Wartość kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom jest najniższa od pięciu lat

Wartość kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w 2020 r. jest najniższa od pięciu lat. Ich wartość spadła w stosunku do 2019 r. aż o 26,5%. A w konsekwencji spadła wartość portfela kredytowego mikroprzedsiębiorców, który wyniósł na koniec 2020 r. 73,03 mld zł. Z danych BIK na koniec 2020 r. wynika, że portfel wszystkich spłacanych kredytów przez właścicieli mikrofirm spadł o 1,8 mld zł r/r. Czyżby w dobie pandemii i lockdownu mały biznes nie potrzebował zastrzyku finansowego na rzecz rozwoju swojej działalności gospodarczej? A może banki obawiają się podwyższonego ryzyka?

Płynność finansowa jest ważna dla prowadzonej działalności gospodarczej w każdej sytuacji. To niczym tlen, który dla firmy oznacza utrzymanie ciągłości działania, zapewnienie wypłat dla pracowników oraz możliwość kontynuowania spłaty wszelkich zobowiązań.

W obliczu pandemii, która z powodu zamrożenia wielu obszarów gospodarki zagroziła utrzymaniu płynności finansowej firm, z pomocą ruszyły tarcze osłonowe (Tarcze Finansowe PFR 1.0 i 2.0). Pomoc dla firm dotkniętych pandemią zaoferowały także banki, umożliwiając skorzystanie z możliwości zawieszenia spłaty rat kredytu – moratoria kredytowe, powszechnie zwane „wakacjami kredytowymi”.

Z danych BIK wynika, że na 534 tys. mikrofirm w Polsce posiadających kredyty, 68 tys. skorzystało z moratoriów bankowych na kwotę 29,7 mld zł. Według stanu na 19.04.br. do bazy BIK zaraportowano umowne wakacje kredytowe dla przedsiębiorstw w liczbie 7,1 tys. kredytów na kwotę 5,8 mld zł. W porównaniu t/t, czyli do stanu na 12.04.br. liczba rachunków objętych wakacjami kredytowymi spadła o 219 szt., a kwota o 68 mln zł.

Skorzystanie z instrumentów pomocowych z pewnością pozwoliło złapać oddech niejednemu przedsiębiorcy oraz przetrwać trudny czas dla swojego biznesu. Tymczasem kredytów na finansowanie swojej działalności gospodarczej przedsiębiorcy zaciągają znacząco mniej.

Wartość udzielonych kredytów bankowych w całym 2020 r. wyniosła 17,33 mld zł, co oznacza spadek o 26,5% w relacji do roku 2019. Co więcej, wynik ten jest najniższy od pięciu lat, odkąd akcja kredytowa tylko pięła się w górę.

kredyty sla msp 2

kredyty sla msp

Od 2015 r. regularnie przyrastał też portfel kredytów udzielanych mikrofirmom. Na początku 2016 r. wynosił on 46,7 mld zł i rósł stopniowo, osiągając na koniec 2019 r. rekordową wartość 74,8 mld zł. Teraz portfel wart jest 73 mld, co oznacza koncentrację kredytobiorców firmowych na spłacaniu swoich rat niż zaciąganiu nowych zobowiązań.

– Z perspektywy banków, niską akcję kredytową można tłumaczyć ostrożnym podejściem do rozpatrywania nowych wniosków o kredyt. Dla bankowców kluczowe znaczenie ma dbałość o ograniczanie ryzyka w procesie kredytowym. Warto zaznaczyć, że poziom szkodowości kredytów, mikroprzedsiębiorców, w porównaniu z kredytami mieszkaniowymi czy ratalnymi osób prywatnych jest dużo wyższy – wynosi on ponad 16% – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

– Mówiąc o sytuacji małego biznesu trzeba dodać, że lockdown właściwie wyłączył z działalności część branż, jak chociażby gastronomię, hotelarstwo czy turystykę. Co więcej, w momencie korzystania z moratorium umownego, mikroprzedsiębiorca nie mógł zwiększać zadłużenia. Dlatego, z pewnością również obecnie, w trzeciej fali pandemii, bankowcy dokładnie przyglądają się jakości zobowiązań spłacanych zwłaszcza przez tych kredytobiorców, którzy powrócili do regularnej spłaty po zakończeniu moratoriów oraz w branżach najbardziej dotkniętych przez pandemię – uzupełnia główny analityk BIK.

Co się zmieniło w kodeksie pracy?

Ubiegły rok pandemiczny przyniósł nam wiele zmian w Kodeksie pracy. Kryzys spowodowany przez koronawirusa wymógł na ustawodawcy wprowadzenie rozwiązań, które pomogły w utrzymaniu pracowników i umożliwieniu im pracy z domów. W bieżącym roku resort nie osiada na laurach. Wprowadził już w życie kilka nowelizacji, które obowiązują od stycznia – a kolejne są w przygotowaniach. Najważniejszą zmianą, która oddziałuje na wiele elementów prawa pracy, jest podwyższenie płacy minimalnej. Od 1 stycznia 2021 roku najmniejszą wypłatą za pełen etat pracy jest 2800 złotych brutto, a stawka godzinowa przy umowach cywilnoprawnych zwiększyła się do 18,30 złotych brutto. Jakie konsekwencje pociąga za sobą ta zmiana?

– Zmiana minimalnego wynagrodzenia zmienia wysokość innych świadczeń, ustalonych na podstawie płacy minimalnej. Między innymi stawkę godzinową dla umów cywilnoprawnych, ale także inne świadczenia. Wzrośnie na przykład dodatek za pracę w porze nocnej, jest bowiem kalkulowany w oparciu o stawkę godzinową, wynikającą z minimalnego wynagrodzenia za pracę – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Wyższe będzie odszkodowanie za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu oraz za mobbing. Osoba, która doświadczyła dyskryminowania lub mobbingu, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Wzrośnie także pułap odprawy z tytułu zwolnień grupowych, które nie mogą przekraczać kwoty 10-krotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę. Pokłosiem tych zmian będzie również wzrost odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, który jest ustalany na podstawie przeciętnego wynagrodzenia. Kolejną równie ważną zmianą jest obowiązek zgłaszania do ZUS-u umów o dzieło. Budzi on sporo kontrowersji. W przypadku zawarcia umowy o dzieło z osobą, która nie pozostaje z firmą w stosunku pracy, pracodawca jest zobowiązany do zgłoszenia treści takiej umowy przez formularz RUD. Widzimy więc, że resort pracy nie próżnuje. Musimy przyzwyczaić się do zmian i spodziewać się kolejnych – wylicza Bocianowski.

Rekordowe wyniki w Grupie Plast-Box

Notowany na GPW producent opakowań z tworzyw sztucznych Plast-Box, osiągnął w 2020 roku historycznie najlepsze rezultaty zarówno na poziomie zysku EBITDA, jak i zysku netto. Grupa Kapitałowa  zamknęła ubiegły rok niemal z dwukrotnie wyższym zyskiem w porównaniu z odnotowanym w 2019 roku. W całym 2020 roku  zarobiła „na czysto” 15,3 mln zł czyli o 6,5 mln więcej niż rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 205,8 mln zł, a zysk EBITDA po wzroście o 59,2% r/r wyniósł 37,4 mln zł. W tym czasie Grupa kontynuowała kluczowe inwestycje rozwojowe, na które przeznaczyła łącznie 16 mln zł.

Mimo nadzwyczajnych okoliczności, w jakich przyszło nam funkcjonować w obliczu globalnej pandemii, roczna sprzedaż w Grupie uplasowała się na poziomie tylko nieznacznie niższym od poziomu wypracowanego w 2019 roku, co oceniam niezwykle pozytywnie – komentuje  Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Wypracowany w ostatnich latach model biznesowy, oparty na geograficznym, branżowym i asortymentowym zróżnicowaniu portfela, zdecydowanie się sprawdził. Pandemia pokazuje bardzo wyraźnie, jak istotna w takich sytuacjach jest dywersyfikacja biznesu. To szczególnie ważne mając na względzie, że pomimo wyjątkowo wymagającego czasu, udało nam się zrealizować wszystkie zaplanowane inwestycje i to w nakładzie znacznie większym niż w latach ubiegłych – podkreśla.

Na rezultaty roku 2020 w dużym stopniu miały wpływ korzystne ceny surowców na światowym rynku. Nie bez znaczenia była też utrzymana dyscyplina kosztowa, konsekwentnie realizowane założenia biznesowe, jak również działania optymalizacyjne podejmowane w spółkach Grupy w ciągu roku.

W ujęciu jednostkowym wyniki wypadają również imponująco. W ciągu 12 miesięcy 2020 roku spółka matka przy przychodach na poziomie 147,2 mln zł wygenerowała 23,5 mln zł wartości EBITDA i 16% marży EBITDA, co oznacza wzrost tych wartości względem ubiegłego roku o 6,4 mln zł (EBITDA) i 4,8 p.p. (marża EBITDA).

Plast-Box większość sprzedaży generuje za granicą. Na rynkach europejskich Grupa wypracowała 55% przychodów. W 2020 roku największymi zagranicznymi rynkami zbytu były Francja, Austria i Wielka Brytania.

Wydłuża się kolejka potrzebujących rehabilitacji postcovidowej. Czas rozpoczęcia zabiegów gra istotną rolę

Na początku kwietnia ruszył w Polsce szeroki program rehabilitacji postcovidowej. Mogą z niego skorzystać wszyscy pacjenci, który przechorowali COVID-19 i borykają się z problemami wydolnościowymi dłużej niż cztery–sześć tygodni. Usługi mogą świadczyć wszystkie placówki, które mają podpisane umowy z NFZ i odpowiednie zasoby kadrowe. – Rehabilitacja jest prowadzona przez trzy tygodnie, a po tym czasie badamy efekty. W większości przypadków następuje poprawa możliwości wysiłkowych, jakości życia pacjenta, zmniejszenie duszności i powrót do codziennej sprawności – mówi prof. Jan Szczegielniak ze Szpitala MSWiA w Głuchołazach, który rozpoczął pierwszy pilotażowy program takiej rehabilitacji.

Pomogliśmy do tej pory około 600 osobom, ale na rehabilitację w naszym szpitalu czeka trzy–cztery razy więcej pacjentów. Jej program jest związany z odpowiednią kwalifikacją chorego, ponieważ modele rehabilitacji różnią się intensywnością wysiłku fizycznego. Rehabilitacja jest ukierunkowana głównie na zwiększenie możliwości wysiłkowych chorego, w związku z tym kwalifikacja obejmuje ocenę tolerancji wysiłkowej, ocenę sprawności, duszności, czynności wentylacyjnej, pulsoksymetrię czy ocenę postawy ciała, ale zwracamy również uwagę na inne objawy – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. Jan Szczegielniak, profesor Politechniki Opolskiej, krajowy konsultant w dziedzinie fizjoterapii, współautor pilotażu rehabilitacji po przebytym COVID-19, który jest realizowany w Szpitalu MSWiA w Głuchołazach.

Na podstawie tej kwalifikacji pacjent jest przydzielany do określonego modelu rehabilitacji. Codziennie otrzymuje od pięciu do ośmiu procedur medycznych, w zależności od potrzeb i możliwości – są one ukierunkowane na zwiększanie możliwości wysiłkowych, ale też zawierają elementy np. treningu relaksacyjnego. Program trwa trzy tygodnie, po których wykonywane są wstępne badania określające jego efekty.

– W większości stwierdzamy poprawę możliwości wysiłkowych, poprawę jakości życia pacjenta, zmniejszenie występującej duszności umożliwiające wykonywanie tych podstawowych czynności dnia codziennego – wyjaśnia profesor Politechniki Opolskiej.

W Polsce jest prawie 2,7 mln osób, które przechorowały COVID-19. Część z nich odczuwa znaczne pogorszenie funkcji płuc, obniżoną tolerancję na wysiłek fizyczny, zmniejszenie siły mięśniowej, przewlekłe zmęczenie lub powikłania neurologiczne i kardiologiczne. Dotyczy to zarówno pacjentów, którzy byli hospitalizowani, jak i osób, które przeszły koronawriusa skąpoobjawowo lub bezobjawowo.

Pomocy w powrocie do normalnego funkcjonowania wymagają zarówno osoby starsze, jak i młodzi pacjenci, a skala potrzeb jest coraz większa. W szpitalu w Głuchołazach wolne terminy na rehabilitację pulmonologiczną po COVID-19 są dopiero na sierpień 2022 roku. Dlatego 2 kwietnia Ministerstwo Zdrowia uruchomiło program rehabilitacji postcovidowej w całym kraju. W programie może uczestniczyć każdy podmiot medyczny, który świadczy usługi rehabilitacyjne i ma podpisaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Świadczenia mogą być udzielane zarówno na oddziałach rehabilitacyjnych, jak i w warunkach ambulatoryjnych oraz w domu pacjenta.

– Są osoby, którym wystarczy rehabilitacja ambulatoryjna, są takie, które będą wymagały rehabilitacji stacjonarnej z opieką lekarską, pielęgniarską, konieczną szczególnie przy chorobach współistniejących, i specjalistyczną rehabilitacją zarówno neurologiczną, jak i psychologiczno-psychiatryczną – mówi krajowy konsultant w dziedzinie fizjoterapii. – Wyobrażam sobie także formy telerehabilitacji, które zostały już sprawdzone chociażby u pacjentów kardiologicznych.

Zgodnie z założeniami rządowego programu okres rehabilitacji po COVID-19 może trwać od dwóch do sześciu tygodni, przy czym powinien się rozpocząć nie później niż 12 miesięcy od zakończenia leczenia. Pacjenci mogą liczyć na co najmniej 96 zabiegów, w tym m.in. kinezyterapię ze szczególnym uwzględnieniem treningu wytrzymałościowego, ćwiczenia oddechowe, ogólnousprawniające, inhalacje indywidualne, treningi marszowe, balneoterapię, masaże, hydroterapię, fizykoterapię czy leczenie dietetyczne.

Konieczny jest także monitoring pacjentów po zakończeniu rehabilitacji. Niestety czasami trzytygodniowa rehabilitacja nie powoduje całkowitego ustąpienia dolegliwości. Dlatego informujemy naszych podopiecznych, gdzie mogą się zgłaszać i co mogą zrobić dalej, by kontynuować zabiegi – zaznacza prof. Jan Szczegielniak. – Bardzo ważny jest aspekt monitorowania pacjentów i nad tym myślimy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że niektóre objawy mogą utrzymywać się powyżej pół roku.

Zaznacza również, że należy uruchomić takie zasoby ludzkie, aby z jednej strony umożliwić pacjentom covidowym wczesne usprawnianie, a z drugiej strony nie przesłonić potrzeb tych pacjentów, którzy cierpią na inne schorzenia i również potrzebują wsparcia rehabilitantów.

Przesyłki kurierskie już w tym roku staną się bardziej ekologiczne. DHL powiększy flotę elektryków do blisko 150 aut, a w najbliższych latach do ponad 500

Sektor transportu ma znaczący udział w emisji dwutlenku węgla w Europie. Bez zdecydowanych proekologicznych działań może ona wzrosnąć w branży o 60 proc. do 2050 roku – wynika z szacunków Międzynarodowego Forum Transportu. Dlatego coraz więcej firm logistycznych i kurierskich decyduje się na zielone inwestycje w elektryczne auta dostawcze. Poza aspektem ekologicznym mają one także inne korzyści – są niemal bezgłośne, mogą korzystać z buspasów i pozwalają uniezależnić się od wahań cen na rynku paliw. Na samochody elektryczne stopniowo przesiadają się m.in. kurierzy DHL Parcel. Firma będzie sukcesywnie w kolejnych latach inwestować w zieloną flotę.DHL Parcel_odpowiedzialni z natury Eko-flota DHL Parcel Ładowanie samochodu elektrycznego

– Do końca roku planujemy mieć blisko 150 takich pojazdów, a w kolejnych trzech latach około 500 – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartłomiej Wnęk, wiceprezes ds. operacyjnych DHL Parcel Polska. – Zgodnie z naszą korporacyjną strategią „Zero Emissions 2050” chcemy zredukować naszą emisję CO2 do atmosfery do zera, w związku z czym będziemy stale inwestować w takie samochody. Każdego roku będzie przybywać od kilkudziesięciu do 100 pojazdów w naszej flocie.

Jak wynika z „Barometru Flotowego 2020” Arval Mobility Observatory, już w tej chwili 30 proc. polskich firm wykorzystuje alternatywne technologie napędu (elektryki, hybrydy, LPG). Jednak jak na razie samochody elektryczne wprowadziło do swojej floty tylko 3 proc. przedsiębiorstw. Branża kurierska w coraz większym stopniu jest jednak świadoma, że inwestycja w elektryki powoli staje się koniecznością, która przynosi wiele korzyści.

– Pojazdy kurierskie realizują średnio od 100 do 200 km dziennie, jeżdżąc przez cały czas w zamkniętym terytorium aglomeracji danego miasta. Dojeżdżają do domów i realizują bardzo dużo dostaw, które rzeczywiście powinny być zeroemisyjne. Dlatego bardzo ważne, żeby krok po kroku elektryfikować tę flotę – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Elektryki, które w tym roku zasilą ekoflotę DHL Parcel, to eVAN-y produkcji MAN Truck & Bus Polska. W ramach wynajmu długoterminowego z pełną obsługą dostarczyła je firma Arval. Pojazdy cechują się nie tylko zerową emisją, lecz także bardzo niskim poziomem hałasu, co pomoże zwiększyć komfort pracy kurierów w trakcie długich tras.

– Jedną z cech modeli eTGE jest to, że są one wyposażone w silnik elektryczny z akumulatorem litowym, którego ładowanie odbywa się za pośrednictwem sieci zewnętrznej, ale także dzięki rekuperacji energii podczas hamowania. Zasięg pojazdu wynosi około 170 km. Możemy się również pochwalić imponującą ładownością 10,7 metrów sześciennych. Kolejnym aspektem jest to, że eVAN pomoże DHL znacznie ograniczyć koszty działalności, zmniejszyć koszty utrzymania, a także ograniczyć hałas i emisję dwutlenku węgla ze względu na zerową emisję. Warto też wspomnieć o niższych kosztach ubezpieczenia i ulgach podatkowych – wymienia Marc Martinez, dyrektor zarządzający MAN Truck & Bus Polska.

Jak podaje Komisja Europejska, sektor transportu wnosi około 5 proc. unijnego PKB i zatrudnia w Europie ponad 10 mln pracowników. Między innymi dlatego ma kluczowe znaczenie dla europejskich przedsiębiorstw, a także globalnych łańcuchów dostaw.

W Polsce – m.in. ze względu na szybki wzrost gospodarczy – emisje z sektora transportu rosną nawet szybciej niż w skali europejskiej. W latach 2005–2017 zwiększyły się w sumie aż o 76 proc., podczas gdy w UE w tym samym czasie nastąpił 3-proc. spadek – wynika z danych przytaczanych w raporcie przygotowanym w ramach projektu LIFE Climate CAKE PL.

– Emisje sektora transportowego są jednymi z najistotniejszych w łącznej liczbie emisji generowanych zarówno w całej UE, jak i w Polsce. Ten sektor odpowiada za ok. 15 proc. i cały czas jego udział rośnie, co wynika z faktu, że z roku na rok pojazdów przybywa w szybkim tempie. Przez ostatnich 10 lat liczba pojazdów w Polsce zwiększyła się nawet o 10 mln. Dlatego ważne jest, aby szybciej obniżać te emisje, zahamować ich wzrost – podkreśla Maciej Mazur.

Międzynarodowe Forum Transportu (ITF) wskazuje, że obecne działania na rzecz dekarbonizacji tego sektora są zdecydowanie niewystarczające, aby powstrzymać wzrost emisji, nie mówiąc już o odwróceniu trendu. Według ITF emisja CO2 z działalności transportowej wzrośnie o ok. 60 proc. do 2050 roku (w scenariuszu, który zakłada dalsze niewystarczające działania), co będzie wynikać głównie z silnego wzrostu popytu na transport.

Swój udział będzie mieć w tym również branża e-commerce. Dalszy szybki rozwój internetowego handlu może zwiększyć globalne wolumeny przewozów o 2–11 proc. do 2050 roku (w zależności od zastosowanego środka transportu). Emisje CO2 związane z przewozami paczek wzrosłyby zaś o ok. 4 proc. („ITF Transport Outlook 2019”).

– Każdy z nas, jeśli dotychczas nie korzystał w dużym stopniu z usług kurierskich, to w trakcie pandemii miał z nimi do czynienia dużo częściej. Te dziesiątki tysięcy przejazdów realizowanych w ramach miast mogą i powinny odbywać się przy użyciu pojazdów zeroemisyjnych. Dlatego branża kurierska ma istotną rolę w ograniczaniu emisji, a ostatni rok był tego potwierdzeniem – mówi dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Liczymy, że firmy działające w tych branżach będą przykładami pozytywnej zmiany.

DHL Parcel realizuje globalny program ochrony środowiska GoGreen i strategię „Misja 2050: Zero Emisji”, która przewiduje, że do 2050 roku firma ograniczy emisję CO2 w swoich procesach logistycznych do zera. Wiceprezes ds. operacyjnych firmy Bartłomiej Wnęk wskazuje, że inwestycje w ekoflotę to niejedyny sposób, w jaki branża kurierska może przyczynić się do redukowania emisji i poprawy stanu środowiska.

– To również m.in. poprawianie infrastruktury operacyjnej sortowni i terminali, inwestowanie w instalacje fotowoltaiczne oraz inne systemy przyjazne środowisku, jak np. odzyskiwanie wody deszczowej – wymienia Bartłomiej Wnęk.

Jak wynika z uruchomionego przez PSPA i PZPM Licznika Elektromobilności, na koniec grudnia w Polsce było zarejestrowanych łącznie 18 875 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. W ubiegłym roku przybyło ich 9879 sztuk (czyli o 140 proc. więcej niż w 2019 roku). Z kolei park elektrycznych pojazdów dostawczych i ciężarowych wynosił na koniec grudnia 839 egzemplarzy, a liczba rejestracji wzrosła o 13 proc.

Eksperci prognozują, że w najbliższych latach rejestracje elektryków osiągną poziom kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy sztuk rocznie. Już w 2021 roku do wzrostu ich popularności powinny przyczynić się m.in. nowelizacja ustawy o elektromobilności, wprowadzenie e-taryfy czy uruchomienie systemu wsparcia dla pojazdów elektrycznych ze środków NFOŚiGW.

UE nie radzi sobie z przywracaniem ruchu lotniczego. Paszport szczepionkowy może się okazać ratunkiem dla europejskich przewoźników

Trwające w wielu europejskich krajach lockdowny nie sprzyjają zwiększaniu liczby połączeń lotniczych w ruchu regularnym i czarterowym. – Unia Europejska niestety najgorzej sobie radzi w lotnictwie ze względu na to, że jest tak duża niepewność – mówi Artur Tomasik, prezes zarządu Katowice Airport i Związku Regionalnych Portów Lotniczych. W konsekwencji europejskie linie lotnicze przeżywają głęboki kryzys. Ratunkiem może się okazać Cyfrowy Zielony Certyfikat, czyli tzw. paszport szczepionkowy, który umożliwi bezpieczne podróżowanie w sezonie wakacyjnym.

Każdy kraj wprowadza swoje obostrzenia, restrykcje, w związku z tym linie lotnicze, aby nie generować kosztów, po prostu uziemiają samoloty. Skutek jest taki, że mamy dzisiaj spadek w ruchu regularnym w Polsce sięgający ponad 90 proc. Nie jest to wina tylko Polski i naszych ograniczeń, ale całej Unii Europejskiej. Mamy kwiecień i w zasadzie wszyscy przesunęli swoje loty na maj, a nawet na czerwiec i lipiec – mówi agencji Newseria Biznes Artur Tomasik. – Musimy doprowadzić do takiego stanu procedury, aby one były jasne, obliczalne i czytelne dla wszystkich uczestników rynku.

Według prognoz Eurocontrol w zależności od rozwoju sytuacji epidemicznej i utrzymywanych restrykcji w Europie w maju br. ruch lotniczy będzie mniejszy o 55–70 proc. w porównaniu do maja 2019 roku. Rok temu spadki sięgały prawie 90 proc. Szansą na ożywienie ruchu w trzecim kwartale mają być paszporty szczepionkowe. Projekt wprowadzenia Cyfrowego Zielonego Certyfikatu Komisja Europejska przedstawiła w marcu br., a obecne plany zakładają, że będzie on funkcjonował już w czerwcu, czyli przed sezonem letnim. Kilka dni temu kraje członkowskie formalnie przyjęły mandat do negocjacji z Parlamentem Europejskim, który jeszcze w kwietniu ma uzgodnić swoje stanowisko w tej sprawie. Rozmowy pomiędzy instytucjami unijnymi a krajami członkowskimi mają rozpocząć się w maju.

Niestety Unia Europejska, co stwierdzam z przykrością, najgorzej radzi sobie z problemem latania po Europie i kryzysem w branży lotniczej – stwierdza Artur Tomasik. – Dlatego paszporty są bardzo dobrą inicjatywą Komisji Europejskiej.

Certyfikat ma ułatwić bezpieczne i swobodne przemieszczanie się między krajami Unii Europejskiej podczas pandemii. Paszport szczepionkowy będzie bowiem stanowił potwierdzenie, że dana osoba została zaszczepiona przeciwko COVID-19, uzyskała negatywny wynik testu na obecność koronawirusa lub przechorowała COVID-19 i jest ozdrowieńcem. Według projektu paszport będzie dostępny bezpłatnie w formie cyfrowej lub papierowej. Będzie zawierał ograniczony zestaw informacji, np. imię i nazwisko, datę urodzenia, datę wydania, informacje na temat szczepionki, wyniku testu oraz identyfikator. Poza tym Komisja Europejska planuje stworzenie specjalnego systemu, który zapewni weryfikację wszystkich certyfikatów.

Specjalny kod QR będzie identyfikował każdego pasażera od strony danych osobowych, a jednocześnie zabezpieczał te dane. Będzie także umożliwiał wprowadzenie do systemu informacji, które zwalniają z kwarantanny i dają możliwość swobodnego poruszania się po Unii Europejskiej. To wszystko spowoduje, że będziemy mieli jednolitą procedurę dotycząca bezpiecznego przemieszczania się w całej UE i na pewno to pozwoli na szybkie wznowienie ruchu lotniczego – zakłada prezes Katowice Airport.

Naszym głównym celem jest zapewnienie łatwego w użyciu, niedyskryminacyjnego i bezpiecznego narzędzia, gwarantującego pełne poszanowanie zasad ochrony danych. Nadal pracujemy też nad wypracowaniem z innymi partnerami spójnego podejścia w skali międzynarodowej – podkreślała w marcu br. Věra Jourová, wiceprzewodnicząca KE do spraw wartości i przejrzystości.

Jak podkreśla prezes ZRPL, podróżowanie samolotem jest bezpieczne pod względem epidemiologicznym. Tym bardziej że branża lotnicza jako pierwsza wdrożyła wszystkie niezbędne procedury, m.in. pomiar temperatury przy wejściu do terminala lotniczego, zachowanie dystansu społecznego, dostęp do środków ochrony osobistej oraz płynów do dezynfekcji.

Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do obsługi znacznej liczby pasażerów i liczę, że już od czerwca będzie to możliwe. Zapewne jeszcze w tym i następnym roku maseczki ochronne będą obowiązkowe i wejdą do powszechnego użytku, podobnie jak do tej pory było w Azji. Po pandemii będziemy pewnie nosić je profilaktycznie, według własnego uznania. Myślę, że to właśnie dzięki powszechnemu noszeniu maseczek i dezynfekcji rąk nie mamy problemu z innymi chorobami, np. z grypą – podsumowuje Artur Tomasik.

Paszporty szczepionkowe także mają być środkiem tymczasowym. Zostaną zawieszone, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosi koniec pandemii.

Nad wprowadzeniem paszportu cyfrowego pracuje także IATA, czyli Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych. Testy nowej aplikacji mobilnej IATA Travel Pass rozpoczęła właśnie linia Emirates, na razie na trasach między Dubajem a Barceloną oraz Londynem.

Polska ma szansę na wdrożenie czystych technologii węglowych obniżających emisyjność kopalni. Niezbędne jest jednak ich wsparcie finansowe

Węgiel można spalać tak, by praca elektrowni spełniała założenia niskoemisyjności – twierdzą eksperci z Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Technologie węglowe mogą też posłużyć do produkcji czystego paliwa czy odczynników chemicznych. Polityka Unii Europejskiej uniemożliwia jednak w dalszej perspektywie działanie energetyki węglowej w krajach wspólnoty. Szansą dla branży okołogórniczej może być jednak zapowiadane wsparcie dla Funduszu Badawczego Węgla i Stali na realizację projektów w zakresie czystej technologii węglowej.

– Węgiel może być innowacyjny. Producenci maszyn i górnictwo są wyposażeni w najnowocześniejszy sprzęt, wdrażana jest cyfryzacja, robotyzacja, internet rzeczy, to już działa od szeregu lat i mamy technologie na poziomie światowym. Szkoda by było tego know-how. Powinniśmy robić wszystko, żeby wspierać eksport do tych krajów, w których jest zapotrzebowanie na tego rodzaju maszyny, urządzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Transformacji górnictwa na Przemysł 4.0 pomagają rozwiązania takie jak opracowany przez polską firmę system e-kopalnia. Służy on do sterowania i monitorowania pracy maszyn. Pozwala na zdalne i lokalne sterowanie, agregację i transmisję danych, wizualizację procesów przemysłowych, a także archiwizację i analizę danych oraz generowanie raportów z pracy kopalni.

Cele klimatyczne obligują jednak Polskę do stopniowego wygaszania górnictwa węglowego. Tymczasem na przykład Chiny czy Japonia swoje bezpieczeństwo energetyczne opierają właśnie na węglu. Niechętnie do dekarbonizacji podchodzą też m.in. Stany Zjednoczone.

– W Polsce będziemy produkować węgiel jeszcze przez dwie dekady. Rynek zbytu jeszcze nie będzie całkowicie zamknięty. Ale żeby konkurować skutecznie z zagranicznymi producentami tego typu urządzeń, musimy być ekonomicznie konkurencyjni i innowacyjni – wskazuje Janusz Olszowski.

Założenia dotyczące dekarbonizacji wynikają przede wszystkim z promowania niskoemisyjnych lub zeroemisyjnych źródeł energii. Tymczasem do produkcji paliw uznawanych za niskoemisyjne, takich jak gaz, zbliżony pod względem właściwości do gazu ziemnego, również może posłużyć węgiel. Jest to także źródło, z którego można pozyskać inne ważne dla przemysłu surowce.

– Możemy produkować z węgla bardzo poszukiwane na świecie chemikalia czy benzynę. Do tej pory były to jednak technologie dość drogie. Opłacalność zależała oczywiście od cen na rynkach światowych, szczególnie gazu i ropy, ale istnieją takie możliwości. Co więcej, są też technologie do produkcji energii elektrycznej, dzięki którym możemy bardzo poważnie ograniczyć emisję dwutlenku węgla, nawet do takiego poziomu, jaki jest przy spalaniu gazu – podkreśla prezes GIPH. 

Komisja Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego zdecydowała niedawno o utrzymaniu przez Fundusz Badawczy Węgla i Stali corocznego budżetu w wysokości 60 mln euro. Będzie z niego można finansować m.in. badania nad czystymi technologiami węglowymi, a także zagospodarowanie pogórniczych odpadów czy rekultywację hałd.

– Mamy szansę wdrożyć część tych czystych technologii do Polski. Może uda się trochę tego węgla zgazować czy wytworzyć z niego produkty chemiczne. Jest to pewnego rodzaju wyzwanie i szansa. Trzeba jednak znaleźć środki, inwestorów, kogoś takiego, kto by chciał w to zainwestować, bo to są drogie technologie – mówi Janusz Olszowski.

Z danych Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej wynika, że na koniec 2020 roku w polskim górnictwie zatrudnionych było ponad 80 tys. osób., z czego tylko w województwie śląskim ponad 71 tys. W ujęciu rok do roku zatrudnienie w tym sektorze spadło o ponad 3,2 tys. osób. Jednocześnie przemysł okołogórniczy zatrudnia około 400 tys. pracowników. Według Centrum Badań i Rozwoju Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach 88 proc. przedsiębiorstw dostarczających usługi i narzędzia dla górnictwa zanotowało w okresie trwającej transformacji energetycznej spadki przychodów, z czego u 26 proc. były to liczby zagrażające kontynuacji działalności.

Historyczny lot drona na Marsie zakończony sukcesem. Maszyna pomoże w poszukiwaniu życia na powierzchni planety

Dron NASA Ingenuity stał się pierwszym urządzeniem w historii, które wykonało napędzany, kontrolowany lot na innej planecie. To historyczne wydarzenie i dowód na to, że kontrolowany lot na innej planecie jest możliwy, chociaż powietrze na Marsie nie sprzyja lotom. Dzięki możliwości patrzenia z góry misja może przynieść rewolucyjne rezultaty. – Łazik marsjański jest w stanie pokonać stosunkowo małą odległość. Kiedy towarzyszy mu helikopter, który może bardzo szybko pokonać duże odległości, możemy zbadać dużo większą powierzchnię i zidentyfikować interesujące cele – tłumaczy Paweł Kicman, inżynier systemów AOCS w Centrum Badań Kosmicznych.

W poniedziałek śmigłowiec NASA Ingenuity Mars stał się pierwszym w historii, który wykonał kontrolowany lot na innej planecie. Zespół Ingenuity potwierdził, że lot się powiódł, po otrzymaniu danych z helikoptera za pośrednictwem łazika Perseverance. Dron uniósł się na wysokość 3 m i przez 30 s utrzymywał się w powietrzu. Łącznie lot trwał 39,1 s. Był całkowicie autonomiczny – pilotowany przez pokładowe algorytmy nawigacyjne i sterujące.

Ingenuity to pierwsza tego typu maszyna, która lata na obcej planecie. Pomoże w pracy łazika Perseverance, który ma za zadanie szukać dowodów na istnienie życia oraz badać klimat i geologię Marsa.

– To pierwsze tego typu urządzenie uruchomione poza Ziemią. Łazik marsjański jest w stanie pokonać stosunkowo małą odległość, rzędu kilkudziesięciu kilometrów w trakcie kilku lat trwania misji. Kiedy towarzyszy mu helikopter, który jest w stanie podlecieć i bardzo szybko pokonać duże odległości, jesteśmy w stanie zbadać dużo większą powierzchnię, zidentyfikować interesujące cele, których sam robot nie byłby w stanie znaleźć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Paweł Kicman, inżynier systemów AOCS w Centrum Badań Kosmicznych.

Helikopter ma 49 cm i nie zawiera żadnych instrumentów naukowych. Dron ma zademonstrować, czy przyszła eksploracja Czerwonej Planety może obejmować perspektywę lotniczą. Pierwszy lot był pełen niewiadomych. Czerwona Planeta ma znacznie niższą grawitację i bardzo cienką atmosferę z zaledwie 1 proc. ciśnienia na powierzchni w porównaniu z Ziemią. Oznacza to, że istnieje stosunkowo niewiele cząsteczek powietrza, z którymi mogą oddziaływać łopaty Ingenuity.

Podczas historycznego kontrolowanego lotu łazik Perseverance działał jako przekaźnik komunikacyjny między helikopterem a Ziemią i rejestrował całą operację za pomocą kamer. Łazik szuka śladów mikroskopijnego życia za pomocą PIXL, kamery zamontowanej na ramieniu robota, która widzi przedmioty wielkości ziarnka soli. Na Ziemi udało się w ten sposób znaleźć mikroskopijne skamieniałości bakterii w skałach mających ponad 3,5 mld lat. Narzędziami Perseverance do skanowania życia są spektrometry Ramana, które odczytują odbitą sygnaturę świetlną, a radar RIMFAX jest w stanie wykryć kieszenie wodne do 10 m pod powierzchnią.

– Sam łazik Perseverance ma swoją misję, jednym z jego celów jest dalsze poszukiwanie śladów życia na Marsie. To pierwszy etap długiej, wieloletniej misji, której celem jest zwrócenie próbek ziemi marsjańskiej na Ziemię. Łazik Perseverance ma za zadanie zebranie kilku takich próbek, pozostawienie ich na powierzchni Marsa, za kilka lat przyleci po nie drugi łazik, który je zbierze i przygotuje je do wysłania na orbitę. Trzecia misja zabierze z kolei te próbki z orbity Marsa i przywiezie je na Ziemię – tłumaczy Paweł Kicman.

Waluty emerging markets zwyżkują

Dość zaskakujący spadek rentowności amerykańskich obligacji w zeszłym tygodniu w połączeniu z bardzo dobrymi danymi ekonomicznymi to korzystny układ dla walut rynków wschodzących. Polepszyła się sytuacja również innych aktywów ryzykownych, m.in. akcji, surowców i instrumentów kredytowych.

W świetle powyższych nie dziwi, że dolar nie radził sobie dobrze i osłabił się w stosunku do pozostałych walut G10 i głównych walut emerging markets. Wysokie ceny ropy i miedzi są szczególnie korzystne dla walut Ameryki Łacińskiej i rubla, który zakończył tydzień na plusie mimo ogłoszenia nowych sankcji USA wobec Rosji.

W tym tygodniu uwagę skupi na sobie euro. W czwartek poznamy wieści z posiedzenia decyzyjnego EBC. Nasze przewidywania są zgodne z konsensusem – nie oczekujemy zmian w polityce monetarnej. Ponownie najważniejszy będzie sposób komunikacji, szczególnie w odniesieniu do programu skupu obligacji skarbowych PEPP (pandemic emergency purchase programme). W piątek opublikowane zostaną kwietniowe wstępne odczyty wskaźników PMI. Będzie to pierwszy poważny test raczkującego wzrostu wspólnej waluty, są to bowiem najważniejsze wskaźniki wyprzedzające aktywności ekonomicznej w strefie euro.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień osłabieniem w parze z euro – co wygląda na odreagowanie po wcześniejszej silnej aprecjacji – jego skala była jednak niewielka. Sytuacja epidemiczna w kraju ulega poprawie – liczba nowych zakażeń i hospitalizacji maleje, a szczepienia przyspieszają, choć ich tempo obecnie odbiega od średniej dla UE. Wszystko to daje nadzieję na stopniowe otwieranie gospodarki w perspektywie najbliższych tygodni, co wspiera nasze oczekiwania względem mocniejszego złotego.

Z krajowych publikacji makroekonomicznych najważniejszy w tym tygodniu będzie marcowy odczyt sprzedaży detalicznej, który poznamy w czwartek. Mało prawdopodobne jednak, że dane w istotny sposób wpłyną na złotego, który powinien nadal reagować przede wszystkim na zmiany sentymentu do ryzyka, nastawienia do aktywów europejskich oraz poprawiającą się sytuację z krajowego frontu walki z COVID-19.

EUR

Niższa presja na wzrost rentowności jest pozytywna dla Europejskiego Banku Centralnego, który stara się utrzymać warunki finansowe na bardzo korzystnym poziomie. W związku z tym nie spodziewamy się dużej zmiany w komunikacji EBC w najbliższy czwartek. Oczekujemy, że ton Lagarde w kontekście ewentualnego dalszego rozszerzenia programu skupu obligacji skarbowych PEPP będzie wymijający.

Wydarzeniem tygodnia będzie piątkowa publikacja danych PMI. Większość analityków spodziewa się spadku indeksów po zeszłomiesięcznych nadspodziewanie dobrych wynikach. Możliwe jednak, że firmy już czekają na stopniowe luzowanie restrykcji i odczyty ponownie pozytywnie zaskoczą, co wspomogłoby niedawne odbicie euro.

USD

Seria najświeższych danych z USA nie wywarła oczekiwanego wpływu na rentowności obligacji skarbowych, które zamiast wzrosnąć, spadły – w przypadku obligacji 10-letnich do 1,6%. Było wiele pozytywnych niespodzianek, w tym dane o inflacji, deklaracjach bezrobotnych, rozpoczętych budowach domów i duży wzrost sprzedaży detalicznej, co jest kolejną oznaką rosnącego popytu.

Dolar doświadczył wyprzedaży w wyniku rosnącego apetytu na ryzyko i niższych rentowności. Oczekujemy, że dane z tego tygodnia, głównie drugorzędne, będą dalej potwierdzać siłę ożywienia amerykańskiej gospodarki. Odgadnięcie zachowania rentowności obligacji w USA w kolejnych dniach jest obecnie nie lada wyzwaniem. Spodziewamy się jednak, że dalsze dobre dane makroekonomiczne będą paliwem dla kolejnego ich wzrostu do górnej granicy niedawnego zakresu.

GBP

Miesięczne dane o PKB Wielkiej Brytanii wpisują się w oczekiwania spadku w pierwszym kwartale, chociaż szczegółowe dane były lepsze, niż się obawiano. Rynki ignorują wsteczne odczyty, a szterling zachowuje się podobnie jak euro, wzrastając nieznacznie w stosunku do dolara ze względu na niższe rentowności amerykańskich obligacji.

Dane z rynku pracy nie powinny w tym tygodniu wpływać na rynki, ponieważ te odczyty nie pokażą jeszcze wpływu rozpoczętego niedawno procesu otwierania brytyjskiej gospodarki. Istotniejsze będą dane o inflacji, publikowane w środę, i wskaźniki PMI, które poznamy w piątek. Szczególnie te ostatnie powinny pokazać zdrowe odbicie, związane ze znoszeniem restrykcji w kwietniu.

CHF

Frank w zeszłym tygodniu doświadczył wyprzedaży względem euro i radził sobie gorzej od większości walut G10, ale skala tej słabości była ograniczona. Byłaby prawdopodobnie większa, gdyby nie spadek rentowności amerykańskich obligacji, który jest pozytywny dla aktywów o niskich (i ujemnych) rentownościach, takich jak frank. Niemniej sentyment wobec waluty staje się coraz mniej korzystny. Jednymi z danych to obrazujących są te publikowane przez CFTC (Commodity Futures Trading Commission) dotyczące zmiany w pozycjonowaniu spekulujących kontraktami futures. Długie pozycje netto spadły do najniższego poziomu od marca zeszłego roku, a wraz z poprawą sentymentu do ryzyka bardzo prawdopodobne, że w najbliższych tygodniach staną się one ujemne.

Danych makroekonomicznych ze Szwajcarii było w zeszłym tygodniu niewiele, dlatego prawdopodobnie najbardziej interesującą informacją było usunięcie kraju przez Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych z listy manipulatorów walutowych, na którą trafił w grudniu. Potencjalny powrót na listę wydaje się na razie mało prawdopodobny, szczególnie że Szwajcarski Bank Narodowy ostatnio jest coraz mniej aktywny na rynku walutowym.

Również w tym tygodniu będzie niewiele nowych danych, więc skupimy się informacjach z frontu walki z pandemią w kraju – większa liczba przypadków zachorowań nie przełożyła się na razie na znaczący wzrost liczby zgonów, a szczepienia nabierają tempa.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

ESG priorytetem w 2021 roku – tak twierdzi 3/4 dużych firm

Z badania przeprowadzonego przez firmę Grayling wśród 550 liderów biznesu wynika, że kwestie ESG będą w tym roku zyskiwały na znaczeniu. 2021 r. będzie też przełomowy ze względu na następstwa COVID-19 oraz zbliżający się szczyt COP26.

Blisko połowa (45 proc.) menedżerów wyższego szczebla w dużych firmach przyznaje, że kwestie ESG będą ważniejsze niż w poprzednich latach. Po wybuchu globalnej pandemii COVID-19 i w obliczu zbliżającego COP26, 82 proc. badanych uważa, że decyzje, które podejmą w najbliższym czasie, będą miały szczególne znaczenie dla biznesu.

To wnioski płynące z ostatniego badania zleconego przez międzynarodową agencję PR i PA Grayling, opisane w raporcie The New Collectivism: Building Better Business. Opracowanie przedstawia zmieniające się postawy liderów biznesu, którzy przeszli drogę od popularnego w latach 70-tych i 80-tych podejścia liczy się tylko zysk do dzisiaj, kiedy firmy i korporacje są coraz bardziej świadome roli, jaką odgrywają w społeczeństwie.

W związku ze zmianą podejścia, prawie dwie trzecie (63 proc.) liderów zgodziło się ze stwierdzeniem, że firmy wspólnie ponoszą odpowiedzialność za społeczeństwo i środowisko, w którym działają. Spośród badanych, którzy zgodzili się z koncepcją zbiorowej odpowiedzialności, 94 proc. stwierdziło, że jest ona ważna dla zapewnienia rozwoju gospodarczego kraju, a 85 proc. uważa, że jest istotna dla przyszłego rozwoju ich firmy.

Tom Nutt, Head of Corporate, UK & Europe w Grayling, powiedział: Wyniki naszego badania potwierdzają to, co obserwujemy już od jakiegoś czasu – firmy na nowo poddają ocenie swój wpływ na otoczenie. Jest to spowodowane trzema czynnikami: obawami dotyczącymi zmian klimatycznych i środowiska, napięciami społecznymi na całym świecie oraz przekonaniem, że zrównoważony biznes to dobry biznes. Ostatni rok był przełomowy dla biznesu, jednak jego efektem było przyspieszenie i nadanie większego tempa istniejącym trendom, a nie pojawienie się nowych. Spodziewam się, że poczucie pilnej potrzeby zmian będzie silnie wybrzmiewać w tym roku na COP26 – bez wątpienia najważniejszej w historii konferencji ONZ w zakresie zmiany klimatu.

Badanie pokazało również, jak ważne w tych przełomowych latach są działania komunikacyjne wokół tematu zrównoważonego rozwoju. Dla prawie połowy (43 proc.) wszystkich zarządzających w dużych organizacjach będzie to główny cel działań komunikacyjnych, a kolejne 33 proc. twierdzi, że będzie to jeden z ich trzech priorytetów.

Jednak wielu liderów biznesu spodziewa się, że komunikowanie kwestii związanych ze zrównoważonym rozwojem będzie stanowiło wyzwanie, między innymi ze względu na: ciągły nacisk na temat COVID-19, który ogranicza możliwości skupienia się na zrównoważonym rozwoju (26 proc.), upolitycznienie tego obszaru (14 proc.) oraz presję ze strony klientów, konsumentów lub rządów, aby dokonywać zmian szybciej, niż jest to możliwe (14 proc.).

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone przez Opinium Research w dniach 3-8 lutego 2021 roku. Opinium przepytało 550 osób na stanowiskach kierowniczych w firmach z całego świata.

BioMaxima prezentuje raport roczny za 2020 r.

Ponad dwukrotny wzrost sprzedaży wyrobów własnych w stosunku do 2019 roku, wzrost sprzedaży towarów o ponad 50% procent, wzrost sprzedaży eksportowej o 246% oraz 65,5 mln złotych przychodów netto i zrównanych z nimi – to kluczowe liczby z opublikowanego przez BioMaxima SA raportu rocznego za rok 2020. Dzięki inwestycjom w infrastrukturę w latach 2018 i 2019 możliwe było skuteczne podjęcie wyzwań związanych z walką z pandemią COVID-19. Spółka zanotowała też duży wzrost rozpoznawalności międzynarodowej, a w 2021 roku planuje konsekwentny rozwój, m.in. inwestując w infrastrukturę produkcyjną.

W roku 2020 sprzedaż wyrobów własnych BioMaxima przekroczyła 40 mln złotych i wyniosła 40.442 tys. złotych. Jest to związane ze skuteczną realizacją przyjętej wcześniej strategii zarządu, zmierzającej do zastępowania sprzedaży towarów własnymi wyrobami. Sprzedaż samych towarów wzrosła z kolei w roku 2020 z kwoty 13.007 tys. złotych do kwoty 19.672 tys. złotych. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł 9.660 tys. złotych, a zysk netto zamknął się w kwocie 7.644 tys. złotych. Niewielkie korekty zeszłorocznego zysku netto były związane z dokonaniem aktualizacji wartości aktywa finansowego związanego z zaangażowaniem w spółce BioAvlee SA, oraz zwiększeniem rezerw na odprawy emerytalno-rentowe i niewykorzystane urlopy wypoczynkowe.

Walka z COVID-19: szybko, skutecznie, międzynarodowo

– Rok 2020 rozpoczynaliśmy z dużym optymizmem, przygotowani do kontynuowania rozwoju m.in. dzięki poczynionym w 2018 i 2019 roku inwestycjom – budowie nowej powierzchni produkcyjnej oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego. Dzięki temu, gdy nieoczekiwanie wybuchła pandemia COVID-19, mogliśmy szybko i skutecznie włączyć się w walkę z zagrożeniem. W marcu 2020 roku bardzo sprawnie przeprowadziliśmy podwyższenie kapitału zakładowego o 2.000.000,00 złotych, uzyskując konieczny do spodziewanych działań kapitał obrotowy. To wszystko, w połączeniu z naszymi istniejącymi już więziami kooperacyjnymi i handlowymi, pozwoliło sprostać potrzebom mobilizującego się do walki z pandemią rynku – mówi Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Spółka szybko wprowadziła do oferty – początkowo jako dystrybutor, a później jako wytwórca – testy zarówno immunochromatograficzne, jak i genetyczne PCR w kierunku COVID-19. Wraz z szybkimi testami serologicznymi oraz dostępnymi od jesieni 2020 roku szybkimi testami antygenowymi były one kluczowym czynnikiem wzrostu sprzedaży zarówno krajowej, jak i zagranicznej. Co istotne, wyroby BioMaxima uzyskały bardzo dobre wyniki w testach prowadzonych przez wiodące na świecie ośrodki naukowe, m.in. Instytut Pasteura czy Uniwersytet Karola w Sztokholmie. Spowodowało to zwiększenie międzynarodowej rozpoznawalności marki BioMaxima i zainteresowanie nowych podmiotów współpracą ze spółką. W 2020 roku sprzedaż eksportowa wyniosła 19.480 tys. złotych, a blisko 35% eksportu przypadło na obszar Unii Europejskiej. Spółka pozyskała nowych odbiorców również na rynkach pozaeuropejskich, z których głównymi są kraje byłego Związku Radzieckiego oraz Bliski Wschód. Sprzedaż zwiększyła się również w Afryce oraz na Dalekim Wschodzie.

Więcej mocy, nowe projekty

Mimo poczynionych w 2018 i 2019 roku inwestycji, zwiększenie skali działalności spółki spowodowało całkowite zagospodarowanie istniejących w firmowych budynkach rezerw powierzchni. Dlatego w 2020 roku została zawarta umowa przedwstępna zakupu kolejnej nieruchomości, sąsiadującej z istniejącym zakładem produkcyjnym i ośrodkiem badawczo-rozwojowym spółki. Jej finalizacja planowana jest na II kw. 2021 roku. Pozwoli to m.in. zwiększyć zdolności produkcyjne w zakresie podłoży mikrobiologicznych.

Nowy zakład produkcyjny wykorzystamy do produkcji systemów AST, czyli pasków MIC służących do oznaczania lekowrażliwości. Wspólnie z lubelskimi uczelniami realizujemy w tym zakresie projekt rozwojowy, polegający na przygotowaniu własnej technologii produkcji testów MIC dla minimum 30 podstawowych antybiotyków. Dzięki nowej przestrzeni zyskamy także możliwość rozbudowy mocy wytwórczych szybkich testów immunochromatograficznch. W budynku umieszczona zostanie linia produkcyjna systemów diagnostyki molekularnej, w tym testów PCR, w przypadku których planujemy rozszerzyć zakres wytwarzanego asortymentu poza zastosowania kliniczne, przygotowując rozwiązania dla przemysłu spożywczego oraz kosmetycznego – mówi Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Na stabilnym kursie

Raport roczny BioMaxima S.A. za rok 2020 jest ostatnim raportem sporządzanym przez spółkę zgodnie z ustawą o rachunkowości. Od roku 2021 spółka raportować będzie zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej. BioMaxima S.A. na bieżąco rozlicza pozyskane fundusze unijne, które zmniejszają poziom zaangażowania kredytowego spółki. Korzysta ona także z ulgi w podatku dochodowym od dochodu osiągniętego z tytuł sprzedaży produktów wytworzonych w Specjalnej Strefie Ekonmicznej EURO – PARK MIELEC Podstrefa Lublin, co miało istotne znaczenie w roku 2020, gdzie dynamika wzrostu zysku spółki była bardzo duża. Przejrzysta, stabilna sytuacja pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Rok 2020, mimo olbrzymich wyzwań związanych z pandemią COVID-19, uznajemy za bardzo udany. Szczególnym optymizmem napawa nas fakt, że uzyskaliśmy wzrost sprzedaży prawie we wszystkich segmentach naszej aktywności – i to mimo faktu, że w 2020 roku nastąpiło ograniczenie diagnostyki w obszarze produktów niezwiązanych z walką z pandemią COVID-19. Traktujemy to jako dobry prognostyk na przyszłość – podsumowuje Łukasz Urban.

Globalne przychody z e-commerce wzrosły w I kw. 2021 o 58% r/r

Jak wynika z Indeksu Zakupów (Shopping Index) opartego na danych dotyczących ponad miliarda konsumentów z całego świata, obroty handlu elektronicznego nadal rosły. Globalne przychody z handlu elektronicznego wzrosły w I kwartale o 58% rok do roku. Co ciekawe, jedną z najbardziej zyskujących kategorii są luksusowe torebki, tuż obok sprzętu AGD oraz sprzętu sportowego. Wyraźnie rośnie także poziom zakupów dokonywanych przez urządzenia mobilne. Raport pokazuje, że sprzedawcy powinni posiadać na swoich witrynach dobrze działające wyszukiwarki produktów.

Śledzenie wywołanego pandemią gwałtownego wzrostu w obszarze handlu elektronicznego Salesforce zapoczątkował w ramach 2020 Q1 Shopping Index, kiedy to w marcu ubiegłego roku konsumenci przenieśli swoje zakupy do internetu. Wraz z opublikowaniem indeksu za pierwszy kwartał 2021 roku widzimy, jak pandemia przyniosła ze sobą nową falę kupujących online, którzy pozostaną z nami na dobre.

Główny wniosek, który pokazał Shopping Index za pierwszy kwartał 2021 to fakt, że globalne przychody z handlu elektronicznego wzrosły w I kwartale o 58% rok do roku. Złożyły się na to dwa czynniki: ogólny wzrost ruchu w sieci (27%) i zwiększenie kwoty pieniędzy wydawanej przez kupujących w przeliczeniu na wizytę w witrynie (31%).

W samych tylko Stanach Zjednoczonych przychody z handlu elektronicznego w wzrosły w I kwartale o 45% rok do roku, co nadal znacznie przewyższa poziom sprzed pandemii i stanowi nieznaczny wzrost w porównaniu z IV kwartałem (43%).

Jakie kategorie najbardziej zyskiwały w Q1 2021, a jakie najbardziej traciły? Wnioski wcale nie są takie oczywiste.

Kategorie produktów o największej dynamice wzrostu w I kwartale r/r:

    • Sprzęt sportowy (101%)
    • Urządzenia gospodarstwa domowego (96%)
    • Luksusowe torebki (95%)
  • Kategorie produktów o najsłabszej dynamice wzrostu w I kwartale r/r:
    • Odzież dla aktywnych (42%)
    • Dom, kuchnia, sztuka i dekoracje (40%)
    • Torebki i bagaż ogólnego użytku (8%)

Dane za I kwartał wskazują, że nawyki ukształtowane w ciągu roku i w sezonie świątecznym 2020 są trwałe, a sprzedawcy i konsumenci w odpowiedzi na pandemię przenoszą się do Internetu. W miarę jak kraje takie jak Stany Zjednoczone zaczynają się ponownie otwierać, sprzedawcy detaliczni i firmy będą musieli ponownie przemyśleć rolę sklepu (i pracowników sklepu) oraz to, w jaki sposób może on służyć jako kluczowy element obsługi klienta cyfrowego w 2021 roku.

Perspektywy na przyszłość

„W ubiegłym roku sprzedawcy detaliczni musieli wykazać się nie lada odwagą, reagując na napływ nowych, cyfrowych klientów i stosując nowe rozwiązania, takie jak odbiór towarów w sklepach przy zapewnieniu konsumentom bezpieczeństwa” — powiedział Rob Garf, wiceprezes i dyrektor generalny ds. handlu detalicznego w firmie Salesforce. „Wzrost obrotów w handlu elektronicznym w pierwszym kwartale jest sygnałem, że sprzedawcy detaliczni będą musieli kontynuować inwestycje w handel cyfrowy, jednocześnie koncentrując się na obsłudze w sklepie. W ostatecznym rozrachunku sklepy muszą zapewniać równowagę między obsługą bezkontaktową, a kompleksową. Wszystko to po to, aby zaspokoić zróżnicowane potrzeby konsumentów”.

Wydatki stymulowane przez państwo – przykład USA

9 marca w handlu elektronicznym na terenie USA zaobserwowano zauważalny skok, a miało to miejsce zaledwie jeden dzień przed uchwaleniem przez Izbę Reprezentantów ustawy o amerykańskim planie ratunkowym (American Rescue Plan Act). Wydatki rosły natychmiast po podpisaniu ustawy 10 marca i osiągnęły szczyt 17 marca (117% r/r), kiedy konsumenci zaczęli otrzymywać czeki stymulacyjne. Kolejny skok nastąpił 24 marca (56% r/r), kiedy to pojawiła się druga fala czeków stymulacyjnych.

Analiza wydatków w okresie od 15 do 19 marca, porównująca rok 2021 z 2020, wykazała, że najlepiej rozwijającymi się kategoriami były luksusowe torebki, odzież dla aktywnych oraz elektronika i akcesoria.

NAJWAŻNIEJSZE DANE PŁYNĄCE Z RAPORTU SALESFORCE SHOPPING INDEX Q1 2021

Rozwój handlu elektronicznego:

  • Światowy ruch w cyfrowych kanałach w I kwartale 2021 r. wzrósł o 27% w porównaniu od I kwartału 2020 r.
  • Światowe wydatki kupujących w I kwartale 2021 r. wzrosły o 31% w porównaniu od I kwartału 2020 r.
  • Globalny handel cyfrowy wzrósł o 58% licząc od I kwartału 2020 r. do I kwartału 2021 r.

W niektórych krajach nastąpił gwałtowny wzrost:

      • W Kanadzie handel cyfrowy wzrósł o 111%.
      • W Holandii handel cyfrowy wzrósł o 108%.
      • W Wielkiej Brytanii handel cyfrowy wzrósł o 91%.

W niektórych krajach i regionach wzrost był większy niż w poprzednich kwartałach.

      • Niemcy wykazały największy roczny wzrost w czasie trwania pandemii, wynoszący 61%. Poprzedni wysoki wzrost wyniósł 40% w IV kw. 2020 r.
      • Kraje skandynawskie wykazały największy roczny wzrost w czasie trwania pandemii, wynoszący 70%. Poprzedni wysoki wzrost wyniósł 51% w IV kw. 2020 r.

W niektórych krajach i regionach odnotowano spadek w stosunku do poprzednich kwartałów.

      • Australia i Nowa Zelandia (ANZ) wykazały najniższy roczny wzrost przez cały okres pandemii na poziomie zaledwie 58%, w porównaniu do 97% w III kwartale 2020 r.
      • Region APAC-EANZJ (Azja-Pacyfik, Azja Wschodnia, Nowa Zelandia i Japonia) wykazał jeden z najniższych wzrostów w czasie pandemii, wynoszący zaledwie 39%, w porównaniu z 90% w III kwartale 2020 r.

Wzrost ruchu i zamówień:

  • W I kwartale 2021 r. wzrost ruchu na całym świecie wyniósł 27% w porównaniu z I kwartałem 2020 r.: 28% na komputerach i 29% na urządzeniach mobilnych.
  • Przyrost zamówień (zmiana liczby zamówień złożonych z każdego urządzenia) wyniósł 46% w I kw. 2021 w stosunku do I kw. 2020 ogółem: 34% na komputerach i 59% na urządzeniach mobilnych. Jest to jednak najniższy ogólny wzrost procentowy od I kwartału 2020 r.
    • Ogólny wzrost ruchu w Kanadzie wyniósł 41%, co stanowi najwyższy wynik od początku pandemii. Ogólny wzrost zamówień w Kanadzie wyniósł 106%: 97% na komputerach i 124% na urządzeniach mobilnych.
    • W Holandii odnotowano największy wzrost ruchu od początku pandemii, wynoszący 40%. Odnotowano również ogólny wzrost zamówień o 84%, najwyższy od początku pandemii.
    • W Hiszpanii w I kwartale 2021 r. ruch wzrósł o 50%, co jest najwyższym wynikiem od początku pandemii. Jednak odnotowano również spadek zamówień o 13%, jedyny spadek od początku pandemii.
    • Wzrost zamówień na urządzeniach mobilnych w Niemczech wyniósł 58% w porównaniu do zaledwie 24% na komputerach.
    • Ogólny wzrost zamówień w regionie APAC-EANZJ był ogółem niższy o 12%, a w przypadku komputerów o 22%. Wciąż jednak był wyższy o 6% na urządzeniach mobilnych.

Udział w ruchu i zamówieniach według typów urządzeń:

  • Udział urządzeń mobilnych w globalnym ruchu wzrósł z 64% w I kw. 2019 r. do 69% w I kw. 2021 r.
  • Udział komputerów w globalnym ruchu zmniejszył się z 30% w I kw. 2019 r. do 27% w I kw. 2021 r.
  • W tym czasie udział urządzeń mobilnych w składanych zamówieniach wzrósł z 47% do 57%.
  • W tym czasie udział komputerów w składanych zamówieniach zmalał z 46% do 40%.

Stosowanie funkcji wyszukiwania:

  • Na całym świecie 8% sesji zakupowych korzysta z pasków narzędzi wyszukiwania na stronach internetowych, generując 24% wszystkich przychodów.
    • W regionie APAC-EANZJ tylko 4% użytkowników korzysta z paska wyszukiwania na stronie, jednak ta część kupujących generuje 16% przychodów.

Współczynnik konwersji w I kw.:

  • Najwyższy współczynnik konwersji w I kwartale odnotowano w Wielkiej Brytanii – 3,5%.
    • Holandia jest tuż za nią z wynikiem 3,3%.
    • Japonia, Włochy i Hiszpania mają najniższe współczynniki konwersji, wynoszące odpowiednio 1,2%, 1,1% i 1%.

Średnia wartość zamówienia:

  • Globalna średnia wartość zamówienia (kwota wydana przez kupującego) była najwyższa w ciągu ostatnich 8 kwartałów i wyniosła 94,72 USD (w porównaniu do 81,60 USD w II kwartale 2020 r.).
    • Średnia wartość zamówienia we Francji, Niemczech, krajach skandynawskich i Wielkiej Brytanii osiągnęła najwyższy poziom od 8 kwartałów.

Wskaźnik porzuconych koszyków:

  • Wskaźnik porzuconych koszyków (procent utworzonych koszyków, które nie zakończyły się złożeniem zamówienia) na urządzeniach mobilnych pozostaje najwyższy i wynosi 93%, podczas gdy wskaźnik dla komputerów jest porównywalnie wysoki i wynosi 87%. Oba wskaźniki pozostały jednak porównywalne z I kwartałem 2019 r.

Ruch generowany przez media społecznościowe:

  • Ogólny udział ruchu generowanego przez media społecznościowe (udział wizyt, w których źródłem odsyłającym są media społecznościowe) wzrósł z 7% do 9% od I kwartału 2019 r.
    • Udział tabletów wzrósł w tym czasie z 5% do 13,9%.
    • Udział urządzeń mobilnych wzrósł w tym czasie z 9% do 11,8%.
    • Udział komputerów spadł w tym czasie prawie o połowę, z 3% do 1,6%.

Bitcoin odbija się po gwałtownym załamaniu wartości

„Cena bitcoina w weekend spadła, osiągając w niedzielę najniższy poziom 50 000 dolarów, tuż przed odbiciem. Powodem tego jest gwałtowny krach, który wpłynął na główne kryptowaluty”.

„Bitcoin, ethereum i XRP, a także większość innych głównych altcoinów, zostały dotknięte nagłym załamaniem wczesnym rankiem w niedzielę, co spowodowało gwałtowny spadek cen”.

„Przerwy w dostawie prądu w Chinach, które w konsekwencji spowodowały ogromny spadek wartości hashrate bitcoinów, są wymieniane jako potencjalna przyczyna tego spadku ”.

„Ceny spadły do najniższych poziomów z dnia na dzień, ale bitcoin powrócił dziś rano do poziomu 56 000 dolarów, a pozostałe kryptowaluty, takie jak Cardano, również powoli odzyskują na wartości, chociaż w obu przypadkach są one około o 10 proc. tańsze od szczytowych wartości ”.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Wystarczyła chwila, by bitcoin potaniał o 15 tys. dolarów! Co się stało?

Cena bitcoina nagle spadła z rekordowego poziomu blisko 65 tys. do poniżej 50 tys. USD. W weekend dość stabilny ostatnio rynek kryptowalut okazał swoje dynamiczne i ryzykowne oblicze. Czy za potężnym tąpnięciem może stać przerwa w dopływie prądu w jednej z chińskich prowincji?

Ceny bitcoina, lecz także pozostałych kryptowalut, runęły w weekend w skali, której nie widzieliśmy od blisko dwóch miesięcy. Wtedy, według danych CryptoQuant, w niedzielę 21 lutego na giełdy kryptowalut miało wpłynąć łącznie netto 37 tys. bitcoinów o rynkowej wartości (wg tamtejszych notowań) ponad 2 mld USD. Nadzwyczajna podaż doprowadziła wówczas do 20-procentowej obniżki cen.

Tropy wiodą do Sinciang

W tej chwili, szukając przyczyn ogromnych zmian cen kryptowalut, mówi się o napływie 9 tys. bitcoinów przed weekendem oraz potężnej awarii zasilania i blackoucie w chińskiej prowincji Sinciang – informuje Daniel Kostecki, główny analityk spółki Conotoxia Ltd., która świadczy usługi Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Raporty wskazujące na przerwy w dostawie prądu zostały opublikowane pod koniec zeszłego tygodnia, przy czym przerwy w dostawie prądu miały na celu ułatwienie inspekcji bezpieczeństwa w odpowiedzi na niedawny wypadek powodziowy w lokalnej kopalni węgla, w której 21 górników zostało tymczasowo uwięzionych pod ziemią, gdy padło zasilanie i komunikacja.

Region Sinciang, zajmujący blisko jedną szóstą powierzchni Chin, sąsiaduje z Tybetem, cechuje się niewielkim zaludnieniem, a słynie nie tylko z tradycyjnych kopalni, lecz także komputerowego „górnictwa” kryptowalut. Według Cambridge Bitcoin Energy Consumption Index region ten generuje niemal jedną czwartą globalnego wskaźnika hash rate, który pokazuje moc obliczeniową sieci bitcoin, co odpowiada za szybkość przetwarzania danych i bezpieczeństwo sieci blockchain.

Rekordowa likwidacja

W weekend, w którym doszło do przerw w dostawie energii elektrycznej, odnotowano natomiast największy dzienny spadek całkowitego hash rate sieci bitcoin od listopada 2017 r. Z dużym prawdopodobieństwem mogło to wpłynąć na obniżkę cen kryptowalut. Na dodatek, niemal jednocześnie inwestorzy bardzo szybko upłynniali lewarowane pozycje długie, czyli zakładające wzrost ceny, w kryptowalutach. Pozycja lewarowana to forma inwestycji na giełdzie, w której inwestując niewielką ilość środków, można obracać środkami o wiele większymi dzięki dźwigni finansowej. Wymaga to jednak utrzymywania zabezpieczenia w środkach na koncie. W przypadku, gdy zabezpieczenie się kończy, pozycje są automatycznie zamykane – dodaje Daniel Kostecki z Conotoxia Ltd.

Jak podaje serwis Bybt, w niedzielę padł nowy rekord w likwidacji takich pozycji. Ponad milion zostało wyczyszczonych z arkuszy zleceń na giełdach, a łączna suma upłynnionych pozycji wyniosła 10 miliardów dolarów. Pojedyncza największa pozycja straciła 68,73 mln USD.

Zdumiewająca obniżka cen bitcoina, ale także ethereum i innych kryptowalut, mogła skłonić inwestorów do zakupów w korzystniejszych cenach. W poniedziałek przed południem kurs BTC/USD szybko odrabiał straty, przekraczając już poziom 57 tys.

W Europie ruszają konsultacje na temat GOVSATCOM

19 kwietnia br. w całej Unii Europejskiej rozpoczynają się badania ankietowe, które pozwolą określić potrzeby użytkowników oraz przypadki zastosowania dla rządowej łączności satelitarnej (GOVSATCOM), w ramach projektu ENTRUSTED. Ankieta jest skierowana do podmiotów rządowych i  instytucji odpowiedzialnych za realizację, bądź nadzór nad misjami, operacjami lub infrastrukturą o  kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa i regionu. W Polsce za przeprowadzenie ankiety odpowiada Polska Agencja Kosmiczna.

Badania będą prowadzone w okresie od kwietnia do czerwca br., a ich wyniki dostarczą informacji na temat wymogów operacyjnych, jakim powinny odpowiadać usługi GOVSATCOM. Badania ankietowe, koordynowane przez Centrum Satelitarne UE (SatCen), pozwolą przeanalizować aktualne i zmieniające się potrzeby potencjalnych użytkowników GOVSATCOM oraz wykorzystywane obecnie technologie użytkownika. Wymogi użytkowników będą stanowiły podstawę tworzonych przepisów wykonawczych GOVSATCOM. Tym samym będą one kształtować dalsze działania rozwojowe w obszarze rządowej łączności satelitarnej w Europie.

– Zaprojektowanie wspólnej łączności satelitarnej dla państw członkowskich UE to ambitne przedsięwzięcie. Cieszę się, że POLSA może być jego częścią. Jednakże, aby zaprojektować coś dobrze należy najpierw zrozumieć wymagania. I temu ma służyć ta ankieta – powiedział prezes POLSA prof. Grzegorz Wrochna. Dlatego jednym z celów POLSA w konsorcjum jest zabieranie głosu w imieniu polskich podmiotów, w tym także użytkowników końcowych. – ENTRUSTED to projekt, który będzie również edukował o potencjale łączności satelitarnej i sposobie działania. Przed nami bardzo intensywne dwa lata i do zaangażowania w te prace zapraszam wszystkich użytkowników komunikacji satelitarnej – zarówno tych doświadczonych, jak i potencjalnych – dodał prezes Wrochna.

Konsorcjum projektu ENTRUSTED zidentyfikowało już ok. 350 potencjalnych respondentów na terenie Europy, a liczba ta powinna wzrosnąć w okresie prowadzonych badań. W ankiecie mogą wziąć udział zarówno użytkownicy korzystający z usług łączności satelitarnej, jak i potencjalni użytkownicy bez wcześniejszego doświadczenia w tym obszarze.

Nowe rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiające program kosmiczny Unii Europejskiej na lata 2021-2027 wprowadza GOVSATCOM jako nowy komponent programu kosmicznego. Jego celem będzie stworzenie niezależnego, autonomicznego i bezpiecznego systemu łączności satelitarnej dla administracji państw członkowskich i agencji Unii Europejskiej. W ramach projektu ENTRUSTED koordynowanego przez European Global Navigation Satellite Systems Agency (GSA), przeprowadzone zostaną ogólnoeuropejskie badania, które będą koncentrować się wyłącznie na perspektywie użytkownika.

W GSA łączymy przestrzeń kosmiczną z potrzebami użytkowników. Zarządzamy i wspieramy konsorcjum projektu ENTRUSTED, ponieważ wiemy, jak ważne jest, aby dotrzeć do użytkowników i zrozumieć ich wymagania dotyczące usług GOVSATCOM. Będzie to kluczowe dla realizacji naszej misji stworzenia GOVSATCOM, istotnego elementu programu kosmicznego Unii Europejskiej – powiedział Rodrigo da Costa, dyrektor wykonawczy GSA.

Amerykanie coraz więcej budują

Piątkowe dane z rynku nieruchomości w USA pokazują, że obecne problemy gospodarcze mają znacznie większe oparcie na rynku pracy niż w branży nieruchomości, co mocno odróżnia obecny kryzys od tego z 2008 roku.

Silny rynek budowlany za oceanem

Ostatnie dane z rynku nieruchomości w USA zaskakują obserwatorów. Zarówno liczba wniosków o budowę, jak i liczba rozpoczętych budów są najwyższe od ponad 15 lat. Dane te są uważnie śledzone, gdyż to właśnie kryzys w branży nieruchomości jest uważany za źródło kryzysu gospodarczego z roku 2008. Dzisiaj jednak mamy dość specyficzną sytuację, pomimo problemów gospodarczych, ludzie jednak więcej czasu spędzają w domach. W rezultacie są skłonni większą część swoich wydatków przeznaczyć na wydatki mieszkaniowe. Nie można zatem od razu zakładać, że pozytywne odbicie na tym rynku świadczy o pozytywnych perspektywach dla gospodarki. Potwierdza tę teorię chociażby słabszy od oczekiwań raport Uniwersytetu Michigan.

Otwarcie rynków w Europie

W nocy poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane makroekonomiczne o handlu zagranicznym z Japonii. Spowodowało to wyraźne umocnienie się jena względem dolara. Ta sama słabość dolara przeniosła się jednak tuż po otwarciu rynków na europejskie parkiety. Dolar znajduje się wyraźnie w odwrocie względem euro. Doszło nawet do przebicia ważnego psychologicznego pułapu dolara i dwudziestu centów za jedno euro. W tle tych wydarzeń inwestorzy również ostrożniej spojrzeli na Polskę i naszą walutę. Złoty jest od rana w odwrocie względem euro.

Niespodzianka na rynku kryptowalut

Weekendy na rynkach to przeważnie bardzo spokojny czas, gdyż mało który walor jest wtedy kwotowany. Z reguły tej wybijają się kryptowaluty, na których obrót możliwy jest 24h na dobę 7 dni w tygodniu. Dobitnie dało to o sobie znać w tą niedzielę. Tego dnia byliśmy świadkami imponującego przez chwilę ponad 15% spadku wartości bitcoina. Analitycy wskazują na kolejny gwałtowny spadek udziału bitcoina w ogóle kryptowalut. Stanowi on już ledwo połowę całego rynku, a jeszcze na początku roku było to 70%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Saule Technologies przyspiesza wejście na GPW, a Columbus Elite poczeka na giełdowy debiut

January Ciszewski, największy inwestor Blumerang Investors S.A., wesprze Saule Technologies w szybkim wejściu na giełdę. Równolegle przesunie się w czasie debiut giełdowy innej spółki z Grupy Kapitałowej – Columbus Elite.

Zarządy Columbus Elite S.A. i Columbus Energy SA podjęły decyzję o przesunięciu w czasie debiutu giełdowego Spółki. W związku z tym January Ciszewski, reprezentujący spółkę Blumerang Investors S.A., aktualizuje koncepcję na Spółke i zaprasza do niej Saule Technologies SA wraz z Olgą Malinkiewicz, która komercjalizuje ogniwa perowskitowe.

– Columbus Elite to bardzo ważne ogniwo w Grupie Kapitałowej Columbus Energy – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Columbus Elite S.A. – Dzięki technologii sprzedaży Pawła Bednarka i Rafała Kołłątaja, reprezentujących Zarząd Spółki, skalujemy się wszyscy równolegle. „Zielona Franczyza”, czyli nowa oferta, jaką teraz wspólnie wdrażamy, jest unikatowym systemem współpracy dla sieci sprzedaży i agentów. Rozumiem podejście naszych wspólników, że lepiej chwilę poczekać z debiutem na giełdzie i skupić się na rozwoju biznesu. Sam wiem jak wieloma informacjami musimy się dzielić z rynkiem, a gdybyśmy nie byli publiczni, wolelibyśmy zachować to jako informacje wewnętrzne.

– Wspólnie zdecydowaliśmy się dojść do porozumienia w sprawie rozwiązania umów z Blumerang – wyjaśnia Paweł Bednarek, Prezes Zarządu Columbus Elite S.A. – Tempo naszego rozwoju, wprowadzenie oferty “Zielonej Franczyzy” oraz ambicja konsolidacji rynku sprzedaży agencyjnej wymaga skupienia się przede wszystkim na działalności operacyjnej, aby cała Grupa mogła skalować się w takim tempie. Nie mamy dziś wystarczająco czasu, żeby go poświęcać na prace związane z budowaniem wartości Spółki z punktu widzenia rynku kapitałowego. Chcemy się skupić na pracy, która dzisiaj daje nam wszystkim efekty. W najbliższym czasie podpiszemy nową umowę inwestycyjną z Columbus Energy, jednak główne założenia naszej współpracy się nie zmienią.

– Istotne, abyśmy reinwestowali zysk, jaki generujemy – dodaje Rafał Kołłątaj, Wiceprezes Columbus Elite S.A. – Dlatego inwestycje kapitału w farmy fotowoltaiczne, długoterminowe aktywa, mogą dać w przyszłości świetną wartość również dla inwestorów z rynku kapitałowego. Teraz chcemy skupić się na rozwoju Spółki i agregowaniu sieci sprzedaży w ramach naszej oferty, ale nie wykluczamy – i jest to naszą ambicją – że w niedalekiej przyszłości zawitamy na warszawskim parkiecie. Czujemy, że nasze know-how i jego efekty, ktróre dajemy całej Grupie Kapitałowej Columbus, powinno jeszcze pozostać w sferze niepublicznej.

– Całkowicie rozumiem decyzję Columbus Elite, jest to rozsądna strategia rozwoju biznesu – komentuje January Ciszewski, Prezes JR Holding S.A., reprezentujący też Blumerang Investors S.A. – Grupa Columbus chce skonsolidować rynek nowoczesnej energetyki, a wejście na giełdę Columbus Elite może poczekać. A ponieważ JR Holding S.A. posiada umowę z Saule Technologies i wspólnie poszukiwaliśmy opcji wejścia na giełdę, zaproponowałem wejście przez Blumerang Investors S.A., zwłaszcza że Spółka była przygotowana do takiej transakcji. Liczę, że szybko będziemy finalizować pozostałe dokumenty.

– Saule Technologies zdecydowało się podpisać umowy z Columbus Energy i JR Holding widząc, jak wiele korzyści nasza firma może zyskać dzięki obecności na giełdzie – twierdzi Olga Malinkiewicz, Co-Founder&CTO Saule Technologies S.A. – Jestesmy w historycznym momencie, nie tylko dla nas, ale możliwe że również dla całego świata odnawialnej energetyki użytkowej. Ogniwa perowskitowe przenieśliśmy z laboratorium na linie produkcyjną. To światowy przełom, a możliwości zastosowania tej technologii są praktycznie nieskończone. Podchodzimy jednak z pokorą do procesu komercjalizacji, aby zrobić to w sposób właściwy. Wejście na giełdę da nam kolejny element, czyli transparentność i wiarygodność.

– Czekaliśmy z niecierpliwością na informację, którą spółkę zaproponuje nam JR Holding – dodaje Piotr Krych, Co-Founder&CEO Saule Technologies S.A. – Rozpoczynamy proces połączeniowy od termsheetu, który jest dla nas początkiem szeregu działań, o jakich na bieżąco będziemy informować rynek kapitalowy.

Polska w zasięgu 5G w ciągu trzech lat

W Polsce w 2023 roku już 90% populacji i 58% terytorium kraju znajdzie się w zasięgu 5G. Według raportu Analysys Mason, zrealizowanego
we współpracy z Ericsson i Qualcomm Technologies wynika również,
że inwestycja w 5G przyniesie Polsce w ciągu dekady korzyści rzędu
4,2 mld EUR, a do 2040 krajowa gospodarka zyska na wdrożeniu sieci piątej generacji blisko 17 mld EUR.

Raport podkreśla, że średnia częstotliwość 5G (3,5 GHz), która jest niezbędna do zapewnienia znaczących zmian gospodarczych, szczególnie w cyfryzacji przemysłu, obejmie 31% populacji kraju do 2025 roku. W ciągu kolejnych 5 lat w zasięgu sieci 3,5 GHz znajdzie się już ¾ Polaków i blisko połowa terytorium naszego kraju.

Dzięki temu, największe wpływy do krajowej gospodarki wygenerują inteligentne fabryki i górnictwo, odpowiednio 3,4 mld euro i 3,6 mld euro. Natomiast pokrycie siecią 5G obszarów wiejskich przyniesie zyski rzędu 8,6 mld euro, głównie w wyniku rozwoju rolnictwa oraz zapewnieniu szerokopasmowego internetu w miejscach do tej pory trudnodostępnych dla tradycyjnej infrastruktury sieciowej. Będzie to wymagało dodatkowych inwestycji w wysokości około 1 mld euro, z czego 0,3 mld euro pochodzić powinno z dotacji publicznych.

Polska i Europa stoją u progu nowej ery. Dzięki sieciom 5G, które mają napędzać falę cyfrowych innowacji, łączność ta ma kluczowe znaczenie dla ożywienia gospodarczego po pandemii. Aby w pełni wykorzystać te możliwości, konieczne jest wdrożenie sieci na szeroką skalę, szczególnie w częstotliwości 3,5 GHz” – mówi Gabriel Solomon, szef działu Government Industry Relations w firmie Ericsson w regionie Europy i Ameryki Łacińskiej. „Dlatego też, decydenci powinni przyspieszyć przydziały częstotliwości dla pasma 5G oraz zmniejszyć utrudnienia związane z wdrażaniem infrastruktury 5G. Dodatkowym motorem inwestycyjnym może być wprowadzenie określonych ulg podatkowych, czy też wsparcie sektora prywatnego przez ukierunkowane dotacje publiczne, szczególnie na obszarach wiejskich” – dodaje.

Gospodarki 27 badanych w raporcie krajów UE oraz Norwegii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, dzięki cyfrowej transformacji opartej na technologii 5G mogą zyskać w sumie 250 mld euro.

Polska u progu 5G

Polska wnosi duży wkład w budowę sieci piątej generacji dzięki inżynierom R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz produkcji urządzeń 5G w Tczewie. 5G w Europie może być budowana na bazie komponentów i rozwiązań „Made in Poland”. Raport Analysys Mason podkreśla korzyści płynąc z 5G dla polskich przedsiębiorców. Ericsson Polska razem z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną i Politechniką Łódzką współpracuje z działami badawczo-rozwojowymi, środowiskiem akademickim, start-upami, przedsiębiorstwami i operatorami telekomunikacyjnymi, aby umożliwić pierwszym branżom w Polsce wdrożenie nowych produktów i usług opartych na technologii 5G.

Polska jest już na drodze do upowszechnienia komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otworzą nowe możliwości dla gospodarki. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

Ericsson posiada obecnie ponad 135 komercyjnych umów 5G, z których
83 to aktywne sieci działające w ponad 40 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

Fundusze inwestycyjne wybierają fintechy

W regionie EMEA inwestycje w fuzje i przejęcia spadły z 61,5 mld USD w 2019 r. do 14,4 mld USD w 2020 r., w opozycji do wyników stały finansowania dokonywane przez VC, które cieszyły się dużym zainteresowaniem. Osiągnęły rekordowy wynik 9,3 mld USD. Większość transakcji w Europie, z całej puli 4,8 miliardów USD, zostało ulokowanych w fintechy.

Raport “KPMG Pulse of Fintech 2020” przedstawia rosnące zainteresowanie fintechami i challenger bankami na Starym Kontynencie. Tym bardziej podczas pandemii, która przyspieszyła cyfryzację społeczeństwa. W raporcie eksperci wyjaśniają, że ekosystemy fintechów odgrywają coraz większą rolę w naszym regionie, ponieważ rządy i organy regulacyjne intensyfikują działania nad rozwojem rozwiązań technologicznych i ich wdrażaniem.

Brytyjski sektor technologiczny, który od lat dominuje europejską scenę technologiczną, również wykazał się odpornością na wydarzenia 2020 roku. Według raportu Tech Nation, fundusze VC zainwestowały w sumie 4,5 miliarda USD w fintechy pomimo pandemii. To znacznie więcej niż łączna inwestycja VC we Francji i Niemczech, która wyniosła około 1,77 miliarda USD. W Szwecji w tym obszarze zebrano 2,9 miliarda USD.

Kluczowe trendy napędzające fintech w regionie EMEA w 2021 roku

Podczas gdy w regionie EMEA występował znaczny niedobór aktywności w zakresie fuzji i przejęć, we Francji zaobserwowano duże inwestycje w fintechy. Nawiązano współprace pomiędzy uznanymi graczami i fintechami oraz nastąpiło szybsze przyjęcie tych rozwiązań przez rynek. KPMG zauważa, że Paryż był jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się ekosystemów fintech i preferowanym miejscem docelowym dla inwestorów VC, szczególnie na późniejszych etapach wzrostu.

Według Stephane Dehaies, partnera KPMG w Wielkiej Brytanii, we Francji można zaobserwować duże zainteresowanie płatnościami mobilnymi, w tym rynkiem „ kup teraz, zapłać później ”, platformami pożyczkowymi, regtech i cyberbezpieczeństwem ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na kanały cyfrowe i ich wykorzystanie w nowej rzeczywistości.

Tradycyjni gracze wdrażają teraz technologię w ramach nowej współpracy z fintechami, ponieważ muszą być bardziej wydajni i oferować lepszy UX klientom, ale muszą również wzmocnić swoje cyberbezpieczeństwo, ponieważ jest to kluczowy aspekt zapewniający przyjęcie się usług cyfrowych.

Kooperacje dużych graczy z fintechami są coraz popularniejsze, również na polskim rynku, gdzie w ostatnich tygodniach Bank Pekao nawiązał strategiczne partnerstwo na rynku e-commerce, finalizując transakcję zakupu 38,33% akcji Tpay, integratora płatności. Według Pawła Działaka, prezesa i współzałożyciela Tpay, ta nawiązana bezprecedensowa na polskim rynku współpraca, to połączenie doświadczenia i wiedzy banku, który jest częścią największej grupy finansowej w Europie Środkowo-Wschodniej, z doświadczeniem w obszarze e-commerce jednego z wiodących fintechów w Polsce. Współpraca zaowocuje wprowadzeniem kolejnych zaawansowanych i kompleksowych rozwiązań płatniczych.

Nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy, również odnotowali zastój w fuzjach i przejęciach, ale osiągnęli nawet lepsze wyniki niż Francja w obszarze inwestycji VC aż 1,2 miliarda USD zainwestowano w bawarskie fintechy. Dodatkowo, Niemcy spodziewają się pojawienia większej liczby platform e-commerce, które będą potrzebować usług płatniczych.

Polskie inwestycje VC

Polska odnotowała prawie 70% wzrost finansowania VC w 2020 r., osiągając łączną wartość 567 mln USD (477 mln[1] EUR), które napłynęły do polskich start-upów. Jest to nowy rekord dla naszego kraju, który zaczyna być ważnym ośrodkiem start-upów w Europie. Podwoiła się również liczba rund finansowania serii A, było ich 26, a rundy serii B potroiły się, choć nadal są na niskim poziomie – sześciu transakcji.[2]

Jakub Sitarz, Prezes Venture INC, uważa, że polski rynek inwestycji różni się od europejskich trendów. Fundusze VC od zeszłego roku koncentrują się na szeroko pojętej branży healthtech oraz IT, w obszarze software. Pandemia i rozwój technologii wpłynął na zainteresowanie efektywnymi rozwiązaniami telemedycyny, genomiki ale również zwiększonym popytem na dopasowaną suplementację i podmioty oferujące takie rozwiązania online.

Według danych jedna czwarta polskich startupów, które otrzymały finansowanie VC w 2020 r., była z szeroko pojętego obszaru healthcare. Oprogramowanie dla przedsiębiorstw stanowiło (15%) a fintech (9%), co również podkreśla obecną koncentrację inwestorów. [3]

[1]  raport PFR Ventures i Inovo Venture Partners

[2] ibd

[3] ibd

Johnson&Johnson – dobre wyniki pomimo problemów ze szczepionką

„W minionym tygodniu uwaga rynku była skupiona na firmie Johnson and Johnson. Po wtorkowej wspólnej informacji Centrum ds. Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) i Federalnej Agencja ds. Leków (FDA), że badają występujące po użyciu jej szczepionki na COVID-19 rzadkie przypadki incydentów zakrzepowo-zatorowych i rekomendują tymczasowe wstrzymanie jej używania, akcje firmy na otwarciu giełdy spadły o 3,2 proc. W kolejnych dniach ceny powoli odrabiały straty, by skończyć tydzień na poziomie 162,24 dolarów”.

„We wtorek 20 kwietnia J&J przedstawi swoje wyniki za 1 kwartał 2021 roku. Rynek spodziewa się, że kwartalny zysk na jedną akcję (EPS) wyniesie 2,31 dolara i będzie zbliżony do osiągniętego rok wcześniej w tym samym okresie (2,3 dolara). Będzie jednak wyższy od wyniku za IV kwartał 2021 roku, kiedy spółka uzyskała EPS wynoszący 1,86 dolara. Zysk na akcję w całym 2021 roku ma wynieść według prognoz od 9,4 do 9,55 dolara (w 2020 r. było to 8,03 dolara, a w 2019 r. 8,68 dolara). Do końca tygodnia, jak twierdzi dr Anthony Fauci, mamy poznać natomiast decyzje dotyczącą ewentualnego wznowienia dalszych szczepień przy użyciu produktu J&J”.

„Przychody J&J pochodzą z trzech działów: farmaceutycznego (55% przychodów w 2020 roku, produkcja leków na receptę), urządzeń medycznych (28%) oraz Consumer Health (17% – leki OTC i produkty do pielęgnacji). Wpływ pandemii i jej skutków na poszczególne działy w dużym stopniu wzajemnie się znoszą – spadek przychodów (2020 vs. 2019) o 11,6 proc. z działu urządzeń medycznych, związany z mniejszą liczbą planowych operacji, został skompensowany 8 proc. wzrostem sprzedaży leków działu farmaceutycznego. Wyniki działu Consumer Health pozostały na podobnym poziomie – wzrosły o 1,1 proc”.

„Przychody spółki w 2020 roku wyniosły 82,6 mld dolarów. W tym kontekście szczepionki nie mają bardzo dużego wpływ na wyniki spółki. Przy cenie wynoszącej 10 dolarów za jedną dawkę szczepionki, każde 100 mln sprzedanych dawek przekłada się na przychód wynoszący 1 mld dolarów. Stany Zjednoczone zamówiły w 2020 roku 100 mln dawek, a planowały wkrótce zamówić kolejne 100 mln. Unia Europejska zamówiła 200 mln dawek (cena dla UE była niższa i wyniosła prawdopodobnie 8,5 dolara). Unia Afrykańska zamówiła 220 mln dawek, z opcją na kolejne 180 mln. Te zamówienia stoją teraz jednak pod znakiem zapytania, zależnie od oceny bezpieczeństwa szczepionki. Szczepionka J&J jako jedyna jest podawana w formie pojedynczej dawki”.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Cudzoziemcy z obowiązkiem udziału w spisie powszechnym

Obowiązek udziału w spisie powszechnym nałożony został na wszystkie osoby, które w dniu 31 marca 2021 roku mieszkały – na stałe lub czasowo – na terytorium Polski, niezależnie od posiadanego meldunku. Pracodawcy zatrudniający cudzoziemców powinni zatem przypomnieć im o konieczności przekazania wymaganych informacji do Głównego Urzędu Statystycznego. Co więcej, osoby obcojęzyczne muszą dokonać samospisu internetowego, gdyż kontakt z rachmistrzem będzie możliwy wyłącznie po polsku.

Spis dla cudzoziemców – w jakiej formie?

Rysunek1
Rysunek 1 Źródło: https://nsp2021.spis.gov.pl/#/login?redirect=%2Fobligations

W związku z sytuacją pandemiczną główną formą tegorocznego spisu powszechnego jest samospis internetowy. Aplikacja Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021 dostępna pod adresem nsp2021.spis.gov.pl umożliwia zalogowanie się także cudzoziemcom bez nadanego numeru PESEL. Aby przejść do spisu należy wówczas zaznaczyć odpowiednią opcję (rys. 1), która pozwoli zdefiniować hasło dostępu. Konieczne będzie podanie danych osobowych, takich jak nazwisko, imię, drugie imię (jeśli zostało nadane), płeć i data urodzenia. Następnie aplikacja poprowadzi do kolejnych kroków.

Rachmistrze spisowi rozpoczną swoją pracę 4 maja, lecz ze względu na aktualne obostrzenia epidemiczne będą kontaktowali się z wybranymi osobami wyłącznie telefonicznie. Osoby, które preferują właśnie taką formę spisu lub wykluczeni cyfrowo mogą sami skontaktować się z rachmistrzem za pośrednictwem specjalnej infolinii, uruchomionej pod numerem 22 279 99 99. Spis bezpośredni nie jest jednak dostępny dla osób nieposługujących się językiem polskim w sposób komunikatywny. W związku z tym cudzoziemcy bez znajomości języka polskiego powinni przystąpić do samospisu internetowego. Formularz dostępny jest opcjonalnie w języku angielskim, rosyjskim i ukraińskim.

Rola pracodawcy zatrudniającego cudzoziemców

Żaden akt prawny nie nakłada na pracodawców obowiązku informowania zatrudnionych cudzoziemców o konieczności dokonania spisu w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021. Mimo to, zakład pracy czy agencja pośrednicząca w zatrudnieniu często jest miejscem, z którego pracownicy – obcokrajowcy czerpią istotne informacje o zmianach prawnych czy ważnych wydarzeniach w kraju.

Warto apelować do pracodawców zatrudniających obcokrajowców, a także agencji pracy tymczasowej, by przypomnieli swoim pracownikom o spoczywającym na nich obowiązku oraz wyjaśnili wszelkie wątpliwości zaznacza mec. Piotr Pałucki, wspólnik Kancelarii Adwokackiej Pałucki & Szkutnik, specjalista z obszaru prawa pacy W interesie pracodawcy jest dbanie o bezpieczeństwo swoich pracowników, a jak wiadomo nieznajomość prawa szkodzi, zatem niewiedza o konieczności udziału w spisie nie uchroni od możliwych konsekwencji w postaci grzywny dodaje mec. Piotr Pałucki.

Odmowa udziału w spisie powszechnym nie jest jedyną sytuacją zagrożoną karą grzywny. Osoby, które podadzą dane, lecz niezgodne ze stanem faktycznym również mogą zostać ukarane w podobny sposób. Jeśli jednak waga oszustwa będzie większa, ustawa przewiduje również sankcje w postaci ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2.

Spis powszechny a RODO

Główną wątpliwość w przypadku podjęcia się obowiązkowi spisowemu stanowi kwestia ochrony danych, których podania wymaga aplikacja internetowa bądź rachmistrz. Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt 4 ustawy z dnia 29 czerwca 1995 roku o statystyce publicznej (Dz. U z 2020 r. poz.) dane, które uzyskuje Główny Urząd Statystyczny podczas narodowego spisu przetwarzane są wyłącznie w celach statystycznych. Następnie mogą być one użyte do opracowania analiz, o czym mowa w art. 7 tzw. „ustawy o NSP 2021” (Dz. U. z 2019 r. poz. 1775 z późn. zm.). Dane osobowe zebrane podczas spisu mogą być przetwarzane przez okres 100 lat.

Ustawa o Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021 mówi również o tym, że w przypadku przetwarzania danych osobowych w ramach narodowego spisu nie mają mocy zapisy wynikające z rozporządzenia RODO, mówiące o dostępie do danych, możliwości ich sprostowania, ograniczenia przetwarzania czy sprzeciwu wobec przetwarzania informuje mec. Piotr Pałucki Nie należy jednak się obawiać, gdyż Główny Urząd Statystyczny jest jedynym podmiotem, który ma wgląd do zebranych informacji – dodaje mec. Piotr Pałucki.

Podstawy prawne, jakimi są ustawa o statystyce publicznej oraz ustawa o ochronie danych osobowych zapewniają poufność wszystkich zebranych danych osobowych. Podane informacje podczas spisu stają się anonimowymi danymi statystycznymi i obejmuje je tajemnica statystyczna. Nie ma podstaw, by ochrona ta została uchylona w drodze jakiegokolwiek wyjątku.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 rozpoczął się 1 kwietnia 2021 r. i potrwa do 30 września 2021 r. Jest to obowiązkowe badanie statystyczne realizowane przez Główny Urząd Statystyczny raz na 10 lat.

European Energy i Eesti Energia podpisują największy kontrakt PPA w krajach bałtyckich

Estońska firma energetyczna Eesti Energia podpisała z duńskim dostawcą energii European Energy umowę na dostawę 3,8 TWh energii elektrycznej przez okres 10 lat począwszy od 2023 roku. Kontrakt zabezpiecza energię odnawialną odpowiadającą połowie rocznego zużycia energii w Estonii.

Eesti Energia jest wiodącym dostawcą energii odnawialnej w regionie działającym za pośrednictwem spółki zależnej – Enefit Green, a dzięki współpracy i długoterminowym umowom na zakup energii z innymi wytwórcami firma może dostarczać swoim klientom coraz większe ilości zielonej energii. W ubiegłym roku Eesti Energia wybudowała dla swoich klientów prawie 300 elektrowni słonecznych o łącznej mocy 8 MW. Obecnie około 2500 odbiorców, będących niezależnymi producentami sprzedaje do Eesti Energia prąd wyprodukowany we własnych domach lub firmach.

Naszą misją jest dążenie do wdrażania jeszcze bardziej inteligentnych rozwiązań dla klientów oraz czystszej produkcji energii. Nieustannie poszukujemy nowych sposobów na rozbudowę naszej oferty zielonej energii. Umowa PPA to kolejna ważna transakcja, która umożliwi naszym klientom w krajach bałtyckich szybsze wdrażanie ekologicznej transformacji oraz ustalenie kosztów energii elektrycznej na bardzo korzystnych warunkachmówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit w Polsce i dodaje W tej chwili możliwe jest trwałe utrzymanie ceny do 2031 roku. Kurs giełdowy w ostatnich trzech miesiącach był bardzo wysoki i przewidujemy, że w najbliższych latach utrzyma się na podobnym poziomie lub wzrośnie. W porównaniu z obecną ceną giełdową, długoterminowy kontrakt na energię elektryczną pozwala firmie zaoszczędzić nawet do 30% na kosztach energii elektrycznej.

Umowy typu PPA pozwalają odbiorcy na długoterminowe ustalenie ceny energii elektrycznej na korzystnych warunkach, dostarczając kompletną wiedzę w zakresie jej źródła pochodzenia. Zainteresowanie takim rozwiązaniem przerosło oczekiwania Eesti Energia. W 2021 roku podpisano ponad sto umów z dużymi przedsiębiorstwami w całym regionie bałtyckim. Łączny wolumen energii sprzedanej przez Eesti Energia swoim klientom przekracza 2 TWh.

Energia będzie pochodzić z trzech farm wiatrowych, które European Energy buduje obecnie na Litwie. – Cieszymy się, że dzięki naszym farmom wiatrowym jeszcze więcej energii odnawialnej będzie mogło trafiać do krajów bałtyckich. Jest to jak dotąd największa umowa PPA podpisana w tym regionie i wierzymy, że rynek bałtycki jest pozytywnie nastawiony do zielonej transformacji swojego sektora energetycznego mówi Jonas Lau Forsberg Nihøj, dyrektor ds. handlu energią i PPA w European Energy.

European Energy jest producentem energii odnawialnej, który buduje i konstruuje farmy wiatrowe i słoneczne na całym świecie. Firma została założona w 2004 roku w Danii. Dziś jest obecna w ponad 11 krajach europejskich, a swoją działalność rozwija także w USA i Brazylii.

W sumie, w 2020 roku Eesti Energia wyprodukowała 1,5 TWh energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Stanowiło to 40% całkowitej produkcji energii elektrycznej tej grupy. Emisja CO2 spółki spadła od 2018 roku trzykrotnie. Strategicznym celem Eesti Energia jest oferowanie klientom wysokiej jakości usług z wykorzystaniem najnowszych dostępnych narzędzi cyfrowych oraz dotarcie do 1 miliona klientów w regionie Morza Bałtyckiego do 2024 roku.

Eesti Energia jest obecna poza granicami Estonii za pośrednictwem spółki zależnej Enefit, działającej na polskim rynku od 2017 roku. Oferta Enefit w Polsce jest skierowana do klientów biznesowych i obejmuje zakup energii, a także rozwiązania oraz usługi energetyczne. Spółka operuje także na Łotwie, Litwie i w Finlandii.

Granice handlu zatarte. Dane zwiastują początek nowej ery?

Cyfrowy handel przekracza granice, zarówno wyobraźni – biorąc pod uwagę dynamikę wzrostu w 2020 r. – jak i terytorialne. Jednym z powodów dobrych wyników na rynku e-commerce był gwałtowny wzrost sprzedaży w segmencie Cross-Border Commerce. Zdaniem ekspertów to właśnie ten element internetowego handlu w najbliższych latach rozwijać się będzie najprężniej. 

Cross-Border Commerce to nic innego jak sprzedaż produktów klientom, znajdującym się poza granicami kraju. Nie jest ona niczym nowym – kupcy od zarania dziejów podróżują, sprzedając produkty z odległych krain, takie jak: jedwab, bursztyn, orientalne przyprawy czy wełna. Różnica jest taka, że dziś handel dobrami z najdalszych zakątków świata jest prostszy niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko dzięki globalizacji, internetowi oraz popularyzacji międzynarodowych platform marketplace, do jakich zalicza się np. Amazon.

Rozwój tych ostatnich doprowadził do renesansu handlu transgranicznego. Sprzedaż do odbiorców zlokalizowanych w różnych krajach stała się prostsza niż kiedykolwiek wcześniej. Prosta do tego stopnia, że zajmować się nią może zwykły Kowalski i to bez wychodzenia z domu.

Internet skrócił dystans, jaki dzieli konsumenta od sprzedawcy, mało tego, dzięki sieci klienci mogą przebierać w ofertach. Drobni handlowcy mogą konkurować z dużymi i bogatymi, bo rozwój logistyki sprawił, że opłaca się wysyłać artykuły nie tylko do innego miasta, ale także kraju. Jest jeszcze trzecia składowa: wzrost znaczenia platform marketplace. To dzięki nim próg wejścia do świata międzynarodowego handlu jest akceptowalny dla przeciętnego człowieka, a konsumenci nie boją się dokonywać takich transakcji – podkreśla Aleksandra Szarmach, Chief Marketing & Sales Officer z Nethansy, sopockiej spółki wspierającej producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem Amazona.

Europa bez granic

Z wyliczeń ekspertów z CBCommerce dowiadujemy się, że w roku poprzedzającym pandemię obroty w ramach handlu transgranicznego w sieci wyniosły na Starym Kontynencie 143 mld euro. Czy to dużo? Dla porównania wartość polskiego e-commerce w 2020 roku wyniosła 100 mld, ale złotych – poinformowała firma PwC w lutym tego roku. A przypomnijmy, minione 12 miesięcy było znakomite dla zakupów online. Wszystko wskazuje na to, że w r. 2021 obroty nie będą mniejsze.

Paliwa, do rozwoju handlu transgranicznego, dostarczają platformy typu marketplace. Gdyby nie Amazon i spółka, które odpowiadają za 60% globalnych obrotów, czyli aż 84 mld euro, z Cross-Border Commerce mogłoby być krucho. Platforma założona przez Bezosa jest niepodważalnym liderem w tym segmencie, odpowiedzialnym za jedną czwartą (32 mld euro) transgranicznej sprzedaży online.

A to dopiero początek, bo eksperci przewidują, że w 2025 roku marketplace’y zwiększą swój udział w całym wolumenie sprzedaży transgranicznej do 65%. Co sprawia, że za ich pośrednictwem konsumenci ochoczo sięgają po towary wystawione przez zagranicznych sprzedawców?

Aleksandra Szarmach z Nethansy tłumaczy ten trend szerokim asortymentem międzynarodowych platform handlowych. – Marketplace’y pozwalają kupującym znaleźć i porównać produkty. Nie trzeba w tym celu odwiedzać setek sklepów internetowych. To właśnie ta wygoda jest jednym z głównych argumentów, który przekonuje internautów do zakupów na Amazonie. Jeśli produkt z zagranicy lepiej odpowiada oczekiwaniom klienta, a cena dostawy nie zwala z nóg, to błyskawicznie ląduje on w koszyku. To jedna strona medalu, bo korzyści z obecności na największym marketplace świata mają także sprzedawcy. Platforma daje im efekt skali, którego sami nie są w stanie wypracować – wyjaśnia ekspertka.

Reakcja łańcuchowa

W pierwszych miesiącach 2020 roku transgraniczne zakupy w sieci cieszyły się w Europie umiarkowaną popularnością. Zdecydowana większość Europejczyków (90%) pozostawała wierna krajowym sprzedawcom, podaje Eurostat. Jednak gdy pandemia przybierała na sile, wśród mieszkańców Europy rosło zainteresowanie e-handlem. W kolejnych trzech kwartałach odsetek zamówień transgranicznych zwiększył się aż trzykrotnie. – Wygląda na to, że spowodowana pandemicznym restrykcjami popularyzacja zakupów w internecie sprawiła, że klienci przesunęli swoje granice tolerancji na nowinki, oswajając się z handlem międzynarodowym – mówi Aleksandra Szarmach z Nethansy i dodaje, że jeśli sklep nie wykorzystuje w pełni możliwości dotarcia na zagraniczne rynki, jakie dają międzynarodowe marketplace, to dużo traci. – Konkurenci zapewne już to robią – ostrzega Szarmach.

Wiatr odnowy

Analizując dane, jak kupowali Europejczycy z podziałem na wiek, trudno nie zgodzić się z ekspertką Nethansy. Okazuje się, że im młodszy klient, tym chętniej kupuje w sklepie zagranicznym. Nabywcy w wieku 16-24 najchętniej zamawiali produkty u sprzedawców z innych krajów UE (34%), a także spoza Wspólnoty (24%). W przypadku grupy w wieku 25-54 wynik był niższy, ale proporcje zachowane – starsi konsumenci częściej kupują w Europie (31%) niż poza nią (21%). Z największą rezerwą do handlu transgranicznego podchodzą ludzie w sile wieku i seniorzy. W grupie wiekowej 55-74 lata tylko co piąte (21%) zamówienie pochodziło ze sklepu zlokalizowanego w innym kraju UE, a 15% z innych części świata. – Widać tu jak na dłoni, że e-commerce nie zna granic, przynajmniej tych na mapie – kwituje Chief Marketing & Sales Officer Nethansy.

Eksperci o zachodniopomorskim rynku pracy po I kwartale roku 2021. Przemysł i magazyny w górę, usługi i turystyka ostro w dół

Zachodniopomorski rynek pracy 2021. Jakie są efekty pandemii? Eksperci: „Przemysł ciągnie naszą gospodarkę do góry”

W minionym tygodniu miało miejsce posiedzenie Zachodniopomorskiej Rady Rynku Pracy. Ponadto eksperci Północnej Izby Gospodarczej podsumowywali I kwartał roku 2021 na rynku pracy. Statystyki pokazują, że sytuacja nie jest tak zła, jak mogłaby być gdyby nie dobra kondycja przemysłu, logistyki i gospodarki morskiej. – Polscy przedsiębiorcy są mistrzami w odnajdywaniu się w trudnych sytuacjach. Improwizują, szukają rynków zbytu, dynamicznie dywersyfikują swoją działalność. Moim zdaniem dobre wyniki rynku pracy są efektem właśnie tej zaradności. Nie bez znaczenia jest również wsparcie finansowe ze strony Rządu, choć ono – jak wiemy – nie dociera ono do wszystkich – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

8,5% bezrobocia w regionie. Więcej niż przed pandemią, ale nie spełniły się czarne scenariusze

Statystyki dotyczące bezrobocia w naszym regionie pokazują, że od trzech miesięcy bez zatrudnienia pozostaje ok. 8,5% mieszkańców. To wynik wyższy niż przed pandemią, ale eksperci nie mają wątpliwości, że spodziewano się, że będzie zdecydowanie gorzej. Przypomnijmy, że pandemia trwa od ponad 13 miesięcy, a cały rok 2021 to dotychczas łagodniejsza lub silniejsza formuła lockdownu.

– Sytuacja takich branż jak turystyka, gastronomia, hotelarstwo czy usługi jest bardzo zła. Wyobrażam sobie, że w tych sektorach wiele osób straciło pracę. Jednocześnie branża e-commerce, TSL, magazyny czy centra usług wspólnych nadal zatrudniają u poszukują dla siebie pracowników. Oczywiście tutaj fluktuacja pracowników nie następuje w sposób naturalny, ale powinniśmy się cieszyć, że są rynku, które rekompensują zwolnienia, które następują w branżach objętych lockdownem – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Miejsca pracy pomaga uratować rządowe wsparcie: – Tarcze finansowe, pożyczki płynnościowe czy rosnąca ilość kodów PKD kwalifikujących do pomocy oczywiście cieszy i jest wsparciem. Priorytet to jednak zaradność przedsiębiorców. Oceniam ją bardzo wysoko – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

Dobra kondycja zachodniopomorskiego rynku pracy to efekt dużej ilości magazynów i firm przemysłowych?

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że póki co sytuacja nie jest tak zła jak można byłoby się spodziewać. Bezrobocie nie rośnie falowo, choć są oczywiście branże, które są narażone na poważne konsekwencje koronawirusa i lockdownów. Jak wyjaśnia Marcin Borowski z firmy LSJ HR Group na rynku można zaobserwować dynamiczne przebranżawianie się. – Kwitnie branża e-commerce, która wciąż ma ogromne potrzeby personalne i na pewno jest w stanie przyjąć mnóstwo nowych pracowników. Obserwujemy też szerokie zmiany w kompetencjach: widać, że zyskują na znaczeniu kompetencje związane z optymalizacjami procesywnymi czy pracą zdalną, zachodzą również zmiany związane z cyfryzacją przedsiębiorstw – mówi Marcin Borowski.  – Moment, gdy na rynku pracy było więcej osób do zagospodarowania to było pierwsze półrocze 2020 roku. Nie było to jednak tsunami ofert pracy, po prostu było więcej osób, które straciło prace lub część swoich etatów – dodaje Borowski.

Jak dodaje Anna Sudolska z Idea HR Group wysokość wynagrodzenia Polaków i ilość ofert pracy jest odzwierciedleniem bieżącej sytuacji gospodarczej: – Zdecydowanie nasz zachodniopomorski rynek pracy ciągnie do góry przemysł oraz sektor magazynowy, który rekrutuje, dobrze płaci i wciąż czeka na pracowników. Sytuacja w Polsce jeżeli chodzi o rynek pracy jest niewątpliwie jedną z najlepszych w Europie. Jest to fenoment, który pewnie przez lata będzie badany. Pozostaje nam się cieszyć i mieć nadzieję, że to się nie zmieni – mówi ekspertka Idea HR.

Ile osób w regionie „dobrze zarabia”?

Ostatni raport KPMG pokazuje, że w naszym regionie „dobrze zarabia” 58.5 tysiąca mieszkańców. W statystyce przyjęto wykładnik, że dobre zarobki to takie, które przekraczają 7 tysięcy złotych brutto.  – Uważam, że to dobra statystyka, która znajduje odzwierciedlenie w statystykach i ofertach dla kandydatów. Propozycje dla specjalistów zaczynają się zwykle od 7 tysięcy złotych brutto w górę. Mowa np. o specjalistach z branż: logistyka, transport, budownictwo, e-commerce czy ICT. Dobry specjalista na start zarabia takie pieniądze i one rosną wraz z doświadczeniem i umiejętnościami. Spodziewam się, że ilość osób dobrze zarabiających będzie rosła. Demografia jest bezlitosna i osób przybywających na rynku pracy jest mniej niż chętnych do zatrudniania. Oczywiście mowa ptrzede wszystkim o branżach na których ilość pracowników jest deficytowa – wyjaśnia Anna Sudolska, ekspert IDEA HR.

Według wspominanych statystyk „dobrze zarabia” 1,7 miliona Polaków. Patrząc z tego punktu widzenia to zarobki Polaków wciąż wyglądają gorzej niż np. naszych europejskich sąsiadów.

Na złotym cisza przed burzą

Tydzień otwiera się pustym kalendarzem, co daje możliwość do kontynuowania umiarkowanego optymizmu i przywracania strategii reflacyjnej. Nie przeszkadza rynek długu w USA, gdzie rentowności spadają, odbierając siłę dolarowi. W międzyczasie rynek walutowy najprawdopodobniej będzie odliczał dni do posiedzenia EBC w czwartek i odczytów PMI w piątek. Na złotym cisza przed burzą.

Na rynku akcji rozkręcać się sezon wyników kwartalnych, co może dostarczyć paliwa do poprawy rekordów na Wall Street. Dla FX to średnio istotny czynnik, choć pozwala ciepło myśleć o perspektywach globalnego ożywienia i nie przeszkadza we wzrostach ryzykownych walut. Większe znaczenie ma „znormalnienie” rynku długu USA i przerwanie rajdu rentowności, który w poprzednim kwartale wprawiał w zawrót głowy niejednego uczestnika rynku. Znika strach przed ucieczką inflacji poza kontrolę banków centralnych, co mogłoby prowadzić do wcześniejszego zacieśniania polityki i uderzałoby w rajd ryzyka czy spółki wzrostowe. Inwestorzy wyprzedający wcześniej obligacje zapędzili się z oczekiwaniami na zwrot w polityce Fed, a niskie wyceny długu przyciągają nowych kupujących. Spadek rentowności ma krótkoterminowo większe znaczenie dla USD niż lepsze dane z gospodarki USA, o czym w ubiegłym tygodniu przekonaliśmy się nie raz. W następnych dniach pozostaniemy przy nudnym wpatrywaniu się w ścieżkę rentowności, gdyż kalendarz makro z USA nie oferuje niż ciekawego. Cicho będzie też po stronie przedstawicieli Fed, którzy rozpoczynają okres zamknięty przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC.

Na słabości dolara EUR/USD ma szanse złamać 1,20, nawet jeśli nie mam przekonania do trwałości tego ruchu. Obecnie do strony fundamentalnej nic mocno nie stoi za euro i tylko dodatnia korelacja EUR/USD z hossą na rynku akcji przemawia za ciągnięciem kursu wyżej. Chciałbym zobaczyć w danych potwierdzenie pozostawienia w tyle lockdownowych klimatów i przyspieszenie ożywienia w strefie euro. Na to przyjdzie czas w drugiej połowie roku, ale w międzyczasie uważałbym na korekty w dół. W tym tygodniu nie spodziewam się nic przełomowego po posiedzeniu EBC, a odczyty PMI powinny wskazać, że kolejne lockdowny mają malejący wpływ na aktywność gospodarczą.

Chyba nareszcie odżywa budowanie długich pozycji w funcie. Coś, co istniało przez sporą część lutego, pod koniec marca wyparowało wraz z globalnym prądem do redukcji ryzyka. Od początku kwietnia funt się męczył blokowany wypłukiwaniem krótkich pozycji na EUR/GBP, ale fala może się odwracać. Jeśli rynek uwierzy, że jest miejsce na rozkręcanie strategii reflacyjnej, GBP/USD będzie ciągnięty wyżej nie tylko na słabości dolara, a popyty na funta rozleje się po innych crossach. W tym tygodniu wspierające powinny być dane odzwierciedlające otwieranie gospodarki po lockdownie – rynek pracy (wt), sprzedaż detaliczna (pt) i PMI (pt).

Krótkie były epizody schodzenia EUR/PLN do 4,54 w piątek, mimo że wyższy EUR/USD i pozytywne nastroje są dobrym tłem do umocnienia walut wschodzących. Obawiam się, że pozostaje coraz mniej czasu na ostatnie umocnienie złotego przed nerwową grą pod posiedzenie TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia). Sądzę, że 4,52-4,53 będzie atrakcyjnym poziomem wejścia pod transakcje spekulacyjne na osłabienie złotego przed wyrokiem sądowym. W tym tygodniu mamy sporo danych z Polski, gdzie m.in. oczekiwania ustawione są na dwucyfrowe dynamiki miesięczne produkcji przemysłowej (śr) i sprzedaż detalicznej (czw). Jednak dla złotego dane będą miały minimalne znaczenie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sąd Najwyższy powinien poczekać na wyrok TSUE w sprawach frankowych

W kwietniu zapadną trzy wyroki, bardzo ważne dla tak zwanych frankowiczów – którzy od lat walczą w sądach o unieważnienie umów kredytowych we frankach szwajcarskich. Sąd Okręgowy w Gdańsku wystosował pytania do Sądu Najwyższego, a także do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Posiedzenia obu tych organów mają się odbyć w tym miesiącu. SN spotka się dwa razy – w pełnym składzie 13 kwietnia i w niepełnym 15 kwietnia, a TSUE swoje orzeczenie ma wydać 29 kwietnia. Do Sądu Najwyższego zostało skierowanych sześć pytań, które pokrywają się z pięcioma pytaniami zadanymi Trybunałowi Sprawiedliwości. Prawnicy uważają, że SN powinien wstrzymać się z wydaniem swojego wyroku do czasu, gdy zapadnie wyrok TSUE. Dlaczego?

– Ważne jest, aby Sąd Najwyższy z obiema swoimi uchwałami poczekał do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sąd Najwyższy orzekał bowiem w przeszłości w sposób niezgodny z orzecznictwem TSUE. I tym razem może się okazać, że polski organ sądowniczy inaczej zinterpretuje standard obrony konsumenta na rynku wspólnotowym. W szczególności chodzi zaś o interpretację przepisów dyrektywy 93/13 – powiedziała serwisowi eNewsroom mecenas Barbara Garlacz. – Dyrektywa 93/13 wyznacza minimalny standard ochrony konsumenta, do którego zobowiązały się państwa członkowskie Unii. Natomiast jest ona jest tylko pewnym punktem wyjściowym. To znaczy, że sądy krajowe mogą przepisy prawa krajowego interpretować w sposób bardziej korzystny, niż wynikałoby to z postanowień dyrektywy. I tutaj powstaje problem – ponieważ dotychczasowe orzeczenia Sądu Najwyższego wskazują na to, że traktuje on standard ochrony wyznaczony przez dyrektywę jako pewnego rodzaju maksimum ochrony, które trzeba przyznać konsumentowi z konieczności – bo Trybunał zobowiązał do tego sądy krajowe. Nie spotkaliśmy się jeszcze po stronie Sądu Najwyższego z orzecznictwem prokonsumenckim – chociaż istnieją przepisy prawa krajowego, które by na to pozwalały. Dlatego Sąd Najwyższy – biorąc pod uwagę jego przeszłość orzeczniczą na gruncie spraw frankowych, a także fakt, że jeszcze nie tak dużo spraw frankowych do niego trafiło i argumenty stron w procesach są różne – powinien poczekać najpierw na zdanie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – przekonuje mec. Garlacz.

Grupa PGNiG zainwestowała w producenta ładowarek do e-samochodów

Spółka PGNiG Ventures, pełniąca w Grupie Kapitałowej PGNiG rolę funduszu typu corporate venture capital, objęła udziały firmy Enelion oferującej kompleksowe rozwiązania dla elektromobilności. Wartość pierwszego etapu inwestycji to 2,53 mln zł. Jej całkowita wartość może wynieść 6 mln zł.

Spółka Enelion dostarcza rozwiązania obejmujące m.in. inteligentne ładowarki dla pojazdów elektrycznych oraz system do zarządzania sieciami ładowarek, planami taryfowymi i rozliczaniem płatności oraz aplikację mobilną dla kierowców pojazdów elektrycznych umożliwiającą zdalne zarządzanie ładowaniem, kontrolę ilości zużytej energii i kosztów ładowania

– Niewątpliwie rynek elektromobilności, tak jak gazomobilności ma przed sobą perspektywę dalszego wzrostu. W transporcie rośnie zapotrzebowanie na pojazdy zasilane CNG i LNG oraz gazową infrastrukturę tankowania, ale też zwiększa się liczba samochodów elektrycznych, a co za tym idzie powstaje coraz więcej punktów ich ładowania. Enelion oferuje rozwiązania najwyższej jakości, które zostały już zweryfikowane przez rynek, w tym m.in. oprogramowanie kompatybilne z ładowarkami innych producentów. Patrzymy na tę inwestycję pod kątem zysków biznesowych, a jednocześnie jako Grupa Kapitałowa PGNiG wspieramy przedsięwzięcia, które pomogą zapewnić niskoemisyjną przyszłość. Dlatego cieszę się, że portfel PGNiG Ventures powiększył się o tę spółkę – mówi Arkadiusz Sekściński, Wiceprezes Zarządu PGNiG ds. rozwoju.

Pierwsza transza inwestycji zakłada objęcie przez PGNiG Ventures udziałów w spółce Enelion o wartości ok. 2,5 mln zł. W kolejnych krokach PGNiG Ventures ma możliwość zainwestować w Enelion 6 mln zł. Horyzont inwestycji wynosi maksymalnie 5 lat.

– Jako PGNiG Ventures wspieramy innowacyjne firmy potrzebujące środków na rozwój produktów i usług, które mogą znaleźć zastosowanie w branży energetycznej. Bez wątpienia jednym z kluczowych kierunków dla energetyki jest właśnie elektromobilność
i dążenie do niskoemisyjności.
Niezbędne jest stworzenie odpowiednich warunków dla rozwoju tego obszaru, w tym inwestycje w rozbudowę infrastruktury, czyli przede wszystkim stacje ładowania. Enelion jest polską spółką, która oferuje ekspozycje na silnie wzrostowy rynek, przy modelu biznesowym gotowym na skalowanie, a opartym o rynkowo zweryfikowane ładowarki i wdrożony w grudniu 2020 roku system do zarządzania punktami ładowania, który może być oferowany bez ograniczeń operatorom, dlatego jestem przekonana, że inwestycja w spółkę jest dobrą decyzją – mówi Małgorzata Piasecka, Prezes PGNiG Ventures.

Enelion kieruje swoją ofertę zarówno do klientów biznesowych, w tym m.in. firm z branży energetycznej, samorządów, zarządców budynków, dealerów samochodowych, jak i do klientów indywidualnych. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat firma zwiększyła ponad czterokrotnie sprzedaż swoich produktów. Spółka umacnia swoją pozycję w Polsce i na rynkach europejskich. Aż 70 proc. wyprodukowanych przez Enelion ładowarek typu AC trafia na za granicę. Spółka zamierza zwiększyć produkcję z obecnych 400 do ponad 5 tys. urządzeń AC miesięcznie w 2025 roku i rozwinąć eksport do USA, Kanady, Europy Wschodniej, Ameryki Południowej, na Bliski Wschód oraz do Afryki. Spółka zamierza też wprowadzić do oferty szybkie ładowarki DC.

Inwestycja w spółkę Enelion to druga przeprowadzona przez PGNiG Ventures transakcja w tym roku. W marcu fundusz objął akcje ICsec, polskiego producenta systemów cyberbezpieczeństwa dla przemysłu. Wartość inwestycji to 4 mln zł.

Jak sprzedają Polacy: portret przedsiębiorcy e-commerce

Choć branża e-commerce bywa postrzegana jako pole rywalizacji gigantów, jest przede wszystkim miejscem, gdzie przedsiębiorcy mogą szybko uruchomić biznes, który sprzedaje i zarabia. Badanie “Nowy świat e-commerce” przeprowadzone przez platformę sklepów internetowych Shoper pokazuje, że polski e-handel to domena mikrofirm, z których te najskuteczniejsze stają się w ciągu kilku lat sklepami z prawdziwego zdarzenia.

Piotr mieszka pod Warszawą. Prowadzi sklep stacjonarny, ale z każdym rokiem coraz więcej czasu inwestuje w sprzedaż w sieci. Zamówienia kiedyś pakował sam i wysyłał wieczorami, teraz pomaga mu partnerka. Sprzedają akcesoria dla domu i ogrodu, głównie w swoim e-sklepie, a niekiedy też na Allegro i w serwisach ogłoszeniowych.

Krzysztof z Krakowa ma niezwiązaną z handlem pracę na cały etat, więc sklep internetowy założył wspólnie z kolegą – kto ma akurat więcej czasu obsługuje bieżące zamówienia. W pandemii wpadli na pomysł, że ludzi będą potrzebowali więcej odzieży sportowej oraz akcesoriów do ćwiczeń w domu i okazało się do strzałem w dziesiątkę. Dziś połowa ich dochodów to zyski ze wspólnego e-biznesu.

Anna ze Śląska działa w branży już 5 lat. Zatrudnia 8 osób. Sprzedaż naturalnych kosmetyków miała tylko być tylko przedłużeniem jej hobby, a sklep tak się rozwijał, że 2 lata temu musiała się przenieść z pokoju na poddaszu do osobnego biura i magazynu. Z czasem przestała też polegać na poczcie pantoflowej. Korzysta z zaawansowanych narzędzi promocji jak kampanie Google Ads i Facebook Ads.

Sprzedawców takich jak Piotr i Krzysztof jest najwięcej. Sprzedawców podobnych do Anny – kilkanaście procent.

Zaczynają od drobnych kroków

Jak wskazuje opublikowany w marcu raport “Nowy świat e-commerce” dla 66 proc. sprzedawców sklep internetowy stanowi dodatkowe źródło dochodu. 13 proc. właścicieli ocenia, że sprzedaż online odpowiada za połowę ich zarobków, a co piąty uznaje swój e-sklep za główne źródło utrzymania.

Sklep internetowy jako główne źródło dochodu

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commercePołowa sprzedawców internetowych (53 proc.) prowadzi swój biznes samodzielnie, a 28 proc. działa wspólnie z drugą osobą. Jeden na ośmiu zatrudnia do pomocy do 5 pracowników, a co czternasty zarządza zespołem liczącym więcej niż 5 osób.

Liczba osób zatrudnionych w sklepach internetowych

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commerce 2– Warto mieć na uwadze, że dane, na bazie których sporządzany jest raport, pochodzą z przełomu 2020 i 2021 r., czyli zebraliśmy je zaraz po epidemicznym boomie na sklepy internetowe. W ubiegłym roku powstało ich na naszej platformie wyjątkowo dużo. To przekłada się na wysoką reprezentację na rynku nowych i samodzielnie prowadzonych firm, wciąż bardziej inwestycji niż dobrze zarabiających biznesów. W grupie sklepów ze stażem dłuższym niż 5 lat proporcje są już nieco inne i zdecydowanie więcej jest właścicieli, dla których sprzedaż online stanowi główną aktywność zawodową – zauważa Oliwa Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Znajdują swoją niszę

Niezmienna od kilku lat jest koncentracja sklepów internetowych w wybranych regionach Polski. Niemal połowa (48 proc.) znajduje się w województwach mazowieckim, małopolskim i śląskim. Wspólnie w woj. wielkopolskim to już 57 proc. sklepów. Najwięcej z nich znajduje się na Mazowszu – 21 proc.

Mapa polskiego e-commerce

Mapa polskiego e-commerceNiemal co czwarty polski sklep internetowy (23 proc) sprzedaje asortyment z kategorii Dom i Ogród. Do popularnych branży należą również Ubrania (17 proc.) oraz Zdrowie i uroda (13 proc.). Te trzy grupy asortymentu stanowią ponad połowę sklepów. Pozostałe kategorie notują kilkuprocentowy udział.

Udział poszczególnych branż w ogólnej liczbie sklepów

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commerce 3Co trzeci sprzedawca internetowy poza swoim sklepem nie prowadzi już innej działalności handlowej. 35 proc. z nich ma sklep stacjonarny, a 44 proc. sprzedaje też w innych kanałach online, najczęściej za pomocą Allegro czy przez Facebooka.

– Interesujący jest fakt, że zarówno w podejściu do prowadzenia sprzedaży online, jak i wyborach co do asortymentu w ofercie nie widać jednej wiodącej metody działania. Nawet najpopularniejsza kategoria Dom i ogród to w rzeczywistości bardzo pojemna grupa różnorodnych produktów. To pokazuje jak bardzo elastyczne są narzędzia e-commerce i jak łatwo dostosować je można do własnych możliwości, ambicji biznesowych czy sytuacji na rynku – zauważa Oliwia Tomalik – W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy znaczny napływ nowych sklepów z branż, które w wyniku kolejnych lockdownu nie mogą normalnie pracować. Internet jest dla nich dzisiaj jedynym kanałem dotarcia do klienta – dodaje ekspertka Shoper.

Zadbaj o swój zarost na wiosnę!

Odpowiednio wypielęgnowana twarz to współcześnie nie tylko domena kobiet, ale także każdego zadbanego mężczyzny. Nieodłącznym elementem męskiego wizerunku jest zarost, który niezależnie od długości zawsze powinien wyglądać nienagannie. Na szczęście istnieje wiele sposobów, dzięki którym możliwa jest jego idealna stylizacja w domowych warunkach.

Najważniejszy pierwszy krok, czyli kilka słów na temat pielęgnacji

Przed rozpoczęciem zapuszczania zarostu warto zwrócić uwagę na kondycję skóry twarzy. Jej codzienne oczyszczanie i nawilżanie dobrej jakości kosmetykami to absolutna podstawa. Nawet najbardziej dokładnie przycięty zarost nie będzie wyglądać atrakcyjnie, kiedy jego tłem będzie zmęczona cera.

Zapuszczanie zarostu niekoniecznie musi pójść zgodnie z założonym planem. Podobnie jak w przypadku włosów na głowie, duże znaczenie mają tutaj czynniki genetyczne. Niektórzy mężczyźni bardzo szybko mogą cieszyć się bujną brodą, a inni muszą zadowolić się niewielkimi efektami na wybranych strefach twarzy. Kluczem do sukcesu (w każdej sferze życia) jest akceptacja naturalnych uwarunkowań i zaprezentowanie ich w jak najbardziej atrakcyjny sposób.

Czy historia kończy się na zapuszczeniu zarostu? Zdecydowanie nie! Broda potrzebuje pielęgnacji przy pomocy dedykowanych środków, takie jak olejki czy sera nawilżające. Dłuższy zarost wymaga także regularnego czesania przy użyciu specjalnych szczotek.

Jaką golarkę wybrać?

To pytanie zastanawia wielu mężczyzn, którzy chcieliby zadbać o stylizację swojego zarostu, ale obawiają się samodzielnego wykonywania tego typu zabiegów. Zupełnie niepotrzebnie – w sieci można znaleźć wiele poradników i filmów instruktażowych, w których ten proces omówiony jest w najmniejszych szczegółach.

Nic nie uda się jednak bez odpowiedniej golarki. Ich jednorazowe wersje to zdecydowany przeżytek – są nie-ekologiczne i mają bardzo ograniczone możliwości. Inwestycja w golarkę elektryczną szybko się zwróci, a komfort jej użytkowania jest zdecydowanie wyższy.

Sprzęt dobrej jakości posłuży wiele lat, dlatego warto wziąć pod uwagę możliwość zmiany upodobań i wybrać opcję z trymerem. Dzięki wielofunkcyjnemu urządzeniu możliwe będzie zarówno zgolenie zarostu na gładko, jak i stylizacja dłuższej brody.

Warto zdecydować się na bezprzewodową wersję golarki, dzięki której swoboda ruchów nie będzie w żaden sposób ograniczona. Istotna jest także wodoodporność urządzenia, pozwalająca na bezpieczne korzystanie z niego w łazience, a nawet pod prysznicem.

Te i wiele innych opcji golarek wpływa na ich pozycję w rankingu jakości. Przed zakupem dobrze jest się z nim zapoznać i dokonać najlepszego wyboru.

Blisko połowa uczniów spędza w internecie ponad sześć godzin dziennie. Ruszają programy wspierające edukację cyfrową dzieci

Izolacja i nauka zdalna sprawiły, że prawie 50 proc. uczniów korzysta z internetu przez ponad sześć godzin dziennie. Wymuszone przez pandemię przeniesienie wielu aktywności do online’u z jednej strony może podnieść kompetencje cyfrowe dzieci, a z drugiej – może prowadzić do złych nawyków cyfrowych. Dlatego ważne jest, żeby nie zostawiać najmłodszych w sieci samych i przekazywać im potrzebną wiedzę już na etapie podstawówki. W Polsce rusza właśnie największa akcja edukacyjna skupiona na kształtowaniu umiejętności cyfrowych u dzieci, w której od września wezmą udział setki szkół w całym kraju. 

Jak wynika z badań ‪„Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa” (czerwiec 2020 roku), zorganizowanych wspólnie przez Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej, Fundację Dbam o Mój Zasięg i Fundację Orange, 49,5 proc. uczniów oraz 51 proc. nauczycieli obecnie deklaruje, że korzysta z internetu ponad sześć godzin dziennie. Jeszcze przed pandemią te wskaźniki były wyraźnie niższe i wynosiły odpowiednio 7,2 proc. oraz 5,7 proc.

– Trwająca od roku edukacja zdalna mocno zaburzyła balans między życiem online i offline. Najmłodsi spędzają dużo czasu online, korzystając również z portali społecznościowych, kontaktując się z rówieśnikami, co jest bardzo istotne dla ich rozwoju. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, w jaki sposób dzieci korzystają z narzędzi internetowych i czy przypadkiem nie natrafiają na treści, które mogłyby być dla nich szkodliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kosiński z Fundacji Orange, koordynator programu MegaMisja.

W tej chwili coraz młodsze dzieci potrafią już obsługiwać smartfon czy tablet, instalować gry i aplikacje. Cyfrowe kompetencje nie ograniczają się jednak tylko do tego. Eksperci podkreślają, że dzieci powinny m.in. umieć krytycznie podchodzić do treści zawartych w internecie, odróżnić informację od reklamy i fake newsy od prawdy oraz znać zasady cyberbezpieczeństwa. Potrzebna jest im także wiedza na temat tego, jak chronić swoją prywatność w sieci, jakie treści mogą w niej udostępniać i na co pozwalają prawa autorskie. Równie ważne jest nauczenie dzieci, jak spędzać czas przed ekranem w sposób kreatywny i twórczy.

– Wielu osobom się wydaje, że kompetencje cyfrowe skupiają się tylko na obsłudze jakichś specjalistycznych urządzeń technicznych. W rzeczywistości to pojęcie jest bardzo szerokie. Najważniejsze kompetencje cyfrowe, których uczymy w programie HASHSuperKoderzy, to m.in. umiejętność dbania o swoją prywatność i bezpieczeństwo w sieci czy wyszukiwania i weryfikowania informacji. To są najważniejsze zagadnienia, które przekazujemy uczniom – mówi Monika Wrońska z Fundacji Orange, koordynatorka #SuperKoderów.

Dzieci i młodzież poświęcają w tej chwili czas przed ekranami nie tylko na zdalną naukę. Izolacja sprawiła, że internet stał się dla nich jedynym kanałem integracji i kontaktu z rówieśnikami, a w wielu przypadkach także głównym źródłem rozrywki. Przeniesienie tylu aktywności do sieci zwiększa ryzyko ukształtowania się niezdrowych nawyków cyfrowych. Dotyczy to zwłaszcza młodszych dzieci, uczniów podstawówek. Dlatego już od początku warto pokazywać im, jak korzystać z internetu odpowiedzialnie i mądrze.

– Dobrze jest rozmawiać z dziećmi na temat ich aktywności w sieci i proponować takie zajęcia, które mogłyby choć trochę poprawić równowagę między światem online i offline – wyjaśnia Krzysztof Kosiński. – Świat online jest dla dzieci bardzo ciekawy i wciągający, często tak bardzo, że same nie są w stanie się od niego oderwać. Dlatego warto, żeby czasami pojawił się dorosły i powiedział, że już czas zająć się jakąś inną aktywnością.

MegaMisja i #SuperKoderzy to dwa flagowe programy edukacyjne Fundacji Orange dedykowane nauczycielom i uczniom szkół podstawowych. Do tej pory wzięło w nich udział już ponad 1,7 tys. szkół i blisko 44 tys. uczniów w całej Polsce. Oba programy są skupione na kształtowaniu u dzieci kompetencji cyfrowych i pokazywaniu, jak twórczo korzystać z technologii w trakcie lekcji i w czasie wolnym.

– Zajęcia w programie MegaMisja przygotowują dzieci do świadomego i bezpiecznego korzystania ze świata internetu – wyjaśnia jego koordynator. – Najmłodsi uczą się poszukiwania informacji, dowiadują się, czym są prawa autorskie i dlaczego nie można korzystać z pracy innych bez zgody autora. Uczą się także, czym jest poczta internetowa i jak stworzyć bezpieczne hasło oraz jak wykorzystywać sprzęt do nagrywania dźwięku, robienia zdjęć czy nagrywania filmów. MegaMisja jest jednak nie tylko programem o edukacji cyfrowej. Duży nacisk położyliśmy na to, żeby dzieci mogły rozwijać swoje kompetencje społeczne, myśleć, zadawać pytania i rozwiązywać problemy. Poprzez zabawę uczą się rzeczy ważnych.

MegaMisja to 10-miesięczny cykl zajęć dla uczniów klas 1–3 oparty na fabule bajki. Jest przystosowany również do nauki zdalnej. Szkoła, która bierze w nim udział, otrzymuje zarówno pomoce naukowe w postaci tabletów, książek i audiobooków, jak i dostęp do gotowych scenariuszy zajęć, które są zgodne z podstawą programową.

– Nauczyciele w trakcie programu MegaMisja nie zostają sami. Dbamy o rozwój ich wiedzy i umiejętności. Dostarczamy im zarówno szereg webinarów i narzędzi, które umożliwiają poszerzenie warsztatu nauczyciela, jak i wszystko to, co jest niezbędne w trakcie realizacji programu – wymienia koordynator programu z Fundacji Orange.

Udział w programie jest dla szkół bezpłatny. Placówki, które chcą się do niego zgłosić, muszą do 10 maja br. wypełnić formularz online na stronie Fundacji Orange i dołączyć do niego pracę zgłoszeniową, która polega na wykonaniu – wspólnie z uczniami – prostego zadania, dostosowanego do obecnych warunków e-nauczania. Na tej podstawie zostanie wyłonionych 140 szkół, które od września zaczną cyfrowe zajęcia.

– Do programu MegaMisja może zgłosić się każdy nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej bądź nauczyciel wychowawca pracujący w świetlicy szkolnej – wskazuje Krzysztof Kosiński.

Dokładnie takie same zasady obowiązują też w przypadku #SuperKoderów, czyli drugiego z programów, który jest skierowany do nieco starszych uczniów z klas 4–8. W trakcie zajęć dzieci uczą się podstaw programowania – nie tylko na informatyce, lecz także na lekcjach matematyki, przyrody, historii, fizyki, muzyki czy języków obcych.

– Na języku polskim dzieci przygotowują reportaże, przeprowadzają wywiady, montują filmy i reportaże i poznają aplikacje do tego służące. Na biologii czy geografii budują własne stacje pogodowe, robią pomiary temperatury, ciepła i wiatru, a później tworzą wirtualne prezentacje obrazujące zebrane przez nich wyniki. Na lekcjach historii – ucząc się np. o dynastii Piastów – budują drzewa genealogiczne, tworzą gry albo umiejscawiają te wydarzenia na wirtualnych osiach czasu. W tym roku mamy też do zaoferowania nową ścieżkę edukacyjną opartą na druku 3D. Dzieci będą same projektować materiały, które później wydrukują w szkole – wymienia Monika Wrońska. – Dzieciaki uczą się pracy zespołowej i poznają nowe narzędzia cyfrowe. To bardzo kreatywny program, który pokazuje, jak w inteligentny, fajny i interesujący sposób wykorzystywać nowe technologie.

Do HASHSuperKoderów – podobnie jak do MegaMisji – placówki mogą zgłaszać się do 10 maja br. poprzez formularz na stronie fundacji. Także w tym przypadku wyłonionych zostanie 140 szkół, które od września zaczną realizować bezpłatny program. Do tej pory zrealizowało go już ponad 600 szkół w całej Polsce.

– Co ważne, nauczyciele biorący udział w programie nie muszą posiadać specjalnych umiejętności informatycznych czy programistycznych. Wystarczą dobre chęci i zgłoszenie do programu. Szkoła, która zostanie do niego zakwalifikowana, otrzyma grant na zakup zestawów robotów i innych niezbędnych materiałów – wyjaśnia koordynatorka tego programu z Fundacji Orange.

Polska będzie inwestować w poprawę jakości wody pitnej i ograniczanie jej strat. To pierwszy taki projekt w historii

Unijna dyrektywa w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia zobowiązuje Polskę do zaplanowania inwestycji wymaganych dla poprawy bezpieczeństwa wodnego. Prace nad stworzeniem takiego planu trwają. – Z jakością wody pitnej w Polsce nie jest najgorzej, ale wciąż istnieją obszary, w których straty wody pobieranej ze środowiska sięgają 50 proc. – mówi Jolanta Olbracht z firmy Arcadis, która odpowiada za te prace. Celem dyrektywy jest zapewnienie dostępu do wysokiej jakości wody wodociągowej także osobom w trudnej sytuacji, m.in. migrantom i bezdomnym.

Straty wody pozyskanej ze środowiska zostały określone przez Unię Europejską jako dosyć istotne, stąd wprowadzona w grudniu ubiegłego roku dyrektywa nakłada na państwa członkowskie obowiązek analizy tych strat, szczególnie wody przeznaczonej do picia. W Polsce ten problem nie jest duży, bo w większych miastach straty sięgają tylko około 5 proc. wody zebranej ze środowiska. Jednak istnieją obszary, w których wynoszą one aż 50 proc. Jest to uzależnione od materiałów, z jakich zbudowane są sieci wodociągowe oraz jakości tych wodociągów – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jolanta Olbracht, kierownik zespołu wodnego w Krakowie w firmie Arcadis.

Polska musi sprostać zobowiązaniom wynikającym z unijnej dyrektywy, dlatego Ministerstwo Infrastruktury realizuje projekt „Program inwestycyjny w zakresie poprawy jakości i ograniczenia strat wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi”. Jego celem jest wyznaczenie priorytetowych obszarów oraz kluczowych inwestycji, wymaganych w celu poprawy bezpieczeństwa wody.

Program jest realizowany w głównej mierze przez firmę Arcadis. Rozpoczął się pod koniec października 2020 roku, a zakończy w maju tego roku. Przeprowadzono już ankietę wśród przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych, gmin, organów, urzędów, instytucji nadzorujących i regulujących, właścicieli lub administratorów dużych obiektów priorytetowych oraz przedsiębiorstw spożywczych, specjalistów, ekspertów związanych z zaopatrzeniem w wodę oraz konsumentów, a kolejnym krokiem jest analiza zebranych danych.

– W jej efekcie powstanie lista potrzeb inwestycyjnych, które pokażą, gdzie należy kierować środki finansowe, żeby w przyszłości coraz lepiej panować nad stratami wody – mówi ekspertka z firmy Arcadis.

Unijna dyrektywa ma wprowadzić tzw. zarządzanie ryzykiem w zakresie dostępu do wody o dobrej jakości według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia. Żeby zarządzać tym ryzykiem, trzeba wiedzieć, z czego ono wynika, jakie są problemy, gdzie się pojawiają i co trzeba zrobić, żeby uniknąć ich w przyszłości.

– Takie przedsięwzięcie jest realizowane w Polsce pierwszy raz i ma ono pomóc w kierowaniu pieniędzy tam, gdzie są one najbardziej potrzebne. Zadaniem programu inwestycyjnego jest określenie obszarów priorytetowych, takich jak: dział zaopatrzenia, uzdatnianie, jakość wody czy infrastruktura informatyczna, która reguluje, analizuje, informuje i zbiera dane dotyczące tego problemu. Niezbędne jest także wskazanie działań pilnie potrzebnych, które mają pomóc w osiągnięciu celu unijnej dyrektywy, czyli ograniczenia strat wody i poprawy dostępu dla każdego mieszkańca Unii Europejskiej do dobrej jakości wody pitnej – tłumaczy Jolanta Olbracht.

Obowiązek przeprowadzania oceny ryzyka dostaw wody dotyczy całego łańcucha – od punktu poboru do punktu zgodności, zapewnienia powszechnego dostępu do wody, wprowadzenia systemu certyfikacji materiałów i produktów mających kontakt z wodą przeznaczoną do spożycia przez ludzi oraz przepisów zobowiązujących państwa członkowskie do ograniczenia strat wody w sieciach.

– Wdrożenie programu inwestycyjnego w dużej mierze będzie zależeć od instytucji, które będą administratorami danego działania zaproponowanego w programie. Z kolei zakres działań będzie uzależniony od środków finansowych przeznaczonych na ten cel. W projekcie zostaną wskazane potencjalne źródła finansowania – dodaje kierownik zespołu wodnego w Krakowie w firmie Arcadis.

Nowe unijne przepisy to odpowiedź na inicjatywę obywatelską Right2Water na rzecz poprawy dostępu wszystkich obywateli do bezpiecznej wody pitnej. W ramach akcji zebrano 1,8 mln podpisów i jest to pierwsza europejska inicjatywa obywatelska, która stała się prawem. W praktyce państwa członkowskie mają zapewnić nieodpłatny dostęp do wody pitnej w budynkach użyteczności publicznej. Klienci restauracji czy stołówek powinni otrzymywać wodę do picia za darmo lub za niską opłatą. Szczególnie dotyczy to osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, czyli np. uchodźców, społeczności koczowniczych, bezdomnych i grup mniejszościowych.

– Unia Europejska kładzie nacisk na to, żeby tworzyć punkty poboru wody pitnej w każdym miejscu w Polsce, przynajmniej jeden w każdej wsi i mieście, aby każdy mógł mieć nieograniczony dostęp do wody dobrej jakości – uściśla ekspertka.

Ponadto woda z kranu powinna nadawać się do bezpośredniego spożycia i w tym celu zostaną wprowadzone bardziej rygorystyczne limity dla niektórych zanieczyszczeń, np. ołowiu. Według założeń UE dzięki większemu zaufaniu do wody z kranu obywatele mogą również przyczynić się do ograniczenia ilości plastikowych odpadów związanych z wodą butelkowaną, w tym odpadów morskich. Jak podaje Komisja Europejska, plastikowe butelki są jednym z najczęściej znajdowanych na europejskich plażach jednorazowych przedmiotów z plastiku. Dodatkowo mniejsze zużycie wody butelkowanej to możliwe 600 mln euro oszczędności dla gospodarstw domowych.

Panele fotowoltaiczne potencjalną furtką dla cyberprzestępców. Brak odpowiednich działań może doprowadzić do poważnych zakłóceń w dostawach energii

W piątek 9 kwietnia padł w Polsce rekord generacji mocy z fotowoltaiki – podały PSE. Niska temperatura i duże nasłonecznienie spowodowały, że systemy pracowały z mocą przekraczającą 2,7 GW. Fotowoltaika bije w Polsce rekordy popularności i stanowi jeden z motorów transformacji energetycznej. Okazuje się jednak, że może być podatna na zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem. W panelach PV wykorzystuje się urządzenia sterowane przez internet, które mogą być podatne na cyberataki. To zaś stwarza możliwość zakłóceń w przesyle energii czy nawet całkowitego blackoutu. Eksperci podkreślają, że rząd będzie musiał zająć się tym problemem, zwłaszcza w kontekście błyskawicznego rozwoju branży PV.

Boom na fotowoltaikę trwa w Polsce od kilku lat i napędziły go m.in. korzystne zmiany w prawie i rządowy program dopłat do zakupu paneli PV Mój Prąd. Jak podaje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, do tej pory dofinansowano z niego 220 tys. prosumenckich mikroinstalacji fotowoltaicznych o mocy 2–10 kW (ich łączna liczba w Polsce zbliża się już do 500 tys.).

Wkrótce polska energetyka może być w znacznym stopniu oparta na energii słonecznej, co z kolei zwraca uwagę na problem bezpieczeństwa.

– Wyobraźmy sobie sytuację, że za kilka czy kilkanaście lat polska energetyka będzie w dużo większym stopniu oparta na fotowoltaice i ktoś postanowi wyłączyć nam wszystkie panele. Będziemy mieli wtedy prawdziwy problem z niedoborem energii elektrycznej. Nie pomogą żadne zwiększenia dostaw jednego czy drugiego surowca, nasz system będzie zblokowany. Dlatego jestem zwolennikiem podejścia do kwestii bezpieczeństwa sieci energetycznej podobnie jak do sieci telekomunikacyjnej, czyli dywersyfikacji dostawców, ażeby uniknąć szantaży i ryzyka ingerencji w ciągłość działania sieci przez jednego z dostawców sprzętu – powiedział podczas debaty „Bezpieczeństwo energetyczne Polski” Michał Kanownik, prezes zarządu ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Przydomowe instalacje fotowoltaiczne stały się już popularnym sposobem na produkcję własnej, ekologicznej energii i obniżanie rachunków. Coraz chętniej inwestują w nie również firmy, motywowane podwyżkami cen i koniecznością cięcia kosztów, a od kilku lat – dzięki aukcyjnemu systemowi wsparcia – rozwijają się też większe farmy fotowoltaiczne. W efekcie fotowoltaika rozwija się nawet szybciej od rynkowych prognoz. Jeszcze na początku grudnia moc zainstalowana PV w krajowej sieci energetycznej sięgała 3,6 GW (wzrost aż o 181 proc. r/r), a już na początku lutego przekroczyła 4 GW.

Okazuje się jednak, że sektor OZE – zwłaszcza fotowoltaika – może być podatny na zagrożenia do tej pory kojarzone głównie z branżą telekomunikacyjną i cyfrową. W instalacjach PV powszechnie wykorzystuje się urządzenia sterowane przez internet, które mogą być podatne na cyberataki.

– Wyzwaniem jest postęp technologiczny i pojawienie się nowych elementów infrastruktury, np. optymalizatorów mocy wykorzystywanych w instalacjach fotowoltaicznych. W Europie ten temat nie jest jeszcze dobrze znany, ale w Stanach Zjednoczonych jest zagadnieniem poważnie podnoszonym już od 2019 roku. Tam ustalono, że ekspansję w tym zakresie prowadzą Chińczycy, a właśnie w tych optymalizatorach mocy mogą znajdować się urządzenia szpiegowskie albo elementy, które mogą bezpośrednio wpływać na działanie systemu energetycznego – mówi dr Marcin Kraśniewski, ekspert z Uniwersytetu Łódzkiego.

Optymalizator mocy to element instalacji PV, który steruje parametrami prądu generowanego przez panele. W teorii może on zostać zhakowany, co stwarza możliwość zakłóceń w przesyle energii czy nawet całkowitego blackoutu.

Te urządzenia w 2019 roku stały się przedmiotem poważnej debaty politycznej w Stanach Zjednoczonych, gdzie zarówno senatorowie republikanów, jak i demokratów wezwali departamenty energii i bezpieczeństwa do pilnych działań na rzecz ochrony krytycznych systemów infrastruktury elektroenergetycznej. Obecnie Chiny są światowym liderem w produkcji paneli fotowoltaicznych. W rankingach największych firm z branży i producentów paneli PV od kilku lat niezmiennie dominują właśnie firmy z Państwa Środka.

– W czerwcu 2019 roku Chińczycy zrezygnowali z produkcji na amerykański rynek optymalizatorów mocy, które pozwalają na efektywniejsze funkcjonowanie instalacji fotowoltaicznych. I to pomimo tego, że ich urządzenia są bardzo konkurencyjne do oferowanych przez innych producentów z uwagi na bardzo zaawansowaną technologię – mówi dr Marcin Kraśniewski. – W Polsce udział fotowoltaiki nie jest jeszcze aż tak duży, więc podobnie jak w innych krajach europejskich problem nie jest jeszcze zauważalny. Jednak z pewnością wystąpi.

Eksperci podkreślają, że cyberbezpieczeństwo – do tej pory podnoszone głównie w kontekście sieci telekomunikacyjnych – będzie mieć coraz większe znaczenie także w przypadku sieci elektroenergetycznych jako infrastruktury krytycznej, niezbędnej do zachowania ciągłości funkcjonowania państwa.

– Państwo będzie musiało poszerzać i edytować zakres swojej kontroli co do elementów, które pojawiają się na krajowym rynku – mówi ekspert Uniwersytetu Łódzkiego.

– Pojęcie infrastruktury krytycznej będzie się rozszerzać. Dzisiaj musimy o nim mówić już nie tylko w kontekście sieci telekomunikacyjnych, ale i sieci energetycznych – dodaje Michał Kanownik.

Jak podkreśla, Europa ma już doświadczenia w budowaniu systemu cyberbezpieczeństwa wyniesione z branży telekomunikacyjnej. Teraz te analizy, które pokazują m.in., jak na dany rynek wpływa uzależnienie od pojedynczego dostawcy, powinna wykorzystać również w branży energetyki i OZE.

– Europa zaczęła myśleć o fotowoltaice bardziej w kontekście ceł na szkło niż w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego. Jednak zrozumienie tego problemu jest niezbędne. Jakaś forma uniknięcia uzależnienia od jednego czy drugiego dostawcy jest niezmiernie ważna – podkreśla prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Kryptowaluty stają się alternatywą dla złota. Rosnące zainteresowanie inwestorów budzi wątpliwości nadzorów finansowych

– Bitcoin jest dziś alternatywą dla złota, atrakcyjną formą przechowywania kapitału, która pozwala uciec od procesów inflacyjnych – uważa Marcin Wituś, prezes platformy Geco.one. Najpopularniejsza cyfrowa waluta w zeszłym tygodniu ustanowiła nowy rekord wartości, podobnie jak ethereum, czyli wicelider rankingu kryptowalut pod względem kapitalizacji. W niedzielę na rynku cyfrowych walut doszło jednak do korekty, którą wywołały niepotwierdzone jeszcze pogłoski, że amerykański Departament Skarbu zamierza podjąć walkę z praniem pieniędzy na rynku cyfrowych aktywów.

 Bitcoin jest dziś traktowany jako aktywo do przechowywania wartości, dlatego zyskał miano cyfrowego złota. Każdy chce posiadać bitcoina z uwagi na to, że obserwujemy duże procesy inflacyjne dla zwykłej gotówki, duży dodruk gotówki i każdy szuka trochę alokacji kapitału właśnie po to, żeby uciec od inflacji. Właśnie na tym zyskał bitcoin. Inwestycje w złoto są problematyczne, ponieważ trzeba je gdzieś przechowywać, ciężko jest je sprzedać i zawsze są jakieś ryzyka z tym związane. Natomiast bitcoina łatwo można kupić, łatwo sprzedać i jeśli ktoś ma minimum wiedzy na ten temat, to sobie z tym poradzi – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Wituś.

W ubiegłym tygodniu cena najpopularniejszej kryptowaluty ustanowiła nowy rekord, osiągając w środę poziom zbliżony do 65 tys. dol. Jednak już w sobotę cena zaczęła spadać, a w niedzielę BTC taniał nawet o ponad 15 proc., do poziomu 51,7 tys. dol. Z kolei ethereum – po szczytach notowań z ostatniego tygodnia, kiedy cena zbliżyła się nawet do 2,5 tys. dol. – zaliczył w niedzielę prawie 18-proc. stratę.

Obie kryptowaluty opierają się na technologii blockchain, różnią się jednak zastosowaniem – bitcoinami można handlować na otwartym rynku lub użyczać moc obliczeniową swojego komputera w sieci i uzyskać za to wynagrodzenie, natomiast ethereum – jak wyjaśnia Geco.one – jest najpopularniejszą platformą do budowania projektów blockchainowych i tworzenia zdecentralizowanych aplikacji. W przeciwieństwie do bitcoina nie ma granicznej liczby eteru, która może pojawić się na rynku.

– Ether został stworzony przede wszystkim do przetwarzania transakcji i tworzenia smartkontraktów. Tak naprawdę do dziś wykorzystywany jest właśnie w tym celu – wyjaśnia ekspert. – Te dwie kryptowaluty są największe na rynku. Bitcoin cały czas jest numerem jeden, ale część osób twierdzi, że ether ma szansę go przegonić. Uważam jednak, że BTC zawsze pozostanie liderem, ponieważ jest pewnym wyznacznikiem całego tego rynku i jego wzrosty napędzają rynek altcoinów.

Zdaniem popularnego analityka i tradera kryptowalutowego Scotta Melkera ethereum może w tym roku przyćmić BTC pod względem procentowych wzrostów. Tak też było w ubiegłym roku – jak podaje platforma Geco.one, w ciągu ostatnich 12 miesięcy bitcoin podrożał o 1000 proc., a ethereum – o 1200 proc. Obie kryptowaluty niezmiennie pozostają na pierwszych miejscach pod względem kapitalizacji rynkowej. Według CoinMarketCap kapitalizacja BTC przekracza 1 bln dol., a ethereum – 246 mld dol. Trzeci na podium jest Binance Coin (BNB), którego kapitalizacja rynkowa jest sporo niższa i przekracza w tej chwili 72 mld dol.

 Inne waluty nie są zagrożeniem dla bitcoina i ethera, ponieważ na rynku jest na tyle dużo kapitału, że każdy projekt staje się wartościowy. Przez to, że dwie główne kryptowaluty mają tak dużą wartość, bardzo często inwestorzy przenoszą część swoich zysków, aktywów w mniejsze projekty, które mają szansę na wzrosty, czyli dają dużo większe pomnożenie kapitału aniżeli bitcoin czy ether – podkreśla prezes Geco.one, cyfrowej platformy obrotu instrumentami pochodnymi w kryptowalutach

Czynnikiem, który przyczynił się do ostatnich wzrostów na rynku cyfrowych walut, była m.in. upowszechniająca się akceptacja bitcoina przez instytucje finansowe i dużych graczy takich jak Elon Musk – Tesla niedawno wprowadziła płatności w kryptowalucie za jej samochody. Rosnąca popularność cyfrowych aktywów powoduje jednak zwiększoną czujność po stronie banków centralnych i rządów. Od 30 kwietnia bank centralny w Turcji całkowicie zakaże płatności w kryptowalutach, argumentując, że ich anonimowość sprzyja nielegalnym działaniom. Takie kroki zapowiadały też władze Indii. Kryptowalutom przygląda się również amerykański Departament Skarbu. Te niepotwierdzone jeszcze pogłoski, że zamierza on podjąć walkę z praniem pieniędzy na tym rynku i oskarżyć kilka instytucji o wykorzystanie cyfrowych aktywów w nielegalnych celach, przyczyniło się do niedzielnej korekty. Przed dużymi wahaniami notowań ostrzegał wielokrotnie także polski KNF.

Pandemia pomogła w rozwoju systemów smart city w polskich miastach. Nie obeszło się jednak bez problemów w ich wdrażaniu

Pandemia przyspieszyła rozwój systemów smart city w polskich miastach. Już teraz w najważniejszych globalnych zestawieniach można znaleźć polskie metropolie. Smart city to nie tylko technologie, które pomagają zarządzać ruchem, czy systemy lokalizujące pojazdy transportu publicznego. Nie brakuje też inwestycji w zieloną energię. Jednocześnie coraz większy wpływ na zmiany mają mieszkańcy. Problemem jest jednak brak długofalowych wizji i brak współpracy między inteligentnymi systemami różnych miast.

– Przewrotnie powiem, że pandemia wpłynęła pozytywnie na rozwój miast. Był moment, że miasta ze sobą konkurowały na technologiczne nowinki. Wydawały bardzo dużo pieniędzy, żeby trochę się pochwalić, żeby rozwiązania były spektakularne. Pandemia spowodowała, że tych pieniędzy jest mniej i trzeba stawiać na rozwiązania, które są konieczne, które będą generowały jakąś efektywność energetyczną, które będą ze sobą skorelowane – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Kamila Kotulska, dyrektor generalna ds. sprzedaży i marketingu w Gradis.

Urzędowe paczkomaty, zewnętrzne okienka z bezkontaktowymi dziennikami podawczymi, większa przepustowość i moc miejskich sieci internetowych, monitoring wizyjny oraz drony, ozonowanie ulic i mebli miejskich – to tylko przykłady systemów smart city, które pojawiły się w polskich miastach w związku z pandemią. Technologie, których często nie udawało się wdrożyć przez lata, dzięki pandemii zostały wprowadzone w ciągu kilku tygodni, a niekiedy dni. Standardem stały się usługi, które umożliwiają zdalny kontakt z urzędem. Przykładem może być CityBox w Otwocku, który pozwala na bezpieczne przekazywanie dezynfekowanych dokumentów i umożliwia wideokonferencję z właściwym urzędnikiem.

– Mam nadzieję, że ten trend inteligentnego zarządzania miastem, które przynosi oszczędności, się utrzyma. Miasta, które będą widziały, że tych pieniędzy w budżecie przybywa, mimo że je inwestują, tylko nakręci tę koniunkturę – ocenia Kamila Kotulska.

Polskie miasta już przed pandemią znalazły się w najważniejszych globalnych zestawieniach IESE Cities in Motion Index oraz Smart City Index. Wysoko plasuje się Warszawa, gdzie doceniono m.in. wymianę żarówek miejskich na LED, wymianę wysokoprężnych autobusów miejskich na pojazdy elektryczne, stworzenie wskaźnika jakości powietrza czy budowę ekologicznych chodników, które pochłaniają szkodliwe związki. Ekologiczne rozwiązania wdraża też np. Wrocław, gdzie nowoczesny system zarządzania siecią wodociągową SmartFlow tylko w pierwszym roku od wdrożenia pozwolił zaoszczędzić ok. 500 mln litrów wody i zmniejszyć straty sieci wodociągowej.

Polskie miasta zapowiadają też inwestycje w inteligentne oświetlenie, testowane już w innych europejskich metropoliach, które zmniejsza natężenie światła, jeśli na ulicach nie ma samochodów.

– Polskie miasta trochę idą za trendami, które przychodzą z Zachodu, i jak jest trend na czyste powietrze, na zieloną energię, na termomodernizację, tak miasta za tym podążają. Natomiast popełniają jeden podstawowy błąd – nie mają obszarów testowych. W miastach za granicą bardzo często wydziela się jakieś obszary, jakieś dzielnice, w których testuje się nowe rozwiązania, i jeśli działają poprawnie, to skaluje się je na całe miasto. U nas najczęściej po prostu pobiera się taką próbkę z zagranicy, zakładając, że u nas będzie to działać tak samo – mówi ekspertka.

Problemem w polskich miastach jest też wdrażanie części rozwiązań odgórnie, bez konsultacji z mieszkańcami. Powoli się to jednak zmienia i o kształcie miast decydują nie tylko politycy, lecz także przedsiębiorcy i mieszkańcy. Na przeszkodzie we wdrażaniu idei smart city nie stają pieniądze, bo te zazwyczaj na inwestycje udaje się znaleźć, ale brak długofalowej wizji i współpracy między ośrodkami.

– Brakuje spójnego programu, żeby połączyć wszystkie inwestycje w mieście w jeden system zarządzania, który by te procesy integrował, z których moglibyśmy się dowiedzieć jeszcze więcej o naszym życiu. I nie chodzi tu o żadną inwigilację, ale o korelacjach, które zachodzą między procesami. Tego trochę brakuje, a przede wszystkim brakuje też testowania tego na małą skalę. Jeżeli wdrażamy coś na dużą skalę, to od razu wkładamy w to bardzo duże pieniądze i ryzykujemy, że niekoniecznie to się sprawdzi. Trochę za daleko poszliśmy, adaptując rozwiązania z Zachodu, nie testując ich na naszym rynku – ocenia Kamila Kotulska.

Rekordowe wzrosty sprzedaży komputerów PC w pierwszym kwartale 2021 roku. Popyt może się utrzymać nawet po złagodzeniu pandemicznych obostrzeń

Dostawy komputerów osobistych na całym świecie wzrosły o 32 proc. w pierwszym kwartale 2021 roku w porównaniu do analogicznego okresu rok temu. To największy zanotowany w XXI wieku skok na tym rynku – twierdzą analitycy Gartnera. Jako powód eksperci podają przede wszystkim realizację skumulowanych dostaw, opóźnionych przez deficyt układów scalonych, takich jak procesory. Najprawdopodobniej jednak trend wzrostowy się utrzyma, a to za sprawą zmian przyzwyczajeń zakupowych ludzi, zarówno w czasie pandemii, jak i po jej wygaszeniu.

– Rekordowy wzrost sprzedaży komputerów PC jest efektem dwóch wyjątkowych czynników. Po pierwsze, porównujemy wyniki z rynkiem zamkniętym w wyniku pandemii, a po drugie, mamy do czynienia obecnie z globalnym niedoborem półprzewodników – wskazuje Mikako Kitagawa, dyrektor ds. badań w firmie Gartner.

Teoretycznie deficyt półprzewodników powinien wpłynąć na ograniczenie sprzedaży komputerów. W praktyce sprzedaż wzrosła, częściowo w wyniku skumulowania opóźnionych wysyłek towaru i oczyszczaniu stanów magazynowych. Analitycy są jednak zdania, że gdyby nie zaburzenia łańcucha dostaw, sprzedaż mogłaby być dużo wyższa. Wpływają na to ograniczenia pandemiczne i wynikający z nich wzrost popularności pracy zdalnej.

– Bez chaosu w łańcuchu dostaw na początku 2020 roku wzrost w pierwszym kwartale 2021 roku mógłby być niższy. Jednak niedobory półprzewodników znów niekorzystnie wpływają na łańcuch dostaw, a czas dostawy niektórych komputerów osobistych wydłuża się nawet do czterech miesięcy – twierdzi Mikako Kitagawa.

Wygaszenie pandemii powinno ograniczyć popyt na komputery osobiste. Zdaniem ekspertów może się jednak okazać, że wielomiesięczna izolacja doprowadzi do zmiany nawyków ludzi oraz przemodelowania rynku pracy. Dotychczas marginalizowana praca z domu najprawdopodobniej stanie się pożądaną formą realizowania obowiązków na rzecz pracodawcy. Jak informuje Staffing Industry Analyst, 80 proc. ankietowanych dyrektorów przedsiębiorstw twierdzi, że umożliwi swoim podwładnym pracę zdalną również po pandemii COVID-19.

– Można domniemywać, że popyt na komputery PC pozostanie wysoki nawet po złagodzeniu pandemicznych restrykcji – prognozuje dyrektor ds. badań w firmie Gartner.

Według analityków z firmy badawczej IDC wzrost dostaw komputerów w pierwszym kwartale był jeszcze wyższy i wyniósł 55,2 proc. Jak podają, dotychczas notowane wzrosty sprzedaży były wynikiem rosnącego rynku gamingowego i rosnącym zapotrzebowaniem na notebooki dla biznesu. W tym roku na znaczeniu zyskały też zamówienia z gospodarstw domowych.

W czasach kryzysu najlepiej sprawdzają się liderzy z wysokim poziomem inteligencji emocjonalnej

Liczba bankrutujących firm szybko rośnie. Aby zwiększyć swe szanse na przetrwanie trzeba wykorzystać inteligencję emocjonalną, która okazuje się być ważna nie tylko w życiu osobistym, ale i biznesowym. Emocje są bowiem kompasem i sterem naszego działania.

Dlaczego? Bo emocje informują nas o tym, czy to, co się z nami i wokół nas dzieje służy nam czy też nie, czy nasze potrzeby, począwszy od tych podstawowych po te bardziej wyszukane, są zaspokojone czy też nie. Gdy potrafimy dostrzec te sygnały, które mózg nam wysyła, możemy skuteczniej oddziaływać na swoje reakcje, a co za tym idzie podejmować decyzje i działania, które nam służą.

Inny scenariusz jest taki, że tak bardzo zanurzymy się w te emocje, które nami targają, że tracimy dystans do rzeczywistości, tworząc wyobrażenia negatywnie wpływające na nasz dobrostan, rezygnując z podjęcia wysiłku prowadzącego do zmiany. Dotyczy to zarówno naszego funkcjonowania w życiu osobistym, jak i biznesowym, zawodowym. Chodzi o to, żeby wykształcić w sobie nawyk, dzięki któremu będziemy mogli w taki sposób pokierować sobą, aby nie dać się „uprowadzić emocjonalnie”.

– Bernard Roth, dyrektor naukowy instytutu d.school na Uniwersytecie Stanforda opisał mechanizm działania tzw. „uprowadzenia emocjonalnego”, które polega na tym, że w momencie podejmowania wysiłku wydaje nam się, że już nie damy rady, nasze ciało chroniąc serce i mózg przed tym wysiłkiem wywołuje emocje negatywne, a nawet ból po to, abyśmy ten wysiłek porzucili mówi w rozmowie z MarketNews24 Marta Bańkowska, psycholog z Mentis EDUaction Akademia Rozwoju Edukacji.

Jak to się ma do życia zawodowego, do biznesu? Co można zrobić, gdy ten proces zaczyna się dziać? Po pierwsze: nie rób tego, co dyktuje ci pierwsza reakcja. Najczęściej jest to rezygnacja z działania, które planowałeś podjąć. Po drugie: zatrzymaj się, włącz oddech i uświadom sobie uczucia, które cię ogarniają. Może jest to strach, panika, może zniechęcenie, może frustracja, może niepewność. Samo uświadomienie sobie tego, co się z tobą dzieje jest ważnym krokiem do tego, aby odpowiednio tym zarządzić. A po trzecie: skoncentruj się na tym, aby zwizualizować sobie jak to będzie, gdy podejmiesz planowane działanie i jaki wówczas osiągniesz cel, co się wydarzy w momencie, gdy wprowadzisz planowaną zmianę, do czego doprowadzi cię ten wysiłek. Możesz tutaj odwołać się do wartości, które są dla ciebie ważne, takich jak miłość, rodzina, niezależność, odwaga, rozwój, bezpieczeństwo, odpowiedzialność, konsekwencja, czy kreatywność.

W obecnej sytuacji pandemii wielu przedsiębiorców, którzy latami budowali swoje biznesy stanęło przed koniecznością przeorganizowania całego życia biznesowego. Są osoby, które uległy uprowadzeniu emocjonalnemu i w konsekwencji poddały się lub spanikowały. Są też takie osoby, które w tej bardzo trudnej sytuacji nie uległy temu, co podyktowała im pierwsza reakcja, nie uległy strachowi przed tym, jak dalej będzie. Podjęły działania nie mając pewności, czy zakończą się one sukcesem, ale wierząc, że warto działać, poszukać rozwiązań, dokonać zmian w firmie lub nawet zmienić branżę, nauczyć się nowych kompetencji.

B. Roth mówi o nawyku osiągania, który, dzięki neuroplastyczności mózgu, każdy z nas może w sobie wykształcić.

– Myślami i emocjami jesteśmy w stanie oddziaływać na swoją korę mózgową i tym samym przyzwyczajać nasz mózg do sukcesu, rozumianego jako codzienne zwycięstwa nad strachem, paniką, zniechęceniem, poddaniem się, czy chęcią rezygnacji z działania – wyjaśnia M.Bańkowska.

Przyszłość rynku mieszkań na wynajem

Wyhamowuje spadek cen na rynku mieszkań na wynajem. Zmienia się też popyt, bo inne są oczekiwania z powodu doświadczeń z pandemią. Przyszłość rynku to budownictwo modułowe, skracające czas budowy nawet o połowę.

W porównaniu do cen sprzed roku w 15 największych miastach koszty najmu spadły o 3,9 proc. Ze względu na niższe stawki i dłuższy okres, gdy mieszkanie stoi puste, dochody wynajmujących spadły o 20 proc., a w Warszawie nawet o 25 proc.

– Wpływ pandemii na rynek jest taki, że prywatni właściciele mieszkań obniżyli ceny, a inwestorzy instytucjonalni są skłonni dawać wyższe rabaty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Węglicki, dyrektor zarządzający funduszem Catella Polska. – Najważniejszą przyczyną jest to, że właściciele mieszkań przeznaczonych na najem krótkoterminowy przenieśli je na rynek wynajmu długoterminowego, a ponadto wiele osób wyjechało do swych miast rodzinnych ponieważ mogą pracować online.

Jednak są eksperci, którzy oceniają, że ten okres spadku cen wyhamował. Sytuacja właśnie stabilizuje się, a wpływ ma na to także rosnące tempo szczepień. Istotne będzie, kiedy Polska dołączy do grona krajów, w których przeprowadzanych jest bardzo dużo szczepień i zakończy się bałagan, który trwał do tej pory. Wówczas powrócimy do normalnego procesu podejmowania decyzji o zmianach miejsca pracy i wynajmie mieszkań.

Pandemia jednak zmieni rynek ze względu na oczekiwania. Na znaczeniu zyskają projekty wielofunkcyjne.

– Projekty wielofunkcyjne to takie mieszkania na własność bądź na wynajem, w których można nie tylko mieszkać, ale również wygodnie pracować, mając w pobliżu sklepy i restauracje i fitness, tworzące powierzchnię wspólną – wyjaśnia D.Węglicki. – Dla nas, jako funduszu wynajmującego mieszkania ważne jest, że w ten sposób zapewniamy większą komplementarność usług, a poszukując takich nowych lokalizacji myślimy o takich miastach jak Warszawa, Kraków, Gdańsk czy Wrocław, ale niekoniecznie w centrach tych miast bo ważne jest, aby łatwo dojechać do centrum.

Zmiany na rynku nieruchomości będzie kreował Private Rented Sector (PRS), który w Polsce pojawił się dopiero niedawno (pierwsza transakcja w 2016 r.) będzie kupował firmy deweloperskie bądź kupował od deweloperów gotowe już produkty. Dotyczyć to będzie zwłaszcza tej części rynku, jaką tworzą mieszkania o podwyższonym standardzie.

– Kupowanie deweloperów spowodowane jest tym, że posiadają oni atrakcyjne tereny pod budowę, a takich terenów do wykupienia bezpośrednio jest niewiele – dodaje ekspert. – Przyszłość PRS to jednak przede wszystkim budownictwo modułowe, które pozwoli skrócić okres trwania budowy nawet o połowę, a powstające mieszkania będą bardziej ekologiczne ponieważ budynki będą powstawać przy uzyskaniu certyfikatów green.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 19.04 – 23.04.2021

Dane są dobre, to i nastroje na rynkach są dobre. Przeważa optymizm związany z lepszymi perspektywami ożywienia globalnego przy postępującym procesie szczepień i niesłabnącym wsparciu fiskalno-monetarnym. Nowy kwartał jak na razie jest traktowany jako okazja do ponoszenia wyższego ryzyka, co widać po rynku akcji, surowców i walutach powiązanych. O ile nie pojawią się nowe ryzyka, umiarkowany apetyt na ryzyko powinien być kontynuowany. W przyszłym tygodniu uwaga skupi się na strefie euro – posiedzenie EBC i indeksy PMI.

Wydarzenia tygodnia: PMI z USA/Europy, EBC, rynek pracy/sprzedaż z Wlk. Brytanii, produkcja/sprzedaż z Polski, sprzedaż z Australii, CPI z NZ, Bank Kanady

USA

W USA po serii danych dużego kalibru kolejny tydzień zapowiada się mniej ekscytująco. Dane z rynku nieruchomości będą obciążone wpływem zmiany warunków pogodowych – spadek w finalizacji sprzedaży na rynku wtórnym (czw), ale odbicie na rynku pierwotnym (pt). Wstępny odczyt kwietniowego PMI (pt) powinien pokazać poprawę, co sugerowały regionalne wskaźniki z Nowego Jorku i Filadelfii. Nie otrzymamy nowych sygnałów od członków Fed, którzy rozpoczną okres zamknięty przed posiedzeniem FOMC 27-28 kwietnia.

Strefa euro

Nie oczekujemy istotnych zmian w przekazie EBC (czw). Przy sile sektora przemysłowego i kondycji globalnego ożywienia jest prawdopodobne, że EBC podkreśli pozytywne ryzyka dla marcowych prognoz. Ryzyka inflacyjne będą dalej charakteryzowane jako przejściowe. Ponadto teraz jeszcze nie jest czas na podejmowanie decyzji w sprawie przyszłości programu skupu aktywów i na tę decyzję przyjdzie poczekać do czerwca. Wskaźniki PMI (pt) powinny wskazać, że kolejne lockdowny mają malejący wpływ na aktywność gospodarczą. EUR potrzebuje potwierdzenia wyjścia z kryzysu w twardych danych, w przeciwnym wypadku potencjał aprecjacyjny pozostanie ograniczony.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii efekt otwarcia gospodarki powinien wpływać na wzrost zatrudnienia (wt) i odbicie sprzedaży detalicznej (pt). Kwiecień powinien przynieść dalszy skromny wzrost indeksów PMI (pt). Dane powinny wspierać funta w krótkim terminie, choć rynek zdaje się już w pełni zdyskontował efekt otwierania gospodarki, więc wzrosty prędzej będą skorelowane z generalnym sentymentem.

Polska

Z Polski napłynie porcja danych o aktywności gospodarczej. Oczekiwania ustawione są na dwucyfrowe dynamiki miesięczne produkcji przemysłowej (śr) i sprzedaż detalicznej (czw). W pierwszym przypadku spodziewane jest nadganianie po rozczarowaniu w lutym, w drugim – spiętrzenie popytu przed świętami i nową falą obostrzeń. Nie spodziewamy się reakcji złotego na dane. Pozytywne nastroje na rynkach finansowych oferują potencjał do przejściowego umocnienia złotego, jednak spadki EUR/PLN będą kusiły jako potencjalny punkt wejścia dla spekulacji na rzecz sprzedaży złotego przed posiedzeniem TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia).

Australia i Nowa Zelandia

Rynek AUD będzie miał do przeanalizowania protokół z posiedzenia RBA (wt) oraz marcową sprzedaż detaliczną (śr). Po nowych fragmentach w komunikacie na temat rynku nieruchomości dodatkowe komentarze RBA dotyczące wzrostu cen mieszkań i związanego z tym ryzyka pozostaną w centrum uwagi. Sprzedaż powinna odbić po spadku miesiąc wcześniej. Ogólnie nie spodziewamy się znaczącego wpływu minutek i danych z większym oddziaływaniem nastrojów globalnych i apetytu na ryzyko. W podobnym stylu wzrost inflacji CPI w Nowej Zelandii (śr) nie powinien wpłynąć na zmianę postrzegania polityki RBNZ, a zatem i spokojnie wokół odczytu powinien zachowywać się NZD.

Kanada

W Kanadzie w centrum uwagi będzie posiedzenia banku centralnego (śr). Choć ostatni raport z rynku pracy za marzec był silny, powrót restrykcji covidowych w kwietniu będzie negatywnie rzutował na sytuację na rynku pracy. CAD wycenia oczekiwania na sygnał z BoC odnośnie redukcji tempa skupu aktywów, ale niepewna sytuacja gospodarcza sugeruje raczej gołębią otoczkę dla decyzji, podnosząc ryzyko negatywne reakcji CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rozwój na Horyzoncie – eksperci o niepowtarzalnej szansie dla polskich innowatorów

To historyczna szansa dla polskich przedsiębiorców i naukowców na pozyskanie ogromnych środków i udział w międzynarodowych i przełomowych projektach. Tym bardziej że, mimo wielu osiągnięć, Polska wciąż aspiruje do innowacyjnej ligi mistrzów – wspólnym głosem mówili eksperci z kraju i zagranicy podczas konferencji inaugurującej w Polsce program Horyzont Europa 2021-2027. W wydarzeniu zorganizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, w ramach którego działa Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE, wzięli udział m.in. Mariya Gabriel – komisarz UE ds. Innowacji, Badań, Kultury, Edukacji i Młodzieży, Jarosław Gowin – minister rozwoju, pracy i technologii, Przemysław Czarnek – minister edukacji i nauki oraz Wojciech Kamieniecki – dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Wydarzenie pod hasłem „Europa. Horyzont możliwości” odbyło się 16 kwietnia 2021 r. w formule on-line. Było adresowane zarówno do beneficjentów programów ramowych UE, jak i do wszystkich zainteresowanych realizacją innowacyjnych projektów.

– Dzięki rekordowo wysokiemu budżetowi w kwocie aż 95 mld euro Program Horyzont Europa będzie przez najbliższe 7 lat wspierał nasze wspólne wysiłki na rzecz budowania silnej, zdrowej, zielonej i cyfrowej Europy. To najbardziej ambitny program na rzecz badań naukowych i innowacji na świecie. Jednak należy zaznaczyć, że powodzenie jego realizacji zależy przede wszystkim od przedsiębiorców i naukowców. Dlatego zwracam się dziś do polskich innowatorów, których wyjątkowe osiągnięcia są mi znane i gorąco zachęcam do uczestnictwa w programie Horyzont Europa. Działajmy wspólnie na rzecz rozwoju innowacyjnego potencjału krajów członkowskich UE – mówiła Mariya Gabriel, Komisarz UE ds. Innowacji, Badań, Kultury, Edukacji i Młodzieży.

Cel: wzmocnienie polskiego ekosystemu innowacji

Program Horyzont Europa będzie w dużym stopniu kontynuacją programu Horyzont 2020, obecnego programu UE w zakresie badań naukowych i innowacji na lata 2014–2020. Zachowano takie elementy, jak: trzy filary, doskonałość jako centralny aspekt badań i utrzymanie sprawdzonych zasad i procedur dotyczących finansowania w ramach programu Horyzont 2020. Program został jednak udoskonalony, tak aby zmaksymalizować jego oddziaływanie, znaczenie dla społeczeństwa i potencjał w zakresie przełomowych innowacji. Oferta programu Horyzont Europa jest bardzo szeroka: od prestiżowych grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych skierowanych do naukowców, poprzez Działania Marii Skłodowskiej-Curie wspierające rozwój kariery naukowej i mobilność, projekty dla samorządów i NGOs, aż po wysoko innowacyjne projekty badawcze i wdrożeniowe dla przedsiębiorstw.

– W Polsce, w ostatnich latach wprowadzono wiele zmian systemowych sprzyjających tworzeniu innowacji – to m.in. reforma nauki czy wprowadzenie ulgi podatkowej na prowadzenie prac B+R. Systematycznie rosną nakłady na badania i rozwój. Również w ramach Programu dla Pracy i Rozwoju realizowanego przez mój resort wspieramy przedsiębiorców, którzy stawiają na innowacje i modernizację. W tym kontekście program Horyzont Europa stanowi szansę na dodatkowe wzmocnienie polskiego ekosystemu innowacji, w tym przede wszystkim poprzez udział w takich nowych inicjatywach jak Europejska Rada ds. Innowacji czy Europejskie Ekosystemy Innowacji – zwrócił uwagę Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

Uczestnictwo w programie to nie tylko wsparcie finansowe w realizacji projektów, ale przede wszystkim dostęp do wiedzy i nowych technologii, sieci międzynarodowych kontaktów, a także budowa marki i prestiż. Dla instytucji naukowych to możliwość uzyskania wyższej oceny parametrycznej, a co za tym idzie – wyższej subwencji.

– Realizacja programu Horyzont Europa z budżetem na poziomie 95 miliardów euro to zjawisko o skali nieporównywalnej z jakimkolwiek innym programem krajowym czy międzynarodowym. Ten ogromny budżet przez najbliższe lata będzie wspierać rozwój doskonałej europejskiej nauki oraz szanse rynkowe najlepszych innowatorów powiedział minister edukacji i nauki, dr hab. Przemysław Czarnek. – Horyzont Europa to przede wszystkim jeden z najważniejszych instrumentów, które posłużą nam w poszukiwaniu rozwiązań, z jakimi musi mierzyć się europejskie, a więc i polskie społeczeństwo i gospodarka. W Polsce mocno wierzymy w humanistyczny wymiar innowacji, która nie jest celem samym w sobie, ale ma służyć poprawie dobrostanu społeczeństw. Jestem przekonany, że dzięki środkom z Programu Horyzont Europa oraz doświadczeniu i zaangażowaniu rodzimych naukowców nasz wkład jako Polski w wypełnianie tego ambitnego zadania będzie znaczący dodał minister Czarnek.

NCBR już aktywizuje polskich innowatorów

Krajowy Punkt Kontaktowy PB UE, który od listopada 2020 roku jest częścią Narodowego Centrum Badań i Rozwoju będzie odgrywać kluczową rolę w procesie wsparcia polskiego udziału w programie Horyzont Europa.

– Przy realizacji działań związanych z programem Horyzont Europa wykorzystamy zarówno dotychczasowy potencjał i doświadczenie KPK jak i NCBR, wiodącej agencji pośredniczącej w naszym kraju – powiedział dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – Choć dziś oficjalnie inaugurujemy ten projekt, to przecież już od początku roku informujemy o tym jakie możliwości zaoferuje program. Jestem przekonany, iż informacja, doradztwo i wsparcie polskich innowatorów przyczyni się do zwiększenia naszego udziału w projektach Horyzontu Europa w porównaniu do Horyzontu 2020. W tych procesach będzie można liczyć także na pomoc i działanie  biura NCBR  w Brukseli – dodał dyrektor Kamieniecki.

W ramach aktywizowania innowatorów i zapoznawania ich z zasadami udziału w Programie Horyzont Europa, NCBR i KPK już 19 kwietnia br. rozpoczynają cykl spotkań pod wspólnym tytułem „Tydzień z Klastrami”. W ramach kolejnych webinarów eksperci zapoznają zainteresowanych z wyzwaniami jakie zidentyfikowała Komisja Europejska w ramach tzw. II filaru Programu HEU w obszarach: zdrowia, kultury, bezpieczeństwa cywilnego, technologii cyfrowych, klimatu oraz biogospodarki i zasobów naturalnych.

Warto również zaznaczyć, że ruszyły już pierwsze konkursy dla przedsiębiorców w ramach Europejskiej Rady ds. Innowacji. Wnioski można składać już w instrumentach EIC Akcelerator i Pathfinder.

Inflacja w Polsce niespodziewanie przyspieszyła

W tym tygodniu poznaliśmy wyniki marcowego indeksu cen konsumpcyjnych. Dane zaskoczyły znacznie wyższym niż oczekiwano wzrostem inflacji. W ciągu roku przyspieszyła ona z 2,4% do 3,2%, podczas gdy oczekiwano wzrostu cen na poziomie 2,6%. W porównaniu miesięcznym inflacja CPI wzrosła w marcu o 1%. Wzrost ten wynika głównie z wyższych cen ropy naftowej, które przekładają się na ceny paliw, a pośrednio na wiele innych sektorów gospodarki. Nie należy jednak oczekiwać, że zmiany te będą miały wpływ na decyzje NBP. Narodowy Bank Polski chce nadal wspierać gospodarkę i luzuje politykę pieniężną. Nawet jeśli tempo wzrostu cen będzie nadal przyspieszać, to interwencja i tak jest raczej mało prawdopodobna. Z punktu widzenia banku centralnego, wydaje się, że wspieranie gospodarki w tym trudnym czasie jest priorytetem, a jego członkowie są świadomi, że nie mogą mieć wpływu np. na wspomniane podwyżki ceny ropy naftowej.

Warto również wspomnieć o wynikach produkcji przemysłowej w strefie euro. W lutym spadła ona o 1,6%. Wśród dużych gospodarek strefy euro największe dla niej spadki widać było we Francji i Niemczech. Było to związane głównie z problemami z dostępnością środków wspierających walkę z pandemią, m.in. z dostawą szczepionek. Najbardziej palącym problemem dla Europy był w tym czasie jednak brak komponentów dla przemysłu motoryzacyjnego.

W tym tygodniu złoty osłabił się i w piątek rano jego kurs wynosił 4,55 PLN/EUR. Eurodolar zanotował natomiast poziom 1,197 USD/EUR.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA