Gadżety reklamowe, które na pewno masz w swoim domu i nawet o tym nie wiesz

Może sobie nie zdajesz z tego sprawy, ale Twój własny dom aż roi się od przeróżnych gadżetów reklamowych. Gadżety z nadrukiem to przedmioty codziennego użytku, które firmy wręczają swoim klientom, partnerom biznesowym czy pracownikom jako upominki mające na celu zjednanie klientów, zbudowanie lub naprawę bliższych relacji i na pewno stałeś się obiektem takiego działania.

Pomimo, iż ich głównym przeznaczeniem jest promocja marki, okazuje się, że nad wyraz często znajdują one praktyczne zastosowanie w naszych domach. Poniżej przedstawiamy listę najczęściej spotykanych gadżetów reklamowych, które na pewno masz w domu i co więcej – używasz codziennie, czasem nawet nie pamiętając, że wręczono Ci je w celach reklamowych.

Zaskoczenie? To odpowiedz sobie na pytania:

1. Z czego pijesz gorące napoje?

Kubki reklamowe to najpopularniejsze gadżetów, które często znajdują miejsce w naszych kuchniach i na biurkach. Dostajemy je na konferencjach, targach, od dostawców czy partnerów biznesowych. Pomimo ich promocyjnego charakteru, używamy ich na co dzień do picia kawy, herbaty czy innych napojów, albo jako pojemnik na przybory do  pisania. Gdzie nam towarzyszą? Oto przykłady:

  • Poranna kawa: Kubek z logo firmy jest jedną z pierwszych rzeczy, które do nas docierają po przebudzeniu – każdy łyk przypomina przesłanie reklamowe firmy,, która go wręczyła.
  • Spotkania towarzyskie: Podczas nieformalnych odwiedzin znajomi, kubki reklamowe trafiają zwykle na stół, co sprawia, że logo firmy jest widoczne dla większego grona osób.
  • Biuro domowe: W domowym biurze i na home office, ulubiony kubek reklamowy jest nie tylko praktyczny, ale również przypomina o relacjach zawodowych.

2. W co pakujesz zakupy w markecie?

Torby reklamoweTorby reklamowe, zwłaszcza te wykonane z materiałów naturalnych i ekologicznych są dosyć powszechne i widzimy je zarówno na ulicach i w sklepach. Otrzymujemy je przy okazji różnych wydarzeń, zakupów czy jako darmowy dodatek do zakupów. Używamy je najczęściej w zwykłych, codziennych sytuacjach:

  • Zakupy spożywcze: Torby z nadrukiem służą nam codziennie podczas zakupów, pomagając wygodnie zapakować żywność przy kasie i donieść do domu.
  • Wyjścia z domu: Stylowe, nieformalne i wytrzymałe torby reklamowe zastępują torebki i są używane podczas spacerów, wyjść na miasto ze znajomymi, czy też na zajęcia sportowe.
  • Organizacja domowej przestrzeni: W naszych mieszkaniach torby reklamowe pomagają utrzymać porządek w szafie, magazynku lub piwnicy i są wykorzystywane do przechowywania różnych przedmiotów i bibelotów.

3. Czym zapisujesz domowe notatki?

W naszych domach długopisy reklamowe są zawsze pod ręką. Sięgamy po nie, gdy trzeba szybko coś ważnego zanotować i są w tym niezastąpione. Dostajemy je podczas spotkań biznesowych, konferencji, jako dodatki do zakupów czy w bankach. Czy przypadkiem w odległości nie większej niż 2m od Ciebie nie znajduje się teraz jakiś długopis? Taki ulubiony… którego używasz do poniższych czynności:

  • Notatki domowe: Długopisy reklamowe często znajdują się na naszych biurkach, gotowe do zapisania ważnych notatek, informacji dla współlokatorów, rodziny czy listy zakupów.
  • Praca zdalna: W domowych biurach, podczas spotkań online, długopisy z logo firmy są niezbędnym narzędziem do sporządzania notatek i szkiców,.
  • Edukacja najmłodszych: Długopisy reklamowe są również często używane przez dzieci do odrabiania lekcji czy rysowania.

4. Co masz przyczepione do kluczy?

Różnorodne, kolorowe lub eleganckie breloki reklamowe są wprawdzie dosyć małe, ale bardzo praktyczne i wpadają w oko. Są zwykle rozdawane podczas targów, imprez masowych w ramach promocji… i masz je zawsze w kieszeni! Oto gdzie jeszcze je znajdziesz:

  • Klucze do domu: Breloki reklamowe najczęściej zdobią i porządkują nasze klucze do domu, dzięki czemu zawsze mamy przy sobie logo firmy, która go wręczyła.
  • Klucze do samochodu: Są również idealne do kluczy samochodowych, pomagając w łatwym ich odnalezieniu i odróżnieniu od innych pęków kluczy.
  • Element fashion: Stylowe breloki często używane są jako ozdoby do torebek, kurtek, pasków czy plecaków, co dodatkowo zwiększa ich widoczność.

5. Gdzie notujesz ważne informacje?

notesy i długopisy reklamoweNotesy reklamowe to kolejny gadżet, który znajduje praktyczne zastosowanie w naszych domach. Są zwykle wręczane podczas konferencji, szkoleń czy warsztatów, a także jako dedykowane upominki od firm i używamy je non stop. Nie wierzysz? W czym zanotujesz przepis na szarlotkę od mamy? A może coś z poniższych ważnych spraw:

  • Planowanie i organizacja: Notesy reklamowe są idealne do planowania codziennych zadań, spisywania ważnych informacji, szkicowania pomysłów czy też robienia listy zakupów.
  • Notatki z pracy: W domowym biurze notes reklamowy jest niezastąpiony do sporządzania notatek podczas spotkań online czy telefonicznych.
  • Zapisywanie danych technicznych: Notesy są również często używane do zapisywania stanów liczników, modeli sprzętu, konfiguracji haseł i loginów – są niezbędne.

Jak widać, gadżety reklamowe, takie jak kubki, torby, długopisy, breloki i notesy z łatwością wkradają się do naszej codzienności. Pomimo ich promocyjnego charakteru, stały się niezastąpione z uwagi na swoją funkcjonalność i dostępność. Dzięki temu firmy, które inwestują i dystrybuują własne upominki reklamowe, zapewniają sobie stały i częsty kontakt ich klientów z logo oraz treściami promocyjnymi.

Gadżety promocyjne są również akceptowane społecznie jako nośniki reklamowe, które są przydatne i mają wymierną wartość, zastosowanie i pomagają w wielu życiowych sytuacjach. A przy okazji – używane na co dzień, przypominają o firmie i budują jej pozytywny wizerunek. Z punktu widzenia korzyści marketingowych dla ofiarodawców, są to inwestycje, które przynoszą długotrwałe korzyści, wzmacniając rozpoznawalność marki i lojalność klientów.

Implementacja Dyrektywy o minimalnym opodatkowaniu – należy zadbać o atrakcyjność Polski i innowacyjność

Implementując Dyrektywę w sprawie minimalnego poziomu opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych należy zadbać o utrzymanie atrakcyjności naszej gospodarki. W tym celu państwo powinno zagwarantować dostęp do ulg i zachęt inwestycyjnych – m.in. przez możliwość uzyskania zwrotu niewykorzystanej części ulgi B+R przez wszystkich podatników uprawnionych do jej zastosowania. Ma to istotne znaczenie dla wzmocnienia innowacyjności naszego rynku i dalszego rozwoju kapitału ludzkiego w Polsce – twierdzą eksperci Związku Cyfrowa Polska. Pismo w tej sprawie skierowali do Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii.

Trwają prace nad projektem ustawy o opodatkowaniu wyrównawczym, która ma wprowadzić w Polsce minimalny poziom opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych. Przepisy stanowić będą implementację do polskiego porządku prawnego postanowień unijnej dyrektywy w tej sprawie. Na podstawie nowych zasad ma zostać ustanowiony minimalny poziom opodatkowania działalności gospodarczej na świecie wypracowany w ramach OECD.

Związek Cyfrowa Polska zwrócił się w tej sprawie do Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii w ramach publicznych konsultacji. Zdaniem ekspertów organizacji obecny kształt przepisów nie sprzyja atrakcyjności inwestycyjnej. Rodzi też ryzyko ograniczenia działalności badawczo-rozwojowej w kraju i uszczerbku na innowacyjności polskiej gospodarki, a także jej atrakcyjności jako miejsca do lokowania inwestycji.

Ryzyko uszczerbku na innowacyjności krajowej gospodarki

Polska znajduje się w gronie kilku państw członkowskich UE, które nie zaimplementowały do swojego porządku prawnego postanowień Dyrektywy. Przepisy dotkną w naszym kraju nawet 2 tysięcy podmiotów. „Choć pozytywnie oceniamy koncepcję wyrównania opodatkowania w myśl Dyrektywy, to należy wskazać, że ich implementacja może stanowić zagrożenie dla modelu wspierania inwestycji i innowacyjności, opierającego się m.in. na systemie ulg podatkowych i ich kwalifikacji” – ostrzegają eksperci Związku Cyfrowa Polska w piśmie skierowanym do przedstawicieli polskiego rządu.

Ich zdaniem, przepisy powinny sprzyjać lokowaniu inwestycji w kraju, szczególnie tych o znacznym potencjalne innowacyjnym. Konieczne w tym celu jest zagwarantowanie szerokiego dostępu do ulg podatkowych. – Obecnie dostęp np. do ulgi B+R jest mocno utrudniony. Przysługuje ona tylko wybranym podmiotom i to w mocno ograniczonym czasie – zauważa Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.  – Prace nad wdrożeniem nowych przepisów to okazja, by zadbać o środowisko prawne sprzyjające inwestycjom w kraju. Ulgi, takie jak ta badawczo-rozwojowa, stanowią ważny czynnik przy podejmowaniu decyzji o podejmowaniu nowych przedsięwzięć na naszym rynku. Implementacja przepisów o podatku wyrównawczym to właśnie dodatkowa szansa, by zadbać o atrakcyjność inwestycyjną Polski i nasz potencjał badawczo-rozwojowy– dodaje.

Jest rozwiązanie

W piśmie skierowanym do Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii Cyfrowa Polska proponuje rozwiązanie, które zdaniem organizacji pozwoli uniknąć negatywnych skutków przy implementacji Dyrektywy. – Apelujemy, by dokonano dodatkowych zmian w ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, które umożliwią uzyskanie zwrotu niewykorzystanej części ulgi B+R przez wszystkich podatników uprawnionych do jej zastosowania – wyjaśnia Michał Kanownik.  

Zgodnie z koncepcją zaproponowaną przez ekspertów Cyfrowej Polski, każdy podatnik będzie mógł skorzystać ze zwrotu niewykorzystanej wartości ulgi B+R, jeśli w ciągu 4 lat, o ile nie rozliczy ulgi w inny sposób. Pozwoli to ograniczyć wpływ globalnego podatku minimalnego na poziom opodatkowania inwestycji w badania i rozwój w Polsce, korzystnych z punktu widzenia potencjalnych inwestorów i umacniania innowacyjności polskiej gospodarki. – A to z kolei umożliwi utrzymać pozycję Polski jako atrakcyjnej lokalizacji dla inwestycji, rozwijać krajowy kapitał ludzki i zabezpieczyć dalsze wpływy do budżetu państwa – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska.

Eksperci organizacji przypominają, że zwrot niewykorzystanej ulgi badawczo-rozwojowej funkcjonuje m.in. Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Irlandii, Australii, Nowej Zelandii, Norwegii, Hiszpanii czy Belgii. Ich zdaniem rozwiązanie takie zagwarantuje podniesienie efektywności działań prowadzonych przez Polskę w zakresie wsparcia dla innowacji.

Rynek pożyczek pozabankowych bije rekordy: +267% r/r w kwietniu

W kwietniu 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 196 tys. nowych pożyczek o wartości 1,775 mld zł. Jest to o +267,2% pożyczek więcej oraz na kwotę wyższą o +124,5%, w porównaniu do kwietnia 2023 r.

W okresie styczeń – kwiecień 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie zobowiązań na kwotę 6,59 mld zł, co oznacza wzrost o 113,4% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. Wartość udzielonych pożyczek gotówkowych wyniosła 4,43 mld zł (+72,4% r/r), pożyczek celowych 1,89 mld zł (+369,6% r/r), a kart i limitów pożyczkowych 0,27 mld zł (+130,9% r/r).

Kwietniowa wartość sprzedaży pożyczek pozabankowych (1,775 mld zł) była najwyższa w historii. Największą część tej sprzedaży stanowiły pożyczki gotówkowe, których w kwietniu udzielono na kwotę 1,19 mld zł (również rekordowo). Największy wzrost sprzedaży pożyczek gotówkowych wystąpił wśród zobowiązań wysokokwotowych (powyżej 5 tys. zł), gdzie dynamika przekroczyła +96% r/r.
Dynamiki sprzedaży pożyczek celowych oraz kart i limitów pożyczkowych są jeszcze wyższe, ale w kwietniu ubiegłego roku firmy pożyczkowe nie przekazywały jeszcze do BIK pełnych informacji o tych produktach, zatem punkt odniesienia jest w tym przypadku zaniżony.

W kwietniowej sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym 60,6% stanowiły pożyczki celowe, 38,0% pożyczki gotówkowe oraz 1,4% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 29,0% to pożyczki celowe, 67,0% pożyczki gotówkowe oraz 4,0% karty i limity pożyczkowe.

Odmienna struktura liczbowa i wartościowa pokazuje główną cechę polskiego rynku pożyczek pozabankowych. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, zaś pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w kwietniu 2024 r. wyniosła 2 615 zł i była o 13,2% wyższa do średniej kwoty udzielonej w kwietniu 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w kwietniu 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 712 zł i była o 78,1% niższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.

Działania cyber-dealerów narkotykowych coraz bardziej śmiałe

Cyber-dealer narkotyków zdemaskowany. Jego strona przypominała legalne sklepy internetowe.

23-letni Tajwańczyk, Rui-Siang Lin, został aresztowany w Nowym Jorku i oskarżony o prowadzenie Incognito Market, platformy funkcjonującej w dark webie (a więc trudnodostępnej, służącej często do nielegalnych działań części internetu) za pośrednictwem której sprzedawano narkotyki. Wartość nielegalnych transakcji przeprowadzonych na tej stronie mogła wynieść nawet 100 milionów dolarów.

Nielegalna platforma powstała w październiku 2020 roku i działała w dark webie do marca tego roku, służąc jako forum do kupowania i sprzedawania towarów, w tym heroiny, kokainy i innych nielegalnych substancji.

Była bardzo profesjonalnie przygotowana i pod względem projektu oraz funkcji dostępnych dla użytkowników bardzo przypominała popularne, legalne sklepy internetowe. Oferowała m.in. możliwości weryfikacji i rejestracji sprzedawców, reklamy oraz udogodnienia związane z obsługą klienta, wyróżniała się także przyjaznym interfejsem.

Także mechanizm działania bardzo przypominał legalne platformy sprzedażowe. Transakcje za pośrednictwem Incognito Market przeprowadzano w kryptowalutach, a platforma pobierała prowizję. Finalnie założyciel przeprowadził tzw. „exit scam”, w ramach którego ukradł środki w kryptowalucie przechowywane na potrzeby transakcji escrow. Wcześniej zastraszał także swoich użytkowników, grożąc zarówno sprzedającym, jak i kupującym, że ujawni ich udział w nielegalnych, narkotykowych transakcjach.

– Nielegalne platformy internetowe często przebiegle wykorzystują znane z oficjalnego obiegu technologie, mechanizmy czy nawet wzorce projektowania. Wszystko po to, aby zbudować u użytkowników fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Świadomie korzystając z takich nielegalnych stron i uczestnicząc w nielegalnych procederach, użytkownicy nie powinni jednak spodziewać się transparentnych i uczciwych procesów. Ci, którzy trafiają na nielegalne strony nieświadomie, muszą natomiast pamiętać, że w przypadku wszelkich propozycji transakcji cyfrowych w nieznanych miejscach należy zachować daleko posuniętą ostrożność i sceptycyzm. Ta sytuacja doskonale pokazuje też, jak dużo pracy i wysiłku muszą wkładać służby odpowiedzialne za ściganie cyberprzestępców na całym świecie. To także modelowy przykład tego, jak służby wykorzystują każdy błąd popełniony przez przestępców w celu ich namierzenia. Teraz czas na bardzo ważny element – przedstawienie dowodów, które pozwolą na udowodnienie aresztowanemu winy – komentuje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców pozytywnie ocenia zapowiedzi zmian w finansowaniu samorządów

  • Model finansowania jednostek samorządu terytorialnego musi ulec zmianie – w tym kontekście, inicjatywa Ministerstwa Finansów zasługuje na docenienie. ZPP już w przeszłości zwracał uwagę na brak modyfikacji przepisów w tym zakresie.
  • ZPP podziela opinię Ministerstwa Finansów odnośnie do zapowiedzi uniezależnienia dochodów JST od zmian podatkowych podejmowanych na szczeblu centralnym. Samorządy nie powinny tracić na zmianach podatkowych korzystnych dla ogółu obywateli i przedsiębiorców.
  • W ślad za zapowiedziami Ministerstwa Finansów uważamy za konieczne wprowadzenie spójnej i kompleksowej reformy systemu źródeł finansowania samorządów, która uwzględnia straty poniesione przez JST na przestrzeni ostatnich lat. Z oceną zapowiadanych zmian należy jednak wstrzymać się do momentu przedstawienia zapisów projektu ustawy.

Resort finansów zapowiedział zamiar gruntownej reformy obecnego systemu finansowania samorządów. Trzon propozycji opierać się ma na zmianie obecnego modelu finansowania i partycypowaniu JST w określonym procencie podatków z tytułu dochodów wypracowanych przez ich mieszkańców. Spowoduje to uniezależnienie budżetów samorządowych od zmian podatkowych wprowadzanych na szczeblu centralnym, ponieważ wszelkie ulgi i zwolnienia związane z PIT i CIT będą bez znaczenia dla dochodów JST.

Zmiany w finansowaniu samorządów są wyczekiwane przez ich przedstawicieli już od dłuższego czasu, zwłaszcza w kontekście zmian wprowadzonych przez „Polski Ład”, który wprowadził kwotę wolną od podatku na poziomie 30 tys. zł i obniżył najniższą stawkę do 12 proc, powodując wielomiliardowe uszczuplenie dochodów JST z tytułu podatku PIT. Związek Miast Polskich w swoich wyliczeniach podał, że łączny ubytek JST w dochodach z udziałów w PIT w latach 2019-23 wynosi 64,412 mld zł, w tym dla miast na prawach powiatu – 28,027 mld, gmin miejskich – 7,263 mld, gmin miejsko-wiejskich – 9,353 mld, gmin wiejskich – 10,290 mld, powiatów – 7,195 mld i województw – 2,284 mld zł. Po uwzględnieniu rekompensat z 8 i 13,7 mld niezrekompensowany ubytek wyniesie łącznie 42,739 mld zł, w tym dla miast na prawach powiatu – 21,527 mld, dla gmin miejskich – 5,201 mld, dla gmin miejsko-wiejskich – 5,962 mld, a dla gmin wiejskich – 4,381 mld zł.

Z optymizmem należy więc spojrzeć na propozycje zmian przedstawione przez Ministerstwo Finansów mające skutkować większa stabilnością i przewidywalnością dochodów samorządów. Docelowo zmiana ma poskutkować odwróceniem relacji dochodów JST z PIT i CIT w stosunku do subwencji z obecnych 48%-52%, do docelowych 80%-20%. Według założeń Ministerstwa, subwencja ma być wyliczana na podstawie sumy potrzeb: ekologicznych, wyrównawczych, oświatowych i rozwojowych. Dopiero na podstawie tak wyliczonych potrzeb Finansowych JST ustalane będzie przysługujące danej jednostce samorządu terytorialnego zwiększenie udziałów w dochodach z PIT i CIT. Dopiero w sytuacji, w której potrzeby finansowe danej JST będą wyższe niż kwota zwiększonych dochodów z tytułu udziałów w PIT i CIT, dana jednostka samorządu terytorialnego będzie otrzymywać subwencję ogólną z budżetu państwa.

Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa na zmianie mają zyskać wszystkie samorządy. Uważamy, że systemowe rozwiązania zwiększające dochody samorządów są potrzebne, szczególnie po szczególnie niekorzystnych dla nich zmianach w ostatnich latach, powodujących, że nawet w czasach wzrostu gospodarczego samorządy nie mogły w nim uczestniczyć z uwagi na zmiany podatkowej polityki państwa. Mimo to na dokładną ocenę reformy należy poczekać do czasu przedstawienia szczegółowych wyliczeń obejmujących poszczególne jednostki samorządu i jej dokładny wpływ na budżet państwa w porównaniu do obecnego systemu. Zwłaszcza, że realizacja propozycji z pewnością wiązać się będzie z uszczupleniem dochodów budżetu centralnego z tytułu podatków dochodowych. Pytanie wobec tego jak, zwłaszcza w warunkach zwiększonego zapotrzebowania wydatkowego (zw. z koniecznością ponoszenia kosztów zbrojeń, transformacji energetycznej etc.), planuje się uzupełnić tę lukę. Jeśli bowiem w ramach rekompensaty rozważano by dodatkowe obciążenia wynagrodzeń, czy dochodów lub przychodów właścicieli firm – wówczas całościowy bilans reformy trzeba byłoby uznać za niekorzystny.

Niemniej, pozytywnie należy ocenić zapowiedź udziału JST w dochodach budżetu państwa wynikających z ryczałtu. W 2023 r. w wyniku rozszerzenia możliwości rozliczania się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych (co ZPP od lat postulowało), ta forma opodatkowania zyskała znacząco popularność. Jednocześnie spowodowało to uszczuplenie dochodów samorządów z uwagi na to, że JST miały wyłącznie udział w dochodach podatkowych ze skali podatkowej i podatku liniowego. Zapowiadane rozwiązanie czyni więc zadość uszczuplonym na przestrzeni czasu dochodom samorządów, dając zwiększone możliwości planowania finansów i inwestycji.

Kolejną zmianą, którą należy na obecnym etapie ocenić pozytywnie jest zapowiedź likwidacji tzw. „janosikowego” i zastąpienie go nowym systemem korygującym dochody. Mniejsze kwoty z PIT i CIT otrzymają te samorządy, których wskaźnik zamożności będzie wyższy od 120 proc. tego miernika dla danej kategorii JST. Janosikowe w obecnej formie rodziło szereg wątpliwości, gdyż zdarza się, że płatnikami tego świadczenia są miasta o faktycznej trudniejszej sytuacji finansowej niż samorządy korzystające z tej formy wsparcia. Wprowadzenie znacznie prostszego mechanizmu w którym bogatsze samorządy przekraczające pewien próg będą miały odpowiednio zmniejszane dochody podatkowe wydaje się bardziej przejrzysty i nie powoduje sytuacji, w której po uzyskaniu pewnego dochodu, należy dodatkowo wpłacić pewną część środków do budżetu państwa.

Uważamy, że zapowiedzi Ministerstwa Finansów mogą rodzić pewne nadzieje co do uzdrowienia sytuacji finansowej JST i zabezpieczenia stabilności ich dochodów w pewnej niezależności od zmian podatkowych. W poprzednich latach samorządy stawały się często ofiarami zmian, które były korzystne dla ogółu obywateli, natomiast negatywnie wpływały na ich kondycje budżetową. Musimy jednak pamiętać, że to właśnie one biorą na siebie ciężar zapewnienia podstawowych usług będących najbliżej obywatela, a ich niedofinansowanie ma bezpośredni wpływ na rozmiar inwestycji prowadzonych na szczeblu lokalnym. Zapowiedzi Ministerstwa Finansów musimy jednak oceniać z pewną rezerwą – to, czy samorządy rzeczywiście nie stracą, zależy od szczegółowych rozwiązań zapisanych w ustawie. W obliczu planowanego wejścia w życie nowych przepisów (1 stycznia 2025 r.) i konieczności uchwalania budżetów JST w ciągu najbliższych miesięcy, pozostaje mieć nadzieje, że już w najbliższym czasie ujrzymy konkretne rozwiązania Ministerstwa Finansów.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o pilne działania w związku z kryzysem branży przewozowej

Transport drogowy to jedna z najmocniejszych branż polskiej gospodarki. Tymczasem od dłuższego czasu gromadzą się nad nią ciemne chmury. Według najnowszych danych GUS tylko w I kwartale tego roku zlikwidowano 120 firm przewozowych, a 1400 znajduje się w restrukturyzacji. Liczba postępowań restrukturyzacyjnych była w ubiegłym roku o 120% wyższa niż w roku 2022 i czterokrotnie wyższa niż w roku 2021. Warto dodać, że często dotyczy to przedsiębiorstw o długoletniej historii, zatrudniających licznych pracowników i cieszących się potwierdzoną wielokrotnymi nagrodami wysoką reputacją.

23 kwietnia z listem otwartym do premiera Tuska zwrócili się międzynarodowi przewoźnicy drogowi. 10 maja ich apel poparł Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz. Jak wskazywał, na skutek splotu różnych czynników – regulacji unijnych, protekcjonistycznych praktyk niektórych państw europejskich, działań polskich urzędników, globalnej dekoniunktury, pojawienia się tańszej ze względu na nierespektowanie zobowiązań socjalnych konkurencji z Ukrainy – branża znalazła się w niezwykle trudnym położeniu. Co szczególnie bulwersujące, jest to po konsekwencją niekompetencji polityków. „Wdrażając wymogi związane z Pakietem mobilności, inne kraje naszego regionu, jak Bułgaria, Litwa, Rumunia czy Węgry, zrobiły to w sposób możliwie najmniej obciążający dla swoich firm – pisze Adam Abramowicz – Tymczasem poprzedni polski rząd narzucił branży obciążenia, które pozbawiają ją przewag konkurencyjnych wobec innych krajów Europy Środkowo-wschodniej. Przegląd przepisów wdrażających Pakiet mobilności to pilne zadanie dla Ministerstwa Infrastruktury. Z przykrością muszę zauważyć, że urzędnicy uchylają się od tego obowiązku, a cała sprawa jest przykładem tego, jak wadliwie bywa w Polsce implementowane prawo unijne”.

W świetle danych opublikowanych przez GUS potrzeba zdecydowanych działań w odniesieniu do branży transportu drogowego staje się coraz bardziej paląca. Dlatego 21 maja Rzecznik MŚP ponowił apel do Premiera z apelem o podjęcie pilnego dialogu z branżą. Jest to tym ważniejsze, że jej zła sytuacja negatywnie odbija się na kondycji innych branż.

ZPPHiU: Czas handlu w niedziele powinien być krótszy niż przed wprowadzeniem zakazu

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wskazuje, że handel w niedziele, jeśli miałby zostać przywrócony – musi być dobrze zaprojektowany. Firmy zrzeszone w ZPPHiU popierają wolność gospodarczą, która jest istotną wartością w biznesie. To oznacza możliwość handlu bez narzuconych z zewnątrz ograniczeń.

Propozycja przywrócenia handlu w niedziele – po tak wielu latach zakazu – wymaga przemyślanego zaprojektowania i odpowiedniego przygotowania. Czas pracy w niedziele powinien być krótszy w porównaniu do wcześniej obowiązujących przepisów.

„Wolność gospodarcza jest bardzo istotną wartością, za którą się opowiadamy. Wprowadzanie handlu w niedziele to duża zmiana, rozważana po wielu latach przerwy. Przez ten czas przyzwyczajenia i oczekiwania konsumentów zmieniły się i zasady przywrócenia handlu w niedziele powinny być dogłębnie przeanalizowane. Kodeks Pracy określa zasady pracy w dni wolne i świąteczne w aspekcie zatrudnienia i wynagradzania pracowników. Nie wydaje się, aby były konieczne specjalne rozwiązania prawne w tym zakresie – zwłaszcza, że w niektórych zawodach praca w niedziele jest standardem. Istotne jest natomiast prawidłowe zaplanowanie czasu otwarcia sklepów w niedzielę. Powinien być krótszy w porównaniu z wcześniej obowiązującymi zasadami – na przykład ośmiogodzinny. Pozwoliłoby to na optymalne dostosowanie czasu funkcjonowania placówek handlowych do potrzeb zakupowych klientów, przy ograniczeniu skrajnych porannych i wieczornych godzin. Nie ma sensu utrzymywanie szerokiego okna czasowego w handlu niedzielnym, skoro klienci nie korzystają z tej opcji. Elastyczna reakcja na potrzeby klientów jest tu bardzo istotnym, ale nie jedynym aspektem. Krótszy czas funkcjonowania obiektów handlowych umożliwi również ograniczenie czasu świadczenia usług wychodzących w skład kosztów wspólnych – takich, jak ochrona czy sprzątanie centrum. Warto podkreślić, że po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele właściciele centrów handlowych nie obniżyli wartości ani kosztów wspólnych, ani czynszów dla najemców. Logiczne wydaje się zatem założenie, że powrót niedziel handlowych nie będzie się wiązał z żadnymi podwyżkami w centrach” – komentuje Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

Wynagrodzenia w firmach rosną wolniej, ale wciąż dwucyfrowo

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu 2024 r. wzrosło o 11,3 proc. r/r. Odczyt okazał się niższy niż prognozy (12,1 proc.) i niższy niż miesiąc wcześniej, jednak nadal pozostaje dwucyfrowy.

Mocny nominalny wzrost wynagrodzeń przy niższych odczytach inflacji oznacza, że wynagrodzenia wzrastają realnie. Dynamika realnych dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych pozostaje wysoka (blisko 9 proc.).

Stąd oczekujemy, że konsumpcja prywatna pozostanie głównym motorem wzrostu gospodarczego w tym roku.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Ceny w sklepach: spadek wyhamowuje, niektóre produkty mogą znowu drożeć

Jak wykazała ostatnia analiza cen detalicznych, w kwietniu br. na 17 monitorowanych kategorii 5 potaniało rdr. To o ponad połowę gorszy wynik niż zanotowany miesiąc wcześniej. Zestawienie otwierają tłuszcze, których ceny tym razem zmniejszyły się rdr. o 10,4%, a w marcu zaliczyły ponad dwukrotnie większą obniżkę. Dalej w rankingu taniejących kategorii widać warzywa ze spadkiem rdr. na poziomie 8,3%, art. sypkie – 7,5%, nabiał – 3,8%, a także karmy dla zwierząt – 2,1%. Autorzy raportu wyjaśniają, że w kwietniu mniej kategorii niż w marcu potaniało z powodu powrotu stawki VAT na podstawowe produkty. Zapowiadają też dalsze hamowanie tendencji spadkowych. I ostrzegają, że np. w przypadku art. tłuszczowych może nawet dojść do powrotu wzrostów cen. Wyjątkiem powinien być nabiał, który ma szansę dalej sukcesywnie tanieć. Do tego z raportu wynika, że spadki cen pozostałych kategorii są zagrożone czynnikami pogodowymi i podwyżką opłat za energię.

Z raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, wynika, że w kwietniu br. na 17 monitorowanych kategorii najczęściej kupowanych produktów 5 potaniało rdr. W marcu dotyczyło to aż 9 grup towarów, w lutym – 5, a w styczniu – 4. W najnowszej edycji badania, realizowanego cyklicznie od prawie 7 lat, porównano ze sobą blisko 66 tys. cen detalicznych z ponad 30,5 tys. sklepów, należących do 54 sieci handlowych.

– Zmniejszenie liczby spadków spowodowane było w kwietniu br. powrotem stawki VAT na podstawowe produkty. Ponadto rok temu, po rekordowym odczycie inflacji w marcu, kolejne miesiące przyniosły znaczny spadek dynamiki inflacji. Mamy do czynienia z efektem bazy – wyjaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Autorzy analizy informują, że zestawienie taniejących kategorii otwierają art. tłuszczowe ze spadkiem o 10,4% rdr. W marcu ich ceny zmalały rdr. o 22,1%, w lutym – o 16,7%, a w styczniu – o 21,7%. Jak zauważa dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito, te produkty przez dwa lata znajdowały się na szczycie rankingu wzrostów cen. Mówimy tu bowiem o towarach, których dynamika podwyżek cen przekraczała nawet 100%. Obserwowany od wielu miesięcy trend spadkowy jest efektem stabilizowania sytuacji na rynku. Ekspert przypomina również, że w pewnym momencie art. tłuszczowe stały się narzędziem walki cenowej pomiędzy sieciami handlowymi. To nie pozostaje bez wpływu na poziom cen i dotyczy szczególnie masła.

– Według mnie, spadek cen art. tłuszczonych był możliwy dzięki obfitym zapasom rzepaku i słonecznika. Nie dość, że rodzime zbiory były bardzo dobre w 2023 roku, to na rynek napłynęły dużo tańsze surowce zza naszej wschodniej granicy. Zasoby te jednak powoli się kurczą, a ostatnie przymrozki mogą spowodować, że tegoroczne zbiory już nie będą tak dobre, jak poprzednie. Stąd hamowanie spadku cen jest naturalne. W drugiej połowie roku spodziewałabym się odwrócenia trendu i powrotu podwyżek. Wiele zależeć będzie od rozmiaru strat poniesionych z powodu ostatnich warunków atmosferycznych i od ograniczenia przepływu zagranicznych surowców – komentuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Na drugim miejscu w rankingu obniżek są warzywa ze spadkiem o 8,3% rdr. W marcu potaniały rdr. o 3,1%. W lutym zdrożały rdr. o 4,4%, a w styczniu – o 10,5% rdr. – Spadkowy trend związany jest z faktem, iż obecnie ceny importowanych warzyw są niższe o kilkanaście procent niż w roku ubiegłym. Co więcej, również krajowe produkty są tańsze. Dodatkowo na rynku pojawiły się już pierwsze zbiory z upraw tunelowych, co wkrótce przełoży się na dalsze spadki cen. Na zwiększoną podaż, a tym samym na niższe ceny, wpłynęły również warunki pogodowe, w szczególności wyjątkowo ciepły luty i marzec. Niemniej kwietniowe przymrozki nieco zakłóciły ten stan – zauważa dr Orpych.

Na trzeciej pozycji znalazły się produkty sypkie, które potniały o 7,5% rdr. W marcu ich ceny spadły rdr. o 6,6%, a w lutym – o 4,4%. W styczniu zanotowały wzrost o 2,4% rdr. Zdaniem ekspertki z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW, produkty sypkie wykazują kontynuację trendów wynikających z presji cenowej ze strony naszych wschodnich sąsiadów i ich towarów napływających na rynek. Co prawda, po protestach rolników, przepływy tych artykułów zostały lekko ograniczone. Jednak w dalszym ciągu presja ta jest bardzo wysoka.

– W mojej opinii, na ceny w tej kategorii wpływa w znacznej mierze wzrost kosztów produkcji, a w szczególności zwiększenie płacy minimalnej. Do tego dochodzi presja na podwyżki wynagrodzeń. Z pewnością warto obserwować tę kategorię i kształtowanie się cen w kolejnych miesiącach – dodaje dr Robert Orpych.

Czwartą pozycję w rankingu spadków ma nabiał z obniżką o 3,8% rdr. W marcu staniał o 2,4% rdr. W lutym obniżył swoją cenę rdr. o 0,4%, a w styczniu – o 5,1%. Jak przypomina dr inż. Anna Motylska-Kuźma, w przypadku tej kategorii znaczenie mają głównie ceny mleka w skupie. W ostatnim czasie ze względu na osłabienie jego eksportu, silną złotówkę oraz spadek cen produktów mleczarskich na giełdach światowych, również w naszych sklepach możemy zauważyć zmniejszenie wzrostu cen nabiału.

– Niskie ceny mleka w skupach i ograniczenie popytu przez Chiny to główne determinanty kształtowania się cen nabiału na półkach sklepowych. O ile dla producentów nie są to optymistyczne wiadomości, to dla konsumentów znaczą wręcz odwrotnie. Smakosze nabiału mogą spodziewać się obniżek cen swoich ulubionych produktów w kolejnych miesiącach – uzupełnia ekspert z WSB Merito.

Na najmniejszym minusie znalazły się karmy dla zwierząt ze średnim spadkiem o 2,1% rdr. W marcu potaniały o 1,5% rdr. Za to w lutym zanotowały wzrost rdr. o 2,9%, a w styczniu spadek o 9,4% rdr. – Właśnie ze względu na fakt, że rok temu ceny karmy dla pupili biły kolejne rekordy, obecnie widzimy realne wyhamowanie wzrostu w porównaniu z obserwacjami z ostatniego roku. Jednak tę względną stabilność mogą zachwiać już w lipcu zmiany cen energii – ostrzega dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z kwietnia 2024 r. i analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 66 tys. cen detalicznych z ponad 30,5 tys. sklepów, należących do 54 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry, docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Młodzi Polacy coraz bardziej optymistyczni, ale wciąż martwią ich finanse i brak stabilności

Choć poziom optymizmu w związku z osobistą sytuacją finansową i perspektywami gospodarczymi jest wśród „zetek” i millenialsów” najwyższy od 2020 r., to koszty życia nadal pozostają ich największym zmartwieniem. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „2024 Gen Z and Millennial Survey” choć czynniki ekonomiczne wpływają na decyzje zawodowe dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków, nie są jednak jedynymi wyznacznikami. Co piąty młody Polak i Polka opuścili poprzednie miejsce pracy przez brak poczucia celu i sensu, a możliwość rozwoju to czynnik najczęściej decydujący o wyborze nowego pracodawcy.

Z badania przeprowadzonego wśród blisko 30 tys. respondentów z krajów Ameryki Północnej, Ameryki Łacińskiej, Europy (w tym Polski), Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji wynika, że mimo obaw związanych z finansami dla najmłodszych pokoleń istotnymi czynnikami zawodowymi jest nie tylko wynagrodzenie. Blisko co drugi przedstawiciel generacji Z i co trzeci millenials zdecydował się nie brać pod uwagę potencjalnego pracodawcy ze względu na swoje osobiste przekonania etyczne.

Młodym doskwiera brak stabilności finansowej

–  Co trzecia polska „zetka” i co czwarty millenials spodziewa się poprawy sytuacji gospodarczej w Polsce w ciągu najbliższego roku. Poziom optymizmu młodych generacji w Polsce wzrósł w ciągu ostatnich 12 miesięcy i jest najwyższy od badania przeprowadzonego przed pandemią w 2020 roku. Jednak obecnie niemal jedna trzecia „zetek” i millenialsów deklaruje brak bezpieczeństwa finansowego, a prawie co szósty respondent wydaje całą swoją wypłatę i nie jest w stanie gromadzić oszczędności. Z drugiej strony, bardzo poprawiła się sytuacja młodych osób na rynku pracy w porównaniu do początków XXI wieku, gdy stopa bezrobocia dla osób w wieku 20-29 lat była dwukrotnie wyższa i przekraczała 20 proc. – mówi Aleksander Łaszek, starszy menedżer w zespole analiz ekonomicznych, Deloitte.

Młodzi Polacy są bardziej pesymistycznie nastawieni do swojej przyszłości finansowej niż ogół badanych. Poprawy w zakresie budżetu domowego spodziewa się 45 proc. „zetek” i jedynie co trzeci millenials (28 proc.), czyli o odpowiednio 3 i 12 p.p. mniej niż respondenci ze wszystkich krajów. Polacy martwą się kosztami życia częściej niż ogół respondentów. Blisko połowa przedstawicieli pokolenia Z i millenialsów z naszego kraju (46 i 44 proc.) wskazuje ten obszar jako budzący najwięcej obaw. Polacy pod tym względem różnią się od swoich rówieśników z innych państw, których kondycja portfela także martwi, ale w mniejszym stopniu. Wskazało tak 40 proc. millenialsów i 34 proc. „zetek” na świecie. Obawy te negatywnie wpływają na dobrostan młodych Polaków. Do odczuwania ciągłego lub częstego stresu przyznaje się w Polsce 31 proc. osób należących do generacji Y i 38 proc. „zetek”, a swoją kondycję psychiczną pozytywnie ocenia odpowiednio 45 i 50 proc. przedstawicieli tych grup.

Negatywnie na samopoczucie badanych wpływa również praca. Połowa respondentów wskazała, że stresuje ich między innymi brak wsparcia i uznania, praca po godzinach i zbyt mała ilość czasu na wykonanie zadań. Choć pierwszym krokiem do rozwiązania problemów organizacyjnych jest rozmowa z przełożonym, to takie posunięcie uważa za komfortowe jedynie połowa młodych Polaków (53 proc. „zetek” i 50 proc. przedstawicieli generacji Y).

Chęć rozwoju jedną z przyczyn zmiany pracodawcy

Podobnie jak w innych krajach, ponad 7 na 10 polskich badanych wskazuje, że obecna praca daje im poczucie sensu (71 proc. „zetek” i 73 proc. pokolenia Y). Niższe niż globalne wyniki odnotowano natomiast jeżeli chodzi o satysfakcję ze zbieżności wartości pracodawcy z własnymi. W Polsce swoje zadowolenie w tej kwestii deklaruje 64 proc. pokolenia Z i 60 proc. millenialsów, czyli o odpowiednio 7 i 12 p.p. mniej niż ogół badanych.

Najmłodsze pokolenia dążą do podtrzymywania poczucia celowości swojej pracy poprzez dokonywane wybory zawodowe. Szukając nowej pracy, respondenci z Polski stawiają przede wszystkim na perspektywę nauki i rozwoju, wysokość wynagrodzenia i benefity finansowe oraz elastyczne godziny pracy. Czynniki te są kluczowe dla odpowiednio 31, 23 i 21 proc. „zetek” oraz 22, 26 i 16 proc. millenialsów. Najmłodsi Polacy wyróżniają się spośród pozostałych badanych (w tym także millenialsów ze swojego kraju) większą determinacją w poszukiwaniu pracy dającej szansę na rozwój.

Po dołączeniu do organizacji najmłodsze pokolenia stawiają na działanie zgodne ze swoimi przekonaniami, co przekłada się na ich zaangażowanie w wykonywane zadania. Blisko co drugiemu polskiemu przedstawicielowi generacji Z (49 proc.) i co trzeciemu millenialsowi (34 proc.) zdarzyło się odmówić wykonania polecenia służbowego ze względu na osobiste wartości. Wyniki odnotowane dla polskich „zetek” są spójne z deklaracjami wszystkich przedstawicieli tego pokolenia, natomiast dla „igreków” są one o 9 p.p. niższe niż dla ich rówieśników z innych krajów.

–  Pracodawcy powinni zwrócić szczególną uwagę na niezwykłą chęć nauki młodych ludzi, a także na ich osobiste wartości. To właśnie one są dla badanych pokoleń źródłem motywacji i poczucia, że ich codzienne starania mają sens i są warte wysiłku. Wsparcie w zaspokajaniu ciekawości „zetek” i millenialsów jest natomiast cenne nie tylko dla tych grup, ale także dla liderów przekazujących im wiedzę. Możliwość dzielenia się doświadczeniami może być niezwykle satysfakcjonujące i zachęcające do dalszego rozwoju. Warto więc, by pracodawcy spojrzeli na potrzeby i przekonania najmłodszych pokoleń ze zrozumieniem i szacunkiem – mówi Monika Matysiak-Szymańska, partnerka w dziale doradztwa finansowego, Talent Partnerka, Deloitte.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w formie ankiety między 24 listopada 2023 r. a 11 marca 2024 r. wśród 14 468 osób z pokolenia Z i 8 373 milenialsów (łącznie 22 841 respondentów) z krajów Ameryki Północnej, Ameryki Łacińskiej, Europy Zachodniej, Europy Wschodniej (w tym także Polski), Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji. Ankieta została przeprowadzona za pomocą internetowego, samodzielnie wypełnianego wywiadu. Polscy respondenci stanowili 3,5 proc. ogółu badanych (301 przedstawicieli pokolenia Z i 200 millenialsów). W badaniu przedstawiciele pokolenia Z to osoby urodzone między styczniem 1995 r. a grudniem 2005 r., natomiast millenialsi to urodzeni między styczniem 1983 r. a grudniem 1994 r.

Grupa Murapol podsumowuje wyniki za I kw. 2024 r.: stabilna sprzedaż, szeroka oferta i rekordowy portfel projektów w realizacji

Grupa Kapitałowa Murapol, jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, w I kwartale 2024 r. zanotował przychody ze sprzedaży w wysokości 327,2 mln zł w konsekwencji przekazania 752 lokali (-30,4% r/r), co było zgodne z oczekiwaniami Grupy i harmonogramem realizacji projektów. Zysk netto Grupy w I kwartale br. wyniósł 61,1 mln zł.

Łączna sprzedaż netto do klientów detalicznych w I kwartale br. wyniosła 912 lokali (umowy deweloperskie, przedwstępne oraz opłacone umowy rezerwacyjne, po wyeliminowaniu rezygnacji) wobec 862 w analogicznym okresie 2023 r., co stanowi wzrost o 5,8% r/r.

W pierwszych trzech miesiącach roku Grupa Murapol wprowadziła do oferty 1 893 lokale (+433,3% r/r) w 6 miastach, w tym na nowym rynku działalności – w Lublinie. Na koniec I kwartału br. oferta Murapol obejmowała 4 714 lokali, co jest jednym z najlepszych wyników na rynku. Grupa na koniec kwartału dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę blisko 20,4 tys. lokali w 16 miastach.

Biorąc pod uwagę wysoką ubiegłoroczną bazę, jak i sytuację na rynku nieruchomości w pierwszych miesiącach roku, oceniamy nasze wyniki operacyjne i finansowe jako zadowalające oraz zmierzające w kierunku realizacji przyjętych na 2024 rok założeń. Przede wszystkim należy podkreślić, że w pierwszym kwartale roku obserwowaliśmy silny popyt na nasze mieszkania i zwiększyliśmy sprzedaż, pomimo zakończenia programu Bezpieczny Kredyt 2%. Tym samym ponownie potwierdziliśmy skuteczność i efektywność naszego modelu biznesowego, a zwłaszcza dopasowanej do potrzeb rynku oferty mieszkaniowej – nowoczesnych, kompaktowych mieszkań, które cieszą się największym powodzeniem zarówno wśród klientów kupujących na własne potrzeby, jak i inwestycyjnie. Obecnie jesteśmy najbardziej zdywersyfikowanym geograficznie deweloperem w Polsce i na koniec I kwartału 2024 r. dysponowaliśmy rekordową liczbą lokali w ofercie – ponad 4,7 tysiąca. Posiadany przez nas aktywny bank ziemi na koniec pierwszego kwartału pozwalał na budowę blisko 20,4 tys. lokali w 16 miastach o łącznej powierzchni blisko 885 tys. m2. W maju podpisaliśmy umowę na dodatkowe grunty, w tym w nowych dla nas miastach: Częstochowie i Kielcach. Z takim potencjałem, spokojnie patrzymy w przyszłość i jesteśmy pozytywnie nastawieni do kolejnych miesięcy 2024 roku ocenia Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Murapol na koniec I kwartału br. posiadał portfel projektów w budowie wynoszący 7 005 lokali powstających w ramach 25 projektów na terenie 13 miast Polski: 5 642 lokale w segmencie deweloperskim oraz 1 363 w segmencie PRS, rozwijanym przez Grupę od 2021 roku. Do największych obecnie rynków należy zaliczyć: Łódź (1494 lokale w trakcie realizacji), Kraków (1284 lokale w realizacji), Poznań (1138 lokali w realizacji) i Gdańsk (1044 lokali w realizacji).

Wyniki finansowe

W I kwartale 2024 r. Grupa Murapol posiadała solidny bilans i bezpieczną sytuację finansową wspieraną wysokimi poziomami przychodów ze sprzedaży (327,2 mln zł) i zysku netto (61,1 mln zł). Na koniec I kwartału Grupa dysponowała gotówką w wysokości blisko 285,5 mln zł oraz sumą bilansową, która przekroczyła 2 mld zł.

Wyniki I kwartału 2024 r. są zgodne z naszymi oczekiwaniami. Zanotowaliśmy zadowalający poziom przychodów ze sprzedaży w segmencie R4S, korespondujący z ilością przekazań oscylującą na poziomie około 25% wszystkich przekazań planowanych na 2024 rok. Jednocześnie, średnia cena przekazanego lokalu wzrosła o około 13% w porównaniu z analogicznym okresem w 2023 roku. W I kwartale tego roku zauważyliśmy większą aktywność klientów finansujących zakup lokalu gotówką – stanowili oni 45% w strukturze sprzedaży, zaś klienci z kredytem hipotecznym odpowiednio 55%. Odnotowaliśmy również wyższe ceny transakcyjne w segmencie deweloperskim. Wypracowane poziomy sprzedaży, w połączeniu z bogatą ofertą nowoczesnych mieszkań, przekraczającą już poziom 4,7 tysiąca, stanowią solidny fundament pod dalszy rozwój skali działalności i wyników finansowych Grupy Murapol – mówi Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A.

Najważniejsze dane finansowe

 w tys. PLN 1Q 2024 1Q 2023 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 327 233 434 750 -24,7%
Przychody ze sprzedaży do
klientów detalicznych
295 720 375 531 -21,3%
     Przychody ze sprzedaży do PRS 31 513 59 219 -46,8%
Zysk brutto ze sprzedaży 102 057 148 427 -31,2%
Marża brutto ze sprzedaży 31,19% 34,14% -2,9 p.p.
EBIT 74 307 121 772 -39,0%
Marża EBIT 22,70% 28,00% -5,3 p.p.
Zysk netto 61 131 100 778 -39,3%
Marża zysku netto 18,68% 23,18% -4,5 p.p.

 

Perspektywy na dalszą część roku

Grupa Murapol podtrzymuje swoje pozytywne założenia na 2024 r. Według nich, przewagi wewnętrzne Grupy – m.in. sprawdzony model biznesowy oraz wysokie kompetencje i wieloletnie doświadczenie – w 2024 r. będą wspierane przez czynniki zewnętrze. Na rynku mieszkaniowym obserwowany jest duży popyt – przede wszystkim w segmencie popularnym, przy jednoczesnym oczekiwaniu na działania rządu w zakresie nowych programów wspierających dostępność mieszkań (kredyt #naStart). Występuje także wysoki krajowy deficyt mieszkaniowy, rosnąca siła nabywcza konsumentów i poprawa otoczenia gospodarczego.

Siłą Grupy w kolejnych okresach będzie też zasobny i dobrze zdywersyfikowany bank ziemi, który na koniec 1Q 2024 r. obejmował grunty w 16 miastach pod budowę blisko 20,4 tys. lokali. Mieszkania oferowane przez Grupę Murapol są przystępne cenowo i dostępne dla najszerszej grupy potencjalnych klientów w Polsce, a Spółka na koniec 1Q2024 posiadała aż 4,7 tys. lokali w swojej ofercie. Silną stroną oferty Grupy są optymalne metraże i rozkłady mieszkań, a także ich atrakcyjne lokalizacje – nie tylko w aglomeracjach, ale także w mniejszych miastach regionalnych, w większości obsługiwanych przez własną sieć sprzedaży. Atuty biznesowe Grupy Murapol, jej doświadczenie i pozycja rynkowa, stanowią fundament do budowania solidnych wyników w całym 2024 roku.

Co drugi kasjer opowiada się za zniesieniem zakazu handlu w niedziele

Z najnowszego badania wiemy, co kasjerzy sklepów wielkopowierzchniowych myślą na temat całkowitego zniesienia ograniczenia handlu w niedziele. Za taką zmianą opowiada się prawie co druga badana osoba. Jednak nieznacznie więcej, bo połowa ankietowanych, jest przeciwnego zdania. Jednocześnie siedmiu na dziesięciu przepytanych byłoby w stanie pracować dosłownie w każdą niedzielę za podwójne wynagrodzenie. Komentujący te dane eksperci przekonują, że zebrany materiał pokrywa się z wcześniej już znanymi wynikami badań i opiniami krążącymi po rynku. Jednocześnie dodają, że takie rozwiązanie nie jest zbyt realne, a finalnie pracodawcy nie  byliby zbytnio z takich zmian zadowoleni. 

Widoczne niedzielne podziały

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego wśród kasjerów sklepów wielkopowierzchniowych, 45% z nich uważa, że ograniczenie handlu w niedziele powinno być całkowicie zniesione. Z kolei 50% z grupy 100 losowo wybranych respondentów jest przeciwnego zdania, a 5% ankietowanych nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Badanie zostało przeprowadzone w całym kraju w połowie maja br. metodą CAPI (ang. Computer Assisted Personal Interview) przez UCE RESEARCH dla portalu Onet.

– Dla mnie powyższe wyniki nie są zaskoczeniem. W sondażach, z którymi się wcześniej zetknąłem, standardowo większa grupa osób wspiera ograniczenie handlu w niedziele, niż dąży do liberalizacji przepisów. Podane wielkości też nie odstają od prezentowanych wcześniej, choć w tym przypadku mamy do czynienia tylko z opiniami kasjerów – komentuje Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu (PIH).

Jak stwierdza dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHiD-u, te wyniki pokazują strukturę polityki wynagradzania w poszczególnych sieciach handlowych. Pracownicy, którzy otrzymują atrakcyjne płace, uważają, że nie muszą dorabiać w niedziele, zakładając, że w te dni otrzymaliby wyższą stawkę od standardowej. Zdaniem eksperta, część kasjerów ma na tyle dobre warunki zatrudnienia, że zmiana obowiązujących przepisów nie jest dla nich konieczna. Spora grupa osób chce też mieć dodatkowy dzień dla siebie lub rodziny. Tylko dla niektórych znaczenie mogą mieć kwestie światopoglądowe i prawdopodobnie nie jest ich zbyt wielu.

– Niechęć do zniesienia ograniczeń może wynikać z obaw przed pogorszeniem warunków pracy, zwiększeniem presji ze strony pracodawców oraz potencjalnym brakiem adekwatnej rekompensaty za pracę w niedziele. Dążenie do utrzymania stabilności i przewidywalności czasu wolnego również odgrywa tutaj znaczącą rolę. Przy tym odpowiedzi przeczące niekoniecznie oznaczają brak chęci jakichkolwiek zmian. Możliwe, że kasjerzy chcą modyfikacji przepisów w mniejszym zakresie, np. w formie pewnych wyjątków lub elastyczniejszych godzin pracy w weekendy, ale bez całkowitego zniesienia ograniczeń – mówi Marcin Lenkiewicz, wieloletni ekspert rynku retailowego z Grupy BLIX.

W opinii Ptaszyńskiego, głębsza analiza wyników badania byłaby możliwa, gdybyśmy więcej wiedzieli o funkcjonowaniu respondentów w sklepach wielkopowierzchniowych. Nie mamy informacji o formie ich zatrudnienia czy godzinach pracy i ewentualnym wykonywaniu obowiązków zawodowych w systemie zmianowym. Jak przekonuje prezes PIH, te kwestie mogłyby mieć wpływ na odpowiedzi w sondażu.

– W kontekście ewentualnych zmian ustawowych, głos kasjerów sklepowych powinien mieć istotne znaczenie, ponieważ to oni bezpośrednio odczuwają skutki takich regulacji. Ich doświadczenia i preferencje są kluczowe dla tworzenia polityki, która jest sprawiedliwa i bierze pod uwagę potrzeby pracowników. Uwzględnienie ich opinii w procesie legislacyjnym może prowadzić do bardziej zrównoważonych i akceptowanych społecznie rozwiązań, co w efekcie wpłynie na lepsze warunki pracy i zadowolenie w sektorze handlu – dodaje Marcin Lenkiewicz.

Wyższa płaca raczej zachęca

Autorzy badania zapytali też kasjerów o to, czy za podwójne wynagrodzenie byliby w stanie pracować w każdą niedzielę. 69% ankietowanych odpowiedziało twierdząco, 26% – przecząco, a 5% respondentów nie potrafiło się określić. Według dr. Falińskiego, te wyniki potwierdzają, że kluczem do tego tematu są płace. Jeśli ktoś miałby możliwość dorobienia u swojego pracodawcy, bo jego sytuacja finansowa wymaga poprawy, to opowie się za zmianą przepisów.

– Wiadomo, że wynagrodzenia w handlu nie należą do najwyższych. Na pewno pracownicy bacznie przyglądają się siatce płac i zachodzącym w niej zmianom. Podstawowym celem każdej pracy, również kasjerów, jest uzyskanie odpowiedniej pensji. Natomiast dla wielu osób wartością samą sobie jest to, że w chwili obecnej nie pracują w niedziele, z wyłączeniem tych kilku handlowych w ciągu roku – zaznacza Maciej Ptaszyński.

Z kolei zdaniem Marcina Lenkiewicza, wyniki te wskazują na to, że kasjerzy nie tylko chcą lepszych zarobków. Oczekują również sprawiedliwego wynagrodzenia za pracę w mniej pożądane dni, takie właśnie jak niedziele. To podkreśla znaczenie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, a także odpowiedniej płacy za poświęcenie czasu wolnego. Według eksperta Grupy BLIX, wprowadzenie podwójnego wynagrodzenia za pracę w niedziele jest teoretycznie realnym scenariuszem, ale w praktyce może napotkać na bardzo wiele przeszkód. Pracodawcy prawdopodobnie będą przeciwni takiemu rozwiązaniu ze względu na znaczny wzrost kosztów operacyjnych, co mogło zmniejszyć ich zyski. Alternatywnie firmy mogą zdecydować się na zwiększenie automatyzacji poprzez uruchomienie dodatkowych kas samoobsługowych.

– Scenariusz wprowadzenia podwójnego wynagrodzenia za pracę w niedziele nie jest realny, ponieważ dla większości sklepów spowoduje on bardzo duże dociążenie budżetu. Płace stanowią jeden z najwyższych lub najwyższy element struktury kosztów w każdym przedsiębiorstwie. W związku z tym każde zwiększanie tego elementu może się bardzo odbić na rentowności firm. Przy tym nie wydaje się, żeby obroty, które pojawiłyby się w wyniku uwolnienia niedziel, miałyby zrekompensować wzrost kosztów – analizuje prezes Polskiej Izby Handlu.

Podsumowując, dr Faliński zaznacza, że pracodawcy będą podzieleni ws. ewentualnego wprowadzenia podwójnego wynagrodzenia za pracę w niedziele. Ma to związek m.in. z ich pozycją rynkową i możliwościami finansowymi danej firmy. Taka zmiana nie powinna być problemem dla podmiotów mających szybkie, elastyczne przychody, a więc dla dyskontów czy sieci convenience. Z kolei hipermarkety, które tracą udziały w rynku, zechcą za wszelką cenę uniknąć zwiększenia funduszu wynagrodzeń. W ocenie eksperta, rynek i klient przyzwyczaili się do tego, że w niedziele się nie handluje.

Pokolenie Z nie boi się zmian i chętnie eksperymentuje z różnymi ścieżkami kariery

Jeszcze do niedawna na rynku pracy mieliśmy do czynienia z pokoleniami, które podejmując pierwsze zatrudnienie, często wiązały się z jedną firmą na długie lata. Dziś sytuacja jest zupełnie odmienna. Jak wynika z najnowszego badania Pracuj.pl, 46% pracowników w wieku 55-65 lat deklaruje, że w swojej pierwszej pracy spędzili więcej niż pięć lat. Dla 46% badanych z pokolenia Z ten czas wyniósł maksymalnie pół roku. W podejściu do stawiania pierwszych kroków w karierze widać znaczne różnice międzypokoleniowe.

Najważniejsze informacje

  • 26% badanych silversów wskazuje, że pierwsze kroki zawodowe stawiali w pracach związanych z administracją biurową.
  • Wśród pokolenia Z najczęstszym pierwszym wyborem jest praca w gastronomii (21%).
  • 32% najmłodszych badanych wskazuje, że w swojej pierwszej pracy spędzili 1-3 miesiące.
  • 46% przedstawicieli najstarszej grupy wiekowej wskazuje z kolei, że w ich przypadku było to więcej niż 5 lat.
  • Badani zapytani o to, w ilu miejscach pracowali dotychczas, najczęściej wskazują 3 do 5 miejsc.

Zamiast lojalności: różnorodność i elastyczność

Zmiany, które dotykają dzisiejszy rynek pracy, są w dużej mierze podyktowane podejściem młodych profesjonalistów do kariery zawodowej. Pokolenia, które obecnie wkraczają na arenę zawodową, wykazują znacząco inną postawę wobec zatrudnienia niż ich poprzednicy. Zamiast długoletniej lojalności wobec jednego pracodawcy, pokolenie Z coraz częściej poszukuje różnorodności i elastyczności, co skłania ich do częstszych zmian miejsca pracy.

Ta tendencja nie tylko odzwierciedla dążenie do znalezienia optymalnego środowiska, które odpowiada ich osobistym i zawodowym ambicjom, ale również wskazuje na szersze przesunięcie w kulturze pracy, gdzie rozwój osobisty i profesjonalny, a także praca dająca spełnienie stają się priorytetem.

By sprawdzić, jaki stosunek do pracy i kariery mają dziś młode osoby, serwis Pracuj.pl przeprowadził badanie wykonane na próbie 2059 Polaków. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Pierwsza praca kiedyś i dziś

Badanie pierwszych wyborów zawodowych różnych pokoleń wskazuje interesujące tendencje. Wśród najstarszych odpowiadających wyraźnie widać, że zaczynali oni swoją karierę w bardziej formalnych środowiskach pracy. Największy odsetek z tej grupy badanych – ponad ¼ – wskazuje na wybór zajęcia związanego z administracją biurową. Dla pokolenia Z ta sytuacja wygląda zgoła inaczej, a najczęściej wybieraną wśród nich odpowiedzią – 21% wszystkich wskazań – jest praca w sektorze gastronomii.

Rzeczywiście obserwujemy znaczącą zmianę w podejściu do kariery zawodowej między pokoleniami. Dla wcześniejszych generacji pierwsze miejsce pracy było często postrzegane jako docelowe lub co najmniej jako praca na dłużej. Zaczynali więc nieco później, dokonując przemyślanych wyborów. Tymczasem dzisiejsze młode pokolenia coraz częściej już we wczesnych latach angażują się w różnorodne prace, które traktują jako sposób na zdobycie dodatkowego dochodu, ale także jako okazję do eksploracji różnych ścieżek zawodowych – często tylko przez chwilę. Ta strategia pozwala im na zdobywanie praktycznych umiejętności w różnych branżach, co jest wartościowe w kontekście coraz bardziej elastycznego rynku pracy. Młodzi ludzie częściej niż ich starsi koledzy i koleżanki postrzegają swoją karierę jako ciągły proces uczenia się i adaptacji, są gotowi do zmian i poszukiwania pracy, która najlepiej odpowiada ich osobistym aspiracjom i zmieniającym się warunkom rynkowym – komentuje Małgorzata Jakubowska-Łęczycka, Menedżerka Zespołu Szkoleń i Rozwoju w Pracuj.pl.

Nie oznacza to, że millenialsi i wcześniejsze pokolenia nie chciały się rozwijać, ale można powiedzieć, że ich ścieżki zawodowe były zazwyczaj bardziej skoncentrowane, często w ramach jednej, kilku organizacji z perspektywą systematycznego awansu.

Na jakie jeszcze zajęcia stawiają dziś młodzi? Analiza odpowiedzi grupy wiekowej 18-24 lata wskazuje, że najczęściej ich pierwsza praca, poza gastronomią, znajdowała się w sektorze pracy fizycznej (16%), sprzedaży (9%) oraz bankowości, finansów i ekonomii (8%), a także popularnej wśród starszych pokoleń administracji biurowej (8%).

Te różnice mogą również odzwierciedlać zmiany gospodarcze i społeczne, które miały miejsce przez lata, w tym dostępność pracy dla młodych ludzi, rozwój określonych sektorów gospodarki oraz zmiany w systemie edukacji i przygotowaniu do zawodu. Pokazuje to, jak różnorodne ścieżki zawodowe mogą kształtować się w zależności od kontekstu gospodarczego i społecznego w momencie wchodzenia na rynek pracy.

Lata (pierwszej) pracy

Respondenci badania Pracuj.pl zostali zapytani także o to, ile czasu spędzili w swojej pierwszej pracy. W najmłodszej grupie badanych najczęściej wskazywaną odpowiedzią (32%) był okres od jednego do trzech miesięcy. Tendencje pod tym kątem wyglądają podobnie dla grup 18-24 lata oraz 25-34 lata i zaczynają się stopniowo odwracać w starszych grupach, przechylając szalę na rzecz dłuższego stażu pracy w pierwszym miejscu zatrudnienia. W najstarszej grupie wiekowej ten trend ulega całkowitemu odwróceniu, a niemal połowa badanych (46%) deklaruje, że w pierwszej pracy spędzili więcej niż 5 lat.

Nasze badanie podkreśla trend, który obserwujemy od co najmniej kilku lat: istotne zmiany stosunku młodych pokoleń do pracy, w tym do pierwszego miejsca zatrudnienia. Młodzi pracownicy mają inne podejście do swoich pierwszych zawodowych doświadczeń, niż ich poprzednicy. Są skłonni do eksplorowania wielu możliwości zawodowych i zdobywania różnorodnych doświadczeń. Wcześniejsze generacje pracowników wykazywały większą tendencję do długotrwałej lojalności wobec jednego pracodawcy, godząc się z zastaną sytuacją i akceptując jej wady i zalety. Każdy z tych modeli funkcjonowania na rynku pracy ma swoje uzasadnienie, a dziś to rolą pracodawców będzie wypracowanie maksymalnie elastycznych środowisk pracy, dających przestrzeń tym skrajnie różnym pracownikom. To jednak docelowo pozwoli połączyć także skrajne spojrzenia i umiejętności – dając organizacjom korzyść płynącą z posiadania bardzo szerokich perspektyw – mówi Alina Michałek, Ekspertka ds. rekrutacji w Pracuj.pl.

Młodzi młodo zaczynają pracę

Młodzi ludzie wchodzą dziś na rynek pracy szybciej, niż miało to miejsce w przypadku wcześniejszych pokoleń – a przynajmniej takie są deklaracje. 38% osób z pokolenia Z deklaruje, że do idąc do pierwszej pracy byli w wieku 15-17 lat, a kolejne 42% wskazuje na wiek 18-19 lat.

Co ciekawe, we wszystkich pozostałych badanych grupach wiekowych, największy odsetek badanych deklaruje rozpoczęcie kariery zawodowej w wieku 20-24 lata.

Respondenci z grupy 35-44 lata przechylają szalęw stronę późniejszego rozpoczynania zawodowej aktywności – 28% badanych z tego przedziału wiekowego idąc do pierwszej pracy miało 18-19 lat, a niemal połowa (48%) stawiała te pierwsze kroki będąc w wieku 20-24 lata. Podobnie sytuacja wygląda w grupie nieco starszych badanych (45-54 lata).

Z kolei w najstarszej badanej grupie pracowników, już zaledwie ¼ respondentów deklaruje rozpoczęcie kariery w wieku 18-19 lat, a ponad połowa (51%) wskazuje, że swoje pierwsze profesjonalne kroki stawiali w wieku 20-24 lata.

Wyniki wskazują wyraźny trend – młodsze pokolenia wchodzą na rynek pracy wcześniej niż ich starsi koledzy. Ta zmiana może wynikać z różnych czynników, w tym z większej dostępności dorywczych i sezonowych prac dla młodzieży. Niewątpliwie obserwujemy jednak także pewne przesunięcie kulturowe, w ramach którego nacisk na wybór konkretnej ścieżki kariery już na jej początku jest znacznie mniejszy dziś, niż miało to miejsce w przyszłości.

Krótkie, ale bogate doświadczenie młodych

Badani zapytani o to, w ilu miejscach pracowali w ciągu swojego życia zawodowego, najczęściej wskazują 3 do 5 miejsc.

Co jednak szczególnie ciekawe, wśród najmłodszej badanej grupy, czyli osób mieszczących się w przedziale wiekowym 18-24 lata, taka odpowiedź pada już wśród 41% badanych. Dla porównania, wśród przedstawicieli pokolenia silver, którzy obecnie są najdłużej na rynku, również najczęstszą odpowiedzią (dla 47% badanych) jest 3-5 miejsc. Ta najstarsza grupa jest jednak znacznie dłużej obecna na rynku pracy – nawet o kilka dekad.

Oznacza to, że pokolenia, które wchodzą dziś na rynek, w dużej mierze nie będą już związywać się na długo z jednym pracodawcą, a będą dokonywać częstszych zmian w dążeniu do tego, co dla nich najlepsze.

Współczesny rynek pracy obserwuje znaczące zmiany w podejściu młodych ludzi do rozpoczynania swojej kariery zawodowej w porównaniu do poprzednich pokoleń. W przeciwieństwie do poprzednich generacji, które często dążyły do długotrwałej stabilizacji u jednego pracodawcy, młodzi ludzie dzisiaj są skłonni do eksperymentowania i zmiany miejsc pracy w poszukiwaniu tego, co dla nich najlepsze. To podejście do kariery, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się bardziej chaotyczne, jest coraz bardziej akceptowane i rozumiane jako naturalna strategia adaptacji do dynamicznie zmieniającego się świata pracy.

W odpowiedzi na tę sytuację i chcąc ułatwić młodym pracownikom start kariery, serwis Pracuj.pl przygotował szereg materiałów, które mają im pomóc odnaleźć się na rynku pracy. W zakładce Pierwsza Praca przedstawiciele pokolenia Z znajdą narzędzia i porady dotyczące tego, jak tę pierwszą pracę znaleźć i jak zabrać się za budowanie kariery zawodowej. Co więcej, mogą oni także skorzystać z darmowego kreatora CV, czy znaleźć wyselekcjonowane specjalnie dla nich oferty pracy.

O BADANIU

Badanie „Początki kariery kiedyś i dziś” zostało przeprowadzone w marcu 2024 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2059 Polaków w wieku 18–65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Klienci łączą świat online i offline: 60% kupujących w centrach handlowych korzysta z omnichannel

W czasach rewolucji cyfrowej klienci planują zakupy tak, by były one dla nich optymalne i wygodne. W zależności od potrzeb, korzystają ze sklepów stacjonarnych oraz z e-commerce. Około 60% klientów odwiedzających centra handlowe deklaruje realizowanie w nich również zachowań wielokanałowych – wynika z raportu „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” zrealizowanego pod patronatem Polskiej Rady Centrów Handlowych przez międzynarodową agencję badawczą GFK. Wartość wydatków związanych z omnichannelem stanowi 16% wartości wszystkich wydatków klientów w badanych centrach handlowych.Centra handlowe motorem zakupow wielokanalowych

Badanie zachowań wielokanałowych klientów potwierdziło, że podczas wizyty w sklepach stacjonarnych w centrum handlowym 61% konsumentów intuicyjnie łączy tradycyjne zakupy z zachowaniami związanymi z zakupami online. Najczęściej dotyczą one oglądania i sprawdzania produktów, odbioru w sklepie stacjonarnym towaru kupionego przez internet lub jego zwrotu i wymiany. Wartość tego rodzaju aktywności klientów stanowi 16% wartości wszystkich wydatków klientów w badanych centrach handlowych, co oznacza, że infrastruktura centrów handlowych silnie wspiera zakupy online mówi Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Klient przed podjęciem decyzji o zakupie chce mieć pewność, że towar spełni jego oczekiwania, realnie odpowiada temu, co przeczytał w jego opisie w internecie i zobaczył na zdjęciu. Dlatego oglądanie i sprawdzanie produktu w sklepie w centrum handlowym, by później kupić go online, jest najczęstszym zachowaniem wielokanałowym, deklaruje je 28% klientów centrów handlowych – informuje Przemysław Dwojak, Senior Director w GfK.

Nieco mniej, bo 27% konsumentów przyznaje, że zdarza im się odbierać w sklepie stacjonarnym towar zamówiony i opłacony przez internet. W sklepie stacjonarnym można też odebrać towar zamówiony online, ale opłacony w kasie przy okazji odbioru – takie doświadczenie ma 21% klientów. Kolejna opcja, to możliwość odbioru produktu w paczkomacie na terenie centrum handlowego, skorzystało z niej 18% klientów centrów handlowych.

Wizyta w galerii, outlecie czy w parku handlowym daje klientom również możliwość łatwego i bezpłatnego zwrotu nietrafionego produktu kupionego online i dostarczonego przez kuriera. Z takiej możliwości skorzystało już 17% konsumentów, a 16% w sklepie stacjonarnym w centrum handlowym wymieniło towar kupiony przez internet.

Wyniki badania „Skala zachowań omnichannel w centrach handlowych” wykazały, że wysokość obrotów w 105 analizowanych obiektach handlowych stanowiła 40,9% udziału w całym handlu detalicznym, odbywającym się w strefach oddziaływania tych centrów. Oznacza to, że około 40 tysięcy sklepów zlokalizowanych w 600 centrach handlowych odpowiada za około 40% obrotów handlu detalicznego, jednocześnie ponad 60 tys. sklepów internetowych odpowiada za około 8,5% udziału w handlu.

Badanie swoim zasięgiem objęło 105 centrów handlowych o różnej charakterystyce. Obiekty te przekazały na potrzeby badania pełne dane dotyczące liczby i struktury najemców, odwiedzalności obiektów i obrotów osiąganych w poszczególnych kategoriach, pozwalające na wyciągnięcie wniosków o skali i zakresie zachowań omnikanałowych. Dodatkowo firma GfK wykorzystała dane dotyczące populacji klientów w obszarze oddziaływania każdego z analizowanych obiektów, ich siły nabywczej w handlu tradycyjnym i w e-commerce. Przeprowadzono także wywiady exit-poll na próbie 5071 respondentów w 12 centrach handlowych reprezentujących różne typy obiektów oraz ogólnopolskie badanie online na próbie 2500 respondentów. Dzięki temu, badanie GfK jest największą i najbardziej wiarygodną analizą zachowań omnikanałowych w centrach handlowych, dającą rzetelny obraz całej branży.

Jedna czwarta kobiet boryka się z wypaleniem zawodowym

W ubiegłym roku kobiety złożyły więcej wypowiedzeń niż łącznie w 2022 i 2021 r.

Dziewięć na dziesięć firm wciąż nie podejmuje działań na rzecz równouprawnienia. Z raportu firmy doradczej Deloitte Women @ work 2024: A Global Outlook wynika także, że agresji i molestowania seksualnego w miejscu pracy doświadczyło odpowiednio 31 i 4 proc. badanych kobiet, a jedynie nieco ponad 40 proc. z nich zgłosiło ten fakt pracodawcy. Informowanie szefa o problemach związanych z menopauzą i menstruacją także stanowi wyzwanie, a ponad 40 proc. kobiet pracuje mimo bólu wywołanego tymi dolegliwościami.

Badanie przeprowadzone wśród 5 tys. kobiet z 10 krajów (Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Republika Południowej Afryki, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone) i 7 sektorów gospodarki wykazało, że sytuacja kobiet na rynku pracy stopniowo poprawia się, jednak nie we wszystkich obszarach.

Ten raport jest jak czerwona lampka, która powinna zapalić się w głowach pracodawców. Czynnikami obniżającymi dobrostan kobiet jest m.in. stres, przemęczenie i praca w nadgodzinach, brak perspektyw na awans i niskie zaangażowanie organizacji w wyrównywanie szans. To wszystko odbija się na ich zdrowiu fizycznym, jak i psychicznym – mówi Joanna Świerzyńska, partnerka zarządzająca Deloitte w Polsce, krajach Bałtyckich i Ukrainie.

Poziom stresu nie maleje

W 2024 roku prawie jedna czwarta ankietowanych kobiet mierzy się z wypaleniem zawodowym. To wciąż dużo, ale oznacza to poprawę sytuacji względem lat ubiegłych – w 2023 roku problem ten dotyczył 28 proc., a w 2022 aż 46 proc. Z raportu wynika także, że odsetek reprezentantek mniejszości etnicznych doświadczających wypalenia zawodowego spadł o 5 p.p. względem roku poprzedniego i wynosi obecnie 23 proc. Jedna trzecia kobiet deklaruje natomiast, że czuje się komfortowo, mówiąc w pracy o swoim zdrowiu psychicznym (wzrost o 8 p.p. r/r) i podając problemy ze zdrowiem psychicznym jako przyczynę nieobecności w pracy (wzrost o 7 p.p. r/r).

Aż połowa ankietowanych przyznała, że doświadcza wyższego poziomu stresu związanego z pracą niż w roku ubiegłym. Ponadto, w ciągu ostatnich 12 miesięcy 31 proc. badanych doświadczyło w swojej firmie agresji, a 4 proc. molestowania seksualnego. Sytuacja kobiet LGBT+, z niepełnosprawnościami i należących do mniejszości etnicznych jest w tym obszarze jeszcze trudniejsza – zachowań agresywnych doświadczyło odpowiednio 54, 40 i 45 proc. przedstawicielek tych grup.

Raportowanie tego typu sytuacji nadal nie jest jednak powszechną praktyką. O doświadczanej w pracy agresji nie informuje 42 proc. kobiet, a aż 44 proc. badanych nie zgłasza molestowania seksualnego. Przyczyną jest przekonanie, że zdarzenia te nie są wystarczająco niepokojące. Ponadto, tylko co dziesiąta respondentka uważa, że złożenie tego typu skargi nie wpłynęłoby negatywnie na jej karierę. Równie niewielki odsetek sądzi, że otrzymałoby potrzebne wsparcie.

Pracodawcy powinni z całą mocą przeciwdziałać zachowaniom, które naruszają bezpieczeństwo kobiet, a także stworzyć warunki, w których nie będą one bały się zgłaszać złamania prawa. Podstawą budowania kultury zachęcającej do otwartej komunikacji jest przede wszystkim dawanie pozytywnego przykładu przez liderów. To właśnie oni powinni pokazać, że mówienie o zawstydzających czy też zagrażających zdarzeniach jest nie tylko konieczne, ale też pożądane. Warto także zadbać o wzmocnienie odpowiednich polityk i procedur oraz poinformować pracowników o ścieżkach zgłaszania nadużyć, aby wiedzieli, gdzie mogą uzyskać pomoc – mówi Joanna Świerzyńska.

Zdrowie kobiet wciąż tematem tabu

Ponad jedna czwarta badanych kobiet (27 proc.) doświadcza wyzwań związanych z menstruacją, menopauzą lub płodnością (np. poronienie lub ciąża wysokiego ryzyka), co odbija się negatywnie na ich sytuacji zawodowej. Aż 42 proc. kobiet pracuje mimo odczuwanego bólu (wzrost o 1 p.p. względem 2023 roku), a 13 proc. nie czuje się komfortowo, rozmawiając o problemach menstruacyjnych z szefem (wzrost o 4 p.p. względem 2023 roku).

Rośnie też odsetek kobiet, które pracują mimo dolegliwości związanych z menopauzą. Taką postawę deklaruje 39 proc. badanych i jest to aż o 19 p.p. więcej niż w 2023 roku. Jedynie 19 proc. kobiet przechodzących menopauzę twierdzi, że otrzymało wsparcie od swoich pracodawców po ujawnieniu, że z tego powodu wzięły dzień wolny (spadek o 11 p.p. względem 2023 roku). Brak odpowiedniego podejścia ma negatywne konsekwencje także dla firm. Odsetek badanych wskazujących ten czynnik jako przyczynę odejścia z pracy podwoił się względem 2023 r. i wynosi obecne 9 proc.

Wyzwanie stanowi także sytuacja kobiet borykających się z niepłodnością. Aż 30 proc. z nich doświadcza z tego powodu silnego bólu fizycznego. Ponadto 19 proc. kobiet, biorąc urlop przez tego powodu, nie informowało przełożonego o przyczynie nieobecności, a 18 proc. kobiet decydujących się na taki ruch mierzyło się z negatywnymi konsekwencjami.

Nie brak powodów, by zrezygnować z pracy

Zaangażowanie firm w działania na rzecz równości płci wymaga wzmożonych działań. W badaniu Deloitte jedynie 11 proc. kobiet wskazało, że ich organizacja podejmuje konkretne kroki w kierunku równouprawnienia płci (wzrost o 3 p.p. względem 2023 roku), a jedynie 18 proc. zostało poinformowanych przez pracodawców o wyznaczonych celach w tym obszarze (wzrost o 6 p.p. względem 2023 roku). Tylko 26 proc. kobiet zauważa zróżnicowanie płciowe na stanowiskach liderskich (wzrost o 3 p.p. względem 2023 roku), a 16 proc. respondentek chcących zmienić pracę jako przyczynę wskazuje brak kobiecych wzorców w obecnej organizacji.

Brak wsparcia kobiet w miejscu pracy przekłada się na ich decyzje o złożeniu wypowiedzenia. W 2023 roku więcej kobiet opuściło swoją firmę niż miało to miejsce łącznie w 2022 i 2021 roku. Wskazywane przyczyny zmiany pracy to m.in. zbyt niska płaca (18 proc.), doświadczanie mikroagresji, nękania lub prześladowania (16 proc.) oraz brak elastycznych godzin pracy (15 proc. badanych). Ponadto, jedynie 7 proc. respondentek planuje kontynuować zatrudnienie w swojej organizacji przez ponad 5 lat, natomiast aż 43 proc. planuje zmienić pracę w ciągu 12-24 miesięcy.

Jednym z czynników zniechęcających kobiety do pozostania w dotychczasowej firmie jest brak możliwości awansu, na który wskazuje co piąta badana. Chęć awansu na wyższe stanowisko kierownicze deklaruje natomiast 75 proc. respondentek. Pozostałe badane nie wierzą w pojawienie się szansy na awans (20 proc. badanych), obawiają się niższego wynagrodzenia na stanowisku liderskim niż mężczyźni (21 proc.) i nie lubią kultury organizacyjnej w swojej firmie (23 proc.).

Wyrównywanie szans w miejscu pracy jest ważne dla wszystkich pracowników, bez względu na płeć, wiek, pochodzenie czy orientację seksualną. Podstawą awansu powinny być wyłącznie kompetencje i zaangażowanie, co pozytywnie wpływa na motywację i zaufanie ludzi do firmy. Jednocześnie warto skupić się na wspieraniu grup niewystarczająco reprezentowanych na wyższych stanowiskach poprzez niwelowanie ich obaw i wyposażanie w kompetencje liderskie. W działaniach tych mogą pomóc regularne konsultacje czy też mentoring – podsumowuje Joanna Świerzyńska.

O badaniu
Badanie zostało przeprowadzone w formie ankiety w okresie październik 2023 – styczeń 2024 wśród 5000 kobiet z 10 krajów i 7 sektorów. Kraje, które zostały objęte badaniem to: Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Republika Południowej Afryki, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Pod względem formy zatrudnienia wśród badanych najliczniejszą grupę stanowiły zatrudnione na pełen etat (88 proc.). 51 proc. ankietowanych pracuje stacjonarnie, 42 proc. w formule hybrydowej, a jedynie 7 proc. w formule w pełni zdalnej.

Audyt efektywności firmy. Znaczenie i korzyści

Audyt efektywności firmy to kompleksowa analiza operacyjna przedsiębiorstwa. Ma na celu identyfikację „bólów wzrostowych” i barier, które hamują rozwój i efektywność operacyjną. W trakcie audytu ocenia się różne aspekty działalności firmy, takie jak strategie zarządzania, procesy operacyjne, wydajność finansową, a także stosunek do innowacji i technologii.

Dlaczego warto przeprowadzić audyt efektywności? Przeprowadzenie audytu efektywności pozwala na głębokie zrozumienie mechanizmów funkcjonowania firmy oraz wykrycie nieefektywnych obszarów, które wymagają poprawy lub reorganizacji. Dzięki temu firmy mogą znacznie poprawić swoją rentowność, efektywność operacyjną oraz konkurencyjność na rynku. Audyt umożliwia również lepsze zrozumienie potrzeb klientów i dostosowanie do zmieniających się warunków rynkowych.

Inventity specjalizuje się w audytach firm, oferując swoim klientom dostęp do specjalistycznej wiedzy i narzędzi, które są kluczowe w procesie identyfikacji problemów i ich rozwiązywania. Profesjonalizm i doświadczenie doradców Inventity, wspierane przez licencjonowane narzędzia, pozwalają na rzetelne i efektywne przeprowadzenie audytu.

Dodatkowo Inventity korzysta z międzynarodowych porównań i odniesień, co daje klientom jasny obraz ich pozycji względem globalnej konkurencji.

Przeprowadzenie audytu efektywności z Inventity to nie tylko diagnoza bieżącej sytuacji, ale również strategia na przyszłość, umożliwiająca zrównoważony rozwój i wzrost wartości firmy.

Więcej informacji o ofercie Inventity i metodach audytu znajdziesz na ich stronie internetowej: audyt firmy.

Audyt sposobem na poprawę kondycji

Przeprowadzenie audytu efektywności w organizacji ma kluczowe znaczenie dla jej rozwoju i trwałości na rynku. Audyt pozwala na dogłębną analizę wewnętrznych procesów, co umożliwia identyfikację zarówno silnych stron, jak i obszarów wymagających poprawy lub reorganizacji. Pozwala to na optymalizację operacji i zwiększenie efektywności, co bezpośrednio przekłada się na poprawę wyników finansowych.

Audyt Efektywności Organizacyjnej® nie tylko identyfikuje Bariery Wzrostu, ale również dostarcza wartościowe rezultaty:

  1. Raport z Barier Wzrostu:

●     Lista zidentyfikowanych Barier Wzrostu według obszarów organizacyjnych.

●     Diagnoza wczesnych ostrzeżeń o problemach w procesie rozwoju organizacyjnego.

●     Sygnały konieczności przejścia do kolejnego etapu rozwoju organizacyjnego.

  1. Wynik Badania Efektywności Organizacyjnej:

●     Określenie stopnia strategicznego rozwoju w 6 Kluczowych Obszarach Wyników.

●     Koncepcja Piramidy Rozwoju Organizacyjnego jako narzędzie do długofalowej oceny dojrzałości firmy.

●     Zidentyfikowanie krytycznych czynników wpływających na efektywność zarządzania.

  1. Porównanie wyników:

●     Porównanie do 900 firm w Polsce i 30 tysięcy firm na świecie.

●     Benchmark, który ukazuje miejsce firmy w polskim i globalnym kontekście.

  1. Rekomendacje działań:

●     Dedykowane dla kadry zarządzającej, eliminujące wykryte „bóle wzrostowe”.

Po zakończonym Audycie Efektywności Organizacyjnej firmom otwierają się drzwi do kolejnego etapu, którym jest opracowanie kompletnego planu rozwoju. Jest on kluczowym narzędziem transformacji przedsiębiorstwa. Mapa Strategii to wszechstronny plan, który scala fundamenty biznesowe firmy z celami strategicznymi.

Dla liderów biznesowych audyt stanowi narzędzie do zrozumienia, jak różne decyzje wpływają na wyniki finansowe oraz jak mogą lepiej zarządzać zasobami. To także platforma do oceny, czy obecna strategia jest skuteczna w osiąganiu długoterminowych celów firmy. Audyt umożliwia również identyfikację ryzyk operacyjnych, które mogą zagrażać stabilności organizacji, oraz proponuje metody ich minimalizacji.

Przeprowadzenie audytu to również okazja do wzrostu zaufania wśród inwestorów, partnerów biznesowych i klientów, co jest niezbędne dla długoterminowego sukcesu i stabilności finansowej firmy. Audyt pokazuje, że organizacja jest zaangażowana w przejrzystość i ciągłe doskonalenie, co może przyciągnąć nowe inwestycje oraz umocnić jej pozycję na rynku.

Złoty kontynuuje rajd, kryptowaluty rosną

Dobra passa polskiej waluty znów trwa. Euro po 4,25 zł to nie jest coś, co powoduje, że zagraniczne wakacje są za prawie darmo, ale po zeszłorocznej inflacji nawet lekka ulga po prostu cieszy. Kolejne ruchy na rynku kryptowalut i brak zmian stóp w Chinach.

Złoty znów się umacnia

Ostatnie tygodnie to piękna passa polskiej waluty. Po tym, jak w zeszłym tygodniu złoty zaklinował się na poziomie 4,26 zł względem euro, wydawało się, że jedynym, co pozostało, to czekać na korektę. Okazuje się jednak, że właśnie dotarliśmy do 4,25 zł i patrząc na wykres z perspektywy analizy technicznej, można by wręcz oczekiwać kontynuowania tego ruchu. Z drugiej strony tak silny, bo ponad 2% ruch w ciągu raptem trzech tygodni, to coś, co aż prosi się o korektę. Możemy się spodziewać zatem, że najbliższe dni mogą przynieść dużo emocji na parze EURPLN. Te ruchy będą się oczywiście przelewać na inne pary walutowe do złotego, które obecnie też pokazują często bardzo atrakcyjne z perspektywy ostatnich miesięcy poziomy, jak np. funt poniżej 5 zł, czy dolar nieśmiało zbliżający się do poziomu 3,90 zł. Wygląda na to, że jest moment, by te kilka procent mniej za wakacje zapłacić.

Kryptowaluty wracają do łask

Na rynek trafiła informacja wskazująca, że jednak pojawią się fundusze inwestycyjne pozwalające inwestować w drugą co do wielkości pod kątem kapitalizacji kryptowalutę. Ethereum (bo o niej mowa) zareagowało gwałtownym wzrostem. W ciągu kilku godzin mieliśmy wzrost z okolic 3100 na 3700 dolarów, to prawie 20% ruch w górę. Najwyraźniej inwestorzy planują kupić już wcześniej, licząc na to, że otwarcie kontraktów spowoduje napływ nowego kapitału, który pozwoli im dobrze zarobić na zakupach z dzisiejszej nocy. Ruch ten przełożył się również na bitcoina, który poszedł w górę około 7%, wracając po raz pierwszy od ponad miesiąca powyżej poziomu 70 000 dolarów.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Wczoraj poznaliśmy dane z Państwa Środka. Główna stopa procentowa pozostała na poziomie 3,45%. Jest to stawka pożyczek jednorocznych. W przypadku pięcioletnich parametr ten wynosi 3,95%. Warto natomiast zwrócić uwagę, że poziomy te są utrzymywane pomimo faktu, że inflacja w tym kraju niemal nie istnieje, bo jak inaczej określić w skali świata wynik 0,3% w skali roku. W rezultacie realna stopa procentowa wynosi w tym kraju ponad 3%. Jest zatem teoretycznie sporo miejsca na obniżki stóp. Trzeba jednak pamiętać, że Bank Chin prowadzi bardzo asekuracyjną politykę w tym zakresie. Stara się nie obniżać nadmiernie stóp procentowych, by ich potem nie podnosić. W ciągu ostatniej dekady mieliśmy tam tylko jedną podwyżkę stóp procentowych. W 2018 roku byliśmy świadkami wzrostu z 4,3% na 4,31%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rynek biurowy w Polsce – podsumowanie I kwartału 2024 r.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała I kwartał w sektorze biurowym w Polsce. Wysoki udział renegocjacji umów w regionach, więcej dostępnej powierzchni na rynku, wolumen całkowitej zajmowanej powierzchni na drobnym plusie.

PODAŻ: OKOŁO 40% PLANOWANEJ DO ODDANIA POWIERZCHNI W 2024 ROKU UKOŃCZONE W I KWARTALE, OGRANICZENIE NOWEJ PODAŻY PRZEWIDYWANE DO KOŃCA 2026 ROKU

Na koniec I kwartału 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach w Polsce wyniosły około 12,95 miliona mkw.

Sumaryczna wielkość oddanych projektów wyniosła niecałe 80 000 mkw. i obejmowała projekty zrealizowane wyłącznie w trzech miastach – Warszawie, Wrocławiu i Krakowie. Jest to kontynuacja widocznego od ostatnich trzech lat trendu ograniczonej podaży, jeśli chodzi o wolumen powierzchni w ramach nowych inwestycji. Pomimo rozpoczęcia realizacji w tym czasie pojedynczych projektów skala powierzchni w budowie pozostaje na niskim poziomie. W miastach regionalnych jest to około 225 000 mkw., w porównaniu do 850 000 mkw. sprzed pandemii, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Największe zakończone w I kwartale realizacje to Quorum Office Park A we Wrocławiu (18 200 mkw. – Cavatina Holding), Lixa E w Warszawie (16 900 mkw. – Yareal), odnowienie warszawskiego biurowca Saski Crescent (15 500 mkw. – CA IMMO) oraz krakowski Brain Park C (13 000 mkw. – Echo Investment).

Według szacunków Cushman & Wakefield polski rynek biurowy powiększy się do końca tego roku o ok. 210 000 mkw. Nieco więcej powierzchni – ok. 240 000 mkw., prognozujemy na 2025 rok, a większego wolumenu nowej podaży możemy spodziewać się dopiero po 2026 roku, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

POPYT – NIŻSZA AKTYWNOŚĆ NAJEMCÓW, ZAJMOWANA POWIERZCHNIA NA DROBNYM PLUSIE

Łącznie, na głównych rynkach biurowych w Polsce firmy podpisały umowy najmu na niemal 280 000 mkw. Prawie połowa popytu w pierwszym kwartale 2024 roku dotyczyła stolicy – ponad 139 000 mkw. (spadek o 11% względem I kw. 2023, w zakresie ilościowym natomiast liczba umów wzrosła o 4%.) Warto zauważyć, że na aktywność najemców w ostatnich 18 miesiącach w dużym stopniu wpłynął widoczny trend optymalizacji i redukcji zajmowanej powierzchni biurowej przez najemców obecnych na rynku.
W pierwszym kwartale 2024 roku w Warszawie w strukturze popytu przeważały nowe umowy, które stanowiły ok. 54% wszystkich zawartych umów. Udział renegocjacji był na poziomie 36%, z kolei ekspansje wynosiły około 10% wszystkich zawartych umów.

Aktywność najemców na rynkach regionalnych wyniosła 140 000 mkw., co stanowi 17% spadek względem I kwartału 2023 roku. Pomiędzy styczniem a marcem na popyt największy wpływ miały firmy z branży IT, ale też z sektora produkcyjnego i usługowego. Struktura transakcji była nieco odmienna od rynku warszawskiego, z przewagą nowych umów – 48%, ale też i dużym udziałem renegocjacji – 47% oraz mniejszym udziałem ekspansji – 5%. Na rynku obserwowany jest niewielki, ale jednak pozytywny wskaźnik poziomu absorpcji, co oznacza, że wolumen zajmowanej powierzchni nadal rośnie, komentuje Michał Galimski, Partner, Head of Regional Markets, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY NIECO W GÓRĘ, POZIOM CZYNSZÓW STABILNY

Średni wskaźnik pustostanów w Polsce na koniec I kwartału wyniósł 14,5%, co stanowi wzrost o 0,4 pp. względem IV kwartału 2023 roku, oraz wzrost o 0,7 pp. r/r. W stolicy wskaźnik niewynajęcia wzrósł o 0,6 pp. względem poprzedniego kwartału i wyniósł 11%.
W większości miast regionalnych również zaobserwowano wzrost dostępnej powierzchni, a wyjątkami były jedynie Katowice i Poznań, gdzie wskaźnik ten spadł odpowiednio o 1.0 i 0.6 pp. Średni wskaźnik niewynajęcia dla regionów wyniósł tym samym 17,8%. Na wszystkich rynkach biurowych objętych analizą dostępna powierzchnia wyniosła 1,88 mln mkw., co oznacza wzrost o 7% względem początku 2023 roku, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w strefie Centrum w Warszawie wynosiły przeciętnie 22-26 EUR/ mkw./ miesiąc, natomiast w lokalizacjach poza Centrum oscylowały w granicach 13,50-16,50 EUR/ mkw./ miesiąc.

W miastach regionalnych najlepsze biura w centrum były oferowane średnio w przedziale cenowym 12,50-16,50 EUR/ mkw./ miesiąc. Jednocześnie stawki czynszu wyższe od średniej odnotowywane są w budynkach nowo oddawanych lub umiejscowionych w dobrych lokalizacjach. Wyższe koszty budowy, wykończenia powierzchni oraz finansowania inwestycji nadal wywierają znaczący wpływ na kształtowanie polityki czynszowej projektów nowo budowanych, podsumowuje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Ubezpieczenie samochodu AC i OC – które jest obowiązkowe, a które dobrowolne?

Ubezpieczenie AC jest dobrowolne, dlatego każdy kierowca indywidualnie podejmuje decyzję, czy chce je wykupić. Przed podjęciem decyzji o zakupie lub rezygnacji z Autocasco powinno się dokładnie zapoznać z zakresem ochrony ubezpieczeniowej i listą wyłączeń odpowiedzialności towarzystwa ubezpieczeniowego dla konkretnej polisy. Dzięki temu podjęta decyzja będzie przemyślana, a kierowca zyska świadomość, z jakiej ochrony rezygnuje, gdy nie płaci składki na AC. Z kolei ubezpieczenie OC jest obowiązkowe i musi opłacić je każdy kierowca.

Autocasco to ubezpieczenie nieobowiązkowe, natomiast OC to polisa obligatoryjna dla wszystkich posiadaczy pojazdów mechanicznych. Kierowca nie ponosi żadnych konsekwencji prawnych za brak AC w przeciwieństwie do braku OC. AC to polisa na wypadek uszkodzenia pojazdu, jego kradzieży lub zniszczenia. W zależności od wybranego zakresu ochrony i indywidualnych warunków umowy u danego ubezpieczyciela kierowca z wykupionym AC może liczyć na wypłatę odszkodowania np. gdy złodziej ukradnie auto lub gdy samochód zostanie uszkodzony w trakcie stłuczki. Dowiedz się, na czym polega autocasco i ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej.

Ubezpieczenie samochodu AC – co to takiego?

OC chroni poszkodowanego kierowcę, natomiast AC zapewnia ochronę ubezpieczonemu, nawet gdy doszło do niego na skutek sytuacji losowej, np. przewrócenia się drzewa powalonego przez wiatr na samochód. Innymi słowy, AC to fakultatywne ubezpieczenie, które chroni kierowcę przed finansowymi skutkami uszkodzenia, całkowitego zniszczenia lub kradzieży należącego do niego pojazdu. Dzięki niemu można ubezpieczyć auto od następstw nieszczęśliwych wypadków.

Sprawdź, jaki zakres ochrony oferuje ubezpieczenie samochodu z TUZ i ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków dla kierowców.

Obowiązkowe ubezpieczenie samochodu OC

Zakup ubezpieczenia samochodu OC jest obligatoryjny dla każdego kierowcy, gdyż brak polisy uniemożliwia legalne poruszanie się po drogach publicznych. Bez ważnej umowy ubezpieczenia kierowca kierowcy grozi kar, której wysokość i zasady nakładania określa Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych z dn. 22 maja 2003 r. Warto jednak pamiętać, że im dłuższa przerwa w opłacaniu składek, tym więcej zapłaci się za obowiązkowe ubezpieczenie OC ze względu na nałożoną kar finansową.

Ubezpieczenie auta AC – zakres ochrony

Zakres ochrony ubezpieczenia AC powinien być jak najszerszy, gdyż tylko w takim przypadku polisa zapewnia kierowcy wsparcie w każdej nieprzewidzianej sytuacji. Przed podpisaniem umowy z towarzystwem ubezpieczeniowym należy dokładnie przeczytać OWU (Ogólne Warunki Ubezpieczenia), by zapoznać się ze wszystkimi zdarzeniami, które uprawniają kierowcę do wnioskowania o wypłatę odszkodowania. Im szerszy zakres ubezpieczenia, tym wyższa składka na AC, jednak nadmierne oszczędzanie na polisie skutkuje ograniczeniem korzyści, które wiążą się z posiadaniem Autocasco.

Przede wszystkim ochrona AC powinna obejmować kradzież pojazdu z parkingu osiedlowego, parkingu strzeżonego, parkingu w galerii handlowej lub z innego miejsca. Optymalny zakres ochrony obejmuje również próbę kradzieży auta, polegająca na wybiciu szyby lub uszkodzeniu zamka. Jeśli w samochodzie znajdują się cenne elementy wyposażenia, polisa powinna umożliwiać uzyskanie odszkodowania za ich przywłaszczenie przez złodzieja.

Sprawdź Ubezpieczenie OC w TUZ.

Od czego jeszcze chroni ubezpieczenie AC?

Kierowcy, którzy pozostawiają samochody w podziemnych parkingach, powinni zadbać o ubezpieczenie Autocasco obejmujące zalanie pojazdu. Niestety, wiele parkingów podziemnych nie ma odpowiedniego odwodnienia, przez co ulewne opady deszczu powodują gromadzenie w nich dużych ilości wody. Zalany samochód często nie nadaje się do dalszej jazdy lub wymaga przeprowadzenia kosztownego osuszania i napraw. Ochrona przez zalaniem przydaje się także w przypadku samochodów stojących na osiedlowych parkingach. W przypadku silnej burzy może dojść do zalania wnętrza auta np. przez niedomknięte okno. Dodatkowo w przypadku miejsc postojowych na świeżym przydaje się ochrona przed zniszczeniami spowodowanymi przez grad, wiatr itp. Grad może doprowadzić do powstania wgnieceń i dziur w karoserii, natomiast wiatr do przewrócenia drzewa na zaparkowany obok samochód.

Dla kierowców, którzy mieszkają w pobliżu lasów lub na terenach wiejskich, znaczenie ma ochrona ubezpieczeniowa przed zniszczeniami spowodowanymi przez dzikie zwierzęta. Przypadkowe zderzenie z sarną lub dzikiem podczas jazdy może spowodować pęknięcie przedniej szyby lub zniszczenie maski samochodu. Z kolei kuny często wchodzą pod maskę i przegryzają przewody paliwowe, hamulcowe lub inne kable, do których mają dostęp. W zakresie ubezpieczenia AC powinna zatem znaleźć się możliwość uzyskania odszkodowania za szkody wyrządzone przez zwierzęta, które powszechnie występują w okolicy zamieszkiwanej przez kierowcę.

Ilu Polaków kupuje nowe „M” bez kredytu?

Nowe mieszkania bez kredytu kupują nie tylko inwestorzy. Sprawdzamy skalę tzw. gotówkowych transakcji na rynku pierwotnym w 2023 r.

Wyniki badania ankietowego NBP wskazują, że w 2023 r. około jedna trzecia nowych lokali była kupowana inwestycyjnie (głównie pod wynajem). To właśnie z transakcjami inwestycyjnymi kojarzą się tak zwane zakupy gotówkowe, czyli dokonane bez bankowego finansowania. Inne dane NBP sugerują, że czasem osoby kupujące nowe lokale na potrzeby własne też nie korzystają ze wsparcia banku. Portal RynekPierwotny.pl postanowił przyjrzeć się tym statystykom.

Na wstępie przypomnijmy, że Narodowy Bank Polski w ramach swojego badania ankietowego dotarł do niemal jednej czwartej deweloperów budujących w Polsce bloki i apartamentowce. Deweloperzy z grupy dużych, średnich i małych firm byli pytani między innymi o sposób finansowania zakupu przez osoby nabywające nowe mieszkania w różnych celach. Poniższy wykres przedstawia wyniki właśnie tego badania.

Informacje zebrane przez NBP sugerują, że w 2023 r. sytuacja zaczęła wracać do normy po kredytowym załamaniu z 2022 r. skutkującym również ponadprzeciętnym udziałem transakcji inwestycyjnych. Na poniższym wykresie widzimy między innymi, że względem 2022 r. spadł udział bezkredytowych transakcji związanych z zakupem nowego lokum na potrzeby własne lub członka rodziny (spadek z 35% do 27%). Udział transakcji na własne potrzeby z wkładem mniejszym niż 50% wyraźnie wzrósł (z 40% do 52%), ale nie wrócił jeszcze do poziomu 60% – 62% notowanego w latach 2019 – 2021.

W przypadku nabywania nowych mieszkań pod wynajem, czyli drugiego najważniejszego celu ubiegłorocznych transakcji też widzimy pewną normalizację. Spadł bowiem (z 68% do 59%) udział zakupów nowych lokali, w przypadku których przyszły wynajmujący obywał się bez pomocy banku. Warto odnotować, że nawet w czasach lepszej dostępności kredytów (lata 2019 – 2021), odsetek zakupów „pod wynajem” z wkładem własnym do 50% nie przekroczył 24%.Sposób finansowania zakupu nowych mieszkań 2023 r.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Pracownicy gorzej reagują na stres niż ich szefowie. Dlaczego stres jednych mobilizuje, a innych wypala?

Stres w pracy dotyka wszystkich – jednak nie wszystkich po równo. Szeregowi pracownicy są bardziej narażeni na to, że napięcie nerwowe doprowadzi ich do wypalenia niż menedżerowie wysokiego szczebla – wynika z międzynarodowego badania ADP Research Institute. Badacze postanowili sprawdzić, w jakich warunkach stres w pracy jest źródłem rozwoju, a kiedy ma negatywne skutki dla psychiki i zdrowia. Wnioski? Pracodawcy i pracownicy mają narzędzia, by redukować napięcie.

Stres – termin, który powszechnie kojarzy się zdecydowanie negatywnie – niekoniecznie musi być tylko szkodliwym zjawiskiem. W psychologii wyróżnia się stres pozytywny, o efekcie mobilizującym i rozwijającym (eustres) oraz stres negatywny, odbierający siły (dystres).osteohelp osteopatia

Patrząc na problem od strony fizjologicznej – stres towarzyszy i ludziom, i zwierzętom niemal bez przerwy. Związany z nim wyrzut hormonów dodaje siły, szybkości, zmusza do szukania rozwiązań, a w konsekwencji czegoś się uczymy. Problem pojawia się, gdy napięcia w organizmie jest za dużo i zbyt często. Układ nerwowy staje się przeciążony – pojawia się chroniczne zmęczenie i zniechęcenie, co może prowadzić do wypalenia zawodowego. Wychodząc z tego założenia, badacze ADP Research Institute opracowali test sprawdzający, który rodzaj stresu najczęściej przeżywają pracownicy. Następnie przeprowadzili badanie wśród 15 tysięcy pracowników z różnych krajów, które pokazuje zaskakujące wyniki.

Co może obniżać stres negatywny w pracy?

Po pierwsze, badanie ADP Research Institute wykazało, że wpływ stresu na psychikę (rozwój lub przeciążenie) wiąże się ze stosunkiem do wykonywanej pracy. Ludzie spędzający większość czasu na wykonywaniu zadań, które lubią, o wiele rzadziej doświadczają negatywnych skutków stresu niż ci, którzy nie mają serca do swojej pracy. Pracownicy deklarujący, że „lubią swoją pracę” wykazują ogromną przewagę odczuwania eustresu nad dystresem (33 proc. do 12 proc.). Dokładnie odwrotnie jest u osób deklarujących niechęć do swojej pracy – 14 proc. do 37 proc.

Po drugie, wpływ na rodzaj przeżywanego stresu zawodowego ma miejsce pracy. Respondenci byli pytani, jak często pracują w siedzibie firmy i poza nią. Okazuje się, że osoby spędzające część tygodnia poza biurem ponad półtora raza częściej doświadczają stresu mobilizującego od tych pracujących tylko w siedzibie firmy. Innymi słowy, przebywanie w znajomym, przyjaznym środowisku łagodzi przeżywane napięcie nerwowe. Jednak praca zdalna ma tu pozytywne działanie tylko do pewnego stopnia. Badanie ADP wskazuje, że to u pracowników hybrydowych zanotowano najlepsze proporcje eustresu i dystresu (36 procent do 12 procent). Praca tylko stacjonarna i praca całkowicie zdalna dostarczają stresu w zdecydowanie gorszych proporcjach. Co ciekawe, te wyniki są bardzo podobne: 22 procent eustresu do 19 procent dystresu przy pracy zdalnej oraz 26 procent do 20 procent przy pracy całkowicie stacjonarnej. stres tryb pracy

Wreszcie – na rodzaj przeżywanego stresu ma wpływ stopień pracownika w hierarchii firmy. Jednak tu intuicja może nas zawieść. Stres przeciążający układ nerwowy jest częstszy u osób, które nie pełnią obowiązków kierowniczych. Pracownicy z najwyższych szczebli organizacji czują się przeciążeni nawet cztery razy rzadziej od swoich podwładnych. Przewaga stresu mobilizującego nad przeciążającym jest największa wśród wyższego kierownictwa (33 proc. do 7 proc.), podczas gdy wśród pracowników szeregowych i specjalistów nie zarządzających innymi ludźmi proporcja ta wynosi 28 proc. do 23 proc.stres hierarchia

Stres a sprawa polska

Wśród osób badanych przez ADP Research Institute byli również pracownicy z Polski. Co ciekawe, ich wyniki są dość optymistyczne, zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami. Skala pokazuje wśród polskich pracowników 38 procent wskazań eustresu przy zaledwie 12 proc. dystresu. To najlepsze proporcje wśród badanych krajów europejskich.stres kraje

Tuż za Polską plasuje się Hiszpania: 35 proc. wskazań eustresu wobec 18 proc. dystresu. Włoska zasada dolce vita także objawia się u tamtejszych pracowników dość wysokim wskaźnikiem eustresu (32proc.) przy stosunkowo niskim udziale dystresu (15proc.). Szwedzki luz nie do końca przekłada się na szczęście pracowników, bo eustres i dystres są tam niemal wyrównane (30 proc. wobec 25 proc.). Jeszcze gorzej wygląda to u Niemców (28:21 proc.), jednak zdecydowanie najmniej korzystne proporcje występują u Francuzów: 19:24 proc.

Niekwestionowanymi liderami stresu mobilizującego do działania są Chińczycy: aż 53 procent, przy zaledwie 7 proc. wskaźniku stresu przeciążającego. Kiepsko natomiast wypadają wszystkie badane „azjatyckie tygrysy”: Tajwan 23 proc. do 29 proc., Korea Południowa 19 proc. do 28 proc., Japonia 19 proc. do 21 proc., Singapur 15 proc. do 12 proc.

Stres lekarza i kucharza. Wiele zależy od branży

Badanie ADP Research Institute pokazuje też dobitnie, że niektóre branże generują więcej stresu prowadzącego do wypalenia. Może to być częściowo związane ze stylem pracy, a także perspektywami, jakie dana branża oferuje pracownikom.stres stosunek do pracy

Największa przewaga stresu mobilizującego nad przeciążającym występuje w branży technologicznej (36 proc. do 11 proc.). Znacznie gorzej to wygląda w edukacji (28 proc. do 16 proc.), ochronie zdrowia (26 proc. do 19 proc.), gastronomii (23 proc. do 23 proc.) czy wśród medycznego personelu pomocniczego (20 proc. do 16 proc.)! Nietrudno zauważyć, że są to branże o niskiej możliwości pracy hybrydowej i zdalnej, do tego obarczone wysoką odpowiedzialnością za innych ludzi (jak edukacja i ochrona zdrowia), stałym pośpiechem i długimi godzinami pracy (gastronomia), niezbyt wysokim wynagrodzeniem (pomocnicze zawody medyczne).

– Tak duże różnice w radzeniu sobie z napięciem w różnych branżach, to wskazówka, że potrzebne są rozwiązania systemowe. W niektórych branżach stres prowadzący do wypalenia jest niemal wpisany w definicję zawodu – mówi Anna Barbachowska. – Jednak zbyt często uważa się, że „w danej branży tak już musi być” i że niezadowolony pracownik zawsze może zmienić pracę. Pracodawcy bowiem dysponują różnymi narzędziami wpływającymi na wellbeing – od komunikacji i budowania atmosfery w zespołach, zapewnienie większej elastyczności w zakresie planowania zadań, przez odpowiednie zarządzanie czasem pracy po wprowadzenie jasnej struktury organizacyjnej, bo to jest częste, choć niedoceniane źródło niezadowolenia pracowników. Nie zawsze można uniknąć stresorów jak presja czasu czy wysoka odpowiedzialność. Są to wyzwania, które potencjalnie mogą być źródłem rozwoju zawodowego i osobistego. Dlatego uwaga, zwłaszcza pracodawców, ale i pracowników, powinna być nakierowana na eliminację tych negatywnych czynników, na które mamy wpływ – dodaje Anna Barbachowska.

Cloud Technologies z dwucyfrową dynamiką sprzedaży w I kwartale 2024 r.

Cloud Technologies mimo wysokiej bazy z 2023 roku, kontynuuje rozwój organiczny. W I kwartale sprzedaż danych do kluczowych klientów w walucie bazowej, czyli USD, nadal rosła w ujęciu r./r. W styczniu br. wzrosła o 15 % r/r., w lutym o 16% r./r., a w marcu o 12% r./r. Równolegle do rozwoju sprzedaży notowana na GPW spółka pracuje nad zwiększeniem zakresu wykorzystania posiadanych danych, m.in. na potrzeby nauki systemów sztucznej inteligencji, czemu służy program Data Seed.

– Mimo wysokiej bazy z ubiegłego roku wciąż zwiększamy sprzedaż danych i rośniemy z większą dynamiką niż cały rynek reklamy. Co istotne, zgodnie z prognozami eMarketera rynek reklamy cyfrowej zanotuje w tym roku znaczący wzrost. Wydatki na reklamę cyfrową na całym świecie będą rosły ponad pięć razy szybciej (13,2%) niż tradycyjne, a łączna wartość wydatków na reklamę osiągnie jeden z najwyższych poziomów w historii – 992 mld dolarów. Rynek nam więc sprzyja, a rosnąca aktywność reklamodawców z sektora e-commerce oraz zbliżające się wybory w USA pozwalają nam spodziewać się dalszych wzrostów i kolejnego bardzo dobrego sprzedażowo roku Cloud Technologies  – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. 

Raportowany wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych, spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na dynamiki mają wpływ różnice kursowe (w Q1 2024 średni kurs USD/PLN był o około 10% niższy niż w 2023 roku). Około 80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA, który jest jednym z najbardziej wymagających i konkurencyjnych rynków reklamy na świecie.

Według prognoz eMarketera globalne wydatki na reklamę online będą rosły co najmniej do 2027 roku w tempie dwucyfrowym, a udział reklamy online w całkowitych wydatkach na reklamy sięgnie 74%. Z kolei z danych z raportu agencji badawczej Grand View Research wynika, że prognozowana wartość światowego rynku AdTech, na którym działa Cloud Technologies, wzrośnie do 2,4 tryliona USD w 2030 roku, co oznacza CAGR na poziomie 13,7% w okresie 2023-2030. Cloud Technologies, która dzięki autorskiej technologii stworzyła chmurę danych z informacjami o 5 mld użytkowników z ponad 200 rynków na całym świecie, ma potencjał, by dalej rosnąć na tym perspektywicznym rynku.

W 2023 roku Cloud Technologies ponownie poprawiła wyniki sprzedaży danych osiągając w tym zakresie najlepsze poziomy w historii. Mimo bardzo wysokiej bazy (38,5 mln PLN w 2022 r.) roczne przychody ze sprzedaży danych wzrosły o 15,8% r./r. (23,5% w walucie bazowej, czyli USD), do 44,6 mln PLN. W raportowanym okresie wartość wskaźnika EBITDA wyniosła 27,6 mln PLN, co oznacza wzrost o 18,4% r./r. EBITDA kluczowego segmentu sprzedaży danych w minionym roku wzrosła o 18,7% r./r. i wyniosła 29,7 mln PLN. W 2023 roku marżowość EBITDA tego segmentu wyniosła 66,8 %.

Branża pożyczkowa podsumowała 2023 r.

Sektor instytucji pożyczkowych odnotował w poprzednim roku +5,2 proc. wzrost liczby udzielonych kredytów konsumenckich przy jednoczesnym spadku ich wartości o -6,4 procent. O 11 proc. spadła także średnia wartość pojedynczego finansowania, co w połączeniu z wysokim poziomem zeszłorocznej inflacji oznacza, że spada realna siła nabywcza pożyczki.

Rok 2023 był pierwszym pełnym rokiem, gdy branża pożyczkowa funkcjonowała w oparciu o obniżony limit kosztów pozaodsetkowych. Z danych firmy CRIF, które przeanalizowała Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego wynika, że w ujęciu liczbowym sprzedaż pożyczek utrzymała się na podobnym poziomie jak sprzed regulacji, wynosząc 3,78 mln sztuk. Jest to pochodna relatywnie wysokiego popytu konsumenckiego, jaki branża obserwowała w zeszłym roku. Rosnące zainteresowanie finansowaniem pozabankowym nie przełożyło się jednak na wartość sprzedaży. W 2023 r. instytucje pożyczkowe udzieliły finansowania na kwotę 12,9 mld zł, co w relacji rok do roku oznacza spadek o -6,4 procent.

Jak podkreśla dr Anna Mlostoń-Olszewska, prezeska FRRF, wyniki sprzedażowe sektora nie odzwierciedlają jednak pełnego obrazu skutków ostatnich zmian regulacyjnych. Według niej na ocenę wpływu regulacji jest jeszcze za wcześnie: „Po pierwsze, część przepisów, ustanawiająca nadzór KNF nad instytucjami pożyczkowymi, zaczęła obowiązywać dopiero od 2024 roku. Po drugie, w portfelu kredytowym wielu firm nadal znajdują się pożyczki udzielone w reżimie poprzednich przepisów, a to w połączeniu z relatywnie wysokimi stopami procentowymi, powoduje, że firmy pożyczkowe nie odczuwają jeszcze w pełnym stopniu efektów ustawy. Wreszcie, po trzecie, brakuje danych dotyczących wpływu regulacji na sytuację konsumentów i analizy, w jakim stopniu wyższe wymogi wobec oceny zdolności kredytowej klientów aplikujących o pożyczkę powodują wzrost wykluczenia finansowego wśród osób znajdujących się w trudniejszej sytuacji”.

Branża pożyczkowa podsumowuje 2023 rok

Średnia wartość pożyczki mocno w dół

Poprzedni rok przyniósł branży także spadek średniej wartości pojedynczej pożyczki, która w 2023 r. wyniosła 3413 zł, co jest wartością o 11 proc. niższą niż ta z 2022 r., gdy kwota pojedynczego finansowania wynosiła 3835 złotych. Odnotowany spadek ma charakter nie tylko nominalny, gdyż biorąc pod uwagę poziom zeszłorocznej inflacji, za przeciętną kwotę pożyczki kupimy znacznie mniej niż jeszcze dwa lata temu.

Spadek wartości udzielanego przez branżę finansowania w świetle wysokiego wzrostu cen oraz rosnących wynagrodzeń to trend odwrotny od spodziewanego i świadczy o zatrzymaniu rozwoju rynku. Teza ta jest tym bardziej zasadna, jeśli zauważymy, że od 2019 r. obserwujemy systematyczny spadek liczby aktywnych instytucji pożyczkowych, a na rynku nie pojawiają się nowi gracze, poza segmentem BNPL” – komentuje dr Anna Mlostoń-Olszewska, prezeska FRRF.

Z analizy rozkładu kwotowego udzielonych pożyczek w zeszłym roku wynika, że co druga udzielona pożyczka nie przekraczała kwoty 2 tys. złotych. Kolejne 38,2 proc. to pożyczki w przedziale od 2 do 7 tys. złotych. Najniższy udział w strukturze finansowania udzielanego przez branżę mają pożyczki powyżej 7 tys. złotych, które w 2023 r. stanowiły 11,9 proc., podczas gdy jeszcze w 2022 r. wskaźnik ten oscylował na poziomie 15,8 procent.

Średnia wartość pożyczki mocno w dół

Z oferty sektora korzystają głównie osoby młode

Ponad 60 proc. klientów instytucji pożyczkowych stanowią osoby młode, do 40. roku życia, z czego najliczniejsza grupa osób to 30-latkowie. Najrzadziej z pożyczek pozabankowych korzystają osoby starsze, powyżej 65. roku życia. Seniorzy stanowią tylko 4,9 proc. wszystkich pożyczkobiorców.Z oferty sektora korzystają głównie osoby młode

Rynek samochodów elektrycznych w Polsce w kwietniu 2024 r.: kluczowe statystyki

  • Na koniec kwietnia 2024 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 64 510 szt.
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym miesiącu wzrosła do 6 691
  • W kwietniu 2024 r. udział ogłoszeń BEV w łącznej liczbie ofert pojazdów używanych na portalu OTOMOTO wyniósł 1,1%
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce

Samochody elektryczne

Na koniec kwietnia 2024 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 64 510 szt. Park osobowych BEV składał się z 58 050 szt. (+59% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu wyniosła 1 264 szt. (+3% r/r). Na koniec kwietnia 2024 r. flota całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 6460 szt. (+70% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 215 szt. (+29% r/r). Najpopularniejszymi, nowymi osobowymi modelami BEV w kwietniu 2024 r. były Tesla Model Y (212 sprzedanych szt.), Volvo EX30 (175 szt.) oraz KIA Niro (91 szt.). Na podium wśród marek znalazły się Tesla, Volvo oraz KIA. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych w kwietniu 2024 r. wyniósł 2,8%.

Infrastruktura ładowania

W Polsce na koniec kwietnia 2024 r. funkcjonowało 6691 (+37% r/r) ogólnodostępnych punktów ładowania, w tym 4801 AC (+29% r/r) oraz 1890 DC (+61% r/r). W kwietniu uruchomiono 201 nowych punktów. Największym udziałem w sieci infrastruktury ładowania w Polsce dysponowały ładowarki o mocy do 22 kW (63%), ale liczba szybkich stacji DC o mocy przekraczającej 50 kW bardzo dynamicznie rośnie. Pod koniec kwietnia 2024 r. kierowcy EV mogli w Polsce korzystać już z 830 takich urządzeń. „PEVO Index” zawiera także informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (621 punktów w kwietniu 2024 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (297), Szczecin (243), Poznań (214) i Kraków (204). Liczba punktów wzdłuż sieci TEN-T wyniosła na koniec kwietnia 2024 r. 690, co oznacza wzrost o 19% r/r.

Rynek zeroemisyjnych pojazdów używanych

„PEVO Index” zawiera również dane na temat oferty na rynku wtórnym elektromobilności w naszym kraju. Pod koniec kwietnia 2024 r. liczba ogłoszeń używanych BEV na portalu OTOMOTO wynosiła 4392. To wzrost o 75% r/r. Udział ogłoszeń samochodów całkowicie elektrycznych w łącznej liczbie ogłoszeń pojazdów używanych to 1,1%. Takie oferty odpowiadały za 0,7% wszystkich odsłon ogłoszeń na portalu OTOMOTO. Najpopularniejszymi modelami BEV na wtórnym rynku e-mobility w Polsce były Nissan Leaf (384 ogłoszenia w kwietniu 2024 r. ze średnią ceną 64 956 PLN), BMW i3 (295 ogłoszeń ze średnią ceną 82 884 PLN) oraz Tesla Model 3 (187 ogłoszeń ze średnią ceną 142 954 PLN).

„Polish EV Outlook” to najważniejsza, najbardziej kompleksowa analiza rynku zeroemisyjnego transportu w Polsce. PSNM od 5 lat prezentuje w swoim raporcie przekrojowy obraz rynku osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów elektrycznych, infrastruktury ładowania, struktury nabywców EV, zmian legislacyjnych oraz wpływu e-mobility na sektor elektroenergetyczny. „PEVO Index” to cykliczna, udostępniana co miesiąc wersja „Polish EV Outlook” zawierająca aktualizowane na bieżąco, kluczowe dane zawarte w pełnej wersji raportu, prezentowane w przystępnej, infograficznej formie.

Dane do „PEVO Index” dostarczają: PSNM, IBRM Samar oraz OTOMOTO.

Selena ESG zmienia się w Selena Energy

Selena ESG, należąca do Grupy Selena, czyli globalnego holdingu spółek zajmujących się produkcją i dystrybucją chemii budowlanej, zmienia nazwę na Selena Energy. Przedmiotem działalności spółki jest  wsparcie przedsiębiorstw w ich transformacji energetycznej i jej oferta obejmuje m.in. budowę instalacji fotowoltaicznych, magazyny energii czy ładowarki samochodowe.

Poprzedniczka Selena Energy, czyli Selena ESG, powstała w 2021 r. Początkowo firma łączyła dotychczasowe doświadczenia związane z wykorzystaniem profesjonalnych rozwiązań dla chemii budowlanej (m.in. wykorzystywanej w konstrukcjach dachowych) z rozwiązaniami OZE, w szczególności instalacjami fotowoltaicznymi (PV). Następnie oferta znacznie się rozrosła i do portfolio dodano: niestandardowe rozwiązania dla PV (lekkie konstrukcje na dachy o obniżonej nośności, panele elastyczne), magazyny energii, ładowarki samochodowe, construction management oraz systemy do kompleksowego zarządzania energią elektryczną w organizacji.

– Osią priorytetową rozwoju naszego biznesu są kwestie związane z energią: projektowanie i budowa źródeł wytwórczych zielonej energii, optymalizowanie jej zużycia, własna produkcja energii z OZE na potrzeby Grupy Selena, magazynowanie energii czy szeroko pojęta elektromobilność. Dlatego też zależy nam na tym, aby nazwa Spółki jednoznacznie kojarzyła się z głównym przedmiotem naszej działalności i w niedługim czasie stała się marką pierwszego wyboru wśród firm wspierających procesy transformacji energetycznej w przedsiębiorstwach. Przyjęta strategia rozwoju i działania na rynku wzmocniła nasze przekonanie, że nowa nazwa lepiej będzie korespondowała z kierunkiem obranym na przyszłość. Jestem przekonany, że nowa nazwa Selena Energy będzie wspierać nas w budowaniu pozycji eksperta w dziedzinie optymalizacji energetycznej, odnawialnych źródeł energii oraz szeroko rozumianej transformacji energetycznej w przedsiębiorstwach – ocenia Wojciech Tyburski, Prezes Zarządu Selena Energy.

Warto również podkreślić, że rozwiązania Selena Energy w obszarze instalacji fotowoltaicznych, energooszczędnych dachów przemysłowych, magazynowania i zarządzania energią oraz elektromobilności pozwalają na redukcję kosztów energii, obniżenie emisji CO2 i ograniczenie śladu węglowego.

– Polskie przedsiębiorstwa stoją obecnie przed potrzebą przeprowadzenia skutecznej transformacji energetycznej, wynikającej zarówno z wymogów biznesowych, jak i regulacji na szczeblu krajowym i europejskim. W Selena Energy doskonale zdajemy sobie sprawę z istotności oraz korzyści biznesowych i środowiskowych płynących z dobrze wdrożonej transformacji energetycznej. Szeroko rozumiana „zielona energia” się po prostu opłaca każdej firmie w dłuższym terminie. Co dla nas ważne, nowa nazwa Selena Energy oddaje ducha naszej organizacji w obszarze produktowym, komunikacyjnym i pracowniczym – zaznacza dr Anna Dębowska, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Selena Energy.

Osteopatia w leczeniu fizycznych skutków przewlekłego stresu

Osteopatia jest systemem diagnozowania i leczenia, który koncentruje się na strukturalnych i funkcjonalnych problemach w ciele. Pomaga w leczeniu różnych dolegliwości, w tym fizycznych skutków przewlekłego stresu, które są coraz powszechniejszym problemem zdrowotnym. Osteopata patrzy na człowieka jak na jedność, biorąc pod uwagę nie tylko układ ruchu, ale również układy trawienny, krążeniowy, nerwowy i hormonalny. W niniejszej analizie przyjrzymy się, w jaki sposób osteopatia może być użyteczna w łagodzeniu stresu, jakie są mechanizmy działania oraz jakie korzyści i ograniczenia związane są z tym podejściem.

Czym jest osteopatia?

Osteopatia, założona przez dr. Andrew Taylora Stilla w XIX wieku, opiera się na zasadzie, że ciało ma naturalne zdolności do samouzdrawiania. Osteopaci używają technik manualnych, aby poprawić ruchomość stawów, złagodzić napięcia mięśniowe, poprawić przepływ krwi i wspierać ogólny stan zdrowia. Kluczowym elementem osteopatii jest podejście holistyczne – leczenie nie tylko objawów, ale także przyczyn dolegliwości.

Stres: Współczesne wyzwanie

Stres jest naturalną reakcją organizmu na wyzwania i zagrożenia, jednak przewlekły stres może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych, takich jak choroby serca, zaburzenia snu, depresja, i osłabienie układu odpornościowego. Często towarzyszy mu napięcie mięśniowe, bóle głowy i problemy trawienne. Dlatego skuteczne zarządzanie stresem jest kluczowe dla zachowania zdrowia i dobrej jakości życia.

Osteopatia w leczeniu stresu

Osteopatia może być skutecznym narzędziem w łagodzeniu stresu na kilka sposobów:

1. Redukcja napięcia mięśniowego: Techniki osteopatyczne, takie jak masaż mięśniowo-powięziowy, mogą pomóc w rozluźnieniu napiętych mięśni, co często jest wynikiem stresu. Zmniejszenie napięcia mięśniowego prowadzi do ogólnego poczucia relaksacji.

2. Poprawa krążenia: Osteopaci pracują nad poprawą przepływu krwi i limfy, co może wspierać usuwanie toksyn z organizmu i dostarczenie większej ilości tlenu oraz składników odżywczych do tkanek. Lepsze krążenie sprzyja regeneracji organizmu i zmniejsza objawy stresu.

3. Regulacja układu nerwowego: Techniki osteopatyczne mogą wpływać na układ autonomiczny, który kontroluje odpowiedzi stresowe. Osteopaci mogą pomóc w przywróceniu równowagi między układem sympatycznym (odpowiedzialnym za reakcję „walcz lub uciekaj”) a parasympatycznym (odpowiedzialnym za relaksację i regenerację).

4. Holistyczne podejście: Osteopatia traktuje ciało jako całość, co oznacza, że podczas leczenia stresu osteopaci uwzględniają również inne aspekty zdrowia pacjenta, takie jak dieta, styl życia i inne czynniki psychologiczne.

Mechanizmy działania osteopatii w redukcji stresu

Redukcja napięcia mięśniowego

Stres często powoduje, że mięśnie stają się napięte, co prowadzi do bólu i dyskomfortu. Osteopaci używają różnych technik manualnych, aby złagodzić to napięcie. Na przykład, technika rozluźniania mięśniowo-powięziowego polega na delikatnym masażu i manipulacji, które pomagają uwolnić napięcie w tkankach miękkich. To z kolei może prowadzić do zmniejszenia poziomu kortyzolu, hormonu stresu, co poprawia samopoczucie pacjenta.

Poprawa krążenia

Poprawa przepływu krwi jest kluczowa w leczeniu stresu. Osteopaci mogą stosować techniki, takie jak manipulacja kręgosłupa i masaż, aby poprawić krążenie krwi. Lepsze krążenie pomaga dostarczyć tlen i składniki odżywcze do komórek, a także usuwa toksyny, co wspomaga procesy regeneracyjne organizmu.

Regulacja układu nerwowego

Stres wpływa na układ nerwowy, powodując reakcje, które mogą prowadzić do przewlekłych problemów zdrowotnych. Osteopatia może pomóc w regulacji układu nerwowego poprzez techniki, które stymulują układ parasympatyczny. Na przykład, delikatne manipulacje w obrębie czaszki mogą wpływać na centralny układ nerwowy, pomagając przywrócić równowagę między różnymi częściami autonomicznego układu nerwowego.

Korzyści z osteopatii w leczeniu stresu

Brak skutków ubocznych: W przeciwieństwie do wielu leków przeciwstresowych, osteopatia nie powoduje skutków ubocznych, co czyni ją bezpiecznym wyborem dla wielu pacjentów.

Indywidualne podejście: Osteopaci dostosowują swoje techniki do potrzeb każdego pacjenta, co zwiększa skuteczność leczenia.

Długotrwałe efekty: Regularne sesje osteopatyczne mogą prowadzić do trwałej poprawy stanu zdrowia, pomagając pacjentom lepiej radzić sobie ze stresem w dłuższej perspektywie.

Podsumowanie

Osteopatia może być skutecznym narzędziem w zarządzaniu stresem, oferując naturalne i holistyczne podejście do zdrowia. Poprzez techniki manualne, osteopaci mogą pomagać w redukcji napięcia mięśniowego, poprawie krążenia oraz regulacji układu nerwowego, co przyczynia się do ogólnej poprawy samopoczucia i zdrowia. Mimo pewnych ograniczeń, osteopatia stanowi wartościową alternatywę dla konwencjonalnych metod leczenia stresu, oferując pacjentom bezpieczne i efektywne sposoby na radzenie sobie z codziennymi wyzwaniami.

Memowe akcje znów szaleją? Powrót do 2021 roku na chwilę był bliski, ale rzeczywistość okazała się inna

Miniony tydzień przyniósł duże wahania cen akcji memicznych. Na chwilę można było nawet przenieść się w czasie do 2021 roku, czyli największej odnotowanej gorączki na meme stocks. Czasy się jednak zmieniły – akcje najpierw mocno zdrożały, a potem spadły, mimo wszystko kończąc tydzień na niewielkim wzroście.

„Akcje memiczne” narodziły się w zdominowanym przez pandemię 2021 roku. To właśnie wtedy, odizolowani w domach w wyniku globalnych lockdownów, inwestorzy indywidualni zaczęli udzielać się w społeczności  r/WallStreetBets na Reddit. W roku 2021, grupa liczyła około 9 mln członków (teraz jest to już nawet 14 mln), których cześć postanowiła zrobić na złość dużym inwestorom instytucjonalnym. Instytucje grały na spadki wybranych spółek, ocenianych jako nierokujące sukcesu (tzw. krótkie pozycje). Duże fundusze hedgingowe posiadały znaczące pozycje obstawiające spadki cen akcji – od Gamestop do AMC. Inwestorzy indywidualni pokazali swoją siłę kupując i podbijając cenę tych aktywów, wywołując przy tym duże straty tych funduszy.

Akcje Gamestop na początku 2021 były notowane na poziomie około 3,5 dolara, a już miesiąc później, cena na chwilę przekroczyła 1000 dolarów. Inne akcje memiczne także zaliczyły wzrosty, wynoszące ponad 1000 proc. Potem jednak, gorączka opadała – na koniec 2021 roku jedna akcja Gamestop kosztowała 37 dolarów, na koniec 2022 roku – 18 dolarów, a na początku maja tego roku, niewiele powyżej 10 dolarów. W tym czasie, zlikwidowano nawet fundusz ETF oparty o akcje memiczne z powodu braku zainteresowania.

W tym miejscu pojawił się nowy wpis na platformie X, pochodzący uczestnika grupy r/WallStreetBets Keitha Gilla, występującego pod pseudonimem @RoaringKitty. Wcześniej jego konto pozostawało nieaktywne, dlatego wpis zwrócił uwagę społeczności. Przedstawiał on grafikę, na której osoba grająca na konsoli przechyla się do przodu, sugerując, że napotkała trudniejszego przeciwnika lub wyzwanie. Ten wpis stał się sygnałem do ponownego zakupu akcji memicznych przez inwestorów. We wtorek, akcje Gamestop sięgnęły nawet poziomu 65 dolarów. Potem jednak cena zaczęła spadać, kończąc tydzień na poziomie około 22 dolarów.

Można żatem powiedzieć, że na chwile przniesliśmy się w czasie do 2021 roku. Wszystko jednak szybko się skończyło, choć ostatecznie, akcje zakończyły miniony tydzień wzrostami. Dlaczego oceniamy, że powrót do gorączki akcji memicznych podobnej do tej sprzed 3 lat jest obecnie mało prawdopodobny?

Co prawda inwestorzy indywidualni są dziś nawet jeszcze ważniejsi na rynku niż w 2021 roku (grupa r/WallStreetBets wzrosła z 9 do 14 mln uczestników), to jednak mają za sobą więcej doświadczenia. Od 2021 roku, ceny akcji memicznych systematycznie szły w dół. Koszyk akcji memicznych stworzony przez eToro spadł w tym czasie o ponad 2/3, a wybrane akcje straciły jeszcze bardziej.

Istotny jest także kontekst: skończyła się pandemia, mocno zmniejszyły się dodatkowe oszczędności na rachunkach inwestorów, wynikające z sytuacji. Do tego, wskaźniki nastrojów inwestorów są niższe, stopy procentowe – znacznie wyższe. Krótkie pozycje na akcjach, które w roku 2021 roku zadziałały na inwestorów jak płachta na byka, są znacznie mniejsze. To oznacza, że szanse na drugą gorączkę akcji memicznych są obecnie niewielkie. Nie można jednak wykluczyć, że inwestorzy indywidualni nie powiedzieli jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Spadek inflacji w USA wspiera złotego

Odczyt amerykańskiej inflacji za kwiecień w dużej mierze pokrył się z oczekiwaniami, delikatne słabsze od oczekiwań momentum głównej miary wsparło jednak waluty rynków wschodzących. Na takim rozwoju wydarzeń zyskał złoty, który w maju jest jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie. Kurs EUR/PLN spadł pod koniec tygodnia poniżej 4,26. Niewykluczone, że polska waluta nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, szczególnie jeśli dane o aktywności gospodarczej okażą się sprzyjające.

Wspomniane wyżej zaskoczenie wpłynęło na silną wyprzedaż walut safe haven – na samym dnie zestawienia walut G10 za miniony tydzień znalazły się frank szwajcarski oraz dolar amerykański. Zyskały aktywa ryzykowne oraz surowce – ceny na rynkach akcji poszybowały do rekordowych wartości, a niekwestionowanym zwycięzcą tygodnia było chilijskie peso, które wspierane było dodatkowo przez silny wzrost cen miedzi.

Parę kolejnych tygodni będzie wyjątkowo spokojne pod względem publikacji makroekonomicznych i posiedzeń głównych banków centralnych. W najbliższych dniach uwaga skupi się na wstępnych odczytach wskaźników PMI z największych gospodarek (czwartek 23.05). Rynki spodziewają się ich niewielkiej poprawy. Są one szczególnie istotne dla Europy – w Stanach, jak się wydaje, straciły nieco swój potencjał prognostyczny. Zaskoczenia w górę PMI mogą wesprzeć tezę, że europejskie gospodarki nabierają tempa, wzmacniając wyprzedaż dolara. Tygodnia dopełni odczyt inflacji w Wielkiej Brytanii (środa 22.05).

PLN

Za złotym świetny tydzień. Korzystny sentyment do ryzyka na świecie pozwolił polskiej walucie na umocnienie się, a kurs EUR/PLN spadł pod koniec tygodnia poniżej 4,26. Oznacza to, że para znalazła się bardzo blisko minimów z kwietnia.

Lokalnie uwaga skupiła się na danych o inflacji za kwiecień i dynamice PKB w I kwartale. Pierwsze z nich nie wywołały większych emocji – główna miara nie uległa rewizji (2,4%), a bazowa wyniosła zgodnie z konsensusem Bloomberga 4,1%. Bardziej interesujący był wzrost gospodarczy, który w ujęciu rocznym był nieco powyżej oczekiwań (1,9%), zaś w kwartalnym poniżej (0,4%). Szczegóły poznamy przy publikacji drugiego odczytu na początku czerwca, nie jest to jednak szczególnie imponujący rezultat.

Ten tydzień przyniesie pierwsze twarde dane z początku II kwartału. W środę (22.05) uwaga skupi się na rynku pracy i produkcji przemysłowej, w czwartek (23.05) zaś na sprzedaży detalicznej. Złoty radzi sobie nieźle, ośmielające sygnały dotyczące aktywności gospodarczej mogą go jednak jeszcze bardziej umocnić.

EUR

Komunikaty z Europejskiego Banku Centralnego coraz silniej wskazują, że cięcie stóp procentowych w czerwcu jest nieuniknione, a wszelkie dalsze ruchy pozostają bardzo niepewne i zależne od danych. Rynki zdają się oczekiwać jednej lub maksymalnie dwóch dodatkowych obniżek, co w naszej opinii jest zasadne, szczególnie jeśli momentum europejskiej gospodarki wzrośnie, co zmniejszy pilność złagodzenia polityki monetarnej.

Uważamy, że w średnim terminie zbyt niska wycena euro, odporny popyt w bloku i ożywienie gospodarcze w Chinach będą wspierać wspólną walutę.

USD

Ogromna ulga na rynkach finansowych spowodowana bardzo łagodnym zaskoczeniem w dół odczytem inflacji za kwiecień utwierdza nas w przekonaniu, że dotyczące go obawy były bardzo duże, a inwestorzy utrzymują długie pozycje na dolarze. Główna miara znalazła się w ujęciu miesięcznym nieco poniżej oczekiwań, podobnego zaskoczenia nie odnotowaliśmy jednak w zakresie miary bazowej. Co więcej, inflacja w usługach wciąż pozostaje wysoka (powyżej 5%).

Czeka nas teraz zastój w danych z USA. W tym tygodniu nie poznamy żadnych zdolnych poruszyć rynek odczytów, spodziewamy się więc, że dolar w dalszym ciągu będzie tracił, jako że nawis długich pozycji będzie redukowany.

GBP

Majowe posiedzenie Komitetu Polityki Pieniężnej nie dało odpowiedzi na pytanie, czy w czerwcu dojdzie do obniżki stóp procentowych. Będzie to zależało od danych, które poprzedzą ogłoszenie decyzji – dotyczy to szczególnie dwóch odczytów inflacyjnych. Pierwszy zostanie opublikowany w tym tygodniu (środa 22.05). Konsensus przewiduje kolejny duży spadek obu miar w skali roku, wiedziony przez efekt bazy, co mogłoby utorować drogę do czerwcowego cięcia. W czwartek (23.05) poznamy wstępne odczyty wskaźników PMI w maju. Oczekuje się, że będą one dobre, zakładamy jednak, że będą miały mniejszy wpływ na handel funtem.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Dobre nastroje na rynkach oraz kolejny rekord złota

W miniony piątek indeksy z Wall Street uległy niewielkiej zmienności i pozostały w obrębie historycznie maksymalnych poziomów. Dow Jones urósł o 0,3 proc. i przekroczył poziom 40 tys. pkt., SP500 zamknął dzień na plusie z wynikiem +0,1 proc. Jedynie technologiczny Nasdaq100 spadł o 0,1 proc. W Europie DAX został przeceniony o 0,2 proc. Kurs EURUSD praktycznie nie uległ zmianie. Podczas gdy amerykańskie akcje straciły na sile w ubiegły czwartek i piątek, w ciągu tygodnia mocno wzrosły. Odczyty inflacyjne z minionego tygodnia z USA okazały się nieco niższe a sprzedaż detaliczna rozczarowała, co podsyciło optymizm inwestorów co do obniżek stóp procentowych przez Fed w tym roku. Dziś o poranku złoto wyznacza nowy maksymalny poziom ok 2450 USD/oz.

Wielu przedstawicieli Fed powtórzyło w zeszłym tygodniu, że instytucja będzie musiała uzbroić się w cierpliwość i pozostawić wyższe stopy procentowe przez dłuższy czas, ponieważ inflacja nadal utrzymuje się w gospodarce. Powell dał jasno do zrozumienia, że jego zdaniem Fed będzie potrzebował więcej danych, aby ocenić, czy inflacja stale spada w kierunku celu 2 proc. Michelle Bowman wypowiedziała się w dość „jastrzębim” tonie, mówiąc, że spodziewa się utrzymania inflacji na podwyższonym poziomie i powtórzyła, że nie wyklucza podniesienia poziomu kosztu pieniądza, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Kontrakty Fed Funds Futures wyceniają obecnie 10 proc. szans na obniżkę stóp procentowych w czerwcu w USA. Bardziej realnym terminem jest wrzesień a następnie grudzień. Wszystko wskazuje na to, że ostatnie prognozy Fed-u dotyczące trzech obniżek w tym roku nie zrealizują się w pełni.

Wciąż dobre nastroje na rynkach zobrazowane wysokimi poziomami indeksów giełdowych i jednoczesne wzrosty kursu głównej pary walutowej (co wynika głównie ze słabości USD) powodują, że złoty nadal jest silny. Kurs EUR/PLN znajduje się aktualnie w obrębie wsparcia horyzontalnego, które wynika z minimów ustanowionych w okolicach 10 kwietnia tego roku. Para USD/PLN boryka się obecnie z poziomem 3,91. W tym wypadku pokonanie tego pułapu może otworzyć drogę w stronę 3,8850 – dołek z końca grudnia 2023 roku. Kluczowe bariery techniczne rodzą jednak ryzyko korekty notowań, przynajmniej w krótkim terminie.

W tym tygodniu kalendarz makro będzie umiarkowanie zapełniony kluczowymi pozycjami. Na pierwszy plan wysuwają się PMI dla Europy oraz dla USA. Tutaj szczególnie istotna wydaje się być wielkość poprawy w europejskim przemyśle. W kontekście czerwcowej decyzji EBC rynek z pewnością będzie chciał ocenić publikację dotyczącą wskaźnika płac negocjowanych za pierwszy kwartał tego roku. „Minutki” z ostatniego posiedzenia FOMC raczej nie powinny wnieść niczego przełomowego i prawdopodobnie potwierdzą, że czas na obniżki oddalił się w porównaniu do założeń sprzed kilku miesięcy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Katastrofa w Iranie bez większego wpływu na rynki

Wypadki lotnicze, w których umierają głowy państw, mają często bardzo daleko idące konsekwencje. Na razie rynki walutowe reagują spokojnie, ale wśród analityków geopolitycznych wrze. W tle rekordowe ceny złota.

Wypadek lotniczy w Iranie

W weekend doszło do śmiertelnego wypadku z udziałem rządowego śmigłowca w Iranie. Wśród ofiar jest m.in. prezydent tego kraju. Rynki na razie reagują spokojnie, ale widać pewną nerwowość szczególnie na surowcach. Ropa jest jeszcze względnie stabilna, nawet biorąc pod uwagę to, że rynek jest ostatnio pod silną presją wydarzeń na Bliskim Wschodzie i otwarcia po weekendzie potrafią być burzliwe. Brakuje informacji co dalej w kwestii politycznych następców. W zależności od tego, kto obejmie stanowisko, można bowiem spodziewać się zmiany dynamiki wydarzeń w regionie.

Złoto przebija 2450 USD za uncję

Dzisiaj nad ranem notowania złoto po raz pierwszy w historii przebiły poziom 2450 dolarów za uncję. Wielu analityków wskazuje na możliwe powiązanie obecnych wzrostów z niepokojem na Bliskim Wschodzie. Nie brakuje jednak głosów, że powodów jest znacznie więcej. Na rynku głośno mówi się o dużych zakupach kolejnych banków centralnych. Wiele osób wskazuje też bardzo słabego ostatnio dolara amerykańskiego. To właśnie słabnący dolar przekłada się na wzrosty cen surowców. W przypadku złota dochodzi jeszcze dodatkowy element, którym jest poszukiwanie miejsc do inwestowania. Nadchodzące spadki stóp procentowych powinny bowiem zacząć powodować, że na obligacjach stopy zwrotu będą spadać, więc kapitał już teraz szuka innych miejsc. Pozostaje zawsze otwartym pytanie, czy obecna cena ma szansę się utrzymać, część analityków wskazuje, że tak szybki wzrost ma charakter spekulacyjny.

Dane z Chin

W piątek poznaliśmy pakiet danych z Chin. To, co zasługuje na szczególną uwagę, to fakt, że znów szybciej rośnie produkcja przemysłowa niż sprzedaż detaliczna. Był moment, kiedy gospodarka Państwa Środka chciała się przestawiać na konsumpcję wewnętrzną, pytanie, czy jest to zmiana tej polityki. Warto też zwrócić uwagę, że produkcja przemysłowa wypadła również wyraźnie powyżej oczekiwań, podobnie jak poniżej wypadła sprzedaż detaliczna. W dół idą również ceny nieruchomości. W ciągu ostatnich dwóch lat w ujęciu rocznym był tam tylko jeden miesiąc wzrostowy, ale było to symboliczne odbicie o 0,1%. Warto jednak pamiętać, że obecna przecena, pomimo tego, że w skali roku wynosi zaledwie 3,1%, jest najwyższy w tym okresie. Kurs juana względem dolara amerykańskiego nie zmienił się po tej publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Banki centralne Europy Środkowej i Wschodniej robią sobie przerwę – obniżka stóp procentowych w Polsce być może dopiero pod koniec roku

  • Rosnące ceny żywności i energii położyły kres szybkiej dezinflacji w Polsce, Czechach i na Węgrzech i w związku z tym Allianz Trade spodziewa się, że do końca 2024 r. inflacja ponownie wzrośnie powyżej docelowych przedziałów banków centralnych. Z kolei w Rumunii inflacja pozostała bardziej stabilna.
  • W rezultacie zakładamy spowolnienie tempa obecnych cykli łagodzenia polityki pieniężnej w Czechach i na Węgrzech, podczas gdy Rumunia i Polska poczekają z obniżkami stóp procentowych do końca tego roku.
  • Tymczasem w Turcji inflacja ma wzrosnąć do ponad 70% w tym miesiącu, a następnie zacząć spadać do około 40% do końca 2024 roku. Turecki bank centralny prawdopodobnie utrzyma swoją stopę procentową na niezmienionym poziomie 50% do czasu aż inflacja ostatecznie spadnie poniżej tego poziomu pod koniec bieżącego roku. Pierwsza obniżka stóp procentowych w Turcji jest możliwa w 4 kwartale 2024 r.

Dezinflacja dobiegła końca na kluczowych rynkach w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) i Allianz Trade spodziewa się, że do końca 2024 roku inflacja ponownie wzrośnie lub pozostanie powyżej docelowych przedziałów banków centralnych. Spadek inflacji cen konsumpcyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej w ubiegłym roku był większy niż można było oczekiwać, głównie ze względu na silne efekty bazowe, a mianowicie gwałtowne osłabienie cen żywności i energii po ich gwałtownym wzroście od 2022 r. do początku 2023 r. (zob. wykres poniżej na przykładzie Polski). Najnowsze dane za kwiecień pokazują jednak odbicie inflacji w Polsce (2,4% r/r, w marcu 2,0%), Czechach (2,9% r/r, w marcu 2,0%) i na Węgrzech (3,7% r/r, w marcu 3,6%).

Wykres 1: Składniki inflacji w Polsce

Wykres 1: Składniki inflacji w Polsce

Źródła: LSEG Datastream, Główny Urząd Statystyczny, Allianz Research

Odwrócenie tendencji wynikało głównie z silniejszego wzrostu cen żywności; w Polsce przyczyniło się do tego ponowne wprowadzenie wyższego podatku VAT. W Polsce i Czechach pewna rolę odegrał również wzrost cen paliw, podążając za niedawnym wzrostem cen ropy naftowej na świecie. Wyższej inflacji cen żywności i energii należy spodziewać się również w pozostałej części roku, w miarę zanikania wyżej wspomnianych efektów bazowych. Tymczasem w Rumunii inflacja pozostała bardziej stabilna; z drugiej strony – choć w kwietniu spadła do 5,9% r/r, to była najwyższa w regionie. Patrząc w przyszłość Allianz Trade spodziewa się, że do końca 2024 roku inflacja zasadnicza ponownie wzrośnie powyżej przedziałów docelowych banków centralnych: w Polsce (4,6% r/r w grudniu), Czechach (3,7%) i na Węgrzech (4,8%) a w Rumunii pozostanie na wysokim poziomie (4,7%).[1] Przyjmuje się, że w 2025 r. inflacja będzie stopniowo spadać i powróci do górnej połowy docelowych przedziałów, z wyjątkiem Rumunii, gdzie może to potrwać do początku 2026 r. (wykres 2).

Wykres 2: Perspektywy inflacji w Europie Środkowo-Wschodniej

Wykres 2: Perspektywy inflacji w Europie Środkowo-Wschodniej

Źródła: LSEG Datastream, statystyki krajowe, Allianz Research

Oczekujemy, że polityka pieniężna w Europie Środkowo-Wschodniej do końca 2025 r. będzie prowadzona ostrożnie – uwzględniając tym samym perspektywy inflacyjne, a banki centralne prawdopodobnie utrzymają realne stopy procentowe na dodatnim poziomie. Oprócz opisanego powyżej uzasadnionego oczekiwanego odbicia inflacji istnieje szereg innych powodów na rzecz ostrożnej polityki pieniężnej w nadchodzących kwartałach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w tym: oczekiwanie bardziej umiarkowanego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed i być może także EBC, niepewność co do cen ropy naftowej w następstwie trwającego kryzysu na Bliskim Wschodzie, a także silny wzrost płac i luźna polityka fiskalna w Polsce, na Węgrzech i w Rumunii (obawy te są mniej wyraźne w Czechach). Co więcej, wskaźniki aktywności gospodarczej za I kwartał wskazują na poprawę perspektyw wzrostu napędzanego popytem krajowym (w szczególności w sektorze usług), co oznacza, że w tym roku może być wymagana mniejsza stymulacja monetarna (dla podtrzymania wzrostu gospodarczego). W tym kontekście Allianz Trade spodziewa się, że polski bank centralny, który rozpoczął cykl łagodzenia polityki pieniężnej w Europie Środkowo-Wschodniej dwiema obniżkami stóp we wrześniu-październiku 2023r., utrzyma stopę procentową na niezmienionym poziomie 5,75% co najmniej do III kwartału 2024 r., a następnie może obniżyć ją o 25 pb w IV kwartale, gdy ponowny wzrost inflacji dobiegnie końca.

Rumuński bank centralny jeszcze nie zmienił stóp, ale oczekuje się, iż obniży stopę procentową o 75 pb w drugiej połowie 2024 r., do 6,25% na koniec roku. Czechy obniżyły swoją stopę procentową łącznie o 175 pb w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, ale oczekiwać można, że spowolnią swój cykl łagodzenia polityki pieniężnej poprzez dalszy łączny spadek o 100 pb do 4,25% na koniec 2024 r. Cykl łagodzenia polityki pieniężnej na Węgrzech był jak dotąd najbardziej agresywny, z siedmioma obniżkami stóp o łącznej wartości 525 pb od października 2023 r., ale spowolnił już w kwietniu. Allianz Trade spodziewa się kolejnej obniżki o 50 pb w tym tygodniu, a następnie pięciu kolejnych cięć o 25 pb w pozostałej części roku, tak aby stopa procentowa na koniec roku wyniosła około 6,00%. W 2025 r. prognozujemy dalsze umiarkowane obniżki stóp w całym regionie, zasadniczo zgodnie ze spadającą inflacją, ale mimo tego pod koniec przyszłego roku stopy procentowe prawdopodobnie nadal będą wyższe niż przed pandemią (wykres 3).

Wykres 3: Perspektywy stóp procentowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Wykres 3: Perspektywy stóp procentowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Źródła: LSEG Datastream, statystyki krajowe, Allianz Research

Zakładać można, że inflacja zasadnicza w Turcji będzie stopniowo spadać po osiągnięciu szczytowego poziomu w tym miesiącu, co pozwoli bankowi centralnemu na rozpoczęcie ostrożnego łagodzenia polityki pieniężnej w IV kwartale. Przejście na bardziej ortodoksyjne stanowisko w polityce gospodarczej po wyborach parlamentarnych w maju 2023 r. – na przykład główna stopa procentowa została podniesiona z 8,5% do 50,0% do marca 2024 r. – doprowadziło do silnego, stałego odbicia inflacji z 38,2% r/r w czerwcu 2023 r. do 69,8% w kwietniu 2024 r., głównie z powodu podwyżek podatków, gwałtownej deprecjacji liry tureckiej TRY po tym, jak Centralny Bank Turcji (CBRT) wstrzymał nadmierne interwencje walutowe oraz po znacznej podwyżce płacy minimalnej na początku 2024 r. Allianz Trade spodziewa się, że w ty miesiącu inflacja jeszcze wzrośnie, do około 74% r/r, ale później powinna zacząć spadać, ponieważ zadziałają efekty bazowe gwałtownego wzrostu w połowie 2023 r. Środki oszczędnościowe ogłoszone w ubiegłym tygodniu przez tureckie Ministerstwo Finansów – głównie zamrożenie większości publicznych projektów budowlanych i nieistotnych zakupów sektora publicznego – powinny wspomóc obniżyć inflację w nadchodzących latach. Zakładając, że ortodoksyjne stanowisko polityczne zostanie utrzymane, a nieco zarządzalny kurs wymiany (pozwalający na miesięczną deprecjację TRY o 1,0% do 1,5%) będzie kontynuowany, Allianz Trade prognozuje stopy inflacji na koniec roku na poziomie około 40% w 2024 r. i 20% w 2025 r. . CBRT nadal zapewne będzie zaangażowany w restrykcyjną politykę pieniężną i utrzyma stopę procentową na poziomie 50,0%, dopóki inflacja nie spadnie poniżej tego poziomu pod koniec tego roku. Oczekujemy, że CBRT rozpocznie stopniowy cykl łagodzenia polityki pieniężnej w IV kwartale, prognozując stopy procentowe na koniec roku na poziomie około 45% w 2024 r. i 25% w 2025 r., utrzymując tym samym przez cały czas realną stopę procentową na dodatnim poziomie (wykres 4 poniżej). Ryzyko odbicia w górę (wyższa inflacja i stopy procentowe) wynikałoby z przerwania procesu zacieśniania polityki fiskalnej, zbyt wczesnego rozpoczęcie łagodzenia polityki pieniężnej a także znacznego pogorszenie warunków finansowania zewnętrznego, co może doprowadzić do silniejszej deprecjacji TRY niż obecnie zakładana.

Wykres 4: Perspektywy inflacji, stóp procentowych i kursu walutowego w TurcjiWykres 4: Perspektywy inflacji, stóp procentowych i kursu walutowego w Turcji

Źródła: LSEG Datastream, statystyki krajowe, Allianz Research

[1] Docelowe przedziały inflacji banku centralnego to 2,0% ± 1pp w Czechach, 2,5% ± 1pp w Polsce i Rumunii oraz 3,0% ± 1pp na Węgrzech.

Co trzeci Polak planuje remont lub rozbudowę domu. Tylko połowa finansuje to z bieżących środków

Nadchodzące lato, jak co roku, zachęca Polaków do odświeżenia swoich domów. Już blisko co trzeci badany zamierza przeprowadzić większy remont bądź zakupić sprzęt do ogrodu czy warsztatu. Wśród najczęściej planowanych zakupów do domu znajdują się farby do wnętrz oraz kwiaty i rośliny. Takie dane płyną najnowszej edycji raportu Current Consumer Mood przygotowanego przez GfK – An NIQ Company.

Od wybuchu pandemii aż do końca 2023 roku polscy konsumenci byli w negatywnych nastrojach. Od stycznia br. wskaźnik barometru wreszcie znalazł się na plusie (i utrzymuje się na nim aż do dziś), co znajduje odzwierciedlenie w wielu sektorach handlu, w tym m.in. na rynku DIY.

– Wyczekiwana stabilizacja na rynku i w całej gospodarce oraz rozpoczynający się sezon letni skutecznie zachęciły Polaków do zadbania o swoje najbliższe otoczenie. Obecnie już 31 proc. badanych planuje większy remont lub rozbudowę domu – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK – An NIQ Company.

Malowanie na pierwszym planie

Z najnowszej fali badania Current Consumer Mood wynika, że Polacy najczęściej planują odświeżenie ścian w swoich czterech kątach. Aż połowa konsumentów (spośród tych, którzy zamierzają przeprowadzić remont) planuje w najbliższym czasie zakup białych lub kolorowych farb do wnętrz. Co trzeci nabywca uda się do sklepu w poszukiwaniu drzwi, okien, paneli podłogowych lub elementów oświetlenia (kloszy, abażurów, lamp itd.). Z kolei co czwarty ankietowany zamierza kupić artykuły dekoracyjne do domu.

Głównym źródłem finansowania remontów pozostają własne, bieżące środki, jednak w ten sposób koszty pokryje zaledwie 52 proc. badanych. Aż 15 proc. Polaków zrealizuje remont dzięki kredytowi, 12 proc. będzie musiało zlikwidować lokatę bankową, a 9 proc. pożyczy pieniądze od rodziny lub znajomych.

Dbamy także o ogrody

W najbliższym czasie Polacy równie intensywnie planują zadbać o swoje ogrody czy balkony. Podobnie jak w przypadku remontów, co trzeci badany planuje w zakup sprzętu ogrodowego lub warsztatowego. – W ostatnich latach, głównie w wyniku pandemii i silnej izolacji, Polacy jeszcze mocniej docenili potencjał i zalety przydomowych ogrodów, tarasów oraz balkonów. Zbliżający się sezon urlopowy to doskonała okazja, aby spędzić w nich nieco więcej czasu – mówi Anna Bańka, consultant w GfK – An NIQ Company. Połowa ankietowanych, spośród tych, którzy planują zakupy w sklepach ogrodowych, chce kupić kwiaty i rośliny. Z kolei 34 proc. z nich zdecyduje się na zakup nawozów, podłoża, oprysków lub innej chemii do roślin.

Według danych z raportu Current Consumer Mood Polacy będą chętnie kupować również meble i dodatki do ogrodu, narzędzia (elektryczne oraz ręczne), a także grille i akcesoria do grillowania.

Sądy w I kwartale br. wyraźnie przyspieszyły. Coraz sprawniej obsługują sprawy frankowiczów

W I kwartale br. liczba załatwionych spraw frankowych w sądach okręgowych wzrosła o 41% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. W tej kwestii rdr. na największym plusie znalazł się SO Warszawa-Praga w Warszawie ze zwyżką o blisko 137%. Dalej widać SO we Wrocławiu – prawie 94%, a także SO w Gdańsku – ponad 61%. Z kolei najwięcej spraw zostało załatwionych w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Eksperci twierdzą, że to dość optymistyczny sygnał. Jednocześnie podkreślają, że tempo orzekania w całym kraju jeszcze bardziej się poprawi, gdy sądy będą miały należycie obsadzone stanowiska. Jednak do tego potrzebna jest rzetelna reforma całego sądownictwa, w tym procedury cywilnej.

Dwucyfrowy wzrost

Jak wynika z danych z 47 sądów okręgowych, w I kw. 2024 roku załatwiono w nich prawie 16,5 tys. spraw frankowych. To o 41% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było niespełna 11,7 tys. W opinii radcy prawnego Adriana Goski z Kancelarii SubiGo, ten wzrost sugeruje polepszenie efektywności sądów. Doświadczenie sędziów w tym temacie zwiększa się, co przyczynia się do szybszego przeprowadzania postępowań. Narastająca presja czasowa związana z dużym nagromadzeniem spraw frankowych może również motywować sądy do przyspieszenia procesów rozstrzygania.

– Przypuszczam, że do wzrostu liczby załatwionych spraw frankowych przyczynił się rosnący wpływ pozwów. Być może sędziowie są skłaniani do bardziej intensywnego wysiłku. Wiemy, że w niektórych sądach wprowadzono zmiany organizacyjne, ale to nie jest najważniejszy czynnik. Znaczenie ma też orzecznictwo TSUE, które już rozstrzygnęło wiele problematycznych kwestii w tym zakresie. To powoduje, że jest coraz mniej znaków zapytania w tego typu sporach – komentuje dr hab. Michał Wojciech Bitner z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak zaznacza adwokat dr Przemysław Buczkowski z Uczelni Łazarskiego w Warszawie, pod pojęciem załatwienia sprawy mieści się nie tylko uwzględnienie powództwa. Obejmuje ono także inne rozstrzygnięcia merytoryczne i niemerytoryczne. Do tej pierwszej kategorii, poza uwzględnieniem powództwa, zaliczają się również te, które polegają na jego oddaleniu. W drugiej zaś mamy m.in. umorzenie postępowania np. wobec zawarcia ugody przez strony postępowania, ale także postanowienia o zawieszeniu postępowania. Tych ostatnich zapada zapewne znacząca liczba w związku z upadłością jednego z banków (Getin Noble Bank S.A.). Ekspert dodaje, że można też zaobserwować rosnącą popularność ugód zawieranych przez kredytobiorców z bankami w toku procesu frankowego.

– Banki przygotowują coraz bardziej atrakcyjne propozycje ugodowe dla kredytobiorców. Powoduje to, że frankowicze częściej decydują się na wcześniejsze zakończenie sporu, co jest oczywiście korzystne dla obu stron. Z racji dużej ilości spraw frankowych, ugody mogą być mechanizmem, który odciąży sądy, a także pozwoli na jeszcze szybsze finalizowanie sporów frankowych – podkreśla Joanna Rodek-Kietlińska, radca prawny w BWHS Wojciechowski Springer i Wspólnicy.

Analizując dane z I kw. 2024 roku, można zauważyć, że najwięcej spraw frankowych zostało załatwionych w SO w Warszawie – 5009 (rok wcześniej – 3867, +29,5% rdr.). Dalej widać SO w Poznaniu – 1051 (rok wcześniej – 784, +34,1% rdr.), Gdańsku – 956 (593, +61,2% rdr.), Warszawa-Praga w Warszawie – 850 (359, +136,8% rdr.), SO we Wrocławiu – 832 (429, +93,9% rdr.), a także w Krakowie – 746 (501, +48,9% rdr.).

– Widać więc, że blisko jedna na trzy załatwione sprawy frankowe w Polsce przypada na SO w Warszawie, gdzie funkcjonuje wyspecjalizowany wydział. W innych sądach, zwłaszcza tych w największych miastach, kluczowe znaczenie może mieć specjalizacja sędziów. Oni mogli skupić się na rozstrzyganiu sporów tylko z tego zakresu. Powyższe dane świadczą o zmianach na lepsze, bo zawsze wzrost załatwialności spraw jest czymś pozytywnym dla interesantów sądu – dodaje dr hab. Bitner.

Optymistyczny sygnał i problemy

Choć rdr. wzrosła liczba załatwionych spraw frankowych, to pozostaje ona mniejsza od liczby składanych pozwów. Ta ostatnia wyniosła w I kwartale tego roku ok. 23,2 tys. Rok wcześniej odnotowano ok. 18,7 tys. Dr Buczkowski przekonuje, że od wielu lat sądy mierzą się z zaległościami w załatwianiu spraw. Poza „wysypem” sporów frankowych, trzeba zwrócić uwagę na sytuację kadrową. Liczba sędziów w wielu ośrodkach orzeczniczych dramatycznie nie przystaje do liczby wpływających pozwów. Zdaniem eksperta, odwrócenie ogólnej proporcji liczby spraw wpływających i załatwionych wydaje się obecnie marzeniem ściętej głowy. Z tak postawioną tezą zgadza się również mec. Adrian Goska, który jednocześnie dodaje, że sytuacja wyraźnie się poprawi wówczas, gdy sądy będą miały należycie obsadzone stanowiska. Do tego musi dojść do rzetelnej reformy całego sądownictwa, w tym procedury cywilnej.

– Długość postępowania sprawy frankowej zależy głównie od obłożenia sądów. Czas oczekiwania na zakończenie postępowania w I instancji jest inny w każdej apelacji. Różnica w oczekiwaniu na prawomocny wyrok w Warszawie, a np. w Rzeszowie, jest naprawdę ogromna. W mojej ocenie, takie czynniki, jak skomplikowanie sprawy czy podejście stron do sporu, nie mają obecnie dużego wpływu na długość postępowania – zaznacza mec. Rodek-Kietlińska.

Na uwagę zasługuje sytuacja w Sądzie Okręgowym w Warszawie. W I kw. br. liczba załatwionych w nim spraw frankowych była większa od ilości złożonych pozwów z tego zakresu (odpowiednio 5009 i 3818). Dla porównania, rok wcześniej wyglądało to inaczej (załatwiono – 3867, wpłynęło – 5796). Jak stwierdza ekspert z Kancelarii SubiGo, ten optymistyczny sygnał to efekt wprowadzonej w połowie kwietnia ubiegłego roku nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego. Ona miała na celu przyspieszenie i usprawnienie procesów sądowych. Ekspert podkreśla, że zmiany objęły m.in. uproszczenie niektórych procedur oraz lepszą organizację pracy sądów. A to mogło znacząco przyczynić się do szybszego przepływu spraw.

– Możemy się spodziewać, że w najbliższym czasie liczba załatwionych spraw będzie większa. Z jednej strony, zakończą się sprawy z okresu największego wpływu pozwów. Z drugiej, zawieranych będzie coraz więcej ugód – stwierdza radca prawny w BWHS Wojciechowski Springer i Wspólnicy.

Szybkim załatwieniem spraw frankowych zainteresowani są przede wszystkim kredytobiorcy, o czym przekonuje dr Buczkowski. Jak podkreśla ekspert, stosowane przez pozwane banki strategie obrony przed roszczeniami frankowiczów pokazują determinację tych pierwszych w doprowadzeniu do korzystnego rozstrzygnięcia i przekładają się na wydłużenie postępowań, także w nadziei na przechylenie się szali na korzyść banków. Wydaje się jednak, że to płonna nadzieja, biorąc pod uwagę obecne tendencje orzecznicze, w tym uchwałę SN z 25 kwietnia br. (III CZP 25/22).

– Byłoby świetnie, gdybyśmy w przyszłości mieli system, który da nam wiedzę na temat kosztów załatwiania spraw bankowych w różnych sądach. Kiedyś przyjdą czasy, że taka rachunkowość stanie się standardem w administracji. W niektórych jednostkach już to się dzieje, głównie ze względu na wymagania w zakresie kontroli zarządczej. Dyrektorzy czy kierownicy uznali, że takie informacje są im potrzebne. Natomiast w sądach zapewne będą się bronić przed takim rozwiązaniem – podsumowuje dr hab. Bitner z WPiA UW.

Inflacja bazowa w Polsce spada wolniej od oczekiwań. Bitcoin odbija, korekta na dolarze

Pomimo ostatnich sukcesów mierzonych inflacją konsumencką w Polsce nadal mamy pewne sygnały ostrzegawcze. Jednym z nich jest inflacja bazowa, która ma obecnie znacznie wyższe poziomy. Za oceanem korekta na dolarze mimo danych.

Inflacja bazowa wciąż wysoka

Wczorajsze dane o inflacji bazowej tylko potwierdzają to, co dano nam do zrozumienia na ostatniej konferencji prezesa NBP – nie należy się za szybko spodziewać obniżek stóp procentowych. Inflacja bazowa spadła do 4,1%, zamiast do oczekiwanych 4,0%. Poziom jest zatem wyższy o 1,7%, pomimo lepszych niż w zeszłym roku zbiorów. Warto zwrócić uwagę, że lepsze zbiory to nie tylko fenomen lokalny, ale ogólnie na rynkach światowych żywność tanieje. W Polsce wzrost stawki VAT oczywiście spowodował, że zmiana ta nie jest tak odczuwalna. Problemem dla inflacji są jednak ceny ropy naftowej. Obecnie mamy co prawda sporą przecenę, w perspektywie tygodni. W perspektywie roku, czyli tak jak liczona jest inflacja, baryłka jest jednak o 10% droższa niż rok temu.

Korekta na kryptowalutach

Bitcoin znów wraca do łask. Po tym, jak kilka tygodni oscylował w okolicach 62 000 dolarów, znów odbił w okolice 66 000, blisko maksimów z drugiej połowy kwietnia. Analitycy wskazują, że głównej kryptowalucie pomaga fakt, że na rynek trafiło w ostatnim czasie więcej kryptowalut mających sztywny kurs względem dolara. Jest to rozwiązanie, które pozwala w USA giełdom obchodzić pewne ograniczenia prawne w handlu. W rezultacie mamy napływ nowych środków na rynek. Generowanie dodatkowych kryptowalut, szczególnie takich ze sztywno określoną ceną, przypomina trochę drukowanie pieniędzy, ale to ostatnio na świecie popularna praktyka. Warto zwrócić uwagę, że pomimo tego proces dominowania rynku kryptowalut przez bitcoina wciąż postępuje.

Dane zza oceanu

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z USA. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych miały lepszy odczyt niż tydzień temu, ale nadal jest to jeden z najwyższych wyników ostatnich miesięcy. Wygląda na to, że rynek pracy łapie zadyszkę, czekając na niższe koszty kredytowania. Słabiej wypadły też dane z rynku nieruchomości. Mieliśmy słabsze od oczekiwań wyniki zarówno w rozpoczętych budowach domów, jak i w uzyskanych pozwoleniach na budowę. Dane te jednak nie różniły się mocno od oczekiwań. Teoretycznie, jeżeli mamy słabsze dane, to proporcjonalnie powinno to wpływać na kursy walut. Teoretycznie tak, ale trzeba pamiętać, że dane wpadły na rynek przy najsłabszym dolarze względem euro od wielu tygodni. W rezultacie silniejsza była u inwestorów potrzeba realizacji zysków niż dalszej wyprzedaży. Stąd wczoraj oglądaliśmy wręcz delikatne umocnienie dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ceny nieruchomości w Polsce dalej w górę – raport Banku Pekao

To jeszcze nie koniec wzrostów cen – taką tezą ekonomiści Banku Pekao S.A. rozpoczynają swój najnowszy raport specjalny dotyczący krajowego rynku nieruchomości. W pierwszej połowie ub.r. nożyce cen mieszkań między Polską a UE zaczęły się rozwierać i podczas gdy europejski indeks cen mieszkań wszedł w deflację, ceny nad Wisłą odbiły i zaczęły rosnąć w coraz szybszym tempie.

Wzrosty cen nieruchomości w Polsce jeszcze się nie skończyły. W końcówce 2025 r. za metr kwadratowy zapłacimy o 7 proc. więcej niż obecnieprognozuje Sebastian A. Roy, ekonomista Banku Pekao S.A. W krótkim okresie opóźnienie lub likwidacja rządowych dopłat do kredytów mogłaby spowolnić wzrosty cen, gdyż wysokie stopy faktycznie obniżyły dostępność kredytową mieszkań. Ale w dłuższej perspektywie dynamicznie rosnące płace, napływ mieszkańców do aglomeracji (w tym cudzoziemców) i przede wszystkim strukturalne braki krajowego rynku (mieszkań jest zbyt mało i są za ciasne) sprawią, że ceny mieszkań będą coraz wyższe.

Eksperci banku wyliczają kolejne argumenty za dalszym umocnieniem cen na rynku, m.in.:

  • Czynniki strukturalne – w porównaniu z innymi państwami UE, polski rynek mieszkaniowy wyraźnie pozostaje w tyle. Mieszkania nad Wisłą są przede wszystkim przeludnione (zbyt ciasne), a i liczba mieszkań w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców nie plasuje Polski na pozycji lidera. Ponadto – zważywszy że aż 40 proc. krajowej bazy mieszkaniowej pochodzi z lat 1945-1988 – liczne mieszkania dostępne na rynku mogą cechować się niską wydajnością energetyczną, co przekłada się na podwyższone koszty użytkowania.
  • Wzrost zarobków Polaków – mimo wyraźnej inflacji cen nieruchomości, dostępność płacowa mieszkań (tzn. liczba metrów kwadratowych, które można kupić za średnią pensję) pozostała stabilna i relatywnie niska względem innych państw UE. W stosunku do sytuacji z 2015 r., stosunek cen nieruchomości do wynagrodzeń pozostał w Polsce niezmieniony, podczas gdy pogorszył się m.in. w Hiszpanii, Austrii czy Czechach.
  • Czynniki demograficzne – co prawda prognozy demograficzne jednoznacznie wskazują, że Polska będzie się w kolejnych latach wyludniać, jednak zjawisko to będzie mocno zróżnicowane geograficznie. Mieszkańcy będą opuszczać mniejsze ośrodki, za to największe aglomeracje mogą liczyć na stały dopływ nowych mieszkańców, którzy będą zainteresowani kupnem nieruchomości na własność. Ruchy ludności będą wspierać dalsze wzrosty cen w największych polskich miastach.

W krótkim okresie jedynym czynnikiem oddziałującym w stronę niższych cen na rynku nieruchomości są stopy procentowe, które pozostają na podwyższonym poziomie i zapewne utrzymają się takie, aż do końca 2025 r. Rosnące koszty kredytu i utrudniony dostęp do finansowania sprawia, że tzw. indeks dostępności mieszkań obniżył się niemal o połowę. Warto jednak zauważyć, że stosunek wolumenu hipotek do dochodów rozporządzalnych gospodarstw domowych w Polsce jest na jednym z najniższych poziomów w Europie – a to oznacza, że przestrzeń do zwiększenia zakredytowania Polaków wciąż jest bardzo duża. Ponadto efektywna stopa oprocentowania kredytów hipotecznych jest (z perspektywy kredytobiorcy) wydatnie obniżana przez rządowe programy wsparcia. Przykładowo, w okresie obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2 proc., efektywne oprocentowanie nowego kredytu mieszkaniowego spadło z ponad 8 proc. do nieco ponad 3 proc.

Podsumowując, analiza makroekonomiczna i rynkowa daje solidne fundamenty, by antycypować dalsze wzrosty cen nieruchomości. W krótkim okresie (do 2025 r.) ceny będą się umacniać z lekką korektą możliwą od drugiego kwartału przyszłego roku – będzie to opóźniony efekt restrykcyjnej polityki pieniężnej. Natomiast w długiej perspektywie dopiero procesy demograficzne będą w stanie schłodzić polski rynek nieruchomości, a i to jedynie poza największymi aglomeracjami.

Więcej informacji w raporcie „Rynek nieruchomości w Polsce 2024” na stronie: Analizy Pekao. Raport specjalny: Rynek nieruchomości w Polsce 2024.

Raport jest pracą zbiorową napisaną przez ekspertów z Departamentu Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A.: Ernesta Pytlarczyka, Aleksandrę Beśkę, Piotra Bartkiewicza, Pawła Kowalskiego, Kamila Łuczkowskiego, Krzysztofa Mrówczyńskiego, Karola Pogorzelskiego, Sebastiana A. Roya (red.)

Lepszy rok dla akcji związanych z branżą konopii indyjskich

Akcje spółek związanych z marihuaną zyskują po fali znacznych spadków w poprzednich latach. Jest to związane z zapowiedziami możliwej liberalizacji przepisów w USA. W Europie sprzyja im dekryminalizacja wprowadzona przez Niemcy 1 kwietnia tego roku. W roku 2028, światowy rynek ma urosnąć do ponad 100 mld dolarów.

W tym roku, akcje spółek z branży konopii indyjskich radzą sobie znacznie lepiej niż szeroki rynek. Skupiający globalne spółki z tej branży fundusz ETF Amplify Alternative Harvest ETF (MJ) wzrósł od początku roku o 36 proc. Dla porównania, amerykański indeks S&P500 wzrósł w tym czasie o prawie 12 proc. Nie można jednak tych wyników rozpatrywać w oderwaniu od wcześniejszych kilku lat spadków, ponieważ w ciągu ostatnich 3 lat, fundusz ten spadł w sumie o 79 proc. Był to efekt niespełnionych nadziei na wprowadzenie federalnej dekryminalizacji rekreacyjnej marihuany, które pojawiły się wraz początkiem kadencji Joe Bidena.

Teraz jednak, temat powrócił i marihuana po 50 latach ma zniknąć z listy silnych substancji psychoaktywnych. Administracja prezydenta Bidena planuje jej przekwalifikowanie i zaliczenie do substancji medycznych, podobnych do środków przeciwbólowych. Drugim ważnym wydarzeniem wpływającym na branżę jest dekryminalizacja marihuany wprowadzona od 1 kwietnia w Niemczech. To jednak przede wszystkim efekt psychologiczny i polityczny, który może wpływać na decyzje o dekryminalizacji w innych krajach.

Wpływ na bieżące wyniki firm jest ograniczony, ponieważ Niemcy – z obawy na reakcję Unii Europejskiej – nie zdecydowały się na wprowadzenie sprzedaży rekreacyjnej marihuany w licencjonowanych sklepach czy aptekach. Tym samym, w Niemczech można posiadać marihuanę (do 25g lub 50g w domu), uprawiać ją samodzielnie, ale komercyjny zakup jest trudny lub niemożliwy. Umożliwiono także tworzenie klubów (liczących do 500 osób) które będą mogły uprawiać konopie indyjskie dla uczestników. Zastosowane rozwiązania zatrzymały się w połowie drogi, wobec pierwotnych zapowiedzi przedwyborczych niemieckich partii tworzących obecna koalicję – SPD, Zielonych i FDP. Wcześniejsze analizy przygotowane przez Uniwersytet w Dusseldorfie wskazywały, że pełna liberalizacja mogłaby wygenerować dodatkowe dochody do niemieckiego budżetu w wysokości 4,7 mld euro oraz stworzyć 27 tys. nowych miejsc pracy.

Ocenia się, że wartość globalnego rynku konopii indyjskich wyniesie w tym roku około 65 miliardów dolarów. Oczekuje się, że w ciągu najbliższych kilku lat będzie on rósł średnio o 14 proc. rocznie, dzięki czemu do 2028 r. jego wartość wyniesie 102,9 mld dolarów. Medyczna marihuana jest obecnie legalna w ponad 50 krajach i 38 stanach USA. Użytek rekreacyjny jest legalny w dziewięciu krajach, w tym w Niemczech, Kanadzie, Meksyku i RPA, oraz w 24 stanach USA.

Dla porównania, łączna kapitalizacja rynkowa spółek z branży konopii indyjskich plasuje się daleko za alkoholem i papierosami – dwiema najpopularniejszymi legalnymi używkami. Kapitalizacja rynkowa dziesięciu największych spółek alkoholowych i tytoniowych wynosi odpowiednio 970 miliardów dolarów i 450 miliardów dolarów, czyli wielokrotnie więcej niż 20 miliardów dolarów kapitalizacji rynkowej branży konopii indyjskich. Według statystyk, 16 proc. Amerykanów przyznaje się obecnie do używania marihuany, podczas gdy 11 proc. pali papierosy, a 45 proc. pije alkohol.

Największa firma w branży, Curaleaf, zwiększa sprzedaż o 30 proc. rocznie, przy niskiej marży brutto wynoszącej 15 proc. Dla porównania, gigant tytoniowy Philip Morris zwiększa sprzedaż tylko o 6 proc., ale ma marżę na poziomie 66 proc. Pokazuje to, jak duży potencjał mają produkty z konopii indyjskich.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Wall Street w newralgicznym miejscu. Czas na korektę?

Czwartek przyniósł lekkie spadki indeksów z Wall Street po wcześniejszym wyznaczeniu nowych rekordowych poziomów. Kurs głównej pary walutowej po ustanowieniu lokalnego maksimum bliskiego 1,09 korygował się. Rentowności długu USA wzrosły. Wielu przedstawicieli Fed powtórzyło, że Fed będzie musiał uzbroić się w cierpliwość i utrzymać stopy procentowe na wyższym poziomie przez dłuższy czas. Dziś kalendarz makro jest zapełniony umiarkowanie. Z Europy poznamy finalny wskaźnik HICP a ze Stanów Zjednoczonych indeks wskaźników wyprzedzających Conference Board.

Rewizja odczytu inflacyjnego dla strefy euro nie powinna wnieść większego zaskoczenia. Tu wzrost prawdopodobnie wyniósł 2,4 proc. w ujęciu rok do roku a miara bazowa bez cen energii oraz żywności szacunkowo spadła w kwietniu do 2,7 proc. z 2,9 proc. Jesłi dane nie zaskoczą wyższymi odczytami, wówczas czerwcowa obniżka stóp procentowych w dużym stopniu będzie niezagrożona.

Z krajowych danych otrzymaliśmy odczyt inflacji bazowej , która obniżyła się zgodnie z prognozami i wyniosła 4,1 proc. w ujęciu rok do roku. W marcu wynosiła 4,6 proc. Inne miary bazowe ukształtowały się nieco wyżej niż wyniki uzyskane w marcu. W II połowie roku zarówno inflacja CPI oraz bazowa ponownie urosną. Duża w tym zasługa będzie odbudowy popytu wśród konsumentów a także będzie to pokłosie wciąż dobrej sytuacji na rynku pracy. Nie bez znaczenia będzie wzrost stawek energii w kolejnych miesiącach. Rada Polityki Pieniężnej nie powinna obniżyć stóp procentowych do końca roku. Jeśli EBC oraz Fed zdecydują się na redukcję kosztu pieniądza w najbliższych miesiącach, złoty powinien czerpać korzyść płynącą z dywergencji polityk monetarnych.

Wracając do Stanów Zjednoczonych, czwartek był przepełniony wypowiedziami decydentów z Fed. Mam jednak wrażenie, że wszystkie wypowiedziane zdania są tak mało konkretne i nic nie wnoszące, że trudno je w jakikolwiek sposób komentować. Dominuje narracja, że stopy procentowe powinny pozostać dłużej na wysokim poziomie. Mester spodziewa się dalszego łagodzenia presji inflacyjnej ale w tempie wolniejszym niż to, które obserwowaliśmy w 2023 roku. Williams zwrócił uwagę, że ostatni raport CPI potwierdza, że presja cenowa łagodnieje ale Fed chce mieć w ręku więcej argumentów. Barkin podkreślił ryzyko wysokiej dynamiki wzrostu cen usług. Bostic jako jedyny wypowiedział się w nieco łagodniejszym tonie wskazując na możliwą obniżkę pod koniec roku ale uwarunkował ją dalszym postępem dezinflacyjnym.

Z danych z USA poznaliśmy m.in. liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Odczyt okazał się bliski konsensusowi rynkowemu i uplasował się na poziomie 222 tys. co oznacza lekki spadek z 232 tys. poprzednio. Wczorajsza publikacja nie wywołała tulu emocji co poprzednia, dolar zareagowała jedynie kosmetycznym umocnieniem. Z kolei produkcja przemysłowa radzi sobie słabo, wynik kwietniowy wskazał podobnie jak w marcu spadek na poziomie 0,4 proc. r/r. Widoczny jest wpływ wysokich stóp procentowych, które w pewnym stopniu ograniczają inwestycje. Ograniczającą działają również wysokie koszty. W przypadku rynku nieruchomości otrzymaliśmy dowody dalszej ekspansji choć poniżej oczekiwań. Liczba rozpoczętych budów domów urosła o 5,7 proc. w poprzednim miesiącu natomiast pozwolenia na budowę skurczyły się w kwietniu o 3 proc. m/m – to wynik najsłabszy od końca 2022 roku.

Wróćmy jeszcze na chwilę do indeksów z Wall Street. Wczorajsze spadki i tym samym wyrysowane dzienne spadkowe świece w newralgicznym miejscu nie wróżą nic pozytywnego. Oczywiście spadkowy sygnał płynący z analizy technicznej może być błędny. Nie wykluczam jednak scenariusza typu „pułapka na byki”, w którym to na wykresie dochodzi do uformowania się układu „podwójnego szczytu” i początku większej korekty. Najbliższe dni powinny dać rozwiązanie tej sytuacji.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Już w maju nowe przepisy dotyczące czasu jazdy i odpoczynku dla kierowców autobusów

Najnowsze przepisy dot. czasu jazdy i odpoczynku kierowców autobusów zostały opublikowane przez Parlament Europejski 2 maja 2024 r. Nowy akt prawny o sygnaturze UE 2024/1258 nowelizuje postanowienia unijnego rozporządzenia nr. 561/2006 w sprawie harmonizacji niektórych przepisów socjalnych odnoszących się do transportu drogowego i zacznie obowiązywać już od 22 maja 2024 r. Mateusz Włoch, ekspert Inelo z Grupy Eurowag wyjaśnia, co najnowsze regulacje prawne oznaczają dla przewoźników drogowych świadczących przewóz osób i na co zwrócić uwagę korzystając z tych przepisów.

Jakie zmiany wprowadzają najnowsze przepisy?

Przepisy zawarte w uchwalonym 24 kwietnia 2024 r. rozporządzeniu UE 2024/1258[1] nowelizują unijny akt prawny 561/2006. Dla wszystkich kierowców zmieni się system nakładania kar przez służby kontrolne z powodu naruszeń związanych z tachografami. W praktyce oznacza to, że inspektor będzie mógł ukarać kierowcę np. za brak wpisu o przekroczeniu granicy w dowolnym kraju UE. Wcześniej nałożenie kary było możliwe tylko na terenie Państwa, w którym doszło do naruszenia. Pozostałe zmiany dotyczą głównie kierowców autobusów wykonujących okazjonalny przewóz osób i będą obowiązywać podczas wykonywania usług krajowych i międzynarodowych na terenie Unii Europejskiej.

– Nowy podział przerw w jeździe ciągłej stanowi jedną z istotnych zmian w przepisach dotyczących kierowców wykonujących krajowe i międzynarodowe przewozy osób o charakterze okazjonalnym. Od 22 maja 2024 r. kierowca będzie mógł podzielić obowiązkową przerwę wynoszącą nie mniej niż 45 minut na dwa okresy, lecz każdy z nich będzie musiał trwać co najmniej 15 minut. Oznacza to, że możliwe będzie wykonanie, np. jednej przerwy wynoszącej 25 minut i kolejnej trwającej 20 minut, tak jak przedstawiono to na poniższym schemaciewyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

Ważna zmiana dotyczy także możliwości wydłużenia doby pracy kierowcy z 24 na 25 godzin. Przedłużenie okresu dobowego o jedną godzinę pozwala na wydłużenie czasu pracy. Należy jednak pamiętać o spełnieniu następujących warunków:

  • Wydłużenie doby nie może naruszać czasu pracy kierowców ani zagrażać bezpieczeństwu w ruchu drogowym.
  • Znowelizowane przepisy dotyczą tylko i wyłącznie przewozów okazjonalnych.
  • W dniu skorzystania z odstępstwa czas prowadzenia autobusu może wynosić maksymalnie 7 godzin.
  • Jednorazowe wydłużenie doby jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy pojedyncza usługa przewozu okazjonalnego pasażerów trwa co najmniej 6 kolejnych okresów liczących po 24 godziny,
  • Dwukrotne skorzystanie z przedłużenia doby pracy kierowcy jest możliwe tylko wtedy, gdy pojedyncza usługa przewozu okazjonalnego osób trwa co najmniej przez osiem kolejnych okresów 24-godzinnych.

– Wprowadzone modyfikacje niosą sporo zmian dotyczących prawidłowej analizy i planowania czasu pracy kierowców autobusów, a do ich wejścia w życiu zostało już niewiele czasu, tym bardziej, że zbliżają się wakacje, czyli sezon największej liczby usług przewozów wycieczek. Dlatego zespół Inelo intensywnie pracuje nad wprowadzeniem funkcjonalności zgodnych z nowymi przepisami w oprogramowaniu 4Trans oraz Tachoscan Control. Nowelizacja czasu pracy kierowców autobusów wykonujących okazjonalny przewóz pasażerów dotyczy także możliwości odroczenia kolejnego tygodniowego odpoczynku o 12 kolejnych okresów 24-godzinnych – zauważa Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

Skorzystanie z nowych przepisów wymaga dopełnienia formalności

Wykorzystując znowelizowane przepisy dotyczące czasu pracy kierowców wykonujących okazjonalny przewóz osób należy pamiętać o sporządzeniu wymaganej dokumentacji. Mowa tu o wypełnionym formularzu przejazdu, który musi znajdować się w pojeździe i zawierać informacje zgodne z art. 12 ust. 3[2] rozporządzenia (WE) nr 1073/2009. W dokumencie należy m.in. wskazać rodzaj wykonywanej usługi, trasę przejazdu oraz wskazanie przewoźnika lub przewoźników świadczących realizowaną usługę. Zapewnienie formularza stanowi obowiązek firmy transportowej. Wypełniona dokumentacja tego typu musi być przechowywana w pojeździe w formie papierowej lub kopii elektronicznej za okres co najmniej 28 poprzedzających dni. Co ważne, od 31 grudnia 2024 r. okres ten ulegnie wydłużeniu do 56 dni poprzedzających wypełnienie formularza.

– Komisja Europejska pracuje nad zastąpieniem papierowego obiegu dokumentacji dotyczącej czasu pracy kierowców przez cyfrowe rozwiązania. Niezbędna będzie także modyfikacja tachografów o funkcję rejestrowania i przechowywania danych dotyczących regularnego i okazjonalnego przewozu osóbwyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

Dlaczego zmieniono przepisy dot. okazjonalnego przewozu osób?

Przepisy dotyczące czasu pracy kierowców mają na celu zapewnienie, m.in. bezpieczeństwa w ruchu drogowym, dobrych warunków wykonywania zawodu oraz uczciwego prowadzenia działalności gospodarczej w sektorze transportu drogowego. W przypadku kierowców autobusów przepisy dotyczące czasu pracy są zawarte w rozporządzeniu 561/2006, a wprowadzone zmiany wynikają z oceny ex post tego dokumentu. Nowelizacja ma za zadanie dopasować regulacje prawne do specyfiki okazjonalnych przewozów drogowych osób i pozwoli na stosowanie bardziej elastycznych rozwiązań.

Okazjonalny przewóz osób istotnie różni się od regularnych usług tego typu, które polegają, m.in. na przewozie pasażerów w określonych odstępach czasu na wskazanej trasie. Według art. 2 ust. 4 rozporządzenia 561/2006[3] usługi okazjonalne obejmują przewóz grup pasażerów z inicjatywy zleceniodawcy lub samego przewoźnika. Tym samym ten rodzaj transportu osób charakteryzuje się sezonowością, a szczególnie duże zapotrzebowanie, np. na usługi turystyczne ma miejsce w zbliżającym się okresie letnim.

Warto pamiętać, że międzynarodowe przewozy osób na teren państw trzecich (np. z Polski do Wielkiej Brytanii) nie podlegają pod wspomniane przepisy unijne, lecz pod umowę AETR, więc omawiana nowelizacja nie będzie obowiązywać w takich przypadkach.

[1] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=OJ:L_202401258

[2] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:32009R1073

[3] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:32009R1073

Cromwell sprzedaje 6 centrów handlowych w Polsce czeskiemu funduszowi inwestycyjnemu za kwotę 285 mln euro

Cromwell Property Group sfinalizował sprzedaż sześciu centrów handlowych, w tym CH Janki. Nabywcą jest czeski fundusz inwestycyjny, który chce rozszerzyć swoje portfolio nieruchomości komercyjnych w Polsce. Przy transakcji doradzał BNP Paribas Real Estate Poland. 

Transakcja sprzedaży obejmowała portfolio sześciu dużych centrów handlowych zlokalizowanych pod Warszawą (CH Janki) oraz w miastach wojewódzkich: CH Korona (Wrocław), CH Kometa (Toruń), CH Tulipan (Łódź), CH Ster (Szczecin) oraz CH Rondo (Bydgoszcz). Obiekty te wyróżniają się wysoką rozpoznawalnością w lokalnych społecznościach, z dobrymi lokalizacjami, ugruntowaną pozycją i szerokim portfolio sklepów, co przekłada się na wysoki indeks odwiedzalności jakie osiągają rok rocznie. Samo centrum handlowe Janki oferuje klientom 61 tys. m kw. powierzchni handlowej, w skład której wchodzi 131 sklepów, 20 restauracji, 34 punkty usługowe oraz ponad 3 tys. miejsc parkingowych.

Łączna liczba sprzedanej nowoczesnej powierzchni handlowej to ponad 220 tys. m kw. Nieruchomości zmienią właściciela za kwotę 285 mln euro.

Do tej pory centra należały do Cromwell Property Group – inwestora na rynku nieruchomości i zarządzającego funduszami, prowadzącego działalność na trzech kontynentach i posiadającego globalną bazę inwestorów. Na dzień 31 grudnia 2023 roku firma w Europie zarządzała aktywami wartymi 3,9 mld euro, obejmujących ponad 165 aktywów i 1560 najemców.

Nabywcą centrów handlowych został czeski fundusz inwestycyjny, który w swoim portfolio posiada już tego typu obiekty w Czechach. W ramach obranej strategii, firma ukierunkowała się na rynek polski, ze względu na dobre warunki do inwestycji w segmencie nieruchomości handlowych. Nabywca zwrócił uwagę na ugruntowaną pozycję, dostępność lokalizacyjną oraz wysokie wyniki centrów.

Podczas transakcji sprzedaży Cromwell Property Group było reprezentowane przez BNP Paribas Real Estate Poland.

Zauważamy, że w ostatnich kwartałach zainteresowanie zagranicznych inwestorów skupia się głównie na aktywach z sektora parków handlowych. Tym bardziej warto odnotować znaczenie dużej transakcji, aż sześciu wiodących i bardzo dobrze prosperujących w swoich kategoriach i lokalizacjach, większych centrów handlowych. Cieszymy się, że mogliśmy aktywnie wspierać ten złożony proces sprzedaży. To dobra decyzja inwestycyjna, dlatego gratulujemy sukcesu obu stronom. Pozyskanie inwestora z regionu CEE bardzo dobrze rokuje dla polskiego rynku inwestycyjnego i potwierdza trend napływu kapitału z tej części Europy. – mówi Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland. 

Ponad ćwierć miliona pasażerów Modlina w kwietniu

W kwietniu z usług Lotniska Warszawa/Modlin skorzystało 229 270 pasażerów, a obsłużono na nim 1 490 operacji lotniczych.

Największym zainteresowaniem pasażerów w kwietniu cieszyły się następujące kierunki: Londyn, Rzym, Dublin, Mediolan, Sztokholm, Barcelona, Bolonia, Bari, Alicante i Eindhoven.

Podczas meczu 1/8 finału Mazowieckiego Pucharu Polski między Świtem Nowy Dwór Mazowiecki i Legią II Warszawa doszło do podpisania umowy dotyczącej wzajemnej wymiany marketingowo-reklamowej pomiędzy lotniskiem Warszawa-Modlin a MKS Świt Nowy Dwór Mazowiecki. „Jesteśmy dwiema silnymi jednostkami o mocno sprecyzowanym charakterze, sąsiadami z tej samej gminy, a nasza współpraca w zakresie tejże umowy, jak sądzimy, dodatkowo wspiera promocję całego Mazowsza, zatem jej znaczenie wykracza poza obsługę ruchu lotniczego i sport” – komentuje Tomasz Szymczak, p.o. prezes zarządu, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu.

Niedawno lotnisko gościło delegację rządową Ukrainy z Dmytro Kulebą, szefem MSZ, na czele. Goście mieli okazję odbyć rozmowy w saloniku Mazovia Premium Lounge usytuowanym w strefie za kontrolą bezpieczeństwa oraz obejrzeć obrazy ukazujące bogactwo polskiej kultury i inspirujące do odkrywania nowych miejsc. Znajdują się one tam dzięki nawiązaniu współpracy pomiędzy lotniskiem a Galerią Polish Art & Design.