Kurs języka angielskiego w firmie — jak zorganizować efektywne szkolenie?

Zorganizowanie kursu angielskiego dla firm niesie ze sobą wiele korzyści, zarówno po stronie pracowników, jak i pracodawców. Szkolenie językowe jest sposobem na integrację zespołu, zdrową rywalizację, motywuje do robienia postępów.

Pracownicy, oswojeni z językiem obcym, mogą wykorzystać swoje kwalifikacje w codziennej pracy, jednocześnie zwiększając szansę firmy na zdobycie międzynarodowej pozycji i zapewniając dobrą komunikację w multikulturalnym zespole lub z klientami spoza Polski.

Zbadaj poziom umiejętności swoich pracowników

Pracownicy pochodzą z różnych środowisk, ukończyli odmienne szkoły i mają indywidualne doświadczenia związane z edukacją. Tym samym każdy z nich będzie miał inny poziom znajomości języka angielskiego i będzie się nim inaczej posługiwał. Przed przystąpieniem do kursu językowego dla firm warto zbadać poziom umiejętności poszczególnych członków zespołu. Skutecznym testem jest audyt podzielony na dwie części.

Pierwsza część, pisemna, przeprowadzana online, umożliwia zbadanie znajomości słownictwa potocznego i specjalistycznego, zasad gramatyki i umiejętności rozumienia tekstu słuchanego i czytanego.

Drugą częścią audytu powinna być rozmowa z pracownikiem, która określi kompetencje komunikacyjne oraz poprawność wymowy. Kwadrans wystarczy, by doświadczony lektor mógł dowiedzieć się dużo o umiejętnościach danego kursanta.

Wynik testu pisemnego i ustnego znajduje odzwierciedlenie w raporcie i umożliwia skierowanie pracownika na właściwy kurs. Osoba początkująca nie odnajdzie się na kursie zaawansowanym, a zaawansowana albo nie wymaga szkolenia, albo może poszerzyć swoje kompetencje o kolejne umiejętności, na przykład o słownictwo specjalistyczne.

Sprecyzuj potrzeby i ustal cel szkolenia językowego

Zanim zdecydujesz się na konkretny kurs angielskiego dla firm, warto określić, jaki ma być jego cel. Kursy często są dzielone i przygotowują pracowników do swobodnej i skutecznej komunikacji na poziomie podstawowym albo średniozaawansowanym lub do komunikowania się z osobami z wąskiej branży.

Angielski biznesowy przydaje się w firmach z multikulturową załogą i z klientami z zagranicy. Z kolei Business Skills to uzupełniające, krótkie szkolenia, które podnoszą kompetencje językowe pracowników w obszarze ich obowiązków. To okazja do ćwiczenia przydatnych wyrażeń, zwrotów i wypracowania umiejętności szybkiego komunikowania się w języku obcym.

Szkolenia i kursy językowe dla firm, otwieramy nowe światy! Sprawdź: https://bs-ict.pl/pl/szkola

Kurs języka specjalistycznego obejmuje bardzo wąską dziedzinę, która wymaga znajomości odpowiednich zwrotów i opanowania branżowego słownika. Na tego typu szkolenia biznesowe decydują się między innymi firmy z branży lotniczej, energetycznej, telekomunikacyjnej, logistycznej i transportu, firmy budowlane i działające w dziedzinie medycyny oraz farmakologii.

Wiele kursów angielskiego dla firm ma formę kursu dla kilku, a nawet kilkunastu osób. Jeśli jednak zachodzi taka potrzeba, kurs może być indywidualny, skupiający się na potrzebach, możliwościach konkretnej osoby i uwzględniający jej grafik.

Kurs językowy w firmie może mieć formę coachingu językowego. Polega w takim przypadku na ciągłym dawaniu wyzwań słuchaczom i na wyznaczaniu ambitnych celów.

Jakie kursy językowe są dostępne dla firm?

Atutem dobrego kursu językowego dla firm jest elastyczność prowadzących. Ci mogą spotkać się z kursantami na kilka sposobów.

W siedzibie firmy

Stacjonarny kurs angielskiego przeprowadzany jest w firmie, która dysponuje salą konferencyjną lub pokojem spotkań. Lektor przyjeżdża do pracowników i na miejscu prowadzi kurs.

Blended-learning lub B-learning

To mieszana (zintegrowana, hybrydowa) metoda kształcenia. Podczas takiego kursu łączy się tradycyjną metodę nauki (polegającą na bezpośrednim kontakcie z prowadzącym) oraz zajęcia prowadzone zdalnie, przy pomocy komputera.

Stosunek zajęć online do zajęć tradycyjnych może być różny, w zależności od potrzeb studentów i możliwości prowadzącego. To metoda niezwykle skuteczna, bardzo elastyczna, a tok edukacji można dopasować do specyfiki branży czy umiejętności uczestników kursu. Godzi oczekiwania zwolenników nauki bezpośredniej i edukacji online.

Kursy online

Kursy online pozwalają na naukę przy pomocy komputera oraz tabletu z każdego miejsca na Ziemi, pod warunkiem, że urządzenie podłączone jest do szybkiego Internetu. Szkoła językowa operuje na platformach opartych na przeglądarkach internetowych. Platformy takie umożliwiają przeprowadzanie webinarów, wideokonferencji, ułatwiają także przeprowadzanie testów, egzaminów i ocenę umiejętności kursantów.

Dobierz sposób nauki do potrzeb i oczekiwań pracowników. Monitoruj zaangażowanie i motywację pracowników w naukę

Angielski specjalistyczny, biznesowy a może nauka angielskiego od podstaw? Zajrzyj na: https://bs-ict.pl/pl/oferta

Dzisiaj kurs językowy dla firm może być skrojony na miarę i przygotowywać pracowników do swobodnego porozumiewania się nawet w bardzo specyficznej branży!

Kształcenie pracowników to nie tylko sposób na ich motywację do samodoskonalenia i nagroda za aktywność w rozwoju firmy. To także inwestycja w przyszłość przedsiębiorstwa i droga do zdobywania klientów poza granicami naszego kraju.

Hotele na minusie – najwięcej w 2021 r. straciły Kraków i Warszawa

W tym roku hotele liczą na pełny powrót turystów i poprawę niskiego obłożenia z ostatnich dwóch lat. W 2020 r. stopień wykorzystania pokoi runął z 53,7% do 28,3%. W 2021 r. wzrósł, ale tylko do 34,5%. Brak gości poważnie odbił się na finansach hoteli. W ubiegłym roku według wskaźnika RevPER generowały o 43% mniejsze przychody z jednego pokoju niż przed pandemią. W stosunku do 2019 r. najmocniej wartość tego wskaźnika spadła w Krakowie, bo o 151 zł. Na drugim miejscu znalazła się Warszawa z różnicą -126 zł, wskazuje raport „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce”, przygotowany przez analityków Emmerson Evalaution.

W 2021 r. wzrosło wykorzystanie pokoi hotelowych w porównaniu do roku 2020, średnio o 6 p.p. Choć rynek intensywnie pracował na odbicie po pandemii, to nadal różnica względem 2019 r. była ujemna i wynosiła 19 p.p.

Powolne rozmrożenie

Ubiegły rok pod względem stopnia wykorzystania pokoi najlepszy był dla województwa zachodniopomorskiego, w którym sięgał 43,5%. Warto nadmienić, iż w latach 2020 oraz 2019 województwo zachodniopomorskie również plasowało się na pierwszym miejscu pod względem obłożenia, z wynikami na poziomie odpowiednio 40,5% oraz 64,7% wykorzystania pokoi hotelowych. Natomiast najmniej korzystnie zarówno w 2021, jak i 2020 r., wypadło województwo łódzkie, którego obłożenie wyniosło w tych latach odpowiednio 29,5% oraz 24,2%. Przed pandemią, w 2019 r. najniższy stopień wykorzystania pokoi przypadał na województwo lubuskie i wynosił 42,3%, wskazują w raporcie eksperci Emmerson Evaluation.

Przychody rosną, ale wciąż są niższe niż przed pandemią

Dobrze zaistniałą sytuację na rynku hotelarskim obrazuje RevPAR (revenue per available room), czyli wskaźnik określający przychód z jednego pokoju. Największą jego wartość w 2021 r. osiągnęło Trójmiasto, gdzie wyniósł on około 190 zł. Względem 2020 r. daje to wzrost na poziomie 49%. Następny uplasował się Wrocław, w którym przychód sięgał 120 zł. Zaraz po nim znalazła się Warszawa z RevPAR wynoszącym 106 zł, a na dalszych pozycjach Poznań i Kraków, w których przychód z jednego pokoju wyniósł kolejno 94 zł oraz 87 zł.

Analizując rok 2021 do roku 2019 widać, że przed sektorem jeszcze daleka droga do powrotu przychodów sprzed pandemii. Średnia różnica wysokości wskaźnika przychodu z jednego pokoju oscyluje na poziomie -43%. Największą odnotowaliśmy w Krakowie, gdzie spadł on o 151 zł. Na tak duży spadek wpływ miały głównie dwa czynniki. Po pierwsze, krakowski rynek opierał się głównie na gościach zagranicznych, a po drugie – na turystyce. W związku z tym restrykcje spowodowane pandemią Covid-19 bardzo mocno dały się we znaki stolicy Małopolski – wskazuje Dariusz Książak, prezes Emmerson Evalaution.

Drugim w kolejności miastem, które najmocniej odczuło zmianę przychodów jest Warszawa, gdzie w relacji 2021 do 2019 r. wyniosła ona -126 zł. Na kolejnych miejscach uplasowały się Poznań, Wrocław i Trójmiasto, a różnice wynosiły odpowiednio -70 zł, -64 zł oraz -40 zł.

Niestabilny 2022 r.

W 2022 r. hotelarze liczyli, że uda im się odrobić straty i osiągnąć wyniki zbliżone do tych notowanych przed nastaniem pandemii. Miał być to pierwszy w pełni niezakłócony rok dla ich działalności. Liczyli szczególnie na powrót zagranicznych turystów, których tak brakowało w czasie Covid-19.

24 lutego nastąpił jednak kolejny historyczny zwrot i za wschodnią granicą rozpoczęła się wojna. Zagraniczni turyści i goście korporacyjni rezygnowali ze swoich rezerwacji, gdyż zaczęli postrzegać nasz kraj jako miejsce podwyższonego ryzyka. Wojna w sąsiednim kraju oraz sankcje negatywnie oddziałują na światową gospodarkę, w tym polską. Nadzieja na szybkie odbudowanie niskiego popytu ze strony tradycyjnych turystów zagranicznych runęła wraz z rozpoczęciem wojny. Mimo że sytuacja już względnie się ustabilizowała, to jednak w oczach turystów z innych krajów niewiele to zmienia. Plany odwiedzenia Polski wolą przełożyć, bo nie chcą być tak blisko działań wojennych. A mają przecież wiele innych kierunków do wyboru, bo praktycznie wszystkie kraje otworzyły się już na ruch turystyczny – wskazuje Dariusz Książak.

Problemem nie tylko brak gości, ale i finansowania

Rynek hotelarski ma za sobą wyjątkowo ciężkie lata, a w obliczu wojny w Ukrainie znów muszą stawiać czoła nowych trudnościom, takim jak brak turystów zagranicznych. Wszystko to wpływa na rozwój branży. W czasie pandemii banki ograniczyły dostęp do finansowania kredytowego budowy nowych hoteli. Jak wskazują autorzy raportu, sytuacja ta raczej się nie zmieni w najbliższym czasie. Nawet jeżeli pojawi się taka oferta na rynku, to koszt finansowania tego typu inwestycji w połączeniu z wysokimi nakładami na budowę może sprawić, że będzie ona nieopłacalna. Na pełne odbicie rynek będzie musiał poczekać do prawdziwego i solidnego ustabilizowania się sytuacji geopolitycznej oraz gospodarczej.

Stabilizacja za oceanem

Amerykański rynek pokazuje ostatnio sporo danych sugerujących, że wcale tak źle nie będzie. Mamy techniczną recesję, ale coraz więcej mówi się o miękkim lądowaniu.

Ceny producentów spadają mocniej

Odczyt inflacji konsumenckiej miał bardzo istotny wpływ na rynki. Wiele osób czekało jednak na potwierdzenie sygnału przez inflację producencką. Gdyby ta rosła dalej, byłby to jasny sygnał, że spadek inflacji szedł mocno w marżę przedsiębiorców i można się spodziewać odbicia. Inflacja u producentów jest co prawda wyższa niż konsumencka, ale znacznie mniej niż wcześniej. Miesiąc temu była wyższa o 2,2%, w lipcu jest to już 1,3%. To bardzo dobry sygnał na przyszłość. Można powiedzieć, że to kolejna cegiełka dorzucona do koncepcji tzw. miękkiego lądowania w USA. Jest to teoria, że spowolnienie gospodarcze, które nie odbije się na rynku pracy, będzie znacznie mniej poważne, niż dotychczas sądzono. Rynki zareagowały kolejnym osłabieniem dolara względem euro.

Stabilizacja rynku pracy w USA

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA wciąż rośnie. Poziom 262 tysięcy tygodniowo to najwyższy wynik od IV kwartału 2022 roku. Brzmi to bardzo niedobrze. Czy należy się martwić? Jest to poziom, poniżej którego amerykański rynek pracy regularnie funkcjonował raptem dopiero od 2018 roku. Do tego momentu poziomy te uchodziły za niesamowicie niskie. Wiadomo, że cofając się do danych sprzed wielu lat, należałoby uwzględnić zmianę populacji osób w wieku produkcyjnym, a to powoduje, że obecny wynik jest jeszcze lepszy. Nie ma zatem na razie powodu do paniki, ale oczekiwanie, że tamtejszy rynek pracy będzie dalej pokazywał świetne wyniki, wydaje się dość odważne. Mamy stabilizację, ale na bardzo dobrych poziomach.

Ropa znów atakuje 100 dolarów

Jeszcze nie zdążyliśmy się nacieszyć lepszymi wiadomościami zza oceanu, a już widzimy, że inwestorzy zaczynają uwzględniać je w cenach surowców. Ropa naftowa, która jeszcze tydzień temu atakowała okolice 93 dolarów za baryłkę, w tej chwili stara się zmieścić poniżej granicy 100 dolarów. Powodem są oczekiwane niższe wzrosty stóp procentowych w USA oraz słabość dolara. Słabszy dolar zwyczajowo oznacza wzrost cen ropy, gdyż wiele państw stara się trzymać cenę w lokalnej walucie, co przy słabszym dolarze wymaga podwyżki. Niższe docelowe stopy procentowe to z kolei prawdopodobnie mniejsze spowolnienie w gospodarce. Czyli większy popyt na ropę naftową.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Złoty jest niedowartościowany o 30 proc. (Big Mac Indeks)

Według Indeksu Big Macka obecny kurs polskiej waluty jest niedowartościowany o 30 proc. To niedowartościowanie byłoby większe, gdyby w ciągu ostatniego pół roku kanapka w Polsce nie podrożała aż o rekordowe 18 proc.

Publikowany przez The Economist od 1986 roku Indeks Big Macka jest bardzo przydatnym narzędziem oceny siły lub słabości poszczególnych walut. Porównuje on ceny zunifikowanej kanapki Big Mac w poszczególnych krajach. Zgodnie z Prawem Jednej Ceny, w długim terminie kursy walut powinny kształtować się w taki sposób, by cena tego samego dobra nie odbiegała od siebie w różnych walutach. Obecna edycja wskaźnika dobitnie pokazuje siłę amerykańskiego dolara, tylko 4 waluty są od niego mocniejsze (frank szwajcarski, korony norweska i szwedzka oraz dolar kanadyjski)

Najbardziej przewartościowaną walutą globalnie jest frank szwajcarski, kanapka Big Mac kupowana w Szwajcarii jest w przeliczeniu na dolary o 30 proc. droższa niż w USA. Silna awersja do ryzyka w ostatnich latach mocno zwiększyła wartość szwajcarskiej waluty, o czym co miesiąc przekonują się steki tysięcy Polaków spłacających kredyty mieszkaniowe we franku.

Według indeksu polski złoty jest natomiast o 30 proc. niedowartościowany wobec dolara. Nie jest to niespodzianka, złoty od dłuższego czasu pozostaje słaby. Powodem tego stanu jest odpływ kapitału z bardziej ryzykownych rynków do tych bezpiecznych, a także obawy o stan naszego budżetu i gospodarki.
Z regionu mniej niedowartościowana jest korona czeska (23 proc.), a bardziej węgierski forint (49 proc.). Najbardziej niedowartościowany globalnie (z uznanych gospodarek) jest rumuński lej, Big Mac w Rumunii jest po przeliczeniu na dolary o 56 proc. tańszy niż w USA.

Aktualizowany co 6 miesięcy indeks jest także miernikiem inflacji, ponieważ pokazuje, jak zmieniają się ceny kanapek w lokalnej walucie. Okazuje się, że polski Big Mac w ciągu ostatnich 6 miesięcy podrożał najbardziej na świecie. Cena polskiej kanapki wzrosła o 18 proc., podczas gdy w Czechach o 14 proc. Na drugim biegunie pozostaje cena kanapki w Chinach, która spadła o 2 proc.

Po publikacji w środę danych o spadającej inflacji w USA (z 9,1 do 8,5 proc) złoty umocnił się wobec dolara. Wydaje się jednak, że w najbliższym czasie, za sprawą czynników lokalnych, a także w związku z coraz bardziej prawdopodobnym zakończeniem serii podwyżek stóp w Polsce, nasza waluta pozostanie słaba w średnim terminie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Zarządzająca Empiku Ewa Szmidt-Belcarz kupuje większościowy pakiet od Penta Investments

Zarządzająca Empiku przejmuje kontrolę nad Spółką w wyniku wykupu menedżerskiego. Ewa Szmidt-Belcarz kupuje większościowy pakiet od Penta Investments.

Dotychczasowa prezeska zarządu firmy, Ewa Szmidt-Belcarz, przejmuje kontrolny pakiet akcji w Grupie Empik. Sprzedającym 51% akcji jest Penta Investments, obecna w Empiku od 2012 roku. Obie strony transakcji deklarują kontynuowanie bliskiej i partnerskiej współpracy w zakresie inwestycji i rozwoju biznesu. Grupa Empik zanotowała 2,4 mld zł obrotów w ubiegłym roku, z czego prawie połowa została wypracowana przez segment e-commerce i digital. Strony transakcji zdecydowały o nieujawnianiu jej wartości. Zamknięcie transakcji jest przedmiotem zgody Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Przejęcie większości akcji w Grupie Empik przez Ewę Szmidt-Belcarz nie zmienia struktury zarządczej firmy ani strategii Spółki, realizowanej od 2015 roku. Nowa wiodąca akcjonariuszka pozostaje prezeską zarządu i planuje dalszy długoterminowy rozwój całej Grupy we współpracy z Penta Investments.

Penta Investments pozostaje w Spółce posiadając 49% akcji i deklaruje dalsze wspieranie rozwoju poszczególnych linii biznesowych. Do 2026 roku planowane inwestycje osiągną poziom 300-350 mln zł i będą skierowane głównie na rozwój organiczny, nie wykluczając jednak akwizycji.
Strategią Grupy Empik jest dalsze inwestowanie w rozwój w obszarach omnichannel, platformę e-commerce empik.com oraz ekosystem subskrypcyjny, jak również digitalizację, automatyzację i robotyzację procesów w całej Grupie. Inwestycje będą również kontynuowane w dynamicznie rosnących spółkach Grupy – w obszarach tworzenia i dystrybucji treści tradycyjnych i cyfrowych, jak również w obszarze event discovery i sprzedaży biletów na wydarzenia. Kluczowym elementem strategii pozostaje również zrównoważona rozbudowa sieci tradycyjnych salonów i formatu convenience, uzupełniających rozwój e-commerce. Wejście Ewy Szmidt-Belcarz do grona akcjonariuszy nie oznacza żadnych zmian dla partnerów biznesowych, pracowników i innych interesariuszy.

Współpraca z Penta Investments była zawsze bliska, otwarta i partnerska. Od wielu lat dzielimy wspólną wizję rozwoju Grupy Empik, którą konsekwentnie i odważnie realizujemy. Dzisiaj materializuje się kolejny, ważny krok w historii naszej współpracy ­– powiedziała Ewa Szmidt-Belcarz, prezeska zarządu Empik S.A.

Przejęcie kontroli nad Grupą Empik dokonane przez Ewę Szmidt-Belcarz jest przykładem transakcji wykupu menedżerskiego (MBO, management buy-out), które są rzadkie w przypadku spółek o takiej skali biznesu.

Od 2015 roku intensywnie współpracujemy z Ewą w realizacji strategii wzrostu Grupy Empik. Dotychczas, pod jej kierownictwem, wspólnie powiększyliśmy skalę firmy dwukrotnie, w wielu kluczowych wymiarach – m.in. przychodach czy wyniku EBITDA. Realizacja tej transakcji potwierdza bardzo dobrą dotychczasową współpracę, pozwala nam kontynuować wsparcie Grupy Empik i daje możliwość realizacji większych zysków w przyszłości ­– powiedział Łukasz Waszak, dyrektor inwestycyjny Penta Investments w Polsce.

Doradcami reprezentującymi przejmującego był zespół MJH Moskwa, Jarmul, Haładyj i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni, prowadzony przez Pawła Moskwę, a Penta Investments była wspierana przez kancelarię KI Komosa Imiełowski, reprezentowaną przez Adama Imiełowskiego.

Empik: ciągła metamorfoza Empik to firma z 75-letnią tradycją i jedna z najlepiej rozpoznawanych marek w kraju. Od kilku lat dynamicznie rosnący Empik jest obecnie największym w Polsce wielokanałowym ekosystemem, oferującym produkty i usługi z obszaru kultury i rodzinnej rozrywki, dostosowanych do potrzeb klientów-użytkowników.

Grupa Empik to unikatowa firma, za którą stoi wyjątkowa historia, silna marka i szeroka omnichannelowa skala. W ostatnich 7 latach przeszliśmy znaczącą transformację cyfrową i przekroczyliśmy nasze założenia w każdym aspekcie. Potencjał rozwoju zarówno Empiku, poszczególnych spółek, jak i całościowo naszej Grupy jest jednak nadal olbrzymi. Mamy ambitne plany i z konsekwencją będziemy je realizować – dodaje Ewa Szmidt-Belcarz.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 2. kwartale 2022 r.

Grupa Agora zamknęła 2. kwartał 2022 r. z istotną poprawą wyników operacyjnych, którą zapewniły o 1/3 wyższe przychody odnotowane w niemal wszystkich biznesach. Dla intensywnie odbudowującej się po pandemii działalności kinowej był to najlepszy pod względem wpływów 2. kwartał w historii firmy. Przychody reklamowe Grupy Agora rosły szybciej niż rynkowe wydatki na promocję produktów i usług, zwłaszcza w wyprzedzających rynek segmentach Reklama Zewnętrzna i Radio.

­ Przez ostatnich kilka miesięcy dobrze wykorzystaliśmy brak obostrzeń w działalności gospodarczej do pracy nad odbudową wyników Grupy Agora. Wpływy Heliosa powróciły do poziomów sprzed wybuchu pandemii, a nasze przychody reklamowe, czyli największe źródło przychodów Grupy, kolejny kwartał z rzędu rosły szybciej niż na rynku. Cały czas zwiększamy też wpływy z e-commerce, zwłaszcza z subskrypcji treści – mówi Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory. Wyzwaniami na nadchodzące miesiące będą na pewno pogorszająca się koniunktura gospodarcza oraz lawinowy wzrost kosztów i – oby nie –   kolejna fala pandemii. Naszym priorytetem pozostają jak najskuteczniejsze mierzenie się z nimi i dalsza odbudowa rezultatów finansowych.

W 2. kwartale 2022 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 261,8 mln zł i były o niemal 30% wyższe niż przed rokiem. Dzięki stopniowemu znoszeniu pandemicznych obostrzeń i aktywizacji kolejnych gałęzi gospodarki wzrosła większość kategorii wpływów Grupy, a zwłaszcza przychody z działalności kinowej odnotowane w związku z odbudową frekwencji i brakiem restrykcji dotyczących funkcjonowania kin. W rezultacie przychody ze sprzedaży biletów do kin sieci Helios wzrosły do prawie 40,0 mln zł, czyli o niemal 140%, a ze sprzedaży barowej były ponad czterokrotnie większe, sięgając 23,0 mln zł. Co istotne, tak definiowany poziom wpływów z działalności kinowej był wyższy nie tylko w stosunku do 2. kwartału 2021 r., a również do 2. kw. 2019 r. W omawianym okresie w kinach Helios sprzedano blisko 2,1 mln biletów – o ponad 132% więcej niż przed rokiem i zaledwie 1,5% mniej niż w trzy lata temu. Łączna liczba wejściówek sprzedanych w polskich kinach między kwietniem a czerwcem 2022 r. wyniosła blisko 9 mln, co oznaczało wzrost o ponad 150% w stosunku do tego samego okresu 2021 r.1. Należy jednak pamiętać, że kina w 2021 r. były zamknięte na mocy decyzji administracyjnej aż do 20 maja, a później funkcjonowały z limitem sprzedaży miejsc na sali2.

Wpływy ze sprzedaży usług reklamowych w Grupie Agora zwiększyły się w 2. kwartale 2022 r. o prawie 10% – do 129,7 mln zł, rosnąc w większości segmentów biznesowych. Wynikało to z powrotu wielu przedsiębiorców do aktywności reklamowej, co zaowocowało wzrostem łącznej wartości wydatków na reklamę w Polsce w omawianym okresie o 4,5%3. Co ważne, poziom tych wpływów w Grupie odnotował dwa razy wyższy wzrost niż rynkowy. Segmentem, w którym przychody z reklam zwiększyły się najbardziej – o niemal 47% i który najmocniej przyczynił się do wzrostu tej kategorii w rachunku całej Grupy, była Reklama Zewnętrzna. Istotnie wyższe były też wpływy reklamowe w kinach i działalności radiowej, a także – nieznacznie – w segmencie Prasa. Warto też zauważyć, że ta kategoria przychodów w segmentach Reklama Zewnętrzna i Radio rosła szybciej niż na rynku. Jedynie Internet Agory odnotował niższe przychody reklamowe, głównie w związku z ich spadkiem w spółce Yieldbird, która zmienia swój profil działalności i rozwija nowe produkty dla klientów. Udział przychodów cyfrowych i internetowych w całkowitych wpływach Grupy Agora z reklam stanowił prawie 40%, czyli mniej niż przed rokiem – przede wszystkim z uwagi na istotny wzrost wpływów z kampanii na nośnikach reklamy zewnętrznej i w kinach.

O ponad połowę zwiększyły się w omawianym okresie przychody Grupy Agora z działalności gastronomicznej i filmowej. W przypadku tej pierwszej miało to związek z wyższymi wpływami z działalności spółki Step Inside, z sukcesem rozwijającej już 12 lokali pod marką Pasibus, przy braku obostrzeń w funkcjonowaniu restauracji, zaś w drugiej łączyło się z możliwością wprowadzania na duże ekrany nowych produkcji po ubiegłorocznym zamknięciu kin oraz ze wzrostem frekwencji. Co ciekawe, NEXT FILM, czyli spółka z grupy Helios zajmująca się produkcją i dystrybucją filmową odnotowała też kolejne sukcesy swoich tytułów udostępnianych w innych kanałach – film „Za duży na bajki” w reżyserii Kristoffera Rusa, czyli marcowa premiera NEXT FILMu, był w lipcu 2022 r. w TOP10 najchętniej oglądanych propozycji serwisu Netflix w 38 krajach. Grupa Agora odnotowała też wzrost przychodów z pozostałej sprzedaży, przede wszystkim z uwagi na wyższe wpływy z działalności poligraficznej.

Jedyną pozycją przychodów ze spadkiem wartości w 2. kwartale 2022 r. była sprzedaży wydawnictw, która zmniejszyła się o niemal 7%. Rzutowały na to niższe wpływy Wydawnictwa Agora i ze sprzedaży Gazety Wyborczej, choć wpływy z prenumeraty cyfrowej dziennika wzrosły o ponad 10%. Liczba aktywnych subskrypcji treści Wyborcza.pl na koniec czerwca 2022 r. sięgnęła blisko 296 tys. – to o prawie 15% więcej niż w ub.r. Udział przychodów cyfrowych w całkowitych wpływach ze sprzedaży wydawnictw Grupy wyniósł 41%, rosnąc o przeszło 10pkt%. Dodatkowo, warto zwrócić uwagę, iż Grupa Agora oprócz sprzedaży wydawnictw oferuje w formie cyfrowej także inne treści m.in. podcasty, a cała cyfrowa sprzedaż treści dynamicznie rośnie – jej udział wzrósł w okresie kwiecień-czerwiec 2022 r. do blisko 42%. Liczba sprzedanych subskrypcji Premium TOK FM na koniec 1. półrocza 2022 r. wyniosła 27,6 tys. i była wyższa o przeszło 9% niż przed rokiem.

Koszty operacyjne netto Grupy Agora wzrosły w 2. kwartale 2022 r. o ponad 19% do 273,6 mln zł. Rzutowało na to przede wszystkim zwiększenie wydatków operacyjnych w segmencie Film i Książka, powiązane m.in. ze wzrostem wpływów. Koszty rosły też w pozostałych obszarach biznesowych Grupy poza Internetem. Największą pozycję stanowiły nakłady na wynagrodzenia i świadczenia na rzecz pracowników wyższe o niecałe 20%. To efekt zwiększenia zatrudnienia we wszystkich obszarach działalności – na koniec czerwca 2022 r. wyniosło ono 2 375 etatów i było wyższe o 88 etatów niż w 2021 r., a także podwyżki wynagrodzeń oraz innych działań na rzecz pracowników podjętych przez zarząd Agory. Grupa odnotowała też zwiększenie kosztów w pozostałych kategoriach wydatków oprócz amortyzacji, co było związane z większą skalą działalności jej biznesów w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r.

Dzięki intensywnej pracy nad wzrostem wpływów, głównie z działalności kin i z reklamy, w 2. kwartale 2022 r. Grupa Agora poprawiła rezultaty operacyjne – osiągnęła zysk na poziomie EBITDA w wysokości 26,1 mln zł i zmniejszyła stratę na poziomie EBIT do 11,8 mln zł. Strata netto Grupy wyniosła 17,6 mln zł, a strata netto przypadająca na akcjonariuszy jednostki dominującej stanowiła 16,0 mln zł.

W okresie kwiecień-czerwiec 2022 r. wartość wydatków na reklamę w Polsce wzrosła o 4,5% w stosunku do 2. kw. ub.r. Wartość ta była wyższa również w porównaniu z 2. kw. 2019 r. o ponad 7%. Pomimo tego, po przeprowadzonej analizie dostępnych danych i obserwacji trendów rynkowych, Agora postanowiła utrzymać swoje szacunki dynamiki wydatków na reklamę w Polsce w 2022 r. na niezmienionym poziomie – około 3,0-6,0%, ze względu na dużą niepewność odnośnie skali możliwego spowolnienia gospodarczego w kraju w nadchodzących okresach. Jedynie w przypadku reklamy zewnętrznej oraz kin spółka zdecydowała się podnieść swoje oczekiwania co do całorocznego tempa wzrostu wartości wydatków reklamowych w tych mediach ze względu na istotnie szybszą niż szacowana dynamikę ich odbudowy w 1. poł. 2022 r. Poprzednie szacunki zakładały wzrost wydatków na kampanie realizowane na nośnikach reklamy zewnętrznej w przedziale między 15,0% a 18,0% – obecnie spółka szacuje, że w 2022 r. może on kształtować się na poziomie 20,0-25,0%. Wzrost ten dodatkowo będą wspierać wydarzenia sportowe odbywające się w 2. poł. 2022 r., które tradycyjnie powodują większą aktywność reklamodawców na nośnikach reklamy zewnętrznej. Dla reklamy kinowej szacunki zakładały wzrost wydatków między 75,0% a 85,0%. Spółka szacuje jednak, że w 2022 r. mogą one zwiększyć się o 80,0-90,0%, o ile kina będą nadal normalnie funkcjonowały w 2. poł. 2022 r.

Dla Zarządu spółki kluczowym projektem na 2022 r. pozostaje bezpieczne przeprowadzenie Grupy przez okres spowolnienia gospodarczego oraz praca nad strategią rozwoju całej Grupy Agora na lata 2023 – 2027. Trwa analiza potencjału rozwojowego organizacji, portfela jej biznesów oraz otoczenia rynkowego, która ma zostać sfinalizowana jeszcze w tym roku.Grupa Agora 2kw 2022

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe Grupy Agora wg MSSF za 2. kw. i 1. poł. 2022 r.

Przypisy:

1 Frekwencja w kinach: dane szacunkowe Helios S.A. – od listopada 2019 r. dystrybutor UIP nie raportuje danych o frekwencji na swoich filmach w Polsce.

2  Limity sprzedaży miejsc w salach kinowych nie obowiązywały w przypadku osób zaszczepionych.

3 Rynek reklamy – szacunki Agory (prasa na podstawie Kantar Media oraz monitoringu Agory, radio na podstawie Kantar Media), IGRZ (reklama zewnętrzna, od stycznia 2014 r. liczba podmiotów raportujących przychody do IGRZ uległa zmniejszeniu), a także wstępnych danych Publicis Media (TV, kino, internet).

4 W ujęciu bez uwzględniania wpływu standardu MSSF 16 w 2. kwartale 2022 r. Grupa Agora odnotowała zysk na poziomie EBITDA w wysokości 4,2 mln zł oraz stratę na poziomie EBIT w kwocie 17,0 mln zł.

Nikkei 225 najwyżej od stycznia po „Dniu Góry”

W czwartek w Japonii obchodzono ustanowione w 2014 roku święto o nazwie „Dzień Góry” („Dzień Góry ma stworzyć Japończykom okazję do zbliżenia się z górami i podziękowania im za darowane błogosławieństwa”) i giełda w Tokio była zamknięta. Obchody „Dnia Góry” – a także ostatnie dane o niższym tempie inflacji w USA – najwyraźniej poprawiły humory japońskim inwestorom, bo po +2,62 proc. wzroście Nikkei 225 osiągnął najwyższy poziom od stycznia.

Inne rynki akcji w rejonie Azji i Oceanii były słabsze (poza Nikkei silniejszy niż 1 proc. wzrost notował jedynie filipiński PSEi (+1,37 proc.). O prawie 1 proc. spadał dziś singapurski Straits Times.

Wczoraj wieczorem naszego czasu atak S&P 500 na strefę oporu wyznaczaną przez poziom lokalnego maksimum z początku czerwca (4176,82 pkt. 2 czerwca br.) i lokalnego minimum z pierwszej połowy marca (4170,7 pkt. z 8 marca br.) nie przyniósł ostatecznego rozstrzygnięcia. Indes zamknął się powyżej tych poziomów oporu (4207,27 pkt.), ale początkowe wzrosty zostały zniesione i S&P 500 ostatecznie zakończył wczorajszą sesję minimalnym spadkiem o 0,07 proc. (Nasdaq Composite -0,58 proc., DJIA +0,08 proc.).

Lekko rosły dziś główne indeksy europejskich rynków akcji. DAX (+0,34 proc.) i CAC 40 )+0,33 proc.) utrzymywały się w okolicach swoich ostatnich 2-miesięcznych maksimów.

Relatywnie słaba była nadal GPW (WIG-20 -0,04 proc. ok. 9:35). Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksimum ustanowiły ponownie ceny akcji spółki Arctic Paper, a najwyżej od 1,5 roku był dziś kurs akcji Photon Energy NV.

Po wczorajszym wzroście do najwyższego poziomu od 3 tygodni lekko spadała dziś rentowność 10-letnich obligacji rządu Stanów Zjednoczonych. Lekko rosły natomiast rentowności 10-latek krajów strefy euro.

Niewielkie były dziś rano zmiany ceny kontraktów na ropę naftową (WTI +0,08 proc., Brent +0,28 proc. ok. godz. 9:30). Do najwyższego poziomu od lutego wzrosła wczoraj cena kontraktów na kawę (Robusta Coffee 10-T na ICE).

Zmiany kursów głównych par na rynku walutowym były dziś rano niewielkie (USD/JPY +0,17 proc., EUR/USD EUR/USD -0,2 proc. ok. godz. 9:25). Izraelski szekel był dziś najsilniejszy względem euro od 28 lat. Euro były również najsłabsze względem meksykańskiego peso od lutego 2020.
Stabilny dziś rano był polski złoty (EUR/PLN -0,17 proc., USD/PLN +0,00 proc. ok. godz. 9:30).

Pokonanie przez kurs BTC/USD poziomów swoich szczytów z lipca okazało się nie tak łatwym zadaniem. Pomimo osiągnięcia wczoraj przez kurs najwyższego poziomu od 2 miesięcy, dziś rano BTC/USD ponownie spadł poniżej poziomu 24000 USD (-1,02 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Spada tempo wzrostu cen materiałów budowlanych. Czy jest szansa na powrót do normalności?

Po kwietniowo-majowym szczycie dynamiki cen materiałów budowlanych, na rekordowym średnim poziomie 34 proc. rdr, w lipcu tempo drożyzny hamowało o kolejne 3 pp. do 29 proc. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili czy już pięciopunktowy spadek tempa wzrostu cen uzasadnia nadzieję na trwałe wyhamowanie zawrotnej galopady stawek przedmiotowej grupy towarów.

Sytuacja geopolityczna związana z wojną w Ukrainie, która w pierwszorzędnym stopniu odpowiada za rekordową od lat inflację o globalnym zasięgu oraz zakłócenie łańcuchów dostaw wszelkich towarów, wywindowała ceny materiałów budowlanych do rekordowego poziomu 34 proc. w tegorocznym kwietniu i maju. Lipcowy odczyt na poziomie 29 proc. oznacza kosmetyczną korektę średniego tempa drożyzny o 5 pp. Jednocześnie oznacza też, że część pozycji z monitorowanej przez PSB grupy towarów, w ciągu ostatnich kilku tygodni, nieznacznie taniała choćby w relacji miesiąc do miesiąca.Wykres 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl taki stan rzeczy może być po części pokłosiem załamania sprzedaży nowych mieszkań, które zapewne już w bezpośredniej perspektywie spowoduje ograniczenie aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. Wszak jak wiadomo w czasach „standardowej”, czyli góra kilkuprocentowej inflacji i względnej normalności rynkowej ceny materiałów budowlanych w Polsce były skorelowane w pierwszym rzędzie z parametrami segmentu inwestycyjnego rynku mieszkaniowego, publikowanymi co miesiąc przez GUS. Innymi słowy im więcej nowych budów mieszkaniowych i pozwoleń, tym i koniunktura na rynku materiałów lepsza, i vice versa. Sęk w tym, że w obecnym środowisku gospodarczym aktywność deweloperów mieszkaniowych znacznie straciła na znaczeniu w kreowaniu parametrów rynku materiałów budowanych.

W prezentowanym zestawieniu dynamiki cen dwudziestu grup towarowych dla porównania zestawiono najnowsze zmiany rdr z lipca br. oraz z tegorocznego maja, kiedy to tempo drożyzny materiałów budowlanych osiągnęło swoje  dotychczasowe apogeum.Tabela 1 materiały budowlane

Jak widać, najciekawszą pozycją wydają się być płyty OSB, które od wielu miesięcy drożały najszybciej, stając się bohaterem internetowych memów i swoistym symbolem galopady cen materiałów budowlanych. Tymczasem w lipcu dynamika zwyżki cen spadła w tym przypadku niemal do zera. Pytanie, co spowodowało taki stan rzeczy? Niewykluczone, że to pierwszy przykład pęknięcia bańki spekulacyjnej przynajmniej wybranych pozycji na rynku materiałów budowlanych.

Poza spektakularnym przykładem płyt OSB wśród liderów spadającej dynamiki cen znalazły się także izolacje termiczne, następnie sucha zabudowa, otoczenie domu, wykończenia czy dachy z rynnami.

Z kolei po przeciwnej stronie barykady, a zatem wśród pozycji o wciąż przybierającej dynamice wzrostów cen, szczególną uwagę zwraca cement z wapnem. Grupa ta jeszcze w styczniu br. zamykała stawkę na dwudziestej pozycji z zaledwie 7-procentową zwyżką ceny. Tymczasem w lipcu awansowała na podium trzech najszybciej drożejących materiałów z 39-procentowym wynikiem. I prawdopodobnie to właśnie cement jest tym newralgicznym towarem, który rozwiewa nadzieje na szybki powrót do normalności.

Już na początku tego roku producenci cementu obawiali się problemów, wówczas wynikających z drożejących na potęgę kosztów zakupu uprawnień do emisji CO2. Mówiło się, że poziom 100 euro za tonę może znacznie ograniczyć opłacalność produkcji rodzimych cementowni.

Z kolei kilka tygodni temu w mediach został nagłośniony problem perspektywy rosnących kursów kontraktów terminowych na energię elektryczną, które jeszcze niedawno wskazały okrągłą wycenę 1 tys. zł/MWh, by obecnie przekroczyć już poziom 1,5 tys. zł/MWh z dostawą w 2023 roku. Tymczasem udział energii w produkcji cementu może osiągać nawet połowę całkowitych kosztów jego wytworzenia.

Jakby tego było mało, najnowsze doniesienia medialne sygnalizują perspektywę braku zaopatrzenia krajowych cementowni w węgiel już w perspektywie kilku tygodni, którego te potrzebują w ilości około pół miliona ton rocznie w celach technologicznych. Tym samym w najbardziej pesymistycznym scenariuszu już niebawem produkcja cementu w Polsce, drugim po Niemczech europejskim jego producencie, może stanąć na dobre, podobnie jak i ruch na wszelkich krajowych budowach.

Tak czy inaczej obecnie głównym czynnikiem przyprawiającym rodzimych producentów materiałów budowlanych o ból głowy, są w praktyce nie do uniknięcia horrendalne wzrosty cen energii z potencjałem rzędu 200 proc. w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. W tym stanie rzeczy bardzo trudno sobie wyobrazić dalszy trwały zjazd krzywej dynamiki cen materiałów budowlanych, choć w obecnych „ciekawych” czasach wszystkie scenariusze, nie wyłączając tych najbardziej nieprawdopodobnych, są jak najbardziej możliwe.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Slim VAT 3 – znaczące zmiany w podatku VAT

Do konsultacji publicznych trafił projekt Slim VAT 3, czyli plan uproszczeń w rozliczeniach tego podatku dla przedsiębiorców. Na czym będą polegać proponowane zmiany?

Wśród nowości przewidywanych w projekcie ma się pojawić nowa definicja „małego podatnika VAT”. Obecnie obejmuje ona osoby, które uzyskały brutto maksymalnie 1,2 mln euro przychodu rocznego. Po zmianach przepisów limit ten ma wynieść 2 mln euro brutto. Dzięki temu status małego podatnika i możliwość kwartalnego rozliczania VAT otrzyma więcej przedsiębiorców.

Split payment – zmiany w przepisach

Zmienią się też zasady korzystania z mechanizmu podzielonej płatności – split payment. Obecnie, gdy przedsiębiorca otrzymuje płatność za fakturę, kwota podatku od towarów i usług trafia na odrębny subrachunek bankowy przeznaczony do rozliczania się z fiskusem. Z tego rachunku można opłacać wyłącznie podatek dochodowy, VAT oraz składki ZUS. Projekt nowej ustawy zakłada możliwość opłacania ze wspomnianego rachunku także podatku handlowego czy cukrowego.

Slim VAT 3 – sankcje

Nowelizacja ma zmienić sankcje dotyczące nieprawidłowości w rozliczaniu podatku VAT. Obecnie sankcje vatowskie bazują na 15, 20 oraz 30% stawkach. Projekt Slim VAT 3 ma je znieść, a w zamian wprowadzić elastyczne przedziały w wysokości do 15%, do 20%. oraz do 30%. W niezmienionej formie będzie natomiast obowiązywać sankcja w wysokości 100% wartości niezapłaconego podatku.

Korekta faktury w walucie obcej

W przypadku korygowania faktur wystawianych w walutach obcych, przedsiębiorca będzie miał obowiązek zastosować przy korekcie ten sam kurs wymiany waluty co przy pierwotnym dokumencie.

Zmiany w WNT

W przypadku wewnątrzwspólnotowych nabyć towarów, podatnicy będą mogli odliczyć podatek VAT od transakcji nawet gdy nie otrzymają od klienta faktury. Dotąd w takiej sytuacji należało naliczyć i opłacić VAT w ciągu 3 miesięcy od zawarcia transakcji, ale nie było możliwości jego odliczenia.

Wiążąca Informacja Stawkowa

Projekt Slim VAT 3 zakłada także zmianę w działaniu Wiążącej Informacji Stawkowej (WIS). To stosunkowo nowa instytucja, która pozwala podatnikowi uzyskać potwierdzenie tego jaką stawkę podatku VAT ma zastosować do transakcji, ze względu na rodzaj świadczonych usług czy sprzedawanych towarów. Slim VAT 3 wprowadzi możliwość wystąpienia o wydanie WIS również w zakresie podatku akcyzowego. Zniesiona zostanie też opłata za uzyskanie takiej informacji (do tej pory było to 40 zł od każdego zapytania).

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Artemis I: powrót człowieka na Księżyc coraz bliżej

29 sierpnia br. planowany jest start misji Artemis I. To jedno z najważniejszych wydarzeń w historii światowego kosmosu od czasu ostatnich misji księżycowych. Celem programu Artemis, w którym bierze udział również Polska, jest długotrwała i zrównoważona eksploracja na orbicie i powierzchni Księżyca, jak również przygotowanie do przyszłej eksploracji Marsa.

Artemis, czyli Artemida była w mitologii greckiej bliźniaczą siostrą Apollo. Dlatego nieprzypadkowo NASA tak nazwała program powrotu człowieka na Księżyc i dalszych misji w stronę Marsa. Pierwszym krokiem na tej drodze jest misja Artemis I.  Jej celem jest przetestowanie kluczowych systemów programu Artemis, w tym rakiety SLS (Space Launch System), najpotężniejszej od czasów wahadłowców oraz statku Orion, który w niedalekiej przyszłości ma zabrać astronautów na Księżyc. Działanie wybranych urządzeń służących ochronie i podtrzymywaniu życia uczestników kolejnych misji zostanie zweryfikowane z użyciem Moonikina – księżycowego manekina o imieniu Campos, umieszczonego w fotelu dowódcy. Campos został nazwany na cześć inżyniera Arturo Camposa, który w znaczący sposób przyczynił się do sukcesu programu Apollo, czyli pierwszego lądowania człowieka na Księżycu. Campos wspierany będzie przez dwa inne manekiny -Helgę i Zohara

Artemis I zakłada lot Oriona wokół Księżyca. Misja będzie trwać kilka tygodni, a kapsuła zbliży się na odległość około 100 km do powierzchni naszego naturalnego satelity.

Jeśli wszystko się uda, to kolejny start w programie Artemis planowany jest na rok 2024. Będzie to już lot załogowy, ale jeszcze bez lądowania na Księżycu. Lot astronautów jest zaplanowany na 2025 rok z udziałem pierwszej kobiety. Jak w przypadku każdego tego typu przedsięwzięcia, ze względu na poziom skomplikowania, konieczność zachowania najwyższych standardów oraz minimalizacji ryzyka, daty rozpoczęcia następnych etapów mogą ulegać przesunięciom.

Przygotowywana do startu misja, podobnie jak cały program Artemis, realizowane są w międzynarodowej kooperacji. Szczególny wymiar ma współpraca NASA z Europejską Agencją Kosmiczną ESA, odpowiedzialną m. in. za moduł serwisowy Oriona. Wśród 20 państw, które są sygnatariuszami Artemis Accords, umożliwiającego aktywny udział w programie, jest także Polska. 26 października 2021 r. prezes POLSA Grzegorz Wrochna podpisał deklarację AA podczas International Astronautical Congress w Dubaju.

Udział Polski w programie Artemis otwiera nowe pole dla rozwoju rodzimego sektora kosmicznego. Niezbędne bowiem będzie stworzenie bazy księżycowej, aparatury do jej funkcjonowania oraz zapewniającej warunki do przebywania w niej ludzi. Polski sektor kosmiczny może dostarczyć m.in. instrumenty badawcze, aparaturę pomiarową, elementy robotyki i sterowania, także przy pomocy sztucznej inteligencji. Szczególnie potrzebne będą możliwości poszukiwania, pozyskiwania i przetwarzania miejscowych surowców do budowy baz. Będą to początki tzw. górnictwa kosmicznego, które może stać się nową polską specjalnością. Polskie uczelnie już rozpoczynają kształcenie ekspertów w tym zakresie.

Przypomnijmy: Program Apollo, w ramach którego łącznie 12 osób postawiło stopę na srebrnym globie, zakończył się w 1972 r. Od tego czasu badania Srebrnego Globu  odbywały się z użyciem orbiterów, próbników czy łazików, a fizyczna obecność człowieka w przestrzeni kosmicznej ograniczała się do niskiej orbity okołoziemskiej, czego przykładem jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ISS. Po blisko pięciu dekadach, stworzono koncepcję i przystąpiono do realizacji powrotu do lotów załogowych na Księżyc w ramach programu Artemis.

Co dalej ze stopami procentowymi w USA?

Jeszcze wczoraj rynki spodziewały się przyspieszenia wzrostu stóp procentowych. Dzisiaj z kolei po wczorajszym odczycie w sprawie inflacji mamy dokładnie odwrotny trend. Na rynkach się dzieje. Dużo.

Ceny w USA spowalniają

Po ostatnim posiedzeniu FED, na którym podniesiono stopy procentowe o 0,75%, optymizm względem dalszych podwyżek wyraźnie opadł. To właśnie dlatego dolar znajdował się przez pewien czas w odwrocie. W kolejnych dniach jednak oczekiwania zaczęły wracać na poprzednie tory. Obecnie jest już ponad 68% szans na to, że we wrześniu zobaczymy podwyżkę o 0,5%. Po samej decyzji FED wyraźnie dominowała wersja wzrostu o 0,25%. W efekcie dominującym scenariuszem na koniec roku ponownie jest 3,5%, czyli jeszcze 1% wzrostu. To właśnie te zmiany oczekiwań pomagają dolarowi utrzymywać się blisko poziomu równowagi z euro.

Co na to rynki walutowe?

Skoro dolar nagle nie jest takim fajnym miejscem do inwestowania, jak sądzono, to nie można się dziwić, że kapitał ucieka. W rezultacie byliśmy wczoraj świadkami przepływu kapitału zarówno z USA do Europy widocznego na parze EURUSD, jak i do Azji, gdzie dużo się działo przynajmniej na USDJPY. Konsekwencją było chociażby wyraźne umocnienie się polskiej waluty. Wczoraj niespodziewanie nie tylko euro spadło poniżej poziomu 4,70 zł, ale dotarło aż do 4,67 zł. Jest to najniższy poziom od końca czerwca. Słabsze wiadomości mamy niestety dla kredytobiorców frankowych. Spadki na franku nie były tak imponujące, bo sam frank szwajcarski postanowił zameldować się wczoraj na jednych z najsilniejszych poziomów w historii względem euro.

Ewakuacja Krymu

Jeszcze wczoraj wydawało się, że wiadomością dnia będzie ostrzelanie rosyjskich celów militarnych na Krymie. Spowodowało to niesamowitą panikę wśród zwyczajowo odpoczywających tam Rosjan. Okazuje się, że plażowanie na okupowanych terenach, podczas gdy próbuje się zająć militarnie kolejne, to nie jest przepis na spokojne wakacje. Obrazki w mediach bardzo przemawiały do wyobraźni. Wielokilometrowe korki na wyjeździe podczas ewakuacji to tylko wisienka na torcie. Wpływ tych wydarzeń na rynki został jednak nakryty przez dane o inflacji w USA.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zaostrzanie nadzoru nad firmami w zakresie rejestrowania sprzedaży

Ministerstwo Finansów wciąż pracuje nad zmianami prawa, które zabezpieczą źródła wpływów podatkowych Skarbu Państwa. Solą w oku fiskusa zawsze była działalność niedokumentowana fakturą czy paragonem sprzedaży. Proponowane zmiany dotyczą głównie fiskalizacji sprzedaży przy użyciu kas w urządzeniach do automatycznego świadczenia usług i sprzedaży towarów. Do nowych przepisów będą musiały dostosować się kolejne grupy przedsiębiorców.

Gąszcz przepisów

Przedsiębiorcy nie mają w Polsce łatwego życia, zwłaszcza biorąc pod uwagę zmienność prawa i sposób jego nowelizacji. W efekcie niezmiernie trudno ustalić, które akty prawne obowiązują, a które nie. Opublikowany 11 kwietnia projekt rozporządzenia Ministra Finansów zmieniającego rozporządzenie kas rejestrujących z dnia 22 marca 2022 r. dostosowuje przepisy do zmian wynikających z projektu rozporządzenia Ministra Rozwoju i Technologii zmieniającego rozporządzenie w sprawie wymagań technicznych dla kas rejestrujących i ma związek z objęciem bezwzględnym obowiązkiem prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących przy świadczeniu usług myjni samochodowych, a w szczególności świadczenia usług przy użyciu kas umieszczonych w urządzeniach do automatycznego świadczenia tych usług. Jednak nowelizacja będzie mogła znaleźć zastosowanie do wszystkich kas bezobsługowych, czyli urządzeń przyjmujących należność i wydających towar lub świadczących usługę.

Ewidencja bez konieczności drukowania paragonu

Nowe przepisy mają umożliwić ewidencjonowanie sprzedaży bezobsługowymi kasami rejestrującymi bez potrzeby drukowania dokumentów fiskalnych. Wystarczającym będzie utworzenie zapisu w pamięci urządzenia. Nabywca będzie musiał mieć jednak zapewnioną możliwość zapoznania się z danymi dotyczącymi sprzedaży, której jest stroną, poprzez ich wyświetlenie na urządzeniu rejestrującym. Jeśli jednak dokument w wersji papierowej okaże się potrzebny, wystarczy jego wydruk.

Szerszy katalog czynności fiskalizacji

W celu ujednolicenia regulacji dotyczących wymagań technicznych dla kas rejestrujących typu online, zostanie rozszerzony katalog czynności fiskalizacji. Zgodnie z § 13 pkt 1 rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie kas rejestrujących, przed rozpoczęciem prowadzenia ewidencji przy użyciu kas online podatnik dokonuje fiskalizacji przy pomocy serwisanta, zapewniając połączenie umożliwiające przesyłanie danych między kasą a Centralnym Repozytorium Kas. Przepis § 13 pkt 3 wskazuje czynności fiskalizacji, takie jak:

przesłanie klucza publicznego kasy, zgłoszenie żądania fiskalizacji, czy wystawienie raportu fiskalnego. Nowelizacja doda kolejną czynność – przesłanie sumy kontrolnej programu pracy kasy oraz nazwy i numeru wersji programu pracy kasy.

Na krótszym łańcuchu

Ministerstwo Finansów intensywnie pracuje nad zmianami przepisów zaostrzających zasady prowadzenia działalności gospodarczej. Obok omawianych przepisów Polski Ład, czyli ustawa z dnia 29 października 2021 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2021, poz. 2105, ze zm.) dała urzędnikom nowe narzędzie do nadzorowania i dyscyplinowania przedsiębiorców – nabycie sprawdzające. Od 1 stycznia 2022 r. urzędnik zatrudniony w jednostce organizacyjnej KAS, wykonujący czynności służbowe w urzędzie skarbowym lub urzędzie celno-skarbowym wraz z podległymi oddziałami celnymi lub funkcjonariusz Służby Celno-Skarbowej, pełniący służbę w urzędzie celno-skarbowym lub podległym oddziale celnym, może dokonać nabycia towaru lub usługi od przedsiębiorcy celem skontrolowania, czy prawidłowo ewidencjonuje sprzedaż przy zastosowaniu kasy rejestrującej i czy wydaje paragon nabywcy. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości kontrolujący sporządzi protokół, w oparciu o który naczelnik właściwego urzędu zdecyduje o wszczęciu u sprzedającego kontroli lub postępowania podatkowego.

To nie koniec zaostrzania nadzoru nad działalnością firm w zakresie rejestrowania przez nie sprzedaży. Minister Finansów 13 kwietnia 2022 r. zaproponował kolejną zmianę regulacji dotyczących ścigania wykroczeń skarbowych. Zaprojektował przepisy, mocą których grzywny w drodze mandatu karnego za nieewidencjonowanie obrotu, w szczególności w postaci sprzedaży z pominięciem kasy rejestrującej, albo niewydania paragonu, będą mogli nakładać urzędnicy Inspekcji Handlowej, a nawet strażnicy miejscy (lub gminni). W celu ścigania tych wykroczeń strażnicy i inspektorzy będą mogli w miejscach publicznych obserwować i rejestrować obraz przy użyciu środków technicznych. Zaostrzone zostaną również kary. Za nieujęcie sprzedaży napojów alkoholowych w kasie rejestrującej, czy też za niewystawienie lub niewydanie paragonu kolejny raz (czyli w warunkach recydywy), przedsiębiorcy zostanie odebrane zezwolenie na handel alkoholem.

Podsumowanie

Dostosowywanie działalności gospodarczej do wciąż zmieniających się regulacji i wymogów stanowi dla przedsiębiorców spore wyzwanie. Zwłaszcza, że praktyką w polskim prawie stało się wprowadzanie poprawek do poprawek, w konsekwencji czego dochodzi do takich tworów, jak „rozporządzenie zmieniające rozporządzenie dostosowujące do zmian rozporządzenia

zmieniającego”. Właścicielom myjni samochodowych warto przypomnieć, że 23 maja Ministerstwo Finansów poinformowało, iż termin obowiązkowego ewidencjonowania sprzedaży na kasach rejestrujących przesunięto do 1 października 2022 roku.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor Biura Rachunkowego SCS należącego do Grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Przedwczesny inflacyjny optymizm i obniżka dolara

Dane o inflacji w USA są obecnie najważniejszą publikacją makroekonomiczną w miesiącu. Rynki bardzo liczyły na spadek inflacji, a ten był większy od oczekiwań. Nic więc dziwnego, że przyjęto go z dużym optymizmem.

Inflacja w USA spadła do 8,5% w lipcu z 9,1% w czerwcu, kiedy to była najwyższa od ponad 40 lat. W ujęciu miesięcznym ceny nie wzrosły, a prezydent Joe Biden powiedział, że inflacji już nie ma, co spotkało się z licznymi zasłużenie sarkastycznymi komentarzami. Przesłanek spadków inflacji było trochę, przede wszystkim spadek cen ropy o dobre 30 dolarów za baryłkę w ciągu zaledwie miesiąca. Jednak także badania firm pokazały, że po okresie sygnalizowania bardzo silnej presji cenowej, ta nieco odpuszcza. Jednak to, co naprawdę ucieszyło rynki to brak wzrostu inflacji bazowej – po wyłączeniu cen energii i żywności. Pozostała ona na poziomie 5,9%, podczas gdy spodziewano się wzrostu do 6,1%. To umocniło rynki w przekonaniu, że Fed niebawem zmieni podejście w polityce pieniężnej i będzie zmierzać do końca cyklu podwyżek stóp procentowych. To zaś osłabiło dolara, a indeksy giełdowe wysłało w górę do poziomów niewidzianych od tygodni.

Jednak optymizm rynków może okazać się przedwczesny. Przedstawiciele Fed od razu zasugerowali, że publikacja danych niewiele zmienia w ich optyce i etap walki z inflacją jest daleki od zakończenia. Faktycznie, bliższe przyjrzenie się inflacji bazowej pokazuje, że jej korzystny odczyt to w dużej mierze efekt “przeniknięcia” mocnego spadku cen energii do bazowych kategorii takich jak transport i rekreacja (poprzez bilety lotnicze), a także spadek cen używanych samochodów (który może być faktyczny, ale może być też jedynie szumem w bardzo zmiennych danych). Paradoks polega na tym, że przy nadal bardzo silnym rynku pracy zbyt wczesny pivot (czyli zmiana kierunku w polityce) utrwali tendencje inflacyjne i znakomicie utrudni powrót inflacji do celu. Oczywiście Fed jest pod presją, zarówno rynkową jak i polityczną (jesienią mamy wybory uzupełniające do Kongresu), więc niczego wykluczyć nie można. Jeśli jednak wierzyć słowom Jerome’a Powella z konferencji i kolejnych przedstawicieli z ostatnich wystąpień (w tym takich gołębi, jak Charles Evans czy Neel Kashkari), rynek obecnie obiecuje sobie zbyt wiele.

Globalny optymizm udzielił się złotemu, pomimo braku krajowych czynników, które mogłyby naszą walutę wspierać (szczególnie należy tu wymienić ekspansywną politykę fiskalną oraz nowe spięcie z Brukselą). Można by powiedzieć “chwilo trwaj”, ale ta chwila to efekt odbicia na parze EURUSD, gdzie trend nadal jest wyraźnie spadkowy. O 10:25 euro kosztuje 4,6776 złotego, dolar 4,5287 złotego, frank 4,8163 złotego, zaś funt 5,5419 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, główny analityk XTB           

Państwo pomoże gminom wykupić dawne mieszkania zakładowe

Rozwiązujemy ponad 30-letni problem najemców byłych mieszkań pracowniczych – deklaruje Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Szef tego resortu Waldemar Buda zapowiedział podwyższenie z 50% do 95% dofinansowanie dla gmin na wykup mieszkań w byłych zakładowych, a obecnie prywatnych czynszówkach. Portal GetHome.pl przypomina historię procederu sprzedaży tysięcy mieszkań wraz z lokatorami.

Jest szansa, że wreszcie uda się rozwiązać problem, który – zwłaszcza wśród osób dobrze pamiętających czasy PRL zawsze wywoływał emocje i współczucie. Dotyczy on bowiem lokatorów, którzy będąc pracownikami przedsiębiorstw tak naprawdę finansowali budowane przez nie czynszówki – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

W połowie lat 90. w rękach państwowych przedsiębiorstw było aż 1,5 mln mieszkań. Ponieważ stanowiły one dla tych przedsiębiorstw obciążenie, powstała ustawa, która umożliwiała im przekazania mieszkań gminom. Samorządy jednak nie spieszyły się do przejmowania wymagających kosztownych remontów czynszówek. Dla niektórych przedsiębiorstw dużo szybszym i tańszym rozwiązaniem była więc sprzedaż całych budynków z lokatorami. Najwięcej takich transakcji było na Śląsku.

Prawdziwą lawinę protestów wywołała prywatyzacja mieszkań przez Hutę Zabrze. Sprzedała ona za bezcen 106 bloków z ponad 1,8 tys. mieszkań prywatnemu przedsiębiorcy. Lokatorzy dowiedzieli się o transakcji po fakcie. Politycy próbowali potem unieważnić setki tego typu transakcji. W 2000 r. zaczęła obowiązywać ustawa, która miała zmusić prywatnych właścicieli do odsprzedania mieszkań zainteresowanym lokatorom po cenie zakupu, powiększonej o ewentualne poniesione wydatki remontowe. To rozwiązanie zakwestionował jednak Trybunał Konstytucyjny.

Ekspert GetHome.pl zwraca uwagę, że ta ustawa umożliwiała przedsiębiorstwom państwowym sprzedaż mieszkań lokatorom z bonifikatami, które w zależności od stażu pracy lub okresu najmu sięgały nawet 95% ceny. Ponadto przedsiębiorstwa nie mogły już sprzedawać budynków za plecami lokatorów firmom i osobom z zewnątrz. Dopiero w tym momencie ruszyła masowa prywatyzacja, z której w krótkim czasie skorzystały setki tysięcy rodzin pracowniczych. Obecnie w zasobach mieszkaniowych zakładów pracy jest już tylko ok. 63 tys. mieszkań.

Pozostał jednak nierozwiązany problem „sprzedanych” lokatorów. Dopiero w 2015 r. przeforsowano ustawę, która umożliwiła gminom odkupienie byłych zakładowych czynszówek z rąk prywatnych właścicieli. Początkowo gminy miały korzystać z dotacji w wysokości 30% kosztów. Potem zwiększono ją do 50%.Wykres 1 - Mieszkania zakładowe

Rządzący liczyli, że gminy wezmą przykład z Zabrza, gdzie władze miasta zdecydowały się na sukcesywne odkupowanie mieszkań w pohutniczych czynszówkach. W sumie miasto udało się przejąć niespełna 1,1 tys. mieszkań. Pieniądze na tę operację pochodziły z emisji obligacji.

Minister Waldemar Buda poinformował, że w całej Polsce jest jeszcze kilkanaście tysięcy byłych mieszkań zakładowych, które obecnie w prywatnych rękach. Najemcy to często osoby starsze i mniej zamożne, które płacą wysoki czynsz, a nie mogą sobie pozwolić na wykup mieszkania na zasadach rynkowych.

Warto zwrócić uwagę, że po wykupieniu tych mieszkań przez gminy, najemcy będą płacili czynsz niższy od komercyjnego. O ile? To zależy od wielu czynników, m.in. lokalizacji budynku czy jego stanu technicznego. Ponadto lokatorzy zyskają pierwszeństwo w wykupie zajmowanych lokali. – Jednak to czy mieszkania będą im sprzedane i z jaką bonifikatą, zdecydują poszczególne samorządy. Niektóre nie stosują bonifikat, ale są ti takie miasta, w których maksymalne zniżki sięgają 90% – wyjaśnia ekspert GetHome.pl. I podkreśla, że o wykupienie lokalu mogą się starać wyłącznie najemcy bez zaległości czynszowych.

Rosyjska grupa hakerów NoName057(16) atakuje Polskę i Finlandię

Prorosyjscy hakerzy usunęli wiele stron internetowych w Finlandii i Polsce. Grupa NoName057(16), znana dotychczas z ataków typu Distributed Denial of Service (DDoS), poinformowała o atakach na swoim kanale, który ma ponad 14 tys. subskrybentów. Cyberprzestępcy z NoName057(16) wydają się być sprzymierzeni z inną prorosyjską grupą hakerów, Killnet, która stała za ostatnimi atakami na strony na Litwie i Norwegii.

W Polsce grupa zaatakowała wybrane strony rządowe. Polska administracja odpiera ataki, ale eksperci Check Point Research ostrzegają, że mogą się one powtórzyć w przyszłości. Utrzymanie przez Rząd stopnia alarmowego Charlie CRP, jak wydać jest było uzasadnione.

DDoS to kategoria złośliwych cyberataków, które cyberprzestępcy wykorzystują w celu uniemożliwienia dostępu do usług online lub zasobów sieciowych. Ataki DDoS różnią się od konwencjonalnych ataków Denial of Service tym, że pochodzą z wielu źródeł lub adresów IP, takich jak komputery osobiste, serwery i/lub urządzenia IoT.

– Nasz niedawny raport śródroczny nie tylko ujawnił globalny wzrost cyberataków o 42%, ale także ogromny wzrost liczby sponsorowanych i wspieranych przez państwo grup hakerskich. Ostatnio ujawniona działalność grupy NoName057(16) jest częścią szerszego trendu, który obserwujemy od początku konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Firmy ze wszystkich sektorów muszą być świadome zagrożeń, ponieważ cyberprzestępcy mogą mieć cel polityczny, ale ich motywacją jest często wyłudzanie pieniędzy za pomocą oprogramowania ransomware lub innych metod, aby zapewnić sobie środki na finansowanie dalszej działalności – mówi Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Polsce i Europie potrzebne finansowanie na wczesnym etapie

Najświeższe dane Crunchbase potwierdzają potrzebę finansowania early stage szczególnie w Europie. Projekty biznesowe na najwcześniejszym etapie rozwoju mierzą się z tzw. „capital & skill gap”, co skutecznie blokuje rozwój europejskiego ekosystemu startupowego. Podobnie w Polsce, brakuje sprawnego ekosystemu aniołów oraz środków prywatnych wspieranych wiedzą na etapie preseed. Wszystko to zawęża źródła finansowania innowacyjnych startupów, a na pewno utrudnia tworzenie projektów globalnych. Szkoda, ponieważ Polska ma kilka silnych branż, w których się wyróżnia i które na pewno można wyskalować globalnie.

Wg najnowszych danych Crunchbase, finansowanie europejskich start-upów na wszystkich etapach osiągnęło w drugim kwartale 23,7 mld USD, czyli o 38% mniej niż rok wcześniej, kiedy wyniosło rekordowe 38 mld USD. Spadki finansowania dotyczyły w znacznej części start-upów na późnym etapie oraz tzw. „technology growth stage startups”, które obniżyło się o 13 miliardów USD. Najmniejsze spadki dotyczyły wczesnych etapów finansowania. Finansowanie early stage w Europie zmniejszyło się jedynie o 9% rok do roku, osiągając poziom 7,9 mld.

Jak podkreślają analitycy Crunchbase, liczby z 2022 roku są i tak rekordowo wysokie – europejskie inwestycje w startupy rozpoczęte w 2022 r., przeciwstawiały się globalnemu trendowi na rynku VC. Podczas gdy globalne i północnoamerykańskie inwestycje VC w pierwszym kwartale spadały z kwartału na kwartał, w Europie pierwszy kwartał 2022 r. był drugim najsilniejszym kwartałem finansowania na kontynencie od początku 2021 r. Aktywa przeznaczone na fundusze VC w Europie rosły wraz z napływem amerykańskich firm VC rozpoczynających działalność w Europie. Szczególnie Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Szwecja i Holandia – rozwijały się doskonale jako ekosystemy przedsiębiorczości[1].

Finansowanie seedowe potrzebne w Europie

Widzimy, że projekty biznesowe na najwcześniejszym etapie rozwoju mierzą się nie tylko z tzw. „capital gap”, ale także „skill gap”, co skutecznie blokuje szybszy rozwój europejskiego ekosystemu startupowego podkreśla Dariusz Żuk, CEO AIP Seed. Dlatego, w Europie coraz więcej widzimy tzw. proaktywnych seed funds, które przyjmują rolę tzw. „in-house VC”. Ich zadanie nie ogranicza się wyłącznie do zapewnienia kapitału na rozwój, ale wnoszą do rozwoju starup’ów wartość dodaną w postaci dostępu do potrzebnego know-how czy odpowiednich ekspertówpodsumowuje Dariusz Żuk.

Jak podkreślają eksperci AIP Seed, dobrze zorganizowana inwestycja pre-seed wprowadza startupy na pożądany kurs, ponieważ zapewnia strukturę, jasną strategię pozyskiwania funduszy oraz dostęp do sieci kontaktów właściwie od pierwszego dnia.

Wierzymy także, że angel investing działa najlepiej w połączeniu z funduszami, dlatego staramy się współpracować z prywatnymi aniołami właściwie przy każdej transakcji. Daje to jeszcze większą wartość startupom, a jednocześnie pomaga aniołom animować i wkładać więcej prywatnych pieniędzy do ekosystemu tłumaczy Dariusz Żuk.

AIP Seed zwraca także uwagę, że finansowanie pre-seed zakłada od początku ścieżkę, w której founderzy pozyskują możliwie jak najmniejsze rundy na danym etapie, ponieważ z założenia kolejne fundraisingi odbywają się już przy lepszych wycenach. To z kolei pozwala chronić tzw. „capitalization table”, czyli strukturę udziałową w start-upie, jednocześnie wprowadzając przemyślaną strukturę fundraisingu.

Widzimy, że wiele najciekawszych w Europie, spektakularnych dziś projektów zaczynało od właśnie pre-seedu. Mam na myśli chociażby skomplikowane operacyjnie biznesy takie jak: Wolt – firma zaczynała od 500 tys. USD w pierwszej rundzie; czy też np. Bolt – pozyskując 100 tys. USD w pierwszej rundzie. Podobną drogę przechodziły dwa wiodące dziś fintechy. Myślę o Revolucie – zaczynał z pierwszą rundą finansowania na poziomie 500 tys. USD czy Klarnie, która zebrała 60 tys. USD początkowego finansowaniapodsumowuje Dariusz Żuk.

A jak jest u nas?

W Polsce brakuje ciągle dobrego i rozbudowanego ekosystemu wspierającego startupy na początkowym i wczesnym etapie – uważają eksperci AIP Seed.

– W Polsce potrzebny jest sprawny ekosystem aniołów biznesu. Owszem, taki system rozwija się i jest animowany przez funkcjonujące organizacje, nadal jednak podaż prywatnego kapitału jest zbyt mała. Kiedy się to zmieni? Może wówczas, kiedy zacznie się fala „exitów” założycieli pierwszych dużych polskich projektów. Dziś wiele startup’ów rozpoczyna działalność w oparciu o bootstrapping – czyli środki własne, co na pewno spowalnia całą dynamikę rozwoju na początkowym etapiemówi Dariusz Żuk.

Kolejnym wyzwaniem polskiego rynku jest skalowanie projektów oraz szybkie podnoszenie kapitału w  kolejnych rundach VC czy dalej rundach A i B.

– Jednak aby sprawnie przeprowadzić spółkę do finansowania z rundy A i B, musimy sensownie ułożyć ścieżkę finansowania na jak najwcześniejszym etapie. Dlatego, zachęcamy founderów, chcących budować projekty globalne, aby już na starcie pozyskiwali inwestorów, którzy pomogą w przyszłości skutecznie pozyskiwać kapitał. Szczególnie, gdy mówimy o tych przedsiębiorcach, którzy nie mają jeszcze doświadczeń w fundraisingu. Idealny model to znalezienie na samym początku dobrego funduszu wczesnego etapu seedowego i pozyskanie do 1 mln zł. Dobry fundusz na początku to taki, który podpowie, jak wydać środki efektywnie, dobierze merytorycznych koinwestorów oraz pomoże pozyskać kolejną rundę z odpowiednio dobranymi funduszami podkreśla Dariusz Żuk.

Potencjał tworzenia projektów globalnych

Zarówno brak rozbudowanego ekosystemu aniołów, niewielka podaż środków prywatnych na etapie early seed zawężają źródła finansowania innowacyjnych startup’ów w Polsce, a na pewno utrudniają dziś startupom budowę projektów globalnych. Jak zauważają eksperci AIP Seed, Polska ma kilka silnych branż, w których się zdecydowanie wyróżnia i które można wyskalować szerzej. Myślę np. o gamingu czy biotech. Mamy także sporo projektów startupów z różnych branż, które bezpośrednio nawiązują do trendów globalnych i starają się do nich dopasować, co jest najlepszym rozwiązaniem. Polska ma duże kompetencje w marketplace’ach czy w Saas’ach. Kolejne, progresywne branże to: medtech, healthtech czy business automation. Coraz ciekawsze rozwiązania proponują nam Fintechy. To są sektory, które na pewno dalej będą się rozwijać.

Dzisiaj, w czasach kryzysu musimy mocniej zadbać o rynek preseed i inwestycje w tym obszarze, aby projekty za kilkanaście miesięcy były gotowe na odbicie na rynku i wykorzystały swoją szansę. Dostrzegamy także coraz mniejszą atrakcyjność pracy w korporacjach, co powinno się przełożyć na większą skłonność do tworzenia startupów wśród osób z doświadczeniem korporacyjnym i większą podaż ciekawych projektów – podsumowuje Dariusz Żuk.

[1] crunchbase news, Q2 European Startup Funding Drops 38% From A Year Earlier, https://news.crunchbase.com/venture/european-startup-funding-drops-q2-2022-monthly-recap/

Eesti Energia zainwestowała prawie 100 mln euro w II kwartale 2022 r.

Zysk netto Eesti Energia w II kwartale 2022 r. wyniósł 33 mln euro. W tym samym okresie Grupa zainwestowała ponad 98 mln euro, głównie w produkcję energii odnawialnej, konserwację sieci elektrycznych oraz nowe przyłączenia do sieci. Są to największe kwartalne inwestycje Eesti Energia w ostatnich latach.

Misją Eesti Energia jest wspieranie zielonej rewolucji. W najbliższych latach planujemy zainwestować miliardy euro w rozwój przystępnej cenowo i przyjaznej środowisku energii elektrycznej oraz w zwiększanie niezależności energetycznej. Nasze dobre wyniki finansowe pozwolą nam realizować te ambitne plany – tłumaczy Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia.

W latach 2022-2026 Eesti Energia planuje zainwestować blisko 2,5 mld euro, z czego większość w budowę nowych farm wiatrowych i parków słonecznych na wszystkich rynkach, na których Grupa prowadzi działalność.

W II kwartale 2022 r. Eesti Energia zainwestowała prawie 40 mln euro w produkcję energii ze źródeł odnawialnych. Do nowo budowanych elektrowni należą m.in.: farmy wiatrowe Purtse w Estonii, Tolpanvaara w Finlandii, Akmene i Šilale II na Litwie, a także farmy fotowoltaiczne w Zambrowie i Dębniku w Polsce oraz Purtse w Estonii – które łącznie osiągną 258 MW mocy produkcyjnych. Ponadto Enefit Green nabył od Eesti Energia obecnie realizowaną farmę wiatrową Tootsi o mocy 74 MW. Ta nowoczesna inwestycja, która będzie powstawać równolegle z farmą Sopi (o mocy 161 MW), podwoi produkcję energii wiatrowej w Estonii.

Najszybszym i najbardziej opłacalnym wsparciem dla społeczeństwa w czasie kryzysu energetycznego jest elektryfikacja, która umożliwia zastępowanie kopalnych źródeł energii, takich jak paliwa silnikowe w transporcie, czy gaz ziemny w energetyce cieplnej, zieloną energią elektryczną – dodaje Andri Avila.

Eesti Energia jest dynamicznie rozwijającym się dostawcą energii w regionie Morza Bałtyckiego. W II kwartale 2022 r. Grupa zwiększyła sprzedaż energii klientom indywidualnym o jedną piątą na wszystkich rynkach do 2,3 TWh. Największy wzrost sprzedaży odnotowała na Łotwie (+56%). W II kwartale 2022 r. Eesti Energia sprzedała o ponad połowę (58%) energii więcej w Polsce, Finlandii, na Łotwie i Litwie niż na rodzimym rynku w Estonii.

Przychody ze sprzedaży Grupy w II kwartale 2022 r. były wyższe o 73% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego i wyniosły blisko 417 mln euro. W raportowanym okresie EBITDA wzrosła 2,5-krotnie, do prawie 80 mln euro. Zysk netto wyniósł ponad 33 mln euro, czyli prawie 3-krotnie więcej w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.

Druk wielkoformatowy — wszystko, co trzeba o nim wiedzieć

W marketingu liczy się trafność przekazywania informacji i skuteczność na szeroką skalę, dlatego coraz częściej duże firmy decydują się na reklamy o dużym formacie. Jednak billboardy i banery to zadanie dla profesjonalistów, którzy przy wykorzystaniu specjalnych maszyn drukarskich są w stanie zaoferować klientom gotowe produkty reklamowe.

Takim niekwestionowanym profesjonalistą jest z pewnością SigmaDruk — drukarnia oferująca specjalistyczne usługi druku wielkoformatowego w postaci banerów, billboardów, tablic reklamowych i wielu innych popularnych nośników reklamy.

druk offsetowy

Czym jest druk wielkoformatowy?

Druk wielkoformatowy to nowoczesna forma poligrafii, czyli przenoszenia obrazu cyfrowego na papier lub inny materiał. Ściślej mówiąc — jest to proces nanoszenia tuszu przez drukarkę wieloformatową na materiał o dużych rozmiarach. 

Dziedzina ta już jest bardzo rozwinięta, ale nadal się doskonali, przez co rynek drukarski ma klientom wiele do zaproponowania. Druk cyfrowy to narzędzie, bez którego trudno byłoby się obejść w dzisiejszym świecie, dlatego usługi drukarni wielkoformatowych są wysoce cenione. 

Rodzaje druku wielkoformatowego

Druk drukowi nierówny, a to dlatego, że do produkcji form drukowanych wykorzystuje się różne techniki. Każda z nich charakteryzuje się czymś innym, przez co łatwo dostosować je do konkretnego projektu. A oto rodzaje druku wielkoformatowego:

  • Druk solwentowy — inaczej zwany twardym solwentem (z ang. hard solvent); jest to technika, która daje najtrwalsze połączenie barwników z materiałem. Na podkład nakładana jest dość duża doza gęstej farby, przez co grafika może mieć gorszą jakość od reklam wykonanych innymi technikami, ale wytrzymałość i odporność na czynniki atmosferyczne zdecydowanie to rekompensuje. Wysoka jakość, a tym samym długa żywotność, pozwala na ekspozycję w trudnych warunkach.
  • Druk ekosolwentowy — po angielsku mild solvent, po polsku zwany także drukiem precyzyjnym; to technika pozwalająca na osiągnięcie lepszej jakości wydruku niż w przypadku klasycznego solwentu, lecz jednocześnie oferująca mniejszą trwałość. Jak sama nazwa wskazuje, jest to technologia sprzyjająca środowisku, pozbawiona toksyn szkodzącym ludziom. Barwnik nanoszony metodą ekosolwentową jest dużo rzadszy, dzięki czemu grafika powstaje w sposób niezwykle precyzyjny. Drukowanie techniką eko stosuje się przede wszystkim tam, gdzie nie wystawia się produktu na trudne warunki pogodowe.
  • Druk UV — ta metoda pozwala drukować na niemal każdym materiale. Wykorzystywany w tej metodzie tusz jest suszony i utrwalany promieniowaniem UV. Potencjał druku wielkoformatowego UV jest praktycznie nieograniczony, gdyż daje możliwość tworzenia grafik nawet na drzwiach czy lampach. Warto dodać, że reklama wykonana tą techniką jest niezwykle odporna, więc z sukcesem można ją stosować zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.
  • Druk lateksowy — to sposób na drukowanie w wersji ekologicznej, gdyż do produkcji stosuje się lateks i wodę, bez toksycznych rozpuszczalników. Po odparowaniu wody z tuszu na papierze pozostaje już sam pigment. Brak szkodliwych substancji pozwala na umieszczanie plakatów lub tablic w zamkniętych miejscach użyteczności publicznej. 

druk wielkoformatowy

Zastosowanie druku wielkoformatowego

Druk wielkoformatowy z powodzeniem wykorzystywany jest w szeroko pojętym marketingu, ponieważ daje sporo możliwości. Każdy z nas codziennie mija przynajmniej kilka reklam w różnych formach i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Czym więc może być reklama z wykorzystaniem druku wielkoformatowego? Poniżej prezentujemy kilka najbardziej popularnych nośników.

  • Tablice reklamowe to jedne z najpopularniejszych rozwiązań wśród przedsiębiorców. Tablice mogą być wolnostojące (przytwierdzone do stelaża) lub przymocowane do ściany czy dachu. Rozmiar może być dowolny, dzięki czemu nadają się także do zamkniętych przestrzeni. W zależności od tego, czy mają znajdować się na zewnątrz, czy wewnątrz budynku montuje się je na spienionym PCV lub plexi.
  • Banery reklamowe — wykorzystanie banerów to kolejne bardzo powszechne zjawisko i to nie tylko w reklamie — popyt na banery zwiększa się m.in. przed wyborami. Tego typu reklamy czy kampanie umieszczane są najczęściej na budynkach, płotach i ogrodzeniach.
  • Billboardy — cechą charakterystyczną billboardów jest to, że ich rozmiary są naprawdę duże. Oczywiście dokładne wymiary dostosowuje się do życzeń klienta, jednak cechą charakterystyczną tej formy reklamy jest właśnie wielkość — to ona ma przyciągać wzrok i sprawić, by prezentowana treść była zauważona. Zazwyczaj widzimy je, jadąc autostradą lub obwodnicą dużego miasta.
  • Plakaty niektórym kojarzą się z młodzieżowymi gazetkami i zdjęciami idoli sprzed lat, ale to jest właśnie największa zaleta plakatów — dobrze się kojarzą. Te pozornie banalne plansze mogą wydawać się kompletnie nieużyteczne, podczas gdy jest dokładnie na odwrót. Plakaty możesz powiesić wszędzie (i w dużej liczbie), co zwiększa szansę na zobaczenie treści przez przechodniów,
  • Folie samoprzylepne — samoprzylepnych folii używa się głównie do oklejania witryn sklepowych. Tego rodzaju wydruki wielkoformatowe są świetnym sposobem na przedstawienie oferty na dużej powierzchni i, co istotne, nie blokują przy tym dostępu światła.
  • Rollupy — składają się z prostokątnych wydruków na stojakach; są to konstrukcje raczej średnich wielkości, dlatego też nadają się na różnego rodzaju konferencje i targi. Korzystanie z rollupów jest niezwykle wygodne, ponieważ jest to produkt mobilny — po zwinięciu łatwo je przenieść i schować do bagażnika czy szafy.

Wydruki wielkoformatowe jako klucz do sukcesu 

O druku wielkoformatowym można mówić w zasadzie w samych superlatywach. Usługi, jakie oferują nam dziś drukarnie wielkoformatowe to sprawdzone sposoby na przyciągnięcie uwagi konsumenta. Niezależnie od branży i potrzeb druk wielkoformatowy to jednocześnie najprostsza i najefektywniejsza forma wpłynięcia na klienta. Jakościowe materiały, solidna drukarnia wielkoformatowa i dobry projekt to klucz do sukcesu!plakaty jako reklama zewnetrzna

Pozycjonowanie w Warszawie – po co jest potrzebne twojemu biznesowi?

W przypadku każdego biznesu z potencjałem do rozwoju w sieci obszar pozycjonowania nie stanowi dodatkowej aktywności, a raczej konieczność warunkującą obecność w świadomości klientów. Czym jest pozycjonowanie lokalne i dlaczego warto na nie postawić?

Lokalne pozycjonowanie – to jakie?

Lokalne pozycjonowanie stanowi jeden z najważniejszych elementów procesu pozycjonowania strony internetowej. Jak dobrze wiadomo, każdy przedsiębiorca ma do dyspozycji szereg metod wypromowania swojej marki. Niektórzy bazują na prostych słowach kluczach związanych bezpośrednio ze specyfiką działalności. Inni z kolei za pośrednictwem fraz długiego ogona stawiają na nieco mniejsze, ale znacznie skuteczniejsze pozycjonowanie pod precyzyjną frazę kluczową. Jeszcze inni starają się wzmocnić przekaz i spopularyzować swój biznes w konkretnym regionie lub lokalizacji. Tym właśnie jest pozycjonowanie lokalne.

Pozycjonowanie lokalne polega w głównej mierze na tym, by wraz z frazą określającą przedmiot naszej działalności, realizowanych usług czy sprzedawanych towarów, dodać konkretną lokalizację, uwzględniając miasto, dzielnicę lub region, w którym najbardziej chcemy być zauważeni. A zatem fraza taka jak pozycjonowanie warszawa będzie miało znacznie lepszy wydźwięk i pokaże użytkownikowi o wiele bardziej precyzyjne wyniki niż zwykłe wpisanie frazy „pozycjonowanie”

Dlaczego warto pozycjonować lokalnie swój biznes?

Powodów do wdrożenia pozycjonowania lokalnego w swoim biznesie jest wiele. Przede wszystkim wynik, który ukazuje się użytkownikowi po wpisaniu określonego hasła wzbogaconego nazwą miejscowości dodatkowo, pokazuje dodatkowo mapę oraz listę wizytówek. To dodatkowe wzmocnienie reklamy i zwiększenie zaufania klienta do naszej marki, jako wiarygodnej i obecnej w wynikach wyszukiwania.

Dodatkowo wiele osób zamiast używania prostych fraz kluczowych szuka dalece bardziej precyzyjnych wyników, a w tym pomaga właśnie uwzględnienie nazwy miasta lub regionu w zapytaniu. Dotyczy to nie tylko lokalnych mieszkańców poszukujących danych usług, ale także turystów i podróżujących, którzy nie są obeznani w tutejszym rynku i starają się znaleźć odpowiednią firmę. 

Gdzie lepiej zamówić pozycjonowanie w Warszawie?

Proces pozycjonowania to niezwykle trudny i wielowymiarowy proces, który polega na ciągłym dbaniu o wiele aspektów widoczności naszej strony. Nie mówimy tu tylko o projektowaniu słów kluczowych, ale też o dbaniu o unikalność treści, o optymalizację techniczną strony czy o odpowiednią strategię link-buildingową. To wszystko w obliczu niespotykanej dotąd konkurencyjności może okazać się wyzwaniem nie do zrealizowania na własną rękę. 

Czytaj tutaj, by dowiedzieć się, na czym dokładnie polega pozycjonowanie lokalne i przekonaj się, że w wielu przypadkach bez pomocy wyspecjalizowanej agencji ciężko nam będzie osiągnąć dobre wyniki, nawet po kilku miesiącach. Dlaczego to właśnie wsparcie profesjonalistów jest najlepszym rozwiązaniem, jeśli chcemy zadbać o dobrą widoczność w sieci? Przede wszystkim agencja SEO dysponuje nowoczesnymi narzędziami wspomagającymi procesy pozycjonowania. Wszystko jest w rękach ekspertów, którzy od wielu lat zajmują się tym właśnie obszarem i doskonale orientują się w najnowszych trendach oraz zasadach, które niekoniecznie są znane laikom. 

Pozycjonowanie to w dzisiejszych czasach jeden z najistotniejszych elementów strategii marketingowej każdej firmy. Jeśli nie chcemy przegapić swojej chwili na zyskanie przewagi, warto zająć się pozycjonowaniem lokalnym już dzisiaj. 

Czy złoty będzie się osłabiał?

Już obecnie złoty stracił około 10-15 groszy – ale może dalej słabnąć, jeżeli bank centralny będzie wciąż mówił o bliskim końcu podwyżek stóp. Z kolei słaby złoty może zmusić bank centralny do dalszych podwyżek. Bank centralny nie może dopuścić do dużego osłabienia złotego – bo to tylko podniesie inflację. Dlatego prawdopodobne jest, że będzie zmuszony kontynuować podwyżki stóp procentowych nawet w warunkach pojawiającego się spowolnienia gospodarczego – właśnie po to, by zapobiec większemu osłabieniu złotego.

– W krótkim czasie pojawiły się 3-4 ryzyka, które sugerują, że mocny złoty jest nie do utrzymania. Nasz bank centralny był dotychczas jastrzębio nastawiony i mówił o podwyżkach stóp. A od ostatniego posiedzenia sygnalizuje, że podwyżek zostało już niewiele – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Po drugie, nierównowaga gospodarcza w Polsce jest coraz bardziej ewidentna. Jednym dowodem na to jest wysoka inflacja, ale drugim jest szybki wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących. Rok temu mieliśmy nadwyżkę 3% PKB. Dzisiaj mamy deficyt 3% PKB i ten deficyt może wzrosnąć do 5 lub nawet 6%. Po trzecie szanse na szybkie wypłaty z KPO spadają. To oznacza, że złoty będzie dalej słabnąć – prognozuje Benecki.

Nowe technologie postrzegane jako szansa na rozwój zawodowy

Z badań realizowanych na zlecenie Ricoh wynika, że nowe technologie są coraz częściej postrzegane są przez pracowników biurowych jako szansa na rozwój w pracy oraz zdobywanie nowych kompetencji. Aż 75% badanych uważa, że postęp technologiczny i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań będą kreowały nowe szanse zawodowe. W 2020 r. liczba respondentów, którzy tak pozytywnie postrzegała wprowadzanie nowych rozwiązań była niższa aż o 19%.

73% badanych ufa, że ich pracodawcy inwestują w technologie, które będą wymagane
w przyszłości. Jeśli chodzi o to, jakie nowe rozwiązania będą wykorzystywane w ciągu najbliższych 5 lat to 34% wskazuje robotyzację i Sztuczną Inteligencję.

“Nie można nie zauważyć związku między mądrymi inwestycjami w nowe rozwiązania technologiczne a budowaniem bezpiecznej przyszłości firmy. Szczególnie że unowocześnianie firmy ma ogromne znaczenie dla pracowników i kształtowania ich pozytywnego doświadczenia. Firmy, które będą w stanie stworzyć najlepsze warunki do pracy” – powiedziała Nicola Downing, CEO, Ricoh Europe.

O badaniu

Badanie przeprowadzono na grupie badawczej 3 000 pracowników biurowych z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Niemiec, Niderlandów oraz Hiszpanii.

Ładowanie „elektryków” największym wyzwaniem na najbliższe lata

Ponad dwukrotnie w ciągu zaledwie 3 lat zwiększyła się liczba samochodów elektrycznych przypadających na 1 punkt ładowania w Polsce. Jeżeli elektromobilność ma się rozwinąć na masową skalę, rozbudowa infrastruktury musi przyspieszyć.

14 lipca 2021 roku Komisja Europejska opublikowała pakiet regulacyjny „Fit for 55” stawiając w ten sposób kolejny ważny krok w kierunku ambitnej dekarbonizacji gospodarki i dążenia do neutralności gospodarczej. Dla transportu drogowego i elektromobilności jednym z najistotniejszych aspektów pakietu to rozporządzenie o wdrożeniu infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR), które jest krokiem milowych w rozwoju zeroemisyjnego transportu drogowego, z dużym naciskiem na elektromobilność.

Ogromnym wyzwaniem jest odpowiedź na potrzeby tak szybko rozwijającego się rynku samochodów elektrycznych (621% w latach 2018-2021). Eleport od ponad 6 lat rozwija sieć ładowania w wielu krajach i korzysta z najlepszych praktyk, aby budować publiczne stacje ładowania odpowiadające potrzebom rynku w zakresie szybkości ładowania i optymalnego umiejscowienia stacji ładowania – powiedział Janusz Grądzki, CEO Eleport w Polsce. – Plan rozwoju sieci ładowania jest niezbędnym elementem rozwoju całej elektromobilności. Raport Polish EV Outlook z 2022 r. przedstawił wzrost stacji publicznych z 1,8 tys. w 2019 roku, do 5,5 tys. w 2022 roku (200% więcej) oraz plan na 2025. 41,9 tys. stacji ładowania pojazdów elektrycznych powinniśmy mieć w Polsce za 3 lata. To jest ogromne wyzwanie dla nas jako dla Eleport, ale również naszych partnerów z branży. Wierzymy, że wspólnie jesteśmy w stanie zbudować na tyle rozbudowaną sieć ładowania w Polsce, dzięki czemu rozwój elektromobilności będzie jeszcze szybszy! Sieć ładowania rozwijamy również w krajach nadbałtyckich, w Czechach i na Słowacji. Dzięki budowie infrastruktury w oparciu o sprawdzone rozwiązania oraz własnemu oprogramowaniu, jesteśmy w stanie zapewnić holistyczne rozwiązania dla wielu segmentów rynku – dodał Janusz Grądzki.

Ambicje AFIR widać wyraźnie w zestawieniu krajowej elektromobilności i infrastruktury ładowania. Polska ma w tym momencie 52 881 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym, w tym 24 748 bateryjnych EV oraz 2293 ogólnodostępnych stacji ładowania EV – wynika z Licznika Elektromobilności przygotowywanego przez PZPM i PSPA. Moc zainstalowana w ramach ogólnodostępnej infrastruktury ładowania AC i DC, to 77 MW. Sieć bazowa w ramach TEN-T ma w Polsce 7501 km. Tylko 11% infrastruktury znajduje się w obrębie tej sieci.

– Fakt, że mamy do czynienia z rozporządzeniem ma bezpośrednią implementację i powoduje, że cele w nim zawarte są bezwzględnie wiążące dla Państw Członkowskich. AFIR będzie wymagał wielkiego wysiłku i nakładów od wszystkich podmiotów w ramach łańcucha wartości elektromobilności i decydentów. Dla przykładu, mamy obecnie 77 MW mocy bazowej w sieci ładowania EV, a przy nawet najmniej ambitnej wersji proponowanych przepisów będziemy dla pojazdów osobowych potrzebowali 435,8 MW. Należy też zaznaczyć, że moc ta powinna w myśl całego pakietu Fit for 55 i kierunku myślenia UE, być oparta na OZE, czyli odnawialnych źródłach energii – powiedział Aleksander Rajch, Dyrektor ds. Relacji Zewnętrznych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Według prognoz PSPA zapotrzebowanie przyrostu mocy bazowej w polskiej sieci na 2025 rok, na podstawie najbardziej ambitnej wersji AFIR, musi zwiększyć się do poziomu 762,2 MW uwzględniając tylko pojazdy typu BEV (wraz z PHEV byłoby to 1166,7 MW). W zakresie stacji ładowania, obecnie najbardziej ambitne rozważania dotyczące AFIRu wskazują na obowiązek uruchomienia 379 stacji ładowania dla pojazdów lekkich dostawczych i ciężkich (obecnie jest 211) w ramach TEN-T, ale o mocy 406 MW w 2025 roku przy obecnej 19,7 MW w tym samym segmencie.

Wyzwania dotyczące rozbudowy infrastruktury już teraz są ambitne. Jeszcze dwa-trzy lata temu prognozowano, że w 2022 r. liczba pojazdów przypadającą na jedną ładowarkę będzie wynosić 11. Realizacja i szybki rozwój tego segmentu jasno wskazuje, że ta liczba zwiększyła się do ponad 20 już teraz, a w przyszłości będzie tylko rosła. W efekcie można wprost mówić, że infrastruktura ładowania pojazdów zaczyna nie nadążać za tempem sprzedaży zeroemisyjnych samochodów. Z tego względu podczas Kongresu Nowej Mobilności rynkowi eksperci poszukają odpowiedzi na pytania związane z infrastrukturą ładowania pojazdów elektrycznych. Będzie to też niepowtarzalna okazja na zaprezentowanie najlepszych praktyk z krajów, w których infrastruktura rozwija się znacznie szybciej niż w Polsce – podkreślił Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Produkcja przemysłowa: tylko 1 na 4 firmy znajduje odpowiedniego pracownika

Produkcja przemysłowa znajduje się w czołówce branż z największym niedoborem talentów. Na trudności w zatrudnieniu odpowiedniego kandydata wskazuje 75% przedsiębiorstw tego sektora – to dane płynące z raportu ManpowerGroup. Szczególnie duże braki widoczne są wśród pracowników produkcyjnych, o czym mówi 45% przebadanych firm tej branży. Odczuwalny jest także niedobór specjalistów IT i analizy danych (33%). Pracodawcy wskazali również kompetencje miękkie najtrudniejsze do pozyskania wśród kandydatów. Są nimi między innymi umiejętność rozwiązywania problemów czy analizy i krytycznego myślenia.

Wnioski płynące z najnowszego raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów” wskazują, że 75% firm branży produkcji przemysłowej ma wyzwania z obsadzeniem miejsc pracy nowymi pracownikami. To więcej, niż średnia dla całego kraju, która wynosi 70%. Firmy najczęściej wskazywały trudności w zrekrutowaniu pracowników produkcyjnych, co zasygnalizowała niemal połowa badanych organizacji sektora produkcji przemysłowej (45%). Równie wysoko wśród poszukiwanych przez branżę talentów znalazły się osoby specjalizujące się w IT i analizie danych (33%), a także operacjach i logistyce (25%). Niemal jeden na czterech pracodawców produkcyjnych mówi o niedoborze kandydatów zajmujących się HR (23%), a co piąty wskazuje trudności w obsadzeniu stanowisk specjalistami sprzedaży i marketingu (20%).
tylko 1 na 4 firmy znajduje odpowiedniego pracownika

– Obecna sytuacja na rynku stawia przed branżą produkcyjną spore wyzwania. Najnowszy raport ManpowerGroup wskazuje, że prawie ośmiu na dziesięciu pracodawców z branży produkcyjnej zmaga się z zatrudnieniem niezbędnej liczby pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Niestety, w związku z globalnym zakłóceniem łańcucha dostaw, obserwujemy dynamicznie zmieniający się rynek ofert pracy. Firmy działają w oparciu o plany krótkoterminowe, które wymagają jeszcze większej elastyczności i szybszego reagowania na zmiany w zapotrzebowaniu klientów. Obecnie największym wyzwaniem w branży produkcyjnej jest pozyskanie do pracy mężczyzn. Wojna spowodowała odpływ doświadczonych pracowników, skończył się również tak potrzebny obecnie napływ rąk do pracy. W związku z wysokim zapotrzebowaniem na nowe zasoby kadrowe odczuwalna jest konkurencyjność ofert wśród pracodawców. Firmy decydują się na wprowadzanie ponownej rewizji wynagrodzeń, dodatkowych benefitów czy systemów premiowania – mówi Anna Litwińska, dyrektor linii biznesowej w Manpower.

Jak dodaje ekspertka, przez wysoki niedobór pracowników o pożądanych kompetencjach i wysoką konkurencyjność wśród pracodawców, firmy modyfikują stanowiska pracy oraz otwierają się na zatrudnienie osób spoza Europy. – Obserwujemy wzmożone zainteresowanie pracownikami z takich rynków jak Kazachstan, kraje Azji czy Afryki, które do tej pory były w mniejszym stopniu brane pod uwagę podczas planowania rekrutacji. W skutek wojny, polski rynek rekrutacyjny zasiliła duża liczba pań zza wschodniej granicy, jednak znacznej liczbie polskich pracodawców z sektora produkcji wciąż nie udało się dostosować miejsc pracy dla kobiet. Obecny rynek pracy generuje potrzebę zarówno pozyskania kandydata, jak i pomoc w rozwijaniu i zdobywaniu nowych kompetencji obecnych pracowników. Widoczny jest wzrost zainteresowania programami reskillingowymi i upskillingowymi, mającymi na celu podniesienie kompetencji lub pomoc w zmianie zakresu specjalizacji pracownika. Klienci widzą potrzebę rozwijania umiejętności zatrudnionych osób, chętnie przyłączają się do profesjonalnego zaplanowania ścieżki kariery swoich zespołów, co za tym idzie wzbogacają swoją ofertę kierowaną do kandydatów. Ten trend będzie nam towarzyszył w kolejnych miesiącach – dodaje ekspertka.
tylko 1 na 4 firmy znajduje odpowiedniego pracownika 2

Wyzwaniem jest także pozyskanie pracowników wykazujących się pożądanymi kompetencjami miękkimi. Wśród najtrudniejszych do pozyskania przez firmy branży produkcji przemysłowej cech kandydatów znalazły się umiejętność rozwiązywania problemów (37%) oraz analizy i krytycznego myślenia (35%). Brakuje także osób rzetelnych i zdyscyplinowanych (32%). Pracodawcy odczuwają trudność z zatrudnieniem pracowników szybko adaptujących się do zmian oraz odpornych na stres (27%) i z umiejętnością współpracy (25%).

Transformacja cyfrowa: kluczowe znaczenie zasobów i cyfrowych kompetencji pracowników

Potencjał do cyfrowej transformacji przedsiębiorstw wynika z dostępnych w nich i ich otoczeniu zasobów i kompetentnych kadr. Z raportu KPMG, przeprowadzonego w  partnerstwie z Microsoft pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” wynika, że więcej niż połowa firm nie deleguje ani jednego pracownika do realizacji tego typu zadań. Jednocześnie co drugi menedżer odpowiedzialny za cyfrową transformację wyraża zaledwie umiarkowanie przekonanie, że pracownicy są gotowi na ten proces. Chociaż firmy dokonują nakładów na digitalizację, w większości nie są one znaczące.

Z badania KPMG w Polsce wynika, że wartość wydatków inwestycyjnych związanych z  transformacją cyfrową w przeważającej części badanych firm nie przekracza 5% ich rocznych przychodów. Większe nakłady zadeklarował prawie co czwarty badany podmiot, a najwyższy poziom inwestycji względem przychodów zanotowano wśród firm, które generują największy procent swoich przychodów przy pomocy narzędzi cyfrowych – w sektorze technologii informacyjnych, mediów i komunikacji. Wydatki w ponad połowie firm z tych sektorów są deklarowane na poziomie minimum 6% przychodów.

Jednym z głównych ograniczeń transformacji cyfrowej są zasoby posiadane przez organizację. Poza wymiarem finansowym związanym ze skalą wymaganych inwestycji warto zwrócić także uwagę na inne aspekty tj. dostęp do wymaganej liczby specjalistów i menedżerów o  odpowiednich kompetencjach oraz gotowość organizacji do zmiany i adopcji korzyści wynikających z transformacji cyfrowej. Większość analiz wskazuje, że ok. 75-85% organizacji wskazuje na brak możliwości realizacji postawionych w tym obszarze celów. Zarządzający firmami muszą podejmować szereg działań zapobiegawczych w obszarze dostępu do wymaganych zasobów ludzkich. Krytyczne wydaje się przeprowadzenie projektu Strategic Workforce Planing pozwalającego w  dłuższej perspektywie zaplanować i zabezpieczyć zasoby. Od strony operacyjnej wymagane jest natomiast dokonanie oceny kompetencji obecnych pracowników i sposobu ich optymalnego wykorzystania połączone z automatyzacją i robotyzacją zadań w celu uwolnienia zasobów do bardziej krytycznych zadań. W czasach obecnej wojny o  talenty niezbędne jest też przeznaczenie czasu i środków na ciągłą edukację, szkolenia i  podnoszenie umiejętności oraz zapewnienie oczekiwanego, hybrydowego środowiska pracy wykorzystującego zalety transformacji cyfrowej – mówi Jan Karasek, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Do skutecznej cyfryzacji firmy potrzebują kompetentnych pracowników. Tymczasem aż 54% organizacji w Polsce, które wzięły udział w badaniu nie deleguje do zadań związanych z  cyfryzacją żadnego pracownika. Dodatkowo ponad połowa respondentów jest tylko umiarkowanie przekonana, że pracownicy są gotowi na cyfryzację. 31% przedstawicieli firm odpowiedzialnych w organizacjach za digitalizację wyraża duże lub bardzo duże przekonanie o gotowości pracowników na ten proces. Może to wynikać z aktualnie prowadzonych w firmach szkoleń z systemów informatycznych, co do których dostateczności na podobnie wysokim poziomie jest przekonanych zaledwie 30% ankietowanych. Natomiast zdaniem 13% przedstawicieli firm pracownicy są słabo lub bardzo słabo (3% wskazań) przekonani co do gotowości pracowników na cyfrową transformację. Łącznie jeszcze więcej negatywnych opinii (20% wskazań) odnotowano w przypadku oceny dostatecznej liczby i jakości prowadzonych szkoleń z oprogramowania wykorzystywanego w firmie.

W przypadku transformacji, a szczególnie cyfrowej, nie można ignorować aspektów zarządzania zmianą, aby uzyskać pełne wykorzystanie posiadanych już zasobów. Konieczne jest uruchomienie odpowiednio wcześniej ogólnofirmowego programu zapewniającego koncentrację na potrzebach i obawach zespołów oraz ukierunkowanego na wyniki i minimalizację zaburzeń pracy operacyjnej. Dla zasobów IT taki program powinien adresować konieczność wyjścia poza strefę komfortu, jeżeli chodzi o wiedzę i zakres kompetencji, co często sprawia, że zamiast być propagatorem grupa ta blokuje planowane zmiany. Jednostki biznesowe potrzebują takiego programu, który zapewni pełne wykorzystanie korzyści płynących z wdrożonych rozwiązań. Niestety często potencjał nowych systemów IT jest wykorzystywany marginalnie – mówi Jan Karasek, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:

Raport KPMG w Polsce pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez firmę Norstat metodą CATI (ang. Computer-Assisted Telephone Interviewing) w styczniu 2022 roku. Przebadanych zostało 180 respondentów, którzy w swoich firmach odpowiadają za kwestie związane z cyfryzacją. Grupę stanowili menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządów oraz prezesi. Próba badanych firm została dobrana tak, aby w przybliżeniu reprezentowała udział przedsiębiorstw małych, średnich i dużych w krajowej gospodarce, z wyłączeniem podmiotów zatrudniających mniej niż 10 pracowników. Podmioty zostały skategoryzowane wg swojej przeważającej działalności do 9 sektorów: budownictwo i nieruchomości; energetyka, wydobywanie, usługi komunalne; life sciences (farmacja, chemia, urządzenia medyczne); motoryzacja; rynek dóbr konsumpcyjnych; sektor finansowy; technologie informacyjne, media i komunikacja; transport, spedycja i logistyka; inne. Raport dostępny na jest na stronie kpmg.pl.

Jak trwałe będzie osłabienie USD

Inflacja w USA spadła w lipcu do 8,5 proc. Prawdopodobnie minęła już swój szczyt. Decydującą rolę odegrało jednak załamanie cen benzyny. Dalszy spadek wskaźnika inflacji będzie więc prawdopodobnie powolny. Niższe liczby wystarczyły do tego, żeby osłabić dolara. Kontrakty na indeksy z Wall Street wczoraj silnie zyskiwały. Rentowności obligacji z USA spadły, lecz w późniejszych godzinach ruch został w dużej części wymazany.

Ceny konsumpcyjne w USA pozostały w lipcu bez zmian w stosunku do czerwca. Było to poniżej oczekiwań (konsensus 0,2 proc.). Z wyłączeniem energii i żywności wzrost wyniósł 0,3 proc. Główny wskaźnik rok do roku spadł z 9,1 proc. do 8,5 proc., natomiast wskaźnik z wyłączeniem energii i żywności pozostał na poziomie 5,9 proc..

Inflacja cenowa w USA nieco złagodniała w lipcu po tym, jak w czerwcu ceny konsumpcyjne wzrosły o 1,3 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Spowodowało to spadek wskaźnika rok do roku do 8,5 proc. i obecnie wygląda na to, że maksima inflacji wyznaczone przez 40-letni szczyt wynoszący 9,1 proc. w czerwcu, jest już za nami.

Duża część spadku wynika z załamania cen benzyny, bez którego dane główne byłyby o 0,4 punktu procentowego wyższe. Ponadto spadły ceny niektórych towarów i usług dotkniętych mocno przez pandemię, takich jak pobyty w hotelach (-3,2 proc.), bilety lotnicze (-7,8 proc.) i wynajem samochodów (-9,5 proc.).

Cały czas wskaźnik „core” utrzymuje się na wysokim poziomie. Przed pandemią średni wzrost miesiąc do miesiąca wynosił 0,2 proc., w lipcu było to 0,5 proc. Wynika to m.in. z gwałtownego wzrostu czynszów i cen usług pozostałych, gdzie szczególnie widoczne są wyższe koszty pracy. Problem inflacji prawdopodobnie okaże się bardzo trwały.

Wczorajsze dane są jednak pewną ulgą dla rynków. Dają one nadzieje, że inflacja osiągnęła szczyt. Fed w ostatnim czasie zrezygnował z forward guidance i dał jasno do zrozumienia, że o dalszym kursie polityki pieniężnej będzie decydował na podstawie danych gospodarczych z posiedzenia na posiedzenie. Powell podkreślił, że do momentu kolejnej decyzji (21-22 września) liczyć się będą przede wszystkim raporty z rynku pracy oraz inflacji. Piątkowe dane z rynku pracy pozwalają na dalsze mocne zacieśnianie. Wczorajszy raport może jednak spowodować, że nastawienie Fed-u złagodzi się. Oczywiście Rezerwa Federalna będzie z pewnością chciała zobaczyć kilka a nie jeden pozytywny raport CPI. Pojedyncza liczba to trochę za mało. Rynki zareagowały dość impulsywnie. EUR/USD zdołał „wyrwać się z konsolidacji” 1,01 – 1,03 i ustanowił nowy lokalny szczyt w okolicach 1,0370. Główna para walutowa ma w tym momencie do pokonania ma dwa kluczowe opory techniczne. Jednym jest horyzontalny poziom, drugim – linia trendu spadkowego. Pytanie teraz brzmi: jak trwałe będzie osłabienie USD.

Łukasz Zembik TMS Brokers

Długi bankrutujących firm widać już co najmniej 2 lata wcześniej

W I półroczu 2022 r. niewypłacalnych stało się 1059 firm. Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej 197 z nich ogłosiło upadłość, a 862 zdecydowało się na postępowanie restrukturyzacyjne. Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów 1/3 bankrutów i 1/4 restrukturyzowanych przedsiębiorstw nie płaciła swoim kontrahentom już na 2 lata przed ogłoszeniem niewypłacalności. Prawie 1 tys. (989) wierzycieli nie sprawdziło czy firma ma zaległości lub świadomie podjęło ryzyko robienia biznesu z dłużnikiem, łącznie kładąc na szali 84,5 mln zł.

W porównaniu do I połowy 2021 r. liczba zarówno upadłości, jak i restrukturyzacji spadła o 14%. O ile tych pierwszych z roku na rok ubywa, to postępowanie restrukturyzacyjne cieszyło się w ostatnim czasie bardzo dużym powodzeniem. Ubiegły rok był pod tym względem rekordowy. Widać było efekt wprowadzenia uproszczonej procedury restrukturyzacyjnej, która miała pomóc przedsiębiorstwom ratować swój biznes w czasie pandemii. Przepisy obowiązywały od połowy czerwca 2020 r. do końca listopada 2021 r. Dostęp do szybszego i prostszego postępowania spotkał się z ogromnym zainteresowaniem przedsiębiorców, a obecnie, dzięki nowelizacji przepisów jest już stałą opcją w formie postępowania o zatwierdzenie układu.

Duża popularność restrukturyzacji to pozytywny trend w polskim biznesie. Daje ona szansę na utrzymanie firmy przy życiu, a upadłość oznacza jej koniec i likwidację majątku. Uproszczone przepisy zapewne spowodują utrwalenie się tego trendu – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i dodaje, że podczas gdy niewypłacalne firmy korzystają z ułatwień, to ich kontrahenci wciąż tego nie robią. Mają narzędzia, które pozwalają im na weryfikację sytuacji finansowej partnera biznesowego, mimo to nie korzystają z tej możliwości.

Porównując dane KRD z informacjami z COIG widzimy, że przedsiębiorstwa nadal nie sprawdzają swoich kontrahentów lub świadomie ryzykują decydując się na współpracę z zadłużoną firmą. Kłopoty z płatnościami to sygnał ostrzegawczy, którego żaden biznes nie powinien ignorować. Utratą płynności łatwo się bowiem zarazić. Czasem jeden feralny kontrakt z przyszłym bankrutem może wywołać efekt domina i spowodować, że zdrowa firma sama będzie musiała walczyć o swój byt i zostanie dłużnikiem – mówi Adam Łącki.

Raporty o firmach, które ogłosiły upadłość lub poddały się restrukturyzacji w I półroczu 2022 r. w ciągu 2 lat poprzedzających ten fakt pobrało 1 459 przedsiębiorstw. Większość, po uzyskaniu informacji, że są notowane w KRD jako dłużnicy, zrezygnowała ze współpracy z nimi. 141, mimo posiadania tej wiedzy, podjęło decyzję o jej kontynuacji, po czym same dopisały ich jako dłużników tracąc 15,5 mln zł, czyli średnio 110 tys. zł. 848 wierzycieli nie sprawdziło tych kontrahentów w ogóle tracąc średnio po 81,5 tys. zł.

Problemy widać na długo przed niewypłacalnością

Ponad 2/3 (67 proc.) firm, które ogłosiły upadłość, było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów w momencie ogłoszenia upadłości. 132 dłużników-bankrutów nazbierało zaległości na prawie 35,5 mln zł wobec 356 wierzycieli. Dane pokazują jednak, że sygnały o problemach finansowych tych przedsiębiorstw widać było na długo przed oficjalnym ogłoszeniem upadku. Ponad 1/3 (35,5 proc.) nie regulowała swoich zobowiązań już na 2 lata przed bankructwem. Z czasem do tego grona dołączało coraz więcej podmiotów. W ciągu roku odsetek zwiększył się do niemal połowy (46 proc.), a na 6 miesięcy przed upadłością już więcej niż co druga firma była oficjalnie dłużnikiem (54 proc.). Kwartał później było to 58 proc.

Firmy, które w obliczu problemów finansowych zdecydowały się na restrukturyzację widniały w KRD rzadziej niż bankruci. W dniu ogłoszenia postępowania restrukturyzacyjnego co drugie takie przedsiębiorstwo było zgłoszone do rejestru (49 proc.). Łącznie kwota nieuregulowana wobec 636 wierzycieli w momencie rozpoczęcia postępowania sięgała 46,1 mln zł. Także w tym przypadku pewien odsetek firm miał zaległości datowane na długo przed jego rozpoczęciem. Co czwarty restrukturyzowany podmiot miał długi 2 lata wcześniej, rok później już co blisko trzeci (32,5 proc.), w 6 miesięcy odsetek ten rósł do 38 proc., a dla ostatnich 3 miesięcy przekraczał 41 proc.

Wielu wierzycieli popełnia błąd i przez długi czas nie upomina się o swoje pieniądze. Bierność zawsze działa tu na niekorzyść. Gdy ich dłużnik ogłosi niewypłacalność droga do odzyskania wierzytelności może być już zamknięta albo niezwykle utrudniona. A w grę wchodzą niemałe pieniądze, zwłaszcza dla niewielkich firm. W I półroczu 2022 r. upadłe lub restrukturyzowane przedsiębiorstwa były winne swoim kontrahentom łącznie 84,5 mln zł – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Mazowsze z największymi długami

Wśród wpisanych do KRD firm, które ogłosiły upadłość, największy odsetek stanowiły przedsiębiorstwa z Mazowsza. Ich dług był też najwyższy i sięgał ponad 12,2 mln zł. Duże zaległości uzbierały również podmioty z województwa dolnośląskiego (5,9 mln zł) i łódzkiego (4,5 mln zł). Najmniejsze kwoty przypadały w udziale podlaskim, lubelskim i lubuskim firmom.

Wśród dłużników, wobec których sądy ogłosiły upadłość, przeważały spółki prawa handlowego. Co piąty był JDG-iem.

Analiza branży pokazuje, że najbardziej zadłużony był przemysł (8,3 mln zł). Niechlubne miejsce na podium zajęły też handel (6,4 mln zł) oraz transport i gospodarka magazynowa (5,7 mln zł). Wyjątkowo duże zaległości w I półroczu br. pozostawiła po sobie także branża zajmująca się targami, wystawami i konferencjami (5,6 mln zł).

Największymi wierzycielami dłużników, którzy zmierzyli się z upadłością było budownictwo (8,7 mln zł), energetyka (6 mln zł) oraz leasing (4,1 mln zł).

JDG-i walczą z długami ratując swój biznes

W przypadku dłużników, którzy zdecydowali się na restrukturyzację, Mazowsze również jest liderem z 8,6 mln zł zaległości. Drugie i trzecie w kolejności były łódzkie (5,3 mln zł) i śląskie (5,2 mln zł) przedsiębiorstwa. Najmniejsze kwoty do spłacenia miały podmioty z województwa zachodniopomorskiego, świętokrzyskiego i opolskiego.

Wśród restrukturyzowanych firm notowanych w KRD większość stanowiły JDG-i (57 proc.).

Także i tu budownictwo wyróżniało się jeśli chodzi o kwotę długu (8,8 mln zł). Z kolei ponad 6,1 mln nie zapłacił swoim wierzycielom przemysł, a 5,6 mln zł rolnicy. Duże zaległości miał na sumieniu także handel (5 mln zł). W tej branży działało również najwięcej zadłużonych firm, które w I półroczu 2022 r. zdecydowały się na restrukturyzację.

Największe kwoty firmy były winne instytucjom finansowym, w tym głównie bankom, łącznie ponad 12,3 mln zł. Ich poważnym wierzycielem jest też branża rolna i ogrodnicza (7,2 mln zł) oraz firmy leasingowe (5,7 mln zł).

Inflacja kolejnym wyzwaniem dla biznesu

Mimo spadku liczby niewypłacalności w biznesie, na razie trudno przewidzieć czy taki trend utrzyma się także w najbliższych miesiącach czy latach. Po chwilowym oddechu związanym ze zniesieniem restrykcji covidowych płynność finansowa przedsiębiorstw znów jest bowiem wystawiona na próbę.

Obecnie sporym zagrożeniem dla biznesu jest inflacja, wywołana w dużym stopniu przez rosnące ceny energii i paliw. Przedsiębiorstwa muszą utrzymać rentowność w bardzo zmiennym i nieprzewidywalnym otoczeniu. W najtrudniejszej sytuacji są firmy, które swoje koszty muszą szacować na miesiące, a nawet lata do przodu i nie mają potem możliwości ich korekty. To duży problem chociażby w budownictwie. Spodziewamy się, że w tej branży niewypłacalności może w związku z tym przybywać. W trudnej sytuacji są też firmy, które świadczą usługi czy sprzedają produkty bezpośrednio konsumentom. Inflacja ogranicza popyt. Polacy coraz bardziej zaczynają zaciskać pasa i ograniczać wydatki. Warto jednak zaznaczyć, że efekt wzrostu cen i kosztów działalności nie będzie widoczny od razu, a dopiero za jakiś czas. Firmy nie upadają zwykle z dnia na dzień i próbują się ratować, bywa, że kosztem innych. Warto o tym pamiętać, sprawdzać swoich kontrahentów i szybko reagować na ich zaległości, aby nie dołączyć do grona wierzycieli – podkreśla prezes Kaczmarski Inkasso.

Skarbówka zaostrza kurs wobec podatników. W pół roku urzędnicy wystawili mandaty na ponad 35 mln zł. To wzrost rdr. o blisko 60 proc.

  • Urzędnicy wystawiają podatnikom coraz wyższe mandaty. Wzrost rdr. to ponad 30 proc.
  • Urzędnicy wystawiają coraz więcej mandatów karnych. Zmiana rdr. jest na poziomie 20 proc.

W I połowie br. organy KAS nałożyły prawie 20% więcej mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Ostatnio najwięcej kar wymierzyła IAS w Warszawie – w sumie 17,5% wszystkich w kraju. Dalej jest IAS w Lublinie, lider zestawienia obejmującego I półrocze 2021 roku. Natomiast łączna kwota tych mandatów karnych wzrosła rdr. o blisko 60%. Ukarani od stycznia do czerwca br. mieli do zapłacenia z tego tytułu średnio po 709 zł, czyli o około 180 zł więcej niż rok wcześniej, co jest wzrostem rdr. o ponad 33%. Eksperci komentujący ww. dane nie widzą w nich wielkiego zaskoczenia, ale jednocześnie prognozują, że takich kar będzie przybywać.

Większa aktywność

Od stycznia do czerwca br. organy KAS nałożyły 50 203 mandaty karne za wykroczenia skarbowe i wykroczenia. To o 19,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano 42 036. Jak stwierdza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, wskazany wzrost rdr. po zniesieniu obostrzeń związanych z COVID-19 nie stanowi większego zaskoczenia. Ekspert podkreśla, że w czasie największej liczby zachorowań spora część urzędników skarbowych nie pracowała. Ewentualnie wykonywała obowiązki zawodowe zdalnie. To przełożyło się na mniejszą liczbę wystawianych mandatów.

– Wzrost rdr. może wskazywać zarówno na błędy podatników lub niestosowanie się do przepisów prawa podatkowego bądź błędną interpretację przepisów, jak i wyższą skuteczność organów KAS, a także – co gorsza – na łatanie dziur w budżecie. Ciężko tutaj określić główną przyczynę, ale jedną z najważniejszych będą spory z organami podatkowymi ze względu na odmienne interpretacje przepisów. Mamy bowiem coraz większy stopień komplikacji prawa podatkowego, przez co podatnikom coraz ciężej się poruszać w przepisach – komentuje doradca podatkowy Ewa Flor.

W I połowie br. najwięcej mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia zostało nałożonych przez Izbę Administracji Skarbowej w Warszawie – 8 769 (w I poł. 2021 r. – 6 905). Dalej mamy IAS-y w Lublinie – 8 435 (8189 – 1. miejsce w I poł. ub.r.), Katowicach – 3 384 (2 999), Rzeszowie – 3 257 (3 111) i Białymstoku – 3 084 (2 351). Natomiast najmniej takich przypadków odnotowano w Opolu – 954 (1 133), Kielcach – 1 135 (965) i Olsztynie – 1 246 (1 006). W trzech IAS-ach zauważono rdr. spadek liczby nałożonych ww. mandatów. Poza Opolem (z 1 133 na 954), tak było również w Łodzi (z 2055 na 2052) i w Zielonej Górze (z 2910 na 2762).

– Część Izb Administracji Skarbowej z największą liczbą nałożonych mandatów jest z miast położonych niedaleko granicy. One mają w zasięgu terytorialnym obszary graniczne, co może wpływać na statystyki wykroczeń i przestępstw, np. związanych ze znakami akcyzy czy cłami. Natomiast IAS-y z najmniejszą liczbą nałożonych mandatów oraz ze spadkami w tym zakresie to obszary o mniejszym zasięgu terytorialnym, gdzie jest też fizycznie mniej podatników – dodaje Ewa Flor.

Kwoty w górę

W pierwszych sześciu miesiącach br. organy KAS nałożyły mandaty karne za wykroczenia skarbowe i wykroczenia na łączną kwotę blisko 35,6 mln zł. To o 59,9% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy opiewały na ok. 22,3 mln zł.

– Oczywiście wzrost kwoty wystawianych mandatów za wykroczenia skarbowe i wykroczenia może oznaczać szukanie dodatkowych środków do budżetu państwa. Od wielu lat obserwujemy zaostrzenie kursu w tym kierunku. W mojej ocenie, w najbliższym czasie nic się nie zmieni, a nawet może się pogorszyć – zaznacza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Zestawienie z najwyższymi łącznymi kwotami mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia otwiera IAS w Warszawie – 6,9 mln zł (I poł. 2021 roku – 4,1 mln zł). Dalej widać Lublin – 4,3 mln zł (analogiczny okres ub.r. – 3,2 mln zł), Białystok – 3,7 mln zł (blisko 2,3 mln zł), Gdańsk – ok. 2,8 mln zł (prawie 1,7 mln zł) i Bydgoszcz – 2,5 mln zł (ok. 773 tys. zł). Na końcu tabeli są takie miasta, jak Opole – niespełna 515 tys. zł  (I poł. 2021 roku – 371 tys. zł), Kielce – 683 tys. zł (383 tys. zł) i Olsztyn – 690 tys. zł (389 tys. zł). We wszystkich IAS-ach wzrosła rdr. łączna kwota mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia.

– Warszawa jest administracyjnie największym obszarem. Na nim działa wiele firm narażonych na pomyłki. To przekłada się na liczbę wystawianych mandatów za wykroczenia skarbowe i wykroczenia, a także łączną kwotę za tego typu zdarzenia – podkreśla Natalia Stoch-Mika.

Wyższe mandaty

Jak wynika z ww. danych, w I połowie br. średnia kwota mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia wyniosła 709 zł. To o 33,9% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to 529,46 zł. Według Natalii Stoch-Miki, od jakiegoś czasu wystawiane mandaty skarbowe są zbyt wysokie i niewspółmierne do popełnionego czynu. Podatnicy niejednokrotnie dostają bardzo duże kary za nieświadome popełnienie wykroczenia, które nie uszczupla w żaden sposób środków w budżecie państwa.

– Średnia kwota mandatu stała się wyższa poprzez podwyżkę stawek dziennych za sprawą podniesienia płacy minimalnej. Nie można twierdzić, że świadczy to o zaostrzeniu kursu przez organy KAS czy o wzroście nielegalnych procederów przez podatników. Minimalny mandat wynosi 310 zł, a maksymalny – 15 050 zł przy wykroczeniu skarbowym, a więc średnie są relatywnie niewielkie – podkreśla Ewa Flor.

Jak przekonuje Natalia Stoch-Mika, uczciwie działający podatnicy, którzy rzetelnie rozliczają się z urzędem skarbowym, nie muszą się obawiać mandatów karnych. A jeśli przedsiębiorcy są nieświadomi swoich obowiązków wobec fiskusa, to powinni przed każdą nową dla nich transakcją zaczerpnąć informacji na ten temat u specjalistów, np. u doradców podatkowych. Zdaniem ekspertki, liczba nakładanych mandatów w kolejnych miesiącach będzie na podobnym poziomie. Niestabilny system podatkowy w Polsce nie sprzyja przedsiębiorcom. Oni narażeni są na pomyłki, co z kolei ma wpływ na liczbę wystawianych mandatów.

– W drugiej połowie br. należy spodziewać się podobnego wzrostu rdr. liczby wystawionych przez organy KAS mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia. Prawdopodobnie w podobnym stosunku jak ostatnio wzrośnie łączna kwota ww. kar. By nie zostać ukaranym, podatnik powinien przede wszystkim dopełniać swoich obowiązków w ustawowych terminach lub ze względu na niejasność i skomplikowanie prawa podatkowego skonsultować się z doradcą podatkowym. A jeśli już dojdzie do zaniedbań, to należy współpracować z organami podatkowymi lub np. złożyć czynny żal – podsumowuje doradca podatkowy Ewa Flor.

Inflacja i kryzys gospodarczy zmuszają Polaków do oszczędzania żywności

Trudno w to uwierzyć, ale galopująca inflacja ma też dobre strony. Jedną z nich jest większy szacunek Polaków do żywności. Z badania przeprowadzonego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że już 60 proc. z nas kupuje ją w sposób przemyślany. Spadł również odsetek osób, które – wraz ze zmarnowanym jedzeniem – tracą pieniądze. Do racjonalnego podejścia do zapasów zmusza nas sytuacja finansowa – w niemal wszystkich gospodarstwach domowych, gdzie pieniędzy nie starcza nawet na podstawowe potrzeby, nie traci się na wyrzuconych produktach spożywczych nawet złotówki.

Wysoka inflacja i niestabilna sytuacja na rynkach finansowych już dały się we znaki również polskim gospodarstwom domowym, w których podstawowe zakupy spożywcze stały się wyzwaniem. Przerwane łańcuchy dostaw i ceny paliwa spowodowały nagły wzrost cen produktów żywnościowych. Jak podaje GUS[1], ceny towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2022 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku, wzrosły o 15,5 proc. Przy czym wzrost cen towarów wyniósł 16,8 proc., a żywności i napojów bezalkoholowych – 14,5 proc. Produkty, które w ciągu ostatniego roku podrożały najbardziej to: mięso drobiowe i wołowe (kolejno 34,7 proc. i 32,3 proc.), mąka (38 proc), cukier (39,3 proc.), masło (30,6 proc.) i mleko (21 proc.). To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo drożeje niemal wszystko. W konsekwencji Polacy są zmuszeni do zmiany nawyków i zaciśnięcia pasa. A to, że zaczynają oszczędzać również na jedzeniu, potwierdzają wyniki badań zrealizowanych przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Wyrzucamy coraz mniej jedzenia

Jedna trzecia Polaków nadal traci pieniądze z powodu marnotrawienia żywności, jednak z roku na rok są to coraz mniejsze kwoty. Zlecone w lipcu br. przez BIG InfoMonitor badanie, pokazało, że kwota ponoszonych w ten sposób strat, wynosi teraz średnio 37 zł na miesiąc.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor 2
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Marnotrawienie jedzenia o wartości mniejszej niż 100 zł miesięcznie, zadeklarowało 26 proc. respondentów. – W ubiegłym roku takiej odpowiedzi udzieliło znacznie więcej pytanych, bo aż 38 proc. Podobnie jest w przypadku osób twierdzących, że w ogóle nie marnują produktów spożywczych. W 2021 można było spotkać się z tym w nieco ponad połowie (52 proc.) polskich domów, natomiast teraz jest tak już w 65 proc. przypadków. To doskonale obrazuje, jak bardzo pogorszyła się sytuacja finansowa w polskich gospodarstwach domowych. I o ile efekt jest z pewnością pozytywny – bo na takim oszczędzaniu skorzystamy zarówno my, jak i planeta – to główna przyczyna tej zmiany nie napawa optymizmem – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Gdzie możemy upatrywać wspomnianej przyczyny? Z pewnością – poza zwiększającą się świadomością ekologiczną – jest to globalny kryzys gospodarczy i inflacja. Badanie pokazało bowiem, że osoby, które określają siebie jako zamożne i mogące pozwolić sobie na wszystkie wydatki, w mniejszym stopniu odczuwają drożyznę i częściej wyrzucają żywność. Inaczej jest w domach, gdzie pieniędzy brakuje nawet na podstawowe potrzeby. Aż 90 proc. respondentów znajdujących się w takiej sytuacji, w lipcu br. zadeklarowało, że w ogóle nie marnuje produktów spożywczych. To samo dotyczy seniorów, bo w grupie wiekowej 65+, takiej odpowiedzi udzieliło ponad 80 proc. osób. Co więcej, 70 proc. zapytanych emerytów robi zakupy spożywcze wyłącznie w sposób przemyślany.

Dlaczego marnujemy?

Według raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) z 2013 r. każdego roku na świecie marnuje się około 1/3 całkowitej ilości wytworzonej żywności, tj. około 1,3 mld ton, co pozwoliłoby wykarmić dwa miliardy ludzi. Marnotrawstwo występuje na skalę, która uzasadnia uznanie tego zjawiska za problem globalny. Polska nie jest wyjątkiem. Informacje zebrane w ramach PROM (Programu Racjonalizacji i Ograniczenia Marnotrawstwa Żywności) pokazują, że rocznie – licząc handel, gastronomię, przetwórstwo, produkcję rolniczą, transport i gospodarstwa domowe – wyrzucamy 4,8 mln ton artykułów spożywczych. Zaskoczyć może fakt, że największy udział mają w tym konsumenci (60 proc.).

Z danych zgromadzonych przez Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że najczęściej marnujemy, bo zapominamy. Ponad połowa respondentów wskazała bowiem, na to że produkty „chowają się” w lodówce i w efekcie ulegają zepsuciu. Kolejną istotną przyczyną wyrzucania jedzenia jest przygotowywanie zbyt dużych porcji (28 proc.) oraz robienie zbyt dużych zakupów (23 proc.). 13 proc. pytanych zadeklarowało, że głównym powodem marnotrawstwa w ich domach jest robienie zakupów bez listy.

Wyrzucamy coraz mniej jedzenia
Źródło: Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Podobne wnioski możemy wyciągnąć z Raportu Federacji Polskich Banków Żywności[1], który wskazuje, że jednym z kluczowych czynników sprzyjających wyrzucaniu jedzenia jest nieodpowiednie przygotowanie się do zakupów oraz same zakupy. Przed udaniem się do sklepu spożywczego powinnyśmy zrewidować to, co już znajduje się w naszej lodówce i przygotować szczegółową listę potrzebnych artykułów. Jeżeli zauważymy, że któryś z posiadanych już produktów ulegnie niedługo przeterminowaniu, zaplanujmy jadłospis tak, aby jak najszybciej go wykorzystać. Warto też regularnie porządkować lodówkę. Nie tylko ze względów higienicznych, ale i praktycznych. Częste kontrolowanie jej stanu, pozwala na sprawdzenie, co musimy uzupełniać regularnie, a co zalega. Kolejnym sposobem na „chowające” się produkty jest umieszczanie tych świeżo zakupionych za tymi, które na półce znajdują się już jakiś czas. Dzięki temu mamy pewność, że nic nie umknie naszej uwadze i żaden artykuł się nie popsuje.

Źródło: Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor
Źródło: Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

– Niewyrzucanie jedzenia nabrało w ostatnich latach nowego znaczenia, a Polacy nie kierują się już wyłącznie pobudkami proekologicznymi. Już niemal 60 proc. pytanych oszczędza pieniądze, robiąc zakupy spożywcze w sposób przemyślany, bo w dobie kryzysu racjonalne gospodarowanie zasobami stało się ratunkiem dla domowego budżetu. Tym bardziej, że prawie 2,7 mln osób ma dodatkowo niespłacone rachunki i raty kredytów widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Ponad 213,6 tys. z nich ma do zwrotu od 500 do 1000 zł, a prawie 284,4 tys. osób od 1000 do 2000 zł. Dlatego rozważne podejście do zakupów mogłoby też pomóc pozbyć się łatki niesolidnego dłużnika. Miejmy jednak nadzieję, że gdy inflacja wyhamuje i gospodarka wróci do normy, nasze nawyki zakupowe pozostaną takie same, a oszczędzanie nie tylko żywności stanie się czymś naturalnym – dodaje Sławomir Grzelczak Prezes BIG InfoMonitor.

Stosunek Polaków do wydatków i marnowania żywności, Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 15-18 lipca 2022 metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, Próba: 1069

[1] Federacja Polskich Banków Żywności, Raport Nie marnuj jedzenia 2020
[1] GUS, Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2022 r., 15.07.2022 r.

Czarne chmury nad polską gospodarką – skarbnicy korporacyjni spodziewają się zawirowań – badanie Allianz Trade i PCTA

Allianz Trade wspólnie ze Stowarzyszeniem Polskich Skarbników Korporacyjnych (PCTA) przeprowadzili badanie nastrojów wśród finansowych managerów kluczowych firm działających w Polsce. W ich opinii największym ryzykiem dla biznesu, a tym samym i gospodarki, są obecnie bardzo duża niepewność i nieprzewidywalność, które wynikają z inflacji, niespotykanego dotychczas tempa wzrostu stóp procentowych, wzrostu cen surowców, kolejnych fali pandemii i nadal pozrywanych łańcuchów dostaw.

Pomimo zadowolenia z kondycji swoich firm na przestrzeni ostatnich dwóch lat – w okresie pandemii Covid-19 (55 proc. badanych uważa, że kondycja poprawiła się, a tylko 15 proc. deklaruje jej pogorszenie), nastroje co do przyszłości gospodarczej wśród skarbników korporacyjnych, członków zarządu ds. finansów oraz wyższej kardy managerskiej odpowiedzialnej za politykę finansową w przedsiębiorstwach, nie napawają optymizmem. Finansiści zapytani o perspektywy ekonomiczne dla Polski na kolejne 12 miesięcy w zdecydowanej większości (79 proc. ankietowanych) widzą je w czarnych barwach. Pesymizm managerów przekłada się także na ocenę perspektyw dla ich firmy i branży w związku z sytuacją ekonomiczną w kraju i na świecie. Blisko co trzeci ankietowany uważa, że sytuacja pogorszy się, a tylko 22 proc. spodziewa się poprawy realiów dla firmy w której pracuje.

 Jak ocenia Pan/Pani perspektywy ekonomiczne w Polsce na kolejne 12 miesięcy?perspektywy ekonomiczne w Polsce na kolejne 12 miesięcy

Źródło: Badanien2022 Allianz Trade i Stowarzyszenia Polskich Skarbników Korporacyjnych PCTA

Najpierw pandemia, wybuch wojny na Ukrainie, a teraz widmo globalnej recesji – czynników ryzyka w biznesie jest dziś tak wiele, że dla polskich przedsiębiorców, a zwłaszcza tych małych i średnich, często powiązanych z rodzinnym kapitałem, sytuacja stała się nieprzewidywalna jak nigdy dotąd. Dlatego firmy muszą dziś działać zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania wobec kontrahentów, dokładniej analizować partnerów biznesowych oraz korzystać z narzędzi pozwalających zabezpieczyć się przed wzrostem ryzyka w biznesie – uważa Tomasz Starus, prezes Allianz Trade w Polsce.

Świadomość czarnych chmur

Pomimo negatywnej oceny perspektyw tła makroekonomicznego i realiów polityczno-gospodarczych w najbliższych 12 miesiącach, finansiści poproszeni o ocenę obecnego stanu w jakim znajdują się ich firmy, w zdecydowanej większości – bo 80 proc. ankietowanych – mówi o sukcesie, pomimo realiów pandemicznych i deklaruje, że ich firma rozwija się. O dobrej aktualnej kondycji firm może także świadczyć deklaracja w zakresie rentowności biznesu w tym roku, bo ponad 37 proc. ankietowanych spodziewa się, że marża firm zwiększy się. W dodatku zdecydowana większość badanych deklaruje także, że zdolność do bieżącego regulowania (swoich) zobowiązań pozostaje bez zmian.

Badanie pokazuje jednak również, że w odniesieniu do przyszłości finansiści są mocno świadomi nadciągających czarnych chmur a dotychczasowy sukces oraz kondycja ich firm, mogą bardzo szybko ulec zmianie. Jednym z sygnałów potwierdzających te prognozy, jest ocena możliwości wzrostu zatorów płatniczych, których spodziewa się ponad 28 proc. badanych. Blisko 20 proc. managerów mówi także, że maleje skłonność ich kontrahentów do terminowego regulowania zobowiązań. Finansiści zdają sobie także sprawę z realiów położenia geograficznego Polski i bliskości wojny na Ukrainie. Ponad 85 proc. ankietowanych uważa, że konflikt zbrojny za naszą wschodnią granicą ma mniejszy lub większy wpływ na działalność ich firm.

Dynamika i kumulacja czynników zwiększających ryzyko działalności biznesowej w ostatnich latach jest szczególnie zauważalna, co bezpośrednio przekłada się na pracę osób odpowiedzialnych za finanse. Wiążą się bowiem z koniecznością ciągłego monitorowania zmian w przepisach oraz wprowadzania w obszarze skarbowości nowych rozwiązań technologicznych, prawnych i podatkowych. Są to miedzy innymi kwestie związane z Polskim Ładem, Tarczami Antyinflacyjnymi, z wdrożeniem KSeF, czy też zmianami przepisów dotyczących  zatorów płatniczych oraz wieloma innymi zmianami charakterystycznymi dla poszczególnych branż – mówi Małgorzata Gregory, prezes Stowarzyszenia Polskich Skarbików Korporacyjnych (PCTA). – Istotnym obszarem, o którym warto wspomnieć, wykraczającym poza zakres analizowanej ankiety jest finansowanie zewnętrzne oraz współpraca przedsiębiorstw z bankami i instytucjami finansowymi. Znaczna nadpłynność sektora finansowego i duża ilością pieniądza na rynku bankowym nie przekładają się niestety na atrakcyjne warunki finansowania oferowane przedsiębiorcom, czy to w postaci finansowania bieżącego, czy też projektów inwestycyjnych. Co więcej, pomimo bardzo dobrych wyników sektora bankowego w pierwszym półroczu 2022 roku, podmioty finansowe ograniczyły swoją aktywność w zakresie akcji kredytowej dla przedsiębiorców.

Era niespotykanych wyzwań

Zdaniem większości skarbników korporacyjnych, szczególnym powodem do niepokoju są rosnące stopy procentowe, skłaniające część firm do maksymalizacji zysku, a inne do stawiania przede wszystkim na minimalizację kosztów finansowych, co bez wątpienia przełoży się na kondycję finansową kontrahentów generując ich potencjalne problemy. Zapewnienie płynności finansowej w opinii managerów finansowych jest coraz trudniejsze w warunkach rosnącej inflacji, a niepewność na rynku oraz sytuacja geopolityczna utrudniają średnio i długookresowe prognozowanie oraz planowanie.

Finansiści mają świadomość wyzwań jakie stanęły przed biznesem w dobie zerwanych łańcuchów dostaw oraz kolejnych fali pandemii. Zdecydowana większość badanych zapowiada, że ich firmy w najbliższym roku zwiększą nakłady na cyfryzację i digitalizację oraz inwestycje w nowe maszyny i urządzenia. Zważywszy na panującą niepewność, zdecydowana część managerów mówi o wstrzymaniu albo rezygnacji z inwestycji lub przejęć innych firm, w kraju czy też za granicą. Gros swoich wysiłków planują skoncentrować na restrukturyzacji i optymalizacji w obszarach IT, finansowo-księgowych oraz kadrowo-płacowych. Blisko 40 proc. ankietowanych zapowiada podjęcie znaczących działań związanych z optymalizacją łańcuchów dostaw, jako zabezpieczenie perspektyw dla dalszego rozwoju firmy.

Ponad połowa ankietowanych deklaruje, że w ich firmach w najbliższym czasie poziom zatrudnienia pozostanie na obecnym poziomie, a niespełna 22 proc. zapowiada możliwość zwiększenia zatrudnienia. W przypadku płac opinie finansistów są podzielone 48 proc. uważa, że będą one rosły w tym samym tempie co inflacja, podczas gdy 40 proc. sądzi, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy płace pracowników nie będą w ogóle podnoszone. Warto dodać, że w opinii ekonomistów Allianz Trade płace nominalne wyraźnie wzrosną, choć w mniejszym stopniu niż ceny konsumpcyjne, co zmniejszy siłę nabywczą konsumentów.

Wśród wyzwań na najbliższych okres zdecydowana większość managerów wymienia optymalizację kosztów finansowania z uwagi na niespotykany dotychczas wzrost stóp procentowych, zmienność na rynku walutowym, konieczność zmiany mentalności – to co robił dotąd człowiek, za chwilę będzie wykonywał robot. Skarbnicy korporacyjni są świadomi wyzwań stojących przed nimi, w tym konieczności „zaprzyjaźnienia się” z narzędziami wspierającymi jakościowo i ilościowo procesy takimi jak RPA, machine learning i process mining.

Jak podsumowuje Małgorzata Gregory: Rola skarbnika wykracza już znacznie poza obszary stricte finansowe, a otoczenie formalno-prawne i jego zmiany w 2022 roku generują dodatkowy element niepewności w dążeniu do zapewnienia ciągłości finansowania. Jest ono nie lada wyzwaniem, jeśli uwzględnimy także trudną do przewidzenia inflację, rosnące stopy referencyjne NBP i planowaną zmianę wskaźnika WIBOR (co rzutuje na oprocentowanie kredytów).

* W badaniu ankietowym Allianz Trade i Stowarzyszenia Polskich Skarbników Korporacyjnych (PCTA) udział wzięło 107 członków kadry finansowej wyższego szczebla, głównie będących skarbnikami korporacyjnymi, zarówno polskich, jaki międzynarodowych firm, którzy anonimowo wyrazili swoje opinie na temat sytuacji makroekonomicznej. Blisko 90 proc .ankietowanych pracuje w firmie o obrotach przekraczających 200 mln z i w zdecydowanej większości zatrudniających ponad 250 osób.

Inflacja w USA spada, dobre wieści dla rynków

Inflacja w USA spadła do 8,5 proc. w lipcu z 9,1 proc. w czerwcu. Podobnie jak w Polsce za jej obniżenie odpowiadają spadające ceny benzyny. Prawdopodobnie FED na wrześniowym posiedzeniu będzie się musiał pochylić na niejednoznacznymi danymi z amerykańskiej gospodarki.

Amerykańska inflacja w lipcu wyniosła 8,5 proc. r/r, co oznacza spadek wobec rekordowego odczytu z czerwca, kiedy sięgnęła 9,1 proc. Inflacja za oceanem spada głównie ze względu na spadające ceny benzyny. W ciągu ostatnich 12 miesięcy jej cena wzrosła o 44 proc., podczas gdy jeszcze miesiąc temu ten wzrost wynosił 60 proc. Benzyna tanieje z powodu spadku ceny ropy naftowej, której obecna cena to około 95 dolarów za baryłkę. Inflacja w ujęciu miesięcznym spadła jeszcze bardziej z 1,3 proc. do zera. Bez zmian – 5,9 proc. wynosi natomiast inflacja bazowa, czyli inflacja po wyłączeniu najbardziej zmiennych cen, m.in. żywności i energii.

Spadek inflacji to dobra informacja dla rynków finansowych, ponieważ zwiastuje bliski koniec cyku podwyżek stóp. Spadek inflacji, był spodziewany przez analityków i miał swój udział w obecnym 13 proc. rajdzie na S&P500. Czerwcowa inflacja – 9,1 proc. to prawdopodobnie jej szczyt w USA, choć wiele zależy jeszcze od cen ropy i surowców energetycznych w najbliższym czasie.

Pozostaje zatem otwarte pytanie o decyzje FED w najbliższych miesiącach w sytuacji, gdy dane z gospodarki będą niejednoznaczne. Z jednej strony spada inflacja, ale z drugiej dane z rynku pracy są szokująco dobre. Mimo, że gospodarka USA w ostatnim kwartale weszła w fazę technicznej recesji. Cały czas najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że FED zakończy proces podnoszenia stóp do końca roku.

Także w Polsce inflacja w lipcu nie wzrosła i utrzymała się na poziomie z czerwca wynoszącym 15,6 proc. I także w Polsce za taki stan odpowiada spadek cen paliw, podczas gdy inne ceny np. żywności nadal rosły.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Co nam zostanie na osłodę – czyli jak polscy konsumenci reagują na zmiany cen i dostępności cukru

W ostatnich tygodniach spotykamy się z informacjami o ograniczonej ilości białego cukru w sklepach. Duże sieci handlowe wprowadzają reglamentację towaru, sklepowe półki pustoszeją, a Internauci sygnalizują swoje obawy związane z niedostatkiem cukru. Z najnowszego sondażu agencji badawczej SW Research wynika, że 4 na 10 Polaków w ostatnim miesiącu nie kupiło białego cukru ze względu na jego brak w sklepie. Ponad połowa badanych deklaruje jednak, że ograniczona dostępność towaru nie wpłynie na dotychczasową ilość konsumowanego przez nich białego cukru.

Męska strona cukru

Ponad 40% Polaków deklaruje, że średnio w ciągu miesiąca spożywa więcej niż 0,5 kg białego cukru. Wyniki badania pokazują różnicę w ilości konsumowanego cukru ze względu na płeć. Mężczyźni nie tylko spożywają więcej białego cukru niż kobiety (przynajmniej 0,5 kg białego cukru spożywa w miesiącu 49% mężczyzn i 38% kobiet), ale robią też większe zapasy tego towaru oraz częściej kupują ten produkt do swojego gospodarstwa domowego.

Cukier głównie w kuchni

Polacy używają białego cukru przede wszystkim w kuchni – 69% badanych dodaje go do ciast, wypieków, sosów, 56% badanych słodzi nim herbatę, kawę czy inne napoje, a 45% wykorzystuje do przygotowywania przetworów. Wykorzystanie białego cukru jako dodatku do ciast, wypieków czy sosów częściej deklarują kobiety (77%) niż mężczyźni (61%). Słodzenie cukrem różnego rodzaju napojów to z kolei zwyczaj praktykowany głównie przez mężczyzn (61%) oraz osoby o najniższych dochodach (70%). Stosowanie białego cukru do produkcji przetworów występuje natomiast częściej wśród kobiet (50%), mieszkańców wsi (51%) oraz najstarszych badanych (52%).

Deficyt cukru – co na to Polacy?Deficyt cukru

40% Polaków doświadczyło w ostatnim miesiącu deficytu białego cukru w sklepach. Pomimo tego badani nie są wyraźnie skłonni do rezygnacji z jego konsumpcji. Tylko 16% respondentów deklaruje, że ograniczona dostępność towaru spowoduje, że całkowicie zrezygnują ze słodzenia kawy czy herbaty. 3 na 10 Polaków jest gotowych na zastąpienie białego cukru jego zamiennikami, przy czym postawa ta jest szczególnie widoczna w grupie osób o najwyższych dochodach (47%). Ponad połowa badanych deklaruje jednak, że ograniczona dostępność towaru nie będzie miała wpływu na spożywaną przez nich ilość białego cukru. Przekonanie to dominuje głównie wśród najstarszych osób (61%), które z racji swego wieku mogą być mniej skłonne do zmiany swoich dotychczasowych przyzwyczajeń.

Co zamiast białego cukru?Co zamiast białego cukru?

Polacy chętnie decydują się na stosowanie zamienników białego cukru. Prawie 70% badanych wskazuje, że używa któregoś z dostępnych na rynku substytutów, jednak kroki te częściej podejmują kobiety niż mężczyźni. Największą popularnością wśród Polaków cieszą się miód (47%), cukier brązowy (26%) oraz ksylitol (16%). Chociaż ceny białego cukru rosną, zakup jego zamienników nadal może wiązać się z większymi wydatkami. Wyniki badania pokazują, że spożycie zamienników cukru jest największe w grupie osób o najwyższych dochodach. Dotyczy to przede wszystkim cukru brązowego, stewii, ksylitolu, erytrytolu oraz syropu klonowego.

Nota metodologiczna

Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski. Próba badawcza została dobrana w sposób warstwowo-losowy, tak aby zapewnić zróżnicowanie respondentów pod względem podstawowych cech demograficznych (płeć, wiek, miejsce zamieszkania, wykształcenie). Łącznie zebrano 1013 wywiadów.

Badanie było realizowane w terminie 2-3 sierpnia 2022 r. przez agencję SW Research. Zastosowano wywiady online (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.

Polska jednym z wiodących rynków fotowoltaiki na świecie. Perspektywy na kolejne lata

Odnawialne źródła energii zainstalowane w Unii Europejskiej generują rocznie energię o mocy 19 gigawatów. Docelowo do 2035 roku wartość ta ma się podwoić, nawet do 40 GW. Polska odgrywa w rozwoju ekologicznej energii coraz istotniejszą rolę. Dziesiąte miejsce na świecie pod względem produkcji energii z OZE to oznaka, że jest to rynek, który bardzo mocno się rozwija i wciąż jest przyszłościowy.

Obecnie w Polsce produkowane są około 4 GW energii z fotowoltaiki rocznie. Do 2035 ma to być już od 8 do 10 GW. W tej chwili jesteśmy jednym z europejskich liderów w zakresie produkcji zielonej energii. Na Starym Kontynencie wyprzedzają nas jedynie Niemcy i Hiszpania[1].

Plany europejskiej wspólnoty dotyczące zwiększenia produkcji prądu ze źródeł odnawialnych są bardzo ambitne. Zwraca na to uwagę Piotr Tomala z firmy Green Cell: – Mówimy o dwukrotnym wzroście produkcji energii z OZE przez nieco ponad dziesięć lat. Jest to niezwykle ambitne założenie. Kurs został już wyznaczony, więc rynek nabiera rozpędu i będzie musiał dalej się rozwijać. Nie będzie to oczywiście łatwe, szczególnie w kontekście bieżącej sytuacji geopolitycznej proces ten może wyhamować, ale trudności te powinny mieć charakter jedynie przejściowy – przewiduje ekspert.

Net-billing nie zwolni rynku

Od 1 kwietnia 2022 roku w Polsce obowiązuje net-billingowy system rozliczania nadwyżek energii. Polega on na rozliczaniu nie ilości energii oddanej do sieci, jak miało to miejsce do tej pory, lecz według jej realnej wartości rynkowej, czyli cenie po której jest ona sprzedawana i kupowana na giełdzie energii elektrycznej. Przejście na ten system spowodowało chwilowe problemy na rynku z powodu obaw klientów dotyczących opłacalności inwestycji.

Problemy dotyczą głównie firm, których płynność finansowa bazowała na zobowiązaniach na pokrycie bieżącego zatowarowania. Ich właściciele wierzyli, że stan wysokiego popytu będzie stale wzrastał. Schemat ten niestety rozsypał się i przedsiębiorcy ci zostali z opłaconymi urządzeniami, na które chwilowo nie było chętnych – tłumaczy Piotr Tomala. – Obecnie przewagę mają ci, którzy posiadali zaplecze finansowe, aby przetrwać ten trudniejszy okres. Skorzystają na tym zwłaszcza te podmioty, które nie przespały czwartego kwartału ubiegłego roku oraz pierwszego kwartału obecnego, gdy wzrosty sprzedaży były bardzo wysokie. Działo się tak, ponieważ wiele osób chciało zamontować panele przed 1 kwietnia, aby zachować prawo do wcześniejszego modelu rozliczeniowego, polegającego na opustach.

Zdaniem eksperta z Green Cell warto przyglądać się rynkowi brytyjskiemu. Stosowany jest tam system net-bilingowy, zaś fotowoltaika świetnie się rozwija między innymi dlatego, że duża część odpowiedzialności z tego zakresu została przerzucona na operatorów sieci energetycznych wraz z częstą aktualizacją cen energii, następującą nawet co 15 minut.

Tymczasem obecne ceny w Polsce aktualizowane są w systemie Rynkowej Ceny Miesięcznej. Można jednak dostrzec dążenia do częstszej aktualizacji. Taki system otwiera zupełnie nowe możliwości zwiększenia rentowności inwestycji. Najbardziej oczywistą drogą zwiększenia zysku, jaki jest generowany przez instalację fotowoltaiczną, jest system śledzenia cen energii, który będzie ją magazynował, gdy jest tania i oddawał, gdy jej cena jest na zadowalającym dla użytkownika poziomie. Do tego jednak potrzebny jest magazyn energii elektrycznej, na który już obecnie są przewidziane atrakcyjne systemy dotacji.

Fotowoltaika wciąż będzie się opłacać

Można spodziewać się, że globalnie rosnące ceny energii wpłyną również na wzrost cen instalacji fotowoltaicznych. Dodatkowo, sama produkcja paneli pochłania ogromne ilości energii. Trzeba też pamiętać o tym, że praktycznie cała światowa produkcja odbywa się w Chinach, które również stawiają bardzo mocno na te rozwiązania. Obecnie są one nie tylko największym producentem fotowoltaiki, ale również konsumentem. Duża część produkcji będzie zatem pochłaniana przez lokalny rynek chiński, więc rozwiązania eksportowane na rynki zagraniczne mogą być droższe.

Mimo tego inwestycja w panele będzie coraz bardziej opłacalna, właśnie z uwagi na stale rosnące ceny energii. Obecnie, przy zoptymalizowanej instalacji współfinansowanej z dotacji, wyposażonej w magazyn energii, okres zwrotu z inwestycji może sięgać nawet 6 lat. – To jest naprawdę krótki okres. Jeżeli ceny energii zostaną w pewnym stopniu uwolnione w przyszłym roku, co spowoduje znaczne podwyżki, to czas zwrotu będzie jeszcze krótszy. Dużo osób znajdzie się w sytuacji, gdy 90% swoich potrzeb będzie w stanie pokrywać za pomocą zmagazynowanej energii i te podwyżki nie będą aż tak dotkliwe. Przez to staną się w dużej mierze odporni na nieuniknione wzrosty cen energii. Autokonsumpcja wytworzonego lokalnie prądu stanie się wartością samą w sobie – zwraca uwagę Piotr Tomala.

Poza tym można spodziewać się, że nowa rzeczywistość zostanie zdominowana przez najbardziej innowacyjne i wyspecjalizowane firmy, które będą w stanie zaoferować klientowi najkorzystniejsze dla niego rozwiązania. Takie podmioty oprócz analizy nasłonecznienia danej lokalizacji, powinny wziąć pod uwagę ilość energii elektrycznej zużywanej przez prosumenta, a przede wszystkim jego profil jako użytkownika energii. Pozwoli to precyzyjnie dobrać komponenty instalacji i skonfigurować je tak, aby cały system odpowiadał zachowaniu konkretnego klienta.

[1] Raport “Global Market Outlook For Solar Power 2022 – 2026”

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie rosną wolniej, ale spadków nie widać

Na koniec drugiego kwartału 2022 roku firma Knight Frank opublikowała Prime Global Cities Index, czyli indeks śledzący ceny luksusowych nieruchomości na świecie w 45 miastach. Po dwóch latach, w trakcie których obserwowaliśmy historycznie najwyższą dynamikę wzrostu cen nieruchomości luksusowych widoczny jest spadek. Średni roczny wzrost cen w stosunku do końca II kwartału 2021 roku wyniósł 7,5%, przy czym I kwartał 2022 roku w ujęciu r/r zamknął się wzrostem o 10%. Rosnące oprocentowanie kredytów hipotecznych i globalne prognozy przewidujące wyhamowanie gospodarcze chłodzą apetyt zakupowy, który w ciągu ostatnich dwóch lat był rekordowy. Spowolnienie na rynku nieruchomości luksusowych będzie najbardziej odczuwalne w przypadku nieruchomości tańszych i na rynkach zorientowanych na lokalnych inwestorów.

Najważniejsze wnioski:

  • W Europie, Berlin (12.6%), Dublin (10.2%), Edynburg (11.2%) i Paryż (8.9%) są w czołówce miast z najwyższym wzrostem cen z uwagi na wracające zainteresowanie zagranicznych inwestorów oraz ponownie rosnącą atrakcyjność mieszkania w mieście.
  • Dubaj odnotował najwyższy wzrost cen spośród 45 badanych miast. Ceny nieruchomości luksusowych wzrosły tam o 64,8% w ujęciu rocznym, ale w stosunku do I kwartału 2022 roku spadły o 0,6%.
  • Na 19 z 45 badanych rynków odnotowano spadki cen w okresie od marca do czerwca 2022 roku.
  • Tylko 6 miast odnotowało spadek cen w ujęciu r/r – Manila, Filipiny (-0,1%); Kuala Lumpur, Malezja (-0,5%); Dżakarta, Indonezja (-2%); Kanton, Chiny (-2,1%); Frankfurt, Niemcy (-5,1%); Wellington, Australia (-8,1%).

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie rosną wolniej, ale spadków nie widać

S&P 500 przegrywa w bitwie z ważnym poziomem oporu

W trakcie ostatnich kilku sesji S&P 500 dotarł do istotnego poziomu oporu wyznaczanego przez maksimum z przełomu maja i czerwca i minima z końca lutego i pierwszej połowy marca. Pierwszy szturm na ten poziom oporu się nie udał. S&P 500 stracił wczoraj -0,42 proc. DJIA spadła o 0,18 proc., a Nasdaq Composite zniżkował o 1,19 proc.

Dziś rano ceny kontraktów na główne amerykańskie indeksy pozostawały stabilne (S&P 500 -0,04 proc.).

Dosyć słabe były dziś rynki akcji w Azji. Lekko rosły tylko główne indeksy giełd na Filipinach i w Singapurze. Najniższy poziom od 3 miesięcy osiągnął dziś Hang Seng (-2,25 proc.).
Niezdecydowane co do preferowanego kierunku były dziś rano główne indeksy europejskich rynków akcji (DAX +0,05 proc., CAC 40 -0,13 proc. ok. godz. 9:40).

Na tym tle relatywnie słaby był dziś rano polski rynek akcji (WIG-20 -1,04 proc. ok. godz. 9:40). O prawie 10 proc. drożały dziś akcje Banku Ochrony Środowiska, który dziś poinformował o uzyskaniu w II kw. br. 60,49 mln zł zysku netto. Swe roczne minimum zaliczyły dziś ceny akcji spółki TIM, natomiast najwyżej w swych historiach były dziś ceny akcji ZE PAK, Torpolu, a ceny akcji kurs akcji Photon Energy NV wyszły na najwyższy poziom od roku.

Lekko zawężał się dziś rano „spread” pomiędzy rentownością amerykańskich 2-letnich obligacji skarbowych (3,2575 proc.) a rentownością ich 10-letnich odpowiedników (2,786 proc.). Nadal jednak ten „spread” utrzymywał się na najwyższym poziomie od 2000 roku generując sygnał ostrzegający przed gospodarczą recesją w USA. Rentowność polskich 10-latek lekko spadała (5,535 proc.).

Ceny kontraktów na ropę naftową cofały się dziś rano o ok. 1 proc. Lekko taniały dziś rano również metale szlachetne (złoto -0,34 proc., srebro -0,58 proc., platyna –0,73 proc., pallad –1,12 proc.) oraz miedź (-0,11 proc.)

Główne pary walutowe notował dziś rano minimalne zmiany (EUR/USD -0,04 proc., USD/JPY -0,03 proc. ok. godz. 9:25).

Polski złoty lekko słabł (EUR/PLN +0,24 proc., USD/PLN +0,23 proc. ok. godz. 9:25)
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po nieudanej poniedziałkowej próbie sforsowanie poziomu 24000 USD spadał dziś rano ponownie (-0,99 proc. ok. godz. 9:25).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Wzrosty cen mieszkań zaczęły hamować, najszybciej drożeją małe

II kwartał 2022 r. na polskim rynku mieszkaniowym stał pod znakiem wojny za wschodnią granicą, rosnącymi kosztami kredytów hipotecznych oraz galopującej inflacji. Po czasie niepewności i zawirowań przyszedł jednak czas na stabilizację trendów. Średnio w całej Polsce spadła dynamika wzrostu cen zakupu mieszkań – ceny ofertowe zwiększyły się w II kwartale o 3,5 proc. w porównaniu do I kwartału. Bardziej popularny i chętniej wybierany stał się mniejszy metraż, którego ceny rosły najszybciej: lokale do 40 mkw. były o 3,4 proc. droższe niż w I kwartale 2022 r.

Analizy przedstawione w „Kwartalniku Mieszkaniowym” Otodom i Polityki Insight[1] podsumowujące II kwartał br. na rynku nieruchomości pokazują, że po drastycznych zmianach w pierwszych miesiącach 2022 r. obserwujemy dziś pozytywne trendy związane z dochodzeniem rynku mieszkaniowego do równowagi.

Tempo wzrostu cen mieszkań hamuje

Mieszkania w II kwartale drożały, ale wolniej niż w poprzednich dwóch kwartałach, głównie dlatego, że Polacy wstrzymywali decyzję o kupnie własnego „M” i wzięciu na nie kredytu. Wzrost stóp procentowych uniemożliwił im zapożyczenie się na kwotę pozwalającą na zakup mieszkania, jakiego pragną. Według danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) liczba zapytań w czerwcu br. była o 60 proc. niższa niż rok wcześniej (w maju br. spadek wyniósł 52 proc.).

Jak czytamy w „Kwartalniku Mieszkaniowym” Otodom i Polityki Insight: „W II kwartale średnie ceny ofertowe[2] wzrosły o 3,5 proc. To już kolejny kwartał hamowania dynamiki cen – w pierwszych trzech miesiącach roku wzrosły one o 4,6 proc., a w IV kwartale 2021 r. o 5,2 proc. W rezultacie nieznacznie spadła roczna dynamika wzrostu cen – do 16,4 proc. z rekordowych 16,5 proc. w I kwartale. Przyczyniły się do tego przede wszystkim ograniczenia popytowe – w ostatnich miesiącach gwałtownie zmalał popyt na mieszkania, zwłaszcza ten finansowany z kredytu”.

Kolejny kwartał z rzędu liczba ofert mieszkań na sprzedaż wzrosła, a wszystko przez dużo niższy niż przed rokiem popyt. Pociągnął on za sobą zmniejszenie się liczby zamykanych ofert oraz wydłużył czas potrzebny na znalezienie nabywcy.

Koniunktura na mały metraż

Równocześnie systematycznie malała powierzchnia oferowanych mieszkań. Jak piszą eksperci w kwartalniku: „Wielu deweloperów decydowało się na zwiększenie liczby małych mieszkań, ponieważ generują one największe marże, a jest na nie największy popyt podbijany przez inwestorów, którzy poszukują nieruchomości pod wynajem”.

W najszybszym tempie rosły ceny tych najmniejszych mieszkań, mimo że ich podaż się zwiększyła. Lokale do 40 mkw. były o 17,4 proc. droższe niż przed rokiem, a te powyżej 90 mkw. o 13,1 proc., przy średnim wzroście cen o ok. 3,5 proc. kwartał do kwartału. Zależność między wzrostem cen i powierzchnią lokalu była zapewne wynikiem spadającej zdolności kredytowej nabywców, którzy w pogarszającej się sytuacji makroekonomicznej chcieli jak najszybciej kupić mieszkanie – a mogli sobie pozwolić tylko na mniejsze lokale. Tę sytuację wykorzystywali sprzedający i chętniej podnosili ceny w tym segmencie rynku.

Ceny rosną najszybciej w małych miejscowościach

Jak odnotowali analitycy Otodom, im mniejsza miejscowość, tym szybciej w II kwartale wzrastała w nich cena mieszkań. Związane jest to m.in. z większym popytem na własne „M” poza dużymi ośrodkami miejskimi.

„W największych miastach Polski, gdzie ceny za mkw. są najwyższe, dynamika wzrostu była najniższa i wyniosła w II kwartale 15,4 proc. rok do roku. Z kolei w małych miejscowościach, gdzie mieszka mniej niż 50 tys. mieszkańców, wzrost cen był najszybszy i wyniósł 20,4 proc. rok do roku” – czytamy w „Kwartalniku Mieszkaniowym”.

Jakie są prognozy na najbliższe miesiące?

Rynek mieszkaniowy jest dziś w stanie zawieszenia. Zarówno sprzedający, jak i kupujący czekają na czas, kiedy będą mogli zaciągnąć kredyt hipoteczny na bardziej dogodnych warunkach albo – kiedy w ogóle będą mogli sobie na niego pozwolić.

– Wprawdzie nie możemy liczyć na szybkie i znaczące spadki stóp procentowych, ale pozytywną wiadomością jest ustabilizowanie się stawek WIBOR, gdyż wróży to bliski koniec podwyżek kosztów zaciągania kredytów. Stabilizacja jest sprzymierzeńcem ożywienia na rynku, ale dopiero wycofanie rekomendacji KNF, nakazującej bankom dużo ostrożniejsze wyliczanie zdolności kredytowej, pomogłoby mu naprawdękomentuje Marcin Krasoń, ekspert rynku nieruchomości obido i Otodom.

Kupujący czekają na obniżkę cen mieszkań. Jednak przy wysokiej inflacji oraz rosnących kosztach robocizny i materiałów budowlanych maleje prawdopodobieństwo, że ona nastąpi. Wyhamowanie wzrostów cen oraz kilkumiesięczna stabilizacja to jedyne, na co możemy dziś liczyć.

[1] „Kwartalnik Mieszkaniowy”. Raport o sytuacji na rynku mieszkań w II kwartale 2022 r.

[2] Wskaźniki cen opracowane na podstawie ogłoszeń ofertowych dostępnych w serwisie Otodom. Do wyliczenia wskaźników agregatowych brane są wszystkie dostępne za dany kwartał dane z wyłączeniem 0,5 proc. najniższych i najwyższych wartości i liczone są jako średnia ważona wskaźników cząstkowych. Wykorzystywane w obliczeniach wagi to średnie udziały poszczególnych kategorii nieruchomości w ogólnej liczbie ofert w latach 2018-2020. Dzięki temu na wartość wskaźnika nie ma wpływu zmiana struktury ogłoszeń (np. nieproporcjonalny wzrost liczby ofert małych mieszkań).

Nadgodziny dla Polaków to norma

Polacy coraz częściej zostają w firmach po godzinach, by wykonywać swoje obowiązki zawodowe – wynika z najnowszego raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”. Według danych, aż ¼ zatrudnionych Polaków (25,37 proc.) pracuje za darmo od 6 do 10 godzin tygodniowo. To wzrost o ponad 6 p.p. w porównaniu do roku ubiegłego.

Nie do końca za darmo

Po ponad dwóch latach pandemii pracownicy przyzwyczaili się do pracy zdalnej lub hybrydowej. Wypracowane zostały schematy, które pozwalają im zachowywać równowagę między życiem zawodowym i prywatnym, jednak wciąż przyznają, że zdarza im się pracować po godzinach. Jak wynika z badania „People at Work 2022: A Global Workforce View” firmy ADP, globalnego lidera usług kadrowo-płacowych przeprowadzonego wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie, aż ¼ polskich pracowników (25,37 proc.) twierdzi, że pracuje za darmo od 6 do 10 godzin tygodniowo. W porównaniu z poprzednią edycją badania to niepokojący wzrost o ponad 6 p.p. Okazuje się jednak, że Polacy są skłonni pracować więcej godzin i dni w tygodniu, jeżeli będzie się to wiązać z dodatkowym wynagrodzeniem. Takiego zdania jest 34,18 proc. badanych.

– Odbieranie telefonów czy pisanie maili poza godzinami pracy często w trakcie pandemii, zaczęło przyjmować status normalności. Jednak nadgodziny nie przekładają się na wydajność pracowników. Praca poza wyznaczonymi godzinami prowadzi do chronicznego zmęczenia, wyższego poziomu stresu czy niechęci do wykonywania swoich obowiązków. Przepracowany pracownik znacznie szybciej przestanie odczuwać satysfakcję ze swojej pracy – twierdzi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Wypoczęty i pełen energii pracownik nie ma problemów z koncentracją i logicznym myśleniem, a dzięki temu jest bardziej efektywny – dodaje ekspertka.

Alarm dla pracodawców

Wyniki badania ADP są wyraźnie alarmujące. Według nich, w skali globalnej pracownicy każdego tygodnia wykonują średnio prawie ponad 8h 30 minut dodatkowej pracy. Średnia europejska pozostaje na nieco niższym poziomie i wynosi 7h 45 minut. Chociaż Polacy deklarują znacznie mniejszą liczbę przepracowanych nadgodzin, to jednak co roku ona wzrasta. Według poprzedniej edycji badania Polacy pracowali średnio 5h 30 minut za darmo, natomiast w bieżącym roku średnia zwiększyła się do 5 h 48 minut.

– Niektórzy pracownicy w obawie o swoje zatrudnienie lub z powodu nakładanej na nich presji, lub chęci sprostania oczekiwaniom swoich przełożonych spędzają w firmie więcej czasu niż wynika to z ich kontraktu. Takie zachowania nie powinny jednak być akceptowane – twierdzi ekspertka ADP Polska. – Pracodawcy powinno zależeć, żeby pracownik wykonywał swoje obowiązki w godzinach pracy, dzięki czemu uniknie on zestresowania i szybkiego wypalenia zawodowego – kończy Anna Barbachowska.  

Żyjemy w ciągłym pośpiechu, a obecna presja na wspinanie się po szczeblach kariery oraz rywalizacja sprawiają, coraz więcej czasu poświęcamy pracy. Decydując się na częste nadgodziny możemy wpaść w pracoholizm. Zaczynamy odczuwać wewnętrzną potrzebę pracy, która przeobraża się w główny element naszego życia. Dzieje się to kosztem sfery prywatnej – zaniedbujemy naszych bliskich, hobby czy własne zdrowie – kładąc w centrum uwagi obowiązki służbowe – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego. – Cierpimy na pracoholizm. Według badań CBOS, w 2019 r.
aż 11 proc. z nas zmagało się z pracoholizmem, czyli ponad 2,5 mln. Kiedy obserwujemy
u siebie bądź u naszych współpracowników pogorszenie samopoczucia, skutkujące lękiem czy depresją związaną z pracą, powinien być to dla nas zawsze sygnał. Pamiętajmy, aby nie przekraczać 40 godzinowego tygodnia pracy oraz stawiać jasne granice, oddzielając swoje życie prywatne od zawodowego. Mając do dyspozycji zespół, warto nauczyć się delegowania zadań, które odciążą naszą listę czynności do wykonania
– dodaje eksperta.

Amerykanie jednak bardziej jastrzębio

Po pamiętnej konferencji prasowej prezesa NBP określenie “jastrząb” zrobiło się znacznie bardziej popularne. Oznacza podejście w polityce monetarnej dążące do podnoszenia stóp procentowych, by walczyć z inflacją. Znów mamy taki zwrot w przypadku USA.

Co dalej ze stopami procentowymi w USA?

Po ostatnim posiedzeniu FED, na którym podniesiono stopy procentowe o 0,75%, optymizm względem dalszych podwyżek wyraźnie opadł. To właśnie dlatego dolar znajdował się przez pewien czas w odwrocie. W kolejnych dniach jednak oczekiwania zaczęły wracać na poprzednie tory. Obecnie jest już ponad 68% szans na to, że we wrześniu zobaczymy podwyżkę o 0,5%. Po samej decyzji FED wyraźnie dominowała wersja wzrostu o 0,25%. W efekcie dominującym scenariuszem na koniec roku ponownie jest 3,5%, czyli jeszcze 1% wzrostu. To właśnie te zmiany oczekiwań pomagają dolarowi utrzymywać się blisko poziomu równowagi z euro.

Inne spojrzenie na inflację

Poznaliśmy wczoraj wyniki raportu “Indeks cen w sklepach detalicznych”. Wynika z niego, że ceny wzrosły w lipcu o 18,6%. Jest to wynik o ponad 3% powyżej wskaźnika inflacji. Różnica ta wynika z badania innego rodzaju produktów. Ogólna inflacja, mimo że zawiera mocno podnoszące wynik ceny paliw, zawiera również kilka elementów, które ten poziom zaniżają. W przypadku wspomnianego raportu mamy jednak wynik znacznie bardziej odczuwalny. Mniej więcej o ten poziom powinny bowiem rosnąć nasze wydatki przy kasach sklepów. Co gorsza, pomimo że inflacja w lipcu teoretycznie nie zmieniła się, to ceny w sklepach rosły w lipcu o 0,6% szybciej niż w czerwcu.

Widmo problemów za oceanem

Amerykański rynek pracy ostatnio znany jest głównie z niższego od oczekiwań poziomu bezrobocia. Owszem stopa spadła przez stworzenie zaskakująco dużej liczby nowych miejsc pracy. Z drugiej strony widzimy, że jednostkowe koszty pracy rosną w ujęciu 10,8% kwartalnie. W tym samym czasie spadła wydajność pracy o 4,6%. Oba te odczyty są niestety dla tamtejszego rynku słabsze od oczekiwań. Na rynku po publikacji zapanowało pewne zamieszanie. Finalnie dolar do końca dnia i tak tracił, ale nie tak mocno, jak przed południem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – budżet federalny.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Polskę czeka jedna z najwyższych inflacji na świecie

Jak wynika z danych Santander Consumer Banku, ponad połowa Polaków twierdzi, że ich sytuacja finansowa pogorszyła się względem ubiegłego roku. Na taką ocenę wpływa m.in. najwyższa od 25 lat inflacja. W czerwcu wyniosła ona rekordowe 15,5%. Prognozy na ten rok nie napawają optymizmem, co ma związek przede wszystkim z trwającą w Ukrainie wojną i pandemią, której nie udało się całkowicie zwalczyć. W kraju nad Wisłą, oprócz jednej z najdotkliwszych w Europie inflacji, przewiduje się również znaczny wzrost stóp procentowych, które według Bank of America Global Research osiągną 9, a nawet 10%.

Według raportu „Global Inflation Expectations and Targeting: Sky is the Limit” w 2022 i 2023 r. jedynie w Turcji i Rosji przewiduje się wyższą inflację niż w Polsce. Zdaniem ekspertów  CEIC z ISI Emerging Markets Group z obecnymi wyzwaniami gospodarczymi lepiej poradzą sobie gospodarki Meksyku, Brazylii czy Indii. W 2023 roku prognozowana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy inflacja wyniesie nad Wisłą niecałe 8%, a w krajach strefy euro nieco ponad 2%. We wspomnianych Turcji i Rosji będzie to odpowiednio 29,7% oraz 12%. Uwagę zwraca również wyjątkowo duża rozbieżność pomiędzy ogłoszonym na ten rok przez Radę Polityki Pieniężnej 2,5% celem inflacyjnym, a przewidywaniami ekonomistów.

Eksperci CEIC podkreślają, że powyższe liczby mogą się jeszcze zmienić ze względu na dynamiczną sytuację geopolityczną na świecie. Kluczowe czynniki, które mogą wpłynąć na stan gospodarek w poszczególnych krajach, to przede wszystkim przedłużająca się wojna w Ukrainie, wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu, pojawienie się nowych wariantów COVID-19 oraz zauważalne spowolnienie gospodarcze w Chinach.

Kryzys gospodarczy w Turcji i Rosji

Inflacja w Turcji, ze względu na załamanie liry i kryzys kredytowy, rośnie stale od 2018 roku. Rząd z Ankary prowadzi od lat niestandardową politykę pieniężną i mimo ciągłego wzrostu inflacji i osłabiania waluty, tamtejszy bank centralny czterokrotne decydował się już na obniżanie stóp procentowych. Obecnie Bank Centralny Republiki Tureckiej nadal ignoruje galopującą inflację, która w 2022 r. wyniesie ponad 52%, utrzymując stopy na stabilnym poziomie. Skutkiem tego jest obecnie niemal 80% wzrost cen rok do roku.

Skupiona na wojnie Rosja również mierzy się z problemem gwałtownego wzrostu inflacji, połączonego z deprecjacją lokalnej waluty. Na początku marca, po wdrożeniu pierwszych sankcji, tygodniowa inflacja wyniosła tam 2,22% i była najwyższa od 20 lat. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2022 r. ma ona utrzymać się na poziomie 24%. Pod koniec lutego Centralny Bank Federacji Rosyjskiej podniósł główną stopę procentową prawie dwukrotnie z 9,5% do 20%, wprowadzono również kontrolę przepływów kapitałowych. Umocnienie się kursu rubla mogło poważnie zaszkodzić bardzo zależnej od eksportu tamtejszej gospodarce, dlatego w lipcu miało miejsce piąte już obniżenie głównej stopy procentowej przez rosyjski bank centralny. Obniżka do 8% była odpowiedzią na pogarszającą się sytuację gospodarczą kraju.

Polacy dotkliwie odczuwają niestabilność globalnej gospodarki

Wśród gospodarek, które najdotkliwiej odczuwają skutki obecnych zakłóceń gospodarczych, analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group wskazują Polskę. Problemem nad Wisłą będzie nie tylko inflacja, ale również stopy procentowe, których średnia wysokość w 2022 r. ma wynieść 4,4%. Jak wynika z raportu CEIC, ponownie jedynie Turcja i Rosja mogą spodziewać się większego wzrostu stóp procentowych, odpowiednio o 14% i 13,4%.

Narodowy Bank Polski już w ze 2021 r. spodziewał się skoku inflacji i w związku z tym rozpoczął podnoszenie stóp procentowych w październiku zeszłego roku. Natomiast Europejski Bank Centralny, odpowiedzialny za emisję euro oraz ochronę jego siły nabywczej, decyzję o podwyżce o 0,5 punktu procentowego podjął dopiero w lipcu bieżącego roku, wdrażając ten krok po raz pierwszy od ponad dekady. Do działania EBC skłoniła rekordowa inflacja w strefie euro, która zgodnie z przewidywaniami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wyniesie w tym roku nawet 4,2%. EBC wyraźnie mija się zatem z celem inflacyjnym. Jego optymalna dla unijnej gospodarki wartość wynosi 2%.

Analitycy CEIC wyraźnie wskazują, że Polska jest jednym z krajów, które wyjątkowo dotkliwie odczuwają obecną niepewną sytuację gospodarczą na świecie. W raporcie „Global Inflation Expectations and Targeting: Sky is the Limit” nie uwzględniono jednak znajdującej się w katastrofalnym położeniu Ukrainy. Zmiany zachodzą w tym kraju na tyle szybko, że trudno określić jakie będą długofalowe skutki trwającego konfliktu zbrojnego. Pewne jest jednak, że ustabilizowanie gospodarki światowej, która dopiero uporała się ze stratami spowodowanymi przez pandemię COVID-19, a obecnie mierzy się z nowymi wyzwaniami, będzie niezwykle trudnym zadaniem, które wymaga współpracy na szczeblu międzynarodowym.

Źródło: CEIC Insights „Global Inflation Expectations and Targeting: Sky is the Limit”

Czy na rynki powróci trwały optymizm?

Na przełomie Q1 i Q2 zza oceanu zaczęły napływać informacje o cięciach etatów i redukcji budżetów na zatrudnienie w spółkach technologicznych w obawie przed nadchodzącym kryzysem. Od stycznia do czerwca amerykańskie indeksy giełdowe straciły od 25 do 35% swojej wartości na skutek odwrotu inwestorów od ryzykownych aktywów. Tymczasem powoli zaczynają pojawiać się pozytywne sygnały – w miniony piątek pojawiły się comiesięczne dane z amerykańskiego rynku pracy, które pokazały odczyt na poziomie 528 000 nowych etatów w lipcu przy prognozie na poziomie 250 000.

Jest to najlepszy odczyt tych danych od lutego bieżącego roku, o jedną trzecią lepszy niż średnia z okresu marzec – czerwiec i pokazuje dobrą kondycję rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo od połowy czerwca – czyli od ostatnich dołków – na amerykańskich giełdach pojawił się sentyment wzrostowy i już teraz niemal 45% tegorocznych spadków została odrobiona.

Znajdujemy się teraz w ciekawym w momencie, w którym będzie decydowało się, czy ostatnie ruchy wzrostowe to tylko korekta w trendzie spadkowym, czy może jednak zapowiedź trwałego powrotu optymizmu na rynkach. Trudno oczywiście przewidzieć dokładny kierunek rozwoju sytuacji, zwłaszcza wobec niepewnych czynników geopolitycznych (takich jak potencjalny konflikt Chiny-Tajwan) jednak dane makroekonomiczne zaczynają się poprawiać, a inwestorzy powoli wypatrują końca wzrostów inflacji, a tym samym perspektywy końca serii podwyżek stóp procentowych.

Ponadto, bezrobocie w USA jest na najniższym poziomie 3,5% – wróciło do poziomów sprzed pandemii, które to wcześniej nie były widziane przez 50 lat.

To obiecująca wiadomość, w świetle masy pesymistycznych informacji, które napływały do nas zewsząd przez ostatnie miesiące.

Piotr Nowosielski, Założyciel i CEO Just Join IT

Nowe regulacje dla branży influencer marketingu – UOKiK nabiera rozpędu

Pierwsze zarzuty UOKiK dla trzech influencerów i ich reklamodawcy postawione 25 lipca i wcześniejsze decyzje UOKiK o ukaraniu czołowych polskich twórców SM za brak współpracy to pokłosie starań urzędu o uregulowanie branży influencer marketingu w Polsce. Kwestia oznaczania treści komercyjnych w mediach społecznościowych nie ma obecnie dedykowanych regulacji dlatego urząd powołuje się na szeroko rozumiane prawo konkurencji i zakaz kryptoreklamy. UOKiK chce to zmienić.

Wraz z popularyzacją prowadzenia kampanii reklamowych za pośrednictwem mediów społecznościowych, w tym za pośrednictwem influencerów, wzrosło też zainteresowanie UOKiK’u branżą influencer marketingu. Dzięki swojej skuteczności, poprzez możliwość bezpośredniego dotarcia do określonej grupy docelowej odbiorców stanowiących grono followersów/osób obserwujących, z tego sposobu reklamy coraz chętniej korzystają znaczący gracze na rodzimym rynku. Oznacza to, że coraz częściej osoby obserwujące dany stream, insta-stories, czy konto stają się jednocześnie odbiorcami treści reklamowych. Niestety, ze względu na brak odpowiednich regulacji, jak i brak utartych czy jednolitych standardów dotyczących odpowiedniego oznaczania materiałów sponsorowanych, nie zawsze jesteśmy w stanie stwierdzić, czy opinia przekazywana nam przez influencera jest jego prywatną, czy wynika ze współpracy podjętej np. z producentem danego produktu lub usługi.

Prawo konkurencji

Niemniej, pomimo braku dedykowanych regulacji, na podstawie przepisów dotyczących szeroko rozumianego prawa konkurencji influencerzy już teraz mają obowiązek odpowiedniego oznaczania danego postu jako reklamy, jeśli w jakikolwiek sposób przedstawiają produkt, za którego promocję otrzymali wynagrodzenie. Odpłatna promocja produktów lub usług bez wyraźnego oznaczenia, że są to treści sponsorowane narusza zakaz kryptoreklamy i może stanowić nieuczciwą praktykę rynkową, a w niektórych przypadkach również czyn nieuczciwej konkurencji. Należy jednocześnie pamiętać, że wynagrodzenie, o którym mowa powyżej, nie musi mieć charakteru wyłącznie pieniężnego. Za sponsorowane uważa się również posty, za które autor ma otrzymać zniżki, produkty, prezenty itp.

Najistotniejszy wymóg dotyczący oznaczania contentu dotyczy konieczności jednoznacznego wskazania, że dany post czy filmik jest reklamą. Chodzi o to, by konsumenci nie mieli problemu z rozpoznaniem, że dany wpis jest sponsorowany. Zgodnie ze stanowiskiem prezentowanym przez UOKiK oznaczenie danego wpisu hashtagiem #ad lub #współpraca jest niewystarczające. Również umieszczanie oznaczeń na końcu opisu czy słabo widocznych np. ukrytych pod nazwą użytkownika, może stanowić praktykę wprowadzającą w błąd twierdzi urząd. UOKik zaleca przejrzystość i wskazuje, że jeśli post jest sponsorowany powinien być oznaczony co najmniej jako współpraca reklamowa lub komercyjna.

Zarzut kryptoreklamy

Tymczasem 25 lipca urząd postawił zarzuty kryptoreklamy  nie tylko influencerom, ale także spółce Olimp Laboratories w dyskusyjny sposób zlecającej im reklamy swoich produktów. Potwierdza to, że UOKiK bada nie tylko działania samych influencerów, ale i zasady współpracy narzucane przez reklamodawcę lub agencję reklamową.

Prowadzone obecnie przez Urząd działania mają skutkować m.in. opracowaniem oficjalnych i dedykowanych branży rekomendacji w zakresie oznaczania treści reklamowych w social mediach. Stąd też jakiś czas temu UOKiK zapytał polskich influencerów z  o zasady dotyczące współpracy z agencjami reklamowymi i reklamodawcami, jak i o praktyki realizacji treści sponsorowanych. Niestety, nie wszyscy zdecydowali się na udzielenie stosownych odpowiedzi, czy też przedstawienie konkretnych dokumentów.

Warto pamiętać, iż brak współpracy z UOKiK, w tym także poprzez nieudzielenie odpowiedzi stanowi naruszenie przepisów i wiąże się z określonymi konsekwencjami prawnymi i finansowymi. Łączne kary nałożone przez Prezesa UOKiK na sześciu znanych polskich influencerów wyniosły 139 tys. złotych i stanowią jedynie kary za brak współpracy w toku postępowania, a nie z tytułu np. naruszenia zakazu kryptoreklamy. A te mogą być zdecydowanie bardziej dotkliwe. Jak pokazuje sprawa Olimp Laboratories i influencerów promujących produkty firmy osoby działające w branży influencer marketingu powinny nie tylko bardzo poważnie podchodzić do kwestii korespondencji z Urzędem, ale też stosować się do powszechnie obowiązujących przepisów prawa i na bieżąco śledzić kierunki zmian i nowe regulacje.

Jednocześnie inluencer musi pamiętać, by odpowiednio zabezpieczyć kwestie dotyczące tajemnicy przedsiębiorstwa swoich kontrahentów i osób współpracujących, oczywiście pod warunkiem, że udostępnienie tych danych nie jest niezbędne z perspektywy prowadzonego przed UOKiK’iem postępowania.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców