FPP: Aż 400 mln zł więcej na zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) była inicjatorem uchwały przyjętej zgodnie przez obie strony dialogu społecznego (RDS) – organizacje pracodawców i związki zawodowe. Jej celem było wprowadzenie w drodze ustawowej stałego mechanizmu gwarantującego adekwatny poziom finansowania realizowanych przez PFRON zadań związanych ze wspieraniem zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami. Uchwała miała przy tym nadzwyczajny charakter, gdyż wykorzystywała przysługujące Radzie uprawnienie do zgłaszania do rządu własnych projektów ustaw, wynikające z art. 7 ustawy o RDS.

Na ostatnim posiedzeniu Rady Ministrów rozpatrzony został wniosek w sprawie uchwały strony pracodawców i pracowników Rady Dialogu Społecznego dotyczący zmiany ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, przedłożony przez Minister Rodziny i Polityki Społecznej. Rząd podjął kierunkową decyzję w sprawie przeznaczenia dodatkowych środków z budżetu państwa na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON), w kwocie ponad 400 mln zł rocznie.

„Liczymy na to, że za kierunkową decyzją rządu w sprawie dofinansowania PFRON podążą stosowne zapisy w projekcie budżetu państwa, który zostanie przedstawiony pod koniec sierpnia. Mamy ponadto nadzieję, że rozwiązanie wprowadzane przez rząd będzie miało – tak, jak wynika to z treści uchwały RDS – charakter systemowy, zapewniając trwały wzrost budżetowego finansowania zadań PFRON na poziomie minimum 30% ich kosztów, a nie będzie działaniem doraźnym, przynoszącym jedynie krótkotrwały pozytywny efekt. Jest to szczególnie istotne w kontekście niekorzystnych trendów występujących na rynku pracy osób z niepełnosprawnościami, wynikających m.in. z nieadekwatnego poziomu finansowania kluczowych instrumentów” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Efektem działań zainicjowanych przez FPP jest deklaracja zwiększenia finansowego wsparcia działań związanych z zatrudnianiem osób z niepełnosprawnościami, co potwierdza sens aktywnego uczestnictwa w dialogu społecznym poprzez wysuwanie własnych propozycji i projektów legislacyjnych przez partnerów społecznych.

Będzie łatwiej o samochód zastępczy po wypadku

  • Poszkodowani w wypadkach będą częściej korzystać z aut zastępczych po wejściu w życie nowych rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego dotyczących likwidacji szkód.
  • Eksperci spodziewają się, że standardem stanie się przedstawianie poszkodowanym propozycji podstawienia samochodu zastępczego i zabrania uszkodzonego do warsztatu naprawczego
  • Już teraz Polacy coraz częściej korzystają z samochodów zastępczych w ramach usługi assistance po wypadkach lub awariach, szczególnie z segmentu premium i dostawczych
  • W pierwszej połowie 2022 r. klienci Mondial Assistance korzystali z aut zastępczych przez ponad 98 tys. dni. Dla porównania rok wcześniej było to 76 tys. dni.
  • Co piąty przypadek pomocy w razie problemów z samochodem dotyczy udostępnienia samochodu zastępczego.

Udostępnienie samochodu zastępczego znajduje się wśród pięciu usług assistance, z których skorzystalibyśmy najchętniej – wynika z badania IPSOS na zlecenie Mondial Assistance. Co istotne zainteresowanie nią wzrosło w ostatnim czasie. Aż 62% klientów pytanych na przełomie 2021/22 r. wskazało, że najchętniej skorzystałoby z usługi samochodu zastępczego. Dla porównania w 2020 r. deklarowało tak 57% badanych. Z danych Mondial Assistance wynika, że przeciętnie z zastępczych aut osobowych korzystamy przez około 6 dni, a dostawczych średnio około 7 dni.

– Obserwujemy coraz większe zapotrzebowanie na samochody zastępcze udostępniane posiadaczom umów assistance w ramach pakietów ubezpieczeń komunikacyjnych oraz poszkodowanym korzystającym z OC komunikacyjnego sprawcy wypadku. Trzeba też pamiętać, że Polska znajduje się w europejskiej czołówce pod względem sprzedaży nowych aut, do których pakiet assistance jest dodany z automatu. Z naszych statystyk wynika, że liczba klientów, którzy skorzystali z auta zastępczego była po pierwszych sześciu miesiącach 2022 r. o 13% wyższa, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Przeciętnie używali ich w tym okresie dłużej, bo przez 98 tys. dni, wobec 76 tys. dni rok wcześniej, co oznacza 29% wzrost. Spodziewam się, że w najbliższych miesiącach popyt na taką usługę będzie rósł, na skutek wejścia w życie rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego dotyczących likwidacji szkód komunikacyjnych. Żeby zaspokoić oczekiwania naszych partnerów i klientów, w tym roku zwiększymy dostępną flotę o 15%, do ponad 37 tys. pojazdów.– mówi Piotr Ruszowski, prezes Mondial Assistance.

Kiedy dostaniemy auto zastępcze?

To, w jakich sytuacjach dostaniemy auto zastępcze i na jak długo zależy od warunków umowy, którą zawarliśmy lub pakietu dodanego do auta. W podstawowych wariantach assistance dodawanych bezpłatnie np. do OC komunikacyjnego zwykle takiej możliwości w ogóle nie ma. Pojawia się ona dopiero w dodatkowo płatnych pakietach. I tu również zakres pomocy zależy od ich ceny. W tańszych dostaniemy samochód zastępczy tylko po wypadku. W droższych również w razie awarii lub kradzieży. Im droższy wariant, tym dłuższy jest też okres, na jaki możemy dostać samochód, może to być od 4 do nawet 30 dni. Możemy też liczyć na to, że ubezpieczyciel podstawi samochód zastępczy na miejsce zdarzenia. W szerszych wariantach jest też możliwe, że odbierze go od nas np. po zakończeniu naprawy.

Koszt takiego ubezpieczenia to mniej więcej 100-200 zł rocznie. Za taką kwotę moglibyśmy wynająć samochód zastępczy na wolnym rynku na 1-2 dni. Dlatego, jeśli samochód jest nam niezbędny do pracy czy po prostu w codziennym życiu warto zdecydować się na możliwe szeroki pakiet assistance – argumentuje Piotr Ruszowski.

Ze statystyk jego firmy wynika, że 21% interwencji w razie problemów z samochodem dotyczy udostępnienia samochodu zastępczego. Bardziej popularną formą pomocy jest tylko usługa holowania (61% przypadków). Najczęściej interwencja asystora jest konieczna po awarii (75% przypadków) i wypadku (19%).

Kto potrzebuje aut zastępczych?

Warto podkreślić, że podstawiany samochód zastępczy musi być alternatywą dla tego przez nas używanego. Jeśli więc mamy samochód dostawczy, to nie dostaniemy auta osobowego. Jeśli jeździmy autem klasy F, czyli luksusowym, nikt nie zaproponuje nam samochodu z segmentu A.

W przypadku programów assistance producentów samochodów podstawowym wymogiem jest zapewnienie dostarczenia auta nie tylko tej samej klasy, ale też marki. Szczególnie dotyczy to programów aut z segmentu premium – mówi Piotr Ruszowski.

Zwraca uwagę, że w 2021 r. pojazdy z segmentu premium np. marki BMW, Mercedes i Audi plasowały się w czołowej dziesiątce sprzedaży nowych pojazdów. W konsekwencji rośnie też zapotrzebowanie na takie samochody zastępcze. Dlatego w tym roku co szóste auto zasilające flotę dostępnych aut zastępczych Mondial Assistance, należy do segmentu premium.

Obecnie około 58% udostępnianych przez nas pojazdów należy do segmentu budżetowego. Co trzecie auto jest zaliczane do segmentu premium. 8% udostępnień dotyczy samochodów dostawczych. W tych dwóch ostatnich segmentach obserwujemy największy wzrost zapotrzebowania na samochody zastępcze  – wylicza Piotr Ruszowski.

Skalę wzrostu zainteresowania samochodami zastępczymi pokazują dane dotyczące rozbudowy dostępnej dla klientów floty pojazdów. Na koniec roku ma być o niemal jedną trzecią więcej samochodów dostawczych typu furgon. O 20% wzrośnie liczba specjalistycznych aut dostawczych np. wywrotek, lawet, chłodni itp.

Widzimy, że przedsiębiorcy wykorzystujący auta do pracy są coraz bardziej świadomi, jakie koszty wynikają z braku dostępu do takich samochodów i częściej decydują się na zawarcie ubezpieczenia, które zapewni im ciągłość działania – mówi Piotr Ruszowski.

Rekomendacje zwiększą zainteresowanie

Warto zwrócić uwagę, że w tym tygodniu Komisji Nadzoru Finansowego ogłosiła rekomendacje dotyczące likwidacji szkód z polis OC komunikacyjnego. Określają więc one zasady postępowania wobec poszkodowanych w wypadkach. W porównaniu do wytycznych z 2014 r. pojawiły się między innymi dwa nowe elementy, które będą wpływały na większy popyt na auta zastępcze.

Rekomendacja 21 mówi m.in. o obowiązku przekazania poszkodowanemu zgłaszającemu szkodę informacji o zasadach uznawania kosztów wynajmu pojazdu zastępczego. Rekomendacja 22 określa zasady, jakimi powinien kierować się ubezpieczyciel, oferując samochód zastępczy poszkodowanemu. Z kolei rekomendacja 16 przewiduje, że elementem tzw. kompleksowej likwidacji szkody ma być zapewnienie pojazdu zastępczego na czas naprawy. Spodziewam się, że na skutek tych rekomendacji standardem stanie się przedstawianie klientom propozycji podstawienia samochodu zastępczego i zabrania uszkodzonego do warsztatu naprawczego – mówi Piotr Ruszowski.

Komisja Nadzoru Finansowego oczekuje, że rekomendacje będą stosowane przez zakłady ubezpieczeń nie później niż od 1 listopada 2022 r.

Urlopy bez tajemnic. Kto, jak długo i z jakiej okazji odpocznie od pracy?

Chociaż Polacy narzekają na zbyt mało dni wolnych od pracy – statystyki mówią same za siebie. Liczba dni urlopu wypoczynkowego w Polsce mieści się w średniej krajów europejskich, a o ponad rocznym, płatnym urlopie macierzyńskim mieszkańcy innych zakątków świata mogą tylko pomarzyć. Gdzie korzystanie z odpłatnego urlopu jest normą, a w których krajach otrzymanie płatnych dni wolnych od pracy graniczy z cudem?

Urlopy w Polsce

Według polskiego prawa każda osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę jest uprawniona do skorzystania z urlopu wypoczynkowego.  W zgodzie z art. 161 Kodeksu pracy pracodawca jest zobowiązany udzielić pracownikowi urlopu wypoczynkowego, pod warunkiem że ten uzyskał  do niego prawo. W praktyce etatowcy z ponad 10-letnim stażem pracy otrzymują 26 dni roboczych płatnego urlopu wypoczynkowego. Osoby z mniejszym niż 10 lat stażem – mają natomiast prawo do 20 dni urlopu.

Urlop wypoczynkowy to jednak niejedyne dni wolne od pracy dla Polaków. Każda osoba zatrudniona na etat  może również skorzystać z:

  • 4 dni urlopu na żądanie, który można wykorzystać w dowolnym czasie. Jest rodzajem urlopu wypoczynkowego, a nie dodatkowymi dniami wolnymi. Zgłasza się go telefonicznie, osobiście, mailowo lub pisemnie. Urlop na żądanie to dzień wolny od pracy, który przysługuje w wyniku nieprzewidzianych, nagłych sytuacji losowych. Według art. 1872 Kodeksu pracy informację o urlopie na żądanie należy przekazać najpóźniej w dniu rozpoczęcia urlopu, ale przed godziną  rozpoczęcia  pracy.
  • urlopu okolicznościowego – pogrzeb bliskiego członka rodziny, narodziny dziecka czy własny ślub – to wydarzenia, które uprawniają pracownika do skorzystania z urlopu okolicznościowego. Zgodnie z zapisami Rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej urlop okolicznościowy trwa od 1 do 2 dni. Jest to urlop pełnopłatny, pod warunkiem przekazania pracodawcy w późniejszym terminie odpisu aktu zgonu, małżeństwa czy też narodzin dziecka.
  • urlopu macierzyńskiego, tacierzyńskiego i rodzicielskiego – urlop macierzyński jest związany z okresem ciąży i udzielany kobietom spodziewającym się dziecka. Polki mają prawo do 20 tygodni urlopu macierzyńskiego po narodzinach dziecka, a 6 tygodni można wykorzystać bezpośrednio przed porodem. Co ciekawe, liczba dni urlopu macierzyńskiego jest związana z mnogością ciąży. Mamy bliźniaków mogą wykorzystać 31 tygodni płatnego urlopu, a mamy trojaczków (i więcej) aż 37 tygodni. Warto nadmienić, że urlop macierzyński jest płatny. Wysokość świadczenia w tym okresie jest uzależniona od średniej zarobków z ostatnich 12 miesięcy poprzedzających przejście na urlop. Ale to jeszcze nie koniec możliwości urlopowych dla rodziców w Polsce. Urlop rodzicielski to 32 tygodnie i 34 tygodnie (przy większej liczbie dzieci) płatnego urlopu dla matki lub ojca. Można go wykorzystać bezpośrednio po urlopie macierzyńskim i tym samym zachować ciągłość opieki nad dzieckiem, ale istnieje również możliwość jego podziału. Urlop rodzicielski można rozłożyć na maksymalnie 4 części, przy czym każda z nich wynosi wówczas 8 tygodni.
  • urlopu wychowawczego – to bezpłatny urlop na wychowanie dziecka, który  trwa maksymalnie 36 miesięcy (3 lata). Co istotne – nie trzeba wykorzystywać go w pełnym wymiarze czasu. Rodzice mogą zdecydować, z ilu tygodni urlopu skorzystają. Urlop wychowawczy dla jednego rodzica może wynieść maksymalnie 35 miesięcy, ponieważ 1 miesiąc jest zawsze zarezerwowany dla drugiego opiekunka (matki lub ojca), niezależnie od tego, czy on z niego skorzysta.
  • urlopu ojcowskiego w wymiarze to 14 dni (płatny 100 proc.).
  • urlopu bezpłatnego, który może trwać od kilku dni do kilku miesięcy. Ile dokładnie? Co ciekawe, chociaż urlop ten jest regulowany przepisami Kodeksu pracy, to dokument ten nie zawiera informacji o maksymalnym limicie wolnych dni. Pracodawca może zgodzić się na udzielenie urlopu bezpłatnego, a swojej odmowy nie musi niczym uzasadniać.
  • urlopu szkoleniowego przysługującego wtedy, gdy pracownik podnosi swoje kwalifikacje – korzysta ze szkoleń wewnętrznych lub zewnętrznych. W zależności od rodzaju szkolenia pracownik może skorzystać z 6 do 21 dni roboczych.

Zeszłoroczne badanie TNS Kantar i ZBP wskazuje, że niemal połowa ankietowanych Polaków wykorzystuje urlop wypoczynkowy w jednorazowym wymiarze od 7 do 10 dni. Na dłuższy wypoczynek wybiera się niespełna 11 proc. badanych. Może to wynikać z kilku czynników: możliwości finansowych, odpowiedzialności zawodowej, chęci podzielenia urlopu wypoczynkowego na kilka transz lub obawy o niezadowolenie pracodawcy z dłuższej nieobecności w pracy. Z niecierpliwością wyczekujemy tegorocznych wyników badania – zakładam, że wysoka inflacja będzie miała realne przełożenie na długość urlopu Polaków w 2022 roku – mówi Krzysztof Wojtas, prezes zarządu BrainSHARE IT, producenta programu SaldeoSMART.

Swego nie znacie, cudze chwalicie. Urlopy w innych krajach

Zaplecze urlopowe w Polsce wcale nie jest tak złe, jak można by się spodziewać. Niejeden rodzic z Dubaju czy USA może tylko pomarzyć o rocznym, płatnym urlopie związanym z wychowaniem dziecka. Wiele młodych matek z żalem oddaje pod opiekę niespełna dwu-, trzymiesięczne dzieci, by z laktatorem pod pachą szybko wrócić do pracy.

Urlopy w Stanach Zjednoczonych

American Dream w urlopowym wydaniu wcale nie prezentuje się tak bajkowo, jeśli pod ocenę bierze się płatny wypoczynek od pracy. Dla wielu szokujące jest to, że zatrudnionym w USA nie przysługuje ani jeden dzień urlopu wypoczynkowego, a płatny urlop rodzicielski nie istnieje (z wyjątkiem kilku stanów, które ustanowiły odrębne przepisy w zakresie udzielenia urlopu rodzicielskiego, jak np. Kalifornia). Na co zatem mogą liczyć zatrudnieni w USA?

To jedynie 12 tygodni bezpłatnego urlopu rodzinnego, który przysługuje zaraz po urodzeniu dziecka (lub po jego adopcji). Urlop ten może być udzielony wyłącznie pod pewnymi warunkami, a i wiele zależy od dobrych chęci pracodawcy. Ci najhojniejsi oferują rodzicom częściowe wynagrodzenie podczas trwania urlopu rodzicielskiego.

Zrelaksowany jak Francuz

Oprócz tego, że we Francji obowiązuje skrócony, 35-godzinny tydzień pracy, pracownicy mogą wykorzystać aż 30 dni płatnego urlopu w ciągu roku, przy czym jednorazowo może to być maksymalnie 24 dni. Pozostałe 6 dni należy wykorzystać w innym terminie.

Francuski indemnities journaliers de maternite (świadczenie z tytułu płatnego urlopu macierzyńskiego) przysługuje kobietom, które przerywają pracę na czas urlopu macierzyńskiego. Wynosi on 16 tygodni (6 przed porodem i 10 tygodni po porodzie) i jest powiększany o kolejne tygodnie w zależności od liczby dzieci, aż do 46 tygodni (w przypadku ciąż mnogich). Ojcom przysługuje z kolei urlop ojcowski w wymiarze od 11 do 18 płatnych dni, które mogą wykorzystać do 4 miesięcy po narodzinach dziecka.

Urlopy w Niemczech – podobnie jak w Polsce

W Niemczech minimalna długość urlopu wypoczynkowego (minimalna, bo często zapisy umowy o pracę wydłużają ten czas) wynosi 24 dni w przypadku 6-dniowego tygodnia pracy i 20 dni, gdy tydzień roboczy ma 5 dni. Do nich należy jednak również doliczyć dodatkowe 10 dni w roku, które są wolne od pracy z mocy ustawy. Zatrudnieni w Niemczech mogą również skorzystać z bezpłatnego urlopu na zasadach podobnych jak w Polsce. Urlop rodzicielski w Niemczech wynosi natomiast maksymalnie 24 miesiące, które można podzielić na części i wykorzystać dowolnie do czasu ukończenia przez dziecko 3 roku życia.

Wielka Brytania – urlop po angielsku

W Wielkiej Brytanii pracownik otrzymuje prawo do 28 dni płatnego urlopu wypoczynkowego zaraz po rozpoczęciu pracy. Jednak to pracodawca ma decydujący głos o długości urlopu i może według własnego uznania zwiększyć liczbę dni wolnych od pracy.

Osoby zatrudnione na wyspach mogą liczyć również na to, że ich urlop będzie związany z wyższym wynagrodzeniem, bowiem świadczenie urlopowe wypłacane jest ze średniej zarobków (włącza się w nią również płatne nadgodziny). Płatny urlop macierzyński w UK trwa 52 tygodnie. Jest podzielony na dwie części – podstawową, która trwa 26 tygodni, i dodatkową, trwającą drugie 26 tygodni.

Japonia – mekka pracoholików

Japończycy są bardzo pracowici i ambitni. Nie tylko  pracują nawet po 13 godzin na dobę przez 6 dni w tygodniu, ale na dokładkę przysługuje im bardzo mało dni wolnych od pracy. Urlop macierzyński w Japonii trwa jedynie 14 tygodni (sześć tygodni przed porodem i osiem tygodni po porodzie).

Urlop wypoczynkowy w Japonii trwa 20 dni, ale przysługuje tylko tym, którzy przepracowali minimum 6,5 roku. Co ciekawe, jeśli osoba zatrudniona w Japonii zachoruje, może nie przychodzić do pracy, ale dni poświęcone na chorowanie będą jej odebrane z urlopu wypoczynkowego… Urlop okolicznościowy w Japonii trwa dłużej niż w Polsce, bo aż 5 dni, jednak wynika to jedynie z kultury i obyczajów religijnych Japończyków.

Hiszpania – rekordziści w liczbie dni urlopów okolicznościowych

Urlop wypoczynkowy w Hiszpanii przysługuje każdej zatrudnionej osobie i wynosi aż 30 dni. Na szczególną uwagę zasługuje jednak długość płatnego urlopu okolicznościowego, który w Hiszpanii trwa nawet 15 dni. Może on być udzielony zarówno z okazji ślubu, jak i z powodu przeprowadzki.

Podstawowy urlop macierzyński w Hiszpanii ma wymiar 16 tygodni (plus 2 dodatkowe tygodnie na każde dziecko w przypadku ciąż mnogich). Podobnie jak w Polsce, w Hiszpanii istnieje również prawo do skorzystania z bezpłatnego, trzyletniego urlopu wychowawczego.

Belgia – pierwszeństwo do urlopu wypoczynkowego dla rodziców

Długość urlopu wypoczynkowego udzielanego osobom zatrudnionym w Belgii jest uzależniona od stażu ich pracy. Płatny urlop wypoczynkowy w maksymalnym wymiarze może wynieść 24 dni robocze. Co ciekawe, pierwszeństwo w wykorzystaniu urlopu wypoczynkowego mają zawsze pracownicy będący rodzicami dzieci w wieku szkolnym!

Urlop macierzyński w Belgii trwa 15 tygodni plus dodatkowe 10 dni z okazji urodzenia się dziecka (3 dni płatne w 100 proc., kolejne 7 dni płatne 82 proc.). Kobieta pracująca w Belgii ma zakaz pracy na 7 dni przed planowanym terminem rozwiązania.

Szwecja – preferencyjne warunki urlopowe dla rodziców

W Szwecji bardzo duży nacisk kładzie się na wychowanie dzieci. To właśnie dlatego rodzice mają prawo do 480 dni urlopu po urodzeniu lub adoptowaniu dziecka. W tym czasie otrzymują 80 proc. maksymalnego wynagrodzenia. Co więcej, każdy rodzic planujący wrócić do pracy przed ukończeniem przez dziecko 8 roku życia może na życzenie zmniejszyć wymiar pracy o jedną czwartą. Liczba dni urlopu wypoczynkowego w Szwecji wynosi natomiast 25 dni roboczych.

W porównaniu warunków urlopowych w różnych krajach świata Polska wcale nie wypada źle. Najwięcej dni wolnych od pracy w Europie oferuje Francja, zaraz po niej Słowenia, Węgry i Cypr. Najmniej urlopu wypoczynkowego, bo jedynie 18 dni, otrzymają natomiast osoby zatrudnione w Irlandii. A jak wygląda sytuacja z faktycznym wykorzystaniem przyznanych dni na wypoczynek od pracy? Dopiero w przyszłym roku można będzie ocenić, czy galopująca inflacja wpłynie na wakacyjne plany zatrudnionych nie tylko w Polsce i Europie, ale też na całym świecie.

Zasiłek macierzyński zwolniony z PIT

Obecne zmiany w ramach Polskiego Ładu obejmują także zasiłki macierzyńskie dla mężczyzn (za okres urlopu ojcowskiego) i kobiet. Z dniem 1 lipca są one zwolnione z podatku dochodowego od osób fizycznych do kwoty 85 tys. 528 złotych w skali roku. 

Do tej pory osoby sięgające po ulgę zwolnienia z PIT, które pobierały zasiłek macierzyński w okresie od stycznia do czerwca 2022 roku, od tego świadczenia opłacały podatek. – W obliczu nowelizacji przepisów w ramach Polskiego Ładu, z dniem 1 lipca zasiłki wypłacane zarówno przez pracodawcę, jak i ZUS nie mogą być pomniejszone o zaliczkę na podatek dochodowy. Podkreślić należy, iż zmiana ta dotyczy zarówno kobiet pobierających zasiłek macierzyński za okres urlopu macierzyńskiego oraz urlopu rodzicielskiego, jak również mężczyzn pobierających zasiłek macierzyński za okres urlopu ojcowskiego – mówi Maciej Blajer z Systim.pl

Choć nowe przepisy dotyczące zwolnienia podatkowego weszły już w życie 1 lipca br., to jednak zaczną one obowiązywać z mocą wsteczną – zwolnieniem z podatku dochodowego zostaną bowiem objęte wszystkie zasiłki macierzyńskie wypłacone od dnia 1 stycznia 2022 roku.

Ze zwolnienia podatkowego może skorzystać osoba, która pobiera zasiłek macierzyński i ma prawo skorzystać z jednej z poniższych ulg podatkowych:

  • ulgi dla młodych, która przysługuje osobom, które nie ukończyły 26. roku życia,
  • ulgi na powrót, która przysługuje osobom, które na stałe wracają do Polski z zagranicy,
  • ulgi dla rodzin 4+, która przysługuje osobom, które wychowują co najmniej czwórkę dzieci,
  • ulgi dla pracujących seniorów, która przysługuje osobie pracującej po osiągnięciu wieku emerytalnego (60 lat – kobieta, 65 lat – mężczyzna, zasiłek macierzyński może przysługiwać pracującemu seniorowi, m.in. jeśli przyjmie dziecko lub dzieci na wychowanie).

Co należy zrobić, aby ZUS zastosował zwolnienie przy naliczaniu zaliczki na PIT? – W tym celu niezbędne jest złożenie do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych odpowiednich dokumentów. Jeśli chodzi o osoby korzystające z ulgi dla młodych, powinny one złożyć wniosek o obliczenie zaliczek z uwzględnieniem zwolnienia.  W sytuacji, gdy mamy do czynienia z osobami korzystającymi z pozostałych ulg, wtedy powinny one sięgnąć po oświadczenie o spełnieniu warunków do stosowania ulgi – podkreśla ekspert z Systim.pl.

Na koniec warto podkreślić, iż w sytuacji zmiany stanu faktycznego, który ma wpływ na stosowanie zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych, ZUS musi być o tym poinformowany. Co ważne, możliwe jest cofnięcie złożonego wniosku o zastosowanie ulgi.

7 na 10 firm nie może znaleźć pracowników z potrzebnymi umiejętnościami

7 na 10 pracodawców w Polsce boryka się z trudnościami w zrekrutowaniu nowych pracowników z aktualnie poszukiwanymi umiejętnościami – potwierdza opublikowany dziś raport ManpowerGroup „Niedobór talentów”. To wciąż dużo, jednak skala ta jest mniejsza niż jeszcze rok temu, gdy rekrutacja zakończona sukcesem była wyzwaniem dla 81% pracodawców w naszym kraju. Poziom niedoboru talentów wrócił do takiego samego rozmiaru, z jakim rynek pracy mierzył się przed wybuchem pandemii, w 2019 roku. Raport potwierdza również, że najtrudniej jest znaleźć u kandydatów umiejętności z obszaru IT & analizy danych, logistyki & operacji oraz obsługi klienta. Z wyzwaniem w pozyskaniu odpowiednich osób do pracy zmaga się cały świat – w skali globalnej odnotowuje je 75% firm.

Zgodnie z deklaracjami polskich pracodawców najtrudniejszymi do znalezienia wśród kandydatów umiejętnościami są te z obszaru IT & analizy danych – wskazało na nie 32% przebadanych polskich firm. Na drugim miejscu znalazły się logistyka i operacje (29%), a następnie obsługa klienta (27%), HR (26%) oraz sprzedaż i marketing (23%). Branżą, w której firmy odczuwają największy problem z rekrutacją pracowników jest gastronomia i hotelarstwo – aż 85% organizacji z tego sektora mierzy się z niedoborem talentów. Równie duży niedobór rąk do pracy odczuwa bankowość i finanse (77%), budownictwo (75%) oraz produkcja (75%).

Skala trudności w zrekrutowaniu pożądanych pracowników nadal utrzymuje się na wysokim poziomie, jednak wynik jest niższy o 11 punktów procentowych niż rok temu. W raporcie z 2021 roku o braku kandydatów mówiło 81% firm, w 2019 roku było to o 11 punktów procentowych mniej, czyli 70% – dokładnie tyle, ile pokazuje tegoroczna analiza.

– Najnowsze wyniki raportu Manpower o niedoborze talentów dobitnie pokazują wyzwania, z jakimi mierzy polski rynek pracy. 70% pracodawców mówiących o trudnościach w pozyskaniu niezbędnych talentów to pokłosie zarówno nadal bardzo niskiego poziomu bezrobocia, jak i niedopasowania kompetencyjnego kandydatów na rynku do tak dynamicznie zmieniającej się specyfiki i organizacji wielu firm – mówi Kamil Sadowniczyk, dyrektor Manpower Polska.

Największe problemy ze znalezieniem osób z pożądanymi kwalifikacjami zgłaszają małe (zatrudniające od 10 do 49 osób) i średnie (50 – 250) przedsiębiorstwa – 74% z nich mówi o trudnościach w dostępności rąk do pracy. Problem zauważa również 68% dużych organizacji (ponad 250 osób) oraz 67% mikroprzedsiębiorstw (do 9 osób).

Zdaniem eksperta, pracodawcy funkcjonują w otoczeniu dużej niepewności, ale też ogromnych niedoborów, a liczne czynniki zewnętrzne będą jedynie zwiększały dynamikę tych zmian. – Ostatnie dwa lata charakteryzowała zarówno transformacja cyfrowa, jak i umacniający się trend automatyzacji w przedsiębiorstwach produkcyjnych czy logistycznych. W efekcie znacząco szybciej rośnie zapotrzebowanie na nowe kompetencje, niż ich podaż na rynku – mówi Kamil Sadowniczyk.

Jak dodaje ekspert, nie można jednak pominąć czynników, pod wpływem których znajduje się obecnie polska gospodarka, a w rezultacie rynek pracy. – Wciąż notowane są duże zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw, które wymagają od firm jeszcze większej elastyczności. Są one jednak przyczyną decyzji o przenoszeniu części łańcucha do Europy, w tym do Polski, co nasila zapotrzebowanie na kandydatów. Z drugiej strony mamy do czynienia z szalejąca inflacją oraz presją płacową, czy też niemal spiralą inflacyjną, której ryzyko jest bardzo wysokie przy wysokich oczekiwaniach kandydatów na rynku o tak dużym niedoborze. Jedną z konsekwencji takiej sytuacji, może być właśnie nadal utrzymujący się na bardzo wysokim poziomie wskaźnik niedoboru talentów – podsumowuje Kamil Sadowniczyk.

Jak wygląda sytuacja niedoboru talentów w ujęciu globalnym? Wyzwania związane z pozyskiwaniem pracowników o pożądanych kompetencjach zgłasza 75% firm na świecie, co jest wskaźnikiem o 5 punktów procentowych wyższym niż ten notowany w Polsce. Największe niedobory talentów na rynku pracy wskazują przedsiębiorstwa w Tajwanie (88%), w Portugalii (85%), Singapurze (84%), Chinach (83%) i Hong Kongu (83%). Polska zajęła 32 miejsce w globalnym rankingu, co stanowi 4. miejsce wśród państw europejskich z najmniejszym niedoborem talentów. Mniejsze trudności ze znalezieniem kandydatów z odpowiadającymi firmom kwalifikacjami w Europie notują organizacje z Czech (49%), Słowacji (56%) oraz Holandii (66%).

O badaniu: Badanie „Niedobór talentów” zostało zrealizowane na próbie 522 pracodawców w Polsce i 40 000 firm na świecie. Celem badania było zmierzenie skali trudności w pozyskiwaniu nowych pracowników o pożądanych kompetencjach. Raport prezentuje dane w podziale na 6 regionów Polski i 6 sektorów rynku. W raporcie znajdują się również dane na temat umiejętności, w tym również kompetencji miękkich, najtrudniejszych do znalezienia u kandydatów. Badanie zostało zrealizowane pomiędzy 1 a 29 kwietnia 2022 roku, zatem odzwierciedla wpływ konfliktu
w Ukrainie na rynek pracy w Polsce.

W stronę organizacyjnego dobrostanu

Doświadczenie pandemii uświadomiło wszystkim uczestnikom rynku pracy, że w zmieniającej się nagle rzeczywistości umiejętność budowania zmotywowanych, silnych zespołów jest kluczowa. Dlatego dziś to dyrektorzy HR przejmują centralną rolę w firmach i stają się inicjatorami zmian w strategiach biznesowych. Coraz częściej są określani mianem people & culture managerów, których głównym celem jest tworzenie rozwiązań wspierających elastyczność, empatię, wspólne wartości, inkluzywność, a także zdrowie psychiczne, kondycję i rozwój pracowników. Od powodzenia w ich pracy wiele zależy, bo to właśnie te czynniki będą przyciągać najlepszych kandydatów i decydować o sile firm w czasach, w których pewne jest tylko to, że nie ma nic pewnego.

Mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tak też można by podsumować jednym zdaniem zmiany, które zaszły na rynku pracy po ciężkich dwóch latach zmagania się z pandemią. Wszyscy doświadczyliśmy w tym czasie trudnych, a często traumatycznych sytuacji, które dotknęły w niemal równym stopniu naszego życia prywatnego i zawodowego, jeszcze mocniej je ze sobą wiążąc. Między innymi to sprawiło, że w nowej popandemicznej rzeczywistości wzrosła ranga i znaczenie dyrektorów HR, określanych od pewnego czasu coraz częściej mianem people & culture managerów. Stają się oni strategicznymi partnerami w zarządzaniu biznesem, inicjatorami zmian, które wyprzedzą niekorzystne zjawiska zachodzące w otoczeniu rynkowym i zapobiegną ich negatywnemu wpływowi na firmę i jej wyniki. Wiele zatem zależy od ich skuteczności, inicjatywy, kreatywności i intuicji. Do najważniejszych wyzwań należy zaś dostarczenie rozwiązań, które pomogą świadomie obrać kierunek, planować i przechodzić przez transformację, a także wspieranie rozwoju silnych liderów i budowanie postaw w duchu agile.

Po trudnych doświadczeniach ostatnich dwóch lat widać już wyraźnie, że nie da się tych celów osiągnąć, jeśli w centrum uwagi managerów nie stanie człowiek i jego szeroko pojęty dobrostan, obejmujący zdrowie, relacje międzyludzkie, poczucie bezpieczeństwa i wspólne wartości. Tego właśnie oczekują dziś pracownicy od swoich liderów i takie środowisko pracodawcy muszą im zapewnić. Z punktu widzenia firmy doradczej Michael Page zmianę tę widzimy w szerszej perspektywie: z jednej strony poszukujemy osób o odpowiednich kompetencjach na stanowiska people & culture managerów, z drugiej specjaliści z tego obszaru zlecają nam rekrutację pracowników do innych działów w ich firmach. Czym zatem organizacje mogą przyciągnąć dziś najlepszych kandydatów i jakie wyzwania stoją przed osobami zarządzającymi obszarem HR?

Nie wszystko złoto

Jedno trzeba sobie powiedzieć wprost: sukcesy będą odnosić tylko ci pracodawcy, którzy zrozumieją, że świat się zmienił i zmienili się pracownicy. Wysokość zarobków, mimo rosnącej inflacji, nie stanowi dziś najważniejszego i jedynego kryterium, decydującego o wyborze miejsca pracy. Oczywiście nadal perspektywa rosnącej pensji wpływa na decyzję o pozostaniu w danej firmie, ale równorzędną rolę odgrywa w niej zdrowe środowisko pracy, o którego jakość dba właśnie obszar HR. Składa się na nie dobra, bezstresowa atmosfera, interpersonalna dojrzałość emocjonalna w zespole, możliwość wymiany doświadczeń i rozwoju, a także wysoki poziom bezpieczeństwa. To właśnie takie otoczenie zapobiega wypaleniu zawodowemu i zaburzeniom depresyjnym, będących doświadczeniem coraz większej liczby pracowników.

Kluczowe wyzwania dla dyrektora HR – czy właśnie już people & culture managera – firmy chcącej przyciągnąć najlepsze talenty wiążą się też ze znalezieniem takich rozwiązań na poziomie operacyjnym oraz w zakresie kultury organizacyjnej, które będą sprzyjały szeroko pojętej równowadze między pracą a życiem prywatnym. Istotne jest także zaangażowanie w akcje społeczne oraz zapewnienie benefitów adekwatnych do realnych i aktualnych potrzeb. Potwierdza to m.in. badanie Michael Page, przeprowadzone na 5000 pracownikach i kandydatach w całej Europie. 59% badanych twierdzi w nim, że chętnie pozostałaby przy pracy zdalnej lub hybrydowej, a wśród kobiet ten odsetek wynosi nawet 63%. Jednocześnie dla 50% ważne są więzi społeczne w miejscu pracy. Trzy czwarte (75%) respondentów zadeklarowało też chęć pracy dla firmy zaangażowanej w społeczną odpowiedzialność biznesu, przede wszystkim (97%) w obszarze praw człowieka.

Jeśli chodzi o benefity, najważniejsze dla pracowników są dziś korzyści związane z opieką zdrowotną, zarówno na poziomie fizycznym, jak i psychicznym. We wspomnianym badaniu Michael Page prywatna opieka zdrowotna dla siebie i rodziny okazała się priorytetowa dla 51% respondentów.

Międzynarodowe badanie Ipsos przeprowadzone w 28 krajach świata na przełomie listopada i grudnia 2020 dla Światowego Forum Ekonomicznego pokazuje, że w czasie pandemii 56% osób pracujących odczuwało lęk związany z bezpieczeństwem pracy, a 55% stres wynikający z nowej organizacji pracy i życia rodzinnego (np. opieka nad dziećmi) lub trudności związane ze znalezieniem równowagi pomiędzy pracą a innymi sferami życia. Dlatego wszelkie działania i benefity zmniejszające te właśnie zjawiska znajdują się obecnie w głównym spektrum zainteresowania osób zajmujących się obszarem HR – i to zarówno, gdy poszukują pracowników, jak gdy sami rozważają ofertę pracy.

Papier wszystko przyjmie?

Nowa rzeczywistość wymaga jednocześnie nowego przywództwa, mądrych liderów, którzy zapewnią empatyczne relacje, zdecydowane działania i człowieczeństwo, zamiast ciągłego nadzoru i oczekiwania stałej dostępności – i to nie tylko na poziomie sloganów na ścianach biura. To bardzo korzystna dla wszystkich tendencja. Rolą nowoczesnego people & culture managera będzie tu więc tworzenie odpowiednich narzędzi wspierających u zarządzających ten styl pracy w duchu agile. Przykładowo partnerskie relacje mogą polegać m.in. na tym, że obie strony potrafią zdefiniować i jasno wyrazić realistyczne oczekiwania, a także odpowiednio reagować na zmiany i dostosowywać się do bieżących wyzwań, np. podczas ustalania modelu pracy hybrydowej. Nowym priorytetem dla obszaru HR jest też takie budowanie kultury organizacyjnej, która zintegruje obszar online i offline, a także przesunięcie punktu ciężkości z obecności na zaufanie.

 

Wszelkie zmiany w systemie wartości firmy – zarówno w sensie operacyjnym, jak i niezwiązanym bezpośrednio z biznesem – muszą jednak wynikać z autentycznych potrzeb ludzkich, a nie jedynie pustych deklaracji. Tylko wtedy przełożą się na rzeczywistą transformację, mocniejsze wewnętrzne relacje, mniejszy dystans, silniejszą organizację i co za tym idzie, stabilność i efektywność. Dlatego też, aby te cele osiągnąć, rola people & culture managera wymaga wielu miękkich kompetencji, sporą intuicji oraz inteligencji emocjonalnej.

ESG – strategiczne podstawy wzrostu konkurencyjności

Obecny coraz mocniej trend uwzględniania w ocenach spółek czynników ESG, czyli troski o środowisko, szeroko rozumianej odpowiedzialności społecznej oraz ładu korporacyjnego, także istotnie wpływa na kierunek zmian w obszarze HR. I nie jest to już, jak niegdyś, kwestia tylko reputacji, wizerunku, ale realnych wyników, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że dziś w niemal każdej branży mamy do czynienia z tzw. rynkiem kandydata. W zjawisko to dokładnie wpisuje się stopniowa, już zawuważalna transformacja stanowiska dyrektora HR w funkcję odgrywającego strategiczną rolę people & culture managera, przed którym zmiana ta otwiera jednocześnie nowe perspektywy i szersze możliwości działania. Zróżnicowany, dobrze zintegrowany zespół pracowników owocuje bardziej różnorodną, elastyczną i otwartą organizacją, która lepiej poradzi sobie nawet z niespodziewanymi dużymi zmianami w otoczeniu rynkowym. Zwiększa też na co dzień kreatywność i wydajność, dzięki otwarciu na kandydatów i talenty ze środowisk lub w wieku wcześniej rzadko branym pod uwagę. Nowoczesne firmy, które stawiają czoło uprzedzeniom związanym z płcią i wiekiem – począwszy od sformułowań, których używają w ogłoszeniach, a skończywszy na skutecznych działaniach integrujących – tworzą też bardziej sprawiedliwe i atrakcyjne miejsca pracy, a to daje im istotną przewagę konkurencyjną.

Tak więc, jak wspomniałem na wstępie: nie ma tego złego… i obecna nowa, popandemiczna rzeczywistość ma – szczególnie z punktu widzenia naszego ogólnego dobrostanu związanego z pracą – bez wątpienia swoją bardzo pozytywną stronę. Elastyczność, równowaga, mocne relacje międzyludzkie i różnorodność to wartości, z których przecież mogą czerpać wszyscy: i pracodawcy, i pracownicy.

Sebastian Szurek, Senior Executive Manager, Head of Michael Page Poznań

Produkty śniadaniowe zdrożały w ciągu dwóch lat o 71 proc.

Indeks śniadaniowy eToro, składający się z bieżących globalnych cen dziewięciu artykułów spożywczych, w ciągu dwóch lat podrożał o 71 proc. – znacznie bardziej niż sugeruje oficjalna inflacja. Najbardziej, bo o 124 proc. – wzrosła cena soku pomarańczowego.. Najmniej – bo tylko 7 proc. – wzrosła cena kakao.

W ciągu dwóch lat, światowe ceny produktów potrzebnych do standardowego śniadania, wzrosły o 70 proc. To znacznie więcej niż wynosiła oficjalna inflacja (CPI) która w tym samym czasie (skumulowana) wyniosła w Polsce 20,7 proc. Oznacza to, że firmy z branży spożywczej mają pole do dalszych podwyżek cen, by podążać za globalnymi cenami. Silne wzrosty cen żywności bardziej uderzają w osoby mniej zamożne, w przypadku których udział produktów żywnościowych w koszyku jest większy.

Indeks śniadaniowy eToro składa się z bieżących globalnych cen dziewięciu artykułów spożywczych, w tym: pszenicy, kakao, płatków owsianych, wieprzowiny, soku pomarańczowego, kawy, mleka i herbaty. Bez większości tych produktów, bezpośrednio lub w formie przetworzonej, nie może się obyć żadne polskie śniadanie.  Od lipca 2020 roku, indeks ten wzrósł o 71 proc. Najważniejszymi czynnikami wywołującymi wzrost cen były wojna na Ukrainie oraz problemy w globalnych łańcuchach dostaw. Także problemy pogodowe dotykające wielu regionów na świecie dołożyły swoją cegiełkę do wzrostów. Rosnące ceny na światowych rynkach odbijają się na konsumentach pod postacią wyższych cen lub pomniejszania opakowań przy utrzymaniu tej samej ceny.

W ciągu dwóch lat, najbardziej zdrożał sok pomarańczowy – aż o 124 proc. Jest to efekt nieudanych zbiorów pomarańczy w USA, spowodowanych złą pogodą oraz chorobami drzew.  Kawa w ciągu dwóch lat podrożała o 94 proc., także z powodu złej pogody oraz problemów w łańcuchach dostaw. O 80 proc. na światowych rynkach wzrosła cena wieprzowiny, co może cieszyć polskich hodowców, ale martwić konsumentów. To głównie efekt wzrostu cen transportu oraz coraz wyższych kosztów pracy.  Najmniej podrożało kakao, które jest tylko o 7 proc. droższe niż dwa lata temu, co jest efektem nadwyżki powstałej z powodu spadku popytu w czasie pandemii.

Niektórzy politycy proponują, by w czasie wysokiego wzrostu cen żywności po prostu mniej jeść. To bardzo radykalne rozwiązanie. Z naszego indeksu wynika, że części wzrostu cen można uniknąć na przykład zamieniając w jadłospisie kawę na kakao albo sok pomarańczowy na herbatę.

Produkt spożywczy Lipiec 2020 =100 Ceny 

Styczeń 2021

Ceny

Lipiec 2021

Ceny

Styczeń 2022

Ceny

Lipiec 2022

Pszenica 100 135 132 158 163
Cukier 100 119 143 149 146
Kakao 100 116 112 115 107
Płatki owsiane 100 106 108 196 183
Sok pomarańczowy 100 117 154 186 224
Mleko 100 113 123 163 178
Kawa 100 116 139 192 194
Wieprzowina 100 113 180 151 180
Herbata 100 115 97 146 140
Indeks śniadaniowy eToro 100 117 133 159 171

Bieżące ceny światowe z pierwszego tygodnia danego miesiąca, w porównaniu do pierwszego tygodnia Lipca 2020 r.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Podaż lokali na rynku wtórnym wzrosła w II kwartale 2022 r.

W drugim kwartale 2022 r. eksperci GetHome.pl zaobserwowali w większości największych miast wzrost popytu na mieszkania z drugiej ręki. Dużo bardziej wzrosła jednak podaż mieszkań. Czy wpłynęło to na ich ceny?

Deweloperzy boleśnie odczuwają skutki gwałtownego wzrostu oprocentowania kredytów hipotecznych oraz rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), która drastycznie ograniczyła zdolność kredytową potencjalnych nabywców mieszkań. Natomiast na rynku wtórnym nie zaobserwowaliśmy do tej pory załamania sprzedaży mieszkań. Oczywiście są miasta, np. Poznań, w których sytuacja może budzić duży niepokój – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Przyznaje, że analizowanie rynku wtórnego bardzo utrudnia fakt, że oferty mieszkań na sprzedaż są rozproszone w wielu portalach ogłoszeniowych i bazach agencji pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Np. w portalu GetHome.pl oferty z rynku wtórnego zamieszcza ok. 1,6 tys. agencji pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Co ważne, trafiają do niego oferty unikalne z potwierdzonymi adresami. GetHome.pl odsiewa bowiem duplikaty, które w niektórych portalach ogłoszeniowych stanowią nawet 80% wszystkich ofert.

Gdzie popyt wzrósł, a gdzie zmalał?

Mimo drożejących kredytów mieszkaniowych, drugi kwartał był nieco lepszy pod względem sprzedażowym od pierwszego. W 7 analizowanych przez nas miastach za pośrednictwem agencji sprzedano łącznie blisko 8 tys. mieszkań, czyli o 3% więcej niż w trzech wcześniejszych miesiącach. Np. w Katowicach popyt wzrósł w drugim kwartale o 21%, choć niepokoić może aż 54% spadek sprzedaży w czerwcu w porównaniu z majem.

Z kolei w Krakowie sprzedaż w drugim kwartale była o 15% większa, we Wrocławiu – o 13%, a w Gdańsku – o 10%. Regres odnotowaliśmy natomiast w Poznaniu, Łodzi i Warszawie o odpowiednio: 26%, 10% i 3%.

To pokazuje, że sytuacja w poszczególnych miastach jest bardzo zróżnicowana. Niewykluczone, że część transakcji w drugim kwartale finalizowały osoby, które decyzję o zakupie mieszkania podjęły dużo wcześniej. W takim przypadku zawierana jest umowa przedwstępna. Potencjalny nabywca wpłaca zadatek, który mógłby stracić w przypadku rezygnacji – komentuje ekspert GetHome.pl.

Ponadto w drugim kwartale mogły finalizować transakcje osoby, którym udało się uzyskać pozytywną decyzję kredytową przed 1 kwietnia. Po tej dacie banki zostały zobowiązane do przyjęcia wspomnianej rekomendacji KNF. Firma brokerska Notus Finanse obliczyła, że w zależności od banku, zdolność kredytowa dla singla obniżyła się od 6% do 38%, zaś dla rodziny 2+1 – od 14% do nawet 42%.

Wykres 1Oczywiście istnieje ryzyko, że kryzys dotrze i na rynek wtórny. Warto zwrócić jednak uwagę, że część potencjalnych nabywców może zmienić preferencje i zamiast kupić mieszkanie od dewelopera, poszuka go na rynku wtórnym. Np. młodych ludzi, którzy obecnie najmują mieszkania, może do tego zachęcić kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym.

Problem w tym, że pole poszukiwań mieszkania za kredyt bez wkładu zawęża limit ceny metra kwadratowego, który jest dużo niższy od średniej rynkowej. Na rynku pierwotnym oferta mieszkań spełniających ten wymóg jest obecnie bardzo skromna. Np. w Łodzi jest to zaledwie 2% łącznej podaży nowych mieszkań z ujawnioną ceną. Natomiast na rynku wtórnym udział mieszkań do kupienia za kredyt bez wkładu własnego jest w tym mieście dużo większy. Z podobną sytuacją mamy obecnie do czynienia z Katowicach i Poznaniu. Ponadto oferta mieszkań używanych rośnie w tym roku z miesiąca na miesiąc.Wykres 2

Coraz więcej mieszkań na rynku

Wygląda na to, że coraz więcej właścicieli mieszkań, którzy nosili się z zamiarem ich sprzedaży doszło do wniosku, że odkładanie decyzji może skutkować koniecznością weryfikacji oczekiwań cenowych. Wśród tych osób mogą być tzw. flipperzy, którzy kupili mieszkania w okresie boomu, żeby zarobić na wzroście ich wartości – mówi Marek Wielgo.

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w 7 analizowanych miastach pośrednicy w obrocie nieruchomościami wprowadzili w drugim kwartale na rynek łącznie blisko 11,6 tys. mieszkań, czyli o 8% więcej niż w poprzednich trzech miesiącach. W Krakowie nowa podaż była aż o 54% większa niż w pierwszym kwartale a w Gdańsku, Katowicach, Wrocławiu i Łodzi o odpowiednio: 45%, 30%, 29% i 13%.Wykres 3

Jednak i w tym przypadku dała o sobie znać specyfika miast. Najwyraźniej ze sprzedażą nie kwapią się właściciele mieszkań w Warszawie i Poznaniu, bo w drugim kwartale na rynek trafiło ich mniej niż w poprzednich trzech miesiącach. W stolicy spadek nowej podaży wyniósł aż 22%. Mimo to wprowadzonych do sprzedaży mieszkań było więcej niż sprzedanych.

W efekcie niemal we wszystkich analizowanych przez nas miastach (wyjątkiem są Katowice) wzrosła liczba mieszkań oferowanych przez agencje pośrednictwa, co jest dobrą wiadomością dla potencjalnych nabywców. Najbardziej wzrósł wybór mieszkań we Wrocławiu (o 31%), Poznaniu (o 27%) i Gdańsku (o 22%). Jak to przełożyło się na ich ceny?Wykres 4

Średnie ceny ofertowe w górę

Z danych GetHome.pl wynika, że w Gdańsku, Krakowie, Łodzi i Poznaniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań utrzymała poziom z maja br., a w Katowicach wzrosła o symboliczny 1%. Za to we Wrocławiu średnia w ofercie wzrosła o 4%, zaś w Warszawie o taki sam procent… spadła. Żeby wyjaśnić to zjawisko sięgnęliśmy do danych pokazujących średnie ceny mieszkań wprowadzonych na rynek i sprzedanych, co skutkuje zmianą struktury cenowej mieszkań na rynku. We Wrocławiu średnia wzrosła, bo w ofercie agencji pojawiła się pula mieszkań ze średnią ok. 11,2 tys. zł za m kw., czyli znacznie odbiegającą w górę od średniej w ofercie, która w czerwcu sięgnęła 10,9 tys. zł za metr.Wykres 5

Z kolei w Warszawie z oferty agencji zniknęły drogie mieszkania, których średnia za metr kwadratowy wynosiła 16 tys. zł. Na warszawskim rynku wtórnym pojawiły się zaś lokale ze średnią ceną ok. 14 tys. zł za metr, czyli nieco niższą od średniej ofertowej.

Porównując jednak średnią cenę metra kwadratowego kwartał do kwartału, to wciąż w większości miast odnotowujemy podwyżki. Ich liderem jest Wrocław (6%). W Katowicach i Poznaniu czerwcowa średnia ofertowa była o 3% wyższa niż w marcu. W Gdańsku podwyżka wynosiła 2%, a w Krakowie – 1%. Natomiast w Warszawie i Poznaniu odnotowaliśmy spadek średniej o odpowiednio: 2% i 1%.Wykres 6

Wielu potencjalnych nabywców mieszkań z pewnością zmartwi fakt, że w tym roku, w większości analizowanych miast skurczył się udział mieszkań z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw. Najbardziej spektakularną zmianę zaobserwowaliśmy w Łodzi, gdzie w styczniu 62% mieszkań w ofercie agencji pośrednictwa kosztowało mniej niż 7 tys. zł za metr. Po sześciu miesiącach udział takich lokali wynosi 52%! W Warszawie, Krakowie i Gdańsku takie oferty można policzyć dosłownie na palcach.

Wzrósł natomiast odsetek mieszkań z ceną ofertową powyżej 10 tys. zł za m kw. Najbardziej we Wrocławiu – z 37% do 52%. Najwyższy jest oczywiście w Warszawie: 90%. Ceny jednej trzeciej mieszkań na warszawskim rynku wtórnym przekraczają pułap 15 tys. zł za m kw!

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Pożyczka online – 3 najważniejsze kwestie

Pożyczka gotówkowa online jest popularnym produktem finansowym oferowanym przez banki, spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe i instytucje pozabankowe. Jedną z jej największych zalet jest możliwość przeznaczenia środków finansowych na dowolny cel.

Pożyczka online będzie więc strzałem w dziesiątkę, jeśli chcesz zrealizować długo odkładane plany i marzenia, np. wakacyjny wyjazd w tropiki, musisz sfinansować nieprzewidziane wydatki, np. kosztowną naprawę auta, czy opłacić bieżące wydatki.
W ramach pożyczki online pożyczysz od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych, a spłatę rozłożysz na wygodne, miesięczne raty. Dzięki formule online złożysz wniosek (a nawet zawrzesz umowę) szybko, bezpiecznie i wygodnie — bez wychodzenia z domu, w 100% przez internet.

Dla kogo pożyczka online?

Pożyczka online to produkt skierowany do osób, które chcą pożyczyć pieniądze bez wychodzenia z domu i zbędnych formalności. Świetnie sprawdzi się zawsze wtedy, kiedy pieniądze potrzebne są na już, a nawet na przysłowiowe wczoraj. Możliwość wnioskowania o dodatkowe środki przez internet znacząco skraca bowiem całą procedurę i umożliwia otrzymanie pieniędzy nawet w dniu złożenia wniosku.

Zanim sięgniesz po pożyczkę online – 3 najważniejsze kwestie

Aby pożyczka online przyniosła ci realne korzyści, przed zawarciem umowy pożyczkowej zwróć uwagę na trzy kluczowe kwestie. Jakie?

1. Sprawdź szczegóły

Instytucje finansowe często definiują pożyczkę online w odmienny sposób. Co to oznacza w praktyce? W przypadku niektórych określenie to dotyczy pożyczki, o którą możesz wnioskować przez internet (lub także przez telefon). Samo zawarcie umowy wymaga jednak wizyty w oddziale. Inne umożliwiają wykonanie całej procedury — łącznie z zawarciem umowy — bez konieczności wychodzenia z domu, w 100% online.

Przykład.

Kasa Stefczyka w ramach Prostej Pożyczki online (RRSO 8,29%) oferuje swoim klientom dodatkowe środki w wysokości 3000 zł — bez zaświadczeń o zarobkach i dodatkowych formalności. Wstępną informację kredytową otrzymasz w 15 minut, a wszystkich formalności, łącznie z zawarciem umowy dopełnisz online.

2. Uważaj na oszustów

Pożyczek gotówkowych online udzielają nie tylko banki i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, ale także pozabankowe instytucje finansowe. Biorąc pod uwagę ograniczone regulacje w zakresie działalności tych ostatnich, korzystanie z ich usług wciąż niesie za sobą spore ryzyko. Pamiętaj, że presja czasu nigdy nie jest dobrym doradcą. Nawet jeśli potrzebujesz pieniędzy jak najszybciej, nie korzystaj z usług przypadkowych pożyczkodawców. Podjęta pod wpływem impulsu decyzja może przynieść ci zdecydowanie więcej szkody niż pożytku.

3. Dostosuj parametry pożyczki do własnych potrzeb

Aby pożyczka online przyniosła wymierne korzyści i nie obciążyła portfela, przed zawarciem umowy porównaj szczegóły dostępnych na rynku produktów, zwracając uwagę przede wszystkim na:

  • maksymalną kwotę finansowania. Jeśli chcesz pożyczyć więcej niż kilkanaście tysięcy złotych, w pierwszej kolejności znajdź pożyczkodawców, którzy zaoferują ci tyle, ile potrzebujesz;
  • Kolejnym krokiem powinna być weryfikacja kosztów finansowania. Dobra pożyczka online nie może być przecież droga. Aby sprawdzić, ile w praktyce zapłacisz za pożyczone pieniądze, zwróć uwagę nie na wartość oprocentowania, lecz na wskaźnik RRSO — rzeczywistą roczną stopę oprocentowania. RRSO zawiera w sobie nie tylko oprocentowanie, ale także wszystkie inne koszty towarzyszące pożyczeniu pieniędzy;
  • wymagane formalności. Jeśli chcesz skrócić i usprawnić całą procedurę, znajdź pożyczkodawców, którzy nie będą wymagać od ciebie dodatkowych zaświadczeń i formalności. Dzięki temu możesz otrzymać pieniądze nawet w dniu złożenia wniosku pożyczkowego.

Pożyczka online to szybki i skuteczny sposób na pozyskanie nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dostosowana do twoich potrzeb i finansowych możliwości, pozwoli realizować plany i marzenia, bez szkody dla domowego budżetu.

Źródło:
https://www.totalmoney.pl/artykuly/7607254,kredyty-gotowkowe,jak-bezpiecznie-wziac-kredyt-przez-internet-co-trzeba-wiedziec–decydujac-sie-na-kredyt-on-line,1,1

Relokacja uchodźców do mniejszych miast: praca czynnikiem kluczowym

Rząd ogłosił nową strategię międzyresortową mającą na celu systemową pomoc w integracji uchodźców z Ukrainy.  Jednym z pomysłów jest zachęcenie ich do przeniesienia się z dużych aglomeracji miejskich do niewielkich miast do 25 tysięcy mieszkańców i na tereny wiejskie. Temat również podjęto na spotkaniu Zespołu do spraw Uchodźców wojennych z Ukrainy (działającego w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego). Czy rzeczywiście jest na to szansa?

Większość ukraińskich uchodźców obecnie mieszka w dużych miastach. Według danych opracowanych przez Polski Instytut Ekonomiczny w Warszawie do 12 lipca nadano numery PESEL 120 tys. obywatelom Ukrainy (w stolicy i okalających ją powiatach – 184 tysiącom). To najwięcej w Polsce. Na drugim miejscu znalazł się Wrocław (45 tys.), Kraków (32 tys.) i Poznań (31 tys.). W Warszawie i Wrocławiu  ukraińskim uchodźcom wydano kilkanaście razy więcej numerów PESEL, niż w Olsztynie i Białymstoku.

– Pomysł więc jest bardzo dobry, jednak tej relokacji nie da się zarządzić przymusowo ani poprzez rozwiązania administracyjne, potrzebne jest właściwe podejście, argumentacja oraz zrozumienie czynników wpływających na podjęcie decyzji. Czynnikiem kluczowym jest możliwość podjęcia pracy,  najlepiej z zakwaterowaniem, bo pomoc rządowa dla osób użyczających swoich własnych mieszkań uchodźcom wojennym już się zakończyła. Praca daje pewność i poczucie bezpieczeństwa finansowego osobom nie chcącym zależeć od dobrej woli innych – mówi Damian Guzman, zastępca dyrektora generalnego międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal.

Dotychczasowy brak chęci do relokacji wynika z obaw o warunki życia poza wielkimi aglomeracjami. Obawy te są oparte przede wszystkim na dotychczasowych doświadczeniach Ukraińców, ponieważ w Ukrainie faktycznie istnieją duże problemy zarówno ze znalezieniem pracy poza dużymi miastami, jak i z jakością życia tamże. Jak podkreślają eksperci agencji Gremi Personal, to z małych ukraińskich miejscowości pochodziła wcześniej większość migrantów zarobkowych, a aż 70,9 proc. z nich jako motywację do wyjazdu wskazywało bezrobocie w miejscu zamieszkania.

– Oczywiście, że w Polsce jest inaczej: duże przedsiębiorstwa produkcyjne, hale magazynowe, strefy ekonomiczne lokowane są poza wielkimi miastami. Z ponad 300 dużych klientów Gremi Personal ok. 80 proc. znajduje się w mniejszych miejscowościach. Poziom życia  jest tam przyzwoity, a zasoby do pomocy uchodźcom – większe. Tylko że Ukrainki i Ukraińcy tego nie wiedzą i chcą jechać do Warszawy, Krakowa czy Gdańska, gdzie ich zdaniem będzie łatwiej ze znalezieniem pracy i jest już duża społeczność ukraińska – mówi Damian Guzman.

Obecny projekt zakłada, że samorządy przystosują pustostany do zamieszkania, przy jednoczesnej pomocy pochodzącej ze strony instytucji rynku pracy, które powinny opracować regionalne i lokalne mapy potrzeb zatrudnienia. Samorządowcy chcą włączyć w to również przedsiębiorców, którzy mogą odegrać kluczową rolę w zapewnieniu pracy. Zdaniem Damiana Guzmana, ogólnopolskie agencje zatrudnienia też mogą się przydać, ponieważ posiadają sieci koordynatorów regionalnych w skali całego kraju oraz własną bazę mieszkaniową, która pozwala zatrudniać pracowników z zakwaterowaniem blisko miejsca pracy.

EKIPA Holding S.A. intensyfikuje działalność inwestycyjną

Spółka notowana od 11 maja bieżącego roku na rynku NewConnect intensyfikuje działania swojego inwestycyjnego ramienia w postaci EKIPA Investments ASI. Podmiot powstał w celu budowania osobnego niezależnego profilu biznesowego w grupie EKIPA. Celem są inwestycje w spółki, którym oprócz kapitału zostanie zaoferowane wsparcie w szczególności w influencer marketingu, branży FMCG oraz tworzenia nowych marek.

W ramach tej działalności naturalne będzie oferowanie spółkom, w które zainwestowano możliwości znalezienia efektów synergii z grupą EKIPA. W kręgu zainteresowania są podmioty z branży nowych technologii i mediów, rozrywki oraz e-commerce. Ekipa Investment ASI inwestuje w spółki na etapie pre-seed oraz seed. Wartość pojedynczej inwestycji kapitałowej to od 250 tys. zł do 1 mln zł.

Dzięki nabytemu doświadczeniu udało nam się zbudować siatkę synergii oraz kontaktów które chcemy oferować spółkom portfelowym. Poprzez inwestycje w podmioty ‘zapraszamy do rodziny’ wybrane projekty. Jesteśmy przekonani, że dajemy potencjalnym spółkom unikalną możliwość dołączenia do naszego ekosystemu, która w wielu wypadkach jest nawet ważniejsza niż sam kapitał. Zamierzamy rozbudowywać naszą działalność jako EKIPA Holding i dzięki posiadaniu własnego ramienia inwestycyjnego będziemy w stanie dostarczać ciekawe projekty – wskazuje Krzysztof Misiałkiewicz, wiceprezes EKIPA Investments ASI.

Podmiot inwestycyjny grupy EKIPA z sukcesem zakończył w dniu 13 maja bieżącego roku emisję udziałów i pozyskał 9,3 mln zł. Środki te zamierza przeznaczyć na kilkanaście projektów inwestycyjnych. Jednocześnie rozpoczęło się poszukiwanie potencjalnych celów inwestycyjnych. Wszystkie informacje dla chętnych startupów można znaleźć na stronie ekipainvestments.pl. Wszelkie interesujące projekty będą weryfikowane zgodnie z polityką inwestycyjną EKIPA Investments ASI w oparciu o wypracowane procedury.

Spółka zrealizowała już swoje pierwsze inwestycje m.in. kupując udziały w Horex S.A. Jest to firma silnie egzekwująca nowoczesne modele biznesowe, w tym w szczególności asset light business model. Dzięki zastosowanemu modelowi dropshipping/order4order, dedykowanemu systemowi, wykorzystała istniejącą infrastrukturę i połączyła się bezpośrednio z największymi w Polsce dystrybutorami kosmetyków. Daje to klientowi ponad 30 000 produktów w jednym miejscu od ponad 1200 producentów znajdujących się w 580 kategoriach produktowych. Jednocześnie nie ma konieczności posiadania magazynu, towaru oraz pracowników niezbędnych do ich wysłania. Dzięki temu zespół Horex, zbudowany z osób z doświadczeniem w takich firmach jak Eobuwie, Cinkciarz, Neonet oraz Rossmann, skupia się głównie na budowaniu znaczącej pozycji na rynku beauty online.

Nasza grupa cieszy się ogromną popularnością, a sukces jaki udało nam się osiągnąć jest inspiracją dla wielu osób. Chcemy zaangażować się w inwestycje promujące ciekawe pomysły, którym możemy dostarczyć znacznie więcej wartości poprzez wykorzystanie naszego doświadczenia, kontaktów i know-how – dodaje Krzysztof Misiałkiewicz.

EKIPA Holding S.A. po finalizacji połączenia z BBI S.A. jest od 11 maja 2022 r. notowana na rynku NewConnect. Trwają obecnie prace nad nową strategią rozwoju, która powinna zostać zaprezentowana w ciągu kilku tygodni.

Przed nami pierwsza podwyżka stóp w strefie euro od 2011 r. Czy EBC dołączy do „klubu 50”?

Na lipcowym posiedzeniu Europejski Bank Centralny niemal na pewno podniesie stopy procentowe – po raz pierwszy od ponad dekady. Są argumenty za tym, że bank może dokonać podwyżki stóp aż o 50 pb., a nie sygnalizowane 25 pb., woląc zaskoczyć niż rozczarować inwestorów. Taki rozwój wydarzeń może wesprzeć euro w relacji do głównych walut.

Od dawna zwracamy uwagę, że EBC jest daleko w tyle, jeśli chodzi o podnoszenie stóp procentowych. Wszystkie banki krajów emitujących waluty G10, poza Bankiem Japonii podniosły w tym roku stopy procentowe – większość z nich łącznie o 100 punktów bazowych lub więcej. W czerwcu Rada Prezesów EBC dokonała jednak wyraźnego, jastrzębiego zwrotu. Bank ogłosił zakończenie programu skupu aktywów (APP), jednocześnie dając do zrozumienia rynkom, że zamierza podnieść stopy procentowe o 25 punktów bazowych w lipcu (posiedzenie jest zaplanowane na ten czwartek), następnie we wrześniu, prawdopodobnie dokonując wówczas silniejszego ruchu. EBC być może nigdy nie był tak jednoznaczny w swoich wytycznych dotyczących przyszłości.

Bardzo wyraźny plan zacieśniania polityki pieniężnej sformułowany w czerwcu oznacza, że EBC może być trudno w tym tygodniu zaskoczyć inwestorów. To może wzmocnić ewentualne rozczarowanie. Niemniej jest kilka niewiadomych, które mogą wywołać reakcję rynku walutowego.

  • Kiedy EBC dołączy do „klubu 50”?

Najprawdopodobniej EBC w tym tygodniu podniesie stopy procentowe o 25 punktów bazowych, a we wrześniu o 50 pb.  zgodnie z wytycznymi z czerwca. Niemniej nie wykluczamy podwyżki stóp o 50 pb. już teraz. Widzieliśmy, że większość banków centralnych w ostatnich tygodniach decydowała się na większe podwyżki stóp w odpowiedzi na gwałtowny wzrost cen – mówi się nawet, że amerykański FOMC może rozważyć ruch o 100 pb. podczas posiedzenia w kolejnym tygodniu. Inflacja w strefie euro przekracza oczekiwania i nie wykazuje oznak hamowania. W czerwcu jej główna miara osiągnęła 8,6%. Mogłoby to zachęcić decydentów do przyspieszenia tempa zacieśniania, zwłaszcza biorąc pod uwagę implikacje dla inflacji wynikające ze słabszego euro. Rzeczywiście, jak sugeruje opis dyskusji z ostatniego posiedzenia EBC, niektórzy decydenci byli gotowi do podniesienia stóp już w zeszłym miesiącu, a wielu z nich może podzielać naszą opinię, że zbyt długo ociągali się z rozpoczęciem podwyżek stóp.

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013 – 2022)Inflacja w strefie euro

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18.07.2022

Z drugiej strony wzrost ryzyka recesji w strefie euro w ostatnich tygodniach – zwłaszcza po gwałtownym skoku cen gazu ziemnego w Europie – może wywołać przynajmniej pewną dozę ostrożności wśród decydentów. W kontekście tych obaw oraz mocno zarysowanego planu działania podczas posiedzenia w czerwcu rynki przez dłuższy czas wyceniały jedynie niewielkie prawdopodobieństwo ruchu o 50 pb. wynoszące ok. 10–20%.

Obecnie, po dzisiejszych doniesieniach z EBC podawanych przez duże agencje informacyjne (Reuters, Bloomberg), które sugerują, że podwyżka o 50 pb. będzie tematem dyskusji na posiedzeniu w lipcu, szacowane przez rynki prawdopodobieństwo ruchu o takiej skali wzrosło do ok. 40–50%.

  • Czy rynki pozytywnie ocenią narzędzie Rady Prezesów do zwalczania fragmentacji?

Pomimo jastrzębiego zwrotu EBC w czerwcu, euro doświadczyło wyprzedaży w następstwie konferencji prasowej prezeski Lagarde. Wszystko przez obawy o wzrost rentowności europejskich obligacji, które doprowadziły do ostrego rozszerzenia spreadów krajów peryferyjnych (wzrostu ich rentowności powyżej rentowności benchmarku, w tym przypadku rentowności krajów centrum, takich jak Niemcy). Niecały tydzień po tamtym posiedzeniu EBC zorganizował nadzwyczajne posiedzenie ad hoc, ogłaszając, że przygotowuje nowe narzędzie mające złagodzić wzrost rentowności europejskich peryferiów. Oczekuje się, że szczegóły dotyczące tego narzędzia zostaną ujawnione w tym tygodniu – brak takich informacji byłby dużym rozczarowaniem dla rynków i prawdopodobnie doprowadziłby zarówno do kolejnego rozszerzenia spreadów peryferiów, jak i osłabienia europejskiej waluty.

Ostatnio obserwowany wzrost niepewności politycznej we Włoszech oznacza, że to nowe narzędzie do zwalczania fragmentacji prawdopodobnie nabierze dodatkowego znaczenia. Gdyby inwestorzy byli dostatecznie przekonani, że narzędzie to wystarczy, aby przynajmniej częściowo złagodzić sytuację na rynku długu, euro mogłoby otrzymać impuls do wzrostu. Problemem dla EBC jest to, że dwie trudności z którymi obecnie się boryka, czyli rosnąca inflacja i rozszerzające się spready mają przeciwstawne rozwiązania.

  • Czy EBC będzie próbował słownie wzmocnić euro?

Uważamy, że dodatkowym tematem dyskusji na czwartkowym posiedzeniu będzie kwestia reakcji decydentów na niedawną wyprzedaż euro. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od prawie dwóch dekad kurs EUR/USD spadł poniżej parytetu. Ponadto, nominalny efektywny kurs waluty wyliczany przez JP Morgan jest blisko najniższego poziomu od połowy 2017 roku (Wykres 2). EBC w przeszłości pozytywnie patrzył na słabsze euro. Słabość waluty w standardowym otoczeniu ma bowiem korzystny wpływ na konkurencyjność eksportu i bilans handlowy. W obecnym otoczeniu wysokiej inflacji uważamy, że decydenci będą jednak negatywnie podchodzić do tej słabości. Europejski rachunek za import energii jest nieelastyczny, a osłabienie waluty jedynie zwiększa cios w realne dochody w Europie. Pozwolenie na trwającą i niekontrolowaną deprecjację waluty prawdopodobnie wyrządziłoby więcej szkody niż pożytku i skutecznie zrównoważyłoby część wpływu wyższych stóp procentowych na inflację.

Wykres 2: Nominalny efektywny kurs euro [NEER] (2016 – 2022)Nominalny efektywny kurs euro

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18.07.2022

EBC do tej pory w dużej mierze bagatelizował osłabienie wspólnej waluty, a jego rzecznik w zeszłym tygodniu powiedział, że bank nie „targetuje” kursu walutowego, chociaż „uważa” na jego wpływ na inflację w strefie euro. Uważamy, że w tym tygodniu możemy zobaczyć wsparcie dla bardziej agresywnych działań części decydentów w obliczu słabszej waluty. Możliwe, że zaobserwujemy nawet zdecydowaną retorykę dotyczącą kursu walutowego w komunikacie banku lub na konferencji prasowej prezeski Lagarde, w ramach próby stworzenia dolnego ograniczenia dla kursu walutowego.

Jak euro zareaguje na posiedzenie w tym tygodniu?

Rosnące ryzyko stagflacji oznacza, że EBC będzie musiał dokonać starannego wyważenia. Mając to na uwadze, jesteśmy zdania, że głównym priorytetem banku będzie kontrolowanie inflacji. Nadal zakładamy, że w tym roku bank jest bardziej skłonny do przekroczenia oczekiwań niż do rozczarowania.

Uważamy, że Rada Prezesów wkrótce dołączy do innych banków centralnych w podnoszeniu stóp o 50 pb. i nie bylibyśmy całkowicie zaskoczeni, gdybyśmy zobaczyli taki ruch już w tym tygodniu, co stanowiłoby pozytywny impuls dla euro. Inwestorzy prawdopodobnie jednocześnie będą musieli pozytywnie ocenić nowe narzędzie banku do przeciwdziałania fragmentacji. Jeśli tego nie zrobią, a EBC podniesie stopy o 25 pb., kurs EUR/USD może ponownie zejść poniżej parytetu.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (21.07) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się o 14:45.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Ubywa członków RPP

Stopy procentowe najprawdopodobniej przestają już wzrastać. Problem w tym, że ciężko mówić o stabilizacji, a w RPP brakuje już 3 członków do pełnego składu.

Import rosyjskiej ropy z limitem cen?

Amerykanie przedstawili zadziwiającą propozycję sankcji na Rosję. Polegać ma ona na wprowadzeniu limitu w okolicach 40-60 USD za baryłkę w przypadku rosyjskiej ropy. Pomysł na pierwszy rzut oka wydaje się idealny. Jednocześnie ogranicza wpływy do rosyjskiego budżetu na finansowanie agresji rosyjskiej na Ukrainę i zapewnia tani surowiec na rynku. Szybko jednak pojawiają się znaki zapytania. Pierwszy z nich to, czy aby na pewno Rosja sprzeda surowiec do Europy po tej cenie. Drugi to, kto będzie mógł korzystać z zakupów poniżej kosztów rynkowych i kto na tym finalnie skorzysta. Trzeci i najważniejszy, dlaczego surowiec nie ma dalej trafiać do Azji, a co najwyżej drobne ilości iść na Zachód. W tle rosną ceny ropy naftowej, inwestorzy nie wierzą najwyraźniej w tę wizję dopuszczenia rosyjskiego surowca na rynek.

Co się dzieje w RPP?

Ostatnio w mediach Rada Polityki Pieniężnej nie ma najlepszych opinii. Powiedzmy to wprost, nie ma nawet dobrej. Nie można jednak mówić, że zainteresowanie zasiadaniem w tym gremium trochę spadło. Można by się populistycznie odwołać do pensji, którą się tam otrzymuje i zasugerować, że chętni się znajdą. Problem w tym, że już wcześniej Sejm nie powołał dwóch osób. Teraz jeden członek z nominacji senackich przechodzi na kilka miesięcy przed końcem swojej kadencji do NSA. W rezultacie zamiast prezesa i 9 członków mamy już prezesa i 6 członków. Mając na uwadze, co się dzieje obecnie w polityce monetarnej, jest to dość dziwna liczba wakatów.

Inflacja bazowa pod kontrolą?

Wczoraj poznaliśmy odczyt inflacji bazowej w Polsce. Odczyt wyniósł 9,1%, co okazuje się dobrym rezultatem, pomimo 0,6% wzrostu. Powodem jest fakt, że analitycy spodziewali się wyniku 9,3%. Inflacja bazowa to ważna miara, gdyż pokazuje zmiany cen bez uwzględniania zmian w żywności i energii. Odcięcie tych dwóch elementów jest o tyle istotne, że są to najbardziej zmienne ceny. Dzięki temu uzyskujemy pewien stabilny długookresowy trend, który nie zmieni się zaraz przy lepszych/gorszych zbiorach, czy skoku ceny baryłki ropy. Poziom 9,1%, czyli ponad 2,5% powyżej stóp procentowych, nie jest powodem do popadania w samozachwyt. Polska waluta przyjęło to jednak w miarę neutralnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

STS Holding – bardzo dobre pierwsze półrocze 2022

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – w pierwszym półroczu 2022 wygenerowała NGR na poziomie ponad 296 mln zł, gdy przed rokiem było to niemal 296 mln zł. Od stycznia do czerwca 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 2,189 mld zł, gdy przed rokiem było to 2,222 mld zł. Tylko w II kwartale br. suma stawek była wyższa niż w I kwartale br. i II kwartale u.br. Warto odnotować, że w Q2 2021 rozgrywane były Mistrzostwa Europy, tegoroczne Mistrzostwa Świata rozpoczną się zaś w Q4 2022.

W II kwartale 2022 roku liczba aktywnych użytkowników wyniosła 375 tys. Grupa odnotowała od kwietnia do czerwca br. 92 tys. nowych rejestracji, a liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 66 tys.

W pierwszej połowie bieżącego roku wypracowaliśmy bardzo dobre wyniki operacyjne. Nieznacznie poprawiliśmy NGR – czyli wartość zakładów zawartych przez klientów, pomniejszona o wypłacone wygrane i podatek od gier – względem analogicznego okresu roku ubiegłego. Przy czym warto zaznaczyć, że w 2021 roku w tym okresie rozgrywane były Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. W drugiej połowie bieżącego roku liczymy, że bardzo atrakcyjny kalendarz wydarzeń sportowych oraz Mistrzostwa Świata w Katarze pozwolą na wypracowanie jeszcze lepszych wskaźników operacyjnych, które przełożą się pozytywnie również na wyniki finansowe mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

Od stycznia do marca br. Grupa wygenerowała rekordowy w ujęciu kwartalnym poziom NGR, który wyniósł 158 mln zł. Oznacza to wzrost o 15% rdr. Skorygowana EBITDA w pierwszym kwartale br. wyniosła 72 mln zł, gdy przed rokiem było to 61 mln zł. Wzrost wyniósł 17% rdr. W Q1 2022 roku przychody Grupy STS wyniosły 142 mln zł, czyli o 14% więcej rok do roku, gdy w Q1 2021 roku było to 125 mln zł. W Q1 2022 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła aż 59 mln zł zysku netto, co oznacza wzrost o 24% rok do roku.

Kupno nowego zamka: Poradnik ślusarski dla właścicieli domów i najemców

Czy masz stary zamek, który nie spełnia obecnych standardów bezpieczeństwa? Czy obawiasz się, że potencjalny intruz może naruszyć jego zabezpieczenia? Jeśli tak, to zakup nowego zamka jest dla Ciebie idealnym rozwiązaniem. Ślusarz może zainstalować bezpieczniejsze zamki w drzwiach domu lub mieszkania. Przed zakupem nowego zamka warto jednak wiedzieć, jaki rodzaj systemu zamknięć jest najlepszy dla danej nieruchomości i budżetu. Do wyboru jest wiele różnych systemów zamknięć, takich jak zamki ryglowe, zamki cyfrowe i zamki przedsionkowe. Każdy typ ma swoje unikalne zalety i wady, które należy rozważyć przed podjęciem ostatecznej decyzji.

 

Na co zwrócić uwagę przy zakupie nowego zamka

 

Istnieje wiele różnych typów zamków do wyboru. Pierwszym krokiem przy wyborze nowego zamka jest rozważenie pożądanego budżetu. Ponieważ chcesz, aby zamek był tak niezawodny jak to możliwe, ważne jest również, aby wziąć pod uwagę kluczowe cechy każdego rodzaju zamka. Kolejną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę przy zakupie zamka, jest to, czy został on przetestowany i zatwierdzony do użytku w celu spełnienia określonych norm bezpieczeństwa. Inne kwestie, które należy rozważyć, to trwałość i estetyka zamka. Idealnie byłoby wybrać zamek, który jest trwały i powinien wytrzymać długi czas. Powinien być również estetyczny, aby pasował do wyglądu domu lub mieszkania.

 

Wymiana zamków w drzwiach

 

Jeśli wymieniasz stare zamki na nowe, prawdopodobnie będziesz musiał usunąć stary zamek z drzwi przed zainstalowaniem nowego zamka. Jeśli nie wiesz, jak zdjąć stary zamek, warto zatrudnić ślusarza, który to zrobi. Konieczny może być także zakup nowych zawiasów, jeśli stare są uszkodzone lub nie działają prawidłowo. Profesjonalna firma ślusarska taka jak Pogotowie Zamkowe https://www.pogotowie-zamkowe-gdansk-24h.pl/ pomoże Ci wybrać i wymienić zamki do drzwi, a także zainstalować nowe zabezpieczenia, których potrzebujesz. Dla odpowiednich fachowców wymiana zamka w drzwiach to ekspresowa procedura na dodatek z pełną gwarancją.

 

Wymiana wkładki w drzwiach

 

Jeżeli konieczna jest wymiana wkładki bębenkowej w drzwiach, może to być możliwe bez konieczności demontażu całego zamka. Pozwoli to zaoszczędzić czas i pieniądze. Wymiana wkładki bębenkowej może pomóc w rozwiązaniu wielu różnych problemów. Na przykład, jeśli klucz nie obraca się do końca w zamku, może to oznaczać, że wkładka bębenkowa jest uszkodzona. Podobnie, jeśli zamek zacina się, wymiana wkładki może rozwiązać problem. Jeśli wkładka bębenkowa jest stara lub uszkodzona, należy ją jak najszybciej wymienić. W przeciwnym razie może to narazić dom lub mieszkanie na ryzyko włamania. Ślusarz

est stosunkowo prostym procesem, który zazwyczaj można wykonać w ciągu niecałej godziny, a wykonanie przez rzetelną firmę ślusarską, będzie to trwało jeszcze krócej.

Zalety i wady car fleet management

Car fleet management to nic innego jak zarządzanie flotą pojazdów. Jest to kompleksowe rozwiązanie dla osób prywatnych lub firm, posiadających u siebie taką opcję. Rozwiązanie to, dostarcza szeregu możliwości, które niewątpliwie mogą przydać się w zarządzaniu pojazdami. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na dany temat, poznać np. zalety, oraz wady omawianego rozwiązania, koniecznie przeczytaj poradnik!

Czym jest car fleet management – zarządzanie flotą pojazdów

Omawiana usługa, nie jest jedną, lecz szeregiem różnych usług. Mechanizm ten z każdym miesiącem zyskuje na popularności i cieszy się coraz lepszymi opiniami. Nic dziwnego, gdyż korzyści z niego płynących jest wiele.

Jako przykład można przytoczyć sytuację kiedy zapominamy o zbliżającym się badaniu technicznym, itp. Posiadając car fleet management, taka sytuacja nie będzie miała miejsca, gdyż pamiętanie o danych czynnościach już nie koniecznie zależy od nas. Czyli, można rozumieć, że wszelakie obowiązki, które związane są z obsługą samochodów, zostają przeniesione na przedsiębiorstwo, które działa w ramach CFM.

Czego możemy spodziewać się w ramach car fleet management

Otóż dana usługa, może pozwolić na obsługę produktów, takich jak np.:

  • wynajem krótko, jak i długoterminowy,
  • zarządzanie flotą pojazdów,
  • leasing, oraz full service leasing,
  • przeglądy,
  • ubezpieczenia,
  • likwidowanie szkód komunikacyjnych,
  • naprawy,

i inne.

wynajem długoterminowy

Car fleet management – dowiedzmy się na ten temat nieco więcej

Wiemy już, że car fleet management polega na m.in. zarządzaniu flotą samochodową. Otóż bazą CFM jest finansowanie zakupu pojazdów. Zainteresowany, może otrzymać ofertę pochodzącą od firm, które oferują dane usługi np. w formie leasingu. Opcją drugą jest długoterminowy wynajem samochodów.

Wymienione formy finansowania są od dawna znane przedsiębiorcom. Jeżeli chodzi o wynajem długoterminowy, warto wspomnieć, że polega on na tym, iż osoba wynajmująca zobowiązana jest do oddania najemcy np. pojazdu na dłuższy okres czasu np. kilka tygodni, czy miesiąc. Ten zaś zobowiązuje się do dokonywania comiesięcznych opłat, które zostaną ustalone wcześniej. Wynajem długoterminowy również charakteryzuje to, że poza spłatą zobowiązania, obejmuje on często również usługi. Do takich mogą należeć np.:

  • usługi serwisowania samochodu,
  • wymiana opon,

i inne. Mówiąc wprost, najemca jest zobowiązany do płacenia rat, natomiast wszystkie inne obowiązki zostają po stronie firmy wynajmującej, np. działającej w ramach car fleet management.

Wynajem długoterminowy zawierany jest również na czas krótszy, aniżeli klasyczny leasing. W wynajmie długoterminowym umowa może trwać od 12 miesięcy wzwyż, natomiast leasing samochodów, często jest zawierany nawet na kilka lat.

Car fleet management to bardzo korzystny system zarządzania flotą pojazdów i nie tylko

Zdecydowanie nie jest to jedyna zaleta omawianej usługi. Warto wiedzieć, że w ramach CFM wiele firm może udostępniać swoje aplikacje, jak również systemy, dzięki którym możliwe jest zarządzanie flotą samochodów, czy chociażby ich nadzorowanie.

Istnieje wiele nowoczesnych aplikacji, które pozwalają na pełną amortyzację rozmaitych procesów, które zaś związane są z wszelką obsługą pojazdów w firmie.

Jeszcze inną zaletą jest możliwość panowania nad wszelkimi szkodami komunikacyjnymi, jak też wszelkimi kosztami związanymi z eksploatacją nawet do kilkuset samochodów w firmie.

To jeszcze nie koniec, gdyż kolejnym atutem CFM, jest możliwość kontroli nad kierowcami zatrudnionymi w firmie. Co za tym idzie, zawsze możemy mieć wgląd na to, czy dany kierowca posiada np. aktualne badania.

Podsumowując, co należy do głównych zalet CFM?

Wymienić tutaj można np.:

  1. Odpowiedzialność, która zostaje po stronie partnera biznesowego. Jak omówione zostało wcześniej, wszelkie kwestie związane z pojazdami zostają po stronie partnera biznesowego.
  2. Oszczędność czasu jak i spokój, który zapewniony zostanie dzięki korzystaniu z danej usługi. CFM zapewni kompleksowe usługi, zatem zaoszczędzimy cenny czas i nie będziemy mieć na głowie rzeczy związanych z pojazdami.
  3. Możliwość dostępu do nowoczesnych technologii. Wymienione wcześniej aplikacje zdecydowanie do takowych należą.

Jeżeli chodzi o wady, można tutaj wyszczególnić te związane z wybraną formą finansowania. Dotyczące leasingu, czy wynajmu długoterminowego. Często istotny jest całkowity koszt danych usług, jednak do tej kwestii najlepiej podejść indywidualnie.

Koszty

Jeżeli chodzi o koszty, które związane są z usługą CFM, warto mieć na uwadze, że obliczane zostają ze względu na kwestie indywidualne. Istotna tutaj jest długość umowy, rodzaj wybranego finansowania, wielkość posiadanej floty, zakres usług, jaki wybierzemy, czy chociażby deklarowany przebieg pojazdów.

Firmy z branży CFM

Interesując się danym tematem, warto wiedzieć, gdzie szukać tychże usług. Jednym miejscem jest firma Alphabet, która oferuje usługi takie jak np.: wynajem długoterminowy, zarządzanie flotą, czy leasing operacyjny i nie tylko.

Podsumowanie

Car fleet management ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. Usługa ta jest bardzo pomocna dla wielu firm, np. tych z branży transportowej. Warto wiedzieć, że dzięki CFM, wydajność floty może być zdecydowanie większa niż dotychczas.

Na koniec roku stopy procentowe sięgną 8,5%

Prognozy PKB i inflacji raczej wskazują na hamowanie gospodarki. Obecnie jest to w Polsce mało widoczne, bo to tempo PKB wyniesie między 6 a 7% rok do roku. W pierwszym kwartale to było aż 8,5%. Natomiast w drugiej połowie roku gospodarka może zwolnić do około 2% rok do roku. Z kolei inflacja może osiągnąć poziom 15-20%. I to 20% staje się całkiem realne dlatego, że już w czerwcu widzimy inflację powyżej 15%. To wszystko oznacza, że przed nami jest spowolnienie gospodarcze i wciąż bardzo wysoka inflacja. Wzrost cen jest na tyle zaawansowany i opanował całą gospodarkę, że nawet hamowanie koniunktury może w małym stopniu zatrzymać i obniżyć inflację.

– Wciąż zakładamy, że docelowa stopa procentowa w Polsce to jest około 8,5%. Dzisiaj wynosi ona 6%. Ryzykiem dla tego scenariusza jest widoczne zagranicą, choć jeszcze nie w Polsce, spowolnienie gospodarcze – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Uważamy, że rynek finansowy dosyć słabo ocenia politykę antyinflacyjną rządu i banku centralnego. Zatem gdyby podwyżki stóp procentowych zaczęły się kończyć zbyt szybko, wtedy grozi nam osłabienie złotego. To będzie oznaczać, że bank centralny będzie musiał wrócić do podwyżek nawet pomimo spowolnienia. Stąd widzimy stopy na poziomie 8,5% pod koniec tego roku lub na początku roku przyszłego – analizuje Benecki.

Gdzie będzie EURUSD pod koniec tygodnia?

Dopóki nie stanie się jasne czy pod koniec tygodnia znów popłynie gaz, dopóty odbicie na EURUSD będzie ograniczone. Ciekawe również będzie to jak zareaguje EBC, które w swoich decyzjach bez wątpienia bierze pod uwagę zagrażający gospodarce czynnik. W wyniki chwilowej poprawy nastrojów na rynkach główna para walutowa zahaczyła wczoraj o poziom 1,02. Czy jest szansa na podejście na jeszcze wyższe poziomy?

Spółka Gazprom wydała wczoraj komunikat odbiorcom europejskim, że nie jest w stanie zagwarantować dostarczenia gazu z powodu nadzwyczajnych okoliczności. Bezpośrednio taki list z ważną informacją otrzymała firma Uniper – największy niemiecki importer gazu – oraz RWE – główny producent energii u naszych zachodnich sąsiadów. Przypomnijmy jedynie, że Gazprom od połowy czerwca obniżył ilość przesyłanego surowca do poziomu 40 proc. Oficjalnym powodem był brak turbiny, która została poddana pracom serwisowym w Kanadzie. W niedziele została wysłana ona do Niemiec a transport zajmie kilka dni. Europa żyje w zawieszeniu. Rynek wie, że kwestia turbiny jest jedynie wymówką a nie prawdziwą przyczyną. Samo ministerstwo gospodarki Niemiec wskazało, że jest to część zamienna i planowano jej użyć dopiero od września. Oznacza to, że stała się ona jedynie pretekstem spadku przepływów „błękitnego paliwa” na Stary Kontynent. Aktualnie trwają prace konserwacyjne rurociągu NS1. Oficjalnie mają skończyć się w czwartek, kiedy to swoją decyzję w sprawie dalszej polityki monetarnej będzie podawać Europejski Bank Centralny.

Jeśli dojdzie do kryzysu energetycznego, bo dostawy gazu przez Nord Stream 1 pozostaną zawieszone, decydujące będzie to, jak EBC oceni ten scenariusz: czy będzie trzymał się swojego cyklu podwyżek stóp bez względu na nieuniknione ryzyko inflacyjne, czy też przypisze większe znaczenie ryzykom ekonomicznym – tj. ryzyku osunięcia się strefy euro w recesję – dając tym samym rynkowi do zrozumienia, że może nie podnosić tak mocno stóp procentowych mimo ryzyka cenowego. Gdyby tak się stało, należałoby się spodziewać znacznego osłabienia euro.

Z drugiej strony, gdyby gaz znów zaczął płynąć i gdybyśmy zobaczyli oznaki, że ryzyko kryzysu energetycznego zostało zażegnane, euro prawdopodobnie znów zyskałoby na wartości. Wtedy notowania EURUSD mogłyby ponownie urosnąć do poziomu 1,0350 – 1,04.

Końcówka tygodnia wydaje się być bardzo interesująca. Zmienność na euro może być ponownie podwyższona, szczególnie będzie ona widoczna jeśli zrealizuje się optymistyczny scenariusz i przyjdzie czas na przysłowiowy „rajd ulgi”.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Polacy nie chcą 4-dniowego tygodnia pracy

Mimo że na całym świecie większość firm dąży do skrócenia tygodnia roboczego, polscy pracownicy nie są zwolennikami tego rozwiązania. Z raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że tylko ¼ Polaków (25,71 proc.) chciałaby zredukować liczbę dni pracy, pod warunkiem zachowania takiego samego wynagrodzenia i zwiększenia liczby godzin spędzanych w firmie w ciągu doby.

Firma ADP, globalny lider usług kadrowo-płacowych, przeprowadziła wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie cykliczne badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View”, w którym sprawdziła, jaki model pracy preferują pracownicy.

Warunkowe zmiany

Elastyczność w wykonywaniu obowiązków staje się dla coraz większej liczby pracowników na całym świecie priorytetem w podejmowaniu zatrudnienia. Jednak, jak wynika z badania przeprowadzonego przez ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, Polacy nie są zwolennikami zmian i chętnie zostaliby przy dotychczasowym modelu pracy – takiego zdania jest 34,47 proc. ankietowanych. Z raportu wynika także, że tylko 25,71 proc. Polaków zgodziłoby się na redukcję roboczego tygodnia z 5 do 4 dni, jednak pod warunkiem otrzymania takiego samego wynagrodzenia oraz wydłużenia dnia pracy, np. do 10 godzin. Jeszcze trzy lata temu (Raport ADP – The Workforce View 2019) za takim pomysłem opowiadała się prawie 1/3 polskich pracowników (29,7 proc.).

Młodzi chcą zmian

Czterodniowy tydzień pracy ma w Polsce najwięcej zwolenników wśród osób, które są na początku swojej kariery – 30 proc. osób w wieku od 18-24 lat twierdzi, że wolałaby pracować w ten sposób. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika również, że są oni jednocześnie grupą, która najchętniej zdecydowałaby się na obniżkę płac w zamian za mniejszą liczbę godzin pracy (6,89 proc.).

– Nieco inne podejście do pracy zauważalne jest wśród młodszego pokolenia pracowników, wśród których panuje przekonanie, że od pieniędzy ważniejsze jest ich życie prywatne oraz komfort psychiczny. Dlatego też najczęściej decydują się oni na elastyczne modele zatrudnienia – mówi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska. – Pracownicy z pokolenia Z oraz Milenialsi są również coraz bardziej świadomi kwestii ekologicznych, jakie niesie za sobą takie rozwiązanie. Skrócenie czasu pracy łączy się bezpośrednio z mniejszą liczbą dni w firmie, czyli np. rzadszą potrzebą korzystania z pojazdów, co w efekcie przekłada się na mniejsze zanieczyszczenie powietrza w dużych aglomeracjach – dodaje ekspertka ADP Polska.

– Przeprowadzone badanie wśród 1989 Brytyjczyków wskazuje, że podczas standardowego 8-godzinnego dnia pracy, pracownik jest wydajny tylko przez 3 godziny, a pozostały czas spędza na czynnościach niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Jego wydajność spada. Mózg bowiem nie jest w stanie poświęcić tyle samo energii, ma ograniczoną ilość czasu na twórcze myślenie – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Centrum Zdrowia Psychicznego Mind Health. – Mniejszy wymiar czasu pracy może sprawić, że pracownicy będą bardziej efektywni i lojalni wobec pracodawcy. Ponadto krótszy tydzień pracy może przyczynić się do obniżenia poziomu stresu oraz wzrostu zadowolenia z życia wśród pracowników. Dzięki większej liczbie dni wolnych od pracy będą mogli oni skupić się na budowaniu więzi rodzinnych, rozwoju pasji czy zadbaniu o własne zdrowie – dodaje ekspertka.

Spadek zapotrzebowania na dobra luksusowe – nadchodzi kolejny kryzys?

Inflacja nie oszczędza żadnej branży i jej skutki wyraźnie dotykają również sektora TSL. Obecnie możemy zaobserwować wyraźny spadek zapotrzebowania na transport dóbr luksusowych. Na co wskazuje to zjawisko i jakie będą jego konsekwencje? Nad tymi kwestiami pochyla się Katarzyna Syta, prezes zarządu KAES Logistics.

Zegarki luksusowe w przeciągu ostatnich dwóch lat osiągały rekordowe wzrosty cen, co wiązało się z postępującą nadpodażą pieniądza. Ludzie zaczęli szukać bezpiecznego miejsca do ulokowania swoich oszczędności i często decydowali się inwestować właśnie w ekskluzywne czasomierze. Wszystko zmieniło się w momencie, w którym władze Chin w kwietniu tego roku wprowadziły restrykcyjny lockdown w Szanghaju, co spowodowało nagły wzrost obaw o powrót pandemii. Sytuacji nie poprawiała trwająca wojna, rosnąca inflacja i związane z nim decyzje władz banków centralnych, które zaczęły podnosić stopy procentowe. Te wszystkie zawirowania doprowadziły do krachu na rynku wtórnym luksusowych zegarków, który mogliśmy zaobserwować na początku czerwca br.

Zwiastun początku dużego kryzysu

Załamanie cen na wtórnym rynku luksusowych zegarków nie jest tylko efektem inflacji i idącego za nią spadku siły nabywczej. To znak recesji, z którą zmagają się światowe gospodarki. Nie oszukujmy się, rosnące stopy procentowe, zwiastuny powrotu pandemii i wojna źle wpływają na nastroje konsumentów – teraz mało kto chce inwestować w ekskluzywne dobra, każdy natomiast stara się ograniczyć wydatki, bowiem powoli podstawowe artykuły zaczynają być towarem luksusowym. Co więcej, obecnie często oczekuje się od banków centralnych, że te podniosą kluczowe stopy procentowe i tym samym ograniczą masowe zakupy towarów luksusowych, a także nieruchomości w celu ograniczenia wysokiej inflacji. W efekcie tych wszystkich czynników zarówno konsumenci, jak i inwestorzy zaczęli odwracać się od towarów, takich jak wspomniane wyżej zegarki. Brak zapotrzebowania na dobra wiąże się z brakiem zapotrzebowania na transport, co zawsze jest pierwszym wskaźnikiem nadchodzącego kryzysu.

Nie tylko dobra luksusowe

Kryzys dosięgnął nie tylko rynku towarów luksusowych, ale ogółem producentów różnych dóbr, w tym również polskich, co oczywiście stanowi to bardzo złą informację dla branży TSL. Producenci, podobnie jak inni konsumenci, również ograniczyli swoje zakupy – popyt na środki produkcji zanotował znaczący spadek, a firmy zdecydowały się wykorzystywać posiadane już produkty. Niestety podobna sytuacja ma miejsce nie tylko w Polsce – tożsame scenariusze możemy zaobserwować w Niemczech, czy innych krajach Unii Europejskiej, jak chociażby Francja, Włochy, czy Belgia. Dzieje się tak, bowiem najważniejsze czynniki wpływające na przemysł, czyli nowe zamówienia i produkcja zanotowały znaczący spadek. Liczba nowych zamówień, w szczególności tych eksportowych zdecydowanie zmalała w ostatnich miesiącach, co jest oczywiście skutkiem wojny na Ukrainie i olbrzymiej inflacji.  Producenci są wyraźnie zaniepokojeni spadkiem popytu na dobra wśród konsumentów, a nastrojów nie poprawia wspomniana wcześniej sytuacja z towarami luksusowymi. Ludzie nie chcą już kupować, czemu trudno się dziwić. Jak cała ta sytuacja wpływa na transport?

Konsekwencje dla transportu

Wzrost cen oraz spadek liczby nowych zamówień wynikający z niestabilnych warunków gospodarczych przyczyniają się do wyraźnego spadku aktywności konsumentów i zmniejszenia popytu na towary i usługi (krajowego i zagranicznego) – to fatalna wiadomość dla sektora transportowego. Mniejszy popyt i niższy poziom konsumpcji są tożsame z mniejszym zapotrzebowaniem na transport, zarówno krajowy, jak i zagraniczny. Nawet zamówienia eksportowe obecnie zanotowały najsilniejszy spadek od wiosny 2020 r. Nie tylko problemy w Polsce mają konsekwencje dla krajowego transportu – hamowanie przemysłu w Niemczech to również tragiczna informacja, bowiem Niemcy są głównym partnerem handlowym Polski, a nasz kraj jest trzecim co do wielkości eksporterem nad Ren. Zatem problemy w Niemczech przekładają się na mniej zamówień dla polskich przewoźników. Nieustannie obserwujemy również wzrost stawek w transporcie napędzany głównie cenami paliw, które w wyniku wojny niewyobrażalnie wystrzeliły w górę. Stawki w transporcie zwiększały się już wiele miesięcy wcześniej, jednak ostatnie wydarzenia znacząco przyspieszyły ten proces. Co więcej, niedobór kierowców przełożył się też na ich mocniejszą pozycję negocjacyjną w kwestii wynagrodzeń. Na pocieszenie warto zaznaczyć, iż chociaż łańcuchy dostaw powoli ulegają regulacji, bowiem opóźnienia w dostawach są coraz mniejsze.

Widmo spowolnienia gospodarczego

Obserwowany spadek aktywności w sektorach przemysłowych w Polsce, Niemczech i głównych krajach strefy euro oraz nieustępująca inflacja, negatywnie odbiją się na wydatkach i konsumpcji, a to najprawdopodobniej przełoży się na jeszcze większy spadek zapotrzebowania na transport. Jeśli ta sytuacja utrzyma się dłużej, może to zniwelować problemy związane z brakiem kierowców, jednak to jedynie pozorne rozwiązanie, bowiem wszystkie te symptomy sprowadzają się do wyraźnego spowolnienia gospodarczego. Warto się zastanowić czy czerwcowy spadek zapotrzebowania na transport, to jedynie chwilowe zjawisko, czy już znak prawdziwej recesji. Co nam pozostało w tej sytuacji? Oczywiście – nadzieja, że obecny kryzys jest tymczasowy. Choć jest ku niej coraz mniej przesłanek.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Skończy się tanie latanie. Ceny biletów lotniczych w Europie „poszybują”

Odwołane loty mogą stać się nową normą w Europie, ponieważ linie lotnicze starają się chronić marże w obliczu rosnących cen paliwa lotniczego.

  • Ochrona marż w obliczu rosnących cen paliwa do silników odrzutowych (+89% od początku roku)
  • Przy płacach odpowiadającym 25% przychodów (w porównaniu ze średnią światową wynoszącą 19%), europejskie linie lotnicze nie mają motywacji w krótkim okresie, na bieżaco do zajmowania się brakiem personelu.
  • Ceny biletów lotniczych w Europie rosną: po latach spadków, a mimo to linie lotnicze trzeci rok z rzędu ponoszą straty

W Allianz Trade oczekujemy, że ceny biletów lotniczych w Europie wzrosną w 2022 r. średnio o +21% . Chociaż zwiększy to przychody w 2022 r. o +102% r/r, nie wystarczy to aby zapobiec stratom netto trzeci rok z rzędu (oczekiwane przez IATA straty -9,7 mld USD przy marzy netto -1,2%, po –stracie 137,7 mld USD w 2020 roku (marża netto -36,0%) i -42,1 mld USD w 2021 roku (marża netto -8,3%).

Europejskie linie lotnicze nie osiągną progu rentowności do 2023 roku.

  • W dłuższej perspektywie zielona transformacja oznacza jeszcze większe zakłócenia dla linii lotniczych w Europie – mniejszą konkurencyjność cenową wobec kolei, duże straty oraz rosnące koszty

Przewoźnicy kolejowi wytwarzają o 85% mniej CO2 niż samoloty i są własnością państwa
(tj. mają wsparcie finansowe przy inwestycjach). Odnawianie floty starej generacji w kontekście rosnących stawek (opłat, ubezpieczeń) i obniżonych ratingów będzie kosztowne dla sektora, którego zadłużenie już wzrosło 1,4 raza w 2020 r.

Dodatkowo nowe przepisy dotyczące stosowania w lotnictwie paliwa zrównoważonego
(2,5 razy droższego) spowodują dalszą erozje marż: obowiązkowa do 2045 r. mieszanka SAF/kerozyny w proporcji 38%/62% zwiększy koszty paliwa o 57%.

Ochrona marż linii lotniczych szczególnie paląca w Europie

Płace w europejskich liniach lotniczych (odpowiednik 25% przychodów w roku obrotowym 2019 w porównaniu z 19% w przypadku paliwa do silników odrzutowych) są wyższe nie tylko ze względu na ich większą niż przeciętnie na świecie liczbę pracowników, ale także dlatego, że minimalne pensje w Europie są stosunkowo wyższe. To wyjaśnia, dlaczego europejskie linie lotnicze miały najniższą marżę EBITDA w 2020 roku (średnio -44%, w porównaniu z -20% dla obu Ameryk i -10% dla Azji i Bliskiego Wschodu) i dlaczego nadal w 2021 r. redukowały swój personel o kolejne -8% r/r, pomimo że linie lotnicze rw Ameryce Północnej i Południowej zwiększały już wtedy swój personel średnio o +14% r/r.

Obecnie braki kadrowe połączone ze strajkami pracowników domagającymi się wyższych wynagrodzeń i lepszych warunków pracy spowodowały, że wiele linii lotniczych odwołuje loty. To z kolei wywołało wzrost cen (średnie ceny biletów lotniczych w Europie wzrosły ze 193 USD w lutym 2022 r. do 215 USD w maju). Rzeczywiście, w krótkim okresie niedobór lotów może być korzystny dla linii lotniczych, ponieważ mogą one zwiększyć przychody poprzez podnoszenie cen, a nie wolumenu (lotów). W ten sposób firmy mogą zaabsorbować negatywne skutki rosnących cen paliwa lotniczego (które wzrosły o 89% od początku roku) i opóźnić dodatkowe wydatki związane z zatrudnieniem większej liczby pracowników.

Koszty operacyjne linii lotniczych jako % przychodów (globalnie)Koszty operacyjne linii lotniczych jako % przychodów

Efekt – ceny biletów w Europie „wystartują”

Wraz z pojawieniem się tanich linii lotniczych w Europie wzmożona konkurencja zmusiła tradycyjne linie lotnicze do obniżenia cen: od maja 2014 r., kiedy ceny kerozyny zaczęły spadać, do maja 2020 r. ceny biletów spadły o 39%. Jednak w 2022 r. trend ten uległ odwróceniu: od maja ceny biletów od początku roku wzrosły o +12%. W Allianz Trade spodziewamy się, że wzrost cen biletów osiągnie +21% r/r do końca 2022 roku, a szczyt nastąpi dopiero w I kwartale 2023 roku.

Taryfy pasażerskich przewozów lotniczych (USD, po lewej) a cena paliwa lotniczego (USD/gal, po prawej)Taryfy pasażerskich przewozów lotniczych

Zielona transformacja w Europie to jeszcze większe zakłócenia

Przed pandemią europejskie linie lotnicze i przedsiębiorstwa kolejowe posiadały po 50% rynku pod względem przychodów, przy czym każde z nich odnotowywało średnio około 118 000 mln euro rocznie. Ten podział zmienił się jednak w latach 2020-2021, gdy linie lotnicze straciły udział w rynku na rzecz przedsiębiorstw kolejowych (obecnie udział w rynku: 30% linii lotniczych, 70% przedsiębiorstw kolejowych). W przypadku tanich linii lotniczych około 38% przychodów pochodzi z działalności długodystansowej, która najbardziej ucierpiała podczas pandemii. Z kolei firmy kolejowe prawie nie prowadzą działalności poza Europą. W efekcie już teraz przekroczyły poziom przychodów na 2019 rok.

Udział w rynku według przychodów (Europa)Udział w rynku według przychodów

Sources: Refinitiv Eikon, Allianz Research

Podczas gdy jazda pociągiem jest nadal droższa na niektórych trasach, firmy kolejowe mają stać się bardziej konkurencyjne, ponieważ rządy przyspieszają przejście na koleje dużych prędkości. W tym kontekście, nawet jeśli linie lotnicze mogą powrócić do swojego udziału w rynku sprzed pandemii w związku z ożywieniem usług długodystansowych, w Allianz Trade uważamy, że firmy kolejowe nadal będą miały dobrą koniunkturę na swoje przewozy, a nawet mogą utrzymać udział w rynku powyżej 50%.

Badanie EY: Polacy wciąż bojkotują towary z Rosji. Stanowczość spada jednak wraz z wiekiem

Badanie EY – Future Consumer Index – wskazuje, że większość Polaków deklaruje dużą stanowczość w stosunku do wybierania produktów pochodzących z Rosji. Dotyczy to nie tylko samych artykułów, ale również firm oraz sieci handlowych które zdecydowały o kontynuowaniu działalność w tym kraju – taką deklarację złożyło 61% respondentów. Jest to tym łatwiejsze, że znaczący odsetek Polaków ma świadomość na temat przedsiębiorstw operujących dalej w Rosji (54%), a także tych wspierających Ukraińców (48%). Jednocześnie stanowczość konsumentów spada wraz z wiekiem. Podczas, gdy 76% osób w wieku 55+ deklaruje rezygnację lub rzadsze wybieranie towarów produkcji rosyjskiej lub białoruskiej, to w przypadku grupy 18-24 lata odsetek ten spada do 57%.

– W wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Polscy konsumenci odkryli narodowość wielu towarów stanowiących często podstawę ich koszyka zakupowego. Bojkot dotyczył nie tylko produktów wytwarzanych przez firmy z rosyjskim kapitałem, ale generalnie artykułów wytwarzanych na terenie tego kraju lub sprzedawanych w sieciach które nie zdecydowały się na wycofanie z niego swojej działalności. Przekaz medialny, który miał miejsce na przełomie lutego i marca, na tyle utrwalił się w świadomości polskich konsumentów, że do tej pory przekłada się na ich decyzje zakupowe – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner, Dział Audytu, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

Wyniki badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że aż 62% konsumentów uważa że firmy powinny informować o swoich działaniach dotyczących wsparcia dla Ukrainy. Nagłaśnianie przez kolejne przedsiębiorstwa ich aktywności związanej m.in. ze wsparciem uchodźców przełożyło się już trwale na świadomość Polaków. Niemal połowa badanych (48%) wie, które organizacje zaangażowały się w tego rodzaju działalność.

Wyniki badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że aż 62% konsumentów uważa że firmy powinny informować o swoich działaniach dotyczących wsparcia dla Ukrainy. Nagłaśnianie przez kolejne przedsiębiorstwa ich aktywności związanej m.in. ze wsparciem uchodźców przełożyło się już trwale na świadomość Polaków. Niemal połowa badanych (48%) wie, które organizacje zaangażowały się w tego rodzaju działalność.

Jednocześnie aspekt związany z tymi pozytywnymi aktywnościami ma delikatnie mniejszy oddźwięk społeczny (6 pkt. proc. różnicy) niż szeroko nagłaśniany bojkot kolejnych firm, które zdecydowały się o kontynuowaniu swojej działalności w Rosji. Taką wiedzę posiada bowiem 54% Polaków. Świadomość na ten temat przekłada się na realne decyzje zakupowe. Już 61% ankietowanych wskazuje, że rzadziej lub wcale nie kupuje w firmach i sieciach handlowych, które prowadzą działalność w Rosji. Stanowi to jasne potwierdzenie, że pomimo upływu kolejnych tygodni wojny rodzimi konsumenci zachowują wysoki poziom stanowczości.

Bojkot rosyjskich towarów ma wiek

Wyniki badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że kluczową rolę w konsumenckim bojkocie odgrywa wiek samych klientów. W każdej z badanej kategorii różnice pomiędzy najstarszą, a najmłodszą grupą wiekową wynosiła przynajmniej 17 punktów procentowych.

Rezygnację lub ograniczenie zakupu towarów produkcji rosyjskiej lub białoruskiej deklaruje 76% Polaków powyżej 55 roku życia i 71% w przedziale od 45 do 54. Tymczasem w przypadku grupy 18-24 ten odsetek wynosi już tylko 57%, a wśród osób 25 – 34 wzrasta on tylko nieznacznie, do poziomu 61%. Różnica pomiędzy dwiema skrajnymi grupami wiekowymi to 19 punktów procentowych.

Porównywalną skalę (17 pkt. proc. różnicy) to zjawisko ma w przypadku sieci handlowych, które nie zadeklarowały wycofania się z Rosji. Wśród najmłodszej grupy wiekowej ich bojkot konsumencki zadeklarowała tylko połowa (50%) badanych. W gronie osób powyżej 55 roku życia wskazuje na to 67% ankietowanych.

Największa różnica dotyczy jednak przypadku firm, które nie zadeklarowały wycofania się z Rosji. Z ich usług lub towarów zrezygnowało (lub ograniczyło) 68% osób w wieku 55+ oraz 67% w przedziale 45-54. Tymczasem w najmłodszej grupie (18-24) taką deklarację złożyło 46% ankietowanych. Różnica wynosi aż 22 punkty procentowe.

Bojkot rosyjskich towarów

– Dotychczasowa powszechna opinia głosiła, że im młodsza grupa tym wyższe przywiązanie do wartości, a nieco mniejsze do ceny. Wojna w Ukrainie udowodniła, że świat konsumentów ma wciąż wiele odcieni szarości. Bez wątpienia wpływ na postawę starszych konsumentów mają ich doświadczenia życiowe związane z życiem w czasach PRL oraz większa ekspozycja na przekaz z tradycyjnych mediów. W przypadku młodszych konsumentów wojenny przekaz został znacznie szybciej zatarty przez inne wydarzenia, a do gry szybciej wróciły zapewne przyzwyczajenia i wygoda, co mogło mieć wpływ na ich mniejszą stanowczość w sprawie bojkotu konsumenckiego – podsumowuje Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

O Badaniu

Piąta polska edycja badania EY – Future Consumer Index – przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach 17 – 27 maja 2022 roku na grupie 1000 osób w wieku 18-65 lat.

Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

„Ubezpieczenia pomostowe” w odwrocie

Każdy kto miał do czynienia z kredytem hipotecznym doskonale wie, jak ważne dla poczucia stabilizacji zaciągniętego zobowiązania kredytowego, jest doczekanie się wpisu banku w księdze hipotecznej. W realiach pandemii COVIDU oraz w aktualnych czasach rozpatrywanie wniosków o dokonanie wpisów w księgach wieczystych, trwa w wydziałach wieczystoksięgowych miesiącami i zdaje się ciągnąć w nieskończoność, każdego kredytobiorcę ten czas oczekiwania dodatkowo niemało kosztuje. Wprowadzone dla zabezpieczenia banku ubezpieczenia pomostowe od momentu wypłacenia kredytu do dokonania wpisu hipoteki, są obowiązkowymi, dodatkowymi kosztami kredytu, gdzie ich wysokość jest dowolnie ustalana przez każdy bank. W niewielkiej liczbie przypadków są to opłaty jednorazowe, najczęściej jest to „marża + określony %”, który osiąga nawet 2,5%.

Dotychczas bank pobierał „ubezpieczenie pomostowe” od zawarcia umowy kredytu hipotecznego, do momentu dostarczenia bankowi potwierdzenia dokonania wpisu banku w księdze wieczystej jako wierzyciela hipotecznego. Zabezpieczenie to miało zrekompensować ryzyko banku związane z brakiem dostatecznego zabezpieczenia spłaty kredytu. Opłata ta jest oczywiście bezzwrotna, a kredytobiorca ma poczucie, że płaci za coś, na co zupełnie nie ma wpływu, ale nie ma też innego wyjścia.

Na ratunek, już i tak dostatecznie zniechęconych kosztami kredytu, potencjalnych kredytobiorców, przychodzi Projekt ustawy o zmianie ustawy o kredycie hipotecznym oraz nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami – skierowany do Sejmu 6 lipca 2022 r. Powyższa ustawa, studząc nadzieję aktualnie zaciągających zobowiązania kredytowe, będzie miała zastosowanie dopiero do umów zawartych po dniu wejścia w życie ww. ustawy, z uwagi na poszanowanie „reguł gry rynkowej” i instytucji kredytowych, które także muszą mieć czas na dostosowanie się do nowych zasad.

Ustawodawca słusznie dostrzegł, że cel dla którego banki uzasadniają pobieranie „ubezpieczenia pomostowego” czy ogólnie nazywając koszty zabezpieczenia, jest czysto teoretyczny, a zakładane przez bank ryzyko nie ziszcza się.

Założenia wskazane w uzasadnieniu Projektu do ustawy zmianie ustawy o kredycie hipotecznym oraz nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami, są proste – „w przypadku naliczenia przez bank dodatkowego kosztu kredytu, związanego z oczekiwaniem na wpis do księgi wieczystej hipoteki zabezpieczającej spłatę udzielonego kredytu, ustanawianej na rzecz tego banku, po dokonaniu wpisu opłata lub prowizja podlega zwrotowi lub zaliczeniu na poczet innych należności obciążających kredytobiorcę.”

Możliwe będzie zatem odzyskanie przez kredytobiorcę poniesionych dodatkowych kosztów albo zaliczenie ich na poczet spłaty kredytu. Zaliczeniu lub zwrotowi nie będą podlegały koszty ustanowienia zabezpieczenia hipotecznego – ale będzie podlegała podwyższona marża/opłata.
Rozwiązanie to zdejmie chociaż jeden z wielu ciężarów położonych przez banki na szali kredytobiorców. Mimo, że banki zapytane za pośrednictwem KNF, o swoją opinię na temat złożonego do Sejmu projektu ustawy, nie udzieliły jeszcze oficjalnej odpowiedzi, nie należy spodziewać się odpowiedzi entuzjastycznej, z uwagi na dotychczasową formę pobierania „ubezpieczenia pomostowego”, które dawało bankom nie mały zysk przy praktycznie nieistniejącym ryzyku.

Ustawodawca wskazuje jednocześnie, że powyższa zmiana musi iść w parze z pracami nad wyeliminowaniem trudnej sytuacji w wydziałach wieczystoksięgowych. Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło już swoje wstępne założenia, angażujące do eliminowania „zatorów” w księgach wieczystych przez notariuszy. Pomysł wygląda obiecująco, ale na jego efekty przyjdzie nam i przyszłym kredytobiorcom jeszcze chwilę poczekać.

Autor: Radca Prawny: Anna Bobowska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Walka z inflacją jest w Polsce nieskuteczna

Walka z inflacją jest w Polsce nieskuteczna. Komunikaty napływające z NBP są ze sobą sprzeczne. Inwestorzy są zdezorientowani. W przyszłym roku inflacja znów będzie dwucyfrowa. Nadzieją dla nas są zewnętrzne trendy dezinflacyjne.

Według raportu NBP średnioroczna inflacja w tym roku prognozowana jest na 14,2%. W przyszłym roku ma być niewiele niższa – 12,3 %. W 2024 r. powinna spaść do 4,1%, a więc nadal będzie odległa od celu inflacyjnego (2,5%, +/-1%).

– Rozbieżność pomiędzy rzeczywistością a tym co komunikuje NBP i jego prezes jest olbrzymia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Można mieć jednak nadzieję, że analitycy NBP znów się pomylą i inflacja okaże się niższa, ponieważ wiele zmienia się na rynkach surowcowych. Od niedawna obserwujemy osłabianie się ich cen i ta tendencja może się utrzymać.

Na świecie pojawią się trendy dezinflacyjne, na które czekają inwestorzy. Wtedy może wrócić większa akceptacja ryzyka inwestycyjnego. Więcej kapitału napływałoby na rynki wschodzące, a więc także do Polski, powstrzymując deprecjację złotego.

– Sytuacja w Polsce jest jednak trudna, mamy własne lokalne problemy, bo dopuszczano w kolejnych miesiącach do rozkręcania się spirali inflacyjnej poprzez bardzo wysokie wzrosty inflacji i wynagrodzeń – dodaje ekspert CMC Markets. – Jeżeli prezes A.Glapiński ocenia, że inflacja w Polsce wynika w 25% z czynników wewnętrznych, to bardzo zaniża skutki błędów popełnionych przez ośrodki decyzyjne w kraju.

Szczególnie pesymistyczny dla Polski jest czerwcowy raport Komisji Europejskiej. To w Polsce inflacja w 2023 r. ma być najwyższa wśród krajów UE. Gdy w UE spadnie do 4,6%, to w Polsce ma być dwukrotnie wyższa od tej średniej unijnej.

– Stopy procentowe rosną w Polsce nadal zbyt wolno, inflacja cały czas nam ucieka – ocenia Ł.Wardyn z CMC Markets. – W działaniach rządu nie ma żadnej determinacji walki z inflacją i to właśnie dlatego nie pozostaje nam nic innego jak dalsze podwyższanie stóp przez RPP przy zachowaniu nadziei, że na świecie będą nasilać się nastroje dezinflacyjne.

Globalnie 87% firm przygotowuje raporty niefinansowe. W Polsce ich liczbę warunkują głównie wymagania regulatorów

Według danych z raportu Economist Impact zrealizowanego na zlecenie Iron Mountain, dopiero po okresie pandemii odpowiedzialność społeczna i czynniki ESG (Environmental, Social, Governance) trafiły na listę pięciu najważniejszych priorytetów biznesu[1]. Aktualnie koncentruje się na nich blisko 29% firm, a wzrost ich liczby ma związek m.in. z uwrażliwieniem interesariuszy na poszczególne obszary zrównoważonego rozwoju w minionych latach. Jednak kluczowym motywatorem do wdrażania strategii ESG jest dziś presja regulacyjna. Już wkrótce nowe przepisy będą zobowiązywać do raportowania niefinansowego znacznie więcej przedsiębiorstw, poszerzając jednocześnie jego zakres przedmiotowy.

Nie ulega wątpliwości, że w dzisiejszych realiach biznesowych ograniczenie się do komunikowania o podejmowanych inicjatywach z obszaru społecznej odpowiedzialności biznesu nie jest już wystarczające. Wzrost świadomości opinii publicznej sprawił, że wszelkie deklaracje firm są niezwykle szybko weryfikowane, a ewentualne nieścisłości mogą prowadzić do utraty reputacji lub innych dotkliwych konsekwencji. Dlatego też organizacje, które realnie wspierają realizację celów zrównoważonego rozwoju, coraz częściej wprowadzają standaryzację raportowania podejmowanych działań. Jednak nie mniejsze znaczenie w tym zakresie ma rosnąca presja regulacyjna.

Presja regulacyjna a wdrażanie strategii ESG

Dotychczas obowiązkiem raportowania niefinansowego było w Polsce obarczonych zaledwie kilkaset największych przedsiębiorstw, przed wszystkich z sektora finansowego i ubezpieczeniowego, a także spółki giełdowe. Jednak zapowiadane rozporządzenie dotyczące taksonomii UE, a także dyrektywa CSRD znacząco poszerzą zakres podmiotowy obowiązujących przepisów. Szacuje się, że od 2024 r. (prezentacja wyników za 2023 r.) do publikowania raportów niefinansowych będzie zobowiązanych już ponad 3500 organizacji, a w kolejnych latach dołączą do nich kolejne firmy, również z sektora MŚP, co potwierdza, że dbałość o aspekty ESG będzie wkrótce nieunikniona.

To właśnie wspomniane zmiany legislacyjne w głównej mierze motywują przedsiębiorstwa w naszym kraju do działania w ramach celów ESG, a także raportowania podjętych kroków i stopnia realizacji założonego planu. Blisko 32% prezesów polskich firm deklaruje, że reagowanie na presję ze strony samorządów, organów regulacyjnych oraz społeczeństwa stanowi główny motor napędowy dla strategii zrównoważonego rozwoju[2].

Uwzględnienie w firmowej strategii czynników ESG to niekwestionowany trend w skali globalnej, który zadamawia się również w Polsce. Dane z raportu Economist Impact, w ramach którego przebadano ponad 600 organizacji z całego świata, wskazują, że jeszcze przed pandemią transparentne raportowanie niefinansowe realizowało 48% organizacji, a dziś ich odsetek wzrósł do 87%. Na podobnym poziomie kształtuje się liczba przedsiębiorstw korzystających aktualnie z nowoczesnych technologii wspierających śledzenie postępów w tym zakresie oraz narzędzi ułatwiających proces raportowania (90%), a także firm, które zaangażowały w inicjatywy ESG więcej zasobów (90%). Ogromne zaangażowanie światowego biznesu wynika z coraz większej świadomości dotyczącej wpływu funkcjonowania firm na otaczający świat, jednak nie bez znaczenia okazuje się kwestia wypracowania lepszych wyników operacyjnych. Globalnie firmy najczęściej deklarują, że wdrożenie strategii zrównoważonego rozwoju pozwala na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej na rynku[3]. W Polsce natomiast najważniejszą motywacją pozostaje presja regulacyjna i obawy o niespełnienie oczekiwań interesariuszy, co udowadnia, że lokalnie wciąż rozwijamy się w tym obszarze – mówi Marcin Drzewiecki, Prezes Zarządu w Iron Mountain Polska.

Sukces projektu wymaga czasu

Zdecydowana większość firm, które w najbliższej przyszłości zostaną objęte wymogiem raportowania niefinansowego, ma do dyspozycji wystarczająco dużo czasu, aby odpowiednio się do tego przygotować. Okres 2 lat oferuje należyty komfort przy wdrażaniu zmian organizacyjnych, unikając kłopotliwej rewolucji. Jednocześnie badania rynkowe potwierdzają, że zdecydowanie jest nad czym pracować. Ponad 60% inwestorów ocenia, że polskie spółki giełdowe nie są odpowiednio przygotowane do dostarczania wymaganych przez rozporządzenie informacji w zakresie ESG[4]. Firmy, które dotychczas nie były do tego zobligowane, a niejednokrotnie nie miały nawet z tym aspektem do czynienia, staną przed jeszcze większym wyzwaniem.

Choć ustrukturyzowane i cykliczne raportowanie czynników niefinansowych w zgodzie z unijnymi standardami nie ma wiele wspólnego z chaotycznymi inicjatywami z obszaru CSR, uważam, że firmy, którym od zawsze przyświecają wartości związane ze zrównoważonym rozwojem, mają pewną przewagę. To szereg doświadczeń zgromadzonych w ramach dobrowolnej publikacji raportów niefinansowych, zbierania niezbędnych danych, identyfikacji głównych wyzwań, ale przede wszystkim szczera chęć zmieniania świata na lepsze. W opinii wielu polskich CEO najlepszym sposobem na pozyskiwanie kompetencji ESG są akwizycje[5]. Ja natomiast uważam, że warto je budować wewnątrz swojej organizacji, a najlepiej zacząć robić to możliwie jak najszybciej. Nawet jeśli za rogiem nie czeka widmo zmian legislacyjnych, które wkrótce nas do tego zobligują. Warto bez presji gromadzić wszelkie doświadczania, a także kształtować odporność organizacyjną, które z pewnością zaprocentują w przyszłości. Z analizy przeprowadzonej przez Economist Impact wynika, że business resilience pomaga przy realizacji celów ESG, co deklaruje blisko 36% firm zdolnych do sprawnej adaptacji – dodaje Marcin Drzewiecki, Prezes Zarządu w Iron Mountain Polska.

Raportowanie niefinansowe to aspekt działalności biznesowej, którego nie należy bagatelizować. Wynika to m.in. z rozporządzeń, do przestrzegania których będzie zobligowana coraz większa liczba firm, ale przede wszystkim z rosnącego znaczenia zobowiązań wobec środowiska, lokalnych społeczności i ładu korporacyjnego. W ich obliczu biznes musi podjąć konkretne działania, a także konsekwentnie je realizować i wywiązywać się z danych obietnic.

[1] Resilience reimagined, Economist Impact & Iron Mountain, 2022

[2] CEO Outlook Survey, EY, 2022

[3] CEO Outlook Survey, EY, 2022

[4] ESG – miecz Damoklesa czy szansa na strategiczną zmianę?, PwC, 2021

[5] CEO Outlook Survey, EY, 2022

Obiekty użyteczności publicznej na celowniku hakerów

W ciągu ostatnich lat doszło do kilku głośnych ataków na systemy wodociągowe. Cyberprzestępcy coraz bardziej interesują się infrastrukturą użyteczności publicznej. Zakłócenie jej działania może nieść ze sobą dalekosiężne skutki dla ludzkiego życia i zdrowia, a także wobec środowiska naturalnego.

Tylko w 2021 roku w USA doszło do kilku poważnych incydentów związanych z bezpieczeństwem sieci wodociągowych. W ostrzeżeniu z 25 października 2021 r., wydanym przez amerykańską rządową Agencję Cyberbezpieczeństwa i Infrastruktury (CISA), zwrócono uwagę na następujące włamania:

  • W sierpniu 2021 r. przestępcy wykorzystali ransomware w wariancie Ghost przeciwko obiektowi w Kalifornii. Wariant ransomware znajdował się w systemie przez około miesiąc i został odkryty, gdy trzy serwery kontroli nadzoru i akwizycji danych (SCADA) wyświetliły komunikat o jego obecności.
  • W lipcu 2021 r. przestępcy wykorzystali zdalny dostęp do wprowadzenia ransomware ZuCaNo na komputer z zainstalowanym systemem SCADA w obiekcie użyteczności publicznej z siedzibą w Maine. System oczyszczania wody był uruchamiany ręcznie do czasu przywrócenia działania komputera.
  • W marcu 2021 r. hakerzy użyli nieznanego wariantu ransomware przeciwko obiektowi z siedzibą w Nevadzie. Oprogramowanie ransomware wpłynęło na system SCADA ofiary i na systemy zapasowe.

Mając na uwadze te incydenty, firma Fortinet razem z magazynem WaterWorld opracowały raport zatytułowany Cyberbezpieczeństwo w obiektach gospodarki wodnej (Cybersecurity in Water Management Facilities). Omówiono w nim, w jaki sposób cyberataki stają się rosnącym zagrożeniem dla firm z branży wodociągowej, a także podkreślono główne braki w zakresie edukacji, szkoleń i tworzenia kultury cyberbezpieczeństwa.

Kluczowe wnioski z badania

  1. Mniej niż połowa badanych czuje się bezpieczna

Wraz ze wzrostem łączności, przedsiębiorstwa wodociągowe bardziej niż kiedykolwiek narażone są na cyberataki. Niestety, mniej niż połowa (49%) respondentów czuje się pewnie z posiadanymi rozwiązaniami w zakresie cyberbezpieczeństwa. W związku z tym inwestycje w rozwiązania ochronne będą dla nich w przyszłości najwyższym priorytetem.

  1. Wielu osobom odpowiedzialnym za cyberbezpieczeństwo brakuje doświadczenia w tym zakresie

Mając do wyboru wiele odpowiedzi na pytanie: „Kto jest odpowiedzialny za zarządzanie systemem cyberbezpieczeństwa?”, 29% respondentów odpowiedziało „Szef IT”, podczas gdy 30% wybrało odpowiedź… „Ktoś inny”. W tej kategorii znalazło się wiele osób na stanowiskach, które nie wymagają żadnego doświadczenia w zakresie cyberbezpieczeństwa, respondenci podawali, że są to np. władze miasta, członkowie rady miasta, czy nawet dyrektorzy finansowi!

  1. Wielu respondentów może mieć fałszywe poczucie cyberbezpieczeństwa

Spośród ankietowanych prawie 80% wskazało, że ich instytucje nie doświadczyły żadnych incydentów związanych z cyberbezpieczeństwem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Ze względu na stale rosnący poziom aktywności cyberprzestępców, wielu uczestników badania mogło być po prostu nieświadomych, że zagrożenie dotyczy także ich systemów technik operacyjnych (OT). Bez wykrywania włamań może dochodzić do incydentów i naruszeń bezpieczeństwa, a hakerzy mogą wykorzystywać luki w zabezpieczeniach i uzyskiwać dostęp do systemów pozostając niezauważonymi.

  1. Potrzeba więcej szkoleń z zakresu cyberbezpieczeństwa

Znaczna liczba respondentów wskazała, że słabo rozumie, co należy zmienić, aby poprawić poziom cyberbezpieczeństwa w swojej firmie. Te i inne odpowiedzi wskazują na potrzebę znacznie większej liczby szkoleń z tego zakresu, aby zbudować odpowiednio wysoki poziom cyberhigieny.

Konsekwencje naruszenia bezpieczeństwa

W przeszłości systemy wodociągowe i kanalizacyjne były odizolowane od IT, jednak w miarę postępu technicznego coraz bardziej postępowała konwergencja tych środowisk. To otworzyło furtkę dla cyberataków na obiekty użyteczności publicznej, co może mieć niezwykle poważne konsekwencje. Bez zaawansowanych metod wykrywania, atak może być „niewidoczny” do momentu, kiedy stanie się za późno.

Oczywiście zarządzający przedsiębiorstwami wodociągowymi wiedzą, jak ważne są zarządzane przez nich systemy, ale niektórzy mogą nie doceniać realnego ryzyka związanego z ich nieodpowiednim zabezpieczeniem. Być może jednym z najważniejszych komentarzy w raporcie WaterWorld jest zdanie podsumowujące: „Nadanie wyższego priorytetu cyberbezpieczeństwu, długoterminowa strategia i odpowiednie finansowanie, mają znaczenie krytyczne dla ochrony systemów wodnych”.

„The Great Resignation” po polsku

Czy zjawisko „The Great Resignation” oznacza wyłącznie masowe odejścia z pracy? Jakie są prawdziwe powody wzmożonej rotacji? Czy trend ten dotyczy również polskiego rynku pracy? Między innymi na te pytania odpowiadają wyniki prekursorskiego badania przeprowadzanego wśród polskich menedżerów/-ek, liderów/-ek HR oraz kadry zarządzającej na przełomie kwietnia i maja 2022 roku.

Inicjatywa „The Great Unknown. Zarządzanie ludźmi w dobie pandemii, nowych modeli pracy oraz Great Resignation” zrealizowana przez zespół Extended Tools miała na celu skonfrontowanie tego, co od kilkunastu miesięcy dostrzegalne jest wśród amerykańskich organizacji z tym, czego doświadczają Polacy w obliczu perturbacji makroekonomicznych czy wojny w Ukrainie.

Wyzwania – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?The Great Resignation

W badaniu wzięli udział przedstawiciele 3 obszarów – HR, zarząd oraz menedżerowie. Aż 60% respondentów wskazało, że kluczowym wyzwaniem, z którym przyjdzie im się zmierzyć w perspektywie najbliższych 12 miesięcy, będzie presja na zwiększanie wynagrodzeń. Nie mniej dotkliwym dla liderów opinii okazuje się być wyzwanie związane z brakiem osób do pracy (54,8% wskazań). Obawa ta dotyczy nie tylko potencjalnych problemów z brakiem zainteresowania ofertą pracy, ale również znalezieniem kandydata pasującego do kultury organizacyjnej i firmowego mindsetu. W tym sensie istotną rolę zaczynają grać nie tylko kompetencje i doświadczenie, ale również postawa i motywacja kandydata. Na trzecim miejscu (38,2%) uplasowała się obawa związana ze zniechęceniem i obniżoną motywacją pracowników. To pokazuje, że badani mają świadomość tego, w jaki sposób dotykające nas zmiany społeczno-gospodarcze mogą wpływać na nastroje ludzi w organizacji.

„Mimo dwuletniej pandemii – która być może wcale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa – a której konsekwencje, choćby w przerwanych łańcuchach dostaw, odczuwane są globalnie oraz mimo wojny w Ukrainie, która ma ogromny wpływ na destabilizację sytuacji nie tylko w naszym regionie, ale też na świecie, nadal dla firm największym wyzwaniem pozostaje rekrutacja, pozyskanie kluczowych talentów oraz utrzymanie zaangażowania zespołów.

Wprawdzie polski rynek pokazuje, że nadal tak jest – patrząc choćby na rosnącą liczbę ogłoszeń o pracę – to jednak w moim odczuciu ważniejszym priorytetem jest doskonalenie pracy zespołowej, pracy w środowisku hybrydowym, ale również patrzenie na długofalową rentowność i efektywność biznesową. To dziś powinno być priorytetem nr 1 nie tylko dla inwestorów czy zarządów, ale również dla menedżerów i HR-owców.” – komentuje Maciej Noga Współzałożyciel Grupy Pracuj, Przewodniczący Rady Nadzorczej i Partner Zarządzający Funduszu Innowacyjnego Pracuj Ventures

„The Big Quit” według polskich organizacji„The Big Quit” według polskich organizacji

Prawie połowa przedstawicieli działów HR przyznaje, że w ciągu ostatniego roku zaobserwowała wśród pracowników często lub bardzo często zjawisko rezygnacji z pracy. Potwierdza to fakt, że działy HR jako pierwsze w firmie są informowane o ruchach personalnych w zespołach i skupiają dane z całej organizacji. Mają więc szerszy ogląd na to, ile osób wchodzi do firmy, a ile z niej wychodzi i jakie są tendencje w tym zakresie.

Jak widać zatem, „The Great Resignation” to trend, który dotyczy polskiego rynku pracy i wielu firmom może zagrozić. Pandemia uświadomiła pracownikom nietrwałość życia, dlatego też zaczęli oni przywiązywać znacznie większą wagę do work-life balance. Ponadto ludzie nie chcą już „pracować po to, by pracować”, chcą pracy, która da im poczucie sprawczości i większego sensu. Chodzi tu również o „kulturowe dopasowanie” – chcemy identyfikować się z firmowymi wartościami, a nie czytać o nich na plakatach wywieszonych na ścianach biura. Dodatkowo pracownicy przekonali się, że można pracować w dużo bardziej elastycznej formule (home office, tryb hybrydowy) i wielu z nich – w sytuacji, gdy firmy zaczęły wracać do biur – nie chciało wracać do starego modelu.

Dlatego tak ważne jest wsłuchanie się w potrzeby pracowników i próba odpowiedzi na nie – nie poprzez benefity czy podwyżki pensji, a dialog, poprawę relacji pracownik-pracodawca i zatrudnienie osób, które w danej firmie chcą pracować i mocno się w tę pracę zaangażują.

„Odpowiedzią na Great Resignation powinno być Great Attention lub mantra >Ludzie To Więcej Niż Zasoby< – czyli kierowanie uwagi i czasu liderów i liderek wszystkich funkcji i szczebli w organizacji na ludzi. Żeby angażować, trzeba poznać i zrozumieć motywacje, aspiracje, predyspozycje, cele osobiste, marzenia, problemy i wyzwania konkretnych osób w zespole. Ale też dzielić się własnymi… Do tego potrzebne są otwartość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, a tego się nie buduje, wypełniając kalendarze po brzegi spotkaniami o KPIach i targetach”komentuje Romeo Grzębowski, Chief Inspiration Officer, Extended Tools Polska.

„The Great Resignation” – nie tylko rezygnacja, ale też zrezygnowanieThe Great Resignation – nie tylko rezygnacja, ale też zrezygnowanie

“The Great Resignation” to nie tylko odejście z firmy. To również bardziej subtelne sygnały, jak zniechęcenie czy obniżona motywacja. Nasi respondenci przyznali, że są one powszechne – ponad 60% działów HR odpowiedziało, że często lub bardzo często obserwowało w ostatnim czasie zniechęcenie i spadek motywacji wśród współpracowników. Podobne zdanie ma 41% menedżerów i 34% zarządów. Jak widać, to do działów HR zgłaszają się menedżerowie mierzący się z wyzwaniem obniżonego nastroju w zespole lub pracownicy doświadczający kryzysów. Profesjonaliści HR powinni więc stanowić pierwszą linię wsparcia, stosując odpowiednie interwencje lub wyposażając menedżerów w narzędzia pozwalające diagnozować w zespole motywatory i indywidualne potrzeby z tym związane.

„Z raportu wynika, że prawdziwym problemem nie jest Wielki Exit, tylko raczej Wielka Demotywacja, Wielkie ZREZYGNOWANIE (nie rezygnacja, lecz zrezygnowanie), których dopiero przyszłym efektem może być Wielki Exit. To, co jest definiowane jako dziejący się Exit w obecnej sytuacji, przypisywałabym raczej naturalnym przetasowaniom po pandemii – utracie identyfikacji z firmą, chęci usamodzielnienia, niepłacenia za firmowe wielkie loga, marmury i pośrednictwo oraz chęci zachowania zdalnego status quo w pracy.” – podsumowuje Anna Streżyńska, CEO, MC2 Innovations.

Czy Europa będzie marznąć?

Europa stoi obecnie przed potencjalnie największym kryzysem energetycznym w historii. Przyczyn takiej sytuacji możemy znaleźć naprawdę wiele, ale kluczowy powód jest oczywisty. Rosja w odwecie za sankcje nałożone po zaatakowaniu Ukrainy odcięła już dostawy gazu do wielu krajów europejskich, a do kolejnych zmniejsza przepływ gazu stopniowo. Gaz przez wiele lat był preferowanym źródłem energii w Europie, co było związane z jego łatwą dostępnością oraz niską ceną. Nie można również wykluczyć działania lobby rosyjskiego, które uzależniło Europę od dostaw tego błękitnego surowca. Wobec takiej sytuacji wszyscy zadajemy sobie teraz pytanie, czy Europa będzie marznąć w zimie?

Struktura europejskiego popytu na gaz

Przed wojną Rosja odpowiadała za ok. 30-40% importowanego przez Unię Europejską gazu. Uzależnienie UE importu tego surowca to z kolei ponad 80%. To sporo, ale od wielu lat wygaszano własną produkcję i sprowadzano o wiele tańszy surowiec z Rosji. Pomimo ogromnych sprzeciwów krajów tranzytowych, czy również Stanów Zjednoczonych, Niemcy zdecydowały się na budowę drugiej nitki projektu Nord Stream II, zaniedbując kompletnie dywersyfikację źródeł dostaw. Gaz był nie tylko bardzo tanim surowcem, który przez lata zwiększył konkurencyjność niemieckiego przemysłu, ale jest również surowcem relatywnie mało emisyjnym, przynajmniej w stosunku do węgla. Nic dziwnego, że gaz stał się preferowanym przez zieloną agendę Unii Europejskiej “przejściowym” źródłem energii.

Teraz warto zwrócić uwagę na kilka liczb. W zeszłym roku według danych podanych przez Eurogaz, zużycie w krajach UE wyniosło ok. 4700 TWh (terawatogodzin), czyli nieco poniżej 500 miliardów metrów sześciennych. Zdecydowanie najwięcej, gdyż blisko 20% tej wielkości konsumują Niemcy, ale wysoko znajdują się również Włochy, czy jeszcze do niedawna unijny kraj, czyli Wielka Brytania. Gaz stanowi 22% wszystkich źródeł energii w Europie, więc nie wydaje się, że jest to poziom nie do zastąpienia. Z drugiej strony gaz w większości odpowiada za ogrzewanie domów, wody i sposobu przyrządzania jedzenia w całej Europie, nie wspominając już o wielu sektorach przemysłowych, w których jest obecnie jedynym możliwym źródłem energii.

Gdzie jesteśmy w 2022 roku?

Udział rosyjskiego gazu w imporcie przez kraje Unii Europejskiej spadł drastycznie z ok. 40% patrząc na dane z 2021 roku do zakresu 20% w pierwszej połowie tego roku. Nie powinno to oczywiście dziwić biorąc pod uwagę odcięcie dostaw do Polski, Holandii, Grecji, Danii czy nawet Finlandii. Co więcej, dostawy zostały zredukowane do Niemiec (o potężne 60%) oraz innych dotychczasowych ważnych kontrahentów jak Włochy, Francja, Austria czy Czechy. Odcięcie dostaw to niedostosowanie się do narzuconego sposobu płatności przez Gazprom, natomiast redukcja dostaw to efekt gry politycznej.

Europa do tej pory radziła sobie, próbując zastąpić podaż rosyjskiego surowca. Ściągnięto potężne ilości skroplonego gazu LNG czy zwiększono import z innych źródeł, przede wszystkim z Norwegii. Mamy jeszcze wolne moce importowe jeśli chodzi o gaz LNG czy możliwość sprowadzenia większej ilości gazu z Afryki Północnej czy Azerbejdżanu. Stan zapasów wygląda lepiej niż w zeszłym roku i magazyny w Europie są wypełniane w ok. 2/3. Niektóre kraje takie jak Polska czy Portugalia powinny stanowić wzór do naśladowania, gdyż wypełnienie magazynów w tych krajach wynosi blisko 100%. Oczywiście trzeba też pamiętać, że wielkość magazynów w porównaniu do Niemiec jest relatywnie mała. W Polsce mamy ok. 6-krotnie mniejsze magazyny niż w Niemczech. Teoretycznie sytuacja nie wygląda źle, ale niestety najbliższe perspektywy nie rysują się zbyt dobrze.

Zapasy gazu w Europie
Zapasy gazu w Europie wyglądają całkiem nieźle jak na ten okres roku. Magazyny są wypełnione w 2/3 i są zgodne z 5-letnią średnią. Źródło: Bloomberg

Co jeśli Rosja zakręci kurek z gazem?

Rosja ograniczyła już znacznie dostawy gazu do krajów Europy Zachodniej. Dostawy do Niemiec były nawet 60% niższe niż standardowo i obecnie spadły do zera ze względu na coroczną konserwację. Jednak absolutnie wszyscy obawiają się tego, że dostawy gazu przez Rosję nie zostaną już wznowione. Wcześniejsze zmniejszenie dostaw wynikało teoretycznie z problemów technicznych. Gazprom naciskał na Siemensa na konserwację turbin potrzebnych do wysyłania gazu. Teoretycznie Kanada, gdzie konserwowano jedną z turbin zgodziła się na odesłanie potrzebnego sprzętu, ale ze względu na sankcje wciąż nie wiadomo, czy potrzebna aparatura będzie na miejscu. Nie powinniśmy się zdziwić, jeśli w sierpniu przez Nord Stream I gaz nie będzie płynął do Niemiec. Małym, choć wciąż pozytywnym aspektem jest to, że gaz wciąż płynie przez gazociąg na Ukrainie.

Dostawy gazu do Niemiec
Dostawy gazu do Niemiec wynoszą obecnie dokładnie 0. Niemniej nawet wcześniej i tak były one ograniczone o mniej więcej 60%, ze względu na rzekome problemy techniczne. Źródło: Bloomberg

Czy mamy szykować grube skarpety?

Niestety to nie żart. Liderzy w wielu krajach Europy mówią planie kryzysowym na zimę. Chociaż niektóre rozwiązania wydają się być absurdalne patrząc na nasze dzisiejsze życie, to jednak nikomu nie jest do śmiechu. W Polsce czy w Niemczech mówi się o zbieraniu drewna na opał. Nawet Deutsche Bank wskazał, że Niemcy będą musieli odpalić niemal wszystkie kominki w domach, którymi dysponują. Władze w Polsce mówią o ocieplaniu domów przed zimą, a włodarze z Unii Europejskiej zalecają zakup grubych skarpet i swetrów i obniżenie temperatur na sterownikach w naszych domach. Z kolei ambasador Grecji w Niemczech zaprasza wszystkich emerytów z Północy na spędzenie okresu jesienno-zimowego na ciepłych śródziemnomorskich wyspach. Jest naprawdę mało prawdopodobne, żeby ludzie nie mieli dostępu do gazu w domach w trakcie zimy – po to budowane są rezerwy. Z drugiej strony zapłacimy za to wyższą ceną w rachunkach oraz poprzez spowolnienie gospodarcze, ze względu na zawieszenie aktywności gospodarczej w wielu gałęziach przemysłu.

Czy faktycznie jest tak źle?

Patrząc na statystyki na papierze sytuacja wcale nie jest taka fatalna. W celu zastąpienia rosyjskich dostaw gazu Europa musiałaby znaleźć ok. 1600-1700 TWh dodatkowej podaży energii. Mniej więcej tyle wynoszą moce importowe gazu LNG do Europy. Do tego wszystkiego mamy dodatkową podaż rzędu nawet 200 TWh za pośrednictwem gazociągu z Afryki Północnej i możliwą podaż z Norwegii. Niestety jednak infrastruktura gazu LNG nie pozwala na to, aby gaz w Europie przepływał swobodnie. Hiszpania i Wielka Brytania dysponują połową mocy regazyfikacyjnych. Hiszpania ma jedynie stały kontakt z Francją poprzez gazociągi. Potrzeba również znaleźć dostawców, którzy ten gaz do Europy przywiozą. Stany Zjednoczone wysyłają obecnie do Europy sporo, ale za mało, aby zastąpić Rosję. Na rynku gazu LNG mamy też długoterminowe kontrakty, dlatego potrzeba byłoby umów, aby część gazu, która płynęła do tej pory do Azji mogła płynąć do Europy. Takich spraw nie załatwia się z dnia na dzień, ale w zasadzie z dnia na dzień możemy być pozbawieni największego dostawcy paliw w Europie. Co więcej warto zwrócić uwagę, że nasze największe koło ratunkowe również “tonie”. Dostawy gazu z Norwegii zostały potężnie zredukowane, gdyż pracownicy tamtejszego sektora gazowo-naftowego strajkują w celu podniesienia płac. Sytuacja wydaje się być w tym momencie opanowana, ale nie można wykluczyć podobnych problemów w przyszłości.

Jak mamy sobie poradzić?

Oczywiście mamy możliwość wznowienia działania elektrowni węglowych, ale i te mają ograniczone moce energetyczne. W tym wypadku warto zwrócić uwagę na potencjalny spory wzrost popytu na pozwolenia na emisję CO2, no chyba, że dojdzie do zmniejszenia regulacji w tym względzie. Niestety najprawdopodobniej dojdzie do potrzeby zredukowania popytu. Nie tylko w przemyśle, ale również pod względem ogrzewania. Już teraz w Niemczech rekomenduje się, aby w miejscach publicznych temperatura w zimie była ustawiona na poziom 20 stopni, choć z drugiej strony pojawiają się poradniki jak radzić sobie na co dzień funkcjonując w temperaturze ok. 15-16 stopni w pomieszczeniu w okresie zimowym. Bloomberg wskazuje, że Europa będzie zastąpić ok. połowę rosyjskiej podaży, dlatego odpowiedź popytu będzie musiała być naprawdę mocna. To wszystko wskazuje na to, że nie tylko tej zimy będzie nam zimniej, ale schudną również nasze portfele. Nie powinniśmy dziwić się, jeśli ceny gazu na giełdzie w Amsterdamie skoczą do zakresu 200-250 EUR/MWh, a nawet poziom 300 EUR/MWh też nie jest wykluczony. Oczywiście wszystko, co zostało przedstawione w tym artykule to czarny, ale bardzo realny scenariusz. Pozostaje mieć nadzieję, że zima będzie dla nas łagodna, a Rosja zdecyduje się jednak wznowić dostawy do Niemiec, bo większa presja na agresora ze wschodu będzie wywierana poprzez dalszy spadek cen na rynku ropy naftowej.

Ceny w Europie są bliskie historycznym szczytom
Ceny w Europie są bliskie historycznym szczytom, ale zawieszenie rosyjskich dostaw może wywindować je jeszcze wyżej. To też teoretycznie może przekładać się na presję na wzrost cen gazu w Stanach Zjednoczonych, gdzie coraz większy nacisk będzie kładziony na zwiększenie dostaw do Europy. Ceny w USD za milion brytyjskich jednostek grzewczych. Cena na giełdzie w Holandii to obecnie ok. 160 EUR za megawatogodzinę. Źródło: Bloomberg

Ceny gazy są też kluczowe dla euro oraz polskiego złotego. Stabilizacja cen powinna służyć europejskim walutom ze względu na zmniejszone ryzyko kryzysu energetycznego. Jeśli jednak ceny wzrosną powyżej 200 EUR/MWh (powyżej 70 USD/MMBTU) wtedy możemy jednak doświadczyć dłużej słabości w Europie.

Autor: Michał Stajniak, analityk XTB

Perspektywy dla złotego i GPW nie są optymistyczne

Parytet został złamany. Euro było wcześniej słabsze od dolara tylko jako niewidzialna waluta. Trwało to przez trzy lata, gdy nie było jeszcze monet i banknotów nowej waluty, a euro wykorzystywano tylko do celów rozrachunkowych.

Kurs EUR/USD zszedł nawet poniżej psychologicznej bariery 1,0000. Parytet został jednak wybroniony. Gdyby obecny sentyment utrzymał się najbliższym czasie, poziom 1,0215 powinien być traktowany jako krótkoterminowy opór. Z kolei gdyby został on przekroczony, notowania miałby szansę na atak nawet strefy oporowej przy 1,0360. Długoterminowy trend na EUR/USD pozostaje spadkowy, a po zakończeniu korekty, niewykluczone jest wygenerowanie kolejnego impulsu spadkowego.

Za tę sytuację odpowiada kilka czynników, a w pierwszej kolejności różna polityka banków centralnych Fed i ECB, bo o ile Fed wprowadził już podwyżki stóp procentowych, to EBC dopiero zapowiedział pierwszą podwyżkę na lipiec, wcześniej długo powstrzymując się przed deklaracjami kiedy do tego dojdzie.

– Podnoszenie stóp procentowych co do zasady sprzyja wzmacnianiu się konkretnej waluty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB. – Drugim czynnikiem osłabiającym euro jest wojna w Ukrainie, która jest sporym czynnikiem ryzyka dla całego regionu. W sumie mamy taki skutek, że kapitał odpływa od euro w stronę dolara, który uważany jest za bezpieczną walutę.

O skali zmian na rynku walutowym może świadczyć to, że w 2008 r. euro było rekordowo silne wobec dolara, relacja na tej najważniejszej parze walutowej wynosiła 1,6.

Tak silnego euro długo nie zobaczymy. Najnowsze perspektywy dla euro nie są dobre, co jest związane z dostawami rosyjskiego gazu do Europy.

– Kapitał nadal będzie płynął w kierunku dolara, dlatego powinniśmy oczekiwać dalszego wzmacniania się tej waluty – dodaje ekspert XTB. – Ponieważ dane z amerykańskiego rynku pracy są dobre Fed ma zielone światło do wprowadzania kolejnych stóp procentowych.

Patrząc z kolei na złotego, to lokalna korekta na EUR/USD wspiera odreagowanie na naszej krajowej walucie. Jednak złoty znajduje się od dłuższego czasu w tendencji spadkowej i na razie nie widać sygnałów które mogłyby ten trend zmienić. Tym bardziej, że ostatnie działania RPP nie spełniły oczekiwań rynku (RPP podniosła stopy jedynie o 50 punktów bazowych, podczas gdy oczekiwania kształtowały się na poziomie 75 pb, bądź więcej). Dodatkowo, wypowiedź prezesa NBP może sugerować, że w tym roku należy spodziewać się tylko jednej podwyżki i to o jedynie 25 punktów bazowych, a wprowadzone przez polski rząd wakacje kredytowe nie będą wspierały siły złotego.

Perspektywy dla złotego nie są optymistyczne. Po dziesiątej podwyżce stóp procentowych prezes NBP zapowiedział, że jest możliwa w Polsce recesja techniczna czyli spadek PKB w kolejnych dwóch kwartałach. NBP obniżył swoje prognozy dotyczące PKB w 2023 r. jednocześnie podwyższając prognozy dotyczące inflacji, która ma być dwucyfrowa w przyszłym roku i jednocześnie najwyższa w krajach UE.

– Może być drogo i może być biednie, co oznacza także nie najlepsze perspektywy dla warszawskiej giełdy – komentuje M.Kietliński.

Inwestorom brakuje optymizmu, ponieważ uwzględniają przyszłoroczne wybory parlamentarne i samorządowe. Należy spodziewać się, że rząd będzie zwiększał wydatki, aby uzyskać uznanie w oczach wyborców, a to oznacza, że polityka rządu i NBP powinna być jeszcze bardziej rozbieżna wtedy walka z inflacja okaże się jeszcze mniej skuteczna.

Najnowszy pomysł rządowy w tym kierunku to propozycja opodatkowania zysków nadzwyczajnych.

Posłowie apelują o wpisanie cementowni na listę sektorów energochłonnych

Cena prądu jest jednym z kluczowych czynników, które wpływają na konkurencyjność branży cementowej. Dlatego też posłowie, zrzeszeni w Parlamentarnym Zespole ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego w Polsce, przychylają się do apelu o wpisanie tego sektora – podobnie jak stalowego, nawozowego czy chemicznego – na listę przedsiębiorstw energochłonnych, które w związku z sytuacją rynkową mogą ubiegać się o rekompensaty kosztów pośrednich, w tym także energii elektrycznej.

Członkowie Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego w Polsce mieli okazję zapoznać się ze szczegółami procesu produkcyjnego 18 lipca 2022 r., podczas wizyty w Cementowni Ożarów, gdzie pracuje największy piec obrotowy w Europie. Zakład odwiedzili posłowie: Andrzej Szejna, Przemysław Koperski, Paweł Bejda, Paweł Zalewski i Bogusław Sonik. – Zespół parlamentarny jest po to, aby mówić, jakie są zagrożenia dla branży cementowej. Jest ona kluczowa dla gospodarki i chcemy ją wspierać – mówił poseł Paweł Bejda. Wskazał również, iż cementownie doskonale wpisują się w gospodarkę odpadami i należy ułatwić im tę działalność.

Łączy nas idea, jaką jest rozwój gospodarki i rozwój branży cementowej – mówił Andrzej Szejna, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego w Polsce, podczas konferencji w Cementowni Ożarów. – Mamy do czynienia ze wzrostem cen energii o kilkaset procent, a te koszty powinny być subsydiowane – dodał.

Sytuacja na rynku energii jest coraz bardziej dramatyczna. Ceny energii proponowane odbiorcom w kontraktach na 2023 r. są kilkukrotnie wyższe od dotychczasowych i sięgają 1,3 tys. zł za MWh. Dla porównania, średnia cena sprzedaży energii na rynku konkurencyjnym w 2021 r. w wynosiła poniżej 300 zł, a w I kwartale 2022 r. – poniżej 500 zł za MWh – podkreślił Krzysztof Kieres, Przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu.

Poseł Paweł Zalewski, który po raz pierwszy miał okazję odwiedzić cementownię pod koniec lat 90., podkreślił ogromny skok technologiczny, jaki branża wykonała na przestrzeni lat. – Przemysł cementowy realizuje program ochrony środowiska, który ma na celu zmniejszenie emisji CO2. To niezwykle ważne, aby łączyć biznes z ochroną środowiska – komentował.

Cement to podstawowy i niezastąpiony surowiec dla budownictwa, które w Polsce odpowiada m.in. za wytworzenie 8% PKB oraz ponad 2 mln miejsc pracy. Zapewnienie ciągłości i bezpieczeństwa dostaw cementu oraz betonu jest krytycznie ważne dla realizacji inwestycji publicznych oraz prywatnych, w tym szczególnie wchodzących w skład Krajowego Planu Odbudowy. – Z polskiego cementu powstają drogi, wytrzymujące 30-40 lat, co jest kluczowe również dla samorządów – mówił poseł Przemysław Koperski.

Przemysł cementowy należy do sektorów energochłonnych, podatnych na zmianę sytuacji na rynku energii. Jej stabilność, która została zaburzona jeszcze na długo przed wojną w Ukrainie, wiąże się również regulacjami w ramach pakietu „Fit for 55”, w tym dotyczącymi Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS) oraz tzw. cła węglowego, czyli Mechanizmu Ochrony Granic (CBAM).

Obecnie energia elektryczna stanowi aż 35% kosztów produkcji cementu w Polsce, z tendencją wzrostową nawet do poziomu 50%. Równocześnie, w ostatnich latach koszt energii elektrycznej wzrósł o ponad 100%, co znacznie rzutuje na konkurencyjność przemysłu cementowego. Co więcej, dalsza dekarbonizacja tego sektora – w tym wdrażanie technologii CCS/CCU, służących zagospodarowaniu CO2 – oznacza wzrost zużycia energii nawet o 150%.

Branża cementowa stawia na zrównoważony rozwój i inwestuje w OZE, dywersyfikując źródła energii. Wymaga to jednak czasu i stabilnych warunków rynkowych. Dlatego apelujemy o wpisanie produkcji cementu na listę sektorów uprawnionych do rekompensat, tak jak miało to miejsce w przypadku wielu innych branż energochłonnych – wskazał Janusz Miłuch, Członek Zarządu SPC i Prezes Zarządu Cement Ożarów.

Przemysł cementowy od dawna apeluje o podjęcie działań, które pozwolą na zachowanie jego konkurencyjności. Rozwiązaniem jest wpisanie tej branży – podobnie jak stalowej, nawozowej czy chemicznej – na listę sektorów energochłonnych, które w związku z sytuacją rynkową mogą ubiegać się o rekompensatę kosztów pośrednich, w tym także energii elektrycznej. Pozwoli to na utrzymanie produkcji cementu w Polsce oraz zaspokojenie zapotrzebowania na ten materiał wynoszącego na poziomie 20 mln ton rocznie.

Kurs EUR/USD wrócił powyżej parytetu, rynek czeka na EBC

Początek tygodnia przynosi umocnienie euro i złotego. Biorąc pod uwagę co jest na tapecie w tym tygodniu, zmienności zdecydowanie nie powinno zabraknąć.

Szczyt inflacji w USA odsuwa się w czasie. Ostatnie, czerwcowe dane wpisały się w ten trend. Ta nieprzyjemna niespodzianka wzmocniła dolara, jednak euro mocno broniło psychologicznego poziomu parytetu, czyli zrównania się z kursem amerykańskiej waluty. Po tym jak EUR/USD na krótki okres spadł poniżej parytetu, tydzień zakończył powyżej tej granicy i obecnie kontynuuje wzrost.

Aktualnie oczy wszystkich zwrócone są na czwartkowe posiedzenie EBC. Biorąc pod uwagę, że rynek jest mocno nastawiony na podwyżkę stóp o 25 pb., jeśli EBC zdecyduje się na silniejszy ruch, euro ma pole do aprecjacji. W tym tygodniu decyzje ws. polityki monetarnej podejmie też Bank Japonii. Ma on pozostać jedynym w G10 bankiem centralnym, który nie podnosi stóp procentowych, utrzymując bardzo duży stopień akomodacji. Ten wyjątkowo aktywny tydzień zamkną lipcowe dane PMI dla głównych gospodarek.

PLN

Po okresie wyraźnej presji deprecjacyjnej widocznej w pierwszej części ubiegłego tygodnia – co następowało w kontekście obaw o sytuacji gospodarczą Starego Kontynentu i spadku pary EUR/USD do poziomu parytetu – w jego drugiej części złoty odrobił niemal wszystkie straty, a obecnie nadal się umacnia.

Niewielka rewizja krajowego odczytu inflacji CPI, do 15,5% w czerwcu, nie ma istotnego znaczenia dla polskiego złotego. Z naszego punktu widzenia ciekawsze są dane o bilansie płatniczym Polski zaprezentowane przez NBP – sytuacja na rachunku bieżącym w maju była wyraźnie lepsza od oczekiwań. To dobra informacja dla złotego, bo stan rachunku bieżącego jest jednym z kluczowych fundamentalnych czynników mogących powodować presję na walutę.

Uwaga mediów w ostatnim czasie skupiła się na nieoficjalnych komentarzach prezesa NBP dot. bliskiego końca podwyżek stóp procentowych w Polsce. Nie wydaje się, żeby jego sugestia, że może czekać nas jeszcze tylko jedna podwyżka stóp o 25 pb., miała istotny wpływ na kurs polskiej waluty.

Zachowanie złotego w obecnej chwili w dużej mierze zależy od sytuacji na parze EUR/USD i od sentymentu do Europy. Raczej nie ulegnie to zmianie w najbliższych dniach, aczkolwiek warto obserwować dane makroekonomiczne z Polski, które dadzą nam lepszy obraz sytuacji i pozwolą lepiej ocenić, jakiej skali spowolnienia gospodarczego można się spodziewać.

EUR

Wieści ze strefy euro w ubiegłym tygodniu były mieszane. Informacje o ostrym spadku rejestracji samochodów kontrastowały z pozytywnym zaskoczeniem w produkcji przemysłowej w maju. Rynki całkowicie zignorowały te drugorzędne raporty i są obecnie skupione na dwóch kluczowych dla perspektyw euro wydarzeniach. Oprócz posiedzenia EBC zaplanowanego na czwartek, na ten dzień wyznaczony jest koniec prac konserwacyjnych przy gazociągu Nord Stream 1. Kulminacja tych wydarzeń może przynieść sporą zmienność na rynku walutowym. Inwestorzy obawiają się, że 10-dniowy okres konserwacji może się wydłużyć.

Rynek spodziewa się podwyżki stóp o 25 pb., co umożliwi EBC rozpoczęcie odbudowywania swojej wiarygodności w walce z inflacją. Istnieje jednak niewielkie, w ocenie rynku ok. 10-procentowe, prawdopodobieństwo podwyżki o 50 pb. Gdyby bank centralny strefy euro zdecydował się na taki krok, wspólna waluta zyskałaby impuls do dalszych wzrostów.

Być może ważniejszy od samej podwyżki stóp będzie stopień jednomyślności wokół „narzędzia EBC mającego przeciwdziałać fragmentacji”. Jest to eufemizm określający przywrócenie skupu obligacji państw peryferiów strefy euro. Obecny tydzień zapowiada się na jeden z najbardziej intensywnych dla wspólnej waluty od miesięcy.

USD

Nadzieje, że inflacja w USA osiągnęła szczyt, podsycane przez raport o inflacji PCE z poprzedniego miesiąca, zniweczyła kolejna niemiła niespodzianka w postaci czerwcowego raportu CPI.

Rynek wycenia pewne prawdopodobieństwo, że podczas najbliższego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej dojdzie do podwyżki stóp procentowych o 100 pb. W tym kontekście pocieszające jest to, że aktywa ryzykowne, takie jak akcje czy waluty emerging markets były w stanie zakończyć miniony tydzień w okolicy poziomu na którym go rozpoczęły lub nieznacznie niżej.

My uważamy jednak, że podwyżki stóp o więcej niż 75 pb. są mało prawdopodobne, a rynek przesadził z wycenianiem prawdopodobieństwa ruchu aż o 100 pb. Tym samym rajd dolara stał się podatny na korektę tychże oczekiwań.

W tym tygodniu nie poznamy specjalnie istotnych odczytów ze Stanów Zjednoczonych, a uwaga będzie koncentrować się poza USA, szczególnie na Europie. Tym razem dolar powinien reagować na informacje z zewnątrz.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Czym jest doradztwo prawne i kiedy się przydaje?

Wsparcie prawnika pomaga uniknąć wielu przykrych sytuacji. Usługi prawne przydają się zarówno osobom prywatnym, jak i firmom. W jakich sytuacjach warto z nich skorzystać?

Doradztwo prawne to fachowa pomoc w kwestiach administracyjnych, uzyskaniu odpowiedzi na pytania dotyczące procedur czy opracowaniu pism urzędowych. Dzięki temu unikniesz błędów prawnych, które mogą mieć dla Ciebie lub Twojej firmy niekorzystne skutki. Specjalista pomoże Ci ich uniknąć, doradzi, jakie rozwiązanie może być w danej sytuacji najlepsze, a nawet może pełnić funkcję pełnomocnika w sprawach prawa cywilnego oraz postępowaniu administracyjnym. To duża wygoda i oszczędność czasu, dzięki czemu możesz skupić się na rozwoju biznesu.

Kiedy warto skorzystać z pomocy prawnika?

Porady prawne to bezcenne źródło wiedzy. Znając różne niuanse, prawnik może pomóc Ci uchronić przed znaczącymi wydatkami. Jednocześnie to osoba, która zastępuje przedsiębiorcę przed wymiarem sprawiedliwości w różnych sprawach. Przede wszystkim to oszczędność czasu, często nerwów, a także pieniędzy.

Zawarcie znaczącego kontraktu dla Twojej firmy to duży sukces, ale i odpowiedzialność. Dobrze sporządzona i przeanalizowana umowa da Ci pewność, że Twoje interesy są dobrze zabezpieczone. Oznacza to, że żaden kruczek prawny nie narazi firmy na dodatkowe koszty.

Podobnie sprawa wygląda z dochodzeniem wierzytelności. Nie każdy wie, jak można ich dochodzić albo co można zrobić przed wejściem na drogę sądową. Istnieją narzędzia, których warto użyć, zanim sprawa przeniesie się do sali sądowej. Nawet w takich sytuacjach możesz liczyć na pomoc prawnika.

Reprezentacja w sądzie

Wnikliwa analiza sprawy połączona z poradą to zwykle początek współpracy z prawnikiem. Wskazówki bywają bardzo pomocne, ale naturalna biegłość w meandrach prawa to zdecydowana przewaga na sali sądowej. W wielu sprawach może reprezentować Cię prawnik, który po zaznajomieniu z przedmiotem sprawy, zaplanuje strategię i wypracuje najkorzystniejsze dla Ciebie rozwiązanie.

Doradztwo prawne obejmuje wsparcie zarówno przedsiębiorców, jak i osoby prywatne. Dzięki temu możesz posiłkować się pomocą specjalisty w różnych okolicznościach.

Ile kosztuje porada prawna?

Rozwiązanie jest tańsze, niż się możesz spodziewać. W zależności od stopnia skomplikowania sprawy oraz zakresu usług porada może kosztować od 100 zł wzwyż. W wielu kancelariach jest dostępny cennik za podstawowe i powtarzalne w prawie usługi. Istnieją jednak sytuacje nietypowe, a wówczas kwestią umowną jest ustalenie wynagrodzenia prawnika. Czasami może to być określona kwota, a innym razem procent od profitów, które prawnik „wypracuje” dla firmy. Kryterium ceny będzie się także różnić w przypadku kancelarii o określonym prestiżu.

Doradztwo prawne to praktyczne rozwiązanie, które zaoszczędzi Ci pieniędzy i nerwów. Masz pewność, że o Twoje interesy zatroszczy się specjalista z dziedziny prawa, a to zdecydowanie zwiększa szanse na powodzenie sprawy. Dzięki temu Twój biznes może się rozwijać, a Ty masz pewność, że wszystkie umowy handlowe zabezpieczają Twoje interesy.

Inflacja finalnie jednak niższa

Finalny odczyt inflacji okazał się symbolicznie łagodniejszy. Zadziwiające jest, że ceny rosnące ponad 15% rocznie mogą kogokolwiek uspokoić, a jednak dożyliśmy takich czasów.

Ceny rosną zaledwie 15,5%

Ostateczny odczyt inflacji wyniósł jednak 15,5%, to o symboliczne 0,1% mniej niż wstępne szacunki. Jest to w dalszym ciągu bardzo wysoki poziom, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi prezesa NBP. Powiedział on, że jeżeli będzie jeszcze jedna podwyżka to o 0,25%. Przypomnijmy, że mówimy o wrześniowym posiedzeniu. Polityka monetarna nie jest w Polsce na tyle ważnym tematem, by sierpniowe posiedzenie robić posiedzeniem decyzyjnym. To, że ostatnie 10 posiedzeń podnosiło stopy procentowe, nie znaczy, iż nie należą się wakacje. Konsekwencją tego podejścia jest usztywnienie się WIBOR-u na obecnych poziomach. Po spadku o niecałe 0,15% po ostatniej decyzji mamy dzisiaj stabilizację w okolicach 7% dla WIBOR-u trzymiesięcznego. Jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców. Dla osób, które czekają, aż przestaną się bać w sklepach, rada pod tytułem “zaraz przyjdzie kryzys to i ceny przestaną rosnąć” nie brzmi obiecująco.

Pakiet danych z USA

Piątkowy pakiet danych z USA podczas ich publikacji wydawał się korzystny dla dolara. Inwestorzy liczyli najwyraźniej na znacznie więcej, bo dolar odbił się od granicy jednego euro. Sprzedaż detaliczna wzrosła w ciągu miesiąca o 1%, czyli 0,2% mocniej niż oczekiwano. Indeksy zarówno NY Empire State, jak i raport Uniwersytetu Michigan przekroczyły oczekiwania. Słabiej wypadła tylko albo aż produkcja przemysłowa. Spadła ona o 0,2% w ujęciu miesięcznym, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 0,1%. Jak widać, inwestorzy oczekiwali wyraźnego sygnału do ponownego ataku na poziomy, gdzie dolar był silniejszy od euro.

Co z ropą?

Jeszcze w czwartek żyliśmy w świecie, gdzie ropy naftowej (biorąc pod uwagę prognozy rynkowe) miało być za dużo. Tym tłumaczono spadki cen surowca poniżej 100 dolarów za baryłkę. W piątek dodatkowo pojawiła się informacja o wzroście liczby wież wiertniczych w USA. Obecny poziom 599 nie jest nawet blisko maksimów z poprzednich cyklów. Zwiększenie liczby punktów wydobywczych powinno działać negatywnie na cenę. Przy tych poziomach i tak wydobycie jest opłacalne. Z drugiej strony po odbiciu w czwartkowe popołudnie cena ropy w ciągu dwóch dni wzrosła już o imponujące 10 dolarów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Darmowy VPN dla Chrome. Jak skonfigurować?

Bezpieczeństwo podczas korzystania z Internetu powinno być dla każdego użytkownika priorytetem. Wybierając VPN zachowanie większej anonimowości, a przez to ochrony, jest możliwe, ponieważ każde połączenie z siecią jest szyfrowane. Wirtualna sieć prywatna chroni tożsamość użytkowników w świecie online poprzez możliwość ukrycia adresu IP i zmiany lokalizacji. Czy także podczas korzystania z Chrome można używać VPN? Jak skonfigurować VPN dla Chrome? Jaką wersję wybrać – darmowy VPN czy płatny? O tym w dalszej części artykułu.

VPN – co to jest?

VPN ukrywa adres IP użytkownika, pozwalając sieci na przekierowanie go przez specjalnie skonfigurowany zdalny serwer prowadzony przez hosta VPN. Oznacza to, że jeśli surfujemy online korzystając z VPN, serwer wirtualnej sieci prywatnej staje się źródłem danych. Dzięki temu dostawca usług internetowych, reklamodawcy ani nikt inny nie mogą zobaczyć, które witryny są odwiedzane ani jakie dane są wysyłane i odbierane. VPN działa jak filtr, który zamienia wszystkie czytelne dane w zupełnie niezrozumiałe dla odbiorcy. Przez to nawet jeśli ktoś miałby je przechwycić (np.hakerzy) i tak byłyby one bezużyteczne.

Jakie są zalety z korzystania a VPN dla Chrome?

Google Chrome to jedna z najbardziej popularnych przeglądarek internetowych na świecie. W ubiegłym roku jej udział w globalnym rynku wynosił aż 63,59%. Tak duże zainteresowanie Chrome sprawia, że niestety często staje się ona celem ataków cyberprzestępców. W szczególności narażeni są użytkownicy, którzy przeglądają strony internetowe, korzystając z publicznych, darmowych hotspotów Wi-Fi. Z tego względu tak ważne jest posiadanie VPN dla Chrome. 

To jeszcze nie wszystkie zalety wirtualnej sieci prywatnej. VPN skutecznie maskuje lokalizację użytkownika. W ten sposób można uzyskać dostęp do treści, które w danym regionie są niedostępne. VPN wspiera także pracę zdalną, umożliwiając bezpieczne połączenie z zasobami firmowymi. W ten sposób każdy potencjalny zapis zachowania użytkownika pozostaje na stałe ukryty.

VPN dla Chrome – darmowy czy płatny?

Rozszerzenia VPN można dodać do większości przeglądarek internetowych, w tym i dla Google Chrome. Niektóre z nich, w tym Opera, mają nawet własne zintegrowane rozszerzenia VPN. Rozszerzenia ułatwiają użytkownikom szybkie przełączanie i konfigurowanie sieci VPN podczas surfowania po Internecie. 

Szukając VPN dla Chrome, warto wybierać rozwiązania oferowane przez renomowanych i uznawanych na rynku dostawców. Trzeba bowiem pamiętać, że darmowy VPN działa zwykle tylko w przypadku informacji udostępnianych w danej przeglądarce. Korzystanie z innych przeglądarek i innych zastosowań internetowych poza przeglądarką (np. gier online) nie może być szyfrowane przez rozszerzenie VPN dla Chrome. Z tego względu taka forma zabezpieczenia dedykowana jest przede wszystkim dla tych, którzy chcą dodatkowej warstwy zabezpieczeń w Internecie, choć korzystają z Chrome okazjonalnie. 

Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem zamiast darmowego VPN dla Chrome jest zakup licencji. Płatne VPN posiadają własne serwery, zatrudniają pracowników i ponoszą inne koszty, aby móc dostarczać usługę wirtualnej sieci prywatnej. Darmowe VPN uzyskują przychody w inny sposób – niektóre sprzedają dane użytkowników, inne wyświetlają reklamy. Jak można się domyślić, wraz za tym idzie także i oferowany poziom bezpieczeństwa. Darmowe VPN dla Chrome nie zapewniają tak kompleksowej ochrony, jak te dostępne w modelu subskrypcyjnym. 

Jak skonfigurować VPN dla Chrome?

Zainstalowanie rozszerzenia VPN w przeglądarce Chrome jest wyjątkowo proste. Pierwszy krok to wybór dostawcy VPN. Po założeniu konta, wybraniu pakietu VPN oraz opłaceniu abonamentu użytkownik uzyskuje dostęp do usługi VPN.

W kolejnym kroku należy przejść do sklepu internetowego Google Chrome na urządzeniu, z którego korzystamy. W lewym górnym roku znajduje się wyszukiwarka – należy wpisać tam nazwę wybranego dostawcy VPN. Po znalezieniu rozszerzenia użytkownik powinien wybrać przycisk „Dodaj do Chrome”. Wówczas zostanie poproszony o zalogowanie się za pomocą danych skonfigurowanych podczas tworzenia konta VPN. Ostatni krok to połączenie się z wybranym serwerem. Od tej chwili można już cieszyć się znacznie bezpieczniejszym przeglądaniem stron internetowych w Chrome.

Rynek biurowy w regionach w II kwartale 2022

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za drugi kwartał 2022 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze, działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej.

Na koniec drugiego kwartału 2022 roku całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 335 700 m kw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 666 200 m kw.), Wrocław (1 284 500 m kw.) oraz Trójmiasto, którego zasoby biurowe w drugim kwartale przekroczyły pułap 1 mln m kw. (1 010 900 m kw.).

W drugim kwartale 2022 roku do użytkowania oddano 10 obiektów o łącznej powierzchni 68 300 m kw., z czego najwięcej w Krakowie (ok. 26 300 m kw.), Trójmieście (18 800 m kw.) oraz Łodzi (18 800 m kw.). Wśród nich największy to I faza projektu The Park Kraków (11 700 m kw.), wybudowany przez White Star w Krakowie.

Na koniec drugiego kwartału 2022 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz pozostawało 961 000 m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada stopie pustostanu na poziomie 15,2% (spadek o 0,3 p.p. kw./kw. oraz wzrost o 1,8 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku). Najwyższy współczynnik pustostanów odnotowano w Łodzi – 18,6%, najniższy w Szczecinie – 4,9%.

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w drugim kwartale 2022 roku wyniósł 189 600 m kw., co jest wartością o 24% większą niż w kwartale ubiegłym, i o 12% większą niż w analogicznym okresie 2021 roku. Najwięcej powierzchni zostało wynajęte w Krakowie (73 900 m kw.), we Wrocławiu (25 600 m kw.) i w Gdańsku (25 100 m kw.).

W drugim kwartale 2022 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom: 57% (włączając umowy przednajmu oraz powierzchnie na potrzeby własne właściciela nieruchomości). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 35% zarejestrowanego popytu, a ekspansje za 8%.

Wśród największych transakcji zawartych w drugim kwartale 2022 roku należy wymienić umowę przednajmu Capgemini w budynku Fabryczna Office Park B5 (13 800 m kw.), umowę odnowienia firmy Cisco Systems Poland w kompleksie Enterprise Park C (12 500 m kw.), oraz umowę odnowienia firmy Hitachi Energy Poland w budynku High5ive 1 (8 400 m kw.). Wszystkie trzy umowy zawarte były na krakowskim rynku biurowym.

WIG-20 najsilniejszy dziś rano w Europie. Słabnie amerykański dolar

Pozytywny przebieg piątkowej sesji na rynku akcji w USA (S&P 500 +1,92 proc., DJIA +2,15 proc., Nasdaq Composite +1,79 proc.) przełożył się na poprawę koniunktury na rynkach akcji Azji i Oceanii dziś rano. Jedynym głównym indeksem w tym regionie, który zanotował dziś spadek był indonezyjski Jakarta Composite Index (-0,38 proc.). Najsilniej – o 2,39 proc. – dziś zwyżkował Hang Seng.

Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy kontynuowały zwyżkę (ok. 9:20 S&P 500 + 0,64 proc., DJIA +0,48 proc., Nasdaq 100 +0,89 proc.).
Odbicie cen akcji w górę nastąpiło również na giełdach europejskich. Niemiecki DAX rósł ok. 9:30 o 0,78 proc. osiągając najwyższy poziom od 6 sesji, zaś francuski CAC 40 po wzroście o 0,72 proc. znalazł się na najwyższym poziomie od ponad 2 tygodni.

Najsilniej dziś rano zwyżkującym głównym indeksem w Europie był WIG-20. Ponad 4 proc. zwyżkowały ok. 9:40 akcje KGHM i PGNiG. Wśród składników mWIG-u 40 zwracał uwagę ponad 9 proc. wzrost kursu akcji PKP Cargo do najwyższego poziomu od 1,5 miesiąca. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś rano ceny akcji Bumechu, Unimotu i Photon Energy.

Rosły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA i strefie euro. W USA nadal utrzymywała się „inwersja” krzywej rentowności: rentowność 2-latek amerykańskiego rządu (3,1515 proc.) była wyższa niż rentowność 10-latek (2,95 proc.).

Ceny kontraktów na ropę naftową obroniły poziom wsparcia wyznaczany przez minima z marca i kwietnia. Cena kontraktów na ropę Brent wróciły ponad poziom 100 USD za baryłkę (+3,15 proc. dziś ok. 9:30). Poniżej 100 USD pozostawała cena ropy WTI (-0,25 proc. ok. godz. 9:30). Na COMEX-ie drożała dziś rano miedź (+2,8 proc. na COMEX-ie) i metale szlachetne (złoto +0,84 proc, srebro +1,57 proc., platyna +2,14 proc., pallad +2,3 proc.).

Drugą sesję z rzędu słabł amerykański dolar (EUR/USD +0,61 proc., USD/JPY -0,28 proc.).
Podążając za euro umacniał się polski złoty (USD/PLN –0,87 proc., EUR/PLN -0,26 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara kontynuował dziś rano rozpoczętą w środę zwyżkę 5,2 proc. wzrostem wychodząc ponad poziom 22000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Zmiany w przepisach na samym szczycie rankingu obaw właścicieli mikrofirm

Według najnowszego badania, niemal co piąta mikrofirma obecnie najbardziej obawia się zmian w przepisach. W dwóch poprzednich latach odpowiedź ta była zdecydowanie rzadziej wybierana. Z kolei co siódmy respondent wskazuje na podnoszenie składek na ZUS. Natomiast co dziewiąty uczestnik sondażu mówi o wyższych podatkach. Mniejsze niepokoje wywołują takie kwestie, jak spowolnienie gospodarcze i rosnące koszty prowadzenia działalności. W ubiegłym roku zestawienie największych obaw otwierała utrata płynności finansowej, a dwa lata temu najczęściej pojawiał się lęk dot. nierzetelnych kontrahentów.

Jak wynika z III edycji ogólnopolskiego badania pt. „Bieżące obawy mikroprzedsiębiorstw” autorstwa UCE RESEARCH, w którym wzięło udział blisko tysiąc podmiotów, 18% ankietowanych obecnie najbardziej boi się zmian w przepisach. W ubiegłym roku taki lęk był wskazany przez 1% respondentów, a w 2020 roku – przez 2%.

– W tym roku pojawił się tzw. Polski Ład, który wprowadził duże zamieszanie nie tylko wśród mikrofirm. W nim było dużo szkodliwych propozycji, o czym w swoim czasie mówił wicepremier Gowin. Teraz przyznał to także rząd. Od kilku lat pojawia się sprawa niejasności interpretacyjnych w krajowych ustawach podatkowych dla przedsiębiorstw działających w Polsce. To zjawisko nasiliło się wraz z wdrożeniem Polskiego Ładu. Moim zdaniem, trzeba będzie jak najszybciej zmniejszyć, najlepiej wyeliminować, niejednoznaczności interpretacyjne w przepisach – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Na drugim miejscu zestawienia największych obaw widzimy podnoszenie składek na ZUS – 14% (w 2021 r. – 5%, w 2020 r. – 7%). Jak podkreśla doradca restrukturyzacyjny i radca prawny Adrian Parol, dla wielu przedsiębiorców znacząco wzrosły składki na ubezpieczenie zdrowotne. Jednocześnie zachowane są utrudnienia przy korzystaniu ze służby zdrowia, gdzie sporym problemem jest dostęp do wysokospecjalistycznych usług. Do tego ekspert dodaje, że również wzrost wynagrodzeń pracowników, uzasadniony wysoką inflacją, przełożył się na wyższe obciążenia składkowe.

– Inflacja jest generowana między innymi przez coraz wyższe wynagrodzenia w całej gospodarce, a dotyka również małych firm. Ponadto mamy silny wzrost płacy minimalnej. To też wpływa na wysokość składek na ZUS, dlatego tutaj te obawy się pojawiły. Ponadto przedsiębiorcy słyszą, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma problemy ze swoim budżetem, bo przybywa emerytów i rosną jednocześnie wypłaty świadczeń. Sam ZUS przewiduje silny wzrost deficytu tego budżetu w najbliższych latach. Są więc obawy, że będzie on finansowany znacznym wzrostem składki ubezpieczeniowej płaconej przez przedsiębiorców – dodaje prof. Gomułka.

Trzecią najczęściej wymienianą obawą jest podnoszenie podatków – 11% (w 2021 r. – 3%, w 2020 r. – 6%). Były wiceminister finansów zaznacza, że niedawno nastąpiły zmiany w podatku PIT, takie jak np. znaczne podniesienie kwoty wolnej od podatku czy podwyższenie drugiego progu podatkowego. Według eksperta, istnieje zatem obawa, że nastąpi zmniejszenie wpływów podatkowych z PIT. Dodatkowo tzw. trzynasta i czternasta emerytura spowoduje pojawienie się problemu w finansach publicznych. To może się odbić na obciążeniach podatkowych dla firm. Ale przedsiębiorców interesują przede wszystkim kwestie związane z CIT oraz VAT. A ostatnio nie ma propozycji zmian interesujących dla tej grupy podatków.

– Obecna sytuacja budżetu raczej nie napawa optymizmem. Wobec powyższego obawy o znaczący wzrost obciążeń podatkowych są mocno uzasadnione i realnie odczuwalne. Polski Ład zwiększył obciążenia przedsiębiorców, choć nie jest to ostatnie słowo ustawodawcy – stwierdza Adrian Parol.

Czwarte miejsce w zestawieniu zajmuje spowolnienie gospodarcze – 10% (w 2021 r. – 11%, 2020 r. – 3%). Jak wskazuje radca prawny Łukasz Goszczyński, ta odpowiedź zachowała swoją pozycję z poprzedniego zestawienia. I dodaje, że obecnie mikrofirmy częściej boją się zmian w prawie niż samego załamania gospodarki. Jednak to wkrótce może się zmienić przez szalejącą inflację i ograniczony dostęp do kredytowania. Z kolei następne są ogólnie rosnące koszty działalności – 7% (w 2021 r. – 13%, w 2020 r. – 4%). Rok wcześniej ta kwestia znalazła się w pierwszej trójce największych obaw.

– Widoczne obecnie spowolnienie gospodarcze zaczyna mieć wpływ na prowadzoną działalność gospodarczą. Teraz firmy nie odczuwają go tak bardzo, jak będzie to miało miejsce jesienią. Natomiast wzrost kosztów działalności, mówiąc wprost, jest przerzucany na klientów. Jednak niedługo zostanie przekroczona granica, która będzie skutkowała znaczącym spadkiem popytu na usługi i towary. To z kolei przełoży się na wyższe umiejscowienie rosnących kosztów w zestawieniu obaw – prognozuje radca prawny Adrian Parol.

Jak dodaje Łukasz Goszczyński w rankingu spadły obawy poprzednio wymieniane najczęściej. Firmy mniej się boją utraty płynności finansowej – 4% i 9. pozycja w zestawieniu (w 2021 r. – 16% i 1. miejsce, 2020 r. – 10% i 3. miejsce). Rzadziej niż wcześniej wskazywana jest też obawa dotycząca nierzetelnych kontrahentów – 6% i 6. miejsce (w 2021 r. – 14% i 2. miejsce, w 2020 r. – 21% i 1. miejsce).

– COVID-19 spowodował pojawienie się na dużą skalę zagrożenia w postaci utraty płynności finansowej. To dotyczy nie tylko Polski, ale również innych państw. U nas mieliśmy działania pomocowe, m.in. poprzez PFR czy BGK, z których skorzystało wielu przedsiębiorców. Dzięki temu nie doszło do dużej liczby bankructw i załamania się płynności przedsiębiorstw – podkreśla prof. Gomułka.

Z kolei mec. Parol zaznacza, że przedsiębiorcy mają znaczący wpływ na swoją płynność finansową czy też ryzyko związane z udzielanym kredytem kupieckim. W obecnej sytuacji budzi to mniejsze obawy niż np. zmiany prawne i podatkowe dokonywane przez ustawodawcę, który w tym zakresie często jest nieracjonalny. I dodaje, że podejmowane tego typu decyzje tylko zniechęcają do rozpoczynania i prowadzenia własnej działalności gospodarczej w Polsce.

Tomasz Sudaj Prezesem Zarządu Alior Leasing

16 lipca stanowisko Prezesa Zarządu Alior Leasing objął Tomasz Sudaj.

Tomasz Sudaj od ponad 20 lat związany jest z branżą finansową.

Swoją karierę zawodową rozpoczynał w strukturach Europejskiego Funduszu Leasingowego, gdzie zarządzał sprzedażą na różnych poziomach. W latach 2011–2018 odpowiadał za obszar strategii rynkowej Santander Leasing. Zajmował się m.in.: budową, optymalizacją i realizacją strategii spółki oraz brał udział w strategicznych projektach Grupy Santander w Polsce w segmencie klientów SME.

Od 2019 do 2021 r., jako Senior Consultant, doradzał firmom oraz instytucjom w ramach międzynarodowej sieci doradców Invigors Part of The Alta Group. Realizował projekty M&A, wspierał fintechy, w tym z branży faktoringowej.

Od grudnia 2021 roku pełnił funkcję Prezesa Związku Polskiego Leasingu. Odpowiadał za transformację Związku, zapoczątkowaną w 2020 roku. Współpracując z ekspertami firm członkowskich, podejmował działania wspierające rozwój polskiego sektora leasingu, przede wszystkim w zakresie legislacji i polityki fiskalnej, oraz brał udział w inicjatywach i działaniach na rzecz polskich przedsiębiorców.

Jest absolwentem kierunku finanse i bankowość na Uniwersytecie Łódzkim, ukończył również podyplomowe studia z zakresu wyceny nieruchomości na Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Posiada certyfikat coacha ICC, był uczestnikiem i prowadzącym wielu szkoleń z coachingu, przywództwa i zarządzania zespołem. Jest mentorem w Programie Mentoringu, organizowanym przez Fundację Liderek Biznesu w 2022 roku.

Alior Leasing należy do grupy kapitałowej Alior Banku oraz jest częścią Grupy PZU. Jako jedna z czołowych polskich firm leasingowych dostarcza przedsiębiorcom rozwiązania, wspierające ich rozwój. W ramach swojej oferty zapewnia finansowanie: pojazdów do 3,5 t, samochodów ciężarowych oraz maszyn i urządzeń. Alior Leasing dba o środowisko i inwestuje w projekty związane z zieloną energią, dlatego poszerzył swoją działalność o możliwość sfinansowania instalacji fotowoltaicznych. Blisko 500 pracowników spółki, skupionych w ponad 20 biurach na terenie Polski, każdego dnia służy klientom swoją wiedzą oraz oferuje merytoryczne wsparcie.

Polska policja celem ataku rosyjskich cyberprzestępców. Ataków może być więcej

Strony internetowe kilku wojewódzkich komend policji zostały zaatakowane przez rosyjskich hakerów. To ataki DDoS, których celem jest zablokowanie serwerów ofiary. Eksperci Check Point Software ostrzegają – ataków może być więcej, a celem kradzież danych osobowych obywateli.

W czwartek 15 lipca br. niedostępne były witryny kilku wojewódzkich komend policji. Nie działały strony m.in. małopolskiej, świętokrzyskiej, kujawsko-pomorskiej, pomorskiej, śląskiej i lubuskiej policji. Problemy miały też strona główna Komendy Policji oraz komendy stołecznej. To ataki typu DDoS skierowane na systemy komputerowe lub usługę sieciową, uniemożliwiające poprawne działanie poprzez zajęcie wszystkich wolnych zasobów. Ataki DDoS wykorzystywane często w ramach szantażu – hakerzy grożą atakiem w zamian za okup – podkreślają eksperci firmy Check Point Software.

Potwierdza to policja. – Chwilowe niedostępności poszczególnych serwisów związane były z atakami DDoS na przedmiotowe serwisy, oraz skuteczne działania ochronne podejmowane przez zespoły cyberbezpieczeństwa – mówi insp. Mariusz Ciarka, rzecznik Komendanta Głównego Policji.

To pierwszy, tak poważny i ujawniony atak cyberprzestępczy na policję. Tymczasem zaledwie przed tygodniem, w Chinach, doszło prawdopodobnie do największego cyberataku na policję w historii. Dane osobowe niemal jednej siódmej populacji świata zostały wykradzione! Możliwe to było dzięki przejęciu kartotek chińskiej policji i żądania za niego zaledwie 10 bitcoinów, czyli około 200 tys. dolarów.

– Ataki na bazy policyjne są bardzo rzadkie lub rzadko nagłaśniane. W zeszłym roku rosyjscy hakerzy włamali się m.in. do komputerów policji w Waszyngtonie, wykradając ponad 250 gigabajtów danych! W zeszłym miesiącu strona internetowa włoskiej policji była niedostępna z powodu ataku prorosyjskich hakerów z ugrupowania Killnet – tego samego, które w związku z wojną na Ukrainie zaatakowało Polskę oraz Litwę – mówi Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software.

Według informacji w sieci (rosyjskie strony propagandowe) za atakiem na polską policję mogła stać rosyjska grupa przestępcza Killnet, która miała chwalić się sukcesem ataku na polską policję. Grupa ta już w maju br. wypowiedziała cyberwojnę 10 krajom, w tym Polsce.

Ważny tydzień dla euro – EBC i Nord Stream 1

W przyszłym tygodniu EBC prawdopodobnie podniesie swoje kluczowe stopy procentowe po raz pierwszy od ponad dekady. Rynek nadal zastanawia się jednak nad tym na ile więcej zdecyduje się Rada Prezesów w II półroczu 2022 oraz 2023 roku.

Oczekiwania rynkowe wskazują, że stopa depozytowa wzrośnie do poziomu 1,5 proc. do wiosny 2023 roku. Ale to założenie obarczone jest dużym ryzykiem. Dodatkowo jest mało prawdopodobne, aby taka zmiana wystarczyła do trwałego obniżenia inflacji do celu EBC, jakim jest poziom 2 proc.

EBC historycznie bardzo rzadko sygnalizował swoje zamiary z wyprzedzeniem tak wyraźnie jak to robi obecnie. Lipcowy ruch został już dawno zakomunikowany na czerwcowej konferencji. Jednak w obliczu niedawnego ponownego wzrostu ryzyka inflacyjnego zmiana o 50 punktów bazowych wydaje się, że nie byłaby przesadą.

Dodatkowo rynek czeka na przedstawienie przynajmniej ogólnego zarysu nowego narzędzia o nazwie TPM (Transmission Protection Mechanism), który EBC zamierza wykorzystać do walki ze wzrostem spread’ów pomiędzy obligacjami europejskimi. Ostatnio duża rozbieżność nastąpiła między papierami włoskimi a niemieckimi.

Wydaje się, że to co zrobi z polityką monetarną EBC w dalszej perspektywie (od września włącznie) zależy od dostaw gazu. Dopóki nie dojdzie do całkowitego wstrzymania importu rosyjskiego surowca, co spowodowałoby ponowne ogromne pogorszenie perspektyw gospodarczych, dopóty EBC prawdopodobnie będzie podążał kursem wyznaczonym w czerwcu i we wrześniu ponownie podniesie stopy kluczowe nawet o 50 punktów bazowych.

Czy decyzja może wesprzeć euro. Sama podwyżka raczej niczego w tym momencie nie zmieni. Dla euro najważniejsza w tym momencie jest kwestia ryzyka kryzysu energetycznego. Widać jak na razie lekkie odreagowanie na EUR/USD od poziomu parytetu. Jak na razie ruch jest czysto techniczny, jeśli jednak rynek otrzyma pozytywne informacje na temat gazociągu Nord Stream 1, wówczas możemy zobaczyć rajd ulgi, który wesprze wspólną walutę.

Łukasz Zembik