Polacy czekają na Black Friday, ale czy promocje będą uczciwe?

  • 69% zapytanych Polaków planuje w tym roku okazyjne zakupy na Black Friday lub Cyber Monday
  • 63% ankietowanych spotkało się w przeszłości z obniżką na Black Friday, która potem okazała się fałszywa
  • 44% uważa, że są sklepy i marki, które podczas Black Friday lub Cyber Monday próbują przechytrzyć klientów i takie promocje powinny być lepiej kontrolowane

Revolut zapytał 10 tysięcy osób w 10 krajach, o to czy planują zakupy na Black Friday i Cyber Monday. Na pytania w Polsce odpowiedziało 1007 osób. Na jaki poziom rabatów liczą Polacy? Czy w dobie rosnących cen i inflacji da się kupić coś taniej? Jakie produkty i usługi są poszukiwane? Czy promocje będą uczciwe?

Rabat od inflacji

Revolut Money Report, Black Friday - promocje Revolut Money Report, Black Friday - obniżkiCeny w Polsce rosną, inflacja jest najwyższa od 25 lat. Czy Black Friday i Cyber Monday dają szansę na realne oszczędności, czy jest to tylko gra pozorów, która nie budzi już emocji? Oto wyniki Revolut Money Report. 69% zapytanych Polaków przyznało, że planuje w tym roku okazyjne zakupy na Black Friday lub Cyber Monday, choć 26% zastrzega, że kupi coś tylko jeśli znajdzie dobrą okazję. 6% przyznaje, że mają ograniczony budżet i w tym roku nie będą to duże zakupy. Część uważa, że przez inflację, na takie zakupy ich już nie stać (6%). Inni, z powodu inflacji, wyczekują z zakupami na moment gdy pojawią się okazje (6%). Black Friday wciąż jest w grze.

Czas na konkrety

Czy w dobie dwucyfrowej inflacji, rabaty też powinny być dwucyfrowe? Wyższe niż rok temu? Konkretnie jakie? Revolut zapytał Polaków jaki poziom obniżek cenowych uważają za wystarczający, aby dokonać zakupu. Bardziej wymagające okazały się kobiety. Tylko 4% badanych uznało, że wystarczy im zniżka 10-20%. Przy inflacji 17,9% w październiku, pozostali są innego zdania. 18% oczekuje rabatu na poziomie minimum 20-30%. Niemal co trzecia zapytana osoba (29%) widzi ten próg na poziomie 30-40%. Co piąty respondent w Polsce chce 40-50% upustu (24%). Pozostałych 25% rozważy zakup produktów, o ile dadzą 50% oszczędności. Co na to sklepy i marki?

Gra pozorów

Oczekiwania są duże. Bez 40% obniżki oferta Black Friday się nie liczy (dla 49% klientów). Sklepy i marki, by się przebić, ogłoszą super promocje. Tylko czy prawdziwe? 63% zapytanych Polaków zetknęło się z obniżką na Black Friday lub Cyber Monday, która potem okazała się fałszywa. 44% uważa, że są sklepy i marki, które próbują przechytrzyć klientów i takie promocje powinny być lepiej kontrolowane. 19% ma świadomość tego typu zjawiska, ale nie widzi w tym problemu, bo na tym ta gra polega. Ten pogląd przeważa u panów (17% kobiety, 21% mężczyźni). 37% badanych nie zetknęło się z fałszywymi obniżkami i uważa, że należą one do rzadkości.

Haker lubi to

Revolut Money Report, Black Friday - hakerzySprawę fałszywych promocji może pomóc rozwiązać unijna dyrektywa Omnibus, którą państwa członkowskie powinny egzekwować od 28 maja 2022 roku. Tymczasem, ryzykiem dla kupujących w Black Friday jest też duża aktywność hakerów. Aż 84% badanych Polaków chce szukać promocji w Internecie. Argumentem jest większy wybór (49%) i zaufanie do ulubionych serwisów (18%). Co może pójść nie tak? 13% zapytanych obawia się, że dane karty zostaną skopiowane i ktoś ukradnie środki. Tu pomóc mogą karty wirtualne ze zmiennym numerem (np. od Revolut). 22% boi się, że po zakupie znajdzie ten sam produkt w niższej cenie (warto szukać ofert z gwarancją najniższej ceny). Dla 15% kłopotem jest, że nietrafiony zakup trzeba później odesłać (część sklepów umożliwia darmowe zwroty). 22% nie ma obaw, lubi kupować online, o ile tylko ma pieniądze.

Elektronika rządzi

Na jakie przecenione produkty czekają Polacy? Dominują dwie kategorie. Po pierwsze sprzęt elektroniczny, 43% wskazań na 1 miejscu (kobiety 28%, mężczyźni 58%). Po drugie odzież i akcesoria, 31% wskazań pierwszego wyboru (kobiety 45%, mężczyźni 18%). Trzecie miejsce na podium to uroda i kosmetyki, 6% wskazań na 1 miejscu (35% przy opcji wyboru 3 kategorii). Dalej znalazły się meble i wystrój domu, 4% wskazań pierwszego wyboru (23% przy opcji wyboru 3 kategorii) i biżuteria, 4% wskazań na 1 miejscu (18% przy opcji wyboru 3 kategorii). Co pomijamy w Black Friday? Raczej nie kupujemy noclegów i biletów lotniczych, aut i środków transportu, biletów na koncerty i produktów FMCG. 9% zapytanych nie ma planów i o przystąpieniu do zakupów może zdecydować spontanicznie.

Gotówka czy kredyt

Większość badanych Polaków w Black Friday i Cyber Monday kupi to, na co będzie ich stać w danym momencie i użyją do tego środków z rachunku bieżącego (58%). Co dziesiąta pytana osoba (11%) już w październiku odkładała środki na koncie oszczędnościowym, by mieć pewność, że nie zabraknie ich na promocyjne zakupy. Przeszło 24% zapytanych Polaków, jeśli znajdzie dobrą okazję, do zakupu użyje karty kredytowej (17%), lub płatności odroczonej “kup teraz, zapłać później” (7%). Taką formę finansowania, znaną też pod nazwą BNPL (od “buy now, pay later”), oferują już w Polsce niektóre aplikacje bankowe i fintechy (m.in. Revolut, pod nazwą “Pay Later”). Z zakupami pod wpływem impulsu i na kredyt należy jednak uważać.

Czy dwucyfrowa inflacja i wysokie ceny ograniczą wydatki klientów na Black Friday? Czy zniżki i rabaty właśnie w tym roku sprawią, że kupujących będzie więcej? Jedno jest pewne, Polacy z większą uwagą liczą dziś pieniądze.

* * *

(1) Revolut Money Report to badanie opinii zrealizowane 20 października 2022 r. przez firmę badawczą Dynata na grupie 10 tys. respondentów w USA, Australii, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Włoszech, Rumunii, Litwie i Polsce – na grupie 1007 dorosłych Polaków. (2) Dyrektywa Omnibus weszła w życie 7 stycznia 2020 r. Państwa członkowskie zostały zobowiązane do przyjęcia przepisów niezbędnych do jej wykonania do 28 listopada 2021 r. Implementowane przepisy powinny być stosowane w państwach członkowskich od 28 maja 2022 r.: https://www.parp.gov.pl/component/content/article/82715:dyrektywa-omnibus-obowiazek-informowania-o-cenach (3) W tym roku Black Friday przypada na 25 listopada, a Cyber Monday na 28 listopada.

* * *

Wyniki (Polska):

(1) Czy planujesz okazyjne zakupy na Black Friday/Cyber Monday w tym roku? (jednokrotny wybór)

  • 31% – Tak, planuję coś kupić, tak jak co roku
  • 26% – Tak, planuję coś kupić, ale tylko jeśli znajdę atrakcyjną okazję
  • 6% – Tak, ale mój budżet jest ograniczony, w tym roku to nie będą duże zakupy
  • 6% – Tak, z powodu inflacji czekam z zakupami, na moment gdy pojawią się okazje
  • 6% – Nie, nie planuję, z powodu inflacji nie stać mnie na zakupy
  • 4% – Nie, mam inne sposoby na okazyjne zakupy
  • 11% – Nie, nie potrzebuję nic kupować
  • 10% – Nie wiem / czekam z decyzją.

(2) W jaki sposób zapłacisz za zakupy podczas Black Friday/Cyber Monday? (jednokrotny wybór)

  • 58% – Kupię to na co będzie mnie stać w danym momencie, użyję środków na rachunku bieżącym
  • 11% – Odkładam na koncie oszczędnościowym, by mieć pewność, że wystarczy mi środków
  • 17% – Jeśli znajdę dobrą okazję, do zapłaty użyję karty kredytowej
  • 7% – Jeśli znajdę dobrą okazję, do zapłaty użyję odroczonej płatności “kup teraz, zapłać później”
  • 1% – Jeśli znajdę dobrą okazję, do zapłaty użyję pożyczki lub kredytu
  • 0,5% – Jeśli znajdę dobrą okazję, do zapłaty użyję pożyczki od rodziny lub znajomych
  • 0% – Nie planuję żadnych zakupów na Black Friday/Cyber Monday
  • 6% – Nie wiem.

(3) Jak planujesz zrobić zakupy na Black Friday? (jednokrotny wybór)

  • 49% – Będę kupować głównie online, bo w Internecie jest większy wybór
  • 18% – Będę kupować głównie online, w ulubionych serwisach, którym ufam
    10% – Będę kupować głównie offline, wolę osobiście zobaczyć produkt
  • 2% – Będę kupować głównie offline, bo wspieram lokalny handel
  • 17% – Będę kupować tam gdzie znajdę dobrą okazję, online i offline
  • 6% – Nie wiem.

(4.1) Jaka jest Twoja największa obawa kiedy kupujesz online? (uszereguj od najważniejszej, wybierz maksymalnie 3, poniżej topowe odpowiedzi)

  • 22% – Obawiam się, że znajdę później ten sam produkt w niższej cenie
  • 13% – Martwię się tym, że dane mojej karty zostaną skopiowane i ktoś ukradnie moje środki
  • 8% – Moją obawą jest to, że wydam pieniądze ponad miarę
  • 6% – Obawiam się, że nie zauważę tych najlepszych okazji, jest tak dużo różnych ofert!
  • 3% – Mogę zrobić błąd i przez pomyłkę kupić inny produkt, ups!
  • 4% – Martwię się tym, że zagubi się moja przesyłka
  • 15% – Obawiam się, że produkt będzie nietrafiony i trzeba będzie go odesłać
  • 22% – Nie mam obaw, lubię kupować online, jeśli tylko mam pieniądze (jednokrotny wybór) 
  • 4% – Nie mam obaw, zrobię listę produktów, które chcę kupić i poszukam ich z wyprzedzeniem, żeby przygotować się i znaleźć najlepsze okazje podczas Black Friday (jednokrotny wybór) 
  • 3% – Teraz prawie wszystko kupuję online, nie mam żadnych obaw. (jednokrotny wybór) 

(4.2) Jaka jest Twoja największa obawa kiedy kupujesz online? (uszereguj od najważniejszej, wybierz maksymalnie 3, poniżej wszystkie odpowiedzi)

  • 28% – Obawiam się, że znajdę później ten sam produkt w niższej cenie
  • 21% – Martwię się tym, że dane mojej karty zostaną skopiowane i ktoś ukradnie moje środki
  • 17% – Moją obawą jest to, że wydam pieniądze ponad miarę
  • 20% – Obawiam się, że nie zauważę tych najlepszych okazji, jest tak dużo różnych ofert!
  • 13% – Mogę zrobić błąd i przez pomyłkę kupić inny produkt, ups!
  • 12% – Martwię się tym, że zagubi się moja przesyłka
  • 32% – Obawiam się, że produkt będzie nietrafiony i trzeba będzie go odesłać
  • 22% – Nie mam obaw, lubię kupować online, jeśli tylko mam pieniądze (jednokrotny wybór) 
  • 4% – Nie mam obaw, zrobię listę produktów, które chcę kupić i poszukam ich z wyprzedzeniem, żeby przygotować się i znaleźć najlepsze okazje podczas Black Friday (jednokrotny wybór) 
  • 3% – Teraz prawie wszystko kupuję online, nie mam żadnych obaw. (jednokrotny wybór) 

(5) Jaki poziom obniżek cenowych na Black Friday/Cyber Monday uważasz za wystarczający, aby dokonać zakupu? (jednokrotny wybór)

  • 4% – Obniżka 10-20%
  • 18% – Obniżka 20-30%
  • 29% – Obniżka 30-40%
  • 24% – Obniżka 40-50%
  • 25% – Obniżka co najmniej 50%.

(6) Czy pamiętasz obniżkę na Black Friday, która okazała się fałszywa? (jednokrotny wybór)

  • 44% – Tak, są sklepy i marki, które podczas Black Friday/Cyber Monday próbują przechytrzyć klientów, takie promocje powinny być lepiej kontrolowane
  • 19% – Tak, są sklepy i marki, które podczas Black Friday/Cyber Monday próbują przechytrzyć klientów, ale to nie jest problem, na tym ta gra polega
  • 37% – Nie, nie pamiętam żadnego przypadku fałszywej obniżki, takie praktyki należą do rzadkości.

(7.1) Na obniżki jakich produktów/usług czekasz najbardziej podczas Black Friday/Cyber Monday w tym roku? (uszereguj od najważniejszej, wybierz maksymalnie 3, poniżej topowe odpowiedzi)

  • 43% – Sprzęt elektroniczny
  • 31% – Ubrania/akcesoria
  • 4% – Meble/wystrój domu
  • 4% – Biżuteria
  • 6% – Uroda/kosmetyki
  • 1% – Auto/środek transportu
  • 0.5% – Produkty FMCG
  • 1% – Bilety lotnicze
  • 1% – Noclegi wakacyjne
  • 1% – Koncert/atrakcje
  • 9% – Nie mam planów/Zdecyduję w ostatnim momencie. (jednokrotny wybór)

(7.2) Na obniżki jakich produktów/usług czekasz najbardziej podczas Black Friday/Cyber Monday w tym roku? (uszereguj od najważniejszej, wybierz maksymalnie 3, poniżej wszystkie odpowiedzi)

  • 58% – Sprzęt elektroniczny
  • 65% – Ubrania/akcesoria
  • 23% – Meble/wystrój domu
  • 18% – Biżuteria
  • 35% – Uroda/kosmetyki
  • 4% – Auto/środek transportu
  • 2% – Produkty FMCG
  • 5% – Bilety lotnicze
  • 5% – Noclegi wakacyjne
  • 3% – Koncert/atrakcje
  • 9% – Nie mam planów/Zdecyduję w ostatnim momencie. (jednokrotny wybór)

Organizacja biurka w pracy – jak efektywnie zagospodarować przestrzeń?

Szukasz sposobu na zwiększenie efektywności w pracy? Nie wiesz, jak skutecznie posegregować posiadane dokumenty? Odpowiednia organizacja i przestrzeganie zasad ergonomii pozwolą nie tylko na poprawę efektywności, ale także ułatwią codzienną realizację zadań. W dzisiejszym artykule odpowiemy na pytanie, jak o nią zadbać.

Jak zorganizować biurko w pracy?

Jeśli twoim problemem jest zbyt dużo małych karteczek z notatkami, zastąp je wygodnym brulionem lub notatnikiem z oferty sklepu https://biurowezakupy24.pl/Bruliony-notatniki-i-zeszyty. W zależności od swoich potrzeb możesz wybrać odpowiedni format oraz rodzaj skoroszytu. Organizując przestrzeń, nie zapomnij także o uporządkowaniu przyborów do pisania. Postaw na wygodne metalowe lub plastikowe organizery, które pozwolą uporządkować wszelkie długopisy, markery i ołówki.

Jedną z najważniejszych kwestii jest także segregowanie dokumentów. Natłok wniosków, podań, faktur oraz materiałów dla klientów i interesantów znacznie utrudnia wykonywanie codziennych obowiązków. W takiej sytuacji świetnie sprawdzają się „szuflady” na biurko, czyli niewielkie plastikowe organizery w kształcie szuflad, które pozwalają na wygodne pomieszczenie arkuszy A4. Warto korzystać także z kolorowych teczek i segregatorów, które łatwo będzie odnaleźć i odróżnić. Dodatkowo powinny one zostać odpowiednio podpisane.

Jak zwiększyć produktywność w pracy?

Ergonomia i organizacja przestrzeni na biurku bezpośrednio przekładają się na komfort pracy oraz jej produktywność. Prawidłowe ustawienie monitora, myszki, klawiatury oraz niezakłócony dostęp do drukarki i ksera umożliwia przy tym zmniejszenie ryzyka wystąpienia chorób zawodowych i dolegliwości ze strony kręgosłupa. Warto ograniczyć także dostęp do czynników rozpraszających. Prywatny telefon odłóż w wyznaczone miejsce, tak aby nieustannie przychodzące powiadomienia nie zaburzały twojego rytmu.

Oprócz organizacji przestrzeni warto wyrobić w sobie prawidłowe nawyki. Pod koniec każdego dnia uporządkuj biurko, aby uniknąć problemu związanego z nawarstwianiem się dokumentów. W ten sposób nie tylko podsumujesz jeden dzień pracy, ale także przygotujesz swoje stanowisko do dalszego wypełniania obowiązków.

Dlaczego odpowiednia organizacja biurka jest tak ważna?

Prawidłowa organizacja biurka przede wszystkim zwiększa naszą produktywność. Nie tracimy cennego czasu na poszukiwanie ważnych dokumentów, dodatkowo chaos nie zaburza naszej koncentracji. Warto przy tym wspomnieć, iż przestrzeganie zasad ergonomii wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie. Nie tylko zmniejsza stres, ale także zapobiega występowaniu chorób typowych dla pracowników administracyjnych. Z tego powodu zasady te precyzją przepisy BHP.

Według regulacji prawnych stanowisko pracy powinno zostać zaaranżowane w taki sposób, aby nie powodować nadmiernego obciążenia układu mięśniowo-szkieletowego. Dodatkowo ustawienie monitora musi umożliwiać komfortowe patrzenie bez ryzyka oślepienia przez odbijające się światło. Reguły precyzują także sposób ustawienia klawiatury oraz podkreślają konieczność posiadania wszelkich niezbędnych przedmiotów w zasięgu ręki. Organizacja biurka staje się tym samym koniecznością, o którą warto zadbać.

W Polsce 72% zakładów motoryzacyjnych zatrudnia pracowników z Ukrainy. Do rywalizacji włączyły się Niemcy

Fabryki motoryzacyjne coraz chętniej zapełniają luki kadrowe pracownikami z Ukrainy. Z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2022” wynika, że robi tak 72% pracodawców. To o 14 p.p. więcej niż w 2021 roku. Nie jesteśmy jednak jedyni – o Ukraińców rywalizujemy przede wszystkim z południowymi sąsiadami. W Słowacji 76% motozakładów zatrudnia Ukraińców, a w Czechach 69%. O kadrę ze Wschodu coraz mocniej zabiegają Niemcy. W ciągu roku liczba tamtejszych fabryk, które wspierają̨ się obywatelami Ukrainy, wzrosła dwukrotnie (z 15% do 30%).MotoBarometr 2022 Zatrudnienie

– Branża motoryzacyjna – polska, europejska czy w wymiarze globalnym – od początku pandemii zmaga się z licznymi problemami. I kiedy wydaje się, że jeden pożar zostaje ugaszony, obok zaczyna tlić się następny. Dane dotyczące produkcji i sprzedaży pojazdów nie napawają optymizmem, daleko nam do wyników przedpandemicznych. Jednak popyt na nowe samochody, i to coraz częściej te elektryczne, jest wciąż spory, co zgłaszają sami dilerzy. Zakłady motoryzacyjne muszą na niego odpowiedzieć, a nie stanie to się bez pracowników. Z MotoBarometru wynika, że w aż 7 na 11 badanych krajów odsetek firm planujących wzrost zatrudnienia w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy wynosi minimum 50%. Wśród nich znajduje się Polska. Jesteśmy w trójce krajów z największym zatrudnieniem w branży motoryzacyjnej w Europie, po Niemczech i Francji. I najnowsze dane wskazują, że ani wojna w Ukrainie ani pandemia tego nie zmienią – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems.

Potrzeby kadrowe rosną

W Polsce połowa zapytanych oczekuje wzrostu zatrudnienia, o 11 p.p. więcej niż w 2021 roku. Podobnie jak w poprzednich latach, większość zgłasza zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych niższego szczebla (70%), 41% będzie szukać pracowników średniego szczebla, a 7% będzie rekrutować kadrę menedżerską. Warto podkreślić, że w Niemczech i Turcji więcej fabryk poszukuje specjalistów (odpowiednio 63% i 69%) niż pracowników niższego szczebla (odpowiednio 30% i 61%).

– Zakłady produkcyjne, mimo mniejszego ruchu w salonach, będą zatrudniać, bo w wyniku „pożarów”, z którymi miały, a w wielu przypadkach wciąż mają, do czynienia, bardzo wiele zamówień czeka na realizację w kolejce. To właśnie dlatego na wybrany model, najczęściej indywidualnie skonfigurowany, nierzadko trzeba czekać od 4 do 6 miesięcy – tłumaczy Jacek Opala.

Większe potrzeby kadrowe są w Turcji, gdzie aż 79% firm sygnalizuje wzrost zatrudnienia w najbliższych miesiącach, w Rumunii (74%), Węgrzech (69%), Czechach (59%), Holandii (56%) oraz Słowacji (55%). Nieco mniejsze w Portugalii (39%), Niemczech (38%) i Hiszpanii (31%).

Niemcy potrzebują Ukraińców

Zakłady motoryzacyjne w Polsce bardzo chętnie zapełniają luki kadrowe pracownikami z Ukrainy. Robi tak blisko 3 na 4 pracodawców (72%). To o 14 p.p.  więcej niż w 2021 roku. Rosnące zainteresowanie kadrą ze Wschodu potwierdzają dane Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej za 2021 rok. W drugim pandemicznym roku urzędy pracy zarejestrowały niemal 2 mln oświadczeń, które umożliwiają pracę do 6 miesięcy w Polsce (o 30% więcej r/r). O jedną czwartą, do ponad 504 tys., wzrosła natomiast liczba zezwoleń wydanych obcokrajowcom na pracę do trzech lat. 2 na 3 z nich dotyczyły Ukraińców.

O kandydatów ze Wschodu motobranża w Polsce walczy przede wszystkim z południowymi sąsiadami. W Słowacji 76% zakładów motoryzacyjnych zatrudnia Ukraińców (+30 p.p. r/r), a w Czechach 69%. Co ciekawe, w ciągu roku liczba niemieckich zakładów, które wspierają się obywatelami Ukrainy, wzrosła dwukrotnie (z 15% do 30%).

Nasi zachodni sąsiedzi mają coraz większe problemy kadrowe i już od kilku lat pracują nad liberalizacją przepisów o zatrudnieniu obcokrajowców. W ten sposób chcą częściowo otworzyć swój rynek pracy na specjalistów spoza Unii Europejskiej, w tym między innymi z Ukrainy. O ile dla większości Ukraińców szukających schronienia przed wojną, a potem pracy, krajem pierwszego wyboru z uwagi na bliskość kulturową i językową pozostaje Polska, o tyle osoby nieco bardziej wykształcone chętnie wybierają się za Odrę. A jak wynika z naszego badania, w Niemczech więcej fabryk motoryzacyjnych potrzebuje specjalistów niż pracowników niższego szczebla – mówi Jacek Opala.

Mniejsza pula pracowników

Jakie są obecnie największe problemy związane z zatrudnieniem? Niemal od początku realizacji badania, pierwsze dwa wyzwania HR-owe pozostają bez zmian, jedynie wymieniają się miejscami. W 2021 roku najwięcej przedstawicieli automotive wskazało na wysokie oczekiwania płacowe (55%) oraz małą liczbę kandydatów do pracy (51%). W tym roku jest odwrotnie, choć odsetek odpowiedzi jest na zbliżonym poziomie. 56% osób wskazało na małą liczbę kandydatów do pracy, a 53% na wysokie oczekiwania płacowe.

W kontekście wojny, jaka toczy się od lutego na terytorium Ukrainy, warto zwrócić uwagę na dwa inne wyzwania – powrót Ukraińców zatrudnionych w Polsce do ojczyzny oraz mniejszą dostępność pracowników z zagranicy. Łącznie na nie wskazuje 27% zapytanych. A biorąc pod uwagę fakt, że co drugi zakład motoryzacyjny chce więcej zatrudniać, to spory problem dla branży.

Artur Migoń z Antal wskazuje, że rozwiązaniem, jakie mogą doraźnie zastosować pracodawcy, może być dostosowanie części zadań dla kobiet i osób starszych. – Wiele z nich zasili branżę HORECA. W logistyce jest możliwe wyszkolenie kobiet-kierowców, możliwa jest także praca w produkcji, gdzie kluczową kompetencją są wysokie zdolności manualne jak i praca niewymagająca przenoszenia cięższych komponentów. Wciąż jednak pozostaje kwestia kadry do prac cięższych. Tu warto otworzyć się na zatrudnienie pracowników innych narodowości, na przykład z Gruzji i Mołdawii czy jeszcze dalej – z Indonezji i Wietnamu – mówi Artur Migoń, wiceprezes zarządu Antal.

***

Badanie „MotoBarometr 2022. Nastroje w automotive Europie” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive. Wśród nich znajdują̨ się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 989 respondentów z 11 państw (Polska, Belgia, Czechy, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry). Respondentami byli przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych, w tym OEM i Tier, a w szczególności inżynierowie ds. jakości, dyrektorzy zakładów, managerowie ds. jakości i produkcji. Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od maja do lipca 2022 roku.

Raport dostępny jest na stronie www.motobarometr.pl

Jak cofnąć wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej i nie wpaść w dodatkowe kłopoty

Cofając wniosek o ogłoszenie upadłości, trzeba uważać na kilka rzeczy. Drobna pomyłka może sporo kosztować.

Jeżeli sytuacja finansowa dłużnika ulega nagłej poprawie, to może on cofnąć złożony już wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej. W tym celu musi wnieść pismo procesowe do sądu wraz z oświadczeniem. Do tego warto dołączyć uzasadnienie, które nie jest obowiązkowe, ale może okazać się pomocne. Sąd mógłby oddalić wniosek, gdyby uznał, że interesy wierzycieli są zagrożone. Zatem wnioskodawca powinien wiarygodnie wszystko wyjaśnić oraz spieszyć się z dopełnieniem formalności. Gdyby została ogłoszona jego upadłość, bezpowrotnie straciłby ww. możliwość. Stałby się upadłym, któremu przysługuje prawo do złożenia wniosku o umorzenie postępowania upadłościowego. Jednak z obserwacji ekspertów wynika, że w dobie kryzysu gospodarczego warunki ekonomiczne zadłużonych niezwykle rzadko się polepszają. Cofanie wniosków o ogłoszenie upadłości raczej ma związek z tym, że konsumenci nie potrafią właściwie ocenić swoich uwarunkowań finansowych lub niedostatecznie rozumieją własną sytuację prawną.

Jak cofnąć wniosek?

Na podstawie art. 29a ust. 1 ustawy prawo upadłościowe, istnieje możliwość cofnięcia wniosku o ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Dłużnicy korzystają z tego instrumentu przeważnie, gdy powyższy dokument składają pochopnie, np. bez wcześniejszego zapoznania się ze skutkami i kosztami, jakie są związane z tego typu postępowaniem.

– Z moich obserwacji wynika, że dość często wniosek o ogłoszenie upadłości jest wysyłany bez wcześniejszej analizy czynności finansowych i majątkowych, które negatywnie wpływają na ocenę zachowania dłużnika, a także mogą skutkować brakiem jego oddłużenia. Natomiast niezwykle rzadko zdarza się, że sytuacja finansowa konsumenta nagle polepsza się. Wówczas upadły może terminowo uregulować swoje zobowiązania. W związku z tym rezygnuje z postępowania upadłościowego – mówi radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Jeśli chodzi o same formalności, to dłużnik musi wnieść pismo procesowe do sądu, które zawiera oświadczenie o cofnięciu wniosku o ogłoszenie upadłości. Choć żądanie nie musi być poparte uzasadnieniem, to z uwagi na możliwość oddalenia go, bezpieczniej jest wskazać konkretne argumenty. Koszty obejmują opłatę sądową w wysokości 30 zł, która jest w całości zwracana zadłużonemu niezwłocznie po uprawomocnieniu się postanowienia o umorzeniu postępowania.

– Sąd może uznać, że umorzenie jest niedopuszczalne w przypadku, gdyby prowadziło do pokrzywdzenia wierzycieli. Tak się dzieje np. w sytuacji, gdy dłużnik wykorzystuje wniosek o ogłoszenie upadłości do wywarcia na nich presji lub ma na celu utrudnienie prowadzonej przeciw niemu egzekucji. Jednocześnie należy pamiętać, że na tym etapie postępowania nie występuje syndyk, do którego zadań należy m.in. objęcie majątku upadłego, a także zawiadomienie o upadłości wierzycieli, komornika, banków oraz innych instytucji. Tę funkcję sąd powierza dopiero w postanowieniu o ogłoszeniu upadłości – informuje mec. Goszczyński.

Ogłoszenie upadłości

Trzeba jednak podkreślić, że cofnięcie ww. wniosku jest dopuszczalne do momentu wydania przez sąd postanowienia o ogłoszeniu upadłości. To zdarzenie wywołuje natychmiastowe i nieodwracalne skutki. I nawet jeśli nie doszło jeszcze do uprawomocnienia, to ewentualne złożenie wniosku nie będzie już skutkowało umorzeniem postępowania upadłościowego.

– Nie istnieją przepisy, które określałyby, w jakim czasie sąd może lub powinien wydać postanowienie o ogłoszeniu upadłości. Nie ma też żadnych przeciwskazań, aby nastąpiło to z dnia na dzień. Natomiast praktyka pokazuje, że może to potrwać od czterech tygodni do dwóch czy nawet trzech miesięcy. Im więcej spraw jest do rozpoznania w danym wydziale, tym oczywiście ten czas jest dłuższy. Można więc założyć, że np. w Kielcach postanowienie zostanie wydane szybciej niż w Warszawie – analizuje Łukasz Goszczyński.

Dłużnik po ogłoszeniu upadłości zostaje określony upadłym, któremu przysługuje prawo do złożenia wniosku o umorzenie postępowania upadłościowego. Gwarantuje to art. 49110 ustawy prawo upadłościowe. Upadły konsument może wnioskować o umorzenie postępowania przez cały okres jego trwania. Musi złożyć do sądu pismo procesowe zawierające żądanie, poparte konkretnym uzasadnieniem. W takiej sytuacji sąd może w trakcie rozprawy lub pisemnie wysłuchać strony postępowania, tj. upadłego, syndyka oraz wierzycieli. Celem tego jest ustalenie, czy w danej sytuacji nie dojdzie do pokrzywdzenia wierzycieli.

Kiedy umorzenie ma sens?

– Oczywiście czasami sytuacja upadłego faktycznie ulega znaczącej poprawie, np. wskutek znalezienia lepszej pracy. Jednak dużo częściej próba umorzenia postępowania wynika ze złej analizy sytuacji finansowej konsumenta, dokonanej samodzielnie lub bez pomocy profesjonalnego doradcy restrukturyzacyjnego bądź radcy prawnego. I takich przypadków może być coraz więcej na rynku, szczególnie w dobie kryzysu – ostrzega radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Upadli zapominają o tym, że prawo upadłościowe sankcjonuje zachowania polegające na wyzbywaniu się majątku, a równocześnie przepisy obligują syndyka do ubezskutecznienia takiej czynności, a następnie – do objęcia takiego majątku, np. darowanej nieruchomości w celu jej sprzedaży. Często też upadli nie pamiętają o tym, że do masy upadłości wchodzą spadki, które formalnie nie zostały jeszcze stwierdzone orzeczeniem sądowym w drodze procedury poświadczenia dziedziczenia, jaką przeprowadza notariusz. Kiedy uświadamiają sobie, że nie uda im się zachować np. nieruchomości, której posiadanie zataili, to w takiej sytuacji występują z wnioskiem o umorzenie postępowania.

– W rzeczywistości ww. wniosek może być korzystny dla upadłego, którego sytuacja uległa poprawie, bo jego majątek nie zostanie sprzedany w toku postępowania. W takim przypadku umorzenie postępowania upadłościowego na wniosek upadłego w trybie art. 49110 ust. 1 jest korzystne zarówno dla niego, jak i dla wierzycieli, którzy zwyczajnie zostaną spłaceni  – tłumaczy Goszczyński.

Wszystko zależy od realiów konkretnej sprawy. Jeśli mamy do czynienia z upadłym, który wniosek o umorzenie postępowania upadłościowego złożył wskutek ujawnienia jego nagannego zachowania, to w takiej sytuacji, zgodnie z art. 49110 ust. 2a ustawy prawo upadłościowe, sąd go odrzuci, bo mogłoby to skutkować pokrzywdzeniem wierzycieli.

Inne możliwości

– Upadły, którego wniosek o umorzenie postępowania upadłościowego został oddalony, ma prawo do złożenia zażalenia. Jest ono kierowane do instytucji wyższej instancji, czyli do sądu okręgowego. Jeśli zaistniały przesłanki pokrzywdzenia wierzycieli, to sytuacja procesowa upadłego będzie trudna. Jeżeli jednak dysponuje on argumentami, którymi będzie w stanie przekonać sąd do swoich racji, to ma szansę na pozytywne rozstrzygnięcie wniosku. Może np. uprawdopodobnić, że będzie zaspokajał wierzycieli i tym samym nie zostaną oni pokrzywdzeni – podkreśla mec. Goszczyński.

Jeśli wniosek dłużnika o ogłoszenie upadłości został skutecznie cofnięty lub sąd umorzył postępowanie w trybie art. 49110 ust. 1 ustawy prawo upadłościowe, to zaistniała sytuacja pozostaje bez wpływu na prawo konsumenta do wystąpienia z kolejnym wnioskiem o ogłoszenie upadłości. Nie spowoduje on skrócenia procedury, lecz informacje zawarte w aktach poprzednich postępowań upadłościowych będą brane pod uwagę.

– Należy pamiętać również o tym, że postępowanie upadłościowe może zostać umorzone przez sąd bez wniosku dłużnika w przypadku, gdy konsument podał we wniosku o ogłoszenie upadłości dane niezgodne z prawdą lub niezupełne. Może tak też nastąpić, jeśli nie współpracuje on z syndykiem i nie wskazuje lub nie wydaje syndykowi całego majątku, niezbędnych dokumentów lub w inny sposób nie wykonuje ciążących na nim obowiązków. Dla przykładu, nie udziela obowiązkowych informacji, nie składa oświadczenia o wydaniu syndykowi całego majątku, nie wskazuje aktualnego pracodawcy lub innych źródeł przychodu. Wówczas syndyk może złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, jakim jest zatajenie części majątku lub zbycie go bądź przeniesienie na osoby trzecie. W interesie upadłego jak najbardziej jest współpraca z syndykiem i szybkie zakończenie postępowania – podsumowuje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Spokojny poniedziałek na rynkach

Po dynamicznym czwartku i piątku, poniedziałkową sesję można zaliczyć do tych mniej interesujących. Indeksy za oceanem korygowały ostatnie silne wzrosty, Europa zyskiwała ale w sposób umiarkowany. Dolar nieznacznie zyskał a rentowności amerykańskiego długu osiągnęły wyższy poziom. Z ważnych wydarzeń należy uznać spotkanie przedstawicieli USA i Chin.

Wczoraj odbyło się spotkanie prezydenta USA oraz przywódcy Chin Xi Jinpinga. Biden powiedział na konferencji prasowej, że „nie szuka konfliktu” i chce odpowiedzialnie zarządzać rywalizacją USA-Chiny. Podkreślił, że wierzy, że nie musi być nowej zimnej wojny. Dodał, że polityka USA w sprawie Tajwanu nie zmieniła się „w ogóle” i że Stany Zjednoczone pozostają zaangażowane w pokojowe rozwiązanie napięć. Prezydent Biden powiedział, że nie sądzi, aby ze strony Chin istniała jakakolwiek nieuchronna próba inwazji na Tajwan. Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych podało w oświadczeniu, że Xi ostrzegł Bidena, że Tajwan znajduje się w „samym rdzeniu podstawowych interesów Chin” i „pierwszej czerwonej linii, której nie wolno przekroczyć w stosunkach Chiny-USA”. Biden dodał również, że obaj przywódcy omówili wojnę na Ukrainie i potwierdzili ich wspólne przekonanie, że groźba lub użycie broni jądrowej jest całkowicie nie do przyjęcia.

Rynki finansowe otrzymały również wypowiedź zaliczanej do gołębiego skrzydła Fed-u Laeli Brainard. Wiceprzewodnicząca Rezerwy Federalnej wspomniała, że wkrótce właściwe będzie aby bank centralny przeszedł do wolniejszego tempa podwyżek. Dodała, że polityka monetarna jest opóźniona i potrzeba trochę czasu aby skumulowane zacieśnianie wpłynęło na gospodarkę.

Pomimo dobrego wydźwięku spotkania Bidena i XI oraz gołębich wypowiedzi Brainard, indeksy w USA świeciły na czerwono i w ten sposób nastąpiła korekta ostatnich, dynamicznych wzrostów. Dow Jones stracił 0,6 proc., SP500 spadł o 0,9 proc. a Nasdaq zniżkował o 1,1 proc. Dolar lekko zyskał. Para EUR/USD spadła na moment poniżej 1,03 ale dziś o poranku ponownie kwotowanie wskazuje poziom powyżej 1,0330. Wszystko wskazuje na to, że ruch na północ będzie kontynuowany a poniedziałkowa mała zmienność jest jedynie przystankiem przed kolejnym impulsem wzrostowym.

Złoty po dobrym okresie aprecjacyjnym uległ osłabieniu. Kurs USD/PLN wrócił powyżej 4,56 a aktualnie wskazuje poziom poniżej 4,55. Notowanie EUR/PLN poszybowało i wczoraj popołudniu wskazywało 4,7150. Obecnie jesteśmy niżej przy 4,7030.

Cały czas na wysokich poziomach utrzymuje się złoto i za uncję trzeba zapłacić w okolicach 1771 USD. Najbliższym oporem technicznym wydaje się być okrągły pułap 1800 dolarów. Ciekawa formacja „odwróconej głowy z ramionami” ukształtowała się na wykresie srebra. Potencjalny zasięg wskazuje możliwe wzrosty w okolice 25 USD.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Komisja Europejska ponownie zelektryzowała branżę motoryzacyjną

W ostatnim czasie doszło do porozumienia Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej, które z dużym prawdopodobieństwem przypieczętowało los silnika spalinowego. Niedawny wywiad komisarza Bretona pozwala jednak myśleć, że nie będzie to w 2035 roku.

Europa stawia na neutralność klimatyczną

Europa wyznaczyła motoryzacji cel – zeroemisyjność i jednocześnie drogę do niego w postaci pojazdów elektrycznych czy to czerpiących energię z akumulatora (BEV) czy też wykorzystujących wodór do produkcji prądu przez ogniwa paliwowe (FCEV). Stało się tak pomimo głosów płynących z przemysłu, że istnieją także inne technologie, które mogłyby wnieść swój wkład w osiągnięcie przez Europę neutralności klimatycznej i to rynek powinien decydować co najbardziej odpowiada użytkownikom, czy też co najbardziej przystaje do określonych warunków.

Sama decyzja nie była zaskoczeniem, ale i tak zelektryzowała branżę motoryzacyjną, kierowców i media. Kilka dni po jej ogłoszeniu doszło do małego zwrotu akcji, gdy ciekawego wywiadu udzielił Politico Thierry Breton, unijny komisarz odpowiedzialny za rynek wewnętrzny. Potwierdził on w nim, że faktycznie zakaz sprzedaży aut o napędzie spalinowym, który ma wejść w życie w 2035 roku, doprowadzi do „gigantycznych zakłóceń” w gospodarce UE, a więc potwierdził obawy przemysłu motoryzacyjnego.

Rewolucja w motoryzacji i europejskiej gospodarce?

Breton stwierdził, że jeśli planowany zakaz miałby doprowadzić do porażki gospodarczej Unii, to jego termin trzeba będzie zrewidować. Unijny komisarz przypomniał, że porozumienie polityczne wypracowane przez Komisję Europejską, Radę UE i Parlament Europejski przewiduje możliwość dokonania rewizji w 2026 r. w celu dokonania przeglądu sytuacji i ewentualnego przesunięcia daty wycofania silnika spalinowego.

Komisarz zwrócił uwagę, że gra toczy się o 600 tys. miejsc pracy, które zostaną zlikwidowane w procesie przejścia z samochodów spalinowych na elektryczne. Jak wskazał nie mówimy tylko o wielkich producentach samochodów, którzy na pewno sobie poradzą, ale o całym „ekosystemie”.

Benjamin Krieger, sekretarz generalny europejskiego stowarzyszenia producentów części motoryzacyjnych CLEPA, komentując omawiany wywiad wskazał, że rzeczywiście rewizja przepisów powinna być okazją do skorygowania kursu w razie potrzeby, biorąc pod uwagę szybko rosnące ceny energii i ryzyko nowych zależności. Krieger wskazał także, że producenci części motoryzacyjnych inwestują miliardy w innowacje, programy przekwalifikowania i nowe fabryki, ale stawką jest zdolność do inwestowania. Podkreślił, że 70% dostawców z branży motoryzacyjnej odnotowało spadek rentowności do niespotykanych poziomów z powodu inflacji i rosnących kosztów.

– Przemysł motoryzacyjny opowiada się za mobilnością neutralną dla klimatu i jesteśmy gotowi dostarczać technologie, które pozwolą ją osiągnąć. Podkreślamy przy tym, że elektromobilność będzie w tym zakresie odgrywała dużą, a być może decydującą rolę. Zakłócenia spowodowane źle zarządzaną transformacją mogą jednak poważnie osłabić jedną z głównych gałęzi europejskiej gospodarki. O tym także warto mówić i dobrze, że komisarz Breton dał wyraz temu, że Komisja Europejska realnie ocenia wpływ niezwykle ambitnych celów na branżę motoryzacyjną. Jeśli obecna sytuacja gospodarcza i pesymistyczne przewidywania analityków wspólnie z decyzjami politycznymi dotyczącymi motoryzacji zagrożą nie tylko możliwości osiągnięcia zakładanych celów, ale także kondycji europejskiej motoryzacji to 2026 rok powinien być momentem na ewentualne korekty – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), członek zarządu CLEPA.

Czy zimny realizm, o którym mówił w wywiadzie komisarz Breton, dojdzie do głosu w 2026 r., czy też Europa pozostanie przy dotychczasowych ustaleniach, dowiemy się w przyszłości. Do tego czasu może wydarzyć się wiele rzeczy, które mogą zdecydować o jednym lub drugim, czy wręcz inaczej zdefiniować motoryzację na kolejne dekady.

Giełdowy Indeks Produkcji wypracował 2,46% wzrost w październiku

Na koniec października Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) osiągnął wartość 768,17 punktów, co przy wrześniowym zamknięciu na poziomie 749,71 punktów dało miesięczny wzrost wartości o 2,46% oraz skorygowało tegoroczny spadek do 32%. Dobre dane dotyczące produkcji sprzedanej przemysłu oraz odwilż jaka zapanowała na rynkach akcji, były głównymi czynnikami sukcesu GIP60 w październiku.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc październik . W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Mimo nie najlepszych nastrojów panujących obecnie w gospodarce, ale również w branży przemysłowej (o czym w dalszej części artykułu), kapitał powrócił na rynki akcji przynosząc korektę negatywnego trendu, który panuje na rynkach od początku roku. Zazieleniły się indeksy monitorujące największe rynki akcji, ale również nasz rodzimy rynek akcji skorzystał na poprawie koniunktury na rynkach.

Sytuacja w polskim przemyśle wydaje się być stosunkowo stabilna, a nawet przejawia pewne oznaki siły na tle konkurencji zagranicznej. Przykładowo rejestracja nowych firm w przemyśle wzrosła w III kwartale o 5,5% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. A produkcja sprzedana przemysłu rosła w zdecydowanej większości działów produkcji monitorowanych przez Główny Urząd Statystyczny.

Nic więc dziwnego, że GIP60 mógł odwrócić trend spadkowy (od początku roku stracił już ponad 30%) i zanotować dopiero czwarty miesiąc tego roku z dodatnią stopą zwrotu, a pod względem siły wzrostu ustępuje tylko odczytom z marca (15,96% m/m) i maja (4,07% m/m). Co ważne, udało się to osiągnąć po jednym z najgorszych pod względem stopy zwrotu miesięcy w historii badań Giełdowego Indeksu Produkcji, która sięga początku 2016 roku. Dodatkowo pierwsza dekada listopada przyniosła kontynuację wzrostu GIP60, zwiększając jego wartość o dodatkowe 4,1%.

Akcje producentów powróciły do łask inwestorów

W przekroju branżowym, średnia stopa zwrotu dla wszystkich spółek wchodzących w skład GIP60 w danej branży była dodatnia wśród producentów leków (średni wzrost w tej grupie wyniósł 11,29% m/m), tworzyw sztucznych (9,17%), motoryzacji (7,12%), żywności (4%), chemikaliów (3,19%), maszyn elektrycznych (2,89%), odzieży (2,25%) i wyrobów metalurgicznych (0,64%). Pod kreską producenci z przemysłu lekkiego (-3,93%) i drzewnego (-10,28%). Wśród tych ostatnich największy spadek zaobserwowano w Fabryki Mebli Forte S.A. dla której cena akcji spadła o ponad jedną czwartą, do poziomu 18,6 PLN za akcję.

Jak już jesteśmy przy indywidualnych stopach zwrotu, to trzy najlepsze spółki osiągnęły ponad dwudziestoprocentową stopę zwrotu. Najlepszym wynikiem może pochwalić się, wracający po raz kolejny do łask inwestorów, lubuski producent surowic i szczepionek Biomed-Lublin, którego akcje podrożały w październiku z 5,9 PLN do 7,29 PLN, dając wzrost o 23,56%. Drugie miejsce dla innego producenta z branży farmaceutycznej Selvity, której akcje przyniosły 23,13% zwrotu. Na najniższym stopniu podium październikowej klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji znalazła się spółka ZPUE, która po doskonałych wynikach za pierwsze półrocze regularnie znajduje się w czołówce najlepszych polskich spółek produkcyjnych pod względem miesięcznych stóp zwrotu. Tym razem kurs akcji spółki urósł o kolejne 21%, osiągając poziom 314 zł za akcję.

Światełko nadziei, czy polowanie na leszcza?

Indeksy – w tym GIP60 – kontynuowały wzrosty w pierwszej dekadzie listopada, czy to oznacza, że kryzys mamy już za sobą? Nie jest to niestety takie pewne, a nawet bardziej prawdopodobny jest niestety scenariusz powrotu do spadków. Bo o ile w Chinach inflacja producencka spadła poniżej zera (a więc technicznie rzecz biorąc stała się deflacją) po raz pierwszy od grudnia 2020 roku (-1,3% rdr, poprzednio 0,9%), to nie ma co liczyć na spadek inflacji w Polsce i w zachodnich gospodarkach rozwiniętych. Wśród innych negatywnych czynników, które mogą powstrzymać dalsze wzrosty cen akcji polskich producentów, jest słabnący złoty oraz przerwanie cyklu podwyżek stóp procentowych przez NBP, co może znacznie wydłużyć okres ujemnych realnych stóp procentowych (różnica pomiędzy główną stopą procentową a poziomem inflacji). Również nie najlepsza sytuacja w niemieckim przemyśle może dusić potencjał polskich eksporterów. Dodatkowo wskaźniki oparte na ankietach wśród pracowników spółek produkcyjnych wskazują na silne załamanie nastrojów i oczekiwań, co może w części wynikać z pogarszającej się koniunktury, choć – jak już udowadnialiśmy – wskaźniki te nie są najbardziej miarodajne w obliczu medialnej ofensywy pesymizmu gospodarczego. Najbliższe sesje powinny uchylić rąbka tajemnicy w kwestii kierunku, w którym podążą ceny akcji polskich producentów.  Z pewnością dużym pozytywnym bodźcem jest odczyt inflacji CPI poniżej oczekiwań i może on spowodować kontynuację wzrostów na rynkach akcji, mimo wymienionych problemów. ”

Spada liczba ogłoszeń o pracę

  • Rynek pracy nadal się kurczy. Pracodawcy w październiku opublikowali o 12 proc. mniej ogłoszeń o pracę w ujęciu r/r i o 10 proc. mniej w stosunku do września. Rośnie za to liczba poszukujących i liczby odpowiedzi na ogłoszenia. Tych ostatnich w minionym miesiącu było o 20 proc. więcej w ujęciu r/r. Pokrywa się to z badaniami rynku wskazującymi na rosnący ruch po stronie rozważających zmianę pracy ze względu na konieczność zwiększenia zarobków kosztem poczucia stabilności w miejscu zatrudnienia.
  • Pesymizm pracodawców jest szczególnie widoczny, jeśli chodzi o tworzenie nowych miejsc pracy – świeżo uruchomionych procesów rekrutacyjnych za pośrednictwem OLX w październiku było aż o 20 proc. mniej r/r. To poziom równy temu sprzed 2 lat (październik 2020 r.), gdy mieliśmy do czynienia z drugą falą zachorowań na koronawirusa. Średnia dzienna liczba dostępnych aktywnych ogłoszeń w serwisie wyniosła 117 tysięcy (październik 2022 r.).
  • Największe wzrosty w liczbie ogłoszeń o pracę w OLX odnotowaliśmy w kategoriach Montaż i serwis (+44 proc. r/r), Marketing i PR (+27 proc. r/r) oraz Rolnictwo i ogrodnictwo (+21 proc. r/r). Warto zwrócić uwagę, że gros ogłoszeń w kategorii Marketing i PR dotyczy prac realizowanych na potrzeby marketingowe, a nie są bezpośrednio związane z samym marketingiem czy PR-em. Oferty często opisywane są jako „praca zdalna bez wychodzenia z domu, 3 h dziennie” (więcej o pracy dodatkowej poniżej). Największe spadki w liczbie ogłoszeń odnotowaliśmy w kategoriach Wykładanie i ekspozycja towaru (–29 proc. r/r), Hotelarstwo (–26 proc. r/r) oraz Gastronomia (–26 proc. r/r).
  • Bardzo wyraźne wzrosty widoczne są po stronie poszukujących. W październiku w OLX odnotowaliśmy o 20 proc. więcej odpowiedzi na ogłoszenia w ujęciu r/r. To wynik podobny do tego z pandemicznego października sprzed dwóch lat. Co ciekawe, rośnie nie tylko liczba wysłanych aplikacji, ale także liczba poszukujących pracy (14 proc. r/r). Od ponad półrocza największe wzrosty zainteresowania notuje kategoria Praca za granicą, w której wzrost liczby odpowiedzi na ogłoszenia w październiku wyniósł 78 proc. r/r. Nieco mniejsze, ale nadal wyraźne wzrosty widać w kategoriach IT/Telekomunikacja i Zdrowie (60 proc. r/r). Tylko w kategorii Kurier/Dostawca miejski liczba odpowiedzi w ujęciu r/r spadła o 3 proc.
  • Oferty z kategorii Praca za granicą w 2022 r. zainteresowały już ponad 377 tysiące poszukujących pracy i potencjalnie rozważających emigrację zarobkową. Jeśli wszyscy, którzy odpowiedzieli na te ogłoszenia, otrzymaliby zatrudnienie, z mapy Polski można by wymazać miasto wielkości np. Szczecina.
  • 50-procentowy wzrost średniej liczby odpowiedzi na jedno ogłoszenie o pracę w ujęciu r/r oznacza, że w skrzynkach pocztowych rekruterów ląduje wyraźnie więcej CV. To wyraźnie zwiększa komfort pracy dla przedstawicieli działów odpowiedzialnych za zatrudnianie nowych pracowników.
  • W październiku 2022 r. obserwowaliśmy bardzo dynamiczny wzrost liczby użytkowników poszukujących pracy dodatkowej. Dodatkowego zarobku poszukiwało o połowę więcej osób niż w tym samym okresie rok temu. Sama liczba odsłon w tej kategorii (Praca dodatkowa) w minionym miesiącu przekroczyła 3 miliony. Nasze obserwacje pokrywają się z badaniami konsumentów (m.in. z badaniami ARC Rynek i Opinia https://arc.com.pl/strach-przed-wzrostem-cen-ale-nie-przed-utrata-pracy/) – coraz więcej z nas w dobie wysokiej, dwucyfrowej inflacji szuka dodatkowych sposobów na zarobek.
  • Marketing i PR to zdecydowanie najbardziej rozchwytywana kategoria pośród poszukujących – w październiku na każde dodane ogłoszenie przypadały średnio 33 odpowiedzi. W pierwszej dziesiątce ogłoszeń, które pozyskały najwięcej aplikacji aż 6 zostało zamieszczonych właśnie w kategorii Marketing i PR. Rekordowa oferta zebrała blisko 3,5 tysiąca odpowiedzi i kusiła poszukujących zdalnym trybem pracy, elastycznymi godzinami, podanym wynagrodzeniem oraz brakiem wymaganego doświadczenia. To cechy, które idealnie wpisują się w tę zyskującą na popularności kategorię.

Nadzwyczajny tydzień dla kryptowalut

Główne aktywa krypto, takie jak bitcoin i ethereum, mocno spadły w ostatnim tygodniu z powodu poważnych problemów na rynku.

Bitcoin rozpoczął tydzień blisko 21 000 dolarów, ale gdy rynek przetrawił najważniejsze wydarzenia, cena spadła poniżej 15 600 dolarów na platformie eToro – najniższego poziomu od listopada 2020 r. Cena nieco się ustabilizowała w weekend i obecnie oscyluje wokół 16 400 dolarów.

W międzyczasie ethereum napotkał podobne wyzwanie dla swojej ceny, rozpoczynając tydzień blisko 1600 dolarów, po czym spadł poniżej 1100 dolarów. Od tego czasu cena ustabilizowała się i przez weekend utrzymywała się na poziomie około 1200 dolarów.

Negatywne otoczenie rynkowe ciąży na bitcoinie

Obecne negatywne otoczenie rynkowe mocno ciąży na większości kryptowalut, ale niektóre szczególne czynniki wpływają teraz na bitcoina, ponieważ właściciele starają się chronić swoje pozycje przed zmiennością rynkową.

Spadek poziomów cen jest bardzo podobny do bessy z 2018 r., kiedy bitcoin spadł do nowych minimów prawie dokładnie rok do dnia, odkąd osiągnął nowy ATH. Pozytywne dane inflacyjne nieco ustabilizowały cenę, ale nie nadążały za odbiciem obserwowanym na akcjach. Gdzie indziej JPMorgan dokonał nowej prognozy cenowej największego na świecie kryptoaktywa, mówiąc, że może spaść o kolejne 25 proc. – obniżając cenę do 13 000 dolarów, porównując z poprzednim spadkiem na rynku w maju wraz z upadkiem terra.

Skoki zużycia energii bitcoin – raport

Nowy globalny raport dotyczący wydobycia bitcoinów sporządzony przez Bitcoin Mining Council wykazał, że zużycie energii przez kryptowaluty wzrosło w ciągu ostatniego roku. Raport mówi, że zużycie energii w kopaniu bitcoinów wzrosło o 41 proc., ale wydajność wzrosła o około 23 proc., szczególnie dzięki rosnącemu wykorzystaniu zielonych źródeł energii.

Wykorzystanie energii przez górników bitcoinów do sprawdzania poprawności bloków było w ostatnich miesiącach mocno krytykowane, szczególnie w związku z początkiem sieci The Merge, która rzekomo zmniejsza zużycie energii o ponad 99 proc.

Ale raport dowodzi, że bitcoin nadal zużywa tylko około 0,16 proc. światowych zasobów energii, emitując zaledwie 0,1 proc. emisji dwutlenku węgla – nazywając to „nieistotną” ilością. Chociaż może tak być, sieć nadal jest krytykowana i jest to obecnie jedna z wyraźnych linii podziału między nią, a jej największym konkurentem.

FIFA uruchamia gry blockchain przed Mistrzostwami Świata

Światowa rada zarządzająca piłką nożną FIFA uruchomiła zestaw czterech gier opartych na blockchain przed mistrzostwami świata w piłce nożnej mężczyzn, które rozpoczynają się w niedzielę. Premiera obejmuje grę AI, skupioną na metaverse grę o nazwie Uplandme, opartą na istniejącym już metaverse Upland, oraz dwie inne. eSport to jeden z najszybciej rozwijających się sektorów technologicznych na świecie, a gracze i gry mają obecnie dużą widownię i duże opłaty. Chociaż te cztery gry FIFA są być może nieco efekciarskie, jest to okazja dla światowej piłki nożnej, aby wykorzystać rosnący rynek w ramach dużego międzynarodowego wydarzenia sportowego na żywo. Dla wielu młodych ludzi punktem dostępu do sportu, takiego jak piłka nożna, jest internet. Ci cyfrowi tubylcy czują się swobodnie wchodząc w interakcję ze sportem za pośrednictwem medium gier. Jeśli chodzi o aplikacje blockchain w grach, jedna zawiera aspekty podobne do NFT, które pozwalają graczom tworzyć własne zdjęcia i momenty z Mistrzostw Świata FIFA, podczas gdy gra Metaverse Upland obejmuje rzeczywistą własność praw własności cyfrowej.

DLA Piper: Branżę leasingową czeka trudny czas; wzrośnie zainteresowanie sekurytyzacją aktywów

Branżę leasingową w Polsce czeka okres spowolnienia z powodu pogarszającej się sytuacji przedsiębiorstw, spadku inwestycji i ograniczonej dostępności finansowanych aktywów, uważają eksperci międzynarodowej kancelarii prawnej DLA Piper. Ponadto, część firm leasingowych może napotykać trudności z pozyskaniem finansowania na rozwój, co będzie oznaczać, że w większym zakresie przeprowadzać będą sekurytyzację aktywów.

W pierwszym półroczu 2022 roku, firmy leasingowe udzieliły finansowania o łącznej wartości 42 mld złotych, co stanowiło spadek o niemal 3 proc. rok do roku, wynika z ostatnich danych Związku Polskiego Leasingu. Dwie trzecie sfinansowanych aktywów stanowiły pojazdy lekkie i ciężarowe, a niemal 30 proc. maszyny i inne urządzenia.

Branża leasingowa będzie się dalej rozwijać, jednak spodziewamy się, że tempo jej rozwoju może osłabnąć ze względu na szczególnie wymagające warunki rynkowe. Z jednej strony leasingodawcy muszą mierzyć się z ograniczoną podażą pojazdów, a z drugiej strony ze zmniejszającą się zdolnością kredytową leasingobiorców – mówi Paweł Turek, counsel w warszawskim biurze DLA Piper.

Klientami firm leasingowych w Polsce są w przeważającej większości mikro i małe przedsiębiorstwa, które ze względu na niepewność związaną z rozwojem sytuacji gospodarczej i rosnące stopy procentowe będą w najbliższym czasie ograniczać wydatki inwestycyjne. Sytuację firm leasingowych utrudnia ponadto ograniczona podaż nowych pojazdów, spowodowana utrzymującą się niską dostępnością komponentów i zakłóceniami w łańcuchach dostaw w związku z wybuchem wojny w Ukrainie.

Jak wskazują eksperci DLA Piper, niektóre spółki leasingowe będą miały także problemy z pozyskiwaniem finansowania na rozwój.

Spółki leasingowe, które należą do grup finansowych będą sięgać po finansowania wewnątrzgrupowe. Jednakże dla podmiotów, które nie mają takich możliwości lub nie mają dostępu do rynków kapitałowych, poszukiwanie finansowania stanie się zapewne jeszcze większym wyzwaniem – wskazuje Paweł Turek.

Eksperci kancelarii spodziewają się, że w obecnych warunkach rynkowych coraz więcej firm leasingowych będzie przeprowadzać transakcje sekurytyzacji aktywów, by pozyskać finansowanie na dalszą działalność. Sekurytyzacja polega na zamianie niepłynnych aktywów, jakimi są wierzytelności leasingowe, na płynne papiery wartościowe, które mogą być objęte przez instytucje finansowe.

Spodziewamy się, że w horyzoncie długoterminowym rynek sekurytyzacji będzie dynamicznie rozwijał się w Polsce, gdyż jest to bardzo atrakcyjna forma finansowania dla firm leasingowych. Jej dodatkowym atutem jest możliwość dywersyfikacji źródeł finansowania – dodaje Bartosz Matusik, partner kierujący zespołem podatkowym w warszawskim biurze DLA Piper. – Szczególnie ciekawym rozwiązaniem może być sekurytyzacja „uproszczona”, zwana „warehouse financing”, która pozwala na pozyskanie finansowania do intensywnej budowy portfela wierzytelności lub refinansowanie portfela wierzytelności leasingowych.

We wrześniu tego roku kancelaria DLA Piper doradzała spółce VEHIS przy transakcji finansowania dłużnego o wartości 1,3 mld PLN. Była to pierwsza transakcja typu warehouse facility w Polsce. VEHIS, spółka portfelowa funduszu Enterprise Investors, działa jako internetowa platforma sprzedażowa oferująca samochody w leasingu.

Tarcza Prawna – jakie zmiany nas czekają?

Dnia 10 listopada br. weszła w życie ustawa z dnia 7 października 2022 r. o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców, zwana też tarczą prawną. Wskazana ustawa wprowadziła zmiany do ustawy – Prawo zamówień publicznych w zakresie obowiązkowych klauzul waloryzacyjnych w umowach, jak również zmiany umów, które nie wymagają przeprowadzenia nowego postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, jeżeli zmiana jest spowodowana okolicznościami, zmiany umów, które nie wymagają przeprowadzenia nowego postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Przedmiotowe zmiany nie objęły jednak zamówień będących w trakcie realizacji.

Do umów o udzielenie zamówienia publicznego będących w toku znajdzie zastosowanie art. 48 ww. ustawy, zgodnie z którym zmiana umowy w sprawie zamówienia publicznego jest dopuszczalna ze względu na istotną zmianę cen materiałów lub kosztów związanych z realizacją zamówienia, których zamawiający, działając z należytą starannością, nie mógł przewidzieć.

Zmiana może polegać na:

1) zmianie wysokości wynagrodzenia wykonawcy,

2) dodaniu postanowień dotyczących zasad wprowadzania zmian wysokości wynagrodzenia wykonawcy – w przypadku umów, które nie zawierają takich postanowień,

3) zmianie postanowień dotyczących zasad wprowadzania zmian wysokości wynagrodzenia wykonawcy, w szczególności w zakresie maksymalnej wartości zmiany tego wynagrodzenia – w przypadku umów, które zawierają takie postanowienia,

4) zmianie postanowień umowy dotyczących jej wykonania, w szczególności dotyczących:

a) zakresu świadczenia wykonawcy, z czym może wiązać się odpowiadająca jej zmiana wynagrodzenia wykonawcy lub sposobu rozliczenia tego wynagrodzenia,

b) terminu wykonania umowy lub jej części, lub czasowego zawieszenia wykonywania umowy lub jej części,

c) sposobu wykonywania umowy
– o ile wzrost wynagrodzenia wykonawcy spowodowany każdą kolejną zmianą nie przekroczy 50% wartości pierwotnej umowy.

Powyższa regulacja jest jednak modyfikowana przez rozłożenie ryzyka kontraktowego na każdą ze stron umowy. W przypadku bowiem, gdy zmiana umowy dotyczy podwyższenia należnego wykonawcy wynagrodzenia, strony ponoszą zwiększony koszt wykonania zamówienia publicznego w uzgodnionych częściach, natomiast sposób zmiany wynagrodzenia może być ustalony z użyciem odesłania do wskaźnika zmiany ceny materiałów lub kosztów, w szczególności wskaźnika ogłaszanego w komunikacie Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Ustawodawca zakłada zatem współpracę i wolę porozumienia, co jednak w skomplikowanej rzeczywistości gospodarczej zapewne nie zawsze będzie mieć miejsce. Należy zatem uzbroić się w cierpliwość i prawników, aby wypracować satysfakcjonujące porozumienie z kontrahentem publicznym.

Wykonawca, którego wynagrodzenie zostało zmienione na powyższych zasadach, będzie zobowiązany do zmiany wynagrodzenia przysługującego podwykonawcy, z którym zawarł umowę o podwykonawstwo, w zakresie odpowiadającym zmianom cen materiałów lub kosztów dotyczących zobowiązania podwykonawcy. Ten obowiązek stosuje się do umów o podwykonawstwo zawartych przed dniem wejścia w życie tarczy prawnej i będących w toku w dniu zmiany wynagrodzenia wykonawcy. W praktyce jednak nierzadko ma miejsce sytuacja, że podwykonawcy kontraktowani są później i od razu określają wynagrodzenie wg aktualnych stawek, podczas gdy wykonawca dalej może żądać od zamawiającego za ten sam zakres stawek niezwaloryzowanych.

W przypadku dokonania zmian umowy w sprawie zamówienia publicznego dotyczących jej wykonania, w szczególności zakresu świadczenia wykonawcy, terminu wykonania umowy lub jej części, lub czasowego zawieszenia wykonywania umowy lub jej części, a także sposobu wykonywania umowy, jeżeli zmiana obejmuje część zamówienia publicznego powierzoną do wykonania podwykonawcy, wykonawca i podwykonawca uzgadniają odpowiednią zmianę łączącej ich umowy o podwykonawstwo, w sposób zapewniający, że warunki wykonania tej umowy przez podwykonawcę nie będą mniej korzystne dla podwykonawcy niż warunki wykonania umowy w sprawie zamówienia publicznego.

Dura lex, sed lex (z łac. twarde prawo, ale prawo), ale czy ta rzymska zasada prawna, zgodnie z którą należy bezwzględnie stosować się do przepisów ustawy niezależnie od ich uciążliwości oraz konsekwencji dla zobowiązanego, będzie w praktyce realizowana. Czas pokaże, jednak już teraz praktyka pokazuje, że publiczni zamawiający mnożą przeszkody, aby zadośćuczynić roszczeniom wykonawców i podwykonawców.
Autor: Radca Prawny – Anna Zabielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Widać pierwsze spadki cen nieruchomości luksusowych na świecie

Trudno mówić, że luksus tanieje, ale na pewno wzrost cen nieruchomości w segmencie premium zwalnia. Jeszcze na koniec I kwartału 2022 roku przyrost cen w najwyższym segmencie nieruchomości mieszkaniowych osiągnął poziom 10% w skali roku, to teraz wynosi już 7,5%. Jak co kwartał, i na koniec września 2022 roku firma Knight Frank opublikowała Prime Global Cities Index, czyli indeks śledzący ceny luksusowych nieruchomości na świecie w 45 miastach, z którego wynika, że rekordowy apetyt inwestorów utrzymujący się przez ostatnie dwa lata hamuje. Przyczyn należy upatrywać w rosnącym oprocentowaniu kredytów hipotecznych i globalnych prognozach przewidujących wyhamowanie gospodarcze. Spadki cen w ujęciu kwartalnym odnotowało 19 miast.

Najważniejsze wnioski:

  • Indeks odnotował średni roczny wzrost o 7,5% w III kw. 2022 r., w porównaniu ze szczytem, który osiągnął 10% na koniec I kw. 2022 r.
  • Pomimo rocznego wzrostu cen o 7,5%, dane kwartalne pokazują wyraźne spowolnienie. Spośród 45 śledzonych miast, 19 odnotowało spadek cen nieruchomości premium w okresie od czerwca do września 2022 r., w porównaniu z liczbą siedmioma miastami, które zanotowały spadek cen w pierwszym kwartale 2022 r.
  • Wiele z miast, które odnotowały znaczny wzrost cen nieruchomości luksusowych w okresie pandemii, teraz, w stosunku do końca czerwca 2022 roku notują spadki: San Francisco (-10%), Toronto (-9%), Wellington (-8,2%), Sztokholm (-8,1%), Vancouver (-6,7%), Los Angeles (-4,1%) i Seul (-4,1%).
  • Pomimo wyraźnego wyhamowania wzrostu cen, indeks na poziomie 7,5% jest powyżej 5-letniej średniej wynoszącej 4,4%.
  • W Londynie ceny w ujęciu r/r wzrosły o 2,7% i rosną najszybciej od 2015 roku.
  • Wzrost cen w europejskich stolicach powyżej średniego poziomu wynoszącego 7,5% wynika ze zwiększonego popytu w okresie letnim, ale odzwierciedla też postrzeganie tych lokalizacji przez inwestorów jako bezpiecznej przystani. Ceny w Zurychu (10,7%), Edynburgu (9,9%), Berlinie (9,4%), Dublinie (8,6%) i Madrycie (5,6%) wzrosły w ciągu ostatnich 12 miesięcy pomimo spadku nastrojów i spowolnienia gospodarki strefy euro.

Michał Sapota: sytuacja gospodarcza nie wstrzymuje „zielonych” projektów

Spowolnienie gospodarcze? Wymagająca sytuacja w branży? Sektor deweloperski mierzy się z wysokimi stopami procentowymi i ograniczeniem akcji kredytowej wśród klientów indywidualnych. Podmioty silne kapitałowo nie wstrzymują jednak podejmowanych inicjatyw, coraz częściej inwestując w przedsięwzięcia o charakterze proekologicznym.

Ochrona wartości kapitału

Obecnie wśród kupujących wciąż sporo jest podmiotów i osób prywatnych, których głównym celem jest ochrona wartości pieniądza z powodu inflacji. Zakup nieruchomości nadal stanowi doskonały sposób na ulokowanie i przechowanie kapitału. Na rynku widać również sporą aktywność inwestorów, którzy celują w nieruchomości pod wynajem.

Szczególnym zainteresowaniem cieszą się nowoczesne budynki, spełniające najbardziej surowe wymagania pod kątem ekologii. Świadomość obecnych wyzwań energetycznych staje się priorytetem. Również dlatego, że dla inwestorów taka nieruchomość jest dużo bardziej atrakcyjna z perspektywy optymalizacji kosztów utrzymania. W czasach niskiego bezrobocia, wyzwań związanych ze znalezieniem pracowników, projekty ekologiczne pozwalają zjednoczyć zespół i wzbudzić zainteresowanie marką jako pracodawcą.

Deweloperzy zdają sobie sprawę, że ich działania w dużej mierze przyczyniają się do rozwoju krajowej gospodarki. Sama tylko branża budowlana dorzuca ponad 10% do PKB. Gdy weźmiemy pod uwagę sektory współpracujące, jak np. finanse, to wartość ta wzrasta dwukrotnie. Rynek deweloperski czekają ogromne zmiany. Rewolucja ekologiczna jest kamieniem milowym, który wyznaczy kierunki na kolejne lata. I żaden, nawet największy kryzys tego nie zahamuje, ponieważ stabilne finansowo firmy nie zrezygnują z realizacji projektów, wywierających realny, pozytywny wpływ na szeroko pojęty dobrostan.

Michał Sapota, Prezes Heritage Real Estate Investment Trust

Niemal połowa firm budowlanych obawia się spadku zamówień

Subindeks Barometru EFL dla branży budowlanej na IV kwartał br. wyniósł 46,6 pkt., o 1,4 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. To najniższy odczyt w tym roku i wśród sześciu badanych branż. Aż 45% firm budowlanych obawia się spadku zamówień, a w związku z tym kłopotów finansowych (44%). To zdecydowanie gorsze wyniki niż jeszcze w III kwartale br. Branża coraz mocniej odczuwa skutki wojny w Ukrainie. W ubiegłym kwartale na niekorzystny wpływ konfliktu wskazało 53% przedsiębiorców, teraz 64% zapytanych.

– Odczyty Barometru dla branży budowlanej od początku roku nie napawają optymizmem, co kwartał są poniżej progu ograniczonego rozwoju. Firmy zdają sobie sprawę z trudnych warunków do prowadzenia i rozwoju biznesu. Przyzwyczailiśmy się do widoku robót budowlanych w grudniu czy styczniu. Tym razem może być jednak inaczej. Ostatni wynik jest najniższym w tym roku i zapowiada mroźną zimę dla inwestycji budowlanych. Co więcej, często na przełomie roku w naszym badaniu obserwowaliśmy pogorszenie nastrojów w budownictwie i mam obawy, że pierwszy odczyt w nowym roku może okazać się jeszcze bardziej pesymistyczny – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Sprzedaż i płynność finansowa w dół

Subindeks Barometru EFL na IV kwartał br. dla branży budowlanej wyniósł 46,6 pkt., o 1,4 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. Uzyskany wynik jest czwartym z rzędu, który utrzymuje się poniżej progu ograniczonego rozwoju (który wynosi 50 pkt.), co oznacza, że firmy cały czas nie widzą dużych szans na rozwój swojego biznesu.

Na wartość subindeksu Barometru EFL dla budownictwa największy wpływ miały prognozy w obszarze inwestycji. Nikt nie planuje nowych przedsięwzięć, 95% nie spodziewa się w tym obszarze żadnych ruchów, a 5% mówi o mniejszych inwestycjach.

Zdecydowanie gorzej niż w poprzednim pomiarze wyglądają prognozy dotyczące sprzedaży. Tylko 2,5% firm budowlanych prognozuje wzrost zamówień w IV kwartale br., podczas gdy w III kwartale na wyższą sprzedaż liczyło 13% zapytanych. Aż 45% firm obawia się gorszego scenariusza, czyli spadku zamówień. Kwartał wcześniej tę odpowiedź wskazało 29% zapytanych. 49% liczy na podobną sprzedaż co kwartał wcześniej (w III kwartale – 58%).

Za gorszą sprzedażą idzie gorsza płynność finansowa. Choć połowa firm nie spodziewa się tutaj żadnych zmian, to tylko 4% liczy na poprawę, a aż 44% obawia się pogorszenia kondycji finansowej. W III kwartale br. „tylko” 27% przedsiębiorców wskazywało na negatywny scenariusz.

Wojna coraz bardziej daje się we znaki

EFL w badaniu Barometr po raz kolejny zapytał przedstawicieli polskiego budownictwa, czy w obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. Jeszcze w III kwartale przedstawiciele branży budowlanej byli najmniejszymi pesymistami wśród 6 badanych branż. W najnowszym pomiarze niewiele z tego zostało. 54% zapytanych odpowiedziało, że się pogorszy (w III kwartale – 37%), a 35% – że pozostanie bez zmian (w III kwartale – 48%).

Także nastawienie wobec konfliktu, który toczy się za naszą wschodnią granicą, zmieniło się na bardziej negatywne. Trzy miesiące temu w budownictwie był najniższy odsetek przedsiębiorców oceniających negatywny wpływ wojny za naszą wschodnią granicą na ich działalność wśród badanych branż. Teraz mamy do czynienia z drugim najwyższym wynikiem, obok produkcji. 64% firm wskazuje na zdecydowanie niekorzystny lub niekorzystny wpływ wojny na kondycje firmy, podczas gdy w III kwartale takiej odpowiedzi udzieliło 53% zapytanych. 36% firm budowlanych wskazuje na neutralny charakter konfliktu.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na IV kwartał 2022 roku wyniosła 47,2 pkt. Osiągnięty poziom jest o 0,4 pkt. niższy niż w III kwartale 2022 roku.

Złoty znów zyskuje

Analitycy obawiali się, co wydarzy się w piątek na rynkach, skoro mamy dzień wolny. Niesłusznie, zamieszanie miało miejsce jeszcze w czwartek. Głównym winnym nie był prezes NBP, ale inflacja w USA.

Spadek inflacji w USA

W czwartek poznaliśmy dane na temat inflacji w USA. Ceny rosną o zaledwie 7,7%. To aż o 0,5% mniej niż miesiąc temu. W dół poszła też inflacja bazowa. Rynek przyjął to jako wskazówkę, że stopy procentowe w grudniu wzrosną o 0,5%. Dzisiaj szanse na wzrost o 0,5% przekraczają 85%, co powoduje, że jest to zdecydowanie dominujący scenariusz. Skoro rynki oczekują niższych od oczekiwań podwyżek stóp procentowych, to rozpoczął się proces ucieczki od dolara. Amerykańska waluta mniej więcej wyrównała najsłabsze poziomy względem euro z sierpnia tego roku. W rezultacie w górę szedł również polski złoty. Naszej walucie przeważnie pomaga napływ kapitałów do Europy.

Czy cykl podwyżek stóp trwa?

Na konferencji prezesa NBP dowiedzieliśmy się, że cykl zacieśniania polityki nie zakończył się jeszcze, mimo że RPP już drugi raz nie zmieniła stóp procentowych. Powodem jest wyższa od lipcowej projekcja inflacji. Ponownie dowiedzieliśmy się, że co prawda mamy wysoką inflację, ale inni też mają, więc to wina surowców i Rosji. Prezes liczy na silny impuls antyinflacyjny… wynikający z silnych podwyżek w innych państwach. Wyraźnie widać obawy o spadek aktywności gospodarczej w słowach prezesa NBP. Ogólnie ze wszystkich stron nadchodzą bodźce antyinflacyjne, ale w kolejnych miesiącach ceny mają jeszcze rosnąć. Moment spadku inflacji został przesunięty już na drugi kwartał 2023. To już 5 z rzędu wskazywany kwartał, w którym inflacja ma spadać. W końcu uda się trafić, ile razy można się mylić? Wpływ konferencji został jednak przykryty przez inflację z USA.

Upadek giełdy kryptowalutowej

W weekend potwierdziło się coś, o czym w sumie od kilku dni wiele osób na rynku mówiło. Jedna z największych giełd kryptowalutowych już nie tylko zablokowała wypłaty, ale również potwierdziła niewypłacalność. Na rynku było relatywnie spokojnie, jak na taką bombę, ale trzeba też pamiętać, że wszystkie znaki na to rozwiązanie wskazywały. W ciągu 10 dni bitcoin stracił na wartości prawie 20%. Problem w tym, że to strata wyceny, realne straty w portfelach uczestników giełdy idą jednak w mld dolarów. Na rynku pojawia się podejrzanie duży rozstrzał potencjalnych kwot, jakie mogli stracić klienci. Mówi się jednak nawet o rozstrzale od 10 do 50 mld zł. Dolna kwota to wartość PKN Orlen z październikowego dołka, górna to mniej więcej wartość WIG20 z tego czasu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Złoty już nie tak słaby

Wieści, na które desperacko liczyły rynki, w zeszłym tygodniu w końcu się pojawiły. Inflacja w USA okazała się niższa od oczekiwań, w wyniku czego rentowności amerykańskich obligacji spadły najsilniej od czasu pandemii, zaś aktywa ryzykowne na całym świecie gwałtownie zyskały. Dolar doświadczył jednego z największych w historii spadków w ciągu dwóch dni. Kurs USD/PLN obniżył się do ok. 4,55.

Straty dolara wynosiły od niecałych 2% (względem dolara kanadyjskiego, który był w zeszłym tygodniu drugą najgorzej radzącą sobie walutą G10) do niemal 6% (względem jena japońskiego). Waluty rynków wschodzących również zyskały.

W tym tygodniu uwaga skupi się na szeregu raportów inflacyjnych za październik z wielu krajów emitujących waluty G10, m.in. Szwecji, Kanady, Wielkiej Brytanii i Japonii. Będą one analizowane pod kątem tego, czy widać oznaki szczytu inflacji, my jednak uważamy, że zeszłotygodniowego pozytywnego zaskoczenia z USA nie należy ekstrapolować na inne obszary gospodarcze.

Istotne będą również dwa zaplanowane przemówienia prezeski Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde. Wydaje się, że nieustanne umocnienie dolara dobiegło końca, a najbardziej prawdopodobną ścieżką dla waluty w krótkim terminie może być spadek.

PLN

Mimo niesprzyjających okoliczności krajowych złoty zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie w parze z euro. Para USD/PLN z kolei wyraźnie spadła i zakończyła tydzień nieznacznie poniżej poziomu 4,55. Ostatni raz w tej okolicy znajdowała się trzy miesiące temu. Poprawa globalnego sentymentu z drugiej części tygodnia była dla kursu USD/PLN znacznie istotniejsza niż gołębie sygnały z Rady Polityki Pieniężnej.

RPP zgodnie z naszymi oczekiwaniami utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie ze stopą referencyjną 6,75%. Co ciekawe, NBP wydłużył horyzont projekcji do 2025 r. – dopiero wówczas inflacja ma znaleźć się w zakresie celu inflacyjnego (2,5% ± 1 pp.). O ile nie można w pełni wykluczyć, że w pierwszej części przyszłego roku Rada zdecyduje się na ruch w górę, o tyle coraz więcej wskazuje na to, że cykl podwyżek w Polsce się zakończył. Obecnie RPP sygnalizuje, że skupia się na ryzyku recesji i chce, by obniżanie inflacji do celu następowało stopniowo, bez dużych dodatkowych kosztów dla gospodarki.

W poniedziałek 14.11 uwaga koncentruje się na publikacji raportu o inflacji NBP, zaś we wtorek 15.11 będzie skupiona na odczycie PKB za III kwartał, który prawdopodobnie pokaże dalsze obniżenie dynamiki PKB w ujęciu rocznym. Tego dnia poznamy też zrewidowane dane o inflacji CPI w październiku, a następnego – odczyt inflacji bazowej. Podobnie jak przed weekendem, złoty najpewniej będzie dalej reagował na zmiany sentymentu.

EUR

W zeszłym tygodniu nie pojawiły się żadne istotne wieści ze strefy euro, więc losy waluty zależały w większości od informacji z zewnątrz, w szczególności od raportu inflacyjnego z USA. Doniesienia o łagodzeniu obostrzeń w Chinach, co może zwiększyć apetyt na europejski eksport, również wsparły wspólną walutę, która zyskała niemal 4% względem dolara.

Niezmiennie uważamy, że wyceny rynkowe dotyczące docelowej stopy procentowej w strefie euro są zdecydowanie za niskie i nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością gospodarczą i nieustającym wzrostem inflacji. Lagarde ma w tym tygodniu dwukrotnie szansę na wpłynięcie na te oczekiwania dzięki przemówieniom w środę 16.11 i piątek 18.11. Kalendarz nie obfituje w inne istotne wieści ze strefy euro, które mogłyby poruszyć rynkami.

USD

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, niemniej październikowy raport inflacyjny z USA był dobrym sygnałem i jako taki był słusznie celebrowany przez rynki. Ceny dóbr były niższe niż oczekiwano, ściągając w dół inflację: główną miarę CPI (wyniosła 7,7% wobec 8,2% we wrześniu) i bazową (6,3% wobec 6,6% we wrześniu). Pierwsza z nich spada już od kilku miesięcy, zaś istotniejsza bazowa jeszcze nie pokazuje trwałego spadku, ale też nie rośnie.

W tym tygodniu nie poznamy wielu danych z USA, czeka nas jednak co najmniej siedem przemówień członków Fedu. Rynki będą ich uważnie słuchać, szukając wskazówek, jak zeszłotygodniowy raport inflacyjny wpłynął na oczekiwania Fedu dotyczące podwyżki stóp procentowych w grudniu i docelowej wysokości stopy fed funds.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Najsilniejszy od 14 lat 2-sesyjny wzrost Nasdaq Composite

W czwartek kiedy my rozpoczynaliśmy przygotowania do piątkowych obchodów Święta Niepodległości amerykański S&P 500 zanotował najsilniejszy wzrost od kwietnia 2020 (+6,5 proc.), a więc od początkowej fazy rozpoczętej w marcu 2020 „covidovej” hossy. W piątek zwyżka tego indeksu była kontynuowana (+0,92 proc.) i S&P 500 osiągnął swe kolejne 2-miesięczne maksimum. Jeszcze bardziej spektakularne były wzrosty Nasdaq Composite (+7,4 proc. w czwartek i +1,9 proc. w piątek), w efekcie czego 2-sesyjna zwyżka tego indeksu (+9,3 proc.) była najsilniejsza od listopada 2008 (na 4 miesiące przed końcem ówczesnej Wielkiej Bessy).

Dziś rano ok. godz. 9:20 cena kontraktów na S&P 500 spadała o 0,19 proc.

Na giełdach Azji i Oceanii lekko przeważały dziś lekkie spadki wartości głównych indeksów (najsilniejszy – 1,06 proc. – notował japoński Nikkei 225. Najsilniej – o 1,7 proc. – zwyżkował Hang Seng, który w okresie minionych 2 tygodni rosnąc o 20 proc. był najsilniejszym na świecie indeksem próbując wydobyć się ze swoich 13-letnich minimów. Najwyższy od ponad roku poziom zaliczył dziś indyjski SENSEX 30, który zbliżył się do poziomu swego historycznego maksimum z ubiegłego roku.

Niemiecki DAX był dziś rano najwyżej od czerwca (+0,47 proc. ok. godz. 9:45). Francuski CAC 40 (-0,4 proc.) był dziś rano tuż powyżej swoich szczytów z czerwca i sierpnia.

WIG-20 zyskiwał dziś ok. godz. 9:50 2,65 proc. ścigając się z tureckim XU100 o miano najsilniejszego na świecie w okresie minionego miesiąca głównego indeksu giełdowego. WIG-20 w ciągu minionego miesiąca zyskał +24,2 proc. wobec +25,4 w przypadku tureckiego indeksu, który zresztą osiągnął dziś najwyższy poziom w swej historii.

W ciągu minionego miesiąca najsilniejszym indeksem sektorowym GPW był WIG-Górnictwo (+39,2 proc.). Na drugim miejscu pod względem skali wzrostu był WIG-Banki (+0,3 proc.). Najmniejszy wzrost w tym okresie zanotował WIG-Nieruchomości (+1,22 proc.). Wśród składników WIG-u 20 prawie 12 proc. wzrost notowały dziś akcje Pepco Group NV. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji XTB i Banku Handlowego.

Ze swoich piątkowych 3-tygodniowych minimów rentowność 10-letnich obligacji skarbowych odbijały dziś lekko w górę pozostając powyżej poziomu 4 proc. Najniżej od ponad miesiąca była dziś rentowność 10-latek polskiego rządu, ale pozostawała powyżej poziomu 7 proc.

Ceny kontraktów na gaz ziemny w Europie spadły w piątek o ponad 11 proc. do najniższych poziomów od czerwca (Holandia)-lipca (Wielka Brytania). Amerykański gaz (Henry Hub na NYMEX-ie) drożał dziś rano o ponad 5 proc.

Amerykański dolar lekko odrabiał dziś rano duże straty w stosunku do innych głównych walut, które poniósł w czwartek i piątek (EUR/USD -0,28 proc., USD/JPY +0,64 proc.).
Lekko słabł dziś rano złoty (ok. godz. 9:30 EUR/PLN +0,33 proc., USD/PLN +0,58 proc.), ale kursy euro i amerykańskiego dolara względem polskiej waluty nadal utrzymywały się w pobliżu swoich najniższych od 3 miesięcy poziomów.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego, który w zeszłym tygodniu spadł na chwilę poniżej poziomu 16000 USD i znalazł się najniżej od prawie 2 lat, następnie wystrzelił ponownie powyżej poziomu 20000 USA, po czym skorygował ten wzrost znowu dziś rano trafiając poniżej 16000 USD, próbował odrobić te straty rosnąc ok. godz. 9:10 o 2,23 proc. w stosunku do wczorajszego poziomu.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Jak rozliczać samochód elektryczny w działalności gospodarczej?

W ostatnich latach wzrosła popularność samochodów elektrycznych, nie tylko ze względów środowiskowych, ale i ekonomicznych. Również przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na wykorzystywanie w swojej działalności gospodarczej aut z napędem elektrycznym. Mogą wtedy skorzystać z dodatkowych preferencji podatkowych. Jak wprowadzać i użytkować elektryki w firmie?

Osobowy samochód elektryczny w prawie podatkowym

Osobowy samochód elektryczny w przepisach o podatku dochodowym i VAT jest traktowany tak jak pojazdy spalinowe. Wyjątkiem jest jedynie wartość nabycia, którą można zaliczyć do kosztów podatkowych. W przypadku samochodów osobowych spalinowych jest to 150 tys. zł, a w przypadku elektrycznych 225 tys. zł

Zgodnie z przepisami o ruchu drogowym elektryki to samochody, których masa nie przekracza 3,5t, a konstrukcja pozwala na jazdę powyżej 25 km/h.

Zakup lub leasing osobowego samochodu elektrycznego

Przedsiębiorca, który chce wykorzystywać w swojej działalności gospodarczej samochód osobowy, może go kupić ze środków własnych, biorąc kredyt lub korzystając z leasingu. Niezależnie od sposobu finansowania, do kosztów podatkowych można zaliczyć tylko określną z góry wartość pojazdu.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, maksymalna wartość spalinowego samochodu osobowego, jaką można wprowadzić do kosztów działalności, to 150 tys. zł. Natomiast dla samochodów elektrycznych kwota, jaka podlega odliczeniu, to aż 225 tys. zł.

Należy pamiętać jednak o prawidłowym ustaleniu wartości początkowej samochodu: składa się na nią wartość netto oraz podatek VAT, który nie podlega odliczeniu. Dla przedsiębiorcy korzystającego ze zwolnienia z VAT wartość początkowa pojazdu to jego wartość brutto. Natomiast przedsiębiorca będący czynnym podatnikiem VAT ma do wyboru:

  • Zgłoszenie samochodu elektrycznego do urzędu skarbowego na druku VAT-26, jako pojazd wykorzystywany tylko do celów służbowych. Konieczne jest w tym przypadku prowadzenie szczegółowej ewidencji przebiegu pojazdów, a przedsiębiorcy przysługuje prawo do odliczenia 100% VAT od nabycia samochodu. Wartość początkowa to kwota netto wynikająca z umowy zakupu.
  • Użytkowanie samochodu do celów mieszanych, czyli zarówno do działalności gospodarczej, jak i do celów prywatnych. Przedsiębiorcy przysługuje prawo do odliczenia 50% VAT, natomiast na wartość początkową samochodu składa się kwota netto oraz 50% VAT, który nie podlega odliczeniu.

Przedsiębiorca, który dokonał zakupu samochodu elektrycznego, jest zobowiązany do jego wprowadzenia do ewidencji środków trwałych i amortyzowania. Suma odpisów amortyzacyjnych nie może przekroczyć 225 tys. zł. Poza tym do osobowych samochodów elektrycznych mają zastosowanie te same zasady, co dla spalinowych: nie mogą podlegać jednorazowej amortyzacji i stosuje się do nich taką samą stawkę amortyzacyjną.

Przedsiębiorca również może skorzystać z leasingu na samochód elektryczny. W takim wypadku należy porównać wartość początkową pojazdu z limitem 225 tys. zł. Jeśli przekracza ona podany limit trzeba ustalić proporcję, w jakiej można zaliczyć kwotę raty leasingowej do kosztów podatkowych. Służy do tego wzór:

(225 tys. zł x100%) / wartość początkowa osobowego samochodu elektrycznego

Proporcje stosujemy jednie do tzw. raty kapitałowej, natomiast rata odsetkowa zaliczana jest w całości do kosztów podatkowych.

Rozliczenie kosztów eksploatacji osobowych samochodów elektrycznych

Do rozliczania kosztów użytkowania samochodu elektrycznego, na gruncie podatku dochodowego i VAT stosowane są te same przepisy jak dla samochodów spalinowych. Dlatego w zależności od sposobu użytkowania pojazdu przedsiębiorca ma trzy możliwości wyboru sposobu użytkowania samochodu na potrzeby działalności

  • dla pojazdów firmowych wykorzystywanych jedynie do działalności gospodarczej, gdzie przedsiębiorca złożył VAT-26 i prowadzi ewidencję przebiegu pojazdu – przysługuje odliczenie 100% VAT, a kwota netto w całości stanowi koszt podatkowy;
  • dla pojazdów firmowych wykorzystywanych do celów służbowych i prywatnych – przysługuje prawo do odliczenia 50% VAT. Do kosztów podatkowych zalicza się 75% z sumy kwoty netto i 50% VAT nie podlegającego odliczeniu;
  • dla pojazdów prywatnych, wykorzystywanych jedynie okazjonalnie do celów działalności gospodarczej – przysługuje prawo odliczenia 50% VAT. Do kosztów podatkowych zalicza się jedynie 20% z sumy kwoty netto i 50% VAT nie podlegającego odliczeniu.

Powyższe ograniczenia dotyczą kosztów takich jak opłaty za przejazd autostradą, koszty serwisu czy części zamiennych, ale też kosztów ładowania pojazdu. O ile przedsiębiorca będzie korzystał z ogólnodostępnych stacji szybkiego ładowania, w których otrzyma fakturę, rozliczenie kosztów ładowania będzie proste. Jednak jeśli energia elektryczna będzie pobierana z domowego gniazdka, to rekomendowane jest założenie osobnego licznika, który określi rzeczywiste zużycie prądu do ładowania samochodu.

Warto pamiętać także, że dla osobowych aut elektrycznych limit dotyczący składek na ubezpieczenia AC jest taki sam jak dla spalinowych – do 150 tys. zł wartości pojazdu.

Dostawczy samochód elektryczny

Rynek samochodów elektrycznych jest zdominowany przez samochody osobowe. Jednak producenci tych pojazdów poszerzają swoją ofertę także o samochody ciężarowe. Przedsiębiorcy, którzy zdecydują się na wykorzystywanie w działalności elektrycznych samochodów dostawczych powinni wiedzieć, że zastosowanie do nich mają przepisy analogiczne jak dla ciężarowych pojazdów spalinowych.

Przy nabyciu ciężarowego samochodu elektrycznego przedsiębiorcy przysługuje prawo do odliczenia 100% VAT i zaliczenia do kosztów podatkowych wartości początkowej samochodu, bez żadnego limitu. Przy zakupie samochodu ciężarowego, który trzeba amortyzować (wartość początkowa powyżej 10 tys. zł), przedsiębiorca może skorzystać z jednorazowego odpisu amortyzacyjnego dla małych podatników w ramach pomocy de minis lub zastosować stawki amortyzacyjne takie same jak w przypadku pojazdu spalinowego.

Rozliczając koszty użytkowania przedsiębiorca może odliczyć 100% podatku VAT oraz zaliczyć w koszty podatkowe 100% kwoty netto wynikającej z faktury. Tak jak w przypadku elektrycznych samochodów osobowych, zalecana jest instalacja osobnego licznika, na podstawie którego będzie możliwe rozliczenie rzeczywistego zużycia prądu na potrzeby ładowania.

Akcyza na firmowy samochód elektryczny

Dla przedsiębiorcy, który zdecyduję się na wykorzystywanie w swojej działalności samochodu elektrycznego, dodatkowym atutem mogą być obniżone stawki akcyzy. Standardowo obowiązują dwie stawki: 3,1% dla samochodów z silnikiem do 2000cm3 oraz 18,6% dla samochodów powyżej 2000 cm3. Jednak dla samochodów elektrycznych stawki akcyzy, zostały obniżone o 50% i prezentują się w następujący sposób:

  • Klasyczna hybryda (z silnikiem spalinowym) bez możliwości ładowania z gniazdka o pojemności do 2000 cm3 – akcyza 1,55%;
  • Klasyczna hybryda (z silnikiem spalinowym) bez możliwości ładowania z gniazdka o pojemności powyżej 2000 cm3 – akcyza 9,3%;
  • Klasyczna hybryda (z silnikiem spalinowym) z możliwością ładowania z gniazdka o pojemności powyżej 2000 cm3 – akcyza 9,3%;
  • Samochody elektryczne z silnikiem powyżej 2000 cm3 – akcyza 9,3.

Przedsiębiorca, który nabył samochód elektryczny z możliwością ładowania z gniazdka do pojemności 2000 cm3, może skorzystać z całkowitego zwolnienia z akcyzy.

Warto przy tym pamiętać, że kwota zapłaconego podatku akcyzowego wpływa na podwyższenie wartości początkowej samochodu.

Dofinansowanie na zakup samochodu elektrycznego

Przedsiębiorcy mogą otrzymać dotację na zakup elektryka lub dofinansowanie leasingu (opłaty wstępnej i transferowej) w ramach programu „Mój elektryk”. Wartość dotacji zależy od przebiegu rocznego samochodu. Jeśli przedsiębiorca nie zadeklaruje przebiegu wartość dotacji to 18 750 zł, dla przebiegu min. 30 tys. km to kwota 27 tys. zł.

Dla elektrycznych samochodów ciężarowych maksymalna kwota dofinansowania to 70 tys. zł. Wartość dotacji zależy od tego czy przedsiębiorca zadeklaruje wysokość rocznego przebiegu auta. Dotacja w ramach programu „Mój elektryk” jest zwolniona z podatku dochodowego.

Paulina Włodarczyk, księgowa w firmie inFakt

Cloud Technologies przejdzie na główny rynek GPW. KNF zatwierdziła Prospekt

Cloud Technologies, spółka koncentrująca się na sprzedaży cyfrowych danych na rynku marketingu internetowego, przejdzie na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. 10 listopada Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła Prospekt Cloud Technologies, który spółka złożyła 8 sierpnia br. Przeniesieniu notowań nie będzie towarzyszyć emisja akcji.

Cloud Technologies to dynamicznie rosnąca spółka działająca w segmencie DataTech. Stworzyła jedną z największych na świecie hurtowni danych o zainteresowaniach użytkowników Internetu oraz autorską technologię do integracji i zarządzania danymi, czyli Data Management Platform (DMP). Spółka dostarcza wysokiej jakości dane do targetowania reklam cyfrowych, których odbiorcami są globalne domy mediowe i agencje marketingu online. Dane gromadzone i przetwarzane przez Cloud Technologies pozwalają marketerom na personalizację kampanii reklamowych. Jak wynika z prognoz firmy badawczej eMarketer, w tym roku już 2/3 globalnych budżetów reklamowych trafi właśnie do kanałów cyfrowych, co generuje rosnący popyt na wysokiej jakości dane o Internautach.

– Przejście na główny rynek GPW jest jednym z kluczowych elementów naszej strategii rozwoju na lata 2021- 2023, której celem jest osiągnięcie przez Cloud Technologies pozycji jednego z wiodących graczy na globalnym rynku sprzedaży danych. Cel ten chcemy osiągnąć przez dynamiczny rozwój organiczny, jednak jesteśmy również otwarci na akwizycje, czego przykładem jest zakończone w lipcu objęcie 100% udziałów w hiszpańskiej spółce TL1. Dynamicznie się rozwijamy i jesteśmy dobrze przygotowani do dalszej globalnej ekspansji. Przejście na główny rynek GPW zwiększy naszą ekspozycję na rynku oraz pozwoli poszerzyć grono inwestorów, zwłaszcza instytucjonalnych, a także zagranicznych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Spółka posiada skalowalny, globalny model biznesowy, a działalność Cloud Technologies koncentruje się na strategicznym segmencie sprzedaży danych o zasięgu międzynarodowym i dużym potencjale wzrostu. W 2021 roku spółka wygenerowała 17,8 mln skonsolidowanej EBITDA. W pierwszej połowie 2022 r. Cloud Technologies wypracowało bardzo dobre wyniki: wskaźnik EBITDA sięgnął blisko 10 mln zł (+40% r/r), a zysk netto przekroczył 5,9 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 170% r/r. Ponad 80% przychodów Cloud Technologies w segmencie sprzedaży danych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i jest rozliczana w dolarach.

– Nasze przychody w II kwartale 2022 w strategicznym segmencie sprzedaży danych wzrosły o 45,9% r/r i wyniosły 8,3 mln zł co jest rekordowym wynikiem w historii spółki. Drugi kwartał tego roku był najlepszym drugim kwartałem na przestrzeni ostatnich 5 lat pod względem zysku netto oraz wartości wskaźnika EBITDA. Dynamika sprzedaży danych w ostatnich miesiącach utrzymuje się na wysokim poziomie, pomimo rosnącej bazy odniesienia i niepewnej sytuacji makroekonomicznej– dodaje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.

Jednym z elementów strategii rozwoju na lata 2021- 2023 jest także skup akcji, prowadzony w ramach programu motywacyjnego. Dotychczas, czyli do 30 czerwca 2022 r., w ramach skupu akcji spółka nabyła 44,9 tys. akcji z maksymalnej liczby 250 tys. akcji, przeznaczając na ten cel 1,4 mln zł z maksymalnej kwoty 15 mln zł. Podczas ostatniego NWZ, które odbyło się 7 listopada, podjęto uchwałę rozszerzającą dotychczasową formę skupu akcji. Dzięki niej zarząd spółki będzie mógł nabywać akcje jak dotychczas, czyli podczas sesji giełdowej w ramach transakcji zawartych na rynku zorganizowanym oraz również w formie transakcji lub transakcjach zawieranych poza zorganizowanym systemem obrotu instrumentami finansowymi, czyli w formie zaproszenia do składania ofert.

Gdzie mogę dostać szybką pożyczkę w weekend?

Wiele firm pozabankowych oferuje swoim klientom chwilówki weekend. Jak więc wybrać rzetelnego pożyczkodawcę?

Wiele firm pozabankowych oferuje swoim klientom chwilówki weekend. Jak więc wybrać rzetelnego pożyczkodawcę? Polecamy zapoznanie się z naszym rankingiem renomowanych instytucji finansowych. Uwzględniliśmy tylko te instytucje pożyczkowe, które udzielają wsparcia finansowego w soboty i niedziele.

Szybka pożyczka weekendowa online

Na polskim rynku pożyczkowym jest obecnie wielu pożyczkodawców, którzy działają w weekendy. Ubiegając się o dodatkowy zastrzyk gotówki, należy wybrać instytucję finansową, która oferuje najkorzystniejsze oprocentowanie pożyczki na raty. Polecamy również przyjrzeć się firmom, które oferują darmową pierwszą pożyczkę 24/7.

Warto też sprawdzić, w jakich instytucjach bankowych pożyczkodawca ma konto. Najlepszym rozwiązaniem dla osób potrzebujących pilnego wsparcia finansowego jest skorzystanie z ofert pożyczkodawców, którzy oferują opcję szybkiego transferu pieniędzy Blue Media.

Wypłaty w sobotę lub niedzielę – jak je uzyskać

Poniżej wyjaśniamy podstawowe kroki, które należy wykonać, aby uzyskać pożyczkę online w sobotę lub niedzielę. Jeśli wybrałeś już firmę, w której będziesz ubiegał się o pożyczkę, algorytm uzyskania szybkiej pożyczki 24/7 jest prosty.

  1. Zarejestruj się na stronie internetowej pożyczkodawcy. Trzeba mieć pod ręką dowód osobisty, telefon komórkowy i numer konta bankowego. Wypełniając wniosek należy podać tylko prawdziwe i aktualne dane kontaktowe, bankowe i osobowe.
  2. Wybór parametrów kredytu. Na podręcznych suwakach klient wybiera okres i kwotę zobowiązania. Po wykonaniu tych czynności wnioskodawca może sprawdzić całkowity koszt pożyczki i kwoty płatności.
  3. Sprawdzenie konta bankowego. W tym celu pożyczkobiorca zobowiązany jest do przelania zł na konto instytucji finansowej. Czynność ta powinna potwierdzić, że rachunek bankowy podany przy rejestracji należy wyłącznie do kredytobiorcy.
  4. Weryfikacja tożsamości. Wnioskodawca zobowiązany jest do przesłania skanu dowodu osobistego na żądanie firmy pożyczkowej. Niezłożenie wymaganych dokumentów w wyznaczonym terminie spowoduje wydanie decyzji negatywnej.
  5. Analiza złożonego wniosku. Ustawa o kredycie konsumenckim nakłada na firmy pożyczkowe obowiązek sprawdzenia zdolności kredytowej wnioskodawcy przed udzieleniem spłaty. Na tym etapie firma pożyczkowa sprawdza złożony wniosek oraz sprawdza bazy dłużników: BIK, CRD, BIG, ERIF i inne. Jeśli klient posiada negatywny wpis w jednym z rejestrów, jego wniosek zostanie odrzucony.
  6. Podjęcie decyzji. W przypadku pozytywnej weryfikacji, pożyczkodawca podejmuje decyzję o udzieleniu pożyczki 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Realizacja przelewu zależy od banku, w którym wnioskodawca posiada konto.

Należy pamiętać, że jeśli klient otrzyma negatywną decyzję, nie oznacza to, że nigdy nie będzie mógł ubiegać się o pożyczkę online 24/7 od tej firmy. Po usunięciu przyczyn odmowy przyznania środków, można ponownie ubiegać się o pożyczkę.

Czy mogę dostać pożyczkę online 24/7?

Saturday and Sunday Payday Loans Online to produkt, który trafia do szerokiego grona osób. Wygodne rozwiązanie dla osób, które potrzebują pilnego zastrzyku gotówki. Niektóre firmy oferują klientom automatyczny system decyzyjny, który gwarantuje decyzję kredytową nawet w weekendy i święta. Osoba, która spełnia następujące kryteria może złożyć wniosek o pożyczkę 24 godziny na dobę w soboty i niedziele

  • ma ukończone 18 lat;
  • jest obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej;
  • posiada ważne dokumenty tożsamości;
  • posiada rachunek bankowy w polskim banku;
  • ma ważny numer telefonu;
  • ma stałe źródło dochodu.

Zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego o pożyczki 24/7 mogą ubiegać się również osoby ubezwłasnowolnione za zgodą opiekuna prawnego. W praktyce zdarza się to bardzo rzadko.

Niektórzy pożyczkodawcy oferują pożyczki 24/7 bez konieczności zakładania konta. W tym przypadku pieniądze są wysyłane do klienta czekiem GIRO lub przekazem pocztowym.

Spadają długi emerytów

W Polsce przybywa emerytów. Obecnie stanowią już przeszło 1/5 społeczeństwa. Natomiast jak pokazują najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów, coraz rzadziej zasilają oni szeregi dłużników. W ciągu ostatnich 12 miesięcy zaległości osób w wieku emerytalnym zmniejszyły się o 12 proc., a ich liczba spadła o 30 tys. Wciąż jednak do spłaty pozostaje im 5,5 mld zł.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego udział osób w wieku poprodukcyjnym w Polsce (kobiet 60+ i mężczyzn 65+) sięga 22,5 proc. W latach 2000-2021 liczebność tej grupy wzrosła z 2,9 mln do 8,5 mln. Prognozy zakładają, że w 2050 r. osoby w wieku 60 lat i więcej będą stanowiły już nawet 40 proc. ludności naszego kraju.

Spadają długi emerytów

Emerytów w polskim społeczeństwie przybywa, jednak coraz rzadziej powiększają oni grono dłużników. W ciągu ostatniego roku z Krajowego Rejestru Długów ubyło 8 proc., czyli 30 tys. osób w wieku emerytalnym (kobiet po 60 r.ż. i mężczyzn po 65 r.ż.). Wyraźnie, bo o 12 proc. zmalała też kwota ich nieuregulowanych płatności.

Wyraźny trend spadkowy zadłużenia emerytów widoczny jest od początku 2021 roku. Pod koniec pierwszego kwartału kwota ich przeterminowanych zaległości spadła poniżej poziomu 7 mld zł. Kolejny miliard mniej do spłaty mieli już w połowie 2022 roku. Zadłużenie nadal maleje i obecnie, na koniec października, wynosi ponad 5,5 mld zł. Niespłacone zobowiązania ma 332 tysiące emerytów. Średnio na osobę z tej grupy wiekowej przypada 16,7 tysięcy złotych do uregulowania – podaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Dojrzalsze podejście do finansów

Emeryci są tą grupą wiekową, która poczyniła największe postępy w spłacie swoich długów. Dla porównania podobną kwotę zaległości finansowych mają osoby młode, których metryka nie przekroczyła 35 lat. Ich dług opiewa łącznie na 5,8 mld zł. Jednak w odróżnieniu od najstarszych roczników ich zobowiązania rosną. W ciągu roku kwota przypisana im w KRD urosła o 17 proc. Młodych dłużników jest w rejestrze też niemal dwa razy więcej niż emerytów. Oznacza to jednak, że częściej zaciągają zobowiązania i na mniejsze kwoty. Czasem to dopiero ich pierwsza przygoda z długami i w miarę rozwoju swojej kariery zawodowej mogą zmienić na lepsze swoją sytuację finansową. Emerytom ciężej jest poprawić warunki materialne. Jednak także w tej materii widać pozytywne zmiany. Starsi coraz częściej pozostają aktywni zawodowo. W drugim kwartale 2022 r. liczba pracujących osób w wieku emerytalnym wynosiła 758 tys., rok wcześniej było to 721 tys. Aktywność zawodowa po przejściu na emeryturę zyskuje na popularności, ale powoli staje się także koniecznością ze względu na starzenie się społeczeństwa. Coraz więcej z nas ma tego świadomość, na co wskazują wyniki raportu Personnel Service „Barometr Polskiego Rynku Pracy”. Według nich już połowa rodaków (49 proc.) zakłada, że będzie musiała pracować dłużej niż przewidują to obecne przepisy emerytalne.

Malejące długi emerytów to efekt kilku czynników. Po pierwsze, w ostatnim czasie wzrosły świadczenia emerytalne. Waloryzacja, niższe podatki, trzynasta i czternasta emerytura nie są bez znaczenia dla ich portfeli. Po drugie, seniorzy chętniej dorabiają do swoich budżetów. W drugim kwartale bieżącego roku pracowało 37 tysięcy więcej emerytów niż rok wcześniej. Po trzecie w końcu, widać, że starsze osoby coraz rozsądniej podchodzą do swoich finansów. Dużą rolę odgrywa tu chociażby edukacja, ale też zmiana mentalności. Coraz więcej mówi się o tym, jak zarządzać wydatkami i jakie konsekwencje niesie ze sobą zaciąganie zobowiązań finansowych – komentuje Adam Łącki z KRD.

W ostatnim czasie seniorzy poczynili spore postępy w kwestii ochrony swoich danych osobowych. Wielu z nich unika sytuacji, które niosą ryzyko kradzieży tożsamości, a w konsekwencji utraty pieniędzy.

W porównaniu z ubiegłym rokiem znacząco wzrosła liczba emerytów deklarujących, że rozpoznaliby fałszywą wiadomość, której celem miałoby być wyłudzenie danych osobowych. Mimo że osoby starsze wciąż nie czują się zbyt pewnie w starciu z oszustami, to w przeciwieństwie do młodych, zachowują znacznie więcej rozsądku i unikają ryzykownych sytuacji, zwłaszcza w Internecie. Tylko 6 proc. z nich przyznaje, że zdarzyło im się opublikować w sieci zdjęcia swoich dokumentów lub przekazać osobom trzecim dane do logowania w bankowości elektronicznej – komentuje Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

 

Kobiety żyją dłużej… z długami

Emeryci wyróżniają się na tle innych pokoleń dłużników ze względu na przewagę kobiet. W innych grupach wiekowych to panowie częściej widnieją w rejestrze i mają większe kwoty do uregulowania. Statystycznie kobiety żyją jednak dłużej, mają też niższy próg wieku emerytalnego. Przewaga pań wśród zalegających ze spłatą emerytów nie jest duża, stanowią 56,5 proc., ale mają do spłacenia ponad 590 mln zł więcej niż druga płeć.

Najwięcej zadłużonych emerytów mieszka w województwie śląskim (52,7 tys.), mazowieckim (40 tys.) i dolnośląskim (33 tys.). To regiony w których tradycyjnie poziom zaległości mieszkańców jest wysoki, emeryci tu akurat nie są wyjątkiem. Ich nieuregulowane płatności sięgają odpowiednio 888 mln zł, 768 mln zł i 545 ml zł. Najmniej liczną grupę w KRD stanowią natomiast emeryci z województwa podlaskiego (5,5 tys.). To jedyny region, w którym suma zobowiązań tej grupy nie przekracza 100 mln zł (85 mln zł). Większość dłużników-emerytów mieszka w miastach, należy do nich 2/3 kwoty wszystkich zaległości.

Blisko 3/4 długów emerytów (4,1 mld zł), to zobowiązania wtórne, wykupione przez fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne od innych wierzycieli, np. banków. Następne w kolejce są: branża finansowa (banki, firmy pożyczkowe, ubezpieczyciele SKOK-i itp.) oraz administracja państwowa i samorządowa, którym emeryci zalegają z płatnościami na odpowiednio 646 mln zł i 476 mln zł.

Obserwujemy wyraźne zmiany mentalne, jakie w ostatnich latach zachodzą w tej grupie społecznej. Do niedawna emeryci często ulegali namowom dzieci bądź wnuków, które nie miały stałych dochodów, aby zawrzeć umowę na kupno smartfona czy laptopa na raty. Płacić mieli młodzi, a dziadkowie tylko się podpisać. W efekcie odpowiedzialność za regulowanie rat spadała na seniorów. To już przeszłość. Młodsze pokolenie korzysta z różnych świadczeń, między innymi 500 plus czy bonu turystycznego, co zwiększa domowy budżet, i nie angażuje już tak często starszych członków rodziny do korzystania z zakupów ratalnych – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Odpowiedzialność za sztuczną inteligencję – czy nowa dyrektywa rozwiąże ten problem?

Obowiązujące obecnie w Unii Europejskiej przepisy dotyczące odpowiedzialności za produkt mają już prawie 40 lat. Trwający boom technologiczny i coraz częstsze wkraczanie innowacji do życia codziennego, w tym przede wszystkim sztucznej inteligencji wykorzystywanej w produktach powszechnego użytku i usługach, wymusza dostosowanie regulacji prawnych do nowych realiów. Właśnie dlatego ustawodawca unijny wyjął przed nawias kwestie związane z odpowiedzialnością za produkty i sztuczną inteligencję, i niezależnie od ogłoszonego w kwietniu zeszłego roku aktu w sprawie sztucznej inteligencji (Rozporządzenie AI), pod koniec września Komisja opublikowała projekt nowej dyrektywy w sprawie odpowiedzialności za sztuczną inteligencję (Dyrektywa o Odpowiedzialności za AI).

Pakiet o sztucznej inteligencji

Przedstawiona Dyrektywa o Odpowiedzialności za AI stanowi uzupełnienie Rozporządzenia AI. Podstawowym celem projektowanych regulacji jest ochrona konsumentów i przedsiębiorstw oraz dostosowanie przepisów do dynamicznie rozwijającego się rynku innowacji i ery cyfrowej. Dzięki nowym regulacjom powinno być jasne kto, kiedy i na jakich zasadach ponosi odpowiedzialność za produkty wadliwe – od inteligentnych technologii, takich jak IoT, po produkty farmaceutyczne„, wskazuje Zuzanna Nowak-Wróbel, Associate w warszawskim zespole IP & TMT kancelarii Wolf Theiss.

Opublikowany projekt Dyrektywy o Odpowiedzialności za AI z jednej strony zmienia obowiązującą dyrektywę w sprawie odpowiedzialności za produkty, jednocześnie dostosowując ją do transformacji technologicznej, a z drugiej proponuje nowe przepisy dedykowane sztucznej inteligencji. Dyrektywa wskazuje wprost, że nie ma zastosowania do odpowiedzialności karnej – projektowane regulacje dotyczą wyłącznie kwestii odpowiedzialności pozaumownej opartej na zasadzie winy, czyli za szkody wyrządzone umyślnie lub w wyniku niedbałego działania, czy zaniechania. Obejmuje to m.in. naruszenie prywatności czy szkody spowodowane błędami algorytmów AI oraz wadliwymi produktami wykorzystującymi AI. Tak jak w przypadku obowiązujących przepisów dotyczących odpowiedzialności za produkty, produkt AI uznaje się za wadliwy, jeżeli nie zapewnia bezpieczeństwa, jakiego użytkownik ma prawo oczekiwać, biorąc pod uwagę np. wygląd produktu, spodziewany sposób użycia czy też moment wprowadzenia produktu na rynek. Nowe przepisy ułatwią konsumentom m.in. uzyskanie odszkodowania, gdyby produkty takie jak roboty, drony lub systemy inteligentnego domu stały się niebezpieczne z powodu aktualizacji oprogramowania i wyrządziły szkody użytkownikowi.

Jakub Pietrasik, Counsel kierujący praktyką IP & TMT w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss
Jakub Pietrasik, Counsel kierujący praktyką IP & TMT w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss

Dzięki zmienionym przepisom przedsiębiorstwa zyskają pewność prawa, co pozwoli im inwestować w nowe i innowacyjne produkty, a konsumenci będą mogli uzyskać godziwe odszkodowanie, gdy wadliwe produkty spowodują szkodę. Generalnie, osoby poszkodowane będą mogły korzystać z takich samych standardów ochrony w przypadku szkody spowodowanej przez produkty lub usługi związane ze sztuczną inteligencją, jakie obowiązywałyby w przypadku wystąpienia szkody w jakichkolwiek innych okolicznościach„, wyjaśnia Jakub Pietrasik, Counsel kierujący praktyką IP & TMT w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss.

Domniemanie związku przyczynowo-skutkowego

Proponowana Dyrektywa o Odpowiedzialności za AI wprowadza tzw. domniemanie istnienia związku przyczynowego – oznacza to, że w okolicznościach, w których stwierdzono zdarzenie wywołujące szkodę, szkodę jako taką i winę, a związek przyczynowy z funkcjonowaniem sztucznej inteligencji wydaje się być prawdopodobny, przyjmuje się istnienie związku przyczynowego wystarczającego do dochodzenia odszkodowania za działania lub braki działania systemu sztucznej inteligencji. Niemniej jednak domniemanie takie należy zastosować tylko wtedy, gdy spełnione są określone warunki.

Przyjęcie domniemania istnienia związku przyczynowego pozwoli uniknąć konieczności żmudnego udowadniania i wyjaśniania, w jaki sposób szkoda została spowodowana, co niejednokrotnie wymaga znacznej wiedzy technicznej i zrozumienia złożonych systemów sztucznej inteligencji. Eliminujemy w ten sposób tzw. problem czarnej skrzynki (black box effect), czyli kłopot ze zrozumieniem funkcjonowania algorytmów, na których oparte są modele sztucznej inteligencji. Umiemy bowiem ustalić jakie informacje trafiają do systemu i wiemy, co z niego wychodzi. Nie wiemy natomiast, w jaki sposób przebiega sam sposób wnioskowania. Jest to trudne nie tylko dla laików, ale zarówno dla specjalistów, dlatego dobrym krokiem jest wyeliminowanie tego problemu na poziomie sporów jak i dochodzenia odszkodowań za błędy AI„, dodaje Zuzanna Nowak-Wróbel.

Ułatwienia dowodowe

Projekt dyrektywy odrębnie traktuje systemy AI wysokiego ryzyka. Zgodnie z aktualną wersją Rozporządzenia AI, systemami AI wysokiego ryzyka są m.in. wszelkie systemy, które wymagają oceny zgodności z udziałem jednostki notyfikowanej, jak również na przykład systemy do identyfikacji i kategoryzacji biometrycznej, pojazdy autonomiczne, systemy scoringowe czy systemy zarządzające infrastrukturą krytyczną (dostawy wody, paliw czy ogrzewania i elektryczności). Dyrektywa wprowadza dodatkowe narzędzie, którym mogą posłużyć się ofiary, dochodząc zadośćuczynienia od dostawców takich systemów – planowane jest wprowadzenie prawa dostępu do dowodów od dostawców systemów AI. Z tego względu dostawca lub użytkownik systemów AI może zostać zobowiązany do ujawnienia dokumentacji technicznej systemu, wyników testów walidacyjnych algorytmów AI czy też dokumentacji systemu zarządzania jakością. Tutaj ustawodawca również wprowadza instytucję domniemania – bowiem w przypadku niezastosowania się do nakazu ujawnienia informacji dostawca ma zostać uznany za winnego niedochowania należytej staranności w związku z działaniem systemu AI.

Co ciekawe, w przypadku systemów AI wysokiego ryzyka domniemanie istnienia związku przyczynowego może zaistnieć wyłącznie, gdy powód udowodni, że dostawca naruszył obowiązki nałożone na niego na podstawie Rozporządzenia AI. Naruszenia takie mogą polegać m.in. na stworzeniu systemu z wykorzystaniem danych treningowych, walidacyjnych i testowych, które nie spełniają kryteriów jakościowych lub na zaprojektowaniu systemu z naruszeniem zasad dotyczących przejrzystości działania i interpretowalności wyników działania, czy zasad dotyczących nadzoru człowieka nad działaniem systemu. Z kolei w przypadku dochodzenia roszczeń przeciwko użytkownikowi systemu AI wysokiego ryzyka konieczne jest wykazanie działania użytkownika niezgodnego z przedstawionymi mu instrukcjami lub narażenie systemu AI na wprowadzenie danych, które nie są istotne z punktu widzenia przeznaczenia tego systemu.

Strategia zarządzania ryzykiem realizowana w trakcie cyklu życia systemu AI wysokiego ryzyka może być elementem przydatnym do celów oceny zgodności systemu z obowiązkowymi wymogami nakładanymi na dostawców takiego systemu. Stąd też wszelkie kroki podejmowane przez dostawców w ramach systemu zarządzania ryzykiem i same wyniki, tj. decyzje o przyjęciu lub nieprzyjęciu określonych środków, powinny być na bieżąco monitorowane i dokumentowane, gdyż ich prawidłowość i kompletność wpływać będzie nie tylko na ich zgodność z przepisami, ale również wprost na odpowiedzialność odszkodowawczą„, wyjaśnia Jakub Pietrasik.

Ujednolicenie przepisów o sztucznej inteligencji

Wyraźnie widać, że ustawodawca unijny aktywnie pracuje nad regulacjami AI i dąży do możliwego ich ujednolicenia we wszystkich państwach członkowskich. W efekcie powstał pakiet różnego rodzaju regulacji unijnych odnoszący się do systemów AI. Pakiet ten na chwilę obecną obejmuje trzy uzupełniające się obszary:

  • podstawowe przepisy horyzontalne dotyczące systemów sztucznej inteligencji (Rozporządzenie AI);
  • aktualizacje i dostosowanie sektorowych i horyzontalnych przepisów dotyczących bezpieczeństwa produktów (zmiany przepisów dyrektywy o bezpieczeństwie produktów);
  • nowe przepisy dotyczące kwestii odpowiedzialności związanych z systemami AI (projekt dyrektywy odpowiedzialność AI).

W odróżnieniu od przepisów Rozporządzenia AI, przepisy Dyrektywy o Odpowiedzialności za AI nie będą obowiązywać w państwach unijnych bezpośrednio, dlatego czeka nas konieczność implementacji nowych regulacji i szereg zmian w prawie krajowym. Póki co trzeba uzbroić się w cierpliwość, gdyż jeszcze sporo czasu upłynie, zanim poznamy finalne przepisy, które opracują i przyjmą państwa członkowskie. Niemniej jednak projektowane akty związane z odpowiedzialnością za systemy AI są bardzo dobrym krokiem w stronę zwiększania pewności prawnej regulacji dotyczących nowych technologii. Producenci, ubezpieczyciele oraz użytkownicy powinni zyskać pewność, w jaki sposób będą stosowane przepisy dotyczące odpowiedzialności w odniesieniu do szkód spowodowanych systemami AI, a tym samym w ocenie i ubezpieczeniu swojego ryzyka związanego z działalnością opartą na rozwiązaniach AI„, podsumowuje Jakub Pietrasik.

Fundacja rodzinna coraz bliżej. Ustawa wejdzie w życie w pierwszej połowie 2023 r.

Trzecia wersja ustawy o fundacji rodzinnej jest już gotowa. I jest dobrze oceniana. Przy dobrej organizacji prac legislacyjnych, przepisy miałyby wejść w życie w pierwszej połowie 2023 r.

Fundacja rodzinna, wzorowana na najlepszych rozwiązaniach europejskich, ma być pierwszoplanowym narzędziem do skutecznej sukcesji dla średnich i dużych polskich firm rodzinnych. Wprowadzenie tych przepisów po prostu należy się polskim przedsiębiorcom, a biorąc pod uwagę coraz częściej dokonywane procesy sukcesji, które w razie niepowodzenia często mogą kończyć się sprzedażą firmy zagranicznemu inwestorowi – jest w interesie naszego państwa.

Ustawa jest po uzgodnieniach międzyresortowych i rozpatrzeniu przez Stały Komitet Rady Ministrów. W przyszłym tygodniu, zgodnie z deklaracją Ministerstwo Rozwoju i Technologii ma trafić do komisji prawniczej RCL, a następnie do Rady Ministrów i ostatecznie do Sejmu. To trzecia już wersja projektu ustawy, najbardziej dopracowana i zaawansowana i wydaje się, że w końcu trzy najbardziej zaangażowane resorty (finansów, rozwoju i sprawiedliwości) osiągnęły consensus.

Fundacja będzie mogła wykonywać działalność gospodarczą, ale w ograniczonym zakresie, w tym. min. zbywać mienie (o ile nie zostało ono nabyte wyłącznie w celu dalszego zbycia), wynajmować i dzierżawić nieruchomości, przystępować do spółek handlowych i funduszy inwestycyjnych, nabywać i zbywać papiery wartościowe, udzielać pożyczek podmiotom powiązanym, dokonywać obrotu dewizami w niezbędnym zakresie czy prowadzić gospodarstwa rolne. W tym obszarze – z uwagi na ewentualne konsekwencje podatkowe (potencjalna utrata zwolnienia w CIT przez fundację), wymagana będzie rozważność i duża skrupulatność.

– Bardzo ważne są kwestie podatkowe, a tu jest całkiem dobrze – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Tomczykowski, Partner Zarządzający, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Fundacja rodzinna będzie podmiotowo zwolniona z CIT. Będzie więc mogła bez opodatkowania sprzedawać akcje/udziały czy otrzymywać odsetki od lokat bankowych.

Wyjątkowo, do opodatkowania będzie mogło dojść w dwóch sytuacjach: w razie wypłaty świadczeń fundatorowi lub beneficjentom (15% CIT) albo gdy fundacja prowadziłaby działalność gospodarczą w zakresie innym, niż wskazany w ustawie (19% CIT). Przychody uzyskiwane od fundacji przez fundatora oraz jego najbliższą rodzinę, czyli małżonka, dzieci i dalszych zstępnych, rodziców i dalszych wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę będą zwolnione z PIT.

– Wypłacane im świadczenia opodatkowane będą, uwaga… 15% podatkiem CIT – wyjaśnia Paweł Tomczykowski. – I to jest bardzo nowatorskie rozwiązanie.

W przypadku, gdy beneficjentami będą osoby nie spokrewnione z fundatorem, podatek będzie podwójny: tenże sam 15% CIT oraz dodatkowo 15% zryczałtowany PIT. Po trzecie wreszcie, świadczenia otrzymywane przez fundatora i beneficjentów fundacji nie będą podlegały opodatkowaniu podatkiem od spadków i darowizn ani daniną solidarnościową.

Co także istotne, samo wniesienie aktywów do fundacji będzie neutralne podatkowo – to wymaga jeszcze doprecyzowania w ustawie, ale jest zgodne z założeniami.

Niemałą rewolucją w kodeksie cywilnym będzie nowelizacja przepisów regulujących zachowek. Te obecne nie przystają już do wymagań nowoczesnej gospodarki i zmieniającego się otoczenia, także w kontekście społecznym i rodzinnym. Zgodnie z projektem, fundusz założycielski fundacji rodzinnej będzie doliczany do spadku po fundatorze tylko w okresie 10 lat, licząc wstecz od otwarcia spadku.

Przewidziana została możliwość odroczenia terminu płatności zachowku, rozłożenia go na raty (na 5 lat, a w szczególnych przypadkach na 10 lat), a w wyjątkowych przypadkach nawet jego obniżenia. To dobre rozwiązanie – nie optymalne, bo zagraniczne jurysdykcje są tu zdecydowanie bardziej liberalne, ale należy docenić i takie starania.

– Dynamika prac nad projektem jest zdecydowanie większa niż w przeszłości – komentuje P.Tomczykowski z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Przy dobrej organizacji prac legislacyjnych, przepisy prawdopodobnie mogłyby wejść w życie tuż po I kwartale 2023 r.

Puszka metalowa a nie aluminiowa powinna być w systemie kaucyjnym

Wdrożenie w Polsce systemu kaucyjnego jest ważne dla bezpieczeństwa surowcowego Polski, rozwoju gospodarki o obiegu zamkniętym, redukcji importu i ponownego wykorzystania surowców, które zostały już wprowadzone na rynek. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację międzynarodową oraz ciągle obecne w gospodarce zatory logistyczne będące skutkiem pandemii Covid-19, należy podejmować wszelkie możliwe kroki do zwiększenia bezpieczeństwa i zmniejszenia zależności od importowanych surowców. System kaucyjny realizuje powyższe założenia i jako taki powinien zajmować wysokie miejsce na liście priorytetów legislacyjnych. Kluczowe jest jednak uwzględnienie w systemie puszki metalowej – a nie aluminiowej. Wiceminister Jacek Ozdoba przedstawiając w Sejmie założenia tego projektu stwierdził, że w systemie kaucyjnym znajdzie się puszka aluminiowa. Natomiast jeszcze w czerwcu bieżącego roku na specjalnej konferencji prasowej poświęconej projektowi kaucyjnemu mówił o puszce metalowej. Wyłączenie puszki metalowej nie ma logicznego uzasadnienia – natomiast może skłaniać do tego, żeby producenci zmieniali składy puszek, aby być bardziej konkurencyjnymi. Jednak przede wszystkim nie ma to uzasadnienia z punktu widzenia bezpieczeństwa surowcowego oraz zapewnienia odpowiednich poziomów odzysku.

– W ramach prac nad systemem kaucyjnym w zasadzie wszystko zostało już rozstrzygnięte i z tych rozstrzygnięć my, jako Federacja Przedsiębiorców Polskich, jesteśmy zadowoleni. Wydaje nam się, że projektowane rozwiązania zmierzają w dobrym kierunku i pokrywają się z tymi postulatami, które zgłaszaliśmy my oraz nasi członkowie biorący intensywny i aktywny udział w konsultacjach projektu ustawy. Teraz pozostaje skierować go tylko do Sejmu i uchwalić do końca roku. Taki scenariusz nakreśliło Ministerstwo Klimatu i Środowiska – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Natomiast jedną z rzeczy, które wymagają poprawy, jest kwestia puszki. Powinniśmy zmierzać do tego, by w systemie znalazło się jak najwięcej frakcji – jak najwięcej surowców i odpadów, żeby można było dokonać ich odzysku oraz ponownego wykorzystania. Logiczne jest, że powinny się znaleźć wszystkie metalowe rodzaje opakowań – a nie tylko aluminium jako jedyny wybrany surowiec z frakcji metalowej. Dlatego apelujemy do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o to, aby jednak w ustawie znalazła się puszka metalowa, żeby cała ta frakcja była objęta systemem kaucyjnym. Jest to rozwiązanie pożądane przez rynek, które zapewni nam wyższy poziom bezpieczeństwa surowcowego – wskazuje Wołejko.

Dlaczego galerie handlowe nie publikują danych o liczbie klientów?

Zawarcie umowy najmu w galerii handlowej wiąże się z wieloma ryzykami, najczęściej natury finansowej. W optymalnych warunkach taka decyzja będzie podjęta na podstawie wielu czynników – najczęściej na bazie twardych danych liczbowych. Jedną z takich danych jest wskaźnik odwiedzalności – to on pokazuje faktyczną popularność galerii. Na jego podstawie można estymować potencjalny obrót przed podpisaniem umowy i otwarciem sklepu. Dzięki niemu możliwe jest także planowanie i budżetowanie ewentualnych działań wspierających. W dzisiejszej postpandemicznej rzeczywistości wskaźnik ten pomaga również estymować wzrost lub spadek obrotów – ponieważ pokazuje w jakim tempie odwiedzalność się odradza. Tak naprawdę, jeżeli nie mamy dostępu do tych danych – a tak się coraz częściej dzieje – to tak, jakbyśmy kupowali kota w worku.

– Pamiętajmy, że podpisanie umowy najmu i otwarcie sklepu w danej galerii ma zawsze jeden cel – to jest osiąganie zysku. Poziom odwiedzalności danego centrum handlowego ma bezpośrednie przełożenie na wysokość obrotów danego sklepu. Galerie handlowe bardzo często generują sztuczny footfall przez organizację masowych imprez, na przykład koncertów lub wystaw. Na pewno u dużej części najemców tak wygenerowany footfall nie ma bezpośredniego przełożenia na zwiększone wyniki sprzedażowe – powiedziała serwisowi eNewsroom Katarzyna Marczuk, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych. – Coraz częstszą regułą staje się zatajanie informacji na temat odwiedzalności konkretnych centrów handlowych. Jeżeli już otrzymujemy takie informacje, to są one albo bardzo ogólne, albo szczątkowe – z pewnością absolutnie niemiarodajne. Najczęściej też nie korelują z wynikami badań, które najemcy przeprowadzają na własny rachunek – mam tutaj na myśli wyniki z liczników wejść. Historycznie – jeden z dużych operatorów udostępniał raport najemcom, w którym uwzględniał poziom odwiedzalności, a także procentowy udział każdej z branż w ogólnym wyniku sprzedażowym galerii. Niestety, ten raport bardzo szybko zniknął i nigdy nie powrócił. Takie właśnie działania nie mogą stać się regułą współpracy. Jestem pewna, że tylko obopólne zaangażowanie i partnerskie relacje mogą prowadzić do dobrej i owocnej współpracy. Powinna się ona opierać na zaufaniu i transparentności – grajmy więc w otwarte karty. Powinniśmy otrzymywać jawne i bardzo konkretne dane na temat odwiedzalności. Nadszedł czas, żeby pozycja najemcy i wynajmującego znalazła się na równym poziomie – apeluje Marczuk.

JR HOLDING łączy siły z AIP SEED – razem zainwestują 100 mln zł w startupy

Notowana na NewConnect firma inwestycyjna JR HOLDING ASI objęła 304 tys. warrantów subskrypcyjnych, uprawniających do objęcia takiej samej liczby akcji w TECH-RISE ASI S.A. w zamian za 4,25 mln zł. W raz z posiadanymi już akcjami JRH osiągnie łącznie 10% w kapitale spółki. Do spółki zostaną ponadto wniesione aktualne inwestycje Fundacji AIP. Jednocześnie nazwa TECH-RISE została zmieniona na AIP SEED ASI S.A. Dzięki temu powstanie podmiot inwestujący w startupy na najwcześniejszym stadium rozwoju – pre-seed i seed.

Przedsięwzięcie łączy kompetencje Fundacji AIP, która do tej pory zainwestowała w ponad 100 spółek na etapie pre-seed i seed, oraz wiodących inwestorów: Januarego Ciszewskiego (za pośrednictwem JR HOLDING), a także panów Pawła i Jacka Ossowskich (którzy obejmą łącznie 11% udziału w kapitale AIP SEED ASI).

„Dzięki dokonanym i planowanym transakcjom stworzymy nowy aktywny podmiot inwestujący w przedsięwzięcia na początkowym etapie. Współpracując z JR HOLDING oraz pozostałymi inwestorami spółki oraz inwestorami z sieci Fundacji AIP zapewnimy kapitał na rozwój wielu innowacyjnych przedsięwzięć. Zamierzamy kontynuować strategię inwestowania z udziałem koinwestorów, w tym JR HOLDING, z którym już współpracowaliśmy w przeszłości np. przy inwestycji w Sidly. Liczę że współpraca będzie wielowymiarowa i będzie obejmować zarówno wspólne inwestycje, pozyskiwanie zewnętrznych inwestorów dla naszych startupów czy współorganizowania dalszych rund inwestycyjnych, a także wsparcia know-how dla spółek portfelowych” – deklaruje Dariusz Żuk, szef Fundacji AIP i CEO AIP SEED ASI.

Fundacja AIP obejmie ponad 60% kapitału spółki wnosząc posiadane obecnie ponad 40 inwestycji wśród których znajdują się takie spółki jak Plenti, Foodsi, Glov czy Sidly. W wyniku tych działań powstanie firma inwestycyjna, która w najbliższych latach przeznaczy na inwestycje w startupy około 100 mln zł. Podmiot zamierza inwestować do około 1 mln zł w pojedyncze przedsięwzięcie. Środki na inwestycje będą pochodzić z wyjść z aktualnych inwestycji, od inwestorów spółki oraz z planowanej nowej emisji akcji. Partnerzy deklarują chęć wprowadzenia AIP SEED ASI na NewConnect.

„Inwestycja w AIP SEED daje nam ekspozycję na innowacyjne projekty na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Wraz z funduszami Smartlink domyka unikalny ekosystem inwestycyjny zawierający inwestycje od pre-seed po growth. Dzięki tak szerokiemu spektrum inwestycji, wraz z udziałem partnerów, będziemy mogli wspierać najbardziej perspektywiczne przedsięwzięcia na wszystkich etapach rozwoju” – dodaje January Ciszewski, Prezes JR HOLDING.

Przecena złotego po decyzji RPP

Środa minęła nam na czekaniu na decyzję RPP. Gremium najwyraźniej miało dużo do przedyskutowania, bo kazali na siebie czekać do wieczora, a stóp procentowych ku radości kredytobiorców nie zmieniono.

Stopy procentowe bez zmian

Wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie przyniosło zmian stóp procentowych. To wcale nie znaczy, że nie spowodowało zamieszania na rynkach. Na szczególną uwagę zasługuje godzina publikacji. 18:25 to absolutny rekord Polski. Poprzednio najpóźniejsze decyzje miały miejsce w okolicach godziny 16:00. Dlaczego tyle to trwało? Rada w covidzie podjęła decyzję, by skrócić posiedzenia do jednego dnia. Obecnie na stół trafiła projekcja listopadowa inflacji. My maleńcy co prawda zapoznamy się z nią dopiero później, ale członkowie decyzyjni częściowo mieli a częściowo nie do niej dostęp wcześniej. W rezultacie skoro pojawiły się nowe dane, nie ma co się dziwić, że tyle to trwało. Sama decyzja odbiegała od oczekiwań rynków, o czym świadczy przecena PLN względem głównych walut.

Piątek na rynku

Dzień Niepodległości będzie miał ciekawą otoczkę na rynku. Dzisiaj o godzinie 15:00 swoje show rozpoczyna pan profesor Adam Glapiński. Patrząc na ostatnie wystąpienia można śmiało założyć, że będzie trwało ponad godzinę. Tym bardziej, że prezes niemal na pewno będzie ujawniał korzystne dla decyzji fragmenty listopadowej projekcji oraz tłumaczył, jak to jest, że płaskowyż inflacyjny okazuje się tak stromy. W rezultacie zanim rynki dobrze przetrawią otrzymane wiadomości, rozpoczniemy świętowanie 11 listopada. Piątek za granicą jest dniem pracującym, w Polsce nie. Jeżeli inwestorzy zaczną reagować na słowa prezesa, w poniedziałek możemy obudzić się w nowej rzeczywistości. Podczas dni wolnych na rynkach jest bowiem niższa płynność i tej samej wielkości transakcje, co zwykle mają znacznie większy wpływ na cenę.

Rynki tracą wiarę we wzrost stóp

Polskie obligacje dostały wczoraj bardzo duże wsparcie. Brak podwyżek stóp spowodował, że inwestorzy uznali obecnie poziomy za atrakcyjne. Pomimo już wczorajszego spadku rentowności dzisiaj od rana kontynuowany jest ruch. Jest to dobra wiadomość dla polskiego budżetu, który najprawdopodobniej będzie w stanie taniej rolować zadłużenie. Z drugiej strony jeżeli jesteśmy na poziomie najniższym pod kątem rentowności od miesiąca, a złoty i tak słabnie, to aż strach pomyśleć, gdzie znajdzie się nasza waluta, gdy inwestorzy zechcą sprzedać obligacje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – decyzja o inflacji,
15:00 – Polska – wystąpienie prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Dynamika wzrostu kosztów ponoszonych przez najemców w centrach handlowych jest wyższa niż wzrost przychodów, co zmniejsza zyski

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) zwraca uwagę, że informacja o wzroście obrotów w centrach handlowych – czyli łącznej wartości obrotów najemców, którzy prowadzą sklepy i punkty usługowe – nie jest niestety optymistyczna. Wzrost obrotów jest wynikiem inflacji – a nie oznacza większych zysków dla najemców. Co więcej – koszty rosną szybciej niż przychody – zwłaszcza wydatki na zatrudnienie i eksploatację. Oznacza to, że sklepy i punkty usługowe – choć mają wyższe nominalnie obroty – notują realnie niższe zyski.

Nie można odnieść się do podawanych przez PRCH informacji o wzroście odwiedzalności centrów handlowych – ponieważ najemcy nie otrzymują danych o ruchu w poszczególnych obiektach. Podawane są tylko zagregowane dane odwiedzalności w centrach handlowych dla całej Polski – nie wiadomo nawet, których konkretnie. Nie znamy liczby klientów odwiedzających galerię handlową, która nas interesuje. Takie dane są niezbędne sklepom i punktom usługowym dla prawidłowego planowania sprzedaży oraz podejmowania właściwych decyzji o funkcjonowaniu w danej lokalizacji. Naszym członkom przekazujemy raporty Proxi cloud, o zasadniczo odmiennym wydźwięku.

„Podawane przez PRCH dane o wzroście obrotów w centrach handlowych – czyli zagregowanych przychodów najemców, jakie raportujemy właścicielom galerii co miesiąc – nie są miarodajne. Nie jest znana metodologia zastosowana przy tych badaniach. Wzrost obrotów – przy takiej inflacji – nie jest wyznacznikiem sytuacji na rynku. Nie tylko dlatego, że dynamika wzrostu kosztów jest bezprecedensowa, a przychody nie nadążają za inflacją. Na wyniki bieżącego roku wpłynie także rozliczenie kosztów eksploatacyjnych. Dopiero na początku przyszłego roku właściciele i zarządcy centrów poinformują nas o poniesionych w 2022 wydatkach. Nie spodziewamy się przyjemnych zaskoczeń. Po raz kolejny nastąpi próba przeniesienia ryzyka biznesowego wynajmujących na najemców. Do tego dochodzi nieprzewidywalny kurs euro – a przecież płacimy czynsze w przeliczeniu z tej waluty. Jesteśmy zaskoczeni tym, że PRCH podając dane nie odnoszące się do poszczególnych branż i nie poparte szczegółowymi analizami nie jest zainteresowane faktyczną diagnozą sytuacji na rynku handlowym. Dotyczy to zarówno poziomów odwiedzalności centrów handlowych, jak i obrotów najemców. Uniemożliwia to niestety racjonalną dyskusję na temat ewentualności poprawnej oceny sytuacji” – mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalny Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

Obecnie najemcy nie mogą przewidzieć, ile będą musieli zapłacić za koszty wspólne w galeriach handlowych. Właściciele i zarządzający takimi obiektami zawierając umowę przedstawiają wartość zaliczkową kosztów eksploatacyjnych. Jednak na koniec każdego roku oczekują dopłat, nie przedstawiając szczegółowego rozliczenia ani dokumentacji poniesionych kosztów. Dlatego ZPPHiU apeluje, aby wartość kosztów wspólnych była w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota. Najlepiej, jeśli byłaby ona stałym, określonym w umowie, elementem czynszu. Do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają: utrzymanie powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Najemcy ponoszą opłaty za personel zarządcy, sprzątanie, oświetlenie, ochronę – oraz podatek od nieruchomości należny od wynajmującego. Najemcy muszą też pokrywać kary administracyjne nałożone na wynajmującego, koszty odzyskiwania należności, odsetki, ubezpieczenia itd. Jednocześnie każdy z najemców płaci za swoje media indywidualnie.

Grupa Kapitałowa TenderHut przeniosła notowania na główny parkiet GPW

Dzisiejsze notowanie warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych uderzeniem w giełdowy dzwon rozpoczął Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej TenderHut. To jedna z najszybciej rozwijających się spółek IT w Polsce notowana dotychczas na NewConnect. Grupa działa w obszarach Software Development&Cybersec, Lab Systems, Digital Design & Marketing, Venture Building Jej spółki zależne są znane inwestorom z oferowania innowacyjnych rozwiązań z zakresu MedTech, LabTech, PropTech, WorkTech i HRTech. Spółka rozpoczęła notowanie na rynku regulowanym z wyceną 45,50 za akcję.

Grupa TenderHut zadebiutowała na rynku NewConenct w kwietniu 2021 roku, dokładnie rok później złożyła w KNF prospekt dotyczący przeniesienia notowań na rynek główny GPW, a 10 listopada 2022 roku miał miejsce jej debiut już na rynku regulowanym. W marcu spółka zaraportowała przychód skonsolidowany na poziomie 61 mln zł za 2021 rok, co stanowi wzrost o 30% w stosunku do roku poprzedniego. Szacowane skonsolidowane przychody ze sprzedaży w ujęciu narastającym od stycznia do września 2022 roku wyniosły 56,4 mln zł, co stanowi wzrost o 29% r/r. Wejście TenderHut na rynek regulowany nie wiąże się z emisją akcji.GPW, debiut na rynku głównym Tenderhut

– Dzisiejszy dzień to kolejny krok w rozwoju firmy. Wejście na główny parkiet umacnia naszą pozycję, poprzez podniesienie wiarygodności i rozpoznawalności grupy w oczach klientów i partnerów. To również ukłon w stronę naszych akcjonariuszy, ponieważ rynek regulowany niesie w sobie obietnice poprawienia płynności i zwiększenia obrotów akcji. Nasza obecność na głównym parkiecie GPW, to wyraz konsekwencji i zaangażowania całego zespołu. Rośniemy szybko, dokonując kolejnych akwizycji, przez co zwiększamy nasz potencjał. Już dziś operujemy globalnie, poczynając od Europy poprzez USA, kończąc na regionie Azji i Pacyfiku. Nasze rozwiązania z zakresu technologii przyszłości w obszarch MedTech, LabTech, PropTech, LegalTech i WorkTech wzbudzają zainteresowanie na świecie, co pozwala nam planować ich skalowanie na zagranicznych rynkach – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu TenderHut SA.

Grupa TenderHut z warszawską giełdą związana jest dopiero od ubiegłego roku, a już po raz drugi z rzędu otrzymała wyróżnienie w konkursie za najlepszy raport roczny – „The Best Annual Report”. Ponadto TenderHut oraz wchodzące w jej skład spółki zależne, od lat są wyróżniane w światowych, europejskich oraz polskich konkursach i rankingach. Wśród wyróżnień można znaleźć między innymi: Financial Times 1000 Europe, Deloitte Fast Technology 50 CE/500 EMEA, Gazele Biznesu, Diamenty Forbesa, Orła Innowacji Rzeczpospolitej, European Tech & Startup Challenge oraz Podlaską Markę Roku.

Grupa TenderHut oryginalnie pochodzi z Białegostoku i w obecnym kształcie funkcjonuje od 2015 roku. Według ostatniego kwartalnego raportu finansowego spółki, za 64% skonsolidowanego przychodu odpowiadają spółki z segmentu Software Development & Cybersec, 15 % wygenerował segment Lab Systems, 8% pochodzi z Digital Design & Marketing, 11% to Venture Building, a 2% przychodu stanowią Holding Services. Aktualnie Grupa TenderHut posiada 9 centrów programistycznych w Polsce i 5 spółek zagranicznych.

Grupa konsekwentnie realizuje strategię konsolidacji polskiej branży programistycznej. Wiosną 2022 r. do Grupy TenderHut dołączyły 4 nowe podmioty. W ramach wyróżnionych w grupie segmentów działalności funkcjonują następujące spółki: Software Development & Cybersec (SoftwareHut, Evertop, Brainhint, Kiss digital, ProtectHut), Digital Design & Marketing (ExtraHut, Kiss communications pod marką Human.pl), Lab Systems (Solution4Labs, Holo4Labs, a także Holo4Med w części wdrożeń LIS w szpitalnych laboratoriach), w segmencie Venture Building Grupa rozwija startupy. Najbardziej dojrzałe z nich to Zonifero (PropTech/WorkTech), Holo4Med (MedTech), Grow Uperion (HRTech i Gamifikacja). Ostatni segment to Holding Services, w ramach których działają spółki TenderHut i LegalHut (doradztwo prawne).

Wartość inwestycji w prywatne akademiki w Europie wzrosła do rekordowego poziomu 11.7 mld euro

Wartość inwestycji w prywatne akademiki w Europie w pierwszych trzech kwartałach br. wzrosła o 130% w ujęciu rocznym do rekordowego- poziomu 11,7 mld euro.

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku prywatnych akademików w pierwszych trzech kwartałach 2022 r. wyniósł rekordowe 11,7 mld euro – to wzrost o 130% w porównaniu z analogicznym okresem w 2021 r.

Zainteresowanie inwestorów sektorem domów studenckich wynika z rosnącej liczby studentów, a także dynamicznego wzrostu odsetka studentów zagranicznych korzystających z prywatnych akademików. Według prognoz Savills, wzrost ten utrzyma się w najbliższych latach, ponieważ do 2027 r. liczba młodych osób w Europie (w wieku 15-19 lat) może wzrosnąć o 5,8%. Jednocześnie obserwowana na wielu rynkach europejskich znaczna luka podażowa w segmencie prywatnych akademików napędza dynamiczny wzrost czynszów. Średni wskaźnik dostępności (iloraz całkowitej liczby miejsc noclegowych i liczby studentów) w miastach europejskich obniżył się z 13% w ubiegłym roku do zaledwie 12,5%.

W 2022 r. we wszystkich miastach europejskich monitorowanych przez Savills przybędzie ok. 14 500 miejsc w prywatnych domach studenckich, jednak wielkość ta będzie niewystarczająca w stosunku do wzrostu liczby studentów. W całej Europie państwowe akademiki zapewniają średnio 63% całkowitej liczby miejsc dostępnych w domach studenckich, co oznacza, że istniejące zasoby są w zdecydowanej większości przestarzałe i oferują stosunkowo niski standard w porównaniu z nowszymi, prywatnymi obiektami.

Również w Polsce fundamenty dla rozwoju rynku prywatnych akademików pozostają solidne. Posiadamy szóstą pod względem wielkości populację studentów w Europie (ok. 1,2 mln), na którą przypada niecałe 100 tys. łóżek, z czego jedynie 10% znajduje się w nowoczesnych prywatnych akademikach. W zależności od miasta, zakwaterowanie w nowoczesnym obiekcie może znaleźć jedynie między 1% a 5% studentów.

Ze względu na wspomniany brak równowagi pomiędzy podażą i popytem sektor ten przyciąga kolejnych inwestorów. Z niedawno przeprowadzonego przez Savills badania ankietowego wśród inwestorów w nieruchomości zarządzających aktywami w Europie i na Bliskim Wschodzie o łącznej wartości przekraczającej 500 mld euro wynika, że prywatne akademiki w Europie znalazły się w pierwszej piątce sektorów, w których inwestorzy będą najchętniej lokować kapitał w najbliższych 12 miesiącach.

Lydia Brissy, dyrektorka w dziale badań rynków europejskich, Savills, powiedziała: „Udział procentowy transakcji w formule forward funding w całkowitej wartości inwestycji w segmencie domów studenckich w Europie systematycznie rośnie od pięciu lat i w 2022 r. sięgnął 30% całkowitego wolumenu. Transakcje tego typu są charakterystyczne dla krajów z rozwijającymi się rynkami prywatnych akademików i ograniczoną podażą”.

Jak podaje Savills, średnia stopa kapitalizacji dla najlepszych prywatnych akademików w Europie obecnie wynosi 4,15% i waha się od 3,5% w Kopenhadze do 6,00% w Sewilli. Stopy kapitalizacji w tym segmencie rynku utrzymują się na stabilnym poziomie od 12 miesięcy.

Marcus Roberts, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Europie, Savills, powiedział: „Prywatne akademiki udowadniają, że są odporne na dekoniunkturę i stanowią atrakcyjny produkt inwestycyjny dla inwestorów zainteresowanych zrównoważeniem portfeli inwestycyjnych w czasie spowolnienia gospodarczego. To silna klasa aktywów, a pozytywne nastroje w tym sektorze świadczą o wierze inwestorów w jego odporność i możliwość osiągnięcia bezpiecznego zwrotu z inwestycji”.

Bartosz Cisło, Associate, dział Corporate Finance & Valuation w Savills, powiedział: „Rynek prywatnych akademików w Polsce daleki jest od nasycenia. Dodatkowo, obecna sytuacja na rynku najmu mieszkań, rozgrzanym przez spadającą zdolność kredytową, rosnące stopy procentowe i popyt generowany przez uchodźców z Ukrainy, jeszcze bardziej potęguje niedobór miejsc w akademikach. Początek obecnego roku akademickiego był bodaj jednym z najtrudniejszych, jeśli chodzi o znalezienie zakwaterowania przez studentów. To wszystko przekłada się to na niesłabnące zainteresowanie inwestorów tą klasą aktywów. Duży udział studentów zagranicznych wśród najemców umożliwia pobieranie przynajmniej części czynszu w euro, co otwiera możliwość finansowania się w tej walucie. Obserwujemy zarówno rozbudowę już istniejących platform, jak i pierwsze inwestycje nowych graczy”.

Decyzja RPP ws. utrzymania stóp procentowych

W październiku minął rok, od kiedy Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła cykl 11 podwyżek stóp procentowych, podnosząc je z poziomu 0,1% do 6,75%. Mimo że w ostatnim miesiącu RPP utrzymała poziom stóp, WIBOR 3M wzrósł z 7,18% do 7,48%[1], co oznacza, że rynek spodziewał się dalszej podwyżki – o co najmniej 25 punktów bazowych.

Chociaż najlepszym scenariuszem dla kredytobiorców byłoby obniżenie stóp procentowych, a analitycy spodziewali się kolejnej podwyżki, to Rada Polityki Pieniężnej postanowiła utrzymać stopy na dotychczasowym poziomie. Trudno jednak spodziewać się, że 11., wrześniowa podwyżka była ostatnią.

Uzasadnienie jest jedno: konieczność hamowania inflacji, która nieustannie rośnie. Jeszcze w październiku 2021 wynosiła 6,8%, a obecnie według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) sięgnęła zawrotnym 17,9% – jest najwyższy poziom od blisko 26 lat. Ostatnio inflacja na wyższym poziomie była w grudniu 1996 r. (18,5%).

Ekonomiści zgadzają się co do jednego – inflacja pozostanie z nami na dłużej, a to najprawdopodobniej znajdzie odzwierciedlenie w kolejnych decyzjach Rady.

Trudna sytuacja kredytobiorców

3 pierwsze kwartały 2021 roku stały pod znakiem rekordowo niskich stóp procentowych – od maja 2020 do października 2021 stopa referencyjna wynosiła zaledwie 0,1%, co wręcz zachęcało do wspierania zakupów mieszkaniowych kredytami hipotecznymi.

Kredytobiorca, który zaciągnął jesienią 2021 roku kredyt na 25 lat na kwotę 500 tys. zł (z marżą 2,2 p.p.), płacił ratę około 2 350 zł, pół roku później – około 3 900 zł. Według najnowszych notowań WIBOR na 28 października 2022 r. jest to już ponad 4 400 zł, prawie dwa razy więcej niż przed rokiem.

Data WIBOR 3M Oprocentowanie Rata kredytowa (zł)
28.10.2021 0,72% 2,9% 2 350
31.01.2022 3,02% 5,2% 2 987
29.04.2022 6,05% 8,3% 3 942
29.07.2022 7,01% 9,2% 4 268
28.10.2022 7,48% 9,7% 4 431

 

Kiedy obniżki stóp?

Krótka odpowiedź brzmi: wtedy, kiedy wrócimy do celu inflacyjnego, czyli 2,5% +/-1 1 p.p. Jednak na taką sytuację możemy poczekać – nawet ponad dwa lata. Grono 24 analityków, którzy zostali zapytani o ich przewidywania przez Narodowy Bank Polski (NBP) we wrześniu 2022 r., średnioroczną inflację CPI w Polsce w 2023 r. prognozuje na poziomie około 11,6%, a w 2024 – 6,6%.[2]

Walkę z inflacją można prowadzić dwutorowo: zacieśniając politykę monetarną, podnosząc stopy procentowe oraz poprzez działania mające na celu obniżenie oczekiwań inflacyjnych. Nawet dwuletni szacunek analityków przekracza cel inflacyjny, zatem niebywałe istotne wydają się dalsze decyzje Rady Polityki Pieniężnej.

Karolina Klimaszewska, analityczka Otodom

[1] Stan na 28.10.2022

[2] https://www.nbp.pl/statystyka/amakro/am2022q3.pdf

Branża HoReCa znów w dołku

Co trzeci Polak przyznaje, że wydaje mniej na wyjścia do restauracji i kawiarni, tak samo sytuacja wygląda w przypadku podróżowania. Powodem jest galopująca inflacja. Dlatego spotkania na mieście czy wyjazdy zaczynają być luksusem, a to odbija się na całej branży HoReCa, która i tak już nie miała lekko. Przez ostatnie dwa lata nie tylko przybyło długów, ale i dłużników. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK wynika, że aktualne zobowiązania branży wynoszą już ponad 1,8 mld zł — to wzrost o blisko 45 mln zł. Najgorzej radzi sobie gastronomia.

Branża HoReCa

Rozwój branży HoReCa przez lata napędzany był zmianą stylu życia Polaków, coraz bardziej ceniących sobie wygodę, wolny czas i dobrą zabawę. Wysokie zapotrzebowanie na usługi gastronomiczne, w tym dowóz posiłków do biur i rosnąca aktywność na rynku związanym z turystyką, sprawiły, że nie brakowało kolejnych chętnych do wejścia we wcale nie taki łatwy biznes. Jeszcze na początku tego roku branża HoReCa liczyła na odrobienie strat powstałych w wyniku pandemii, szybko jednak nadzieję na poprawę rozwiała wojna w Ukrainie oraz skutki pogorszenia sytuacji gospodarczej, w tym wzrost kosztów energii.

– Inflacja nie tylko powoduje zubożenie gospodarstw domowych, a więc poszukiwanie oszczędności w wydatkach, w tym na wyjazdy czy jedzenie poza domem, ale i istotną presję płacową, tym silniejszą, że cała HoReCa, w związku z przebranżowieniem się wielu pracowników podczas pandemii, odczuła ogromne niedobory kadrowe – zwraca uwagę prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Według danych GUS, na koniec 2021 r. notowano największy w skali roku wzrost liczby wolnych miejsc pracy właśnie w firmach zajmujących się zakwaterowaniem i gastronomią. Trend ten utrzymywał się niemal do końca pierwszego kwartału 2022 roku. Dopiero drugi kwartał br. przyniósł zmianę i zmniejszenie zapotrzebowania na nowych pracowników nieco o ponad 10 proc. (dział sekcji w ogólnej liczbie wolnych miejsc pracy wynosił 3,2 proc.)[1]. To efekt napływu znacznej liczby uchodźców z Ukrainy, którzy znaleźli zatrudnienie w restauracjach, hotelach, kawiarniach i cateringach, chwilowo niwelując problem deficytu pracowników w branży. Praca w gastronomii i hotelarstwie ma jednak coraz mniej entuzjastów, nie tylko ze względu na wysokość wynagrodzenia, ale również specyfikę pracy, wymagającą od kandydatów wysokiej dyspozycyjności oraz znajomości języków obcych, a w przypadku obcokrajowców języka polskiego na poziomie komunikatywnym.

Z cyklicznego badania Quality Watch dla BIG InfoMonitor dot. stosunku Polaków do oszczędzania wynika, że ogólna drożyzna mocno wpłynęła na nastroje panujące wśród rodaków i w dużym stopniu przyczyniła się do ograniczenia wydatków w obszarze wypoczynku i rozrywki. Ostatnie badanie z października 2022 roku, w porównaniu z wynikami z czerwca 2021 roku, pokazało, że inflacja silniej niż pandemia wpłynęła na ograniczenie wydatków na wyjazdy weekendowe – obecnie aż 31 proc. Polaków wydaje mniej na podróże wobec 24 proc. przed rokiem. Z badań wynika, że od dawna to opłacenie rachunków i zakup podstawowej żywności znajdują się na liście priorytetów i zarazem coraz większych zmartwień Polaków.

Dobry rok to za mało żeby branża hotelarska stanęła na nogi

Obecny rok zaczął się dla branży hotelarskiej całkiem nieźle. W pierwszym półroczu 2022 roku z obiektów noclegowych skorzystało aż 14,7 mln turystów, to wzrost o 177,1 proc. w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku wynika z danych GUS-u[2]. Na tak wielki sukces branży i tym samym możliwość odbicia się po wielu miesiącach bez gości, miało wpływ zniesienie obostrzeń. Wakacyjnych planów nie były w stanie pokrzyżować nawet rosnące koszty życia i niepewna sytuacja gospodarcza w kraju. To jednak za mało, żeby wyciągnąć HoReCę z kłopotów finansowych. Z badania prowadzonego dla BIG InfoMonitor wynika, że już w samym sercu sezonu urlopowego zaczęły spadać wydatki na podróże, a wzrosły te związane z zakupami paliwa, biletów komunikacji miejskiej czy leków.

Hotele rozpoczynały pandemię z zaległymi długami na poziomie 1,12 mld zł. Choć przez dwa i pół roku pandemii przeterminowane zobowiązania wobec dostawców i banków systematycznie spadały, to od kilku miesięcy znów widoczny jest wzrost. Obecne zadłużenie wynosi 997,5 mln zł, czyli o 119,5 mln zł mniej niż na początku 2020 roku, a wśród przedsiębiorców działających w branży hotelarskiej, którzy trafili na listę dłużników, przybyło aż 252 firmy. Wśród hoteli problemy z regulowaniem zobowiązań ma obecnie 3,1 proc. z nich – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK.

– W Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK z powodu nieopłaconych faktur i rat kredytów widnieje obecnie niemal 2 tys. podmiotów oferujących noclegi. Jest to najwyższa liczba dłużników w tej branży od 5 lat, od kiedy analizujemy dane. Niestety wojna w Ukrainie obecnie dodatkowo obniża zainteresowanie zagranicznych turystów przyjazdem do Polski. Szalejąca inflacja i perspektywa spowolnienia, a nawet recesji budzi wśród Polaków uzasadnione obawy o stan ich portfeli, a to nie sprzyja wyjazdom turystycznym — mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.Branża HoReCa 2

Zmiany, zmiany… nowe trendy i przeszkody restauratorów

Restauratorzy jako jedni z pierwszych odczuli skutki pandemicznych obostrzeń. Rok 2020 rok był dla branży tragiczny, wiele biznesów nie dotrwało do 2021 roku, który wcale nie okazał się lepszy. Kolejny rok przyniósł nowe wyzwania, tj. wojnę w Ukrainie, szalejącą inflację i kryzys energetyczny, które dołożyły nie tylko zmartwień, ale i przeterminowanych długów, bo te na koniec września wyniosły ponad 810 mln zł. Na początku pandemii łączne zaległe zadłużenie wynosiło 647,4 mln zł, wzrosło więc o 162,9 mln zł. Łącznie 6,8 proc. firm gastronomicznych miało zaległe zadłużenie wpisane do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i w bazie informacji kredytowych BIK.

Z badania wykonanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika również, że największa grupa Polaków oszczędza właśnie na gastronomii.

– 38 proc. badanych deklaruje, że wydaje mniej na restauracje i kawiarnie, w tej grupie zdecydowanie przeważają kobiety. Najczęstszym powodem zmniejszenia wydatków na ten cel jest konieczność bardziej racjonalnego dysponowania domowym budżetem, aby pieniędzy wystarczyło na podstawowe potrzeby. Punkty gastronomiczne bardzo szybko zareagowały na zmiany Polaków w podejściu do oszczędzania – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor. Z kolei z analizy przeprowadzonej przez wywiadownie Dun & Bradstreet wynika, że od początku tego roku aż 3,9 tys. z nich zakończyło działalność, to o 60 proc. więcej niż w 2021 roku. – Od jakiegoś czasu obserwujemy, że restauratorzy w walce z inflacją, rosnącymi cenami żywności, a także wysokimi cenami gazu, wody, wywozu śmieci oraz leasingu na sprzęt gastronomiczny wprowadzają kolejne modyfikacje by utrzymać się powierzchni. W pierwszej kolejności skracają i upraszczają menu, aby ograniczyć do minimum koszty przechowywania i marnotrawstwa produktów oraz trafić do jak najszerszego grona odbiorców. Kwestią czasu jest również wzrost cen w restauracjach, kawiarniach i barach. Może się również okazać, że do naszych ulubionych miejsc pójdziemy tylko w wybrane dni, ponieważ ze względu na cięcie kosztów restauracje będą pracować wybiórczo – dodaje.

horeca

– Polacy od dawna deklarują chęć zmniejszenia wydatków w sferze rozrywki, w której uwzględniają m.in. wyjścia do restauracji czy wyjazdy w ramach wypoczynku. Obecna sytuacja całej branży HoReCa raczej nie napawa więc optymizmem. Proces powrotu do osiąganej w latach 2015-2019 średniorocznej stopy wzrostu (CAGR), określającej wartość sektora HoReCa na poziomie 8,3 proc, będzie o wiele dłuższy niż zakładano. W pesymistycznym scenariuszu potrwa od 4 do 6 lat – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).

[1] GUS: Popyt na pracę w 2 kwartale 2022 roku
[2] GUS: Turystyczna baza noclegowa i jej wykorzystanie w 1 półroczu 2022 r.

Młodzi Polacy marzą o niezależności finansowej, a do spłaty mają 5,8 mld zł

Potrzeba osiągnięcia niezależności finansowej jest dla młodych Polaków głównym argumentem przemawiającym za podjęciem pracy zarobkowej. Bardziej zdeterminowane w tym są jednak kobiety. Mężczyźni są z kolei bardziej skłonni do tego, by dłużej pozostać na utrzymaniu rodziców lub osób, z którymi są w związku. Takie wnioski płyną z badania Krajowego Rejestru Długów pt. „Podejście młodych Polaków do pieniędzy”.

93 proc. młodych ludzi (od 18 do 35 r.ż.) przyznaje, że posiadanie pracy zarobkowej jest dla nich ważne, przy czym dla 73 proc. „zdecydowanie ważne”. Swoją postawę młodzi Polacy najczęściej uzasadniają chęcią zdobycia niezależności finansowej (69 proc.) oraz potrzebą zarabiania na swoje utrzymanie (67 proc.). Dla 60 proc. ankietowanych ważnym argumentem jest także możliwość odkładania pieniędzy na swoją przyszłość. Na kolejnych miejscach znalazły się: konieczność zarobienia pieniędzy na większe wydatki (54 proc.) oraz potrzeba posiadania środków, które można wydać na przyjemności (52 proc.). Przeszkodą może być zadłużenie, z którym młodzi wchodzą w dorosłe życie.

Zadłużenie Polaków w wieku między 18 a 35 r.ż. w Krajowym Rejestrze Długów wynosi prawie 5,8 mld zł. Przy czym ponad 625 mln zł to zobowiązania, których nie płacą osoby poniżej 25 lat. Takich dłużników w naszej bazie danych jest prawie 142 tys., z których każdy ma do oddania średnio ponad 4,4 tys. zł. W początkowym okresie zatrudnienia młodzi ludzie często nie mogą liczyć na wysokie zarobki, przez co trudniej im szybko osiągnąć wymarzony status życia. Bycie dłużnikiem w takiej sytuacji jest dodatkowym problemem, ponieważ nawet niewielki dług wpisany do KRD uniemożliwia wzięcie kredytu na zakup mieszkania lub samochodu – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Niewielki odsetek wchodzących w dorosłe życie Polaków, którzy mają inne zdanie na temat posiadania stałej pracy, brak tej potrzeby uzasadnia tym, że są już na czyimś utrzymaniu – rodziców lub partnera (33 proc). 28 proc. z nich chce się z kolei skupić na edukacji lub po prostu traktuje pracę jako przykry obowiązek.

Różnice w postawach nie tylko ze względu na płeć

Niezależność finansowa oraz zapewnienie sobie utrzymania są znacznie ważniejsze dla kobiet. Dużą wagę przywiązuje do nich odpowiednio 74 proc. oraz 70 proc. ankietowanych pań. W przypadku mężczyzn odsetek ten jest niższy – 65 proc. i 63 proc. Kolejną istotną różnicą między płciami jest podejście do wydawania zarobionych pieniędzy na przyjemności (jedzenie na mieście, markowe ubrania, wizyty u kosmetyczki). To istotna motywacja dla blisko 57 proc. kobiet. Wśród mężczyzn ten odsetek wynosi 46,5 proc.

Argumenty przemawiające za ważnością pracy zmieniają się wraz z wiekiem. Ankietowani ze starszej grupy (pow. 25 roku życia) częściej za ważne uważają na przykład utrzymanie bliskich osób. To istotne dla połowy badanych tej grupy wiekowej (49 proc.). Wśród młodszych uważa tak niewiele ponad 1/4 respondentów (27 proc.). Ankietowani w wieku między 25 a 34 r.ż. częściej od młodszych podnoszą argument, że praca daje poczucie godności (36 proc. do 29 proc.) oraz umożliwia spłatę zaciągniętych zobowiązań finansowych (26 proc. do 11 proc.).

Respondenci między 18 a 25 r.ż. częściej niż starsi koledzy za motywację do posiadania pracy uważają możliwość zarobienia pieniędzy na większe wydatki (57 proc. do 53 proc.) oraz rozwijanie swoich pasji i zainteresowań (48 proc. do 44 proc.).

Rosnąca kwota nieuregulowanych zobowiązań świadczy o narastających problemach młodych ludzi. Ale w tym gronie dłużników można wyróżnić dwie skrajnie odmienne postawy wobec zadłużenia. Pierwsza grupa to osoby, które zdecydowały się założyć rodziny oraz wziąć kredyt na mieszkanie lub samochód. Ich problemy finansowe wynikają najczęściej z szybko rosnących kosztów życia. W pewnym momencie budżet domowy przestał im się bilansować. Tę grupę charakteryzuje jednak odpowiedzialność za swoje zobowiązania. W procesie windykacji polubownej znacznie łatwiej dochodzą do porozumienia, nie unikają kontaktu z negocjatorem i są otwarci na propozycje rozłożenia zaległości na raty. Zupełnie inaczej rozmawia się z młodymi, którzy długo byli na utrzymaniu rodziców i dopiero zaczynają życie na własny rachunek – mówi Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Bez wsparcia finansowego rodziców się nie obejdzie

Spytani o postawy wobec pracy młodzi ludzie wskazują, że lepiej podjąć jakąkolwiek pracę, by się utrzymać, niż czekać na wymarzoną ofertę. Uważa tak 78 proc. ankietowanych. Prawie co drugi jest zdania (48 proc.), że trzeba zarabiać naprawdę duże pieniądze, by rozpocząć samodzielne życie. Z kolei 30 proc. badanych twierdzi, że rodzice powinni wspierać swoje dorosłe dzieci, dokładając się na przykład do zakupu mieszkania lub samochodu. Z tą opinią częściej zgadzają się młodzi mężczyźni (36 proc. do 25 proc. wśród kobiet).

Niewiele mniej, bo 29 proc. ankietowanych uważa, że mieszkanie z rodzicami po ukończeniu 25 r.ż. to żaden wstyd. Z tym stwierdzeniem zgadza się co 3. mężczyzna (34 proc.) i tylko co 4. kobieta (25 proc.). 1 na 5 uczestniczących w badaniu panów byłby gotów zrezygnować z pracy, gdyby ktoś inny go utrzymywał. W przypadku pań taką opinię podziela zaledwie 11 proc. ankietowanych. Przedstawicielki płci pięknej znacznie rzadziej gotowe byłyby żyć na garnuszku rodziców, jeśli praca by im nie odpowiadała (9 proc. do 16 proc. wśród mężczyzn). Dwukrotnie mniejszy jest również odsetek kobiet, które miałyby opory przed tym, by pracować za najniższą krajową pensję (8 proc. do 16 proc. wśród mężczyzn).

Z naszych doświadczeń wynika, że młodzi, którzy długo żyli na garnuszku rodziców, często mają problemy z odpowiedzialnym zarządzaniem swoim budżetem i wyznają zasadę: „jakoś to będzie”. Pierwsza praca umożliwia im zaciągnięcie zobowiązań na przyjemności: drogie wyjazdy lub gadżety. Nie chcąc odstawać od swoich rówieśników kupują kolejne rzeczy, na które ich nie stać, ale które są w danym momencie modne lub atrakcyjne. Niestety po czasie nie radzą sobie ze spłatą kredytów lub pożyczek, co prowadzi do spiętrzenia zaległości. Takie osoby często przyjmują postawę roszczeniową wobec negocjatorów, licząc, że w ten sposób uda im się uniknąć odpowiedzialności – tłumaczy Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Badanie „Podejście młodych Polaków do pieniędzy” zostało ostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej we wrześniu 2022 roku metodą CAWI na celowej grupie 1009 kobiet i mężczyzn w wieku od 18 do 35 lat.

MINUTOR Energia podpisuje umowę na sprzedaż magazynów na Ukrainie

MINUTOR Energia, notowana na New Connect spółka, która specjalizuje się w sprzedaży fotowoltaiki i produkcji magazynów energii, zawarł z IGOSA sp. z o.o. z siedzibą w Zabrzu umowę na dystrybucję magazynów na terytorium Ukrainy. Szacowane wpływy z tytułu umowy w okresie do 31 grudnia 2024 r. wyniosą 2,5 mln zł netto.

– Bardzo się cieszę z zawartego kontraktu. Ostatnio w MINUTORZE przechodzimy szereg zmian, a obecnie podpisana umowa jest tego przykładem. Spółka IGOSA dostała wyłączność na sprzedaż magazynów na terytorium Ukrainy z wyłączeniem obwodu Mikołajowskiego, na którym MINUTOR sam prowadzi kilka zaawansowanych negocjacji  – powiedział Zbisław Lasek, prezes Grupy MINUTOR Energia.

Kontrahent będzie prowadził sprzedaż dostarczonych przez MINUTOR Cellarium magazynów energii we własnym imieniu i na własny rachunek, pod znakami towarowymi i firmowymi Cellarium. Umowa dotyczy również terytorium Polski i Łotwy, jednak gros zamówień będzie pochodziło z rynku ukraińskiego, na który spółka dostała wyłączność poza obwodem Mikołajowskim. Kontrakt został podpisany do końca 2024 r. z możliwością przedłużenia.

­­­– ­Zawarta umowa jest dla IGOSA bardzo istotna. W wyniku ostatnich rosyjskich bombardowań na Ukrainie ludzie bardzo często nie mają stałych dostaw prądu. Magazyn MTR Cells K10, jest produktem rozsądnym cenowo, a zarazem posiadającym bardzo dobre parametry ładowania. Tym samym będziemy mogli moim rodakom zapewnić dostęp do elektryczności w czasie, w którym elektrownie nie działają. Złożyliśmy już zamówienie na pierwsze egzemplarze pilotażowe. Moje osobiste kontakty pozwolą mi na skuteczność dystrybucji magazynu na terytorium Ukrainy. Wprowadziłem z sukcesem na rynek ukraiński m.in. markę Bielenda, a takie marki jak Revline, JASOL wprowadziłem wspólnie z ich właścicielem FLUKAR Sp. z o.o.,    – powiedział Prezes IGOSA sp. z o.o., Igor Andriyev.

MINUTOR Energia prowadzi obecnie emisję akcji serii D o wartości do 3 mln zł, której celem jest m.in. podwyższenie kapitału zakładowego w spółce-córce, odpowiadającej za produkcję magazynów energii. W ostatnim czasie część akcji z nowej emisji objęli obecni współwłaściciele spółki, Agata i Zbisław Laskowie.

Czy elektryk nadal bardziej się opłaca? Porównanie kosztów eksploatacji aut

W 2023 r. czekają nas spore zmiany w cenach energii elektrycznej. W związku z nimi posiadacze samochodów elektrycznych zapłacą rocznie od kilkuset do ponad 1000 zł więcej za ładowanie samochodu niż dotychczas. Eksperci rankoma.pl sprawdzili, czy posiadanie elektryka nadal się opłaca.

Rok 2022 przyniósł wiele złych wieści na rynku energetyki. Przerwane łańcuchy dostaw, napływ uchodźców z Ukrainy oraz rosnące ceny węgla i gazu ziemnego przekładają się na wzrost cen energii elektrycznej.

W lipcu 2022 r. Urząd Regulacji Energetyki informował, że trzech z czterech sprzedawców energii (Enea, Energa i Tauron) wniosło o podwyżkę taryf. Niektórzy odbiorcy otrzymali od dostawców energii druzgocące propozycje cen na kolejny rok np. miasto Piotrków Trybunalski z 338 zł za 1 MWh aż na 3517,8 zł, czyli ponad 1000% więcej.

Na kryzysową sytuację zareagował polski rząd, zamrażając ceny energii elektrycznej na 2023 r. dla gospodarstw domowych. Ustalona cena ma wynieść 693 zł za MWh po przekroczeniu limitu:

  • 2000 kWh rocznie dla wszystkich gospodarstw domowych,
  • 2600 kWh rocznie dla gospodarstw domowych z osobami niepełnosprawnymi,
  • 3000 kWh dla rodzin z Kartą Dużej Rodziny oraz rolników.

Poniżej limitu cena energii pozostanie na poziomie z 2022 r., czyli:

Ceny prądu w 2022 r. (w zł)
Enea 0,62
Tauron 0,63
E.on 0,64
PGE 0,67
Energa 0,7

To właśnie limit zużycia energii elektrycznej jest tutaj kluczowy dla kierowców, ponieważ ładowanie samochodu elektrycznego z domowej instalacji może spowodować jego przekroczenie. Jak dotąd statystyczne gospodarstwo domowe mieściło się poniżej 2000 kWh rocznego zużycia.

Średnie zużycie energii elektrycznej przez samochód elektryczny na 100 km to 24,2 kWh Specjaliści rankomat.pl obliczyli je na podstawie średniego zużycia 27 modeli samochodów elektrycznych z raportu ADAC.

Przejeżdżający średnio 8600 km Polak potrzebowałby 2081 kWh na zasilenie samochodu elektrycznego. To już przekracza limit dla zwykłego gospodarstwa domowego.

Średnie zużycie energii elektrycznej dla gospodarstwa domowego w Polsce wyniosło 1996 kWh (dane z raportu GUS), trudno więc będzie posiadaczom elektryków zmieścić się w limicie. Gdybyśmy do średniego zużycia energii z 2021 r. dodali 2077 kWh za samochód elektryczny, łączne zużycie wyniosłoby 4073 kWh i otrzymalibyśmy rachunek za prąd o następującej wysokości.

Ile za prąd zapłaci posiadacz eletryka

A co jeśli kierowca dojeżdża do pracy i każdego dnia w roku pokonuje 50 km? Wówczas roczny przebieg wyniesie 18 250 km, co przełoży się na zużycie 4416,5 kWh.

Z kolei całkowite zużycie energii dla statystycznego gospodarstwa domowego wyniesie 6412,5 kWh, a rachunek będzie wyglądał następująco:Ile za prąd zapłaci posiadacz elektryka przy przebiegu 50 km dziennie

Czy elektryk nadal bardziej się opłaca?

Według raportu Odyssee-Mure z 2019 r. polski kierowca średnio przejeżdża 8607 km rocznie. Z racji tego, że sytuacja na drogach wyglądała inaczej w czasie pandemii w 2020 i 2021 r. posłużymy się teraz danymi z 2019 r. Dla uproszczenia przyjmijmy, że przejedzie 10 000 km rocznie.

Założenia*:

  • W każdym testowym roku kierowca pokona 10 000 km,
  • Ceny ubezpieczenia pochodzą z najnowszego raportu RanKING redakcji rankomat.pl i założyliśmy, że nie zmienią się przez 10 lat,
  • Warsztatowe ceny usług pochodzą ze strony dobrymechanik.pl dla miasta Warszawy,
  • Cena benzyny Pb95 na dzień 20.10.2022 – 6,90 zł, Cena ON – 7,34 zł,
  • Średnie spalanie benzyny na 100 km to 7,8 l (VW Golf 1,6 102 KM), a diesla 5,6 l (VW Golf VI 1,6 TDI-CR DPF 105 KM),
  • Średnie zużycie energii przez samochód elektryczny to wspomniane 24,2 kWh na 100 km po średniej cenie 0,99 za kWh,
  • warsztatowe koszty eksploatacyjne samochodów spalinowych (wspomniane wyżej VW Golf VI) to: wymiana oleju co 10 tys. km (300 zł dla benzyny, 287 zł dla diesla, dobrymechanik.pl), wymiana filtra paliwa co roku, wymiana akumulatora co 5 lat, rozrząd co 10 lat, olej w skrzyni biegów co 5 lat,
  • warsztatowe koszty eksploatacyjne samochodu elektrycznego to wymiana baterii na zregenerowaną raz na 10 lat, wymiana oleju w przekładni napędowej co 5 lat, wymiana płynu chłodzącego baterię,
  • przez 10 lat samochód nie ulegnie awarii, aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że samochody spalinowe mają dużo więcej części, które mogą się zepsuć,
  • regeneracja baterii w samochodzie elektrycznym co 10 lat,
  • ceny usług z interwałem innym niż rok dzielimy proporcjonalnie do roku, przykład: wymiana tarcz hamulcowych jest zalecana co 60 000 km, czyli według niniejszych wyliczeń co 6 lat. Średnią cenę wymiany (176 zł) dzielimy zatem przez 6 dla uzyskania ceny rocznej.Porównanie kosztów eksploatacji autZ tabeli wynika, że w perspektywie 10 lat samochód elektryczny jest o ok. 16% tańszy w eksploatacji niż auto benzynowe, ale o 3% droższy niż diesel. Jeżeli jednak odejmiemy koszt zakupu baterii, elektryk jest o 44,7% tańszy w eksploatacji niż diesel i aż 55,2% tańszy niż samochód benzynowy.

    – Eksploatacja samochodu elektrycznego jest niemalże dwa razy tańsza, niż eksploatacja diesla, ale pod jednym warunkiem – że właściciel nie będzie musiał wymieniać baterii w zakładanym czasie i zamiast tego zdecyduje się na regenerację. Ewentualnie w ramach gwarancji producent auta wymieni baterię na nową. W przeciwnym razie koszt zakupu nowej baterii może przekroczyć wartość pojazdu. – mówi Daniel Bartosiewicz, ekspert rankomat.pl.

    Karta Dużej Rodziny wiele zmienia

    Posiadacze KDR mają podwójne korzyści w związku z zakupem auta elektrycznego. Dofinansowanie z programu “Mój elektryk” wynosi 18 750 zł, ale dla posiadaczy Karty Dużej Rodziny kwota rośnie do 27 000 zł, czyli aż o 8250 zł.

    Dodatkowo posiadacze KDR korzystają z wyższego limitu cen energii elektrycznej. Po starej cenie zapłacą za 3000 kWh. Statystyczny ojciec z KDR pokonujący codziennie 50 km samochodem elektrycznym zapłaci od 280 do 340 zł mniej, niż gdyby nie miał Karty.

Co dalej z inflacją w USA? Co ze stopami procentowymi?

Inflacja w USA okazała się być trwała. Jeszcze kilka miesięcy temu Fed twierdził, że to zjawisko tymczasowe. Roczna stopa zmian wskaźnika cen konsumpcyjnych osiągnęła w czerwcu szczyt na poziomie 9,1 proc., a do września spadła tylko nieznacznie do 8,2 proc.. Z kolei stopa bazowa jeszcze nie obniżyła się a wręcz wzrosła ostatnio do nowego rocznego poziomu 6,6 proc. Dzisiejsza publikacja zaplanowana jest na godzinę 14:30.

Obraz inflacji w ciągu roku uległ znacznemu pogorszeniu. Fed to widzi. Na konferencji prasowej po ostatnim posiedzeniu FOMC prezes Powell wskazał, że nastawienie polityki pieniężnej będzie musiało stać się bardziej restrykcyjne, co zmniejszy szanse na „miękkie lądowanie” gospodarki.

Kluczowym pytaniem dla Fed i dla perspektyw rynku finansowego jest to, jak szybko inflacja spadnie z powrotem w kierunku 2 proc. z osiągniętych, nieakceptowalnie wysokich poziomów. Szybkie zmniejszenie presji cenowej byłoby warunkiem koniecznym do tego, aby Rezerwa Federalna wkrótce zaprzestał podnoszenia stóp. Jeśli inflacja nie spadnie wystarczająco szybko, Fed prawdopodobnie będzie musiał wciąż zacieśniać warunki monetarne, pomimo rosnącego oporu politycznego wobec dalszych ruchów stóp procentowych. Najbliższa publikacja CPI już w czwartek – to z pewnością będzie wydarzenie tygodnia.

Wysoka inflacja w USA (ale nie tylko) jest po części konsekwencją pandemii i działań podjętych w celu jej zwalczania. Wiosną 2020 roku podaż wielu usług została ograniczona z powodu lokcdown-u. Konsumenci przesunęli wiec część swoich wydatków na towary, co doprowadziło do wzmożonego popytu. Podaż nie była w stanie nadążyć, w konsekwencji ceny dynamicznie urosły.

Tempo wzrostu konsumpcji (nominalnej) dóbr było znacznie wyższe niż konsumpcji usług aż do wiosny 2022 roku, co było nietypowym zjawiskiem. W ostatnich miesiącach sytuacja się jednak unormowała. Wzrost cen towarów (z wyłączeniem energii i żywności) odpowiednio się zmniejszył.

W przypadku niektórych towarów (takich jak samochody używane, gdzie dodatkowy popyt spotkał się z ograniczeniami podaży i w związku z tym ceny gwałtownie wzrosły) wskaźnik rok do roku znacznie się obniżył. W porównaniu z poprzednim miesiącem ceny samochodów używanych w ostatnim czasie nawet spadły.

Wzrost cen usług w ostatnim czasie stale przyspieszał. Jednak i w tym przypadku szczyt niebawem może zostać osiągnięty. Z jednej strony wzrost płac, który w ostatnich latach znacznie się zwiększył i tym samym podniósł ceny wielu usług, nie wydaje się ostatnio dalej rosnąć. Na przykład obliczana przez Atlanta Fed mediana wzrostu płac we wrześniu złagodniała, a koszty pracy w drugim kwartale również rosły w wolniejszym tempie. Dodatkowo czynsze w USA, które są w dużej mierze odpowiedzialne za silny wzrost cen usług, w przyszłym roku powinny wytracać impet. Stanowią one jedną trzecią głównego wskaźnika cen konsumpcyjnych lub około 40 proc. koszyka podstawowego, który nie obejmuje energii i żywności, co czyni je zdecydowanie najważniejszym subkomponentem. Oficjalne dane wskazywały do niedawna na stały wzrost inflacji czynszowej. Jednak prywatne dane (np. Zillow) dotyczące czynszów za nowe umowy najmu, czyli segmentu o najsilniejszym ruchu w czynszach, wskazują na spowolnienie tempa. Z pewnym opóźnieniem powinno to znaleźć odzwierciedlenie w oficjalnych danych obejmujących wszystkie lokale mieszkalne.

W związku z tym presja inflacyjna prawdopodobnie osłabnie w 2023 roku. W przypadku energii i żywności nie powinien powtórzyć się szok cenowy. Jeśli chodzi o wskaźnik bazowy widoczna jest normalizacja i tym samym uspokojenie powinno być kontynuowane. Spadek cen usług będzie natomiast postępował ale w bardzo wolnym tempie. Inflacja w USA w dłuższym okresie pozostanie prawdopodobnie powyżej celu 2 proc. ze względu na czynniki strukturalne – koszty polityki klimatycznej, zmniejszona podaż pracy z powodów demograficznych oraz rosnący protekcjonizm.

Fed szybko podniósł swoje kluczowe stopy procentowe do przedziału, który już uważa za restrykcyjny. To oraz opóźnione efekty podwyżek stóp procentowych przemawiają obecnie za zmniejszeniem tempa dalszych działań – co dość wyraźnie zapowiedział przewodniczący Powell. Amerykańska instytucja nadal uważa, że nadmierna inflacja jest większym ryzykiem niż ewentualne „twarde lądowanie” gospodarki. Dalsze zacieśnianie zatem jest niemalże pewne. Oczekujemy, że Fed zakończy cykl w okolicach 5 proc., osiągając ten pułap w trzech krokach. Przypomnijmy, że mediana członków FOMC, która wynikała z wykresu kropkowego po wrześniowym posiedzeniu wynosiła 4,6 proc.

Zdaniem Powella historyczny rozwój sytuacji „zdecydowanie ostrzega przed gwałtownym poluzowaniem polityki”. Fed pozostanie zatem na kursie „dopóki zadanie nie zostanie wykonane”.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Stopy bez zmian, ale jest rewizja projekcji wzrostu gospodarczego i inflacji

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej w listopadzie nie zmieniła stóp procentowych – rynek, zdaje się, liczył na więcej, niemniej złoty doświadczył jedynie lekkiej presji. Uwagę warto obecnie poświęcić nowym projekcjom NBP dla wzrostu gospodarczego i inflacji. Pokazują one, że inflacja do celu (w ujęciu rocznym) nie spadnie aż do 2025 r., a i wówczas środek projekcji wypada na jego górnej granicy (3,5%). W kontekście takiej projekcji decyzja o braku zmiany stóp procentowych może wydawać się zaskakująca. Wygląda na to, że Rada większą uwagę przywiązuje do ryzyka recesji niż tego, że inflacja przez długi czas nie znajdzie się w celu.

Tym razem Rada kazała na siebie czekać rekordowo długo, publikując decyzję o 18:25, a komunikat po posiedzeniu kwadrans przed 19. Decyzja o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie wpisuje się w szerszy trend – zmierzania w stronę zakończenia podwyżek stóp. Obserwujemy go w regionie, części krajów emerging markets (szczególnie tych, które stopy procentowe podnosiły wcześnie) i powoli zaczyna być on widoczny również w krajach emitujących waluty G10.

Trend ten ma uzasadnienie w kontekście oczekiwanego spowolnienia gospodarczego czy wręcz recesji (zależnie od kraju i scenariusza), co powinno ograniczyć wewnętrzną presję cenową. Dodatkowo w części krajów, które pauzują cykl, kończą go czy zmniejszają tempo podwyżek stóp, występują oznaki stabilizacji inflacji lub wręcz obserwujemy jej spadek. W Polsce taka sytuacja nie ma jednak miejsca – inflacja rośnie, a momentum cenowe pozostaje mocne.

Nowe projekcje

NBP nie ma dobrych wiadomości. Kluczowym elementem listopadowego komunikatu była rewizja projekcji wzrostu gospodarczego i inflacji. Niestety, wyraźnie spaść ma ten pierwszy, z kolei dynamika cen przez dłuższy czas ma pozostawać powyżej celu inflacyjnego NBP (2,5% ± 1 pp.).

Obecnie środek przedziału inflacji prognozowanego z 50–procentowym prawdopodobieństwem na 2022 r. to 14,5% wobec 14,3% w projekcji z lipca. W przypadku kolejnych dwóch lat to odpowiednio 13,2% (12,5% w lipcu) i 5,9% (4,1%), a w 2025 r. 3,5%. Środek prognozowanego przedziału dla wzrostu PKB to 4,6% (4,7%) w 2022 r., 0,7% (1,3%) w 2023 r., 2,1% (2,3%) w 2024 r. i 3,1% w 2025 r. W kontekście prognoz dla wzrostu nieciekawie rysuje się przyszły rok, gdzie pesymistyczna lewa strona przedziału pokazuje niewielką recesję (-0,3%).

Bardziej znacząca jest jednak rewizja prognozy inflacji. Po pierwsze, nietypowe jest to, że tak szybko zobaczyliśmy projekcję na rok 2025 r. Po drugie, projekcja pokazuje, że inflacja do celu (w ujęciu rocznym) nie spadnie aż do 2025 r., a i wówczas środek prognozowanego przedziału wypada na jego górnej granicy (3,5%). W kontekście takiej projekcji decyzja o braku zmiany stóp procentowych może wydawać się zaskakująca. Wygląda na to, że Rada większą uwagę przywiązuje do ryzyka recesji niż tego, że inflacja przez długi czas nie znajdzie się w celu. W komunikacie dużo uwagi poświęcono pogarszającej się koniunkturze, jego wydźwięk wydaje się bardziej minorowy niż październikowego.

Reakcja rynku

Reakcja złotego na wieści z RPP była negatywna, ale ograniczona – tak jak zakładaliśmy. Kurs EUR/PLN po decyzji wzrósł o 0,3%, a w ujęciu dziennym 0,5%. Złoty zaczął oddawać wcześniejsze zyski jeszcze przed posiedzeniem – od wtorku 8.11 – choć nie należy tego wiązać wyłącznie z RPP (we wtorek podobnie reagowały waluty regionu). Posiedzenie mogło stanowić jednak dodatkowy pretekst do realizacji zysków przez inwestorów. Obecnie kurs EUR/PLN kształtuje się w okolicy poziomu 4,72 – ok. 5 groszy powyżej minimum z przełomu poniedziałku i wtorku.

Konferencja prasowa prezesa Glapińskiego 10.11 może być kolejnym pretekstem do realizacji zysków. Nie spodziewamy się jednak, żeby reperkusje listopadowego posiedzenia były odczuwane w kolejnych tygodniach. Uwaga krajowa powinna skupić się na kwestii KPO, a kluczowy dla złotego powinien pozostawać globalny i regionalny sentyment.

Co dalej ze stopami procentowymi?

Banki centralne regionu zmierzają w stronę wygaszania cyklu podwyżek stóp procentowych. Narodowy Bank Polski nie jest tu wyjątkiem. Obecnie zakładamy, że najbliższe miesiące nie przyniosą zmiany stóp procentowych. Coraz więcej wskazuje na to, że NBP zakończył już cykl, w otoczeniu dużej niepewności nie można jednak w pełni wykluczyć podwyżek stóp w pierwszej części przyszłego roku. Dużo zależeć będzie od napływających danych, nie tylko dotyczących inflacji, lecz także koniunktury gospodarczej – ta ostatnia wydaje się obecnie oczkiem w głowie RPP.

Z zainteresowaniem będziemy obserwować konferencję prasową prezesa Glapińskiego, która rozpocznie się w czwartek 10.11 o 15:00. Powinna ona dodać kontekstu do listopadowej decyzji i być może rzuci nieco światła na to, jak mogą rysować się dalsze kroki banku centralnego. Może mieć też znaczenie dla złotego.

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk Ebury

Deloitte: jednym z największych wyzwań kadry zarządzającej jest walka z greenwashingiem

Przedstawiciele biznesu przychylnie spoglądają na kwestię zielonej transformacji. Dla trzech czwartych dyrektorów globalnych firm redukcja emisji gazów cieplarnianych nie stanowi zagrożenia dla tempa rozwoju ich organizacji, wynika z raportu „2022 Climate Check”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jednocześnie inflacja i sytuacja geopolityczna wpływają na strategie zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw, co może wymagać większego zaangażowania instytucji państwowych we wspieranie zielonej transformacji.

Odbywający się w Egipcie COP27 przypomina światowej społeczności, że globalne ocieplenie pozostaje jednym z największych wyzwań XXI wieku. Kluczowa dla walki z kryzysem klimatycznym jest nie tylko zmiana codziennych nawyków konsumentów, ale przede wszystkim transformacja sektora prywatnego. W sierpniu i wrześniu 2022 r. Deloitte przeprowadził ankietę wśród 700 dyrektorów firm pochodzących z 14 krajów celem sprawdzenia obecnej postawy przedstawicieli światowego biznesu względem zielonej transformacji. W badaniu udział wzięli przedstawiciele najważniejszych gałęzi gospodarki, między innymi energetyki, sektora bankowego, high-tech czy branży ubezpieczeniowej.

– Jednym z najbardziej optymistycznych wniosków płynących z badania jest to, że 87 proc. ankietowanych dyrektorów widzi długofalowe korzyści w działaniach na rzecz zielonej transformacji. Co więcej, trzy czwarte badanych wierzy, że wnioski z tegorocznego szczytu klimatycznego COP pozwolą osiągnąć cele zawarte w Porozumieniu Paryskim. Możemy śmiało stwierdzić, że udało się trwale uświadomić liderom biznesowym, jak ważna dla przyszłości ludzkości jest walka ze zmianami klimatu. Teraz kluczową kwestią dla jego ochrony pozostaje przemiana tej świadomości w realne, szybkie działania – mówi Irena Pichola, partner, liderka Sustainability & Economics Consulting CE, Deloitte.

O zmianie podejścia firm do kwestii klimatycznych świadczy to, że 57 proc. ankietowanych stwierdziło, że ich firmy zainwestowały w technologie niezbędne do ograniczenia własnych emisji gazów cieplarnianych. Wdrażanie rozwiązań prośrodowiskowych sprawia, że wizja rozwoju w sposób zrównoważony dla wielu przedsiębiorców staje się coraz bardziej realna. Przyznaje to trzech na czterech ankietowanych, którzy uważają, że redukcja emisji gazów cieplarnianych nie stanowi zagrożenia dla przyszłego wzrostu ich firm.

Wojna a klimat

Wydarzenia ostatnich dwunastu miesięcy, takie jak spowolnienie światowej gospodarki oraz wybuch wojny w Ukrainie nie pozostały bez wpływu na zieloną transformację przedsiębiorstw. Blisko 40 proc. badanych stwierdziło, że zarządzane przez nich podmioty zamierzają zintensyfikować działania na rzecz zrównoważonego rozwoju w trakcie najbliższych 12 miesięcy. Z drugiej strony, ponad jedna czwarta odpowiedzi dotyczy zmniejszenia zaangażowania w zieloną transformację, a niemal co piąty ankietowany wskazał, że spadek intensywności takich działań będzie znaczący.

Kryzys energetyczny, będący jedną z konsekwencji wojny w Ukrainie, dla wielu firm może okazać się katalizatorem zmian prośrodowiskowych. Część podmiotów zauważa korzyści, jakie dają alternatywne źródła energii czy inwestycje w bezemisyjność. Z drugiej strony podążanie ścieżką zrównoważonego rozwoju wymaga determinacji, a przede wszystkim odpowiednich zasobów finansowych. Każde spowolnienie gospodarcze może oznaczać niższe przychody części przedsiębiorstw, przez co inwestycje w zieloną transformację stają się dużym wyzwaniem dla sektora prywatnego – mówi Julia Patorska, liderka zespołu analiz ekonomicznych Sustainability & Economics Consulting CE, Deloitte.

Pozorne działania, prawdziwe zagrożenie

W ramach badania Deloitte przedstawiciele kadr kierowniczych światowych firm zostali zapytani o to, które kwestie związane ze zmianami klimatu powinny zostać uznane za priorytetowe. Połowa uczestników ankiety wskazała, że najistotniejszym obszarem są zagrożenia bezpieczeństwa powodowane globalnym ociepleniem. Drugą najczęściej udzielaną odpowiedzią była konieczność ograniczania zjawiska tzw. greenwashingu, czyli pozornych działań na rzecz środowiska oraz zapewnienia sprawiedliwej transformacji (po 41 proc.). Rozkład odpowiedzi różnił się jednak w zależności od obszaru, z którego pochodzili ankietowani. Przedstawiciele Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, podobnie jak mieszkańcy obu Ameryk, za kluczową kwestię uznali zagrożenia bezpieczeństwa wynikające ze zmian klimatu. Z kolei dyrektorzy pochodzący z rejonu Azji i Pacyfiku stwierdzili, że największym wzywaniem jest wpływ zmian klimatu na małe społeczności.

Jak wynika z raportu, kluczową rolę w skutecznej transformacji klimatycznej mają do odegrania instytucje państwowe. Dysponują one bowiem narzędziami umożliwiającymi przestrzeganie wytycznych środowiskowych oraz są w stanie inspirować działania na rzecz klimatu. Zdaniem 63 proc. ankietowanych władze powinny skupić się na walce z greenwashingiem. O skali tego problemu może świadczyć to, że 66 proc. liderów biznesu przyznało, że pozorowanie działań prośrodowiskowych staje się poważnym problemem w ich branżach.

57 proc. odpowiedzi na pytanie o priorytety działań instytucji państwowych dotyczy konieczności minimalizacji ryzyk inwestycyjnych związanych z przechodzeniem na zieloną energię. 55 proc. badanych wskazuje na konieczność wdrożenia nowych regulacji prawnych, z kolei 51 proc. z nich jest za wdrożeniem podatku węglowego.

Wiele firm chce uchodzić za proekologiczne, nie podejmując przy tym żadnych realnych działań. Zadaniem regulatora jest zapewnienie transparentności i eliminacja takich zjawisk, ponieważ utrudniają one faktyczną zieloną transformację. Co więcej, instytucje publiczne powinny, obok edukacji, zapewniać mechanizmy wsparcia i rozwiązania wspierające ścieżkę zrównoważonego rozwoju oraz dbać o równomierny rozkład korzyści wynikających z obrania tej strategii. Pozwoli to na utrwalenie prośrodowiskowego podejścia w biznesie, a w efekcie będzie wspierać cele Porozumienia Paryskiego – mówi Anna Kowalewska, partner Sustainability & Economics Consulting CE, Deloitte.

Ceny w sklepach znowu mocno wystrzeliły w górę. W październiku skoczyły rdr. o 26,1 proc.

Jak wynika z analizy ofert cenowych prawie 41 tys. sklepów, w październiku codzienne zakupy były droższe średnio o przeszło 26% rok do roku. Podwyżki widoczne są we wszystkich dwunastu badanych kategoriach, w każdej – na dwucyfrowym poziomie. Po raz kolejny najmocniej poszły w górę produkty tłuszczowe, tym razem o prawie 49%. Na drugiej pozycji znajdują się produkty sypkie, które podrożały o ponad 37%. W czołowej trójce zestawienia widać też mięso ze wzrostem wynoszącym blisko 32%. Natomiast najmniejsze skoki odnotowały dodatki spożywcze i napoje niealkoholowe – odpowiednio o ponad 14% i niecałe 15% rdr.

Coraz wyższe ceny

Według cyklicznego raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, w październiku br. zakupy były droższe średnio o 26,1% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. We wrześniu skok rdr. był na poziomie 24,1%, w sierpniu – 23,7%, a w lipcu – 18,6%. Poszły w górę wszystkie z dwunastu analizowanych kategorii, a każda z nich odnotowała dwucyfrowy wzrost. Analiza objęła blisko 50 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 32 tys. cen detalicznych z prawie 41 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych.

– Dynamika wzrostu cen wciąż rośnie. Jest to sygnał, że trudny czas w polskiej gospodarce nie zbliża się do końca, a szczyt inflacji jest dopiero przed nami. Na coraz większe podwyżki w sklepach bez wątpienia wpływ mają takie czynniki, jak spadek produkcji, rosnące koszty transportu, podyktowane coraz droższymi paliwami, ale także wzrost cen surowców czy produktów importowanych. Bardzo istotnym czynnikiem jest również podniesienie wysokości płac. Według danych podanych przez GUS, we wrześniu br. wynagrodzenie brutto było wyższe o 11,1% – komentuje dr Justyna Rybacka z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni.

Przyczyny drożyzny są ciągle te same, co podkreśla dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u. Zdaniem eksperta, nie może być taniej i jeszcze długo nie będzie, tym bardziej że brakuje kluczowego instrumentu antyinflacyjnego, jakim są pieniądze z UE. A jeśli ruszą wielkie wydatki „wizerunkowe”, czyli zakupy broni i budowy monstrów typu CPK, to sytuacja jeszcze mocniej się skomplikuje. Z kolei jak podkreśla Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, drożeje wszystko, więc dwucyfrowe wzrosty w każdej kategorii nie powinny być zaskoczeniem. I według eksperta, to raczej nie jest ani szczyt, ani koniec drożyzny w sklepach. Zwykle obserwowaliśmy wzrosty cen przed świętami, a teraz do tego doszły nowe czynniki. Wszystko mocno się zaburzyło.

– Wiele wskazuje na to, że jeżeli chodzi o ten rok, to najwyższe wzrosty cen są dopiero przed nami. Będziemy to obserwować przed Bożym Narodzeniem, w związku ze zwiększonym popytem w tym okresie, jak to miało miejsce w poprzednich latach. Jak na razie tarcza antyinflacyjna, która oznacza obniżone stawki VAT na produkty żywnościowe, prąd czy ogrzewanie, ma być utrzymana do końca 2022 roku. Jeżeli nie zostanie przedłużona, po Nowym Roku skokowo wzrosną ceny objętych nią dóbr – analizuje dr Agnieszka Gawlik z Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Top drożyzny

Spośród dwunastu przeanalizowanych kategorii, w październiku rdr. średnio najmocniej podrożały produkty tłuszczowe – o 48,8%. I to kolejny miesiąc, w którym otwierają zestawienie drożyzny. Na ten wynik wpływ miały przede wszystkim wzrosty cen oleju – o 53,6%, margaryny – 51%, a także masła – 41,8%.

– Rosnące ceny oleju to efekt drogiej ropy naftowej i gazu. W istniejącej sytuacji rynek paliwowy wykorzystuje olej rzepakowy w związku z zapotrzebowaniem na biopaliwa. To natomiast może mieć swoje przełożenie na ceny oleju kupowanego przez konsumentów detalicznych. Kolejnym czynnikiem, który z dużym prawdopodobieństwem będzie mieć wpływ na dalszy wzrost cen oleju, jest zerwanie przez Rosję z końcem października umowy zbożowej. To znacząco zachwiało cenami zbóż na rynku – mówi dr Justyna Rybacka.

Na drugim miejscu w rankingu drożyzny znajdują się produkty sypkie – 37,3% rdr. Tu widzimy, że w minionym miesiącu najmocniej w górę poszedł cukier – o 50,4%. Dalej jest mąka – 40,7%, makaron – 37,8%, a także ryż – 20,2%.

– Sytuacja z cukrem jest skutkiem wzrostu cen nawozów, coraz wyższych kosztów paliw, transportu oraz działalności przetwórczej. Dodatkowo drożeje gaz niezbędny do produkcji cukru z buraków. Nie bez znaczenia jest również ograniczenie podaży buraka cukrowego na światowych rynkach w związku z ograniczeniem upraw. Do tego dochodzi panika zakupowa, która doprowadziła do czasowych braków cukru na półkach. Natomiast rosnące ceny mąki i makaronu są pochodną ograniczonego dostępu do produktów zbożowych oraz wzrostu cen zbóż, zwłaszcza pszenicy i żyta – dodaje dr Agnieszka Gawlik.

Trzecia pozycja w najnowszym zestawieniu należy do mięsa – 31,7%. Jak pokazują szczegółowe wyniki w obrębie tej kategorii, w październiku mięso drobiowe podrożało o 38,7%, wołowe – o 29,5%, a wieprzowe – o 26,7%.

– Producenci trzody chlewnej i drobiu wychodzą z trudnej sytuacji, która dotknęła ich w okresie pandemii. W 2020 roku ceny mięsa były stosunkowo niskie, co spowodowane było spadkiem popytu na ten asortyment. Wpływ na to miała pandemia COVID-19, a także rozprzestrzeniająca się wówczas ptasia grypa. W związku z tą sytuacją, obecne wzrosty cen tej grupy produktów są dużo bardziej odczuwalne. Ponadto znacząco podrożały pasze, co znalazło swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w wyższych cenach mięs – mówi ekspertka z WSB w Gdyni.

Patrząc na pozostałe kategorie i poszczególny asortyment, widać że mocno zdrożała chemia gospodarcza, bo o 24,3% rdr. Tutaj niepokojąco wysokie wzrosty zanotowały ręczniki papierowe i papier toaletowy – odpowiednio o 43,4% i 40,3%. Jak wskazują eksperci z centrum analiz rynkowych UCE RESEARCH, jest to dość niepojące zjawisko, które za chwilę może powtórzyć wakacyjną sytuację z cukrem. Zresztą w przeszłości Polacy już wpadli w panikę na tle papieru toaletowego. Dlatego warto głośno apelować do konsumentów, żeby w tym przypadku nie napędzali niepotrzebnej paniki, bo chociaż towar jest drogi, to go nie zabraknie. Z kolei jeśli dojedzie do masowego wykupu, to ceny jeszcze bardziej skoczą w górę. I stracą na tym tylko sami konsumenci.

Średnie i „małe” podwyżki

Według analizy październikowych cen, czwarte miejsce w rankingu drożyzny zajmuje nabiał – 30%. W tej kategorii najbardziej zdrożało mleko – 41,4%. Dalej widać ser biały – 35,3%, a także ser żółty – 35,2%. Z kolei czołową piątkę zestawienia zamyka kategoria tzw. innych produktów – 27,5%. Tu widzimy, że np. karma dla psów podrożała aż o 63,1%. Z kolei pieluchy dla niemowląt poszły w górę „zaledwie” o 10,8%.

– Nabiał drożeje, ponieważ wszystkie składniki kosztowe rosną. Z karmami dla zwierząt sytuacja jest identyczna. Pieluchy są wyjątkiem w tej dynamice, co nie znaczy, że pozostają tanie. Trudno powiedzieć, dlaczego drożeją najwolniej. Prawdopodobnie nastąpił spadek popytu na nie. W znacznym stopniu są też produktem wyrabianym z recyklingowanych surowców. Ponadto spadł eksport tych wyrobów do Europy Wschodniej i jest ich relatywnie więcej na rynku, a więc wolniej drożeją – stwierdza były dyrektor generalny POHiD-u.

W październiku najmniej podrożały dodatki spożywcze – 14,1%. Przed nimi widać napoje – 14,8%, a także pieczywo – 21,7%. Jak zaznacza dr Faliński, dodatki spożywcze osiągnęły w zeszłym roku dość wysoki poziom wzrostu cen. Nastąpiło nasycenie rynku i spadł popyt, więc zmniejszyły się wzrosty cen. Poza tym te produkty w znacznym stopniu są zużywane przez gastronomię i gospodarstwa domowe. W nich zrobiło się biedniej i zakupy zostały ograniczone, co spowodowało dodatkowo mniejszą dynamikę wzrostu cen.

– Do powyższego warto dodać, że znaczącą częścią kosztu w cenie pieczywa jest transport, a ten cały czas drożeje przez rosnące ceny paliw i większe koszty pracy. Ponadto bezpośredni wpływ na to, ile płacimy za ten produkt, ma mąka. A według choćby danych z tego raportu, w październiku podrożała o ponad 40% rdr. I co ważniejsze, kategoria produktów sypkich jest od dłuższego czasu w pierwszej trójce pod względem największej drożyzny w sklepach. To może wskazywać na to, że ceny pieczywa będą sukcesywnie rosły, bo po prostu nie mają innego wyjścia – podsumowuje dr Justyna Rybacka.

Oszustwo “na brokera” — pomoc w inwestycji czy nierealne obietnice szybkich zysków?

Inwestowanie z biegiem czasu stało się coraz bardziej powszechne. Każda dorosła osoba może zdecydować się na pomnożenie kapitału i ulokowanie go w różnorodne aktywa, takie jak cyfrowe waluty. Często jednak ludzie nie wiedzą, jak rozpocząć przygodę z inwestowaniem i decydują się na skorzystanie z usług brokerskich.

Tak naprawdę dają się oni zwabić socjotechnikom wyrafinowanych oszustów. Scammerzy podszywający się pod brokerów finansowych oferują swoim ofiarom niebywałe zyski z inwestycji, których jednak od początku nie planują im przekazać. Czy wiesz, jak rozpoznać fałszywego brokera i jak uniknąć takiego oszustwa?

Kim jest broker?

Dziś, aby zainwestować w kryptowaluty, wystarczy posiadać dostęp do Internetu oraz jakikolwiek kapitał. Jednak wiele osób nie ma czasu na stałe monitorowanie rynku lub nie wie, jak zabrać się za taką inwestycję. Takie osoby sięgają zatem po usługi brokerskie.

Brokerem kryptowalutowym nazywa się pośrednika pomiędzy sprzedającym (np. giełda) a kupującym kryptowalutę (inwestor). Owym pośrednikiem nie jest jednak pojedyncza osoba fizyczna tylko firma oferująca usługi brokerskie.

Brokerzy kryptowalut wspierają inwestorów w inwestycjach na dynamicznie rozwijającym się rynku cyfrowych aktywów.

Pamiętaj, że pracownicy platform brokerskich, maklerskich oraz giełdowych nie kontaktują się z klientem jako pierwsi i nie oferują inwestycji. Taka sytuacja może być uznana za próbę oszustwa i wyłudzenia kapitału.

Jak wygląda oszustwo “na brokera”?

Oszuści podszywający się za brokerów wykorzystują różne socjotechniki, aby zwieść swoje ofiary do przekazania im jak największego kapitału. Najczęściej spotykany schemat oszustwa wygląda następująco:

  1. Ofiara znajduje w Internecie reklamę “brokera”, który gwarantuje pomnożenie środków na rynku kryptowalutowym. Najczęściej jest to reklama w Google Ads co gwarantuje pierwsze miejsca w wynikach wyszukiwania lub baner reklamowy w social mediach. Odbiorca reklamy wchodzi na stronę i wypełnia formularz podając swoje dane kontaktowe (imię i nazwisko, numer telefonu, adres email).
  2. Po pewnym czasie kontaktuje się z nią “broker” przedstawiający korzystną ofertę, zazwyczaj “inwestycję na wejście”, czyli założenie konta u brokera, które wynosi około 250 dolarów.
  3. Z czasem przy okazji kontaktu oszuści informują o możliwości podwojenia lub potrojenia kapitału, prosząc jednocześnie ofiarę o przelanie im coraz większych sum pieniężnych. W tym czasie broker zakłada na nich konto w serwisie, w którym można wykonywać transakcje, np. na Kanga Exchange (ofiary nie są tego świadome).
  4. Gdy ofiara chce wypłacić swoje środki, dowiaduje się, że najpierw musi zapłacić fałszywy podatek. Oszust przedstawia jej fikcyjne dane – ile udało się jej zarobić na inwestycjach, oraz ile wynosi podatek, który musi zapłacić.
  5. Oszuści zakładają konto na giełdzie kryptowalut za ofiarę, proszą ją o dokonanie transakcji zakupu BTC w kantorze oraz o zalogowanie się na AnyDesk (jest to aplikacja pozwalająca na zdalne sterowanie pulpitem przez Internet). Dzięki temu mogą przeprowadzić transakcję kantorową oraz wypłatę pieniędzy z konta ofiary.
  6. Ofiara sama wpłaca pieniądze na wskazany przez oszustów adres, myśląc, że jest to jej własny adres portfela na blockchainie. Nie posiada jednak dostępu do konta przestępców i traci przy tym swój kapitał (zazwyczaj permanentnie).

Oszuści w całym procesie kradzieży danych i pieniędzy stosują liczne metody manipulacyjne nazywane socjotechnikami. Najczęściej jako swoje ofiary wybierają osoby bezkrytycznie wierzące w szybki zysk lub osoby starsze, które w ograniczony sposób rozumieją mechanizm inwestycyjny. Osobom nastawionym na duże i szybkie profity łatwiej jest wmówić, że ich cele można zrealizować bez większego wysiłku. Szczególnym objawem chciwości jest reakcja na przedstawienie sfałszowanych wyników inwestycji. Manipulowana ofiara bowiem gotowa jest powierzyć jeszcze więcej środków z nadzieją na coraz większe zyski.

Niestety firmy, które zajmują się nielegalnymi usługami brokerskimi wyłudzając pieniądze od swoich ofiar potrafią szybko i skutecznie usuwać po sobie z Internetu wszelkie ślady. Mowa tu o komentarzach, stronach internetowych oraz opiniach zamieszczonych przez niezadowolonych klientów.

Czerwone flagi brokera — jak uniknąć oszustwa?

W czasach intensywnie rozwijającej się technologii nietrudno wpaść w pułapkę oszusta. Warto jednak edukować się w tym temacie, aby zwiększyć swoje szanse na jej uniknięcie. W przypadku oszustw osób podszywających się pod brokerów zwróć szczególną uwagę na:

  • Oferty/reklamy szybkiego i wysokiego zysku z inwestycji – w przypadku kryptowalut nie można zagwarantować, że konkretne prognozy rynkowe będą miały swoje odzwierciedlenie w przyszłości. Pamiętaj, że inwestycje w kryptowaluty wiążą się z ryzykiem inwestycyjnym.
  • Prośbę o przekazanie większej ilości pieniędzy niż te, które planowałeś zainwestować – broker nie powinien wymagać od Ciebie coraz większych wpłat. To Ty powinieneś decydować, ile jesteś w stanie i ile chcesz zainwestować. Broker, wykonując usługi brokerskie, nie powinien udzielać Ci porad inwestycyjnych[a], a tym bardziej nie powinien Cię do nich namawiać.
  • Brak opinii w Internecie na temat firmy odpowiedzialnej za usługi lub brak informacji o osobach kontaktujących się z Tobą – wpłacanie depozytu do brokera, na którego temat trudno znaleźć opinie lub inne informacje to zdecydowanie nieodpowiedzialne rozwiązanie.

Oszuści internetowi czekają tylko na okazję, aby wykorzystać Twoją niewiedzę do swoich celów. Wykazują się przy tym niezwykłym sprytem oraz umiejętnością manipulacji.  W krótkim czasie potrafią usunąć po sobie większość śladów z sieci, uciekając z Twoim majątkiem. Ściganie oszustów staje się przez to skomplikowanym procesem, dlatego właśnie przeciwdziałanie scamom ma tak duże znaczenie. Kanga Exchange tworząc kampanię społeczną “Nie pie(p)rz” stara się nie tylko przeciwdziałać procederowi prania brudnych pieniędzy, ale także edukować o bezpieczeństwie w sieci. Na blogu giełdy znaleźć możesz wiele artykułów, z których dowiesz się więcej o innych rodzajach scamów i o tym jak ich uniknąć.

Pamiętaj, aby nigdy nie powierzać swoich pieniędzy obcym ludziom oraz nieznanym portalom. Jeśli zostałeś oszukany przez platformę podszywającą się pod Kanga Exchange lub Twoje dane zostały wykorzystane do założenia konta na Kanga Exchange bez Twojej wiedzy, zgłoś się do nas, a postaramy Ci się pomóc.

Autor: Zuzanna Kwiecień