Kontrowersyjne limity sprzedaży telefonów komórkowych

Wprowadzenie dziennego limitu sprzedaży (w tym, np. smartfonów) dla jednego nabywcy w wysokości 20 000 zł oraz dziennego limitu dostaw dokonanych na rzecz jednego nabywcy w jednym punkcie sprzedaży w wysokości 10 000 zł, po przekroczeniu których sprzedaż zostaje objęta mechanizmem odwrotnego obciążenia budzi duże zastrzeżenia – uważa Konfederacja Lewiatan.

– Postulujemy rezygnację z określania dziennego limitu wartości sprzedaży na rzecz np. limitu obejmującego wartość pojedynczej transakcji sprzedaży (pojedynczej faktury) – mówi Agnieszka Rylska członkini Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

W projekcie ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw przewidziano wprowadzenie mechanizmu odwrotnego obciążenia podatkiem VAT w obrocie telefonami komórkowymi (w tym smartfonami), w transakcjach zawieranych pomiędzy podatnikami VAT. Mechanizm odwrotnego obciążenia polega na tym, że dokonujący dostawy towarów nie rozlicza od sprzedaży należnego podatku VAT. Sprzedaż jest dokonywana w cenach netto. Podatek należny jest rozliczany przez nabywcę towarów. Podatek należny stanowi dla nabywcy jednocześnie podatek naliczony podlegający odliczeniu. Przykładowo przedsiębiorca telekomunikacyjny przy nabyciu telefonów naliczy podatek należny i jednocześnie wykaże go, jako podatek naliczony. Rozliczenie następuje w deklaracji podatkowej. Przy sprzedaży telefonów na rzecz czynnych podatników VAT przedsiębiorca telekomunikacyjny nie doliczy do ceny netto kwoty podatku należnego.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan limity wartości sprzedaży uniemożliwiają prowadzenie działalności według ogólnie przyjętych reguł, gdzie w momencie dokonania sprzedaży wystawiana jest faktura z określoną stawką podatku VAT. Przykładowo dla operatorów telekomunikacyjnych obrót telefonami stanowi znaczącą część działalności, jeśli chodzi o ilość i częstotliwość transakcji. Występują transakcje dokonywane jednego dnia z jednym kontrahentem, których pojedyncza wartość nie przekracza 20 000 zł, ale łączna już tak. Wprowadzenie dziennego limitu wartości sprzedaży uniemożliwi wypełnienie obowiązku wystawienia faktury i odpowiedniego opodatkowania transakcji. Należy przy tym zauważyć, że procesy sprzedaży, wystawiania i ewidencjonowania faktur są zautomatyzowane, a samo fakturowanie odbywa się na bieżąco. W momencie dokonania transakcji nie wiadomo, jaka będzie wartość sprzedaży dla jednego kontrahenta na koniec dnia. To samo dotyczy transakcji zakupu. Ponadto, duże firmy telekomunikacyjne posiadają oddziały w różnych miastach oraz zatrudniają setki przedstawicieli handlowych we wszystkich regionach kraju. Nie będzie wyjątkiem sytuacja, gdy jednego dnia dokonana zostanie sprzedaż dla tego samego podmiotu, poprzez salony położone w różnych miejscowościach w Polsce. Wspomniane firmy telekomunikacyjne nie są w stanie tego monitorować.

– Nasz sprzeciw budzi również propozycja wprowadzenia obowiązku sporządzania informacji podsumowującej w obrocie krajowym, obejmującej transakcje objęte mechanizmem odwrotnego obciążenia. Obowiązek sporządzania informacji podsumowującej stanowi istotne obciążenie dla podatników wymagające poniesienia określonych kosztów finansowych z tytułu zmian w systemach księgowych oraz dodatkowych nakładów pracy. Zwłaszcza dla operatorów telekomunikacyjnych z uwagi na znaczącą ilość transakcji sprzedaży, których przedmiotem są telefony – dodaje ekspertka Rady Podatkowej.

Zdaniem Lewiatana wprowadzenie projektowanych przepisów wymaga odpowiednio długiego (co najmniej 6 miesięcznego) vacatio legis. Biorąc pod uwagę przebieg procesu legislacyjnego, okres pomiędzy możliwym uchwaleniem ustawy a planowaną datą jej wejścia w życie, tj. 1 stycznia 2015 r., będzie on niewystarczający do wprowadzenia odpowiednich zmian organizacyjnych i przede wszystkim niezbędnych zmian w systemach księgowych.

NIK o programie wspierającym wyprawkę szkolną

Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewniło w ostatnich latach środki na realizację rządowego programu „Wyprawka szkolna” w wysokości umożliwiającej zaspokojenie szacowanych potrzeb. Choć wsparcia udzielono niemal wszystkim rodzinom, które złożyły wnioski o pomoc, to niestety blisko połowa pieniędzy zaplanowanych na dofinansowanie zakupu podręczników i materiałów dydaktycznych pozostała niewykorzystana. Tym samym pomoc nie dotarła do wszystkich uczniów z rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej i życiowej, bo w programie początkowo zbytnio zawężano krąg uprawnionych, a gminy i szkoły nieskutecznie informowały o możliwości uzyskania wsparcia oraz nadmiernie biurokratyzowały proces ubiegania się o pomoc.

W MEN, na podstawie zdiagnozowanych potrzeb społecznych (w oparciu o rzetelne dane, nadesłane przez wojewodów i ministrów prowadzących szkoły) opracowano założenia programu oraz zaplanowano jego efekty. W badanym okresie realizacja programu w skali kraju nie przyniosła jednak oczekiwanych rezultatów. W 2012 r. udzielono pomocy 332 tys. uczniów, czyli 60 proc. uprawnionym do otrzymania wsparcia, a w 2013 r. 386 tys. uczniów (67 proc. uprawnionych). W badanych latach wykorzystano odpowiednio 54 proc. (z zaplanowanych w 2012 roku 140 mln zł) i 55 proc. (z zaplanowanych w 2013 roku 179,5 mln zł) przeznaczonych na ten cel pieniędzy.

Na podstawie kontroli przeprowadzonej w województwie świętokrzyskim NIK stwierdziła, że stosunkowo niski poziom realizacji programu wynikał m.in. ze zbędnego formalizmu.  Wymagano od rodziców nadmiernie szczegółowego udokumentowania sytuacji materialnej i życiowej oraz zupełnie niepotrzebnie spełnienia więcej niż jednego kryterium, warunkującego uzyskanie pomocy. Krótki czas wyznaczony na składanie wniosków nie pozwalał wielu rodzicom na zgromadzenie rozbudowanej dokumentacji, a pracownikom szkół na pełną diagnozę sytuacji rodzinnej i życiowej uczniów. Rodziny wielodzietne lub znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej w niskim stopniu korzystały z możliwości uzyskania pomocy, a gminy niewystarczająco skutecznie starały się pomóc tym rodzinom w aplikowaniu o środki dostępne w ramach programu. Kontrolowane gminy nie wykorzystały dostępnych możliwości informowania o zasadach udzielania wsparcia, nie wskazywały także wszystkim uprawnionym, w tym rodzinom wielodzietnym i uczniom niepełnosprawnym, sposobów ubiegania się o pomoc.

Obniżenie skuteczności pomocy w skali ogólnopolskiej wynikało jednak także z przyjętych w rządowym programie rozwiązań, które automatycznie wyłączyły część uczniów z grupy uprawnionych do uzyskania wsparcia. Np. w programie na rok 2012 ograniczono możliwość korzystania z dofinansowania przez tych uczniów z klas pierwszych szkół podstawowych, którzy pochodzili z zamożniejszych rodzin wielodzietnych.

Nie uwzględniono w programie także części uczniów klas pierwszych z ponadgimnazjalnych szkół zawodowych, prowadzonych przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministra Środowiska oraz Ministra Obrony Narodowej.

Program nie stworzył warunków do skutecznej pomocy uczniom szkół zawodowych, nie przewidywał bowiem możliwości refundowania kosztów podręczników do kształcenia w zawodach. Z dofinansowania nie zawsze mogły skorzystać wszystkie rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej, gdyż do udziału w programie nie byli uprawnieni m.in. uczniowie słabosłyszący, a także uczniowie z niepełnosprawnością ruchową oraz uczniowie z autyzmem, w tym z zespołem Aspergera. Części przygotowanych środków nie wykorzystano także z powodu braku szerokiej oferty wydawniczej podręczników, przeznaczonych dla uczniów niepełnosprawnych, szczególnie dla uczniów z lekkim upośledzeniem umysłowym oraz uczniów niesłyszących.

MEN poprawiało jednak z roku na rok rządowy program „Wyprawka szkolna”. NIK poświadcza, że większość wprowadzonych zmian spowodowała zwiększenie liczby odbiorców i poprawiła jego skuteczność:

  • podwyższono podstawę obliczania dochodu, uprawniającego do skorzystania z programu dla uczniów klas pierwszych szkół podstawowych,
  • włączono do programu na 2013 r. uczniów niepełnosprawnych z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym i znacznym oraz zróżnicowano kwoty dofinansowania w zależności od wybranego dla nich rodzaju podręczników,
  • podniesiono kwoty dofinansowania do podręczników dla wszystkich grup uczniów, co umożliwiło refundację większości wydatków poniesionych na zakup podręczników do kształcenia ogólnego.

Nauczyciele uczestniczący w przeprowadzonej ankiecie w kontrolowanych szkołach województwa świętokrzyskiego wysoko ocenili przydatność programu w lepszym zaopatrzeniu uczniów w podręczniki. Ankietowani rodzice wskazywali z kolei, że ubieganiu się o pomoc najczęściej (37 proc.) przeszkadzały krótkie terminy wnioskowania, trudności w wypełnieniu wniosku, skomplikowane procedury oraz konieczność oczekiwania na refundację poniesionych wcześniej kosztów zakupu podręczników.

W MEN skutecznie realizowano w badanym okresie zadania związane z zapewnieniem środków na realizację programu. W latach 2012 – 2013 uruchomiono środki w wysokości umożliwiającej zaspokojenie szacowanych potrzeb, zgłoszonych przez wojewodów i ministrów prowadzących szkoły. Dotacja była przekazywana gminom i szkołom w wysokości i terminach przedstawionych w programie.

KHW porozumiał się ze związkami

0

Pracownicy kopalni Kazimierz-Juliusz zostaną przeniesieni do KHW, sama kopalnia ma zostać likwidowana.

Po 12 godzinach negocjacji  związkowców z przedstawicielami rządu i spółki KHW SA w śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach, w nocy 28 września 2014 osiągnięto porozumienie.

Przedstawiciele organizacji związkowych podpisali porozumienie z zarządem Katowickiego Holdingu Węglowego SA ws. pracy w kopalni Kazimierz-Juliusz w Sosnowcu.

Zgodnie z założeniami ogólnymi załoga kopalni w Sosnowcu przechodzi do KHW SA, które oddeleguje część pracowników do wykonywania zadań w Kazimierzu-Juliuszu, która nadal będzie prowadzona jako niezależna spółka Kazimierz-Juliusz sp. z o.o. Wg planu, spółka ma zostać w niedługim czasie przejęta przez Spółkę Restrukturyzacji Górnictwa, która dokona procesu likwidacji kopalni. Działalność wydobywcza zakładu będzie prowadzona tak długo jak okaże się to ekonomicznie opłacalne. Przejście i przyjęcie załogi Kazimierza-Juliusza do KHW SA odbywać się ma na zasadach obowiązujących w holdingu.

Strona rządowa reprezentowana przez upoważnionych członków Międzyresortowego Zespołu ds restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego, wiceministrów gospodarki pp.  Jerzego Pietrewicza i Tomasza Pietrewicza oraz przewodniczącego Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów p. Jana Krzysztofa Bieleckiego zobowiązała się do jak najszybszego spowodowania zmian w przepisach, co ma umożliwić SRK przejęcie kopalni. Ma też zapewnić dofinansowanie na ten cel, obejmujący m.in. także pokrycie zaległych zobowiązań Kazimierz-Juliusz sp. z o.o. wobec pracowników oraz innych wierzycieli.

Ceny mleka coraz niższe, ale produkcja rośnie. Duże gospodarstwa szykują się do zniesienia kwot mlecznych

CEO Magazyn Polska

W pierwszym półroczu na rynku pojawiło się o 7 proc. więcej mleka niż przed rokiem. Coraz więcej produkują największe gospodarstwa. Niskie ceny powodują jednak, że z rynku mleka wycofują się najmniejsi producenci. Duże gospodarstwa szykują się do zniesienia kwot od przyszłego roku i produkują coraz więcej, bo dla nich mimo niskich cen  jest to opłacalne.

Skup w tym roku w pierwszym półroczu był o 7 proc. wyższy niż w ubiegłym roku. Natomiast powoli odchodzą od produkcji mleka ci najmniejsi producenci, którzy mają jedną, dwie, trzy krowy, czyli ci, którzy tak naprawdę produkowali na własne potrzeby – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marta Skrzypczyk, koordynator zespołu analiz sektora rolno-spożywczego, analityk rynku mleka w Banku Gospodarki Żywnościowej.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego cena skupu mleka w sierpniu 2014 r. wynosiła 1,28 zł za litr. Było to o 4,3 proc. mniej niż w lipcu 2014 r. i 3,6 proc. mniej niż w sierpniu 2013 r.

Skrzypczyk podkreśla, że dla małych producentów taka cena jest już na granicy opłacalności, dlatego wielu z nich decyduje się na wycofanie z tego rynku.

Dla dużych producentów ceny są jednak wciąż do przyjęcia. Niską cenę skupu gospodarstwa kompensują zwiększoną sprzedażą. Produkcja będzie dalej rosnąć, bo liderzy rynku wciąż skupują nowe grunty i zwiększają możliwości produkcyjne. Plany te wynikają przede wszystkim z zapowiadanego na 1 maja 2015 r. zniesienia kwot mlecznych w UE. Ta decyzja oznacza, że polscy producenci nie będą już ograniczani wspólnotowymi ustaleniami, dlatego będą mogli zwiększyć produkcję.

Te największe gospodarstwa już się do tego przygotowują, czyli zakupują ziemię, rozbudowują się. To powoduje, że one cały czas zwiększają produkcję, nawet spadki cen nie zatrzymają tego procesu – podkreśla Skrzypczyk. ‒ Towarowość, siła pojedynczego gospodarstwa, rośnie.

Dodaje, że widać różnice pomiędzy regionami kraju. Ponieważ transport mleka opłaca się na odległość do ok. 100 kilometrów, ceny są najniższe na południu Polski. Tam brakuje bowiem dużych mleczarni, nie ma więc popytu na mleko. To prowadzi do wycofywania się gospodarstw z hodowli bydła.

Natomiast rozwija się produkcja mleka na Podlasiu, w województwie mazowieckim oraz wielkopolskim. To są te regiony, gdzie cały czas rośnie pogłowie bydła, myślę, że ich znaczenie też będzie rosło. Ale nie chodzi tylko o to, że tam są dobre warunki do produkcji mleka, to jest oczywiście ważne,  bo to wpływa na koszty, tam są też umiejscowione największe mleczarnie, które dużo płacą – mówi Marta Skrzypczyk.

Ocenia, że regionalizacja hodowli będzie postępować. Marta Skrzypczyk podkreśla, że o ile mleczarnie mają komfortową sytuację, bo wszędzie znajdą dostawców mleka, to gospodarstwa planujące produkcję mleka mogę rozwijać się tylko tam, gdzie mają rynek zbytu.

Komentarz indeksowy BossaFX 29 września 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 29 września 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Firmy z branży jubilerskiej notują zyski. Briju otwiera kolejne sklepy

0

CEO Magazyn Polska

Do końca roku firma jubilerska Briju zamierza uruchomić cztery sklepy – 30 września rozpocznie działalność placówka w jednej z wrocławskich galerii handlowych. Cel na przyszły rok to kolejne 20 sklepów. Spółka przez rozbudowę sieci chce zwiększać rozpoznawalność marki i zmniejszać dystans dzielący ją od liderów rynku.

– W kolejnych kwartałach nasz firma skupi się na otwieraniu kolejnych sklepów w polskich miastach – mówi agencji informacyjnej Newseria Przemysław Piotrowski, prezes zarządu Briju. – W tej chwili prowadzimy negocjacje i rozmowy z funduszami inwestycyjnymi posiadającymi galerie handlowe. Niektóre umowy na przyszły rok mamy już podpisane, więc ze spokojem patrzymy w przyszłość.

W 2013 roku grupa Briju rozpoczęła sprzedaż wyrobów jubilerskich w oparciu o własną sieć sprzedaży, w ramach której w drugiej połowie roku uruchomiła pierwsze sklepy własne i franczyzowe. Od 30 września działalność rozpocznie sklep w Arkadach Wrocławskich, kolejne będą placówki w Pile i Starachowicach.

Dodatkowo w Toruniu, Wrocławiu, Bielsku-Białej i Rzeszowie. Chcemy także otworzyć lokal w Warszawie, jednak czekamy na odpowiednią lokalizację. Zależy nam bowiem, by lokalizacje te były na wysokim poziomie – mówi prezes zarządu Briju.

Jak podkreślono w sprawozdaniu z działalności za I półrocze br., działanie kreujące markę i rozwijające sieć sprzedaży, prowadzą do celu, jakim jest zdobycie pozycji jednego z liderów rynku jubilerskiego w Polsce. Dziś za 60 proc. obrotów na rynku odpowiadają trzy wielkie marki: W. Kruk, Apart i Yes. Pozostałe 40 proc. to małe i średnie sklepy oraz warsztaty. Eksperci szacują, że obroty na rynku sięgają dziś 1,4 mld zł i prognozują dalszy wzrost sprzedaży.

W ramach kreowania własnej marki Briju wprowadziła do swojej oferty kolekcje, takie jak BRIJU Crisscut (linia diamentów Crisscut), BRIJU Me&You (linia obrączek), BRIJU Diamonds (linia diamentów klasycznych), czy BRIJU Illumini (linia produktów dla dzieci). Obecnie oferta rozszerzana jest o nowe rodzaje produktów.

Wchodzimy zarówno w kategorię zegarków, jak i w inne produkty, które chcemy wprowadzić do naszych sklepów, aby rozszerzyć naszą ofertę – mówi Piotrowski.

Spółka osiągnęła zamierzone cele za I półrocze 2014 r. Zysk netto firmy wyniósł 2,825 mln zł wobec 717 tys. zł przed rokiem. Przychód netto wyniósł 167,22 mln zł, z tego ponad 161 mln to przychody ze sprzedaży segmentu surowce (o jedną trzecią wyższe niż przed rokiem, co jest efektem wzrostu obrotów w zakresie handlu srebrem). O 20 proc. spadły za to przychody ze sprzedaży w segmencie wyrobów jubilerskich, co było następstwem spadku o 15 proc. ceny złota w porównywanych okresach oraz wzrostem o 24 proc. liczby wykonanych usług przerobu.

Duża część wykonywanych wyrobów odbywa się na zasadzie usługowej – mówi Piotrowski. – Klient przekazuje nam surowiec, a my wykonujemy dla niego usługi. Obniżenie cen surowców sprawia, że mamy czasem trochę mniejsze przychody, ale mimo to generujemy ten sam zysk, który założyliśmy.

Grupa eksportuje również swoje produkty, głównie do państw Europy Zachodniej (m.in. Niemiec, Belgii, Włoch, Hiszpanii) i krajów sąsiednich (Czech, Słowacji, Litwy, Łotwy).

Udostępnianie swojej własności za pieniądze coraz powszechniejsze. Rozwiązania prawne nie zawsze nadążają za zmieniającą się rzeczywistością

CEO Magazyn Polska

Ekonomia dzielona, czyli wzajemne pożyczanie sobie różnych przedmiotów i usług odpłatnie lub nie, dzięki dostępnej technologii rozwija się na niespotykaną dotąd skalę. Rynek ten w USA wart jest obecnie 26 mld dolarów rocznie. Przejazdy samochodowe bez korporacji taksówkowych i krótkoterminowy wynajem mieszkań bez potrzeby korzystania z hotelu to sztandarowe przykłady masowych i globalnych już usług, z których może skorzystać w praktyce niemal każdy konsument na świecie. Pojawiają się jednak wątpliwości, czy są one zgodne z prawem.

Ekonomia dzielona sprowadza się do tego, że ktoś dzieli się tym, co ma, poprzez wymianę albo bezpłatne lub płatne użyczenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Sacha, prezes zarządu iParkomat. – To przeciwieństwo posiadania rzeczy na własność.

W ekonomii dzielonej (sharing economy) ważniejsza od posiadania na wyłączność jest możliwości korzystania z danego przedmiotu i czerpania z niego wartości użytkowej.

Przykładowo, jeśli ma wiertarkę i dotychczas czasami pożyczałem ją sąsiadowi na zasadzie dobrosąsiedzkiej pomocy, to teraz mogę ją wystawić do internetu i ogłosić, że chętnie się nią podzielę za opłatą. Przecież używam wiertarki średnio raz do roku, a przez resztę czasu ten sprzęt jest bezużyteczny – wyjaśnia Sacha. – Mogę ze swoich rzeczy uczynić aktywa i na nich zarabiać. Dochodzi do tego, że każdy konsument, który ma coś użytecznego i jest gotowy się tym podzielić, staje się swego rodzaju mikroprzedsiębiorcą. Z drugiej strony po co kupować na własność coś, czego na co dzień nie potrzebuję, skoro mogę to na chwilę wypożyczyć?

Według szacunków przeciętny Amerykanin ma 300 przedmiotów, z których używa codziennie 200, a pozostałą setką może się podzielić. To ogromny potencjał dla sharing economy.

Ekonomia dzielona to swego rodzaju rewolucja – mówi Sacha. – Te usługi tak się rozprzestrzeniają, że rynek ten w USA już w 2012 r. był wart 26 mld dolarów – mówi Sacha. – Kluczową rolę na tym rynku odgrywa technologia internetową, która umożliwia szybki i bezpośredni kontakt pomiędzy osobami na całym świecie. Efektem takiego działania są ogromne globalne serwisy, takie jak amerykańskie Airbnb, Uber czy francuski BlaBlaCar.

Airbnb to platforma umożliwiająca upublicznianie ofert i wynajem przez internet miejsc na całym świecie. Jak podaje Airbnb.pl obecnie jest na niej dostępnych ponad 800 tysięcy ofert w 190 krajach, a liczba zarejestrowanych osób przekracza 17 mln. Siedziba firmy mieści się w San Francisco.

Niedawno w Polsce zaistniała także inna charakterystyczna dla ekonomii dzielonej firma – Uber, również rodem z San Francisco, oferująca aplikacje na telefon i umożliwiająca kontaktowanie się z kierowcami niekoniecznie zrzeszonymi w korporacjach taksówkarskich po to, by umówić się na przejazd samochodem. W sierpniu sąd w Niemczech nakazał firmie zaniechanie działalności w tym kraju, ostatecznie jednak pozwolono jej działać. aż do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku sądu, co ma nastąpić jeszcze w tym roku.

Obecnie Airbnb i Uber mają problemy prawne w niektórych krajach świata – mówi Sacha. –. Prawo ze swojej natury jest retroaktywne i czas pokaże, czy i kiedy nadąży ono za masowym trendem ekonomii dzielonej.

Umowa o współpracy z chińską prowincją Zhejiang podpisana

0

CEO Magazyn Polska

W chińskim mieście Hangzou, skąd pochodzi internetowy sklep Alibaba – rekordzista wszech czasów, jeśli chodzi o wielkość IPO (24 mld dolarów), podpisano umowę o strategicznej współpracy gospodarczej i technologicznej pomiędzy Chinese-Polish Cooperation Forum a China Council for Promotion of International Trade of Zhejiang Provincial Committee (CCPIT).

Umowa o strategicznej współpracy gospodarczej i technologicznej pomiędzy Chinese Polish Cooperation Forum a China Council for Promotion of International Trade of Zhejiang Provincial Committee (CCPIT) została podpisana w Hangzou, ośrodku administracyjnym prowincji Zhejiang, jak dowiedziała się agencja informacyjna Newseria Inwestor.

Do końca roku CHPCF i CCPIT wypracują strategię działań, dzięki której w przyszłym roku zrealizowanych zostanie m.in. kilka projektów B2B i B2C. W najszybciej rozwijającej się chińskiej prowincji Zhejiang inwestują takie koncerny jak Siemens, Motorola czy Toshiba, stamtąd pochodzi firma Alibaba, która niedawno zadebiutowała na nowojorskiej giełdzie.

W podpisaniu umowy uczestniczyli, na zaproszenie stowarzyszenia CHPCF oraz Chińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, posłowie na Sejm RP z PO, PIS, PSL oraz sekretarz generalny SLD.

CHPCF zapowiedziało organizację konferencji z udziałem polskich firm zainteresowanych wymianą handlową w prowincji Zhejiang w I poł. 2015 r.

Rosnąca wymiana handlowa z Chinami i współpraca z prowincją Zhejiang to duża szansa dla polskich przedsiębiorców, którzy potrzebują wsparcia i tzw. dyplomacji ekonomicznej, aby móc z sukcesem wejść do Chin. To ogromny rynek, dlatego polskie firmy powinny skoncentrować się na wybranej jego części – powiedział Bartosz Michalak, prezes stowarzyszenia CHPCF. –  Nasze Stowarzyszenie współpracuje z prowincją Zhejiang, której PKB stanowi 17 proc. całego PKB Chin. Ten perspektywiczny region jest jednym z najbardziej rozwiniętych gospodarczo w Chinach  i bardzo otwarty na współpracę z Polską – dodał prezes Michalak.

Problem korków przed punktami poboru opłat na autostradach mógłby rozwiązać elektroniczny system identyfikacji pojazdów

CEO Magazyn Polska

Zastosowany w Polsce system manualnego poboru opłat za korzystanie z autostrad uważany jest za niewydolny. Zdaniem Krzysztofa Króla, doradcy Prezydenta RP, rozwiązaniem sytuacji jest system elektronicznej identyfikacji pojazdów. Opłaty za korzystanie z dróg należących zarówno do GDDKiA, jak i do prywatnych koncesjonariuszy byłyby pobierane automatycznie, podobnie jak ma to miejsce w przypadku naliczania opłat u operatorów telekomunikacyjnych.

Według  Krzysztofa Króla, społecznego doradcy Prezydenta RP i analityka społeczeństwa informacyjnego, obecny system poboru opłat jest archaiczny.

Gdybyśmy porównywali manualny sposób zapłaty za przejazd do usług telekomunikacyjnych, to mielibyśmy w centralach telekomunikacyjnych panie, które przełączają ręcznie kabelki – uważa Krzysztof Król. – System opłat autostradowych zatrzymał się w rozwoju kilkadziesiąt lat temu, dlatego zdecydowanie powinniśmy to zmienić.

Jego zdaniem rozwiązaniem nie są winiety, które również są przestarzałe, lecz system elektronicznej identyfikacji pojazdów. Opłaty za korzystanie z dróg należących zarówno do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), jak i do prywatnych koncesjonariuszy byłyby pobierane automatycznie, podobnie jak ma to miejsce w przypadku usług telekomunikacyjnych.

Mamy doświadczenia z rozwoju telefonii komórkowej, gdzie każdy aparat jest identyfikowany, rozliczane są rozmowy przychodzące, wychodzące, w roamingu, łączenie różnych operatorów – zauważa Król. – To jest znacznie bardziej skomplikowany system niż w przypadku opłat autostradowych. Nowe rozwiązanie spowodowałoby praktycznie wyeliminowanie szlabanów. Przecież nie po to się buduje autostrady, żeby stać w korkach.

Tego rodzaju system pozwoliłby dodatkowo włączyć do niego inne usługi komunalne związane z korzystaniem z samochodu, takie jak parkowanie.

– W tej chwili mamy pieniądze unijne, które bardzo dobrze wykorzystujemy. One jednak za chwilę się skończą. Nowe autostrady, mosty i wiadukty mogą być budowane w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego, łączącego inwestycji państwowe z prywatnymi. Ich właściciele będą liczyli na szybki zwrot zainwestowanego kapitału. A to umożliwia wyłącznie taki system poboru opłat. Jeśli wprowadzimy elektroniczną identyfikację, to za każdy przejazd będzie można pobrać 50 groszy, 1 zł lub 1,5 zł, tak żeby inwestorowi i systemowi PPP to się opłaciło – mówi Krzysztof Król.

Koniec tanich sklepów internetowych. E-commerce będzie rywalizował technologią i bezpieczeństwem, ale nie ceną

CEO Magazyn Polska

Zakupy w sklepach internetowych nie będą już taniały. Mimo to ten kanał sprzedaży w dalszym ciągu ma się rozwijać w tempie 20-25 proc. rocznie. Przedsiębiorcy będą musieli szukać nowych sposobów, by wyróżnić się i przyciągnąć klientów. To może oznaczać problemy dla tych, którzy nie znajdą innowacyjnych pomysłów. Na branżę wpłyną też nowe wymogi prawne, które wchodzą w życie w grudniu tego roku.

Sklepy internetowe doszły do bariery możliwości konkurowania za pomocą ceny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Berezowski, partner zarządzający CubeResearch, firmy badającej rynek e-commerce. ‒ Mniejszym sklepom będzie trudniej. One będą się rozwijały, muszą znaleźć metody, które pozwolą im wyróżnić się i przyciągnąć klientów do swojej oferty.

Jak wynika z badania CubeResearch i Shopera, którego wyniki zostały zaprezentowane podczas konferencji „Co nakręca e-commerce ‒ e-handel w czasach zmiany”, w ostatnim roku już tylko 20 proc. sklepów internetowych zadeklarowało spadek cen. W jednej czwartej ceny wzrosły, a u ponad połowie pozostały bez zmian. Berezowski ocenia, że takiego trendu należy się spodziewać. Według niego w najbliższej przyszłości zakupy przez internet przestaną być tańsze niż w sklepach tradycyjnych. Taką samą tendencję od kilku lat można zaobserwować na dojrzalszych rynkach zachodnioeuropejskich.

Mimo to Berezowski nie spodziewa się zahamowania rozwoju rynku. Badania pokazują, że jest wręcz przeciwnie – dwie trzecie przedsiębiorców z branży e-commerce oczekuje wzrostu sprzedaży w przyszłym roku. Niemal 80 proc. liczy na zwiększenie liczby klientów, ale już tylko 8 proc. przewiduje obniżki cen. Berezowski zauważa, że cały rynek e-commerce powinien rosnąć o 20-25 proc. rocznie.

Rynek jest tak nasycony, że nie ma miejsca na błędy. Według badań CubeResearch i Shopera aż 79 proc. przedsiębiorców e-commerce ocenia konkurencję jako dużą lub bardzo dużą, a 46 proc. identyfikuje rywali jako barierę ograniczającą rozwój.

Sklepy będą musiały wyróżnić się na tle konkurencji już nie tylko grafiką, lecz chociażby wykorzystaniem technologii – przewiduje Jacek Zientkiewicz, marketing manager Shopera.

Przykładem jest rozwinięta przez Shopera technologia Responsive Web Design, która umożliwia wykorzystanie takiego samego układu i struktury na wszystkich typach urządzeń – od smartfonów po komputery.

‒ Istnieją możliwości budowania przewagi konkurencyjnej nie tylko za pomocą ceny, lecz także za pomocą innych działań z zakresu choćby marketingu, bezpieczeństwa klientów, budowania lojalności klientów czy nowych sposobów płatności. Chodzi o to, żeby budować wartość dodaną, za którą klient będzie gotowy zapłacić nie najniższą cenę, z czym do tej pory były kojarzone zakupy przez internet – ocenia Berezowski.

Poza końcem obniżek cen i zwrotem w kierunku innych metod pozyskiwania klientów na rynek e-commerce duży wpływ będzie miało też nowe prawo, które wejdzie w życie w grudniu. Ustawa, zgodnie z unijną dyrektywą, powinna obowiązywać już od czerwca. Nałoży ona na przedsiębiorców internetowych wiele nowych obowiązków, w tym związanych z wydłużeniem czasu zwrotu oraz udzielaniem pełniejszej informacji klientom.

Wszystkim wydaje się oczywiste, że będzie trzeba dostosować regulaminy sprzedaży do nowych regulacji prawnych. Natomiast mniej oczywiste jest to, że trzeba będzie dostosować także systemy informatyczne, na przykład do wymogów potwierdzania konsumentowi warunków zawarcia umowy na trwałym nośniku, za który należy uważać także pocztę elektroniczną – podkreśla Maciej Potoczny, radca prawny, partner w Porwisz i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni.

Potoczny zaznacza, że tempo i jakość dostosowania własnego przedsiębiorstwa do zmian może również stanowić istotny element konkurencji. Te sklepy internetowe, które dostosują się do nowych przepisów, unikną sporów z klientami i konieczności płacenia odszkodowań. Równie ważna jest renoma, bo sklepy działające zgodnie z nowym prawem mogą liczyć na pozytywne opinie w internecie – ocenia Potoczny.

Dodaje, że przystosowanie się sklepów internetowych do nowych przepisów wcale nie musi być łatwe. Dla niektórych konieczność udzielenia znacznie obszerniejszej informacji konsumentom może okazać się wyzwaniem. Do tego wiedza o nowych przepisach nie jest kompletna. Choć niemal wszyscy przedsiębiorcy wiedzą o konsumenckim prawie do odstąpienia od umowy, to tylko 64 proc. wie, kiedy nowa ustawa wejdzie w życie, a zaledwie 41 proc. ma świadomość tego, które usługi będą mogły być świadczone w taki sposób jak dziś.

J. Dworak (KRRiT): W ciągu najbliższych lat cyfrowe radio i nowy standard emisji naziemnej telewizji cyfrowej

CEO Magazyn Polska

W perspektywie najbliższych lat radio przejdzie na dystrybucję cyfrową, a telewizja na standard transmisji drugiej generacji – prognozuje Jan Dworak, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. W ciągu dwóch lat powinna zostać uchwalona deregulacja tych mediów. Telekomunikacja zmierza z kolei coraz bardziej w stronę urządzeń mobilnych.

Radio musi przenieść się głównie w sferę cyfrową już powoli się przenosi za sprawą Polskiego Radia. Myślę, że to nastąpi w ciągu najbliższych 10 lat. Telewizja już na szczęście jest cyfrowa, ale będą doskonalone formy dotarcia. Mamy w tej chwili DVB-T1, będzie pewnie DVB-T2 [standard transmisji drugiej generacji ‒ red.]. Już teraz część krajów europejskich się do tego przymierza, my także w perspektywie 10 lat będziemy przechodzili pewnie na ten nowy format – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Dworak, przewodniczący KRRiT.

Cyfryzacja Polskiego Radia rozpoczęła się 1 października 2013 r. i ma objąć cały kraj do 1 grudnia 2020 r. Na razie na przejście na nadawanie cyfrowe nie zdecydowali się nadawcy prywatni. Dworak ocenia jednak, że to się ostatecznie stanie. Choć cyfrowa transmisja w technologii DAB+ wymaga nowoczesnych odbiorników, których wielu Polaków jeszcze nie ma, umożliwia poszerzenie oferty, transmisję m.in. obrazów czy informacji o ruchu drogowym do nawigacji satelitarnych i jest tańsza w emisji.

Bardziej zaawansowany jest proces cyfryzacji telewizji. Naziemna telewizja cyfrowa (multipleks MUX-3) objęła zasięgiem całą Polskę 23 lipca 2013 r. Obecnie na trzech multipleksach nadawane są łącznie 24 stacje. Transmisja danych odbywa się w standardzie DVB-T. Dworak zapowiada, że pomimo zakończenia samego procesu cyfryzacji, to nie koniec zmian, bo w ciągu najbliższych 10 lat możliwe jest przejście na standard DVB-T2, który wykorzystuje znacznie mniej pasma.

Jeśli chodzi o rynek telekomunikacyjny, to teraz jest czas urządzeń mobilnych. Telefonia będzie starała się być i będzie coraz bardziej mobilna w takim sensie, że wszystkie usługi, które do tej pory były zastrzeżone dla stacjonarnych odbiorników, będą znajdowały się w telefonach – prognozuje Dworak.

Dodaje, że na rynek medialny duży wpływ będzie miała deregulacja. Koncesje będą niezbędne tylko dla nadawców naziemnych, bo liczba dostępnych tam kanałów jest ograniczona. Natomiast w przypadku stacji nadawanych satelitarnie, kablowo lub internetowo koncesje będą zniesione. W planach przeprowadzenia deregulacji zgodne są KRRiT oraz rząd. Prace nad odpowiednią ustawą trwają i jak ‒ zapowiada Dworak ‒ dlatego może ona zostać uchwalona w ciągu najbliższych dwóch lat.

ASUS wchodzi na polski rynek smartfonów

CEO Magazyn Polska

ASUS chce być czołowym graczem na rynku smartfonów. Jego celem jest znalezienie się w pierwszej piątce pod względem udziału w rynku. Producent chce przekonać klientów do swoich produktów dobrym stosunkiem jakości do ceny, by to osiągnąć zamierza wykorzystać doświadczenie zdobyte przy tworzeniu innych kategorii produktów IT. Smartfony ZenFone na początku nie będą dostępne u operatorów komórkowych, a jedynie w sprzedaży detalicznej.

W  latach 2009-2010 ASUS miał drobną przygodę z producentem Garmin. Wtedy pojawiały się również pierwsze smartfony Asusa, więc to nie jest dla nas zupełnie nowy rynek. Natomiast prawdziwe otwarcie następuje wraz z całą serią ZenFone’ów wielkości 4, 5 i 6 cali – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Stanik, country manager ASUS Polska. ‒ Celem ASUS-a jest znalezienie się w pierwszej piątce producentów A-brandowych.

ASUS wprowadził na polski rynek trzy smartfony z serii ZenFone o różnym rozmiarze ekranu i specyfikacjach technicznych. Stanik zapowiada, że ich najsilniejszą stroną jest dobry stosunek ceny do jakości. Produkty nie są jednak najtańsze, bo – jak ocenia country manager ASUS-a w Polsce – konsumenci w naszym kraju są skłonni zapłacić nieco więcej za dobrą jakość. Ceny modeli – w zależności od wielkości i specyfikacji – plasują się w przedziale 499–899 zł.

Tajwański producent nigdy nie zajmował się produkcją telefonów komórkowych. Dlatego jego smartfony mogą być oparte jedynie na doświadczeniach z produkcji innych urządzeń mobilnych. To powoduje, że ASUS nie jest obciążony swoją pozycją rynkową i ponosi mniejsze ryzyko niż np. Nokia, która po rozwoju smartfonów straciła dominującą pozycję, jaką miała w segmencie telefonów tradycyjnych.

Nie musimy niczego udowadniać na rynku smartfonów. Oczywiście mamy swoje ambicje, cele, natomiast nie zakładamy, że od razu będzie to pierwsza trójka w segmencie telefonów – podkreśla Stanik.

Na początku smartfony ASUS-a pojawią się jedynie w sprzedaży detalicznej. W ofercie operatorów mogą pojawić się po jakimś czasie. Spowalnia to m.in. konieczność wprowadzenia danego modelu do całego europejskiego katalogu tych operatorów, którzy działają również na innych rynkach (T-Mobile i Orange). Prace nad tym jednak trwają i mogą zakończyć się sukcesem w przyszłym roku. Nie bez znaczenia jest rozwój technologii LTE, która wymusza modernizację oferty urządzeń – ocenia Stanik.

Cel ASUS-a to pierwsza piątka pod względem udziału w rynku smartfonów w Polsce, czyli kilka procent całej sprzedaży. Stanik jednak przypomina, że obecnie polskie statystyki, zdominowane przez Samsunga i Apple’a, są nieco zaburzone, bo wliczane są telefony reeksportowane. Ma się to zmienić w przyszłym roku, co pozwoli realniej ocenić, jaki udział w rynku smartfonów używanych przez polskich konsumentów mają poszczególni producenci.

Coface: polskie firmy mają problem z odzyskiwaniem należności od zagranicznych kontrahentów

CEO Magazyn Polska

Wraz z rosnącą wymianą handlową z zagranicą polskie przedsiębiorstwa zgłaszają coraz więcej problemów z zaległymi płatnościami. Terminy spłat się wydłużają, a samodzielne odzyskiwanie należności – przez znaczną odległość, barierę językową czy kulturową – jest dla polskich firm dużym wyzwaniem.

Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wartość sprzedaży zagranicznej w pierwszym półroczu br. wyniosła 80 mld euro (332 mld zł) i była o 5,4 proc. wyższa niż w tym samym okresie 2013 roku. Lepsze wyniki polskie przedsiębiorstwa osiągnęły głównie w wymianie towarowej z krajami rozwiniętymi (Unia Europejska), do których sprzedały towary i usługi za ponad 66,9 mld euro (277 mld zł), czyli o 7,2 proc. więcej niż przed rokiem.

Również przyszłość eksporterów rysuje się korzystnie. Jak prognozuje zajmująca się ubezpieczaniem kontraktów w międzynarodowej wymianie towarowej Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE) sprzedaż zagraniczna w całym bieżącym roku w stosunku do ubiegłego wzrośnie o 8,3 proc. W 2015 roku natomiast może powiększyć się o kolejne 11,1 proc.

Wraz ze wzrostem zainteresowania rynkami zagranicznymi pojawiają się też problemy z należnościami. Dłużnicy zagraniczni wcale nie są bardziej skłonni do tego, by w terminie bądź by w ogóle regulować swoje zobowiązania. I pojawia się duży problem, bo jak windykować należność od firmy, która prowadzi działalność daleko, gdzie obowiązują zupełnie inne normy prawne, kultura, obyczaj, a często także jest bariera językowa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes zauważa Szymon Wiliński, dyrektor ds. rozwoju usług informacji i windykacji Coface.

Nie we wszystkich branżach jednak pojawiają się zaległe płatności w takim samym natężeniu.

W ostatnim czasie widzimy w Europie Zachodniej wzrost zapytań z branży tekstylnej, mięsnej, owocowo-warzywnej – informuje Wiliński. – Na południu Europy nasi klienci mają natomiast problemy z odzyskaniem należności od branży transportowej.

Jego zdaniem trudno jednoznacznie wskazać na kraje, w których firmy mają największy problem z terminowymi spłatami należności. Zobowiązań w terminie nie płacą m.in. przedsiębiorstwa włoskie, niemieckie, holenderskie i francuskie.

Na pewno trzeba mieć na uwadze bariery językowe i kulturowe. Na Węgrzech na przykład w większości przypadków tylko szef rozmawia w języku angielskim. Więc jeżeli nie ma go w biurze, to nawet trudno ustalić, kiedy można wykonać kolejny kontakt w celu uzyskania informacji dotyczącej wierzytelności – mówi Wiliński.

W odzyskiwaniu należności przydatna może okazać się pomoc firmy windykacyjnej, która działa na rynkach zagranicznych. Zdaniem eksperta wbrew pozorom może być to tańsze rozwiązanie niż samodzielne działania windykacyjne.

Taką firmę o zasięgu międzynarodowym wyróżnia szybkie sprawdzenie kondycji dłużnika i dobranie metody działań windykacyjnych do konkretnej sprawy – uważa dyrektor ds. rozwoju usług informacji i windykacji Coface.

Zaznacza, że podobnie jak w przypadku zatorów płatniczych w Polsce również przy zagranicznych często kluczowy dla odzyskania należności jest czas. Zdaniem Wilińskiego z rozpoczęciem działań windykacyjnych nie należy zwlekać.

Mieliśmy klienta, który miał dłużnika na Słowacji. Długo zastanawiał się, czy oddać nam sprawę. Kiedy już rozpoczęliśmy proces windykacyjny, okazało się, że dłużnik jest już w upadłości. Wówczas windykacja polubowna nie rozwiązuje problemu. W takiej sytuacji mamy proces upadłościowy, rosną koszty, pojawiają się dodatkowe problemy, a tym samym zmniejszają się szanse na odzyskanie należności – wyjaśnia Wiliński.

T. Czechowicz (MCI): Polscy przedsiębiorcy mają problem z budowaniem długoterminowej strategii

0

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy są bardziej elastyczne niż czeskie i niemieckie, ale gorzej radzą sobie na stabilnych, dojrzałych rynkach. To dlatego, że kreatywności menadżerów rzadko towarzyszy długoterminowa strategia oraz wizja  ocenia Tomasz Czechowicz z MCI Management. Dla coraz większej rzeszy przedsiębiorców krajowy rynek jest już zbyt mały, dlatego narodowe czempiony będą walczyły o pozycję europejskich czempionów.

Większość polskich firm koncentruje się jednak na byciu narodowym czempionem i dopiero raczkuje, jeżeli chodzi o ekspansję międzynarodową. Rynek polski pozwala na tego typu strategie rozwoju, natomiast na małych rynkach przedsiębiorcy nie mają wyboru, muszą od razu iść na rynki międzynarodowe, należy to rozumieć. Myślę, że teraz jest dużo przykładów firm, które z sukcesem zaczynają się rozwijać na rynkach międzynarodowych i one będą inspirowały innych przedsiębiorców do takiego rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Czechowicz, partner zarządzający, chief investment officer w MCI Management.

Atutem polskich przedsiębiorców jest przede wszystkim kreatywność, elastyczność i umiejętność adaptacji do szybko zmieniających się warunków gospodarczych. Pod tym względem polskie firmy wypadają lepiej niż czeskie czy niemieckie – uważa Czechowicz. W ocenie wielu ekspertów i ekonomistów wysoka elastyczność polskich firm pomogła złagodzić skutki światowego kryzysu finansowego – od 2008 r. wysoka dynamika eksportu wydatnie przyczyniła się do utrzymania wzrostu gospodarczego.

O ile jednak polscy przedsiębiorcy wyjątkowo dobrze radzą sobie w trudnych czasach, o tyle ustępują zagranicznym konkurentom w zakresie umiejętności budowania długoterminowej strategii na dojrzałych rynkach – twierdzi zarządzający w MCI Management.

W sytuacji, kiedy mamy do czynienia z bardzo zmiennym rynkiem, oznacza to umiejętność szybkiego budowania czegoś. Natomiast w sytuacji, kiedy ten rynek staje się mniej dynamiczny i bardziej konkurencyjny, kiedy trzeba się wykazać długoterminową strategią, wizją, taktyką, wtedy typowe polskie przedsiębiorstwo ma trudniejszą sytuację niż przedsiębiorstwo niemieckie czy czeskie.

MCI Management przewiduje, że wraz z okrzepnięciem na polskim rynku wiele firm będzie decydowało się na zagraniczną ekspansję. Fundusz specjalizuje się w inwestowaniu w spółki technologiczne, które mają silną ekspozycję na rozwój internetu.

Cały czas przyglądamy się biznesom e-commerce’owym, zarówno B2C [nastawionym na konsumenta], jaki i B2B [świadczącym usługi innym firmom], czyli właśnie takim firmom, które próbują się przeformować z pozycji narodowego czempiona na pozycję regionalnego czy europejskiego czempiona. Bardzo ciekawą okazją są także inwestycje w rozwój infrastruktury internetowej, firmy telekomunikacyjne, firmy logistyczne, przekształcanie się z tradycyjnych czempionów gospodarki na czempionów gospodarki cyfrowej. Czyli wspieranie tej konwersji z bycia firmą analogową na bycie firmą cyfrową – to są te obszary, którym się aktywnie w tej chwili przyglądamy – wskazuje Czechowicz.

Pod koniec 2015 roku możliwe ożywienie w budownictwie

CEO Magazyn Polska

Poprawa sytuacji w polskim budownictwie powinna nastąpić za rok. Uzależniona będzie jednak od przepływu funduszy unijnych. Obecnie kończą się pieniądze z unijnego budżetu przysługujące na inwestycje infrastrukturalne w latach 20072013. Strumień środków z perspektywy 20142020 zacznie płynąć dopiero za kilka miesięcy.

– Projekty zwyczajnie nie są gotowe i pakiety projektowe nie zostały jeszcze uruchomione – mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – W związku z tym spodziewamy się, że realnie odbicie w budownictwie infrastrukturalnym, które będzie miało przełożenie również na cały sektor budownictwa, nastąpi dopiero w III-IV kw. 2015 roku. Wcześniej raczej się nie spodziewałbym się znaczących zmian.

Z unijnego budżetu na lata 2014–2020 ok. 72,9 mld euro ma być przeznaczone na politykę spójności, m.in. finansowanie inwestycji w Polsce. Na razie jednak na rynku budowlanym wzrost jest tak niewielki, że branża mówi raczej o zastoju. Z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że rok do roku produkcja budowlano-montażowa skurczyła się o 3,6 proc., a po wykluczeniu czynników sezonowych (w sierpniu 2014 było 5 niedziel, o jedną więcej niż rok wcześniej), wzrosła zaledwie o 1 proc.

Budownictwo infrastrukturalne jest bardzo uzależnione od funduszy z Komisji Europejskiej, czyli produkcja budowlana w sektorze na przykład infrastruktury jest silnie związana i uzależniona od środków z Unii Europejskiej, dlatego też to odbicie jest tak powolne – podkreśla Rafał Bałdys

Znacznie lepiej wygląda natomiast sytuacja w budownictwie kubaturowym czy mieszkaniowym, którego wzrost utrzymuje się na dużo stabilniejszym poziomie. Ale i tu zyskowność branży jest słaba.

– Wojny cenowe, które wykonawcy toczyli, bijąc się o zamówienia publiczne, oraz fatalne relacje między zamawiającymi publicznymi i warunki kontraktów, jakie zawierali oni z wykonawcami, sprawiły, że te praktyki w jakiś sposób zaczęły przenikać na rynek komercyjny i to w tym swoim najgorszym wydaniu – ubolewa wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

W rezultacie bolączki firm realizujących kontrakty publiczne zaczynają doskwierać całej branży. To zaś oznacza częste przypadki nieuczciwości i nierzetelności oraz problem zatorów płatniczych.

– To oczywiście jest pokłosiem tego, że faktycznie przedsiębiorstwa wygrywają zamówienia po naprawdę bardzo niskich cenach. W związku z tym chcąc maksymalizować swój zysk na kontraktach, stosują przeróżne zabiegi, żeby wszędzie, gdzie się da, obcinać koszty, oczywiście nie zawsze w sposób fair – ocenia Rafał Bałdys.

Erbud wykonawcą budynku Promenady ZITA

0

CEO Magazyn Polska

Erbud wybuduje dla Vantage Development budynek Promenady ZITA za 70,2 mln zł

Promenady ZITA spółka zależna Vantage Development zawarła ze spółką Erbud umowę na wykonanie we Wrocławiu budynku biurowego Promenady ZITA wraz z niezbędną infrastrukturą techniczną oraz zagospodarowaniem i uzbrojeniem terenu na nieruchomości.

Wartość umowy przekracza 70,2 mln zł. Umowa została zawarta na czas wykonania przez Erbud wszelkich zobowiązań z niej wynikających, nie później niż w terminie 13 miesięcy od dnia uzyskania pozwolenia na użytkowanie, które powinno nastąpić po upływie 66 tygodni od dnia wydania nakazu rozpoczęcia robót.

W piątek wzrosty, w całym tygodniu spadki na GPW. WIG30 stracił podczas pięciu sesji 2,3 proc.

Indeksy największych spółek i cały rynek zakończyły wzrostami spadkowy tydzień na GPW. WIG30 w piątek zyskał 0,37 proc.

WIG20 zyskał jeszcze mocniej, 0,58 proc. Na całym rynku wzrost wyniósł 0,3 proc.

Spośród największych spółek najlepiej poradził sobie KGHM, którego kurs wzrósł o 2,57 proc. Energa zyskała 2,18 proc., a kurs JSW poszedł w górę o 2,03 proc. Po przeciwnej stronie znalazła się PGE, której akcje straciły 2,12 proc.

Obroty na WIG-u30 wyniosły 670,8 mln zł, a na całym rynku – 763 mln zł.

W całym tygodniu WIG30 stracił 2,3 proc., a WIG20 – 2,37 proc. Cały rynek poszedł w dół o 1,9 proc.

KNF: zatwierdzenie prospektu emisyjnego Serinus Energy

0

Z upoważnienia Komisji Nadzoru Finansowego został zatwierdzony prospekt emisyjny sporządzony przez Serinus Energy Inc. z siedzibą w Calgary (Kanada).

Spółka ma  zamiar  ubiegać się o dopuszczenie do obrotu na rynku regulowanym ponad 38,4 mln akcji. Firma inwestycyjna to Dom Inwestycyjny Investors.

GUS: rośnie polski eksport do Unii, spada na wschód

W I półroczu utrzymywał się niewielki wzrost obrotów towarowych z zagranicą – informuje Główny Urząd Statystyczny. Systematycznie zwiększała się wartość wymiany z krajami rozwiniętymi w tym z krajami UE, jednocześnie coraz szybciej obniżał się eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Obroty ogółem zamknęły się niewielkim saldem ujemnym, na które złożyło się dodatnie saldo wymiany z krajami rozwiniętymi, w tym z krajami UE oraz ujemne salda z krajami rozwijającymi się i z krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Obroty w cenach stałych po pięciu miesiącach były wyższe niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Korzystniej kształtowały się również relacje cenowe.

Eksport wyrażony w złotych zwiększył się o 6,5 proc. wynosząc 334,7 mld zł, import wzrósł o 5,6 proc. do poziomu 335,4 mld zł. Wymiana zamknęła się ujemnym saldem w wysokości 760 mln zł.

KNF: 1,5 mln zł kary dla TUnŻ Benefia za ryzykowne inwestycje

Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na Benefia Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Vienna Insurance Group karę pieniężną w wysokości 1,5 mln zł za inwestycje w ryzykowne akcje i obligacje.

– Ustalając wysokość kary, KNF wzięła pod uwagę, że do wykrycia nieprawidłowości przyczyniła się aktywność zakładu ubezpieczeń, który podjął też działania służące wyeliminowaniu negatywnych skutków nieprawidłowości oraz ograniczeniu możliwości ich wystąpienia w przyszłości, współpracując z KNF i organami wymiaru sprawiedliwości – podkreślono w komunikacie. – Komisja uwzględniła również fakt, że nie doszło do naruszenia interesów ubezpieczonych, uposażonych i uprawnionych z zawartych przez towarzystwo umów ubezpieczenia, a sytuacja finansowa zakładu ubezpieczeń pozostaje stabilna.   

Zakład ubezpieczeń inwestował m.in. w obligacje i akcje podmiotów powiązanych osobowo i kapitałowo, o niskim kapitale zakładowym, które powstały i wyemitowały obligacje w krótkim czasie przed dokonaniem inwestycji, a w zakładzie ubezpieczeń nie istniały analizy ich sytuacji finansowej. Niejednokrotnie nabywano wszystkie wyemitowane przez dany podmiot papiery wartościowe oraz instrumenty finansowe z długim terminem wykupu lub z opcją wykupu poprzez wydanie obligacji nowej emisji. Brak było zabezpieczenia inwestycji lub wartość zabezpieczeń nie była wystarczająca z punktu widzenia standardów inwestycyjnych zakładów ubezpieczeń na lokowanie środków w instrumenty, które nie były dopuszczone do obrotu zorganizowanego oraz na koncentrację zaangażowania w akcje i obligacje tych samych podmiotów. Inwestycje były dokonywane niezgodnie z obowiązującymi w zakładzie ubezpieczeń regulacjami wewnętrznymi, osobiście przez byłych członków zarządu z pominięciem komitetu inwestycyjnego i bez wymaganej zgody rady nadzorczej.

TUSK POLITYKIEM SIERPNIA

Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej sprawił, że jego przewaga w mediach nad pozostałymi liderami polskich partii politycznych była ogromna. Żaden z nich nie osiągnął nawet połowy z rezultatu szefa Platformy Obywatelskiej – wynika z badania „Scena Polityczna” przygotowanego przez „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Wykres aktywności liderów partii politycznych w sierpniu pokazuje, że Tusk każdego dnia najczęściej pojawiał się w prasie. Jego osoba szczególne zainteresowanie wzbudziła dwukrotnie. Po raz pierwszy 7 sierpnia, gdy Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez premiera, a także Bartłomieja Sienkiewicza i Marka Belkę w związku z aferą taśmową. Po raz drugi – pod koniec miesiąca, kiedy Tusk wybrany został na nowego przewodniczącego Rady Europejskiej.

CEO Magazyn Polska

Wykres 1. Zmiany w czasie ukazywania się przekazów prasowych na temat liderów partii politycznych – sierpień 2014 r.

 

Zainteresowanie wszystkimi politykami poddanymi analizie w sierpniu spadło względem lipca. Najbardziej – aż o 60 proc. – w przypadku Zbigniewa Ziobry, który w poprzednim miesiącu znalazł się na świeczniku za sprawą sojuszu wyborczego ugrupowań prawicowych.

Należy zaznaczyć, że wolumen informacji o Tusku również się zmniejszył. To efekt silnej bazy z lipca, będącej następstwem afery podsłuchowej. W przypadku ówczesnego premiera spadek był najmniejszy spośród wszystkich poddanych analizie polityków. Dynamika wyniosła -1,8 proc. Suma materiałów prasowych na jego temat to 1,8 tys. Drugie miejsce zajął Jarosław Kaczyński – 0,8 tys. (-36 proc.), a na dalszych pozycjach znaleźli się Janusz Palikot (0,3 tys., -40 proc.), Janusz Piechociński (0,3 tys., -16 proc.), Leszek Miller (0,3 tys., -29 proc.) i Zbigniew Ziobro (0,2 tys., -60 proc.).

Wszyscy politycy odnotowali też spadek liczby publicznych wpisów w języku polskim na portalach społecznościowych. Badanie dotyczyło Facebooka, Twittera i YouTube’a. Suma przeanalizowanych postów okazała się mniejsza w porównaniu z poprzednim miesiącem aż o 36 proc.

Najpoważniejszy regres w social media dotknął szefa Solidarnej Polski – 76 proc. oraz Janusza Palikota – 55 proc. Najmniejszy – Janusza Piechocińskiego (-13 proc.) i Tuska (-24 proc.). Ten ostatni cieszył się największym zainteresowaniem mediów społecznościowych. W minionym miesiącu odnotował ponad 13 tys. postów zawierających jego nazwisko. To stosunkowo niewiele w relacji choćby do czerwcowych wyników badania „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”, gdy wpisów było niemal 20 tys. Drugie miejsce w sierpniu zajął Jarosław Kaczyński (5,4 tys.), a trzecie Janusz Palikot (2,6 tys.).

Badanie „Scena Polityczna” realizowane jest na podstawie monitoringu 1100 tytułów prasy ogólnopolskiej i regionalnej. Od września 2010 roku „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” co miesiąc publikuje raport zawierający wyniki aktywności prasy w sferze politycznej. Od stycznia 2014 roku zawiera on analizę obecności polityków w social media.

 

KNF: zgoda na połączenie Nordei z PKO BP

Komisja Nadzoru Finansowego zezwoliła na połączenie Powszechnej Kasy Oszczędności Banku Polskiego i Nordea Bank Polska poprzez przeniesienie całego majątku Nordei na PKO BP.

Jak informują oba banki od 1 kwietnia 2014 Nordea Bank Polska jest częścią grupy kapitałowej PKO Banku Polskiego. Wejście Nordea Bank Polska do Grupy PKO Banku Polskiego rozpoczyna proces integracji banków, który będzie przebiegał w dwóch etapach i potrwa około roku.
Pierwszy etap obejmuje okres od momentu finalizacji umowy do zakończenia fuzji prawnej i zmiany marki. W tym czasie Nordea Bank Polska oraz PKO Bank Polski zachowują pełną odrębność i dotychczasowy sposób działania.

Fuzja prawna zaplanowana jest na 31 października. Od momentu połączenia Nordea Bank Polska przestanie funkcjonować jako odrębny podmiot, a PKO Bank Polski automatycznie stanie się stroną wszystkich zawartych umów z klientami. W ciągu dwóch tygodni po zakończeniu fuzji prawnej zniknie także marka Nordea Bank Polska, którą zastąpi marka PKO Banku Polskiego.

Drugi etap integracji stanowi okres od fuzji prawnej do zakończenia fuzji operacyjnej. W tym okresie nastąpi stopniowe ujednolicenie działalności banków, m.in. w zakresie dostępu do placówek i systemów transakcyjnych. Dotyczyć będzie to wszystkich Klientów obu banków. Zakończenie tego etapu planowane jest w pierwszej połowie 2015 roku.

Budimex oddał wart 415 mln zł oddcinek drogi S17

CEO Magazyn Polska

Konsorcjum Budimexu zakończyło budowę prowadzącego do Lublina odcinka drogi S17. Otwarty 26 września odcinek kosztował ponad 415,1 mln zł.

Jak informuje inwestor, Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych i Autostrad, budowa drogi ekspresowej S17 Kurów – Lublin – Piaski współfinansowana jest ze przez Unię Europejską ze środków Funduszu Spójności w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Wartość całej inwestycji to ok. 3,3 mld zł, z czego dofinansowanie unijne to ok. 2,2 mld zł.

Zakończono  już budowę trzech odcinków drogi ekspresowej S17 na terenie województwa lubelskiego. Oddany do użytku przez Budimex odcinek łączy węzły Jastków i Lublin Sławinek wraz z łącznikiem do przedłużonego miejskiego odcinka al. Solidarności.

– Dwa kolejne odcinki S17, stanowiące północno-wschodnią obwodnicę Lublina, zostaną udostępnione do użytkowania już w październiku – zapowiada w komunikacie GDDKiA.

Budowę trasy S17 od Kurowa do Piask o łącznej długości 36,4 km podzielono na pięć kontraktów.
Przetarg na zakończony właśnie odcinek o długości 7,7 km, rozstrzygnięto w kwietniu 2011. Wybrano wtedy konsorcjum tworzone przez Budimex oraz hiszpańska spółkę  Ferrovial Agroman. Zaoferowane przez zwycięzców 415,1 mln zł brutto było najkorzystniejszą z ofertę spośród spełniających warunki zamawiającego.

Briju: Sprzedaż metali szlachetnych za 37,5 mln zł

0

Jubilerska spółka Briju zawarła od 25 sierpnia do 26 września szereg transakcji sprzedaży metali szlachetnych Allgemeine Gold und Silberscheidenanstalt AG. Ich łączna wartość przekroczyła 37,5 mln zł.

Umową o najwyższej wartości jest transakcja zawarta w dniu 28 sierpnia, której przedmiotem była sprzedaż 3,9 tys kg srebra pr.999,9. Wartość transakcji wynosiła ponad 7,7 mln zł.

Współpraca z Allgemeine Gold und Silberscheidenanstalt AG oparta jest o jednostkowe dostawy. Strony nie zawarły umowy o współpracy, przewidującej minimalne lub maksymalne ilości surowca, które Briju zobowiązana jest dostarczyć, ani czasu trwania umowy.

W ramach współpracy strony nie są zobowiązane do zapłaty kar umownych. Współpraca z Allgemeine Gold und Silberscheidenanstalt AG odbywa się na zasadzie każdorazowo zgłaszanej przez Briju gotowości dostarczenia określonych ilości surowca. Wysokość zapłaty za dostarczony towar ustalana jest w oparciu o notowania rynkowe.

Amazon szuka 3 tys pracowników w Polsce

Agencja zatrudnienia Manpower rozpoczęła rekrutację pracowników dla Amazon Fulfillment. Pracę może tam znaleźć 3 tys osób.

To pierwszy na tak dużą skalę projekt rekrutacyjny w Polsce, który nie tylko oferuje wiele miejsc pracy, ale również obniża stawiane kandydatom wymagania. Udział w procesie rekrutacyjnym odbywa się zdalnie.

Swoim pracownikom Amazon oferuje bezpłatny transport do miejsca zatrudnienia, obiad w ciągu dnia pracy za symboliczne 1 zł, a także wynagrodzenie w wysokości 13 zł brutto za godzinę w przypadku pracy w centrum pod Poznaniem lub też 12,5 zł brutto w centrum wrocławskim. Wynagrodzeniu towarzyszy premia, a zatrudnione osoby będą miały również prawo do 26 dni płatnego urlopu, niezależnie od stażu ich pracy.

Coccodrillo chce pozyskać do 17,4 mln zł w ofercie publicznej

W poniedziałek rozpoczną się zapisy dla inwestorów indywidualnych na akcje CDRL, właściciela marki Coccodrillo. Spółka chce pozyskać maksymalnie 17,4 mln zł na inwestycje w rozbudowę sieci sklepów.

CDRL SA opublikował prospekt emisyjny, z którego wynika, że spółka zaoferuje do 1 mln nowych akcji z ceną maksymalną 17,40 zł. Zaoferowane akcje stanowić będą do 16,52 proc. udziałów w kapitale spółki. Ostateczna cena emisyjna akcji wyznaczona zostanie 9 października.

W poniedziałek rozpoczną się zapisy na akcje dla inwestorów indywidualnych, potrwają one do 7 października włącznie. Inwestorzy instytucjonalni będą mogli zapisywać się na nie między 9 a 15 października. Władze spółki liczą na to, że debiut na głównym parkiecie GPW nastąpi jeszcze w październiku.

– Liczymy, że akcje CDRL zadebiutują na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych w październiku. Spotykamy się z pozytywnym odbiorem spółki i informacji o naszej ofercie publicznej. Dlatego liczymy, że zostanie ona zakończona z sukcesem” – mówi prezes Marek Dworczak.

Spółka jest dystrybutorem odzieży dziecięcej sprzedawanej pod marką własną Coccodrillo. Działa na rynku polskim oraz w Europie Środkowo-Wschodniej, a także poza Unią Europejską, m.in. w Arabii Saudyjskiej, Chinach czy Brazylii.

Na koniec 2013 r. Spółka miała 342 sklepów wobec 294 rok wcześniej oraz 234 w 2011 r. Spółka od 2010 r. oferuje swoje produkty również w sklepie internetowym.

W I połowie 2014 r. grupa CDRL zanotowała 71,7 mln zł przychodów oraz 6,1 mln zł zysku netto wobec 65,4 mln zł przychodów i 0,8 mln zł straty w analogicznym okresie 2013 r. W prospekcie spółka przedstawiła prognozę wyników na cały 2014 r. Zgodnie z nią skonsolidowany zysk netto wyniesie 10,868 mln zł i będzie wyższy o 258,2 proc. od osiągniętego w poprzednim roku. Wynik EBITDA ma wzrosnąć o 81,3 proc. do 18,448 mln zł, a przychody – o 7,2 proc. rok do roku do 159,386 mln zł.

Spółka oferuje wyłącznie akcje nowej emisji serii D. Pozyskane środki będą wykorzystane na rozwój, w tym na rozbudowę sieci sklepów. Planowana wartość inwestycji w latach 2014-2015 wynosi 25,1-27,1 mln zł, z czego na część inwestycji związanych z rozbudową sieci sklepów w Polsce zostało przeznaczonych już 2,6 mln zł środków własnych. Pozostałe inwestycje o wartości 22,5-24,5 mln zł zostaną sfinansowane środkami pieniężnymi pozyskanymi z emisji akcji oraz za pomocą środków własnych.

UOKiK: Spółdzielnie mieszkaniowe nie powinny ograniczać konkurencji operatorów telekomunikacyjnych

0

Spółdzielnie mieszkaniowe nie mogą bez uzasadnionego powodu odmawiać przedsiębiorcom telekomunikacyjnym świadczenia usług w administrowanych przez siebie budynkach – podkreśla Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Decyzję UOKiK potwierdził Sąd Apelacyjny.

– Z punktu widzenia lokatora korzystne jest, żeby na terenie jednego budynku usługi telekomunikacyjne mogło świadczyć jak najwięcej przedsiębiorców – podkreśla UOKiK w komunikacie. – Ich rywalizacja  oznacza bowiem niższe ceny i większą dbałość o klienta. Niestety z doświadczeń UOKiK wynika, że spółdzielnie mieszkaniowe utrudniają lub wręcz uniemożliwiają operatorom działalność na swoim terenie. Podobne praktyki maja miejsce w całej Polsce. Od 2010 Urząd wydał  21 decyzji w takich sprawach, w toku jest 6 postępowań wyjaśniających.

5 września Sąd Apelacyjny potwierdził decyzję UOKiK w sprawie Spółdzielni Mieszkaniowej Metalurg w Częstochowie. W roku 2010 Urząd stwierdził, ze bezpodstawnie utrudniała ona świadczenie działalności jednemu z przedsiębiorców telekomunikacyjnych. Początkowo odmowę uzasadniono faktem, że usługi dostępu do Internetu i telewizji kablowej oferuje już spółdzielnia. Następnie podawane były inne nieuzasadnione powody np.  konieczność przedstawienia szczegółowej dokumentacji technicznej sieci, której wykonanie nie jest wymagane przez przepisy prawa. Przedstawione przez Spółdzielnię wymogi mogły nawet doprowadzić operatorów do poniesienia kosztów, które spowodowałyby nieopłacalność inwestycji (wymaganie wystąpienia do zakładu energetycznego o przydział mocy energii elektrycznej wraz z montażem licznika).

Spółdzielnia odwołała się od decyzji, jednak najpierw Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a potem Sąd Apelacyjny przyznały rację UOKiK. Oddalając apelację, sąd stwierdził m.in., że spółdzielnia nie udowodniła, że udostępnienie zasobów mieszkaniowych uniemożliwi racjonalne korzystanie z nieruchomości.

Spółdzielnie mieszkaniowe dyskryminują operatorów?

0

Spółdzielnie mieszkaniowe nie mogą bez uzasadnionego powodu odmawiać przedsiębiorcom telekomunikacyjnym świadczenia usług w administrowanych przez siebie budynkach. Decyzję  UOKiK potwierdził Sąd Apelacyjny

Z punktu widzenia lokatora korzystne jest, żeby na terenie jednego budynku usługi telekomunikacyjne mogło świadczyć jak najwięcej przedsiębiorców. Ich rywalizacja  oznacza bowiem niższe ceny i większą dbałość o klienta. Niestety z doświadczeń UOKiK wynika, że spółdzielnie mieszkaniowe utrudniają lub wręcz uniemożliwiają operatorom działalność na swoim terenie. Podobne praktyki maja miejsce w całej Polsce. Od 2010 Urząd wydał  21 decyzji w takich sprawach, w toku jest 6 postępowań wyjaśniających.

5 września 2014 Sąd Apelacyjny potwierdził decyzję UOKiK w sprawie Spółdzielni Mieszkaniowej Metalurg w Częstochowie. W 2010 r. Urząd stwierdził, ze bezpodstawnie utrudniała ona świadczenie działalności jednemu z przedsiębiorców telekomunikacyjnych. Początkowo odmowę uzasadniono faktem, że usługi dostępu do Internetu i telewizji kablowej oferuje już spółdzielnia. Następnie podawane były inne nieuzasadnione powody np.  konieczność przedstawienia szczegółowej dokumentacji technicznej sieci, której wykonanie nie jest wymagane przez przepisy prawa. Przedstawione przez Spółdzielnię wymogi mogły nawet doprowadzić operatorów do poniesienia kosztów, które spowodowałyby nieopłacalność inwestycji (wymaganie wystąpienia do zakładu energetycznego o przydział mocy energii elektrycznej wraz z montażem licznika).

Spółdzielnia odwołała się od decyzji, jednak najpierw Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a potem Sąd Apelacyjny przyznały rację UOKiK. Oddalając apelację, sąd stwierdził m.in., że spółdzielnia nie udowodniła, że udostępnienie zasobów mieszkaniowych uniemożliwi racjonalne korzystanie z nieruchomości.

Warto zwrócić uwagę, że Prezes UOKiK nie zawsze może podejmować działania wobec spółdzielni mieszkaniowych. Jej członkowie co do zasady nie są konsumentami i podlegają przepisom prawa spółdzielczego, dlatego Urząd nie jest uprawniony m.in. do interwencji w przypadku sporów pomiędzy nimi a organami spółdzielni. Jednak w świetle przepisów ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów spółdzielnia jest przedsiębiorcą, ponieważ może zajmować się m.in. budową mieszkań, świadczyć usługi telekomunikacyjne, zarządzać swoimi budynkami. Z tego względu Prezes Urzędu ma prawo kontrolować umowy lub regulaminy oferowane mieszkańcom pod kątem naruszania zbiorowych interesów konsumentów, a także przeciwdziałać nadużywaniu przez spółdzielnie pozycji dominującej, chroniąc zarówno przedsiębiorców jak i konsumentów.

 

 

Magellan: Emisja obligacji za 58,3 mln zł

Spółka Magellan wyemitowała obligacje o wartości 58,3 mln zł.

Magellan poinformował, że w ramach programu emisji obligacji średnioterminowych na podstawie umowy zawartej z mBankiem, przeprowadził 25 września emisję 148 obligacji kuponowych z dwuletnim terminem zapadalności, 325 obligacji kuponowych  z czteroletnim terminem zapadalności oraz 110 obligacji kuponowych  z pięcioletnim terminem zapadalności. Ich łączna wartość nominalna to 58,3 mln zl. Celem emisji jest finansowanie bieżącej działalności spółki.

Wartość nominalna jednej obligacji wynosi 100 tys. zł, a ich cena emisyjna została ustalona na podstawie stopy WIBOR 6M powiększonej o marżę. Rozliczenie kuponu obligacji następować będzie w okresach półrocznych. Obligacje nie są zabezpieczone.

Wartość zaciągniętych zobowiązań spółki według opublikowanych danych na ostatni dzień kwartału przed propozycją nabycia czyli  30 czerwca wynosi 787 mln zł.

POLSKA ODSŁONA LITERACKIEGO RANKINGU

Wśród użytkowników największego serwisu społecznościowego na świecie zapanowała ostatnio moda na wskazywanie 10 najważniejszych książek. „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów“ wspólnie z agencją kioskPR przeanalizował ponad 1,5 tysiąca polskojęzycznych publicznych postów z Facebooka, w których internauci podali swoje ulubione tytuły. „Harry Potter”, „Trylogia” oraz „Mały Książę” to polskie hity. Tolkien, King oraz Sapkowski znaleźli się w czołówce najpopularniejszych pisarzy.

Łańcuszek literacki okazał się kolejnym po #IceBucketChallenge wyzwaniem zza oceanu, które zostało podjęte przez rodzimych użytkowników Facebooka. Akcja szybko nabrała mocy, zyskując rzesze uczestników.

W sieci istniało wiele odmian łańcuszka literackiego – należało wskazywać książki zwyczajnie ulubione lub te, które wywarły największy wpływ na życie. Najczęściej wymienianą pozycją okazał się „Harry Potter”, który cieszy się największą popularnością także wśród użytkowników Facebooka na świecie, biorąc pod uwagę wpisy anglojęzyczne.* Kolejne miejsce na polskim podium zajęła „Trylogia”, a tuż za nią „Mały Książę”. Sporo wskazań uzyskały „Władca Pierścieni” oraz „Mistrz i Małgorzata”, plasując się na czwartej i piątej pozycji w rankingu książek.

CEO Magazyn Polska

Wykres 1. TOP 10 książek

Analizie zostały poddane również nazwiska autorów wymienianych w listach 10 najważniejszych książek. Największą popularność zdobyli John Ronald Tolkien oraz Stephen King. Miejsce na podium przypadło również Andrzejowi Sapkowskiemu. Kolejny polski akcent – Henryk Sienkiewicz – pojawia się na piątym miejscu rankingu autorów.

CEO Magazyn Polska

Wykres 2. TOP 10 autorów

* Ranking 15 najpopularniejszych książek przygotowany przez analityków Facebooka. W badaniu wzięto pod uwagę wyłącznie anglojęzyczne wpisy użytkowników serwisu

Metodologia

Ranking TOP 10 KSIĄŻEK oraz TOP 10 AUTORÓW powstał na podstawie analizy ponad 1,5 tysiąca polskojęzycznych, publicznych wpisów, które zostały zamieszczone w serwisie społecznościowym Facebook w dniach 9-18 września 2014 roku.

Polimex-Mostostal: kolejny wniosek o upadłość

0

Zakłady Budowy Maszyn i Aparatury im. Ludwika Zieleniewskiego, wierzyciel spółki Polimex-Mostostal złożył do Sądu Rejonowego w Warszawie wniosek o ogłoszenie upadłości obejmującej likwidację majątku Polimexu wraz z wnioskiem o zabezpieczenie majątku w postaci ustanowienia zarządu przymusowego.

Spółka podkreśla, ze zamierza podjąć działania prawne zmierzające w szczególności do umorzenia postępowania o ogłoszenie upadłości.

PKN ORLEN: rezygnacja Igora Ostachowicza z funkcji członka zarządu

0

Zarząd Polskiego Koncernu Naftowego ORLEN poinformował, że 26 września Igor Ostachowicz, członek zarządu PKN złożył oświadczenie o rezygnacji z pełnienia tej funkcji.

Jako powód Igor Ostachowicz podał  troskę o interes PKN ORLEN w związku z kontrowersjami jakie wywołała ta nominacja.

Raiffeisen Polbank: W budżecie na 2015 r. założenia inflacji prawdopodobne, jednak ryzykowna prognoza wzrostu gospodarczego

CEO Magazyn Polska

Prognoza inflacji na 2015 rok wpisana w przyjęty przez rząd budżet państwa jest nawet bardziej konserwatywna niż nasza – ocenia Michał Burek, ekonomista z Raiffeisen Polbank. Jego zdaniem założenia dotyczące wzrostu PKB zawarte w projekcie są ryzykowne, głównie ze względu na ryzyka zewnętrzne. Ekonomista pozytywnie ocenia natomiast wykonanie tegorocznego planu.

– Te założenia zostały zrewidowane w dół i w naszej ocenie w tym momencie one są jak najbardziej realne, przede wszystkim założenie dotyczące inflacji – mówi Michał Burek, ekonomista Raiffeisen Polbank.  Prognoza na poziomie 1,2 proc. jest w naszej ocenie nawet lekko konserwatywna w porównaniu z naszą prognozą 1,7 proc. Niemniej jest ona uzasadniona, biorąc pod uwagę utrzymujące się ujemne ryzyka dla tej inflacji.

Według zapisów budżetu inflacja wyniesie w całym przyszłym roku 1,2 proc., płace wzrosną o 4,3 proc., a zatrudnienie – o 0,8 proc. Konsumpcja ma być większa o 4,2 proc. To wszystko ma  zdaniem rządu – sprawić, że gospodarka urośnie o 3,4 proc. I z tym może być problem – ocenia rozmówca Newserii Inwestor.

– Może to być prognoza trudna do zrealizowania z uwagi na ujemne czynniki ryzyka dla naszego wzrostu gospodarczego, przede wszystkim czynniki płynące z zewnątrz, ze strefy euro, które są pochodną wojny na Ukrainie i jej wszelkich rezultatów dla polskiej gospodarki.

To właśnie sytuacja na Wschodzie jest najistotniejszym czynnikiem ryzyka dla tego budżetu, co przyznają sami rządzący. Dlatego właśnie zmniejszono pierwotne założenia dotyczące wzrostu PKB z 3,8 proc. do 3,4 proc. Rząd nie chce, by powtórzyła się sytuacja z 2013 roku, kiedy budżet trzeba było nowelizować. Do tego sprawę utrudniają ograniczenia nałożone na nas przez UE.

– Myślę, że przestrzeń do wyciągania asa z rękawa jest bardzo ograniczona z uwagi na procedurę nadmiernego deficytu nałożoną przez nas, przez Radę Europejską i przez regułę wydatkową, która ogranicza wydatki budżetu na rok przyszły – mówi Burek. – Dodajmy, że od 2015 roku właśnie konstrukcja budżetu opiera się już na nowej regule wydatkowej, która ogranicza te wydatki.

Ekonomista ocenia, że wykonanie tegorocznego budżetu „wygląda na razie bardzo dobrze”.

– Wszystko wskazuje na to, że deficyt budżetowy w tym roku kształtuje się wyraźnie poniżej planu, który – jak przypomnę – wynosi 47,5 mld złotych. Ministerstwo Finansów szacuje, że możemy osiągnąć deficyt nawet na poziomie 34 mld złotych, co byłoby znacznie poniżej planu i znacznie poniżej planowanej na rok przyszły kwoty.

Według przyjętej przez rząd ustawy w 2015 r. przychodu budżetu państwa wyniosą 297 252 925 zł, a wydatki 343 332 925 zł. Resort finansów informował też, że w tym roku deficyt budżetowy będzie na poziomie 3,5 proc. PKB, a w przyszłym wyniesie 2,8 proc.

Interbud-Lublin: Zmiany w zarządzie spółki

0

Rada nadzorcza Interbud-Lublin  25 września odwołała Krzysztofa Jaworskiego z funkcji prezesa oraz Mariusza Sabła z funkcji członka zarządu. Na prezesa spółki powołano Marka Borowca.

Rada  nie wskazała przyczyn odwołania.

Jednocześnie w dniu 25 września  Rada Nadzorcza Emitenta, odwołała z funkcji wiceprezesa Marka Borowca równocześnie powołując go na stanowisko prezesa zarządu spółki.

IFEA skupuje swoje akcje za ponad 110 mln zł

Spółka IFEA zawarła umowy z grupą spółek giełdowych na mocy której odkupi ponad 42 proc. swoich akcji w celu ich umorzenia. Za udziały zapłaci ponad 110 mln zł.

Umowy zostały zawarte na podstawie uchwały zgromadzenia wspólników IFEA z 25 września wyrażającej zgodę na nabycie przez tę spółkę udziałów własnych.

Od spółki FON IFEA  kupuje ponad 9,9 tys udziałów, 19,50 proc. wszystkich akcji,  za ponad 49,8 mln zł.

Od spółki Atlantis IFEA  kupuje ponad 9,6 tys udziałów, 18,89 proc.wszystkich akcji,  za 48,6 mln zł.

Od spółki Elkop IFEA kupuje ponad  1,3 tys udziałów, 2,66 proc.  wszystkich akcji,  za przeszło 6,8 mln zł.

Od spółki Investment Friends Capital  IFEA kupuje ponad  1,2 tys udziałów, 2,35 proc. wszystkich akcji,  za przeszło  6 mln zł.

Umowy określają, że udziały będące ich przedmiotem zostaną zbyte po cenie nominalnej. IFEA zapłaci za nie do  30 kwietnia 2015.

Opodatkowanie polskiej gospodarki najniższe w historii?

„Przyszły rok będzie kolejnym rokiem najniższych wydatków publicznych w stosunku do PKB w historii 25-lecia Polski” – ogłosił minister finansów Mateusz Szczurek.  Choć trudno w to uwierzyć, ale minister najprawdopodobniej ma rację. Jak to jest możliwe?

Ostatnie trzy lata były okresem bezprecedensowego w dziejach RP wzrostu fiskalizmu. Tylko w tym czasie podniesiona została stawka rentowa, wypadkowa, wzrósł VAT, wprowadzono podatek od wydobycia miedzi i srebra (tzw. kagiemne), rosła akcyza na tytoń i alkohol, wzrastał ZUS dla przedsiębiorców. Nasiliły się też represje ze strony aparatu skarbowego, który dostał potężne uprawnienia.

– Mimo to, w ostatnich latach udział podatków w PKB nieco zmalał, a w przypadku wydatków spadek jest dość znaczący. Według danych Eurostatu, w 2013 roku relacja dochodów państwa do PKB wyniosła 37,5% wobec 38,3% rok wcześniej i 40,3% w roku 2007. Ustawa budżetowa daje szansę na to, że w tym roku „opodatkowanie gospodarki” może spaść poniżej 37,2% – czyli minimum z lat 2004 i 2009 – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Podobnie jest z udziałem wydatków państwa w PKB

W ubiegłym roku relacja ta wyniosła 41,9% i względem rekordowego roku  2010 obniżyła się o 3,5 punktu procentowego. Stało się tak na skutek wzrostu nominalnego PKB, który w latach 2008-13 zwiększył się z 1,275 biliona do 1,636 biliona złotych, czyli o 28,3%. W latach 2007-13 udział dochodów państwa w PKB obniżył się w Polsce o 2,8 pp., podczas gdy w całej Unii „opodatkowanie PKB” zwiększyło się o 1,1 pp.

– Dobre wyniki statystyczne kłócą się z subiektywnymi odczuciami obywateli. Wyniki makroekonomiczne niekoniecznie muszą się przekładać na stan naszych portfeli. Pieniądz zmienia wartość w czasie, rosną też nasze oczekiwania względem „zielonej wyspy”. Największy wpływ na negatywne odczucia obywateli miał wzrost bezrobocia o blisko pół miliona osób. Pensje nie rosły tak szybko jakbyśmy chcieli. Dochód rozporządzalny w gospodarstwie domowym zwiększył się raptem o kilkadziesiąt złotych, chociaż przeciętna pensja wzrosła o kilkadziesiąt procent. Obiektywnie podatki w Polsce nie są wyższe niż w innych krajach UE. To wcale nie oznacza, że nie można ich obniżyć – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury wzrósł we wrześniu do 154,6 pkt. Niewielki wzrost potwierdza, że druga połowa roku będzie gorsza od pierwszej

CEO Magazyn Polska

Dane z gospodarki potwierdzają słabszą koniunkturę w drugim półroczu. Do końca roku nie można liczyć na poprawę. Wartość Wskaźnika Wyprzedzającego Koniunktury Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) nie rośnie już od kwietnia. Wszystko przez spowolnienie w Niemczech oraz rosnące koszty produkcji.

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury, który sam w sobie jest prognozą krótkookresową, od kilku miesięcy nie rośnie. Właściwie zachowuje dotychczasowy poziom, co świadczy o tym, że drugie półrocze w gospodarce będzie trochę gorsze niż pierwsze – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maria Drozdowicz-Bieć z BIEC Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych.

Wartość wskaźnika osiągnęła najwyższy poziom w kwietniu, a potem nieco spadła i od kilku miesięcy utrzymuje się na stabilnym poziomie. W sierpniu i lipcu utrzymywał się na takim samym poziomie 153,5 punktu. Wrześniowy odczyt na poziomie 154,6 pkt oznacza wprawdzie lekką poprawę, ale do odwrócenia trendu potrzebny byłby trzymiesięczny wzrost o co najmniej 0,5 proc. A to oznacza, że przed końcem roku nie można liczyć na poprawę, gdyż wskaźnik pokazuje trendy w gospodarce i informuje o nadchodzącej tendencji z wyprzedzeniem od trzech do 12 miesięcy.

Z ośmiu składowych wskaźnika dwie przyczyniły się do jego spadku, dwie były neutralne, a cztery działały na rzecz wzrostu.

„Najbardziej niepokojący z punktu widzenia długookresowego wzrostu gospodarki jest spadek wydajności pracy. Tendencję tę obserwujemy od początku ubiegłego roku. Niższa wydajność pracy zagraża utratą konkurencyjności polskiej oferty produkcyjnej, utratą rynków zbytu, pogorszeniem sytuacji finansowej przedsiębiorstw, a w konsekwencji musi prowadzić do redukcji zatrudnienia i obniżki wynagrodzeń” – napisano w komentarzu do odczytu.

Zaczynają niepokojąco rosnąc koszty produkcji w firmach, co związane jest z tym, że przedsiębiorcy starali się utrzymać siłę roboczą, podnosić trochę wynagrodzenia i to spowodowało, że dość mocno spadła wydajność pracy w firmach. To oczywiście podnosi koszty i w związku z tym wyniki finansowe firm są nieco gorsze – dodaje Drozdowicz-Bieć.

Wyniki te poprawiły się w porównaniu z tymi z sierpnia, ale zaledwie nieznacznie.

Rozmówczyni Newserii Inwestor podkreśla, że na niewielki wzrost wskaźnika wpływa także spowolnienie gospodarcze w Unii Europejskiej. Koniunkturę w Polsce osłabia głównie sytuacja u największych partnerów handlowych, czyli w Niemczech. PKB naszych zachodnich sąsiadów w drugim kwartale br. zmalał o 0,2 proc. kwartał do kwartału po wzroście o 0,7 proc. w I kwartale (wzrost o 1,2 proc. rok do roku po wzroście o 2,3 proc. w I kw.).

Wpływa to na zmniejszenie portfela zamówień polskich przedsiębiorców, choć ‒ jak podkreśla Maria Drozdowicz-Bieć ‒ sytuacja nie jest dramatyczna i na razie nie ma mowy o załamaniu.

Podsumowuje, że kilkumiesięczna stagnacja wzrostu wskaźnika to sygnał, że drugie półrocze nie będzie tak dobre jak pierwsze sześć miesięcy tego roku. W pierwszych dwóch kwartałach tego roku według danych GUS-u PKB w Polsce rósł o 3,4 i 3,3 proc. rok do roku.

Investment Friends Capital: sprzedaż akcji IFEA

0

Investment Friends Capital sprzeda warte 6 mln zł akcje spółki IFEA.

Investment Friends Capital zawarł ze spółką IFEA umowę sprzedaży jej udziałów spółki.
Umowa została zawarta na podstawie uchwały zgromadzenia wspólników IFEA z 25 września wyrażającej zgodę na nabycie przez tą spółkę udziałów własnych w celu ich umorzenia.

Przedmiotem umowy jest nabycie przez IFEA  od Investment Friends Capital 1,2 ponad tys udziałów o wartości nominalnej 5 tys zł każdy.

Umowa określa, że udziały będące jej przedmiotem zostaną zbyte po cenie nominalnej  za łączną kwotę ponad 6 mln zł, która płatna będzie do dnia 30 kwietnia 2015. Zapłata ceny zostanie zabezpieczona przez kupującą poprzez cesje jej należności na rzecz sprzedawcy.

Zbywana ilość akcji  stanowi 2,35 proc. udziału w kapitale zakładowym IFEA

Bufab Poland wynajął magazyn i biura w Panattoni Park Gdańsk.

0

Bufab Poland jest kolejnym najemca Panattoni Park Gdańsk. Inwestor tego centrum logistycznego zapowiada jego rozbudowę.

Bufab Poland podpisał umowę najmu 1,7 tys mkw powierzchni magazynowej oraz 400 mkw powierzchni biurowej w Panattoni Park Gdańsk. Do grona najemców firma oficjalnie dołączy w III kwartale.

Ekspansja działalności Bufab Poland zrodziła potrzebę rozszerzenia dotychczas wynajmowanej przez nas powierzchni magazynowej – informuje Jarosław Bazeli, dyrektor zarządzający Bufab Poland. – Zależało nam również na wynajęciu dodatkowej powierzchni biurowej, pełniącej funkcję siedziby firmy.

Panattoni Park Gdańsk położony jest w pobliżu autostrady A1. Zlokalizowany blisko portu i nowego kontenerowego terminalu głębokowodnego, centrum logistyczne zajmuje się m.in. do obsługą międzynarodowego transportu morskiego.

– Rozbudowa Panattoni Park Gdańsk o powierzchnię 17 500 mkw jest istotną inwestycją – dodaje Bartłomiej Krawiecki, partner zarządzający Panattoni Europe. – Powiększy powierzchnię magazynową na stosunkowo niewielkim rynku okolic Trójmiasta, który jednak staje się coraz bardziej atrakcyjną lokalizacją dla inwestorów. Co więcej, liczba mieszkańców Trójmiasta i pobliskich gmin wynosi ponad milion. To klienci różnych firmy produkcyjnych i usługowych, w tym sklepów internetowych, co sprzyja lokalizacji magazynów firm skupionych na obsłudze miejscowej społeczności.  

ZBP: Polacy coraz częściej korzystają z usług bankowych

Liczba indywidualnych klientów banków z dostępem do Internetu przekroczyła 23 mln osób – podaje Związek Banków Polskich. Polacy chętniej korzystają z nowoczesnych usług bankowych, kart i przelewów.

Na koniec drugiego kwartału bieżącego roku ponad 23,2 mln indywidualnych klientów banków miało podpisaną umowę o dostępie do bankowości internetowej. To o ponad 789 tys. więcej niż na koniec poprzedniego kwartału i ponad 2 miliony więcej niż przed rokiem (wzrost odpowiednio o 3,52 proc. i 9,62 proc.). Jednocześnie liczba aktywnych użytkowników bankowości internetowej wśród klientów indywidualnych spadła w okresie od kwietnia do czerwca o blisko 500 tys. (3,88 proc.).

– Pozytywne sygnały płynące z rynku przekładają się na oczekiwania konsumentów i przedsiębiorców – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. – Co ważne, widoczny jest również wzrost zaufania do tego typu usług, o czym świadczy choćby przyrost średniej wartości rozliczeń wśród aktywnych klientów indywidualnych. Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach trendy te będą kontynuowane.

Zwiększa się średnia wartość przelewów wśród klientów indywidualnych. Wzrosła ona w II kwartale do ponad 6 tys. zł, co stanowiło wynik wyższy zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym (odpowiednio 10,08 proc. i 6,02 proc.). Może to być efektem przyspieszenia w gospodarce, spadku bezrobocia i wzrostu płac.

Tendencję wzrostową widać również w danych Krajowej Izby Rozliczeniowej. W II kwartale tego roku w stosunku do II kwartału 2013 ogólna liczba transakcji przetworzonych w systemie ELIXIR była wyższa o ponad 22 mln szt. (6 proc.), a ich wartość wzrosła o blisko 50 mld zł (5 proc.). Średnia dzienna wartość obrotów wyniosła 15,9 mld zł, a średnia dzienna liczba rozliczonych komunikatów osiągnęła 6,4 mln. Bardzo wysoką dynamikę wzrostu odnotował również system przelewów natychmiastowych Express ELIXIR.  W II kwartale odnotowano ponad trzykrotnie więcej operacji niż w analogicznym okresie roku ubiegłego – w sumie 212 tys. przelewów natychmiastowych na łączną kwotę blisko 939 mln zł. Porównując analogiczne kwartały z lat 2014 i 2013, dynamika wzrostu rozliczonych komunikatów kształtowała się odpowiednio na poziomie 206 proc. dla liczby transakcji i 151 proc. dla wolumenu obrotów.

Liczba umów bankowości internetowej w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw przekroczyła 2 mln i jest wyższa niż zaobserwowana na koniec czerwca 2013 roku oraz marca 2014. Niemniej dynamika wzrostu była niższa niż w segmencie klientów indywidualnych. Liczba nowych umów w sektorze MSP zwiększyła się o 1,94 proc. w ujęciu kwartalnym, a o 8,11 proc. rok do roku. Aktywność przedsiębiorców wzrosła o ponad 3 proc. w stosunku do poprzedniego badania, oraz o 7,79 proc. w ujęciu rok do roku.

Ogólna liczba kart płatniczych na koniec II kwartału 2014 wzrosła w odniesieniu do pierwszych trzech miesięcy roku 2014 o ponad 0,5 mln (1,45 proc.) i osiągnęła poziom 35,2 mln. Liczba wydanych kart debetowych,  przekroczyła 28,8 mln (wzrost o 1,85 proc.). Ogólna liczba kart z funkcją płatności zbliżeniowych wzrosła o ok. 3 mln (14,35 proc.), a na przestrzeni całego roku o blisko 34,27 proc. Liczba będących w użyciu kart kredytowych zmniejszyła się do ponad 6 mln (spadek 0,56 proc).

Od 2009 obserwowany jest postępujący spadek liczby kart kredytowych, niemniej jego dynamika się zmniejsza. Stopniowo, choć nieco wolniej zwiększa się natomiast udział operacji bezgotówkowych w ogóle transakcji kartowych. Na koniec marca wyniósł on 67,5 proc. w liczbie i 32,5 proc w wartości transakcji kartowych.

Podobnie jak w przypadku kart zbliżeniowych, gwałtownie rośnie również liczba punktów usługowo-handlowych, w których można przeprowadzać transakcje zbliżeniowe. Według naszych szacunków, w ciągu ostatniego kwartału liczba ta wzrosła o około 21 tys. (11,11 proc.), a w ciągu roku o 78 tys. (59,09 proc.). Udział terminali zbliżeniowych w ogólnej liczbie terminali wynosi około 60 proc.