Zmiany terminów rozliczeń. Do kiedy trzeba zapłacić podatek dochodowy i złożyć PIT?

Przepisy Polskiego Ładu, które zaczęły obowiązywać od 1 lipca 2022, wprowadzają szereg zmian dla podatników. Jedną z nich jest ujednolicenie terminów rozliczania się z podatku dochodowego i składek ZUS.

Wedle przepisów Polskiego Ładu, podatnicy rozliczający się na skali podatkowej, podatku liniowym i ryczałcie będą wpłacać zaliczki na podatek dochodowy w tych samych terminach, czyli 20. dnia miesiąca po zamkniętym miesiącu lub kwartale, jeśli rozliczają się kwartalnie. Od tego roku ryczałtowcy będą też odprowadzali zaliczki na podatek dochodowy za grudzień (lub za czwarty kwartał) do 20 stycznia.

Wszyscy podatnicy złożą także w tym samym terminie rozliczenie roczne – do końca kwietnia. W 2023 roku ostatni dzień kwietnia będzie wolny od pracy, więc termin składania deklaracji PIT upłynie dopiero 2 maja.

Wydłużenie terminu składania rozliczenia rocznego do końca kwietnia będzie szczególnie wygodne dla ryczałtowców. Mogą rozliczyć grudzień w styczniu lub lutym i otrzymają więcej czasu na spokojne zamknięcie rozliczenia rocznego oraz uregulowanie należności z jego tytułu.

Nowe terminy dla rozliczeń ZUS

Polski Ład zrównał też terminy wpłat składek do ZUS. Składki będą rozliczane rocznie do 20 maja, przez złożenie deklaracji ZUS DRA za kwiecień. Wszystkie ważne rozliczenia będą więc zamykane na przełomie kwietnia i maja.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Polskę czeka oblężenie ataków hakerskich. Rośnie zagrożenie dla bankowości mobilnej

  • W czerwcu „Indeks zagrożeń” dla Polski wzrósł z 34,3 do 37,5 punktu
  • Zarówno na świecie jak i w Polsce najpopularniejszym malwarem jest Emotet oraz Formbook
  • W świecie zagrożeń skierowanych na urządzenia mobilne króluje malware bankowy: Alienbot, Anubis oraz MaliBot

Zagrożenia cybernetyczne w Polsce wciąż rosną, a wśród nich prym wiodą złośliwe programy Emotet oraz Formbook, które wykrywane są w przeszło co dziesiątej sieci – wynika z danych udostępnionych przez Check Point Research. Nasz kraj spada w rankingu bezpieczeństwa i niewykluczone, że już w najbliższych tygodniach czeka nas prawdziwe oblężenie ataków hakerskich.

Specjaliści bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research dokonali kolejnych analiz zagrożeń w cyberprzestrzeni i nie mają dobrych informacji dla polskich internautów. Na tle świata liczba zagrożeń nie spada i niewykluczone, że w najbliższych tygodniach czeka nas prawdziwe oblężenie ataków hakerskich. W czerwcu „Indeks zagrożeń” dla naszego kraju wzrósł z 34,3 do 37,5 punktu, co spowodowało, że w samej Europie znajdziemy 18 krajów bezpieczniejszych od Polski. Ciekawostką jest fakt, że europejskim liderem bezpieczeństwa okazała się Białoruś z indeksem zagrożeń na poziomie 29,4 pkt. Drugie miejsce przypadło Słowacji (30,1), natomiast trzecie Cyprowi (30,4).

Zarówno na świecie jak i w Polsce najpopularniejszym malwarem jest Emotet oraz Formbook. Pierwszy z nich to zaawansowany modułowy trojan, który wpływa na ponad 14 proc. organizacji na świecie i 10,1 proc. w Polsce. Formbook to z kolei tzw. infostealer operujący na komputerach z systemem Windows, który wykrywany jest w 4,4 proc. sieci na świecie oraz ponad 10 proc. w Polsce.

Duży awans w skali globalnej odnotował Snake Keylogger, który ulokował się na trzecim miejscu najchętniej wykorzystywanych programów przez cyberprzestępców, wpływając na ponad 4 proc. organizacji. Jeszcze w maju Snake był zaledwie ósmym malwarem w rankingu, jednak w ostatnim czasie rozprzestrzeniał się po sieci m.in. za pośrednictwem wiadomości e-mail zawierających załączniki Worda oznaczone jako prośby o wycenę.

Zagrożone nie tylko komputery. Uwaga na mobilne trojany bankowe!

Na początku czerwca Interpol przekazał informację, że międzynarodowa kooperacja organów ścigania z 11 państw zaowocowała usunięciem jednego z najszybciej rozprzestrzeniających się do tej pory mobilnego szkodliwego oprogramowania. Złośliwe oprogramowanie na Androida, znane jako FluBot, agresywnie rozprzestrzeniało się za pośrednictwem SMS-ów, kradnąc hasła, dane bankowości internetowej i inne poufne informacje z zainfekowanych smartfonów na całym świecie. Jego infrastruktura została pomyślnie zakłócona na początku maja przez holenderską policję.

Niestety, w miejsce FluBota pojawił się nowy mobilny malwate – Malibot, który – mimo że jest zupełnie nowym złośliwym oprogramowaniem – już znalazł się na trzecim miejscu na liście najbardziej rozpowszechnionego malware’u. Podszywa się on pod różne aplikacje do wydobywania kryptowalut i atakuje użytkowników bankowości mobilnej w celu kradzieży informacji finansowych. Jak wyjaśniają eksperci Check Pointa MaliBot, podobnie jak FluBot, wykorzystuje phishingowe wiadomości SMS (smishing), aby nakłonić ofiary do kliknięcia złośliwego łącza, które przekierowuje je do pobrania fałszywej aplikacji zawierającej złośliwe oprogramowanie.

Obecnie popularniejszymi od Malibota narzędziami są jedynie AlienBot, który umożliwia wstrzyknięcie złośliwego kodu do legalnych aplikacji finansowych, uzyskując dostęp do kont ofiar, a także Anubis, będący trojanem bankowym z funkcjami trojana zdalnego dostępu (RAT), keyloggera, możliwości nagrywania dźwięku i różnymi funkcjami ransomware. Anubis został wykryty w setkach różnych aplikacji dostępnych w Google Store, co ukazuje, że narażony na niebezpieczeństwo może być praktycznie każdy użytkownik smartfonów z Androidem.

Chociaż zawsze dobrze jest widzieć, jak organy ścigania skutecznie eliminują grupy cyberprzestępcze lub złośliwe oprogramowanie, takie jak FluBot, to niestety w to miejsce szybko pojawiła się nowe złośliwe oprogramowanie. Cyberprzestępcy doskonale zdają sobie sprawę z centralnej roli, jaką urządzenia mobilne odgrywają w życiu wielu ludzi i zawsze dostosowują oraz ulepszają swoje taktyki, aby do nich pasować. Krajobraz zagrożeń szybko ewoluuje, a mobilne złośliwe oprogramowanie stanowi poważne zagrożenie zarówno dla bezpieczeństwa osobistego, jak i korporacyjnego — zauważa Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software.

Euro wciąż droższe niż dolar

Pomimo rosnącej inflacji w USA i towarzyszącym spekulacjom o dalszych podwyżkach stóp procentowych dolar wciąż nie przeskoczył pod kątem wartości euro. W tle ropa naftowa spadła poniżej 100 dolarów.

Inflacja w USA przyspiesza

Analitycy spodziewali się przyspieszenia wzrostu cen. Wynik okazał się jednak wyższy od tych oczekiwań. Na uwagę zasługuje niższy od oczekiwań, ale jednak spadek inflacji bazowej. Jest to sugestia, że sytuacja nie jest zupełnie poza kontrolą. Rynki czekały na te dane w nadziei, że dadzą one impuls do przebicia poziomu 1,0000 wymiany euro za dolara. Kurs jednak dotknął tylko tego pułapu i się odbił. Zawarto oczywiście transakcje poniżej tego pułapu, ale dzisiaj znów jesteśmy ułamki centa powyżej tej granicy. Rynki wciąż czekają na wyraźną wskazówkę co dalej. Potencjalnym sygnałem mogą być przynajmniej dzisiejsze dane z rynku pracy.

Ropa poniżej 100 dolarów za baryłkę

Nic tak nie przeszkadza notowaniom ropy naftowej jak nadchodzące informacje z rynku o możliwym kryzysie lub chociaż spowolnieniu gospodarczym. Ich wynikiem jest bowiem korekta spodziewanego zapotrzebowania na surowiec. W momencie, kiedy obniżane jest zapotrzebowanie, a produkcja (przynajmniej na moment kalkulacji) pozostaje stała, prawa ekonomii okazują się bezlitosne. Zgodnie bowiem z prawem popytu i podaży nowa cena równowagi powinna być niższa. Tak właśnie dzieje się w tej chwili. Cena tuż poniżej 100 dolarów to nadal nie jest oczywiście mało. Jest to jednak znacznie mniej niż średnia z ostatniego kwartału. Musimy bowiem pamiętać, że w cenach jest nadal odcięcie Rosji od rynku. Nie można też zapomnieć, że silny dolar zwyczajowo również jest negatywnym bodźcem dla dolarowej ceny ropy.

Kanada walczy z inflacją

Inflacja w Kanadzie, podobnie zresztą jak w wielu innych państwach, idzie gwałtownie w górę. Ostatni odczyt wyniósł 7,7%, poziom ostatni raz widziany w latach 80. Nie może zatem dziwić, że członkowie tamtejszego banku centralnego nie chcą mieć w CV dopuszczenia na długo do takiej sytuacji. W rezultacie podwyżka stóp procentowych o 1% z 1,5% na 2,5% nie była aż tak dużym zaskoczeniem. Rynki oczekiwały 0,75%, widząc potencjał na dużą zmianę. Po tych danych dolar kanadyjski umacniał się przez chwilę. Waluta Kanady jednak w ostatnim czasie podobnie jak większość walut na świecie znajduje się wyraźnie w odwrocie względem dolara amerykańskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Do oszczędzania najbardziej motywuje perspektywa ponoszenia dużych i nieoczekiwanych kosztów

Niepewna sytuacja gospodarcza, wywołana najpierw kryzysem pandemicznym, a w ostatnim czasie także wojną w Ukrainie, powoduje znaczący wzrost niepokoju konsumentów o przyszłość ich sytuacji finansowej. Jak wynika z raportu An impact of COVID-19 on savings: A rising sense of financial insecurity, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, prowadzi to do wzrostu zainteresowania przejrzystymi i skutecznymi rozwiązaniami oszczędnościowymi, które umożliwiają efektywną kontrolę zgromadzonych środków. Obok najczęściej wymienianej możliwości zagwarantowania stałych dochodów w przyszłości, respondenci wspominają też o zabezpieczeniu finansowym na wypadek utraty pracy bądź niezdolności do jej wykonywania, a także o dostępie do usług fachowego doradztwa finansowego.

Kolejne zagrożenia dla światowej gospodarki, niesione najpierw przez Covid-19, a w ostatnim czasie przez wojnę w Ukrainie, powodują, że znaczna część konsumentów odeszła od popularnego wcześniej przeznaczania nadwyżek gotówkowych na konsumpcję. Wraz z rosnącą niepewnością co do ogólnej sytuacji gospodarczej i coraz częściej pojawiającymi się informacjami o kolejnych falach pandemii, zmieniło się też myślenie o bezpieczeństwie finansowym. Zdaniem ponad jednej trzeciej uczestników badania An impact of COVID-19 on savings: A rising sense of financial insecurity, przeprowadzonego przez Deloitte w Kanadzie, USA, Wlk. Brytanii, Francji, Niemczech, Australii, Japonii i Chinach, wydarzenia takie jak pandemia mają istotny wpływ na ich oszczędności. Przy czym, dla większej liczby respondentów nie była to zmiana na lepsze. 15 proc. badanych uważa, że w takich okolicznościach udało im się zgromadzić więcej środków, ale aż 19 proc., że ich odłożone kwoty zmalały. Dla 7 proc. z tej drugiej grupy te spadki były znaczące, osiągając poziom nawet przekraczający 25 proc.

– Jednocześnie tragiczne wydarzenia globalne i ich niekorzystny wpływ na światową gospodarkę znajdują odzwierciedlenie w zmianie deklarowanych przez konsumentów postaw w obszarze finansów osobistych. 55 proc. respondentów badania Deloitte na świecie postanowiło więcej oszczędzać i co ciekawe, takie plany deklarują konsumenci niezależnie od poziomu osiąganego dochodu. Może to oznaczać, że nie jest to chęć jedynie odrobienia utraconych środków, ale trwała zmiana zachowań i chęć długofalowego zabezpieczenia swoje finansowej przyszłości – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego i zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego dla sektora finansowego, Deloitte w Polsce.

Wyniki badania pokazują, że ponad jedna czwarta ankietowanych zamierza przeznaczyć zaoszczędzone kwoty na ewentualne większe, niespodziewane wydatki, które mogą ponosić w przyszłości. 14 proc. planuje odkładać środki na emeryturę, 11 proc. z zamiarem kupna domu, co dziesiąty pytany – na wypadek utraty pracy, a niewiele mniej, 9 proc., na pokrycie rachunków medycznych.

Niepewna przyszłość emerytalna

Ankietowani powszechnie deklarują brak pewności, co do możliwości zapewnienia sobie bezpiecznych warunków finansowych na starość. Okoliczności takie jak globalny kryzys zdrowotny czy gospodarcze konsekwencje konfliktu zbrojnego tylko potęgują te odczucia. Średnio na świecie jedynie 35 proc. respondentów ocenia, że jest wystarczająco zabezpieczona finansowo na okres emerytalny.

Nie powinno więc zaskakiwać, że 40 proc. ankietowanych pandemia skłoniła do zwiększenia skali oszczędności z przeznaczeniem na starość, a zdaniem aż 13 proc. z tej grupy powinny być to kwoty znacznie większe. Wielu wskazuje, że w przypadku, gdy posiadają nadwyżki w budżecie, przeznaczają je na oszczędności emerytalne.

Oszczędzający poszukują możliwości osiągnięcia gwarantowanego dochodu na emeryturze, fachowych porad i przejrzystości narzędzi finansowych

Jak wynika z badania Deloitte, oszczędzający najczęściej poszukują możliwości osiągnięcia gwarantowanego dochodu na emeryturze, na co wskazuje 33 proc. ankietowanych. Na drugim miejscu badani wymieniają produkty zapewniające zabezpieczenie finansowe na wypadek śmierci, utraty pracy bądź niezdolności do jej wykonywania (26 proc.). Niewiele mniej wskazuje na dostęp do fachowego doradcy finansowego (25 proc.) oraz narzędzia lub strony internetowe (po 23 proc.) pozwalające na kontrolę zgromadzonych środków i prowadzenie zdalnych operacji oszczędnościowych. 19 proc. mówi o stronie internetowej z poradami, a 17 proc. także o aplikacji umożliwiającej transakcje emerytalne.

Widać wyraźnie, że w obliczu wielu zagrożeń to bezpieczeństwo jest główną motywacją respondentów – tego oczekują od produktów i usług finansowych. Mimo to wydatki konsumpcyjne nie znikną z ich listy. W przyszłości połowa konsumentów planuje np. umieszczać swoje nadwyżki na koncie pozwalającym na błyskawiczny dostęp, co wpisuje się w odkładanie na nagłe wydatki, 36 proc. będzie odkładać na emeryturę, co czwarty inwestować na giełdzie, a 16 proc. w nieruchomości. Jednocześnie jednak 40 proc. planuje zwiększenie wydatków na przyjemności, a 30 proc. na konsumpcję – mówi Przemysław Szczygielski.

Karta Visa Comfort Plus ze stałą spłatą – co zyskujesz z kartą ratalną?

Rosnąca w ostatnich miesiącach inflacja przyczynia się do poszukiwania przez nas produktów bankowych, które pozwolą na zakupy produktów lub usług, gdy w danym momencie nie dysponujemy odpowiednią liczbą środków.

W ofercie banków znajdziemy m.in. karty kredytowe. Stanowią one alternatywne rozwiązanie dla klasycznej pożyczki. Dzięki swojej elastyczności zapewniają nam one duże możliwości zakupów.

Karty kredytowe – czym są i jakie są ich możliwości?

Karta kredytowa to rodzaj karty płatniczej, dzięki której zyskujemy stały dostęp do dodatkowych środków, które możemy przeznaczyć na nieprzewidziane lub zaplanowane wcześniej wydatki, w ramach limitu kredytowego określonego przez bank. Limit ten możemy dostosować  do naszych potrzeb i możliwości. Taką kartą zapłacimy za zakupy w sklepach stacjonarnych i internetowych, jak standardową kartą debetową. Możemy też jej użyć do wypłacenia gotówki z bankomatu. W takim przypadku musimy się jednak liczyć z prowizją, której wysokość określona jest zwykle procentowo w stosunku do kwoty, którą wypłacamy. Aby otrzymać kartę kredytową, konieczne jest złożenie wniosku do banku. Na podstawie badania naszej zdolności kredytowej podejmuje on decyzję o przyznaniu karty, jak i określa jej maksymalny limit.

Na kartach kredytowych mamy do czynienia z okresem bezodsetkowym. Obejmuje on okres rozliczeniowy – 1 miesiąca oraz ustalony przez bank okres do spłaty. W zależności od banku taki okres bezodsetkowy może wynosić od 40 do nawet 60 dni. Jeśli spłata karty kredytowej nastąpi w tym okresie, bank nie naliczy nam odsetek od kwoty zakupów opłaconych kartą.

Nowoczesne karty kredytowe mają jednak dużo większe możliwości. Doskonałym tego przykładem jest karta ratalna ze stałą spłatą, którą oferuje m.in. Santander Consumer Bank – bank od kredytów. Pozwala ona na rozłożenie naszego zobowiązania w związku z zakupami wykonanymi kartą kredytową na dogodne do spłaty kwoty w stałej wysokości.

Karta kredytowa ratalna Comfort Plus ze stałą spłatą – nowa karta na nowe czasy

Karta kredytowa Comfort Plus ze stałą spłatą to doskonałe rozwiązanie na nowe czasy, kiedy to mamy do czynienia z inflacją, co wiąże się z powiększaniem naszych stałych miesięcznych zobowiązań. Podstawowym atutem, który ma karta ratalna, jest to, że możemy na niej samodzielnie ustalić kwotę miesięcznej spłaty na taką, która będzie dopasowana do naszych możliwości finansowych. Wymagana przez bank kwota do spłaty nie ulegnie zmianie w kolejnych miesiącach. Nie tylko chroni to nasz budżet, ale również dzięki takiemu rozwiązaniu nie musimy co miesiąc zaglądać na nasze konto, by kontrolować proces rozliczenia.

Co więcej, podpisując umowę z bankiem do 12 sierpnia 2022 roku możemy skorzystać z promocji i za płatność kartą ratalną minimalnie 300 zł w skali miesiąca możemy zyskać dodatkowo:

– nawet 300 zł na dowolne zakupy, wypłacane 6 razy po 50 zł na rachunek naszej karty,

– 0 zł miesięcznej opłaty nawet przez 13 kolejnych miesięcy użytkowania karty.

Karta kredytowa z równą spłatą to produkt, na którym możemy zatem wiele zyskać, jeśli będziemy pamiętać o tym, żeby z niego regularnie korzystać.

 

Źródła:

https://www.bankier.pl/smart/karta-kredytowa-co-to-jest-jak-dziala-karta-kredytowa

https://finanse.rankomat.pl/poradniki/jak-dziala-karta-kredytowa/

Groźna „dziura” w przepisach podatkowych. Pracownik wystawi pustą fakturę, pracodawca musi zapłacić VAT

W przypadku gdy pracownik wystawia fikcyjne faktury bez wiedzy i zgody swojego pracodawcy, w orzecznictwie ścierają się dwa poglądy dotyczące tego, kto w takiej sytuacji ponosi odpowiedzialność za odprowadzenie VAT-u. Ale może się to zmienić, ponieważ NSA skierował do TSUE pytanie prejudycjalne ws. tzw. pustych faktur. Zdaniem ekspertów, pracodawca powinien dowodzić dochowania należytej staranności w zakresie nadzoru i kontroli pracy nad pracownikiem. Jednak ten ostatni może się przed tym skutecznie obronić. Niemniej znawcy tematu przekonują, że brzmienie art. 108 ust. 1 ustawy o VAT wydaje się tutaj jednoznaczne. Istniejące spory interpretacyjne można zmienić, np. poprzez wprowadzenie definicji wystawcy faktury.

Dwa poglądy

Ostatnio coraz częściej w przestrzeni publicznej pojawiają się wątpliwości ws. odpowiedzialności za odprowadzenie podatku VAT i oszustw, których dokonują pracownicy. Przypadki te obejmują sytuacje, w których to pracownik wystawia fikcyjne faktury z danymi swojego pracodawcy. I robi to bez jego wiedzy oraz zgody. Dla przykładu, jedna z takich spraw znalazła finał przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym (WSA), który wskazał na odpowiedzialność firmy, ale ta nie zgadza się z tym stanowiskiem. Jak zaznacza doradca podatkowy Katarzyna Winiecka z Ostrowska-Krzewina, Winiecka Kancelaria Doradztwa Podatkowego, pod koniec maja br. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) skierował do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytanie prejudycjalne w sprawie tzw. pustych faktur. Zdaniem eksperta, odpowiedź będzie bardzo istotna z punktu widzenia samej wykładni art. 108 ust. 1 ustawy o VAT.

– W dotychczasowym orzecznictwie sądów administracyjnych można w zasadzie wyróżnić dwa poglądy w tej kwestii. Zgodnie z pierwszym z nich, jeśli osoba trzecia podszywa się pod danego podatnika, to nie może on zostać uznany za wystawcę faktury w rozumieniu art. 108 ust. 1 ustawy o VAT i obciążony obowiązkiem zapłaty podatku wynikającego z tej faktury. Wystawcą nie jest ten, kogo danymi się posłużono, lecz ten, kto wprowadził dokument do obrotu. Tak było przykładowo w wyrokach NSA z 27 czerwca 2017 r. sygn. FSK 1459/15, a także z 26 maja 2017 r. sygn. I FSK 1872/15 – komentuje doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina z Ostrowska-Krzewina, Winiecka Kancelaria Doradztwa Podatkowego.

Z kolei Katarzyna Winiecka zwraca uwagę na drugi pogląd. Zgodnie z nim, art. 108 ust. 1 ustawy o VAT będzie miał zastosowanie w stosunku do podatnika, w imieniu którego umocowany pełnomocnik wystawia tzw. pustą fakturę. Nie ma znaczenia, czy podatnik o tym wiedział. Przykładem tego jest wyrok NSA z 24 października 2014 r. sygn. I FSK 1717/13. Ponadto ww. artykuł znajdzie zastosowanie w przypadku podatnika, w imieniu którego pracownik wystawia fakturę i to nawet bez udziału i wiedzy pracodawcy o przestępczych działaniach zatrudnionego. Tu przykładowo można wskazać wyrok NSA z 10 kwietnia 2013 r. sygn. I FSK 362/12. Takie podejście prezentują również organy podatkowe.

– Jeśli rzeczywistego wystawcę fikcyjnej faktury łączy z podatnikiem, wskazanym jako sprzedający, stosunek prawny, taki jak umowa o pracę, to pracodawca będzie zobowiązany do zapłaty VAT-u z tej faktury. Organy podatkowe i sądy administracyjne podkreślają, iż uznanie braku odpowiedzialności pracodawcy z powyższego tytułu skutkowałoby przerzuceniem odpowiedzialności za prowadzenie działalności gospodarczej przez przedsiębiorców na państwo, czego nie można zaakceptować – dodaje Ostrowska-Krzewina.

Czas na obronę

Rodzi się zatem pytanie o linię obrony pracodawcy w takiej sytuacji. Znawcy tematu podkreślają, że może on dowodzić dochowania należytej staranności w zakresie nadzoru i kontroli pracy pracownika, a także zachowania norm bezpieczeństwa mających na celu niedopuszczenie do nadużyć ze strony pracownika i bezprawnego wykorzystania danych pracodawcy. Ponadto może powołać się na zarzut firmanctwa, które jest przestępstwem skarbowym na gruncie kodeksu karnego skarbowego (kks).

– Przepisy kodeksu karnego skarbowego nakładają na wystawcę faktury karę grzywny do 180 stawek dziennych, o czym mówi art. 62 § 1 kks. Natomiast za wystawienie faktury w sposób nierzetelny albo posługiwanie się nią sąd może jednocześnie nałożyć grzywnę nawet do 720 stawek dziennych i karę roku pozbawienia wolności, na co wskazuje art. 62 § 2 kks. Z kolei kodeks karny za wystawienie pustej faktury przewiduje zagrożenie karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 (art. 271a § 1 kk). W określonych przypadkach przewidziana jest również kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 5 lat albo wynosząca 25 lat – informuje Aldona Międlar-Adamska, prawnik z Kancelarii Ars AEQUI.

Jak mówi Katarzyna Winiecka, pracownik będzie bronił się w tego typu sprawach działaniem w imieniu i na rzecz pracodawcy na podstawie przyznanych mu uprawnień, czy też udzielonych pełnomocnictw. Wskaże, że łączy go z nim stosunek podległości służbowej i w związku z tym działał, wykonując nałożone na niego obowiązki pracownicze. Ale musiałby w sporze wykazać, że wolą pracodawcy było prowadzenie oszukańczej działalności.

– Absurdalne byłoby przyjęcie tezy o nieograniczonej odpowiedzialności pracodawcy. Działania pracownika, polegające na wystawianiu sfałszowanych faktur, nie są podejmowane w związku z wykonywaniem jego obowiązków pracowniczych, a jedynie przy okazji zatrudnienia w danym miejscu. Pracodawca nie powinien ponosić odpowiedzialności na gruncie prawa podatkowego z tego tytułu – dodaje Międlar-Adamska.

Fikcyjne faktury z reguły różnią się graficznie i treściowo od wystawionych w systemie informatyczno-księgowanym. Jak zaznacza Małgorzata Ostrowska-Krzewina, to ważne z punktu widzenia obrony pracodawcy przed obowiązkiem zapłaty VAT-u wynikającym z takich faktur. One zazwyczaj są wystawiane poza systemem zainstalowanym i obowiązującym u danego pracodawcy jako narzędzie do bieżącego fakturowania na rzecz odbiorców. Według eksperta, okoliczność ta ma istotne znaczenie dowodowe w postępowaniu podatkowym. W jego ramach pracodawca ma pełne prawo udowadniania wszelkimi dowodami, iż miało miejsce oszustwo polegające na bezprawnym i nieupoważnionym wykorzystaniu jego danych.

– W ocenie organów podatkowych, sam fakt wizualnej odmienności graficznej tzw. pustych faktur nie jest wystarczający do uznania, iż w danej sprawie miało miejsce oszustwo. Wystąpienie u podatnika takich faktur najczęściej jest postrzegane przez pryzmat niedochowania należytej staranności w nadzorze czy też kontroli nad pracownikiem. Pracodawca musi zmierzać do wykazania, iż jej dochował. Może podkreślić, że istnienie tzw. pustej faktury odmiennej wizualnie jest sprzeczne z przyjętą i stosowaną u niego procedurą wystawiania dokumentów sprzedaży – stwierdza doradca podatkowy Katarzyna Winiecka.

Według znawców tematu, pracodawca właściwie dla obrony swoich interesów powinien opracować procedury związane z wystawianiem faktur sprzedaży, wdrożyć je w jednostce, a następnie monitorować ich wykonywanie. To pozwoli ograniczyć ryzyko nadużyć ze strony pracowników. Pracodawca powinien podejmować też cykliczne działania w ramach kontroli wewnętrznej, co zostaje ujęte w części ewidencyjnej JPK-VAT po stronie sprzedaży.

W oczekiwaniu na TSUE

– Każdy przypadek powinien być oceniany na podstawie kompleksowego materiału dowodowego, zebranego w danej sprawie. W mojej ocenie, nie można automatycznie obarczać odpowiedzialnością pracodawcy na podstawie art. 108 ustawy o VAT tylko z tego powodu, że pracownika łączy z pracodawcą stosunek podległości służbowej – informuje doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Jak podkreśla Katarzyna Winiecka, z przepisu wiemy, że „w przypadku gdy osoba prawna, jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej lub osoba fizyczna wystawi fakturę, w której wykaże kwotę podatku, jest obowiązana do jego zapłaty.” Literalne brzmienie przepisu wskazuje zatem, iż obowiązanym do zapłaty podatku jest ten, który wystawił fakturę, a nie podmiot, którego danych użyto do wystawienia faktury. W przypadku uczciwych podatników nie ma wątpliwości, że podmiot, którego dane użyto do wystawienia faktury, jest jednocześnie tym, który wystawia fakturę i rozlicza wykazany na niej podatek VAT. Ale w sytuacji działań o charakterze oszukańczym należy te dwa pojęcia rozróżnić.

– Brzmienie art. 108 ust. 1 ustawy o VAT wydaje się jednoznaczne. Jednak zaistniałe spory z organami podatkowymi wskazują na istniejące wątpliwości interpretacyjne. Niezbędne byłoby wprowadzenie definicji „wystawcy faktury” albo ugruntowanie właściwej linii orzeczniczej, która kładzie większy nacisk na uwzględnienie oszukańczego charakteru działania „wystawcy faktury”. Takim impulsem może być orzeczenie TSUE, jeśli będzie korzystne dla podatników, których dane bezprawnie wykorzystano przy wystawieniu fikcyjnych faktur – dodaje Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

W świetle literalnego brzmienia przepisu, zobowiązanym do zapłaty podatku z fałszywej faktury powinien być rzeczywisty wystawca, który dopuścił się czynu oszukańczego, co podkreśla doradca podatkowy Katarzyna Winiecka. Zdaniem eksperta, sprawa nie jest jednak oczywista w przypadku relacji między pracodawcą a pracownikiem, z uwagi na stosunek podległości. Odpowiedź TSUE na pytanie prejudycjalne będzie miała doniosłe znaczenie dla interpretacji art. 108 ust. 1 ustawy o VAT i ukształtowania linii orzeczniczej na tym tle.

Całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce przekroczyła 15,6 mln mkw.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała raport za II kwartał 2022 roku na polskim rynku handlowym. W analizowanym okresie do użytku oddane zostało prawie 100 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej, z czego większość to duże parki handlowe. Jakie inne wnioski płyną z raportu?

Nowa podaż rośnie w mniejszych miastach

Drugi kwartał 2022 roku został zamknięty z bilansem 15,6 mln mkw. całkowitej nowoczesnej powierzchni handlowej. Od kwietnia do czerwca 2022 roku do użytku oddano prawie 100 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Powstało łącznie 10 nowych obiektów, z czego 9 to parki handlowe otwarte w mniejszych miejscowościach: Busku-Zdroju, Giżycku, Jaśle, Krotoszynie, Pszczynie, Puławach, Sławnie, Szczytnie i Łanach pod Wrocławiem. Ponadto, nowy magazyn sieci OBI został oddany do użytku w Mysiadle pod Warszawą.

Nowa podaż obejmuje również trzy rozbudowy istniejących obiektów zlokalizowanych w Knurowie, Radomsku i Zamościu, a także przebudowę sklepu Tesco w Stalowej Woli. Lokalizacja ta została przejęta przez sieć Castorama.

Parki handlowe najbardziej popularnym formatem handlowym. Przebudowy i rozbudowy w toku

Parki handlowe stanowią aż 65% całej powierzchni handlowej w budowie. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych kilku lat powstaną lub zostaną rozbudowane 33 takie obiekty.

Na koniec czerwca 2022 roku w budowie było ponad 400 tys. mkw. powierzchni handlowej – oddanie do użytku tych inwestycji planowane jest na lata 2022-2023. Nowa powierzchnia zlokalizowana będzie w 29 nowych obiektach – dziewięć istniejących zostanie rozbudowanych, a cztery – przebudowane. Do największych z nich należą: warszawskie centrum Fort Wola o powierzchni 28 tys. mkw., centrum handlowe Atut Ruczaj w Krakowie, które zostanie rozbudowane o 25 tys. mkw.; Galeria Bawełnianka w Bełchatowie o powierzchni handlowej 23 tys. mkw.; druga faza kompleksu handlowego Karuzela w Kołobrzegu oraz park handlowy DOR Plaza zlokalizowany w Częstochowie.

Ponad 45% powierzchni handlowej będącej obecnie w budowie, zostanie dostarczone na rynki mniejszych miast o populacji poniżej 100 tys. mieszkańców. Udział największych aglomeracji w powierzchni w budowie stanowi obecnie ponad 34%.

Kupujemy więcej

Sprzedaż detaliczna, w porównaniu do kwietnia i maja 2021 roku, w drugim kwartale 2022 roku wzrosła odpowiednio o 19% i 8,2%. W maju br., w zestawieniu z tym samym okresem w roku ubiegłym, najwyższy wzrost sprzedaży detalicznej odnotowały podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem (o 18%). Wysoko w tym podsumowaniu plasują się również farmaceutyki, kosmetyki i sprzęt ortopedyczny, sklepy z artykułami z kategorii „pozostałe” oraz sklepy z żywnością.

„Udział e-commerce w handlu detalicznym waha się z kwartału na kwartał. Przed pandemią kształtował się on na poziomie 5-6%, w okresach ograniczenia handlu stacjonarnego sięgał 11%, aby wrócić do średniego poziomu ok. 8% wraz z poluzowaniem obostrzeń. Od listopada 2021 roku zauważalny był wzrost sprzedaży przez Internet, który osiągnął ok. 10% i na takim też poziomie utrzymał się w pierwszym kwartale 2022 roku. W kwietniu i maju 2022 roku odnotowaliśmy spadek do poziomu 8,9% – komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Associate Director, Consulting & Research, Poland, Cushman & Wakefield.

„Według raportu „E-commerce pęka w szwach, a magazyny razem z nim”, pandemia całkowicie zmieniła obraz e-commerce w Polsce i na świecie. Wartość rodzimego rynku e-commerce w pandemicznym roku 2020 przekroczyła 100 mld PLN, a zakupy w sieci robiło aż 77% internautów. Ponieważ polski rynek jest wciąż rynkiem młodym i niedojrzałym, nie ma przesłanek ku ewentualnym prognozom spowolnienia tego sektora. Według wielu badań, w 2025 roku jego wartość wynieść może pomiędzy 160 mld zł a 250 mld zł” – mówi Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

Wzrost odwiedzalności centrów handlowych

Średnia odwiedzalność w centrach i parkach handlowych na początku 2022 roku była niższa o 14% niż przed pandemią, jednak na koniec drugiego kwartału br. osiągnęła średni miesięczny poziom 380 tys. odwiedzających na obiekt handlowy, co jest porównywalnym poziomem do analogicznego okresu z 2019 roku. Szczególnie dobre wyniki odnotowały duże i bardzo duże centra handlowe (o pow. 40-60 tys. i powyżej 60 tys. mkw. GLA) – w czerwcu 2022 roku zanotowano wzrost o 8% niż w 2019 roku.

„Wzrost liczby odwiedzających w dużych i bardzo dużych centrach handlowych związany jest m.in. z sytuacją geopolityczną, która na dalszy plan „odsunęła” pandemię. Co za tym idzie, powracamy do nawyków time-spendingowych, które zauważalnie wpływają na sektor food & beverage, jak również entertainment. Ponadto obiekty zlokalizowane w centrach miast, nierzadko w okolicy węzła przesiadkowego, siłą rzeczy przyjęły naszych sąsiadów przybywających z Ukrainy. Powrót liczby odwiedzających do poziomów sprzed pandemii jest dobrym prognostykiem, jednak wzrost inflacji czy też regulacje prawne wpływające na wysokość zarobków netto w dłuższej perspektywie przełożą się na procesy decyzyjne klientów w obszarze dóbr fakultatywnych” – mówi Paulina Bauer, Associate, Head of Retail, Cushman & Wakefield.

Obroty centrów handlowych idą w górę

Wstępne dane o obrotach w centrach handlowych wskazują, że poziom sprzedaży w maju 2022 roku był wyższy o 20% niż przed pandemią. Już w kwietniu, dzięki wzmożonym zakupom w kategoriach: odzież, żywność oraz zdrowie i uroda, obroty przekroczyły poziomy odnotowywane w 2019 roku. Należy jednak wziąć pod uwagę, że sieci raportują nominalne wartości obrotów, które nie uwzględniają wpływu inflacji.

„Średni poziom sprzedaży w maju 2022 r. wyniósł ponad 1 000 PLN netto na mkw. powierzchni GLA. Biorąc pod uwagę poprawiający się wskaźnik odwiedzalności, spodziewamy się wzrostu wyników sprzedaży jeszcze w kolejnych miesiącach. Niewykluczone, że przy niższych cenach w sklepach zlokalizowanych w centrach lub parkach handlowych, konsumenci zrezygnują z zakupów on-line na rzecz stacjonarnych formatów. Należy jednak pamiętać, że w dłuższej perspektywie czynniki takie jak ogólnie pogarszająca się koniunktura gospodarcza oraz rosnąca inflacja zmniejszająca zasobność portfela polskiego konsumenta, mogą znaleźć odzwierciedlenie w niższym poziomie osiąganych przez najemców obrotów. Wzrosty cen spowodowane inflacją spowodują zmianę priorytetów konsumentów. Potrzeby, które nie będą niezbędne do codziennego funkcjonowania, nie będą zaspakajane w pierwszej kolejności.” – dodaje Beata Kokeli, Partner, Head of Retail Agency, Poland, Cushman & Wakefield.

Najsilniejsza od marca zwyżka kursów ukraińskich spółek rolnych na GPW

Wczorajszym danym o najwyższym od 1981 roku rocznym tempie inflacji w USA zanotowanym w czerwcu br. (+9,1 proc. r/r wobec +8,6 proc. w czerwcu i oczekiwań ekonomistów na poziomie +8,8 proc.) towarzyszyła umiarkowanie negatywne reakcja rynku akcji w USA (S&P 500 –0,45 proc., DJIA -0,67 proc., Nasdaq Composite -0,15 proc.). Najniżej od roku zamknął się w środę kanadyjski S&P/TSX Composite (-0,34 proc.).

W czwartek na rynkach akcji w Azji i Oceanii brak było jakiejś dominującej tendencji. Najsilniej – o +0,79 proc. – zwyżkował tajwański TAIEX. Największy spadek – o 0,97 proc. – notował singapurski Strait Times Index. Najniższy od 2 lat poziom osiągnął malezyjski KLCI.

Również w Europie początek sesji na rynkach akcji nie stał pod znakiem jakiegoś wyraźnego trendu (DAX -0,05 proc., CAC 40 -0,32 proc.).

Na GPW ok. godz. 9:30 WIG-20 nieznacznie rósł (+0,11 proc.). Wśród składników mWIG-u 40 (+0,22 proc. ok. godz. 9:40) najwyżej w historii były dziś ceny akcji Polenergii, natomiast najniżej od roku były akcje Ciechu.

Już drugi dzień z rzędu bardzo silnie rósł WIG- Spożywczy (+9,35 proc. ok. 9:30) napędzany ponad 13 proc. skokiem w górę kursu akcji ukraińskiego Kernel Holding. Również ponad 10 proc. zwyżkowała cen akcji ukraińskiego Astarta Holding. W obu przypadkach mamy do czynienia w ostatnich dniach z najsilniejszymi wzrostami kursu od marca. Obie te spółki mają łącznie prawie 70 proc. udział w WIG-Ukraine.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych pozostawała poniżej poziomi 3 proc. (2,935 proc.) i bardzo wyraźnie poniżej poziomu rentowności tamtejszych 2-latek (3,1985 proc.) strasząc w ten sposób „inwersją” krzywej rentowności.

Cena kontraktów na ropę naftową nadal pozostawała poniżej poziomi 100 USD za baryłkę (WTI -0,74 proc., Brent –0,48 proc. ok. godz. 9:15). Na COMEX-ie taniały dziś rano miedź (-1,6 proc.) i metale szlachetne (złoto -1 proc., srebro -1,44 proc., platyna -1,55 proc., pallad -1,24 proc.). Wczoraj najwyższy poziom od 2015 roku osiągnęła cena kontraktów na bydło opasowe („feeder cattle”) na CME.

Euro nadal broniło parytetu względem USD osiągniętego we wtorek (1,00172 ok. godz. 9:00). Amerykański dolar osiągnął dziś swój nowy najwyższy od 1998 roku poziom względem japońskiego jena (138,759 ok. godz. 9:00). Szczyt z sierpnia 1998 został ustanowiony na poziomie 147,63). Gdyby i on został pokonany kurs USD/JPY znalazłby się na najwyższym poziomie od 1990 roku. USD ustanowił dziś swe kolejne historyczne maksimum względem indyjskiej rupii. Nowe cykliczne maksima dolar osiągnął dziś również względem malezyjskiego ringitta oraz tajlandzkiego bata.
Złoty lekko dziś rano tracił (EUR/USD +0,08 proc., USD/PLN +0,55 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara już od prawie oscyluje wokół poziomu 20000 USD. Dziś ok. godz. 9:00 kurs wynosił 20019 USD (+0,54 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

To koniec wzrostów cen mieszkań

Pierwsze półrocze tego roku zakończyło etap niedawnego boomu na rynku nieruchomości. Teraz widzimy, że napędzała go nie tylko moda na nieruchomości, ale w dużej mierze tani kredyt i niskie stopy procentowe. Zgodnie z danymi SonarHome od stycznia do czerwca ceny mieszkań wciąż rosły w tempie od 1% do 6% w zależności od miasta. Jednak drugi kwartał 2022 był unikatowy, maj i czerwiec był czasem stabilizacji cen. Jeśli ta tendencja się utrzyma trzeci kwartał bieżącego roku będzie pierwszym od lat, w którym  ceny nie wzrosną. Nadziei na lepsze jutro nie dają nastroje konsumenckie Polaków, które są najsłabsze w historii.

Definitywnie ostatnie sześć miesięcy były czasem odwrócenia wielu trendów do jakich przyzwyczaiły nas poprzednie lata. Zmiany są widoczne praktycznie we wszystkich elementach otoczenia rynkowego, jednak to II kw. 2022 wyraźnie pokazał, że spowolnienie nie jest już spekulacją, jest rzeczywistością.

Wszystkie segmenty gospodarki jakie wpływają na rynek nieruchomości słabną.
Rynek pracy dotychczas dość silny, zaczyna się nieco osłabiać, zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zgodnie z danymi GUS wciąż rosło, jednak był to wzrost o 2,4% rok do roku (maj 2022 vs maj 2021). Wynagrodzenia realnie przestały już rosnąć. Przy inflacji sięgającej 14% w maju 2022 przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 13,5%. W czerwcu inflacja sięgała już poziomu 15,6% (jest to najwyższy poziom od 1997 roku, czyli 25 lat). Na dane dotyczące średnich pensji jeszcze czekamy, jednak mało prawdopodobne, że ich wzrost wyrówna się bądź przebije inflację.

Rynek kredytowy odgrywa główną rolę w zakończeniu okresu prosperity na rynku mieszkaniowym. Bieżąca seria podwyżek stóp procentowych jest najdłuższą i najwyraźniejszą w historii. Od października 2021 do lipca 2022 mieliśmy 10 podwyżek w 10 miesięcy, a stopy wzrosły z poziomu 0,1 do 6,5% (w latach 2011-2012 RPP podnosiła stopy z 3,5 do 4,75%, a w latach 2007-2008 z 4% do 6%). Bieżący poziom 6,5% był ostatnio notowany w 2005 roku.

Popyt na kredyty zgodnie z danymi BIK spadł w czerwcu aż o prawie 60% r/r. Niektóre banki, które wciąż chcą swoją ofertę opierać o kredyty hipoteczne zmodyfikowały zasady obliczania zdolności kredytowej, tak aby podnieść nieco zdolność swoich klientów. Przykładowo są jednostki, które przy wyliczeniach zdolności uwzględniają 500+, bądź dochód z najmu mieszkania oraz umów cywilnoprawnych.

Do niedawna powodem do narzekania były jedynie wysokie i szybko rosnące ceny mieszkań. Jednak to nie one spowodowały osłabienie popytu w 2022. Główną przyczyną były rosnące raty kredytów i ograniczenie zdolności kredytowej. W dzisiejszych realiach słabnie również atrakcyjność nieruchomości jako lokaty. Alternatywne formy inwestycji takie jak obligacje czy lokaty bankowe dają porównywalne zyski. Oprocentowanie lokat sięga już nawet 6%. Niezmiennie inwestycja w mieszkanie na wynajem jest wciąż dobrą formą, szczególnie teraz, gdy wysokość czynszów rośnie, jednak jest to rozwiązanie przede wszystkim dla klientów gotówkowych.

Ceny ofertowe hamują

Pierwsze półrocze tego roku było unikatowe w porównaniu do poprzednich lat. Ceny ofertowe mieszkań wciąż rosły jednak dynamika tego wzrostu hamowała. Miastem, które jako jedyne wyróżniało się w rankingu zmian cen lokali mieszkalnych był Wrocław, średnia cena 1m2 mieszkania wzrosła tam o 6% (porównanie czerwiec/styczeń 2022). W tym samym okresie w pozostałych miastach zmiany cen były już łagodniejsze od 1% w Poznaniu i Łodzi do 4% w Gdańsku.

Ceny mieszkań z rynku wtórnego w porównaniu kwartał do kwartału wciąż rosną. Zgodnie z danymi SonarHome w II kw. 2022 roku w porównaniu do I kw. 2022 najniższa dynamika wzrostu cen dotyczyła Warszawy i Poznania, odpowiednio 1,8% i 1,5%. Nieco mocniej wzrosły ceny w Krakowie – 2,6%, Gdańsku -2,7% i Wrocławiu – 3,5%.Średnie ceny SonarHome

Do kwietnia bieżącego roku ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego rosły. W II kw. 2022 obserwujemy jednak wyhamowanie tej tendencji. Zmiany miesiąc do miesiąca są symboliczne, miesiące: maj i czerwiec, były momentem zatrzymania się wzrostu cen ofertowych. Ceny zatrzymały się na poziomie wyższym niż w I kw. bieżącego roku, dlatego porównanie kwartał do kwartału pokazuje ich wzrost, realnie jednak dwa poprzednie miesiące były czasem stabilizacji cen. Wyjątkiem był jedynie Wrocław, w którym wciąż obserwujemy trend wzrostowy – komentuje Barbara Bugaj, główny analityk SonarHome

Czekamy z ciekawością na kolejny III kw. bieżącego roku. Jeśli ceny od lipca do września pozostaną na poziomie porównywalnym do dzisiejszego, będzie to pierwszy kwartał od wielu lat, w którym nie dojdzie do wzrostów cen mieszkań.Ceny mieszkań tab SonarHome

Nastroje Polaków szorują po dnie

Rosnące ceny – inflacja, niepewność jak w niedalekiej przyszłości będzie wyglądała sytuacja ekonomiczna kraju, to powody jakie sprawiają, że nastroje Polaków mocno się osłabiły.

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej prowadzony przez GUS jest badaniem, w którym ankietowani oceniają: własną sytuację finansową, ogólną sytuację ekonomiczną w kraju, ceny towarów i usług, rynek pracy, czy zdolność do dokonywania ważnych zakupów (w tę kategorię wpisują się np. mieszkania).ufność konsumencka

Czy nastroje Polaków wpływają na rynek nieruchomości? Analizując dane historyczne możemy zauważyć korelację pomiędzy trendem wskaźnika koniunktury konsumenckiej a sytuacją na rynku nieruchomości. Wskaźnik prowadzony przez GUS był informacją wyprzedzającą. Oznacza to, że na rynku nieruchomości zmiany w trendach były zauważalne później niż zmiany w nastrojach konsumentów. Przykładowo, po poprzednim kryzysie, nastroje Polaków zaczęły „odbijać” pod koniec 2012 roku, wyraźniejsze zmiany w popycie na mieszkania były natomiast zauważalne od 2014 roku. Bieżący trend spadkowy wskaźnika koniunktury konsumenckiej jest zatem wskazówką na przyszłość dla naszego rynku.

Rynek biurowy w Warszawie – II kwartał 2022

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane na temat warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w II kwartale 2022 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Collier s, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej.

Na koniec czerwca 2022 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niespełna 6 270 300 m kw.

W II kwartale 2022 roku na stołeczny rynek dostarczono 35 600 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w dwóch projektach – SkySAWA (22 800 m kw.) zlokalizowanego w Centralnym Obszarze Biznesu oraz Intraco Prime (12 800 m kw.) w strefie Centrum. Od początku 2022 roku na rynek dostarczono ponad 129 000m kw. powierzchni biurowej, włączając w to sześć projektów oddanych do użytkowania w I kwartale br.

Na koniec II kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 11,9% (spadek o 0,3 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i o 0,6 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2021 roku). Dostępność powierzchni biurowej była na poziomie 747 700 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów spadł do 11,6%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 12,2%.
W drugim kwartale 2022 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął wynik 212 200 m kw. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się strefy COB oraz Centrum. W I połowie roku łączny popyt na biura wyniósł niemal 479 400 m kw.

W okresie od kwietnia do końca czerwca 2022 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł renegocjacjom – 48%, oraz nowym umowom – 45% (włączając umowy przednajmu). Natomiast ekspansje stanowiły 7% zarejestrowanego popytu.

Największymi transakcjami były renegocjacje – odnowienie umowy najmu niemal 21 000 m kw. przez Samsung Electronic Polska (R&D) w budynku Warsaw Spire C, renegocjacja kontraktu na 9 800 m kw. podpisana przez KOWR w Karolkowa Business Park oraz odnowienie umowy najmu na 9 500 m kw. przez poufnego najemcę z branży IT w budynku Warsaw Financial Center.

Rekordowa inflacja w USA. Co dalej z kursem dolara?

Inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych wzrosła do 9,1% r/r – nikt nie oczekiwał w konsensusie Bloomberga tak wysokiego odczytu. Nic dziwnego, że oczekiwania na podwyżki w USA podskoczyły i EURUSD znowu przetestował parytet. Fed musi udowodnić, że jest w stanie sprowadzić inflację w dół i przede wszystkim oczekiwania inflacyjne.Rekordowa inflacja w USA

Inflacja kontynuuje wzrosty, przypominając impuls z lat 70. Na ten moment inflacja w Stanach Zjednoczonych idzie mocno do góry, choć inflacja bazowa nieco spada – to efekt mniejszej dynamiki cen np. samochodów. Jednak ceny związane z rynkiem nieruchomości wciąż rosną, pomimo wyższych stóp procentowych.  Źródło: Macrobond, XTBRekordowa inflacja w USA 2

W  oczy rzuca się przede wszystkim dalszy wzrost kosztów związany z paliwami – tutaj największy skok kontrybucji. Oczywiście koszty związane z mieszkaniem (schronieniem) w dalszym ciągu rośnie. Tutaj również mocny wzrost po stronie kosztów mediów. Spada jednak dynamika cen samochodów – ceny wciąż rosną, ale od 3 miesięcy z rzędu ta dynamika spada, co powoduje spadek cen inflacji bazowej. Źródło: Macrobond, XTB

Rynek stóp procentowych bardzo mocno zareagował. Jeszcze wczoraj wycena 74-75 pb podwyżki w lipcu, a dzisiaj prawie 84 punkty bazowe. W sumie z wrześniem oznacza to, że mamy wycenę dwóch podwyżek o 75 punktów bazowych. Na tym etapie wydaje się to mało prawdopodobne, ale nie można wykluczyć takiego ruchu jak podwyżka o 100 pb w lipcu i 50 pb bazowych we wrześniu. Zobaczymy jak będą wyglądały najbliższe komentarze ze strony bankierów Fed. Niemniej mocne podwyżki do 3,5% do końca roku są raczej pewne.Rekordowa inflacja w USA 4

Do grudnia mamy wycenę 3,6%, czyli niemal 200 punktów bazowych od obecnych poziomów. To oznacza, że powinniśmy oczekiwać stopy rzędu 3,5% na koniec tego roku. Rynek widzi, że już od kwietnia-czerwca możliwe są obniżki. Z drugiej strony część członków Fed widzi do połowy przyszłego roku stopy blisko 4%. Źródło: BloombergRekordowa inflacja w USA 4

Najmocniej zyskały oczekiwania dotyczące wrześniowej podwyżki. W sumie oczekiwania na dwa najbliższe posiedzenia dają szanse na podwyżkę o 150 punktów bazowych! Rynek widzi jednak koniec podwyżek na koniec tego roku, z małą szansą na grudniowy ruch. To oznacza możliwych agresywnych podwyżek (frontloading) z oczekiwaniem na szybkie obniżki nawet już w przyszłym roku. Źródło: BloombergRekordowa inflacja w USA 5

EURUSD przetestował parytet. Jednak agresywne podwyżki i możliwa recesja mogą sugerować, że dolar nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Źródło: xStation5

Autor: Michał Stajniak, analityk XTB

Kogo szukali pracodawcy w I półroczu 2022

597 000 – to liczba ofert pracy, które zamieścili pracodawcy w I półroczu 2022 roku w serwisie Pracuj.pl. Minione 6 miesięcy to kolejny rekordowy okres pod względem aktywności rekrutacyjnej pracodawców. Zmiany na rynku pracy  napędzają zapotrzebowanie na kadry, a także wpływają pozytywnie na treść, atrakcyjność i różnorodność ogłoszeń. Zaobserwować można było także trendy związane z pracą zdalną i kompetencjami cyfrowymi. Uwagę przyciąga ponadto wpływ inflacji i sytuacji gospodarczej na rekrutację. Zapraszamy do lektury raportu Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów. I półrocze 2022”.

I półrocze 2022 roku. Najważniejsze informacje:

  • Blisko 600 000 ofert zamieszczonych w Pracuj.pl w I półroczu 2022 roku.
  • IT po raz pierwszy na szczycie najpopularniejszych specjalizacji (24% ofert).
  • Duże zapotrzebowanie na sprzedawców i pracowników fizycznych.
  • Największa aktywność finansów i bankowości wśród branż (firm).
  • Coraz większa liczba ofert z pracą zdalną oraz widełkami wynagrodzeń.
  • 36% ogłoszeń pochodzących ze specjalizacji z istotną rolą kompetencji cyfrowych.

Rekordowe półrocze w czasach wyzwań

I półrocze 2022 roku to fascynujący czas dla obserwatorów trendów HR i zmieniających się tendencji w obszarze życia zawodowego. Minione pół roku upłynęło pod znakiem rozpędzonego rynku rekrutacji, oferującego jeszcze większy wybór ofert, a także pod kątem szerszego otwierania się pracodawców na oczekiwania kandydatów. Z drugiej strony jednak tym zjawiskom towarzyszyły m.in. wybuch wojny w Ukrainie, rosnąca inflacja, spirala płacowo-cenowa czy niełatwy powrót części firm do biur, czyli zjawiska wpływające tak na całą gospodarkę, jak i na poszczególne firmy i kandydatów.

W obliczu tak różnorodnych wyzwań, skala rekrutacji w I półroczu 2022 roku pozwala oceniać sytuację rynkową dość optymistycznie. Udowadnia ona siłę rynku pracy, a także apetyt pracodawców i kandydatów na pozytywną zawodową zmianę. Między styczniem, a czerwcem 2022 roku w Pracuj.pl ukazało się 597 000 ogłoszeń o pracę, czyli o 35% więcej, niż w analogicznym okresie w ub.r.

Rekordowy okazał się okres między styczniem a marcem, gdy ukazało się 312 000 ofert. Wówczas również skala zachorowań na koronawirusa zaczęła szybko spadać po szczycie z przełomu stycznia i lutego bieżącego roku, znoszono kolejne obostrzenia, co mogło wpływać pozytywnie na aktywność rekrutacyjną. W stosunku do I kwartału 2022 aktywność pracodawców nieco spadła między kwietniem i czerwcem, gdy zamieszczono 285 000 ogłoszeń. Na spadek ten niewątpliwie mogły mieć wpływ zjawiska makrogospodarcze, takie jak m.in. negatywne odbijanie się inflacji i rosnących płac na możliwościach rekrutacyjnych części firm czy też wpływ wojny w Ukrainie na klimat inwestycyjny w Polsce. Należy jednak podkreślić, że mieliśmy wciąż do czynienia z czasem wyjątkowo intensywnej rekrutacji na tle minionych lat.

Specjalizacje poszukiwane w I półroczu 2022

Na pierwszym miejscu w zestawieniu najbardziej popularnych specjalizacji, po raz pierwszy w historii badania, znaleźli się specjaliści ds. IT. Kierowano do nich blisko co czwartą ofertę w Pracuj.pl (24%) w badanym okresie. Na wynik ten złożyły się oferty dla specjalistów ds. rozwoju oprogramowania (16% wszystkich ogłoszeń) oraz administracji IT (8%). Tak duże zainteresowanie ekspertami ds. technologii dowodzi rosnącej roli kompetencji cyfrowych na rynku pracy oraz jeszcze większego, niż dotychczas wyboru ofert dla osób rozwijających się w tym obszarze.

Na drugim miejscu zestawienia, z nieznacznie niższą liczbą ogłoszeń od IT, znaleźli się specjaliści ds. sprzedaży – dotychczasowy lider zestawienia. Do nich również kierowanych było 24% ofert na portalu. Czynnikiem, który mógł wpływać pozytywnie na popularność tej grupy było uspokajanie się sytuacji pandemicznej, generujące większą aktywność centrów handlowych i działów sprzedaży. Negatywnym czynnikiem była natomiast inflacja, wpływająca na postawy zakupowe Polaków i firm, a także na koniunkturę w handlu.

Na trzecim miejscu znaleźli się pracownicy obsługi klienta, do których kierowano 13% ogłoszeń w serwisie. Tuż za nimi uplasowali się pracownicy fizyczni, którzy również mogli wybierać spośród 13% ogłoszeń. To z kolei specjalizacja, w której w ostatnich półroczach zaobserwować można było wyraźny wzrost zainteresowania pracodawców – o czym więcej piszemy w dalszej części raportu. Na piątym miejscu wśród najpopularniejszych specjalizacji uplasowała się inżynieria (10%).

Najbardziej aktywne branże w I półroczu 2022

W I półroczu 2022 roku pracowników poszukiwały najczęściej przedsiębiorstwa specjalizujące się w finansach i bankowości, odpowiedzialne za 11% ofert pracy w Pracuj.pl. Na drugim miejscu niewiele za nimi znalazła się branża IT, z której pochodziło co dziesiąte ogłoszenie. Na trzecim miejscu podium uplasowali się pracodawcy z obszaru handlu detalicznego / B2C, czyli m.in. operatorzy sieci sklepów spożywczych, dyskontów, galerii handlowych (9% ogłoszeń).

Stosunkowo wysoką aktywnością wykazywały się ponadto firmy z branży produkcyjnej (7%), budowlanej (6%) oraz z obszaru handlu i sprzedaży B2B (5%). Szczególnie w przypadku obszaru produkcji i budownictwa na aktywność rekrutacyjną mógł mieć wpływ znaczący odpływ wielu pracowników z Ukrainy płci męskiej, którzy w obliczu agresji Rosji na swój kraj postanowili do niego wrócić.

Województwa z największą liczbą ofert

Co piąte ogłoszenie publikowane na Pracuj.pl w I półroczu 2022 roku pochodziło od pracodawców z województwa mazowieckiego (20% wszystkich ofert na portalu), plasując go zdecydowanie przed innymi częściami Polski. Na czołowych miejscach obok niego znalazły się dolnośląskie (10%), a także śląskie, małopolskie i wielkopolskie (po 9%). Na kolejnych miejscach uplasowały się województwa pomorskie (7%) oraz łódzkie (6%).

Warto zauważyć, że udział województw w całej puli ofert pracy jest wyznaczany na podstawie deklarowanej lokalizacji firmy lub jej oddziału, który rekrutuje pracownika. W obliczu wzrostu popularności pracy zdalnej warto wziąć pod uwagę, że ostatecznie zrekrutowany pracownik niekoniecznie będzie faktycznie wykonywać obowiązki w tym województwie. Trend ten widoczny jest m.in. w branży IT, kreatywnej czy w usługach biznesowych, gdzie dostrzegalne są migracje części pracowników do mniejszych miast czy rodzinnych regionów.

Kompetencje cyfrowe w cenie

Aż 36% ofert zamieszczonych w serwisie w I półroczu 2022 roku dotyczyło specjalizacji, w których rola kompetencji cyfrowych jest już wysoka lub dynamicznie rośnie – w tym IT, marketingu, reklamy, grafiki, e-commerce czy badań i rozwoju. Te dane wskazują, że rola kompetencji cyfrowych wykracza znacznie ponad samą specjalizację IT, do której było kierowane 24% ofert.

Co więcej, warto zauważyć, że wyraźny wzrost znaczenia obszarów, w których kompetencje cyfrowe odgrywają szczególnie istotną rolę, widoczny jest na przestrzeni ostatnich miesięcy. O ile bowiem jeszcze w III kwartale 2021 roku do tego grona można było zaliczyć 25% ofert pracy zamieszczonych w Pracuj.pl, o tyle już w ostatnich trzech miesiącach ub.r. było to 32%, a w minionych dwóch kwartałach – 36% wszystkich ogłoszeń.

Mocna pozycja pracy fizycznej

W I półroczu 2022 roku dostrzegalny był nadal widoczny od dłuższego czasu wzrost zainteresowania pracodawców pracownikami fizycznymi. W minionych 6 miesiącach stanowili oni czwartą najbardziej popularną specjalizację w serwisie Pracuj.pl. Na zapotrzebowanie pracodawców na tę grupę kandydatów niewątpliwie wpływa zniknięcie z polskiego rynku pracy mężczyzn  pochodzących z Ukrainy. Wiele firm stanęło niemal z dnia na dzień przed wyzwaniem pilnego zastąpienia części kadry nowymi pracownikami.

Wzrost liczby rekrutacji pracowników fizycznych widoczny jest w statystykach serwisu Pracuj.pl, któru w ostatnich latach stał się coraz bardziej dopasowany do potrzeb tej grupy specjalistów i rekrutujących ją pracodawców. Jeszcze w I półroczu 2021 roku do pracowników fizycznych kierowano 50 000 ogłoszeń. W II półroczu 2021 roku było ich już 70 000, a w ostatnich sześciu miesiącach liczba ta dodatkowo wzrosła do 77 000.

Praca zdalna i hybrydowa w ofertach pracy

Choć wielu pracodawców po uspokojeniu się sytuacji pandemicznej podjęło decyzję o częściowym lub pełnym powrocie zespołów do biur, ostatnie miesiące dowiodły, że praca zdalna i hybrydowa (wykonywana częściowo w siedzibie firmy, a częściowo poza nią) utrzymują swoją rolę jako ważne i często występujące modele wykonywania obowiązków. Stały się one ponadto istotnym elementem ofert zatrudnienia.

Łącznie aż 27% ogłoszeń widniejących na portalu Pracuj.pl pod koniec I półrocza 2022 roku dotyczyło pracy zdalnej lub hybrydowej. Wykonywanie zadań w pełni poza siedzibą firmy umożliwiało 16% ofert. W stosunku do sytuacji z końca 2021 roku widoczny jest niewielki spadek liczby ofert w pełni zdalnych, ale najwyższy w historii udział ofert umożliwiających przynajmniej częściową pracę spoza biura.

Utrzymująca się wysoka popularność pracy zdalnej i hybrydowej jest odpowiedzią na oczekiwania pracowników. Według badań Pracuj.pl większość osób, które w pandemii realizowały obowiązki w ten sposób, nie chce z niego rezygnować.

Widełki zarobków w ofertach pracy

W obliczu rywalizacji o kandydatów wyraźnie dostrzegalne są zmiany w podejściu do jawności widełek wynagrodzenia. Pod koniec I półrocza 2022 roku już 12% aktywnych ogłoszeń w Pracuj.pl zawierało informacje o możliwym przedziale zarobków na danym stanowisku. To liczba wyraźnie wyższa od tej sprzed wybuchu pandemii. Można przypuszczać, że rosnący popyt na pracowników i mocniejszy nacisk na negocjacje ze strony kandydatów powoli, ale systematycznie wpływają na gotowość do ujawniania zarobków. Wspierając ten pozytywny trend, Grupa Pracuj już od kilku lat prezentuje widełki zarobków we wszystkich swoich ofertach zatrudnienia i zachęca do tego pozostałych pracodawców.

Wśród specjalizacji, w których dostrzegalny jest najwyższy odsetek ogłoszeń z widełkami zarobków, wyróżniają się te związane z kompetencjami cyfrowymi. Na informacje o kwocie wynagrodzenia już na poziomie oferty mogą często liczyć eksperci z obszaru e-commerce i usług internetowych (25%) oraz zajmujący się rozwojem oprogramowania (23%). Powyżej średniej plasują się także m.in. pracownicy z obszaru marketingu (18%), nieruchomości (16%) oraz transportu i logistyki (15%).

Coraz więcej pracy dla początkujących

Pandemia koronawirusa, wyznaczająca wiele reguł gry w świecie rekrutacji i pracy w ciągu ostatnich dwóch lat, miała także znaczne konsekwencje dla osób rozpoczynających karierę zawodową. Szczególnie w pierwszym półroczu pandemii dostrzegalny był spadek liczby ofert stażów i praktyk, a pracodawcy chętniej zatrudniali osoby z przynajmniej paroletnim doświadczeniem zawodowym. Jednak po tym etapie początkowego szoku sytuacja się poprawiła, czego dowodem była m.in. bardzo duża aktywność pracodawców podczas kolejnych edycji Festiwalu Pracy JOBICON online.

I półrocze 2022 roku dowiodło, że osoby będące na początku karier zawodowych mają obecnie spory wybór możliwości rozwoju. Między styczniem i czerwcem ukazało się łącznie ponad 88 tysięcy ogłoszeń kierowanych do stażystów, praktykantów, młodszych specjalistów i asystentów. To 15% wszystkich ofert w serwisie.

Komentarz: Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny Grupy Pracuj

Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny Pracuj.pl, komentuje trendy na rynku pracy w I półroczu 2022 roku oraz wyzwania, przed którymi stają pracodawcy i kandydaci.

Wieloletnie doświadczenie pracy w branży rekrutacyjnej podpowiada, że najlepsze efekty przynosi w niej połączenie optymizmu i innowacyjności ze zdolnością obiektywnej oceny sytuacji. To podejście szczególnie ważne w czasach, gdy liczba ofert pracy bije historyczne rekordy, ale jednocześnie otoczenie przynosi wyzwania gospodarcze i geopolityczne. Przyglądaniu się pozytywnym trendom powinien dziś towarzyszyć więc namysł nad tym, jak przedłużyć dobre efekty, nie zapominając o zarysowujących się wyzwaniach.

Na I półrocze 2022 roku złożyły się dwa kwartały rekordowe na tle minionych lat pod względem skali rekrutacji. Blisko 600 000 ofert w serwisie Pracuj.pl zamieszczonych w ciągu zaledwie sześciu miesięcy to wynik, którego jako kadra zarządzająca Grupy Pracuj jeszcze ledwie kilka lat temu nie bylibyśmy skłonni prognozować. Sposób, w jaki pracodawcy, pracownicy i kandydaci wyszli z wyzwań pandemii budzi ogromny szacunek i po raz kolejny podkreśla potencjał, jaki drzemie w polskiej gospodarce i pracujących na jej rzecz talentach.

Rozgrzany rynek rekrutacji nie istnieje jednak w próżni. Minione sześć miesięcy przyniosło zarówno rozwój dobrze znanych pozytywnych trendów, jak i wyzwania związane z wybuchem konfliktu w Ukrainie czy sytuacją gospodarczą. Optymizmowi wynikającemu z pojawiania się jeszcze bardziej atrakcyjnych, różnorodnych i bogatych w szczegóły ofert towarzyszyć musi więc refleksja nad tym, na co powinniśmy się uodpornić w najbliższej przyszłości. Na kilka kwestii warto zwrócić szczególną uwagę.  Od tego, jak zaadresujemy wyzwania i powstające przed nami szanse zależy, jaki obraz rynku pracy wyłoni się w kolejnych miesiącach.

NOTA INFORMACYJNA

Niniejsze zestawienie oparte zostało na danych wewnętrznych Grupy Pracuj, przedstawiających statystyki ogłoszeń zamieszczonych przez pracodawców w serwisie Pracuj.pl w 2021 roku. Dane w niniejszym zestawieniu obejmują wszystkie oferty pracy opublikowane w serwisie Pracuj.pl w omawianym okresie, widoczne dla użytkowników serwisu jako pojedyncze ogłoszenie w danej lokalizacji serwisu. Prezentowanych danych nie należy utożsamiać z liczbą projektów rekrutacyjnych oferowanych przez Grupę Pracuj swoim klientom (pracodawcom), na które składają się: ogłoszenia o pracę (jedno lub więcej w ramach jednego projektu rekrutacyjnego) oraz dodatki budujące zasięg i zwiększające liczbę CV wysyłanych przez kandydatów (ang. add-ons).

Prezes InventionMed zwiększa swoje zaangażowanie w akcje Spółki

InventionMed S.A., notowana na NewConnect, technologiczna firma z branży medycznej, której flagowym rozwiązaniem jest TutorDerm – edukacyjny symulator medyczny wykorzystujący m.in. technologię VR – poinformowała o zakupie 41 381 akcji Spółki przez jej Prezesa Zarządu, Tomasza Kierula. Zwiększenie zaangażowania ma związek z planowaną emisją akcji InventionMed. Wcześniej  zamiar wzięcia udziału w ewentualnej emisji akcji zadeklarowało SoftBlue SA – obecnie największy akcjonariusz Spółki.

– Sytuacja geopolityczna oraz rynkowa wymaga ograniczenia ryzyk wynikających z otoczenia w jakim się znajdujemy. Celem emisji akcji serii F jest zapewnienie Spółce odpowiedniego buforu bezpieczeństwa pozwalającego na dalszy rozwój flagowych projektów. Planowane podwyższenie kapitału odbędzie się z zachowaniem prawa poboru dla akcjonariuszy posiadających akcje w dniu prawa poboru, pozwoli to dotychczasowym akcjonariuszom InventionMed na równe partycypowanie w podwyższeniu kapitału. – powiedział Tomasz Kierul, prezes zarządu InventionMed – Dlatego prywatnie jako akcjonariusz zdecydowałem się na zwiększenie swojego zaangażowania w InventionMed. Wierzę w nasz projekt i jego komercjalizację. Cieszę się, że nasze wysiłki i argumentacja jest dostrzegana również przez naszego największego akcjonariusza – spółkę SoftBlue, która zadeklarowała chęć wzięcia udziału w emisji. – dodaje. Tomasz Kierul w tym momencie posiada ponad 85 000 akcji spółki.

Pod koniec czerwca br. akcjonariusze InventionMed podjęli na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy  uchwałę ws. podwyższenia kapitału zakładowego Spółki poprzez emisję 101.393.580 akcji serii F o wartości nominalnej 0,10 PLN. Emisja odbędzie się z zachowaniem prawa poboru dla wszystkich osób będących akcjonariuszami na dzień 26 września 2022 r. (dzień prawa poboru).

Flagowym projektem Spółki jest TutorDerm, czyli symulator medyczny, który został stworzony dla potrzeb edukacji z dziedziny dermatologii klinicznej i estetycznej. Produkt w swym działaniu wykorzystuje technologię wirtualnej rzeczywistości. Symulowanie działań TutorDerm dostarcza wrażenie immersji środowiska wizualnego oraz czucia, co umożliwia praktykowanie zabiegów m. in. lekarzom, kosmetologom oraz studentom. W pierwszej połowie kwietnia br. sprzęt został wypożyczony przez Warszawski Uniwersytet Medyczny. Następnie pod koniec maja br. w Collegium Medicum w Bydgoszczy miał miejsce cykl pilotaży z wykorzystaniem TutorDerm. Spółka wraz z zakończeniem pilotażu w Collegium Medicum poszukuje współpracy z następnymi ośrodkami medycznym.

Spółka kontynuuje również budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego w Bydgoszczy, tj. centrum innowacyjnych technik symulacji medycznych i rehabilitacyjnych w oparciu o wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość oraz autorską technologię podwójnej immersji.

– Finansowanie na dokończenie budowy Centrum Badawczo-Rozwojowego jest przez Spółkę zapewnione. Prace budowlane przebiegają zgodnie z zaakceptowanym harmonogramem przez instytucje, które udzieliły nam dofinansowania. – zakończył Tomasz Kierul.

Inwestycja o wartości niecałych 30 milionów złotych otrzymała dofinansowanie z Programu Operacyjnego Innowacyjny Rozwój w wysokości ponad 16 milionów złotych.

Zadłużone firmy konsultingowe doradzają klientom i liczą na zapłatę

W ciągu niespełna czterech lat zadłużenie firm konsultingowych działających na polskim rynku wzrosło o 70 proc., do 263,1 mln zł – podaje Krajowy Rejestr Długów. Doradzanie innym przedsiębiorstwom w kwestiach podatkowych, księgowych czy prawnych nie idzie w parze z własną dyscypliną płatniczą. Co gorsza, firmy z branży konsultingowej nie mogą odzyskać pieniędzy od swoich klientów, którzy są im winni 449,4 mln zł.

Jeszcze w 2018 r. zaległości finansowe podmiotów z tego segmentu wynosiły 184 mln zł. Miało je 5413 firm. Średnie zadłużenie sięgało wówczas 34 tys. zł. W pandemii ich sytuacja znacznie się pogorszyła. We wrześniu 2021 r. suma niezapłaconych faktur i rachunków poszybowała do 345,8 mln zł, liczba dłużników do 7228, a przeciętna kwota niezapłaconych faktur i rachunków do 47,8 tys. zł. Od tego czasu zadłużenie zaczęło spadać, choć w lutym bieżącego roku znów podskoczyło. Dziś wynosi 263,1 mln zł, średni dług to 36,3 tys. zł, a liczba dłużników 7249 – najwięcej w ujęciu historycznym.

Doradzają nie tylko korporacje

Najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów, dotyczące zaległości płatniczych, obejmują firmy prowadzące działalność prawniczą, rachunkowo-księgową, doradztwo podatkowe oraz związane z zarządzaniem.

Należy wziąć pod uwagę, że branża konsultingowa jest zwykle postrzegana przez pryzmat dużych, wiodących korporacji zajmujących się doradztwem podatkowym i audytem. Tymczasem tworzy ją także liczna grupa mniejszych firm, w tym jednoosobowych działalności gospodarczych. Ma to odzwierciedlenie w naszej bazie danych. Gros długu obciąża właśnie JDG-i. Mają one do zapłacenia 140,5 miliona złotych. Z kolei przedsiębiorstwa i instytucje 121,7 miliona złotych. Reszta, czyli 888 tysięcy złotych, to długi spółek cywilnych – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Konsulting za drogi dla małych firm

Według raportu dotyczącego rynku usług konsultingu, opublikowanego w 2020 r. przez Centrum Analiz Fundacji Prospekt, najwięcej, bo po 56 proc. polskich przedsiębiorstw, korzysta z doradztwa prawnego i marketingowego, 31 proc. z księgowego, a niemal co 5. z podatkowego. 1/3 badanych nie kupuje takich usług. Co nie znaczy, że są z nimi na bakier – prawie 29 proc. decyduje się na nie raz na rok, a prawie co 4. raz na kwartał. Z cotygodniowego wsparcia doradcy korzysta zaledwie 5 proc. badanych i są to przedsiębiorcy posiadający firmy z przychodem powyżej 5 mln zł. Porównując częstotliwość zakupu doradztwa do przychodów, wyraźnie widać, że im więcej jest w biznesie pieniędzy, tym bardziej właściciele są chętni do korzystania z zewnętrznych usług. Ponad połowa z tych, którzy zadeklarowali, że nie wspierają się konsultingiem, prowadzi firmy o przychodzie poniżej 100 tys. zł. Dla polskich przedsiębiorców barierą w korzystaniu z firm konsultingowych są bowiem koszty.

Rodzime firmy, w przeciwieństwie do zachodnich rynków, nie mają ugruntowanego zwyczaju korzystania z konsultingu biznesowego, obejmującego szerokie doradztwo strategiczne. Na taką pomoc decydują się najczęściej przedsiębiorcy i menedżerowie, którzy zdają sobie sprawę, że bez specjalistycznej wiedzy nie uda im się pójść dalej z rozwojem.

Doradcy podatkowi najmocniej zadłużeni

Jak wynika z najnowszych danych KRD, najbardziej zadłużone są podmioty zajmujące się doradztwem związanym z zarządzaniem. Przypada na nie 109,9 mln zł zaległości. Spółki prawnicze mają do oddania 64,4 mln zł, natomiast prowadzące działalność rachunkowo-księgową i doradztwo podatkowe – 62 mln zł.

Patrząc przez pryzmat średniego zadłużenia, prym wiodą podmioty zajmujące się badaniami naukowymi i pracami rozwojowymi – na jedną firmę przypada przeciętnie 54,1 tys. zł zaległości. Drudzy są prawnicy z sumą 43,6 tys. zł, a kolejni doradcy odpowiedzialni za zarządzanie, ze średnią kwotą długu 42,8 tys. zł.

Pod względem regionów najwyższe łączne zadłużenie – 96 mln zł – mają firmy konsultingowe z Mazowsza. Za nimi jest województwo śląskie z kwotą 31,1 mln zł, a podium zamyka Dolny Śląsk, gdzie doradcy powinni uregulować 24,5 mln zł. Najmniej problemów z płatnościami ma Podlasie, gdzie długi wynoszą 1,6 mln zł.

Na pieniądze od firm konsultingowych czekają przede wszystkim banki, ubezpieczyciele i firmy windykacyjne – kwota 161,9 mln zł to ponad połowa ich całego długu. Problem z przepływem pieniędzy widać też w samej branży, gdyż 22,5 mln zł to nieuregulowane faktury wobec… innych firm doradczych. Natomiast 15 mln zł stanowią zaległości wobec podmiotów zajmujących się działalnością informacyjną i komunikacyjną, głównie firm z branży IT.

Klienci nie płacą firmom konsultingowym

Wiarygodność finansowa w branży doradztwa jest szczególnie ważna, gdyż buduje ona zaufanie kontrahentów. Profesjonalizm podmiotów konsultingowych mierzy się ich kompetencjami i trafnymi rozwiązaniami tworzonymi dla klientów, ale istotną rolę odgrywa też dyscyplina płatnicza. Firmom tym nie pomaga jednak to, że same mają zamrożone u klientów aż 449 milionów złotych. Tyle są im winni kontrahenci, dla których świadczyły one swoje usługi – mówi Andrzej Kulik, ekspert programu Rzetelna Firma.

Najmniej solidne w regulowaniu należności wobec firm doradczych są przedsiębiorstwa transportowe i magazynowe, które zalegają im z zapłatą 102,4 mln zł. Z kolei 94,2 mln zł są winne przedsiębiorstwa handlowe, a 57,4 mln zł sektor budowlany.

Firmy konsultingowe słono płacą za niewywiązywanie się z regulowania zobowiązań przez kontrahentów, gdyż w ich przypadku wartość wierzytelności przewyższa kwotę długów. To utrudnia funkcjonowanie na rynku i tworzy błędne koło: kontrahenci nie płacą, więc doradcy nie mają z czego pokryć swoich rachunków. Taka sytuacja może pogłębiać problemy finansowe branży, dlatego konieczne jest odblokowanie gotówki. Można to zrobić, kierując zaległe faktury do windykacji polubownej, która przywraca pieniądze do obiegu, a jednocześnie pomaga zachować dobre kontakty handlowe z klientami. Jak pokazuje badanie, które przeprowadziliśmy na przedsiębiorcach, firmy korzystające z windykacji polubownej są postrzegane jako wiarygodne i odpowiedzialnie podchodzące do zapłaty za swoją pracę. Wskazało tak trzy czwarte ankietowanych – podsumowuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Brak czasu to w Polsce główna przeszkoda w prawidłowych relacjach pacjent-medyk

Jakie czynniki mogą utrudniać prawidłowe relacje na linii pacjent-personel medyczny? – Przede wszystkim brak czasu. Na ten problem wskazywało aż 92 proc. lekarzy i 42 proc. pacjentów – wskazał prof. Zbigniew Izdebski, przywołując wyniki swoich badań.

9 czerwca rozpoczęła się I edycja Kongresu Humanizacji Medycyny. Zaproszeni eksperci rozważali zagadnienie humanizacji procesu diagnostyczno-terapeutycznego oraz systemu ochrony zdrowia bardzo szeroko i w wielu aspektach. Wśród podjętych wątków pojawiła się też kwestia humanistycznego podejścia do pacjenta przez wszystkich uczestników procesu diagnostyki i leczenia – z naciskiem na podkreślenie różnorodności kontaktu przedstawicieli różnych zawodów medycznych z chorym.

Komunikacja na linii pacjent – personel medyczny. Przebadano ponad 4 tys. osób

Podczas kongresu wyniki swoich badań – których realizację wsparła grantem Agencja Badań Medycznych – dotyczących poziomu humanizacji systemu ochrony zdrowia oraz procesu leczenia, przedstawił prof. Zbigniew Izdebski. Jedną z kwestii, nad którą pochylił się prof. Izdebski, była prawidłowa komunikacja z perspektywy pacjentów, ale i pracowników systemu. Celem badania była próba określenia tego, co utrudnia nawiązanie prawidłowych i satysfakcjonujących obie stronty relacji pacjent-medyk.

Właściwe badania – poprzedzone etapem pilotażu – przeprowadzono w 114 jednostkach medycznych. W sumie przebadano 4012 osób. Autorzy badania starali się uwzględnić różnorodność systemu ochrony zdrowia: projektem objęto 94 szpitale i 20 poradni z całej Polski (w tym 205 lekarzy, 1233 pielęgniarek i położnych, 169 ratowników medycznych, 436 z pozostałego personelu medycznego oraz 1672 pacjentów)

– Jakie otrzymaliśmy wyniki na pytanie o poziom humanizacji medycyny ze strony pracowników ochrony zdrowia i pacjentów? Wszyscy wskazywali, że w największym stopniu ważna jest jasna i zrozumiała komunikacja, poświęcenie czasu pacjentowi, uprzejme traktowanie, staranność i dokładność wykonywanych działań oraz przedstawienie procesu leczenia, koniecznych do wykonania procedur oraz potencjalnych skutków ubocznych leczenia. Bardzo mocno podkreślono indywidualne podejście do pacjenta – zwrócił uwagę prof. Izdebski.

W komunikacji medyk-pacjent najbardziej doskwiera brak czasu

W trakcie badania pacjentów i pracowników zapytano, co według nich jest najważniejsze w komunikacji medyk-pacjent. Indywidualne podejście – tak zadeklarowało 32 proc. pacjentów; wśród pracowników było to najbardziej istotne dla pielęgniarek: tę odpowiedź wybrało 52 proc. z nich. Staranność wykonywanych działań była najważniejsza dla ratowników medycznych. Jasna i zrozumiała komunikacja z pacjentem była ważna dla wszystkich pracowników OZ, ale ponownie najczęściej wskazywali na nią ratownicy medyczni. 38 proc. pacjentów zadeklarowało, że ważne jest dla nich wysłuchanie i poświęcenie im czasu przez personel – jedynie 16 proc. pracowników OZ wskazywało, że jest to dla nich istotne. Z kolei aż 64 proc. pracowników wskazało, że ważna jest dla nich prawidłowa komunikacja werbalna (najważniejsza dla pielęgniarek).

– Jakie czynniki mogą utrudniać prawidłowe relacje na linii chory – personel? Przede wszystkim brak wystarczającego czasu. Na ten problem wskazywało aż 92 proc. lekarzy i 42 proc. pacjentów. Na nadmierną biurokrację najczęściej wskazywali lekarze, na braki kadrowe personel pielęgniarski. 25 proc. pacjentów twierdzi, że przeszkodą w nawiązaniu dobrych relacji jest brak zainteresowania chorymi przez personel, podobnego zdania – w zależności od grupy zawodowej – było od 9 do 15 proc. pracowników. Na trudności w uzyskaniu informacji od pacjentów wskazywali ratownicy medyczni. 17 proc. pacjentów wskazało na arogancję i wywyższanie się ze strony personelu. 35 proc. ratowników skarży się na to samo ze strony pacjentów – zwrócił uwagę prof. Izdebski.

Większość pacjentów i lekarzy zgodnie wskazała, że pandemia COVID-19 pogorszyła relacje chorych i pracowników OZ. Co jednak warte odnotowania, pacjenci docenili łatwiejszy dostęp do uzyskania recept, ale negatywnie ocenili brak możliwości kontaktu z lekarzem.

Lekarz wcale nie musi być liderem zespołu terapeutycznego?

Wydaje się, że ze wszystkich zawodów medycznych to diagności laboratoryjni mają najmniej bezpośredni kontakt z pacjentem. Jak przyznała Alina Niewiadomska, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, diagności laboratoryjni mają kontakt z chorym w zasadzie podczas pojedynczych procedur.

– Pacjent musi prawidłowo zinterpretowany wynik badania laboratoryjnego, do czego konieczny jest kontakt z odpowiednio przygotowanym do tego specjalistą. Obecnie oferta badań świadczonych przez laboratoria jest bardzo szeroka. Czy każdy pacjent jest przygotowany na to, że sam zleca sobie badanie i następnie interpretuje jego wynik? Nie możemy pacjentów zostawiać z tym samych – wskazała prezes KRDL.

Jak dodała, bardzo wielu pacjentów, mimo uzyskania niekorzystnych wyników badań, nie zgłasza się do lekarza. Na drugim biegunie częstotliwości kontaktu z pacjentem znajduje się personel pielęgniarski.

– Lekarz zjawia się okazjonalnie. Nie stawiałabym go lidera zespołu terapeutycznego, ale jako jego członka, ponieważ wszyscy pracownicy ochrony zdrowia powinni starać się, by taki dobrze funkcjonujący zespół stworzyć. Kiedyś pielęgniarki były zawodem pomocniczym, ale dziś jesteśmy zawodem w pełni samodzielnym. Największą barierą w sprawowaniu prawidłowej opieki stanowią w tej chwili dla pielęgniarek braki kadrowe – zwróciła uwagę Mariola Łodzińska z NRPiP.

Eksperci zgodzili się, że na relacje interpersonalne należy zwrócić uwagę już na etapie kształcenia przedpyplomowego, ale też w procesie edukowania zdrowotnego pacjentów.

Emilia Grzela

Niedziele handlowe i niehandlowe w sklepach tradycyjnych

Jak wynika z danych M/platform, w niedziele handlowe otwiera się 77% sklepów handlu tradycyjnego. W niedziele niehandlowe otwiera się ich mniej, bo 57%. Przy sprzyjającej pogodzie w czasie niehandlowych niedziel obroty mogą być nawet większe niż w te dedykowane na handel. Struktura zakupów jest natomiast zbliżona do tych w tygodniu.

Handel detaliczny w Polsce ma dwa zupełnie inne oblicza. Z jednej strony sieci handlowe z dużym kapitałem, efektem skali, centralnym planowaniem cen czy mnogością promocji. Z drugiej handel tradycyjny, niezależny, rozdrobniony, szukający dostępu do efektywnych i nowoczesnych mechanizmów promocyjnych. Wprowadzenie niedziel handlowych w 2018 roku miało przede wszystkim umożliwić pracownikom handlu wielkoformatowego odpoczynek w niedziele. Ustawa umożliwiała jednocześnie otwarcie placówek, gdy za ladą stawał właściciel lub bliski krewny, dając w ten sposób przewagę konkurencyjną małym punktom detalicznym, gdy placówki wielkich sieci są zamknięte. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna, ponieważ wiele sklepów sieciowych obchodziło regulacje prawne, otwierając placówki jako punkty pocztowe czy wypożyczalnie książek. Szczególnie w dużych miastach, rozróżnienie na niedziele handlowe i niehandlowe przestawało mieć dla kupujących znaczenie.

Jak wygląda ta sytuacja w sklepach tradycyjnych? Efekt niedzieli handlowej nadal jest widoczny. Dane M/platform wskazują, że w czasie handlowych niedziel otwiera się 77% placówek, a w czasie niehandlowych 57%. Obroty w niedziele stanowią średnio 35-40% obrotów w dniach poniedziałek-piątek.

Większy wpływ na zakupy niż to, czy niedziela jest handlowa lub nie, wywiera upalna pogoda. Doskonale pokazują to trzy dni wokół ostatniej „czerwcówki”: niedziela przed długim weekendem, Boże Ciało i niedziela kończąca długi weekend. Wspomniane niedziele nie były dniami handlowymi, jednak obroty w sklepach tradycyjnych był większe niż w jakąkolwiek niedzielę handlową w tym roku, w tym niedzielę przed Wielkanocą, kiedy zakupowo przygotowujemy się już do świąt. Przyczyną była upalna pogoda, która generuje zwiększoną sprzedaż kategorii sezonowych, jak piwo, napoje czy lody. Co ciekawe, zwiększone obroty wystąpiły pomimo mniejszej liczby otwartych sklepów niż w niedziele handlowe.

Struktura zakupów niedzielnych jest zbliżona do tych w tygodniu. Kategorie o najwyższym udziale w obrotach to papierosy, piwo i wódka. Możemy natomiast mówić o specyfice handlowych niedziel, która jest ściśle związana z kalendarzem, czyli przypadającymi świętami oraz porami roku. Na przykład w niedzielę handlową poprzedzającą Wielkanoc nastąpiły wzrosty sprzedaży – pod względem liczby sprzedanych sztuk – typowo świątecznych kategorii, jak majonez +80%, składniki świątecznych wypieków, jak cukier +45%, mąka +32%, dodatki cukiernicze +123%, a także kategorii porządkowych – płyny do mycia okien +200% i środki do sprzątania +110%. W ostatnią niedzielę czerwca – pierwszą, wakacyjną – widać było wzrosty sprzedaży produktów, których zabrakło nam podczas pakowania, takich jak środki przeciwko owadom, dezodoranty, szczoteczki do zębów, baterie, plastry czy książki. Była też sekcja produktów, które najwyraźniej zabieraliśmy na działkowe wyjazdy – środki do czyszczenia, mycia podłóg, łazienki i WC, worki na śmieci, odświeżacze powietrza – mówi Ewa Rybołowicz, dyrektorka ds. analiz rynkowych M/platform.

Oprócz niedziel niehandlowych, w kalendarzu mamy sporo świąt i dni ustawowo wolnych od pracy. W takie dni część sklepikarzy również decyduje się na otwarcie swoich placówek. W Niedzielę Wielkanocną był to zaledwie co piąty sklep (18%), ale w świąteczny poniedziałek już więcej niż co trzeci (35%). Dla porównania, 1 i 3 maja funkcjonowało 57% punktów tradycyjnych, czyli dokładnie tyle, co w niedziele niehandlowe, a w Boże Ciało działał co drugi punkt (48%).

Z dzisiejszej perspektywy trudno sobie wyobrazić całkowity zakaz handlu. Konsumenci są przyzwyczajeni, że zawsze gdzieś znajdą sklep, w którym awaryjnie dokupią brakujące produkty. Dla sklepikarzy to dodatkowa możliwość zarobku. To ważne, aby to im pozostawić wybór, czy ich sklep może być otwarty czy nie. Dane M/platform pokazują, że placówka otwarta w niedzielę to dodatkowy przychód. W długie weekendy w maju i czerwcu przy pięknej pogodzie obroty placówek dochodziły nawet do 60% średnich obrotów dziennych – podsumowała Ewa Rybołowicz.


Analiza danych sprzedażowych przygotowana na podstawie danych reprezentatywnej próby sklepów wybranych spośród ponad 10 tys. sklepów handlu tradycyjnego z M/platform.

Podwyżki stóp procentowych a możliwości dla kredytobiorców

Przeciętne wynagrodzenie miesięczne w gospodarce narodowej, pomniejszone o potrącone od ubezpieczonej składki na ubezpieczenia emerytalne, rentowe oraz chorobowe, w 2021 r. wyniosło 4944,79 zł. Zakładając cenę lokalu mieszkalnego na poziomie 500 tys. zł, bezdzietne małżeństwo, w którym każdy z małżonków osiąga wyżej wskazane wynagrodzenie, zarobiłoby równowartość tego lokalu po ponad 4 latach. Nie oznacza to oczywiście, że przeciętna dwuosobowa rodzina jest w stanie po takim czasie pozwolić sobie na zakup mieszkania z własnych środków, albowiem obliczenia nie uwzględniają wszystkich potrąceń od wynagrodzenia oraz zakładają brak ponoszenia przez małżonków jakichkolwiek kosztów, co oczywiście w praktyce jest nierealne. Mając to na uwadze zaciągnięcie kredytu hipotecznego to dla wielu gospodarstw domowych, ze względu na wysoką wartość nieruchomości, jedyna możliwość na zakup własnego lokalu mieszkalnego.

Większość kredytów hipotecznych oprocentowana jest zmienną stopą procentową. Oznacza to, że wysokość raty kredytu uzależniona jest od stawki określonej stopy procentowej, najczęściej WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate – stopy procentowej stosowanej przez banki przy udzielaniu pożyczek innym bankom), na której wysokość wpływ ma stopa referencyjna ustalana przez Radę Polityki Pieniężnej NBP.

Stopa referencyjna w maju 2020 r. wynosiła zaledwie 0,1 %. W październiku 2021 r. została podniesiona do 0,5 % i od tego momentu co miesiąc systematycznie rosła. Obecnie wynosi 6,5 % i trudno przewidzieć jak wysoką wartość osiągnie w najbliższym czasie. Wzrost stóp procentowych bezpośrednio wpływa na sytuację kredytobiorców, których raty kredytów znacząco wzrosły, przez co są oni narażeni na utratę płynności finansowej.

Ulgę dla kredytobiorców mają przynieść tzw. „wakacje kredytowe” przewidziane w ustawie z dnia 7 lipca 2022 r. o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych i pomocy kredytobiorcom, która czeka na podpis Prezydenta. Kredytobiorcy będący konsumentami będą mogli złożyć wniosek o zawieszenie spłaty kredytu tylko w stosunku do jednej umowy zawartej w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych. Za konsumenta uważa się osobę fizyczną dokonującą z przedsiębiorcą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową. Wynika z tego, że z „wakacji kredytowych” nie będą mogły skorzystać osoby fizyczne, które zawarły umowę kredytu hipotecznego na zakup nieruchomości przeznaczonej na prowadzenie działalności gospodarczej.

Wymiar zawieszenia spłaty kredytu uzależniono od okresu, którego będzie dotyczył. Od 1 sierpnia 2022 r. do 30 września 2022 r. zawieszenie ma przysługiwać w wymiarze dwóch miesięcy, tj. na cały ten okres. Podobnie wymiar zawieszenia wynoszący dwa miesiące przewidziano w okresie od 1 października 2022 r. do 30 grudnia 2022 r., przy czym należy zwrócić uwagę, że wskazany okres wynosi 3 miesiące, zatem w praktyce kredytobiorca nie będzie mógł zawiesić jednej miesięcznej raty. Od 1 stycznia do 31 grudnia 2023 r. zawieszenie będzie możliwe w wymiarze 1 miesiąca w każdym kwartale.

W okresie zawieszenia spłaty kredytu kredytobiorca będzie obowiązany do ponoszenia opłat z tytułu ubezpieczeń powiązanych z umową o kredyt hipoteczny. W uzasadnieniu projektu ustawy wskazano, że wyłączenie tych opłat z opłat podlegających zawieszeniu spłaty związane jest z koniecznością zachowania ciągłości ochrony ubezpieczeniowej, która zapewnia ochronę m.in. w przypadkach utraty pracy lub w związku ze śmiercią kredytobiorcy.

Spłata kredytu zostanie zawieszona z mocy prawa z dniem doręczenia kredytodawcy stosownego wniosku. Ustawa nie przewiduje wymogu uzyskania przez kredytobiorcę jakiejkolwiek zgody. Co prawda kredytodawca będzie zobowiązany do wystawienia potwierdzenia otrzymania wniosku, w którym wskaże okres, na który została zawieszona spłata kredytu, oraz wysokość opłat z tytułu ubezpieczeń, jednakże brak potwierdzenia nie wpłynie na rozpoczęcie zawieszenia spłaty kredytu.

„Wakacje kredytowe” z pewnością mogą pozwolić części kredytobiorców złapać oddech po okresie systematycznych podwyżek stóp procentowych, ale jest to rozwiązanie, które jedynie umożliwi odłożenie spłaty w czasie i nie spowoduje zmniejszenia zobowiązania względem kredytodawcy.

Kredytobiorcy spełniający określone warunki, m. in. tacy, których wydatki związane z obsługą miesięcznej raty kapitałowej i odsetkowej kredytu mieszkaniowego wynoszą ponad 50% osiąganych przez nich dochodów, mogą skorzystać ze wsparcia lub pożyczki na spłatę zadłużenia przewidzianych w ustawie z dnia 9 października 2015 r. o wsparciu kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy i znajdują się w trudnej sytuacji finansowej. Są to świadczenia zwrotne. Należności tytułem zwrotu mogą być umorzone jedynie w niewielkim zakresie.

Dla części kredytobiorców posiadających kredyt złotówkowy odpowiedzią na znaczący wzrost stóp procentowych może okazać się powództwo o unieważnienie kredytu, podobnie jak miało to miejsce z kredytami frankowymi. Trzeba jednak mieć na uwadze, że nie każda umowa kredytowa zawiera tzw. klauzule abuzywne, czyli niedozwolone postanowienia umowne. W przypadku wątpliwości czy zawarta umowa jest zgodna z prawem najlepiej zwrócić się do kancelarii prawnej, która po dokonaniu szczegółowej analizy konkretnego przypadku przedstawi wszelkie możliwości oraz związane z nimi ewentualne zagrożenia.

Autor: apl. adw. Krzysztof Kleszcz, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Trzeba pilnie rozwijać system elektromobilności w gospodarce

Elektromobilność jest zjawiskiem bardzo młodym – choć jej początki to oczywiście przełom XIX i XX wieku. W tamtym czasie to właśnie elektromobilność napędzała motoryzację – jednak została ona wyparta przez pojazdy spalinowe, które mamy do dziś. Obecnie historia zatacza koło i to pojazdy elektryczne stają się tymi, które mają wszelki potencjał by zdominować rynek na kolejne 10-lecia. Ale żeby tak się stało, potrzeba także odpowiednich regulacji. Przewagi technologiczne samochodów elektrycznych nad konwencjonalnymi są niekwestionowane. Ustawa o elektromobilności z 2018 roku na pewno wprowadziła bardzo wiele potrzebnych zmian i w ogóle wprowadziła temat elektromobilności. Nowelizacja z grudnia 2021 roku dodała do tej ustawy kilka niezbędnych zmian – choćby w obszarze infrastruktury prywatnej i implementacji dyrektywy 844. Obecnie wszystkie nowe budynki publiczne i mieszkalne muszą być wyposażone w kanały kablowe tak, by można zainstalować tam ładowarki do samochodów elektrycznych. Wprowadzone zostały także ułatwienia dla instalacji ładowarek w budynkach mieszkalnych już istniejących oraz szereg innych zmian, które idą we właściwym kierunku. Ale dla tak młodego rynku na pewno nie jest to wystarczające.

– Obecnie jako cel główny wskazujemy poprawę stanu rozwoju infrastruktury ogólnodostępnej, zwłaszcza wobec zwiększających się mocy stacji. Standardem są już dziś stacje 100-150 kW. Za moment to będzie 350 kW. Ale jeśli mówimy o transporcie ciężkim, to mamy już poziom MW. Zatem to są wyzwania, przed którymi musimy stanąć i które musimy rozwiązać – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Obszar przyłączeniowy jest zatem absolutnie krytyczny. Wydaje się, że w kolejnych latach trze dekarbonizować transport, a więc stawiać na rozwój elektrycznego transportu. Zwłaszcza wobec coraz wyższych cen paliw konwencjonalnych. Jednak aby się to się opłacało, musi zostać stworzony cały ekosystem. W takim systemie nie tylko transport będzie zdekarbonizowany, ale cała gospodarka – a moce wytwórcze będą oparte na zielonym paliwie czy na źródłach odnawialnych. To musi funkcjonować jako spójna całość, żeby się opłacało pod względem ekonomicznym – ale co równie ważne, pod względem ekologicznym – wskazuje Mazur.

Europejska branża motoryzacyjna pozostaje w tyle po pandemii

Restrykcje i zakłócenia łańcuchów dostaw związane z pandemią dotknęły całą światową branżę motoryzacyjną, powodując ogromne straty i utrudnienia w produkcji. Miniony rok był testem dla rynków poszczególnych krajów. W 2021 r. państwom takim jak USA czy Indie udało się wypuścić z taśm produkcyjnych więcej samochodów niż w trudnym 2020 r., jednak tylko Chiny zdołały osiągnąć na tyle mocne wzrosty, aby przebić wyniki z przedpandemicznego 2019 r. Europa wydaje się nie nadążać za konkurencyjnymi gospodarkami, ale upatruje swoją szansę w e-mobilności.

Pandemia COVID-19 wywarła poważny wpływ na globalny przemysł motoryzacyjny – zamknięcie salonów i fabryk ze względu na lockdowny czy spadek popytu na zakup nowych pojazdów miały istotne konsekwencje. Sytuacja ta zapoczątkowała historyczny kryzys – w 2020 r. światowa produkcja samochodów spadła o rekordowe 16% r/r, sprzedaż natomiast zmalała o 14% r/r. Tak niskie wyniki ostatni raz ta branża osiągnęła w 2010 r., co oznacza, że pandemia zastopowała dekadę pracy i regularnego wzrostu. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów oszacowało, że z powodu lockdownów na rynek nie trafiło ponad 2 mln pojazdów. W marcu 2020 r. nabywców znalazło zaledwie 853 077 nowych aut, co jest najgorszym rezultatem od 1990 r.

W Polsce w marcu i kwietniu 2020 r. zarejestrowano o ponad 70% mniej pojazdów niż w tych miesiącach przed rokiem. Większość salonów nie miała w tym okresie ani jednego klienta lub finalizowano jedynie rozpoczęte już transakcje. Opublikowane w czerwcu 2020 r. wyniki badania przeprowadzonego przez KPMG i Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego jasno pokazały, jak bezwzględna była pandemia dla polskiego rynku motoryzacyjnego – wskaźnik nastrojów menedżerów oceniających bieżącą sytuację sektora spadł do 20/100, tj. o 46 pkt w porównaniu z poprzednią edycją. Wszystkie badane firmy odnotowały spadek przychodów, a 61% z nich obniżyło wynagrodzenia.

2021 rokiem odbudowy

Przed pandemią przemysł motoryzacyjny był jedną z kluczowych gałęzi unijnej gospodarki – stanowił bowiem 7% PKB Unii Europejskiej i zapewniał zatrudnienie 6% europejskich pracowników. Po najszybszym w historii spadku do zaledwie 78,8 mln sprzedanych pojazdów w 2020 r. (ostatni raz tak niski poziom odnotowano w 2011 r.), sprzedaż wzrosła o 30% r/r już w pierwszej połowie 2021 r.

Jak wskazują analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group, najszybsze wzrosty w czasie luzowania światowych restrykcji odnotowano w Chinach, które okazały się prawdziwym liderem w wyścigu po utraconą normalność. Już w 2021 r., w kraju, który odpowiada za ponad jedną trzecią światowej produkcji samochodów, powstało 26,1 mln pojazdów, czyli o 3,6% więcej niż w 2020 r. Specjaliści EMIS zwracają uwagę na fakt, że był to również lepszy wynik niż przed pandemią, co pokazuje, jak sprawnie Chinom udało się wrócić do pełnych mocy produkcyjnych.

Stany Zjednoczone i Indie, światowi liderzy produkcji samochodów plasujący się zaraz za Chinami, w minionym roku również wyprodukowali więcej pojazdów niż w 2020 r. W przeciwieństwie do Chin, były to jednak mniejsze ilości niż przed pandemią. Amerykańskie firmy motoryzacyjne zmontowały w 2021 r. 9,2 mln pojazdów, co stanowiło wzrost o 4,5% w porównaniu z poprzednim rokiem. Wzrostowi produkcji samochodów w USA towarzyszył też wzrost sprzedaży o 3,4% r/r.

W tym czasie w Indiach przede wszystkim zwiększył się popyt, a dzięki temu sprzedaż samochodów wzrosła o 22% do 3,3 mln sztuk. Doprowadziło to do niemal 30% wzrostu produkcji pojazdów.

Pandemia i brak półprzewodników utrudniają Europie powrót na właściwe tory

Branża motoryzacyjna w Unii Europejskiej miała trudności z powrotem do stanu sprzed pandemii, pomimo wsparcia, które rozpoczęło się już w połowie 2020 r., kiedy to m.in. Niemcy i Francja, przeznaczyły ponad 20 mld euro na pomoc krajowym producentom. Produkcja samochodów w 2021 r. w krajach Wspólnoty spadła o 5,1%, wynosząc zaledwie 13 mln pojazdów. Również liczba zarejestrowanych nowych samochodów osiągnęła rekordowo niski pułap 9,7 mln.

W produkowanych obecnie samochodach chipy komputerowe odpowiadają za funkcje, takie jak łączenie się z urządzeniami przez Bluetooth oraz systemy wczesnego ostrzegania, ale także działanie silnika i skrzyni biegów. W pandemii potrzeba produkcji laptopów czy telefonów komórkowych, które umożliwiały pracę i naukę zdalną podczas lockdownów, wzrosła tak bardzo, że przeznaczono na nie większość dostępnych układów scalonych, co odbiło się na branży motoryzacyjnej. Część producentów samochodów musiała przez to ograniczać, a nawet wstrzymywać produkcję. Dilerzy przestali przyjmować zamówienia na niektóre modele nowych aut, a na inne trzeba czekać miesiącami. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group przewidują, że popyt na chipy ze strony przemysłu motoryzacyjnego wzrośnie o 10% w ciągu najbliższych pięciu lat.

Wojna w Ukrainie wpływa na globalną branżę motoryzacyjną

Trwająca w Ukrainie wojna to kolejne wyzwanie dla europejskiej branży motoryzacyjnej. Rosja w 2021 r. wypuściła ze swoich taśm prawie 10% wszystkich europejskich samochodów, co czyni ją trzecim co do wielkości producentem na Starym Kontynencie. Rosyjska inwazja na Ukrainę i wprowadzenie sankcji uświadomiły liderom motoryzacji, jak bardzo europejska branża produkcyjna jest zależna od rosyjskich udziałów. Atak skłonił firmy do wstrzymania dostaw z lub do Rosji, a nawet całkowitego zawieszenia tam swojej działalności.

Na dodatek, skokowo zaczęły drożeć surowce – szczególnie pallad wykorzystywany do produkcji katalizatorów, którego ceny osiągają rekordowe poziomy. Wszystko przez nałożone na Rosję, dostawcę 25-30% światowej podaży tego metalu, sankcje. Uncja palladu kosztuje już ponad 3,4 tys. dolarów, choć na początku roku za tę samą kwotę można było kupić 1,8 uncji.

E-mobilność napędzi Europę

W połowie lipca 2021 r. Wspólnota ogłosiła pakiet „Fit for 55” – zestaw propozycji, które mają na celu dostosowanie prawodawstwa UE do zakładanych celów klimatycznych. Chodzi o skierowanie gospodarki Unii Europejskiej na drogę prowadzącą do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla o 100% do 2035 r. w porównaniu z poziomem z 2021 r. i osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Aby było to możliwe, branża musi dostosować linie produkcyjne do potrzeb wytwarzania pojazdów elektrycznych. Według analityków EMIS z ISI Emerging Markets Group motorem napędowym będzie dalsze wsparcie rządów dla e-mobilności. W Polsce działa już program dotacji na zakup aut elektrycznych – „Mój elektryk”.

Aktualnie europejskie podium pod względem liczby sprzedaży samochodów elektrycznych to po kolei Niemcy, Wielka Brytania i Francja. Wrażenie robi czwarta pozycja Norwegii, gdzie już ponad 80% rejestrowanych nowych samochodów to elektryki. Obecnie coraz więcej krajów przygotowuje się do stopniowego wycofywania pojazdów z silnikami spalinowymi. Nadchodząca transformacja w przemyśle samochodowym to szansa dla europejskich rynków wschodzących, aby stać się znowu konkurencyjnymi w stosunku do takich gigantów jak Chiny, Indie czy Stany Zjednoczone. Chociaż pojazdy elektryczne nadal stanowią niewielką część (tylko 9% nowych samochodów sprzedanych w 2021 r.), ich udział wzrósł ponad dwukrotnie w ciągu zaledwie roku, sygnalizując, że era e-mobilności może nadejść szybciej niż nam się wydaje. Jak wskazują analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group, teraz wszystko zależy od tego, które kraje najszybciej dostosują zakłady produkcyjne do potrzeb zyskującego na sile trendu.

Źródła: EMIS Insights – Emerging Europe Automotive Sector 2022-2023 oraz EMIS Insights – The Road Ahead – Forces Shaping the Automotive Sector’s 2022 Outlook

Czy dolar będzie droższy niż euro?

Analitycy pasjonują się obecnie sytuacją na parze EURUSD, gdzie dolar próbuje wybić się na wyższe poziomy niż euro. Biorąc pod uwagę sezon wakacyjny, wielu z nas wolałoby, żeby ta pasjonująca walka nie odbywała się przy poziomach powyżej 4,84 zł za euro jak obecnie.

Rynek czeka na inflację z USA

Dzisiejszy dzień upłynie najprawdopodobniej pod dyktando oczekiwania na odczyt inflacji w USA. Oczekiwania nie są wygórowane, zatem ciężko nastawiać się na jakiś konkretny scenariusz. Wielu inwestorów czeka jednak, aż któryś z dużych graczy da wyraźny sygnał do kupna lub sprzedaży. Dlatego tak ważna będzie godzina 14:30 naszego czasu, bo to wtedy prawdopodobnie pojawi się jakiś większy ruch. Nie można go oczywiście wykluczyć wcześniej, ale skoro nie spowodowały go opublikowane wczoraj dane z Niemiec, to jest to mniej prawdopodobne. W tle tych wydarzeń chodzi oczywiście o oczekiwania wzrostu stóp procentowych. Jeżeli wzrost inflacji w USA uzasadni oczekiwania wzrostu stóp, najprawdopodobniej dojdzie do umocnienia dolara względem euro.

Optymizm w Niemczech dalej spada

Jeżeli można w ogóle mówić o optymizmie wśród przedsiębiorców w Niemczech, to z pewnością spada. Wskaźnik indeksu ZEW mierzącego nastroje wśród analityków i inwestorów jest już teraz niżej niż na początku pandemii. Owszem jest jeszcze odrobinę wyżej niż w trakcie kryzysu w 2008 i nawrotu w 2012, ale to żadne pocieszenie. Pokazuje to jasno, że Niemcy mocniej od pandemii boją się recesji. Nie możemy zresztą tej pandemii zupełnie z kalkulacji wykluczyć, skoro obecna fala zachorowań na koronawirusa w tym kraju ma ponad 120 tysięcy zachorowań dziennie. To więcej zachorowań na milion mieszkańców niż w najgorszym momencie pandemii znalazły polskie statystyki. Pomimo słabszych danych nie doszło wczoraj do przebicia parytetu wymiany 1:1 euro za dolara. Niemniej byliśmy bardzo blisko tego pułapu.

Handel międzynarodowy w Chinach

To, że Chiny eksportują więcej, niż importują, to nikogo nie powinno zaskakiwać. Zadziwiać może jednak różnica w obydwóch tych parametrach. W opublikowanych w nocy danych import w ciągu roku wzrósł bowiem o zaledwie 1% i to przy niewygórowanych oczekiwaniach 3,9%. Eksport z kolei rósł o 17,9% przy oczekiwanych 12%. Nie możemy zatem być zaskoczeni, że bilans zamknął się dużo większym plusem, niż pierwotnie zakładano.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Logistyka w czasach kryzysu

Jaki wpływ na branżę logistyczną wywarły ostatnie 2-3 lata? Pandemia, wojna, a wraz z nią duża inflacja sprawiły, że miniony okres z pewnością należał do problematycznych. Jak poradzili z nim sobie logistycy?

Trudności, z którymi trzeba było się zmierzyć

Od ponad 2 lat nasz kraj, ale też cała Europa i duża część świata, znajduje się w fazie kryzysu gospodarczego. Pierwsze poważne załamanie spowodowała pandemia Covid-19, związane z nią lockdowny i ograniczenia utrudniające przedsiębiorstwom płynne funkcjonowanie. Obserwowaliśmy zmiany, które zachodziły w jednych branżach bardzo gwałtownie i przybierały trwałą postać, a w innych były chwilowe, przemijające. Kiedy na horyzoncie pojawił się koniec pandemii i czekaliśmy ze ściśniętymi płucami, na to, by nareszcie odetchnąć, wojska Putina uderzyły na Ukrainę. Wybuch wojny tuż za naszą granicą oraz mocno nadwerężone stosunki z Rosją odbiły się nie tylko na naszym poczuciu spokoju, lecz również na wielu gałęziach gospodarki, w tym branży TSL. Do tego doszła inflacja, znaczący wzrost cen paliwa, z którymi mierzymy się każdego dnia. Przyjrzyjmy się bliżej, jak te trudne czasy odbijają się na przedsiębiorstwach logistycznych oraz funkcjonowaniu całej branży.

Wpływ pandemii koronawirusa na branżę logistyczną

Wraz z ogłoszeniem pandemii i pierwszego dużego lockdownu, wszyscy odczuliśmy, że sytuacja jest absolutnie inna, niż mogliśmy się spodziewać. Realnym stawało się to, co uważaliśmy za czarnowidztwo i dramaturgię. To w obliczu czego stanęliśmy, dokonało trwałych zmian w gospodarce i sposobie jej funkcjonowania. Początkowe przerwanie łańcucha dostaw zza granicy, obowiązkowe kwarantanny dla kierowców, zamykane fabryki, wstrzymywane produkcje, a wraz z nimi transporty, padły cieniem na firmy transportowe. Ofiarę poniósł zarówno transport drogowy, morski, kolejowy, jak i lotniczy.

W przypadku firm działających na arenie międzynarodowej największe straty odnotowano w pierwszym półroczu pandemii. Wywołały je znaczące spowolnienia na przejściach granicznych, kwarantanna dla kierowców po wjeździe na teren kraju, obniżona ilość zleceń na ładunki całopojazdowe. Na samym początku pandemii zdarzały się też problemy ze znalezieniem kierowców na trasy do krajów, w których liczby zakażeń, zgonów i skala problemu były znacznie wyższe niż w Polsce. Wielu też nie mogło pojawić się w pracy z powodu objawów infekcji.

Zmianie uległy również potrzeby konsumenckie. Społeczeństwo w dobie kryzysu związanego z wybuchem koronawirusa zaczęło w pierwszym odruchu gromadzić zapasy artykułów spożywczych oraz higieny osobistej, przygotowując się na utrudnione przemieszczanie. Firmy odpowiedzialne za planowanie logistyczne i transport produktów tego typu, działały wówczas na zwiększonych obrotach, lecz udawało im się sprostać wyzwaniu, pozwalając jedynie na krótkie przerwy w zatowarowaniu. Dość dobrze przez cały okres pandemii funkcjonowała także branża budowlana. Zarówno składy budowlane, duże i mniejsze sklepy z tego rodzaju artykułami długo  odczuwały silne zainteresowanie. Wzrosło także zapotrzebowanie na dostawy artykułów higienicznych, środków ochrony i artykułów medycznych. Częściej niż dotychczas odbywały się transporty płynów odkażających, maseczek, rękawiczek lateksowych, a także leków. Największe zagrożenie pojawiło się dla dostawców działających w branży automotive.

Warto wskazać także na różną skalę kryzysu między małymi a dużymi przedsiębiorstwami. Duże firmy logistyczne, o zasobnym portfelu klientów nie odczuły problemu tak bardzo, jak małe firmy. Trudnością okazała się także konieczność dostosowywania się do nieustannie zmieniających się przepisów i nowych norm.

Rozwój branży e-commerce spowodowany kryzysem pandemicznym

Sprzedaż internetowa uległa znaczącemu rozrostowi w ciągu minionych 2 lat. Wpłynęło to bardzo mocno na kierunek rozwoju branży logistycznej. Zwiększyła się liczba transportów międzynarodowych. Przedsiębiorcy sprzedający swoje towary na terenie Polski często mierzyli się z obniżonym zainteresowaniem swoimi produktami wśród rodaków. Wynikało to, chociażby z ograniczonego przemieszczania się. Zmniejszyło się zapotrzebowanie m.in. na odzież, obuwie, co więcej, nie można było go sprzedawać stacjonarnie.

Producenci zaczęli odważniej poszerzać swoją ofertę na kraje zagraniczne. Podobnie zadziałała sytuacja w drugą stronę. Kupując i tak online, polscy klienci zaczęli chętniej kupować zza granicy, jeśli było to dla nich korzystniejsze cenowo.

Szczególnie duży wzrost zaobserwowaliśmy w sektorze przesyłek drobnicowych i kurierskich. Wiele firm z uwagi na konieczność zamknięcia lokalu stacjonarnego musiało przemodelować swoją strategię sprzedaży, przenosząc się do świata wirtualnego.

Usprawnienie procesów logistycznych

Trudności napotykane przez przedsiębiorców branży TSL doprowadziły do wprowadzenia wielu innowacyjnych rozwiązań, usprawnień, które przyjęły się już na stałe. Należy tu zaznaczyć dużą cyfryzację procesów, nad którymi prace trwały od dawna, lecz wdrażanie miało się odbyć stopniowo i w przyszłości.

Wykorzystywanie narzędzi elektronicznych ułatwiło docieranie do nowych klientów. Spotkania online zastąpiły osobiste, znosząc ograniczenia czasu, odległości i koszty dojazdów. Poprawił się dostęp pracowników do materiałów szkoleniowych oraz nowych informacji niezbędnych do tego, by dostosować jakość pełnionych usług do potrzeb konsumentów i aktualnej rzeczywistości.

Jak wojna na Ukrainie odbiła się na branży logistycznej?

Wszelkie gwałtowne zmiany na rynku międzynarodowym odbijają się z reguły w pierwszej kolejności na transporcie i logistyce. Wraz z rozpoczęciem działań zbrojnych przez Putina na Ukrainie, pojawiły się poważne problemy w całej branży TSL. Z dnia na dzień Rosja, Ukraina i Białoruś zostały wykluczone z rynku europejskiego. Pojawiło się wiele pytań, niepewności i wątpliwości.

Wśród produktów, które w dużej ilości importowaliśmy z terenu Rosji, były mrożone ryby, drewno i produkty rolno – spożywcze. Za rosyjską granicę wysyłaliśmy z kolei pieczywo, mrożone frytki. Wstrzymany został eksport maszyn, urządzeń mechanicznych, artykułów przemysłu chemicznego, środków transportu lądowego, lotniczego oraz morskiego na Ukrainę.

Trudnością, z którą spotkali się przewoźnicy, stały się nagle poważne braki kadrowe. Zatrudnieni dotychczas Ukraińcy wracali do kraju, by walczyć w jego obronie, rezygnując z pracy w Polsce. Sytuacja ta sprawiła, że niektórzy przedsiębiorcy zostali zmuszeni zamrozić część floty i zrezygnować ze zleceń. Bywają bowiem firmy, których 80% pracowników (kierowców, magazynierów) stanowili obywateli Ukrainy.

Pierwsze tygodnie wojny wywołały ogromną mobilizację logistyków, przewoźników, kierowców, którzy wspierali zaopatrzenie uchodźców w niezbędne artykuły pierwszej potrzeby. Bardzo duże ilości towaru docierało do przejść granicznych oraz punktów pomocy usytuowanych na terenie całego kraju. Kolejny raz logistycy i cała branża nie zawiedli. Stanęli na wysokości zadania, pokazując nie tylko fantastyczną organizację pracy, elastyczność oraz umiejętność dostosowywania się do nowych warunków, lecz także ludzką twarz i wielkie serca osób, które stoją za tymi wszystkimi procesami.

Gdy wybuchła wojna, społeczeństwo pamiętając jeszcze początek pandemii, zaczęło robić zapasy produktów spożywczych z długą datą przydatności. Znacząco wzrosła sprzedaż mąki, cukru, ryżu, makaronu. Przyczyniła się do tego także chęć wsparcia Ukraińców przybywających do Polski w poszukiwaniu schronienia.

Z jaką siłą inflacja odcisnęła swoje piętno w sektorze logistycznym?

Jakby nie było nam wszystkim ostatnio mało, w wyniku walki z pandemią, a następnie wybuchu wojny, do problemów doszły znaczące podwyżki cen. Zwiększyły się koszty wszystkich działań logistycznych. Ceny frachtu morskiego wzrosły aż 10-krotnie. Paliwo zdawało się drożeć bez opamiętania. Koszty transportu towarów potrafią wynosić połowę ich ceny, którą konsumenci płacą w sklepie.

Inflacja sprawiła, że zaczęto poszukiwać źródeł oszczędności. Coraz chętniej stosuje się między innymi usługę poolingu opakowań, minimalizując konieczność transportu pustych palet. Niektóre z dużych firm logistycznych zainwestowały też w nowe powierzchnie magazynowe.

Ostatnie lata bardzo mocno doświadczyły całą branżę logistyczną. Był to zdecydowanie czas wyzwań i prób, które można powiedzieć, że przeszliśmy pomyślnie. Elastyczność przedsiębiorstw oraz umiejętność dostosowywania się do nowych warunków pozwoliła zachować ciągłość dostaw, w czym pomogła automatyzacja procesów oraz cyfryzacja. Wciąż jednak daje się odczuć wyraźny brak pracowników magazynowych i kierowców. Prognozy na kolejny rok są mimo wszystko bardzo optymistyczne. O ile nic nas nie zaskoczy.

Artykuł powstał we współpracy z Pekaes.pl

Nowelizacja prawa energetycznego (rynek paliw płynnych)

W obliczu ciągle rosnących cen paliw płynnych oraz widma rychłego powrotu podwyższonej stawki VAT od ich sprzedaży (1 lutego b.r. podatek VAT obniżono ze stawki 23% do stawki 8% – początkowo na sześć miesięcy, a następnie przedłużono ten okres do 31 października 2022 roku), grupa posłów Lewicy w dniu 7 lipca 2022 roku, skierowała do Sejmu RP projekt ustawy zmieniającej ustawę Prawo energetyczne.

Projektowana zmiana dotyczyć będzie regulacji ustawowej wysokości marż paliwowych, wprowadzając do ustawy pojęcia m.in.: „maksymalnej marży handlowej” oraz „maksymalnej marży hurtowej”, które ustalone zostaną na sztywnym, jednolitym poziomie, zaś egzekwowanie stosowania przepisów powierzone ma zostać Urzędowi Regulacji Energetyki (URE).

Jak wynika ze sprawozdań akcjonariuszy największych spółek paliwowych w Polsce z pierwszego kwartału 2022 roku (tj. w okresie obowiązywania obniżonej stawki podatku VAT), podmioty te odnotowały rekordowe na tle ostatnich lat zyski.

Obecna sytuacja na rynku paliwowym podobna jest do sytuacji z 2006 roku, kiedy to Rada Ministrów podjęła decyzję o obniżce akcyzy nakładanej na obrót paliwami, co w konsekwencji również przełożyło się na podwyżki cen na stacjach benzynowych. Prowadzi to do wniosku, że koncerny paliwowe, zarówno wówczas, jak i dziś, wykorzystały obniżkę podatków pośrednich w celu podniesienia własnych marż, zrównując w ten sposób ceny paliw do cen sprzed obniżki podatków. Obecnie, zarówno ceny baryłki ropy naftowej na rynkach światowych, jak i koszty obsługi, przetwórstwa czy transportu towaru, nawet mimo słabego kursu PLN/USD i sytuacji wojennej na Ukrainie, nie uzasadniają stałych podwyżek cen paliw płynnych.

Warto w tym miejscu również zauważyć, że wysokie ceny paliw bezpośrednio przekładają się na wzrosty cen towarów konsumpcyjnych poprzez podwyższenie kosztów transportu i magazynowania produktów, a co za tym idzie – napędzają również wzrost inflacji, pozostawiając w kieszeniach odbiorców końcowych usług i towarów, coraz mniej środków finansowych. W ostatecznym rozrachunku przekłada się to również na ciągłe napędzanie inflacji oraz jakość życia społeczeństwa.

Nowelizacja ustawy Prawo energetyczne zakłada ustalenie maksymalnej marży na obrót paliwami ciekłymi w wysokości 10 groszy za litr paliwa w detalu oraz maksymalnej marży w hurcie, wynoszącej dla benzyny bezołowiowej (Pb 95): 120 zł za m3 oraz 150 zł za m3 dla oleju napędowego. Przepisy wprowadzą również obowiązek składania przez spółki zajmujące się obrotem paliwami płynnymi sprawozdań ze swojej działalności, które rewidować będzie oraz nadzorować, Urząd Regulacji Energetyki. URE będzie miał również możliwość dyscyplinowania spółek, które nie sprostają obowiązkowi utrzymania wyżej wymienionych marż maksymalnych, poprzez, między innymi, możliwość nakładania dotkliwych kar finansowych, oraz przekazywanie nadwyżek pochodzących z nienależnych zysków (nadwyżkowych marż) na rzecz Skarbu Państwa.

Jeśli omawiany projekt ustawy zostanie uchwalony w zaproponowanym obecnie kształcie, prognozowana jest obniżka cen benzyny bezołowiowej Pb95 o około 1,60 zł/litr oraz ceny oleju napędowego o ok. 1,10 zł/litr.

W kontekście obecnej sytuacji gospodarczej w Polsce i na świecie, trudno jest odmówić projektowanym zmianom słuszności, które w efekcie poprawią i konwalidują dotychczasowe, nieefektywne rozwiązania Rządu, tj. prostą obniżkę stawki VAT. Rozwiązanie to przyjmowane było bowiem od samego początku z założeniem jego tymczasowości, zaś w efekcie jego obowiązywania w istocie żadna obniżka cen na stacjach benzynowych na stałe, nie miała miejsca.

Pozostaje mieć nadzieję, że projekt ustawy o zmianie prawa energetycznego zyska aprobatę Sejmu i wprowadzony zostanie w życie w trybie pilnym, a w każdym razie – jeszcze przed 31 października 2022 roku, kiedy to stawki podatku VAT powrócą do poprzednich, pre-pandemicznych wysokości.

Autor: adw. Jakub Gawłowski, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

EURUSD: odbicie czy przełamanie parytetu?

Główna para walutowa dotarła do parytetu. Nastąpiło to dopiero po 20 latach. Okrągły poziom był skrzętnie broniony, po czym obserwowaliśmy odreagowanie do 1,0070. Doświadczenie podpowiada mi, że powinniśmy oczekiwać większego odbicia głównej pary walutowej ale o przebiegu dalszych notowań będą decydować dane inflacyjne z USA oraz sprawa gazociągu Nord Stream 1.

Dziś po godzinie 9:00 EUR/USD ponownie kieruje się w stronę parytetu. Zakładam jednak, że nie zobaczymy rozstrzygnięcia przed godziną 14:30, kiedy to poznamy w jakim tempie rosły ceny w USA w czerwcu. Konsensus Bloomberg-a zakłada wzrost o 8,8 proc. w relacji rok do roku ale również wskazuje na spadek wskaźnika bazowego do 5,7 proc. (poprzednio 6 proc.) r/r. Odczyt zgodny z prognozami lub wyższy od nich powinien mimo wszystko nadal faworyzować USD w kontekście dalszych podwyżek stóp. Kolejna zaplanowana jest na 27 lipca w wysokości 75 punktów bazowych. Aprecjacja USD może być jednak ograniczona, ponieważ restrykcyjna polityka i przyszłe ruchu Fed-u są w dużej mierze wycenione. Mówiąc w skrócie: dolar jest wykupiony. Z kolei większy ruch w górę na EUR/USD mógłby mieć miejsce dopiero wówczas, gdyby inflacja pokazała, że szczyt mamy już za sobą. Im odczyt będzie mniejszy, tym korekta wzrostowa na eurodolarze będzie większa. Nie należy zapominać o wizji kryzysu energetycznego. Ten temat będzie jednak dominował w przyszłym tygodniu, kiedy skończy się okres prac serwisowych na gazociągu Nord Stream 1. Ziszczenie się scenariusza polegającego na całkowitym wstrzymaniu importu rosyjskiego gazu do Europy spowodowałoby, że parytet zostałby przełamany z dużym hukiem.

NA EUR/USD jesteśmy w bardzo newralgicznym miejscu przed kluczowymi danymi. Parytet to jedno. Drugim technicznym aspektem jest sąsiadowanie aktualnego kursu z dolnym ograniczeniem średnioterminowego kanału spadkowego. To wzmacnia scenariusz na wzrostową korektę eurodolara. Gdzie ona mogłaby nas zaprowadzić? Spoglądając na ważne poziomy techniczne, okolice 1,0350 są jak najbardziej realne. Wówczas kurs znalazłby się pod oporem horyzontalnym oraz w okolicach górnej bandy wspomnianego kanału spadkowego. Odbicie o trzy i pół figury na „edku” nie będzie jednak możliwe bez pozytywnych wieści dotyczących importu gazu. Dopiero rajd ulgi może „wyciągnąć” notowania w wyższe rejony.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Polska coraz bardziej atrakcyjna dla inwestorów sektora zielonej energii

Polska awansowała aż o trzy miejsca i znalazła się w pierwszej 20. rankingu RECAI, oceny atrakcyjności państw dla inwestorów w odnawialne źródła energii. Niestabilny rynek gazu, ograniczenie podaży energii w połączeniu z rosnącymi cenami powodują, że bezpieczeństwo energetyczne staje się priorytetem. W efekcie rządy planują przyspieszyć i powiększyć inwestycje w odnawialne źródła energii.

59. edycja rankingu Renewable Energy Country Attractiveness Index (RECAI) ma znamienny tytuł: “Czy potrzeba bezpieczeństwa energetycznego hamuje dążenie do zerowej emisji netto?” Ranking powstawał w momencie ogromnych i gwałtownych zmian na globalnym rynku energii oraz wybuchu wojny w Ukrainie, która spowodowała odwrót od rosyjskich paliw, w tym przede wszystkim gazu ziemnego i ropy.

– Niespotykana wcześniej niepewność na rynku gazu w ostatnich kilkunastu miesiącach w połączeniu z wieloma czynnikami powodującymi wysoki popyt i ograniczenie podaży energii powodują, że bezpieczeństwo energetyczne stało się najważniejszym zagadnieniem dla rządów większości państw. W efekcie planują przyspieszyć i powiększyć inwestycje w odnawialne źródła energii – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Działu Energetyki w regionie CESA.

Głównym powodem awansu Polski było ogłoszenie postępowań na wydanie pozwoleń lokalizacyjnych na nowe farmy wiatrowe offshore. Szacuje się, że potencjał produkcyjny polskiej części Bałtyku wyniesie 8-11 GW w 2040 roku.

Od ubiegłego roku EY, w ramach rankingu RECAI, ocenia państwa także z punktu widzenia atrakcyjności rynku PPA (Power Purchase Agreement), czyli umów na długoterminowy zakup/sprzedaż odnawialnej energii elektrycznej. Z perspektywy odbiorcy energii, głównym celem PPA jest z jednej strony zagwarantowanie stałej ceny, a z drugiej obniżenie wskaźników emisyjności. Z perspektywy wytwórcy energii, PPA pozwalają na zapewnienie stabilnego źródła przychodów w długiej perspektywie. Tegoroczny ranking PPA nie zmienił pozycji Polski – jest na 12. miejscu, tak jak poprzednio.

– Polski rynek PPA jest we wczesnym stadium rozwoju, niemniej jednak postępy są znaczące, a sam rynek staje się coraz bardziej atrakcyjny. W 2021 roku moc OZE zakontraktowana w ramach PPA w Polsce plasowała się na 5. miejscu w Europie, za Hiszpanią, Szwecją, Niemcami i Finlandią – mówi Maciej Markiewicz, Partner EY Polska.

W głównym rankingu wśród krajów europejskich największy awans przypadł Austrii, Finlandii i Danii, przy czym pierwsze dwa kraje są daleko za Polską. Tradycyjnie na czele są Stany Zjednoczone i Chiny. Trzecie miejsce zajęła Wielka Brytania, a Indie, które zajmowały podium w poprzednim rankingu, spadły na 7. miejsce.

Polska coraz bardziej atrakcyjna dla inwestorów sektora zielonej energii

Trudny rynek gazu

Rynek gazu już od pewnego czasu był niestabilny, a ceny tego surowca zaczęły rosnąć jeszcze przed inwazją Rosji na Ukrainę w lutym tego roku. Wojna w Ukrainie przyczyniła się do niestabilności geopolitycznej i kolejnych drastycznych skoków cen. Jedną z odpowiedzi na te wyzwania jest fundamentalna zmiana polityki energetycznej Unii Europejskiej.

– REPowerEU, nowa propozycja Unii Europejskiej, ma na celu zredukowanie uzależnienia od rosyjskiego gazu aż o 2/3 w ciągu roku i kompletne uniezależnienie pod koniec obecnej dekady. A najnowszy pakiet sankcji, które obejmuje embargo na ropę, pozwoli UE na poważne zmniejszenie korzystania z rosyjskiej ropy i produktów petrochemicznych – mówi Jarosław Wajer.

REPowerEU to także program dywersyfikowania źródeł energii oraz zmniejszania zapotrzebowania na gaz zastępując go zieloną energią. Zanim to się jednak wydarzy konieczne jest znalezienie nowych dostawców gazu, w tym skroplonego (LNG).

– Do całkowitego uniezależnienia się od rosyjskiego gazu konieczne jest zwiększenie importu LNG i nowe gazociągi. Dla naszego regionu, czyli Europy Środkowo-Wschodniej, znalezienie nowych źródeł gazu nie będzie łatwe bez rozbudowy infrastruktury. W najbliższym czasie dojdzie do szybkiego budowania i rozbudowywania pływających jednostek magazynowych i regazyfikacyjnych (ang. floating storage and regasification units, FSRU) – uważa Jarosław Wajer.

Czas potrzebny na zrealizowanie tych inwestycji oznacza, że w przypadku całkowitego wycofania rosyjskiego gazu z globalnego rynku trudno będzie zapewnić taką podaż, by była zgodna z zapotrzebowaniem.

– Mam nadzieję, że rozwój alternatywnych źródeł energii przyspieszy, w tym odnawialnych i nowych paliw, jak na przykład niebieski lub zielony wodór – mówi Jarosław Wajer i dodaje, że w przypadku wodoru konieczna jest komercjalizacja tego paliwa, więc to także nie stanie się od razu.

Power Purchase Agreements

Na tak niestabilnym rynku energii jej nabywcy dążą do zapewnienia sobie dostaw po określonej cenie na tak długo, jak to możliwe. Jednocześnie organizacje mają problemy z wypełnianiem swoich zobowiązań klimatycznych podjętych w ramach COP26. Rośnie więc zapotrzebowanie na PPA, ale opóźnienia w łańcuchach dostaw, spowodowane pandemią COVID-19 oraz konieczność rozbudowy sieci elektroenergetycznych utrudniają zawieranie nowych kontraktów.

PPA mogą być najlepszym rozwiązaniem dla konsumentów borykających się z wysokimi cenami energii oraz dla deweloperów dając im długoterminową gwarancję ceny. Poczucie pewności przychodów może być wystarczającym powodem do zwiększenia inwestowania w odnawialne źródła energii. Gdyby tak się stało, wówczas nastąpi spadek cen spowodowany większym udziałem w miksach energetycznych niskokosztowych technologii.

Czas na zieloną energię

Farmy wiatrowe offshore są już stałą częścią europejskiego rynku energetycznego, mimo poważnych przeszkód w ich budowaniu. Te obecnie eksploatowane posadowione są na relatywnie płytkich wodach i trwale związane z podłożem.. Aby w pełni wykorzystać potencjał offshore, rządy oraz firmy energetyczne pracują nad koncepcją budowania pływających farm wiatrowych na głębokich wodach, powyżej 60 metrów głębokości, gdzie na ogół występują silniejsze wiatry pozwalając na uzyskanie wyższej produktywności.

Energia wiatrowa to obecnie 5% produkcji energii elektrycznej na świecie. Do 2050 roku powinna wynieść 33%. Pływające farmy wiatrowe mogą dodać do tego około 2 procent.

– Wyjątkowa i niespotykana do tej pory sytuacja na rynku energii wymusza na rządach oraz inwestorach przyspieszenie wykorzystywania zielonej energii. Niepewność geopolityczna naruszająca bezpieczeństwo energetyczne powoduje wzrost cen, więc konieczność dekarbonizacji oraz uniezależnienia się od rosyjskich węglowodorów staje się najważniejszym priorytetem – podsumowuje Jarosław Wajer.

O rankingu
EY ocenia atrakcyjność inwestycyjną państw pod względem inwestycji w odnawialne źródła energii od 2003 roku. Indeks RECAI obejmuje 40 największych rynków świata. Opierając się na bazie danych RECAI EY, od końca 2021 roku publikuje także drugi ranking – atrakcyjności rynku długoterminowych umów na zakup i sprzedaż odnawialnej energii elektrycznej w ramach kontraktów PPA.

Inflacja stopniowo podtapia gospodarkę: detaliści z kilkunastoprocentowymi spadkami obrotów

W czerwcu inflacja zasadnicza wzrosła o 1,7 pkt procentowego, do 15,6 % rok do roku, czyli najwyższego poziomu od 25 lat. Nastroje przedsiębiorców i konsumentów w dalszym ciągu cechuje silna niepewność. Detaliści z branży budowlanej skarżą się nawet na 15 % zmniejszenie obrotów w drugim kwartale 2022 roku, a jak przewidują dostawcy – poważne tąpnięcie i kolejne zauważalne spadki sprzedaży nadejdą już w sierpniu.

Łaskawszy pierwszy kwartał, teraz coraz trudniej

Ceny rosną w kraju niezwykle szybko i wygląda na to, że prędko się to nie zmieni. Jednocześnie wzrost gospodarczy wyhamowuje. Oprócz budowlanki, na spadki obrotów narzekają również m.in. w przemyśle czy transporcie. Co więcej, każdy z tych sektorów przygotowuje się na kolejne tąpnięcie – możliwe już w przyszłym miesiącu. Ekonomiści wieszczą, że na koniec 2022 roku może dojść w Polsce do spadków PKB.

– Polska gospodarka jest silna rynkiem automotive, a słaba złotówka wzmocniła eksport części z naszego kraju. Jednak inflacja daje się bardzo we znaki w innych sektorach – przede wszystkim za sprawą wysokich cen paliw, energii oraz materiałów budowlanych. O ile pierwszy kwartał 2022 roku był dla polskiej gospodarki jeszcze stosunkowo łaskawy, o tyle w drugim kwartale w niektórych branżach widać już wyraźnie niepokojący trend. Detaliści z którymi współpracujemy skarżą się nawet na kilkunastoprocentowe spadki – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes polskiej firmy doradczej Conperio.

Złe nastroje przedsiębiorstw, sfrustrowani pracownicy

Jak podał GUS, paliwa względem maja 2022 zdrożały o 9,4 %, a patrząc w ujęciu rocznym, cena paliw wzrosła aż o 46,7 %. Nośniki energii z kolei zdrożały o 3 % miesiąc do miesiąca i 35 % rok do roku. Ceny materiałów budowlanych rosną z miesiąca na miesiąc. W maju 2022 materiały budowlane zdrożały średnio o 30-34% w porównaniu z majem zeszłego roku.

Firmy tną koszty i za wszelką cenę szukają oszczędności. Całość prowadzi do frustracji wśród pracowników. Część z nich może odmówić przychodzenia do zakładów pracy, a lepiej płatnego zajęcia poszukiwać będą m.in. przebywając na fikcyjnych „L4”. To dodatkowe straty finansowe dla firm.

– Koszty pracodawców rosną, a spirala cenowo-płacowa się nakręca. Ceny będą rosnąć coraz szybciej, a pensje już niekoniecznie. Dla wielu przedsiębiorców pracownicy stanowią największy koszt prowadzenia działalności, a pracownicy przebywający na zwolnieniach chorobowych to koszt podwójny. W pesymistycznym scenariuszu, niektóre firmy mogą zacząć zwalniać pracowników dodaje Mikołaj Zając.

Pogorszenie nastrojów wśród przedsiębiorców obserwują analitycy. Z raportu Barometr Polskiego Rynku Pracy 2022 firmy Personnel Service wynika, że w marcu blisko 42 % firm obawiało się pogorszenia swojej sytuacji. Jako główny powód tych obaw, wskazywały właśnie na inflację i związany z tym wzrost cen. Problemem były także podatkowo-prawne aspekty związane z Polskim Ładem oraz rosnące koszty prowadzenia działalności i rosnąca presja płacowa wśród załogi. Trudności przedsiębiorstwom sprawiają również przerwane łańcuchy dostaw.

Pomoc frankowiczom w Warszawie – gdzie szukać?

Mieszkańcy Warszawy będący posiadaczami kredytów frankowych mogą liczyć na pomoc w unieważnieniu swojej umowy kredytowej przy małym wysiłku – zachęcamy do kontaktu z Kancelarią Frejowski CHF, która niesie pomoc frankowiczom na terenie Warszawy.

Kredyty frankowe miały przynieść ukojenie i własny kąt na dobrych warunkach kredytowych wielu polskim rodzinom, które zdecydowały się podpisać umowę na produkt hipoteczny tak ochoczo polecany przez pracowników banku. Zapewne w początkowej fazie płatności rat tak właśnie było, ale bardzo szybko frankowicze zostali zweryfikowani przez coraz wyższe miesięczne raty, które wymknęły się spod jakiejkolwiek kontroli. Samodzielna walka z bankiem o sprawiedliwość i odzyskanie swoich pieniędzy, czy unieważnienie umowy, aby wreszcie uwolnić się od kredytu jest niemal niemożliwa. Wszelkie próby ugodowego rozwiązania sytuacji spalały się na panewce, bowiem banki są w tej materii nieugięte i dopóki nie zostają pozwane – nie reagują. Jak zatem pozbyć frankowego balastu?

Jak pozbyć się kredytu frankowego?

Obserwacja sytuacji frankowiczów podczas sądowych batalii, a także nadchodzące widmo uderzenia podwójnej inflacji po kieszeniach frankowiczów pokazuje, iż najgorszym wyjściem byłoby przeczekanie do czasu, aż sytuacja się unormuje. Sprowadzamy jednak tę część frankowiczów na ziemię, bowiem do czasu, gdy w umowie kredytu frankowego widniały będą klauzule abuzywne – nie możemy mówić o jakimkolwiek braku ryzyka, czy bezpiecznej spłacie kredytu frankowego. Frankowicze zatem mogą zwrócić się o pomoc do następujących podmiotów:

  • Adwokaci
  • Radcowie prawni
  • Kancelarie frankowe Warszawa
  • Firmy zajmujące się sprawami frankowymi

Pomoc frankowiczom Warszawa

Warszawa jest miastem bardzo obfitym w kancelarie frankowe, które oferują swoje usługi, ale czy każda z nich jest warta uwagi? Nie do końca, bowiem warto w sprawie kredytu frankowego, który już raz przyniósł przykre konsekwencje nie pozwolić na to, aby wpaść w ręce nieuczciwego pełnomocnika. Kancelaria frankowa Warszawa Frejowski doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji oraz wie, z jakimi problemami borykają się aktualnie frankowicze, dlatego też swoim Klientom oferuje przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa w postaci dokumentów współpracy, które szyte są na miarę oczekiwań Klienta.

Jaką pomoc frankowiczom Warszawa można uzyskać?

Banki podejmują ogrom prób, aby zachęcić frankowiczów do podpisania ugody, ale czas pokazał już, że te korzystne są jedynie dla banków. Powierzając swoją sprawę Kancelarii Frejowski CHF frankowicze mogą liczyć na przygotowanie całej strategii procesowej, sporządzenie i złożenie pozwu o unieważnienie umowy oraz jej odfrankowienie, a także prowadzenie czynności przed sądem, które w rezultacie doprowadzą do uwolnienia się od kredytu oraz zwrotu pieniędzy, które bank niesłusznie pobrał podczas trwania umowy. Jednocześnie kancelaria w myśl zabezpieczenia interesów klienta, składa wniosek o udzielenie zabezpieczenia roszczenia, które spowoduje, iż frankowicz na czas trwania procesu może zaprzestać legalnie płatności rat do banku. Przy nadchodzący kryzysie z kredytami frankowymi przez walkę z inflacją w Szwajcarii może się to okazać dla niektórych rozwiązaniem zbawiennym.

Paysafecard – warto być bezpiecznym w sieci

Coraz więcej ludzi na całym świecie dokonuje płatności internetowych różnego typu. Czasami są tu duże zakupy, innym razem płacimy np. za bilet na autobus czy też inne drobne rzeczy. W większości przypadków wymaga to podawania dużej ilości danych, itp. Ciekawym rozwiązaniem może więc stać się tutaj Paysafecard, która umożliwia dokonywanie różnych operacji, bez konieczności ujawniania swoich danych osobowych. Może to być ciekawa alternatywa dla klasycznej karty kredytowej czy też debetowej. Płatności Paysafecard są coraz popularniejsze, warto więc zastanowić się, czy nie jest to rozwiązanie właśnie dla nas. Doładowanie Paysafecard online z pewnością pomoże nam zachować większą niezależność oraz anonimowość w sieci. Nasze dane są bowiem łakomym kąskiem dla różnego rodzaju podmiotów, w tym także tych niekoniecznie uczciwych. Warto więc sięgać po różne dodatkowe zabezpieczenia.

Paysafecard – warto wiedzieć więcej

O tym, czym dokładnie jest Paysafecard, najwięcej dowiemy się za pośrednictwem sieci internetowej. Paysafecard wydawana online przez Services Company Limited, firmę brytyjską, jest prepaidową kartą płatniczą, której można używać do przeprowadzania transakcji w sieci. Wystarczy ją zasilić odpowiednią kwotą pieniędzy z własnego konta bankowego, a potem dokonać zakupu określonych rzeczy. Z potencjalnym użyciem Paysafecard nie wiąże się żadne niebezpieczeństwo. Paysafecard jest pozytywnie zweryfikowana przez polską Komisję Nadzoru Finansowego, a więc można nią spokojnie płacić w sieci. Jeśli więc nie chcemy w Internecie korzystać z własnej karty płatniczej, wydanej przez nasz bank, to Paysafecard jest stworzona właśnie dla nas. Za pomocą Paysafecard dokonamy więc płatności na określoną kwotę, którą wcześniej np. przelejemy z naszego konta. Dzięki temu podczas dokonywania transakcji zniwelujemy ryzyko tego, że np. ktoś przejmie dane do naszego konta, na które wpływa nasza pensja albo gdzie znajdują się nasze oszczędności. Możemy ją także potraktować jako kartę podarunkową, w ramach prezentu dla dziecka, przyjaciela, czy też kogoś z naszego otoczenia. Bezpieczna płatność w sklepach internetowych z pewnością jest tego warta.

Płatności Paysafecard jako alternatywa dla karty kredytowej

Paysafecard pozwoli nam na dokonywanie bezpiecznych płatności np. w sklepie Google Play, czy też płatności w grach online. Jeśli więc w polu naszych potrzeb leży tego typu rozwiązanie, to warto tutaj odwiedzić stronę internetową: www.mojeplatnosci.pl. Tam bez trudu, krok po kroku, zaopatrzymy się w naszą wirtualną kartę Paysafecard. Możemy ją potem zasilać różnymi kwotami pieniędzy: 20, 30, 50, 100 albo dwieście złotych. Za zakupy dokonane w ten sposób otrzymasz paragon, a jeśli nie wykorzystasz całej sumy podczas jednej płatności, to będziesz mogł skorzystać z pozostawionych tam pieniędzy w przyszłości. Władze nadzoru bankowego pilnują tego, by nasze płatności np. w świecie gier oraz rozrywki online, były w pełni bezpieczne. Doładowanie do karty kupisz o każdej porze dnia czy nocy przez Internet, a wpłacone środki będzie można od razu wydać, np. na platformie Google Play, czy też w zupełnie innym miejscu. Zapewnisz sobie tym samym bezpieczeństwo konta bankowego. Zalogowanie się do systemu płatności Paysafecard wymaga tylko adresu e-mail oraz hasła, którym później będzie się trzeba logować, przed dokonaniem przelewu na Paysafecard. Takie dane jak kod pocztowy czy też dokładny adres pozostaną Twoją tajemnicą, dając Ci większe poczucie bezpieczeństwa w sieci.

Bezpieczne doładowanie Paysafecard – anonimowość w Internecie

Trzeba tutaj jednak podkreślić, że sama rejestracja do systemu będzie jednak wymagała podania szczegółowych danych, ale nie będą one przekazywane dalej. Dane te są niezbędne, by móc stać się posiadaczem albo posiadaczką indywidualnej karty Paysafecard do płacenia nią w sieci. Płatności Paysafecard przyjmują sklepy internetowe, zakłady bukmacherskie, portale rozrywkowe, usługi cloudowe, portfele cyfrowe, itp. Jest to z pewnością trend, który się utrzyma. Być może w przyszłości całkowicie rozstaniemy się z gotówką, a Internet stanie się głównym źródłem różnego rodzaju zakupów. Jeśli więc chcemy mieć pewność, że nasze konto jest dobrze zabezpieczone, to warto posługiwać się Paysafecard jak najczęściej. Oczywiście w obecnych czasach nie warto całkowicie rozstawać się z gotówką, bo w przypadku awarii systemu obsługującego np. karty Mastercard, dodatkowe sto czy dwieście złotych w kieszeni na pewno się przyda. Niektóre usługi czy też zakupy w małym sklepie niekoniecznie muszą być robione na kartę, czy też za pomocą platformy Paysafecard. Dotarcie do młodych klientów oraz klientek, np. za pośrednictwem Internetu będzie na pewno łatwiejsze, o ile zdecydujemy się by sięgnąć po takie udogodnienia jak Paysafecard. Powinniśmy się starać iść na rękę każdemu użytkownikowi sieci, bo nowy klient przekłada się na konkretny zysk. Szybkie płatności online za pośrednictwem Paysafecard mogą więc pozytywnie wpłynąć na nasz biznes. Płać tak, jak Ci wygodnie – korzystaj z Paysafecard.

Jak zaimplementować Microsoft Dynamics 365 do firmy?

Microsoft Dynamics 365 to rozwiązanie, z którego korzysta coraz więcej polskich przedsiębiorstw. Intuicyjny zestaw aplikacji biznesowych opartych na chmurze pozwala ujednolicić i zautomatyzować większość procesów firmowych, szczególnie w branży handlu, produkcji i budownictwa. Od czego zacząć implementację systemu Microsoft Dynamics 365 w firmie? Jak przekonać do tego rozwiązania osoby decyzyjne, które wciąż sceptycznie podchodzą do transformacji cyfrowej?

Na czym polega wdrożenie systemu Microsoft Dynamics 365?

Microsoft Dynamics 365 to zestaw gotowych modułów przeznaczonych dla branży handlu, produkcji i budownictwa. Implementacja systemu to wstęp do transformacji cyfrowej całego przedsiębiorstwa. Dlatego należy się do niego dobrze przygotować, aby mieć pewność, że migracja przyniesie spodziewane efekty.

Kluczem do sukcesu jest wykonanie dokładnej oceny potrzeb i ograniczeń. Taka analiza, przeprowadzona przez osoby mające doświadczenie w korzystaniu z narzędzi opartych na chmurze, pozwoli uniknąć błędów wynikających np. z niedopasowania rozwiązania do rodzaju prowadzonej przez klienta działalności. Przy wdrożeniu systemu Microsoft Dynamics 365 warto korzystać z pomocy firm, które rozumieją specyfikę danej branży i nie narzucają konkretnych działań, ale potrafią pracować na zasadzie partnerstwa, jak na przykład https://xplusglobal.com/pl/wdrozenie-dynamics-365-fscm/.

Etap przygotowania ma istotny wpływ na funkcjonowanie całego systemu. Jeśli zabraknie jakiegoś elementu, może się okazać, że nie będzie funkcjonował w taki sposób, jak zostało to założone na samym początku. Odnalezienie i wyeliminowanie ewentualnych błędów jest możliwe dzięki ocenie i szkoleniom. Choć z systemu Microsoft Dynamics 365 korzystają tysiące firm na całym świecie, to warto pamiętać o tym, że każda migracja powinna zakończyć się fazą testów.

W jaki sposób Microsoft Dynamics 365 wpływa na funkcjonowanie firmy?

Choć transformacja cyfrowa w najbliższych latach będzie stanowić o być albo nie być danej firmy na rynku, to wiele osób decyzyjnych wciąż nie jest przekonanych do tego rozwiązania. Dlaczego? Migracja wiąże się bowiem z koniecznością wprowadzenia wielu zmian i przeprowadzenia dokładnej analizy kondycji firmy. To cenna wiedza, która może przysłużyć się do rozwoju całej organizacji. Aby jednak odpowiednio ją wykorzystać, konieczne jest zaangażowanie kadry zarządzającej.

Microsoft Dynamics 365 to narzędzie, które pozwala na:

  • lepszą kontrolę procesów produkcyjnych;
  • optymalizację kosztów związanych m.in. z utrzymaniem i rozwojem działu IT w organizacji;
  • skrócenie czasu niezbędnego do wypuszczenia nowego produktu na rynek;
  • usprawnienie procesów decyzyjnych w firmie;
  • zmniejszenie ryzyka operacyjnego;
  • skuteczniejsze zarządzanie polityką kredytową;
  • ujednolicenie procesów finansowych;
  • usprawnienie planowania dostaw;
  • szybkie reagowanie na zmiany rynkowe;
  • zmaksymalizowanie czas pracy poszczególnych zespołów;
  • łatwe zarządzanie dokumentacją firmową;
  • rozwijanie firmowego know-how.

Choć migracja wymaga poświęcenia czasu i inwestycji finansowych, może przynieść wymierne korzyści.

Historyczny dzień na rynku walut. Parytet euro i dolara

Wszystkie oczy są dziś zwrócone na EURUSD, ponieważ główna para walutowa notowana jest w pobliżu parytetu. Para walutowa na krótko notowana była poniżej poziomu 1.00, ale nie jest jeszcze w stanie dostarczyć zdecydowanego wybicia w dół. Przyczyny, które napędzają spadek nie są nowe, ale EBC niewiele zrobił, by temu zapobiec. Kwestie geopolityczne również odgrywają rolę z potencjałem do pogorszenia sytuacji. Jakie są przyczyny spadku EURUSD do parytetu i co obserwować w przyszłości?

Rozbieżności w polityce monetarnej i ryzyko recesji w Europie napędza spadek EURUSD

EURUSD osuwa się od prawie półtora roku, spadając w tym okresie z ponad 1.22 do 1.00 obecnie. Co napędzało ten spadek? Dużą rolę odegrała polityka pieniężna. Podczas gdy Fed z dużym wyprzedzeniem zakomunikował zamiar rozpoczęcia normalizacji polityki, ECB upierał się, że to jeszcze nie czas na takie ruchy. Rzeczywiście, EBC jest ostatnio jastrzębi, ale nie ma jeszcze szans na pierwszą podwyżkę stóp. W międzyczasie Fed rozpoczął cykl szybkiego zacieśniania, który wciąż przyspiesza.

Na gorsze wyniki euro wpływają również inne czynniki. Europa ponosi nieproporcjonalnie większe ryzyko niż Stany Zjednoczone, jeśli wziąć pod uwagę wojnę rosyjsko-ukraińską. Rosja ograniczyła przepływ gazu ziemnego do Europy i istnieje realne ryzyko, że wkrótce może dojść do jego całkowitego wstrzymania. Byłby to duży cios dla Europy, ponieważ niektóre kraje, jak na przykład Niemcy, są w dużym stopniu uzależnione od rosyjskiego gazu. Wstrzymanie dostaw gazu prawie na pewno doprowadziłoby do recesji.co trzeba wiedzieć o parytecie EURUSD

Wzrosły zarówno stopy procentowe w Europie (Niemcy na wykresie), jak i w Stanach Zjednoczonych. Jednak skok w 2-letnich rentownościach w USA przewyższył skok w rentownościach w Niemczech. Para na obecnych poziomach wydaje się być wyceniana zgodnie z sytuacją na rynku obligacji. Trend również wygląda na uzasadniony. Źródło: Bloomberg

21 lipca 2022 – dzień do obserwacji dla traderów EUR

Te dwa czynniki wymienione powyżej – dywergencja polityki pieniężnej i dostawy energii – to dwa główne czynniki napędzające EUR w tej chwili. Najbliższe posiedzenie EBC, które ma zakończyć się podwyżką stóp o 25 punktów bazowych, odbędzie się 21 lipca 2022 roku. Bank centralny może zaoferować wskazówki dotyczące ścieżki wyjścia z systemu ujemnych stóp procentowych, przy czym niektórzy członkowie EBC wskazują, że może to nastąpić już we wrześniu. Tego samego dnia ma się zakończyć 10-dniowa konserwacja gazociągu Nord Stream 1.

Jeśli po konserwacji nie zostanie wznowiony przepływ gazu przez Nord Stream 1, będzie to prawdopodobnie oznaczać, że Europa zmierza w kierunku recesji. Nie wpłynie to na decyzję EBC na posiedzeniu w przyszłym tygodniu, ale może mieć poważny wpływ na politykę w późniejszym okresie i może postawić pod znakiem zapytania koniec środowiska ujemnych stóp. Recesja może spowodować, że EBC wstrzyma lub zakończy cykl zacieśniania, zanim jeszcze w pełni się rozpocznie, ponieważ podnoszenie kosztów pożyczek w czasie poważnego kryzysu energetycznego miałoby niszczący wpływ na bardziej zadłużone gospodarki strefy euro.

Spojrzenie na historię

To nie pierwszy przypadek, kiedy jedno euro jest tańsze od jednego dolara amerykańskiego. Taka sytuacja miała miejsce w latach 2000-2001. Patrząc na wykres widzimy, że spadek poniżej parytetu miał miejsce niecałe 2 miesiące przed szczytem światowych rynków akcji i pęknięciem bańki dot-com. EURUSD notowane było poniżej poziomu 1.00 niemal przez cały okres rynku niedźwiedzia w latach 2000-2003. Powrót głównej pary walutowej ponad ten poziom poprzedził dno rynkowe o kilka miesięcy. Oczywiście, wyniki historyczne nie mogą być traktowane jako gwarancja przyszłych zysków, ale spojrzenie na nie może dać nam kilka wskazówek. Zauważmy, że sytuacja fundamentalna, choć zupełnie inna, jest w pewnym sensie podobna – po raz kolejny zmierzamy do kryzysu, a potencjalnie do globalnej recesji.co trzeba wiedzieć o parytecie EURUSD 2

EURUSD spadł poniżej poziomu 1.00 w styczniu 2000 roku, mniej niż 2 miesiące przed szczytem światowych rynków akcji. Główna para walutowa była notowana poniżej parytetu niemal przez cały czas trwania rynku niedźwiedzia (pionowe, fioletowe linie na wykresie) i powróciła powyżej tego poziomu na mniej niż 4 miesiące przed osiągnięciem przez rynki dna. Źródło: xStation 5

Techniczne spojrzenie na rynek

EURUSD porusza się w trendzie spadkowym od niemal półtora roku. Spoglądając na główną parę walutową z bardziej krótkoterminowej perspektywy (interwał H4) widzimy, że od marca 2022 roku notowana jest ona w kanale spadkowym. Parze nie udało się wybić powyżej górnego ograniczenia kanału pod koniec czerwca (pomarańczowe kółko) i rozpoczął się kolejny ruch niżej. Dolne ograniczenie kanału w rejonie 1.00 ogranicza dalsze ruchy spadkowe, ale ponieważ sytuacja fundamentalna faworyzuje USD nad EUR, presja na parę może nadal się nasilać. Spadek poniżej zasięgu kanału mógłby teoretycznie wywołać spadek równy szerokości kanału – w tym przypadku około 5 centów. Byłaby to wskazówka do spadku w kierunku okolic 0.95, gdzie znajdują się lokalne maksima z lat 2000 i 2001 oraz lokalne minima z 2002 r.co trzeba wiedzieć o parytecie EURUSD 3

Źródło: xStation 5

Do 2027 wartość rynku e-commerce w Polsce wzrośnie o ponad 94 mld zł do 187 mld zł

Ponad połowa wzrostu (54%) będzie pochodzić z trzech kategorii: mody (21 mld zł), elektroniki (19 mld zł) oraz zdrowia i urody (11 mld zł), w sumie mowa o wzroście do 187 mld zł oraz udziału w sprzedaży detalicznej na poziomie 17%, wynika z raportu “Perspektywy rozwoju rynku e-commerce w Polsce 2018-2027” opracowanego przez firmę doradztwa strategicznego Strategy& Polska. Autorzy spodziewają się także wzrostu udziału w handlu online dużych platform takich jak Allegro czy Amazon z 45% do ponad 55% w 2027 roku roku.

Przed polskim rynkiem e-commerce konieczność mierzenia się z galopującą inflacją, słabnącym popytem konsumenckim oraz skutkami wojny na Ukrainie i wzrostem napięć na arenie międzynarodowej.

E-commerce w Polsce ma przed sobą perspektywę dalszego rozwoju, jednak zmianie ulegną źródła wzrostu. W latach 2018-2021 wzrost wynikał głównie z przechodzenia klientów pomiędzy kanałami sprzedaż. Tempo tej zmiany znacząco przyspieszyło w latach 2020 – 2021. Wynikało to głównie z zamknięcia sklepów stacjonarnych. W latach 2022-2023 rolę głównego motoru wzrostu rynku przejmuje wzrost cen produktów przy słabnącym popycie konsumenckim. Do pewnego stopnia zostaje on złagodzony poprzez napływ ponad 2 milionów uchodźców z Ukrainy. Od 2024 roku zakładamy powrót do długoterminowej trajektorii wzrostu oraz stabilizacji warunków makroekonomicznych. Autorzy badania nie spodziewają się głębszej recesji, jednak jeśli taki scenariusz zacząłby się materializować, wzrost rynku byłby wolniejszy niż obecnie prognozowany.

“Czasy przewidywalności z drugiej dekady XXI wieku szybko do nas nie wrócą, a trwalszą normą biznesową stanie się operowanie w warunkach dużej zmienności i niepewności. Wśród najważniejszych implikacji strategicznych dla firm handlowych możemy wymienić konieczność rozwijania nowych kanałów dotarcia do klienta, potrzebę poprawy efektywności łańcucha dostaw oraz świadome zarządzanie cyklem życia klientów. Z jednej strony konsumenci dążą do maksymalnej wygody i jak najlepszego doświadczenia, wspieranego nowymi technologiami, a firmy muszą za nimi nadążać” – mówi Grzegorz Łaptaś, lider operacji w zespole Strategy& Polska.

Eksperci Strategy& spodziewają się dalszego wzrostu znaczenia dużych platform sprzedażowych typu m.in. Allegro, Amazon, Shopee, a także otwierania się wiodących sklepów e-commerce na zewnętrznych sprzedających. Udział modelu platformowego (marketplace) względem sklepów e-commerce wzrośnie z 45% (2021 r.) do ponad 55% w 2027 roku.

wartość rynku e-commerce w Polsce

Głównym polem pojedynku o klienta w przestrzeni cyfrowej staje się szybkość i niezawodność zaspokojenia potrzeb zakupowych. Trend ten widać we wzroście popularności graczy q-commerce oferujących dostawy w 10-15 minut, rosnącą liczbą ofert z opcją dostawy tego samego dnia oraz daleko idące ułatwienia w procesie wymiany i zwrotu zamówionych towarów. Wszystko powyższe musi się odbywać w sposób praktycznie bezkosztowy dla konsumenta, gdyż darmowa dostawa staje się powoli oczekiwanym standardem. Efektem tych zmian jest duża presja wywierana na łańcuch dostaw, który nieustannie ulega transformacji. Ponadto wzrost wartości zamówień przechodzących przez online stawia przed firmami szansę dostępu do dużych zbiorów danych o klientach, co powoduje ich coraz lepsze profilowanie. Szybki rozwój kompetencji analitycznych, budowa centrów zarządzania posiadanymi danymi oraz eksperymentowanie z nowymi modelami biznesowymi opartymi o wykorzystanie danych będą tymi elementami, które w przyszłości odróżnią zwycięzców od firm pozostających w tyle za zmianami rynkowymi.

“Na polskim rynku e-commerce miało miejsce kilka debiutów, które w istotny sposób wpływają na poziom konkurencji ofertę, ceny i wartość dla klientów końcowych. W gronie debiutantów znaleźli się zarówno operatorzy q-commerce jak i duzi gracze platformowi, którzy zdecydowali się wejść na polski rynek. Nowi konkurenci, jak również nieustanne poszukiwanie swojego miejsca w przestrzeni online przez wiodące podmioty handlowe działające offline sprawiają, że rynek e-commerce w Polsce ma przed sobą perspektywę dalszych wzrostów w następnych 5 latach. Liczne pola bitew nie zostały jeszcze rozstrzygnięte. Polskie firmy stoją więc przed wyzwaniem, ale również szansą biznesową na poprawę pozycji konkurencyjnej” – mówi Maciej Bazyl, dyrektor Strategy& Polska.

Rozwijanie nowych kanałów dotarcia do klienta, nieustanna praca nad poprawą łańcuchów dostaw oraz dojrzałości zakupowej, a także świadome zarządzanie cyklem życia klienta wspierane lepszym wykorzystaniem danych to właściwa recepta dla firm handlowych. Zwłaszcza dla tych przedsiębiorstw, które mają aspiracje odegrać istotną rolę online.

Wypowiedzenie przez bank kredytu na mieszkanie będzie szybkie?

Wypowiedzenie kredytu na mieszkanie to scenariusz, którego obawia się wiele osób. Poniżej prezentujemy więcej informacji o wypowiedzeniu kredytu mieszkaniowego i wyjaśniamy, kiedy może dojść do takiej sytuacji.

Dane BFG dotyczące spłacalności kredytów mieszkaniowych wskazują, że w kwietniu br. sytuacja pod tym względem nadal wyglądała dobrze. Kwietniowy wskaźnik jakości kredytów mieszkaniowych (2,2%) był nawet lepszy od tego z połowy minionego roku (2,4%). Nie zmienia to jednak faktu, że wzrost liczby niespłacanych „hipotek” wydaje się raczej przesądzony. W związku z powyższym, dodatkowego znaczenia nabrał ważny temat, jakim jest wypowiedzenie kredytu na mieszkanie lub dom. Warto wyjaśnić, czy bank może wypowiedzieć umowę zaraz po niespłaceniu 2 – 3 miesięcznych rat. Ciekawym aspektem w kontekście wypowiedzenia umowy kredytowej są zmiany, które wprowadziła ustawa o kredycie hipotecznym.

Nasz artykuł w dużym skrócie:  

  • Zarówno ustawa prawo bankowe, jak i ustawa o kredycie hipotecznym przewiduje trzydziestodniowy podstawowy termin na wypowiedzenie przez bank kredytu hipotecznego.
  • Kredytodawca nie może wypowiadać umowy zbyt szybko. Orzecznictwo wskazuje, że nieuzasadnione będzie np. wypowiedzenie umowy po niezapłaceniu przez klienta jednej raty.
  • Ustawa o kredycie hipotecznym wprowadziła dodatkowe rozwiązania, która chronią kredytobiorcę.

Ustawowe terminy wypowiedzenia niestety są dość krótkie

Przepisy, na których powinno bazować wypowiedzenie kredytu mieszkaniowego zależą od daty podpisania umowy „hipoteki”. Jeżeli umowa kredytowa została zawarta najwcześniej 22 lipca 2017 roku, to zastosowanie znajdzie ustawa z dnia 23 marca 2017 r. o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami (Dz. U. 2017 poz. 819). Przepisy wspomnianej ustawy obejmują również kredyty mieszkaniowe zaciągnięte po granicznej dacie (21 lipca 2017 roku) w celu refinansowania wcześniejszego długu. „W przypadku starszych „hipotek”, znaczenie mają natomiast wyłącznie przepisy ustawy prawo bankowe z dnia 29 sierpnia 1997 r. (Dz. U. 1997 nr 140 poz. 939)” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Po porównaniu przepisów z obydwu wspomnianych ustaw dotyczących terminu wypowiedzenia umowy kredytu okazuje się, że są one bardzo podobne. Zarówno prawo bankowe, jak i ustawa o kredycie hipotecznym wskazuje, że wypowiedzenie kredytu na mieszkanie może nastąpić w razie niedotrzymania warunków umowy i/lub utraty zdolności kredytowej. Standardowy termin wypowiedzenia umowy kredytowej to 30 dni, ale może on zostać skrócony zaledwie do 7 dni w razie zagrożenia upadłością kredytobiorcy. „Umowa kredytu mieszkaniowego może przewidywać zasady, które są bardziej korzystne dla klienta banku” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wypowiedzenie kredytu hipotecznego: jedna rata to nie powód

Jako wadę obowiązujących przepisów można postrzegać fakt, że nie precyzują one, kiedy dokładnie wypowiedzenie kredytu mieszkaniowego będzie uzasadnione. Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o odpowiedź na pytanie, jak duże zaległości ratalne usprawiedliwiają decyzję banku o wypowiedzeniu kredytu hipotecznego. Wspomniane pytanie zadaje wielu zaniepokojonych kredytobiorców mieszkaniowych. Warto uspokoić takie osoby, ponieważ orzecznictwo sądowe wskazuje, że bank nie powinien zbyt szybko podejmować decyzji o wypowiedzeniu umowy. „Ważny Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2013 r. o sygnaturze akt IV CSK 679/12 sugeruje, że zaległość klienta stanowiąca około 150% wartości comiesięcznej raty nie powinna uzasadniać drastycznego rozwiązania, jakim jest wypowiedzenie kredytu mieszkaniowego” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto pamiętać, że w umowach kredytowych dość często znajdują się klauzule określające liczbę niespłaconych rat jako przyczynę wypowiedzenia. Tak było w sprawie zakończonej Wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 15 września 2021 r. o sygn. akt I ACa 433/21. W tym przypadku, umowa przyznawała bankowi prawo wypowiedzenia po niedokonaniu spłaty dwóch kolejnych rat i wysłaniu klientowi dwóch przypomnień. Inne wyroki sądów wskazują na dość częste zastosowanie w umowach klauzul mówiących właśnie o co najmniej dwóch niezapłaconych ratach jako przyczynie wypowiedzenia kredytu (zobacz np. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 3 września 2020 r. – sygn. akt I ACa 156/20). „Banki prawdopodobnie zdają sobie sprawę, że mniej korzystne dla klienta zasady byłyby kwestionowane” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nowszych kredytów na „M” dotyczą dodatkowe przepisy

Brak zróżnicowania terminu wypowiedzenia umowy kredytu pomiędzy prawem bankowym i ustawą o kredycie hipotecznym nie oznacza, że ten drugi akt prawny jest bez znaczenia dla kredytobiorców w kłopotach finansowych. Warto wiedzieć, że kredytów z umowami zawartymi najwcześniej 22 lipca 2017 roku dotyczą dodatkowe przepisy. Jedna z regulacji zakłada, że bank przed wypowiedzeniem umowy kredytowej powinien pozwolić posiadaczowi kredytu mieszkaniowego na bezpłatną restrukturyzację zadłużenia. „Negatywna decyzja w sprawie restrukturyzacji może być uzasadniona złą sytuacją finansową klienta” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Co ważne, w okresie prawidłowo realizowanej restrukturyzacji, wypowiedzenie kredytu na mieszkanie jest zabronione. Jeżeli natomiast sytuacja finansowa klienta nie uzasadnia zastosowania restrukturyzacji, to bank powinien mu zapewnić co najmniej 6 miesięcy na samodzielną sprzedaż nieruchomości. W tym okresie kredytodawca nie powinien podejmować czynności zmierzających do odzyskania należności. „Bank musi też zgodzić się na ratalną spłatę pozostałego zadłużenia, jeżeli wpływy ze sprzedaży nieruchomości okazały się mniejsze niż saldo kredytu” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Możliwość samodzielnej sprzedaży lokum przez dłużnika jest bez wątpienia korzystnym rozwiązaniem. Banki czasem proponują taki wariant również posiadaczom kredytów udzielonych przed 22 lipca 2017 roku. Warto zatem zapytać bank o możliwość samodzielnej sprzedaży nieruchomości obciążonej hipoteką. „Trzeba pamiętać, że egzekucja komornicza jest uciążliwa również dla kredytodawcy” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Słabość złotego, kryptowaluty znów nurkują

Dwa dni z rzędu spadku WIBOR rozpala nadzieje kredytobiorców, że ich koszmar ma się ku końcowi. Jest to prawdopodobnie nadmiernie optymistyczny wniosek, ale wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie wzrost stóp będzie niższy, niż sądzono jeszcze kilka tygodni temu. Widać to po słabości złotego.

WIBOR ufa prezesowi

Po ostatnich wypowiedziach rynki zmieniają nastawienie względem docelowych poziomów stóp procentowych. Widać to chociażby w przypadku stawek WIBOR, które od dwóch dni spadają. Widać to również na kontraktach na stopę procentową. Co to oznacza w praktyce? Inwestorzy spodziewają się, że stopy procentowe nie zajdą tak wysoko, jak dotychczas sądzono. Jest to z jednej strony dobra wiadomość dla kredytobiorców. Skoro nasze raty zależą najczęściej od wysokości stawki WIBOR 3M lub 6M to spadek o 0,15% w ciągu dwóch dni tych parametrów jest miłą niespodzianką. Z drugiej strony w kursie złotego uwzględnione były te podwyżki. Jeżeli ich nie będzie, złoty powinien znów być w odwrocie. Tak ten sam złoty, w którym euro właśnie przekroczyło 4,80 zł.

Kiedy dolar będzie droższy od euro?

Biorąc pod uwagę dynamikę zmian na rynku, należy pamiętać, że tekst ten był pisany we wtorek przed godziną 10:00. Zaznaczamy to, gdyż już wczoraj dolara od bycia droższym od euro dzieliło 0,4 centa. Dzisiaj w szczytowym momencie było to już mniej niż 0,1 centa. Inwestorzy coraz częściej zadają sobie zatem pytanie nie o to, czy dolar będzie droższy od euro, ale kiedy to się wydarzy. W tle tych rozważań mamy jutrzejsze dane o inflacji w USA. Rynki oczekują symbolicznego wzrostu z 8,6% na 8,8%, ale co przynajmniej równie ważne spadku inflacji bazowej z 6% na 5,8%. Jeżeli rynki mogą na coś czekać z ostatecznym atakiem to na te dane. Co więcej, nawet wynik zgodny z oczekiwaniami nie musi powodować, że to euro wciąż będzie silniejszym kolegą dolara.

Kryptowaluty znów nurkują

Bitcoin, będący wciąż główną kryptowalutą ponownie spadł poniżej psychologicznej bariery 20 000 dolarów. W dół idą też inne aktywa z tego rynku. Druga najpopularniejsza kryptowaluta etherum spada nawet mocniej. Jeszcze nie zanurkowała poniżej ważnego dla niej poziomu 1000 dolarów, ale jeśli jutro ponowi się dzisiejszy ruch szybko się tam znajdzie. Nastroje na rynku (delikatnie mówiąc) są słabe. Najlepiej pokazuje to ostatnia ankieta Bloomberga, w której 60% ankietowanych uważa, że bitcoin szybciej osiągnie 10 000 dolarów niż 30 000 dolarów. Nie jest to pozytywny prognostyk dla tego rynku. Szkodzą mu jednak znacznie bardziej wysokie rentowności obligacji, będące alternatywą dla kryptowalut niż pesymistyczne nastawienie części inwestorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Polski Ład: składka zdrowotna obniży… składkę zdrowotną

Przepisy Polskiego Ładu dają podatnikom rozliczającym się liniowo możliwość pomniejszenia podstawy składki zdrowotnej o… zapłaconą składkę zdrowotną. Eksperci z firmy inFakt wyjaśniają, jak można z tego skorzystać.

Zmiana przepisów z 1 lipca 2022 r. powoduje, że podatnicy rozliczający się liniowo mogą obniżyć dochód do opodatkowania o zapłacone składki zdrowotne maksymalnie do kwoty 8 700 zł. Oznacza to, że mogą dzięki temu zaoszczędzić nawet do 1 653 zł rocznie podatku.

Obniżenia tego można dokonać na dwa sposoby. Po pierwsze, poprzez zaliczenie zapłaconej składki zdrowotnej do kosztów uzyskania przychodów. Po drugie, poprzez obniżenie dochodu do opodatkowania, w momencie wyliczania samej zaliczki na podatek – mówi Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt. – Jest to rozwiązanie zawarte w ustawie o podatku dochodowym analogiczne jak przy składkach na ubezpieczenie społeczne. Nowe przepisy nie są w tym zakresie jednak zbieżne z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Zgodnie z przepisami tej ustawy podstawę składki zdrowotnej stanowi przychód pomniejszony o koszty i ewentualne składki na ubezpieczenie społeczne, o ile nie zostały zaliczone do kosztów. 

W związku z tym, jeżeli składka zdrowotna zostanie zaliczona do kosztów uzyskania przychodu, to tym samym obniży ona podstawę wyliczenia składki zdrowotnej. W drugim przypadku składka zdrowotna nie obniży tej podstawy.

Jeśli składka zdrowotna będzie więc zaliczona do kosztów uzyskania przychodu, pozwoli to podatnikowi zaoszczędzić dodatkowe nawet 426,30 złotych na składce zdrowotnej.

Ile można zaoszczędzić?

Dzięki zaliczeniu zapłaconej składki zdrowotnej do kosztów uzyskania przychodu podatnik może zaoszczędzić w ciągu roku maksymalnie 2079,30 zł (426,30 zł na składce zdrowotnej i 1653 zł podatku).

W przepisach mimo wszystko powinien pojawić się zapis korygujący, który stanowiłby, że podstawę składki zdrowotnej stanowi dochód pomniejszony o składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, o ile nie zostały zaliczone do kosztu uzyskania przychodu. Wówczas efekt w przypadku różnych rozwiązań byłby taki sam – ocenia ekspert z inFaktu.

Obecnie jednak korzystniejszym rozwiązaniem jest zaliczanie składki zdrowotnej do kosztów. Wtedy obniży się zarówno podstawa opodatkowania, jak i podstawa samej składki zdrowotnej.

Nowelizacja prawa konsumenckiego

Przed nami nowelizacja prawa konsumenckiego, którą zawdzięczamy implementacji trzech unijnych dyrektyw : Dyrektywy 2019/2161, potocznie nazywanej „Dyrektywą Omnibus”, Dyrektywy (UE) 2019/770 tzw. Dyrektywą Cyfrową oraz Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/771 czyli Dyrektywą Towarową. W Polsce co prawda ich wdrożenie odbywa się z pewnym opóźnieniem, ale już dziś możemy stwierdzić, że będzie miało istotny wpływ na działalność przedsiębiorców, w szczególności tych, którzy swoje towary i usługi sprzedają konsumentom w Internecie.

Transparentność ukróci fałszywe obniżki cen

Nowe przepisy rozprawiają się z dość dobrze znaną konsumentom praktyką sztucznego zawyżania ceny tuż przed promocją, tak aby obniżka wydawała się klientom jeszcze bardziej atrakcyjna. Szczególnie wyraźnie widać ten problem w okresie słynących z wyprzedaży tzw. Black Friday i jego odpowiednika w e-commerce- Cyber Monday. Zgodnie z nowymi przepisami w każdym przypadku obok informacji o obniżonej, „promocyjnej” cenie będzie musiała zostać wskazana także informacja o najniższej cenie danego towaru lub usługi, obowiązującej w okresie ostatnich 30 dni przed obniżką. Może się również zdarzyć, że towar lub usługa zostały wprowadzone do sprzedaży w okresie krótszym niż 30 dni- wówczas należy wskazać informację o ich najniższej cenie, jaka obowiązywała w okresie od dnia wprowadzenia do sprzedaży do dnia obniżenia ceny. Wymóg będzie obowiązywał zarówno sklepy stacjonarne, jak i internetowe.
Niezastosowanie się do tego obowiązku będzie mogło zostać potraktowane jako wprowadzenie konsumentów w błąd i może skutkować dotkliwą karą finansową (nawet do 20 tys. złotych za każdy przypadek naruszenia).

Opinie – koniec z kupowaniem rekomendacji

Na decyzje konsumenta o zakupie danego produktu wpływa wiele czynników. Może to być atrakcyjna cena, wyjątkowa jakość, rozpoznawalna marka, czasem nawet praktyczne opakowanie. Coraz częściej jednak przy wyborze konkretnego towaru decydująca rolę odgrywają opinie i komentarze innych użytkowników danego produktu. Pozytywne recenzje stały się dla sklepów internetowych na tyle pożądanym dobrem, że wiele z nich decyduje się „pójść na skróty” i takie opinie zakupić.

W świetle nowych przepisów przedsiębiorca, który umożliwia dostęp do opinii i komentarzy konsumentów o produktach, będzie zobligowany do wykazania czy i jakie działania podejmuje, aby publikowane opinie pochodziły wyłącznie od konsumentów, którzy faktycznie zakupili dany towar. Nie wystarczy zatem samo stwierdzenie, że przedsiębiorca podejmuje jakieś działania weryfikujące, konieczne będzie ich wskazanie. Obowiązek ten należy potraktować jak najbardziej poważnie, ponieważ podanie nieprawdy może zostać potraktowane jako nieuczciwa praktyka rynkowa.
Nieuczciwą praktyką rynkowa mogą być również takie przejawy manipulowania rekomendacjami jak np. zlecenie innej osobie prawnej lub fizycznej zamieszczania nieprawdziwych opinii konsumentów, zniekształcanie opinii konsumentów, usuwanie czy ukrywanie niepochlebnych opinii.

Naruszenie tych zasad może skutkować nałożeniem przez Prezesa UOKIK kary w wysokości nawet do 10 % przychodów uzyskanych za poprzedni rok rozliczeniowy. Warto zatem prześwietlić system opiniowania produktów w swoim sklepie internetowym i zadbać o odpowiednią weryfikację rekomendacji.

To tylko niektóre spośród nowych rygorów mających wzmocnić ochronę konsumentów. Czy omawiane zmiany przyniosą przedsiębiorcom wyłącznie nowe obowiązki czy też pojawią się dla nich jakieś korzyści? Z pewnością implementacja dyrektyw ujednolici praktyki e-commerce w całej Unii, co będzie pomocne dla przedsiębiorców, pragnących rozszerzyć swoją działalność o zagraniczne rynki. Większa przejrzystość zakupów i uczciwe zasady opiniowania produktów przełożą się też na poziom zadowolenia klientów i wzmocnią ich zaufanie do sklepów internetowych.

Autor: Radca Prawny – Marlena Kwiatek, Kancelaria Chałas i Wspólnicy

GfK: Polacy zmieniają wakacyjne plany z powodu inflacji

W Polsce narastają obawy przed dalszym wzrostem cen artykułów konsumpcyjnych codziennego użytku: paliwa, żywności, energii elektrycznej i gazu. Zaniepokojenie podwyżkami wyraża: od 60 proc. (gaz) do 81. proc. (paliwa) respondentów, których firma GfK przepytała w ramach badania „Current Consumer Mood”. Wyższe koszty utrzymania i niepewność sytuacji na rynku spowodowały również zmiany w wakacyjnych planach Polaków –  ich modyfikacji  dokonało 57 proc., przy czym aż jedna piąta nie planuje w tym roku wyjazdu urlopowego.

W Polsce stale i znacząco rosną ceny towarów i usług, zwłaszcza w szczególnie wrażliwych sektorach jakimi są: paliwa, żywność, energia elektryczna i gaz. To oznacza znaczny wzrost kosztów codziennego utrzymania. Niepokój związany z coraz wyższymi rachunkami wyraża znakomita większość konsumentów: w odniesieniu do wzrostu ceny paliwa jest to 81 proc. respondentów badania GfK, żywność – 75 proc., energii elektrycznej – 69 proc., a w przypadku gazu takie obawy posiada 60. proc. Zdaniem ekspertów GfK Polacy bardzo niepokoją się możliwością kontynuacji podwyżek na rynku, także w przyszłym roku.

Prawie wszyscy respondenci spodziewają dalszego, wysokiego tempa wzrostu cen. Odsetek osób przekonanych o nieuchronności tego procesu wynosi aż 95 proc. Przy czym 83 proc. uważa, że w kolejnych miesiącach ceny będą rosły szybciej lub co najmniej w podobnym tempie jak wiosną tego roku wskazuje Dominika Grusznic-Drobińska, dyrektor działu Consumer Insight & Marketing Effectiveness w GfK.

Obawy wpływają na wakacje Polaków

Stale podnoszone ceny podstawowych artykułów oraz niepokój związany z przewidywanymi dalszymi podwyżkami mocno przełożyły się na tegoroczne wakacje. Wywarły tak silną presję, że 57 proc. Polaków zmieniło swoje plany dotyczące urlopów. W tej grupie na wypoczynek w kraju zdecydowało się 15 proc.. Jednak  aż 21 proc. w ogóle zrezygnowało z jakiegokolwiek wyjazdu.

Decyzje o rezygnacji z urlopu lub spędzeniu go blisko domu wynikają przede wszystkim z rekordowej inflacji i cen usług turystycznych, paliwa, czy żywności. Jednak to nie wszystko. Obserwujemy także obawy przed lataniem wynikające z wojny w Ukrainie oraz z problemami z płynnością w zakresie obsługi ruchu lotniczego w Europie. Z pewnością będą to wakacje inne niż wszystkie i wiele sektorów bardzo mocno odczuje powszechnie wdrażaną strategie zaciskania pasa mówi Dominika Grusznic-Drobińska.

Deweloperzy giełdowi sprzedali o 41% mniej mieszkań w II kw. 2022 r.

W drugim kwartale br. kontraktacja deweloperów mieszkaniowych, notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW, uległa kolejnej fazie zapaści. Tym samym stan koniunktury sprzedażowej rynku pierwotnego, mierzony wynikami giełdowych tuzów, cofnął się w przeciągu zaledwie trzech kwartałów o siedem lat, w okolice początków właśnie dokonanej prosperity.

Od prosperity do depresji w 9 miesięcy

Po ponad ośmiu latach sprzedażowego boomu o historycznym wymiarze i długotrwałym trwaniu na szczycie koniunkturalnego cyklu, pierwotny segment mieszkaniówki w przeciągu zaledwie kilku miesięcy zanurkował w odmętach przyspieszonego spowolnienia. Po wyraźnym hamowaniu deweloperskiej kontraktacji w ostatnim kwartale ub. roku, pierwsza połowa bieżącego nie pozostawia już wątpliwości co do faktu rynkowego przesilenia.

Notowana na rodzimej GPW stawka piętnastu deweloperów mieszkaniowych w okresie kwiecień – czerwiec br. znalazła nabywców na zaledwie 4250 lokali. Jak wyliczyli eksperci portalu RynekPierwotny.pl to o 41 proc. mniej licząc rok do roku i ponad 16 proc. słabiej w relacji kwartał do kwartału. Równie deprymująco prezentuje się ogólny wynik pierwszego półrocza na poziomie 9288 lokali, gorszy o blisko jedną trzecią w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że podobnie słaby wynik (odpowiednio 3843 i 9028 jednostek) deweloperzy giełdowi w tej samej liczbie i zbliżonym składzie (tylko 4 zmiany) zakomunikowali ostatnio w II kw. i pierwszym półroczu 2015 roku, a więc w początkowej fazie ostatniego ożywienia. W ten sposób, w kilka miesięcy, rodzimy popyt na mieszkania z pierwszej ręki cofnął się do poziomu sprzed siedmiu lat.

Co gorsza jednak, o ile w poprzednim kwartale jeszcze dwie spółki zaraportowały dodatni wynik rdr, o tyle obecnie cała stawka prezentowanych firm znalazła się pod kreską. Co więcej, tylko w jednym przypadku – Murapolu, sprzedażowy regres miał wymiar jednocyfrowy zarówno w odniesieniu do kwartału jak i półrocza. Reszta spółek zakomunikowała spadki nie tylko dwucyfrowe, ale liczone niemal w każdym punkcie w grubych dziesiątkach procent. Fakt ten najlepiej potwierdza zdecydowanie niewesołą sytuację krajowych deweloperów o profilu mieszkaniowym, być może charakterystyczną już dla fazy depresji cyklu koniunkturalnego.

Rekordowy udział zakupów gotówkowych

W dalszym ciągu deweloperzy mieszkaniowi komunikują rekordową – rzędu 60-70 proc. udziału – przewagę transakcji gotówkowych nad kredytowymi, w procesie topniejącej z miesiąca na miesiąc, kontraktacji nowych lokali. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl oznacza to, że o ile sprzedaż mieszkań na kredyt uległa w ostatnich miesiącach załamaniu za sprawą windowania stóp procentowych NBP, to sprzedaż gotówkowa wciąż ma się całkiem nieźle, ratując rynek przed całkowitym zastojem.

Tymczasem coraz większą konkurencją dla inwestycji w mieszkania stają się, rosnące wraz ze stopami NBP, oprocentowania lokat bankowych oraz rentowności innych instrumentów finansowych niskiego ryzyka, z gwarancją ochrony kapitału. Sytuacja ta coraz bardziej zaczyna przypominać tę z okresu globalnego kryzysu finansowego zapoczątkowanego upadkiem Lehman Brothers w 2008 roku, kiedy to pieniądze trzymane przez Kowalskiego, w banku na lokacie, dawały przez kilka lat z rzędu znacznie większe profity niż zainwestowane w mieszkaniówce.Tabela wyników deweloperów z GPW 2 kw. 2022

W tej sytuacji najgorszym z możliwych scenariuszy dla branży deweloperskiej byłby wiarygodny sygnał początku korekty cenowej nowych mieszkań, co mogłoby wywołać u inwestorów detalicznych awersję do gotówkowych inwestycji mieszkaniowych na bliżej nieokreślony okres czasu. A to pociągnęłoby za sobą dalszy zjazd statystyk sprzedażowych nowych mieszkań. Doceniając merytorykę całej listy argumentów negujących jakąkolwiek ewentualność przeceny w mieszkaniówce, należy mieć świadomość, że w obecnych czasach nie takie „cuda” są możliwe.

Przed mieszkaniówką trudne czasy

W tej sytuacji czołowi deweloperzy przekierowują swoją uwagę na rynek PRS – wynajmu instytucjonalnego. Sęk w tym, że popyt z tej strony może pokryć w najbliższych latach od kilku do kilkunastu procent prezentowanego ostatnio potencjału inwestycyjnego deweloperów. Do tego będzie on skumulowany w kilku lokalizacjach największych rodzimych metropolii, pozostawiając całą resztę kraju na pastwę dekoniunktury.

Tymczasem w przekazie medialnym pojawiają się już pierwsze przewidywania korekty cenowej mieszkań deweloperskich, a nawet przepowiednie krachu w mieszkaniówce. Abstrahując od wiarygodności zwłaszcza tej ostatniej prognozy, widać wyraźnie, że atmosfera nad pierwotnym rynkiem mieszkaniowym gęstnieje z dnia na dzień. Niestety, nie brakuje ku temu argumentów, uzasadniających wejście rynku w cykliczne spowolnienie najprawdopodobniej o znacznie dłuższej niż kilkukwartalnej perspektywie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Paragony i kasy rejestrujące pod lupą fiskusa. W I kw. 2022 r. liczba mandatów wzrosła rdr. o ponad 260 proc.

Krajowa Administracja Skarbowa przeprowadziła w I kwartale br. ponad 48,5 tys. kontroli wystawiania paragonów i ewidencjonowania sprzedaży na kasach rejestrujących wraz z nabyciem sprawdzającym. Nie ma natomiast danych dotyczących przeprowadzonych czynności w analogicznym okresie 2021 roku, czym są zaskoczeni eksperci. Z kolei o ponad 263% wzrosła rdr. liczba mandatów z tytułu nieprawidłowości w zakresie ewidencjonowania sprzedaży przy zastosowaniu kasy rejestrującej i wydawania nabywcy paragonu fiskalnego. Ostatnio wystawiono je na łączną kwotę ponad 2,4 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 441%.

Na tropie nieprawidłowości

Od stycznia do marca br. Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) przeprowadziła 48 526 kontroli wystawiania paragonów i ewidencjonowania sprzedaży na kasach rejestrujących (wraz z nabyciem sprawdzającym). Jak informuje rzecznik prasowy Szefa Krajowej Administracji Skarbowej Anita Wielanek, KAS nie posiada danych dotyczących liczby przeprowadzonych czynności w I kw. 2021 roku. Jednak podkreśla,  że ograniczenia wynikające z pandemii COVID-19, miały znaczący wpływ na liczbę zrealizowanych czynności w stosunku do roku 2022.

– Brak danych o czynnościach sprawdzających wydaje się dość zaskakujący i to niezależnie od faktu, że sprawa dotyczy stanu epidemii oraz trudności towarzyszących urzędnikom i przedsiębiorcom w tamtym czasie, tj. w pierwszym kwartale ub.r. – komentuje dr Jacek Matarewicz, adwokat i doradca podatkowy, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski oraz ekspert BCC.

Jak zaznacza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, KAS miała ograniczone możliwości prowadzenia ww. kontroli w I kwartale 2021 roku. Dlatego też liczba przeprowadzonych czynności mogła być mniejsza w porównaniu z innymi okresami. Ekspert przypuszcza, że na początku 2022 roku część działań kontrolnych mogła dotyczyć branży gastronomicznej, hotelowej i centrów handlowych. Obiekty te miały ograniczone możliwości prowadzenia działalności.

– Prawie 50 tysięcy kontroli w całym kraju nie wydaje się wygórowaną liczbą. Więcej zastrzeżeń budzi to, czy reakcja na stwierdzone uchybienia była adekwatna. Trzeba przecież pamiętać, że fiskalizacja to często temat pojawiający się u drobnych przedsiębiorców, prowadzących małe rodzinne biznesy, np. sklepiki, hurtownie i apteki – dodaje ekspert z BCC.

Zdaniem Natalii Stoch-Miki, na podstawie przedstawionych danych bardzo trudno stwierdzić, czy dużym problemem jest łamanie przepisów dotyczących ewidencjonowania sprzedaży i wydawania paragonów. Według eksperta, część przedsiębiorców robi to zupełnie nieświadomie. Dla przykładu, nabijają paragon, ale zapominają go wydać. A w ten sposób również przecież łamią przepisy.

– Nieewidencjonowanie sprzedaży stanowi haniebną praktykę, z którą należy stanowczo walczyć. Są to zachowania szkodliwe dla całej gospodarki i uczciwych podatników. Niemniej jednak część sporów dotyczy sytuacji, w których np. kontrolujący nie wzięli wydrukowanego dla nich paragonu. Mogli też stwierdzić inne uchybienia w działaniu urządzenia, z którymi podatnik nie był w stanie sobie poradzić bez wsparcia technicznego. Istotne jest więc to, żeby nakładane kary były proporcjonalne do stwierdzonych nieprawidłowości – podkreśla dr Matarewicz.

Czas karania

Udostępnione dane dotyczą też liczby mandatów z tytułu nieprawidłowości w zakresie ewidencjonowania sprzedaży przy zastosowaniu kasy rejestrującej i wydawania nabywcy paragonu fiskalnego. W pierwszym kwartale br. nałożono ich 2799, a w analogicznym okresie 2021 roku – 770. Ostatnio opiewały one na łączną kwotę ponad 2,4 mln zł, a rok wcześniej – na przeszło 444 tys. zł.

– Te dane pokazują skalę problemu, którego przy takich liczbach nie należy bagatelizować. Zaostrzono kary za niewydanie paragonu, a od lipca miały wejść w życie (rzutem na taśmę termin ten przesunięto) nowe, dotyczące niezapewnienia połączenia terminala płatniczego z kasą online lub kasą wirtualną. W takim stanie prawnym należy poważnie podchodzić do obowiązku fiskalizowania sprzedaży – zaznacza dr Jacek Matarewicz.

Według ww. danych, w I kwartale br. średnia wysokość mandatu wyniosła przeszło 860 zł, a rok wcześniej – ponad 577 zł. Jak podkreśla doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, kara powinna być na tyle wysoka, żeby odstraszać ewentualną chęć popełnienia wykroczenia lub przestępstwa. Zdaniem eksperta, KAS coraz częściej zwiększa mandaty nawet za niewielkie lub nieświadome przewinienie. Polscy przedsiębiorcy muszą liczyć się z rosnącymi z roku na rok karami z urzędów skarbowych.

– Myślę, że wzrost średniej wysokości mandatu to efekt zaostrzenia kar. W najbliższym czasie kontrole mogą się nasilić. W przyszłości możliwe będzie orzekanie kary 5 tys. zł tytułem niezapewnienia połączenia kasy z terminalem płatniczym – mówi dr Matarewicz.

Z kolei Natalia Stoch-Mika odwołuje się do swoich wieloletnich obserwacji. Z nich wynika, że w okresie wakacyjnym wzrasta liczba kontroli w zakresie prawidłowości ewidencjonowania sprzedaży przy zastosowaniu kasy fiskalnej. Często takie działania przeprowadzane są w miejscowościach turystycznych, w branży hotelowej i gastronomicznej. Zdaniem eksperta, z roku na rok możemy spodziewać się coraz wyższych mandatów.

Liczba samochodów z napędem elektrycznym w Polsce przekroczyła 50 tys.

Według danych z końca czerwca 2022 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 50 990 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym. Przez pierwsze sześć miesięcy 2022 r. ich liczba zwiększyła się o 12 207 sztuk, tj. o 45% więcej niż w analogicznym okresie 2021 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.liczba samochodów z napędem elektrycznym w Polsce przekroczyła 50 tys

Pod koniec czerwca 2022 r. po polskich drogach jeździły 48 883 elektrycznych samochody osobowe. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (23 698 szt.) tej części floty pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 25 185 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 2107 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec czerwca składała się z 14 464 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 407 466 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 762 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec czerwca 2022 r. w Polsce funkcjonowały 2232 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (4327 punktów). 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W czerwcu uruchomiono 42 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (74 punkty).

– To, że bardzo dynamicznie rośnie liczba rejestracji samochodów bateryjnych czy hybryd plug-in zarówno osobowych jak i dostawczych nie dziwi, zwłaszcza w świetle programu „Mój elektryk”. Jednak, co szczególnie godne podkreślenia, to fakt, że wzrasta liczba rejestracji wszystkich segmentów pojazdów niskoemisyjnych i już zbliża się do 40% rynku. O ile liczba nowo rejestrowanych samochodów benzynowych utrzymuje się mniej więcej na poziomie 50% rynku, to już możemy powiedzieć, że Polska jest w awangardzie, jeśli chodzi o odchodzenie od samochodów z silnikiem diesla. W ciągu ostatniego półrocza ich udział w rejestracjach wyniósł nieco powyżej 10%, a więc prawie dwa razy mniej niż wynosi średnia europejska. Biorąc pod uwagę decyzje podjęte przez Parlament Europejski i europejskich ministrów klimatu i środowiska o w praktyce zakazie rejestracji samochodów spalinowych od 2035 roku, należy spodziewać się, że liczba rejestracji samochodów niskoemisyjnych będzie dynamicznie rosła mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Program „Mój Elektryk” przynosi szczególnie pozytywne efekty w segmencie samochodów użytkowych. Atrakcyjna kwota dotacji (do 70 tys. zł) oraz brak limitu cenowego sprawiły, że w I półroczu 2022 r. w Polsce zarejestrowano ponad trzy razy więcej zeroemisyjnych dostawczaków w I połowie roku 2021. Prawdziwy wzrost zainteresowania nabywców tą kategorią pojazdów dopiero przed nami w związku ze stale powiększającą się ofertą modelową użytkowych EV (liczącą obecnie 21 wariantów) oraz realizowanymi strategiami elektryfikacji flot dużych przedsiębiorstw. Co istotne, elektryczne samochody dostawcze stają się coraz bardziej praktyczne z perspektywy kierowców – średni zasięg modeli, które pojawiły się na rynku w 2022 r. przekracza już 250 km na jednym ładowaniu, co z nawiązką wystarcza do realizowania codziennych zadań miejskiej logistyki – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.   

Projekt zmian w kodeksie karnym

W dniach 6 i 7 lipca 2022 roku Sejm RP rozpatrywał projekt zmian w kodeksie karnym, przewidującym między innymi wprowadzenie do ustawy przepisów dotyczących przepadku pojazdu mechanicznego lub jego równowartości w przypadku popełnienia przestępstwa w ruchu drogowym.

W przypadkach wskazanych w ustawie w stosunku do sprawcy czynu z art. 173 k.k. (katastrofa w ruchu lądowym), art. 174 k.k. (sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym) lub art. 177 k.k. (wypadek w ruchu lądowym), jeśli znajdował się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środków odurzających lub zbiegł z miejsca przestępstwa, sąd obligatoryjnie orzekać miałby przepadek pojazdu lub jego równowartości. Z kolei w przypadku popełnienia czynu z art. 178a § 1 lub § 4 k.k. (prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości), sąd orzekałby przepadek pojazdu lub jego równowartości, jeśli zawartość alkoholu w organizmie przekroczyłaby próg 1,5‰ lub 0,75 mg/dm3.

Przepadek pojazdu mechanicznego następowałby w przypadku, gdy sprawca przestępstwa jest wyłącznym właścicielem takiego pojazdu. W innych przypadkach, tj. jeżeli pojazd podlegający przepadkowi nie stanowiłby wyłącznej własności sprawcy lub gdyby orzeczenie przepadku pojazdu mechanicznego było niemożliwe lub niecelowe z uwagi na jego zbycie, utratę, zniszczenie lub znaczne uszkodzenie, sąd orzekałby przepadek równowartości tego pojazdu.

Za równowartość uznawana byłaby wartość pojazdu określona w polisie ubezpieczeniowej na rok, w którym popełniono przestępstwo, a w razie braku polisy – średnią wartość rynkową pojazdu, odpowiadającego przy uwzględnieniu marki, modelu, roku produkcji, typu nadwozia, rodzaju napędu i silnika, pojemności lub mocy silnika oraz przybliżonego przebiegu, pojazdowi prowadzonemu przez sprawcę na podstawie dostępnych danych, bez powoływania w tym celu biegłego. Gdyby ustalenie wartości rynkowej pojazdu nie byłoby możliwe ze względu na szczególne cechy tego pojazdu, nastąpiłoby zasięgnięcie opinii biegłego.

Projekt przepisów wyłącza możliwość orzeczenia przepadku pojazdu lub jego równowartości w przypadku, gdy sprawca prowadzi pojazd mechaniczny niestanowiący jego własności lub współwłasności, jeśli równocześnie sprawca ten wykonuje czynności zawodowe lub służbowe polegające na prowadzeniu pojazdu na rzecz pracodawcy. W takim przypadku sąd orzekać ma nawiązkę w wysokości nie niższej niż 5 tys. złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Projektodawca wskazuje, że za przyjęciem takiego rozwiązania przemawia okoliczność, że w ramach wykonywanego zawodu kierowcy prowadzą pojazdy o wartości niejednokrotnie tak znacznej, że orzeczenie przepadku równowartości czyniłoby iluzoryczną możliwość jej uiszczenia przez sprawcę bądź od niego wyegzekwowania, jak również jawiło się jako rażąco niesprawiedliwe i nieproporcjonalne (np. motorniczy, maszyniści, kierowcy samochodów ciężarowych).

Proponowane zmiany mają niewątpliwie częściowo populistyczny, a nie merytoryczny charakter. Polityka zaostrzana kar (przepadek pojazdu lub jego równowartości jest przecież swoistą karą dla sprawcy) nie stanowi skutecznego remedium, które wyeliminuje czy ograniczy ilość przestępstw drogowych, tak samo, jak nie ograniczyło ich znaczne podwyższenie mandatów. Niemniej jednak z punktu widzenia dolegliwości finansowej, jaką będzie przepadek pojazdu lub jego równowartości można przyjąć, że chociaż pewna część potencjalnych sprawców zrezygnuje z prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości. Czy jednak zamierzony cel prewencyjny zostanie w pełni osiągnięty będzie można ocenić dopiero po pewnym czasie obowiązywania tych przepisów.

Niezależnie od powyższego, należy zauważyć na to, że proponowane rozwiązania są niekonsekwentne w zakresie przepadku pojazdu przy popełnieniu czynu z art. 178a k.k. Zgodnie bowiem z proponowaną regulacją przepadek ma dotyczyć tylko sytuacji „bardziej pijanych” kierowców (tj. powyżej 1,5‰), ci którzy mają niższe stężenie alkoholu przepadku pojazdy unikną. Na tym tle należy wskazać, że jest to rozwiązanie wadliwe, które wprowadzać będzie sztuczne rozgraniczenie stosowania przepadku pojazdu lub jego równowartości w stosunku do pijanych kierowców.
Na chwilę obecną projekt zmian w kodeksie karnym został przyjęty przez Sejm, co oznacza, że przekazaniu jej Senatowi, izba wyższa parlamentu rozpocznie prace nad uchwaloną przez Sejm ustawą.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski, Kancelaria Chałas i Wspólnicy

Euro tonie ciągnąc na dno złotego. Dolar najdroższy w historii

Pierwszy raz od 20 lat zrównała się wartość euro i dolara! Dwie najważniejsze waluty świata kosztują po ok. 4,80 zł, co jednocześnie oznacza, że dolar względem złotego jest dziś najdroższy w historii. Drożeją także inne główne waluty: kurs franka przekroczył 4,85 zł, a funta zbliżył się do 5,70 zł.

Gwałtowne podwyżki kursów walut i straty złotego zaczęły się wraz z napaścią Rosji na Ukrainę i paniką na rynkach finansowych. Wprawdzie po tym przeszliśmy przez etap widocznego uspokojenia, gdy PLN się umacniał. Obecnie jednak kursy walut znów systematycznie pną się w górę w wyniku długofalowych konsekwencji wojny.

Europa u progu wielkiego kryzysu energetycznego

Wczoraj został zamknięty gazociąg Nord Stream 1, którym rosyjski gaz płynął do Niemiec. Powodem wstrzymania dostaw są zaplanowane wcześniej prace konserwacyjne. Istnieje jednak ryzyko, że w terminie do 21 lipca rurociąg nie zostanie otwarty, a Rosja może wykorzystać prace serwisowe oraz ewentualne ich przedłużanie do szantażu energetycznego Unii Europejskiej. To z kolei może wpędzić gospodarkę Eurolandu w duże kłopoty.

– Ograniczenie dostaw rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej sprawia, że strefie euro coraz głębiej zagląda w oczy widmo kryzysu energetycznego i głębokiej recesji. W takim otoczeniu euro jest gwałtownie przeceniane w relacji do dolara, ale także i franka szwajcarskiego. Razem z euro toną waluty silnie powiązane z koniunkturą na Starym Kontynencie i nastrojami na rynkach finansowych. Niestety, ten zbiór otwiera złoty, a znajdziemy w nim również koronę szwedzką, forinta czy koronę czeską – wyjaśnia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Wyliczanka argumentów mocy dolara

Kurs EUR/USD jest dosłownie o włos od osiągnięcia parytetu, co ostatnio miało miejsce w końcówce 2002 r. W nocy z poniedziałku na wtorek od poziomu 1,00, czyli parytety głównej pary walutowej, dzieliło nas mniej niż 0,05 proc. Od początku miesiąca kurs głównej pary walutowej runął już blisko 5 proc., a w rok obniżył się o 15 proc.

Euro nie ma obecnie absolutnie żadnych argumentów mogących zneutralizować atuty dolara. Są nimi: zdecydowanie walczący z inflacją bank centralny, rozgrzany rynek pracy (dający nadzieję na uniknięcie recesji i tzw. miękkie lądowanie) oraz niezależność energetyczna USA przekładająca się na warunki handlu zagranicznego i sytuację w bilansie płatniczym.

– Gdy kurs EUR/USD sforsował w ubiegłym tygodniu dołki z 2017 r., otworzyła się droga do zrównania się głównych walut wartością. Wśród inwestorów tendencja ta stała się hitem lata, nośnym motywem inwestycyjnym. W rezultacie wspólnej walucie zagraża dalsza, lawinowa wyprzedaż, a presja na jej osłabienie może się utrzymywać tak długo, jak w Unii Europejskiej nie przyspieszy proces odbudowy zapasów gazu ziemnego przed sezonem grzewczym. A tego nic nie zwiastuje, gdyż w minionych tygodniach dostawy z Rosji do Niemiec nie przekraczały połowy średniej z 2021 r. – uzasadnia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.