Pożyczki na raty – jak wygląda spłata i o czym pamiętać?

Większość chwilówek trzeba spłacić w jednej racie i nie później niż po 30 lub 32 dniach, ale na rynku finansowym funkcjonują też bardzo korzystne pożyczki na raty. Ratalne pożyczki mogą być spłacane przez wiele miesięcy, a sposób spłaty dostosowuje się do indywidualnych możliwości każdego pożyczkobiorcy.

Pożyczki na raty – podstawowe informacje

Większe potrzeby finansowe generują konieczność pozyskania wyższej pożyczki, a najlepsze w takim przypadku będą pożyczki na raty z www.centrumpozyczek360.pl/pozyczki-na-raty, które można wygodnie spłacać w miesięcznych ratach i tym samym łatwiej planować domowy budżet. Pożyczki na raty różnią się od standardowych pożyczek online spłacanych w jednej transzy możliwością rozłożenia na mniejsze części do spłaty w konkretnym terminie każdego miesiąca. Wysokość pożyczki na raty jest zwykle wyższa niż standardowej chwilówki, ale jej uzyskanie wymaga spełnienia zdecydowanie wyższych wymagań. W większości przypadków trzeba przedstawić firmie pozabankowej zaświadczenie o dochodach. Dochodami są przede wszystkim pieniądze uzyskiwane z tytułu pracy, ale też świadczenia socjalne czy renta. O pożyczki na raty mogą wnioskować również osoby uzyskujące stałe dochody na przykład z tantiem lub wynajmu.

Ratalna spłata pożyczki – kiedy warto się tym zainteresować?

Pożyczki na raty są korzystne przede wszystkim dla osób, które potrzebują większych kwot pieniędzy, ale są w stanie udowodnić, że mogą spłacić swoje zobowiązania w terminie. W przypadku pożyczki na raty musimy mieć pewność, że nasze źródło dochodów umożliwi nam systematyczne spłaty poszczególnych rat. O pożyczkę można wnioskować w sytuacji, kiedy niska zdolność kredytowa uniemożliwia nam pozyskanie kredytu bankowego, ale planujemy większe wydatki, na przykład remont, zakup samochodu czy wyjazd na wakacje. Ogólnie rzecz ujmując, chwilówki przez internet są przede wszystkim dla osób, które aktualnie potrzebują wyższej kwoty pieniędzy, ale mają na tyle stabilną sytuację finansową, że nie obawiają się wzięcia na swoje barki zobowiązania, które będzie trwało przez dłuższy czas.

Pożyczki na raty w kwotach nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych

Ważną zaletą pożyczek na raty jest fakt, że są one udzielane w zdecydowanie wyższych kwotach niż standardowe szybkie pożyczki z miesięcznym terminem spłaty. Na raty można pożyczyć nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Oczywiście nie oznacza to, że w każdym przypadku trzeba pożyczać maksymalną dostępną kwotę i że każdy taką kwotę dostanie. Każdorazowo wysokość pożyczki na raty należy dostosować do własnych potrzeb i pożyczać dokładnie tyle, ile musimy i ile jesteśmy w stanie spłacić. Jeśli chcemy zrealizować jakąś większą inwestycję, trzeba się starać jak największą część tej inwestycji pokryć we własnym zakresie, a tylko pozostałe braki uzupełnić pieniędzmi z pożyczki online. W jakiej sytuacji kwota pożyczki będzie niższa, ale też będziemy mieli zdecydowanie mniej do spłaty i poradzimy sobie z tym bez większego problemu.

Czy pożyczka pozabankowa jest bezpieczna?

Pożyczki pozabankowe są bardzo bezpieczne, gdyż nad ich standardami czuwa KNF, ale zawsze to klienci powinni dbać o aspekty związane z własnym bezpieczeństwem. Trzeba przede wszystkim sprawdzić legalność działania firmy, w której chcemy pożyczyć pieniądze i można to zrobić poprzez weryfikację numeru KRS oraz danych zawartych w CEIDG. Dodatkowo konieczne jest też dokładne przeczytanie warunków umowy pożyczki na raty, a jeśli któryś z zapisów nie jest zrozumiały, trzeba go skonsultować z prawnikiem.

Jaka kwota pożyczki na raty?

Szczególnie ważną kwestią jest zdecydowanie, jaka będzie kwota naszej pożyczki na raty. Oferty coraz wyższych pożyczek oczywiście kuszą i już w wyobraźni malujemy sobie wszystkie te pomysły, jakie będziemy mogli zrealizować za większe pieniądze, ale trzeba przede wszystkim skonfrontować nasze marzenia z możliwościami – więcej przeczytasz na https://www.kalkulator.pl/wybrac-najlepsza-pozyczke-raty/. Wysokość uzyskiwanych dochodów jest tutaj kluczowa. Jeżeli nasze dochody są stosunkowo niskie lub nieregularne, to należy się wystrzegać wysokich pożyczek, gdyż może to być dla nas niebezpieczne. Lepiej pożyczyć mniej, ale mieć pewność, że spłata nie będzie stanowiła problemu. W każdym przypadku trzeba skonfrontować wysokość miesięcznej raty chwilówki przez internet z wysokością domowego budżetu i upewnić się, że rata nie przekroczy 40% tego, co trafia co miesiąc do naszego portfela.


Adam Grabowski
ekspert finansowy
www.centrumpozyczek360.pl

Prędzej wzrosną podatki niż stopy procentowe

Jutro FED zbiera się na posiedzeniu, by podjąć decyzję w kwestii stóp procentowych. I jest prawie pewne, że nie wprowadzi korekt do swojej polityki monetarnej. Stopy procentowe pozostaną na poziomie 0-0,25 proc., a drugi element niekonwencjonalnej polityki pieniężnej – miesięczna wartość aktywów skupowanych w ramach luzowania ilościowego (QE) będzie dalej wynosić 120 mld dolarów. Świetne dane gospodarcze, które napłynęły w zeszłym tygodniu z USA to jednak wciąż za mało, by zmienić choćby perspektywę ewentualnych podwyżek stóp procentowych w USA – obecnie wskazuje się zwykle na 2023, a nawet 2024 rok. W czwartek podobna decyzje o niezmienianiu stóp podjął Europejski Bank Centralny. Zapewne taka sama będzie też decyzja RPP, jaką poznamy 5 maja.

W najbliższym czasie możemy spodziewać się dalszego wzrostu inflacji w USA. W kwietniu jej poziom może przekroczyć 3 proc., a w maju zbliżyć się do 4 proc. A to za sprawą szybko odradzającej się gospodarki. Już 135 mln Amerykanów otrzymało pierwszą dawkę szczepionki na COVID-19, a prawie 90 mln przeszło cały cykl szczepień. Widać w napływających danych gospodarczych, że Amerykanie, którzy w znaczącej liczbie otrzymali w połowie marca czeki na 1 400 dolarów z pakietu stymulacyjnego Joe Bidena, ruszyli na rynek wydawać pieniądze. W dyskusjach nad pakietem Bidena pojawiały się głosy, że jest on za duży i może doprowadzić do przegrzania gospodarki. Odpowiadały im argumenty tych ekonomistów, którzy uważali, że wielu Amerykanów nie wyda od razu otrzymanych pieniędzy, tylko zaoszczędzi je, budując w ten sposób swoją finansową poduszkę bezpieczeństwa. Pierwsze dane pokazują, że jednak pierwsza hipoteza może być bardziej prawdopodobna, choć na dokładne dane obrazujące jak amerykanie skonsumowali środki z pakietu stymulacyjnego, przyjdzie nam poczekać co najmniej kilka miesięcy. Rosnąca inflacja może wywoływać presję na FED co do zmiany perspektyw wzrostu stóp procentowych.

Kluczowa jednak będzie ocena co do trwałości inflacji, wiele ekonomistów uważa bowiem, że w obecnej sytuacji może ona mieć charakter krótko lub średnioterminowy.

W tym kontekście warto wspomnieć, że w środę Bank of Canada, także pozostawił swojej stopy bez zmian (0,25 proc), jednak ograniczył poziom QE z 4 do 3 mld dolarów kanadyjskich tygodniowo. Stało się to właśnie w odpowiedzi na dane o inflacji w marcu, która w Kanadzie wyniosła 2,2 proc., czyli mniej niż w USA gdzie sięgnęła 2,6 proc. Ta niespodziewana decyzja pokazała, że inflacja może jednak sporo namieszać na rynkach w najbliższych miesiącach.

Koniec zeszłego tygodnia przyniósł informację, że dla sfinansowania dalszych wydatków stymulujących gospodarkę Joe Biden zaproponuje podwyżkę podatków. Podniesiony ma zostać podatek od zysków kapitałowych, ale tylko tych powyżej 1 mln dolarów, z obecnych 20 do 39,6 proc. Rynki zareagowały na tą informację spadkami w czwartek, jednak później okazało się, że ta początkowa reakcja była przesadzona, a w piątek rynek znowu rósł. Spadki dotknęły także rynku kryptowalut. Joe Biden ma oficjalnie przestawić to rozwiązanie jeszcze w tym tygodniu.

Gospodarka także w Polsce powoli się odradza. Miniony tydzień przyniósł sporo danych, które pozytywnie zaskoczyły analityków. Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w marcu o 18,9 proc. r/r, a wobec lutego o 2,3 proc. To świetny odczyt, nawet mimo rosnących oczekiwań. Widać, że popyt na Polski towary jest znaczący zarówno w kraju, jak i za granicą. Ważnym elementem wspierającym nasz eksport pozostaje tani złoty. Sprzedaż detaliczna natomiast poszła w górę w marcu o 15,2 proc. (w cenach stałych). Tak dobre wyniki to w dużym zakresie efekt niskiej bazy. Jednak wzrost sprzedaży ubrań o 93 proc. r/r, czy elektroniki i mebli o 39 proc. robi wrażenie. Ważnym trendem jest
przesunięcie sprzedaży z tradycyjnych kanałów do Internetu. W marcu sprzedaż przez Internet wzrosła o 28,8 proc. w stosunku do lutego. Udział tej sprzedaży wzrósł w marcu do 9,5 proc.

W tym tygodniu poznamy wyniki za pierwszy kwartał największych firm technologicznych, m.in. większości z grupy nazwanej FAANG (Facebook, Apple, Amazon, Netflix, Alphabet – Google). W zeszłym tygodniu wyniki opublikowało 22% spółek z indeksu S&P500, z czego 86% było powyżej oczekiwań.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Boom na domy za miastem

ieruchomości położone poza największymi polskimi metropoliami cieszą się coraz większym zainteresowaniem kupujących – wynika z analiz ekspertów PKO Banku Polskiego. Co ciekawe, trend ten utrzymuje się już od kilku lat, pandemia koronawirusa jedynie nieznacznie zwiększyła liczbę wniosków kredytowych na zakup domów za miastem.

PKO BP w swoich analizach uwzględniło następujące duże miasta: Warszawę, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk z Gdynią oraz Szczecin. Wykluczono przy tym aglomerację śląską jako aglomerację policentryczną. „W tych miastach koncentruje się największy popyt na nieruchomości mieszkaniowe. Rynek pracy w największych miastach jest relatywnie bardziej >>ubiurowiony<<, stąd metropolie te mogą być bardziej wrażliwe na spadek popytu na mieszkania z tytułu rozwoju pracy zdalnej” – mówi Wojciech Matysiak, kierownik Zespołu Analiz Nieruchomości w PKO BP. Liczba wniosków kredytowych na nieruchomości nabywane w powiatach otaczających metropolie systematycznie wzrasta. W 2016 roku wnioski na zakup domów jednorodzinnych wynosiły 20 proc. składanych aplikacji, 2019 - 24 proc. zaś w dobie pandemii (II-IV kwartał 2020), aż 26 proc. Jak podkreśla Matysiak, największym zainteresowaniem cieszą się domy o powierzchni od 100 do 140 metrów kwadratowych. Częściej niż w przypadku mieszkań – podkreśla – domy kupujemy na rynku wtórnym. Najchętniej nabywamy posiadłości relatywnie nowe. Połowa wniosków kredytowych dotyczy budynków wzniesionych po 2000 roku. Nowe domy stają się coraz bardziej konkurencyjne względem lokali mieszkalnych pod względem komfortu użytkowania. Często zainstalowane są w nich nowoczesne, ekologiczne źródła ogrzewania. Im nowszy budynek, tym większa szansa, że jest on wyposażony w pompę ciepła, podczas gdy w starych domach dominują kotły grzewcze na paliwo stałe. Nowe budynki spełniają też bardziej restrykcyjne wytyczne dotyczące izolacyjności cieplnej. W pandemii poszukiwaliśmy przede wszystkim kontaktu z przyrodą. „Popyt na nieruchomości koncentrował się na lokalizacjach atrakcyjnych turystycznie, relatywnie wysokie zainteresowanie względem okresu sprzed pandemii widoczne było w powiatach lipskim, sejneńskim, leskim, strzyżowskim i bieszczadzkim” – zauważa analityk PKO BP. Powodzeniem cieszyła się więc Polska wschodnia oraz tereny górzyste. Systematycznie rośnie również zainteresowanie kredytami na działki budowlane poza miastem. W 2016 roku zaledwie 1 proc. wniosków kredytowych dotyczył tego typu nieruchomości, w 2019 roku było to już 8 proc., zaś w dobie pandemii – 9 proc. „Z roku na rok nasila się popyt na nieruchomości w powiatach otaczających duże miasta w relacji do popytu na nieruchomości w tychże miastach. Pandemia wpłynęła na przyspieszenie tej tendencji. Warto odnotować, że szczególne zainteresowanie wyprowadzką za miasto było widoczne w drugim kwartale 2020 r., a więc okresie objętym najbardziej rygorystycznymi ograniczeniami w przemieszczaniu się” – mówi Matysiak. Według ekspertów PKO BP rozwój pracy zdalnej w związku z pandemią koronawirusa nie jest kluczowym czynnikiem rosnącego popytu na domy za miastem, a jedynie czynnikiem wzmacniającym tę tendencję. Wiele też wskazuje na to, że takich nieruchomości jest na rynku za mało. „Zestawiając strukturę popytu na domy ze strukturą oferty widzimy, że podaż nowych domów jest niewystarczająca względem wzrastającego zapotrzebowania. W związku z tym należy spodziewać się rosnącej aktywności budownictwa w segmencie domów oraz wzrostu transakcji na tym rynku w najbliższych latach” – uważa analityk PKO Banku Polskiego.

Bitcoin i ethereum odbijają się po spadkach, ale dominacja BTC słabnie

Ceny bitcoina i ethereum gwałtownie odbiły się w ciągu weekendu, wzrastając o ponad 10 proc. z dnia na dzień, po zeszłotygodniowej sprzedaży”. „Bitcoin, który spadł o ponad 20 proc. od swojego szczytu, odrobił 10 proc, aby zyskać wartość blisko 53 000 dolarów w poniedziałek rano, podczas gdy ethereum – który trzyma się lepiej niż bitcoin – jest teraz notowany tuż obok rekordowych szczytów.

Zyski dla dwóch największych na świecie kryptowalut nastąpiły po ciężkiej sprzedaży w zeszłym tygodniu, która spowodowała, że część aktywów zniknęła z rynku.

Niemniej jednak zaczyna się pojawiać między nimi rozłam. Według CoinMarketCap w zeszłym tygodniu indeks dominacji bitcoinów, który mierzy kapitalizację rynkową BTC w stosunku do szerszego rynku kryptowalut, osiągnął najniższy poziom 49,4 proc. Na początku 2021 r.
było to 70,7 proc..

W międzyczasie poziom ethereum wzrósł z 11 proc. do prawie 15 proc. od początku 2021 r., podczas gdy udział binance w całym rynku stale rośnie, z 0,7 proc. do 4,2 proc..

Ethereum bije rekordy po osiągnięciu 1,5 biliona dolarów transakcji w I kwartale

Jak pokazały najnowsze dane, sieć ethereum osiągnęła aż 1,5 biliona dolarów w transakcjach, więcej niż w poprzednich siedmiu kwartałach łącznie.

Dane z Messari Research, internetowej bazy danych zawierającej informacje rynkowe i dane o kryptowalutach, wskazują oszałamiającą stopę wzrostu i sugerują, że Ethereum może do końca roku osiągnąć wartość transakcji oscylującą w okolicach 6 bilionów dolarów, jeśli utrzyma tę trajektorię.

Dzieje się tak, ponieważ ethereum nadal trzyma dystans w stosunku do równorzędnych bitcoinów, a jego cena w ciągu weekendu utrzymywała się blisko rekordowego poziomu 2 600 dolarów za monetę, gdzie dla porównania bitcoin pozostaje na poziomie 52 000 dolarów, czyli około o 20 proc. poniżej ostatniego szczytu.

Ethereum zostało okrzyknięte najbardziej rozwiniętą siecią smart contracts, ale nadal konkuruje z innymi graczami na rynku, w tym z Cardano i Polkadot.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Narastają obawy o rosnącą inflację

Inflacja w Polsce zwiększyła się w marcu do 3,2% r/r, wobec 2,4% w lutym. Była wyższa niż wynikało z rynkowego konsensusu analityków. Szybko rosnące ceny nie są tylko polskim zmartwieniem.

Najistotniejsza przyczyną inflacji była wyższa dynamika cen paliw: 7,6% r/r w marcu, wobec -3,7% w lutym, co było związane przede wszystkim z efektami niskiej bazy sprzed roku. Do jej wzrostu przyczyniła się także wyższa inflacja bazowa, która wyniosła 3,9% r/r w marcu, a jej zwiększenie wynikało z wyższej dynamiki cen w kategoriach „łączność” oraz „odzież i obuwie”. Negatywnie oddziaływał również niewielki wzrost dynamiki cen nośników energii o 4,2% r/r. Inflację osłabiało natomiast zmniejszenie dynamiki cen żywności i napojów bezalkoholowych o 0,5% r/r , ta pozostaje na najniższym poziomie od lutego 2016 r.

Inflacja staje się także coraz większym problemem w USA. Jednak Fed, podobnie jak inne banki centralne, raczej bagatelizuje problem. To właśnie banki centralne prowadzą politykę drukowania pieniędzy, robi to także NBP.

– To, że inflacja jest zjawiskiem przejściowym powtarzane jest jak mantra, a to powoduje wątpliwości dlaczego tak bardzo jesteśmy uspakajani w tej kwestii – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To nie jest jednak tak, że ze względu na dodruk pieniądza inflacja musi eksplodować.

Inflacja w maju wzrośnie w USA do poziomu 4 proc. Pozostaje pytanie czy pozostanie na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas. Jest tym bardziej aktualne, że gospodarstwa domowe dzięki transferom, które mają pobudzić gospodarkę, mają więcej pieniędzy do wydania niż w sytuacji, gdyby pandemii nie było.

– Zagrożenia związane są także z tym, że duży jest popyt odłożony, spowodowany lockdownami i wkrótce być może przyzwyczaimy się do tego, że ceny rosną szybciej, a stanie się to w sytuacji, gdy rynki finansowe już są oszołomione zalewem pieniędzy – wyjaśnia ekspert XTB. – Oby reakcja banków centralnych na taką sytuację nie była spóźniona.

Energia jądrowa to droga do transformacji energetycznej. Rozmowa z Michałem Kurtyką – Ministrem Klimatu

Polska ma zaktualizowany dokument strategiczny, określający politykę energetyczną do 2040 r. Transformację chcemy opierać na budowie elektrowni jądrowej.

– Mamy do czynienia z przełomem, bo w 2009 r. nasza ostatnia polityka energetyczna była formułowana, gdy nikt jeszcze nie myślał o morskiej energetyce wiatrowej, o tym ,że fotowoltaika może dziesięciokrotnie obniżyć swoje koszty funkcjonowania i samochody elektryczne przebojem wedrą się na europejski rynek – mówi minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka w rozmowie z Wojciechem Jakóbikiem, red. nacz. BiznesAlert.pl. – Transformacje technologiczne bardzo przyspieszyły, ale fundament pozostał, jest nim zapewnienie Polsce bezpieczeństwa energetycznego.

Boom energetyki odnawialnej jest bardzo obiecujący, ale wymaga bilansowania podaży. Do tego możemy użyć gazu – i stąd tandem OZE plus gaz, który jednak nie jest zeroemisyjnym źródłem energii. Alternatywą jest atom.

– Jestem przekonany, że budowanie energetyki jądrowej jest krokiem we właściwą stronę, przy dobrym odczytywaniu trendów na przyszłość wyjaśnia min.Kurtyka. – Co także istotne, mamy już w Polsce ponad sto firm, które mają świetne doświadczenia związane z energetyką jądrową, choć nadal nie mamy elektrowni jądrowej.

Jak na ceny energii wpłynie polski mix energetyczny, który będzie powiązany z atomem? Bardzo ważną charakterystyką elektrowni jądrowych jest to, że jak już będziemy po etapie początkowym inwestycji, energia tak wytwarzana jest coraz tańsza, staje się najtańszą energią zeroemisyjną na świecie w okresie po zamortyzowania inwestycji. Elektrownia atomowa w Finlandii produkuje energię po koszcie 17 euro za megawatogodzinę, który wydaje się nie do przebicia.

Dla porównania, tradycyjna elektrownia węglowa wymaga dostarczania dziennie 200 wagonów węgla, a dla elektrowni jądrowej roczne zaopatrzenie w uran to dostawa, którą zapewniają dwie ciężarówki.

Bardzo istotny jest jednak problem finansowania takiej inwestycji. Nie wiadomo czy takie przedsięwzięcie byłoby objęte pomocą publiczną, akceptowaną przez UE.

– Trwa dyskusja wewnątrz Unii, na jakie inwestycje w energetyce instytucje finansowe będą mogły przeznaczać pieniądze, która nie powinna mieć miejsca, jeżeli opieramy się na faktach, energetyka jądrowa jest przecież ewidentnie zeroemisyjna, w sposób ewidentny jej odcisk środowiskowy jest minimalny – komentuje minister. – Im bardziej ta dyskusja o polityce klimatycznej staje się realna, tym więcej krajów jest mniej wstrzemięźliwych w obronie energetyki jądrowej, najnowsze deklaracje na ten temat płyną z Holandii, która chce budować elektrownie jądrowe.

Spekulanci pompują bańkę cenową mieszkań? [RAPORT]

Temat bańki cenowej na rynku mieszkaniowym powraca jak bumerang. W powszechnej opinii ekspertów do tej pory jej nie było. Wiele jednak wskazuje na to, że zaistniałe warunki sprzyjają pompowaniu cen. Eksperci GetHome.pl sprawdzili, w których miastach to zagrożenie jest największe.

W okresie dobrej koniunktury na rynku mieszkaniowym wzrost cen, nawet duży, nie powinien dziwić. Problem pojawia się wtedy, gdy ceny rosną w tempie znacznie szybszym niż zarobki potencjalnych nabywców – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

I przypomina, że z taką sytuacją mieliśmy do czynienia przed 2008 r. W Warszawie średnia cena m kw. wzrosła o blisko 150% w okresie pięciu lat! Tylko w 2007 r. podwyżka sięgała 57%, zaś przeciętne zarobki mieszkańców stolicy wzrosły „tylko” o niespełna 11%. W efekcie gwałtownie pogorszyła się ich siła nabywcza na rynku mieszkaniowym. Podobnie było w innych aglomeracjach.  –  Natomiast w ostatnich latach wzrost cen mieszkań na ogół nie był całkowicie oderwany od dochodów. Świadczy o tym wskaźnik dostępności mieszkań, czyli relacja miedzy przeciętnym dochodem i ceną mieszkań – zauważa ekspert Gethome.pl.

W naszej analizie pod lupę wzięliśmy miasta wojewódzkie. Wykorzystaliśmy publikowane przez GUS dla poszczególnych miast przeciętne miesięczne wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw oraz dane Narodowego Banku Polskiego (NBP) o średnich cenach ofertowych na rynkach pierwotnym i wtórnym.

W Katowicach i Gdańsku ceny rosły zbyt szybko

Fakty są takie: do 2017 r. we wszystkich największych aglomeracjach rosła siła nabywcza ich mieszkańców na rynku mieszkaniowym. Od 2018 r., a w niektórych miastach od 2019 r., dostępność mieszkań zaczęła się pogarszać. Jednak, z wyjątkiem Katowic, nie są to spektakularne zmiany. Ponadto w Poznaniu i Krakowie dostępność mieszkań na rynku pierwotnym w 2020 r. była wyższa niż w połowie poprzedniej dekady.

Wyraźny spadek dostępności nowych mieszkań widoczny jest tylko w Katowicach. W latach 2015-2017 ich średnia cena spadła tu o ok. 3%, zaś przeciętne zarobki wzrosły w tym czasie o 1,6%. Jednak lata 2018-2020 przyniosły gwałtowny, bo blisko 40% skok średniej ceny i tylko 22% wzrost średnich zarobków. Pocieszeniem dla Katowiczan może być to, że dostępności mieszkaniowej wciąż mogą im pozazdrościć mieszkańcy innych aglomeracji, zwłaszcza Warszawy, Krakowa, Gdańska i Wrocławia.Dostepność-pierwotny-małe

Podobne zjawisko zaobserwowaliśmy na rynku wtórnym. Wskutek wzrostu dochodów dostępność mieszkań poprawiała się do 2017 r. Potem zaczęła jednak spadać z powodu rosnących oczekiwań sprzedających mieszkania. Przy czym najbardziej niekorzystna z punktu widzenia kupujących zmiana relacji cen do dochodów miała miejsce nie tylko w Katowicach, ale i w Gdańsku, gdzie w analizowanym przez nas okresie średnia cena wzrosła o 73%, a dochód – o 29%.Dostepność-wtórny-małe

Warto zwrócić uwagę, że w 2015 r. spośród największych aglomeracji tylko w Warszawie i Krakowie oferowane do sprzedaży używane mieszkania były droższe od nowych (średnio). Obecnie podobnie jest w Gdańsku, co świadczy o tym, że na rynku wtórnym mieszkania drożały tu szybciej niż na rynku pierwotnym (od 2015 r. o ok. 50%). Dla porównania w Warszawie średnie ceny używanych i nowych mieszkań rosły do tej pory niemal łeb w łeb.

Ceny mieszkań używanych rosły szybciej niż nowych

A jak wygląda sytuacja w pozostałych miastach wojewódzkich? Nie widać w nich bańki cenowej.

Na rynku pierwotnym tylko w Szczecinie mamy do czynienia z wyraźnym pogorszeniem relacji cen mieszkań do zarobków. Może to być jednak skutkiem wprowadzenia do sprzedaży puli mieszkań z wysokimi jak na ten rynek cenami. W pozostałych miastach – summa summarum – dostępność nowych mieszkań nie zmieniła się lub nawet minimalnie wzrosła. To świadczy o dobrym dopasowaniu oferty firm deweloperskich do popytu. Warto też zauważyć, że mimo niższych średnio zarobków w tych miastach, dostępność mieszkań dla ich mieszkańców jest relatywnie wyższa niż w największych aglomeracjach. Problem w tym, że w mniejszych miastach dużo trudniej jest o pracę, w której zarobki umożliwiają zakup mieszkania za kredyt.

Inaczej ma się rzecz na rynku wtórnym. We wszystkich analizowanych przez nas miastach dostępność mieszkań pogorszyła się. Najbardziej – podobnie jak na rynku pierwotnym – w Szczecinie. Średnie ceny używanych mieszkań są tu jednak wciąż niższe od nowych. Podobnie jest zresztą w Bydgoszczy, Kielcach, Olsztynie, Opolu i Zielonej Górze.

Natomiast Białystok, Lublin, a szczególnie Rzeszów, są przykładami miast, w których średnie ceny używanych mieszkań przewyższyły ceny nowych. W Rzeszowie jedne i drugie podrożały od 2015 r. o odpowiednio: 41% i 18%. Dodajmy, że średnie zarobki wzrosły tu o 28%.

Spekulanci mogą napompować bańkę cenową

Z analizy GetHome.pl wynika jeszcze jeden ważny wniosek – największy spadek siły nabywczej miał miejsce w 2020 r. Paradoksalnie był to rok kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią COVID-19. Wielu ekspertów spodziewało się wzrostu bezrobocia, a konsekwencji spadku popytu na mieszkania oraz ich cen. Tymczasem nic takiego się nie stało. Mimo kryzysu ceny mieszkań nadal rosły, a w niektórych miastach tempo tego wzrostu wręcz przyspieszyło. Np. w Krakowie średnia cena mieszkań oferowanych przez deweloperów wzrosła o ponad 18%, a średnie zarobki w tym czasie o 8%.

Wygląda na to, że paliwem dla wzrostu cen są niskie stopy procentowe. Jedni kupujący traktują mieszkania jako bezpieczną lokatę dla swoich oszczędności w sytuacji, gdy oprocentowanie lokat nie chroni ich nawet przed skutkami inflacji. Inni wykorzystują fakt, że kredyty mieszkaniowe są rekordowo tanie, a banki poluzowały gorset ograniczeń.  Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało właśnie, że w marcu banki udzieliły ok. 23,6 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli o blisko 13% więcej niż przed rokiem. W kolejnych miesiącach prawdopodobny jest duży wzrost akcji kredytowej. Wskazuje na to rosnąca liczba złożonych wniosków. W marcu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało ok. 56,1 tys. potencjalnych kredytobiorców, czyli o 35% więcej niż przed rokiem. Pytanie, czy deweloperzy będą w stanie nadążyć z podażą. Niestety, jak wynika z danych portalu RynekPierwotny.pl, w pierwszym kwartale 2021 r. sprzedawali znacznie więcej mieszkań niż wprowadzali ich na rynek.

Na szczęście optymizmem mogą napawać statystyki budowlane GUS, który podał właśnie, że w pierwszym kwartale deweloperzy rozpoczęli budowę przeszło 40,1 tys. mieszkań, czyli o 26% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Np. poznańscy deweloperzy rozpoczęli budowę 2431 mieszkań, czyli trzykrotnie więcej niż przed rokiem w tym samym czasie – komentuje Marek Wielgo.

Na ryzyko znacznego zmniejszenia podaży wskazują dane GUS dla Warszawy. W trzech miesiącach zimowych deweloperzy rozpoczęli tu budowę zaledwie 2634 mieszkań, co jest wynikiem o przeszło jedną trzecią gorszym od ubiegłorocznego. Najprawdopodobniej jest to skutek malejącej dostępności gruntów nadających się pod zabudowę mieszkaniową oraz niewydolności niektórych urzędów. Taką sytuację mogą próbować wykorzystać inwestorzy spekulacyjni, którzy przeszło dekadę temu w dużej mierze przyczynili się do napompowania bańki cenowej. Niektórzy kupowali wówczas całe pakiety mieszkań, które odsprzedawali z zyskiem jeszcze przed zakończeniem budowy.

Z drugiej strony, ci którzy nie chcą płacić za mieszkanie bajońskich sum coraz częściej decydują się na przeprowadzkę za rogatki miasta. Lokalni deweloperzy starają się zaspokoić popyt, co widać po wzroście liczby mieszkań objętych pozwoleniem na budowę.

Na ceny mieszkań warto patrzeć szerzej

Ja i mój pies mamy średnio po trzy nogi – tak zwykli mawiać krytycy wszelkiego rodzaju uśrednień. Średnie, np. zarobków czy cen mieszkań w ofercie firm deweloperskich, są jednak standardowym wskaźnikiem branym pod uwagę przy analizie trendów rynkowych. Na temat cen lokali warto jednak patrzeć nieco szerzej. Na przykład stabilizacja średnich cen mieszkań deweloperskich w połowie poprzedniej dekady wcale nie oznaczała, że mieszkania nie drożały. Podwyżki cen, zwłaszcza w tzw. segmencie popularnym, maskował jednak wówczas wzrost udziału mieszkań z cenami poniżej średniej. Deweloperzy dopasowywali w ten sposób swoją ofertę do wymogu cenowego programu Mieszkanie dla Młodych (działał w latach 2014-2018). Przypomnijmy, że kupujący takie mieszkania za kredyt mogli uzyskać dofinansowaniu wkładu własnego.

Po 2018 r. w ofercie firm deweloperskich wzrósł natomiast udział mieszkań w atrakcyjnych lokalizacjach i wysokim standardzie. Deweloperzy budują je głównie z myślą o klientach poprawiających swoje warunki mieszkaniowe, albo kupujących takie mieszkania w celach inwestycyjnych, np. pod wynajem albo jako bezpieczną lokatę. – I właśnie efektem tego rodzaju zjawiska był mniej lub bardziej spektakularny wzrost średniej cen ofertowych, ale też transakcyjnych. Na mniejszych rynkach nawet pojedyncza inwestycja z wysokimi – jak na ten rynek – cenami może wywołać wrażenie, że mieszkania gwałtownie podrożały – komentuje Marek Wielgo.

Według niego, potencjalni nabywcy powinni się liczyć z tym, że wskutek wzrostu m.in. cen gruntów i materiałów budowlanych oraz kosztów robocizny, oferta najtańszych mieszkań będzie się kurczyła, a dolna granica cen – przesuwała w górę.

Blockchain nowym sposobem finansowania projektów sektora nieruchomości

Wszyscy wiemy, jak kryptowaluty zmieniły świat i jak szybko następuje ich rozwój oraz popularyzacja. Globalne zasoby nieruchomości są warte setki bilionów euro, a sektor finansowy podlega szybkiej cyfryzacji. Do tej pory inwestowanie w nieruchomości było zazwyczaj domeną bogatych, niedostępną dla  większość populacji odciętej od tej klasy aktywów. Dziś sytuację zmieniają  nowe technologie. Samo konwencjonalne inwestowanie traci z powodu niskiej płynności, wysokich kosztów transakcji, wysokich barier wejścia i małej przejrzystości. Wprowadzenie technologii blockchain eliminuje pośredników z procesu zakupu i pozwala sfinalizować transakcje oraz rozliczyć prowizję. Daje także powszechny i prosty dostęp masowym inwestorom.

Blockchain jest nie tylko szybki i wydajny, ale stanowi również jeden z najbezpieczniejszych sposobów prowadzenia działalności. Umożliwia też wielu osobom przeglądanie i interakcję z procesem transakcyjnym. Na przykład The Bee Token przyjmuje inne podejście do tradycyjnych nieruchomości dzięki platformie udostępniania domów opartej na blockchain. Koncepcyjnie podobny do Airbnb, ale z dużym wykorzystaniem łańcucha blockchain, Bee Token umożliwia właścicielom domów wynajmowanie całego domu lub poszczególnych pokoi w zamian za kryptowalutę.

Kryptowaluty i powszechny dostęp dla inwestorów

Rosną też inne platformy, np. Propy to rynek nieruchomości, który wykorzystuje inteligentne kontrakty do zawierania międzynarodowych transakcji dotyczących nieruchomości. Platforma firmy umożliwia kupującym, sprzedającym i agentom korzystanie z szeregu inteligentnych kontraktów, które pomagają przyspieszyć proces nieruchomości – taki, który często jest utrudniony przez międzynarodowe przepisy prawne. Firma Slice daje mniejszym inwestorom szansę inwestowania w nieruchomości komercyjne. Podobnie jak Meridio, gdzie właściciele nieruchomości mogą uzyskać dostęp do dużej puli międzynarodowych inwestorów dzięki technologii księgi rachunkowej firmy. Zaś platforma Harbour ma zgodność do tokenizacji prywatnych papierów wartościowych, w tym nieruchomości. Firma tokenizuje zatem aktywa nieruchomościowe, w tym fundusze, prywatne REIT-y, własność budynków i grunty w celu zwiększenia płynności i przejrzystości rynku. Z kolei PropertyClub to platforma nieruchomości, która wykorzystuje blockchain do udoskonalania sposobu, w jaki ludzie sprzedają, szukają, kupują, sprzedają i inwestują w nieruchomości. Korzystając z inteligentnych kontraktów, firma przeprowadza transakcje na rynku nieruchomości cyfrowo za pomocą kryptowalut, takich jak Bitcoin lub własna moneta PropertyClub (PCC). Inna firma Lending Coin zapewnia finansowanie nieruchomości typu peer-to-peer za pośrednictwem blockchain. Oferuje ona ułamkowe odsetki od nieruchomości, a wykorzystanie technologii blockchain zapewnia przejrzystość i możliwość śledzenia wszystkich transakcji.

Nieodłączny system zaufania blockchain sprawia, że ​​jest to idealna technologia dla nieruchomości. Firmy zajmujące się nimi na całym świecie wykorzystują inteligentne kontrakty i księgi rachunkowe blockchain, aby w przejrzysty i skuteczny sposób ułatwiać wynajem, kupowanie, inwestowanie, a nawet pożyczanie. Platforma ShelterZoom wykorzystuje blockchain do zarządzania wszystkimi aspektami oferty nieruchomości i procesu akceptacji. Rejestruje także wszystkie działania na drodze do zawarcia transakcji na rynku nieruchomości, aby zapewnić niezmienną historię finansową.

Te i wiele innych czynników przekształci i zmieni sposób wykorzystania nieruchomości poprzez tokenizację. Wraz ze wzrostem skali tokenizacji nieruchomości pozyskają zdecentralizowane finansowanie strukturalne, a produkty koordynowane w ramach inteligentnych kontraktów staną się powszechne. NetObjex jest deweloperem blockchain, który już dziś wykorzystuje technologię księgi głównej w różnych branżach, ale przede wszystkim w nieruchomościach. Firma pomogła wielu firmom z branży nieruchomości wdrożyć inteligentne kontrakty i technologię IoT.

Rosnąca oferta i możliwości platform

Inwestorzy byliby w stanie osiągnąć większą dywersyfikację i możliwość dostosowania poprzez zakup tokenów specyficznych dla nieruchomości. Emitenci mogą tworzyć różne tokeny dla różnych aktywów związanych z inwestowaniem (własność gruntu, prawa do użytkowania, infrastruktura, przepływy pieniężne z leasingu, itp.). Wystawca może również tworzyć różne klasy w ramach każdego typu tokena. Na przykład tokeny na stałych ratach leasingowych i tokeny na zmienny składnik leasingu komercyjnego. Jak platforma StreetWire, która tworzy bezpieczne rozwiązania transakcyjne dla branży nieruchomości przez dostawcę danych sterowanej zaszyfrowanej księgi. Jego platforma umożliwia szybsze i bardziej przejrzyste transakcje dotyczące nieruchomości. Inny gracz CryptoProperties lub CPROP buduje z blockchain aplikacje danych, które koncentrują się na identyfikacji nowych możliwości, zmniejszeniu ryzyka i identyfikowania problemów w branży nieruchomości. Technologia CPROP jest stosowana w wielu obszarach nieruchomości, w tym w transakcjach maklerskich, zarządzaniu inwestycjami, rozwoju nieruchomości, finansach i ubezpieczeniach.

Pamiętamy również o giełdach funduszy cyfrowych jako szansie na stworzenie skalowalnej platformy inwestycyjnej B2B nowej generacji o większej płynności i efektywności transakcji. Eksperci przewidują szeroki wachlarz możliwości dla cyfrowych funduszy będących przedmiotem obrotu w celu utrzymywania mniej płynnych alternatywnych inwestycji.

Rozwojowi sprzyja unikanie podatków (zwłaszcza opłaty skarbowej w Wielkiej Brytanii), obniżenie opłat, eliminacja pośredników, przyspieszenie transakcji, dyskrecja i unikanie udostępniania informacji publicznych, wykorzystanie wydajność blockchain oraz transakcji kryptowalutowych. Platformy dla sektora nieruchomości decentralizują i szyfruje dane przy użyciu blockchain, łączą kupujących z agentami wymieniając bezpośrednio i wykorzystują znaki cyfrowe zamiast pieniędzy, aby stworzyć większą przejrzystość i minimalizować przeszkody w procesach kupna / sprzedaży. Na przykład Crypto Realty Group to firma konsultingowa, która współpracuje z kryptowalutami i firmami doradztwa finansowego. Pomaga klientom kupować i sprzedawać nieruchomości mieszkaniowe, komercyjne, lokalne i międzynarodowe za pomocą kryptowaluty.

Tokenizacja w sektorze nieruchomości

W rzeczywistości nieruchomości oparte na blockchain zyskują na popularności jako sposób dla kupujących, sprzedających i inwestorów na interakcję ze sobą oraz poznanie nieruchomości. Wykorzystując technologię Distributed Ledger Technology (DLT), zwiększają zaufanie dzięki większej przejrzystości.

Nowy na rynku deweloper Brikcoin twierdzi, że opracował unikalny model finansowy, aby rozwiązać kryzys mieszkaniowy przystępnych cenowo nieruchomości w Wielkiej Brytanii, jednocześnie rozwiązując problem braku płynności na inwestycje prywatne. Przekonany jest, że technologia blockchain jest obecnie jedynym sposobem rozwiązania brytyjskiego kryzysu tanich mieszkań, przy jednoczesnym zaangażowaniu społeczności. Model Brikcoin umożliwia inwestorom likwidację swoich inwestycji na globalnych giełdach kryptowalut, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Od października 2019 roku BRIK krążył na giełdach kryptowalut jako token „ERC-20” wspierany przez blockchain Ethereum. Fundusze zebrane podczas sprzedaży tokenów zostaną zainwestowane w budowę tanich domów w Wielkiej Brytanii. Nieruchomości zostaną przekazane na 50-letnią dzierżawę władzom lokalnym z umową, która gwarantuje, że czynsze pozostaną poniżej wcześniej ustalonych, przystępnych kwot. 50-letnia gwarancja dochodu zostanie następnie sprzedana instytucjom finansowym, które już inwestują w stabilne, długoterminowe instrumenty generujące dochód. Ponieważ płatności te będą dokonywane przez radę lokalną, będą one wspierane przez solidną gwarancję rządu centralnego Wielkiej Brytanii, co czyni je bardzo atrakcyjnymi instrumentami generującymi dochód dla instytucji.

Przyszłość w nowoczesnych technologiach

Kilka innych przykładów zastosowania tych technologii. ManageGo wykorzystuje blockchain dla właścicieli wynajmowanych nieruchomości. Oprogramowanie wspierane przez księgi rachunkowe pomaga zarządcom i właścicielom nieruchomości w przetwarzaniu płatności, dokładnym sprawdzeniu historii kredytowej oraz zarządzaniu biletami konserwacyjnymi. DLT pomaga właścicielom uzyskać bardziej przejrzysty i dokładny wgląd w historię płatności i tła najemców. RealBlocks używa blockchain do tworzenia nowych możliwości inwestowania w nieruchomości. Platforma pozwala inwestorom kupować częściowe odsetki, a nie całe portfele lub aktywa. Dzięki tokenizacji, która jest stosowana przy użyciu technologii blockchain, RealBlocks pomaga obniżyć opłaty, przyspieszyć procesy i zapewnić opcje płynności. Natomiast platforma firmy Meridio łączy inwestorów indywidualnych i korporacyjnych z właścicielami nieruchomości, którzy chcą zlikwidować część swojej własności. Umożliwia także właścicielom nieruchomości komercyjnych sprzedaż cyfrowych udziałów ich nieruchomości. Zaś SMARTRealty wykorzystuje inteligentne umowy dotyczące nieruchomości do zawierania i utrzymywania umów kupna i najmu nieruchomości. Niezależnie od tego, czy chodzi o płacenie czynszu, ustanawianie kredytów hipotecznych, czy zakup domu – inteligentne kontrakty firmy pomagają ustalić protokoły, które, jeśli nie zostaną spełnione, natychmiast rozwiązują umowę. Z kolei Reasi to pierwsza kompleksowa platforma transakcyjna na rynku nieruchomości oferująca bezpieczny i bezproblemowy depozyt. Zamiast polegać na stronach trzecich, agenci nieruchomości mogą korzystać z platformy opartej na łańcuchu blokowym, aby przyspieszyć procesy kupna i sprzedaży nieruchomości.

Podsumowując korzyści płynące z tokenizacji (sekurytyzacji) nieruchomości, możemy uwzględnić produkty strukturalne, informacje oraz płatności.  Wnioski mogą być przesyłane do wszystkich posiadaczy tokenów jednocześnie za pośrednictwem ich adresu blockchain. Niewątpliwie, to przyszłość rozwoju finansowania tego sektora. Coraz bardziej powszechna i wzrastająca na fali rewolucji PropTech wykorzystuje technologie informacyjne (IT) do pomocy w badaniu, kupowaniu, sprzedawaniu i zarządzaniu nieruchomościami oraz daje nowe możliwości, zmieniające kształt rynku.

Autor / fot.©: Adam Białas, dziennikarz biznesowy, ekspert rynku, dyr. Agencji BIALAS Consulting & Solutions.

Columbus Energy ma zgodę UOKiK i może działać na rynku obrotu energią

Prezes UOKiK wydał pozytywną decyzję w sprawie nabycia przez Columbus Energy S.A. 100% udziałów w spółce Vortex Energy – Obrót Sp. z o.o. Tym samym Columbus może już zawierać umowy kompleksowe z klientami.

– Finalizacja przejęcia spółki Vortex Energy – Obrót, z koncesją na sprzedaż energii, to ważny krok w rozwoju naszej działalności – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Od tej chwili możemy zawierać z klientami umowy kompleksowe na sprzedaż i dystrybucję energii, co z kolei umożliwi nam realizację usługi “Prąd jak Powietrze”, zakomunikowanej na początku lutego br.

Przypomnijmy, że w ramach usługi Prąd jak Powietrze, klienci Columbus mogą odebrać z sieci energetycznej 100% nadwyżek energii, którą produkują w ramach własnej instalacji fotowoltaicznej. Dodatkowo Spółka daje gwarancję, iż odzyskana energia pochodzi ze źródeł odnawialnych.

W kolejnym etapie realizacji usługi “Prąd jak Powietrze” nasi klienci będą mogli monitorować swoje saldo z dnia na dzień oraz przekazywać niewykorzystane nadwyżki energii innym użytkownikom, którzy mają umowę z Columbus – wyjaśnia Dawid Zieliński. – Umożliwi to specjalna aplikacja Columbus, dostępna przez przeglądarkę oraz z poziomu smartfona. Jej funkcjonalności ułatwią klientom współpracę z naszą firmą oraz zarządzanie swoją energią, począwszy od monitorowania produkcji instalacji, przez przesyłanie nadprodukcji, aż po ładowanie samochodu elektrycznego.

Wobec ogromnego zainteresowania klientów usługą “Prąd jak Powietrze”, Columbus opracował schemat procesowania klientów, którzy zgłosili się do programu. Pierwszy etap realizacji usługi, a tym samym zmiany sprzedawcy energii, rozpocznie się już w maju.

Vortex Energy Obrót Sp. z o.o. (wkrótce Columbus Obrót) prowadzi działalność w zakresie wspierania rozwoju Odnawialnych Źródeł Energii w Polsce, przez tworzenie bezpiecznych i elastycznych rozwiązań handlowych maksymalizujących zyski wytwórców ze sprzedaży ich zielonej energii. Spółka posiada kompetencje i doświadczenie z zakresu sprzedaży energii oraz branży OZE.

Białoruś wprowadziła czasowy zakaz importu i sprzedaży samochodów marki Škoda i kosmetyków Nivea

Zgodnie z Uchwałą Rady Ministrów z dnia 23 kwietnia 2021 r. Nr 240, rząd Białorusi zakazał importu szeregu towarów. Władze tłumaczą to „nieprzyjaznymi działaniami wobec narodu białoruskiego”. Sankcje objęły produkcję Liqui Moly, Škoda Auto i Beiersdorf (marki Nivea, Eucerin i inne). Zdaniem ekspertów JP Business Law Firm wraz z uspokojeniem sytuacji w regionie mechanizm sankcji ma szansę być w coraz mniejszym stopniu wykorzystywany.

„Aby zapewnić ochronę interesów państwowych, biorąc pod uwagę nieprzyjazne działania wobec narodu białoruskiego, rząd ustalił listę towarów, których import i sprzedaż na terytorium Republiki Białoruś jest zakazana” – głosi komunikat.

Pod embargo podpadły produkty następujących producentów:

  • niemiecka firma Liqui Moly, która produkuje smary i oleje silnikowe;
  • czeska spółka niemieckiego Volkswagena, produkująca samochody – Škoda Auto;
  • niemiecki producent produktów do pielęgnacji skóry Beiersdorf AG (marki Nivea, Eucerin, Tesa, Hanspalast itp.).

W przypadku, gdy zakazane towary zostaną zidentyfikowane podczas importu do kraju – zostaną odesłane. Jeżeli produkty objęte sankcjami zostaną znalezione w sklepach, na bazarach, wystawach, targach lub w sprzedaży internetowej, dystrybutorzy otrzymają nakaz wstrzymania sprzedaży takich towarów.

Zakaz nie będzie dotyczył towarów wwożonych przez obywateli w celu użytku osobistego. Wyjątkiem objęte będą również pojazdy zarejestrowane w krajach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej oraz czasowo importowane do jednego z krajów członkowskich danej organizacji. Sprzedawcy, którzy mają niesprzedane towary objęte sankcjami, będą musieli wstrzymać sprzedaż i w ciągu 5 dni dokonać inwentaryzacji. Po kolejnych 5 dniach listę inwentaryzacyjną należy złożyć w urzędzie skarbowym i w ciągu 60 dni zapewnić oznakowanie pozostałości produktów objętych sankcjami. Dopiero wtedy towary te będą mogły zostać sprzedane.

Postanowienie wejdzie w życie 10 dni po jego oficjalnym opublikowaniu. Lista sankcji ma obowiązywać przez 6 miesięcy.

„Wprowadzone sankcje mają oczywiście swoją dolegliwość i ingerują w życie gospodarcze, natomiast wraz z postępującym uspokojeniem sytuacji, obejmującym zarówno samą Białoruś jak i Rosję, mechanizm sankcji ma szansę na tyle osłabnąć by wymiana handlowa wróciła do normy” – wyjaśnia Valeria Jelenska, Prezes Zarządu w JP Business Law Firm.

W 2020 r. w Warszawie liczba wniosków o pozwolenia na budowę biurowców wzrosła o ponad 40 proc.

W pandemicznym, minionym roku liczba złożonych w Warszawie wniosków o pozwolenie na budowę budynków oferujących powierzchnie biurowe wzrosła o ponad 40 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, czytamy w raporcie Pozwolenia na budowę obiektów biurowych Warszawa 2016-2020, opracowanym przez Walter Herz.

– Najwięcej wniosków, jak wynika z danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, wpłynęło w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Od 2017 do 2019 roku ilość składanych wniosków obniżała się regularnie, co zaowocowało spadkiem liczby rozpoczynanych inwestycji oraz powierzchni biurowych będących w budowie na warszawskim rynku. W 2020 roku także wystartowało znacząco mniej projektów, ale co ciekawe, istotnie wzrosła ilość złożonych wniosków o pozwolenie na budowę obiektów biurowych w porównaniu do 2019 roku. Istnieje więc szansa, że podaż powierzchni w trakcie realizacji, która ostatnio wyraźnie się obniżała, ponownie wzrośnie. Z 700-780 tys. mkw. biur, które były w budowie w latach 2016-2019, na koniec 2020 roku ich ilość spadła do poziomu 550 tys. mkw. powierzchni – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

– Jeśli deweloperzy i inwestorzy rozpoczną budowę zaplanowanych projektów będzie można spodziewać się zachowania ciągłości wysokiej podaży dostarczanej na warszawski rynek biurowy. W przeciwnym wypadku możemy mieć do czynienia z luką podażową. Spadek dostępności atrakcyjnych powierzchni może z kolei przełożyć się na mniej korzystne oferty dla najemców – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – Należy też zwrócić uwagę, że adaptacja systemu pracy zdalnej, który wpłynie na zmianę układów funkcjonalnych przestrzeni biurowych, będzie jednocześnie zachęcać do wyboru biur w lepszych lokalizacjach – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Będą nowe biurowce w WarszawieWydawane w latach 2016 -2020 pozwolenia umożliwiały realizację budynków oferujących biura w większości dzielnic Warszawy. Przy czym, wyraźnie mniejsza ilość decyzji dotyczyła terenów, w których dominuje zabudowa mieszkaniowa z bardzo niewielkim udziałem budynków o przeznaczeniu biurowym. Śródmieście, rejon ronda Daszyńskiego oraz Służewiec, gdzie przeważają biurowce, charakteryzują się natomiast zdecydowanie największą ilością wydanych pozwoleń. Mamy tu więc ścisłą zależność między liczbą istniejących budynków biurowych na danym obszarze miasta i ilością wydanych, przychylnych decyzji w tej strefie.

Analiza Walter Herz mówi, że do 84 proc. wniosków z kategorii XVI, obejmującej budynki biurowe i konferencyjne, które złożone zostały w ostatniej pięciolatce organy administracyjne odpowiedzialne za ich wydawanie w Warszawie przychyliły się. Tylko w przypadku 3 proc. wniosków wydana została decyzja odmowna. Bez rozpatrzenia pozostało 4 proc., inwestorzy wycofali 3 proc. z ogółu wniosków, tyle samo zostało zawieszone, 2 proc. trzeba uzupełnić, a dla 1 proc. z nich wydano decyzję umarzającą.

Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę wnioski o pozwolenie na budowę obiektów z zaprojektowanymi nie tylko powierzchniami biurowymi procent wydanych decyzji pozytywnych jest już niższy o 9 pp. Kształtuje się na poziomie 75 proc. Z odmową spotkało się 7 proc. wniosków skategoryzowanych jako obiekty o różnych funkcjach. Wycofanych zostało 5 proc. wniosków, podobna ilość nie została rozpatrzona, a po 4 proc. było takich, w przypadku których postępowanie zostało zawieszone oraz zapadła decyzja umarzająca.

W przepisowym terminie, do 65 dni, jaki jest na rozpatrzenie wniosku o pozwolenie na budowę decyzje otrzymało tylko 63 proc. inwestorów zainteresowanych realizacją w Warszawie obiektów biurowych i konferencyjnych w ostatnich 5 latach. Średni czas pomiędzy datą złożenia wniosku i wydania decyzji wyniósł 74 dni.

Szczegółowa analiza dotycząca pozwoleń na budowę wydawanych w Warszawie w latach 2016-2020 znajduje się w raporcie Walter Herz: https://walterherz.com/pl/a/raport-wnioski-o-pozwolenia-na-budowe-obiektow-biurowych-warszawa-2016-2020

Louvre Hotels Group: nowa marka Tulip Residences wkracza na rynek aparthoteli

Kryzys pandemiczny zmienił oczekiwania konsumentów dotyczące pobytów długoterminowych. Z myślą o rosnącym zainteresowaniu klientów oraz inwestorów Louvre Hotels Group postawiło na rozwój w segmencie aparthoteli, wprowadzając na rynek nową markę Tulip Residences. Pierwszy hotel apartamentowy grupy powstał w Joinville le Pont we Francji. Otwarcie kolejnego planowane jest w Warszawie.

Tulip Residences: koncepcja hybrydowa, czyli nowe oblicze pracy i wypoczynku

Tulip Residences to hybrydowa koncepcja długoterminowego zakwaterowania, która łączy wspólnotę mieszkalną, przestrzeń coworkingową i strefę wypoczynku. Każdy z hoteli apartamentowych zaoferuje gościom:

  • Pokój typu studio lub apartament dwupokojowy zaprojektowane na potrzeby pobytów długoterminowych i wyposażone w luksusową część sypialną, funkcjonalny aneks kuchenny, szybkie łącze internetowe oraz panoramiczny telewizor HD.
  • Przestrzeń coworkingową, która pozwoli gościom pracować w inspirującym otoczeniu zaprojektowanym, by pobudzać twórcze myślenie.
  • Tulip Café oferującą lekkie posiłki i przekąski przygotowane na bazie miejscowych, organicznych produktów, otwartą codziennie od 6:30 do 23:00.
  • Strefę wypoczynku, w tym salę do jogi o powierzchni 40–60 m2, salę fitness oraz urządzenie infraterapeutyczne Vital Dome©, które wzmacnia odporność na stres, eliminuje toksyny z organizmu oraz wprowadza w stan odprężenia.

Wszystkie wnętrza zaprojektowano we współpracy z firmą Tremend Design i projektantką Magdaleną Federowicz-Boule, by w sercu miast stworzyć dla gości przestrzeń dla twórczej pracy i błogiego wypoczynku. Hotele Tulip Residences kierują swoją ofertę do klientów biznesowych szukających zakwaterowania długoterminowego, a także do klientów wypoczynkowych, w tym rodzin z dziećmi, grup znajomych czy seniorów.

Louvre Hotels Group realizuje strategię dywersyfikacji

Wprowadzając na rynek markę Tulip Residences, trzygwiazdkowy koncept hotelu lifestylowego uzupełniony wyborem czterogwiazdkowych hoteli z oznaczeniem „Collection”, Louvre Hotels Group poszerza swoje portfolio i zdobywa przyczółek w perspektywicznym segmencie rynku. Nowa marka uzupełnia dotychczasową ofertę grupy o atrakcyjną z punktu widzenia klientów i inwestorów propozycję hoteli pełniących funkcję miejskiej przystani podczas dłuższych wizyt.

Otwarcie w Warszawie już wkrótce, trzydzieści kolejnych w ciągu najbliższych pięciu lat

W marcu 2021 roku we francuskiej miejscowości Joinville le Pont grupa otworzyła pierwszy własnościowy hotel apartamentowy oferujący blisko 100 pokoi. Pełni on funkcję swoistego „laboratorium”, miejsca, w którym testuje się innowacje. Z kolei w maju 2021 roku otwarty zostanie pierwszy hotel franczyzowy nowej marki, zlokalizowany w samym sercu Warszawy.

W ciągu najbliższych pięciu lat Louvre Hotels Group planuje otwarcie około trzydziestu obiektów Tulip Residences w całej Europie. Hotele znajdować się będą przede wszystkim w centrach miast oraz w pobliżu najważniejszych węzłów komunikacyjnych. Zgodnie z oczekiwaniem swojego akcjonariusza, nastawionego na inwestycje w hotele apartamentowe holdingu Jin Jiang, grupa rozpocznie też rozwój koncepcji na terenie Chin. Pilotażowe otwarcie zaplanowano już na koniec 2021 roku z intencją, by do końca 2022 roku pozyskać 25 lokalizacji w największych chińskich metropoliach.

Gwarantowany zwrot inwestycji

By sprostać potrzebom i oczekiwaniom inwestorów, Louvre Hotels Group oferuje zindywidualizowane wsparcie, koncentrując się na opłacalności oraz innowacyjności przedsięwzięcia. Obiekty Tulip Residences dają wiele przewag konkurencyjnych, przyciągając zróżnicowaną grupę klientów zainteresowanych pobytem długoterminowym i generując marże operacyjne, które gwarantują zwrot inwestycji. Hybrydowa koncepcja pozwala na uzupełnianie oferty o dodatkowe opcje maksymalizujące przychody. Co więcej, produkt został dostosowany do potrzeb klientów zarówno biznesowych, jak i wypoczynkowych, tak dla krótkich, jak dla długich pobytów.

Innowacyjne przedsięwzięcie Louvre Hotels Group

Grupa powierzyła projekt Tulip Residences Cyrilowi Vaussardowi, współzałożycielowi sieci Hôtels Préférence, dyrektorowi, a później dyrektorowi regionalnemu jednej z marek hoteli apartamentowych.

Tulip Residences wychodzi naprzeciw potrzebom podróżnych, którzy rezerwują dłuższe pobyty w hotelu i oczekują komfortu oraz stymulujących, funkcjonalnych przestrzeni wspólnych do użytku zarówno biznesowego, jak i prywatnego – mówi Cyril Vaussard, General Manager Tulip Residences.

Aby w pełni wykorzystać potencjał segmentu pobytów długoterminowych, Louvre Hotels Group stawia na intraprzedsiębiorczość, czyli metodę, która zachęca pracowników do nieszablonowego myślenia i poszukiwania nowych ścieżek rozwoju. Inwestorzy zainteresowani projektem Tulip Residences mogą również liczyć na siłę grupy w obszarach dystrybucji, zarządzania przychodami, marketingu, komunikacji czy wdrażania rozwiązań technicznych.

Euvic chce zainwestować w eo Networks

Euvic, jedna z najdynamiczniejszych technologicznych grup kapitałowych w Polsce chce przejąć kontrolę nad eo Networks. 27 kwietnia do UOKiK wpłynął wniosek w tej sprawie. Eo Networks to spółka z 20-letnią historią, notowana na New Connect. Firma specjalizuje się w tworzeniu i utrzymaniu rozwiązań software’owych w telekomunikacji i logistyce, a także w świadczeniu usług serwisowych na rynku korporacyjnym i w sektorze publicznym. Według ostatniego raportu kwartalnego dysponowała ponad 21 mln zł gotówki. Dzięki przejęciu eo Networks Grupa Euvic może wzmocnić zarówno filar wytwarzania oprogramowania jak i infrastruktury, osiągając liczne synergie, szczególnie w obszarze sieci serwisowej. Zgodnie z zapowiedzią zarządu Euvic, jest to pierwsza z serii transakcji, jakie spółka chce przeprowadzić do końca maja, a które złożą się na największe przejęcie w sektorze IT w tym roku.

Włączenie eo Networks do Grupy będzie kolejnym działaniem Euvic w ramach realizacji strategii Integratora 2.0. Dzięki unikatowemu połączeniu technologii, kompetencji oraz wysokiej jakości infrastruktury, Grupa działa w modelu biznesowym bazującym na usługach 360°, wspierając każdy etap realizacji projektów informatycznych. Euvic opiera swoją działalność na 5 kluczowych filarach: software development, body/team leasing, IT infrastructure, innovations oraz digital. W 2020 roku przychód wszystkich spółek w Grupie Euvic wyniósł ok. 650 mln zł, a EBITDA 50 mln zł.

Komplementarne usługi

Pierwsze inwestycje w eo Networks Euvic realizował już w 2020 roku. Od tego czasu posiadał blisko 12 proc. akcji spółki. Dalsza współpraca umożliwi rozwój segmentu infrastruktury IT, który jest jednym z dynamiczniej rozwijających się filarów. Przychód w tym obszarze powinien przekroczyć 200 mln zł, a IT infrastructure stanie się drugim największym, po software development, filarem w Grupie.

– Przejęcie kontroli nad eo Networks będzie ważnym ruchem w rozwoju filaru IT, który ma dla naszej Grupy strategiczne znaczenie. Eo Networks ma imponujące doświadczenie w zakresie wsparcia i serwisowania sprzętu oraz infrastruktury IT dla największych podmiotów na rynku. Ma także autorskie oprogramowanie, doskonale ułożone procesy oraz sieć świetnych specjalistów w całym kraju, a także doświadczoną kadrę menedżerską. Dzięki tej inwestycji staniemy się  jednym z liderów na rynku usług serwisowych, a wziąwszy pod uwagę doświadczenie Euvic oraz eo Networks w zakresie wytwarzania oprogramowania wspierającego logistykę firm e-commercowych, ta transakcja znacznie zbliży Grupę do pozycji lidera także na tym polu. Tym bardziej nie mogę się doczekać zgody UOKiK na jej przeprowadzenie – mówi Wojciech Wolny, współzałożyciel i prezes Euvic.

Już dziś działające w ramach filaru IT infrastructure spółki Grupy – Euvic IT SA, IT Challange Sp. z o.o. i  Euvic Solutions S.A. oferują konsultacje i audyty obszaru IT, w zakresie budowy strategii, zapewnienia ciągłości działania czy modernizacji wykorzystywanych rozwiązań. Realizują również projekty wdrożeniowe i migracyjne, dostarczając niezbędny sprzęt i oprogramowanie, a także wspierają klientów w obszarach takich jak: integracja systemów informatycznych i komunikacyjnych, rozwiązania sieciowe, Industry 4.0, migracje do chmury, cyberbezpieczeństwo, machine learning, IoT (internet rzeczy) czy szeroko rozumiana transformacja cyfrowa.

– Zwiększamy możliwości i efektywność naszych usług serwisowych. Nasi klienci nie będą zmuszeni do szukania takiej oferty wśród innych partnerów. Będą mogli powierzyć nam kompleksową obsługę ich biznesu oraz szeroko rozumiane wsparcie użytkownika również w modelu outsourcingu IT. W rezultacie będziemy mogli sięgać po bardziej zaawansowane projekty tym samym umacniając swoją pozycję na rynku – mówi Zbigniew Ciukaj, wiceprezes Euvic IT.

Nowe możliwości

Dzięki nowej inicjatywie Grupa Euvic wzmacnia swoją ofertę i zwiększa możliwości w zakresie wsparcia klientów na każdym etapie wdrożenia oraz wytwarzania oprogramowania, który jest jednym z istotniejszych zakresów działalności spółki. Eo Networks oferuje usługi z zakresu: analizy, tworzenia produktów i usług, rozwiązań webowych, desktopowych, portali, systemów transakcyjnych, narzędzi komunikacyjnych, architektury informacji oraz zarządzania treścią, systemów klasy CRM, oraz integracji i utrzymania systemów, zapewnienia jakości i testowania, a także outsourcingu kompetencji.

Eo Networks z powodzeniem działa również na rynku usług serwisowych. Swoim klientom zapewnia serwis gwarancyjny sprzętu IT, a także urządzeń z technologią IoT w tym najbardziej zaawansowanego sprzętu AGD, RTV, gwarancje rozszerzone, naprawy pogwarancyjne i optymalizację środowiska druku na terenie całego kraju. Firma sprzedaje również produkty i rozwiązania, takie jak: Digital Signage (cyfrowa dystrybucja treści multimedialnych na elektronicznych wyświetlaczach), urządzenia drukujące i materiały eksploatacyjne, systemy zarządzania drukiem, sprzęt komputerowy i urządzenia IT, części, certyfikaty SSL.

– Dołączenie do Grupy Euvic będzie dla eo Networks ogromnym wzmocnieniem i szansą na intensywniejszy rozwój. To także wielka motywacja. Kiedy staniemy się częścią Grupy będziemy współtworzyć i aktywnie angażować się w jej politykę inwestycyjną. Tym samym przed eo Networks otworzą się nowe możliwości biznesowe. Dzięki doświadczeniu m.in. w telekomunikacji i logistyce, będziemy wspierać firmy, które już teraz korzystają z usług Euvic. Nasza oferta wzajemnie się uzupełnia, a dzięki połączeniu sił przedsiębiorstwa zobaczą w nas partnera oferującego wszechstronne wsparcie w cyfrowej transformacji – mówi Błażej Piech, prezes zarządu i największy akcjonariusz EO Networks S.A. Podkreśla, że nie zamierza rezygnować z zajmowanego stanowiska i wiąże swoją przyszłość z Euvic.

W 2020 r. eo Networks wygenerowała ok. 44 mln zł przychodów, a zysk netto wyniósł ok. 3 mln zł. Eo Networks działa zarówno w Polsce (70 proc. biznesu), jak i za granicą (30 proc.), głównie jako podwykonawcy innych marek (80 proc.), natomiast umowy bezpośrednie stanowią 20 proc. ogółu.

Usługa Zabezpiecz PESEL w Orange – jak to działa?

Zastanawiasz się, jak chronić dane osobowe w sieci? A może chcesz wiedzieć, jak chronić swój PESEL? Możesz na przykład skorzystać z usługi Zabezpiecz PESEL w Orange. Sprawdź, jak to działa.

Jak chronić dane osobowe w sieci i być spokojnym o bezpieczny PESEL?

Czy wiesz, że co godzinę oszuści wyłudzają prawie 30 tys. złotych? Zastanawiasz się, jak chronić dane osobowe w internecie? Prosta wskazówka to stworzenie silnego hasła składającego się z małych, wielkich liter, liczb i znaków specjalnych. Warto zmieniać je regularnie, by zmniejszyć ryzyko ewentualnej kradzieży hasła i dostępu do kont.

Weryfikuj e-maile, które mogą wyglądać podobnie do tych, które otrzymujesz od znanych firm, banku czy ubezpieczyciela. Może się zdarzyć, że to phishing zachęcający do zalogowania się na dane konto – w rzeczywistości cyberprzestępcy mogą wykraść Twoje dane osobowe.

Zwróć uwagę, czy podczas logowania do bankowości internetowej i innych witryn, pojawia się informacja o protokole szyfrowania SSL, a obok paska przeglądarki widnieje kłódka – wówczas Twoje dane osobowe są bezpieczne.

Co jednak zrobić, aby mieć bezpieczny PESEL? Jak chronić swój PESEL? Jedno z rozwiązań to usługa Zabezpiecz PESEL w Orange – https://www.orange.pl/view/zabezpieczpesel – sprawdź, jak działa.

Zabezpiecz PESEL w Orange – co zyskujesz?

Orange Zabezpiecz PESEL to usługa, która pozwoli Ci zwiększyć ochronę Twoich danych. W przypadku próby ich wyłudzenia oraz użycia numeru PESEL otrzymasz niezwłocznie SMS-a, dzięki czemu możesz zawiadomić bank i inne instytucje. Utrata dokumentów, kradzież danych, wyłudzenie pożyczki – możesz zabezpieczyć PESEL i zwiększyć bezpieczeństwo swoich danych.

Co zyskujesz z Orange Zabezpiecz PESEL?

  • Usługa monitoruje Twoje dane przez całą dobę

Otrzymasz powiadomienie, jeśli Twój numer PESEL zostanie wykorzystany, zostaniesz dopisany do Krajowego Rejestru Długów czy powstanie firma na Twoje dane.

  • Weryfikowanie wykorzystania Twoich danych

Z usługi Zabezpiecz PESEL możesz sprawdzić, kto w ciągu ostatnich 12 miesięcy korzystał z Twojego numeru PESEL. Masz także możliwość weryfikowania wiarygodności dowolnej firmy (np. pracodawcy, dewelopera, biura podróży) w Krajowym Rejestrze Długów.

  • Możesz uniknąć wzięcia kredytu na Twoje nazwisko

Dzięki Orange Zabezpiecz PESEL, możesz uniknąć skutków wyłudzenia danych osobowych w celu wzięcia kredytu, pożyczki, zakupu usługi czy zakupu ratalnego. Usługa monitoruje wykorzystanie Twojego numeru PESEL i jednocześnie pozwala ograniczyć ryzyko wyłudzenia. Możesz dowiedzieć się, gdzie próbowano posłużyć się Twoimi danymi i zyskać instrukcję postępowania w przypadku wyłudzenia. Otrzymasz natychmiastowe powiadomienie, gdy ktoś posłuży się Twoimi danymi osobowymi czy wykorzysta je do założenia spółki lub działalności gospodarczej.

W 2020 roku zastrzeżonych zostało ponad 150 tys. dokumentów tożsamości, a udaremniono blisko 7 tys. prób wyłudzania kredytów na skradzione dane. Postaw na bezpieczny PESEL z usługą Zabezpiecz PESEL od Orange.

Orange Zabezpiecz PESEL – jak uruchomić?

Zabezpiecz PESEL to usługa dostępna dla klientów Orange, którzy korzystają z abonamentu lub pakietu Orange Love. Możesz uruchomić usługę w dowolnym momencie, logując się na stronie Orange.pl lub poprzez aplikację Mój Orange. Zabezpiecz PESEL można aktywować również podczas przedłużania lub zawierania nowej umowy. Ochronę danych osobowych od Orange przetestuj za darmo przez pierwszy miesiąc, pozostałe opłaty to 9,99 zł miesięcznie.

Szafy korespondencyjne. Usprawnienie na nowe czasy

Nowe technologie usprawniają zarządzanie dokumentacją w biurze. Najważniejsze z nich to digitalizacja i automatyzacja, ale trzeba zacząć od postaw. Pomocne są też urządzenia, które działają jak paczkomaty.

Paczkomaty to samoobsługowe urządzenia składające się z zamykanych na kod lub zamek RFID (Radio-Frequency Identification, co oznacza identyfikację za pomocą fal radiowych) skrytek, które służą do nadawania i odbierania przesyłek. Ich popularność rośnie niemal lawinowo, czemu sprzyja błyskawiczny rozwój zakupów online.

Okazuje się, że podobnie działające maszyny są także bardzo przydatne w biurach. Do czego służą? – Szafy korespondencyjne służą do wymiany dokumentów pomiędzy naszym działem zarządzania dokumentacją, a sekcjami operacyjnymi, które realizują swoje procesy w oparciu o te dokumenty – odpowiada Paweł Ocibiński kierownik ds. zarządzania dokumentacją w spółce Impel Business Solutions. – To szafa ze skrytkami otwieranymi i zamykanymi przy pomocy karty z czytnikiem RFID. Bardzo sprytne rozwiązanie, pozwalające zaoszczędzić dużo czasu i pomagające w zabezpieczeniu procesu pod kątem dostępu do danych – wyjaśnia.

Po umieszczeniu dokumentu lub paczki w danej skrytce do adresata wysyłany jest automatycznie mail z informacją o przesyłce do odbioru. Urządzenie bardzo usprawnia obieg dokumentów i korespondencji. Wcześniej dystrybucją zajmował się pracownik, a proces mógł trwać nawet godzinę. Obecnie odbiór przesyłki zajmuje około minuty.

Impel szafa korespondencyjnaSzafa korespondencyjna pozwala też na monitorowanie przebiegu przesyłki. Wiadomo, kiedy i przez kogo została ona umieszczona w skrytce i z niej odebrana. – Taki obieg dokumentów ogromnie zwiększa bezpieczeństwo procesu pod kątem operacyjnym – zauważa Paweł Ocibiński. – Szafa korespondencyjna powinna być dziś częścią każdego biura. Przynosi nie tylko oszczędność czasu i usprawnienie procesu, ale również zwiększenie bezpieczeństwa zdrowotnego w okresie pandemicznym – dodaje.

Digitalizacja na 90%

Kancelaria w Impel Business Solutions to część działu zarządzania dokumentacją. Zajmuje się obsługą dokumentacji przychodzącej oraz wychodzącej, w tym digitalizacją, archiwizacją oraz dystrybucją. Aby zarządzanie dużym wolumenem dokumentów przebiegało sprawniej, w kancelarii dokonała się transformacja. Szafa korespondencyjna to tylko jedno z wielu usprawnień. Najważniejsza jest digitalizacja, czyli zamienianie dokumentów papierowych na cyfrowe. – Dzięki digitalizacji oszczędzamy czas i pieniądze, a przede wszystkim znacząco ograniczamy ryzyko popełnienia błędów, które przy dużej liczbie dokumentów są nieuniknione – podkreśla Paweł Ocibiński.

Jeszcze kilka lat temu cyfrowe dokumenty stanowiły 1% wszystkich dokumentów, dziś ich udział to aż 90%.

Z niektórych dokumentów tradycyjnych nie można zrezygnować ze względów formalnych i prawnych. – Podczas pandemii skanujemy nawet te dokumenty, które po wpłynięciu do firmy muszą być przekazywane dalej w oryginale, ponieważ trzeba umożliwić do nich dostęp osobom pracującym zdalnie – tłumaczy Paweł Ocibiński. – Czasy, kiedy w biurach przybijano pieczątki i przechowywano stosy papierów w szafach, dawno już się skończyły. W dwudziestym pierwszym wieku nie można polegać na metodach z poprzedniego stulecia, bo dziś są one wysoce nieefektywne – sygnalizuje.

Zorganizowany proces to podstawa

Przeprowadzając transformację biura w celu usprawnienia zarządzania dokumentacją trzeba zacząć od podstaw. Ważne jest nawet ustawienie biurek czy urządzeń biurowych, co wpływa na krótszy czas obsługi dokumentów. – My zaczęliśmy od reorganizacji przestrzeni, korzystając z metody 5S. Ten krok przyniósł natychmiastowy efekt w postaci np. skrócenia czasu transportu dokumentów z miejsca segregacji do skanerów. Pozornie niewielka zmiana pozwoliła na oszczędność ok. 70 minut w trakcie dnia. Kluczowe w tych zmianach jest zaangażowanie i świadomość procesowa pracowników. Bez ich indywidualnej pracy i poczucia odpowiedzialności za realizowany proces nie uda się osiągnąć pełnego sukcesu – mówi Paweł Ocibiński. Ze zmiany skorzystali pracownicy. W efekcie wykazywali pozytywne nastawienie do wprowadzania kolejnych optymalizacji, takich jak automatyzacja czy robotyzacja.

Kolejnym krokiem do wykonania jest opisanie i dogłębne poznanie wszystkich obsługiwanych procesów. Na tym etapie warto stworzyć instrukcję oraz mapy dla procesów związanych z zarządzaniem dokumentacją, które w czytelny sposób obrazują każdy krok w procesie i wizualizują potencjalne problemy czy marnotrawstwa. Jasna instrukcja pozwala pracownikowi na efektywne i bezpieczne operowanie procesem lub jego częścią, ponadto wpływa też na jego komfort pracy, bo czuje się on pewniej.

Oprócz instrukcji procesowych pomocny jest plan ciągłości działania na wypadek awarii urządzeń. – Warto mieć rezerwowe urządzenia i przejrzyste instrukcje. To sposób na zabezpieczenie ciągłości w zarządzaniu dokumentacją – argumentuje Paweł Ocibiński.

Automatyzacja w parze z digitalizacją

Po wprowadzeniu tych usprawnień i po edukacji pracowników pod kątem świadomości procesowej, można zająć się automatyzacją. – Jest ona tak samo ważna jak digitalizacja. Te pojęcia są ze sobą często mocno powiązane – tłumaczy Paweł Ocibiński.

Które czynności wykonywane ręcznie przez człowieka mogą być wykonywane automatycznie przez maszyny? Na przykład znakowanie dokumentów. Oczywiście, żeby znakowanie przebiegało automatycznie, potrzebna jest ich wcześniejsza digitalizacja. – Pieczątki zostały zastąpione znakami wodnymi, które są nanoszone automatycznie na dokumenty w formacie PDF przez napisaną przez nas aplikację – przybliża Paweł Ocibiński.

Innym przydatnym usprawnieniem jest automatyzacja pocztowej książki nadawczej, która dziś w Kancelarii Impel Business Solutions jest kompleksowym narzędziem pełniącym funkcję nie tylko zestawienia wysłanych dokumentów, ale również sprawdzającym się w efektywnym rozliczaniu kosztów.

Kolejnym z usprawnień jest nowy model katalogowania dokumentów w niektórych procesach digitalizacyjnych. Skanuje się w nich nawet po kilkaset dokumentów naraz na jednym urządzeniu. Aby w efekcie powstał osobny plik cyfrowy dla każdego dokumentu, kiedyś konieczne było oznakowanie ich kodami kreskowymi, które pełniły rolę separatora. Dziś skanujemy wszystkie dokumenty w danym procesie do jednego zbiorczego pliku, a ich separacją zajmuje się napisana przez nas aplikacja, która analizuje ich treść i automatycznie rozdziela je na osobne pliki PDF na podstawie słów kluczowych. Należy jednak pamiętać, że zastosowanie takiego rozwiązania musi być przemyślane pod kątem procesowym, ponieważ w części procesów digitalizacyjnych fizyczne kody kreskowe są nośnikiem informacji o dokumencie i pełnią istotną rolę, np. podczas archiwizacji – wyjaśnia Paweł Ocibiński. Takie rozwiązanie bardzo przyspiesza proces przygotowania dokumentów do skanowania oraz eliminuje koszty związane z koniecznością drukowania bądź kupowania naklejek z kodami kreskowymi.

Dzięki nowym technologiom: digitalizacji, automatyzacji, a także dzięki takim urządzeniom jak szafy korespondencyjne, zarządzanie dokumentacją przebiega szybciej, taniej i skuteczniej. To wszystko pozytywnie wpływa na działanie organizacji.

FPP apeluje do polityków o prawidłowe informowanie w sprawie wykorzystania pieniędzy przez Polskę

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje do wszystkich stron debaty politycznej, aby nie obiecywać Polakom korzyści z Planu Odbudowy dla Europy i Krajowego Planu Odbudowy (KPO), które nie są zgodne z wymogami Unii Europejskiej. Instrument ten nie służy finansowaniu wszystkich potrzeb i inwestycji w krajach członkowskich. Zgodnie z ustaleniami pomiędzy instytucjami europejskimi a 27 państwami członkowskimi koncentruje się on na obszarach kluczowych z punktu widzenia budowy bardziej odpornej gospodarki europejskiej: transformacji klimatyczno-środowiskowej i digitalizacji (odpowiednio 37% i 20% środków) oraz sferach najbardziej dotkniętych kryzysem COVID-19, np. ochrona zdrowia i gospodarka.

Środki w ramach Planu Odbudowy to w większości kwoty pochodzące z pożyczek. W interesie wszystkich obywateli UE jest ich wykorzystanie przede wszystkim w obszarach, które będą stymulować wzrost gospodarczy i konkurencyjność.

„Krajowy Plan Odbudowy i potencjalne inwestycje są uwarunkowane podjęciem reform wynikającymi z corocznie przyjmowanych na poziomie UE zaleceń dla poszczególnych państw członkowskich. Ze zdumieniem przyjmujemy np. oczekiwanie finansowania mieszkań czy dróg lokalnych formułowane w toku debaty politycznej. Kluczowe jest jak najszybsze uruchomienie środków przez Polskę. Oczekujemy, że dyskusja wokół jednego z najważniejszych dokumentów dla przyszłości naszego kraju nie będzie kolejnym bezproduktywnym, politycznym koncertem mrzonek. Chcemy efektywnej i rzetelnej debaty opartej na merytorycznych przesłankach i faktach!” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

W związku z coraz większą liczbą przesyłek kurierskich w Europie rośnie zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową

Z najnowszego raportu opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Savills wynika, że w latach 2021-2025 firmy kurierskie w Europie będą potrzebowały dodatkowo 8,6 mln m kw. powierzchni magazynowej, aby dotrzymać kroku rosnącemu popytowi w sektorze handlu internetowego.

Przeprowadzona przez Savills analiza danych przedstawionych w raporcie firmy Effigy Consulting pokazuje, że w 2019 roku na terenie Europy dostarczono łącznie 12,3 mld przesyłek. Z kolei biorąc pod uwagę dane brytyjskiego urzędu regulacyjnego OFCOM, które wskazują na roczny wzrost liczby przesyłek w Wielkiej Brytanii o 9,1 proc., prognozuje się, że w najbliższych pięciu latach niezbędne będzie znaczne zwiększenie skali inwestycji magazynowych na kontynencie europejskim.

Zakładając, że w tym czasie 20 proc. produktów kupowanych online będzie zwracanych, ok. 1,7 mln m kw. spośród prognozowanej podaży nowej powierzchni magazynowej będzie musiało być przeznaczone na potrzeby związane ze składowaniem i obsługą zwrotów od firm kurierskich. Zwroty przesyłek nie przełożą się bezpośrednio na zapotrzebowanie na powierzchnie logistyczne u samych producentów, ale mogą przyczynić się do wykreowania dodatkowego popytu ze strony ich partnerów handlowych, w tym dystrybutorów i firm kurierskich.

„W 2020 roku odnotowaliśmy dynamiczny wzrost zakupów przez internet, do czego w dużym stopniu przyczyniła się pandemia Covid-19. Przewidujemy, że sieci handlowe będą dążyć do ograniczenia liczby zwrotów, np. rozwijając strategie omnichannel, ale popyt na powierzchnie magazynowe nie będzie przez to malał i utrzyma się na wysokim poziomie” – komentuje Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich, Savills.

Savills zwraca uwagę, że wyzwania dotyczące obsługi zwrotów towarów kupowanych w internecie dotyczą wszystkich krajów europejskich. Liderem na tym polu jest Wielka Brytania, gdzie udział e-commerce w sprzedaży detalicznej w 2020 roku wyniósł 28 proc. W Holandii widać, że również operatorzy logistyczni 3PL wprowadzają nowe rozwiązania mające na celu ułatwienie dokonywania zwrotów i przyspieszenie procesu ich obsługi. Specyfika polskiego rynku związana jest z kolei z tym, że duże sieci handlowe takie jak Zalando, lokują w Polsce swoje zaplecze magazynowe, które jest następnie wykorzystywane do obsługi zarówno klientów krajowych jak i zamówień z państw sąsiednich.

„Pandemia z pewnością nie spowolniła tempa rozbudowy bazy magazynowej przez sieci handlowe, na co wpływ miała popularyzacja sprzedaży online, w tym również wynikający z niej wzrost liczby zwracanych towarów. Czas pokaże, czy po zniesieniu lockdownu sieci handlowe będą chciały w większym stopniu wykorzystywać sklepy jako centra zwrotów. Nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania w tym zakresie – konsumenci cenią sobie wygodę, a sieci handlowe i firmy kurierskie odpowiadają na zmieniające się preferencje klientów, np. poprzez odpowiednie projektowanie układu funkcjonalnego obiektów magazynowych” – dodaje Marcus de Minckwitz, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Niższe bezrobocie w Polsce bez wpływu na złotego

Lepsze dane z polskiego rynku pracy nie spowodowały istotnych zmian na rynkach walutowych. Złoty zadomowił się w przedziale 4,54-4,57 zł za euro i nie zanosi się, by szybko opuścił te okolice.

Bezrobocie w Polsce znów w dół

Zgodnie z oczekiwaniami w marcu bezrobocie w Polsce spadło do poziomu 6,4%. Biorąc pod uwagę początek sezonu prac sezonowych, nie powinno to szczególnie dziwić. Z drugiej strony to dobry sygnał dla gospodarki, bo pokazuje, że aż tak nie boi się ona dalszych problemów z koronawirusem. Dane te nie miały większego wpływu na złotego. Polska waluta w dalszym ciągu porusza się w wąskim korytarzu wahań względem euro.

Zamówienia w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zamówień na dobra w USA. Zamówienia na dobra bez środków transportu zgodnie z oczekiwaniami wzrosły o 1,6%. Te na dobra trwałego użytku z kolei wzrosły o zaledwie 0,5%, to o 2% mniej niż oczekiwali analitycy. Pokazuje to, że Amerykanie w dobie pandemii wydają między innymi na samochody mniej pieniędzy. Dolar wczoraj odzyskiwał trochę wartości względem euro, co ciekawe ruch ten został przerwany tuż przed dobrymi danymi w ramach indeksu Dallas FED.

Kolejne banki nie zmieniają stóp procentowych

Dzisiaj w nocy poznaliśmy dane z Banku Japonii. Zgodnie z oczekiwaniami utrzymał on symbolicznie ujemną stopę procentową wynoszącą -0,1%. Rynki zareagowały osłabieniem jena, gdyż inwestorzy liczyli na pewne wsparcie tamtejszej waluty. Nad ranem poznaliśmy dane ze Szwecji, gdzie tamtejszy bank utrzymał zerowe stawki dla korony szwedzkiej. Tutaj również inwestorzy przyjęli te dane z dystansem. Można zauważyć, że inwestorzy widząc poprawę sytuacji, powoli zaczynają oczekiwać zapowiedzi wzrostów stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg CBI,
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Badanie Cisco: praca hybrydowa wymaga silnej kultury organizacyjnej [DANE Z POLSKI]

  • Praca w realiach nowej normalności pokazuje jak ważna jest kultura organizacyjna uwzględniająca wszystkich pracowników, niezależnie od ich lokalizacji.
  • Kultura i dobre doświadczenia to najważniejsze czynniki dla pracowników, zaraz po technologii i logistyce.
  • Komunikatywne przywództwo jest kluczowe dla utrzymania poczucia stabilności, niezależności i docenienia pracowników.

W wielu firmach trwają przygotowania do bezpiecznego powrotu do biur i wdrażanie nowych modeli pracy. Jednak to rozwinięta kultura organizacyjna będzie kluczowa dla utrzymania w dłuższej perspektywie zrównoważonego rozwoju firm w dobie pracy hybrydowej. Jak wynika z raportu Cisco Workforce of the Future, dla pracowników kluczowe są dobre doświadczenia obejmujące zarówno częstą i efektywną komunikację, jak i poczucie bycia docenionym oraz rozwój zawodowy. To obszary kultury pracy, które zdaniem polskich respondentów mają największe znaczenie.

Wyniki najnowszego badania Cisco pokazują jak ważna jest nie tylko optymalizacja przestrzeni biurowej i tej w której wykonujemy swoje obowiązki wirtualnie, ale także stworzenie silnej kultury organizacyjnej uwzględniającej wszystkich w firmie. Wielu pracowników zdalnych czuje się komfortowo wykonując swoje obowiązki z domowego zacisza. Wciąż jednak jest znacząca grupa osób, które stwierdziły, że czują się porzucone. 20 proc. respondentów z Polski nie ma poczucia, że ich przełożeni ufają im, iż wykonują swoje obowiązki pracując z domu, bez potrzeby intensywnego nadzoru. Ponadto, aż 52 proc. czuje się niedoceniona, a tylko nieco mniej niż połowa uważa, że ich osiągnięcia podczas pracy zdalnej zostały odpowiednio zauważone (48 proc.).

Możliwości rozwoju to kolejne istotne źródło niepokoju polskich pracowników, z których 41 proc. obawia się, że brak fizycznej obecności w biurze i możliwości bezpośredniej współpracy z menedżerem wpłynie na rozwój ich kariery. Zarządzanie poprzez sprawną i efektywną komunikację z zespołem będzie kluczowe dla utrzymania poczucia stabilności i autonomii, a także dla stawienia czoła wyzwaniu jakim jest brak bliskości. Aż 81 proc. respondentów z Polski zgadza się ze stwierdzeniem, że liderzy w ich organizacjach powinni poświęcać więcej uwagi komunikacji, w okresie, gdy zespół nadal pozostaje rozproszony.

W sytuacji, gdy umiejętne korzystanie z technologii w codziennej pracy jest ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, szkolenia pracowników zyskały kluczowe znaczenie. Aż 86 proc. respondentów oczekuje, że szkolenia z zakresu technologii i umiejętności cyfrowych powinny stać się priorytetem w ich organizacji. Niestety ponad połowa (57 proc.) uczestników badania Cisco obawia się, że to nie nastąpi w realiach nowej normalności.

„Ludzie decydują się na pracę w danej firmie analizując wcześniej wiele czynników. Nie ulega wątpliwości, że kultura organizacji i jej wartości są kluczowe w procesie podejmowania decyzji. Obecnie wciąż pracujemy z domu, jednak biznes przygotowuje się do przejścia na model hybrydowy. Dlatego niezwykle ważna jest inkluzywność i pewność, że nikt z pracowników nie zostanie pominięty. To wymaga dodatkowych działań, które sprawią, że każdy poczuje się zauważony. Technologia odgrywa kluczową rolę w połączeniu ze sobą rozproszonych zespołów” – mówi Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco w Polsce.

„Pandemia COVID-19 na zawsze zmieniła sposób w jaki pracujemy. Pracownicy chcą czuć, że mają większą odpowiedzialność za projekt i wybór gdzie i kiedy będą pracować – łącząc pracę zdalną z obecnością w biurze. Gdy biznes wypracuje hybrydowy model pracy, będzie musiał stawić czoła wyzwaniu jakim jest wdrożenie długoterminowych rozwiązań, które naprawdę poprawią doświadczenia pracowników, niezależnie od tego skąd pracują i przyczynią się do zwiększenia ich produktywności” – dodaje Przemysław Kania z Cisco.

Tylko 43 proc. pracowników z Polski uważa, że jest przygotowana pod względem technologicznym do pracy z domu. Kluczowe jest wyposażenie zespołu w odpowiednie narzędzia umożliwiające współpracę i dostęp do firmowych zasobów. Platformy do współpracy działające w oparciu o technologię chmurową, wykorzystujące sztuczną inteligencję i zaawansowaną analitykę w funkcjach, takich jak rozpoznawanie twarzy, transkrypcja spotkań i tłumaczenia, odgrywają ważną rolę w łączeniu rozproszonych zespołów, zwiększając ich zaangażowanie i napędzając innowacje.

18% firm ma we flotach auta elektryczne, połowa deklaruje, że postawi na nie w ciągu 3 lat

Przyspieszają trendy obserwowane już przed pandemią – popularność zyskują samochody z ekologicznymi napędami oraz alternatywne środki transportu – wynika z nowego „Barometru Flotowego” opublikowanego przez Arval Mobility Observatory (AMO). Już 18% firm korzysta z co najmniej jednego auta w pełni elektrycznego, a blisko 1/3 ma we flotach samochody napędzane ekologicznie.

  • Połowa firm w Polsce deklaruje, że w ciągu 3 lat uzupełni flotę o samochody w pełni elektryczne, 18% już je ma.
  • 62% firm w Polsce wprowadziło inne formy mobilności niż tradycyjne auta służbowe.
  • Już 7 na 10 firm w Polsce w ciągu najbliższych 3 lat rozważa skorzystanie z wynajmu długoterminowego pojazdów, a 19% na pewno to zrobi.
  • 55% polskich firm planuje zwiększenie liczebności flot w ciągu 3 najbliższych lat. Średnia dla krajów UE to 43%.
  • Dopłaty do wynajmu prywatnego pracowników rozważa w Polsce 54% firm, czyli dwukrotnie więcej niż w 2019 roku.

Wśród kluczowych wniosków wskazanych w tegorocznym „Barometrze Flotowym” na pierwszy plan wysuwa się postępująca elektryfikacja flot. Pandemia nie tylko nie zatrzymała proekologicznego trendu – w ciągu ostatniego roku obserwowaliśmy jego wzmocnienie. Już 18% przedsiębiorstw w Polsce może się pochwalić co najmniej jednym „elektrykiem” (BEV) na firmowym parkingu. W 2020 roku co najmniej jedną technologię napędu zelektryfikowanego – samochód w pełni elektryczny (BEV), hybrydę (HEV) lub hybrydę plug-in (PHEV) – w swoich flotach miała już blisko 1/3 (31%) polskich firm. Niestety to wciąż mniej od europejskiej średniej, która wyniosła 42%.

Ta sytuacja może jednak szybko ulec zmianie, jeśli respondenci zrealizują deklarowane w badaniu plany. Aż 50% badanych firm w Polsce (a 56% w UE) deklaruje chęć posiadania we flocie w pełni elektrycznego samochodu w perspektywie 3 lat. Hybrydami i hybrydami plug-in będą za 3 lata jeździć pracownicy 6 na 10 badanych firm.

Bardzo pozytywnym wnioskiem z tegorocznego badania AMO jest ograniczenie barier, które dotychczas zniechęcały fleet managerów do wybierania pojazdów w pełni elektrycznych. Znaczną poprawę widać przede wszystkim w dostępności punktów ładowania w miejscu pracy (spadek wskazań z 63% na 51%) i domach użytkowników (spadek z 54% na 36%). Problemem przestał być już także niewielki wybór modeli pojazdów elektrycznych, wskazywany obecnie przez 36% fleet managerów wobec 45% rok wcześniej.

Wśród powodów decydujących o wyborze alternatywnych napędów dominują względy praktyczne. Najczęściej wskazywaną przyczyną proekologicznych zmian we flotach jest redukcja kosztów paliwa. Na drugim miejscu znalazła się troska o środowisko. Trzeci najistotniejszy czynnik różni się w zależności od rodzaju pojazdów we flocie. W przypadku samochodów osobowych jest to budowanie dobrego wizerunku firmy, natomiast w przypadku elektrycznych aut dostawczych ważniejszy jest całkowity koszt użytkowania (TCO).

Wyraźny wpływ pandemii widać we wzroście popularności alternatywnych form mobilności. Obecnie korzysta z nich już 62% przedsiębiorstw, a w ciągu 3 lat odsetek może wzrosnąć do 88%, co w sporej mierze jest efektem chęci zapewnienia pracownikom bezpieczeństwa zdrowotnego i komfortu w dojazdach do pracy.

– W polskich flotach wyraźnie widać rosnącą skłonność do dywersyfikacji. Klasycznie rozumiany samochód służbowy wielu firmom już nie wystarcza, a pandemia COVID-19 dodatkowo pogłębiła zapotrzebowanie na inne formy mobilności. Na rynku istnieją już odpowiedzi na wiele aktualnych potrzeb, dopasowane do różnych modeli biznesowych. Zdecydowanie najważniejsza jest dziś skuteczność – bezpieczne dotarcie do celu w jak najkrótszym czasie – mówi Radosław Kitala, Consulting & Arval Mobility Observatory Manager w Arval Service Lease Polska.

Jaką alternatywę wybierają fleet managerowie? Już co trzecia firma (wzrost o 13 punktów procentowych) korzysta ze wspólnych dojazdów pracowników, w 28% flot (wzrost o 10 pp) funkcjonował firmowy system car sharingu, a 26% firm wybrało budżet na mobilność (15 pp więcej rok do roku). W ciągu 3 lat 46% badanych firm będzie udostępniać pracownikom opcję wynajmu lub współdzielenia roweru albo innych rozwiązań mikromobilnościowych, z czego 17% już wdrożyło te rozwiązania. Dopłaty do wynajmu prywatnego pracowników rozważa w Polsce 54% firm. To dwukrotnie więcej niż w 2019 roku.

Co ciekawe, zgodnie z deklaracjami respondentów, firmowe floty będą rosły. W Polsce powiększenie parku samochodowego w ciągu najbliższych 3 lat deklaruje 55% badanych. Te wyniki plasują nas zdecydowanie powyżej średniej unijnej (43%), ale zauważalny jest też wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wówczas plany powiększania flot zadeklarowało 31% respondentów. O optymizmie działających w Polsce przedsiębiorców świadczy też najczęściej wskazywany przez nich powód zwiększania liczby aut. „Rozwój biznesu” zaznaczyło 71% badanych (58% to średnia w UE). Wśród innych przyczyn znalazły się zapewnienie bezpiecznego środka transportu pracownikom w związku z zagrożeniem zdrowotnym (26% odpowiedzi) oraz potrzeby związane z rekrutacją i utrzymaniem pracowników (także 26% odpowiedzi).

– Dynamicznie ewoluuje nie tylko to, jak firmy postrzegają mobilność, ale również sposób finansowania rozwoju flot – mówi Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Service Lease Polska. – Przedsiębiorstwa coraz rzadziej decydują się na zakup pojazdów ze środków własnych. Rośnie natomiast popularność leasingu i wynajmu. Z badania Arval Mobility Observatory wynika, że w najbliższych latach najsilniejsze perspektywy wzrostu ma wynajem długoterminowy. Szczególnie dotyczy to dużych firm (powyżej 500 pracowników), wśród których 8 na 10 deklaruje zamiar wykorzystania tej formy finansowania. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w wygodzie i elastyczności tego rozwiązania, ale także w możliwości uzyskania kompleksowego wsparcia merytorycznego. To szczególnie ważne teraz, kiedy w obszarze mobilności obserwujemy tak wiele nowych trendów – dodaje.

Zamiar korzystania z wynajmu długoterminowego w ciągu najbliższych 3 lat zadeklarowało 69% badanych firm w Polsce, z czego 19% fleet managerów na pewno wybierze to rozwiązanie.

W „Barometrze Flotowym” od lat opisywany jest rozwój w obszarze wykorzystania telematyki. Dzięki popularyzacji technologii podłączania aut do sieci (connected cars) liczba firm używających tego typu narzędzi rośnie błyskawicznie. Już 64% polskich firm deklaruje cyfrowy monitoring pozycji i stanu pojazdów. To wynik wyższy niż średnia w UE, gdzie wykorzystanie takiej technologii deklaruje 56% firm. Im większa firma, tym więcej pozytywnych odpowiedzi dotyczących wykorzystania telematyki. Podobne są natomiast czynniki, które respondenci wskazali jako decydujące – 52% firm monitoruje położenie pojazdów by poprawić bezpieczeństwo, 49% oczekuje, że telematyka pozwoli poprawić zachowanie i sposób jazdy kierowców, a 44% chce w ten sposób wyeliminować niepożądane wykorzystanie samochodów.

Rynek inwestycyjny w regionie EMEA po I kw. 2021

W I kwartale 2021 r. sektory magazynowy i living utrzymały w regionie EMEA dynamiczne tempo rozwoju. Mniejszy udział w całkowitym wolumenie inwestycji w Europie miały natomiast transakcje biurowe. W wielu krajach EMEA odnotowano spadek ogólnej aktywności inwestorów i całkowitego wolumenu inwestycji o połowę w porównaniu z I kwartałem 2020 r. – zauważa firma doradcza Colliers w swoim najnowszym raporcie pt. EMEA Markets Snapshot Capital Markets Q1 2021.

– Rynek magazynowy nadal dynamicznie się rozwija – stopy zwrotu w tym sektorze spadają na prawie wszystkich rynkach, a transakcje portfelowe osiągają wysokie wartości. Inwestorzy są również skłonni zawierać transakcje obarczone większym ryzykiem, inwestując w magazyny, chociaż niektórzy z nich wykazują początkowe obawy co do cen i tego, czy deweloperzy będą w stanie podnieść czynsze wystarczająco wysoko w kontekście coraz niższej stopy zwrotu – mówi Richard Divall, dyrektor Colliers ds. rynków kapitałowych w regionie EMEA.

Wartość inwestycji bezpośrednich w europejskie nieruchomości wyniosła 51 mld euro, co oznacza spadek o 35% w porównaniu z I kwartałem 2020 r. Warto jednak zauważyć, że I kwartał 2020 r. był drugim pod względem wartości inwestycji kwartałem w ciągu ostatnich 10 lat, a dane te odzwierciedlają zróżnicowanie wyników w poszczególnych krajach.

– Ze względu na trzecią falę pandemii w Europie wiele procesów przetargowych zostało opóźnionych, jednak odnotowano aktywność w segmentach pozarynkowych i procesach przetargowych na mniejszą skalę. Pomimo braku dużych transakcji biurowych w I kw. nastroje pozostają pozytywne dla mało ryzykownych aktywów w najlepszych lokalizacjach. Oczekujemy, że kilka dużych obiektów zostanie wprowadzonych na rynek w II kw. 2021 r., a po przywróceniu podróży międzynarodowych wolumeny wzrosną – dodaje Richard Divall.

Ożywienie w sektorze hotelowym

Dużym zainteresowaniem w krajach skandynawskich, we Włoszech i Europie Środkowo-Wschodniej nadal cieszy się sektor living będący dynamicznie rozwijającą się klasą aktywów. Pozytywne nastroje powracają również na brytyjski rynek akademików. W dalszym ciągu utrzymuje się także znaczące zainteresowanie sektorami alternatywnymi, w tym life sciences, mieszkaniami dla seniorów (senior living) oraz aktywami wspieranymi przez sektor technologiczny.

Widać ponowny zwrot inwestorów w kierunku sektora hotelarskiego. W ostatnim czasie na kilku rynkach odnotowano tu pierwsze transakcje od wybuchu pandemii. Na rynku pojawiło się już kilka znaczących ofert hotelowych, a inwestorzy z niecierpliwością wyczekują rewizji cen.

Dobry wynik w Polsce

W I kwartale 2021 r. wartość rynku inwestycyjnego w Polsce wyniosła 1,27 mld euro (wyniki wstępne). Lepsze wyniki w analogicznym okresie osiągnięto tylko w  2018 r. i 2020 r. Dużym zainteresowaniem inwestorów ze względu na kompresję stóp kapitalizacji cieszy się wciąż sektor magazynowy.

– 58% całkowitego wolumenu transakcji na polskim rynku dotyczyło nieruchomości zlokalizowanych poza Warszawą, z czego 350 mln dotyczyło aktywów z sektora magazynowego – podaje Piotr Mirowski, senior partner, dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

Ostatni kwartał pokazał jednak, że płynność wraca także na rynek biurowy, czego potwierdzeniem jest 11 transakcji obejmujących sprzedaż 22 aktywów w całej Polsce. Patrząc na ponowny zwrot inwestorów w kierunku sektora biurowego, eksperci Colliers spodziewają się w II kwartale 2021 r. finalizacji kolejnych transakcji na tym rynku.

– Inwestorzy poszukują dobrze zlokalizowanych i dochodowych aktywów ze wszystkich kluczowych sektorów. Oczekujemy, że w kolejnych kwartałach stopy zwrotu za najlepsze produkty będą nadal spadać. Wzrasta płynność w przypadku lokalizacji niecentralnych napędzana popytem na nieruchomości typu value-add – podsumowuje Piotr Mirowski.

Przedsiębiorcy w obliczu transformacji węglowej. Z czym będą musieli się zmierzyć?

Polska stoi przed koniecznością przeprowadzenia transformacji węglowej. Wymusza ją cały szereg europejskich regulacji klimatycznych, ale także przyczyny ekonomiczne i techniczne. Z jakimi problemami musi się zmierzyć polski przedsiębiorca i jakie czekają na niego wyzwania?

Według GUS w 2019 r. w Polsce zużyto 68,3 mln ton węgla kamiennego, czyli o 8% mniej niż w roku 2018. Sektor energetyczny odpowiadał za 60,1% zużycia, 24,6% to przemysł i budownictwo, a 15,2% – gospodarstwa domowe.  W związku z tym, zgodnie z danymi BP Statistical Review, w 2018 r. Polska wyemitowała do atmosfery 322,5 mln ton dwutlenku węgla, z czego znaczna część to właśnie efekt spalania węgla kamiennego. Takie poziomy emisji są nie do utrzymania, choćby w związku z nowymi wymogami prawnymi, które nakładają ograniczenia na przedsiębiorców. Z czym przyjdzie się im zmierzyć w nadchodzących latach?

Wysoka cena emisji dwutlenku węgla

Pierwszym wyzwaniem są zmiany, jakie zachodzą w EU ETS, czyli w Europejskim Systemie Handlu Emisjami – znanym także jako wspólnotowy rynek uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Zgodnie z jego założeniami firmy (posiadające źródła spalania o mocy powyżej 20 MW) muszą przedstawić do umorzenia uprawnienia do emisji, odpowiadające swojemu poziomowi emisji. Przedsiębiorcy kupują te pozwolenia na aukcjach, a następnie zużywają zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem lub odsprzedają. Obecnie cena emisji tony dwutlenku węgla jest na najwyższym poziomie w historii – około 40 euro. Specjaliści przewidują kolejne dynamiczne wzrosty cen, wynikające choćby z malejącej liczby dostępnych na rynku uprawnień. Według Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE) w 2030 r. mogą osiągnąć poziom około 70 euro za tonę CO2. – Wysokie stawki za prawa do emisji wywołają dwa podstawowe skutki dla polskiej gospodarki. Po pierwsze: opłaty za energię elektryczną wytwarzaną z węgla będą drastycznie rosnąć. Po drugie: pomimo tych wzrostów, elektrownie oparte na węglu nie utrzymają rentowności i będą funkcjonować tylko do czasu ich technicznego wyeksploatowania. Może to w przyszłości skutkować brakami mocy w systemie i powstawaniem blackoutów wyjaśnia dr Lech Wojciechowski, Kierownik Zespołu Badań i Strategii w DUON, dostawcy gazu ziemnego i skroplonego.

Konieczność dostosowania istniejących instalacji – dyrektywa MCP

Kolejnym wyzwaniem jest dyrektywa w sprawie ograniczenia emisji niektórych zanieczyszczeń do powietrza ze średnich obiektów energetycznego spalania, czyli tzw. Dyrektywa MCP wydana przez Parlament Europejski i Radę Europy. Regulacja ta określa normy emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu i cząstek stałych (pyłów) ze średnich obiektów energetycznego spalania o nominalnej mocy cieplnej nie mniejszej niż 1 MW i nie większej niż 50 MW. Standard emisyjny dwutlenku siarki ze spalania węgla kamiennego dla źródeł istniejących (o mocy poniżej 50 MW) jest obecnie ustalony na poziomie 1500 mg/Nm3. Nowo powstałe obiekty MCP muszą przestrzegać tych standardów, zaś istniejące mają czas na dostosowanie się do 1 stycznia 2025 r. (instalacje o mocy większej niż 5 MW) i do 1 stycznia 2030 r. (instalacje o mocy cieplnej nie mniejszej niż 1 MW i nie większej niż 5 MW). Gdy obiekt nie zostanie odpowiednio dostosowany, nałożone zostaną kary pieniężne lub instalacja zostanie zamknięta.

Podwyżka opłaty mocowej

Wprowadzona z początkiem roku podwyżka opłaty mocowej będzie kolejnym wyzwaniem dla przedsiębiorców i kolejnym czynnikiem, który wpłynie na koszty działalności firm. Od stycznia jej wysokość wynosi już 76,20 zł/MWh. Doliczana jest ona do opłat dystrybucji dla energii czynnej pobieranej z sieci elektroenergetycznej pomiędzy godziną 7 a 22 w dni robocze. Opłata mocowa nie dotyka wszystkich przedsiębiorców w tym samym stopniu, ponieważ np. zakłady pracujące na 3 zmiany, 7 dni w tygodniu nie dopłacą za energię zużytą w nocy i w weekendy. Mimo to jest to nadal spory wydatek dla większości przedsiębiorstw.

ESR – rozszerzenie obowiązku redukcji emisji na kolejne branże

Kolejny akt prawny, wpływający na działalność przedsiębiorstw korzystających z węgla, to ESR. Rozporządzenie stanowi o wspólnym wysiłku redukcyjnym i dotyczy wszystkich emisji CO2 nieobjętych zakresem ETS. Są to tak zwane sektory non-ETS czyli np. transport, budownictwo, rolnictwo i gospodarka odpadami. Firmy z tych branż będą musiały zredukować emisję gazów do 2030 r. o 7% względem poziomu w 2005 r. W tym momencie nie ma jeszcze konkretnych przepisów, ale to również będzie generować koszty dla przedsiębiorstw.

Znalezienie odpowiedniej alternatywy

Jedno jest pewne: cena energii będzie rosnąć i firmy będą szukać alternatyw. Dlatego też w naturalny sposób rozwinie się rynek rozproszonego wytwarzania energii na własne potrzeby czy to z wykorzystaniem odnawialnych źródeł, czy gazu ziemnego.   Na poziomie krajowym konieczne będzie zainwestowanie w stabilne źródło niskoemisyjne takie jak, elektrownia atomowa. Na poziomie lokalnym firmy będą musiały brać sprawy w swoje ręce i inwestować, by zapewnić sobie własną energię. W zależności od mocy i profilu zużycia będą to różne technologie. W przypadku przedsiębiorców zużywających głównie energię elektryczną w ciągu dnia będzie to zapewne fotowoltaika. Dla firm zużywających ciepło i energię elektryczną przez całą dobę, optymalnym rozwiązaniem jest kogeneracja gazowa lub zasilana biomasą. Rozwiązania są różne i możliwe do dopasowania do specyfiki każdego zakładu wyjaśnia dr Lech Wojciechowski, Kierownik Zespołu Badań i Strategii w DUON, dostawcy gazu ziemnego i skroplonego.

Konieczność zainwestowania w nową instalację

Niezależnie od tego, na jakie rozwiązanie postawi firma, będzie musiała się zmierzyć ze sporą inwestycją. Na wysokość kosztów wpływa bardzo dużo zmiennych: technologia, moc, uczestnictwo w systemie wsparcia, rodzaj zastępowanego paliwa, zakres koniecznej inwestycji dostosowawczej i wiele innych. Jednak w przypadku wielu przedsiębiorstw będzie to inwestycja w być albo nie być. Dlatego też firmy muszą tę decyzję podjąć w najbliższych miesiącach, bo czas ucieka.

Narty szorują po dnie i domagają się pomocy od państwa oraz PFR

Aż o 50-60 procentowym spadku sprzedaży branży sprzętu do sportów zimowych – w stosunku do analogicznego okresu w zeszłym roku – można obecnie mówić – wynika z analizy Bartosza Hamery – wspólnika spółki Pm Sport, odpowiedzialnej za dystrybucję w Polsce takich marek jak Rossignol, Dynastar i Lange. Tak jak inni przedsiębiorcy zrzeszeni w Komitecie Narty Snowboard Outdoor, domaga się on wsparcia sklepów dealerskich, wypożyczalni, dystrybutorów i producentów sprzętu narciarskiego oraz snowboardowego przez państwo i Polski Fundusz Rozwoju. Przypomina, że cała branża została w tym sezonie unieruchomiona przez zamknięcie stoków i centrów handlowych. Wskazuje też na rosnący problem jego sektora. Dotyczy on stoku sprzętu i odzieży narciarskiej oraz snowboardowej, za które trzeba zapłacić dostawcom. Pozostające cały czas w magazynach, niesprzedane produkty ponownie wejdą do sprzedaży najwcześniej dopiero w listopadzie tego roku.

  • Komitet Narty Snowboard Outdoor walczy o poszerzenie tzw. tarcz o kody PKD firm zajmujących się dystrybucją czy produkcją sprzętu narciarskiego.
  • Domaga się też zwolnienia z czynszów lub ich przeważającej części za czas lockdownu, a także wsparcia państwa i BGK przy uzyskiwaniu pożyczek płynnościowych.
  • Komitet musi teraz zbudować skalę organizacji, rozpoznać jej problemy po sezonie covidowym – tak, by móc dalej działać proaktywnie na rzecz jej przetrwania.

Pomimo dużo lepszych warunków do uprawiania sportów zimowych niż w ubiegłych latach, okres 2020/2021 pozostanie już na zawsze w złej pamięci właścicieli sklepów czy wypożyczalni sprzętu narciarskiego i snowboardowego w Polsce, a także jego producentów.

– Mijający sezon był najgorszym w 25 letniej historii naszej firmy oraz naszych dealerów. Nasza firma notowała, w zależności od miesiąca, 20-60% spadki przychodów. W tym samym czasie rósł nasz stok magazynowy towarów sezonowych ze względu na ograniczone zakupy naszych dealerów oraz klientów docelowych w naszej sieci sklepów Adventure Sports – relacjonuje Bartosz Hamera, dyrektor Sprzedaży i Marketingu polskiej sieci PM Sport. Przypomina, że to wynik ogłaszanych przez władze lockdownów: zarówno zamknięć centrów handlowych w listopadzie, grudniu, styczniu i marcu oraz wyłączenia z funkcjonowania stacji narciarskich w grudniu, styczniu, lutym i marcu. – Nasza firma, tak jak cała branża, boryka się problemami pokrycia kosztów stałych przedsiębiorstwa, jak również z problemem sfinansowania niesprzedanego stoku towarowego produktów sezonowych o wartości dziesiątek milionów złotych, które mogą wejść do sprzedaży dopiero w listopadzie – mówi.

Zdaniem Bartosza Hamery, który wraz z innymi dystrybutorami i producentami specjalistycznego sprzętu do uprawiania sportów zimowych od ponad pół roku działa w Komitecie Narty Snowboard Outdoor, w kończącym się właśnie sezonie mamy do czynienia z drastycznym spadkiem sprzedaży nart, desek snowboardowych, całego oprzyrządowania czy odzieży sportowej.

– Według moich szacunków, wynosić on może nawet 60% procent, jeśli porównamy obecny okres 2020/2021 do ubiegłego, w końcówce którego dopiero wybuchła pandemia. Moi koledzy, a zarazem konkurenci, też są podobnego zdania co do tych danych – szacuje Bartosz Hamera. Spadek to jedna z głównych przyczyn kłopotów, jakie spotkały przedsiębiorców z jego branży. – Nasz Komitet (Narty Snowboard Outdoor) przedstawia, jak pewnie wiele innych organizacji z branży retail, problem płynnościowy związany z niesprzedanymi zapasami towarowymi w okresie lockdownu. Ten problem w branży sezonowej – takiej jak nasza, dotyczy stoku sprzętu i odzieży narciarskiej oraz snowboardowej, za które musimy zapłacić dostawcom, a te zalegające w magazynach, niesprzedane produkty ponownie wejdą do sprzedaży dopiero najwcześniej dopiero w listopadzie tego roku – wskazuje Bartosz Hamera i, jak inni należący do Komitetu przedsiębiorcy, uważa, że przydałoby się tu bardzo wsparcie rządu/BGK przy uzyskaniu pożyczek płynnościowych dla firm.

– Dodatkowym problem takich firm jak nasza, która ma sklepy w centrach handlowych, jest kwestia czynszów za okres zamknięcia, a co za tym idzie, rozwiązanie bubla prawnego dotyczącego słynnego już art.15ze, który pisany był pod kątem tylko jednego lockdownu, a nie wielu, i przewiduje zwolnienie najemcy z czynszu tylko w wypadku przedłużenia umowy najmu o 6 miesięcy i okresu zamknięcia na pierwotnych warunkach oferty – mówi Bartosz Hamera, zwracając jednocześnie uwagę, że jest to rozwiązanie satysfakcjonujące jedynie wynajmujących. – My jako najemcy, apelujemy stricte o zwolnienie z czynszów lub z jego przeważającej części za cały okres lockdownu – deklaruje Bartosz Hamera.

Tak jak cały Komitet, angażuje się on w walkę o uwzględnienie przez rząd i PFR kodów PKD firm sprzedających i produkujących sprzęt narciarski i snowboardowy. – Bez wątpienia w grupie siła. To, że na początku drugiej fali pandemii branża się zjednoczyła, wybrała swoich reprezentantów i wypracowała wspólne stanowisko, żeby bronić się przed kryzysem, to już na 100% był i cały czas jest sukces, który został zmaterializowany najpierw otwarciem stoków narciarskich w Polsce oraz dopisaniem numerów PKD do (ogólnych) tarcz antykryzysowych, które występują u przeważającej ilości podmiotów w naszej branży – relacjonuje Bartosz Hamera, przypominając jednocześnie, że cel Komitetu to reprezentowanie całej branży, niezależnie od typu działalności i wielkości podmiotu, stąd przystąpienie każdej kolejnej firmy po pierwsze wzmacnia skalę wspólnego działania i dotarcia medialnego czy społecznego, ale również może pomóc rozwiązać kolejne problemy branży, które do tej pory były „niesłyszalne”.

Jako jeden z najnowszych sukcesów Komitetu wymienia znalezienie się PKD 47.64.Z czyli sprzedaży detalicznej sprzętu sportowego prowadzonej w wyspecjalizowanych sklepach w tarczy 9.0 dla mikro i małych przedsiębiorstw. – Upór KNSO i wielomiesięczne, różnorakie działania medialne, happeningowe, „pukanie” do drzwi decydentów… w końcu przyniosły skutek i zostaliśmy zauważeni, że również w naszej branży odczuliśmy i będziemy odczuwać skutki kolejnych lockdownów. Warto było walczyć, bo jednak kropla drąży skałę – uważa Bartosz Hamera.

Wraz z Komitetem Narty Snowboard Outdoor zapowiada dalszą walkę o pomoc dla branży, która przez aż około 2/3 obecnego sezonu skazana była na ponurą wegetację, bowiem wtedy właśnie wyłączone z użytku pozostawały stoki narciarskie, a lockdown uderzył też w centra handlowe. Tam bowiem znajduje się większość sklepów ze specjalistycznym sklepem narciarskim. – Podstawą kwalifikacji do pomocy z tarczy firm z branży narciarskiej, należącej do tzw. sezonowych, powinien być spadek obrotów – mówi w imieniu Komitetu Bartosz Hamera, kładąc przy tym nacisk na to, że takie firmy jak PM Sport nie są w stanie odrobić w kolejnych miesiącach spadku obrotów z zimy. – Dodatkowo obrót wykazany przez nas jako dystrybutora jest w dużej mierze niezapłacony przez naszych dealerów, którzy mają kłopoty z regulowaniem należności również z powodu ogromnych spadków sprzedaży – opisuje sytuację branży Bartosz Hamera i apeluje: – Potrzebujemy pomocy państwa, żeby utrzymać firmę i personel w skali całego roku z tego względu, że restrykcje „odwołały nam sezon”, i to zarówno w Polsce, jak i w Alpach.

Oprócz ekonomicznego, wskazuje też na zdrowotny skutek obecnego kryzysu, bowiem brak możliwości uprawiania sportów równoznaczny jest z obniżeniem odporności organizmu i większą skłonnością do pogarszania się stanu psychicznego. Według Bartosza Hamery, wychodzenie z wywołanego pandemią kryzysu stanie się bardziej efektywne, jeśli wesprzemy to aktywnością fizyczną, a narciarstwo to jeden z nielicznych sportów masowych, który, w dodatku, przyczynić się może do poprawy ogólnej kondycji społeczeństwa. – Nasz Komitet związany jest z branżą sezonową – zimową, która właśnie kończy sezon. Jednak kolejny – przed nami i mimo, że mamy nadzieję, że już będzie on w miarę normalny handlowo i narciarsko, to jednak nie jest to pewne, i musimy teraz zbudować właśnie skalę naszej organizacji, rozpoznać jej problemy po sezonie covidowym – tak, żeby móc dalej działać proaktywnie na rzecz jej przetrwania, ale także pomocy członkom Komitetu i, w razie potrzeby, prowadzić dialog z organami państwa w celu zauważenia sytuacji, w której jesteśmy jako pracodawcy – podsumowuje Bartosz Hamera, który kieruje PM Sport.

Branża Narty-Snowboard-Outdoor, obejmuje:

  • Producentów i dystrybutorów sprzętu sportowego
  • Sieci handlowe
  • Ponad 1000 specjalistycznych sklepów narciarskich, snowboardowych i outdoorowych
  • Ponad 1000 wypożyczalni nart

Zatrudnia w Polsce ponad 50 tysięcy osób oraz generuje obrót ponad 5 miliardów złotych rocznie w samych miesiącach zimowych. Tylko w miesiącu listopadzie 2020, firmy z branży zanotowały spadki obrotów rzędu 50-80% w stosunku listopada roku 2019.

Organ dochodził od członka zarządu spółki spłaty zobowiązań podatkowych, które już nie istniały

W określonych sytuacjach członkowie zarządów spółek ponoszą odpowiedzialność własnym majątkiem za zobowiązania spółki. Obarczeni są tą odpowiedzialnością przez okres, w jakim organy podatkowe mogą tych zobowiązań dochodzić, zanim się przedawnią – bo wtedy powinny umorzyć prowadzone postępowanie. W opisanej niżej sprawie skarbówka ociągała się z dochodzeniem takich zobowiązań od spółki przez niemal 5 lat. A po upływie blisko 6 lat swoje działania skierowała przeciw jednemu z członków jej zarządu.

Jak stanowi art. 299 §1 Kodeksu spółek handlowych w dziale poświęconym spółkom z ograniczoną odpowiedzialnością, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania.

Postępowanie egzekucyjne wobec spółki

Utworzona w lipcu 2011 r. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w 2014 r. złożyła deklarację w podatku dochodowym od osób prawnych CIT-8 za 2013 r. W związku z ustaleniem, że spółka nie dokonała wpłaty należnego CIT w terminie, naczelnik urzędu skarbowego w lutym 2015 r. wszczął wobec niej postępowanie egzekucyjne. We wrześniu 2018 r. naczelnik umorzył prowadzone postępowanie egzekucyjne, stwierdzając, że w toku tego postępowania nie uzyska się kwoty przewyższającej wydatki egzekucyjne.

Skierowanie egzekucji przeciw członkowi zarządu

W sierpniu 2019 r., a więc po blisko 6 latach, ten sam organ wszczął z urzędu postępowanie podatkowe w sprawie orzeczenia o solidarnej odpowiedzialności podatkowej członka zarządu spółki z o.o. za zaległości podatkowe tej spółki za 2013 r., wraz z odsetkami za zwłokę i kosztami egzekucyjnymi. W listopadzie 2019 r. naczelnik US stwierdził o odpowiedzialności osoby objętej tym postępowaniem. Jak uzasadnił, w okresie, kiedy upływał termin płatności CIT za 2013 r., pełniła ona funkcję członka zarządu spółki, a nie wykazała przesłanek, które uwolniłyby ją od tej odpowiedzialności. Na takie przesłanki wskazuje m.in. przepis art. 299 § 2 Kodeksu spółek handlowych, zgodnie z którym członek zarządu może uwolnić się od odpowiedzialności za zobowiązania spółki, jeśli wykaże, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie jej upadłości lub w tym samym czasie wydano postanowienie o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo o zatwierdzeniu układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu, albo że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło nie z jego winy, albo że pomimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewydania postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo niezatwierdzenia układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu wierzyciel nie poniósł szkody.

Mimo wniesionego przez członka zarządu odwołania dyrektor izby administracji skarbowej podtrzymał decyzję wydaną przez organ I instancji. W październiku 2020 r. członek zarządu wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie.

Odpowiedzialność solidarna za zobowiązania podatkowe spółki

Szczeciński sąd w pierwszej kolejności przyznał organom podatkowym rację, że w obliczu bezskutecznej egzekucji z majątku spółki, jak i niewskazania przez członka zarządu mienia spółki, z którego egzekucja umożliwiłaby zaspokojenie zaległości podatkowych spółki w znacznej części, ani też niespełnienia innych przesłanek zwalniających z odpowiedzialności, odpowiedzialność całym swoim majątkiem ponosi członek zarządu spółki za jej zaległości podatkowe, których termin płatności upływał w czasie pełnienia obowiązków członka zarządu, a w tym czasie powstałe (art. 116 Ordynacji podatkowej). Sąd przyznał również, że w tej sprawie w ogóle nie zgłoszono wniosku o jej upadłość, a skarżący w żaden sposób nie wykazał, by do tego niezgłoszenia doszło bez jego winy.

Brak zobowiązania podatkowego, którego organy chciały dochodzić

WSA zaznaczył jednak, że z przywołanych regulacji wynika, iż warunkiem koniecznym, uprawniającym organ podatkowy do wszczęcia i prowadzenia postępowania przeciw członkowi zarządu, jest istnienie zaległości podatkowej. Tak, by miał on za co ponosić solidarną odpowiedzialność ze spółką. A w przedmiotowej sprawie nastąpiło przedawnienie zobowiązania podatkowego spółki. Nie ma więc podstaw, nie ma czego od skarżącego dochodzić. Dlatego też wyrokiem z 3 lutego 2021 r. uchylił zaskarżoną decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, jak i poprzedzającą ją decyzję naczelnika urzędu skarbowego. Umorzył też postępowanie w sprawie.

Organy były zobowiązane do umorzenia prowadzonego przeciwko członkowi zarządu postępowania

W uzasadnieniu swojego wyrok WSA w Szczecinie orzekł: „Brak zatem zaległości podatkowej w stosunku do podmiotu, z którym osoba trzecia ma ponosić solidarną odpowiedzialność podatkową, uniemożliwia organowi podatkowemu wszczęcie postępowania w zakresie jej odpowiedzialności. Jeżeli natomiast w toku wszczętego już postępowania organy podatkowe stwierdzą, że zaległość podatkowa nie istnieje, zobowiązane są do umorzenia postępowania” (sygn. akt I SA/Sz 785/20).

Pytanie tylko, czy organy nie znają prawa, czy po prostu dopuszczają się bezprawia, działając jak nielegalny windykator, który nie ma umocowania prawnego do ściągania długów, a mimo to próbuje je ściągnąć. Aby uchronić się przed takimi „windykatorami”, członkowie zarządu mogą korzystać z oferowanej przez kancelarie prawne pomocy, ale i pamiętać, by w przypadku pojawienia się sytuacji kryzysowych, czy poważnych problemów z płynnością spółki, w porę dopełnić obowiązków nałożonych na nich ustawą i tym samym uwolnić się od ponoszenia odpowiedzialności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ruch w sklepach wielkopowierzchniowych wciąż na minusie. Spadek jest nadal dwucyfrowy

Jak wynika z badania Proxi.cloud i UCE RESEARCH, o przeszło 20% zmniejszyła się liczba wizyt w sklepach wielkopowierzchniowych. Spadek nastąpił w pierwszym kwartale br. Wynik został porównany z danymi z początku 2020 roku. Natomiast o niespełna 15% zmalała liczba unikalnych klientów. Na minusie są wszystkie formaty. Jednak w najmniejszym stopniu dotyczy to dyskontów. Do tego widać, że ogólnie średnia liczba wizyt na osobę zmniejszyła się o przeszło 6%, ale w sieciach cash&carry wzrosła o niemal 7%.

Z analizy, wykonanej na próbie 9 tys. placówek i blisko 1,2 mln konsumentów, którzy odbyli łącznie ponad 23,4 mln wizyt, wynika, że w pierwszym kwartale br. o 20,2% spadła liczba wizyt w sklepach wielkopowierzchniowych w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Patrząc na wcześniejsze dane, widać, że największe spadki mamy już za sobą. W pandemii były one średnio na poziomie ok. 40%, a przed świętami – nawet ok. 66%.

– Sklepy wielkopowierzchniowe w dalszym ciągu muszą liczyć się z mniejszym ruchem. I tak będzie dopóki pandemia nie zostanie w pełni powstrzymana. Mimo to, zyski sieci handlowych niekoniecznie spadły. Przy okazji rzadszych wizyt, klienci wciąż robią większe zakupy – komentuje Mateusz Chołuj z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Do tego dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego zaznacza, że liczba wizyt klientów w sklepach wielkopowierzchniowych odbudowuje się, ale stosunkowo wolno. Konsumenci nadal ograniczają takie wyjścia z powodu obaw przed Covid-19. Zdaniem eksperta, sytuacja stopniowo będzie się poprawiać wraz ze wzrostem osób zaszczepionych. Jednak obecnie trudno określić, kiedy powróci do stanu sprzed pandemii. Będzie to zależne od szeregu czynników rynkowych i społecznych.

– Obostrzenia rządowe wciąż obowiązują i ograniczają ilość osób mogących przebywać w sklepie w tym samym czasie. To również wpływa na liczbę wizyt. Zniesienie tych regulacji może spowodować ich wzrost. Natomiast nie wiemy, czy stan sprzed pandemii zostanie osiągnięty. Być może obserwowane kiedyś rodzinne zakupy nie będą już spotykane – mówi Adam Grochowski z Proxi.cloud.

Z badania wynika też, że liczba unikalnych klientów spadła o 14,8% w relacji rocznej. Jak podkreślają eksperci z centrum analiz UCE RESEARCH, spadek ten jest na pewno odczuwalny. Ale wcześniej był on zdecydowanie większy, np. przed Bożym Narodzeniem – nawet o 57%. Jednak obecnie można zauważyć już trend rosnący i powrót klientów do sklepów.

– Średnia liczba wizyt na osobę w badanym okresie zmniejszyła się o 6,3%. To pokazuje, że obecnie klienci robią zakupy rzadziej. COVID-19 wpływa na obawy ludzi przed wyjściem z domu do miejsc, w których gromadzą się inni konsumenci, czyli też do sklepów spożywczych. Ten spadek jest niższy niż jeszcze w ostatnim okresie przedświątecznym. Wówczas Polacy odwiedzali placówki wielkopowierzchniowe o 23,7% rzadziej niż rok wcześniej – dodaje Mateusz Chołuj.

Patrząc na poszczególne formaty, widać, że liczba unikalnych klientów spadła wszędzie, najmniej – w dyskontach – o 15,3%. Dalej są hipermarkety (spadek o 22,6%), supermarkety (o 23,2%) i sieci typu cash&carry (o 29,9%). Jak stwierdza dr Kłosiewicz-Górecka, dyskonty radzą sobie stosunkowo najlepiej pod tym względem, co wynika m.in. z ich lokalizacji. Według eksperta, znaczenie mają też niskie ceny będące dla większości konsumentów podstawowym kryterium wyboru produktów. Ponadto liczą się intensywne reklamy zachęcające klientów do odwiedzenia tych placówek. Wiele osób ma również karty lojalnościowe wiążące je z dyskontami.

– Powodem największego spadku sieci cash&carry z pewnością jest sytuacja w gastronomii. Bardzo duży udział klientów tych placówek stanowią właśnie właściciele restauracji, którzy zaopatrywali się tam w produkty potrzebne do funkcjonowania ich biznesu – podkreśla Adam Grochowski.

Z badania wynika też, że we wszystkich analizowanych formatach handlowych zmniejszyła się liczba wizyt. Najmniej spadła w dyskontach – o 14,7%. Dalej w zestawieniu znajdują się hipermarkety (spadek o 22,8%), cash&carry (25%) oraz supermarkety (29,8%).

– Słaba pozycja supermarketów wynika z silnej konkurencji ze strony dyskontów i małych sklepów. One dobrze wpisują się w obecnie preferowane zakupy w placówkach zlokalizowanych blisko miejsca zamieszkania konsumentów. Małe sklepy są też postrzegane przez klientów jako bardziej bezpieczne. Zakupy w nich to też wyraz wspierania lokalnych biznesów, które ucierpiały podczas pandemii – dodaje ekspert z PIE.

Natomiast liczba wizyt na osobę wzrosła w sieciach cash&carry o 6,9%. Nieznacznie w górę poszła też w dyskontach – o 0,8%. Z kolei w hipermarketach i supermarketach odnotowano spadki, odpowiednio o 0,4% i 8,5%.

– Zwiększona liczba wizyt na osobę w sieciach cash&carry prawdopodobnie wynika z istnienia grupy sklepów, która utrzymuje swoją dobrą pozycję na rynku i systematycznie zaopatruje się w takich placówkach. Może być to też wynik skutecznego wykorzystywania przez coraz większą grupę zakładów gastronomicznych możliwości oferowania dań na wynos. Rośnie też zainteresowanie zakupami w cash&carry ze strony sklepów rozszerzających swoją ofertę o gotowe dania – podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Analiza została wykonana na podstawie monitoringu ruchu odbywającego się wokół 9 tys. wielkopowierzchniowych placówek największych sieci handlowych. Obserwacji poddano ponad 1,2 mln Polaków, którzy w I kwartale 2020 i 2021 roku odbyli łącznie ponad 23,4 mln wizyt konsumenckich. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingu.

W połowie maja lawina pozwów od frankowiczów zaleje sądy – nawet 3 lata oczekiwania na wyrok

  • Zbliża się ważny czas dla frankowiczów – wyroki TSUE (29.04) i SN (11.05). Spłacający kredyty hipoteczne w CHF wiążą z tymi orzeczeniami duże nadzieje.
  • Czas oczekiwania na wyrok w sprawach przeciwko bankom jest w sądach powszechnych długi – nawet 2,5 roku dla pozwów z 2020 r., bo w sądach jest aż 28 tys. spraw. Po wyrokach TSUE i SN ten czas się wydłuży.
  • Jesienią banki informowały o 5 mld zł* rezerw na wypłaty dla frankowiczów, ta kwota na pewno okaże się za mała. Sprawy, które już są w sądach to ponad 6 mld. zł.
  • Kredytobiorcy, którzy z pozwem będą czekać na rozstrzygnięcia TSUE i SN ustawią się na końcu kolejki do rozstrzygnięcia swojej sprawy.

Na 29 kwietnia 2021 r. TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej) zaplanował wydanie orzeczenia, które będzie miało wpływ na krajowe orzecznictwo w sprawach hipotecznych kredytów frankowych. Trybunał odpowie na pytania o termin przedawnienia i zasadność roszczenia banków związanego z wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału przez kredytobiorcę po stwierdzeniu nieważności umowy. Te kwestie budzą duże kontrowersje, a orzecznictwo w tym zakresie nie jest jednolite.

Orzeczenie TSUE będzie miało wpływ na treść uchwały polskiego Sądu Najwyższego (SN) zaplanowanej na 11.05 br. Ta z kolei na orzecznictwo sądów w całej Polsce w sprawach wytaczanych bankom przez kredytobiorców. W opinii większości ekspertów wyroki TSUE i SN będą korzystne dla frankowiczów.

– Wyroki TSUE i SN pozwolą zunifikować linię orzeczniczą w tym zakresie. Spodziewamy się, że w obydwu przypadkach będą korzystne dla kredytobiorców frankowych skarżących banki. To uruchomi lawinę pozwów, po prostu po korzystnych orzeczeniach TSUE i SN nie będzie już na co czekać. Otworzy się szerokie okno na wygraną z bankiem i pozbycie się drogiego kredytu – mówi Piotr Maciągowski z E-Kancelaria Grupa Prawno-Finansowa Sp. z o.o.

Liczba skarżących banki jest już większa niż mieszkańców liczy np. Zakopane

Już teraz liczba kredytobiorców składających pozwy przeciwko bankom jest bardzo duża. Co miesiąc rośnie o kilka tysięcy. W ciągu roku liczba spraw sądowych wytoczonych bankom przez frankowiczów wzrosła o 148 proc.* Łączna wartość przedmiotów sporu w ponad 28 tys. pozwów (czyli w przybliżeniu tyle, ile liczy mieszkańców np. Zakopane) to około 6,1 mld zł. Przy czym liczby te dotyczą tylko giełdowych banków, które ze względu na przepisy muszą ujawniać takie dane. Nie pokrywa to jednak całego rynku kredytów mieszkaniowych udzielanych przed laty w szwajcarskiej walucie. Jesienią banki informowały o 5 mld zł* rezerw na wypłaty dla frankowiczów, zatem w sądach już jest znacznie więcej do wygrania. A to nie koniec: z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w połowie 2020r. umowy w helweckiej walucie miało 768 tys. Polaków, a ich wartość to 100-120 mld zł.

– Liczba skarżących banki w najbliższym czasie znacząco zwiększy się. W ciągu całego zeszłego roku notowaliśmy stały wzrost liczby próśb o analizę umów kredytowych pod kątem szans na wygranie sporu w sądzie. Do tej pory jednak wielu frankowiczów wstrzymywało się z decyzją o skierowaniu sprawy na wokandę. Mrożąco działały ostrzeżenia banków, że w przypadku pozwu od kredytobiorców będą żądać wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, który posłużył do zakupu mieszkania. Do tej pory udzielaliśmy wsparcia prawnego na wypadek takiego scenariusza. Teraz spodziewamy się, że Sąd Najwyższy ostatecznie zdecyduje, że banki nie mogą żądać od frankowiczów takiego wynagrodzeniu. To z pewnością wyzwoli nową, ogromną falę pozwów – Piotr Maciągowski z E-Kancelaria.

Zalew nowych pozwów w praktyce może zablokować sądy. Sprawy frankowe, na których rozpatrzenie w ubiegłym roku pojawiały się terminy nawet ponad 2 lata, od maja będą jeszcze bardziej się przewlekać. O kolejności rozpatrywania spraw decyduje kolejność pozwów – czyli ten złożony np. 30 kwietnia będzie rozpatrywany przez sąd wcześniej niż ten złożony np. 4 maja.

Ugody korzystne? Tylko dla banków

Na wzrost liczby pozwów ma wpływ jeszcze jeden czynnik: coraz więcej kredytobiorców zdaje sobie sprawę, że ugoda z bankiem nie jest dla nich najkorzystniejszym rozwiązaniem. Wyliczenia pokazują, że zawarcie ugody na warunkach proponowanych przez KNF (Komisję Nadzoru Finansowego) spowoduje spadek salda kredytu o około 20%.  Rozwiązanie sądowe, w przypadku odfrankowienia kredytu, może obniżyć saldo o około 2/3 (przy umowie kredytowej zawartej na kwotę 250 tys. zł, przy kursie CHF wynoszącym 2,2792 zł – wyliczenia E-Kancelaria). W przypadku unieważnienia umowy saldo kredytu w przedstawionym przykładzie wyniesie 0 zł.

Jarosław Gowin: Już ponad połowa przedsiębiorców w Polsce zakłada firmy przez Internet

W 2020 roku prawie 110 tys., czyli niemal 42 proc. firm, zostało założonych przez Internet, a w pierwszym kwartale tego roku z takiej formy wpisu do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej skorzystało już 54 proc. przedsiębiorców. Wśród nich najwięcej jest młodych osób z Mazowsza, zajmujących się handlem. Od II kwartału 2021 r. wpisu online do CEIDG będzie można dokonywać już tylko przez platformę Biznes.gov.pl.

Na przestrzeni ostatnich lat sukcesywnie rośnie liczba firm zakładanych przez Internet. Prawie 42 proc. wszystkich działalności gospodarczych, które Polacy otworzyli w 2020 r. była rejestrowana online. To ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej (20,7 proc.) i prawie trzy razy tyle, co w 2018 r. (15,5 proc.). W ciągu trzech ostatnich lat liczba firm założonych przez Internet wzrosła ponad dwukrotnie: z 50,4 tys. w 2018 r. do 109,8 tys. w 2020 r. Tylko w styczniu br. firmy założone online stanowiły blisko 55 proc. wszystkich aktywnych podmiotów gospodarczych w Polsce, a w całym pierwszym kwartale ten odsetek wyniósł 54 proc. W styczniu 2020 r. było to ponad dwa razy mniej – 23,4 proc.

– Jestem przekonany, że w tym roku te dane jeszcze wzrosną. Od początku stycznia aż 11,5 tys. spośród 21,4 tys. nowych firm zostało zarejestrowanych bez wizyty w urzędzie. To kolejny dowód na to, że Polacy z coraz większą swobodą korzystają z dostępnych narzędzi internetowych i również za ich pośrednictwem nie tylko się komunikują, ale także załatwiają coraz więcej spraw biznesowych i urzędowych – mówi Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

Mniej wniosków o likwidację i zawieszenie firmy

Ze względu na pandemię miniony rok był bardzo trudny dla wielu przedsiębiorców, ale nie zniechęcił ich do zakładania nowych przedsiębiorstw. Większa liczba działalności zawieszonych na początku 2021 r. niż w analogicznym okresie 2020 roku wynika z naturalnych cykli funkcjonowania firm. Jest to wyraźnie widoczne szczególnie w tak obszernym zbiorze jak baza CEIDG, gdzie jest ponad 2,5 mln aktywnych podmiotów. Potwierdzeniem tego trendu jest znacznie mniejszy odsetek wniosków dotyczących zawieszenia i likwidacji działalności odnotowany w minionym roku. Mimo wszystkich przeciwności w 2020 r. było ich o 12 proc. mniej niż rok wcześniej.

Analiza liczby aktywnych i zawieszonych działalności jednoznacznie wskazuje, że w 2020 roku, za wyjątkiem okresu lockdownu od połowy marca do początku czerwca, firm przybywało w takim samym stopniu jak rok wcześniej. Choć pandemia dla wielu z nich była bardzo dotkliwa, wiosenny lockdown właściwie nie zburzył trendu wypracowanego w 2019 roku.

Obraz polskiego przedsiębiorcy

Dużą popularnością wśród przedsiębiorców zakładających firmę przez Internet cieszy się detaliczna i hurtowa działalność handlowa. Tylko w 2020 r. drogą elektroniczną wpłynęło do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej 19,1 tys. wniosków dotyczących tego sektora. Drugą najpopularniejszą kategorią branżową była działalność profesjonalna, naukowa i techniczna – 18,4 tys. zgłoszeń. Na trzecim i czwartym miejscu znalazły się: informacja i telekomunikacja (14,5 tys.) oraz budownictwo (14,3 tys.).

Dane z CEIDG z ostatnich lat pokazują, że w zakresie rozpoczynania własnej działalności przez Internet najbardziej aktywne są osoby młode – ponad połowa z nich nie ma 40 lat i prowadzi swoje firmy na Mazowszu. W 2020 r. 46,1 tys. firm założyli przedsiębiorcy w wieku 28-37 lat, a 30,2 tys. jeszcze młodsi – 18-27 lat.

W zeszłym roku mężczyźni założyli 68,8 tys. firm (63 proc.), przeważnie w branży budowlanej (12,8 tys. wniosków), kobiety natomiast – 41 tys. (37 proc.), najczęściej była to działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (8,1 tys. wniosków).

Najwięcej nowych biznesów od lat powstaje na Mazowszu. W zeszłym roku było to 17,7 tys. zgłoszeń online. Na drugim na liście Śląsku w 2020 r. założono 9,8 tys., a w Małopolsce, która zamyka pierwszą trójkę – 8,3 tys. podmiotów gospodarczych. Najmniej osób, które zdecydowały się na założenie własnego biznesu, było w woj. opolskim (1,5 tys.) i lubuskim (1,6 tys.).

Własną działalność zakładają nad Wisłą nie tylko Polacy, ale także cudzoziemcy. Prawie jedna trzecia, czyli 461 spośród 1515 wniosków obcokrajowców, została zarejestrowana na Mazowszu. Na drugim miejscu w tej kategorii jest Małopolska ze 157 rejestracjami, a na trzecim – Dolny Śląsk (114). Działający w Polsce cudzoziemcy najczęściej rejestrowali przez Internet działalność z sektora informacji i telekomunikacji.

Jeszcze prościej

Dotychczas firmę można było założyć online na dwa sposoby – składając wniosek o wpis do rejestru CEIDG przez stronę ceidg.gov.pl lub przez platformę Biznes.gov.pl.

W II kwartale tego roku łączymy oba te portale dla przedsiębiorców. Powstanie Konto Przedsiębiorcy na Biznes.gov.pl. Chcemy w ten sposób uprościć i przyspieszyć całą procedurę załatwiania spraw urzędowych, w tym także podatkowych i organizacyjnych, przez Internet. Już dziś na Biznes.gov.pl za pośrednictwem intuicyjnych kreatorów przedsiębiorca jest prowadzony krok po kroku nie tylko przez proces rejestracji firmy, ale też przy okazji każdej zmiany w CEIDG – mówi Jarosław Gowin.

Majówka przelała czarę goryczy. Coraz więcej hotelarzy rozważa pozwy przeciw Skarbowi Państwa

„Zamknięta majówka to kropla, która przelała czarę goryczy”. Hotelarze chcą pozywać Skarb Państwa za brak możliwości pracy

Dotychczas branża hotelarska – w przeciwieństwie do gastronomii czy branży fitness – dość powściągliwie wypowiadała się na temat potencjalnych pozwów przeciwko Skarbowi Państwa za lockdown i blokadę możliwości swobodnej pracy. Sytuacja diametralnie zmieniła się w ostatnich tygodniach. Po pierwsze – przez zaledwie trzy tygodnie w ciągu ostatniego półrocza branża hotelarska mogła działać w reżimie sanitarnym, po drugie blokada możliwości działania w długi majowy weekend to dla branży straty liczone w milionach złotych, które trudno jest uzasadnić, bo przecież oficjalnie padają informacje, że trzecia fala pandemii ustępuje. – Hotelarze przyznają, że ostatnie miesiące to dla nich pasmo bolesnych strat finansowych. Zamknięta majówka to kropla, która przelała czarę goryczy i pytań o możliwość walki o odszkodowanie jest bardzo dużo. Przedsiębiorcy są tym tematem zainteresowani, nawet w sytuacji gdy potencjalnie już niebawem ma nastąpić odmrożenie gospodarki i przywrócenie im możliwości działania – mówi mec. Marek Jarosiewicz z Kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

  • Od jesieni 2020 hotelarze mogą funkcjonować w bardzo ograniczonym trybie. Poluzowanie obostrzeń do 50% reżimu sanitarnego nastąpiło na zaledwie trzy tygodnie
  • Przedsiębiorcy przyznają, że straty są gigantyczne, a zadłużenie branży rośnie. Długi majowy weekend byłby szansą na potencjalne odrobienie strat
  • Przedsiębiorcy rozważają pozwy przeciwko Skarbowi Państwa lub otwieranie się na majówkę. Oficjalne lub… nieoficjalne

Wiele wskazuje na to, że hotelarstwo w reżimie sanitarnym rozpocznie działać po długim majowym weekendzie. I tutaj zaczyna się pewien problem, który na tyle silnie zirytował całą branże, że coraz częściej adwokaci odbierają telefony od hotelarzy zainteresowanym pozwami przeciwko Skarbowi Państwa „za lockdown”. Długi majowy weekend to np. dla zachodniopomorskiego pasa nadmorskiego szansa na duży zysk i odrobienie strat z minionych miesięcy. Zamknięcie hoteli na majówkę trudno jest wytłumaczyć, skoro ilość zakażeń i hospitalizacji spada, a cała Europa powoli szykuje się do odmrażania gospodarki. Pytań jest wiele i należy spodziewać się, że hotelarze będą walczyć o swoje prawa.

– Hotelarze mają coraz większą świadomość prawną i dopytują o możliwość walki o odszkodowanie za straty wynikające z czasu lockdownu. Branża hotelarska ma swoją specyfikę, jest bardziej sezonowa i nie da się ukryć, że zamknięcie na czas świąt, ferii zimowych, czasu wielkiej nocy czy teraz majówki jest dla przedsiębiorców szczególnie bolesne. Przedsiębiorcy z którymi rozmawiałem wielokrotnie mówili, że majówka to dla nich kropla, która przelała czarę goryczy. Nie potrafią zrozumieć dlaczego nie mogą działać choćby przy 50% obłożeniu – mówi mec. Marek Jarosiewcz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski. – Hotelarze dbają wnikliwie o reżim sanitarny, mają możliwość takiego przygotowania swojej działalności, by nie dochodziło np. do kontaktów pomiędzy turystami czy lokatorami hotelu. Tym bardziej więc uważamy, że te sprawy przed sądem mają szansę na pozytywne rozpatrzenie. Ilość zamkniętych dni oraz skala poniesionych strat jest częścią składową w przypadku konkretnego roszczenia finansowego – przyznaje mec. Jarosiewcz.

O co najczęściej pytają hotelarze zainteresowani potencjalnym pozwem? Jakie mają wątpliwości? Jak mówi mec. Jarosiewicz dominują dwie grupy pytań: – To kwestia możliwości dochodzenia odszkodowania oraz pytania o potencjalne konsekwencje, gdy przedsiębiorca zdecyduje się na oficjalne lub zakamuflowane otwieranie hotelu w czasie majowego weekendu. W rozmowie z przedsiębiorcami mówimy im wprost, że konieczne będzie udokumentowanie strat jakie zaszły w ich hotelach i pensjonatach w czasie pandemii oraz wyliczenie odszkodowania – dodaje ekspert.

Raport: 27% firm w Polsce w wyniku pandemii przyspieszyło decyzję o automatyzacji. Niemal wszystkie chcą dzięki temu zwiększyć zatrudnienie

W wyniku pandemii 27% firm w Polsce oraz 35% w ujęciu globalnym zdecydowało się na przyspieszenie decyzji o wdrożeniu automatyzacji i digitalizacji. Jednocześnie COVID-19 doprowadził do wstrzymania tych planów w przypadku 21% pracodawców nad Wisłą i 17% na świecie. Wśród organizacji, które chcą się automatyzować i digitalizować, niemal wszystkie (97%) zamierzają zwiększyć lub utrzymać zatrudnienie na obecnym poziomie. To wnioski płynące z najnowszego raportu ManpowerGroup „Rewolucja Umiejętności – restart pod znakiem trzech P: przedłuż, przekwalifikuj, przeorganizuj”.

W wyniku automatyzacji i digitalizacji procesów powstanie więcej nowych miejsc pracy – potwierdzili pracodawcy zapytani przez ManpowerGroup o wpływ tych rozwiązań na zatrudnienie w ich firmach. W gronie polskich przedsiębiorców, którzy korzystają z dobrodziejstw najnowszych technologii, 97% prognozuje, że w wyniku automatyzacji i digitalizacji liczba pracowników w ich firmach wzrośnie lub utrzyma się na obecnym poziomie. Nieco mniej optymistyczne plany mają przedsiębiorstwa w ujęciu globalnym, gdzie 86% spodziewa się tak pozytywnego wpływu na zatrudnienie. Na drugim biegunie jest 2% firm nad Wisłą, które szacują, że automatyzacja i digitalizacja doprowadzą do redukcji etatów. Podobnego zdania jest 11% pracodawców na świecie.

– Transformacja cyfrowa zachodzi w bezprecedensowym tempie, a organizacje, które chcą się digitalizować zapewniają sobie większą elastyczność w obliczu nadchodzących zmian. Pandemia pokazała, że firmy, które stawiały na digitalizację jeszcze przed wybuchem kryzysu zdrowotnego, lepiej poradziły sobie z dynamiką przemian spowodowanych światowym lockdownem. Przedsiębiorstwa, które więcej inwestują w cyfryzację, umiejętności zespołów i innowacje, zdobywają większy udział w rynku. Automatyzacja i digitalizacja nie zabiorą pracy człowiekowi, ale zmienią ją w znaczny sposób, czyniąc bardziej jakościową i wymagającą nieustannego uczenia się – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup na Polskę. – Automatyzacja i digitalizacja to nie tylko inwestycje w nowoczesne technologie. Aby móc efektywnie korzystać z ich funkcji potrzebni są ludzie, którzy będą wiedzieć, jak robić to z sukcesem dla firmy. Dlatego tak ważne jest właściwe przygotowanie kadry i w ramach projektów reskillingu oraz upskillingu pracowników wyposażenie ich w potrzebne kompetencje. Przyszłość pracy jest cyfrowa, dlatego firmy już dziś powinny zadbać o wzmocnienie w zespołach tych umiejętności, których nie będą w stanie zapewnić technologie. Nie bez powodu w raporcie Światowego Forum Ekonomicznego na liście kompetencji przyszłości znalazło się tak wiele umiejętności miękkich. Zdolność i chęć uczenia się, odporność i elastyczne reagowanie na zmiany to kompetencje, które pozwolą firmom w przyszłości odpowiadać na dynamicznie zmieniające się środowisko biznesowe. Te cechy okazały się już bardzo potrzebne przy okazji zmian wynikających z pandemii. Transformacja cyfrowa to nie tylko zakup technologii, to również transformacja umiejętności – dodaje Iwona Janas.

Produkcja przemysłowa z największym przyspieszeniem dla automatyzacji i digitalizacji procesów

Pandemia w największym stopniu przyczyniła się do podjęcia decyzji o przyspieszeniu digitalizacji i automatyzacji procesów w firmach produkcyjnych – 23% z nich zdecydowało się na taki krok. W sprzedaży detalicznej było to 17% organizacji, tyle samo w sektorze finansów, ubezpieczeń i nieruchomości. Najwięcej organizacji wstrzymało digitalizację w sektorze sprzedaży detalicznej (28%) i w budownictwie (23%).

Jak zaznacza Tomasz Walenczak, dyrektor Manpower, część organizacji, w związku z panującą na rynku niepewnością wynikającą z sinusoidalnego zamrażania i odmrażania gospodarki, postanowiła ograniczyć swoje plany dotyczące wdrażania innowacyjnych technologii. – Szczególnie widoczne jest to w handlu i budownictwie. Na przeciwległym biegunie są organizacje, dla których szybka automatyzacja i digitalizacja procesów była niejednokrotnie szansą na usprawnienie funkcjonowania i bardziej efektywne działanie w nowej rzeczywistości. Wiele firm, aby utrzymać swoją konkurencyjność na rynku, prawie z dnia na dzień przeniosło biznes do sfery online i wdrożyło rozwiązania, umożliwiające pracownikom pracę zdalną. Organizacje dostrzegają korzyści, płynące z automatyzacji i digitalizacji – należą do nich między innymi optymalizacja kosztów, większa elastyczność oraz wzrost wydajności przedsiębiorstwa. Szczególnie otwarte na technologiczne innowacje są firmy przemysłowe, dla których utrzymanie ciągłości produkcji jest kwestią kluczową – dodaje ekspert.
Większe organizacje automatyzują na największą skalę

Analizując dane na temat planów automatyzacji pod kątem wielkości firm, to duże organizacje w Polsce, zatrudniające powyżej 250 pracowników, planują szerzej zakrojoną cyfryzację oraz najbardziej w jej wyniku zwiększają zatrudnienie. Z powodu pandemii co trzecia duża firma (30%) podjęła decyzję o przyspieszeniu cyfryzacji. W przypadku zarówno średnich, jak i małych przedsiębiorstw potencjał automatyzacji dostrzega 13% firm, a wśród mikroprzedsiębiorstw – 7%.

– Niewielkie przedsiębiorstwa intensywniej odczuwają ograniczenia budżetowe, które nie pozwalają im w pełni korzystać z możliwości, jakie daje automatyzacja. Nie zawsze uważają też, że profil ich działalności wymaga zwiększonych nakładów na digitalizację. Natomiast duże organizacje są bardziej skłonne do wdrażania cyfrowych rozwiązań, ponieważ zależy im na dynamicznym rozwoju i wykazywaniu wzrostów przed inwestorami. Częściej niż małe firmy korzystały też z innowacyjnych technologii przed pandemią i mają pozytywne doświadczenia w tym zakresie – uzupełnia dyrektor Manpower.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

FPP i ZPPHiU o czynszach w galeriach handlowych

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wyrażają pozytywną opinię o propozycji zapłaty 20% czynszów przez najemców galerii handlowych, czyli rozwiązaniu proponowanym przez rząd. Jest to wsparcie dla właścicieli galerii handlowych, jednak najemcy są skłonni je ponosić w imię solidarności biznesowej. FPP i ZPPHiU wskazują, że Kodeks cywilny jasno precyzuje – w przypadku braku świadczeń strony umowy z przyczyn niezależnych, a galerie handlowe nie wywiązują się ze świadczeń w zakresie zapewnienia umownych wskaźników odwiedzalności – druga strona umowy, czyli najemcy, także nie ma obowiązku realizowania świadczeń. Tym samym najemcy nie mają zobowiązania do płacenia czynszów w okresie zamknięcia galerii handlowych. Należy także jak najszybciej rozpocząć prace nad określeniem warunków współpracy podczas wychodzenia z lockdownu – po otwarciu centrów handlowych oraz doprowadzić do zrównoważenia warunków umów między wynajmującymi a najemcami.

„Zapłata 20% czynszu za okres zamknięcia galerii handlowych jest dużym obciążeniem finansowym dla każdego przedsiębiorcy, który nie może prowadzić swojego biznesu i nie ma przychodów. Ponosi przecież koszty wynagrodzeń dla pracowników oraz wiele innych opłat stałych. Mimo to jako najemcy jesteśmy w stanie zaakceptować rozwiązanie, w którym w taki sposób wspieramy i udzielamy pomocy właścicielom galerii handlowych. Niecierpliwie oczekujemy szczegółów rozwiązania proponowanego przez rząd i przepisów wykonawczych – nie można jednak nazywać tej propozycji 80% obniżką czynszu. Za ten okres najemcy zgodnie z prawem nie powinni ponosić opłat czynszowych – więc zapłata 20% czynszu to wsparcie i kontrybucja na rzecz właścicieli galerii ponoszona w imię solidarności biznesowej. Ponadto już dziś należy myśleć o warunkach współpracy podczas wychodzenia z okresu pandemii i po zakończeniu obostrzeń – trzy miesiące podczas których czynsz będzie wynosić 50% nie będą wystarczające, by przywrócić ruch notowany w 2019 roku – wskazuje Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

FPP i ZPPHiU zwracają uwagę, że kluczowe będzie transparentne podawanie rzeczywistych danych odwiedzalności galerii handlowych w kolejnych miesiącach. Dane dotychczas prezentowane nie znajdowały potwierdzenia w ruchu notowanym przez najemców oraz w ich obrotach. Zawyżone dane mogły być zaś przyczyną niewłaściwej oceny sytuacji pod kątem rozprzestrzeniania się koronawirusa i tym samym bardziej restrykcyjnych obostrzeń – trudno jednoznacznie potwierdzić, że wielkie obiekty handlowe są bardziej niebezpieczne niż małe sklepy. Co więcej, można założyć, że w dużych przestrzeniach łatwiej jest wprowadzić i przestrzegać reżimu sanitarnego, można także wprowadzić więcej skutecznych środków przeciwdziałania zakażeniom. ZPPHiU wielokrotnie zwracał uwagę na fakt, że nie ma żadnych danych potwierdzających zależność między otwarciem galerii handlowych a wzrostem zakażeń koronawirusem, zaś sklepy w centrach  handlowych funkcjonują w najwyższym reżimie sanitarnym.

Sprzedaż w lutym 2021 roku była niższa od ubiegłorocznej o 30%, a footfall o niemal 50%. Jedynie w okolicach Walentynek liczba odwiedzających nasze salony zbliżyła się do 75% wartości z ub. roku. Niestety, już w następnym tygodniu ponownie zaczęła spadać i na niskim 50-60% poziomie pozostała już do końca. Tak naprawdę w tym czasie mieliśmy tylko 3-4 dni lepszej sprzedaży, która dawała nadzieję na bliski powrót “normalnych” czasów” – potwierdza Paweł Korobacz, Dyrektor Działu Ekspansji, YES Biżuteria SA.

Kluczowe obecnie staje się także wypracowanie nowych, zrównoważonych warunków współpracy pomiędzy wynajmującymi a najemcami – ze szczególnym uwzględnieniem równości umów opartych na wzajemnych, partnerskich relacjach. Umowy powinny uwzględniać powiązanie wysokości czynszów z odwiedzalnością centrów handlowych lub poziomem obrotów najemcy.

„Galerie handlowe i sklepy w nich funkcjonujące – obok branży turystycznej i gastronomicznej – są najbardziej poszkodowane w wyniku obostrzeń pandemicznych. Rząd powinien ze szczególną uwagą podchodzić do budowania wieloletniego wsparcia dla tych sektorów. Mówimy tu nie tylko o pomocy w okresie lockdownów – ale mądrej, długoterminowej strategii odbudowania tych biznesów. Jasnym jest, że sytuacja nie powróci do normy jeszcze przez wiele miesięcy po odmrożeniu gospodarki. Co więcej – dotychczasowe formy pomocy państwa w tym sektorze były daleko niewystarczające, a handel internetowy w żaden sposób nie jest w stanie uzupełnić powstałej luki sprzedażowej. Tylko systemowe rozwiązania pozwolą przedsiębiorcom – w wielu przypadkach polskim małym i średnim biznesom – na powolne wypracowanie środków i pokrywanie strat z lat 2020-2021. Takie systemowe rozwiązanie FPP zaproponowała dla branży gastronomicznej i rolniczej w postaci benefitu na posiłki pracownicze. Teraz pora na segment handlu i usług – bardzo ważne staje się zapewnienie wsparcia na kilku kluczowych obszarach: wzmocnienia płynności finansowej, ochrony miejsc pracy i zmniejszenia obciażeń fiskalnych. Ważne jest, aby rozumieć, że zapłata nawet 20% czynszów w zamkniętych galeriach handlowych to pomoc dla wynajmujących – nie dla najemców. Ale wsparcie wynajmujących ze strony rządu może być szersze – na przykład obejmować przesunięcie wynajmującym spłat rat kredytów oraz odsetek zaciągniętych na zakup czy budowę centrum handlowego. Brak zrównoważenia pozycji prawnej stron umów między galeriami handlowymi a najemcami to także jeden z problemów, który należy pilnie rozwiązać. Wnioski płynące z okresu pandemii muszą znaleźć odzwierciedlenie w zapisach umów” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Barbara Garlacz: Przedsiębiorca wygrał z Alior Bankiem sprawę o nieważność umowy swapa walutowo-procentowego

W dniu 21 kwietnia 2021 Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział Gospodarczy wydał wyrok (XVI GC 334/16), w którym po 5 latach procesu oddalił w całości pozew Alior Banku na kilkaset tysięcy złotych przeciwko przedsiębiorcy. Spór dotyczył transakcji swapa walutowo-procentowego, którą sąd uznał w całości za nieważną.

Sąd uznał, że:

  • przedsiębiorcy nie zostały przedstawione wszystkie potencjalne scenariusze prezentujące rzetelnie całość możliwych zysków i strat, a w szczególności ryzyko zmienności stóp procentowych;
  • umowa swapa walutowo-procentowego jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego, a przez to nieważna.

Sprawa dotyczyła umowy kredytu inwestycyjnego w złotych polskich oraz zawartej razem z nią transakcji swapa walutowo-procentowego (CIRS), na podstawie której strony uzgodniły zamianę kwoty kredytu w PLN na kwotę w CHF i okresowe płatności odsetek według stopy WIBOR oraz LIBOR plus marża. Bank miał płacić okresowo stopę WIBOR przedsiębiorcy, a przedsiębiorca do banku stopę LIBOR i marżę. Transakcja była zawarta na okres 3 lat i jej zamkniecie doprowadziło do negatywnego rozliczenia dla przedsiębiorcy na kilkaset tysięcy złotych. Po tym, jak przedsiębiorca nie uregulował na rzecz banku kwoty wynikającej z domknięcia transakcji CIRS, Alior Bank w 2016 roku pozwał przedsiębiorcę do sądu.

W sprawie została sporządzona opinia biegłego – zgodnie z którą scenariusze zysków i strat, na które powoływał się Alior Bank w toku procesu, nie przedstawiały w ogóle wpływu zmian stóp procentowych na potencjalne zyski i straty z transakcji, tj. zakładały stałą stawkę WIBOR oraz LIBOR.

Sprawa była dość skomplikowana. Całość zebranego materiału dowodowego nie pozostawiła żadnych wątpliwości co do tego, że przedsiębiorca nie był świadom skutków ekonomiczno-finansowych zawartej transakcji, a w szczególności konieczności jej końcowego zamknięcia z wygenerowaniem możliwej straty na kapitale. Tę skomplikowaną transakcję wiązał z wymianą okresowych strumieni odsetkowych. Ponadto biegły potwierdził, że scenariusze pomijały ryzyko zmienności stawek WIBOR i LIBOR, co miało kluczowe znaczenie dla potencjalnych zysków i strat z tej transakcji” – komentuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentowała przedsiębiorcę.

Wyrok nie jest prawomocny, niemniej wpisuje się w serię wyroków stwierdzających nieważność umów na instrumenty finansowe zawartych przez przedsiębiorców.

Britcoin – cyfrowy funt odpowiedzią na Brexit. Trwają prace nad kolejną narodową kryptowalutą

Bank of England i Skarb Państwa Jej Królewskiej Mości rozpoczynają pracę, która ma zaowocować powstaniem Britcoina. W założeniach cyfrowa waluta nie zastąpiłaby gotówki, ale byłaby dodatkowym środkiem płatniczym udostępnionym nie tylko przedsiębiorcom, ale też gospodarstwom domowym. E-funt ma pokazać m.in to, że gospodarka brytyjska jest innowacyjna i mimo Brexitu i kryzysu związanego z pandemią nadal konkurencyjna. 

Bank of England i Skarb Państwa Jej Królewskiej Mości to dwie najważniejsze instytucje finansowe w Wielkiej Brytanii. Uruchomiona przez nie grupa zadaniowa ma sprawdzić jak wprowadzenie wirtualnej waluty – Britcoin – może wpłynąć na wzmocnienie kraju po Brexicie. Jednym z podstawowych założeń wstępnych jest to, że brytyjski cyfrowy pieniądz byłby powiązany z funtem, aby uniknąć radykalnych zmian kursowych, które często widzimy na rynku kryptowalut.

Zainteresowanie brytyjskich instytucji finansowych wprowadzeniem narodowej kryptowaluty nie dziwi. Nie jest to przecież pierwszy kraj, który myśli o decentralizacji narodowych finansów. Podobne ruchy widzimy w Chinach, a i administracja Joe Bidena coraz przychylniej patrzy na takie rozwiązania. Dodatkowo Wielka Brytania po Brexicie musi szukać nowych gospodarczych wyzwań i pokazać, że jej gospodarka i londyńskie City nadal są konkurencyjne i innowacyjne – podkreśla Marcin Wituś, CEO Geco.one -platformy do handlu aktywami cyfrowymi Geco.one, będącej członkiem Polsko-Estońskiej Izby gospodarczej.

Prywatna konkurencja jest daleko z przodu

Brytyjska grupa zadaniowa w najbliższym czasie skonsultuje projekt z instytucjami instytucjami finansowymi, sprzedawcami detalicznymi, przedsiębiorstwami czy konsumentami. Jak podkreśla Bank of England cyfrowa waluta nie zastąpiłaby gotówki, ale byłaby dodatkowym środkiem płatniczym udostępnionym nie tylko przedsiębiorcom, ale też gospodarstwom domowym.

Dzięki wykorzystaniu technologii blockchain cyfrowe waluty umożliwiają osobom i firmom dokonywanie transakcji bez jakiejkolwiek ingerencji ze strony „pośredników”, takich jak banki czy rządy. – Chęć postawienia na innowacyjność to jedno, ale banki centralne są zaniepokojone rosnącą popularnością kryptowalut takich jak Bitcoin. E-waluty już stają się ważnymi systemami płatności i mogą w przyszłości zastąpić standardowe waluty, takie jak funt – dodaje Wituś.

Jak zaznacza założyciel Geco.one, co jakiś czas słyszymy o powstaniu kolejnej oddolnej inicjatywy, która umacnia rynek kryptowalut. Wituś wspomina m.in. o walucie wprowadzanej przez Facebooka czy fascynacją rynkiem kryptowalut, która widoczna jest w wypowiedziach i działaniach Elona Muska, który w 2021 roku zainwestował w zakup bitcoinów ok. 1,5 miliarda dolarów. To zdecydowanie zwiększa świadomość społeczną i skłania rządy na całym świecie do zbadania, jak może w praktyce działać cyfrowa waluta wspierana przez bank centralny.

E-funt uderzy w technologicznych gigantów?

Kryptowaluta wprowadzana przez bank centralny to po pierwsze odpowiedź na realne zapotrzebowanie rynku finansowego na nową formę pieniądza, ale też szansa dla publicznych instytucji na zmniejszenie ryzyka uzależnienia ludzi od dokonywania płatności poprzez pośrednictwo światowych gigantów technologicznych i firmy obsługujące karty. Wprowadzenie do obiegu państwowych walut cyfrowych będzie oznaczało ich centralizację, tzn. główne aktywa będą chronione przez państwo i instytucje finansowe – komentuje CEO Geco.one.

Jak zaznaczają pomysłodawcy grupy zadaniowej krok ku narodowej kryptowalucie ma pobudzić rozwijające się fintechy, przesunąć granice finansów cyfrowych i zwiększyć ich wydajność. Przytaczają też raport na temat walut cyfrowych z 2016 roku. Wtedy to Positive Money – organizacja na rzecz reformy banków centralnych i wprowadzenia alternatywnych narzędzi polityki pieniężnej – stwierdziło, że przyjęcie waluty cyfrowej zwiększy liczbę narzędzi monetarnych, których banki lub politycy mogą użyć do stymulowania wzrostu gospodarczego. Zaznaczyli też, że zastąpienie tradycyjnej waluty cyfrową może pozwolić na znaczne obniżanie stóp procentowych, a także może być wykorzystywana jako sposób do zwiększania zagregowanego popytu, a to może pozwolić na osiągnięcie stabilizacji cen.

Chiny i tak są już pierwsze

Zawiązanie się brytyjskiej grupy zadaniowej nie dziwi, jeśli spojrzy się za ocean. Tam jeszcze w marcu Jane Yellen – sekretarz skarbu USA – podkreślała, że Stany Zjednoczone powinny zastanowić się nad sensem wprowadzenia e-dolara. Przyznała też, że cyfrowy dolar może umożliwić bezpieczniejsze, tańsze oraz szybsze dokonywanie płatności. Natomiast w kwietniu jest zastępca Jerome Powell – w wywiadzie dla stacji CBS – dodawał, że Fed uważnie bada rozwój cyfrowego pieniądza, ale nie podjął jeszcze decyzji, czy kontynuować pracę nad wprowadzeniem e-dolara. Powell zaznaczył też, że Bank Centralny nie wyemituje wirtualnego dolara bez zgody Kongresu, a to może znacznie wydłużyć cały proces.

Równolegle trwają również prace w poszczególnych stanach, żeby szerzej dopuścić kryptowaluty na tradycyjny rynek finansowy. Jednym z nich jest Texas, który chce dołączyć do stanu Wyoming i uznać Bitcoina oraz inne kryptowaluty za pełnoprawny środek płatniczy.

Najbardziej zaawansowane prace nad wprowadzeniem narodowej cyfrowej waluty trwają jednak w Chinach. E-juan nie jest już tylko rozwiązaniem na papierze, ale już można nim płacić. W styczniu 100 000 mieszkańców regionu Shenzen otrzymało w ramach loterii łącznie 31 mln cyfrowych juanów. W prowincji utworzono także bankomaty, które pozwalają na zamianę cyfrowej waluty na gotówkę.

Również takie państwa jak Rosja, Japonia, Izrael czy Szwecja aktywnie pracują nad ewentualnym wprowadzeniem narodowych walut. Natomiast w Estonii zawieszono projekt “Estcoin”, ale dotychczasową pracę nad wykorzystaniem technologii blockchain, chcą tam przekuć w stworzenie e-podpisu.

E-commerce napędza sprzedaż mebli – wzrosty do 17%

Z nowych danych GUS[1] wynika, że jedne z największych wzrostów sprzedaży detalicznej w ujęciu miesięcznym odnotowano w sektorze meblarskim. Ostatni rok Polacy wykorzystali jako okazję do poszukiwań nowych elementów wyposażenia domu. Na popularności zyskało także nowe „pandemiczne hobby”, jakim jest renowacja. W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie tym tematem, właściciele sklepów zaczęli kierować swoje działania w świat e-commerce, w którym to technologie odgrywają wiodącą rolę, poprawiając komfort ich działalności i zwiększając skalę dotarcia do zainteresowanych.  Sprzedaż detaliczna mebli w marcu odnotowała prawie 17% wzrost w stosunku do lutego.

Hybrydowa przestrzeń do życia

Wraz z ograniczeniami dotyczącymi wychodzenia z domu i spotkań towarzyskich, zakupy nowej odzieży czy obuwia przestały zajmować pełną uwagę konsumentów (według danych GUS negatywna dynamika w tej kategorii wyniosła w marcu 8,3%). Pojawiły się za to inne potrzeby, a jedna z nich wynikająca z faktu, że coraz więcej czasu spędzamy w domach a hybrydowy model życia, w tym pracy i nauki zostanie z nami na dłużej, to komfortowo i optymalnie urządzone „cztery ściany”. Jeżeli przy tym uda się to zrobić przyjemnie i stylowo, to ma to tylko szansę zwiększyć dobrostan mieszkańców.

Sklepy i outlety meblowe oraz większe markety budowlane, takie jak Leroy Merlin czy IKEA, pozostały otwarte przez większość okresu obowiązywania obostrzeń i zgromadziły w związku z tym wielu zainteresowanych klientów, chcących wykorzystać ten czas na załatwienie spraw, które zawsze planowali, ale na które brakowało im czasu. W efekcie wykształcił się nowy konsumencki trend i nawyk zakupowy – w końcu oszczędzanie pieniędzy na podróżach czy rozrywce dało kilka ekstra opcji finansowych na poprawę komfortu życia.

Do tej pory klienci niechętnie kupowali meble w sieci, ponieważ większość produktów to poważna inwestycja, którą warto zobaczyć na własne oczy przed dokonaniem zakupu. Dla przedsiębiorców z kolei meble były nieporęczne i drogie w transporcie, zwroty nieopłacalne a obsługa reklamacji rozciągnięta w czasie z uwagi na zaburzenia łańcuchów dostaw na całym świecie. Udział sprzedaży online w sprzedaży detalicznej w Polsce wzrósł jednak w marcu do 9,5% z 8,6% w lutym, a sprzedaż mebli odnotowała wzrost na poziomie prawie 17%. Właściciele firm zaczęli szybko zwracać się w kierunku e-commerce, aby płynąć na fali trendu i zwiększać swoją obecność i szansę na dotarcie do nowych klientów.

Internetowy sklep przyszłości

Sprzedawcy polegają na zdjęciach produktów i opiniach użytkowników, aby przekonać do siebie kupujących i coraz częściej eksperymentują z nowymi technologiami, by zagwarantować innowacyjne doświadczenie klienta. Interesującym polskim przykładem firmy meblarskiej nowej generacji, a w zasadzie startupu technologicznego, jest Tylko, specjalizujące się w dostarczaniu wysokiej jakości spersonalizowanych produktów do przechowywania, które klienci mogą zaprojektować w najdrobniejszych szczegółach – wszystko dzięki intuicyjnemu konfiguratorowi i algorytmom rzeczywistości rozszerzonej, które pozwalają na dynamiczną wizualizację mebla w przestrzeni potencjalnego kupującego.

„Odpowiednia technologia może pomóc przeanalizować każdy etap tradycyjnego procesu zakupu mebli, aby zagwarantować klientom lepsze, bezproblemowe i bardziej spersonalizowane doświadczenie zakupowe online. Warto zauważyć, że jest to również siła napędowa spektakularnego wzrostu marketplaceów, którego obecnie jesteśmy świadkami. Wystarczy spojrzeć na to, jak dobrze radzą sobie Westwing, Allegro, eBay czy Amazon. Jednak, aby osiągnąć sukces sprzedażowy, należy odpowiednio zadbać o kilka aspektów – a za każdym z nich stoi technologia” – komentuje Jakub Czerwiński, VP CEE z Adyen, globalnego operatora płatności.

Wśród kluczowych znajdują się rozwiązania platformowe (Unified Commerce, zarządzanie systemem w jednym miejscu), narzędzia do zapobiegania oszustwom (krótsze niż jedna sekunda przewidywanie ryzyka), ekspansja transgraniczna (dane dotyczące lokalnych preferencji płatniczych) czy bezproblemowe dokonywanie płatności w każdym kanale zakupowym (jedno kliknięcie, brak przekierowań). Usługa Amazon Pay pomaga na przykład usprawnić dokonywanie transakcji, umożliwiając klientom korzystanie z informacji przechowywanych już na ich profilu w serwisie – bez konieczności zakładania nowego konta, ponownego wprowadzania informacji o karcie kredytowej lub debetowej, czy też wprowadzania adresu rozliczeniowego i adresu wysyłki.

Sektor zyskał też w ostatnim czasie dużą przewagę za sprawą coraz popularniejszej funkcjonalności „kup teraz, zapłać później”, którą Polacy powitali z otwartymi ramionami (co trzeci Polak chętnie z niej korzysta[2]). To dodatkowy bieg napędzający silnik e-handlu, ponieważ meble stanowią zwykle jeden z większych wydatków, który można wygodnie odłożyć w czasie. Warto też pamiętać, że gros użytkowników najpopularniejszych marketplace’ów to obeznani z technologią millenialsi, a większość z nich ma dostęp do aplikacji, z których korzysta wyłącznie za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Oczekują przy tym, że obsługa będzie intuicyjna, łatwa, szybka, niezawodna i stale ulepszana dla ich wygody – ale nie zrobotyzowana i pozbawiona „duszy”.

„Jeśli chodzi o zakupy mebli, strategia omnichannel jest z tej perspektywy zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem. W miarę ewolucji rynku detalicznego, w portfelach i świadomości klientów wciąż jest miejsce dla kilku kanałów: sklepów, serwisów direct-to-consumer i platform marketplace. Branża meblarska przekroczyła most do świata cyfrowego, a to tylko przyspieszy proces jej rozwoju” – dodaje Czerwiński.

[1] Dynamika sprzedaży detalicznej w marcu 2021 roku, GUS

[2] Polacy w Internecie w 2020 r.”, IMAS dla Krajowego Rejestru Długów (KRD) i spółki Easy Check

Rynek biurowy na głównych rynkach regionalnych po I kw. 2021 r.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za pierwszy kwartał 2021 roku.

Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec I kwartału 2021 roku całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 5 826 400 m kw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 574 000 m kw.), Wrocław (1 226 300 m kw.) oraz Trójmiasto (913 600 m kw.).
W okresie od stycznia do marca 2021 roku do użytkowania oddano 5 inwestycji o łącznej powierzchni biurowej wynoszącej 46 400 m kw. Nowa podaż została zrealizowana w Krakowie (21 400 m kw. w 3 projektach) oraz w Trójmieście (25 000 m kw. w 2 projektach). Największymi inwestycjami ukończonymi w tym okresie były: Palio Office Park A (16 500 m kw., Cavatina) w Gdańsku oraz Equal Business Park D (11 650 m kw., Cavatina) w Krakowie.

Na koniec I kwartału 2021 roku współczynnik pustostanów oszacowany dla ośmiu głównych rynków regionalnych kształtował się na poziomie 12,9%, co daje łącznie 753 000 m kw. powierzchni biurowej dostępnej do wynajęcia od zaraz (poziom wyższy zarówno od tego w poprzednim kwartale – o 0,2 p.p. jak i od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o 3,4 p.p.). Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Łodzi (16,9%), zaś najniższy w Szczecinie – 7,4%.

W okresie od stycznia do marca 2021 roku na ośmiu rynkach regionalnych przedmiotem najmu było prawie 98 300 m kw. Najwyższy udział w strukturze popytu w tym okresie przypadł na renegocjacje – 45%. Nowe umowy stanowiły 42%, powierzchnia wykorzystana przez właścicieli na własny użytek stanowiła 9% oraz ekspansje stanowiły 5%. Rynkiem cieszącym się największą popularnością wśród najemców było Trójmiasto z popytem zarejestrowanym w pierwszym kwartałem 2021 roku na poziomie 37 900 m kw.

Największymi transakcjami zawartymi od stycznia do marca 2021 roku były umowy zawarte w Krakowie i Trójmieście, w tym: renegocjacja umowy IBM w budynkach Galileo, Newton i Edison w Krakowie na 11 300 m kw., odnowienie umowy Intel w Tryton Business House w Gdańsku na 9800 m kw., 8500 m kw. w nowym biurowcu LPP w Gdańsku wybudowanym na własny użytek właściciela oraz renegocjacja 7000 m kw. w gdyńskim budynku Baltic Business Centre przez poufnego najemcę.

Czy dolar straci dominującą pozycję na rynku? Analiza B. Sawickiego

Od początku II kw. 2021 r. dolar wyraźnie słabnie względem głównych walut świata. Nie brakuje głosów, że amerykańska waluta traci dominującą pozycję w globalnym systemie finansowym.  Czy jednak medialnie chwytliwa teza jest uzasadniona? Jeśli tak, to co i kiedy może zdetronizować amerykańską walutę: euro, juan, a może bitcoin?

Od zakończenia II wojny światowej dolar jest hegemonem międzynarodowych rozliczeń. Twarde dane nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Na koniec 2020 r. udział dolara w światowych rezerwach finansowych wynosił aż 59 proc.

Trzy różne miary, jeden lider

Wprawdzie przytoczony odsetek stopniowo się obniża i w ub. r. był najniższy od 1995 r., niemniej jednak między znaczeniem dolara a kolejnej waluty rezerwowej, czyli euro, utrzymuje się przepaść. Wspólna europejska waluta stanowi bowiem niewiele ponad 20 proc. rezerw, ale to i tak znacznie więcej niż np. juan. Udział chińskiej waluty w globalnych rezerwach to ledwie ok. 2 proc.

– Można oczywiście rozważyć, czy miara rezerw, tworzonych przez nieskore do zmian banki centralne, najtrafniej oddaje hierarchię w świecie walut. Dlatego warto przyjrzeć się sytuacji także z innych stron. Jedną z nich może być struktura obrotów na międzynarodowym rynku finansowym, którą odzwierciedlają m.in. statystyki Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Według danych z 2019 r. (nowsze jeszcze nie są dostępne), dolar brał bowiem udział w 44 na 100 transakcji na rynku walutowym. Euro było stroną zaledwie 16 proc., juan natomiast zaledwie 2 proc. transakcji. Jeszcze bardziej wymownego znaczenia nabiera fakt, że w minionych 30 latach udział dolara w strukturze obrotów na międzynarodowym rynku finansowym nie zmniejszył się – zauważa Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Zamiast oznak chwiejącej się dominacja dolara, w danych można dostrzec gigantyczną dysproporcję pomiędzy wpływem Chin na globalną wymianę towarową, a znaczeniem chińskiej waluty dla globalnych rynków finansowych. Potwierdzają to zresztą statystyki dotyczące walut w płatnościach międzynarodowych. Chociaż Chiny mają ok. 25-procentowy udział w globalnym handlu towarami i usługami, to z raportów Swift wynika, że w juanach rozlicza się tylko 2 proc. płatności międzynarodowych. Jednak dolar już nie dominuje z przewagą porównywalną do wcześniej przytaczanych kategorii, czując na plecach oddech euro, którego udział w transakcjach międzynarodowych zbliża się do 40 proc. Na dodatek, w minionych latach dystans między tymi dwiema walutami wyraźnie maleje.

Upłynie jeszcze wiele, wiele czasu…

– Liczby mówią jasno, że dolar pozostaje absolutnie najważniejszą walutą współczesnego świata. Głosy, że stan ten dobiegnie lada moment końca, zdają się nieuzasadnione. Dominacja amerykańskiej waluty na pewno jest solą w oku władz Państwa Środka, może też nie podobać się części europejskich decydentów. Jednakże pozycja USD jest tak dobrze ugruntowana, że musi upłynąć bardzo dużo czasu, zanim ambicje chińskie czy europejskie będą mogły się ziścić. Wprowadzenie cyfrowego juana czy też prace nad cyfrowym euro są krokami w dobrym kierunku, by tak mogło się stać, natomiast potrzebna jest też zmiana nastawienia i przyzwyczajeń zarówno w handlu zagranicznym, jak i wśród inwestorów. Przed bitcoinem i innymi kryptowalutami droga jest jeszcze dalsza. Tezy głoszące ich rychłą dominację należy póki co włożyć między bajki – komentuje analityk Cinkciarz.pl.

Ekspert dodaje na koniec jeszcze jeden argument, który rozprawia się z tezą o rychłym zmierzchu detronizacji amerykańskiej waluty. Otóż dolar sprawdza się w roli międzynarodowej waluty i jest dobrym fundamentem międzynarodowego systemu finansowego, ponieważ Stany Zjednoczone od lat cechuje deficyt w obrotach z zagranicą. Oznacza to, że dolar zalewa świat. Dla odmiany, na rachunkach obrotów bieżących Chin czy strefy euro cyklicznie notowane są nadwyżki.

– Gospodarki Chin oraz państw UE, które przyjęły euro, zasysają z globalnego systemu lokalne waluty. W takiej sytuacji wzrost popytu na euro czy też juana spowodowałby presję na umocnienie tych walut, nie korespondując z sytuacją gospodarczą i makroekonomiczną w krajach, z których pochodzą. Oznacza to, że rychła detronizacja dolara jest nie tylko nieosiągalna, ale również wynika raczej z politycznych ambicji, niż jest odpowiedzią na realną potrzebę – podsumowuje Bartosz Sawicki z Cinkciarz.pl.

Zapowiada się senny dzień

Dolar zyskuje w aurze ostrożnego odliczania do jutrzejszej decyzji FOMC, nawet jeśli konsensus zakłada podtrzymanie deklaracji o utrzymaniu luźnej polityki na dłużej. Najprawdopodobniej mamy do czynienia z szumem przy braku silniejszych katalizatorów.

Można się wysilić i skupić większą uwagę na fatalnym zarządzaniu pandemią w Indiach, ale to bardziej temat na utrudnianie wzrostów azjatyckich giełd. W Europie większe znaczenie ma przyspieszające tempo szczepień na Starym Kontynencie, co powinno pomóc w odbiciu ożywienia i nadgonieniu USA. Na domykaniu luki powinien korzystać EUR/USD, choć w większym stopniu bliżej końca kwartału niż teraz. W krótkim terminie EUR/USD odbędzie wrażliwy na wahania rynku akcji oraz jutrzejsze sygnały z Fed. Dzisiejsze odbicie dolara prawdopodobnie bierze się z podejrzliwości, że jeśli wszyscy zakładają gołębi przekaz FOMC, to rośnie ryzyko jastrzębiego zaskoczenia. Kłóciłoby się to jednak z powtarzanymi wielokrotnie przez prezesa Powella komentarzami, według których najpierw muszą pojawić się twarde dowody, że rynek pracy się naprawił, a inflacja utrzymuje się w celu 2 proc. bez pomocy czynników przejściowych (jak np. windowania cen surowców przez postpandemiczne niedobory podaży). Rynek jednak nie lubi próżni i jeśli w tym momencie nie ma (jeszcze) silnego impulsu do sprzedaży dolara, należy mu się chwila oddechu i odreagowania słabości.

Zapowiada się senny dzień z małą liczbą wydarzeń, które mogą podnieść zmienność. Za nami niezaskakująca w żadnym miejscu decyzja Banku Japonii, który po zeszłomiesięcznej rewizji swojej strategii dziś musiał tylko stwierdzić, że wszystko gra. Prognozy inflacji zostały obniżone, a zatem ultra-luźna polityka musi być utrzymywana. Uspokojenie na rynku długu (czyt. brak presji na wzrost rentowności wywoływanej przez obligacje USA) pomaga w obronie celu dla oprocentowania japońskich 10-latego (0 proc., +/- 0,25 pkt proc.). JPY nie otrzymał żadnych wskazówek dla kierunku i USD/JPY pozostaje niewolnikiem nastrojów wokół dolara. Podobnie bez emocji może przejść korona szwedzka po decyzji Riksbanku. Bank powinien utrzymać stopę procentową na 0 proc. i nie dokonywać zmian w programie QE. W obliczu trzeciej fali zachorowań, która w Szwecji przebiega gorzej od oczekiwań, Bank podtrzyma gołębie nastawienie. Z drugiej strony przed sygnalizowaniem dalszych obniżek bank powstrzymują rosnące ceny nieruchomości. Riksbank najprawdopodobniej postawi na wyczekiwanie nowych danych, rozwoju sytuacji zdrowotnej i przebiegu ścieżki inflacji. Taki przekaz nie dostarczy impulsu dla SEK.
Nic nowego do dodania w odniesieniu do sytuacji na złotym. EUR/PLN stoi na 4,5550. Dalej jestem zdania, że przed czwartkiem i orzeczeniem TSUE w sprawie kredytów frankowych może pojawić się presja, która pchnie kurs w stronę 4,57+. Niepewność orzeczenia zdaje się jednak zniechęcać do wyprzedających spekulacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Witold Modzelewski: Afera frankowa może całkowicie zniszczyć zaufanie obywateli do banków

Sprawy frankowiczów trwają już od kilkunastu lat. W cieniu walki z bankami zdążyło już wyrosnąć całe pokolenie – które przez całe swoje życie widziało, jak rodzice cierpią konsekwencje niesprawiedliwych umów kredytowych. Ci, którzy z bankami walczą już prawie połowę swojego życia, zdążyli zaś już dojrzeć i dorosnąć – większość czasu spędzając w poniewierce finansowej i psychicznej. Komentując sprawy kredytów frankowych trzeba pamiętać o tych dwóch pokoleniach – dotkniętych bezpośrednio i pośrednio błędem banków, które do dzisiaj nie umieją się do niego przyznać. Bo najdłuższą konsekwencją tych parunastu lat życia z kredytami we frankach nie będzie personalna krzywda poszkodowanych, ani straty finansowe banków. Sprawy frankowe pozostawią za sobą widmo złamanego zaufania.

– Kilkanaście lat temu banki podjęły pewną akcję, importowaną z innych rynków. Nie oszukujmy się, sprawy frankowe to skutek wyprzedaży kapitału obcym inwestorom. Ale jest to dowód na to, że banki miały świadomość konsekwencji tej akcji. A teraz wszyscy rżną głupa. Że nie byli kompetentni, że nie można było tego przewidzieć. Za niekompetencję jeszcze nikogo nigdy w Polsce nie ukarano – powiedział serwisowi eNewsroom Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych. – Mamy jednak dokumenty i relacje, które zadają kłam tym tłumaczeniom. W pewnym momencie banki zapytały się władzy, czy zabrania podpisywania z klientami tak sformułowanych umów kredytowych. Powiedziały wprost: jeżeli tego nie zabronicie, będziemy to robić. A że władza z bankami żyje za pan brat i niczego bankom szczególnie nie zabrania, nie zabroniła i tego. To pokazuje, że banki już wtedy dobrze wiedziały, że ich działania nie są do końca zasadne. A teraz nie chcą się do tego przyznać. W takiej sytuacji każda instytucja, czy publiczna, czy prywatna, traci zaufanie swoich klientów. I tak najpewniej stanie się z bankami. Młodzi frankowicze, którzy brali te kredyty, teraz są ludźmi dojrzałymi. Wyrosło pokolenie ich następców – których stopień niechęci do tych, którzy zgotowali im ten los, jest o wiele większy. Bo ktoś, kto zasługiwał na zaufanie – nawet nie publiczne, ale wynikające z rzetelności w relacjach z klientem – powinien się przyznać do błędu. Banki tego nie zrobiły i nadal tego nie robią. To drugie, znacznie bardziej radykalne pokolenie, srogo się za to zemści – przewiduje Modzelewski.

Nowa era bankowości skoncentrowanej na kliencie

Bankowość przyszłości to jeszcze większa koncentracja na konsumentach, zrównoważonym rozwoju i racjonalizacji kosztów, oparta o cyfrowe rozwiązania i platformy, które ułatwiają bezpieczne transakcje i podwyższają jakość obsługi klienta. Jak wynika ze Światowego Raportu Bankowości Detalicznej, opublikowanego przez Capgemini i Efma, dla banków detalicznych dostosowanie oferty do oczekiwań klientów to dziś być albo nie być. Trudności wywołane przez pandemię zapoczątkowały nową erę bankowości skoncentrowanej na kliencie, którą raport określa mianem Banking 4.X. Aby odnieść sukces, banki muszą przyspieszyć transformację cyfrową i wdrożyć oparte na chmurze platformy tzw. banking-as-a-service (BaaS), które wspomagają osadzenie bankowości w codziennym życiu, czyniąc ją bardziej dostępną dla klientów.

Wstrząsy rynkowe w 2020 roku wpłynęły na sektor bankowy – z jednej strony poprzez ograniczenie wzrostu przychodów, z drugiej strony przez przymus digitalizacji i adopcji nowych rozwiązań technologicznych, jaki przyniosła pandemia – na wzrost kosztów. Dodatkowo duży wpływ miały towarzysząca wszystkim niepewność ekonomiczna jutra, zmiany w zachowaniu konsumentów w czasie pandemii, nowe regulacje prawne, a także pojawiająca się konkurencja ze strony podmiotów FinTech.

  • Pandemia wpłynęła na formowanie się nowego modelu bankowości. Postpandemiczna, zintegrowana bankowość jest już od początku do końca osadzona w strukturze cyfrowej, skoncentrowana na usługach dostępnych online, gdzie potrzeby konsumenta, jego doświadczenia i zachowania są postawione w centrum zainteresowania. Towarzyszy temu duża zmiana organizacyjna pracy banków. Rezygnuje się z niektórych oddziałów, pracownicy banków coraz częściej też przechodzą na pracę zdalną. Uwidoczniła się też zmiana nastawienia z biznesowego na postawę bardziej odpowiedzialną społecznie. Zmienił się też kontekst konkurencyjności na rynku – wcześniej banki konkurowały między sobą, w tej chwili zmiany zmierzają ku tworzeniu całych ekosystemów usług finansowych, gdzie konkurencją stają się wszyscy inni bardziej technologicznie rozwinięci usługodawcy – mówi Piotr Siuda Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

W ostatniej dekadzie neo-banki i challenger-banki pozyskały ponad 39 milionów klientów

Jak wynika z raportu aż 81 proc. konsumentów twierdzi, że łatwy dostęp i elastyczność bankowości jest dla nich motywacją do przejścia do nowego dostawcy usług finansowych. Tymczasem wiele tradycyjnych banków stara się utrzymać i zwiększyć bazę klientów i już rozpoczęło swoje działania w zakresie cyfryzacji i optymalizacji kosztów, ponieważ pandemia zmusiła je do znacznego przyspieszenia zmian. Ponadto, klienci bankowości detalicznej w obliczu obecnej sytuacji oczekują w pełni zdigitalizowanych i spersonalizowanych usług na żądanie oraz całodobowej pomocy.

Z drugiej jednak strony, spośród badanych, 46 proc. dyrektorów banków twierdzi, że nie jest pewna w jaki sposób wprowadzić otwartą bankowość, zorganizować ekosystemy i stać się organizacją w pełni opartą na danych. Rozwiązania te są niezbędnymi elementami nowego sposobu prowadzenia działalności bankowej, określonego przez Capgemini jako Banking 4.X.

  • Przed pandemią z bankowości elektronicznej korzystało 49 proc. klientów, dziś jest to już 57 proc. i te liczby się zwiększają. Duży wzrost, aż o 8 proc., dotyczy korzystania przez klientów z aplikacji mobilnych. Przezwyciężając przestarzałe sposoby myślenia i przyjmując koncepcję Banking-as-a-Service, instytucje finansowe będą wykraczać poza swoje podstawowe produkty bankowe, tworzyć nową ofertę i zapewniać klientom spersonalizowane doświadczenia. Dzięki platformifikacji i wykorzystaniu danych, banki mogą lepiej zaspokajać potrzeby współczesnego klienta, a także tworzyć nowe źródła przychodów. W branży widać także rosnącą akceptację dla rozwiązań chmurowych. 32 proc. managerów wysokiego szczebla z całego świata deklaruje zaangażowanie w projekty chmurowe w ciągu dwóch najbliższych lat. Banki będą migrowały do chmury, aby stworzyć efektywne kosztowo, zwinne i elastyczne organizacje – komentuje Marcin Szczotok, Senior Director, Head of Global Markets Technology w Capgemini Polska.

Platformifikacja definiuje nową erę dla branży

Tradycyjne banki mogą poszukać nowych możliwości w otwartych ekosystemach i platformach BaaS, które oferują dostęp do nowych źródeł danych i możliwości monetyzacji. Banki muszą szybko zwrócić się w kierunku podejścia opartego na doświadczeniach i platformach, które osadzają bankowość i inne usługi w stylu życia konsumentów. Pozytywnym zjawiskiem jest to, że 66 proc. banków twierdzi, że korzysta już z platformy BaaS, a 25 proc. jest w trakcie jej tworzenia.

Dla tradycyjnych banków dostęp do możliwości szerszego ekosystemu jest kluczowym elementem ich nowej drogi, a aż 80 proc. dyrektorów bankowych stwierdziło, że BaaS pomoże im w kultywowaniu synergii otwartego ekosystemu w celu wprowadzania innowacji i tworzenia nowych produktów i usług bankowych. Umożliwi to bankom wypełnienie luki pomiędzy ich obecną pozycją a spełnianiem oczekiwań klientów, które w przyszłości będą jeszcze większe. Ten nowy sposób prowadzenia działalności pozwoli bankom również na większą integrację z segmentem nieubankowionych i niedostatecznie ubankowionych klientów poprzez kanały cyfrowe, łatwiejsze w użyciu i dostępne na żądanie.

  • Tempo zmian przyspiesza. Nowi gracze na rynku, bez infrastruktury czy licencji bankowej, tworzą produkty i integrują usługi bankowe na swoich platformach biznesowych. Bankowość i firmy pozabankowe mają możliwość połączenia sił i zapewnienia lepszej obsługi klienta. Te strategiczne partnerstwa umożliwiają tworzenie nowych, kreatywnych ofert, które odzwierciedlają styl życia, potrzeby, a nawet osobowość klientów. Przyszłość bankowości opiera się na silnym fundamencie cyfrowym i elastycznym podejściu do wprowadzania innowacji. Produkty i usługi ze zintegrowaną usługą bankową (eng. embedded finance) rozwijają się w niezwykłym tempie. Według Forbesa, prognozowany ich wzrost w kolejnych pięciu latach wyniesie więcej niż tysiąc procent. Wynika z tego, że jeśli nawet tradycyjna bankowość transakcyjna nie zniknie zupełnie, to jej znaczenie będzie szybko maleć – mówi Piotr Siuda.

Podejście oparte na danych pozwoli nadać priorytet hiperpersonalizacji i zapewnić długoterminowy wzrost

Ponieważ bankowość wkracza w erę, w której usługi finansowe są wbudowane w codzienne życie klientów, to dobra współpraca będzie drogą do sukcesu. BaaS oferuje bezprecedensowe możliwości gromadzenia danych poprzez ekosystemy, przy czym ponad 86 proc. konsumentów deklaruje, że podzieliłoby się swoimi danymi, aby uzyskać lepsze, bardziej spersonalizowane doświadczenia. Obecne na rynku banki muszą zbudować cyfrowe możliwości, aby wykorzystać te ekosystemy danych w celu stworzenia, utrzymania i zwiększenia wartości dodanej w erze Banking 4.X. Wiodące banki utrzymają klientów w centrum procesu transformacji, śledząc ich zachowania i nastroje za pomocą inteligentnej analityki danych.

Banki muszą jednak działać szybko. Raport Capgemini i Efma wykazał, że 61 proc. firm nie posiada dedykowanego zespołu ds. zarządzania doświadczeniami klientów (CX), który definiowałby plany działania dla klientów. Banki mogą radykalnie poprawić doświadczenia klientów poprzez wdrożenie cyfrowej warstwy CX i zmianę wizerunku oddziałów na centra doświadczeń, aby oferować spójne i bezpieczne doświadczenia omni-channel we wszystkich punktach kontaktu.

Metodologia raportu

Światowy Raport Bankowości Detalicznej 2021 opiera się na wnioskach z dwóch głównych źródeł – globalnego badania Voice of the Customer Survey 2021 dotyczącego bankowości detalicznej oraz ankiet i wywiadów z kadrą zarządzającą bankowości detalicznej 2021. Raport zawiera spostrzeżenia z 23 rynków, ponad 8 500 klientów bankowych i ponad 130 członków wyższej kadry kierowniczej wiodących banków i firm pozabankowych z różnych regionów. Więcej informacji można znaleźć na stronie www.worldretailbankingreport.com.

Mikroprzedsiębiorcy – najnowsze dane o sprzedaży kredytów dla mikrofirm (marzec 2021 r.)

W marcu 2021 r., w porównaniu do marca 2020 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom w ujęciu liczbowym (-2,1%), ale na wyższą kwotę (+5,4%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-3,6%) mniej kredytów obrotowych, więcej o (+11,8%) kredytów inwestycyjnych i więcej o (+2,4%) kredytów w rachunku bieżącym. Spadła w porównaniu do marca 2020 r. wartość udzielonych w marcu 2021 r. kredytów obrotowych o (-1,7%). Wzrosła natomiast wartość udzielonych kredytów inwestycyjnych o (+15,7%) oraz kredytów w rachunku bieżącym o (+6,7%).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

W marcu 2021 r. banki udzieliły łącznie 13,9 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom, o (+3,4%) więcej niż w poprzednim miesiącu, na łączną kwotę 1,938 mld zł – wzrost m/m o (+20,6%), w tym: 0,8 tys. kredytów inwestycyjnych na kwotę 318 mln zł, 4,7 tys. kredytów obrotowych na kwotę 725 mln zł oraz 4,2 tys. kredytów w rachunku bieżącym na kwotę 552 mln zł.

W pierwszym kwartale 2021 r. banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom 37,7 tys. kredytów – mniej o (-16,8%) w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, na kwotę 4,687 mld zł. Spadek wartości udzielonych kredytów w tym okresie w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. wyniósł (-12,8%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

Marcowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,1% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości w marcu 2021 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 3,1%, kredyty obrotowe 10,3% oraz kredyty w rachunku bieżącym 3,5%. W marcu 2021 r. w porównaniu do lutego 2021 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny indeks jakości (+0,23). Natomiast indeks polepszył się (spadł) w porównaniu do marca 2020 o (-0,32). Pomimo kolejnego już wzrostu i tak jest on nadal na stosunkowo niskim poziomie. Głównym źródłem pogorszenia w marcu 2021 r. jest przede wszystkim zakończenie dużej części moratoriów kredytowych (wakacji kredytowych) oraz nadal utrzymujące się ograniczenia działalności dużej części branż, w szczególności usługowych, z uwagi na restrykcje pandemiczne. Oba te zjawiska negatywnie wpływają na jakość portfela kredytów mikroprzedsiębiorców w ostatnich miesiącach. Marcowe pogorszenie wartości Indeksu w porównaniu do lutego 2021 r. jest jednak zróżnicowane co do wartości dla poszczególnych produktów kredytowych. Najwyższe pogorszenie wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+0,54) oraz kredytów w rachunku bieżącym (+0,36).
W przypadku kredytów inwestycyjnych nastąpiło pogorszenie Indeksu o (+0,26) w porównaniu do odczytu z lutego 2021 r.

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG SEKTORÓW

Na 13,9 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w marcu br., 6,2 tys. zaciągnęły firmy usługowe (45%) i 3,6 tys. handlowe (26%). Łącznie więc 71% udzielonych w marcu 2021 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z łącznej kwoty 1,938 mld zł, banki udzieliły 665 mln zł (34,3%) kredytów firmom z sektora usług oraz 528 mln zł (27,2%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to 61,5% łącznej wartości udzielonych kredytów w marcu 2021 r. W marcu 2021 r. najwyższe spadki liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania usług (-8,6%). W przypadku produkcji spadek wyniósł (-2,5%). Akcja kredytowa dla firm budowlanych wzrosła o (+9,4%) a dla handlu o (+3,2%).

W ujęciu wartościowym w marcu 2021 r. w porównaniu do marca 2020 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora budownictwa (+22,1%), produkcji (+14,3%) oraz handlu (+6,9%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG BRANŻ

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w marcu 2021 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość indeksu wyniosła 5,87%. Najlepszy (najniższy) odczyt w marcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora budowlanego i wynosił on 3,7%. W porównaniu do lutego 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) we wszystkich branżach. Najwięcej w usługach (+0,3). W pozostałych trzech branżach wartość Indeksu pogorszyła się: o (+0,27) w budownictwie, o (+0,16) w handlu oraz o (+0,09) w budownictwie.

Zapowiedź podwyżki podatków w USA

W ostatnim tygodniu Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiedział podwyżki podatków dla najbogatszych nawet do 39,6 proc. dla najwyższej stawki podatkowej, a także podatek od dochodów kapitałowych, a konkretnie od zysków powyżej 1 mln dolarów rocznie. Rynki akcji zareagowały spadkiem, natomiast już w kolejnym dniu spadek ten został odrobiony. Co prawda zapowiadane podwyżki podatków nie są dobre dla rynków finansowych, natomiast były one już wcześniej zapowiadanie przez Prezydenta Joe Bidena, więc nie są one zaskoczeniem, poza tym jest to dopiero propozycja, którą musi jeszcze zatwierdzić Senat. Możliwe, że Bidenowi nie uda się przekonać potrzebnej większości i proponowane podwyżki podatków nie będą miały miejsca lub podwyżki będą mniej drastyczne.

Na rynkach wciąż panuje optymizm – S&P500 ponownie ustanowił nowy szczyt, rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji zanotowały kolejny spadkowy tydzień, natomiast zmienność ich notowań już znacznie obniżyła się, a dolar tracił do większości walut. Spływające dane gospodarcze pozytywnie zaskakują analityków, co świadczy o coraz lepszej sytuacji gospodarczej na świecie. Dla przykładu marcowa produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła 18,9% r/r, co oczywiście wynika z niskiej bazy, natomiast odczyt i tak jest znacząco powyżej oczekiwań, ponadto jest to jeden z najwyższych odczytów w historii.

W ostatnim tygodniu odbyły się posiedzenia banków centralnych Kanady oraz strefy euro. Kanadyjscy bankierzy zaskoczyli rynek będąc stosunkowo jastrzębi. Natomiast EBC niezmiennie prowadzi gołębią politykę monetarną, co nie powinno się zmienić w kolejnych miesiącach. W działaniach niektórych banków centralnych na świecie, chociażby kanadyjskim, widać pewne ruchy w stronę podwyżek stóp procentowych, natomiast główne banki centralne tzn. FED I EBC jeszcze pozostają bardzo gołębie. Moment, w którym największe banki centralne dokonają zmiany w swojej polityce monetarnej może mieć negatywny wpływ na chociażby rynki akcji i surowców, więc warto śledzić ich ruchy. NBP najprawdopodobniej będzie podążał za EBC, więc na razie nie ma co spodziewać się zmian stóp procentowych w naszym kraju.

W środę czeka nas posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, najprawdopodobniej stopy procentowe pozostaną bez zmian, natomiast wypowiedzi Powella mogą być kluczowe dla rynków. Ewidentnie widać presję inflacyjną na świecie, natomiast bankierzy najprawdopodobniej pozwolą na chwilowy wzrost inflacji, aby obniżyć realną wartość zadłużenia publicznego. W czwartek zapadnie decyzja Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie walutowych kredytów hipotecznych. Stanowisko TSUE może być znaczące dla polskich banków.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.