ABSL pracuje nad rozwiązaniami podtrzymującymi konkurencyjność Polski na międzynarodowym rynku usług biznesowych

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) podczas trwającego ABSL Digital Forum zwraca uwagę na konieczność wprowadzania rozwiązań, które
w okresie długoterminowym będą wspierały konkurencyjność Polski na arenie międzynarodowej. Jednocześnie Wicepremier, Minister Rozwoju, Pracy i Technologii, Jarosław Gowin potwierdza kontynuację prac nad kluczowymi programami dla wspierania i pozyskiwania inwestycji dotyczącymi paszportu inwestora strategicznego.

Pomimo wyzwań pandemii sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce cały czas się rozwija i tworzy obecnie prawie 350 000 miejsc pracy. W ciągu ostatniego roku pod względem zatrudnienia branża urosła o 10% i pozostaje kluczową pod względem wielkości zatrudnienia gałęzią gospodarki w Polsce. Wzrasta również wartość eksportu w usługach wiedzochłonnych (tzw. KIBS), która na koniec 2019 roku była szacowana na prawie 20 mld USD przy udziale sektora w PKB szacowanym na około 3,5%.

Oczekiwania inwestorów

Badanie[1] zrealizowane w Europie przez E&Y potwierdza, że w ciągu trzech najbliższych lat wśród czynników mających wpływ na poziom inwestycji zagranicznych, znaczenie będą miały również działania podejmowane przez rządy z w zakresie regulacji i szeroko pojętych programów wsparcia dla biznesu i gospodarki. Biorąc pod uwagę silny trend związany ze zmianami w łańcuchu dostaw i umiejscowieniem jego wszelkich elementów w pobliżu produkcji, Polska ma znaczącą szansę na pozyskanie nowych inwestorów oraz rozszerzenie skali obecności tych, którzy już w Polsce są.

Jacek Levernes, współzałożyciel i honorowy prezes ABSL zwraca uwagę: – Bez inwestycji powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego będzie utrudniony. Kluczowe jest utrzymanie konkurencyjności i poprawianie warunków prowadzenia działalności, w tym przede wszystkim zapewnienie stabilności i przewidywalności tworzonego prawa. Jako sektor zwracamy uwagę, że działania pomocowe dla branż najbardziej potrzebujących są kluczowe, jednocześnie jednak trzeba zadbać o pozyskiwanie inwestycji w tym zagranicznych, dzięki którym Polska gospodarka nie ugnie się pod ciężarem wydatków. Jeśli teraz nie zaczniemy myśleć o stworzeniu dogodnych warunków w perspektywie długoterminowej, możemy mieć duży problem z pozyskaniem nowych inwestycji.

Z analiz[2] ABSL wynika, że polski sektor usług biznesowych , tak jak i w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej, paradoksalnie może skorzystać na kryzysie. Z badań zrealizowanych przez ABSL w połowie listopada br., wynika, że ponad 21% ankietowanych firm od początku wybuchu pandemii przeniosło część obsługiwanych już procesów biznesowych do Polski. Jest to konsekwencją reshoringu polegającego na przeniesieniu na teren naszego kraju usług realizowanych poprzednio w innej lokalizacji i wzrostu znaczenia nearshoringu, czyli przenoszenia procesów z krajów bliskich geograficznie.

Jarosław Gowin, Wicepremier i Minister Rozwoju, Pracy i Technologii mówi: – Sektor usług biznesowych ma strategiczne znaczenie dla inwestycji o wysokiej wartości dodanej w Polsce i poradził sobie bardzo dobrze w ostatnich miesiącach. Aby pozostać atrakcyjnym miejscem dla inwestorów, a co za tym idzie, utrzymać wpływy do budżetu państwa, istotne jest, aby wprowadzić rozwiązania  wspierające nowe inwestycje, zarówno w dużych aglomeracjach, jak i miastach średnich. Wicepremier podkreśla również: – Utrzymanie ich napływu przekłada się na całą gospodarkę. W resorcie pracujemy nad doprecyzowaniem kryteriów jakościowych, co ma poprawić przejrzystość obowiązujących przepisów w zakresie przewidywalności prawa i uproszczenia procedur oraz ułatwić przedsiębiorcom działalność na terenie Polski. Jest to tym bardziej istotne teraz, w czasie pandemii COVID-19 i w szczególności przy odbudowie gospodarki, utrzymanie istniejących i zapewnieniu nowych miejsc pracy.

Konieczne dopracowanie rozwiązań w zakresie prawa pracy

Z badań Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL wynika, że sektor nowoczesnych usług dla biznesu szybko przystosował się do sytuacji wywołanej pandemią koronawirusa. W chwili ogłoszenia pandemii aż 88 % badanych firm deklarowało zdolność przestawienia się na tryb pracy zdalnej. Obecnie ponad 90% badanych firm pracuje zdalnie. Tyle samo deklaruje chęć wprowadzenie pracy z domu w zróżnicowanym wymiarze na stałe po ustaniu pandemii.

Anna Młyniec, Członek Zarządu JLL w Polsce podsumowuje – Nowoczesna infrastruktura biurowa i mnogość lokalizacji dla biznesu to obok wykształconych kadr duży atut Polski w pozyskiwaniu inwestycji. To właśnie centra usług są jednym z głównych najemców nowoczesnych biur – od 2016 roku firmy z sektora BSS wynajęły 3,2 mln mkw. Bez sektora BSS panorama polskich aglomeracji wyglądałaby kompletnie inaczej, nie byłoby też możliwe stworzenie setek dodatkowych miejsc pracy dla wszelkiego rodzaju usług towarzyszących. Dalszy intensywny rozwój branży leży zatem w interesie nas wszystkich, a można go osiągnąć poprzez odpowiednie zmiany legislacyjne w obszarze pracy, promocję Polski na arenie międzynarodowej czy zadbanie o przyjazny i stabilny klimat inwestycyjny.

Ważnym obszarem z zakresu prawa pracy, który wymaga rozwiązań wzmacniających konkurencyjność Polski na tle innych państw jest wsparcie przedsiębiorców poprzez wspólne budowanie instrumentów prawnych i administracyjnych ułatwiających i przyśpieszających procesy legalizacji pobytu cudzoziemców, pracy transgranicznej, a także pracy zdalnej z zagranicy.

Jeroen Tiel, Managing Director Poland and Eastern Europe, RandstadOprócz odpowiednich regulacji prawnych, musimy zadbać o stałe podnoszenie kwalifikacji pracowników i ukierunkowanie ich w zgodzie z faktycznymi potrzebami rynku pracy. Mając na uwadze sytuację, w której się znaleźliśmy – te dwie rzeczy stają się coraz ważniejsze w kontekście zdobywania nowych kompetencji. Sektor nowoczesnych usług biznesowych ciągle zatrudnia, więc będziemy potrzebować dobrze sprofilowanych kandydatów i rola w tym także pracodawców, aby ich wesprzeć i wyedukować.

[1] https://assets.ey.com/content/dam/ey-sites/ey-com/en_gl/topics/attractiveness/ey-europe-attractiveness-survey-2020-v3.pdf

[2] ABSL Sektor Usług Biznesowych w Polsce w 2020

Uwiązany złoty

Globalne rynki podtrzymują umiarkowanie pozytywne nastroje z pomocą pozytywnych informacji związanych z dystrybucją szczepionek oraz postępami w rozmowach nad pakietem fiskalnym w USA. Pomimo kontynuowanego osłabienia USD, pozytywne wibracje ominęły wczoraj rynki wschodzące. Zdumiewająco słaby był polski złoty.

Wczoraj rano oklaskiwałem wyraźnie pozytywną reakcję złotego na wzrost globalnego apetytu na ryzyko i podkreślenie ujemnej korelacji z EUR/USD. Stąd tym bardziej jestem zaskoczony całkowitym zanegowaniem wczoraj wcześniejszych spadków EUR/PLN do 4,44. W środę kurs odbił do 4,49, a dziś rano jest niewiele niżej. EUR/USD tymczasem poprawia szczyty ponad 1,21 i tyle było z korzystania złotego na słabości dolara.
Lokalne czynniki nie przynoszą odpowiedzi na pytanie o przyczyny wyprzedaży. Na pewno nie były to objawy nerwowości wokół decyzji Rady Polityki Pieniężnej, na którą zresztą nie mogliśmy się wczoraj doczekać. Decyzja została podana rekordowo późno – o 16:15, czyli nawet po zwyczajowej godzinie publikacji komunikatu (przesunięty z 16:00 na 16:30). Sama decyzja nie przyniosła niespodzianki. Rada utrzymała stopę referencyjną na 0,1 proc., a komunikat w swojej wymowie w ogóle nie sprawiał wrażenia, że opóźnienie w publikacji wynikało z burzliwej debaty między członkami o przyszły kształt polityki. Rada w dalszym ciągu zamierza wspierać gospodarkę poprzez skup obligacji. Powtórzono też, że bank centralny chciałby widzieć słabszego złotego, ale nie pojawiły się żadne sygnały, że chciałby w tym „pomóc”. Ogólnie RPP zdaje się pozostawać na kursie, by nie zmieniać poziomu stóp procentowych co najmniej do połowy 2022 r. W trosce o ożywienie gospodarcze RPP będzie zdeterminowana utrzymywać łagodną politykę, nawet jeśli inflacja zacznie wyrywać się powyżej celu. Oczekujemy pierwszej podwyżki w trzecim kwartale 2022 r.

Wracając do złotego, wczoraj pojawiła się hipoteza, że przecena waluty to „kara” za podtrzymywane weto Polski i Węgier w odniesieniu do unijnego budżetu. Za takimi wnioskami przemawiać ma równie słaba postawa forinta węgierskiego. Problem w tym, że złoty i forint traciły od rana, podczas gdy weto zostało przypomniane w komentarzach unijnych dyplomatów dopiero po południu. Nawet nie chce wspominać, że wczorajsze informacje nie były nagłym zwrotem w sprawie – stanowisko Polski i Węgier od tygodni jest niezmienne. Tak samo jest niezmienne przekonanie, że na szczycie unijnym 10 grudnia uda się osiągnąć jakiś konsensus. UE nie byłaby sobą, jeśliby na ostatnią chwilę nie wypracowała porozumienia.

Co pozostaje? Prawdopodobnie na rynku nie ma konsensusu, że już na początku grudnia nastały idealne warunki dla rajdu walut rynków wschodzących. W ocenie niektórych uczestników rynku nie ma jeszcze miejsca na trwalszą aprecjację złotego czy forinta. W efekcie z punktu widzenia sceptycznie nastawionych inwestorów wysokie poziomy po wtorku były okazją do taktycznej sprzedaży z oczekiwaniami utrzymania dotychczasowej konsolidacji. Jeśli dodamy do tego dezorientację wśród tych inwestorów, którzy we wtorek stali za umocnieniem złotego, ich kapitulacja mogła tylko spotęgować osłabienie.

Osobiście uważam, że wczorajszy zwrot to tylko potknięcie dla średnioterminowego trendu umocnienia złotego. Szczepionkowa euforia przemawia za bardzo korzystnymi warunkami dla rynków wschodzących na starcie nowego roku. Złoty jest tani na tle historycznej wyceny, a poprawa perspektyw gospodarczych w oparciu o spadek ryzyk związanych z pandemią i prowzrostową politykę fiskalną i monetarną oraz większa skłonność inwestorów do ryzyka powinny pozwolić na umocnienie złotego na przestrzeni 2021 roku. Na razie jednak pozostaje respektować listopadowy kanał boczny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

UE chce zwiększyć dostępność leków i wzmocnić sektor farmaceutyczny

25 listopada Komisja Europejska przyjęła nową strategię, która wyznacza kierunki rozwoju europejskiego przemysłu farmaceutycznego [5]. Sektor ten generuje 800 tys. miejsc pracy w UE, ponad 109 mld EUR nadwyżki handlowej i inwestuje aż 37 mld EUR w badania. UE to pod względem wielkości 2. na świecie rynek farmaceutyczny o obrotach ok. 190 mld EUR rocznie. Strategia ma zwiększyć dostęp obywateli krajów UE do lekarstw, poprawić innowacyjność i konkurencyjność branży, wprowadzić mechanizmy działania w przypadku takich kryzysów, jak pandemie i wzmocnić wpływ UE na wyznaczanie światowych standardów dla farmaceutyków.

Najbliższe lata UE poświęci poprawie regulacji i działania swoich instytucji oraz usprawnieniu koordynacji, by wzmocnić sektor farmaceutyczny i zwiększyć dostępność leków. Aby zmniejszyć zależność od dostawców spoza UE, KE zobowiązała się do podjęcia działań, takich jak dywersyfikacja łań-cuchów produkcji i dostaw, zapewnienie gro-madzenia zapasów oraz wspieranie produkcji i inwestycji w Europie. Strategia przewiduje również wzmocnienie i usprawnienie działania Europejskiej Agencji Leków przez uproszczenie i przyśpieszenie procedur. Agencja ma zająć się m.in. łagodzeniem niedoborów do-staw farmaceutyków. Komisja planuje także działania na rzecz zwiększenia koordynacji zasad refundowania leków między krajami, a także intensyfikację współpracy w zakresie polityki cenowej i procedur oceny leków, by poprawić ich dostępność. Szczególny nacisk położono na przeciwdziałanie chorobom nowotworowym oraz działania promujące innowacyjne podejście do badań i rozwoju w UE, dotyczących antybiotyków oraz środków ograniczających ich stosowanie w związku z coraz częstszym zjawiskiem antybiotykoodporności. Osiągnięciu założonych w strategii celów ma służyć stworzenie infrastruktury cyfrowej, pomocnej w dzieleniu się danymi nt. opieki zdrowotnej między instytucjami krajów członkowskich UE. Pełne wdrożenie strategii zaplanowano na 2025 r.

Europejska strategia farmaceutyczna wychodzi naprzeciw problemom i wyzwaniom sektora farmaceutycznego w Polsce [6]. Jej wdrażanie powinno służyć poprawie bezpieczeństwa sektora, wyzwoleniu krajowego potencjału produkcyjnego w zakresie substancji aktywnych i leków oraz zwiększeniu dostępności leków i nowoczesnych terapii. W tym kontekście za szczególnie ważne należy uznać przewidziane w strategii działania nakierowane na wzmacnianie konkurencyjności i innowacyjności sektora farmaceutycznego, tworzenie zdywersyfikowanych i bezpiecznych łańcuchów wartości oraz zapewnienie dostępu do przystępnych cenowo leków.

Przemysł farmaceutyczny, na tle innych branż przetwórstwa przemysłowego w Polsce, wyróżnia relatywnie wysoka innowacyjność, w tym zwłaszcza w zakresie najbardziej cenionych innowacji nowych dla rynku. Natomiast niska jest skłonność do eksportu, mierzona udziałem eksportu w sprzedaży. Podstawowe cechy sektora zestawiono na wykresie 2 [7].

UE chce zwiększyć dostępność leków i wzmocnić sektor farmaceutyczny

Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

10 najczęstszych błędów podatkowych popełnianych przez przedsiębiorców

Prawo podatkowe nakłada na przedsiębiorców szereg obowiązków, których niewykonanie może wiązać się nie tylko z koniecznością zapłacenia wyższego podatku i odsetek od niego, ale również z odpowiedzialnością karno-skarbową. Oto 10 błędów podatkowych najczęściej popełnianych przez przedsiębiorców.

  1. Uporczywe niewpłacanie podatku bądź zaliczki na podatek w terminie

Każdemu może zdarzyć się zapomnieć wpłacić podatek w terminie. Przyjmuje się jednak, że jeśli jest to zaniechanie powtarzające się, bądź też jednorazowe odsunięcie wpłacenia podatku w terminie ale na dłuższy okres, to takie zachowanie będzie miało znamię uporczywości. Czyn ten jest wykroczeniem, obwarowany jest karą grzywny, ale również odsetkami od niewpłaconej kwoty podatku. Jak tego uniknąć? W dobie powszechności urządzeń elektronicznych wystarczyłoby ustawić cykliczne przypomnienie w elektronicznym kalendarzu o obowiązku wpłacenia danego podatku.

  1. Zaliczanie do kosztów uzyskania przychodów, wydatków o charakterze osobistym

Wiadomo, że każdy przedsiębiorca chciałby płacić podatku jak najmniej. Będąc na tzw. „etacie”, nie przejmujemy się tym, że z „zarobionych” środków musimy zapłacić podatek dochodowy. Przedsiębiorca natomiast co miesiąc widzi, ile wpłaca zaliczki na podatek dochodowy. Chcąc zmniejszyć to obciążenie, zalicza do kosztów uzyskania przychodów coraz to nowe wydatki. Pamiętać jednak trzeba, że nie każdy poniesiony wydatek może stanowić KUP. Kosztem uzyskania przychodu może być tylko wydatek poniesiony w celu uzyskania tego przychodu bądź jego zabezpieczenia. Gdy będziemy o tym pamiętać, unikniemy możliwości uznania przez organ podatkowy, że konieczna jest korekta i „wyrzucenie” wydatku z KUP, a zatem również wpłacenie zaległego podatku i odsetek od niego.

  1. Niewystawienie faktury lub rachunku

Obowiązek wystawienia faktury bądź rachunku wprost wynika z przepisów ustawy o VAT. W przypadku więc dokonania transakcji sprzedaży bądź wykonania usługi, istnieje taki obowiązek. Fakturę wystawia się na rzecz podatnika VAT czynnego, rachunek natomiast – w przypadku transakcji dokonanej z osobą fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej. Niewystawienie takiego dokumentu podlega karze grzywny.

  1. Posługiwanie się nierzetelnymi fakturami VAT

Przedsiębiorca chcąc obniżyć VAT należny bądź też obniżyć zaliczkę na podatek dochodowy, musi ponieść koszt uzyskania przychodu. Często zdarza się, że przedsiębiorcy, wobec braku możliwości dokonania zakupów, „kupują” faktury VAT, które mają za zadanie udokumentować rzekomo poniesiony wydatek. Mało który przedsiębiorca zdaje sobie jednak sprawę, że za taki czyn grozi nie tylko widmo określenia przez organ nowej kwoty zobowiązania podatkowego, ale również kara grzywny, bądź nawet kara pozbawienia wolności.

  1. Brak stosownej dokumentacji dotyczącej transakcji

Każda transakcja winna być prawidłowo udokumentowana, na wypadek wszczęcia przez organ podatkowy kontroli. Konieczne jest zatem posiadanie faktury VAT, umowy, zamówienia, dokumentu przewozu itp. Niektóre przywileje podatkowe są również obwarowane posiadaniem stosownych dokumentów (np. zastosowanie stawki VAT 0% w przypadku WDT). Nieposiadanie stosownych dokumentów, wyłącza możliwość skorzystania z takiego przywileju, więc podatnik, nie posiadając takowych, nie powinien takiej stawki zastosować. Zdarza się jednak, że stawka zostaje zastosowana pomimo braku tych dokumentów, co wiąże się z konsekwencjami zarówno w podatku VAT, jak i postępowaniu karnym skarbowym.

  1. Odliczenie 100% VAT od paliwa/raty leasingowej itp. pomimo używania samochodu służbowego do celów prywatnych

Obecne przepisy przewidują, że w przypadku wydatków związanych z samochodem wykorzystywanym dla celów służbowych, 100% VAT można odliczyć wyłącznie wtedy, gdy samochód jest użytkowany tylko w celach służbowych. Dodatkowo jednak, należy prowadzić ewidencję przebiegu takiego pojazdu. Jeśli natomiast podatnik użytkuje go również w sposób prywatny, możliwe jest odliczenie VAT naliczonego w 50% jego wysokości. Przedsiębiorcy często jednak bagatelizują te regulacje i odliczają 100% VAT, np. od zakupionego paliwa, pomimo braku prowadzenia ewidencji i używania samochodu w trybie mieszanym, ale nie zdają sobie sprawy, że przecież w każdej chwili może do nich zapukać pracownik urzędu skarbowego i zweryfikować te rozliczenia. Bezpieczniej jest jednak, odliczać 50% VAT w przypadku faktur otrzymywanych w związku z samochodem wykorzystywanym dla celów służbowych.

  1. Firmanctwo

W praktyce może zdarzyć się, że jakaś znajoma osoba bądź ktoś z rodziny, poprosi o założenie na siebie działalności gospodarczej po to, by ta osoba mogła tę działalność prowadzić. Często osoba ta obiecuje również jakiś udział w zysku takiej działalności. Należy zauważyć, że powyższe zachowanie nie tylko ma swoje konsekwencje w podatkach, ale również w prawie karnym skarbowym. Na gruncie prawa podatkowego odpowiedzialność obu stron tego procederu jest solidarna. Na gruncie prawa karnego skarbowego, choć odpowiedzialność za przestępstwo firmanctwa ponosi wyłącznie firmant, trudno jednak przyjąć całkowity brak odpowiedzialności drugiej osoby. Przyjmuje się, że może ponieść odpowiedzialność za tzw. firmanctwo bierne w formie współsprawstwa bądź pomocnictwa. Nie warto zatem ulegać mrzonkom o dużych zyskach przy zerowym nakładzie pracy.

  1. Brak zgłoszenia rejestracyjnego bądź aktualizacji danych, w szczególności w zakresie adresu do korespondencji

Brak zgłoszenia rejestracyjnego bądź aktualizacji danych, zwłaszcza w zakresie adresu do doręczeń, może skutkować brakiem udziału w postępowaniu podatkowym i wydaniem wobec podatnika decyzji podatkowej, od której nawet nie będzie miał jak się odwołać. Co więcej, czyn taki jest również wykroczeniem skarbowym. Zabezpieczając zatem własne interesy, należy pamiętać, żeby aktualizować wszelkie zmieniane dane, które trzeba podawać stosownym organom władzy państwowej.

  1. Brak weryfikacji kontrahenta i wplątanie się w oszustwo podatkowe

Od jakiegoś czasu sporo mówi się o należytej staranności w doborze kontrahenta, o tzw. „dobrej wierze”. Pomimo tego, przedsiębiorcy w dalszym ciągu, zauroczeni widmem szybkiego zysku i pewnej transakcji, dają się wplątać w oszustwo podatkowe. Oczywiście, wszystko wychodzi na jaw zazwyczaj dopiero w trakcie kontroli podatkowej/postępowania podatkowego, a wtedy następuje ogromne zdziwienie, że za chwilę może na podatnika zostać wydana decyzja podatkowa określająca zobowiązanie podatkowe. Zazwyczaj dotyczy to nadwyżki podatku naliczonego nad należnym i zadeklarowanego zwrotu VAT, których kwoty powodują zainteresowanie transakcjami, z którymi te zwroty są związane. Brak należytej staranności skutkuje nie tylko decyzją podatkową i walką z organem podatkowym, by udowodnić, że podatnik nie wiedział o żadnym oszustwie i dochował należytej staranności, ale również ewentualnym postępowaniem karnym skarbowym, które może zakończyć się pozbawieniem wolności. Dlatego najlepiej jest zapoznać się z instrukcją weryfikacji kontrahenta wydaną przez Ministerstwo Finansów oraz trzymać się z daleka od transakcji, które wywołują jakiekolwiek wątpliwości.

  1. Wybór błędnego sposobu rozliczenia podatku dochodowego

Co do zasady, mamy dwie formy opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych: według skali (18% i 32%) oraz liniowo (19%). Jednakże, dla niektórych rodzajów działalności istnieje również możliwość zastosowania stawki tzw. zryczałtowanego podatku dochodowego od przychodów ewidencjonowanych. Stawki te są dużo niższe, np. 5,5% czy też 8,5%. Nie wszystkie rodzaje działalności mogą jednak z takich stawek skorzystać, a co więcej, nie każde wykonywane czynności podpadają akurat pod PKD, dla którego przewidziana została preferencyjna stawka. Co również istotne, niektóre rodzaje świadczonych usług wyłączają możliwość zastosowania stawek preferencyjnych, o czym tez nierzadko przedsiębiorcy zapominają. Dlatego tak ważne jest aby, dokonując wyboru opodatkowania zryczałtowanym podatkiem dochodowym, skonsultować swoją decyzję z profesjonalnym doradcą podatkowym, bądź uzyskać indywidualną interpretację przepisów prawa podatkowego.

Powyższe błędy w zakresie obowiązków uregulowanych w prawie podatkowym, nie są jedynymi, które popełniają przedsiębiorcy, ale są jednymi z popełnianych najczęściej. Posiadając jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy nie ciąży na nas obowiązek, należy to zweryfikować, konsultując z profesjonalistą, zajmującym się prawem podatkowym na co dzień.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Polacy po pandemii wrócą do mniejszych biur

Doświadczenia pandemii będą miały długotrwały wpływ na sposób, w jaki pracujemy oraz na to, jak funkcjonują miejsca pracy. Pracownicy zamiast codziennie przychodzić do biura, będą woleli pojawiać się tam raz na jakiś czas. To wpłynie na zmniejszenie zapotrzebowania na przestrzeń biurową. Z danych Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych wynika, że już w trzecim kwartale 2020 r. wynajęto o 40% mniej powierzchni biurowych niż rok wcześniej. Zdaniem ekspertów Personnel Service tendencja spadkowa utrzyma się w kolejnych kwartałach, bo firmy coraz bardziej będą stawiały na pracę hybrydową. 

Pandemia koronawirusa spopularyzowała pracę w trybie home office. Biura zaczęły świecić pustkami, co dla wielu pracodawców było sygnałem do redukcji wynajmowanych przestrzeni. Spadła także aktywność najemców na rynku biurowym, bo decyzje o ulokowaniu biura są wstrzymywane i to nie tylko przez samą pandemię. Znaczna część pracowników niechętnie myśli o powrocie do poprzedniego trybu pracy, a to oznacza, że firmy muszą na nowo przemyśleć całą ideę posiadania biura. Już teraz wiadomo, że będzie to coraz bardziej przestrzeń do spotkań, wymiany zdań czy pomysłów, a coraz mniej miejsce, w którym w jednym czasie możemy spotkać wszystkich pracowników firmy – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert rynku pracy.

Jaka przyszłość czeka biurowce?

Pracodawcy, którzy od marca mierzą się z wyzwaniem pracy zdalnej, przekonali się już, że praca z domu może być równie wydajna jak w biurze. Potwierdzają to dane Grafton Recruitment, z których wynika, że 44% osób nie widzi różnicy w wydajności wykonywanej pracy z domu, a 22% wskazuje wręcz na poprawę swojej efektywności. Jednak zarówno pracownicy jak i pracodawcy, dostrzegają także wady home office. Z tego samego badania wynika, że niemal 3 na 4 zatrudnionych przyznaje, że w domu pracuje w zupełnie innych porach niż w biurze. Stąd trudności z zachowaniem work-life balance przy pracy zdalnej. Natomiast  pracodawcy nie mają pełnej kontroli nad wynikami zespołu i postępem prac. Dodatkowo, nawet najnowocześniejsze rozwiązania nie są w stanie zastąpić relacji społecznych między pracownikami. Dlatego eksperci Personnel Service wskazują, że po zniesieniu obostrzeń, najbardziej prawdopodobne jest przejście na hybrydowy model pracy w biurze, co przyczyni się do redukcji posiadanych przestrzeni biurowych.

Obserwując rynek, ale także wyciągając wnioski z własnych doświadczeń, zauważam, że pracownicy zaczynają traktować pracę zdalną już nie w kategoriach benefitu, a jako naturalne środowisko pracy. Z tego powodu szanse na powrót do biur w takim wymiarze, jak to miało miejsce przed koronawirusem, są niewielkie. Przedsiębiorcy mogą kwestionować potrzebę posiadania dużego biura, decydując się na zmniejszenie powierzchni, czasem nawet o 40% – ocenia Krzysztof Inglot.

Utrzymanie pracy zdalnej to mniejsze biura w przyszłości

Badania potwierdzają, że większość pracowników nie wyobraża sobie powrotu do biur w pełnym wymiarze czasu. Według Pracuj.pl aż 87% badanych chce pracować w przyszłości przynajmniej częściowo zdalnie, z czego 71% w modelu hybrydowym. Natomiast w globalnym badaniu Cisco przeprowadzonym również wśród Polaków, aż 83% chciałoby mieć możliwość decydowania o miejscu wykonywania obowiązków. W firmach, które wprowadzą model pracy hybrydowej lub umożliwią szerszy niż przed pandemią zakres pracy zdalnej, zmniejszy się liczba pracowników wykonujących obowiązki stacjonarnie. Spowoduje to zwrot ku mniejszym, bardziej kameralnym biurom. Pierwsze skutki takich decyzji już widać na rynku, bo z danych Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych wynika, że III kwartale br. nie zawarto żadnej transakcji powyżej 10 tys. mkw., a łącznie wynajęto o 40% mniej powierzchni biurowych niż rok wcześniej.

Bezrobocie grozi zwłaszcza młodym pracownikom czasowym. Najgorsza sytuacja w Hiszpanii

W II kwartale 2020 r. w UE-27 [1] do najbardziej narażonych na ryzyko utraty pracy należały osoby zatrudnione na kontrakty terminowe (ok. 14 proc. prawdopodobieństwa utraty pracy) oraz młodzi pracownicy (16-24 lata) – ok. 10 proc. Istotnych wniosków dostarcza także charakterystyka dochodowa, która wskazuje na największe ryzyko zarówno utraty pracy, jak i czasowego zwolnienia osób o niskich dochodach. Choć ryzyko utraty pracy, szacowane według kryterium dochodowego, było relatywnie niskie w UE [2] (niskie dochody – ok. 5 proc. prawdopodobieństwa utraty pracy, średnie dochody – 3 proc. oraz wysokie dochody – ok. 2 proc.), ryzyko tymczasowego zwolnienia lub zmniejszenia wymiaru pracy było już znacząco wyższe (niskie dochody – ok. 21 proc., średnie dochody – ok. 18 proc. oraz wysokie dochody – ok. 16 proc.). Poziom ryzyka utraty pracy oraz tymczasowego zwolnienia lub zmniejszenia wymiaru pracy jest zróżnicowany w obrębie poszczególnych państw.

Ryzyko zwolnień tymczasowych lub obniżenia wymiaru świadczonej pracy wśród osób o niskich dochodach było najwyższe w Irlandii (40 proc.), na Cyprze (32 proc.) oraz w Grecji i Włoszech (odpowiednio: ok. 31 i 30 proc.). Osoby o niskich dochodach naj-bardziej narażone na ryzyko utraty pracy były w: Hiszpanii (12 proc.), Irlandii (10 proc.) oraz Włoszech i Austrii – ok. 6 proc. W Polsce ryzyko utraty pracy przez osoby o niskich dochodach wyniosło jedynie ok. 2 proc., a czasowych zwolnień/redukcji czasu pracy – ok. 13 proc. Były to jedne z najniższych wartości wśród analizowanych krajów [3].Prawdopodobieństwo utraty pracy przez młodych pracowników

→ Najmłodsi pracownicy, zaliczani często do kategorii niskich dochodów oraz niskich umiejętności, są szczególnie narażeni na ryzyko utraty pracy. W II kwartale 2020 r. najwyższe ryzyko utraty pracy przez osoby w wieku 16-24 lata odnotowano w Hiszpanii (ok. 19 proc.), Portugalii (ok. 14 proc.) oraz Irlandii (ok. 13 proc.). Polska wypada na tym tle relatywnie dobrze z ryzykiem na poziomie ok. 5 proc. Duży wpływ na ograniczenie zatrudnienia osób młodych miał spadek licz-by kontraktów terminowych [4]. W II kwartale 2020 r. w UE zatrudnionych na kontrakty terminowe było 19,2 mln osób w wieku 20-64 lata, co stanowi spadek o 2,3 mln względem I kwartału 2020 r. (21,5 mln osób). W porównaniu z IV kwartałem 2019 r. udział kontraktów terminowych w zatrudnieniu młodych w wieku 15-24 lata zmniejszył się o 3,5 pkt. proc., podczas gdy w grupie wiekowej 20-64 lata zmniejszył się tylko o 1,4 pkt. proc. względem II kwartału 2020 r.

Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

[1] Wyłączając Niemcy.
[2] Tamże.
[3] Eurostat (2020), COVID-19 labour effects across the income distribution, https://ec.europa.eu/eurostat/statistics -explained/index.php?title=COVID-19_labour_effects_ across_the_income_distribution [dostęp: 01.12.2020].
[4] Eurostat (2020), Part-time employment and temporary con-tracts – quarterly data, https://ec.europa.eu/eurostat/ databrowser/view/LFSI_PT_Q__custom_186996/bookmark/ table?lang=en&bookmarkId=003984d4-b3b0-4e0a-b288 -81a7c333fb99 [dostęp: 01.12.2020].

Co trzecia firma z branży spożywczej zwiększyła automatyzację

Według badania Siemens Financial Services prawie jedna trzecia firm z branży spożywczej zwiększyła automatyzację produkcji, w stosunku do ubiegłego roku. Równocześnie 26 proc. przedsiębiorstw podniosło nakłady na inwestycje w park maszyn i urządzeń, a jedna czwarta ankietowanych postawiła także na częstsze odnawianie sprzętu. Jednak firmy spożywcze muszą jeszcze mocniej skoncentrować się na transformacji cyfrowej. Wskazują na to wyniki raportu Digi Index oraz szacunki ekspertów Siemens Financial Services, według których polski sektor food & beverage powinien przeznaczyć na inwestycje w najbliższych latach ponad 14 miliardów złotych. 

Nowoczesny park maszyn pomoże w rozwoju

Z badania Siemens Financial Services przeprowadzonego wśród polskich firm z sektora spożywczego wynika, że co czwarte przedsiębiorstwo zwiększyło nakłady finansowe na odnowienie sprzętu w stosunku do roku 2019. Podobna liczba badanych odnotowała również większą częstotliwość samych odnowień parku maszyn.

Innowacyjne zaplecze sprzętowe powinno być standardem dla przedsiębiorstw spożywczych. Polskie podmioty z branży spożywczej podążają w tym kierunku, lecz gdy cyfryzacja jest tak powszechna, czasu na wdrażanie takich zmian jest coraz mniej. Epidemia koronawirusa pokazała jak współczesna technologia jest ważna dla biznesu. W dużej mierze to dzięki zaawansowanej technologii takie przedsiębiorstwa mogą odnaleźć się w nowej rzeczywistości – mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce. Według wyliczeń naszych ekspertów, polskie firmy spożywcze muszą w najbliższych latach zainwestować ponad 14 miliardów złotych, aby zachować cyfrową konkurencyjność. Historia pokazuje, że długofalowo takie inwestycje są opłacalne, a firmy stają się odporne na zmiany rynkowe i kryzysy w przyszłości – dodaje.

Jakie urządzenia dominują obecnie wśród MŚP z branży spożywczej? Według badania są to urządzenia chłodnicze i systemy ważenia, które znajdują się w 81 proc. firm. Nieco mniej, bo 69 proc. badanych posiada maszyny pakujące. Natomiast połowa (52 proc.) podmiotów dysponuje liniami do transportu, 20 proc. mieszarkami, a 12 proc. piecami.

Jak kształtują się następujące obszary w relacji do minionego roku
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Cyfryzacja to najważniejsze wyzwanie

Wyniki badania pokazują, że prawie co trzecie przedsiębiorstwo spożywcze zwiększyło automatyzację produkcji w stosunku do poprzedniego roku. Pozostałe firmy z tej branży jeszcze nie zdecydowały się na rozwój cyfryzacji procesów, jednak biorąc pod uwagę globalne trendy, odsetek podmiotów z nowoczesnym zapleczem sprzętowym powinien wzrastać.

– Maszyny dedykowane dla sektora spożywczego stają się coraz bardziej cyfrowe. Rodzime przedsiębiorstwa powinny inwestować w urządzenia, które można łatwo integrować z tymi już istniejącymi oraz wyposażone w inteligentne czujniki, tak aby zapewnić elastyczną adaptację produkcji. Ważne jest także wykorzystanie Internetu Rzeczy (IoT), aby dodatkowo wspierać efektywność procesów – mówi Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services w Polsce.

Fakt, że przedstawicieli polskiej branży spożywczej czeka wyzwanie w postaci intensyfikacji transformacji cyfrowej, potwierdzają wyniki innych badań. Według globalnych szacunków Siemens Financial Services, aby rodzime firmy zachowały konkurencyjność i sprostały oczekiwaniom klientów, muszą zainwestować w rozwój cyfrowy ponad 14 miliardów złotych w ciągu najbliższych 5 lat. Tzw. okno cyfryzacji jest coraz węższe, ponieważ cyfryzacja staje się już powoli powszechnym standardem.

Potwierdza to również wskaźnik „Digi Index” stworzony w 2020 roku przez Siemens Polska, który bada poziom cyfryzacji przedsiębiorstw produkcyjnych m.in. branży spożywczej. Przedsiębiorstwa z tego sektora osiągnęły wartość wskaźnika na poziomie 1,7. Oznacza to, że podmioty z branży powinny pilnie wdrażać strategię rozwoju cyfrowego.

– Zauważamy, że polskie firmy spożywcze są świadome konieczności cyfryzacji. Wiele z nich deklaruje, że opracowało już strategie cyfrowej transformacji, które czekają na realizację. Gotowość wsparcia tych planów znajduje odzwierciedlenie we wzrostach przyszłych wydatków budżetowych. Według badania Digi Index, 17 proc. ankietowanych organizacji zamierza w ciągu najbliższych 12 miesięcy zwiększyć nakłady na cyfryzację – mówi Łukasz Otta, Dyrektor ds. transformacji cyfrowej w Siemens Polska.

Nowoczesne rozwiązania wspierają konkurencyjność

Rezultaty wyraźnie wskazują, że nowoczesny park maszynowy i cyfryzacja procesów są niezbędne, aby rywalizować na międzynarodowych rynkach. Według badania Siemens Financial Services, tylko 6 proc. ankietowanych firm uważa, że jest lepiej przygotowana sprzętowo do konkurowania z podmiotami zagranicznymi, a 27 proc. ocenia, że ich zaplecze maszynowe jest na takim samym poziomie. Równocześnie według 41 proc. przedsiębiorstw, ich park urządzeń nie pozwala skutecznie konkurować na rynkach międzynarodowych. Nowoczesne zaplecze sprzętowe pomaga zachować wysoką jakość produktów, która jest jednym z najważniejszych elementów konkurencyjności wśród firm spożywczych.

Przygotowanie do konkurowania w stosunku do firm zagranicznych
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Maszyny głównie za gotówkę i w leasingu

Firmy spożywcze finansują kupno sprzętu przede wszystkim środkami własnymi. Robi tak 70 proc. badanych, wśród których są przedsiębiorcy nabywający maszyny za gotówkę zarówno w całości, jak i częściowo, przy czym druga grupa uzupełnia własny kapitał innymi formami finansowania. Na drugim miejscu znajduje się leasing (43,2 proc.). Blisko jedna czwarta podmiotów przy zakupie urządzeń posiłkuje się kredytem, a 22 proc. korzysta z dotacji.

Wykorzystywane źródła finansowania parku maszyn i urządzeń
*Wykorzystywane do sfinansowania całości parku MiU lub jego części
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Przy podejmowaniu decyzji o realizacji inwestycji w park maszyn i urządzeń, przedsiębiorcy z branży spożywczej chętnie sięgają po leasing, który jest najpopularniejszym sposobem pozyskania zewnętrznego kapitału. Jego elastyczność pozwala dostosować finansowanie do indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy, niezależnie od branży czy sytuacji gospodarczej. To powoduje, że leasing specjalistycznego sprzętu powinien nadal cieszyć się popularnością wśród przedstawicieli sektora MŚP.

Kolejne dane dotyczące branży spożywczej, z drugiego pomiaru badania zrealizowanego na zlecenie Siemens Financial Services, ukażą się w pierwszym kwartale 2021 roku.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Keralla Research w marcu 2020 r. na podstawie wywiadów z 400 przedstawicielami małych i średnich przedsiębiorstw z branży poligraficznej, metalowej, tworzyw sztucznych i food and beverage z całej Polski oraz posiadających własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych (CATI).

Totalizator Sportowy tworzy ffVC Tech and Gaming. Nowy fundusz CVC to nawet 100 mln zł dla polskich startupów

Do 100 mln zł czeka na startupy z branż gier, sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa, dronów, robotyki, enterprise software, RegTech czy FinTech w nowo utworzonym funduszu corporate venture capital – ffVC Tech & Gaming. Fundusz powstał z inicjatywy Totalizatora Sportowego oraz partnerów zarządzających ffVC przy wsparciu PFR Ventures oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Totalizator Sportowy do współpracy przy tworzeniu CVC wybrał polsko-amerykański zespół funduszu ff Venture Capital, którego siedziba główna znajduje się w Nowym Jorku. Zespół zarządzający został wybrany w otwartym postępowaniu.

– Stworzenie funduszu corporate venture capital to realizacja jednej z zapowiadanych inicjatyw strategicznych przewidzianych na lata 2017-2020. Kontynuacja transformacji technologicznej Totalizatora Sportowego wymaga od nas już nie tylko współpracy ze światowymi gigantami rynku gamingowego, lecz także otwarcia na wdrażanie produktów i usług dostarczanych przez młode innowacyjne firmy, w tym polskie startupy. Liczymy, że wsparcie tego potencjału przyniesie nam wszystkim ogromne korzyści i przede wszystkim możliwość dalszego rozwoju – mówi Olgierd Cieślik, Prezes Zarządu Totalizatora Sportowego.

Fundusz został powołany w ramach programu PFR NCBR CVC (programu współtworzonego przez Polski Fundusz Rozwoju oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju). ffVC Tech & Gaming skupi się na startupach, które otworzą perspektywy oferowania ich produktów i usług na rynku amerykańskim. Zespół zarządzający planuje zainwestować do końca 2023 roku w 15-20 spółek.

ffVC to kolejny międzynarodowy zespół, który sprowadzamy do kraju. Już wkrótce doświadczenia z kolebki rynku venture capital zasilą nasz lokalny ekosystem. Cieszy dobór branż, w których aktywny będzie nowy CVC. Doświadczeni producenci gier przyciągają ogromne zainteresowanie na warszawskim parkiecie, teraz startujące dopiero studia i projekty mogą liczyć na alternatywny kapitał – komentuje Maciej Ćwikiewicz, prezes PFR Ventures.

– Wprowadzamy na polski rynek nowy fundusz CVC ukierunkowany na branże, które – co widzimy w naszych innych programach i inicjatywach – bardzo skutecznie absorbują wsparcie na B+R, przekuwając je w produkty z potencjałem na międzynarodową komercjalizację. – podkreśla Przemysław Kurczewski, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Nowy fundusz to kolejna szansa na dywersyfikację wsparcia startupów w zależności od stopnia dojrzałości biznesowej ich pomysłów. Z myślą o takim zróżnicowaniu wsparcia stworzyliśmy całą rodzinę programów BRidge, w tym PFR NCBR CVC. W tych instrumentach finansowych przekazaliśmy już polskiej społeczności startupowej blisko 900 mln zł. To pokazuje zarówno skalę naszych wspólnych działań, jak i potrzeby rynku, na które od dziś odpowiadać będzie nowy mocny gracz – dodaje Przemysław Kurczewski.

Strategia ffVC Tech & Gaming zakłada inwestycje głównie w startupy i spółki z międzynarodowym potencjałem będące w fazie szybkiej ekspansji, a jedna spółka w ramach pierwszej inwestycji może otrzymać od 1 do 8 mln zł. W ramach inwestycji kontynuacyjnej może to być już nawet do 15 mln zł. Fundusz będzie inwestował w spółki na wczesnym etapie rozwoju, głównie w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Spółki portfelowe zostaną połączone z ekosystemem ffVC w USA. Będą mogły również mieć dostęp do sieci kontaktów oraz zasobów Totalizatora Sportowego, w tym mieć możliwość testowania wybranych rozwiązań u partnera korporacyjnego. Z kolei sieć kontaktów ffVC umożliwi im zaś ekspozycję w USA, m.in. podczas wydarzeń organizowanych przez fundusz oraz spotkań z amerykańskimi inwestorami.

– Cieszymy się, że możemy rozszerzyć naszą działalność i rozpocząć inwestycje w Polsce. Stworzyliśmy silny międzynarodowy zespół, aby wyszukiwać najlepsze polskie spółki, które dzięki pomocy ffVC oraz Totalizatora Sportowego mają szansę stać się liderami w swoich branżach – mówi John Frankel, założyciel i partner ffVC. – Rynek venture capital w Polsce od lat dynamicznie się rozwija i uważamy, że rynek wchodzi w fazę rozwoju, po której polskie startupy będą osiągać globalną skalę działalności ­– dodaje Frankel.

Funduszem ffVC Tech & Gaming będzie zarządzał międzynarodowy zespół. W jego skład wejdzie dwóch Partnerów z USA (John Frankel i Adam Plotkin) oraz dwóch Partnerów z Polski (Mariusz Adamski i Maciej Skarul). Oprócz tego do dyspozycji funduszu będą pracownicy z głównej siedziby ffVC w Nowym Jorku. Wszyscy członkowie mają bogate doświadczenie w inwestowaniu i wspieraniu spółek technologicznych na etapach early stage i growth na całym świecie. Mariusz Adamski i Maciej Skarul będą kierować działalnością operacyjną ffVC w Europie.

– Chcemy wesprzeć rozwój innowacyjnych i przełomowych polskich spółek poprzez wykorzystanie relacji ffVC z partnerami strategicznymi, takimi jak Totalizator Sportowy oraz pomoc polskim firmom w ekspansji międzynarodowej, zwłaszcza do USA – mówi Mariusz Adamski, Współzałożyciel i Partner ffVC Polska.

W ciągu ostatnich 12 lat fundusz ffVC współinwestował m.in. z Adobe, Amazon, AXA, BDMI, Bloomberg, Citi Group, Goldman Sachs, KPMG, Mastercard, Microsoft, Nationwide, Qualcomm, Randstad, Reuters, Salesforce, Samsung, Santander, TD Bank, Time Warner, Two Sigma, Wells Fargo, Western Technology Investment. Dzięki tym doświadczeniom ffVC może stać się pomostem do pozyskiwania przez polskie spółki finansowania VC z całego świata.

– Mamy ambicję, by stać się jest jednym z głównych graczy w polskim ekosystemie VC i pomóc w bezpośrednim połączeniu rodzimych startupów z ponad 100 funduszami w USA – podkreśla Maciej Skarul, Partner ffVC Poland.

InteliWISE wygrało przetarg Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii wart blisko 3,5 mln zł

Twórca rozwiązań AI dla biznesu podpisał z Ministerstwem Rozwoju Pracy i Technologii umowę na rozwój systemu, który obsłużył już ponad 2 000 000 spraw przedsiębiorców.

InteliWISE wygrało przetarg na kontynuację projektu “Centrum Pomocy Przedsiębiorcy”. Umowa podpisana przez pioniera technologii AI z Ministerstwem Rozwoju Pracy i Technologii, opiewa na blisko 3.5 miliona złotych brutto i obejmuje m.in. wykorzystanie Voicebotów II Generacji do wsparcia Infolinii.

Przedmiotem zamówienia publicznego jest świadczenie usługi Multikanałowego Centrum Pomocy Przedsiębiorcy ze stale aktualizowaną bazą wiedzy, dostępnego za pomocą różnych środków komunikacji elektronicznej. InteliWISE pokrywa obsługę ponad 99% zapytań przedsiębiorców, w ramach jednego z kluczowych systemów e-administracji, przy wykorzystaniu AI, Chatbota II Generacji, Infolinii, czata oraz wideo. Centrum Pomocy jest pierwszą i główną  linią wsparcia dla Punktu Informacji dla Przedsiębiorcy, realizowanego w ramach projektu “Konto Przedsiębiorcy – usługi online dla firm w jednym miejscu”. Łączna wartość podpisanej umowy wynosi 3 494 184,00 zł. brutto, a okres jej realizacji to 2 lata.

–  Najwyższe standardy obsługi, znane z rynku komercyjnego, ale oferowane polskim przedsiębiorcom i obsługującym ich urzędnikom – to dewiza świadczonego przez nas od lat Centrum Pomocy. Hybrydowe podejście: człowiek – maszyna, czyli połączenie zespołu konsultantów-specjalistów z technologiami AI umożliwia świadczenie innowacyjnego Contact Center, osiągającego wysokie oceny satysfakcji użytkowników. W ramach nowej umowy, której wartość jest wyższa o ponad 33% rocznie, wzrośnie zakres tematyczny i ilościowy. Warto dodać, iż realizacja ta nie byłaby możliwa bez wykorzystania zaawansowanych rozwiązań Sztucznej Inteligencji w tym Voicebotów II Generacji– komentuje Marcin Strzałkowski, prezes InteliWISE.

Od początku istnienia Centrum Pomocy Przedsiębiorcy, prowadzone przez InteliWISE, rozwiązało ponad 2.000.000 spraw, a jego wyróżnikami – pośród licznych infolinii w polskiej e-administracji – są m.in dostępność przez 24h zautomatyzowanych przez Sztuczną Inteligencję narzędzi pomocy, przystępność dla interesantów, zakres świadczonej pomocy – od porad aż po wspólne wypełnianie wniosków przez telefon. Ze względu na multikanałowość jest to unikalne Contact Center w polskiej e-administracji – przedsiębiorcy mogą uzyskać pomoc poprzez infolinię, wirtualnego asystenta głosowego, live chat albo wideo, w dwóch językach: polskim i angielskim. Centrum Pomocy jest dostosowane również do obsługi osób niesłyszących – obsługa odbywa się również w polskim języku migowym.

Pandemia COVID-19 jest potężnym wyzwaniem dla polskich przedsiębiorców i – naturalnie – zwiększyła zapotrzebowanie na usługi porad i informacji w ramach infolinii w Centrum Pomocy Przedsiębiorcy. Jesteśmy dumni, że będziemy rozwijać ten projekt, wyznaczając standardy w ramach usług customer service w administracji publicznej – kończy prezes.

W Sylwestra przedawnią się faktury z 2018 r. – nawet kilkaset milionów złotych

Już wkrótce, 31 grudnia 2020 r., przedawnią się niezapłacone faktury wystawione w 2018 r.,  dotyczące np. umów sprzedaży, świadczenia usług i o dzieło. Wyjątkiem jest m.in. branża transportowa, gdzie okres przedawnienia wynosi rok. Należności jednak nie przepadną, gdy przedsiębiorcy zdecydują się na windykację polubowną. Aby odzyskać pieniądze zamrożone w fakturach, wystarczy, że zawrą z dłużnikiem ugodę, w której uzna on ich roszczenia. Gra jest warta świeczki, bo podczas pandemii w firmowej kasie liczy się każda złotówka.  

Z ostatniej edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP” pod patronatem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców wynika, że w przypadku 65 proc. firm pandemia mocno wpływa na ich produkcję, sprzedaż bądź świadczenie usług. Może to skutkować spadkiem przychodów w przyszłości. Taki scenariusz przewiduje 43 proc. badanych. Tylko niecałe 2 proc. firm spodziewa się wzrostu przychodów. Problemy finansowe przedsiębiorców mają odbicie w bazie danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Zaległości firm wobec kontrahentów wynoszą obecnie 11,4 mld zł.

Z kolei według szacunków Związku Przedsiębiorstw Finansowych wartość wierzytelności oddanych do windykacji na zlecenie w połowie 2020 r. wynosiła 3,8 mld zł. Z doświadczeń Kaczmarski Inkasso wynika, że ok. 20 proc. to długi przeterminowane o ponad rok. To oznacza, że z końcem roku może się przeterminować nawet 500-700 mln zł zamrożonych w fakturach wystawionych w 2018 r.

Przedawnienie z końcem roku można powstrzymać

Przeprowadzona w lipcu 2018 r. nowelizacja przepisów, m.in. Kodeksu cywilnego i Ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, przesunęła termin przedawnienia długów, związanych z działalnością gospodarczą, a dotyczących m.in. umów sprzedaży, świadczenia usług i o dzieło, na ostatni dzień roku kalendarzowego, w którym przypada to przedawnienie. Przykładowo,  przedsiębiorca sprzedał towar 20 lipca, a termin wymagalności zapłaty przypadał 20 sierpnia. Kontrahent nie uregulował jednak faktury. Według zmodyfikowanych przepisów dług przedawni się z końcem 2020 r. Nie dotyczy to m.in. branży przewozów, gdzie okres ten wynosi rok.

Przedsiębiorcy powinni być świadomi, że to ostatni dzwonek, aby odzyskać pieniądze za sprzedany towar czy usługi zrealizowane w 2018 r. Mogą rozważyć skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego, co przerwie bieg przedawnienia. Wiąże się to jednak z kosztami i czasem oczekiwania na rozstrzygnięcie. Alternatywą jest przekazanie faktury do windykacji polubownej.

– Negocjatorzy są w stanie doprowadzić do zawarcia ugody, w której dłużnik uzna roszczenie, co będzie skutkować wstrzymaniem przedawnienia. Miesiąc, który został do końca roku, wystarczy, aby podpisać ugodę, opracować plan spłaty i przystąpić do odzyskiwania należności – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Dług nie znika

Przedawnienie nie oznacza, że dług znika. On nadal istnieje i wierzyciel ma prawo go dochodzić – z wyjątkiem postępowania przed sądem.

– Dłużników, którzy traktują przedawnienie jak anulowanie długu, muszę rozczarować. Tak nie jest, dług nadal obciąża ich konto. Można wpisać ich do Krajowego Rejestru Długów, co działa dyscyplinująco i daje czytelny sygnał innym przedsiębiorcom, że mają do czynienia z nierzetelnym, bo niepłacącym klientem. To jest także informacja dla banków, firm faktoringowych czy leasingowych, że mają do czynienia z klientem podwyższonego ryzyka. Na tej podstawie, zgodnie z prawem, można odmówić zawarcia z nim umowy – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Szybka windykacja na początku pandemii, a potem po staremu

Pierwsza fala epidemii koronawirusa znacząco przyspieszyła decyzje małych i średnich firm o przekazywaniu niezapłaconych faktur do windykacji. W kwietniu i maju, kiedy przyszłość przedsiębiorców była wielką niewiadomą, nie zwlekali oni, jak wcześniej, ze zlecaniem odzyskania należności. Według danych firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso średni okres przeterminowania faktur kierowanych do odzyskania skrócił się ze 181 dni w lutym do 165 dni w maju. Kiedy jednak skończył się lockdown, a na firmowe konta wpłynęły pieniądze z tarcz antykryzysowych, MŚP powróciły do starych zwyczajów. Czekały z kierowaniem spraw do windykacji, licząc, że dłużnicy sami zapłacą. W czerwcu średni okres przeterminowania faktury przekazywanej do windykacji przekroczył 200 dni i pozostał taki przez całe wakacje. Wrzesień przyniósł niewielką zmianę. Znowu zaczęło przybywać spraw przeterminowanych o miesiąc lub dwa. Był to efekt kończenia się pieniędzy z dotacji lub szybkiego poszukiwania dopływu gotówki.

– W listopadzie ponownie zaobserwowaliśmy zwiększone zainteresowanie odzyskiwaniem należności. Widać, że na firmowych kontach kończy się gotówka, a przedsiębiorcy nie wiedzą, co przyniosą kolejne miesiące. Zwłaszcza teraz, kiedy los wielu branż jest niepewny, przedsiębiorcy powinni zadbać o odmrożenie pieniędzy z faktur, szczególnie tych z 2018 roku, gdyż wkrótce ich odzyskanie będzie trudniejsze – mówi Jakub Kostecki.

Mają pieniądze, ale nie płacą

Windykacja polubowna prowadzona przez zewnętrzną firmę skupia się na działaniach, które mają przekonać dłużnika – przedsiębiorcę do szybkiej spłaty zobowiązań lub zaproponowanie takiego rozwiązania, które zaakceptuje wierzyciel, np. spłaty należności w ratach. Wierzyciel ponosi koszt windykacji jedynie w przypadku, gdy uda się odzyskać jego pieniądze. Nie obciąża to jego konta, co w czasie pandemii, gdy przedsiębiorcy liczą każdą złotówkę, ma duże znaczenie.

Z badań Rzetelnej Firmy wynika, że 22 proc. przedsiębiorców przyznaje wprost, że ma pieniądze, ale nie płaci, ponieważ chce je zachować na czarną godzinę. Prowadzi to do zatorów płatniczych, które mają szczególnie negatywny wpływ na małe i średnie firmy. Nie posiadają one bowiem zaplecza finansowego, które pozwoliłoby przetrwać trudniejszy moment. Dlatego tak ważne jest, aby zadbały o dopływ gotówki i uwolniły pieniądze z faktur z 2018 r.

Skanska sprzedaje budynek biurowy w Warszawie za 70 mln euro

Spółka biurowa Skanska sprze­da­ła drugi budynek warszawskiego kompleksu biurowego Spark spółce Stena Fastigheter AB. Nabywca należy do Grupy Stena i jest jednym z największych szwedzkich funduszy na rynku nieruchomości. Dla szwedzkiego inwestora jest to pierwszy zakup w Europie Środkowo-Wschodniej. Tran­sakcja dowodzi, że nieruchomości biurowe wysokiej jakości, zaprojektowane i zre­a­lizowane ze szczególną dbałością o zdrowie i dobre samopoczucie użytkowników oraz środowisko naturalne są szczególnie atrakcyjnymi aktywami w niepewnych czasach. Jest to drugi biurowiec w stolicy Polski sprzedany przez Skanska w tym roku.

– W tych niepewnych czasach zaufanie i partnerstwo stanowią cenny kapitał. Bardzo nas cieszy, że Stena wchodzi na rynek Europy Środkowo-Wschodniej, zawierając transakcję z tak długoletnim partnerem jak Skanska – podkreśla Arkadiusz Rudzki, wiceprezes ds. wynajmu i sprzedaży w spółce biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. –Naszym niezmiennym celem jest dostarczanie bezpiecznych, ponadczasowych, zdrowych, zrównoważonych i innowa­cyjnych miejsc pracy. Taki też jest kompleks biurowy Spark. To już drugi biurowiec w War­sza­wie, który sprzedaliśmy w tym roku. Pierwszym był Generation Park Z sprzedany w marcu do Deka Immobilien. Druga połowa roku pokazała ożywienie na rynku i wzrost zainteresowania najlepszymi projektami biurowymi. Uważam, że jakość i bezpieczeństwo są teraz najważniejsze z punktu widzenia najemców i inwestorów. Skanska udowadnia, że potrafi zapewnić jedno i drugie – dodaje Arkadiusz Rudzki.

Transakcja, której przedmiotem jest biurowiec Spark B – budynek innowacyjny i zrównoważony, położony w najszybciej rozwijającej się dzielnicy biznesowej i biurowej Warszawy – ma dla nas szczególne znaczenie. Od dłuższego czasu poszukiwaliśmy okazji, aby wejść na polski, a przy tym także na warszawski rynek nieruchomości. Spark B pasuje w tym przypadku idealnie, jako nowoczesny, ponadczasowy, certyfikowany w LEED Platinum oraz zbudowany zgodnie ze standardami WELL Gold biurowiec – powiedziała Cecilia Fasth, prezes w Stena Fastigheter AB.

Spark to kompleks biurowy zlokalizowany na warszawskiej Woli, najatrakcyjniejszej i najdy­namicz­niej rozwijającej się dzielnicy biznesowej w Warszawie. Całkowita powierzchnia najmu w sprzedanym budynku to ok. 19 tys. mkw. oraz 144 podziemne miejsca parkingowe. Nieruchomość posiada międzynarodowych i krajowych najemców, w tym m.in. UPC Polska, PCF Group, PKO Faktoring i INC Research (Syneos).

W obecnej sytuacji epidemiologicznej konieczne jest zagwarantowanie bezpieczeństwa i och­rony zdrowia w budynkach biurowych. Skanska ustanowiła kilka zasad i dostosowała biura w Europie Środkowej i Wschodniej, aby wspierać swoich najemców powracających do biur w tworzeniu zdrowego środowiska pracy. W ramach koncepcji „Care for Life” wprowadzono: konsultacje w zakresie wymagań dot. planowania przestrzeni w celu zapewnienia odpowiedniego fizycznego dystansu, rozwiązania bezdotykowe oparte na aplikacji Connected by Skanska, jak również plany sanityzacji i dezynfekcji czy zarządzanie jakością powietrza w biurze. Wiele z tych rozwiązań znalazło się w drugim budynku kompleksu biurowego Spark, np. wirtualna recepcja umożliwiająca dostęp do budynku za pomocą kodów QR odczytywanych przez telefon. Wdrożono też inne rozwiązania, takie jak stały dopływ świeżego powietrza czy zastosowanie wysokiej jakości filtrów powietrza w budynku.

­­Drugi budynek kompleksu biurowego Spark jest jednym z dziewięciu biurowców Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej, które ubiegają się o certyfikat WELL Health-Safety Rating, przyznawaną przez International WELL Building Institute (IWBI). Jest to potwierdzony i zweryfikowany przez zewnętrznych ekspertów system oceny dla wszystkich nowych oraz istniejących typów budynków i obiektów. Koncentruje się na aspektach związanych z użytkowaniem, protokołach utrzymania, zaangażowaniu użytkowników i obsługi oraz planach awaryjnych. Został tak zaprojektowany, aby umożliwić właścicielom i zarządcom podjęcie niezbędnych kroków w celu priorytetowego traktowania zdrowia oraz bezpieczeństwa najemców, gości oraz obsługi. Budynek drugiej fazy kompleksu biurowego Spark będzie jedną z pierwszych nieruchomości Skanska, które otrzymają certyfikat w najbliższych miesiącach.

Nieruchomość położona jest przy jednej z najważniejszych zachodnich arterii komunika­cyjnych miasta, obsługiwanej przez 10 linii tramwajowych i liczne linie autobusowe. Drugi budynek kompleksu biurowego Spark znajduje się w odległości ok. 8 minut spacerem od dwóch stacji drugiej linii metra – „Ronda Daszyńskiego” i „Płockiej”, oddanych do użytku w kwietniu 2020 roku. Od każdej z nich dzielą go tylko dwa przystanki tramwajowe. Do stacji pierwszej linii metra „Ratusz Arsenał” można dojechać tramwajem w ciągu 9 minut.

Cały kompleks Spark został zaprojektowany zgodnie z wymogami certyfikacji LEED i WELL. Pierwszy budynek oddany do użytku w ramach inwestycji Spark był także pierwszym biurowcem w Europie Środkowo-Wschodniej, który otrzymał certyfikat WELL Core & Shell. Drugi budynek kompleksu również jest przygotowany do certyfikacji WELL Gold Core & Shell. Otrzymał już certyfikaty LEED Platinum oraz „Obiekt bez barier”. Ten ostatni dowodzi, że budynek jest przystosowany do użytkowania przez osoby o szcze­gólnych potrzebach – w tym osób z niepełnosprawnościami czy rodziców z małymi dziećmi.

Deloitte: Podczas tegorocznego Black Friday średnie obniżki cen sięgnęły 3,4 proc.

Black Friday, czyli dzień specjalnych okazji cenowych, na dobre wpisał się w kalendarz handlowy w Polsce. Przypadający na ostatni piątek listopada jest początkiem zakupowej gorączki świątecznej. Z badania „Zakupy Świąteczne 2020” firmy doradczej Deloitte wynika, że 16 proc. budżetu świątecznego mieliśmy zamiar wydać tego dnia. Coroczna analiza ofert ponad 1000 sklepów internetowych, przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo, pokazała, że promowany przez sprzedawców Black Friday w przypadku większości sprzedawców nie ograniczał się do jednego dnia, ale trwał nawet cały tydzień i przedłużył się aż do poniedziałku 30 listopada. Nie oznacza to jednak zbyt wielu atrakcyjnych promocji dla konsumentów. Ze „Świątecznego Barometru Cenowego” wynika, że w Black Friday w porównaniu do piątku 20 listopada obniżki cen sięgnęły średnio jedynie 3,4 proc.

– Podobnie jak w poprzednich latach pierwsze komunikaty marketingowe promujące Black Friday pojawiły się w Polsce już po 1 listopada. Dotyczyło to szczególnie sklepów ze sprzętem AGD i RTV. W wielu przypadkach BF zamienił się w Black Week lub nawet Black Weeks. Ta coroczna ofensywa reklamowo-marketingowa sprawia, że polscy konsumenci wiedzą, co oznacza ten dzień w handlowym kalendarzu. Sieci handlowe natomiast konstruują swoje strategie cenowe tak, aby wejść w szerszy dialog z kupującymi. Ewidentnie w ciągu kilku ostatnich lat systematycznie zwiększały swoje kompetencje i coraz dojrzalej identyfikują kluczowe elementy dla osiągnięcia sprzedażowego sukcesu – mówi Agnieszka Szapiel, Menedżer w dziale strategii Deloitte.

Dzięki badaniu Deloitte „Świąteczne Zakupy 2020” znane są kategorie produktów, które Polacy najchętniej wybierają jako prezenty dla najbliższych. Dlatego do analizy wybrano najpopularniejsze produkty z poniższych kategorii: drobne AGD, akcesoria elektroniczne, czekolady, DIY, drony, gry, konsole, kosmetyki, książki, laptopy, muzyka, perfumy, planszówki, smart speakers, smartfony, artykuły sportowe, tablety, telewizory, wearables, zabawki oraz zegarki.

Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano 412 produktów, które znajdują się w ofercie 1026 sklepów online.

Ceny w górę, ceny w dół

Podobnie, jak w ubiegłych latach „Świąteczny Barometr Cenowy” Deloitte pokazuje, że obniżki w Black Friday miały raczej charakter symboliczny. – Monitorowaliśmy strategie sprzedawców już na tydzień przed Black Friday. Pomiędzy piątkiem 20 listopada a piątkiem 27 listopada, różnica w obniżonych cenach analizowanych kategorii produktów wynosiła średnio 3,35 proc. W ubiegłym roku było to 4 proc., a dwa lata temu 3,5 proc. Widać więc, że to są wciąż podobne wartości. W bardzo niewielu przypadkach obniżki były większe niż 5 proc. W tym samym czasie średni wzrost cen wyniósł 3,42 proc., więc możemy mówić, że de facto w Black Friday wartość badanego koszyka produktów się nie zmieniła – mówi Agnieszka Szapiel. Największe spadki dotyczyły smartwatchy i sięgnęły 24-26 proc.

Jak kształtowały się ceny w tym dniu? Spośród blisko 380 przeanalizowanych produktów w przypadku 48 proc. średnia cena spadła w porównaniu do tej z 20 listopada.
Rok temu przecenionych zostało 51 proc. produktów, różnica jest więc niewielka. Podobną tendencję obserwowaliśmy również w poprzednich latach, co pokazuje, że sprzedawcy stosują wypróbowaną strategię – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo – przedsiębiorstwa oferującego system do monitoringu cen. W tym roku największe atrakcje cenowe klienci mogli upolować w kategorii wearables, czyli urządzeń i odzieży wyposażonej w sensory mierzące czynności życiowe, smart speakerów oraz laptopów. Rozczarować się mogły osoby, które chciały kupić gry komputerowe oraz konsole, które tradycyjnie w Black Friday taniały najmocniej. Jak się okazało w tym roku gry i konsole tańsze były w połowie listopada.

Eksperci Deloitte łącznie przeanalizowali blisko 6,9 tys. cen produktów, które wybieramy na prezenty dla najbliższych. W przypadku Black Friday 69 proc. z nich nie różniło się ceną w porównaniu do piątku 20 listopada. Z kolei w przypadku 17 proc. zanotowano spadek, a w 14 proc. wzrost. Eksperci Deloitte przyjrzeli się także fluktuacji cen w weekend i poniedziałek 30 listopada po „czarnym piątku”. W Cyber Monday w stosunku do Black Friday 82 proc. cen pozostało bez zmian, co dziesiąta poszła w górę, a 8 proc. w dół. – Tradycyjnie Cyber Monday jest domeną sklepów internetowych. Większość sprzedawców przedłużyła promocje na weekend i utrzymała je aż do poniedziałku. Pogłębienie promocji wystąpiło w kategorii gier komputerowych i konsol, które w samym BF nie były tak promowane, jak w latach poprzednich. Również sam poziom promocji w Cyber Monday – w przypadku niektórych sklepów zauważalny był nawet wzrost cen niektórych konsol przed samym Black Friday – mówi Agnieszka Szapiel.

Cenowy rollercoaster

Podobnie jak w ubiegłym roku, również tegoroczna analiza pokazała, że różnica pomiędzy cenami w poszczególnych sklepach jest naprawdę duża. Największe rozbieżności dało się zaobserwować w kategorii gier, gdzie różnice w czasie Black Friday pomiędzy ceną maksymalną a minimalną sięgały 117 proc. Różnice sięgające 103 proc. zanotowano w kategorii akcesoriów elektronicznych. W przypadku perfum i kosmetyków było to odpowiednio 97 i 99 proc. I tak na przykład za krem L’oreal Paris, Revitalift Filler (50 ml) tego samego dnia w jednym sklepie trzeba było zapłacić 28,43 zł, a w innym 66,99 zł, czyli różnica sięgała 136 proc. Z kolei za wodę toaletową Hugo Boss, Boss The Scent (100 ml) można było zapłacić 174,69 zł lub nawet 429 zł, czyli różnica wyniosła aż 146 proc. Uważać trzeba było także, kupując akcesoria do smartfonów. Karta pamięci Samsung Evo Plus Microsdsx 128GB UHS-I U3 kosztowała minimalnie 68,29 zł, a maksymalnie 195 zł, czyli różnica sięgała 186proc.

Najmniejsze różnice pomiędzy ceną minimalną a maksymalną w Black Friday eksperci Deloitte odnotowali w kategorii laptopów (7 proc.), artykułów sportowych (10 proc.) oraz czekoladek (17 proc.).

Black Friday rok do roku

Eksperci Deloitte sprawdzili również czy ceny tych samych 290 produktów kształtowały się podobnie w czasie tegorocznego i ubiegłorocznego Black Friday. Okazuje się, że w przypadku 55 proc. z nich ceny wzrosły, a w 45 proc. spadły. – Może to wynikać z dwóch rzeczy. Po pierwsze w gospodarce mamy do czynienia ze wzrostem cen w wielu sektorach. Z drugiej strony obniżki w tym roku były płytsze niż zazwyczaj z powodu pandemii. Sklepy miały mniejsze zapasy, a tym samym nie były zmuszone do głębokich ruchów cenowych – mówi Mateusz Mańkowski, Konsultant w dziale strategii Deloitte. Najbardziej obniżono ceny smart speakers (średnio o 12 proc.), smartfonów (10 proc.), wearables (8 proc.) oraz gier (6 proc.).

Spadki te nie zaskakują o tyle, że są to kategorie produktów, w przypadku których regularnie na rynku pojawiają się nowe modele, a to zazwyczaj oznacza, że ceny starszych idą w dół, a klienci zyskują okazję do nabycia dobrego sprzętu w atrakcyjnych cenach – mówi Mateusz Mańkowski. Z kolei kategorie, w których zauważalne były wzrosty cen to tablety (6 proc.), planszówki (6 proc.), zabawki (wzrosty średnio od 6 do 17 proc. w zależności od rodzaju) oraz konsole (13 proc.).

Jabłek w promocjach jest coraz mniej. A ceny w sklepach rosną

Od stycznia do października br. banany miały o 4% niższą średnią cenę niż w analogicznym okresie ub.r. Do tego zaliczyły wzrost liczby promocji o blisko 9%. Natomiast jabłka zdrożały o ponad 46%, ale akcji rabatowych było o 27,5% mniej. Jednak i tak w tym roku były aż 67% częściej promowane niż banany. Natomiast ilość promocji bananów w tym samym roku w porównaniu do jabłek była mniejsza o przeszło 40%. Tak wykazała analiza ponad 2 tys. akcji rabatowych, przeprowadzona przez Hiper-Com Poland i Grupę BLIX.

Analizując wyniki z pierwszych dziesięciu miesięcy tego i zeszłego roku, widać, że średnia cena promocyjna bananów spadła o 4%, patrząc na to rok do roku (2019 – 3,75 zł, 2020 – 3,60 zł). Natomiast jabłka poszły w górę aż o 46,4% (2019 – 1,97 zł, 2020 – 2,88 zł).

– Ceny bananów na światowych rynkach są w tym roku najniższe od 10 lat. Producenci liczą jednak na 25% wzrost. Dlatego konsumenci mogą się spodziewać, że w najbliższych miesiącach będą drożej je kupować – mówi Grzegorz Dziurkowski, Dyrektor Sprzedaży Rynku Giełdowego w spółce Bury.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza z Grupy BLIX, wzrost cen jabłek mógł być podyktowany tym, że w dobie pandemii są bardzo chętnie wybierane przez Polaków. Podaż na niektóre odmiany jest niemal równa z popytem. Znaczenie miały też zapewne koszty logistyczne, które epidemia wymusiła na biznesie. Producenci jabłek mieli też problem z zatrudnieniem wystarczającej ilości osób w czasie zbiorów.

– Pandemia zdecydowanie wpłynęła na wzrost popytu. Jabłka to owoce, które można stosunkowo długo przechowywać i łatwo je umyć czy zdezynfekować. Dlatego Polacy tak chętnie je teraz kupują. Ponadto klienci są zachęcani przez różnego rodzaju kampanie społeczne i opinie osób publicznych do kupowania polskich towarów, więc tym chętniej sięgają po jabłka – wyjaśnia Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland.

Natomiast liczba promocji bananów wzrosła w gazetkach handlowych o 8,8% rok do roku. Jabłka miały o 27,5% mniej akcji promocyjnych. Według Marcina Lenkiewicza, ograniczenie promocji jabłek może wynikać z tego, że produkty te sprzedawały się bardzo szybko w regularnych cenach. Sieci handlowe mogły też mieć problemy ze zwiększonym zatowarowaniem.

– W tym roku wystąpiła znaczna nadwyżka bananów, sprowadzanych z Kolumbii i Ekwadoru. Ponadto Chińczycy i Rosjanie kupili mniej tego towaru niż w poprzednich latach. Dlatego producentom zależy na szerszym promowaniu tych owoców – komentuje Grzegorz Dziurkowski.

Patrząc z kolei na ogólną ilość promocji w sklepach, wyraźnie widać, że w tym roku jabłka są 67% więcej promowane niż banany. Natomiast ilość tych samych działań w kwestii bananów w porównaniu do jabłek jest mniejsza o 40,1%.

– Sieci handlowe mogły mocniej wspierać sprzedaż krajowych towarów m.in. ze względów wizerunkowych. Pomaganie lokalnym biznesom w obliczu pandemii jest bardzo dobrze postrzegane przez konsumentów – podsumowuje Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland.

Analizę wykonali eksperci z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz Grupy BLIX. Porównano ceny oraz promocje bananów i jabłek z okresu 01.01-31.10.2020 r. oraz z analogicznego czasu w ub.r. W sumie sprawdzono blisko 2,2 tys. akcji rabatowych pochodzących ze wszystkich na rynku dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience, cash & carry i hurtowni.

Zdrowie pracowników 2020 – jak jest, a jak będzie w przyszłym roku?

  • Pandemia zdominowała ochronę zdrowia pracowników w tym roku.
  • Pracodawcy szukali przede wszystkim dodatkowej ochrony przed chorobami zakaźnymi, pomocy psychologicznej oraz interesowali się świadczeniami zdalnymi.
  • W przyszłym roku popularność grupowych ubezpieczeń zdrowotnych będzie dalej rosła, mimo że trzeba się przygotować na wzrost cen usług medycznych.

Obawa przed zarażeniem koronawirusem SARS-CoV-2 zdominowała większość naszych działań w tym roku i będzie miała wpływ także na przyszły. Ma to oczywiście też odzwierciedlenia w postępowaniu pracodawców, którzy chcą zapewnić jak najlepszą ochronę pracownikom. Jakie działania podejmowali w tym roku i na co muszą się przygotować w 2021 r.?

Ochronę zdrowia pracowników w tym roku zdominowały trzy trendy spowodowane pandemią. Przede wszystkim wzrosło zapotrzebowanie na pomoc psychiatryczną i psychologiczną. Oprócz tego widzimy popularyzację telemedycyny, która zostanie już z nami na stałe. A ostatnią ważną zmianą jest większa świadomość i dbałość o ochronę przed chorobami zakaźnymi – stwierdza Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Pomoc psychologiczna przestaje być tematem tabu

Wybuch pandemii podniósł gwałtownie poziom strachu w naszym społeczeństwie, który do tej pory utrzymuje się na wysokim poziomie. Według najświeższych badań Delloitte Polska jest krajem z najwyższym na świecie poziomem niepokoju wywołanego pandemią. Przykładowo, tylko 39 proc. z nas czuje się bezpiecznie w sklepie podczas robienia zakupów. Ponadto wymuszona pandemią izolacja zwiększyła liczbę osób potrzebujących pomocy z powodu depresja/”>stanów depresyjnych. Z danych SALTUS Ubezpieczenia wynika, że liczba rezerwowanych wizyt psychiatrycznych wzrosła w tym roku o 76% w porównaniu z 2019 r., a konsultacji psychologicznych się podwoiła.

depresja wpływa nie tylko na życie prywatne, ale też zawodowe. Zaburzenia snu, spadek koncentracji i szybkości reakcji, rozdrażnienie i brak motywacji – to wszystko nie tylko zmniejsza produktywność, ale też zwiększa ryzyko wypadków w pracy.

Pracodawcy zdają sobie sprawę z rosnącej potrzeby ochrony zdrowia psychicznego pracowników. To dobry trend, ponieważ problemy te powoli przestają być tematem tabu i osoby potrzebujące pomocy nie wstydzą się prosić o pomoc. W efekcie świadczenia psychiatryczne i psychologiczne dołączyły do grona najbardziej pożądanych elementów grupowych ubezpieczeń zdrowotnych. Pytania o nie i telemedycynę są pierwszymi z zadawanych obecnie przez ubezpieczających – wskazuje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Telemedycyna zostanie z nami na stałe

Przed pandemią teleporady lekarskie stanowiły zaledwie kilka procent wszystkim konsultacji. Traktowane wcześniej jako nowinka, dodatek bądź „wyjście awaryjne”, teraz są stałym elementem ochrony zdrowia. W formie zdalnej realizowanych jest ok. 40% wizyt co miesiąc, a jeszcze na początku roku było to niecałe 4%. Do zalet telekonsultacji przekonali się zarówno pacjenci, jak i lekarze, co sprawiło, że w ten sposób omawiamy coraz więcej problemów zdrowotnych, także ze specjalistami.

Więcej uwagi poświęcamy chorobom zakaźnym

Nieustannie rośnie też zapotrzebowanie na świadczenia z zakresu chorób zakaźnych, czego można było się spodziewać w wyniku pandemii. Na czoło wysunęła się oczywiście diagnostyka pod kątem zarażenia SARS-CoV-2. Wobec pojawiających się coraz częściej zapytań, testy na koronawirusa zaczęły pojawiać się w ofercie ubezpieczycieli.

Podobnie, jak w przypadku opieki psychologicznej, pandemia spowodowała też ogólny wzrost świadomości na temat chorób zakaźnych. Zagrożenie dla zdrowia, jakie stanowią i możliwość zablokowania wręcz całych gałęzi gospodarki, sprawiło, że przedsiębiorcy zaczynają w zakresie zamawianych świadczeń uwzględniać coraz częściej również diagnostykę innych infekcji zakaźnych.

Co się zmieni w 2021 roku?

Również w przyszłym roku pandemia będzie decydowała o tym, jak będzie wyglądała ochrona zdrowia pracowników i wymienione wyżej trendy nadal będą miały decydujący wpływ. Ponadto, eksperci spodziewają się, że jeszcze mocniej niż dotychczas wzrośnie zainteresowanie świadczeniami prywatnymi. Choć ostatnie doniesienia na temat nadchodzących szczepionek napawają lekkim optymizmem, to jednak dostępność świadczeń NFZ będzie ograniczona jeszcze przez długi czas. Większą niż dotychczas popularnością mogą cieszyć się przede wszystkim ubezpieczenia zdrowotne, ponieważ oferują dostęp zarówno do sieci medycznych, jak i samodzielnych przychodni.

Ubezpieczenia będą się cieszyły dużym zainteresowaniem. Pokazują to doświadczenia tego roku. Mimo że wiosną, w związku z ogłoszeniem pandemii, gwałtownie spadła ich popularność, to wystarczyły dwa miesiące, żeby popyt wrócił do poziomu sprzed pandemii. Teraz powoli przyspiesza. Ubezpieczający powinni się jednak przygotować, że w przyszłym roku składki mogą wzrosnąć, ponieważ w górę idą ceny usług w przychodniach – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Rozwijać się będą też świadczenia zdalne. Za jakiś czas już nie tylko konsultacje będzie można odbyć bez wychodzenia z domu. Co roku powstają kolejne urządzenia do zdalnych badań diagnostycznych. Zapewne więc szybciej niż się spodziewamy, trafią do pracowniczej profilaktyki zdrowotnej.

Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

Banki ograniczają dostęp do kredytów z obawy o wypłacalność klientów. W najgorszej sytuacji są branże objęte lockdownem

Pod wpływem kolejnego lockdownu i wciąż niskich stóp procentowych, które ograniczają możliwość zarabiania na kredytach, część banków zaostrza swoją politykę w zakresie udzielania kredytów hipotecznych. Do uzyskania finansowania trzeba mieć wyższy wkład własny, pewniejszą formę zatrudnienia lub zabezpieczenie kredytu. Zaostrzone kryteria dotyczą też produktów finansowych dla firm. Szczególnie dotknięte obostrzeniami są podmioty z branż, których działalność wciąż jest ograniczona.

Wiele banków wprowadziło bardziej restrykcyjne obostrzenia dotyczące udzielania kredytów hipotecznych, co przekłada się na możliwość uzyskania finansowania przez klienta. Na wydłużony czas oczekiwania na decyzję mają wpływ chociażby takie techniczne kwestie jak ograniczenie pracy placówek w bankach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kinga Burcan, doradca kredytowy Trinity Finance & House. – Są również zmiany w polityce polegające na skróceniu ważności decyzji kredytowej czy podniesieniu wymaganego wkładu własnego klienta. Część banków jeszcze nadal udziela finansowania z 10-proc. wkładem, ale takich instytucji jest już dużo mniej.

Narodowy Bank Polski w październikowej publikacji „Sytuacja na rynku kredytowym w III kwartale 2020 roku” odnotował w poprzednim kwartale złagodzenie polityki banków przy udzielaniu kredytów mieszkaniowych, ale przy wzroście marży. W przypadku kredytów konsumpcyjnych kryteria zostały zaostrzone. Natomiast nastawienie banków do dużych przedsiębiorstw się nie zmieniło, za to mniejsze i średnie firmy mogły liczyć na pewne złagodzenie warunków. Na IV kwartał NBP przewidywał wzrost popytu i dalsze łagodzenie polityki. Jednak wzrost liczby zakażeń i listopadowy częściowy lockdown spowodowały wzrost ostrożności w tych instytucjach.

Przykładowo Pekao SA skrócił czas obsługi klientów w placówkach do sześciu godzin, a część placówek zlikwidował, mBank ograniczył możliwość zwiększania LtV o dodatkowe 10 pkt proc. (stosunek kwoty kredytu do wartości zabezpieczenia), a Alior Bank już w połowie sierpnia do odwołania czasowo wstrzymał możliwość procesowania nowych wniosków kredytowych z przeznaczeniem na cel konsolidacyjny, konsumpcyjny, mieszany i komercyjny.

Niektóre banki wręcz ograniczyły możliwość udzielania finansowania na cel konsumpcyjny konsolidacyjny. Dodatkowo nadal w niektórych bankach brak akceptacji dla określonych źródeł dochodu, czyli umowy-zlecenia czy umowy o dzieło – wymienia Kinga Burcan. – Dużo większe restrykcje są w przypadku klientów, którzy mają umowy na czas określony. Tutaj możemy też zaobserwować dużo mniejsze zainteresowanie kredytami, ale to też wynika wprost z tego, że jest mniejsza możliwość uzyskania kredytu na dowolny cel.

Według Biura Informacji Kredytowej w 10 miesiącach 2020 roku banki i SKOK-i udzieliły 2,294 mln kredytów gotówkowych (-30,7 proc. r/r) na kwotę 42,951 mld zł (-31,5 proc.), zaś kredytów mieszkaniowych było 181,1 tys. (-10,3 proc.) na kwotę 52,418 mld zł (-4,4 proc.). Wzrosła natomiast liczba i wartość kredytów ratalnych (odpowiednio o 2,9 oraz 2,7 proc.).

W przypadku kredytów dla mikroprzedsiębiorców banki udzieliły im razem 109,3 tys. kredytów (-32,2 proc.) na łączną kwotę 14,346 mld zł (-27,9 proc.). Najbardziej ograniczono kwotę przyznaną w postaci kredytu inwestycyjnego (-37,3 proc.), następnie w formie kredytu w rachunku bieżącym (-35,3 proc.), natomiast mniejsze cięcia objęły kredyt obrotowy (-23,2 proc.).

W najgorszej sytuacji znalazły się branże najmocniej dotknięte pandemią, takie jak turystyka, gastronomia, rozrywka – przykładem banku, który ograniczył im finansowanie, jest ING.

Segment kredytów firmowych niezabezpieczonych dotyczą ograniczenia związane z kwotą udzielonego zaangażowania. Natomiast jeżeli klient posiada odpowiednie zabezpieczenie kredytu, to zmian w obecnej sytuacji nie zaobserwowano – wylicza doradca Trinity Finance. – Jednak na pewno również na udzielenie finansowania mają wpływ zawieszenia spłaty rat czy też skorzystanie przez klientów firmowych z rządowej pomocy, która miała miejsce podczas pierwszej pandemii. To też ma swoje konsekwencje w finansowaniu przez banki klientów posiadających działalność gospodarczą.

Z raportu BIK wynika, że w październiku Indeks jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 3,83 proc. i poprawił się zarówno w porównaniu do września br., jak i do października 2019 roku. Pozytywne zjawisko to, zdaniem analityków BIK, efekt tarczy antykryzysowych pozwalających zachować płynność finansową oraz wakacji kredytowych.

Pracodawca może zwolnić pracowników z obowiązku noszenia maseczki w biurze. Jeśli tego nie zrobi, może ukarać podwładnego za jej brak

Zgodnie z nowym rozporządzeniem, które weszło w życie 2 grudnia, pracownicy mają obowiązek noszenia maseczki w zakładach pracy, jeżeli w pomieszczeniu przebywa więcej niż jedna osoba, chyba że pracodawca postanowi inaczej. Jest to złagodzenie poprzedniej regulacji, która weszła w życie w sobotę. – Wątpliwości interpretacyjne budził w niej m.in. zwrot „miejsce ogólnodostępne w zakładzie pracy” – mówi Wojciech Bigaj, radca prawny i partner w Kancelarii Baran Książek Bigaj. 

Wcześniejsze przepisy wymagały noszenia maseczek przez pracowników, którzy mają bezpośredni kontakt z klientem, lub gdy niemożliwe jest zachowanie odpowiedniego dystansu między pracownikami. Od soboty 28 listopada wszedł w życie przepis rozporządzenia, zgodnie z którym do dnia 27 grudnia br. nakłada się obowiązek zakrywania, za pomocą odzieży lub jej części, maski, maseczki, przyłbicy albo kasku ochronnego, w miejscach ogólnodostępnych, w tym w zakładach pracy, jeżeli w pomieszczeniu przebywa więcej niż jedna osoba. Pracodawca może ukarać pracownika za niewypełnianie obowiązku, jakim jest noszenie maseczki, choć nie jest to przewidziane w rozporządzeniu.

Przepis nie ogranicza ogólnej dostępności wyłącznie do pracowników, a więc logicznym wnioskiem jest konstatacja, że obowiązek dotyczy miejsc dostępnych nie tylko dla pracowników, ale także osób postronnych. Zatem jakiekolwiek ograniczenie w dostępie osób spoza zakładu pracy powoduje, iż nie mamy już do czynienia z miejscem ogólnodostępnym. Zakaz nie dotyczy więc pomieszczeń socjalnych dla pracowników, stołówek pracowniczych, biur z ograniczonym dostępem itp. – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Bigaj, radca prawny i partner w Kancelarii Baran Książek Bigaj.

Ze względu na to, że regulacja budziła wiele wątpliwości prawników i samych pracodawców, 2 grudnia weszło w życie kolejne rozporządzenie. Zgodnie z nim pracodawca może uchylić obowiązek zasłaniania nosa i ust. Zmiany przepisów nie zwalniają jednak pracodawców z obowiązku zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, a pracowników z obowiązku ich przestrzegania.

 Przepis art. 209 ze znaczkiem 2 Kodeksu pracy mówi, że pracodawca jest obowiązany zapewnić te bezpieczne warunki pracownikom w przypadku zagrożenia życia i zdrowia – mówi ekspert. – W Kodeksie pracy przewidziana jest kara upomnienia, nagany bądź kara pieniężna, która może być nałożona w przypadku naruszenia właśnie m.in. przepisów czy też zasad BHP. Wspomniana kara pieniężna nie jest zbytnio uciążliwa, ponieważ jej wysokość nie może przekroczyć dniówki pracownika za jedno wykroczenie.

Wojciech Bigaj precyzuje, że nie ma limitu liczby kar, które pracownik w okresie zatrudnienia może otrzymać, natomiast należy się spodziewać, że pracodawca nie będzie karał w sposób ciągły.

 Zazwyczaj po pierwszym razie, chociaż to zależy od konkretnej sytuacji, pracodawca nie rozwiąże z pracownikiem umowy o pracę. Ale jeżeli pomimo ukarania pracownik nadal dopuszcza się takich samych naruszeń, to najprawdopodobniej za drugim czy trzecim razem jednak dojdzie do rozwiązania stosunku pracy. Oczywiście pracodawca nie może też w dowolny sposób w dowolnej liczbie nakładać kar pieniężnych, ponieważ ich maksymalna wysokość również jest określona przepisami Kodeksu pracy – zauważa.

Jego zdaniem pracodawca nie w każdej sytuacji będzie mógł zmusić pracownika do wykonania testu na koronawirusa lub też poznać jego wynik. Brakuje bowiem jasnego przepisu prawa, który byłby wprost podstawą do takiego działania pracodawcy.

– W takiej sytuacji mamy do czynienia z ingerencją w jedną z najbardziej chronionych sfer życia prywatnego, czyli kwestię stanu zdrowia. W związku z tym istotne jest, aby wszelkie działania miały oparcie w przepisach prawa – dodaje radca prawny. – Takiego przepisu nie ma, jednak moim zdaniem można uznać, że testowanie nie jest żadną formą dodatkowej szykany pracowników, jeżeli jest przeprowadzone tylko i wyłącznie w celu zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. W mojej ocenie byłoby to jedno z działań dopuszczalnych. Natomiast testy nie mogą mieć charakteru w pełni prewencyjnego, czyli badania wszystkich pracowników bez ustalenia, czy mają szansę na zakażenie, czy też nie. 

Stąd wniosek, że testowanie na obecność koronawirusa powinno dotyczyć pracowników, którzy mają bezpośredni kontakt z klientami lub osobami chorymi, czy też sami zgłaszają pracodawcy możliwość zakażenia. Z uwagi na brak podstawy prawnej do takich działań warto stworzyć w firmie wewnętrzny organ czy zespół, z udziałem lekarza, specjalisty BHP, związków zawodowych itp., który pozwoli rozwiązać problemy związane z testami i bezpieczeństwem pracowników.

Zachowanie wszelkich zasad bezpieczeństwa w miejscu pracy jest o tyle istotne, że pracownik – w razie wystąpienia poważnych uchybień po stronie pracodawcy – mógłby się ubiegać o odszkodowanie w wypadku zakażenia koronawirusem w miejscu pracy.

– Przepisy prawa pracy takiego odszkodowania wprost nie przewidują. Gdyby doszło do takiej sytuacji, że w związku z zatrudnieniem u danego pracodawcy pracownik zaraziłby się wirusem, pozostaje mu wystąpienie z powództwem na podstawie przepisów Kodeksu cywilnego. Art. 415 k.c. stanowi, że jeżeli ktoś swoim działaniem wyrządził winę drugiej osobie, obowiązany jest ją naprawić. Natomiast jest to o tyle problematyczne dla pracownika, że musi on w takim postępowaniu wykazać winę pracodawcy, co podczas pandemii może być bardzo trudne – stwierdza Wojciech Bigaj. – Ewentualnie można by rozważyć postępowanie związane z naruszeniem dóbr osobistych pracownika w wyniku działań podejmowanych przez pracodawców, chociażby wprowadzenia obowiązku przeprowadzania testów na SARS-CoV-2 przez pracowników.

Jak podkreśla prawnik, w tym zakresie opinie prawne nie są jednolite, bo nie jest to jednoznacznie uregulowane, ale mogą zdarzyć się sytuacje, w których pracownik będzie mógł dochodzić roszczeń od pracodawcy.

Na nietrzymanie moczu cierpi nawet kilka milionów Polaków, a tylko 1/3 zgłasza się do lekarza. Problemem jest także brak refundacji leków i terapii

W Polsce żyje 2–3 mln osób z zespołem pęcherza nadreaktywnego. W Europie z powodu tej choroby cierpi blisko 50 mln pacjentów. OAB to jedna z odmian nietrzymania moczu (NTM), które wciąż postrzegane jest jako choroba wstydliwa, dlatego diagnozy stawiane są za rzadko i zbyt późno. Nieleczona potrafi zrujnować życie bardziej niż cukrzyca czy nadciśnienie. Chorzy wycofują się z życia zawodowego, towarzyskiego, tracą rodziny, zmagają się z wykluczeniem społecznym czy depresją. Jak przekonuje Stowarzyszenie Osób z NTM UroConti, w Polsce wciąż nie mają wystarczającego wsparcia w systemie ochrony zdrowia.

Jak podaje Stowarzyszenie UroConti, na zespół pęcherza nadreaktywnego (OAB) cierpi niemal jedna szósta społeczeństwa. Jest on rozpoznawany u 27 proc. kobiet i 10,8 proc. mężczyzn powyżej 18. roku życia. Częstość występowania zespołu zwiększa się wraz z wiekiem. Zwykle towarzyszą mu inne objawy ze strony dolnych dróg moczowych, np. naglące parcia z epizodami nietrzymania moczu lub bez niego oraz zwiększona liczba mikcji w dzień i w nocy.

– Zespół pęcherza nadreaktywnego występuje u ponad 10 proc. społeczeństwa, w związku z tym jest schorzeniem społecznym. Częściej występuje u kobiet. U mężczyzn jest to schorzenie wtórne do innych chorób związanych z gruczołem krokowym. Bardzo często chorują kobiety w wieku 70–80 lat – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Mariusz Blewniewski, specjalista urolog z Kliniki Urologii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. M. Kopernika w Łodzi.

UroConti od wielu lat próbuje zmienić postrzeganie tej choroby jako wstydliwej dolegliwości. Zadania nie ułatwia fakt, że pacjenci niechętnie mówią o niej podczas wizyt lekarskich. Tylko jedna trzecia osób cierpiących na zespół pęcherza nadreaktywnego w ogóle zgłasza się do lekarza, a dwie trzecie z nich robi to po dwóch latach od wystąpienia pierwszych objawów, dopiero gdy ich nasilenie wyklucza już normalne, dzienne i nocne funkcjonowanie.

– Stąd prośba do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, ale też ginekologów oraz urologów, żeby pytali pacjentów o nietrzymanie moczu. Trzeba to często od ludzi wyciągać, szczególnie od mężczyzn, bo oni są jeszcze mniej otwarci – mówi Elżbieta Żukowska, sekretarz Stowarzyszenia Osób z NTM UroConti. – Podstawowe badania w tym kierunku może wykonać lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. Wystarczy zrobić dziennik mikcji, dokładny wywiad i będziemy wiedzieć, jakie schorzenie nas dotyczy.

Osoby z nietrzymaniem moczu mogą cierpieć albo na wysiłkowe nietrzymanie moczu, albo na NTM z parcia, którego częścią jest zespół pęcherza nadreaktywnego, albo też na miks obu dolegliwości. Życie chorych jest bardzo uciążliwe – zarówno fizycznie, bo są zmuszeni często szukać toalet, jak i psychicznie. W rezultacie pacjenci często wycofują się zupełnie z życia towarzyskiego, społecznego, ale też zawodowego. Zdarza się, że towarzyszy temu depresja.

Mimo że choroba dotyka przede wszystkim osoby starsze, nie jest jednak oznaką starzenia, której nie da się wyleczyć. Jak podkreśla Elżbieta Żukowska, jeśli pacjent słyszy taką tezę od swojego lekarza, to należy go zmienić.

– Zespół pęcherza nadreaktywnego wymaga leczenia. Do dyspozycji mamy leczenie zachowawcze, które polega na ćwiczeniu pęcherza i uczeniu się od nowa oddawania moczu. Ważna jest także zmiana diety: zrezygnowanie z ostrych przypraw, picie tylko wody niegazowanej, wyeliminowanie mocnej kawy i wszelkich napojów, które mogą drażnić pęcherz, co powoduje jego mimowolne kurczenie się – wyjaśnia i urolog z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Łodzi. – Alternatywą jest leczenie farmakologiczne. Do dyspozycji chorych są dwie grupy leków, jedna to leki tzw. antycholinergiczne, które są refundowane w Polsce, natomiast druga opcja to lek nierefundowany. Brak refundacji stanowi problem, bo te leki można stosować razem i uzyskać lepszy efekt, a część osób z tego rezygnuje ze względu na wysokie koszty.

Eksperci Stowarzyszenia UroConti podkreślają, że w zespole pęcherza nadreaktywnego lista leków refundowanych nie zmieniła się od początku jej istnienia, czyli od dziewięciu lat. W pierwszej linii leczenia chorzy mają dostęp jedynie do dwóch substancji o tym samym mechanizmie działania: solifenacyny i tolterodyny, podczas gdy w innych krajach jest ich zarejestrowanych dwa albo trzy razy więcej. W drugiej linii leczenia jest dostępny mirabregon, charakteryzujący się innym mechanizmem działania i mniejszymi skutkami ubocznymi ale Polska jest jedynym krajem w UE, który go nadal nie refunduje.

Chorym, u których możliwości leczenia farmakologicznego zostały wyczerpane, pozostaje leczenie zabiegowe, czyli podanie toksyny botulinowej do ściany pęcherza moczowego lub dostępna od zeszłego roku neuromodulacja nerwów krzyżowych.

– Jest to procedura powtarzalna co trzy–dziewięć miesięcy, w zależności od reakcji organizmu na toksynę botulinową. Równoważna z jej podaniem jest neuromodulacja nerwów krzyżowych. Wprowadzamy do otworów S3 w kości krzyżowej elektrody, a do nich podłączony jest stymulator, podobny do rozrusznika serca, kontrolujący pracę wypieracza pęcherza moczowego – uściśla dr n. med. Mariusz Blewniewski.

Na każdym etapie terapii ważnym elementem higieny pozostają odpowiednio dobrane i częściowo refundowane środki chłonne (pieluchomajtki, majtki chłonne, pieluchy anatomiczne lub wkładki urologiczne) oferowane w wielu rozmiarach, odrębnie dla kobiet i mężczyzn.

Według raportu „Pacjent z NTM w systemie opieki zdrowotnej 2020” dużą rolę w leczeniu nietrzymania moczu odgrywa fizjoterapia specjalistyczna, która jest kluczowym elementem nie tylko terapii rehabilitacyjnej, ale również profilaktyki.

– Pacjenci chcieliby mieć większą dostępność do takich ćwiczeń, natomiast fizjoterapia urologiczna jest w Polsce nierefundowana, a wyspecjalizowanych w tym fizjoterapeutów jest bardzo mało. Tu trzeba nauczyć pacjenta ćwiczyć mięśnie Kegla i mięśnie głębokie, które podtrzymują pęcherz – wyjaśnia Elżbieta Żukowska.

Nowa strategia Komisji Europejskiej oznacza wysyp inwestycji budowlanych w ciągu kolejnych 10 lat. Renowacji wymaga większość domów w Polsce

Nowa strategia Komisji Europejskiej na rzecz fali renowacji zakłada, że do 2030 roku odnowionych zostanie 35 mln budynków w Europie. Ma to zwiększyć ich efektywność energetyczną, czego efektem ma być m.in. poprawa jakości życia mieszkańców oraz zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych w Europie. Nowa strategia wiąże się jednak z bardzo ambitnym celem inwestycyjnym, a więc zwiększonym zapotrzebowaniem na usługi budowlane. Branża w Polsce już dziś zmaga się z niedoborem pracowników, co przy zwiększonym popycie może okazać się poważnym problemem, który w dodatku może doprowadzić do wzrostu kosztów całej inwestycji.

Strategia Komisji Europejskiej na rzecz fali renowacji budynków ma bardzo ambitne założenia. Renowacja 35 mln budynków w Europie do 2030 roku to bardzo dużo. W Polsce mamy 5–6 mln budynków mieszkalnych, z czego 70 proc. wymaga jakiejś formy renowacji, a około 38 proc. całkowitego docieplenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Kisiel, prezes Grupy Atlas. – Przy założeniu, że połowa budynków mieszkalnych zostanie poddana renowacji, to potrzebne jest tempo, które pozwoli poddać renowacji 2,5–3 mln budynków przez dziewięć lat. Przyspieszenie musi być znaczne, bo dziś rocznie około 60 tys. budynków poddajemy renowacji związanej z termomodernizacją.

Przyspieszenie musi nastąpić w całej UE – w ciągu najbliższych 10 lat KE zamierza co najmniej dwukrotnie zwiększyć wskaźniki renowacji. To może stanowić impuls dla sektora budowlanego oraz stworzyć w nim nawet 160 tys. dodatkowych zielonych miejsc pracy. Jak podkreśla prezes Grupy Atlas, będzie to jednak bardzo duże wyzwanie w skali Europy, ale i Polski. Będzie to wymagało zarówno znacznych nakładów finansowych, jak i organizacji zasobów ludzkich.

Dla branży budowlanej nadchodzą bardzo dobre czasy, bo wzrośnie popyt. Jednak bez przygotowania odpowiedniego zasobu ludzkiego do wykonywania tych prac, a w Polsce już istnieje problem braku siły roboczej, niewiele z tego wyjdzie. Nie będziemy w stanie zbyt mocno przyspieszyć tych inwestycji – ocenia Paweł Kisiel. – Konsekwencją braku wykwalifikowanej kadry pracowników będzie oczywiście wzrost kosztów termomodernizacji. Z punktu widzenia inwestorów indywidualnych, właścicieli domów, które wymagają docieplenia, to będzie stanowiło pewną barierę. Ceny za pracę i materiały budowlane znacznie wzrosną i nie będzie oczekiwanego zwrotu z inwestycji. Termomodernizacja będzie po prostu nieopłacalna ekonomicznie.

Rolą państwa będzie więc stworzenie zachęt w postaci dotacji lub korzyści podatkowych, by ludzie podjęli się renowacji budynków. Dziś takie wsparcie można uzyskać w ramach programu Czyste Powietrze.

Ten program jest cały czas modyfikowany ze względu na nadmiar biurokracji, która odstraszała wnioskodawców. Zostały już poczynione pewne kroki w kierunku zmiany systemu na bardziej przyjazny, niemniej jednak to wszystko będzie wymagało pewnej dojrzałości. Myślę, że rząd powinien bardziej śmiało podejść do tego zagadnienia, zarówno w aspekcie podatkowym, jak i wsparcia finansowego dla tej części społeczeństwa, która jest wykluczona energetycznie i której najnormalniej w świecie nie stać na termomodernizację – zaznacza prezes Grupy Atlas.

Według szacunków Komisji Europejskiej w Europie jest 34 mln osób wykluczonych energetycznie, których nie stać na to, aby ogrzać swój dom do odpowiedniej, komfortowej temperatury. Dlatego właściwa polityka publiczna jest tu kluczowa. Tym bardziej że budynki odpowiadają za około 40 proc. zużycia energii w Unii Europejskiej i 36 proc. emisji gazów cieplarnianych, a tylko 1 proc. poddaje się co roku renowacji pod kątem efektywności energetycznej. Przyspieszenie tempa w tym zakresie ma istotne znaczenie dla osiągnięcia neutralności klimatycznej w Europie do 2050 roku.

– W Polsce emisja CO2 na metr kwadratowy budynku mieszkalnego jest ponad dwa razy wyższa od średniej unijnej. Dzisiaj świat żyje pandemią COVID-19, ale nie można zapominać, że choroby wywołane przez zanieczyszczenie powietrza pochłaniają znacznie więcej istnień ludzkich niż koronawirus. Oczywiście nie w tak krótkim czasie, ale jednak rocznie z tego powodu umiera znacznie więcej osób. Wystarczy udać się do mniejszej miejscowości w okresie grzewczym i pospacerować – w niektórych miejscach po prostu nie da się oddychać – podsumowuje Paweł Kisiel.

Kryzys związany z COVID-19 uwidocznił znaczenie budynków w codziennym życiu i ich słabe strony. W dobie pandemii dom stał się głównym miejscem codziennego życia milionów Europejczyków.

Pandemia przyspiesza transformację technologiczną tradycyjnego handlu. Sztuczna inteligencja pomaga zrobić zakupy, a mobilne kasy samoobsługowe automatycznie pobiorą płatności

Choć e-commerce w czasach pandemii zyskuje na znaczeniu, także tradycyjny handel sięga po nowoczesne technologie. Sztuczna inteligencja wspiera klientów podczas zakupów, ułatwia znalezienie potrzebnego produktu, rekomenduje ubrania czy meble. Pomaga też sieciom handlowym – inteligentne roboty skanują półki i wskazują, które produkty należy uzupełnić. Nowe technologie zwiększają też bezpieczeństwo podczas zakupów. Dzięki inteligentnym kasom mobilnym płatność pobierana jest automatycznie z konta, bez konieczności stania w kolejce.

– Rozwiązania stosowane w handlu detalicznym w porównaniu do e-commerce pokazują, że handel detaliczny cały czas bardzo dobrze się trzyma. Amazon, który jest liderem rynku e-commerce, przejął niedawno sklepy detaliczne innej sieci handlowej i inwestuje w rozwiązania w handlu stacjonarnym. To pokazuje, że ten rynek cały czas się rozwija. Jako klienci jesteśmy przyzwyczajeni do takiej formy kupna, choćby produktów pierwszej potrzeby, nic tego nie zastąpi – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jarosław Kaczmarczyk, współzałożyciel ZeroQs.

Według danych Bisnode tylko w I półroczu 2020 roku powstało 5,5 tys. nowych sklepów internetowych. Obecnie na rynku zarejestrowanych jest ich ok. 40 tys. Pandemia przyspieszyła wzrost e-handlu. O ile jeszcze na początku roku udział sprzedaży internetowej w sprzedaży detalicznej wynosił 5,6 proc., o tyle na początku lockdownu, w kwietniu, sięgnął blisko 12 proc. (dane GUS). Nie oznacza to jednak, że tradycyjny handel traci pozycję. Największe sieci handlowe inwestują w nowe technologie, sięgają po sztuczną inteligencję, by zwiększyć satysfakcję klientów i ułatwić zakupy.

– Takimi rozwiązaniami są np. przeróżne systemy analityczne, które agregują nasze zachowania i są w stanie dzięki temu podpowiadać nam, co chcemy kupić czy nawet co chcemy zjeść na obiad. Nawet 70 proc. osób idąc do sklepu, nie wie, co chce kupić, tzn. wie o jednej rzeczy, natomiast resztę dobiera w trakcie zakupów. To pokazuje, jak bardzo jesteśmy podatni i jak bardzo chcemy tych rekomendacji – tłumaczy Jarosław Kaczmarczyk.

Sztuczna inteligencja ma potencjał, aby całkowicie zmienić tradycyjne doświadczenie handlu detalicznego i przenieść je na wyższy poziom dzięki personalizacji, automatyzacji i zwiększonej wydajności. To już się dzieje. W sklepach sieci kosmetycznej Sephora aplikacja skanuje twarz klienta i zapewnia spersonalizowane zalecenia dotyczące odcieni podkładu i korektora bez nakładania kosmetyków na twarz. Luksusowy dom towarowy Neiman Marcus wykorzystuje SI, aby ułatwić klientom znajdowanie przedmiotów. Aplikacja umożliwia użytkownikom robienie zdjęć przedmiotów, które widzą podczas podróży, a następnie przeszukuje produkty w celu znalezienia tego samego lub podobnego przedmiotu.

Sklep odzieżowy Uniqlo jest z kolei pionierem w wykorzystaniu nauki i sztucznej inteligencji. Wybrane sklepy są wyposażone w kioski UMood oparte na sztucznej inteligencji, które pokazują klientom różnorodne produkty i mierzą ich reakcję na kolor i styl za pomocą neuroprzekaźników. Klienci nie muszą nawet naciskać przycisku – ich sygnały mózgowe są wystarczające, aby system wiedział, co sądzą o każdej pozycji.

W dobie pandemii część sklepów wprowadza także rozwiązania, które mają zwiększyć bezpieczeństwo podczas zakupów.

– Musimy jak najmniej spotykać się z innymi ludźmi. Nowe technologie odpowiadają na tę potrzebę, potrzebujemy sklepów autonomicznych, które są w stanie ograniczać ten kontakt. Tu pojawia się nasza technologia w postaci mobilnych kas samoobsługowych, która de facto rozwiązuje ten problem – przekonuje współzałożyciel ZeroQs.

Polacy opracowali samoobsługowe kasy mobilne SmartCart. Wystarczy zeskanować produkty, włożyć je do koszyka, a system sam obciąży nasze konto. To o tyle istotne, że jak pokazało badanie KMPG, Polacy w czasie pandemii zwracają uwagę przede wszystkim na własne bezpieczeństwo, a wśród największych niedogodności podczas zakupów wskazują na brak dystansu między osobami stojącymi w kolejce. Mobilne kasy samoobsługowe pomagają rozwiązać ten problem. Technologię wdrażają największe sieci handlowe na świecie, m.in. Ikea, także polski Społem jest zainteresowany SmartCart.

– W handlu detalicznym jest wiele technologii, które wspomagają sam proces zakupowy. Popularne są zwykłe samoobsługowe kasy. Są też mobilne skanery kodów kreskowych, czyli bierzemy odpowiedni skaner kodów kreskowych przed wejściem do sklepu, skanujemy produkty i wychodzimy ze sklepu. To podobna technologia do naszej, tylko nie ma tutaj procesu weryfikacyjnego rachunku i tu jest przewaga naszej technologii – wskazuje Jarosław Kaczmarczyk.

Sztuczna inteligencja rozwiązała problem, nad którym naukowcy pracują od 50 lat. Odkrycie pozwoli w przyszłości opracować skuteczniejsze leki

Algorytm AlphaFold przyczynił się do rozwiązania jednego z najważniejszych zagadnień, z którym biolodzy zmagali się od kilkudziesięciu lat. Specjaliści z DeepMind napisali oprogramowanie wykorzystujące potencjał sztucznej inteligencji do przewidywania struktury białek na podstawie sekwencji aminokwasów. Dokładność nowego narzędzia zaskoczyła naukowców. Odkrycie ułatwi badanie struktur biologicznych i może przyczynić się do powstania leków o niespotykanej dotychczas skuteczności działania.

– Problemem, w jaki sposób białka się zwijają, zajmujemy się już przez prawie 50 lat. Pracując nad nim osobiście przez tak długi czas i po tylu wzlotach i upadkach, zastanawiając się, czy kiedykolwiek znajdziemy rozwiązanie, widzę, że tak wyjątkowe doświadczenie jak DeepMind opracowuje rozwiązanie tego problemu – podkreśla prof. John Moult z Uniwersytetu Marylandu, współzałożyciel i przewodniczący eksperymentu CASP (Krytycznej Oceny Prognoz Struktury Białek).

Białka stanowią podstawowy budulec wszystkich organizmów żywych, a pełniona przez nie rola jest uzależniona m.in. od ich trójwymiarowej struktury. Naukowcy od lat próbowali stworzyć narzędzia i wypracować metody, które pozwolą określić ułożenie białek, co pozwoliłoby lepiej zrozumieć sposób ich funkcjonowania, a także zrobić znaczne postępy na drodze do opracowania leków o wysokiej skuteczności.

Świat nauki od 1994 roku co dwa lata organizuje konkurs Critical Assessment of Techniques for Protein Structure Prediction, w ramach którego testowane są nowe narzędzia informatyczne wyspecjalizowane w procesie przewidywania przestrzennej struktury białek na podstawie ich sekwencji aminokwasowej. Algorytm AlphaFold po raz pierwszy przystąpił do zawodów w 2018 roku i od razu wspiął się na szczyt listy najskuteczniejszego oprogramowania. Ale to jego druga, odświeżona odsłona zaprezentowana podczas CASP 2020 zaskoczyła naukowców swoją skutecznością.

Oprogramowanie od DeepMind okazało się tak precyzyjne, że wyniki obliczeń predykcyjnych w niektórych przypadkach nie różniły się od pomiarów struktury białek wykonanych metodą eksperymentalną. W większości pomiarów uzyskał dokładność na poziomie 90 proc., zaś margines błędu w odtworzeniu trójwymiarowej struktury przestrzennej wyniósł ok. 0,16 nm.

– Ta praca obliczeniowa stanowi ogromny postęp w rozwiązywaniu problemu zwijania białek, który od 50 lat jest wielkim wyzwaniem w biologii. Dokonało się to dekady wcześniej, niż wielu ekspertów dziedziny się spodziewało. Odkrycie  fundamentalnie zmieni badania biologiczne na wiele sposobów – wskazuje prof. Venki Ramakrishnan, laureat Nagrody Nobla i prezes brytyjskiej akademii nauk The Royal Society.

AlphaFold nie tylko zdystansował przeszło setkę konkurencyjnych programów, wskazał także nowy kierunek rozwoju nauk biologicznych. W przyszłości, kiedy algorytm uda się dopracować, może zastąpić metody eksperymentalne i znacząco przyspieszyć zmapowanie przestrzenne znanych białek. W ciągu ostatnich 50 lat udało się odtworzyć wygląd jedynie 100 tys. z nich, a do zbadania pozostało jeszcze blisko 200 mln, które dotychczas udało się zsekwencjonować.

Sekret skuteczności AlphaFold tkwi w czterech latach intensywnych badań nad procesem szkolenia sztucznej inteligencji przy wykorzystaniu technologii uczenia maszynowego. Zespół DeepMind zaprogramował swój algorytm na podstawie bazy danych zawierającej informacje o strukturze przestrzennej ok. 170 tys. znanych białek. Dane te zestawiono z sekwencjami aminokwasów o nieznanej strukturze, które posłużyły za materiał szkoleniowy w trakcie kilkutygodniowego treningu.

– AlphaFold to postęp, który się dokonuje raz na generację. Przewiduje struktury białek z niesamowitą szybkością i precyzją. Ten krok naprzód pokazuje, w jaki sposób metody obliczeniowe mogą przekształcić badania w dziedzinie biologii i dają duże nadzieje na przyspieszenie procesu odkrywania leków – tłumaczy dr Arthur D. Levinson, założyciel i dyrektor generalny Calico, były prezes i dyrektor generalny Genentech.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji w 2020 roku wyniesie 62,4 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 733,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 42,2 proc.

Pierwsza polska Księga Dobrych Praktyk inspiruje do skutecznej nauki przedsiębiorczości

Stowarzyszenie Edukacji Menedżerskiej (SEM) FORUM przygotowało pierwszą polską „Księgę Dobrych Praktyk W Edukacji Przedsiębiorczości”, która na przykładach zebranych z najlepszych polskich uczelni pokazuje, jak kreatywnie i efektywnie można uczyć myślenia przedsiębiorczego. Oraz że sposoby na kształcenie kompetencji w tym istotnym obszarze są bardzo różnorodne.

Przedsiębiorczość znalazła się wśród ośmiu kluczowych kompetencji dla rozwoju osobistego, zatrudnienia i aktywnego obywatelstwa, które zdefiniowała Unia Europejska[1]. Jak wygląda nauczanie z tego zakresu na polskich uczelniach? Temu postanowiło przyjrzeć się SEM FORUM i we współpracy z organizacją EQUAL – European Quality Link stworzyć pierwszą Księgę Dobrych Praktyk w Edukacji Przedsiębiorczości, stanowiącą zbiór inspiracji do skutecznego kształtowania postaw przedsiębiorczych.

Swoimi osiągnięciami w edukacji w tym obszarze zgodziło się podzielić 11 spośród najlepszych uczelni z Rankingu Szkół Wyższych portalu Perspektywy.pl oraz Ratingu Programów MBA SEM FORUM. Z zebranych wśród ich przedstawicieli wywiadów wyłania się wyraźne przekonanie o potrzebie popularyzacji wiedzy z tego zakresu – są to tematy, które cieszą  się dużym zainteresowaniem zarówno wśród studentów, jak i środowisk biznesowych. Przedsiębiorcze nastawienie Polaków potwierdzają zresztą również dane Global Entrepreneurship Monitor: co dziesiąty dorosły w naszym kraju wyraża chęć założenia firmy w ciągu najbliższych trzech lat. Jednocześnie ponad połowa uważa, że brakuje im do tego wystarczającej wiedzy i umiejętności[2].

Z raportu opublikowanego przez SEM FORUM wynika, że tego problemu są świadome środowiska akademickie. Uczelnie aktywnie dobierają metody pedagogiczne służące edukacji z zakresu przedsiębiorczości i reagują na aktualne potrzeby związane z trendami w tym obszarze.

Przedsiębiorcze dobre praktyki

W Księdze Dobrych Praktyk przygotowanej przez SEM FORUM zebrano ich najciekawsze działania i inicjatywy poświęcone nauce myślenia przedsiębiorczego. Projekty te są mocno zdywersyfikowane – skierowane do wielu grup (od uczniów szkół podstawowych po osoby powyżej 50. roku życia), prowadzone w rozmaity sposób i dotyczące różnorodnych tematów (m.in. start-upów, przedsiębiorczości rodzinnej i społecznej).

Wśród nich jest m.in. inicjatywa „Małopolska Chmura Edukacyjna”, której jednym z partnerów była Krakowska Szkoła Biznesu UEK, a w ramach projektu uczelnie wyższe w innowacyjny sposób kształtują postawy przedsiębiorcze wśród młodzieży ponadgimnazjalnej. Interesującym przedsięwzięciem była również międzynarodowa konferencja dla studentów Euroweek, której jednym z gospodarzy był Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach. Z ciekawych rozwiązań mogą także korzystać uczestnicy programu MBA Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej: w ramach New Venture Project mają okazję czerpać wiedzę na temat prowadzenia start-upów i korzystać w tym zakresie z najlepszych praktyk słynnej Massachusetts Institute of Technology. GFKM oferuje ścieżkę start-upową w ramach programu Executive MBA. To pokazuje bogactwo form skutecznej edukacji przedsiębiorczości, dzięki którym na rynku pracy mogą funkcjonować osoby o szerokim wachlarzu kompetencji.

Przystępując do tworzenia Księgi Dobrych Praktyk w Edukacji Przedsiębiorczości, chcieliśmy dowiedzieć się, czy w Polsce promowane są praktyczne, nowoczesne metody nauczania postaw przedsiębiorczych. Okazuje się, że uczelnie wykazują w tym obszarze dużą kreatywność – mówi Andrzej Popadiuk, Prezes SEM FORUM. – Sytuacja wywołana przez pandemię COVID-19, w trakcie której zwiększanie odporności biznesu staje się szczególnie ważne, jeszcze dobitniej pokazuje, jak istotna jest edukacja z zakresu myślenia przedsiębiorczego. Mam nadzieję, że zebrane przez nas studia przypadków będą stanowić cenne inspiracje dla innych jednostek kształcenia w naszym kraju.

Księga Dobrych Praktyk w Edukacji Przedsiębiorczości to inicjatywa zrealizowana w ramach cyklu projektów badawczych prowadzonych w krajach Unii Europejskiej pod patronatem EQUAL – European Quality Link, organizacji skupiającej najważniejsze międzynarodowe i krajowe stowarzyszenia szkół biznesu.

Pełen raport dostępny jest na stronie semforum.org.pl: http://www.semforum.org.pl/aktualnosci/n/ksiega-dobrych-praktyk.html

[1] Kompetencje kluczowe w uczeniu się przez całe życie. Europejskie ramy odniesienia, załącznik do Zalecenia Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 18 grudnia 2006 r. w sprawie kompetencji kluczowych w procesie uczenia się przez całe życie, Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej (2006/962/WE) z dnia 30.12.2006.

(25.01.2010)

[2] https://www.parp.gov.pl/storage/publications/pdf/Raport-z-badania-GEM_200117.pdf

Spółka Centralny Port Komunikacyjny rozpoczyna wykup nieruchomości

2 grudnia 2020 r. wiceminister infrastruktury, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego Marcin Horała przedstawił zasady Programu Dobrowolnych Nabyć, czyli pozyskiwania nieruchomości pod Port Solidarność. Od dzisiaj wszyscy zainteresowani sprzedażą gruntów z wyznaczonego obszaru mogą zgłaszać się do spółki CPK. Pozyskiwanie działek potrwa do 2023 r.

Adresatami Programu Dobrowolnych Nabyć (PDN) są wszyscy właściciele, współwłaściciele i użytkownicy wieczyści nieruchomości ze wskazanego obszaru przyszłej inwestycji.

– Mimo epidemii COVID-19 i zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w tym roku uruchamiamy Program Dobrowolnych Nabyć. Jednocześnie zamierzamy sprawdzić, czy wśród mieszkańców obszaru inwestycji CPK dominuje chęć sprzedaży nieruchomości, czy też zamiany na inną – powiedział wiceminister Marcin Horała.

– Czekamy na zgłoszenia od mieszkańców, którzy są zainteresowani sprzedażą na warunkach rynkowych swoich nieruchomości na potrzeby CPK. To wyjście naprzeciw oczekiwaniom tych właścicieli, którzy wiedząc o planach inwestycyjnych CPK, chcą zmienić miejsce zamieszkania już dziś, bez czekania na decyzję lokalizacyjną – stwierdził prezes spółki CPK Mikołaj Wild.

W ramach PDN spółka będzie nabywać nieruchomości z obszaru położonego na zachód od Warszawy, leżące między Żyrardowem, Grodziskiem Mazowieckim i Sochaczewem. Teren ten ograniczają: od południa autostrada A2,od zachodu droga krajowa nr 50, od północy wieś Szymanów i rzeka Pisia, a od wschodu – rzeka Pisia Tuczna i miejscowość Baranów.

Podstawowe zasady, na których opiera się Program Dobrowolnych Nabyć to: dobrowolność po obu stronach transakcji i transparentność procedury, przy zagwarantowaniu sprzedającym poufności dotyczącej procesów negocjacyjnych. Wartość każdej nieruchomości będzie określana przez niezależnych rzeczoznawców w oparciu o operaty szacunkowe.

Na stronie www.cpk.pl znajduje się formularz, na którym zainteresowani właściciele nieruchomości mogą zgłaszać chęć zbycia gruntów. Osoba zgłaszająca chęć wzięcia udziału w Programie powinna zaznaczyć, czy jest zainteresowana jedynie sprzedażą swojej nieruchomości, czy również jej zamianą, a jeśli tak, to jakie nieruchomości leżą w granicach jej zainteresowań.

Właściciele nieruchomości znajdujących się na terenie przyszłej budowy będą mogli zamienić je na inne, znajdujące się obecnie w zasobach Skarbu Państwa, w tym:

  • Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR),
  • Lasów Państwowych,
  • Agencji Mienia Wojskowego (AMW),
  • Krajowego Zasobu Nieruchomości (KZN),
  • starostów i prezydentów miast na prawach powiatu.

Zamiana nieruchomości może nastąpić albo na nieruchomość o podobnej lub tożsamej funkcji oraz nie mniejszej powierzchni i nie mniejszej przydatności w zakresie produkcji rolnej lub leśnej (i nie mniejszej wartości), albo na nieruchomość o innej funkcji i nie mniejszej wartości (również budynkową albo lokalową). Pod uwagę brane są nieruchomości Skarbu Państwa położone na terenie 47 powiatów (32 powiatów z Mazowsza i 15 z województwa łódzkiego).

Spółka CPK umożliwi też zainteresowanym nabycie nieruchomości w nowym miejscu z zachowaniem dotychczasowych więzi społecznych, czyli przeniesienie całych grup mieszkańców w ramach tzw. zorganizowanej relokacji. O szczegółach programu spółka będzie informowała na bieżąco.

Spółka CPK zamierza nabyć jak najwięcej nieruchomości w formie sprzedaży i zamiany (umów cywilno-prawnych). Jedynie w takim zakresie, w jakim nie uda się osiągnąć porozumienia z właścicielami nieruchomości, CPK będzie miał możliwość wywłaszczenia za odszkodowaniem w ramach decyzji lokalizacyjnej.

RPP postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie

NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku. Terminy oraz skala prowadzonych operacji będą uzależnione od warunków rynkowych. NBP będzie także nadal oferował kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki.

Dane o PKB wskazują, że w III kwartale br. nastąpiło wyraźne ożywienie globalnej koniunktury, choć poziom aktywności w większości krajów nie powrócił do wartości sprzed pandemii. Jednocześnie silny wzrost liczby zakażeń COVID-19 w ostatnich miesiącach, a także związane z tym ponowne zaostrzenie restrykcji epidemicznych w wielu krajach – w szczególności europejskich – przyczyniły się do pogorszenia koniunktury, w tym głównie w sektorze usług. W efekcie, PKB w wielu gospodarkach w IV kwartale prawdopodobnie ponownie się obniży. Dalszy przebieg pandemii pozostaje głównym czynnikiem niepewności dla kształtowania się aktywności gospodarczej w kolejnych kwartałach. W tych warunkach banki centralne głównych gospodarek utrzymują niskie stopy procentowe oraz prowadzą skup aktywów.

Informacje na temat wyników testów dotyczących opracowywanych szczepionek przeciw COVID-19 przyczyniły się do pewnej poprawy nastrojów na międzynarodowych rynkach finansowych. Jednocześnie ceny surowców na rynkach światowych pozostają wyraźnie niższe niż na początku roku. Niższe ceny surowców wraz z obniżoną aktywnością gospodarczą oddziałują w kierunku utrzymywania się niskiej dynamiki cen w wielu krajach, w tym u głównych partnerów handlowych Polski.

W Polsce dane o PKB w III kwartale br. potwierdziły wyraźne ożywienie aktywności wobec poprzedniego kwartału, chociaż roczna dynamika PKB pozostała ujemna. W kierunku wzrostu rocznej dynamiki PKB oddziaływało ożywienie popytu

konsumpcyjnego. Wobec poprawy koniunktury za granicą wzrosła także dynamika eksportu. Jednocześnie inwestycje były wyraźnie niższe niż rok wcześniej.

Silny wzrost liczby zakażeń COVID-19 wraz z zaostrzeniem restrykcji epidemicznych i osłabieniem nastrojów podmiotów gospodarczych w październiku i listopadzie przyczyniły się do pogorszenia koniunktury w ostatnim okresie, szczególnie w sektorze usług. Według aktualnych prognoz PKB w IV kwartale obniży się wobec poprzedniego kwartału.

Dane z rynku pracy za październik wskazują na dalszy wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw w ujęciu miesięcznym, przy obniżeniu dynamiki wynagrodzeń w tym sektorze. Jednocześnie inflacja w listopadzie – według szybkiego szacunku GUS – wyniosła 3,0 r/r (wobec 3,1% r/r w październiku).

Można oczekiwać, że po spadku PKB w 2020 r., w przyszłym roku nastąpi ożywienie aktywności gospodarczej, choć poziom PKB prawdopodobnie pozostanie niższy niż przed pandemią. Utrzymuje się przy tym niepewność dotycząca kształtowania się koniunktury, a jej źródłem pozostaje dalszy przebieg pandemii oraz jej wpływ na sytuację gospodarczą w kraju i za granicą. Pozytywnie na koniunkturę będą oddziaływać dotychczasowe działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP. Wzrost aktywności może być natomiast ograniczany przez podwyższoną niepewność oraz słabsze niż w poprzednich latach nastroje podmiotów gospodarczych. Tempo ożywienia gospodarczego może być także ograniczane przez brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP.

NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych i dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku. Celem tych operacji jest zmiana długoterminowej struktury płynności w sektorze bankowym, zapewnienie płynności rynku wtórnego skupowanych papierów wartościowych oraz wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę, tj. wzmocnienie mechanizmu transmisji monetarnej. Terminy oraz skala prowadzonych operacji będą uzależnione od warunków rynkowych. NBP będzie także nadal oferował kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki.

Ile kosztuje darmowa komunikacja miejska?

Najważniejsze cechy dobrej komunikacji miejskiej to odpowiednio gęsta siatka tras, duża częstotliwość, niezawodność i punktualność. Pasażerowie cenią sobie wysoki komfort podróży, czyli między innymi niską podłogę, klimatyzację, rozbudowaną informację pasażerską, oraz dużą ilość miejsc siedzących. Coraz większe są wymagania odnośnie wpływu na środowisko, zarówno w ujęciu lokalnym, jak i globalnym (całkowity ślad węglowy). Każdy z powyższych aspektów wiąże się z określonym kosztem, podczas gdy dla pasażerów bardzo istotne jest to, żeby komunikacja publiczna była przystępna cenowo, a najlepiej darmowa.

Oznacza to, że przed organizatorami komunikacji publicznej stoi niezmiernie trudne wyzwanie — znalezienie złotego środka między zakresem usług, jakością i ceną. Wymaga to przeprowadzenia gruntownej analizy przy wzięciu pod uwagę priorytetów pasażerów (mieszkańców) i możliwości finansowych miasta czy gminy. Niestety, czasami zamiast rzetelnej analizy wpływu poszczególnych czynników na koszty i cenę usługi komunikacji publicznej, podejmowane są decyzje koniunkturalne politycznie.

Przykładem może być wprowadzanie tak zwanej „darmowej” komunikacji. Korzystanie z niej jest co prawda bezpłatne ale wszyscy mieszkańcy, również ci, którzy nie korzystają z niej regularnie ponoszą jej koszt (finansowana jest z podatków tj. wspólnych środków). Niestety samorządy nie prowadzą statystyk pokazujących jaka część mieszkańców korzysta z komunikacji miejskiej oraz tego, jaki jest koszt komunikacji miejskiej w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Pobieżne wyliczenia oparte na dostępnych danych wskazują, że jest to kwota oscylująca w granicach od 200 zł do 700 zł rocznie na statystycznego mieszkańca. Wiadomo też, że ten parametr rośnie wraz z wielkością miasta. Mowa o wartościach uśrednionych, a nie konkretnych lokalizacjach. Dla konkretnych przypadków (wynikających, chociażby z efektywności operatorów) nawet dla podobnych miast, parametry mogą się znacząco różnić. Uwzględniając średnie wielkości przychodów z biletów (tam gdzie nie ma komunikacji bezpłatnej) na poziomie około 40% całkowitego kosztu transportu publicznego, to tak zwana komunikacja darmowa będzie kosztować budżet od 80 do 280 zł na rok na jednego mieszkańca. W przeliczeniu na wozokilometr (wzkm) może to być od 2,7 zł do 3,5 zł, a uwzględniając wielkość miasta (ilość mieszkańców), roczny wydatek stanowić będzie od około 5 mln do 170 mln zł. Jeżeli zestawimy to z kosztami amortyzacji (pozwalającymi na całkowitą odnowę taboru co 10-12 lat) na poziomie 1,15-1,50 zł na wzkm, widać, że nawet przy znacznie niższym wskaźniku przychodów z biletów (na przykład na poziomie 25%, odpowiadającym kosztowi 1,7 – 2,0 zł wzkm), dochody z biletów są i tak wyższe od wskazanego powyżej parametru kosztu amortyzacji na wzkm. Oznacza to, że rezygnując z „darmowej komunikacji” i przywracając opłaty za przejazdy, organizator miałby środki na regularną wymianę taboru.

Jak widać, przychody z biletów to bardzo istotna pozycja w budżecie. A jaka jest wartość dodana komunikacji darmowej poza krótkoterminowym efektem propagandowym? Żadna. A skutki długoterminowe bywają bardzo istotne. Pandemia COVID-19 znacząco wpłynęła na budżety miast i wiele z nich szuka obecnie oszczędności. Utrzymanie darmowej komunikacji z pewnością do nich nie należy. Najlepszym rozwiązaniem jest więc konsekwentne i stopniowe przywracanie opłat za komunikację. Należy jednak mieć na uwadze, aby te opłaty były racjonalne, szczególnie dla osób często korzystających z komunikacji (atrakcyjne stawki za bilety miesięczne). Dla osób korzystających z komunikacji miejskiej okazjonalnie, cena biletu nie jest tak ważna jak częstotliwość połączeń czy punktualność.

Główną zachętą do korzystania z komunikacji publicznej nie będzie zatem cena, lub wręcz jej brak, ale dostępność i komfort podróży. Widać to wyraźnie na przykładzie porównania Aglomeracji Warszawskiej i Górnośląsko – Zagłębiowskiej, które pod względem ilości mieszkańców i powierzchni są porównywalne. W pierwszym przykładzie ilość podróży komunikacją miejską w 2019 roku wynosiła 1 184 mln a w drugim 76 mln (ponad 15 razy mniej). Przyczyną nie jest cena biletu, lecz to, że w Aglomeracji Górnośląsko – Zagłębiowskiej jest znacznie mniej połączeń, przez co jest ona mało przyjazna i efektywna dla mieszkańców.

Nie ma więc nic za darmo, wszystko ma swoją cenę. Podstawowe pytania, na jakie muszą odpowiedzieć włodarze miast to – czy mieć komunikację „darmową”, tanią, czy dobrą i na jak dobrą ich stać. Znalezienie optymalnego rozwiązania nie jest łatwe ale raz popełniony błąd może bardzo dużo kosztować w kolejnych latach. Dlatego przed podjęciem decyzji warto wykonać kalkulacje dotyczące ich wpływu tych na przyszłe koszty i możliwe do uzyskania cele.

Autor: Dariusz Załuska – Dyrektor ds. Transportu Pasażersko Kołowego w MGW CCG.

Estoński CIT obniży budżety gmin. Może to spowodować podwyżkę daniny lokalnej

W związku ze zmianami legislacyjnymi, które wejdą w życie w 2021 roku w ramach tzw. estońskiego CIT-u, przychody Jednostek Samorządów Terytorialnych po raz kolejny zmaleją. W jakim stopniu uderzy to w gminy? Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego szacuje, iż straty w najbliższym roku sięgną 1,4 mld zł. Gminy mogą próbować pokryć dziurę budżetową, m.in. zwiększając wpływy z podatku od nieruchomości.

We wrześniu 2020 roku przyjęto projekt nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Zakłada on podniesienie rocznego limitu przychodów dla przedsiębiorców, którzy będą mogli skorzystać z tzw. estońskiego CIT-u do sumy 50 mln zł. W praktyce oznacza to, że od stycznia 2021 roku firmy, które nie generują zysku w postaci dywidendy do wysokości tej kwoty, nie będą płacić podatku w miesięcznych lub kwartalnych zaliczkach ani rozliczać się rocznie. Podatek uiszczą dopiero w momencie wypłaty zysku.

Zasady działania estońskiego CIT-u

Przedsiębiorca będzie mógł wybrać estoński CIT na 4 lata i przedłużyć go na kolejne 4-letnie okresy. Przedłużenie jest możliwe, jeśli w ostatnim, czwartym roku korzystania z rozwiązania firma wciąż spełnia następujące kryteria:

  • nie posiada udziałów w innych podmiotach,
  • zatrudnia co najmniej 3 pracowników oprócz udziałowców,
  • jej przychody pasywne nie przewyższają przychodów z działalności operacyjnej,
  • wykazuje nakłady inwestycyjne.

Aby nadal korzystać z estońskiego CIT-u, przedsiębiorca będzie też musiał zanotować wzrost inwestycji o 15 proc. w ciągu dwóch lat. Szacuje się, że z tego rozwiązania skorzysta ok. 200 tys. firm, a roczny koszt dla budżetu wyniesie ok. 5 mld zł (w tym 1,4 mld zł dla samorządów).

Kto zyska, kto straci?

Planowany, pozytywny efekt zmiany ustawy na wpływy sektora finansów publicznych będzie można zaobserwować dopiero od piątego roku obowiązywania nowej preferencji. Ustawa proinwestycyjna przyniesie również korzyści przedsiębiorcom, jednak ucierpią na niej jednostki samorządów terytorialnych. Wysokość ich dochodu z udziału we wpływach z podatku dochodowego od osób prawnych wynosi niemal 15 proc. Zatem kolejne zmiany legislacyjne w tym zakresie, podobnie jak obniżenie stawki PIT w 2020 roku, przyniosą mniejsze wpływy do kas jednostek samorządów terytorialnych.

Aby ratować topniejące budżety, część gmin może zdecydować się na podwyżkę stawek na podatek od nieruchomości w 2021 roku. 23 lipca br. w Monitorze Polskim zostały opublikowane maksymalne stawki na przyszły rok. Podwyżki dotyczą dwóch głównych kategorii opodatkowania (budynki i grunty) i kształtują się następująco:

  • grunty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej – 0,99 zł od 1 m kw. (wzrost o 4 proc.
    w porównaniu z rokiem 2020);
  • budynki związane z prowadzeniem działalności gospodarczej – 24,84 zł od 1 m kw. (wzrost o ok.5 proc. w porównaniu z rokiem 2020).

Załóżmy, że przedsiębiorstwo posiada następujący majątek wykorzystywany do prowadzenia działalności gospodarczej: grunty o powierzchni 200 000 m kw. oraz budynki o powierzchni 100 000 m kw. Jeśli płatnik odprowadza maksymalne stawki za podatek od nieruchomości, w 2020 r. przekazał gminie 2 580 000 zł, zaś w 2021 r. będzie to 2 682 000 zł, czyli o 102 000 zł więcej. Z analiz Ayming wynika, iż 44 proc. firm w Polsce nadpłaca daninę lokalną. Przy rosnących stawkach na podatek od nieruchomości zweryfikowanie prawidłowości dotychczasowych rozliczeń z gminą może przynieść znaczące oszczędności – tłumaczy Małgorzata Pałys, Kierownik projektu w Dziale podatków i opłat lokalnych w Ayming Polska.

Piotr Tokarski nowym prezesem zarządu Ceramiki Paradyż

Ceramika Paradyż poinformowała o powołaniu nowego prezesa zarządu. Z dniem 1 grudnia 2020 roku na czele spółki stanął Piotr Tokarski, menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży ceramicznej.

Piotr Tokarski z Ceramiką Paradyż związany był już w latach 1997 – 2017, gdzie pełnił różne funkcje menedżerskie. Po ponad trzyletniej nieobecności, z początkiem grudnia br. wrócił do firmy i wraz z całym Zarządem Ceramiki Paradyż będzie kontynuował działania na rzecz wzmacniania jej pozycji w kraju i na rynkach zagranicznych. Jak informuje Spółka, powołanie nowego prezesa wyznacza kamień milowy rozwoju firmy w dynamicznym środowisku polskiego i międzynarodowego przemysłu ceramicznego, a także wzmacnia fundamenty dla jej przyszłości.

– Ceramika Paradyż to polska rodzinna firma, posiadająca wiele atutów, których brakuje innym organizacjom. Cieszę się, że obejmuję zarządzanie spółką w momencie jej intensywnych i ambitnych planów rozwojowych, mając jednocześnie pełną świadomość wyzwań związanych ze zmieniającą się obecnie sytuacją rynkową. Jestem przekonany, że wspólnie z całym zespołem Ceramiki Paradyż odpowiemy na wyzwania, zapewniając firmie pozycję lidera w branży. – powiedział Piotr Tokarski, Prezes Zarządu Ceramiki Paradyż. 

Piotr Tokarski przez ostatnie lata pracował w strukturach zarządczych dużych organizacji z branży ceramicznej, gdzie odpowiadał m.in. za strategię sprzedaży, rozwój portfolio produktowego czy optymalizację procesów przemysłowych. Jest absolwentem studiów MBA w Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk, a także Podyplomowego Studium Menadżerskiego przy Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Ukończył również Wydział Mechaniki i Budowy Maszyn na Politechnice Łódzkiej.

 

Dolar najsłabszy od stycznia. Dzisiaj decyzja RPP

Amerykańska waluta jest najtańsza względem euro od stycznia. Względem złotego brakuje jej już raptem kilku groszy do najniższych poziomów z 2018 roku.

Indeksy PMI z Europy

Wczoraj poznaliśmy ostateczny wynik indeksu PMI dla strefy euro. Wyniósł on 53,8 punktów, czyli o 0,2 pkt powyżej oczekiwań. W ostatecznych wynikach wyraźnie widać wpływ poprawy we Francji, która pomimo lekkiego spadku w Niemczech była główną przyczyną wzrostu. W góry skorygowane zostały zresztą nie tylko dane ze strefy euro, ale również z Wielkiej Brytanii. Tam korekta wyniosła 0,4 pkt do poziomu 55,6 punktów. Poziomy powyżej 50 punktów to wyniki, gdzie przeważają pozytywne odpowiedzi nad negatywnymi i są uważane za zapowiedź poprawy sytuacji gospodarczej.

EURUSD powyżej 1,20

W wyniku lepszych danych ze strefy euro byliśmy świadkami przebicia poziomu 1,20 i to wyraźnego do 1,2076. Ostatni raz tak drogie euro względem dolara było w styczniu tego roku, kiedy za jedno euro płaciliśmy ponad 1,22 dolara. Poprzednia taka sytuacja miała miejsce dopiero w pierwszej połowie 2018 roku. Co to realnie zmienia na rynku? Z jednej strony to objaw słabości waluty. Z drugiej strony taki stan wspiera eksport, gdyż przy tej samej cenie dolarowej importujący zapłaci mniej w lokalnej walucie za towary z USA. W rezultacie, jest bardzo wątpliwe, by Amerykanie podejmowali działania mające na celu umocnić dolara.

Posiedzenie RPP

Dzisiaj poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynki nie spodziewają się zmian, aczkolwiek gdzieś w tle pojawiają się głosy, że możliwa jest zapowiedź ujemnych stóp procentowych. Argumentem przemawiającym za tą interpretacją jest duża zależność składu Rady od rządu. W rezultacie, postulat dbania o stabilność cen może okazać się mniej istotny, niż wsparcie gospodarki jeszcze tańszym kredytem. Gdyby zapowiedziano na przyszłość obniżkę, należałoby spodziewać się osłabienia złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

16:30 – USA – zmiana zapasów paliw,

20:00 – USA – raport FED na temat sytuacji gospodarczej.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Regions4PerMed – międzynarodowy projekt wspierający rozwój medycyny personalizowanej

Międzyregionalna współpraca łączy ekspertów z północnych i środkowych Włoch, Niemiec, Hiszpanii i Polski wokół działań na rzecz wykorzystania personalizowanej opieki zdrowotnej i wdrażania innowacyjnych interwencji dotyczących e-zdrowia.

„Regions4PerMed – Interregional coordination for a fast and deep uptake of personalised health” to projekt wspomagający wdrażanie najlepszych praktyk w ramach personalizowanej opieki zdrowotnej. Projekt obejmuje międzynarodową koordynację regionalnych polityk i programów innowacyjnych w zakresie e-zdrowia i nawiązanie wspomagającego ich wdrażanie stałego dialogu między regionami europejskimi. Zakłada opracowanie bazy dla wspólnych inwestycji na rzecz medycyny personalizowanej, współpracę międzyregionalną w zakresie zarządzania ryzykiem, dostosowanie strategii i instrumentów finansowych, określenie kluczowych obszarów inwestycyjnych oraz opublikowanie europejskiego programu regionalnego dotyczącego wspierania usług opieki (zdrowotnej i społecznej). Ponadto ma na celu zwiększenie zaangażowania władz regionalnych, naukowców i decydentów mających wpływ na wdrażanie medycyny personalizowanej oraz dookreślenie wytycznych co do optymalnych zasad implementacji innowacyjnych interwencji.

W realizowanym w latach 2018-2023 projekcie biorą udział urzędy jednostek samorządów terytorialnych 5 regionów europejskich i współpracujące z nimi agencje rozwoju regionalnego. W ramach Regions4PerMed do międzyregionalnego dialogu przystąpiły: Lombardia – Fondazione Regionale per la Ricerca Biomedica, Toskania – Tuscany Life Sciences, Saksonia – Sächsisches Staatsministerium für Wissenschaft und Kunst, Galicja – Axencia de Coñecemento en Saúde i Dolny Śląsk – Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu jest jedynym ośrodkiem akademickim w konsorcjum. Projekt jest finansowany w ramach programu Komisji Europejskiej Horyzont 2020.

– Celem medycyny personalizowanej, która polega na doborze metod leczenia uwzględniających indywidualne cechy pacjenta, jest optymalizacja całego procesu terapeutycznego. Można powiedzieć, że jest to leczenie szyte na miarę indywidualnych potrzeb każdego pacjenta. Takie podejście do leczenia minimalizuje ryzyko niepowodzenia bądź wystąpienia niepożądanych skutków i wpływa na wzrost efektywności terapii zarówno pod względem klinicznym, jak i ekonomicznym. Z tych względów tak ważne jest propagowanie wiedzy na temat personalizowanej opieki zdrowotnej. – tłumaczy prof. Donata Kurpas, Kierownik Projektu po stronie Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dodaje: – Wdrażanie personalizowanych rozwiązań niesie wyzwania dla całej branży medycznej, w tym małych i średnich, ale także dużych przedsiębiorstw. Jednak stratyfikacja pacjentów może poprawić wyniki interwencji klinicznych i obniżyć koszty opieki, a personalizowane plany opieki umożliwiają realizację celowanej prewencji w grupach ryzyka, dlatego warto podjąć trud zniesienia barier, z którymi się zmagamy. Wymaga to wymiany doświadczeń między przedstawicielami władz samorządowych, instytucji naukowych, organizacji pacjentów, świadczeniodawców, instytucji odpowiedzialnych za zarządzanie opieką zdrowotną i systemami informacji w opiece zdrowotnej oraz przedsiębiorcami zajmującymi się technologiami ukierunkowanymi na zdrowie w opiece integrowanej. I właśnie z myślą o tym dialogu prowadzony jest projekt Regions4PerMed.

Działania projektowe Regions4PerMed są skoncentrowane wokół 5 strategicznych obszarów:

  • Big Data w medycynie i elektroniczna dokumentacja medyczna
  • technologie medyczne w modelach zintegrowanej opieki zdrowotnej
  • przemysł medyczny
  • usprawnienia we wprowadzaniu innowacji w opiece (zdrowotnej i społecznej)
  • aspekty społeczno – ekonomiczne w zakresie e-zdrowia 

Big Data i cyfryzacja mogą wspierać interwencje w zakresie promocji zdrowia i prewencji chorób przewlekłych. Mogą ułatwiać zmiany w ramach systemów opieki zdrowotnej i społecznej, wdrożenie nowych modeli opieki oraz integrację istniejących i powstających struktur opieki. Kluczowe jest określenie potencjału, zagrożeń i ról w procesie zarządzania danymi dotyczącymi zdrowia (tu też elektroniczna dokumentacja medyczna – eHR i dane medyczne pacjentów). Gromadzenie rosnącej liczby danych, ich przechowywanie, dostęp i ochrona danych osobowych niosą trudności prawne, ekonomiczne i etyczne, dlatego niezbędne są regulacje na poziomie regionalnym, krajowym i międzyregionalnym, które pozwolą na rozwój technologii w zakresie e-zdrowia.

Technologie medyczne w obszarze profilaktyki, diagnostyki, leczenia i rehabilitacji zajmują znaczące miejsce w opiece domowej i ambulatoryjnej oraz na oddziałach szpitalnych. Mogą zwiększać efektywność domowej opieki zdrowotnej pod względem kosztów i czasu leczenia, przy czym kluczowe jest zwiększanie kompetencji społeczności lokalnych w zakresie korzystania z tych technologii.

Przemysł medyczny – jako jeden z najbardziej rentownych i najszybciej rozwijających się obszarów w globalnej gospodarce światowej – jest zaawansowany technologicznie. Szczególnie intensywnie rozwija się w krajach wysoko uprzemysłowionych z innowacyjnymi gospodarkami i wysokim dochodem narodowym. Znaczną część innowacji w sektorze opieki zdrowotnej tworzą małe i średnie przedsiębiorstwa, które są kluczowe dla dalszego rozwoju branży medycznej.

Obecny model opieki zdrowotnej zorientowany jest na usługodawcę, medycyna zorientowana na pacjenta wymusza zmiany. Innowacje technologiczne, produktowe i usługowe, innowacje organizacyjne i zarządcze, a także innowacje w modelach biznesowych usprawniają opiekę zdrowotną, która zmaga się z coraz liczniejszą populacją pacjentów z wielochorobowością i niepełnosprawnością, starzeniem się społeczeństwa i nasilaniem się zjawiska izolacji społecznej.

Wprowadzenie na szeroką skalę medycyny personalizowanej, nowych metod zapobiegania, diagnostyki i leczenia chorób z zastosowaniem innowacyjnych osiągnięć wymaga nowego podejścia do edukacji personelu medycznego. Zmiana ta wiąże się z koniecznością wprowadzania nowych regulacji prawnych, budowania interdyscyplinarnych zespołów, tworzenia nowej infrastruktury badawczej i prowadzenia kosztownych badań.

Rozwój personalizowanych interwencji w zakresie e-zdrowia niesie większą efektywność opieki zdrowotnej i korzyści ekonomiczne.

Medycyna personalizowana opiera się na doborze odpowiedniego leczenia dla danego pacjenta stosowanego we właściwym czasie, a także na określeniu molekularnych predyspozycji do konkretnej choroby u konkretnej osoby, aby podjąć właściwe działania prewencyjne na czas. Dzięki wykorzystaniu osiągnięć biologii molekularnej dotyczących analizy uwarunkowań genetycznych poszczególnych pacjentów można dostosować leczenie do indywidualnych cech pacjenta i jego choroby. W medycynie tradycyjnej dla całej populacji stosuje się jeden rodzaj terapii dla danej choroby, co wiąże się z większym odsetkiem stosowania nietrafionego leczenia i jego skutkami ubocznymi niż w medycynie personalizowanej, gdzie przy większej liczbie danych o pacjencie można postawić lepszą diagnozę i wybrać bardziej skutecznej leczenie. Takie podejście sprzyja szybszemu wyleczeniu chorych, uniknięciu choroby w grupach ryzyka dzięki zastosowaniu prewencyjnych działań, a także obniżeniu kosztów opieki zdrowotnej.

Od listopada nowe zasady rejestracji osób prawnych w Rosji

Ten, kto chociaż raz przeprowadzał proces rejestracji podmiotu w Rosji albo dokonywał jakichkolwiek zmian w tym obszarze, na pewno wie, na ile skomplikowana jest to procedura. Eksperci JP Business Law Firm przypominają polskim firmom – od 25 listopada 2020 r. obowiązują zarówno nowe formularze rejestracyjne, jak i nowe zasady ich wypełniania.

Proces rejestracji osób prawnych w Rosji to przykład skomplikowanej procedury, szczególnie dla podmiotów zagranicznych, w tym m.in. dla wielu polskich spółek działających na terenie Rosji. Trzeba uważnie monitorować wszelkie zmiany w tym zakresie i być skrupulatnym w przygotowaniu dokumentacji by nie narazić się na odmowę dokonania wpisu i wydłużenie postepowania, co zwłaszcza dla biznesu wiąże się zwykle ze sporymi kosztami” – mówi Valeria Jeleńska, Prezes JP Business Law Firm w Warszawie.

Od 25 listopada br. została m.in. wprowadzona możliwość drukowania dwustronnego wniosków oraz dokumentów do nich załączanych, której wcześniej nie było. Dodatkowo, nie wolno podawać ilości udziałów jako ułamka dziesiętnego (na przykład 0,5). Odpowiednim formatem będzie procent lub zwykły ułamek (na przykład 1/2). Numery telefonów należy wskazywać bez nawiasów. Jeśli jest to numer rosyjski, należy go podać z kodem „+7”, a nie jak poprzednio z kodem „8”.

Poza tym zalecany jest następujący sposób sporządzenia Statutu lub Umowy spółki:

  • lewy margines – 3 cm;
  • wolny lewy górny róg pierwszej strony o wymiarach 8 x 8 cm.

Teraz wnioski zawierają także dwa rodzaje adresów e-mail:

  • adres e-mail, na który będą przesyłane dokumenty związane ze świadczeniem usług publicznych. Adres wskazany jest w sekcji „Informacje o wnioskodawcy” (Jest to pole obowiązkowe.);
  • adres e-mail osoby prawnej wpisanej do Jednolitego Państwowego Rejestru Osób Prawnych. (Jest to pole nieobowiązkowe. Wiele formularzy zawiera dane pole, na przykład formularz składany podczas rejestracji osoby prawnej. Jeżeli firma podejmie decyzję o umieszczeniu takiego adresu w rejestrze, zawsze można go zmienić lub usunąć.)

W nowych formularzach już nie ma wymogu wskazania adresów zamieszkania osób fizycznych – założycieli (udziałowców) i członków zarządu osób prawnych. Zmieniają się też wymagania dotyczące sposobu wskazania adresu osoby prawnej lub miejsca zamieszkania indywidualnego przedsiębiorcy:

  • adres musi być wskazany zgodnie z Państwowym Rejestrem Adresowym;
  • struktura i kolejność elementów adresu muszą być zgodne z regułami zatwierdzonymi przez rząd, a skróty – z zasadami określonymi przez Ministerstwo Finansów;
  • nie jest wymagany kod pocztowy.

Nowe formularze dają spółce z ograniczoną odpowiedzialnością możliwość przejścia na wzorzec umowy spółki. Aby zacząć z niego korzystać, należy złożyć wniosek P13014. Opłata skarbowa nie jest wymagana. Ze wzorca umowy spółki można również skorzystać podczas rejestracji osoby prawnej lub jej reorganizacji.

Do Jednolitego Państwowego Rejestru Osób Prawnych można wprowadzić informację o istnieniu umowy korporacyjnej. Złożenie samej umowy przy tym nie jest wymagane.

W nowych formularzach można wskazać, że istnieją podstawy do ograniczenia dostępu do informacji o osobie prawnej (na przykład o wspólniku lub członku zarządu).

TSUE: będzie łatwiej o odszkodowanie za opóźniony lot Ryanair

  • Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) zabronił Ryanairowi stosowania jednej z klauzul, dzięki której przewoźnik nieuczciwie unikał płacenia pasażerom odszkodowań.
  • Wyrok ułatwi pasażerom ubieganie się o odszkodowania także od innych linii lotniczych.
  • Rozpatrywana przez TSUE sprawa dotyczy sporu Ryanair z polską firmą DelayFix o lot z Mediolanu do Warszawy.

Linie lotnicze nie mają w sądach szans z pasażerami. Z danych APRA (Association of Passenger Rights Advocates) wynika, że 90% spraw kończy się wygraną klientów. Jednak przewoźnicy nie chcą płacić odszkodowań za odwołane i opóźnione loty czy odmowę przyjęcia na pokład. Starają się więc zniechęcać pasażerów do roszczeń na przedsądowym etapie procesu reklamacji. Wiedzą, że 60% klientów „odpuszcza” po pierwszym, często niezasadnym odrzuceniu wniosku o odszkodowanie (dane: YouGov).

Dzięki wyrokowi Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 18 listopada 2020 roku liniom lotniczym będzie trudniej w nieuczciwy sposób unikać wypłat. Wyrok został wydany w sporze polskiej firmy DelayFix z Ryanairem, dotyczącym lotu na trasie Mediolan – Warszawa.

Ryanair od lat stosował niezgodną z unijnym prawem klauzulę, zgodnie z którą pasażer lub jego reprezentant mógł podać firmę do sądu jedynie w Irlandii. Strategia przewoźnika była prosta – odrzucać roszczenia klienta i liczyć na to, że nie dojdzie do rozstrzygnięcia w irlandzkim sądzie. Klientom z innych krajów nie opłacało się lub nie wiedzieli, jak ubiegać się o nieraz niewielkie odszkodowanie za granicą. Na tym korzystał Ryanair. TSUE uznał tę praktykę za nieuczciwą i wskazał, że przewoźnika można podać do sądu nie tylko w jego kraju, ale także w kraju wylotu i przylotu. To znacznie ułatwi dochodzenie roszczeń – mówi Marcin Maciejewski, Chief Executive Officer w DelayFix S.A., członka Stowarzyszenia Rzeczników Praw Pasażerów (APRA).

Wyrok TSUE powinien ułatwić pasażerom dochodzenie odszkodowań nie tylko od Ryanair, ale także od innych linii lotniczych. Sądy krajowe zyskały bowiem silną podstawę do precyzyjnej oceny klauzul zawartych w umowach i regulaminach dotyczących przewoźników i podróżnych.

Jakie prawa przysługują pasażerom?

Problem z odszkodowaniami dotyczy milionów pasażerów linii lotniczych rocznie. Polityka odszkodowawcza nie pomaga liniom lotniczym budować relacji z klientami. Z badań brytyjskiego magazynu „Which?” wynika, że czterech na pięciu pasażerów nie ufa przewoźnikom.

– Linie lotnicze zapracowały sobie na ten wynik. Jak mogą unikają wypłat, które się pasażerom po prostu należą. Warto pamiętać, że za podróżnymi nie stoi znajomość prawa i przewoźnicy to wykorzystują. Na własną rękę może być więc trudno o pieniądze, dlatego warto zwrócić się do doradców, którzy takimi sprawami zajmują się na co dzień. Pozwoli to oszczędzić czas i nerwy, a w zdecydowanej większości przypadków nie zostać bez odszkodowania – dodaje Marcin Maciejewski z DelayFix.

Niewielu konsumentów wie, że regulacje stworzone w ramach przepisów unijnych wystarczająco chronią pasażerów przed nadużyciami linii lotniczych (m.in. rozporządzenie WE261/04).

Zgodnie z przepisami unijnymi pasażer ma prawo do np.:

  • odszkodowania do 600 euro, jeśli z winy przewoźnika lot będzie opóźniony lub odwołany, a ten nie poinformuje klienta najpóźniej 14 dni przed zaplanowanym lotem (odstępstwami od tej sytuacji są wyjątkowe okoliczności, np. złe warunki pogodowe, kwestie bezpieczeństwa),
  • opieki linii lotniczych – jeśli lot opóźniony jest więcej niż dwie godziny, pasażer powinien otrzymać posiłek, w przypadku dłuższego przesunięcia przysługuje mu nocleg (wraz z dojazdem do miejsca zakwaterowania),
  • zachowania standardu przelotu – jeśli w związku ze zmianami w podróży klient skorzysta z miejsca w wyższej klasie, nie ma obowiązku uiszczania dodatkowej opłaty, a jeśli klasa zostanie zmieniona na niższą, ma prawo ubiegać się o zwrot kosztów.

Obowiązek informowania o zapisach WE261/04 leży po stronie przewoźników. Ci jednak często nie wypełniają go, wykorzystując brak wiedzy poszkodowanych i zniechęcając ich do ubiegania się o przysługujące im prawa. Dopiero wkroczenie na drogą sądową gwarantuje w większości przypadków wygraną konsumenta.

Źródło: DelayFix S.A.

Jeśli dzwoni skarbówka, to uważaj. Nie wiadomo do czego później użyje uzyskane od Ciebie informacje

Coraz częściej wszelkie podejmowane względem obywateli działania organy państwa tłumaczą koniecznością zwiększenia ich bezpieczeństwa w czasie pandemii COVID-19. Ostatnio urzędnicy skarbówki zaczęli intensywnie dzwonić do podatników pod pretekstem szybszego i właśnie bezpieczniejszego załatwienia sprawy. Podatnicy powinni jednak podczas takich rozmów bardzo uważać. Przeszkoleni w zakresie technik manipulacyjnych urzędnicy potrafią bowiem wydobyć w ich trakcie pożądane przez siebie wrażliwe informacje na temat podatnika lub prowadzonej przez niego działalności. Nie wiadomo jednak, kto i w jakim celu później te informacje wykorzysta.

Możliwość załatwienia sprawy urzędowej drogą mailową lub przez telefon to generalnie bardzo korzystne, wygodne dla wszystkich rozwiązanie. Zwłaszcza gdy chodzi o przedsiębiorców, którzy wolą swój czas poświęcać na prowadzenie działalności gospodarczej, niż na wyczekiwanie w kolejce do urzędowego okienka przy korygowaniu błędu w złożonej deklaracji, co w konsekwencji umożliwi szybsze uzyskanie zwrotu podatku. Ale… Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że każdy kij ma dwa końce.

Przyjazny urząd a ujawnienie informacji

W artykule z 18 października 2020 r. „Rzeczpospolita” ujawniła, że w czasie panującej pandemii koronawirusa urzędnicy skarbowi, dzwoniąc do przedsiębiorców, pytają nie tylko o błahe sprawy. Zdarza się, że dopytują o szczegóły zawartych z kontrahentem umów, proszą o przesłanie dokumentów e-mailem. Swoje prośby tłumaczą dążeniem do przyspieszenia załatwienia sprawy. Z drugiej jednak strony, jak pisze dziennik, powołując się na relację anonimowego świadka, czasem w trakcie takiej rozmowy telefonicznej urzędnik sugeruje, że brak podania żądanej informacji może zakończyć się kontrolą skarbową (Rzeczpospolita: „Urzędy skarbowe dzwonią do firm, pytają o szczegóły umów”).

A czym to grozi?

Z każdej takiej rozmowy urzędnik w większości spraw musi sporządzić notatkę służbową. Taką notatkę organ skarbowy może później wyciągnąć na światło dzienne jako dowód na poparcie swoich zarzutów skierowanych przeciwko podatnikowi w toczącym się postępowaniu, co zwłaszcza teraz, w dobie panującej pandemii nabiera na popularności.

W kwietniu tego roku Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny ukarał obywatela karą w wysokości 5 tys. zł tylko za to, że w trakcie odbywania kwarantanny po powrocie z zagranicy wpuścił do mieszkania swojego ojca. Podstawą wymierzenia tej kary przez organ była notatka służbowa pracownika sanepidu… sporządzona podczas rozmowy telefonicznej z ojcem ukaranego. Taką samą karę miesiąc później sanepid wymierzył uczestniczce protestu przedsiębiorców, który odbył się 7 maja 2020 r. w Warszawie. Powodem był brak realizowania przez nią obowiązku zakrywania nosa i ust. W tym wypadku jedyną podstawę ukarania stanowiła notatka sporządzona w trakcie zatrzymania przedsiębiorcy przez policjanta.

Lepiej mieć się na baczności

Przenosząc powyższe na grunt omawianej sprawy, na baczności szczególnie powinni mieć się przedsiębiorcy. W ich przypadku wykorzystanie przeciwko nim określonych, udokumentowanych służbową notatką informacji zdobytych przez telefon przez skarbówkę może mieć dla nich znacznie dotkliwsze konsekwencje, np. w postaci wstrzymania wyczekiwanego zwrotu VAT. A i nie każdy przedsiębiorca jest pod stałą ochroną prawnika, by w porę przed takimi negatywnymi konsekwencjami się ustrzec. Poza tym, przedsiębiorcy działalność gospodarczą prowadzą latami, i nie wiadomo kiedy, przez kogo i w jaki inny sposób takie poczynione przez telefon ustalenia zostaną przeciwko nim wykorzystane.

Urzędnicy są szkoleni ze sztuk manipulacji

I nie jest to żadna teoria spiskowa, tylko fakty. Nie od dziś wiadomo, że pracownicy takich instytucji, jak urząd skarbowy czy ZUS są szkoleni do wykorzystywania technik manipulacji, także w trakcie rozmów, również telefonicznych.

W listopadzie 2018 r. serwis INNPoland napisał o tym, jak kontrolerzy ZUS przechodzą szkolenia z przesłuchań. Przytoczył wówczas komentarz jednego z absolwentów kursu przesłuchań FBI, który wyjaśnił, że: „To są techniki oparte na socjotechnikach, manipulacji i indoktrynacji. Ktoś, kto rzeczywiście będzie wyposażony w tego typu techniki, będzie w stanie w pewien sposób manipulować rozmówcę i będzie w stanie wyciągać z niego określone informacje”.

W świeżej ofercie szkoleń na 2020 r. Krajowej Szkoły Administracji Publicznej im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, a więc uczelni szkolącej urzędników, znalazły się następujące szkolenia:

  • Czym jest perswazja, czemu służy i kiedy ją stosujemy;
  • Czym jest manipulacja; jak rozróżnić perswazję od manipulacji;
  • Dlaczego wywieranie wpływu nie jest manipulacją;
  • Nie daj się pokonać manipulacji – przegląd chwytów erystycznych (www. m.ksap.gov.pl).

To państwowa szkoła mająca siedzibę w Warszawie, a podlegająca Prezesowi Rady Ministrów.

Podsumowanie

Kontakt z fiskusem drogą mailową lub telefoniczną może uprościć i przyspieszyć załatwienie niektórych spraw urzędowych. Ważne, aby pamiętać przy tym o rozsądku i ostrożności. O ujawnienie wrażliwych dla przedsiębiorstwa, podatnika informacji organ skarbowy powinien wystąpić na oficjalnej, pisemnej drodze, w ramach ustalonych prawem procedur, np. w wytoczonym postępowaniu podatkowym.

Autor: Kinga Hanna StachowiakWspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Galerie handlowe wraz z najemcami apelują do klientów o solidarną troskę o bezpieczeństwo podczas świątecznych zakupów

W ostatnią sobotę listopada, kiedy po trzech tygodniach ponownie uruchomiono sklepy w galeriach handlowych, odwiedzalność obiektów była o prawie 30 proc. niższa w porównaniu do soboty 30 listopada ubiegłego roku i wyniosła 73 proc. Galerie i sklepy skrupulatnie przestrzegały obostrzeń dotyczących liczby osób przypadających na 1 mkw. powierzchni obiektu, stąd w niektórych miejscach tworzyły się kolejki do sklepów. W pojedynczych centrach w Polsce zaistniała konieczność krótkiego czasowego ograniczenia wejścia do obiektu do momentu zmniejszenia liczby osób.

Polska Rada Centrów Handlowych oraz Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług apelują do klientów o solidarną troskę o bezpieczeństwo podczas zakupów i stosowanie się do zasad DDM – Dystans, Dezynfekcja, Maseczki. W ciągu kolejnych trzech tygodni, które pozostały do Świąt, organizacje skoncentrują się na edukowaniu konsumentów, będą aktywnie przypominać klientom o zasadach bezpieczeństwa, które należy stosować podczas robienia zakupów.

„Zwracamy się do klientów z apelem, aby odpowiedzialnie korzystali z oferty galerii handlowych. Kiedy jesteśmy już na terenie centrum handlowego bezwzględnie przestrzegajmy zasad DDM. Pierwszą rzeczą, o jakiej musimy pamiętać po wejściu do obiektu, jest dezynfekcja rąk oraz prawidłowo założona maseczka. Jeśli czekamy na wejście do sklepu – zachowajmy dystans. Dajemy klientom bezpieczną przestrzeń, nasi pracownicy całą dobę dbają o to, by wszystkie miejsca dotykane były dokładnie dezynfekowane. Wszystkim zapominalskim przypominamy o panujących zasadach poprzez liczne oznakowania, naklejki, plakaty, komunikaty głosowe oraz zwracamy uwagę bezpośrednio. Zatroszczmy się o to, aby przygotowania do Świąt przebiegły w dobrej, bezpiecznej atmosferze” – zaapelował Zarząd PRCH.

„Podzielamy radość i entuzjazm naszych klientów wobec możliwości przygotowania się do Świąt dzięki ponownemu otwarciu sklepów w centrach handlowych. Czujemy ogromną odpowiedzialność związaną z utrzymaniem rygoru sanitarnego, którą przyjmujemy ze świadomością powagi sytuacji. Bezpieczeństwo klientów oraz pracowników naszych sklepów są kluczowe, a my dokładamy wszelkich starań, by je zapewnić. Podkreślamy, że wspólne bezpieczeństwo wymaga odpowiedzialności, którą ponosimy wszyscy. Nasze sklepy są bezpieczne, o co dbamy od wielu miesięcy. Apelujemy do konsumentów: dostosujcie się do niezbędnych wymogów, byśmy wszyscy cieszyli się zdrowiem. Nasi pracownicy będą Was w tym wspierać podczas zakupów, tak by wszystkie procedury sanitarne były respektowane,  a komfort zakupów jak najwyższy” – deklaruje Zarząd ZPPHiU.

Bezpieczeństwo – Kupuję To!

Zniesienie częściowego zamknięcia galerii handlowych, które obowiązywało do 28 listopada, wymaga od przedsiębiorców, pracowników i klientów obiektów handlowych ogromnej odpowiedzialności za zdrowie swoje i innych. By skutecznie promować prawidłowe zachowania podczas zakupów, powstała kampania społeczna „Bezpieczeństwo – kupuję to!” pod patronatem Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii oraz Ministerstwa Zdrowia oraz we współpracy z organizacjami handlu. Celem kampanii opatrzonej hasztagiem #KupujęBezpiecznie jest edukowanie klientów i przypominanie im o zachowaniu określonych zasad bezpieczeństwa w centrach handlowych, ale również w innych placówkach i miejscach handlu oraz usług, czy gastronomii.

Kampania przypomina, że troska o zdrowie i bezpieczeństwo klientów oraz pracowników miejsc handlu powinna być priorytetem. Centra handlowe są jednymi z najbezpieczniejszych miejsc w przestrzeni publicznej pod kątem stosowanych w nich rygorów sanitarnych. Większość obiektów od początku trwania pandemii wprowadziła rozwiązania daleko wykraczające poza podstawowe zalecenia przeciwepidemiczne. Na terenie centrów prowadzony jest monitoring liczby przebywających w nich osób w czasie rzeczywistym, który pozwala na wyprzedzające czasowe zamknięcie wejść, jeśli zainteresowanie klientów zakupami będzie wyższe niż pozwalają na to przepisy rozporządzenia ograniczające liczbę osób do jednej na 15 mkw.

Centra udostępniają dyspensery z płynem dezynfekcyjnym i prowadzą dezynfekcję często dotykanych powierzchni. Klamki, przyciski, poręcze i toalety są dezynfekowane kilkanaście razy w ciągu dnia. Nie rzadziej niż raz na pół godziny podawane są komunikaty głosowe przypominające o zasadach DDM, o których informują także plakaty, naklejki i piktogramy rozmieszczone w widocznych miejscach. O właściwym zachowaniu kupującym przypomina również odpowiednio przeszkolony personel.

Kampania edukująca klientów w zakresie odpowiedzialności za zdrowie własne i pracowników sklepów jest elementem dopełniającym działania ukierunkowane na zwiększenie bezpieczeństwa w obiektach handlowych. Dzięki wprowadzeniu opisanych rozwiązań i wydłużonych godzin otwarcia, centra handlowe są bezpieczne. Dodatkowo stosowanie dobrych praktyk przez klientów podczas zakupów pozwoli komfortowo i bezpiecznie nabyć produkty lub skorzystać z usług w okresie przedświątecznym.

Jak bezpiecznie robić zakupy?

W przygotowanym przez Polską Radę Centrów Handlowych poradniku „Jak zaplanować bezpieczne zakupy świąteczne” znajdziemy listę porad pomocnych w sprawnej realizacji zakupów, które pomimo trudnej sytuacji epidemicznej, mogą być komfortowe i spokojne. Poradnik przypomina klientom o odpowiedzialności zarówno za siebie, jak i inne osoby przebywające w obiektach handlowych. Uczula kupujących, by dla własnego bezpieczeństwa i wygody z wyprzedzeniem planowali wizytę w centrum handlowym, wybierali mniej popularne godziny odwiedzin i stosowali się do zasad DDM – Dystans, Dezynfekcja, Maseczki.

To jak bezpieczne są centra handlowe, zależy też od naszego zachowania jako kupujących. Zanim wyruszymy na zakupy zastanówmy się, jakie sklepy chcemy odwiedzić. Pamiętajmy, że podobnie jak my, wiele osób będzie chciało zrobić zakupy przed Świętami, dlatego myśląc o potrzebach innych planujmy efektywnie czas pobytu w galerii. Przygotujmy wcześniej listę prezentów i rzeczy, które potrzebujemy kupić. Róbmy zakupy w pojedynkę, ponieważ w sklepach obowiązuje ograniczenie liczby klientów do jednej osoby na 15 mkw. Planując wizytę w galerii handlowej, pamiętajmy, że liczba kupujących zwiększa się późnym popołudniem, dlatego jeśli mamy taką możliwość, wybierzmy się na zakupy w godzinach między 12 a 15, od poniedziałku do czwartku. Zrezygnujmy z zakupów, kiedy czujemy się przeziębieni lub chorzy i poprośmy o zrobienie ich przez bliskich.

Walka o czyste powietrze

Smog może być bardziej dotkliwy w skutkach zdrowotnych niż COVID-19 patrząc w perspektywie długoterminowej – takiego zdania jest 52% osób, które wzięły udział w badaniu PwC poprzedzającym start 3. edycji edukacyjnego programu “Biznes kontra smog”. 75% respondentów oczekuje od swoich pracodawców aktywnego zaangażowania w walkę o czyste powietrze, a 61% z powodu złego stanu powietrza rozważało lub rozważa zmianę miejsca zamieszkania i pracy.

Biznes kontra smog

Program „Biznes kontra smog”, którego 3. edycja wystartowała jesienią tego roku, powstał z inicjatywy PwC i jest realizowany we współpracy z 26 firmami pod auspicjami Krakowskiego Alarmu Smogowego i Stowarzyszenia ASPIRE oraz pod honorowym patronatem Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Celem projektu jest realizacja programu wolontariatu pracowniczego w obszarze edukacji dzieci i młodzieży na temat smogu i czystości powietrza. Wolontariusze, przygotowywani merytorycznie przez Krakowski Alarm Smogowy, prowadzą szkolenia (w tej edycji przede wszystkim w formie zdalnej) w szkołach i przedszkolach w całej Polsce. Program jest dostosowany do różnych grup wiekowych, a uczestnicy zajęć dowiadują się m.in. czym jest smog, dlaczego powstaje, jakie zagrożenia niesie dla zdrowia i życia ludzi oraz co można i należy robić, aby móc oddychać czystszym powietrzem. Wszystkie warsztaty są bezpłatne.

W dwóch poprzednich edycjach “Biznes kontra smog” 530 wolontariuszy z zaangażowanych firm przeprowadziło łącznie 1150 warsztatów dla 28 tys. dzieci i młodzieży. Program zdobył tytuł Dobroczyńca Roku 2020 w kategorii Ekologia oraz TOP CSR Initiative in Poland podczas Gali CEE Business Services Awards, która miała miejsce w styczniu 2019 roku.

W 3. edycji programu bierze udział 29 organizacji: ABB, Airly, Akamai, Amer Sports, Amway, Aon, ASSA ABLOY, Grupa CANPACK, Capita, Cisco Systems, Credit Suisse, Ecolab, Euroclear, Herbalife, Hitachi Vantara, HSBC, IAG GBS, Jacobs, Krakowski Alarm Smogowy, Maxima Europe, Oanda, Ocado Polska, UBS, PerkinElmer, PwC, Sappi, State Street Bank Polska, Stowarzyszenie ASPIRE oraz Zurich Insurance Company Ltd.

Od pierwszej edycji program ‘Biznes kontra smog’ cieszy się rosnącym zainteresowaniem zarówno firm, które dołączają do inicjatywy, jak też szkół i przedszkoli, zgłaszających chęć przeprowadzenia szkoleń w swoich placówkach. Edukacja jest pierwszym i być może najważniejszym krokiem w walce o czyste powietrze – lepiej poznając wpływ naszych działań na środowisko, kształtujemy właściwe proekologiczne zachowania. Cieszę się, że nasza inicjatywa łączy tak wiele firm udowadniając, że społeczną odpowiedzialność biznesu najlepiej realizować poprzez współpracę. – Bartosz Jasiołek, partner w PwC

Wyniki badania przeprowadzonego przez PwC na grupie 2276 pracowników firm zaangażowanych w program “Biznes kontra smog” pokazują, jak bardzo potrzebne są projekty edukacyjne w zakresie czystego powietrza. 69% respondentów oceniło jakość systemu edukacji w zakresie przeciwdziałania zanieczyszczeniom powietrza w Polsce jako niewystarczającą, a 19% jako bardzo złą. Zdaniem 88% badanych działania interesariuszy publicznych w celu poprawy jakości powietrza w mieście/regionie są za małe.

O tym, że smog jest tematem istotnym także dla pracodawców, przekonuje pytanie dotyczące chęci zmiany miejsca zamieszkania i pracy ze względu na zły stan powietrza – taką możliwość rozważa lub rozważało 61% badanych. Dodatkowo, 75% mówi wprost, że oczekuje od swojego pracodawcy aktywnego włączenia się w działania mające przeciwdziałać pogarszaniu się stanu powietrza w Polsce.

Wyniki badania PwC to jasny sygnał dla pracodawców, że w walkę o czyste powietrze musimy włączyć się wszyscy. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że tak wiele firm zrzeszonych w ASPIRE dołączyło do inicjatywy. Efekty naszych wspólnych działań dzięki temu mogą być jeszcze większe. – Andrew Hallam, sekretarz generalny Stowarzyszenia ASPIRE

PwC zapytało także respondentów o ocenę długoterminowych skutków zdrowotnych poszczególnych zjawisk, z jakimi jako społeczeństwo obecnie się zmagamy. 52% badanych wskazało smog, jako zjawisko najbardziej dotkliwe w skutkach dla zdrowia, 40% wybrało zmiany klimatyczne, a niecałe 8% oceniło, że to COVID-19 może mieć najgorsze konsekwencje.

Jakość powietrza w Polsce jest wciąż bardzo zła. Opublikowany niedawno raport Europejskiej Agencji Środowiska wskazuje, że Polska ma najwyższe stężenia benzo[a]pirenu w całej Unii Europejskiej oraz jedne z najwyższych stężeń pyłu. Podnoszenie świadomości, to obok regulacji prawnych i programów finansowych, najważniejsze działanie w zakresie poprawy jakości powietrza. Mamy nadzieję, że wyższa świadomość dzieci przełoży się również na zwiększenie wiedzy rodziców oraz zmotywowanie ich do podjęcia działań, które przełożą się na poprawę jakości powietrza. W Polsce wciąż około 3 miliony domów ogrzewanych jest za pomocą przestarzałych kotłów na węgiel i drewno, które emitują duże ilości zanieczyszczeń. Ponad 80% węgla spalanego w gospodarstwach domowych UE spalane jest w Polsce. Jeśli chcemy oddychać czystym powietrzem to musi się to zmienić, a edukacja i rzetelna informacja może mieć niebagatelny wpływ na miliony decyzji w tym obszarze. – Anna Dworakowska, współzałożycielka Krakowskiego Alarmu Smogowego

Brak skarg na konieczność pracy w niedzielę. Pracownicy bardziej obawiają się starty pracy niż nadgodzin

Grudzień „jak za dawnych lat”. Nigdy nie było skarg pracowników na to, że muszą pracować w niedzielę.

Grudzień 2020 to czas, kiedy właściwie „do normalności” wraca tryb pracy w handlu. Mowa o trybie przed 2016 rokiem, gdy zarówno w dyskontach jak i galeriach handlowych można było robić zakupy w niedziele. Ze względu na pandemię koronawirusa i w dążeniu do możliwie szerokiego rozproszenia klientów Rząd RP podjął decyzje, że 6, 13 i 20 grudnia będą niedzielami handlowymi. Od początku istnienia Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom odnotowaliśmy zaledwie kilka wiadomości ze skargami na konieczność pracy w niedzielę. W roku 2020 ani jednej.

„Blokowanie podaży mimo popytu, uważam za działanie nieracjonalne w czasach takich jak pandemia koronawirusa”

Dyskusja o tym, czy handel w niedzielę powinien być dozwolony trwa w najlepsze od wielu lat i wiele wskazuje na to, że szybko się nie skończy. Konsumenci bardzo oczekują, że w niedziele będzie można robić zakupy. Związki zawodowe są przeciwne, a ekspedienci i pracownicy niemal podzieleni na pół. Młodsi i pracujący na umowach cywilnoprawnych chętnie dorobiliby sobie do pensji w weekendy, pracownicy etatowi raczej nie mają takiej presji.

– Temat handlu w niedzielę i konieczności pracy w ten dzień incydentalnie był powodem skarg kierowanych do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Możemy więc założyć, że dla pracowników handlu konieczność pozostania tego dnia w pracy była czymś zupełnie naturalnym – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Dla wielu pracowników handlu wciąż nienaturalnym jest, że nie mogą pracować w niedzielę. Otrzymywaliśmy wręcz wiadomości, że pracownicy woleliby, by dyskonty były czynne w niedzielę, a nie na przykład do drugiej w nocy jak to ma miejsce teraz. Uważam, że decyzja, by otworzyć sklepy w grudniu w niedzielę jest dobra, bo jest to czas odbicia finansowego dla przedsiębiorców, a dla konsumentów okazja do spokojniejszego dokonania zakupów. Uważam, że w dyskusji o handlu w niedzielę nikt nie słucha głosu tych, którzy sprawą są najżywiej zainteresowani: samych ekspedientów oraz osób, które decydują się na zakupy. Blokowanie podaży mimo popytu, uważam za działanie nieracjonalne w czasach takich jak pandemia koronawirusa – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Kto broni zakazu handlu w niedziele? Konsumenci na pewno nie. Przedsiębiorcy coraz rzadziej

Według  Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom istnieje wiele sposobów na to, by tak przeprowadzić regulacje prawne, by pracownicy i przedsiębiorcy byli zadowoleni. – Można wprowadzić np. zasadę dobrowolności: w niedzielę pracuje kto chce. Można wprowadzić zasady wysokich premii dla niedzielnych pracowników czy systemu rotacyjnego. Tutaj zdecydowanie wylano dziecko z kąpielą, a sytuacja jest tym bardziej kłopotliwa im mocniej handel zanurza się pod wodą wskutek trwania pandemii koronawirusa. Za moment wiele sklepów może upaść, a dyskonty i markety będą się automatyzować i dążyć do tego, by zmniejszać rolę pracowników – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Za moment w wielu sklepach będą nie tylko wolne niedziele, a wolne całe tygodnie. Nie tego przecież chcą pracownicy i związkowcy – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

Galerie handlowe są ponownie czynne od ostatniej soboty listopada. Ruch w sklepach był bardzo duży, co pozwala mieć nadzieje, że handel choć delikatnie „odbije się” po dramatycznych tygodniach lockdownu.

WasteMaster pozyskał pierwszego inwestora i środki na rozwój

Waste Master sp. z o.o., która stworzyła aplikację WasteMaster dla uczestników rynku odpadowego, zdobyła pierwszego inwestora. Pozyskany kapitał zostanie w całości przeznaczony na dalszy rozwój. Twórcy aplikacji planują zwiększenie zatrudnienia – zwłaszcza w dziale handlowym oraz IT – oraz dalsze prace nad funkcjonalnością i promocją narzędzia.

Rynek odpadowy w Polsce jest wymieniany jako jeden z rynków o największym potencjale wzrostu. Obecnie skupia około 100 tys. przedsiębiorstw, z czego większość to firmy wytwarzające odpady, a ok. 5–6 tys. to podmioty odbierające i przetwarzające odpady. Eksperci oceniają, że rynek ten będzie rósł w coraz szybszym tempie wraz z dalszym zaostrzaniem polskich i unijnych wymogów prawnych w zakresie obrotu odpadami, a także ze wzrostem świadomości ekologicznej i społecznej odpowiedzialności biznesu.

Celem twórców WasteMaster jest skupienie w jednym miejscu wszystkich uczestników rynku odpadowego – wytwarzających, odbierających i przetwarzających odpady. Ze względu na wielkość tego rynku oraz brak konkurencyjnych narzędzi, aplikacja wzbudziła duże zainteresowanie inwestorów finansowych i branżowych jeszcze przed premierą. Następnie apetyty podsycił udany debiut WasteMaster, który już po nieco ponad miesiącu zyskał 4 000 użytkowników, w tym 1 000 klientów biznesowych.

Spośród wielu propozycji inwestycji twórcy aplikacji ostatecznie wybrali ofertę polskiej firmy Unimetal Recycling. O sprzedaży mniejszościowego pakietu udziałów temu inwestorowi przesądziły: jego szeroka baza kontaktów biznesowych, które mogą pomóc w dalszej ekspansji aplikacji, oraz zbieżna wizja kierunku, w którym będzie podążała branża gospodarowania odpadami.

– Pierwsze oferty inwestycji w WasteMaster zaczęliśmy otrzymywać już w wtedy, gdy finalizowaliśmy prace nad aplikacją. Wówczas zyskaliśmy pewność, że nasza ciężka, 1,5-roczna praca ma sens, a pomysł cyfryzacji branży odpadowej ma duży potencjał biznesowy. Właściciele Unimetal Recycling dzielą z nami wizję rozwoju rynku oraz wiarę w długoterminowy sukces naszej aplikacji. Gdy negocjowaliśmy sprzedaż pakietu mniejszościowego, ważne dla nas było, aby obecność inwestora realnie wsparła nas w rozwoju oraz uwiarygodniła w oczach naszych kolejnych klientów – mówi Krzysztof Kowalski, pomysłodawca aplikacji WasteMaster i jeden z jej twórców.

Unimetal Recycling dobrze zna realia rynku odpadowego. To lider w branży recyklingu katalizatorów samochodowych w Polsce, z około 50–60%  udziałem w rynku. W 2019 roku firma pozyskała z pojazdów zezłomowanych w kraju ok. 300 ton monolitu, podczas gdy łącznie w Polsce wyrejestrowano, a następnie przekazano do stacji demontażu pojazdów 514 tysięcy pojazdów (tj. ok. 500-550 ton monolitu). Przedsiębiorstwo posiada także jedną z najbardziej rozbudowanych sieci skupów w kraju i w Europie.

Firma zdecydowała się nabyć mniejszościowy, 25-proc. pakiet udziałów w spółce Waste Master, wysoko oceniając potencjał tej inwestycji.

Branży odpadowej brakowało takiego nowoczesnego narzędzia, dlatego dostrzegamy duży potencjał rozwoju aplikacji WasteMaster zarówno w Polsce, jak i, docelowo, także za granicą. Zakup udziałów stanowi dla nas dywersyfikację inwestycji, jednak poza udostępnieniem naszej sieci partnerów handlowych nie planujemy angażować się w działalność operacyjną spółki. Naszym celem pozostaje zachowanie pozycji lidera na polskim rynku katalizatorów, a inwestycja w WasteMaster ma wyłącznie kapitałowy charakter – komentuje Leszek Jurkowski, współzałożyciel Unimetal Recycling Sp. z o.o.

Kapitał przyśpieszy rozwój

Pozyskanie inwestora przełoży się na dalszy dynamiczny rozwój aplikacji oraz wymierne korzyści dla użytkowników WasteMaster.

Priorytetem będą działania nastawione na zwiększenie zasięgu aplikacji, rozbudowę jej funkcjonalności oraz optymalizację, dzięki której platforma pozostanie maksymalnie przyjazna dla małych, średnich i dużych firm oraz osób prywatnych. Nie możemy ujawnić kwoty inwestycji, ale zapewniam, że pozyskane środki dają nam solidny impuls do rozwoju. Nie wykluczamy przy tym pozyskiwania kolejnych inwestorów w przyszłości – stwierdza Jakub Łańcucki, drugi z twórców WasteMaster.

Wśród planów, których realizację w najbliższym okresie umożliwi kapitał pozyskany ze sprzedaży udziałów, jest przede wszystkim szybkie zwiększenie zatrudnienia w dziale handlowym oraz w dziale IT, gdzie trwają prace nad rozwojem aplikacji.

Obecnie nasz zespół programistów testuje i wdraża kolejne udoskonalenia, które mają usprawnić przeglądanie i wystawianie ofert, a tym samym ułatwić użytkownikom zawieranie transakcji – mówi Grzegorz Krasuski, trzeci z twórców aplikacji.

W najbliższym czasie planowany jest intensywny rozwój WasteMaster na rynku polskim – część z pozyskanych funduszy zostanie przeznaczona na kolejne kampanie marketingowe. Jednak twórcy aplikacji myślą już także o przyszłej ekspansji zagranicznej.

Część rodzimych firm z branży już obecnie importuje pewne kategorie odpadów. Inne przymierzają się do ich pozyskiwania z zagranicy. Obecnie koncentrujemy się na Polsce, ale docelowo planujemy ułatwić im prowadzenie także międzynarodowej działalności – dodaje Krzysztof Kowalski.

Pandemia nie zatrzymała procesów konsolidacji na rynku stomatologii – kolejna transakcja M&A

Grupa Medicover przejęła kliniki stomatologiczne działające w Mławie i Ostródzie pod marką Centrum Uśmiechu, łącznie 11 gabinetów oraz ponad 30-osobowy zespół. Kliniki Centrum Uśmiechu oferują kompleksową, wysokospecjalistyczną opiekę stomatologiczną, zarówno dla dorosłych, jak i dzieci, z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, w tym sprzętu diagnostycznego. W procesie sprzedaży właściciela klinik wspierała firma doradcza Upper Finance. Proces obejmował m.in. audyt działalności operacyjnej wraz z oceną potencjału rozwoju, przygotowanie propozycji inwestycyjnej, proces ofertowy, przygotowanie do procesu due diligence, a następnie wsparcie w negocjacjach końcowych z inwestorem oraz pomoc w przygotowaniu umów inwestycyjnych i zamknięciu transakcji. Doradztwo prawne i podatkowe w związku z transakcją właścicielowi klinik zapewniła Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Stomatologia to dziś najbardziej sprywatyzowany segment opieki medycznej w Polsce, który pozytywnie wyróżnia się na tle rynków Europy Środkowo-Wschodniej.

O jego atrakcyjności decyduje skala rynku – wydatki na opiekę stomatologiczną w Polsce osiągnęły wartość ponad 12 mld zł w 2019 r. a Polacy są przyzwyczajeni, że za usługi stomatologiczne płacą z własnej kieszeni. Stąd aż 40% prywatnych wydatków na opiekę medyczną w kraju to właśnie wydatki na stomatologię – mówi Joanna Szyman, Wiceprezes Zarządu Upper Finance.

Wydatki publiczne na stomatologię utrzymują się na poziomie nieprzekraczającym 2 mld zł a tempo wzrostu nie przekracza 1% rocznie.

Według Moniki Stefańczyk z firmy PMR, eksperta w dziedzinie badań i analiz rynków w Europie Środkowej i Wschodniej, wpływ pandemii COVID-19 na wartość rynku w 2020 r. będzie negatywny – Rynek, w scenariuszu gwałtownego wzrostu zachorowań jesienią, z którym mamy obecnie do czynienia, może spaść nawet o 44%. Co nie studzi jednak apetytu inwestorów. Dynamikę procesów M&A w sektorze stomatologicznym niewątpliwie stymuluje relatywnie wysoki stopień rozdrobnienia sektora, wynikający z faktu, że opieka stomatologiczna w Polsce opiera się na praktykach indywidualnych lekarzy specjalistów. Dziś najwięksi gracze rynkowi tacy, jak Grupa Lux Med i Medicover, mają w swoich sieciach każdy po niewiele ponad 200 gabinetów, kolejny Enel Med ok. 90, zaś aktywny od niedawna na rynku Tar Heel Capital zaledwie kilka. Co oznacza, że poziom koncentracji z zaangażowaniem konsolidatorów jest na poziomie 5%.

Za wzrost rynku w ostatnich latach odpowiedzialny był przede wszystkim rynek prywatny, który rósł w tempie ok. 8% rocznie a jego wartość przekroczyła 10 mld zł w 2019 r. Najlepsze prywatne kliniki, nawet dziś w dobie pandemii Covid-19, nie doświadczają spadków i nadal rosną w tempie powyżej 8% rocznie. Niesłabnąca popularnością cieszą się również usługi z zakresu stomatologii estetycznej. PMR prognozuje, że już w 2021 r. dojdzie do odrodzenia dynamicznego wzrostu w segmencie stomatologii – rynek, ze względu na efekt niskiej bazy z 2020 r. i stopniowy powrót do normalności, zanotuje dwucyfrową dynamikę wzrostu. Może ona wynieść nawet 30%.

Pandemia nie wyhamowała procesów inwestycyjnych głównych graczy rynkowych, którzy równolegle do procesów akwizycji rozwijają swoje sieci organicznie, otwierając nowe kliniki.

Pandemia nie zmieniła również charakterystyki przejmowanych podmiotów tzn. nie pojawił się w segmencie stomatologicznym trend związany z tzw. distressed M&A, czyli akwizycje przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Inwestorzy są skoncentrowani na dynamicznej ekspansji w sektorze i budowaniu przewagi konkurencyjnej w oparciu o dołączanie do sowich sieci – „klinik liderów” tj. klinik o wysokim poziomie jakości usług, w tym usług wysokospecjalistycznych takich, jak implantologia, protetyka czy ortodoncja, zwłaszcza ta ostatnia, z uwagi na deficyt specjalistów tej dziedziny, jest wysoko ceniona przez inwestorów. Motywacja do podejmowania działań konsolidacyjnych ze strony inwestorów branżowych wynika również z coraz większej presji związanej z dostępem do wysokiej klasy specjalistów i ekspertów w danym segmencie.

Z kolei z punktu widzenia właścicieli klinik stomatologicznych konsolidacja jest szansą na realizację zysku oraz zwiększenie skali działalności i wzmocnienia swojej pozycji na lokalnym rynku. Ważnym motywem transakcyjnym dla wielu właścicieli klinik jest również kwestia sukcesji. W wielu przypadkach przeprowadzenie sukcesji nie jest możliwe, czy to ze względu na odmienne wybory życiowe, czy zainteresowania, czy też brak stosownej wiedzy i przygotowania do wejścia w tę rolę ze strony ewentualnych sukcesorów.

Rynek stomatologiczny jest atrakcyjny inwestycyjnie również dla funduszy private equity (PE). Kilka miesięcy temu do gry włączył się  chociażby Tar Heel Capital. Do inwestycji fundusze private equity motywuje również niesłabnąca aktywność M&A graczy branżowych, którzy efektywnie staną się dla funduszy private equity kluczowymi odbiorcami platform stomatologicznych na wyjściu z inwestycji.

W Polsce największe transakcje konsolidacyjne w segmencie usług stomatologicznych zostały przeprowadzone w ostatnich latach z udziałem Upper Finance. Zespół Upper Finance m.in. pozyskał inwestora strategicznego, Grupę LUX MED, dla sieci Eurodental oraz Silver Dental Clinic, uczestniczył także w sprzedaży sieci Addent, Stoma-Dental, sieci klinik Polskie Centra Stomatologiczne DENS do Grupy Medicover. Łącznie z udziałem ekspertów Upper Finance właściciela zmieniło ponad 100 gabinetów.

Jak uczynić polski system podatkowy sprawiedliwszym? – badanie PIE

Dane fiskusa pokazują, że polski system podatkowo-składkowy w dysproporcjonalny sposób obciąża najbiedniejszych. Najnowsze badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazuje, że ta anomalia nie podoba się nie tylko ekonomistom, ale także społeczeństwu.

3 lata temu Ministerstwo Finansów połączyło bazy danych PIT i ZUS, dzięki czemu uzyskało pełniejszy niż dotychczas obraz polskiego klina podatkowego. Okazało się, że w 2017 roku skorygowane obciążenie podatkowo-składkowe brutto Polaków zarabiających mniej niż 30 tysięcy złotych rocznie wyniosło 24 proc., dla zarabiających między 30 a 50 tysięcy wskaźnik ten wyniósł 29,9 proc., osoby o dochodach między 50 a 100 tysięcy złotych musiały oddać państwu 32,9 proc. zarobionych pieniędzy, zarabiający między 100 tysięcy a pół miliona złotych rocznie rozliczyli z fiskusem 31,7 proc., natomiast najbogatsi, którzy zainkasowali więcej niż pół miliona złotych rocznie, oddali w podatkach i składkach jedynie 21,7 proc. – mówi Marek Skawiński, dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej Ministerstwa Finansów.

Tak niskie oskładkowanie najbogatszych wynika z 2 głównych powodów. Pierwszym z nich jest relatywnie płaski podatek dochodowy, mający aktualnie jedynie 2 progi – 17 proc. i 32 proc. Drugą przyczyną jest mnogość dostępnych form zatrudnienia o różnym poziomie oskładkowania i opodatkowania, które dla lepiej zarabiających są furtką do optymalizacji podatkowej. Fakt ten ilustrują dane MF. Podatnicy zatrudnieni w oparciu o standardową umowę o pracę obciążeni są klinem podatkowym w wysokości 36,6 proc. W tym samym czasie pracownicy zatrudnieni na umowy cywilnoprawne płacą jedynie 23,5 proc. danin publicznych, podobnie jak osoby prowadzące działalność gospodarczą, wśród których większość to jednoosobowe działalności oferujące swoje usługi na zasadach B2B – zaznacza Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii PIE

Tymczasem Polacy zapytani o to, jaką stawką podatku dochodowego powinny być opodatkowane osoby o różnym poziomie zarobków najczęściej uważają, że osoby z zarobkami poniżej płacy minimalnej (2 600 zł.) a także osoby zarabiające średnią krajową (5 300 zł.) powinny być obciążone niższą stawką podatku niż obecnie. 44 proc. Polaków uznaje, że zarobki poniżej płacy minimalnej nie powinny w ogóle być opodatkowane, a 42 proc. uważa, że powinny być opodatkowane stawką 10 proc. Łącznie więc 86 proc. twierdzi, że zarobki nieprzekraczające płacy minimalnej powinny być opodatkowane stawką niższą niż obecna, wynosząca 17 proc.

Równocześnie 61 proc. Polaków sądzi, że zarobki odpowiadające średniej płacy powinny być niżej opodatkowane niż obecnie, z czego niemal połowa Polaków (49 proc.) uznaje, że optymalna stawka przy takich zarobkach wyniosłaby 10 proc. Respondenci PIE opowiadają się także za wyższymi podatkami w odniesieniu do osób najlepiej zarabiających. W przypadku zarobków w wysokości czterokrotności średniego wynagrodzenia (21 200 ) 59 proc. Polaków uważa, że stawka podatku dochodowego powinna przekraczać 17 proc., z czego 26 proc. uznaje, że powinna ona wynosić 32 proc. lub więcej.

W opinii Polaków wzrost dochodów powinien wiązać się ze wzrostem stawki płaconego podatku. Osoby zarabiające więcej powinny płacić więcej podatku nie tylko w ujęciu nominalnym lecz również w ujęciu procentowym. Widoczne jest to w preferowanych stawkach podatkowych, które rosną wraz z rosnącym dochodem zaczynając od stawki 6,8 proc. przy dochodzie nieprzekraczającym minimalnego wynagrodzenia do stawki 21,4 proc. przy dochodzie przekraczającym poziom 21 200 zł. miesięcznie.

Wykres 1. Obecna i oczekiwana nominalna stawka podatkowa dla osób zatrudnionych w oparciu o umowę o pracę

Obecna i oczekiwana nominalna stawka podatkowa dla osób zatrudnionych w oparciu o umowę o pracę
Źródło: Badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego, październik 2020

Uwaga: Wykres obrazuje nominalne stawki podatkowe; uśrednione stawki 22% oraz 27% wynikają z przeliczenia obowiązującej stawki 17% płaconej od rocznej sumy dochodów poniżej 85 528 zł. oraz 32% stawki płaconej od nadwyżki. Oczekiwane stawki podatkowe zostały wyliczone jako średnia stawki podatkowej ważona częstością odpowiedzi respondentów.

52 proc. użytkowników smartfonów podczas lockdownu zwiększyło czas spędzany przed ich ekranem

Ograniczenia nałożone w związku z pandemią pokazały, że smartfony pełnią nie tylko rolę źródła rozrywki lub medium w komunikacji, ale mają także funkcję społeczną i użytkową. Zdaniem autorów badania „Digital Consumer Trends” firmy doradczej Deloitte, polscy konsumenci mogą być postrzegani jako miłośnicy nowinek technicznych. Jak wynika z raportu, prawie 29 proc. Polaków skorzystało w trakcie pandemii z możliwości porozmawiania przez telefon z lekarzem, a ponad 10 proc. z wizyty wideo.

Wzrost zamożności i zmiany zachowań konsumenckich spowodowały, że w Polsce znacząco zmieniła się liczba użytkowników tradycyjnych telefonów komórkowych. Między 2015 a 2020 r. ich liczba spadła o 58 proc. (z 46,5 proc. do 19,7 proc. deklaracji), a jednocześnie w bieżącym roku aż 92 proc. pytanych deklaruje, że korzysta ze smartfonów. W ostatnich latach znacząco na popularności zyskał segment urządzeń wearables, czyli inteligentne zegarki i biżuteria. Najbardziej zauważalny jest wzrost odsetka konsumentów korzystających ze smart watchy o ponad 300 proc. (z 5,3 proc. do 21,8 proc.) i o ponad 500 proc. w przypadku monitorów aktywności fizycznej (z 3,4 proc. do 21,1 proc.).

Dane, które zebraliśmy przygotowując raport, pokazują, że urządzenia elektroniczne są wśród polskich konsumentów równie popularne co w krajach Europy Zachodniej. Ich powszechność oznacza też, że znacznie częściej niż kilka lat temu są wykorzystywane do podstawowych czynności z obszaru bankowości internetowej i zakupów online
– mówi Sławomir Lubak, Partner w dziale Konsultingu Deloitte i lider branży Telekomunikacji, Mediów i Technologii.

Pandemia zmienia nawyki konsumentów

Jak wynika z badania Deloitte, 74 proc. respondentów używa smartfona do sprawdzenia stanu swojego konta bankowego, 57 proc. wykonuje inne czynności bankowe, a 39 proc. zleca tak przelewy.

Grupą, która najbardziej zmieniła swoje nawyki i zaczęła częściej korzystać z usług banku przez telefon są osoby starsze, szczególnie w grupie wiekowej 55-64 lata. Robi tak 45 proc. z nich przy średniej wynoszącej 40 proc. Również oni najczęściej deklarują, że po pandemii pozostaną użytkownikami bankowości mobilnej i nie zmienią tego nawyku. Średnia wynosi 28 proc. a w tej grupie wiekowej jest to aż 34 proc. – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte Polska.

Do robienia zdalnych zakupów, smartfona wykorzystuje 60 proc. pytanych, 56 proc. z nich tak przegląda witryny sklepów internetowych, a 44 proc. mobilnie sprawdza recenzje produktów.

Zwiększenie dostępności usługi e-zakupów na polskim rynku będzie głównym czynnikiem wpływającym na rozwój rynku e-grocery. Nie bez znaczenia jest także kolejna fala pandemii, która może przyczynić się do utrwalenia nowych nawyków. Jak wynika z przeprowadzonego badania, aż 60 proc. osób, które w większym stopniu korzystało z zakupów internetowych w okresie wiosennym, zadeklarowało utrzymanie tego nawyku także w najbliższym czasie – zauważa Anna Winnicka, Manager w dziale Konsultingu Deloitte.

Lockdown i telemedycyna

W trakcie lockdownu spowodowanego epidemią koronawirusa smartfony były wykorzystywane nie tylko do rozrywki, czy jako medium komunikacyjne i narzędzie do wykonywania zdalnych zakupów. Urządzenia mobilne pomagały użytkownikom przede wszystkim zachować kontakt z rodziną i przyjaciółmi, ale też stały się narzędziem przydatnym w zakresie usług telemedycznych.

O ile przed pandemią polscy użytkownicy wykorzystywali smartfony w tym celu podobnie jak obywatele innych krajów Europy Zachodniej, po jej wybuchu liczba użytkowników wizyt zarówno telefonicznych jak i video znacząco wzrosła. W połowie 2020 r. już prawie 29 proc. Polaków skorzystało z możliwości porozmawiania z lekarzem przez telefon, a ponad 10 proc. z wizyty wideo, a według „Deloitte Digital Consumer Trends” na wzrost częstotliwości użytkowania telewizyt wskazało 16,3 proc., a video – 4,9 proc. badanych. Jest to odsetek wyraźnie większy niż np. w przypadku Wielkiej Brytanii (odpowiednio 12,1 i 3,5 proc.).

Co ciekawe, tylko niespełna 5 proc. respondentów w Polsce w trakcie pandemii wskazało nie tylko, że częściej korzysta z telemedycyny, ale jednocześnie zadeklarowało, że równie często będzie po takie usługi sięgać także w przyszłości.

Prawne możliwości stosowania telemedycyny pojawiły się już w 2015 r., jednak nigdy nie zyskała ona takiej popularności jak w trakcie pandemii koronawirusa. Zdalny dostęp do lekarzy pozwala na realizację podstawowych świadczeń w sposób bezpieczny i efektywny, minimalizując możliwość zakażenia poprzez unikanie najbardziej narażonych przestrzeni. Otwartym pytaniem pozostaje natomiast, jak zmieni się stosunek Polaków do niej, gdy zniknie bezpośrednie zagrożenie związane z koronawirusem – mówi Robert Kauf, Senior Manager w dziale Konsultingu Deloitte.

Problemem ograniczającym dalszy rozwój telemedycyny mogą być wątpliwości dotyczące stanu prawnego i niewystarczające zaufanie pacjentów do możliwości skutecznego przeprowadzenia badania na odległość lub przekazania w ten sposób lekarzowi niezbędnych informacji.

Z pomocą już teraz przychodzą rozwiązania teleinformatyczne jak Internet Rzeczy (IoT), które pozwalają na zbudowanie wirtualnego mostu między pacjentem a lekarzem. Są wśród nich czujniki zastępujące fizyczny stetoskop, pozwalające na przeprowadzenie badania ucha, gardła lub zmian skórnych, czy urządzenia umożliwiające kobietom w ciąży wykonanie zdalnego badania KTG. Dostępne są już także na rynku rozwiązania technologiczne wspierające telerehabilitację.

Część wizyt z terapeutą można z dobrym efektem zrealizować w systemie telepracy, za pomocą mobilnych urządzeń tj. elektromiograf z elektrostymulacją do użytku domowego. Wykorzystanie tego typu rozwiązań zmniejsza barierę dostępności w zakresie niezbędnej rehabilitacji, czyli mówiąc wprost zwłaszcza w czasie pandemii, kiedy wielu z nas pozostaje w domach, terapeuci dalej mogą pomagać pacjentom. – mówi dr inż. Michał Mikulski, ekspert Komisji Europejskiej ds. robotyki medycznej i prezes EGZOTech.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Niezależnie od ograniczeń formalno-prawnych, nie można jednak ignorować nastawienia samych pacjentów do dzielenia się danymi medycznymi. Są one uważane za jedne z najbardziej poufnych, zarówno z perspektywy prawnej, jak i postrzegania bezpieczeństwa przez pacjentów i lekarzy. Wyniki badania „Deloitte Digital Consumer Trends” pokazuje, że prawie 2/3 Polaków sprzeciwia się udostępnianiu swoich danych medycznych. Jesteśmy też przeciwni dzieleniu się z firmami trzecimi nawet bardzo podstawowymi danymi, pochodzącymi np. z monitorowania przy pomocy smartfonów funkcji zdrowotnych – taką możliwość dopuszcza jedynie 6 proc. Polaków.

Mimo wszystko na rozwój telemedycyny w Polsce należy patrzeć z optymizmem, zarówno z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia, jak i producentów rozwiązań telemedycznych i pacjentów, którzy otrzymają narzędzie zwiększające wygodę korzystania z opieki zdrowotnej oraz poprawiające jej dostępność. Jednak to, czego nie można pominąć w rozważaniach nad rolą telemedycyny w przyszłości, to wyjątkowy status informacji zbieranych przy pomocy urządzeń telemedycznych oraz wyjątkowo silne oczekiwania dotyczące ich bezpieczeństwa, zarówno pod kątem efektów medycznych, jak i dostępu do informacji – mówi Robert Kauf.

O badaniu
Polski raport „Deloitte Digital Consumer Trends” jest częścią międzynarodowego badania użytkowników usług cyfrowych. Dane cytowane w raporcie dla Polski oparte są na reprezentatywnej w skali kraju próbie 2000 polskich konsumentów w wieku 18-65 lat. Badania odbyły się w czerwcu 2020 r. i zostały przeprowadzone przez internet przez niezależną firmę badawczą Ipsos MORI na podstawie pytań dostarczonych przez Deloitte.

Polska w dziesiątce najlepszych krajów do outsourcingu usług IT

W szukaniu biznesowego podwykonawcy za granicą już dawno przestały liczyć się wyłącznie niższe koszty pracy. W nowym raporcie “Executive Brief. Outsourcing 2020” eksperci globalnej firmy 7N analizują atrakcyjność krajów specjalizujących się w offshoringu czy nearshoringu, biorąc pod uwagę aż 13 kryteriów. Po ich uwzględnieniu Polska plasuje się na 10. miejscu na świecie i 4. w Europie.

Blisko połowa (45 proc.) firm na świecie, w związku z wprowadzanymi zmianami spowodowanymi pandemią, zamierza więcej procesów biznesowych zlecać swoim kontrahentom niż wykonywać samemu. Ten wniosek z opracowania NNT Ltd. 2020 Global Managed Services Report skłonił 7N, do sporządzenia kolejnej edycji zestawienia najlepszych lokalizacji dla outsourcingu usług IT.

W tegorocznym raporcie wzięto pod uwagę 13 kryteriów oceny atrakcyjności krajów. Punktem wyjścia dla raportu “Executive Brief. Outsourcing 2020” jest perspektywa zachodnioeuropejskich firm, a przedmiotem badania – 50 państw, które specjalizują się w oferowaniu usług IT dla zagranicznych partnerów.

Wciąż silnym trendem jest nearshoring, czyli szukanie podwykonawców za granicą, ale w swoim najbliższym regionie. Dlatego zaraz po “tanich” Filipinach i Indiach, które otwierają zestawienie najpopularniejszych miejsc na outsourcing usług IT, uplasowała się Irlandia, a w dziesiątce najlepszych lokalizacji znajdują się też Czechy, Węgry i Polska.
Polska w dziesiątce najlepszych krajów do outsourcingu usług IT

Jak wypada Polska na tle innych krajów?

Polska zbiera od autorów raportu dobre noty za:
  • atrakcyjne koszty operacyjne i rozwiniętą infrastrukturę – jest ona oceniona wyżej niż w Irlandii, na Węgrzech i w większości europejskich krajów;
  • relatywnie wysoki wskaźnik rozwoju społecznego (HDI, czyli wypadkowa dochodu narodowego, poziomu edukacji i długości życia);
  • niskie ceny na miejscu – najlepsza ocena w regionie, w skali świata niższe koszty życia mają tylko kraje azjatyckie;
  • małe ryzyko operacyjne – ocenione na mniej groźne niż w większości krajów świata;
  • bliskość zachodniej Europy – choć koszt podróży stracił na znaczeniu w 2020 r., to wciąż bliskość geograficzna ułatwia komunikację ze względu na tę samą strefę czasową;
  • znajomość języka angielskiego – spośród liderów zestawienia lepiej wypada tylko Irlandia.
Przeciętne noty Polska otrzymała za:
  • pulę talentów informatycznych – mimo stosunkowo dużej liczby osób o odpowiednich  kwalifikacjach to rozwinięty rodzimy sektor IT angażuje już wielu z nich; Polska może jednak pochwalić się większą liczbą dostępnych talentów niż np. Czechy
  • prognozy co do liczby absolwentów kierunków technicznych – wypadamy lepiej niż inne kraje regionu, co dobrze wróży na przyszłość, ale słabiej niż kraje Azji i obu Ameryk;
  • konkurencję na rynku – wszyscy z pierwszej 10. najlepszych lokalizacji oceniani są lepiej;
  • kompatybilność kulturową – porównywalny wynik uzyskały inne kraje Europy Środkowej;
  • populację miejską – w porównaniu z sąsiadami ludność Polski jest mniej skupiona w dużych aglomeracjach.
–  Wyniki raportu stoją w sprzeczności z ogólnym przekonaniem, jakoby Polska dysponowała ogromnymi zasobami programistów gotowych pracować nieco taniej niż ich zachodni koledzy. Wielu z nich to wysokiej klasy fachowcy już zaangażowani w atrakcyjne projekty, więc potencjalnym nowym graczom nie jest łatwo pozyskać zdolnych polskich pracowników. Polski rynek IT jest najbardziej rozwinięty w regionie. Panuje u nas większa rywalizacja o zasoby ludzkie niż w krajach sąsiednich, co powoduje, że wypadamy w ogólnym zestawieniu niżej niż Czechy czy Węgry. 
Konkurencyjny rynek wymusza na zachodnich menadżerach raczej świadome działania i skłania do szukania specjalistów wspólnie z zaufanym partnerem, już dobrze osadzonym na rodzimym rynku IT. Na korzyść Polski działa przede wszystkim przewidywalne otoczenie biznesowe i rozwinięta infrastruktura IT – zauważa Jakub Strzemżalski, Vice President IRD w firmie 7N.
Choć na szczycie zestawiania “Executive Brief. Outsourcing 2020” znalazły się Filipiny i Indie, autorzy raportu przestrzegają menedżerów firm przed prostym poszukiwaniem niskokosztowych dostawców. Zamiast tego sugerują brać pod uwagę całkowity koszt zaangażowania (TCE, total cost of engagement), który uwzględnia wszystkie aspekty kooperowania z zagranicznymi partnerami.

Współpraca Agencji Badań Medycznych z Narodowym Centrum Nauki

Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński oraz Dyrektor Narodowego Centrum Nauki prof. Zbigniew Błocki zawarli porozumienie o współpracy, obejmujące w szczególności wzajemne wsparcie w wykorzystywaniu wyników badań oraz wdrażaniu innowacji do systemu ochrony zdrowia.

Celem zawartego porozumienia jest tworzenie wspólnych instrumentów finansowania i innych mechanizmów wspierających ciągłość i spójność realizacji badań naukowych i prac rozwojowych ze szczególnym uwzględnieniem badań klinicznych, obserwacyjnych
i epidemiologicznych. Porozumienie obejmuje także działania na rzecz komplementarności oferty programowej oraz działania wspierające umiędzynarodowienie oraz promocję polskiej nauki.

Porozumienie stworzy nowe możliwości realizacji wspólnych projektów zespołom badawczym, a także kontynuację badań podstawowych, które zakończyły się ciekawymi wynikami na etapie badań przedklinicznych. Długoterminowym celem inicjatywy jest doprowadzenie do wdrożenia odkryć, które w innym wypadku pozostały by jedynie na etapie badań podstawowych.

Jak komentuje Prezes Agencji Badań medycznych dr Radosław Sierpiński – Istotne jest budowanie łańcucha finansowania badań od nauk podstawowych, przez prototypizację aż do badań klinicznych i wdrożeń. Polska nauka musi stać się nauką użytkową i przekładać na dostęp do technologii. Wierzę, że biotechnologia może stać się przykładem i precedensem w polskich pracach B+R.

Współpraca między Agencją Badań Medycznych a Narodowym Centrum Nauki pozwoli na wypełnienie luki na rynku badań w postaci badań przedklinicznych, co w konsekwencji przyczyni się do rozpoczęcia skutecznych badań klinicznych. Ponadto, badacze uzyskają szansę na realizację projektów naukowych o szerszej perspektywie, nastawionych na dobro pacjenta już od etapu badań podstawowych.

Rozpoczynająca się współpraca pomiędzy NCN a ABM pozwoli na rozwijanie i wdrażanie pomysłów powstałych w wyniku realizacji projektów finansowanych przez NCN. Taki model wspólnego działania bardzo potrzebny w polskim systemie rozwijania nauki. Liczymy na wartościowe projekty badań klinicznych lub nowych terapii opartych na nowatorskich badaniach naukowych w obrębie tematyki dotyczącej chorób cywilizacyjnych – podkreśla prof. Zbigniew Błocki – Dyrektor Narodowego Centrum Nauki.