Niektórzy pod choinkę zamiast prezentów otrzymają wypowiedzenia

W pierwszych dniach grudnia do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom dotarło kilkadziesiąt wiadomości od osób, które otrzymały wypowiedzenia z pracy. Przełom roku sprzyja różnego rodzaju restrukturyzacją oraz działaniom optymalizacyjnym. W wielu firmach kończy się to redukcją etatów lub obniżaniem wynagrodzeń. Sprawy, które do nas trafiają przekazywane są do kancelarii prawnych z którymi współpracuje stowarzyszenie. – Najtrudniejsza sytuacja jest niezmiennie w hotelarstwie, gastronomii i handlu, ale koniec roku to czas redukcji etatów także w biurach, korporacjach czy bankach. Zgłasza się do nas mnóstwo osób, które mówi, że doskonale pracowało i nigdy nie było na nie skarg, a jednak otrzymały wypowiedzenia – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Koniec roku to czas redukcji i optymalizacji. „Grudzień to czas pogromu”

Wszystkie sprawy, które trafiają do naszego stowarzyszenia rozpatrywane są indywidualnie, ale w większości przypadków argumentacją zwolnienia jest redukcja etatów spowodowana gospodarczymi efektami pandemii koronawirusa. Sytuacja z miesiąca na miesiąc robi się coraz poważniejsza, ale grudzień jest miesiącem prawdziwego pogromu. – Wiadomości o zwolnieniach mamy więcej niż w listopadzie. Wszystko wynika z tego, że w wielu firmach umowy przedłuża się z początkiem roku, pracownicy często dostają więc do podpisania nowe umowy na gorszych warunkach lub po prostu otrzymują wypowiedzenia. Sytuacja jest poważna, bo widzimy wciąż, że pandemia nie ustępuje i nie ma mowy o tym, by niektóre branże mogły funkcjonować jak kiedyś – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska. – Pracownicy mają prawo czuć się pokrzywdzeni jeżeli po kilku czy kilkunastu latach pracy zostają zwolnieni, ale ważne jest to, czy argumentacja pracodawcy jest racjonalna. Żeby kogoś zwolnić nie wystarczy napisać mu w wypowiedzeniu: „zwalniam Cię, bo koronawirus”. Trudno jednak dyskutować z koniecznością redukcji etatów jeżeli sytuacja firmy jest rzeczywiście zła – dodaje Prezes Marczulewska. – Więcej skarg i sytuacji wymagających interwencji dotyczy np. wypisania świadectwa pracy czy wypłaty odprawy niż samego faktu zwolnienia. Pracownicy są świadomi jak trudna jest sytuacja na rynku – mówi ekspert.

Bardzo ważne jest to w jaki sposób dochodzi do redukcji etatów i rozstawania się z pracownikami. Zwalnianie ludzi w grudniu jest z punktu widzenia społecznej odpowiedzialności biznesu bardzo wątpliwe etycznie. – Niektórzy pod choinkę zamiast prezentu dostaną wypowiedzenie. To może załamać psychicznie – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Pracę tracą osoby zatrudnione w biurach. W niebezpieczeństwie także urzędnicy i pracownicy banków

W jakich branżach na koniec roku rozdanych zostanie najwięcej wypowiedzeń? Ze skarg wpływających do stowarzyszenia wynika, że dochodzi do coraz częstszych redukcji wśród handlowców, urzędników, pracowników biurowych czy pracowników banków. Tym ostatnim niebawem poświęcimy osobny komunikat. – Mam wrażenie, że w hotelarstwie i gastronomii zwolnieni zostali już wszyscy Ci, którzy mieli zostać zwolnieni. Ci, co zostali przetrwają pewnie do wiosny i wtedy okaże się czy zwolnienia dalsze będą konieczne czy już nie. Teraz pracę tracą osoby zajmujące się administracją, marketingiem, obsługą bankową, księgowi, osoby których piony są poddawane optymalizacji. Przedsiębiorcy szukają oszczędności i zdarza się, że zmniejszają ilość etatów w konkretnych segmentach swoich firm – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Wiosną pisaliśmy o częstym zjawisku pół-bezrobocia. Temat jest nadal bardzo aktualny i spotykamy się ze skargami, że na czas pandemii zredukowano w firmach etaty do trzech/czwartych  lub do połówek. Zdarzają się także sytuacje, że pracownicy tracą etaty i zatrudniani są na umowę o dzieła. Interweniowaliśmy w sprawie informatyka w jednej z dużych firm, który stracił etat, a jednocześnie zakazano mu współpracy z innymi firmami, bo mógłby „złamać tajemnice” przedsiębiorstwa. Nieetyczne jest pozbawiać kogoś etatu i wymagać wyłączności – mówi Prezes Marczulewska.

Edukacja online a RODO. Nauczyciel nie może nagrywać lekcji, jeżeli nie posiada zgody rodziców

W Polsce nie ma przepisów, które przewidują nagrywanie lekcji online przez nauczycieli. Jednak są sytuacje, w których czynność ta może być uzasadniona, np. w celu omówienia błędów. Ale nawet wtedy nie wystarczy poinformować ucznia o zamiarze rejestrowania zajęć. Wymagana jest zgoda jego rodziców lub opiekunów prawnych. Takiego materiału nie można też przechowywać bezterminowo. Nauczyciele do tego mogą wykorzystywać swoje prywatne komputery, ale powinny być one zabezpieczone. Z kolei jeśli już dojdzie do nagrywania bez odpowiedniej zgody, to w pierwszej kolejności o sprawie warto poinformować dyrektora szkoły.

Pod okiem kamery

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się pytania, czy nauczyciele mogą nagrywać prowadzone przez siebie lekcje online. Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, co podkreśla radca prawny dr Marlena Sakowska-Baryła, partner w Sakowska-Baryła, Czaplińska Kancelaria Radców Prawnych. I dodaje, że nie jest to możliwe bez spełnienia szeregu warunków z poinformowaniem uczestników lekcji i uzyskaniem zgody na nagrywanie na czele, choć generalnie prawo nie zakazuje tej czynności. Zdaniem ekspertki, na daną sytuację trzeba spojrzeć szerzej, a także zastanowić się nad celem takiego działania.

– Obecnie nie mamy przepisów, które wprost przewidywałyby możliwość nagrywania lekcji online. Jednak są wyjątkowe sytuacje, w których może to być uzasadnione, np. potrzebą udokumentowania wypowiedzi ucznia po to, by omówić z nim błędy. Może też być prośba dot. nagrania ćwiczeń w ramach zdalnego wychowania fizycznego czy symulacja ustnego egzaminu maturalnego – komentuje Piotr Drobek, radca prawny z Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Z kolie adwokat Justyna Jabłonka z Kancelarii Wyrzykowscy zwraca uwagę na czynniki związane z obowiązkiem zdalnego kształcenia. Minister edukacji narodowej wprowadzając to rozwiązanie, nie zdefiniował, za pomocą jakich narzędzi ma się ono odbywać. Decyzyjność w tej kwestii pozostawiono dyrektorom placówek. I dodaje, że w przepisach dot. zdalnej nauki nie ma także informacji na temat tego, jakim sprzętem powinni dysponować uczniowie i nauczyciele. Nie jest też określona forma komunikacji podczas lekcji online. W związku z tym nie ma podstawy do wymagania, by uczniowie posiadali kamerki umożliwiające przesyłanie obrazu podczas zdalnych zajęć.

– Gdybyśmy mieli lekcje w trybie stacjonarnym, to też nie byłoby podstawy prawnej, żeby umieścić kamerę w klasie, która mogłaby nagrywać lekcje bez żadnych dodatkowych zastrzeżeń. Warto dodać, że nawet przepisy dopuszczające prowadzenie monitoringu wizyjnego w szkołach nie pozwalają na nagrywania dźwięku. Zgodnie z nimi monitoring wizyjny nie powinien być stosowany w miejscach, gdzie się odbywają zajęcia edukacyjne – podkreśla ekspert UODO.

Najpierw cel, później zgoda

Jak wskazuje dr Sakowska-Baryła, jeśli lekcja ma być nagrywana przez nauczyciela, to muszą być spełnione określone warunki. Nie wystarczy samo poinformowanie i zgoda na dokonanie czynności. Trzeba wyraźnie wskazać jej cel. Należy też podać, jak długo nagranie będzie przechowywane i kto uzyska do niego dostęp, czy będzie rozpowszechniane itd. Jeśli uczniowie nie są osobami pełnoletnimi, to wymagana jest obligatoryjnie zgoda od ich rodziców lub opiekunów prawnych.

– Nauczyciel wykonuje swoje zadania w imieniu i na rzecz szkoły. Ona jest administratorem danych uczniów i ponosi odpowiedzialność za to, żeby wszystko było zgodne z obowiązującymi przepisami o ochronie danych osobowych. Nie tylko chodzi o RODO, ale również o przepisy prawa oświatowego – dodaje Piotr Drobek.

Na ważny aspekt zwraca też uwagę Kamil Śliwowski, trener i animator, specjalizujący się w wykorzystaniu nowych technologii i otwartych zasobów w edukacji. Utrwalanie wizerunku, np. przez nagrywanie, nie jest zakazane, nawet jeżeli osoba rejestrowana nie wyraża na to zgody. Kluczową granicą jest rozpowszechnianie wizerunku, czego bez zgody nie możemy absolutnie zrobić. Jeżeli chcemy nagrywać dzieci, potrzebujemy do tego zezwolenia ich prawnych opiekunów.

– Szkoły z reguły na początku roku zbierają zgody na przetwarzanie danych osobowych, w tym na utrwalanie wizerunku. I bywa, że niekiedy powołują się przy nagrywaniu na taką podstawę prawną, która niestety nie jest wystarczająca. Trzeba wyjaśnić, że osoba, której wizerunek jest nagrywany albo jej przedstawiciel ustawowy, ma prawo wiedzieć dokładnie, w jakim celu to się odbywa i znać wszystkie tego okoliczności. Ogólna zgoda na przetwarzanie danych osobowych po prostu nie wystarcza – wyjaśnia dr Sakowska-Baryła.

Przechowywanie nagrania

Natomiast mec. Jabłonka zwraca uwagę na wskazaną w RODO zasadę ograniczonego przechowywania. Zgodnie z nią, nie należy bezterminowo przetrzymywać nagranych lekcji. One powinny pozostać tak długo, jak są potrzebne i niezbędne dla nauczyciela. Jeżeli więc taki materiał jest konieczny do ocenienia ucznia, to należy go przechowywać do momentu wystawienia oceny.

– Zawsze przy przetwarzaniu danych osobowych mamy limit czasu na ich przechowywanie. Na uczelniach są rejestrowane zajęcia i tam spotykamy się z dwoma wariantami. Pierwszy to jest kilka czy kilkanaście dni na pobranie nagrania. Drugi to usuwanie materiału wideo np. po semestrze albo po zakończeniu roku akademickiego – informuje dr Sakowska-Baryła.

Z kolei Piotr Drobek podkreśla, że okres przechowywania nagrań jest uzależniony od celu, dla którego zostały zrobione. Nie da się tego określić w sposób abstrakcyjny. Należy to oceniać indywidualnie w odniesieniu dla celu, w którym nagrania zostały zrobione. Gdyby na przykład wskazano, że nagrania będą przechowywane do końca semestru, to ekspert miałby wątpliwości, czy aż tak długo jest to konieczne. Trzeba jeszcze raz podkreślić, że kluczowy jest cel, dla którego dane zostały zebrane.  Radca prawny z UODO również zaznacza, że na uczelniach sytuacja wygląda inaczej niż w szkołach podstawowych czy średnich.

– Przepisy z zakresu ochrony danych osobowych nie zabraniają wykorzystywania przez nauczycieli prywatnych komputerów, tabletów czy też telefonów do przetwarzania danych osobowych w związku z prowadzeniem zdalnego nauczania. Jednak urządzenia te muszą być odpowiednio zabezpieczone, także przed dostępem osób nieuprawnionych np. domowników. Nauczyciele powinni mieć świadomość, że zasady wprowadzone przez polityki ochrony danych lub inne procedury praktykowane przez szkołę obowiązują także poza jej murami – zaznacza Justyna Jabłonka.

Kogo powiadomić?

Podstawą przetwarzania danych osobowych jest zgoda wyrażona świadomie i dobrowolnie, co podkreśla Kamil Śliwowski. Mamy też prawo w dowolnym momencie ją wycofać. Ekspert podaje, że ochronę wizerunku dają nam przepisy kodeksu cywilnego o dobrach osobistych. To oznacza, że szkód za naruszenie można dochodzić na drodze sądowej.

– W przypadku nagrywania zajęć online bez wiedzy i zgody rodziców lub opiekunów prawnych, zasadnym jest powiadomienie o tym fakcie dyrektora szkoły. On powinien podjąć odpowiednie kroki. Organem zaangażowanym w ocenę takiego działania może być również kuratorium oświaty. Ponadto wizerunek jest daną osobową i podlega ochronie na zasadach zawartych w RODO. Sprawa może zostać zgłoszona do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, który oceni zasadność zgłoszenia i podejmie odpowiednie środki prawno-administracyjne – tłumaczy mec. Jabłonka.

Jak podsumowuje Piotr Drobek z UODO, pomimo skali zdalnego nauczania, od marca br. skarg związanych z naruszeniami ochrony danych osobowych było niewiele. Jak dotąd sam problem nagrywania lekcji przez nauczyciela nie pojawił się w Urzędzie. Zadawano za to pytania dot. rejestrowania zajęć przez uczniów czy ich rodziców lub opiekunów prawnych.

Prognozy 2021 dla polskiego rynku biurowego

Eksperci Colliers International przygotowali prognozy na 2021 r. W pierwszej kolejności zajęli się rynkiem biurowym[1].

Prognozy 2021 dla polskiego rynku biurowego

  1. Hybrydowy model pracy

Najbliższe kwartały będą czasem redefinicji funkcji biura, które zmieni swoją funkcję i będzie traktowane jako miejsce spotkań ze współpracownikami i kreatywnej pracy zespołowej.

– Prognozujemy, że mimo tego, iż w ciągu najbliższych lat popyt na biura może zostać zredukowany, zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe nie zniknie. Wiele firm i pracowników przekonało się bowiem, że całkowita praca zdalna nie sprzyja budowaniu kultury organizacji i relacji między pracownikami – mówi Paweł Skałba.

  1. Dostosowanie przestrzeni biurowych do nowych warunków

Bezpieczeństwo i dobre samopoczucie pracowników będą odgrywały kluczową role w kształtowaniu środowiska pracy.  Wśród zmian, które mogą nastąpić, należy wskazać ograniczenie powierzchni typu „open space” i powrót do przestrzeni gabinetowych, wzrost powierzchni przewidzianej na jedno stanowisko pracy w celu umożliwienia zachowania odpowiednich odstępów pomiędzy pracownikami, szereg zmian sanitarnych zmniejszających ryzyko zakażeń tj. częsta wymiana powietrza, dezynfekcja, bezdotykowe systemy otwierania drzwi itp.

  1. Wzrost znaczenia technologii

Pandemia przyspieszyła decyzję wielu firm w kwestii korzystania z narzędzi z zakresu proptech. Aplikacje do rezerwacji biurek i miejsc parkingowych w biurze czy coworku, zdalne viewingi, bezdotykowe systemy, aplikacje do zdalnego sterowania warunkami w biurze (temperatura, oświetlenie itp.), jak również szeroka oferta narzędzi ułatwiających pracę zdalną nie są już wartością dodaną, ale stanowią standard na rynku biurowym i nie tylko.

– W ciągu ostatnich miesięcy na rynku pojawiło się wiele nowych rozwiązań odpowiadających na aktualne potrzeby klientów, np. Office App czy Colliers Mobility Pass. Mają one na celu zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom, którzy chcą pracować z biura lub z coworku. Trend hybrydowego modelu pracy, który z pewnością przybierze na sile w 2021 roku, może spowodować jeszcze większe zapotrzebowanie na tego typu technologie – mówi Paweł Skałba.

  1. Wzrost współczynnika pustostanów

Nieuniknionym efektem wzrostu podaży oraz niższego popytu jest wzrost wskaźnika powierzchni niewynajętej.

– Budowa wielu projektów, które już zostały oddane do użytku w tym roku lub trafią na rynek w 2021, rozpoczęła się jeszcze przed pandemią. Niepewność związana ze stanem gospodarki oraz rozwojem pandemii powoduje, że część korporacji przyjęło zachowawcze podejście do planów rozwojowych i w efekcie wstrzymało procesy najmów. Trend ten może utrzymać się w kolejnym roku – mówi Olga Drela, starszy analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

  1. Korekta stawek czynszowych

Spadek popytu i wzrost ilości powierzchni niewynajętej będzie skutkować korektą w stawkach czynszowych, a konkretnie spadkiem czynszów bazowych i efektywnych. Właściciele budynków z dużym udziałem pustostanów będą zabiegać o najemców, oferując im bardzo konkurencyjne i elastyczne warunki najmu oraz rozbudowane pakiety zachęt.

[1] Szczegółowe podsumowanie wydarzeń oraz prognozy dla rynku nieruchomości komercyjnych dostępne będą w raporcie Market Isights 2021.

Polski rynek biurowy – podsumowanie 2020

Rok 2020 upłynął pod znakiem pandemii COVID-19. Jej skutki odczuły wszystkie sektory gospodarki, w tym także branża nieruchomości komercyjnych, choć nie dla wszystkich segmentów były one równie dotkliwe. Eksperci Colliers International poddali analizie mijający rok i wybrali najważniejsze wydarzenia we wszystkich sektorach nieruchomości komercyjnych, a także przygotowali prognozy na 2021 r. W pierwszej kolejności zajęli się rynkiem biurowym[1].

Najważniejsze wydarzenia 2020 na rynku biurowym

  1. Upowszechnienie pracy zdalnej

Pandemia niemal z dnia na dzień wymusiła na wielu firmach masowe przejście na pracę zdalną. Zjawisko to przyspieszyło zmiany mentalne i społeczne wśród pracodawców, którzy do tej pory obawiali się zdalnego trybu pracy. Wielu z nich przekonało się, że praca z domu, choć nie jest perfekcyjnym rozwiązaniem długoterminowym, jest efektywna. Ze względu na trwające zagrożenie epidemiologiczne większość pracowników biurowych wciąż pracuje z domu.

  1. Duża aktywność deweloperska

Mimo spowolnienia gospodarczego na rynku biurowym utrzymuje się duża aktywność deweloperska. Od początku roku w Polsce oddano do użytku ok. 600 tys. mkw., z czego 238 tys. mkw. w Warszawie w ramach 12 projektów. Największe z nich to The Warsaw Hub B i C (łącznie 89 tys. mkw.), Varso II (39,9 tys. mkw.) i Chmielna 89 (25,2 tys. mkw.).

– Dotychczasowy wynik za 2020 rok przewyższa o 47% całkowitą nową podaż zarejestrowaną w 2019 r. I to jeszcze nie koniec. Do końca roku podaż na polskim ryku biurowym może zwiększyć się o kolejne 165 tys. mkw. Co istotne, dostarczane projekty są w znacznym stopniu wynajęte – mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

  1. Renegocjacje i podnajmy

Obserwujemy znaczący wzrost udziału renegocjacji w strukturze zawieranych umów najmu. W III kwartale stanowiły one aż 48% wszystkich podpisanych umów na rynku warszawskim. W porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. jest to wzrost aż o 19 p.p. Na rynkach regionalnych największy udział renegocjacji odnotowano w Krakowie i Wrocławiu.

– Najemcy wstrzymują decyzje o relokacjach i przedłużają umowy o 3-5 lat na korzystnych warunkach w obecnych lokalizacjach. Wiele firm, szukając oszczędności, podjęło decyzję o podnajęciu części swojej powierzchni biurowej – mówi Paweł Skałba, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Colliers International.

Na koniec III kwartału w Warszawie w ramach ofert podnajmu dostępnych było 106 tys. mkw., co stanowiło prawie 2% istniejącej podaży. Wg ekspertów Colliers kolejne ponad 100 tys. mkw. jest dostępne na podnajem na rynkach regionalnych.

  1. Rekordowe transakcje

Mimo zmniejszonego popytu w 2020 r. na rynku biurowym miały miejsce rekordowe transakcje. W Warszawie, w ramach umowy typu pre-let, PZU wynajęło 46,6 tys. mkw. w budynku Generation Park Y. Największą transakcją na rynkach regionalnych była renegocjacja umowy na blisko 30 tys. mkw. w biurowcach West Gate i West Link we Wrocławiu przez firmę Nokia Siemens Network. Drugą największą umową na rynkach regionalnych była renegocjacja 20 tys. mkw. w projekcie Axis w Krakowie dla spółki ABB. Podium w regionach zamyka natomiast umowa pre-let podpisana przez Fujitsu Technology Solutions na najem 16,3 tys. mkw. w budowanym kompleksie mixed-use Fuzja w Łodzi.

  1. Aktywność na rynku inwestycyjnym

Mimo pandemii i wywołanego przez nią spowolnienia gospodarczego oraz utrudnień biznesowych, biurowy rynek inwestycyjny odnotował kilka znaczących transakcji. Zainteresowaniem inwestorów cieszyła się Warszawa i Kraków. Wśród znaczących transakcji w stolicy wymienić można: sprzedaż kompleksu Wola Center do Hines European Value Fund za 102 mln euro oraz sprzedaż budynku Spark B przez Skanska do spółki Stena Fastigheter za 70 mln euro. W Krakowie natomiast właściciela zmienił budynek High5ive II sprzedany za 125 mln euro do Credit Suisse oraz park biurowy Equal Business Park nabyty przez spółkę joint venture Apollo-Rida (30%) i Ares (70%) za 99,5 mln euro.

[1] Szczegółowe podsumowanie wydarzeń oraz prognozy dla rynku nieruchomości komercyjnych dostępne będą w raporcie Market Isights 2021.

Zarządzanie ludźmi i pracą w erze post-covidowej. Jak będzie wyglądać praca biur?

Czekając na ustąpienie epidemii menedżerowie firm zastanawiają się, jak powinna wyglądać praca biur i przedsiębiorstw w erze post-covidowej. Marcowy lockdown sprawił, że praca nad digitalizacją i cyfryzacją workforce’u, która ciągnęła się od ponad 20 lat, nagle niesamowicie przyspieszyła. Nie dało się zrobić inaczej – pracownicy musieli zacząć pracować zdalnie, a zadania musiały przenieść się do przestrzeni online. Okazało się, że praca w taki sposób jest możliwa i może być efektywna. Pojawiły się przepowiednie, że praca już na zawsze przeniesie się do przestrzeni cyfrowej – a pracownicy do swoich domowych biur. Co o tym sądzą eksperci po prawie dziewięciu miesiącach pandemii?

– Z dnia na dzień pracownicy obudzili się z nowymi kompetencjami. To bardzo miłe uczucie. Ale okazało się, że po kilku miesiącach pandemii życie online wcale nie jest takie fajne. Jest się bez przerwy przed komputerem, u siebie w domu. Jesteśmy tym już znużeni – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Obłój, profesor Akademii im. Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Warszawskiego. – Jak w związku z tym zarządzanie będzie wyglądało w przyszłości, po COVIDzie? Najprawdopodobniejsza odpowiedź jest taka, że będzie wyglądało hybrydowo. Część osób będzie pracowała offline, a część osób online – i te osoby będą się rotowały. Firmy pozbędą się problemu nudy i frustracji, gdy nauczą się rotować pracowników i będą wiedzieć, jakie zadania można, a jakich zadań nie powinno się przesuwać do sfery online. Dzisiaj nie mamy tego wyboru – ale w przyszłości nie powinno się przerzucać do internetu zadań, które wymagają społecznej interakcji. Bo ostatnia rzecz, którą odkryliśmy o pracy online – to fakt, że ona wcale nie jest efektywna. Nie przewiduję, żebyśmy przenieśli się do online – z wyjątkiem bardzo szczególnych aktywności. Do nich zaś trzeba zatrudniać ludzi, którym nie są potrzebne społeczne interakcje w pracy. Ludzie, którzy zbudowali relacje w pracy, potrzebują ich do efektywnego funkcjonowania – wskazuje Obłój.

EBC nie staje na drodze aprecjacji euro

Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami wzmocnił awaryjny program skupu aktywów, jednak nie zasygnalizował zmian w polityce stóp procentowych, tym samym nie stając na drodze dalszej aprecjacji euro. Przeszkodą nie jest też unijny budżet, który wczoraj został zatwierdzony przy zgodzie wszystkich państw członkowskich. Wstępna „sprzedaż faktów” może zdominować handel przed weekendem, ale perspektywy średnio- i długoterminowe pozostają optymistyczne dla euro, ale też i złotego.

Jedyne miejsce, w którym można mówić o pewnym zaskoczeniu we wczorajszej decyzji EBC, to zasygnalizowanie odejścia od stricte ilościowej natury skupu aktywów w stronę uzależnienia przyszłego tempa zakupów od panujących warunków finansowych. Bank nie chce już akcentować pompowania miliardów EUR na rynek finansowy i w ten sposób gwarantować swoją rolę opiekuna, ale przechodzi do roli kontrolera stanu rynków i ewentualnego ograniczania swojego wpływu, jeśli sytuacja nie będzie tego wymagać. Nie jest to od razu temperowanie ekspansji monetarnej, gdyż zwiększenie tempa skupu jest możliwe w każdej chwili, ale stwarza wrażenie, że EBC nie chce wpuszczać na rynek więcej pieniędzy niż w danym momencie potrzeba. Nie wiemy, na jakie wskaźniki EBC ma zamiar patrzeć, choć ekspansywna polityka będzie utrzymana na długo – PEPP został wczoraj przedłużony co najmniej do marca 2022 r. z przeznaczeniem dodatkowych 500 mld EUR na zakupy do łącznej wartości 1,85 bln EUR.

Kurs euro był oczywiście ważnym elementem dyskusji na posiedzeniu, jednak poza zaznaczeniem, że silne euro utrudnia pobudzenie inflacji, bank powstrzymał się od ostrzejszej interwencji. Przede wszystkim EBC nie dał sygnałów, że obniżka stóp procentowych jest aktualnie rozważana. Wygląda na to, że w ocenie banku kurs EUR/USD ani nie rośnie za szybko, ani nie sięgnął poziomów, które budziłyby duże zaniepokojenie. Zresztą EBC nie może za wiele zrobić w temacie powstrzymania aprecjacji EUR, jeśli nie chce wejść w konflikt z innymi państwami G20 w temacie wojen walutowych. Podsumowując, po wczorajszej decyzji EBC nie zostały zachwiane podstawy dla średnioterminowej aprecjacji EUR, przynajmniej do czasu, aż deprecjacja USD nie stanie się palącym problemem dla większej ilości banków centralnych.

Inną, pozytywną informacją dla euro było porozumienie państw Unii Europejskiej w kwestii budżetu, co jednocześnie oznacza zielone światło dla uruchomienia wartego 1,8 bln EUR Funduszu Naprawczego. Jakkolwiek z perspektywy EUR był to scenariusz zgodny z oczekiwaniami, to i tak jest to jeden problem mniej. Rezygnacja z weta przez Polskę i Węgry w większym stopniu sprzyja złotemu i forintowi, ale brak konieczności konstruowania specjalnego obejścia budżetu dla uruchomienia Funduszu i uniknięcie większych animozji w gronie UE stwarza korzystne tło dla długoterminowych perspektywy unijnej gospodarki, a pośrednio też euro. Wracając do złotego, wyłamanie EUR/PLN z wielotygodniowej konsolidacji 4,45-4,50 po pierwszych doniesieniach o porozumieniu pokazuje, jak bardzo ta kwestia blokowała polską walutę przed skorzystaniem z ogólnej poprawy apetytu na ryzyko na rynkach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

All in! Games rozpoczyna budowę grupy kapitałowej

Wydawca gier komputerowych All in! Games podpisał umowę inwestycyjną oraz wydawniczą z firmą Ongoing sp. z o.o*. Krakowska spółka pozyskała w niej 7,69 procent udziałów oraz wyda grę wyprodukowaną przez to studio developerskie, pod roboczym tytułem Dark Caster.

To dla nas kolejny ważny moment w rozwoju firmy, gdyż po raz pierwszy poza podpisaniem umowy wydawniczej stajemy się też udziałowcami w innej spółce. Transakcja ta jest zatem początkiem realizacji naszej strategii budowania grupy kapitałowej i strategię tę będziemy kontynuować w 2021. Wkrótce przedstawimy jej szczegóły, ale naszym celem będzie zbudowanie portfela współpracujących ze sobą spółek, w których będziemy mieć udziały. Chcemy w ten sposób zwiększyć wskaźnik ROI z inwestycji w tworzenie gier. Wierzymy, że utalentowany zespół deweloperów pod przewodnictwem Michała Selke i Sławomira Matula, stworzy znakomity produkt, który wzbudzi duże zainteresowanie wśród graczy. Bardzo podoba nam się ich wizja oraz strategia rozwoju i widzimy duży potencjał we współpracy – mówi CEO All in! Games, Piotr Żygadło

Gra pod roboczym tytułem Dark Caster jest planowana na 2022 rok, na większość platform: PC, PS4, PS5, Xbox One, Xbox Series X oraz Nintendo Switch. Jej budżet został ustalony na kwotę 3 345 180 zł (netto).

Michał Selke to Narrative & Cinematic Designer i twórca polskiego systemu RPG „Void Dancers”. To gra fabularna z gatunku science fiction thriller, która przedstawia codzienne zmagania ludzkości z biopunkową rzeczywistością XXIV wieku. Selke jest również autorem wielu artykułów i almanachów poświęconych grom RPG. Sławomir Matula to natomiast twórca VR FACTORY, firmy specjalizująceje się w tworzeniu aplikacji biznesowych, edukacyjnych oraz gier wykorzystujących technologię wirtualnej rzeczywistości.

*spółka jest w trakcie zmiany nazwy na Thirsty Skeletons

Jak pandemia zmieni sektor nieruchomości komercyjnych

W sektorze nieruchomości komercyjnych wyraźnie widać nowe kierunki inwestycji. Coraz częściej rozważane są też zmiany przeznaczenia inwestycji i konwersje budynków     

Skutki wprowadzonych obostrzeń najbardziej odczuł sektor hotelowy i handlowy. Wielkim wygranym okazał się natomiast segment magazynowy, który w miarę wzrostu rynku e-commerce staje się coraz silniejszy i atrakcyjniejszy dla inwestorów. Mimo zawirowań gospodarczych w nowej rzeczywistości bardzo dobrze radzi sobie także segment mieszkaniowy, w którym sprzedaż pozostaje na stabilnym poziomie.

Ponieważ klasyczne aktywa, przede wszystkim biurowce i obiekty handlowe, stanowią dziś spore wyzwanie inwestycyjne, coraz bardziej poszukiwane są nieruchomości alternatywne, które mogą zapewnić stabilne źródła przychodów. Inwestorzy poszukują możliwości na rynku najmu instytucjonalnego, który w Polsce dopiero się kształtuje. Obecna sytuacja może jednak w zdecydowany sposób wpłynąć na przyspieszenie rozwoju tego segmentu.

Sektor operacyjnych nieruchomości mieszkaniowych w natarciu

Na globalnym runku w pierwszych trzech kwartałach br. udział apartamentów na instytucjonalny wynajem, prywatnych akademików i domów seniora w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych wzrósł do prawie 30 proc. Wartość napływającego do sektora kapitału w ciągu ostatnich 4 lat wzrosła o 60 proc. A w ostatnich miesiącach można było obserwować spektakularne transakcje dotyczące tej grupy aktywów.

– Na naszym rynku także na znaczeniu zyskuje sektor operacyjnych nieruchomości mieszkaniowych, m.in. prywatne akademiki, domy dla studentów, budynki z mieszkaniami na wynajem, czy domy senioralne, które nawet w obecnych warunkach cechuje na ogół wysokie obłożenie. Na rynku jest kapitał gotowy do inwestycji w tym segmencie, ale podaż jest w nim w Polsce niewielka. Trudno, zarówno o gotowe budynki, jak i obiekty, umożliwiające szybką zmianę ich przeznaczenia. Jeśli chodzi o adaptacje pod taką funkcję duży potencjał ma choćby rynek hotelowy, który w ostatnich latach rozwijał się u nas w szybkim tempie – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Zmiany w sektorze hotelowym

W ostatnim latach obserwowaliśmy trend konwersji nieruchomości biurowych w hotele. Przykładem takiej transformacji może być hostel sieci a&o z 200 pokojami zlokalizowany na warszawskiej Woli, przy ulicy Kasprzaka, który powstał w miejscu, gdzie wcześniej stał ośmiopiętrowy budynek biurowy. Ponad 200 pokoi ma oferować również hotel Vienna House R.evo, którego otwarcie planowane jest w marcu przyszłego roku przy ulicy Mickiewicza w Katowicach w przebudowanym, dawnym budynku biurowym Energożelbetu. Po modernizacji, która potrwać ma do 2022 roku o funkcję hotelową wzbogaci się także Kupiec Poznański. Słynne, poznańskie centrum obok odnowionej powierzchni biurowej oraz galerii handlowej w nowym formacie zyska skrzydło hotelowe. Znaleźć ma się w nim hotel life-stylowej marki AC by Marriott oferujący ponad 150 pokoi, restauracja, bar i sale konferencyjne.

Obecnie jednak to hotele poszukują rozwiązań, które pozwoliłyby im przetrwać. – Rozważane są krótkoterminowe najmy powierzchni hotelowych pod biura, po dostosowaniu pokoi do funkcji gabinetów do czasu, kiedy sytuacja na rynku nie zmieni się. Sposobem na poprawę rentowności obiektów są też konwersje – informuje Katarzyna Tencza, Associate Director Investment&Hospitality w Walter Herz. – To moment, kiedy właściciele obiektów hotelowych powinni spojrzeć na nie z szerszej perspektywy, a w przypadku szczególne trudnej sytuacji, rozważyć możliwości konwersji. Hotele, które z racji swojego charakteru budowane są na gruntach komercyjnych można skonwertować na akademik lub dom senioralny – dodaje Katarzyna Tencza.

Przyznaje, że konwersja hotelu na akademik może być łatwiejsza, biorąc pod uwagę obecne zapotrzebowanie rynku i warunki techniczne. – Jednostki w akademiku są zwyczajowo mniejsze niż pokoje hotelowe, ale przy dobrze skonstruowanym biznesplanie konwersja może okazać się długoterminowo opłacalna. Hotele posiadają spore powierzchnie wspólne, w tym sale konferencyjne czy restauracje, które na potrzeby akademika mogą być zmieniane w pralnie, pokoje do nauki, czy przestrzeń spotkań. Pierwsze kroki w kierunku tego typu konwersji zostały już w Polsce zrobione – zaznacza Katarzyna Tencza.

Właściciele obiektów zlokalizowanych poza aglomeracjami miejskimi, ale w ich pobliżu, a także w atrakcyjnych przyrodniczo destynacjach mogą rozważyć zaś konwersję hotelu na dom seniora w formule assisted living. Podobnie, jak w przypadku akademika, powierzchnie wspólne mogą być tu wykorzystywane jako strefy aktywności dla seniorów.

Nowe budynki, coraz częściej mieszkaniowe

Zapadają też dziś coraz częściej decyzje o wyburzeniu biurowców i hoteli na rzecz inwestycji mieszkaniowych. Ostatnim przykładem może być choćby decyzja nowego właściciela hotelu Dal w gdańskim Przymorzu, który w jego miejscu zrealizuje inwestycję mieszkaniową. – Niektórzy deweloperzy mieszkaniowi rozglądają się również za ciekawymi nieruchomościami biurowymi, które mają potencjał do konwersji w nieruchomości mieszkaniowe. W miarę pojawiania się na rynku coraz nowocześniejszych budynków biurowych klasy A i relokacji najemców ze starszych biurowców, właściciele tych drugich będą szukać nowych możliwości dla swoich nieruchomości – mówi Katarzyna Tencza.

W stronę mieszkaniówki idą również najwięksi w kraju deweloperzy biurowi, jak Vastint, Echo Investment, czy Cavatina. Firma Echo Investment zapowiedziała już zwiększenie zaangażowania w sektorze mieszkaniowym. Planuje przede wszystkim duże inwestycje wielofunkcyjne z dominującą rolą mieszkań, w tym także lokali na wynajem, w których powierzchnie biurowe i handlowe stanowić będą tylko dopełnienie. Deweloper zamierza wprowadzić też nowe funkcje do największego w Polsce ośrodka biurowego na warszawskim Służewcu. W miejscu dwóch starszych obiektów biurowych wybuduje osiedle z około 1,2 tys. mieszkaniami na sprzedaż oraz budynek z mieszkaniami na wynajem, sklepy i punkty usługowe z zieloną przestrzenią wokół nich.

Wyburzanie starych budynków i realizacja na odzyskiwanych działkach obiektów o innym przeznaczeniu nie jest niczym nowym. Znacznie bardziej wymagająca, zdaniem ekspertów, jest zmiana funkcji istniejących budynków, szczególnie konwersja biurowców w budynki mieszkalne. Takie projekty realizowane były na przykład w Holandii, czy po kryzysie finansowym z 2008 roku w londyńskim City, ale jak dotąd należą do rzadkości. Powodem są wysokie koszty adaptacji, szczególnie jeśli chodzi o przebudowę węzłów wodno-kanalizacyjnych. Nie jest najłatwiejsze dostosowanie takiej nieruchomości do obowiązujących przepisów, co wiąże się z ich odbiorem. Poza tym, ograniczenie stanowią przepisy planistyczne.

Ewolucja i konwersje centrów handlowych

Centra handlowe, chcąc dostosować się do nowych warunków, mogą zaś na przykład wziąć pod uwagę zmianę struktury najemców, by znów w pełni wykorzystać możliwości obiektów. Przebudować profil z handlowego w usługowy, ponieważ tradycyjny model stricte handlowy ze względu na zmianę nawyków zakupowych staje się teraz coraz bardziej ryzykowny. W zależności od potrzeb w danej lokalizacji centra mogą na przykład przekształcać ofertę w kierunku usług medycznych, miejsca rozrywki, zabaw dla dzieci, oferty sportowej, albo pójść w stronę eko ze stałymi targami ze zdrową żywnością.

W pewnych przypadkach możliwa byłoby również konwersja centów handlowych, jak stało się to np. z Westside Pavilion w Los Angeles, gdzie obiekt zakupiony przez Google będzie przekształcony w kompleks biurowy po zakończeniu przebudowy w 2022 roku. Centrum handlowe SM Mall of Asia w Manili, jedno z największych na Filipinach przekształcone zostało natomiast w centrum medyczne, oferujące różnorodne usługi w tym zakresie.

Agencja Badań Medycznych podsumowuje rok pracy i przedstawia plany na 2021r.

Agencja Badań Medycznych w ramach konferencji pt. „Priorytety zdrowotne Polaków na 2021r. Rola Agencji w kreowaniu zmian praktyki klinicznej” podsumowała dotychczasową działalność oraz przedstawiła plany na przyszły rok. Wśród kluczowych obszarów wspieranych przez ABM w 2021 roku znajdą się m.in. choroby rzadkie, zdrowie psychiczne i terapie w chorobach cywilizacyjnych.

Powołanie Agencji Badań Medycznych jest krokiem milowym, jeżeli chodzi o budowanie innowacyjnego, publicznego systemu opieki zdrowotnej. Agencja jest w stanie zorganizować i poprawić aktywność wydatkowania środków finansowych, chociażby przez organizację całej sieci podmiotów, które będą oferowały możliwość prowadzenia badań klinicznych. Wierzę, że rok 2021 będzie rokiem wychodzenia z pandemii i mam nadzieję, że pomoże w tym plan konkursów Agencji Badań Medycznych, jakie wyznaczone są na przyszły rok. – podkreślił Minister Zdrowia Adam Niedzielski otwierając konferencję.

Pandemia koronawirusa spowodowała na całym świecie stagnację lub wręcz regres liczby komercyjnych badań klinicznych w poza covidowych obszarach. W Polsce spodziewany się raczej utrzymania danych sprzed roku, natomiast jeśli chodzi o badania niekomercyjne, patrząc na liczbę projektów sfinansowanych przez Agencje Badań Medycznych, możemy spodziewać się ich trzykrotnie więcej niż w roku ubiegłym.

Do końca 2020 roku, ABM zakontraktuje łącznie miliard złotych na realizację niekomercyjnych badań klinicznych. Dzięki środkom przekazanym już w pierwszym roku działalności Agencji możliwe jest przeprowadzenie prawie stu projektów, do których włączonych zostanie ponad 20 tysięcy pacjentów, którzy zyskają dostęp do innowacyjnych terapii. Przekazane środki pozwolą na uruchomienie badań m.in. z zakresu onkologii, kardiologii, pediatrii hematologii, czy neonatologii.

Jak podkreślał Prezes ABM dr Radosław Sierpiński – Pomimo pandemii Agencji Badań Medycznych udało się zrealizować wszystkie zakładane cele. Już w przyszłym roku pacjenci będą mogli skorzystać także z dwóch priorytetowych programów ABM tj. powstanie dziesięciu wyspecjalizowanych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych oraz wprowadzanie do Polski praktycznie niedostępnej dotąd terapii adoptywnej CAR-T.

Plany naukowe na 2021 roku

W związku z finiszem prac nad Narodowym Planem dla Chorób Rzadkich, którego zadaniem jest m.in. poprawa diagnostyki i dostępu do leczenia tych schorzeń, jak również widząc potrzebę dalszego stymulowania rozwoju polskich naukowców w tym obszarze, Agencja planuje na początku 2021 roku ogłosić konkurs na niekomercyjne badania kliniczne poświęcony wyłącznie chorobom rzadkim. Zakładany budżet konkursu wynosi 100 milionów złotych.

„Bardzo się cieszę, że w planie ABM znalazły się badania, które maja służyć poprawie diagnostyki w chorobach rzadkich. To jest niezwykle istotny problem. Oczywiście mamy świadomość, że w chorobach rzadkich nie doganiamy tempa opracowywania nowych terapii, które jest dostępne dla pacjentów z częstszymi schorzeniami, ale wyjściową kwestią jest problem diagnostyczny – podkreślała prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak podczas konferencji.

Równie wyczekiwanym przez środowisko programem jest wsparcie reformy zdrowia psychicznego. W związku z potrzebą pilnych zmian w tym zakresie, Ministerstwo Zdrowia zajmuje się obecnie wdrożeniem reformy, której celem jest stworzenie ogólnokrajowego, kompleksowego systemu zapewniającego wsparcie pacjentom doświadczającym zaburzeń psychicznych. Realizacja konkursu dedykowanego zdrowiu psychicznemu i neurologii ma na celu wzbogacenie reformy, a co za tym idzie zmiany oblicza polskiej psychiatrii.

Psychiatria to dziedzina wiele lat dyskryminowana Musimy uzupełnić system leczenia w tym obszarze o dwa brakujące elementy tj. programy zdrowotne dla problemów wymagających wyspecjalizowanych oddziałów oraz powstania ośrodków wysokospecjalistycznych Mamy dwa lata na pełne wdrożenie wnikliwie opracowanej koncepcji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, dla której konkurs realizowany przez ABM będzie stanowić uzupełnienie  i wsparcie. – podsumował Marek Balicki kierownik Biura ds. pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego przy Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Agencja Badań Medycznych pod koniec 2021 roku planuje alokować także 100 mln zł grantu w celu zwiększenia dostępności innowacyjnych rozwiązań w ochronie zdrowia dla pacjentów lub osób zagrożonych chorobami cywilizacyjnymi. Choroby cywilizacyjne, nazywane potocznie epidemią XXI wieku, odpowiadają według statystyk za 80% wszystkich zgonów na świecie. Z tego względu wsparcie obszarów terapeutycznych dotykających coraz większa grupę społeczeństwa wskazano jako priorytetowe i będzie stanowić kontynuację poprzednich edycji konkursów Agencji Badań Medycznych na realizację niekomercyjnych badań klinicznych.

Firmy chętniej sięgają po kredyty w korona-kryzysie. Ciężej o środki na własne „cztery kąty”, czyli branża pośrednictwa finansowego w III kw. 2020 r.

W III kwartaleczyli okresie bezpośrednio przed druga falą pandemii, można było zaobserwować, że Polacy zaczęli patrzeć w przyszłość z większym optymizmem i chętniej sięgali po wsparcie kredytowe. Wartość kredytów firmowych udzielonych przy wsparciu ekspertów Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) wzrosła o prawie 28% w porównaniu do II kw. 2020 r. Także w obszarze kredytów gotówkowych można zauważyć zdecydowaną poprawę nastrojów konsumenckich i chętniejsze sięganie po zewnętrzne źródło finansowania. Wartość kredytów gotówkowych zaciąganych przy wsparciu ekspertów ZFPF wzrosła w omawianym okresie aż o 44%. Jedynie w przypadku kredytów hipotecznych widać nieznaczny spadek (-1,7%). Tu bowiem proces kredytowy trwa zdecydowanie dłużej. Wrześniowy optymizm przełoży się więc prawdopodobnie na poprawę wyników dopiero w IV kwartale. Warto też dodać, że mimo trudnego okresu, pośrednicy ZFPF utrzymali wysoki udział w rynku hipotek, który w III kwartale wyniósł 51%[1].

Kredyty hipoteczne

W III kwartale 2020 r. eksperci finansowi ZFPF pośredniczyli w udzieleniu kredytów mieszkaniowych o wartości 7,07 mld zł, co stanowi spadek o 1,7% w porównaniu z poprzednim kwartałem obecnego roku. Od początku roku łączna wartość kredytów przyznanych z pomocą pośredników wynosi natomiast 22,49 mld zł. To tylko o 1,4% mniej niż przed rokiem, a przypomnijmy, że ubiegły rok był pod tym względem rekordowy.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – III kwartał przyniósł kolejny, ale nieznaczny spadek wartości kredytów hipotecznych udzielonych z pomocą ekspertów finansowych ZFPF. Pomimo trwającej pandemii i ograniczeń w przyznawaniu finansowania, wiele wskazuje jednak na to, że wartość kredytów przyznanych z w tym roku będzie tylko nieznacznie niższa niż w ubiegłym. Będzie natomiast znacznie wyższa niż 2 czy 3 lata temu. Rynek kredytów hipotecznych odczuł więc skutki pandemii w znacznie mniejszym stopniu niż ma to miejsce w przypadku kredytów gotówkowych czy tych firmowych. Wstępne dane za IV kwartał sugerują, że mimo mocnego uderzenia drugiej fali pandemii, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych może być zdecydowanie wyższa niż w III kwartale. Według NBP w październiku banki udzieliły kredytów hipotecznych na rekordowa kwotę 5,7 mld zł, co jest oczywiście efektem poprawy nastrojów jeszcze z września, czyli sprzed drugiej fali pandemii. Efekty ponownego pogorszenia nastrojów możemy natomiast zobaczyć na początku przyszłego roku. Nic nie jest jednak przesądzone, ponieważ optymizm przynoszą informacje dotyczące zbliżających się szczepień, a wraz z nimi końca pandemii.Kredyty hipoteczne

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – W III kwartale 2020 r. co prawda nie udało się poprawić wyniku sprzedaży kredytów hipotecznych z poprzedniego okresu (7,19 mld w II kw. vs 7,07 mld w III kw. 2020 r.), ale mogliśmy zaobserwować zwiększenie liczby składanych wniosków kredytowych przez konsumentów. Stopniowe eliminowanie obostrzeń kredytowych (zwiększenie maksymalnych poziomów LTV, przywrócenie kredytowania wybranych branż czy też branie pod uwagę takich form zatrudnienia potencjalnych kredytobiorców, jak własna działalność gospodarcza, umowy zlecenia, itp.), niskie stopy procentowe, okres wakacyjny i poprawiająca się w tamtym okresie sytuacja epidemiologiczna, napędzały nową sprzedaż, co dobrze rokuje dla wyników kolejnego kwartału.

Kredyty firmowe

Wartość kredytów dla firm przyznanych przy wsparciu ekspertów finansowych ZFPF w III kwartale tego roku wyniosła 421 mln zł, czyli o prawie 28% więcej niż w poprzednio analizowanym okresie. Mimo wyraźnego odbicia, wartość tego rodzaju kredytów wciąż jest jednak o 24% niższa niż przed rokiem.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – W III kwartale dało się zaobserwować większe zainteresowanie kredytami firmowymi. Jednak ten segment został zdecydowanie mocniej dotknięty pandemicznymi kłopotami niż kredyty hipoteczne. Pomimo wzrostu, wartość kredytów dla firm jest zdecydowanie niższa (-24%) niż przed rokiem. Wynik za cały rok również będzie prawdopodobnie znacznie odbiegał od tego z 2019 r. Wiele firm wstrzymuje bowiem swoje plany rozwojowe, opóźnia inwestycje do momentu, gdy pandemia zostanie opanowana na tyle, by warunki prowadzenia biznesu były bardziej sprzyjające niż obecnie. Na szczęście wiele wskazuje na to, że najgorsze mamy już za sobą i że przyszły rok przyniesie koniec pandemii i wyraźne ożywienie gospodarcze.Kredyty firmowe

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – Obostrzenia w kredytowaniu wprowadzone przez banki w II kwartale 2020 r. najmocniej uderzyły w firmy, szczególnie te, które funkcjonują w tzw. branżach zagrożonych, których korona-kryzys dotknął w największym stopniu. Odbiło się to w znaczący sposób również na wynikach sprzedaży firm wchodzących w skład ZFPF, które w II kwartale uruchomiły ponad 300 mln kredytów dla firm. Jednak III kwartał 2020 r., głównie dzięki złagodzeniu wcześniej wprowadzonych obostrzeń w kredytowaniu, okazał się zdecydowanie lepszy i zakończył się wynikiem o 28% wyższym. Firmy działające na rynku starają się jak najszybciej nadrobić straty z II kwartału i w związku z tym ich „apetyt” na kredytowanie utrzymuje się na wysokim poziomie. Jest to bardzo dobry prognostyk na kolejne miesiące.

Kredyty gotówkowe

Łączna wartość kredytów gotówkowych udzielonych z pomocą ekspertów ZFPF w III kwartale 2020 r. wyniosła ponad 444 mln zł, co oznacza wzrost wynoszący aż 44% w porównaniu do poprzedniego kwartału. W porównaniu do poziomu przed rokiem wciąż obserwujemy jednak zdecydowany spadek wynoszący aż 44%. Pożyczki gotówkowe są więc najmocniej dotkniętym segmentem rynku kredytowego.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – Pandemia Covid-19 najmocniej wpłynęła na rynek pożyczek gotówkowych. W porównaniu do poziomu sprzed roku (III kw. 2019 r.), spadek sprzedaży wynosi bowiem aż 44%. Z jednej strony, to efekt zaostrzenia przez banki kryteriów przyznawania kredytów, a z drugiej, obaw klientów przed utratą pracy, czy spadkiem dochodu. Prawdopodobnie dopiero przyszłoroczne szczepienia i ożywienie gospodarcze przyniesie wyraźną poprawę nastojów i powrót popytu na tego rodzaju finansowanie.Kredyty gotówkowe

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – Po bardzo słabym wyniku sprzedaży kredytów gotówkowych w II kwartale 2020 r., kolejne miesiące zaowocowały zdecydowaną jego poprawą. Uruchomienie ponad 444 mln kredytów gotówkowych, czyli o 44% więcej niż w poprzednio analizowanym okresie, jasno wskazuje, że najgorsze jest już chyba za nami. Świadczą o tym zarówno poprawiające się nastroje konsumentów, jak i łagodzenie przez banki polityki przyznawania finansowania, dzięki czemu większa ilość konsumentów (niż kilka miesięcy temu) ma szansę na otrzymanie kredytu gotówkowego.

[1] Dane NBP: wartość wszystkich kredytów hipotecznych udzielonych w III kwartale to 13,86 mld zł.

Telekomy budują firmowe sieci kampusowe 5G. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

0

Telekomy budują firmowe sieci kampusowe 5G. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej 1

Aktualizacja 09:06

Prace nad innowacjami z obszaru 5G przyspieszają. Służyć temu mają sieci nowej generacji budowane przez operatorów na terenie firmowego kampusu, fabryki czy portu. Pozwalają one w bezpiecznych warunkach testować i wdrażać nowe technologie bazujące na nowym standardzie łączności. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Projekt, który Orange Polska realizuje w partnerstwie z Ericssonem, to pierwsze takie wdrożenie w Polsce. Nowa sieć pozwoli inwestorom i start-upom testować innowacyjne rozwiązania m.in. w obszarze IoT, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji.

Tradycyjna, sieć kampusowa najczęściej obejmuje kilka budynków na terenie przedsiębiorstwa, łącząc w jedną wiele sieci lokalnych. Sieć kampusowa 5G/LTE to zasoby sieci komórkowej pozostające do wyłącznej dyspozycji przedsiębiorstwa w konkretnej lokalizacji.

– Sieć, którą Orange Polska zbuduje w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, będzie gotowa w 2021 roku i zapewni zasięg nie tylko w technologii 5G, ale również LTE, w dwóch budynkach o powierzchni ponad 1 tys. mkw. 10 anten działających w paśmie 3,6 GHz oraz 2100 MHz zapewni bardzo dobry zasięg, jak również wysokie prędkości transmisji danych z przepustowością około 850 Mb/s oraz niskimi opóźnieniami – mówi agencji Newseria Biznes Artur Piecha, dyrektor marketingu klientów kluczowych i korporacyjnych  w Orange Polska.

Sieci kampusowe ułatwiają bezpieczną obsługę krytycznych procesów biznesowych i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

– Nowa sieć pozwoli Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, inwestorom oraz start-upom na testowanie najbardziej innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących technologię 5G z obszarów IoT, wirtualnej rzeczywistości, VR, AR, ale również sztucznej inteligencji i komunikacji pojazdów w modelu vehicle-to-everything – wymienia Artur Piecha. – Orange zapewnia wsparcie ekspertów związane z zastosowaniem technologii 5G w przemyśle i angażuje się w rozwój start-upów. Wybrane firmy prowadzące działalność na terenie strefy otrzymają wsparcie w ramach programu Orange Fab zajmującego się testowaniem i rozwojem innowacyjnych rozwiązań. Partnerem technologicznym, który dostarczy urządzenia do budowy sieci, jest firma Ericsson.

Jak podkreśla, bezprzewodowa i niezawodna komunikacja jest w tej chwili kluczowa dla wielu branż gospodarki. Sieci kampusowe w technologii 5G odpowiadają na główne potrzeby przedsiębiorstw w tym zakresie – zapewniają bardzo wysokie przepustowości transmisji danych, niskie opóźnienia i ogromną pojemność sieci przy jednoczesnym wysokim poziomie bezpieczeństwa.

– Taka sieć jest zarządzana przez operatora, więc jej poziom bezpieczeństwa jest dokładnie taki sam jak w przypadku sieci tradycyjnej – tłumaczy ekspert Orange Polska.

Sieci kampusowe oparte na technologiach komórkowych dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy to prywatna sieć mobilna, w której zasoby sieci komórkowej są do wyłącznej dyspozycji danej firmy. Do korzystania z niej często potrzebne są dedykowane karty SIM. Taka sieć nie jest w ogóle – lub tylko częściowo – zintegrowana z siecią operatora, a dane przesyłane za jej pośrednictwem nie wychodzą na zewnątrz przedsiębiorstwa. Ten aspekt jest ważny szczególnie w przypadku fabryk, portów, kopalni czy magazynów, gdzie wymagana jest niezawodność i bezpieczeństwo.

 Drugi rodzaj to sieci kampusowe, które zapewniają zasięg technologii komórkowej 5G lub LTE w lokalizacji klienta. W tym przypadku zasoby sieci komórkowej są głównie do dyspozycji klienta, ale będzie mógł z nich korzystać także inny abonent, który znajdzie się w jej otoczeniu – wyjaśnia ekspert Orange.

Jak zaznacza, sieci kampusowe i 5G to ważny filar strategii Orange. Operator od dwóch lat prowadzi testy 5G w laboratorium i w terenie, więc od strony technologicznej jest przygotowany do budowy sieci kampusowych opartych na nowym standardzie. Takie wdrożenia przeprowadzał już w innych krajach Europy. We wrześniu br. wdrożył wewnętrzną, prywatną sieć w fabryce koncernu energetycznego Schneider Electric w Le Vaudreuil we Francji. To pierwsza fabryka w tym kraju, która testuje technologię 5G w przemyśle. Realizowany tam projekt pozwoli m.in. przetestować wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w pracy techników.

– Innym przykładem jest port w Antwerpii – drugi po Rotterdamie największy port przeładunkowy w Europie, w którym sieć kampusową 5G uruchomił belgijski oddział Orange. Do sieci 5G podłączone są tu holowniki, które przesyłają do centrum kontroli w czasie rzeczywistym dane z ruchomych kamer, radarów oraz sonarów. Dzięki sieci dostępnej na terenie całego portu możliwa jest komunikacja wideo w czasie rzeczywistym pomiędzy holownikami. Nagrania z kamer ułatwiają ustalenie przyczyn różnego rodzaju incydentów. Dodatkowo wdrożenie sieci 5G w porcie pozwoliło zwiększyć liczbę obsługiwanych statków i poprawić bezpieczeństwo podczas operacji holowniczych – mówi Artur Piecha.

Jakie warunki musi spełniać szafa na dokumenty w Twojej firmie?

Od dnia wejścia w życie nowego rozporządzenia o ochronie danych osobowych wcześniejsze metody archiwizacji dokumentów w wielu przypadkach okazały się nieaktualne. Dziś w celu zapewnienia naszym klientom i pracownikom odpowiedniego poziomu poufności musimy stosować dodatkowe, ustalone przez RODO środki bezpieczeństwa.

Jak prezentują się wspomniane zasady w przypadku różnego rodzaju przedsiębiorstw? Jaka szafa na dokumenty będzie odpowiednia w przypadku Twojej firmy?

Sprawdźmy to.

Zasady administracji danych osobowych – jak się zmieniły?

Zgodnie z obowiązującym przed wprowadzeniem RODO art. 36 Ustawy o ochronie danych osobowych, administrator danych miał zapewnić przetwarzanej przez siebie dokumentacji zabezpieczenie adekwatne do potencjalnych zagrożeń oraz kategorii danych objętych ochroną. Oznacza to tyle, że w większości przypadków to od nas zależało, jakie środki zabezpieczające zastosujemy do zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzanej przez nas dokumentacji.szafy na dokumenty

Nowe reguły bezpieczeństwa

Zasady zmieniły się 25 maja 2018 roku. Od tego dnia zasady gospodarowania danymi osobowymi są wyznaczane przez restrykcyjne, Europejskie normy. Nakazują one nawet podmiotom sektora prywatnego dokonanie stosownej analizy ryzyka, pozwalającej na przedsięwzięcie najbardziej efektywnych środków ochrony danych osobowych zawartych w swojej dokumentacji. Wiąże się to z koniecznością wyposażenia firmy w odpowiednie sejfy, szafy na dokumenty i inne artykuły, zapewniające poufność administrowanych danych.

Jakie warunki powinny spełniać tego typu elementy wyposażenia naszej firmy? Na co zwrócić uwagę przy zakupie?

Co będzie koniecznie w przypadku mojej firmy?

Absolutną podstawą dla przechowywania dokumentacji zawierającej dane osobowe w sposób zgodny z prawem jest to, aby używana przez nas szafa na dokumenty była wykonana z odpowiednio trwałych materiałów oraz zamykana na klucz. Takie zabezpieczenie ma na celu uniemożliwienie dostęp udo niej niepowołanym osobom. Dodatkowo – jeśli w grę wchodzą dane szczególnie wrażliwe, konieczne będzie wyposażenie swojej firmy w sejf, zapewniający odpowiednie zabezpieczenie tego typu dokumentacji. Szczegółowe informacje na temat niezbędnych środków bezpieczeństwa uzyskamy po przeprowadzeniu stosownej analizy ryzyka.

Jak długo archiwizować dokumenty?

Jeżeli dokumentacja dotyczy pracowników naszej firmy, przechowywane w ten sposób dane powinny przebywać w archiwum przez okres 10 lat. Po upływie tego czasu mamy obowiązek ich utylizacji przy użyciu niszczarki do papieru. Żeby jednak dokumenty mogły spoczywać w naszym archiwum bezpiecznie przez tak długi okres czasu, warto zadbać o to, aby nasza szafa na dokumenty była wykonana z trwałych materiałów, zapobiegających powstawaniu wilgoci i innych niekorzystnych dla naszej dokumentacji czynników zewnętrznych.

Zabezpieczenie dokumentacji w formie elektronicznej

Ataki hakerskie to obecnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa danych osobowych naszych klientów i pracowników. Pamiętajmy, że to na administratorze danych spoczywa obowiązek ich odpowiedniego zabezpieczenia i to on będzie ponosił konsekwencje wszelkich uchybień w tej materii. Wobec tego warto zadbać również o wyposażenie się w akcesoria takie jak szafa na dokumenty w formie cyfrowej – w której moglibyśmy przechowywać nośniki CD w bezpiecznych warunkach. Dodatkowo koniecznie zadbajmy o zabezpieczenie naszych cyfrowych baz danych za pomocą odpowiedniego oprogramowania, takiego jak najnowsze wersje programów antywirusowych czy specjalistycznych programów, mających za zadanie ochronę tego typu informacji.

EBC przeznaczy dodatkowe 500 mld euro na wparcie gospodarki i będzie obserwował kurs euro

Dodatkowe 500 mld euro – o tyle EBC zwiększy pandemiczny program wsparcia gospodarki. Kurs euro pod obserwacją.

Podczas czwartkowego posiedzenia  Europejski Bank Centralny podjął kolejne działania w celu ochrony gospodarki strefy euro przed ryzykami, jakie generuje pandemia COVID-19.

EBC po raz kolejny zwiększył nadzwyczajny program zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP) uruchomiony w marcu br., na początku kryzysu. Zgodnie z tym czego spodziewaliśmy się zarówno my, jak i rynek, program został rozszerzony o dodatkowe 500 mld euro, w konsekwencji czego pula środków w jego ramach zwiększyła się do 1,85 bln euro. Program został też wydłużony o dodatkowe dziewięć miesięcy i będzie funkcjonował co najmniej do końca marca 2022 roku. To nieco dłużej, niż oczekiwaliśmy. Oznacza to jednocześnie, że przeciętne tempo zakupów prawdopodobnie będzie nieco niższe, niż zakładaliśmy. Bank ogłosił też m.in. wydłużenie czasu trwania wyjątkowo korzystnych warunków dla operacji TLTRO – specjalnych pożyczek dla banków – o rok.

Pierwsza reakcja pary EUR/USD na posiedzenie była bardzo ograniczona. Rozszerzenie programu PEPP na podobnych warunkach było bowiem oczekiwane przez rynek. Inwestorów bardziej zainteresowały komentarze prezes Lagarde dotyczące stanu gospodarki i zaktualizowane projekcje ekonomiczne banku. EBC obecnie oczekuje, że gospodarka krajów strefy euro skurczy się, jednak co ciekawe, prognoza na 2020 rok została podniesiona do -7,3% z -8% zakładanych we wrześniu. Zgodnie z oczekiwaniami banku centralnego, gospodarka ma wrócić na ścieżkę wzrostu w 2021 roku, jednak prognozowane tempo wzrostu ma wynieść 3,9%, a nie 5%, jak oczekiwano we wrześniu. Bardziej dynamiczny wzrost ma nadejść za to w 2022 roku (Wykres 1). Presja cenowa pozostaje „ograniczona”, a inflacja, zgodnie ze słowami Lagarde, „rozczarowująco niska”. Inflacja ma pozostać ujemna do początku 2021 roku, a następnie rosnąć.

Wykres 1: Projekcje EBC dot. PKB strefy euro [grudzień 2020]

Projekcje EBC dot. PKB strefy euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 10/12/2020

Naszym zdaniem najistotniejszą kwestią, która pojawiła się w trakcie czwartkowej konferencji prasowej, były komentarze Lagarde dotyczące kursu walutowego. Zgodnie z jej słowami, EBC będzie „nadal bardzo uważnie obserwował [kurs walutowy] w przyszłości”. Prezes EBC stwierdziła również, że aprecjacja waluty odgrywa istotną rolę w wywieraniu negatywnego wpływu na ceny. Jest to lekka zmiana tonu od czasu wrześniowego posiedzenia, w trakcie którego oficjele byli zgodni co do tego, że nie ma potrzeby przesadnej reakcji na ostatnie wzrosty euro. Od początku roku waluta umocniła się o ok. 7% w relacji do koszyka walut głównych partnerów handlowych, co ogranicza wzrost gospodarczy i negatywnie wpływa na inflację.

Chociaż nasza długoterminowa ocena perspektyw euro jest pozytywna, to sądzimy, że niechęć banku centralnego do silniejszej waluty połączona z możliwym gwałtownym spadkiem aktywności gospodarczej w czwartym kwartale br. może wywołać niewielką krótkoterminową korektę kursu EUR/USD. Inwestorzy jednak skupili się na braku silniejszego odniesienia do siły euro, a kurs głównej pary po konferencji prasowej wzrósł (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs EUR/USD (09/12/20 – 10/12/20)

Kurs EUR USD
Źródło: Refinitiv Data: 10/12/2020

Pozostajemy optymistycznie nastawieni względem perspektyw gospodarki strefy euro w 2021 roku. Uważamy, że wdrożone przez władze duże pakiety stymulacyjne – zarówno fiskalne, jak i monetarne – powinny umożliwić gospodarce silne odbicie po zniesieniu ostatniej rundy pandemicznych ograniczeń. Powrót wirusa, nadal istotne ryzyko dla globalnej gospodarki, jakie stwarza pandemia, a także gołębia retoryka Christine Lagarde podczas ostatniej konferencji prasowej pozwalają jednak sądzić, że polityka EBC w przyszłym roku pozostanie bardzo akomodacyjna.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

PHN z sukcesem zakończył emisję obligacji o łącznej wartości 325 mln

Polski Holding Nieruchomości S.A. przeprowadził kolejną emisję 4-letnich obligacji o łącznej wartości 325 mln PLN. Środki z emisji spółka przeznaczy na ambitny program inwestycyjny.

Emisja obligacji została przeprowadzona w ramach ustanowionego w ubiegłym roku siedmioletniego programu o łącznej wartości nominalnej do 1 mld PLN. W 2019 r. PHN przeprowadził pierwszą emisję 4-letnich obligacji o łącznej wartości 160 mln PLN.

Tegoroczna emisja spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów, co pozwoliło na sprzedaż całej zaplanowanej transzy obligacji i uzyskanie korzystnej marży.

Bardzo nas cieszy, że nasza kolejna emisja spotkała się z tak przychylnym przyjęciem ze strony inwestorów, co jest dla nas potwierdzeniem, że idziemy właściwą drogą, a nasza spółka oraz jej program inwestycyjny jest wysoko oceniany nawet w tak trudnych czasach pandemii – powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Na korzystnych warunkach pozyskaliśmy finansowanie na realizację naszego ambitnego programu inwestycyjnego. Spółka ma silne fundamenty, które pozwalają na dalszy dynamiczny wzrost. Środki z emisji chcemy przeznaczyć na finansowanie naszych kluczowych inwestycji komercyjnych jak budynki biurowe SKYSAWA i Intraco Prime w Warszawie czy także szybko rosnący segment mieszkaniowy – dodał  Marcin Mazurek.

Banki obsługujące program emisji obligacji to PKO Bank Polski S.A., Bank Pekao S.A., BNP Paribas Bank Polska S.A. oraz Santander Bank Polska S.A.

Obligacje serii B, każda o wartości nominalnej wynoszącej 1.000 PLN, są obligacjami niezabezpieczonymi, z terminem wykupu przypadającym w grudniu 2024 r. Są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej równej stawce WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 2,95 proc.

Zarządzanie ryzykiem w firmie 2020 i co nas czeka w 2021 r.

  • Pandemia podkreśliła rolę zarządzania ryzykiem w biznesie i znaczenie ubezpieczeń, które powinny być traktowane jako produkt pierwszej potrzeby.
  • Uwaga przedsiębiorców skupiła się na zabezpieczeniu od skutków przerw w działalności, OC kadry zarządzającej oraz ochronie zdrowia i życia pracowników.
  • W przyszłym roku należy spodziewać się usztywnienia zasad oferowania ubezpieczeń i wzrostu cen polis majątkowych.

Pandemia i wynikające z niej ograniczenia w funkcjonowaniu przedsiębiorstw, jak żadne inne zdarzenie z ostatnich lat dały się we znaki przedsiębiorcom. Ponadto dobitnie pokazała przedstawicielom kadry zarządzającej firm, jak istotnym elementem biznesu jest zarządzanie ryzykiem. Kto był odpowiednio przygotowany, ten ucierpiał mniej. Jak wyglądał 2020 r. z perspektywy ekspertów od zarządzania ryzykiem, czyli brokerów ubezpieczeniowych i co nas czeka w przyszłym?

To czy i w jaki sposób firma analizuje zachodzące wokół niej zdarzenia oraz reaguje na nie, było i jest podstawą przetrwania trudnych sytuacji. Ważnym elementem są także ubezpieczenia, które często wręcz decydują o przezwyciężeniu i przetrwaniu kryzysu. W związku z tym w 2020 r. wzrosło przede wszystkim zainteresowanie ubezpieczeniami od przerw w działalności, OC menedżerów, cyberpolisami, a także ochroną zdrowia i życia pracowników. Ten rok pokazał też jasno, że ubezpieczenia są produktem pierwszej potrzeby i nie wolno ich rozpatrywać wyłącznie w kategorii kosztów. Uwypuklił również rolę brokerów jako opiekunów ubezpieczeniowych firm. Najczęściej byliśmy pierwszymi doradcami, z którymi kontaktowali się przedsiębiorcy, szukając wsparcia w tych trudnych chwilach – wskazuje Łukasz Zoń, Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

Oto jak przedsiębiorcy podchodzili do poszczególnych ryzyk i które ubezpieczenia cieszyły się największym zainteresowaniem.

Ryzyka materialne: all risks i przerwy w działalności

Mimo że pandemia przez większość roku była na pierwszym miejscu na liście zmartwień firm, to inne zagrożenia nie zniknęły. Warto pamiętać, że z powodu zawieszenia czy ograniczania działalności ryzyko szkód fizycznych wcale nie maleje. Czasem wręcz rośnie. Pandemia nie miała też wpływu na zmniejszenie liczby gwałtownych zjawisk atmosferycznych. Przedsiębiorcy zdają sobie z tego sprawę, a wzrost świadomości co do ochrony obrazuje sukcesywnie wzrastająca liczba zawieranych ubezpieczeń mienia. Na koniec tylko I półrocza, według danych KNF, liczba aktywnych polis majątkowych była o 6% większa niż rok wcześniej. Warto też zauważyć, że podchodzą do ich wyboru z większą niż wcześniej rozwagą. Z obserwacji Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, wynika, że rośnie zainteresowanie tzw. ubezpieczeniami od wszystkich ryzyk (all risks), które gwarantują ochronę przed szerszym zakresem zdarzeń niż „klasyczne” polisy od ryzyk nazwanych. Wielu przedsiębiorców zdaje sobie też sprawę, że ubezpieczenie może okazać się podstawą odbudowy potencjału firmy. Interesują się więc innym ważnym ubezpieczeniem – od przerw w działalności.

Od strat wynikających z ograniczeń w życiu społeczno-gospodarczym dziś praktycznie nie można się ubezpieczyć. Jednak od awarii wynikających z „zastania” sprzętów z powodu zawieszania działalności i skutków finansowych spowodowanego przez nie kolejnego przestoju już tak. Takie podejście przedsiębiorców świadczy, że coraz bardziej świadomie korzystają z ubezpieczeń w zarządzaniu ryzykiem – dodaje Łukasz Zoń.

Zagrożenie niematerialne: D&O i cyberpolisy

W 2020 r. uwaga przedsiębiorców skupiła się również na zabezpieczeniu się od skutków błędnych decyzji zarządczych oraz zagrożeń cybernetycznych. Efektem tego był wzrost zainteresowania ubezpieczeniami OC kadry zarządzającej (D&O) oraz cyberpolisami. W pierwszym przypadku było to bezpośrednio związane z pandemią – niepewność sytuacji gospodarczej, dynamicznie zmieniające się ograniczenia, a także nowe przepisy zwiększyły ryzyko popełnienia błędu, który może wpłynąć na sytuację finansową firmy. Z kolei wzrost zainteresowania cyberochroną wynika przede wszystkim z systematycznie rosnącej częstotliwości ataków i faktu, że praktycznie nie ma już firmy, która by nie była nigdy zaatakowana. Masowa praca zdalna z powodu pandemii tylko wzmocniła ten trend i dała hakerom nowy „pretekst” do ataku, który chętnie wykorzystali z uwagi na słabsze zabezpieczenia sieci domowych.

Dbałość o pracowników: ochrona zdrowia i życia

Zagrożenie koronawirusem SARS-CoV-2 spowodowało, że pracodawcy, a także pracownicy zaczęli więcej uwagi poświęcać zabezpieczeniu życia i zdrowia. W związku z tym grupowe ubezpieczenia na zdrowie i życie wysunęły się na czoło najbardziej pożądanych benefitów pracowniczych. Część towarzystw ubezpieczeniowych zaczęła też oferować dodatkowe zakresy ochrony, tworzone specjalnie z myślą o skutkach pandemii.

Czego się spodziewać w 2021 r.?

Wszystkie obserwowane w tym roku trendy powinny dalej rozwijać się w przyszłym roku. Utrzymania zainteresowania ochroną można się spodziewać więc w kwestii cyberochrony, błędnych decyzji zarządczych i przerw w działalności. W odniesieniu do tych ostatnich największym wyzwaniem stojącym przed rynkiem ubezpieczeń będzie wypracowanie rozwiązań umożliwiających zakup ochrony przed niematerialnymi skutkami takich zjawisk jak obecna pandemia. Tegoroczne zdarzenia odbiją się także na przyszłorocznych cenach poszczególnych ubezpieczeń.

Praktycznie w każdym z wymienionych obszarów możemy spodziewać się wzrostu cen. Ubezpieczenia majątkowe podrożeją przede wszystkim dla tych branż, w których pandemia spowodowała wzrost odszkodowań. Z podobnych przyczyn wzrosną też składki ubezpieczeń D&O. Już teraz w USA i na Zachodzie podrożały one o kilkadziesiąt procent w porównaniu z początkiem roku. Ta fala nie ominie polskich ubezpieczycieli. Trzeba też się spodziewać usztywnienia ubezpieczycieli w kwestii oferowania ochrony – prognozuje Łukasz Zoń.

Efektem większej ostrożności towarzystw ubezpieczeń w ocenie ryzyka może być przetasowanie listy firm, które mają ograniczony dostęp do ubezpieczeń. Do ich grona mogą dołączyć takie sektory jak szeroko pojęta branża turystyczna czy eventowa. W ich przypadku najbardziej ograniczona zostanie zapewne ochrona od ryzyk niematerialnych.

Źródło: Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

Możliwości szybkiego przemieszczania się mocno przyspieszyły roznoszenie koronawirusa. Pandemia wymusi zmiany organizacyjne w lotnictwie

Pandemia COVID-19 pokazała, że lotnictwo może przyspieszyć roznoszenie się różnych chorób, bo podróże między kontynentami są możliwe w ciągu kilku godzin. – To wymusi duże zmiany organizacyjne w pracy lotnisk i przewoźników dotyczące zarządzania bezpieczeństwem – ocenia prof. Cezary Galiński z Politechniki Warszawskiej. Kwestie bezpieczeństwa będą też kluczowe przy wprowadzaniu nowych technologii do lotnictwa, takich jak loty autonomiczne.

– Lotnictwo „zmniejszyło” Ziemię i spowodowało, że podróże, które dawniej trwały wiele miesięcy, w tej chwili realizuje się w ciągu kilku godzin. W związku z tym roznoszenie się chorób jest zdecydowanie prostsze niż kilkaset lat temu. Dlatego wydaje się, że potrzebne są duże zmiany w organizacji lotnisk i instytucji zajmujących się transportem ludzi. Prawdopodobnie dojdzie do zmian przepisów, zmian organizacyjnych, które będą utrudniały roznoszenie się chorób – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. inż. Cezary Galiński, kierownik Zakładu Samolotów i Śmigłowców na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa na Politechnice Warszawskiej.

To z tego powodu jedną z pierwszych decyzji po wybuchu pandemii były właśnie ograniczenia w podróżach. Do dziś – zgodnie z obowiązującym od 9 grudnia do 31 grudnia rozporządzeniem – z Polski zakazane są loty do Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Gruzji, Jordanii, Armenii, Kosowa, Macedonii Północnej, Serbii i USA (z wyjątkiem kilku lotnisk). Ograniczenia w podróżach lotniczych dotknęły przewoźników i lotniska na całym świecie, powodując ich gigantyczne straty.

Dlatego już na początku roku podjęto starania, by uczynić przemieszczanie się bardziej bezpiecznym. W końcowej fazie produkcji znajduje się aplikacja IATA Travel Pass, która ma zapewnić bezpieczny przepływ informacji na temat stanu zdrowia podróżnych, wyników ich testów, choroby czy szczepienia przeciwko SARS-CoV-2. Inną inicjatywą jest cyfrowy projekt paszportu epidemiologicznego Common Trust Network, który ma umożliwić bezpieczne podróże międzynarodowe i zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa.

– Zmiany, które muszą wprowadzić firmy lotnicze, będą przede wszystkim dotyczyły systemu zarządzania bezpieczeństwem, który jest podstawą działalności przemysłu lotniczego. Może nie będą to zmiany czysto w technologii, natomiast na pewno będą zmiany w organizacji transportu – przekonuje ekspert z Politechniki Warszawskiej.

Kwestia bezpieczeństwa pozostaje także podstawą przy pracach nad innowacjami w lotnictwie. Obecnie jest ono najbezpieczniejszą formą transportu. Dane Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) wskazują, że łącznie w latach 2015–2019 na terytorium UE odnotowano 198 ofiar śmiertelnych w wypadkach w zarobkowym transporcie lotniczym i 777 ofiar śmiertelnych w wypadkach z udziałem statków powietrznych zarejestrowanych w Unii.

– Ruch lotniczy dynamicznie rośnie. Gdyby poziom bezpieczeństwa był stały, to mielibyśmy wypadek lotniczy co tydzień. Zmiana w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa to podstawa tego, co się dzieje w lotnictwie. To samo dotyczy systemów bezzałogowych. Jeżeli uda się osiągnąć większy poziom niezawodności niż obecnie, będą dopuszczane przez nadzory lotnicze do eksploatacji. Jeżeli się nie da tego bezpieczeństwa podwyższyć, to nie będzie takiej zgody. Trochę to potrwa, ale idziemy w dobrym kierunku – podkreśla prof. Cezary Galiński.

Taki sam warunek stawiany jest w rozwoju autonomicznych lotów załogowych. Zaawansowana technologia i uczenie maszynowe umożliwiają szybki postęp w rozwoju technologii autonomicznych w samolotach. W nadchodzących latach może to pomóc branży lotniczej złagodzić niedobory pilotów i sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu pasażerów. Według szacunków Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) sprzed pandemii ruch lotniczy do 2037 roku ma się podwoić. Będzie to wymagało ok. 37 tys. nowych samolotów oraz ponad pół miliona nowych pilotów. Teoretycznie technologia pozwala już na loty zarządzane z ziemi, zdaniem eksperta problemem jest jednak brak pełnego do nich zaufania.

– Nawet nie dlatego, że te systemy są zawodne, ale programiści jeszcze nie są w stanie wyobrazić sobie wszystkich możliwych sytuacji. Skrajny przypadek był taki, że jeden z samolotów pasażerskich rozbił się dlatego, że w czujniku prędkości osa zrobiła sobie gniazdo. To wystarczyło, żeby cały system sterowania samolotem zaczął działać w sposób nieprawidłowy. A wyobrażenie sobie wszystkich możliwych scenariuszy, które mogą się zdarzyć, jest po prostu bardzo trudne. Stąd wymaganie, żeby na pokładzie tego samolotu byli piloci, którzy myślą w sposób niezależny i w trudnych sytuacjach są w stanie uratować samolot i pasażerów – tłumaczy ekspert z Politechniki Warszawskiej. – Raczej to będą loty automatyczne, czyli ktoś będzie programował taki samolot na wykonanie odpowiedniej usługi transportowej i będzie go cały czas nadzorował.

Niedawno głośno było o powrocie naddźwiękowych samolotów. Amerykański start-up Boom Supersonic zaprezentował XB-1, pierwszy od czasów Concorde’a prototyp pasażerskiego samolotu naddźwiękowego. Overture, bo tak ma się nazywać, pojawi się na niebie, jeśli zaplanowane na 2021 rok loty testowe wypadną pomyślnie. Według zapowiedzi na pokład będzie mógł zabrać do 100 pasażerów i latać trzykrotnie szybciej od zwykłych samolotów pasażerskich, z prędkością ok. 2,7 tys. km/h. Tym samym podróż z Londynu do Nowego Jorku trwałaby zaledwie trzy godziny zamiast ośmiu.

 To niemalże podróż w czasie. Startujemy wieczorem, lądujemy rano tego samego dnia, ale jest to dosyć trudne do zniesienia dla organizmu człowieka ze względu na zjawisko jetlagu. Dla biznesmenów, którzy muszą bardzo szybko przemieszczać się pomiędzy np. ośrodkami finansowymi, byłoby to dobre rozwiązanie. Z tego względu podejrzewam, że bardziej prawdopodobne jest w tej chwili pojawienie się naddźwiękowych samolotów dyspozycyjnych, a nie dużych pasażerskich – ocenia prof. Cezary Galiński. – Niektórzy myślą nawet o takich obiektach, które byłyby w stanie przelecieć z Londynu do Sydney w ciągu trzech godzin. To już nie byłby samolot naddźwiękowy, tylko hiperdźwiękowy, który pokonywałby tę trasę częściowo poza atmosferą. Ale myślę, że ta perspektywa jest jeszcze bardzo odległa.

Coraz więcej osób sięga po ustawowe wakacje kredytowe. Zawieszonych jest ponad 8 tys. zobowiązań

Konsumenci wciąż mogą skorzystać z ustawowych wakacji kredytowych. Na koniec listopada zawieszonych było 8,3 tys. zobowiązań klientów indywidualnych na kwotę ponad 900 mln zł. To duży skok w porównaniu do końca października, jednak to rozwiązanie ustawowe, mimo że nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi opłatami dla kredytobiorców, jest znacznie mniej popularne niż oferowane od wiosny do końca września bankowe wakacje kredytowe.

Obecnie wakacje kredytowe są zdecydowanie mniej popularne niż w pierwszym okresie pandemii. Wiosną bardzo wielu kredytobiorców z nich skorzystało, natomiast na dzisiaj jest to liczba nieporównywalnie mniejsza w porównaniu z okresem pierwszej fali pandemii – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kinga Burcan, doradca kredytowy Trinity Finance.

Możliwość zawieszenia rat kapitałowych lub kapitałowo-odsetkowych banki wprowadziły jeszcze wiosną, zaraz po wybuchu pandemii. W maju Biuro Informacji Kredytowej informowało, że z ich oferty korzystały na masową skalę zarówno osoby prywatne, jak i przedsiębiorcy. Na 25 maja kwota odroczonych lub zawieszonych zobowiązań klientów indywidualnych w bazie BIK wynosiła 57,3 mld zł (8,3 proc. wartości całego portfela kredytów i pożyczek stanowiącego 688,5 mld zł) oraz 18,7 mld zł w przypadku mikroprzedsiębiorców (26 proc. wartości portfela równego 71,8 mld zł). Do końca września, kiedy kończyła się możliwość skorzystania z tej oferty, banki zaraportowały do BIK ponad milion zawieszeń spłat kredytów.

Pod koniec czerwca br. w regulacjach antycovidowych zostały wprowadzone tzw. ustawowe wakacje kredytowe. Zgodnie z informacjami Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w ramach ustawowych wakacji kredytowych można zawiesić wykonywanie umowy jednego kredytu konsumenckiego (w tym pożyczki), jednego hipotecznego i jednego kredytu w rozumieniu art. 69 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe. Warunkiem jest zawarcie umowy kredytowej przed 13 marca 2020 roku, jeśli termin zakończenia okresu kredytowania przypada po upływie sześciu miesięcy. Kredyt można zawiesić maksymalnie na trzy miesiące, ale wybór okresu wakacji kredytowych należy do kredytobiorcy. W okresie ustawowych wakacji kredytowych bank nie może naliczać odsetek ani pobierać żadnych innych opłat, z wyjątkiem składek za umowy ubezpieczenia powiązane z kredytem. To różni tę ofertę od możliwości, którą wprowadziły banki.

Z ustawowych wakacji kredytowych zazwyczaj korzystają klienci, którzy posiadają zobowiązania hipoteczne. Oczywiście zdarzają się również konsumpcyjne. W takim przypadku klient musi uargumentować, z jakiego powodu chciałby uzyskać takie wakacje. O ustawowe wakacje kredytowe mogą ubiegać się zarówno klienci indywidualni, jak i firmy bez dodatkowej weryfikacji dokumentacji finansowej przez banki – uściśla Kinga Burcan.

To rozwiązanie nie jest jednak tak popularne jak oferta bankowa. Do połowy października skorzystało z niego nieco ponad 3,2 tys. podmiotów, a jego łączna wartość przekroczyła 350 mln zł. Teraz zawieszeń jest znacznie więcej – jak podaje Bankier.pl na podstawie danych BIK, na koniec listopada było ich 8,3 tys. na kwotę 902 mln zł. UOKiK podkreśla, że nawet jeśli bank wcześniej udzielił zawieszenia spłaty kredytu na warunkach komercyjnych, kredytobiorca ma prawo zwrócić się o udzielenie ustawowych wakacji kredytowych. Kiedy taki wniosek wpłynie od klienta, bank ma obowiązek przerwać trwające wakacje komercyjne. Warunkiem jest utrata po 13 marca 2020 roku pracy lub innego głównego źródła dochodu i poinformowanie o tym banku we wniosku.

Zazwyczaj zawieszenie spłaty dotyczy tylko raty kapitałowej kredytu. Oczywiście wiadomo, że kredytobiorca będzie musiał uregulować wszystkie zobowiązania, zarówno kapitał, jak i zaległe odsetki, których nie zapłacił. Natomiast jeżeli nie mamy innego wyboru, to lepiej zawiesić spłatę zobowiązania, niż mieć zaległości wobec banku – dodaje doradca kredytowy Trinity Finance.

Telekomy budują prywatne 5G w firmach. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

Prace nad innowacjami z obszaru 5G przyspieszają. Służyć temu mają prywatne sieci nowej generacji budowane przez operatorów na terenie firmowego kampusu, fabryki czy portu. Pozwalają one w bezpiecznych warunkach testować i wdrażać nowe technologie bazujące na nowym standardzie łączności. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Projekt, który Orange Polska realizuje w partnerstwie z Ericssonem, to jedno z pierwszych takich wdrożeń w Polsce. Nowa sieć pozwoli inwestorom i start-upom testować innowacyjne rozwiązania m.in. w obszarze IoT, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji.

Tradycyjna, prywatna sieć kampusowa najczęściej obejmuje kilka budynków na terenie przedsiębiorstwa, łącząc w jedną wiele sieci lokalnych. Sieć kampusowa 5G/LTE to zasoby sieci komórkowej pozostające do wyłącznej dyspozycji przedsiębiorstwa w konkretnej lokalizacji.

– Sieć, którą Orange Polska zbuduje w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, będzie gotowa w 2021 roku i zapewni zasięg nie tylko w technologii 5G, ale również LTE, w dwóch budynkach o powierzchni ponad 1 tys. mkw. 10 anten działających w paśmie 3,6 GHz oraz 2100 MHz zapewni bardzo dobry zasięg, jak również wysokie prędkości transmisji danych z przepustowością około 850 Mb/s oraz niskimi opóźnieniami – mówi agencji Newseria Biznes Artur Piecha, dyrektor marketingu klientów korporacyjnych i kluczowych w Orange Polska.

Sieci kampusowe ułatwiają bezpieczną obsługę krytycznych procesów biznesowych i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Nowa sieć pozwoli Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, inwestorom oraz start-upom na testowanie najbardziej innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących technologię 5G z obszarów IoT, wirtualnej rzeczywistości, VR, AR, ale również sztucznej inteligencji i komunikacji pojazdów w modelu vehicle-to-everything – wymienia Artur Piecha. – Orange zapewnia wsparcie ekspertów związane z zastosowaniem technologii 5G w przemyśle i angażuje się w rozwój start-upów. Wybrane firmy prowadzące działalność na terenie strefy otrzymają wsparcie w ramach programu Orange Fab zajmującego się testowaniem i rozwojem innowacyjnych rozwiązań. Partnerem, który wspiera tę budowę i sieć, jest firma Ericsson.

Jak podkreśla, bezprzewodowa i niezawodna komunikacja jest w tej chwili kluczowa dla wielu branż gospodarki. Sieci kampusowe w technologii 5G odpowiadają na główne potrzeby przedsiębiorstw w tym zakresie – zapewniają bardzo wysokie przepustowości transmisji danych, niskie opóźnienia i ogromną pojemność sieci przy jednoczesnym wysokim poziomie bezpieczeństwa.

– Taka sieć jest zarządzana przez operatora, więc jej poziom bezpieczeństwa jest dokładnie taki sam jak w przypadku sieci tradycyjnej. Natomiast dodatkowo w przypadku sieci kampusowych cały ruch jest zamknięty u klienta. To oznacza, że dane, które są przesyłane z różnego rodzaju czujników, urządzeń czy kamer, nie opuszczają terenu fabryki lub przedsiębiorstwa. Pozostają u klienta i to on nimi dysponuje, a nie firmy trzecie – tłumaczy ekspert Orange Polska.

Sieci kampusowe oparte na technologiach komórkowych dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy to prywatna sieć mobilna, w której zasoby sieci komórkowej są do wyłącznej dyspozycji danej firmy. Do korzystania z niej często potrzebne są dedykowane karty SIM. Taka sieć nie jest w ogóle – lub tylko częściowo – zintegrowana z siecią operatora, a dane przesyłane za jej pośrednictwem nie wychodzą na zewnątrz przedsiębiorstwa. Ten aspekt jest ważny szczególnie w przypadku fabryk, portów, kopalni czy magazynów, gdzie wymagana jest niezawodność i bezpieczeństwo.

– Drugi rodzaj to prywatne sieci kampusowe, które zapewniają zasięg technologii komórkowej 5G lub LTE w lokalizacji klienta. W tym przypadku zasoby sieci komórkowej są głównie do dyspozycji klienta, ale będzie mógł z nich korzystać także inny abonent, który znajdzie się w jej otoczeniu – wyjaśnia ekspert Orange.

Jak zaznacza, sieci kampusowe i 5G to ważny filar strategii Orange. Operator od dwóch lat prowadzi testy 5G w laboratorium i w terenie, więc od strony technologicznej jest przygotowany do budowy sieci kampusowych opartych na nowym standardzie. Takie wdrożenia przeprowadzał już w innych krajach Europy. We wrześniu br. wdrożył wewnętrzną, prywatną sieć w fabryce koncernu energetycznego Schneider Electric w Le Vaudreuil we Francji. To pierwsza fabryka w tym kraju, która testuje technologię 5G w przemyśle. Realizowany tam projekt pozwoli m.in. przetestować wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w pracy techników.

– Innym przykładem jest port w Antwerpii – drugi po Rotterdamie największy port przeładunkowy w Europie, w którym sieć kampusową 5G uruchomił belgijski oddział Orange. Do sieci 5G podłączone są tu holowniki, które przesyłają do centrum kontroli w czasie rzeczywistym dane z ruchomych kamer, radarów oraz sonarów. Dzięki sieci dostępnej na terenie całego portu możliwa jest komunikacja wideo w czasie rzeczywistym pomiędzy holownikami. Nagrania z kamer ułatwiają ustalenie przyczyn różnego rodzaju incydentów. Dodatkowo wdrożenie sieci 5G w porcie pozwoliło zwiększyć liczbę obsługiwanych statków i poprawić bezpieczeństwo podczas operacji holowniczych – mówi Artur Piecha.

Firmy IT intensywnie poszukują wykwalifikowanych pracowników. Ofert pracy jest o 50 proc. więcej niż rok temu

W dobie pandemii COVID-19 przybyło przedsiębiorstw, które potrzebują usług programistycznych związanych np. z wejściem do segmentu e-commerce. W efekcie firmy IT mają znacznie więcej zleceń niż w ubiegłym roku, a co za tym idzie – większe zapotrzebowanie na pracowników. – Polskie firmy z segmentu IT jak nigdy dotąd potrzebują doświadczonych programistów. Zdecydowanie więcej firm oferuje dziś możliwość pracy zdalnej, a około 40 proc. pracodawców z branży jest otwartych na pracowników ze Wschodu – mówi Piotr Nowosielski z Just Join IT.

– Pandemia koronawirusa zweryfikowała umiejętności polskich przedsiębiorców funkcjonujących w branży IT w dostosowaniu się do nowej sytuacji na rynku. Jest to wciąż wielki test dla polskich software house’ów, które bardzo często musiały wykazać się umiejętnością przetrwania. Szczególnie w przypadku realizacji projektów dla  klientów, którzy dosyć mocno odczuli negatywne skutki pandemii. Pierwsza fala COVID-19 była też dla polskich firm okazją do popisania się swoją kreatywnością. Wiele z nich z sukcesem dostosowało się do nowej rzeczywistości i w dalszym ciągu rekrutuje pracowników – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Nowosielski, prezes zarządu Just Join IT, portalu, który gromadzi oferty pracy dla programistów.

Sytuacja w branży IT w IV kwartale wciąż znacznie różni się od warunków, w jakich firmy funkcjonowały w tym samym okresie rok temu. Zdaniem eksperta bardzo dobrze poradziły sobie one z nową rzeczywistością, która nastąpiła po pierwszej fali pandemii. Jak wynika z Barometru ITX, tworzonego systematycznie przez Just Join IT, od maja nastąpił zdecydowany wzrost pozytywnych nastrojów na rynku. Poziom zamówień stale rośnie, a to pociąga za sobą zapotrzebowanie na pracowników.

Po tym, jak zostały odblokowane budżety na projekty wstrzymane w II i III kwartale, polskie firmy IT odczuwają napływ zleceniodawców. Są wśród nich klienci zupełnie nowi, którzy weszli w działalność online, np. do segmentu e-commerce – dodaje prezes Just Join IT. – To spowodowało, że znacznie wzrosło zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników, którzy są potrzebni „na wczoraj”. Obecnie w naszym serwisie jest aż o 50 proc. więcej ofert pracy niż w IV kwartale 2019 roku.

Jak podkreśla, w serwisie jest dziś kilkukrotnie więcej ofert dotyczących pracy zdalnej.

– Dotyczy to zarówno osób pracujących w Polsce, które mają coraz więcej możliwości, żeby pracować na Zachodzie, ale także sytuacji, w których polskie firmy poszukują pracowników na Wschodzie, np. Ukraińców czy Białorusinów. Jak wynika z naszego badania, około 40 proc. polskich firm IT jest otwarta na pracowników właśnie ze Wschodu, czy to w formie zdalnej, czy stacjonarnej – podkreśla.

Polskie firmy szukają przede wszystkim doświadczonych programistów (na poziomie co najmniej middle’a, a przede wszystkim seniorów), bo z uwagi na wiele projektów przyjętych do realizacji trudno byłoby im wdrażać do pracy nowe osoby.

Listopadowy odczyt Barometru ITX okazał się lepszy od prognoz i wyniósł 62,4. Z badań wynika, że połowa firm w ubiegłym miesiącu odnotowała wzrost nowych zamówień na produkty i usługi IT. W związku z tym 51 proc. przedsiębiorstw zwiększyło zatrudnienie w porównaniu z październikiem, a tylko 11 proc. dokonało redukcji. 44 proc. badanych deklaruje, że w grudniu także chce rekrutować.

Tylko nieco ponad 7 proc. firm odnotowało w listopadzie spadek przychodów w stosunku do października, podczas gdy wzrosty dotyczyły 56 proc. Prognozy na grudzień także zakładają podobny odsetek notujących wzrosty, aczkolwiek spadków spodziewa się prawie 30 proc. managerów IT.

Jeżeli chodzi o wynagrodzenia, to polscy pracodawcy bardzo mocno je weryfikowali w okresie kwiecień–maj. Wtedy też doszło do pewnych redukcji, zmniejszenia pensji w firmach technologicznych. Natomiast teraz presja na zwiększenie płac jest taka sama jak przed pandemią – tłumaczy Piotr Nowosielski. – Obecnie polska branża IT funkcjonuje w zasadzie tak, jakby pandemii już nie było. Właśnie dzięki temu, że bardzo dobrze odrobiła lekcję związaną z przygotowaniem swojej oferty do nowej sytuacji, którą mamy na rynku.

Udogodnienia związane z pracą zdalną wpływają na to, że firmy działają globalnie i szukają partnerów biznesowych poza granicami własnego kraju.

– To otwiera drzwi dla polskiego biznesu IT do nowych zleceń. Dlatego stabilność zatrudnienia z pewnością jest tym, co towarzyszy działalności w tej branży – zauważa prezes Just Join IT.

Pandemia zmniejszy zużycie energii elektrycznej w 2020 roku, jednak w dłuższej perspektywie będzie ono rosnąć. Ceny mogą obniżyć OZE i ogniwa paliwowe

Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, że w wyniku pandemii koronawirusa globalne zapotrzebowanie na energię w całym 2020 roku spadnie o ok. 5 proc. Emisje CO2 związane z nią będą o ok. 7 proc. mniejsze. Spadek o 2,4 gigaton przywraca roczną emisję dwutlenku węgla do stanu sprzed dekady. Zapotrzebowanie na energię będzie jednak coraz większe. Przyszłością źródeł energii są nie tylko OZE, lecz także technologie przyszłości. Zdaniem części ekspertów wkrótce do wytwarzania prądu dla wszelkiego rodzaju obiektów będzie można wykorzystywać ogniwa paliwowe. 

– Energia gotowa na przyszłość to te technologie energetyczne, które już dzisiaj spełniają standardy emisyjne nie tylko obowiązujące obecnie, ale też te prognozowane i z którymi musimy się liczyć w horyzoncie najbliższych dekad. To są te technologie, które możemy powiedzieć, że będą spełniały wszystkie wymogi środowiskowe za 2030 lat – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. inż. Jakub Kupecki, kierownik Centrum Technologii Wodorowych w Instytucie Energetyki (CTH2).

Według oceny Międzynarodowej Agencji Energetycznej w wyniku COVID-19 globalne zapotrzebowanie na energię spadnie w 2020 roku o 5 proc. Emisje CO2 związane z energią będą o 7 proc. mniejsze, a inwestycje energetyczne – o 18 proc. Szacowany spadek zapotrzebowania na ropę naftową o 8 proc. i zużycia węgla o 7 proc. kontrastuje ze wzrostem udziału odnawialnych źródeł energii.  Spadek o 2,4 gigaton (Gt) przywraca roczną emisję CO2 do stanu sprzed 10 lat.

Jednocześnie rośnie znaczenie energii odnawialnych, zwłaszcza energii słonecznej. Przy znacznych obniżkach kosztów w ciągu ostatniej dekady fotowoltaika jest tańsza niż nowe elektrownie węglowe czy gazowe w większości krajów, a projekty solarne oferują obecnie jedne z najniższych kosztów energii elektrycznej. Nie oznacza to jednak, że odnawialne źródła energii to jedyna możliwa przyszłość energetyki.

– OZE będą niewątpliwie głównym graczem w przyszłości energetyki, ale także w przyszłości przemysłu i tych gałęzi gospodarki, które wykorzystują dużo energii w swoich procesach technologicznych. Czy będzie to wyłącznie OZE? Takie są trendy, niemniej jednak technologie konwencjonalne są cały czas udoskonalane, są prowadzone prace w kierunku zagospodarowania i wykorzystania dwutlenku węgla, obniżenia śladu węglowego – mówi Jakub Kupecki.

Zdaniem części ekspertów wkrótce może się okazać, że do wytwarzania energii elektrycznej dla wszelkiego rodzaju urządzeń będziemy wykorzystywać ogniwa paliwowe. To jedna z najbardziej obiecujących technologii nowej generacji energii. Polega na bezpośredniej zamianie energii wiązań chemicznych paliwa w energię elektryczną na drodze reakcji chemicznych, głównie utleniania. Jest to technologia naturalnie czysta, a głównym składnikiem emisji jest para wodna. Instytut Energetyki wskazuje, że sprawność ogniw paliwowych przewyższa inne rodzaje konwersji energii – w zależności od rodzaju paliwa sprawność elektryczna typowego ogniwa mieści się w granicach 40–60 proc., a całkowita sprawność może osiągać 80–90 proc.

W Instytucie Energetyki rozwijana jest technologia stałotlenkowych ogniw paliwowych (SOFC – Solid Oxide Fuel Cells). To wysokotemperaturowe ogniwa paliwowe, a ich zaletą jest możliwość stosowania jako paliwa nie tylko czystego wodoru, ale również innych paliw, m.in. gazu ziemnego, metanolu, gazu syntezowego czy biogazu.

– Technologie stają się coraz bardziej zaawansowane, ale głównym kryterium ich masowego wdrażania jest to, czy przede wszystkim umożliwiają one osiągnięcie wskazanych standardów emisyjnych, ale także, czy są interesujące od strony ekonomicznej – wskazuje ekspert. – Nowe technologie energetyczne, które pojawiać się będą na rynku za 5–10 lat, to będą technologie, które będą uzasadnione od strony ekonomicznej.

Nowe technologie energetyczne są konieczne, zwłaszcza że pomijając chwilowe niższe zużycie przez pandemię, zapotrzebowanie na energię stale rośnie. Ogniwa paliwowe mogą stanowić rozwiązanie, podobnie jak np. energetyczne wykorzystanie biomasy czy czyste technologie węglowe.

– Zużycie energii będzie wzrastało. Nie mamy nawet świadomości tego, że coraz więcej urządzeń w naszym codziennym życiu jest odbiornikiem energii elektrycznej, np. zegarki cyfrowe czy smartwatche to też odbiorniki energii. Zaczynamy już od najmłodszych lat wykorzystywać energię i musimy mieć świadomość, że jej zużycie w takiej skali per capita zaczyna rosnąć w każdym społeczeństwie – przypomina dr hab. inż. Jakub Kupecki.

Rakiety z satelitami na orbitę okołoziemską będą wystrzeliwane z drona nawet co 3 godziny. To może być przełom w kosmicznym wyścigu zbrojeń

To rewolucja w lotach kosmicznych. Firma Aevum zaprezentowała futurystyczny projekt bezzałogowego samolotu Ravn z podczepioną rakietą, który może odbywać loty nawet co 3 godziny, a w przyszłości nawet co kilka minut. O ile dotychczas samoloty zrzucały rakietę, w której silniki uruchamiały się dopiero po chwili, w tym przypadku silniki rakiety zostaną uruchomione, kiedy będzie jeszcze połączona z dronem. – Aevum skróci czas realizacji startów z lat do miesięcy, a nawet minut – przekonuje Jay Skylus, założyciel i dyrektor generalny firmy.

Kosmos i orbity okołoziemskie mogą już wkrótce stać się areną wojny. Największe mocarstwa rywalizują nie tylko w wyścigu kosmicznym, lecz także np. w wynoszeniu na orbitę kolejnych satelitów, które mogą być wyposażone w różnego rodzaju broń. W wypadku wojny szybkie wyniesienie kolejnych obiektów na orbitę może mieć kluczowe znaczenie.

W tym wyścigu USA wysunęły się właśnie na pozycję lidera. Wszystko dzięki firmie Aevum, która opracowała zupełnie futurystyczny system mający szybko wystrzeliwać satelity – nawet w ciągu kilku godzin.

– Aevum całkowicie na nowo definiuje dostęp do przestrzeni kosmicznej – podkreśla Jay Skylus, założyciel i dyrektor generalny Aevum. – Nasz projekt przenosi kosmiczną logistykę na wyższy poziom dzięki oprogramowaniu i technologiom automatyzacji. 

Aevum opracowało Autonomous Launch, czyli w pełni autonomiczny, inteligentny system, który pozwala wystrzeliwać satelity z dowolnego miejsca na ziemi. System składa się z dużego bezzałogowego samolotu Ravn, do którego jest podczepiona niewielka rakieta. Dotychczas samolot zrzucał rakietę, a dopiero później następowało uruchomienie w niej silników. W systemie Aevum silnik odpalany jest jeszcze wówczas, gdy rakieta jest połączona z bezzałogowym samolotem. Ravn jest też zdolny do odbywania lotów w kosmos nawet co 3 godziny.

Inteligentny system może okazać się rewolucją w branży kosmicznej. Ułatwia starty, w przyszłości może umożliwić częstsze starty pojazdów kosmicznych, a w wypadku konfliktu – pozwoli zdobyć przewagę nad wrogiem, wynosząc rakietę na orbitę w rekordowo krótkim czasie.

– Dla Stanów Zjednoczonych niezwykle szybki dostęp do niskiej orbity okołoziemskiej jest bardzo istotny. My jesteśmy szybsi niż ktokolwiek inny – przekonuje Jay Skylus. – Przestrzeń kosmiczna jest jedynie punktem widokowym, z którego następne pokolenie może dokonać globalnego postępu. Dzięki naszym autonomicznym technologiom Aevum skróci czas realizacji startów z lat do miesięcy, a dla konkretnych klientów do nawet minut. Jest to konieczne, aby poprawić życie na Ziemi, a nawet je ratować.

Aevum ma już dwa kontrakty na wyniesienie satelitów, przy czym jeden na zlecenie od USAF, czyli wojskowego lotnictwa USA, jest zaplanowany pod koniec 2021 roku. To jedna z ośmiu firm, które Siły Kosmiczne USA wybrały do ​​rywalizacji o kontrakty startowe w ramach Programu Usług Orbitalnych-4 – zamówienia na usługi startowe o wartości 986 mln dol. w ciągu dziewięciu lat. Ponadto firma otrzymała od Sił Powietrznych USA kontrakt na badania nad innowacjami dla małych firm oraz tajny kontrakt z Pentagonem.

Będą odszkodowania dla przedsiębiorców za szkody związane z lockdownem?

Restrykcje wprowadzone przez rząd można uznać za nielegalne. Przedsiębiorcom należy się odszkodowanie za wadliwe ich wprowadzenie.

– Koncepcja odpowiedzialności państwa za wprowadzone akty prawne jest częścią szerszego poglądu, że państwo nie może przerzucać na obywateli odpowiedzialności za swoje błędy – mówi w rozmowie z MarketNews24 adwokat Michał Skrzypek, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Państwo zobowiązane jest do ochrony praw, które samo nam przyznało w Konstytucji. Konstytucja pozwala ograniczać prawa, które są w niej przyznawane, ale stawia w tym zakresie dość wyśrubowane wymagania, takie ograniczenia muszą być wprowadzane poprzez ustawy.

Zakazy wprowadzone przez rząd uderzyły w istotę wolności prowadzenia działalności gospodarczej, dotyczy to zarówno jej podejmowania, jak i wyboru formy oraz sposobu jej prowadzenia.

Zwalczanie epidemii jest ważnym działaniem uzasadnionym interesem społecznym, ale braku formy ustawowej restrykcji nie można usprawiedliwić.

– To jak to zostało przeprowadzone w języku prawniczym nazywane jest bezprawnością legislacyjną, ponieważ ograniczenia wprowadzano drogą ogłaszania rozporządzeń, podczas gdy Konstytucja wymaga ustawy – komentuje M.Skrzypek.

– Rząd dostrzegł zagrożenia związane z sądowym postępowaniem dotyczącym powództw o odszkodowania, dlatego w sierpniu złożono do Trybunału Konstytucyjnego wniosek, w którym premier domaga się stwierdzenia, że tylko TK może orzekać przez sądy o odszkodowaniu – wyjaśnia prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Moim zdaniem ten pogląd jest nieprawidłowy, ma służyć tylko temu, aby rząd oddalił od siebie zasadne żądania przedsiębiorców. To postępowanie potwierdza, że rząd ma świadomość bezprawności swoich działań. Jednak sądy nie muszą czekać na decyzje Trybunału Konstytucyjnego.

Przedsiębiorcy mogą domagać się odszkodowań wykorzystując także argument dotyczący zaniechań legislacyjnych.

Prawdopodobnie takich spraw przed polskimi sądami będzie wiele, a przedsiębiorcom pozostaje też możliwość obrony ich praw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasbourgu.

JPK_V7 – czy czynny żal jest konieczny przy korekcie błędów?

Termin na złożenie nowego JPK minął 25 listopada 2020 roku. Jeśli podatnicy popełnili w nim błąd, powinni teraz złożyć korektę. W świetle obowiązujących przepisów może pojawić się interpretacja, że w przypadku pomyłki w części ewidencyjnej JPK, powinien mieć zastosowanie czynny żal. Polega on na powiadomieniu instytucji skarbowej o popełnionym wykroczeniu lub przestępstwie skarbowym, zanim urząd sam je odkryje. Jednak regulacje w tym zakresie są niejednoznaczne i jak najszybciej powinny zostać poprawione.

JPK od 1 października stał się nie tylko deklaracją VAT, ale również ewidencją, w której przedsiębiorca informuje organ podatkowy o dokonanych transakcjach i ich rodzajach, oznacza grupy towarów i usług (za pomocą kodu GTU), czy też przedstawia różnego rodzaju dokumenty. W związku z tym nowy JPK podzielony jest na część deklaracyjną i na część ewidencyjną.

W praktyce może się okazać, że podatnik nie wykazał np. faktury sprzedażowej. W tej sytuacji powinien złożyć korektę, dzięki której poprawiona będzie zarówno część deklaracyjna, jak i ewidencyjna. Zgodnie z art. 16a kodeksu karnego skarbowego (kks): „nie podlega karze za przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, kto złożył prawnie skuteczną […] korektę deklaracji podatkowej i w całości uiścił, niezwłocznie lub w terminie wyznaczonym przez uprawniony organ, należność publicznoprawną uszczuploną lub narażoną na uszczuplenie”. Wynika stąd, że w przypadku błędu popełnionego w tej części JPK_V7, podatnik z pewnością nie musi składać czynnego żalu pod warunkiem dokonania korekty i uregulowania należności.

Powstaje jednak pytanie, co zrobić z częścią ewidencyjną i czy należy kwalifikować ją jako księgę, czy jako deklarację, do której odnosiłyby się powyższe przepisy? W przypadku ewidencji znajdują zastosowanie przepisy art. 61 kks o jej nierzetelnym prowadzeniu, a w związku z tym także przepisy art. 16 kks, mówiące o konieczności wyrażenia czynnego żalu – które dałyby możliwość uniknięcia kary za czyn zabroniony w postaci nierzetelnego prowadzenia ksiąg. Przy takim brzmieniu przepisów złożenie czynnego żalu może się okazać niezbędne.

Należy wskazać, że błędy popełnione przez przedsiębiorcę mogą mieć różny ciężar. Jeśli nie dochodzi do uszczuplenia należności publicznoprawnych, np. w postaci błędnego oznaczenia GTU, to społeczna szkodliwość takiego czynu jest znikoma. W mojej ocenie błędne oznaczenie, np. GTU, nie jest przestępstwem i nie należy składać czynnego żalu. Błędy znalezione w JPK_V7 z reguły nie będą spowodowane nierzetelnym prowadzeniem ksiąg. Przyczyny mogą być różne, np. błąd co do odpowiedniej klasyfikacji typu transakcji. Jednak w celu wyeliminowania tych niejasności należy jak najszybciej zmienić przepisy. Niewątpliwie byłoby to absurdalne, jeśli podatnicy musieliby składać czynny żal tyko na wszelki wypadek, ponieważ nie wiadomo, jakie w przyszłości będzie podejście do tego tematu organów skarbowych.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Zasady szczególne powstania obowiązku podatkowego w podatku VAT

Zasadą ogólną w podatku od towarów i usług jest to, że obowiązek podatkowy powstaje w dacie dostawy towarów lub wykonania usługi. Przepisy o podatku od towarów i usług przewidują wyjątki od zasady ogólnej, wskazując szczególne zasady powstawania obowiązku podatkowego. Moment powstania obowiązku podatkowego jest jednym z elementów konstrukcyjnych ustawy o VAT i jest to element niezbędny do prawidłowego rozliczenia podatku za dany okres. Sytuację komplikuje dodatkowo szereg wyjątków od zasady ogólnej, a w wielu wypadkach może być przyczyną sporów z fiskusem.

Otrzymanie całości lub części zapłaty

Obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania całości lub części zapłaty w przypadku wydania towarów na podstawie umowy komisu, przeniesienia własności towaru z nakazu organu władzy publicznej, dostaw dokonywanych w trybie egzekucji, świadczeń na zlecenia sądów i prokuratury na podstawie odrębnych przepisów oraz świadczenia usług finansowych i ubezpieczeniowych zwolnionych z VAT.

Ta sama zasada dotyczy dotacji, subwencji i innych świadczeń o podobnym charakterze, gdzie obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania całości lub części.

Wystawienie faktury

Kolejna szczególna zasada powstawania obowiązku podatkowego dotyczy świadczenia usług budowlanych i budowlano-montażowych, dostawy książek drukowanych oraz czynności polegających na drukowaniu książek. Związana jest z datą wystawienia faktury. W takich sytuacjach obowiązek podatkowy powstaje w dacie wystawienia faktury. Terminy na wystawienie faktur zostały określone w art. 106i ustawy o VAT. Zgodnie z ust. 3 tego artykułu fakturę wystawia się nie później niż 30 dni od wykonania usługi w przypadku usług budowlanych lub budowlano-montażowych, 60 dni od dokonania dostawy książek oraz 90 dni w przypadku drukowania książek.

Obowiązek podatkowy w dacie wystawienia faktury powstaje także w sytuacji dostawy energii elektrycznej, cieplnej lub chłodniczej oraz gazu przewodowego, a także świadczenia usług telekomunikacyjnych, najmu, dzierżawy, leasingu i innych umów o podobnym charakterze, ochrony osób i dozoru i ochrony mienia, usług stałej obsługi prawnej i biurowej, dystrybucji energii. Obowiązek wystawienia faktury powstaje w tym przypadku do końca upływu terminu płatności.

W przypadku, gdy faktura została wystawiona z opóźnieniem lub nie została wystawiona wcale, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą upływu terminów wystawienia faktur, a gdy takich terminów nie ma – z chwilą upływu terminu płatności.

Przedpłaty, zaliczki

Kolejna szczególna zasada powstawania obowiązku podatkowego dotyczy zapłaty zaliczki, przedpłaty, zadatku, raty w całości lub w części przed dokonaniem dostawy towarów czy świadczeniem usługi. W takich przypadkach obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania całości lub części środków finansowych.

W przypadku powyższego katalogu płatności istotne jest precyzyjne określenie w umowie, czego dotyczy dokonywana płatność. W przypadku płatności dokonywanych w ramach depozytu czy kaucji, tzn. płatności o charakterze zabezpieczającym, niezwiązanych z konkretną dostawą albo świadczeniem, obowiązek podatkowy w VAT nie powstaje z uwagi na konieczność zwrotu w określonych okolicznościach tych środków. Problematyczne od strony podatkowej są konstrukcje, gdzie klient wpłaca depozyt, który następnie może być w określonych sytuacjach wykorzystany w związku z dostawą towarów czy świadczeniem usługi tzn. sprzedawca nie ma obowiązku zwrotu pobranego wcześniej depozytu. Możliwość połączenia wpłaty z określoną czynnością (dostawą/świadczeniem) powoduje konieczność jej rozliczenia na potrzeby VAT w dacie dokonania płatności. Innymi słowy, podatnicy zmieniający charakter wpłaconego depozytu/kaucji na zaliczkę, przedpłatę zobowiązani będą do odpowiedniego wykazania tego faktu w dacie wpłaty.

Import towarów

W przypadku importu towarów obowiązek podatkowy powstaje w dacie powstania długu celnego. W sytuacji, gdy towary objęte są procedurą uszlachetniania czynnego, obowiązek podatkowy powstaje z datą zamknięcia tej procedury. W przypadku pobierania opłat wyrównawczych dotyczących procedur celnych obowiązek podatkowy powstaje w dacie wymagalności tych opłat.

Wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów

W przypadku wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów obowiązek podatkowy powstaje z chwilą wystawienia faktury, nie później niż 15 dnia miesiąca następującego po miesiącu dostawy.

Mały podatnik

Jeszcze inne zasady dotyczą ustalania momentu powstania obowiązku podatkowego u tzw. małych podatników rozliczających się metodą kasową. W takim przypadku obowiązek podatkowy powstaje z dniem otrzymania całości lub części zapłaty w przypadku dostawy/świadczenia na rzecz czynnego podatnika VAT albo w pozostałych przypadkach w terminie zapłaty nie później niż 180 dnia od daty dostawy/świadczenia po uprzednim zawiadomieniu naczelnika urzędu skarbowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Korzystny wyrok dla przedsiębiorców w sprawie ulgi za złe długi

Korzystny wyrok dla przedsiębiorców w sprawie ulgi za złe długi został opublikowany w Dzienniku Urzędowym UE. Tym samym rozpoczęły bieg terminy, w których przedsiębiorcy mogą wnioskować o zwrot nadpłaconego podatku lub wznowienie postępowania podatkowego. Minister Finansów, po wniosku Rzecznika MŚP, zapowiada również jak najszybsze zmiany legislacyjne w ustawie VAT w tym zakresie

W dniu 7 grudnia 2020 r. został opublikowany w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 15 października 2020 r. w sprawie C-335/19 E. sp. z o.o. sp.k. przeciwko Ministrowi Finansów. W terminie 30 dni od jego publikacji tj. do 6 stycznia 2020 r. przedsiębiorcy mogą wnioskować o zwrot nadpłaconego podatku, natomiast w terminie miesiąca tj. do 7 stycznia 2020 r. przedsiębiorcy mogą wnioskować o wznowienie niekorzystnego postępowania podatkowego.

Rzecznik MŚP już wcześniej otrzymywał sygnały o barierach i utrudnieniach związanych z wątpliwościami w zakresie prawidłowego fakturowania i rozliczania należności w podatku dochodowym i podatku od towarów i usług w kontekście ulgi na złe długi uregulowanej w polskiej ustawie VAT. W celu ich wyjaśnienia, pismem z dnia 6 lipca 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Finansów, przekazując jednocześnie pytania przedsiębiorców w tym przedmiocie. W piśmie z dnia 6 października 2020 r. Minister Finansów wyjaśnił szereg problemów związanych ze stosowaniem ulgi na złe długi i udzielił odpowiedzi na powyższe pytania.

Jednocześnie, w związku z wydaniem w dniu 15 października 2020 r. przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyroku w sprawie C-335/19 E., zgodnie z którym przepisy polskiej ustawy VAT uzależniające obniżenie podstawy opodatkowania podatkiem VAT od warunku, by w dniu dostawy towaru lub świadczenia usług, a także w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji podatkowej mającej na celu skorzystanie z tego obniżenia dłużnik był zarejestrowany jako podatnik VAT i nie był w trakcie postępowania upadłościowego lub w trakcie likwidacji, zaś wierzyciel był w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji podatkowej nadal zarejestrowany jako podatnik VAT – naruszają prawo unii, pismem z dnia 3 listopada 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Finansów z pytaniem o aktualność stanowiska z dnia 6 października 2020 r. oraz czy planowane są zmiany legislacyjne w przedmiotowym zakresie.

W odpowiedzi, pismem z dnia 25 listopada 2020 r. Minister Finansów potwierdził, że w związku z wydanym ww. wyrokiem jego stanowisko częściowo straciło na aktualności, a także poinformował, że podjęte zostały prace nad jak najszybszym wprowadzeniem odpowiednich zmian w przepisach art. 89a i 89b ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2020 r. poz. 106, ze zm.) regulujące instytucję ulgi na złe długi, zgodnych z tym wyrokiem.

Co z budżetem Unii? Kompromis zamiast weta?

Dzisiaj ważny szczyt unijny, a z wypowiedzi Niemców i ich determinacji wyraźnie wynika, że bardzo wierzą oni w to, że kompromis zostanie osiągnięty. Aż strach pomyśleć, co stałoby się ze złotówką, gdyby do tego nie doszło.

Kompromisowy szczyt Unii?

Dzisiaj zobaczymy, na czym w praktyce ma polegać kompromis w sprawie reguły praworządności i czy zostanie on przyjęty przez Polskę i Węgry. Rynki bardzo dobrze reagowały w ostatnich dniach na propozycję kompromisu, jako alternatywę dla weta. Zarówno złotówka, jak i forint węgierski mocno zyskały na wartości po tych pogłoskach. Dzisiaj dowiemy się, czy kompromis faktycznie się pojawi i w jakiej formie. Jak powinny reagować rynki? Gdyby jednak miało pojawić się weto, do którego wszakże wciąż nawołuje część polityków i dziennikarzy, można spodziewać się nagłego osłabiania się złotego.

Nie tylko szczyt unijny

Dzisiaj uwaga rynków skupiona jest na Europie. To wina nie tylko ważnego szczytu unijnego ale również posiedzenie EBC w sprawie sóp procentowych. Raczej nie należy się spodziewać zmian poziomów stóp, ale można oczekiwać, że dojdzie do reakcji chociaż werbalnej na przesadnie umacniające się ostatnie euro względem dolara. Możliwe jest zwiększenie chociażby programów pomocowych, co mogłoby z powodu zalania rynku pieniądzem pomóc w tej sytuacji.

Kanada nie zmienia stóp

Wczorajsza decyzja Banku Kanady zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła stóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 0,25%. Warto zwrócić uwagę, że jest to wyższy poziom niż w Polsce, ale głównym punktem odniesienia dla polityki monetarnej Kanady jest USA, które zachowały stopy procentowe na wyższym poziomie niż strefa euro. Sama publikacja nie miała większego wpływu na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – strefa euro – posiedzenie EBC,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – inflacja.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cudzoziemcy śrubują rekord w zakupie mieszkań

W 2019 r. w ręce cudzoziemców trafiło blisko 8,5 tys. mieszkań oraz prawie 2,5 tys. lokali użytkowych. Najwięcej – podobnie jak w ostatnich 5 latach – kupili ich obywatele Ukrainy – podaje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA).

W tym roku Sejm dużo później niż zwykle zajmie się corocznym raportem ministra spraw wewnętrznych i administracji w kwestii nabywania nieruchomości przez cudzoziemców. Interesujące są zwłaszcza informacje dotyczące liczby transakcji mieszkaniowych zawartych przez osoby z obcym paszportem. Od przeszło 20 lat nasz rynek mieszkaniowy jest dla nich niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście oraz Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE, których część polityków obawiała się najbardziej, kiedy otwieraliśmy nasz rynek mieszkaniowy.

Okres spekulacji mamy za sobą

Przed przystąpieniem Polski do UE chętnych na mieszkania w naszym kraju nie było wielu. Z prowadzonego przez resort rejestru transakcji wynika, że 20 lat temu cudzoziemcy kupili łącznie (z zezwoleniem i bez) ok. 500 lokali. Przy czym kupującymi byli głównie obywatele Niemiec, w tym Polacy z niemieckim paszportem.

Po roku naszego członkostwa w UE MSWiA odnotowało już 1368 transakcji mieszkaniowych.

Wśród kupujących wciąż przeważali Niemcy, na których przypadło blisko 20% powierzchni wszystkich kupionych przez cudzoziemców mieszkań. Na drugim miejscu byli obywatele Wielkiej Brytanii, a na trzecim – Irlandii. Mieszkania chętnie kupowali też Włosi i Hiszpanie, ale nie po to, żeby zamieszkać w naszym kraju. To byli inwestorzy liczący na zarobek będący efektem szybko rosnących cen mieszkań. Niektórzy kupowali od deweloperów całe pakiety. Najczęściej nie trafiały one do rejestru MSWiA, bo były odsprzedawana z zyskiem jeszcze przed zakończeniem budowy. Jednak światowy kryzys finansowy, który wybuchł w 2008 r., wymiótł w Polski inwestorów spekulacyjnych.

Ukraińcy wyprzedzili Niemców

Wprawdzie MSWiA wciąż rejestrowało wzrost liczby transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców, ale np. w 2012 r. na drugie miejsce – po kupujących z Niemiec – wysunęli się obywatele Ukrainy. W kolejnych latach coraz więcej Ukraińców zaczęło przyjeżdżać do Polski za pracą i – co powinno cieszyć w sytuacji kryzysu demograficznego – coraz częściej decydowali się na pozostanie w naszym kraju. Według MSWiA w 2015 r. – po raz pierwszy – to właśnie Ukraińcy kupili w Polsce najwięcej mieszkań.

Każdy kolejny rok przynosił nowy rekord w liczbie transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców, a największą grupę kupujących z obcym paszportem stanowią w dalszym ciągu obywatele Ukrainy.

Kateryna i Oleksandr podjęli decyzję, że zostaną w Polsce na stałe. Sprzedali już swoje mieszkanie w Kijowie oraz daczę pod miastem. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczą na zakup mieszkania w Warszawie. Mają ok. 70% ceny. Czekają już tylko na decyzję w sprawie stałego pobytu dla Oleksandra, aby móc zaciągnąć w banku kredyt hipoteczny.Graf 1 – Ile mieszkań kupili w Polsce cudzoziemcy

Podobnych historii są tysiące. Jeszcze trzy lata temu tylko 13% pracujących w Polsce Ukraińców deklarowało w badaniach, że zostanie u nas na dłużej niż 3 lata. W tym roku podobną deklarację złożyła ponad połowa badanych.

Dyrektor zarządzający warszawską agencją Alfa Home Nieruchomości Jan Czajkowski zaobserwował ciekawe zjawisko. Polacy, którzy przenoszą się do stolicy zwykle przez kilka lat najmują mieszkanie zanim zdecydują się na zakup własnego. Natomiast obywatele Ukrainy podejmują decyzję o zakupie dużo szybciej, najczęściej niedługo po uzyskaniu karty stałego pobytu, czyli średnio po kilkunastu miesiącach.

Ukraińcy kupują oni nie tylko mieszkania, ale także grunty, na co wciąż muszą mieć zezwolenie MSWiA. Resort podał, że w 2019 r. wydał im 270 takich zezwoleń na zakup 53,3 hektarów. Jako główny cel nabycia nieruchomości wnioskodawcy wskazywali zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.Graf 2 – Obywatele, których krajów kupili najwięcej mieszkań w Posce

Ponadto w 2019 r. Ukraińcy kupili w naszym kraju przeszło 3,2 tys. mieszkań. Wśród cudzoziemców kupujących u nas mieszkania jest też coraz więcej Białorusinów i Rosjan.

Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w ubiegłym roku – głównie w największych miastach – blisko 4 tys. mieszkań o łącznej powierzchni przeszło 204 tys. kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 9 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie ponad 1,8 mld zł.

W 2019 r. wszyscy cudzoziemcy kupili w Polsce 8,5 tys. mieszkań. To mniej więcej tyle, ile deweloperzy wybudowali ich w Łodzi i Poznaniu razem wziętych. Co ciekawe przeciętne powierzchnia tych mieszkań wynosiła 57,5 m kw.Graf 3 – Ile mieszkań i lokali uzytkowych kupili cudzoziemcy

Warszawa ulubionym miastem cudzoziemców

Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku.

– W naszej firmie średnio w co szóstej transakcji brali udział cudzoziemcy – mówi warszawski pośrednik.

Z kolei właściciel gdańskiego biura Estate Polska Paweł Koronkiewicz zauważa, że kupujący, którzy nie są obywatelami krajów UE, najczęściej decydują się na mieszkanie spółdzielcze z własnościowym prawem do lokalu. Takie transakcje nie wymagają bowiem zezwolenia MSWiA.

Paweł Koronkiewicz potwierdza, że ok. 95% nabywców zza wschodniej granicy kupuje mieszkania na własne potrzeby. Inaczej jest w przypadku obywateli Niemiec oraz krajów skandynawskich – większość nabywców traktuje mieszkania jako lokatę kapitału. – Zdarza się, że przez prawie cały rok mieszkanie stoi puste, a właściciel przyjeżdża jedynie na krótki urlop dwa lub trzy razy w roku – opowiada gdański pośrednik. Przyznaje, że mniej więcej jedna czwarta nabywców z Niemiec lub Skandynawii kupuje mieszkania typowo inwestycyjnie, czyli pod wynajem.

– Także w Warszawie zdecydowana większość obcokrajowców zaspokaja własne potrzeby mieszkaniowe. Jednak coraz częściej kupują oni mieszkania, aby czerpać dochód z najmu – potwierdza Jan Czajkowski.Graf 4 – Zakup mieszkań przez cudzoziemców – miasta

Dane MSWiA nie w pełni odzwierciedlały skalę transakcji, bo niektórzy notariusze przesyłają informacje o nich z dużym opóźnieniem, albo zapominają o tym obowiązku. W 2019 r. (MSWiA wystąpiło z wnioskami dyscyplinarnymi wobec sześciu notariuszy).

Jedno wydaje się raczej pewne – tendencja wzrostowa transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców utrzyma się także w najbliższych latach, choć 2020 r. może przynieść spadek spowodowany pandemią koronawirusa. Z danych Eurostatu wynika, że nasz kraj jest europejskim liderem pod względem liczby pierwszych zezwoleń na pobyt dla cudzoziemców spoza UE. W 2019 r. uzyskali oni u nas 724,4 tys. tego typu zezwoleń (jedna czwarta wszystkich w całej UE). Dla porównania Niemcy wydały ich 460 tys.
Eurostat zwraca przy tym uwagę, że 551 tys. zezwoleń na pobyt w Polsce wydano obywatelom Ukrainy. Widać też, że dla nich Polska jest wciąż krajem pierwszego wyboru. We wszystkich pozostałych krajach UE Ukraińcy uzyskali bowiem „tylko” 206 tys. zezwoleń na pobyt.

Cyfrowe podstawy zdalnej edukacji

Pandemia COVID-19 odcisnęła piętno nie tylko w sferze zdrowotnej, ale również w edukacji. Według szacunków organizacji UNICEF, 1,6 mld dzieci i ludzi młodych było dotkniętych restrykcjami związanymi z zamknięciem szkół podczas pandemii [4], a przynajmniej 460 mln uczniów i uczennic na całym świecie mogło nie być w tym czasie objętych programami zdalnego nauczania [5]. Jedną z podstawowych przyczyn był brak odpowiedniej infrastruktury w domu ucznia, w tym m.in. brak dostępu do Internetu o odpowiedniej jakości.

Według innych szacunków UNICEF, tylko 33 proc. dzieci w wieku szkolnym (3-17 lat) na świecie ma w domu dostęp do stałego łącza internetowego (fixed internet access). Poziom ten jest jednak różny w zależności od kraju. Największy odsetek dzieci w wieku szkolnym ma dostęp do stałego łącza w grupie państw o wysokich (86 proc.) i wyższych-średnich do-chodach (60 proc.). Najmniejszy – w grupach państw o niskich (6 proc.) i niższych-średnich dochodach (14 proc.).

Według danych Eurostatu, w 2019 r. w UE (bez Wielkiej Brytanii) 88 proc. gospodarstw domowych miało dostęp do szerokopasmowego Internetu (broadband). Jeśli jednak weźmie-my pod uwagę tylko gospodarstwa domowe, w których na utrzymaniu są dzieci, wskaźnik ten wzrasta do 96 proc. (i pod tym względem nie ma większych różnic między krajami. Naj-niższy poziom notuje się w Bułgarii – 91 proc.). Istotne są jednak różnice w dostępie do Internetu między gospodarstwami domowymi bez dzieci na utrzymaniu a tymi z dziećmi. Okazuje się, że największe różnice między tymi typa-mi gospodarstw (powyżej 20 pkt. proc.) wy-stępują na Litwie (23 pkt. proc.), w Portugalii (22 pkt. proc.), Chorwacji (22 pkt. proc.), Grecji (21 pkt. proc.) oraz Bułgarii (21 pkt. proc.). Najmniejsze notowane są w krajach północnej i centralnej Europy – Holandii (1 pkt. proc.), Danii (3 pkt. proc.), Luksemburgu (4 pkt. proc.) oraz w Szwecji (4 pkt. proc.). W Polsce ta różnica wynosi 19 pkt. proc., a poziom dostępu do Internetu wśród gospodarstw domowych z dziećmi wynosi 96 proc.

Procent dzieci w wieku szkolnym 3-17 lat z dostępem do Internetu

Dostęp do Internetu nie wydaje się być głównym problemem dla edukacji w UE, nie mniej jednak dostępność łącza jest pierwszym z wielu warunków umożliwiających efektywną naukę zdalną. W raporcie pt. Edukacja zdalna w trakcie pandemii. Edycja II [6], przedstawiają-cym wyniki badań dotyczące zdalnej edukacji w trakcie pandemii COVID-19 w Polsce, ba-dani nauczyciele(ki) wskazywali, że dla wielu uczniów i uczennic głównym medium, za po-mocą którego realizowali edukację zdalną był smartfon, a więc narzędzie mające wiele ograniczeń m.in. jeśli chodzi o wielkość ekranu czy pisanie dłuższych form.

Mimo że dostęp do Internetu w UE, szczególnie w gospodarstwach domowych, w których na utrzymaniu są dzieci, jest na wysokim poziomie, problematyczne w edukacji zdalnej mogą być przepustowość łącza oraz dostęp do odpowiedniej jakości urządzeń na wy-łączność (a nie jedynie przypadające na całe gospodarstwo domowe, w którym uczących się dzieci może być więcej) dostępnych dla uczniów. Szacunki UNICEF wskazują na bardzo duże różnice między poszczególnymi grupami krajów w dostępie uczniów do stałego łącza. W celu zapewnienia najwyższej jakości edukacji zdalnej oraz przy potencjalnej edukacji hybrydowej (łączącej elementy edukacji tradycyjnej i edukacji zdalnej) w przyszłości podstawowym elementem powinno być zagwarantowanie przez jednostki odpowiedzialne za oświatę każdemu uczniowi i uczennicy dostępu do stabilnego łącza o wystarczająco wysokiej przepustowości oraz odpowiednich urządzeń, które umożliwią równy i jakościowo wysoki poziom edukacji.

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[4] https://data.unicef.org/resources/children-and-young -people-internet-access-at-home-during-covid19/ [dostęp : 09.12.2020].
[5] https://data.unicef.org/resources/remote-learning-reachability-factsheet/ [dostęp : 09.12.2020].
[6] https://centrumcyfrowe.pl/wp-content/uploads/ sites/16/2020/11/Raport_Edukacja-zdalna-w-czasie -pandemii.-Edycja-II.pdf [dostęp : 09.12.2020].

Skąd się bierze drobna nieuczciwość?

Powszechność nieuczciwych zachowań o niewielkiej jednostkowej szkodliwości społecznej sprawia, że drobne nadużycia pojedynczych osób w skali całej gospodarki są bardzo kosztowne. Zawyżanie roszczeń odszkodowawczych, zaniżanie zobowiązań podatkowych i przypadki drobnej korupcji w sumie stanowią istotne straty dla budżetów wielu krajów. Teoria racjonalnego wyboru częściowo tłumaczy nieuczciwość zakładając, że ludzie wyżej ce-nią własny interes niż dobro innych czy dobro wspólne i dokonują wyborów maksymalizujących ich użyteczność. W swoich decyzjach kierują się przy tym wyłącznie kalkulacją korzyści i kosztów zewnętrznych, czyli spodziewanego zysku vs. spodziewanej kary w przypadku zidentyfikowania nadużycia.

Zagadkowym w świetle tych założeń jest fenomen, na który zwrócili uwagę badacze, a mianowicie przekraczanie granic etycznych przez zasadniczo uczciwe osoby, które dopuszczając się drobnych nadużyć podnoszą swoją użyteczność w bardzo minimalnym stopniu, tzn. nie wykorzystują nadarzającej się „okazji” w pełni. Z punktu widzenia teorii ekonomii, jest to zachowanie nieoptymalne, wymagające po-głębionego uzasadnienia. Badania pokazują, że do tego rodzaju „drobnych nadużyć” dochodzi często w sytuacjach, w których granice między uczciwością i nadużyciem są nieoczywiste. Winowajca liczy wówczas na to, że jego zachowanie nie zostanie dostrzeżone, a w najgorszym wypadku uzasadni je nieintencjonalnym błędem, o który nietrudno w niejasnym kontekście. Ważnym czynnikiem decyzyjnym w takich sytuacjach jest także chęć utrzymania pozytywnego autowizerunku osoby uczciwej, która nie dopuszcza się rażących nadużyć.

Coraz więcej badań wskazuje jednak, że poza zachętami zewnętrznymi, bardzo istotna dla podejmowanych decyzji jest motywacja wewnętrzna. Pokazano to już w słynnym badaniu o znalezionym portfelu, którego wyniki opublikowano w ubiegłorocznym “Science” [11]. W 355 miastach 40 krajów znalazcy zgubionego portfela w zdecydowanej większości zwracali go, a portfele z zawartością banknotów były zwracane częściej niż puste. Co więcej, wbrew prze-widywaniom ekonomistów, portfele z większą zawartością były zwracane jeszcze chętniej niż te z mniejszymi kwotami. Warto przypomnieć, że w rankingu uczciwości badanych 40 krajów Polska uplasowała się na wysokim 6. miejscu, i na chlubnej pierwszej pozycji przed UK i USA w badaniu uczciwości mieszkańców tych trzech krajów w odniesieniu do reakcji na znalezienie portfela z większą zawartością.

Na decyzje o nadużyciach wpływają jednak jeszcze inne czynniki, tj. obowiązujące normy społeczne i subiektywne przekonania o tym, co należy uznać za uczciwe, a co nie. Okazuje się, że częstsze komunikowanie norm wskazujących na to, jak należy postępować, a jakich zachowań unikać, zmniejsza nieuczciwości drobnej skali. W przypadku walki z poważniejszymi nadużyciami, większe zastosowanie mają informacje o etycznych zachowaniach uczciwej większości [12].

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[11] Cohn, A., Maréchal, M.A., Tannenbaum, D., Zünd, C.L. (2019), Civic honesty around the globe, “Science”, No. 365(6448), https://science.sciencemag.org/content/365/6448/70.full [dostęp: 08.12.2020].

[12] Lois, G., Wessa, M. (2020), Honest mistake or perhaps not: The role of descriptive and injunctive norms on the magnitude of dishonesty, “Journal of Behavioural Decision Making”, https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/bdm.2196 [dostęp: 08.12.2020].

Polacy chcą robić zakupy świąteczne w sklepach stacjonarnych

Wyniki ostatniego badania zrealizowanego przez Ipsos Mori, na zlecenie Elavon, wskazują na wzrost zainteresowania zakupami w sklepach stacjonarnych w okresie świątecznym wśród Polaków. Dziewięciu na dziesięć (95%) spośród 1092 uczestników badania w Polsce deklaruje, że planuje robić zakupy w sklepie stacjonarnym, z czego 24% twierdzi, że duży wpływ na ich decyzję ma chęć wspierania lokalnej gospodarki.

W tym trudnym dla handlu detalicznego okresie, konsumenci wymieniali wyraźne korzyści płynące ze wspierania sklepów stacjonarnych:

  • Niemal połowa (49%) respondentów twierdzi, że pójście do stacjonarnego sklepu sprawia, że zakupy są szybsze i łatwiejsze, ponieważ mogą oni zobaczyć produkty na żywo
  • 45% ankietowanych wskazało na korzyści płynące z oceny jakości produktów na miejscu, co również wpływa na brak ewentualnej konieczności zwrotu towaru w przypadku jego niezgodności z opisem lub uszkodzenia
  • Jedna trzecia konsumentów (33%) zamierza skorzystać z ofert i promocji dostępnych w sklepach
  • 24% badanych chce wspierać lokalną gospodarkę
  • Podobna liczba respondentów (24%) chce wybrać się na jarmarki świąteczne i lokalne targowiska

Lokalne punkty handlowe mogą cieszyć się większym powodzeniem i zainteresowaniem niż w poprzednich latach. Jednak warto zwrócić uwagę na to, że 41% konsumentów planuje w tym roku ograniczyć swoje świąteczne wydatki. Dobra wiadomość to taka, że nieco większy odsetek respondentów (43%) przewiduje, że ich budżet na zakupy nie zmieni się, a 12% zakłada nawet jego zwiększenie.

Najbardziej skłonni do zwiększenia świątecznych wydatków w tym roku są najmłodsi badani – w wieku 16-29 lat (23%). Może być to spowodowane mniejszą liczbą wydatków (przeznaczanych np. na socjalizację) w okresie „lockdownu” wśród młodych respondentów. Dla porównania, jedynie 10% ankietowanych w wieku 30-39 lat oraz zaledwie 7% spośród 40-60 latków planuje w tym roku wydać więcej na święta.

Powody, dla których ograniczamy świąteczny budżet są różne. Blisko 32% uczestników badania przewidziało, że w tym roku uroczystości będą odbywać się w mniejszym gronie. 7% respondentów potwierdziło, że pandemia koronawirusa wpłynęła na spadek ich dochodów, co bezpośrednio przekłada się na ograniczenie wydatków na zakupy.

Przedsiębiorcy, którzy chcą zwiększyć swoją konkurencyjność i sprzedaż powinni podążać za preferencjami klientów. Zgodnie z wynikami badania Elavon:

  • 45% badanych twierdzi, że wydłużenie godzin otwarcia sklepów sprawi, że zakupy będą bardziej komfortowe i wygodne
  • 44% konsumentów docenia możliwości płatności bezdotykowych oraz bezkontaktowych zakupów
  • 36% respondentów uważa, że sklepy powinny wzmocnić działania w zakresie bezpieczeństwa i higieny robienia zakupów

E-handel nadal jest w okresie świątecznym istotną częścią rynku. Badani zostali zapytania również o czynniki, które skłoniłyby ich do częstszych zakupów internetowych. Klientom najbardziej zależy na efektywnym i sprawnym systemie dostaw i zwrotów. Do zakupów online 37% respondentów zachęca niezawodny system dostarczania produktów. 32% docenia bezpłatne etykiety zwrotne, a 30% darmowe opakowania do zwrotu towarów.

Rafał Gołębiewski, Head of SME & Bank Aliance Europe: “Sklepy w Polsce zostały niedawno ponownie otwarte. Trudna sytuacja przedsiębiorców spowodowana pandemią sprawiła, że konsumenci chętnie wspierają lokalne biznesy. Przed detalistami pojawia się nowe wyzwanie w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa i komfortu zakupów w sklepach stacjonarnych. E-handel zyskał na znaczeniu podczas lockdownu, natomiast nasze najnowsze badanie Elavon pokazuje, że osobiste zakupy nadal mają wielu zwolenników i nie zostały wyparte przez sklepy online.”

Polski pracownik wciąż pewny swoich umiejętności

Z roku na rok w Polsce zwiększa się odsetek pracowników przekonanych o swoich wysokich kwalifikacjach zawodowych – tak wynika z badania ADP „Workforce view 2020”. W tegorocznym raporcie, aż 86 proc. pytanych przyznało, że posiada umiejętności, które ułatwią im uzyskanie awansu. Rok wcześniej tego samego zdania było 80 proc. badanych.

Co ciekawe, to mężczyźni wyrażają większą pewność w kwestii swoich kwalifikacji – przyznaje to aż 89 proc. ankietowanych. Dla porównania, tego samego zdania jest 84 proc. kobiet. Największą pewnością siebie odznaczają się młodzi pracownicy. Ponad 90 proc. osób z grupy wiekowej 18-24 deklaruje, że ich umiejętności zapewnią im sukces zawodowy. Z kolei najmniej o swoich kompetencjach są przekonani pracownicy w wieku 55+. Jedynie 68 proc. tzw. silversów uważa, że posiadane przez nich umiejętności pomogą w odniesieniu sukcesu.

Wyniki badania bardzo wyraźnie pokazały różnice pokoleniowe. Dla młodych pracowników, z pokolenia Z czy millenialsów, bardzo istotny jest nieustanny rozwój i podnoszenie swoich kompetencji. To osoby, które są pewne siebie, a ze względu na dużą konkurencję na rynku pracy inwestują w rozwój umiejętności. Natomiast pracownicy w wieku 55+ przywykli do innego trybu pracy i ścieżki kariery, gdzie istotnym czynnikiem była wysługa lat. Choć trend zaczyna się zmieniać, to znaczna część tego pokolenia nadal głównie upatruje swoich przewag w konkurencji z młodszymi kolegami w swoim kilkudziesięcioletnim doświadczeniu zawodowym – komentuje Anna Barbachowska, HR business partner w firmie ADP Polska.

Pewny siebie jak… Hiszpan!

Choć coraz więcej Polaków wierzy w swoje umiejętności, to wciąż nie dorównujemy pod tym względem reszcie świata. Spośród państw biorących udział w badaniu, nasz wynik jest jednym z niższych (za nami jest tylko Singapur). Wśród narodów europejskich największą pewnością siebie cechują się Hiszpanie (96 proc.). Z kolei globalnie najbardziej przekonani o swoich kwalifikacjach są Hindusi (97 proc.).

Choć daleko nam do światowych liderów to warto zauważyć, że wiara polskich pracowników we własne umiejętności systematycznie rośnie. Powodem jest między innymi łatwiejszy dostęp do technologii. Dzisiaj bez trudu możemy uczestniczyć np. w międzynarodowych konferencjach czy podnosić swoje kwalifikacje poprzez udział w webinarach i kursach online na platformach szkoleniowych. Również firmy coraz częściej gwarantują pracownikom bezpłatne szkolenia. To korzyść dla obu stron – pracownicy poszerzają swoją wiedzę i zyskują nowe kompetencje, co dla pracodawców może stanowić przewagę konkurencyjną ich przedsiębiorstwa – mówi Anna Barbachowska.

Zarówno w naszym kraju, jak i globalnie wśród najbardziej pewnych swoich umiejętności są przedstawiciele branży IT, spośród których odpowiednio 91 i 97 proc. uważa, że ma odpowiednie kompetencje, aby odnieść sukces. Z kolei najmniej pewni siebie w skali globalnej są pracownicy branży HoReCa –  „jedynie” 91 proc. twierdzi, że ich umiejętności pomogą im w karierze zawodowej. W Polsce taką branżą jest sektor produkcyjny, w którym tego zdania jest tylko 83 proc. ankietowanych.

Przełom w realizacji celów porozumienia paryskiego

Ostatnie miesiące okazały się przełomowe dla realizacji porozumienia paryskiego. Równo pięć lat od wypracowania tekstu porozumienia, proces jego ratyfikacji zakończył się już w 190 spośród 197 krajów. Dwoma państwami o istotnym znaczeniu, które nie ratyfikowały porozumienia są Iran i Turcja, odpowiedzialne łącznie za prawie 3 proc. globalnych emisji. Iran uzależnia ratyfikację od zniesienia sankcji międzynarodowych, natomiast Turcja stara się o zmianę swojego statusu z kraju rozwiniętego na rozwijający się, co pozwoliłoby jej uzyskać dostęp do dodatkowych funduszy klimatycznych. Pozostałymi krajami, które nie ratyfikowały porozumienia, głównie ze względu na konflikty na swoim terenie, są: Erytrea, Irak, Libia, Sudan Południowy oraz Jemen. Od 4 listopada poza porozumieniem są również Stany Zjednoczone.

Poziomy redukcji emisji zadeklarowane przez strony porozumienia dają szanse na powstrzymanie niebezpiecznego dla Ziemi wzrostu temperatury. Według Climate Action Tracker (CAT) [1], podniesienie pierwotnie deklarowanych przez strony porozumienia celów redukcyjnych pozwoli ograniczyć wzrost temperatury do 2,1 stopnia Celsjusza [2]. Jest to o 0,9 stopnia mniej, niż wynikało z pierwotnie zadeklarowanych celów i zaledwie 0,1 stopnia więcej, niż przyjęte w traktacie minimum celu [3].
10 krajów o najwyższych emisjach CO2

Wzrost szans na osiągnięcie celów porozumienia paryskiego miały przede wszystkim ostatnie decyzje największych emitentów CO2, tj. Chin i Stanów Zjednoczonych. Kraje te są odpowiedzialne za – odpowiednio – 30 proc. i 13 proc. globalnych emisji. W przypadku Chin celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2060 r. Natomiast celem zapowiedzianym przez nowego prezydenta USA jest po-wtórne podpisanie i ratyfikacja porozumienia oraz osiągnięcie neutralności w 2050 r.

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[1] CAT monitoruje 36 krajów odpowiedzialnych łącznie za około 80 proc. globalnych emisji.
[2] https://climateactiontracker.org/press/global-update -paris-agreement-turning-point/ [dostęp: 09.12.2020].
[3] Traktat paryski ma na celu ograniczenie wzrostu tem-peratury o nie więcej niż 2 stopnie Celsjusza i zobowiązuje jednocześnie strony porozumienia do podjęcia wysiłków na rzecz powstrzymania wzrostu temperatury o nie więcej niż 1,5 stopnia Celsjusza.

Passus podpisał umowę o wartości ponad 4,6 mln zł z podmiotem należącym do Skarbu Państwa

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podpisał umowę z podmiotem należącym do Skarbu Państwa. Kontrakt zakłada kompleksową ochronę przed oprogramowaniem typu malware. Podstawową część zamówienia, o łącznej wartości blisko 2,2 mln zł, Passus dostarczy do 25 grudnia br. Płatność będzie realizowana w cyklach kwartalnych

To już nasza kolejna umowa, którą podpisujemy w ciągu ostatnich kilku tygodni. Czwarty kwartał to dla nas typowy okres wzmożonej sprzedaży, finalizacji umów  i pozyskiwania kolejnych klientów. Każda tego typu, długoterminowa umowa pozytywnie przełoży się zarówno na tegoroczne jak i przyszłe wyniki finansowe. – komentuje Tadeusz Dudek, prezes zarządu Passus.

Umowa zakłada uruchomienie i świadczenie usługi polegającej na wykonywaniu w czasie rzeczywistym, kompleksowej analizy niezaszyfrowanego oraz zaszyfrowanego ruchu sieciowego tj. Centralnej Usługi Ochrony przed oprogramowaniem typu malware.

Zmówienie zostało podzielone na część podstawową, o wartości 2,2 mln zł oraz część opcjonalną, oszacowaną na kwotę 2,4 mln zł. Zamówienie opcjonalne będzie uzależnione od natężenia ruchu sieciowego.

Tech Invest Group z nową strategią – stawia na fotowoltaikę i inwestycje

Zarząd notowanej na NewConnect Tech Invest Group przyjął nową strategię do 2022 r. w związku z dynamicznym rozwojem i przejęciem Erato Energy, zajmującej się sprzedażą oraz montażem instalacji fotowoltaicznych. Połączone spółki przekształcą się w nowy podmiot – Erato Energy S.A., który będzie działać na rynku fotowoltaiki, a dotychczasowa działalność inwestycyjna TIG będzie rozwijana przez spółkę zależną TIG ASI. Zarząd liczy, że wejście w nowe kanały dystrybucji i poszerzenie oferty produktowej przełoży się na skokowy wzrost przychodów w kolejnych latach.

Po tym jak pod koniec listopada br. Tech Invest Group przejął Erato Energy, zapowiedzieliśmy nową strategię rozwoju uwzględniającą potencjał obu spółek. Tworzymy grupę kapitałową, w której spółka dominująca pod nową nazwą Erato Energy S.A. będzie prowadzić działalność na rynku OZE, głównie w fotowoltaice, a nowo utworzona spółka zależna TIG ASI na rynku inwestycji kapitałowych będzie kontynuowała rozwój dotychczasowego biznesu TIG –mówi Krzysztof Kłysz, wiceprezes Tech Invest Group.

Nowa strategia rozwoju spółki na lata 2021-2022 opiera się na następujących założeniach:

  • Umocnienie pozycji na rynku fotowoltaiki
  • Wejście w nowe kanały dystrybucji celem pozyskania nowych klientów
  • Rozwijanie oferty dla klientów o nowe produkty i usługi
  • Rozwój działalności inwestycyjnej
  • Inwestycje zmierzające do komercjalizacji technologii dla branży OZE
  • Wzmocnienie synergii między Erato Energy i spółkami portfelowymi
  • Wykorzystanie potencjału branży OZE

– Będziemy rozwijać się dwutorowo, z jednej strony budując skalę na rynku fotowoltaiki, co będzie nam generować stabilne przepływy pieniężne, a z drugiej strony inwestując w perspektywiczne spółki, których biznesy mogą być synergiczne z naszą podstawową działalnością – mówi Łukasz Gralec, prezes Erato Energy oraz Tech Invest Group.

Erato Energy zajmuje się sprzedażą oraz montażem fotowoltaiki. W całym 2020 r. Spółka liczy na około 50 mln zł przychodów i 7 mln zł zysku netto. Spółka liczy na potrojenie przychodów i zysku netto w 2021 r. za sprawą działań optymalizacyjnych.

– Chcemy znacząco rozbudować kanały dystrybucji, aby dotrzeć z naszą ofertę do szerszego grona odbiorców. Chcemy też poszerzyć naszą ofertę o nowe usługi i produkty, jak np. pompy ciepła i magazyny energii, co mamy nadzieję przyczyni się do potrojenia przychodów i zysku netto w 2021 r. do odpowiednio 140 mln zł i ponad 20 mln zł – mówi Łukasz Gralec, prezes Erato Energy oraz Tech Invest Group i dodaje – Przed akwizycją Erato Energy specjalizowało się w instalacjach o mocy do 50 kWp dla klientów indywidualnych i mniejszych firm, co nadal będzie kontynuowane. Większy nacisk położymy na rozwój farm fotowoltaicznych o mocy minimum 1MW.

Instytut Biznesu: Przed polską koleją duże wyzwania

Instytut Biznesu (IB): O aktualnej sytuacji i wyzwaniach inwestycyjnych na polskiej kolei.

Przed polską koleją duże wyzwania – gigantyczne inwestycje w ramach tzw. sieci TEN-T, w tym projekty szynowe tj. Rail Baltica, linia kolejowa E59 czy Rail-2 Sea. Stoimy też przed historycznie największym źródłem finansowania inwestycji infrastrukturalnych ze środków unijnych na lata 2021 – 2027 – można przeczytać w raporcie Instytutu Biznesu.

„Stan i perspektywy rozwoju polskiej kolei” to najnowsze opracowanie przygotowane przez Instytut Biznesu. Publikację poprzedziła debata z udziałem ekspertów, w tym Juliusza Bolka, Przewodniczącego Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu, Dawida Piekarza, wiceprezesa Instytutu Staszica oraz publicysty Jerzego Wysockiego, zorganizowana 3 grudnia br. W trakcie debaty eksperci wyrazili zaniepokojenie dyskusją wokół problemów partycypacji przez Polskę ze środków unijnych. Uczestników dyskusji niepokoją także ostatnie doniesienia na temat przewlekłości prac przy budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego, w tym Programu Kolejowego CPK (tzw. szprych prowadzących z różnych regionów Polski do Warszawy i CPK).

Branża oraz eksperci rynkowi zgadzają się, że obecna sytuacja związana z COVID-19 oraz spowolnienie na rynku powinny być impulsem do rozwoju inwestycji infrastrukturalnych, które są w stanie pobudzić krwioobieg gospodarczy i zapobiec wzrostom bezrobocia. – „Dalszy los inwestycji infrastrukturalnych i stopień wykorzystania wsparcia zewnętrznego zależy m.in. od szybkości rozstrzyganych przetargów i tempa realizacji procedur z nimi związanych oraz wsparcia bankowego dla zapewnienia finansowania działalności. Brak nowych zleceń i przetargów w obszarze infrastruktury transportowej, w tym i kolejowej może mieć znaczny negatywny wpływ na rynek pracy w wielu sektorach, zmuszając pracodawców do redukcji zatrudnienia i obniżki wynagrodzeń” – czytamy w raporcie Instytutu Biznesu.

Projekty infrastrukturalne opierają się głównie na unijnych funduszach, wokół których ostatnio toczy się spór.  W poprzedniej perspektywie budżetowej na lata 2014-2020 Unia Europejska przeznaczyła dla Polski 82,5 mld euro. W nowej perspektywie Polska ma szansę być największym beneficjentem polityki spójności w UE, otrzymując 66,8 mld euro. – „To rekordowa wysokość wsparcia, i prawdopodobnie ostatnia taka dla naszego kraju” – podkreśla Instytut. Ponadto, do tego można doliczyć także ponad 776 mld zł z tzw. Funduszu Odbudowy, uruchomionego przez Brukselę w ramach łagodzenia skutków pandemii COVID-19. Jednak aktualna sytuacja na arenie politycznej jest mało optymistyczna. W przypadku braku porozumienia Polska może stracić w 2021 r. nawet połowę należnych jej środków z polityki spójności.

Pozyskanie tych środków jest dla wielu firm z branży infrastrukturalnej niezwykle ważne. Brak lub ograniczanie finansowania, oznacza zastopowanie inwestycji, spadek lub brak zamówień na materiały i wyroby, a w konsekwencji zahamowanie lub przerwanie produkcji przez firmy pracujące na rzecz tych inwestycji.

Pogarszające się nastroje w gospodarce potęgują także duże przesunięcia terminów ogłaszania i rozstrzygania przetargów. Co z kolei, w przypadku braku nowych zleceń i przetargów, może się wiązać z katastrofą na rynku pracy – pracodawcy, tnąc koszty będą zmuszani do redukcji zatrudnienia i obniżania pensji, zwracają uwagę eksperci.

Tymczasem, to właśnie od stanu realizacji inwestycji infrastrukturalnych zależeć będzie, jak szybko państwu polskiemu uda się wyjść z kryzysu gospodarczego. – „W dobie spowolnienia gospodarczego, państwo polskie powinno stymulować rozwój gospodarki przez inwestycje w projekty infrastrukturalne, dając impuls kolejnym sektorom i branżom. Instytucje państwowe odgrywają kluczową rolę na poziomie planowania i komunikacji o nowych inwestycjach w infrastrukturze drogowej i kolejowej” – wskazuje IB.

Krakowski Szpital na Klinach będzie realizował przełomowy projekt operacyjnego leczenia raka szyjki i trzonu macicy metodą TMMR/PMMR z wykorzystaniem robota da Vinci

Grupa NEO Hospital rozpocznie realizację projektu operacji z wykorzystaniem robota da Vinci nowotworów szyjki i trzonu macicy z dofinansowaniem ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego (RPO WM). Całkowity koszt projektu to 12 584 070,15 zł, zaś wartość dofinansowania wynosi 7 333 290,49 zł. W ramach projektu, należący do Grupy NEO Hospital krakowski Szpital na Klinach wykona 200 zabiegów, w tym 100 w grupie pacjentek z rakiem szyjki macicy oraz 100 w grupie pacjentek z rakiem trzonu macicy. Dla pacjentek zakwalifikowanych do programu zabiegi będą całkowicie bezpłatne.

W Polsce rak szyjki macicy diagnozowany jest u ok. 2,5 tys. kobiet rocznie, z czego ok. 1,6 tys. w wyniku choroby umiera. Z kolei zachorowalność na raka trzonu macicy w naszym kraju dotyczy ok. 6 tys. kobiet rocznie, z czego następnie ok. 1,7 tys. umiera. Poziomy śmiertelności w przypadku obu typów nowotworów są gorsze niż przeciętne dla krajów UE, a w przypadku raka szyjki macicy są najgorsze w UE.

Pandemia koronawirusa drastycznie wpłynęła na realizację programów profilaktycznych. Bardzo ucierpiała też diagnostyka. Utrudniony jest także dostęp pacjentów do leczenia szpitalnego. Przygotowany przez Grupę NEO Hospital program badawczy, oparty o małoinwazyjne metody terapeutyczne i nowoczesny sprzęt, w tym system robotyczny da Vinci, jest szansą na poprawę jakości leczenia onkologicznego dla kobiet w Polsce, chorujących na raka szyjki macicy i raka trzonu macicy.

Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital
Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital

Jestem niezwykle szczęśliwa, że w tym wyjątkowo trudnym czasie pandemii uruchamiamy dla pacjentek dotkniętych chorobą onkologiczną – rakiem szyjki macicy, czy rakiem trzonu macicyprogram, w którym zyskują one dostęp do małoinwazyjnej operacji z wykorzystaniem robota da Vinci mówi Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital. Uruchomienie programu będzie możliwe dzięki dofinansowaniu ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014 – 2020. Jestem też dumna z naszego wspaniałego zespołu medycznego i zespołu naukowego, który podjął trud opracowania nowej metody terapeutycznej, dając nadzieję tysiącom kobietom w Polsce na skuteczną walkę z rakiem i utrzymanie dobrej jakości życia po zabiegu – dodaje.

Szpital na Klinach jest jednym z pierwszych ośrodków w Polsce, który wykonuje zabiegi ginekologiczne z wykorzystaniem robota da Vinci. System robotyczny da Vinci poprzez innowacyjne obrazowanie 3D z wielokrotnym powiększeniem oraz precyzyjne instrumenty, eliminację naturalnego drżenia rąk chirurga, umożliwia wykonanie operacji z niedostępną dotychczas powszechnie w Polsce dokładnością.

Projekt przygotowany przez Grupę NEO Hospital to unikalne w skali Polski przedsięwzięcie. Jest to pierwsze badanie komercyjne w dziedzinie chirurgii robotycznej w kraju. Wyniki programu będą miały znaczenie na skalę międzynarodową.

Chirurgia robotyczna w ginekologii ma zastosowanie także w skomplikowanych operacjach onkologicznych. Już przed wybuchem pandemii była jedną z najszybciej rozwijających się metod  chirurgicznych  na świecie. W tym kontekście godny uwagi jest innowacyjny potencjał tkwiący w polskim środowisku naukowo-badawczym związanym z prywatnym sektorem ochrony zdrowia. Polska dzięki takim projektom badawczo-rozwojowym w ginekologii robotycznej ma szansę zająć znaczącą pozycję wśród światowych liderów tej dziedziny – podkreśla prof. dr hab. n. med. Kazimierz Pityński, specjalista w dziedzinie ginekologii onkologicznej.

Metoda TMMR/PMMR a inne metody leczeniarobot da Vinci

Metoda TMMR/PMMR (TMMR odnosi się do leczenia raka szyjki macicy, a PMMR – do leczenia raka trzonu macicy) wykonana z użyciem robota da Vinci to przełom w

zakresie małoinwazyjnego leczenia operacyjnego nowotworów szyjki i trzonu macicy. Bazuje ona na teorii rozprzestrzeniania się nowotworu w tzw. kompartmentach embrionalnych, według której w początkowych stadiach raka komórki nowotworowe mają zdolność wzrostu tylko w obrębie tkanki, która w rozwoju embrionalnym tworzy narząd, gdzie dany nowotwór powstał, np. macicę.

Odmienność metody TMMR/PMMR od innych obecnie stosowanych polega na zapobieganiu wznowie nowotworu poprzez wycięcie całości tkanek tworzących dany kompartment. Zaletą tej techniki operacyjnej jest zaoszczędzenie nerwów oraz narządów należących do sąsiadujących kompartmentów takich, jak pęcherz moczowy, co pozwala na redukcję powikłań pooperacyjnych oraz utrzymanie dobrej jakości życia pacjentek po zabiegu.

Dzięki zastosowaniu metody TMMR/PMMR istnieje także możliwość rezygnacji z leczenia uzupełniającego w postaci radioterapii, często znacznie pogarszającej jakość życia pacjentek.

Porównanie wyników operacyjnego leczenia raka szyjki macicy i raka trzonu macicy we wczesnych stadiach za pomocą metody TMMR/PMMR w zestawieniu z wynikami leczenia operacyjnego metodami standardowymi zgodnie z obowiązującym obecnie protokołem onkologicznym pozwoli na wprowadzenie nowego, innowacyjnego procesu terapii raka szyjki macicy i raka trzonu macicy.

W programie istotne jest również zastosowanie robota da Vinci. Pacjentki otrzymają zabieg minimalnie inwazyjny, a przy tym charakteryzujący się wysoką precyzją, dzięki temu możliwe jest całkowite usunięcie nowotworu i zachowanie wysokiej jakości życia pacjentki po operacji. Możliwość zastosowania robota da Vinci w operacyjnym leczeniu jest też szczególnie ważna dla pacjentek ze znacznym stopniem otyłości, która utrudnia operacje ginekologiczne mówi prof. KAAFM, dr n. med. Paweł Szymanowski, specjalista w dziedzinie położnictwa i ginekologii z krakowskiego NEO Hospital, kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

W projekcie zostanie wykorzystana również technologia CarnaLife Holo. Jest to innowacyjny system przetwarzania danych medycznych, który pozwala na wizualizację trójwymiarowych danych obrazowych pozyskanych przy pomocy tomografii komputerowej lub USG. Wykorzystanie systemu zostało przewidziane dla pacjentek, u których anatomia pola operacyjnego jest zaburzona i niemożliwa do oceny na podstawie powszechnie stosowanych metod diagnostycznych. Do planowania wspomaganego systemem trójwymiarowej wizualizacji CarneLife Holo będą kwalifikowane pacjentki po zabiegach operacyjnych, otyłe, czy też po radioterapii.

Cele projektu

Program stanowi realną szansę dla poprawy jakości leczenia onkologicznego pacjentek dotkniętych rakiem szyjki macicy i rakiem trzonu macicy. Wśród spodziewanych istotnych korzyści programu są takie wartości, jak: mniejszy ból, mniejsze krwawienie śródoperacyjne, mniejsza ilość powikłań śród- i postoperacyjnych. Oczekuje się, że wyniki postępowania chirurgicznego TMMR w leczeniu raka szyjki macicy i PMMR w leczeniu raka trzonu macicy będą porównywalne z wynikami chirurgicznego postępowania tradycyjnego, uzupełnionego radioterapią. Spodziewana jakość życia pacjentek po tych operacjach będzie jednak znacząco wyższa w porównaniu z pacjentkami operowanymi zgodnie z obowiązującym obecnie protokołem onkologicznym i radioterapią.

Beneficjent/Lider projektu: NEO ROBOTICS ONE Sp. z o.o. Sp. k.

Partner projektu: NEO HOSPITAL Sp. z o.o. Sp. k.

Deloitte:: 73 proc. firm prowadzi w 2020 r. procesy inteligentnej automatyzacji

W ostatnich latach tempo i powszechność automatyzacji znacznie wzrosły. Wśród firm, które zdecydowały się na takie zmiany, coraz częściej nie jest to po prostu przeprojektowanie dotychczasowego podejścia i robotyzacja wykonywanych zadań, ale przyjęcie całkiem nowej perspektywy i wizji tego, jak zautomatyzowana praca powinna wyglądać. Z raportu firmy doradczej Deloitte „Automation with intelligence. Pursuing organisation-wide reimagination” wynika, że 88 proc. respondentów podejmujących się automatyzacji obecnie prowadzonej działalności, zmienia swoje procesy, aby zmaksymalizować płynące z niej korzyści.

W ostatnim czasie wyraźnie widać, że organizacje coraz częściej stosują cyfrowe sposoby pracy, a wiele z nich włączyło zrobotyzowaną automatyzację procesów (Robotic Process Automation) i sztuczną inteligencję (AI) w zakres swojej transformacji. Obserwujemy też coraz szerszy zakres wykorzystywanych narzędzi i technologii, takich jak optyczne lub inteligentne rozpoznawanie obrazów (OCR i ICR), zarządzanie procesami biznesowymi (BPM), monitorowanie procesów i ich eksplorację. Jak wynika z badania Deloitte, w 2020 r. odsetek organizacji, które rozpoczęły wprowadzanie rozwiązań bazujących na procesach inteligentnej automatyzacji, znacząco wzrósł. Działania w tym zakresie podjęło 73 proc. badanych firm, podczas gdy w ubiegłym roku było to 58 proc.

– Skalę zmian zachodzących w ostatnich latach w obszarze inteligentnej automatyzacji najlepiej pokazuje fakt, że gdy w 2015 roku Deloitte po raz pierwszy podejmował ten temat, takie plany deklarowało zaledwie 13 proc. naszych respondentów. Postęp w tym zakresie jest nie do przeoczenia. Potencjał takich transformacji leży jednak nie w implementacji pojedynczych technologii, ale w stale zwiększającym się zakresie dostępnych rozwiązań, narzędzi i technik. Ich pełne możliwości dopiero wymagają odkrycia, a właśnie wykorzystanie szerszego spektrum automatyzacji pozwala firmom na korzystne z biznesowego punktu widzenia uproszczenie procesów – mówi Paweł Zarudzki, Dyrektor w zespole Analytics & Cognitive w Deloitte.

Covid-19 i automatyzacja

Według większości ankietowanych koronawirus miał znaczący wpływ na sposób, w jaki ich organizacje postrzegają podejście do wykonywania obowiązków służbowych. Eksperci Deloitte oceniają, że w tych trudnych warunkach firmy potrzebują takich rozwiązań w zakresie automatyzacji, które oferują skalowalność i możliwość szybkiego wdrożenia.

Jak wynika z badania, Covid-19 ograniczył lub spowolnił inwestycje w robotyzację tylko w 29 proc. organizacji. W pozostałych przypadkach projekty wdrożenia automatyzacji są kontynuowane, a w przypadku co piątej instytucji nawet przyspieszyły. 9 proc. respondentów wskazało, że dopiero koronawirus spowodował rozpoczęcie inwestycji w inteligentną automatyzację.

– Niektórym firmom dopiero konieczność reagowania na kryzys wywołany pandemią pozwoliła zmienić podejście i przyjąć nową wizję tego, jak wyobrażają sobie pracę. Dla innych, automatyzacja była jedynym ratunkiem. Dzięki niej udało im się utrzymać podstawowe usługi podczas wymuszonych okresowych przerw w pracy. Jedna trzecia naszych ankietowanych w odpowiedzi na pandemię przyspieszyła inwestycje w tym zakresie – mówi Wojciech Sygnowski, Partner, lider Analytics & Cognitive w Deloitte.

Robot vs. człowiek

Jak wynika z raportu, ponad połowa badanych nie brała jeszcze pod uwagę skali i zakresu zmian związanych z robotyzacją, które będą miały wpływ na funkcje, zaangażowanie i sposób wykonywania obowiązków przez ich pracowników. Tymczasem respondenci wskazują, że już co dziesiąty zatrudniony był zmuszony przejść przeszkolenie związane z dostosowaniem swojego profilu zawodowego do procesów inteligentnej automatyzacji postępujących w jego środowisku pracy.

Zdaniem ekspertów Deloitte zwiększenie zakresu robotyzacji zaczyna wywierać coraz bardziej zauważalny wpływ na pracowników, a także sposób organizacji pracy w poszczególnych przedsiębiorstwach. Co więcej, powinniśmy się spodziewać, że zmiany w tym zakresie będą zachodziły coraz szybciej.

– Aby naprawdę uświadomić sobie rzeczywistą, wymierną wartość i skalę potencjalnych korzyści, które niesie ze sobą wdrożenie w firmie czy instytucji inteligentnej automatyzacji, należy cały czas pamiętać, że proces takiej transformacji nie ogranicza się do zastosowania nowych technologii. Ma ona też niebagatelny wpływ na całość kapitału ludzkiego danej instytucji. Pracownicy muszą sobie zdawać sprawę, w jaki sposób i jak bardzo automatyzacja zmieni ich pracę. Firmy, które już uświadomiły swoich pracowników w tym zakresie, mogą wyciągać wnioski z ich krytycznych uwag i w przyszłości lepiej przygotowywać się do kolejnych proponowanych i wprowadzanych zmian – mówi John Guziak, Partner, lider Human Capital w Deloitte.

Odrodzenie polskich winnic – rośnie produkcja i eksport win gronowych

Uprawa winorośli w Polsce staje się coraz bar-dziej popularna dzięki sprzyjającym warunkom klimatycznym. Dekadę temu taką działalność prowadziło 26 podmiotów, zaś w ostatnim roku gospodarczym 2019/2020 w rejestrze Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) zarejestrowanych było 294 plantatorów. Obszar upraw w ostatnich 10 latach również powiększył się po-nad dziesięciokrotnie i w sezonie 2020/2021 ma wynieść 555 ha. W ślad za tymi zmianami rośnie także wielkość produkcji wina gronowego, która osiągnęła poziom ponad 1,4 mln l w 2019/2020 i była o 12,6 proc. większa niż rok wcześniej. W Polsce produkowane są głównie wina białe, które stanowią ok. 60 proc. produkcji win gro-nowych (853 tys. l w ub.r.) [7].

W latach 2015-2019 polski eksport wina gronowego wzrósł ponad pięciokrotnie, z 6,1 mln EUR w 2015 r. (2,2 mln l) do 31,5 mln EUR (12,3 mln l). W 2019 r. aż 97,7 proc. wartości dostaw do po-nad 50 krajów świata stanowiło wino gronowe (CN 2204), a 2,3 proc. to wermuty i pozostałe wina (gronowe) aromatyzowane (CN 2205). W ujęciu wartościowym, największymi odbiorcami byli nasi wschodni sąsiedzi, w tym Ukraina (48,8 proc. ogółu dostaw wina gronowego i 32,9 proc. ogółu dostaw wermutu i wina aromatyzowanego), Rosja (31,0 proc. i 3,3 proc.) i Białoruś (5,4 proc. i 2,0 proc.) [8]. W Unii najwięcej polskiego wina gronowego nabywają Niemcy, Holendrzy i Szwedzi, a także Brytyjczycy. Większość polskiego eks-portu win gronowych to reeksport.

Od kilku lat rośnie import win gronowych. W latach 2015-2019 wzrósł on z 240,7 mln EUR (117,7 mln l) do 346,6 mln EUR (153,1 mln l), z czego 93,4 proc. wartości importu stanowiły wina gronowe, zaś 6,6 proc. – wermuty i wina gronowe aromatyzowane. Najwięcej win gro-nowych sprowadzono z Włoch (ok. 19,5 proc. wartości dostaw w ramach tej pozycji towarowej), Niemiec (14,8 proc.), Francji (12,1 proc.), USA (10,3 proc.), Hiszpanii (8,6 proc.) i Portugalii (6,7 proc.). Liczące się dostawy napłynęły także z Chile, Bułgarii, Mołdowy, Gruzji, Australii i Węgier. Wermuty i wina gronowe aromatyzowane zakupiono we Włoszech (64,1 proc. wartości importu w ramach tej pozycji towarowej), USA (17,6 proc.) i Bułgarii (10,4 proc.).

Polski eksport i import win gronowych

Mimo pandemii, podczas 9 miesięcy br. za-równo eksport, jak i import win gronowych w ujęciu wartościowym wzrósł. Przy czym, według danych GUS, w okresie I-IX 2020 r., względem analogicznego okresu ub. r., nasz eksport wzrósł o 15,6 proc. r/r w przypadku win gronowych i spadł o 24,6 proc. r/r w przypadku wermutów i win aromatyzowanych. Natomiast import w pierwszym przypadku wzrósł o 2,9 proc. r/r, zaś w drugim – spadł o 1,9 proc. r/r. [9].

Eksperci liczą, że ze względu na jakość i charakter rodzimej produkcji Polska będzie interesującym punktem na winiarskiej mapie Eu-ropy. Z powodu uwarunkowań klimatycznych nie mamy szans stać się potęgą w winiarstwie, ale możemy wyspecjalizować się w produkcji win odmiennych od powstających w innych regionach Europy czy świata i przez to ciekawych dla koneserów tego trunku [10]. Prawdo-podobnie nadal będzie przybywać winnic produkujących wina najwyższej jakości.

Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

[7] Dane KOWR (na dzień 25.10.2020 r.), https://kowr.gov.pl/ interwencja/wino [dostęp: 08.12.2020].
[8] Według danych ITC, http://www.intracen.org/itc/market-info-tools/trade-statistic/ [dostęp: 08.12.2020].
[9] Dane GUS, http://swaid.stat.gov.pl/SitePagesDBW/ HandelZagraniczny.aspx [dostęp: 07.12.2020].
[10] https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-polskie-wina-zdobeda-rynek,nId,4179911 [dostęp: 08.12.2020].

Apetyt na ryzyko nie ustępuje

Apetyt na ryzyko w żadnym stopniu nie maleje. Świadczą o tym nowe,  historyczne szczyty na Wall Street na wczorajszej sesji oraz spadki indeksu dolarowego (DXY). Dobre nastroje podtrzymała giełda w Azji, gdzie większość indeksów zamknęło się powyżej kreski. Podtrzymywany tryb risk-on to efekt nadziei inwestorów na rychłe ustalenie fiskalnego pakietu stymulacyjnego przez polityków w USA oraz złagodzenie obaw o wzrost przypadków zachorowań na COVID-19. Nie zapominajmy o dzisiejszej rozmowie von der Leyen – Johnson ws. umowy o brexicie.

Giełdy zdążyły już nas przyzwyczaić do tego, że mimo panującej pandemii, kupujących akcje jest nadal więcej niż tych, którzy chcą się ich pozbyć. Co prawda zmienność na światowych giełdach nie jest powalająca, to jednak każde zamknięcie sesji kolorem zielonym podtrzymuje panujący optymizm. Paliwem do wzrostów jest nadal temat pakietu stymulacyjnego w USA. Wczoraj Sekretarz Skarbu Steven Mnuchin przedstawił przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi propozycję  wartą 916 mld dolarów. Pani Pelosi przyznała, że mamy postęp w negocjacjach, jednak pewne elementy nadal są nie do zaakceptowania.

Na froncie pandemicznym nadal brak silnych przesłanek wypłaszczenia krzywej zachorowań. W ostatniej dobie w USA potwierdzono zakażenie u ponad 192 tys. osób a liczba ofiar była na poziomie 1404. Rynek jednak zauważa pozytywne elementy całej tej układanki. Za nami już drugi dzień szczepień na COVID-19 w Wielkiej Brytanii, która jest pierwszym krajem, które zaakceptowało szczepionkę. W ubiegłym tygodniu brytyjska agencja ds. regulacji leków (MHRA) dopuściła do użytku preparat wypracowany przez Pfizera oraz BioNTech. Symbolem tego przełomu jest zaszczepiona 91-letnia Brytyjka. Dodatkowo dobre nastroje podtrzymała deklaracja Prezydenta-elekta Bidena o wprowadzeniu na rynek 100 mln dawek leku przez pierwsze 100 dni prezydentury. Dodatkowo lider Demokratów podczas konferencji przedstawił swój plan walki z wirusem.

Dziś zmienności na funcie możemy oczekiwać w godzinach popołudniowo – wieczornych. Zaplanowana rozmowa między szefową KE a premierem Wielkiej Brytanii z pewnością nie przyniesie  ostatecznych rozstrzygnięć. Może być jednak katalizatorem pozytywnych informacji i dalszej aprecjacji GBP. Von der Leyen zakomunikowała na Twiterze, że „dyskusja na temat umowy o partnerstwie będzie kontynuowana”. Większych konkretów możemy oczekiwać na rozpoczynającym się jutro szczycie Unii Europejskiej. Pomiędzy dwoma stronami nadal kwestiami spornymi są prawa połowowe oraz rozstrzyganie sporów i zasad uczciwej konkurencji dla przedsiębiorstw.  Inwestorzy jednak nie wierzą w nieodpowiedzialność polityków i dyskontują pozytywny scenariusz. Przypomnijmy, że brak porozumienia będzie szkodliwy dla obydwu gospodarek. Wówczas do wzajemnych relacji handlowych musiałyby być wprowadzone zasady Światowej Organizacji Handlu, czego pokłosiem byłyby nałożone cła oraz wprowadzone kontrole celne. „Kabel” mimo poniedziałkowego dynamicznego spadku obecnie „trzyma się” stosunkowo wysoko. GPB/USD jest obecnie na poziomie 1.3375. Test kluczowego oporu horyzontalnego poziomu 1.3480 w najbliższym czasie jest nadal realny. Wczorajsze odreagowanie ceny było spowodowane doniesieniami agencji Reuters, które wskazywały, że strony doszły do porozumienia w kwestiach spornych. Dopóki jednak nie będziemy mieli tego na papierze, dopóty niepewność i ryzyko twardego brexitu pozostaje.

Dziś o 16:00 W Kanadzie bank centralny powinien utrzymać politykę bez zmian (0,25 proc.), choć atak drugiej fali pandemii podniósł ryzyka wokół tempa wzrostu i prawdopodobnie będzie skutkować łagodnym wydźwiękiem komunikatu. Bez sygnałów dodatkowego łagodzenia polityki monetarnej, decyzja BoC powinna być neutralna dla CAD. Z pewnością bank będzie brał pod uwagę ostatnie dane z rynku pracy, które poznaliśmy w ubiegły piątek. Liczby pokazały poprawę. Przybyło więcej nowych miejsc pracy a stopa bezrobocia spadła do poziomu 8,5 proc.

Pomimo sporu między UE a Polską i Węgrami w sprawie mechanizmu warunkowości w wieloletnich ramach finansowych UE,  złoty jest stosunkowo silny. Para EUR/PLN jest wyceniana aktualnie na 4.4435, a dziś w nocy PLN był najmocniejszy w relacji do EUR od 20 września. Zmienność na parach z PLN będzie podwyższona do końca tygodnia. Na wczorajszej konferencji prasowej Michael Roh podkreślił, że Niemcy są zdeterminowane, aby wypracować rozwiązanie, które umożliwiłoby wyjście z impasu w negocjacjach związanych z unijnym budżetem i funduszem pomocowym. Pozytywne wieści z Brukseli mogą spowodować kolejny ruch aprecjacyjny złotego do poziomu 4.4237 – szczytów z sierpnia bieżącego roku.

Łukasz Zembik, Kierownik dep. analiz TMS Brokers

Polacy na świąteczne zakupy spożywcze przeznaczą średnio 200-400 zł. Głównie ruszą do dyskontów po promocje

Ponad połowa Polaków zrobi zakupy spożywcze na święta tylko w sklepach stacjonarnych. Niemal 3 osoby na 10 badanych połączą wizyty w placówkach z transakcjami w Internecie. Przeszło 50% rodaków zamierza kupić potrzebne produkty w okresie od 7 do 14 dni przed Bożym Narodzeniem. Najczęściej będą odwiedzane dyskonty. Konsumenci zapewniają, że w tym roku największe znaczenie będzie mieć dla nich cena. Prawie co czwarty shopper planuje wydać 300-400 zł. Z kolei 80% ankietowanych będzie szukało produktów w promocji. 

Z badania „Świąteczna lista zakupów 2020”, wykonanego przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX, wynika, że ponad 51% konsumentów planuje zrobić zakupy spożywcze na święta w sklepach stacjonarnych. Blisko 28% osób zamierza nabyć część produktów online, a niektóre artykuły – offline. Patrząc na ten wynik, a także na pozostałe odpowiedzi dotyczące transakcji internetowych, widać, że na e-handel postawi w sumie prawie 33% Polaków.

– Zakupy FMCG online rosną, ale Polacy zdecydowanie więcej wydają w sklepach stacjonarnych. Mocna pozycja dyskontów oraz ogólnie handlu nowoczesnego gwarantuje konsumentom bardzo atrakcyjne ceny na znane im marki. Siatka tych placówek jest ciągle powiększana. To oznacza, że do wybranej sieci handlowej mamy coraz bliżej – komentuje Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy BLIX.

Badanie również pokazuje, że 28,3% ankietowanych chce zrobić zakupy dopiero na tydzień przed Bożym Narodzeniem. Natomiast 22,5% respondentów – 2 tygodnie przed świętami. Polacy wskazali też konkretne sklepy, do których zamierzają się wybrać. W pierwszej trójce znajdują się takie sieci, jak Biedronka, Lidl oraz Kaufland. Zatem widać, że najpopularniejsze w tym okresie będą dyskonty.

– Wielu konsumentów zamierza zminimalizować czas pobytu w sklepach i centrach handlowych. Zrobią zakupy wcześniej, by nie stać w zatłoczonych placówkach. Co do wybieranych formatów to obserwujemy nieco inny trend. Polacy najbardziej ufają sklepom osiedlowym. Doceniają, że w nich zakupy są szybkie i bezpieczne. Chcąc dotrzeć do takiego miejsca, nie trzeba korzystać ze środków transportu. Ponadto na niewielkiej powierzchni łatwiej utrzymać standardy sanitarne. Nie ma tam wielu ludzi, a czas przebywania w nich jest krótki – podkreśla Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu.

Ankietowani wskazali też, co w tym roku zadecyduje o zakupie artykułów spożywczych na święta. To przede wszystkim cena (74,7%), promocje (65,8%) i jakość (65,7%). Jak podkreśla ekspert z PIH, te preferencje nie odbiegają w sposób znaczący od normy i zwykłych zachowań konsumentów.

– Polacy zawsze szukają okazji związanych z zakupami. Jednak jeśli chodzi o żywność, to nie jest to tak oczywiste. Święta to czas, w którym chcemy, żeby na stole znalazły się produkty, które pasują do kulinarnej tradycji i spełniają nasze oczekiwania co do jakości. Obecna sytuacja w kraju sprawia, że konsumenci planują mniejsze wydatki. Chcąc zachować zasobność stołu, będą kierowali się do sklepów z najbardziej widocznymi promocjami. Jednocześnie będą oczekiwali, że rabaty nie są wynikiem słabszej jakości – stwierdza Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Dla ponad 65% konsumentów minimalny koszt zakupów spożywczych na tegoroczne święta to 300 zł. 22,5% chce przeznaczyć na ten cel 301-400 zł, a 20,2% – od 201 do 300 zł. Z kolei blisko 19% planuje wydatki powyżej 500 zł.

– Pandemia i wynikająca z niej niepewność ekonomiczna mogą wpływać na decyzje zakupowe. Poza tym tegoroczne Boże Narodzenie będziemy spędzać zapewne raczej w dużo węższym gronie niż zwykle. To może potencjalnie mieć pewien wpływ na skalę zakupów – zaznacza wiceprezes Ptaszyński.

Jak zauważa dyrektor Gantner, Polacy deklarują mniejsze wydatki na zakupy w porównaniu z ub.r. Widać to m.in. w grupie, która zamierza przeznaczyć na ten cel powyżej 500 zł. Według eksperta, na pewno wpływ na to ma presja spowodowana sytuacją ekonomiczną i niezbyt dobre nastroje. Część osób osiąga mniejsze dochody niż przed pandemią. Ponadto mamy inflację, jedną z najwyższych w UE. Ona od trzech lat powoduje ogólny wzrost cen. Jednak w ciągu ostatnich 2 lat wskaźnik udziału wydatków na żywność w budżetach domowych nieustannie rośnie. Obecnie wynosi ok. 23%, co ewidentnie świadczy o tym, że tego rodzaju produkty stają się znaczącym kosztem dla Polaków. Dla porównania, wskaźnik ten w Niemczech wynosi ok. 11%.

– Na spotkaniach rodzinnych będzie mniej osób niż w minionych latach. Z tego powodu nie ma potrzeby robienia takich zakupów jak dotychczas. Ale będzie więcej domostw, w których ludzie usiądą przy świątecznym stole w mniejszym gronie. To paradoksalnie może wpłynąć na większą ilość zakupionych produktów FMCG – analizuje Marcin Wierzbicki, Business Manager w Grupie BLIX.

Badanie pokazuje też inny trend. Ponad 80% konsumentów będzie przed świętami szukać produktów w promocjach. Jak zaznacza Marcin Lenkiewicz, Polacy kochają rabaty, a przy świętach to niemal „sport narodowy”. W ustalonym budżecie chcemy kupić więcej. Ale w niektórych sieciach handlowych jest mniej promocji niż przed pandemią.

– Polacy szukają przede wszystkim żywności, która zapewni dobrej jakości świąteczny stół. Z jednej strony chcielibyśmy utrzymać ten styl życia, do którego się przyzwyczailiśmy. Ale z drugiej strony, te produkty są coraz droższe i musimy bardziej liczyć się z kosztami. W związku z tym rozglądamy się za promocjami, ale też dokonujemy zakupów w sposób bardziej świadomy, zwracając uwagę na skład produktów – informuje dyrektor PFPŻ.

Do tego wychodzi, że blisko 90% konsumentów skorzysta z tzw. listy zakupów. Według analityków z UCE RESEARCH, ten wynik nie powinien nikogo już dziwić. Podkreślają oni, że z rosnącą popularyzacją tego rozwiązania mamy do czynienia już od dłuższego czasu. A pandemia dodatkowo jeszcze poszerzyła ten trend. Bez wątpienia taka lista ułatwia zaplanowanie zakupów, pomaga zaoszczędzić czas i pieniądze podczas wizyty w sklepie.

Badanie metodą CAWI zostało przeprowadzone pod koniec listopada br. przez UCE RESEARCH we  współpracy z Grupą BLIX na reprezentatywnej próbie 1 061 dorosłych Polaków.