Pandemia to raj dla dłużników. Niektóre sprawy sądowe odbędą się za dwa lata

„Obecna sytuacja to raj dla dłużników”. Niektóre sprawy przed sądem staną dopiero za rok. Czy wierzyciele wytrzymają taki czas oczekiwania na pieniądze?

Ograniczona ilość postępowań komorniczych, wolniejszy tryb procedowania spraw sądowych oraz brak eksmisji – czas pandemii koronawirusa to wręcz raj dla dłużników, a prawdziwy koszmar dla uczciwych przedsiębiorców, chcących odzyskać od dłużników swoje pieniądze lub pieniądze za wykonaną usługę. Jak mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska w ostatnim czasie podwoiła się ilość egzekucji kierowanych do windykatorów. – Przedsiębiorcy są w desperacji i w tym koszmarnym czasie dla gospodarki próbują odzyskać swoje pieniądze. W wielu przypadkach parasol ochronny nad dłużnikiem rozpościera Państwo, które w ustawie covidowej przemyciło zapisy chroniące dłużników. Rozumiem, że trzeba wspierać tych, którym powinęła się noga, ale dlaczego wspierani są Ci dla których pandemia jest tylko wymówką, by nie płacić swoich zobowiązań? – mówi Prezes Grupy AVERTO, podając przykłady z ostatnich miesięcy.

Pandemia spowodowała drastyczne wydłużenie oczekiwania na sądowe nakazy zapłaty. To prawdziwy dramat dla wielu przedsiębiorców

Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska najgorsze są tzw. „efekty domina”. – Zgłaszają się do nas naprawdę zdesperowani przedsiębiorcy, którzy proszą o szybką windykację długów od firmy, która nie uregulowała należności, bo jeżeli te pieniądze nie wpłyną na konto, to ten przedsiębiorca nie będzie mieć za co regulować swoich zobowiązań. Jeden nieuczciwy przedsiębiorca ciągnie ze sobą na dno kilku kolejnych, zwykle tych uczciwych i gotowych do ciężkiej pracy przedsiębiorców. Ktoś mógłby powiedzieć: brak jeden faktury i firma upada? To musiała być słaba firma! No nie jest tak. Zgłaszają się do nas firmy, które prowadzą wielomilionowe inwestycje i zatrudniają setki pracowników, a znaleźli się w takiej sytuacji, że muszą mocno zdynamizować procesy windykacyjne – mówi Małgorzata Marczulewska.

Co gorsze, pandemia spowodowała, że dłużnicy często czują się bezkarni. Postępowania przed sądem trwają miesiącami, a przez tryb zdalny i spiętrzenie spraw z wiosny, wiele terminów zostało przesuniętych. Im dłużej wierzyciel czeka na egzekucję, tym mniejsza szansa, że będzie ona skuteczna. To prawdziwy dramat dla uczciwych przedsiębiorców: – Obecna sytuacja to raj dla dłużników. Nie płacą, odmawiają negocjacji i mają mnóstwo czasu, by odroczyć płatność. Jeżeli wierzyciel zwróci się do sądu z prośbą o rozpatrzenie sprawy, to termin, kiedy ta sprawa będzie podjęta to nawet dwa lata! Teraz pojawiają się terminy na czerwiec-lipiec 2021. Jeżeli dłużnik nie płaci teraz faktur, a sprawa trafi do sądu za rok, to jaka jest gwarancja, że te pieniądze uda się odzyskać? Żadna. To jest loteria, a dłużnicy, którzy zadłużają się z premedytacją, wiedzą jaka jest sytuacja i na co mogą sobie pozwolić. Nie powinno tak być, że pandemia koronawirusa aż tak spowalnia procedury sądowe, to jest skazywanie niektórych firm na powolną śmierć – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.  – Przedsiębiorcy traktują pandemię jako wymówkę, to bardzo złe, to powoduje piętrzenie się problemów w innych firmach. Jeden przedsiębiorca z problemem topi innych, jest mnóstwo firm, które upadają, a mają mnóstwo zamrożonych pieniędzy u dłużników – dodaje.

„Dłużnicy przeciągają terminy płatności i faktycznie nie grozi im za to nic”

Sytuacja jest dramatyczna, a brak działania może przynieść efekt gospodarczy w postaci ogromnej ilości upadłych firm, które stracą płynność finansową, bo ich klienci / dostawcy / partnerzy, po prostu nie uregulowali swoich płatności. Najgorsza sytuacja jest w takich branżach jak gastronomia czy logistyka, bo to właśnie w tych sektorach dochodzi do najbardziej płynnych transakcji na linii klient – wykonawca. Cierpi również branża usługowa, ale na mniejszą skalę.  – Dłużnicy przeciągają terminy płatności i faktycznie nie grozi im za to nic. Musimy skierować sprawę do komornika, a żeby ją do niego skierować to  musimy mieć sądowy nakaz zapłaty. Na nakaz sądowy czeka się miesiącami, dług rośnie i nic. Życie toczy się dalej, a uczciwe przedsiębiorstwa bankrutują. W takich sytuacjach można poprosić o pomoc firmę windykacyjną i my swoim działaniem dążymy do efektywnych mediacji między dłużnikiem, a wierzycielem. Jako Grupa AVERTO angażujemy w nasze działanie również agencję detektywistyczną – dodaje Małgorzata Marczulewska. – Nie możemy czekać, czekanie jest najgorszym pomysłem w tak dynamicznej sytuacji gospodarczej jaką mamy teraz. Kiedy widzimy, że płatność za fakturę jest opóźniona – reagujmy natychmiast. Telefon, mail, próba rozmowy. Takie rozeznanie sprawy pozwoli nam sprawdzić czy u naszych partnerów biznesowych wszystko jest w porządku – dodaje ekspert.

A co jeżeli firma jest uczciwa, ale przez kryzys finansowy ma problemy z płatnościami? Prezes Grupy AVERTO przyznaje, że takie sytuacje mają miejsce, ale droga do ich rozwiązania jest zwykle zupełnie inna. – Jak ktoś ma problemy, ale jest uczciwy, to nie ucieka od swojego dłużnika i od windykatorów, a robi wszystko, by rozwiązać problem, dogadać się i zachować twarz. Mamy dobre doświadczenia z rozwiązywania problemów, gdy dłużnik jest uczciwy. To się może zdarzyć, naprawdę to nie jest tak, że windykator to człowiek bez serca. Najważniejsze jest jednak uczciwie przyznać do tego, że problem jest i starać się do rozwiązać – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Sprzedaż nowych mieszkań w Łodzi spadła o ponad połowę. Co dalej?

W I połowie 2020 r. cena nowego mieszkania od dewelopera w Łodzi wyniosła średnio prawie 6,5 tys. zł/mkw. To najniższy pułap cenowy odnotowany wśród 9 największych rynków pierwotnych polskich miast, przeanalizowanych przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Łódź wyróżniła się w tym zestawieniu jeszcze pod jednym względem – właśnie tu w pierwszym półroczu sprzedaż na rynku pierwotnym zanotowała największy spadek, sięgający aż 57,5%.

Ogromny spadek liczby transakcji na łódzkim rynku pierwotnym to m.in. efekt pandemii, wskazują analitycy Emmerson Evaluation. Podobny trend zanotowali również w pozostałych polskich aglomeracjach. – W 8 na 9 analizowanych przez nas miast sprzedaż spadła w porównaniu do poziomu notowanego pół roku wcześniej. Spadki nie były przy tym małe, sięgały kilkudziesięciu procent. Przykładowo dla sąsiedniej Warszawy było to 22%. W pozostałych miastach wynosiły one przeciętnie ok. 37%. Jednak w żadnej z badanych aglomeracji spadek wolumenu transakcji nie przekroczył 50%, tak jak w Łodzi – komentuje Tomasz Kaźmierski, Business Development Director w Emmerson Evaluation.

Ceny rosną, ale powoli

Mimo spadku liczby transakcji sprzedaży łódzkie ceny nowych mieszkań nadal rosły. W I połowie 2020 r. średnio za mkw. na rynku pierwotnym trzeba było zapłacić 6 456 zł. To o 5,7% więcej niż pół roku wcześniej. Co więcej, dane Emmerson Evaluation z bazy Evaluer pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat cena nowego mieszkania wzrosła w stolicy województwa o 12,3%. Jednak na tle pozostałych 8 aglomeracji to i tak niewielki wzrost. Mniejsze podwyżki w tym okresie zanotował jedynie Poznań (8%).

Po pierwszej połowie roku w obrębie miasta wzrosty cen nie ominęły żadnej z 5 dzielnic. Najmocniej mieszkania zdrożały w dzielnicy Bałuty (o 7,5%), osiągając średni poziom 6 539 zł/mkw. Nieco mniejsze podwyżki zaobserwowano dla Polesia (wzrost o 6,4% do 6 372 zł/mkw.), Śródmieścia (o 6% do 7 485 zł/mkw.) i Górnej (o 5,7% do 6 100 zł/mkw.). Najmniejszą dynamiką wzrostu cen (3%) i jednocześnie najniższą kwotą za mkw. (6 099 zł) charakteryzował się w Widzew.

Z powodu wysokiego, odnotowanego przez nas pułapu cenowego oraz spadającej liczby transakcji zawieranych w minionym półroczu, zauważyliśmy, że do kupowanych mieszkań oferowanych jest coraz więcej dodatkowych bonusów, takich jak rabaty na miejsca postojowe czy komórki lokatorskie – komentuje Tomasz Kaźmierczak z Emmerson Evaluation.

Dzielnica Średnia cena za mkw. w I pół. 2020 r.
Śródmieście 7 485 zł
Bałuty 6 539 zł
Polesie 6 372 zł
Górna 6 100 zł
Widzew 6 099 zł
Źródło: Baza Evaluer  

 

Perspektywy dla łódzkiego rynku pierwotnego

Z danych GUS wynika, że w okresie od stycznia do czerwca wydano o 8,3% mniej pozwoleń na budowę, niż w okresie lipiec-grudzień 2019 r. To nieduży spadek, ale biorąc pod uwagę bardzo mocne wyhamowanie sprzedaży na łódzkim rynku, można spodziewać się, że deweloperzy skupią się na wyprzedawaniu obecnej oferty, jednocześnie uruchamiając w tym mieście mniej nowych inwestycji, tak aby lepiej zrównoważyć popyt i podaż na rynku, wskazuje ekspert Emmerson Evaluation.

Obecna sytuacja gospodarcza i epidemiologiczna, z jaką mamy do czynienia w Polsce, pozwala przewidywać, że w perspektywie długoterminowej można spodziewać się korekty cen na łódzkim rynku pierwotnym. Ich skala będzie jednak zależeć od tego, jak przejdziemy przez drugą falę pandemii – dodaje Tomasz Kaźmierski.

Jak pandemia COVID-19 wpłynęła na poczucie bezpieczeństwa polskich mikrofirm?

Ponad połowa mikroprzedsiębiorców deklaruje, że pandemia i wiosenny lockdown spowodowały spadek dochodów ich firmy – wynika z 3 edycji Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego Nest Banku. Mniejsze dochody, obawa o przyszłość i widmo powrotu lockdownu spowodowały, że mniej firm deklaruje poczucie bezpieczeństwa finansowego – jedynie 61%. W ubiegłym roku bezpiecznie czuło się aż 87% badanych.

Indeks Bezpieczeństwa Finansowego[1] realizowany jest cyklicznie na zlecenie Nest Banku przez agencję badawczą SW Research. Celem badania jest śledzenie postaw i opinii polskich mikrofirm w zakresie ich bezpieczeństwa finansowego. Badanie sprawdza, czy firmy czują się bezpiecznie ze swoimi finansami, czy mają obawy o przyszłość oraz jak rozumieją bezpieczeństwo finansowe. Tegoroczna edycja badania została przeprowadzona pod koniec września i koncentruje się na tym jak COVID-19 wpłynął na poczucie bezpieczeństwa i finanse mikrofirm.

Mikrofirmy niepewnie patrzą w przyszłość – o swoje finanse obawia się prawie połowa z nichJak pandemia COVID-19 wpłynęła na poczucie bezpieczeństwa polskich mikrofirmMikroprzedsiębiorcy najczęściej utożsamiają bezpieczeństwo finansowe ze stałym poziomem obrotów w firmie (52% badanych), oszczędnościami w banku (46%) oraz z posiadaniem stałych kontrahentów, którzy zapewniają comiesięczny zysk (46%). Tegoroczna edycja Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego pokazała, że ponad połowa mikrofirm (53%) deklaruje spadek dochodów spowodowany pandemią i związanym z nią zamrożeniem gospodarki. Ponadto istotnie, aż o 26 punktów procentowych, spadło poczucie bezpieczeństwa mikrofirm. Mikrofirmy niepewnie patrzą w przyszłośćObostrzenia wprowadzone w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19 mocno odcisnęły się na polskich przedsiębiorcach. Ekonomiczne przewidywania tej grupy są negatywne, prawie połowa z nich obawia się o finansową przyszłość swojej firmy (43%). Co więcej, dynamiczne zmiany i wizja wprowadzania kolejnych obostrzeń sprawiły, że blisko co trzeci badany nie potrafił jednoznacznie ocenić sytuacji finansowej swojego przedsiębiorstwa (32%). Październikowe wzrosty zachorowań na COVID-19 wskazują na dalsze zwiększanie się obaw przedsiębiorców do czasu opanowania sytuacji, czy chociaż częściowego jej ustabilizowania. komentuje Adrian Wróblewski, Dyrektor Działu Analiz w SW Research.

Należało się spodziewać, że w obliczu pandemii, zamknięcia wielu sektorów gospodarki i ogólnoświatowego niepokoju mikrofirmy będą czuły się mniej bezpieczne lub nawet zagrożone. Prawdopodobnie jeszcze długo nastroje w tym sektorze nie będą pozytywne. Firmy obawiają się teraz zarówno efektów drugiej fali epidemii, jak i tego, jak będzie zachowywała się gospodarka w następnych latach. Z pewnością spowoduje to, że mikroprzedsiębiorcy będą znacznie mniej skłonni do inwestowania w rozwój – już teraz prawie 40% z nich deklaruje, że zrezygnowało z inwestycji obawiając się ryzyka. Co więcej w porównaniu do zeszłego roku istotnie zmniejszył się odsetek firm, które planują skorzystać z kredytu – z ponad 40% w 2019 r. do jedynie 13% w 2020 r. Głównym powodem są obawy przed kolejną falą pandemii i mniejszymi dochodami (ponad 30% wskazań). – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Członek Zarządu Nest Banku

Jak firmy poradziły sobie finansowo w obliczu COVID-19?

Ponad 60% mikroprzedsiębiorców przyznaje, że nie przygotowywali się na kryzys przed wybuchem pandemii COVID-19. W obliczu nowej, ekstremalnej sytuacji, firmy musiały podjąć szybkie, a czasem radykalne działania. Prawie połowa badanych zadeklarowała, że ograniczyła koszty, 37% oprócz kosztów ograniczyło także zakupy firmowe, 31% skorzystało z pomocy rządowej, 10% rozszerzyło działalność lub zmieniło branżę.

COVID-19: Większość najemców pracuje zdalnie. Prawie połowa bada temperaturę wchodzącym do biura

Pandemia COVID-19 nie odpuszcza w Polsce, dlatego Mateusz Morawiecki ogłosił wprowadzenie pracy zdalnej dla administracji państwowej.  Premier zarekomendował także taki system dla sektora prywatnego. Badanie REDD pokazało jednak, że biura żadnej rekomendacji nie potrzebują. Ponad połowa firm w badanych biurowcach wprowadziła system pracy zdalnej, a właściciele biurowców stanęli na wysokości zadania i doskonale przygotowali swoje obiekty. 

Aby sprawdzić, jak branża nieruchomości komercyjnych jest przygotowana pracy w nadzwyczajnych warunkach, w dniach 28 – 30 października przeprowadziliśmy badanie wśród właścicieli i zarządców ponad 200 obiektów biurowych w Polsce i zapytaliśmy o procedury sanitarne i zasady bezpieczeństwa wprowadzone w budynkach w okresie pandemii COVID-19.

Odpowiedzi uczestników badania wskazują na zdecydowane reakcje w odpowiedzi na zagrożenie epidemiologiczne:REDD1

Rozwiązania sanitarne

W znaczącej większości budynków wprowadzono nowe rozwiązania sanitarne, w tym regularne dezynfekcje powierzchni wspólnych (94%) oraz zapewnienie specjalistycznych środków higieny osobistej (88%).

Ponad połowa uczestników badania wskazała również czyszczenie i dezynfekcję instalacji wentylacyjnych (54%) jako jeden z nowych środków bezpieczeństwa.

Dystans społeczny

Drugim filarem podjętych działań jest zmiana zasad komunikacji w budynkach, w taki sposób, aby zagwarantować dystans społeczny. Do najczęściej wskazywanych rozwiązań należy ograniczenie osób w windach oraz wprowadzenie obowiązku zasłaniania ust i nosa na powierzchniach wspólnych (77%). Mniej niż połowa badanych wskazała opracowanie procedur wejścia i wyjścia (46%) jako jedno z rozwiązań.

Żaden z uczestników badania nie wskazał poziomych oznaczeń rekomendowanego dystansu na powierzchniach wspólnych (0%).

Rozwiązania prewencyjne

W ramach wdrożonych rozwiązań, właściciele i zarządcy wyróżnili również dodatkowe narzędzia prewencyjne, w tym m.in. mierzenie temperatury osobom wchodzącym do budynku (45%).

COVID-19: Większość najemców pracuje zdalnie

W ramach przeprowadzonego badania respondenci ocenili również aktualną skalę trybu pracy stacjonarnej i zdalnej w obiektach biurowych.

  • Około 30% respondentów oceniło, że w zarządzanych budynkach powyżej 75 proc. firm pracuje obecnie w trybie pracy zdalnej.
  • Ponad połowa uważa, że odsetek najemców działających w takim trybie to od 25 do 75 proc.
  • Najmniejsze zmiany w trybie pracy najemców w zarządzanych budynkach, do 25 proc. firm, stwierdza poniżej 20% badanych.

REDD2 REDD3

Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne

W ciągu najbliższych trzech lat już niemal co piąta firma w Polsce będzie korzystać z samochodów w pełni elektrycznych, a już dziś co druga wdrożyła lub wdraża alternatywne rozwiązania mobilne dla pracowników – wynika z „Barometru Flotowego 2020” Arval Mobility Observatory. 

Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne (1) Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne (2) Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne (3) Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne (4)

Na podstawie „Barometru Flotowego 2020”, 18 proc. krajowych firm planuje włączyć w ciągu najbliższych 3 lat do swoich flot pojazdy całkowicie elektryczne, a 22 proc. hybrydy typu plug-in. Obecnie napędy alternatywne cieszą się największą popularnością wśród dużych przedsiębiorstw, zatrudniających co najmniej 500 pracowników

– Popyt na nowe samochody w Polsce, również elektryczne, w przeważającej części kreują firmy. Przykładami największych inwestycji w EV jest m.in. niedawna umowa na dostawę 40 zeroemisyjnych pojazdów dostawczych do floty InPost, czy też 500 całkowicie elektrycznych samochodów, które udostępnił operator car-sharingu innogyGO! Aby polskie przedsiębiorstwa nabywały EV na większą skalę, konieczne jest jednak wdrożenie skutecznego systemu wsparcia, co jest szczególnie istotne w niekorzystnych warunkach ekonomicznych wywołanych pandemią COVID-19 – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Wyniki „Barometru Flotowego 2020” wskazują główne powody, dla których fleet managerowie wybrali lub planują wybrać alternatywne napędy do swoich flot, jak również na największe przeszkody hamujące rozwój elektromobilności. Wśród najważniejszych czynników stymulujących inwestycje we floty alternatywne można wymienić obniżenie emisji zanieczyszczeń (26 proc. respondentów) oraz redukcję kosztów paliwa i mniejsze koszty utrzymania pojazdów (19 proc. ankietowanych). Do grupy czynników zniechęcających do wdrożenia samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) do firmowych flot należą przede wszystkim: brak ładowarki w siedzibie przedsiębiorstwa (63 proc. respondentów), wyższa cena pojazdów zeroemisyjnych (61 proc.) oraz zbyt mała liczba publicznie dostępnych punktów ładowania (60 proc.).

– Firmy wdrażające pojazdy elektryczne są świadome ekologicznych, użytkowych oraz finansowych korzyści wynikających z tego faktu. Analizując ekonomiczną celowość inwestycji w samochód elektryczny należy brać pod uwagę nie tylko cenę zakupu pojazdu, ale przede wszystkim jego całkowite koszty posiadania, czyli TCO – mówi Albert Kania z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Obecnie PSPA wraz z partnerami realizuje największe w Europie Środkowo-Wschodniej badanie porównawcze TCO samochodów elektrycznych i spalinowych – ELAB Miasto Czystego Transportu, w czasie którego zostanie przetestowanych łącznie 6 pojazdów w aż 8 różnych przedsiębiorstwach i urzędach.

– Wyniki badania, które poznamy na przełomie I i II kwartału 2021 r., pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy wyższa cena zakupu jest faktyczną barierą, czy tylko początkowym ograniczeniem. Poprzednio zrealizowane przez PSPA testy tego typu dowiodły, że wdrożenie systemu dopłat do zakupu EV skutkuje wyrównaniem TCO użytkowych samochodów elektrycznych i spalinowych już po 2 latach od włączenia ich do floty. Elektromobilność jest zatem nie tylko ekologiczna, ale również przynosi wymierne korzyści finansowe – dodaje Albert Kania.

Z „Barometru Flotowego 2020” wynika ponadto, iż polskie przedsiębiorstwa stawiają na alternatywne formy mobilności oraz, coraz częściej, na wykorzystanie narzędzi telematycznych w zarządzaniu flotą. Jak wynika z raportu Arval Mobility Observatory, połowa firm wdrożyła już alternatywne rozwiązania mobilne dla pracowników. Najczęściej wybierane formy takiej mobilności to komunikacja publiczna (według 24 proc. respondentów), współdzielone przejazdy pracowników (20 proc.) oraz korporacyjny carsharing (18 proc.).  W stosunku do badań z roku poprzedniego, szczególnie dużą dynamikę odnotowano w zakresie wdrażania aspektów telematycznego zarządzania flotą, która są już obecne w 37 proc. polskich firm. Oznacza to wzrost o 10 punktów procentowych w porównaniu do ubiegłego roku.

Badanie Arval Mobility Observatory zostało przeprowadzone wśród menadżerów flot w 15 państwach Unii Europejskiej, a także Turcji, Rosji, Szwajcarii, Norwegii oraz Brazylii. Łącznie próba objęła 5 600 firm z całego świata, w tym 323 polskie.

– Ze szczególną uwagą warto obserwować zmiany napędzane pro-ekologicznym podejściem do biznesu. Auta hybrydowe czy elektryczne dawno pożegnały niszę – to najbardziej przyszłościowy segment rynku. Bardzo interesujący jest także zwrot w kierunku alternatywnych środków mobilności, takich jak rowery czy carsharing. To potwierdzenie, że kierunek obrany przez Arval jest słuszny, a nasze rozwiązania w tych obszarach odpowiadają na zmieniające się potrzeby klientów – mówi Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Service Lease Polska.

OTT (Over-the-Top) przyciąga użytkowników przed ekrany, a co z reklamodawcami?

Według raportu PWC wzrost rynku telewizji OTT (Over-the-Top) do 2024 będzie się kształtował na poziomie 14,5 proc.[1] Daje to telewizji internetowej drugie miejsce pod względem najszybciej rosnących segmentów sektora mediów, zaraz po VR. Jak wynika z opublikowanego we wrześniu raportu AdColony, platformy OTT w dużej mierze odpowiadają za wydłużenie czasu, jaki użytkownicy spędzają codziennie online. Dziś jest to 6h 49 min w ciągu dnia, na komputerze, tablecie, laptopie i telefonach komórkowych, czyli o pół godziny więcej niż jeszcze 3 lata temu. OTT skutecznie przyciąga użytkowników przed ekrany, a co oferuje reklamodawcom?

Czym są serwisy OTT i skąd wzrost tego rynku

Rynek telewizji OTT obejmuje platfomy streamingowe, takie jak wszystkim znany Netflix czy Hulu. Sama nazwa stanowi skrót od określenia „Over The Top”, opisującego usługi świadczone poza siecią. W tym przypadku jest to dostarczanie treści video bezpośrednio użytkownikowi, z pominięciem pośredników, takich jak operatorzy telewizji. Rozwojowi tego segmentu z pewnością sprzyjają zmiany zachowań konsumentów wywołane przez COVID-19. Jak wynika z raportu PVC Global Entertainment & Media Outlook 2020–2024, Over-the-Top na razie stanowi uzupełnienie i rozszerzenie oferty dostępnej na rynku, ale będzie się rozwijać kosztem kina i tradycyjnej telewizji. Wzrost w obszarze tego segmentu w ciągu najbliższych czterech lat będzie się kształtował na poziomie 14,5 proc.

Kto jest użytkownikiem platformy OTT?

Opublikowany we wrześniu tego roku raport AdColony dostarcza informacje na temat tego, kim jest statystyczny użytkownik serwisów OTT.   Po pierwsze przeważają kobiety, które stanowią 55 proc. użytkowników w regionie EMEA[2]. Co ciekawe, najliczniejszą grupę wiekową stanowią osoby między 55 a 64 rokiem życia. To niemal 1/3 odbiorców (30 proc.) To pokazuje, że z nowoczesnych rozwiązań chętnie korzystają również starsze pokolenia. Z kolei po 20 proc. stanowią osoby w przedziale 35-44, i 45-54 lata. Zaskakujący może być fakt, że młodsi użytkownicy, pomiędzy 25 a 34 rokiem życia to już tylko 10 proc. odbiorców.

Co istotne, na rynku panuje intensywna konkurencja o uwagę użytkownika, ponieważ ponad połowa z nich decyduje się na subskrypcję tylko jednej platformy. 11 proc. wykupuje dostęp wyłącznie, aby obejrzeć wybrany program, a następnie rezygnuje z subskrypcji. 10 proc. rezygnuje po upływie okresu próbnego, który zwykle jest darmowy.

Dlaczego użytkownicy decydują się na subskrypcję w ramach OTT?

Kluczowa wydaje się być wysoka jakość dostępnych programów, a także brak dostępu do treści innymi kanałami. 31 proc. userów chce móc obejrzeć content niedostępny online. Tyle samo osób deklaruje, że zależy im na obejrzeniu oryginalnych produkcji, dostępnych wyłącznie za pośrednictwem konkretnego serwisu streamingowego. To dwa najczęściej wymieniane powody. Za nimi znajduje się dostęp do wysokiej jakości contentu (27 proc.) i możliwość obejrzenia materiałów w jakości HD. (21 proc.).

Platformy OTT – rośnie rola urządzeń mobilnych

Na jakich urządzeniach najczęściej oglądamy content z serwisów „Over the top”? Z raportu eMarketer wynika, że wciąż przeważają telewizory – 63 proc. Na drugim miejscu z 11 proc. znajdują się urządzenia mobilne. Jednak, gdy przyjrzymy się danym na temat tego jak długo oglądamy treści na poszczególnych urządzeniach, okaże się, że to właśnie smartfony odpowiadają za 23 proc. czasu poświęconego na oglądaniu video OTT. Warto więc aby uczestnicy rynku skupili się na podejściu mobile first i dalszym rozwoju aplikacji na urządzenia mobilne.

Multiscreening tak, ale to telewizor jest drugim ekranem

To co jest ważne z punktu widzenia reklamodawców, to jak podaje AdColony – niemal blisko 6 na 10 użytkowników usług OTT potwierdza, że w trakcie oglądania serwisów streamingowych korzysta równolegle z urządzeń mobilnych. 43 proc. gra w tym czasie w gry mobilne. 26 proc. używa social mediów, a drugie tyle komunikatorów. Jak stwierdzają autorzy raportu, w świetle tych danych, w przypadku korzystania równolegle z dwóch ekranów, role się odwróciły.

To właśnie smartfon, a nie telewizor przyjmuje rolę ekranu wiodącego. Szacuje się, że na korzystaniu z aplikacji mobilnych spędzamy 3 godziny dziennie, a liczba ta może wzrosnąć nawet o pół godziny w 2021 r.mówi Michał Giera, Mobiem.

OTT – a co oferuje reklamodawcom?

Serwisy OTT dla wielu wydają się być „wschodzącą gwiazdą”, szczególnie teraz, kiedy znacznie więcej czasu spędzamy w domu. I chociaż wielu reklamodawców i marketerów pokładało spore nadzieje w tym kanale dotarcia do klienta, porównując go do sprawdzonych form reklamowania w tradycyjnym TV, to platformy OTT nie spełniają na razie swoich obietnic dotyczących: realizacji strategii mobile-first i app-first, wykorzystywania technologii opartej na danych oraz zezwalania na bardziej kreatywne formaty reklam.

Kreacje reklamowe na platformach OTT to nadal klasyczne formaty video, podobne do tych znanych użytkownikom z tradycyjnej telewizji. Konieczne będzie wypracowanie nowych, bardziej angażujących i biorących pod uwagę doświadczenie użytkownika sposobów dotarcia do odbiorcy. Przykładem mogą być tzw. Pause Ads, wykorzystywane np. przez Hulu, czyli statyczne banery pojawiające się w momencie zatrzymania video – komentuje Michał Pietruszka, Mobiem.

Podobnie, jak aplikacje mobilne, platformy OTT powinny wprowadzić trzy podstawowe zmiany, aby dotrzymać obietnic złożonych reklamodawcom. Marketerzy oczekują, że zostaną im dostarczone wyczerpujące informacje oraz insighty na temat grupy docelowej za pomocą technologii opartych na danych, pozwolą na ocenę i optymalizacje kampanii, dzięki dokładnym pomiarom, a przede wszystkim dotrą do jak najdokładniejszej grupy docelowej, optymalizując zasięgi w kreatywny i innowacyjny sposób.

Wszystko to, staje się również coraz bardziej skomplikowane w dobie dbania o prywatność (szczególnie na urządzeniach Apple). W tym wypadku aplikacje, a przede wszystkim gry mobilne, mają znacznie bardziej przejrzysty i skuteczny sposób na dotarcie do wąskich grup docelowych z odpowiednimi reklamami.

Kluczowe jest bardziej precyzyjne targetowanie i segmentacja, a także dostarczanie odpowiednich danych do weryfikacji i optymalizacji kampanii. Aby spełnić oczekiwania reklamodawców platformy OTT powinny pójść w ślady sektora aplikacji mobilnych, w tym zwłaszcza gier, które charakteryzują się możliwością wykorzystania kreatywnych, nieinwazyjnych formatów czy mierzenia zaangażowania użytkowników. Czy pójdą? Myślę, że przekonamy się na przestrzeni najbliższej dekady – mówi Michał Pietruszka, Mobiem.

[1] https://www.pwc.com/gx/en/industries/tmt/media/outlook.html

[2] (Europa, Bliski Wschód, Afryka).

Organ uznał, że firma nie ma prawa do odliczenia VAT od zakupu nieruchomości, bo złożyła mu o tym oświadczenie dzień po zakupie

Zgodnie z generalną zasadą prawa podatkowego dostawa budynków, budowli lub ich części podlega zwolnieniu z podatku od towarów i usług. Jest to regulacja istotna zwłaszcza dla przedsiębiorców, którzy jeśli skorzystają ze zwolnienia z VAT, nie będą później mogli tego VAT w swojej działalności odliczyć. Dlatego, chcąc zachować prawo do odliczenia VAT z tytułu nabycia nieruchomości, muszą przed dniem jej nabycia złożyć razem ze zbywcą oświadczenie przed naczelnikiem urzędu skarbowego o wyborze opodatkowania VAT dla tej transakcji. Organ odmówił jednemu z przedsiębiorców prawa do takiego odliczenia, podnosząc, że oświadczenia te zostały złożone za późno, bo dzień po zawarciu aktu notarialnego umowy sprzedaży nieruchomości. Ze stanowiskiem fiskusa nie zgodził się sąd, stwierdzając, że przedsiębiorcy złożyli oświadczenie w terminie.

Przepis art. 43 ust. 10 ustawy o VAT stanowi, że podatnik może zrezygnować ze zwolnienia od VAT i wybrać opodatkowanie dostawy budynków, budowli lub ich części tym podatkiem, pod warunkiem, że dokonujący dostawy i nabywca budynku, budowli lub ich części:

1) są zarejestrowani jako podatnicy VAT czynni;

2) złożą przed dniem dokonania dostawy tych obiektów właściwemu dla ich nabywcy naczelnikowi urzędu skarbowego zgodne oświadczenie, że wybierają opodatkowanie VAT dla dostawy tego budynku, budowli lub ich części.

Nabycie nieruchomości przez firmę

W deklaracji VAT-7 za czerwiec 2018 r. przedsiębiorca wykazał kwotę zwrotu VAT na swoje konto w wysokości ponad 216 tys. zł. Naczelnik urzędu skarbowego przeprowadził u przedsiębiorcy czynności sprawdzające zasadność tego zwrotu. W ich wyniku ustalił, że główną podstawą wnioskowanego przez firmę zwrotu jest koszt nabycia nieruchomości, do jakiego doszło w czerwcu 2018 r. Umowa jej sprzedaży została zawarta w formie aktu notarialnego 19 czerwca 2018 r. Natomiast oświadczenie, o którym mowa w art. 43 ust. 10 ustawy o podatku od towarów i usług o wyborze opodatkowania VAT dostawy budynków, budowli lub ich części, przedsiębiorca złożył w urzędzie skarbowym 20 czerwca 2018 r. Transakcja opiewała na kwotę 1 230 tys. zł.

Organ stwierdził, że przedsiębiorca nie zgłosił wyboru opodatkowania VAT w terminie

W styczniu 2019 r. organ pierwszej instancji, po przeprowadzeniu postępowania podatkowego, sporządził protokół badania ksiąg podatkowych, w którym stwierdził, że błędnie ujęto w nich przedmiotowe nabycie nieruchomości, jako nabycie z opodatkowaniem VAT. W decyzji z marca 2019 r., po wyeliminowaniu z rejestru VAT zakupów tej transakcji, dokonał zmiany wymiaru należnego firmie zwrotu z wnioskowanych przez nią 216 tys. zł na jedynie 14 tys. zł. Naczelnik urzędu skarbowego stwierdził, że nie dochowała ona warunku określonego w art. 43 ust. 10 ustawy o VAT, nie składając wymaganego w tym przepisie oświadczenia o wyborze opodatkowania VAT dla tej transakcji przed dniem dostawy nieruchomości.

Fiskus przyznał, że przedsiębiorca nabył nieruchomość do działalności opodatkowanej VAT

Przedsiębiorca wniósł odwołanie od tej decyzji, ale dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy potwierdził ustalenia organu pierwszej instancji, informując, że choć prawo do odliczenia VAT jest podstawowym prawem podatnika podatku od towarów i usług, to aby z niego skorzystać, podatnik musi spełnić określone warunki. A w opinii organu w tej sprawie został spełniony tylko jeden z dwóch warunków ustanowionych w art. 43 ust. 10 ustawy o VAT.

Co ciekawe, dyrektor izby administracji skarbowej stwierdził dodatkowo, że naczelnik urzędu skarbowego, słusznie uznając, iż transakcja dostawy nieruchomości nie podlega opodatkowaniu VAT, niezasadnie pozbawił przedsiębiorcę możliwości odliczenia VAT w kwocie nieco ponad 1 tys. zł, wynikającej z faktury wystawionej przez kancelarię notarialną z tytułu sporządzenia umowy sprzedaży tej nieruchomości. Dyrektor poinformował, że skoro przedsiębiorca oświadczył, że będzie wykorzystywał przedmiotową nieruchomość do sprzedaży i działalności opodatkowanej VAT, jako że nabył ją w celu wynajmu oraz prowadzenia działalności gospodarczej, to należy mu się wskazane odliczenie VAT wynikające z faktury wystawionej przez notariusza za czynności związane ze sporządzeniem aktu jej nabycia.

Przedsiębiorca wniósł skargę do sądu

Przedsiębiorca zaskarżył rozstrzygnięcia organów, podnosząc m.in., że dokonał on przedmiotowego zgłoszenia w wymaganym terminie, gdyż do wydania nieruchomości, a więc jej dostawy, doszło dopiero 22 czerwca 2018 r., czyli w dniu wydania mu jej przez zbywcę.

Dzień podpisania aktu notarialnego to dzień dostawy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach przypomniał, że zgodnie z regułami zawartymi w ustawie o VAT opodatkowaniu podlegają: odpłatna dostawa towarów i odpłatne świadczenie usług na terytorium kraju, a poza kilkoma wyjątkami obowiązek podatkowy powstaje z chwilą dokonania dostawy towarów lub wykonania usługi. Z kolei pod pojęciem „dostawy” ustawa rozpoznaje przeniesienie prawa do rozporządzania towarami jak właściciel. A zawarcie umowy sprzedaży umożliwia nabywcy działanie jak właściciel, dalsze rozporządzanie towarem, bez potrzeby fizycznego jego wydania. Sąd stwierdził zatem, że za dzień dostawy nieruchomości należy uznać dzień podpisania aktu notarialnego dokumentującego jej sprzedaż, czyli 19 czerwca. Nie jest nim wskazywany przez przedsiębiorcę dzień wydania 22 czerwca.

To, że przedsiębiorca złożył oświadczenie dzień po akcie, jeszcze niczego nie przesądza

Sąd nie zgodził się jednak z organami podatkowymi jakoby fakt, iż przedsiębiorca złożył naczelnikowi urzędu skarbowego sporne oświadczenie 20 czerwca, a więc dzień po dokonaniu dostawy nieruchomości, przesądza o rozstrzygnięciu tej sprawy na jego niekorzyść. Przywołał m.in. zasadę proporcjonalności w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zgodnie z którą „legalność środków nakładających ciężary finansowe na przedsiębiorców uzależniona jest od tego, że środki te będą właściwe i konieczne dla realizacji celów, do których zmierza zgodnie z prawem dana regulacja, przy czym, jeżeli istnieje możliwość wyboru spośród wielu właściwych środków, należy stosować najmniej restrykcyjne oraz czuwać nad tym, aby nałożone ciężary nie były nadmierne w stosunku do zamierzonych celów” (wyrok WSA w Kielcach z 20 sierpnia 2020 r., sygn. akt I SA/Ke 15/20).

Przedsiębiorcy złożyli niezbędne oświadczenie w akcie notarialnym

Na kanwie powyższego WSA stwierdził, że sprzeczne z zasadą proporcjonalności są krajowe przepisy, które nie pozwalają na wykazanie przez strony wyboru metody opodatkowania transakcji w inny niepodważalny sposób niż tylko poprzez oświadczenie złożone naczelnikowi urzędu skarbowego. A z analizy treści zawartego przez strony aktu notarialnego, który notariusz ma z urzędu obowiązek przekazać organom podatkowym, wynika, iż potwierdzono w nim, że:

  • kupujący nabywa nieruchomość za kwotę 1 230 tys. zł brutto, w tym zawarty jest podatek VAT w kwocie 230 tys. zł;
  • podatku od czynności cywilnoprawnych od umowy sprzedaży nie pobrano na podstawie art. 2 ust. 4 ustawy o PCC, co oznacza, że transakcja nie podlegała zwolnieniu z VAT;
  • strona sprzedająca jest zarejestrowanym czynnym podatnikiem podatku VAT, a dostawa nieruchomości opodatkowana jest podatkiem od towarów i usług w stawce 23%.

Co więcej, o tym, że wolą stron była rezygnacja ze zwolnienia z VAT przy sprzedaży przedmiotowej nieruchomości, świadczy zadeklarowanie tego podatku jako należnego przez sprzedającego i zadeklarowanie go jako naliczonego przez nabywającego, jak i sama zapłata kwoty tego podatku na rachunek właściwego urzędu skarbowego.

Nadmierny formalizm przysłonił jasno wyrażoną wolę stron

W rezultacie WSA w Kielcach orzekł, że dla zachowania wymogów skutecznej rezygnacji ze zwolnienia z VAT celem zachowania prawa do odliczenia tego podatku wystarczające jest, że gdy dostawa nieruchomości następuje w dniu zawarcia aktu notarialnego, to w akcie tym strony złożą zgodne oświadczenie o rezygnacji ze zwolnienia i wyborze opodatkowania transakcji. Uchylając decyzje organów podatkowych obu instancji, WSA stwierdził:

„Przyjęcie w tej sytuacji, że strony umowy nie zrezygnowały ze zwolnienia od opodatkowania dostawy, pozostaje w sprzeczności z tymi wyrazami woli stron, które tu wskazano. Taka interpretacja tych zdarzeń, jakiej dokonały organy podatkowe, jest wyraźnym przedłożeniem kwestii formalnych ponad istotę i treść zamierzonej przez podatników transakcji, które zostały dostatecznie jasno wyrażone. Jest to nadmierny formalizm, który prowadzi do naruszenia zasady proporcjonalności” (sygn. akt I SA/Ke 15/20).

Organy podatkowe zapominają

Powyższe rozstrzygnięcie kieleckiego sądu przypomina organom nie tylko o tym, że nadmierny formalizm nie jest przejawem właściwego rozumienia prawa. Przypomina również, że organy związane są także, jeśli nie przede wszystkim, prawem wspólnotowym, które nie pozwala nakładać na przedsiębiorców ciężarów finansowych w sposób niewłaściwy i sprzeczny z celami, dla jakich dany środek prawny został powołany. Do tego, jeśli istnieje możliwość wyboru między wieloma środkami, należy stosować ten najmniej dla przedsiębiorcy restrykcyjny. W rzeczywistości bowiem organy podatkowe dość często zapominają o podstawowych zasadach prawa podatkowego, jak chociażby o tej, która stanowi, że mogą działać wyłącznie na podstawie przepisów prawa, a przede wszystkim o zasadzie in dubio pro tributario, czyli rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Za trzy lata zakupy w sieci regularnie będzie robił co trzeci Polak

Porzucimy na zawsze stacjonarne sklepy? Zakupy w Internecie podobają nam się coraz bardziej. „Najczęściej ubrania, odzież i książki”

Dynamika rozwoju branży e-commerce zaskakuje nawet największych optymistów. Pandemia koronawirusa sprawiła, że radykalnie zmieniły się konsumpcyjne przyzwyczajenia Polaków. W Internecie już nie tylko oglądamy i kupujemy rzeczy niedostępne stacjonarnie, ale i robimy regularne zakupy odzieżowe, spożywcze czy szukamy tam dóbr, po które dotychczas wyciągaliśmy ręce na półkach sklepowych.  Gościem drugiego WEBINARU LIVE Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości byli: Marzena Mojsiewicz (Agencja Digital Marketingu Brandrocket) oraz Rafał Gołębiewski (Dyrektor Segmentu Małych i Średnich Przedsiębiorstw ELAVON Europe). To właśnie najnowszy raport firmy ELAVON odnośnie e-commerce stał się punktem wyjściowym do dyskusji.

  • W roku 2020 przekroczona zostanie magiczna liczba 10 milionów Polaków, którzy regularnie dokonują zakupów w Internecie. W roku 2023 może być ich ponad 12 milionów!
  • W sieci kupujemy najczęściej: odzież, dodatki, akcesoria, płyty, filmy, kosmetyki, sprzęt RTV czy bilety do kina lub na koncerty
  • Czynniki blokujące przedsiębiorców w decyzji o rozwijaniu produktów e-commerce to najczęściej: świadomość zbyt dużej konkurencji, przekonanie o tradycyjnych przyzwyczajeniach konsumentów oraz obawa o wykluczenie cyfrowe społeczeństwa
  • Konsumenci jeżeli wstrzymują się przed decyzjami o zakupach to najczęściej powodem jest fakt, że przed zakupami wolą coś zobaczyć i przymierzyć na żywo, koszty dostawy są zbyt wysokie lub mają obawy o zwrot czy gwarancje

Jak budować pozytywny „customer experience” w handlu internetowym?

Czy obecna sytuacja gospodarcza to czas sprzyjający rozwojowi branży e-commerce? Zdecydowanie! Świadczą o tym statystyki, ale i sam fakt, że konsumenci dotychczas nieprzekonani do zakupów w Internecie, mając dość mocno ograniczoną mobilność i dostęp do asortymentu, przekonali się, że zakupy w Internecie mogą być szybkie, efektywne i bezpieczne.

– Najważniejszą sprawą jest tzw. „customer experience”, czyli wywołanie odpowiednich reakcji w określonych grupach klientów. Wiekowo, ilość osób zainteresowanych kupowaniem w sieci stale się powiększa. Firma Zalando nie robi problemów ze zwrotem towaru, służy to temu żeby oswajać ludzi z zakupami przez Internet. Dzisiaj firmy myślą o tym jak budować kanały w ten sposób, by np. dostarczyć klientowi produkt, by mógł on dostać do domu np. ubranie czy kosmetyki, ale jeżeli okaże się, że nie jest nim zainteresowany to można dokonać zwrotu – mówi Rafał Gołębiewski, Dyrektor Segmentu Małych i Średnich Przedsiębiorstw ELAVON Europe.

– Często pokutuje myślenie, że c-commerce to jest „coś co można mieć”, ale nie wpływa to na strategię i realne wpływy danej grupy. COVID-19 bardzo to zweryfikował i są rynki bardzo podatne na rozwój handlu internetowego, gdzie konsumenci wymuszają wręcz na sieciach handlowych rozwój tego kanału dystrybucji – dodał Rafał Gołębiewski.

Nie wystarczy założyć sklep internetowy, by klienci byli zainteresowani naszymi produktami

Przedsiębiorcy czują, że e-commerce jest dobrym kierunkiem rozwoju kanałów dystrybucji, ale jak mówią specjaliści to nie może być działanie na „łapu-capu”. Nie wystarczy postawić sklep internetowy, żeby cieszył się on wielkim zainteresowaniem. Konkurencja na rynku jest szeroka.

Konsumenci traktują e-commerce jako alternatywę dla braku możliwości zrobienia stacjonarnych zakupów, ale nasi eksperci zauważają, że to, co czasami traktowane jest jako dodatek, bardzo szybko staje się bardzo silnym kanałem dystrybucyjnym. Kiedyś sprzedaż w sieci była „dodatkową atrakcją” dla wielu firm, a teraz bywa ich podstawowym źródłem przychodu: – Jest to kanał zyskujący na atrakcyjności ze względu na wygodę, szybkość, atrakcyjną formę płatności. Konsument jest mocno wyedukowany, wie czego chce, potrzebuje mieć porównanie i możliwość zwrotu. E-commerce pozwala już na budowanie dobrych relacji klient-sklep, a jeszcze niedawno było przekonanie, że dobre relacje konsumenckie mogą występować tylko w relacji kiedy klient idzie do sklepu i podaje rękę pracodawcy – mówi Marzena Mojsiewicz.  Specjalistka wyjaśnia, że w nowoczesnym handlu internetowym ważne jest, by przyciągnąć klienta dobrym opisem, fotografiami i „wyjątkowością” produktu. Marketing jest więc tutaj komplementarną częścią sukcesu.

Cały WEBINAR LIVE Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości jest dostępny w mediach społecznościowych Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości.

Badanie ruchu w sklepach: Koronawirus najgroźniejszy dla handlu w dużych miastach

Z najnowszego badania firmy technologicznej Proxi.cloud wynika, że istnieje poważny związek pomiędzy wzrostem stwierdzanych zakażeń koronawirusem a spadającą liczbą wizyt w sklepach. Najbardziej jest to widoczne w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców. Natomiast na drugim biegunie są ośrodki liczące 50-100 tys. osób. Te zmiany są zauważalne od 25 września, kiedy przekroczono 1,5 tys. zachorowań w ciągu doby. Z kolei wyraźny spadek liczby wizyt w sklepach notowany jest od 12 października. Według ekspertów, sytuacja placówek stacjonarnych będzie się pogarszała. Klienci będą rzadziej do nich przychodzić, ale do koszyków włożą więcej towarów. Szczególnie będzie to widać w miastach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców.

-0,59 wynosi korelacja między nowymi zakażeniami a ruchem w sklepach w całym kraju. Jak wynika z analizy, jest więc bardzo silny związek pomiędzy wzrostem stwierdzanych przypadków zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 a spadającą liczbą wizyt w placówkach handlowych.

– Możemy to zestawić również z korelacją liczby zakażeń do liczby osób robiących zakupy, gdzie wskaźnik wynosi -0,49. Porównując wyniki, widzimy również, że przy rosnącej grupie zakażonych następuje większy spadek wizyt w sklepach niż samych klientów. Nadal sporo konsumentów chodzi do stacjonarnych placówek, natomiast stara się to robić rzadziej – komentuje dr Krzysztof Łuczak z firmy  technologicznej Proxi.cloud.

Analiza zawiera wyniki dla obszarów podzielonych według liczby ludności. Najsilniejszy związek prezentują miasta liczące powyżej 500 tys. osób. W nich wskaźnik wyniósł -0,75. Dalej znajdują się ośrodki mające 100-500 tys. mieszkańców (-0,55) oraz miasta do 50 tys. (-0,49). Natomiast na końcu zestawienia widzimy miasta, w których żyje 50-100 tys. ludzi (-0,26), a także wsie (-0,40).

– Być może zachowanie ludzi w największych ośrodkach jest spowodowane tym, że oni mają na co dzień kontakt z wieloma osobami, np. na ulicy. Ich obawa dotycząca zarażenia się może być najsilniejsza. Dlatego też przykładają większą wagę do ograniczenia wizyt w sklepach i robienia szerszych zakupów, np. raz na tydzień. Ponadto w dużych miastach dostęp do usług zamawiania produktów spożywczych do domów jest najłatwiejszy, co pozwala na rzadsze odwiedzanie placówek handlowych – mówi dr inż. Paweł Prociów z Proxi.cloud.

Z kolei dr Łuczak zaznacza, że słaby związek badanej zależności występuje w miastach od 50 tys. do 100 tys. mieszkańców oraz na terenach wiejskich. I dodaje, że prawdopodobnie pandemia nie zmieniła mocno przyzwyczajeń osób mieszkających na wsiach. One zazwyczaj robiły większe zakupy raz na dłuższy okres. Chcąc bowiem kupować towary w większych sklepach, musieli dojeżdżać do okolicznych miast.

– Mniej wizyt w sklepach w sierpniu w porównaniu z wrześniem to najprawdopodobniej efekt sezonu urlopowego. Zmiany zaczęły zachodzić w momencie przekroczenia 1,5 tys. potwierdzonych przypadków zakażenia, co nastąpiło 25 września. Natomiast wyraźny spadek wizyt jest widoczny dopiero od 12 października. Może to być efektem nowych obostrzeń na terenie całego kraju. 2 dni wcześniej w czerwonej strefie znalazły się 32 powiaty, a wraz z nimi było jeszcze 6 miast. Pozostały obszar kraju stał się żółtą strefą – analizuje Krzysztof Zych z firmy doradczej UCE GROUP LTD.

Wtedy też zwiększono obostrzenia, m.in. dla handlu. Wówczas wprowadzono nowe wytyczne dotyczące liczby osób przebywających w placówce handlowej. Z danych Proxi.cloud wynika także, że 17 października br. poziom wizyt w sklepach spadł aż o 24% w porównaniu ze średnim ruchem. Linia trendu pokazuje, że sytuacja ta będzie się pogłębiać.

– W dwóch ostatnich analizowanych tygodniach nastąpił gwałtowny wzrost liczby zakażeń. Wówczas korelacja była silniejsza niż dla całego okresu. Może to oznaczać potwierdzenie trendu malejącego ruchu i paniki ludzi, a także obostrzeń typu godziny dla seniorów – dodaje dr inż. Prociów.

Analitycy z Proxi.cloud spodziewają się również, że w związku z tym może spadać częstotliwość dokonywania zakupów. Klienci będą rzadziej przychodzić do sklepów, ale do koszyków jednorazowo włożą więcej towarów. Najmocniej będzie to widoczne w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. Dużą szansą dla znajdujących się tam sklepów jest wprowadzenie możliwości zakupów online z dostawą do domu.

Badanie zostało wykonane w okresie od 19 sierpnia do 18 października br. Poddano analizie zachowania 1,8 mln klientów ponad 22,1 tys. placówek handlowych na terenie całego kraju. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie.

Bank Pocztowy wprowadza BLIKA

Klienci Banku Pocztowego korzystający z aplikacji mobilnej EnveloBank uzyskali dostęp do systemu płatności mobilnych BLIK. Bank poszerza tym samym swoją ofertę o cieszący się coraz większą popularnością sposób płatności. 

Od momentu udostępnienia BLIKA Klienci Banku Pocztowego mogą korzystać z 3 rodzajów usług – płatności w Internecie, płatności w sklepach oraz wypłat z bankomatów. W przyszłości usługa będzie jednak rozwijana o kolejne rozwiązania, które umożliwia BLIK, jak na przykład przelewy na telefon.

– Klienci coraz częściej dokonują wyboru banku, z którym chcą się związać, w oparciu o wnikliwe porównanie korzyści, jakie będą dla nich płynąć z nawiązania współpracy. Spektrum rozwiązań mobilnych jest bardzo istotnym punktem przy podejmowaniu decyzji o wyborze banku. Dlatego w ostatnim czasie Bank Pocztowy mocno rozwinął się w tym obszarze, a dziś dokłada do swojej oferty popularnego BLIKA. Ten wygodny, bezpieczny i – co ważne – rodzimy system płatności mobilnych z pewnością będzie chętnie wykorzystywany przez użytkowników naszej aplikacji mobilnej – mówi Tomasz Dąbrowski, Członek Zarządu Banku Pocztowego.

– Witamy klientów Banku Pocztowego wśród użytkowników BLIKA, którzy z pewnością docenią jego wygodę i bezpieczeństwo. Wierzę, że aplikacja  EnveloBanku dzięki BLIKOWI jeszcze bardziej zyska na popularnościmówi Dariusz Mazurkiewicz, Prezes Zarządu Polskiego Standardu Płatności – BLIK po pięciu i pół roku obecności na rynku jest dziś w Polsce systemem powszechnym i bardzo chętnie wykorzystywanym. Ta popularność powoduje, że cały czas chcemy rozwijać BLIKA i udostępniać  naszym użytkownikom jeszcze lepsze doświadczanie w płatnościach – dodaje.

By zacząć płacić BLIKIEM wystarczy mieć zainstalowaną aplikację mobilną EnveloBanku i dostęp do Internetu, (najnowszą wersję aplikacji można pobrać ze sklepu z aplikacjami lub zaktualizować aplikację obecnie posiadaną na urządzeniu). Dzięki temu bez żadnych dodatkowych czynności klienci uzyskają dostęp do płatności mobilnych BLIK. Każda płatność przebiega w ten sam sposób: Klient generuje 6 cyfrowy kod, przepisuje go w odpowiednie miejsce – na stronę www sklepu, terminal w sklepie stacjonarnym, ekran bankomatu – a następnie akceptuje w aplikacji mobilnej.

W ciągu zaledwie ostatniego roku Bank Pocztowy istotnie rozwinął funkcjonalności dostępne z poziomu swojej aplikacji mobilnej EnveloBank. Poza udostępnionym właśnie BLIKIEM są to także wspierające wygodę płatności mobilne Apple Pay, Google Pay i Garmin Pay, rozwiązania pozwalające na wykorzystanie biometrii w bankowości, jak logowanie do aplikacji mobilnej czy autoryzacja przelewów z wykorzystaniem odcisku palca lub Face ID (biometrycznego rozpoznania twarzy Klienta), czy w końcu wprowadzona przed wakacjami usługa Autopay, umożliwiająca posiadaczom aplikacji Banku Pocztowego automatyczną płatność i tym samym uniknięcie stania w korkach przy autostradowych bramkach.

Rekordowe wyniki branży magazynowej w regionie CEE w pierwszej połowie 2020 r.

W pierwszej połowie 2020 roku w Polsce, w Czechach, w Rumunii, na Słowacji i na Węgrzech podpisano umowy najmu na łącznie 3,74 mln mkw., co stanowiło 55% ubiegłorocznego wolumenu i oznacza wzrost o 10% w porównaniu z pierwszym półroczem 2019 roku – wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

  • Wolumen transakcji najmu w pierwszej połowie roku we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej przekroczył 50% ubiegłorocznego wyniku.
  • Polska, gdzie oddano do użytku ponad 1 mln mkw. nowej powierzchni, jest nadal największym rynkiem powierzchni magazynowych i logistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej.
  • W kontekście nowej podaży Słowacja i Węgry odnotowały więcej zrealizowanych inwestycji w pierwszej połowie 2020 roku niż w całym 2019 roku, a w Czechach wolumen nowo wybudowanej powierzchni w pierwszym półroczu stanowi już 68% ubiegłorocznej podaży.
  • Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w regionie mogą wynieść w 2020 roku ponad 40 mln mkw. Oznacza to, że w ciągu pięciu lat rynek Europy Środkowo-Wschodniej powiększył się dwukrotnie.
  • Największą transakcją inwestycyjną w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w pierwszej połowie roku był zakup przez GLP portfela nieruchomości logistycznych należących do grupy Goodman, gdzie kupującego reprezentowała międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield.

Dynamiczny rozwój sektora e-commerce i nienotowane dotąd wzrosty wolumenu sprzedaży online wymuszają wprowadzanie usprawnień w obszarze logistyki i powstanie modeli logistycznych opartych na outsourcingu usług. Przekazanie obsługi firmom wyspecjalizowanym w tego typu działaniach (tzw. fullfillment) pozwala sprzedawcom polepszyć terminowość i skuteczność dostaw, oferować klientom różne rodzaje płatności i formy doręczeń oraz obniżyć koszty transportu, dzięki czemu kupujący będą coraz chętniej wybierać zakupy przez Internet. W przyszłości spodziewamy się dalszego rozwoju tego segmentu rynku, w szczególności w zakresie podnoszenia jakości i zwiększania elastyczności usług logistycznych.

Ponadto oczekujemy relokacji części procesów magazynowych i produkcyjnych z krajów azjatyckich i zachodnioeuropejskich w celu zdywersyfikowania i zabezpieczenia łańcuchów dostaw, co na pewno wpłynie na dalszy rozwój rynku magazynowego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Ferdinand Hlobil, Partner, Head of Industrial Agency CEE, Cushman & Wakefield.

Rynki lokalne

Polska

Popyt netto na poziomie 1,68 miliona mkw. – to rekordowy wynik aktywności najemców w pierwszych sześciu miesiącach roku i o około 42% wyższy w porównaniu do pierwszej połowy 2019 roku.

Wysoka podaż – ponad 1 milion mkw. nowej powierzchni magazynowej o zróżnicowanej strukturze: parki typu multi-let, projekty przeznaczone dla obsługi logistyki miejskiej oraz inwestycje BTS dla logistyki i produkcji.

Wysoka aktywność deweloperska – nadal na wysokim poziomie, lecz niższa niż przed rokiem ze względu na nieznaczne ograniczenie podaży o charakterze spekulacyjnym realizowanej na dużą skalę przed pojawieniem się pandemii COVID-19.

Stabilizacja czynszów – w dużej mierze dzięki niższym niż rok wcześniej kosztom generalnego wykonawstwa. Presję na wzrost czynszów w dłuższej perspektywie będzie powodować wysoki popyt na projekty wspomagające logistykę miejską przy malejącym potencjale podażowym gruntów pod tego typu projekty.

Wzrost rynku e-commerce i dalszy rozwój infrastruktury transportowej w połączeniu z korzystną lokalizacją na mapie Europy to główne czynniki podtrzymujące wysokie zainteresowanie rynkiem magazynowym w Polsce, w tym również ze strony funduszy inwestycyjnych.

Rynek powierzchni magazynowych w Polsce należy do najszybciej rozwijających się w Europie. Aktywność najemców i deweloperów utrzymywała się w pierwszej połowie 2020 roku na wysokim poziomie, o czym świadczy silny popyt, który wyniósł łącznie prawie 2,3 mln mkw. (+26% rok do roku) oraz znaczna ilość nowej podaży od stycznia 2020 roku, przekraczająca 1 mln mkw. W ujęciu regionalnym nadal dominuje pięć największych rynków: Warszawa, Górny Śląsk, Polska Centralna, Wrocław i Poznań – nadal znajduje się tu prawie 80% całkowitej podaży powierzchni magazynowej w Polsce. Jednakże dynamiczny rozwój nowych inwestycji dotyczy także mniejszych rynków regionalnych takich jak np. Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski dogodnie położonych względem rynków zachodnioeuropejskich czy też Rzeszów, Lublin w regionie wschodniej Polski, które skorzystają na budowie międzynarodowej trasy Via Carpatia oraz Trójmiasto z dostępem do nowoczesnej i stale rozwijanej infrastruktury portowej.

W budowie pozostaje ok. 1,9 mln mkw. w ramach 76 parków magazynowych, a prawie 60% wolumenu inwestycji zostało zabezpieczone umowami najmu. W okolicy Świebodzina powstaje największy obiekt magazynowy w regionie zachodniej Polski (203 000 mkw.). Inwestycję w formule BTS dla międzynarodowej firmy z branży e-commerce realizuje Panattoni.

W związku z wyższym ryzykiem spowodowanym pandemią COVID-19, obserwuje się obecnie nieznacznie większą wstrzemięźliwość w realizowaniu inwestycji o charakterze spekulacyjnym, co z kolei przyczyni się do utrzymania stopy pustostanów na stabilnym, niskim poziomie do końca bieżącego roku. Czynsze również nie zmieniły się znacząco w pierwszym półroczu, a stawki bazowe zazwyczaj nie przekraczają poziomu 3,80 EUR/mkw./miesiąc w przypadku modułów magazynowych typu BIG-BOX oraz 5,25 EUR/mkw./miesiąc w przypadku tzw. Small Business Units (SBU) w Warszawie. Stawki czynszów efektywnych wahają się obecnie w przedziale 2,00-3,20 EUR/mkw./miesiąc dla jednostek typu BIG-BOX oraz 3,00-4,50 EUR/mkw./miesiąc za moduły typu SBU.

Pomimo dynamicznej sytuacji na rynku i wciąż dużej niepewności spowodowanej pandemią koronawirusa perspektywy dla sektora magazynowego pozostają korzystne. Przewidujemy, że popyt na rynku magazynowym będą nadal generować przede wszystkim firmy z branży logistycznej, kurierskiej i handlowej w silnym powiązaniu z rozwojem sektora e-commerce, a także powracające do normalnej aktywności firmy z sektora produkcyjnego i motoryzacyjnego. Warto także wspomnieć o rosnącej aktywności firm z branży IT, które poszukują nowoczesnej powierzchni magazynowej z przeznaczeniem na centra przetwarzania danych – mówi Joanna Sinkiewicz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield Polska.

Czechy

Pierwsze miejsce w Europie i czwarte w świecie wśród najbardziej atrakcyjnych lokalizacji produkcyjnych w najnowszym rankingu Manufacturing Risk Index, opracowanym przez Cushman & Wakefield.

Największa podaż nowej powierzchni magazynowej w pierwszym półroczu w historii (410 tys. mkw.).

Stabilny popyt – 678 tys. mkw. brutto.

Nowa podaż na czeskim rynku magazynowym w pierwszej połowie 2020 roku osiągnęła najwyższą wartość za pierwsze półrocze w historii. Jednak w drugim kwartale zaobserwowano spadek liczby rozpoczynanych inwestycji w porównaniu z poprzednim kwartałem, co przełoży się na mniejszą liczbę ukończonych projektów w przyszłym roku. Popyt również utrzymuje się na stabilnym poziomie, aczkolwiek rośnie w wolniejszym tempie niż liczba oferowanych obiektów, co może doprowadzić do nieznacznego wzrostu pustostanów. Jednym z bezpośrednich skutków kryzysu spowodowanego przez pandemię COVID-19 jest wzrost ostrożności i popularności umów najmu zawieranych na krótszy okres (do jednego roku) oraz spadek zainteresowania umowami przednajmu w obiektach, które nie zostały jeszcze wybudowane.

Węgry

Rekordowa podaż – nowa podaż osiągnęła najwyższy poziom od pięciu lat – wybudowano w tym czasie ponad 127 000 mkw. nowoczesnej powierzchni logistycznej. W budowie pozostaje szereg nowych obiektów, których oddanie do użytku zaplanowano na przełomie lat 2020-2021.

Rekordowy popyt netto – Pierwsza połowa br. była rekordowa dla rynku budapeszteńskiego pod względem popytu netto na przestrzeni ostatnich pięciu lat – wynajęto łącznie ponad 282 000 mkw. powierzchni.

Globalna pandemia w niewielkim stopniu wpłynęła na rynek magazynowy na Węgrzech, a zwłaszcza na sektor nieruchomości logistycznych w Budapeszcie. Popyt na nowoczesne powierzchnie logistyczne w węgierskiej stolicy i okolicach wzrósł rok do roku w pierwszej połowie br. do ponad 155 000 mkw. w porównaniu z wolumenem transakcji netto na poziomie ok. 124 000 mkw. w pierwszym półroczu 2019 roku. Silny popyt w połączeniu z nadal niewystarczającą podażą sprawił, że stawki czynszu utrzymały się na stosunkowo wysokim poziomie, nawet na tle innych krajów regionu. Czynsze bazowe wahają się w przedziale 4,50-5,00 EUR/mkw./miesiąc w zależności od wieku budynku, standardu, lokalizacji i warunków komercyjnych. Pandemia COVID-19 wpłynęła przejściowo na cały sektor produkcyjny, zwłaszcza na przemysł motoryzacyjny i związanych z nim poddostawców.

Słowacja

Na Słowacji najbardziej atrakcyjny dla inwestorów jest sektor magazynowy – w pierwszej połowie roku w tej grupie aktywów odnotowano najwyższą aktywność inwestycyjną.

Rozwój firm z sektora e-commerce – firmy dystrybucyjne, a w szczególności sektor e-commerce zgłaszają zapotrzebowanie na nowe powierzchnie.

Stabilne czynsze na poziomie 4 EUR/mkw./miesiąc.

Wysoka aktywność najemców – popyt 221 tys. mkw. brutto.

Najwyższą aktywność inwestycyjną na rynku nieruchomości w 2020 roku na Słowacji odnotowano w sektorze magazynowym, którego udział w łącznym wolumenie transakcji inwestycyjnych od początku roku wzrósł w lipcu do 53,8%. Stabilne trendy cenowe oraz możliwości znalezienia nowych najemców na tym bardzo dynamicznym rynku sprawiły, że sektor magazynowy okazał się w czasie pandemii COVID-19 liderem wśród wszystkich segmentów nieruchomości komercyjnych na Słowacji.

Umorzenia czynszu należą raczej do rzadkości, zwłaszcza w obszarze logistyki i dystrybucji. W drugim kwartale odnotowano wysoki poziom aktywności najemców, którzy wynajęli prawie 120 000 mkw. powierzchni magazynowej. Większość popytu brutto przypada na Bratysławę i zachodnią część Słowacji, a zapotrzebowanie na powierzchnie zgłaszały firmy dystrybucyjne, a w szczególności sektor e-commerce. Wzrost wskaźnika pustostanów o 2,3 punktu procentowego do 9,3% można powiązać z oddaniem do użytku w drugim kwartale nowych obiektów o charakterze spekulacyjnym.

Rumunia

Wysoki popyt i nowi najemcy – głównie z sektora handlowego, FMCG i operatorów logistycznych 3PL.

Podaż planowana na drugą połowę 2020 roku obejmuje głównie obiekty typu BTS lub w dużej mierze zabezpieczone umowami przednajmu.

Pomimo skurczenia się gospodarki globalnej i lokalnej w krótkiej perspektywie czasowej, Rumunia jest uznawana za konkurencyjną lokalizację dla budowy nowych centrów produkcyjnych i dystrybucyjnych, które umożliwią skrócenie łańcucha dostaw w granicach UE.

Popyt na powierzchnie logistyczne w drugim kwartale 2020 roku utrzymał się na wysokim poziomie i wyniósł łącznie prawie 200 000 mkw., co oznacza wzrost o 60% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku, natomiast wolumen transakcji za pierwsze półrocze wzrósł do 297 000 mkw. (wzrost o 27% rok do roku). Przedłużenia umów najmu stanowiły zaledwie 8% całkowitego wolumenu w drugim kwartale 2020 roku i 13% wszystkich transakcji odnotowanych w pierwszym półroczu. Świadczy to o tym, że głównym motorem aktywności na rynku najmu był nowy popyt i zapotrzebowanie na nowe powierzchnie zgłaszane pomimo pandemii COVID-19 przez sieci handlowe, firmy z sektora FMCG i operatorów logistycznych 3PL.

Wchodzą w życie przepisy o planowaniu przestrzennym

Ujednolicenie sposobu tworzenia i prowadzenia zbiorów i metadanych dotyczących aktów planowania przestrzennego w skali całego kraju; inwestor będzie mógł sprawdzić przez internet informację o przeznaczeniu potencjalnego terenu inwestycyjnego oraz jego otoczenia – taki będzie efekt przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, które wchodzą w życie w sobotę. Równocześnie zaczyna obowiązywać rozporządzenie Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii w tej sprawie. W rozporządzeniu znajdują się szczegółowe regulacje dotyczące tworzenia i prowadzenia zbiorów, które obejmują dane przestrzenne APP oraz opisujących je metadanych infrastruktury informacji przestrzennej.

Krok ku dalszej cyfryzacji planowania przestrzennego

– W ministerstwie podejmujemy działania, dzięki którym ułatwiony będzie dostęp do jednolitej, wiarygodnej i kompletnej informacji o planowanym zagospodarowaniu przestrzennym w całym kraju, w trybie on-line – mówi wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin.

I dodaje: – Przygotowane przez nas rozwiązania, które wprowadzają standardy danych planistycznych, ułatwią i przyspieszą realizację inwestycji. Korzyści odniosą zarówno jednostki samorządu terytorialnego (JST), jak i obywatele. JST będą mogły prowadzić monitoring stanu prac planistycznych w sposób bardziej efektywny. Obywatel zaś będzie mógł online sprawdzić czy działka, którą chce zakupić, zlokalizowana jest na terenie objętym miejscowym planem.

Nowe przepisy (Rozdział 5a) nakładają na organy wydające akty planowania przestrzennego obowiązek tworzenia cyfrowych danych planistycznych. Obowiązek ten dotyczy również aktów już obowiązujących.

Do aktów planowania przestrzennego (APP) zalicza się (art. 67a ust. 2 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym):

  1. plany zagospodarowania przestrzennego województwa,
  2. studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego,
  3. miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego,
  4. miejscowe plany odbudowy,
  5. miejscowe plany rewitalizacji.

Cyfrowe dane planistyczne obejmują co najmniej (art. 67a ust. 3 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym):

  1. zasięg przestrzenny obowiązywania danego aktu w postaci wektorowej,
  2. rysunek aktu w postaci rastra z odniesieniem przestrzennym (georeferencją),
  3. odniesienie do treści dokumentu powiązanego.

Rozporządzenie Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dnia 26 października 2020 r. w sprawie zbiorów danych przestrzennych oraz metadanych w zakresie zagospodarowania przestrzennego to kolejny instrument w rozpoczętym procesie porządkowania cyfryzacji planowania przestrzennego. Jego celem jest uszczegółowienie sposobu realizacji wymagań przyjętych w ustawie.

Rozporządzenie uszczegóławia m.in:

  • klasyfikację rodzajów zbiorów tworzonych i prowadzonych w ramach tematu „zagospodarowanie przestrzenne”;
  • typy i atrybuty obiektów przestrzennych ujętych w zbiorach oraz stosowane listy kodowe;
  • powiązania pomiędzy obiektami i atrybutami, w tym także relacje czasowe, przestrzenne i topologiczne;
  • ograniczenia dotyczące typów obiektów lub ich cech (atrybutów, związków, operacji);
  • sposób tworzenia identyfikatorów zbioru i obiektu przestrzennego;
  • układy współrzędnych, w których określana jest lokalizacja przestrzenna obiektów;
  • formaty danych udostępniania zbioru;
  • strukturę i zakres metadanych infrastruktury informacji przestrzennej w zakresie zagospodarowania przestrzennego.

Aspekty techniczne

Na specjalnie przygotowanej stronie internetowej Zagospodarowanie przestrzenne – cyfryzacja (www.gov.pl/zagospodarowanieprzestrzenne) zostaną udostępnione aspekty techniczne tworzenia danych przestrzennych APP. Jest to specyfikacja danych dla planowania przestrzennego wraz ze schematami aplikacyjnymi zapisanymi w UML oraz GML.

Wspierajmy się nawzajem

Jak w sposób efektywny i prosty wykonać nowy obowiązek prawny w zakresie cyfryzacji planowania przestrzennego? Przy użyciu jakich narzędzi? Czy narzędzia są bezpłatne? Odpowiedzi na te i inne pytania umieściliśmy w serwisie Zagospodarowanie przestrzenne – cyfryzacja, a szczególnie w zakładce „Narzędzia”.

Niebawem udostępnimy narzędzie do cyfryzacji APP w postaci wtyczki do otwartego oprogramowania QGIS o nazwie Wtyczka APP. Zostanie również uruchomiona w trybie on-line, usługa sprawdzania poprawności danych przestrzennych oraz metadanych. Narzędzia mają wesprzeć samorządy oraz twórców APP w tworzeniu danych planistycznych zgodnych z Rozporządzeniem, a służby Wojewody w zakresie nadzoru nad uchwałami w sprawie aktów planowania przestrzennego w sprawdzaniu ich poprawności.

Skąd potrzeba zmiany?

Dotychczas w Polsce nie było standardu, który określa zasady tworzenia cyfrowych danych planistycznych. To skutkuje powstawaniem danych niejednolitych, wykorzystujących różne, niekoniecznie spójne, nazewnictwo. W rezultacie, utrudnione, a niekiedy wręcz niemożliwe, jest łączenie danych z różnych źródeł i wykonywanie analiz przestrzennych.

Rozwiązanie usprawni i umożliwi także terminowe wykonywanie Dyrektywy 2007/2/WE Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2007/2/WE z dnia 14 marca 2007 r. Ustanawia ona infrastrukturę informacji przestrzennej we Wspólnocie Europejskiej (INSPIRE) w zakresie zagospodarowania przestrzennego.

Podstawa prawna

Ustawa z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym Dz.U. 2003 nr 80 poz. 717

Rozporządzenie Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dnia 26 października 2020 r. w sprawie zbiorów danych przestrzennych oraz metadanych w zakresie zagospodarowania przestrzennego: https://dziennikustaw.gov.pl/D2020000191601.pdf

Rozporządzenie jest skutkiem wprowadzenia Rozdziału 5a do ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (ustawa z dnia 16 kwietnia 2020 r. o zmianie ustawy – Prawo geodezyjne i kartograficzne oraz niektórych innych ustaw; PDF, 699KB).

System depozytowy pomoże producentom napojów i uchroni Polskę przed wysokimi opłatami do budżetu UE

Polska stoi przed implementacją prawa unijnego, które nakłada nowe obowiązki w zakresie ochrony środowiska – dla kraju, jak i dla polskich firm. Polscy producenci soków i napojów popierają proekologiczne inicjatywy, ale apelują o stworzenie systemu depozytowego, który umożliwi im realizację nowych obowiązków. Niewdrożenie lub zastosowanie złych rozwiązań spowoduje problemy nie tylko dla polskich producentów soków i napojów, ale także dla polskiego tradycyjnego handlu. Obecnie w Ministerstwie Klimatu i Środowiska trwają prace nad wypracowaniem rozwiązań w tym obszarze.

Najnowsze stanowisko Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków powstało w związku z koniecznością wdrożenia przez Polskę tzw. dyrektywy Single Use Plastics, która ustanawia m.in. poziomy w zakresie selektywnej zbiórki w celu recyklingu butelek z tworzyw sztucznych po napojach, wynoszące: 77% do 2025 r. i 90% do 2029 r. Wprowadza także wymóg, że od 2025 r. wszystkie butelki plastikowe muszą być wykonane w minimum 25% z materiału pochodzącego z recyklingu, a od 2030 r. w 30%. Ponadto, dodatkowo już od 1 stycznia 2021 roku państwa członkowskie Unii Europejskiej będą odprowadzać do budżetu unijnego wpłaty od niepoddanych recyklingowi tworzyw sztucznych.

Właściwie stworzony system depozytowy pomoże polskim producentom soków i napojów, aby spełnili swoje obowiązki, które nakłada na nich prawo unijne. Od 2025 roku wprowadzając na rynek napoje w opakowaniach plastikowych – opakowania te muszą być wykonane  w minimum 25% z materiału pochodzącego z recyklingu, a od 2030 r. w 30%. Co to oznacza? Musimy skutecznie zebrać z rynku opakowania plastikowe, aby mieć surowiec do produkcji następnych. Aby to zrobić – musi w Polsce powstać system depozytowy dla butelek PET, który będzie przyjazny dla polskiego handlu – zarówno małych sklepów, jak i dużych sieci handlowych – mówi Julian Pawlak, prezes KUPS.

W najnowszym stanowisku Krajowa Unia Producentów Soków przedstawia cztery filary, które według Stowarzyszenia pozwolą Polsce na skuteczne, ekologiczne i bezpieczne gospodarczo przygotowanie i wdrożenie systemu. Chodzi o zastosowanie takich rozwiązań, które umożliwią osiąganie oczekiwanych przez UE parametrów prośrodowiskowych z uwzględnieniem polskich uwarunkowań gospodarczych. I tak:

Po pierwsze – objęcie systemem depozytowym jedynie butelek PET z wyłączeniem opakowań szklanych i puszek aluminiowych.

Jak zauważa KUPS, kluczowymi argumentami za przyjęciem takiego rozwiązania są – wysoki poziom recyklingu innych opakowań jednorazowego użytku, czyli szklanych i aluminiowych w Polsce, trudność w przystąpieniu do systemu małych polskich sklepów, które nie mają miejsca, ani zasobów do przechowywania gabarytowych i ciężkich opakowań. Dodatkowo, bazując na doświadczeniach innych krajów, spowodowałoby to zmianę trendów – spadek zainteresowania butelkami szklanymi wielkokrotnego użytku, które w Polsce funkcjonują w systemie kaucyjnym oraz wzrost popularności opakowań plastikowych.

Takie skoncentrowanie na jednym rodzaju opakowań byłoby najbardziej efektywne, racjonalne i pozwalałoby na stopniowe przygotowanie się producentów, polskiego handlu, jak i konsumentów do wprowadzenia zmian” – podkreśla Julian Pawlak.

Po drugie – operatorem systemu depozytowego powinna być spółka non-for-profit, stworzona przez producentów i detalistów.

Biorąc pod uwagę wymagania prawne to na wprowadzających produkty w opakowaniach będzie spoczywało najwięcej obowiązków wynikających z wejścia w życie nowych przepisów.

Biznes ma największe doświadczenie, jak takie skomplikowane przedsięwzięcia realizować. Jest najbliżej rynku, a co za tym idzie, bezpośrednio zna uwarunkowania, bariery, oczekiwania producentów, sklepów oraz konsumentów. Jest szczególnie zainteresowany, aby system był jak najtańszy i wydolny oraz przyjazny dla konsumentów” – zaznacza Julian Pawlak.

Na właściwość takiego rozwiązania wskazują także praktyki zastosowane w innych krajach europejskich, w których systemy depozytowe są utworzone i działają efektywnie: Dania, Holandia, Islandia – systemy depozytowe tworzą tu producenci napojów, Estonia, Finlandia – w 75% są to producenci, a w 25% handel detaliczny, Norwegia, Szwecja – 50% producenci, 50% handel detaliczny.

Po trzecie – operator systemu powinien być właścicielem przetworzonego plastiku (rPET – recycled PET) i przeznaczać go na zaspokojenie potrzeb polskich producentów.

Z uwagi na to, że ww. obowiązkami będą obciążeni głównie producenci i to na nich będzie spoczywała  odpowiedzialność, by odpady trafiały do recyklingu, jak również  to oni  będą pokrywać zwiększone koszty produkcji i sprzedaży – operator systemu powinien być właścicielem materiału uzyskanego ze zwróconych opakowań, ponieważ jedynie to zagwarantuje  producentom dostęp/zakup rPET – czyli da pewność, że surowiec nie zostanie wykorzystany gdzie indziej.

Jest to jedyne logiczne rozwiązanie, które zagwarantuje firmom w Polsce wywiązanie się z obowiązku procentowego udziału rPET w ich opakowaniach. Dlatego jest to powszechne rozwiązanie w krajach, w których system działa – w ochronie interesów firm, ale także Państwa” – podkreśla Pawlak.

Po czwarte – niezwrócony depozyt powinien finansować działanie systemu i nie być objęty podatkiem VAT.

Podstawową zasadą powinno być, aby przychody ze sprzedaży surowca i niezwrócony depozyt pozostawały wewnątrz systemu. W interesie Polski, tak jak to ma miejsce w innych krajach europejskich, powinno być to, aby system był jak najbardziej wydolny i jak najtańszy dla konsumentów, producentów i sklepów. Takie rozwiązanie przyczyni się do obniżenia kosztów systemu, co będzie korzystne dla wszystkich jego uczestników.

Co równie ważne, depozyt nie powinien być objęty stawką VAT, ponieważ wprowadzi to gigantyczne problemy rozliczeniowe i formalne, bez istotnej korzyści dla budżetu.

Jak zarządzać kilkoma start-upami jednocześnie? Poradnik dla ambitnych przedsiębiorców

Założenie i prowadzenie własnego start-upu to odpowiedzialny krok. Początkujący przedsiębiorca staje przed dużym wyzwaniem i mnóstwem decyzji. Musi poznać i przeanalizować rynek, znaleźć unikalne cechy oferowanego produktu czy usługi, dające przewagę nad konkurencją i ustalić realny czas, w którym chce zacząć na swoim pomyśle zarabiać. Zarządzanie start-upem wbrew pozorom wcale nie jest łatwe. A co jeśli musimy pokierować kilkoma takimi podmiotami w podobnym czasie. Jak dobrze i efektywnie zarządzać więcej niż jedną rozwijającą się firmą? Oto kilka praktycznych wskazówek.

Abecadło dla początkujących

Wielu rozpoczynających przygodę ze start-upem spotkało się z sytuacją, gdy pomysł „wypalił”, ale w firmie nie było mocy przerobowych, produkcja nie nadążała za zleceniami, klienci zaczęli się niecierpliwić i szukać szybszej konkurencji. Zdarzają się też sytuacje, w których firma zaczyna rosnąć, zwiększa się liczba pracowników i obowiązków, tymczasem dochody powoli maleją. W takich momentach należy zastosować odpowiednie skalowanie biznesu.

Gdy start-up się rozwija, rośnie też grupa ludzi, która go tworzy. W efekcie muszą pojawić się zespoły, specjalizacje i menadżerowie. Tak wygląda skalowanie organizacji. Ze skalowaniem klientów mamy do czynienia w momencie, gdy decydujemy się wejść w nowe segmenty rynku. Z kolei skalowanie przychodów nie może wynikać tylko ze wzrostu liczby nowych użytkowników/klientów. Ważne jest również zwiększanie zysku bazujące na tych, których już pozyskaliśmy.

Inną podstawą zarządzania start-upem jest mikrozarządzanie, a w zasadzie jego brak. Ingerowanie szefa w najmniejsze procesy decyzyjne w firmie, jeśli nie zostanie szybko wyeliminowane, może skończyć się upadkiem nawet dobrze zapowiadającego się start-upu. Interesowanie się poszczególnymi działami firmy i jej nadzorowanie nie jest oczywiście niczym złym, ale nie warto popadać w skrajności, zajmując się tym cały czas. Kluczowa jest precyzyjna komunikacja z zespołem, właściwe delegowanie zadań oraz zaufanie.

W zarządzaniu start-upem należy ufać pracownikom, będącymi specjalistami w swoich dziedzinach. Kluczowe, a już szczególnie dla młodych przedsiębiorców, jest otaczanie się merytorycznymi partnerami. W czasie, gdy nasza firma dynamicznie się rozwija, pojawia się bardzo dużo ofert współpracy. Konieczna jest wnikliwa selekcja. Doświadczenie pokazuje, że większość okaże się mało wartościowa, jednak wśród tuzina nieinteresujących pojawi się ta jedna, która doda skrzydeł naszej firmie.

Młodzi przedsiębiorcy, rozpoczynający przygodę ze start-upem często zakładają, że ich biznesplan jest najlepszą z możliwych wizją rozwoju ich firmy i nie powinni pod żadnym pozorem jej zmieniać. Tymczasem jest to błędne myślenie. Plany warto zmieniać, szczególnie biorąc pod uwagę, że współczesne rynki są tak dynamiczne. Należy dostosowywać się do przeobrażających się realiów, lub nawet je kreować.

Największe wyzwanie

Skala trudności w zarządzaniu start-upem wzrasta kilkukrotnie, gdy kierujemy więcej niż jednym podmiotem. Każda z firm ma inne problemy, potrzeby, wyzwania, a także wymaga innego podejścia do ich rozwiązywania. Stąd kluczowe jest zarządzanie czasem. Dzielenie go na kilka projektów może spowodować, że będą one rozwijały się wolniej, niż gdybyśmy poświęcili im 100 procent naszej uwagi.

Przy takich wyzwaniach najważniejszą umiejętnością jest skupienie. Koncentrując się na jednym produkcie lub start-upie, dajemy mu całą swoją energię, dzięki czemu zaczyna się rozwijać. Wszystkie nasze pomysły będą skupione wokół niego i zaowocują wieloma ulepszeniami, ale im więcej mamy start-upów, tym mniej się koncentrujemy. Zwłaszcza, jeśli wymagają różnych strategii marketingowych i sprzedażowych, a my jesteśmy na wczesnym etapie rozwoju i nie mamy nikogo do delegowania zadań – uważa Dmitriy Akulov, przedsiębiorca, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr

Wskazówki na start

Najlepszym możliwym scenariuszem przy wielu zarządzanych podmiotach jest wzajemne uzupełnianie się wszystkich start-upów. W ten sposób, gdy jeden z nich rośnie, pomaga rozwijać się także pozostałym.

Należy nauczyć się priorytetyzowania i delegowania zadań. Kluczowe jest to, żeby nie brać wszystkiego na siebie, gdyż liczba zadań przekracza możliwości czasoweocenia Jakub Łączkowski, założyciel Pozamiatane.pl

W każdym przypadku będziesz musiał nauczyć się lepiej organizować swój czas i go oddzielać. Myślę, że najlepiej poświęcać co najmniej cały dzień na jeden start-up – uważa Dmitriy Akulov.

Trudno jest zmienić kontekst, zwłaszcza przy start-upach z różnych branż, więc próba zrobienia wielu rzeczy w ciągu jednego dnia najczęściej kończy się szybkim zmęczeniem. Lepiej podzielić tę pracę z głową.

Dobre i efektywne zarządzanie kilkoma start-upami. Czy to możliwe?

To wykonalne, ale zależy od wielu czynników, a w szczególności od wielkości firm. Dobrze jest otaczać się profesjonalnym i sprawnym zespołem, a także nauczyć się delegować zadania, żeby nie okazało się, że prawie wszystko robimy samemu. Ważna jest też dobra organizacja pracy, priorytetyzowanie oraz gotowość do automatyzacji jak największej liczby procesów.

Według Jakuba Łączkowskiego w takim przypadku trzeba również pójść na pewne kompromisy ze względu na ograniczenia czasowe. Lepiej przenieść realizację części wizji na później, niż całkowicie z niej zrezygnować.

W rankingu potencjału innowacyjności bez radykalnych zmian. Na podium mazowieckie, małopolskie i dolnośląskie

Od momentu powstania raportu „Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów” cztery województwa niezmiennie pozostają liderami innowacyjności. Również w tegorocznym rankingu są to: mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie i pomorskie. W porównaniu z ubiegłym rokiem 8 województw utrzymało swoją pozycję, 5 awansowało, a 3 zanotowały spadki. Czy kryzys wywołany pandemią COVID-19 przyspieszy, czy spowolni inwestycje w innowacje i nowe technologie? Z tym pytaniem zmierzyli się w raporcie eksperci i praktycy z obszaru biznesu, nauki, instytucji rządowych i pozarządowych.

Wyniki tegorocznej rundy badania nie przyniosły radykalnych zmian w potencjale innowacyjnym województw. Liderami innowacyjności pozostają niezmiennie województwa mazowieckie, małopolskie i dolnośląskie – mocne ośrodki gospodarczo-biznesowe o dużej skuteczności wdrażania innowacji w krwiobieg gospodarki.

Podobnie jak w poprzednich latach, na ostatnich miejscach rankingu znalazły się województwa lubuskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie. Skromną pozycję tych regionów determinuje ich relatywnie niskie uprzemysłowienie, a także słabiej rozwinięta infrastruktura edukacyjna. Znajduje to odzwierciedlenie w niższej aktywności naukowo – badawczej, co w konsekwencji prowadzi do niższej wydajności pracy i niskiej stopy wartości dodanej generowanej przez lokalne firmy. Na tym tle, w tegorocznym badaniu wyróżnia się województwo świętokrzyskie, które awansowało o jedną pozycję. O zmianie zadecydowała większa aktywność w obszarze badań i rozwoju. W kategorii wydatków na ten cel, świętokrzyskie awansowało o 3 pozycje, zmniejszając tym samym dystans do lidera.

– W porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania Indeks Millennium, 8 województw utrzymało pozycję z roku poprzedniego. Awansowało 5 województw, natomiast 3 regiony odnotowały spadki. Za wyjątkiem województwa lubelskiego, które w tegorocznym badaniu spadło o 3 oczka w dół, w zdecydowanej większości regionów nie były to istotne zmiany (najczęściej o jedną pozycję). Jest to jednak w głównej mierze efekt wzrostu potencjału pozostałych regionów, nie spadku innowacyjności Lubelszczyzny. Warto też odnotować niewielkie różnice w poziomie innowacyjności regionów w środkowej części zestawienia. Województwo śląskie, które zajmuje 5-tą lokatę i województwo lubelskie, sklasyfikowane na miejscu 8, dzieli zaledwie 1,7 pkt. Jest to bardzo pozytywne zjawisko, które oznacza intensyfikację procesów innowacyjnych w regionach o średnim potencjalne gospodarczym – mówi Grzegorz Maliszewski, Główny Ekonomista Banku Millennium i jeden z autorów raportu.

Indeks Millennium 2020 – miejsca województw w rankingu

Indeks Millennium 2020 – miejsca województw w rankinguAnalizując dane z ostatnich pięciu lat warto zwrócić uwagę na województwa łódzkie i śląskie, które awansowały o 2 pozycje w zestawieniu. Co ciekawe, oba regiony przegoniły w rankingu Wielkopolskę. Różnice między wspomnianą trójką regionów są jednak niewielkie, więc w kolejnych latach możliwe są pewne przetasowania. Województwo łódzkie i śląskie awansowały w rankingu ze względu na zwiększoną aktywność w obszarze B+R. Przykładowo łódzkie znalazło się wśród trzech regionów, które w tym roku zbliżyły się najbardziej do lidera w kategorii wydatków na badania i rozwój. Zwiększaniu potencjału sprzyjają centralna lokalizacja, poprawa infrastruktury oraz dalszy rozwój ośrodka akademickiego. O trwałości trendu w kolejnych latach i utrzymaniu tegorocznej pozycji zadecyduje efektywność poniesionych nakładów oraz ich wpływ na wydajność prowadzonej w regionie działalności.

Indeks Millennium – porównanie wyników 2020/2019

Indeks Millennium – porównanie wyników 2020 2019Wiodącym tematem tegorocznego badania, były ograniczenia, ale i szanse wynikające z kryzysu związanego z pandemią COVID-19. – Historia poprzednich kryzysów pokazuje, że największe zmiany w losach firm, zarówno jeśli chodzi o wygraną, jak i przegraną, wynikają z dekoniunktury. Kryzysy to chwile prawdy, w których zarządzający mogą przekształcić, zresetować czy ponownie wymyślić swoje firmy – zauważył Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

Tradycyjnie do skomentowania wyników w poszczególnych regionach autorzy raportu zaprosili ekspertów i praktyków z obszaru biznesu, nauki, instytucji rządowych i pozarządowych. Podzielili się oni swoimi doświadczeniami na temat tego, co pomaga i przeszkadza w rozwoju nowatorskich przedsięwzięć, w jaki sposób pandemia zmieni podejście do innowacyjności oraz jak wspierać rozwój innowacyjności w kolejnych kwartałach i latach. – Wierzę, że tegoroczny raport i zawarte w nim komentarze będą istotnym głosem w publicznej debacie o innowacyjności w erze koronawirusa i tego, w jaki sposób zmieniła się ona w porównaniu z sytuacją sprzed marca 2020 roku – dodał Joao Bras Jorge.

Szczegółowe wyniki rankingu i wypowiedzi ekspertów znajdują się na stronie: https://www.bankmillennium.pl/documents/10184/28780471/Millenium_201027_Raport_index2020.pdf

Dzień przed wyborami w USA

Na dzień przed wyborami w USA i przy niekończących się negatywnych informacjach z frontu walki z wirusem na rynku walutowym dominuje redukcja ryzyka. EUR/PLN pozostaje ponad 4,60. Za to na rynku akcji widać próby odbicia po fatalnym ubiegłym tygodniu, ale nikt nie przywiązuje uwagi do dzisiejszych zmian.

Nawet jeśli wygrana Bidena jest jednocześnie sugerowana przez sondaże i typowana przez bukmacherów, jutrzejszy rezultat jest bardziej skomplikowany, a na ostateczny wynik może i będzie trzeba poczekać kilka dni lub tygodni. To utrudnia pełne dyskonto przez rynki wskazań sondaży, ale też ewentualny rajd ulgi jest hamowany w związku z generalną awersja do ryzyka wywołaną przez drugą falę pandemii. Jedyną pewną rzeczą w tym klimacie jest małe znaczenie danych makro dziś i jutro, a może i do końca tygodnia. Początek miesiąca to tradycyjnie wysyp październikowych indeksów PMI dla przemysłu. Słabsze dane z Europy nikogo nie będą dziwić, gdyż każdy jest już myślami przy listopadowej aktualizacji obciążonej lockdownami i innymi restrykcjami. Na tle ponurych wskaźników z Europy wybijają się pozytywne zaskoczenia w indeksach PMI z Chin – Caixin PMI dla przemysłu wzrósł w październiku do 53,6 z 53 miesiąc wcześniej i jest najwyżej od 2011 r. Wygląda na to, że nielekceważenie wirusa nieprzerwanie od wiosny przynosi korzyści.

Za nami już PMI dla przemysłu z Polski, który utrzymał poziom z września na 50,8. Niepokojące, że już w październiku zanotowano marginalny wzrost produkcji i spadki nowych zamówień. Przy rozwoju sytuacji w kraju i Europie według aktualnych trendów w listopadzie indeks PMI nie uchroni się przed spadkiem poniżej bariery 50 pkt. Ryzyko takiego scenariusza zapewne będzie brane pod rozwagę przez Rade Polityki Pieniężnej, ale na listopadowym posiedzeniu (środa) nie spodziewamy się zmian w polityce. RPP teoretycznie może obniżyć stopę referencyjną do zera lub niżej, ale złoty już jest słaby, a rentowności długu niskie, więc dodatkowe korzyści z pogłębiania luzowania mogą okazać się marginalne i lepiej zostawić sobie pole manewru na później. Rynek złotego śledzi skalę rozprzestrzeniania się wirusa w kraju, zapowiedzi nowych restrykcji i protestów społecznych, a to wszystko w obliczu awersji do ryzyka na rynkach zewnętrznych. Sytuacja pozostaje dynamiczna z przewagą czynników negatywnych.

Funt jest dziś najsłabszy wśród walut G10 i nie pomagają doniesienia, że Wielka Brytania i UE zbliżają się do porozumienia w sprawie praw połowowych, co przybliża ostateczne zawarcie umowy handlowej brexitu. Jednak aktualnie na rynku nie ma apetytu na dyskontowanie porozumienia, a wcześniej rynek musi przetrawić decyzje brytyjskich władz o wprowadzeniu 4-tygodniowego lockdownu począwszy od 5 listopada. Jakkolwiek o decyzji spekulowano już w ubiegłym tygodniu, tak nowością jest ryzyko przedłużenia lockdownu do przyszłego roku. Innymi słowy, nieważne, że po 1 stycznia handel z UE będzie mógł się odbywać na starych zasadach, jeśli nikomu nie będzie możliwe tego handlu prowadzić. Czynniki ryzyka dla GBP muszą być ustawić się w kolejce i brexit ustępuje miejsca COVID-19, wyborom w USA, ale też czwartkowej decyzji Banku Anglii. Luzowanie w obecnej sytuacji gospodarczej jest przesądzone, choć BoE raczej ograniczy się do zwiększenia QE o co najmniej 100 mld GBP, a opcja ujemnych stóp procentowych zostanie pozostawiona na przyszły rok.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inflacja w Polsce nie powinna już szybko rosnąć

Inflacja w październiku wyniosła 3% r/r i 0,1% m/m. Oznacza to niewielki spadek w stosunku do września (3,2% r/r) – podał GUS.

Ostatnie miesiące sugerują, że inflacja ustabilizowała się w okolicach 3%. Oznacza to zakotwiczenie wskaźnika powyżej celu inflacyjnego, ale jednocześnie w dopuszczalnym paśmie odchyleń. Jeśli więc nie będziemy mieli do czynienia z nadzwyczajnymi okolicznościami (takimi jak lockdown z dużymi ograniczeniami), to ryzyko znacznych wzrostów inflacji do końca roku jest nikłe. Podobnie jak prawdopodobieństwo zmian stóp procentowych w listopadzie.

Dzisiejsze dane pokazują stabilność cen żywności (2,3% r/r, -0,1% m/m) oraz wyraźny spadek cen paliw (-9,2% r/r, -1% m/m). Drugi przypadek odzwierciedla zmiany na rynkach globalnych. Światowa aktywność gospodarcza spada wraz z drugą falą pandemii, czego efektem jest zmniejszone zapotrzebowanie na ropę i jej przecena. Dwa epizody spadków w październiku przekładają się na niższe ceny dla konsumentów. Znacznie mniej jednoznaczny jest wyraźny wzrost cen nośników energii (4,8% r/r, 0,3% m/m), którego źródło GUS poda w połowie miesiąca.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Koniec dekady „open space”. Nowe zasady gry na rynku powierzchni biurowych

W kolejnych tygodniach niewątpliwe czeka nas duży wzrost zachorowań i związanych z tym problemów. Jednak po tym kryzysowym okresie powinniśmy rozpocząć powrót do normalności. Wg różnych ekspertyz i zmieniających się czynników mający znaczący wpływ na przebieg pandemii, ten proces przypadnie na okres przełomu roku (optymistycznie połowę grudnia). Branża obawia się nie tylko negatywnych skutków drugiej fali COVID-19, ale i  planowanych pod egidą resortu finansów kontrowersyjnych zmiany w podatku CIT mających wejść w życie już na początku 2021 r. Grożą one poważnymi reperkusjami na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Ostrej krytyki proponowanym zapisom nie szczędzi też prof. Bogumił Brzeziński z Katedry Prawa Finansów Publicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Proponowane rozwiązania byłyby drugim uderzeniem w branżę i tak osłabioną skutkami pandemii.

Obecnie łączna powierzchnia biur w Polsce wynosi  od 11 do 19 mln metrów kw. – w zależności od obliczeń. Oznacza to, że od początku pandemii COVID-19 podaż dostępnej powierzchni biurowej do wynajęcia „od zaraz” zwiększyła się o 300.000 metrów kw. Prewencja oraz bezpieczeństwo zdrowotne w biurach stały się jedną z głównych funkcji w projektowaniu i zarządzaniu nieruchomościami, a dystans społeczny stał się jednym z najważniejszych kryteriów.

Obecnie już co trzeci pracodawca deklaruje zamiar przejścia na pracę zdalną, a ponad połowa organizacji rozważa utworzenie w przyszłości rozproszonych zespołów. Wzrasta również zainteresowanie hybrydowym modelem najmu, polegającym na połączeniu tradycyjnego biura z przestrzenią coworkingową. Wszystko to powoduje, że część najemców nie potrzebuje już tak dużej przestrzeni i decyduje się na podnajem dotychczasowego biura lub jego części, renegocjacje warunków lub nawet rezygnację z posiadania większej liczby placówek i wypowiadanie umów najmu – co potwierdzają badania Hays Poland. Pamiętajmy również, że nowoczesne biura pełnią także funkcję wzmacniającą więzi społecznie oraz miejsca powiązanych usług serwisowych (od centrum fitness, przez restauracje do usług handlowych).

W III kwartale tego roku na stołeczny rynek dostarczono około 131,5 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w sześciu projektach. Na koniec września wskaźnik pustostanów w Warszawie osiągnął wartość 9,6 proc. co oznacza wzrost o 1,7 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 1,4 p.p. w odniesieniu do porównywalnego okresu 2019 roku – podaje Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK). Na koniec września 2020 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły około 5 822 400 mkw.

Swoją pozycję na rynku umacniają też projekty wielofunkcyjne. W III kwartale zostało otwartych sześć inwestycji, największy to nowy obiekt Ghelamco – The Warsaw HUB, oferujący 4 800 m² powierzchni handlowej. Projekt o łącznej powierzchni użytkowej 113 000 m² z dominującym komponentem biurowym wkrótce powita również pierwszych gości w dwóch nowych hotelach.

Obecne trendy na rynku biur:

  • powrót do przestrzeni gabinetowej, koniec dekady „open space” ,
  • wzrost znaczenia bezpieczeństwa sanitarnego i zwiększenia powierzchni przewidzianej na stanowisko pracy i innowacyjne technologie,
  • optymalizacja i szukanie oszczędności,
  • deweloperzy komercyjni, którzy nie byli dotąd aktywni w obszarze rynku pierwotnego,  poważnie myślą o wejściu w ten obszar nieruchomości,
  • elastyczne umowy na krótsze okresy i renegocjacja dotychczasowych warunków,
  • w dłuższym czasie zyskuje coworking i huby oferujące różnorodne aktywności życiowe w elastycznych formach, choć w pierwszej fali konsekwencje zmian spowodowanych pandemią najszybciej odczują operatorzy coworkingowi, którzy bazują na krótkich umowach najmu,
  • migracja części najemców z droższych do tańszych lokalizacji, zyskują parki biurowe na obrzeżach miast. Zmieniający się rynek pracy w wielu sektorach spowodował spadek popytu na  prestiżowe budynki w topowych lokalizacjach,
  • przenoszenie część etatów na home office i tworzenie w biurze miejsc typu hot-desk.

Biura pozostaną, nadal będą kluczowe dla prowadzenia biznesu

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce wróci do poziomu inwestycji sprzed pandemii za 1,5 roku tj. o ok. 6 miesięcy wcześniej niż inne rynki w Europie – wynika z raportu CBRE „Real Estate Market Mid-Year Outlook 2020”. Jednak wielu ekspertów uważa, tą prognozę za zbyt optymistyczną i twierdzą, iż zauważalny będzie znaczący spadek cen ze względu na upowszechnienie pracy zdalnej i zamknięcie inwestycji otwartych przed pandemią. Z pewnością wiele  zmiennych oraz czas zweryfikują oczekiwania, jak to zwykle bywa w czasach recesji. Eksperci Savillsa zauważają, że odbicie gospodarki i powrót firm do pracy w biurach – co już obserwujemy – dodatkowo połączone z większą ostrożnością deweloperów do rozpoczynania nowych inwestycji, za dwa – trzy lata mogą spowodować kolejną lukę podażową, jaką mieliśmy już w Warszawie w 2018 i 2019 r.

Drastyczna zmiana prowadzenia warunków biznesu spowodowała pojawienie się różnych reakcji i nowych modeli dostosowania do nowej sytuacji na rynku nieruchomości komercyjnych. Zauważalny jest wzrost popytu na podnajmy i umowy krótkoterminowe, co wymaga większej elastyczności od właścicieli budynków. Praca zdalna stała się już naturalną częścią polskiego rynku pracy. Wiele firm wprowadziło rotacyjny tryb pracy np. 2 dni w biurze, a 3 zdalnie.

Koronawirus przyspieszył również transformację cyfrową, np. wzrost znaczenia pracy zdalnej, ale zarówno digitalizację nieruchomości, jak i innych procesów biznesowych oraz zarządczych. Procesy pracy zdalnej to najistotniejszy czynnik, który wpłynął na wyznaczenie nowych potrzeb konsumenckich widocznych nie tylko w sektorze komercyjnym, ale także na pierwotnym i wtórnym rynku mieszkaniowym. Czas „narodowej kwarantanny” wpłynął na wzrost popytu na domy i duże mieszkania w zielonych rejonach miast oddalonych od centrum. Będące w trakcie budowy biurowce zostaną dokończone, ale inwestorzy analizują nowe przeznaczenie planowanych do budowy jednostek w budynki mieszkaniowe.

Pandemia zmieniła rynek wynajmu powierzchni biurowych

Zwolnienia oraz praca zdalna, która na pewno się utrzyma, w jakimś zakresie powodują, że część wynajętej powierzchni biurowej stoi pusta, a niepotrzebne już metraże firmy próbują podnajmować. Mniej chętnie wybierane będą przestrzenie typu „open space”. Wiele spółek z pewnością powróci do układu gabinetowego. Zamknięte ścianami pomieszczenia są bezpieczniejsze. Zwiększy się też średnia powierzchnia przypadająca na jednego pracownika. Dziś jest to 7 mkw., a może być 10 – 15 mkw. Pamiętajmy jednak, że praca zdalna jest mało efektywna. Biznes umie liczyć koszty i bez presji pandemii, gdyby było to opłacalne i możliwe, przeniósłby się do pracy online, eliminując koszty najmu przestrzeni biurowej. Jest to jednak niemożliwe właśnie z powodów społecznych, efektywnościowych i psychologicznych. Dlatego obecna sytuacja dużego wzrostu pracy zdalnej jest generalnie jedynie rozwiązaniem zastępczym na czas kryzysu.

Najnowsze technologie, umożliwią bezpieczny powrót do biur. – Przebywanie w biurze jest ważne dla zdrowia psychicznego – twierdzi Jeroen van der Toolen, dyrektor zarządzający Ghelamco, jeden z założycieli Fundacji Digital Poland. Brakuje skutecznej metody komunikacji z użytkownikami obiektów w tym kryzysowym czasie. Osiem największych organizacji w Polsce stworzyło wspólną listę propozycji zmian obecnego podejścia do cyfryzacji oraz niezbędnych działań inwestycyjnych w ramach akcji ,,Czas na cyfrową gospodarkę”. W apelu znalazła się m.in. propozycja wykorzystania aplikacji, które pomogą przemieszczać się pracownikom po biurze w trakcie pandemii.

W miastach regionalnych nie uwidocznił się ogólno-rynkowy trend w zmianach stawek czynszowych. Nieznaczny spadek poziomu czynszu w najatrakcyjniejszych budynkach odnotowano w Katowicach oraz Łodzi, gdzie wynosi on obecnie odpowiednio EUR 13,8/ mkw. i EUR 13,3/ mkw. W części miast zauważono bardziej elastyczne podejście wynajmujących, w szczególności w przypadku projektów, które właśnie zostały lub mają zostać dostarczone na rynek w najbliższym czasie, a nie mają osiągniętego założonego poziomu komercjalizacji, co może skutkować spadkiem poziomu czynszu efektywnego. Najwyższe są czynsze dla najlepszych nieruchomości w centrum Warszawy i wynoszą 18-24 euro za m kw. miesięcznie. Poza centrum jest to ok. 16 euro za mkw. Wiele firm renegocjuje umowy i płaci niższy czynsz w swoich biurach, ale o rzeczywistej reakcji cenowej będziemy jednak mogli mówić za kilka miesięcy – spadki mogą sięgnąć 10%-15%.

Jak model pracy zdalnej wpływa na rynek wynajmu powierzchni biurowych?

Najnowszy raporty innogy Polska S.A. (firmy należącej do czołówki największych firm energetycznych w Europie) pt.: „Kierunki rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce” informuje, że związana z  pandemią w pierwszym półroczu spowodowała wzrost odsetek pustostanów do 10,2% ( z 7,9%), czyli o 2,3 pkt. proc.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych rozwija się bardzo dynamicznie i tym samym staje się coraz bardziej atrakcyjny dla inwestorów. Badania Innogy pokazują, że w 2019 roku Polska znalazła się na 7. miejscu wśród krajów europejskich pod względem liczby zaplanowanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Obroty na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych w 2019 r. osiągnęły 275 mld EUR, co stanowi spadek o 2 proc. r/r. Z kolei obroty polskimi aktywami inwestycyjnymi osiągnęły wartość 7,7 mld EUR, co stanowi wzrost o 6 proc. r/r.

Według danych Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego Polska jest liderem Europy Środkowo-Wschodniej pod względem liczby certyfikowanych budynków

Sharing economy, czyli ekonomia współdzielenia, to trend i jednocześnie wyzwanie, przed którym stoi cała branża nieruchomości. Wyraźnie obserwujemy go na rynku powierzchni biurowych, gdzie przestrzenie coworkingowe stają się szczególnie atrakcyjne i przyciągają uwagę zarówno inwestorów, jak i najemców. Klienci coraz częściej poszukują większej elastyczności, wygody i przyjemności z interakcji z innymi. Biuro przestaje być tylko miejscem pracy, a staje się usługą, płaszczyzną, w której wzmacnia się więzi społeczne, wymienia się wiedzą i umiejętnościami. Przestrzenie coworkingowe zyskują na wartości w dobie kryzysu gospodarczego związanego z wybuchem epidemii koronawirusa. Decydując się na taki model, nie trzeba wiązać się długimi umowami, a powierzchnię biurową można szybko dostosować do zmieniających się potrzeb firmy. Co więcej, biura coraz bardziej wzmacniają trend do zacierania granic między rolami zawodowymi, a prywatnymi użytkowników. Dostarczając ułatwienia „human centric” i wspierając pracowników w ich prywatnym życiu (przedszkola firmowe, wydarzenia kulturalne w budynku „po pracy” czy też mobilne kioski medyczne), biura stają się nowymi ośrodkami życia społecznego. Coraz większą popularnością cieszą się projekty typu mixed-use, łączące w sobie funkcje mieszkaniowe, hotelowe, biurowe oraz handlowo-usługowe. Wszystko po to, aby zintegrować wiele aspektów naszego życia, a jednocześnie budować pozytywne skojarzenia z daną przestrzenią.

Nowe zasady gry

Pandemia niewątpliwie zmieniła trendy panujące na rynku biurowym. W krótkim czasie standardem może okazać się zawieranie najmów na 3 lata, a nie jak obecnie na 10, z ewentualną opcją wyjścia lub zmiany w połowie okresu najmu. To z kolei spowoduje, że deweloperzy będą musieli wypracować pewien mechanizm pozwalający im zachować płynność wobec wierzycieli, a jednocześnie pozyskiwać najemców. Wynajmujący mogą również dążyć do precyzyjnego określenia definicji siły wyższej w umowie najmu, jeżeli wcześniej tego nie zrobili. Część z nowo powstających biurowców ma już komplet najemców. Biorąc pod uwagę obiekty budowane w Warszawie, już ponad 60 proc. powierzchni jest zabezpieczona umowami „przednajmu” czy listami intencyjnymi.

Swoją pozycję na rynku umacniają projekty wielofunkcyjne. W III kwartale został otwarty nowy obiekt Ghelamco – The Warsaw HUB, oferujący 4 800 m² powierzchni handlowej. Projekt o łącznej powierzchni użytkowej 113 000 m² z dominującym komponentem biurowym wkrótce powita również pierwszych gości w dwóch nowych hotelach.

Myśląc o przyszłości

Pandemia doprowadziła do krótkoterminowego spadku popytu i wzrostu poziomu pustostanów. W transakcjach dotyczących powierzchni powyżej 5,000 mkw. widoczne są oczekiwania firm co do gwarancji elastyczności najmu, zarówno pod kątem ekspansji, jak i redukcji zajmowanej powierzchni. Niemniej jednak takie zapisy w umowach nie są nowością – istniały już dużo wcześniej, przed pojawieniem się wirusa. Ponadto, niemal połowa wolumenu powierzchni w budowie planowanego do oddania w tym roku jest już wynajęta, dlatego wskaźnik pustostanów nie powinien znacząco wzrosnąć. Prognozuje się, że nie przekroczy 12%. Firmy, które mogą sobie na to pozwolić, odkładają w czasie decyzje co do finalizacji najmu lub decydują się na rozwiązania hybrydowe.

W II kwartale 2020 roku na stołeczny rynek dostarczono około 100,1 tys. m2 nowoczesnej powierzchni biurowej w czterech projektach. Popyt w tym czasie osiągnął prawie 334,8 tys. m2, w tym szczególnie wysoką aktywność najemców zaobserwowano w II kw. tego roku — ponad 195,9 tys. m2 wynajętej powierzchni biurowej. Na koniec II kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 7,9 proc. (wzrost o 0,4 pkt proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 0,6 pkt proc. w odniesieniu do porównywalnego okresu w 2019 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła prawie 448 tys. m2. W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 5 proc., poza centrum miasta sięgnął 9,8 proc. W czerwcu PZU podpisało ze Skanską umowę najmu powierzchni na 10 lat za 800 mln zł.

Natomiast, jak dowiadujemy się z raportu CBRE Research Gateway: „Rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych” – w drugim kwartale roku odnotowano wzrost pustostanu o niemal 54 tys. mkw. CBRE to największa na świecie firma doradcza i inwestycyjna działająca w sektorze nieruchomości komercyjnych. Spadek stopy pustostanu nastąpił jedynie we Wrocławiu, Katowicach i Szczecinie. Największy wzrost poziomu pustostanu odnotowano w Lublinie (2,8 p.p.) oraz Trójmieście (2 p.p.), które mimo to utrzymuje najniższy poziom pustostanu ze wszystkich miast regionalnych.

Pod koniec września b.r. „Łódzka Fuzja” – wielofunkcyjny kwartał miejski realizowany przez Echo Investment – wkroczył w kolejną fazę prac. Na terenie pofabrycznego kompleksu Karola Scheiblera rozpoczęła się budowa dwóch nowych biurowców, które stanowić będą integralną część nowej przestrzeni miejskiej zlokalizowanej w samym sercu Łodzi. Budynki, w których swoją siedzibę będzie miało Fujitsu, zaoferują łącznie 19.900  mkw. powierzchni biurowej, zapewniającej dowolną aranżację przestrzeni dostosowanej do indywidualnych potrzeb i komfortu pracy. Fuzja to projekt miastotwórczy, który nada pofabrycznym terenom nowe funkcje wprowadzając jednocześnie najwyższej klasy przestrzenie biurowo-usługowe.

Obserwujemy też wzmożone zainteresowanie projektami „ready-for-rent” (budynki mieszkalne na wynajem). W związku z dużym zainteresowaniem tym segmentem przez fundusze inwestycyjne oraz sukcesami zrealizowanych projektów – deweloperzy, którzy nie byli dotąd aktywni w obszarze rynku,  poważnie myślą o wejściu w ten obszar nieruchomości.

Autor: Adam Białas, ekspert rynku / dyrektor Core PR / dziennikarz biznesowy. 

NanoGroup z sukcesem uplasowało emisję akcji serii H

NanoGroup, Grupa Kapitałowa z sektora biotechnologicznego, przydzieliła wszystkie akcje oferowane w publicznej ofercie akcji serii H i pozyskała łącznie ponad 11 mln zł. W Transzy detalicznej złożono zapisy na 17 477 932 sztuk akcji (na 550.000 sztuk oferowanych), co oznacza redukcję na poziomie 96,853 proc.  W Transzy Dużych Inwestorów zostały objęte wszystkie 2.241.313 akcje. Spółka planuje wprowadzić PDA serii H na rynek regulowany GPW w listopadzie.

Cieszymy się, że zarówno inwestorzy instytucjonalni, jak i indywidualni docenili innowacyjność naszych produktów mających szanse ratować ludzi nie tylko w Polsce, ale i na świecie oraz że wszystkie akcje Nowej Emisji znalazły nabywców. Zarząd niezwłocznie podejmie czynności związane z rejestracją PDA oraz akcji w KDPW, a następnie wprowadzeniem ich do obrotu. – skomentował Marek Borzestowski, prezes Zarządu NanoGroup S.A.

Środki pozyskane z obu transz emisji akcji serii H zostaną przeznaczone na przeprowadzenie badań przedklinicznych i klinicznych autorskiego leku POLEPI do terapii nowotworów jajnika i mięsaków oraz przeprowadzenie tych samych etapów badawczych dla systemu OrganFarm do długoterminowego przechowywania i transportu organów (np. nerek). Terminy zakończenia ww. badań planowane są na 2022/2023 r. Wtedy też planowana jest komercjalizacja projektów poprzez sprzedaż licencji do posiadanych rozwiązań czołowym, międzynarodowym firmom biotechnologicznym i farmaceutycznym z całego świata. Pozostałe środki z emisji NanoGroup planuje przeznaczyć na bieżącą działalność grupy.

NanoGroup zakłada, że nie będzie musiała czekać na osiągnięcie przychodów z działalności aż do 2022 roku. Spółka opracowała technologię produkcji jednej z pierwszych w Europie maseczek ochronnych, wyposażonych w dodatkową warstwę biobójczą, której skuteczność została potwierdzona w wewnętrznych badaniach. Za komercjalizację rozwiązania, w tym uzyskanie niezbędnych certyfikatów i uruchomienie linii produkcyjnej maseczek współodpowiada Marion Sp. z o.o – jeden z czołowych producentów kosmetyków na terenie Europy Środkowo-Wschodniej, z siedzibą w Gdyni.

Wydłużają terminy płatności, ale sami nie chcą czekać na przelew

Co dziesiąty przedsiębiorca znacznie wydłuża termin płatności, ale sam nie lubi czekać na przelew – wynika z badania Instytutu Keralla Research przeprowadzonego w III kwartale 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG. Jednocześnie przedsiębiorcy skarżą się, że gdy płatność za projekt następuje po jego zakończeniu, to koszty związane z realizacją projektu i wszystkie bieżące wydatki – muszą ponosić z własnej kieszeni.

Konkurencyjny rynek wymusza na przedsiębiorcach sprzedaż z odroczonym terminem płatności. Częstą praktyką w relacjach B2B, czyli pomiędzy firmami, jest wykorzystywanie tzw. kredytu kupieckiego. Polega on na tym, że zapłata za otrzymany towar bądź usługę następuje dopiero po pewnym czasie – w określonym terminie po spełnieniu świadczenia przez sprzedającego. Tylko w wyjątkowych sytuacjach, przy monopolistycznej pozycji dostawcy wobec odbiorcy, ten pierwszy może pozwolić sobie na sprzedaż, żądając przedpłaty lub gotówki. W praktyce jednak takie zjawisko niemal w ogóle nie występuje.

Przedsiębiorcy lubią 14 i 30 dni

Według badania przeprowadzonego w sierpniu 2020 r. przez Instytut Keralla Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG na reprezentatywnej grupie przedsiębiorstw z sektora MŚP, firmy w kontraktach B2B preferują i sami wyznaczają zbliżone terminy odroczenia płatności. I tak, najbardziej preferowanym terminem płatności jest okres 14 dni – wybiera go 35,2% przedsiębiorców. Na drugim miejscu jest płatność 30-dniowa – preferuje ją 26,2% firm. Z kolei na trzecim miejscu pojawia się rozbieżność, w zależności od tego, czy przedsiębiorcy wyznaczają terminy odroczenia swoim kontrahentom, czy sami występują w roli płatnika. W tym pierwszym przypadku jeden na 10 wybiera 60-dniowy termin zapłaty. W tym drugim przypadku – w grę wchodzi tylko okres 7-dniowy (14,6%). Oznacza to, że przedsiębiorcy lubią wydłużone terminy płatności… pod warunkiem, że to oni są płatnikami.odroczenia płatności

Faktoring zaliczkowy – recepta na odroczone terminy płatności

„Zaliczka to rzadkość – skarżą się przedstawiciele mikrofirm. – Klient oczekuje, że dowieziemy projekt na czas, ale koszty rozpoczęcia prac niezbędnych do realizacji projektu czy wszystkie bieżące wydatki, jak ZUS, podatki, opłaty za wynajem biura, utrzymanie załogi, użytkowanie samochodów, działania promocyjne itp., musimy pokryć z własnej kieszeni”. Z myślą o takich właśnie firmach, świadczących usługi na rzecz innych przedsiębiorców i wystawiających faktury z odroczonym terminem płatności, NFG wprowadza nową usługę – faktoring zaliczkowy.

To mogą być firmy budowlane, transportowe, handlowe, usługowe, ale również małe agencje reklamowe, PR-owe i wydawnicze, w których realizacja projektu bez zaliczki jest powszechną praktyką, a które bez wsparcia finansowego nie miałyby szans utrzymać się na rynku – wskazuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG i dodaje: – Mikrofirmy często przyjmują każde zlecenie, by tylko zyskać klienta lub kolejny kontrakt. Nierzadko mają jednego, maksymalnie dwóch kontrahentów w tym samym czasie. Pracują zazwyczaj projektowo, a wynagrodzenie za projekt przychodzi dopiero po odbiorze prac przez klienta. Stąd głównym problemem tych firm jest utrzymanie płynności finansowej w sytuacji wydłużonych terminów zapłaty, braku zaliczek za projekt czy konieczności dokonywania opłat z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej – zwraca uwagę Dariusz Szkaradek.

Pieniądze na poczet przyszłego projektu i bieżące wydatki

Weźmy przykład małej agencji kreatywnej: klient zleca zaprojektowanie i wykonanie dużej partii folderów, ulotek, gadżetów lub innych materiałów reklamowych, ale płaci za nie dopiero po ich otrzymaniu. Przy dużym zamówieniu agencja musi wpłacić zaliczkę podwykonawcy, często też ma krótszy termin na uregulowanie całej zapłaty niż jej klient. W tej sytuacji może sięgnąć po wsparcie w postaci kredytu obrotowego lub po znacznie łatwiej dostępny faktoring zaliczkowy, w którym formę zabezpieczania stanowi przyszła wierzytelność, a nie majątek przedsiębiorstwa. Sam mechanizm tego rozwiązania jest prosty.

Jeśli na przykład dana firma wie, że pieniądze za kontrakt otrzyma dopiero za kilka, kilkanaście dni, a już dziś potrzebuje środków na rozpoczęcie prac niezbędnych do realizacji tego projektu czy nawet na bieżące zobowiązania takie jak: ZUS, urząd skarbowy, pensje dla pracowników, czynsz, kupno części do samochodów bądź działania reklamowe, to może zawnioskować o faktoring zaliczkowy. Gdy zrealizuje zlecenie i wystawi fakturę za swoje usługi, spłaca zaliczkę, finansując ją powstałą, nieprzeterminowaną fakturą – wyjaśnia Dariusz Szkaradek.

Faktoring zaliczkowy jest kolejnym rozszerzeniem usługi eFaktoringu jawnego i cichego w ofercie NFG. Na polskim rynku niewielu faktorów dotychczas proponowało tego typu usługę dla mikrofirm.

Co ważne, taką zaliczkę można przeznaczyć na dowolny cel. Przedsiębiorca nie musi okazywać żadnej dodatkowej dokumentacji. Pieniądze na jego konto trafiają nawet w kilka minut, a cała procedura odbywa się przez Internet – zaznacza prezes NFG.

Badanie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG pt. „Stosowane i preferowane terminy odroczenia płatności przez MŚP” przeprowadzone przez Instytut Keralla Research w III kwartale 2020 r. na próbie n=500, w mikro, małych i średnich firmach, metodą CATI (wywiady telefoniczne).

Co trzeci pracownik bez informacji o wpływie pandemii na kondycję jego pracodawcy

39% polskich pracowników przyznaje, że nie jest informowanych przez pracodawcę o wpływie pandemii na kondycję finansową firmy. Takie informacje, w różnej częstotliwości otrzymuje 57% badanych. – Pracownicy potrzebują komunikatów z każdego poziomu organizacji, ponieważ to daje im poczucie, że są ważni dla firmy, że przedsiębiorstwo działa sprawnie i jest dla nich bezpiecznym miejscem. Tak buduje się zaufanie i zaangażowanie w zespołach – mówi Agnieszka Krzemień, ekspert Talent Solutions. Więcej o roli komunikacji w firmach w czasach pandemii na podstawie raportu „Ocena nowej rzeczywistości rynku pracy – perspektywa pracowników i pracodawców.”

Tylko raz na kwartał komunikat o tym, jak pandemia wpływa na kondycję finansową pracodawcy otrzymuje 13% pracowników, 24% uzyskuje takie informacje raz w miesiącu a 20% częściej. Aż 39% pracowników przyznaje, że nie ma dostępu do takich informacji w ogóle. To dane płynące z raportu ManpowerGroup i HRlink „Ocena nowej rzeczywistości rynku pracy – perspektywa pracowników i pracodawców”. Jak zaznacza Agnieszka Krzemień, menedżer i ekspert ds. zmiany kariery w Talent Solutions, brak komunikacji ze strony firm może wynikać z braku świadomości w organizacjach, jak ważne jest informowanie pracowników, szczególnie w tak trudnym okresie, jakim jest pandemia. Według ekspertki może być to również efekt tego, że przed pandemią firmy nie realizowały aktywności w zakresie komunikacji wewnętrznej, nie mają zasobów, które teraz pozwoliłyby im to robić lub nie mają wiedzy, jak prowadzić takie działania.

– W czasach niepewności wynikających z pandemii pracownicy stoją w obliczu złożoności i nieprzewidywalności świata biznesu. Niejasność i niepewność dnia jutrzejszego towarzyszą w mniejszym czy większym stopniu praktycznie każdemu. W tak wymagającym momencie pracownicy potrzebują od organizacji, kadry zarządzającej i swojego bezpośredniego przełożonego szacunku, empatii i autentyczności. Skuteczna i transparentna komunikacja na temat kondycji firmy to klucz do zapewnienia u pracowników poczucia bezpieczeństwa, a w konsekwencji do budowania ich zaangażowania. Celem komunikacji o kondycji firmy jest pokazanie nie tylko bieżącej sytuacji, w jakiej znajduje się organizacja, również na tle branży i konkurencji, ale również strategicznej perspektywy dla organizacji i dla pracownika, pokazanie przyszłości, a co za tym idzie planu i procesu kontroli działań w obliczu wyzwań – dodaje Agnieszka Krzemień.nowa rzeczywistość na rynku pracyZ kolei Alina Michałek, ekspert HR w HRlink, zaznacza, że dane z raportu potwierdzają to, co jest bolączką pracodawców od lat – za mało uwagi poświęcają na komunikację z pracownikami. – W tym niepewnym czasie śledziliśmy wiele komunikatów w mediach odnoszących się do aktualnej sytuacji, liczby zachorowań, analiz czy prognoz. Większość z nas z uwagą i niepokojem szukała najbardziej aktualnych danych o rozwoju pandemii w kraju i na świecie, a także o jej wpływie na stan rynku pracy. Jednocześnie rodziły się pytania do pracodawców o nowe procedury i plany kontynuacji biznesu, które w niektórych firmach pozostawały bez echa. System komunikacji ze strony firm zawiódł, bo niemal 40% respondentów nie otrzymała żadnych informacji ze strony pracodawcy o tym, jak pandemia wpłynęła na ich biznes. W czasach niepewności i zagrożenia jednym z niezbędnych działań jest informowanie pracowników o aktualnych danych, prognozach, największych wyzwaniach na najbliższy czas. Wiąże się to ze stworzeniem przestrzeni, w której pracownicy mogą podzielić się obawami, wyjaśnić wątpliwości. Ma to z jednej strony ogromny wpływ na ich bezpieczeństwo i stabilizację, a z drugiej jest fundamentem komunikacyjnego sukcesu firmy. Ponadto te działania wzmacniają więzi, dają wyraz szacunku, identyfikacji z firmą, a przede wszystkim pokazują, że pracodawcom zależy na przejściu przez ten trudny okres razem z załogą – dodaje Alina Michałek.

– Dużą rolę w budowaniu skutecznej komunikacji odgrywa dywersyfikacja sposobów dotarcia z komunikatem, a zatem zapewnienie komunikacji w różnych wymiarach. Zaplanowany komunikat organizacji, czyli dopasowany pod względem treści i formy do różnych poziomów ról w organizacji i różnego odbiorcy zdecydowanie wpływa na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa i stabilności pracownika. Ważne, aby to były aktywności regularne, a nie jednorazowe – podsumowuje Agnieszka Krzemień.
Badanie ManpowerGroup i HRlink zostało zrealizowane w dn. 7-24 sierpnia br. na reprezentatywnej grupie 130 firm oraz 558 pracowników. Przeprowadzone z wykorzystaniem metody CAWI (badanie online). Dane o dostępnych ofertach pracy i liczbie ich publikacji pochodzą z panelu administracyjnego systemu ATS HRlink i odzwierciedlają realizację procesów rekrutacyjnych w okresach: od 1.01.2019 do 31.07.2019 oraz od 1.01.2020 do 31.07.2020.

Polski rynek pracy po 6 miesiącach pandemii

Gotowość na zmianę – to najczęstsza cecha pracowników i kandydatów badanych przez Pracuj.pl. Aż 83% z nich jest otwartych na oferty zatrudnienia, a 64% – przekwalifikowanie się i zmianę branży. Jednak gotowość na nową pracę nie oznacza dla większości chęci podjęcia ryzyka. Stabilność stanowiska to dla nich druga najważniejsza kwestia przy wyborze ofert – po wysokości wynagrodzenia. Zapraszamy do lektury ostatniego tekstu na temat raportu Pracuj.pl „Pół roku pandemii”.

Najważniejsze informacje:

  • 8 na 10 badanych jest otwartych na zmianę pracy mimo pandemii.
  • 64% poszukujących pracy jest gotowych się przekwalifikować.
  • Kandydaci zwracają uwagę na wynagrodzenie i stabilność stanowiska.
  • Tylko 24% uważa, że o zmianę pracy jest łatwiej niż w kwietniu.

Pół roku nowej normalności

Jak pół roku pandemii wpłynęło na postrzeganie przez pracowników i kandydatów rynku pracy? To pytanie, na które odpowiada najnowszy raport Pracuj.pl „Pół roku nowej normalności. Pracownicy i kandydaci na rynku pracy”. Oparty został on na badaniach przeprowadzonych przez analityków Grupy Pracuj w kwietniu i wrześniu 2020 roku. W kolejnym tekście poświęconym wynikom analitycy omawiają opinie badanych dotyczące mobilności zawodowej: możliwości zmiany pracy, gotowości do przekwalifikowania się czy kluczowych kwestii poszukiwanych w ofertach.

Gotowi na zmianę pracy

Doświadczenia pandemii nie zmniejszają, a wręcz zwiększają gotowość Polaków do zmiany pracy – tak wynika z badań Pracuj.pl. Więcej niż 8 na 10 respondentów badanych we wrześniu jest otwartych na nowe propozycje, jeśli dostaną ciekawą ofertę zatrudnienia. To o 6 punktów procentowych więcej niż w kwietniu.
Gotowi na zmianę pracyGotowość do zmiany pracy to jedna z najbardziej stałych cech pracowników i kandydatów w Polsce. Jak pokazuje nasz raport, nawet pandemii nie udało się zmienić tej tendencji. Ostatnie pół roku dla wielu pracowników oznaczało niepewność i obawy przed konsekwencjami pandemii. To sytuacja motywująca do większej aktywności na rynku pracy, mimo ryzyk związanych z adaptacją do nowego środowiska – komentuje Agata Dzierlińska, HR Business Partner w Grupie Pracuj.

Zmiana zawodu – tak. Niższa pensja – nie

Co interesujące, badani nie tylko gotowi są na zmianę pracy, ale także na wybór nowego zawodu. Otwartość na przekwalifikowanie się i wybór nowej branży deklarowało pod koniec września aż 2/3 badanych szukających pracy (zatrudnionych i bezrobotnych). To identyczny wynik do osiągniętego podczas badań w kwietniu – na początku pandemii. Na poziomie deklaracji Polacy są więc wyraźnie świadomi zmian zachodzących na rynku pracy oraz w zakresie potrzeb rekrutacyjnych poszczególnych branż i specjalizacji.zmiana zawodu 2Co trzeci badany poszukujący pracy (63%) uważa, że obecnie znalezienie zatrudnienia będzie trudniejsze, niż przed pandemią. Choć to wciąż większość respondentów, jest ich zdecydowanie mniej niż w kwietniu (75%). Nieco mniej wyraźne zmiany dotyczą oczekiwań wobec warunków zatrudnienia. Badani Polacy nadal częściej są skłonni przyjąć pracę poniżej swoich kwalifikacji (45%), niż zgodzić się na obniżenie oczekiwań finansowych (24%).

Poszukiwane: zarobki i bezpieczeństwo

Wysokie wynagrodzenie to od lat czynnik, który jest najbardziej skutecznym magnesem na kandydatów. Badania Pracuj.pl wykazują, że po pół roku pandemii zarobki są dla pracujących respondentów jeszcze częściej kluczowym czynnikiem wyboru ofert od nowych pracodawców (76% wskazań), niż na jej początku (69%).
zmiana zawodu 3Jednocześnie jednak tuż za nią w piramidzie oczekiwań plasują się gwarancja stabilnego i bezpiecznego zatrudnienia (57%) oraz stabilna pozycja firmy mimo zmian na rynku (41%). Choć spokój związany z utrzymaniem pracy jest nieco mniej istotny dla badanych, niż w kwietniu, jest ważniejszy dla wyraźnie większej grupy osób niż ciekawe obowiązki (34%) czy możliwość awansu (32%).

Okoliczności pandemii i różnorodne doniesienia płynące z rynku pracy skłaniają Polaków do poszukiwania bezpiecznych, spokojnych stanowisk. To paradoks zrodzony w pandemii. Wśród respondentów przeważają osoby deklarujące gotowość do przyjęcia nowej oferty, przekwalifikowania się bądź zmiany branży. Wyniki pokazują jednak, że gotowość na zmianę deklarowana w badaniach nie oznacza chęci brania na siebie dużego ryzyka. Dlatego ponad połowa badanych przeglądając oferty pracy szczególną uwagę przykłada do ofert gwarantujących stabilizację i bezpieczeństwo zatrudnienia – mówi Agata Dzierlińska.

Szukanie pracy w kwietniu i wrześniu

Mimo tego, że wielu badanych „okrzepło” w ciągu pół roku pandemii i zmalała liczba osób z pesymizmem obserwujących rynek pracy, większość wciąż dostrzega wpływ pandemii na sytuację kandydatów. Tylko co czwarty badany (24%) uważa, że obecnie łatwiej jest o znalezienie pracy, niż w marcu i kwietniu. Blisko połowa (44%) respondentów nie zgadza się z tą opinią.
zmiana zawodu 4Opinie te mogą zaskakiwać w obliczu stosunkowo pozytywnych danych płynących z rynku pracy. Między styczniem i wrześniem 2020 na portalu Pracuj.pl ukazało się 391 010 ogłoszeń, a szczególnie wysokie liczby ofert przyniósł III kwartał. Jak jednak komentował przy okazji najnowszego raportu Rynek Pracy Specjalistów ​Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl, pracownicy są świadomi wyzwań wynikających ze zmieniającej się sytuacji pandemicznej.

Jako Pracuj.pl od początku pandemii staramy się konsekwentnie i otwarcie analizować sytuację na rynku ofert pracy. Choć minione dziewięć miesięcy przyniosło bardzo wiele wyzwań rekrutacyjnych dla pracodawców, a także ryzyko dla pracowników, rynek pracy zakończył III kwartał w całkiem dobrej kondycji. Jednak jesień wciąż stanowi zagadkę, bo sytuacja pandemiczna zmienia się w bardzo szybkim tempie. Dlatego cały rynek powinien kontynuować rozwój rozwiązań wspierających zdalną rekrutację, usprawnioną przez narzędzia online. Mogą się one okazać kluczowe w okresie czekających nas trudnych zmian równie mocno, jak w okresie lockdownu. Doświadczenia z pierwszych miesięcy pandemii będą w tym kontekście bezcenne -komentował Rafał Nachyna.

Obowiązek nowych etykiet energetycznych wejdzie później

Urząd Komunikacji Elektronicznej wstrzyma się z egzekwowaniem przepisów tzw. rozporządzeń w sprawie etykietowania energetycznego do 1 marca 2021 r., co rekomendowała Komisja Europejska oraz o co apelowali sami polscy przedsiębiorcy branży elektronicznej. W piśmie do Związku Cyfrowa Polska, który wnioskował o taką zmianę, zastępca prezesa UKE Krzysztof Dyl podkreśla, że decyzja ta pozwoli przedsiębiorcom działać na rynku europejskim w warunkach uczciwej konkurencji.

Pierwotnie nowe etykiety energetyczne miały pojawić się na urządzenia RTV i AGD wprowadzanych do sprzedaży już od 1 listopada br. UKE zaznacza jednak, że decyzja o wstrzymaniu się egzekwowania przepisów o kilka miesięcy – do 1 marca 2021 r. – nie wpłynie na zapewnienie konsumentom właściwych informacji o zużyciu energii przez produkty. O respektowaniu rekomendacji Komisji Europejskiej w sprawie etykietowania produktów zapewnił też w piśmie do Związku Cyfrowa Polska Prezes Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny.

Związek Cyfrowa Polska, powołując się na rekomendacje samej KE apelował wcześniej do UKE i UOKiK o odroczenie listopadowego terminu do marca z powodu spowolnienia produkcyjnego oraz mniejszego popytu wśród konsumentów wywołanego pandemię. Ze względu na kryzys zdrowotny w wielu państwach członkowskich zamknięto fabryki i laboratoria lub zmniejszono liczbę personelu i moce produkcyjne. W związku z tym testowanie przez producentów ich produktów, a tym samym uzyskanie informacji na potrzeby dokumentacji technicznej lub karty informacyjnej produktu i etykiety jest utrudnione, a nawet niemożliwe. Zaś mniejszy popyt na urządzenia RTV i AGD wśród konsumentów spowodował, że te składowane są nadal przez producentów w magazynach.

— Cieszę się z decyzji Urzędu Komunikacji Elektronicznej i stanowiska UOKiK w tej sprawie, bo pozwoli to producentom i dostawcom sprzętu na przygotowanie się do nowych obowiązków związanych z oznakowaniem urządzeń. Ze względu na pandemię koronawirusa utrzymanie terminu listopadowego byłoby niemożliwe — mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I dodaje: — Wydłużenie daty wejścia nowych przepisów w życie pozwoli polskim producentom wprowadzenie do obrotu swoich produktów, których nie mogli sprzedać przez obecny kryzys. Ta decyzja umożliwi też szybszą odbudowę polskiej gospodarki i stworzenie nowych miejsc pracy.

Co się zmieni w etykietowaniu energetycznym?

Przypomnijmy: zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej zmieni się m.in. skala dotycząca oznaczeń na etykietach energetycznych umieszczanych na urządzenia RTV i AGD. Znikną oznaczenia typu A+++, a zostanie przywrócona prostsza i czytelniejsza skala etykietowania – od A do G. Nowym elementem za to będzie kod QR, który po zeskanowaniu za pomocą smartfona, pozwoli konsumentowi uzyskać dodatkowe informacje o produkcie. Tym samym będzie prosta weryfikacja tego, czy produkt spełnia wymogi efektywności energetycznej oraz czy informacje na etykiecie są dokładne. Docelowo zmiany mają uprościć klientom wybór najbardziej energooszczędnych urządzeń.

CIT dla spółek komandytowych od 2021 roku. Ze względu na wyższe obciążenie podatkowe takie spółki mogą zacząć znikać z rynku

Od 2021 roku spółki komandytowe, które stanowią w Polsce ok. 7 proc. wszystkich spółek, czeka znaczny wzrost obciążeń podatkowych. Sejm przyjął nowelizację, która nakłada na nie opodatkowanie CIT. – Obciążenie podatkowe wzrośnie do prawie 35 proc. Obecnie jest to tylko 19 proc., ponieważ mamy do czynienia z opodatkowaniem jedynie na poziomie wspólników – mówi radca prawny Łukasz Koc. Resort finansów uzasadnia, że nowe przepisy przyczynią się do walki z optymalizacją podatkową. Jednak przeciwnicy wskazują na ryzyko likwidacji takich spółek, zmniejszony dopływ kapitału zagranicznego i brak czasu na przygotowanie do zmian.

– Zmiany planowane przez rząd, które mają wejść w życie w 2021 roku, będą polegać na opodatkowaniu spółek komandytowych analogicznie do spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. To znaczy, że będą one podlegać opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych w wysokości 9 lub 19 proc. od wygenerowanego dochodu. Dodatkowo również wspólnicy tych spółek będą podlegali opodatkowaniu od dochodu, który będzie przypadał na nich w stosunku do udziału w zysku spółki komandytowej – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Koc, radca prawny w dziale prawa podatkowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Według danych GUS na koniec 2019 roku do rejestru REGON było wpisanych 40,6 tys. spółek komandytowych (ok. 7 proc. wszystkich spółek w Polsce), a ich liczba wzrosła aż o 13,3 proc. względem poprzedniego roku i był to największy wzrost spośród wszystkich form prawnych podmiotów gospodarczych figurujących w rejestrze. Nowe dane GUS za II kwartał br. pokazują, że w tym czasie odnotowano łącznie ponad 64,4 tys. rejestracji podmiotów gospodarczych, a spółki komandytowe stanowiły tylko 1,63 proc. Liczba upadłości w II kwartale br. wyniosła natomiast 157, a spółki komandytowe stanowiły wśród nich 8,3 proc.

Spółka komandytowa nie ma osobowości prawnej, ale ma zdolność do czynności prawnych, co oznacza, że może we własnym imieniu zaciągać zobowiązania. Do jej zarejestrowania potrzebny jest co najmniej jeden komandytariusz i komplementariusz, który własnym majątkiem odpowiada za jej długi. Ta forma prawna jest w Polsce dość często wykorzystywana do prowadzenia biznesów rodzinnych. Co istotne, do tej pory spółki komandytowe nie płaciły podatku dochodowego, ale podatnikami byli za to jej wspólnicy, którzy rozliczali się proporcjonalnie do swoich udziałów. Podobne zasady obowiązywały dotąd w przypadku wszystkich spółek osobowych (za wyjątkiem komandytowo-akcyjnych, które podatkiem CIT zostały objęte przed kilkoma laty). W przyszłym roku ma się to jednak zmienić,

Komplementariusz będzie miał prawo do odliczenia kwoty podatku zapłaconego już przez spółkę komandytową, oczywiście proporcjonalnie do jego udziału w jej zysku. Natomiast komandytariusz będzie miał możliwość zastosowania zwolnienia z opodatkowania w odniesieniu do 50 proc. uzyskanego dochodu. Tutaj jest jednak ograniczenie, ponieważ nie może to być więcej niż 60 tys. zł – wyjaśnia radca prawny.

Rząd podkreśla, że nowe przepisy mają być orężem w walce z optymalizacją podatkową.

– Wydaje się jednak, że w ogóle nie uwzględnia sytuacji wielu podmiotów prowadzących działalność gospodarczą w tej formie, którzy wybrali ją nie ze względów podatkowych, ale stricte biznesowych. Dla nich najważniejsze są te warunki i zasady prawne dotyczące prowadzenia działalności przez spółkę komandytową, natomiast kwestie podatkowe mają dla nich znaczenie drugorzędne – mówi Łukasz Koc.

Wspólnicy wybierają tę formę działalności m.in. ze względu na brak wymaganego kapitału zakładowego. Innym powodem może być jasny podział ról i odpowiedzialności między komplementariuszem a komandytariuszem. Jak podkreśla radca prawny, przyjęte przez Sejm rozwiązanie, które ma wejść w życie od stycznia 2021 roku, oznacza wzrost obciążeń podatkowych nie tylko dla ponad 40 tys. spółek komandytowych, ale także ich wspólników.

 Opodatkowanie będzie na dwóch poziomach – zarówno na poziomie spółki komandytowej, jak i na poziomie poszczególnych wspólników. Zakładając, że spółka będzie podlegała opodatkowaniu stawką CIT 19 proc. i w odniesieniu do wspólnika znajdzie zastosowanie taka sama stawka, to de facto obciążenie podatkowe wzrośnie do prawie 35 proc. Obecnie jest to tylko 19 proc., ponieważ mamy do czynienia z opodatkowaniem jedynie na poziomie wspólników – mówi.

Zarówno przedsiębiorcy, jak i prawnicy zwracają uwagę na fakt, że projekt autorstwa Ministerstwa Finansów został przyjęty bardzo szybko i bez zapowiedzi, co większości podmiotów uniemożliwi odpowiednie przygotowanie się do nich. Część wskazuje też, że nowe przepisy – przez podwójne opodatkowanie spółek komandytowych – przyczynią się do likwidacji przedsiębiorstw prowadzonych w tej formie prawnej.

– Szybkość procedowania tego projektu należy oceniać negatywnie. Środowisku biznesowemu nie dano możliwości wypowiedzenia się odnośnie do planowanych zmian, te konsultacje były bardzo wąskie i ograniczone czasowo, de facto były prowadzone tylko pro forma – ocenia Łukasz Koc.

Radca prawny wskazuje też, że nowe przepisy mogą też negatywnie wpłynąć na poziom inwestycji kapitału zagranicznego w Polsce, ponieważ spółki komandytowe były do tej pory dość szeroko wykorzystywane przez inwestorów zagranicznych do rozpoczynania działalności w naszym kraju.

Były prezes NIK: Niepokoi mnie plan likwidacji funkcji Rzecznika Finansowego. To instytucja, która zabiera głos w sprawach ważnych dla Polaków

Jestem przekonany, że likwidacja instytucji Rzecznika Finansowego doprowadzi do sytuacji, w której Polacy będą jeszcze słabiej chronieni na rynku usług finansowych – mówi Krzysztof Kwiatkowski, były prezes Najwyższej Izby Kontroli. Ministerstwo Finansów planuje połączenie instytucji Rzecznika Finansowego z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zdaniem eksperta nadzór nad rynkiem finansowym i ochrona klientów wymagają wzmocnienia, ale przejęcie przez UOKiK kompetencji rzecznika w tym nie pomoże.

Połączenie obu urzędów wynika z projektu ustawy o rozpatrywaniu reklamacji i sporów klientów podmiotów rynku finansowego oraz o Funduszu Edukacji Finansowej. Zdaniem Ministerstwa Finansów, które go przygotowało, ma to poprawić poziom ochrony konsumentów na rynku finansowym. Jak czytamy w uzasadnieniu, nowe rozwiązanie ma zwiększyć skuteczność i efektywność systemu ochrony konsumenta, a także pozwolić na prowadzenie spójnej i skutecznej kampanii informacyjnej o prawach przysługujących klientom.

Jednak wielu ekspertów i organizacje, które wyraziły swoje zdanie podczas konsultacji publicznych i opiniowania, nie pochwala tego rozwiązania. Wątpliwości mają nie tylko niektóre resorty, lecz także np. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw, prawnicy oraz organizacje walczące o interesy konsumentów na rynku bankowym.

Jestem absolutnie zaniepokojony informacjami o zamiarze likwidacji funkcji Rzecznika Finansowego, czyli osoby, która ma czuwać nad bezpieczeństwem nas konsumentów na rynku usług finansowych. Nie tędy droga – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Kwiatkowski, senator RP, były prezes NIK. – Jestem przekonany, że gdyby zlikwidować instytucję Rzecznika Finansowego, to Polki i Polacy będą jeszcze mniej chronieni na rynku usług finansowych. Ta instytucja w praktyce już pokazała, że potrafiła zabierać głos w ważnych sprawach z punktu widzenia obywateli, a przede wszystkim ich pieniędzy.

Również członkowie Doradczego Komitetu Naukowego przy Rzeczniku Finansowym przekazali premierowi negatywne opinie do projektu, wskazując, że destabilizuje on system ochrony konsumentów i stworzy przestrzeń dla kolejnych afer finansowych.

W ostatnim czasie Rzecznik Finansowy zabierał głos m.in. w sprawie zasad korzystania z wakacji kredytowych czy przedterminowej spłaty kredytów. W tym obszarze liczba skarg konsumentów w I półroczu br. wzrosła pięciokrotnie w porównaniu do I połowy 2019 roku.

Krzysztof Kwiatkowski ma obawy nie tylko o skutki rozwiązań, jakie Ministerstwo Finansów proponuje we wspomnianym projekcie ustawy. Podkreśla również, że nadzór finansowy w Polsce nie działa tak, jak mają prawo tego oczekiwać obywatele.

Nadzór finansowy w Polsce nie działa tak, jak by mieli prawo oczekiwać obywatele. Kolejne afery, związana z funkcjonowaniem GetBacku, wcześniej Amber Gold, poszczególnych funduszy inwestycyjnych, które inwestują od dzieł sztuki, po tokeny, a za każdym razem to samo zakończenie – tysiące ludzi, którzy stracili swoje pieniądze. To pokazuje, że działalność nadzoru finansowego w Polsce wymaga zmian, udoskonalenia z punktu widzenia bezpieczeństwa, ochrony klientów finansowych – ocenia.

Senator podkreśla, że polski system w teorii jest dobrze rozbudowany, ale należy przede wszystkim zmienić praktykę działania. Do takiego wniosku można dojść choćby po analizie poszczególnych afer.

– Afera Amber Gold to kompletna porażka, w tym wypadku akurat prokuratury, bo Komisja Nadzoru Finansowego sygnalizowała problem, a prokuratura kompletnie te fakty zignorowała. Dla odmiany afera GetBacku to już porażka Komisji Nadzoru Finansowego, która mając odpowiednie narzędzia, we właściwym czasie z nich nie skorzystała. To pokazuje, że w Polsce często mamy problem nie tyle z przepisami prawa, co z praktyką działania instytucji, które odpowiadają za bezpieczeństwo finansowe obywateli – ocenia były prezes NIK.

NIK w 2017 roku zwracała uwagę m.in. na potrzebę większej ochrony klientów rynku forex, objęcia regulacjami funkcjonowania kantorów internetowych czy giełd kryptowalut.

Jednoznacznie pokazaliśmy, że w Polsce powinien być skuteczniejszy nadzór i skuteczniejsze metody kontrolowania tego rynku. Piewcy wolności będą mówić: dlaczego? Ale tego typu pytania nie mają znaczenia w momencie, kiedy pojawiają się ludzie, którzy tracą swoje pieniądze – podsumowuje Krzysztof Kwiatkowski.

Warunki mieszkaniowe jednym z trzech głównych problemów Polaków. Najmocniej dotyka rodziny wielodzietne

Złe warunki mieszkaniowe to problem, który najbardziej dotyka rodziny wielodzietne – z co najmniej trojgiem dzieci. Tych jest w Polsce ok. 500 tys., a połowie z nich dochody nie pozwalają na zaspokojenie ich bieżących potrzeb. Wiele z nich nie może sobie pozwolić także na wybudowanie domu czy zakup własnego lokum. To często powoduje, że ich warunki bytowe są niewystarczająco dobre, co w skrajnych przypadkach może oznaczać ryzyko odebrania dzieci. W pomoc takim osobom coraz częściej angażują się firmy. Budimex w partnerstwie z kilkoma innymi przedsiębiorstwami rozpoczął właśnie budowę domu dla jednej z potrzebujących rodzin. 

– Potrzeby mieszkaniowe rodzin wielodzietnych są olbrzymie. W Polsce jest około pół miliona takich rodzin, które potrzebują znacznie lepszych, korzystniejszych warunków mieszkaniowych, ale po prostu ich na to nie stać – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.

W Polsce niedobór mieszkań jest szacowany na ok. 2 mln lokali. Raport Fundacji Habitat for Humanity Poland („Mieszkalnictwo w Polsce”) pokazuje, że dochody ok. 70 proc. polskich gospodarstw domowych nie pozwalają im zaspokoić swoich potrzeb mieszkaniowych na rynkowych zasadach, czyli zaciągnąć kredytu hipotecznego na zakup własnego lokum. Co więcej, 14 proc. rodzin obecnie zamieszkuje domy bądź mieszkania niesamodzielne, przeludnione, wymagające pilnego remontu albo w złym stanie technicznym. Z badań opinii przeprowadzonych przez fundację wynika, że zła sytuacja mieszkaniowa to jeden z trzech głównych problemów polskich rodzin (obok niskich dochodów i niesprawnej służby zdrowia), na który wskazało 40 proc. z nich.

– Każda z młodych rodzin, która ma dziecko, chciałaby mieć swój własny lokal mieszkaniowy, czy to w bloku, czy w domu jednorodzinnym. W przypadku rodziców mieszkających z dziećmi idealnie, jeżeli mają one własny pokój. Dlatego w Polsce standardem dla rodziny 2+1 są salon z kuchnią plus dwa pokoje, natomiast w domach w małych miejscowościach czy na wsiach ten standard jest gorszy – wskazuje Dariusz Blocher.

Złe warunki mieszkaniowe to problem, który w największym stopniu dotyka rodziny wielodzietne. Według danych MRPiPS w Polsce jest obecnie ok. 500 tys. rodzin z co najmniej trojgiem dzieci. Wiele z nich mierzy się z problemami finansowymi, społecznymi (np. brakiem żłobków i przedszkoli) i właśnie mieszkaniowymi.

– Problemy rodzin wielodzietnych wynikają z tego, że na ogół nie stać ich na to, żeby wybudować dom albo pozwolić sobie na zakup mieszkania na wolnym rynku, bo nie dostaną kredytu. W Sejmie uchwaliliśmy właśnie ustawę dotyczącą mieszkalnictwa, która powędruje teraz do Senatu. Powinna ona pomóc młodym ludziom i polskim rodzinom w zapewnieniu sobie mieszkania, a samorządom – w pozyskiwaniu finansowania w formie dotacji bezzwrotnych na budowę domów z Banku Gospodarstwa Krajowego – mówi posłanka PiS Anna Milczanowska.

Jak pokazują dane Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”, dochody ok. 50 proc. rodzin wielodzietnych nie pozwalają im na zaspokojenie bieżących potrzeb. Gros środków jest przeznaczanych na żywność (ok. 30 proc. budżetu), wydatki związane ze szkołą (27 proc.), zajęcia dodatkowe dla dzieci (26 proc.), opłacenie żłobka lub przedszkola (19 proc.) oraz transport (15 proc.). To, co zostaje, często nie wystarcza na budowę domu czy zakup odpowiednio dużego mieszkania.

– Rodziny wielodzietne mieszkają w Polsce w bardzo różnych warunkach, od skrajnie dobrych do skrajnie złych – mówi prezes Budimeksu. – Możliwości pomocy takim rodzinom są bardzo różne: od najprostszych, czyli podarowania pieniędzy, po kontakt z MOPS-ami, czyli miejskimi ośrodkami pomocy społecznej. One wiedzą, którym trzeba pomagać, jakie są ich problemy i czego one potrzebują.

Mimo wsparcia w postaci programów prorodzinnych w Polsce rodziny wielodzietne wciąż borykają się z problemami i potrzebują pomocy. Tę oferują nie tylko państwo i MOPS-y, ale i prywatni darczyńcy oraz firmy. Budimex w partnerstwie z kilkoma innymi przedsiębiorstwami rozpoczął właśnie budowę domu dla jednej z takich potrzebujących rodzin w ramach akcji HASHDomZSerca. Na początku tego roku media zainteresowały się losem rodziny Magdy Saternus, ponieważ sąd miał zadecydować o odebraniu jedenaściorga dzieci matce ze względu na złe warunki mieszkaniowe. Telewizyjny reportaż został zauważony w Budimeksie, jednej z największych w Polsce firm budowlanych. Spółka połączyła siły z innymi firmami, aby wybudować, wyposażyć i przekazać szesnastoosobowej rodzinie nowy dom koło Radomska.

– Dopiero za pośrednictwem telewizji dowiedziałam się, że przyjdzie firma, która postawi nam nowy dom, żebyśmy żyli w lepszych warunkach, a dzięki temu dzieci zostaną przy mnie. Dzięki wsparciu dzieci zostaną w pełnej rodzinie, przy matce, a po nowym roku mam nadzieję, że zamieszkamy już w lepszych warunkach mieszkaniowych – mówi Magdalena Saternus.

Wiosną przyszłego roku szesnastoosobowa rodzina przeprowadzi się z obecnego, dwupokojowego mieszkania do nowego domu jednorodzinnego, o powierzchni ponad 200 mkw., z dwoma łazienkami, dwoma garderobami i ośmioma pokojami dla dzieci, z których najmłodsze ma cztery lata. Dzięki zaangażowaniu partnerów dom zostanie wyposażony „pod klucz”.

– Pod koniec października zaczęliśmy pierwsze prace budowlane. Dom został już wyprodukowany i zostanie zmontowany w ciągu 60 dni, czyli przed świętami Bożego Narodzenia. Mamy około półtora miesiąca, żeby go wykończyć pod klucz, ze wszystkimi niezbędnymi elementami, sprzętem AGD i RTV, meblami, łóżkami i dywanami, tak żeby rodzina mogła zamieszkać już na gotowym. Wszystko powinniśmy w pełni ukończyć przed końcem lutego następnego roku – zapowiada Dariusz Blocher.

– Dzieci będą miały swoje pokoje do dyspozycji, będą łazienki i pralki, salon. Ten dom scementuje tę rodzinę – mówi Anna Milczanowska. – Warto interesować się tym, co się dzieje wokół nas, jak żyją nasi znajomi, sąsiedzi, zaangażować się wolontariacko w pomoc takim rodzinom. Cieszy to, że takich ludzi dobrej woli jest bardzo wielu.

Prezes giełdowego Budimeksu ma nadzieję, że akcja HASHDomZSerca zachęci też inne podmioty do inicjowania podobnych działań pomocowych skierowanych do potrzebujących.

– Ważne jest, żeby firmy, które mogą pomóc w takich sytuacjach, potrafiły znaleźć potrzebujących. Tutaj apel do mediów: pokazujcie takie rodziny i kojarzcie tych, którzy chcą pomagać, z tymi, którzy tej pomocy potrzebują. Bardzo chcemy, żeby ten projekt został powtórzony na większą skalę, jeżeli kolejne firmy zaangażują się w pomoc – mówi.

Partnerami akcji HASHDomZSerca są AkzoNobel, Black Red White, Candellux Lighting, Dyckerhoff Polska, Synertime, Komunikacja Plus, .mdd, OBI, Procontent, RedNet Property, RTV EURO AGD.

Młodzi kierowcy przeceniają swoje możliwości. Technologie mogą pomóc im zmieniać nawyki na drodze

Za co piąty wypadek drogowy odpowiadają młodzi kierowcy. W 2019 roku byli oni sprawcami 4,9 tys. wypadków, a przyczyną 37,6 proc. z nich było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu. Badanie PIU wskazuje, że młodzi kierowcy lekceważą przepisy częściej niż inni, a 73 proc. z nich uważa się za doświadczonych, co skłania ich do brawurowych zachowań. W budowaniu dobrych nawyków na drodze mogą pomóc rozwiązania technologiczne. – Technologia pełni rolę dodatkowego anioła stróża, który pomoże początkującym kierowcom podczas jazdy i ostrzeże przed wypadkiem – mówi Paweł Zawisza, dyrektor business development w firmie Starter24.

 Polacy mają skłonność do przeceniania swoich umiejętności do nadmiernie szybkiej jazdy. Młodzi kierowcy jeszcze bardziej narażeni są na tę mieszankę wybuchową, a przy tym nie mają doświadczenia i uważności, czasem intuicji i wyczucia, którymi dysponują kierowcy z bogatszym doświadczeniem – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Zawisza.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2019 roku doszło do nieco ponad 30,2 tys. wypadków. Za 4,9 tys. z nich (18,5 proc. wypadków powstałych z winy kierujących) odpowiadają młodzi kierowcy, w wieku 18–24 lat. Przyczyną 37,6 proc. spowodowanych przez nich wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Badania PIU pokazują, że młodzi kierowcy częściej niż starsi lekceważą przepisy ruchu drogowego. Dla blisko 40 proc. z nich przekroczenie dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym o 20 km/h jest bezpieczne. W całej grupie kierowców odsetek takich odpowiedzi wyniósł 33 proc. Jednocześnie młodzi nie dostrzegają zależności pomiędzy bezpieczeństwem jazdy a prędkością – ponad 60 proc. uważa, że można jeździć jednocześnie szybko i bezpiecznie.

– Technologia może pełnić rolę dodatkowego anioła stróża, który będzie pomagał kierowcom, zwłaszcza młodym, kształtować prawidłowe nawyki związane z zachowywaniem odpowiedniej odległości od samochodów, odpowiedniej prędkości, z unikaniem niekontrolowanej zmiany pasa ruchu – przekonuje dyrektor business development w Starter24. – Wspólnie z jedną z poznańskich szkół nauki jazdy wdrożyliśmy pilotażowy program pomocy młodym kierowcom w kształtowaniu pozytywnych nawyków na drodze. W samochodach, którymi jeżdżą, zamontowaliśmy urządzenie, które w sposób graficzny lub dźwiękowy ostrzega przed ewentualnym wypadkiem, niekontrolowaną zmianą pasa ruchu czy nadmierną szybkością.

W samochodzie nauki jazdy zastosowano system ADAS firmy Mobileye. Wykorzystuje on kamerę umieszczoną na przedniej szybie, dzięki której śledzi drogę, ostrzega kierowców na min. 2,5 sekundy przed zdarzeniem i w ten sposób daje odpowiedni czas na reakcję. Jak pokazują statystyki, wystarczy już 10–12 tygodni jazdy z ADAS, aby zmienić nawyki kierowcy na bezpieczniejsze. Eksperci Starter24 przekonują, że wykorzystanie tego typu systemów może być w przyszłości podstawą do budowania oferty ubezpieczeniowej dla początkujących kierowców.

 Dodatkowo wdrożyliśmy funkcjonalność Smart Car Assistance opartą na idei connected cars, dzięki której możemy śledzić, co się dzieje z samochodem od wewnątrz i zapobiegać awariom. Te urządzenia pozwalają nam na sczytywanie kodów błędów w samochodzie, informowanie z odpowiednim wyprzedzeniem kierowców o możliwych błędach i awariach, które mogą się przydarzyć na drodze – wskazuje Paweł Zawisza.

Wtyczka OBD umieszczona w samochodach jest elementem zdalnej diagnostyki oraz systemu przewidywania i zapobiegania awariom. Dzięki temu w czasie rzeczywistym można mieć dostęp do podstawowych parametrów samochodu. Jeżeli pojawi się kod błędu lub zapali się kontrolka na desce rozdzielczej, mechanicy mogą od razu skontaktować się z kierowcą.

Innowacje w tworzywach sztucznych skupiają się wokół ich recyklingu. Ich efektywne wykorzystanie może być podstawą gospodarki obiegu zamkniętego

Plastikowe opakowania na żywność zapobiegają jej marnowaniu, co z kolei przekłada się na redukcję emisji 350 g CO2 za każdy kilogram. Tworzywa sztuczne mają być jednym z pięciu filarów gospodarki obiegu zamkniętego. Mimo tego plastik jest powszechnie uważany za jeden z głównych szkodników dla środowiska. Ambicją firm działających w tej branży jest to, by zapobiec przedostawaniu się granulek polimerowych do środowiska.

– Tworzywa w gospodarce obiegu zamkniętego mają wiele funkcji i na co dzień musimy pamiętać o tym, że to nie jest tylko odpad, który nas denerwuje i że trzeba go odpowiednio zagospodarować. Celem gospodarki obiegu zamkniętego jest bowiem jak najlepsze wykorzystanie surowca – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Anna Szałkowska z Fundacji PlasticsEurope Polska.

W przypadku tworzyw sztucznych surowcem tym są granulki polimerów. Firmy będące członkami PlasticsEurope w ramach programu Operation Clean Sweep dążą do tego, by żadna granulka polimeru nie przedostawała się do środowiska.

– Jednym z wymogów gospodarki obiegu zamkniętego jest tzw. ekoprojektowanie, czyli takie projektowanie danego wyrobu, które nam później pozwoli wielokrotnie z niego korzystać: naprawiać go, ale także ułatwić recykling. W przypadku opakowań z tworzyw sztucznych mamy duże pole do popisu. Innowacje branży idą w tym kierunku, by zastąpić trudno recyklowalne opakowania takimi, które będą łatwiej recyklowalne – wskazuje Anna Szałkowska.

Wszystkie plastikowe butelki, z których korzysta koncern Coca Cola w Wielkiej Brytanii, są obecnie produkowane w 50 proc. z rPET – tworzywa sztucznego pochodzącego z recyklingu. Decyzja o wykorzystaniu takiego materiału oznacza oszczędność 21 tys. ton plastiku rocznie. Z kolei Orkla, norweski producent żywności, pakuje chipsy w paczki wykonane z odnawialnego polimeru propylenowego. To materiał wytwarzany z oleju talowego, będącego produktem ubocznym w procesie pozyskiwania pulpy drzewnej.

Opakowania z tworzyw sztucznych wykorzystywane są przede wszystkim do pakowania żywności. Dzięki nim udaje się unikać znacznych strat produktów spożywczych. Z raportu rocznego Fundacji PlasticsEurope za rok 2019 wynika, że przeciętna emisja CO2 wynikająca z produkcji opakowania plastikowego na 1 kilogram żywności wynosi 70 gramów. Z kolei zaoszczędzona emisja CO2 z powodu mniejszych strat żywności dzięki takim opakowaniom wynosi 350 gramów za każdy kilogram. Oznacza to, że korzyści w tym przypadku przewyższają straty.

– Trzeba pamiętać, że straty żywności to jeden z krytycznych elementów gospodarki obiegu zamkniętego. Innymi słowy, musimy je minimalizować ze wszystkich sił, a opakowanie plastikowe jest bardzo dobrym przykładem takiego, które doskonale pozwala nam to osiągnąć – podkreśla ekspertka z Fundacji PlasticsEurope Polska.

Zagospodarowanie odpadów opakowaniowych jest jednym z priorytetów gospodarki obiegu zamkniętego. Koncepcja GOZ, która od 2018 roku jest w Europie w fazie praktycznej realizacji, określa tworzywa sztuczne jako jeden z pięciu elementów, które będą kluczowe dla jej skutecznej realizacji. Z kolei „Europejska strategia na rzecz tworzyw sztucznych w gospodarce o obiegu zamkniętym” jest oparta na czterech filarach. To zwiększenie opłacalności recyklingu, ograniczenie ilości generowanych odpadów plastikowych, walka z zaśmieceniem środowiska morskiego, a także zwiększenie inwestycji i innowacji w zakresie recyklingu.

– Plastik poddaje się recyklingowi dość łatwo. Są jednak grupy materiałów, których recykling mechaniczny jest trudny lub obecnie nieefektywny ekonomicznie. Jest natomiast tzw. recykling surowcowy lub chemiczny, które już wchodzą w fazę realizacji i stosowania na co dzień. Pozwalają nie tylko odzyskać sam polimer, lecz także surowiec, z którego powstał. Absolutnie nie powinniśmy natomiast odpadów z tworzyw składować na wysypiskach. Marnuje się tam po prostu wartość tego surowca – mówi Anna Szałkowska.

W krajach Unii Europejskiej, zgodnie z dyrektywą z 30 maja 2018 roku, zwiększono wymagane poziomy recyklingu wszystkich opakowań do 65 proc. w roku 2025 i do 70 proc. do roku 2030. W przypadku opakowań z tworzyw sztucznych cele te wynoszą odpowiednio 50 i 55 proc.

Grafenowe superkomputery pozwolą symulować ludzką pamięć. To może być przełom dla sztucznej inteligencji

Zespół naukowy z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii opracował pionierski komputer imitujący procesy zachodzące w ludzkim mózgu. Maszyna odwzorowuje sposób funkcjonowania biologicznej sieci neuronowej, a jej analogową naturę udało się odtworzyć dzięki wykorzystaniu grafenowych tranzystorów. Technologia tego typu może zostać wykorzystana do budowy wyspecjalizowanych systemów sztucznej inteligencji.

Wszystkie współczesne komputery cyfrowe funkcjonują na podstawie bramek logicznych, dzięki którym programiści mogą korzystać z kodu binarnego i śledzić, czy przez dany element przepływa sygnał elektryczny, czy też nie. Taki sposób przetwarzania informacji znacząco różni się od struktury mózgu przetwarzającego dane za pośrednictwem neuronów zdolnych do rejestrowania większej liczby stanów, a co za tym idzie – pozwalających sprawniej przetwarzać duże zasoby informacji.

Wzrost zapotrzebowania na systemy informatyczne do analizy dużych zbiorów danych zachęcił zespół badaczy z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii do pogłębienia prac nad komputerami analogowymi, imitującymi analogową strukturę mózgu. Dzięki nim możliwe byłoby błyskawiczne wykonywanie obliczeń na potrzeby m.in. systemów rozpoznawania obrazu czy sztucznej inteligencji dla autonomicznych pojazdów.

– Tworzymy sztuczne sieci neuronowe, które starają się naśladować efektywność energetyczną i obszarową mózgu – podkreśla Thomas Shranghamer, doktorant na Uniwersytecie Stanu Pensylwania. – Mózg jest tak mały, że mieści się w dłoniach, podczas gdy nowoczesny superkomputer zajmuje miejsce wielkości dwóch lub trzech kortów tenisowych.

Naukowcy zaprojektowali sztuczną sieć neuronową opartą na arkuszu grafenowym, na którym umieszczono węglową powłokę o grubości jednego atomu. Wstępne eksperymenty dowiodły, że za pośrednictwem pola elektrycznego można rekonfigurować tę sieć na podobieństwo neuronów mózgowych i zapisywać informację w jednym z 16 możliwych stanów. Wykorzystanie tej technologii do produkcji komputerów nowej generacji pozwoliłoby zminiaturyzować systemy inteligentne i zauważalnie przyspieszyć proces przetwarzania dużej ilości danych.

– Mamy potężne komputery, co do tego nie ma wątpliwości. Problem polega na tym, że musimy przechowywać pamięć w jednym miejscu, a obliczenia wykonywać w innym – wskazuje Saptarshi Das, profesor asystujący nauk technicznych i mechaniki na Uniwersytecie Stanu Pensylwania. – My udowodniliśmy, że możemy precyzyjnie kontrolować dużą liczbę stanów pamięci przy użyciu prostych tranzystorów z grafenem.

Badania nad tą technologią są wspierane i finansowane przez Army Research Office, laboratorium badawcze amerykańskiej armii. Pomysł nowatorskiego arkusza grafenowego został zgłoszony do urzędu patentowego i w przyszłości ma szansę trafić do użytku komercyjnego.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku grafenowego do 2025 roku wzrośnie do 550 mln dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 38 proc. w skali roku.

Pandemiczne Wszystkich Świętych 2020 – oszczędnie i z niepokojem

Wiemy już jak Polacy spędzą w tym roku Wszystkich Świętych. Pandemia znacząco wpłynęła na zachowania. Instytut Badań Społecznych i Rynkowych Tric oraz firma konsultingowa SMP przeprowadziły badanie dotyczące postaw Polaków. Aż 56% Polaków deklaruje, że tym razem nie wybierze się na cmentarz. Kolejne 12,5% ankietowanych nadal się waha i jest niezdecydowane. Pandemia wpłynęła także na polskie portfele. Prawie 18% odpowiadających zadeklarowało, że wyda mniej niż w ub. roku na zakup zniczy i kwiatów. Aż 67.6% spośród tych, którzy wydadzą mniej, wskazuje jako przyczynę konieczność oszczędzania w czasach pandemii.

Instytut Badań Społecznych i Rynkowych Tric oraz firma konsultingowa SMP przeprowadziły badanie dotyczące postaw Polaków. Ze względu na dynamicznie zmieniającą się sytuację pandemiczną, badania przeprowadzono jak najbliżej daty Wszystkich Świętych w dniach 28-29 października. Badania przeprowadzono na reprezentatywnej grupie Polaków (N = 1230) ze względu na płeć i wiek (18-54 lata) za pomocą badania omnibusowego.
Wszystkich Świętych 2020– W opiniach badanych widać wyraźnie wpływ pandemii na deklarowane postawy – uważa Paweł Chmielowski, właściciel Instytutu Badań Społecznych Tric. Przede wszystkim dotyczy to poczucia niepewności. Ludzie nie są pewni w jaki sposób spędzą Dzień Wszystkich Świętych. Nie wiedzą jeszcze czy odwiedzą groby, czy spotkają się z bliskimi. Obawiają się przyszłości związanej z ewentualnymi rządowymi zakazami.

W kwestii wyboru dnia, w którym udamy się na groby bliskich nadal dominuje data 1 listopada ale warto zauważyć, że ponad 46% ankietowanych szuka innego dnia na odwiedziny cmentarzy. Sporo osób (16,3%) uda się na groby w sobotę a tylko 7,5% odwiedzi cmentarze w poniedziałek (Dzień Zaduszny) Ponadto dosłownie w przeddzień Wszystkich Świętych nadal prawie 17% Polaków jest niezdecydowanych.

Wszystkich ŚwiętychWarto także podkreślić, że w tym roku zanika tradycyjny zwyczaj spotykania się po wizytach na grobach bliskich. Tylko 28,3% Polaków deklaruje, że spotka się w gronie rodzinnym po wizycie na cmentarzu. Ponad 46% jednoznacznie deklaruje, że nie zamierza tego zrobić tym razem.Wszystkich Świętych 2– Warto zwrócić uwagę na korelację obaw związanych z potencjalnym zarażeniem wirusem na cmentarzu, a planowanym spotkaniem z rodziną – uważa Paweł Chmielowski z Instytutu Badań Społecznych i Rynkowych Tric. Społeczeństwo staje się uważne co pokazuje fakt, że jedynie niecała jedna trzecia badanych planuje po odwiedzeniu grobów wizytę i spotkanie z rodziną – dodaje Chmielowski.

Mocno i wyraźnie rozszerzył się także katalog powodów, z powodu których Polacy obawiają się odwiedzić w tym roku cmentarze. Kluczowym powodem jest oczywiście obawa o bezpieczeństwo w warunkach pandemii. Tego obawia się aż 53,2% Polaków. Znaczna część osób (43,8%) podkreśla także obawę o możliwość zarażenia swoich bliskich a prawie 19% wyraźnie artykułuje obawę o zdrowie krewnych w starszym wieku.
Wszystkich Świętych 3Pojawia się także kontekst niepewności formalno-prawnej. Prawie 14% badanych nie jest pewnych czy cmentarze rzeczywiście będą otwarte co wpływa na ich plany. W kontekście wyjazdów z kolei prawie 7% obawia się zostać zaskoczonych nagłym wprowadzeniem lockdownu i problemem z powrotem do miejsca zamieszkania. Ponad 9% Polaków zaznacza też kwestię problemów logistycznych ponieważ w tym roku dzień Wszystkich Świętych przypada na niedzielę czyli dzień wolny od pracy.Wszystkich Świętych 4W tym roku większość Polaków planuje wydać podobną kwotę na znicze i kwiaty przy okazji dnia Wszystkich Świętych.

Pomimo, że te wydatki nie należą do zbyt wysokich to jednak zauważalna staje się grupa, która deklaruje, że w tym roku wyda mniej. Tak zapowiada prawie 18% badanych.

– Widać, że pandemia mocno odciska się na portfelach Polaków. Pomimo relatywnie małej skali wydatków na Wszystkich Świętych, także i tutaj Polacy szukają oszczędności. Ich głównym powodem jest oczywiście niepewność czasów, w których funkcjonujemy. Prawie 67% Polaków, którzy zamierzają odwiedzić cmentarze deklaruje, że to świadomość konieczności oszczędzania w trudnych czasach jest powodem zmniejsznia wydatków. Ale też ponad 18% zgłasza swoje ogólne problemy finansowe a prawie 9% wyraźnie informuje o swoich problemach finansowych spowodowanych bezpośrednio przez pandemię – mówi Grzegorz Kita, ekonomista i współautor badań.Wszystkich Świętych 5

Paweł Chmielowski – Instytut Badań Społecznych i Rynkowych Tric.

Socjolog, przedsiębiorca, specjalista z zakresu badań ilościowych i statystyki. Właściciel Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych TriC oraz Agencji Analityki Sportowej Sport Analytics. Realizował usługi badawcze dla placówek dyplomatycznych. Współpracował z jednostkami naukowymi, pracownikami uczelni wyższych i władzami samorządów. Wykładowca na Collegium da Vinci oraz Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

W obszarze badania kibiców pracuje także z organizacjami (Fortuna 1 Liga, FEN, AMP Futbol), wieloma klubami (takimi jak Lech Poznań, Wisła Kraków, Śląsk Wrocław, Anwil Włocławek, Trefl Gdańsk i in.), sponsorami klubów sportowych (m.in. STS, Millenium) oraz ze sportowcami indywidualnymi.

Grzegorz Kita – Ekonomista, inwestor, menadżer. Doradca strategiczny. Uznany ekspert z prawie trzydziestoletnim doświadczeniem w konsultingu i marketingu. Prezes i założyciel SMP. Jeden z pierwszych zawodowych inwestorów na polskiej giełdzie.

Chińska gospodarka wydobrzała

Chiny zadziwiająco szybko uporały się z pandemią, według oficjalnych statystyk nie ma tam drugiej fali zachorowań. Powodów do ekspansji chińskiej gospodarki jest więcej. Co jednak z wojną handlową?

– Europa i USA zaaplikowały swoim gospodarkom olbrzymie pakiety stymulacyjne, a to sprzyja chińskiemu eksportowi – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Chiny domykają lukę technologiczną pomiędzy USA, myślą długoterminowo, gdy tymczasem w Stanach Zjednoczonych toczy się spór o to tylko, jak rozdać więcej pieniędzy. Ten dysonans działa bardzo na niekorzyść świata rozwiniętego.

My koncentrujemy się oczywiście na danych z Polski, na ponad 20 tys. przypadków dziennie i konsekwencjach, jakie będą mieć być może już od jutra. Jednak nie jesteśmy sami (co nie stanowi absolutnie jakiegokolwiek pocieszenia), ta bariera została przekroczona w Europie także przez Francję (blisko 50 tys.!), Hiszpanię, Włochy, Wielką Brytanię oraz Belgię, zaś Niemcy były bardzo blisko.

Inwestorzy nie byli gotowi na taki scenariusz – przez miesiące wmawiano im, że drugiego lockdownu nie będzie, a zachęceni darmowym pieniądzem nie chcieli konfrontować tych obietnic z faktami przez zbyt długi czas. Ileż to razy zastanawialiśmy się dlaczego rynek ignoruje tak oczywiste ryzyko drugiej fali? Tak działają rynki, często zerojedynkowo, była radosna ignorancja, a teraz przyszło zaskoczenie, niedowierzanie i strach. Strach przez kolejnym ciosem w aktywność gospodarczą, który może nie będzie początkowo tak silny, ale będzie dawał o sobie znać znacznie dłużej.

Pod koniec października EBC co prawda osłabił euro, ale równie dobrze słabsze euro można przypisać pogarszającej się sytuacji w Europie i relatywnie lepszej w USA (gdzie również mamy rekordy zachorowań, ale jednak w relacji do populacji jest ich mniej i przyrost również jest wolniejszy). Bank zapowiedział dalsze zwiększenie skali zakupów aktywów na grudniowym posiedzeniu, jednak ta polityka już dawno straciła swoją skuteczność.

Rosnący interwencjonizm EBC na rynku długu ma w zasadzie jeden cel: umożliwienie rządom dalsze zadłużanie się za cenę erozji oszczędności prywatnych (i transferu majątku, głównie od klasy średniej do najbogatszych).

Co mogą zmienić wybory prezydenckie w USA? Jak wpłyną na wojnę handlową USA-Chiny?

– Zmiana na fotelu prezydenckim niewiele zmieni, a wojna handlowa uderza też w amerykańska gospodarkę – komentuje ekspert XTB. – Niezależnie kto wygra, Stany Zjednoczone muszą znaleźć jakąś własna strategię, która będzie powiązana także z decyzjami dotyczącymi wojny handlowej.

Cyfryzacja obowiązkowo z kulturą

Pięciokrotnie więcej firm, które uwzględniło aspekt kulturowy w trakcie transformacji cyfrowej, odnotowało w efekcie przełom lub polepszyło swoje wyniki finansowe. Jak pokazują badania, takim rezultatem może pochwalić się ponad 90 proc. z nich[1]. Jednocześnie niedopasowana kultura oraz sposoby pracy są jedną z głównych przyczyn niepowodzenia procesów cyfryzacji przeprowadzanych w organizacjach. Powód ten wymienia prawie 40 proc. specjalistów pracujących na co dzień w przedsiębiorstwach trudniących się wdrażaniem cyfryzacji[2]. Dlaczego świadomość kulturowa jest aż tak ważna? Ponieważ Amerykanie i Niemcy – zarówno prywatnie, jak i zawodowo potrzebują zasad, których należy się trzymać podczas wprowadzania zmian. Włosi, Hiszpanie i Turcy wolą z kolei znać cel i motywację transformacji.

W firmach o zasięgu międzynarodowym, posiadających swoje oddziały w różnych krajach, ale także w takich charakteryzujących się dużą różnorodnością kulturową w ramach filii w jednym kraju implementacja jakichkolwiek rozwiązań, w tym także tych cyfrowych, stanowi spore wyzwanie. Nie oznacza to jednak, że od samego początku jest skazana na porażkę. Wystarczy odpowiednio przygotować się do działania, korzystając np. z pomocy ekspertów posiadających doświadczenie w pracy w środowisku międzynarodowym.

Plany globalne, wdrażanie lokalne

Najczęstszym, choć na ogół nieświadomym błędem międzynarodowych korporacji jest opracowanie jednej strategii transformacji cyfrowej na szczeblu centralnym, a następnie jej realizacja zgodnie z tym planem – w niezmienionej formie – w każdej placówce na całym świecie.

Nasze obserwacje i doświadczenia wynikające z realizacji dotychczasowych projektów dowodzą, że nie ma jednego uniwersalnego scenariusza transformacji cyfrowej, który można by zastosować w każdej firmie – mówi Daniel Olejniczak, wiceprezes zarządu Bonair S.A.Co więcej, z perspektywy samego przedsiębiorstwa nie jest na ogół łatwo zauważyć przeszkody utrudniające sprawne przeprowadzenie digitalizacji. Tym trudniejsze okazuje się niejednokrotnie znalezienie sposobu na ich pokonanie. Kluczem do sukcesu jest wybór odpowiedniego partnera, który przyglądając się firmie z zewnątrz, przeprowadzi implementację nowych systemów, dobierając rozwiązania najbardziej optymalne dla danej organizacji. I nie spowoduje przy tym zamieszania uniemożliwiającego przedsiębiorstwu prowadzenia bieżącej działalności.

Co kraj, to obyczaj

90 proc. przedstawicieli firm uważa, że świadomość kulturowa ma bardzo ważny lub co najmniej ważny wpływ na zarządzanie zmianami[3]. Badania pokazują, że narodowości różnią się pod względem podejścia do podejmowania decyzji, rozwiązywania problemów i zmian. Według podziału angielskiego specjalisty – Richarda D. Lewisa, kilkaset kultur narodowych i regionalnych na świecie można podzielić na trzy grupy: aktywne linearnie, multiaktywne i reaktywne. Osoby wychowane w kulturze aktywnej (m.in. Amerykanie, Brytyjczycy, Duńczycy, Holendrzy, Niemcy i Szwajcarzy) skupiają się w swoim działaniu na jednym zadaniu i nie odstępują od niego, zanim go nie doprowadzą do pożądanego efektu. Zawsze przygotowują plan działań, a później sumiennie go realizują. Pracują tylko w określonych godzinach, a w sporach kierują się logiką. Osoby wychowane w kulturze multiaktywej (m.in. Hiszpanie, Latynosi, Polacy, Rosjanie, Włosi i obywatele krajów Bliskiego Wschodu) potrafią podzielić swoją uwagę między kilka spraw na raz. Jeśli opracowują plan pracy to tylko ogólny, a z czasem i tak go zmieniają. Pracują bez względu na porę i w sporach kierują się uczuciami. Przedstawiciele kultury reaktywnej (m.in. Chińczycy, Hindusi, Japończycy, Koreańczycy, Tajowie i Wietnamczycy) nie zaczną działać, dopóki nie wysłuchają propozycji drugiej strony i nie wyrobią sobie poglądu na dany temat. Przestrzegają tylko ogólnie nakreślonych zasad, choć i tak potrafią wprowadzać w nich niewielkie zmiany. Godziny pracy są w ich przypadku do uzgodnienia, a konfrontacji starają się w ogóle unikać[4].

Dodatkowo każda kultura charakteryzuje się własnym kodeksem behawioralnym, który warto poznać, bo można łatwo błędnie zinterpretować niektóre gesty i słowa, a to w biznesie już tylko krok do nieporozumienia i utraty okazji do współpracy.

Brak inicjatywy kontra akceptacja ryzyka

Na przełomie lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku holenderski psycholog społeczny – Geert Hofstede, przeprowadził z kolei badania wśród pracowników koncernu IBM zatrudnionych w kilkudziesięciu krajach. Na ich podstawie wyróżnił sześć wymiarów kulturalnych pokazujących zależność między mentalnością danej narodowości a wpływem na pracę, ale i cały biznes. Do wymiarów tych należą: dystans władzy, indywidualizm – kolektywizm, męskość – kobiecość, unikanie niepewności, niski i wysoki stopień kontroli pragnień oraz orientacja długoterminowa – orientacja krótkoterminowa[5].

Z perspektywy wprowadzania transformacji cyfrowej w firmie bardzo istotny jest wskazany wymiar unikania niepewności. Aspekt ten podpowiada, jak przedstawiciele poszczególnych kultur reagują na zmiany i wszystko, co nowe. W krajach charakteryzujących się wysokim wskaźnikiem niepewności (m.in. w Grecji, Portugali, Gwatemali, Urugwaju, Belgi i Japonii) własna inicjatywa w pracy nie jest wskazana, podobnie jak próba rozwiązywania problemów poprzez produktywne konflikty. Natomiast kultury o niskim poziomie unikania niepewności (np. Singapur, Jamajka, Dania, Szwecja, Hongkong i Wielka Brytania) są otwarte na zmiany, gotowe na ryzyko i szybko wyczuwają nowe trendy.

Transformacja cyfrowa ma tę zaletę, że ogromnie ułatwia współpracę w środowisku międzynarodowym – mówi Daniel Olejniczak, wiceprezes zarządu Bonair S.A. –Dzięki rozwiązaniu chmurowemu można zoptymalizować liczne procesy wewnętrzne firmy, nawet jeśli funkcjonuje ona w strukturze rozproszonej w kilku lokalizacjach w Europie lub na świecie.

[1] https://www.futureseriesfuse.com/insights/digital-transformation

[2] https://www.mckinsey.com/business-functions/mckinsey-digital/our-insights/how-to-restart-your-stalled-digital-transformation

[3] https://www.andchange.com/themes/apply-one-methodology-many-cultures/

[4] https://www.pmi.org/learning/library/change-agility-different-cultures-10188

[5] https://geerthofstede.com/culture-geert-hofstede-gert-jan-hofstede/6d-model-of-national-culture/

All in! Games wydawcą Chernobylite na konsole

All in! Games S.A., wydawca głośnego tytułu Ghostrunner, dodaje do swojego portfolio kolejny tytuł z ogromnym potencjałem, podpisując porozumienie ze studiem The Farm 51 na wydanie Chernobylite.

Bardzo się cieszymy, że w tygodniu udanej premiery Ghostrunnera możemy ogłosić kolejną, bardzo ważną dla naszej firmy informację. Wierzymy, że gra Chernobylite będzie się cieszyć podobnym zainteresowaniem co cyberpunkowy tytuł i spełni oczekiwania graczy na całym świecie. Zwykle nie angażujemy się w projekty, których IP nie posiadamy, na takim poziomie jak w przypadku produkcji The Farm 51. Zdajemy sobie jednak sprawę z potencjału tej gry i w związku z tym postanowiliśmy zrobić wyjątek – mówi Piotr Żygadło, CEO notowanego na GPW wydawnictwa All in! Games.

Chernobylite jest planowany na 2021 rok, na konsole aktualnej i nowej generacji, a także PC. Dzięki współpracy z All in! Games gra otrzyma więcej kanałów dystrybucji oraz będzie zlokalizowana w większej liczbie języków.
Przypomnijmy, że wydany 27 października Ghostrunner (najgłośniejszy tytuł All in! Games) już pierwszego dnia zwrócił koszt produkcji i został bardzo dobrze odebrany przez graczy oraz media. Według portalu Metacritic średnia nota międzynarodowych recenzentów wyniosła 82/100, a na platformie Steam, gdzie gra awansowała na 1. miejsce rankingu Globalnych Bestsellerów, otrzymała od użytkowników 85% pozytywnych opinii (na ponad 3000).

Wczesny dostęp do Czarnobyla

Chernobylite to gra komputerowa z gatunku survival-horror, której akcja toczy się w czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Spisek, horror, przetrwanie, miłość i obsesja – to wszystko w formie nieliniowej, interaktywnej opowieści, igrającej z pojęciami prawdy i kłamstwa, rzeczywistości i fikcji, nauki i fantazji.

Tytuł jest już dostępny we Wczesnym Dostępie na Steam i Gog.com. Na tej pierwszej platformie został on oceniony przez blisko 2,5 tys. użytkowników, z czego ponad 70% recenzji jest pozytywnych. O wysokich notowaniach Chernobylite świadczy również fakt, że gra została wybrana największym hitem Pixel Heaven 2019, wygrywając najważniejszą kategorię, Big Fish Grand Prix. Otrzymała również tytuł The Best Polish Indie Game podczas targów Poznań Game Arena (PGA) 2019.

Za produkcję odpowiada The Farm 51, tworzący nie tylko gry, ale też nowoczesne aplikacje VR. Studio uczestniczy również w wielu innowacyjnych projektach edukacyjnych i komercyjnych, a w swojej pracy developerskiej wykorzystuje rozwiązania spod znaku fotogrametrii oraz skanowania 3D. Wśród najnowsze projektów The Farm 51 jest m.in. militarny shooter World War 3, wciągający Get Even czy Chernobyl VR Project.

EBC w grudniu prawdopodobnie ponownie poluzuje politykę pieniężną

W tym tygodniu głównym wydarzeniem na rynkach walutowych było czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. EBC poluzował politykę pieniężną, ale również zasygnalizował, że w grudniu można liczyć się z kolejnym wsparciem gospodarki europejskiej. Prawdopodobnie będzie to podwyższenie i rozszerzenie programu PEPP. Program ten już raz został podwyższony z 750 na 1 350 mld euro. EBC chce mieć pole do ponownego kupowania aktywów, aby w razie potrzeby na rynkach została utrzymana płynność. Przede wszystkim chce także wspierać banki w udzielaniu kredytów.

Program skupu aktywów APP oraz program pożyczek bankowych TLTRO III nadal będą kontynuowane. Należy jednak zauważyć, że jest dyskusyjne, na ile naprawdę pomogą gospodarce europejskiej. Powodem nie udzielania przez banki europejskie kredytów w takich kwotach, jakich by oczekiwał EBC, nie jest brak pieniędzy, ale niepewność rozwoju, a tym samym i ryzyka, że kredyty nie będą spłacane. Ponadto, kraje strefy euro, jak np. Grecja czy Włochy, bardziej potrzebują reform strukturalnych gospodarki realnej, niż większej ilości pieniędzy dla lokalnych banków.

Złoty w tym tygodniu nadal się osłabiał ze względu na rosnącą nerwowość na rynkach finansowych. W piątek rano kurs wynosił 4,62 PLN/EUR. Eurodolar był na poziomie 1,168 USD/EUR. Na umocnienie dolara miały wpływ optymistyczne prognozy wzrostu amerykańskiego PKB w III kwartale. Natomiast na euro negatywnie wpłynęła nerwowość związana z drugą falą koronawirusa.

W następnym tygodniu para walutowa EUR/USD najprawdopodobniej będzie niestabilna ze względu na wybory prezydenckie w USA, które zakończą się 3 listopada.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Zjazd firm rodzinnych po raz pierwszy online | U-RODZINY 2020

Pomimo wszystkich trudności, 13. edycja Ogólnopolskiego Zjazdu Firm Rodzinnych odbędzie się 23-27 listopada 2020 roku, zachowując wieloletnią tradycję stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych. Wyjątkowa sytuacja wymaga adekwatnej modyfikacji formuły wydarzenia, dlatego U-RODZINY 2020 po raz pierwszy w historii odbędą się ONLINE. Każdy zainteresowany będzie mógł wziąć udział poprzez platformę internetową, nie wychodząc z domu. Przedsiębiorcy, eksperci, samorządowcy, doradcy i politycy spotkają się wirtualnie, aby wspólnie zastanowić się, jak poradzić sobie z kryzysem, jak funkcjonować w nowych warunkach oraz jak planować działalność uwzględniając wyzwania i niepewność które stoją przed nami.

Zaczynając w styczniu pracę nad programem merytorycznym 13. Zjazdu na temat przewodni wybrano “CZAS PRZEMIAN”, który w obecnej sytuacji wyjątkowo trafnie odzwierciedla rzeczywistość. Podczas 13. edycji U-RODZIN właściciele największych polskich firm rodzinnych porozmawiają o prowadzeniu biznesu w trakcie pandemii COVID-19 oraz zastanowią się czy „rodzinność” ma wpływ na funkcjonowanie firmy w tych czasach. Renomowani eksperci i przedsiębiorcy będą dyskutować o perspektywie prowadzenia biznesu, razem spróbują wyciągnąć wnioski z koronakryzysu, a także spojrzą na możliwość wykorzystania sytuacji rynkowej do ekspansji zagranicznej polskiego biznesu. Poruszony zostanie także temat zmian, wprowadzenie których wymusił koronawirus, a także kwestia transformacji cyfrowej i wyzwań prawno-podatkowych, których doświadczają firmy rodzinne. Ważnym elementem debat będzie także perspektywa lokalna, którą przedstawią polscy samorządowcy.

Jak co roku, organizację U-RODZIN wsparł szereg instytucji i organizacji. Patronami honorowymi wydarzenia są Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce, Polska Agencja Inwestycji i Handlu, a także Samorządy Województw Mazowieckiego i Małopolskiego.. Partnerami strategicznymi IFR są: BNP Paribas Bank Polska, Grupa AXA w Polsce oraz agencja reklamowa Recevent. Do patronów medialnych dołączyli m.in. Dziennik Gazeta Prawna, ICAN Management Review oraz My Company Polska.

Swoim doświadczeniem z uczestnikami 13. edycji wydarzenia podzielą się m.in.: prof. Andrzej Blikle, Piotr Voelkel (Grupa Kapitałowa VOX), prof. Jerzy Hausner, Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka), Przemysław Mitraszewski (LPP S.A.), dr Stanisław Han (Hasco-Lek S.A.), Jerzy Pietrucha (Grupa Pietrucha), Adam Rozwadowski (Enel-Med S.A.), Jacek Ptaszek (JMP Flowers) i wielu innych.

Atutem formuły online jest elastyczności i dostępność wydarzenia – oprócz transmisji na żywo, będzie możliwość obejrzenia nagrania po konferencji. Dbając o bezpieczeństwo i komfort uczestników, całość podzielono na krótkie części – każdy z 5 dni konferencji potrwa nie dłużej niż 4 godziny. Dla uczestników przygotowano 10 debat i wystąpień motywacyjnych, 9 warsztatów praktycznych i prelekcji, a także networking online w pokojach tematycznych i branżowych. Wszystko to w ramach jednego biletu. Rejestracja na wydarzenie już ruszyła. Zapisy na: www.u-rodziny.pl

  1. edycję U-RODZIN planowano zorganizować w formule hybrydowej, łącząc konferencję online z mniejszymi regionalnymi spotkaniami stacjonarnymi w 5 miastach. Niestety z uwagi na sytuację epidemiczną i obostrzenia – nie jest to możliwe. Za rok już na pewno spotkamy się na żywo!

Łączymy, by budować! Łączymy, by przetrwać!U-RODZINY_2020-cover_rejestracja_1200x628

Wschodzące lokalizacje magazynowe w Polsce – Lublin

Lublin to obszar z dużymi tradycjami w zakresie przemysłu spożywczego i przetwórstwa, a dzięki rozwojowi infrastruktury drogowej, w tym drogi ekspresowej S17 i S12 staje się ważnym ośrodkiem magazynowo – logistycznym we wschodniej części Polski. Potencjał regionu z roku na rok rośnie, czego najlepszym potwierdzeniem są kolejni deweloperzy budujący nowe magazyny i najemcy wybierający Lublin na lokalizację swoich centrów dystrybucyjnych. Gdzie i w jakim kierunku będzie rozwijał się sektor magazynowy w regionie sprawdzili eksperci AXI IMMO.

„Lublin jako lokalizacja magazynowa zyskuje w oczach inwestorów i najemców od kilku lat. Większość nowoczesnych projektów magazynowych zlokalizowana jest we wschodniej części miasta z dobrym dojazdem do miejskiej obwodnicy. Region staje się ważnym centrum logistyczno-produkcyjnym ze względu na coraz lepszą infrastrukturę drogową, w tym drogi ekspresowe S12 i S17 (Warszawa – Lublin) oraz  konkurencyjne koszty pracy i dostępność pracowników.  Dodatkowo, warto zaznaczyć, że wszystkie inwestycje magazynowe są w granicach administracyjnych miasta co zapewnia dostęp do komunikacji publicznej i ułatwia transport pracowników” – komentuje Wojciech Waryś, Associate Partner Industrial & Logistic w AXI IMMO.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Lublinie na koniec I połowy bieżącego roku przekroczyły 190 tys. mkw. i wzrosły o 37% rok do roku. Wprawdzie zaledwie 6,700 mkw. oddanych zostało do użytku w tym roku, ale blisko 55 tys. mkw. było na koniec czerwca br. w budowie. Co ciekawe większość, bo blisko 63% projektów startowała jako inwestycje spekulacyjne, czyli bez zabezpieczonych wcześniej umów najmu. Deweloperzy uwierzyli w potencjał rynku i bez obaw uruchamiali kolejne projekty. W regionie aktywni są deweloperzy: Panattoni, MLP, 7R, GLP oraz lokalni inwestorzy.

W pierwszej połowie roku wynajętych został ponad 12 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, jednak kolejne duże umowy najmu są w końcowej fazie negocjacji i będę znane w III i IV kwartale br.

„Lubelski rynek jest dość zróżnicowany, kształtują go zarówno lokalni przedsiębiorcy zainteresowani rozwojem w ramach województwa, ale też duże krajowej i międzynarodowe podmioty traktujące Lublin jako ważny region do obsługi wschodniej części kraju i innych rynków wschodnich w Europie. Aktywni są logistycy, firmy z sektora dystrybucji i produkcji spożywczej oraz firmy związane z szeroko rozumianym sektorem motoryzacyjnym. Jesteśmy przekonani, że będziemy obserwować dalszy rozwój rynku lubelskiego w oparciu o kolejne projekty logistycznie i produkcyjne. Jego pozycja i znaczenie na magazynowej mapie Polski będzie rosnąć”podsumowuje Anna Peczela, Senior Consultant Industrial & Logistic w AXI IMMO.

Renegocjacje umów coraz częstsze na warszawskim rynku biurowym

W pierwszych trzech kwartałach 2020 roku w Warszawie do użytku oddano 238 300 mkw. powierzchni biurowej – wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

  • Wskaźnik pustostanów osiągnął najwyższy poziom od III kwartału 2018 roku.
  • Okres kwarantanny spowodował spadek aktywności najemców w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku o 35% r/r.
  • Ograniczona aktywność najemców oraz wzrost dostępnej powierzchni spowodował korektę stawek za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie.

Okres kwarantanny spowodowany wybuchem pandemii Covid-19 doprowadził do spadku PKB w II kwartale 2020 roku o 8,9% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku.
Silne odbicie polskiej gospodarki może nastąpić już w 2021 roku.
Podaż

Całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku powiększyły się o 238 300 mkw. i wyniosły 5,82 mln mkw. Do największych projektów oddanych do użytku w ostatnich trzech miesiącach możemy zaliczyć wielofunkcyjny kompleks The Warsaw Hub (Ghelamco – B – 43 400 mkw. i C – 45 600 mkw.), biura przy Warzelni (Echo Investment – 24 000 mkw.) oraz kolejną fazę projektu The Park (White Stare Real Estate – 10 000 mkw.).

Obecnie w budowie znajduje się blisko 590 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej planowanej do oddania w latach 2020-2022. Według szacunków Cushman & Wakefield w całym 2020 roku ukończonych zostanie blisko 355 000 mkw., natomiast w 2021 roku – około 340 000 mkw.

Biorąc pod uwagę obecną sytuację pandemiczną i ograniczoną aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzonych na rynek z terminem oddania do użytku w latach 2022-2024, co może doprowadzić do wystąpienia efektu luki podażowej w tym okresie – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Cushman & Wakefield.

Wskaźnik pustostanów

Niepewna sytuacja gospodarcza i malejąca aktywność najemców w ostatnich dwóch kwartałach doprowadziły do odwrócenia trendu kompresji wskaźnika powierzchni niewynajętej. W okresie ostatnich trzech miesięcy poziom pustostanów w Warszawie wzrósł o ponad 110 000 mkw. i wyniósł 559 200 mkw. Analizując rozkład dostępnej powierzchni biurowej, tylko około 8% znajdowało się w projektach oddanych do użytku w tym kwartale. Wzrost dostępności powierzchni biurowej przełożył się na wzrost wskaźnika pustostanów, który na koniec III kwartału wyniósł 9,6% i wzrósł o 1,7 pp. w ujęciu kwartalnym.

Ponadto, w ostatnich kwartałach mogliśmy zaobserwować zwiększoną liczbę ofert podnajmów na warszawskim rynku biurowym. Według szacunków w III kw. 2020 roku całkowita powierzchnia oferowanych podnajmów wyniosła ponad 85 000 mkw., co przekłada się na wzrost tego typu dostępnych powierzchni o ponad 74% kwartał do kwartału.

Popyt

Okres kwarantanny oraz niepewność związana z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę spowodowała, że część najemców zdecydowała się na tymczasowe wstrzymanie decyzji o procesach negocjacji umów najmu. Popyt brutto w pierwszym trzech kwartałach wyniósł 447 500 mkw. i był niższy o 35% niż w analogicznym okresie 2019 roku. W samym III kwartale 2020 roku łączna aktywność najemców wyniosła 113 200 mkw. i była niższa o 65% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku. Znaczący procentowy spadek wolumenu transakcji w ostatnim kwartale w ujęciu rocznym wynika między innymi z rekordowej aktywności najemców w III kw. 2020 roku.

W III kwartale 2020 roku uległa zmianie dotychczasowa struktura transakcji, w której dominowały nowe umowy, które w ostatnich pięciu latach odpowiadały za średnio 61% wszystkich transakcji. W bieżącym kwartale ten typ umów odpowiadał jedynie za 48% wszystkich zawartych umów a renegocjacje i ekspansje stanowiły odpowiednio 48% i 4%.

Spodziewamy się utrzymania tego trendu w kolejnych kilku kwartałach ponieważ część najemców, których umowy zbliżają się do końca, może zdecydować się na ich krótkoterminowe przedłużenie – dodaje Katarzyna Lipka.

Stawki czynszów

Wraz z pogarszającym się sentymentem wśród uczestników rynku stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe w centrum i poza centrum spadły o 0,25 EUR/mkw./miesiąc i znalazły się na poziomie 23,75 EUR/mkw./miesiąc w centrum i 14,75 EUR/mkw./miesiąc poza centrum.

Korekta stawek wynika z coraz większej liczby ofert dotyczących podnajmów oraz większej presji na oferowanie zachęt dla najemców przez deweloperów. W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się dalszej korekty warunków komercyjnych, jeśli popyt na powierzchnie biurowe utrzyma trend spadkowy, a gospodarka nadal będzie pracować na zwolnionych obrotach – dodaje Jan Szulborski.

Jak oszczędzają Polki i Polacy

W finansowe DNA Polacy mają wpisaną niechęć do ryzyka i stopniowe gromadzenie majątku.

  • Santander Bank Polska, na przypadający 31 października Światowy Dzień Oszczędzania, sprawdził, czy Polacy potrafią budować majątek.
  • Oszczędności Polaków w czerwcu 2020 osiągnęły rekordową wartość 1,7 biliona złotych[1]. To dwa razy więcej niż dekadę temu.
  • 63 proc. Polaków oszczędza – z tego 53 proc. regularnie, co miesiąc, a 46 proc. od 10-25 proc. swojego przychodu[2].

Ostatnia dekada była dla majątku Polaków bardzo dobra – w ciągu zaledwie 10 lat dochód rozporządzalny gospodarstw domowych wzrósł, podczas gdy równocześnie malał w nim udział wydatków. Według GUS[3]  w 2019 roku wydatki stanowiły 68,8 proc. dochodów, podczas gdy 10 lat temu były one aż o niemal 20 p.p. wyższe. Nadal jednak nasz majątek jest niewielki, gdy zmierzyć go procentem rozporządzalności dochodu[4] – w tym roku według danych OECD wynosi tylko 1,3 proc., podczas gdy w Niemczech 10,5 proc.

W finansowe DNA Polacy mają wpisaną niechęć do ryzyka i stopniowe gromadzenie majątkuObecnie, jak wynika z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, aż 63% Polaków deklaruje posiadanie oszczędności. Najczęściej zadeklarowały to osoby w wieku 40-49 lat (71% wskazań́ w tej grupie), najrzadziej natomiast osoby w wieku 60-69 lat (53% wskazań́ w tej grupie). Najtrudniej odłożyć́ gospodarstwom 1-osobowym – oszczędności posiada 56% z nich. Z kolei najwięcej wskazań́ miały gospodarstwa 4-osobowe – 71% z nich zadeklarowało, że posiada oszczędności. Im wyższy dochód gospodarstwa domowego, tym częściej ma ono oszczędności – tylko 29% gospodarstw domowych z dochodem netto do 2 tys. zł posiada oszczędności, podczas gdy w przypadku gospodarstw z dochodami przekraczającymi 8 tys. zł netto miesięcznie – udział oszczędzających przekracza 80%

Polacy stopniowo budują swój majątek i zaczynają poszukiwać sposobów na jego pomnażanie. Choć nadal odkładamy stosunkowo niewielką część dochodu, w porównaniu z krajami Europy Zachodniej, coraz więcej z nas deklaruje, że oszczędza. Dopiero w 2019 roku, po raz pierwszy od 20 lat, więcej niż połowa osób badanych zadeklarowała, że odkłada część pieniędzy. Okazuje się, że długofalowo nie zmieniła tego nawet pandemia. Z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” Santander Bank Polska wynika, że posiadanie oszczędności deklaruje obecnie łącznie 63% polskich gospodarstw domowych, co stawia nas mniej więcej na średnim europejskim poziomie – mówi Monika Szlosek, odpowiedzialna za ofertę inwestycyjno-oszczędnościową w Santander Bank Polska.

Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka

Wśród osób, które posiadają oszczędności, połowa (46 proc.) odkłada 10 do 25 proc. miesięcznego wynagrodzenia. Niemal co drugi oszczędzający (44 proc.) odkłada środki na „czarną godzinę”, a co trzeci (35 proc.) „na przyszłość”. Najwięcej badanych rodzin, nieco ponad ¼ deklarowała, że ma zgromadzone oszczędności o równowartości dochodów z 2-3 miesięcy. Jednocześnie co czwarte gospodarstwo domowe (24 proc.) posiada tzw. poduszkę finansową – czyli co najmniej 6-krotność miesięcznego wynagrodzenia. W oszczędzaniu Polacy unikają ryzyka i pomimo rekordowo niskich stóp procentowych łączna wartość depozytów sięga prawie 1 biliona złotych (969 mld zł).jak oszczędzamy Jak oszczędzają Polki i Polacy

Dane z naszego badania potwierdzają, że największą motywacją do oszczędzania jest „niepewność jutra”. Rzadziej odkładamy na jasno sprecyzowane cele, równocześnie w finansowe DNA mamy wpisaną niechęć do ryzyka. Większość naszych oszczędności utrzymywana jest w bankach (aż ok. 59%) oraz w gotówce, czyli najniżej oprocentowanych, ale i najbezpieczniejszych formach oszczędzania – tłumaczy mówi Monika Szlosek, odpowiedzialna za ofertę inwestycyjno-oszczędnościową w Santander Bank Polska.

Przyspieszona ewolucja przyzwyczajeń

W odpowiedzi na pandemię koronawirusa w systemie pozabankowym zwiększyła się gwałtownie ilość gotówki, a także nastąpił odpływ z lokat bankowych na nieoprocentowane rachunki bieżące. Suma gotówki w obiegu na koniec czerwca osiągnęła poziom 283 miliardów złotych, a łącznie depozyty i gotówka wynoszą 1,2 biliona złotych.  Tylko w drugim kwartale 2020 roku ilość gotówki w obiegu wzrosła o 30 miliardów złotych, a suma środków na nieoprocentowanych rachunkach powiększyła się o 72 miliardy[5].

Rekordowo niskie stopy procentowe mogą być dla Polaków przyspieszoną lekcją poszukiwania zysków z inwestycji z akceptacją nieco wyższego ryzyka. Na razie jednak Polacy ostrożnie rozglądają się za alternatywami dla depozytów. Badanie Santander Bank Polska wskazuje, że co 5 osoba posiadająca oszczędności (22 proc.) rozważa inwestycje w nieruchomości, które traktowane są jako swoista forma lokaty. Co dziesiąty oszczędzający (11 proc.) myśli o inwestycji w złoto lub inne kruszce. Jedynie 7 badanych przygląda się możliwościom zainwestowania w fundusze inwestycyjne, a 6 proc. na giełdzie.

Zmiany w polityce monetarnej i rekordowo niskie stopy procentowe to wyzwanie dla naszych oszczędności, a trwająca pandemia jest wyzwaniem dla nas wszystkich. Obecna sytuacja powoduje, że czujemy się̨ niepewnie, a oszczędzanie stało się̨ jedną z osi naszego poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Choć dwa na trzy gospodarstwa domowe posiadają oszczędności, to większość Polaków lokuje swoje nadwyżki finansowe na nisko oprocentowanych dziś lokatach. Ponieważ w najbliższych latach trudno spodziewać się zmian w polityce monetarnej NBP, by skutecznie pomnażać majątek, Polacy muszą przychylniej spojrzeć na produkty inwestycyjne, łączące zysk przekraczający poziom inflacji z ryzkiem – tłumaczy Monika Szlosek, odpowiedzialna za ofertę inwestycyjno-oszczędnościową w Santander Bank Polska.

Wyniki pochodzą z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu br. przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska. Raport z badania został powstał we współpracy z firmą analityczną Analizy Online SA.

Badanie ogólnopolskie zrealizowano na pełnoletnich mieszkańcach Polski metodą (CATI). Próba wyniosła 1002 osób.

[1] Źródło: Analizy.pl: „Struktura oszczędności gospodarstw domowych (czerwiec 2020)”. W skład oszczędności wchodzą akcje, obligacje, depozyty, gotówka, fundusze inwestycyjne, UFK oraz OFE.

[2] Wyniki pochodzą z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu br. przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska

[3] GUS. Budżety gospodarstw domowych w 2019 r.

[4] Dochód rozporządzalny to suma bieżących dochodów gospodarstwa domowego pomniejszona o podatki oraz składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.

[5] Źródło: Analizy.pl: „Struktura oszczędności gospodarstw domowych (czerwiec 2020)”. W skład oszczędności wchodzą akcje, obligacje, depozyty, gotówka, fundusze inwestycyjne, UFK oraz OFE.

Dr Józef Orzeł: Zachód nie dojrzał w porę wzrostu siły „Chińskiego Smoka”

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Jak według Pana oceny zmieniła się sytuacja geopolityczna w ostatnich 30 latach? Kogo identyfikuje Pan obecnie jako głównych światowych graczy?

Dr Józef Orzeł: Sytuacja zmieniła się po 1989 roku, czyli po pokonaniu Związku Sowieckiego. Wtedy skończyła się polityka dwubiegunowa, tzn. rywalizacji pomiędzy dwoma mocarstwami (i ich sojusznikami): ZSRS i USA. Rosja przestała się liczyć jako mocarstwo światowe. Doszło jednocześnie do zmian na Zachodzie – EWG rozwijała się i przekształciła się w UE, NATO straciło główne zadanie – chronić Zachód przed Sowietami, więc zachodnia Europa przestała się zbroić.

Na wiele lat nastał geopolityczny spokój, ale USA nie zauważyły dynamicznego rozwoju Chin, które wykorzystały ten czas na przeskoczenie kilku poziomów rozwoju państwa, gospodarki i technologii. Zrobiły to na chiński sposób, czyli inteligentnie i po cichu. Zachód patrzył na rozwój państw Dalekiego Wschodu jako na jednorodną grupę „Azjatyckich Tygrysów”. Nie zauważył swoistości i dynamiki skoku „Chińskiego Smoka”. Chiny całkowicie zmieniły model państwa, gospodarki (w tym innowacyjności) i społeczeństwa – podążając trzecią drogą pomiędzy kapitalizmem (gospodarka, przedsiębiorczość, innowacyjność), a komunizmem (państwo, polityka). Elity polityczne Chin skutecznie stworzyły kompletnie niekomunistyczny model doradztwa i planowania rozwoju, wyznaczania strategicznych celów dla priorytetowych dziedzin rozwoju i ich realizacji.

M.M./Instytut Jagielloński: Czyli w pełni powrócił ład dwubiegunowy? 

J.O.: Tak. Rosja jest już jedynie mocarstwem o randze regionalnej, opartej na siłach zbrojnych, bez wystarczającego zaplecza gospodarczego. UE z kolei jest siłą ekonomiczną i technologiczną bez realnego oddziaływania militarnego.

M.M./Instytut Jagielloński: Czy w nieodległej przyszłości mogą pojawić się nowe podmioty w tej geopolitycznej układance?

J.O.: Pojawiły się kraje BRICS, ale Chiny zaczęły działać na rzecz niedopuszczenia do wzrostu znaczenia tych państw, do ich awansu do I ligi światowej (najlepszy przykład – uzależnienie Indii poprzez konflikt). To Chinom zależy, aby świat stał się dwubiegunowy, aby następnie pokonać USA, by te, w obliczu wielkiej przewagi Chin, same uznały ich prymat – jedynego supermocarstwa. 

M.M./Instytut Jagielloński: Jakie narzędzia są wykorzystywane w tej geopolitycznej rywalizacji?

J.O.: Można wymienić ich kilka. Jedne są klasyczne, czyli rozwój sił zbrojnych, a zwłaszcza środków ofensywnych. Z perspektywy amerykańskiej najważniejsze jest, by nie dopuścić Chin do wejścia na oceany, bo te tworzą strategię „Jednego Pasa i Jednego Szlaku”. Pasa, czyli kolejowej trasy do Europy (tu USA nie mają skutecznych środków przeciwdziałania), oraz Szlaku morskiego – opanowania komunikacji i handlu oceanicznego, odebrania USA ich największej siły. To jest najważniejsze geopolityczne pole starcia obu supermocarstw.

Drugim narzędziem są technologie. Szczególnie te, które mogą mieć podwójne (cywilne i militarne) zastosowanie. I w tym wyścigu Chiny zdecydowanie wygrywają, przynajmniej w trzech priorytetowych dziedzinach: Internetu rzeczy, sztucznej inteligencji i telekomunikacji (5G). Amerykanie przegapili ich rozwój w Chinach. Rezultatem jest spór o 5G, gdzie chińska firma Huawei jest na celowniku aparatu amerykańskiego państwa, bo jest światowym liderem tej technologii, którą skutecznie oferuje w przetargach na całym świecie. Ale to nie wszystko. Chiny rozwijają się szybciej niż inni w wielu najważniejszych i perspektywicznych dziedzinach.

M.M./Instytut Jagielloński: Gdzie w tym wszystkim znajduje się UE i NATO? Mimo iż pozostają nieco z boku, to wciąż są to silne organizacje.

J.O.: Stany Zjednoczone w rywalizacji z Chinami nie poradzą sobie bez UE. Ta z kolei jest w kryzysie cywilizacyjnym i tożsamościowym. Panowanie post-komunistycznej ideologii gender zahamuje innowacyjność i rozwój. Unia próbuje znaleźć swoją drogę pomiędzy USA, Chinami i Rosją. Chce wyjść spod politycznej zależności od USA, handlować z Rosją i Chinami, ale nie podzielić losu uzależnionych przez Chiny państw afrykańskich. A Chiny potrafią już, pod pewnymi względami, uzależnić od siebie cały świat. W ciągu kilkunastu lat zebrały 95% światowych zasobów metali ziem rzadkich, które są niezbędne do rozwoju nowoczesnych technologii. 

Po upadku ZSRS, NATO straciło cel – ochronę Zachodu przed Sowietami. Wykorzystały to kraje EWG/UE oszczędzając na wydatkach militarnych. Obecnie liczącą się armię mają tylko USA i, w pewnym stopniu, Wielka Brytania, jednak ta ostatnia po wyjściu z UE też będzie szukała swojego miejsca pomiędzy USA, UE i Chinami. I UE, i NATO stały się potęgami drugiej ligi, ale ważnymi w rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

M.M./Instytut Jagielloński: Jak zatem kształtuje się sytuacja Polski w tej światowej rywalizacji mocarstw? 

J.O.: Polska pozycja jest wielowymiarową kwestią. Jesteśmy państwem średniej wielkości, przez co nadajemy się do tego, aby reprezentować nowe państwa UE i być liderem w przestrzeni zwanej przez nas m.in Trójmorzem. Ale nie mamy wystarczającego potencjału, aby samodzielnie nadać temu projektowi większe znaczenie, szczególnie, że interesy tych krajów są w dużej części rozbieżne, a wspólnym mianownikiem jest tylko opór przed zbytnim uzależnieniem ze strony Berlina i Brukseli. Potencjał Trójmorza widzą Chiny, czego wyrazem jest ich projekt 16+1, a także USA, które obiecują poważny udział w finansowaniu inwestycji w Trójmorzu (na razie zwlekają z pierwszą transzą wsparcia finansowego – 1 mld dolarów). 

Polska leży na linii głównych konfliktów, sojuszy, interesów, szlaków komunikacyjnych i handlu pomiędzy Chinami, Zachodem a Rosją. To jest (wg Normana Daviesa) „Boże Igrzysko”, centrum starego świata. Moglibyśmy robić interesy z Pekinem niezależnie od Niemiec i reszty UE – także ze względu na położenie geograficzne. Jednak nic na razie nie wskazuje, że tak się stanie. Mieliśmy szansę stać się głównym miejscem logistycznym na lądowym Pasie Jedwabnego Szlaku prowadzącym do Niemiec. Nie wybudowaliśmy na nim potężnego terminala multimodalnego, (ani krajowego, ani dla państw Trójmorza) i ośrodka wsparcia eksportu do krajów Jedwabnego Szlaku. Dlatego Chińczycy próbują teraz budować alternatywne drogi, m.in przez Kaliningrad, Czechy i Węgry. 

M.M./Instytut Jagielloński: Czy ten brak strategii nie wynika ze sprzeciwu naszego głównego sojusznika, USA?

J.O.: Nie, przynajmniej w kwestii transportu i logistyki. W sprawie 5G jak najbardziej. Jednak to my sami wyszliśmy przed szereg państw unijnych, głośno deklarując brak zaufania do Huawei. Mogliśmy zachować się bardziej pragmatycznie zajmując stanowisko zgodne z unijnym, a równocześnie namawiając UE do maksymalnego zbliżenia do stanowiska USA. W kwestii logistyki amerykańskiego sprzeciwu nie było widać, w dodatku USA nie mają środków, by zatrzymać lądowy Jedwabny Szlak.

Dr Józef Orzeł

Mgr ekonometrii, SGPiS (teraz AGH), dr filozofii, IFIS PAN, autor kilkunastu publikacji filozoficznych. Redaktor i autor wielu pism NSZZ Solidarność (1980-1989). Szef działu i zastępca red. nacz. Tygodnika Solidarność (1989-1991), zastępca red. nacz. Expressu Wieczornego (1991- 1993). Poseł (1991-1993). Doradca Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa (1999-2001). Przewodniczący Koalicji na rzecz Społeczeństwa Informacyjnego. Jeden z założycieli Stowarzyszenia „Miasta w Internecie”. Współautor 8 regionalnych strategii rozwoju społeczeństwa informacyjnego w unijnych perspektywach finansowych 2004-2006 r. i 2007-2013 r. Redaktor kilku regionalnych studiów i planów operacyjnych rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Ekspert Międzyresortowego Zespołu ds. Realizacji Programu „Polska Cyfrowa”.

Jak dołączyć do grona świadomych przyszłych liderów firm rodzinnych? Rusza rekrutacja w Akademii Sukcesora

Właśnie ruszyła rekrutacja do czwartej edycji managerskiego programu Akademia Sukcesora organizowanego przez Instytut Biznesu Rodzinnego. Program dedykowany jest sukcesorom, którzy chcieliby rozszerzyć swoje kompetencję oraz wiedzę. Formuła programu jest unikatowa –  większość zjazdów odbywa się w znanych i dużych firmach rodzinnych pod okiem Mentora – właściciela lub Prezesa danej firmy. „Na rynku polskim wciąż brakuje programów managerskich skierowanych do młodych następców z firm rodzinnych. Programów, które obok kompetencji stricte biznesowych uwzględniałyby dynamikę biznesu prowadzonego przez rodzinę i rodzinne wartości. Dlatego zdecydowaliśmy się stworzyć Akademię Sukcesora – program managerski, w którym sukcesorzy uczyą się od najlepszych przedsiębiorców z firm rodzinnych”  – zaznacza dr Adrianna Lewandowska, lider merytoryczny programu oraz Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego”

Aby zrealizować prestiżowy program dla sukcesorów z całej Polski, organizatorzy postawili na atrakcyjne formy spotkań. Do programu zostali zaproszeni Mentorzy – przedsiębiorcy rodzinni z długoletnią tradycją i praktyką biznesu, posiadający niezwykłą, unikatową wiedzę na temat prowadzenia firmy rodzinnej. W ubiegłych edycjach byli to min. Adam Mokrysz (Mokate), Henryk Orfinger (Dr Irena Eris) czy Marcin Ochnik (Ochnik).  Każdy z Mentorów będzie gospodarzem wybranego zjazdu. Dwudniowe zjazdy będą odbywać się w firmie Mentora – uczestnicy wspólnie ją zwiedzają, uczestniczą w prelekcji Mentora, a następnie przechodzą do tematyki danego zjazdu i części warsztatowej prowadzonej przez eksperta.

Tematyka spotkań jest oryginalna i wyjątkowa. Poza wykonaniem wyzwania postawionego przez Mentora, części praktycznej i warsztatowej, uczestnicy mają możliwość dyskusji oraz podjęcia tematów związanych z rolą sukcesora jako przyszłego lidera w biznesie, rodzinie i społeczeństwie. Tematy te to siła ładu rodzinnego, procesy sukcesyjne, zarządzanie konfliktem, różnice pokoleniowe i role w firmie rodzinnej, budowanie marki firmy rodzinnej.  Organizatorzy chcąc zapewnić kompleksowość nauczania nie zapomnieli o trendach globalnych i lokalnych wpływających na rzeczywistość gospodarczą. Pojawią się zagadnienia z service design, innovation management czy international management.

„Na co dzień spotykam się z firmami rodzinnymi, rozmawiając z nimi o codziennych wyzwaniach i kierunkach rozwoju. Widzę zaangażowanie i pasję młodych liderów, ich determinację, chęć rozwoju i ogrom wysiłku, który wkładają w rozwój przedsiębiorstw rodziców. Widzę ich ogromny głód wiedzy i chęć nauki, ich ciągłe dążenie do bycia najlepszym” – podkreśla dr Adrianna Lewandowska.

Organizatorzy podkreślają fakt, iż dużą wartością jest spotkanie się w gronie przyjaciół, znajomych i tych, którzy mają podobną sytuację sukcesyjną. Program umożliwia spotkanie przy jednoczesnej wymianie wiedzy i doświadczeń. Z dużą dbałością dobierani są eksperci i praktycy biznesu – którzy swoją wiedzą inspirują młode pokolenie przedsiębiorców do podejmowania wyzwań związanych z prowadzeniem biznesu. Strefą nie bez znaczenia pozostaje także dbałość o rozwój osobisty kiedy sukcesorzy spotykają się z coachem i trenerem. Wykowywane są wtedy testy predyspozycji i odkrywanie talentów. Dla każdego sukcesora zostaje opracowana indywidualna ścieżka rozwoju.

Program managerski Akademia Sukcesora ma na celu  stwarzanie warunków do wymiany doświadczeń i nauki oraz stworzenie społeczności sukcesorów z firm rodzinnych.  „Wiemy, że jedną z unikalnych wartości jaką absolwenci wynoszą z tego programu jest nie tylko wiedza, praktyka, ale zalążek relacji międzyludzkich z innymi sukcesorami, a także z nestorami czy ekspertami” – mówi dr Adrianna Lewandowska.