Wykluczenie komunikacyjne i niepewny los PKS’ów

Ostatnie lata pokazują dużą zmianę w podejściu Polaków do podróżowania środkami komunikacji zbiorowej, co bezpośrednio przekłada się na wyniki finansowe przewoźników. W najgorszej sytuacji są firmy przewozów autokarowych, oferujące dalekobieżne kursy, wynajem o charakterze turystycznym i biznesowym oraz działalność w obszarach wiejskich. W tej gałęzi transportu pasażerskiego zaległe zadłużenie między sierpniem 2021 a sierpniem 2022 wzrosło aż o 225 proc. i wynosiło blisko 312 mln zł. Zarówno wśród prywatnych, jak i państwowych przewoźników przybyło też niesolidnych dłużników. Zdecydowanie lepiej poradziły sobie firmy transportu pasażerskiego skupione wokół dużych miast i taksówkarze, w ciągu ostatniego roku udało im się zmniejszyć zaległe zobowiązania odpowiednio o 10 proc. i 4,7 proc.

Transport pasażerski bardzo ucierpiał z powodu koronawirusa, przedsiębiorcy szacowali spadek przychodów ze sprzedaży biletów nawet o 80 proc. Zniesienie obostrzeń niestety nie rozwiązało problemu, bo albo pasażerowie na dobre przesiedli się do własnych samochodów, albo utrzymali możliwość pracy z domu. Firmy autobusowe mają jednak szansę odzyskać klientów i podreperować swoje finanse, a to za sprawą rosnących kosztów życia i cen paliwa, bo to one zmuszają Polaków do pozostawiania prywatnych samochodów na parkingach i zastąpienia ich biletem miesięcznym. Nie jest jednak pewne czy przewoźnicy wytrzymają ciężar piętrzących się zaległych zobowiązań i przyjadą po swoich pasażerów, szczególnie tych mieszkających z dala od dużych miast. Z drugiej jednak strony korporacje taksówkarskie i aplikacje oferujące przewóz osób, które podczas pandemii odnotowały wzmożony ruch na swoje usługi, mogą spodziewać się zmiany trendu, czyli spadku liczby przewozów.Niespłacane w terminie długi przewoźników pogłębiają problem wykluczenia transportowego

Nieopłacone zobowiązania firm świadczących usługi przewozów pasażerskich osiągają już łącznie 408 mln zł, wobec 199 mln zł w sierpniu 2021 roku, wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. Większość nieopłaconych w terminie rat kredytów i zobowiązań wobec kontrahentów przypada na przewoźników oferujących wynajem i przewozy autokarowe jak również tych świadczących usługi na terenach wiejskich, co oznacza pogorszenie się sytuacji finansowych PKS’ów i lokalnych firm transportowych. Zadłużenie w tej grupie wynosi już 311,8 mln zł, a kłopot z terminowymi płatnościami ma aż 9 proc. firm z tej branży. Zdecydowanie lepiej radzą sobie przewoźnicy oferujący usługi w obrębie miast, dotyczy to zarówno transportu zbiorowego, jak i przejazdów taksówkami.

Rosnące ceny paliwa windują zainteresowanie przejazdami komunikacją zbiorową

Z badania wykonanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że niemal co czwarty Polak, w ciągu ostatnich 6 miesięcy, korzystał z komunikacji zbiorowej ze zwiększoną częstotliwością (23 proc.). Z czego wśród mieszkańców wielkich miast było to 33 proc. Odsetek ten maleje wraz ze zmniejszaniem się liczby mieszkańców, w przypadku wsi jest to już tylko 16 proc. – ze względu na ograniczony dostęp do tego typu środków transportu. W tej grupie najczęściej kierowcy ograniczają jazdę samochodem na rzecz chodzenia pieszo, jazdy rowerem lub całkowitej rezygnacji z wyjazdów.

Z zestawienia przygotowanego przez warszawski ZTM wynika, że w lipcu br. o około 20 proc. wzrosła sprzedaż biletów jednorazowych i krótkookresowych, a o prawie 30 proc. biletów długookresowych w stosunku do tego samego okresu 2021 roku.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– To dobra wiadomość dla przewoźników skupionych wokół dużych miast, którzy dziury w budżecie łatają wpływami ze sprzedaży biletów. O ile dla firm świadczących usługi miejskiego i podmiejskiego przewozu pasażerskiego wzrost zainteresowania usługami może być wystarczający, to już dla przewoźników komunikacji dalekobieżnej, o charakterze turystycznym, w obszarach wiejskich czy oferujących przewozy szkolne i pracownicze już nie. Jest to najbardziej zadłużona gałąź w lądowym transporcie pasażerskim, tu nieopłacone zobowiązania przyrastają z miesiąca na miesiąc i są na tyle duże, że nawet zmiana podejścia Polaków do podróżowania ich nie zatrzyma – wskazuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Bieżąca eksploatacja pojazdów w tym autobusów i tramwajów pochłania znaczne środki finansowe zarówno prywatnych, jak i państwowych przewoźników. Koszty związane z zakupem części czy naprawami to jednak nic w porównaniu z rosnącymi cenami paliwa, energii oraz wysokimi ratami leasingowymi, które niezależnie od liczby wykonanych kursów i ich opłacalności trzeba płacić. Łatanie dziur w budżecie przewoźników, po kryzysie związanym z pandemią Covid-19, już i tak wymagało dodatkowego wsparcia, które rzadko kiedy było wystarczające. W związku z koniecznością pokrycia strat, niektórzy przewoźnicy zdecydowali się podnieść ceny biletów komunikacji miejskiej i podmiejskiej. Wielu jednak mocno ograniczyło kursowanie autobusów, szczególnie na trasach mniej uczęszczanych przez pasażerów. To jednak nie koniec problemów przewoźników. Trudność w zakupie niektórych części spowodowana zerwanymi łańcuchami dostaw czy sprostanie oczekiwaniom płacowym kierowców, a ostatecznie deficyty pracownicze przynoszą kolejne wyzwania. Wydaje się jednak, że największym problemem będą koszty zakupu paliwa, które istotnie wzrosły w ostatnim okresie.

Wykluczenie komunikacyjne na wsiach

W Polsce na 1000 mieszkańców przypada aż 664 samochodów, jesteśmy pod tym względem w czołówce wśród wszystkich krajów UE, wynika z danych Eurosatu [1]. Nie jest to jednak powód do dumy. Tak duża liczba pojazdów w przestrzeni publicznej wpływa na pogłębianie się problemu z zatorami na drogach. Dodatkowo auta, które jeżdżą po polskich drogach, nie należą do najmłodszych, co bezpośrednio przekłada się na zwiększoną degradację środowiska naturalnego, ale także na rosnące koszty eksploatacyjne i zmniejszenie bezpieczeństwa użytkowania.

Posiadanie samochodu to często jednak konieczność wynikająca z ograniczonej dostępności transportowej. Wielu Polaków, szczególnie tych zamieszkujących wsie i małe miejscowości, żeby dojechać do pracy, szpitala czy nawet wykonać tak prozaiczne czynności, jak zakupy, jest zmuszona do zakupu auta. Mimo to nie wszyscy mogą sobie pozwolić na taki luksus, szczególnie osoby w starszym wieku, niepełnosprawne i uboższe. Wykluczenie komunikacyjne jest obecnie problemem wielu mieszkańców i eskaluje zjawisko wykluczenia społecznego w innych obszarach życia oraz utrudnionego dostępu do usług publicznych, w tym edukacyjnych.

Choć los komunikacji zbiorowej w dużej mierze przypieczętowała pandemia Covid–19 i wynikające z niej obostrzenia w transporcie, to upadek przewoźników zaczął się dużo wcześniej.

2020 rok i lockdown przyniosły ostateczny cios dla przewoźników kursów dalekobieżnych i o charakterze turystycznym. Firmy najgorzej odczuły jednak przejście szkół na nauczanie zdalne. Regionalni przewoźnicy, którzy bez względu na słabnące zainteresowanie swoich usług i tak wciąż mogli liczyć na uczniów, stracili najliczniejszą grupę pasażerów.

Obserwowany od lat spadek liczby pasażerów korzystających z komunikacji zbiorowej widoczny w danych GUS-u[2] już raczej nikogo nie dziwi. W ramach przewozów pasażerskich środkami komunikacji miejskiej w 2021 wykonano 2,5 mld kursów co stanowi niewielki wzrost, wobec 2,3 mld w poprzednim roku, kiedy to transport publiczny zaliczył największy spadek liczby pasażerów. Przed pandemią, w latach 2010-1019 liczba przejazdów oscylowała stale w granicach 3,8-3,9 mld. Spadek zainteresowania publicznym transportem zmusza firmy do obcinania kolejnych kursów.

prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej
prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej

– Zainteresowanie publicznym transportem autobusowym spada, firmy obcinają kolejne kursy, a mieszkańcy, którzy mają dość nieustannie zmieniających się rozkładów czy nieprzyjeżdżających autobusów, przesiadają się do prywatnych samochodów, gwarantujących komfortowy przejazd. Stąd duży popyt na używane, często piętnastoletnie i starsze samochody wśród mieszkańców wsi i małych miasteczek. Tylko czy się to uda? W badaniu wykonanym na zlecenie BIG InfoMonitor ankietowani mówią bowiem, o kolejnych przyczynach wykluczenia komunikacyjnego. Kluczowym powodem ograniczania jazdy samochodem jest wzrost cen paliw, na który wskazało 79 proc. osób deklarujących, że obecnie rzadziej korzysta z tego środka transportu. Dla 42 proc. z nich głównym powodem zmiany sposobu podróżowania jest konieczność oszczędzania, a 37 proc. zwyczajnie nie stać już na ten środek transportu. Czyli autobus nie przyjedzie, z powodu upadłości przewoźnika, a na jazdę samochodem prywatnym nie będzie mnie stać, to spowoduje pogłębienie wykluczenia komunikacyjnego, a w konsekwencji istotnie ograniczy możliwości rozwojowe wielu wsi i miasteczek w całej Polsce – zwraca uwagę prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).długi przewoźników

– Właściwie dopiero teraz widzimy, jak dramatyczna w skutkach okazała się pandemia Covid-19 dla transportu pasażerskiego. Jeszcze w marcu 2020 roku zadłużenie przewoźników wynosiło ok. 81 mln zł. Pierwszy rok ograniczeń przyniósł 15 mln zł., a drugi rok, dodatkowo naznaczony rosnącymi cenami paliwa i inflacją, kolejne 216 mln zł. Zaległe zobowiązania firm transportowych odczują też pasażerowie, którzy za ten sam dystans będę musieli zapłacić więcej lub – co bardziej niepokojące – w ogóle nie pojadą – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

[1] https://appsso.eurostat.ec.europa.eu/nui/show.do?dataset=road_eqs_carhab&lang=en
[2] GUS, “Regiony Polski 2022”, 22.08.2022 r.

Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 26-29 sierpnia 2022, przeprowadzone metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, na próbie reprezentatywnej ze względu na wiek, płeć i wielkość miejsca zamieszkania, Próba: n=1085.

Dane z KIS: Przybywa wniosków o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej

Według danych Krajowej Informacji Skarbowej, w pierwszych ośmiu miesiącach br. o niespełna 2% wzrosła rdr. liczba wniosków o indywidualną interpretację podatkową. Biorąc pod uwagę tylko tegoroczne statystyki, najwięcej wniosków złożono w marcu, a najmniej – w sierpniu. Blisko 48% przypadków w tym roku dotyczyło zakresu PIT, a ponad 35% – VAT. Jednak zdaniem ekspertów, w czwartym kwartale br. może wzrosnąć aktywność podatników w tym zakresie. Nie brakuje też opinii, że kluczowym czynnikiem w tej kwestii będzie proces legislacyjny oraz wdrażanie nowych rozwiązań wprowadzonych w związku z tzw. Polskim Ładem. I jak dodają znawcy tematu, im więcej podatników zainteresuje się ich stosowaniem, tym większa w przyszłości będzie liczba składanych wniosków.

Więcej wniosków

Jak wynika z danych udostępnionych przez Krajową Informację Skarbową (KIS), w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy br. podatnicy złożyli 21 124 wnioski o indywidualną interpretację podatkową. To o 1,6% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy takich przypadków odnotowano 20 790.

– Wzrost liczby wniosków w stosunku do 2021 roku wynika z coraz bardziej skomplikowanych przepisów podatkowych. W nich wprowadzane są kolejne liczne zmiany, chociażby w związku z tzw. Polskim Ładem. Jednocześnie, z uwagi na coraz większe ryzyko otrzymania negatywnych interpretacji, można zaobserwować mniejsze zainteresowanie tą instytucją prawa – komentuje prof. Adam Mariański, przewodniczący Komisji Podatkowej BCC i prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Patrząc na dane z poszczególnych miesięcy tego roku, widzimy, że najwięcej wniosków o indywidualną interpretację podatkową złożono w marcu – 3 248. Następny w tym zestawieniu jest styczeń – 3 010, a za nim luty – 2 774. W dwóch miesiącach przekroczono poziom 2,5 tys. A w pozostałych trzech (spośród ośmiu analizowanych) odnotowano mniejsze wartości niż 2,5 tys. Najmniej takich przypadków zaobserwowano w sierpniu – 2 176. Jak podkreśla prof. Mariański, zwykle największa intensyfikacja wątpliwości i problemów po stronie podatników powstaje na początku roku obrachunkowego. Dzieje się tak, ponieważ większość rozwiązań prawnych, wprowadzana w obszarze podatkowym, ma zastosowanie właśnie od nowego roku podatkowego.

– Lato jest oczywiście okresem urlopowym i to mogło mieć wpływ na zmniejszenie liczby składanych wniosków. W najbliższych tygodniach możemy spodziewać się tendencji wzrostowej w tym zakresie. Koniec roku jest momentem, w którym podatnicy przeglądają swoje księgi. Pojawiające się wówczas wątpliwości w tym okresie mogą być podstawą do składania wniosków o wydanie właśnie tego typu interpretacji – mówi doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Dominuje PIT i VAT

Z danych udostępnionych przez KIS wynika, że wnioski o indywidualną interpretację podatkową składane są w ośmiu obszarach. Od stycznia do sierpnia br. najwięcej z nich dotyczyło PIT – 10 094 (47,8% wszystkich). W analogicznym okresie 2021 roku odnotowano 8 867 takich przypadków (42,7%).

– W przypadku tego wzrostu rdr. niewątpliwie znaczenie ma to, iż podatek dochodowy od osób fizycznych obejmuje największą liczbę podatników. Dodatkowo tzw. Polski Ład wprowadził najbardziej złożone zmiany właśnie w obszarze PIT, m.in. słynną ulgę dla klasy średniej – analizuje prof. Mariański.

Na drugim miejscu w zestawieniu danych z pierwszych ośmiu miesięcy br. znajdują się wnioski z obszaru VAT – 7 449 (35,3% wszystkich). W analogicznym okresie 2021 roku była to ta sama pozycja, przy czym wówczas było 8 757 takich przypadków (42,1% wszystkich). Jak stwierdza Natalia Stoch-Mika, podatek VAT stanowi obszerny zakres przepisów, które niejednokrotnie są niedoprecyzowane. Dlatego też podatnicy coraz częściej występują z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej. Zdaniem eksperta, spadek jest na tyle niewielki, że mogło na niego wpłynąć zwiększenie koncentracji podatników na zmianach w podatku dochodowym niż w VAT.

– Spadek ten można połączyć ze zmianami, które wówczas się działy. Polski Ład zajmował się głównie obszarem podatków dochodowych i tam w związku z tym powstało najwięcej różnego rodzaju wątpliwości. Wobec tego VAT, przy małej responsywności nowych rozwiązań, jak i sukcesywnie zwiększającemu się zasobowi orzecznictwa w tym zakresie, nie budził aż tak znacznego zainteresowania – dodaje prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Znaczenie przepisów

Biorąc pod uwagę okres od stycznia do sierpnia 2022 roku, trzecie miejsce w ww. zestawieniu zajmują wnioski z zakresu CIT – 2 494 (rok wcześniej – 2 062). Dalej są PCC – 627 (533), SD – 213 (259), akcyza – 182 (192), OP – 37 (51) oraz pozostałe – 28 (69).

– Mniejsze zainteresowanie akcyzą wynika z niewielkiej liczby podatników, jakich ona obejmuje. Ponadto przepisy te są dość precyzyjne i głównie stosuje się je w brzmieniu literalnym, rzadko sięgając do innych wykładani. Podobnie sytuacja wygląda z PCC. Natomiast mała liczba wniosków dotyczących podatku dochodowego od osób prawnych jest pokłosiem tego, iż nadal wiele osób prowadzi działalność w formie spółki cywilnej czy jednoosobowej działalności gospodarczej. Nie zważają na ryzyka zawiązane z taką formą, a tym samym podlegają pod przepisy podatku dochodowego od osób fizycznych – wyjaśnia prof. Mariański.

Według doradcy podatkowego Natalii Stoch-Miki, w czwartym kwartale br. z pewnością można spodziewać się wzrostu liczby wniosków o indywidualną interpretację podatkową. Zdaniem eksperta, ten okres może stanowić zachętę do działania dla podatników. Pozwoli to bowiem nanieść ewentualne korekty w swoich księgach przed złożeniem ostatecznego CIT-u lub PIT-u za 2022 rok.

– Kluczowym czynnikiem będzie proces legislacyjny oraz wdrażanie nowych rozwiązań wprowadzonych przez tzw. Polski Ład. Im więcej podatników zainteresuje się ich stosowaniem, tym większa będzie liczba omawianych wniosków. Niejasność i skomplikowany kształt tych przepisów, pomimo nieudolnych prób ich „naprawnienia”, nadal budzi liczne niedopowiedzenia i wątpliwości co do ich stosowania w praktyce. A to wszystko przy i tak już dużym stopniu skomplikowania naszego systemu podatkowego – podsumowuje prof. Adam Mariański.

Mabion otrzymał zgodę komitetu kredytowego EBOR na udzielenie finansowania w kwocie 15 mln USD (ok. 74 mln PLN)

  • Komitet kredytowy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w dniu 18.10.2022 r. podjął decyzję o udzieleniu Spółce finansowania w postaci kredytu długoterminowego na kwotę 15 mln USD (ok. 74 mln PLN, według kursu zamknięcia 4,9522 na dzień 17.10.2022 r.)
  • Uzyskanie zgody komitetu kredytowego EBOR stanowi kluczowy etap procesu pozyskania finansowania, przyznanie środków jest uzależnione od zawarcia umowy kredytowej z EBOR
  • Efektywna i systematycznie poszerzana współpraca z Novavax pozytywnie wpływa na przewidywalność przepływów pieniężnych Mabionu, budując fundamenty pod długoterminową współpracę z instytucjami finansującymi
  • Finansowanie dłużne przeznaczone będzie na realizację strategicznych planów rozwojowych Spółki, obejmujących w szczególności rozbudowę i modernizację zakładu Mabion w Konstantynowie Łódzkim
  • Rozbudowa istniejącego zakładu znacząco zwiększy moce produkcyjne oraz rozszerzy zakres oferty świadczonych usług CDMO
  • Mabion prowadzi aktywne działania w zakresie Business Development do potencjalnych klientów w obszarze nie tylko wytwarzania, ale również m.in. zaawansowanej analityki, usług rozwojowych, sterylnego rozlewu form płynnych, które mogą być świadczone równolegle do bieżącej obsługi kontraktu z Novavax

Strategiczne plany rozwoju spółki Mabion obejmują transformację w kompleksową w zakresie CDMO firmę biofarmaceutyczną o zdywersyfikowanych przychodach i dużej skali działania zarówno w zakresie wytwarzania, jak i szerokiego zakresu specjalistycznych usług. Znaczącym krokiem do osiągnięcia tego celu jest zwiększenie mocy produkcyjnych dzięki rozbudowie istniejącego zakładu Mabion. Finansowanie inwestycji będzie pochodziło z długu, który zabezpieczy pokrycie większości kosztów rozbudowy oraz wyposażenia istniejącego zakładu produkcyjnego. Pozostała część będzie finansowana ze środków własnych Spółki wypracowanych z bieżącej działalności, czyli dzięki współpracy z firmą Novavax. Spółka jednocześnie rozpoczyna aktywne poszukiwanie kolejnych klientów w ramach usług CDMO (ang. Contract Development and Manufacturing Organization).

W ostatnich miesiącach prowadziliśmy intensywne rozmowy z instytucjami finansowymi związane z pozyskaniem finansowania dłużnego na rozbudowę istniejącego zakładu produkcyjnego, pozwalającego na istotne zwiększenie mocy wytwórczych. Nasza wiarygodność wobec banków wzrosła w ostatnim czasie z uwagi na realizowanie stabilnego i przewidywalnego pod względem przepływów operacyjnych kontraktu z firmą Novavax. Efektem tych rozmów jest otrzymana dzisiaj zgoda komitetu kredytowego EBOR, która daje nam możliwość pozyskania długu z przeznaczeniem na finansowanie strategicznych planów rozwoju Spółki”mówi Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Kredyt ma zostać udzielony przez EBOR na okres 2 lat od daty podpisania umowy, z możliwością wcześniejszej spłaty. Oprocentowanie kredytu będzie oparte na zmiennej stopie procentowej według stawki SOFR (ang. Secured Overnight Financing Rate), powiększonej o marżę banku. Uzyskane po zawarciu umowy kredytowej finansowanie, poza możliwością wykorzystania na rozbudowę istniejącego zakładu, będzie również w części przeznaczone na rozwój systemów i infrastruktury IT oraz refinansowanie pozostałej do spłaty pożyczki od Akcjonariusza w kwocie 10 mln PLN.

„Realizacja umowy z Novavax, pozwala nam wypracowywać regularne wpływy gotówkowe, a co za tym idzie daje nam możliwość realizacji zakładanych planów inwestycyjnych, które zwiększą moce wytwórcze istniejącego zakładu w Konstantynowie Łódzkim. Posiadanie zabezpieczenia w postaci kontraktu CDMO przybliża nas do zawarcia umowy kredytowej z EBOR na kwotę 15 mln USD. Udzielona zgoda komitetu kredytowego jest kluczowym krokiem do zrealizowania tego celu. Zgodnie z wcześniejszymi informacjami potwierdzamy, iż planowana wymiana bioreaktorów jest przewidziana na przełom II i III kwartału 2023 r., obecnie toczą się prace przygotowawcze, a cała inwestycja jest uwzględniona w harmonogramie produkcji dla Novavaxu” – komentuje Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Mabion obecnie rozbudowuje zespół sprzedaży usług CDMO, w tym zatrudnił osobę z wieloletnim międzynarodowym doświadczeniem w obszarze CDMO na stanowisku Head of Business Development, której zadaniem jest skuteczne prowadzenie zespołu i pozyskanie międzynarodowych klientów do realizacji zleceń w produkcji kontraktowej.

„Oferujemy usługi, które możemy świadczyć równolegle do obsługi kontraktu z Novavax i składamy oferty do nowych klientów, jesteśmy w trakcie rozmów. Wspiera nas tutaj rozpoznawalność na arenie międzynarodowej za sprawą strategicznego partnerstwa z Novavax, a także doświadczenie zdobyte w ostatnich latach działalności Spółki w obszarze rozwoju własnych leków biologicznych. Przygotowało nas to do obsługi różnorodnych zleceń CDMO, w tym zaawansowanej analityki. Mamy również zaplanowaną obecność w najważniejszych eventach dla branży farmaceutycznej i biotechnologicznej, w najbliższym czasie będziemy na BIO-Europe, a w listopadzie na CPHI, gdzie odbędziemy rozmowy z kolejnymi potencjalnymi klientami” – mówi Adam Pietruszkiewicz, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Sprzedaży.

Do roku 2021 Spółka koncentrowała się na rozwoju portfolio własnych produktów biologicznych. Zawarta umowa z amerykańskim podmiotem Novavax w październiku 2021 roku sprawiła, że Mabion z sukcesem zaczął komercjalizować zbudowane kompetencje i dokonał udanej transformacji we w pełni zintegrowaną firmę biofarmaceutyczną certyfikowaną GLP i GMP wraz ze zintegrowanym CDMO w postaci analityki i wytwarzania kontraktowego. Skuteczna realizacja umowy z Novavax o wartości 372 mln USD została przedłużona do końca 2026 roku wskutek zawartych we wrześniu br. aneksów, z gwarantowanym poziomem przychodów co najmniej do końca 1H 2024 r. Rozszerzyły one ponadto zasady wynagradzania Mabionu o kolejny komponent, Spółka będzie obecnie otrzymywać wynagrodzenie za wytworzone serie produktu lub w postaci wynagrodzenia za gotowość do wytworzenia produktu (rezerwacja mocy produkcyjnych). Aneksy rozszerzyły również współpracę o przyszłą możliwość wytwarzania drugiego produktu, będącego substancją czynną dla szczepionki w wersji Omicron.

Stopy procentowe znów głównym tematem

Wydawać by się mogło, że skoro RPP przestała podnosić stopy procentowe to temat ten zejdzie na dalszy plan. Nic bardziej mylnego, a hiperaktywność nowej członkini senackiej tylko zwiększa zainteresowanie tematem.

Inflacja bazowa zgodna z oczekiwaniami

Z jednej strony inflacja bazowa wynosząca 10,7% to dobry sygnał. Pokazuje bowiem, że po odjęciu cen najbardziej zmiennych, czyli energii i żywności, ceny rosną o 6,5% wolniej niż w pełnym koszyku. Problem w tym, że cała narracja o imporcie inflacji z zewnątrz prezentowana przez prezesa NBP na ostatnich posiedzeniach traci właśnie podstawy. Coraz wyraźniej widać, że to absurdalny brak koordynacji pomiędzy RPP a rządem jest tutaj problemem. Przy obecnej polityce gospodarczej rządu decyzje Rady, o ile będą podejmowane w rozsądnym zakresie, nie są w stanie wygrać z inflacją. Co wcale nie znaczy, że powinna ona odpuścić. Rynki na te dane na razie zbytnio nie reagują, ale w tle widać kolejny wzrost WIBOR, który sugeruje, że analitycy bankowi znów spodziewają się, że decyzje jednak będą podejmowane pomimo jawnego konfliktu w gremium decyzyjnym.

Słabsze prognozy dla USA

Wczorajszy indeks New York Empire State zgodnie z nazwą bada nastroje tylko dla tego regionu. Są one jednak uważane za dobry prognostyk do szerszych wniosków. To właśnie dlatego wczorajszy słabszy od oczekiwań wynik spowodował osłabienie amerykańskiej waluty. Oczekiwano poziomu ujemnego, świadczącego o przewadze odpowiedzi negatywnych, jednak nie tak silnie ujemnego, jak finalnie zaprezentowany. Po tych danych dolar osłabił się względem euro o około 1 centa. Niby jest to duży ruch, ale było widać, że na głównej parze od około tygodnia był spory zastój, zatem nie można było wykluczyć, że wielu inwestorów tylko czekało na sygnał do realizacji zysków i właśnie go otrzymało.

Profesor Tyrowicz znów aktywna

Nowa członkini Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie jest ulubienicą obecnej większości. To, że się nie zgadza z polityką gremium, w którym zasiada to jedno. To, że daje temu znać w publicznych wypowiedziach to drugie. W swoich wypowiedziach ma jednak jeden element, który nie znajduje poparcia u wielu analityków. Postuluje bowiem stopy procentowe przekraczające inflację. Byłby to obecnie dramat dla gospodarki opartej na kredytach na zmienną stopę procentową. Z drugiej strony na przestrzeni ostatnich przeszło 20 lat tak właśnie wygrywano z inflacją w tym kraju. Podnoszono stopy procentowe powyżej inflacji, by ją zdusić, zanim się rozpędzi i zadomowi na dłużej. Z drugiej strony obecnie brak wsparcia rządu powoduje, że tamte metody mogłyby być niewystarczające. Rosną jednak na rynku oczekiwania względem dalszych podwyżek stóp procentowych, co pomaga dzisiaj złotemu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Michał Sapota: Dynamika zmian na rynku nieruchomości. Deweloperzy ostoją spokoju

Z jednej strony zapaść na rynku kredytów mieszkaniowych, z drugiej spora liczba realizowanych inwestycji deweloperskich. Na rynku nieruchomości już dawno nie działo się aż tak wiele. Według danych Biura Informacji Kredytowej, w sierpniu aż o 72,9% spadła liczba zapytań o kredyty mieszkaniowe. O finansowanie wnioskowało niewiele ponad 12 tys. potencjalnych kredytobiorców. Rok wcześniej było ich natomiast 42,5 tys.

Wysokie stopy procentowe, zaostrzenie regulacji, a także możliwe spowolnienie lub nawet recesja spowodowały, że rynek kredytowy praktycznie zamarł. Tak zatrważających danych nie było od stycznia 2007 r., czyli od momentu, gdy zaczęto te dane zbierać. Do tego dochodzi spadająca średnia kwota wnioskowanego kredytu. Świadczy to o niskiej zdolności kredytowej.

Ostatni bastion optymizmu

Przesłanek do totalnego pesymizmu nie brakuje, ale jednym z ostatnich bastionów optymizmu są firmy deweloperskie. Wciąż powstają nowe inwestycje, a te rozpoczęte są kontynuowane. Skąd taka postawa? Rynek nie lubi próżni. Po pierwsze, branży mieszkaniowej nie można rozpatrywać wyłącznie z perspektywy osób, które szukają lokum dla siebie. Sporo jest takich, które chcą zabezpieczyć środki przez utratą wartości z powodu inflacji, traktując zakup nieruchomości jako inwestycję. Dla takich klientów dostępność kredytów ma zdecydowanie mniejsze znaczenie.

Dlatego mniejsza sprzedaż, którą notują analitycy rynku, nie musi od razu oznaczać zapaści. Trzeba pamiętać, że ostatnie lata cechowały się nienaturalnie szybkim wzrostem cen. To dość mocno rozregulowało rynek. Rosnące stopy procentowe i wysokie koszty kredytów mogą za to odbijać się na kondycji deweloperów, którzy w dużej mierze finansują inwestycje przy pomocy zewnętrznego kapitału. Tylko najsilniejsze kapitałowo podmioty są w stanie kontynuować inwestycje, a także zaczynać kolejne. Jednak dalsze podnoszenie stóp procentowych, co znacznie ogranicza dostępność kredytów, mocno utrudnia skutecznie prowadzenie projektów.

Nie można również zapominać o tym, że wysokie koszty kredytów mieszkaniowych skłonią wiele osób do decyzji o wynajęciu, zamiast kupowaniu mieszkania. To bardzo dobra informacja dla tych, którzy inwestują w nieruchomości pod wynajem. Deweloperzy podejmujący rozsądne decyzje inwestycyjne będą w stanie odpowiednio przygotować się na poprawę koniunktury, gdy nastąpi gospodarcze odbicie.

Kiedy rynek będzie się normował?

Przewidywania analityków wskazują, że już w 2023 roku ma rozpocząć się stopniowe obniżanie stóp procentowych. Rok później mogą wynosić już poniżej 5%. Część ekspertów podnosi również postulat, by w krok za stopniową obniżką stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, Komisja Nadzoru Finansowego zarekomendowała poluzowanie warunków udzielania kredytów. Pozwoli to na łatwiejszy dostęp do finansowania, co poprawi popyt na mieszkania.

Rynek ma więc wkrótce powrócić na ścieżkę wzrostów. Część deweloperów przerwała budowy i nie decyduje się na kolejne inwestycje. To bardzo ryzykowna strategia. Inni obecny czas wykorzystują na rozbudowywanie banków ziemi, a także utrzymywanie inwestycji. Dla inwestorów to również dobry prognostyk. Kupowanie mieszkań w celu przechowania wartości lub po to, aby wynajmować je zarobkowo, jest właściwą drogą, tym bardziej że zwiększa się dostępność ekip budowlanych i materiałów. Już za kilka miesięcy przekonamy się, jakie ruchy były konieczne, aby wykorzystać bieżącą sytuację do poprawy własnej pozycji na rynku.

Michał Sapota, Prezes Heritage Real Investment Trust

Rewolucja w windykacji. Co czeka branżę?

W październiku zaprezentowany został projekt ustawy o zawodzie windykatora, który jest odpowiedzią na wymagania Unii Europejskiej w tym zakresie. O tym czego dotyczy i jakie będą konsekwencje wprowadzenia nowych przepisów w przyszłości opowiada Wojciech Węgrzyński – współzałożyciel i partner w firmie Trenda Group.

Nowy projekt ustawy o windykacji, czego dotyczy?

Projekt ustawy powstał w odpowiedzi na dyrektywę unijną, która ma za zadanie regulację zawodu windykacji nie tylko w naszym kraju, ale w całej Unii Europejskiej. Wszystkie zmiany mają dotyczyć tylko i wyłącznie windykacji polubownej, ponieważ windykacja sądowa i egzekucja komornicza zostały już wcześniej uregulowane przez ustawodawcę. Oznaczać będzie to, że podmiot w projekcie ustawy, czyli przedsiębiorstwo windykacyjne będzie miało swoje ramy prawne i obowiązki, których będą musieli przestrzegać wraz z windykatorami:

Jeśli chodzi o najważniejsze założenia: powstaną rejestry firm oraz windykatorów otrzymujących zezwolenia i licencje na prowadzenie działalności i czynności windykacyjnych. Trzeba zaznaczyć, że takie przedsiębiorstwo windykacyjne będzie musiało być spółką akcyjną z kapitałem 5 000 000 zł. Windykator będzie posiadał licencję, która zostanie wydana na okres 4 lat, oczywiście te licencje będą płatne. Zmieni się również to, że w aktach sprawy znajdzie się tzw. nota windykacyjna i ogólnie mówiąc, wskaże ona wszelkie szczegóły sprawy informując dłużnika z czego wynika zadłużenie, kto jest pierwotnym wierzycielem, nota wskaże też prawa dłużnika. To co jest bardzo istotne, to to, że dłużnik będzie mógł złożyć tzw. sprzeciw lub zastrzeżenie, co oznacza, że będzie mógł odmówić słownie, czy też pisemnie (np. listem, czy w formie elektronicznej) prowadzenia rozmów polubownych co jest dosyć ważne, bo firma windykacyjna nie będzie miała prawa kontynuować rozmów, ani kontaktować się z takim dłużnikiem ponownie. Wpłynie to wydatnie na tzw. czynności terenowe, czyli spotkania bezpośrednio z dłużnikiem: będą mogli wykonywać je jedynie windykatorzy z licencją i tu też dosyć kluczowe, po uprzedniej zgodzie takiego dłużnika należy umówić się na konkretny termin pasujący zadłużonemu – podsumowuje założenia projektu Pan Wojciech Węgrzyński, partner i współzałożyciel firmy Trenda Group.

Dodatkowo windykatorzy będą musieli przestrzegać częstotliwości kontaktu z osobami zadłużonymi, co oznacza, że kontakt będzie możliwy jedynie w wyznaczonym czasie. Niezastosowanie się do tych przepisów będzie skutkować karą grzywny, ograniczenia wolności lub nawet pozbawienia wolności.

Wprowadzenie ustawy będzie wiązało się również z konsekwencjami, mianowicie zostanie wprowadzony rejestr firm oraz windykatorów. Kolejnym punktem zwrotnym będzie niewątpliwie wprowadzenie nadzoru nad prowadzonymi sprawami. Ostatnimi i najważniejszymi aspektami będzie wyeliminowanie niedozwolonych praktyk windykacyjnych oraz to, że wszystkie sprawy windykacyjne będzie prowadziła osoba posiadająca uprawnienia, osoba, która będzie w pełni wykwalifikowana do pracy w zawodzie, co będzie istotną rzeczą z punktu widzenia potencjalnych klientów.

Wady i zalety projektu ustawy?

Jak każda ustawa ma swoje plusy i minusy.  Zaletą będzie bezsprzecznie fakt, iż zyskają na jej wprowadzeniu wykwalifikowane osoby np. w branży detektywistycznej, które będą weryfikować podmioty, badać majątki wśród potencjalnych dłużników, czego nie będą mogli robić windykatorzy. Wadą projektu może być nadmierna ochrona dłużników:

Prawo znowu stoi bardziej po stronie dłużnika, a zapomina się o wierzycielach, czyli tych firmach często pokrzywdzonych, które nie otrzymały swoich środków. Wierzyciel będzie miał wyższe koszty prowadzenia sprawy windykacyjnej, będą mu narzucone kolejne ograniczenia czasowe itp… . Mam wrażenie, że często zapominamy o tym, że ten właśnie przedsiębiorca, wierzyciel to zdrowy podmiot gospodarczy, który płaci podatki, generuje PKB, zatrudnia, napędza gospodarkę, a znowu okaże się, że zapłaci więcej. Jeśli chodzi o inne wady: żeby dokonać wpisu do biura informacji gospodarczej o dłużniku (konsumencie) musiał on mieć zadłużenie na kwotę 200 zł i nieuregulowane płatności od co najmniej 30 dni. Projekt zakłada, że ten dług będzie musiał wynosić 500 zł, a wymagalność od co najmniej 60 dni. Ten okres znowu się wydłuża, a z moich doświadczeń wiadomo, że im dłużej czekamy na pieniądze, tym trudniej jest je odzyskać. Jeśli chodzi o firmy, to firma zadłużona, aby pojawiła się w takim rejestrze informacji gospodarczej jako nierzetelna, będzie musiała być zadłużona na co najmniej 1000 zł, wcześniej było 500 natomiast tu akurat zostaje okres 30 dni – mówi Wojciech Węgrzyński z Trenda Group.

Podsumowując, projekt niesie za sobą wiele zmian. Posiada swoje plusy i minusy, mimo wszystko i tak warto przypomnieć, że zawsze należy dogłębnie sprawdzać kontrahentów przed podjęciem współpracy, aby nie musieć matrwić się o swoje pieniądze.

Pracownik ma obowiązek zadbać o właściwy adres na druku zwolnienia chorobowego

Z początkiem września ZUS złagodził swoje wytyczne w poradniku, w myśl których nieobecność w domu podczas kontroli nie musi być jednoznaczna z kłopotami oraz utratą świadczeń. Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej, przeprowadzającej ponad 30 tys. kontroli „L4” rocznie, apeluje jednak do pracowników, aby nie usypiali swojej czujności i dbali o właściwy adres na drukach. Z punktu widzenia prawa w dalszym ciągu błędny adres stanowi błąd formalny, a nieobecność może skutkować odebraniem świadczeń.

Druk zwolnienia lekarskiego to dokument formalny. W myśl przepisów ustanowionych w 1999 roku do obowiązków płatnika składek należy kontrola formalna zaświadczeń lekarskich stanowiących podstawę zwolnienia od pracy. Na mocy postanowień z 2019 roku, o obowiązku podawania właściwego adresu zamieszkania na drukach „L4”, realizowany w praktyce jest właśnie zapis sprzed ponad dwóch dekad. Przypominam, że wskazanie prawidłowego adresu pobytu w okresie orzeczonej niezdolności do pracy jest kluczowe do uniknięcia konsekwencji wynikających z tytułu nieprawidłowego wykorzystywania zwolnienia lekarskiego. Jeżeli pracownik błędnie poda adres, co w konsekwencji skutkować będzie nieobecnością, to powinien złożyć niezwłoczne wyjaśnienia pracodawcy. Pracodawca do tego czasu może zawiesić wypłatę świadczeń. Kontrolerzy z kolei, każdorazowo zgłoszą do ZUS popełnienie błędu formalnego, do którego państwowa jednostka będzie musiała się ustosunkować – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

Rosnący rynek napędza wzrost Cloud Technologies

Cloud Technologies, notowana na rynku NewConnect spółka koncentrująca się na sprzedaży danych opublikowała raport z szacunkową dynamiką sprzedaży cyfrowych informacji w sierpniu br. Spółka dostarczająca wysokiej jakości dane do targetowania reklam online kontynuuje dalszy dynamiczny rozwój i dwucyfrową dynamikę wzrostu.

– Rynek reklamy dynamicznie się rozwija, a reklamodawcy przenoszą budżety z mediów tradycyjnych do digitalowych – tam, gdzie są ich klienci. W tym roku już 62% globalnych budżetów reklamowych trafi do kanałów cyfrowych, a w kolejnym roku będzie to już 65%. Spodziewamy się więc dalszego wysokiego zapotrzebowania na jakościowe informacje o internautach, a co za tym idzie kontynuacji dynamicznego wzrostu naszego strategicznego, skalowalnego segmentu sprzedaży danych cyfrowych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

W sierpniu sprzedaż danych cyfrowych Cloud Technologies wzrosła o 39%. Raportowany przez spółkę wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych cyfrowych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies oraz jest wyliczany bezpośrednio w USD. Z kolei w raportach okresowych sprzedaż danych cyfrowych obejmuje wszystkich klientów spółki i jest raportowana w PLN. Z tego powodu możliwe są różnice pomiędzy dynamiką sprzedaży raportowaną w szacunkach miesięcznych, a dynamiką sprzedaży pokazywaną w raportach okresowych.

Ponad 80% przychodów spółki w segmencie sprzedaży danych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych – kluczowego dla Cloud Technologies rynku –  i jest rozliczana w dolarach. Jednocześnie większość kosztów spółka ponosi w złotówkach, co przy osłabieniu PLN wobec USD zwiększa rentowność Cloud Technologies.  Sprzedaż danych wzrosła w II kw. o 46% r/r i odpowiada obecnie za 71% całkowitych przychodów spółki.

Spółka konsekwentnie i z powodzeniem realizuje strategię rozwoju na lata 2021-2023. 8 sierpnia br. Cloud Technologies złożyła w Komisji Nadzoru Finansowego prospekt w związku z planem przejścia na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Ujawnienia dot. stosowania środowiskowej Taksonomii UE

Ujawnienia dot. stosowania środowiskowej Taksonomii UE – 81% spółek zidentyfikowało działania potencjalnie zrównoważone środowiskowo.

224 z 275 analizowanych przez KPMG firm z sektora niefinansowego w Europie, w tym w Polsce, zidentyfikowało za 2021 rok działania kwalifikujące się do Taksonomii UE – unijnej systematyki wspierającej identyfikację działań zrównoważonych środowiskowo. Większy odsetek firm (79%) zgłosił kwalifikowalność do Taksonomii UE nakładów inwestycyjnych (CapEx) w porównaniu z przychodami (61%) i kosztami operacyjnymi (60%). W pierwszym roku raportowania poziom ujawnień jakościowych znacznie się różni między analizowanymi spółkami, a długość ujawnianych informacji niekoniecznie świadczy o ich przydatności – wynika z analizy KPMG.

Od 2022 roku przedsiębiorstwa w Europie są po raz pierwszy zobowiązane do uwzględnienia w swoich raportach niefinansowych ujawnień dotyczących kwalifikowalności swojej działalności gospodarczej do systematyki Taksonomii UE. KPMG przeanalizowało 275 firm z sektora niefinansowego z 14 krajów Europy, w tym z Polski, które sporządziły takie ujawnienia za rok finansowy 2021.

Przychody kwalifikujące się do Taksonomii UE

Wśród analizowanych przez KPMG firm, 61% zidentyfikowało w 2021 roku przychody kwalifikujące się do Taksonomii UE. Nie oznacza to jednak, że ich działalność jest w tym zakresie zgodna z kryteriami technicznymi Taksonomii, czyli wnosi istotny wkład w realizację jednego z celów środowiskowych zdefiniowanych w tej regulacji. 79% firm zidentyfikowało i ujawniło jakiekolwiek nakłady inwestycyjne (CapEx) kwalifikujące się do Taksonomii UE, podczas gdy w zakresie wydatków operacyjnych (OpEx) było to 60% przedsiębiorstw.

24% analizowanych firm nie zgłosiło przychodu kwalifikującego się do Taksonomii, ale zgłosiło wydatki kapitałowe i/lub koszty operacyjne, które jej podlegają. Przychody kwalifikujące się do Taksonomii UE nie zostały zidentyfikowane głównie przez firmy w następujących branżach: spożywcza (handel oraz produkcja żywności i używek), podróże i czas wolny czy opieka zdrowotna.

Spośród 224 przedsiębiorstw, które zidentyfikowały obszary kwalifikujące się do Taksonomii UE, 65% użyło terminologii działalności gospodarczej opisanej w rozporządzeniach delegowanych z kryteriami technicznymi, aby uzasadnić kwalifikowalność ich działalności gospodarczych dla co najmniej jednego kluczowego wskaźnika (KPI). Jednocześnie wiele firm doświadczyło trudności z pozyskaniem wiarygodnych danych do przeprowadzenia oceny kwalifikowalności i z tego względu zdecydowało o jedynie częściowym zaraportowaniu wskaźników bądź zrezygnowało z takiego raportowania – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG, KPMG w Polsce.

Zróżnicowana jakość ujawnień

W pierwszym roku raportowania jakość ujawnień taksonomicznych znacznie się różni między analizowanymi spółkami, a obszerność ujawnianych informacji niekoniecznie świadczy o ich przydatności. Dodatkowo z analizy KPMG wynika, że firmy nie zawsze wyjaśniają zasady rachunkowości stosowane do wyznaczenia kluczowych wskaźników. Nie wszystkie analizowane spółki wyraźnie wskazały, czy ich działania kwalifikujące się do Taksonomii są związane z łagodzeniem skutków zmian klimatu, adaptacji do zmian klimatu lub obu tych celów. Przyszłoroczne ujawnienie będzie zawierało obszerne obowiązkowe tabele, co wesprze przejrzystość prezentacji tych informacji, a jednocześnie spowoduje wiele wyzwań operacyjnych związanych z przygotowaniem ustrukturyzowanych ujawnień.

Z przeprowadzonej analizy wynika, że większość przedsiębiorstw nie powiązała jeszcze swojej strategii ESG z Taksonomią, ale mogłaby wykorzystać elementy Taksonomii do wzmocnienia swojej strategii ESG. W przypadku spółek, które nawiązują w swojej strategii ESG do Taksonomii zaobserwowaliśmy 3 podejścia: jednym z nich jest włączenie elementów Taksonomii do celów zrównoważonego rozwoju i KPI, drugim opisanie związku pomiędzy obecną strategią ESG a Taksonomią, a trzecim możliwość przyszłego powiązania obecnej strategii ESG i Taksonomii – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG, KPMG w Polsce.

O PUBLIKACJI:

Publikacja KPMG International pt. „Setting the baseline towards transparency. Insights into the first EU Taxonomy

disclosures of 275 European non-financial undertakings” powstała na podstawie analizy benchmarkingowej 275 przedsiębiorstw niefinansowych z siedzibą w UE, wchodzących w skład indeksu STOXX Europe 600. Próba zawiera spółki o dużej, średniej i małej kapitalizacji z 14 krajów UE, działające w 17 sektorach. KPMG dokonało przeglądu najnowszych raportów rocznych (zintegrowanych) opublikowanych przed 6 maja 2022 r., ponieważ ujawnienie Taksonomii powinno być częścią raportowania niefinansowego. Firmy zatrudniające mniej niż 500 pracowników zostały wyłączone z analizy. Analiza skupiła się na następujących kluczowych obszarach: działalność kwalifikująca się do Taksonomii, ujawnianie KPI, ujawnianie jakościowe oraz powiązanie ze strategią ESG. Ujawnienia za 2021 rok zostały poddane przeglądowi przy pomocy listy kontrolnej opracowanej przez specjalistów KPMG.

Kryzys budżetowy w UK zażegnany?

Wczoraj przy ubogim kalendarzu makro głównym tematem, który wlał optymizm w inwestorów, było wycofanie się polityków Wielkiej Brytanii z niemalże wszystkich zaproponowanych jeszcze niedawno cieć podatkowych. Indeksy w Europie świeciły na zielono. FTSE 100 zyskał 0,9 proc. a DAX 1,7 proc. „Kabel” zahaczył o poziom 1,1440 – najwyższy od 5 października.

Nowy minister finansów UK – Jeremy Hunt – odrzucił prawie w całości plan zaproponowany przez premierkę Truss. Pamiętamy, że przedstawione zmiany spowodowały zawirowania na rynku obligacji brytyjskich a także załamanie na funcie szterlingu. Para walutowa GBP/USD spadła do najniższego poziomu od połowy lat 80-tych. Hunt zakomunikował w Izbie Gmin, że stabilność gospodarcza jest teraz priorytetem. W ten sposób położył kres planowi „niskich podatków oraz wysokiego wzrostu”. Premier Truss przeprosiła i powiedziała, że rząd poszedł „za daleko i w zbyt szybkim tempie”.

Wchodząc w szczegóły, planowana od początku roku obniżka podstawowej stawki podatkowej z 20 do 19 proc. została odłożona na czas nieokreślony. Z kolei zaproponowana przez polityków gwarantowana cena energii dla gospodarstw domowych (miała obowiązywać przez 2 lata) będzie jedynie funkcjonować do kwietnia 2023. Później pomoc będzie kierowana jedynie do wybranych. To właśnie zamrożenie cen energii miało być największym kosztem całego nowego planu. Skrócenie tej formy pomocy spowoduje, że finanse publiczne nie będą narażone na wysoką zmienność cen na międzynarodowym rynku gazu.

Rząd w końcu ugiął się pod presją rynków, co zostało natychmiast nagrodzone: rentowność obligacji spadła, a funt szterling kontynuował umocnienie. Para EURGBP oraz GBPUSD jest kwotowana na poziomach sprzed „katastrofy budżetowej”. Nie oznacza to jednak, że problemy GBP się skończyły. Duża część zaplanowanych wydatków miała zdjąć z prywatnych gospodarstw domowych presję wynikającą z kosztów kryzysu energetycznego. Obecnie wydatki te zostały znacznie ograniczone. Wsparcie dla obywateli będzie jedynie trwało do kwietnia, co oznacza, że po tym okresie krajowa konsumpcja zostanie znacznie stłumiona. Brytyjska gospodarka jest bardzo bliska osunięcia się w recesję, dlatego też pod znakiem zapytania stoi to, czy Bank Anglii rzeczywiście będzie trzymał się swojej restrykcyjnej polityki pieniężnej, gdyby gospodarka wpadła w znacznie mocniejsze spowolnienie niż dotychczas zakładano. BoE chce nadal pomagać rynkowi obligacji (a tym samym skarbowi państwa) chcąc – wg doniesień medialnych – opóźnić swoje plany QT (redukcja posiadanych obligacji rządowych). Wątpliwe jest także to, czy bank centralny podniesie na tyle wysoko stopy procentowe aby opanować skutecznie inflację. Jeśli BoE zwolni tempo lub zrobi pauzę, wówczas GBP ponownie znajdzie się pod presją spadkową.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jak politycy wpływają na gospodarkę przez social media?

Polscy parlamentarzyści publikują w mediach społecznościowych znacznie częściej niż politycy innych krajów Unii Europejskiej. Najczęściej wybierają Twittera – mimo że wyborcy preferują Facebooka. Nasi politycy nie raz zaliczają wpadki – które są szeroko komentowane przez internautów i ich politycznych oponentów. Komunikacja polityków mediach społecznościowych oraz jej wpływ na zachowania społeczeństwa rośnie. Social media to nie tylko narzędzie komunikacji – ale także kształtowania postaw społecznych. Politycy powinni zatem szczególnie zwracać uwagę na język. Profilom polskich polityków wciąż brakuje konwersacyjnego charakteru. Politycy niechętnie dyskutują czy bronią swojego stanowiska w komentarzach – nie edukują ani opozycji, ani wyborców. Tymczasem nawet jedna publikacja potrafi wpłynąć nie tylko na społeczeństwo, ale również na gospodarkę. Pod koniec września Ministerstwo Aktywów Państwowych poinformowało na Twitterze, że wprowadzi podatek od nadzwyczajnych zysków. Następnie wicepremier Sasin opublikował tweeta, w którym potwierdził, że skierował projekt ustawy do premiera Mateusza Morawieckiego. Sama zapowiedź nowej daniny sprawiła, że na giełdzie akcje spółek energetycznych pikowały. WIG20 spadł o ponad 100 punktów. Tym samym Skarb Państwa stracił na sprzedaży akcji Orlenu do PZU prawie 80 mln złotych.

– Nie da się ukryć, że ogromna rola mediów społecznościowych wymaga, aby stosować je zgodnie z porządkiem prawnym – a przede wszystkim odpowiedzialnie. Niestety, prezydent Trump wprowadził zarządzanie polityczne przez tweety i znalazł licznych następców. Chociaż wydaje mi się, że w wielu krajach jednak przywódcy polityczni doszli do wniosku, że może niekoniecznie jest to słuszna metoda – powiedziała serwisowi eNewsroom Henryka Bochniarz, Przewodnicząca Rady Głównej Konfederacji Lewiatan. – Mam nadzieję, że będą wprowadzone jakieś formy regulacji, które zabronią manipulacji za pośrednictwem social mediów. Ostatnia sytuacja z tweetem Premiera Sasina powinna także być dokładnie przeanalizowana. Wydaje się, że odpowiednie organy powinny zareagować. W przeciwnym razie takie incydenty będą coraz powszechniejsze. Liczę na szeroką debatę o odpowiedzialności za słowo – bo social media łatwo wykorzystać do różnych celów, a ostatnio poprzeczka jest coraz częściej obniżana – kwituje Bochniarz.

Zawieszenie biegu terminu przedawnienia nie może być jedynym celem wszczęcia postępowania karnego skarbowego

Zawieszenie biegu terminu przedawnienia nie może być jedynym celem wszczęcia postępowania karnego skarbowego
– wskazał WSA w Krakowie w wyroku z dnia 27 września 2022 r. sygn. akt I SA/Kr 490/22.

WSA w Krakowie uchylił decyzję Dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie i poprzedzającą ją decyzję Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie i umorzył postępowanie podatkowe w przedmiocie podatku od towarów i usług.

W ustnych motywach wydanego w sprawie wyroku sąd wyraził stanowisko zbieżne z oceną przedstawioną przez Rzecznika. Sąd stwierdził, że – w związku z brakiem skutecznego zawieszenia biegu terminu przedawnienia – zobowiązania podatkowe przedsiębiorcy objęte kwestionowaną decyzją uległy przedawnieniu. WSA wskazał, że w sytuacji, gdy z dowodów w postaci zeznań pracowników organu, który wszczął postępowanie w sprawie o przestępstwo skarbowe dotyczące zobowiązań podatkowych przedsiębiorcy, wprost wynika, iż jedynym celem takiego działania było zawieszenie biegu terminu przedawnienia tychże zobowiązań podatkowych, nie można przyjąć, iż wszczęcie tego postępowania nie miało charakteru instrumentalnego – powiedział Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Funt umacnia się po fiskalnym zwrocie o 180 stopni

Funt brytyjski umocnił się dzięki wieściom, że premierka Liz Truss zdymisjonowała Kwasiego Kwartenga ze stanowiska kanclerza skarbu i wycofuje się z niemal wszystkich obniżek podatków obiecanych zaledwie trzy tygodnie temu. Wystarczyło to, by brytyjska waluta znalazła się na szczycie rankingów jako jedna z nielicznych głównych, które utrzymały poziom względem mocnego dolara.

Kolejne złe wieści dotyczące inflacji w USA (bazowa z nowym rekordem na poziomie 6,6%) sprawiły, że amerykańskie rentowności ponownie wzrosły, co dodatkowo wzmocniło dolara.

Najlepiej w zeszłym tygodniu radziły sobie waluty Europy Wschodniej. Przewodził im forint, mocno wsparty przez Narodowy Bank Węgier, który wdrożył nadzwyczajne środki, by walczyć z deprecjacją waluty – obejmują one duże podwyżki stóp zorientowane na zniesienie presji na forinta. Biorąc pod uwagę negatywne informacje dotyczące inflacji w USA, aktywa ryzykowne i euro radziły sobie bardzo dobrze, kończąc tydzień na niemal niezmienionym poziomie.

W tym tygodniu nie poznamy wielu odczytów, więc uwaga ponownie skupi się na brytyjskich rynkach obligacji i walutowym, szczególnie że Bank Anglii zapowiedział, że przestanie wspierać rynek obligacji długoterminowych. Publikowany w środę 19.10 raport dotyczący inflacji w Wielkiej Brytanii z pewnością zwróci uwagę inwestorów. Istotny dla rynków będzie także rozpoczynający się we wtorek 18.10 szereg przemówień członków Rezerwy Federalnej. Stopy w USA nieprzerwanie rosną i rynek szacuje, że w maksymalnym punkcie stopa fed funds zbliży się do 5%.

PLN

Polski złoty zdołał umocnić się w ubiegłym tygodniu, w wyniku czego kurs EUR/PLN spadł do 4,80. Można to uznać za odreagowanie po ostatniej słabości, wsparte przez pewną stabilizację sentymentu.

Odczyt krajowej inflacji we wrześniu został potwierdzony na poziomie 17,2%. Zaskoczenie wzbudziły jednak dane o rachunku bieżącym. Deficyt rzędu 4 mld euro był ponad dwukrotnie większy zarówno od oczekiwanego, jak i notowanego miesiąc wcześniej. Dane nie są korzystnym sygnałem w zakresie perspektyw złotego.

Pewną burzę na początku tego tygodnia wywołały doniesienia „Financial Times” oraz „Rzeczpospolitej” o ryzyku odcięcia Polsce nie tylko funduszy unijnych w ramach KPO, ale również środków z funduszu spójności z budżetu na lata 2021–2027. Faktyczna utrata środków z nowej perspektywy byłaby jednoznacznie negatywną informacją dla złotego. Wydaje się, że pojawienie się takiego ryzyka już teraz oddziałuje na walutę, rynek nie traktuje jednak takiego scenariusza jako bazowego – w innym wypadku ruchy byłyby znacznie silniejsze.

W tym tygodniu czeka nas wyjątkowo dużo publikacji z Polski. Poznamy praktycznie wszystkie istotne, twarde dane zamykające III kwartał. Odczyty takie jak ten o produkcji przemysłowej (20.10) czy sprzedaży detalicznej (21.10) mogą mieć pewien wpływ na złotego, jednak dla kształtowania się kursu kluczowe najpewniej będą wieści z zewnątrz i ewentualne sygnały w zakresie unijnych funduszy.

EUR

Ubiegły tydzień nie przyniósł wielu istotnych wieści. Euro radziło sobie bardzo dobrze i zdołało utrzymać niemal niezmieniony poziom względem dolara mimo kiepskiego raportu inflacyjnego z USA, który podbił rentowności amerykańskich obligacji. Wyraźny spadek cen gazu w Europie ze szczytu z końca sierpnia częściowo wsparł euro i inne waluty europejskie. W ubiegłym tygodniu to właśnie większość z nich przodowała w rankingach.

Rynki zdają się po cichu liczyć, że uda się uniknąć niedoborów energii zimą. Dodatkowo, wciąż ogłaszane są nowe pakiety wsparcia konsumentów i przedsiębiorców, które mają zmniejszyć uciążliwość podwyższonych cen energii i chronić europejskie gospodarki przed głęboką i przedłużającą się recesją. W dalszym ciągu uważamy, że wszystkie wspierające popyt środki obniżają owo ryzyko i ich wpływ jest niedoszacowany. Istotny spadek cen surowców z letnich szczytów wpływa na europejskie warunki wymiany, co również jest korzyścią naszym zdaniem nieodzwierciedloną jeszcze w kursie euro.

USD

Wrześniowy raport o inflacji w USA drugi raz z rzędu nieprzyjemnie zaskoczył. Główna miara dynamiki cen ponownie spadła dzięki niższym cenom energii, lecz bardziej znacząca miara bazowa osiągnęła nowy rekord na poziomie 6,6%.

Rynki spodziewają się podwyżki o 75 pb. na kolejnym posiedzeniu Fedu w listopadzie i widzą spore szanse, że ruch o takiej skali nadejdzie również w grudniu. Jednocześnie spodziewają się maksymalnego poziomu stopy fed funds bliskiego 5%. W tym tygodniu nie poznamy wielu pierwszorzędowych danych, więc najważniejszymi sygnałami z USA będą te płynące z rynku obligacji. Jeśli rentowności długoterminowych obligacji utrzymają się na podobnym poziomie co teraz, możliwe, że dolar odda część ostatnich zysków. W tym tygodniu przemawiać będzie również kilku członków Fed. Inwestorzy będą śledzić ich retorykę, próbując lepiej oszacować szanse na dużą podwyżkę stóp procentowych w grudniu.

GBP

Odwołanie Kwasiego Kwartenga przez Liz Truss i niechętne oświadczenie o wycofaniu się z części cięć podatkowych sprawiły, że funt powrócił do poziomów zbliżonych do tych sprzed trzech tygodni, przed ogłoszeniem katastrofalnego dla waluty budżetu. Brytyjski rynek obligacji nie poradził sobie jednak tak dobrze. Ogłoszenie, że nowym kanclerzem skarbu został ortodoksyjny Jeremy Hunt, i dzisiejsze wieści o dalszym zwrocie w kontekście budżetu (szczególnie o nieobniżaniu podstawowej stawki podatku dochodowego) powinny uspokoić rynki zaniepokojone zakończeniem w piątek 14.10 czasowego programu skupu obligacji przez Bank Anglii.

Oczekuje się, że publikowany w środę 19.10 raport inflacyjny pokaże szczytowe wartości dla bazowej i głównej miary, lecz mimo tego rynki wyceniają niezwykle wysokie podwyżki stóp (nawet po 100 pb. lub więcej) na dwóch najbliższych zebraniach Banku Anglii. Prezes Banku Anglii Andrew Bailey ogłosił w weekend, że Wielką Brytanię czeka duża podwyżka stóp, dzisiejsze ogłoszenie nowego kanclerza skarbu może jednak ograniczać oczekiwania w tym zakresie.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Dlaczego paliwo jest tak drogie, skoro ropa nie jest najdroższa?

Specyfika prezentacji cen paliw powoduje, że jest to dobro, którego poziomy cen znamy najlepiej. Ktokolwiek jeździ, chociaż trochę samochodem musi mijać przynajmniej kilka pylonów stacji benzynowych z cenami, zwanych przez złośliwych ostatnimi dniami słupami grozy. Patrząc na znajdujące się tam ceny, nie jest to mocno przesadzona analogia. Dlaczego aktualnie ceny paliw są tak wysokie, a notowania ropy są dalekie od swoich rekordów? 

Co się wydarzyło, że ceny paliw poszły tak bardzo w górę?

Na rynku mieliśmy splot niekorzystnych wydarzeń, które spowodowały, że w pierwszych dniach roboczych października gwałtownie wzrosły ceny paliw na stacjach benzynowych. Dotyczyła to przede wszystkim ropy naftowej, która w wielu miejscach przebiła 8 zł za litr. W górę szła również benzyna. By lepiej zrozumieć, co się działo, musimy sobie podzielić problem na kilka elementów.

Ile tak naprawdę kosztuje surowiec?

Ropa naftowa jest podstawowym surowcem, z którego w rafineriach powstają paliwa, jest ona także notowana na rynkach. Jej cena ostatnio oczywiście odbiła w górę, aczkolwiek obecne szczyty były wyraźnie niżej niż te z początku rosyjskiej agresji na terytorium Ukrainy. Dla przypomnienia kwotowane są dwa podstawowe gatunki tego surowca. Pod nazwą “brent” na rynku pojawia się ropa z Morza Północnego notowana w Londynie. Pod nazwą WTI to z kolei ropa notowana w USA. Dla nas ważniejsze są oczywiście ceny surowca w Londynie. Cena 98 dolarów za baryłkę surowca to oczywiście dużo. Niby był to najwyższy poziom od końca sierpnia, ale z drugiej strony przez pierwsze 5 miesięcy rosyjskiej inwazji tak niski poziom był uzyskiwany tylko w pojedyncze dni. Dlaczego zatem wtedy paliwo nie było wyraźnie droższe?

Co ma z tym wspólnego dolar?

Cena ropy naftowej podawana jest niestety w dolarach amerykańskich. W rezultacie 98 dolarów po cenach z października to około 490 zł. Z drugiej strony w marcu i kwietniu gdy ropa kosztowała po 110 dolarów za baryłkę, notowania dolara były w okolicach 4,30 zł. W rezultacie pomimo baryłki droższej o 12 dolarów jej cena w złotych wynosiła kilkanaście złotych mniej niż obecnie. Drogi surowiec na wejściu ma wpływ na drogi produkt na wyjściu.

Strajki we Francji

Nie chciałbym tutaj promować teorii spiskowych o powiązaniach francuskich związkowców z Rosją, ale gdyby tak było, byłaby to najskuteczniejsza broń Putina ostatnich tygodni jak nie miesięcy. To właśnie gigantyczne strajki, jak na rafinerie, spowodowały gwałtowny brak paliw na stacjach benzynowych. Surowiec co prawda jest importowany, aczkolwiek logistyka jest mocno nieefektywna, a ceny gwałtownie rosną. Na cenę oprócz kosztów wpływają bowiem przecież popyt i podaż. Z jednej strony strajk to spadek podaży. Z drugiej wiadomości medialne spowodowały panikę i ludzie tankowali na zapas. W rezultacie problem z Francji rozlał się na wiele innych państw, bo hurtowe ceny paliw poszły w górę. Dlaczego ktoś miałby sprzedać tanio w kraju u siebie, skoro Francuzi zapłacą więcej.

Strach i chciwość

Ludzie generalnie czują, że skoro istnieje konflikt z Rosją to paliwa mogą drożeć i mają znacznie większą akceptację dla wzrostu cen niż standardowo. Swoje do tego dokłada kilkunastoprocentowa inflacja, przez którą pogodziliśmy się, że ceny generalnie rosną. W tym otoczeniu znajduje się niestety dużo miejsca dla podmiotów mających towar na wygenerowanie dodatkowych marż. Widać to chociażby po marży rafineryjnej, która jest niestandardowo wysoka. Z drugiej strony rynki nie lubią takiej sytuacji. Jeżeli w dłuższym czasie nie będzie się ona stabilizować, mogą pojawić się nowi gracze na rynku, a konkurencja wymusi zmniejszenie marż.

Światełko w tunelu?

Co by musiało się podziać na rynku, by paliwo znów było akceptowalne cenowo? Celowo nie używam słowa tanie, bo nasza akceptacja niestety poszła w górę. Oprócz stabilizacji marż, wspomnianej w poprzednim akapicie jest jeszcze kilka kwestii. Gdyby RPP zdecydowała się podnieść stopy i walczyć z inflacją zobaczylibyśmy słabszego dolara, a zatem tańszy surowiec w rafineriach. Zakładając, że nie zwiększyłoby to dalej marż, mielibyśmy tańsze paliwo. Strajki we Francji to nie jest coś, co się nie zdarza, ale po uspokojeniu się sytuacji w tym kraju rynek może złapać trochę oddechu. Na koniec jeszcze same ceny ropy. Jeżeli scenariusz spowolnienia na świecie się potwierdzi, szybko powinniśmy widzieć spadki cen surowca. Ropa naftowa bardzo nie lubi kryzysów gospodarczych. My też nie, ale przynajmniej jest szansa, że nie połączymy kryzysu z drogim paliwem na raz. Z drugiej strony skoro teraz jest tak źle, to wszystkie złośliwe żarty o dodatkowej cyfrze na wyświetlaczach okazują się bardzo mało prawdopodobne.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nakładane na przedsiębiorców sankcje podatkowe VAT muszą być proporcjonalne do wagi naruszeń

Stosując wobec podatnika dodatkową sankcję finansową przewidzianą w art. 112b ustawy o podatku od towarów i usług, organ nie może tego robić z automatu, a na podstawie stwierdzenia wystąpienia wskazanych w tym przepisie nieprawidłowości. Musi uwzględnić charakter i wagę uchybień oraz stopień zawinienia przedsiębiorcy – stwierdził w wyroku z 27 lipca 2022 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach (sygn. akt I SA/Gl 234/22).

WDT na rzecz znikającego podatnika

Naczelnik urzędu skarbowego określił spółce z o.o. wysokość kwoty różnicy VAT w rozliczeniu za marzec i czerwiec 2017 r. oraz 24 000 zł dodatkowego zobowiązania w tym podatku. Jak argumentował organ odwoławczy naczelnik prawidłowo ustalił, że w zbadanym okresie spółka zadeklarowała wewnątrzwspólnotowe dostawy na rzecz czeskiego kontrahenta w kwocie ponad 428 000 zł, których dokonać miała za pośrednictwem ukraińskiego przewoźnika. Jednak podczas kontroli, na listach przewozowych brak było potwierdzenia odbioru towarów przez firmę z Czech. Zapłaty dokonano poprzez wpłaty gotówkowe na konto spółki. Dostaw nie potwierdziła też czeska administracja podatkowa, która określiła odbiorcę nierzetelnym płatnikiem, podejrzewanym o udział w oszustwach podatkowych w charakterze znikającego podatnika.

Dodatkowa kara finansowa

Według argumentacji dyrektora izby administracji skarbowej towary zamiast do Czech trafiły na Ukrainę. Spółka nie dochowała należytej staranności w doborze kontrahenta, nie doszło w całej transakcji do wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru do innego państwa członkowskiego UE, stąd i nie miała prawa zastosować 0% stawki VAT dla zakwestionowanych sprzedaży. Powinna odprowadzić od nich 23% tego podatku. Natomiast na podstawie art. 112b ust. 1 pkt 2 ustawy o VAT naczelnik urzędu skarbowego prawidłowo, zdaniem organu odwoławczego, ustalił firmie dodatkowe zobowiązanie podatkowe w wysokości 30% kwoty zawyżenia zwrotu VAT.

Przedsiębiorca powinien być czujny

Rozpoznający skargę spółki WSA w Gliwicach przychylił się do ustaleń organów, że nie dokonała ona spornych dostaw do czeskiego kontrahenta, stąd nie miała prawa zastosować 0% stawki VAT. Jako profesjonalny uczestnik obrotu gospodarczego przedsiębiorca powinien dołożyć starań o zabezpieczenie tych dostaw dowodami potwierdzającymi przemieszczenie towaru na terytorium Republiki Czeskiej. Tymczasem zgromadzone w sprawie dokumenty wręcz wykluczają możliwość przeprowadzenia takiej dostawy. WSA podzielił także opinię organów co do braku podstaw do przypisania przedsiębiorcy działania w dobrej wierze, która w oparciu o przepisy wspólnotowe dałaby spółce prawo do skorzystania ze zwolnienia z VAT. Spółka mogła i powinna była wiedzieć, że uczestniczy w transakcjach budzących podejrzenia co do ich legalności.

Nie każdy błąd przedsiębiorcy to zamierzone oszustwo

Sąd nie zgodził się jednak ze skarbówką w kwestii obarczania przedsiębiorcy dodatkową, trzydziestoprocentową karą finansową. Zwrócił organom uwagę, że stosując sankcję z art. 112b ustawy o VAT należy uwzględnić wskazania unijnej dyrektywy 112 w sprawie wspólnego podatku od wartości dodanej. Przede wszystkim należy odróżniać sytuacje, w których błąd podatnika stanowi oszustwo od tych, gdzie w jego działaniu trudno dopatrzyć się celowego zamiaru dokonania wyłudzenia, a przy tym nie doszło do uszczuplenia budżetu Skarbu Państwa.

Polskie przepisy niezgodne z prawem

WSA podkreślił, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł wprost w wyroku z 15 kwietnia 2021 r. w sprawie Grupy Warzywnej (sygn. C-935 /19), że polskie przepisy są niezgodne z prawem wspólnotowym w zakresie, w jakim pozwalają na automatyczne nakładanie na podatników sankcji w przypadku popełnienia przez nich każdego, nawet zwykłego błędu w rozliczeniach, a nie jedynie w przypadkach noszących znamiona oszustwa.

Sąd uchylił decyzję skarbówki nakładającą nieproporcjonalną karę na przedsiębiorcę

WSA w Gliwicach uchylając zaskarżoną przez spółkę decyzję dyrektora izby administracji skarbowej orzekł, że organ ten w uzasadnianiu swojej decyzji w ogóle nie brał pod uwagę charakteru naruszeń przedsiębiorcy, co świadczy o tym, że nie podszedł do jego sprawy indywidualnie, i nie uwzględnił celu ww. przepisów, a więc: zapewnienia prawidłowego poboru VAT i zapobiegania oszustwom podatkowym. Organy skarbowe nie zbadały, czy stwierdzone nieprawidłowości w dostawach dokonanych przez przedsiębiorcę noszą znamiona zamierzonego udziału w karuzeli VAT, czy są jedynie skutkiem błędnego zakwalifikowania transakcji jako wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru wskutek niezachowania należytej staranności w doborze kontrahenta. Organy stosując sankcję z art. 112b ustawy o VAT muszą ją wymierzać z uwzględnieniem zasady proporcjonalności kary do celów, jakie ma spełniać.

Podsumowanie

Jak widać, pomimo wydanego już ponad rok temu wyroku przez TSUE, organy podatkowe nadal stosują wobec przedsiębiorców niewspółmierne, nieproporcjonalne do wagi błędów rozliczeniowych kary. Robią to mechanicznie, zapominając o unijnych regulacjach w tym zakresie.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Ważne zmiany w rozliczeniach kosztów mieszkania w działalności gospodarczej

Dobra wiadomość dla przedsiębiorców. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej zgadza się na rozliczanie mieszkania w działalności gospodarczej bez wydzielania osobnego pomieszczenia na te cele. Dopuszcza też możliwość przeznaczenia do działalności części wspólnych lokalu.

Przedsiębiorcy rozpoczynający działalność gospodarczą niejednokrotnie jako pierwszy lokal, w którym jest ona prowadzona, wskazują swoje mieszkanie. Czas pandemii i postępująca digitalizacja sprzyjają zwiększaniu się liczby firm prowadzonych z domu.

Jak rozliczyć lokal w kosztach?

Fiskus kwestionował możliwość rozliczania w działalności gospodarczej kosztów związanych z użytkowaniem mieszkania, jeśli przedsiębiorca nie wydzielił w tym celu odrębnego pomieszczenia, np. jednego pokoju. Jednak zgodnie z obecnym podejściem przedsiębiorca może to samo pomieszczenie wykorzystywać zarówno na cele mieszkaniowe, jak i prowadzonej działalności. W takim przypadku warto wyliczyć jaki procent przestrzeni wykorzystywany jest na cele działalności i wykazać, przez ile godzin w ciągu doby przedsiębiorca wykorzystuje pomieszczenie na potrzeby firmy. Jeśli spędza w nim 8 godzin w ciągu doby na pracy, a przez pozostały czas jest to np. jego salon, dzieli się tę powierzchnię przez 24 godziny i mnoży razy 8. Przed fiskusem ciężko byłoby bowiem udowodnić, że pracuje się w danym miejscu 24/7.

Z takim podejściem również zgadza się Dyrektor KIS wskazując, że nie ma potrzeby wydzielania w mieszkaniu odrębnego pomieszczenia: „przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych nie wskazują, że możliwość zaliczenia wydatków na użytkowanie nieruchomości do kosztów uzyskania przychodów zależy od fizycznego wyodrębnienia pomieszczenia, w którym prowadzona jest działalność. Podatnik powinien określić, jaka część lokalu mieszkalnego faktycznie służy prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Wówczas może w odpowiednim udziale i proporcji zaliczyć poniesione wydatki do kosztów podatkowych”. 

Jednak jeśli w mieszkaniu przedsiębiorca wydzieli jedno pomieszczenie na swoje „biuro”, to nie ma już potrzeby dzielenia powierzchni przez liczbę godzin pracy, ponieważ to konkretne pomieszczenie będzie służyć tylko celom służbowym.

Po ustaleniu odpowiedniego wskaźnika przedsiębiorca zaliczy do kosztów działalności gospodarczej także część kosztów prądu czy ogrzewania mieszkania. W przypadku, gdy nieruchomość jest finansowana z kredytu, to może zaliczyć do kosztów również część odsetek od kredytu.

Ewolucja interpretacji

Podejście fiskusa do rozliczania kosztów zwianych z utrzymaniem mieszkania lub domu w działalności gospodarczej ciągle ewoluuje. 15 września Dyrektor KIS zmienił wcześniejszą interpretację uznając, że kosztem mogą być odsetki od kredytu w proporcji przypadającej również na część powierzchni ogólnego użytku, tj. kuchni, toalety i korytarza.

Dlatego w mojej ocenie również czynsz i inne opłaty w odpowiedniej proporcji na części wspólne mógłby być zaliczane do kosztów uzyskania przychodów. W dobie szalejących cen energii możliwość uwzględnienia w kosztach części wydatków na prąd może w pewnym stopniu niwelować podwyżki. Jeśli przedsiębiorca, np. kosmetyczka, przyjmuje u siebie klientów, to często poruszają się po korytarzu, mogą korzystać z toalety, podawana jest im kawa.

Podkreślam jednak, że warto zadbać o indywidualną interpretację sytuacji danego podatnika. Przypomnijmy też, że od 1 stycznia 2023 r. już nie będzie można amortyzować lokali mieszkalnych, jednak wydatki dalej będą mogły stanowić koszty uzyskania przychodu.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Ekspert celny ostrzega: uważaj na faktury od spedytora

Każdy importer powinien bacznie przyglądać się fakturom jakie otrzymuje od spedytora, by nie dopuścić do podwójnego opodatkowania, albo wręcz do zanegowania kosztów przez kontrolę podatkową. Spedytorom wydaje się bowiem, że mogą wystawiać faktury za fracht, a to błąd. Innym często spotykanym problemem jest zgłoszenie celne dokonywane na podstawie oświadczenia spedytora o kosztach transportu.

Przedsiębiorcy niestety bardzo często nie rozróżniają roli spedytora i roli przewoźnika. Ba, nawet sami spedytorzy mają problem z diagnozą usług, jakie mogą świadczyć dla swoich klientów. Kodeks cywilny precyzuje dokładnie czynności należące do obu tych grup przedsiębiorstw i tak, co do zasady, spedytor zajmuje się organizacją transportu i za te czynności ma prawo otrzymać wynagrodzenie. Natomiast z całą pewnością do zakresu wykonywanych przez niego usług nie zalicza się przewozu towaru.

Za co spedytor może wystawić fakturę?

Zatem spedytor nie ma prawa zarabiać na frachcie i tym samym fakturować klienta kwotą wyższą niż ta, którą sam został obciążony przez przewoźnika za transport, czyli nie ma prawa wystawiać faktury z marżą nie podając źródła pochodzenia tego kosztu, tj. numeru faktury przewoźnika. Ma tylko prawo wystawić refakturę kosztów transportu.

Dlaczego spedytor najczęściej nie ma uprawnień do wystawiania faktury za fracht? Bo nie jest przewoźnikiem. Przewoźnik towarów to licencjonowany zawód i aby go wykonywać, należy posiadać pozwolenia, licencje i określone ubezpieczenie. W przypadku kiedy spedytor, nie mając uprawnień do świadczenia usługi „transporty i fracht”, wystawi za taką usługę fakturę, to kontrola podatkowa ma prawo „wyjąć” czyli usunąć taką fakturę z kosztów podatkowych podatnika (odbiorcy usługi).

Podwójne opodatkowanie importera

Ale to nie koniec problemów importera. Źle wystawiona faktura przez spedytora powoduje kolejne implikacje. Jeżeli numer faktury przewoźnika nie znajdzie się w zgłoszeniu celnym, a przewoźnik nie otrzyma potwierdzenia zapłaty podatku VAT od wartości swojej usługi, to nie ma on prawa wystawić zleceniodawcy faktury ze stawką 0% VAT. Do potwierdzenia takiego należy Poświadczone Zgłoszenie Celne (ZC299). Zatem przewoźnik dbając o swój interes podatkowy („Nie uszczuplaj budżetu państwa”) zostaje bez wyjścia i wystawia fakturę za usługę przewozu z 23% VAT. Wówczas spedytor wystawiając swoją fakturę, w której co do zasady pojawia się fracht, narzuca marżę na kwotę brutto zamiast przedstawić zlecającemu rzeczywistą kwotę netto kosztów przewozu. I tak oto nieświadomy importer zostaje podwójnie opodatkowany!

Oświadczenia o kosztach transportu

Kolejny problem jaki spotykamy na rynku spedycyjnym, to zgłoszenia celne na podstawie oświadczeń o kosztach transportu, a nie na podstawie wystawionej faktury. Tu niestety jest problem legislacyjny, polegający na wystawianiu faktur po wykonaniu usługi a nie w trakcie, a często odprawa celna dokonywana jest w trakcie przewozu. Oznacza to, że towar po odprawie celnej będzie transportowany do miejsca przeznaczenia dalej przez tego samego przewoźnika, czyli że usługa cały czas jest w trakcie wykonywania. Oświadczenie dałoby się obronić w organach kontrolnych podczas kontroli podatkowej pod warunkiem, że będzie powiązane z wystawioną przez przewoźnika finalną fakturą za fracht i co równie ważne – na identyczną kwotę. Dlatego należy na oświadczeniu wpisać dane, które pojawią się na fakturze, takie jak numer zlecenia, trasa, numery środka przewozu. Jeżeli oświadczenie nie będzie powiązane z fakturą za wykonaną usługę, to podmiot gospodarczy zgłaszający towar do procedury celnej będzie miał dodatkowy problem, polegający na niemożliwości odliczenia podatku VAT ze zgłoszenia celnego, bo w tym zgłoszeniu celnym będą błędy wpływające na wartość celną towaru, a w konsekwencji na należności celno – podatkowe.

Podsumowanie

Skoro istnieje prawo uniemożliwiające podwójne opodatkowanie transakcji, to spedytor ma obowiązek ustalić zasady prawidłowego fakturowania swoich transakcji, aby nie doprowadzać do występowania podatku VAT na fakturze transportowej (przewoźnik) oraz w zgłoszeniu celnym. W transporcie międzynarodowym koszt transportu musi bowiem być opodatkowany w zgłoszeniach celnych. Jest to tzw. korekta do wartości celnej towaru i stosuje się ją, jeżeli wartość towaru tego kosztu w sobie nie zawiera. Oznacza to, że należy doliczyć wartość transportu z faktury usługowej wystawionej na rzecz przedsiębiorstwa dla którego była świadczona usługa.

Usługa transportowa powinna zatem być opodatkowana tylko raz, w zgłoszeniu celnym. Zatem każdy w łańcuchu dostaw powinien dokładnie wiedzieć, jakie obowiązki ciążą na danym podmiocie gospodarczym, jakie usługi może wykonywać w ramach prowadzonej przez siebie działalności i tylko za takie wystawiać faktury sprzedaży.

Autor: dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł, prawa celnego, handlu zagranicznego

GfK: Polacy boją się podwyżek i dalszego wzrostu inflacji

Polscy konsumenci coraz bardziej niepokoją się o przyszłość, a wśród ich największych obaw znajdują się m.in. rosnące ceny produktów i usług. Aż 76 proc. Polaków spodziewa się podwyżek cen energii elektrycznej, 69 proc. – żywności, a 52 proc. – leków i produktów medycznych. Aby uchronić domowe budżety przed rosnącą inflacją, konsumenci starają się wydawać mniej pieniędzy niż dotychczas. Takie wnioski płyną z 13. fali badania Current Consumer Mood zrealizowanego we wrześniu br. przez firmę badawczą GfK.

Rosnące ceny, które napędza utrzymująca się od wielu miesięcy dwucyfrowa inflacja, wywołują wśród Polaków coraz większy niepokój. Z raportu GfK Current Consumer Mood wynika, że już 3 na 4 nabywców spodziewa się dalszych podwyżek cen energii elektrycznej.

Zbliżająca się zima budzi w pełni uzasadnione obawy związane z wydolnością domowych budżetów. Niestabilność gospodarcza i geopolityczna z jednej strony obniżają aktualne nastroje konsumenckie Polaków, a z drugiej potęgują pesymistyczne prognozy na przyszłość. Wiemy, że jest drogo, ale zakładamy, że będzie jeszcze drożej. Najbardziej obawiamy się dalszych wzrostów cen produktów spożywczych, paliwa oraz gazu. W przypadku wszystkich tych kategorii odsetek zaniepokojonych konsumentów przekroczył 60 proc. Jedno miejsce dalej znajduje się kolejna strategiczna grupa produktów, jakimi są leki i produkty medyczne. Podwyżek w tym obszarze boi się co drugi z nasmówi Katarzyna Żakowska, Client Business Partner w GfK.

Ekspertka GfK podkreśla, że podobne obawy towarzyszą Polakom już od wielu miesięcy. Dotychczas znaczący odsetek konsumentów odczuł przede wszystkim wzrost cen żywności (81 proc.), paliw (77 proc.), energii elektrycznej (64 proc.) oraz gazu (54 proc.).

Kupujemy rozsądniej

Narastająca presja cenowa zmusza Polaków do podjęcia konkretnych kroków, które pozwolą im zabezpieczyć stan domowych budżetów. Już teraz konsumenci są wyraźnie zaniepokojeni gwałtownym wzrostem cen w sklepach, a zdecydowana większość badanych spodziewa się, że to dopiero początek kłopotów. Według danych pochodzących z raportu GfK Current Consumer Mood co czwarty Polak uważa, że w najbliższym czasie poziom inflacji przekroczy psychologiczną barierę 20 proc.

Dowodem na pesymizm polskich nabywców jest również fakt, że większy odsetek spodziewa się inflacji przekraczającej 25 proc., niż jej spowolnienia do tempa mniejszego niż 15 proc. rdr. – W odpowiedzi na tę sytuację nabywcy zaczęli mocniej zaciskać pasa. Już dwie trzecie konsumentów stara się rozsądniej gospodarować swoim budżetem i wydawać mniej pieniędzy niż zazwyczaj. Mamy tu do czynienia ze znaczącą zmianą postaw, ponieważ  dokładnie rok temu takie deklaracje składała tylko połowa Polaków, co oznacza wzrost o 12 pp.podkreśla Katarzyna Żakowska.

Google Cloud zacznie akceptować kryptowaluty

Google Cloud ogłosił, że od 2023 roku zacznie akceptować niektóre kryptowaluty jako formę płatności. Funkcjonalność zostanie zapewniona za pośrednictwem Coinbase Commerce i będzie obejmować udogodnienia płatności za pomocą kryptowalut, takich jak bitcoin, ethereum, Dogecoin i litecoin.

Co ciekawe, ruch obejmuje przenoszenie części swojego hostingu i danych przez Coinbase do Google Cloud – rosnącego konkurenta Amazon Web Services (AWS) – giganta w sektorze hostingu. To nie jest pierwsze partnerstwo Google w zakresie blockchain i kryptowalut. Google Cloud współpracował w przeszłości z różnymi projektami.

Nie będzie to co prawda przenoszenie gór pod względem wycen rynkowych. Ale każdy przykład dużej instytucji decydującej się akceptować kryptowaluty to krok naprzód dla tego sektora, który ciężko pracuje, aby zapewnić alternatywne metody płatności i przechowywania dla użytkowników

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Globalizacja 2.0 – kształtowanie nowego ładu – USA, UE i Chiny

Czy USA i UE naprawdę mogą przenieść dotychczasową współpracę z Chinami do przyjaznych lokalizacji?

  • Globalizacja zmienia się, lecz nie zamiera, tymczasem ostatnie kryzysy wywołały pytania dotyczące struktury globalnych łańcuchów dostaw oraz ekspozycji na ryzyko związane z dostawcami nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej. Od 2008 roku otwartość handlowa świata utrzymuje się na niezmiennym poziomie, bez wyraźnej tendencji spadkowej. Z analiz Allianz Trade wynika, że ta ogólna tendencja maskuje jednak rosnące rozbieżności między regionami, z silniejszą integracją w regionach Azji i Pacyfiku oraz Afryki (oraz słabszą w Europie i obu Amerykach), jak również rozwój pewnych technologii i sektorów. Jednocześnie rosnące napięcia geopolityczne skłaniają USA i Europę do zmniejszenia zależności od Chin. Tak naprawdę już od początku 2018 roku i wojny handlowej, Chiny zaczęły tracić udział w rynku importu amerykańskiego, częściowo na korzyść swoich azjatyckich konkurentów. Niemniej jednak o przeniesieniu współpracy do przyjaznych lokalizacji (friendshoring) łatwiej jest mówić niż go zrealizować.
  • Allianz Trade obserwuje, że komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego, metale, samochody i sprzęt transportowy, chemikalia oraz maszyny i urządzenia to sektory charakteryzujące się najwyższym stopniem globalizacji – a większość z nich wykazuje silną ekspozycję na Chiny. Łącznie odpowiadają za ponad 50% światowego handlu. Dostawy realizowane z Chin do reszty świata wynoszą od 6% (w przypadku samochodów i sprzętu transportowego) do 27% (komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego) światowej produkcji w tych sektorach.
  • Co istotniejsze, Chiny są krytycznym dostawcą 276 rodzajów towarów dla USA, oraz 141 rodzajów towarów dla UE. Dla porównania, USA są krytycznym dostawcą do Chin dla zaledwie 22 rodzajów towarów, natomiast UE – dla 188 rodzajów towarów. To znaczy, że w ekstremalnym scenariuszu, przewidującym całkowite zerwanie relacji handlowych USA-Chiny i UE-Chiny, więcej do stracenia mają USA i Europa: utrata krytycznych dostaw kosztowałaby 1,3% PKB w przypadku USA oraz 0,5% PKB dla UE, przy 0,3% PKB dla Chin. Należy zauważyć, że jeszcze w 2018 roku, krytyczna zależność USA od Chin była niemal o połowę niższa niż obecnie (0,7% PKB wobec 1,3%).
  • Meksyk, Korea Południowa, Japonia, Wietnam, Indonezja, Brazylia i Malezja mogą mieć najlepszą pozycję jako kandydaci do przyjaznego przeniesienia współpracy z USA i UE. Jednak USA i UE mogą również dążyć do zwiększania własnej współpracy handlowej. W przypadku 300 rodzajów towarów, to w rzeczywistości UE jest najczęstszym krytycznym dostawcą dla USA. Tymczasem pod względem wielkości importu, dostawy te odpowiadają zaledwie 4% całkowitego importu USA – wobec niemal 10% krytycznego importu USA z Chin. Rozwiązaniem, które pomogłoby zniwelować tę lukę mogłoby być porozumienie o wolnym handlu, zwłaszcza, że rośnie zależność UE od USA w zakresie dostaw energii (ropy i gazu).

Globalizacja zmienia się, lecz nie zamiera

Po napięciach handlowych, które urzeczywistniły się pod rządami Trumpa, główne kryzysy ostatnich kilku lat – globalna pandemia Covid-19 i trwająca wojna w Ukrainie – nasiliły wątpliwości co do przyszłości globalizacji i zwiększyły uwagę poświęcaną ekspozycji w łańcuchu dostaw. Lecz globalizacja jeszcze nie umarła. Choć wydaje się, że widać wzrost tendencji do powrotu do kraju, relokacji do przyjaznych lokalizacji lub kończenia współpracy z krajami nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej (takimi jak np. Chiny), to podpisywane są również porozumienia o wolnym handlu i widać w 2022 roku spadek barier handlowych.

Te sprzeczne tendencje oznaczają, że światowe przepływy handlowe w pewnym sensie dostosowały się do różnych wstrząsów, a czasami odzwierciedlają zmiany strukturalne w gospodarce światowej. Wskaźnik ilościowy, tj. handel jako procent PKB (zob. Wykres 1) pokazuje, że ogólnie globalizacja wydaje się trwać w zawieszeniu – lecz się nie cofa. Udział ten wzrósł z 25% w 1970 roku do szczytowego poziomu 61% w 2008 roku. Poza zmiennością związaną z globalnym kryzysem finansowym, umiarkowany trend spadkowy obserwowany w ostatniej dekadzie jest wynikiem bardzo widocznego spadku udziału handlu w PKB Chin (36% w 2019 w porównaniu z najwyższym poziomem 64% w 2006 roku)[1].

Wykres 1 – Obrót towarami i usługami jako % PKBObrót towarami i usługami

Źródła: Bank Światowy, źródła krajowe, Dział Analiz Allianz

Jednak płaski ogólny miernik globalizacji maskuje zmiany w strukturze światowego handlu – zarówno pod względem geograficznym, jak i sektorowym. Inną drogę rozwoju widać było w szczególności w zakresie integracji regionalnej (zob. Wykres 2). Od 1999 roku handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu wzrósł o ponad 7 pkt proc. w regionie Azji i Pacyfiku oraz o 5 pkt proc. w Afryce, podczas gdy zmalał o niemal 1 pkt proc. w Europie i ponad 3 pkt proc. w regionie Ameryk.

Wykres 2 – Handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu: zmiana w poszczególnych okresach (pkt proc.)Handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu

Źródła: UNCTAD, Dział Analiz Allianz

Te zmiany geograficzne są czasami wynikiem regionalnych porozumień handlowych, ale można je również powiązać ze specjalizacjami sektorowymi i różnym stopniem zaangażowania w globalne łańcuchy dostaw. Globalizacja rzeczywiście w ostatnich dziesięcioleciach była częściowo napędzana przez rozwój pewnych technologii i sektorów. Aby przeanalizować to zjawisko szczegółowo, opracowujemy wskaźnik globalizacji dla poszczególnych sektorów (zob. Wykres 3), który uwzględnia handel lub produkcję w sektorze, które przekraczają więcej niż jedną granicę. Innymi słowy, bierzemy pod uwagę handel lub produkcję, która nie tylko płynie z kraju źródłowego bezpośrednio na rynek końcowy, ale która uczestniczy w różnych etapach łańcuchów dostaw.

Wykres 3 – Wskaźnik globalizacji* w rozbiciu na sektoryWskaźnik globalizacji

* udział w handlu lub produkcji opartej na globalnym łańcuchu wartości poza handlem lub produkcją sektora, odległość od poziomu globalnego

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

W Allianz Trade stwierdzamy, że największymi sektorami na świecie, które również mają znacząco dodatnie wyniki w zakresie globalizacji, są:

  • Komputery i telekomunikacja, elektronika, artykuły gospodarstwa domowego (14% handlu światowego)
  • Metale (14% handlu światowego)
  • Samochody i urządzenia transportowe (9% handlu światowego)
  • Chemikalia (9% handlu światowego)
  • Maszyny i urządzenia (5% handlu światowego)

Te pięć sektorów odpowiada łącznie za ponad 50% światowego handlu. W dalszej części artykułu koncentrujemy się na tych pięciu dużych i zglobalizowanych sektorach i szczegółowo analizujemy, w jaki sposób Chiny uczestniczą w ich globalnych łańcuchach dostaw. Taka analiza może pomóc nam ocenić, w jakim stopniu możliwe jest uniezależnienie się od Chin, a w końcu – jaka jest przyszłość globalizacji..

Chwilowo trudno jest pozbyć się zależności od Chin

Zależność świata od Chin jest dwojaka, oparta na popycie i podaży. Zależności te można zrozumieć poprzez dane dotyczące handlu, analizując zarówno handel tradycyjny (tj. towary przekraczające tylko jedną granicę z kraju pochodzenia na rynek końcowy), jak i handel oparty na globalnym łańcuchu wartości (tj. towary przekraczające więcej niż jedną granicę i wykazujące całkowity udział na różnych etapach łańcuchów dostaw).

Po stronie popytu, tradycyjny światowy eksport do Chin stanowi 0,8% światowej produkcji (zob. Wykres 4). Udział ten sięga nawet 2,7% w przypadku Korei Południowej i Australii, w przypadku Niemiec wynosi 1,3% i 0,3% w przypadku USA. W  poprzednich raportach Allianz Trade stwierdził, że Tajwan, Malezja, Singapur, Tajlandia i Chile są najbardziej uzależnione od popytu z Chin i w średnim okresie poniosą największe straty, ponieważ Chiny zmierzają w kierunku autonomii przemysłowej, generując mniejszy popyt na towary z zagranicy[2]. Straty dla całej strefy euro mogą w średniej perspektywie wynieść do 0,9% PKB, przy czym najbardziej narażone są sektory maszyn i urządzeń, budownictwa, rolno-spożywczy i elektroniczny.

Wykres 4 – Ekspozycja związana z Chinami w zakresie popytu (eksport do Chin, % produkcji) i podaży (import z Chin w światowym łańcuchu wartości, % produkcjiEkspozycja związana z Chinami w zakresie popytu

Uwaga: Tajwan, Wietnam, Korea Południowa, Australia, Hongkong i Singapur, które charakteryzują się silną ekspozycją, zostały usunięte z wykresu dla lepszej czytelności.

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Po stronie podaży, pod względem wartości bezwzględnej, Chiny są zdecydowanie największym światowym dostawcą, którego produkcja kierowana do globalnych łańcuchów wartości wynosi prawie 3,4 bln USD (na drugim miejscu są Stany Zjednoczone z 1,8 bln USD, a na trzecim Niemcy z 1,4 bln USD). W wartościach względnych, globalny import w łańcuchach wartości z Chin stanowi 0,5% światowej produkcji (zob. Wykres 4). Udział ten sięga aż 3,9% dla Wietnamu, 3% dla Singapuru i 2,3% dla Tajwanu i Hongkongu. W Niemczech wynosi on 0,6%, a w USA 0,3%.

Patrząc na pięć dużych i zglobalizowanych sektorów, które zidentyfikowaliśmy w poprzedniej części widać, że chińska produkcja przeznaczona do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości jako udział w globalnej produkcji sektora waha się od 6% (samochody i urządzenia transportowe) do 27% (komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego) – zob. Wykres 5. Dla każdego z sektorów, około dwie trzecie wskaźnika odpowiada za produkcję przeznaczoną do tradycyjnego eksportu, a reszta to produkcja przeznaczona do eksportu do globalnego łańcucha wartości[3]. Co ważne, pomimo niewielkiej tendencji spadkowej globalizacji w latach 2010-tych i pomimo nasilających się po tym okresie rozmów na temat uniezależnienia się od Chin, zależność świata od dostaw z Chin w rzeczywistości znacznie wzrosła w trzech z pięciu analizowanych sektorów (tj. komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego, chemikalia oraz maszyny i urządzenia – zob. Wykres 5).

Wykres 5 – Produkcja Chin kierowana do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, jako % globalnej produkcji w sektorzeProdukcja Chin kierowana do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Idąc o krok dalej w obrębie sektorów w Allianz Trade obserwujemy, że skoncentrowane uzależnienie od określonych rodzajów towarów może również okazać się problematyczne. Ostatnie lata pokazały bowiem, że nagłe wstrzymanie działalności przemysłowej w krajach źródłowych (np. z powodu zamknięcia zakładów spowodowanego przez Covid-19) może przyczynić się do poważnych niedoborów towarów lub środków produkcji (np. półprzewodników i układów scalonych). Aby zrozumieć, czy USA i UE są krytycznie uzależnione od niektórych krajów zaopatrujących je, analizujemy szczegółowe dane handlowe według produktów (na poziomie sześciocyfrowym Systemu Zharmonizowanego, który klasyfikuje towary w 6 338 kategoriach) dla 35 największych eksporterów na świecie. Biorąc za przykład zależność USA od Chin, Chiny są uznawane za krytycznego dostawcę pewnego rodzaju towaru X, jeżeli spełnione są trzy kryteria[4]:

  • USA są importerem netto towaru X
  • Ponad 50% importu USA w zakresie towaru X pochodzi z Chin
  • Udział Chin w światowym rynku eksportu towaru X przekracza 50%

W Allianz Trade stwierdzamy, że USA wykazują łącznie 674 zależności krytyczne (zob. Wykres 6), z czego 276 dotyczy Chin. Import tych towarów przez USA z Chin stanowi prawie 50% całkowitego importu z Chin, czyli niemal 10% całkowitego importu USA. Innymi nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej krytycznymi dostawcami dla USA są Turcja i Rosja, ale z odpowiednio tylko w zakresie czterech i dwóch rodzajów towarów[5]. W przypadku UE, całkowita liczba zależności krytycznych jest znacznie niższa i wynosi 206 rodzajów produktów: 141 z nich dotyczy Chin, co stanowi 15% całkowitego importu UE z Chin i 3% całkowitego importu UE. UE ma również osiem zależności krytycznych od Turcji i dwie od Rosji[6].

Wykres 6 – Krytyczni dostawcy towarów dla USA i UE, rozbicie na wybrane krajeKrytyczni dostawcy towarów dla USA i UE

Źródła: ITC, Dział Analiz Allianz

Interesujące jest również to, że w przypadku USA, przy 300 rodzajach towarów, UE pojawia się jako najczęstszy krytyczny dostawca. Największe sektory to maszyny i urządzenia (23%), przemysł chemiczny (15%), rolno-spożywczy (14%), tekstylny (13%) i metalowy (11%). Jednak pod względem wielkości importu, dostawy tych 300 rodzajów towarów z UE stanowią zaledwie 4% całkowitego importu USA – w porównaniu do prawie 10%, jeżeli chodzi o import krytyczny z Chin. Ta luka może oznaczać podstawę do pogłębienia współpracy handlowej między USA i UE.

 

Krytyczna zależność USA i UE od Chin występuje głównie w następujących czterech sektorach: komputery i telekomunikacja, elektronika, urządzenia gospodarstwa domowego; tekstylia; chemia i metale. Z kolei patrząc na zależności w drugą stronę okazuje się, że USA są krytycznym dostawcą dla Chin tylko w przypadku 22 rodzajów towarów (głównie w sektorze rolno-spożywczym), co stanowi zaledwie 3% chińskiego importu z USA i 0,2% całkowitego importu Chin. Natomiast rola UE jest bardziej znacząca, ponieważ jest ona krytycznym dostawcą w przypadku 188 rodzajów towarów (głównie w sektorze rolno-spożywczym, tekstylnym oraz maszyn i urządzeń). Stanowi to prawie 20% importu Chin z UE, ale tylko 2% całkowitego importu Chin. 

Wykres 7 – Chiny jako krytyczny dostawca do USA i UE oraz vice versa, rozbicie na sektoryChiny jako krytyczny dostawca do USA i UE oraz vice versa

Źródła: ITC, Dział Analiz Allianz

Oznacza to, że – w skrajnym scenariuszu całkowitego zerwania stosunków handlowych USA-Chiny i UE-Chiny – to USA i UE mają więcej do stracenia. Utrata krytycznych dostaw, które prawdopodobnie trudno będzie zastąpić, wyniosłaby:

  • 10% całkowitego importu w przypadku USA, tj. 1,3% PKB
  • 3% całkowitego importu w przypadku the UE, tj. 0,5% PKB
  • 2% całkowitego importu w przypadku Chin, tj. 0,3% PKB

Takie (asymetryczne) krytyczne zależności wyjaśniają, dlaczego przeniesienie współpracy do przyjaznych lokalizacji znajduje się coraz częściej w obszarze zainteresowania firm i decydentów z USA i UE. Tym bardziej, że krytyczna zależność świata od Chin wydaje się stale rosnąć: Biorąc za przykład USA widać, że krytyczne dostawy z Chin stanowiły w 2018 roku 0,7% PKB, w porównaniu z 0,4% w 2010 roku.

 

Przeniesienie współpracy z Chin do przyjaznych lokalizacji: kim są potencjalni kandydaci?

Trudno jest otrząsnąć się z zależności od Chin, ale ostatnie doświadczenia z wojny handlowej USA-Chiny mogą dostarczyć pewnych wskazówek. Podwyżki taryf celnych między tymi dwoma krajami zostały wprowadzone po raz pierwszy w 2018 i od tego czasu taryfy pozostają na wysokim poziomie (pomimo nieznacznych spadków po zawarciu Porozumienia Fazy Pierwszej na początku 2020 roku). W rezultacie Chiny tracą udział w rynku importu amerykańskiego: biorąc pod uwagę całość importu (tj. zarówno tradycyjny, jak i globalny łańcuch wartości), udział Chin w rynku wzrósł z 4% w 2000 do 13% w 2010 i 15% w 2018 roku, po czym spadł do 10% w 2021. W ten sposób Chiny przesunęły się z pozycji drugiego największego źródła importu dla USA (po UE-27) w 2018 na pozycję czwartą w 2021 roku (po UE-27, Meksyku i Kanadzie). Na tej stracie częściowo skorzystali konkurenci azjatyccy (zob. Wykres 8), przy czym Wietnam, Tajwan, Korea Południowa, Indie, Tajlandia i Malezja należą do pierwszej dziesiątki eksporterów, którzy zyskują udział w rynku w okresie 2018-2021. Ich łączne zyski wynoszą 2,8 pkt proc. (w porównaniu z utratą przez Chiny 4,2 pkt proc.). UE-27 zyskała w tym okresie 0,7 pkt proc. udziału w rynku ogółem.

Wykres 8 – Zmiana udziału rynkowego importu USA w okresie 2018-2021 (pkt proc.), Chiny i 10 największych zyskujących eksporterówZmiana udziału rynkowego importu USA w okresie 2018-2021

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Poza doświadczeniem wojny handlowej między USA a Chinami, przyglądamy się strukturze handlowej i sile eksporterów, aby ustalić, kto może być lepiej przygotowany do czerpania korzyści z uniezależnienia się USA i UE od Chin. W tym celu obliczamy indeksy komplementarności handlowej, które mierzą podobieństwo między strukturami eksportu i importu pary krajów, oraz indeksy przewagi komparatywnej, które mierzą względną przewagę eksportera w danym sektorze. Wskaźniki te stosowaliśmy już w poprzednich analizach[7], ale nowością jest to, że nasze szacunki opieramy na danych dotyczących handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, a nie na handlu ogółem, ale nowością jest to, że nasze szacunki opieramy na danych dotyczących handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, a nie na handlu ogółem. Nie jest to może zaskoczeniem, biorąc pod uwagę wielkość chińskiej gospodarki i jej siłę roboczą. Jednak patrząc na globalny łańcuch wartości handlu, a więc eksport towarów, które są produkowane w wielu krajach, Chiny nie są najbardziej konkurencyjne.

Wykres 9 – Wskaźniki przewagi komparatywnejWskaźniki przewagi komparatywnej

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, czyli:

  • Silną komplementarność handlową z USA i UE.
  • Większą niż w przypadku Chin konkurencyjność w zakresie globalnego handlu łańcuchem wartości.
  • Silną konkurencyjność w zakresie handlu tradycyjnego (choć niższą niż Chin).
  • Brak napięć geopolitycznych z USA i UE,

w Allianz Trade stwierdzamy, że Meksyk, Korea Południowa, Japonia, Wietnam, Indonezja, Brazylia i Malezja mogą być najlepszymi kandydatami do przeniesienia dotychczasowej współpracy z Chinami.

[1] 5% w 2002, 9% w 2008, 13% w 2019 oraz 15% w 2021 roku.

[2] Zob. “Dual circulation : China’s way of reshoring? [Podwójna cyrkulacja: chiński sposób na powrót do domu?]”, gdzie zawarto więcej informacji na ten temat

[3] Należy zwrócić uwagę, że gdybyśmy wzięli pod uwagę również produkcję na rynek krajowy, Chiny reprezentowałyby od około 20% do około 50% światowej produkcji w tych pięciu sektorach. Nie uwzględniamy tego, ponieważ naszym celem jest zrozumienie zależności reszty świata od dostaw eksportowanych przez Chiny.

[4] Taka definicja zależności krytycznej jest zgodna z analizami, np. „The dependency on China of Spain’s supply chains” [„Zależność hiszpańskich łańcuchów dostaw od Chin”], Lucia Salinas Conte (2022).

[5] USA wykazuje cztery krytyczne zależności od Turcji w sektorach rolno-spożywczym i tekstylnym, oraz dwie od Rosji – w sektorach energetyki, maszyn i urządzeń.

[6] UE wykazuje osiem krytycznych zależności od Turcji w sektorze rolno-spożywczym, budowlanym i tekstylnym oraz dwie od Rosji w sektorach budownictwa i energetyki.

[7] Zob. nasza wcześniejsza publikacja “The world is moving East, fast” [„Świat porusza się na Wschód, i to szybko”]

Spokojne zamknięcie tygodnia

Piątek na rynkach był dniem powrotu do długoterminowych trendów. Dolar znów się umocnił. Ropa naftowa wróciła na niższe poziomy, a wysoka inflacja nad Wisłą się potwierdziła.

Dane nie przeszkadzają dolarowi

Na zamknięcie tygodnia dostaliśmy z USA złą i dobrą wiadomość. Zaczęliśmy od złej – sprzedaż detaliczna wbrew oczekiwaniom nie rosła we wrześniu. Patrząc, że dobrze wypadł subindeks sprzedaży bez samochodów, można podejrzewać, że to właśnie słabsza sprzedaż aut ciągnie w dół indeks. W dobie przechodzenia na pracę zdalną w wielu firmach może to być element pewnego trendu. Lepiej wypadł za to Raport Uniwersytetu Michigan. 59,8 pkt to najwyższy wynik od pół roku. Pokazuje również pozytywną tendencję na rynku. Nie można się dziwić, że dane te wygrały ze słabszą sprzedażą aut i dolar znów zyskiwał.

Ropa wraca na niższe poziomy

Ceny czarnego złota znów spadają. Powody są podobne jak ostatnio. Z jednej strony umocnienie dolara powoduje, że stałość cen ropy w walutach lokalnych obniża jej cenę dolarową. Z drugiej strony mamy oczekiwania względem rozwoju negatywnych scenariuszy kryzysowych na świecie w tym ciągłych problemów pandemicznych w Chinach, a raczej ograniczeń z nich wynikających. Jak do tego dorzucimy nieskuteczność ostatniej decyzji OPEC i to, że od kilku dni Rosjanie nic nie wywinęli, to można zrozumieć, dlaczego rynek się stabilizuje.

17,2% inflacji potwierdzone

W piątek poznaliśmy ostateczne dane o inflacji za wrzesień. Podobnie jak w poprzednich odczytach przyspieszony odczyt okazał się bardzo precyzyjny. Również w tym wypadku był on dokładnie równy finalnemu. Inflacja 17,2% nie może cieszyć, ale od czasu wstępnej inflacji kolejne państwa opublikowały swoje wyniki. We wspomnianym międzyczasie gorsze rezultaty pokazali Czesi i Węgrzy. W rezultacie zamiast być państwem o drugiej najwyższej inflacji w Unii Europejskiej z państw posiadających własną walutę wypadliśmy poza podium. Nieprzypadkowo pocieszanie się, że inni mają gorzej, uchodzi za jedną z naszych cech narodowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Gaz ziemny najtańszy od lipca. Złoty rano traci na wartości

Kończąca miniony tydzień sesja na rynkach akcji w USA przyniosła gwałtowne odwrócenie silnych czwartkowych wzrostów głównych indeksów. Spadki – S&P 500 -2,37 proc., DJIA -1,34 proc., Nasdaq Composite -3,08 proc. – nie były jednak na tyle silne by sprowadzić tego indeksy do ich nowych cyklicznych minimów.

W poniedziałek na rynkach akcji Azji i Oceanii lekko przeważały spadki. Najsilniejszy – -1,36 proc. – notował australijski All Ordinaries. Swe nowe cykliczne minima ustanowiły Hang Seng i singapurski Straits Times.

W Europie dziś rano na giełdach brak było jakiejś dominującej tendencji (DAX -0,15 proc., CAC 40 -0,2 proc.).

Ok. godz. 9:40 WIG-20 tracił 0,45 proc. Wśród składników mWIG-u 40 swój najniższy od 2019 roku poziom osiągnęły dziś ceny akcji spółki Ten Square Games.

W piątek najwyższy poziom od kwietnia 2009 osiągnęła rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Węgier. Dziś rano na rynkach 10-letnich obligacji skarbowych krajów rozwiniętych przeważały spadku rentowności. Rentowność amerykańskich 10-latek wróciła poniżej poziomu 4 proc.

W piątek cena kontraktów na gaz ziemny w Wielkiej Brytanii spadły do najniższego poziomu od drugiej połowy lipca. Dziś rano najniżej od 3 miesięcy była również cena gazu ziemnego na NYMEX-ie. Zmiany ceny ropy naftowej były niewielkie (Brent +0,61 proc., WTI -0,55 proc. ok. godz. 9:25). Lekko drożały dziś rano metale szlachetne (złoto +0,56 proc., srebro +1,92 proc., platyna +1,87 proc., pallad +1,14 proc.).

Swe nowe cykliczne maksima osiągnął dziś kurs amerykańskiego dolara względem dolara tajwańskiego i malezyjskiego ringgita. Kurs USD względem japońskiego jena utrzymywał się w pobliży swego osiągniętego w minionym tygodniu najwyższego od 1990 roku poziomu. Lekko umacniało się dziś rano względem USD euro (EUR/USD +0,22 proc. ok. godz. 9:15).

Lekko słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,57 proc., USD/PLN +0,46 proc. ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara lekko rósł dziś rano (+0,65 proc. ok. godz. 9:15) utrzymując się powyżej poziomu 19000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Brak obliga giełdowego na obrót energią to stłuczenie termometru

Elektrownie mają koszty stałe wytwarzania energii. Jest to koszt paliwa, np. gazu – który jest rekordowo drogi oraz węgla – który drożeje przez to, że jest alternatywą dla tego gazu. Do tego są opłaty za emisję dwutlenku węgla. Ceny uprawnień do emisji CO2 w ramach polityki klimatycznej też są rekordowo wysokie. Do tego oczywiście należy dodać marżę elektrowni – natomiast cena jest wyznaczana na giełdzie, według mechanizmu Merit-Order. Oznacza to, że do systemu dopuszczane są najpierw najtańsze źródła energii – czyli także odnawialne, dzięki dyrektywie OZE, która je promuje – potem inne, a na końcu te najdroższe. Dostępność wszystkich ma być zabezpieczona właśnie przez to, że cena jest uzależniona od najdroższego źródła – czyli w tym przypadku elektrowni gazowych. Dlatego niektóre firmy produkujące energię taniej mogą zarabiać więcej – dzięki maksymalnej, krańcowej cenie na giełdzie, wyznaczonej przez bardzo drogi gaz. Są to na przykład elektrownie produkujące prąd z OZE lub jądrowe. To powoduje różnicę w zyskach i rentowności firm na rynku energetycznym. Obecnie trwa dyskusja wewnątrz Unii Europejskiej, czy nie należałoby tych zysków opodatkować – czyli wprowadzić tzw. windfall tax. Według Międzynarodowej Agencji Energii taki podatek przyniósłby jeszcze w tym roku 200 miliardów euro na walkę z kryzysem energetycznym.

– Reforma polityki klimatycznej na pewno jest potrzebna. Jednakże głównym źródłem rekordowej drożyzny nie są ceny uprawnień do emisji CO2, a tylko rekordowa cena gazu – podsycana przez rosyjski Gazprom. Rekordowo drogi gaz zachęca do użycia węgla. Zwiększa się emisja CO2, a w konsekwencji popyt na uprawnienia do emisji – i to jest źródło wzrostu ich cen – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Dlatego warto rozmawiać o reformie, ale niekoniecznie takiej, która zawali system wspierający transformację energetyczną. Usunięcie obliga giełdowego to stłuczenie termometru, który pokazywał nam nastroje na rynku. One rzeczywiście były nietypowe, ze względu na destabilizację wywołaną przez Rosję. Warto zastanowić się, jak ustabilizować ten system. Komisja Europejska rozmawia o decouplingu – czyli rozdzieleniu cen energii od cen gazu. Można byłoby też dopuścić do obniżenia obliga – a więc wprowadzić zmiany ewolucyjne. Usunięcie obliga to usunięcie giełdowego obrotu energią – kiedy będziemy chcieli wrócić do normalnego rynkowego obrotu, będzie znacznie trudniej – wyjaśnia Jakóbik.

Columbus zwiększył miesięczną sprzedaż pomp ciepła i magazynów energii

Spółka Columbus Energy podsumowała działalność we wrześniu. Jak wynika z raportu, miesięczna sprzedaż w Columbus utrzymuje się na stabilnym poziomie, z coraz większym udziałem pomp ciepła i magazynów energii w strukturze przychodów.

W minionym miesiącu Columbus Energy osiągnął ponad 41 mln zł przychodów, czyli porównywalnie do wyników w sierpniu. W strukturze przychodów Spółki aż 35% stanowi obecnie sprzedaż pomp ciepła i magazynów energii.

– W ostatnim okresie obserwujemy mocny wzrost sprzedaży tych urządzeń, co wynika w dużej mierze z trudnej sytuacji na rynku energii. Nie tylko klienci indywidualni, ale również przedsiębiorstwa szukają ekonomicznych rozwiązań na rozpoczęty już sezon grzewczy – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A. – Z dużych pozytywnych wydarzeń minionego miesiąca warto przypomnieć uzyskanie przez Columbus warunków przyłączenia dla trzech magazynów energii, które po wybudowaniu będą dysponować mocą 400 MW i pojemnością 1600 MWh. Dzięki wsparciu naszego inwestora, kontynuujemy refinansowanie kredytów bankowych oraz inwestujemy w infrastrukturę odnawialnych źródeł energii. Odbudowuje się też powoli nasz biznes podstawowy, gdzie wróciliśmy do dobrej marżowości, której skala z miesiąca na miesiąc będzie się poprawiać. Równocześnie koncentrujemy się na tym, aby wkrótce mile zaskoczyć inwestorów i cały rynek kapitałowy.

Dwie trzecie planujących inwestycję ESG chce ją sfinansować za pośrednictwem banku

Tegoroczny raport „European Retail Banking Radar” opracowany przez firmę doradczą Kearney ujawnił, że klienci coraz mocniej domagają się zaangażowania ich banków w kwestie społeczne i środowiskowe. 30 proc. z nich jest gotowych zapłacić od 5 do 10 proc. więcej za produkt bankowy uwzględniający czynniki ESG, niż za ten, który nie bierze ich pod uwagę. We wszystkich analizowanych kategoriach największe oczekiwania wykazywali Polacy. Badanie, które Kearney zrealizował po raz trzynasty, objęło 89 europejskich banków detalicznych, w tym 7 działających w Polsce.

Zwiększone zaangażowanie społeczne i środowiskowe banków dało się zaobserwować szczególnie w okresie pandemii. Wszystko wskazuje jednak na to, że ten trend na dłużej pozostanie w ich strategiach. Tym bardziej, że działalność sektora bankowego w dużej mierze odzwierciedla to, co dzieje się w innych obszarach, takich jak FMCG. Dla konsumentów dóbr szybkozbywalnych już od dawna coraz bardziej istotne stają się takie kwestie jak sprawiedliwy handel, ekologiczne uprawy czy odpowiedzialne zakupy. Preferencje te w dużej mierze powodowane są rosnącą liczbą klientów z pokolenia Z, dla których coraz ważniejsze są czynniki ESG, także w przypadku produktów bankowych. Badanie Kearney ujawniło, ze podobne podejście zaczyna się zakorzeniać w sektorze bankowym – 1 na 10 Europejczyków rozważyłoby zmianę banku, gdyby ten nie oferował produktów odpowiadających na potrzeby zrównoważonego rozwoju. Nie jest to jeszcze jednak poziom branży konsumenckiej. O ile konsumenci mogą być skłonni wydać więcej na żywność pozyskiwaną w sposób zrównoważony, o tyle podstawowym powodem zmiany banku pozostaje stosunek jakości do ceny – jedna czwarta klientów jest gotowa zmienić dostawcę z powodu oferty zbyt drogiej lub o zbyt niskiej jakości.

Polscy klienci najmocniej wyczuleni na kwestie ESG

Kearney zapytał respondentów o to, jakie elementy ESG banki powinny szczególnie uwzględniać w swoich strategiach. Najwięcej, bo średnio 76 proc. odpowiedzi dotyczyło oczekiwania wobec banków, by te lepiej troszczyły się o sytuację finansową klientów. Chodzi o działania, które dało się zauważyć już w trakcie pandemii, takie jak rezygnacja z części opłat czy wakacje kredytowe. W drugiej kolejności (74 proc.) badani wymieniali większe zaangażowanie banków w edukację finansową swoich klientów, tak by ci lepiej rozumieli specyfikę wybieranych produktów. Respondenci wskazują tym samym, że nie chcą być dłużej ofiarami skomplikowanych zapisów w umowach i nieodpowiedzialnych taktyk sprzedaży. Na obie te kwestie wskazało 85 proc. polskich respondentów, co podobnie, jak w przypadku pozostałych kategorii, było wyraźnie powyżej europejskiej średniej.Klienci domagają się zaangażowania banków w kwestie ESG

– Aspekty ESG to temat powszechnie komentowany nie tylko w Europie, ale i w polskiej bankowości. Sektor bankowy w Polsce jest w tym zakresie jednym z wiodących na świecie, a rynkowi liderzy od kilku lat umieszczają działania związane ze wspieraniem zrównoważonego rozwoju w swoich strategiach. Sprawia to, że trend konsumentów zainteresowanych produktami ESG popularyzuje się również wśród klientów banków – mówi Krzysztof Żmijewski, manager z warszawskiego biura Kearney.

– Do polskich konsumentów docierają globalne trendy dotyczące ograniczania emisji CO2, wizji „świata bez plastiku” czy gospodarki obiegu zamkniętego. Jednocześnie, lokalna specyfika naszej gospodarki i silna nośność kwestii takich jak smog, wycinka lasów i zielona energia powodują frustracje społeczne i wzmacniają poczucie potrzeby zmian – dodaje Żmijewski.

Analiza oferty polskich banków pomaga zrozumieć, dlaczego tak duży odsetek Polaków wykazuje wrażliwość na kwestie ESG. Wybór wielu bankowych produktów przyjaznych ESG nie tylko nie zwiększa ceny usługi, ale pozwala nawet oszczędzić pieniądze. Rezygnacja z papierowej korespondencji likwiduje opłatę za rachunek, karta płatnicza z eko-tworzywa jest bezpłatnie dołączana do konta, a wybór eko-hipoteki na budynek o niższym zapotrzebowaniu energetycznym obniża oprocentowanie kredytu. Strukturyzowanie oferty w taki sposób, w połączeniu z lokalną specyfiką napędza popyt i przekłada się na wzrost zainteresowania zrównoważonym rozwojem wśród klientów banków.

Chcemy by banki pomagały nam pomagać

Banki coraz częściej postrzegane są jako instytucje, które mają być forpocztą zmian odpowiadających na wyzwania współczesności. Jako ich klienci oczekujemy nie tylko, że będą działać w sposób etyczny i zrównoważony, ale też, że i nam pomogą w byciu odpowiedzialnymi konsumentami. 70 proc. respondentów badania Kearney oczekuje od banków, by część swoich zysków inwestowały w działania społeczne, 60 proc. by zmniejszały swój ślad węglowy, a 62 proc. by nie wspierały firm szkodzących środowisku czy handlujących bronią. Jako potencjał postrzega się natomiast rozwijanie produktów bankowych, które umożliwią konsumentom życie w sposób bardziej zrównoważony.

– Bynajmniej nie chodzi tu jedynie o karty płatnicze z eko-plastiku. Największa część respondentów wskazała, że w ciągu najbliższego roku planuje poprawić swoją domową wydajność energetyczną, np. inwestując w izolację domów. Połowa badanych, w perspektywie najbliższych pięciu lat, planuje zakup samochodu elektrycznego lub paneli fotowoltaicznych. Warto zauważyć, że 64 proc. respondentów przewiduje, że inwestycje te sfinansuje środkami bankowymi, co stwarza olbrzymie możliwości dla banków, które będą najbardziej aktywne w obszarze ESG – zauważa Krzysztof Żmijewski, manager z warszawskiego biura Kearney.Dwie trzecie planujących inwestycję ESG chce ją sfinansować za pośrednictwem banku

Dodatkowym bodźcem dla banków mogą być najnowsze regulacje Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowej Grupy ds. Edukacji Finansowej (ang. International Network on Financial Education) działającej w ramach OECD, które zalecają większą uwagę w zakresie czynników ESG. Niezależnie od uregulowań prawnych, większa wrażliwość społeczna i środowiskowa może być dla banków po prostu opłacalna. Tworzenie produktów bankowych, które pozwalają być bardziej etycznym i odpowiedzialnym konsumentem, przyciąga klientów, dla których jest to istotne i daje możliwość zwiększenia przychodów.

Rajd na Wall Street po publikacji danych o inflacji

Wczorajszy dzień na Wall Street przyniósł największe wahania kursów akcji od wielu lat. Wszystko za sprawą publikacji danych o wrześniowej inflacji, która wyniosła 8,2 proc, podczas gdy rynek spodziewał się spadku do 8,1 proc. W wyniku tego indeks S&P500 na początku handlu poszybował o 2,2 proc. w dół, by potem odbić się aż o 4,8 proc. w górę, kończąc dzień wzrostem o 2,6 proc.

Dane o inflacji, podobnie jak w poprzednim miesiącu, miały niejednoznaczny charakter. Z jednej strony, inflacja w ujęciu rocznym, spadła z 8,3 proc. w sierpniu do 8,2 proc. we wrześniu. Jednak nie sprawdziły się wcześniejsze prognozy analityków przewidujące mocniejszy spadek do 8,1 proc. W ujęciu miesięcznym, ceny wzrosły o 0,4 proc., podczas gdy rynek spodziewał się wzrostu tylko o 0,2 proc. Do tego, po raz kolejny wzrosła inflacja bazowa (czyli inflacja konsumencka, bez najbardziej zmiennych elementów jak ceny paliw i żywności) do 6,6 proc. r/r wobec 6,3 proc. w sierpniu. Taki wzrost, napędzany przez rosnące koszty usług, czynszów i kosztów utrzymania, można uznać za dramatyczny. Wskazuje też na duża presję na wzrost wynagrodzeń i możliwość wystąpienie spirali płacowo-cenowej. Właściwie inflacja spadła tylko z powodu kolejnego spadku cen benzyny.

Dla rynku takie informacje okazały się katalizatorem wzrostu zmienności. S&P500 przed południem amerykańskiego czasu spadł poniżej 3500 punktów, czyli do najniższego poziomu od listopada 2020 roku. Przebicie go dało inwestorom sygnał do kupowania i wzrosty dominowały na parkiecie przez resztę dnia. Ostatecznie S&P500 wzrósł wczoraj o 2,6 proc., DJ30 o 2,83 proc. a Nasdaq – o 2,23 proc. Wzrosty wynikały zapewne ze zmęczenia inwestorów trwającą aż 7 dni serią spadków (tak długie serie zdarzają się rzadko), a także z faktu że wszystkie wiodące wskaźniki pomagające w prognozowaniu inflacji, od surowców po łańcuchy dostaw, nieruchomości i rynek pracy, słabną, sygnalizując przed sobą mniejszą presję inflacyjną. Rynek spodziewa się także umiarkowanie dobrych, a przynajmniej nie takich złych, wyników spółek za 3. kwartał, których publikacja rozpoczyna się właśnie dziś.

Wolniejszy spadek inflacji to kolejny element wspierający jastrzębią politykę FED, wpływający na możliwość silniejszego wzrostu stóp procentowych w tym cyklu. Obecnie stopy znajdują się w przedziale 3-3,25 proc. Według najbardziej prawomocnego scenariusza na posiedzeniu 2 listopada FED podniesie stopy o 0,75 pp. Takiej samej podwyżki dokona w grudniu, a w lutym zakończy cykl podwyżką o 0,25 pp. Oznaczałoby to wzrost stóp do maksymalnego poziomu 4,75-5 proc.

To rozczarowanie rynku odczytem inflacji za wrzesień toruje drogę do dalszego załamania na globalnym rynku obligacji, bowiem rentowności 10-letnich obligacji USA mają ponownie zbliżać się do poziomu 4 proc. Może to także doprowadzić do spadku cen akcje spółek z branży technologicznej.

Podczas gdy w USA inflacja spada, w Europie cały czas rośnie. W Polsce inflacja we wrześniu wyniosła 17,2 proc. Rekordowe odczyty inflacji zanotowano także na Węgrzech – 20,1 proc., Czechach – 18 proc., Niemczech – 10 proc. i strefie euro – 10 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Giełdy na zielono. Lekkie osłabienie złotego

Na amerykańskim rynku akcji doszło wczoraj do gwałtownej zmiany trendu. Po publikacji danych na temat tempa inflacji w USA we wrześniu indeksy utworzyły się bardzo nisko ustanawiając swe nowe cykliczne minima. Zaraz później nastąpiła zmiana trendu i czwartkowa sesja w USA zakończyła się ponad 2 proc. wzrostami głównych indeksów (S&P 500 +2,6 proc., DJIA +2,83 proc., Nasdaq Composite +2,23 proc.).

Dziś rano ceny kontraktów na amerykańskie indeksy odpoczywały po wczorajszym rajdzie (S&P 500 +0,02 proc.).

Ta zwyżka cen akcji była kontynuowana dziś na rynkach akcji Azji i Ocenii. Aż o 3,25 proc. wrósł dziś japoński Nikkei 225. Traciły jedynie główne indeksy giełd w Nowej Zelandii i Indonezji.

Rosły dziś rano wszystkie główne indeksy rynków akcji w Europie (DAX +1,07 proc., CAC 40 +1,2 proc.).

Ok. godz. 9:40 WIG-20 zyskiwał 1,94 proc. Rosły dziś rano kursy akcji wszystkich składników WIG-u 20. Na początku piątkowej sesji rosły również wszystkie indeksy sektorowe GPW.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA, która wczoraj wyszła przez chwilę na przekraczający 4 proc. najwyższy poziom od 11 lat, dziś rano lekko spadała (3,922 proc. ok. godz. 9:25). Lekkie spadki rentowności 10-latek przeważały dziś również na europejskich rynkach 10-latek. Rentowność polskich 10-latek, która znalazła się w środę i na początku czwartkowej sesji powyżej poziomu 8 proc., również spadała (7,575 proc.).

Nieznacznie drożała dziś rano ropa naftowa (WTI +0,37 proc., Brent +0,26 proc. ok. godz. 9:20 proc.).

Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena nadal utrzymywał się wyraźnie powyżej poziomów, na których 3 tygodnie temu nastąpiła pierwsza od 24 lat interwencja banku centralnego Japonii w obronie japońskiej waluty. Kurs USD/JPY w pewnym momencie pokonał dziś rano poziom szczytu z sierpnia 1998 i tym samym wyszedł na najwyższy poziom od 1990 roku. Kurs EUR/USD po wczorajszym wzroście był dziś rano stabilny (-0,08 proc. ok godz. 9:15).

Lekko słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,29 proc., USD/PLN +0,4 proc.).

W podobny sposób jak ceny akcji kurs Bitcoina względem dolara, który wczoraj ok. godz. 15-tej testował poziomy swych tegorocznych minimów, dokonał później gwałtownego zwrotu kończąc czwartkową sesję 1,16 proc. wzrostem. Ta zwyżka była dziś rano kontynuowana (+2 proc. ok. godz. 9:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Krzysztof Kołaszewski, współzałożyciel Bobby Burger, sprzedał swoje udziały i przeszedł do branży nieruchomości

Ambitny i doświadczony przedsiębiorca, współzałożyciel pierwszej i największej polskiej sieci burgerowni, Krzysztof Kołaszewski, z końcem 2021 r. zasiadł w zarządzie rodzinnej spółki AB Development. Jednocześnie sprzedał udziały w spółce Bobby Burger, a pozyskane środki zainwestował w rozbudowę Home Concept Design Park w Katowicach.

Grupa AB Development od 2007 roku prowadzi działalność inwestycyjną i deweloperską na polskim rynku. Specjalizuje się w modernizacji, rozbudowie i zarządzaniu nieruchomościami komercyjnymi, które skupione są wokół tematyki wykończenia i wyposażenia wnętrz. W portfolio spółki obecnie znajdują się dwa obiekty pod marką Home Concept: Galeria Wnętrz w Warszawie oraz Design Park w Katowicach. Funkcjonujący w katowickim Roździeniu budynek obecnie zmienia się w kompleks handlowy dzięki trwającej rozbudowie. Już wkrótce stanie się nowoczesnym parkiem aranżacji wnętrz o powierzchni blisko 20 tys. mkw. Pieczę nad realizacją kilkudziesięciomilionowej inwestycji oraz nad jej komercjalizacją trzyma Krzysztof (Junior) Kołaszewski, który na koniec 2021 r. dołączył do rodzinnego biznesu. Został powołany na stanowisko prezesa zarządu Grupy AB Development, co jest jednym z kroków na drodze do przyszłej sukcesji.

Doświadczenie biznesowe wyniesione z gastronomii

Krzysztof Kołaszewski to młody i ambitny przedsiębiorca, który w 2018 roku został wyróżniony w rankingu miesięcznika „Forbes” i znalazł się na liście najbardziej wpływowych osób poniżej 30. roku życia. Swoje pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał poza strukturami rodzinnej firmy AB Development. Na drugim roku studiów na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego został współwłaścicielem sieci Bobby Burger. Całkowicie poświęcił się swojej pasji i firmie, która stała się nie tylko pierwszą, ale i największą polską siecią burgerowni. W Bobby Burger był odpowiedzialny za rozwój na polskim rynku oraz nawiązywanie i utrzymanie trwałych relacji z partnerami biznesowymi. Z końcem roku 2021 dołączył do rodzinnego biznesu, Grupy AB Development, gdzie aktualnie wykorzystuje zdobywane przez ponad 9 lat doświadczenie.

– Pochodzę z bardzo przedsiębiorczej rodziny. Od zawsze wiedziałem, że chcę stworzyć coś swojego – tak jak moi rodzice. Ścieżkę zawodową zacząłem budować dość wcześnie, miałem dużo zapału, ambicji i niezależności. Nie chciałem iść po linii najmniejszego oporu, dołączając od razu do rodzinnej firmy, dlatego jako student znalazłem pracę w food trucku. Po jakimś czasie odkupiłem udziały ówczesnych partnerów Bogumiła Jankiewicza, właściciela Bobby Burger i wspólnie z nim zacząłem rozwijać biznes. Branża gastronomiczna pochłonęła mnie na blisko 9 lat – nieco z przypadku, ale była to świetna przygoda. Z sukcesem rozwinęliśmy firmę od jednego food trucka do dobrze prosperującej, dochodowej sieci burgerowni – mówi Krzysztof Kołaszewski, obecny prezes zarządu AB Development. – Zarówno gastronomia, jak i Bobby Burger, zawsze będą dla mnie bardzo sentymentalnym i ważnym etapem mojego biznesowego rozwoju. Z Bogumiłem pozostaję w dobrych relacjach i zawsze jestem otwarty na rozmowy i wymianę doświadczeń. Ostatnie lata, a zwłaszcza ubiegły rok, skłoniły mnie do przewartościowania spojrzenia na życie. Oficjalnie na koniec 2021 roku dołączyłem do rodzinnego biznesu, budowanego przez moich rodziców od niemal 30 lat, choć tak naprawdę współpracujemy i wymieniamy się doświadczeniami od zawsze – dodaje Kołaszewski.

Jako prezes zarządu w Grupie AB Development, Krzysztof Kołaszewski, nadzoruje przede wszystkim realizację inwestycji w Katowicach oraz jej komercjalizację. Swoje udziały w Bobby Burger sprzedał Bogumiłowi Jankiewiczowi, a pozyskane środki z transakcji w dużej mierze zainwestował w Home Concept Design Park. Kołaszewski jest także odpowiedzialny za opracowanie i wdrożenie kompleksowej strategii biznesowej dla marki Home Concept oraz całej grupy AB Development na najbliższe lata.

Biznes oparty na rodzinnych fundamentach

AB Development to firma założona przez rodziców Krzysztofa Kołaszewskiego – Anetę i Krzysztofa (Seniora) Kołaszewskich. Udziałowcem w firmie, a także inwestorem Home Concept Design Park w Katowicach, jest także ich drugi syn – Marcin. Obiekty funkcjonujące dzisiaj pod marką Home Concept są od podstaw zbudowane przez założycieli firmy i mają już niemal 30 lat. Przez te lata pełniły różne funkcje. Warszawska galeria jest zlokalizowana w atrakcyjnym komunikacyjnie punkcie na mapie stolicy, przy Alejach Jerozolimskich 185. Na powierzchni 7 tys. mkw. znajduje się blisko 50 salonów z szeroką ofertą artykułów do wykończenia i wyposażenia wnętrz. Katowicki obiekt znajduje się przy Alei Roździeńskiego, która ma długoletnią tradycję jako lokalizacja dla sklepów z segmentu wykończenia i wyposażenia wnętrz.

– Ambicją naszej grupy jest stworzenie najbardziej metropolitalnego parku aranżacji wnętrz na Śląsku i jeszcze lepsze dopasowanie oferty do potrzeb współczesnego klienta z segmentu premium. Chcielibyśmy, żeby Home Concept Design Park był destynacją pierwszego wyboru dla wszystkich planujących budowę, remont czy wykończenie wnętrza, w tym również dla specjalistów, którzy – jesteśmy pewni – docenią potencjał tego konceptu, jego skalę i jakość – mówi Krzysztof Kołaszewski. – Rozbudowa katowickiego kompleksu to kilkudziesięciomilionowa inwestycja, której realizacja na chwilę przez sytuację na rynku, stanęła pod znakiem zapytania. Na początku roku podjęliśmy odważną decyzję o rozpoczęciu budowy. Jestem wdzięczny mojej rodzinie za obdarzenie mnie zaufaniem na tym polu i pozostawienie mi wolnej ręki w zakresie realizacji – dodaje.

Dziś Home Concept Design Park to miejsce, w którym zlokalizowane są salony znanych marek. Obecnie swój największy w Polsce salon posiada tutaj marka Maxfliz. Już wkrótce wśród najemców pojawi się m.in. wyjątkowy, holistyczny koncept KOMFORT home z szeroką propozycją produktów wykończeniowych, a także dodatków do aranżacji i dekoracji wnętrz. Oferta wykończenia i wyposażenia zostanie rozszerzona o meblową, dzięki nowym salonom marek Dion i IWC Home. Dodatkowo zagospodarowana zostanie przestrzeń na inspirujące ekspozycje czy spotkania dla architektów i projektantów. W ramach rozbudowy kompleksu, Grupa AB Development w porozumieniu z konserwatorem zabytków, rewitalizuje historyczną Aleję Kasztanową, oddając gościom parku miejsce na chwilę odpoczynku wśród natury. Realizacja projektów zgodnych ze wskaźnikami ESG, to ważny element strategii spółki.

– Wartością nadrzędną dla naszej grupy jest czułość na otaczające nas piękno, czego symbolicznym wyrazem jest właśnie rewitalizacja Alei Kasztanowców. W naturze, zieleni, ekologii i trosce o dziedzictwo przyrodnicze widzimy ogromną inspirację dla projektowania, które podąża z duchem czasu. Kasztanowce są szlachetnym dopełnieniem naszego parku i metaforą podróży z przeszłości do nowoczesności – podsumowuje Kołaszewski.

Rodzice aktywni zawodowo – radzą sobie dobrze, ale niemal połowa chce zmienić pracę w najbliższym czasie

Pracujący rodzice są grupą zawodową, ze szczególną potrzebą elastyczności. Jak pokazuje raport ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy”, ponad połowa aktywnych zawodowo opiekunów dzieci (53%) wskazała, że ważnym czynnikiem związanym z elastycznością pracy jest możliwość wyboru godzin rozpoczęcia i zakończenia dnia zawodowego. Choć 80% rodziców uważa, że dobrze radzi sobie w pracy, to jednocześnie 43% z nich myśli o zmianie zatrudnienia w najbliższym czasie.

Korzyści płynących z elastyczności w miejscu pracy jest wiele, doskonale wiedzą o tym między innymi aktywni zawodowo rodzice. To osoby, które szczególnie cenią sobie możliwości dopasowania dnia pracy do codziennych obowiązków ze względu na nieprzewidziane często okoliczności związane z opieką nad dziećmi. Jak pokazuje raport ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy”, w czołówce tych najważniejszych wskazanych przez respondentów będących rodzicami znalazły się więcej czasu spędzanego z rodziną, przyjaciółmi (19%) oraz przeznaczonego na odpoczynek i regenerację (14%), a także krótszy czas dojazdu do pracy oraz bardziej produktywny dzień (13%).

– Moment, w którym pracownik zostaje rodzicem, często w znaczący sposób wpływa na jego motywację, chęć do pracy i rozwoju, a także potrzebę zrozumienia oraz elastyczności ze strony pracodawcy, zarówno w aspekcie godzin pracy jak i jej sposobu. Niektóre organizacje mając na względzie dobro zapracowanych rodziców pomagają im w trudzie łączenia „dwóch etatów”, tworząc w swojej przestrzeni specjalne miejsca dedykowane najmłodszym. Część firm decyduje się na przykład na otworzenie przedszkola czy żłobka na swoim terenie, tak aby pracujący rodzic miał maksymalny komfort oraz poczucie, że pociecha znajduje się nieopodal, w pełni zaopiekowana. Coraz częściej pojawia się także możliwość przyprowadzenia malucha do biura w sytuacji, gdy mama lub tata nie może zapewnić mu innej opieki. Pracodawcy wprowadzają tego typu udogodnienia między innymi z uwagi na fakt, że same koszty z tym związane są niczym w porównaniu z kosztami całkowitej absencji pracownika – mówi Piotr Zygmunt, ekspert rynku pracy, lider linii biznesowej RPO w ManpowerGroup.

Raport poruszył również kwestię samopoczucia pracujących rodziców na aktualnie piastowanym stanowisku. Dane pokazują, że 80% z nich czuje się dobrze w miejscu pracy, a 60% uważa, że każdy dzień jest okazją do nauki nowych umiejętności. 57% twierdzi że większość dni spędzanych w miejscu zatrudnienia sprawia im przyjemność, a ponad połowa (51%) czuje się spełnionym w pracy.

Z raportu ManpowerGroup wynika również, że choć w dużej mierze rodzice odczuwają pozytywne emocje w związku z miejscem pracy, to 43% myśli o zmianie aktualnego pracodawcy w najbliższych 12 miesiącach. 4 na 10 (41%) aktywnych zawodowo opiekunów dzieci brakuje motywacji, a dla 39% każdy dzień w pracy jest wyzwaniem.

– Jako grupa pracownicza, rodzice zwykle wykazują się dużą lojalnością, bardzo ważne są dla nich bezpieczeństwo i poczucie stabilizacji. Niestety, obecna sytuacja może być wyzwaniem dla aktywnych zawodowo rodziców – stale rosnące koszty życia powodują, że nad lojalnością bierze górę chęć wyższych zarobków, dlatego też tak wielu z nich myśli o zmianie pracy. Dodatkowy aspekt w postaci powrotu do biur spowodował, że część osób nie jest w stanie pogodzić obowiązków pracownika z równie wymagającymi obowiązkami mamy czy taty. W związku z tym rodzice rozważają zmianę miejsca pracy na takie, które daje jeszcze większą niż dotychczas elastyczność – podsumowuje Piotr Zygmunt.

Coraz więcej cudzoziemców z zezwoleniami na pobyt czasowy. Najwięcej przybyło Ukraińców i Białorusinów

  • Urzędnicy wydali rdr. o blisko 60 proc. więcej zezwoleń na pobyt czasowy niż rok temu.
  • W osiem miesięcy blisko 200 tys. cudzoziemców dostało zezwolenie na pobyt czasowy w Polsce.

Wzrosła liczba cudzoziemców, którzy uzyskali zezwolenie na pobyt czasowy na terytorium RP. Według danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców, w pierwszych ośmiu miesiącach br. przybyło ich o prawie 57% w stosunku do analogicznego okresu 2021 roku. Najwięcej decyzji w tym zakresie wydał wojewoda mazowiecki, a najmniej – świętokrzyski. Blisko 3 na 4 takie przypadki obejmowały obywateli Ukrainy. W tym samym czasie o niespełna 73% wzrosła liczba obcokrajowców, którym pozwolono na pobyt czasowy w celu podjęcia pracy. Tu zestawienie otwiera wojewoda wielkopolski, a zamyka – świętokrzyski. Zdecydowana większość opisanych spraw dotyczyła Ukraińców.

Pobyt czasowy

Jak wynika z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców, od stycznia do sierpnia br. 197 862 obcokrajowców uzyskało zezwolenie na pobyt czasowy na terytorium RP. To o 56,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wówczas było ich 126 296.

– W mojej ocenie, na dużą liczbę wydawanych zezwoleń pobytowych ma wpływ nowelizacja ustawy o cudzoziemcach. Wprowadziła ona specjalne rozwiązanie dla tych osób, które złożyły wnioski o udzielenie pozwolenia na pobyt czasowy i pracę przed 1 stycznia 2021 roku, ale w ich przypadku postępowania nie zostały zakończone przed 29 stycznia 2022 roku. Cudzoziemcy ci mogli liczyć na rozpoznanie ich sprawy w doraźnym, uproszczonym trybie. Pozwoliło to urzędom wojewódzkim zakończyć wiele starych i przewlekłych spraw poprzez wydanie decyzji. Według mnie, wojna w Ukrainie nie miała w tym okresie wpływu na wzrost liczby wydawanych zezwoleń – stwierdza Michał Wysłocki, ekspert BCC ds. legalizacji pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce.

W pierwszych ośmiu miesiącach br. najwięcej zezwoleń na pobyt czasowy na terytorium RP wydał wojewoda mazowiecki – 34 459 (rok wcześniej – 28 493). Dalej widać w tym rankingu wojewodę wielkopolskiego – 27 002 (14 897), dolnośląskiego – 26 887 (13 378), małopolskiego – 19 803 (16 997), a także łódzkiego – 16 363 (8 061). Na końcu zestawienia jest wojewoda świętokrzyski – 2 486 (1 240), a przed nim – opolski – 2 666 (2 356), jak również podlaski –  3 217 (2 199).

– Na obszarach administracyjnych wymienionych na czele zestawienia znajdują się duże aglomeracje miejskie, które sprzyjają osiedlaniu się. Tam, gdzie jest rozwinięta infrastruktura i bardziej dostępny rynek pracy, łatwiej podjąć zatrudnienie i zaklimatyzować się w nowym kraju. Ponadto w tym okresie nastąpił napływ uchodźców wojennych z Ukrainy, którzy w większości mieszkali w największych miastach ukraińskich. Dlatego też szukali oni schronienia w miejscach o zbliżonym poziomie warunków życiowych do rodzinnych miejscowości – komentuje Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. Prawa Pracy z Pracodawców RP.

Od stycznia do końca sierpnia br. zdecydowanie najwięcej (72,8% wszystkich) zezwoleń na pobyt czasowy na terytorium RP otrzymali wspomniani wyżej Ukraińcy – 144 049 (w analogicznym okresie 2021 roku – 93 084). Dalej są obywatele Białorusi – 12 200 (5 600), Gruzji – 7 909 (3 381), Indii – 4 248 (3 386), Mołdawii – 3 029 (1 755), Rosji – 2 939 (2 314), Wietnamu – 1 973 (1 734), Turcji – 1 755 (1 154), Uzbekistanu – 1 656 (869), a także Chin – 1 228 (1 293).

– Od lat najliczniejszą grupą cudzoziemców w Polsce są Ukraińcy. Gdy kończy im się okres przebywania w Polsce na podstawie ruchu bezwizowego lub ważność posiadanych wiz, ubiegają się o zezwolenie na pobyt czasowy. Z kolei wzrost zainteresowania kartami pobytu przez obywateli innych państw wynika, według mnie, z sytuacji na rynku pracy. Polscy pracodawcy już od jakiegoś czasu coraz rzadziej znajdowali odpowiednio wykwalifikowanych kandydatów wśród Ukraińców, co zwiększyło ich zainteresowanie obywatelami innych państw – analizuje ekspert z BCC.

Pobyt czasowy z pracą

Ponadto z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że w od stycznia do sierpnia br. było 157 125 obcokrajowców, którym udzielono pozytywnej decyzji na pobyt czasowy w celu podjęcia pracy. To o 73,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wtedy takich przypadków odnotowano 90 530.

– Sytuacja na polskim rynku pracy, pomimo niskiego poziomu bezrobocia, tak naprawdę nie napawa optymizmem. Bolączką jest niedobór kadry, w szczególności w takich branżach jak budownictwo, logistyka czy transport. Pracownicy cudzoziemscy wypełniają tę lukę, ale wciąż w sposób niewystarczający. Blokadą dla zwiększenia poziomu zatrudnienia są skomplikowane procedury legalizacji pracy cudzoziemców, które – miejmy nadzieję, że w związku z przygotowywaną nowelizacją ustawy – ulegną poprawie – podkreśla ekspert ds. prawa pracy z Pracodawców RP.

Najwięcej pozytywnych decyzji na pobyt czasowy w celu podjęcia pracy udzielił wojewoda wielkopolski – 24 480 (rok wcześniej – 11 848). Dalej jest wojewoda dolnośląski – 22 984 (rok wcześniej – 9 690), a za nim – mazowiecki – 22 961 (19 149), małopolski – 14 407 (11 511), a także łódzki – 13 520 (6 699). Natomiast na końcu zestawienia widzimy wojewodę świętokrzyskiego – 1 982 (843), a przed nim – opolskiego – 2 034 (1 813), jak również podkarpackiego – 2 412 (1 659).

– Liczba wydanych zezwoleń na pobyt czasowy i pracę w danym województwie nie zawsze odzwierciedla faktyczną sytuację na lokalnym rynku pracy. W niektórych częściach kraju zezwoleń pobytowych mogłoby być znacznie więcej, gdyby urzędy wojewódzkie były w stanie rozpoznawać wnioski na bieżąco. Tam, gdzie zaległości urzędów sięgają wielu miesięcy wstecz, trudno oceniać sytuację na rynku pracy przez pryzmat liczby wydanych pozwoleń na pobyt czasowy i pracę – stwierdza Michał Wysłocki.

W pierwszych ośmiu miesiącach br. najwięcej pozytywnych decyzji na pobyt czasowy w celu podjęcia pracy (76,4% wszystkich) dotyczyło Ukraińców – 120 105 (rok wcześniej – 70 340). Dalej są obywatele Białorusi – 8 235 (3 606), Gruzji – 7 627 (3 202), Mołdawii – 2 920 (1 641), Indii – 2634 (1 802), Rosji – 1859 (1 232), Wietnamu – 1 360 (poprzednio 1 076), Uzbekistanu – 1 342 (558), Turcji – 1 003 (562), a także Filipin – 959 (676).

– Skutki wojny już są widoczne na naszym rynku pracy. Wzrost wydanych zezwoleń na pracę dla Ukraińców wynika z tego, że dużo kobiet przyjechało do naszego kraju. Z kolei problemem jest wyjazd mężczyzn do Ukrainy. Nie wiemy, jak długo potrwa wojna, więc pracodawcy muszą podjąć działania, aby otworzyć się na pracowników z innych państw. Jako organizacja zrzeszająca pracodawców, apelowaliśmy chociażby o rozszerzenie uproszczonej procedury zatrudnienia, która dotyczy uchodźców, na obywateli innych krajów, np. na Białorusinów – mówi Katarzyna Siemienkiewicz.

Jak podkreśla Michał Wysłocki, pod koniec listopada i w grudniu br. minie 9 miesięcy od przyjazdu wielu obywateli Ukrainy uciekających z zaatakowanej przez Rosję ojczyzny. Po upływie tego okresu otworzy się dla nich możliwość wnioskowania o specjalne zezwolenia na pobyt czasowy w Polsce. Ekspert BCC dodaje, że niedawno Polska notyfikowała Komisji Europejskiej nowy dokument pobytowy Diia.pl. Może go otrzymać każdy obywatel Ukrainy uciekający do Polski przed wojną, posiadający PESEL i ePUAP. W praktyce zastępuje on kartę pobytu. Może się jednak okazać, że część Ukraińców wstrzyma się ze złożeniem wniosku o pobyt czasowy w Polsce.

Sadownicy oczekują zamrożenia cen energii i dopłat do przechowywania owoców

W sektorze owoców możliwe są dwa scenariusze dla konsumentów. Pierwszy scenariusz to taki, gdy nie ma zamrożenia cen energii oraz nie ma rekompensat dla tych, którzy decydują się przechowywać owoce i warzywa. Większość plonów sprzeda się teraz po bardzo niskich cenach i tych produktów zabraknie w lutym, marcu. Nawet jeżeli te owoce będą importowane, to ceny będą znacznie wyższe niż ceny polskich owoców. Więc na wiosnę można się spodziewać w negatywnym scenariuszu gwałtownego wzrostu cen. Drugi scenariusz zakłada zamrożenie cen energii elektrycznej oraz rekompensaty dla tych sadowników, którzy przechowają owoce i warzywa. Wtedy na wiosnę będzie dostęp do relatywnie niedrogich, polskich owoców i warzyw, nie będzie uzależnienia od importu – a tym samym nie będzie czynnika inflacyjnogennego. Sytuacja się ustabilizuje, co będzie korzystne zarówno dla producentów, dla konsumentów, jak i dla władz. Nie będzie dodatkowych generatorów inflacji i braków w dostępie do żywności.

– Dzisiaj jednym z głównych pytań, które zadają sobie sadownicy, to czy schować owoce do chłodni, sprzedając je na wiosnę i wczesnym latem, czy pozbyć się ich w tej chwili. Pozbyć się – bo ceny, które obecnie są oferowane to nie jest sprzedaż, tylko pozbycie się owoców. Ten dylemat jest w każdej dyskusji – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, Prezes Związku Sadowników RP. – Sprzedaż teraz będzie oznaczała, że zwiększy się podaż i ceny jeszcze bardziej spadną. Jeżeli wstawimy owoce do chłodni, to może unikniemy gwałtownej obniżki cen w tym momencie, ale nie mamy żadnej gwarancji, że na wiosnę cena będzie bardziej atrakcyjna. Dzisiaj jest potrzebny jasny sygnał ze strony rządzących, że ceny energii elektrycznej do wiosny nie wzrosną i ile będą wynosiły. Dodatkowo za przechowywanie owoców i warzyw w chłodniach rząd powinien zapewnić rekompensatę lub dopłatę do przechowywania. Jeżeli te dwa sygnały pójdą ze strony rządzących, to wielu sadowników podejmie ryzyko i te owoce do chłodni schowa. W przeciwnym razie będzie brak owoców wiosną i bardzo wysokie ceny. Nie chcę tu nikogo straszyć, ale może to być naprawdę ogromny skok cenowy – bo po prostu podaż owoców będzie na katastrofalnie niskim poziomie. Dzisiaj jest potrzebny jasny, precyzyjny sygnał, z podaniem konkretnych kwot – na co mogą liczyć ci, którzy zdecydują się na przechowanie owoców i warzyw. Jeżeli to będą kwoty spełniające oczekiwania czy dające nadzieję na spełnienie oczekiwań, to wielu zdecyduje się na przechowanie. Wtedy nie tylko gospodarstwa będą miały atrakcyjniejsze ceny, ale i konsumenci zapłacą ceny, na które będzie ich stać – prognozuje Maliszewski.

Nadal spada liczba budowanych biur.  Najniższy wynik od lat

Cały czas spada liczba budowanej powierzchni biurowej w Polsce. Jak pokazuje raport REDD, trend ten najbardziej zauważalny jest w Warszawie, gdzie w budowie pozostaje 119 tys. mkw. W całym kraju powstaje 585 tys. mkw. powierzchni biurowej. W sumie do wynajęcia pozostaje w Polsce ponad 2,8 mln mkw. powierzchni biurowej w budynkach dostępnych oraz pozostających w budowie, ale już komercjalizowanych. 

Według analityków REDD zasoby powierzchni biurowej w całej Polsce wynosiły na początku października 13,9 mln mkw. Na najemców w całej Polsce czeka w sumie ponad 2,8 mln mkw. powierzchni biurowej. W budynkach oddanych to 2,3 mln mkw., a w budynkach w budowie 522 tys. mkw. wolnej powierzchni.

Coraz mniej w budowie

– Zauważamy w danych, że nadal spada liczba budynków biurowych w realizacji. Podaż powierzchni biurowych będących w budowie na głównych rynkach biurowych spadła do poziomu 585 tys. mkw. Warszawa jest miastem, gdzie najłatwiej zauważalny jest ten trend. Wielkość podaży będącej w budowie na koniec września wyniosła zaledwie 119 tys. mkw. powierzchni, co jest najniższym wynikiem od lat  – mówi Krzysztof Fuks, head of research w REDD.  

W ocenie eksperta, liczba realizowanej powierzchni może jednak w najbliższych miesiącach znacząco wzrosnąć za sprawą licznych planowanych projektów.

Współczynnik pustostanów

Z danych REDD wynika, że w Warszawie tzw. współczynnik pustostanów to 11,1 proc., we Wrocławiu 17,6 proc. w Trójmieście 12,1 proc. w Katowicach 16 proc. w Poznaniu 12 proc., w Łodzi 15,3 proc., a w Krakowie 12,6 proc.

– Współczynnik pustostanów w przypadku większości rynków utrzymał się na zbliżonym poziomie do poprzednich miesięcy. Wzrost odnotował Wrocław oraz Poznań, natomiast spadek obserwujemy w Krakowie, Katowicach, Trójmieście, Łodzi i Warszawie – wyjaśnia Krzysztof Foks z REDD.

Średni czas wynajmu biur w Polsce

Z analiz REDD wynika, że średni czas wynajmu biur w Polsce wynosi 369 dni. – REDD Index spadł w przypadku zdecydowanej większości rynków. Jedynie na katowickim i łódzkim rynku biurowym uśredniony czas wynajmu biur wzrósł – dodaje Krzysztof Foks. Raport pokazuje, że najszybciej biura wynajmują się w Poznaniu (311 dni), a najdłużej biura czekają na najemców w Trójmieście, gdzie REDD Index wynosi 500 dni. – Nasze dane pokazują, że szybciej wynajmują się stosunkowo niewielkie moduły. Ze względu na pracę zdalną wiele firm szuka mniejszych biur – zaznacza Foks.

Raport został opracowany przez Dział Analiz na podstawie zaktualizowanych danych w 95% budynków w Polsce.

Coraz mniej chętnie zmieniamy pracę

Rynek pracy zaczął wysyłać niepokojące sygnały. Wynagrodzenia przestały rosnąć w tempie przewyższającym inflację. Mniej chętnie zmieniamy pracę bo trudniej o inną z wyższą płacą.

– Rosną obawy o przyszłość, co druga osoba obawia się, że nie otrzyma podwyżki wynagrodzenia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mateusz Żydek z Randstad Polska. – Pracownicy szukają nowych strategii, które pozwolą im przetrwać trudny czas. Z naszych badań wynika, że widzą dostępność wielu ofert pracy, które jednak nie zmieniają jakościowo ich warunków zatrudnienia.

Po publikacji danych GUS za maj i czerwiec wiemy, że dynamika cen przebiła podwyżki płac. Tylko pozornie zmienił to kolejny miesiąc.

W lipcu po odjęciu jednorazowych premii i bonusów (wysokich zwłaszcza w górnictwie) średni wzrost płac wyniósł około 13,5 proc., a nie 15,8 proc. Ponownie mieliśmy do czynienia z realnym spadkiem zarobków

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w sierpniu 2022 r. w porównaniu z sierpniem 2021 r. było wyższe o 12,7% i wyniosło 6583,03 zł (brutto). Względem lipca 2022 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto zmniejszyło się o 2,9%. Natomiast ceny towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu 2022 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 16,1% (przy wzroście cen towarów – o 17,5% i usług – o 11,8%). W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług wzrosły o 0,8% (w tym towarów – o 0,8% i usług – o 0,7%).

Rośnie liczba osób tracących pracę z nie swojej winy – wynika z 48. edycji raportu Monitor Rynku Pracy przygotowanego przez Instytut Badawczy Randstad we współpracy z Instytutem Badań Pollster. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy 17 proc. badanych pracowników zmieniło pracę – ten odsetek spada i świadczy i wyhamowaniu rotacji w polskich firmach. Wciąż głównymi powodami zmiany miejsca zatrudnienia pozostają wynagrodzenie i perspektywy rozwoju zawodowego, ale tendencje na rynku pracy zmieniają się.

Rosnąca inflacja i obecna sytuacja gospodarcza sprawiają, że w ostatnim kwartale rynek pracy zaczyna wysyłać niepokojące sygnały. Spośród wszystkich badanych, którzy zmienili w ostatnim półroczu pracodawcę, 26 proc. jako powód wskazało utratę dotychczasowego miejsca pracy. W porównaniu z poprzednim badaniem widać wyraźny wzrost na poziomie 6 pkt. proc.

Jako przyczyny zmiany miejsca zatrudnienia wciąż dominują kwestie związane z wynagrodzeniem i perspektywami rozwojowymi (po 44 proc. wskazań), ale dostrzec można wyhamowanie tendencji. Jak wynika z raportu Monitor Rynku Pracy, słabnie znaczenie korzystniejszej formy zatrudnienia (35 proc.), ale największy spadek wskazań widoczny jest w przypadku rozczarowania dotychczasowego pracodawcą (30 proc.). Jednocześnie jednak badani wciąż znajdują nowe zatrudnienie, a 88 proc. uważa, że bez trudu można znaleźć jakąkolwiek prace. Tyle, że średni czas poszukiwania zatrudnienia sięga blisko 3 miesięcy, co w sytuacji krótszego okresu wypowiedzenia lub w trudniejszej sytuacji makroekonomicznej może wzmagać obawy pracowników.

O zmianach na rynku świadczy też rotacja pracowników. Jedynie 17 proc. badanych zmieniło w ostatnim półroczu pracodawcę i jest to najniższy wynik w historii pomiarów. Wyjątkiem są niektóre stanowiska: sprzedawcy i kasjerzy (26 proc.), kierowcy (24 proc.), pracownicy biurowi i administracyjni (21 proc.) oraz niewykwalifikowani robotnicy (20 proc.). Rotację widać też w handlu detalicznym i hurtowym (25 proc.), telekomunikacji i IT (22 proc.), hotelarstwie i gastronomii (22 proc.), a także w administracji publicznej (20 proc.).

Słabnąca rotacja w wielu firmach to efekt mniejszej liczby ofert pracy, które dla pracowników oznaczają znacząco lepsze warunki zatrudnienia i wyższe wynagrodzenia oraz większej roli stabilności zatrudnienia wśród wartości cenionych u pracodawcy przez pracowników, co jest trendem charakterystycznym w czasach niepewności ekonomicznej.

– Pracownicy oceniając, że dłużej pozostaną ze swym obecnym pracodawcą szukają nowych sposobów zwiększenia swych dochodów na przykład poprzez dorabianie po godzinach – komentuje M.Żydek z Randstad Polska. – Takie branie dodatkowej pracy może okazać się niekorzystne dla pracodawców, bo pracownik będzie mniej zaangażowany i mniej skupiony na swoim podstawowym miejscu pracy.

WSA: Celem rozporządzenia było objęcie zwolnieniem z akcyzy nie tylko niezależnych małych browarów, lecz także tzw. browarów kontraktowych

Celem rozporządzenia było objęcie zwolnieniem z akcyzy nie tylko niezależnych małych browarów, lecz także tzw. browarów kontraktowych – wskazał WSA w Gliwicach w wyroku z dnia 27 września 2022 r., sygn. akt III SA/Gl 216/22.

Mały browar kontraktowy zwrócił się do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców z wnioskiem o interwencję w sprawie ze skargi na decyzję Naczelnika Śląskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Katowicach w przedmiocie podatku akcyzowego. W decyzji NUCS zakwestionował stosowanie zwolnienia od podatku akcyzowego w przypadku, gdy mały browar produkuje piwo korzystając z licencji innego podmiotu.

Rzecznik wstąpił do postępowania toczącego się przed WSA w Gliwicach. W złożonym piśmie  poparł stanowisko zgodnie z którym, mały browar, który produkuje piwo na zlecenie innego podmiotu (browaru kraftowego) i we współpracy z nim (gdy oba podmioty wspólnie tworzą recepturę i oznaczenie piwa) nie działa na licencji i uprawniony jest do skorzystania z przedmiotowego zwolnienia. Rzecznik zwrócił uwagę, że celem przepisów rozporządzenia było m.in. objęcie zwolnieniem nie tylko niezależnych małych browarów, lecz także tzw. browarów kontraktowych.

WSA w Gliwicach wyrokiem z dnia 27 września 2022 r., sygn. akt III SA/Gl 216/22, uchylił w całości decyzję NUCS w Katowicach. W ustnych motywach wyroku sąd zwrócił uwagę, że NUCS powinien wnikliwie przeanalizować, min. czy zasady współpracy małego browaru z jego kontrahentem (browarem kontraktowym) odpowiadają tym, w odniesieniu do których zapadły wyroki: TSUE -C- 285/14 oraz NSA – I GSK 681/17 i czy w sprawie tej można mówić o produkcji piwa na podstawie licencji.

To bardzo ważny wyrok dla polskiego „kraftu” oraz browarów kontraktowych. Bardzo cieszy to, że WSA w ustnym uzasadnieniu zgodził się z podnoszoną przeze mnie argumentacją co do celu ustanowionego zwolnienia z akcyzy, to jest udzielenia przez państwo wsparcia również tzw. browarom kontraktowym – powiedział Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Rynek PRS z różnych perspektyw

Rynek PRS odpowiada zaledwie za 1% wszystkich mieszkań na wynajem w Polsce. Znajdujący się w początkowej fazie rozwoju sektor może okazać się dobrą alternatywą inwestycyjną i zyskać na popularności, w obliczu obecnych uwarunkowań makroekonomicznych czy wyzwań, jakie stoją przed sektorem mieszkaniowym. W opracowanym przez firmy CRIDO i Savills raporcie eksperci odpowiadają na pytania, jak sektor nieruchomości komercyjnych zmieni się w ciągu najbliższych lat i z jakimi problemami prawno-podatkowymi musi się mierzyć inwestor przy planowaniu swojej inwestycji.

Jak wynika z najnowszego raportu CRIDO i Savills: Rynek PRS w Polsce – aspekty biznesowe, prawne i podatkowe, Polska znajduje się dopiero na początkowym etapie rozwoju rynku mieszkań na instytucjonalny wynajem, z bardzo ograniczoną liczbą inwestycji gotowych. Oznacza to, że zdecydowana większość wolumenu przypada na projekty na wczesnym etapie budowy, a często nawet przed jej rozpoczęciem. Rynek PRS zyskuje na popularności wśród inwestorów, ale brakuje mu odpowiedniej skali. Zgodnie z danymi Savills, obecnie dostępnych jest mniej niż 8500 jednostek do wynajęcia. Zapowiedziany szereg projektów wskazuje na blisko 54 000 lokali w najbliższych 5-7 latach, uwzględniając tylko największe aglomeracje w Polsce.

Nawet po wybudowaniu wszystkich planowanych projektów, instytucjonalny rynek najmu pozostanie zaledwie niewielką częścią całego rynku najmu, którego wielkość w Polsce szacuje się, w zależności od źródła danych, na co najmniej 0,7 mln mieszkań, przy czym są to głównie nieruchomości należące do osób fizycznych. Jak zauważają eksperci CRIDO i Savills, sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby najwięksi deweloperzy budujący mieszkania na sprzedaż zdecydowali się na oddanie większej liczby projektów w ramach PRS. Rosnące od lat ceny mieszkań w połączeniu z ostatnimi podwyżkami kosztów kredytów hipotecznych wzmacniają zwrot w kierunku rynku najmu.

Bardzo istotne dla rozwoju tego segmentu są uwarunkowania prawno-podatkowe. Jak zaznaczają eksperci CRIDO w raporcie, niewiele jest aktywności biznesowych, w których podatki (w szczególności VAT) mogą rozłożyć budżet projektu tak łatwo jak w przypadku działalności na rynku PRS. Nie chodzi przy tym o jakiekolwiek działania optymalizacyjne, a po prostu dostosowanie biznesu do obowiązujących przepisów. W raporcie wskazują na aspekty prawno-podatkowe, które są kluczowe dla każdej fazy projektu PRS. Uwzględnienie pełnych skutków podatkowych i prawnych inwestycji już na etapie tworzenia jej budżetu i biznesplanu, a także zadbanie o to, aby podpisywane umowy nabycia nieruchomości, jak również późniejsze umowy związane z komercjalizacją inwestycji dokładnie oddawały charakter przedsięwzięcia i pozwalały na uniknięcie ryzyk zarówno podatkowych, jak i prawnych, jest jednym z warunków komercyjnego sukcesu projektu.

Kamil Kowa, członek zarządu Savills, powiedział: „Kolejne miesiące ujawniają dalsze spadki liczby sprzedanych mieszkań. To skłania cześć deweloperów do rozważenia alternatywnych kanałów sprzedaży, takich jak tworzenie własnych platform PRS, modele finansowania/zakupu typu forward lub wspólne przedsięwzięcia z inwestorami PRS. Są to produkty defensywne i niskodochodowe, wymagające odpowiedniej strategii długoterminowej. Według naszych szacunków czynsze w pierwszych dziewięciu miesiącach roku wzrosły średnio o ponad 20%. Pomimo presji na wzrost kosztów operacyjnych, silny popyt i wyższe stawki najmu pomagają inwestorom PRS w realizacji transakcji. Ponieważ jednak muszą również radzić sobie ze zwiększonymi kosztami finansowania, mającymi wpływ na ich zwroty, uważamy, że rynek będzie musiał dostosować wyceny w 2023 r.”.

Powszechnie zakładano, że wprowadzenie nowych standardów przez inwestorów instytucjonalnych powinno pomóc w walce z różnymi patologiami związanymi z indywidualnym rynkiem najmu oraz dać konsumentom większą elastyczność i możliwość wyboru.

Maciej Dybaś, partner w CRIDO, powiedział „Rozwój i instytucjonalizacja szeroko rozumianego rynku najmu w Polsce są nieuniknione. Gospodarka współdzielenia – globalne zjawisko z ostatniej dekady, spowodowało radykalną zmianę nawyków konsumenckich w wielu sektorach. Rosnące od lat ceny mieszkań w połączeniu z ostatnimi podwyżkami kosztów kredytów hipotecznych, a także istotnie zwiększającą się mobilnością ludzi związaną chociażby ze zmianą otoczenia zawodowego, powodują, że różne usługi związane z zakwaterowaniem znacznie zwiększają swoją popularność. Jednocześnie nieczytelne regulacje prawnopodatkowe często okazują się pułapką dla inwestorów angażujących się w ten rynek. Z perspektywy podatkowej warto wspomnieć chociażby o tym, że przeznaczenie inwestycji decydować będzie o możliwości odliczenia VAT od zakupu nieruchomości przez inwestora. Jeżeli inwestycja dotyczyć będzie najmu mieszkaniowego, prawo do odliczenia VAT nie będzie przysługiwać w ogóle, w związku z czym paradoksalnie bardziej opłacalne może okazać się nabycie nieruchomości obciążonej PCC. Tego typu pułapek jest jednak więcej, na co zwracamy uwagę w naszym raporcie.

*Raport Rynek PRS w Polsce – aspekty biznesowe, prawne i podatkowe, dostępny jest pod linkiem: https://pdf.euro.savills.co.uk/poland/crido-savills-rynek-prs-raport.pdf

Jak przyciągnąć najlepsze talenty Pokolenia Z?

­­­­Kwota wynagrodzenia już w ogłoszeniu rekrutacyjnym i poczucie wzajemnego zrozumienia z przyszłym przełożonym to kluczowe dla Pokolenia Z kwestie, decydujące o podjęciu zatrudnienia. Wyniki badania Cpl Poland Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek pracy w Polsce, pokazują oczekiwania reprezentantów Generacji Z względem procesu rekrutacyjnego, a także wskazują kluczowe kwestie, które rekruterzy powinni wziąć pod uwagę w pierwszych kontaktach z reprezentantami tego pokolenia.

Raport powstał dzięki anonimowej ankiecie, przeprowadzonej na próbie ponad 1000 respondentów w wieku od 18 do 26 lat, zróżnicowanych zarówno pod kątem doświadczenia zawodowego, stażu pracy, jak również płci i demografii.

Wirtualne środowisko

Internet jest naturalnym środowiskiem Pokolenia Z i to właśnie tam jego przedstawiciele szukają informacji o możliwościach podjęcia staży, praktyk czy pierwszej pracy. Respondenci wskazali, że oferty przeglądają na takich serwisach, jak OLX, Pracuj.pl czy Praca.pl, ale w poszukiwaniach posiłkują się również grupami w serwisach społecznościowych. Badanie Cpl Poland pokazuje także malejącą popularność targów pracy – tam zatrudnienia poszukuje jedynie 20 proc. ankietowanych, niezależnie od tego czy są to wydarzenia wirtualne czy stacjonarne.

Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek
Źródło: Cpl Poland „Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek”, wrzesień 2022 r.

Kwota wynagrodzenia już w ogłoszeniu

Wyniki raportu pokazują, że młodzi ludzie mają jasno określone oczekiwania finansowe, dlatego informację o swoich przyszłych zarobkach chcą poznać już na poziomie samego ogłoszenia (52 proc.). Dla ponad 45 proc. badanych opinia o firmie jest jednym z kluczowych elementów odgrywających rolę w procesie podejmowania decyzji o podjęciu pracy, dlatego warto, by pracodawca pomyślał o przeznaczeniu środków na budowanie pozytywnego wizerunku swojej firmy. Dzięki temu kandydaci będą mogli lepiej poznać wartości i atmosferę firmy. Ponadto najbardziej pożądaną formą zatrudnienia jest umowa o pracę, którą wskazało aż ¾ badanych.

Pokolenie Z podbija rynek
Źródło: Cpl Poland „Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek”, wrzesień 2022 r.

Atmosfera pracy to kluczowy czynnik

Rozmowa kwalifikacyjna to nie tylko sprawdzenie kompetencji kandydata, ale również panująca na niej atmosfera i poczucie wzajemnego zrozumienia, które mają ogromne znaczenie dla reprezentantów Pokolenia Z. W tym miejscu warto również podkreślić, że jeden na pięciu badanych wskazuje, że nie przepada za testami weryfikującymi jego wiedzę lub znajomość języka obcego. Istotną kwestię pełni również dynamika procesu rekrutacyjnego, który, zdaniem badanych, powinien składać się z maksymalnie 2 etapów, a sam czas oczekiwania na decyzję pracodawcy nie powinien być dłuższy niż tydzień.

Rozpoczęcie pracy i… co dalej?

Młode osoby dołączając do organizacji, już̇ w trakcie okresu próbnego, szybko adaptują̨ się̨ do nowego środowiska i stają się̨ częścią̨ zespołu. Jako pracownicy są mocno skupieni na realizacji wyznaczonych celów oraz powierzonych im zadań́. W pracy szukają̨ rozwiązań́ i nie boją się̨ zadawać́ trudnych pytań́. Widząc obszary do rozwoju chętnie podejmują̨ temat i przedstawiają̨ swój punkt widzenia. Od pracodawcy oczekują̨ zrozumienia ich potrzeb, wysłuchania, a także otwartej i zarazem szybkiej komunikacjiwyjaśnia Małgorzata Kobierska, IT Team Leader w Cpl Poland.

Dynamika zmian na rynku pracy jest obecnie bardzo wysoka, tym bardziej istotne jest poznanie kluczowych aspektów decydujących o tym, że efektywni pracownicy z Pokolenia Z zostaną w firmie powyżej dwóch lat.  Stworzenie przyjaznego i stabilnego miejsca pracy z pewnością przyniesie oczekiwane efekty. Wyniki badania pokazują bowiem, że czynnikami mającymi największy wpływ na pozostanie w danej firmie są: dobra atmosfera pracy i niski poziom stresu (po 32 proc.), stabilne i bezpieczne zatrudnienie (30 proc.), ale również podwyżka raz w roku (32 proc.).

Przytoczone wyżej dane to jedynie część statystyk przedstawionych w raporcie Cpl Zoomersi w pracy, czyli jak pokolenie Z podbija rynek pracy w Polsce. Wyniki przeprowadzonego badania, wraz z opiniami ekspertów i prognozami na rok 2040, dostępne są na oficjalnej stronie raportu.

Barometr PINK na temat rynku najmu instytucjonalnego w Polsce

Jeden z najszybciej rozwijających się rynków nieruchomości mieszkaniowych w Europie zwalnia i jest to spowolnienie, jakiego nie widzieliśmy od ponad dekady. Polska była do niedawna europejskim liderem. Rocznie budowaliśmy niemal sześć mieszkań na tysiąc mieszkańców. Obecnie notujemy silny spadek sprzedaży. Do połowy roku rynek deweloperski pozostawał w równowadze, jednak wkrótce wejdziemy w okres nadpodaży. W jakim kierunku zmierza więc sektor mieszkaniowy?

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych zaprosiła ekspertów do dyskusji nad przyszłością rynku mieszkań, który od 2016 roku utrzymywał się na rekordowym poziomie. Tymczasem, według danych firmy doradczej JLL, sprzedaż liczona rok do roku spadła w drugim kwartale 2022 z około 20 tys. do 9 tys. transakcji na sześciu największych rynkach, a lokale kupowane są głównie przez nabywców gotówkowych.

Spadek popytu ma charakter dynamiczny i w kolejnych miesiącach można się spodziewać dalszego spadku spowodowanego podwyżkami stóp procentowych. Rosnąca inflacja i stopy NBP, a w konsekwencji bardzo wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych, przyczyniają się do niższej sprzedaży, a dla zachowania równowagi popytu i sprzedaży kluczowe znaczenie ma teraz średnioterminowe wyhamowanie inwestycji. Niestety niefortunnie zaplanowane na czerwiec wejście w życie nowelizacji ustawy deweloperskiej wpłynęło na wprowadzenie przez deweloperów do sprzedaży dużej liczby nowych inwestycji. Spodziewamy się niestety dalszego wyraźnego spadku popytu w III kwartale, a tym samym wejdziemy w okres wyraźnej nadpodaży mieszkań, jak przekonuje Paweł Sztejter, Dyrektor Zespołu Rynku Mieszkaniowego w JLL.

Średnie ceny mieszkań w Polsce stale rosły począwszy od 2014 roku, a w ostatnich dwunastu miesiącach wzrost ten wyniósł od 22% w Łodzi do nawet 55% w Krakowie. Tymczasem wobec mniejszego popytu ceny obecnie stabilizują się, eksperci prognozują ich spadek pod koniec roku, a klienci liczą na rabaty. Mimo trudnej sytuacji na rynku – mieszkań nadal brakuje. Zgodnie z szacunkami JLL tylko w sześciu największych miastach w Polsce deficyt mieszkaniowy przekracza pół miliona mieszkań, nie licząc dodatkowych blisko 200 tys. mieszkań potrzebnych dla długoterminowych powojennych migrantów z Ukrainy. Wobec spadku zdolności nabywczych i niedostępności kredytów hipotecznych deweloperzy muszą szukać innych sposobów sprzedaży mieszkań i oczywistym kierunkiem jest dla nich PRS (Private Rented Sector), czyli najem instytucjonalny.

Czy takich mieszkań potrzeba w Polsce?

Udział mieszkań na wynajem w Polsce to obecnie 4-4,5 proc. całego zasobu. Średnia dla Unii Europejskiej to 20 proc., miejscami nawet 50 proc. jak w Niemczech czy w Austrii. Nie ma szans, że Polska osiągnie średnią europejską, ale jeśli podniesie udział zasobów wynajmowanych choćby o jeden procent, oznaczać to będzie wzrost liczby mieszkań dostępnych do wynajmu o około 150 tys. lokali, wyjaśnia Paweł Sztejter, JLL.

Zgodnie z danymi JLL w Warszawie z całego zasobu mieszkań na wynajem, szacowanego na ok. 150 tys. mieszkań, w ostatnich miesiącach jest dostępne przeciętnie ok. 3 tys. mieszkań, a relatywnie małych i nowych (do 60 m2 i wybudowanych po 2015 roku) mamy w ofercie najmu mniej niż 500, w tym jedynie ok. 70 kawalerek. Te liczby pokazują katastrofalnie niską dostępność mieszkań na wynajem, a popyt na nie rośnie im bardziej nierealistyczny stał się zakup mieszkań w warunkach wysokiej inflacji. W konsekwencji wysokość czynszów gwałtownie rośnie i nie ma przestrzeni do ich obniżenia dopóki nie zwiększy się podaż.

Co powstrzymuje deweloperów?

Budowa nowych projektów PRS jest niezwykle kapitałochłonna. Inwestorzy muszą zmierzyć się obecnie z rosnącymi kosztami budowy, wynikającymi z coraz wyższych cen energii i surowców oraz z rozchwianych łańcuchów dostaw. Rosną także koszty finansowania. Wyzwaniem jest również niepewność otoczenia gospodarczego i przyszłych zasad funkcjonowania sektora. Wszystko to powoduje, że część inwestorów wstrzymuje nowe transakcje typu forward, czyli dokonywane na etapie planowania lub wczesnych prac budowlanych. W zamian mocniej angażują się w budowę i oddanie do użytku posiadanych już projektów PRS, komentuje Marcin Jański, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych w CBRE Poland.

Jak wynika z raportu Savills w ostatnich latach inflacja kosztów budowy w Europie wynosiła średnio od 1-2,5 proc. rocznie. Obecnie ceny są wyższe od 10 do 16 proc. Jak zatem PRS może się opłacać, jeśli oprocentowanie finansowania nowej inwestycji wynosi około 9 proc., a zwrot plasuje się na poziomie 6-7 proc.?

W Polsce problem polega na tym, że oczekujemy rentowności PRS co najmniej takiej samej jak w projektach hotelowych, biurowych i magazynowych. Tymczasem w krajach Europy Zachodniej już dawno pogodzono się z tym, że stopy zwrotu w najmie instytucjonalnym są niższe, a inwestują w mieszkaniówkę, bo to nadal najbezpieczniejszy segment na rynku nieruchomości komercyjnych. Ponadto w wielu przypadkach budujemy zbyt drogo, ponieważ odbiorcy nie zawsze potrzebują lokali premium. Mimo to finansiści podkreślają, że ten sektor jest przyszłościowy i nie ma wątpliwości, że tutaj należy angażować uwagę i kapitał oraz że idziemy w dobrym kierunku, zaznacza Robert Sztemberg, Dyrektor Zarządzający Property and Finance w ARC Capital Markets.

PRS jest to ciągle rynek we wczesnej fazie rozwoju, to pojedyncze projekty w wielu miastach – większa różnorodność tego produktu jeszcze w Polsce nie istnieje. Wszyscy uczymy się tego, co się sprzedaje i wynajmuje, a co nie. Czy klimatyzowane pomieszczenia to już standard w każdym mieszkaniu? Czy w niektórych przypadkach lepiej nie inwestować w wysoką jakość wykończenia po to, by zwrot z inwestycji był większy? Najem instytucjonalny w Polsce będzie rósł w siłę, ale zmiany zajmą wiele kwartałów, jak nie lat, zauważa Gabriela Gryger, Partner GGR Group.

Kto będzie budować PRS?

Według ekspertów sektor PRS w Polsce ma mocne fundamenty, a deweloperzy są skłonni oferować projekty funduszom inwestycyjnym. Jednak wysoki koszt finansowania, niepewny zwrot z inwestycji oraz otoczenie makroekonomiczne powstrzymują inwestorów przed zakupem całych budynków.

W dużych miastach najem instytucjonalny będzie funkcjonował i zawsze się obroni, do mniejszych ośrodków inwestorzy zagraniczni po prostu nie wejdą. Dodatkowo fundusze z reguły chcą być jedynym właścicielem całej nieruchomości. W sektorach magazynowym i biurowym głównym źródłem kapitału jest zagranica. Na to samo zanosi się w mieszkaniówce, dlatego dobrze, aby powstały narzędzia, które pozwolą gromadzić polski kapitał i wesprą długoterminowe oszczędności, przekonuje Maciej Drozd, Wiceprezes ds. finansów, Członek Zarządu w Echo Investment.

Według najnowszych danych RCA inwestorzy transgraniczni są najbardziej aktywni na wielorodzinnym rynku mieszkaniowym w Europie i stanowią 40 proc. zainwestowanego dotychczas kapitału w 2022 roku. Nawet jeżeli obecnie rentowności takich projektów spada, to i tak nadal istnieje znaczna waga kapitału, który chce wejść do sektora PRS również w Polsce. Prawdopodobnie zauważalna będzie zwiększona aktywność inwestorów instytucjonalnych, ponieważ ich celem będzie wzrost ekspozycji w nieruchomościach mieszkaniowych jako zabezpieczenie przed inflacją.

PRS będzie tylko silniejszy

Marcin Jański z CBRE podkreśla, że czeka nas okres dostosowania, ale długoterminowo ten rynek będzie tylko silniejszy.

Fundamentalnie daleko zaszliśmy od pierwszych projektów PRS i okazuje się, że wszystkie inwestycje, które są dziś otwarte, świetnie prosperują, dodaje Jański z CBRE.

Pięć lat temu, gdy powstał państwowy Fundusz Mieszkań na Wynajem, PRS w Polsce jeszcze nie istniał. Ten segment jest najmłodszym, ale najbardziej dynamicznym mimo trudnych warunków rozwoju. To, że niektórzy inwestorzy tymczasowo wycofali się z rynku, czekając na to, jak będą zmieniać się stopy procentowe, w jakim kierunku pójdzie inflacja oraz co będzie się dalej działo z kosztami budowy w ciągu najbliższych kilku miesięcy, nie zmieni przyszłości najmu instytucjonalnego w Polsce. Ten sektor będzie się rozwijał latami i jest jedną z odpowiedzi na rozwiązanie problemów inwestorów i deweloperów w segmencie mieszkaniowym, podsumowuje Artur Kaźmierczak, Partner, Syrena Real Estate.

PINK: rynek biurowy w Warszawie w III kwartale 2022

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w III kwartale 2022 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec września 2022 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły ponad 6 343 000 m kw.

W III kwartale 2022 roku na stołeczny rynek dostarczono 99 100 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w trzech projektach – Varso Tower (63 800 m kw.) zlokalizowanym w Centralnym Obszarze Biznesu, P180 (32 000 m kw.) w strefie Mokotów oraz Poleczki 32 (3 300 m kw.) w korytarzu ulicy Puławskiej. Łącznie z ośmioma projektami oddanymi do użytkowania w I połowie roku, od początku 2022 roku na rynek dostarczono ponad 228 100 m kw. powierzchni biurowej.

Na koniec III kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 12,1% (wzrost o 0,2 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 0,3 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2021 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 770 200 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów spadł do 11,1%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 13,0%.

W pierwszych trzech kwartałach 2022 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe przekroczył 608 000 m kw., w tym 128 700 m kw. przypadło na III kw. 2022 roku. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się strefy Centrum, Centralny Obszar Biznesu oraz Mokotów.

W okresie od lipca do końca września 2022 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom (włączając umowy przednajmu) – 48%, oraz renegocjacjom – 45,5%. Ekspansje stanowiły 5% zarejestrowanego popytu, a powierzchnia na własny użytek 1,5%.

Największymi transakcjami III kwartału 2022 r. były renegocjacje – odnowienie umowy najmu ponad 11 300 m kw. przez poufnego najemcę z sektora finansowego w budynku Konstruktorska Business Center, renegocjacja kontraktu na 6 500 m kw. podpisana przez poufnego najemcę w Warsaw Spire C oraz odnowienie umowy najmu wraz z ekspansją na łącznie 4 500 m kw. przez Panattoni w budynku Warsaw Spire Tower.

Ukraińskie i polskie firmy spotkały się w ŁSSE. W tle współpraca gospodarcza

Temat odbudowy Ukrainy zdominował kolejne spotkanie z cyklu Re_Enter w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Re_enter to program, który strefa uruchomiła, żeby wspierać polski eksport. Raz na kwartał w siedzibie Łódzkiej Strefy odbywa się wydarzenie, na którym eksperci, praktycy, przedstawiciele biznesu rozkładają na czynniki pierwsze zagraniczny rynek. 13 października zajmowali się rynkiem ukraińskim.

Wydarzenie Re_Enter Ukraine rozpoczęło się od wystąpienia ministra rozwoju i technologii Waldemara Budy, który mówił o zaangażowaniu polskich firm w odbudowę Ukrainy po wojnie.

Ukraina jest dla Polski ważnym parterem gospodarczym, podobnie jak Polska dla Ukrainy. Rodzimi przedsiębiorcy są zainteresowani współpracą  z Ukrainą. Świadczą o tym między innymi bardzo dobre dane o naszej wymiany handlowej. Pomimo wojny notujemy duże wzrosty w eksporcie i imporcie, a nasze relacje od dawna nie były tak dobre, a kontakty tak intensywne. Wierzymy, że nasza współpraca dalej będzie się tak dobrze rozwijać. Bardzo dobre relacje międzyludzkie są szansą na nawiązanie nowych pozytywnych relacji biznesowych – poinformował minister rozwoju i technologii Waldemar Buda.

 – Biorąc pod uwagę relacje międzyludzkie, bliskość geograficzną i dotychczasowe doświadczenia na rynku ukraińskim jesteśmy przekonani, że polscy przedsiębiorcy będą niezawodnym, sprawdzonym partnerem dla strony ukraińskiej, jeśli chodzi o przedsięwzięcia dotyczące odbudowy Ukrainy – dodał minister.

Ukraina od zawsze była, jest i będzie naturalnym partnerem gospodarczym dla Polski. W tym szczególnym czasie i warunkach więź między narodami, rynkami, gospodarkami jeszcze bardziej się zacieśnia. Firmy z Ukrainy szukają możliwości inwestowania w Polsce, czego dobry przykładem jest firma Nowopak, która podjęła decyzję o zlokalizowaniu inwestycji w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej i skorzystaniu z pomocy publicznej jaką oferuje ŁSSE. Ukraiński inwestor o rozszerzeniu działalności na rynek polski myślał od dłuższego czasu, natomiast wojna przyspieszyła tę decyzję. Zakład główny jest położony zaledwie kilka kilometrów od granicy z Rosją i prowadzenie działalności w obecnej sytuacji jest bardzo utrudnione. Dlatego Nowopak inwestuje ponad 20 mln zł w halę produkcyjną w Ozorkowie, w której będzie wytwarzał opakowania metalowe – różnego rodzaju pojemniki wykorzystywane w branżach: chemicznej, kosmetycznej, budowlanej, spożywczej. Podczas wydarzenia firma ukraińska odebrała oficjalną decyzję z rąk ministra Waldemara Budy i zarządu ŁSSE.Nowopak pierwszy ukraiński inwestor w ŁSSE

W Łódzkiej Strefie podejmujemy szereg działań wspierających polskie firmy, m. in. pomagamy przełamać bariery eksportowe. Do tematu rynku ukraińskiego przygotowywaliśmy się od dłuższego czasu. Zebraliśmy w jednym miejscu przedsiębiorców, przedstawicieli rządu, izby gospodarcze, PAIH, stowarzyszenia i fundacje działające na rzecz współpracy gospodarczej między Polską i Ukrainą, czyli ekspertów i praktyków z kompetencjami do budowania mostów biznesowych między naszymi krajami. Mamy już pierwsze sukcesy w zacieśnianiu relacji biznesowych, czego dowodem jest pierwszy w Łódzkiej Strefie inwestor z Ukrainy – mówi Marek Michalik, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Oprócz części czysto merytorycznej, gdzie można było zasięgnąć wiedzy na temat twardych danych o wymianie handlowej między krajami, przepisach jakie obowiązują przedsiębiorców działających na terenie Ukrainy była też część praktyczna – wiedzą podzieliły się firmy, które działają w Ukrainie od wielu lat. Na konkretnych przykładach wyjaśniały jak stawiać pierwsze kroki na rynku Ukraińskim. Wydarzenie zakończył pierwszy w Łódzkiej SSE Polsko-Ukraiński Business Mixer, czyli krótkie spotkania biznesowe przy okrągłych stołach gdzie usiadły polskie i ukraińskie firmy by szukać przestrzeni do współpracy. W takim bezpośrednim networkingu wzięło udział blisko 100 przedstawicieli firm polskich, ukraińskich i instytucji z otoczenia biznesu.

Jesteśmy obecnie czymś więcej niż strefą ekonomiczną. Jesteśmy ekosystemem biznesowym łączącym ludzi, biznes, ekspertów, pomysły, technologie, pomoc publiczną. Budujemy technologiczne mosty miedzy Polską a światem w programie Re_source gdzie pozyskujemy zagraniczne startupy do Polski. Przyciągamy zagraniczne zaawansowane technologicznie inwestycje, jak np. fabryka pomp ciepła firmy Daikin. Odpowiadamy na realne potrzeby przedsiębiorców, m. in. przekazaliśmy ponad 5 mln zł do polskich firm na szkolenia pracowników z Ukrainy. Tworzymy optymalne warunki do rozwoju biznesu, czego potwierdzeniem jest tegoroczny najlepszy wynik inwestycyjny wśród wszystkich stref ekonomicznych w Polsce – mówi Agnieszka Sygitowicz, wiceprezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Polska już od dawna jest jednym z najlepszych miejsc do rozwijania biznesu dla firm ukraińskich. Polska stworzyła wielopoziomowy ekosystem inwestycyjny, czyli ciągły rozwój gospodarczy kraju, promowanie inwestycji przez państwo, warszawska giełda papierów wartościowych i wiele innych mechanizmów, to wszystko działa bardzo sprawnie. W branży farmaceutycznej, której jesteśmy przedstawicielami ważne są inwestycje i nowe technologie. W Polsce jest dużo startupów, które tworzą potencjał do rozwoju. Patrzymy w kierunku Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, ponieważ jest to bardzo dobrze działający organizm, z instrumentami wsparcia dla firm, otwarty na inwestorów i region branży farmaceutycznej i biotechnologicznej – mówi Oleg Syarkowycz, członek rady nadzorczej Farmak, największego koncernu farmaceutycznego w Ukrainie.

Spotkania o eksporcie z cyklu Re_enter odbywają się w siedzibie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej przy ul. Tymienieckiego 22G w Łodzi raz na kwartał.

Co czwarty Polak czuje się kontrolowany przez swojego pracodawcę

Powszechne wdrożenie pracy zdalnej, wynikające z wybuchu pandemii COVID-19, diametralnie zmieniło dotychczasowe relacje pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Jak wynika z danych raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż co czwarty polski pracownik przyznaje, że czuje się sprawdzany przez swojego szefa (41,94 proc.). Co ciekawe, kontrola dotyka w większym stopniu pracowników kontraktowych (46,92 proc.) niż tych na etacie (42,37 proc.).

Okres pandemii zmienił rynek pracy w wielu aspektach. Jednym z nich było rozpowszechnienie pracy zdalnej, w wyniku czego pracodawcy coraz uważniej zaczęli monitorować postępy pracy oraz frekwencję swoich pracowników. Jednak jak wynika z cyklicznego raportu przygotowanego przez ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, polscy pracownicy czują się mniej kontrolowani (41,94 proc.) niż jeszcze rok temu (43,96 proc.).

Wprowadzenie pracy zdalnej jako stałego elementu życia zawodowego było dużym wyzwaniem i nowością zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Wiele firm zaczęło jednak równocześnie intensywnie szukać nowych narzędzi monitoringu postępów pracy poza biurem. W rezultacie, przez 2 lata pracodawcy nie tylko wypracowali nowe metody kontaktu z pracownikami, ale również zwiększyło się ich zaufanie do zespołu i wiara, że tworząc zgrany zespół, znający swoje priorytety i czujący odpowiedzialność za powierzone zadania, można osiągnąć więcej. Obecnie wyróżniamy dwa rodzaje firm – te, które w pandemii wykorzystały potencjał kadry i podstawiły na elastyczność i zaufanie oraz te, mierzące się obecnie z brakami pracowniczymi bądź gorszymi wynikami finansowymi – twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska. – Jak wskazują również wyniki raportu ADP, sposób wykonywania pracy wciąż ewoluuje. Na bazie dotychczasowych doświadczeń i zbudowanych relacji pracodawcy coraz częściej zgadzają się także na elastyczny tryb pracy. Dzięki temu pracownicy mogą nie tylko pracować z domu i zaoszczędzić czas na dojazdy, ale także realizują zadania w dogodnym dla siebie czasie. W najbliższej przyszłości to właśnie elastyczne godziny pracy będą stanowiły o przewadze w procesie pozyskiwania nowych talentów – dodaje Barbachowska.

– Pandemiczna rzeczywistość wystawiła pracowników na dużą próbę. Swoje obowiazki zawodowe wykonywali w domach próbując udowodnić szefom, że pracują efektywnie nie tylko w biurze. Pracownicy znaleźli się pod dużą presją, a ze strony pracodawców dało się odczuć pewną dozę niepokoju i niepewności.  Pracodawcy musieli wykazać się umiejętnością zarządzania zdalnego, nauczć się kontrolować sytucję bez codziennego widywania się z zespołem w firmie.  Niewątpliwie wpłynęło to na zwiększony poziom stresu zarówno po stronie pracowników, jak i pracodawców – mówi Sylwia Rozbicka, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego. – Wdrożenie pracy zdalnej czy każda inna zmiana formy pracy to proces, który wymaga czasu. Badania wskazują, że wielu pracowników polubiło home office, a pracodawcy przystosowali się do nowej rzeczywistości i zaczęli ufać swojej kadrze. Co więcej, jeżeli ten czas został dobrze przepracowany, to obecnie relacje między pracownikami a pracodawcami znacznie się polepszyły – dodaje ekspertka.

Kontrakt kontrolowany

O ile przeciętny polski pracownik z roku na rok czuje się coraz mniej kontrolowany przez pracodawcę, o tyle nie bez znaczenia pozostaje forma jego umowy. Zgodnie z raportem „People at Work 2022: A Global Workface View” pracownicy kontraktowi czują się bardziej kontrolowani (46,92 proc.) niż ci na etacie (42,36 proc.). Co ciekawe, aż 43,18 proc. pracowników zatrudnionych w oparciu o umowy kontraktowe przyznaje, że rozmawia ze swoim pracodawcą o postępach i rozwoju kariery. W przypadku pracowników wykonujących swoje obowiązki na umowie o pracę wskaźnik ten wynosi 42,02 proc.

– Pracownik kontraktowy z założenia realizuje swoje obowiązki w innej formie niż na etacie, w wyniku czego ta forma wykonywania pracy wzbudza często u pracodawców nieufność. W ich ocenie pracownik kontraktowy równocześnie realizuje wiele zleceń, przez co nie może wystarczającej uwagi poświęcić na jego projekt. Z tego też względu pracodawcy częściej czują potrzebę monitorowania statusu prac. Nie możemy też zapominać, że w przypadku pracowników kontraktowych, którzy wykonują obowiązki w elastycznym systemie, znacznie trudniej jest zbudować relację, a co za tym idzie również zaufanie – dodaje Anna Barbachowska.