Producenci opakowań nie płacą za recykling polskich śmieci. System ROP ma to zmienić

Przedsiębiorcy wprowadzający produkty w opakowaniach na polski rynek ponoszą najniższe w Unii opłaty recyklingowe. Powoduje to zapaść na rynku surowców wtórnych, czyniąc nieopłacalną selektywną zbiórkę odpadów. Faktyczne koszty gospodarki komunalnej ponoszą obywatele i firmy recyklerskie. Po zmianie przepisów kwota opłat wnoszonych przez firmy opakowaniowe wzrośnie z kilkudziesięciu milionów do kilku miliardów złotych rocznie. Pozyskane fundusze oraz środki unijne zasilą inwestycje w obszarze recyklingu i gospodarki w obiegu zamkniętym.

„W Polsce funkcjonuje quasi system wyznaczający normy odzysku i recyklingu, realizowany na podstawie dokumentów potwierdzających recykling (DPR), wydawanych przez kilkadziesiąt organizacji odzysku. Brakuje realnej gospodarki w obiegu zamkniętym, a producenci przez wiele lat nie zaproponowali zmian usprawniającą system” – zauważa Szymon Dziak-Czekan, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”. „Zmienić ten stan ma system rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP), w ramach którego firma wprowadzająca produkt w opakowaniu na rynek będzie partycypować w kosztach recyklingu odpadów opakowaniowych, wedle zasady >>zanieczyszczający płaci<<. Nowy system ma premiować firmy wykorzystujące surowce wtórne i dbające o środowisko naturalne. Organizacje zrzeszające przedsiębiorców z branży recyklingu popierają takie rozwiązanie. Postulują również lokację nowego systemu w agencji rządowej, która zagwarantuje przejrzystość, ustanowienie regulatora ds. ROP i rzetelną weryfikację systemu poprzez BDO. Gotowość w zakresie uporządkowania systemu wykazuje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej” - wyjaśnia prezes. Stanowisko branży recyklingowej zyskuje uznanie samorządów odpowiedzialnych za lokalną gospodarkę komunalną. „W Polsce recyklerzy stworzyli sprawny system odzysku surowców, spełniający wyśrubowane unijne wymogi w zakresie gospodarowania odpadami. Równolegle funkcjonuje system tzw. opłaty produktowej oparty o organizacje odzysku opakowań. Dziś wiemy, że ten system nie sprawdza się" - zaznacza Piotr Grzelak, zastępca prezydenta miasta Gdańsk, reprezentujący również Związek Miast Polskich. „Organizacje odzysku zdejmują obowiązek zapewnienia poziomów odzysku i recyklingu odpadów z przedsiębiorców wprowadzających opakowania lub produkty w opakowaniach po bardzo niskich stawkach, a ich działanie przybrało formę handlu tzw. kwitami. W rezultacie wsparcie branży recyklerskiej jest fikcyjne” - dodaje samorządowiec. „System ROP w Polsce jest na etapie konsultacji, nie znamy projektu, ale branża oczekuje zmian" - wyjaśnia Jarosław Roliński z NFOŚiGW. „W miejsce rynku odpadów zaistniał rynek dokumentów potwierdzających odzysk i recykling dla przedsiębiorców wprowadzających opakowania na rynek oraz szara strefa. Co istotne, obecna sytuacja powoduje, że rosną opłaty mieszkańców za wywóz śmieci, koszty obróbki polskich śmieci spadają na recyklerów, a zyski z produkcji i sprzedaży opakowań zostają na kontach producentów" - zauważył przedstawiciel NFOŚiGW. Jerzy Zając, przedstawiciel KIGO z branży gospodarki odpadami zaznacza, że od 2021 roku Polska będzie musiała ponieść opłatę za niewykonanie wskazanego przez UE poziomu recyklingu. „To znaczne koszty, które zgodnie z obecnymi przepisami prawa poniosą recyklerzy i obywatele, a nie producenci czy dostawcy opakowań. System ROP nadzorowany przez NFOŚiGW i Ministerstwo Klimatu i Środowiska byłby gwarancją, że te pieniądze wrócą na polski rynek” - wyjaśnia. Unia Europejska odchodzi od termicznego przetwarzania odpadów w nowej perspektywie na lata 2021-27. Dostosowanie polskiego prawa do przepisów europejskich w zakresie gospodarki odpadami komunalnymi ma służyć ograniczeniu powstawania odpadów i należytemu ich recyklingowi.

Pandemia nie zniechęciła pracowników z Ukrainy do przeprowadzenia się do Polski

Co trzeci pracownik z Ukrainy zatrudniony w Polsce chciałby na stałe zamieszkać w naszym kraju, a niemal co czwarty wolałby przeprowadzić się na kilka lat. Świadczą o tym wyniki badania socjologicznego , przeprowadzonego przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego w grudniu 2020 roku.

Badanie pokazało, że zamieszkać w Polsce na dłużej chce 57,3% obywateli Ukrainy, czyli najwięcej od trzech lat (o 2,3 pkt. proc. więcej niż w 2019 roku oraz o 8,9 pkt. proc. więcej niż w 2018 roku). Udział ukraińskich pracowników, którzy chcieliby osiedlić się w Polsce na stałe, wzrasta nieprzerwanie od 2018 roku. W 2018 roku chętnych do pozostania było 22,1%, w 2019 – 32,7%, a w 2020 – 33,2%.Coraz więcej pracowników z Ukrainy chce pozostać w Polsce

Ponadto, w porównaniu z zeszłorocznym badaniem, w 2020 roku wzrosła liczba Ukraińców, którzy chcieliby zamieszkać w Polsce na czas kilku lat – 24,1% wobec 22,3% w 2019 roku. O niemal połowę zmalała natomiast liczba pracowników z Ukrainy, którzy nie chcieliby by przeprowadzić się do Polski – z 29,8% do 15,7%.

“Z naszych badań, przeprowadzonych w trakcie pandemii, wynika, że pracownicy zagraniczni bardzo dobrze oceniają zarówno zachowanie polskich pracodawców, jak i kroki administracji państwowej. Ponadto podczas pandemii polska gospodarka ucierpiała stosunkowo najmniej wśród krajów Unii Europejskiej i zdecydowanie mniej, niż gospodarka ukraińska. Tak więc nie dziwi nas wzrost zaufania wśród pracowników z Ukrainy do naszego kraju i naszych pracodawców oraz większa chęć pozostania w Polsce” – komentuje wyniki badania Andrzej Korkus, prezes EWL S.A.

Badanie zostało przeprowadzone przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego w dniach 10-14 grudnia 2020 roku. Metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przebadanych zostało 1230 obywateli Ukrainy, zatrudnionych w Polsce.

Rząd oficjalnie popiera nieruchomościowe inwestycje. Niestety niektóre nadchodzące zmiany podatkowe temu przeczą

W przypadku przepisów podatkowych, koniec roku zawsze jest bardzo ciekawy. Chodzi o to, że rząd zwykle stara się szybko przyjąć zmiany, które będą obowiązywały od 1 stycznia. Trudno ukryć, że takie modyfikacje przepisów często są opracowywane zbyt późno, a ich kształt również wzbudza spore wątpliwości. Jeżeli chodzi o przełom 2020 roku oraz 2021 roku, to dodatkowym akcentem jest kryzys gospodarczy, który zmusza rząd do poszukiwania nowych źródeł wpływów do budżetu. Taka budżetowa motywacja prawdopodobnie stoi za zmianami podatkowymi, które utrudnią nieruchomościowe inwestycje. Wyjaśniamy, dlaczego taki efekt nowych przepisów jest bardzo prawdopodobny. Na pocieszenie pozostanie niektórym inwestorom możliwość ryczałtowego rozliczania przychodów z najmu nieruchomości.

Nasz artykuł w bardzo dużym skrócie:

  • Już w 2021 r. spółki nieruchomościowe będą musiały płacić podatek od sprzedaży swoich udziałów przez osoby i firmy nieposiadające rezydencji podatkowej w Polsce.
  • Spółkami nieruchomościowymi będą firmy posiadające krajowe nieruchomości i prawa do nich o wartości ponad 10 mln zł (min. 50% aktywów).
  • Wspomniane spółki teoretycznie będą tylko płatnikami, ale może się zdarzyć, że faktycznie zapłacą podatek (19%) zamiast zbywcy ich udziałów.

Poniżej prezentujemy więcej informacji na ten temat. Dotyczą one również dodatkowych obowiązków firm nieruchomościowych.

Spółki nieruchomościowe czekają obciążenia i formalności

Na portalu NieruchomosciSzybko.pl niedawno pojawił się artykuł dotyczący zmian w zasadach ryczałtowego opodatkowania przychodów z najmu. Warto wiedzieć, że zmiany przepisów odnośnie ryczałtu zostały wprowadzone przez tę samą ustawę, która utrudni nieruchomościowe inwestycje. „Mowa o ustawie z dnia 28 listopada 2020 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2020 poz. 2123)” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Najogólniej rzecz ujmując, wspomniana ustawa przewiduje przeniesienie na spółkę nieruchomościową obowiązku zapłaty podatku z tytułu zbycia udziałów w sytuacji, gdy zbywca nie jest polskim rezydentem podatkowym. Do końca 2020 roku, obowiązek płatności podatku ma sprzedawca udziałów. Wraz z nowym rokiem, formalności oraz de facto obciążenia związane z podatkami przejdą na spółkę nieruchomościową. Ustawodawca oczywiście tłumaczy, że nowe zasady mają służyć uszczelnieniu systemu podatkowego. Spółki prowadzące nieruchomościowe inwestycje zwracają jednak uwagę, że nowe przepisy mocno utrudnią ich działalność. „Takie spółki nie będą bowiem jedynie płatnikami podatku. W wielu sytuacjach poniosą one faktyczne koszty opodatkowania sprzedanych udziałów” – ostrzega Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Ważna wydaje się również opinia Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan wskazująca, że nowe przepisy przerzucają konsekwencje sprzedaży udziałów na tych inwestorów, którzy nadal są udziałowcami. Ocenę nowych regulacji niewiele zmienia fakt, że mają być one stosowane tylko przy zbyciu udziałów lub akcji zapewniających co najmniej 5% praw głosu. Identyczna zasada będzie dotyczyć zbycia ogółu praw i obowiązków dającego min. 5% udziału w zyskach spółki niebędącej osobą prawną oraz zbycia co najmniej 5% tytułów uczestnictwa. „Jak widać, ustawodawca dobrze zadbał, aby wszystkie duże nieruchomościowe inwestycje były objęte nowymi regulacjami” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Rząd zdefiniował również samą spółkę nieruchomościową

Nowe przepisy utrudnią nieruchomościowe inwestycje również dlatego, że wprowadzają one kontrowersyjną definicję samej spółki nieruchomościowej. Tylko taka spółka będzie zobowiązana do zapłacenia podatku w sytuacji, gdy jej udziały zbywa nierezydent (będący osobą fizyczną lub prawną). Generalnie rzecz biorąc, jako spółki nieruchomościowe mają być zakwalifikowane podmioty, w przypadku których polskie nieruchomości oraz prawa do nieruchomości są warte ponad 10 mln zł i stanowią co najmniej połowę wartości aktywów. „W przypadku działających spółek, kryterium będzie także udział przychodów powiązanych z nieruchomościami na poziomie min. 60%” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Można przypuszczać, że spółki prowadzące nieruchomościowe inwestycje poprzez kształtowanie struktury aktywów będą chciały unikać nowych przepisów. Wynika to nie tylko z faktu, że rząd próbuje przerzucać na firmy obowiązki płatnika podatku należnego od sprzedaży udziałów lub akcji przez nierezydentów. Warto także podkreślić, że spółki nieruchomościowe będą musiały po zakończeniu roku podatkowego informować fiskusa o swoim akcjonariacie. „Podatnicy posiadający istotny udział w spółce nieruchomościowej (min. 5%) zostaną z kolei zobowiązani do corocznego poinformowania fiskusa o tym fakcie” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Spółka odpowie podatkowo za zaniedbania udziałowców

Nieruchomościowe inwestycje utrudni również ważna zmiana wprowadzona do ordynacji podatkowej. Nowy przepis z artykułu 30 paragraf 5a punkt 7 ordynacji podatkowej wskazuje, że spółka nieruchomościowa będzie odpowiedzialna za zapłatę podatku nawet wtedy, gdy brak płatności wynika z winy zagranicznego podatnika. Taki nierezydent teoretycznie powinien przekazać spółce nieruchomościowej środki dla polskiego fiskusa. Z egzekwowaniem wspomnianego obowiązku może jednak pojawić się problem. „Opisywana regulacja niestety stanowi kolejny dowód na to, że fiskus próbuje obciążać spółki nieruchomościowe konsekwencjami działań ich byłych udziałowców” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Opisywane podejście jest kolejnym czynnikiem, który ograniczy skalę dużych inwestycji w nieruchomości na terenie Polski. Warto wspomnieć, że wcześniej rząd de facto zrezygnował z działań, które miały na celu utworzenie polskich REIT-ów jako zdefiniowanych prawnie i podatkowo podmiotów. „Prace nad rządowym projektem ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości nie posunęły się do przodu od jesieni 2018 roku” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Większość sieci handlowych zrezygnowało ze sprzedaży żywych karpi

Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało raport dot. wycofania żywego karpia ze sprzedaży i zmian w branży handlowej. W raporcie przedstawiono najnowsze wyniki badań opinii publicznej, aktualną sytuację branży rybnej oraz zmiany na polskim rynku w kwestii sprzedaży żywych karpi.

Polska jest jednym z największych hodowców karpi w Unii Europejskiej – produkcja w naszym kraju stanowi ok. ⅓ produkcji w UE. Zgodnie z szacunkami Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, ok. 80% wyprodukowanego w Polsce karpia przeznaczane jest na produkcję wyrobów przetworzonych, a w ciągu najbliższych 3-4 lat sprzedaż karpia w postaci żywej spadnie do nieznacznej wielkości. Najwięcej karpi sprzedawanych jest w okresie Świąt Bożego Narodzenia – jak wskazują autorzy raportu, w 2018 r. aż 80% sprzedaży tej ryby na rynku krajowym przypadło na grudzień. W tym czasie możliwe jest nie tylko kupno karpia w postaci dzwonków czy fileta, ale też żywej ryby.

Organizacje prozwierzęce od kilku lat zwracają uwagę na liczne problemy dobrostanowe, które wiążą się z transportem żywych ryb oraz ich ubojem dokonywanym przez niewykwalifikowane do tego osoby. Coraz więcej sieci handlowych rezygnuje ze sprzedaży żywych karpi, mając na uwadze ich dobrostan. Jak podają autorzy raportu, niemal wszystkie największe sieci handlowe operujące w Polsce, z wyjątkiem MAKRO i E.Leclerc, nie sprzedają żywych karpi (Lidl, Biedronka, Aldi, Piotr i Paweł, Bi1, Tesco, Selgros Cash&Carry, Kaufland, Auchan) lub zadeklarowały ich wycofanie w najbliższych latach (Carrefour – wprowadził ograniczenie w sprzedaży żywych karpi w 2020 r. – ubój ryb na miejscu – i zadeklarował całkowite wycofanie ich z oferty do 2021 roku, o czym przedstawiciele firmy poinformowali m.in. w swojej gazetce, podkreślając troskę o dobrostan zwierząt). Wśród motywacji najczęściej przytaczanych przez przedstawicieli firm, które wycofały żywego karpia ze sprzedaży są dobrostan zwierząt oraz dostosowanie się do zmieniających się wymagań konsumentów.

Decyzje sieci sklepów przybliżają koniec sprzedaży żywych karpi, czego świadomi są zarówno hodowcy karpia, dyrektorzy sklepów, jak i konsumenci – mówi Maria Madej, Menadżerka Relacji Biznesowych w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – W Polsce jeszcze tylko dwie z największych sieci handlowych – Makro i E.Leclerc – kontynuują tę praktykę. Zarówno oczekiwania konsumentów widoczne w badaniach opinii publicznej, jak i rozwój przetwórstwa i rynku alternatyw roślinnych jasno pokazują, że jest to praktyka sprawiająca rybom niepotrzebne cierpienie i nie ma na nią miejsca w XXI wieku – dodaje Madej.

Jaki stosunek do sprzedaży żywych ryb mają Polacy? Według badań przeprowadzonych przez Biostat w grudniu br. 59% ankietowanych uważa, że sprzedaż żywych ryb, w tym karpi, nie zapewnia zwierzętom odpowiednich warunków. 45,3% respondentów mówi, że w ogóle nie kupuje karpia na święta, natomiast spośród osób, które go kupują, jedynie 29,8% kupuje żywą rybę (pozostali kupują karpia ubitego w sklepie, tuż przed zakupem – 28% lub w postaci przygotowanych wcześniej płatów, tuszek, dzwonków, itp. – 42,2%). Co więcej, ponad połowa badanych (59%) wskazuje, że jeśli w ofercie sklepu nie będzie karpia żywego, to zdecyduje się na zakup karpia w innej postaci w tym sklepie.

Od stycznia spodziewany paraliż w wymianie handlowej między Wielką Brytanią a krajami UE. To zagrożenie dla działalności polskich firm

Wielka Brytania nie chce unii celnej z krajami Wspólnoty, nie zanosi się też na osiągnięcie porozumienia w sprawie warunków wymiany handlowej. Za 10 dni może więc nastąpić paraliż w handlu między Zjednoczonym Królestwem a kontynentalną Europą. Choć będzie on bardziej dotkliwy dla Brytyjczyków niż krajów unijnych, to może też dla wielu polskich firm oznaczać straty, a nawet zagrożenie dla ich działalności. Największe obawy mają producenci żywności.

– Miękki brexit oznaczałby, że Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską, natomiast zostaje w unii celnej i w jednolitym rynku europejskim. Wiemy, że Brytyjczycy tego nie chcą, więc będzie twardy brexit – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Dembiński, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej (BPCC). – Jeżeli nie dojdzie do umowy, to mamy dwie możliwości: jedną jest wystąpienie Wielkiej Brytanii bez umowy, co będzie dla niej klęską gospodarczą, a druga jest taka, że po prostu przesunie ona termin o kolejne trzy–sześć miesięcy.

Obywatele Wielkiej Brytanii w referendum przeprowadzonym 23 czerwca 2016 roku podjęli decyzję o wystąpieniu z Unii Europejskiej. Pierwotnie miało ono nastąpić 29 marca 2019 roku, następnie termin ten przesunięto na 12 kwietnia, potem na 31 października, wreszcie na 31 stycznia 2020 roku. Teoretycznie tego dnia Zjednoczone Królestwo przestało być członkiem Wspólnoty, praktycznie jednak niewiele się zmieniło, ustalono bowiem czas do końca roku na wynegocjowanie warunków współpracy między UE a Wielką Brytanią. Na osiągnięcie konsensusu się nie zanosi.

– Jeśli nie będzie podpisanej umowy, to Wielka Brytania będzie handlowała z Unią Europejską na podstawie reguł stworzonych przez Światową Organizację Handlu. One będą decydujące dla poziomów taryf celnych na różne produkty – mówi Michał Dembiński. – Takie małe rzeczy, typu chipy komputerowe czy farmaceutyka, to jest 2–3 proc. Natomiast najwyższe taryfy celne są na produkty rolnicze, tutaj mamy np. wołowinę – 58 proc., mleko w hurcie – 200 proc., sery – 75 proc. To będzie naprawdę ogromny cios, przede wszystkim dla brytyjskich eksporterów. Trzeba też brać pod uwagę, że dla Polski Wielka Brytania jest trzecim największym rynkiem eksportowym po Niemczech i Czechach.

Wielka Brytania jest trzecim największym odbiorcą polskich produktów, przy czym dystans do drugich Czech nie jest wielki i w ubiegłych latach oba kraje wymieniały się miejscami. Między styczniem a październikiem 2020 roku Zjednoczone Królestwo odpowiadało za 5,7 proc. polskiego eksportu, podczas gdy nasz południowy sąsiad za 5,9 proc., a kolejna Francja za 5,6 proc. Najważniejszym kupcem polskich produktów pozostają nieustająco Niemcy z udziałem na poziomie 28,6 proc. Jeśli chodzi o polski eksport sektora rolno-spożywczego, to Wielka Brytania zajmuje drugie miejsce, za Niemcami, z wynikiem na poziomie 9 proc. ogółu sprzedaży zagranicznej. Po trzech kwartałach jego wartość sięgnęła prawie 10 mld zł. Jest także ważnym odbiorcą polskich usług (druga pozycja, za Niemcami, 7,8 proc.). Wśród nich są zarządzanie biznesem, telekomunikacja, usługi informatyczne, informacyjne oraz transportowe.

Jak wyjaśnia resort rozwoju, wśród prawdopodobnych, najważniejszych negatywnych skutków bezumownego brexitu są cła na większość towarów na poziomie stawek dla państw trzecich, konieczność zapłaty VAT od importu towarów na granicy, zmiany w zasadach poboru akcyzy, długie i wnikliwe kontrole graniczne, celne, fitosanitarne czy weterynaryjne.

– Na pewno przez kilka tygodni będą puste sklepy. To, co widzieliśmy na początku COVID-u, jak opustoszały półki w brytyjskich supermarketach, to był raczej skutek panicznych zakupów niż długotrwałych wstrząsów w łańcuchu dostaw. A teraz zobaczymy, że systematycznie będą spadały przepływy produktów z Unii Europejskiej do Wielkiej Brytanii – przewiduje główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej. – Kryzys wywołany koronawirusem i brexit spowodują, że wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii w przyszłym roku będzie bardzo niski, jeżeli w ogóle będzie. Brytyjczycy muszą się dostosować do nowych realiów, które dla nich będą dość bolesne.

Produkt krajowy brutto Wielkiej Brytanii wzrósł w III kwartale 2020 roku o 15,5 proc. kwartał do kwartału (w II kwartale spadek wyniósł 19,8 proc.). W ujęciu rok do roku PKB zmniejszył się w III kwartale o 9,6 proc. po spadku w II kwartale o 21,5 proc.

Dla polskich firm i obywateli najistotniejszą kwestią jest jednak los Polaków mieszkających na Wyspach, możliwość kontaktu z nimi i koszt podtrzymywania relacji. Dotyczy to ponad 900 tys. osób. Jest to największa grupa cudzoziemców w Zjednoczonym Królestwie.

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii podkreśla, że prawa pobytowe polskich obywateli przebywających w Wielkiej Brytanii do końca okresu przejściowego są uregulowane już w ramach umowy o wystąpieniu. Mogą oni, jeżeli przybędą do niej przed 31 grudnia br., ubiegać się o tzw. settled status lub pre-settled status.

– Widać, że sporo osób aplikowało o obywatelstwo brytyjskie. Natomiast jest też sporo Polaków, którzy przyjeżdżają na kontrakt krótkoterminowy. I dla nich mamy coś nowego, czyli frontier worker status – informuje Michał Dembiński. – Pracownikom, którzy już byli kilkakrotnie w Wielkiej Brytanii, będzie znacznie łatwiej tam wrócić, ale Polak, który dostał kontrakt na budowę kilkutygodniową lub kilkumiesięczną, a który jeszcze tam nigdy nie był, będzie miał większe problemy.

Główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej przekonuje jednak, że podróżowanie po 1 stycznia będzie bardziej uwarunkowane przez COVID-19 niż przez brexit. Przypomnijmy także, że do końca 2021 roku będzie możliwy wjazd do Wielkiej Brytanii na podstawie polskiego dowodu osobistego. Od 2022 roku trzeba będzie mieć paszport.

– Kolejna kategoria dotyczy pracy, do której będzie potrzebna wiza, gdzie są pracownicy pożądani przez rynek pracy w Wielkiej Brytanii, przede wszystkim ci, którzy mają wyższe wykształcenie. Tutaj Brytyjczycy wprowadzili system bardzo podobny do tego, co mają w Australii, gdzie się nalicza punkty, że młodsza osoba ma więcej punktów niż starsza, podobnie jak osoba z wyższym wykształceniem ma więcej punktów niż ktoś ze średnim – wyjaśnia ekspert. – Jeżeli ktoś ma wystarczająco punktów plus ofertę pracy z Wielkiej Brytanii, to tę wizę otrzymuje. Zatem faktycznie będą zmiany, nie wszystkie będą wprowadzone od razu 1 stycznia, to będzie robione stopniowo, niektóre w ciągu sześciu, a inne w ciągu 12 miesięcy.

W tzw. point-based system podstawą oceny będą dodatkowo znajomość języka angielskiego, posiadane kompetencje, konieczność osiągnięcia wymaganego progu wynagrodzenia i uprzednie uzyskanie zgody na przyjazd.

W czasie pandemii Polacy zmienili podejście do zabezpieczenia finansowego. Aż 90 proc. deklaruje, że będzie oszczędzać

Dbanie o bezpieczeństwo finansowe może być jednym z długotrwałych skutków pandemii i spowodowanego przez nią kryzysu. Dziś tylko 23 proc. Polaków czuje się odpowiednio zabezpieczonych finansowo, czyli posiada oszczędności wyższe niż sześć miesięcznych pensji. Zamiar odkładania na czarną godzinę lub inny dowolny cel deklaruje jednak 90 proc. badanych – wynika z Prudential Family Index. Prawie co trzeci Polak, który odkłada nadwyżki finansowe, zamierza przeznaczać na oszczędności więcej niż dotychczas. Pandemia zwiększyła też skłonność do kupowania polis na życie. Obawy o finanse są w wielu przypadkach silniejsze niż o zdrowie. 

Zgodnie z badaniem Prudential Family Index, które przeprowadziliśmy we wrześniu 2020 roku, jeszcze przed rozpoczęciem drugiej fali pandemii, większość Polaków bała się bardziej o swoje finanse niż o zdrowie. Ponad 1/3 ankietowanych obawiała się pogorszenia sytuacji finansowej, około 1/3 badanych miała obawy zarówno o kwestie finansowe, jak i zdrowotne, a jedynie 16 proc. najbardziej bało się zachorowania – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Bartkiewicz, prezes Prudential Polska.

Niepokoje Polaków znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości – ponad połowa respondentów przyznaje, że doświadczyła pogorszenia sytuacji finansowej w wyniku pandemii COVID-19.

Najbardziej dokuczliwym doświadczeniem Polaków jest drożyzna w sklepach (51 proc.), a około 40 proc. ankietowanych było zmuszonych do ograniczenia swoich wydatków. Prawie co trzeci podkreśla, że jego wynagrodzenie/dochody uległy zmniejszeniu. Co czwarty był zmuszony naruszyć swoje oszczędności, a 28 proc. – zrezygnować z wyjazdu wakacyjnego z powodu obaw związanych ze zdrowiem.

– Co ciekawe, wśród pięciu najbardziej dotkliwych doświadczeń związanych z pandemią cztery dotyczą finansów, a tylko jedna dotyka kwestii zdrowotnych – zauważa Jarosław Bartkiewicz.

Jednocześnie ponad 90 proc. Polaków deklaruje, że oszczędza i będzie to robić w przyszłości. 27 proc. twierdzi, że będzie odkładać większe kwoty, ale 14 proc. – że ich oszczędności będą mniejsze niż dotychczas z uwagi na obniżenie pensji bądź konieczność naruszenia posiadanych zapasów finansowych. Spośród osób, które dotąd nie miały w zwyczaju oszczędzać, aż połowa zapowiada, że zacznie to robić.

Silne bodźce, takie jak światowa pandemia, zawsze mają mocne oddziaływanie i skłaniają ludzi do większej refleksji. Miejmy nadzieję, że te pozytywne deklaracje naszych rodaków, wśród których aż 90 proc. oszczędza bądź zamierza to robić, przyniosą długotrwały efekt i zamienią się w czyny – dodaje prezes Prudential Polska.

Eksperci przyznają, że minimalna poduszka finansowa na czas kryzysu powinna wynosić równowartość ponad sześciu miesięcznych pensji. Taką jednak dysponuje jedynie 23 proc. badanych.

– 65 proc. Polaków ma mniejsze oszczędności niż równowartość sześciu miesięcznych pensji. Około 1/3 Polaków deklaruje posiadanie zabezpieczenia na poziomie jednej–trzech pensji – mówi Jarosław Bartkiewicz.

W czasie pandemii równie niezbędne jak oszczędności staje się posiadanie polisy na życie. Ponad 40 proc. Polaków uważa, że takie ubezpieczenie stało się koniecznością. Rośnie także odsetek deklarujących, że jest to przejaw roztropności i rozsądku.

W 2017 roku w naszym badaniu Prudential Family Index około połowy osób odpowiedziało, że ubezpieczenie na życie to przejaw roztropności, a w 2020 roku aż 2/3 ankietowanych jest tego zdania. Oczywiście miało na to wpływ poczucie zagrożenia wywołane pandemią. Dzięki temu wzrosła świadomość klientów, a co za tym idzie przydatność ubezpieczeń na życie i potrzeba posiadania tego typu polis – zauważa prezes Prudential Polska.

Coraz więcej Polaków ma indywidualną polisę życiową. W 2017 roku deklarowało to 40 proc. ankietowanych, a obecnie jest to ponad 56 proc. Rośnie też liczba osób posiadających polisy grupowe zapewniane np. przez pracodawcę.

– Dodatkowe elementy zawarte w polisie na życie, np. ubezpieczenie na wypadek poważnego zachorowania, pobytu w szpitalu czy utraty zdolności do pracy, w trudnych momentach życiowych mogą okazać się realnym wsparciem dla ubezpieczonego i jego rodziny. Posiadanie polisy na życie nie jest już tak często postrzegane jako przywilej dla bogaczy lub wymuszona konieczność. Polacy dostrzegają coraz większą wartość z posiadania tego typu produktów – podsumowuje Jarosław Bartkiewicz.

W ciągu ostatnich trzech lat znacząco spadł odsetek osób bez żadnego ubezpieczenia – z 33 do 19 proc. Jednocześnie dwukrotnie wzrósł odsetek badanych, którzy deklarują, że posiadają więcej niż jedną polisę na życie (z 8 do 16 proc.).

Nakładanie danin podczas kryzysu może okazać się gwoździem do trumny wielu firm. Niektóre branże już dziś ledwo sobie radzą

Od stycznia wchodzi w życie tzw. podatek cukrowy, nakładający na producentów napojów obowiązek odprowadzania opłaty za dosładzanie produktów, bez względu na to, czy jest dodawany cukier, czy jego zastępniki. Zdaniem Marka Moczulskiego, prezesa firmy Unitop, wprowadzanie kolejnej daniny w czasie, gdy branża gastronomiczna i jej dostawcy walczą o przetrwanie, jest niezrozumiałe. Przedstawia on pięć postulatów do rządu, które ułatwiłyby działanie firm, nie tylko branży spożywczej i gastronomicznej.

– Podatek cukrowy jest kolejnym obciążeniem dla firm, chyba już 25. w ostatnich kilku latach. Jest niczym innym jak kosztem, który będą musieli ponieść zarówno producenci, jak i konsumenci, bo należy pamiętać, że od 1 stycznia ceny napojów, które zawierają cukier, wzrosną o 30–40 proc., jeśli nie więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Moczulski, prezes Unitopu, producenta słodyczy, m.in. chałwy i sezamków. – Jest to bardzo niefortunny moment. Mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, która będzie dla nas istotnym wyzwaniem. Kryzys dopiero się rozpoczyna, wprowadzenie kolejnego podatku teraz jest niepotrzebne i niezrozumiałe.

1 stycznia producenci słodzonych napojów będą musieli uiszczać tzw. opłatę cukrową. Składać się ona będzie z dwóch części: stałej i zmiennej. Pierwsza wyniesie 0,50 zł na litr w przypadku, gdy zawartość substancji słodzącej nie przekracza 5 g na 100 ml napoju. Druga to 0,05 zł za każdy gram cukru lub słodzika powyżej tej granicy. Z pierwszej opłaty zwolnione będą napoje z zawartością soków owocowych i warzywnych powyżej 20 proc. Dodatkowo za napoje energetyzujące, zawierające na przykład kofeinę czy taurynę, producenci płacić będą dodatkowe 10 gr za litr. Opłacie nie będą podlegać izotoniki.

Branża od niemal roku, gdy powstał pierwszy projekt ustawy, argumentuje, że tak sformułowane przepisy nie spowodują, że wybory Polaków staną się zdrowsze, czym jest on uzasadniany, bo konsumenci sięgną po napoje najtańsze, a te powstają ze sztucznych składników. Niezrozumiałe dla producentów wydaje się także obłożenie opłatą np. napojów słodzonych bezkalorycznymi słodzikami czy naturalną stewią.

Podatek, nazywany przez rząd „opłatą”, dotknie nie tylko producentów napojów, ale też ich dostawców (sadowników), odbiorców (sklepy, hurtownie, gastronomię) i konsumentów. Dla wielu przedsiębiorców może to oznaczać konieczność zakończenia działalności.

– Zamknięte restauracje i punkty gastronomiczne ponoszą konkretne straty, zwalniają ludzi, nie mają wystarczającego obrotu. Sprzedaż na wynos tego nie rekompensuje, być może pozwala na utrzymywanie się na powierzchni, ale to jest wegetacja – tłumaczy Marek Moczulski. – Z kolei ci, którzy dostarczali do HoReCa, a więc wszyscy producenci mięsa, produktów mlecznych czy napojów, w początkowym okresie mieli potężny problem, latem była pewna odwilż i teraz znów borykają się z tym samym problemem. Statystyki są coraz gorsze, bo branża gastronomiczna wpada w długi. Około 10 proc. firm gastronomicznych wpadło w istotne pętle zadłużenia, według statystyk to jest już ponad 700 mln zł nieuregulowanych długów. Ci, którzy sprzedawali do branży gastronomicznej, też mają problemy.

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wskazują, że w drugi lockdown pod koniec października branża gastronomiczna wchodziła z prawie 700 mln zł zaległości. Przed wiosennym zamknięciem było to mniej niż 650 mln zł.

Jak wynika z badania Instytutu Keralla Research dla BIG InfoMonitor, cokwartalnego badania wykonywanego wśród 500 mikroprzedsiębiorstw oraz małych i średnich firm, w ostatnim kwartale roku problem faktur przeterminowanych o co najmniej dwa miesiące zaczyna dotyczyć zdecydowanie większej grupy biznesów. Jeszcze w III kwartale odsetek firm skarżących się na takie zaległości topniał, np. w 2019 roku wynosił 50 proc., a w tym już tylko 33 proc., ale w IV kwartale wzrósł on do prawie 46 proc. Co trzecia firma mówi, że przyczyną tych kłopotów jest pandemia.

Marek Moczulski proponuje swój zestaw postulatów, których wprowadzenie poprawiłoby sytuację przedsiębiorców.

– Określę to „piątką Moczulskiego”. Po pierwsze, żadnych nowych podatków, żadnych nowych danin, bo część nazywa się dowcipnie opłatą: deszczową, cukrową czy innymi. Po drugie, jeśli jakakolwiek regulacja ma być wprowadzona dla biznesu, to dwie regulacje, które istnieją w tej chwili, muszą być wyrzucone z ustawodawstwa – przekonuje prezes Unitopu. – Trzeci postulat jest taki, że jakakolwiek regulacja, która ogranicza swobodę działalności gospodarczej, musi mieć odpowiednio długi okres karencji, a jakiekolwiek skutki, jeśli są finansowe, muszą być właściwie policzone. Najlepszym przykładem jest słynna piątka antyhodowlana, dowcipnie nazywana piątką dla zwierząt, gdzie po prostu nic nie policzono i próbowano wręcz zabronić legalnie działającej działalności hodowli, plus ograniczyć hodowlę nie tylko tzw. futrzaków, ale też bydła czy innych zwierząt. W czasach kryzysu to jest niewybaczalne.

Podobnie było z podatkiem cukrowym. Projekt został przedstawiony do konsultacji w piątek 20 grudnia 2019 roku, tuż przed świętami, Nowym Rokiem i świętem Trzech Króli, gdy wiele osób planowało wolne. Jako termin zgłaszania opinii wyznaczono 10 stycznia br., a podatek miał pierwotnie obowiązywać już od 1 kwietnia. Producenci przekonywali, że to zbyt krótki okres, by opracować nowe receptury produktów. Podawali też przykład Wielkiej Brytanii, gdzie branża dostała dwa lata na przygotowanie się do nowych przepisów. Ostatecznie ze względu na pandemię przesunięto datę na 1 lipca, a potem prace nad nowym prawem zawieszono. Latem zostały jednak wznowione i pod koniec sierpnia prezydent Andrzej Duda podpisał uchwaloną ustawę.

– Kolejny element mojej piątki jest taki, żeby rząd łaskawie nie przeszkadzał w prowadzeniu działalności gospodarczej, tylko usprawnił sądownictwo. Wymiar prawa i liczba stanowionych praw jest po prostu zbyt duża. I piąty postulat – wróćmy do prostej ustawy o działalności gospodarczej, która uwolniła inicjatywę Polaków i dała im skrzydła w 1989 roku i przez kilka następnych lat – konkluduje Marek Moczulski.

Ustawa z 23 grudnia 1988 roku o działalności gospodarczej, zwana „ustawą Wilczka” od nazwiska ówczesnego ministra przemysłu Mieczysława Wilczka, miała bardzo liberalny charakter i położyła podwaliny pod rozwój drobnej przedsiębiorczości Polaków. Liczyła sześć rozdziałów rozpisanych na zaledwie pięciu stronach.

Już prawie 80 proc. Polaków uważa zagrożenia środowiskowe za poważne. Nadal jednak ich wiedza na temat zmian klimatycznych jest niewielka

Zdaniem 97,5 proc. klimatologów za kryzys klimatyczny odpowiada człowiek. Świadomość społeczna tego faktu jest coraz większa: tylko 3 na 100 Polaków nie dostrzega niszczącego wpływu człowieka na środowisko – wynika z nowej edycji raportu „Ziemianie atakują”. Co istotne, największe wyzwania środowiskowe według badanych stanowią zanieczyszczenie plastikiem, niedobory wody i susze, natomiast na globalne ocieplenie wskazuje tylko co czwarty z nas. Wobec ubiegłego roku poziom wiedzy Polaków na ten temat praktycznie się nie zmienił i choć zaniepokojenie stanem planety rośnie, to nie idzie z nim w parze edukacja.

Poziom wiedzy Polaków na temat zmian klimatu i problemów środowiskowych sprawdził Kantar na potrzeby raportu „Ziemianie atakują”, opracowywanego wspólnie z UN Global Compact. Z badania wynika, że mieszkańcy naszego kraju mają do kwestii środowiskowych coraz bardziej wyrobiony stosunek.

– Znacząco wzrosła liczba osób, które uważają, że obecne zagrożenia związane z klimatem są poważne i wymagają jak najszybszej reakcji decydentów i działań społecznych. Ten odsetek zwiększył się z 72 do 78 proc. w tym roku, co pokazuje znaczący wzrost zainteresowania problemami klimatycznymi – mówi agencji Newseria Biznes Kuba Antoszewski, PR manager Kantar Polska.

– Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest dobrze. 78 proc. Polaków mówi, że Ziemia znalazła się w krytycznym momencie, że trzeba zacząć działać. To wzrost w porównaniu do zeszłego roku. Polacy wiedzą też, że to człowiek jest odpowiedzialny za zmiany klimatyczne. Natomiast kiedy zaczniemy drążyć, to okazuje się, że te zmiany klimatu są niespecjalnie zrozumiałe – wyjaśnia Mateusz Galica, lider projektu Ziemianie Atakują, prezes firmy doradczej Lata Dwudzieste.

55 proc. Polaków ocenia swój stan wiedzy na temat problemów środowiskowych jako przeciętny, a 32 proc. – jako duży. Jednak wyniki dziesięciopunktowego testu, które oddają faktyczny stan wiedzy, są dużo gorsze i pokazują, że na ogół jest ona bardzo mała (20 proc.), niska (43 proc.) albo umiarkowana (20 proc.). Z raportu „Ziemianie atakują” wynika także, że wobec ubiegłego roku poziom wiedzy Polaków na ten temat praktycznie się nie zmienił i – choć zaniepokojenie stanem planety rośnie – to nie idzie z nim w parze edukacja, która stworzyłaby realną szansę na zmianę zachowań społecznych i konsumenckich.

– Narodowo test zdaliśmy średnio na 2+, więc jest słabo. Zwłaszcza że kluczem do zmian i podjęcia działań jest właśnie poziom wiedzy na temat środowiska – ocenia Mateusz Galica.

W oczach Polaków największe wyzwania środowiskowe stanowią w tej chwili zanieczyszczenie środowiska odpadami i plastikiem (40 proc.), niedobory wody i susze (38 proc.), przekształcanie środowiska naturalnego pod działalność człowieka (np. wycinanie lasów pod tereny przemysłowe, rolnicze czy drogowe – 33 proc.), zanieczyszczenie powietrza i smog (32 proc.), które uplasowało się ex aequo z zanieczyszczeniem mórz i oceanów. Kwestie klimatyczne znalazły się natomiast na dole rankingu. Gwałtowne zjawiska pogodowe (huragany, tornada, powodzie, pożary) postrzega jako wyzwanie 31 proc. Polaków, a na globalne ocieplenie wskazuje tylko co czwarty (26 proc.).

– Polacy utożsamiają problemy środowiskowe głównie z plastikiem i odpadami, czasami ze smogiem. W ubiegłym roku także z suszą, bo o niej było głośno. Natomiast nikt nie uczy o tym w szkołach, a media informują w najróżniejszy i mało konsekwentny sposób. Wciąż jeszcze zdarza się, że niektóre tytuły wręcz kwestionują zmiany klimatyczne i odpowiedzialność człowieka za te zmiany, twierdząc np., że mamy jakiś etap naturalnego cyklu – mówi lider projektu Ziemianie Atakują.

Co trzeci badany zalicza się do grupy tzw. Dobrzeżyjów, którzy nie uważają, że obecna sytuacja jest na tyle zła, żeby trzeba było podejmować radykalne działania. Nie winią też za nią działalności człowieka ani gospodarki opartej na węglu. Co dziewiąty badany w ogóle nie wierzy w ekologię, a kwestii środowiskowych nie traktuje jako swojego osobistego problemu. Osoby należące do tej grupy nie robią nic, by zmienić sytuację, nawet nie segregują śmieci. Na drugim końcu zestawienia jest grupa tzw. Nieczekajów, czyli osób świadomych, które są gotowe do pewnych zmian.

– Ci, którzy wiedzą więcej i są bardziej świadomi zagrożeń klimatycznych, są gotowi na zmianę swojej codziennej konsumpcji, szczególnie dotyczy to opakowań, a czasami też poważniejszych wyrzeczeń. Oczywiście im bardziej trzeba za te wyrzeczenia zapłacić z własnego portfela, tym jest trudniej. Natomiast główna refleksja, którą mamy po analizie tych danych, jest taka, że ludzie czują się zbyt mali wobec ogromu zmian klimatycznych i raczej zwracają się w stronę przywódców. Jeśli już do nich dotarło, że coś złego dzieje się z klimatem, to jedynym efektem może być depresja klimatyczna. Żeby wydostać się z tej depresji, trzeba znaleźć liderów politycznych i biznesowych, którzy mają narzędzia, żeby tworzyć wspólnoty, i pomóc im zrobić to, co należy – wyjaśnia Mateusz Galica.

Autorzy tegorocznego raportu „Ziemianie atakują” podkreślają fakt, że zdaniem 97,5 proc. klimatologów to człowiek odpowiada za kryzys klimatyczny, a obecna sytuacja jest poważna. Dziś nie ma już prawie żadnej instytucji naukowej, uniwersytetu czy innej instytucji edukacyjnej, która podważałaby negatywny wpływ działalności człowieka na klimat. Według ostatniego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) stale postępuje utrata kriosfery, zakwaszanie oceanów i mórz oraz podnoszenie się ich poziomu, a temperatury na Ziemi będą wciąż rosnąć – w negatywnym scenariuszu o 3,7 stopnia Celsjusza do 2100 roku, co spowoduje kryzys i katastrofę cywilizacyjną na niespotykaną dotąd skalę. Będzie to przyczyną m.in. katastrofalnych braków wody, suszy, pożarów, niedoborów żywności czy zalania terenów zamieszkanych przez dużą część populacji świata.

– Niszczący wpływ człowieka na środowisko jest dostrzegalny gołym okiem – podkreśla Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes rady UN Global Compact w Polsce. – Nie przez przypadek ONZ w grudniu każdego roku już od 26 lat spotyka się na szczytach klimatycznych, żeby rozmawiać o fenomenie, jakim jest ignorowanie ryzyka przez decydentów. Ryzyko związane ze wzrostem średnich temperatur dotknie przede wszystkim gatunki stałocieplne, a takie na planecie Ziemia są dwa: ptaki i ssaki, do których zalicza się też homo sapiens, czyli my, ludzie.

Według badań Instytutu Monitorowania Mediów, który jest partnerem raportu „Ziemianie atakują”, od początku 2019 roku zainteresowanie tematyką środowiskową rosło. Kontrowersje wokół szczytów klimatycznych i tysiące publikacji sprawiały, że polityka klimatyczna była obecna w mainstreamowej  narracji. Wszystko zmieniła pandemia, kiedy problem zmian klimatycznych w mediach zszedł na drugi plan. Liczba informacji w mediach na ten temat zaczęła znacząco spadać.

Według danych przytaczanych w raporcie „Ziemianie atakują” zmiany klimatyczne nie zwolniły w czasie pandemii. Jak wynika z raportu Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), w ubiegłym i bieżącym roku stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze stale rosło, a redukcje obserwowane w związku ze spowolnieniem gospodarczym wymuszonym lockdownem nie są wystarczające, żeby ustabilizować problem globalnego ocieplenia. Lata 2016–2020 będą prawdopodobnie pięcioma najcieplejszymi latami w historii pomiarów. Z kolei według ostatniego raportu Programu Środowiskowego ONZ (UNEP) za ubiegły rok luka emisyjna – czyli niewystarczający poziom redukcji emisji gazów cieplarnianych zgodnie z porozumieniem paryskim – jest większa niż kiedykolwiek.

– Jeśli ktoś ma rozwiązać ten problem, to oczywiście nie sama planeta, tylko człowiek, który ma do tego narzędzia, technologię i pieniądze, ale musi się na to zdecydować – podkreśla Kamil Wyszkowski. – ONZ próbuje zbudować trudny kompromis tak, żebyśmy jak najszybciej jako ludzkość zrezygnowali z emisji gazów cieplarnianych ze spalania paliw kopalnych, bo właśnie ten naddatek paliw kopalnych spowodował, że nam się klimat rozregulował. Oceany i zieleń na świecie zwyczajnie nie są w stanie wchłonąć więcej CO2 i metanu, bo już skończyły się ich zdolności absorpcyjne, a człowiek cały czas namnaża kolejne tony rocznie właśnie tych substancji.

Pełna wersja raportu „Ziemianie atakują” dostępna jest na stronie: https://ziemianieatakuja.pl/

Black Friday – okazja czy złudzenie szalonych promocji

Wśród konsumentów popularna jest teoria, że sklepy – w okresie poprzedzającym Black Friday – podnoszą ceny, aby następnie je obniżyć, dając w ten sposób złudzenie szalonych promocji. Badanie przeprowadzone przez Sembot.com i CENTEO odsłania kulisty tego, co dzieje w Czarny Piątek po drugiej stronie lady. Wynika z niego, że 26 proc. sklepów rzeczywiście winduje ceny przed świątecznym szaleństwem zakupowym, lecz przyczyna takiego działania leży zupełnie gdzie indziej. 

9 mld USD, zgodnie z doniesieniami raportu Adobe Analytics, wydali w tym roku Amerykanie na zakupy online podczas Black Friday. W Cyber Monday ten wskaźnik sięgnął poziomu 10,8 mld USD. Złożyły się na to, jak donosi National Retail Federation, decyzje zakupowe 174 milionów Amerykanów, którzy z pewnością są przekonani – podobnie jak wielu innych klientów na całym świecie – że zrobili świetny interes.

Święto konsumpcjonizmu

Black Friday “wynaleziono”, rzecz jasna, w USA. Jest to zawsze pierwszy piątek wypadający po Święcie Dziękczynienia, które z kolei obchodzone jest w czwarty czwartek listopada. Ponieważ Święto Dziękczynienia jest wydarzeniem bardzo uroczystym i rodzinnym, wielu Amerykanów w piątek po tym dniu brało (i bierze do dziś) urlop, by nieco wypocząć i pobyć z bliskimi. A gdzie lepiej spędza się wolny czas, jak nie na zakupach? Ten fakt postanowili wykorzystać sprzedawcy, którzy właśnie w piątek po Święcie Dziękczynienia zaczęli obniżać ceny, przyznawać rabaty i organizować promocje, byle tylko przyciągnąć jak najwięcej kupujących w zaczynającym się właśnie sezonie bożonarodzeniowym. Tak zrodziła się tradycja Czarnego Piątku.

Początkowo na ten dzień czekali tylko mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, ale w miarę postępu globalizacji, także w innych krajach sprzedawcy zwęszyli okazję i importowali największe święto konsumpcjonizmu na własne podwórka. Dziś ze świecą szukać kraju, w którym przynajmniej część sklepów nie organizowałaby promocji z okazji Czarnego Piątku.

Nad Wisłę ta tradycja zawitała w połowie drugiej dekady obecnego wieku. Zawitała i przyjęła się, podobnie jak wiele innych “nowinek” z Zachodu. Polacy pokochali Czarny Piątek. Jak donosi OVHcloud, zaledwie 9 proc. z nas nie planowało korzystać z ofert przygotowanych na ten dzień, czy nawet tydzień, bo przecież w wielu sieciach handlowych zorganizowany został Black Week. W tym roku – tylko przy pomocy BLIK-a – na zakupy z tej okazji wydaliśmy około 2,2 mld zł.

Cenowy regulator popytu

O tym jak wygląda Black Friday od kuchni dowiadujemy się z badania przeprowadzonego przez Sembot.com i CENTEO. Wynika z niego, że w okresie od 20 listopada do 15 grudnia sklepy mają problem z obsługą ogromnej liczby spływających w tym czasie zamówień. 26 proc. badanych sklepów internetowych przyznało, że w okresie poprzedzającym Black Friday podniosło ceny swoich produktów, z czego 100 proc. zrobiło to w celu wyhamowania popytu z powodów logistycznych. Co ciekawe, aż 74 proc. przebadanych firm nie prowadziła żadnych znaczących działań promocyjnych z okazji czarnego piątku lub całkowicie go zignorowała.

Działa tutaj prosty, w miarę oczywisty mechanizm – wyjaśnia Bartosz Ferenc, współwłaściciel i pomysłodawca Sembot.com, aplikacji do zarządzania kampaniami reklamowymi e-commerce w Google Ads i jednej z największych agencji PPC w Polsce, oraz CENTEO, rozwiązania do optymalizacji widoczności ofert i automatyzacji sprzedaży w porównywarce Ceneo.pl. – Sklepy doskonale wiedzą, że z okazji Black Friday zaleje je „miliard” zamówień. Wywiązanie się z nich przed świętami nie będzie zaś łatwym zadaniem. Dlatego wolą mieć „pół miliarda” zamówień i być w stanie wszystkie zrealizować. Do regulacji popytu używają zaś ceny.

Wyniki badania CENTEO pokrywają się z raportem przygotowany przez Deloitte we współpracy z Dealavo, w ramach którego przeanalizowano oferty ponad 1000 sklepów internetowych. Okazało się, że – w porównaniu do piątku 20 listopada – podczas Black Friday obniżki cen w ramach promocji sięgnęły średnio 3,4 proc. W tym samym czasie średni wzrost cen wyniósł 3,42 proc. W rezultacie Polakom z Black Friday została tylko obco brzmiąca nazwa. Jak to się jednak dzieje, że promocje są, choć ich nie ma?

Z rozmów z osobami prowadzącymi sklepy, badanymi na potrzeby raportu Sembot.com i CENTEO wynika, że w tym okresie popyt często przewyższa podaż. Po prostu sprzedawcy nie są w stanie uzupełniać towaru na bieżąco, tak szybko jest on zbywany. Założyciel Sembot.com i CENTEO przyznaje: – Znam przypadek sklepu z branży wnętrzarskiej, którego właściciele byli zmuszeni podnieść ceny ze względu na braki surowca potrzebnego do produkcji sprzedawanego towaru. W ten właśnie sposób starali się ograniczyć popyt. Przez konsumentów, szczególnie w przypadku produktów z długim procesem zakupowym, takie działanie sklepu jest odbierane jako podnoszenie cen w prime time w celu maksymalizacji zysków. Tymczasem zmiana wynikała z konieczności zniwelowania liczby zamówień tak, aby nie była ona wyższa niż zdolności produkcyjne, co gwarantuje szybką wysyłkę do klienta. Inne środki po prostu nie pomagały. Sklep próbował na przykład wpłynąć na popyt poprzez ograniczenie kampanii reklamowych, ale nie dawało to pożądanych rezultatów. Jedynym czynnikiem, mającym realny wpływ na kupujących, była właśnie cena.

W zaklętym kręgu

W efekcie nie brakuje konsumentów, którzy są święcie przekonani, że tak naprawdę mamy do czynienia z Fake Black Friday. Popularna jest teoria, że sklepy sztucznie podnoszą ceny na kilka tygodni czy dni przed Czarnym Piątkiem, aby w tym dniu je obniżyć, co daje złudzenie promocji, która przyciąga kupujących. A jaka jest prawda? Bartosz Ferenc z CENTEO nie przychyla się do tej opinii: – Choć na pozór tak można zinterpretować działanie sklepów, to przyczyny tego zachowania są inne, niż twierdzą kupujący. Z naszych danych wynika, że sklepy najpierw przed okresem świątecznym podnoszą ceny, aby wyhamować popyt. Następnie, w Black Friday, obniżają je do wartości zbliżonych do stanu sprzed podwyżki, po czym produkty wracają do cen wyższych. W ten sposób sklepy są w stanie utrzymać aktywną ofertę przez okres świąteczny i oczywiście mieć wyższą marżę jednostkową. Popyt w Czarny Piątek jest tak duży, że ponadprzeciętnie atrakcyjna oferta wyczyściłaby każde zapasy magazynowe, czego przykładem są kończące się w sekundę po starcie promocje na Allegro.pl, w których oferowane są przecież tysiące sztuk produktu.

Można więc pokusić się o wniosek, że współczesny Black Friday stał się ofiarą swojej własnej popularności, a wraz z nim klienci, którzy liczą na niecodzienne promocje. Kiedyś Czarny Piątek miał obniżkami cen zachęcić do rozpoczęcia sezonu przedświątecznych zakupów. Zrobił to jednak na tyle skutecznie, że dziś sklepy nie są w stanie podołać popytowi. – W Polsce mamy inną specyfikę sprzedawców niż w USA. Rządzą u nas małe sklepy, które nie mają takich możliwości magazynowych. Aby sprawnie funkcjonować muszą zmniejszyć popyt, a więc podnoszą ceny. W Black Friday lecą one w dół, bo taka jest tradycja i tego wymaga klient – tłumaczy założyciel CENTEO i dodaje, że ich wartości nie spadają tak bardzo, jak oczekiwaliby tego kupujący, bo dalsza obniżka zakłóciłby podaż towaru przez sklep. To zrozumiałe, że konsumenci czują się rozczarowani, jednak zamiast robić zakupy w miarę swoich potrzeb, z następnymi większymi inwestycjami znów poczekają na kolejny Black Friday, licząc, że tym razem upolują „mega promocję”. Czy tak się stanie? Z badania przeprowadzonego przez CENTEO wynika, że jest to mało prawdopodobne. Wiadomo natomiast, że takie podejście konsumentów zamyka zaklęty krąg niezmiennych praw rządzących podażą i popytem, który wpływa na kształtowanie się cen towarów, nie dając przy tym sklepom innego sposobu na wpłynięcie na popyt, jak tylko poprzez podniesienie cen. W rzeczywistości konsumenci płacą za produkty tyle samo, co pod koniec października, jednak przekreślona cena w ofercie daje im poczucie odniesienia dodatkowej korzyści.

Amerykańscy naukowcy twierdzą, że koronawirus dostaje się do mózgu. Skutki jego działania mogą być długotrwałe

Chociaż jest to głównie choroba układu oddechowego, COVID-19 atakuje inne narządy, w tym mózg. Naukowcy odkryli, że białko kolca, często przedstawiane jako czerwone ramiona wirusa, może przekroczyć barierę krew–mózg u myszy. Same białka kolczaste mogą powodować mgłę mózgu. Ponieważ dostają się do niego, przedostaje się tam również sam wirus. – Wiele skutków, jakie wywołuje COVID-19, może być zaakcentowanych, utrwalonych lub nawet spowodowanych przez dostanie się wirusa do mózgu, i mogą trwać bardzo długo – wskazuje William A. Banks.

U niektórych osób, które zachorują na koronawirusa, pojawiają się objawy neurologiczne. Część chorych miewa napady psychozy, inni doświadczali stanu podobnego do delirium. W kwietniu grupa w Japonii opublikowała pierwszy raport o osobie z COVID-19, która miała obrzęk i stan zapalny w tkankach mózgu. W innym raporcie opisano pacjenta z pogorszeniem mieliny, otoczki tłuszczowej, która chroni neurony i zazwyczaj jest nieodwracalnie uszkodzona w chorobach neurodegeneracyjnych, jak np. stwardnienie rozsiane.

– Wiele skutków, jakie wywołuje wirus COVID-19, może być zaakcentowanych, utrwalonych lub nawet spowodowanych przez dostanie się wirusa do mózgu, a skutki te mogą trwać bardzo długo – wskazuje William A. Banks, profesor medycyny w Szkole Medycznej Uniwersytetu Waszyngtońskiego.

Naukowcy ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Waszyngtońskiego oraz Healthcare System w badaniu opublikowanym w „Nature Neuroscience” twierdzą, że białko kolca, często przedstawiane jako czerwone ramiona wirusa, może przekroczyć barierę krew–mózg u myszy. Same białka kolczaste mogą powodować mgłę mózgu. Ponieważ do mózgu dostaje się białko kolca, prawdopodobnie również sam wirus przedostaje się do niego.

– Białko S1 prawdopodobnie powoduje, że mózg uwalnia cytokiny i produkty zapalne – tłumaczy William A. Banks.

Wypustki wirusa, białko S1, dyktują, do których komórek może on wejść. Zwykle wirus robi to samo, co jego białko wiążące, zaś białka wiążące, takie jak S1, zwykle same powodują uszkodzenia, ponieważ oddzielają się od niego i powodują stan zapalny. Białko S1 prawdopodobnie powoduje, że mózg uwalnia cytokiny i produkty zapalne. Burza cytokin i zespół uwalniania cytokin to z kolei zagrażające życiu ogólnoustrojowe zespoły zapalne, obejmujące podwyższony poziom krążących cytokin i hiperaktywację komórek układu odpornościowego. Nadmierna produkcja cytokin prozapalnych prowadzi do zaostrzenia zespołu ostrej niewydolności oddechowej i rozległego uszkodzenia tkanek.

Taką reakcję naukowcy zaobserwowali już wcześniej w przypadku wirusa HIV. Okazało się, że białko S1 w SARS-CoV2 i białko gp 120 w HIV-1 działają podobnie. To glikoproteiny – białka, które zawierają dużo cukrów i łatwo wiążą się z innymi receptorami. Oba te białka działają jako ramiona dla wirusów, chwytając inne receptory. Oba przekraczają barierę krew–mózg. Białko S1, podobnie jak gp120, jest prawdopodobnie toksyczne dla tkanek mózgu.

– Wiemy, że pacjenci zainfekowani koronawirusem z chorobą COVID-19 mają problemy z oddychaniem z powodu infekcji w płucach. Dodatkowym wyjaśnieniem tych problemów jest to, że wirus dostaje się do ośrodków oddechowych mózgu i tam również wyrządza szkody – przekonuje William A. Banks.

Naukowcy odkryli także, że transport S1 był szybszy w opuszce węchowej i nerkach samców niż samic. To zaś prawdopodobnie oznacza, że mężczyźni mogą być częściej narażeni na cięższe następstwa COVID-19.

Inteligentne wózki zrewolucjonizują transport w fabrykach. To dla przedsiębiorców szansa na obniżenie kosztów i poprawienie wydajności

Transport może obecnie stanowić nawet połowę kosztów prowadzenia działalności. Ograniczenie do minimum roli człowieka wewnątrz fabryk czy magazynów pozwoli obniżyć nie tylko koszty osobowe, lecz także te generowane w wyniku ludzkich pomyłek. Polski start-up opracował inteligentny system, w którym pracowników zastępują zrobotyzowane wózki, co pozwala niemal w pełni zautomatyzować pracę np. na halach produkcyjnych.

– Jesteśmy w stanie realizować procesy transportu np. między poszczególnymi liniami produkcyjnymi a magazynem i robić to w sposób kontrolowany, w pełni zautomatyzowany, a jednocześnie zbierać dane o tym procesie, analizować je w celu jego optymalizacji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Michalski, współzałożyciel, odpowiadający za sprzedaż zagraniczną, biznes i product development w VersaBox.

Polski start-up stworzył Autonomy@Work, czyli system autonomicznych pojazdów przeznaczonych do inteligentnej intralogistyki – transportowania towarów wewnątrz magazynów lub hal produkcyjnych. Oprócz zrobotyzowanych wózków na system składa się też oprogramowanie pozwalające na ich pozycjonowanie i wytyczanie optymalnych tras z uwzględnieniem przeszkód, które należy ominąć. Wózki mają ładowność do 700 kg, a ich baterie pozwalają efektywnie pracować przez 8 godzin.

– Procesy realizowane w sposób manualny nie do końca są kontrolowane. Natomiast dobrze zaprojektowany i wdrożony system automatyczny zawsze będzie działał tak samo, zawsze w sposób powtarzalny i poprawny. Dzięki temu  unikamy różnych pomyłek, które mogą się zdarzyć, kiedy ten proces jest sterowany przez ludzi – ocenia Jakub Michalski.

System wdrożono już w kilkunastu przedsiębiorstwach, m.in. w Polsce, w Czechach i we Francji. Rozwiązania obejmujące automatyzację procesów magazynowych stosuje także e-commerce’owy gigant Amazon, który korzysta z mobilnych platform transportowych w rozdzielniach. Zautomatyzowane procesy magazynowe wykorzystuje też polska grupa Neuca, działająca w branży farmaceutycznej. W nowym centrum dystrybucyjnym spółki funkcjonuje magazyn wyposażony w automat do wydawania produktów szybkorotujących, które stanowią około 70 proc. oferty, oraz przenośniki transportujące nawet do 2,8 tys. pojemników na godzinę.

Automatyzacja transportu wewnątrz magazynu pozwala jednak nie tylko na znaczne przyspieszenie pracy, lecz także na lepszą kontrolę procesów wewnętrznych w firmie.

– Kiedy wdrażamy taki automatyczny system transportu, a towar transportują roboty, w każdym momencie wiemy, co się z nim dzieje. Wiemy, kiedy towar został zamówiony, kiedy przyjechał robot, kiedy ten towar zabrał, ile czasu zajęło mu przewiezienie go z punktu A do punktu B. Wiemy też, co zdarzyło się po drodze, jakie ewentualnie były komplikacje. Potrafimy analizować te dane zbierane przez robota w celu optymalizacji tego procesu. Czyli wiemy, że np. gdzieś towar wychodził za wolno, być może coś się stało wcześniej, robot przyjechał, musiał czekać. Jadąc, pokonywał daną trasę, czasem dłużej niż przeciętnie, to znaczy, że też coś po drodze się działo – tłumaczy ekspert.

Nawigacja wózkami odbywa się z wykorzystaniem lidarów, czyli skanerów laserowych, rozpoznających otoczenie wokół robota. Technologią uzupełniającą, pozwalającą na pracę w dynamicznie zmieniających się warunkach, jest natomiast ultradźwiękowy system wizyjny. Tego typu systemy są jednak stale uzupełniane o najnowsze rozwiązania umożliwiające jeszcze bardziej efektywną pracę.

– Pojawiają się nowe sensory bez elementów ruchomych, które stosowane są np. w samochodach autonomicznych. Pozwalają skanować przestrzeń w różnych płaszczyznach, czyli jest to skanowanie 3D. Z drugiej strony mamy coraz bardziej zaawansowane systemy wizyjne, które z kolei pozwalają nam obserwować otoczenie robota w 3D, analizować je i odpowiednio reagować – mówi Jakub Michalski.

Możliwość wyręczenia człowieka w kwestii transportu towarów wewnątrz magazynu pozwoli firmom rozwiązać jeden z najpoważniejszych obecnie problemów, jakim jest niedobór pracowników magazynowych. Z badań przeprowadzonych przez BNP Paribas Real Estate Poland zagrożenie takie dostrzega 75 proc. przedsiębiorców z sektora magazynowo-logistycznego. Prawie 70 proc. ankietowanych spodziewa się w związku z tym wzrostu kosztów.

– Między 40 a 50 proc. kosztów stanowi transport. Jeśli jesteśmy w stanie je trochę obniżyć, to są realne oszczędności i proces staje się bardziej ekonomicznie uzasadniony. W momencie, kiedy jakaś czynność jest wykonywana przez ludzi, istnieje też ryzyko, że nastąpi jakaś pomyłka, coś zostanie dowiezione nie tam, gdzie trzeba. Problemem jest też duża rotacja pracowników. Kiedy doświadczeni pracownicy zmieniają pracę, przychodzą ludzie, których trzeba wdrażać, szkolić, co także generuje koszty – wylicza współzałożyciel VersaBox.

Zdaniem ekspertów w najbliższych latach automatyzacji będzie podlegało coraz więcej procesów magazynowych. Potwierdza się to w przewidywaniach analityków LogisticsIQ. W najnowszym raporcie, uwzględniającym wpływ COVID-19 na gospodarkę, zakładają oni, że rynek automatyki magazynowej, wyceniany w 2019 roku na 15 mld dol., wzrośnie do 2026 roku do poziomu 30 mld dol.

– Marzeniem każdej korporacji czy dużego przedsiębiorstwa są „czarne magazyny”, w których ludzi jest bardzo mało i są oni potrzebni do obsługi urządzeń, ale nie wykonują  monotonnych, powtarzalnych czynności. Procesy są tańsze choćby z tego powodu, że nie trzeba grzać ani oświetlać tej przestrzeni. Produkcja w sposób ciągły i powtarzalny może odbywać się bez udziału człowieka – przekonuje Jakub Michalski.

PKN ORLEN pozostanie sponsorem tytularnym zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN w 2021 r.

PKN ORLEN pozostanie sponsorem tytularnym zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN w 2021 roku. Koncern nadal będzie obecny na najsławniejszym paddocku na świecie, a Robert Kubica będzie wzmacniał zespół jako kierowca testowy. Wraz z przedłużeniem umowy, kontynuowany zostanie również program szkolenia młodzieży w ramach ORLEN Akademii Kartingowej, prowadzonej przez Sauber Motorsport.

– Nasza inwestycja w partnerstwo z zespołem Alfa Romeo Racing ORLEN przekłada się na wymierne korzyści – tylko w 2020 r. osiągnęliśmy ponad 400 mln złotych ekwiwalentu reklamowego, czyli trzy razy więcej niż w poprzednim sezonie. To najlepiej pokazuje potencjał rozwojowy tej dyscypliny z punktu widzenia sponsora. Umiejętnie wykorzystujemy go na rynku polskim, gdzie nasza współpraca z ARRO i Robertem aktywnie wspiera naszą sprzedaż detaliczną, w tym pozapaliwową. Tylko w trzecim kwartale br. wypracowaliśmy rekordowy zysk operacyjny w tym segmencie na poziomie 1 mld zł. Jednocześnie, sponsoring tytularny zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN wzmacnia rozpoznawalność marki ORLEN na świecie i zwiększa jej prestiż. To z kolei ułatwia realizację ambitnych celów biznesowych i konkurowanie z globalnymi graczami – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W ramach współpracy z ARRO w ostatnim sezonie logotyp ORLEN był wyraźnym elementem malowania bolidu i kombinezonów, a funkcję kierowcy testowego objął Robert Kubica. Pochodzący z Krakowa zawodnik wziął udział w sześciu sesjach treningowych, dzieląc się z teamem swoim wieloletnim doświadczeniem.

– Moja pasja jest też pracą i czuję się szczęściarzem, że dzięki współpracy z PKN ORLEN jestem w stanie tę pasję realizować. Moja rola w Alfa Romeo Racing ORLEN to oczywiście bycie w padoku. Możliwość jeżdżenia bolidem Formuły 1 jest czymś naprawdę wyjątkowym i za każdym razem, gdy do niego wsiadam, adrenalina, którą odczuwam jest nieporównywalna względem żadnej innej serii – mówi Robert Kubica, zawodnik ORLEN Team.

Marka ORLEN w 2020 r. pojawiła się w ponad 100 tysiącach artykułów, które według danych Meltwater zostały wyświetlone ponad 359 miliardów razy. Z kolei ekwiwalent reklamowy z tytułu obecności marki ORLEN w mediach społecznościowych poprzez team ARRO wyniósł 7,5 miliona euro, czyli ponad 33 miliony złotych. Zasięg materiałów pozycjonujących markę ORLEN na kanałach społecznościowych teamu Alfa Romeo Racing ORLEN przekroczył 200 milionów odbiorców, a na kanałach własnych PKN ORLEN 35 milionów. Rywalizację na torze F1 transmituje 51 krajowych telewizji, a łączna widownia według badań Nielsen sięga 400 mln widzów. Według badań Nielsen TV Exposure Analysis z 2020 roku, w ciągu pierwszych 10 miesięcy 2020 roku ekwiwalent reklamowy dla marki ORLEN wyniósł ponad 400 milionów złotych. Oznacza to ponad trzykrotny wzrost względem 2019 roku.

Alfa Romeo Racing ORLEN w bolidzie C39 w 2020 r. wziął udział w 17 weekendach wyścigowych. Łącznie, zespół prowadzony przez Frederica Vasseura, pojawił się w dwunastu krajach na dwóch kontynentach, zajmując na koniec sezonu ósme miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Ograniczenia spowodowane pandemią, nie tylko zmodyfikowały kalendarz, ale także otworzyły nowe możliwości współpracy. W ciągu całego sezonu odbyło się wiele dodatkowych aktywności prezentowanych na kanałach social media, ale też wirtualne spotkania z zawodnikami, spacery po garażu i spotkania z konstruktorami. Były one wykorzystywane przez PKN ORLEN w działaniach promocyjnych kierowanych do kluczowych grup interesariuszy.

Współpraca z Alfa Romeo Racing ORLEN została również wykorzystana na potrzeby obchodów 100. rocznicy „Cudu nad Wisłą”, który tymczasowo zastąpił znane wszystkim fanom motoryzacji wydarzenie VERVA Street Racing. Ważne dla Polski wydarzenie historyczne zostało uczczone w wyjątkowy sposób – Robert Kubica w bolidzie zespołu rywalizował na ulicach Warszawy z Bartłomiejem Marszałkiem – drugim zawodnikiem ORLEN Team reprezentujących barwy Koncernu w motorowodnej Formule 1. Dzięki unikalnemu konceptowi oraz wieloetapowym działaniom w mediach i digital, projekt Cud Nad Wisłą odnotował rekordowe zasięgi w historii działań sponsoringowych PKN ORLEN. Publiczność na kanałach własnych Koncernu przekroczyła 23 mln. Wskaźniki zaangażowania na profilu ORLEN Team wzrosły siedmiokrotnie w stosunku do okresu porównawczego sprzed pandemii (styczeń-luty 2020), a na profilach korporacyjnych ponad dwukrotnie. Działania w prasie, internecie i mediach audiowizualnych zapewniły 198 publikacji o zasięgu na poziomie 26,7 mln użytkowników, a oglądalność premierowego materiału w telewizji wyniosła 5,8 mln. Z kolei treści kierowane do społeczności globalnej na kanałach Alfa Romeo Racing ORLEN dotarły do 1,2 mln odbiorców.

Zespół ARRO, na czele z kierowcami – Kimim Räikkönenem, Antonio Giovinazzim i Robertem Kubicą, wziął również udział w dwóch  kampaniach promocyjnych PKN ORLEN. Ponadto pokazowy bolid zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN przez cztery miesiące odwiedził 9 miast w różnych częściach Polski, gdzie  obejrzało go około pół miliona fanów. Samochód szwajcarskiej ekipy był prezentowany między innymi w Karpaczu, w siedzibie głównej PKN ORLEN w Płocku czy w warszawskim Centrum Olimpijskim.

W przyszłym sezonie ekspozycja marki ORLEN w dalszym ciągu będzie widoczna na bolidach zespołu, między innymi na tylnym i przednim skrzydle, obręczy halo, lusterkach oraz na sekcjach bocznych. Logotyp widoczny będzie także na klatce piersiowej i plecach kombinezonów oraz w trzech miejscach na kaskach wszystkich kierowców. Dodatkowo znajdzie się także na odzieży mechaników i personelu zespołu oraz na transporterach, wnętrzu garażu i motorhome.

Motorsport to ważny element budowania globalnego zasięgu marki ORLEN. Produkty Koncernu są dostępne w ponad 120 krajach na całym świecie, a 60 proc. przychodów generowanych jest na rynkach zagranicznych. Również na polskim rynku, zaangażowanie w F1 i współpraca z jedynym Polakiem znajdującym się w prestiżowym gronie kierowców przynosi wymierne korzyści. Roberta Kubicę spontanicznie kojarzy z PKN ORLEN ponad 70 proc. respondentów, co ma pozytywny wpływ na efektywność reklam, ale też kampanii społecznych. Dodatkowo, co piąty polski kierowca deklaruje, że ze względu na współpracę Koncernu z Robertem Kubicą częściej korzysta z oferty stacji PKN ORLEN.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o wsparcie wszystkich najbardziej poszkodowanych przez pandemię

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego zaapelował o bezzwłoczne uzupełnienie wsparcia rządowego dla przedsiębiorców, których działalność została zamknięta rozporządzeniami Rady Ministrów. W ocenie Rzecznika MŚP obecny katalog kodów PKD nie obejmuje wszystkich przedsiębiorców, którzy całkowicie stracili możliwość uzyskiwania przychodu.

W piśmie do Premiera Adam Abramowicz podkreśla, że bez możliwości korzystania z rządowego wsparcia pozostają firmy z PKD branż, które teoretycznie mogłyby funkcjonować, ale faktycznie pozostają zamknięte z powodu ścisłego powiązania swej działalności gospodarczej z funkcjonowaniem firm, które są obecnie zablokowane albo działają w przestrzeniach zamkniętych, jak szkoły, uniwersytety czy targi. W związku z tym w załączeniu do pisma Rzecznik przekazuje listę 36 kodów PKD, które powinno objąć się natychmiastową pomocą.

Ponadto Rzecznik MŚP zwraca uwagę, że w ustawie nie ujęto przedsiębiorców, którzy założyli firmy w grudniu 2019 oraz w roku 2020 – nawet jeżeli ich działalność zawiera się w PKD wymienionych w ustawie, ponieważ nie mogą oni wykazać się 40. proc. spadkiem obrotów rok do roku.

– Solidarność społeczna i sprawiedliwość wymaga tego, aby wszyscy ci, którzy dla dobra publicznego są w tej chwili pozbawieni całkowicie przychodu, otrzymali rekompensaty i mogli przeczekać ten trudny czas bez dramatycznych dla nich skutków. Liczę na podjęcie szybkich działań, o które proszę w imieniu swoim oraz 258 organizacji z Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP – podsumowuje w swoim wystąpieniu Adam Abramowicz.

Polska najatrakcyjniejszym rynkiem magazynowym w Europie

Międzynarodowe zrzeszenie firm doradczych Gerald Eve, którego członkiem jest AXI IMMO, przygotowało przewodnik po głównych rynkach magazynowo-produkcyjnych w Europie.  Publikacja prezentuje średnie stawki czynszów w 77 lokalizacjach przemysłowo-logistycznych w 20 krajach w Europie, z podziałem na obiekty big box, medium box i SBU (small business units) oraz stopy kapitalizacji na tych rynkach. Ponadto eksperci z 20 krajów członkowskich Gerald Eve przygotowali unikalne zestawienie cen gruntów pod inwestycje magazynowe w 56 głównych ośrodkach przemysłowych. Polska pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych pod względem cen rynków w Europie. Wszystkie pięć rynków o najniższych czynszach w obiektach typu big box w skali europejskiej znajduje się właśnie w Polsce. Ponadto spośród dziesięciu lokalizacji o najniższych cenach gruntów, cztery to rodzime rynki.

Inwestorzy lokują kapitał w magazyny

Sektor magazynowo-produkcyjny w całej Europie korzysta z postępującego trendu związanego z rozwojem handlu w kanale e-commerce. Pandemia Covid-19 dodatkowo wzmocniła ten trend, tym samym zwiększając zapotrzebowanie na powierzchnię logistyczną.

Silna odporność sektora na dynamicznie zmieniającą się sytuację epidemiczną spowodowała wzmożone zainteresowanie ze strony inwestorów, którzy zaczęli wycofywać kapitał z gorzej prosperujących, dotkniętych pandemią segmentów nieruchomości takich jak centra handlowe, i lokować go w obiekty magazynowe i produkcyjne. Doprowadziło to do wzrostu cen transakcyjnych, a w konsekwencji do kompresji stóp kapitalizacji na wielu rynkach. Stopy kapitalizacji w logistyce pozostają najniższe w Wielkiej Brytanii, która jest uważana za najdojrzalszy i najbardziej płynny rynek nieruchomości komercyjnych w Europe. W Londynie wynoszą one 3,5-3,75% (netto). Niskie są również stawki w Niemczech, które są uważane przez inwestorów za bezpieczny i stabilny rynek do lokowania kapitału. Tu stopy kapitalizacji w głównych miastach wynoszą między 4 a 4,5% (netto). Najdroższa w skali Polski Warszawa notuje natomiast stopy kapitalizacji brutto na poziomie 5,5% dla obiektów SBU i 6,25% dla obiektów big box.

 „Z naszej analizy europejskich rynków przemysłowych wyłania się obraz sektora, który bez względu na kraj wyszedł z tegorocznego szoku gospodarczego spowodowanego pandemią Covid-19 obronną ręką. Wysoki popyt na powierzchnię logistyczną, napędzany dynamicznym rozwojem branży e-commerce, doprowadził do wzrostów stawek czynszów na wielu rynkach europejskich. Dobra kondycja sektora uczyniła z niego bezpieczną lokatę kapitału w oczach inwestorów. W rezultacie zaobserwowaliśmy wzrost cen transakcyjnych dla obiektów magazynowo-produkcyjnych, i kompresję stóp kapitalizacji na wielu rynkach europejskich”, komentuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Polska atrakcyjna dla najemców

Średnie czynsze bazowe dla nowoczesnych obiektów big box na najważniejszych polskich rynkach są dość wyrównane i kształtują się na poziomie 3,3 – 3,5 EUR za mkw. miesięcznie w Poznaniu, 3,2-3,6 EUR w Polsce Centralnej i na Górnym Śląsku, 3,3 – 3,6 EUR na Dolnym Śląsku oraz 3,0-3,6 EUR w okolicach Warszawy. Są to jedne z najniższych stawek w całej Europie. Co więcej, w zestawieniu przygotowanym we współpracy z Gerald Eve pięć głównych polskich rynków magazynowych stanowi jednocześnie pięć najtańszych ośrodków w Europie.

Dla porównania, czynsze u naszego zachodniego sąsiada Niemiec wynoszą 5,7-6,2 EUR w najtańszym z analizowanych rynków – Kolonii i Dusseldorfie. Na najdroższym z niemieckich rynków – Monachium – czynsze dla A-klasowych obiektów big box sięgają natomiast 6,5-7 EUR. Jeszcze większa przepaść cenowa dzieli Polskę od Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich. W najdroższym mieście w zestawieniu – Londynie – osiągalne czynsze dla wielkopowierzchniowych magazynów sięgają 11,3 EUR.  Na drugim miejscu plasuje się Oslo (10,4 EUR), a na trzecim Helsinki (10 EUR).

Sytuacja jest podobna jeśli chodzi o obiekty magazynowe typu SBU. Polskie rynki zajmują cztery pierwsze miejsca w zestawieniu pod kątem atrakcyjności czynszów bazowych dla najemcy. Warszawa odstaje jednak od reszty kraju – stawki dla magazynów miejskich w stolicy są znacznie wyższe, między 4,0 a 5,25 EUR. W Warszawie obserwujemy dynamiczny rozwój sektora e-commerce, który przekłada się na wysokie zapotrzebowanie na obiekty logistyczne typu last mile. Tego typu obiekty wymagają lokalizacji jak najbliżej konsumenta, w pobliżu strategicznych arterii komunikacyjnych, gdzie dostępność gruntów jest ograniczona a konkurencja, również ze strony innych sektorów nieruchomości, jest wysoka, co powoduje presję cenową.

Warszawa jest jednak wciąż atrakcyjną cenowo lokalizacją miejską na tle innych rynków europejskich. Najemcy zainteresowani nowoczesnymi magazynami miejskimi w regionie Londynu muszą się liczyć z czynszami na poziomie 9,2 – 22,1 EUR za mkw. za miesiąc. Stawki w obiektach SBU w głównych niemieckich miastach to 6,7-7,2 EUR w Kolonii i Dusseldorfie, 7-7,5 EUR we Frankfurcie, 7,2-7,7 EUR w Berlinie i 7,5-8 EUR w Monachium.

„Atrakcyjne koszty najmu i gruntów, połączone z konkurencyjnymi cenami pracy i dobrej jakości infrastrukturą drogową od lat nieustannie przyciągają do naszego kraju inwestycje magazynowo-produkcyjne. Najemcy i inwestorzy często wybierają Polskę na swoje centra dystrybucyjne do obsługi całej Europy. Ponadto wysoki potencjał rozwoju rodzimego rynku, poparty świetnymi danymi makroekonomicznymi, połączony z niskimi kosztami prowadzenia działalności, zachęca nowych graczy do wejścia na rynek, a istniejących do dalszej ekspansji”, podsumowuje Renata Osiecka.

Grunty inwestycyjne

Unikalnym elementem przewodnika przygotowanego we współpracy z Gerald Eve jest zestawienie średnich cen gruntów inwestycyjnych w Europie. Raport zawiera informacje o cenach transakcyjnych dla działek w kluczowych lokalizacjach logistycznych na 56 rynkach. Tu również Polska okazuje się atrakcyjna cenowo. Tylko Południowe Morawy w Czechach i wschodnia część Słowacji oferują działki w cenie niższej niż najtańszy z głównych polskich rynków – Poznań. Warszawa – miasto pozostawia w tyle resztę kraju pod względem cen gruntów inwestycyjnych. Osiągalne jest tu 1,5 mln euro za hektar, a nawet więcej w przypadku pojedynczych transakcji. Mimo to stolica Polski jest 5,5 razy tańsza niż aglomeracja londyńska i 2,7 razy tańsza niż Monachium.

„Na tle Europy, Polska charakteryzuje się dość przejrzystymi procedurami administracyjnymi związanymi z budową nieruchomości logistycznych i magazynowych. Proces przygotowania działki objętej planem, w tym uzyskanie decyzji środowiskowej, decyzji o przyłączach i pozwolenia na budowę, zajmuje przeciętnie 12-18 miesięcy. Stanowi to przewagę konkurencyjną wobec rynków w Europie Zachodniej, gdzie uzyskanie pozwolenia na budowę wynosi często więcej niż 24 miesiące”, dodaje Renata Osiecka.

Ruszyły konsultacje strategii rozwoju regionu Centralnego Portu Komunikacyjnego

Spółka CPK stawia na zrównoważony rozwój obszaru wokół Portu Solidarność. Wspólnie z samorządowcami z 26 gmin i siedmiu powiatów z województwa mazowieckiego i łódzkiego wypracowuje optymalne rozwiązania dla regionu planowanych inwestycji. Dzisiaj ruszyły konsultacje w tej sprawie

Spółka CPK zaprosiła samorządowców do wspólnych prac nad pomysłami na rozwój przestrzenny, gospodarczy i społeczny regionu lotniskowego. Z powodu pandemii COVID-19 pierwsze spotkanie odbyło się w formie on-line.

Wbrew zarzutom przeciwników, CPK nie tworzymy wbrew opiniom mieszkańców i lokalnych liderów. Jest odwrotnie: uwzględniamy ich głos i aktywnie współpracujemy, prowadząc inwestycję. Dotyczy to nie tylko Rady Społecznej ds. CPK. Rozpoczęte dziś konsultacje są kolejnym krokiem w tym kierunku. Chcemy, aby budowa CPK przełożyła się na poprawę jakości życia dla wszystkich mieszkańców regionu – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Dzisiaj uruchomiliśmy stronę, na której każdy mieszkaniec może znaleźć informacje o postępach prac dotyczących rozwoju terenów wokół CPK. Prace CPK nad strategicznymi projektami koncentrują się wokół trzech dziedzin: obszaru Airport City, planowanych terenów mieszkaniowych i parków przemysłowo-logistycznych. Chcemy tę listę uzupełniać o projekty samorządowe. Wspólna strategia rozwoju pozwoli na to, żeby skoordynować rozwój poszczególnych gmin i uniknąć niepotrzebnych kolizji z lokalną infrastrukturą – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

CPK powstanie między dwoma dużymi ośrodkami: Warszawą i Łodzią, co oznacza, że jest szansą na utworzenie w sercu Polski duopolis. W województwie mazowieckim region CPK obejmuje 20 gmin:  Baranów, Wiskitki, Teresin, Sochaczew (gmina miejska i wiejska), Błonie, Żyrardów, Jaktorów, Grodzisk Mazowiecki, Nowa Sucha, Puszcza Mariańska, Mszczonów, Radziejowice, Milanówek, Brwinów, Podkowa Leśna, Michałowice, Pruszków, Piastów i Ożarów Mazowiecki. W województwie łódzkim jest to sześć gmin: Łowicz (gmina miejska i wiejska), Nieborów, Bolimów, Skierniewice (gmina miejska i wiejska).

Strategia regionu CPK będzie dokumentem wpisanym w ustawowy system zarządzania rozwojem kraju, umożliwiającym ubieganie się o środki rozwojowe: zarówno z Unii Europejskiej, jak też programów krajowych (w tym Programu Wieloletniego CPK).

Zgodnie z Koncepcją przygotowania i realizacji CPK przyjętą przez rząd w 2017 r., rozwój przestrzenny otoczenia CPK zostanie zaplanowany w celu rozwoju funkcji miastotwórczych, biznesowych, innowacyjnych, ale także społecznych i kulturalnych – przy poszanowaniu dla produkcji rolnej.

Małe ojczyzny w otoczeniu CPK będą miały szansę rozwijać się dzięki stworzeniu atrakcyjnych miejsc pracy i poprawie jakości infrastruktury. Strategia pomoże też w realizacji lokalnych projektów poprawiających jakość życia – mówi Patryk Demski, członek zarządu CPK ds. nieruchomości.– Dzisiejsze spotkanie wpisuje się w rozpoczęty przez nas dialog z samorządami. Na początku grudnia zawarliśmy porozumienie z powiatami: sochaczewskim, żyrardowskim i grodziskim w sprawie wymiany danych ewidencyjnych – przypomina.

Spółka CPK zakłada, że strategiczne zarządzanie rozwojem regionu ułatwi wspólną realizację projektów lokalnych, takich jak programy aktywizacji zawodowej mieszkańców, przygotowanie terenów inwestycyjnych pod funkcje hotelowe i biurowe, opracowanie koncepcji dla nowych obszarów mieszkaniowych, zagospodarowanie okolic stacji kolejowej (uporządkowanie parkowania, stworzenie warunków rozwoju zabudowy usługowej, poprawa dostępności dla osób niepełnosprawnych), modernizacja lokalnych dróg, w tym poprawa bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów.

Jednym z przykładów udanej współpracy publicznego inwestora i samorządów w celu rozwoju regionu lotniskowego, na którym wzoruje się CPK, jest port lotniczy Schiphol w Amsterdamie, jeden z największych hubów w Europie.

Polski rynek pracy w bardzo dobrej kondycji pomimo koronawirusa

Polski rynek pracy wydaje się być niezwykle odporny na kryzys wywołany przez COVID-19. Skutki pandemii nie wpłynęły na dynamikę wzrostu wynagrodzeń, co potwierdziły opublikowane w tym tygodniu wyniki międzyrocznego wzrostu płac (o 4,9%) za listopad. To bardzo dobra wiadomość dla zatrudnionych, biorąc pod uwagę sytuację w gospodarce. Stopa bezrobocia wyniosła 6,1%.

Warto również wspomnieć o posiedzeniu Fedu, które odbyło się w tym tygodniu. Wskazano na nim, że podwyżki stóp procentowych powinny nastąpić najwcześniej w 2023 r. W nadchodzących miesiącach amerykański bank centralny nadal oczekuje, że gospodarka będzie zmagać się ze skutkami koronawirusa, a ożywienia gospodarczego można się spodziewać dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. Prognozowane odbicie związane z poprawą sytuacji na rynku pracy może przekonać Fed do decyzji o ograniczaniu programu luzowania ilościowego. Zgodnie z nową prognozą PKB ma spaść w tym roku o 2,4%, a w przyszłym roku wzrośnie o 4,2%.

Złoty w tym tygodniu dalej się umacniał, notowania względem euro w piątek rano były na poziomie 4,44 PLN/EUR. Eurodolar kontynuował wzrost w tym tygodniu, oscylując na poziomie 1,226 USD/EUR pod koniec tygodnia.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Kondycja rynków handlowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w dobie pandemii

Pandemia COVID-19 zakłóciła działalność i rozwój rynków nieruchomości handlowych na całym świecie, w tym także w regionie CEE. Eksperci Colliers International poddali analizie sytuację w sektorze handlowym w 17 krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej: Albanii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Bułgarii, Chorwacji, Czarnogórze, Czechach, Estonii, Litwie, Łotwie, Polsce, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii, Ukrainie i na Węgrzech. Wnioski opublikowano w najnowszym raporcie “ExCEEding Borders. CEE-17 Retail in times of the Pandemic”.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • Porównując kryzys związany z COVID-19 z recesją po kryzysie finansowym w latach 2007-2008, ożywienie sprzedaży detalicznej w wielu przypadkach przybrało kształt litery „V”, które charakteryzuje się szybkim i trwałym odbiciem wskaźników gospodarczych po gwałtownym spadku gospodarczym.
  • Rynki pracy oraz siła nabywcza w regionie CEE są dużo silniejsze niż dekadę temu.
  • Ograniczenia nałożone przez rządy na działalność centrów handlowych, sklepów, lokali usługowych i gastronomicznych oraz sektor rozrywkowo-rekreacyjny wpłynęły na zmiany w zachowaniach konsumentów i dynamiczny wzrost sprzedaży e-commerce.
  • Gwałtowny wzrost aktywności konsumenckiej w sektorze e-handlu stał się fundamentalnym elementem trwającej obecnie transformacji sektora sprzedaży detalicznej.
  • W całym regionie udział sprzedaży online jest silnie zróżnicowany – od kilku procent w niektórych państwach do ponad 18% w Czechach.
  • Wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych w analizowanych krajach spadł o 20-45% między połową 2019 a połową 2020 roku.
  • Pomimo pandemii w analizowanym okresie na omawiane rynki weszło wiele luksusowych marek, w tym: Hugo Boss (Albania), Yves Saint Lauren, Dsquared, Chanel (Czechy) i Armani Beauty (Rumunia).

Gospodarki CEE-17 dużo szybciej wstają na nogi

– Przeanalizowaliśmy prognozy bezrobocia Międzynarodowego Funduszu Walutowego, aby określić kondycję rynków pracy. Porównaliśmy dane z roku 2021 do stanu z roku 2019 oraz rok 2010 z 2008. Aby móc lepiej zrozumieć sytuację w pierwszym roku ponownego ożywienia gospodarki po 2008 r., pominęliśmy rok recesji. Z nielicznymi wyjątkami obecny wzrost bezrobocia jest dużo niższy. Odstępstwo od tej sytuacji stanowią Rumunia i Białoruś, choć oba te państwa wychodziły z gorszej pozycji niż w roku 2008 – wyjaśnia Silviu Pop, szef Działu Badań Colliers International w Rumunii.

Szybkie ożywienie w kształcie litery „V”

Biorąc pod uwagę fakt, że rynki pracy pozostawały w dobrym stanie, a gospodarki zachowały płynność finansową, nie powinno być zaskoczeniem, że w sektorze handlowym zauważono szybkie ożywienie przyjmujące kształt litery „V”. Dla porównania – podczas recesji wywołanej kryzysem finansowym w latach 2007-2008 roku powrót na właściwe tory zajął podmiotom z sektora handlowego kilka lat.

Ponieważ konsumpcja żywności jest dużo mniej elastyczna na zmiany w dochodzie rozporządzalnym, przyjrzeliśmy się sprzedaży towarów nieżywnościowych w 15 z 17 państw objętych analizą, aby ocenić siłę nabywczą konsumentów (na Ukrainie i Białorusi brakuje adekwatnej metodologii). W sześciu z tych państw – Estonii, Litwie, Polsce, Rumunii, Serbii i Słowacji – sprzedaż towarów nieżywnościowych w październiku 2020 r. była wyższa niż przed pandemią. W kolejnych pięciu państwach – Chorwacji, Czechach, Węgrzech, Łotwie i Słowenii – do pełnego powrotu do wcześniejszego staniu zabrakło jedynie kilku procent (1-3%). Jest to dość imponujące, biorąc pod uwagę skalę spadku sprzedaży w okresie wiosennym.

Nawyki konsumentów

– Zaobserwowaliśmy dynamiczny wzrost aktywności konsumenckiej w sektorze e-commerce, który stał się fundamentalnym elementem trwającej transformacji sektora sprzedaży detalicznej, związanej z rozwojem technologii i zmianami w zachowaniach konsumenckich. Nastąpił również znaczący wzrost liczby osób powyżej 55. roku życia, które zdecydowały się na zmianę sposobu robienia zakupów z off-line na on-line Aby lepiej zrozumieć te zmiany, skorzystaliśmy z narzędzia Google Trends, aby przeanalizować, jakich towarów najczęściej szukano przez wyszukiwarkę Google w 6 krajach CEE: w Polsce, Czechach, Słowacji, Rumunii, Bułgarii i na Węgrzech – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International w Polsce.

Jedną z kategorii, w których odnotowano znaczne zmiany jest sport. Narodowe kwarantanny oraz zamknięcie granic spowodowały, że wiele osób postawiło na uprawianie sportu w domu lub na łonie natury we własnej okolicy. To przełożyło się na wzrost zainteresowania rowerami i sprzętem kempingowym, które w większości państw CEE osiągnęło w pierwszej połowie 2020 roku rekordowy poziom.

Za względu na liczne ograniczenia nałożone na sektor gastronomiczny częściej niż poprzednio jadaliśmy w domu – przygotowując posiłki samemu lub zamawiając je przez Internet. Nasza społeczna natura i chęć stołowania się w restauracjach dają sektorowi gastronomicznemu nadzieję na przetrwanie.

Inną kategorią, w której odnotowano duży wzrost, są wydatki zdrowotne. W większości państw słowo „termometr” wyszukiwano w Google 5-6 razy częściej niż wiosną zeszłego roku.

Multichannel, omnichannel i e-commerce

– Większość podmiotów z sektora handlowego posiada wiele różnych kanałów sprzedaży i komunikacji  z klientem, ale to sklepy stacjonarne odpowiadają za największą część ich przychodów. Ten rok pokazał coś, co już wcześniej było widoczne, a mianowicie niedoskonałość i wady niektórych modeli. Sklepy internetowe okazały się być ratunkiem dla niektórych marek, a w niektórych segmentach pojawili się specjaliści, których rolą jest wsparcie sprzedaży poprzez uzupełnienie oferty sprzedażowej. Przykładem może być tu Zalando, jeden z globalnych liderów na rynku mody i obuwia – mówi Kevin Turpin, regionalny dyrektor ds. badań w regionie CEE w Colliers International.

– Sieci handlowe, które chcą budować swoją pozycję na rynku, muszą iść z duchem czasu i rozwijać kanały pozwalające im zdobywać klientów. Takim jest na pewno e-commerce, którego znaczenie znacząco wzrosło w czasie pandemii. Jeszcze nie jest za późno, aby wziąć kawałek z tego tortu, lecz aby zrobić to dobrze, konieczny będzie czas, know-how i inwestycje – dodaje Kevin Turpin.

W całym regionie udział sprzedaży online jest silnie zróżnicowany i wynosi od kilku procent w niektórych państwach do ponad 18% w Czechach. W bieżącym roku większość z tych wskaźników wzrosła w rekordowym tempie, lecz wciąż ponad 80% sprzedaży pozostaje w innych kanałach.

Na osiągnięcie równowagi w tym zakresie wpływ ma kilka innych kwestii w sektorze handlowym, z których część nie została jeszcze rozwiązana:

  • Obecność wielu podmiotów handlowych na rynku opiera się na partnerstwie franczyzowym. Zdarza się, że franczyzobiorcy zarządzają kilkoma markami jednocześnie. Dość często nie posiadają oni kontroli nad platformą e-commerce ani praw do niej, co ogranicza ich możliwości sprzedaży internetowej.
  • Kolejny czynnik to kwestie geograficzne, uniemożliwiające niektórym platformom sprzedaż na rynkach zagranicznych.
  • Wiele sieci próbuje również zachęcić konsumentów do modelu „click&collect”, zapewniającego im większą kontrolę, a także często wiążącego się z dodatkowymi zakupami.

Rynek nieruchomości handlowych w krajach CEE-17 – kluczowe dane

Na rynek centrów handlowych w 17 analizowanych przez Colliers państwach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej składa się z niemal 1670 obiektów o całkowitej powierzchni najmu (GLA) ponad 34,6 mln mkw. Obsługują one blisko 173 mln konsumentów.

Rozmiar tego rynku odzwierciedla także roczna siła nabywcza populacji na poziomie 893 miliardów euro. Należy tu jednak zaznaczyć, że jej wartość w Europie Środkowo-Wschodniej jest bardzo zróżnicowana. W Słowenii, Estonii, Czechach, Polsce, Litwie oraz na Słowacji siła nabywcza waha się w przedziale 9 500 – 12 500 euro per capita rocznie, podczas gdy na Ukrainie, Białorusi, w Albanii oraz Bośni i Hercegowinie 1 500 – 3 500 euro per capita rocznie.

Rynki centrów handlowych w krajach CEE-17 pozostają również na różnych stadiach rozwoju. Największe nasycenie przestrzeni na 1 000 mieszkańców zanotowano w Estonii (738 mkw.), a najniższe w Albanii (104 mkw.).

Największą podaż powierzchni handlowej notuje Polska (12,1 miliona mkw. w 532 obiektach) i Czechy (4,2 miliona mkw. w 232 obiektach), a najmniejszą Czarnogóra (110 000 mkw. w 14 centrach).

W dobie pandemii zwiększyła się liczba małych centrów zakupów codziennych i parków handlowych (o powierzchni 5 000 – 10 000 mkw. GLA), uważanych zarówno przez deweloperów, jak i najemców za korzystne inwestycje, a przez konsumentów za wygodne i bezpieczne miejsca na zakupy. Obecnie w krajach CEE-17 działa około 670 takich obiektów o łącznej powierzchni najmu (GLA) 6 mln mkw., z czego najwięcej w Polsce (164 obiektów o łącznej powierzchni 1,2 miliona mkw. GLA). Eksperci Colliers prognozują, że to właśnie sektor małych centrów i parków handlowych typu „convenience” będzie rozwijał się najbardziej.

Wzrost płac i bezrobocie w miejscu? Statystyki jedno, a życie drugie. Końcówka roku będzie najgorsza

Wynagrodzenia rosną, a bezrobocie nie rośnie? „Optymizm trudny do zrozumienia. Końcówka roku 2020 jest dla rynku pracy dramatyczna”.

Dzisiejsze dane opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny mogą napawać optymizmem. Bezrobocie nie rośnie, a zatrudnienie spadło o zaledwie jeden procent. Co więcej, rosną wynagrodzenia i w porównaniu z rokiem 2019 mamy wzrost o niecałe 5%. Takie dane mogą cieszyć jeżeli spojrzymy na dramatyczną sytuacje niektórych branż i rosnącą ilość skarg od osób, które straciły zatrudnienie.

– Nasuwa się pytanie: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Chcielibyśmy żeby te dane odzwierciedlały rzeczywistość, a tymczasem optymizm dotyczący tego, co przyniesie rok 2021 jest dla mnie trudny do zrozumienia – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

  • Według najnowszych statystyk Głównego Urzędu Statystycznego wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o niespełna 5% i wynosi 5484 złotych, czyli na rękę niecałe 4 tysiące złotych
  • W czasach kryzysu gospodarczego wzrost może zaskakiwać. Według Prezes Małgorzaty Marczulewskiej średnie wynagrodzenie zawyża np. coraz lepiej opłacana i rozwijająca się branża ICT oraz e-commerce
  • Czy przedsiębiorcy są kuloodporni, a rynek pracy jest w stanie znieść każdy cios wymierzony przez pandemię?
  • Prezes Marczulewska: końcówka roku 2020 jest najtrudniejsza dla gospodarki. Konsekwencje tego czasu znajdą odzwierciedlenie w statystykach w roku 2021

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w październiku wyniosło 5484,07 zł, co oznacza wzrost o 4,9 proc. rok do roku. Prognozowane wzrosty były zdecydowanie niższe, a niektórzy nawet spodziewali się, że w dobie pandemii koronawirusa średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw będzie spadać. Zatrudnienie spadło o 1,2 proc. rok do roku. Ekonomiści i analitycy rynkowi uważali, że spadki mogą przekroczyć 1,5-1,7%

– Dane przytoczone przez Główny Urząd Statystyczny pokazuje, że przedsiębiorcy są niemal kuloodporni, a rynek pracy jest w stanie znieść każdy cios wymierzony mu przez pandemię koronawirusa. Pytanie brzmi jak długo taka sytuacja może potrwać? Jestem przekonana, że niestety końcówka roku 2020 będzie czasem trudnym dla przedsiębiorstw i znajdzie to swoje odbicie w statystykach już w roku 2021. Zamknięcie hoteli, brak turystów z zagranicy, ciosy w branże przewozową oraz transport, kolejne obciążenia podatkowe. Pandemia koronawirusa bardzo poważnie naruszyła poczucie bezpieczeństwa zarówno pracowników jak i pracodawców. Pozytywne informacje z rynku cieszą, ale nie powinny być powodem triumfalizmu, że gospodarka wygrywa z pandemią. Jeżeli ktoś z nią wygrywa to przedsiębiorcy i to na dodatek walcząc na tym polu bitwy do ostatniej kropli krwi i do ostatniej złotówki na koncie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Jak sytuacja wygląda z punktu widzenia pracowników? – Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom zgłasza się w tym kwartale rekordowa ilość pracowników, która straciła pracę lub ma przed sobą wizję bezrobocia już w najbliższych tygodniach. To już nie tylko kelnerzy, barmani i osoby zatrudnione w hotelach i w sklepach, ale i pracownicy administracyjni, pracownicy zajmujący się szeroko rozumianą obsługą biurową w firmach międzynarodowych, pracownicy banków, marketingowcy, menadżerowie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Z czego może wynikać statystyczny wzrost wynagrodzenia? – Są branże gdzie zarabia się coraz lepiej. ICT i E-commerce zatrudniają i rekrutują. Tam stawki nie spadają. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że średnią może zawyżać wynagrodzenie osób, których branże na pandemii mocno wzmacniają się rynkowo. Poza tym rośnie płaca minimalna, co też rok do roku przekłada się na wzrosty wynagrodzenia – dodaje Prezes Marczulewska.

Signal złamany. W Polsce polecali go eksperci Niebezpiecznika

Komunikator SIGNAL polecany przez ekspertów IT okazał się bardzo niebezpieczny. Izraelska spółka Cellebrite, znana z dostarczania technologii cyfrowych (także szpiegowskich) dla służb policyjnych czy wywiadowczych, poinformowała na swoim firmowym blogu, że jej specjalistom udało się do Signala włamać.

Musieliśmy przeprowadzać próby na wielu frontach i stworzyć sobie nowe rozwiązania od podstaw. Ale uczynienie świata bezpieczniejszym jest dla nas najważniejsze – tłumaczy izraelska spółka. – Służby policyjne obserwują rosnącą popularność szyfrowanych aplikacji, z których korzystają także przestępcy, którzy planują dzięki nim popełnianie przestępstw, wymieniają informacje czy przesyłają sobie skradzione dane – napisano na firmowym blogu Cellebrite.

Notka na ten temat wraz dokładnym opisem metody włamania pojawiła się przed kilkoma dniami na blogu Cellebrite. Potem zniknęła i została zastąpiona przez bardziej zdawkowy komunikat. Przedstawiciele izraelskiej firmy poinformowali, że złamali zabezpieczenia Signala po to, aby pomóc siłom policyjnym walczyć z przestępczością.

To duże zaskoczenie dla polskich polityków (używających szyfrowanego komunikatora) oraz wielu specjalistów IT – w tym ekspertów portalu bezpieczeństwa Nibezpiecznik – podaje serwis Służby Specjalne bez Cenzury. Eksperci tego portalu przed dwoma laty polecali Signal i uznali używanie komunikatora przez polskich polityków najwyższej rangi (Premier, Prezydent RP) jako godne pochwały, zachęcając jednocześnie do przejścia na Signala.

W tym roku portal wskazywał zalety systemu pisząc, że Signal to najbezpieczniejszy komunikator, który paranoicznie dba wręcz o prywatność użytkownika. Podkreślali, że Signal może zapewnić najwyższe standardy bezpieczeństwa, a architektura systemów szyfrowania komunikatora utrudnia popełnianie błędów, które mogą narazić poufność rozmów na szwank.  Autorzy recenzji przestrzegali, że z komunikatora należy korzystać z głową, pamietając o ryzyku i konieczności szkolenia ‘’swoich współpracowników’’ na przykład w ramach indywidualnych konsultacji i szkoleń.

Teraz izraelska firma udowadnia, że komunikator ma luki, czyli nie jest do końca bezpieczny. Jak podaje  portal „Służby Specjalne bez cenzury”, analitycy izraelskiej firmy Cellebrite złamali zabezpieczenia Signala aby pomóc walczyć z przestępczością zorganizowaną.

Tymczasem organizacje obrony praw człowieka podważają tą tezę. Podkreślają, że firma ta sprzedaje swoje technologie nie tylko do USA i UE, ale do państw znanych z prowadzenia prześladowań wobec oponentów politycznych czy niezależnych aktywistów. Rewelacje izraelskiej firmy Cellebrite zaskoczyły więc wiele organizacji i firm. W tym polskich polityków i samych ekspertów polskiego portalu.

Na podstawie sluzbyspecjalne.com, 16.12.2020

Emeryckie święta 2020. Pełne ograniczeń, także budżetowych

Z międzynarodowego badania opinii, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że na tegoroczne święta wydamy 29 proc. mniej niż w ubiegłym roku.[1] Co prawda spotkania z najbliższymi będą mocno ograniczone, ale łącznie na organizację świąt, zakup prezentów i żywności przeznaczymy średnio 1318 zł. Najwyższy budżet planują przeznaczyć na Święta Hiszpanie (równowartość 1660 zł) a najniższy Holendrzy (945 zł). W Polsce największe cięcia dotyczące świątecznych wydatków będą dotyczyły podróży, rozrywki oraz zakupu żywności i napojów.

Na świąteczne podróże Polacy zamierzają wydać o 70 proc. mniej niż w ubiegłym roku, na rozrywkę 43 proc. mniej, a na żywność i napoje 33 proc. mniej.[2]  Oszczędności związane z bożonarodzeniowymi wydatkami tłumaczą przede wszystkim pandemią (62 proc.), niestabilnością gospodarczą (60 proc.) i rosnącymi kosztami życia (53 proc.). – Tegoroczne święta będą zupełnie inne niż te, które znamy. Pierwszym powodem będą ograniczenia związane z przemieszczaniem się i świętowaniem w gronie rodziny, przyjaciół lub znajomych. Drugim będą ograniczenia budżetowe, z którymi mierzy się coraz większa liczba osób. Obie te kwestie wyjątkowo mocno dotkną seniorów, którzy na co dzień borykają się zarówno z problemami finansowymi jak i samotnością, a z powodu trwającej pandemii jeszcze bardziej odczują ich skutki – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Nastroje coraz gorsze

Fundusz Hipoteczny DOM prowadzi cykliczne badanie opinii „Życie Seniora””. Jeden z obszarów obejmuje szereg pytań o to, jak żyje im się podczas pandemii, co nie zmieniło się w ich życiu, a co im najbardziej doskwiera. Jeszcze we wrześniu br. 50 proc. seniorów twierdziło, że żyje im się teraz gorzej niż kiedyś, a blisko 30 proc. wskazywało jako przyczynę sytuację epidemiologiczną.[3] Co trzeci senior narzekał wtedy na niską emeryturę, co piąty mówił wprost, że nie stać go na podstawowe produkty, ponieważ wszystko drożeje. W kolejnej edycji badania, która zakończyła się 1 grudnia br. już 62 proc. emerytów deklarowało, że żyje im się gorzej niż przed pandemią, a 45 proc. wskazywało na epidemię jako jedną z głównych przyczyn tego stanu.[4]

– Obserwujemy zmieniające się nastroje seniorów od początku pandemii. Widzimy, że są coraz gorsze. Samotność doskwiera emerytom na co dzień, a w okresie przedświątecznym odczuwają ją jeszcze mocniej. Ograniczenia w poruszaniu się i zakazy dotyczące świątecznych zgromadzeń na pewno odbiją się na samopoczuciu osób starszych. W tej chwili zdrowie jest najważniejsze i każdy rozumie panujące restrykcje, co nie zmienia faktu, że przez tę sytuację wiele osób spędzi te święta w samotności – dodaje Robert Majkowski.

Spotkań świątecznych nie będzie

Ograniczenia w przemieszczaniu się dla osób powyżej 70 roku życia i restrykcje dotyczące liczby osób przy świątecznym stole są dodatkowym ograniczeniem dla emerytów. Wiele rodzin, które mogłyby się spotkać w święta zrezygnuje z tej możliwości ze względu na zdrowie bliskich. – w Funduszu Hipotecznym DOM co roku, od dekady organizujemy w całej Polsce spotkania wigilijne dla naszych klientów i sympatyków. Pierwszy raz w historii te spotkania się nie odbędą.. Podobne spotkania organizowały w całej Polsce nie tylko kluby seniora, ale również stowarzyszenia senioralne, uniwersytety trzeciego wieku, organizacje społeczne i inne podmioty. Seniorzy mogli liczyć nie tylko na ciepły posiłek, ale przede wszystkim rozmowę z innymi ludźmi, poczucie wspólnoty i przynależności. W tym roku brak takich spotkań  będzie kolejnym minusem związanym z pandemią – mówi Robert Majkowski.

Warto rozejrzeć się wokół

Jak można wesprzeć seniorów w tym trudnym czasie? Przede wszystkim postawić na rozmowę i wsparcie, zatrzymać się, zapytać czego potrzebują, jak można pomóc. Naszych bliskich warto nauczyć korzystania z narzędzi online, które pomogą zasiąść „przy wspólnym stole” chociażby wirtualnie. Rozmowę telefoniczną można zastąpić rozmową online, prezenty można rozpakować wspólnie przed kamerką komputera. Seniorów, którzy nie mają bliskich warto poinformować o spotkaniach wigilijnych organizowanych online. Co prawda spotkanie w Internecie nie zastąpi zapachu choinki i gwaru rozmów odbywających się na żywo, ale może pomóc wypełnić pustkę. Emerytów warto również wesprzeć finansowo. Już teraz można wpłacić darowiznę i ufundować wigilię dla samotnego seniora, przygotować paczkę w ramach Szlachetnej Paczki lub najzwyczajniej… zrobić zakupy sąsiadowi, podarować mu prezent, zapytać czy potrzebuje pomocy w zakupie leków lub wyprowadzaniu psa. – Pomaganie najlepiej zacząć od najbliższego otoczenia. Czasem wśród sąsiadów są osoby starsze, które potrzebują wsparcia, dobrego słowa i czyjejś obecności. Miejmy oczy i uszy otwarte, zwłaszcza w te święta – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Międzynarodowe badanie Deloitte „Zakupy świąteczne 2020” (23 edycja). Szczegóły m.in. na tvn24.pl. Link: https://tvn24.pl/biznes/z-kraju/boze-narodzenie-2020-polacy-wydadza-na-swieta-29-proc-mniej-niz-rok-temu-4760323

[2] Tamże

[3] Ankieta telefoniczna przeprowadzona na grupie 752 osób w wieku 65+ i zakończona w październiku 2020.

[4] Ankieta telefoniczna przeprowadzona na grupie 761 osób w wieku 65+ i zakończona na początku grudnia 2020.

NCBR ogłasza kolejny konkurs dla młodych naukowców

Po raz dwunasty Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zaprasza młodych naukowców do aplikowania o środki na autorskie projekty badawcze. Celem programu LIDER jest poszerzenie kompetencji młodych naukowców w samodzielnym planowaniu, zarządzaniu oraz kierowaniu własnymi zespołami badawczymi, podczas realizacji innowacyjnych projektów naukowych.

Budżet 12. konkursu w programie LIDER to 80 mln zł. Nabór będzie trwał od 18 stycznia do 18 marca 2021 roku.

Kim jest LIDER

O środki – maksymalnie 1,5 miliona złotych – aplikować mogą doktoranci, nauczyciele akademiccy bądź osoby ze stopniem doktora, od uzyskania którego nie upłynęło 7 lat. LIDER adresowany jest do osób, które są autorami publikacji w renomowanych czasopismach naukowych bądź posiadają patenty lub wdrożenia. Ważne jest także, aby wnioskodawca dotychczas nie uczestniczył w roli kierownika projektu w programie. LIDER nie narzuca ograniczeń związanych z dziedziną nauki, w której należy realizować projekt. Na dofinansowanie mają szansę projekty będące innowacyjnym pomysłem o potencjale wdrożeniowym lub aplikacyjnym, a także takie, które wspierają rozwój kadry naukowej w zakresie kompetencji naukowych oraz zarządczych. Czas realizacji projektu to minimum 12 a maksymalnie 36 miesięcy.

Przyszłość polskiej nauki w dużej mierze zależy od młodych naukowców, którzy z zapałem prowadzą swoje badania i dokonują kolejnych odkryć. Dzięki konkursom takim jak te organizowane w ramach programu LIDER chcemy wspierać ich w sposób kompleksowy, oferując nie tylko granty, ale także przestrzeń do rozwoju kompetencji zarządczych i uczenia się samodzielności w prowadzeniu projektu. LIDERów zachęcamy również do myślenia biznesowego, które jest nieodzowne przy komercjalizowaniu wytworzonych przez nich rozwiązań. Dzięki temu możemy z powodzeniem wdrażać kolejne badania do gospodarki, co ma ogromny wpływ na poprawę jakości życia nas wszystkich – mówi Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki.

Projekt musi być realizowany we współpracy z jednostką, która zatrudni Lidera przez cały okres realizacji Projektu oraz pozostałych członków zespołu badawczego na okres pracy przy realizacji projektu. Taką jednostką mogą być uczelnie, instytuty badawcze, instytuty naukowe PAN, centra badawcze PAN, instytuty Sieci Badawczej Łukasiewicz, międzynarodowe instytuty naukowe, przedsiębiorstwa prowadzące badania naukowe czy podmioty prowadzące głównie działalność naukową w sposób samodzielny i ciągły.

Dla członków zespołu badawczego tj. Personelu B+R obowiązuje kryterium wiekowe – maksymalnie 35 lat. Dowolna jest natomiast liczba badaczy w zespole. Kryterium wieku nie obowiązuje w przypadku osób zaangażowanych bezpośrednio w realizację projektu jako podstawowy personel techniczny lub personel pomocniczy.

LIDER jest najdłużej trwającym programem w ofercie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – nabory prowadzone są nieprzerwanie od 2009 roku. W tym czasie odbyło się jedenaście konkursów, w wyniku których 439 młodych naukowców – liderek i liderów w swoich dziedzinach, otrzymało ponad  511 milionów złotych na autorskie projekty badawcze. Średnia wartość grantu w programie wynosi 1,2 miliona złotych.

LIDER nie jest standardowym programem z oferty konkursowej NCBR. Prowadzony już przez ponad dekadę urósł do rangi tradycji, którą kontynuujemy niemalże od powstania naszej instytucji. Jednak można powiedzieć, że ogłaszany właśnie 12. konkurs jest inny niż wszystkie ze względu na epidemię koronawirusa. Ostatnie miesiące jak nigdy wcześniej pokazały nam, że wartość różnorodnych innowacji jest nie do przeceniania, o czym mogliśmy się przekonać przy adaptowaniu się do nowej „zdalnej” rzeczywistości. Dlatego w sposób szczególny zachęcam Was młodzi naukowcy do aplikowania – czekamy na Wasze wynalazki, które po raz kolejny zrewolucjonizują konkretne obszary naszego życia  – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

W październiku br. NCBR rozstrzygnęło XI edycję programu LIDER, rekomendując do dofinansowania 60 projektów na łączną kwotę ponad 84,7 mln zł. Największą liczbę punktów zdobył projekt Hanny Piotrzkowskiej-Wróblewskiej z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN, mający na celu opracowanie systemu monitorującego odpowiedź pacjentów z rakiem piersi na leczenie chemioterapią neoadiuwantowej w oparciu o ultrasonografię ilościową. Chemioterapia neoadjuwantowa (NAC), często stanowi wstępny proces leczenia raka piersi. Jej celem jest zmniejszenie rozmiaru guza oraz zapobieganie przerzutom. Obecnie, skuteczność terapii oceniana jest na podstawie zmian wymiarów guza, w badaniach obrazowych (USG, mammografia, rezonans magnetyczny). Metoda ta z różnych powodów cechuje się niestety małą dokładnością. Odpowiedź na ten problem, stanowił będzie ilościowy ultrasonograficzny system diagnostyczny, którego opracowanie stanowi główny cel projektu.

Kolejne najwyżej ocenione w XI konkursie projekty były zgłoszone przez Marcina Winnickiego z Politechniki Wrocławskiej oraz Piotra Pieczywka z Instytutu Agrofizyki im. Dobrzańskiego PAN w Lublinie. Są to odpowiednio: „Sonic Jet – precyzyjna drukarka do wytwarzania elastycznej elektroniki” oraz „Szybka i niedestrukcyjna metoda detekcji stresu beztlenowego owoców jabłoni z wykorzystaniem zjawiska dynamicznego rozpraszania światła”.

Wśród rozwiązań wyróżnionych w ostatniej edycji programu znalazły się także m.in. narzędzia wspomagające rehabilitację dłoni, biodegradowalne implanty do regeneracji kości gąbczastej, termochromowy wskaźnik wyjścia ze stanu głębokiego zamrożenia dla przemysłu opakowaniowego, bionawozy do poprawy jakości biologicznej gleb, opracowanie linii innowacyjnych pełnowartościowych zastępników produktów mięsnych na bazie surowców roślinnych z zastosowaniem dodatków funkcjonalnych czy zintegrowany system informatyczny do oceny bezpieczeństwa głębokich sieci neuronowych w samochodach autonomicznych.

Deweloperzy mieszkaniowi zdradzają plany na 2021 rok

Jakie strategiczne założenia przyjęli deweloperzy budujący mieszkania na kolejny rok? Jak planują ukierunkować działania? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii  

Sytuacja jest dynamiczna, dlatego nadal będziemy uważnie obserwować rynek i elastycznie reagować. W nowej rzeczywistości umiejętność dostosowywania się jest bardzo ważna. Jednocześnie ostatnie miesiące pokazały, że pomimo niepewnego otoczenia, popyt na mieszkania wciąż jest relatywnie wysoki. Dodatkowo, niskie stopy procentowe zachęcają do inwestowania w nieruchomości, które obecnie są postrzegane, nie tylko jako dodatkowe źródło dochodu, ale także jako doskonały sposób ochrony kapitału przed rosnącą inflacją. Jesteśmy przekonani, że dobra, zdywersyfikowana oferta w rozsądnych cenach znajdzie nabywców.

W związku z tym przygotowujemy kolejne inwestycje deweloperskie do realizacji. Na przełomie trzeciego i czwartego kwartału br. otrzymaliśmy prawomocne pozwolenia na budowę ponad 1800 lokali w inwestycjach Centralna Park w Krakowie, Ceglana Park w Katowicach i Prestovia House w Warszawie. Bank gruntów Grupy pozwala na realizację 7550 lokali. W zależności od sytuacji na rynku będziemy uruchamiać nowe inwestycje w kolejnych miesiącach.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Mamy obszerny bank ziemi, który zabezpiecza naszą działalność na kolejne 3-4 lata. W ubiegłym roku sfinalizowaliśmy znaczące zakupy gruntów na ponad 343 000 PUM, co daje łącznie ponad 510 000 PUM w ciągu ostatnich 21 miesięcy. W Warszawie i Gdańsku mamy ugruntowaną pozycję na rynku inwestycji mieszkaniowych. Rozwijamy się także intensywnie we Wrocławiu i Poznaniu. Zapewniliśmy klientom atrakcyjne lokalizacje, ale nie spoczywamy na laurach. Mamy zabezpieczone środki na zakupy gruntów i kolejne inwestycje. Naszym celem jest utrzymanie dotychczasowego poziomu działalności, co oznacza sprawne uruchamianie kolejnych projektów osiedli. Będziemy kontynuować dotychczasową strategię i rozwijać się zgodnie z założeniami.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Uważamy, że sprawdzi się długoterminowe podejście do inwestowania w nieruchomości, zwłaszcza przy uwzględnieniu wysokiej inflacji. Będziemy sukcesywnie powiększać bank ziemi i przygotowywać kolejne projekty deweloperskie. Biorąc pod uwagę naszą strategię zakupów w dobrych lokalizacjach oraz stale zmniejszającą się podaż przygotowanych działek, zamierzamy szerzej inwestować w tereny z opustoszałymi biurowcami, obiektami przemysłowymi budowanymi w latach 60 tych do 90 tych. Planujemy zmieniać ich sposób zagospodarowania i dostarczać atrakcyjne, nowoczesne miejsca do zamieszkania. W najbliższych miesiącach rozpoczniemy realizację kolejnych osiedli w Warszawie oraz Łodzi. Firma dalej będzie rozwijać się na rynku nieruchomości, nie tylko mieszkaniowych, ale również biurowych. Dodatkowo, będziemy także rozwijać segment finansowania inwestycji zewnętrznych podmiotów oraz inwestycji kapitałowych.

Małgorzata Nowodworska, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group w Krakowie

Nasze działania przede wszystkim skupią się wokół zakończenia obecnie realizowanych inwestycji. W Krakowie w drugim kwartale 2021 roku oddajemy część mieszkaniową Angel Stradom, zaś otwarcie części hotelowej Stradom House planowane jest na czwarty kw. przyszłego roku. W ostatnim kwartale 2021 roku będziemy także przekazywać we Wrocławiu mieszkania w inwestycji Angel City. W Krakowie w pierwszych miesiącach przyszłego roku rozpoczynamy budowę Angel Green oraz przygotujemy do realizacji kolejną inwestycję we Wrocławiu. Jedno jest pewne, nie zwalniamy tempa. Dlatego myślimy też o nabywaniu nowych gruntów we Wrocławiu i Krakowie. Działania skierujemy również na dalszy rozwój Angel Management, podmiotu zajmującego się kompleksowym zarządzaniem nieruchomości z naszego portfolio.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Po szoku i niepewności, jaki przyniósł drugi kwartał tego roku, wracamy już do normalnego tempa pracy. Wciągu ostatnich tygodni wprowadziliśmy do sprzedaży 6 etap inwestycji Wolne Miasto w Gdańsku i 2 etap inwestycji Moja Północna na warszawskim Tarchominie, łącznie ponad 300 mieszkań. Obecnie pracujemy nad projektami kolejnych budynków.

Angelika Kliś, dyrektor zarządzająca ds. Sprzedaży i Marketingu w Atal

Nasze plany na 2021 rok, podobnie jak aktualnie prowadzone działania, skupiają się na utrzymaniu ciągłości realizacji wszystkich prowadzonych projektów deweloperskich oraz optymalizacji procesów, co pozwoli nam na niezakłócone działanie w przyszłych kwartałach. Ponadto, staramy się utrzymać nasze dotychczasowe plany i cele, skupiając się na najwyższej jakości realizowanych inwestycji.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

W przyszłym roku będziemy kontynuować dynamiczny rozwój naszej działalności w Polsce. Wprowadzimy do sprzedaży kilka nowych inwestycji mieszkaniowych w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu, a ponadto zadebiutujemy w Trójmieście. Plany są więc bardzo ambitne. W 2021 roku zamierzamy oddać do użytku ponad 1200 mieszkań. Większość z nich w ramach inwestycji, których realizacja zbliża się do końca. W Warszawie są to projekty: Forêt na Białołęce, Villa de Charme na Bemowie, Vitalité na Wilanowie, Alinea na Białołęce i Wileńska Express na Pradze Północ. We Wrocławiu – Zajezdnia Wrocław na Nadodrzu. W Poznaniu to Soleil de Malta.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W przyszłym roku zamierzamy nadal koncentrować się na realizacji projektów o profilu mieszkaniowym i usługowym głównie na terenie Gdańska i okolic, ale planujemy też ekspansję na nowe rynki. Nasze inwestycje nadal będą obejmować zarówno budowę osiedli mieszkaniowych, luksusowych apartamentowców, jak i lokali inwestycyjnych. Sukcesywnie zwiększamy natomiast udział w sprzedaży inwestycji o wyższym prestiżu i standardzie, adresowanych do bardziej wymagających klientów.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

W roku 2021 planujemy wprowadzić wiele ciekawych inwestycji w najlepszych dzielnicach polskich miast. Klienci mogą spodziewać się interesujących projektów na poznańskim Grunwaldzie, bydgoskim Fordonie i w największym, nadmorskim kurorcie.

Pomimo obecnej sytuacji panującej w całej Europie pragniemy rozwijać firmę znajdując nowe, jeszcze lepsze lokalizacje do prowadzenia naszych projektów deweloperskich. Bank gruntów, które posiadamy pozwala nam na działalność przez najbliższe kilkanaście lat.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Przygotowujemy się do rozpoczęcia w przyszłym roku budów osiedli na 2600 lokali. Projekty znajdują się w różnych lokalizacjach, największym jest gdański projekt premium na 636 mieszkań i inwestycja w Pruszkowie na 462 lokale. Istotnym elementem naszej strategii jest podążanie za ekologicznymi i energooszczędnymi trendami w budownictwie. Będziemy kontynuować pionierski projekt, tj. produkcję domów w technologii prefabrykacji drewnianej w oparciu o własną fabrykę ekologicznych prefabrykatów w Tłuszczu.

W osiedlu Villa Campina w pobliżu Puszczy Kampinoskiej docelowo stanie 175 luksusowych, drewnianych domów ekologicznych i energooszczędnych o nazwie Wiktoria, które są praktycznie pasywne energetycznie. Do ogrzania domu i wody oraz do wentylacji potrzebują zaledwie 22 kWh/m kw./rok, a po zastosowaniu paneli fotowoltaicznych można sprzedawać nadwyżki prądu. Dom kosztuje tyle, co tradycyjny. Oprócz ekologicznego wyposażenia zastosowaliśmy wentylację mechaniczną z rekuperacją, dzięki czemu, niezależnie od warunków atmosferycznych, mieszkańcy oddychają przefiltrowanym powietrzem. To wstęp do produkcji w fabryce J.W. Construction także wielorodzinnych domów w technologii prefabrykowanej, szkieletowej.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

W przyszłym roku chcielibyśmy zakończyć budowę i sprzedaż Osiedla Łomianki oraz rozpocząć realizację i sprzedaż drugiego etapu Nowego Osiedla Natura w Wieliszewie. Będzie to miejsce dla osób lubiących spokój, bliskość przyrody oraz funkcjonalne i ekologiczne rozwiązania. W ramach trzyetapowej, przepełnionej zielenią inwestycji, powstaje sześć czterokondygnacyjnych budynków z windami,  podziemnymi garażami, smart rozwiązaniami i panelami fotowoltaicznymi. W ofercie jest 230 mieszkań o metrażu od 29 mkw. do 76 mkw. Poza tym, pracujemy nad kilkoma nowymi projektami, których realizację chcielibyśmy rozpocząć w drugiej połowie 2021 roku.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Jesteśmy konsekwentni i będziemy przede wszystkim koncentrować się na rozwoju naszego portfolio – inwestycji w Warszawie i Krakowie. Przy każdym projekcie staramy się dbać o to by tworzona przez nas przestrzeń wspólna budynków, jak i same mieszkania  były jak najlepiej dostosowane do potrzeb mieszkańców. Aktualnie analizujemy sytuację pod kątem nowych rozwiązań i potrzeb nabywców. Staramy się wybrać te, które także w perspektywie długofalowej będą dobrze służyły mieszkańcom.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

U progu 2021 roku na etapie przygotowania mamy trzy nowe projekty deweloperskie, dwie inwestycje w granicach Poznania i jedną na przedmieściu, w obrębie naszego flagowego Osiedla Księżnej Dąbrówki. Będziemy przygotowywać się zatem do rozpoczęcia przedsprzedaży. W odniesieniu do projektów będących aktualnie w ofercie, zamierzamy realizować nasz plan sprzedaży, o który jesteśmy spokojni, biorąc pod uwagę liczbę zapytań, jakie otrzymujemy.

Izabela Kucharska, manager ds. rozwoju produktu w spółce mieszkaniowej Skanska 

Wszystkie działania będą stanowiły kontynuację naszej misji, którą od wielu lat wytrwale wcielamy w życie. Mowa oczywiście o realizacji założeń zrównoważonego budownictwa, a także o stopniowym ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych, najpierw o 50 proc. do 2030 roku, a w konsekwencji osiągnięcie zerowej emisji netto do roku 2045. W tym celu planujemy stale rozwijać zakres proekologicznych rozwiązań, które od lat stosujemy i popularyzujemy w trosce o naszą planetę. Do nowości w tym zakresie, które pojawią się w naszych inwestycjach mieszkaniowych, będą należały, m.in.: panele fotowoltaiczne, systemy rekuperacyjne oraz tzw. „szara” woda, która pozwoli znacząco obniżyć zużycie czystej wody z sieci.

Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV Investment

W 2021 roku będziemy kontynuować rozpoczęte inwestycje i pracować nad kolejnymi projektami. W trakcie realizacji mamy kolejny etap Osiedla Europejskiego – Oslo, który zostanie ukończony w drugim i czwartym kwartale 2022 roku, Osiedle Jutrzenki z terminem oddania w drugim kwartale 2021 roku, Osiedle Regaty, które będzie gotowe w drugim kwartale przyszłego roku oraz Osiedle Fieldorfa, którego budowa zakończyć się ma w drugim kwartale 2022 roku.

Równolegle do prac budowlanych przy naszych inwestycjach mieszkaniowych prowadzimy także prace przy parku naturalistycznym na terenie Górek Czechowskich, do utworzenia którego zobowiązaliśmy się jako spółka. W 2021 roku w planach mamy utworzenie tam placu zabaw oraz być może rozpoczęcie prac przy ścieżce rowerowej.

Koncentrujemy się także na poszukiwaniu lokalizacji pod nowe projekty mieszkaniowe oraz usługowe. Przede wszystkim skupiamy się na terenie Lublina, ale nie wykluczamy inwestycji  w Rzeszowie i Warszawie.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Naszą misją jest ciągły wzrost udziału w warszawskim rynku nieruchomości. Nieustannie poszukujemy gruntów do zakupu pod kolejne inwestycje mieszkaniowe. W 2021 roku planujemy rozpocząć budowę kolejnych projektów wielorodzinnych na terenie Warszawy. Głównym założeniem na najbliższy czas jest zwiększenie sprzedaży i dalszy rozwój Grupy Kapitałowej Home Invest.

Autor: dompress.pl

Indeks Zakupów (Shopping Index): przyhamowanie wzrostu w III kwartale i spadek współczynnika konwersji

Jak wynika z Indeksu Zakupów (Shopping Index) opartego na danych dotyczących ponad miliarda konsumentów z całego świata, obroty handlu elektronicznego rosły przez dwa kolejne kwartały.

Dynamiczny wzrost sprzedaży online w II kwartale nie był zaskoczeniem. Gdy po wybuchu pandemii zamknięto tradycyjne sklepy z artykułami innymi niż pierwszej potrzeby, konsumenci przenieśli się do kanałów cyfrowych. Minionego lata handel elektroniczny odnotował jedne z najwyższych wskaźników wzrostu.

Na koniec III kwartału, u progu jesieni widzimy, że konsumenci zachowali wiele „cyfrowych” zwyczajów nabytych w II kwartale. W III kwartale porównywalny globalny wskaźnik sprzedaży w kanałach cyfrowych wzrósł o 55% rok do roku. To mniej niż 71% w II kwartale, lecz wciąż bardzo dużo. Jest to prawdopodobnie najwyższy taki wskaźnik w III kwartale od czasu, gdy siedem lat temu zaczęliśmy tworzyć Indeks Zakupów.

Trzeba jednak zaznaczyć, że choć w III kwartale konsumenci wykazywali takie samo zainteresowanie zakupami cyfrowymi, jak w poprzednim, kupowali w sposób bardziej rozważny, przemyślany i planowany. Oto trzy najważniejsze wnioski z Indeksu Zakupów za III kwartał.

1.Klienci są zainteresowani zakupami, ale stali się bardziej wymagający

Co ciekawe, ruch w handlu elektronicznym w III kwartale wzrósł bardziej niż w II, tj. w pierwszym okresie po pandemii latem tego roku (odpowiednio o 39% w porównaniu z 37%). Konsumenci są więc coraz bardziej zainteresowani tym kanałem. Przeglądają sklepy internetowe podobnie jak wcześniej, ale znacznie dłużej rozważają ewentualny zakup.

Bardzo ważny wskaźnik, jakim jest współczynnik konwersji, wzrósł w II kwartale do zaskakującego poziomu 35% rok do roku, aby w III kwartale obniżyć się do 20%. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że w III kwartale masowe zakupy uległy zahamowaniu, ponieważ łańcuchy dostaw znów zaczęły nadążać za popytem, a większość sklepów detalicznych z produktami innymi niż pierwszej potrzeby została ponownie otwarta pod koniec czerwca.

Jedno jest jasne: choć w III kwartale wzrost wydatków na zakupy online przyhamował, klienci przenoszą się do kanałów cyfrowych w rekordowym tempie. Przedstawiciele wszystkich pokoleń przekonują się, że nie tylko samo kupowanie, lecz również przeglądanie ofert i szukanie informacji jest w tych kanałach niezwykle wygodne.

  1. Klienci wydają więcej na produkty pierwszej potrzeby

W III kwartale wzrost sprzedaży w kategorii „Zabawki i gry” zmniejszył się do 76% w porównaniu z 181% w II kwartale, gdy kategoria ta zajmowała pierwsze miejsce. Przyczyna jest prosta: zabawki i gry mogą być używane wielokrotnie, więc jeden zakup wystarczy na dłużej.

Co natomiast możemy powiedzieć o kategorii, która osiągnęła w III kwartale najszybszy wzrost wynoszący 153%? Wierni fani Indeksu Zakupów pewnie zauważyli, że w tym kwartale dodaliśmy nową kategorię „Żywność i napoje”. Zarówno w II, jak i III kwartale uzyskała ona wskaźnik przekraczający 150%, co zapewniło jej pierwszej miejsce.

W przeszłości „Żywność i napoje” miały najniższy współczynnik penetracji handlu elektronicznego spośród wszystkich kategorii. Dwa kwartały silnego wzrostu sprzedaży cyfrowej (nawet przy niskim poziomie wyjściowym) wskazują jednak na to, że konsumenci kupują coraz więcej produktów spożywczych online, choć tradycyjne sklepy pozostały otwarte.

Trzy ostatnie miejsca zajęły „Odzież ogółem”, „Odzież luksusowa” i „Obuwie ogółem”. Ponieważ na skutek pandemii ludzie rzadziej wychodzili z domu, nic dziwnego, że w tych kategoriach sprzedaż wzrosła minimalnie.

  1. Czego możemy się spodziewać po okresie świątecznym?

Pozostaje kluczowe pytanie: jakich wskaźników wzrostu sprzedaży można się spodziewać po okresie świątecznym na podstawie dotychczasowych danych? Dla wielu handlowców detalicznych i producentów towarów konsumpcyjnych o wynikach roku finansowego zdecyduje ostatni kwartał. Trzeba też pamiętać, że w tym roku gra toczy się o szczególnie wysoką stawkę, a bankructwa nie są niczym wyjątkowym.

Według najnowszych prognoz firmy Salesforce stopa wzrostu sprzedaży online w okresie świątecznym wyniesie 30% na całym świecie .

Prognozy te są oparte na trendzie, który rozpoczął się szybkim wzrostem w drugim kwartale, aby umiarkowanie przyhamować w trzecim. W okresie świątecznym przewidujemy dalsze spowolnienie, ponieważ zakupy online osiągną poziom konserwatywnej równowagi. Niepewna sytuacja ekonomiczna, zdrowotna i polityczna stłumi popyt na towary konsumpcyjne.

Chcemy jednak podkreślić, że mimo to przewidujemy w tym okresie silny wzrost sprzedaży online, a z drugiej strony spadek obrotów w sklepach tradycyjnych. Według naszych przewidywań technologie cyfrowe będą głównym kanałem marketingu i sprzedaży, podczas gdy stopa wzrostu zakupów online w okresie świątecznym osiągnie 30%.

Metodyka tworzenia Indeksu Zakupów za III kwartał

Indeks Zakupów za III kwartał odzwierciedla rzeczywiste trendy zakupowe na podstawie analizy aktywności ponad miliarda klientów z ponad 41 krajów, z wykorzystaniem technologii Commerce Cloud, ze szczególnym uwzględnieniem 10 kluczowych rynków: Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Hiszpanii, Japonii, Holandii, Australii/Nowej Zelandii i krajów skandynawskich. Taki zestaw danych referencyjnych zapewnia dogłębny wgląd w ostatnich dziewięć kwartałów i aktualny stan handlu elektronicznego. Ekstrapolacja bieżących wartości dla szeroko rozumianego sektora handlu detalicznego jest oparta na wielu czynnikach, a przedstawione tu rezultaty nie stanowią wskaźników wydajności firmy Salesforce.

Polska na 41. miejscu w rankingu globalizacji

  • Raport DHL Global Connectedness Index 2020 to pierwsza kompleksowa ocena globalizacji w czasie pandemii COVID-19.
  • Indeks pokazuje, że ilość globalnie przesyłanych informacji powraca do stanu sprzed pandemii COVID-19, natomiast przepływ ludności nadal maleje. Według ONZ, liczba osób podróżujących do obcych krajów do końca br. roku ma spaść o 70 proc.
  • Holandia, Singapur, Belgia, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Irlandia są obecnie najbardziej połączonymi państwami na świecie. Polska znajduje się na 41. miejscu.

DHL i NYU Stern School of Business opublikowały siódmą edycję raportu DHL Global Connectedness Index 2020 (GCI). Materiał jest zbiorem informacji na temat międzynarodowych przepływów handlowych, kapitałowych, informacyjnych i ludzkich.

Wpływ pandemii na globalne połączenia

Podczas gdy w 2019 roku indeks globalizacji utrzymał się na nie zmiennym poziomie, prognozy na 2020 rok wskazują, że liczba globalnych połączeń znacznie spadnie. Głównym powodem jest pandemia koronawirusa, która wywiera duży wpływ na społeczeństwa. Do czynników, które mają największe przełożenie na tę sytuację należą: zamknięcie granic, zakazy podróżowania i uziemienie pasażerskich linii lotniczych. Jednak pomimo pandemii, poziom połączeń prawdopodobnie nie będzie niższy niż w latach 2008-2009, kiedy na świecie był globalny kryzys finansowy. Wynika to z faktu, że przepływy handlowe i kapitałowe wracają już do stanu z początku 2020 r. W trakcie pandemii nastąpił też duży wzrost przepływu danych, ponieważ ludzie zamienili kontakt osobisty na rzecz online.

Szybka i bezpieczna logistyka medyczna zależy od globalnych powiązań

– Trwający kryzys pokazał, jak ważne są międzynarodowe połączenia, ponieważ pozwalają utrzymać globalną gospodarkę, zapewnić ludziom środki do życia i wspierać firmy w handlu – mówi John Pearson, dyrektor generalny DHL Express. Połączone łańcuchy dostaw i sieci logistyczne odgrywają zasadniczą rolę w utrzymaniu połączeń i poziomu globalizacji. Przykładem może być transport szczepionek na COVID-19, które potrzebują specjalnych warunków. Aby zapewnić ich dystrybucję międzynarodowo i skutecznie, niezbędna jest szybka i bezpieczna logistyka medyczna, której efektywność wynika z sieci globalnych połączeń.

Przestrzeń dla rozwoju Polski

– Mimo że pandemia ma duży wpływ na biznes i życie ludzi na całym świecie, to nie zerwała ona podstawowych więzi, które ich łączą. Raport DHL Global Connectedness Index 2020 pokazuje, że globalizacja nie załamała się w 2020 roku, a jedynie zmieniła – przynajmniej tymczasowo – sposoby połączeń między krajami. W ogólnym rankingu Polska zajęła 41. miejsce, co wskazuje, że mamy jeszcze przestrzeń do awansu. Powszechnie wiadomo, że państwa o dobrze rozwiniętej sieci połączeń międzynarodowych więziach dynamiczniej się rozwijają i wyjdą z pandemii szybciej – komentuje Tomasz Buraś, Prezes Zarządu DHL Express Polska. Warto jednak dodać, że pod wieloma względami świat jest mniej zglobalizowany niż nam się wydaje. Przykładowo, przepływy bezpośrednich inwestycji zagranicznych stanowią 7 proc. globalnych nakładów produkcji. Również ok. 7 proc. łącznego czasu połączeń telefonicznych (w tym połączeń przez Internet) ma charakter międzynarodowy i tylko 3,5 proc. ludzi mieszka poza swoją ojczyzną – dodaje Tomasz Buraś.

COVID-19 testuje globalizację

Pandemia wpłynęła na wiele obszarów globalizacji. Lockdown i zakaz podróżowania zgodnie z przewidywaniami spowodowały, że znacznie mniej ludzi się przemieszcza. Z najnowszych prognoz ONZ wynika, że do końca 2020 roku liczba osób podróżujących do innych krajów ma spaść o 70 proc. Co więcej, sytuacja turystyki międzynarodowej prawdopodobnie nie poprawi się aż do 2023 roku.

Transfer kapitału również jest znacznie mniejszy niż przed pandemią, chociaż szybkie i zdecydowane reakcje rządów oraz banków centralnych stabilizują tę sytuację. Według prognoz ONZ, spadek w tym obszarze wyniesie około 30-40 proc. Dotyczy to bezpośrednich nakładów zagranicznych, związanych z nowymi inwestycjami, przejęciem firm czy rozwojem działalności za granicą.

Inaczej jest w przypadku przepływów handlowych, kapitałowych i informacyjnych. Te utrzymują się na bardzo dobrych poziomach. W tym przypadku warto zwrócić uwagę na międzynarodowy handel, który teraz jest fundamentem światowej gospodarki.

Najlepsza sytuacja jest w przypadku przepływu cyfrowych informacji. Pandemia przeniosła wiele obszarów działania, takich jak praca, zabawa i edukacja online. To doprowadziło do dwucyfrowego wzrostu globalnego ruchu w Internecie.

Europa najbardziej zglobalizowanym regionem świata

W rankingu najbardziej połączonych krajów na pierwszym miejscu znajduje się Holandia. Pierwszą piątkę uzupełniają Singapur, Belgia, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Irlandia. Warto też zauważyć, że Singapur jest liderem w rankingu międzynarodowych przepływów w stosunku do aktywności krajowej.

Z kolei najbardziej zglobalizowanym regionem świata jest Europa – lider w zakresie handlu i przepływu osób. Wynika to z faktu, że stąd wywodzi się 8 na 10 najbardziej globalnie powiązanych państw. Należy też wspomnieć o Ameryce Północnej, która jest wiodącym regionem pod względem transferu informacji i kapitału.

Dodatkowo, na liście gospodarek, które znacznie przewyższają swoją wielkością inne przepływy międzynarodowe znajdują się: Kambodża, Singapur, Wietnam i Malezja. Jednocześnie, regionalne łańcuchy dostaw są kluczowym czynnikiem rozwoju krajów Azji Południowo-Wschodniej.

Raport GCI 2020

DHL GCI od 2001 roku monitoruje poziom globalizacji w 169 krajach i terytoriach na świecie. Do tego celu wykorzystywanych jest ponad 3,5 miliony punktów danych. Dzięki temu możliwe jest zmierzenie globalnego powiązania każdego kraju. Mierzone jest to w oparciu o wielkość międzynarodowego przepływu w stosunku do wielkości krajowej gospodarki (głębokość) i stopień, w jakim międzynarodowy ruchy jest globalnie rozłożony lub zawężony („szerokość”).

Publikacja tegorocznego raportu GCI ma związek z rozpoczęciem na Uniwersytecie Nowojorskim Stern School of Business inicjatywy badawczej DHL Initiative on Globalization. Nowe przedsięwzięcie ma na celu stworzenie wiodącego centrum w zakresie badań nad globalizacją.

Raport Global Connectedness Index 2020 został przygotowany na zlecenie DHL. Jego autorami są Steven A. Altman i Phillip Bastian z New York University Stern School of Business. Metodologia zastosowana do obliczenia wskaźnika DHL Global Connectedness Index 2020 pozostała w większości taka sama, w stosunku do poprzednich edycji. Jedyną znaczącą zmianą metodologiczną wprowadzoną w tej edycji jest dodanie międzynarodowej współpracy badawczej w zakresie nauk ścisłych jako elementu składowego w ramach filaru informacyjnego indeksu. Dane użyte do obliczenia indeksu zostały całkowicie zaktualizowane zarówno w celu rozszerzenia wyników do 2019 r., jak i włączenia zmienionych danych źródłowych za lata poprzednie. Dokumentują one i analizują poziomy globalizacji, zarówno na poziomie globalnym, jak i w odniesieniu do 169 krajów i terytoriów, które razem stanowią 99 proc. światowego PKB i 98 proc. populacji.

Ponad 90% firm angażuje się w walkę z pandemią, co trzecia wspiera służbę zdrowia

Najnowsze wyniki badania „CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej” pokazują, że pandemia zmobilizowała nie tylko instytucje państwa, ale również biznes, który aktywnie włączył się w walkę z COVID-19. Najczęściej działania skierowane były wobec własnych pracowników i klientów, a co trzecie przedsiębiorstwo angażowało się w pomoc szpitalom i domom opieki. 57% firm przekazało na walkę z pandemią pieniądze, 59% środki materialne i usługi, a 67% czas i umiejętności pracowników. Aktywnej postawy biznesu wobec epidemii oczekuje 61% dorosłych Polaków.Barometr wyniki – ROK 2020 W LICZBACH

Już po raz piąty przeprowadziliśmy badanie na temat zaangażowania firm w obszar społecznej odpowiedzialności biznesu. Tym razem ankieta została poszerzona o pytania dotyczące działań w czasie pandemii. Jedynie 8% ankietowanych przedsiębiorstw nie włączyło się w walkę z koronawirusem. 85% wspierało w tym czasie swoich pracowników oferując dodatkowe środki ochrony, czy umożliwiając pracę z domu, a 65% pomagało klientom poprzez wprowadzanie nowych procedur bezpieczeństwa, czy produktów i usług dopasowanych do aktualnych wymagań. – mówi Mariusz Kielich, Kierownik ds. Komunikacji i PR we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej. Biznes angażował się nie tylko w zwalczanie samej epidemii, ale również przeciwdziałał skutkom ekonomicznym kryzysu, organizując szereg bezpłatnych webinarów, konsultacji, czy odraczając terminy płatności (44% odpowiedzi). W przypadku 40% firm pandemia wymusiła rezygnację z niektórych zaplanowanych działań społecznych i środowiskowych, ale praktycznie tyle samo respondentów (37%) deklarowało wprowadzenie nowych inicjatyw zaadaptowanych do sytuacji. 13% firm zaczęło angażować się w działania charytatywne lub CSR, mimo iż wcześniej nie prowadziło żadnych projektów w tym obszarze.

Aktywność firm w czasie pandemii wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społecznym. 61% respondentów badania przeprowadzonego równolegle przez Havas Media Group na grupie 1095 dorosłych Polaków, oczekuje od firm zaangażowania w walkę z epidemią. Według nich biznes powinien wspierać w pierwszej kolejności służbę zdrowia (61% odpowiedzi), pracowników (54%) i prowadzić działania ograniczające skutki kryzysu (53%).

Pracownicy, klimat, etyka – kluczowe obszary na najbliższe lata

Mimo niskiego poziomu wiedzy na temat społecznej odpowiedzialności biznesu (69% konsumentów nigdy nie słyszało o tym pojęciu) firmy podejmują szereg projektów skierowanych do różnych grup interesariuszy. Po raz kolejny badanie CSR w praktyce pokazuje, że głównym motywem działań przedsiębiorców jest chęć wzmocnienia swojego wizerunku (83%) i odgórne wytyczne dla całej grupy na poziomie międzynarodowym (49%). Blisko co druga firma chce angażować się w obszar CSR z poczucia obowiązku prowadzenia firmy w sposób zrównoważony, z myślą o środowisku i społeczeństwie. Warto podkreślić, że w pięć lat temu, była to zaledwie co czwarta firma.

80% ankietowanych przedsiębiorstw deklaruje prowadzenie działań CSR wobec swoich pracowników. Jak wynika z analizy konkretnych projektów, są to w zdecydowanej większości aktywności z pogranicza CSR oraz polityki HR, takie jak dodatkowe świadczenia socjalne (90% firm), czy dbałość o rozwój i dostęp do szkoleń (87%). Coraz ważniejszymi obszarami stają się kwestie etyczne i możliwość zgłaszania naruszeń kodeksu etycznego przez pracowników, a także różnorodność.

Tematem, który budzi coraz większe zainteresowanie jest środowisko i oddziaływanie na klimat. 78% firm planuje wdrożyć w  najbliższym czasie działania na rzecz społeczności i ekologii. O ile widzimy zmniejszenie nakierowania na społeczności – wsparcie dla organizacji społecznych deklaruje 70% (w 2019 – 84%), o tyle działania na rzecz ochrony klimat planuje 60% respondentów (vs 50% w 2019). Widoczne jest, że zaangażowanie społeczne, choć nadal popularne wśród badanych firm, traci na znaczeniu, podczas gdy odpowiedzialność klimatyczna zyskuje. To znak, że biznes coraz bardziej zdaje sobie sprawę ze swojej roli w zakresie przeciwdziałania zmianom klimatycznym i ochrony zasobów naturalnych. – mówi Anna Kowalik-Mizgalska, Dyrektor CSR, Analiz i Wydarzeń w Orange Polska.

Na trzecim miejscu uplasowały się działania wobec klientów (72% odpowiedzi), a najrzadziej firmy angażują się w projekty skierowane do dostawców i partnerów biznesowych (59%).

Zaangażowanie społeczne mniej istotne w czasach kryzysu?

Wyraźne różnice w porównaniu z poprzednimi edycjami wykazują wyniki badania konsumentów przeprowadzonego przez Havas Media Group. Co drugi respondent oczekuje od firm zaangażowania społecznego – jednak te oczekiwania są zauważalnie niższe niż w latach ubiegłych (69% w 2019, 68% w 2018). Również mniejszy odsetek konsumentów (45%) czuje odpowiedzialność, aby uczynić świat lepszym (59% w 2019). Mniej osób zwraca też uwagę na to, w jaki sposób produkty, które kupują oddziałują na społeczeństwo i ekologię (37% w 2020 roku wobec 53% w 2019). Podobnie jak w latach ubiegłych, jedynie co trzeci badany deklaruje, że przy wyborze produktu lub usługi liczy się jedynie jakość i cena, a nie to jaki wpływ ma dana marka na społeczeństwo. 43% respondentów unika kupowania produktów firm, które mają negatywny wpływ na społeczeństwo lub środowisko (56% w 2019 roku). W tym roku – przeciwnie niż w poprzednich edycjach badania, obserwujemy wzrost znaczenia, jakie konsumenci przypisują roli państwa i rządu, natomiast oczekiwania wobec marek i firm są widocznie niższe niż w latach ubiegłych. Nie wiemy jednak czy to trwała zmiana czy też reakcja na trudną, a dla wielu kryzysową sytuację – na taki wniosek jest zdecydowanie zbyt wcześnie. – komentuje Anna Ostrowska, Insight Specialist w Havas Media Group.

Jesteśmy w punkcie wyjścia – pięć lat niewiele zmieniło w kwestii zarządzania CSR w firmach

Od pierwszej edycji badania obszar CSR uległ pewnej profesjonalizacji. Obecnie prawie 20% firm posiada działy dedykowane społecznej odpowiedzialności biznesu, podczas gdy pięć lat temu było ich blisko połowę mniej. Nieznacznie wzrosły wydatki na działania CSR. 21% firm przeznacza rocznie ponad 100 000 PLN, podczas gdy w 2016 było to nieco powyżej 15 %. Jednak w innych obszarach niewiele się zmieniło. Nadal blisko 45% firm nie raportuje swoich działań, 28% nie mierzy odnoszonych korzyści,  40% nie posiada żadnej strategii CSR, a 16% nie komunikuje o prowadzonych projektach.

Badanie CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej zostało przeprowadzone w tym roku po raz piąty. Jest to jedyna cykliczna ankieta skierowana do firm, pokazująca w jaki sposób przedsiębiorstwa zarządzają tematem zrównoważonego rozwoju. W tegorocznej, listopadowej edycji udział wzięło 75 przedsiębiorstw, z czego 49% stanowiły firmy MŚP, a 51% firmy zatrudniające powyżej 250 osób. 38% uczestników ankiety to firmy z kapitałem francuskim. Integralną częścią raportu są wyniki badania przeprowadzonego równolegle przez Havas Media Group wśród 1095 dorosłych Polaków, pokazującego poziom świadomości i nastawienie konsumentów wobec zaangażowania społecznego firm i marek.

Partnerami tegorocznej edycji badania byli: Orange, PwC, Havas Media Group, CSRInfo, Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Global Compact Network Poland, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, BIZON – biznes odpowiedzialny i nowoczesny, CEO.com.pl, My Company, PRoto.pl. Partnerami strategicznymi CCIFP są: Auchan, Bank BNP Paribas Polska, Carrefour, Orange, Wyborowa Pernod Ricard.

RAPORT Z BADANIA DOSTĘPNY NA STRONIE CCIFP >>>

Produkcja przemysłowa w Polsce rośnie

Kolejne sygnały znowu powodują osłabienie się dolara. Nie można się dziwić, skoro dane z amerykańskiego rynku pracy po raz kolejny wyraźnie odskoczyły od oczekiwań, a Europa wciąż pozytywnie zaskakuje.

Kolejne gorsze dane zza oceanu

Wczoraj mieliśmy ponownie kolejny wzrost liczby nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Jest to tym ważniejsze, że analitycy co tydzień spodziewają się spadku, a wskaźnik rośnie. Oczekiwania spadków wynikają z tego, że obecne poziomy są zdecydowanie za wysokie jak na stabilizowanie się gospodarki. Jeżeli sytuacja faktycznie się poprawia, powinny one spadać. Reakcja rynków była relatywnie łatwa do przewidzenia. Byliśmy świadkami kolejnego osłabienia się dolara względem euro, taniał on również względem polskiego złotego.

Dane z Polski

Produkcja przemysłowa rośnie w Polsce o 5,4% w skali roku. Jest to nie tylko wynik o 2,4% lepszy od oczekiwań analityków, ale zupełnie przyzwoity rezultat nawet w standardowej sytuacji na rynkach. Uzyskanie go w trakcie pandemii jest tym większym sukcesem. Rezultat ten potwierdza to, co już wiemy z ankiet PMI. Problemy gospodarki w wyniku pandemii znacznie słabiej dotykają przemysłu niż usług.

Lepsze dane z Berlina

Jakby dolar nie miał ostatnio dość strat względem euro, dzisiaj rano poznaliśmy odczyt instytutu IFO z Niemiec. Okazał się on lepszy od oczekiwań, a przede wszystkim rósł kiedy analitycy spodziewali się spadków. W rezultacie mieliśmy kolejny bodziec powodujący, że inwestorzy przychylniej patrzyli na euro niż na dolara. Do maksimów z 2018 roku euro brakuje jeszcze niecałych 3 centów. To spory dystans, ale to mniej niż dolar stracił od początku grudnia względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak menedżerowie motywują swoich pracowników w erze pracy online?

Jednym z głównych wyzwań, które postawiła przed menedżerami pandemia, jest utrudnienie w motywowaniu pracowników. Wiele firm od miesięcy próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, jak motywować pracowników – bez spotkań, imprez i rozmów na żywo. Widać, że to utrudnienie przeszkadza także samym pracownikom, którzy samodzielnie organizują sobie spotkania i imprezy. Badania wskazują, że w letnich i jesiennych miesiącach w wielu firmach pracownicy buntowali się, przychodzili do pracy, albo spotykali się ze sobą poza biurem. Teraz, gdy pandemia znowu przybrała na sile, są jednak uwięzieni w domach. Jakie możliwości mają menedżerowie, by motywować pracowników online?

– Uczymy się organizowania pewnych rzeczy online. Tak, jak spotykamy się z przyjaciółmi onlinowo, tak firmy organizują imprezy onlinowe. Takie “beer party” online, organizowane przez firmy, mają w tej chwili bardzo ciekawy wymiar. Najczęściej są organizowane wokół jakiegoś tematu, żeby ludzie sobie podyskutowali – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Obłój, profesor Akademii im. Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Warszawskiego. – Czyli to nie są wigilie, na których sobie wypijemy i się pobawimy – tylko to jest w pewnym sensie filozoficzno-etyczna, naukowo-biznesowa dyskusja, która ma jedną funkcję: integrować. Podstawowym narzędziem tej integracji stała się komunikacja. Firmy uczą się na nowo komunikować z pracownikami. Pozwalają im wymienić swoje opinie, lepiej się poznać i rozładować najprostsze emocje, które wszyscy mają w pandemii: niepewność i strach – podkreśla Obłój.

Świetnym sposobem na pozapłacowy sposób motywacji zespołu pracującego zdalnie są również gadżety firmowe. Markowy długopis do sporządzania notatek, wygodny t-shirt z logo marki, a może kubek ze śmieszną grafiką lub zdjęciem Waszego teamu? Kiedy pracujemy z domu, tak bardzo potrzebujemy namacalnego kontaktu – prawdziwej łączności z firmą, w której pracujemy. Upominek biznesowy może okazać się dla pracowników na home – office miłym towarzyszem, dzięki któremu wykonywanie codziennych obowiązków w zdalnej pracy stanie się znacznie przyjemniejsze.

Banki odkręciły śrubę kredytową. Na jak długo?

W listopadzie 2020 r. chętnych na kredyty mieszkaniowe było mniej niż przed rokiem, ale banki udzieliły ich więcej. To pokazuje, jak bardzo rynek mieszkaniowy jest uzależniony od prowadzonej przez nie polityki kredytowej.

Rzecz w tym, że chęci kupujących mieszkania nie zawsze idą w parze z możliwościami, a ściślej z wymaganiami banków. Według danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) w listopadzie Polacy wnioskowali o 31,7 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli o ponad 5% mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Jednak wówczas banki udzieliły ich 18,1 tys., a w tym roku – 19,4 tys., czyli o ponad 7% więcej.

BIK uwzględnia, że część osób składa kilka wniosków kredytowych więc traktuje je jako jeden. Są też najpewniej wnioskodawcy, którzy rezygnują z zaciągnięcia kredytu. Można jednak założyć, że różnica między liczbą złożonych wniosków i liczbą udzielonych kredytów, to głównie odmowy banków. Ze statystyk BIK wynika zaś, że w listopadzie ich skłonność do pożyczania pieniędzy na zakup mieszkania była wyraźnie większa niż przed rokiem, bo wtedy odprawiły z kwitkiem ok. 47% wnioskujących o kredyt, a ostatnio tylko niespełna 39%.Tabela – Kredyty mieszkaniowe w czasie pandemii Covid 19

Warto też zauważyć, że po wybuchu pandemii COVID-19 udział wniosków, które nie skutkowały udzieleniem kredytu mieszkaniowego wyraźnie się zwiększył. W czerwcu nie otrzymało go już przeszło 56% wnioskodawców.

Oczywiście wyniki listopadowej akcji kredytowej  częściowo odzwierciedlają popyt z okresu września i października. A ponieważ w listopadzie dość gwałtownie się on skurczył, więc perspektywy dla sprzedających mieszkania na najbliższe miesiące nie napawają optymizmem. Sytuację mogłoby pogorszyć przykręcenie przez banki śruby kredytowej. W BIK tego nie wykluczają ze względu na jesienną falę pandemii. BIK zwraca też jednak uwagę, że mimo pandemii jakość portfela kredytów hipotecznych nie tylko się nie pogorszyła, ale nastąpiła niewielka poprawa.

W dużej mierze może to być efektem wakacji kredytowych. Poza tym pod uwagę są brane opóźnienia w spłacie kredytu wynoszące co najmniej 90 dni. Jeśli jesienią część kredytobiorców wpadła w tarapaty finansowe, uwidoczni się to dopiero w najbliższych miesiącach. Dla banków będzie to podstawą do podejmowania decyzji o ewentualnym zaostrzeniu warunków kredytowych, w tym wymogu wysokości wkładu własnego.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Fortinet przejmuje firmę Panopta

Panopta jest twórcą działającej w modelu SaaS platformy do monitorowania i diagnostyki hybrydowej infrastruktury sieciowej, która zapewnia jej wysoką wydajność i bezpieczeństwo dzięki automatyzacji działań operacyjnych zapewniających bezpieczeństwo sieci.

Fortinet, światowy lider w dziedzinie zintegrowanych i zautomatyzowanych rozwiązań cyberochronnych, dokonał przejęcia firmy Panopta, twórcy innowacyjnych rozwiązań działających w modelu SaaS (Software-as-a-Service), które zapewniają pełen wgląd w stan sieci korporacyjnych i automatyczne zarządzanie środowiskiem IT, w tym serwerami, urządzeniami sieciowymi, kontenerami, aplikacjami, bazami danych, urządzeniami wirtualnymi i infrastrukturą chmurową.

Proces wdrażania cyfrowych innowacji u klientów przyspiesza, a o jego sukcesie decyduje poprawa komfortu pracy użytkowników. Kluczowe znaczenie ma fakt, czy infrastruktura IT w przedsiębiorstwie jest w pełni sprawna. Bazujące na chmurze rozwiązania firmy Panopta dostarczają pełny obraz każdej usługi, urządzenia sieciowego i aplikacji, niezależnie od miejsca, w którym zostały wdrożone – w kontenerze, chmurze, infrastrukturze klienta czy środowisku hybrydowym. Dzięki architekturze Fortinet Security Fabric, połączonej ze skalowalną, platformą monitorowania i diagnostyki sieci firmy Panopta, Fortinet może zaoferować najbardziej kompleksowe rozwiązania do zarządzania operacjami sieciowymi i bezpieczeństwem dla przedsiębiorstw lub dostawców usług.

Połączenie tych rozwiązań zwiększa poziom bezpieczeństwa i wydajności hybrydowej infrastruktury sieciowej klientów. Ułatwia także monitorowanie sieci w czasie rzeczywistym i poprawia efektywność infrastruktury, na bazie której zbudowane są usługi ochronne Fortinetu, także chmurowe. Przykładowo: usługi bezpiecznego dostępu do infrastruktury brzegowej (SASE), poczty elektronicznej, analizy bezpieczeństwa i internetowe firewalle aplikacyjne (WAF) będą korzystać z ciągłego monitorowania i diagnostyki zapewnianej przez platformę firmy Panopta. Integracja jej rozwiązań z firewallami następnej generacji FortiGate oraz Fortinet Secure SD-WAN jeszcze bardziej zwiększy efektywność sieci SD-WAN. Ponadto, integracja narzędzia Panopta do zautomatyzowanego zarządzania incydentami z platformą Fortinet SOAR dostarczy zespołom IT zunifikowanych informacji, aby mogły proaktywnie diagnozować i rozwiązywać w czasie rzeczywistym incydenty w sieci.

Platforma firmy Panopta została zbudowana w taki sposób, aby zapewniała korzyści partnerom oferującym wartość dodaną oraz dostawcom usług MSSP – ułatwia integrację z ich własną ofertą oraz stworzenie w ten sposób dodatkowych korzyści dla klientów końcowych. Zapewniane przez Panopta rozwiązanie do kontroli dostępu bazującej na rolach, wprowadza dodatkową warstwę zarządzania pomiędzy użytkownikami, a zespołami działów Network Operations Center (NOC) oraz Security Operations Center (SOC).

W obecnym środowisku pracy zdalnej dostępność aplikacji, ich wydajność, bezpieczeństwo i jakość przekładają się na komfort pracy użytkownika końcowego. Rozwiązanie firmy Panopta analizuje wskaźniki dotyczące stanu sieci oraz wydajności aplikacji, aby zidentyfikować potencjalne problemy, które mogą mieć wpływ na dostępność dla użytkowników, a także umożliwia szybką, zautomatyzowaną naprawę (Digital Experience Monitoring, DEM).

Dzięki przejęciu firmy Panopta, Fortinet będzie dostarczać najbardziej kompleksową w branży platformę sieciową bazującą na bezpieczeństwie, zapewniającą nowe funkcje monitorowania sieci, wykrywania incydentów i reagowania na nie:

Ujednolicone monitorowanie i zautomatyzowane zarządzanie incydentami, co skraca czas reakcji na problemy i rozwiązywania ich przez zespoły NOC, a tym samym pomaga w spełnieniu wymogów umów SLA.

Ponad 50 globalnych punktów obecności (PoP) wyposażonych w sondy do symulacji wydajności aplikacji i opóźnień, które mogą mieć wpływ na komfort pracy użytkownika końcowego (proces ten znany jest również jako syntetyczne monitorowanie transakcji).

Natywny monitoring w chmurze dla obciążeń Kubernetes i PaaS (Platform-as-a-Service) w środowiskach AWS i Azure.

W pełni konfigurowalny system ostrzegania o przepływie pracy, gotowy do integracji z rozwiązaniami firm zewnętrznych i nowoczesnymi narzędziami komunikacyjnymi.

Kolejna, przyjazna dla integratorów oferta usług najwyższej klasy, odzwierciedlająca zaangażowanie Fortinet na rzecz swoich partnerów.

Warunki finansowe transakcji nie zostały ujawnione.

Ken Xie, założyciel, prezes zarządu i dyrektor generalny Fortinet

Biorąc pod uwagę złożony i rozproszony charakter wielu środowisk IT, przedsiębiorstwa potrzebują wydajnej i bezpiecznej sieci, aby zrealizować swoje cele biznesowe w cyfrowej gospodarce. Podejście do sieci bazujące na bezpieczeństwie zapewnia konwergencję tych dwóch obszarów, dzięki czemu współczesne hiperpołączone przedsiębiorstwa mogą osiągność kluczowe dla ich ochrony łączność i wydajność. Przejęcie firmy Panopta uzupełnia naszą – najlepszą w swojej klasie – ofertę rozwiązań ochronnych o platformę SaaS, która zapewnia pełniejszy wgląd w stan pracy sieci i skuteczną neutralizację skutków zagrożeń bezpieczeństwa w środowiskach hybrydowych, w tym w sieciach w środowiskach brzegowych i chmurowych, aby zagwarantować jeszcze wyższy poziom ochrony i wydajności biznesowej.

Postrzeganie Polski przez inwestorów i banki finansujące w dobie pandemii

Polska będąca największym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej od lat wiodła prym w wolumenie transakcji inwestycyjnych. Rekordowo zakończony w Polsce rok 2019 pozwalał optymistycznie patrzeć w przyszłość i ostrzyć apetyt na więcej. Jak sytuacja wygląda na zakończenie tego roku? Czy pandemia Covid-19 zmieniła postrzeganie Polski na arenie międzynarodowej?

Podsumowanie trzech pierwszych kwartałów na rynku inwestycyjnym wskazuje na większą odporność tego obszaru na kryzys, którego doświadcza gospodarka w dobie pandemii. Wolumen transakcji zanotował wynik prawie 4 mld euro i był nieco niższy w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku.

„Polska zajmuje pierwsze miejsce w rejonie Europy Środkowej pod względem całkowitej wielkości transakcji w obszarze nieruchomości komercyjnych. Będące na drugim miejscu Czechy zanotowały wynik blisko dwukrotnie mniejszy – 2,1 mld euro. Kolejne kraje są już znacznie dalej – Rumunia z wynikiem 820 mln euro, Węgry – 763 mln euro. To jasno wskazuje, że Polska ma silną pozycję w tej części Europy, a inwestorzy pewnie lokują tutaj swoje środki. Przyglądając się bliżej źródłom kapitału, który w trzech pierwszych miesiącach napłynął do Polski, blisko połowa (49%) pochodziła z Europy, a wzrost o 8% w porównaniu do 2019 roku pozwala przyjąć, że w obecnych czasach bezpieczniej jest inwestować bliżej. Jak się okazuje kapitał z Azji, który ma dość duże wymagania odnośnie całego procesu, również zwiększył swój udział z 19% do 25%. Spadek zaobserwowaliśmy w napływie kapitału z USA, który w 2019 roku był na poziomie 18%, a w tym roku wyniósł 8%” – wyjaśnia Grzegorz Chmielak, Partner, Head of CEE Valuation & Advisory w Knight Frank.

Czy mimo swojej stabilności oraz silnych stron związanych z położeniem, infrastrukturą czy edukacją, Polska może stracić na atrakcyjności? Jak w dobie pandemii Polska jest postrzegana przez inwestorów i banki finansujące?

„Z naszego punku widzenia, obecna sytuacja pandemiczna ma charakter przejściowy – komentuje Hubert Mańturzyk, General Manager Poland w Aareal Bank AG, który dodaje – Oczywiście na obecnym etapie nie jesteśmy w stanie jednoznacznie wskazać jak to się dalej będzie przedstawiało, ale zakładamy, że jest to okres, który nie będzie miał długoterminowego wpływu na Polskę. Innym aspektem, o którym należy wspomnieć jest to, że pandemia dotyka nie tylko Polskę, ale również Europę i resztę świata. W krajach europejskich skutki pandemii wywołują podobne konsekwencje, a to również oznacza, że sytuacja nie powinna mieć na dłuższą metę negatywnego wpływu na Polskę. Warto wziąć pod uwagę siłę naszego kraju, która była widoczna już od czasu przemian ustrojowych oraz dodać położenie łączące zachód ze wschodem Europy i dalej z Azją, dostęp do dużej grupy wykwalifikowanych pracowników czy rosnący rynek zbytu. Te elementy przyciągały i będą przyciągać inwestorów, a za nimi oczywiście podążają banki. Polska ma duży potencjał, a usprawnienie kilku obszarów może dodatkowo wzmocnić jej pozycję. Biorąc pod uwagę ostatnie dane mówiące o udziale Polski w inwestycjach w całej Europie, który na koniec III kwartału wyniósł nieco ponad 2%, w porównaniu do potencjału ludności mógłby się kształtować na poziomie ok. 7%. To potencjał, który mamy szansę wykorzystać w perspektywie kolejnych lat. Przyglądając się bliżej elementom mogącym usprawnić część procesów należy wspomnieć kwestie regulacyjne oraz mechanizm TLTRO 3, który został udostępniony przez Europejski Bank Centralny. Mechanizm polega na tym, że EBC zapewnia praktycznie nieograniczoną płynność bankom w przypadku finansowania kredytobiorcy działającego w strefie euro. Warto tutaj wyjaśnić, że sama nieruchomość może znajdować się poza strefą, ale wymóg ten dotyczy siedziby kredytobiorcy. Polska nie będąca w strefie euro nie może przystąpić do tego mechanizmu, a to daje przewagę innym krajom.”

Istotną rolę Polski podkreśla również Justyna Kędzierska-Klukowska, Head of Warsaw Office w Berlin Hyp AG – „Jako największy kraj w tej części Europy, Polska miała i nadal ma wielki potencjał rozwojowy. W branży nieruchomości należy szczególnie podkreślić silny rozwój sektora BPO i Shared Services, dla których Polska stała się europejskim przyczółkiem. Te obszary są na tyle mocno związane z naszym krajem, że nawet w nieco gorszej sytuacji gospodarczej, ich silna pozycja się obroni. Polska zawsze będzie interesująca dla inwestorów, co jednak nie oznacza, że nie odczuje skutków pandemii. W niepewnym otoczeniu globalnym inwestorzy zwracają się w stronę stabilniejszych rynków, w rezultacie ich wybór może paść na Europę Zachodnią. Dzieje się tak nawet przy znacząco niższych rentownościach w porównaniu z alternatywnymi inwestycjami w Polsce. W Niemczech aktywność inwestycyjna pozostaje na wysokim poziomie, zaś w Polsce mieliśmy do czynienia z transakcjami, które pomimo istotnego zaawansowania ostatecznie nie doszły do skutku.

Warto wskazać jeszcze jeden aspekt, który ma coraz większe znaczenie zarówno dla inwestorów zagranicznych, jak i banków. Chodzi o zrównoważony rozwój i istotną rolę efektywności energetycznej w budownictwie. Inwestorzy coraz częściej wpisują tzw. „green policies” w swoje strategie, a „zielone” papiery dłużne cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Przewagą Polski jest bardzo wysoki udział nowoczesnych powierzchni w całości zasobów, co oczywiście wynika ze stosunkowo młodego wieku naszego rynku nieruchomości. W wielu krajach Europy Zachodniej konieczność odmłodzenia i unowocześnienia istniejących budynków, aby mogły one sprostać obecnym wymogom zielonej polityki, będzie na pewno dużym wyzwaniem w najbliższych latach.”

Znacznych różnic w skutkach kryzysu dla Polski w porównaniu z innymi krajami nie widzi również Marek Kowalski, Director, Head of Real Estate Finance w BNP Paribas Bank Polska S.A. – „W związku z globalnym zasięgiem kryzysu my jako instytucja działająca na wielu rynkach, obserwujemy jego skutki wszędzie tam, gdzie jesteśmy obecni. Rozmawiam z kolegami z innych krajów i wiem, że z trudnościami mamy do czynienia w zasadzie wszędzie, przy czym Polska nie odbiega znacząco od tego, co dzieje się na innych rynkach. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że sytuacja w Polsce jest nawet lepsza, bo jak wskazują dane, realny spadek PKB w Europie przyjmie średnio poziom 7%, a w Polsce zaledwie 3,5%. W naszym kraju można też nadal trafić na dobrą okazję inwestycyjną, która ma potencjał wzrostu wartości, a stopy zwrotu nadal są wyższe, niż na bardziej rozwiniętych rynkach.

Mamy w Polsce pewną tendencję do „polonocentryzmu” – w ten sposób patrzymy na różne zjawiska, obawiając się chociażby percepcji Polski przez inwestorów zagranicznych w kontekście wysokiej ostatnio temperatury sporów społecznych czy politycznych. Warto sobie jednak uświadomić, że to, co jest w centrum naszej uwagi, nie zawsze jest dostrzegane z innego miejsca. Na przykład z punktu widzenia kraju leżącego nad Zatoką Perską lub z perspektywy Azji, w dalszym ciągu jesteśmy stabilnym krajem należącym do Unii Europejskiej, który odnotowuje wysokie zainteresowanie inwestorów zagranicznych, poszukujących dobrych okazji inwestycyjnych w Polsce. Sytuacja związana z pandemią niewątpliwie zmieniła jednak percepcję poszczególnych segmentów rynku nieruchomości – niektóre z nich stały się jeszcze bardziej atrakcyjne, inne wręcz przeciwnie.”

„Podsumowując jednym zdaniem – różnica w stopach zwrotu, silny rynek wewnętrzny i nowe zasoby stają się siłą Polski, która w dalszym ciągu utrzymuje swoją atrakcyjność” – dodaje Grzegorz Chmielak.

Piwo bezalkoholowe coraz popularniejsze

Jak wynika z danych międzynarodowej agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz Centrum Analiz Grupy AdRetail, o ponad 7% wzrosła liczba promocji piwa bezalkoholowego w ciągu ostatnich 11 miesięcy w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Największy skok, przekraczający 30%, odnotowano w formacie convenience. Z kolei hipermarkety miały spadek na poziomie blisko 18%. Komentujący to eksperci dodatkowo zwracają uwagę na fakt, że ww. produkty stanowią obecnie już 4,9% wolumenu całej kategorii. I jak dodają, rynek wciąż rośnie, co z pewnością zauważyły sieci handlowe, stawiając mocniej na poszerzoną aktywność.

Z ogólnopolskiej analizy ponad 12 tys. akcji rabatowych wynika, że sklepy zwiększyły liczbę promocji gazetkowych piwa bezalkoholowego o 7,1%, patrząc rdr. W tym przypadku porównano dane zebrane od 1 stycznia do 30 listopada 2020 roku z analogicznym okresem ubiegłego roku. Pod uwagę wzięto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience, cash & carry i hurtownie.

– Zwiększenie liczby takich działań może wynikać z tego, że trunek ten zdobywa coraz więcej zwolenników wśród konsumentów. Zauważalne jest też to, że w mediach widać więcej reklam z tego typu napojami. Sieci handlowe oczywiście dostrzegają ten trend, mocniej stymulując proces promocji i w konsekwencji – sprzedaży – stwierdza Karol Kamiński, ekspert z Grupy AdRetail.

Z taką narracją zgadzają się też inni eksperci. Jak podkreśla Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland, w ostatnim czasie faktycznie piwa bezalkoholowe stały się bardziej widoczne. Ekspert wierzy, że jest to wynikiem wzrostu świadomości społecznej i próby ograniczenia spożycia. Dodatkowo rosnąca popularność wszystkich napojów smakowych typu radler i podobnych zwiększa tendencję.

– Z biznesowego punktu widzenia mamy reakcję na popyt, bo nie może być inaczej. Ale jednocześnie firmy budują sobie wizerunek, prześcigając się w prezentacji nowego, zdrowego potencjału ofertowego i dokonaniach CSR-owych. I to jest bardzo dobry przykład na to, że można piwo i inne trunki postrzegać poprzez pewne kategorie kulturowe – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Patrząc na poszczególne formaty sklepów, widać, że liczba promocji najbardziej wzrosła w sieciach typu convenience – 30,4%. Dalej są supermarkety – 29,3%, a potem dyskonty – 14,1%. Z kolei największy spadek zaliczyły hipermarkety – 17,7%. Jak zaznacza ekspert z Grupy AdRetail, największą aktywnością w tym zakresie wykazały się sklepy znajdujące się blisko klienta i jego domu.

– W sieciach typu convenience kupuje się piwo, bo to są klasyczne sklepy zakupów uzupełniających. Szybka wizyta i sprawa załatwiona. Nie ma w tym nic dziwnego. Trudno specjalnie iść do hipermarketu po dwie butelki takiego trunku, choć cena może być bardziej atrakcyjna. Taka placówka zazwyczaj jest dalej, niekiedy trzeba do niej podjechać. Tam wybieramy się rzadziej, np. raz na tydzień, a koszyk zakupowy jest zdecydowanie większy – analizuje dr Faliński.

Z kolei ekspert z Hiper-Com Poland zaznacza, że pandemia zmieniła nawyki konsumentów. Sieci w mniejszych formatach stały się bardziej popularne i łatwiej dostępne w stosunku do hipermarketów, często znajdujących się w galeriach handlowych. Natomiast dr Faliński dodaje, że placówki typu convenience są najmniej zatłoczone. Dziś to ma spore znaczenie dla konsumentów, którzy nie chcą ryzykować zakażeniem COVID-19.

– Kategoria piw bezalkoholowych ma wielki potencjał, aby zmienić model spożycia napojów alkoholowych i wpłynąć trwale na bardziej odpowiedzialne wybory konsumentów. Społeczna świadomość w tym zakresie kształtuje się stopniowo, ale na pewno będzie rosnąć. Z danych Nielsena z okresu od stycznia do września 2020 roku wynika, że piwa bezalkoholowe to obecnie 4,9% wolumenu całej kategorii piwnej oraz 5,9% jej wartości – podsumowuje Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Cena akcji Answear.com w IPO ustalona na 25,00 zł

Oferta publiczna akcji Answear.com spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów. Cena jednej akcji w Ofercie została ustalona na 25 zł. Oznacza to, że wartość oferty minimalnie przekroczy 80 mln zł. Przy uwzględnieniu ceny akcji w Ofercie, kapitalizacja Spółki w momencie debiutu na GPW osiągnie wartość prawie 430 mln zł. Dzięki emisji nowych akcji Answear.com pozyska ok 45 mln zł.

Answear.com to działający od 2011 r. wiodący e-commerce sprzedający modę w Europie Środkowo-Wschodniej. Aktualnie Spółka prowadzi działalność w 7 krajach: Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki.

– Cieszę się z bardzo dużego zainteresowania ofertą Answear.com wśród inwestorów detalicznych do których trafi 20 proc. oferowanych akcji. Liczę na to, że będzie wśród nich wielu nowych klientów naszego sklepu. Cieszymy się również z możliwości pozyskania nowych inwestorów instytucjonalych. Ostatnie dni były dla nas niezwykle intensywne i pracowite. Spotkaliśmy się z wieloma inwestorami, którzy docenili nasze dotychczasowe osiągnięcia, dynamiczny rozwój i co najważniejsze dostrzegają dalszy potencjał do wzrostu skali działalności i budowy wartości firmy. Dziękujemy za zaufanie i możliwość wspólnego rozwoju Answear.com. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Oferta Answear.com obejmuje 1.841.000 nowo emitowanych akcji serii D, a także 1.380.645 akcji serii A należących do funduszu MCI.PrivateVentures FIZ (subfundusz MCI.TechVentures 1.0), stanowiących 8,03 proc. rozwodnionego kapitału Spółki i uprawniających do analogicznej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu.

Poza określeniem ceny sprzedaży, ustalono również liczbę akcji w poszczególnych transzach. Zgodnie z dokonanym podziałem, w transzy inwestorów indywidualnych znajdzie się 644.330 walorów, stanowiących 20 proc. sprzedawanych akcji. Natomiast transza inwestorów instytucjonalnych obejmie pozostałe 2.577.315 akcji. Intencją Answear.com i MCI jest wprowadzenie do obrotu na GPW wszystkich akcji i praw do akcji składające się na Ofertę Publiczną Answear.com, a także pozostałych walorów należących do Forum X i MCI.PrivateVentures FIZ. Spółka, Forum X i MCI zawarły umowę lock-up na 12 miesięcy od dnia debiutu giełdowego. Zgodnie z harmonogramem Oferty, debiut na głównym rynku GPW planowany jest na około 8 stycznia 2021 r.

– W opinii MCI cena 25zł nie oddaje w pełni potencjału Answear.com, dlatego zdecydowaliśmy się ograniczyć wielkość oferty akcji sprzedawanych. Wielkość transakcji jest w tej sytuacji kompromisem pomiędzy chęcią ograniczenia podaży akcji od MCI i uzyskania minimalnej wielkości transakcji umożliwiającej IPO, przy zapewnieniu Spółce środków z nowej emisji akcji, które przyczynią się do dalszego dynamicznego wzrostu jej przychodów. – komentuje Krzysztof Konopinski, Senior Advisor MCI.

– Chciałbym podkreślić, że jesteśmy typowo konsumenckim biznesem, dlatego szczególnie będziemy chcieli zadbać o inwestorów indywidulanych m.in. dlatego przygotowujemy specjalny program lojalnościowy Answear Club Investor. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Zgodnie z harmonogramem Oferty, przydział akcji oferowanych zaplanowany jest na 23 grudnia, a pierwsze notowanie planowane jest około 8 stycznia 2021 roku.

Jak stosować 50% kosztów uzyskania przychodów z tytułu prawa autorskiego

W dniu 18 września 2020 r. Minister Finansów, wydając interpretację ogólną (nr DD3.8201.1.2018), poruszył newralgiczną dla wielu materię dotyczącą zastosowania pięćdziesięciu procent kosztów uzyskania przychodów do honorariów przyznawanych autorom dzieł. Obszar ten do tej pory budził liczne wątpliwości oraz był źródłem szeregu problemów praktycznych, w związku z czym aktywność MF w tym zakresie spotkała się z nieskrywaną aprobatą środowisk twórczych, i nie tylko.

Odrobina teorii

Przechodząc do omówienia najistotniejszych założeń przedmiotowej interpretacji, niezbędne jest objaśnienie kluczowych terminów oraz przytoczenie przepisów stanowiących o istocie analizowanego przez MF zagadnienia.

W pierwszej kolejności należy przywołać treść art. 22 ust. 9 pkt 3 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych („ustawa o PIT”), stosownie do którego koszty uzyskania przychodów z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich lub rozporządzania przez nich tymi prawami wynoszą 50% uzyskanego przychodu. Z tym jednak zastrzeżeniem, że koszty te obliczane są od przychodu pomniejszonego o potrącone w danym miesiącu składki na ubezpieczenia społeczne, których podstawę wymiaru stanowi ten przychód.

Idąc dalej, wyjaśnić należy, co jest przedmiotem praw autorskich, wskazywanych w powyższym przepisie. Na gruncie art. 1 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. przedmiotem prawa autorskiego jest utwór rozumiany jako każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Co istotne, z utworem podlegającym prawu autorskiemu mamy do czynienia już od chwili jego ustalenia, niezależnie od tego, czy został ukończony, czy też ma postać nieukończoną. Ustalenie utworu oznacza zaś nic innego jak to, że został on już w jakiś sposób zmaterializowany, oraz że z wynikiem tej materializacji mogą zapoznać się osoby trzecie. Podążając za interpretacją, należy zaakcentować, że aby uznać przejaw działalności twórczej za przedmiot prawa autorskiego, musi on spełniać łącznie wszystkie ww. przesłanki określone w ustawie. Szczególny akcent MF położył natomiast na cechę indywidualności jako okoliczność pozwalającą na odróżnienie od „uprzednio wytworzonych produktów intelektualnych”.

Nie bez znaczenia dla interesującego nas przedmiotu pozostają też odrębne od ustawy o prawie autorskim przepisy, przewidujące szczególne zawody o charakterze twórczym, w przypadku których za przedmiot praw autorskich uznawane są rezultaty pracy. Należą do nich m.in. nauczyciele akademiccy, pracownicy naukowi czy pracownicy pionów badawczych.

Zatem kiedy można zastosować te 50%?

MF rozpoczął swoją interpretację od zacytowania przepisu precyzującego art. 22 ust. 9 pkt 3 ustawy o PIT, tj. art. 22 ust. 9b tego aktu. Przewiduje on przypadki szczególne, w których zastosowanie znajduje zasada 50% kosztów. I tak, do katalogu przychodów, względem których można uwzględnić 50% kosztów, należą w szczególności te uzyskane z działalności architektonicznej, literackiej, muzycznej, plastycznej, dziennikarskiej, aktorskiej, publicystycznej czy dotyczącej programów i gier komputerowych. Innym ograniczeniem ustawowym jest wymóg, w świetle którego wysokość 50% kosztów uzyskania przychodów nie może przekroczyć granicy kwotowej ustanowionej w art. 22 ust. 9a i 9aa ustawy PIT. Jakkolwiek regułą jest obowiązek zastosowania 50% kosztów w określonych warunkach, to podatnik w oświadczeniu może zrezygnować z zastosowania tej zasady.

Pracownik jako twórca

W praktyce częstą sytuacją jest powstawanie utworów w ramach realizacji umowy o pracę bądź też umów cywilnoprawnych. Aby jednak wynagrodzenie z powyższych źródeł – albo jego część – mogło zostać uznane za honorarium autorskie w celu zastosowania 50% kosztów uzyskania przychodów, musi ono spełnić kilka obligatoryjnych warunków. Pierwszym z nich jest oczywiście to, aby rzeczony produkt posiadał wszelkie cechy utworu w rozumieniu prawa autorskiego, a równocześnie był rezultatem wykonania obowiązków wynikłych ze stosunku pracy, a nie poza nim. Idąc dalej, konieczna jest możliwość obiektywnego wykazania faktu, że dany utwór został wykreowany przez pracownika, a należne z tego tytułu honorarium zostało klarownie wyodrębnione z pozostałych części wynagrodzenia określonego pracownika. W tym miejscu należy nadmienić, że zgodnie z legalną definicją utworu pracowniczego, w braku odmiennych, umownych ustaleń, z chwilą przyjęcia przez pracodawcę utworu powstałego w wyniku realizacji obowiązków pracowniczych, nabywa on prawa autorskie majątkowe wywodzone z tegoż utworu, co stanowi ich przeniesienie z pracownika na pracodawcę. Inaczej kształtują się prawa autorskie związane z programem komputerowym utworzonym przez pracownika. Zgodnie z przepisami szczególnymi pracodawca co do zasady nabywa autorskie prawa majątkowe do programu z chwilą ich powstania. Oznacza to pierwotne ich nabycie. Konsekwencją takiej konstrukcji jest okoliczność, że programiście nie przysługuje honorarium autorskie, co z kolei pociąga za sobą brak możliwości wykorzystania instytucji 50% kosztów uzyskania przychodów w odniesieniu do pensji programistów. Podkreślenia wymaga jednakże, iż jest to reguła dyspozytywna i może zostać wyłączona umownie przez strony, skutkując powrotem do ogólnych zasad obowiązujących w stosunku do utworu pracowniczego.

Jednak co w sytuacji, kiedy utwór jednak nie powstanie?

Interpretacja dotyka również prawdopodobnej sytuacji, w której choć utwór ostatecznie nie powstaje, to kwota zaliczki na podatek od honorarium autorskiego wyliczona została z uwzględnieniem 50% kosztów uzyskania przychodów. Okoliczności takie mogą mieć miejsce najczęściej w przypadku przedwczesnego rozwiązania umowy, w oparciu o którą miał powstać utwór – do czego ostatecznie nie doszło, nawet w części. Biorąc pod uwagę ogólną zasadę samoopodatkowania, należy wskazać, że w niniejszej sytuacji podmiot wypłacający honorarium, w tym pracodawca, nie jest zobowiązany do korekty kwot uiszczonych już zaliczek, gdyż spodziewając się powstania utworu, podatnik w danym czasie opłacał je prawidłowo. Jeśli chodzi natomiast o roczne rozliczenie PIT-11, pracodawca w stosownej deklaracji powinien ująć takie koszty uzyskania przychodu, które zostały przez niego faktycznie wykorzystane do określenia zaliczek na podatek. Odmiennego działania wymaga roczna deklaracja PIT-4R – jeśli wykazane w niej przychody oszacowano, uwzględniając 50% kosztów mimo późniejszego niepowstania utworu, błędne wskazanie wysokości należnych zaliczek wymaga dokonania korekty deklaracji.

Honorarium do udokumentowania

Kwestią niepozostawiającą wątpliwości jest to, że przychód tak z tytułu praw autorskich, jak i rozporządzania nimi musi być odpowiednio udokumentowany w celach dowodowych. W tym miejscu wypada nadmienić, że w świetle przepisów Ordynacji podatkowej dowód może stanowić każdy środek, mogący prowadzić do wyjaśnienia sprawy – rzecz jasna, gdy nie jest on sprzeczny z prawem. W odniesieniu do utworów pracowniczych, powyższe uzyskać można poprzez np. ewidencję utworów, dowodzącą momentu samego powstania, ale i przyjęcia utworu przez pracodawcę. Inną formą pozwalającą na realizację zasady dokumentowania przychodu może być oświadczenie pracownika, wskazujące na okoliczności powstania utworu.

Ustawodawca pozostawił podatnikom dowolność także w zakresie ustalenia kwoty honorarium autorskiego – strony mogą przyjąć bądź konkretną kwotę, bądź też procentowe odniesienie do ogólnej wysokości wynagrodzenia, jak również uzależnienie kwoty od zewidencjonowanego czasu pracy nad danym dziełem.

Czy to wystarczy?

Mimo iż przyjęta z entuzjazmem interpretacja ogólna bez wątpienia nie odpowiada na wszystkie pytania podatników związane z materią 50% kosztów, jest to dobry początek i z pewnością niejednokrotnie będzie przywoływana przez podatników oraz płatników, działając w licznych postępowaniach na ich korzyść.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

EY: Ośmiu na dziesięciu dyrektorów finansowych uważa, że wartość organizacji warto mierzyć nie tylko poprzez wskaźniki finansowe

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez EY, 84% dyrektorów finansowych (CFO) uważa, że muszą zbalansować konieczność osiągania dobrych wyników w krótkim okresie z koncentracją na bardziej trwałych wartościach. Również co ósmy dyrektor finansowy przyznaje, że główni akcjonariusze coraz częściej postrzegają funkcję CFO jako przewodnika w tworzeniu długoterminowych wartości w firmach. Oznacza to, że dyrektorzy finansowi mogą odegrać kluczową rolę w kreowaniu postpandemicznej przyszłości przedsiębiorstw.

Respondenci badania EY “DNA CFO 2020” nie mają wątpliwości, że pandemia COVID-19 z jednej strony jest ryzykiem dla organizacji, ale z drugiej szansą na pokazanie strategicznej funkcji CFO. Jak wskazuje 76% badanych, obecne zadania, które znalazły się na ich agendzie są wyjątkowo wymagające, ale jednocześnie nigdy ich rola w firmie nie była tak istotna i ekscytująca.

– Pandemia to czas, który pokazał, że to właśnie dyrektorzy finansowi mogą pełnić strategiczną funkcję w firmach, niezwykle istotną w procesie transformacji całych organizacji. Takie podejście do funkcji CFO wymaga jednak zmiany w myśleniu o właściwych dla niej zadaniach i rozszerzenia ich poza myślenie przede wszystkim o poprawie bieżących lub nadchodzących w krótkim terminie wyników finansowych. Coraz częściej uważa się bowiem, że nastawienie na krótkoterminowe wyniki, chociaż dobre dla części interesariuszy, może mieć negatywny wpływ na długoterminowy rozwój przedsiębiorstwa. Rynek domaga się więc tworzenia wartości, która przynosi korzyści inwestorom, pracownikom, konsumentom i lokalnej społeczności i widzi, że odpowiedzialnymi za budowanie tej właśnie wartości mogą być właśnie CFO. Powinni więc ustalać, które wskaźniki KPI są istotne dla długoterminowej wartości – zarówno w wymiarze finansowym, jak i niefinansowym i starać się promować ściślejszą współpracę między zespołami zajmującymi się sprawozdawczością finansową a osobami zaangażowanymi w raportowanie wyników niefinansowych – mówi Mikołaj Rytel, Partner Lider Zespołu CFO Consulting EY Polska.

79% ankietowanych przez EY dyrektorów finansowych uważa, że inwestorzy coraz częściej wymagają dostarczania większej ilości informacji na temat tego, jak firma tworzy wartości dla wszystkich kluczowych interesariuszy, a nie tylko akcjonariuszy. Taki sam odsetek deklaruje, że w swojej pracy nie koncentruje się wyłącznie na dostarczaniu wartości ekonomicznych dla akcjonariuszy, ale przykłada większą wagę do tworzenia trwałych wartości dla klientów, pracowników, kontrahentów i społeczności.

Nowe postrzeganie funkcji CFO w firmie wymagać jednak będzie nowych aliansów w ramach organizacji. Ponad połowa (52%) CFO przyznaje, że ich współpraca z szefem HR jest ograniczona lub w ogóle jej nie ma. 44% badanych ma podobne relacje z szefem marketingu, a bez współpracy na tym polu wdrożenie zmian skierowanych na przykład do pracowników czy klientów nie będzie możliwe. Co więcej, konieczna może okazać się również bliższa współpraca z partnerami zewnętrznymi, dostarczającymi specjalistyczną wiedzę i/lub technologię. 77% badanych dyrektorów finansowych jest zdania, że za 5 lat większość operacji finansowych przeniesie się do chmury, a 74% wierzy, że będzie częścią ekosystemu opartego na blockchain.

Rys. 1. Na ile Twoim zdaniem finanse będą bardziej otwarte stając się elementem powiększonego ekosystemu? Które z tych scenariuszy są najbardziej prawdopodobne?Na ile Twoim zdaniem finanse będą bardziej otwarte stając się elementem powiększonego ekosystemuNowa organizacja pracy to jednak nie wszystko. Dyrektorzy finansowi będą potrzebować również nowych umiejętności. Sami CFO pytani o tę kwestię zwracają uwagę, że dla sprawowanych przez nich funkcji istotne są umiejętności dostosowywania się do ciągłych zmian (66%) czy na przykład gotowość i odwaga do podejmowania dobrze skalkulowanego ryzyka. Jedna trzecia wskazuje natomiast na odwagę w przełamywaniu dotychczasowych przekonań.

Rys. 2. Które z dwóch cech osobistych i przywódczych są konieczne, by w przyszłości CFO osiągnął sukces?Które z dwóch cech osobistych i przywódczych są konieczne– Transformacja roli i zadań CFO przyspieszyła pod wpływem technologii, zmienności otoczenia i zmieniających się oczekiwań akcjonariuszy. CFO wiedzą, że muszą zaangażować się w tworzenie i wdrażanie strategii rozwoju firmy (podkreśla to 81% respondentów badania EY), tworzenie nowego modelu biznesowego i generowanie nowych źródeł przychodów, a także w transakcje fuzji i przejęć, w tym dotyczące pozyskiwania nowoczesnych technologii. Jako jeden z ważniejszych celów dyrektorzy finansowi wyznaczają sobie również zmianę i dostosowanie kultury działu finansowego do kultury całej organizacji – mówi Anna Zaremba, Partner w Zespole CFO Consulting EY Polska.

O badaniu

W badaniu EY “DNA CFO 2020” wzięło udział ponad 800 CFO i innych członków kierownictwa działów finansowych w firmach z całego świata. Reprezentowali oni 14 branż gospodarki: zaawansowany przemysł i mobilność, sektor konsumencki, rządowy i publiczny, ubezpieczeń, paliwowy i gazowy, private equity, technologii, mediów i rozrywki, telekomunikacji, bankowości i rynków kapitałowych, usług finansowych, ochrony zdrowia, górnictwa i surowców naturalnych, energetyki i usług komunalnych, hotelarstwa, budownictwa, a także zarządzania aktywami.

GPW obniży opłaty za notowanie akcji dla emitentów dotkniętych pandemią koronawirusa

  • GPW wesprze emitentów giełdowych najbardziej dotkniętych kryzysem gospodarczym spowodowanym pandemią
  • O obniżenie opłat za notowanie akcji w 2021 r. będą mogli ubiegać się emitenci Głównego Rynku GPW oraz rynku NewConnect
  • Spółki muszą spełnić określone warunki dotyczące spadku przychodów, poziomu kapitalizacji i opublikowania w terminie raportu okresowego
  • Emitenci mają czas na złożenie wniosku do 20 stycznia 2021 r.

Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podjął uchwałę o wsparciu emitentów giełdowych, którzy najbardziej odczuli negatywne skutki pandemii koronawirusa, poprzez obniżenie opłat za notowanie akcji w 2021 r. Decyzja dotyczy spółek notowanych na Głównym Rynku GPW oraz rynku NewConnect. Warunki, jakie emitent powinien spełnić, aby skorzystać z obniżki opłat, są następujące:

  • spadek przychodów w okresie styczeń-wrzesień 2020 r. wobec analogicznego okresu w 2019 r. o więcej niż 20%;
  • kapitalizacja emitenta na 31 grudnia 2020 r. jest poniżej 1 mld zł;
  • opublikowanie w terminie raportu kwartalnego za III kw. 2020 r.
  • złożenie wniosku o obniżenie opłat za notowanie akcji w 2021 r. do 20 stycznia 2021 r.

W przypadku spółek, których spadek przychodów w okresie styczeń-wrzesień 2020 r. jest większy niż 20%, ale nie większy niż 50% opłaty za notowanie akcji zostaną obniżone o 50%. Z kolei dla emitentów, których przychody w tym okresie spadły o ponad 50%, opłaty za notowanie zostaną obniżone o 90% w nadchodzącym roku.

Rok 2020 był trudny dla wielu firm, szczególnie spółek giełdowych, które musiały nie tylko sprostać wyzwaniom biznesowym spowodowanym pandemią, ale również kontynuować spełnianie obowiązków wiążących się z obecnością na giełdzie. Jako organizator tego rynku staramy się wspierać naszych uczestników w największym możliwym zakresie. Dlatego też stworzyliśmy i wdrażamy stopniowo projekt „Warto być spółką giełdową”, który z jednej strony zachęca spółki do wejścia na GPW, z drugiej wspiera firmy już obecne na parkiecie. Jestem przekonana, że znaczące obniżenie opłat za notowanie akcji w 2021 roku będzie nie tylko wyrazem odpowiedzialności i solidarności GPW z naszymi emitentami, ale i wymierną cegiełką wspierającą powrót tych firm na ścieżkę rozwoju – mówi Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

Celem projektu „Warto być spółką giełdową” jest promowanie pozyskiwania kapitału poprzez rynek kapitałowy oraz wsparcie spółek w ich funkcjonowaniu na giełdzie. Projekt skierowany jest zarówno do debiutujących, jak i obecnych na giełdzie spółek. Pierwszy etap „Warto być spółką giełdową” ruszył w drugiej połowie 2020 r., w ramach którego GPW zorganizowała już szereg webinariów dla potencjalnych i obecnych emitentów oraz opracowała pakiety wsparcia dla debiutantów i już notowanych spółek w zakresie: IR, regulacyjnym, korporacyjnym, komunikacyjnym i biznesowym.

Trendy e-commerce na 2021 rok: abonamenty, ekologia i nowe technologie

Rok 2020 był dla e-commerce przełomowy – w jego pierwszej połowie liczba e-sklepów wzrosła o nawet 39% i należy spodziewać się utrzymania tej tendencji. Jak przewidują eksperci PrestaShop, w nadchodzącym roku przybędzie m.in. wyspecjalizowanych małych i średnich e-sklepów. Większą popularność zyska też model zakupów abonamentowych oraz ekologiczne sposoby dostawy. Z kolei standardem stanie się personalizacja relacji z konsumentem oraz korzystanie z nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja – niezależnie od rodzaju oferty czy rozmiaru e-biznesu.

Stacjonarnie czy w sieci?

Tradycyjny podział na sklepy online i stacjonarne będzie się dalej zacierał w duchu podejścia wielokanałowego (omnichannel). Placówki fizyczne będą coraz częściej pełniły rolę salonów pokazowych oraz punktów odbioru i zwrotu zakupów online, niż głównych miejsc sprzedaży. Nie oznacza to jednak całkowitego wycofywania się z przestrzeni fizycznej. Marketerzy postawią na nowe interaktywne formy reklamy outdoorowej, wykorzystujące np. technikę rozszerzonej rzeczywistości (AR). Poprowadzą one klientów z plakatu na przystanku autobusowym czy billboardu bezpośrednio do e-sklepu w smartfonie.

Zakupy na abonament

Model sprzedaży abonamentowej kojarzony jest głównie z telekomunikacją czy prenumeratą magazynów. W nadchodzących latach będzie jednak zyskiwał na popularności także w e-commerce. Konsumenci będą coraz częściej dokonywali subskrypcji do towarów i usług, np. chemii gospodarczej czy artykułów dla dzieci. W Polsce internet podbijają już m.in. pudełka z próbkami kosmetyków i zdrowej żywności, które pozwalają testować rynkowe nowości. Istnieją też abonamenty na dostęp do książek online, zamiast kupowania fizycznych egzemplarzy. Taki model sprzedaży będzie się stale rozwijał i obejmował kolejne branże, wraz z rosnącym udziałem konsumentów z pokolenia 18-24.

Algorytmy na pierwszym planie

Nowatorskie techniki sprzedaży wkraczają do handlu nie tylko w postaci automatycznych kas, ale przede wszystkim sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Wizyty klientów w e-sklepie generują ilości danych, których człowiek nie byłby w stanie przetworzyć. W nadchodzących latach zestawianie informacji z aplikacji mobilnych, strony internetowej czy mediów społecznościowych przejmą więc algorytmy. Programy będą pomagały tworzyć profile zainteresowań oraz analizować zachowania konsumentów. Będą też prognozować zapotrzebowanie na towary i dopasowywać ceny do zmieniającej się popularności produktów lub oferty konkurencji. W nadchodzącym roku na rynku e-commerce, także w Polsce, coraz bardziej popularne będą chatboty. Pomogą one klientom w podejmowaniu decyzji, zwrotach i reklamacjach czy śledzeniu postępu dostawy zamówionych towarów w czasie rzeczywistym.

Ekologia kluczem do serca e-klienta

W 2021 roku e-commerce będzie podążał za trendem zero-waste i umożliwiał bardziej ekologiczne zakupy. Popularne staną się dostawy do punktów odbioru, tworzenie opakowań na wymiar, stosowanie ekologicznych wypełniaczy w miejsce folii bąbelkowej, wykorzystywanie zwrotnych paczek wielokrotnego użytku, ale też np. udostępnianie funkcji wyszukiwania i filtrowania produktów pod kątem ich przyjazności dla środowiska. Według badań już nawet 87% kupujących w sieci dostrzega nieekologiczne zachowania sklepów i dostawców[1]. Świadomość konsumentów rośnie. Coraz częściej w imię zmniejszania wpływu na środowisko będą więc w stanie zaakceptować dłuższy czas oczekiwania na przesyłkę czy wyższe opłaty za ekologiczne opakowania.

Idea zero waste zrodziła się z potrzeby ochrony środowiska naturalnego i nawołuje do zmiany swoich przyzwyczajeń oraz zachowań. Jednym ze sposobów na to, by zostawiać po sobie mniej śmieci, jest zrezygnowanie z jednorazowych opakowań. Klienci e-commerce z pewnością docenią fakt, że dostarczone do nich zamówienie zostało zapakowane w torbę lub woreczek nadający się do ponownego wykorzystania. Torba bawełniana doskonale wpisuje się w zyskujący popularność ruch ekologiczny, dlatego warto pakować zakupy z myślą o środowisko. 

Personalizacja na drodze do standardu

Firmy nie mogą już konkurować jedynie ceną czy produktem, dlatego coraz bardziej kluczowa będzie spersonalizowana obsługa. Wysłanie maila o treści „Dziękujemy za zakup” lub „Zapraszamy ponownie” nie wystarczy, aby klient poczuł się ważny. E-sklepy będą musiały zbudować z nim indywidualną relację i przyciągnąć uwagę dopasowanymi komunikatami. Standardy od dawna wyznacza m.in. Netflix, który dostosowuje propozycje filmów czy miniatury wideo do zainteresowań użytkownika. Także w e-commerce wzrośnie rola komunikacji z wykorzystaniem kreatywnych treści w budowaniu przewagi konkurencyjnej, a zakupy staną się doświadczeniem odpowiadającym na potrzeby i oczekiwania konkretnej osoby.

Luca Mastroianni, Head of International w firmie PrestaShop

[1] Według raportu „Green Generation”, 2020.

Usługi centrów danych w 2021 roku nabiorą krytycznego znaczenia

Wśród kluczowych trendów obserwowanych w cyfrowym ekosystemie znalazły się znacznie przyspieszona digitalizacja przedsiębiorstw oraz wzrost ilości przetwarzanych przez nie danych na brzegu sieci.

W obliczu pandemii COVID-19 świat niemal natychmiast przestawił się na pracę w trybie online. Z tego też powodu do najbardziej strategicznych miejsc zaliczone zostały centra danych, bo to od nich w dobie kryzysu uzależnione stało się funkcjonowanie ludzi i firm. Znaczenie tych placówek wzrośnie jeszcze bardziej w 2021 r., bowiem infrastruktura przesyłania danych, odpowiedzialna za dostęp do informacyjnego ekosystemu, stanie się równie ważna jak media gwarantujące dostawy prądu, wody czy gazu. Według ekspertów z firmy Vertiv, globalnego dostawcy krytycznej infrastruktury cyfrowej i rozwiązań zapewniających ciągłość biznesową przedsiębiorstw, będzie to jeden z głównych trendów dotyczących centrów danych w 2021 r.

Centra danych od dawna zapewniają wysoki poziom dostępności, ale postępujący wzrost oczekiwań w tym zakresie będzie widoczny w dwóch obszarach. Po pierwsze, zwiększy się liczba użytkowników – gwarantowanego dostępu do aplikacji online będą oczekiwać także mieszkańcy obszarów wiejskich i oddalonych od dużych miejscowości. Zwiększy to presję na operatorów centrów danych, aby zapewniali nieprzerwaną łączność nawet na brzegu swoich sieci. Po drugie, zniknie rozróżnienie między posiadaniem łączności a czasem jej dostępności. Powszechne będzie oczekiwanie gwarantowanego, bezpiecznego połączenia w coraz bardziej rozproszonych sieciach hybrydowych w takim samym stopniu, jaki dotyczy nieprzerwanej pracy wewnętrznej infrastruktury centrów danych.

Od pewnego czasu od centrów danych oczekuje się gwarancji dostępności usług podobnej jak w przypadku infrastruktury jednostek użyteczności publicznej. Natomiast pandemia skrystalizowała potrzebę zdefiniowania i wdrożenia oficjalnych reguł dostępności tych usług – mówi Gary Niederpruem, dyrektor ds. strategii i rozwoju w Vertiv. – Te gwarancje nie mają dotyczyć tylko pracowników wykonujących swoje obowiązki zdalnie, z domu. Tu chodzi o wspieranie cyfrowej gospodarki w jej najbardziej krytycznych obszarach, jako że w większym stopniu polegamy obecnie na telemedycynie, handlu elektronicznym, narzędziach do globalnej komunikacji i środkach masowego przekazu.

Pandemia skutecznie wpłynęła na wzrost poziomu ucyfrowienia przedsiębiorstw, a branża IT szykuje się obecnie na czasy, gdy będziemy mogli zacząć wycofywać się z globalnego przestoju gospodarki. W tym kontekście eksperci firmy Vertiv zidentyfikowali kilka pojawiających się tredów, na które warto zwrócić uwagę w 2021 r.

Przyspieszona digitalizacja

COVID-19 na trwałe wpłynął na to, aby pracownicy mieli elastyczność wyboru miejsca, z którego wykonują obowiązki służbowe (najczęściej z domu), a także wymusił na działach IT wsparcie dla różnych modeli tej pracy. Eksperci Vertiv przewidują, że spowodowane pandemią projekty i inwestycje w infrastrukturę IT będą kontynuowane i rozszerzane, co umożliwi bardziej bezpieczną, niezawodną i efektywną pracę.

Zdalny wgląd w stan infrastruktury IT oraz funkcje zarządzania nią będą miały kluczowe znaczenie ze względu na fakt, że także administratorzy często muszą pracować z domu. W wielu firmach podejmowane są też już próby zdalnego serwisowania sprzętu IT, aby zminimalizować potrzebę wizyt pracowników w siedzibie przedsiębiorstwa – te praktyki prawdopodobnie będą kontynuowane jeszcze długo po pandemii.

Wszelkie kroki podejmowane ostrożne na początku kryzysu są obecnie przyspieszane, jako że w rok 2021 wchodzimy nadal w stanie pandemii. Wprowadzone zmiany przestały być postrzegane jako tymczasowe i traktowane są obecnie przez zarządy firm jako nowa rzeczywistość, w ramach której konieczne jest dostosowanie się do różnych modeli pracy i prowadzenia działalności. Zmieniają się proporcje w zakresie działań wykonywanych osobiście i zdalnie, zresztą także klienci chcą zminimalizować swoją obecność w siedzibach firm usługodawców. To wymusza stosowanie niezawodnej łączności, zdalnego monitorowania sprzętu IT i oprogramowania wykorzystywanego przez pracowników, prowadzenie analityki gromadzonych danych, a nawet zaangażowanie sztucznej inteligencji w podejmowanie decyzji.

Wychodzenie z kryzysu wymaga zmiany sposobu myślenia w większości przedsiębiorstw – mówi John-David Lovelock, wiceprezes ds. badań w firmie Gartner. – Tu nawet nie ma mowy o działaniach naprawczych. Swoje nastawienie trzeba całkowicie zresetować, aby pójść do przodu.

Przenoszenie funkcji dużych centrów danych do mniejszych jednostek i na brzeg sieci

Dziś infrastruktura brzegu sieci stanowi funkcjonalne rozszerzenie centrum danych – jest znacznie bardziej złożona i krytyczna dla funkcjonowania przedsiębiorstwa, niż w przeszłości. Wcześniej wysokie koszty i poziom jej skomplikowania uniemożliwiały wdrożanie na brzegu sieci najlepszych praktyk, stosowanych dotychczas w centrach danych, ale obecnie to się zmienia.

Eksperci Vertiv spodziewają się, że w infrastrukturze brzegowej pojawią się rozwiązania zapewniające hiperskalowalność i funkcje obecne do tej pory tylko w środowiskach korporacyjnych. W ten sposób zapewniona zostanie większa inteligencja architektury IT i możliwość sprawowania nad nią kontroli. Większy nacisk będzie położony na jej dostępność i odprowadzanie ciepła z serwerowni, a także większa uwaga będzie zwracana na efektywność energetyczną systemów.

Wszędzie tam, gdzie istnieje duże zagęszczenie rozwiązań do przetwarzania danych, będzie istniało zapotrzebowanie na moc obliczeniową także na brzegu inteligentnej i niezawodnej sieci – mówi Giordano Albertazzi, prezes Vertiv w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce (EMEA). – W wielu krajach obserwujemy ekspansję infrastruktury brzegowej i wiemy, że wkrótce ten trend pojawi się też na rynkach wschodzących. Jej wdrażanie jest również ściśle powiązane ze zdobywającymi popularność sieciami 5G, a także projektami zapewniającymi zrównoważony rozwój środowiskowy. Natomiast podczas integrowania rozwiązań brzegowych z sieciami energetycznymi możliwe jest skorzystanie z odnawialnych źródeł energii.

W kontekście sieci 5G pojawiają się zagadnienia związane z efektywnością energetyczną

Na tym wczesnym etapie planowania i wdrażania sieci 5G dyskusja skupiała się na nowych możliwościach zastosowania oraz oczywistych korzyściach płynących z tej technologii – zwiększonej przepustowości sieci i zmniejszonych opóźnieniach. Ponieważ jednak w wielu krajach sieci 5G będą wdrażane dopiero w 2021 r., ich operatorzy będą też kładli duży nacisk na efektywne ograniczenie znacznego wzrostu zużycia energii, spowodowanego przez nową infrastrukturę.

Zagęszczenie sieci, niezbędne do zapewnienia obiecanych parametrów wydajnościowych sieci 5G, w sposób nieunikniony przyczynia się do wzrostu zapotrzebowania na energię (szacunkowo potrzeba jej 3,5x więcej niż w przypadku sieci 4G). Dlatego w nadchodzącym roku większy nacisk będzie położony na ograniczanie tego znacznego wzrostu zużycia poprzez wdrażanie bardziej efektywnych rozwiązań i stosowanie najlepszych praktyk.

Zrównoważony rozwój na pierwszym planie

5G to tylko jeden z czynników wpływających na konieczność zapewnienia zrównoważonego rozwoju. Wraz z coraz szybszym wzrostem liczby centrów danych, zwłaszcza tych z infrastrukturą hiperskalowalną, dostawcy usług chmurowych i kolokacyjnych będą musieli kontrolować też poziom zużycia energii elektrycznej i wody. Intensyfikacja debat na temat zmian klimatycznych, a także zawirowania polityczne w USA i na świecie tylko spotęgują koncentrację na branży centrów danych, która odpowiada za około 1% światowego zużycia energii.

W nadchodzącym roku będziemy obserwować falę pojawiających się innowacyjnych rozwiązań, skoncentrowanych na efektywności energetycznej i cieplnej w całym ekosystemie centrum danych. Płynące z tego korzyści dla operatorów centrów danych są oczywiste. Wśród nich są: redukcja kosztów, zapewnienie zgodności z istniejącymi i planowanymi regulacjami prawnymi, a także wypracowanie pozycji lidera w globalnym ruchu na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Przedświąteczne porządki. Narodowa kwarantanna nie szkodzi złotemu

Wkraczając w ostatnie takty tegorocznego handlu, pozostaje kilka nierozstrzygniętych kwestii. Wygląda na to, że negocjacje brexitu i pakietu fiskalnego w USA przeciągną się na kolejny tydzień, w efekcie inwestorzy zostali pozbawiani szansy otrzymania dodatkowego pozytywnego impulsu. Pojawia się ryzyko weekendowych informacji, co zachęca do redukcji pozycji w aktywach ryzykownych; na FX odbija dolar.

Jeszcze czwartek upłynął pod znakiem solidnego rajdu ryzyka, co objawiło się nowymi rekordami na Wall Street i przeceną dolara względem walut G10 i rynków wschodzących. Dziś jednak perspektywa weekendu i niedokończonych spraw (brexit, pakiet fiskalny USA) skłania inwestorów do redukcji ryzykownych pozycji. Dolar odbija, ale nieznacznie, gdyż nie dochodzi do zmiany generalnego nastawienia. Mimo to w ciągu następnych dni niewykluczone są rozczarowujące doniesienia, które przejściowo mogą zaszkodzić nastrojom. A przed świętami nie będzie dużo czasu na wyciagnięcie kursów z powrotem w górę. Przezorność ponad chciwość, chciałoby się rzec.

Czas ucieka w negocjacjach umowy handlowej brexitu, ale rynek kupuje funta, licząc na porozumienie w ostatniej chwili. Wczorajsza rozmowa premiera Wielkiej Brytanii Johnsona z szefową Komisji Europejskiej von der Leyen przyniosła te same co zwykle konkluzje – są wyraźne postępy (choć nie wiemy jakie konkretnie), ale wciąż występują trudności w dyskusjach na temat rybołówstwa. Nic nowego, zwykłe polityczne przepychanki. W czasie, który zmarnowano na negocjacje można by było zliczyć wszystkie ryby w łowiskach, o dostęp do których biją się obie strony. Finalnie porozumienie zostanie osiągnięte, ale im później to nastąpi, tym bardziej będzie ono stanowić pustą ramę niż szczegółowy zbiór zasada przyszłej współpracy handlowej. Rajd ulgi funta (choć niewiele zostało jeszcze do zdyskontowania) będzie krótkotrwały, po czym zacznie się kalkulacja, jak trudna będzie przyszłość Wielkiej Brytanii poza UE.

Fiskalny pakiet ratunkowy w USA jest „w zasięgu ręki” usłyszeliśmy od przewodniczącego większości republikańskiej w Senacie USA, ale rozmowy mają być przeciągnięte przez weekend. Odraczanie deadline’u (głosowania miały się odbyć najpóźniej dzisiaj) są frustrujące, ale dobrze, że obie partie chcą dalej rozmawiać, prawda? Tak przynajmniej uważają uczestnicy rynku, gdyż polityczna cena nieuzgodnienia pomocy wydaje się dla wszystkich zbyt wielka. W efekcie ogłoszenie porozumienia może być ostatnim impulsem do pozytywnego zrywu rynków w tym roku. Ale raczej dopiero w przyszłym tygodniu.
Złoty spokojnie przyjął decyzje rządu o wprowadzeniu narodowej kwarantanny od 28 grudnia do 17 stycznia. Przywrócenie zamknięcia galerii handlowych, zamknięcie hoteli i zakaz przemieszczania się w noc sylwestrową to główne punkty nowych restrykcji. Biorąc jednak pod uwagę, jak dobrze gospodarka zniosła listopadowe restrykcje (o czym świadczą pozytywne zaskoczenia w danych z rynku pracy wczoraj i lepsza od prognoz dynamika produkcji przemysłowej dziś rano), nie ma powodu, by w złotym dyskontować ryzyko szoku. Decyzja rządu nie zmienia też wiele w perspektywach ożywienia. Wczesne restrykcje oznacza krótsza w czasie i łagodniejszą kolejną falę zachorowań oraz obniża ryzyko głębszego lockdownu. Przedweekendowa redukcja ryzyka może pchnąć EUR/PLN w kierunku 4,46, ale w przyszłym tygodniu kurs powinien równoważyć się bliżej 4,44.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sektor najmu instytucjonalnego pod lupą

Na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych obserwujemy w ostatnim czasie rozwój najmu instytucjonalnego oraz rosnące zainteresowanie inwestorów tą klasą aktywów. Dla wielu firm jest to jednak zupełnie nowy produkt. Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield i międzynarodowej kancelarii DWF Poland podzielili się swoimi doświadczeniami w tym segmencie rynku podczas inauguracyjnego warsztatu z cyklu Resi LAB.

Budynki mieszkalne w całości dedykowane na wynajem to obecnie ok. 30 obiektów, z łącznym zasobem nieprzekraczającym 4 tys. lokali. Eksperci Cushman & Wakefield przewidują, że do końca 2023 roku może powiększyć się o dodatkowe 7 tys. mieszkań. Wśród najistotniejszych czynników wpływających na rozwój sektora mieszkań na wynajem w Polsce wskazuje się między innymi zmianę mentalnościową pokolenia Z, które coraz częściej stawia na „korzystanie” zamiast „posiadania”, wzrost wynagrodzeń oraz rosnącą dostępność tego rodzaju rozwiązania (średnie czynsze są stabilne w długim czasie i nie przekraczają 35-40% średniego wynagrodzenia w danym mieście). Nie można pominąć również wzrostu znaczenia Polski, jako centrum usług serwisowych oraz dodatniej migracji w Warszawie i wybranych miastach regionalnych. Wpływ na rozwój rynku mieszkań na wynajem mają również: zaostrzenie polityki banków dla kredytów hipotecznych oraz wzrost udziału pracy hybrydowej i całkowicie zdalnej, które są skutkami obecnej sytuacji związanej z pandemią i który powoduje zapotrzebowanie na lepszej jakości mieszkania. Aktualne zmniejszenie popytu na wynajmowane mieszkania ze strony studentów oraz wynajmu krótkoterminowego przez turystów jest czasowe i wg ekspertów wróci do poprzedniego poziomu po zakończeniu pandemii spowodowanej COVID-19.

Podczas inauguracyjnego spotkania z cyklu Resi LAB eksperci Cushman & Wakefield oraz DWF Poland opowiedzieli o zdefiniowanych przez nich wyzwaniach związanych z prowadzeniem działalności w zakresie najmu instytucjonalnego w Polsce. Wydarzenie miało kameralny, warsztatowy charakter, pozwalający na wymianę doświadczeń. Podczas spotkania uczestnicy mieli okazję dowiedzieć się, jak wygląda aktualna sytuacja na rynku mieszkaniowym, poznać trendy związane z rozwojem rynku najmu instytucjonalnego w Polsce, najbardziej popularne modele finansowania i pozyskiwania kapitału, a także stosowane modele operacyjne. Aspekty prawno-podatkowe mające wpływ na inwestycje w tym sektorze zaprezentowali eksperci z firmy DWF Poland.

Rynek mieszkaniowy dość łagodnie przechodzi przez pandemię COVID-19. Po znacznym wstrzymaniu aktywności deweloperów w końcówce marca i w kwietniu, w kolejnych miesiącach obserwowaliśmy stopniowe odbudowywanie ich aktywności. Do końca III kw. przekazano do użytkowania o 11% więcej mieszkań niż przed rokiem, liczba rozpoczętych budów spadła o 8% r/r, a liczba lokali, na budowę których wydano pozwolenie spadła o 7% r/r. Nie spełniły się oczekiwania potencjalnych nabywców mieszkań na znaczące spadki cen transakcyjnych. Zarówno w II, jak i w III kwartale 2020 zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym ceny transakcyjne rosły, natomiast ich dynamika wyhamowała. Czynsze najmu w głównych miastach Polski na koniec II kwartału pozostawały stabilne z lekką tendencją spadkową. W III kw. utrwalił się trend spadkowy czynszów – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Consulting & Research Cushman & Wakefield.

Część deweloperów mieszkaniowych dotychczasowo koncentrujących się na budowie mieszkań na sprzedaż dywersyfikuje swoje inwestycje i oferuje inwestorom instytucjonalnym dostarczenie całych budynków przeznaczonych na wynajem, najczęściej w strukturach tzw. forward purchase, forward funding lub JV.

Prywatny sektor wynajmu („PRS”) dynamicznie rozwija się w Polsce jako trend w branży nieruchomości. PRS jest odpowiedzią na potrzeby młodego pokolenia, które ceni sobie elastyczność i mobilność – studentów, młodych specjalistów, młodych rodzin. Wzrost rynku nieruchomości mieszkaniowych, w tym także w sektorze PRS, jest także wynikiem otoczenia prawnego w Polsce, które staje się coraz bardziej przyjazne dla tego typu inwestycji. Transakcje forward purchase, forward funding stanowią najczęściej wybieraną przez naszych klientów formę realizacji tych przedsięwzięć – komentuje Joanna Wojnarowska, partner, kierująca Departamentem Nieruchomości DWF Poland global head of Residential Sector w DWF.

Elementem, który należy wziąć pod uwagę przy ocenie rentowności mieszkaniowych projektów deweloperskich wynajmowanych na podstawie umowy najmu instytucjonalnego, jest wpływ podatku VAT i podatku od nieruchomości na dochodowość całego przedsięwzięcia. Kluczowe jest także zapewnienie właściwych usług zarządzania nieruchomością i usług operatorskich, które pozwolą na utrzymanie stabilnego obłożenia i postrzegania przez potencjalnych najemców danego budynku jako atrakcyjnego miejsca do zamieszkania – podkreśla Mira Kantor-Pikus, Partner w dziale Capital Markets Cushman & Wakefield.

Północna Izba Gospodarcza o narodowej kwarantannie: CZYSTE SZALEŃSTWO

Ogłoszony przez Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego narodowy lockdown, który potrwa od 28 grudnia do 17 stycznia zaskoczył opinię publiczną i cały świat gospodarki. Spodziewano się delikatnego zaostrzenia restrykcji po świętach, ale to, co zostało ogłoszone mrozi krew w żyłach i wielu przedsiębiorcom odbiera ostatnią nadzieję na to, że pandemię koronawirusa można przetrwać bez bankructwa. Od 28 grudnia przez trzy tygodnie zamknięte będą galerie handlowe, z wyłączeniem sklepów spożywczych, drogerii i aptek. Nieczynne będą salony fryzjerskie i kosmetyczne. Dla wielu branż kolejne zamknięcie wiąże się z niemal pewnym zakończeniem działalności.

Północna Izba Gospodarcza o narodowej kwarantannie: „Decyzja niezrozumiała”, „Gdzie tu sens i logika?”

Najpierw była nadzieja: jest szczepionka, są plany zabezpieczenia populacji przed koronawirusem. Potem było twarde zderzenie się z ziemią: lockdown w Holandii, na Litwie, w Niemczech… To mógł być zwiastun tego, że sytuacja jest poważna.

– Przede wszystkim  to bardzo fatalne wiadomości  dla przedsiębiorców, który po  tak trudnym czasie z nadzieją wyczekiwali momentu otwarcia tych branż  w stosunku do których restrykcje były najostrzejsze.  Wiele firm może po prostu  nie przetrwać,  bo nie  zdążą  otrzymać obiecanej pomocy na czas. Decyzja o „narodowej kwarantannie” jest zupełnie niezrozumiała   i w żadnym stopniu nie odnosi się do  wcześniejszych kryteriów przedstawianych przez  premiera. Pamiętajmy, że na początku listopada rząd przedstawił pięć progów bezpieczeństwa, po których przekroczeniu będzie wprowadzać kolejne ograniczenia w walce z epidemią.  Przedsiębiorcy nie mają poczucia stabilności w decyzjach rządu. Należy przede wszystkich podkreślić, że nikt nie kwestionuje powagi sytuacji i konieczności wprowadzenia restrykcji ale  muszą  one mieć odzwierciedlenie w liczbach  i w realnym zagrożeniu  – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Również dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie jednoznacznie wypowiada się na temat restrykcji: – Kolejny raz rząd niespodziewanie  wprowadza lockdown i pogrąża przedsiębiorców. To dość zdumiewające działanie. Limit zachorowań do wprowadzenia narodowej kwarantanny ustalono wówczas na 70 zakażeń na 100 tyś. mieszkańców w ujęciu średnim na tydzień. Tymczasem liczba zachorowań drastycznie zmalała w ostatnich tygodniach, a rząd wprowadza narodową kwarantannę. Gdzie tu sens i logika? Czy może jednak czegoś nie wiemy? – pyta dyrektor Piotr Wolny.   – Dla branży hotelarskiej i gastronomicznej, dla części handlu i wielu powiązanych branż ziszcza się najczarniejszy scenariusz. Nawet uruchomienie Tarczy 6.0 niczego nie zmieni – dodaje.

„Zardzewiały gwóźdź do trumny” i „Strategia na chybił-trafił”

Eksperci współpracujący z Północną Izbą Gospodarczą przyznają, że statystyki dotyczące zakażeń mogą niepokoić i europejskie rządy z różnym skutkiem robią wszystko, by ograniczyć mobilność mieszkańców. Nie da się jednak ukryć, że blokada świąt, sylwestra, ferii zimowych, to działania, które biją w gospodarkę tak silnie, że bez konkretnego wsparcia, większego niż wiosną, fala bankructw i zwolnień jest pewna.

– O ile sektor produkcji przemysłowej radzi sobie ze skutkami pandemii jako tako, o tyle sektory poddane ostatnio lockdownowi selektywnemu, w tym głównie: HoReCa, przemysł czasu wolnego, czyli branże eventowe, kultury, rozrywki, sportu, transportu, ale także handel stacjonarny przeżywają bezprecedensową zapaść. Po 9 miesiącach perturbacji związanych z koronawirusem, wielu przedstawicieli tych branż ocenia, że skończyły się już ich możliwości ratowania firm. Sytuacji nie naprawiają zapowiedzi pomocy w ramach uchwalonej już, ale nadal nieuruchomionej tarczy 6.0 – mówi prof. Aneta Zelek, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.  – Na tym tle ogłoszenie kwarantanny narodowej na 3 tygodnie to po prostu zardzewiały gwóźdź do trumny, w której już dzisiaj składamy szczątki opisywanych firm. I nie martwi mnie już dalszy spadek PKB z powodu kolejnego lockdownu, martwi mnie teraz skala bankructw w tych branżach. Przed nami bowiem potężna fala upadłości (w 2020 stopa upadłości już wzrosła o 20%) i wzrost bezrobocia. Skutki tych odbiją się na gospodarce w przyszłym roku. To bardzo kiepski start w 2021 rok, który wg prognoz miałby już przywracać polską gospodarkę na ścieżkę wzrostu. To też bardzo kiepski start w 2021 rok dla tysięcy osób i ich rodzin, funkcjonujących w zamykanych branżach – dodaje prof. Aneta Zelek.

Doradca Gospodarczy Katarzyna Michalska zwraca uwagę, że trudno jest popychać przedsiębiorców w stronę optymizmu, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to nie koniec gospodarczych problemów w Polsce i Europie: – Rozum mówił, że należy spodziewać się kolejnych obostrzeń, ale mieliśmy wszyscy nadzieje, że uda się uniknąć rozwiązań totalnych, takich jak kolejne zamykanie sklepów i branż. Rollercoaster, który zafundowano galeriom handlowym czy hotelom jest trudny do zaakceptowania i pokazuje, że strategia walki z pandemią – przynajmniej z gospodarczego punktu widzenia – jest zupełnie rozbieżna z oczekiwaniami przedsiębiorców – mówi Katarzyna Michalska. – Rozmawiam tygodniowo z dziesiątkami zdesperowanych przedsiębiorców. Zdarzają się, że toną w długach, tracą majątki, mają czarne myśli. Jak teraz mówić im, że będzie dobrze? – dodaje Katarzyna Michalska.