w liczbie odpowiadającej minimum 6% ich personelu. Jeśli nie wywiązują się z tego obowiązku, muszą odprowadzać miesięczną składkę na rzecz PFRON. Tym bardziej warto zwalczać stereotypowe myślenie i inwestując w narzędzia IT wykorzystywać potencjał zawodowy tkwiący w pracowniku, nawet jeżeli jest to osoba niepełnosprawna.

Konto dla studenta – jak wybrać najlepszą ofertę?

Jednym z pierwszych kroków na drodze ku samodzielności każdego młodego człowieka jest założenie konta w banku. Obecnie praktycznie każdy bank oferuje specjalne warunki dla studenta. Eksperci z portalu Zafinansowani.pl analizują wszystkie „za” i „przeciw”, by wybrać konto, które najlepiej pomoże zarządzać studenckim budżetem.

Analizując oferty różnych banków, trzeba zastanowić się w jakim celu będziemy używać konta i co jest dla nas najważniejsze: darmowe wypłaty ze wszystkich bankomatów, bezpłatne i szybkie przelewy z kont rodziców, zniżki i rabaty lub zwrot części wydatków przy płatności kartą? A może oryginalna karta płatnicza z wybranym przez siebie zdjęciem?

Myśl długoterminowo

Zakładając konto studenckie powinniśmy myśleć długoterminowo i nie kierować się wyłącznie okresową promocją oferowaną przez bank. Być może to konto będzie nam służyć przez lata, a w tym samym banku weźmiemy kredyt i założymy lokatę. Często posiadając konto przez kilka lat w jednej instytucji finansowej, możemy starać się o lepsze warunki kredytu lub pożyczki.

Kiedy nie płacić za kartę płatniczą?

Szczególną uwagę należy również zwrócić na opłaty związane z kartą płatniczą. – Konta studenckie zazwyczaj są bezpłatne, natomiast często należy spełnić określone warunki, aby być zwolnionym z opłaty za kartę płatniczą, np. regularne wpływy na konto lub transakcje kartą.   Ważne jest również, czy karta umożliwia dokonywanie płatności za zakupy w Internecie oraz czy takie transakcje wliczane są do kwoty transakcji zwalniających z opłaty za kartę – dodaje Anna Śmigas, z Departamentu Rachunków, Płatności i Kart ING Banku Śląskiego, ekspert portalu Zafinansowani.pl. Płacąc kartą za zakupy można również uzyskać dodatkowe rabaty lub wziąć udział w loterii. Dlatego warto na bieżąco śledzić informacje o aktualnych promocjach banku.

Darmowe wypłaty i udogodnienia

Darmowe wypłaty z bankomatów to kolejny ważny punkt, szczególnie istotny dla osób aktywnych. Nieograniczoną liczbę bezpłatnych wypłat ze wszystkich bankomatów bez spełnienia dodatkowych warunków oferuje niewiele banków. Eksperci z portalu Zafinansowani.pl radzą również, by zastanowić się, jak często będziemy wypłacać pieniądze z obcych bankomatów, np. Euronetu, aby w przyszłości w takich momentach nie przepłacać. Pamiętajmy również o usłudze cashback, dzięki której w niektórych punktach handlowo-usługowych możemy wypłacić gotówkę, unikając prowizji.

Studentom, którzy korzystają jeszcze z finansowego wsparcia rodziców wygodnie może być posiadać konto w tym samym banku co oni. W takim przypadku będą otrzymywać pieniądze natychmiast po wykonaniu przez rodziców przelewu, ponieważ transakcje wewnątrz banku są zazwyczaj realizowane w czasie rzeczywistym.

Dodatkowe profity

Niektóre konta pozwalają na zwrot części wydatków zapłaconych kartą. Dla studentów liczących każdy grosz to dobra okazja na dodatkowy zastrzyk pieniędzy. – Spełniając określone warunki, m.in. regularne wpływy na konto lub transakcje kartą w wybranych miejscach, możemy na koniec miesiąca otrzymać premię lub zwrot części kwoty wydanej za zakupy przy użyciu karty, nawet do kilkudziesięciu złotych miesięcznie. To niewątpliwie atrakcyjna oferta dla studentów poszukujących dodatkowych środków – mówi Anna Śmigas, ekspert portalu Zafinansowani.pl.

Banki często dają także możliwość skorzystania z limitu w koncie oraz programów rabatowych np. w sklepach czy szkołach językowych. Dodatkowe profity można też uzyskać polecając rachunek swoim znajomym i spełniając określone warunki aktywności.

Bankowość mobilna to podstawa

Student, który jest ciągle w ruchu i nie chce tracić czasu na wizyty w oddziale powinien także szczególnie zwrócić uwagę na dostęp do bankowości internetowej i mobilnej.  Dzięki temu zawsze i wszędzie sprawdzi stan konta, czy zrobi przelew.

Dodatkową zaletą kont studenckich są narzędzia, które umożliwiają zarządzanie budżetem  i comiesięcznymi wydatkami, np. w ING Banku Śląskim jest to Finansometr – przejrzysty system do zarządzania finansami osobistymi, dostępny w ramach systemu bankowości internetowej ING BankOnLine. Aplikacja ta pomaga zarządzać swoimi wydatkami, dzięki czemu można łatwo ocenić, na co przeznaczamy co miesiąc nasze pieniądze. Wpływy i wydatki prezentowane są na kolorowych wykresach, które jasno pokazują obraz studenckich finansów.

Wybierając konto studenckie, należy zapoznać się z opłatami i informacjami kryjącymi się w umowie oraz sprawdzić wszystkie szczegóły związane z prowadzeniem takiego konta. Dzięki temu raz dobrze  wybrane konto może służyć nam jeszcze długo po zakończeniu studiów.

 

Czy będziemy pracować 6 dni w tygodniu?

Zapłata za nadgodziny, a może w rzeczywistości wydłużenie tygodnia pracy? Pomysł zmian w Kodeksie pracy, które zostały zaproponowane przez grupę posłów PO, budzi wiele kontrowersji wśród związkowców.

Dziś według przepisów pracujemy 5 dni w tygodniu – po 8 godzin. Za każdy dodatkowy dzień należy się wolne. Nie zawsze jednak udaje się je otrzymać. Niestety, pracodawcy też niechętnie wynagradzają pieniędzmi za nadgodziny. Stąd pomysł zmian: jeśli przedsiębiorca nie da pracownikowi wolnego dnia za pracę w sobotę, będzie musiał mu wypłacić ekwiwalent.

Pomysł wywołał burzę wśród związków zawodowych, które obawiają się, że to droga do wprowadzenia 6-dniowego tygodnia pracy. „Mówi sie, że będzie można wybrać, czy będziemy chcieli pracować w sobotę, czy nie. Doskonale wiemy, że w rzeczywistości polski pracownik ma niewiele do powiedzenia. W wielu firmach tzw. wolny wybór będzie oznaczał narzucenie przez pracodawcę dłuższego czasu pracy” – mówi serwisowi infoWire.pl Piotr Szumlewicz z OPZZ. Tak samo może być z rozliczaniem: to nie od pracownika – jak zakłada projekt zmian – tylko od szefa będzie zależeć, czy za przepracowany szósty dzień dostanie się wolne, czy otrzyma zapłatę.

Oczywiście są osoby, które chciałyby zarabiać więcej i przyjdą chętnie do pracy w soboty. Jednak to rozumowanie jest niebezpieczne – zaznacza przedstawiciel OPZZ. Jest wiele osób, które potrzebują pieniędzy, więc dlaczego by nie pracować po 16 godzin dziennie? „Kodeks pracy stworzono po to, by pracownik miał czas na odpoczynek. Polacy pracują długo – w wymiarze tygodniowym średnio 40 i pół godziny, w krajach Unii Europejskiej jest to 37 godzin. W wymiarze rocznym Polacy spędzają w pracy 2000 godzin, podczas gdy Holendrzy tylko 1400” – wyjaśnia Piotr Szumlewicz.

Związkowcy dostrzegają jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Wprowadzenie nowych zasad może doprowadzić do obniżenia realnych dochodów za godzinę, bo choć pracownik będzie pracował dłużej, to jego podstawowa pensja nie wzrośnie.

Najwięksi detaliści odczuli skutki spowolnienia gospodarczego

Firmy rosną wolniej. Przychody dziesięciu największych sieci sprzedaży detalicznej na świecie wyniosły w minionym roku obrotowym 1,3 biliona dolarów. Wzrost przychodów był niższy niż rok wcześniej i wyniósł 2,9 proc., a to oznacza, że spółki z tej branży odczuły osłabienie globalnej gospodarki. W pierwszej dziesiątce dominują firmy z USA, a liderem zestawienia przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte niezmiennie pozostaje sieć Wal-Mart.

Według zapowiedzi raportu „Global Powers of Retailing 2015”, przygotowanego przez Deloitte we współpracy ze STORES Media, średnie obroty wśród dziesięciu największych sieci sięgnęły w ostatnim roku podatkowym 2013 prawie 129,5 mld dolarów. Jednak dynamika wzrostu, która wyniosła 2,9 proc. była niższa niż ta osiągnięta w poprzednim roku obrotowym (4,2 proc.). „To wyhamowanie wzrostu miało swoją przyczynę głównie w globalnym spowolnieniu gospodarczym. Z drugiej strony sieci detaliczne odczuwają coraz większą konkurencję ze strony sklepów internetowych, które z roku na rok zwiększają swój udział w światowym handlu” – mówi Monika Jakubczyk, Dyrektor w dziale Audytu, Deloitte.

Amerykańska sieć Wal-Mart nadal pozostaje największym światowym detalistą i generuje roczne przychody 4,5 razy wyższe niż jej najpoważniejszy konkurent. Na drugim miejscu w minionym roku obrotowym znalazło się Costco, które awansowało o jedną pozycję. Kolejne miejsca zajmują: Carrefour, Schwarz Group, Tesco i Kroger – wszystkie osiągnęły przychody powyżej 98 mld dolarów. Tesco spadło z drugiego na piąte miejsce, zarówno na skutek zmniejszenia sprzedaży, jak i osłabienia kursu funta brytyjskiego względem dolara amerykańskiego. Jak przewidują eksperci Deloitte, zajmujący szóste miejsce Kroger, dzięki przejęciu supermarketów sieci Harris Teeter w styczniu 2014 roku, może w przyszłości znacznie poprawić swoją pozycję.

Po raz pierwszy w historii rankingu w czołowej dziesiątce znajduje się wiele sieci spożywczych o przychodach niższych niż 100 mld dolarów. „Sektor detaliczny na całym świecie przechodzi okres interesujących zmian, głównie technologicznych. Zwycięzcą tego wyścigu okaże się ten, kto w najbardziej optymalny sposób będzie umiał wykorzystać innowacyjne rozwiązania. One bowiem będą w dużej mierze decydować o przyszłych sukcesach w tej branży” – dodaje ekspert.

CEO Magazyn Polska

[1] Rok podatkowy sieci Metro kończy się we wrześniu. Przedstawione wyniki za rok podatkowy 2013 obejmują dziewięć miesięcy, zakończonych 30 września 2013 r. plus wyniki za czwarty kwartał 2013 roku. To pozwoliło uzyskać okres 12 miesięcy równoważny wynikom za lata poprzednie.

CEO Magazyn Polska

Raport szereguje firmy na podstawie danych za ostatni zamknięty rok finansowy tj. FY 2013 (obejmujący rok podatkowy firm kończący się najpóźniej w czerwcu 2014 r.). Ranking firm powstał na podstawie wielkości przychodów ze sprzedaży detalicznej, a nie tylko samych łącznych obrotów firmy.

Powyższe zestawienie dziesięciu sieci to zapowiedź pełnej wersji 18. edycji raportu 250 największych światowych sieci detalicznych Deloitte pt. „Global Powers of Retailing”, który zostanie opublikowany w styczniu 2015 roku.

Polska gospodarka pod presją Niemiec i Rosji, ale i tak będzie w światowej czołówce

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku wzrost gospodarczy w Polsce prawdopodobnie tylko nieznacznie przekroczy 3 proc. Słaba kondycja Eurolandu i konflikt na Wschodzie poważnie ograniczyły możliwości rozwoju, które rysowały się jeszcze na początku tego roku. Wsparciem znów może być eksport, który – podobnie jak w poprzednich latach – rozwijać się będzie dzięki niskiemu kursowi złotego.

– Ostatnie rozczarowujące dane z Europy, m.in. z Niemiec, a do tego konflikt na Wschodzie i sankcje z nim związane rzeczywiście pogorszyły perspektywy wzrostu polskiej gospodarki – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. – Jest bardzo prawdopodobne, że rzeczywiście polska gospodarka nie będzie się rozwijała znacznie szybciej niż w 3-proc. tempie w tym roku i być może również przyszły rok będzie okresem, w którym to tempo wzrostu nie przekroczy wyraźnie 3 proc.

Według ostatnich prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego w tym roku polskie PKB urośnie o 3,2 proc. a w 2015 – o 3,3 proc.

Mamy do czynienia z zastopowaniem procesu ożywienia na umiarkowanym poziomie wzrostu gospodarczego. Nie jest to jeszcze żadna tragedia, bo też trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że ten 3-proc. wzrost będzie wciąż jednym z szybszych wzrostów w Europie, ale oczywiście jest to gorszy scenariusz od tego, którego mogliśmy się spodziewać jeszcze na początku roku, kiedy nasza prognoza wskazywała na to, że wzrost gospodarczy w Polsce będzie na tej ścieżce przyspieszania przez wiele najbliższych kwartałów i pod koniec tego roku tempo wzrostu PKB może się zbliżyć do 4 proc., a proces ożywienia będzie trwał – zauważa Bielski.

Trudną sytuację Polski będzie potęgował fakt, że spowolnienie wzrostu nastąpi w całej strefie euro. W 2014 r. eksport ma on wynieść 0,8 proc, a w kolejnym – 1,3 proc. Jest on uzależniony przede wszystkim od kondycji Niemiec, Francji i Włoch. A te trzy kraje odpowiadają za ponad 50 proc. polskiego eksportu.

– Będziemy mieli trochę bardziej wymagające warunki w otoczeniu zewnętrznym, trochę bardziej wymagające warunki konkurencji dla eksporterów. Takim ułatwieniem czy elementem, który pomoże firmom w poradzeniu sobie z tymi problemami, będzie sytuacja na rynku walutowym. Bo też w wyniku tych zmian, które zaszły w otoczeniu światowym, złoty jest walutą, która nie zyskuje na wartości i to poprawia konkurencyjność polskich eksporterów – ocenia ekonomista.

Polskie firmy mogą też liczyć na wzrost popytu wewnętrznego, który – chociaż powoli – poprawia się. Wciąż spada bezrobocie, a inflacja sprzyja zakupom.

– Konsumenci mają więcej pieniędzy i myślę, że będą utrzymywali taki umiarkowany wzrost wydatków konsumpcyjnych, co będzie podtrzymywało właśnie dynamikę popytu krajowego.

Wewnętrznie gospodarkę będą też wspomagać inwestycje, bo chociaż przedsiębiorcy nie kwapią się do budowania i zaciągania kredytów w warunkach niskich stóp procentowych, to za kilka miesięcy ruszą budowy finansowane z nowej perspektywy UE. Zdaniem Bielskiego inwestycje będą poważnym elementem utrzymującym polski wzrost gospodarczy. W piątek napłynęły też wreszcie w miarę pozytywne dane z polskiego przemysłu: produkcja we wrześniu wzrosła o 4,2 proc. rok do roku wobec oczekiwań na poziomie 2,4 proc.

Wikana planuje budowę ok. 500 nowych mieszkań rocznie. Spółka przygotowuje się do scalenia akcji i chce wprowadzić jedną ze spółek zależnych na NewConnect

0

CEO Magazyn Polska

Wikana chce wykorzystać zasoby swojego banku ziemi do budowy nowych mieszkań oraz planuje wprowadzenie na giełdę jeszcze w tym roku swej spółki biogazowniczej. Ta strategia ma pomóc Wikanie wyjść z impasu, w którym znalazła się, za bardzo rozbudowując swą grupę kapitałową.

Wikana osiągnęła sukces jako spółka deweloperska. Zyski przynosiła jej budowa domów we wschodnich regionach kraju. Decyzja o tworzeniu grupy prowadzącej działalność w tak odległych od budownictwa obszarach jak rynek obuwniczy czy energetyka odnawialna pogorszyła sytuację spółki. W rezultacie w 2013 roku spółka odnotowała netto 19,2 mln zł straty. Nie lepiej było w I półroczu 2014.

W tej sytuacji akcjonariusze Wikany zmienili zarząd, a ten postanowił, że spółka wróci do działalności źródłowej.

– Wikana ma bardzo duży bank ziemi – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Horbaczewski, prezes zarządu Wikana SA. – Ten bank ziemi był nieefektywnie wykorzystany. Mamy grunty, które od trzech do sześciu lat po prostu były w tym banku ziemi, nie były dewelopowane, co jest bardzo przykre, zwłaszcza dla akcjonariuszy. Dla nas zaś stanowi olbrzymie wyzwanie, możliwość wykorzystania tych gruntów.

Na posiadanych gruntach Wikana chce postawić ponad 1,8 tys. mieszkań, głównie w województwach lubelskim i podkarpackim.

– Wbrew powszechnym opiniom, z którymi spotykam się w Warszawie, te województwa są bardzo dobre. Tam jest bardzo stabilny, fundamentalny popyt na mieszkania – podkreśla prezes Wikany.

Sławomir Horbaczewski podkreśla, że firma docelowo zamierza sprzedawać do 500-600 mieszkań rocznie, przy czym już w przyszłym roku może osiągnąć liczbę 400 sprzedanych lokali.

Wikana zamierza jeszcze w tym roku wprowadzić na giełdę swoją biogazową spółkę Zielone Tarasy.

– Myślę, że jeżeli w  tym roku, ewentualnie na przełom tego i przyszłego roku, damy radę wejść na NewConnect, to na koniec przyszłego roku będziemy mieli spółkę Zielone Tarasy na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, i na nim skoncentrujemy wszystkie swoje aktywa energetyczne, właśnie odnawialne źródła energii – deklaruje Sławomir Horbaczewski.

Wikana liczy, że wprowadzając na giełdę swą spółkę biogazowniczą pozyska od kilku milionów złotych z NewConnectu do nawet 30 mln zł z głównego parkietu.

– Ten segment naszej działalności musimy dofinansować, bo mamy zero-minus – przyznaje prezes Horbaczewski. – W tym roku dzięki znacznemu spadkowi cen zaopatrzenia, surowców i substratów, których używamy w produkcji energii, prawdopodobnie wyjdziemy na zero-plus, a to jest pierwszy raz od paru lat.

Cena akcji na giełdzie (spółka notowana jest w systemie notowań jednolitych) oscyluje obecnie wokół 40 groszy. 31 października na walnym zgromadzeniu udziałowcy spółki zamierzają podjąć uchwałę o resplicie akcji w stosunku 1:10, tak by cena nominalna jednej wyniosła 2 zł.

– Wydaje mi się, że to jest konieczne, również z punktu widzenia rynkowego, ekonomicznego, dlatego że spółki, które mają akcje o wyższej wartości, moim zdaniem są lepiej postrzegane przez rynek – uważa prezes spółki. – Mamy zatem nadzieję, że to też przyczyni się do jeszcze lepszego postrzegania naszej spółki na rynku i przez to wartość akcji na giełdzie będzie również wyższa.

Realizowany w spółce program naprawczy podoba się inwestorom instytucjonalnym. Wikana pozyskała kapitał, a na najbliższe WZA jeden z akcjonariuszy złożył wniosek o kolejne podniesienie kapitału.

– Tak, mamy inwestorów, w sierpniu podwyższyliśmy kapitał – przypomina Sławomir Horbaczewski, prezes Wikany – Około 10 proc. pozyskaliśmy od kilka renomowanych funduszy inwestycyjnych, tak zwanych instytucjonalnych inwestorów kwalifikowanych.

Firmy chcą się prezentować studentom

Nie 23 – jak w ubiegłym roku, ale aż 38 firm, zaprezentuje swoją ofertę studentom w trakcie tegorocznych Targów Pracy, które odbędą się 21 października na Politechnice Białostockiej. Wśród nich, podobnie jak spółka Bianor, jest wiele przedsiębiorstw, które spotkają się w ten sposób ze studentami po raz pierwszy.

Targi, co roku organizowane jesienią przez Biuro Karier Politechniki Białostockiej cieszą się niezmiennie znaczną popularnością wśród studentów. To okazja nawiązania kontaktów dla obu stron. Studenci zyskują szansę poznania przedsiębiorstw otwartych na współpracę z młodymi inżynierami, a firmy dodatkową możliwość zainteresowania swoją działalnością. W tym roku jednak, żacy będą mogli zapoznać się z jeszcze większą, niż choćby rok temu, ofertą potencjalnych pracodawców.

Zdaniem Cezarego Naliwajka, dyrektora handlowego Bianoru, wzrost zainteresowania podlaskich przedsiębiorstw udziałem w tym wydarzeniu świadczy o rosnącej rywalizacji firm o tych najlepszych i wyróżniających się, przyszłych inżynierów.

– Nasz program płatnych praktyk prowadzimy od wielu lat lecz do tej pory ograniczaliśmy się do tradycyjnych form komunikacji ze studentami. Uznaliśmy jednak, że to za mało i powinniśmy jeszcze mocniej i aktywniej zaangażować się w budowę relacji z potencjalnymi pracownikami. „Nasi” studenci uczestniczą w projektach realizowanych dla globalnych firm takich jak Philips, Makita czy Bosch zdobywając cenną wiedzę i doświadczenie.

Jak podkreśla, w ponad 400 osobowym zespole Bianoru pracuje wielu absolwentów Politechniki Białostockiej, którzy wyraźnie się wyróżniają przygotowaniem do pracy. – Wiadomo, że dopiero praca w pełni kształtuje pracownika, a nie studia, ale absolwenci białostockiej uczelni posiadają solidne podstawy, które pozwalają im w pełni rozwinąć swoje talenty w naszej firmie, dlatego dalej chcemy iść tą drogą, szukając kolejnych nieprzeciętnych i wyróżniających się młodych ludzi – dodaje.

W trakcie targów, Bianor oficjalnie rozpocznie rekrutację do swojego kolejnego autorskiego projektu dedykowanego dla studentów ostatnich roczników oraz absolwentów uczelni wyższych – „Program Student”.

Wzrost zainteresowania przedsiębiorstw obecnością na tej dorocznej imprezie świadczy o znacznym i rosnącym zapotrzebowaniu gospodarki na inżynierów. Stanowi przy tym potwierdzenie wyników raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów”, z którego wynika, że inżynierowie to właśnie jeden z najbardziej poszukiwanych zawodów wśród pracodawców nie tylko w Polsce, ale i w regionie.

 

Fotowoltaika i sprzedaż internetowa – spółka Grodno liczy na nowe możliwości rozwoju

0

CEO Magazyn Polska

Spółka Grodno w ciągu dwóch lat chce osiągnąć 25-proc. udział internetu w całkowitej sprzedaży. Segment fotowoltaiki ma stanowić w przyszłym roku już 5 proc. całej sprzedaży. Władze spółki liczą na nowe inwestycje finansowane głównie ze środków unijnych.

– W tej chwili już kilkudziesięciu klientów korzysta z naszych końcówek informatycznych. Bardzo skraca to łańcuch dostaw i wiąże naszego klienta z firmą – mówi Andrzej Jurczak, prezes zarządu spółki Grodno. – W tym kierunku chcemy się rozwijać.

Wkrótce powstanie sklep internetowy, przez który firma chce sprzedawać 25 proc. swojego towaru. I jest to poziom docelowy, bo jak tłumaczy prezes – wynika to ze specyfiki klientów.

– Naszym klientem jest głównie mały i średni instalator, który generuje 49 proc. przychodów Grodna. Ten klient potrzebuje codziennej obsługi i spotkania z naszym handlowcem w naszej sieci sprzedaży, dlatego rozwijamy sieć sprzedaży. Ten klient wymaga fachowego doradztwa, natychmiastowego odbioru we wszystkich naszych placówkach zlokalizowanych w kraju. Dlatego dla Grodna ważne są magazyny oddziałowe z asortymentem dostosowanym do potrzeb małego i średniego instalatora, który czasem korzysta zakupów kilka razy dziennie.

Zarząd Grodna pozytywnie ocenia obecną sytuację w branży i widzi dobre perspektywy na przyszłość. Firma chlubi się tym, że w ciągu 24 lat działalności nigdy nie zamknęła żadnego oddziału i nigdy nie miała strat. W pierwszym kwartale roku obrotowego 2014/2015, zakończonym 30 czerwca, odnotowała ponad 131-proc. wzrost zysku netto.

Teraz rysują się na rynku nowe możliwości, w których prezes spółki widzi szanse na dalszy rozwój.

– Przed nami bardzo dobre perspektywy rozwoju w obszarze budownictwa związane z funduszami europejskimi. W tym obszarze widzimy także perspektywy związane z fotowoltaiką, również wspieraną środkami unijnymi – mówi Jurczak. – Ten segment sprzedaży będzie stanowił 5 proc. naszych przychodów już w przyszłym roku.

Już w tej chwili firma ma na koncie realizację kilkunastu projektów fotowoltaicznych jako generalny wykonawca – zapewnia realizację całej inwestycji od przygotowania projektu, poprzez dostarczenie towaru i instalację, aż po załatwienie formalności w zakładzie energetycznym, dzięki czemu klient może podłączyć instalację do sieci i sprzedawać nadwyżkę produkowanej przez siebie energii.

Warszawska giełda rozwija się technologicznie. To przyciąga międzynarodowych inwestorów

CEO Magazyn Polska

Warszawska giełda staje się coraz bardziej zaawansowana technologicznie. To przyciąga nowych międzynarodowych inwestorów. Dla nich ważne jest to, by systemy transakcyjne na rynku akceptowały rozwiązania technologiczne, z których oni korzystają.  

Od 2013 roku na warszawskiej giełdzie działa nowoczesny system transakcyjny UTP (Universal Trading Platform).

– Od tego momentu pojawiła się możliwość wejścia na ten rynek nowych inwestorów zagranicznych, którzy używają różnych rozwiązań informatycznych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Konrad Makowiecki, dyrektor wykonawczy KBC Securities. – Wraz z wejściem nowego systemu pojawiły się lepsze parametry tradingu, czyli  tzw. latency – szybkość wysyłania zlecenia do rynku i otrzymania potwierdzenia znacznie się poprawiła.

Ważną zmianą było też podniesienie z 10 do 20 mnożnika stosowanego przy kontraktach terminowych. Podniosło to ich wartość i obniżyło o 50 proc. koszty handlu i rozliczeń.

– To istotne, bo koszty tradingu i rozliczeń w Polsce były dość wysokie w porównaniu z innymi rynkami. Teraz jest znacznie lepiej – podkreśla Konrad Makowiecki.

Nowe możliwości technologiczne warszawskiej giełdy przyciągają nowych inwestorów, takich, którzy wykorzystują swoje technologie, a poszukują tylko możliwości podłączenia do naszego rynku. Polska giełda wprowadziła też szersze możliwości zarządzania limitami i zleceniami, które inwestor składa na giełdę. Umożliwia też korzystanie z tzw. kill switch button, którym w sytuacji awaryjnej można anulować wszystkie zlecenia, które w danym momencie znajdują się na rynku. Ważne jest też wprowadzenie od 4 sierpnia br. nettingu (kompensacji zobowiązań i należności z tego samego rachunku) i częściowego rozliczenia transakcji przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych.

Po wprowadzeniu tych instrumentów jesteśmy bardziej podobni do rynków zagranicznych – ocenia dyrektor wykonawczy KBC Securities. – Dla inwestorów jesteśmy bardziej czytelnym rynkiem, w związku z tym łatwiej jest wejść i można zastosować takie narzędzia, które globalni inwestorzy już posiadają.

Oni też doceniają technologiczne zmiany na polskim parkiecie. Niektórzy już z nich korzystają, inni wkrótce mogą się u nas pojawić.

Teraz, gdy mamy te wszystkie funkcjonalności, jest też szansa na pojawienie się nowych podmiotów, szczególnie globalnych clearerów [podmiotów rozliczających transakcje – red.], którzy dają np. możliwość cross marginingu [możliwość zmniejszenia wielkości wymaganego zabezpieczenia na różnych rynkach i instrumentach przy otwieraniu odwrotnych pozycji – red.] zabezpieczeń po stronie clearingu pomiędzy różnymi rynkami, a także ich klientów – mówi dyr. Makowiecki.

Nowe możliwości dla międzynarodowych inwestorów i przyciągnięci dzięki nim inwestorzy to także nowe wyzwania dla warszawskiego rynku.

Myślę, że przede wszystkim pojawiają się nowi konkurenci, tacy jak platformy foreksowe. Najważniejszym pytaniem jest zatem to, jak zatrzymać klientów na rynku regulowanym – zastanawia się Konrad Makowiecki dyrektor wykonawczy KBC Securities.

Modernizacja instalacji grzewczej w starych domach to szansa na zapewnienie ciepła i niższe rachunki

CEO Magazyn Polska

Dzięki wymianie instalacji grzewczej właściciele domów mogą nie tylko skuteczniej ogrzać swój lokal, lecz także obniżyć miesięczne rachunki. Pozytywne skutki takiej modernizacji najbardziej odczują mieszkańcy domów budowanych jeszcze w czasach PRL-u, tym bardziej że duża część takich budynków, o dużym metrażu, nigdy nie przeszła gruntownej modernizacji. Z tym problemem borykają się coraz częściej organizacje pożytku publicznego, które nie są w stanie samodzielnie sfinansować kosztownych remontów budynków.

Wiele domów, które powstały w latach 70. i 80., nie zostało odpowiednio ocieplonych; również systemy grzewcze zastosowane przy ich budowie nie są już wystarczająco sprawne, co powoduje znaczącą utratę ciepła. W efekcie mieszkańcy domów mimo ponoszenia wysokich kosztów ogrzewania nie są w stanie utrzymać w pomieszczeniach odpowiedniej temperatury. Sytuacja jest jeszcze poważniejsza, gdy większość lokatorów stanowią dzieci i zapewnienie im ciepła jest po prostu koniecznością.

Problem ten można rozwiązać poprzez modernizację lub wymianę istniejących urządzeń grzewczych. Wymaga to jednak sporych inwestycji, na które nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Z takim problemem zmagało się Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce, któremu z pomocą przyszedł międzynarodowy producent nowoczesnych systemów grzewczych, firma Vaillant.

‒ Domy w Wiosce SOS w Biłgoraju były budowane jeszcze w latach 70., w związku z czym zamontowane w nich instalacje grzewcze są przestarzałe. Teraz dzięki współpracy z firmą Vaillant mogliśmy je wyremontować. Oczywiście jeszcze sporo wyzwań przed nami i cały czas potrzebujemy pomocy firmy, natomiast dzięki temu, że urządzenia zostały już wymienione, w domach jest po prostu cieplej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Choszcz-Sendrowska ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce.

Budowa kilkunastu domów dla Rodzin SOS  mieszkających w Biłgoraju, na Lubelszczyźnie, rozpoczęła się jeszcze w 1979 r.  SOS Wioska Dziecięca została oficjalnie otwarta w maju 1984 r., a w tym roku obchodziła 30-lecie swojego istnienia. Jest to najstarsza tego typu placówka w Polsce. Obecnie w jednorodzinnych domkach mieszka niemal 90 dzieci, których biologiczni rodzice mają odebrane bądź ograniczone prawa rodzicielskie.

‒ Grupa Vaillant została partnerem Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w zakresie dostarczania energooszczędnych oraz przyjaznych dla środowiska technologii grzewczych. Polska jest jednym z wielu krajów, w których Vaillant zaangażował się w działania społeczne w ramach współpracy ze Stowarzyszeniem – wyjaśnia Mariusz Stec, dyrektor marketingu Vaillant.

Z uwagi na wiek domów, biłgorajska wioska potrzebuje największych nakładów na modernizację. Skalę potrzeb dodatkowo potęguje fakt, że placówka na Lubelszczyźnie jest największą z działających w Polsce.

‒ Nowoczesne systemy grzewcze zapewnią mieszkańcom Wioski ogrzewanie oraz ciepłą wodę użytkową przez cały rok. Nasze rozwiązania pozwolą również na ograniczenie comiesięcznych wydatków ponoszonych przez Wioskę na ogrzewanie i energię elektryczną. Zapewniamy również regularne przeglądy instalacji – mówi Anna Augustyniak, specjalista ds. marketingu w Vaillant.

Ogrzewanie domów było do tej pory nie tylko bardzo drogie, lecz także mało efektywne, dlatego w sezonie grzewczym było w nich po prostu zimno. Stowarzyszenie przy realizacji potrzeb inwestycyjnych w dużej mierze polega na wsparciu sponsorów, takich jak Vaillant. Dla międzynarodowego producenta nowoczesnych systemów grzewczych to z kolei ważny element wypełniania strategii firmy.

‒ Jesteśmy firmą międzynarodową, która od samego początku swojego istnienia, czyli od 1874 roku, opiera się na silnych tradycjach rodzinnych. To podejście znalazło swoje odzwierciedlenie w strategii rozwoju całej Grupy, której istotnym elementem jest zaangażowanie w projekty o znaczeniu społecznym – podkreśla Mariusz Stec.

W biłgorajskiej wiosce mieszka obecnie 10 Rodzin SOS . W każdej z nich znajduje się kilkoro dzieci, często liczne rodzeństwa, nad którymi opiekę sprawują Rodzice SOS. Działają tam również dwa Rodzinne Domy Czasowego Pobytu, tzw. „Puchatki”, czyli domy dla dzieci, które czekają na decyzję sądu rodzinnego o ich ostatecznym miejscu pobytu.

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce działa na całym świecie. Pierwsza Wioska powstała w 1949 r. w austriackim mieście Imst i opiekowała się sierotami wojennymi. W Polsce Stowarzyszenie działa od 30 lat i obecnie pod jego opieką znajduje ponad 1 400 potrzebujących dzieci. Część z nich mieszka w czterech SOS Wioskach Dziecięcych zlokalizowanych w Biłgoraju, Siedlcach, Kraśniku i Karlinie.

‒ Nie wykluczamy, że w przyszłości rozszerzymy naszą współpracę o inne Wioski w Polsce – dodaje Anna Augustyniak.

Niemal 70 proc. posiadaczy samochodów jest gotowych dopłacić za likwidację szkody bezpośrednio u swojego ubezpieczyciela, a nie ubezpieczyciela sprawcy

CEO Magazyn Polska

Niemal 70 proc. posiadaczy pojazdów jest gotowych dopłacić za opcję bezpośredniej likwidacji szkód. Z badania wynika, że zaakceptują cenę nawet o 10 proc. wyższą, bo w ten sposób zyskują możliwość likwidacji szkody u swojego ubezpieczyciela, a nie ubezpieczyciela sprawcy.

Przeprowadziliśmy badanie, z którego wynika, że ponad 2/3 klientów jest zainteresowanych tą opcją. Prawdopodobnie czują się bezpieczniej, udając się do swojego ubezpieczyciela, któremu już raz zaufali, wykupując u niego polisę – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Zalega, dyrektor Departamentu Sprzedaży –  Sieć Agencyjna w firmie UNIQA.

Bezpośrednia likwidacja szkód polega na tym, że ubezpieczony załatwia naprawę pojazdu z własnym ubezpieczycielem, a nie poprzez firmę ubezpieczającą sprawcę szkody. W ten sposób proces jest szybszy, a rozliczenia załatwiają między sobą ubezpieczyciele. Ubezpieczony poszkodowany nie musi w ogóle kontaktować się z ubezpieczycielem, u którego nie wykupił polisy.

W Polsce bezpośrednią likwidację szkód najpierw wprowadziło PZU (w kwietniu br.), a od czerwca oferują ją także UNIQA. W tej firmie bezpośrednia likwidacja szkody jest dostępna bezpłatnie dla wszystkich klientów, którzy mają aktywne ubezpieczenie OC.

Przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie UNIQA badania pokazały, że aż 63 proc. posiadaczy pojazdów uważa bezpośrednią likwidację szkody za dodatkową wartość, a  68 proc. badanych jest gotowych dopłacić za tę usługę 10 proc. ceny standardowego ubezpieczenia komunikacyjnego. Większą skłonność do dopłaty za bezpośrednią likwidację szkody wykazują posiadacze pojazdów, którzy mają zarówno OC, jak i AC.

Tradycyjnie przyjęło się, że w ubezpieczeniu OC komunikacyjnym najważniejszym kryterium wyboru jest cena. Chociaż, jakby przeanalizować dokładnie strukturę portfela na naszym rynku, to wniosek jest inny. Kierujemy się jednak marką, tym, czy tę markę znamy, dostępnością agenta danego towarzystwa i wierzymy – znowu opieramy się tutaj na badaniach, które przeprowadziliśmy – że jednak jakość i opcja bezpośredniej likwidacji szkód mają znaczenie – tłumaczy Zalega.

Dodaje, że badania wskazują, że bardziej świadomi klienci (czyli ci, którzy poza obowiązkowym OC mają też ubezpieczenie autocasco) są również wrażliwi na dodatkową usługę bezpośredniej likwidacji szkody. Zalega zwraca uwagę na to, że poza pełnymi ofertami na rynku znajdują się również inne oferty, w których używa się określenia „bezpośrednia likwidacja szkody”, ale nie gwarantuje się one pełnej usługi.

Strabag zwiększy zatrudnienie. Chce mieć obroty przynajmniej na poziomie 1 mld euro rocznie

0

CEO Magazyn Polska

Strabag zapowiada zwiększenie zatrudnienia i stabilny rozwój przez kolejne lata dzięki poprawiającym się marżom. Spółka chce poszerzać portfel zamówień we wszystkich obszarach budownictwa, a nawet jedna czwarta przychodów ma pochodzić z budownictwa kubaturowego. Strabag jest też zainteresowany partnerstwem publiczno-prywatnym, ale tylko na większych kontraktach.

Nie mamy określonych celów sprzedaży na kolejne lata. Interesuje nas stabilny wzrost, zapewnienie stabilnych marży i obrót przynajmniej na poziomie około 1 mld euro rocznie – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabagu. ‒ Dla nas najważniejszy jest stopniowy, długofalowy wzrost i bycie z jednym z liderów w każdym z tych segmentów rynku budownictwa.

Trojanowski zapowiada, że Strabag będzie aktywnie działał w czterech obszarach. Ważne są największe kontrakty drogowe. Tylko w tym roku firma podpisała umowy na niemal 2 mld zł. Strabag koncentruje się także na mniejszych inwestycjach samorządowych, które będą szczególnie ważne za kilka lat. Wtedy skończy się dopływ unijnych środków na największe projekty, co spowoduje spowolnienie w tym sektorze.

Istotne dla spółki są również kontrakty kolejowe oraz budownictwo kubaturowe. Ten ostatni obszar ma generować nawet jedną czwartą przychodów Strabagu.

Te plany wiążą się ze zwiększeniem zatrudnienia. Trojanowski podkreśla, że choć to dobra informacja dla rynku, branża budowlana już teraz zmaga się z niedoborem odpowiednich pracowników.

Mamy wszyscy ograniczone zasoby wykwalifikowanej kadrę, dlatego musimy o nią dbać – zwraca uwagę Trojanowski. ‒ Myślę, że będziemy zwiększać zatrudnienie w zakresie stanowisk technicznych oraz finansowych i administracyjnych. Będziemy również zwiększać w kolejnych latach zatrudnienie pracowników fizycznych.

Więcej miejsc pracy to nie tylko wynik stabilnych obrotów i pozyskiwania nowych kontraktów, na co liczy Strabag, lecz także coraz lepszych marż. W latach 2012-2013 były one bardzo niskie, ale obecnie, jak podkreśla Trojanowski, dają już szanse na dobry zarobek. Żeby spółka mogła z optymizmem patrzeć na kolejne lata, przeprowadziła restrukturyzację wewnętrzną.

Trojanowski dodaje, że w perspektywie najbliższych lat rozwinąć może się także nowy rynek, do tej pory nieco niedoinwestowany, czyli inwestycje w infrastrukturę energetyczną i gazową.

Jak chociażby w przesył energetyki czy przesył, jeżeli chodzi o nowe linie gazowe. To są pewne segmenty, którym będziemy się przypatrywać również w kolejnych okresach – zapowiada członek zarządu Strabagu. ‒ Z optymizmem patrzymy w kolejne lata, po pierwsze z racji dopływu pieniędzy na infrastrukturę, po drugie z racji inwestycji prywatnych w różne zakresy budownictwa kubaturowego.

Na rynek wpływ będą miały też projekty partnerstwa publiczno-prywatnego, które mają z czasem zastąpić środki unijne. Trojanowski przypomina, że Strabag ma już doświadczenie w tego typu inwestycjach, bo był głównym wykonawcą budowanej w modelu PPP autostrady A2. Model ten może być także zastosowany w budownictwie kubaturowym, ale nie przy każdej inwestycji.

Uważam, że dla firmy budowlanej wchodzenie w projekty PPP, gdy kwota usług budowlanych jest poniżej 50 mln zł, to koszt przygotowania tego typu projektu jest zbyt duży – ocenia Trojanowski.

Dodaje, że przy projektach PPP bardzo jasno musi zostać sprecyzowany podział ryzyka pomiędzy wykonawcę a zamawiającego publicznego. Do tego warunki współpracy muszą zostać jasno określone już na wstępnym etapie postępowania.

Rosnąca inflacja na Wschodzie szkodzi eksportowi polskiej żywności. Branża liczy na program wspierający eksport

CEO Magazyn Polska

Polscy producenci żywności liczą na to, że Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych przygotuje nowy program wspierający eksport na Wschód. Problemem we współpracy z krajami dawnego ZSRR nie jest już tylko rosyjskie embargo na żywność z Unii Europejskiej, lecz także inflacja.

We wrześniu inflacja w Rosji sięgnęła 8 proc. w ujęciu rocznym i była najwyższa od sierpnia 2011 roku.

– To może doprowadzić do tego, że tamte firmy, które importują towary, mogą mieć również problemy finansowe – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Józef Rolnik, współwłaściciel firmy Rolnik. – Tutaj Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych powinna zbudować jakiś program, który wspomógłby w tym trudnym okresie polskich eksporterów, którzy już są na tych rynkach.

KUKE już podjęła decyzję o 20-proc. obniżeniu stawek za ubezpieczenia należności krótkoterminowych. W ocenie przedstawicieli branży przetwórczej można jednak zrobić więcej.

Przyznawane limity powinny być większe – uważa Józef Rolnik. – Rozumiem, że to są pieniądze państwowe i nie można tego rozdawać na piękne oczy, ale zawsze można coś mądrego wymyślić i wiem, że w KUKE zdają sobie z tego sprawę i że jakieś decyzje tam zapadną.

Wsparcie dla polskich eksporterów dostarczających towary na rynki państw pogrążających się w kryzysie jest o tyle ważne, że będzie rzutować na przyszłe relacje z kontrahentami. Utrzymanie się na takim rynku w czasach, gdy jest to trudne, pozwala czerpać zyski, gdy sytuacja się poprawia

– Raz już był taki problem, bodajże w 1994 roku – przypomina współwłaściciel firmy Rolnik. – Kiedy w Rosji był kryzys, polskie firmy wypadły z tego rynku, bo nie miały odpowiednich gwarancji, a np. firmy niemieckie były wspomagane przez ubezpieczycieli. Dziś sytuacja jest taka, że na półkach są towary niemieckich firm, a polskich jest o wiele mniej bądź wcale.

Polskie przetwórnie żywności wciąż wymagają inwestycji. Linie produkcyjne powinny być wymienione na bardziej nowoczesne, by wytwarzać produkty o jakości wymaganej przez odbiorców.

– W przyszłości sieci będą wymagały od nas udokumentowania tego, że produkt, który dostarczamy, jest bezpieczny mówi Józef Rolnik.  – Będą więc żądać prześwietlaczy produktów, które dają gwarancję, że produkt został sprawdzony, a to też są setki tysięcy euro kosztów, więc nie wiem, czy to jesteśmy w stanie udźwignąć.

Tym bardziej że kosztowne systemy do prześwietlania produktów to nie jedyne wydatki, jakie musi ponieść branża.

– Musimy postawić na lepsze umaszynowienie i kontrolę procesu produkcji. Umaszynowienie pozwoli nam zmniejszyć liczbę pracowników, którzy bezpośrednio uczestniczą w procesie dozowania produktu do słoika, a im mniej pracowników na poszczególnych etapach produkcji, tym mniejsze ryzyko zakażenia produktu, czy to świadome, czy nieświadome ocenia Józef Rolnik.

Niestety, na razie firma Rolnik nie bardzo może liczyć na wsparcie z funduszy unijnych. Okazuje się, że na to jest już za duża i jeżeli resort rolnictwa nic nie zrobi, to nie ma szans na wsparcie.

– Jesteśmy bardzo rozczarowani, ponieważ ze wstępnych informacji, które do nas docierają, wynika, że firma Rolnik nie będzie mogła starać się o takie fundusze ubolewa jej współwłaściciel. – My już jesteśmy klasyfikowani jako duży podmiot i dla dużych podmiotów jedyną ścieżką, żeby pozyskać fundusze unijne, jest tworzenie projektów naukowych z jakimiś uniwersytetami, ośrodkami naukowymi, co w naszym przypadku jest raczej mało realne.

E-handel w małych i średnich przedsiębiorstwach

Wyniki badania „E-handel w polskich małych i średnich przedsiębiorstwach”, zrealizowanego przez IAB Polska we współpracy z Ministerstwem Gospodarki, ukazują kluczową rolę edukacji e-przedsiębiorców w dalszym rozwoju tego rynku. W szczególności dotyczy to znajomości zagadnień prawnych oraz marketingowych.

Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska postanowił zrealizować badanie rynku z przedstawicielami biznesu e-commerce w sektorze MŚP (małych i średnich przedsiębiorstw). Aby rozszerzyć perspektywę organizacji branżowej o zagadnienia, które mogą być istotne i przydatne we wspieraniu tego rynku z punktu widzenia organów państwowych, do współpracy przy konstruowaniu badania zaproszono Ministerstwo Gospodarki. Jednym z partnerów badania, dzięki którym możliwe było dotarcie do e-przedsiębiorców, jest Panorama Firm, która udostępniła bazy danych przygotowane specjalnie na tę okazję. Baza danych Panoramy Firm liczy 2,4 miliona przedsiębiorstw i jest codziennie aktualizowana.

– Wyniki przedmiotowych badań wskazują na konieczność upowszechniania wiedzy i informacji o otoczeniu prawnym w jakim działają firmy z sektora informatycznego. Raport stanowi również podstawę do przeprowadzenia szeroko zakrojonych działań informacyjno-promocyjnych, zarówno po stronie agend rządowych, jak i organizacji branżowych. – podkreśla Arkadiusz Bąk, wiceminister gospodarki.

Z badania wynika przede wszystkim, że rynek „małego i średniego” e-commerce ma ogromny potencjał i będzie dalej dynamicznie się rozwijał, co z kolei będzie stymulowało dalszy wzrost konkurencyjności. Z drugiej strony wyniki badania ujawniły ogromną potrzebę edukacji tego rynku, zarówno w zrozumieniu mechanizmów prawnych (których większość powstaje na szczeblu UE), jak również od strony marketingowej (w szczególności w stosowaniu narzędzi analitycznych, dzięki którym możliwe jest lepsze zrozumienie potrzeb klientów, efektywne kształtowanie portfolio oraz optymalizowanie działań zmierzających do zwiększania sprzedaży).

– Aby zapewnić dalszy dynamiczny rozwój e-sklepów zarówno polscy politycy, jak i organizacje przedsiębiorców powinny wspierać ten rynek, edukować, upraszczać prawo. Wtedy nie tylko e-handel będzie rozkwitał, ale rozwój ten będzie nadal wpływał na dynamiczny wzrost gospodarczy Polski. – podsumowuje Prezes IAB Polska Włodzimierz Schmidt, który zaprezentował wyniki badania „E-handel w polskich małych i średnich przedsiębiorstwach” podczas Krajowego Forum Jednolitego Rynku SIMFO 2014, 16 października w Warszawie.

Sprostowanie – Raport Pomoc Publiczna 2013

0

Informujemy, że z przyczyn technicznych (nieprawidłowe zadziałanie systemu informatycznego w momencie pobierania danych o pomocy) w raporcie dotyczącym pomocy publicznej udzielonej przedsiębiorcom w 2013 roku podana została błędna informacja, powtórzona później w komunikacie prasowym. Błąd dotyczy wielkości pomocy publicznej, którą otrzymała spółka Przewozy Regionalne. Zamiast, jak podaliśmy, 1,77 mld zł, spółka ta otrzymała 961,5 mln zł. W związku z powyższym kwota ta, jak również niektóre inne kwoty wykazane w Raporcie  (wartości zagregowane), zostaną odpowiednio skorygowane. Po wprowadzeniu korekt Raport zostanie przekazany ponownie Radzie Ministrów.

Za błąd przepraszamy.

UOKiK sprawdza PGNiG

Czy Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo wykonało decyzję zobowiązującą spółkę do zmiany umów z odbiorcami. Urząd wszczął dziś postępowanie w tej sprawie. Objęta została nim również spółka PGNiG Obrót Detaliczny

W grudniu 2013 r. UOKiK wydał decyzję, w której uprawdopodobnił wykorzystywanie pozycji dominującej przez PGNiG. Spółka stosowała postanowienia umowne niekorzystne dla przedsiębiorców, którzy hurtowo lub detalicznie kupowali od niej gaz. Zakwestionowane klauzule ograniczały m.in. możliwość zmniejszania zamawianej ilości paliwa oraz mocy umownej na kolejny rok gazowy, uzależniając ją od zgody dominanta.

W trakcie prowadzonego postępowania spółka zobowiązała się do zmiany zakwestionowanych praktyk. Zgodnie z wydaną decyzją miała obowiązek wystąpić do odbiorców z propozycją aneksowania już zawartych kontraktów. W świetle zobowiązania odbiorcy PGNiG powinni uzyskać większą swobodę zmniejszania zamawianej ilości paliwa oraz wielkości mocy umownej na kolejny rok gazowy.

Wszczęte dziś postępowanie sprawdzi czy spółka wykonała zobowiązanie i zmieniła umowy zgodnie z decyzją. Objęta została nim również spółka PGNiG Obrót Detaliczny, która została powołana po wydaniu decyzji i stała się stroną części zakwestionowanych umów.

Zgodnie z prawem za niewykonanie decyzji UOKiK grozi kara finansowa w maksymalnej wysokości do 10 tys. euro  za każdy dzień zwłoki.

 

Niekonstytucyjna klauzula obejścia prawa

0

Zmiany w Ordynacji podatkowej wprowadzają bardzo groźną dla podatników klauzulę obejścia prawa, która może mieć negatywny wpływ na finanse przedsiębiorstw i gospodarkę. W piśmie do ministra finansów Konfederacja Lewiatan zwraca uwagę na niekonstytucyjność proponowanych przepisów.

W uzasadnieniu do projektu ustawy napisano, że brzmienie klauzuli opiera się m.in. na wytycznych zawartych w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2004 r., w którym stwierdził on niezgodność proponowanej wówczas klauzuli z Konstytucją RP.

Tymczasem treść przepisów nadal przeczy zaleceniom wskazanym przez projektodawcę. Wątpliwości podkreśla również Rządowe Centrum Legislacji, które wskazuje, że „przedłożony projekt ustawy, w zakresie regulacji klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania, nie ustanawia gwarancji pozwalających na stwierdzenie, iż tezy wyroku Trybunału Konstytucyjnego zostały w pełni właściwie zrealizowane”.

Z uwagi na fakt, że proponowana pierwotnie treść klauzuli (w tym kształt wspomnianych definicji), nie uległa zasadniczym zmianom w kolejnych wersjach projektu ustawy oraz fakt, że Rządowe Centrum Legislacji w swoim kolejnym piśmie z uwagami ‒ z 19 września 2014 r. podtrzymało wątpliwości dotyczące klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania, wydaje się, że w dalszym ciągu, uwagi w tym zakresie nie zostały przez projektodawcę w wystarczający sposób uwzględnione.

Konfederacja Lewiatan zwraca się więc do ministra finansów, aby projektowanym przepisom nadał treść zgodną z wytycznymi Trybunału Konstytucyjnego.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan projektowana regulacja jest niekonstytucyjna. Przy ocenie czy doszło do unikania opodatkowania należy się odwoływać „do celów i istoty przepisów”. Nie ważne jest, zatem że podatnik zastosuje prawidłowo przepis (stosując np. wykładnię literalną, – jako metodę dopuszczalną i mającą pierwszeństwo przed innym metodami interpretacji), ale musi poszukiwać ponadto „celów i istoty przepisów”. Tymczasem „cel i istota” przepisów nie są zawarte w ustawie podatkowej. Ustawa podatkowa zawiera, bowiem tylko przepisy. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy obowiązek podatkowy (zobowiązanie podatkowe) jest konstruowane w oparciu o elementy pozaustawowe.

Konfederacja Lewiatan

Opłata skarbowa w sprawach dot. udzielenia pełnomocnictwa

0

Złożenie dokumentu stwierdzającego udzielenie pełnomocnictwa lub prokury albo jego odpisu, wypisu lub kopii – w sprawie z zakresu administracji publicznej lub w postępowaniu sądowym powoduje obowiązek zapłaty opłaty skarbowej.

13 października br. Minister Finansów wydał interpretację ogólną w sprawie stosowania art. 1 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o opłacie skarbowej (Dz. U. z 2012 r. poz. 1282, z późn. zm.), na podstawie którego opłacie skarbowej podlega złożenie dokumentu stwierdzającego udzielenie pełnomocnictwa lub prokury albo jego odpisu, wypisu lub kopii – w sprawie z zakresu administracji publicznej lub w postępowaniu sądowym. Interpretacja ta potwierdza, że w przypadku gdy z przepisów wynika obowiązek dołączenia do akt sprawy oryginału lub urzędowo poświadczonego odpisu pełnomocnictwa (prokury), to z chwilą złożenia takiego dokumentu powstaje obowiązek zapłaty opłaty skarbowej.

To będą najdroższe wybory w historii

290 milionów złotych – tyle według szacunków Państwowej Komisji Wyborczej będą kosztować tegoroczne wybory lokalnych władz. To dwa i pół razy więcej niż cztery lata temu. W dodatku prawdopodobnie 36 milionów złotych zostanie wyrzuconych w błoto – pisze portal Money.pl.

Większość pieniędzy zostanie rozdysponowana przez jednostki samorządu terytorialnego. Najwięcej, bo 218 mln zł zrealizują gminy: 114 mln zł na diety członków obwodowych komisji, 27 mln zł na druk kart do głosowania oraz 18 mln zł na obsługę informatyczną. Na wybory do rad powiatów przewidzianych jest łącznie 26 mln zł, a do sejmików wojewódzkich 30 mln zł. W obu przypadkach – jak wylicza Money.pl – najdroższe będą karty do głosowania, kolejno 19 mln i 28 mln zł.

W listopadzie utworzonych zostanie ponad 27 tys. obwodów głosowania. W każdym musi działać komisja wyborcza. Jej skład liczy od siedmiu do dziewięciu członków, którzy za swoją pracę otrzymają dietę. W sierpniu Państwowa Komisja Wyborcza zdecydowała się na ponad 100-procentowe podwyżki wynagrodzeń. Każdy z członków komisji dostanie 300 zł. Dotychczas było to 135 zł. Przewodniczący otrzyma 380 zamiast 165 zł, jego zastępca zaś 330, a nie jak wcześniej – 150 zł. Kwoty te są wolne od podatku.Działalność PKW i Krajowego Biura Wyborczego w czasie wyborów to wydatek przekraczający 16 mln zł. Na tę kwotę składa się obsługa informatyczna oraz organizacja studia wyborczego. Pozostałe koszty to transport, opłaty telekomunikacyjne, obsługa informatyczna, artykuły biurowe, szkolenia, przygotowanie i rozplakatowanie obwieszczeń, a także niszczenie dokumentów.

W wyborach samorządowych nakład i czas pracy jest znacznie większy, więc diety muszą być wyższe niż w przypadku wyborów parlamentarnych, prezydenckich czy europejskich – wyjaśnia w Money.pl Krzysztof Lorentz, dyrektor zespołu kontroli finansowania partii politycznych i kampanii wyborczych w Państwowej Komisji Wyborczej. – To nie tylko praca w dniu głosowania.

Tegoroczne wybory samorządowe są pierwszymi od zmian w Kodeksie wyborczym w 2012 roku. W większości gmin radni będą wybierani w okręgach jednomandatowych. To największa zmiana w ordynacji wyborczej. Zmiany przekładają się na wzrost kosztów produkcji kart do głosowania oraz nakładek sporządzonych w alfabecie Brailla. Ponieważ zasady przeprowadzania wyborów do poszczególnych organów są różne, nie można skorzystać z jednego szablonu.

Cztery lata temu frekwencja w wyborach samorządowych wyniosła 47 proc. Jeśli w tym roku będzie podobnie, przeszło połowa kart wyborczych o wartości 74 mln zł nie zostanie wykorzystana. Czyli – jak wylicza Money.pl – zmarnuje się 36 milionów złotych. Mimo to Państwowa Komisja Wyborcza nie ma wyboru – musi wydrukować dokładnie tyle arkuszy, ilu jest uprawnionych do głosowania.

Frekwencja zależy od wyborców, a nie organów wyborczych – mówi Lorentz. – Wybory muszą być przeprowadzone w taki sposób, by dla nikogo nie zabrakło kart do głosowania. Zwykle frekwencja wynosi około 50 procent, ale jeśli spojrzeć na uczestnictwo w poszczególnych okręgach wyborczych, to jest ono bardzo zróżnicowane. Trudno jest operować liczbą drukowanych arkuszy.

Kobiety na internetowych zakupach

Najnowsza analiza aktywności zakupowej Polaków w internecie dostarcza bardzo ciekawych wyników. Kobiety wykonują 68 procent wszystkich transakcji związanych z odzieżą. Najbardziej popularnym towarem są damskie koszulki
na ramiączkach, które stanowią 12 procent nabywanych towarów. Co ciekawe najwięcej kupujemy we wtorki, natomiast najmniej w soboty.

Klienci chętnie korzystają z możliwości  zakupu odzieży jaką oferują sklepy internetowe. Taka forma ułatwia i zarazem przyspiesza podjęcie decyzji.  Z przeprowadzonej analizy wynika, że aż 24 procent klientów kupuje w ciągu zaledwie
5 minut od przejścia na stronę sklepu z wybranym produktem, kolejne 65 procent w okresie do 30 minut
– tłumaczy Kami Brożek, manager w portalu KodyRabatowe.pl.

Analiza zachowań konsumentów potwierdza, że cierpliwość to wielka zaleta. Przed zakupem Polacy szukają atrakcyjnych zniżki, promocji i możliwość skorzystania z kodów rabatowych. Jest w czym wybierać bowiem w Polsce działa kilka platform internetowych jak na przykład portal KodyRabatowe.pl, gdzie zebrane są promocje z ponad 2200 sklepów. Przy odrobinie wysiłku można w ten sposób zmniejszyć rachunek nawet o kilkuset złotych. Inne opcje to zakupy na portalach aukcyjnych. Wiele marek oferuje także zniżki dostępne przy zakupie przez stronę www lub social media, np. profile na facebooku.

Odzież to jeden z najczęściej kupowanych i zarazem zwracanych towarów w internecie. Średnia zwrotów aktualnie
wynosi 27,8 procent.

Wysoki procent zwrotów odzieży najczęściej wynika z niewłaściwie wybranego rozmiaru. Znaczącą rolę odgrywa również zjawisko, tzw. wardrobingu, czyli „wypożyczania” ubrań w sklepie na jedną okazję – wyjaśnia Kami Brożek, manager w portalu KodyRabatowe.pl.

 

JAK KUPUJEMY ODZIEŻ W INTERNECIE:

– najwięcej transakcji dokonywanych jest w województwie mazowieckim – 27 proc.

– kobiety odpowiadają za 68 proc. transakcji, mężczyźni 32 proc.; średnia zwrotów – 27,8 proc.

– najczęściej kupujemy we wtorki – 16 proc., najpopularniejszym towarem są damskie topy – 12 proc.

Dane na podstawie analizy ponad 50 tys. transakcji zawartych w polskich sklepach internetowych
w okresie styczeń-wrzesień 2014 – źródło KodyRabatowe.pl

Leasing samochodów w polskich firmach

Według GUS blisko 2/3 umów leasingowych (63,8%) podpisanych w roku 2013 związanych było z leasingiem pojazdów drogowych. Leasing jest najpopularniejszą formą finansowania floty samochodowej w firmach, co przekłada się na zapytania ofertowe składane w Oferteo.pl – serwisie łączącym osoby poszukujące produktów i usług wraz z ich dostawcami. Jak wynika z analizy serwisu, polskie firmy są najczęściej zainteresowane  używanymi samochodami osobowymi, a umowę chcą podpisać na okres 4-6 lat.

Auta osobowe najpopularniejszym wyborem

Analiza zapytań ofertowych przeprowadzona przez Oferteo.pl pokazuje, że zainteresowanie samochodami osobowymi wyraża blisko 2/3 firm (65,50% zapytań). W drugiej kolejności przedsiębiorstwa zamierzają zainwestować w leasing auta dostawczego (18,52%), natomiast zapotrzebowanie na samochody ciężarowe zgłasza co dziesiąta (10,29%) firma.

Firmy wolą leasingować pojazdy używane

Warunki leasingu różnią się w zależności od stanu samochodu, dlatego firma musi najpierw podjąć decyzję, czy chce zainwestować w auto nowe czy używane – w drugim przypadku koszty leasingu są zwykle wyższe. Według Oferteo.pl, blisko 2 razy więcej firm pyta właśnie o samochody używane (62,10% pytających w stosunku do 33,77% poszukujących aut nowych) – dane dotyczą zarówno aut osobowych, ciężarowych jak i dostawczych. Procent kupujących nowe samochody jest najwyższy w przypadku aut osobowych.

Firmom zależy na wartościowych pojazdach

2/3 przedsiębiorców składających w Oferteo.pl zapytania o leasing nowych samochodów osobowych chce zaopatrzyć się w pojazdy o wartości 30-100 tysięcy (36,95% interesuje się pojazdami o wartości 60-100 tysięcy, a 33,99% samochodami o wartości 30-60 tysięcy złotych).

W przypadku samochodów dostawczych inwestujące firmy poszukują nowych pojazdów o wartości między 60 a 100 tysięcy (53,06% firm) oraz używanych o wartości do 30 tysięcy lub od 30 do 100 tysięcy złotych (odpowiednio 46,67% oraz 44,76%).

W kategorii samochodów ciężarowych wskazywana przez firmy wartość kupowanych pojazdów przekracza 100 tysięcy złotych (45,83% firm w przypadku nowych aut oraz 40% dla używanych).

Światowe marki pojazdów do 7 lat

Analiza zapotrzebowania na nowe samochody osobowe pokazuje, że najczęściej poszukiwane marki to: Skoda, Volkswagen i Mazda, a w przypadku samochodów używanych prym wiodą: BMW, Volkswageny i Fordy. Najpopularniejsze roczniki używanych osobówek to 2008, 2009 i 2011.

Firmy poszerzające swoją flotę o nowe samochody dostawcze są zainteresowane przede wszystkim markami Fiat i Renault. W przypadku pojazdów używanych, oprócz wymienionych powyżej, popularne są jeszcze auta marki Volkswagen, a najczęściej wybieranymi rocznikami są 2008, 2010 i 2011.

Firmy zamierzające leasingować nowe samochody ciężarowe preferują marki Iveco i Scania. W przypadku używanych pojazdów zapytania dotyczą najczęściej marek DAF i Renault z roczników 2007 i 2008.

Na początek inwestycja do 5% wartości auta

Według deklaracji firm składających zapytania ofertowe o leasing pojazdów, najbardziej pożądany sposób rozliczenia to wpłata niewielkiego wkładu własnego w wysokości do 5% wartości samochodu. Taką kwotę chce zainwestować aż 65,22% firm zainteresowanych samochodami dostawczymi. W przypadku używanych aut osobowych deklarowana jest nieco wyższa wpłata początkowa w wysokości 5-20%, którą chce wpłacić 37,16% firm. Jako że wysokość wkładu własnego może wpłynąć na obniżenie miesięcznych rat, niektóre firmy są gotowe na zainwestowanie na początku nawet 20 lub więcej procent wartości pojazdu. Do grupy tej należy 32% firm zaopatrujących się w nowy samochód ciężarowy oraz 28,85% firm poszukujących nowego auta osobowego.

Płatności rat leasingowych rozłożone na 4-6 lat

Analiza Oferteo.pl pokazuje, że firmy najbardziej zainteresowane są podpisaniem umowy z firmą leasingową na 4-6 lat – tak deklaruje około połowa firm, niezależnie od tego, czy wybór pada na auto nowe czy używane. Taki okres wydaje się dla nich optymalny po uwzględnieniu w budżecie stałych rat leasingowych i daje pewność zachowania bezpiecznej płynności finansowej firmy. W drugiej kolejności firmy są zainteresowane okresem leasingowania do 3 lat, natomiast zaledwie 9% łącznej liczby respondentów (9,08%) chce rozłożyć tę inwestycję na 7 i więcej lat.

Najczęściej samochody leasingują firmy na Mazowszu

Jak pokazuje analiza zapytań w Oferteo.pl, o leasing samochodów najczęściej pytają firmy z  województwa mazowieckiego (22,72%), w dalszej kolejności – śląskiego (9,35%) i wielkopolskiego (8,28%). Dane te znajdują potwierdzenie w opracowaniu GUS zatytułowanym „Działalność przedsiębiorstw leasingowych w 2013 roku”, które wskazuje, że to właśnie w tych województwach najczęściej korzystano z usług leasingowych.

Poszukiwania w ostatniej chwili

Analiza zapytań składanych w Oferteo.pl pokazuje, że ¾ respondentów szuka firm leasingowych z wyprzedzeniem zaledwie jednego miesiąca lub z założeniem, że umowę podpisze tak szybko, jak to jest możliwe (76,21% zapytań). Pozostali szukają z wyprzedzeniem 3-miesięcznym lub nie mają jeszcze sprecyzowanego terminu, w którym chcieliby nabyć samochód.

Warunki finansowe liczą się najbardziej

„Leasing samochodu jest atrakcyjną formą finansowania floty samochodowej firm. Przeprowadzone przez nas pogłębione wywiady ankietowe z osobami, które podpisały umowy leasingowe jednoznacznie pokazują, że to warunki finansowe mają dla Klientów kluczowe znaczenie” – mówi Karol Grygiel, członek Zarządu Oferteo.pl. „W drugiej kolejności Klienci zwracają uwagę na jakość obsługi, a więc na szybkość kontaktu ze strony firmy po złożeniu zapytania ofertowego czy uważne wsłuchanie się w oczekiwania Klienta” – dodaje Grygiel.


 

Przedstawione dane pochodzą z analizy 847 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl przez osoby zamierzające nabyć samochód w leasingu.

 

Dodatkowy dzień wolny od pracy w listopadzie

Zbliża się 1 listopada, czyli dzień Wszystkich Świętych, który w tym roku przypada w sobotę. Jako, że jest to dzień ustawowo wolny od pracy, pracownikom należy się dodatkowy dzień „urlopu”.

Kodeks pracy nakazuje

Zgodnie z artykułem 130 § 2 kodeksu pracy ,,Każde święto występujące w okresie rozliczeniowym i przypadające w innym dniu niż niedziela obniża wymiar czasu pracy o 8 godzin’’. Tym samym przepis ten jest dla pracowników podstawą do uzyskania dodatkowego dnia wolnego w przypadku, gdy w danym roku święto przypada w sobotę. W 2014 r. występują 2 takie święta. Pierwsze miało miejsce 3 maja, drugie to uroczystość Wszystkich Świętych, czyli 1 listopada. – Powyższe zasady obowiązują od 8 października 2012 r. i są skutkiem wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2 października 2012 r., sygn. akt K 27/11. Trzeba pamiętać, że dzień wolny od pracy powinien być wyznaczony do końca okresu rozliczeniowego, w którym to święto przypadło. Może on wówczas poprzedzać dzień świąteczny, bądź następować po nim – tłumaczy Marta Kosakowska, aplikant adwokacki TGC Corporate Lawyers.

Kiedy dzień wolny?

Co do zasady, termin dodatkowego dnia wolnego dla pracowników wyznacza pracodawca, tak samo jak ustala on harmonogram pracy. – Trzeba pamiętać, że pracodawca nie ma obowiązku ustalać tego terminu z pracownikami. Nie musi być też to jeden dzień dla wszystkich zatrudnionych w  spółce, dzięki czemu zakład pracy nie będzie zamykany na cały dzień – dodaje ekspertka. Z drugiej strony, pracownicy nie muszą w tych okolicznościach podejmować żadnych działań, np. składać wniosków o udzielenie dnia wolnego w zamian za święto przypadające sobotę. Nie ma również przeszkód, by to oni wystąpili z inicjatywą i jasno określili, kiedy chcą odebrać dni wolne. Niemnie jednak każdorazowo powinni uzgodnić powyższe z pracodawcą.

Wyjątki

Prawo do skorzystania z dodatkowego dnia wolnego nie obejmuje jednak wszystkich. Jeśli w zakładzie pracy rozkład pięciu dni roboczych ustalony jest tak, że sobota nie jest dniem wolnym, przyznanie dodatkowego wolnego będzie zależało od tego, czy w danym okresie rozliczeniowym, pracownicy przekroczą ustalony na ten okres wymiar czasu pracy. – Jeśli taka sytuacja będzie miała miejsce, pracodawca będzie musiał przyznać dodatkowy dzień wolny również tym pracownikom, którzy w soboty pracują. Jeśli się z tego nie wywiąże, narazi się na konieczność wypłacenia im wynagrodzenia z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych – tłumaczy Marta Kosakowska. Dzień wolny nie przysługuje też pracownikom weekendowym.

Warto również dodać, iż zgodnie z przepisami prawa pracy, we wszystkie dni świąteczne wolne od pracy obowiązuje zakaz handlu. Oznacza to, że osoby zatrudnione w placówkach handlowych nie będą mogły 1 listopada wykonywać pracy.

1 listopada, to ostatni dzień tym roku, za który pracownicy będą mogli uzyskać dodatkowe wolne. Kolejna okazja do tego, nadarzy się w 2015 roku– 15 sierpnia i 26 grudnia.

Ile kosztuje reklama SEM dla biura rachunkowego?

0

Reklama w wyszukiwarce nie musi być dużą inwestycją, o ile jej treść i harmonogram będzie precyzyjnie pokrywać się ze specyficznymi potrzebami grup docelowych. Na bazie analizy wpisywanych zapytań, Blink.pl sprawdził preferencje internautów zamieszkujących różne regiony Polski. Dzięki raportowi firma działająca w branży finansowej może oszacować koszty i efekty kampanii SEM.

Pozycjonowanie strony www wg takich fraz, jak „biuro rachunkowe” czy „księgowość” nie ma sensu, ponieważ trudno znaleźć się pod tymi hasłami w czołówce wyszukiwania – to powszechna opinia specjalistów od SEO. I rzeczywiście, pozycjonowanie to żmudny i dość kosztowny proces, szczególnie gdy naszym celem jest szybkie wywindowanie strony według popularnych i ogólnie sformułowanych słów kluczowych. Odpowiedzią rynku na to wyzwanie są kampanie AdWords, które umiejętnie prowadzone mogą przynieść natychmiastowy efekt i to czasem za nie więcej niż 500-600 zł miesięcznie. Czy są opłacalne? Specjaliści z Blink.pl nie mają co do tego wątpliwości.

„Księgowość” czy „biuro rachunkowe”?

Na początek przyjrzyjmy się firmie działającej w branży finansowej – ile zapłaci za reklamę w wyszukiwarce Google i do ilu potencjalnych klientów dzięki niej dotrze? Na potrzeby tej symulacji Blink.pl założył dzienny budżet w wysokości 50 zł przyjmując, że kliknięcie danego słowa nie będzie kosztowało więcej niż 2,50 zł. Sprawdzając popularność fraz i orientacyjne koszty za klik, pod uwagę wzięto dwa kluczowe wyrażenia – „księgowość” oraz „biuro rachunkowe”.

 

Analiza preferencji internautów pozornie wskazała, że przy promocji usług finansowych w Warszawie powinno stawiać się na frazę „księgowość”, ponieważ jest częściej wpisywaną wśród mieszkańców tego regionu Polski. Założenie to nie jest jednak do końca słuszne. Dopasowanie ogólne do słowa „księgowość” może zawierać inne wyrażenia (związane np. z literaturą opisującą te zagadnienia czy kursami dla księgowych), nie można więc umniejszać ważności frazy „biuro rachunkowe” (która w ogólnopolskim wymiarze jest zresztą frazą częściej stosowaną).

Gdzie oferować „pełną księgowość”, a gdzie „doradztwo podatkowe”?

Zwróćmy uwagę, że wiele firm działających w branży finansowej oferuje kompleksowe działania, w tym m.in. pełną księgowość oraz doradztwo podatkowe. Blink.pl sprawdził na jaki potencjał zapytań w wyszukiwarce Google mogą liczyć przedsiębiorcy w dużych miastach Polski.

Jak wynikło z raportu, największy popyt na pełną księgowość jest w Warszawie, natomiast najmniej zapytań pojawia się wśród internatów mieszkających w Poznaniu. Zwraca też uwagę fakt, że zarówno w Krakowie, jak i Poznaniu występuje bardzo zbliżona liczba zapytań ogólnych, a jednocześnie liczba pytań o usługę prowadzenia pełnej księgowości w Krakowie jest niemal dwukrotnie wyższa.

Podobnie w przypadku „doradztwa podatkowego” – najwięcej zapytań pojawia się w Warszawie, choć znaczny popyt na ofertę obejmującą tę usługę występuje także w Krakowie oraz Gdańsku.

Więc ile to kosztuje?

Na bazie analizy preferencji internautów, konkurencyjności branży oraz wartości słów kluczowych, Blink.pl oszacował orientacyjne koszty reklamy SEM dla firm księgowych działających w różnych regionach Polski.

Co się okazało, różnice pomiędzy poszczególnymi lokalizacjami są dość znaczące. W przypadku ogólnych fraz, jak „biuro rachunkowe”, za reklamę AdWords najwięcej zapłaci firma z Gdańska, najmniej z Wrocławia. Jeżeli jednak do frazy dodamy nazwę miasta, role odwrócą się – to wrocławianie będą mogli prowadzić tańsze kampanie.

Pamiętajmy, efektywność kampanii internetowej nie zawsze zależy od posiadanego budżetu. To zwykle reklamodawca deklaruje kwotę, którą może poświęcić na reklamę w Google, a zadaniem agencji jest takie zarządzanie inwestycją w reklamę, aby była ona zoptymalizowana pod zakładane efekty. Ponieważ zadanie to wymaga znacznych kompetencji w zakresie technik marketingu SEO, tym bardziej warto powierzyć je wyspecjalizowanej agencji.

 

Prawo zamówień publicznych po nowelizacji – seminarium podczas Targów „Infrastruktura” 2014

0

Drugiego dnia XII Międzynarodowych Targów Budownictwa Drogowego, Kolejowego oraz Zarządzania Ruchem „Infrastruktura” 2014, tj. 23 października br., odbędzie się seminarium pt. „Nowelizacja prawa zamówień publicznych w praktyce”. Jego organizatorem jest Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa.

19 października br. wejdzie w życie nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych. Wprowadzone zmiany mają podnieść standardy jakości realizowanych zamówień, a także propagować innowacyjne rozwiązania. Ustawodawca liczy również na zachęcenie małych i średnich przedsiębiorstw do ubiegania się o zlecenia w ramach przetargów publicznych oraz zwiększenie dostępności takich zleceń dla sektora MSP.

Tematyka seminarium

Prawidłowa interpretacja przepisów znowelizowanej ustawy to warunek sprawnie realizowanych inwestycji. Seminarium OIGD pt. „Nowelizacja prawa zamówień publicznych w praktyce”, które poprowadzą specjaliści z Zespołu Grupy Doradczej KZP, to odpowiedź na zapotrzebowanie osób zajmujących się na co dzień problematyką zamówień publicznych. To również okazja do wyjaśnienia i uzyskania aktualnych komentarzy do nowych lub zmienionych zapisów.

Eksperci opowiedzą o wprowadzeniu fakultatywnej przesłanki wykluczenia wykonawcy dotyczącej zawinionych i poważnych naruszeń obowiązków zawodowych. Przybliżą także tematykę zmian w zakresie powoływania się przez wykonawców na zasoby podmiotów trzecich oraz wprowadzenie możliwości określenia przez zamawiającego wymagań związanych z realizacją zamówienia, a dotyczących zatrudnienia na podstawie umowy o pracę. Zakres tematyczny seminarium obejmie też zmiany w zakresie zatrzymania wadium, świadome stosowanie ceny jako jedynego kryterium, wsparcie procedury wyjaśnienia rażąco niskiej ceny oraz kontrolę doraźną prezesa UZP na wniosek instytucji zarządzającej. Na zakończenie będzie mowa o wprowadzeniu możliwości korzystania przez zamawiających z przykładowych wzorów dokumentów.

Informacje praktyczne

Konferencja odbędzie się 23 października 2014 w godzinach 11.00-15.30 w sali konferencyjnej „D” na terenie hali targowej Centrum Targowo-Kongresowego MT Polska przy ul. Marsa 56c w Warszawie. Obowiązuje wcześniejsza rejestracja, a zapisu należy dokonać do 17 października br. Więcej informacji na temat konferencji oraz targów znajduje się na stronie www.infrastruktura.info.

Patronat Honorowy

Patronat Honorowy nad targami objęli: Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju, Stanisław Żmijan – Przewodniczący Sejmowej Komisji Infrastruktury oraz Hanna Gronkiewicz-Waltz – Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy. Targom patronują również Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, Główny Inspektorat Ruchu Drogowego oraz Urząd Transportu Kolejowego.

 

Średnia pensja w Polsce przekroczyła 3900 złotych

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 8,5 zł brutto w ujęciu miesięcznym i wyniosło 3900,40 zł brutto (2783 zł netto). W analogicznym okresie wskaźnik zatrudnienia nie zmienił się i wyniósł 5537,3 tys.

– Rok 2014 miał być okresem poprawy koniunktury w Polsce. Niestety, na skutek czynników zewnętrznych, czyli recesji w strefie euro oraz trudnej sytuacji politycznej na Ukrainie – wzrosty zostały zahamowane. Jednak to nie jedyny powód, wciąż brakuje nam impulsu do rozwoju w postaci szybszej deregulacji i uproszczenia systemu podatkowego. Trudno spodziewać się znacznego wzrostu PKB i większych wpływów do budżetu jeżeli ze względów podatkowych nie zwiększa się liczba zatrudnionych – przekonuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Wynagrodzenia wzrosły o 8,5 zł brutto

Przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach wzrosło we wrześniu o 3,4 proc., licząc w ujęciu rocznym, a przeciętne zatrudnienie o 0,8 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Według GUS przeciętne wynagrodzenie ogółem brutto we wrześniu w takich przedsiębiorstwach wzrosło o 3,4 proc. rdr po wzroście o 3,5 proc. w sierpniu. W porównaniu z sierpniem przeciętne wynagrodzenie we wrześniu było wyższe o 0,2 proc.

– Słabe dane to zła wiadomość także dla obecnie pracujących, którzy nie mogą liczyć na podwyżki. Na razie niedogodności z tym związane amortyzuje faktyczna deflacja. Nawet przy rekordowo niskich stopach procentowych nie zaobserwowano wzrostu inwestycji i konsumpcji. Co więcej, indeksy PMI (49 dla Polski w sierpniu) wskazują na to, że firmy spodziewają się dalszego pogorszenia sytuacji gospodarczej. Potwierdza to malejąca produkcja przemysłowa (ok. -8,5% mdm w sierpniu). Bez zdecydowanych kroków ze strony rządu w obecnym porządku prawnym i ekonomicznym przewidywania przedsiębiorców staną się faktem – dodaje Piechowiak.

Przewodnik „Pracodawcy 2014/2015”: Studiowanie się opłaca!

Według analizy przewodnika „Pracodawcy 2014/2015” student, pracujący w IT, potrafi zarobić więcej niż doświadczony i wykształcony przedstawiciel administracji biurowej. Analiza pokazuje jeszcze jedno: wyższe wykształcenie się opłaca!  

Jak praca na studiach to najlepiej w IT

Najlepiej zarabiają specjaliści z obszaru IT – zarówno doświadczeni pracownicy z wyższym wykształceniem, jak i studenci. Pracownicy w tym obszarze już na starcie dostają atrakcyjne wynagrodzenie, a perspektywa na przyszłość również jest bardzo obiecująca. Od studenta IT mniej zarabiają np. doświadczeni przedstawiciele sektora publicznego, opieki zdrowotnej czy administracji biurowej – czytamy w przewodniku „Pracodawcy 2014/2015”.

Wyższe wykształcenie? To się opłaca!

Doświadczenie i wyższe wykształcenie bardzo często gwarantują najwyższe wynagrodzenie. W takich obszarach, jak sprzedaż, produkcja, prawo, nieruchomości, badania i rozwój najlepiej wiedzie się osobom, które mają za sobą już lata pracy i skończyły studia. W sprzedaży doświadczony specjalista, ale bez wyższego wykształcenia nie zarobi dużo więcej niż student – czytamy w przewodniku „Pracodawcy 2014/2015”. Mimo, że wykształcenie wyższe nie gwarantuje awansu często jest jednak podstawowym, formalnym wymogiem, bez którego niemożliwe jest staranie się o fotel kierowniczy czy dyrektorski. – Najmniejsze szanse na zajęcia stanowiska zarządczego bez wyższego wykształcenie są w obszarach BHP/ochrona środowiska oraz prawa. Wyższe wykształcenie jest również bardzo ważne w bankowości, rozwoju oprogramowania, marketingu, HR czy finansach –   analizuje Maciej Bąk, ekspert ds. Raportów Wynagrodzeń w Grupie Pracuj.

Zarobki nie zawsze zależą od doświadczenia i dyplomu

W niektórych obszarach wykształcenie i doświadczenie są jednak mało istotne. Nie ma znaczących różnic w zarobkach między osobami z wyższym wykształceniem i bez niego w administracji biurowej czy w obszarze zdrowia/uroda/rekreacja. W obszarze reklama/grafika/kreacja/fotografia doświadczony pracownik z wyższym wykształceniem zarabia podobnie, co doświadczony pracownik bez wyższego wykształcenia. To zawody, gdzie wykształcenie praktycznie nie ma znaczenia, a liczy się np. kreatywność, doświadczenie i umiejętności pracownika. Duży odsetek osób bez wyższego wykształcenia a na kierowniczych stanowiskach widoczny jest w hotelarstwie, gastronomii i turystyce oraz transporcie i spedycji. – Są branże, w których połowa (np. produkcja, hotelarstwo) lub większość (praca fizyczna) zatrudnionych pracowników posiada wykształcenie średnie. Nic więc dziwnego, że i na stanowiskach kierowniczych często nie jest wymagany wówczas dyplom uczelni. – tłumaczy Maciej Bąk, Ekspert ds. Raportów Wynagrodzeń w Grupie Pracuj.

Źródło danych: Analiza przewodnika „Pracodawcy 2014/2015”, na podstawie danych z serwisu zarobki.pracuj.pl

Przewodnik „Pracodawcy” to bezpłatna publikacja Grupy Pracuj, adresowana do studentów ostatnich lat i absolwentów szkół wyższych, zawierająca informacje dotyczące ścieżek kariery i rozwoju oraz możliwości podjęcia zatrudnienia w czołowych firmach w Polsce. Przewodnik „Pracodawcy 2014/2015” zawiera prezentacje 113 firm z różnych branż i rejonów Polski. Organizacje prezentują oferty pracy dla przyszłych pracowników, przedstawiają różne formy stażu i praktyk, a także programy menedżerskie czy management trainee. Ponad 70 tysięcy egzemplarzy przewodnika trafia do rąk studentów na targach pracy oraz poprzez biura karier najlepszych uczelni w Polsce. Dodatkowo publikacja jest dostępna online –  na stronie www.pracuj.pl/e-pracodawcy.

Polskie firmy technologicznie innowacyjne najliczniej reprezentowane w środkowoeuropejskim rankingu Deloitte

W 15. edycji rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznie innowacyjnych w Europie Środkowej znalazły się 22 spółki z Polski (we wszystkich kategoriach). Pozycja lidera zestawienia głównego Technology Fast 50 przypadła węgierskiej spółce Szallas.hu, drugie – polskiej firmie Comperia.pl, a trzecie High Tech Engineering Center z Serbii. Przychody najszybciej rosną spółkom z sektora oprogramowania. Dynamika wzrostu przychodów laureatów wyniosła w 2013 roku 698 proc. i była wyższa niż rok wcześniej, a to oznacza, że firmy technologicznie innowacyjne coraz lepiej radzą sobie ze skutkami spowolnienia gospodarczego.

W zestawieniu uplasowały się 22 firmy z Polski. Aż 17 z nich znalazło się w głównej kategorii „Technology Fast 50”, 4 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy – Rising Stars” i dwie w podkategorii „Wielka Piątka – Big 5”.*

W tegorocznej edycji rodzime spółki stanowią 34 proc. głównego zestawienia rankingu, w ubiegłym roku było to 45 proc. Na drugim miejscu są Węgry, które w rankingu głównym mają dziesięciu swoich przedstawicieli. Trzecie miejsce pod tym względem przypadło Rumunii z sześcioma firmami. Poza tym swe miejsce znalazły także przedsiębiorstwa z Chorwacji (4), Słowacji (3), Czech (3), Litwy (3) i Serbii (2), Bułgarii (1) i Estonii (1).

W kategorii głównej największy średni przychód w 2013 roku uzyskały firmy z Czech z wynikiem 37,6 mln euro. Na drugiej pozycji znalazły się rumuńskie spółki ze średnimi przychodami w wysokości 14 mln euro, a na trzeciej z wynikiem 8 mln euro uplasowały się polscy laureaci.

Zwycięzcą „Deloitte Technology Fast 50” została węgierska spółka Szallas.hu, która w tym roku zadebiutowała w zestawieniu. Firma zajmuje się internetową sprzedażą miejsc hotelowych. Na drugim miejscu znalazła się porównywarka finansowa Comperia.pl, której siedziba mieści się w Warszawie. Rok temu spółka zajmowała czwarte miejsce. Trzecie miejsce należy także do debiutanta: spółki High Tech Engineering Center z Serbii. W pierwszej dziesiątce uplasowały się jeszcze dwie polskie firmy: Netguru oraz ITMAGINATION. „Utrzymanie tak dobrego tempa wzrostu przychodów to przede wszystkim zasługa naszej silnej specjalizacji, orientacji na potrzeby klientów i innowacyjności. Stale inwestujemy w rozwój firmy – co roku zyski przeznaczamy na dalsze inwestycje, wzrost zatrudnienia, rozwój nowych obszarów biznesowych, jak np. outsourcing kompetencji, rozwiązania Corporate Performance Management (Tagetik) czy ekspansję nowych rynków” – mówi Daniel Arak, Business Development Director i współzałożyciel ITMAGINATION.

Kategoria „Technology Fast 50”: pierwsza 10-tka oraz polscy laureaci

CEO Magazyn Polska

W głównym zestawieniu znalazło się aż 26 nowych firm, 10 awansowało, a 14 spadło. „To pokazuje jak szybko rynek firm technologicznie innowacyjnych ulega dynamicznym zmianom. W tym roku aby stać się jednym z laureatów trzeba było osiągnąć dynamikę przychodów ponad 300 proc.**  a w poprzedniej edycji wystarczył poziom 230 proc. Konkurencja między firmami była większa a oznacza to, że firmy szybciej rosły. Z kolei badanie, które przeprowadziliśmy wśród prezesów spółek pokazuje wyraźnie, że siłą napędową, która pozwala osiągać tak spektakularne wyniki jest innowacyjność” – wyjaśnia Adam Chróścielewski, Partner w Dziale Audytu Deloitte, Lider konkursu w Europie Środkowej.

Przychody wszystkich 50-ciu firm, laureatów kategorii głównej, wyniosły w 2013 roku 386 mln euro. Ich średni wzrost wyniósł w ubiegłym roku 698 proc. (przychody 2009 versus 2013 rok). Był to wynik wyższy od osiągniętego rok wcześniej tj. 671 proc. „W ubiegłym roku innowacyjne firmy technologiczne, podobnie jak cały biznes, wciąż walczyły ze spowolnieniem gospodarczym. Jednak już udało im się poprawić swoje wyniki w porównaniu do roku 2012, a ci którzy znaleźli się w rankingu wyszli z kryzysu obronną ręką. Nadal jest im jednak daleko do rezultatów osiąganych kilka lat wcześniej, gdy średnie wzrosty laureatów sięgały ponad tysiąc procent” – mówi Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte, Lider konkursu w Polsce. Średni wzrost przychodów polskich firm, które znalazły się w głównej części zestawienia wyniósł 739 proc.

Skąd pochodzą polscy zwycięzcy?

Przedstawiciele polskiego biznesu obecni w zestawieniu pochodzą z całego kraju. Najwięcej swoich reprezentantów (9) ma stolica, czterech Poznań, trzech Wrocław, dwóch Gliwice i po jednym: Ruda Śląska, Rzeszów, Szczecin i Białystok.

Które sektory dominują?

Podobnie jak w ubiegłym roku tegoroczny główny ranking „Technology Fast 50” zdominowały firmy zajmujące się oprogramowaniem. Stanowią one 52 proc. wszystkich spółek, pomimo spadku o 6 p.p. w porównaniu z poprzednią edycją programu. Łączny przychód firm z tego sektora wyniósł 141,1 mln euro w kategorii głównej. Powoli tradycją staje się także zmniejszająca się liczba spółek internetowych, których odsetek zmalał z 27 do 24 proc., ale ich łączny przychód wyniósł aż 152,2 mln euro.

CEO Magazyn Polska

Informacje o rankingu:

Ranking skupia najszybciej rozwijające się środkowoeuropejskie przedsiębiorstwa technologicznie innowacyjne na podstawie wzrostu przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą trzy kategorie: główna „Technology Fast 50” oraz dwie podkategorie „Wschodzące Gwiazdy” i „Wielka Piątka”.

Firmy same bezpłatnie zgłaszają chęć udziału w rankingu, a audytorzy Deloitte opierają się na podanych przez nich danych finansowych.

Kryteria ogólne dla wszystkich kategorii:

  • spółka opracowuje lub wytwarza autorskie i/lub ponosi istotne nakłady na prace badawczo-rozwojowe,
  • posiada strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych,
  • posiada siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej uczestniczących w programie (Albania, Bułgaria, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Czechy, Estonia, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowenia, Węgry, Łotwa, Litwa, Słowacja).

CEO Magazyn Polska

Partnerzy Honorowi:

  • Minister Gospodarki RP,
  • Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości,
  • Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji,
  • Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Zwycięzcy środkowoeuropejskiego konkursu „Technology Fast 50 CE” automatycznie zostają zgłoszeni do ogólnoeuropejskiego „Technology Fast 500 EMEA”, który zostanie opublikowany pod koniec listopada br.

* Jedna spółka jest dwukrotnym laureatem (kategoria główna oraz podkategoria „Wielka Piątka”).
**  Firma zamykająca ranking osiągnęła wzrost przychodów na poziomie 314 proc. (przychody 2009 r. versus rok 2013).

Historyczne porozumienie – NIK wesprze „Majdan Monitoring”

Po raz pierwszy Najwyższa Izba Kontroli podpisała porozumienie o współpracy z zagraniczną organizacją pozarządową. Specjaliści z NIK będą uczyć członków Centrum Informacji „Majdan Monitoring”, jak skutecznie kontrolować władze. Ukraińcy z tego ruchu obywatelskiego chcą budować państwo oparte na europejskich wartościach i wolne od korupcji. Porozumienie wsparła polska organizacja pozarządowa Stowarzyszenie 4 Czerwca.

Stowarzyszenie 4 Czerwca współpracuje z Ukraińcami, którzy działają na rzecz demokratycznych reform. Głównym partnerem Stowarzyszenia jest organizacja pozarządowa Centrum Informacji „Majdan Monitoring”. Jej cele to m.in. wspieranie i obrona konstytucyjnych praw i wolności na Ukrainie, rozwój społeczeństwa obywatelskiego i promowanie udziału obywateli w rządzeniu krajem.

Przedstawiciele obu organizacji spotkali się w siedzibie NIK z prezesem Krzysztofem Kwiatkowskim. W trakcie spotkania podpisano trójstronne porozumienie o współpracy. Centrum Informacji „Majdan Monitoring” reprezentowała jego przewodnicząca Nataliya Zubar. W imieniu Stowarzyszenia 4 Czerwca porozumienie podpisał Mirosław Kopik. W spotkaniu wziął także udział Zbigniew Bujak, weteran walki o wolną i obywatelską Polskę.

Izba jest gotowa do zorganizowania w Polsce szkoleń dla przedstawicieli „Majdan Monitoring”, m. in. z kontroli finansów publicznych (w tym środków UE), z transparentnego tworzenia prawa oraz metod skutecznej komunikacji ze społeczeństwem i mediami. Krzysztof Kwiatkowski podkreślił, że to pierwsze tego typu porozumienie zawarte przez NIK.

Prezes przestawił również dotychczasowe projekty Izby na rzecz wsparcia ukraińskiej administracji publicznej. Chodzi m.in. o współpracę przy tworzeniu regulaminu ukraińskiej kancelarii prezesa rady ministrów, pomoc w przygotowaniu reform samorządowych oraz konsultacje przy nowej ustawie o służbie cywilnej. Izba wdraża także program staży dla najlepszych absolwentów ukraińskiej Krajowej Akademii Administracji Publicznej. Istotną częścią wsparcia dla Ukrainy jest współpraca z tamtejszą Izbą Obrachunkową.