GPW wprowadza zmiany w Regulaminie ASO

  • 1 czerwca 2024 r. wejdą w życie zmiany w Regulaminie Alternatywnego Systemu Obrotu dotyczące kryteriów wprowadzania instrumentów finansowych do alternatywnego systemu obrotu (ASO) GPW.
  • Zmiany są odpowiedzią na oczekiwania uczestników rynku w zakresie zwiększania bezpieczeństwa inwestycji na rynku NewConnect oraz ASO Catalyst.
  • Giełda rozszerza jednocześnie ofertę dla emitentów o usługi finansowania społecznościowego w zakresie crowdfundingu inwestycyjnego.

Odpowiadając na oczekiwania uczestników rynku, Giełda podjęła decyzję o wprowadzeniu zmian w Regulaminie ASO, mających na celu przede wszystkim zwiększenie transparentności emitentów i tym samym bezpieczeństwa obrotu w alternatywnym systemie obrotu (rynek NewConnect i Catalyst) prowadzonym przez GPW. Zmiany, które wejdą w życie 1 czerwca 2024 r., koncentrują się na kwestii kryteriów i wymogów wprowadzania akcji lub obligacji do ASO. Pośród przyjętych zmian znalazły się takie jak: podniesienie do 2 mln zł wartości wymaganego kapitału własnego emitenta ubiegającego się o debiut na NewConnect, zwiększenie do 25 minimalnej liczby niepowiązanych akcjonariuszy mniejszościowych, wprowadzenie ograniczeń w zakresie wprowadzania na rynek NewConnect akcji założycielskich.

Jednocześnie GK GPW rozszerza ofertę dla emitentów o usługi finansowania społecznościowego w zakresie crowdfundingu inwestycyjnego. Działalność ta będzie prowadzona przez spółkę GPW Private Market S.A., na podstawie otrzymanego w dniu 27 października 2023 r. zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego na prowadzenie działalności jako dostawca usług finansowania społecznościowego. Spółka zamierza rozpocząć działalność operacyjną w 2024 r.

Wszystkie zmiany zawiera Uchwała Nr 1249/2023 Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. z dnia 16 listopada 2023 r.

„Minutki” z FOMC bez wpływu na rynek

W tym tygodniu zmienność na rynkach finansowych jest umiarkowana. Amerykańskie indeksy giełdowe cały czas znajdują się w okolicy swoich lokalnych szczytów. Nasdaq 100 „walczy” z horyzontalnym oporem, który wynika z maksimum wyznaczonego w lipcu tego roku. Kurs EURUSD cały czas znajdował się powyżej poziomu 1,09, choć dziś rano obserwujemy spadek poniżej tego pułapu. Dziś otrzymamy więcej danych z USA z racji jutrzejszego Święta Dziękczynienia. Uwaga ponownie zostanie skierowana na liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Ocenie podlegać będzie również raport Uniwersytetu Michigan. Protokół z posiedzenia FOMC nie zaskoczył rynków.

Minutki z ostatniego posiedzenia FOMC po raz kolejny potwierdziły ostrożne podejście Fed-u do tematu stóp procentowych. To nie wzbudziło większego entuzjazmu na rynkach. Indeksy z Wall Street zakończyły dzień na umiarkowanych „minusach”. Dla dolara z kolei było to wydarzenie bez znaczenia. Zmienność z godziny na godzinę będzie wygasać z racji na długi świąteczny weekend w USA.

Ciekawie się zrobiło na złocie, które po raz kolejny osiągnęło psychologiczny pułap 2000 USD a nawet przekroczyło ten poziom. Dwukrotne (wczoraj oraz dziś) testowanie bariery 2007 USD jak na razie skończyło lekko korektą. Ewidentnie notowania napotykają problem z przeforsowaniem tego poziomu technicznego. W podobnym miejscu zostały ustanowione szczyty z końca października. Pokonanie go otworzy drogę metalowi w kierunku historycznych maksimów (ok 2070 USD.).

Z racji na jutrzejsze Święto dziękczynienia i brak danych z USA, większego znaczenia dla kursu EUR/USD nabierają zaplanowane na czwartek wstępne odczyty europejskich PMI dla usług oraz przemysłu. Jeśli odnotują one wzrost, rynek może skorygować swoje oczekiwania co do obniżki stóp przez EBC, dzięki czemu euro może się umocnić. Konsensus zakłada lepsze wyniki od poprzednich, ale odbicie będzie prawdopodobnie jedynie kosmetyczne. W nadchodzących dniach i tygodniach potrzeba będzie jednak szeregu innych ważnych danych tworzących pozytywny obraz, aby rynek odszedł od oczekiwań łagodzenia polityki monetarnej przez europejską instytucję.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Spółka Vivid Games zaprezentowała wyniki za III kwartał 2023 r.

Vivid Games zawarła w III kwartale br. kilka kontraktów, które są istotne dla realizowanej przez Spółkę strategii. Po lipcowej premierze portu Eroblast na japońskiej konsoli Nintendo Switch, zawarto kolejną umowę z QubicGames, dzięki której gra trafi w połowie 2024 roku do użytkowników komputerów PC. W lipcu zawarto umowę z BoomBit S.A. na produkcję casualowej gry bokserskiej, rozszerzającej portfolio produktów Spółki w tym segmencie. Tytuł znajduje się obecnie w fazie soft launch, a globalna premiera odbędzie się jeszcze w tym roku. Na początku października Spółka zawarła natomiast umowę o wartości ok. 1 mln zł, na produkcję i publishing przez Spółkę gry free-to-play typu endless runner, wykorzystującej IP związane z produktami Właściciela marki z branży FMCG. Wyniki za III kwartał 2023 nie odbiegają od przedstawionych w październiku szacunków.

Oceniam miniony kwartał pozytywnie. Pozyskane partnerstwa i zawarte kontrakty zapewniają nam stabilne funkcjonowanie, do czasu premiery Real Boxing 3 – gry, która w mojej ocenie może zwielokrotnić dotychczasowe osiągnięcia Spółki. To co już stworzyliśmy na etapie opracowania prototypu, pozwala wyobrazić sobie jakość i możliwości angażowania użytkowników, które zaprezentuje gra w momencie globalnej premiery. Tytuł zaoferuje graczom rozgrywkę zarówno w formie walki offline (ze sztuczną inteligencją) jak i z realnym przeciwnikiem poprzez multiplayer. Ważnym i unikalnym elementem będzie też rozbudowana historia, dookoła której opleciona zostanie warstwa meta-gry – podkreśla Piotr Gamracy, CEO Vivid Games. – Jestem przekonany, że nadchodzące miesiące są kluczowe dla zbudowania podstaw pod dalszy rozwój Vivid Games. Stawiamy czoła nowym regulacjom kanałów sprzedaży i zawirowaniom na globalnym rynku, jednak mamy jasno określone cele i wytyczoną ścieżkę, która nas do nich poprowadzi – dodaje Prezes.

WIG-Nieruchomości w odwrocie. Co dalej z hossą deweloperów?

W ciągu pięciu powyborczych tygodni indeks WIG-Nieruchomości znalazł się na pięcioprocentowym minusie. Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie oznaczało to kompletnego oderwania sektora dewelopersko-nieruchomościowego od wyjątkowo prowzrostowego stanu koniunktury giełdowej szerokiego rynku. Podobny stan rzeczy wydaje się być historycznym precedensem, niestety z dość trudną interpretacją.

Niemoc notowań deweloperów giełdowych

Akcjonariuszom spółek deweloperskich zapewne na długo utkwi w pamięci sesja z początku września tuż po obniżce stóp procentowych o ¾ pp. O tyle ostre co absolutnie nieoczekiwane cięcie autorstwa RPP wywołało niemal paniczną wyprzedaż zarówno akcji na GPW jak i rodzimej waluty, ze skutkiem jej rekordowego osłabienia. Tymczasem indeks WIG-Nieruchomości zareagował dokładnie odwrotnie – euforycznym wybiciem ponad wartość 4 tys. punktów, do rekordowych poziomów swej już 11-letniej hossy, a także mocnym sygnałem kupna.Wyk. 1 - WIG Nieruchomości w okresie kwiecień - listopad 2023

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl niestety euforia nie potrwała zbyt długo, podobnie jak i wiarygodność wspomnianego sygnału, a jeszcze tego samego dnia zamknięcie sesji nieruchomościowego wskaźnika koniunktury wypadło sporo poniżej okrągłej wartości, a kolejne „górki i dołki” notowań od tamtej pory wypadają już na coraz niższych poziomach, skutkując sygnałami sprzedaży akcji deweloperów, z przełamaniem linii ponad rocznej fali wzrostowej na czele. Nie to wydaje się jednak najbardziej niepokojące.

Szczególne obawy akcjonariuszy spółek deweloperskich, jak i innych o profilu nieruchomościowym notowanych na parkiecie rodzimej giełdy, może budzić sytuacja niemal kompletnej utraty korelacji subindeksu WIG-Nieruchomości z szerokim rynkiem. W ciągu pięciu tygodni jakie upłynęły od dnia wyborów parlamentarnych w połowie września, główne indeksy GPW zyskały na fali powyborczej euforii od 12 proc. do ponad 14 proc. odpowiednio w przypadku WIG i WIG-20.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyceny innych sektorów uczestniczących w rynku nieruchomości poszybowały w tym samym okresie w imponującym stylu, w przypadku WIG-Banki o, bagatela, prawie 25 proc., a giełdowej budowlanki o solidne 9 proc. Pytanie, skąd w tego typu okolicznościach totalna niemoc notowań deweloperów i innych spółek z segmentu nieruchomości, skutkująca ich średnio 5-procentową przeceną.

Rekordowe wyniki kwartalne

Osłabienie notowań giełdowego wskaźnika spółek nieruchomościowych, na który decydujący wpływ mają deweloperzy o profilu mieszkaniowym, można wytłumaczyć jedynie oczekiwanym spadkiem ich zyskowności w następstwie wyraźnego regresu kontraktacji, tudzież spadkiem marż, czyli w sumie nadchodzącym spowolnieniem koniunktury rynku pierwotnego. Tymczasem jak pokazały wyniki za III kwartał br., na razie na nic takiego się nie zanosi.

Notowana na rodzimej GPW stawka piętnastu deweloperów mieszkaniowych, w okresie od lipca do września br. znalazła nabywców na ponad 7 tys. lokali. To o 87 proc. więcej licząc rok do roku i 17 proc. w relacji kwartał do kwartału. Podobnie optymistycznie prezentuje się wynik ogółem od początku roku na poziomie niespełna 18 tys. lokali, oznaczający progres w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o ponad jedną trzecią.

Na ile udanym okresem sprzedażowym okazał się dla deweloperów giełdowych miniony kwartał, niech świadczy fakt, że w historii notowań ilość przypadków, w których ich kwartalna kontraktacja przekroczyła poziom 7 tys. lokali, można dosłownie policzyć na palcach jednej ręki. Co więcej, nie sposób jest trafić w obecnych czasach na jakiekolwiek pesymistyczne prognozy dotyczące kondycji rynku deweloperskiego w przewidywalnej przyszłości. Skąd zatem obawy inwestorów giełdowych, artykułowane coraz wyraźniej kulejącym popytem na walory tuzów branży deweloperskiej?

Czyżby jednak obawa o (nie)Bezpieczny Kredyt 2 procent?

Jak wiadomo za tegoroczną poprawę koniunktury sprzedażowej pierwotnego segmentu mieszkaniówki odpowiada program dopłat do kredytów mieszkaniowych BK2%. Już sama perspektywa jego uruchomienia w połowie roku coraz bardziej elektryzowała rynek, przyspieszając decyzje zakupowe tysięcy inwestorów indywidualnych, nabywających nowe lokale zarówno na coraz bardziej dostępny kredyt albo za gotówkę.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, od początku misji programu dopłat do kredytów mieszkaniowych do dziś liczba wniosków o BK2% osiągnęła wyśrubowany poziom 70 tys. oraz 35 tys. decyzji. Z tej puli zapewne istotna część wsparła statystyki sprzedażowe deweloperów mieszkaniowych, w tym i omawianą stawkę spółek giełdowych.

Sęk w tym, że BK2% to typowy koniunkturalny dopalacz, sztuczny stymulator popytu oraz mało przewidywalny instrument wspierający okresowo rynek mieszkaniowy, windujący ceny mieszkań zarówno nowych jak i z drugiej ręki, ale co gorsza mocno drenujący rynkową ofertę. Szczególnie niepokojąco prezentuje się jej spadek na rynku pierwotnym, będący pokłosiem ograniczania produkcji mieszkań przez deweloperów. Co prawda w październiku relacje popytowo-podażowe pierwotnego segmentu mieszkaniówki uległy kosmetycznej poprawie, jednak ostatnie „gorące” tygodnie roku mogą tę kruchą odbudowę ponownie pogrążyć.

O ile można bowiem uznać za nieaktualną obietnicę wyborczą kredytu „zero procent”, lansowaną w kampanii wyborczej przez zjednoczoną opozycję, to po przejęciu przezeń sterów rządowych pod wielkim znakiem zapytania stanie nie tylko ciągłość dopłat, ale i sama kontynuacja programu BK2%. A tego typu okoliczność mogła by postawić branżę deweloperską przed niebezpieczną perspektywą załamania popytu na historycznie rekordowo drogie mieszkania, z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami.

W sumie o ile długoterminowa hossa na akcjach deweloperów mieszkaniowych jeszcze długo pozostanie niezagrożona, to w obecnej sytuacji perspektywa jej kontynuacji bez nieco dłuższej korekty ich wycen staje pod coraz większym znakiem zapytania.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

TIM SA po trzech kwartałach 2023 r.

1,09 mld zł wyniosły po trzech kwartałach 2023 r. przychody ze sprzedaży Grupy Kapitałowej TIM (-3,8% rdr.). Również na poziomie jednostkowym TIM przekroczył w tym okresie poziom 1 miliarda złotych (1,05 mld zł, -3,5% rdr.). Obie spółki tworzące Grupę TIM inwestują w rozwój, by jeszcze lepiej odpowiedzieć zarówno na aktualny popyt, jak i przyszłą poprawę rynkowej koniunktury.

Koniec trzeciego kwartału 2023 r. przyniósł TIM-owi zwycięstwo w konkursie e-Commerce Polska awards 2023, w kategorii „Best in e-commerce B2B” wśród podmiotów dużych i średnich. Konkurencja była bardzo mocna – poza TIM-em nominowani w tej kategorii byli również: Allegro, ATLAS & Unity Group oraz Klimas.

– Nagroda stanowi dla nas potwierdzenie pozycji TIM-u jako lidera sprzedaży online w segmencie B2B. Niezależnie od sytuacji w branży elektrotechnicznej wyznaczamy rynkowe trendy, wsłuchując się w oczekiwania i potrzeby klientów – komentuje Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA.

Gotowi na poprawę koniunktury

A klientów przybywa, co w znacznym stopniu pozwala niwelować skutki spowolnienia w sektorze budownictwa. W efekcie III kwartał 2023 r. był nieco lepszy pod względem przychodów niż drugi kwartał bieżącego roku, a zbliżony do III kw. 2022 r. (na poziomie jednostkowym 346,8 mln zł, tj. -0,78% rdr.).

– Zaobserwowaliśmy również wzrost aktywności biznesowej po zakończeniu okresu wakacyjnego. Nie było to jednak wyraźne ożywienie biznesu związane z sezonowością w branży elektrotechnicznej, w której największy popyt zwyczajowo na przypada na miesiące jesienne – zauważa Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA.

– Poza pracą w rynku, czego efekty widać w liczbie klientów, TIM niezmiennie inwestuje w technologię, zgodnie z założeniami strategii zaprezentowanej w maju 2022 roku. Naszym celem jest udoskonalanie TIM.pl jako centrum elektrotechniki dla profesjonalistów, które różnymi kanałami dostarcza im nie tylko najszerszą ofertę produktową w atrakcyjnych cenach. Do tego niezbędne są inwestycje w architekturę IT, jak chociażby nowy system CRM czy wdrażanie nowego silnika dla platformy TIM.pl opartego na technologii Magento 2. Dzięki tym działaniom będziemy mogli jeszcze lepiej zareagować na poprawę rynkowej koniunktury i wzrost popytu na oferowane przez nas produkty – dodaje Piotr Nosal.

Skalowanie działalności logistycznej

Zysk netto Grupy Kapitałowej TIM wyniósł po trzech kwartałach 2023 r. ponad 37,1 mln zł (-51,4% rdr.), zaś EBIDTA – ponad 78,1 mln zł (-37,1% rdr.). W głównej odpowiadają za to spadek procentowej marży brutto na sprzedaży oraz wzrost kosztów działalności operacyjnej wywołany presją inflacyjną.

– Niezależnie od tego, również nasza logistyczna spółka 3LP – podobnie jak TIM – nie zatrzymuje się w procesie rozwoju i skalowania swojej działalności. Ostatnie miesiące przyniosły uruchomienie nowej lokalizacji przy granicy polsko-niemieckiej w Słubicach oraz start kolejnego sytemu automatyki shuttle system – podkreśla Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA, pełniący także funkcję członka Rady Nadzorczej 3LP SA.

Kredyt gotówkowy – na co możemy przeznaczyć środki z zobowiązania?

Kredyt gotówkowy to jedna z najpopularniejszych form pożyczek, która daje nam możliwość dostępu do dodatkowych środków finansowych w krótkim czasie. To wszechstronne narzędzie finansowe, które można wykorzystać na różne cele. Na co dokładnie możemy przeznaczyć kredyt gotówkowy?

Czym wyróżnia się kredyt gotówkowy? 

Kredyt gotówkowy, który pomogą Ci uzyskać eksperci z https://habzafinanse.com.pl/, to najczęściej wybierany rodzaj pożyczki oferowanej przez banki. Charakteryzuje się on tym, że można go wykorzystać na dowolny cel, bez konieczności uzasadniania go w banku ani podawania szczegółów dotyczących planowanego wydatkowania środków. Kredyt ten nie wymaga również wkładu własnego ani dodatkowych zabezpieczeń.

Musimy jednak pamiętać, że tak jak w przypadku każdego innego zobowiązania bankowego, konieczne jest posiadanie zdolności kredytowej. Ograniczeniem jest również maksymalna kwota kredytu. Najczęściej wynosi on od 200 do 250 tys. złotych. Co więcej, okres kredytowania zazwyczaj jest ograniczony do 10 lat. 

Jak działa kredyt gotówkowy? 

W najprostszych słowach proces ubiegania się o pożyczkę polega na złożeniu wniosku, który bank później ocenia. Jeśli bank uzna, że masz odpowiednią zdolność finansową do spłaty pożyczki w wyznaczonym czasie, to udzieli Ci kredytu. Jednak w zamian musisz regularnie spłacać określone raty przez ustalony okres.

Co ważne, istnieje kilka istotnych parametrów, które warto wziąć pod uwagę, analizując koszty tego rodzaju zobowiązania. Po pierwsze, prowizja, czyli opłata, którą bank pobiera za udzielenie kredytu, może znacząco wpłynąć na całkowity koszt zobowiązania. Kolejnym ważnym aspektem jest oprocentowanie, czyli odsetki, które trzeba zapłacić za korzystanie z pożyczonej kwoty. Warto także zwrócić uwagę na koszt ubezpieczenia, choć zazwyczaj jest to opcjonalna składka, która chroni kredytobiorcę w przypadku nieprzewidzianych sytuacji. Dodatkowo niekiedy banki nakładają różne opłaty manipulacyjne, co również wpływa na całkowity koszt kredytu.

Na co możemy przeznaczyć środki z kredytu gotówkowego? 

Kredyt gotówkowy to elastyczna forma finansowania, która może być wykorzystana na różnorodne cele. Oferuje on konsumentom pewną swobodę w wyborze, na co przeznaczyć uzyskane środki. Przede wszystkim jest to doskonała opcja, gdy niespodziewane wydatki zaskakują nas w trudnych chwilach, takie jak nagła awaria samochodu, konieczność naprawy mieszkania czy pokrycie pilnych rachunków. 

Kredyt ten może również pomóc w sfinansowaniu planowanego remontu, zakupu nowego sprzętu AGD, wyjazdu na wymarzone wakacje lub spłacie innych zobowiązań finansowych. Warto jednak pamiętać, że kredyt gotówkowy to zobowiązanie finansowe, które wiąże się z odsetkami i opłatą, dlatego przed jego zaciągnięciem zawsze warto starannie rozważyć cel i możliwości spłaty. W tym mogą Ci pomóc eksperci z Habza Finanse. Warto wiedzieć, że pośrednicy mają możliwość negocjacji warunków kredytów na szczeblu decyzyjnym. Dzięki temu możemy uzyskać korzystniejsze rozwiązania, dopasowane do indywidualnych potrzeb. 

Bioceltix w Q3 2023: konsekwentnie realizujemy kluczowe projekty i rozpoczynamy prace nad nowym

Bioceltix, wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym notowana na GPW, opublikowała sprawozdanie finansowe za trzeci kwartał 2023. Spółka konsekwentnie rozwija trzy kluczowe produkty i powoli włącza do portfolio nowy projekt oparty na sekretomie.

Trzeci kwartał zamykamy pod znakiem dynamicznego rozwoju wszystkich projektów. Najważniejsze osiągnięcie to wyniki badania klinicznego naszego produktu na osteoartrozę stawów u psów, wskazujące na bardzo wysoką skuteczność i potwierdzające bezpieczeństwo stosowania. A to oznacza, że jesteśmy coraz bliżej komercjalizacji. Mamy szansę dokonać prawdziwego przełomu w weterynarii i wprowadzić na rynek pierwszy na świecie lek biologiczny na bazie psich komórek macierzystych – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix SA.

Jak podaje spółka, ostateczne rezultaty badania klinicznego produktu BCX-CM-J na osteoartrozę u psów okazały się lepsze niż te pierwotnie prognozowane. W badaniu klinicznym – po weryfikacji danych – populacja zwierząt wyniosła łącznie 102 pacjentów, w tym 67 pacjentów w grupie badanej produktem BCX-CM-J i 35 pacjentów w grupie kontrolnej (otrzymali sól fizjologiczną jako placebo). Na podstawie zweryfikowanych wyników stwierdzono, że około 70% psów w grupie badanej osiągnęło podstawowe kryterium skuteczności przyjęte w protokole badania klinicznego (tzw. primary endpoint). W grupie, która otrzymała placebo, ten sam wskaźnik sukcesu osiągnęło około 26% pacjentów. Opublikowane wyniki odnoszą się wyłącznie do pierwszorzędowego punktu końcowego. Spółka wciąż czeka na raport końcowy z badania, który będzie zawierał również drugorzędowe punkty końcowe (tzw. secondary endpoit). Bioceltix podtrzymuje, że planuje podzielić się pełnymi wynikami jeszcze w tym roku.

Secondary endpoint, choć nie mają bezpośredniego przełożenia na sukces badania klinicznego, mogą mieć dla nas duże znaczenie w procesie komercjalizacji. Jednym
z kryteriów drugorzędowych jest na przykład skuteczność w 90. dniu od podania. Jeżeli okaże się, że mamy statystyczną istotność również w dłuższym okresie od podania produktu, to może to mieć pozytywny wpływ na jego potencjał rynkowy
– wyjaśnia Paweł Wielgus.

Równolegle Bioceltix pracuje nad produktem na atopowe zapalenie skóry u psów.

Postępy odnotowaliśmy także w projekcie dotyczącym AZS u psów. Ostatnie trzy miesiące spędziliśmy na przygotowaniach do rozpoczęcia wieloośrodkowego badania klinicznego. Opracowaliśmy protokoły, uzyskaliśmy zgody na Węgrzech i w Portugalii. Jesteśmy formalnie gotowi do startu badania klinicznego i mamy wobec niego duże nadzieje, szczególnie że badanie pilotażowe pokazało wysoką skuteczność tej terapii. W tej chwili czekamy na zwolnienie serii produktu do badań klinicznych i jeśli tutaj nie będzie żadnych opóźnień, to pozostanie już tylko transport do klinik docelowych. Ostateczny termin będę mógł podać w pierwszym tygodniu grudnia – dodaje Paweł Wielgus.

Rozwój projektu związanego z AZS u psów ma szansę uzyskać dodatkowe wsparcie w postaci środków z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Projekt został pozytywnie oceniony przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i choć nie jest to równoznaczne z zawarciem umowy i udzieleniem dofinansowania, jest to pierwszy krok do uzyskania dotacji. Projekt zgłoszony przez Bioceltix obejmuje swoim zakresem kompletną ścieżkę rozwojową dla produktu na AZS u psów, w tym koszty związane z przeprowadzeniem badania klinicznego. Całkowita wartość wydatków kwalifikowalnych w projekcie wynosi ponad 17,5 mln zł, w tym wartość wnioskowanego dofinansowania wynosi ponad 10,5 mln zł.

– Ostatni z naszych zaawansowanych projektów, dotyczący zapalenia stawów u koni, jest
w trakcie badania klinicznego. Tempo rekrutacji w tym badaniu jest bardzo dobre, wydaje nam się, że powinniśmy zakończyć rekrutację zgodnie z planem, a więc jeszcze w tym roku. Szybka rekrutacja do badania klinicznego oznacza dla mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, pacjentów z zapaleniem stawów jest bardzo dużo, a po drugie, nie ma na rynku dobrej, alternatywnej metody leczenia tego schorzenia
– zaznacza Paweł Wielgus.

Bioceltix informuje również o pracach badawczo-rozwojowych nad nowym produktem przeznaczonym do leczenia atopowego zapalenia skóry u psów. Jest to produkt bezkomórkowy wykorzystujący jako aktywny składnik farmaceutyczny białka i inne substancje produkowane i wydzielane na zewnątrz przez komórki macierzyste (tzw. sekretom).

– W przypadku naszej technologii sekretom znajduje się w medium pohodowlanym, które jest po prostu odpadem. Pracujemy nad tym tematem w umiarkowanym tempie, pozostałe projekty są priorytetowe. Próbujemy zabezpieczyć dodatkowe finansowanie grantowe, które pozwoliłoby nam przyspieszyć ten projekt. Produkt sekretomowy będzie komplementarny do naszego podstawowego, komórkowego produktu na AZS u psów, a jednocześnie pozwoli zwiększyć rentowność głównego szlaku technologicznego – podsumowuje Paweł Wielgus.

Według najnowszego sprawozdania finansowego Bioceltix, stan gotówki na koniec września wyniósł około 14,5 mln zł.

III kwartał słaby dla dealerów. Spadki ruchu i liczby wizyt są wciąż widoczne, ale jest nieco lepiej niż w II kw.

W III kw. br. w salonach samochodowych ubyło ponad 9% unikalnych klientów w relacji rocznej. I ponad trzykrotnie więcej straciły ich marki premium niż wolumenowe – odpowiednio blisko 20% i przeszło 6% rdr. Jednocześnie liczba wizyt we wszystkich tego typu placówkach zmniejszyła się o ponad 10% rdr. Pod względem ruchu dealerzy marek premium odnotowali ponad czterokrotnie większe spadki niż sprzedawcy marek wolumenowych. Strata tych pierwszych przekroczyła 25%, podczas gdy ubytek tych drugich nie sięgnął 6%. Tak wynika z obserwacji ponad 350 tys. konsumentów, którzy łącznie odwiedzili 1,7 tys. salonów samochodowych w całej Polsce. Jednak eksperci uspokajają, że pomimo ww. danych wolumen sprzedaży nowych aut nie słabnie. Do tego podkreślają, że wyniki są lepsze niż w II kwartale tego roku, co może być dobrym sygnałem na przyszłość.

(Nie)bezpieczny spadek

Od lipca do czerwca br. ilość osób odwiedzających salony samochodowe zmniejszyła się o ponad 9% rdr. Tak wykazało cyklicznie realizowane badanie, do którego dane są zbierane przez firmę technologiczną Proxi.cloud dla Związku Dealerów Samochodów (ZDS). Tym razem porównano wyniki z III kw. 2023 roku i z analogicznego okresu ub.r. Obserwacją objęto 353,1 tys. konsumentów, którzy łącznie odwiedzili 1,7 tys. salonów samochodowych 34 marek, w tym 9 premium i 25 wolumenowych.

– Mamy do czynienia ze specyficznym okresem w historii polskiej branży dealerskiej. Obserwujemy zmniejszony odsetek liczby klientów odwiedzających salony w relacji rocznej, zwłaszcza w przypadku marek premium. Ale jednocześnie wolumen sprzedaży nowych samochodów nie słabnie – mówi Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów (ZDS).

Z raportu wynika, że marki premium rdr. odnotowały większy spadek niż wolumenowe – odpowiednio o blisko 20% i ponad 6%. Jednak prezes Tuzinek przekonuje, że branża nie musi się martwić o zapaść na rynku. – Nasze dane dotyczące rejestracji nowych samochodów dają taką pewność. Niemniej ww. spadki są ważnym sygnałem dla dealerów samochodów – komentuje ekspert z ZDS.

Warto również zwrócić uwagę na to, że ostatnie wyniki są zdecydowanie lepsze niż odnotowane w II kwartale br. Wówczas na całym rynku rdr. ubyło niespełna 21% klientów. Przy tym salony marek premium samochodowych rdr. straciły niecałe 27% odwiedzających, a punkty sprzedaży wolumenowych dealerów – 19%.

– Znając wcześniejsze dane, sytuacja zaobserwowana w III kwartale 2023 roku nie była już dla nas zaskoczeniem. Najważniejsze jest to, że ten rok w większości zamkniemy z lepszymi wynikami sprzedażowymi niż poprzedni, ale cały czas musimy trzymać rękę na pulsie, aby minimalizować skutki rosnących cen i aktywnie zachęcać konsumentów do wizyt w salonach – zaznacza Paweł Tuzinek.

Warto też zauważyć, że średnia liczba odwiedzonych salonów przez statystycznego klienta w relacji rocznej pozostaje praktycznie niezmieniona, ze spadkiem wynoszącym zaledwie 1,5%. Dla porównania można wskazać, że w II kw. br. odnotowano bardzo podobny wynik, tj. nieco ponad 1,3%. I był on identyczny jak rok wcześniej. – W praktyce część badanych odwiedza więcej niż jeden punkt sprzedaży. Na podstawie tych danych stanowczo można stwierdzić, że klienci nadal są zainteresowani porównywaniem ofert różnych producentów oraz dealerów – analizuje dr Nikodem Sarna z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Ruch mniejszy, ale lepszy niż poprzednio

Branża uspokaja, ale faktem jest, że ruch w salonach samochodowych zmalał i to znowu dwucyfrowo. W poprzednim kwartale był o ponad 10% mniejszy niż w analogicznym okresie ub.r. Jednak nie był to aż tak wyraźny spadek, jak w II kw. tego roku, gdy wyniósł niecałe 21%. Różnica jest zatem dwukrotna.

– Zeszły kwartał był kolejnym, w trakcie którego odnotowaliśmy spadek ruchu w salonach, przy stabilnym poziomie sprzedaży nowych aut. Nadal mamy do czynienia z comiesięcznym, 10-procentowym wzrostem liczby rejestracji nowych pojazdów. To pokazuje, że proces zakupowy na rynku motoryzacyjnym w coraz większym stopniu odbywa się poza salonem, a wizyta w placówce następuje na późniejszym etapie. Może to być zasługą rosnącej dostępności i coraz większego zaufania do platform oraz kreatorów internetowych. Ale trzeba wykonać dodatkowe badania, aby móc to potwierdzić – podkreśla dr Sarna.

Na ruch w salonach samochodowych składają się nie tylko wizyty mające na celu zakup auta, ale też związane z naprawami powypadkowymi, serwisem pojazdów czy formalnościami dotyczącymi usług świadczonych przez dealerów. Część z tych spraw jest coraz skuteczniej automatyzowana, co pozwala zaoszczędzić czas klientów i ograniczyć liczbę ich wizyt.

– Dość niskie wyniki dot. ruchu w salonach mogą być efektem coraz chętniej stosowanych przez serwisy tzw. kluczykomatów, które usprawniają odbieranie samochodów po naprawach. Fizyczne odwiedziny placówek nie są też tożsame z odsetkiem sprzedaży samochodów w Polsce. Niemniej dane dotyczące ruchu w salonach nadal pozostają bardzo ważną informacją dla dealerów. Pozwalają im m.in. zrewidować i zaktualizować strategie marketingowe, kadrowe czy sprzedażowe – stwierdza ekspert z Proxi.cloud.

Według badania, ruch w salonach marek premium zmniejszył się w III kwartale br. o ponad 25% rdr. W tym samym czasie punkty sprzedaży marek wolumenowych odnotowały spadek o niespełna 6% rdr. – Marki premium praktycznie powtórzyły ujemny wynik z II kwartału – prawie 31% rdr. W ostatnim okresie badawczym mniejszą stratę liczby wizyt w salonach należy zawdzięczać markom wolumenowym. Warto przypomnieć, że poprzednio straciły ponad 18% rdr. W III kw. br. ich notowania mogła poprawić obniżka cen kredytów – podsumowuje dr Nikodem Sarna.

Pożyczkowe szaleństwo: w październiku 2023 r. udzielono rekordowej liczby pożyczek

W październiku 2023 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 011,0 tys. nowych pożyczek o wartości 1,310 mld zł. W porównaniu do października 2022 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły o (+191,4%) więcej pożyczek na kwotę wyższą o (+72,3%).

W październikowej sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym 65,3% stanowiły pożyczki celowe, 33,6% pożyczki gotówkowe oraz 1,1% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 34,2% to pożyczki celowe, 62,7% pożyczki gotówkowe oraz 3,1% karty i limity pożyczkowe.
Odmienna struktura liczbowa i wartościowa pokazuje główną cechę polskiego rynku pożyczek pozabankowych. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, zaś pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.
W październiku 2023 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, dynamika pożyczek gotówkowych w ujęciu liczbowym wynosi 17,8%, a w wartościowym (+22,5%).

Średnia wartość nowo udzielonej w październiku 2023 r. pożyczki celowej wyniosła 679 zł i była o 51,0% niższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w październiku 2022 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w październiku 2023 r. pożyczki gotówkowej wyniosła 2 416 zł i była o 4,0% wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w październiku 2022 r.

– Tegoroczne tak wysokie wzrosty, w szczególności w sektorze pożyczek celowych, są w dużej części następstwem wejścia w życie Ustawy o zmianie ustaw w celu przeciwdziałania lichwie, w wyniku której z dniem 18 maja 2023 r. zaraportowały transakcje firmy, które rozpoczęły współpracę z BIK. Równocześnie, firmy dotychczas współpracujące z BIK, przekazały transakcje wcześniej nieraportowane.

W październiku br. wzrost liczby udzielonych pożyczek wynika w szczególności z pożyczek udzielonych na zakupy w internecie. Są to pożyczki celowe, również zawierające część zakupów z odroczoną płatnością po okresie bezodsetkowym, których spłata jest rozkładana na kilka miesięcznych rat. W ujęciu liczbowym niekwestionowanym liderem rynku pożyczek pozabankowych są więc pożyczki celowe, a w wartościowym pożyczki gotówkowe – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Węgierski Bank Centralny obniżył stopy procentowe

Węgierski Bank Centralny po raz drugi z rzędu obniżył stopy procentowe o 75bp. Tym samym w ciągu dwóch miesięcy ściął on podstawową stopę procentową obowiązującą na Węgrzech aż o 150 pb. Z poziomu 13% do 11,50% obecnie.

Inflacja natomiast spadła z rekordowych 25,7% w styczniu do 9,90% obecnie. I pomimo, że nie jest już dwucyfrowa to dalej pozostaje najwyższa w całej Unii Europejskiej.

Ta decyzja węgierskiego banku centralnego była zgodna z konsensusem, kolejne posiedzenie przewidziane jest na grudzień.

Banki Centralne w Europie Środkowo-Wschodniej podążają własną ścieżką w polityce monetarnej.

RPP zakomunikowała brak obniżek w najbliższych kwartałach. Zobaczymy jakie będą kolejne ruchy bankierów centralnych w naszej części Europy (Czech, Rumunii).

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych Michael / Ström Dom Maklerski

Znani producenci opon walczą z tańszą konkurencją z Chin

Pierwszy śnieg na polskich drogach jest sygnałem dla wielu kierowców do zmiany opon na zimowe. Specjaliści twierdzą jednak, że to nie opady, a niska temperatura to czynnik, który powinien nas skłaniać do wymiany ogumienia. Wiodącym producentem opon na świecie jest Michelin, który w tym roku zwiększył swoje przychody o 2 proc. Najwięksi producenci opon muszą zmagać się w tańszą konkurencją z Chin.

Trudno sobie wyobrazić współczesny rynek motoryzacyjny bez producentów opon. Światowy rynek oponiarski w roku 2022 był wart 245 mld dolarów (2,3 mld sprzedanych opon). Ocenia się, że do roku 2028, wzrośnie o ponad 50 proc., osiągając 374 mld. dolarów. Rynek jest napędzany przez sprzedaż nowych samochodów (także tych elektrycznych) oraz potrzebę wymiany zużytych opon w samochodach używanych. W wielu regionach świata, podobnie jak w Polsce, wielu kierowców wykorzystuje dwa zestawy opon – letnie i zimowe. Choć tutaj na popyt mogą oddziaływać zmiany klimatyczne, globalne ocieplenie może bowiem oddziaływać na przesunięcie sprzedaży z opon zimowych na uniwersalne opony całoroczne.

Podstawowe znacznie dla producentów ma sprzedaż nowych samochodów. Według International Organization of Motor Vehicle Manufacturers (OICA) w 2022 roku na świecie wyprodukowano 97 mln. nowych pojazdów, czyli 2,4 proc. więcej niż rok wcześniej.

Producenci opon są ważnymi sponsorami wyścigów Formuły 1. Jest to pole do testowania nowych, innowacyjnych rozwiązań, tak aby opony nadążały za rozwojem technologicznym w motoryzacji. Coraz częściej samochody wyposażane są w czujniki na bieżąco monitorujące nie tylko ciśnienie opon, ale także temperaturę czy stan drogi. Takie analizy pozwalają na zwiększenie bezpieczeństwa oraz redukowanie kosztów serwisowania opon. Producenci doskonalą obecnie technologie CAIS (Contact Area Information Sensing), która polega na wbudowaniu czujników w zewnętrzną stronę opony, tak do elektroniki pojazdu docierał komunikat o powierzchni, po której porusza się pojazd. Dodatkowo, rosnąca popularność samochodów elektrycznych i hybrydowych wywołała zapotrzebowanie na bardziej efektywne opony, zapewniające szerszy zasięg.

Dużym wyzwaniem dla producentów są wahania cen materiałów używanych do produkcji opon – najważniejsze wykorzystywane surowce to naturalna guma, w tym kauczuk oraz ropa naftowa. Cena ropy spadła z ponad 90 do około 80 dolarów za baryłkę za sprawą spadku globalnych napięć geopolitycznych. Cena naturalnej gumy wynosi obecnie około 1,5 dolara za kg, około 0,5 dolara mniej niż w lutym 2021. Najwyższe ceny guma notowała na przełomie lat 2010/11 kiedy cena przekroczyła 5 dolarów za kg. Jej głównymi producentami na świecie są Chiny, Indonezja, Malezja i Tajlandia.

Duże firmy oponiarskie pozostają jednak pod presją tańszych producentów opon z Chin. Muszą także zmagać się z rosnącymi wymogami dotyczącymi ochrony środowiska.

Pięć największych firm oponiarskich świata to: francuski Michelin, japoński Bridgestone, amerykański Goodyear, niemiecki Continental oraz japoński Sumitomo. W roku 2021 Michelin wyprzedził Bridgestone i stał się największym światowym producentem opon. W ciągu pierwszych 9 miesięcy tego roku, firma zwiększyła przychody o 2 proc. (w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku) do 21,2 mld euro. Sprzedaż wyrażona w euro mogłaby wzrosnąć bardziej, gdyby nie mocny dolar, utrzymujący się przez większość tego okresu. Popyt na opony pozostał silny przeważającą część roku, choć spadł o 10 proc. we wrześniu w wyniku strajku związku zawodowego United Auto Workers w USA. Firma zwiększyła swoje prognozy wolnych przepływów pieniężnych na koniec roku (FCF) do 2,3 mld euro z 2 mld euro – głównie z powodu niższych kosztów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rynek magazynowy w Polsce: wzrost aktywności deweloperów, powolny powrót popytu

Według najnowszego raportu pt. „Occupier Insight – Rynek magazynowo-przemysłowy w III kw. 2023 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, aktywność deweloperów i najemców koncentruje się obecnie na sześciu głównych rynkach magazynowych w Polsce, do których zalicza się Warszawę i okolice, Górny Śląsk, Polskę Centralną, Dolny Śląsk, Wielkopolskę i od niedawna województwo pomorskie. Prawie 89% realizowanych obecnie inwestycji powstaje właśnie w tych regionach, na które przypadło prawie 84% całkowitego wolumenu transakcji najmu odnotowanego w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku. Jednocześnie w niektórych lokalizacjach i parkach magazynowych zaobserwowano niewielką korektę czynszów.

Na koniec III kw. 2023 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce wyniosły prawie 31,1 mln mkw., co oznacza wzrost o 13,3% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku. Ponad 80% wolumenu istniejących obiektów zlokalizowane jest na sześciu głównych rynkach w kraju: w regionie Warszawy i okolic, na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce oraz w województwie pomorskim (gdzie zasoby powierzchni magazynowej w 2024 r. mogą wzrosnąć do niemal 2 mln mkw.).

Nowa podaż od początku roku wyniosła ponad 3,12 mln mkw. i była niższa od odnotowanej w okresie od stycznia do września 2022 r. o 12,9%. W III kw. 2023 r. deweloperzy dostarczyli na rynek tylko 527 000 mkw., czyli aż o ponad 55% mniej niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku i o 23,9% mniej w porównaniu z II kw. 2023 r. Według prognoz Newmark Polska w 2023 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce powiększą się o 4 mln mkw.

– Aktywność deweloperów od początku roku utrzymuje się na stabilnym, umiarkowanym poziomie, aczkolwiek pod koniec trzeciego kwartału nieznacznie wzrosła. Na koniec września w budowie pozostawało 2,5 mln mkw., tj. o 17,4% więcej niż w II kw. 2023 r., ale prawie 38% mniej niż pod koniec III kw. 2022 r. – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska. – Niemniej zauważalnym jest trend mocnej koncentracji aktywności deweloperów na sześciu głównych rynkach magazynowych, na które przypada blisko 89% powierzchni w budowie. Wyróżnia się też województwo małopolskie, gdzie na koniec III kw. realizowanych było prawie 167 000 mkw. magazynów – dodaje ekspertka.

– Wzrostowi aktywności deweloperskiej w trzecim kwartale 2023 r. towarzyszyło powolne ożywienie na rynku najmu. Popyt brutto w okresie od lipca do września przekroczył 1,5 mln mkw., co oznacza wzrost o ponad 47% kwartał do kwartału i o ponad 1% rok do roku. W pierwszych trzech kwartałach 2023 r. najemcy wynajęli łącznie prawie 3,75 mln mkw., tj. o 27,1% mniej niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska. – Podobnie jak w przypadku deweloperów, największą koncentrację aktywności najemców odnotowano na sześciu głównych rynkach magazynowych, na które przypadło prawie 84% całkowitego wolumenu transakcji najmu zarejestrowanego od początku roku – zauważa ekspert.

W strukturze transakcji zawartych w pierwszych trzech kwartałach 2023 r. dominowały nowe umowy najmu, w tym projekty typu BTS (53%). Renegocjacje stanowiły 35% całkowitego popytu, a pozostałe 12% przypadło na ekspansje. Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 175 400 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku). Ponadto kolejnym zauważalnym trendem jest znaczący wzrost udziału ekspansji w całkowitym wolumenie transakcji – do nawet ponad 14% w III kw. br.

 

Trzeci kwartał upłynął pod znakiem dwóch dużych transakcji dotyczących inwestycji typu BTS o powierzchni przekraczającej 100 000 mkw. W wyniku ich sfinalizowania sieć handlowa z branży modowej wynajęła 120 000 mkw. w Psarach, a firma Raben podpisała umowę najmu obiektu o powierzchni 110 000 mkw. w CTPark Warsaw West.

 

Od końca IV kw. 2022 r. obserwujemy stopniowy wzrost wskaźnika pustostanów. Na koniec września bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej wyniósł 7,8%, co oznacza wzrost o 1,1 p.p. kwartał do kwartału i o 3,4 p.p. w ujęciu rocznym. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało ponad 2,4 mln mkw. w porównaniu z 1,3 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji. Największe wzrosty wolnej powierzchni w stosunku do poprzedniego kwartału zaobserwowano w województwie łódzkim (o ponad 185 500 mkw.) i lubuskim (o prawie 88 000 mkw.).

W III kw. 2023 r. czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe pozostawały na stosunkowo stabilnym poziomie w porównaniu z poprzednim kwartałem, aczkolwiek w przypadku niektórych lokalizacji i parków magazynowych odnotowano niewielką korektę. Najwyższe stawki za wynajem powierzchni magazynowych utrzymują się niezmiennie w Warszawie (Strefa I) i Krakowie.

Rejestracja spółek — dlaczego jest konieczna?

Rejestracja spółki nie jest czymś opcjonalnym, a czynnością obligatoryjną w przypadku chęci prowadzenia działalności gospodarczej w tej formie. Chociaż na pierwszy rzut oka ten obowiązek może wydawać się uciążliwą, zbędną formalnością, w praktyce ma duże znaczenie.

Z czego wynika obowiązek rejestracji spółek?

Sformalizowany proces rejestracji spółek, o którym można dowiedzieć się więcej pod adresem https://ksiegowosc-dla-spolek.pl/rejestracja-spolek, powstał z kilku kluczowych powodów. Przed ich objaśnieniem warto zaznaczyć, że zasada rejestracji działalności gospodarczej obowiązuje zarówno w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej (osoba fizyczna rejestruje się jako przedsiębiorca w CEIDG), jak i spółek prawa handlowego (odpowiednim rejestrem jest w tym wypadku Krajowy Rejestr Sądowy, w którym znajdziemy też m.in. spółdzielnie i stowarzyszenia). 

Sprawa wygląda nieco inaczej, jeśli chodzi o spółki prawa cywilnego, to jako przedsiębiorcy w CEIDG identyfikują się wszyscy ich wspólnicy wykonujący działalność gospodarczą. Jak więc widać, każdy podmiot prowadzący działalność gospodarczą będzie musiał w ten lub inny sposób ujawnić się w jawnym spisie (wyjątkiem jest działalność nierejestrowana, nazywana także nieewidencjonowaną).

Pierwsze, co może się nasuwać, gdy zaczniemy zastanawiać się, dlaczego jest tak, a nie inaczej, to funkcja kontrolna rejestracji. Faktycznie, łatwiej jest organom kontrolować podmioty, mając w jednym (a właściwie dwóch) miejscach ich szczegółową listę. To jednak tylko jeden warty rozważenia aspekt. Obowiązek rejestracji także między innymi pełni funkcję kreacyjną (nie licząc jednoosobowych działalności gospodarczych — w ich przypadku nie powstaje nowy podmiot wyposażony w zdolność prawną, jako że takim podmiotem był już przedsiębiorca jako osoba fizyczna), informacyjną i ochronną (względem obrotu). 

Inne podmioty działające na rynku mogą z łatwością zweryfikować, czy potencjalny kontrahent jest tym, za kogo się podaje, i czy na przykład jego działalność nie jest zawieszona. Taka przejrzystość i łatwa dostępność informacji o działalności gospodarczej w Polsce niejednokrotnie może uchronić przed złymi decyzjami biznesowymi.

Jak założyć i zarejestrować spółkę?

Proces zakładania spółki można przeprowadzić na dwa sposoby: przez Internet, w trybie S24, bądź metodą tradycyjną (zawierając umowę spółki w ramach aktu notarialnego). Należy zwrócić uwagę na fakt, że w tym przypadku wybór metody dopełnienia formalności ma wpływ nie tylko na czas, jakie będzie trzeba na nie poświęcić. W wielu przypadkach załatwianie spraw urzędowych zdalnie i stacjonarnie przebiega na tych samych zasadach, ale nie tym razem. 

Zawierając umowę spółki w ramach aktu notarialnego, przedsiębiorca ma dużą swobodę w zakresie tego, co w niej zawrze. Jest oczywiście pewne minimum, które musi pojawić się zawsze, a ponadto umowa musi być zgodna z przepisami bezwzględnie obowiązującymi. Nawet te warunki pozostawiają jednak duże pole do manewru. Natomiast w przypadku zakładania spółki zdalnie, nie ma opcji wklejenia czy napisania własnej umowy, system opracuje ją na podstawie opcji wybieranych w formularzu.

Należy pamiętać, że zawarcie umowy spółki to nie to samo, co jej rejestracja. Czynności te trzeba wykonać osobno, przy czym pierwsze musi być właśnie zawarcie umowy, a rejestracja we wspomnianym już KRS-ie jest dopiero kolejnym etapem. Co ciekawe, można jej obecnie dokonać tylko elektronicznie, w tym również w przypadku umów spółek zawieranych u notariusza (zmianę w tym zakresie wprowadzono już w 2021 roku). Różni się natomiast to, gdzie należy złożyć odpowiedni wniosek.

Jeśli umowa została stworzona zdalnie, na wzorcu udostępnionym w internetowym formularzu, czyli poprzez system teleinformatyczny S24, to również za pośrednictwem tego systemu należy złożyć wniosek o rejestrację w Krajowym Rejestrze Sądowym. Natomiast w przypadku spółki zakładanej metodą tradycyjną konieczne jest skorzystanie z Portalu Rejestrów Sądowych.

Czy rejestracja spółek jest skomplikowana?

Nie da się ukryć, że założenie jednoosobowej działalności gospodarczej jest znacznie prostsze niż założenie spółki, choćby z racji na fakt, że nie trzeba zaprzątać sobie głowy umową, statutem czy wyznaczaniem organów podmiotu. W związku z tym przedsiębiorcy z reguły nie decydują się przechodzić przez ten proces samodzielnie, a robią to w asyście doświadczonych prawników i ekspertów z zakresu księgowości.

W ten sposób można mieć pewność, że umowa spółki bądź jej statut (umowa spółki jest wymagana dla wszystkich spółek handlowych, z wyjątkiem spółki akcyjnej i komandytowo-akcyjnej, w przypadku tych spółek wymagany jest statut) zostaną skonstruowane w optymalny sposób, a wszelka niezbędna dokumentacja będzie prawidłowa i złożona w odpowiednim miejscu oraz czasie. Mowa tutaj nie tylko o umowie spółki i wniosku o rejestrację w KRS, ale także innych formalnościach, związanych między innymi z kwestiami podatkowymi, ubezpieczeniem społecznym i nie tylko.

Siła złotego trwa

Ostatnie dni charakteryzują się coraz większą nerwowością na rynku. Niby wszyscy wiedzą, że po tak silnym ruchu musi nadejść czas na korektę. Na razie jednak nie nadszedł, a polski złoty przebija kolejne poziomy.

Dalsza siła złotego

Polska waluta już trzeci dzień atakuje poziom 4,37 zł na kursie euro. Na razie odbijaliśmy się delikatnie poniżej niego po krótkich przebiciach. Są to najniższe poziomy dla euro od pierwszej połowy 2020 roku. Powodem siły polskiej waluty jest kombinacja optymizmu związanego ze zmianami politycznymi w kraju oraz słabości amerykańskiego dolara. Względem dolara niby polski złoty jest najsilniejszy „tylko” od lipca, ale w ciągu niecałych dwóch miesięcy od październikowych szczytów umocnił się już prawie o 50 groszy. Frank szwajcarski przebił w ostatnich dniach minima z czerwca i jest najtańszy od pierwszej połowy 2022 roku. Problem w tym, że mimo tego kurs franka jest nadal około poziomu 4,50 zł, co z pewnością nie jest poziomem marzeń kredytobiorców.

Deflacja producencka za Odrą

O tym, że w niemieckim przemyśle dzieje się nie najlepiej, wiemy od dawna. Wczorajsze dane pokazują deflację producencką na poziomie aż 11%. Pokazuje to, że producenci gwałtownie schodzą z cen, aby utrzymać skalę działania. Na szczególną uwagę zasługuje jednak poziom tego wskaźnika sprzed roku. Co prawda, w październiku zaczęły się spadki, ale rok temu ceny rosły o 34,5%. W sierpniu i wrześniu były to poziomy ponad 45%. W rezultacie dane te są raczej korektą olbrzymich podwyżek z zeszłego roku. Po złożeniu tych danych daje nam to nadal prawie 20% wzrostu w dwa lata. Taka zmiana w przypadku cen producentów przekracza również wzrost cen dla konsumentów. Tam jednak ceny mają większą stabilność.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Sytuacja gospodarcza w Chinach mocno odbiega od tej na Zachodzie. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że w Państwie Środka ostatni raz stopy procentowe wzrosły symbolicznie w 2018 roku, a ostatni wzrost o minimum 0,1% był w 2014 roku. Do tego kraj ma obecnie deflację. Tak Chiny mierzą się ze spadkiem cen. Utrzymują jednak i tak główną stopę procentową na poziomie 3,45%. Kraj ten podchodzi do polityki monetarnej znacznie bardziej konserwatywnie niż Zachód. Nie zmienia to faktu, że pomimo relatywnie drogiego kredytu ma on olbrzymie problemy w sektorze nieruchomości. Gigantyczne korporacje padają, na rynku są miliony niedokończonych mieszkań, za które nabywcy już zapłacili, a sytuacja wydaje się pogarszać. Aż strach pomyśleć, gdzie ta sytuacja by zaszła, gdyby podobnie jak wiele gospodarek w pandemii stopy otarły się o 0%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Koniec miodowych lat w e-commerce, rynek dojrzał

Od szybkozbywalnych dóbr konsumpcyjnych po usługi finansowe, rewolucja online zmieniła handel detaliczny. Klienci niezmiennie uwielbiają wygodę, oszczędność czasu i pieniędzy, które kojarzą się z e-handlem. Chcą też doświadczać więcej, m.in. w zakresie spersonalizowanych rekomendacji i zapamiętywania ich preferencji, a jednak aż 88 proc. sprzedawców wskazuje, że ich działania dotyczące doświadczeń klientów wciąż nie są podejmowane na podstawie analizy danych sprzedażowych[1]. Jak temu zaradzić?

Sytuacja jest poważna. Aż 80 proc. konsumentów twierdzi, że przestałoby robić zakupy z powodu złej obsługi klienta, a 70 proc. z pewnym lub dużym prawdopodobieństwem zmieniłoby markę na inną z powodu słabych doświadczeń online. Spośród sprzedawców tylko 6 proc. ma spójne procesy obsługi klienta we wszystkich działach i kanałach[2].

Polacy kochają zakupy online, nawet w kryzysie. W ciągu dziesięciu lat odsetek sprzedaży w Internecie wzrósł z 45 do 87 proc.[3]. Spowolnienie gospodarcze oraz inflacja skłoniły do zmiany podejścia do zakupów co drugą osobę. W efekcie zakupy w sieci robi coraz więcej osób mimo jednoczesnego ograniczenia siły nabywczej i zmniejszaniu nakładów na rozwój ze strony firm.

W tym roku, połowa badanych wykazała przynajmniej jedną kategorię, którą przeniosła z fizycznego do wirtualnego koszyka[4]. Mimo to, e-Izba przewiduje, że dynamika wzrostu sprzedaży cyfrowej obniży się do 14-15 proc. w skali roku (względem 30% w okresie pandemii). Przyczynia się to do osłabiania kondycji finansowej wielu sklepów internetowych. W ciągu ostatnich dwóch lat działalność zawiesiło prawie 4,5 tys. polskich sklepów, które posiadały własne witryny.

 

Dane mówiące o wyhamowaniu dynamiki wzrostu są zastanawiające, nawet jeśli uwzględnimy fakt, że w badaniach rynku e-commerce często uwzględniane są firmy, które nie utrzymują się głównie z handlu przez Internet, a działalność e-commerce mają wpisaną jedynie w KRS. Czy można więc zignorować pojawiające się sygnały? Nie zachęcam do tego. Da się bowiem zauważyć, że łatwo już było. Dojrzewając, rynek staje się bardziej wymagający, a funkcjonujące podmioty muszą wykazać się sprytem, przezornością i rosnącą efektywnością. To na nią powinni postawić sprzedawcy on-line, którzy chcą przetrwać spowolnienie wzrostu rynku – mówi Robert Paszkiewicz, szef regionu CEE w OVHcloud.

Jak poprawić efektywność sklepów on-line?

Warto zacząć od przyjrzenia się zgromadzonym danym. W bazach znajdują się cenne informacje, które mogą posłużyć do rozwoju sklepów pod względem podaży i profilu ich klientów. Duże organizacje e-commerce od dawna wykorzystują zaawansowaną analizę danych, by identyfikować potrzeby klientów. Rozwiązania te można z powodzeniem wprowadzić również w małych i średnich firmach.

Analityka predykcyjna pozwala określić m.in. poziom sprzedaży oraz potrzebne zapasy magazynowe pod konkretne zainteresowania klientów podczas zbliżających się okazji, takich jak Black Friday czy święta. Zaawansowane algorytmy badają również historyczne transakcje, czynniki rynkowe, działania konkurencji oraz zachowania konsumentów i umożliwiają automatyczne zarządzanie strategiami cenowymi w e-sklepach. Wykorzystanie tej technologii przez rynkowych gigantów i oferowanie rekomendowanych produktów generuje nawet 35 proc. sprzedaży rocznie[5]. Warto rozważyć zintegrowanie podobnego mechanizmu we własnej organizacji.

Właściciele sklepów podczas świąt i Black Week powinni być przede wszystkim przygotowani na zwiększony ruch na stronach i w aplikacjach. Poza odpowiednią infrastrukturą e-commerce warto zadbać o dobry kontakt, zwłaszcza z powracającymi użytkownikami. W tym celu należy rozwijać komunikację cross-channel, z zastosowaniem różnorodnych kanałów komunikacji – w tym notyfikacji push, które docierają do subskrybentów bezpośrednio na ich urządzeniach. Można je wykorzystać zarówno do wysyłania informacji marketingowych i budowania retencji, jaki do komunikacji sprzedażowej i transakcyjnej – podsumowuje Dawid Mędrek, CEO w PushPushGo.

Mniejsze firmy, które nie mają doświadczenia z nowymi technologiami mogą skorzystać z pomocy partnerów oferujących gotowe oprogramowanie sklepu internetowego, takich jak PrestaShop. Zmniejsza to koszt rozwoju sklepu i pozwala m.in. rozwinąć sprzedaż zagraniczną, czyli tzw. cross-boarder. Małe i średnie przedsiębiorstwa zyskują skalę, która umożliwia im konkurowanie z największymi gigantami e-commerce.

Wśród rozwiązań umożliwiających przekształcenie informacji o klientach w dodatkową wartość można wymienić:

  • Single Customer View, które pozwala ujednolicić wszystkie dane dotyczące każdego klienta w jednym profilu. Dzięki SCV e-sklepy mogą tworzyć m.in. bardziej dopasowane reklamy i rekomendacje dla klientów, którzy są zainteresowani konkretnymi produktami[6].
  • Customer Data Platform, rozwija możliwości systemu CRM (standardowego rejestru danych klientów) do zarządzania relacjami z klientami oraz umożliwia personalizację działań w czasie rzeczywistym. Platforma łączy dane z różnych źródeł i tworzy grupy klientów charakterystyczne dla konkretnej firmy. Umożliwia to optymalizację działań e-sklepu względem wydatków reklamowych, programów lojalnościowych czy usprawnienia procesów zakupu i obsługi[7].

Pomocnym rozwiązaniem, szczególnie w okresach wzmożonego zainteresowania kupujących jest możliwość dynamicznego skalowania usług. Polega ono na automatycznym przeniesieniu kolejnych połączeń ze stroną na następny serwer, kiedy liczba zapytań na pierwszym zbliża się do granicy jego wydajności. Dobrze zoptymalizowana, szybko ładująca się witryna przyczyni się do zadowolenia klientów, obsłuży większą liczbę transakcji, przynosząc firmie większe zyski, przy koszcie powiększonym tylko o dodatkowo wykorzystane zasoby.

Warto przy tym zwrócić uwagę na transparentność kosztów i nawiązać współpracę z partnerami, którzy rozumieją potrzeby rynku e-commerce i z góry potrafią określić wszystkie składowe ceny obsługi oraz pozwalają określić procedurę działania w przypadku przekroczenia założonych limitów.

Pomimo wciąż niedostatecznej analizy danych, sprzedawcy zdają sobie sprawę z trudności rynkowych i ciągle rosnących oczekiwań konsumentów. Nowe technologie zapewniają e-sklepom większy udział w rynku oraz lepsze doświadczenia dla klientów. Sprzedawcy powinni wybierać rozwiązania, które najlepiej odpowiedzą potrzebom rozwoju firmy i zapewnią dodatkową wartość użytkownikom, np. w zakresie spersonalizowanych rekomendacji. Zgodnie z badaniem McKinsey, personalizacja przynosi wzrost przychodów o 10 do 15 proc.[8]. Im lepsze doświadczenia kupujących w zakresie urządzeń mobilnych, platform społecznościowych czy dostępności wszelkich metod płatności i dostawy, tym lepsza i częstsza sprzedaż.

[1] Źródło: 451 Research, S&P Global Market Intelligence: “Voice of the Enterprise: Customer Experience and Commerce, Organizational Dynamics”; “Voice of the Connected User Landscape, Disruptive Technologies Survey”, 2021.

[2] Źródło: 451 Research, S&P Global Market Intelligence: “Voice of the Enterprise: Customer Experience and Commerce, Organizational Dynamics”; “Voice of the Connected User Landscape, Disruptive Technologies Survey”, 2021.

[3] Izba Gospodarki Elektronicznej, Raport „Dekada polskiego e-commerce”.

[4] Izba Gospodarki Elektronicznej, II edycja raportu „Emergency Commerce – W kryzysie do e-commerce”, cz. 2.

[5] InData Labs: Predictive Analytics in Retail & E-commerce.

[6] The Value of Data for E-commerce Companies, Kale/Bismart.

[7] Deloitte: Customer data platforms in action.

[8] McKinsey, Next in Personalization 2021 Report

Ponad 63 proc. Polaków weźmie udział w Black Friday

W tym roku ponad 63% Polaków zamierza coś kupić w ramach Black Friday. Natomiast łącznie blisko 37% rodaków jest niezdecydowanych lub niechętnych. Co ciekawe, mężczyźni częściej niż kobiety planują tego typu aktywność. Konsumenci przeważnie chcą wydać 400-500 zł i polować na obniżki rzędu 50-60%. Rok temu to było odpowiednio 300-400 zł i 40-50%. Ciekawym wątkiem jest też to, że rabaty powyżej 70% nie budzą zbyt dużego zainteresowania, co eksperci tłumaczą brakiem zaufania do sklepów. I zapowiadają, że przez unijną dyrektywę tegoroczny Black Friday będzie inaczej wyglądał niż we wcześniejszych latach. Omnibus w zasadzie może zasadniczo obnażyć problemy z oferowaniem krzykliwych rabatów.

Black Friday dzieli Polaków

Według najnowszego badania, w tym roku ponad 63% rodaków zamierza zrobić zakupy w ramach Black Friday. Tak wynika z raportu UCE RESEARCH i Grupy Offerista. – Według badań firmy doradczej Deloitte, w USA 70% społeczeństwa planuje skorzystać z dorocznych zniżek. Podobne dane dotyczą Wielkiej Brytanii. A właśnie w tych dwóch częściach świata Black Friday jest najpopularniejszy. W tym kontekście polski wynik oceniam jako wysoki. Pokazuje on, że w dobie inflacji Polacy aktywnie szukają specjalnych okazji – mówi dr Jolanta Tkaczyk z Akademii Leona Koźmińskiego.

Przeszło 18% Polaków nie chce skorzystać z czarnopiątkowych okazji. – Wśród tych osób większość zapewne na co dzień ledwo wiąże koniec z końcem i w ogóle nawet nie myśli o Black Friday. Raczej martwi się tym, za co kupi w następnym tygodniu żywność, a nie elektronikę czy perfumy – stwierdza Robert Biegaj z Grupy Offerista.

Z kolei blisko 19% Polaków jeszcze nie wie, czy coś kupi. Jak komentuje dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHiD-u, nie wszyscy poddają się mechanizmowi okazyjnego wysypu wyprzedaży. – Przynajmniej część konsumentów nie zna czarnopiątkowej instytucji społecznej lub z zasady nie reaguje na takie okazje, zarówno z niedostatku, jak i z ponadprzeciętnej zamożności. To paradoks, ale też prawidłowość. Wyniki badania odzwierciedlają ogólną strukturę majątkową społeczeństwa, w którym dominują osoby średniozamożne – wyjaśnia dr Faliński.

Kto skorzysta z okazji?

Badanie wykazało, że mężczyźni częściej niż kobiety zamierzają zrobić okazyjne zakupy. – Oni bardziej interesują się technologią i elektroniką, które są popularnymi kategoriami promocyjnymi w ramach Black Friday. W zeszłym roku, wg raportu Deloitte, aż 40% sprzedaży w Czarny Piątek dotyczyło właśnie urządzeń elektronicznych. Dodatkowo mężczyźni częściej są skłonni do podejmowania ryzyka, co może przekładać się na większą chęć udziału w wyprzedażach – dodaje dr Tkaczyk.

Zakupy najchętniej zrobią osoby w wieku 18-34 lat. Najczęściej z ww. okazji skorzystają konsumenci, którzy zamieszkują miasta liczące od 200-499 tys. lub 5-19 tys. ludności. Będą to z reguły shopperzy zarabiający co najmniej 7000 zł miesięcznie i mający wykształcenie wyższe bądź średnie.

– Osoby w wieku 18-34 lat najczęściej biorą udział w akcjach, które są mocno kreowane w Internecie, a Black Friday idealnie wpisuje się w ten model. Retailerzy głównie promują z tej okazji produkty, których odbiorcami są młodzi i aktywni shopperzy. Zaskakująca może być natomiast zróżnicowana wielkość miast, w których mieszkają osoby najbardziej zainteresowane zakupami, ale tak właśnie wygląda handel w Polsce. Konsumenci z małych i średnich miasteczek szukają dobrych okazji, często by wyróżnić się w swoim środowisku – zauważa Robert Biegaj.

Większe kwoty i rabaty

Uczestnicy badania ujawnili też, ile pieniędzy łącznie wydali w zeszłym roku w Black Friday. Najczęściej podawali przedział 300-400 zł – blisko 14%. Następnie deklarowali 200-300 zł – ponad 12%. Wskazania 400-500 zł i powyżej 1000 zł uzyskały po przeszło 12%. Natomiast w tym roku konsumenci chcą wydać odpowiednio 400-500 zł – prawie 13%, powyżej 1000 zł – ponad 12%, a także 300-400 zł – przeszło 12%.

– Widać, że obecnie shopperzy chcą wydać więcej pieniędzy. Powody są co najmniej dwa. Pierwszy jest taki, że przez inflację sporo towarów mocno zdrożało. Konsumenci, widząc to, muszą głębiej sięgnąć do kieszeni. Drugą przyczyną, mocno powiązaną z pierwszą, jest to, że Polacy chcą zrobić zakupy na zapas, np. już na święta. W ten sposób mogą więcej zaoszczędzić – analizuje ekspert z Grupy Offerista.

W zeszłym roku Polacy najczęściej polowali na rabaty w wysokości 40-50%. Blisko 24% ankietowanych tak robiło. Ponad 19% rodaków szukało zniżek na poziomie 30-40%, a przeszło 16% rozglądało się za upustami w przedziale 50-60%. W tym roku najwięcej konsumentów, czyli prawie 22%, chce skorzystać z obniżek wynoszących 50-60%. Przedział 40-50%, wskazuje niecałe 21% shopperów, a rabaty rzędu 30-40% podaje niespełna 15% kupujących.

– Fakt, że teraz na pierwszym miejscu jest przedział w wysokości 50-60%, to wynik psychologicznej reakcji na wzrost cen. Warto poszukać większych obniżek, bo jest drożej niż w zeszłym roku. Pieniądz jest słabszy i realnie mamy go mniej, więc stosujemy racjonalniejszą metodę wydawania – tłumaczy dr Faliński.

Omnibus zweryfikuje obniżki

Warto też zauważyć, że Polacy nie bardzo chcą polować na rabaty powyżej 70%. W tym roku przedział 70-80% miał tylko 7% wskazań, a powyżej 80% – ponad 6%. Natomiast w zeszłym roku wyglądało to jeszcze gorzej, tj. 70-80% – przeszło 5% deklaracji, a powyżej 80% – niecałe 4%.

– Rabat powyżej 70% może być postrzegany jako granica między atrakcyjną promocją a okazją zbyt dobrą, by była prawdziwa. Konsumenci mogą być sceptyczni co do możliwości uzyskania tak dużego upustu, zwłaszcza w przypadku produktów o wysokiej wartości. Mogą obawiać się, że rabat jest związany z niską jakością i wynika np. z wadliwości towaru – objaśnia dr Jolanta Tkaczyk.

Jak podsumowuje ekspert z Grupy Offerista, konsumenci stali się nieufni. W ostatnich latach powszechną praktyką było to, że sklep najpierw podwyższał cenę, a następie w krótkim czasie ją obniżał, żeby wykazać atrakcyjny rabat. Teraz, gdy obowiązuje dyrektywa Omnibus, na etykiecie musi być podana zarówno najniższa cena z ostatnich 30 dni, jak i ta ostatnia sprzed obniżki. I pod tym względem tegoroczny Black Friday może zupełnie inaczej wyglądać niż wcześniejsze święta zakupów, obnażając prawdę o krzykliwych rabatach.

Konkurencyjność firm przemysłowych z sektora MŚP w Polsce rośnie

  • Firmy przemysłowe z sektora MŚP są obecnie w lepszej kondycji do konkurowania niż rok temu. W 2023 roku Index MiU wynosi 51,39 pkt (w skali od 0 do 100), czyli więcej o 7,33 pkt w relacji do wcześniejszego pomiaru. Największy wpływ na wartość indeksu miały zmiany w obszarze nakładów na odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz automatyzacji, szczególnie te dotyczące prognoz na najbliższe miesiące.
  • Wyniki badania Siemens Financial Services w Polsce wskazują na wzrost zdolności do konkurowania wszystkich badanych branż. Sub-indeks MiU dla branży obróbki metali wynosi 49,55 pkt, czyli więcej o 3,15 pkt w relacji do poprzedniego (wówczas 46,40 pkt). Lepszą niż w roku ubiegłym kondycję do podejmowania rynkowej rywalizacji mają również przedsiębiorcy przetwarzający tworzywa sztuczne (wzrost z 45,32 do 51,47 pkt.) oraz firmy z branży spożywczej (53,16 pkt w porównaniu do 40,48 pkt).

Index MiU to cykliczne badanie realizowane od 2020 roku na zlecenie Siemens Financial Services w Polsce. Jego celem jest określenie poziomu zdolności do konkurowania firm przemysłowych z branży spożywczej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych. Autorski wskaźnik obliczany na podstawie wyników badania informuje, w jakiej kondycji do podejmowania rynkowej rywalizacji są wymienione branże. Index pokazuje również, jak kształtuje się i zmienia w czasie ich zdolność do zwiększania aktywności eksportowej i wzrostu możliwości sprzedaży krajowej, między innymi dzięki inwestycjom w maszyny i urządzenia (MiU).

W 2023 roku Index MiU wynosi 51,39 pkt, co oznacza wzrost o 7,33 pkt w porównaniu do ubiegłorocznego pomiaru. Wynik ten należy interpretować jako wyższą zdolność badanych branż do konkurowania obecnie, jak i w perspektywie kolejnych 12 miesięcy. Największy wpływ na wartość indeksu miały wzrosty nakładów na odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz zwiększenie poziomu automatyzacji.

Coraz więcej przedsiębiorców jest świadomych, jak istotne jest obecnie budowanie konkurencyjności oraz nieustanne dbanie o jej odpowiedni poziom. Doświadczenia z ostatnich lat sprawiły, że przedsiębiorcy starają się dziś systematycznie inwestować w nowe technologie, które mają wzmocnić ich kondycję do podejmowania rynkowej rywalizacji oraz wesprzeć w drodze do zrównoważonej produkcji. Motywacja do wzmacniania swojej zdolności do konkurowania wynika również z wymagającego otoczenia biznesowego, w jakim funkcjonują firmy. Wśród największych wyzwań, z jakimi będą się mierzyć w najbliższym czasie ankietowani przez nas przedsiębiorcy, są utrzymanie wysokiej jakości produkcji, poradzenie sobie ze wzrostem cen oraz utrzymanie płynności finansowej. W tak złożonej sytuacji biznesowej jednym z elementów strategii rozwoju przedsiębiorstwa powinny być inwestycje w nowoczesne maszyny i urządzenia – mówi Katarzyna Kaczmarek, CEO Siemens Financial Services w Polsce.

Firmy inwestują w nowe technologie i automatyzację

Wyniki badania Index MiU 2023 wskazują na wzrost zdolności do konkurowania wszystkich badanych branż.  Aktualny pomiar sub-indeksu dla firm z branży obróbki metali wynosi 49,55 pkt, czyli więcej o 3,15 pkt w relacji do poprzedniego (wówczas 46,40 pkt). Lepszą niż w roku ubiegłym kondycję do podejmowania rynkowej rywalizacji mają również przedsiębiorcy przetwarzający tworzywa sztuczne (wzrost z 45,32 do 51,47 pkt.). Z kolei przedsiębiorstwa z branży spożywczej mają obecnie najwyższy poziom zdolności do konkurowania w porównaniu z innymi branżami. Tegoroczny sub-indeks dla tej branży wynosi 53,16 pkt i jest o 12,68 pkt wyższy od ubiegłorocznego odczytu.

Należy jednak zaznaczyć, że istotny wpływ na wartość tegorocznego indeksu oraz sub-indeksów miały prognozy na najbliższe 12 miesięcy, które w opinii przedsiębiorców będą lepsze niż poprzednie. Więcej ankietowanych spodziewa się bowiem wzrostu sprzedaży krajowej i zagranicznej w przyszłości. Większy odsetek firm planuje także zwiększenie nakładów na odnowienia parków MiU oraz wzrost poziomu automatyzacji – podkreśla Katarzyna Kaczmarek, CEO w Siemens Financial Services w Polsce.

Jakość najważniejszą przewagą konkurencyjną

To kolejny rok z rzędu, gdy obserwujemy, że dla firm przemysłowych z sektora MŚP to jakość produktów jest najważniejszym elementem pozwalającym na osiągnięcie przewagi nad konkurencją, nie tylko w kraju, lecz także zagranicą. W tegorocznej edycji badania Index MiU odpowiedziało tak 51,3 proc. respondentów. Trzech na dziesięciu (29 proc.) ankietowanych wskazało z kolei najniższe ceny, a co piąty (22,3 proc.) dobre relacje z kontrahentami. Terminowość dostaw jest ważna zdaniem prawie 20 proc., a szybkość realizacji zamówienia według niemal 18 proc.

Tak jak w poprzednich edycjach naszego badania jakość jest ważniejszą przewagą niż cena. W tym roku jednak utrzymanie jakości produktów jest według ankietowanych przedsiębiorców również największym wyzwaniem, z jakim mierzyć się będą w nadchodzących miesiącach. Jest to znacząca zmiana w porównaniu do wyników ubiegłorocznego badania, zgodnie z którymi utrzymanie jakości było wyzwaniem tylko dla niewielkiej grupy respondentów – mówi Katarzyna Kaczmarek, CEO w Siemens Financial Services w Polsce. –  Warto dodać, że obecnie przedsiębiorcy częściej niż we wcześniejszym badaniu zwracali także uwagę, że to stan posiadanych maszyn i urządzeń jest istotną przewagą konkurencyjną. Aktualnie tego zdania jest 15,3 proc. firm MŚP z sektora przemysłowego – w roku ubiegłym takiej odpowiedzi udzieliło 10,3 proc. respondentów –  dodaje Katarzyna Kaczmarek.

Maksymalizowanie korzyści z inwestycji w MiU

Ponad połowa (52,3 proc.) badanych firm inwestując w rozwój parku MiU korzysta z finansowania zewnętrznego. Podobnie jak w roku ubiegłym z finansowania zewnętrznego korzystają najczęściej firmy obrabiające metale. Ponad 13 proc. ankietowanych przedsiębiorców z badanych branż realizuje inwestycje w park MiU korzystając wyłącznie ze środków zewnętrznych, a dwóch na pięciu (39,2 proc.) dywersyfikuje źródła finansowania, łącząc środki własne z zewnętrznymi.

Warto podkreślić, że korzystanie ze środków pozyskanych od wyspecjalizowanych podmiotów wspiera podejmowanie działań inwestycyjnych w modernizację oraz rozwój parku maszyn. Odpowiednio dopasowane rozwiązania finansowe pozwalają firmie zachować elastyczność i realizować inwestycje nawet bez angażowania kapitału własnego. Korzystanie z takich rozwiązań umożliwia więc nie tylko unowocześnienie zakładu produkcyjnego, lecz także umiejętne zarządzanie płynnością przedsiębiorstwa. Wpływa również pozytywnie na kondycję do podejmowania rynkowej rywalizacji pomimo bieżących wyzwań.

 

Nota metodologiczna:

Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.

Badanie z przedstawicielami 300 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2023 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży poligraficznej, spożywczej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

Odszkodowanie za utratę wartości handlowej pojazdu – informacje, które warto znać

W wyniku kolizji drogowej lub wypadku często dochodzi nie tylko do fizycznych uszkodzeń pojazdu, ale również do subtelniejszej, ale równie istotnej straty – utraty wartości handlowej. Warto zdawać sobie sprawę, że poszkodowani mają prawo ubiegać się o odszkodowanie za ten rodzaj straty, choć niewielu jest świadomych tego faktu. W niniejszym artykule przyjrzymy się, kiedy i jak można starać się o rekompensatę za utratę wartości handlowej pojazdu, oraz co zrobić, by proces ten przebiegł sprawnie.

Kiedy można wnioskować o odszkodowanie za utratę wartości handlowej?

Najważniejszą kwestią jest zrozumienie, że utrata wartości handlowej pojazdu nie zawsze jest widoczna na pierwszy rzut oka. Dlatego ważne jest zgłoszenie szkody do ubezpieczyciela po każdym wypadku, nawet jeśli uszkodzenia pojazdu wydają się niewielkie. Towarzystwa ubezpieczeniowe zazwyczaj nie informują poszkodowanych o możliwości ubiegania się o odszkodowanie za utratę wartości handlowej, co sprawia, że wiele osób przegapia tę szansę. 

Warunki uzyskania odszkodowania za utratę wartości handlowej

Odszkodowanie za utratę wartości handlowej pojazdu można uzyskać głównie w przypadku:

  • młodszego rocznika pojazdu

Zazwyczaj dotyczy to pojazdów młodszych niż 5 lat, gdzie wartość rynkowa ma większe znaczenie.

  • pierwszej szkody na elemencie metalowym 

Odszkodowanie za utratę wartości handlowej odnosi się przede wszystkim do sytuacji, gdzie doszło do pierwszej szkody na elemencie metalowym, co może wpływać na integralność strukturalną pojazdu.

Co powinien zawierać wniosek o odszkodowanie za utratę wartości handlowej?

Podczas składania wniosku o odszkodowanie za utratę wartości handlowej pojazdu, istotne jest dostarczenie kompletnych i dokładnych informacji. Wartościowe dane obejmują:

  • dokładny opis zdarzenia

Precyzyjny opis wypadku, w tym data, godzina, miejsce oraz wszelkie inne szczegóły mające wpływ na utratę wartości.

  • dowód zgłoszenia szkody

Potwierdzenie zgłoszenia szkody do ubezpieczyciela, najlepiej w formie pisemnej, aby móc udowodnić, że problem został zgłoszony.

  • opinia rzeczoznawcy

Jeśli to możliwe, dołączenie opinii rzeczoznawcy, który dokładnie ocenił zakres uszkodzeń oraz określił utratę wartości handlowej. 

Jak oblicza się odszkodowanie za utratę wartości handlowej? 

Odszkodowanie za utratę wartości handlowej oblicza się na podstawie różnicy między wartością rynkową pojazdu przed wypadkiem a jego wartością po naprawie. Istotnym czynnikiem jest także wiek pojazdu, przebieg oraz ewentualne historie kolizji czy napraw.

Podsumowanie

Utrata wartości handlowej pojazdu to istotny aspekt, który często pozostaje niedoceniony przez poszkodowanych. Warto zdawać sobie sprawę, że istnieje możliwość ubiegania się o odszkodowanie za ten rodzaj straty, jednak wymaga to precyzyjnego zgłoszenia szkody i dostarczenia niezbędnych dokumentów. Pomimo braku informacji ze strony ubezpieczycieli, poszkodowani powinni być świadomi swoich praw i działać w celu uzyskania należnej rekompensaty.

 

Grupa Mex Polska szacuje 225 proc. wzrost zysku netto po trzech kwartałach 2023 r.

Notowana na GPW spółka holdingowa Mex Polska szacuje wyraźny wzrost skonsolidowanych danych finansowych za pierwsze trzy kwartały 2023 r. Spodziewany zysk netto od stycznia do września br. wyniósł 4 mln zł, co dało grupie kapitałowej ponad 3-krotny wzrost rdr (*po wyeliminowaniu z 2022 roku zdarzeń jednorazowych, w tym umorzenia mikropożyczek i subwencji PFR oraz rozwiązania rezerwy na Program Motywacyjny). Skonsolidowany zysk operacyjny EBIT wyniósł 5,7 mln zł (+ 60% rdr*). Szacunkowe przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 73,3 mln zł (+20% rdr*). Tak dynamiczny wzrost wyników to przede wszystkim efekt konsekwentnej polityki rozwoju Grupy i nowych otwarć, ale też wysokiej rentowności dotychczas funkcjonujących lokali. To też efekt konsekwentnego monitorowania dynamicznie rosnących kosztów oraz systematycznej waloryzacji cen. Tylko w Q3 br. Mex Polska otworzył 3 nowe lokale, co zwiększyło liczbę posiadanych lokali Grupy do 46. Do końca I kwartału 2024 planowane jest uruchomienie co najmniej 3 kolejnych.

Mimo wymagajacej sytuacji na rynku, Grupa Mex Polska utrzymuje wyraźną dynamikę wzrostu, przy jednoczesnym osiąganiu satysfakcjonującej rentowności zarówno już istniejących, jak i nowo otwartych lokali. Naszą pozycję dodatkowo umacniają bardzo dobre wyniki finansowe. Po wyeliminowaniu jednorazowych zdarzeń z 2022 roku (takich jak rozwiązanie rezerwy na Program Motywacyjny w kwocie 1,1 mln zł, czy umorzenie mikropożyczek i subwencji PFR w kwocie 3,3 mln zł) oczekujemy wyraźnej poprawy danych finansowych na koniec września bieżacego roku i po trzech pierwszych kwartałach spodziewamy się 225 proc. wzrostu zysku netto oraz ponad 60 proc. wzrostu zysku EBIT. Zawdzięczamy to przemyślanej strategii rozwoju opartej na ciągłym zwiększaniu wartości sprzedaży i systematycznym monitorowaniu kosztów operacyjnych. – mówi Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska SA.

W samym Q3 2023 roku szacowany zysk netto Grupy liczył 2,4 mln zł, a zysk EBIT przekroczył 3 mln zł.

Naszą przewagą jest strategiczny dobór lokalizacji i zdywersyfikowana oferta. Jednym z naszych najbardziej dochodowych obszarów jest segment bistro, w ramach którego działa „Pijalnia Wódki i Piwa’’ oraz nasz najnowszy brand ,,Chicas&Gorillas’’. Licząc tylko od lipca tego roku w ramach ww. dwóch konceptów otworzyliśmy trzy nowe lokale. Ostatnie otwarcie miało miejsce 7 października w samym centrum Warszawy i jest to pierwszy w Warszawie „Chicas & Gorillas”. Cieszy nas fakt, że mimo krótkiego okresu działania, lokal już przyciągnął liczne grono klientów poszukujących nowoczesnego i przystępnego cenowo miejsca na barowej mapie stolicy. – mówi Paweł Kowalewski, prezes zarządu w Mex Polska SA.

W październiku br. spółka holdingowa podpisała umowy na dwie nowe lokalizacje spod dwóch powyżej wspomnianych szyldów, które będą miały swoje otwarcie w I kwartale 2024 roku. Kolejna ,,Pijalnia Wódki i Piwa’’ oraz ,,Chicas&Gorillas’’ tym razem pojawią się w centrum Katowic.

Ze względu na wysoką atrakcyjność i potencjał tego regionu, Zarząd liczy na powodzenie otwarć, co ma przełożyć się na dalszy wzrost wyników sprzedażowych Grupy.

DHL Express wkrótce zacznie realizować dostawy e-samolotami „Alice”

  • DHL Express jako pierwszy na świecie zamówił dwanaście w pełni elektrycznych samolotów towarowych „Alice” firmy Eviation.
  • Premierowy lot odbył się w 2022 r., a już wkrótce „Alice” będzie mógł realizować dostawy e-commerce.
  • E-samoloty cargo mają uzupełnić flotę DHL Express w 2027 r.
  • To kolejny krok przewoźnika w kierunku tworzenia pierwszej na świecie zeroemisyjnej sieci logistycznej Express, wykorzystującej transport elektryczny.
  • To realizacja założeń strategii zrównoważonego rozwoju Grupy DHL, jak również ważny krok w kierunku dekarbonizacji sektora.

DHL Express, firma obsługująca międzynarodowe ekspresowe przesyłki lotnicze, czeka na dostawę e-samolotów cargo firmy Eviation. Już w 2027 r. dwanaście z tych maszyn przyszłości będzie wspierać tworzenie zeroemisyjnej sieci przewozów w siatce połączeń towarowych DHL Express. Firma, w ramach kampanii telewizyjnej, chce edukować nt. możliwości elektrycznego samolotu „Alice” oraz znaczenia, jakie elektryfikacja lotów ma dla branży logistycznej oraz lotniczej. „Alice” może być wykorzystywany nie tylko do przewozu towarów, ale też podczas lotów pasażerskich.

Uzupełnienie floty powietrznej DHL Express o te innowacyjne samoloty to kolejny krok, który podejmujemy jako Grupa w celu minimalizacji wpływu naszej działalności na środowisko naturalne. Już wkrótce możliwe będą pierwsze dostawy dla e-commerce, realizowane przy użyciu „Alice” i chcemy być częścią tej zielonej rewolucji branży logistycznej – komentuje Agnieszka Łukawczyk, wiceprezes ds. operacji w DHL Express Polska.

Samolot „Alice” może być obsługiwany przez jednego pilota i przewieźć maksymalnie 1130 kg ładunku, a jego zasięg wynosi do 460 kilometrów. Ładowanie niezbędne dla godzinnego lotu potrwa maksymalnie 30 minut. Proces ten mógłby odbywać się podczas operacji załadunku i rozładunku, co zagwarantuje terminowość dostarczania przesyłek przez DHL Express na całym świecie. Model może być wykorzystywany do obsługi tras dowozowych. Warto też zauważyć, że wymaga mniejszych inwestycji w infrastrukturę stacji.

AI Act – co przyniesie unijna regulacja dotycząca sztucznej inteligencji

AI Act to projekt regulacji dotyczącej sztucznej inteligencji, która we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej wprowadzi jednolite prawo związane z tym obszarem. Celem jest stworzenie takich ram prawnych, aby rozwiązania bazujące na mechanizmach sztucznej inteligencji były godne zaufania i zgodne z wartościami oraz prawami obowiązującymi w UE. Co szczególnie istotne, rozporządzenie ma też chronić zdrowie oraz bezpieczeństwo obywateli.

Projekt AI Act dzieli sposoby stosowania sztucznej inteligencji na trzy kategorie ryzyka: wysokie, ograniczone i minimalne. W każdej z nich nałożone są wymogi dotyczące jakości danych, przejrzystości działania, nadzoru przez człowieka oraz odpowiedzialności, które muszą spełniać dostawcy rozwiązań sztucznej inteligencji oraz użytkownicy. Rozporządzenie wskazuje też przypadki, w których używanie AI będzie niedopuszczalne.

Kategoria wysokiego ryzyka obejmie rozwiązania sztucznej inteligencji, które mają znaczący wpływ na życie ludzkie lub podstawowe prawa człowieka. To m.in. systemy biometryczne, transport, ochrona zdrowia, edukacja czy rekrutacja. Kategoria ograniczonego ryzyka obejmuje te zastosowania AI, które mają mniejszy wpływ na ludzi, ale jednocześnie wymagają wprowadzenia zasad przejrzystości działania, np. chatboty, asystenty głosowe czy systemy udzielające rekomendacji. Kategoria minimalnego ryzyka obejmuje rozwiązania, które mają niewielki lub zerowy wpływ na ludzi i nie podlegają szczególnym wymaganiom, takie jak gry komputerowe, filtry stosowane do grafik i zdjęć czy interaktywne zabawki.

AI Act to pierwsze kompleksowe prawo dotyczące sztucznej inteligencji i zdecydowanie krok w dobrym kierunku. Wyraźne wskazanie kategorii zastosowań AI i tych obszarów, w których sztuczna inteligencja nie może być używana, nałoży na firmy techniczne ramy prawne, do których będą musiały się stosować – mówi Leszek Tasiemski, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, VP w firmie WithSecure. – Takie podejście pomoże powstrzymywać rozwijanie AI w obszarach, które mogą być szkodliwe dla poszczególnych użytkowników oraz całego społeczeństwa, ale jednocześnie kuszą możliwością uzyskania dużego i szybkiego przychodu. W czasach, gdy firmy nieustannie szukają nowych źródeł zysku, naiwne byłoby oczekiwanie, że będą same ograniczały się w sytuacji, gdy konkurencja na rynku jest coraz bardziej zacięta.

Rozporządzenie przewiduje utworzenie europejskiego urzędu ds. sztucznej inteligencji, który będzie monitorował proces wdrażania i egzekwowania przepisów, a także wspierał innowacje i rozwój AI w Europie. AI Act prawdopodobnie zacznie obowiązywać w ciągu kilku najbliższych lat. Dokładna data jego wprowadzenia nie jest jeszcze znana, jednak może to nastąpić już pod koniec 2023 roku.

Dane do trenowania modeli muszą być rzetelne

Bardzo ważnym aspektem proponowanych regulacji jest wykorzystywanie danych do trenowania modeli AI. W przypadku zastosowań wysokiego ryzyka nowe regulacje będą wymagały od dostawców mechanizmów sztucznej inteligencji odpowiedniego poziomu staranności w przetwarzaniu danych – będą one musiały m.in. być pozbawione błędów oraz błędnej reprezentacji, związanej np. z uprzedzeniami. Pojawią się także wymogi dotyczące zarządzania danymi: sposoby wykorzystywania ich w modelach AI będą musiały być przejrzyste dla użytkowników.

Dwie wersje rozwiązań na różne rynki

Regulacje AI Act tworzą też jednak obszary ryzyka, które powinny być uwzględniane podczas wprowadzania nowego prawa. Akt ma obowiązywać jedynie na terenie Unii Europejskiej, więc firmy, które operują poza obszarem wspólnoty, nie będą podlegały ograniczeniom. Może dojść do sytuacji, w której globalni gracze będą wypuszczali specjalną wersję swojego rozwiązania lub usługi na rynek europejski oraz „pełną” wersję na pozostałe, nieuregulowane rynki.

Nie jest to problem z perspektywy unijnej, jednak może doprowadzić do rozwijania się globalnej gospodarki dwóch prędkości – zauważa Leszek Tasiemski. – Firmy, które nie będą podlegały regulacjom AI Act, nie będą musiały brać pod uwagę tego typu wymogów i nie będą obciążone kosztami czy formalnościami związanymi z europejskimi przepisami, dopóki nie będą obsługiwały krajów i obywateli UE. Nowe rozporządzenie może znacznie zwiększyć koszty tworzenia i wprowadzania na rynek innowacyjnych produktów zwłaszcza z perspektywy małych firm. Dlatego przepisy wykonawcze powinny być ułożone tak, aby wprowadzić nadzór i wyegzekwować potrzebne ograniczenia, ale też zminimalizować związany z tym nakład pracy i koszty dla mniejszych firm.

AI Act w kontekście bezpieczeństwa

Niestety, nie należy oczekiwać, że po wprowadzeniu AI Act zmniejszy się liczba czy natężenie spersonalizowanych ataków phishingowych oraz innych kampanii wykorzystujących metody socjotechniczne. Grupy cyberprzestępcze coraz częściej stosują mechanizmy sztucznej inteligencji, ale jako że z definicji nie respektują żadnych przepisów ani praw, nie będą też w żaden sposób ograniczone przez nowe regulacje. Sztuczna inteligencja wciąż więc będzie służyła do tworzenia masowych kampanii phishingu czy dezinformacji.

Trzeba pamiętać, że jesteśmy dopiero na początku cyklu wykorzystania technologii sztucznej inteligencji, a zwłaszcza takich modeli jak ChatGPT – podsumowuje Leszek Tasiemski. – W wielu dziedzinach dopiero raczkujemy i można spodziewać się dynamicznego pojawiania się oraz rozrostu zupełnie nowych, nieoczywistych obszarów zastosowania algorytmów. Kluczowe będzie sformułowanie przepisów w zbalansowany sposób, a także elastyczne i innowacyjne podejście instytucji, które mają powstać do ich egzekucji. Regulacje nie powinny być zbyt ogólne, a jednocześnie powinny być przygotowane na to, czego jeszcze nie wiemy i nad czym dopiero pracują cyfrowe laboratoria.

Wirtualna Polska Holding chce kupić 40 proc. akcji Legimi

Akcjonariusze Legimi otrzymali od Wirtualna Polska Holding („WP”) w piątek po sesji 17 listopada zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji po 27,5 zł za sztukę. Jak wynika z komunikatu WP, intencją jest nabycie około 40 proc. kapitału zakładowego. Założyciele Legimi posiadający tzw. pakiet kontrolny nie zamierzają sprzedawać akcji, ale chcą współpracować z nowym akcjonariuszem nad potencjalnymi synergiami i szansami rozwoju.

Na dzień 17 listopada Wirtualna Polska Holding, za pośrednictwem swojej spółki zależnej Wirtualna Polska Media SA,  posiada 194.100 akcji Legimi SA. w których posiadanie weszła, odkupując m.in. całościowy pakiet od Krzysztofa Kostowskiego. Wspomniane akcje stanowią 9,9 proc. udziału w głosach.

–  Czujemy się docenieni w związku z zakupem naszych akcji przez Wirtualna Polska Media, która jest wiodącą grupę mediową w Polsce. Grupa WP posiada mocne portfolio usług subskrypcyjnych, które może otworzyć przed nami nowe możliwości współpracy i wspólnego tworzenia projektów w polskim Internecie. Przekonuje nas ambitna wizja zespołu WP, skupionego na budowaniu synergii pomiędzy podmiotami z Grupy – komentuje Mikołaj Małaczyński, prezes zarządu Legimi.

Legimi, konsekwentnie realizując swoją strategię rozwoju, dostrzega duży potencjał z ewentualnej współpracy z Wirtualną Polską Holding. Takie partnerstwo może znacząco przyczynić się do wzmocnienia realizowanych przez Spółkę działań. W portfelu Wirtualnej Polski znajdują się usługi subskrypcyjne takie jak Audioteka, WP Pilot, Patronite oraz Open FM, co otwiera perspektywy na nowe możliwości i uwolnienie licznych synergii.

Naturalnie założyciele Legimi, będący członkami zarządu Spółki, nie zamierzają sprzedawać akcji. Mamy konkretną wizję stworzenia jeszcze większego biznesu, który wygeneruje jeszcze większą wartość dla akcjonariuszy i szeroko rozumianego rynku. Przestrzeń do dalszego wzrostu cały czas jest bardzo duża. Inwestycja WP jest korzystna dla nas z punktu widzenia wzmocnienia naszego akcjonariatu, a także możliwość pozyskania silnego partnera biznesowego. Co oczywiście nie znaczy, że będziemy się zamykać na współpracę z innymi podmiotami i kontrahentami. Wychodzimy z założenia, że silniejsze Legimi to jeszcze bardziej stabilny i pożądany partner biznesowy – dodaje Mikołaj Małaczyński.

Biura mają coraz większe wzięcie

Zainteresowanie wynajmem biur rośnie. W trzecim kwartale, zarówno w Warszawie, jak i na rynkach regionalnych popyt na powierzchnie biurowe był największy w tym roku. W regionach 2023 zamknie się wynikiem zbliżonym do rekordowego rezultatu odnotowanego w 2019 roku     

Na wszystkich rynkach biurowych w kraju najemcy są w tym roku bardzo aktywni. Firmy coraz bardziej dążą jednak do optymalizacji powierzchni do pracy. Jednocześnie, jak zauważają analitycy Walter Herz, wydłuża się proces związany z podejmowaniem decyzji o renegocjacji umów i relokacji biur. Na dłuższy okres wynajmowane są także biura typu flex.

W tym roku na warszawskim rynku biurowym zawarta została największa ilość umów najmu od 2019 roku. Wielkość wolumenu transakcyjnego była jednak niższa. W ciągu 9 pierwszych miesięcy 2023 roku zakontraktowane zostało w Warszawie prawie 500 tys. mkw. powierzchni biurowych. Z kwartału na kwartał zapotrzebowanie na warszawskie biura jest coraz większe. Tendencja wzrostowa była wyraźnie widoczna także w trzecim kwartale br., w którym wynajęte zostało ponad 170 tys. mkw. powierzchni.

Szczególną popularnością wśród najemców niezmiennie cieszą się lokalizacje centralne. Do łask wraca również Służewiec, który oferuje tańsze biura. Od lipca do września br. wynajęta została w jego obrębie jedna piąta powierzchni, która trafiła do najemców w Warszawie. Rosnący udział służewieckiego obszaru biznesowego w wolumenie najmu to efekt dostosowywania przez firmy przestrzeni biurowych do hybrydowego systemu pracy.

Podobny poziom chłonności rynku w Warszawie i regionach

– Ograniczony wybór ofert na warszawskim rynku biurowym, spowodowany małą ilością oddawanej powierzchni i utrzymującym się na wysokim poziomie popytem sprawia, że wiele firm decyduje się na renegocjacje umów i przedłużenie najmu zajmowanej powierzchni, często na okres kolejnych 2-3 lat. Skłaniają do tego przede wszystkim wysokie koszty aranżacji miejsc pracy. Tendencję te odzwierciedla duży udział renegocjacji notowany w Warszawie. Najemcy starają się jednocześnie optymalizować warunki najmu i zaoszczędzić. Spółki, które decydują się na zmianę biura najczęściej poszukują z kolei lepszej jakości biur bliżej centrum. Coraz bardziej zarysowuje się też trend redukcji powierzchni przez najemców – zauważa Michał Porzycki, dyrektor w dziale Reprezentacji Najemcy w Walter Herz.

– Na ośmiu największych rynkach biurowych poza Warszawą w okresie trzech kwartałów br. popyt na biura wzrósł o około 20 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Łączny wolumen najmu przekroczył 530 tys. mkw. Spodziewamy się, że tegoroczny wynik w regionach może być zbliżony do rekordowego popytu zarejestrowanego w 2019 roku – komentuje Mateusz Strzelecki, Partner i Head of Tenant Representation w Walter Herz.

Podobnie jak w Warszawie, na największych rynkach regionalnych w kraju trzeci kwartał był w tym roku najlepszy pod względem wolumenu wynajętej powierzchni biurowej. Od lipca do września podpisane zostały umowy na prawie 200 tys. mkw. biur. Do najemców trafiło o około 20 proc. powierzchni więcej niż w drugim kwartale br. W porównaniu z 2022 rokiem kwartalny popyt skoczył o 80 proc. Najwięcej biur zakontraktowane zostało w Trójmieście, Krakowie i we Wrocławiu.

W Warszawie najmniej nowych biur od ćwierćwiecza

Już od trzech lat w sektorze biurowym w Polsce możemy obserwować spadek wolumenu nowej podaży. Trend jest widoczny na wszystkich rynkach biurowych w kraju. Do realizacji wchodzą nieliczne projekty biurowe. Wyhamowanie tempa realizacji nowych inwestycji  spowodowane jest wysokimi kosztami budowy i wykończenia powierzchni oraz finansowania projektów, a także pogorszeniem się warunków gospodarczych w skali globalnej.

W tym roku w Warszawie notowany jest najniższy przyrost podaży biurowej od ćwierćwiecza. Trzy pierwsze kwartały roku przyniosły kilka nowych obiektów, w których oddanych zostało w sumie zaledwie ponad 20 tys. mkw. biur, w tym m.in. The Park z 11 tys. mkw. powierzchni.

W ostatnim kwartale br. planowane jest ukończenie inwestycji, które przynieść mają jeszcze ponad 50 tys. mkw. powierzchni biurowych, podaje Walter Herz.

W tym roku deweloperzy zdecydowali się rozpocząć w Warszawie budowę kilku inwestycji, które dostarczą nowe biura dopiero za 2-3 lata. Do realizacji wszedł projekt The Bridge z 47 tys. mkw. powierzchni, Upper One z 35 tys. mkw., czy biurowiec Office House w inwestycji Towarowa 22, który przyniesie 31 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni.

W trakcie budowy na warszawskim rynku pozostają również budynki biurowe w kompleksie Lixa z 28 tys. mkw. powierzchni, biurowiec The Form z 26 tys. mkw., czy projekt Vibe z 15 tys. mkw. powierzchni. Na warszawskim rynku w realizacji pozostaje około 260 tys. mkw. powierzchni biurowych, podczas gdy przed pandemią w budowie było około 800 tys. mkw. biur. Nowe projekty inicjowane są głównie w centrum miasta, gdzie wakaty biurowe spadły do poziomu kilku procent. Średnio w Warszawie jest obecnie około 10 proc. wolnych biur.

Regiony ze sporo większym wyborem biur niż Warszawa

Na głównych rynkach regionalnych w Polsce od początku roku do końca września dostarczone zostało łącznie prawie 240 tys. mkw. powierzchni biurowych, z czego połowę w trzecim kwartale. Oddany został m.in. Ocean Office Park B i biurowiec Kreo w Krakowie, Craft w Katowicach, Nowy Rynek E w Poznaniu, a we Wrocławiu zakończyła się rozbudowa Nowej Renomy. W czwartym kwartale br. w miastach regionalnych deweloperzy zapowiadają zakończenie realizacji jeszcze około 150 tys. mkw. biur.

W trakcie budowy w regionach, jak oblicza Walter Herz, pozostaje przeszło 480 tys. mkw. powierzchni. Najwięcej nowych biur realizowanych jest we Wrocławiu, Krakowie i Katowicach. Od roku ilość powierzchni w budowie sukcesywnie zmniejsza się.

Nowa podaż wpływa na regularny wzrost współczynnika pustostanów biurowych na głównych rynkach regionalnych w Polsce już od półtora roku. Na najemców czeka poza Warszawą średnio ponad 17 proc. biur. Ilość wolnej powierzchni w ostatnim czasie zmniejszyła się jedynie w Trójmieście i Lublinie. Najwięcej niewynajętych biur jest w Katowicach i Łodzi, po około 23 proc.

Dane inflacyjne z USA wznoszą złotego na nowe szczyty

Odczyt październikowej dynamiki cen w USA był dla Rezerwy Federalnej kolejnym pozytywnym zaskoczeniem. Przyczynił się do istotnego przybliżenia oczekiwanego przez rynki terminu pierwszych obniżek stóp procentowych za oceanem, poprawiając sentyment względem walut ryzyka. Łącząc to ze spekulacjami dotyczącymi wypłaty tzw. zaliczki w ramach Krajowego Programu Odbudowy (KPO) oraz znaczną rewizją w górę odczytu dynamiki PKB Polski w II kwartale, otrzymujemy środowisko sprzyjające aprecjacji polskiej waluty.

Amerykańska inflacja ponownie uplasowała się poniżej oczekiwań, a rynki finansowe świętowały prawdopodobny koniec podwyżek stóp procentowych. Sprawiło to, że akcje i obligacje na całym świecie doświadczyły silnego wzrostu. W następstwie spadły rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, a ucieczka od aktywów safe haven do bardziej ryzykownych uderzyła w dolara, który osłabił się znacznie względem pozostałych głównych walut.

Wydaje się, że dezinflacyjny trend na dobre zadomowił na całym świecie, uwaga powinna więc ponownie zwrócić się ku gospodarce. Najważniejsze w tym tygodniu będą wstępne odczyty wskaźników PMI dla aktywności biznesowej w listopadzie – dla strefy euro i Wielkiej Brytanii w czwartek (23.11), zaś dla USA, ze względu na Święto Dziękczynienia, w piątek (24.11). Oczekiwania wobec ich poziomu na Wyspach i we wspólnym bloku są dość pesymistyczne. Pozytywne zaskoczenia mogą złagodzić obawy dotyczące europejskich gospodarek, wspierając dalszą aprecjację euro oraz funta. W przeciwnym razie potencjał wzrostowy obu walut będzie dość ograniczony.

PLN

Wspomniany już odczyt amerykańskiej inflacji w październiku był kluczowy dla ubiegłotygodniowego umocnienia polskiej waluty. Przekreślenie przez rynki szans na kolejną podwyżkę stóp procentowych za oceanem istotnie wsparło waluty ryzyka, do których złoty się zalicza. Poza czynnikami globalnymi uwagę zwróciły liczne doniesienia w sprawie potencjalnej wypłaty części środków z KPO – zaliczki, mającej stanowić zachętę ku sprawniejszemu procedowaniu zmian w zakresie praworządności. Początkowo spekulacje zakładały kwotę rzędu 500 mln EUR, która mogłaby zostać uznana za marginalną, obecnie mówi się jednak o stawce dziesięciokrotnie wyższej.

Ciekawość budziły oczywiście krajowe publikacje, ze względu na niewielkie rozbieżności względem konsensusu nie odegrały one jednak kluczowej roli. Październikowa inflacja okazała się w dużej mierze zbieżna z oczekiwaniami. Miara bazowa spadła do najniższego od kwietnia 2022 r. poziomu (8,0%), rewizja głównej miary była zaś dosyć nieznaczna (+0,1 pp. do 6,6%). Najbardziej interesujące wydają się dane dotyczące PKB, zwłaszcza zaś bardzo znacząca rewizja odczytu za II kwartał (z -2,2% k/k do 0,3% k/k). Sprawia to, że niższy od oczekiwań poziom dynamiki w III kwartale (1,4% k/k) wcale nie powinien być odbierany negatywnie.

Rozpoczynający się tydzień będzie w zakresie publikacji danych makroekonomicznych z rodzimego rynku dość obfity. Zwrócimy uwagę na kolejne październikowe odczyty, między innymi na wzrost płac, produkcję przemysłową oraz inflację PPI (producencką). Najważniejsza będzie jednak sprzedaż detaliczna, która po raz pierwszy od blisko roku może znaleźć się na dodatnim poziomie w skali roku w ujęciu realnym. Ostatnie miesiące przynosiły bardzo obiecujące odczyty oraz pokaźne wzrosty w ujęciu miesięcznym – kontynuacja tego trendu byłaby bardzo optymistycznym sygnałem dla polskiej gospodarki i waluty.

Kluczową rolę w kształtowaniu kursu złotego odegrają oczywiście najprawdopodobniej czynniki globalne, w tym, przede wszystkim, listopadowe wskaźniki PMI z krajów G3. Lepsze od oczekiwań dane ze strefy euro mogą przynieść umocnienie wspólnej waluty, a co za tym idzie, najpewniej także i złotego.

EUR

Zwróciliśmy wcześniej uwagę, że odczyty gospodarcze ze strefy euro są z reguły opóźnione, z wartym odnotowania wyjątkiem, jaki stanowi inflacja. W przypadku twardych danych makroekonomicznych opóźnienie to wynosi przeważnie nie mniej niż dwa miesiące, co sprawia, że trudno określić, na ile możemy im ufać. Produkcja przemysłowa we wrześniu była bardzo słaba – w ujęciu skorygowanym o liczbę dni roboczych spadła o niemal 7% w skali roku. Inwestorzy nie przejęli się jednak zbytnio tymi rozczarowującymi danymi, a euro radziło sobie lepiej niż większość pozostałych głównych walut – kurs EUR/USD po raz pierwszy od sierpnia znajduje się aktualnie na poziomie przekraczającym 1,09.

Jak na razie twarde dane potwierdzają pesymizm wyłaniający się z wyprzedzających wskaźników PMI i wydaje się prawdopodobne, że gospodarka bloku ponownie się kurczy. Jeśli czwartkowe (23.11) odczyty PMI nie wykażą znacznej poprawy, euro może mieć trudności z dalszą aprecjacją.

USD

Dobre informacje płynące z raportu inflacyjnego za październik sprawiły, że rentowność 10-letnich obligacji skarbowych momentalnie spadła o 20 pb. Zmienna główna miara inflacji powróciła do poziomu 3,2%, bazowa po raz pierwszy od 2 lat spadła zaś do 4%. Odczyty wywołały także ucieczkę od dolara, rynki wykluczyły już bowiem możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych Fedu (z czym się zgadzamy) oraz oczekują pierwszej ich obniżki w maju 2024 r. (co jest już naszym zdaniem mniej prawdopodobne).

Mimo oznak niewielkiego spowolnienia amerykańska gospodarka wciąż rośnie w dobrym tempie, a rynek pracy jest w stanie pełnego zatrudnienia lub jego bliski. Jeśli nie ulegnie to zmianie, a w szczególności jeśli FOMC będzie w dalszym ciągu odsuwać oczekiwania wobec rychłego luzowania polityki, dolar nie powinien doświadczyć silniejszej wyprzedaży.

GBP

Również w Wielkiej Brytanii odczyt inflacyjny był niższy, niż oczekiwano, zapewniając Bankowi Anglii wyczekiwane wytchnienie. Zarówno miara główna inflacji (4,6%), jak i – w szczególności – bazowa, która spadła w październiku do 5,7%, są wciąż na bardzo wysokich poziomach, trend dezinflacyjny jest już jednak wyraźnie widoczny. Raport z rynku pracy przekroczył oczekiwania, co wsparło optymizm na rynkach finansowych i częściowo zrównoważyło niekorzystny wpływ środowego odczytu inflacji na funta.

Uwaga inwestorów skupia się teraz na wskaźnikach PMI za listopad (czwartek 23.11), które pokazują najbardziej aktualny obraz brytyjskiej gospodarki. W zeszłym miesiącu wskazywały na recesję, lub – w najlepszym wypadku – stagnację (spójny z takim obrazem gospodarki był także piątkowy odczyt sprzedaży detalicznej). Jeżeli dane PMI nie wykażą poprawy, trudno liczyć na aprecjację funta.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Marsh McLennan i Lloyd’s of London uruchomiają program ubezpieczeniowy Unity, aby wesprzeć eksport zboża z Ukrainy

Marsh McLennan (NYSE: MMC), we współpracy z rządem Ukrainy, ukraińską agencją kredytów eksportowych, państwowymi bankami (Ukreximbank, Ukrgasbank) oraz DZ Bankiem, ogłosiła uruchomienie nowego programu ubezpieczeniowego – Unity, który będzie wspierał eksport zboża oraz pozostałe dostawy żywności z ukraińskich portów nad Morzem Czarnym.

Brytyjski ubezpieczyciel Lloyd’s of London zapewni ochronę przed ryzykiem wojennym do 50 milionów dolarów osobno dla statków i armatorów. Ukreximbank, Państwowy Bank Eksportowo-Importowy Ukrainy oraz państwowy bank – Ukrgasbank, dostarczą akredytywy standby – każda zostanie potwierdzona przez DZ Bank. Program, wspierany przez ukraińskie Ministerstwo Gospodarki, zapewni armatorom i czarterującym możliwość ubezpieczenia się od ryzyka wojny. Międzynarodowa kancelaria Norton Rose Fulbright wsparła projekt od strony prawnej.

Podobnie, jak w przypadku poprzedniej inicjatywy „As One” uruchomionej w lipcu 2022 r., Marsh rozszerzy program Unity na klientów brokerów współpracujących z Lloyd’s of London, aby zapewnić dodatkową pomoc dla bieżących akcji humanitarnych i przeciwdziałać wyzwaniom związanym z łańcuchami dostaw i globalnym bezpieczeństwem żywnościowym.

„Marsh McLennan, korzystając z naszej unikalnej wiedzy i doświadczenia, angażuje się w działania na rzecz wsparcia światowego bezpieczeństwa żywnościowego i stabilności – uruchomienie tego programu przyniesie szczególne korzyści dla rozwijających się państw, które kupują znaczną część ukraińskiego zboża, a także pomoże Ukrainie w przyszłej odbudowie państwa. Dzięki tym inicjatywom, realizujemy nasz cel, jakim jest zapewnienie społecznościom i klientom możliwości do rozwoju” – komentuje John Doyle, President and Chief Executive Officer, Marsh McLennan.

„Program Unity umożliwi Ukrainie dostarczenie niezbędnych zapasów żywności na światową skalę, zapewniając przy tym wsparcie dla ukraińskiej gospodarki oraz otwartą wymianę handlową na Morzu Czarnym. Partnerstwo pomiędzy rządem Ukrainy, Marsh McLennan i Lloyd’s of London jest wyrazem zaufania dla naszej gospodarki i pokazuje, że Ukraina jest otwarta na współpracę biznesową” – dodaje Denys Shmyhal, Premier Ukrainy.

Uruchomienie programu ma miejsce po ogłoszeniu w czerwcu br. deklaracji, w której Marsh McLennan zobowiązał się do świadczenia usług pro-bono na rzecz rządu Ukrainy, które poza zapewnieniem ekspertyzy w zakresie ubezpieczeń przez Marsh, obejmują budowę platformy danych do oceny ryzyka wojennego na Ukrainie, a także doradztwo strategiczne zapewniane przez Olivera Wymana oraz modelowanie katastroficzne opracowane przez Guy Carpenter.

„Nawiązanie partnerstwa publiczno-prywatnego, w którym ubezpieczyciele współpracują z rządem Ukrainy i państwowymi bankami, przyspieszy pilne wznowienie eksportu zboża w obliczu brutalnych skutków trwającego konfliktu. Unikalna struktura programu Unity pozwoli ubezpieczycielom taniej wyceniać ryzyko, niż miało to miejsce w ostatnich miesiącach” – komentuje Marcus Baker, Global Head of Marine, Cargo & Logistics, Marsh.

John Neal, CEO Lloyd’s, dodaje: „Cieszymy się z uruchomienia programu Unity, który został oparty o naszą wiedzę rynkową, dla zapewnienia innowacyjnego rozwiązania, które zagwarantuje bezpieczny transport ukraińskiego zboża i produktów rolnych przez Morze Czarne, a także pomoże przeciwdziałać globalnym problemom związanym z bezpieczeństwem żywności”.

Śnieżka odnotowuje bardzo dobre wyniki finansowe w 2023 r.

Grupa Śnieżka odnotowała udany sezon w 2023 roku, uzyskując w ciągu pierwszych trzech kwartałów wzrost przychodów ze sprzedaży o 8,3% r/r. Na największym dla Grupy rynku polskim sprzedaż zwiększyła się o 9,0%. Udział rynku ukraińskiego, trzeciego w strukturze sprzedaży, ponownie przekroczył poziom dziesięciu procent, tym samym zbliżając się do poziomów sprzed wojny. Z kolei marże powróciły do wartości sprzed pandemii.

Przez pierwsze trzy kwartały br. Grupa Śnieżka wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 705,1 mln zł (wyższe o 8,3% r/r). Na wyniki sprzedaży wpływ miał przede wszystkim wzrost sprzedaży na rynku polskim, który dominuje w całkowitych przychodach Grupy (odpowiada za 68,8% skonsolidowanej sprzedaży Grupy). Śnieżka uzyskała także znacznie wyższą sprzedaż na rynku ukraińskim r/r (wzrost w złotych o 33,4%), który tym samym odbudował swoje udziały w strukturze przychodów Grupy do poziomów zbliżonych do tych sprzed wybuchu wojny.

Na wyniki sprzedaży i zyski w raportowanym okresie pozytywny wpływ miała realizacja długoterminowej strategii marketingowo-sprzedażowej, której elementem jest polityka pricingowa. Zakłada ona m.in. konsekwentnie wdrażane zmiany cen produktów w odpowiedzi na rosnące ceny surowców używanych do produkcji oraz utrzymujące się wysokie koszty prowadzenia działalności (np. koszty transportu, ceny logistyki oraz wysokość wynagrodzeń).

Należy jednak podkreślić, że nadal utrzymują się niekorzystne warunki makroekonomiczne oddziaływujące na całą branżę, w której działa Grupa. To m.in. wciąż wysoka inflacja wpływająca na spadek siły nabywczej konsumentów, co potwierdzają niekorzystne, choć poprawiające się w stosunku do ub.r., wskaźniki nastrojów konsumenckich. Pozytywny wpływ na wyniki Grupy miał natomiast obserwowany na kluczowym dla Grupy polskim rynku niesłabnący od kilku lat trend premiumizacji, czyli kupowania produktów wyższej jakości. W przypadku Śnieżki są to produkty marek Magnat i Vidaron.

Sezon 2023 zaliczamy do bardzo udanych. Pomimo trudnego otoczenia Śnieżka okazała się dobrze przygotowana na zmienną sytuację rynkową. Zaowocowały tworzone przez lata silne fundamenty oparte na znanych i lubianych przez konsumentów markach, skutecznie wdrożonych procesach sprzedażowo-marketingowych, w tym pricingowych, oraz w dużej części zautomatyzowanych i zdigitalizowanych procesach produkcyjnych i logistycznych. Wróciliśmy do poziomów marż osiąganych kilka lat temu, co w tym roku było naszym priorytetem – podsumowuje wyniki Joanna Wróbel-Lipa, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. handlowych FFiL Śnieżka SA.

Mocne odbicie rynku ukraińskiego, niższy popyt na rynku węgierskim

Na rynku ukraińskim Grupa odnotowała mocne odbicie r/r po ubiegłorocznym głębokim spadku. W Ukrainie Grupa osiągnęła przychody w wysokości 70,9 mln zł, tj. o 33,4% wyższe niż w analogicznym okresie 2022 roku. W walucie lokalnej spółka Śnieżka-Ukraina uzyskała w sezonie 2023 wyniki sprzedaży wyższe o 61,9%.

Nastroje konsumenckie, a co z tym związane, plany remontowe Węgrów są pod silnym wpływem rekordowej inflacji (w całym okresie styczeń–wrzesień sięgnęła 20,9% r/r). Osłabienie siły nabywczej klientów ogranicza popyt na produkty całej branży. W rezultacie przychody wypracowane przez Grupę na Węgrzech w raportowanym okresie wyniosły 105,6 mln zł i były o 6,6% niższe niż rok wcześniej (w walucie lokalnej o 6,4%). Według danych własnych Grupy spadek sprzedaży Grupy był mniejszy niż spadek sprzedaży na całym tamtejszym rynku.

Przychody na rynku węgierskim miały w tym okresie 15,0% udziału w całkowitych przychodach Grupy Śnieżka (spadek o 2,4 pp. r/r), z kolei na rynku ukraińskim było to 10,1% (wzrost o 1,9 pp. r/r). Na pozostałych rynkach zagranicznych, na których sprzedawane są produkty Grupy Śnieżka, sprzedaż wyniosła łącznie 42,9 mln zł, tj. była o 9,7% wyższa niż w pierwszych dziewięciu miesiącach ub.r. i stanowiła 6,1% całkowitych przychodów Grupy.

W Polsce, w Ukrainie i na Węgrzech nasze udziały w rynku wzrosły lub zostały utrzymane. Potwierdza to, że szerokie portfolio Śnieżki na rynku farb dekoracyjnych i chemii budowlanej z rozpoznawalnymi markami, takimi jak m.in. Magnat, Śnieżka, Vidaron, Foveo-Tech i Rafil, bardzo dobrze odpowiada na potrzeby klientów remontujących lub urządzających swoje mieszkania, domy i ogrody. To pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość. Dostosowujemy naszą ofertę do oczekiwań konsumentów i pojawiających się trendów rynkowych. Strategia ESG Śnieżki zakłada m.in. odpowiedzialność za produkt i środowisko. Dlatego też dbamy o to, aby nasze produkty miały możliwie niski wpływ na środowisko i były bezpieczne dla zdrowia konsumentów – dodaje Joanna Wróbel-Lipa.

Bardzo dobre wyniki Śnieżki sezonu 2023

W pierwszych dziewięciu miesiącach br. Grupa osiągnęła bardzo dobre wyniki finansowe: skonsolidowany zysk netto w wysokości 82,5 mln zł (wzrost o 84,5% r/r), zysk na działalności operacyjnej w wysokości 115,9 mln zł (wzrost o 56,4% r/r) i wynik EBITDA w wysokości 145,1 mln zł (wzrost o 43,1% r/r). Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 77,0 mln zł (wzrost o 93,0% r/r).

W samym III kwartale 2023 roku Grupa wypracowała 270,5 mln zł przychodów ze sprzedaży (wzrost o 9,2% r/r), 55,3 mln zł zysku na działalności operacyjnej (wzrost o 74,2% r/r), 65,0 mln zł zysku EBITDA (wzrost o 58,7% r/r) oraz 41,2 mln zł zysku netto (wzrost o 89,6% r/r). Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 38,7 mln zł (wzrost o 94,2% r/r).

Po 9 miesiącach 2023 roku nakłady inwestycyjne Grupy (CAPEX) wyniosły 13,1 mln zł i były o 66% niższe niż w tym samym okresie ub.r. Spadek nakładów inwestycyjnych wynika z polityki Spółki i jest związany z zakończeniem rekordowego cyklu inwestycyjnego zrealizowanego w latach 2018–2022.

Kurs dolara poniżej 4 złotych

Ostatnie zmiany oczekiwań dotyczące stóp procentowych pokazują, że z podwyżkami się już pożegnaliśmy. To właśnie dlatego kapitał ucieka zza oceanu i trafia w naszą stronę świata. W tle mamy wyraźne odbicie cen ropy w wyniku zapowiedzi OPEC.

Koniec historii o podwyżkach za oceanem

Po kolejnych wystąpieniach członków FED szanse na podwyżki stóp procentowych na posiedzeniu grudniowym realnie zniknęły. W obecnie symboliczne 0,2% jest już nawet na scenariusz z obniżką stóp procentowych. Sytuacja w gospodarce amerykańskiej wskazuje na to, że bardziej prawdopodobne jest obecnie czekanie i stopniowe obniżki stóp procentowych. Im niższe oczekiwane stopy procentowej, tym słabsza waluta. To właśnie dlatego jesteśmy świadkami wyraźnej przeceny dolara w ostatnim czasie. Od dołka z początku października kurs euro względem dolara podskoczył z 1,0450 powyżej 1,0900. Najlepszym dowodem jak duże zmiany mamy na parach z dolarem jest fakt, że kurs dolara spadł dzisiaj rano poniżej 4,00 zł.

Zawirowania na ropie

Rynek ropy od dawna jest pod gigantycznym wpływem kartelu OPEC. Po gwałtownych spadkach w czwartek, kiedy to cena baryłki obsunęła się aż o 4 dolary, wielu obserwatorów zastanawiało się, kiedy przedstawiciele organizacji zapowiedzą reakcję. Długo czekać nie trzeba było, bo głosy te pojawiły się już w piątek. Na posiedzeniu 26 listopada ma być podobno podjęta decyzja o dodatkowych cięciach wydobycia. Rynek postanowił nie czekać i w piątek cena wróciła do poziomów z czwartkowego poranka. Co ciekawe, w ten sam piątek poznaliśmy dane z USA. Liczba wież wiertniczych niespodziewanie wzrosła. Wygląda więc na to, że USA będzie zwiększać wydobycie w czasie, kiedy OPEC będzie redukować. Ciekawe, jak w tej sytuacji będzie wyglądać lojalność uczestników kartelu względem siebie. Zdarzało się w historii, że nie każda obniżka była w pełni realizowana.

Inflacja w strefie euro

Kolejne regiony mogą się chwalić ostatnio powrotem bliżej celu inflacyjnego. Jednym z nich jest strefa euro. Poziom 2,9% w skali roku to nie jest 2%, które jest docelowym poziomem, ale już jesteśmy w zakresie rozsądnego 1% odchylenia. Na uwagę zasługuje jednak inflacja bazowa, która wynosi 4,2%. Boleśnie przypomina nam to o fakcie, że za spadek tempa wzrostu cen odpowiada nie tylko poprawa sytuacji, ale spadek cen paliw z szalonych poziomów 2022 roku. Dane te wynikały z danych szczątkowych, więc nie wzbudziły dużej reakcji na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Susza w Kanale Panamskim może przedłużyć recesję handlową, która wpłynie także na rynek polski

  • Liczba statków, które mogą przepływać przez Kanał Panamski, zostanie zmniejszona o połowę do 18 statków dziennie, począwszy od lutego 2024 r., co szczególnie wpłynie na eksport z USA
  • Po tym, jak światowy handel osiągnął dno, takie zakłócenia podsycają obawy o wyższą importowaną inflację
  • W efekcie nie można całkowicie wykluczyć skoncentrowanego wzrostu cen w sektorze energetycznym i konsumenckim. W 2022 r. trzema głównymi towarami przewożonymi przez Kanał Panamski były ropa naftowa i produkty ropopochodne (30%), ładunki kontenerowe (22%) i zboża (13%). Pod względem ruchu według segmentów rynku żeglugowego w odniesieniu do handlu światowego, największy udział miał skroplony gaz ropopochodny (LPG)
  • Fizyczne koszty zmian klimatycznych są realne: susza wskazuje na to, co czeka nas w przyszłości wraz ze wzrostem globalnych temperatur: do 2030 r. rosnące temperatury mogą doprowadzić do -38% spadku zdolności transportowej, zmniejszając potencjalny wzrost globalnego handlu towarami o -5 punktów procentowych rocznie

Historycznie niski poziom wody w jeziorze Gatun, które zasila Kanał Panamski, zmniejsza liczbę statków, które mogą przez niego przepłynąć, zagrażając kluczowemu szlakowi handlowemu. Kanał Panamski, rozciągający się na długości około 80 km i łączący szlaki między Oceanem Atlantyckim i Oceanem Spokojnym, jest ważnym szlakiem handlowym od 1914 r., przenosząc około 3-5% światowego handlu każdego roku. Chociaż Republika Panamy generalnie odnotowuje wysoki poziom rocznych opadów (średnio 247 cm opadów w ciągu ostatnich 10 lat), ten rok był drugim najbardziej suchym  od 1950 roku. W rezultacie sztuczne jezioro stworzone w celu dostarczania wody do obsługi śluz i pomagania statkom w przepływie przez Kanał odnotowało historycznie niski poziom wody. W związku z tym Zarząd Kanału Panamskiego (ACP) ograniczył liczbę statków, które mogą przepływać przez kanał do 24 dziennie (z 31 wcześniej), począwszy od 7 listopada. Liczba ta zostanie zmniejszona do 18 dziennie od lutego 2024 roku. Jest to równoznaczne z prawie -50% zmniejszeniem dziennej liczby statków przepływających przez kanał, przez który w normalnych czasach przepływa około 36-40 statków dziennie (wykres poniżej). ACP musiało również zmniejszyć limit zanurzenia z 50 stóp do 44 stóp, a na każdą stopę zanurzenia, która została zmniejszona w Kanale Panamskim, spedytorzy muszą zabrać około 300 do 350 kontenerów ładunku ze swoich statków, co doprowadziło do naliczenia około 600 USD więcej za kontener dla swoich klientów. Największy wpływ miało to na tankowce przewożące skroplony gaz ropopochodny (LPG).

Gwałtowny spadek liczby statków przepływających przez Kanał Panamski w ostatnich miesiącachGwałtowny spadek liczby statków przepływających przez Kanał Panamski w ostatnich miesiącach

Źródła: Bloomberg, Zarząd Kanału Panamskiego (ACP), Allianz Research. Uwagi: Linie przerywane wskazują prognozy poziomu wody i limity ogłoszone przez ACP dla liczby statków dziennie.

Zmniejszenie przepustowości o -50% w opinii Allianz Trade nasila obawy o recesję handlową w 2024 roku. Symulacje Allianz Trade sugerują, że spadek liczby statków przepływających przez kanał o -1 punkt procentowy z powodu epizodów suszy zmniejsza globalny handel towarami średnio o 0,14 punktu procentowego w porównaniu z rokiem poprzednim. Przed suszą kanał był wykorzystywany niemal w pełni, a do lipca przepływało przez niego średnio 35 statków dziennie. Szacujemy, że zmniejszenie liczby statków przepływających przez kanał może mieć skumulowany wpływ w wysokości -1,3 punktu procentowego w 2023 roku.  W najgorszym scenariuszu może to obniżyć wzrost wolumenu światowego handlu towarami o około -6 punktów procentowych, jeśli ograniczenia zostaną przedłużone do końca 2024 r., co doprowadziłoby do recesji w światowym handlu towarami.

Wpływ zmniejszenia liczby statków przepływających przez Kanał Panamski na handelWpływ zmniejszenia liczby statków przepływających przez Kanał Panamski na handel

Źródła: Bloomberg, Refinitiv Datastream, Allianz Research

Najbardziej ucierpiałyby na tym Stany Zjednoczone, które generują 70% całkowitego ruchu kontenerowego przepływającego przez Kanał Panamski. Co więcej, 40% całego amerykańskiego ruchu kontenerowego przepływa rocznie przez Kanał, co stanowi około 270 mld USD ładunków. Kanał łączy przede wszystkim wschodnie wybrzeże USA z Azją i zachodnim wybrzeżem Ameryki Południowej, więc zmniejszona przepustowość statków może zwiększyć ceny produktów wysyłanych między tymi regionami, z których zdecydowana większość to towary (wykresy poniżej). Jeśli chodzi o towary konsumpcyjne, kontenerowce przewożące gotowe towary rezerwują swoje rejsy z kilkutygodniowym wyprzedzeniem i mogą nie napotkać tak długiego czasu oczekiwania, jak w przypadku statków przewożących ładunki masowe suche, które zazwyczaj nie rezerwują swoich rejsów. Mimo to przewoźnicy kontenerowi będą musieli poradzić sobie z opóźnieniami i poprawić swoją logistykę, aby zapewnić dostawy towarów konsumpcyjnych na kluczowe nadchodzące Święta Dziękczynienia i Boże Narodzenie w USA.  Ogólnie rzecz biorąc obliczenia Allianz Trade wykazują, że zmniejszona przepustowość Kanału Panamskiego może zmniejszyć eksport z USA o blisko -0,3 pp w porównaniu z rokiem poprzednim. Kraje Ameryki Łacińskiej zajęłyby drugie miejsce na liście ze spadkiem eksportu o -0,2 punktu procentowego.

Kanał Panamski – ruch według segmentów rynku żeglugowego w odniesieniu do światowego handlu w 2022 r.Kanał Panamski – ruch według segmentów rynku żeglugowego w odniesieniu do światowego handlu

Źródła: PCA, Clarksons, Moody’s, Allianz Research

Kanał Panamski – tranzyt według towarów w odniesieniu do światowego handlu w 2022 r.

Kanał Panamski - tranzyt według towarów w odniesieniu do światowego handlu

Źródła: PCA, Clarksons, Moody’s, Allianz Research

Nie można całkowicie wykluczyć skoncentrowanego wzrostu cen w sektorze energetycznym i konsumenckim. W 2022 r. trzema głównymi towarami przewożonymi przez Kanał były ropa naftowa i produkty ropopochodne (30%), ładunki kontenerowe (22%) i zboża (13%). Pod względem ruchu według segmentów rynku żeglugowego w odniesieniu do handlu światowego, największy udział miał skroplony gaz ropopochodny (LPG), a następnie chemikaliowce i kontenery, podczas gdy pod względem tranzytu według towarów największy udział stanowiły zboża, produkty ropopochodne i chemikalia. Ponieważ jednak Kanał Panamski jest tylko ułatwieniem, a nie jedynym rozwiązaniem łączącym, przewoźnicy łączący wschodnie wybrzeże USA z Azją rozważają wykorzystanie innych alternatyw, takich jak Kanał Sueski lub wokół Przylądka Dobrej Nadziei (RPA). Chociaż trwa to dłużej[1]  i oznacza większe zużycie paliwa, pozwoliłoby to firmom uniknąć opłat za Kanał Sueski, które wzrosły w tym roku. Stawki frachtowe tankowców LPG wzrosły o +44% w okresie od sierpnia do listopada 2023 r. po wprowadzeniu przez AKP środków mających na celu walkę z kryzysem (wykres poniżej), a aukcje na sloty ruchu przez kanał, które zwykle wygrywały sektory LPG i LNG, osiągnęły rekordowy poziom 2,85 mln USD, podczas gdy w 2023 sprzedawano je za 2,4 mln USD w 2023 r., czyli już wtedy ponad 900 000 USD więcej niż w normalnych czasach. Zmiany te z dużym prawdopodobieństwem wpłyną na marże firm żeglugowych.

Stawki frachtu LPG z Zatoki Perskiej do Japonii przez Kanał PanamskiStawki frachtu LPG z Zatoki Perskiej do Japonii przez Kanał Panamski

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Zmiany klimatu mogą mieć długotrwały wpływ na Kanał Panamski. Biorąc pod uwagę wzrost średniej globalnej temperatury o 1,5°C i odchylenie o -7,4% mediany zrzutu rzeki[2] w stosunku do obecnego poziomu wody, dzienna liczba statków zostanie zmniejszona o -15 w porównaniu do normalnych czasów (tj. 40), co oznaczałoby -38% spadek zdolności transportowej, zmniejszając potencjalny wzrost globalnego handlu o -5 punktów procentowych rocznie. Podczas gdy projekty mające na celu poprawę i przywrócenie lasów deszczowych w Panamie mogą zmniejszyć związane z klimatem koszty handlu przez Kanał Panamski w perspektywie długoterminowej, zmniejszenie zanurzenia i ograniczenie limitu statków przepływających przez kanał wydają się być najlepszym rozwiązaniem w perspektywie krótkoterminowej.

[1] VLGC (bardzo duże gazowce) łączące wschodnie wybrzeże USA z Chinami potrzebują około 58 dni na przepłynięcie przez Kanał Panamski, 81 dni przez Kanał Sueski i 88 dni na opłynięcie Przylądka Dobrej Nadziei.

[2] Definiowany jako objętość wody przepływającej przez rzekę lub kanał strumienia.

Brown-Forman Polska wśród najbardziej zaawansowanych pracodawców w zakresie zarządzania różnorodnością i inkluzji w Polsce

Brown-Forman Polska znalazł się w prestiżowym gronie firm prowadzących najbardziej zaawansowaną politykę zarządzania różnorodnością i inkluzją w Polsce. Na listę zakwalifikowało się jedynie 36 firm z całej Polski. Badanie prowadzone przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu, jest częścią projektu Karty Różnorodności, międzynarodowej inicjatywy pod patronatem Komisji Europejskiej. Diversity IN Check

Duże zróżnicowanie pokoleniowe oraz indywidualizm wśród pracowników jest i będzie coraz większym wyzwaniem dla pracodawców. Stąd pojęcie zarządzania różnorodnością coraz mocniej zyskuje na znaczeniu. To zjawisko szczególnie popularne w zachodniej Europie i Stanach Zjednoczonych, a w Polsce jest stosunkową nowością.

Dzisiaj, akceptacja różnorodności jest dla pracowników ważniejsza niż kiedykolwiek a inkluzywne środowisko pracy staje się standardem, od tego może zależeć sukces firmy w dłuższej perspektywie. Świadomość tego na czym zależy naszym pracownikom, daje nam możliwość skoncentrowania się na inicjatywach wykorzystujących potencjał jaki niesie różnorodność oraz tworzeniu dodatkowej wartości dla naszych pracowników, marek, biznesu oraz społeczności, których jesteśmy częścią’’ – podkreśla Dorota Pałysiewicz, dyrektor ds. HR w firmie Brown-Forman Polska.

 

Dane Forum Odpowiedzialnego Biznesu wskazują, iż polska praktyka zarządzania różnorodnością, równością i inkluzją nadal raczkuje. Tylko 1/3 firm w Polsce podejmuje świadome działania zarządzania różnorodnością, a zaledwie kilka procent firm w Polsce ma wypracowany formalny dokument strategii DEI.

Przykład dają zagraniczne koncerny działające w Polsce. – Różnorodność i inkluzywność są głęboko zakorzenione w wartościach naszej firmy. Chcemy, aby pracownicy mieli pewność, że w codziennej pracy mają wpływ i mogą pielęgnować najlepszą wersję siebie, bez względu na to, którą generację reprezentują. W ostatnich latach szczególnie ważna stała się troska o szybką adaptację do zmian, zdrowie psychiczne i umiejętności radzenia sobie ze stresem, stąd popularność różnorodnych rozwiązań dającym pracownikom empatyczne, bezpieczne środowisko do rozmowy oraz informacje i narzędzia w tym zakresie – uważa Dorota Pałysiewicz, reprezentująca Brown-Forman – amerykańską firmę z branży dystrybucji alkoholi.

I właśnie cykliczne badania FOB za pomocą narzędzia Diversity IN Check umożliwia diagnozę stopnia dojrzałości pracodawców w zakresie zarządzania różnorodnością i budowania inkluzywnych. Kwestionariusz badania oparty jest na uznanych międzynarodowych standardach i wytycznych, pomagających organizacjom na całym świecie przygotować np. strategie i raporty zrównoważonego rozwoju.

Karta Różnorodności, koordynowana w Polsce od 2012 roku przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu, ma na celu zachęcanie pracodawców w Polsce do aktywnego przeciwdziałania dyskryminacji oraz upowszechnianie tworzenia otwartych na różnorodność i włączających miejsc pracy.

9 na 10 nowych obiektów handlowych to parki

Rozwój rynku handlowego w Polsce koncentruje się przede wszystkim w małych miastach. Od początku 2023 roku przybyło łącznie 39 obiektów, zajmujących 270 tys. mkw. powierzchni – wynika z danych CBRE. Zdecydowaną przewagę mają parki handlowe, przeważnie powstające poza aglomeracjami, które obejmują 92 proc. otwartych w tym roku projektów i 72 proc. nowej przestrzeni. W sektorze centrów handlowych rośnie liczba rewitalizacji, rekomercjalizacji i rebrandingów. Wszyscy uczestnicy rynku coraz większą wagę przykładają do zrównoważonego rozwoju (ESG), np. oferując produkty ekologiczne oraz z drugiej ręki czy ograniczając zużycie mediów i produkcję odpadów.

Na rynku handlowym obserwujemy kontynuację trendów obecnych w poprzednich latach. Inwestorzy swoje kroki kierują w stronę mniejszych miast, realizując przede wszystkim parki handlowe o powierzchni nieprzekraczającej 10 tys. mkw. oraz obiekty „convenience”, zajmujące do 5 tys. mkw., w których łatwo zrobić szybkie, codzienne zakupy. Szacujemy, że już ponad jedna czwarta całej powierzchni handlowej w kraju znajduje się w miastach nieprzekraczających 100 tys. mieszkańców. Jednocześnie sporo zmienia się na rynku większych obiektów handlowych, takich jak centra, w których realizowane są rewitalizacje, rekomercjalizacje czy rebrandingi. Niezależnie od rodzaju, lokale handlowe zapełniają się. Poziom pustostanów od dwóch lat sukcesywnie spada i wynosi obecnie 3,6 proc. – mówi Piotr Karpiński, Head of Property Management Poland, CBRE.

W Polsce jest obecnie ok. 13,69 mln mkw. powierzchni handlowej. W 2023 roku przybyło jej 270 tys. mkw., w postaci 39 obiektów handlowych. Większość tej przestrzeni (72 proc.) to parki handlowe, obejmujące 27 nowo otwartych projektów oraz 9 rozbudów. Pozostałe trzy to otwarte centrum handlowe Bawełnianka w Bełchatowie (33 tys. mkw.), zmodernizowana galeria Fort Wola w Warszawie (22 tys. mkw.) oraz rozbudowana galeria Atrium Promenada (14 tys. mkw.).

Handel rośnie w małych miastach

Na koniec trzeciego kwartału br. w budowie znajdowało się 536,2 tys. mkw. powierzchni handlowej, spośród której prawie połowa (46 proc.) zasili małe miasta i większość (81 proc.) stanowią parki handlowe. Przestrzeń handlowa rośnie, a poziom pustostanów spada. W największych aglomeracjach wynosi 3,6 proc. całej powierzchni. Spośród dużych miast najniższy jest w Krakowie (1,7 proc.) i w Łodzi (1,8 proc.), a najwyższy w Poznaniu (4,4 proc.) oraz Trójmieście i Wrocławiu (4,3 proc.)

Zrównoważone zakupy

Ważną zmianą na rynku, która cały czas postępuje, jest podejmowanie działań związanych z ESG. Wzrost zainteresowania tą tematyką jest widoczny wśród konsumentów, inwestorów, właścicieli nieruchomości oraz sieci handlowych.

Widzimy, że najemcy coraz częściej mają w ofercie produkty ekologiczne lub z drugiej ręki, czym odpowiadają na oczekiwania swoich klientów. Podejmują również inne działania nakierowane na zrównoważony rozwój. Z kolei właściciele centrów handlowych realizują kolejne kroki w celu osiągnięcia zerowej emisji CO2, a także ograniczenia produkcji odpadów i zużycia mediów – mówi Piotr Karpiński.

Trendem, który cały czas się rozwija jest także omnichannel, czyli równoległy rozwój sprzedaży stacjonarnej i online. Dzięki temu konsumenci mogą łączyć oba kanały, np. oglądać produkt w sklepie i kupować w sieci, czy zamawiać artykuł przez internet i w razie potrzeby zwracać go na miejscu w lokalu.

Czynsze na stabilnym poziomie

Czynsze bazowe w najlepszych centrach handlowych utrzymują się na stałym poziomie i wynoszą 100-130 euro za mkw. za miesiąc w Warszawie oraz 40-60 euro za mkw. za miesiąc w innych dużych miastach. Dla parków handlowych wynoszą przeciętnie 9-12 euro za mkw. za miesiąc.

Podwyżka, elastyczność i rozwój to karty przetargowe w walce o finansistów

W 2023 roku firmy intensywnie poszukiwały pracowników w obszarze finansów, a największym zainteresowaniem cieszyły się stanowiska ekspertów podatkowych, głównych oraz samodzielnych księgowych i kontrolerów finansowych. Od kandydatów oczekiwano nie tylko wiedzy merytorycznej, ale również wysoko rozwiniętych umiejętności miękkich, umożliwiających efektywną współpracę
z biznesem. Specjaliści oczekiwali podwyżki na poziomie co najmniej 20%. Pracodawcy musieli spełnić zarówno oczekiwania finansowe, jak i pozafinansowe, istotne dla kandydatów. Wśród nich: większe możliwości rozwoju, podniesienie poziomu samodzielności lub zapewnienie większego wpływu na decyzje biznesowe oraz maksymalnie dużego komfortu i elastyczności, np. otwartości na pracę hybrydową.

Kandydaci przed pracodawcami

Z perspektywy poszukujących pracy w finansach sytuacja prezentuje się korzystnie, ofert jest dużo i kandydaci mają w czym wybierać. Pracodawcom jednak niełatwo obecnie znaleźć wysoko wykwalifikowanych ekspertów, którzy będą skłonni bez wahania zmienić pracę.

W związku z dużym zapotrzebowaniem na pracowników, płace osób z działów finansowych wyraźnie wzrosły. Na jedne z największych podwyżek mogli liczyć kontrolerzy finansowi oraz główni księgowi, którzy są obecnie najbardziej poszukiwaną rolą. Jest to stanowisko deficytowe, ponieważ popyt na kandydatów przekracza podaż. Taka sytuacja wynika m.in. z dużego wzrostu odpowiedzialności pomiędzy stanowiskiem samodzielnej księgowej oraz głównej księgowej. Pomimo wyraźnego wzrostu wynagrodzenia przy potencjalnym awansie, kandydaci z tego obszaru często nie planują takiego kroku, ponieważ w ich odczuciu skok finansowy nie rekompensuje wzrostu odpowiedzialności. Wiele samodzielnych księgowych nie chce piąć się wyżej w hierarchii firmy i preferuje stabilizację oraz większy komfort pracy. Jest to zjawisko specyficzne dla księgowości i nie występuje w innych obszarach finansów. Przyczynia się do tego również wysoka dynamika zmian w przepisach podatkowych oraz wynikające z niej ryzyka – nie tylko dla organizacji, ale przede wszystkim dla osób odpowiedzialnych za księgowość, których konsekwencje nie wszyscy chcą ponosić.

Pieniądze to za mało

By odnieść sukces rekrutacyjny, nie wystarczy już kuszenie wysokimi zarobkami. Łowcom talentów jest trudniej z uwagi na ograniczoną liczbę osób aktywnie poszukujących pracy, rozbieżności między ich oczekiwaniami finansowymi oraz oferowanym wynagrodzeniem i częsty brak możliwości zaoferowania realnej wartości dodanej dla kandydata, związanej ze zmianą pracy.

Zdecydowana większość osób jest gotowych wysłuchać propozycji, jednak nie angażuje się w proces rekrutacyjny, a nawet jeśli się zaangażują, to bardzo często nie są gotowi, by przyjąć ofertę. To wynika z faktu, że w przypadku osoby na stanowisku specjalisty bardzo często trudno jest wygenerować coś więcej poza podwyżką, która zazwyczaj i tak nie jest wystarczająco wysoka, by takiego kandydata zmotywować do zmiany. Tak bywa w przypadku samodzielnej księgowej czy kontrolera finansowego. Nawet przy wzroście wynagrodzenia zakres obowiązków lub możliwość wpływu na organizację nie zmienia się w istotny sposób, ta wartość finansowa nie robi wielkiej różnicy wobec obecnego komfortu pracy, wypracowanej pozycji, realnej szansy na podwyżkę w dotychczasowej firmie  – mówi Michał Kłak, dyrektor w Michael Page.

Dlatego w ślad za wyższym wynagrodzeniem muszą iść dodatkowe profity, na tyle atrakcyjne, że wniosą dla kandydata istotną wartość dodaną i będą w stanie przekonać go do podjęcia ryzyka. Aby oferta została przyjęta, pracodawca musi spełnić zarówno finansowe, jak i pozafinansowe oczekiwania kandydata. Istotne są możliwości rozwoju, znaczny poziom samodzielności i odpowiedzialności, perspektywy awansu oraz realny wpływ na decyzje biznesowe w nowym miejscu pracy.

Aby kandydat miał motywację wejścia w rozmowę, my musimy być w stanie zagwarantować mu przede wszystkim podwyżkę. Wśród szukających aktywnie pracy – na poziomie 20%, wśród pasywnych – 20-30%. To jest przełomowy moment, który spowoduje, że kandydat będzie w stanie zaangażować się w proces rekrutacji. Natomiast to, czy on tę ofertę finalnie przyjmie i wytrwa w procesie rekrutacyjnym do końca, to będą determinować inne czynniki pozafinansowe. Przykładowo – czy zakres obowiązków ulegnie rozbudowie, czy dołączając do danej firmy, rozwinie się w jakiś sposób istotny dla niego, czy zmiana pracy poprawi jego ogólny dobrostan związany z work-life balance, czy zmiana pracy odblokuje możliwości kariery, których nie dostałby u obecnego pracodawcy. Dziś na rynku finansistów podwyżka jest warunkiem rozpoczęcia dialogu, natomiast to, czy kandydat wytrwa w procesie i przyjmie ofertę, zależy od pozostałych czynników, przy czym one zazwyczaj muszą iść w parze, czyli te dwie zmienne muszą być spełnione, aby proces się powiódł – precyzuje Michał Kłak.

Elastyczność kluczowa

Specjalistom z obszaru finansów uczestniczącym w rekrutacji zależy głównie na elastycznym podejściu pracodawcy do trybu home office i organizacji czasu pracy. Te oczekiwania pokrywają się z wnioskami płynącymi z raportu Talent Trends 2023, gdzie dla kandydatów, poza pensją, liczył się głównie work-life balance i możliwość rozwinięcia kariery.

– Poza płacą liczy się komfort pracy, elastyczność i zadaniowość – czyli możliwość wykonywania obowiązków służbowych w swobodnych ramach czasowych. Przy czym nie jest to jednoznaczne ze stuprocentową pracą spoza biura. Owszem, duże spółki consultingowe praktykują pracę zdalną, ale zdecydowana większość pozostałych pracuje w modelu hybrydowym –  konkluduje dyrektor w Michael Page.

Zdarza się także wyłączny tryb stacjonarny, podyktowany konkretnym typem biznesu. Jako przykład można podać firmy deweloperskie i budowalne, w których taki model pracy jest bardziej popularny i częściej praktykowany niż w innych przedsiębiorstwach. Wówczas sprawna i udana rekrutacja stanowi jeszcze większe wyzwanie.

Strategiczna transakcja Grupy ORLEN w Norwegii

PGNiG Upstream Norway z Grupy ORLEN przejmuje kontrolę nad całą działalnością spółki wydobywczej KUFPEC Norway. W efekcie transakcji, wydobycie gazu ziemnego Grupy ORLEN w Norwegii wzrośnie o jedną trzecią i przekroczy 4 mld m sześc. rocznie. Z kolei dzienna produkcja węglowodorów już w 2024 r. przewyższy 100 tys. baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Przejmowana działalność obejmuje m.in. udziały w pięciu złożach, na których Grupa ORLEN już prowadzi eksploatację. Wydobywany z nich gaz będzie przesyłany do Polski gazociągiem Baltic Pipe.

Norweska spółka Grupy ORLEN, w wyniku konkurencyjnej procedury akwizycyjnej, zawarła umowę kupna 100 procent udziałów w KUFPEC Norway, spółce zależnej Kuwait Foreign Petroleum Exploration Company k.s.c.c. W wyniku przejęcia kontroli nad KUFPEC Norway, PGNIG Upstream Norway (PUN) zwiększy swoje udziały w eksploatowanych już złożach Gina Krog, Sleipner Vest, Sleipner Ost, Gungne i Utgard. Finalizacja transakcji planowana jest do końca roku i wymaga jeszcze stosownej akceptacji ze strony administracji norweskiej. Zakup udziałów w KUFPEC Norway zostanie sfinansowany w całości ze środków wypracowanych przez PGNiG Upstream Norway z działalności operacyjnej na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.

– Zrealizowaliśmy strategiczną transakcję na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Dzięki przejęciu udziałów w KUFPEC Norway, wydobycie gazu przez Grupę ORLEN w Norwegii wzrośnie o ponad 1 mld metrów sześc. rocznie. To zdecydowanie zwiększa nasze możliwości zaspokojenia zapotrzebowania rynku polskiego oraz całego regionu w oparciu o własne zasoby gazu. Ta transakcja nie tylko przybliża nas do realizacji celów strategicznych Grupy ORLEN, ale zapewnia także szereg synergii, które wzmacniają nasz potencjał rozwojowy w Norwegii. Przejęliśmy kontrolę w złożach, na których już mamy bezpośrednie udziały, nabyte w wyniku poprzednich transakcji. Gwarantuje to płynną integrację nabytych aktywów, optymalizację kosztów operacyjnych oraz – poprzez skokowy wzrost skali działalności – dostęp do atrakcyjnego finansowania dalszych inwestycji – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

W przeciwieństwie do dotychczasowych akwizycji PGNiG Upstream Norway, umowa dotyczy przejęcia wszystkich udziałów w spółce KUFPEC Norway AS wraz z całym jej majątkiem. Umowna cena transakcji wynosi 445 mln dolarów na dzień 1 stycznia 2023 r. i obejmuje wartość przejmowanych złóż, jak również wartość pozostałych aktywów KUFPEC Norway, w tym istotne saldo środków pieniężnych. PUN oczekuje, że w chwili przejęcia kontroli nad spółką, wartość środków pieniężnych w przejmowanej spółce przekroczy 200 mln dol. Umożliwi to bardzo szybki zwrot z inwestycji, który szacowany jest na około półtora roku od chwili rozliczenia transakcji.

W wyniku przejęcia, w 2024 r. produkcja PGNiG Upstream Norway wzrośnie do ponad 100 tys. baryłek ekwiwalentu ropy naftowej (boe) dziennie. To poziom, który kwalifikuje Spółkę do grupy dużych producentów ropy i gazu w Norwegii. Spółka awansuje również z 10. na 8. miejsce firm działających na Norweskim Szelfie Kontynentalnym pod względem rocznego wydobycia węglowodorów.

Akwizycja KUFPEC przełoży się na wzrost zasobów wydobywalnych pod kontrolą PGNiG Upstream Norway do prawie 400 mln boe. Ponad 80 proc. przejmowanych zasobów stanowi gaz ziemny, co wpisuje się w strategię ORLEN zakładającą maksymalizację produkcji gazu na potrzeby zaopatrzenia rynku polskiego i pozostałych krajów regionu. Wszystkie produkujące złoża, a w przyszłości także Eirin, mają połączenie z infrastrukturą pozwalającą tłoczyć wydobywany surowiec gazociągiem Baltic Pipe do Polski.

Wśród przejmowanych udziałów jest między innymi 30-procentowy pakiet w złożu Gina Krog. W wyniku akwizycji udział PUN w złożu wzrośnie do ponad 41 proc. Platforma Gina Krog została w tym roku podłączona do lądowej sieci elektroenergetycznej, co pozwala na ograniczenie do minimum emisji CO2 związanej z eksploatacją ropy i gazu. Niedawno PUN wraz z partnerami koncesyjnymi poinformowało o odkryciu dodatkowych zasobów gazu zlokalizowanych bezpośrednio w pobliżu Gina Krog.

Oprócz pięciu eksploatowanych złóż, Grupa ORLEN przejmie też kontrolę nad udziałami w gazowym złożu Eirin, które przewidziane jest do zagospodarowania z wykorzystaniem infrastruktury wydobywczej złoża Gina Krog. Umożliwi to szybkie uruchomienie dostaw gazu z Eirin, zapewniając jednocześnie atrakcyjną rentowność i niską emisję CO2 z produkcji.

To już druga w tym roku transakcja zrealizowana przez Grupę ORLEN w Norwegii. Wcześniej PUN kupiło udziały w złożach Sabina i Adriana na obszarze wydobywczym Skarv, których zasoby szacowane są na 38 do 88 mln boe. Wcześniej, w okresie 2017-2022, Spółka zrealizowała 10 akwizycji, w tym przejęła aktywa wydobywcze spółki INEOS E&P Norge, co pozwoliło jej zwiększyć produkcję gazu ziemnego z 0,5 mld m sześc. w 2017 r. do 3,1 mld m sześc. w 2022 r. W 2023 r. Spółka zakłada wyprodukowanie ponad 3 mld m sześc. gazu. Przejęcie KUFPEC pozwoli jej na skokowy wzrost produkcji w przyszłym roku, do ponad 4 mld m sześc.

PGNiG Upstream Norway realizuje intensywny program dalszego wzrostu wydobycia. Spółka, wraz z partnerami koncesyjnymi, uzyskał w czerwcu tego roku zgody administracyjne na zagospodarowanie ośmiu złóż. Łączna wielkość ich zasobów przypadająca na PUN przekracza 100 mln boe. W październiku br. ruszyło wydobycie z pierwszych otworów produkcyjnych złoża Tommeliten Alpha, w którym PGNiG Upstream Norway posiada ponad 42 proc. udziałów. W szczytowym okresie produkcji złoze zapewni Spółce co najmniej 0,5 mld m sześc. gazu rocznie.

W maju tego roku ORLEN zakończył uruchomiony pod koniec 2022 r. proces integracji swojej działalności w Norwegii, konsolidując aktywa wydobywcze PGNiG Upstream Norway i LOTOS Exploration & Production Norge. Obie spółki znalazły się w Grupie ORLEN w wyniku przejęcia przez koncern w 2022 r. Grupy LOTOS oraz PGNiG.

Po zakończeniu przejęcia KUFPEC, Grupa ORLEN będzie posiadał 94 koncesje na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, co daje pod tym względem 5. miejsce wśród firm działających na tym obszarze. Biorąc pod uwagę zasoby wydobywalne, które wyniosą ok. 400 mln boe, PUN będzie plasował się na 9. miejscu, z czego ok. 60 mld m sześc. to zasoby gazu ziemnego. Biorąc pod uwagę produkcję gazu ziemnego – ponad 4 mld m sześc. rocznie – spółka znajdzie się na 7. pozycji firm wydobywczych na Szelfie.

Bain&Co.: Rynek osobistych dóbr luksusowych z nowym rekordem sprzedaży

Rynek osobistych dóbr luksusowych ustanowił w 2023 roku kolejny rekord sprzedaży na poziomie 362 mld euro, wynika z szacunków Bain & Company. Największą dynamikę wzrostu odnotował segment biżuterii i odzieży. Analitycy przewidują, że ze względu na szybko rosnącą bazę zamożnych klientów wartość rynku zwiększy się o połowę do 2030 roku.

Bazując na wynikach z trzech kwartałów, Bain & Company i mediolańska Fondaziona Altagamma prognozują, że w całym 2023 roku rynek osobistych dóbr luksusowych wzrośnie o 4 proc. w porównaniu do 2022 roku. Wzrost wartości rynku wynika w większym stopniu ze wzrostu cen niż z rosnącego wolumenu sprzedaży. W kolejnych latach tempo wzrostu ustabilizuje się na poziomie 5-7 proc. rocznie, co oznacza, że do 2030 roku wartość rynku wyniesie 540-580 mld euro.

Rynek towarów luksusowych jest zaskakująco stabilny i odporny na zawirowania ekonomiczne i geopolityczne. Nie zachwiały nim ani wysoka inflacja, ani groźba recesji czy działania wojenne w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie – mówi Katarzyna Wal, starszy menadżer w Bain & Company. – Rośnie liczba klientów zamożnych i aspirujących, a także stale powiększa się grupa osób ultrazamożnych.

Dzięki zakupom związanym z powrotem zamożnych turystów do ekskluzywnych kurortów i największych miast, Europa odnotowała 7 proc. wzrost sprzedaży osobistych dóbr luksusowych. W kontynentalnych Chinach rynek zwiększył się o 9 proc., a rekord pobiła Japonia, odnotowując 17 proc. wzrost. Osłabienie jena zachęcało turystów – głównie z Chin – do robienia zakupów w tym kraju po korzystniejszych cenach. Spadek o 8 proc. odnotowały natomiast rynki amerykańskie. W dużej mierze wynika to z pogarszających się nastrojów wśród klientów aspirujących i faktu, że w związku z umocnieniem dolara, najzamożniejsi konsumenci amerykańscy przenieśli się z zakupami za granicę.

Wszystkie kategorie osobistych dóbr luksusowych odnotowały wzrosty w 2023 roku. Największe dotyczą biżuterii i odzieży – około 5-6 proc. Sprzedaż zegarków, produktów beauty i wyrobów skórzanych zwiększyła się o 3-5 proc. Najsłabszą dynamikę odnotował segment luksusowych butów, w którym sprzedaż wzrosła zaledwie o 2-3 proc.

Mimo rosnącej bazy klientów, rynek dóbr luksusowych znajduje sposób na zachowanie elitarności, która jest jego istotą. Sprzyja temu moda na personalizację produktów i poszukiwanie wyjątkowości, zwłaszcza wśród wpływowej grupy ultrazamożnych klientów – dodaje Katarzyna Wal.Znajduje to odzwierciedlenie w strategiach cenowych. Z roku na rok widzimy rozszerzanie się widełek cenowych na rynku dóbr luksusowych.

Rosnąca segmentacja rynku i podziały między różnymi generacjami klientów sprawiają, że poznanie i zaspokojenie ich potrzeb staje się coraz większym wyzwaniem dla producentów luksusowych marek. Pokolenie milenialsów odpowiada obecnie za największą część zakupów i ta przewaga powiększy się jeszcze w nadchodzących latach. Według prognoz, do 2030 roku konsumenci z tej grupy, czyli osoby urodzone po 1980 roku, będą odpowiadać za 50-55 proc. rynku. Jednak to generacja Z, do której będzie należało 25-30 proc. rynku, będzie miała decydujący wpływ na trendy i dominujące wartości.

Oprócz osobistych dóbr luksusowych raport analizuje także sytuację na rynku ekskluzywnych samochodów, łodzi, prywatnych odrzutowców, hotelarstwa, sztuki i wyposażenia wnętrz. W tym roku dzięki odblokowaniu łańcuchów dostaw i wznowieniu realizacji zamówień, które skumulowały się w okresie pandemii, na rynku aut, łodzi i prywatnych odrzutowców odnotowano wzrost o 11-13 proc. Spektakularny wzrost o 100-130 proc. odnotowała niewielka pod względem wartości (4 mld euro) kategoria podróży luksusowymi wycieczkowcami, z których chętnie korzystają klienci z USA i Europy.

Całkowitą wartość rynku dóbr luksusowych w 2023 roku Bain & Company szacuje na 1,5 bln euro.

Raport na temat rynku dóbr luksusowych: Global luxury market projected to reach €1.5 trillion in 2023, a new record for the sector, as consumers seek luxury experiences | Bain & Company

Zmiany w postępowaniu upadłościowym dla małych firm

Unia Europejska pracuje nad projektem dyrektywy przewidującej, że wniosku o ogłoszenie upadłości mikroprzedsiębiorcy nie będzie można oddalić w sytuacji, gdy dłużnika nie będzie stać na koszty postępowania.

Dyrektywa Insolvency III, nad którą trwają obecnie prace, przewiduje, że uproszczone postępowania likwidacyjne dotyczyć będą mikroprzedsiębiorców (zatrudniających do 10 pracowników i z obrotami do 2 mln euro rocznie) i pozostawia państwom członkowskim UE możliwość objęcia tego rodzaju postępowaniem małych i średnich firm. Za niewypłacalne będzie uznawane mikroprzedsiębiorstwo, które nie jest w stanie spłacać swoich długów w terminie wymagalności i to państwa członkowskie UE będą same określać warunki, od których zależy uznanie, że dłużnik spełnia wymogi.

W prawie polskim definicja niewypłacalności podana została przez ustawodawcę w art. 11 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. prawo upadłościowe. Definicja niewypłacalności płynnościowej nie będzie musiała więc ulec istotnej zmianie. Stanowi bowiem, że dłużnik jest niewypłacalny, jeżeli utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. omniemywa się, że dłużnik utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych, jeżeli opóźnienie w wykonaniu zobowiązań pieniężnych przekracza trzy miesiące. Dłużnik będący osobą prawną albo jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, jest niewypłacalny także wtedy, gdy jego zobowiązania pieniężne przekraczają wartość jego majątku, a stan ten utrzymuje się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące.

Uproszczone postępowanie to odpowiedź na liczne przypadki, kiedy nie ogłasza się upadłości, ponieważ majątek firmy nie wystarcza nawet na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego. Przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele – np. zbyt późne złożenie wniosku upadłościowego czy wysokie koszty. Sytuacje takie się mnożą, a z całą pewnością nie są one pożądane w obrocie gospodarczym i wpływają negatywnie na rynek. Skutkuje to istnieniem w obrocie martwych podmiotów, których nie stać ani na prowadzenie działalności, ani na spłatę długów, ani na ogłoszenie upadłości.

Należy podkreślić, iż obecnie obowiązuje instytucja wykreślenia spółki z rejestru przedsiębiorców przez sąd rejestrowy bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego, lecz jest ona jednak mało efektywna w praktyce.

Autor: r. pr. Aleksandra Diskau, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Jak wybrać idealny prezent świąteczny dla każdego?

Świąteczna magia już niedługo zacznie otaczać nas ze wszystkich stron, przypominając o tym, by obdarować bliskie osoby podarunkami. Jak wybrać idealne prezenty na święta, by trafić w gust każdego i sprawić, jak najwięcej radości?

Prezenty na święta to przede wszystkim wartość, nie tylko przedmioty

Podczas szykowania prezentów dla bliskich osób warto pamiętać, że najważniejsza jest pamięć i gest. Zamiast skupiać się na przedmiotach lepiej włożyć zaangażowanie i serce w zakup podarunku, który zrobi wrażenie, ucieszy, a być może i wzruszy adresata. prezenty świąteczne

Kluczem do sukcesu może okazać się personalizacja

Zazwyczaj to drobne szczegóły decydują o tym, że prezent jest udany. Osoby obdarowane najbardziej cenią sobie gesty świadczące o tym, że podarunek kupiony był i przygotowany z myślą o nich. Jednym z najlepszych sposobów na okazanie, jak cenimy sobie obecność danej osoby w naszym życiu, jest spersonalizowanie prezentu. Taką możliwość dają między innymi kosze prezentowe firmy NAPU. Pomysłów na personalizację nie brakuje, od bardziej formalnych jak bilecik z własnym tekstem, lub zawieszka, po kartkę, na której umieścić można długie i osobiste życzenia. Dla bardzo bliskich osób zdecydować się można na personalizację w postaci prywatnego zdjęcia. Zamawiając kosz prezentowy na stronie Napu.pl można wybrać sobie dowolną możliwość personalizacji oraz dołączyć do zamówienia swoje teksty życzeń lub przesłać zdjęcie.prezenty świąteczne prezenty świąteczne

Uniwersalne prezenty na święta dla każdego

Kosze prezentowe uznawane są za bardzo wartościowe prezenty na święta. Cenione są przede wszystkim za swoją uniwersalność. Bez problemu można podarować je osobie najbliższej lub komuś, z kim łączą nas mniej zażyłe stosunki, na przykład szefowi, czy współpracownikom. Zawartość koszy przypadnie do gustu każdemu bez wyjątku, w ofercie firm, takich jak Napu znajdują się kosze odpowiednie dla kobiet i dla mężczyzn oraz dla osób w każdym wieku. Zawartość koszy to głównie słodycze, butelki alkoholu, świece, słoiczki z miodem i inne produkty, które pasują do każdej okoliczności. Takie prezenty na święta cieszą nie tylko swoją zawartością, ale też efektownym wyglądem. prezenty świąteczne

Prezenty z błyskawiczną wysyłką do 24h

Kosze prezentowe firmy Napu to nie tylko bogata zawartość, możliwość personalizacji i efektowny wygląd. Jedną z największych zalet firmy jest błyskawiczna realizacja złożonego zamówienia, co sprawia, że tego typu prezenty na święta nabędziemy nawet w ostatniej chwili. Pomimo wymogów co do personalizacji, wysyłka zamówienia jest możliwa nawet w 24 godziny, co więcej firma oferuje też możliwość dostarczenia produktu bezpośrednio do osoby, której chcemy podarować prezent.  prezenty świąteczne

Deloitte: Prawie 45 mld zł wyniosły przychody 15 największych spółek budowlanych w Polsce w 2022 r.

Kluczowymi inwestorami na polskim rynku budowlanym pozostają podmioty publiczne, odpowiadające za ponad połowę krajowej produkcji budowlanej. Mimo licznych projektów infrastrukturalnych, w wyniku niekorzystnej sytuacji makroekonomicznej, ale też wyzwań na lokalnym rynku, siedem z największych spółek w rankingu zanotowało w ubiegłym roku spadek w wynikach netto. Według raportu Polskie Spółki Budowlane 2023, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, wyniki ze sprzedaży w I półroczu br. dla notowanych na GPW największych firm z tego segmentu łącznie są wyższe w porównaniu do I półrocza 2022 roku, odnotowując 12-proc. wzrost. Rynek budowlany zmaga się jednak z istotnymi wyzwaniami dotyczącymi m.in. wysokich cen materiałów i energii czy też niższej podaży projektów w wybranych segmentach rynku.

Według raportu Deloitte produkcja budowlano-montażowa, mierzona w cenach bieżących, w 2022 r. w Polsce wzrosła o 20,5 proc. względem roku poprzedzającego. W cenach stałych wzrost ten wyniósł niemal 9 proc. Przedsiębiorstwa budowlane zrealizowały w tym okresie inwestycje o wartości 291,8 mld zł (przy 242,1 mld zł w 2021 r.). Istotny wpływ na ten wzrost wartości, podobnie jak w poprzednich latach, miała realizacja inwestycji infrastrukturalnych finansowanych z dotacji w ramach funduszy unijnych.

Podmioty publiczne pozostają kluczowymi inwestorami na polskim rynku budowlanym. Ich działania, a w szczególności inwestycje w zakresie infrastruktury kolejowej i drogowej, będą jednym z czynników wpływających na wzrost produkcji budowlano-montażowej w kolejnych latach. Tradycyjnie istotną rolę w finansowaniu odgrywają fundusze unijne. Znaczna część z 76 mld euro, które Polska otrzyma z budżetu polityki spójności w perspektywie finansowej na lata 2021-2027, zostanie przeznaczona na dalszy rozwój m.in. infrastruktury drogowej oraz kolejowej – mówi Łukasz Michorowski, partner, lider Audyt CE A&A ESG & Construction, Deloitte.

Rok 2022 był szczególnie trudny dla rynku mieszkaniowego, z uwagi na ograniczony popyt wynikający m.in. z rosnących stóp procentowych oraz zaostrzenia kryteriów wyliczenia zdolności kredytowej dla kredytów mieszkaniowych. Dodatkowo na działalność deweloperów wpłynęło również niekorzystne otoczenie makroekonomiczne w postaci utrzymującej się wysokiej inflacji, która przyczyniła się do wzrostu kosztów prowadzenia działalności. W 2022 r. na rynku pierwotnym w sześciu największych miastach w Polsce odnotowano spadek liczby sprzedanych mieszkań o blisko 50 proc. względem 2021 r.

W minionym roku nieznacznej zmianie w stosunku do 2021 r. uległa struktura rynku budowlanego. Największą część rynku – 31,8 proc. – stanowiły budynki niemieszkalne (w 2021 r. drugi największy segment rynku budowlano-montażowego). Na drugim i trzecim miejscu pod względem wielkości rynku była infrastruktura transportu (28,8 proc.) oraz budynki mieszkalne (17,5 proc.). Pozostałą część stanowiły rurociągi, linie telekomunikacyjne i energetyczne, budowle na terenach przemysłowych oraz pozostałe obiekty inżynierii lądowej i wodnej.

Zgodnie z historycznym trendem, kluczowym czynnikiem wzrostu produkcji budowlanej w 2022 r. był sektor inżynierii lądowej i wodnej, w którym zaobserwowano wzrost rok do roku o 22,5 proc. Sektor robót budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków oraz sektor robót budowlanych specjalistycznych odnotowały w ujęciu rocznym porównywalny wzrost na poziomie odpowiednio 19,9 proc. oraz 19,8 proc. Prawdopodobnie istotny wpływ na tę sytuację miał m.in. wysoki poziom inflacji – mówi Maciej Niemierka, wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Budimex ponownie liderem wśród spółek budowlanych

W 2022 r. przychody największych piętnastu spółek budowlanych osiągnęły poziom prawie 44,5 mld zł, co stanowiło wzrost o 22,5 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Liderem rankingu, podobnie jak w poprzednich latach, została Grupa Budimex, której przychody wynosiły 8,6 mld zł, co oznacza wzrost o 8,9 proc. w porównaniu do 2021 r. Na drugim miejscu znalazła się Grupa Strabag z przychodami na poziomie 5,1 mld zł (przychody na poziomie zbliżonym do 2021 roku). Miejsce trzecie zajęła Grupa PORR realizując przychody na poziomie 3,9 mld zł (wzrost o 12 proc. w porównaniu do 2021 r.). Na uwagę zasługują przedsiębiorstwa, które uzyskały największy wartościowy wzrost przychodów w 2022 r.: Grupa Polimex – Mostostal (wzrost o 1,5 mld zł) oraz nowa w rankingu spółka Atlas Ward Polska (837 mln zł więcej).

Budimex mógł się pochwalić również najwyższym wynikiem ze sprzedaży, który wyniósł 872 mln zł. Z wyraźnie niższym wskazaniem druga w zestawieniu jest Poznańska Korporacja Budowlana Pekabex S.A. (281 mln zł). Największy wzrost nominalny w 2022 r. zanotowała Grupa Goldbeck (poprawa wyniku o 131 mln zł), natomiast procentowo najwięcej zyskała Spółka Atlas Ward Polska (poprawa wyniku o 126 mln zł – ponad 206 proc.). Średnia marża operacyjna piętnastu największych spółek wzrosła o 12 mln zł (6,5 proc. w ujęciu rocznym).

Ważnym wskaźnikiem odzwierciedlającym kondycję największych spółek budowlanych jest również wynik netto. W 2022 r. średni wynik netto piętnastu największych spółek był dodatni i wyniósł 99,4 mln zł, co oznacza spadek w porównaniu do wyniku za rok 2021, który kształtował się na poziomie 122,8 mln zł.

Spośród spółek prezentowanych w rankingu aż siedem poniosło stratę – z czego największy odnotowała Grupa Trakcja PRKiI w wysokości 2585 proc. Grupa Budimex, zajmująca pozycję lidera szósty rok z rzędu, wykazała wynik netto przekraczający 548 mln zł (spadek o 44,4 proc r/r). Drugą pozycję w rankingu uzyskała Grupa Strabag z wynikiem 199 mln zł (wzrost o 80,1 proc.). Ostatnie miejsce na podium przypadło Grupie Goldbeck, która uzyskała wynik 184,6 mln zł, co stanowi 216,4 proc. wzrost względem poprzedzającego roku, wynoszący w ujęciu nominalnym 126,2 mln zł.

Pomimo niełatwych warunków powodowanych spowolnieniem koniunktury, na rynku budowlanym nastroje zaczynają się nieznacznie poprawiać. Wg badania przeprowadzonego przez Deloitte, 50 proc. respondentów przewiduje nieznaczny wzrost koniunktury w okresie najbliższych 6-24 miesięcy. Dla porównania, w zeszłorocznym badaniu tylko 10 proc. respondentów wykazywało delikatny optymizm wobec nadchodzących miesięcy. Największy wpływ na działalność firm w najbliższych latach według ankietowanych będą mieć trzy obszary: dostępność pracowników (wskazanie 59 proc. ankietowanych), wzrost cen materiałów (57 proc.), czy problemy z podwykonawcami (37 proc.). Warto zauważyć, że w zeszłorocznym badaniu aż 79 proc. respondentów również wskazywało wzrost cen materiałów jako jeden z czynników, 17 proc. wskazało na problemy z dostępnością pracowników, oraz 31 proc. wskazało na problemy z podwykonawcami.

Regulacje ESG istotnym czynnikiem rozwoju sektora budowlanego

Standardy ESG i coraz liczniejsze regulacje z nimi związane silnie wpływają na branżę budowlaną, która odpowiada za 37 proc. globalnej emisji dwutlenku węgla oraz 36 proc. światowego zużycia energii. W związku z tym, spółki budowlane powinny silnie koncentrować się na środowiskowych czynnikach zrównoważonego rozwoju, zwłaszcza dekarbonizacji oraz partycypować w dążeniach do osiągnięcia zerowej emisji netto na świecie do 2050 r. Budownictwo, które pochłania 33 proc. światowych zasobów wody, jest odpowiedzialne za 35 proc. wygenerowanych na świecie odpadów oraz za 40-50 proc. globalnego wydobycia surowców, ma bezpośredni i wysoce istotny wpływ na efektywność polityk i rozwiązań powstrzymujących kryzys klimatyczny.

Na funkcjonowanie spółek budowlanych oddziałują zarówno krajowe, jak i unijne regulacje oraz oczekiwania klientów i inwestorów. Do najważniejszych z nich można zaliczyć: Europejski Zielony Ład, pakiet Fit for 55, Taksonomia EU czy CSRD. Ich konsekwencje biznesowe dla branży będą związane zarówno z nowymi, jak i istniejącymi już budynkami. Regulacje obejmują m.in.  zeroemisyjne standardy dot. maksymalnego zapotrzebowania na energię pierwotną dla budynków nowych i podlegających istotnej renowacji), minimalne normy efektywności energetycznej dla istniejących budynków czy systemowe śledzenie emisji wbudowanej w celu redukcji śladu węglowego obiektu w całym cyklu życia.

Obecnie jedynie 24 proc. ankietowanych spółek budowlanych deklaruje posiadanie jasno zdefiniowanej strategii i polityki działania w odniesieniu do czynników środowiskowych, społecznych i zarządczych. W aż 15 proc. przedsiębiorstw nie funkcjonuje żaden dokument porządkujący kwestie ESG. W kwestii wprowadzanych przez unijną Taksonomię zmian, dotykających również sektor budowlany, 17 proc. spółek nie posiada żadnej wiedzy na ten temat, a jedynie wiedzę ogólną w tym zakresie ma co czwarta spółka. 41 proc. firm twierdzi, że zna szczegółowe wytyczne w zakresie regulacji.

Zdaniem ekspertów Deloitte niezmiernie istotne jest skupienie się na każdym z etapów procesu powstawania budynków. Świadome decyzje dotyczące odpowiedzialnego projektowania należy podejmować już od pierwszej fazy koncepcji i planowania, przez fazy projektowania, budowy, eksploatacji aż po fazy remontu i ewentualnej rozbiórki.

Blisko połowa firm budowlanych, która wzięła udział w naszym badaniu, przyjęła strategię lub politykę ESG definiującą priorytety działań w tym obszarze. Dodatkowo, prawie 40 proc. spółek rozważa zatwierdzenie takiego dokumentu w przyszłości. Świadczy to niewątpliwie o rosnącej świadomości branży odnośnie do wagi tych działań. Sektor budowlany posiada duży potencjał do wprowadzania pozytywnych długofalowych zmian. Dzięki realizacji przemyślanej strategii ESG, będą mogły pozytywnie oddziaływać nie tylko na środowisko, ale również na swoich pracowników i klientów – mówi Łukasz Michorowski.

Ze względu na kluczowy wpływ na klimat, sektor budowlany będzie poddawany coraz silniejszej kontroli prawnej i społecznej. Odpowiednie wyznaczenie celów zrównoważonego rozwoju, działanie zgodne z wytycznymi UE i ONZ czy wprowadzanie innowacji technologicznych sprzyjających efektywności klimatycznej, może mieć istotny wpływ na pozycję firmy na rynku. W opcji minimum spółki budowlane powinny przygotować się do nadchodzącego obowiązku raportowania ESG, zwracając uwagę na transparentność i procesy zbierania danych dotyczących kwestii niefinansowych.

PESEL z przychodni gratką dla hakera

Placówki medyczne to skarbnice danych osobowych i wrażliwych. Dla hakerów to źródło niewyobrażalnych wręcz zysków, zwłaszcza że dostęp do nich nie jest zbyt trudny. Z powodu chronicznego niedoinwestowania poziom zabezpieczeń jest bardzo niski, do tego dochodzą luki w oprogramowaniu czy nieprzestrzeganie procedur przez ludzi. Według danych Ministerstwa Cyfryzacji liczba zgłoszonych cyberataków na placówki ochrony zdrowia w Polsce wzrosła trzykrotnie w ciągu roku i nadal rośnie. A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo o wielu skutecznie przeprowadzonych włamaniach nie wiemy.

Przed pandemią w szpitalach rocznie leczyło się ok. 8 mln pacjentów rocznie. Placówki te gromadziły dane nie tylko o leczonych tu chorobach, ale też te, które identyfikowały pacjenta – imię i nazwisko, PESEL, adres zamieszkania. Przez Covid liczba hospitalizacji zmalała do ok. 5,7 mln, nadal to jednak olbrzymi zbiór danych osobowych. Znacznie więcej jest ich jednak w przychodniach. Niezależnie od tego czy ktoś choruje, czy nie, jego dane osobowe są albo w przychodni publicznej albo i publicznej i prywatnej. A poziom zabezpieczenia wszystkich nie należy do najwyższych.

Tymczasem służba zdrowia stała się głównym celem cyberataków, zarówno w Polsce, jak i na świecie. W Polsce liczba zgłoszonych cyberataków na placówki ochrony zdrowia wzrosła trzykrotnie w ciągu jednego roku – z 13 w 2021 do 43 w 2022, co wynika z oficjalnych danych Ministerstwa Cyfryzacji. Na świecie opieka zdrowotna jest najczęściej atakowanym sektorem z blisko 1800 atakami tygodniowo, a w 2022 roku branża zanotowała wzrost liczby ataków o 74 proc. – ujawniają eksperci firmy Check Point Research.

Są różne rodzaje ataków hakerskich. Te, o których słyszymy i które pojawiają się w oficjalnych statystykach, to najczęściej ataki typu ransomware czy DDos. Pierwszy polega na zainfekowaniu systemu informatycznego złośliwym oprogramowaniem, które szyfruje dane użytkownika uniemożliwiając korzystanie z nich. Drugi to wysyłanie wielu zapytań przez zainfekowane komputery, które powodują przeciążenie serwera atakowanej placówki paraliżując jej system komputerowy. A ich celem jest wymuszenie okupu. Takie ataki są widoczne, dlatego o nich słyszymy, widzimy je w statystykach. Ale jak hakerzy wykradną dane pacjentów, to często dowiemy się o tym dopiero wtedy, kiedy zacznie się do nich zgłaszać komornik za niespłacanie kredytów, które ktoś zaciągnął na ich konto – tłumaczy Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Do najgłośniejszego ataku ransomware na placówkę medyczną doszło rok temu – wówczas ofiarą hakerów padło Centrum Zdrowia Matki Polki. Kilka miesięcy później podobny atak na Centralny Szpital Kliniczny w Łodzi się nie powiódł – podejrzane działania zostały zauważone i specjaliści od cyberbezpieczeństwa profilaktycznie wyłączyli systemy informatyczne szpitala. Dlatego przestępcy nie poprzestają tylko na atakowaniu dużych placówek, które zaczynają być lepiej chronione. Wybierają na ofiarę mniejsze ośrodki, tak było w przypadku szpitala w Pajęcznie.

Naruszenia w sektorze medycznym, związane z tzw. przełamaniem zabezpieczeń czy też atakiem ransomware są regularnie zgłaszane Prezesowi UODO.

Nie są one tak liczne jak naruszenia powstałe w wyniku tzw. ludzkiego błędu. Jednak z uwagi na swój charakter, a w szczególności na liczbę osób oraz kategorie danych objętych incydentem, generują co do zasady wysokie ryzyka dla praw lub wolności osób fizycznych. Biorąc pod uwagę, że służba zdrowia przetwarza olbrzymią ilość tzw. szczególnych kategorii danych osobowych, które można bez przesady określić jako „dane krytyczne dla funkcjonowania społeczeństwa” oraz fakt, iż systemy informatyczne w określonych placówkach zdrowia nadal nie spełniają wymogów zgodnych z ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych (RODO), nie dziwi fakt, że liczba ataków nie maleje, a biorąc pod uwagę zapowiedzi kolejnych działań mających na celu digitalizację usług medycznych, zapewne będzie wzrastać w kolejnych latach – mówi Adam Sanocki, rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Skala zagrożenia związanego z atakami na infrastrukturę IT w służbie zdrowia jest tak duża, że Europejska Agencja ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA), niezależna agencja Unii Europejskiej, postanowiła przyjrzeć się temu problemowi. Unijni eksperci przeanalizowali wszystkie incydenty cybernetyczne, zgłoszone w krajach UE od stycznia 2021 roku do marca 2023 roku. Na tej podstawie powstał raport „Health Threat Landscape”. Wynika z niego, że ransomware to jedno z głównych zagrożeń w sektorze zdrowia, stanowiąc 54 proc. wszystkich incydentów. Co więcej, 43 proc. incydentów związanych z ransomware wiązało się z naruszeniem danych lub kradzieżą danych. To podkreśla fakt, że nawet w przypadku ataków mających na celu wyłudzenie okupu, dane pacjentów są również celem hakerów. Dane pacjentów były najczęściej atakowanym aktywem, stanowiąc 30 proc. wszystkich incydentów.

Należy również zwrócić uwagę, iż ataki hakerskie nie koncentrują się wyłącznie na dużych podmiotach medycznych – w ich przypadkach skuteczny atak może wymagać niekiedy dużego nakładu pracy z uwagi na wdrożone środki bezpieczeństwa – ale również na małych podmiotach, prowadzonych często przez osoby fizyczne, które nie wdrożyły na czas adekwatnych środków w celu ochrony swoich zasobów – wskazuje Adam Sanocki z UODO.

Eksperci od cyberbezpieczeństwa podkreślają, że mała liczba ujawnionych przypadków kradzieży danych osobowych z placówek medycznych w Polsce nie powinna nas uspokajać. Jeśli w znacznie bogatszych i bardziej zaawansowanych technologicznie krajach Europy Zachodniej, Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie odnotowuje się rosnącą liczbę skutecznych ataków na bazy danych placówek medycznych, to trudno się spodziewać że w Polsce takie zjawisko nie występuje. Raczej należy przyjąć założenie, że nie potrafimy go wykryć.

Podobnego zdania są Polacy. Z przeprowadzonego w kwietniu 2023 roku przez serwis ChronPESEL.pl i Krajowy Rejestr Długów pod patronatem Urzędu Ochrony Danych Osobowych badania „Dane osobowe – czy wiemy, jak je chronić?” wynika, że wyciek danych z instytucji publicznych i firm prywatnych jest drugim pod względem liczby wskazań zagrożeniem dla danych osobowych identyfikowanym przez dorosłych Polaków. Obawy takie wyrażało 38 procent respondentów. Większe zagrożenie dla bezpieczeństwa danych osobowych widzieli tylko w fałszywych SMS-ach, e-mailach i telefonach – co stanowiło 42 procent wskazań – komentuje Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Dlaczego warto kupować dla bliskich tablety w Black Friday?

Wiele osób już jesienią przygotowuje się do okresu świątecznego i kompletuje prezenty dla swoich bliskich. Ciekawym pomysłem jest tutaj zakup tabletów w Black Friday, ponieważ w tym dniu ceny sprzętów elektronicznych są często bardzo atrakcyjne. Dowiedz się więcej!

Ci, którzy chcą kupić tablety w Black Friday, powinni dokładnie sprawdzać obowiązujące promocje i weryfikować poszczególne oferty. W okresie późnej jesieni w wielu przypadkach sklepy organizują przeceny na sprzęt elektroniczny, dlatego też można sporo zaoszczędzić. Zakup akcesoriów i urządzeń może wówczas okazać się doskonałym pomysłem dla tych, którzy planują wręczenie swoim bliskim praktycznych i funkcjonalnych upominków.

Tablety w Black Friday – dlaczego warto szukać okazji cenowych?

Tablety to bardzo poręczne, niewielkich rozmiarów urządzenia, które są wyposażone w mnóstwo przydatnych funkcji. Wykorzystując je, można między innymi wygodnie:

  • przeglądać sieć,
  • oglądać filmy,
  • komunikować się z bliskimi,
  • zamieszczać treści w mediach społecznościowych.

Gdy kończy się jesień, ceny takich przedmiotów w wielu przypadkach są znacząco obniżane, co sprawia, że można je tanio kupić i w ten sposób przygotować prezenty świąteczne dla znajomych, przyjaciół oraz członków rodziny.

Tablet w prezencie – komu można go podarować?

Sprzęty elektroniczne to praktyczne upominki, które niejednokrotnie przydają się podczas wykonywania codziennych zadań. Na zakup tabletów mogą zdecydować się:

  • rodzice chcący dostarczyć rozrywki swoim pociechom,
  • osoby szukające funkcjonalnego upominku dla partnera lub partnerki,
  • ci, którzy chcą zapoznać starszych członków rodziny z nowoczesnymi technologiami.

Ważne jest to, aby naprawdę starannie wybrać model urządzenia – istnieją rozmaite warianty sprzętów, dlatego też bardzo istotna jest tutaj skrupulatna analiza ich parametrów.

Smartfony i smartwatche – dlaczego warto je kupować jesienią? Przekonaj się!

Jakie parametry tabletów są ważne i o czym warto pamiętać, kupując je?

Decydując się na zakup tabletów, z pewnością warto weryfikować takie czynniki jak:

  • parametry aparatu fotograficznego,
  • wersja systemu operacyjnego,
  • pojemność baterii urządzenia,
  • aplikacje zainstalowane na nabywanym sprzęcie,
  • wielkość wyświetlacza,
  • waga wybieranego urządzenia,
  • dostępna pamięć wewnętrzna,
  • szybkość działania procesora.

Wszystkie te aspekty wpływają na komfort korzystania z urządzenia, a także decydują o jego funkcjonalności.

Przy zakupie prezentu dla bliskich ważne jest jego dopasowanie do ich indywidualnych potrzeb. Trzeba więc zadbać o to, żeby tablet był dla nich wygodny w użytkowaniu. Przykładowo w przypadku osób starszych istotną kwestią jest duży ekran, aby napisy były wyraźnie widoczne. Z kolei dla tych, którzy korzystają z urządzeń elektronicznych w podróży, ogromne znaczenie ma ich lekkość. Osobom gromadzącym duże ilości danych przydać się może natomiast rozbudowana pamięć urządzenia. Dobrze jest więc dokładnie przeanalizować preferencje obdarowywanego.

Polacy oszczędzają przed Świętami, ale nie tak mocno jak przed rokiem

Odzież, obuwie, rozrywka poza domem oraz energia elektryczna – to kategorie, na których w najbliższych miesiącach Polacy zamierzają oszczędzać w pierwszej kolejności. Co trzeci konsument planuje również kupować mniej produktów spożywczych. To dużo, jednak jeszcze wiosną i przed rokiem nasza skłonność do oszczędzania na żywności była silniejsza. Takie dane płyną z najnowszej fali badania Current Consumer Mood zrealizowanej przez GfK – an NIQ Company.

Oszczędzanie stało się drugą naturą polskiego konsumenta. W dobie rekordowej inflacji w latach 2022-2023 nabywcy zaczęli intensywniej przyglądać się każdej wydawanej złotówce i do perfekcji opanowali zasady smart shoppingu. Nie dziwi zatem, że większość z nas wciąż rozsądnie planuje wydatki i zamiast hucznych zakupów myśli przede wszystkim o odkładaniu środków na przyszłość.

Według najnowszego badania Current Consumer Mood zrealizowanego pod koniec października przez GfK – an NIQ Company aż 33 proc. konsumentów wskazuje produkty spożywcze jako kategorię, na której zamierza oszczędzać najmocniej. Czy to oznacza, że nasze Święta będą skromniejsze niż dotychczas? – Polacy to silni tradycjonaliści, którzy nie wyobrażają sobie Świąt bez obficie zastawionego stołu. Jak pokazały poprzednie lata, nawet w wyjątkowo trudnych realiach finansowo-gospodarczych oszczędności poszukiwaliśmy gdzie indziej, niekoniecznie wokół celebracji najważniejszych momentów w roku. Teraz badani deklarują dużą ostrożność i zapowiadają rozsądne zakupy, jednak przyczyna takiego stanu rzeczy nie jest do końca oczywista. Zamiast aspektu finansowego jako główny powód mniejszych zakupów wskazujemy chęć ograniczenia zmarnowanego jedzenia. Decyduje zatem poczucie odpowiedzialności, a nie wyłącznie stan naszych portfeli – wyjaśnia Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK – an NIQ Company.

Walka rozsądku z licznymi pokusami nabiera rozpędu

To nie żywność wiedzie jednak prym na liście deklarowanych oszczędności. Według GfK – an NIQ Company najczęstszymi kategoriami, na których Polacy będą poszukiwać oddechu dla swoich portfeli są odzież, obuwie, dodatki (42 proc.), rozrywka poza domem (38 proc.) i energia elektryczna (36 proc.). Moda to jednak kategoria, która ma dwa oblicza, ponieważ równolegle wciąż wskazywana jest jako obszar zakupów sprawiający konsumentom najwięcej przyjemności. Dlatego, gdy jedni rezygnują z odzieży i obuwia inni deklarują, że… właśnie na tych produktach oszczędzać nie zamierzają. – Okres świąteczno-noworoczny to czas intensywnych, zazwyczaj bardzo dużych zakupów i trudno kierować się wówczas wyłącznie zdrowym rozsądkiem. Nasza potrzeba oszczędzania w wielu przypadkach może przegrywać z silnymi pokusami, a na to właśnie liczą detaliści i producenci podkreśla Dominika Grusznic-Drobińska.

Cena czyni cuda, ale inne kryteria rosną na znaczeniu

Jak wynika z badania Current Consumer Mood już 60 proc. Polaków planuje powstrzymać się od zakupu zbędnych produktów, a połowa będzie bardziej wyczulona na promocje, szukając przy okazji tańszych zamienników ulubionych marek. To z kolei ważny sygnał dla firm planujących kampanie sprzedażowe, zarówno na Święta, jak i nieco wcześniej, przy okazji zbliżającego się Black Week. – Aż 43 proc. Polaków deklaruje, że będzie wybierało najtańsze produkty spożywcze, a najniższa cena wciąż pozostaje najważniejszym kryterium zakupów. Warto zauważyć, że w porównaniu do marca 2023 odsetek kierujących się ceną spadł o 7 pp. Wzmacnia się za to trend lokalności. Już blisko co trzeci Polak zamierza kupować polskie produkty. Ponad 25 proc. deklaruje także, że będzie sięgać po żywność, którą określa jako „bezpieczną dla zdrowia” dodaje ekspert GfK – an NIQ Company.

Wyjazdy firmowe – kto powinien zająć się organizacją wydarzenia?

Przygotowanie firmowego wyjazdu integracyjnego wymaga poświęcenia sporo czasu. Tylko w ten sposób wszystko dobrze zaplanujesz i wybierzesz miejsce, z którego będą zadowoleni wszyscy uczestnicy integracji firmowej. Chcesz dowiedzieć się, gdzie najlepiej organizować wyjazdy integracyjne w ciągu roku? Zobacz ten poradnik dla przedsiębiorców!

Organizacja imprezy firmowej wymaga przede wszystkim stworzenia przejrzystego planu wydarzenia. Dzięki temu uczestnicy mogą wcześniej sprawdzić, jakie atrakcje czekają na nich na miejscu docelowym. Przygotowując wyjazdy integracyjne dla firm, możesz skorzystać
z pomocy zewnętrznego organizatora lub zająć się wszystkim samodzielnie.

Integracyjne wyjazdy dla pracowników – ile to kosztuje?

Całkowite koszty związane z organizacją wyjazdu integracyjnego są uzależnione od kilku czynników. Pierwszy to czas trwania wyjazdu firmowego, a drugi to liczna uczestników. Dodatkowo im więcej atrakcji zaplanujesz na integrację dla swoich pracowników, tym wyższe będą wydatki związane z organizacją takiego przedsięwzięcia.

W przypadku wyjazdów integracyjnych dla firm nie warto szukać zbędnych oszczędności. Oczywiście oferty promocyjne, np. pobytu w hotelu ze SPA są jak najbardziej wskazanym rozwiązaniem dla dobra budżetu przedsiębiorstwa.

Niemniej jednak integracja pracowników powinna być przede wszystkim udana i dobrze zaplanowana. Koszty odgrywają tu drugoplanową rolę.

Wyjazdy firmowe a team building

W dzisiejszych czasach zbudowanie zgranego i ambitnego zespołu w firmie to podstawa, aby całe przedsiębiorstwo mogło osiągać sukcesy w przyszłości. Możesz inwestować w coaching, liczne szkolenia pracownicze oraz prowadzić tzw. daily – krótkie spotkania podsumowujące prowadzone działania w firmie.

Najwygodniejszą i prawdopodobnie najefektywniejszą metodą zespalania pracowników
ze sobą są wyjazdy integracyjne. To krótkie, najczęściej dwudniowe wycieczki, w ramach których współpracownicy poznają się ze sobą, nawiązują nowe relacje i budują zaufanie. Dodatkowo wyjazd firmowy możesz połączyć ze szkoleniem, a to daje jeszcze lepsze efekty.

Jak wybrać odpowiednie miejsce na wyjazdy firmowe?

Tak naprawdę nie da się wskazać jednego, idealnego miejsca, gdzie można zorganizować integrację dla pracowników. Zanim wybierzesz konkretną lokalizację, upewnij się,
że na miejscu dostępne są niezbędne udogodnienia:

  • sala konferencyjna,
  • wygodne pokoje hotelowe,
  • pełen serwis hotelowy i restauracja dostępna dla gości,
  • basen i SPA,
  • szeroki pakiet usług dodatkowych, np. masaże.

Dobrym wyborem będzie miejsce, w którym da się zorganizować różne gry terenowe, spacery lub wycieczki rowerowe. Takie czynności umacniają więzi pomiędzy pracownikami i doskonale uczą pracy zespołowej.

Jeśli chcesz wzmocnić firmowy zespół i poprawić relacje pomiędzy pracownikami, koniecznie zorganizuj wyjazd integracyjny. Zrób to samodzielnie lub z pomocą zewnętrznej firmy eventowej – wybór należy do Ciebie. Pamiętaj tylko o tym, że zadowolenie pracowników jest tu najważniejsze.