Duży spadek rejestracji nowych samochodów

W ciągu trzech kwartałów 2020 roku w Polsce zarejestrowano 295,1 tys. nowych samochodów osobowych – o 28,2% mniej w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku. Spadki rejestracji, z wyjątkiem motocykli, dotyczą również pozostałych typów pojazdów: aut dostawczych, ciężarowych, przyczep i naczep oraz autobusów. Tempo wzrostu utrzymuje segment samochodów osobowych z napędami alternatywnymi. W ciągu trzech kwartałów 2020 roku w Polsce sprzedano blisko 47,9 tys. tego typu pojazdów, co oznacza wzrost o 25,8% r/r. Pandemia COVID-19 negatywnie wpływa na wyniki produkcyjne fabryk motoryzacyjnych. W ciągu 9 miesięcy 2020 roku w Polsce wyprodukowano ogółem 325,5 tys. pojazdów – o 34,8% mniej niż w poprzednim roku. Najgłębszy spadek wynoszący 40,4% odnotowała produkcja samochodów osobowych.

Po trzech kwartałach 2020 roku liczba rejestracji nowych samochodów osobowych w Polsce wynosi 295,1 tys. pojazdów i jest o 28,2% niższa w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku. W segmencie klientów instytucjonalnych, który stanowi 71,1% rynku, do końca września 2020 roku zarejestrowano 209,9 tys. pojazdów – co oznacza spadek o 27,1% w porównaniu z takim samym okresem ubiegłego roku. Klienci indywidualni w omawianym czasie zarejestrowali 85,2 tys. samochodów, o 30,7% mniej niż w ciągu trzech kwartałów 2019 roku.

Producenci samochodów osobowych marek popularnych sprzedali w Polsce do końca września 2020 roku 241,7 tys. pojazdów, co oznacza spadek sprzedaży o 31,6% w stosunku do analogicznego okresu 2019 roku. Zdecydowanie lepiej wygląda sytuacja w przypadku segmentu aut osobowych premium+, w którym odnotowano 53,4 tys. zarejestrowanych pojazdów. Po trzech kwartałach br. spadek wyniósł w tej grupie 7,2% r/r. Klienci indywidualni w omawianym okresie kupili 6,1 tys. aut tej klasy, o 15,9% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Spadek rejestracji pojazdów z segmentu premium+ zanotowano w przypadku klientów instytucjonalnych – zakupili oni 47,2 tys. pojazdów, co oznacza sprzedaż niższą o 9,5% r/r.

W ciągu trzech kwartałów 2020 roku zmniejszyła się liczba rejestracji wszystkich segmentów pojazdów osobowych. Najsilniejsze spadki odnotowano w kategorii małych i średnich MPV, których liczba rejestracji zmniejszyła się o 63% r/r oraz dużych samochodów MPV, w którym zanotowano blisko 54% spadek w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

W pierwszych trzech kwartałach br. sprzedaż spadła o blisko 30%, co z uwagi na sytuację pandemiczną pod koniec pierwszego – i w drugim kwartale br. zupełnie nie dziwi. Latem i wczesną jesienią wydawało się jeszcze, że te spadki się nieco zmniejszą do końca roku, ale pandemia zaatakowała ze zdwojoną siłą i z całą pewnością już wiadomo, że wyniki będą niższe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Należy dodać, że wszystkie kategorie – wyłączając samochody elektryczne – zaliczyły spadki, jednak największe straty od lat odnotowują vany gdyż klienci, którzy potrzebują większego nadwozia wybierają SUV-y i to właśnie ta kategoria pojazdów ostatnio cieszy się największym powodzeniem. Dobrą wiadomością jest fakt, że proporcja rejestracji dokonywanych przez firmy i klientów indywidualnych utrzymała się w zasadzie na poziomie ubiegłego roku, co dowodzi, że firmy pomimo pandemii wciąż wymieniają park samochodowy. Jak zwykle w sytuacjach kryzysowych najlepiej broni się segment premium, ponieważ te pojazdy trafiają do najwyższej kadry menedżerskiej czy zamożnych nabywców indywidualnych – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

O ponad 1/4 więcej rejestracji pojazdów z napędami alternatywnymi niż rok wcześniej

Segment pojazdów z napędami alternatywnymi jest jedynym segmentem samochodów osobowych, który zwiększył się w 2020 roku. Od stycznia do końca września br. w Polsce sprzedano blisko 47,9 tys. tego typu pojazdów – o 25,8% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Blisko 36,8 tys. pojazdów z napędami alternatywnymi kupili klienci instytucjonalni, co przełożyło się na 26,7% wzrost r/r. Natomiast klienci indywidualni do końca września br. kupili ponad 11,1 tys. tego typu aut, o 22,7% więcej niż rok wcześniej. Najsilniejszy wzrost sprzedaży zanotowano w przypadku samochodów hybrydowych typu Plug-in. Do końca września br. sprzedano blisko 2,4 tys. tego typu aut, aż o 213,8% więcej niż w ciągu 9 miesięcy 2019 roku. W segmencie samochodów z napędami alternatywnymi, tylko auta napędzane gazem (LPG i CNG/LNG) odnotowują niższą sprzedaż. W ciągu 9 miesięcy Polacy zarejestrowali blisko 4,5 tys. aut tego typu, co oznacza spadek o 42,7% w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku.

Rozwój elektromobilności był jednym z ważniejszych trendów motoryzacyjnych jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19. Wydaje się jednak, że w czasie pandemii trend rozwoju elektromobilności jest kontynuowany, a nawet zyskuje na znaczeniu. W ciągu dziewięciu miesięcy 2020 roku Polacy zarejestrowali blisko 2,2 tys. pojazdów z napędem elektrycznym. Jest to wzrost aż o 82,6% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Warto zwrócić uwagę na bardzo wysoką dynamikę wzrostu sprzedaży samochodów elektrycznych w III kwartale 2020 roku. W okresie od lipca do końca września br. w Polsce zarejestrowano aż o 325,7% więcej samochodów elektrycznych niż w III kwartale 2019 roku – mówi Mirosław Michna, partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Niższa sprzedaż samochodów dostawczych i ciężarowych

Podczas trzech kwartałów 2020 roku w Polsce zarejestrowano 40,4 tys. samochodów dostawczych, co oznacza spadek o 21% w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku. W grupie samochodów ciężarowych do końca września br. spadek był jeszcze głębszy i wyniósł 40,4% r/r po sprzedaży blisko 13,2 tys. pojazdów. Podobnej wielkości spadki, wynoszące 42,7% r/r dotyczą rejestracji przyczep i naczep – do końca września br. zarejestrowano ich blisko 10,9 tys. Niższą sprzedaż zanotowano również w przypadku autobusów i autokarów. Po trzech kwartałach 2020 roku ich łączna sprzedaż wyniosła 1028 sztuk i jest o 47,8% niższa niż w analogicznym okresie 2019 roku.

W ciągu trzech kwartałów 2020 roku liczba rejestracji nowych samochodów osobowych spadła o ponad 28%

Polacy kupują mniej skuterów, ale odbudował się rynek motocykli

Wybuch pandemii COVID-19 spowolnił obserwowany w poprzednim roku rozwój rynku motocykli w Polsce. Do końca września br. liczba zarejestrowanych nowych motocykli wyniosła 17 tys. sztuk, czyli 1% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Wyróżnia się to pozytywnie na tle powszechnie występujących spadków. Największy wzrost odnotowano wśród ciągle niewielkiej grupy motocykli sport, których sprzedaż wzrosła o 49% w porównaniu z wynikami 3 kwartałów 2019 roku. Najgłębsze spadki, po 10% r/r odnotowano w segmencie big scooterów oraz motocykli tourist. Natomiast w najliczniejszym segmencie street, spadek jest niewielki i wynosi 3% r/r, natomiast w grupie ON/OFF, która teraz wyszła na drugą pozycję, wzrost jest dwucyfrowy – wynosi 15%. Gorzej wygląda sprzedaż motorowerów. W czasie trzech kwartałów 2020 roku w Polsce zarejestrowano ponad 13,2 tys. tego typu pojazdów, co oznacza spadek o 21,5% w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku.

O ponad 1/3 spadła liczba pojazdów wyprodukowanych w Polsce w 2020 roku

W ciągu 9 miesięcy 2020 roku w Polsce wyprodukowano 325,5 tys. pojazdów samochodowych. Oznacza to spadek o 34,8% w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Zmniejszyła się liczba wszystkich rodzajów samochodów wyprodukowanych nad Wisłą. Najsilniejszy spadek (40,4%) zanotowano w produkcji samochodów osobowych, których wyprodukowano 200 tysięcy. W grupie samochodów użytkowych – dostawczych i ciężarowych rezultaty po 3 kwartałach 2020 roku są niższe o 23,4% r/r, natomiast produkcja autobusów w omawianym okresie 2020 roku zmniejszyła się o 19,5% w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku.

Nawet pomimo korzystnych dla przedsiębiorców wyroków fiskus potrafi latami wstrzymywać należne im zwroty VAT, wnosząc skargi do NSA

„Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Cytat z kultowej komedii „Sami swoi” wpisuje się w podejmowane przez organy podatkowe działania wobec przedsiębiorców w kwestii niezwracania im należnych środków z tytułu nadpłaconego VAT, mimo uzyskania przez tych przedsiębiorców korzystnych dla siebie wyroków sądów. Cynicznie przyznając się do świadomości co do zapadłych wyroków uchylających postanowienia o przedłużaniu terminu zwrotu VAT, organy nie zamierzają zwracać pieniędzy. Zamiast tego, tłumacząc się oczekiwaniem na uprawomocnienie wyroku, wydają kolejne postanowienia wstrzymujące zwrot.

„…w sytuacji, gdy nie wskazano na żadne czynności uzasadniające dodatkową weryfikację tego zwrotu, ani nie wyjaśniono, jakie jeszcze ustalenia organ musi poczynić, celem należytej weryfikacji zasadności zwrotu, postanowienie takie nie spełnia przesłanki do przedłużenia terminu zwrotu z art. 87 ust. 2 u.p.t.u. w zw. z art. 274b § 1 o.p. Stanowi to jednocześnie naruszenie powyższych przepisów, jak również podstawowych zasad procedury podatkowej…” – zawarł w uzasadnieniu swojego wyroku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie, uchylając 25 września 2019 r. postanowienia organów podatkowych pierwszej i drugiej instancji przedłużające termin zwrotu podatku VAT naliczonego nad należnym, prowadzącemu działalność w formie spółki z o.o. przedsiębiorcy (sygn. akt I SA/Sz 537/19).

Postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT musi być należycie i wyczerpująco uzasadnione

W powyższej sprawie sąd zwrócił uwagę, przywołując najnowsze orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego, że przedłużanie terminu zwrotu VAT podatnikowi jest odstępstwem od zasady jego zwrotu w ustawowym terminie. Stąd też z uwagi na szczególny charakter tej instytucji prawa stosowanie jej wobec podatnika musi być należycie i wyczerpująco uzasadnione – tak, by nie było wątpliwości, że w jego sprawie dokonanie dodatkowej weryfikacji zasadności zwrotu jest konieczne. A w tej sprawie organy, stawiając tezy co do istnienia nieprawidłowości w rozliczeniach przedsiębiorcy mające uzasadniać konieczność przeprowadzania dalszej weryfikacji tych rozliczeń, w żaden sposób nie wskazały, na czym ta weryfikacja miałaby polegać i jak będzie przeprowadzana.

Bliskie powiązania osobowe i kapitałowe stron transakcji

Chodziło o rozliczenia spółki prowadzącej działalność w zakresie wynajmu i zarządzania nieruchomościami własnymi lub dzierżawionymi. W deklaracji VAT-7 za listopad 2018 r. wykazała ona kwotę nadpłaconego podatku od towarów i usług do zwrotu w 60-dniowym terminie. Nadwyżka ta powstała wskutek zakupu przez spółkę nieruchomości, którą wykorzystywała następnie do wynajmu na rzecz innych przedsiębiorców, a także fundacji. Organ podatkowy dopatrzył się w tych transakcjach zbyt bliskich, ścisłych powiązań osobowych i kapitałowych ich stron. Stąd też postanowieniem z lutego 2019 r. przedłużył termin zwrotu VAT na czas przeprowadzenia ich weryfikacji.

Spółka wygrała w sądzie, ale fiskus podatku nie zwrócił

Pomimo wydania 25 września 2019 r. korzystnego dla spółki wyroku uchylającego postanowienia organów obu instancji, a potępiającego ich działania: Akceptacja praktyki, iż organ w uzasadnieniu postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu nadwyżki podatku może postawić jedynie pewne tezy, które w jego przekonaniu stanowią o nieprawidłowości rozliczenia budzącego jego wątpliwości, a nie wyjaśnia zarazem, w jaki konkretny sposób zamierza rozliczenie zweryfikować, doprowadziłoby do sytuacji, w której organ mógłby dowolnie przedłużać termin zwrotu, ogólnie tylko wskazując, że ma wątpliwości co do prawidłowości rozliczenia i zamierza je w drodze bliżej nieokreślonych działań wyjaśnić” (sygn. akt I SA/Sz 537/19) – fiskus nie zwrócił spółce należnego jej zwrotu VAT.

Na miesiąc przed wydaniem tego wyroku, w sierpniu 2019 r., naczelnik urzędu skarbowego przedłużył termin zwrotu do 31 grudnia 2019 r., a przed upływem tego terminu, i jednocześnie już po wydaniu wyroku przez szczeciński sąd, przedłużył go o kolejne trzy miesiące, do 31 marca 2020 r. W lutym 2020 r. postanowienia te w mocy utrzymał organ odwoławczy. Spółka zarzuciła fiskusowi, że ten nie mógł wydawać kolejnych postanowień o przedłużaniu terminu zwrotu VAT, skoro już pierwsze z tych postanowień z lutego 2019 r. zostało uchylone przez sąd 25 września 2019 r. Co odpowiedział organ? – że jest tego świadomy, niemniej przed uprawomocnieniem się tego wyroku zdążył wnieść skargę kasacyjną do NSA, co sprawia, że mimo jego wydania na korzyść przedsiębiorcy te kolejne, wydane także po 25 września 2019 r. postanowienia organów podatkowych, przedłużające termin zwrotu VAT, pozostają w obrocie prawnym do czasu wydania rozstrzygnięcia przez NSA.

NSA oddalił skargę kasacyjną organu

Spółka wniosła skargę do WSA, który się do niej przychylił, nie musząc nawet rozpoznawać merytorycznie większości jej zarzutów. Jak bowiem orzekł w wyroku z 10 października 2020 r.:

„Decydujący wpływ na rozstrzygnięcie niniejszej sprawy ma okoliczność, że wyrokiem z 30 lipca 2020 r. I FSK 97/20 Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Dyrektora Izby od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie z 25 września 2019 r. I SA/Sz 537/19, którym sąd uchylił postanowienie Dyrektora Izby z […] maja 2019 r. i poprzedzające je postanowienie Naczelnika US z […] lutego 2019 r. …” (wyrok WSA w Szczecinie z 10 września 2020 r., sygn. akt I SA/Sz 277/20).

Oddalenie przez NSA skargi kasacyjnej organu uprawomocniło wyrok sądu administracyjnego stwierdzający, że już pierwsze z postanowień organów w sprawie przedłużania terminu zwrotu VAT z lutego 2019 r. zostało usunięte z obrotu prawnego. Zatem kolejne postanowienia nie mogły już wywołać skutku w postaci przedłużenia tego terminu. Tym samym sąd uchylił postanowienia organów podatkowych dwóch instancji i umorzył postępowanie w tej sprawie.

Podsumowanie

Spółka wystąpiła o zwrot VAT z końcem 2018 r. Organ podatkowy wydał pierwsze postanowienie o przedłużeniu tego terminu w lutym 2019 r. Wyrok uchylający to postanowienie sąd wydał we wrześniu 2019 r. Stosując jednak prawne wybiegi przy wydawaniu kolejnych postanowień i przedłużając postępowanie poprzez wniesienie skargi do NSA, fiskus skutecznie przedłużył termin i przetrzymał należne spółce środki o kolejny rok. A podobno to przedsiębiorcy stosują agresywne działania optymalizacyjne, by zatrzymać podatek w swojej kieszeni.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Utrata płynności finansowej, nierzetelni kontrahenci i rosnące koszty działalności na szczycie rankingu obaw przedsiębiorców

Utrata płynności finansowej, nierzetelni kontrahenci i rosnące koszty działalności to największe obawy przedsiębiorstw, które powstały w ostatnich miesiącach. Mniejszy niepokój budzi spowolnienie gospodarcze i brak odpowiednich pracowników. Firmy coraz rzadziej boją się też podnoszenia składek ZUS-owskich oraz podatków. To wnioski płynące z drugiej edycji ogólnopolskiego badania, wykonanego przez UCE RESEARCH na zlecenie Grupy Kapitałowej DGA.

Obecnie największą obawą dla przedsiębiorstw, które rozpoczynają działalność gospodarczą, jest utrata płynności finansowej (16%). Na przełomie stycznia i lutego br. odpowiedź ta zajęła trzecie miejsce w zestawieniu (10%). Wówczas na czele rankingu znaleźli się nierzetelni kontrahenci (21%), obecnie widniejący na drugiej pozycji (14%). Czołową trójkę uzupełniają ogólnie rosnące koszty działalności (13%), poprzednio figurujące pod koniec pierwszej dziesiątki (4%).

– Nastroje przedsiębiorców zmienił kryzys pandemiczny, który objawił się lockdownem na wiosnę. W takich warunkach największym problemem jest właśnie utrata płynności finansowej. Firmy mają koszty stałe, a niektóre odgórne obostrzenia podnoszą wspomniane wcześniej ryzyko. Wprawdzie teraz gospodarka nie jest zamrożona, ale panuje spora niepewność – komentuje dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP.

Obawa o utratę płynności wynika z kilku czynników, co podkreśla Andrzej Głowacki, prezes DGA. Po pierwsze, uzyskanie dzisiaj kredytu graniczy z cudem. Po drugie, wielu przedsiębiorców, napotykając problemy z zachowaniem stabilności finansowej, ratuje się przesuwaniem terminów płatności. Trzeci element to duża liczba otwieranych uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu. Ta nowa jakość umożliwia uniknięcie ogłoszenia upadłości przez firmę i zawarcia porozumienia z wierzycielami. I to jest na pewno pozytywne.

– W wyniku pandemii wzrasta zagrożenie niewypłacalnością. Spadek obrotów skutkuje zmniejszeniem ryzyka ze strony nierzetelnych kontrahentów. Ono jest problemem, ale przedsiębiorca ma realny wpływ na straty spowodowane w ten sposób. Myślę tu o zmianie zasad udzielania kredytu kupieckiego, wdrożeniu procedur monitorowania kontrahentów i usprawnieniu windykacji. Takiej możliwości firmy nie mają już w przypadku części zagrożeń związanych z COVID-19, w szczególności – zakazu prowadzenia działalności lub jej znaczącego ograniczenia – podkreśla Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Jak zaznacza prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, obawa związana z rosnącymi kosztami działalności niekoniecznie oznacza, że przedsiębiorca więcej płaci np. za wynajem nieruchomości. Tu mogą niekorzystnie zmieniać się proporcje między stałymi wydatkami a osiąganymi dochodami. Tak się dzieje np. w gastronomii. Z kolei dr Dudek dodaje, że firmy mają nowe koszty, bo muszą  sobie radzić z ryzykiem sanitarnym i z różnego rodzaju obostrzeniami.

– Następstwem światowej epidemii SARS-CoV 2 jest wzrost zjawisk inflacyjnych, będących skutkiem pojawienia się na rynku tzw. pustego pieniądza. Wskazać należy, iż wobec osłabienia złotówki w stosunku do dolara i euro, następuje wzrost cen produktów, półproduktów sprowadzanych z obcych krajów. To wyraźnie przekłada się na podwyżki kosztów działalności – dodaje mec. Parol.

Na czwartym miejscu listy obaw znalazło się spowolnienie gospodarcze (11%), wcześniej znacznie rzadziej wskazywane (3%). W ocenie prezesa Głowackiego, taka zmiana podejścia jest ewidentnym efektem pandemii. Ekspert przewiduje, że wskazany lęk będzie narastał w gronie początkujących przedsiębiorców. Za kilka miesięcy może nawet stać się największym ze wszystkich ich niepokojów.

– W Polsce na początku roku przedsiębiorcy bali się krótkookresowego zawirowania, które spowoduje zatory płatnicze i ryzyko utraty płynności. Teraz do firm zaczyna docierać, że problemem jest recesja, która może trwać przez wiele kwartałów, a w dodatku być pogłębiona przez kolejny lockdown. Są ciężkie czasy na rynku, więc można spodziewać się długoterminowych problemów z finansami, które trzeba przetrzymać, redukując właśnie koszty – wskazuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC.

Natomiast piątą pozycję w rankingu utrzymał brak odpowiednich pracowników. Przy tym nieznacznie wzrósł odsetek przedsiębiorców wskazujących na ten czynnik (9%, poprzednio – 8%). Zdaniem Andrzeja Głowackiego, na początku prowadzenia działalności zatrudniane są raczej osoby z kręgu znajomych lub polecone. Dopiero z czasem, gdy firma się rozrasta, pracodawca zaczyna szukać dodatkowych pracowników. Wówczas może dopiero dostrzec ten problem.

– Przed pandemią presja płacowa była dość wysoka. Wiele przedsiębiorstw narzekało na to, że właśnie brakuje pracowników z kwalifikacjami. Teraz firmy mają mniejsze potrzeby związane z zatrudnieniem, ale jednocześnie zmniejszył się dopływ kandydatów z zewnątrz. Pracowało dużo Ukraińców, również w sektorze MŚP. A oni mogą mieć kłopot, bo doszły utrudnienia w transporcie. Ponadto coraz więcej osób przebywa na kwarantannie. Pojawiają się więc dodatkowe problemy – analizuje prof. Gomułka.

Mniejsze obawy niż wcześniej wzbudza brak zamówień i klientów. Obecnie ten problem zajmuje szóstą pozycję w zestawieniu (8%), a poprzednio miał drugą (11%). Przedsiębiorcy coraz mniej boją się kontroli urzędu skarbowego (4%). Przed pandemią odpowiedź ta widniała na czwartej pozycji (9%).  Według dr. Dudka, odczuwalność tego zagrożenia zmniejszyła się, ponieważ skarbówka ograniczyła działania w tym zakresie, co jest dość zauważalne. Ponadto młode firmy rzadko są kontrolowane. Zazwyczaj dotyczy to dojrzałych przedsiębiorstw.

– Obawy firm radyklanie się zwiększą, jeśli urzędy skarbowe zaczną bardziej agresywnie poszukiwać pieniędzy. To prawdopodobnie jeszcze nie nastąpi w tym roku, bo obecnie mają inne priorytety. Natomiast jestem przekonany, że ten czas nadejdzie. Nie mam też wątpliwości, że część firm może się obawiać kontroli wykorzystania dotychczasowego wsparcia, zwłaszcza w przypadku pomocy, której przyznanie było zależne od złożenia deklaracji nt. sytuacji w firmie – stwierdza prof. Orłowski.

Mniejsze obawy niż wcześniej wzbudza też podnoszenie składek ZUS-owskich (5%, wcześniej – 7%) oraz podatków (3%, poprzednio – 6%). Jak podkreśla główny ekonomista Pracodawców RP, to może wyglądać zaskakująco. Ale firmy, które rozpoczynają działalność, korzystają z różnych zwolnień i preferencji. Dlatego schodzi to na dalszy plan. Z kolei najmniejsze obawy, na poziomie 1%, budzą takie czynniki jak konkurencja, złe decyzje biznesowe, zmiany w przepisach czy biurokracja sprawozdawcza.

– Podatki są obecnie ustabilizowane i generalnie nie ma powodów do obaw, że wzrosną. Z kolei składki ZUS-owskie są niższe na początkowym etapie działalności. Nawet gdyby zostały podniesione, to początkujący przedsiębiorcy i tak nie odczuliby tego zbyt mocno. Natomiast brak obaw co do podejmowania złych decyzji biznesowych wynika z tego, że ankietowani jeszcze nie doświadczyli tego typu problemów. Zapewne w większości są pełni entuzjazmu, bo właśnie zaczynają wprowadzać w życie swoje pomysły. Muszą w nie wierzyć, bo inaczej nie zakładaliby firm – podsumowuje prezes Głowacki.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie Grupy Kapitałowej DGA. Ankieta była prowadzona w I edycji od 6 stycznia do 17 lutego tego roku, natomiast w II – od 21 września do 19 października br. Analizą objęto firmy z sektora MŚP, które powstały maksymalnie do 6 miesięcy wstecz, a także w dniu badania nie zatrudniały więcej niż 10 osób. W I edycji wzięło udział 958 osób, a w II rundzie – 923. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych metodą komputerową.

Raport: 57 proc. pracodawców i 47 proc. pracowników chce utrzymania pracy zdalnej po zakończeniu pandemii

Najnowszy raport Koalicji Bezpieczni w Pracy „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2020. Wpływ pandemii koronawirusa na polski rynek pracy” podaje, że przed pojawieniem się COVID-19, 16 proc. badanych pracodawców umożliwiało pracownikom pracę zdalną. W czasie pandemii odsetek firm, w których wprowadzono pracę zdalną w badanej grupie, urósł do 95 proc. W tej sytuacji Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opracowało wstępny projekt zmian w Kodeksie pracy, który zakłada m.in. likwidację przestarzałego modelu telepracy i zastąpienie obecnie szczególnie popularną pracą zdalną. Czy to oznacza, że praca zdalna – w firmach i na stanowiskach, gdzie jest ona możliwa – stanie się podstawową formą świadczenia pracy?

Dla co czwartego pracownika zdalnego najbardziej uciążliwe są nieergonomiczne warunki pracy

Nowelizacja w aktualnej wersji zakłada przeniesienie odpowiedzialności za warunki bhp miejsca pracy z pracodawcy na pracownika, który miałby złożyć oświadczenie, że posiada odpowiednie „warunki lokalowe i techniczne”. Zatrudniony miałby ponosić odpowiedzialność za organizację stanowiska pracy zdalnej, również z uwzględnieniem wymagań ergonomii. – Mimo że ten projekt nowelizacji zakłada zwolnienie pracodawcy z odpowiedzialności w tym zakresie, to mam nadzieję, że działy bhp poszczególnych firm nie zostawią pracowników samym sobie. To, co może w tej sytuacji realnie zrobić pracodawca, to na przykład opracować dokument określający ergonomiczne zasady pracy z propozycjami ich zastosowania w domowych warunkach, udostępnić go pracownikom i regularnie uświadamiać ich co do istoty stosowania się do zaleceń – mówi Bożena Narloch-Witkowska, regionalny specjalista ds. bhp, DHL Parcel Polska, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy. W badaniu – które było realizowane jeszcze przed pojawieniem się projektu nowelizacji – w odpowiedzi na pytanie o przygotowanie pracownika do bezpiecznego wykonywania pracy zdalnej, jedynie 14 proc. pracodawców wskazało, że istotne jest zapewnienie ergonomicznych przyrządów do przygotowania miejsca pracy, a 83 proc. za ważne uznało wprowadzenie dodatkowych szkoleń bhp poświęconych pracy zdalnej. Jednocześnie w grupie pracowników 23 proc. respondentów pracujących zdalnie stwierdziła, że najbardziej uciążliwe są dla nich mało komfortowe (nieergonomiczne) warunki przy tego typu organizacji pracy. – Rzeczywistość często wygląda tak, że osoby pracujące z domu spędzają wiele godzin przed ekranem laptopa, niejednokrotnie na kanapie i przy stoliku kawowym. W takich warunkach zachowanie odpowiedniej postawy jest problematyczne i dotkliwe dla pracownika w każdym wieku – tłumaczy Bożena Narloch-Witkowska.

Ponad 40 proc. pracowników zdalnych narzeka na brak bezpośredniego kontaktu z ludźmi

W badaniu „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2020. Wpływ pandemii koronawirusa na polski rynek pracy” pojawiło się pytanie o czynniki, które mogą wpływać na efektywność pracy w czasie pandemii. Najczęściej pracownicy wskazywali – poza obawą przed zakażeniem i koniecznością pracy w maseczce lub przyłbicy ochronnej – stres (36 proc.), atmosferę w pracy (33 proc.) i zachowanie zdrowia psychicznego (32 proc.). – Odpowiedzi, których udzielili pracownicy, jasno wskazują na istotę czynników psychospołecznych oraz ich wpływ na możliwość efektywnego wykonywania pracy. Cztery z pięciu najważniejszych czynników, które wywierają największy negatywny wpływ na efektywność pracy w czasie pandemii, to – jak pokazują wyniki badania – czynniki psychospołeczne. To pokazuje kierunek, w jakim musi się rozwijać współczesne bhp – mówi Elżbieta Rogowska, wiceprezes zarządu ds. operacyjnych PW Krystian, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Pandemia pokazała, że potrafimy zmotywować się do działania i wspierania grup najbardziej narażonych, ale wzmocniła również zachowania mobbingowe i hejtu, które wzmagają się zawsze w obliczu strachu i niepewności. Ten obszar obszernie zbadaliśmy jako Koalicja już w zeszłym roku. Zgodnie z raportem „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2019”, 85 proc. odczuwa stres w pracy, a 46 proc. skarży się na wykluczenie się strony innych pracowników i dokładnie tyle samo doświadczyło mobbingu w pracy. Istotę czynników psychospołecznych pokazuje również tegoroczny raport. Najbardziej uciążliwe dla pracowników zdalnych nie są trudności ze zmobilizowaniem się do pracy czy skupieniem się (28 proc.) ani brak dostępu do urządzeń biurowych (29 proc.), ale brak bezpośredniego kontaktu z ludźmi, rozmów, spotkań (43 proc.).

Trzech na czterech pracowników pozytywnie ocenia wprowadzenie pracy zdalnej

Jako jedną z głównych uciążliwości w pracy zdalnej pracownicy wskazywali utrudnioną komunikację ze współpracownikami w sprawach służbowych (33 proc.). – Pomimo podejmowania przez zakłady pracy działań mających na celu umożliwienie wykonywania pracy w trybie zdalnym, nadal brakuje w pełni funkcjonalnych narzędzi zapewniających np. bieżący kontakt pracowników w sprawach służbowych. Jest to kierunek do dalszego rozwoju zakładów od strony techniczno-organizacyjnej – mówi Jakub Nowak, gł. specjalista ds. bhp, inspektor ochrony ppoż. w SEKA S.A., ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Brakuje również wsparcia o charakterze szkoleniowym, jak indywidualnie reagować na zmiany sytuacji w najbliższym otoczeniu, zarządzać czasem pracy, ustalać priorytety zadań itp. Jest to kierunek do dalszego rozwoju profilaktyki zagrożeń psychospołecznych również przy udziale przedstawicieli komórek bhp – dodaje Jakub Nowak. Warto tutaj zwrócić uwagę na rozbieżność opinii pracowników i pracodawców, które wykazał raport Koalicji Bezpieczni w Pracy. I tak na przykład, w kontekście wpływu wdrożonych działań na zabezpieczenie pracowników przed zagrożeniami psychofizycznymi, intensyfikację komunikacji wewnętrznej w firmie pozytywnie oceniło 75 proc. pracodawców i 65 proc. pracowników, a ograniczenie kontaktu między pracownikami pozytywnie oceniło 69 proc. pracodawców i 53 proc. pracowników. Zgoła inaczej prezentują się odpowiedzi na pytanie o ocenę wprowadzenia pracy zdalnej, którą pozytywnie oceniło 67 proc. pracodawców i 75 proc. pracowników. Mimo to firmy częściej niż zatrudnieni deklarują chęć utrzymania pracy zdalnej. Na utrzymanie tego trybu zgadza się 57 proc. pracodawców i 47 proc. pracowników. Jak te oceny przełożą się na organizację pracy nie tylko podczas pandemii, ale już po jej zakończeniu – dowiemy się w kolejnych miesiącach.

Badanie zostało przeprowadzone w daniach 21.07–17.08.2020 r. na zlecenie Koalicji Bezpieczni w Pracy, w skład której wchodzą CWS Polska, PW Krystian, TenCate Protective Fabrics, SEKA S.A., DHL w Polsce, reprezentowany przez dwie dywizje: DHL Parcel i DHL Supply Chain. Cel Koalicji realizowany jest poprzez działalność edukacyjną na temat obowiązujących norm i procedur oraz pokazywanie dobrych praktyk oraz informowanie o korzyściach wynikających z wdrażania wysokich standardów bezpieczeństwa w miejscu pracy.

ŚCIĄGNIJ CAŁY RAPORT: http://bit.ly/Raport_Bezpieczeństwo_pracy_w_Polsce_2020

Światełko w tunelu zgasło. 66 proc. właścicieli restauracji i hoteli obawia się zamknięcia lokali

Subindeks Barometru EFL na IV kwartał br. dla HoReCa (hotele, restauracje, firmy cateringowe) wskazuje, że już we wrześniu br. wielu przedstawicieli tego sektora spodziewało się ograniczeń związanych z pandemią. Wartość wskaźnika wyniosła 42,6 pkt. (spadek o 13,1 pkt. w porównaniu do III kwartału br.) i była najniższa wśród 6 badanych sektorów. Na taki wynik największy wpływ miały prognozy dotyczące sprzedaży – połowa hotelarzy i restauratorów (51 proc.) spodziewa się mniejszej liczby zamówień w ostatnim kwartale tego roku. HoReCa jest również jedyną branżą, w której większość ankietowanych twierdzi, że pandemia koronawirusa spowoduje zamykanie biznesów hotelarskich i gastronomicznych (66 proc.).

Barometr EFL dla branży HoReCa na IV kwartał 2020:

  • Subindeks: 42,6 pkt. (-13,1 pkt. kw./kw.- największy spadek wśród 6 badanych sektorów); najniższy wskaźnik wśród 6 badanych sektorów
  • Inwestycje: 85 proc. przedsiębiorców prognozuje podobny poziom inwestycji co miesiąc wcześniej
  • Sprzedaż: 51,3 proc. przedsiębiorców prognozuje spadek sprzedaży; najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Płynność finansowa: 40 proc. przedsiębiorców prognozuje pogorszenie płynności finansowej; najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Finansowanie zewnętrzne: 12,5 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne;
  • Wpływ koronawirusa na sytuację firmy: 86,3 proc. przedsiębiorców uważa, że koronawirus będzie mieć niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację firmy

– Światełko w tunelu zgasło. W poprzednim pomiarze na III kwartał, czyli po zniesieniu większości obostrzeń, mieliśmy do czynienia z najwyższą wartością branżowego subindeksu dla HoReCa w ciągu roku. Teraz widzimy odwrotny trend. Już pod koniec września, kiedy przeprowadzaliśmy nasz pomiar na ostatni kwartał tego roku, a słupki informujące o kolejnych zakażeniach rosły, przedsiębiorcy nie mieli złudzeń i spodziewali się ponownego zamknięcia lokali gastronomicznych. Stąd przedstawiciele sektora oceniają swoją najbliższą przyszłość najgorzej ze wszystkich sześciu badanych przez nas branż. Na tak chłodne nastroje z pewnością wpłynął jeszcze czynnik kalendarzowy – koniec sezonu wakacyjno-urlopowego. Choć rząd uruchamia tzw. tarczę gastronomiczną, to obawiamy się, że 66 proc. ankietowanych ma rację. Wiele restauracji, kawiarni, barów może nie przetrwać najbliższej zimy i przestanie działać – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL.

Drugi raz oko w oko z koronawirusem

Na niższą w porównaniu do poprzedniego pomiaru wartość subindeksu Barometru EFL dla HoReCa na IV kwartał br. (42,6 pkt., -13,1 pkt. kwartał do kwartału) największy wpływ miały prognozy w obszarze sprzedaży. 51 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych prognozuje spadek zamówień w swoich lokalach w ciągu ostatnich trzech miesięcy tego roku. Tylko 12,5 proc. ankietowanych liczy na większą sprzedaż. Jest to wynik odwrotny od tego z czerwca br., kiedy ponad połowa spodziewała się zwiększenia obrotów. Wówczas HoReCa najoptymistyczniej wyobrażała sobie swoją przyszłość, głównie z uwagi na trwający sezon wakacyjno-urlopowy. Pesymistyczne prognozy sprzedażowe nie pozostają bez wpływu na płynność finansową. Jej pogorszenia spodziewa się 4 na 10 przedsiębiorców, również najwięcej wśród 6 badanych sektorów.

Leczenie potrwa kilka lat

HoReCa pozostaje tą gałęzią gospodarki, w której najwięcej przedstawicieli obawia się upadków biznesów. Aż 2 na 3 zapytanych prognozuje, że największym skutkiem gospodarczym pandemii będzie zamknięcie działalności gastronomicznych i hotelarskich. To jest najwyższy odsetek wśród 6 badanych sektorów. Ponadto, w porównaniu do wyników z końca czerwca br., hotelarze i restauratorzy są mniej optymistycznie nastawieni, jeśli chodzi o czas powrotu do koniunktury. Pod koniec czerwca br., 39 proc. zapytanych liczyło na uporanie się ze skutkami kryzysu do końca przyszłego roku, pod koniec września br. – już tylko 27 proc. Więcej respondentów natomiast uważa, że nastąpi to w ciągu najbliższych 2-3 lat (54,5 proc. vs. 35,5 proc. w czerwcu).

O pogorszeniu nastrojów w HoReCa może świadczyć także fakt, że zdecydowanie więcej przedstawicieli tego sektora twierdzi, że kondycja sektora w kontekście trwającej pandemii w ciągu kolejnych 6 miesięcy pogorszy się niż poprawi (55 proc. vs. 18 proc.). Tutaj również grupa pesymistów jest najliczniejsza wśród wszystkich badanych sektorów. W czerwcu br. mieliśmy do czynienia z odwrotnym trendem.

Zastój w inwestycjach gastronomicznych

Również najnowsza analiza Związku Polskiego Leasingu pokazuje, że segmenty, które są mocno uzależnione od bieżącej sytuacji gospodarczej, takie jak gastronomia, odnotowują słabsze wyniki. Z danych ZPL wynika, że biznes gastronomiczny w ciągu pierwszych trzech kwartałów tego roku mniej inwestował. Wartość leasingu sprzętu gastronomicznego od początku stycznia br. do końca września br. wyniosła 172,6 mln zł, o 21 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W ostatnim kwartale 2020 roku również nie możemy liczyć na odbicie w inwestycjach gastronomicznych. Z Barometru EFL wynika, że zdecydowana większość zapytanych (85 proc.) uważa, że pozostaną one na niezmienionym poziomie.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na IV kwartał 2020 roku wyniosła 48,5 pkt. Osiągnięty poziom jest o 1,7 pkt. niższy niż w III kwartale tego roku.

Biznes wczoraj i dziś. Jak firmy radzą sobie w trudnych czasach pandemii?

Pandemia koronawirusa doprowadziła do wielu zmian w światowej gospodarce. Zamykanie się rynków i wprowadzony „lockdown” przemodelowały łańcuchy dostaw w wielu krajach i skłoniły przedsiębiorstwa do podejmowania nowych decyzji zarządczych. O firmach w nowej rzeczywistości mówi Paulina Błaszczyk, Managing Consultant w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu i usługach utrzymał się na poziomie zbliżonym lub lepszym niż w sierpniu. Choć tylko w przypadku nielicznych działalności był on dodatni (np. finanse i ubezpieczenia), mimo wszystko dowodzi jednak, że firmy próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości.[1]

Recepta na przetrwanie. Kto poradził sobie w trudnych czasach?

W pierwszych tygodniach pandemii przewagę zyskały firmy posiadające lokalnych dostawców – krajowych lub europejskich, co znacznie skracało łańcuch dostaw. W przypadku firm produkcyjnych, często tylko do firm posiadających lokalnych dostawców docierały komponenty produkcyjne zapewniające możliwości dalszej pracy. Dzięki temu przedsiębiorstwa te generowały przychód, który pozwalał im utrzymać płynność finansową i załogę. Duże wzrosty odnotowały firmy oferujące sprzedaż internetową. Na mniejsze straty narażone były także przedsiębiorstwa z branży logistycznej ze względu na konieczność zapewniania dostaw m.in. żywności czy z branży farmaceutycznej, np. producenci materiałów medycznych (maseczki, rękawiczki, środki do dezynfekcji), co wynikało z większego zapotrzebowania na tego typu produkty. Analizując sytuację branży logistycznej trudno nie wspomnieć również o firmach kurierskich, które miały i nadal mają więcej pracy niż przed pandemią. W trakcie wprowadzenia „lockdown” wynikało to bezpośrednio z zamknięcia m.in. centrów handlowych i znacznej migracji zakupów do wspomnianych już sklepów internetowych. Obecnie, mimo otwartych centrów handlowych obserwujemy, że część konsumentów pozostała wierna nowym przyzwyczajeniom i większość zakupów dokonuje w sieci, co bezpośrednio przekłada się na większą liczbę zleceń, które otrzymują firmy kurierskie.

W przypadku stanowisk administracyjnych i biurowych, w nowych czasach dobrze poradziły sobie te organizacje, które wcześniej praktykowały pracę zdalną (tzw. Home Office) i wprowadziły wcześniej elektroniczny obieg dokumentów. To pozwoliło na stosunkowo szybkie dostosowanie się do pracy z domu, bez przerwy w ciągłości pracy. Zauważyliśmy, że we wszystkich wyżej wymienionych obszarach, procesy rekrutacyjne były w większości kontynuowane zgodnie z planem, a w e-commerce zapotrzebowanie na specjalistów wręcz rosło.

W porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, liczba rekrutacji zmalała w branży automotive. W dużych firmach produkcyjnych zauważyliśmy za to wzmożoną chęć generowania oszczędności. To przekłada się na redukcję ról specjalistycznych i managerskich w droższych regionach świata i przenoszenie ich do Polski. Przewidujemy, że jak tylko firmy produkcyjne wrócą do pełnych mocy produkcyjnych i pozyskają zamówienia zabezpieczające ich w długoterminowej perspektywie, zapotrzebowanie na rekrutacje znacznie wzrośnie. W wielu przypadkach, trendy wzrostowe obserwujemy już teraz. Obecnie, częściej niż przed wybuchem epidemii, udzielamy wsparcia rekrutacyjnego producentom z branży FMCG, opakowań, logistyki kontraktowej, przemysłu ciężkiego czy międzynarodowym sieciom dyskontowym. Zauważalny jest także wzrost zapotrzebowania na kandydatów z obszaru zarządzania magazynami i transportem. W ostatnich tygodniach nasi klienci poszukują osób m.in. na stanowiska: Transport Manager, Global Supply Chain Manager, Group Project Manager, Distribution Centre Manager dla firm z branży opakowań, logistyki kontraktowej i przemysłu ciężkiego – mówi Paulina Błaszczyk, Managing Consultant w Michael Page.

Nowi e-klienci w nowych e-czasach

Jak wynika z globalnego badania KPMG, w ostatnich miesiącach wyłonił się nowy obraz konsumentów, którzy nie tylko ograniczają swoje wydatki, ale też znacznie chętniej korzystają z nowych technologii.[2] To m.in. ich oczekiwaniom będą chciały sprostać firmy rozwijające się w zakresie e-handlu. Mimo trudnych czasów, firmy podejmują decyzje o inwestowaniu w centra dystrybucyjne. Zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe wynika m.in. z chęci przeniesienia części działalności do kanału e-commerce, co przekłada się na rekrutację managerów centrów dystrybucyjnych.

Popyt na logistyków

Zdaniem ekspertki Michael Page, zapotrzebowanie na rekrutacje w obszarze logistyki i łańcucha dostaw jest szczególnie zauważalne w firmach międzynarodowych, gdzie łańcuch dostaw był do tej pory zdecentralizowany (np. każdy zakład produkcyjny w poszczególnym kraju dokonywał zakupów samodzielnie). Obecnie wiele procesów związanych z łańcuchem dostaw jest realizowanych przez kandydatów zrekrutowanych w Polsce. Nasz rodzimy rynek pracy oferuje wykwalifikowaną kadrę managerską i specjalistyczną przy stosunkowo niższych niż w krajach zachodnich kosztach pracowniczych. – Zauważamy, że w ostatnim czasie firmy, poszukując managerów, oczekują od kandydatów przede wszystkim umiejętności zarządzania zespołem w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, także kryzysowej, czy efektywnego motywowania pracowników. Istotna jest także zdolność do podejmowania decyzji w niepewnych warunkach rynkowych – podkreśla Paulina Błaszczyk i dodaje Oprócz zmian w podejściu do rekrutacji, firmy decydują się także na resourcing dostawców. Poszukują partnerów biznesowych, którzy są bliżej zakładów produkcyjnych. Część przedsiębiorstw unika podejmowana strategicznych decyzji, ponieważ sytuacja wywołana pandemią budzi niepewność i perspektywy na najbliższe miesiące są trudne do przewidzenia – podsumowuje ekspertka.

Umiejętne zarządzanie i szybkie reagowanie stanowi istotny element realizacji procesów. W trudnych czasach firmy muszą przygotować się na wiele wyzwań, a gotowość do wdrażania zmian jest kluczowa w działalności przedsiębiorstwa. W ostatnich dniach, wraz z rozwojem sytuacji epidemiologicznej w Polsce i na świecie, powraca temat związany z utrzymaniem płynności produkcji i ciągłości dostaw. Dotychczasowe doświadczenia firm i pracowników z wiosny br.  z pewnością okażą się pomocne, aby skutecznie zarządzać kolejną zmianą.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/koniunktura/koniunktura/koniunktura-w-przetworstwie-przemyslowym-budownictwie-handlu-i-uslugach-wrzesien-2020-roku,3,94.html

[2] https://poradnikhandlowca.com.pl/artykuly/raport-kpmg-international-klienci-w-nowej-rzeczywistosci/

Podczas pandemii rośne udział OZE w miksie energetycznym w UE i Polsce

Komisja Europejska podała w sprawozdaniu dotyczącym dwóch kwartałów 2020 roku informację o spadku popytu na energię elektryczną i rosnącym udziale OZE w miksie energetycznym państw członkowskich. Podobny trend widać również na polskim rynku energetycznym. Wg danych PSE w okresie styczeń-wrzesień 2020 r. krajowe zużycie spadło o 3,91% r/r do 120,87 TWh, rosła natomiast produkcja energii z paneli fotowoltaicznych. fot. PSE

Polskie Sieci Elektroenergetyczne podały, że produkcja energii elektrycznej ogółem spadła o 0,29% r/r do 12,44 TWh we wrześniu. W okresie styczeń-wrzesień 2020 r. odnotowano spadek produkcji o 6,55% r/r do 110,59 TWh. We wrześniu 2020 r. procentowy udział w krajowej produkcji energii elektrycznej elektrowni zawodowych na węglu kamiennym wyniósł 48,77%, co oznacza spadek w stosunku do września roku ubiegłego, kiedy to kształtował się on na poziomie 52,04%. Spadki w udziale odnotowały również elektrownie na węgiel brunatny czy elektrownie wiatrowe. Swój udział w miksie energetycznym zwiększyły natomiast elektrownie gazowe, wodne i inne źródła odnawialne, pod którym to pojęciem kryją się głównie producenci energii z paneli fotowoltaicznych. W tym ostatnim przypadku udział zwiększył się z 0,24% we wrześniu 2019 r. do 2,06% we wrześniu 2020 r. Wraca zatem temat  poprawy stabilności systemu elektroenergetycznego.

DSR umożliwia rozwój OZE

Z punktu widzenia rozwoju rynku energetycznego, głównym wyzwaniem dla zwiększania udziału OZE w miksie energetycznym jest kwestia stabilności systemu. Elektrownie te bowiem zależą przede wszystkim od czynników zewnętrznych, tj. pogody i w zależności od rodzaju wytwarzają energię wtedy, kiedy wieje wiatr (elektrownie wiatrowe) czy świeci słońce (panele fotowoltaiczne). Kwestią problematyczną jest również efektywne magazynowanie dużej ilości takiej energii. Z drugiej strony elektrownie węglowe mają ograniczoną elastyczność –  ich wyłączanie np. na noc kiedy jest niski popyt i duża produkcja z wiatru jest często nieopłacalne ze względu na wysokie koszty ich rozruchu i muszą utrzymywać dosyć wysoka moc minimalną w nocy, aby dostarczyć niezbędnych mocy w ciągu dnia. Stąd wraz ze wzrostem udziału OZE w miksie energetycznym rośnie rola narzędzi stabilizacji systemu elektroenergetycznego. Jednym z takich narzędzi pozwalających uzyskać większą elastyczność jest Demand Side Response, czyli tzw. redukcja zapotrzebowania na energię elektryczną na żądanie.

Według definicji Polskich Sieci Energetycznych usługa DSR to dobrowolne i czasowe obniżenie przez odbiorców zużycia energii elektrycznej lub przesunięcie w czasie jej poboru na polecenie PSE w zamian za oczekiwane wynagrodzenie. W sytuacji, kiedy poziom koniecznych dla bezpieczeństwa systemu rezerw mocy zależy od zewnętrznych i nie do końca przewidywalnych czynników, gotowość do obniżenia poboru energii ze strony dużych, przemysłowych odbiorców, pozwala optymalizować potencjał wytwórczy oraz podnieść bezpieczeństwo dostaw tam, gdzie jest ono absolutnie konieczne. Z drugiej strony, wykorzystanie potencjału DSR nie tylko obniży koszty utrzymywania rezerw mocy w systemie elektroenergetycznym, ale także pozwoli przyłączyć więcej coraz tańszych źródeł odnawialnych i znacząco ograniczyć szkodliwe emisje.

Coraz większy udział OZE w miksie energetycznym pokazuje, jak istotną rolę odgrywa rozwój programów Demand Side Response stabilizujących system elektroenergetyczny. Aby zachęcić odbiorców energii do udziału w programach DSR, rynek mocy oferuje istotne zachęty finansowe dla tych, którzy zgłoszą swoją gotowość do redukcji poboru energii przy krytycznym poziomie rezerw mocy. Wynoszą one nawet 200 000 złotych rocznie za 1 MW – przekonuje Jacek Misiejuk, dyrektor zarządzający agregatora DSR, firmy Enel X.

Poprawa elastyczności rynku energii to strategia win-win

DSR to nowoczesne rozwiązanie, dobrze znane w Stanach Zjednoczonych i niektórych krajach Europy Zachodniej. Pozwala na optymalne wykorzystanie zasobów produkcji energii już istniejących źródeł w celu poprawy bezpieczeństwa systemu, co jest szczególnie ważne dla operatora PSE i za co ów operator gotów jest odbiorcom zapłacić. Z kolei odbiorcy mają szansę na otrzymanie dodatkowego wynagrodzenia, co w czasach rosnących cen energii i spowolnieniami produkcji związanymi z pandemią nie jest bez znaczenia.

Demand Side Response pomaga również stabilizować sieć w obliczu zmian klimatycznych, które coraz częściej przejawiają się jako gwałtowne warunki pogodowe takie jak huragany, skrajne temperatury wpływające na popyt na energię i susze obniżające poziom wód wykorzystywanych do chłodzenia w elektrowniach węglowych. Zmiany te mają wpływ również możliwości produkcyjne elektrowni wiatrowych i fotowoltaicznych.

W ramach DSR na rynku mocy mogą wziąć udział przedsiębiorstwa z niemal każdej branży. Programy są przeznaczone zarówno dla dużych konsumentów energii takich jak cementownie, huty czy zakłady chemiczne, jak i mniejszych. Przykładami mniejszych obiektów przemysłowych lub innego typu odbiorców, którzy mogą skorzystać z tych programów, są zakłady zajmujące się przetwarzaniem żywności, chłodnie, duże hotele, przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne, centra danych czy też przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją opakowań czy recyklingiem. – Uczestnictwo w programach DSR może firmom przynieść jedynie korzyść. Zgodnie z zasadami świadczenia usług DSR za pośrednictwem agregatora, to on bierze na siebie ryzyko związane z realizacją wezwania do redukcji, także odbiorca nie jest narażony na ryzyko kar. Obecne prognozy dotyczące przewidywanych poziomów rezerw mocy wskazują, że wezwania do redukcji poboru energii w ramach rynku mocy mogą być bardzo rzadkie, także nie powinny wpływać negatywnie na podstawową działalność klientów. Dodatkowo, klienci posiadający możliwość częstych przywołań będą mogli w przyszłości dodatkowo zarabiać w ramach szybkich programów DSR – mówi Jacek Misiejuk.

Ultima Ratio: w czasie pandemii średnia wartość przedmiotu sporu wzrosła o 1000% do 103 tys. zł.

W ostatnim czasie wzrosła liczba spraw rozpatrywanych przez Ultima Ratio, Pierwszy Elektroniczny Sąd Polubowny przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP. Wyraźnie, bo aż o 1000% – z 11 do 103 tysięcy złotych – wzrosła również średnia wartość przedmiotu sporu. Twórcy Ultima Ratio zaznaczają, że to efekt pandemii i związanych z nią wydłużających się kolejek w sądach powszechnych. Jak podkreślają pełnomocnicy korzystający z Ultima Ratio w imieniu swoich klientów, w dzisiejszych czasach sąd polubowny online, taki jak Ultima Ratio, to szybki i wygodny sposób na dochodzenie swoich praw.

E-sąd Ultima Ratio rozpatruje coraz więcej spraw. Wśród nich są nie tylko te o średniej wartości przedmiotu sporu, lecz także duże sprawy, o odszkodowania czy należności w kwocie 50, a nawet 300 tysięcy złotych. Średnia wartość przedmiotu sporów rozpatrywanych przez Ultima Ratio wzrosła w ostatnim czasie o 1000 procent i wynosi teraz 103 tysiące złotych. Cały czas rośnie też liczba zapisów na sąd polubowny Ultima Ratio w umowach, a także liczba adwokatów i radców prawnych, którzy swoim klientom podsuwają e-arbitraż jako szybką i pewną alternatywę dla sądów powszechnych. Jak podkreślają Ci ostatni, sądy online, takie jak Ultima Ratio, to przyszłość wymiaru sprawiedliwości.

–  Jestem pozytywnie zaskoczony tym, w jak sprawny sposób można rozstrzygać sprawy online, nawet te skomplikowane. Przeniesienie większości czynności prawnych online, a przede wszystkim zdigitalizowanie komunikacji między stronami, to według mnie kierunek w jakim powinny iść polskie sądy powszechne, których bolączką jest właśnie obieg papierowej korespondencji – krążące listy polecone i kolejne terminy na zapoznanie się sądu czy strony z danym pismem i odpowiedźzaznacza mecenas Sławomir Śliwowski.Prowadząc sprawę przed Ultima Ratio mogłem niemal od razu uzupełniać jakiekolwiek braki formalne w złożonych dokumentach, czy w godzinę od złożenia pisma przez stronę przeciwną wnieść replikę na to pismo – powiadomienia SMS i mail okazały się bardzo przydatne i znacznie ułatwiły komunikację chociażby z arbitrami. Było to niesamowicie wygodne i sprawiło, że sprawę udało się rozstrzygnąć nieporównywalnie szybciej, niż gdyby została oddana do sądu powszechnegowylicza Śliwowski.

Mecenas Sławomir Śliwowski prowadził przed Ultima Ratio dwie sprawy, w których wartość sporu wynosiła odpowiednio 50 tysięcy i 97 tysięcy złotych. Sprawy dotyczyły uzyskania odszkodowania za nienależyte prowadzenie ksiąg rachunkowych oraz podważenia klauzuli arbitrażowej. Wyroki zapadły w trzy tygodnie od złożenia pozwów.

W chwili obecnej, gdy kolejki w sądach są jeszcze dłuższe niż zwykle, a na wyrok czeka się nawet trzy lata, e-sądy to atrakcyjna alternatywa. Zamiast kilkudziesięciu miesięcy, na wyrok czeka się jedynie kilka tygodni, a to niezmiernie ważne w dzisiejszych, covidowych, czasach. Trzeba bowiem pamiętać, że uzyskać wyrok to jedno, ale ściągnąć go to zupełnie inna sprawa – im szybciej uda się uzyskać wyrok z klauzulą wykonalności tym szybciej odzyskamy należność bądź odszkodowanie – zaznacza mecenas Gabriel Jankowski.Moją współpracę z Ultima Ratio oceniam bardzo pozytywnie i w przyszłości na pewno będę dążył do tego, by dalej korzystać z możliwości jakie daje e-sąd. Sprawny przebieg sprawy oraz szybkość postępowania to zalety, które powinny przekonać moich klientów, do tej pory w większości niechętnych e-sądom polubownym, do korzystania z takiej formy rozwiązywania sporówdodaje Jankowski.

Mecenas Gabriel Jankowski reprezentował przed Ultima Ratio klienta domagającego się zwrotu zaległej zapłaty za sprzedaż produktów elektrycznych – w tym przypadku wartość przedmiotu sporu wynosiła ponad 300 tysięcy złotych. Sprawę rozstrzygnięto w mniej niż trzy tygodnie od złożenia pozwu, a wyrok obecnie oczekuje na nadanie mu klauzuli wykonalności przez sąd apelacyjny.

Jak podkreślają eksperci, niewielka popularność sądów arbitrażowych, wynikała do tej pory głównie z braku wiedzy na temat tej formy rozwiązywania sporów. Przyjście pandemii oraz tymczasowy lockdown sądów skutkujący wydłużeniem się kolejek na rodzimej wokandzie, sprawił, że do e-sądów takich jak Ultima Ratio, zaczęło napływać coraz więcej spraw.

Od początku pandemii widzimy wzmożone zainteresowanie e-arbitrażem. Rozpatrujemy coraz więcej spraw, a liczba zapisów na Ultima Ratio umieszczanych w umowach między kontrahentami systematycznie rośnie. Co warte podkreślenia, nasi arbitrzy coraz częściej rozpatrują sprawy coraz bardziej skomplikowane, gdzie wartość przedmiotu sporu liczona jest nawet w setkach tysięcy złotychpodkreśla Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio. – Pandemia sprawiła, że przedsiębiorcy, a nawet prawnicy, przeszli, można by rzec, z konieczności, przyspieszoną lekcję dotyczącą e-arbitrażu i zalet jakie niesie złożenie sprawy do sądu arbitrażowego. To cieszy. Alternatywne formy rozwiązywania sporów – nie tylko nieporównywalnie szybsze, lecz także znacznie bardziej wygodne w obecnych czasach niż sądy powszechne – zyskują na popularności i powoli zmieniają krajobraz polskiego wymiaru sprawiedliwościdodaje Szczepanek.

Arbitraż to sąd prywatny, który zgodnie z prawem i wolą stron zastępuje sąd państwowy. Jest tańszy niż tradycyjne formy rozwiązywania sporów, a dodatkowo mniej sformalizowany więc znacznie szybszy. Ultima Ratio podaje na swojej stronie internetowej aktualny, średni czas trwania postępowania arbitrażowego i na dzień dzisiejszy wynosi on zaledwie 17 dni. Koszty postępowania są zaś, według wyliczeń e-sądu – nawet o 70% niższe niż koszty postępowania prowadzonego przed sądem powszechnym. Dzięki e-arbitrażowi rozwiązywanie sporów można przenieść do świata wirtualnego, co jest szczególnie istotne obecnie, w dobie pandemii, gdy priorytetem jest ograniczanie interakcji z innymi. Ultima Ratio rozpatruje sprawy wyłącznie przez internet. Wszystkie czynności od złożenia pozwu, przez przedstawienie materiału dowodowego, po wydanie wyroku wykonywane są za pośrednictwem specjalnej platformy cyfrowej, której zabezpieczenia są porównywalne do tych, stosowanych w systemach bankowości elektronicznej.

Zapotrzebowanie na specjalistów od elektromobilności wzrosło o 200%

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat zapotrzebowanie na specjalistów z zakresu elektromobilności wzrosło o ponad 200% i wciąż będzie rosło – wynika z analiz ekspertów firmy Bergman Engineering. Problem w tym, że takich inżynierów jest na polskim rynku jak na lekarstwo.

W pierwszym kwartale 2020 roku w Polsce zarejestrowanych zostało 587 samochodów elektrycznych i 691 hybryd – donosi na podstawie statystyk Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) portal elektrowoz.pl. W porównaniu z wynikami Niemiec (26 030) czy Francji (25 960) to mały promil. Już nawet nie ma sensu wspominać o obiecanym przez premiera Morawieckiego 1 milionie elektrycznych aut na polskich drogach do 2025 roku (według danych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych z końca marca 2020 było ich 10 701). Niewielka wciąż konsumpcja, w stosunku do aut benzynowych i coraz mocniej krytykowanych diesli, to nie jedyny problem.

Mimo wielkich aspiracji i zapędów, by na europejskiej autostradzie przeskoczyć na szybszy pas, pod względem rozwoju przemysłu e-mobility wciąż jesteśmy daleko w tyle. Nawet gdyby na takie inwestycje znalazły się odpowiednie środki i dobrze przygotowane projekty, to i tak zabraknie rąk do pracy. Jak mówi Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering, popyt na usługi inżynierów z tego sektora na przestrzeni ostatnich dwóch lat wzrósł o 200%. – Jest to dynamicznie rozwijający się sektor, generujący bardzo dużo miejsc pracy w ramach jednego przedsiębiorstwa. Potwierdzają to nasze wewnętrze analizy z okresu ostatnich dwóch lat, przeprowadzone na grupie firm poszukujących specjalistów od elektromobilności. Gdy rekrutacja otwiera się, takie przedsiębiorstwo zatrudnia od przynajmniej kilkunastu do kilkudziesięciu pracowników – inżynierów i specjalistów, odpowiadających za wszystkie procesy związane z elektromobilnością – mówi Tomasz Szpikowski.

Najbardziej pożądani specjaliści w branży electromobility

O ile z problemem dostępu do wykwalifikowanej kadry walczą wszystkie sektory, w których kluczową rolę odgrywają doświadczeni specjaliści, jak np. branża IT, o tyle w przypadku e-mobility sytuacja jest specyficzna.

W sektorze IT jest tak naprawdę znacznie łatwiej, bo istnieje bardzo duża konkurencyjność na rynku. Są setki firm, wciąż powstają nowe, a to rodzi podaż i popyt na usługi pracowników. Na rynku e-mobility takiej konkurencyjności nie ma, albo jest znikoma. Inżynierów czy techników mających doświadczenie w testowaniu lub montażu baterii elektrycznych jest niewielu. Dla każdej nowej inwestycji będzie to spory problem – komentuje Tomasz Szpikowski.

Z obserwacji Bergman Engineering wynika, że obecnie największym problemem jest znalezienie specjalistów z doświadczeniem w testowaniu urządzeń elektrycznych (inżynierowie testów odpowiadający za testy końcowe baterii elektrycznych – modułów i ogniw akumulatora samochodu elektrycznego). Mało dostępni na rynku są także specjaliści z obszaru elektryki i elektrotechniki.

Poza tym firmy poszukują techników ds. baterii, którzy są odpowiedzialni za analizę baterii w trakcie procesu montażu, analizują awarie i wprowadzają działania zapobiegawcze powstawaniu tych awarii. Istotną rolę w samym procesie produkcji baterii elektrycznych mają także technicy/inżynierowie ds. jakości baterii, którzy przygotowują baterie do testów oraz wykonują testy i audyty baterii. Poza tym poszukiwani są ludzie na stanowiska stricte produkcyjne związane z samym montażem baterii elektrycznej.

Obserwujemy rozwój rynku electromobility nie tylko w kierunkach typowo produkcyjnych. Na znaczeniu zyskują również specjaliści zajmujący się systemami do rozliczeń usług ładowania samochodów czy rezerwacji miejsc na stacjach ładowania. Tym tematem są już zainteresowane duże koncerny i przedsiębiorstwa energetyczne. Niestety w Polsce ten sektor jeszcze raczkuje, ale docelowo na pewno będą potrzebni zarówno tacy specjaliści, jak i serwisanci baterii elektrycznych – dodaje Tomasz Szpikowski.

Zajrzyjmy do portfeli specjalistów od elektromobilności. Ile można zarobić?

Przeciętna pensja inżyniera testu z 3-letnim doświadczeniem zawodowym waha się w zależności od lokalizacji miejsca pracy, znajomości języków obcych i złożoności przeprowadzanych testów, od 7 do 9 tys. zł brutto. Jednakże oczekiwania finansowe kandydatów przy zmianie pracy są wyższe i wynoszą ok. 10 tys. zł brutto.tabelka

Popłyniemy z prądem? Wola rządu jest

Do planów i projektów można dodać jeszcze jeden, pozytywny aspekt. W drugiej połowie września Ministerstwo Klimatu poinformowało, że zgłosiło wolę przystąpienia Polski do Electric Vehicles Initiative. Do EVI należą obecnie: Chile, Chiny, Finlandia, Francja, Kanada, Indie, Japonia, Meksyk, Niderlandy, Niemcy, Norwegia, Stany Zjednoczone, Szwecja oraz Wielka Brytania. Celem tej organizacji jest zaś popularyzacja i przyspieszenie rozwoju elektryfikacji transportu na całym świecie. A zatem wola już jest. Czy wystarczy zapału do realizacji?

Oprac. Bergman Engineering

Pandemia wymusza biznesowe oszczędności – wydatki tnie już 2/3 firm

W dobie Covid-19 66% firm musiało ograniczyć lub odłożyć swoje wydatki bądź plany. W ramach tych decyzji prawie 27% wstrzymało się z zatrudnianiem nowych pracowników. W blisko co piątej firmie rezygnowano z inwestycji w innowacje. Podobny odsetek oszczędności szukał w zawieszeniu wydatków na szkolenia oraz na reklamę i marketing. Jednak mimo trudnej sytuacji prawie co trzeci przedsiębiorca w czasie pandemii był w stanie zaoferować pomoc innym – najczęściej w formie wsparcia merytorycznego i biznesowego, wskazuje Krajowy Rejestr Długów na podstawie badania „Jak pandemia zmieniła biznes”.

Co drugi przedsiębiorca ocenia, że pojawienie się Covid-19 spowodowało pogorszenie się stabilności finansowej firmy, w tym u 16% sytuacja jest zdecydowanie gorsza niż przed pandemią. Brak zmian w tym względzie deklaruje natomiast 37% firm, dla pozostałych 13% sytuacja finansowa uległa poprawie.

Firmy zaciskają pasa

Wśród najczęściej odkładanych lub zarzucanych z powodu pandemii planów lub wydatków przedstawiciele MŚP najczęściej wymieniali zwiększanie zatrudnienia (27%), nakłady na szkolenia (20%), reklamę i marketing (18%) oraz inwestycje w innowacje (18%). – Sytuacja epidemiologiczna i niepewność co do przyszłości wymusza przewartościowanie strategii przedsiębiorstw i przede wszystkim zmiany w ich budżetach oraz planach. Część cięć wydatków ma charakter doraźny i w przypadku poprawy sytuacji szybko będzie można nadrobić zaległości – np. uruchomić rekrutację czy zakupić nowy sprzęt. Jednak są sfery, w których ciągłość inwestycji i nakładów jest bardzo ważna. Mowa tu o innowacjach. Pozwalają bowiem utrzymać konkurencyjność na rynku, a w dobie pandemii mogą pomóc utrzymać firmę, która bez zmiany profilu działalności i związanych z tym innowacji po prostu nie przetrwa. Dodatkowo, brak pieniędzy na innowacje w dłuższej perspektywie może oznaczać poważne spowolnienie tempa rozwoju polskich przedsiębiorstw, już i tak przyhamowanego pandemią, co będzie odczuwalne także po zakończeniu się kryzysu epidemiologicznego – komentuje Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Duże cięcia w szkoleniach i marketingu

Cięcia wydatków w firmach to także złe wieści dla branży szkoleniowej oraz reklamowej i marketingowej. Zrezygnowało lub odłożyło w czasie skorzystanie z ich usług odpowiednio 20% i 18% badanych MŚP. Negatywny wpływ pandemii na ten sektor widoczny jest także w danych dotyczących zadłużenia. Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów, od lutego do końca października 2020 r. znacznie wzrosło zadłużenie tych branż. Szczególnie mocno pandemię odczuły marketing i reklama, których długi wzrosły o niemal jedną trzecią, z 76,7 mln zł w lutym do 105,5 mln zł obecnie. W poprzednich latach sektor znacznie lepiej radził sobie ze spłatami zobowiązań, a jego łączny dług oscylował wokół 70 mln zł. Skok zadłużenia jest też widoczny w szkoleniach, których długi zazwyczaj zaczynały szybciej rosnąć jesienią. W tym roku spory wzrost widać już od początku pandemii – od lutego do września br. firmom szkoleniowym przybyło 5,9 mln zł do spłaty, a ich łączny dług wynosi obecnie 22,4 mln zł, wskazuje Krajowy Rejestr Długów.

Branża szkoleniowa już pierwszego dnia izolacji społecznej niemal przestała istnieć. Wiele firm zablokowało budżety związane z kształceniem pracowników. Był to element polityki redukcji wydatków, ale i w wielu przypadkach ratowanie cash flow firmy. Niestety zdarzały się też często sytuacje, że firmy nie otrzymywały wynagrodzenia za zrealizowane szkolenia. Liczba dni spóźnienia płatności w branży znacząco wzrosła. Dla branży to oznaczało ogromne zmiany. Dzisiaj już mało kto realizuje szkolenia bez wcześniejszego pobrania przynajmniej części opłaty – mówi Marcin Banaszkiewicz, Trener LinkedIn, CEO My Logo.

Kryzys to najgorszy moment na oszczędności w szkoleniach i reklamie. To jest tak, jak z kupowaniem akcji. Zyskują na tym ci, którzy kupują, kiedy inni w panice sprzedają. Kto ma wiedzę, pomysł na biznes i umie się wypromować nawet w trudnych czasach znajdzie klientów. Gdy inni stoją w miejscu lub się wycofują, lepiej ruszyć do przodu – komentuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy. Wtóruje mu Marcin Banaszkiewicz wskazując, że jak pokazuje historia kryzysu 2008 roku, to właśnie firmy inwestujące w marketing i szkolenia w trakcie kryzysu, najszybciej odbudowały się zaraz po nim i osiągały lepsze wyniki niż zakładały to prognozy.

Ograniczanie zakupów

Strategią wielu przedsiębiorstw jest także ograniczenie wydatków na wyposażenie. 13% zawiesiło lub wstrzymało zakup towarów dla swojej firmy, 12% zrezygnowało z zakupu sprzętu elektronicznego, niewiele mniej (11%) z nabycia auta, a 7% ogranicza wydatki na podstawowe materiały biurowe.

Pandemia spowodowała także, że blisko co dziesiąta firma (9%) przełożyła lub zarzuciła plany rozszerzenia swojej działalności, np. otwarcia nowych filii czy przejęcia innych podmiotów.

Pomoc w trudnych czasach

Pandemia okazała się testem nie tylko kondycji i zarządzania w firmie, ale i życzliwości wobec kontrahentów, partnerów biznesowych czy innych współpracujących podmiotów. Okazuje się, że spora, bo już 38% grupa przedsiębiorców z sektora MŚP znalazła środki i siłę, aby w czasie pandemii pomóc innym. Pomoc najczęściej miała formę wsparcia merytorycznego (26%). W dalszej kolejności firmy oferowały przysługi biznesowe (15%) i finansowe (11%). Zdarzały się także przypadki (4%) zaangażowania w fizyczne wsparcie, np. w formie wolontariatu.

Metodologia: Badanie „Jak pandemia wpłynęła na biznes” zostało przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów przez Mands Badania Rynku i Opinii na próbie 300 przedstawicieli firm z sektora MŚP metodą CAWI/CATI.

W części zadawanych pytań respondenci mogli wskazywać więcej kilka odpowiedzi, stąd wyniki nie sumują się do 100%.

Czekając na wyniki wyborów

Przed nocą wyborczą w USA rynek FX zachowuje spokój, ale na rynku akcji przeważają wzrosty, gdyż październikowa przecena stworzyła okazje w przecenionych walorach. Poza tym tylko kontestowany wynik wyborów jest negatywny dla rynku akcji, ale odrobina niepewności zapewne pozostanie przynajmniej do środy rano.

Ważniejsze od tego, kto wygra wybory prezydenckie w USA, jest to, czy wynik otrzymamy już jutro rano, czy czeka nas kilka dni dodatkowej nerwówki. Największym ryzykiem teraz jest scenariusz, w którym różnica w częściowych wynikach (tj. przy opóźniającym się uwzględnianiu głosów przesłanych pocztą) będzie na tyle nieduża, że uzasadnia wnioski o ponowne przeliczenie głosów lub stanie się pretekstem do podważania wiarygodności procesu wyborczego. Cokolwiek będzie przemawiać za podtrzymaniem niepewności, będzie paliwem dla redukcji ryzyka. Na plus można odnotować, że po zeszłotygodniowym zjeździe indeksów wyceny nie są tak napompowane, aby spirala ucieczki od ryzyka rozwijała się za szybko. Można tu podziękować amerykańskim politykom, którzy podtrzymali spór nad pakietem fiskalnym, co skutecznie wywiało optymizm z rynków. Dziękowanie drugiej fali pandemii za cokolwiek wydaje się jednak nie na miejscu.

Odwracając sytuację, dokonane tąpnięcie indeksów upraszcza reakcję w sytuacji ogłoszenia wygranej przez Bidena lub Trumpa. Sądzę, że wstępny rajd ulgi z zakończenia okresu niepewności będzie miał dominujące znaczenie. Niezależnie, kto przez kolejne 4 lata będzie urzędował w Białym Domu, każda administracja będzie miała na względzie wsparcie gospodarki w czasie pandemii. Im szybciej zakończymy wyborczą niepewność, tym szybciej politycy przejdą do prac nad pakietem fiskalnym. Jednak kombinacja prezydent + większość w Senacie ma znaczenie dla siły rajdu. Tzw. „błękitna fala”, tj. zwycięstwo Bidena i kontrola Senatu przez Demokratów, zaoferuje najwięcej, nawet jeśli długofalowo Wall Street będzie musiało zmierzyć się z perspektywą podwyżki podatków dla firm przewidzianej w programie wyborczym Bidena. Najmniej optymistycznie zapowiada się wygrana Bidena z utrzymaniem większości Republikanów w Senacie, gdyż wstępny rajd ulgi szybko będzie przykryty rozczarowaniem w związku z perspektywą skromniejszego pakietu fiskalnego (lub przeciągającego się sporu politycznego). Apetyt na ryzyko może szybko przygasnąć, oddając wodze innym czynnikom ryzyka (np. druga fala pandemii).
Z perspektywy USD „błękitna fala” oznacza większe wydatki publiczne, gdyż podwyżki podatków dla firm mają kompensować obniżki obciążeń dla mniej zarabiających. Razem ze wzmocnieniem trybu risk-on USD w tym scenariuszu będzie tracił względem walut ryzykownych, ale też EUR i GBP. Biden plus republikański Senat skróci okres apetytu na ryzyko. USD wstępnie zaliczy dołek, ale finalnie powinien być mocniejszy. Status quo oznacza utrzymanie dotychczasowego kursu, a z perspektywy USD przede wszystkim usunięcie negatywnej premii za ryzyko z ostatnich tygodni. Dolar pozostanie mocny tam, gdzie nie będzie się mierzył z wzrostem apetytu na ryzyko (np. na USD/JPY, USD/CHF). Jeśli wynik wyborów będzie się opóźniał, awersja do ryzyka wypchnie kapitał w stronę bezpiecznych przystani, przy czym status USD będzie kwestionowany, a więcej wygra JPY.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Warszawa – miasto rozwija logistykę ostatniej mili

Warszawski rynek magazynowy bardzo zmienił się w ostatnich 10 latach. Zaobserwowaliśmy bardzo silny trend wypierania obiektów o charakterze magazynowym i produkcyjnym poza centrum miasta, a w ostatnich latach już poza granicami Warszawy. Postindustrialne tereny Woli, czy Pragi Południe szybko zamieniane były na budynki biurowe i osiedla mieszkaniowe, co istotnie zmieniało charakter tych dzielnic. Jednak mimo tych zmian Warszawa pozostaje jednym z najstarszych i najbardziej dojrzałych rynków magazynowych w Polsce, a do tego oferuje różne opcje dostępnych powierzchni i lokalizacji. Jak zmienia się sektor magazynowy w stolicy zbadali eksperci AXI IMMO.

Na koniec I połowy roku całkowite zasoby magazynowe w Warszawie wyniosły blisko 665 000 mkw., co stanowi wzrost o 7% rok do roku. Firmy poszukujące powierzchni do wynajęcia najczęściej decydują się na obiekty lub hale magazynowe położone blisko dróg wyjazdowych z miasta, wybierają lokalizacje głównie na terenie Okęcia, Żerania oraz Targówka Przemysłowego. Nieco mniejsza baza logistyczna znajduje się w Ursusie i na Ursynowie w pobliżu lotniska. Ze względu na wysokie koszty zakupu gruntów w Warszawie w pierwszych sześciu miesiącach 2020 roku nowa podaż wyniosła zaledwie 9 000 mkw., ale w budowie było 71 000 mkw., z których ponad 1/3 to inwestycje spekulacyjne. Najwięcej tych powierzchni powstawało i powstaje w rejonie Okęcia, Ursynowa, Annopola i Targówka.

„Warszawski rynek magazynowy skoncentrowany w mieście musiał zmierzyć się ze zmieniającymi się trendami. Z jednej strony z relokacją obszarów magazynowych poza strefy centralne miasta, z drugiej ze zwiększonym zapotrzebowaniem wykazywanym przez firmy obsługujące branżę e-commerce i takie, które potrzebują lokalizacji w mieście, blisko konsumenta. Dostosowanie się do nowych warunków wymusiło na deweloperach zmianę dotychczasowej polityki w zakresie dostarczanej powierzchni i coraz częściej poszukiwanie inwestycji typu „brownfiled”, czyli już zabudowanych. Zmiany w trendach zakupowych spowodowały, że miejskimi magazynami zaczęły się interesować nie tylko mniejsze podmioty, ale duże firmy logistyczne i dystrybucyjne. W ten sposób Warszawa jako najstarszy i najbardziej dojrzały rynek jako pierwsza stała się miejscem budowy magazynów niezbędnych do obsługi tzw. ostatniej mili” – komentuje Anna Peczela, Senior Industrial & Logistc Consultant w AXI IMMO.

„Warszawa posiada największe zaplecze komunikacyjne spośród wszystkich rynków magazynowych w Polsce. Miasto od lat korzysta z doskonałej sieci dróg i autostrad, połączeń kolejowych czy terminalu cargo na Lotnisku Chopina. Na korzyść lokalizacji wpływa również fakt bardzo rozbudowanych logistycznie przedmieść, które z powodzeniem przejmują część silnego popytu na powierzchnie magazynowe, a także bardzo dużej kadry wykwalifikowanych pracowników” – dodaje Anna Peczela z AXI IMMO.

W pierwszych sześciu miesiącach 2020 roku na miejskim rynku magazynowym w Warszawie popyt brutto wyniósł 87 000 mkw., a jedną z większych transakcji było podpisanie umowy najmu  21 000 mkw. powierzchni przez firmę z sektora Data Center. To pokazuje, że w halach mogą być przechowywane nie tylko towary, ale również dane zamieszczane na serwerach, które potrzebują specjalistycznej powierzchni magazynowej. W strukturze popytu poza sektorem Data Center, aktywni byli najemcy logistyczni, firmy kurierskie, sklepy internetowe i branża FMCG. Silny popyt generowany ze strony najemców wraz z ograniczoną nową podażą powodują, że współczynnik pustostanów spadł z 8,6% na koniec I kw. 2020 roku do 6% na koniec czerwca 2020 roku. Stawki czynszów w tym okresie utrzymywały się na poziomie 4,80-5,25 EUR/mkw., czyli podobnie, jak w poprzednich kwartałach 2019 r.

„W ciągu ostatnich lat obserwowaliśmy dynamiczny rozwój zarówno dużych centrów logistycznych położonych ok. 30-40 km od centrum Warszawy przeznaczonych pod obsługę sektora e-commerce, jak również widoczne było większe zapotrzebowanie na mniejsze magazyny znajdujące się  w odległości 10-15 km od centrum i i obiekty typu Small Business Units położone w obrębie miasta. I to właśnie dzięki tym ostatnim Warszawa z powodzeniem realizuje strategię modelu tzw. logistyki ostatniej mili, w której wykorzystywane są magazyny położone w graniach administracyjnych miasta, pozwalające na zorganizowanie w jednym miejscu dystrybucji, części wystawienniczej i reprezentacyjnej siedziby firmy” – podsumowuje Anna Peczela z AXI IMMO.  

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozstrzygnęło trzeci konkurs TECHMATSTRATEG

Ponad 168 mln zł na wsparcie innowacyjnych projektów z zakresu technologii materiałowych trafi do konsorcjów polskich przedsiębiorstw i jednostek naukowych. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozstrzygnęło trzeci konkurs TECHMATSTRATEG.

Zakończyła się ocena wniosków w ogłoszonym w listopadzie ub.r. kolejnym konkursie zorganizowanym w ramach Strategicznego programu badań naukowych i prac rozwojowych ,,Nowoczesne technologie materiałowe” – TECHMATSTRATEG. W jej wyniku do dofinansowania zostało wybranych trzynaście projektów na łączną kwotę 168,6 mln zł.

TECHMATSTRATEG III to konkurs na projekty obejmujące innowacje w zakresie technologii materiałów konstrukcyjnych, materiałów fotonicznych i nanoelektronicznych, materiałów funkcjonalnych i materiałów o projektowanych właściwościach, a także materiałów dla magazynowania i przesyłu energii.

– Jestem przekonany, że współpraca naszych naukowców i przedsiębiorców, którzy przygotowują się do realizacji kolejnej puli bardzo wymagających projektów w dziedzinie technologii materiałowych, zaowocuje transferem wyników prac do gospodarki w postaci nowych materiałów oraz produktów powstałych na ich bazie. Właśnie ten praktyczny aspekt konkursu ma wielką siłę przyciągania nowatorskich pomysłów ambitnych zespołów – akcentuje minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek.

Wspólny wysiłek nauki i przemysłu

Nabór wniosków prowadzony był do 29 kwietnia br. O dofinansowanie w konkursie mogły się ubiegać konsorcja jednostek naukowych i przedsiębiorstw. Jedno konsorcjum może się składać z 3–7 podmiotów. Po podpisaniu umów z wykonawcami wsparcie udzielone zostanie na realizację fazy badawczej (badania podstawowe, badania przemysłowe, prace rozwojowe) oraz fazy przygotowania do wdrożenia (prace przedwdrożeniowe). Minimalna wartość kosztów kwalifikowanych w projekcie wynosi 5 mln zł, a maksymalna wartość dofinansowania to 30 mln zł. W zależności od wielkości przedsiębiorstwa można uzyskać nawet do 80% dofinansowania fazy badawczej projektu.

– Przystępujemy do etapu zawierania umów. Konkurencja była duża, ponieważ w konkursie wpłynęło 45 wniosków. Pozwoliło nam to wyłonić projekty badawczo-rozwojowe, które mają szansę przyczynić się do wzrostu znaczenia Polski w obszarze nowoczesnych technologii materiałowych. To prężnie rozwijająca się dziedzina o strategicznym znaczeniu, dlatego warto w nią inwestować poważne środki. Kwota dofinansowania w trzech konkursach TECHMATSTRATEG sięga w sumie 471,4 mln zł – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Kierunek: wdrożenia

Zainicjowany w 2016 r. program TECHMATSTRATEG ma na celu pobudzanie wzrostu innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki. Zgodnie z jego założeniami, realizowane projekty służą opracowaniu i przygotowaniu wdrożenia nowych produktów, technik, technologii oraz całego spektrum innych rozwiązań mających zastosowanie w dziedzinach zgodnych z priorytetowymi kierunkami badań prowadzonych obecnie w Unii Europejskiej i na świecie w obszarze nowoczesnych technologii materiałowych.
W dwóch poprzednich edycjach konkursu dofinansowanie o łącznej wysokości 302,8 mln zł otrzymały 32 konsorcja.

W pierwszym konkursie 18 projektów uzyskało 148,5 mln zł wsparcia. Każdy z nich to poważne wyzwanie. Wśród tych przedsięwzięć znajduje się np. opracowanie technologii struktur dla jednomodowych laserów kaskadowych do zastosowań w układach optycznej detekcji gazów. Nad projektem, którego wyniki mają szansę znaleźć zastosowanie chociażby w urządzeniach do wykrywania węglowodorów przydatnych w poszukiwaniach ropy naftowej czy w przemyśle petrochemicznym, pracują: Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Technologii Elektronowej, firma Airoptic Sp. z o.o., Politechnika Wrocławska, Wojskowa Akademia Techniczna im. Jarosława Dąbrowskiego i Politechnika Rzeszowska. Dofinansowanie przyznane przez NCBR wynosi 9,4 mln zł.

„Technologie materiałów i struktur dla detekcji długofalowego promieniowania podczerwonego (LWIR)” – to inny nowatorski projekt, w który blisko trzy lata temu zaangażowała się Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Technologii Elektronowej wraz z Wojskową Akademią Techniczną im. Jarosława Dąbrowskiego, Politechniką Rzeszowską im. Ignacego Łukasiewicza oraz przedsiębiorstwem VIGO System S.A. Mając do dyspozycji wsparcie w wysokości 6,1 mln zł, konsorcjanci dążą do umożliwienia produkcji urządzeń o lepszych parametrach niż dotychczas, w tym bardziej energooszczędnych, niezawodnych i tańszych, o potencjalnie szerokim polu zastosowań – od przemysłowych i medycznych po zastosowania kosmiczne i związane z ochroną środowiska.

Pomysł na opracowanie wydajnych i lekkich układów zasilających złożonych z ogniwa słonecznego i baterii litowo-jonowej oraz ogniwa słonecznego i superkondensatora przeznaczonych do zastosowań specjalnych realizują wspólnie Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej, Uniwersytet Warszawski, Instytut Fizyki PAN oraz ML System S.A. Zaczernie. Grant pozyskany przez konsorcjum: 13,9 mln zł.

Z kolei w grupie 14 przedsięwzięć wyłonionych w ramach drugiego konkursu TECHMATSTRATEG, dofinansowanych w sumie kwotą 154,3 mln zł, zwraca uwagę chociażby wysoko oceniony projekt „Systemy nowej generacji dostarczania molekuł bioaktywnych w syntetyzowanych chemicznie i poddanych inżynierii genetycznej nanobiomateriałach”. Od ponad roku pracuje nad nim Uniwersytet Gdański we współpracy z Politechniką Gdańską, Gdańskim Uniwersytetem Medycznym i przedsiębiorstwem Innovabion Sp. z o.o. Przyznane wsparcie – 24,6 mln zł – wspomaga proces opracowania nowatorskich sposobów dostarczania leków i wytworzenia specjalnych nanomateriałów wykorzystywanych do leczenia chorób.

Nowa generacja systemu podwieszeń dedykowanego do lekkich sieci trakcyjnych to temat badawczy z jeszcze innej dziedziny, na którym skupia się konsorcjum w składzie: Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Metali Nieżelaznych, Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie, Politechnika Warszawska oraz firma MABO Sp. z o.o. Zaangażowane podmioty otrzymały na ten cel 7,8 mln zł.

Szczegóły dotyczące 13 zwycięskich projektów konkursu TECHMATSTRATEG III Narodowe Centrum Badań i Rozwoju poda po podpisaniu umów z wykonawcami.

Gminni lokatorzy mieszkają w zabytkach?

Narodowy Bank Polski podał niedawno dane dotyczące między innymi wieku budynków i mieszkań należących do gmin. Te informacje niestety nie wyglądają zbyt optymistycznie.

Dane na temat zasobu mieszkań gminnych zwykle podaje nam Główny Urząd Statystyczny. Niedawno takie informacje opublikował również Narodowy Bank Polski. Wyniki analizy NBP są bardzo ciekawe, choć niezbyt optymistyczne. Mówią one bowiem, że bardzo wiele budynków mieszkalnych posiadanych przez gminy pochodzi sprzed II wojny światowej. Sam wiek komunalnych kamienic nie stanowi jeszcze dużego problemu. Większym kłopotem jest ich stan techniczny, który wciąż pozostawia wiele do życzenia. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl na podstawie danych NBP wskazują również inne problemy dotyczące gminnego zasobu lokali.

Dużo nowych „M” wybudowały władze Kielc i Białegostoku

Analitycy RynekPierwotny.pl już wielokrotnie zwracali uwagę na bardzo małą skalę nowego budownictwa komunalnego. Tę kwestię porusza również Narodowy Bank Polski. Na podstawie swoich badań, NBP obliczył, że względnie nowe budynki oddane do użytku po 2001 r. i należące w 100% do miasta, pod koniec 2019 r. stanowiły tylko 5,4% gminnego zasobu z sześciu metropolii (Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk). W przypadku mniejszych ośrodków wojewódzkich, analogiczny wynik wynosił 10,6%. W IV kw. 2019 r. najwięcej względnie nowych budynków komunalnych posiadały następujące miasta: Kielce (29%), Białystok (26%), Kraków (19%), Rzeszów (13%) i Olsztyn (12%). Najmniejsze wyniki odnotowano natomiast dla Gdańska (< 1%) oraz Łodzi (0%).

Nie tylko w Warszawie magistrat ma dużo starych kamienic

Poniższy wykres potwierdza, że w niektórych miastach wojewódzkich udział relatywnie nowych budynków komunalnych, które całkowicie należą do gminy jest tylko śladowy. Jak nietrudno się domyślić, dużym odsetkiem przedwojennych kamienic należących do miasta cechuje się Warszawa. Kamienice z lat 1901 – 1940 stanowią około 70% wszystkich budynków mieszkalnych, które w całości posiada stolica. W takich miastach jak Bydgoszcz, Gdańsk, Katowice, Rzeszów, Szczecin oraz Wrocław wiele mieszkań komunalnych znajduje się nawet w budynkach sprzed 1900 roku.

Stare budynki i lokale mieszkalne niestety wymagają sporych nakładów remontowych, na które nie stać wielu polskich miast. Dowodem są inne dane Narodowego Banku Polskiego. Mówią one, że tylko jedna trzecia mieszkań z budynków będących własnością miast wojewódzkich znajduje się w stanie dobrym lub średnim. Około 13% takich lokali cechuje się bardzo złym stanem. Kiepski stan gminnego lokalu często skutkuje jego dalszym niewykorzystaniem. NBP podaje, że 30% – 40% niezasiedlonych mieszkań gminnych z miast wojewódzkich zostało wcześniej wyłączonych z użytkowania przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego. Mniej więcej taki sam udział w gminnych pustostanach mają mieszkania wymagające remontu przed ich ponownym zasiedleniem. Gdyby lokatorzy rzetelnie płacili czynsz, to takich lokali byłoby o wiele mniej.

Lokale komunalne wciąż są bardzo ważne na terenie Łodzi

Wyniki analizy Narodowego Banku Polskiego sugerują również, że na terenie poszczególnych miast rola gminnego zasobu mieszkaniowego jest bardzo zróżnicowana. Przykład stanowi Łódź, gdzie aż 22% gospodarstw domowych zasiedla mieszkania od gminy. W gminnych lokalach mieszka też wiele gospodarstw domowych z Katowic (10%), Warszawy (9%), Szczecina (9%) oraz Gdańska (8%). Z drugiej strony, można łatwo wskazać miasta wojewódzkie, gdzie analogiczny wynik jest znacznie mniejszy od 10%. Najlepszy przykład to Kielce (4%).

Spore różnice dotyczą również zapotrzebowania na mieszkania od gminy (komunalne i socjalne). Przykładowo pod koniec 2019 r. osoby oczekujące na wynajem gminnego lokalu stanowiły aż 4,0% całej populacji Katowic. W Krakowie analogiczny wynik wynosił zaledwie 0,3%. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają też uwagę na długość kolejek po mieszkanie komunalne. Jeżeli przyjmiemy liczbę nowych przydziałów i liczbę gospodarstw domowych oczekujących na najem lokalu komunalnego w 2018 roku oraz 2019 roku, to okaże się, że w mieszkaniowej kolejce średnio trzeba było czekać 2 lata (wynik dla 16 miast wojewódzkich). Niestety zdarzają się też miasta z przeciętnym okresem oczekiwania na komunalne lokum wynoszącym 5 lat – 10 lat. Wykres 1. Wiek bud

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Mennica Skarbowa poszerza sieć sprzedaży

Mennica Skarbowa, największy w Polsce dealer złota inwestycyjnego i innych metali szlachetnych, otwiera nowy punkt sprzedaży w Katowicach. To już 14. punkt sprzedaży spółki na terenie Polski i 2. w tym mieście. Spółka nie wyklucza dalszego poszerzania stacjonarnej sieci sprzedaży, jednak obecnie skupia się na gromadzeniu większej ilości złota inwestycyjnego, co ułatwi jej prowadzenie działalności handlowej w przypadku wprowadzenia dalszych obostrzeń związanych z pandemią zarówno w kraju, jak i poza granicami Polski. Większe zapasy ułatwią także Mennicy Skarbowej zwiększanie udziału w rynku.

Nowy sklep będzie działał na zasadzie outlet pod nową marką Spółki „Mennica Krajowa”. Stale prowadzona przez Zarząd Spółki analiza sprzedaży detalicznej wykazuje, iż drugi tego typu ośrodek handlowy w Polsce jest uzasadniony, celowy i wynikowo wpisuje się we wzrostowy trend sprzedażowy tej grupy produktów oraz ten segment rynku metali inwestycyjnych. Nowy punkt sprzedaży jest kolejnym stacjonarnym oddziałem prowadzonego przez Spółkę sklepu internetowego MennicaKrajowa.pl (działającego dotychczas pod domeną SklepMennicy.pl), który specjalizuje się w sprzedaży produktów outletowych.

W I połowie 2020 roku Mennica Skarbowa sprzedała około 1000 kg złota, czyli dwa razy więcej niż w pierwszym półroczu 2019.

„Poszerzając naszą stacjonarną sieć sprzedaży odpowiadamy na popyt ze strony Klientów, który utrzymuje się na wysokim poziomie.  Otworzyliśmy oddział w Katowicach i nie wykluczamy kolejnych w Polsce. Jednak na chwilę obecną naszym priorytetem jest zakup dużej ilości złota. Przygotowując się na zawirowania na rynkach i zakłócenie dostaw w wyniku pandemii, tak jak to miało miejsce jeszcze kilka miesięcy temu, gromadzimy duże ilości kruszcu w naszym skarbcu. Jestem przekonany, że obecnie mamy największe zapasy w kraju wśród dealerów i jesteśmy lepiej przygotowani na potencjalne zawirowania na rynku niż w pierwszej fali pandemii . Takie decyzje pozwalają nam także na systematyczne zwiększanie udziału Mennicy Skarbowej w rynku i generowanie pozytywnych wyników finansowych w okresie średnioterminowym.”- podkreśla Jarosław Żołędowski, Prezes Zarządu Mennicy Skarbowej SA.

Obecnie największą popularnością w oddziałach Mennicy Skarbowej cieszą się sztabki i monety bulionowe o wadze 1 uncji (31,1 grama), a także sztabki 100-gramowe. W ostatnim czasie spółka zanotowała także gwałtowny wzrost zainteresowania mniejszymi gramaturami, tym razem nie z myślą o prezentach, a o dużej podzielności własnej inwestycji.

Mennica Skarbowa to największy dealer złota inwestycyjnego i innych metali szlachetnych w Polsce. Spółka notowana jest na Giełdzie Papierów Wartościowych. Głównym obszarem jej działalności jest sprzedaż złota inwestycyjnego, w formie sztabek i monet bulionowych, a także innych metali szlachetnych, w tym w postaci biżuterii. Oferowane przez spółkę produkty można kupić w sumie w 14 oddziałach w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Katowicach, Łodzi, Rzeszowie, Białymstoku, Lublinie, Zielonej Górze, Kielcach oraz przez internet, za pośrednictwem strony mennicaskarbowa.pl oraz sklepu outletowego mennicakrajowa.pl

PKN ORLEN sfinalizuje przejęcie spółki RUCH

Przejęcie spółki RUCH przez PKN ORLEN wchodzi w fazę realizacji. Postępowania układowe z wierzycielami RUCH zostały wykonane, co zostało ostatecznie potwierdzone przez sąd  – to stanowiło ostatni warunek do zamknięcia procesu. Wcześniej PKN ORLEN otrzymał zgodę UOKiK na finalizację transakcji. Zostały również ustalone warunki jej realizacji pomiędzy zaangażowanymi podmiotami w ramach umowy inwestycyjnej.

– Prawomocne rozstrzygnięcie sądu otwiera nam drogę do zamknięcia transakcji przejęcia spółki RUCH. Zakładamy, że nastąpi to do końca tego roku. Od początku zależało nam na sprawnym przeprowadzeniu procesu i integracji aktywów z korzyścią dla działalności obu spółek i ich klientów. Mamy konkretny plan rozwoju spółki RUCH, który wzmocni segment detaliczny Grupy ORLEN i umożliwi wdrożenie nowych rozwiązań. Jest on gotowy do realizacji. Jednym z nich będzie otwarcie punktów sprzedaży detalicznej i gastronomii w lokalizacjach poza stacjami paliw – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zakładana strategia wpisuje się w trendy rozwoju sprzedaży detalicznej w Europie Środowo-Wschodniej. Na tym rynku widoczna jest stabilizacja wzrostu konsumpcji paliw, przy jednoczesnym zwiększeniu konkurencji w jakości obsługi, asortymencie, usługach oraz poprawie standardów operacyjnych. Analizy rynkowe przeprowadzone przez PKN ORLEN wskazały na potencjał rozwoju formatu poza stacjami paliw z wykorzystaniem aktywów spółki RUCH.

Zgodnie z podpisaną w czerwcu br. umową inwestycyjną, PKN ORLEN ma stać się akcjonariuszem większościowym RUCH z pakietem 65 proc., a pozostałymi akcjonariuszami będą PZU i PZU Życie oraz Alior Bank. Dodatkowo Alior Bank zobowiązał się do umorzenia wierzytelności RUCH w wysokości 87,5 mln zł. Częścią umowy inwestycyjnej jest też Plan Restrukturyzacji RUCH, który opiera się na dwóch kluczowych założeniach: rozwoju spółki w kierunku nowoczesnej sprzedaży FMCG oraz rozwoju usług kurierskich, przy optymalizacji dotychczasowej działalności.

PKN ORLEN złożył spółce RUCH warunkową ofertę finansowania w związku z zamiarem przejęcia kontrolnego pakietu akcji spółki już 11 kwietnia 2019 r. Decyzję poprzedziło badanie due dilligence spółki i wypracowanie kierunków działań restrukturyzacyjnych. Od tego czasu prowadzone były działania związane m.in. z przyjęciem i zatwierdzeniem układów restrukturyzacyjnych (co było jednym z warunków udzielenia spółce finansowania przez PKN ORLEN). W międzyczasie powstał szczegółowy Plan Restrukturyzacji spółki oraz wynegocjowano umowę inwestycyjną z pozostałymi partnerami w tym przedsięwzięciu.  Zawarcie umowy inwestycyjnej oraz wydanie przez Prezesa UOKiK zgody na objęcie przez PKN ORLEN kontroli nad RUCH umożliwiło kontynuację procesu. Prawomocne stwierdzenie przez sąd wykonania układów RUCH z wierzycielami w ramach dwóch przyspieszonych postępowań układowych stanowiło ostatni warunek i otworzyło dla PKN ORLEN drogę do finalizacji transakcji.

Grupa INC rozpoczyna współpracę z DeGenerals

Grupa INC rozpoczęła współpracę z DeGenerals SA, studiem odpowiedzialnym za jedną z najlepszych gier w portfolio Grupy PlayWay – Tank Mechanic Simulator. Dom Maklerski INC SA będzie pośredniczył w ofercie publicznej akcji spółki o łącznej wartości do 2,5 mln euro. Będzie to największa oferta spółki gamingowej DM INC w 2020 roku. Dodatkowo INC, jako Autoryzowany Doradca, wesprze DeGenerals w debiucie na rynku NewConnect. To kolejny projekt realizowany przez Grupę INC ze spółką, w której znaczącym inwestorem jest PlayWay SA.

DeGenerals to niezależne studio deweloperskie założone przez byłych pracowników fragOut Studio, którzy dzielą pasję do militariów oraz historii. Tego wszystkiego możemy doświadczyć w debiutanckim projekcie studia – Tank Mechanic Simulator, który miał swoją premierę 20 lutego 2020 r. na PC. Gracze wcielają się w mechanika czołgów, jednak zadania nie ograniczają się tylko do renowacji maszyn z czasów II wojny światowej. Zanim porzucony czołg trafi do warsztatu gracze muszą, przy wsparciu specjalistycznych maszyn i narzędzi, sami go odnaleźć. Gra okazała się dużym sukcesem, tylko w ciągu pierwszych 72 godzin od premiery sprzedało się 39 tys. kopii, co zapewniło pokrycie wszystkich kosztów związanych z produkcją. Tank Mechanik Simulator to dobrze sprzedająca się gra, a zespół planuje dalszy jej rozwój.

Oferta publiczna akcji DeGenerals SA będzie największą ofertą akcji spółki gamingowej, w jakiej będzie pośredniczyć Dom Maklerski INC w tym roku. Zauważamy, że pomimo pandemii, branża gamingowa cieszy się nadal zainteresowaniem inwestorów. Jest to zrozumiałe, bo nawet potencjalny lock-down społeczeństwa w związku z dynamicznym przyrostem zachorowań na COVID‑19 nie powinien wpłynąć negatywnie na tę branżę. Dodatkowo studio specjalizuje się w ciekawych produkcjach o unikalnej wojennej tematyce. Warto podkreślić, iż pierwsza gra DeGenerals zwróciła swoje koszty w ciągu pierwszych 3 dni od premiery. Spółka mocno dywersyfikuje swoją działalność, rozbudowując plan wydawniczy. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes Domu Maklerskiego INC SA.

DeGenerals zamierza dalej monetyzować projekt Tank Mechanic Simulator. W sierpniu we współpracy z Ultimate Games ukazała się wersja na Nintendo Switch. W przygotowaniu są także porty na konsole PS4 i Xbox One, wersja VR oraz DLC zawierająca nowe czołgi, pojazdy, misje do wykonania i tryby gry. Spółka bada kierunki rozwoju kolejnych gier i je preprodukuje, aby przygotować nowy, co najmniej tak dobrze zarabiający tytuł.

– Podpisanie umowy z INC to krok milowy w kierunku rynku kapitałowego. To dla nas ważny moment, mam nadzieję, że obecność na giełdzie pozwoli nam wejść do pierwszej ligi spółek gamingowych w Polsce. Debiutu na NewConenct spodziewamy się w I półroczu 2021 r. – mówi Robert Pietrzko, prezes DeGenerals.

Planowana publiczna oferta akcji będzie miała łączną wartość do 2,5 mln EUR i będzie oparta o memorandum informacyjne.

EBC gotowe do działania

W czwartek odbyło się posiedzenie EBC, na którym bankierzy centralni potwierdzili, że są gotowi do dalszego luzowania polityki monetarnej i najprawdopodobniej uczynią to w grudniu po zapoznaniu się z najnowszymi projekcjami makroekonomicznymi. Na rynkach akcyjnych tydzień minął pod znakiem silnych spadków, które były efektem zwiększającej się liczby przypadków koronawirusa na świecie i wprowadzanych nowych restrykcji pogarszających perspektywy wzrostu światowej gospodarki w IV kwartale.

Przed nami tydzień naszpikowany wydarzeniami, które z uwagą będą śledzić wszyscy inwestorzy. Już we wtorek wybory w USA, więc należy oczekiwać podwyższonej zmienności na rynkach w tym tygodniu. W czwartek posiedzenie FED, zobaczymy jakie decyzje zostaną podjęte w okolicznościach przyśpieszającej pandemii. Na zakończenie tygodnia dane z amerykańskiego rynku pracy. Z kolei polscy inwestorzy z uwagą będą czekać na środową decyzję RPP o poziomie stóp procentowych, wszystko wskazuje na to że założenia polityki monetarnej zostaną utrzymane bez zmian.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Cyfryzacja procesu budowlanego w Polsce coraz bliżej

PwC przy wsparciu Komisji Europejskiej opracowało dla Ministerstwa Rozwoju (obecnie Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii) projekt „Cyfryzacja procesu budowlanego w Polsce”. Jego celem jest wypracowanie narzędzi zwiększających wydajność procesu inwestycyjno-budowlanego w zamówieniach publicznych. Dzięki użyciu metodyki cyfrowego modelowania informacji możliwe jest zwiększenie efektywności kosztowej inwestycji w całym cyklu życia obiektu budowlanego oraz zapewnienie jakości i terminowości dostaw.

Projekt „Cyfryzacja procesu budowlanego w Polsce” jest blisko związany z priorytetami Komisji Europejskiej w zakresie zielonej i cyfrowej transformacji, a budownictwo dzięki niemu może zwiększyć swoją efektywność działania na drodze cyfryzacji. Wykorzystanie narzędzi cyfrowych na etapie planowania inwestycji pozwoli zoptymalizować realizowane projekty i wygenerować oszczędności, co jest istotnym aspektem nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach UE.

Projekt zrealizowany przez PwC obejmował zarówno działania o charakterze krótkookresowym, takie jak opracowanie szablonów BIM (Building Information Modelling), oraz te strategiczne w postaci mapy drogowej wdrożenia metodyki BIM w zamówieniach publicznych oraz koncepcję platformy IT BIM. Mapa drogowa wytycza potencjalny plan czynności, które mają na celu doprowadzenie do wdrożenia stosowania metodyki BIM w postępowaniach o udzielenie zamówień publicznych w budownictwie. Będzie też punktem wyjścia do opracowania szczegółowej Strategii wdrożenia BIM w Polsce. Z wyników projektu będzie mógł również korzystać sektor prywatny.

Idea cyfryzacji procesu inwestycyjno-budowlanego jest jednym z priorytetów resortu rozwoju, pracy i technologii. W ministerstwie realizujemy kilka projektów cyfryzacyjnych, a jednym z nich jest właśnie projekt związany z upowszechnianiem metodyki BIM, która jest przełomem w projektowaniu. Zastosowanie tego narzędzia przyniesie firmom wiele korzyści i pozwoli na lepsze przygotowanie prawidłowej dokumentacji projektowej do zamówień publicznych. Ponadto pozwoli uniknąć błędów w procesie projektowania budynku. W naszym resorcie trwają również prace koncepcyjne dotyczące platformy wymiany danych oraz dofinansowania i unowocześnienia służb nadzoru budowlanego. Dziękujemy PwC za szerokie wsparcie w tym projekcie. Przygotowanie mapy drogowej i innych materiałów, posłuży do wypracowania szerokiej i szczegółowej strategii cyfryzacji polskiej branży budowlanej. Planujemy też kontynuację podjętych przez nas prac, oczywiście w dalszym dialogu z interesariuszami. W przyszłym roku z kolei zakładamy zamówienie platformy IT BIM, wytypowanie projektów pilotażowych oraz podjęcie prac nad zmianami legislacyjnymi.- Maciej Thel, naczelnik Wydziału Koordynacji i Nadzoru z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii

Wdrożenie BIM jest naturalnym krokiem rozwoju branży budowlanej. Technologia i wspierana przez nią metodyka BIM stanowi jeden z podstawowych czynników wpływających na wydajność branży. Jego pełne wykorzystanie może dać olbrzymie pole do zwiększania efektywności – od decyzji inwestora o rozpoczęciu inwestycji, szacowania jej kosztów, przez harmonogram, identyfikację ryzyk, projekt i realizację z logistyką dostaw, aż po eksploatację obiektu.

Projekt kontynuuje pozytywne zmiany na polskim rynku budowlanym, rozpoczęte z inicjatywy instytucji publicznych i branżowych. W ciągu ostatnich kilku miesięcy przygotowaliśmy narzędzia dla Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, które pozwolą wdrożyć metodykę BIM do zamówień publicznych. Wierzę, że opracowana przez nas mapa drogowa zostanie wykorzystana do wypracowania szerokiej strategii cyfryzacji polskiej branży budowlanej, a wzory dokumentów będą pomocne inwestorom i wykonawcom przy realizacji inwestycji w nowoczesny sposób, optymalizując dostępne środki. – Bogumiła Chewińska, kierownik projektu w PwC Polska

Projekt był szeroko konsultowany w grupach interesariuszy branży budowlanej na otwartych spotkaniach konsultacyjnych oraz za pomocą ankiet. Wsparcie PwC w realizacji projektu zapewnili: Stowarzyszenie Klaster Technologii Informacyjnych w Budownictwie (BIM Klaster) – polscy i międzynarodowi eksperci z zakresu wykorzystania i wdrażania metodyki BIM oraz Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka (DZP) specjalizująca się m.in. w polskim i unijnym prawie zamówień publicznych.

Od stycznia 2020 r. Program Wspierania Reform Strukturalnych jest koordynowany przez Dyrekcję Generalną Komisji Europejskiej ds. Wspierania Reform Strukturalnych (DG Reform). Celem tego programu jest zapewnienie wszystkim krajom UE dostosowanego do potrzeb wsparcia przy wdrażaniu reform instytucjonalnych, administracyjnych i pobudzających wzrost gospodarczy. Obejmuje on cały proces wdrażania reform – od ich opracowania i zaplanowania po wprowadzenie w życie.

Rząd pracuje nad kolejną strategią walki z pandemią. Bez zmian czeka nas zapaść w służbie zdrowia i tsunami wielu innych chorób

– Niedostatek łóżek i zasobów kadrowych to w tej chwili dwa wąskie gardła w walce z pandemią Covid-19 – wskazuje Maria Libura z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Nowa strategia, którą zapowiada resort zdrowia, to sygnał, że sytuacja w Polsce jest już bardzo poważna i obecnie walczymy o to, by nie doszło do takiej zapaści służby zdrowia, z jaką wiosną borykały się kraje południa Europy. Coraz większym problemem jest też leczenie chorych z innymi pilnymi potrzebami medycznymi, np. pacjentów onkologicznych czy kardiologicznych, dla których nie ma miejsc w szpitalach lub którzy wstrzymują się z wizytami u specjalistów. – Czeka nas tsunami innych chorób – przestrzega ekspertka.

– W Polsce, podobnie jak w krajach, które przeżywały takie katastrofalne sytuacje wiosną, sytuacja jest szczególnie trudna w tych regionach, gdzie mamy dysproporcję pomiędzy liczbą ciężkich przypadków covidowych wymagających hospitalizacji a liczbą łóżek i zasobami kadrowymi. To są dwa wąskie gardła – mówi agencji Newseria Biznes Maria Libura, ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego i Collegium Medicum na UWM w Olsztynie, wiceprezeska Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej.

Dynamika przyrostu nowych przypadków Covid-19 jest na tyle duża, że zagraża wydolności systemu służby zdrowia. W poniedziałek rano Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 15 578 nowych przypadkach koronawirusa (dzień wcześniej było ich 17,1 tys.) i kolejnych 92 zmarłych. W sumie jak dotąd na Covid-19 zachorowało w Polsce ponad 395,5 tys. osób, natomiast zmarło prawie 5,9 tys. chorych.

Głównym problemem są braki wolnych łóżek w szpitalach, respiratorów i kadry, bo część medyków trafia na kwarantanny bądź choruje. W poniedziałek media poinformowały też o kolejnym przypadku 61-letniego pacjenta, który z braku wolnych miejsc zmarł w karetce pod szpitalem w Siemiatyczach na Podlasiu. Wcześniej podobny przypadek miał miejsce w Nysie.

Według danych resortu zdrowia pacjenci z Covid-19 zajmują 17 223 łóżka szpitalne na przygotowanych 24,8 tys. miejsc. Zajęte są też 1453 respiratory, wolne pozostały 453 urządzenia. Jednak w niektórych regionach kraju, np. na Podlasiu, zostało ich raptem po kilka sztuk. W związku z pogarszającą się sytuacją minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że resort opracowuje nową, trzecią już strategią walki z koronawirusem, której szczegóły mają być znane w najbliższych dniach.

 Z tonu wypowiedzi słychać, że sytuacja jest rzeczywiście bardzo poważna, bo sam minister zdrowia Adam Niedzielski określił ją jako zmianę dotychczasowej filozofii – z takiej, w której koncentrujemy się na walce z pandemią, na taką, w której bardziej bronimy system przed przeciążeniem. De facto to już jest strategia awaryjna, której celem jest ochrona przed takimi scenariuszami, które wiosną oglądaliśmy w krajach południa Europy – podkreśla Maria Libura.

W nowej strategii ma zostać wprowadzona automatyczna kwarantanna dla współdomowników osób z dodatnim wynikiem testu na SARS-CoV-2. To oznacza, że nie będą oni musieli już czekać na telefon i informację z sanepidu. Minister zdrowia zapowiedział też tworzenie kolejnych szpitali tymczasowych i zwiększanie liczby miejsc w izolatoriach. Kolejna zmiana to testy antygenowe, które u pacjentów objawowych będą taką samą podstawą stwierdzenia koronawirusa jak testy PCR.

– To jest dobrym posunięciem, właściwie koniecznym, ze względu na lawinę nowych zakażeń, pomoże to udrożnić np.  przyjmowanie chorych w szpitalach. Z drugiej strony, to też ilustruje powagę sytuacji, w której się znaleźliśmy i skalę pandemii w Polsce – mówi Maria Libura.

Nowością, którą wprowadzi nowa strategia walki z pandemią, mają być pulsoksymetry, czyli urządzenia do pomiaru saturacji krwi, zlecane przez lekarzy rodzinnych. Będą one stosowane w opiece nad pacjentami skąpo- lub bezobjawowymi. Umożliwi to monitorowanie stanu tych pacjentów przez specjalne centrum monitoringu, które ma utworzyć Ministerstwo Zdrowia. Spadek saturacji będzie obiektywnym sygnałem, by skontaktować się z lekarzem, gdyż może być potrzebna hospitalizacja.

– Opracowywane są takie strategie, które pozwolą na to, by więcej pacjentów było bezpiecznie monitorowanych w domu. Im często trudno jest samodzielnie ocenić, czy duszność, którą odczuwają, rzeczywiście kwalifikuje ich już do zgłoszenia się do szpitala, czy może jeszcze nie. Jak wskazują lekarze, bywa to też trudne do oceny w wywiadzie telefonicznym. Pulsoksymetry wspomogą pracę lekarza, a jednocześnie ograniczą liczbę pacjentów zgłaszających się do szpitali w sytuacji, kiedy tego jeszcze nie wymagają, i odwrotnie pomogą uniknąć sytuacji, gdy chory zbyt późno trafia do szpitala – mówi Maria Libura.

Narastającym problemem w służbie zdrowia są też pacjenci, którzy zmagają się z chorobami innymi niż Covid-19. W części przypadków ich leczenie może poczekać, ale są takie obszary jak kardiologia czy onkologia, gdzie opóźnienie jest groźne i może znacząco pogarszać rokowania.

– Tutaj też potrzebna jest inteligenta strategia, która pozwoli opanować problem pacjentów bez Covid-19, nie dopuścić do tego, żeby czekali ci, którzy potrzebują szybkiej interwencji medycznej – mówi Maria Libura. – Wszystko wskazuje na to, że tsunami różnych problemów medycznych, które wynikają nie z Covid-19, ale z odkładania na później i niezgłaszania się do lekarza, może być w ostatecznym rozrachunku większe niż sama pandemia. Drugi aspekt to brak możliwości wykorzystania kapitału opiekuńczego rodziny odwiedzającej pacjentów, co do tej pory wspomagało polski system zdrowia. Na ten uszczuplony personel medyczny spada dodatkowo to, że rodziny nie mogą przychodzić i zajmować się swoimi bliskimi w szpitalach.

Ekspertka z Collegium Medicum olsztyńskiego uniwersytetu ocenia, że w tej chwili polski system służby zdrowia w dużej mierze funkcjonuje dzięki postawie kadry medycznej, która pracuje nierzadko na wydłużających się ponadplanowo dyżurach, a także dzięki kreatywnemu myśleniu osób walczących z pandemią.

– To, że powstają np. śluzy zrobione naprędce z folii i srebrnej taśmy, pokazuje, że system wciąż działa m.in. dzięki polskiemu przyzwyczajeniu do improwizacji, radzenia sobie w sytuacjach trudnych poprzez stosowanie rozwiązań prowizorycznych. W takiej trudnej sytuacji okazuje się to pewnym atutem, ale na pewno nie jest to paliwo, które pozwoli długo tym systemem kierować – mówi Maria Libura.

Jak podkreśla, w tej chwili dla rządu głównym wyzwaniem jest inteligentne zarządzanie bazą łóżek covidowych i wolnych respiratorów. Natomiast w dłuższej perspektywie, po opanowaniu kryzysu, potrzebna jest radykalna zmiana strategii komunikacyjnej, bo społeczeństwo nie rozumie celu wprowadzania części obostrzeń i zwyczajnie się do nich nie stosuje. Bez tego zrozumienia i przestrzegania zasad trudno będzie przetrwać okres jesienno-zimowy.

– Doskonałym przykładem są szkoły, które zostały otwarte we wrześniu, natomiast nie wszędzie trafiły instrukcje, jak zrobić to bezpiecznie. W zasadzie wszyscy uznają, że otwarcie szkół jest jednym z priorytetów, chociażby ze względu na narastające nierówności, które dotykają np. dzieci wykluczone cyfrowo czy dzieci z uboższych rodzin wskutek zdalnej edukacji. Jednak otwarcie szkół wymaga bardzo konkretnych strategii związanych m.in. z noszeniem maseczek, wietrzeniem sal czy zmianą długości trwania godzin lekcyjnych. Jeżeli nie zaczniemy myśleć, jak sensownie podać takie praktyczne instrukcje, to po opanowaniu obecnej sytuacji możemy mieć szybko kolejną falę – mówi Maria Libura.

Amerykańskie wybory na ostatniej prostej. Wygrana Joe Bidena będzie wymagała nowego rozdania w relacjach z Europą

W środę 4 listopada możemy poznać wyniki wyborów za oceanem. Na razie sondaże wskazują na zwycięstwo demokraty Joe Bidena, nie jest ono jednak przesądzone. Kluczowe będą głosy w kilku stanach, w tym Pensylwanii czy na Florydzie. Eksperci wskazują, że głosy w sondażach na rzecz reelekcji obecnego prezydenta Donalda Trumpa mogą być niedoszacowane, bo część pytanych nie przyznaje się, że będzie na niego głosować. Republikanin może też kwestionować wyniki na drodze sądowej, co opóźni rozstrzygnięcie. Prezydentura Bidena będzie dla UE lepsza, choć też niepozbawiona wyzwań.

Nie ma żadnych wątpliwości, że wygrana Bidena oznaczałaby ogromną zmianę w relacjach transatlantyckich i byłaby dla Europy doskonałą informacją, w przeciwieństwie do kontynuacji rządów Trumpa, która byłaby dla Unii Europejskiej, nie waham się tego powiedzieć, prawdziwą katastrofą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Buras, dyrektor Warszawskiego Biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR). – Jakkolwiek zwycięstwo Bidena nie oznaczałoby, że Stany Zjednoczone wrócą do roli niekwestionowanego, jedynego parasola bezpieczeństwa nad Europą, że staną się z powrotem partnerem, z którym Unia Europejska ma po drodze we wszystkich ważnych sprawach. Byłby jednak prezydentem zainteresowanym współpracą z UE i wspólnym rozwiązywaniem problemów globalnych, czego w żadnym razie nie można by powiedzieć o Trumpie.

Floryda, Pensylwania, Michigan, Wisconsin, Karolina Północna, Iowa oraz Arizona to stany, w których wynik wyborów zadecyduje o tym, czy Stany Zjednoczone będą miały 46. prezydenta czy reelekcję 45. W USA nie chodzi bowiem o prostą przewagę liczby głosów – podczas poprzednich wyborów Hillary Clinton miała ich więcej niż Donald Trump, podobnie jak Al Gore w 2000 roku, gdy przegrał z George’em W. Bushem. Decyduje jednak liczba głosów elektorskich; każdy stan ma ich inną liczbę ze względu na różną liczbę mieszkańców, a „zwycięzca bierze wszystko”. Języczkiem u wagi może być wynik głosowania na Florydzie, gdzie do zdobycia jest 29 głosów. Tam lokale zamkną się już o 1:30 w nocy z wtorku na środę czasu środkowoeuropejskiego.

Większość sondaży daje przewagę Joe Bidenowi, co niewątpliwie cieszy państwa członkowskie UE.

 W stosunku do prezydentury Trumpa rządy Bidena oznaczałyby z całą pewnością powrót do opartych na wzajemnym zaufaniu relacji między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi – ocenia Piotr Buras. – Biden jest politykiem, który ma ogromne doświadczenie w relacjach z Europą, jest znany z tego, że przywiązuje do interesów Unii Europejskiej i roli USA jako partnera Europy bardzo dużą wagę. On z całą pewnością rozpocząłby poważną dyskusję z Europejczykami na temat nowego ułożenia relacji. Pierwszą kluczową rzeczą jest z pewnością dyskusja o bezpieczeństwie europejskim.

Chodzi o większe zaangażowanie Europejczyków i wzięcie przez Unię Europejską na barki większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo świata, zwłaszcza w bliskich sobie geograficznie regionach, Amerykanie przeniosą bowiem swoją uwagę w region Azji Południowo-Wschodniej.

Biden zapowiada wycofanie się Stanów Zjednoczonych z – jak on to nazywa – niepotrzebnych czy przydługich wojen, czyli należy to rozumieć jako ograniczenie obecności amerykańskiej w południowym sąsiedztwie Unii Europejskiej, na Bliskim Wschodzie, w Afryce ­Północnej – prognozuje dyrektor Warszawskiego Biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznej..

W dalszym ciągu kluczową kwestią gospodarczą będą też stosunki z Chinami. Choć Joe Biden będzie mniej konfrontacyjny i konfliktowy niż Donald Trump, także będzie chciał chronić amerykańską gospodarkę i myśl technologiczną oraz oczekiwał współpracy Europy w tym działaniu. Jest to o tyle realne, że także niektóre europejskie rządy w ostatnich miesiącach zaostrzyły kurs wobec Pekinu.

Wygrana Joe Bidena spowoduje, że zmienią się także relacje na linii Polska–USA. W opinii eksperta ECFR na znaczeniu będą zyskiwać nie tyle relacje wojskowe i ekonomiczne, lecz polityczne, związane z sytuacją wewnętrzną w Polsce.

 Biden jest politykiem, który już od lat zapowiadał, że jeśli zostałby prezydentem, chciałby odnowić Zachód jako wspólnotę demokracji. Jednym z ważniejszych punktów jego agendy polityki zagranicznej jest przeciwstawianie się tendencjom autokratycznym, autorytarnym na świecie. Z całą pewnością kraj taki jak Polska, mający problemy z demokracją, rządami prawa, nie będzie najbardziej pożądanym partnerem dla Bidena – podkreśla Piotr Buras. – W ostatnich latach za prezydentury Trumpa tematy związane z rządami praw, czy w ogóle polityki wewnętrznej nie były istotnym elementem relacji polsko-amerykańskich, chyba że sprawy te zagrażały interesom biznesu amerykańskiego w Polsce, ale myślę, że za prezydentury Bidena to by się zmieniło.

Z kolei przyszłość stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce będzie zależeć od szerszego kontekstu współpracy z UE oraz NATO.

Trump traktował Polskę w nieco szczególny sposób, co było wyjątkiem związanym z tym, że zależało mu na rozbijaniu Europy, na tym, żeby wykorzystywać podziały wewnątrz niej. Upatrzył sobie Polskę jako jeden z krajów, który może temu celowi służyć. Za Bidena będziemy mieć do czynienia raczej z powrotem do dawnej tradycji polityki amerykańskiej wobec Europy. Stanom Zjednoczonym zależeć będzie na tym, żeby Europa była partnerem silnym i spójnym, żeby nie było w niej wewnętrznych sporów i podziałów, ponieważ to będzie utrudniało współpracę. I takie będzie przesłanie dla Polski – ocenia dyrektor Warszawskiego Biura ECFR.

O tym, co wyniki wyborów w Stanach Zjednoczonych będą oznaczały dla Europy, będą dyskutować międzynarodowi eksperci w ramach debaty online „Świat pod lupą” organizowanej przez ECFR i Fundację im. Heinricha Bölla.

Polscy producenci gier komputerowych zyskują podczas pandemii. Koniec roku może być dla branży rekordowy

0

Inaczej niż większość segmentów gospodarki branża gier komputerowych nie ucierpiała z powodu pandemii COVID-19. Lockdown przyczynił się wręcz do wzrostów, bo wiele osób poszukiwało rozrywki w świecie wirtualnym. Ostatni kwartał roku, który dla branży był zawsze okresem przedświątecznych żniw, w tym roku powinna dodatkowo napędzać premiera konsol PlayStation 5 i Xbox Series X. W Polsce produkcją gier zajmuje się ok. 440 firm, a rodzimą specjalnością są m.in. symulatory i gry mobilne. Między innymi na tych segmentach planuje skupić się warszawskie studio deweloperskie SimFabric, które w czasie lockdownu podwoiło sprzedaż swoich produkcji.

– Branża gier komputerowych rozwija się bardzo dynamicznie, w tempie 5–7 proc. rocznie. W ciągu najbliższych pięciu lat z aktualnych ok. 150 mld dol. przychodów rocznie wzrośnie już do 200 mld dol. Zestawiając to z rynkiem hollywoodzkim  jest to trzykrotnie więcej niż cała produkcja filmowa na świecie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Emil Leszczyński, przewodniczący rady nadzorczej spółki SimFabric.

Gry to jeden z najszybciej rosnących segmentów przemysłu rozrywkowego. Tylko w tym roku wartość światowego rynku gier ma wzrosnąć o 9 proc. do 159,3 mld dol., a w 2023 roku przekroczyć już 200 mld dol. – wynika z szacunków przytaczanych we wrześniowym raporcie „The game industry of Poland”, opracowanym przez PARP przy wsparciu Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Game Industry Conference oraz Indie Games Polska. Trzy największe rynki pod względem liczby graczy to Chiny, USA i Rosja.

Polska pod względem wydatków na gry na platformie Steam zajmuje z kolei siódme miejsce na całym świecie. Krajowy rynek odnotowuje rokrocznie wzrosty sięgające 30 proc., a tylko w 2019 roku dochody ze sprzedaży rodzimych gier przekroczyły 2,1 mld zł.

– Polskie gry już są światową marką. Technologią czy pomysłami niczym nie odbiegamy od zagranicznych produkcji. Zresztą daleko nie trzeba szukać, Cyberpunk 2077 studia CD Projekt, który ma mieć niedługo swoją premierę, prawdopodobnie wyznaczy nowe trendy w gamingu na całym świecie – wskazuje Julia Leszczyńska, prezes zarządu SimFabric.

Jak wynika z raportu PARP, w naszym kraju gry produkuje ponad 440 firm, które w sumie zatrudniają ok. 9,7 tys. osób. Każdego roku do graczy trafia około 480 nowych polskich produkcji, które wzbudzają zainteresowanie także za granicą. Aż 96 proc. sprzedaży stanowi eksport, a obok znanego większości graczy produkcji studia CD Projekt Red polską specjalnością są też symulatory i gry mobilne.

– Polski rynek odpowiada tylko za małą część przychodów i zysków ze sprzedaży gier. Niektóre studia często w ogóle rezygnują z polskiej wersji językowej, ponieważ jest to zbyt mały rynek, i wolą skupić się na wersjach zagranicznych – mówi Julia Leszczyńska. – W SimFabric produkcje własne to głównie symulatory, które są dość niszową kategorią, ale mają wierne grono graczy i przy niewielkich nakładach budżetowych są w stanie zwrócić się już w pierwszy tydzień, a nawet weekend od premiery.

 Nasze studio od początku było skoncentrowane na symulatorach. Już na starcie otrzymaliśmy w konkursie Europejskiej Agencji Kosmicznej główną nagrodę właśnie za symulator kosmiczny. Nasze główne produkcje – takie jak Farm & Fix, ElectriX czy House Designer – to są symulatory i na nich się skupiamy – dodaje Emil Leszczyński.

W Polsce jest ok. 16 mln graczy, a branża gier – inaczej niż większość segmentów gospodarki – nie ucierpiała z powodu pandemii COVID-19. Wręcz przeciwnie, lockdown przyczynił się do wzrostów, ponieważ w trakcie zamknięcia wiele osób poszukiwało rozrywki w świecie wirtualnym.

– Po wprowadzeniu lockdownu w wielu krajach odnotowaliśmy skok sprzedaży bez dodatkowego marketingu, nie robiąc praktycznie nic w tym kierunku. Od innych studiów w Polsce też mamy sygnały, że pandemia wzmacnia sprzedaż gier, które są dzisiaj najtańszym rodzajem rozrywki, dostępnym dla każdego w kieszeni. Wystarczy, że wyjmiemy telefon komórkowy i możemy grać – dodaje przewodniczący rady nadzorczej SimFabric.

– Nasze studio pracuje pełną parą, inne zespoły też mają dużo pracy w tym okresie – mówi Julia Leszczyńska. – Przesunięcia premier gier mają miejsce, ale wydaje mi się, że jest to bardziej spowodowane problemami technicznymi, bo proces ich tworzenia jednak potrzebuje czasu i wymaga testów. Te przesunięcia często wynikają też z konieczności znalezienia odpowiednich okien wydawniczych dla gier.

Jak podkreśla przewodniczący rady nadzorczej SimFabric, w kilku kolejnych miesiącach wzrosty powinny jeszcze przyspieszyć, ponieważ IV kwartał roku zwykle jest dla branży bardzo udany pod względem sprzedaży.

 W tym roku spodziewamy się, że IV kwartał będzie dynamiczny podwójnie, bo czekamy na premierę dwóch najnowszych konsol – mówi Emil Leszczyński.

– Wszyscy szykują się na PlayStation 5 i Xbox Series X. My też jesteśmy przygotowani i każda nasza gra, która pojawia się na PS4 i Xbox One, jest też kompatybilna na platformach nowej generacji – uzupełnia Julia Leszczyńska.

Jednym z ostatnich tytułów z portfolio SimFabic jest oparty na okultystycznych motywach horror psychologiczny Lust for Darkness. Przygotowywana głównie z myślą o rynku amerykańskim i europejskim gra w marcu miała premierę na Nintendo Switch, a wpływy ze sprzedaży w Nintendo eShop przekroczyły 0,5 mln zł. W połowie października została wydana na konsolę PlayStation 4, ale jest też przygotowana dla trybu zgodności z PS5.

– Dalsze plany spółki obejmują wydawanie produkcji własnych. Skupiamy się na dużych kontraktach z zagranicznymi wydawcami. Kolejnym filarem jest portowanie gier [w uproszczeniu przenoszenie gier na wersje na inne konsole – red.] spoza naszego portfolio i część badawczo-rozwojowa. Niedawno powołaliśmy też spółki VRFabric i MobileFabric, zajmujące się wydawaniem gier na gogle wirtualnej rzeczywistości oraz na platformę mobilną – wskazuje prezes zarządu SimFabric.

Obie spółki zależne – MobileFabric SA i VRFabric SA – wyemitowały w ostatnim tygodniu października akcje, pozyskując w niepublicznej emisji (preIPO) łącznie 7 mln zł. Akcje zostały objęte przez fundusz i inwestorów indywidualnych, a łączna kapitalizacja obu spółek przekroczyła 40 mln zł. SimFabric planuje dalszy rozwój grupy kapitałowej oparty na tych dwóch podmiotach.

– Te emisje będą przeznaczone na rozwój zespołów, akwizycje i marketing oraz pozyskanie większych rynków, dotarcie do większych wydawców i rozszerzenie ekspansji m.in. o rynki azjatyckie – wymienia Emil Leszczyński.

Jeden z filarów rozwoju spółki ma też stanowić działalność B+R. W październiku br. SimFabric podpisała z Gaming Investment Group wstępną umowę na budowę Space Engine Lab, czyli własnego centrum badawczo-rozwojowego, które ma powstać w Katowicach do 2023 roku. Centrum będzie prowadzić prace nad innowacyjnymi produktami, w tym m.in. komercyjnym symulatorem B+R dla przemysłu kosmicznego oraz systemem do digitalizacji przestrzennej i pomiaru ruchu. Prace będą skupiać się także wokół sztucznej inteligencji.

 Szukamy innowacji w grach, sprawdzamy, na ile sztuczna inteligencja jest w stanie tworzyć gry i czy jest w stanie pomóc w portingu – mówi przewodniczący rady nadzorczej SimFabric – Mamy dziś ponad 50 umów wydawniczych na porting od różnych studiów i na różne rodzaje gier. Wachlarz jest bardzo szeroki.

Małe oczyszczalnie ścieków opłacalne nawet w najmniejszych miejscowościach. Na takich inwestycjach korzystają mieszkańcy i środowisko naturalne

Budowa małych oczyszczalni hydrofitowych, do których trafią ścieki z gospodarstw domowych położonych na wsi i w niewielkich miejscowościach, może okazać się dobrym sposobem na zagospodarowanie nieczystości wszędzie tam, gdzie rozbudowa sieci kanalizacyjnej jest nieopłacalna, więc dominują zbiorniki przydomowe, czyli tzw. szamba. Według raportów NIK w ponad 90 proc. z nich ujawniono nieprawidłowości: albo były nieszczelne, albo ścieki nie trafiały do oczyszczalni, co szkodzi mieszkańcom i środowisku. Lokalne oczyszczalnie to tym korzystniejsze rozwiązanie, że gminy mają coraz więcej możliwości ich sfinansowania.

Największym wyzwaniem w zakresie zagospodarowania ścieków dla małych i średnich gmin położonych na obszarach wiejskich są warunki geograficzne. Mam na myśli rozproszoną zabudowę, czyli duże odległości między poszczególnymi miejscowościami. To powoduje z jednej strony problemy technologiczne związane z wysokimi kosztami budowy sieci kanalizacyjnej, a z drugiej strony kłopoty związane z możliwością finansowania inwestycji – wyjaśnia Łukasz Rodek, prezes spółki RDLS, która zajmuje się m.in. technologiami oczyszczania ścieków.

NIK wielokrotnie zwracał uwagę na problem gmin z gospodarką ściekową i niedostateczne tempo budowy sieci kanalizacyjnej. Prowadzone osiem lat temu kontrole wykazały, że tylko 60 proc. wody, która dociera do mieszkańców Polski, odprowadzane jest z powrotem do oczyszczalni ścieków. Reszta trafia do środowiska. Przydomowe oczyszczalnie ścieków w 2012 roku posiadało zaledwie 3,4 proc. niepodłączonych do sieci gospodarstw domowych. Pozostałe korzystały z przydomowych zbiorników, czyli tzw. szamb, przy czym często były one nieszczelne lub nie były opróżniane odpowiednio często.

Nieczystości, które trafiają do gruntu, są zagrożeniem dla zdrowia i bezpieczeństwa mieszkańców. Przy czym czasami to sami mieszkańcy są temu winni, ale czasami mogą być nieświadomi zagrożenia – przekonuje Łukasz Rodek. – Nawet w przypadku przydomowych oczyszczalni ścieków raport Najwyższej Izby Kontroli w ponad połowie przypadków wykazał nieprawidłowości. Niezwykle ważne jest więc, żeby małe gminy dbały o to, żeby cała gospodarka ściekowa była pod ich nadzorem.

Problemem w rozbudowie sieci często są duże odległości między poszczególnymi wsiami i miejscowościami, co znacznie podnosi koszty takiej inwestycji.

Z drugiej strony w wielu miejscowościach funkcjonują oczyszczalnie wybudowane 15–20 lat temu, które wymagają modernizacji, przy czym przez duży wzrost kosztów budowy i technologii teraz to są zupełnie inne pieniądze – mówi prezes RDLS. – W dodatku wiele ścieków jest przewożonych między gminami taborem asenizacyjnym [tzw. szambiarki – red.]. Czasami trudna bywa współpraca między poszczególnymi gminami, jeżeli chodzi o przyjmowanie tego typu ścieków, opłaty za modernizację czy rozbudowę oczyszczalni.

W niektórych gminach problemem są także niskie opłaty za odprowadzanie ścieków, co powoduje, że nie ma pieniędzy nie tylko na dalsze inwestycje w rozbudowę sieci, lecz także na bieżące utrzymanie tej istniejącej.

– Aby nie budować bardzo długiej sieci kanalizacyjnej, ciekawym rozwiązaniem jest budowa małych, rozproszonych oczyszczalni, które nie wymagają dużego nakładu pracy ani nadzoru specjalistów, które działają w naturalny sposób. Są to pasywne systemy oczyszczania ścieków, oczyszczalnie hydrofitowe czy inaczej gruntowo-korzeniowe – wyjaśnia Łukasz Rodek.

Jak podkreśla, tego typu obiekty mogą powstawać już w miejscowościach, gdzie jest 50–100 mieszkańców, i już wówczas są one w stanie same na siebie zarobić. Dla mieszkańców korzyść jest nie tylko środowiskowa, bo ścieki nie trafiają do gruntu, lecz także finansowa. Koszt wywozu nieczystości transportem asenizacyjnym wynosi ok. 15–20 zł za metr sześcienny, podczas gdy opłaty za systemy oczyszczania mogą być o połowę niższe.

W przypadku pasywnych systemów koszt oczyszczenia metra sześciennego ścieków to około 2–3 zł, czyli jeżeli gmina przykładowo ustali stawkę na poziomie 10 zł za metr sześcienny, to jest w stanie wygenerować nadwyżkę, która pokryje koszty inwestycyjne – mówi prezes RDLS. – To jest typowa sytuacja win-win: i gmina, i mieszkańcy na tym wygrywają, nie tylko finansowo, ale również jeżeli chodzi o zdrowie i bezpieczeństwo.

Jak podkreśla, gminy powinny rozważyć kredytowanie takiej inwestycji właśnie opłatami pobieranymi od mieszkańców. Tym bardziej że koszt dzięki niskim stopom procentowym pozostaje niewysoki. Innym sposobem na sfinansowanie takiej inwestycji jest partnerstwo publiczno-prywatne.

Gminy, które chciałyby tego typu projekt zrealizować, mogą się zwrócić do odpowiedniej jednostki, która zaopiniuje to, czy on jest, czy nie jest adekwatny dla tej formy finansowania. Dla gminy jest to o tyle ciekawe rozwiązanie, że wtedy nie musi ponosić żadnych wydatków, tylko prywatna firma będzie to eksploatowała, a po okresie, na który zostanie zawarta umowa, infrastrukturę przekaże gminie. To jest szczególnie ciekawe rozwiązanie dla gmin, które ze względu na różne inwestycje mają dosyć wysoko ułożony pułap długów – ocenia Łukasz Rodek.

Na Księżycu wkrótce powstanie infrastruktura LTE i 5G. Już w 2024 roku astronauci będą mogli zadzwonić na Ziemię

Na 15 umów z różnymi firmami NASA przeznaczy ponad 370 mln dol. Wszystko po to, by przystosować Księżyc do zasiedlenia przez ludzi. Trwają już prace nad budową infrastruktury, która umożliwi zamieszkanie na naturalnym satelicie Ziemi. Niedawno zaś NASA wybrała firmę do zbudowania pierwszej sieci komórkowej w standardzie LTE na Księżycu. Zbudowana ma być także infrastruktura pod sieć nowej generacji – 5G.

W lipcu 1969 roku Neil Armstrong jako pierwszy człowiek stanął na powierzchni Księżyca. Do tej pory już 24 ludzi odwiedziło tego satelitę, z czego połowa dotknęła jego powierzchni. Wszystko wskazuje jednak na to, że do tego ekskluzywnego grona dołączy spora grupa osób. Dzięki programowi Artemis do 2024 roku na satelicie Ziemi mają wylądować kolejni astronauci. Przy wykorzystaniu innowacyjnych technologii zbadają większą jego powierzchnię, niż kiedykolwiek wcześniej było to możliwe. To jednak nie wszystko – trwają prace, które mają przygotować Księżyc do zamieszkania przez ludzi.

Amerykańska firma ICON rozpoczęła Project Olympus, który ma na celu opracowanie kosmicznego systemu konstrukcyjnego. W efekcie już wkrótce na Księżycu może powstać pierwszy budynek mieszkalny. Okazuje się też, że pierwsza kobieta i następny mężczyzna na nim będą mogli zadzwonić do domu podczas eksploracji jego powierzchni. NASA właśnie ogłosiła, że ​​Nokia zbuduje pierwszą w historii sieć komórkową na Księżycu, która obsługuje komunikację 4G w kosmosie, a ostatecznie przejdzie na 5G.

– Wykorzystując naszą bogatą historię w technologiach kosmicznych, od pionierskiej komunikacji satelitarnej po odkrycie kosmicznego mikrofalowego promieniowania tła wytwarzanego przez Wielki Wybuch, obecnie budujemy pierwszą w historii komórkową sieć komunikacyjną na Księżycu – wskazuje Marcus Weldon, prezes Nokia Bell Labs i dyrektor ds. technologii w firmie Nokia.

Sieć zapewni astronautom możliwości komunikacji głosowej i wideo oraz umożliwi wymianę danych telemetrycznych i biometrycznych, a także rozmieszczenie i zdalne sterowanie łazikami księżycowymi i innymi urządzeniami robotycznymi.

Sieć księżycowa Nokii będzie składać się ze stacji bazowej LTE ze zintegrowanymi funkcjami Evolved Packet Core (EPC), sprzętu użytkownika LTE, anten RF oraz oprogramowania do kontroli operacji i konserwacji (O&M). Rozwiązanie zostało specjalnie zaprojektowane, aby wytrzymać trudne warunki startu i lądowania na Księżycu oraz działać w ekstremalnych warunkach kosmicznych. W pełni zintegrowana sieć komórkowa spełnia też rygorystyczne wymagania dotyczące rozmiaru, wagi i mocy, związane z ładunkami kosmicznymi. Nokia planuje dostarczać produkty LTE i technologie, które pozwolą rozszerzyć komercjalizację LTE, a także zająć się aplikacjami kosmicznymi następnej technologii – 5G.

– Niezawodne, odporne i wydajne sieci komunikacyjne będą miały kluczowe znaczenie dla wspierania trwałej obecności ludzi na powierzchni Księżyca. Budując pierwsze wysokowydajne rozwiązanie sieci bezprzewodowej na Księżycu, Nokia Bell Labs postawi flagę kolejnych innowacji wykraczających poza konwencjonalne ograniczenia – twierdzi Marcus Weldon.

Umowa o wartości 14,1 mln dol. z Nokią to jedna z 15 umów NASA z różnymi firmami, na łączną kwotę ponad 370 mln dol. Koncentrują się na technologiach umożliwiających długoterminową obecność na Księżycu oraz udanych misjach załogowych na Marsa. Co istotne, program NASA Artemis dotyczący eksploracji Księżyca może utorować drogę dla ludzkich misji na Marsa.

Pandemia zwiększa aktywność cyberprzestępców. W rejestrze stron zakazanych jest już prawie 4 tys. witryn wyłudzających pieniądze

Kryzys pandemiczny spopularyzował model pracy zdalnej i przyspieszył cyfryzację społeczeństwa. To z kolei zaowocowało wzrostem zagrożenia atakami, wymierzonymi zarówno w prywatne przedsiębiorstwa, administrację publiczną, jak i osoby prywatne. W odpowiedzi na to zagrożenie zwiększono zatrudnienie w sektorze IT, a polski rząd planuje znowelizować krajowy system cyberbezpieczeństwa, aby lepiej przystawał do nowej rzeczywistości pracowniczej.

– Im więcej aktywności przenosi się do sieci, tym więcej jest tych, którzy chcą na tym korzystać, niekoniecznie w sposób uczciwy. Zjawiskiem najbardziej wykorzystywanym przez przestępców jest phishing, czyli podszywanie się pod inne strony – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Zagórski, pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa i sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Z „Raportu o cyberbezpieczeństwie pracy zdalnej 2020” zaprezentowanego przez ekspertów z firmy Fortinet wynika, że na początku pandemii jedynie 55 proc. firm dysponowało kadrą pracowniczą z sektora IT, która umożliwiała płynne przejście na model pracy zdalnej. Zmiana sposobu świadczenia pracy okazała się dla wielu przedsiębiorców sporym wyzwaniem logistyczno-organizacyjnym, wpłynęła także na zwiększenie zagrożenia ze strony cyberprzestępców. Aż 60 proc. firm dostrzegło wzrost liczby naruszeń bezpieczeństwa, a 34 proc. padło ofiarą ataków, których bezpośrednią przyczyną było przejście na model pracy zdalnej.

Efektem wzrostu zagrożeń ze strony cyberprzestępców jest przyspieszenie wdrożenia nowych technologii z zakresu cyberbezpieczeństwa. Blisko połowa przedsiębiorców zainwestowała w VPN bądź zwiększenie bezpieczeństwa firmowej chmury obliczeniowej, zaś niemal 40 proc. zwiększyło zatrudnienie specjalistów IT bądź zainwestowało w systemy NAC (Network Access Control).

– Jesteśmy na etapie nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, co jest po części związane z wzmocnieniem całego systemu oraz sieci telekomunikacyjnych nowej generacji. Na ukończeniu jest platforma S46, która będzie łączyła COK-i, czyli centra cyberbezpieczeństwa, którymi zarządzają zarówno firmy, jak i administracja. Prowadzimy też dużą aktywność w zakresie edukacji i kompetencji. Bardzo ważnym elementem jest projekt Wspólna Infrastruktura Informatyczna Państwa, czyli przeniesienie administracji do chmury, zwłaszcza tych instytucji, które nie są na tyle duże czy zasobne, żeby budować te systemy samodzielnie – tłumaczy Marek Zagórski.

O tym, jak istotne są inwestycje w systemy bezpieczeństwa w dobie masowej pracy zdalnej, przekonuje raport „Securing the Pandemic-Disrupted Workplace” opracowany przez ekspertów z Trend Micro. W pierwszej połowie 2020 roku narzędzia bezpieczeństwa od tej firmy zablokowały 8,8 mln zagrożeń bezpośrednio związanych z pandemią, z czego aż 93 proc. stanowiły ataki za pośrednictwem poczty elektronicznej. Zanotowano też 19-proc. wzrost ataków Business Email Compromise, czyli przestępstw polegających na infekowaniu firmowych skrzynek e-mail.

Z kolei eksperci z Check Point Research zauważyli, że w trzecim kwartale 2020 roku aż 19 proc. ataków phishingowych wykorzystywało wizerunek Microsoftu, aby wyłudzić dane od internautów. W trakcie ataków cyberprzestępcy tworzyli fałszywe witryny takich usług jak Office czy Teams, powszechnie wykorzystywanych w pracy zdalnej. Dużą popularnością wśród nich cieszyły się także firmy DHL oraz Google.

– Z UKE oraz NASK na początku roku w pierwszej fazie pandemii przygotowaliśmy rejestr stron zakazanych, czyli takich, które powstały tylko po to, żeby wyłudzać środki. Stron, które zostały w ten sposób wychwycone i zablokowane, jest już blisko 4 tys. W tym obszarze nie tylko musimy realizować to, co mieliśmy zaplanowane, ale też przyspieszamy pewne działania – podkreśla pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa.

YouTubowi naganiacze Damian Żukiewicz, Rafał Krakowiak i Wiktor Zajączkowski na celowniku UOKiK

  • Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zamierza karać nie tylko twórców systemów promocyjnych typu piramida, ale też osoby je propagujące.
  • Prezes Urzędu wszczął pierwsze takie postępowania – przeciwko youtuberowi Damianowi Żukiewiczowi oraz osobom zarządzającym spółką NTIM, tj. Rafałowi Krakowiakowi i Wiktorowi Zajączkowskiemu, którzy namawiali do inwestowania w systemy obiecujące korzyści zależne od wprowadzenia nowych osób.
  • W ramach postępowań wyjaśniających Urząd weryfikuje działalność yourfitway.com, lucrias.com oraz AssetsPro, podejrzewając je o funkcjonowanie w systemie typu piramida lub stosowanie innych nieuczciwych praktyk rynkowych.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny wszczął pierwsze postępowania przeciw osobom propagującym systemy promocyjne typu piramida. Polegają one na tym, że konsument namawiany jest do udziału w „projekcie” w roli „inwestora” w systemie sprzedaży w zamian za obietnicę wynagrodzenia lub innych korzyści materialnych, które są uzależnione przede wszystkim od wprowadzenia do systemu kolejnych osób, a nie od sprzedaży czy konsumpcji produktów. W takich systemach najczęściej są oferowane inwestycje w tokeny, kryptowaluty, pakiety edukacyjne czy językowe, apartamenty itp.

Systemy promocyjne typu piramida są bardzo groźną, nieuczciwą praktyką rynkową. Prezes UOKiK wszczął postępowania przeciwko osobom zarządzającym w firmach promujących tego typu systemy oraz przeciwko tzw. naganiaczom, czyli np. blogerom lub celebrytom, którzy namawiają na swoich stronach internetowych, w mediach społecznościowych czy w nagraniach do inwestowania w takie przedsięwzięcia i wciągania do nich kolejnych osób.

– Musimy szybciej i skuteczniej eliminować systemy promocyjne typu piramida. Propagowanie ich to nieuczciwa praktyka rynkowa naruszająca zbiorowe interesy konsumentów. Będziemy walczyć z działaniami osób, które zachęcają do inwestowania i udziału w takich „projektach”. Te osoby czerpią zyski z naganiania na nielegalne systemy, okłamują konsumentów i mamią ich wizją wielkich zysków. Bez aktywności naganiaczy wielu strat finansowych, cierpień, a niekiedy tragedii ludzkich można uniknąć. Chcemy skłonić ich do zaprzestania tej niegodziwej działalności, a także ostrzec konsumentów przed takimi praktykami – temu służą pierwsze postępowania, w których postawiłem zarzuty osobom promującym systemy promocyjne typu piramida – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Za propagowanie systemów promocyjnych typu piramida przedsiębiorcy grozi kara do 10 proc. obrotu z poprzedniego roku. Przy tym za przedsiębiorcę uznaje się nie tylko osobę zarejestrowaną w CEIDG, ale każdego – w tym blogerów, infuencerów, kto w sposób zorganizowany i ciągły faktycznie prowadzi działalność gospodarczą i czerpie zyski z zakładania, prowadzenia lub propagowania systemów promocyjnych typu piramida. Prawo przewiduje sankcje również dla osób zarządzających, które umyślnie naruszyły zbiorowe interesy konsumentów. To maksymalnie 2 mln zł. Kara finansowa wobec osoby zarządzającej może zostać orzeczona w decyzji, w której Prezes UOKiK nałoży karę na firmę, którą taka osoba kieruje.

Naganiacze

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął 2 postępowania o naruszanie zbiorowych interesów konsumentów przeciw Damianowi Żukiewiczowi, działającemu także pod nazwą INVESTPROVIDER – Damian Żukiewicz we Wrocławiu. To znany youtuber, który czerpie zyski z zachęcania do różnych inwestycji. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny postawił mu zarzuty propagowania następujących systemów promocyjnych typu piramida:

prowadzonych przez firmy FUTURENET UKRAINE ze Lwowa oraz BCU Trading z Dubaju i działających na portalu FutureNet oraz platformie reklamowej FutureAdPro,
utworzonej przez spółkę CL Singapore z Singapuru sieci niezależnych przedstawicieli zwanej NetLeaders.

Damian Żukiewicz na swojej stronie internetowej http://zukiewicz.com i w nagraniach dostępnych w serwisie YouTube namawiał do zarejestrowania się na portalach FutureNet i FutureAdPro obiecujących zyski za wprowadzenie nowych osób do systemu. Przykładowo pisał, że jest „najlepszym partnerem FutureNet na świecie” i rekomenduje każdej zainteresowanej osobie możliwość „zarabiania pasywnego”, w tym gwarantuje zarobki na poziomie minimalnym 100 zł dziennie. Serwisy FutureNet i FutureAdPro kusiły „zyskami” za to, że ktoś namówi inne osoby do kupienia pakietów uczestnictwa lub statusów, które kosztowały od 10 dolarów do 1000 dolarów. Korzyści uzależnione były przede wszystkim od wprowadzenia nowych członków do systemu. UOKiK ostrzegał przed nimi już w marcu 2019 r. W lipcu 2020 r. Prezes Urzędu Tomasz Chróstny wydał decyzję, w której uznał, że były to nielegalne systemy promocyjne typu piramida.

W podobny sposób Damian Żukiewicz mógł promować też sieć niezależnych przedstawicieli NetLeaders. To inicjatywa firmy CL Singapore wprowadzającej na rynek kryptowalutę DasCoin. Spółka oferuje licencje, które kosztują od 100 euro do 25 tys. euro i obiecuje zyski w zamian za to, że ktoś namówi inne osoby do wpłaty pieniędzy. UOKiK ostrzegał przed CL Singapore w marcu 2019 r., a w grudniu 2019 r. Prezes UOKiK wydał decyzję, w której uznał, że był to system promocyjny typu piramida.

– Celem takich systemów jest lawinowy wzrost liczby członków. Zazwyczaj większość pieniędzy trafia do pomysłodawców piramidy oraz osób odpowiedzialnych za jej promocję. Prędzej czy później jednak dalszy wzrost liczby użytkowników nie jest już możliwy i system upada, a konsumenci tracą wpłacone pieniądze – wyjaśnia Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Śledztwo w sprawie FutureNet i FutureAdPro pod sygnaturą PO 2 Ds. 63.2016 prowadzi Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu, która prosi o zgłaszanie się pokrzywdzonych w celu złożenia zeznań. Natomiast Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi czynności zarówno wobec CL Singapore (sygn. PO 5 Ds. 33.2017), jak i Netleaders/DasCoin (sygn. PO III Ds. 176.2018).

Menedżerowie

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny postawił również zarzuty naruszania zbiorowych interesów konsumentów spółce NTIM z Wrocławia, zaś wobec jej menedżerów: Rafała Krakowiaka i Wiktora Zajączkowskiego wszczął postępowanie w sprawie nałożenia kary pieniężnej. Spółka NTIM propagowała w Polsce program Shields (Tarcze). Umożliwiał on osobie zarejestrowanej na platformie internetowej rockwall.investments służącej do oferowania produktów powiązanych z kryptowalutami otrzymywanie wynagrodzenia uzależnionego przede wszystkim od wprowadzenia nowych członków. Zdaniem Prezesa UOKiK mógł to być system promocyjny typu piramida.

Drugi zarzut dotyczy wprowadzania konsumentów w błąd co do właścicieli i osób zarządzających platformą rockwall.investments. W materiałach marketingowych i w internecie była ona przedstawiana jako „polska firma założona przez Rafała Krakowiaka i Wiktora Zajączkowskiego”, która ze względu na kwestie prawne i księgowe miała siedzibę poza granicami RP. Konsumenci byli jednak zapewniani, że kapitał i osoby zarządzające pochodzą z Polski. W rzeczywistości właścicielem, administratorem i usługodawcą portalu była spółka Perfect Lion Solutions z siedzibą w Charlestown na wyspie Nevis na Morzu Karaibskim, a firma NTIM wykonywała na jej rzecz jedynie usługi marketingowe i informatyczne.

– Informacja o nazwiskach właścicieli platformy rockwall.investments, którymi mieli być młodzi Polacy Rafał Krakowiak i Wiktor Zajączkowski, miała wzbudzać w konsumentach zaufanie. Potencjalni inwestorzy mogli mieć poczucie, że w przypadku rezygnacji z udziału w projekcie będą mogli kierować roszczenia do polskich właścicieli platformy. Gdyby wiedzieli, że jest to kapitał ulokowany na egzotycznej wyspie, prawdopodobnie wielu z nich poszukałoby bezpieczniejszej inwestycji. Promowanie systemu typu piramida i wprowadzanie konsumentów w błąd to nieuczciwe i niedopuszczalne praktyki rynkowe. Jeśli zarzuty się potwierdzą, zamierzam nałożyć sankcje finansowe zarówno na firmę NTIM, jak i na jej menedżerów. Żadna osoba, która uczestnicząc w takim zakazanym przez prawo systemie namawia innych do udziału nim i tym samym naraża ich na straty, nie powinna czuć się bezkarnie – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Postępowania wyjaśniające

UOKiK przygląda się też nowym projektom, które mogą okazać się systemem promocyjnym typu piramida lub w inny sposób zagrażać interesom finansowym konsumentów oraz bada rolę naganiaczy i menedżerów, którzy stoją za danym przedsięwzięciem. Prezes Urzędu chce wstępnie zbadać, czy zasady funkcjonowania tych projektów nie prowadzą do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Dlatego wszczął postępowania wyjaśniające w sprawach:

platformy yourfitway.com – płatnej aplikacji motywującej ludzi do ruchu, która oferuje zarobek za polecenie jej nowym osobom,

platformy lucrias.com, która umożliwia zakup tokenów CoinCasso oraz AssetsPro. Aby móc korzystać z platformy, trzeba wnieść opłatę członkowską, która wynosi od 100 do 1000 dolarów. Projekt przewiduje uzyskiwanie pasywnego dochodu uzależnionego od wpłat osób wprowadzonych do systemu, AssetsPro – firmy, która ma inwestować w nieruchomości na Zanzibarze. Za pośrednictwem platformy lucrias.com umożliwia ona zakup tokenów, które mają być odpowiednikiem „cyfrowych akcji” i gwarantować zysk ich posiadaczom.

Zawiadomienia do prokuratury

Urząd zawiadomił też prokuraturę o dwóch innych kontrowersyjnych przedsięwzięciach, które propagowane są w Polsce w mediach społecznościowych. Są to:

platforma reklamowa AdEx (advertisexchange.com) umożliwiająca uzyskanie dochodu przez osoby, które poleciły ją innym użytkownikom, Weed Profit System, który podaje się za platformę do handlu „śmieciowymi akcjami marihuany”. Jej organizatorzy obiecują wysoki zysk w związku z legalizacją marihuany w Kanadzie. Próg wejścia do projektu to 250 dolarów, a rolą użytkownika jest promowanie i polecanie projektu. Platforma jest propagowana w mediach społecznościowych i reklamach na Youtube.

Po czym poznasz system typu piramida

Schemat działania systemu promocyjnego typu piramida jest następujący: wpłacasz pieniądze, polecasz inne osoby i za ich wprowadzenie otrzymujesz wynagrodzenie. Pochodzi ono z wpłat osób, które bezpośrednio i pośrednio poleciłeś. W ten sposób to ty, twoi znajomi i znajomi znajomych finansujecie system. Jednak po pewnym czasie system musi on upaść, bo wpłacane pieniądze nie są inwestowane w żadne aktywa i nie przynoszą zysków. Takie systemy naganiają na „projekty”, które jedynie udają prawdziwe inwestycje. Pieniądze trafiają do ich organizatorów i osób zajmujących najwyższą pozycję w łańcuszku. System działa, dopóki więcej pieniędzy jest wpłacanych niż wypłacanych. Warunkiem jest jednak, aby lawinowo rosła liczba osób uczestniczących w przedsięwzięciu, a to na dłuższą metę jest niemożliwe. W efekcie system promocyjny typu piramida upada, przepadają twoje pieniądze, a jeśli wprowadziłeś znajomych – także ich. Urywa się kontakt z właścicielami. Systemy promocyjne typu piramida maskowane są hasłami „program”, „inwestycje”, „zarabianie w internecie”, „zarabianie w domu”, „platforma reklamowa”. Często uwiarygadniają je znani celebryci, który uczestniczą w organizowanych przez właścicieli systemów i naganiaczy eventach reklamujących oszukańcze projekty.

Część tego rodzaju przedsięwzięć może mieć również charakter tzw. piramidy finansowej, czyli przestępstwa oszustwa (art. 286 Kodeksu karnego) odbywającego się w zorganizowany sposób. W takiej sytuacji najlepiej poinformować organy ścigania (policję, prokuraturę).

Małgorzata Bonikowska: Unia Europejska musi odnaleźć swoje miejsce w globalnej rywalizacji

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: jaka jest pozycja Unii Europejskiej w relacjach z USA i Chinami w kontekście ich sporów geopolitycznych?

dr Małgorzata Bonikowska: Europa chce nadal odgrywać na świecie rolę wiodącą, chciałaby też utrzymać multitratelarizm. Unia Europejska jest przykładem, że system polegający na koordynacji części polityk między wieloma państwami może sprawnie działać. Projekt europejski, rozwijający się na zasadzie dialogu i nieustannego szukania kompromisów pokazał, że mimo sporów i tarć między członkami UE udaje się funkcjonować razem z korzyścią dla wszystkich. To skuteczna metoda minimalizowania konfliktów, dostrzeżona także w innych rejonach globu. Na UE wzorują się w pewnym zakresie m.in. Stowarzyszenie Państw Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) czy Unia Afrykańska.

Po prawie 70 latach budowania wspólnoty, Europa wypracowała wyjątkowy model unikania konfrontacji między państwami poprzez ciągłe uzgadnianie stanowisk pomimo istotnych różnic interesów. I chciałaby, aby w takim kierunku szedł świat – nie dlatego, że to wymyśliła, lecz dlatego że to się sprawdziło. Od 70 lat między członkami wspólnoty nie było wojny a stworzone więzi – gospodarcze, społeczne, kulturalne i polityczne – skutecznie zniechęcają do konfliktów. „Europejskie marzenie” czyli połączenie dobrobytu, wysokich standardów prawnych i wygody życia, której zazdroszczą nam nawet Amerykanie, sprawiło że europejska „soft power” wciąż silnie oddziałuje, zwłaszcza na jej najbliższe sąsiedztwo. Europejska polityka rozszerzenia jest uznawana za jeden z najskuteczniejszych instrumentów uzyskiwania spójności społeczno-gospodarczej z korzyścią dla obu stron – przyjmującej i wstępującej do UE.

Rosnąca rywalizacja USA i Chin osłabia znaczenie tego modelu. Zamiast multilateralnego podejścia idziemy w stronę konfrontacji dwóch unilateralnych wizji. Niektórzy komentatorzy już mówią o drugiej zimnej wojnie, czyli zarysowywaniu się bipolarnego ładu, podziału świata na dwa obozy. To dla UE zły scenariusz, bo oznacza jej marginalizację, zepchnięcie na drugi plan. W walce Ameryka-Chiny Europa staje się terenem bitwy o wpływy – gospodarcze, technologiczne, polityczne. Podczas pandemii doszedł jeszcze silny element wojny o narracje.

Zamiast wybierać jeden z dwóch obozów, Unia Europejska wolałaby tworzyć własny, silny wektor multipolarnego świata. Działać, jak jeden z kilku głównych graczy, oddziałując przez swoją „soft power”, ale i „hard power”, której konieczność istnienia dostrzega. Oczywiście, Europa zabiega o utrzymanie kluczowych dla niej mocnych i trwałych więzi transatlantyckich, ale nie za wszelką cenę. Jeśli Stany Zjednoczone wejdą w rolę dominującego męża w tym związku, mogą się przeliczyć. Dla nas liczy się siła argumentów a nie argumenty siły. Europa chciałaby sama zdecydować o tym, jak kształtować swoje relacje międzynarodowe, w tym także z Chinami. Tym bardziej, że wciąż nie ma w Europie na ten temat jednej opinii.

MM: a co powoduje słabość UE w takim rozwoju wypadków?

W obecnym ładzie, a raczej nieładzie międzynarodowym wielką słabością Unii Europejskiej jest jej hybrydowa struktura – coś w połowie drogi między organizacją międzynarodową a konfederacją. Oczekiwania stawiane Unii pokrywają się z oczekiwaniami typowymi dla państwa, a przecież ona nim nie jest. Jednocześnie, znajduje się pod silnym naciskiem państw, nie tylko Chin czy Stanów Zjednoczonych, ale także Rosji, Turcji, Izraela, Iranu, Indii etc.

W czasach zimnej wojny nie było takich oczekiwań, projekt wspólnot europejskich miał inne cele i mniejszą skalę, no i powstawał pod skrzydłami Stanów Zjednoczonych, które zabezpieczały Zachodnią Europę politycznie i militarnie. Po upadku Związku Radzieckiego, dwie dekady unilateralizmu amerykańskiego były jak dotąd najlepszym okresem w historii tego projektu, przynosząc m.in. koncepcję Unii Europejskiej (formalnie wprowadzonej traktatem z Maastricht, w 1993 roku), a potem wielkie rozszerzenie i zakończenie podziału kontynentu. Jednak odrzucenie europejskiej konstytucji w referendach w Holandii i Francji (2005) zahamowało tendencje federalistyczne.

Od tego czasu Unia Europejska działa w niesprzyjających jej warunkach, od kryzysu do kryzysu, walcząc z falami kolejnych sztormów – gospodarczego, migracyjnego, zdrowotnego. Jednocześnie, pogorszyło się jej otoczenie międzynarodowe, przynosząc asertywną politykę Rosji, odwrócenie się proeuropejskiego wektora w Turcji, zdystansowanie się Stanów Zjednoczonych, a także wzrost globalnego znaczenia Chin. W czasach rywalizacji silnych państw, unijna hybrydowa struktura odczuwa dyskomfort na wielu frontach. Nie działa tak szybko i sprawnie jak państwa, wszystko trzeba uzgadniać i wypracowywać, gdy tymczasem inni robią swoje, często metodą faktów dokonanych.

MM: czy zatem rozwiązaniem byłoby przekształcenie UE w podmiot państwowy?

Niektórzy liderzy w Europie to postulują, inni się kategorycznie sprzeciwiają, nie ma więc możliwości uzyskania politycznej zgody. Poza tym, taka decyzja wymagałaby zatwierdzenia w referendach narodowych, a wśród społeczeństw 27 państw członkowskich dominują nastroje sceptyczne federacji. Jednocześnie jednak pandemia ukazała deficyty unii, które okazują się bolesne, na przykład brak kompetencji w obszarze zdrowia publicznego czy bezpieczeństwa wewnętrznego, które pozostają domeną państw. Pogłębiona koordynacja działań wszystkich członków UE w tych sektorach wydaje się niezbędna, trzeba myśleć o wspólnych politykach.

Jeśli Unia Europejska chce odgrywać role w świecie nie musi stać się państwem, musi jednak posiadać sprawność operacyjną pozwalającą działać szybko i razem – zarówno w sytuacjach kryzysowych, jak i wobec innych aktorów stosunków międzynarodowych. Liderzy unijnych instytucji próbują przekuć kolejne kryzysy w energię posuwającą w tym kierunku cały projekt. Tak jest i teraz, podczas pandemii. Nadzwyczajny plan finansowy ma na celu nie tylko zapobieżenie negatywnym skutkom gospodarczo-społecznym w poszczególnych państwach, ale i wzmocnienie całej Unii Europejskiej poprzez silne związanie ze sobą wszystkich jej członków. Nosi znamienną nazwę „UE-Następne Pokolenie”, bo jego skutki dadzą efekty zarówno w krótkiej perspektywie jak i na wiele lat.

MM: wróćmy na chwile do USA. Jak to państwo obecnie patrzy na UE?

Stany Zjednoczone są dziś nieco inne niż w czasach zimnej wojny. Coraz mniej patrzą na Stary Kontynent jako na głównego sojusznika i punkt odniesienia, słabiej odczuwają więź kulturowo-społeczną i wspólnotę historycznych korzeni. Amerykańskie społeczeństwo przez ostatnie 70 lat ewoluowało, wzbogacając się o element latynoski i azjatycki (w tym chiński), wzrosło znaczenie Afroamerykanów. Prezydentura Baracka Obamy była wynikiem, a nie źródłem tych procesów. Zbiegło się to z przesunięciem wektorów w polityce zagranicznej USA z Atlantyku na Pacyfik w kontekście rosnącego znaczenia gospodarczego i politycznego Azji oraz pojawienia się potężnego konkurenta – Chin. Ten trend jest stały i utrzyma się bez względu na to, kto wygra listopadowe wybory w USA.

Proces „odpływania” Ameryki od Europy trwa już jakiś czas. Po części jest wynikiem upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku i rosnącego w USA przekonania, że teraz Europa już sobie sama poradzi. Co prawda asertywna polityka Vladimira Putina (zwłaszcza od wojny na Ukrainie) sprawiła, że Rosja znów stała się dla Zachodu wyzwaniem, ale z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych to mniejsze zagrożenie niż Chiny. W efekcie tych procesów, Europejczycy i Amerykanie dziś rozumieją się gorzej niż w czasach zimnej wojny, a prezydentura Donalda Trumpa to wrażenie pogłębiła. W zachodniej Europie wrosły nastroje antyamerykańskie, potęgowane nie tylko przez specyficzny styl prezydenta, ale także przez jego konkretne decyzje, jak m.in. wycofanie USA z porozumienia paryskiego w sprawie klimatu czy z umowy denuklearnej z Iranem. W niektórych krajach (m.in. we Włoszech czy Francji) Donald Trump wzbudza większą nieufność społeczeństwa niż przywódca Chin Xi Jinping. To absolutna nowość.

Jednocześnie, Amerykanie i Europejczycy są obecnie skoncentrowani przede wszystkim na problemach wewnętrznych. W USA największe wyzwania to pogłębiające się nierówności społeczne i pauperyzacja klasy średniej, niepokój o byt, odczuwany przez wiele rodzin m.in. na skutek deindustrializacji przyniesionej przez globalizację, a teraz także przez pandemię, fatalny stan infrastruktury, niedobory systemów opieki społecznej i ochrony zdrowia. Amerykanie oczekują od swojego rządu, aby zajmował się przede wszystkim tymi wyzwaniami, a nie wtrącał w sprawy całego świata, w tym Europy.

MM: czy pandemia COVID-19 wpływa na wizerunek Chin w Europie? Czy pandemia będzie miała głębszy wpływ na politykę wobec Pekinu?

Przede wszystkim Europa dostrzegła, że ochrona zdrowia to sektor strategiczny, związany z bezpieczeństwem ludzi i państw. Odkryliśmy nadmierne uzależnienie europejskiego przemysłu farmaceutycznego i medycznego od azjatyckich producentów i dostawców – głównie z Chin i Indii. W efekcie Unia Europejska wprowadza instrumenty mające temu zapobiec, rozważa rozwiązania podobne do tych, które są stosowane w sektorze energetycznym.

Jednocześnie, Europejczycy „nie kupują” amerykańskiej narracji o „chińskim wirusie”. Nie obwiniają Chin za spreparowanie pandemii, a raczej szanują za szybkie i skuteczne działania powstrzymujące. W ogóle Azja jest uważana za wzór, jak sobie radzić w takich kryzysach, także dlatego, że przeszła wcześniej SARS. Analizujemy przykłady z Hong Kongu, Tajwanu, Korei Południowej czy Wietnamu. Budzą szacunek. W przeciwieństwie do oceny działań obecnej administracji Stanów Zjednoczonych w tym zakresie.

W pewnym sensie, chińska „dyplomacja maseczkowa” przyniosła efekty, wpłynęła na pozytywną percepcję działań rządu w Pekinie, przynajmniej wokół pandemii. To idzie w parze z ofensywą dyplomatyczną Xi Jinpinga, który w przemówieniach zagranicznych, np. na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ we wrześniu tego roku, zawsze podkreśla konieczność współpracy państw w oparciu o multilateralizm i aktywność w organizacjach międzynarodowych. Co więcej, Chiny przeznaczają na to coraz większe środki. Jeśli zestawić to z krytyczną i często niedyplomatyczną retoryką Donalda Trumpa, połączoną z obcinaniem amerykańskich wpłat na ONZ i wycofywaniem się z WHO, należy stwierdzić, że doprowadza to do zwiększania wpływów Pekinu w instytucjach stworzonych przez Zachód i obniżania międzynarodowego prestiżu Stanów Zjednoczonych. To smutna konstatacja dla Zachodu.

MM: jak Wygląda Polska pozycja jako wcale nie małego członka Unii Europejskiej? Jak patrzą na nas Chiny?

Rosnące znaczenie Chin zbiegło się w czasie ze wzmocnieniem pozycji Polski, która poprzez wejście do NATO i UE ustabilizowała swoją sytuację międzynarodową. Jako średnio-duże państwo europejskie o aspiracjach liderskich w regionie i globalnych w biznesie, zaczęliśmy ekspansję gospodarczą w Azji. Nieprzypadkowo akurat podczas prezydencji Polski w Radzie UE w drugiej połowie 2011 roku podpisaliśmy strategiczne partnerstwo z Chinami, które oceniały nas wtedy jako jeden z ważniejszych krajów UE pod względem potencjału i pozycji geopolitycznej. Rozpoczął się okres intensyfikacji relacji bilateralnych: wizyty państwowe, misje gospodarcze, współpraca regionów i uczelni, wymiana handlowa i kontakty biznesowe. Strategia „Poland Go Global” zakładała ekspansję zagraniczną polskich przedsiębiorstw, w tym także do Chin, a jednocześnie inwestycje chińskie w Polsce.

Po zmianie rządu w Warszawie w 2015 roku zmalało znaczenie aktywności globalnej na rzecz wzmocnienia znaczenia Polski w regionie. Spadła skala misji gospodarczych, choć nadal wiele sobie obiecywano po dywersyfikacji relacji biznesowych z partnerami spoza UE, oceniając prawie 80 proc. obrotów polskich przedsiębiorstw na rynku europejskim jako zbyt daleko idące uzależnienie. Dużym rozczarowaniem stał się w tym kontekście utrzymujący się ogromny deficyt w handlu z Chinami: eksportujemy 13 razy mniej niż importujemy i to pomimo stworzenia nitki Jedwabnego Szlaku z Chengdu do Łodzi. W połączeniu z niską wartością chińskich inwestycji (niecały 1 mld euro w ciągu ostatnich 2 dekad, w porównaniu z ok. 100 mld euro z funduszy unijnych) daje to mizerny obraz z punktu widzenia polskich interesów.

Do ochłodzenia prochińskich nastrojów w Warszawie przyczyniła się także w istotny sposób dyplomacja amerykańska. Stany Zjednoczone od 2017 roku, czyli objęcia urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa, konsekwentnie uczulają na konsekwencje gospodarczego zbliżenia z Pekinem. Przyniosło to skutki m.in. w sprawie budowy terminala w Łodzi czy realizacji sieci 5G, z których próbuje się wyeliminować chińskich wykonawców. Pomimo to, Polska wydaje się być nadal postrzegana przez Chiny jako kraj perspektywiczny, nieco bardziej otwarty niż np. Francja czy Niemcy, także pod względem obioru społecznego (np. chiński Huawei utrzymuje się na pierwszym miejscu pod względem udziału w rynku smarfonów). Zachowanie dobrych relacji z Warszawą ma istotne znaczenie dla realizacji chińskiej strategii Jednego Pasa i Szlaku, który przebiega m.in. przez Polskę.

Małgorzata Bonikowska
dr Małgorzata Bonikowska foto: Akademia Finansów i Biznesu Vistula

dr Małgorzata Bonikowska

Politolog, europeista. Prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych – jednego z najstarszych polskich think tanków specjalizujących się w sprawach zagranicznych. Współzałożyciel i prezes ośrodka THINKTANK, wykładowca akademicki. Studiowała w Polsce i Francji (Sorbona), ukończyła dwie szkoły doktoranckie oraz studia specjalistyczne na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku (nauki polityczne, stypendium Fulbrighta).

W latach 1995-1998 pracowała w TVP w publicystyce krajowej i międzynarodowej. W 1998 została dyrektorem Centrum Informacji Europejskiej Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, tworząc m.in. sieć regionalnych centrów oraz rządowy Program Informowania Społeczeństwa o UE. W okresie 2001-2007 roku była ekspertem a potem szefem Programu Informacji i Komunikacji Komisji Europejskiej – najpierw w Polsce a później w Bułgarii. W latach 2007-2016 pracowała dla rządowego Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich jako doradca do spraw unijnych. Jest autorem ponad setki publikacji, prowadzi działalność dydaktyczną i naukową. Komentuje sprawy europejskie i międzynarodowe w mediach polskich i zagranicznych.

Rząd będzie musiał wycofać się z fikcyjnego porozumienia z górnikami

Porozumienie pomiędzy rządem i górniczymi związkami zawodowymi jest fikcją, która zakłada, że na składowiskach będzie coraz więcej węgla, którego nikt nie chce kupić. Budżet państwa nie wytrzyma takich kosztów bez zwiększenia podatków.

Wprawdzie porozumienie to zakłada likwidację Polskiej Grupy Górniczej, czyli największego producenta węgla kamiennego w Unii Europejskiej, jednak w ciągu roku zlikwidowane zostaną co najwyżej dwie kopalnie („Wujek” i „Pokój”), w których skończyły się już złoża.

– Poza tym do końca 2028 r. nie zmieni się nic – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Jeżeli wydobycie miałoby utrzymać na poziomie zbliżonym do obecnego, to zgodnie z założeniami, jaki przygotował rząd, każdego roku na zwały z niepotrzebnym węglem będzie trafiać 15-20 mln ton. Powinniśmy więc przygotować magazyny na 100 mln ton niepotrzebnego węgla.

Gdyby rząd chciał zrealizować porozumienie ze związkowcami, to co roku musiałby z podatków przeznaczyć na taki cel 20-30 mld zł.

– Wkrótce rząd będzie musiał podpisać nowe porozumienie ze związkowcami, zakładające szybszą likwidację kopalń – komentuje ekspert.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – październik 2020 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 136,9% rdr do 37,7 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 1494,5% do 2,7 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 65,7% rdr do poziomu 973,2 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 24,6% rdr do 18,8 mld zł
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 39,1% rdr do 195,3 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 173,7% rdr do 42,1 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 19,4% do poziomu 23,4 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 5,8% rdr do 13,6 TWh

W październiku 2020 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 46,8 mld zł, czyli o 191,0% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 136,9% rdr do poziomu 37,7 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,7 mld zł, o 147,6% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec października wyniosła 44 097,98 pkt i była o 23,7% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w październiku odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 1399,8% rdr do poziomu 2,7 mld zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 1494,5% rdr i wyniosła 2,7 mld zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w październiku wyniósł 973,2 tys. szt., czyli o 65,7% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 75,5% rdr do poziomu 549,3 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 36,0% rdr do 202,5 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 65,0% rdr do 179,8 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami wzrósł o 150,9% rdr do 41,6 tys. szt.

W październiku zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 39,1% rdr do poziomu 195,3 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 173,7% rdr do 42,1 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec października 96,7 mld zł wobec 90,7 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 14,2% rdr do poziomu 242,2 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 18,8 mld zł wobec 15,1 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 24,6% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 23,4 TWh, co oznacza spadek o 19,4% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 6,0% rdr do poziomu 3,1 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 22,2% rdr do poziomu 20,3 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 5,8% rdr do 13,6 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 24,3% do poziomu 2,8 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 11,2% rdr do poziomu 10,9 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,6 TWh, co oznacza spadek o 17,8% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 64,9% rdr do poziomu 11,9 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE spadł o 47,5% rdr, do wolumenu 0,7 TWh.

Kapitalizacja 385 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec września wyniosła 408 mld zł (88,3 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 434 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 827,2 mld zł (179,1 mld EUR).

Na Głównym Rynku w październiku zadebiutowały akcje spółki Allegro. Oferta Allegro obejmowała początkowo łącznie 216 mln akcji (w tym do 15 proc. akcji, które trafiły do Morgan Stanley jako opcja stabilizująca kurs po debiucie spółki na giełdzie), co przy cenie akcji w ofercie publicznej na poziomie 43 zł za sztukę, dawało wartość oferty na poziomie 9,3 mld zł. Po podniesieniu oferty, łączna liczba oferowanych akcji wzrosła do 246.857.143 (razem z opcją stabilizacyjną), co dało ostateczną wartość oferty w wysokości 10,6 mld zł.

W ubiegłym miesiącu na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe, w porównaniu do 23 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
2 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

3 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Transformacja cyfrowa w Polsce przyśpiesza

Wartość sprzedaży chmury obliczeniowej w Polsce osiągnęła w 2019 roku kolejny rekord. Według danych IDG przedsiębiorstwa, których dane uwzględniono w raporcie, odnotowały przychody netto ze sprzedaży usług chmurowych na poziomie prawie 1,4 mld zł. Jest to niemal 30% wzrost rok do roku[1]. W 2018 roku wartość sprzedaży chmury obliczeniowej w Polsce przekroczyła po raz pierwszy w historii poziom miliarda zł – przy doskonałej, 23% dynamice. Tendencja jest więc wyraźnie wzrostowa. Jak przekonują eksperci transformacja cyfrowa (Digital Transformation) to nie tylko przenoszenie danych do chmury, ale też wykorzystanie technologii w relacjach B2B i B2C.

 – „Funkcjonowanie biznesu w czasie pandemii uzależnione jest często od tego, czy jest on obecny w świecie wirtualnym. Najlepszym przykładem jest szeroko rozumiany e-commerce. Na dzień dzisiejszy firmy, które nie proponują możliwości zakupów online, są w zdecydowanej niszy rynkowej, praktycznie nie ma ich w biznesie. Co więcej, większe oraz mniejsze przedsiębiorstwa przekonały się w ostatnich miesiącach, że zdecydowanie lepiej zamienić serwery stacjonarne na przechowywanie danych w chmurze. Mobilność, praca zdalna oraz brak konieczności serwisu, to główne czynniki stojące za migracją do chmury. Dodatkowo, użytkownicy przekonali się, że jest to rozwiązanie o wiele wygodniejsze, co w znaczący sposób ułatwia pracę i codzienne funkcjonowanie – wyjaśnia Piotr Kawecki, Prezes Zarządu ITBoom Sp. z o.o.

Kolejnym powodem rosnącej popularności usług „cloudowych” jest coraz większa świadomość korzyści, jakie daje organizacjom ten model przetwarzania danych. W czasach koronawirusa wiele firm obawia się wizji kolejnego lockdown’u i powtórnej konieczności przejścia na tryb pracy zdalnej. Zapobiegliwi prezesi i zarządy chcą przygotować się na taką ewentualność i podejmują działania umożliwiające pracownikom pracę w trybie homeoffice.

– „W chwili obecnej prowadzimy rozmowy z wieloma klientami na temat różnego rodzaju projektów. Powoli zdają sobie oni sprawę, że jeżeli druga fala COVIDu przyjdzie i kolejny lockdown stanie się faktem to tym samym część biznesów nie będzie mogła być świadczona w modelu tradycyjnym. W takim przypadku te przedsiębiorstwa, które będą przygotowane technologicznie, nie tylko przetrwają, ale również nabiorą przewagi konkurencyjnej i będą miały szansę zmienić swoją pozycję rynkową na dużo wyższą. Pozostałe poniosą różne straty i będą musiały zrezygnować całkowicie lub częściowo wycofać się z funkcjonowania na rynku. To działa dwojako, z jednej strony mamy sytuację, kiedy ludzie działają powściągliwie i idą w kierunku oszczędności, tną budżety, takie zachowania obserwowaliśmy na początku roku. Natomiast w tej chwili można zanotować odwrót w kierunku tzw.  „dobrej strony mocy”.  Firmy chcą wykorzystać szansę na rynku, zabezpieczyć się i usprawnić swoje organizacje. Stawiają na rozwój i przydzielają budżety na transformację cyfrową swoich organizacji. Pieniądze idą szczególnie w takie obszary, które umożliwią organizację biznesu bardziej online i w efekcie dużo sprawniejsze działanie w czasach ewentualnego lockdown’u” – mówi Piotr Kawecki.

Jak przekonuje Prezes Zarządu ITBoom nadal wiele firm nie jest jeszcze mentalnie gotowych na proces transformacji cyfrowej. Przy sceptycznym podejściu pracowników czy zarządu, wprowadzenie zmian a nawet zasugerowanie nowych rozwiązań nie jest łatwym zadaniem. Według Piotra Kaweckiego to, czy wahające się firmy zdecydują się na przejście do chmury zależy między innymi od tego w jaki sposób będzie rozwijać się sytuacja związana z pandemią. – „Ciężko powiedzieć czy sytuacja diametralnie się zmieni, bo wszystko jest w dużej mierze umotywowane tym czy druga fala COVID-19 będzie równie lub jeszcze bardziej intensywna, czy też nie. W przypadku drugiej opcji, myślę, że w przyszłym roku wszystko powinno powrócić do normy. Stanie się tak, jeśli ludzie przejdą nad wszystkim do porządku dziennego, a sam COVID-19 przestanie być tematem numer jeden. Jednak, gdyby miał sprawdzić się pierwszy scenariusz, istnieje możliwość przesycenia branży IT, w stosunku do potrzeb i możliwości innych rynków” – komentuje Piotr Kawecki.  

Warto zauważyć, że inwestycje gigantów technologicznych takich jak Microsoft i Google mogą przekonać niezdecydowanych do korzystania z usług chmurowych. Obie korporacje poinformowały niedawno o ogromnych inwestycjach planowanych w Polsce. Będą nimi centra danych, które nie pozostaną bez wpływu na krajowy rynek usług IT. – „Osoby, które korzystają z usług chmurowych podróżując po świecie widzą, że na przykład w Anglii, w Niemczech, czy w Holandii ta chmura działa efektywniej. Dzięki rozwojowi infrastruktury Microsoft w Polsce, podobne parametry, jeśli chodzi o prędkość, będą osiągalne również dla rodzimych firm. Jeżeli prędkość chmury głównie spowodowana wolnym Internetem, czy też odległością fizyczną serwerowni od użytkownika końcowego ulegnie znaczącej poprawie, to jeden z argumentów za tym, żeby zostać z lokalną serwerownią upadnie. Czyli będzie to kolejny bardzo poważny powód, aby przejść do chmury. Naszym zdaniem digital transformation może znacznie przyspieszyć w Polsce właśnie dzięki usługom chmurowym. To one przekonują najbardziej Polaków do inwestycji w IT. Chmura jest po prostu wygodna, prosta, nie wymaga zbyt dużych inwestycji w infrastrukturę IT, utrzymanie i serwis. Jestem przekonany, że przyszłość Polskich firm jest w chmurze” – podsumowuje Piotr Kawecki, Prezes Zarządu ITBoom.

[1] https://www.computerworld.pl/news/Oferujemy-rozwiazania-bezpieczenstwa-ktore-gwarantuja-zmitygowanie-ataku-w-czasie-zero-sekund,421754.html

Od 1 stycznia 2021 r. zmiany w umowach o dzieło i wzrost kosztów pracy

Po raz kolejny pojawiają się doniesienia o zamiarze pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych – umów zlecenia czy innych umów o tym charakterze. Pod system ubezpieczeń społecznych miałyby podlegać także umowy o dzieło, które dotychczas były z niego niemal w całości wyłączone. Zmiana ta oznaczałaby dla pracodawców kolejny – po wprowadzeniu Pracowniczych Planów Kapitałowych – wzrost kosztów pracy.

Od 1 stycznia 2021 r. ZUS dowie się o każdej umowie o dzieło

Choć do końca roku pozostało mało czasu, wciąż nie znamy oficjalnego projektu ustawy, która miałaby wprowadzić proponowane zmiany. Co więcej, w wyniku ostatniej reorganizacji rządu na czele resortu pracy (włączonego do Ministerstwa Rozwoju) stanął Jarosław Gowin, który w poprzednich latach sprzeciwiał się oskładkowaniu umów cywilnoprawnych. Niezależnie od tego, na co ostatecznie zdecydują się rządzący, warto pamiętać, że od 2021 r. wejdzie w życie zmiana art. 36 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 266 z późn. zm.). Zdaniem części ekspertów wprowadzi ona oskładkowanie umów o dzieło „tylnymi drzwiami”, bez wpisywania ich do ustawowego katalogu tytułów podlegających obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym.

Umowa o dzieło do zgłoszenia

Od 1 stycznia 2021 r. każdy płatnik składek i każda osoba fizyczna zlecająca dzieło mają obowiązek poinformować o tym ZUS w terminie 7 dni od dnia zawarcia umowy. Wzór informacji o zakontraktowanych przez płatnika umowach o dzieło zostanie określony w rozporządzeniu wykonawczym. Z tego obowiązku są wyłączone tylko umowy „własne”, czyli zawarte z własnym pracownikiem lub wykonywane na rzecz własnego pracodawcy. Te umowy jednak i tak były od wielu lat oskładkowane.

– Zmiana wprowadzająca oskładkowanie umów o dzieło miałaby dalekosiężne skutki dla płatników stosujących tę formę współpracy i oznaczałaby wzrost kosztów pracy. Dotychczas nie odprowadzano od nich żadnych składek do ZUS (z wyjątkiem umów zawartych z własnym pracownikiem lub wykonywanych na rzecz własnego pracodawcy). Jednakże ZUS, w ramach kontroli płatników, często kwestionował rzeczywisty charakter umów o dzieło i uznawał je za umowy zlecenia. Oczywiście wiązało się to z ustaleniem należności składkowej od takich umów oraz zobowiązaniem płatnika do ich rozliczenia i uregulowania powstałego w ten sposób zadłużenia – tłumaczy Robert Adamczyk, ekspert Ayming Polska z zakresu prawa pracy.

Nowe uprawnienia ZUS-u

Od 2021 r. ZUS będzie na bieżąco gromadził dane o wszystkich nieoskładkowanych umowach o dzieło. Tym samym nie będzie musiał wszczynać kontroli u pracodawcy, aby uzyskać dane płatników, którzy stosują tę formę współpracy. Dotychczasowa praktyka wskazuje, że wiele z umów o dzieło, na mocy decyzji administracyjnej, może zostać „przekwalifikowanych” na umowy zlecenia. Nawet jeżeli płatnik składek odwoła się od takiej decyzji, musi brać pod uwagę wieloletni proces sądowy, a także liczyć się z przegraną, ponieważ sądy często przyznają w tym zakresie rację organowi rentowemu.

W sytuacji, gdy w wielu przypadkach forma współpracy będzie musiała zmienić się z umowy o dzieło na umowę zlecenie czy nawet na umowę o pracę, przedsiębiorcy powinni rozważyć inne sposoby na obniżenie kosztów pracy, które są zgodne z obowiązującymi przepisami. Jednym z nich jest weryfikacja poprawności wyliczenia składki wypadkowej, co może przynieść wymierne oszczędności bez redukcji zatrudnienia lub obniżki wynagrodzeń. Należy pamiętać, że ewentualne nadpłaty można odzyskać za wiele lat wstecz. Obszarem składki wypadkowej warto zainteresować się już teraz, ponieważ do końca stycznia 2021 roku przedsiębiorcy mają obowiązek złożyć informację ZUS IWA za ubiegły rok. Zawarte w niej dane przełożą się na wysokość obciążeń z tego tytułu w okresie składkowym od kwietnia 2021 roku do marca 2022 roku – dodaje Piotr Radko, Dyrektor Obszaru Kosztów Pracy w Ayming Polska.

Ultraciekawy tydzień – wybory w USA i o wiele więcej

Obecny tydzień będzie jednym z najciekawszych od dłuższego czasu pod kątem różnego rodzaju ważnych dla rynku wydarzeń. Danych makroekonomicznych nie zabraknie, czekamy jednak przede wszystkim na rozstrzygnięcie wyborów w USA i sygnały ze strony najważniejszych światowych banków centralnych.

Ryzykowne aktywa zakończyły ubiegły tydzień spadkami, inwestorzy skupowali za to waluty safe haven. Przestraszyły ich informacje o pogarszających się statystykach covidowych, nowych lockdownach w Europie, narosły też obawy dotyczące zmienności w kontekście wyborów w USA. Spadły światowe indeksy akcji, za to obligacje skarbowe radziły sobie w zróżnicowany sposób: niemieckie obligacje zyskały na wartości, z kolei amerykańskie, co nieco zaskakujące, na przestrzeni tygodnia traciły. Dolar amerykański umocnił się względem każdej innej waluty G10 z wyjątkiem jena japońskiego, co wpisuje się w typowe zachowanie rynku podczas fali awersji do ryzyka.

Oczywiście wtorkowe wybory w USA są zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia pod kątem zmiany sytuacji w zakresie ryzyka. Utrzymujemy nasze oczekiwania zakładające zwycięstwo Bidena i ok. 50/50 szanse na wystąpienie „niebieskiej fali”, czyli sytuacji, w której Demokraci dodatkowo przejmują kontrolę nad Senatem, co byłoby negatywne dla dolara i pozytywne dla aktywów ryzykownych, zwłaszcza dla akcji. W drugiej części tygodnia uwagę skupią na sobie listopadowe decyzje Rezerwy Federalnej i Banku Anglii.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w parze z euro. W tym czasie kurs EUR/PLN przekroczył kwietniowe oraz marcowe maksima i dobił do poziomu 4,64 – najwyższego od 2009 roku. Słabość złotego można powiązać zarówno z ogólnym pogorszeniem sentymentu i silnym spadkiem pary EUR/USD, jak i kwestiami krajowymi, szczególnie pogorszeniem sytuacji pandemicznej – w ostatnich dniach liczba nowych zakażeń w Polsce przekroczyła 20 tysięcy, istotnie wzrosła również liczba rejestrowanych dziennie zgonów związanych z COVID-19.

W najbliższych dniach na złotego wpływ powinny mieć przede wszystkim zmiany sentymentu względem ryzyka. Posiedzenie RPP w połowie tygodnia prawdopodobnie nie wpłynie istotnie na polską walutę, niemniej i tak warto będzie zwrócić uwagę na informacje o nowych projekcjach makroekonomicznych oraz wypowiedzi decydentów w kontekście pogorszenia się sytuacji pandemicznej i nadchodzących działań ze strony EBC.

Widoczny na rynku większy spokój i zwycięstwo Demokratów w USA powinny sprzyjać złotemu, jednak biorąc pod uwagę niekorzystną sytuację pandemiczną tak na kontynencie, jak i w Polsce, trudno oczekiwać istotnego umocnienia się polskiej waluty w perspektywie kilku najbliższych tygodni.

EUR

Dane o PKB strefy euro w trzecim kwartale okazały się znacznie lepsze niż oczekiwano. Rynki jednak nie przywiązały do nich nadmiernej wagi, skupiając się zamiast tego na marniejących perspektywach gospodarczych w związku z pogarszającymi się statystykami dotyczącymi pandemii i nowymi obostrzeniami w europejskich krajach. Wyraźnie gołębie stanowisko EBC podczas posiedzenia w listopadzie nie wpłynęło na zmianę tego negatywnego trendu. Obecnie jasne jest, że w grudniu dojdzie do dalszego złagodzenia polityki pieniężnej, zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Sondaż EBC dotyczący sytuacji na rynku kredytowym przyniósł dodatkowe złe wiadomości, wskazując na utrudnienia w dostępie do finansowania dla gospodarstw domowych i firm.

Zwycięstwo Bidena może w tym tygodniu przynieść pewną ulgę euro. Spodziewamy się jednak utrzymania kursu EUR/USD w ramach ostatnich widełek, dopóki nie uzyskamy wyraźnych sygnałów, że druga fala pandemii w strefie euro słabnie.

USD

Dane z gospodarki USA pokazują oznaki siły. Co prawda wobec dynamicznie zmieniającej się sytuacji dane o PKB w trzecim kwartale można uznać obecnie za niezbyt aktualne, jednak lepsze od oczekiwanych okazały się również świeższe dane o sprzedaży detalicznej, wydatkach osobistych i wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych.

Sprzedaż detaliczna w USA (2015–2020)

Sprzedaż detaliczna w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 02/11/2020

Niemniej jednak, w obliczu nadchodzących wyborów w USA i posiedzenia Rezerwy Federalnej, które odbędzie się niedługo później, retrospektywne dane z gospodarki otrzymały mniej uwagi niż zazwyczaj. Oczekujemy, że listopadowe spotkanie Fed, którego rezultat poznamy w czwartek, będzie stanowiło dodatek do informacji okołowyborczych. Zakładamy, że komitet decyzyjny pozostawi parametry polityki monetarnej na niezmienionym poziomie, a retoryka banku centralnego będzie zbliżona do tej z ostatniego posiedzenia.

GBP

W ubiegłym tygodniu szterling umocnił się w parze z euro, jednak na początku obecnego waluta oddaje wcześniejsze zyski. Rynek reaguje bowiem na zwrot o 180 stopni, jakiego w kontekście pandemii dokonał Boris Johnson. W weekend ogłosił on ponowne wprowadzenie lockdownu w Anglii na okres czterech tygodni od czwartku. Obostrzenia będą jednak mniej restrykcyjne niż te wprowadzone na wiosnę.

Listopadowe posiedzenie Banku Anglii, którego wynik poznamy w czwartek, również zapowiada się na istotne wydarzenie. Spodziewamy się, że decydenci ogłoszą zwiększenie pułapu zakupów w ramach programu QE o 100 mld funtów, reagując na pogarszające się dane gospodarcze i nowy lockdown. Negatywny wpływ oczekiwanego przez nas złagodzenia polityki pieniężnej na funta powinien być częściowo zamortyzowany przez zwycięstwo Bidena w USA. W krótkiej perspektywie czasowej brytyjska waluta może jednak radzić sobie gorzej niż euro.

CHF

Frank szwajcarski w zeszłym tygodniu umocnił się w parze ze słabszym euro, jednak radził sobie gorzej niż inne waluty safe haven – USD i JPY. Wieści ze Szwajcarii z ostatnich kilku dni były negatywne. Pod koniec tygodnia liczba zarejestrowanych dziennie zakażeń koronawirusem przebiła poziom 9 tys. Zgodnie z oczekiwaniami rząd w środę ogłosił wprowadzenie nowych restrykcji na poziomie federalnym. Obejmują one m.in. limity czasu otwarcia barów i restauracji oraz dotyczące zgromadzeń. Nie są jednak szczególnie surowe, co ogranicza presję na firmy.

Październikowy odczyt PMI i indeks wyprzedzający KOF rozczarowały, pokazując spadek w relacji do danych z września. Dodatkowo sprzedaż detaliczna we wrześniu obniżyła się o 3,6% w relacji do poprzedniego miesiąca, notując największy spadek od czasu rekordowego załamania w kwietniu. Ogólnie rzecz biorąc, wskazuje to na złagodzenie ożywienia gospodarczego, które jest dodatkowo zagrożone przez nowe restrykcje wprowadzone w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii na ten tydzień jest w większości pusty. Wtorkowe dane o inflacji w październiku będą jedynym istotnym odczytem, jednak szwajcarska waluta na nie prawdopodobnie nie zareaguje. Tym niemniej, w tym tygodniu prawdopodobnie zaobserwujemy wzrost zmienności franka, biorąc pod uwagę pogarszającą się sytuację pandemiczną w Europie i kilka wydarzeń generujących ryzyko, które będą miały miejsce w kolejnych dniach. Szczególnie istotne w tym kontekście będą wybory w USA.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Wydatki na promocję rozrywkowych treści wideo będą stabilne pomimo pandemii

  • Wzrost oglądalności telewizji i płatnych serwisów streamingowych, jakość ich produkcji oraz konkurencja na tym rynku sprawiły, że globalne wydatki reklamowe tego sektora spadną w 2020 roku jedynie o 0,2%
  • Marki wideo wydadzą 57% swojego budżetu reklamowego na działania w kanale digital w roku 2020
  • Spadki przychodów telewizji z reklam bezpłatnej i płatnej, spodziewane w 2021 i 2022 roku, przełożą się na opóźnienie ożywienia w tej kategorii
  • Indie i Hiszpania będą liderami wzrostu wydatków na promocję treści video  do 2022 roku

W opublikowanym dzisiaj raporcie Business Intelligence – Video Entertainment, agencja mediowa Zenith prognozuje, że w 2020 roku globalne wydatki promocyjne rozrywkowych treści wideo zmniejszą się w tym roku o zaledwie 0,2% na dziesięciu kluczowych rynkach*. To znacznie lepszy wynik w porównaniu do całego rynku reklamy, który odnotuje spadek o 8,7% w tych samych krajach.

Niezwykła odporność budżetów reklamowych w tej kategorii w tym roku, w czasie globalnej pandemii i późniejszej recesji, jest wynikiem zwiększonego popytu ze strony konsumentów oraz podaży treści i intensywnej konkurencji pomiędzy producentami treści wideo.

Konsumenci, spędzając znacznie więcej czasu w domu, zwiększyli czas jak poświęcają na konsumpcje treści wideo. Na przykład we Francji czas oglądania telewizji w kwietniu był o 30% wyższy w porównaniu z rokiem ubiegłym, a w sierpniu nadal był o 11% wyższy. W międzyczasie internetowe platformy wideo zainwestowały ogromne sumy w tworzenie treści, aby przyciągnąć nowych widzów, zmuszając tradycyjnych nadawców do podniesienia rękawicy w tym pojedynku.

Lockdown sprawił, że technologia cyfrowa stała się jeszcze bardziej istotna dla producentów treści wideo

Marki związane z rozrywką wideo wydają więcej na reklamę cyfrową, out-of-home i kino niż przeciętna marka. Ich zależność od reklamy outdoorowej i kina stanowiła w tym roku szczególne wyzwanie, ponieważ byli zmuszeni zrekompensować sobie utratę widowni z pustych ulic miast i zamkniętych kin. Przełożyło się to na jeszcze większe wydatki w kanale digital, które zgodnie z prognozą Zenith wzrosną z 53% całkowitych wydatków na promocję produkcji wideo w 2019 roku do 57% w 2020 roku.

Wydatki na wideo w kategorii rozrywka przekroczą szczytowy poziom z 2019 roku o 1,2% w 2022

Chociaż oczekuje się, że poziom wydatków na treści wideo w kategorii rozrywka będzie znacznie przewyższać rynek w 2020 roku, agencja Zenith prognozuje, że w ciągu najbliższych dwóch lat sektor ten osiągnie słabsze wyniki, przy braku zwyżki budżetów reklamowych w 2021 i wzroście o 1,3% w 2022 roku. Platformy wideo online będą miały mniejszą zdolność do zwiększania budżetów po znacznych wydatkach w 2020 roku, a tradycyjni nadawcy telewizyjni będą mieli mniejsze wpływy z reklam telewizyjnych i abonamentów płatnej telewizji. Niemniej jednak, Zenith przewiduje, że wydatki na reklamę w zakresie treści wideo z kategorii rozrywka będą o 1,2% wyższe w 2022 niż w 2019 roku, podczas gdy ogólne wydatki na reklamę będą nadal o 0,6% niższe niż w szczytowym okresie 2019.

Hiszpania i Indie liderem wzrostu wydatków reklamowych sektorawideo w kategorii rozrywka

Stabilne dane liczbowe dotyczące wzrostu wideo w kategorii rozrywka kryją w sobie znaczne różnice pomiędzy 10 rynkami. Przewiduje się, że w 2022 roku marki należące do kategorii rozrywki wideo wydadzą o 27% więcej niż w 2019 r. w Hiszpanii i o 19% więcej w Indiach. Tymczasem w tym samym okresie, według prognozy Zenith, oczekuje się spadku wydatków o 5% w USA i 7% w Australii.

Zarówno Hiszpania, jak i Indie wykazują szybko rosnący apetyt na wideo na życzenie (VOD), zwłaszcza na smartfony w Indiach. W przeciwieństwie do większości krajów zachodnich, indyjski rynek reklamy telewizyjnej również cieszy się szybkim, długoterminowym wzrostem i powinien szybko odbić się w 2021 roku.

Stany Zjednoczone są jedynym rynkiem, na którym spodziewany jest dalszy spadek wydatków na reklamę w zakresie wideo w kategorii rozrywka po 2020 roku, ponieważ rosnące przychody w Internecie nie są w stanie zrekompensować trwającego spadku wpływów reklamowych i abonamentowych płatnej telewizji, zmniejszając dostępne im budżety promocyjne. Lepiej wygląda sytuacja branży wideo w Australii,  ale tam nadawcy nie muszą zwiększać budżetów promocyjnych by utrzymać swój udział w rynku reklamowym, bo pomimo nagłego zatrzymania wpływów z reklam, spowodowanego pandemią, zaczęły on powracać do normy.

*Treści wideo w kategorii rozrywka to długoformatowe treści wideo, dostarczane przez tradycyjną telewizję lub online, w tym bezpłatną telewizję, płatną telewizję i internetowe platformy wideo na życzenie. Rynki objęte tym badaniem to Australia, Kanada, Niemcy, Indie, Włochy, Rosja, Hiszpania, Szwajcaria, Wielka Brytania i USA, które łącznie stanowią 57% wszystkich światowych wydatków na reklamę.

Złoty odrabia straty. Inflacja w ryzach

Po gwałtownym wyskoku ponad 4,60 zł za euro na rynki znów wraca spokój. Dotyczy to również innych walut naszego regionu świata. Zyskuje też forint i korona czeska.

Inflacja w ryzach

W piątek poznaliśmy dane na temat wzrostu cen nad Wisłą. Zgodnie z oczekiwaniami proces ten spowalnia, ale nadal wynosi 3% w skali roku. Jest to zgodne z celem inflacyjnym NBP, ale patrząc na ilość transferów pieniężnych można się spodziewać, że raczej będziemy podobnie jak teraz znajdować się powyżej niż poniżej tego celu, szczególnie biorąc pod uwagę nadchodzące zmiany niektórych podatków, które zostaną przerzucone na odbiorców.

Lepsze dane ze strefy euro

Również w piątek opublikowano dane na temat wzrostu PKB w strefie euro. Gospodarka kurczyła się na koniec 3 kwartału o 4,3%. Z jednej strony to słabe dane, z drugiej analitycy spodziewali się 7%. Była to jedna z tych informacji, które wyraźnie poprawiły klimat na rynkach i pozwoliły się odbić walutom naszego regionu. Na koniec tygodnia cena euro ponownie zbliżyła się do 4,60 zł i dzisiaj ponownie zbliża się do tej granicy.

Jutro wybory

Już jutro w USA wybory prezydenckie. Sondaże bez zmian wskazują na przewagę Joe Bidena. W poprzednich wyborach Donald Trump również nie był faworytem sondaży, co prawda, miał mniejszą stratę niż obecnie. Analitycy wskazują również na problem, jakim może być czas liczenia głosów. W głosowaniu korespondencyjnym wzięła udział rekordowa liczba obywateli, co z pewnością wydłuży czas liczenia głosów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska Izba Przemysłu Targowego o rozmowach z rządem: potrzebna pomoc dla całej branży targowej

– Wierzymy, że branża targowa została w końcu zauważona i jest postrzegana jako znacząca gałąź polskiej gospodarki, którą należy i warto ratować – tak Polska Izba Przemysłu Targowego komentuje dotychczasowe rozmowy z przedstawicielami rządu i przypomina, że konieczne jest wsparcie władz zarówno dla organizatorów targów, jak i firm „około targowych” czyli takich, które pracują dla targów, np. projektując i budując stoiska czy spedycji targowej.

Wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin i jego zastępczyni Olga Semeniuk rozpoczęli rozmowy z branżą targową o udzieleniu jej rządowego wsparcia.

– Cieszy nasz ta atencja ze strony rządu. Wierzymy, że oznacza ona, iż branża targowa została w końcu zauważona i jest postrzegana jako znacząca gałąź polskiej gospodarki, którą należy i warto ratować dla dobra nie tylko „Targusów” (potoczne określenie osób i firm z branży targowej), ale i dla dobra polskiego biznesu – uważa Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego, która wraz z kilkoma innymi przedstawicielami branży brała udział w rozmowach z wicepremierem Gowinem i wiceminister Semeniuk. Izba docenia też dotychczasowe wsparcie w postaci kolejnych tarcz rządowych oraz tarczy PFR.

 – Wsparcie, które jednak już się skończyło, a targi nadal stoją, czy raczej… leżą na łopatkach – tak Beata Kozyra opisuje obecną sytuację, w jakiej znalazły się targi w Polsce i kontynuuje:

– Wprawdzie Rząd wyciąga do nas pomocną dłoń w postaci Tarczy 6.0., jednak projekt Tarczy 6.0. w obecnej postaci wspiera firmy branży targowej jedynie wybiórczo, bowiem pomoc w postaci abolicji składek ZUS jest przewidziana tylko dla organizatorów targów.

Podobnie było w przypadku w tzw. Tarczy Turystycznej (zwanej też Minitarczą), w której pomoc przypadła tylko jednej kategorii podmiotów z branży targowej – organizatorom targów, zaś inne, takie jak firmy projektujące i budujące stoiska czy zajmujące się spedycją targową pozostały bez wsparcia. A jak zauważa Beata Kozyra, branża targowa to nie tylko organizatorzy targów, ale również operatorzy obiektów targowych, firmy świadczące usługi projektowania, budowy i wyposażania stoisk targowych, firmy usług transportu i spedycji targowej, a także dostawcy wielu innych usług dla branży targów.

– Dlatego zarówno w rozmowach z Panem Premierem, jak i wcześniej, informując o tym w przestrzeni publicznej, Izba apelowała o dodanie do listy PKD objętych abolicją składek ZUS oraz postojowym w Tarczy 6.0 poniższych kodów PKD:

  1. 30.Z– organizatorzy targów, wystaw i kongresów (kilkaset firm)
  2. 20.Z – wynajem i zarządzanie nieruchomościami: pod tym kodem PKD działają obiekty targowe (ok. 50 firm), wynajmujące powierzchnię wraz z usługami towarzyszącymi na rzecz wydarzeń targowych, konferencji, eventów
  3. 11.Z  – działalność agencji reklamowych: pod tym kodem PKD działa ok. 4 000 firm projektujących i budujących stoiska targowe
  4. 29.C  – działalność pozostałych agencji transportowych:  pod tym kodem PKD działają firmy transportu i spedycji targowej (ok. 8 firm).

Zdajemy sobie sprawę, że za powyższymi kodami PKD kryje się kilkadziesiąt tysięcy firm – zwraca uwagę Beata Kozyra i w imieniu zrzeszonych w kierowanej przez nią Izbie podmiotów proponuje, aby wyabstrahować z firm działających pod powyższymi kodami PKD tylko te 2 000 – 3 000 firm, które rzeczywiście działają w branży targowej i utraciły większość swoich przychodów.

– Polska Izba Przemysłu Targowego proponuje takie kryterium przyznawania wparcia: obejmowałoby ono firmy, których przychód w trzech dowolnie wybranych miesiącach 2020 r. był niższy o co najmniej 75% w stosunku do przychodu uzyskanego w tych samych miesiącach w 2019 r. i które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ich ubiegłorocznego przychodu było całkowicie zależne od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz targów i kongresów w kraju i za granicą – przedstawia propozycje Izby Beata Kozyra.

– Liczymy, że po ostatnich rozmowach z Panem Premierem, powyższy postulat zostanie wzięty pod uwagę w projekcie Tarczy 6.0., nad którym rząd nadal pracuje – mówi w imieniu Izby Beata Kozyra. Dodaje też, że liczy również na rozważenie innych postulatów branży targowej, które zostały przedstawiane rządowi w trakcie ostatnich spotkań oraz podczas środowego „Spaceru” Komitetu Obrony Branży Targowej. – Dla branży, która od lutego br. nie może prowadzić swojej działalności oraz biorąc pod uwagę to, że przez kolejne miesiące branża będzie w zastoju (w marcu 2021 minie rok odkąd firmy targowe nie mają przychodów) bez bardziej konkretnej pomocy państwa, tak ważny dla całej gospodarki sektor targowy czeka upadek – przewiduje Beata Kozyra.

Postulaty te przewidują:

  1. Rekompensaty w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ubiegłorocznego przychodu firmy była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą – aby zatrzymać fale bankructw firm targowych wypłaty rekompensat są potrzebne jeszcze w tym roku.
  2. Umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ich ubiegłorocznego przychodu była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą – to rozwiązanie będzie niezbędne od maja 2021 roku.

– Nie ukrywam, że po ostatnich spotkaniach z rządem oraz po wypowiedziach Pana Premiera Gowina i Pani Minister Semeniuk, którzy wykazali zrozumienie zarówno dla sytuacji, jak i postulatów branży, a także znaczenia targów i kongresów dla wsparcia polskich branż i polskiej gospodarki przy wyjściu z zastoju po okresie pandemii, w branżę wstąpiła nowa nadzieja. I wierzymy, że rząd jej nie zawiedzie – przyznaje Beata Kozyra.

Związane z branżą targową firmy mogły dotychczas skorzystać z pomocy państwowej, podobnie, jak firmy wszystkich innych branż, na zasadach ogólnych w kolejnych edycjach „Tarcz”. Pomimo odblokowania organizacji imprez targowych w czerwcu, targi nie odbywały się, ponieważ wakacje są już tradycyjnie okresem przerwy w działalności targowej.

Dziś Izba szacuje dotychczasowe straty całej branży targowej w Polsce na ponad 1,3 mld złotych. Coraz bardziej realna staje się konieczność kolejnych zwolnień, przed jakimi stoi wielu przedsiębiorców „około targowych”. A jeszcze na początku tego roku wartość całego rynku targowego wynosiła prawie 5 mld złotych. Działające na nim podmioty odprowadziły w 2019 roku około pół miliarda złotych podatków.

Mercedes-Benz AG zamierza zwiększyć swoje udziały w Aston Martin

  • Mercedes-Benz AG i Aston Martin Lagonda planują poszerzenie oraz wzmocnienie istniejącego partnerstwa technologicznego
  • Podpisanie umowy o strategicznej współpracy, która zapewni Astonowi Martinowi dostęp do nowych rozwiązań technicznych
    i komponentów Mercedes-Benz
  • Dostęp do tych nowych rozwiązań technicznych i komponentów zostanie zapewniony w zamian za nowe udziały w firmie Aston Martin Lagonda; dostawa wspomnianych rozwiązań i komponentów będzie odbywać się na uzgodnionych warunkach handlowych
  • Nowe akcje zostaną wyemitowane w kilku etapach, w ciągu najbliższych 3 lat, co pozwoli zwiększyć udziały Mercedes-Benz AG w firmie Aston Martin Lagonda do maksymalnie 20,0%

Mercedes-Benz AG i Aston Martin Lagonda Global Holdings plc („Aston Martin”) ogłosiły zawarcie nowej strategicznej umowy technicznej i wzmocnienie swojej współpracy. Dzięki nowej umowie Mercedes-Benz AG zapewni Astonowi Martinowi dostęp do szeregu zaawansowanych rozwiązań technicznych Mercedes-Benz, w tym hybrydowych
i elektrycznych układów napędowych nowej generacji, a także innych samochodowych komponentów oraz układów.

Dostęp do tych rozwiązań i technologii zostanie przyznany w zamian za nowe akcje Astona Martina, wyemitowane w kilku etapach w ciągu najbliższych 3 lat – ich łączna wartość ma wynosić do 286 mln funtów brytyjskich. Obecnie Mercedes-Benz AG ma 2,6% udziału w podstawowym kapitale Astona Martina. Po wyemitowaniu nowych akcji udziały Mercedes-Benz AG wzrosną do maksymalnie 20,0%. Mercedes-Benz AG nie ma zamiaru zwiększać swojego udziału w Astonie Martinie ponad ten poziom.

Wolf-Dieter Kurz, dyrektor Mercedes-Benz Cars ds. strategii produktu, powiedział: „Z sukcesami współpracujemy już z Astonem Martinem w ramach partnerstwa technicznego, które zdążyło przynieść korzyści obu firmom. Dzięki poszerzeniu partnerstwa będziemy w stanie zapewnić Astonowi Martinowi dostęp do nowych, najnowocześniejszych rozwiązań technicznych i komponentów, w tym do nowej generacji hybrydowych i elektrycznych zespołów napędowych. Uzgodnienia dotyczące dostaw będą odbywać się na przyjętych warunkach handlowych. Liczymy na dalszą współpracę z firmą Aston Martin i życzymy jej wielu sukcesów na kolejnym etapie rozwoju”.

Historia

W 2013 r. firmy Mercedes-Benz AG i Aston Martin nawiązały strategiczną współpracę w zakresie dostaw silników AMG V8 oraz komponentów przeznaczonych dla architektury E/E (elektrycznej). W zamian Mercedes-Benz AG otrzymał 5-procentowy udział kapitałowy w Astonie Martinie. Obecnie, po pierwszej ofercie publicznej Astona Martina w 2018 r. i kolejnych rundach finansowania, udziały Mercedes-Benz AG wynoszą 2,6%.

Kluczowe warunki nowej umowy

Negocjacje dotyczące poszerzenia dotychczasowej współpracy ruszyły w 2020 r. W pierwszej kolejności Aston Martin przedstawił oczekiwanie dostępu do określonych silników i zespołów napędowych, a także do ich oprogramowania, architektury E/E oraz szeregu innych komponentów. Mercedes-Benz AG zgodził się na udostępnienie tych rozwiązań
i komponentów w zamian za dodatkowe, nowe udziały, które zostaną przydzielone firmie w drodze wniesienia wkładu rzeczowego (aportu). Porozumienie nie pociąga za sobą żadnego świadczenia pieniężnego ze strony Mercedes-Benz AG. Dostawy rozwiązań i komponentów będą odbywać się na warunkach rynkowych.

Do osiągnięcia maksymalnego uzgodnionego udziału Mercedes-Benz AG w Astonie Martinie – w wysokości 20,0% – wymagany będzie wkład rzeczowy o łącznej wartości 286 mln funtów brytyjskich. Mercedes-Benz AG nie ma zamiaru zwiększać swojego udziału ponad ten podział. Nowe akcje zostaną wyemitowane na rzecz Mercedes-Benz AG w kilku transzach powiązanych z wydaniem różnych pakietów technicznych, ostatecznie do 2023 r.

Główne warunki pierwszego pakietu technicznego i transzy akcji zostały już ustalone. Wartość pakietu/transzy wynosi 140 mln funtów brytyjskich. Akcje, które w zamian zostaną wyemitowane na rzecz Mercedes-Benz AG, zwiększą udział firmy w Astonie Martinie do 11,8%. W przypadku kolejnych transz strony muszą uzgodnić zakres rozwiązań, które mają być udostępnione Astonowi Martinowi, ich odpowiednią wartość oraz jednostkowe ceny komponentów i układów.

Planowana kontynuacja i zacieśnienie współpracy z Aston Martinem zaowocuje dalszą sprzedażą komponentów i układów przez Mercedes-Benz AG, a także potencjalnym wzrostem wartości zwiększonych udziałów w Astonie Martinie.

„Ochrona przedsiębiorcy w dobie Covid-19” – konferencja online doradców podatkowych

Za niespełna miesiąc odbędzie się XVIII Ogólnopolska Konferencja Podatkowa z cyklu „Doradca podatkowy obrońcą praw podatnika”. Przedstawiciele Ministerstwa Finansów, organizacji zrzeszających przedsiębiorców, eksperci z zakresu ochrony zdrowia oraz doradcy podatkowi z kraju i zagranicy będą mówić o ochronie przedsiębiorców w dobie pandemii. Z uwagi na nasilającą się pandemię i ograniczenia z tym związane, wystąpienia zostaną zarejestrowane wcześniej i będą dostępne dla wszystkich zainteresowanych online, od 27 listopada.

„Doradcy podatkowi to grupa zawodowa, która jest bardzo blisko biznesu. W ciągu kilku miesięcy przedsiębiorcy znaleźli się w zupełnie nowej, nieznanej rzeczywistości, a wraz z nimi my – doradcy podatkowi. Wybór tematu tegorocznej konferencji był oczywisty: będzie mówić o tym, czym żyją dzisiaj nasi klienci – podatnicy”– mówi Piotr Maciejewski, doradca podatkowy, wiceprzewodniczący zarządu Śląskiego Oddziału Krajowej Izby Doradców Podatkowych, organizatora wydarzenia.

Nie tylko podatki: szersze spojrzenie na sytuację przedsiębiorców podczas pandemii

Konferencję, którą będzie można obejrzeć online od 27 listopada br., otworzy Przewodniczący KRDP prof. dr hab. Adam Mariański. Wykład inauguracyjny poprowadzi prof. dr hab. Jadwiga Glumińska-Pawlic, będąca opiekunem merytoryczny wydarzenia. Prelekcje wygłoszą przedstawiciele resortu finansów, a także przedstawiciele Regionalnej Izby Gospodarczej, Rzecznik Praw Przedsiębiorców RIG oraz doradcy podatkowi z kraju i zagranicy.

Jednym z tematów, który zostanie poruszony podczas konferencji będzie odpowiedzialność podatnika korzystającego z pomocy państwa w związku z pandemią. – „W zasadzie każdy podatnik miał możliwość uzyskać wsparcie finansowe od Państwa w związku z zakłóceniem funkcjonowania gospodarki przez pandemię wirusa SARS-CoV-2. Pomoc finansowa w wielu aspektach opierała się jednak wyłącznie na oświadczeniach podatnika, a niektórzy z nich złożyli wnioski pomimo braku podstaw faktycznych i prawnych do jej uzyskania. Nienależne uzyskanie wsparcia finansowego może rodzić konsekwencje natury administracyjnej, podatkowej, a także karnej” – zwraca uwagę Marek Mikuła, doradca podatkowy i adwokat, jeden z prelegentów listopadowej konferencji.

W ramach wydarzenia, które jest organizowane przez Śląski Oddział KIDP już po raz osiemnasty, do dyskusji na temat kondycji polskiego biznesu w warunkach kryzysu wywołanego pandemią zaproszono nie tylko ekspertów od prawa podatkowego, ale także przedstawicieli samorządu lekarzy, i pielęgniarek oraz psychologów. Powiedzą oni o wpływie, jaki izolacja wymuszona pandemią wywiera na relacje społeczne.

W konferencji udział zapowiedzieli doradcy podatkowi z Czech, Słowacji, Niemiec i Włoch. Dzięki tym wystąpieniom dowiemy się, jak w dobie COVID-19 funkcjonują urzędy skarbowe w innych krajach UE.

– „Bardzo zależy nam, aby owocem naszego listopadowego spotkania było nie tylko postawienie diagnozy odnoszącej się do kondycji polskiego biznesu w warunkach kryzysu wywołanego pandemią, ale również udzielenie wskazówek, które pomogą przetrwać przedsiębiorcom ten trudny czas. Liczymy na to, że zaplanowane wystąpienia pozwolą nam ten cel osiągnąć” – mówi w imieniu organizatorów Piotr Maciejewski.

Konferencja w formule online, dostępna dla wszystkich zainteresowanych

Tak jak większość tego typu wydarzeń, tegoroczna odsłona konferencji z cyklu „Doradca podatkowy obrońcą praw podatnika” przeniosła się do przestrzeni internetowej. Organizatorzy serdecznie zachęcają do udziału – już teraz warto zapisać w kalendarzu termin konferencji, czyli 27 listopada 2020 r., ale nagranie będzie także dostępne po tej dacie. Bieżące informacje o wydarzeniu są dostępne na stronie internetowej Śląskiego oddziału KIDP: LINK https://slaski.kidp.pl/ oraz na facebookowej stronie Oddziału LINK https://www.facebook.com/slaskioddzialkrajowejizbydoradcowpodatkowych.

Na Program Wspierania Rozwoju Uniwersytetów Ludowych przeznaczono już kwotę 24 mln złotych

W pierwszym konkursie Programu Wspierania Rozwoju Uniwersytetów Ludowych na l. 2020-2030 wnioski złożyło 213 organizacji. Na dotacje w wysokości od 975 tys. do 1,950 mln złotych przeznaczono kwotę 24 mln złotych.

Utworzony z inicjatywy wicepremiera Piotra Glińskiego program oferuje po raz pierwszy w historii Polski systemowe wsparcie uniwersytetów ludowych na ogólnokrajową skalę. Uniwersytety ludowe, których tradycja w Polsce sięga przełomu XIX i XX wieku, to placówki świadczące usługi związane z zawodową lub niezawodową edukacją osób dorosłych (powyżej 18 roku życia), działające w środowiskach wiejskich i małych miast, w warunkach utrudnionego dostępu do innych form takiej edukacji. UL-e wpływają na rozwój społeczności lokalnych, obok podnoszenia umiejętności i kompetencji wychowanków przyczyniając się m.in. do zachowywania oraz przekazywania tradycji i dziedzictwa narodowego.

Nabór w konkursie, którego operatorem jest Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, trwał od 29 września do 26 października br. Organizacje mogły wnioskować o dofinansowanie realizacji zadań w ramach 4 priorytetów:

  • Priorytet 1 to wsparcie infrastrukturalne i programowe działających uniwersytetów ludowych, prowadzących kursy stacjonarne z wykorzystaniem bazy internatowej lub kursy niestacjonarne. Pochodzące z programu środki posłużą do rozwoju organizacji oraz efektywniejszej realizacji ich działalności statutowej poprzez m.in. podnoszenie umiejętności i kwalifikacji osób prowadzących zajęcia, zakup sprzętu i wyposażenia oraz podnoszenie standardów zarządzania.
  • W ramach 2 priorytetu o wsparcie mogły wnioskować organizacje, które planują uruchomić nową placówkę prowadząca działalność oświatową i wychowawczą w myśl zasad metodologii grundvigiańskiej oraz te, które zamierzają reaktywować działalność wcześniej istniejącego uniwersytetu ludowego.
  • Priorytet 3 zakłada udzielenie wsparcia sieciom i federacjom organizacji obywatelskich działających w formule uniwersytetów ludowych.
  • W ramach Priorytetu 4 o wsparcie ubiegały się podmioty (w tym lokalne partnerstwa z udziałem uniwersytetów ludowych), których zadaniem będzie tworzenie i rozwój oferty w zakresie edukacji obywatelskiej.

– Cieszy nas, że w konkursie wpłynęło aż tyle wniosków, tym bardziej, że jest to pierwszy konkurs dedykowany rozwojowi Uniwersytetów Ludowych w Polsce. Ich działanie jest bardzo istotne dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego – wspierają aktywizację zawodową osób, które wypadły z rynku pracy lub chcą po prostu kontynuować swoją edukację, sprzyjają też integracji lokalnych społeczności i pielęgnowaniu lokalnej tradycji – wyjaśnia Wojciech Kaczmarczyk, Dyrektor Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, operatora Programu.

Organizacje, które uzyskają dofinansowanie w ramach Programu, będą mogły realizować zadania w okresie od 18 czerwca 2020 do 31 grudnia 2022 r. Maksymalna wysokość dotacji, o jaką można się ubiegać wynosi:

  • 975 000 zł w Priorytecie 1 i 2,
  • 1 950 000 zł w Priorytecie 3,
  • 195 000 zł w Priorytecie 4.

W konkursie złożono łącznie 213 aplikacji (z czego: w Priorytecie 1 – 14 wniosków, w Priorytecie 2 – 145 wniosków, w Priorytecie 3 – 2 wnioski, a w Priorytecie 4 – 52 wnioski). Wszystkie organizacje pozytywnie przeszły ocenę formalną.

Najwięcej wniosków złożyły organizacje mające siedzibę w województwie małopolskim (22 wnioski), mazowieckim (20 wniosków) oraz kujawsko-pomorskim i wielkopolskim (po 19 wniosków). Średnia wnioskowana dotacja w konkursie wyniosła 607 271,22 zł: w Priorytecie 1 – 765 222,04 zł, w Priorytecie 2 – 740 825,89 zł, w Priorytecie 3 – 1 135 670,00 zł, a w Priorytecie 4 – 172 010,92 zł.

Po ocenie formalnej czas na ocenę merytoryczną. Rozstrzygnięcie konkursu jest planowane w II połowie listopada.

Spadek. Gdy rodzice chcą zostawić nieruchomość tylko jednemu dziecku

Czy spisanie testamentu i przekazanie w nim majątku wybranej osobie to zawsze najlepsze rozwiązanie? Co z prawem do zachowku dla najbliższej rodziny? Czy nieruchomość można przekazać komuś z rodziny, ale jeszcze za życia? Czy w tym wypadku lepsza będzie umowa darowizny czy umowa o dożywocie? Zaczynamy cykl ekspercki dotyczący spraw spadkowych, przygotowany przez Małgorzatę Rosińską, Kierownika Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM.

Jakie kroki prawne można podjąć, gdy jedno z dzieci nie opiekuje się rodzicem/rodzicami, a jednak liczy na spadek i – zgodnie z przepisami – ma do niego pełne prawo?

Opis sytuacji:

Małżeństwo seniorów ma dwóch synów. Ich współwłasnością małżeńską jest dom, którego wartość to ok. pół miliona złotych.  Jeden z małżonków od kilku lat poważnie choruje, a koszty jego terapii i leków drenują budżet domowy emerytów. Starszy syn pomaga rodzicom, także finansowo. Młodszy syn od wielu lat jest za granicą i nie utrzymuje kontaktu z rodziną. W jaki sposób seniorzy mogą rozwiązać sprawy spadkowe w taki sposób, by ich jedynym spadkobiercą był starszy (opiekujący się nimi) syn?

Odpowiedź Eksperta:
Małgorzata Rosińska, Kierownik Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM

Co się wydarzy po śmierci małżeństwa, jeśli wcześniej nie podejmą żadnych działań (dziedziczenie ustawowe)?

Jeżeli małżonkowie nie sporządzą testamentów (warto przypomnieć i podkreślić, że każdy z nich musi sporządzić indywidualnie swój testament), to już po śmierci pierwszego z małżonków nastąpi dziedziczenie ustawowe z połowy domu. Jeśli pierwszy odejdzie mąż (senior), to jego żona odziedziczy 1/3 jego udziału w domu, po 1/3 dostaną również ich synowie. Po śmierci żony (seniorki)jej udział w domu zostanie natomiast podzielony w równych częściach między obu synów, a więc będą mieli wówczas po 50 proc. udziałów w domu po rodzicach.

Co seniorzy mogą zrobić, by połowa ich majątku nie trafiła w ręce syna, który jest za granicą i nie opiekuje się rodzicami?

Zgodnie z art. 991 KC „Zstępnym, małżonkowi oraz rodzicom spadkodawcy, którzy byliby powołani do spadku z ustawy, należą się, jeżeli uprawniony jest trwale niezdolny do pracy albo jeżeli zstępny uprawniony jest małoletni – dwie trzecie wartości udziału spadkowego, który by mu przypadał przy dziedziczeniu ustawowym, w innych zaś wypadkach – połowa wartości tego udziału (zachowek)”. Oznacza to, że jeśli małżonkowie sporządzą testamenty i każdy z nich swoją część domu zapisze starszemu synowi, to faktycznie on odziedziczy ostatecznie dom rodziców, ale jego młodszy brat (który jest za granicą) wciąż będzie mógł domagać się zachowku po rodzicach (o ile wcześniej nie otrzymał od rodziców darowizny pokrywającej jego zachowek lub przysługujące mu roszczenie nie znalazło pokrycia w poczynionym na jego rzecz zapisie). Kwotę tego zachowku o wartości ¼ spadku po rodzicach starszy brat będzie musiał wypłacić młodszemu. Na dodatek, jeżeli młodszy syn, obecnie przebywający za granicą, będzie trwale niezdolny do pracy, wówczas starszy będzie musiał mu wypłacić kwotę odpowiadającą wartości 2/3 udziału spadkowego, który by mu przypadał przy dziedziczeniu ustawowym (tj. 1/3 wartości domu).

Aby „pozbawić” młodszego syna prawa do zachowku, małżonkowie muszą go skutecznie wydziedziczyć w treści swoich testamentów.  Warto tu jednak pamiętać, że spadkodawca może pozbawić uprawnionego zachowku tylko wtedy, gdy: uprawniony – wbrew woli spadkodawcy – postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego; dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci np. lub uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych (np. wszczyna ciągłe awantury, kieruje pod adresem spadkodawcy nieuzasadnione i krzywdzące zarzuty, wyrzuca go z domu, nie bierze udziału w jego życiu choćby poprzez wizyty w jego miejscu zamieszkania czy okazywanie zainteresowania jego sprawami).

Więcej informacji o spadkach po rodzicach znajdziesz tutaj.

Ważne jest również to, że przyczyna wydziedziczenia musi jasno wynikać z testamentu. W przeciwnym razie wydziedziczenie będzie nieskuteczne, nawet jeżeli w rzeczywistości przyczyna wydziedziczenia zachodziła. W testamencie małżonkowie muszą zatem wskazać konkretne zarzuty pod adresem młodszego syna oraz przykłady jego nagannych zachowań, które legły u podstaw wydziedziczenia np. nadużywanie alkoholu czy pozostawienia rodziców bez opieki niezbędnej ze względu na ich wiek lub zły stan zdrowia.

Co istotne zstępni wydziedziczonego zstępnego są uprawnieni do zachowku, chociażby przeżył on spadkodawcę. W praktyce może to oznaczać, że uprawnionym do zachowku (w przypadku skutecznego wydziedziczenia młodszego syna) będą jego syn lub córka, którym – w przypadku gdy są małoletni – będzie przysługiwać nawet 1/3 wartości domu.

Czy umowa o dożywocie może być alternatywą?

Alternatywną opcją w tym przypadku może być umowa o dożywocie, którą małżeństwo może zawrzeć ze starszym synem. Wówczas stanie się on formalnym właścicielem domu jeszcze za życia rodziców, oni zaś będą mieli zagwarantowane w umowie dożywotnie prawo zamieszkiwania w tej nieruchomości oraz opiekę ze strony syna. Po ich śmierci dom nie wejdzie już do masy spadkowej, a więc młodszy syn nie będzie mógł domagać się zachowku od wartości tej nieruchomości.

Jeżeli rodzice nie chcieliby faworyzować jednego z synów, a jednocześnie uniknąć sporów o podział majątku po ich śmierci, to mogą zawrzeć umowę o dożywocie np. z funduszem hipotecznym. W wyniku takiej umowy ich dom stanie się własnością funduszu i będzie wyłączony z masy spadkowej.   Seniorzy zachowają dożywotnie prawo do korzystania z domu i zyskają comiesięczne środki finansowe na codzienne życie czy leczenie. Trzeba jednak podkreślić, że po ich śmierci żaden z synów nie odziedziczy domu, który będzie już własnością funduszu hipotecznego.

14 mln euro na kosmos. Za nami Szwajcaria, Finlandia i Dania

14,18 mln euro – tyle pozyskaliśmy na technologie kosmiczne i badania kosmosu w kończącym się właśnie siedmioletnim unijnym programie finansowania badań i innowacji (Horyzont 2020, 2014-2020). To dwukrotnie więcej niż w latach 2007-2013, gdy ta kwota wynosiła 7,36 mln euro. Jesteśmy na 13 pozycji wśród krajów UE, które pozyskały najwięcej na rozwój przestrzeni kosmicznej. Za nami są Szwajcaria, Finlandia, Dania, Irlandia czy Czechy. Pozyskaliśmy niewiele mniej niż Norwegia (640 tys. euro mniej) – podaje Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej. Naszą specjalnością jest robotyka kosmiczna.

  • TOP 5 uczelni, TOP 5 instytutów naukowych i badawczych oraz TOP 5 firm realizujących projekty, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
  • Podmioty, które pozyskały dofinansowanie na projekty na rozwój badań i technologii kosmicznych, które koordynują
  • TOP 20 organizacji w UE, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
  • Ranking krajów według kwoty dofinansowania w konkursie na rozwój technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)

Wyższą notę w unijnym budżecie na rozwój nauki i innowacji zawdzięczamy 38 podmiotom, a przede wszystkim Polskiej Agencji Kosmicznej, która pozyskała ponad 6,1 mln euro (niemal połowę wartości wszystkich grantów dla polskich podmiotów). Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej podsumował wyniki otwartych konkursów, których celem był rozwój badań i technologii kosmicznych.

– Największe kraje europejskie inwestują od dziesięcioleci miliardy euro w rozwój swojej branży kosmicznej. Polska zwiększyła wydatki na rozwój sektora kosmicznego w ostatnich latach – komentuje Piotr Świerczyński, ekspert Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej. – Widać wyraźną mobilizację ze strony sektora prywatnego. Dotacje dostały 24 firmy, czyli trzy razy więcej niż w latach 2007-2013. Jednak największy sukces zawdzięczamy Polskiej Agencji Kosmicznej, która jest jedną z 20 europejskich organizacji z największym dofinansowaniem – dodaje ekspert.

Świerczyński zwraca uwagę, że polskie organizacje biorą na siebie coraz większą odpowiedzialność i wychodzą z inicjatywą. – Zainicjowaliśmy i poprowadziliśmy 5 własnych projektów z udziałem partnerów zagranicznych. Odgrywamy większą rolę w konsorcjach międzynarodowych – mówi ekspert Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej.

Polska Agencja Kosmiczna na rzecz bezpieczeństwa infrastruktury kosmicznej

Polska Agencja Kosmiczna (POLSA) pozyskała niemal połowę całkowitej dotacji, którą przyznano nam w ramach programu Horyzont 2020 na rozwój technologii kosmicznych. Projekty dotyczą systemu obserwacji i śledzenia obiektów w przestrzeni kosmicznej, bezpiecznej rządowej komunikacji satelitarnej oraz robotyki kosmicznej.

– Udział administracji publicznej w programach ramowych UE jest kluczowy, bo otwiera drzwi polskim firmom i instytucjom nauki do projektów realizowanych na poziomie administracji międzynarodowej. Wszystkie projekty, które prowadzimy, realizujemy wspólnie z Europejską Agencją Kosmiczną, Agencją Europejskiego GNSS oraz innymi narodowymi agencjami kosmicznymi z Europy – mówi Michał Szaniawski, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Obecnie Polska Agencja Kosmiczna reprezentuje polski sektor kosmiczny we flagowych programach kosmicznych Unii Europejskiej. W ramach systemu obserwacji i śledzenia obiektów w przestrzeni kosmicznej buduje sieci z istniejących teleskopów i rozbudowuje infrastrukturę dla Narodowego Centrum Operacyjnego, które jest elementem Krajowego Systemu Świadomości Sytuacyjnej w Przestrzeni Kosmicznej. Centrum będzie identyfikowało i monitorowało obiekty poruszające się na orbicie okołoziemskiej.

– Program bezpiecznej komunikacji satelitarnej jest programem nowym. Jako przedstawiciele krajowej administracji przystąpiliśmy do niego na tak wczesnym etapie rozwoju, że możemy zadbać o należyty udział polskich podmiotów w tym ważnym obszarze zarządzania sektorem kosmicznym. Natomiast w programie robotyki kosmicznej, m.in. dzięki udziałowi Polskiej Agencji Kosmicznej w grancie systemowym, możliwe było włączenie polskich podmiotów do najważniejszych projektów badawczo-rozwojowych w tym obszarze – komentuje Szaniawski.

Robotyka kosmiczna polską specjalnością

Ponad 1 mln euro na rozwój technologii kosmicznych pozyskała firma PIAP Space, która ściśle współpracuje z Przemysłowym Instytutem Automatyki i Pomiarów należącym do Sieci Badawczej ŁUKASIEWICZ. Dzięki inwestycjom finansowanym z programu Horyzontu 2020 spółka stworzyła prototyp urządzenia do przechwytywani satelitów.

– Rozwinęliśmy prototyp chwytaka do serwisowania satelitów oraz czujniki siły dedykowane do pracy na niskiej orbicie okołoziemskiej. Te unikatowe w skali Europy technologie pozwoliły naszej firmie pozyskać kolejne zlecenia od Europejskiej Agencji Kosmicznej i firm komercyjnych – mówi Mateusz Wolski, prezes PIAP Space.

Spółka wypracowała technologię w ramach Strategicznego Klastra Badawczego Unii Europejskiej „Per Aspera” – Zaangażowanie w prace klastra zbudowało naszą pozycję na arenie międzynarodowej, co przełożyło się na liczne partnerstwa biznesowe – dodaje prezes.

Dwukrotny wzrost – co za nim stoi?

Zdaniem Piotra Świerczyńskiego z Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej na sukces Polski wpłynęły dwa główne czynniki.

– Po pierwsze od wielu lat realizujemy projekty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, więc polskie przedsiębiorstwa i instytucje naukowe wzmocniły swój potencjał i kompetencje, dzięki temu mamy dostęp do międzynarodowych konsorcjów. Po drugie powstała Polska Agencja Kosmiczna, która jest partnerem analogicznych agencji zagranicznych, a tym samym otworzyła nam drzwi do projektów systemowych realizowanych z ramienia agencji rządowych – podsumowuje ekspert.

Kolejne miliony euro na horyzoncie

Nie znamy jeszcze dokładnych kwot, które Komisja Europejska przeznaczy na konkursy na rozwój technologii kosmicznych w nowej perspektywie finansowej. Trwają negocjacje budżetowe. W latach 2014-2020 to było 950 mln euro przeznaczone na projekty wyłonione w oficjalnie otwartych konkursach wyłącznie w obszarze Przestrzeń kosmiczna w H2020, czyli ponad 230 mln euro więcej niż w latach 2007-2013 (713,29 mln euro). Wiemy, że całkowity budżet na badania naukowe i technologie w kolejnej edycji programów ramowych wyniesie ok 90 mld euro.

Dla kogo pieniądze na badania naukowe i rozwój technologii?

Z programów ramowych mogą skorzystać wszystkie podmioty, które realizują prace badawcze i innowacyjne. A zatem w konkursach mogą wziąć udział uczelnie, instytuty badawcze i naukowe, małe i średnie przedsiębiorstwa, duże firmy, instytucje otoczenia nauki czy biznesu, administracja publiczna itp. Dostępne są także konkursy dla indywidualnych naukowców na realizację przełomowych projektów badawczych, a także stypendia umożliwiające im pobyty zagraniczne. Jedną z głównych zasad programu jest konieczność zbudowania lub udziału międzynarodowym konsorcjum projektowym w skład którego wchodzą minimum trzy podmioty. Jedynie firmy z sektora MŚP mogą startować samodzielnie.

TOP 5 uczelni, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (tys. euro)
POLITECHNIKA WARSZAWSKA 2 469,63
AKADEMIA MORSKA W SZCZECINIE 2 318,38
UNIWERSYTET IM. ADAMA MICKIEWICZA W POZNANIU 1 287,50
AKADEMIA GÓRNICZO-HUTNICZA IM. STANISŁAWA STASZICA W KRAKOWIE 1 175,00
THE MAIN SCHOOL OF FIRE SERVICE 1 107,63
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
TOP 5 instytutów naukowych i badawczych realizującyh projekty, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (tys. euro)
INSTYTUT PODSTAWOWYCH PROBLEMOW TECHNIKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK 2 329,71
SIEĆ BADAWCZA ŁUKASIEWICZ – PRZEMYSŁOWY INSTYTUT AUTOMATYKI I POMIARÓW PIAP 2 217,57
INSTYTUT OCHRONY ROŚLIN – PAŃSTWOWY INSTYTUT BADAWCZY 1 135,75
CENTRUM BADAŃ KOSMICZNYCH POLSKIEJ AKADEMII NAUK 1 135,30
INSTYTUT GEODEZJI I KARTOGRAFII 1 128,09
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
TOP 5 firm,  które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (tys. euro)
PIAP SPACE Sp. z o.o. 3 1030,56
HERTZ SYSTEMS LTD Sp. z o.o. 2 467,40
ELPROMA ELEKTRONIKA Sp. z o.o. 1 324,89
SKA POLSKA Sp. z o.o. 1 323,75
OPTINAV Sp. z o.o. 1 293,13
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
Organizacje, które pozyskały dofinansowanie na koordynację projektów na rozwój badań i technologii kosmicznych
(Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba koordynacji Dofinansowanie (tys. euro)
CERVI ROBOTICS 1 251,30
BLACK PEARLS INVESTMENTS Sp. z o.o. 1 187,63
BLUE DOT SOLUTIONS Sp. z o.o. 1 99,10
JAKUSZ Sp. z o.o. 1 50,00
AEROBITS Sp. z o.o. 1 50,00
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
TOP 20 organizacji które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (mln euro)
DEUTSCHES ZENTRUM FUR LUFT – UND RAUMFAHRT EV 61 50,30
CENTRE NATIONAL D’ETUDES SPATIALES – CNES 21 27,48
CENTRO PARA EL DESARROLLO TECNOLOGICO INDUSTRIAL. 10 22,69
THALES ALENIA SPACE FRANCE SAS 48 19,71
AGENZIA SPAZIALE ITALIANA 11 12,96
UK Space Agency 9 12,10
AIRBUS DEFENCE AND SPACE GMBH 25 11,92
CENTRE NATIONAL DE LA RECHERCHE SCIENTIFIQUE CNRS 43 10,16
SPACE APPLICATIONS SERVICES NV 14 9,79
GMV AEROSPACE AND DEFENCE SA 18 8,44
SAFRAN AIRCRAFT ENGINES 5 8,09
FRAUNHOFER GESELLSCHAFT ZUR FOERDERUNG DER ANGEWANDTEN FORSCHUNG E.V. 19 7,98
EUROPEAN CENTRE FOR MEDIUM-RANGE WEATHER FORECASTS 10 7,73
AIRBUS DEFENCE AND SPACE SAS 27 7,15
COMMISSARIAT A L ENERGIE ATOMIQUE ET AUX ENERGIES ALTERNATIVES 13 7,04
THALES ALENIA SPACE ITALIA SPA 23 6,95
CONSIGLIO NAZIONALE DELLE RICERCHE 26 6,83
EUROPEAN UNION SATELLITE CENTRE 12 6,51
POLSKA AGENCJA KOSMICZNA 6 6,11
OFFICE NATIONAL D’ETUDES ET DE RECHERCHES AEROSPATIALES 11 5,96
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
TOP 20 polskich organizacji, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (tys. euro)
POLSKA AGENCJA KOSMICZNA 6 6109,98
PIAP SPACE Sp. z o.o. 3 1030,56
POLITECHNIKA WARSZAWSKA 2 469,63
HERTZ SYSTEMS LTD Sp. z o.o. 2 467,40
INSTYTUT PODSTAWOWYCH PROBLEMÓW TECHNIKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK 2 329,71
ELPROMA ELEKTRONIKA Sp. z o.o. 1 324,89
SKA POLSKA Sp. z o.o. 1 323,75
AKADEMIA MORSKA W SZCZECINIE 2 318,38
OPTINAV Sp. z o.o. 1 293,13
UNIWERSYTET IM. ADAMA MICKIEWICZA W POZNANIU 1 287,50
BLUE DOT SOLUTIONS Sp. z o.o. 2 275,63
N7 SPACE Sp. z o.o. 1 264,00
RECTANGLE Sp. z o.o. 1 261,19
CERVI ROBOTICS 1 251,30
EVATRONIX S.A. 1 249,88
KAPITECH Sp. z o.o. 2 224,64
SIEĆ BADAWCZA ŁUKASIEWICZ – PRZEMYSŁOWY INSTYTUT AUTOMATYKI I POMIAROW PIAP 2 217,57
CLOUDFERRO Sp. z o.o. 2 214,53
CHIPCRAFT Sp. z o.o. 1 204,20
FUNDACJA PARTNERSTWA TECHNOLOGICZNEGO TECHNOLOGY PARTNERS 1 203,01
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE