Hillebrand o wyzwaniach logistyki branży beverage wobec Covid-19 i kolejnych etapów odmrażania gospodarki – komentarz eksperta

Po restrykcjach, które miały zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa Covid-19, gospodarki światowe wchodzą w kolejne etapy „odmrażania”. Jak obecnie wygląda sytuacja na rynku usług logistycznych dla branży beverage? Co będzie największym wyzwaniem dla operatorów logistycznych i jakie plany na najbliższą przyszłość ma Hillebrand? Na pytania odpowiada Ellina Lolis, wiceprezes Hillebrand Poland i prezes zarządu Hillebrand Russia, globalny operator logistyczny specjalizujący się w obsłudze rynku alkoholi i napojów.

Ellina Lolis, wiceprezes Hillebrand Poland i prezes zarządu Hillebrand Russia
Ellina Lolis, wiceprezes Hillebrand Poland i prezes zarządu Hillebrand Russia

Stabilna sytuacja na rynku beverage

Od dwóch tygodni sytuacja na rynku transportowym w branży beverage powoli się normuje. Większość krajów zaczyna stopniowo odmrażać gospodarkę. Ponownie zaczęła działać branża HoReCa, co, jak wynika z naszych danych, już przekłada się na większe zamówienia w imporcie i eksporcie, choć nie jest to powrót do prognoz z początku roku. Jeśli chodzi o branżę beverage to sytuacja w transporcie drogowym wróciła już prawie do normy. Po początkowej fali paniki, dzięki wprowadzeniu środków zwiększających bezpieczeństwo w miejscach załadunku i rozładunku oraz usprawnieniu procesów, kierowcy zaczęli wracać do pracy. Spadające ceny paliwa, wysoki kurs euro i mniejsza dynamika w innych branżach, np. motoryzacyjnej, to wszystko zmotywowało przewoźników, a niektórych wręcz zmusiło, do poszukiwania nowych zleceń transportowych.

Dla nas kluczowymi regionami importowymi są kraje winiarskie z tzw. Nowego Świata, m.in. Chile, Argentyna, Nowa Zelandia, RPA oraz jak zawsze Włochy, Francja, Hiszpania. Mimo pandemii, sytuacja w tych krajach w znacznie mniejszym stopniu niż w Chinach i krajach azjatyckich wpłynęła na jakość usług logistycznych oraz ciągłość dostaw. Chiny nie są krajem winiarskim, dlatego wprowadzone restrykcje nie dotknęły Hillebrand aż tak mocno jak innych operatorów logistycznych. Jedynie w marcu, w transporcie morskim można było odczuć w Polsce, tak jak innych krajach Europy, nieznaczny deficyt kontenerów eksportowych. Uniknęliśmy natomiast turbulencji wynikających z zatorów w portach chińskich i opóźnień, związanych z odmrażaniem chińskiej gospodarki.

Jeśli chodzi o ceny za transport, to dziś sytuacja jest lepsza niż się spodziewaliśmy. Obniżka cen paliwa korzystnie wpłynęła na koszty przewozów drogowych. W transporcie morskim, z uwagi na sytuację na międzynarodowych rynkach paliw, wielu armatorów podjęło decyzję o obniżeniu dodatku bunkrowego BAF*, co też pozwoliło uniknąć podwyżek stawek frachtowych.

Największe wyzwanie – niepewność i nieprzewidywalność rynku

Dziś największym wyzwaniem jest brak możliwości prognozowania popytu i określenia przewidywanych wolumenów, zarówno w eksporcie jak i imporcie. To ogranicza nas w podejmowaniu ważnych biznesowych decyzji dotyczących np. inwestycji czy akwizycji. Kolejnym wyzwaniem, które wiąże się z wciąż niepewną sytuacją na rynku, jest kwestia zobowiązań długoterminowych wobec klientów. Przykładem mogą być roczne bądź dwuletnie przetargi, w których zamieszczane są klauzule zastrzegające brak możliwości wprowadzenia jakichkolwiek zmian w oferowanych frachtach. Biorąc udział w takich przetargach ponosimy więc ogromne ryzyko. Wcześniej, dzięki danym historycznym i naszemu długoletniemu doświadczeniu, zawsze można było w jakimś stopniu oszacować koszty. Dzisiaj tego przewidzieć nie można.

Ta niepewność i brak możliwości prognozowania na najbliższe miesiące jest też bolączką wielu naszych klientów. Na przykład trudno jest dziś przewidzieć w jakim tempie będzie powracać do pełnej działalności branża HoReCa. W związku z tym część klientów obawia się zamawiać większe ilości towaru i korzysta z transportu drobnicowego, który jest droższy od całokontenerowego lub full trucków. Z kolei inni czekają na powrót do pełnego otwarcia rynków i nie zamawiają nic. Trudnym tematem dla firm z branży beverage jest też utrzymywanie stocków. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie – czy lepiej będzie zamówić więcej towaru i trzymać go w magazynie czy może korzystniej jest zamawiać mniej i zrezygnować z zapasów?

Dziś też mniej przewidywalne niż wcześniej jest zachowanie konsumentów. Naszym klientom trudniej jest przewidzieć, czy będzie boom na określony rodzaj alkoholu z określonej półki cenowej czy może wręcz przeciwnie, popyt spadnie. Mam nadzieję, że będziemy świadkami efektu szminki**. Jego wpływ odczuliśmy już na rynku rosyjskim, gdzie działa Hillebrand Russia. W ostatnim tygodniu marca sprzedaż whisky, wódki i piwa wzrosła tu odpowiednio o 47 proc., 31 proc. i 25 proc.

Podsumowując, musimy nauczyć się żyć w świecie VUCA*** i to właśnie będzie dla nas największym wyzwaniem.

Plany na najbliższą przyszłość

Obecnie Hillebrand skupia się na rozwoju morskich serwisów drobnicowych. Obsługujemy już stałe połączenia między Polską, przez Rotterdam, a popularnymi regionami winiarskimi i innymi krajami europejskimi, gdzie znajdują się biura Hillebrand. Teraz planujemy zwiększyć liczbę połączeń z takich miejsc jak Cape Town (RPA), San Antonio (Chile), Benicia via Oakland (Kalifornia, USA), Adelaide (Australia), Auckland (Nowa Zelandia). To będzie nasza odpowiedź na potrzeby klientów, którzy w sytuacji niepewności nie chcą sprowadzać dużej ilości towaru, a jednocześnie chcieliby zminimalizować koszty transportu.

Nie planujemy podnoszenia stawek, o ile nie zmusi nas do tego rynek, nowe wymogi armatorów czy przewoźników drogowych. Wiemy, że część z naszych klientów znajduje się w trudnej sytuacji, zwłaszcza mali importerzy obsługujący branżę HoReCa. Dlatego też opracowujemy system rabatów dla określonych rozwiązań logistycznych i umożliwiamy odroczoną płatność.

*  BAF -korekta paliwowa, czyli automatyczny mechanizm korygujący stawki transportowe w wyniku zmian cen paliw.

**efekt szminki – odnosi się do zmian w preferencjach konsumentów podczas kryzysu, którzy zaczynają kupować tańsze odpowiedniki artykułów luksusowych.

***Określenie VUCA, wprowadzone przez amerykańskich strategów wojskowych, pierwotnie odnosiło się do sytuacji po zakończeniu wojny. Obecnie stosowane jest w biznesie, m.in. obszarach związanych z zarządzaniem zmianą. VUCA to – Volatility (zmienność), Uncertainty (niepewność), Complexity (złożoność), Ambiguity (niejednoznaczność).

Polscy przedsiębiorcy w służbie medykom

Pandemia koronawirusa wywróciła życie społeczne całego świata do góry nogami. Trudna sytuacja dotknęła nas wszystkich, nie oszczędzając żadnego aspektu życia codziennego. Nie ma żadnych wątpliwości, że każdy z nas jest w mniejszym lub większym stopniu narażony, jednak w najcięższym położeniu znajdują się pracownicy służby zdrowia, którzy codziennie poświęcają się dla dobra ogółu próbując chronić zdrowie i życie tysięcy zakażonych koronawirusem. Ogromne zaangażowanie medyków nie uchodzi uwadze lokalnych przedsiębiorców, którzy pomimo swoich problemów niosą pomoc tym, którzy najbardziej tego potrzebują.

Białostocki Sungrant pomaga lokalnym szpitalom

Firma Sungrant, uznana marka na rynku m.in. paneli fotowoltaicznych, paneli solarnych, pomp ciepła czy instalacji sanitarnych, czynnie bierze udział w walce z koronawirusem zapewniając lekarzom i pielęgniarkom z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ulicy Żurawiej w Białymstoku ciepłe posiłki. Forma pomocy jest bardzo przemyślana, ponieważ przedstawiciele firmy Sungrant zamawiając jedzenie w lokalnych restauracjach ułatwiają przetrwanie przedsiębiorcom tego niezwykle trudnego okresu.

Pizza dla medyków

Każda pomoc przyjmowana jest przez przedstawicieli polskiej służby zdrowia z wielkim entuzjazmem i nie inaczej było w przypadku personelu białostockiego szpitala przy ul. Żurawiej. Dostarczone przez przez pracowników ciepłe i pożywne pizze pozwoliły medykom zebrać nowe siły na walkę z koronawirusem, który nie daje za wygraną. Co więcej, firma Sungrant w ramach podziękowania za trud włożony w zwalczanie pandemii przy okazji wręczenia stosu pizz podarowała medykom drobne upominki w postaci pięknych jajek z okazji Świąt Wielkiej Nocy.

Panele fotowoltaiczne w czasach pandemii

Z uwagi na obecną sytuację pandemiczną wiele naszych planów czy inwestycji musiało zostać odłożonych w czasie lub całkowicie odwołanych. Na szczęście osoby planujące w najbliższych tygodniach czy miesiącach instalację fotowoltaiki w Białymstoku nie muszą martwić się o opóźnienie prac związanych z montażem mikroinstalacji fotowoltaicznych. Firma Sungrant działa  nieprzerwanie pomimo wielu utrudnień, jakie związane są z trwającym rygorem higieniczno-sanitarnym. Jest to możliwe dzięki profesjonalizmowi i zaangażowaniu przedstawicieli białostockiej firmy, która sprawnie prosperując wspiera lokalną i ogólnopolską gospodarkę.

Montaż paneli fotowoltaicznych a bezpieczeństwo

Prowadzenie prac związanych z instalacją paneli fotowoltaicznych w dzisiejszej rzeczywistości wygląda nieco inaczej niż przed pojawieniem się pandemii. Sam proces montażu i przyłączenia domowej mikroinstalacji nie uległ zmianom, jednak wiele zmieniło się jeśli chodzi o reżim sanitarny, jakim podlegają terenowi instalatorzy firmy Sungrant. Przede wszystkim są oni wyposażeni w środki ochrony osobistej jak płyny dezynfekujące, maseczki i rękawice. Ponadto, firma na bieżąco dokonuje dezynfekcji kombinezonów roboczych, a to wszystko w trosce o zdrowie Klientów. W związku z pandemią pojawiła się również możliwość zawarcia umowy online oraz bezkontaktowej instalacji fotowoltaiki.

Trzy lata po WannaCry – czy ransomware nadal jest groźny?

W ciągu ostatnich tygodni krajobraz cyberzagrożeń wywrócił się do góry nogami. Analitycy obserwują spadek liczby tradycyjnych metod ataku, ponieważ cyberprzestępcy skupili uwagę na pracownikach zdalnych. Według ekspertów w nieodległej przyszłości możemy spodziewać się stale rosnącej popularności oprogramowania typu ransomware. Trzy lata po globalnym kryzysie wywołanym przez atak WannaCry okazuje się, że narzędzia do wymuszania okupów są wciąż skuteczne i często wykorzystywane przez cyberprzestępców – zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy pracownicy zdalni często pracują na niewłaściwie zabezpieczonych urządzeniach.

Uwaga całego świata od kilku tygodni koncentruje się na pandemii COVID-19. Firmy dostosowują się do nowych realiów i przenoszą pracowników w tryb pracy zdalnej. Mogły nie mieć więc odpowiednio wiele czasu, aby właściwie zadbać o bezpieczeństwo danych. Cyberprzestępcy o tym wiedzą i wciąż sondują środowiska sieciowe pod kątem luk w zabezpieczeniach, które mogą posłużyć jako brama wejścia do sieci firmy.

Specjaliści z FortiGuard Labs firmy Fortinet zaobserwowali w ostatnich tygodniach znaczny wzrost liczby ataków phishingowych wymierzonych w osoby fizyczne oraz nowo powstałych złośliwych stron internetowych. Oto co analitycy z FortiGuard Labs – Derek Manky, Aamir Lakhani i Douglas Santos – sądzą na temat obecnej sytuacji związanej z oprogramowaniem szyfrującym.

Czy ransomware jest dzisiaj wciąż jednym z najpoważniejszych zagrożeń?

Derek Manky: Ataki wymuszające okup wciąż spędzają sen z powiek specjalistom ds. bezpieczeństwa. Dynamika występowania tego oprogramowania nie wykazuje żadnych oznak spowolnienia. Natomiast jeśli mówimy o obronie przed nim, narzędzia ochronne są tak skuteczne, jak zespół, który nimi zarządza. Wszystko, począwszy od błędów w konfiguracji rozwiązań zabezpieczających, a skończywszy na zbyt szybkim rozroście środowiska, w którym są wdrożone, może osłabić skuteczność ochrony. Ale w przypadku ransomware’u największy problem nadal stanowi czynnik ludzki.

Aamir Lakhani: Istnieją zagrożenia, które są bardziej powszechne niż ransomware. Jednak to właśnie ten rodzaj ataku jest jednym z najgroźniejszych z uwagi na konsekwencje dla przedsiębiorstw, jakie niesie ze sobą – może je całkowicie sparaliżować. W rzeczywistości ransomware nie jest skomplikowanym ani wyrafinowanym oprogramowaniem. Natomiast, paradoksalnie, może to uczynić je jeszcze bardziej niebezpiecznym, ponieważ stosujący je przestępcy nie muszą posiadać rozległej wiedzy. Zestawy narzędzi do przeprowadzenia ataku mogą być pobierane z internetu w modelu usługowym RaaS (Ransomware-as-a-Service) i modyfikowane nawet przez osobę z minimalną wiedzą programistyczną. Większość z nich nie jest realnym zagrożeniem dla dużych firm, ponieważ rozwiązania ochronne zdołają je wykryć i zablokować. Jednak biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania – wzrost liczby pracowników zdalnych, przepracowane zespoły IT i nowe, w dużej mierze niezweryfikowane wcześniej zasady bezpieczeństwa – przedsiębiorstwa stały się nagle znacznie bardziej podatne na atak.

Dlaczego cyberhigiena i „czynnik ludzki” nadal są ważne?

Derek Manky: Problemem nie jest brak świadomości – ona jest zakorzeniona w ludzkim zachowaniu. Natomiast świadomość i działanie to dwie bardzo różne rzeczy. Cyberprzestępcy tworzą obecnie dobrze przygotowane e-maile, kierunkują ataki przeciwko konkretnym osobom w przedsiębiorstwie. Taki rodzaj ataku jest znany jako spear phishing, a celem bywa wysoko postawiona osoba w strukturach firmy. Dlatego też często działanie to nazywa się „phishingiem wielorybów”. Jednak, bez względu na to, kto jest celem ataku, każdy jest podatny na manipulacje z wykorzystaniem starannie spreparowanych wiadomości e-mail.

Douglas Santos: Kiedy mówimy o czynniku ludzkim, wskazujemy nie tylko te osoby naiwnie klikające na linki lub otwierające złośliwe dokumenty. Dotyczy to również kadry kierowniczej, która może nie rozumieć zagrożeń lub nie wie, jak je powstrzymać. Metody ataku rozwijane się znacznie szybciej, niż większość z nas jest w stanie je poznać. Systematycznie powiększa się także luka kompetencyjna, brakuje specjalistów do spraw cyberbezpieczeństwa. To trudne wyzwanie.

Jak ransomware będzie się rozwijał w 2020 roku?

Derek Manky: Należy spodziewać się większej liczby ukierunkowanych ataków – bardzo niebezpiecznych, ponieważ są specjalnie dostosowywane do określonych systemów wewnętrznych przedsiębiorstwa. Innym czynnikiem wpływającym na rosnącą liczbę ataków ransomware jest dostępność narzędzi w modelu usługowym. W bieżącym roku obserwujemy też jak cyberprzestępcy wykorzystują do swoich celów pandemię COVID-19. Pokazuje to, że ewolucja oprogramowania ransomware nie polega wyłącznie na atakach celowych, ale bazuje też na nastrojach społecznych.

Aamir Lakhani: Będziemy świadkami znaczącego wzrostu liczby ataków ransomware. Pandemia COVID-19 wymusiła na przedsiębiorstwach wiele zmian. Dotyczą one m.in. migracji danych w chmurze, zasad udzielania zdalnego dostępu do zasobów i większego uzależnienia od aplikacji internetowych. W sektorze IT wiele osób pracuje pod ogromną presją. Podobnie dzieje się w wielu innych branżach, które muszą utrzymać działanie swoich środowisk informatycznych – ochronie zdrowia, produkcji czy transporcie. Cyberprzestępcy rozumieją, że przedsiębiorstwa często wolą zapłacić okup, niż pozwolić sobie na spowolnienie działalności lub jej przestój.

Nowoczesne środowiska pracy w erze post-covid. Według najnowszego raportu Forbis Group

Pandemia sprawiła, że gwałtowanie zerwaliśmy z praktykami mającymi ponad stuletnią tradycję – przestaliśmy pracować w biurze, a zaczęliśmy w domu. Nowe sposoby działania, które wykształciły się w ostatnich tygodniach, staną się powszechnie wykorzystywanym modelem pracy: zapoczątkowana została transformacja w organizacjach. W raporcie Forbis Group eksperci odpowiadają na pytanie, jak przekształcić środowisko pracy, by stało się strategicznym zasobem wspierającym transformację organizacji, dostosowanej do wymogów nowej gospodarki, która wyłoni się po kryzysie COVID-19.

Wyzwania w erze COVID-19

Eksperci opracowali modelowy przebieg zmian wywołanych przez lockdown disruption. Choć czas trwania poszczególnych faz trudno dziś precyzyjnie określić, ponieważ zależy od dalszego przebiegu epidemii i tempa wycofywania restrykcji, to jednocześnie można wyróżnić kluczowe wyzwania poszczególnych etapów i związane z nimi działania, które należy podjąć, by stworzyć odporne środowisko pracy. Zorganizowanie możliwości pracy zdalnej i zachowanie ciągłości operacyjnej było wyzwaniem pierwszego etapu. Drugi wymagał dostosowania biura, by było bezpieczne dla powracających pracowników. Trzeci, który właśnie się rozpoczyna, przyniesienie konieczność stworzenia odpornego, rozproszonego środowiska pracy, wspierającego transformację organizacyjną. Co ważne, wprowadzane zmiany staną się nowym standardem na dłużej, dlatego warto je dobrze przemyśleć i przygotować.

Pierwsze kroki ku nowej rzeczywistości

Przygotowania do wprowadzenia zmian dobrze rozpocząć od weryfikacji stanu aktualnego i naniesienia poprawek na space plany. Trzeba zweryfikować to, z ilu biurek trzeba zrezygnować lub wyłączyć je z użytkowania, by rozmieścić stanowiska pracy w sposób umożliwiający zachowanie zalecanych odstępów. Komunikacja, w której informujemy pracowników o zmianach, to podstawa – zaznacza Anna Oksiuta-Strzałkowska, Head of Design Team Forbis Group. Z kolei Andrzej Grabowski, Chief Operational Officer, dodaje, że przy opracowywaniu planu zmian niezbędnych, by zapewnić bezpieczne biuro, należy zacząć od analizy technicznej i opisania aktualnego stanu. Kolejnym krokiem powinna być ocena ryzyka w różnych typach przestrzeni. W każdym biurze ze szczególną uwagą należy przeanalizować stan HVAC.

Cztery obszary operacyjne

Następny etap to stworzenie strategii długoterminowych. Opracowanie dopasowanych rekomendacji, wskazujących, jak dostosować środowisko pracy i stworzyć przestrzeń, która będzie wspierała organizację w tych trudnych czasach, umożliwi audyt przeprowadzony w czterech obszarach. Większość organizacji ten krok ma już za sobą, ale warto przypomnieć główne kwestie, które trzeba wziąć pod uwagę przy tworzeniu bezpiecznego środowiska pracy, bo staną się one nowym standardem. W raporcie wyróżnione zostały cztery obszary: aspekty techniczne, workplace, zarządzanie i komunikacja oraz facility management.

Transformacja kluczem funkcjonowania w nowej rzeczywistości

Do nowej normalności czas zacząć przygotowania już dziś, bo to nie jest stan, który cudownie osiągniemy bez podejmowania żadnych działań. Nową normalność trzeba sobie stworzyć, wykuć. Środowisko pracy może być strategicznym aktywem firmy, wpierającym osiąganie celów i realizację misji, ale by nie były to puste słowa, trzeba nad tymi dwoma obszarami równolegle pracować – zaznacza Karolina Dudek, Workplace Strategy Director Forbis Group.

Resilient Distributed Workplace

Nowe okoliczności wymagają nowych rozwiązań. By sprostać nowym wyzwaniom, kluczowe jest zbudowanie odpornego rozproszonego środowiska pracy. To ekosystem różnych przestrzeni i praktyk, dających zarówno solidne wsparcie dla pracy operacyjnej, jak i elastyczność działania bez względu na okoliczności. By go stworzyć, trzeba myśleć nie tylko o przestrzeni biura, lecz także o innych miejscach, w których będą pracować osoby z zespołów rozproszonych. Projektowanie takiego rozproszonego ekosystemu poprzedzone powinno być analizą potrzeb organizacji w kilku obszarach. Należą do nich: praca w zespołach rozproszonych, przekazywanie wiedzy w nowej rzeczywistości, budowanie kultury organizacyjnej i rozwijanie kompetencji.

Przewaga modelu RDW

Korzyści działania w modelu Resilient Distributed Workplace to większa efektywność, dzięki możliwości wybrania stylu pracy optymalnego dla danej osoby i stanowiska, możliwość zmniejszenia kosztów najmu, zmniejszenie śladu węglowego, dzięki ograniczaniu przemieszczania się, dostęp do szerszej bazy pracowników i możliwość rekrutowania nie tylko na lokalnym rynku oraz zwiększenie odczuwanej jakości życia, dzięki możliwości rezygnacji z dojazdów do pracy.

Organizacje, jeśli chcą przetrwać i się rozwijać, muszą zaakceptować to, że powrót do stanu sprzed pandemii nie jest możliwy. Implementacja nowych praktyk pozwoli na wsparcie transformacji, a co za tym idzie, dostosowanie się do funkcjonowania w nowych okolicznościach.

910 mln PLN , tyle zaoszczędziliby Polacy korzystając z nowoczesnych narzędzi wymiany walut – wyniki raportu Accenture

Brak wiedzy wśród klientów indywidualnych na temat dostępnych opcji wymiany walut, zbyt wysokie koszty i długi czas realizacji transakcji w kantorze bankowym w ocenie MŚP. To tylko niektóre wnioski płynące z najnowszego badania zrealizowanego przez Accenture „Rynek wymiany walut w Polsce. Od cinkciarzy do fintechów”. Accenture zidentyfikowało 4 główne trendy, które mogą pozytywnie wpłynąć na rozwój rynku wymiany walut w Polsce.

Istotne wnioski wynikające z przeprowadzonej ankiety wśród klientów indywidualnych:

  • 49% spośród ankietowanych wskazało to jako cel wymiany waluty płatności kartą lub gotówką podczas wyjazdów zagranicznych, 37% badanych dokonało zakupów w zagranicznych sklepach internetowych, a 33% otrzymało środki pieniężne zza granicy.
  • 12% ankietowanych uznało, że kantory internetowe to najtańsza opcja wymiany walut, podczas gdy aż 34% uważa, że są nią kantory stacjonarne.
  • Co trzeci ankietowany (34%) nie wie czy bank, z którego usług korzysta posiada internetowy kantor walutowy.
  • Ponad 20% wymiany walutowej w Polsce odbywa się w kantorach stacjonarnych, a klienci indywidualni deklarują, że 44% ich pieniędzy zostało wymienionych w ten sposób.

W 2019 roku wielkość obrotów na rynku walutowym w Polsce szacowano na niecały 1 bln PLN. Do 2022 roku prognozowany jest jego wzrost o około 80 mld PLN. Na rynku, który polega jedynie na wymianie jednej waluty na drugą, firmom trudno konkurować ze sobą samym produktem. Ważną rolę w procesie odgrywa oczywiście cena, lecz równie istotne są usługi dodatkowe, towarzyszące wymianie walut.

– Badanie przeprowadziliśmy zarówno na klientach indywidualnych, jak również sektorze MŚP. Chcieliśmy poznać preferencje oraz poziom wiedzy dotyczący transakcji walutowych i zidentyfikować obszary, które mogą zapewnić przedsiębiorstwom przewagę konkurencyjną i przyczynić się do rozwoju rynku. Wzięliśmy pod uwagę potencjał biznesowy wymiany walut, zwyczaje płatnicze oraz zaawansowanie cyfrowe użytkowników – opowiada o badaniu Michał Bazarnik, Senior Manager, Capital Markets, Accenture

Najczęstszą potrzebą walutową Polaków są płatności kartą lub gotówką podczas wyjazdów zagranicznych – 49% spośród ankietowanych wskazało to jako cel wymiany waluty. 37% badanych dokonało zakupów w zagranicznych sklepach internetowych, a 33% otrzymało środki pieniężne zza granicy.

Szacuje się, że udział innowacyjnych, alternatywnych rozwiązań w całkowitych obrotach walutowych wynosi w Polsce ponad 5%; ponad 20% wymiany walutowej odbywa się nadal w kantorach stacjonarnych, chociaż ich udział w rynku spada.

34% ankietowanych uważa, że kantory stacjonarne oferują najtańszą wymianę gotówki. Chociaż badanie Accenture pokazuje, że wymiana w kantorach internetowych (bankowych i niebankowych) może być dużo tańsza. Dla 70% przebadanych kurs wymiany jest bardzo istotny.

MŚP najczęściej wymieniają waluty korzystając z usług bankowych

54% firm dokonuje wymiany walut kilka razy w tygodniu, a aż trzy na cztery przedsiębiorstwa przeprowadzają tego typu operacje raz w tygodniu lub częściej. Podmiotem, który decyduje o sposobie dokonania transakcji jest dział finansowy lub księgowy. W MŚP najczęściej wykorzystywane do wymiany walut są usługi bankowe. Część przedsiębiorstw korzysta także z usług firm transferowych, kantorów stacjonarnych czy fintechów. Młode firmy, częściej wykorzystują w swoich transakcjach usługi niebankowe – kantory internetowe lub fintechy.

Niezależnie od wybranego narzędzia, 80% firm docenia możliwość dokonania transakcji w Internecie. Taki sam odsetek deklaruje, że ważna jest dla nich możliwość dokonania transakcji przez aplikację mobilną. W opinii przedsiębiorców banki muszą popracować nad ofertą. 47% ankietowanych zwraca uwagę na wysokie koszty wymiany, 42% na szybkość transakcji i czas, w jakim pieniądze trafiają do kontrahentów.

– Banki powinny dążyć do uproszczenia zasad realizacji przelewów międzynarodowych, udostępnienia możliwości śledzenia przelewów oraz docelowo zapewnić ich realizację w trybie online – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture.

– Aby rynek walutowy prężnie się rozwijał, dostawcy usług wymiany walut powinni wziąć sobie do serca wnioski płynące z badania. Wśród klientów indywidualnych ogromne znaczenie mają działania edukacyjne oraz marketingowe, które będą walczyć z fałszywymi przekonaniami dotyczącymi atrakcyjności wymiany walut w kantorach stacjonarnych. Zarówno dla klientów indywidualnych, jak i MŚP duże znaczenie ma wygoda, szybkość oraz transparentność transakcji. Klienci cenią możliwość śledzenia transakcji, przejrzystość naliczanych opłat oraz możliwość zawarcia transakcji online lub poprzez aplikację mobilną. Z uwagi na bardzo zróżnicowane sytuacje, które towarzyszą wymianie walut, ważna jest personalizacja oferty oraz wykorzystanie big data w procesie tworzenia usług i uwzględnienie w niej rozwiązań zapewniających maksimum korzyści klientom końcowym. Korzystne dla usługodawców może być również tworzenie ekosystemów usług i partnerów np. z zagranicznymi platformami e-commerce, biurami podróży czy dostawcami systemów finansowo-księgowych dla firm. Organizacje powinny również wykorzystać możliwości, jakie daje dyrektywa PSD2 oraz rozwijające się międzynarodowe alianse dotyczące płatności walutowych realizowanych w czasie rzeczywistym – dodaje Karol Mazurek.

Zachęcamy do zapoznania się z pełnym raportem „Rynek wymiany walut w Polsce. Od cinkciarzy do fintechów” opracowanym przez Accenture, który jest dostępny na stronie: https://www.accenture.com/pl-pl/insights/banking/report-poland-financial-exchange-2020

Większość Polaków popiera zgłaszanie organom państwa korzystania przez sąsiadów z przestarzałych źródeł ogrzewania

40% Polaków ocenia jakość powietrza w Polsce jako złą lub bardzo złą. Jednocześnie 2 na 3 badanych nie wie, że domowe piece są głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Polsce. Aż 70 proc. mieszkańców budynków wielorodzinnych potępia ogrzewanie domów piecami niespełniającymi aktualnych norm technicznych oraz akceptuje zgłaszanie odpowiednim organom zanieczyszczających powietrze praktyk sąsiadów, którzy korzystają z niewłaściwego pieca lub paliwa. Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Polacy i ochrona powietrza. Normy społeczne jako źródło zmiany?”.

Powietrze w Polsce jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych w Unii Europejskiej. Głównym źródłem zanieczyszczeń groźnych dla zdrowia i środowiska, a przez to i dla gospodarki, są pozaprzemysłowe procesy spalania – tzw. „niska emisja” pochodząca przede wszystkim ze spalania węgla i drewna w gospodarstwach domowych.

Kolejne badania rozszerzają katalog potwierdzonych negatywnych konsekwencji pogarszającej się jakości powietrza. Najnowsze dane są szczególnie alarmujące, pokazują bowiem związek zanieczyszczeń powietrza ze zwiększoną śmiertelnością spowodowaną nowym schorzeniem COVID-19, które w ostatnich miesiącach sparaliżowało światową gospodarkę.

Czy zły stan powietrza skłania nas do działań?

Jednym z priorytetów rządu w zakresie ochrony powietrza jest rozpoczęty w 2018 r. program Czyste Powietrze. Program zakłada poprawę efektywności energetycznej ponad 4 milionów budynków jednorodzinnych do 2029 r

Ponad ¾ Polaków ma świadomość możliwości uzyskania dopłaty lub pożyczki  na sfinansowanie wymiany starego pieca. Ale wiedza na temat określonych programów wsparcia finansowego jest częściowa. Program Czyste Powietrze  kojarzy 44 proc. ogółu Polaków i tylko 50 proc. mieszkańców domów jednorodzinnych. Jeszcze mniej popularny jest program Stop Smog. W dodatku jego znajomość częściej wykazują mieszkańcy bloków, nie będący jego adresatami.

– Połowa  Polaków uważa, że jakość powietrza w kraju uległa pogorszeniu w ciągu dwóch ostatnich lat.1/3 dostrzega wzrost zanieczyszczeń  w swoim otoczeniu. Blisko 2/3 Polaków w swoich codziennych decyzjach bierze pod uwagę wpływ zanieczyszczeń powietrza na zdrowie swoje i bliskich. Wielu z nich sprawdza informacje o jakości powietrza w okolicy. – mówi Agnieszka Wincewicz-Price, kierownik zespołu ekonomii behawioralnej Polskiego Instytutu Ekonomicznego.zły stan powietrza skłania nas do działań

Działania podejmowane przez Polaków  w obliczu pogarszającej się jakości powietrza można podzielić na 2 kategorie. Działania pierwszej kategorii  dotyczą krótszego horyzontu czasowego i sprowadzają się do niwelowania negatywnych efektów oddychania szkodliwym powietrzem, np. otaczanie się roślinami, które poprawiają jakość powietrza (48 proc.) oraz unikanie otwierania okien (38 proc.). Ponad 1/5 świadomie unika również spędzania czasu na dworze z powodu złej jakości powietrza.  W drugiej kategorii mieszczą się działania o długofalowych skutkach, redukujące przyczyny powstawania zanieczyszczeń. 41 proc. rezygnuje z samochodu na rzecz transportu publicznego lub roweru. Zdecydowanie mniej osób angażuje się aktywnie w kampanie społeczne na rzecz ochrony powietrza (24 proc.).

Ciągle niewystarczająca jest jednak skala poważniejszych przedsięwzięć, które ograniczają niską emisję – główne źródło zanieczyszczeń. Zbyt mało Polaków decyduje się na wymianę szkodliwych dla atmosfery pieców i inne formy modernizacji energetycznej.

Wynika to m.in. z tego, że na zachowania prośrodowiskowe wpływa szereg czynników indywidualnych takich jak wiedza, świadomość, wartości, i społecznych jak np. dostępność niezbędnej infrastruktury czy sytuacja mieszkaniowa. Dlatego tradycyjne narzędzia polityk publicznych w postaci nakazów, zakazów, zachęt i kar nie gwarantują sukcesu danego programu, ponieważ często pomija się w nich istotne pozamaterialne elementy zachowań i procesów decyzyjnych: czynniki psychologiczne, społeczne, a nawet  moralne – dodaje Agnieszka Wincewicz-Price.

Kluczem do sukcesu mogą być  normy społeczne

Skokowej poprawy jakości powietrza w Polsce nie osiągnie się, stosując wyłącznie zachęty finansowe i przepisy regulujące dopuszczalność określonych urządzeń grzewczych i paliw. Potrzebne jest również uświadomienie właścicielom starych kotłów – adresatom dopłat – ich bezpośredniego wpływu na stan powietrza oraz oczekiwań społecznych związanych z jego zanieczyszczaniem. Można to osiągnąć przy pomocy narzędzi behawioralnych odwołujących się do norm społecznych i moralnych.

W przeprowadzonych przez PIE badaniach  Polaków poproszono o ustosunkowanie się do kilku sytuacji opisujących zachowania służące ochronie powietrza i szkodliwe dla jakości powietrza. Połowa badanych oceniała zachowania  z perspektywy norm moralnych, czyli na poziomie osobistej afirmacji bądź negacji danego zachowania lub postawy. Druga połowa dokonywała oceny z perspektywy oczekiwań społecznych afirmujących bądź  potępiających dane zachowanie lub postawę.

Wśród pytanych szczególny sprzeciw budzi praktyka spalania w piecu niedozwolonych materiałów. W tym przypadku więcej Polaków osobiście potępia to zachowanie (ponad 80 proc.), nieco mniej spodziewa się podobnej oceny ogółu społeczeństwa (78 proc.).

Z nieco większym poziomem akceptowalności spotkało się korzystanie z pieca niespełniającego norm. Jednak i w tym przypadku potępiło ją 64 proc. Polaków, a 59 proc. uważa ją za nieakceptowalną społecznie.

Zgłaszanie powyższych zachowań odpowiednim organom popiera ponad 60 proc. Polaków. Z podobną przychylnością spotkało się karanie mandatami właścicieli domów korzystających z niedozwolonych pieców (65 proc. pozytywnych ocen w obu perspektywach – moralnej i społecznej).zgłaszanie organom państwa korzystania przez sąsiadów z przestarzałych źródeł ogrzewania

Jak wykorzystać wiedzę behawioralną do poprawy jakości powietrza?

Badania PIE pokazały, że większość Polaków zajmuje wyraziste i spójne stanowisko w kwestii normatywnej oceny zachowań mających wpływ na zanieczyszczanie i ochronę powietrza. Co więcej, indywidualne oceny pokrywają się w znacznym stopniu z oceną oczekiwań społecznych dotyczących tych zachowań. A mimo to działania Polaków wciąż są niewystarczające.

W raporcie analitycy PIE rekomendują dwa kierunki działań. Pierwszy, skierowany do właścicieli domów jednorodzinnych, którzy wciąż korzystają przestarzałych pieców. Niezbędne jest lepsze rozpoznanie ich sytuacji poprzez uwzględnienie specyfiki lokalnych uwarunkowań oraz uproszczenie procedur. Ważne jest też takie kształtowanie postaw obywatelskich, żeby wywołać efekt presji społecznej nakierowanej na piętnowanie wykorzystywania niskiej jakości paliw oraz przestarzałych pieców i traktowanie tych zachowań jako szkodliwych społecznie.

Drugi kierunek działań wiąże się z systemem kontroli stosowania przez Polaków  obowiązujących przepisów dotyczących domowych palenisk. Warto wesprzeć zidentyfikowany w badaniu kapitał społeczny (zwłaszcza przyzwolenie dla zgłaszania strażom miejskim i gminnym nieprawidłowości) odpowiednimi zachętami i zapleczem infrastrukturalnym.

Można to osiągnąć poprzez wyraźne zakomunikowanie mieszkańcom poszczególnych gmin możliwości zgłaszania nadużyć pod stosowny numer lokalnego oddziału straży gminnej lub miejskiej. Warto rozważyć udostępnienie wyodrębnionego numeru wyłącznie na potrzeby takich zgłoszeń. Z naszej ankiety wynika, że taki numer funkcjonuje jedynie w 32 z 232 miast i gmin, które wzięły udział w naszym badaniu. Wyniki badania sugerują, że  poinformowanie mieszkańców o możliwości wykonania takich zgłoszeń i ich społecznej akceptowalności  – może zmobilizować do działania lokalne wspólnoty, a przez to minimalizować szkodliwe zachowania właścicieli starych kotłów, a także zwiększyć liczbę kontroli tam, gdzie jest ona wskazana.

Istotnym elementem infrastruktury wspierającej działania prewencyjne straży byłoby wyposażenie ich w odpowiedni sprzęt pozwalający na dokonywanie dokładnych i aktualnych pomiarów poziomu lokalnych zanieczyszczeń oraz komunikowanie tych danych lokalnym społecznościom.  W niektórych gminach wykorzystuje się w tym celu drony i specjalne smogowozy. Z naszej ankiety wynika jednak, że ma to miejsce w nielicznych gminach (drony – 10 proc., smogowozy – niespełna 4 proc.).

Polski przemysł w hibernacji? Raport na temat organizacji pracy i zatrudnienia

86 proc. ankietowanych polskich firm produkcyjnych nie przewiduje redukcji etatów w najbliższych miesiącach – wynika z najnowszego raportu Trenkwalder Polska. Jednak w obawie przed długofalowymi skutkami gospodarczymi firmy boją się zatrudniać (71 proc.). Czy czeka nas długofalowa stagnacja zatrudnienia w polskich firmach produkcyjnych?

Od kilku tygodni docierają do nas z różnych źródeł mało optymistyczne informacje dotyczące wpływu zamrożenia światowych gospodarek na stan polskiego przemysłu. Według opublikowanych ostatnio danych GUS produkcja sprzedana przemysłu spadła w kwietniu br. o 24,6% rok do roku. To największy spadek w ciągu ostatnich 20 lat. Z kolei PMI[1] dla polskiego przemysłu osiągnął w kwietniu bezprecedensowo niski poziom – 31,9 punktów. Spadł o 10,5 punktów w porównaniu z marcem i był najniższy w historii badań (od czerwca 1998 r.). Niepewność nowych zamówień, poziomu produkcji, dostaw komponentów, popytu i zatrudnienia widoczna jest również w najnowszym raporcie Trenkwalder Polska – „Firmy produkcyjne w dobie koronawirusa. Organizacja pracy i zatrudnienie”.

Wpływ pandemii na system pracy i zatrudnienie

Jak pokazują wyniki badania ankietowego Trenkwalder Polska[2], w pierwszym miesiącu pandemii firmy produkcyjne starały się utrzymać etaty. Zwolnienia traktowano jako rozwiązanie ostateczne. Aż 71 proc. firm nie zredukowało zatrudnienia. W przypadku 29 proc. ankietowanych firm, które zmuszone były do wprowadzenia zwolnień, w pierwszej kolejności redukcje dotyczyły osób z krótkim stażem, tych którym kończyły się umowy na czas określony oraz pracowników tymczasowych.Czy firma zredukowała zatudnienie_

Firmy, które utraciły zamówienia od swoich odbiorców lub musiały wstrzymać produkcję z powodu przerwy w dostawie komponentów, decydowały się na wprowadzenie płatnych postojów. Nie było to jednak rozwiązanie powszechnie stosowane.Czy firma wprowadziła postojowe dla pracowników produkcyjnych_

W przypadku pracowników biurowych 35% ankietowanych firm wprowadziło pracę zdalną.

Wyniki badania pokazują, że polskie firmy sprawnie i odpowiedzialnie zareagowały na kryzys covid. Pierwszą ich reakcją było utrzymanie miejsc pracy. mówi Wojciech Ratajczyk, CEO Trenkwalder Polska, Wiceprezes Polskiego Forum HR ds. pracy tymczasowej.

PRACA TYMCZASOWA

81 proc respondentów nie prowadzi obecnie rekrutacji pracowników tymczasowych. Z usługi tej korzystały natomiast takie branże jak: produkcja wyrobów farmaceutycznych, produkcja artykułów spożywczych, papieru, czy wyrobów chemicznych. Zatrudnienie nowych pracowników w oparciu o umowę o pracę tymczasową pozwalało zachować firmom maksymalną elastyczność zatrudnienia i kosztów oraz szybko zareagować na wzrost popytu. 18 proc. firm zatrudniało za pośrednictwem agencji, a tylko 1 proc. zgłosiło, że nowych pracowników rekrutuje bezpośrednio.Czy firma obecnie prowadzi rekrutacje pracowników tymczasowych_

Jednocześnie wszyscy ankietowani respondenci zadeklarowali utrzymanie współpracy z agencją zatrudnienia w przyjętej polityce personalnej. Zarówno w obszarze rekrutacji i selekcji, jak i utrzymania elastyczności oraz przekazania firmie zewnętrznej odpowiedzialności za zobowiązania kadrowe i płacowe.

W sytuacji tak dużej nieprzewidywalności firmy produkcyjne skupiały się na reorganizacji swoich biznesów. Te, które z uwagi na zwiększony popyt zgłaszały pilne zapotrzebowanie na nowych pracowników, chętnie korzystały z usług agencji pracy tymczasowej. Agencje zdejmują im z głowy cały proces rekrutacyjny, a potem obsługę kadrowo-płacową. Dodatkowo, skorzystanie z usługi agencji pracy tymczasowej daje też firmie pewnego rodzaju kredytowanie – zanim firma zapłaci za fakturę, to agencja wypłaca wynagrodzenia pracownikom tymczasowym. A to ważne w obecnej sytuacji, kiedy firmy borykają się z zatorami płatniczymi. – podkreśla Wojciech Ratajczyk, , CEO Trenkwalder Polska, Wiceprezes Polskiego Forum HR ds. pracy tymczasowej.

PLANY PRACODAWCÓW NA NAJBLIŻSZE MIESIĄCE

Spośród firm, które wprowadziły rozwiązania postojowe, 19 proc. powróciło do produkcji już w kwietniu, a 25 proc. planuje powrót do końca maja. 56 proc. firm nadal nie potrafi określić daty wznowienia produkcji. Wynika to przede wszystkim z braku lub ograniczeń zamówień od kontrahentów.Planowany powrót z postojowego

Z dużą ostrożnością ankietowane firmy podchodzą również do planowania zatrudnienia. 28 proc. planuje lub dopuszcza możliwość zwiększenia etatów w kolejnych miesiącach.Czy firma planuje zatrudniać nowych pracowników_

Pozytywne jest to, że aż 86 proc. firm produkcyjnych nie planuje dalszych redukcji etatów. Pozwala to wnioskować, że podjęte dotychczas działania optymalizacyjne wydają się być wystarczające do utrzymania ciągłości produkcyjnej i zachowania dyscypliny kosztowej.Czy firma planuje redukcje etatów_

Po zredukowaniu około 30 proc. etatów, ¾ firm przewiduje stagnację zatrudnienia. To zrozumiałe w świetle niepewności, jaka panuje dzisiaj na świecie. Jestem przekonany, że głównym wyzwaniem w najbliższych miesiącach, a nawet latach będzie elastyczność mocy produkcyjnych, a więc i kosztów związanych z ich utrzymaniem. – mówi Wojciech Ratajczyk, CEO Trenkwalder Polska, Wiceprezes Polskiego Forum HR ds. pracy tymczasowej.

[1] PMI – (ang. Purchasing Managers Index) wskaźnik aktywności gospodarczej w sektorze produkcyjnym

[2] Ankieta zrealizowana została w dniach 15-29 kwietnia br. na próbie 135 firm produkcyjnych w Polsce.

Testy na przeciwciała COVID-19 z certyfikatem CE IVD firmy Abbott dostępne już w Polsce

  • Nowy, wyprodukowany w Europie test pozwalający na potwierdzenie obecności przeciwciał będzie wykonywany na urządzeniach laboratoryjnych Abbott ARCHITECT® i1000SR, i2000SR oraz Alinity™ i
  • Dotąd firma dostarczyła do Polski 60 tysięcy testów, ale w każdej chwili jest w stanie przesłać kolejne jeśli Ministerstwo Zdrowia zgłosi takie zapotrzebowanie
  • Koncern dostarcza już test molekularny COVID-19 na urządzenia m2000™.
  • Test wykazuje swoistość i czułość na poziomie ponad 99% w próbkach pobranych 14 dni lub więcej po rozpoznaniu pierwszych objawów

Firma Abbott, udostępniła w Polsce swój test laboratoryjny na przeciwciała COVID-19. Test otrzymał oznaczenie CE zgodnie z dyrektywą IVD (98/79/WE) oraz zezwolenie na użycie w nagłych wypadkach od amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) na laboratoryjne badanie serologiczne krwi w celu wykrycia przeciwciała IgG. Badanie pozwala określić, czy dana osoba przeszła zakażenie koronawirusem (COVID-19).

Testy na obecność przeciwciał to kolejny ważny krok w celu sprawdzenia, czy dana osoba została w przeszłości zainfekowana. Pozwoli to na lepsze zrozumienie schematu działania wirusa, i  co najważniejsze, pokaże jak długo przeciwciała pozostają w organizmie i czy w dalszej perspektywie zapewniają one odporność. Wiedza ta może pomóc w rozwoju terapii i szczepionek. Badanie to uzupełnia dotychczas dostępne w Polsce testy COVID-19 firmy Abbott, które są przeprowadzane na molekularnym urządzeniu m2000™.

„Skupiliśmy się na jak najszybszym wprowadzeniu na rynek testów, aby pomóc w zapobieganiu rozwoju pandemii COVID-19”, powiedział Marcin Morag, Customer Experience Director Abbott. „Jesteśmy dumni, że możemy dostarczać nasze testy na obecność przeciwciał, dzięki którym możemy sprawdzić, kto już przeszedł zakażenie wirusem SARS-CoV-2. Z pewnością przyczyni się one do wzrostu zaufania społecznego, kiedy już wrócimy do naszego dawnego trybu życia sprzed epidemii.”

Więcej przebadanych dzięki testom na przeciwciała

Podczas gdy testy molekularne wykrywają, czy ktoś w danym momencie jest zakażony wirusem, testy na przeciwciała pozwalają sprawdzić, czy badana osoba przeszła już zakażenie.

Opracowany przez Abbott test IgG na przeciwciała przeciwko wirusowi SARS-CoV-2  identyfikuje przeciwciało IgG – białko odpornościowe produkowane przez organizm w późnych stadiach infekcji, które może utrzymywać się do kilku miesięcy, a prawdopodobnie i lat już po powrocie osoby zakażonej do zdrowia. Test wykazuje swoistość i czułość na poziomie ponad 99% w próbkach pobranych 14 dni lub więcej po rozpoznaniu pierwszych objawów.

Test na obecność przeciwciał IgG firmy Abbott jest dostępny na urządzeniach ARCHITECT® i1000SR, i2000SR oraz na najnowszych urządzeniach laboratoryjnych Alinity™ i.* ARCHITECT, stosowany od dziesięcioleci,  jest jednym z najczęściej używanych systemów laboratoryjnych na świecie. Ponad 170 z tych urządzeń jest wykorzystywanych w laboratoriach w całej Polsce. Mogą one wykonywać między 100-200 badań na godzinę.

Ostatnie badanie opublikowane przez  Journal of Clinical Microbiology wykazało, że test na przeciwciała IgG SARS-CoV-2 firmy Abbott miał 99,9% swoistości i 100% czułości na wykrywanie przeciwciał IgG u pacjentów 17 dni lub więcej po wystąpieniu objawów.

Abbott w znaczący sposób rozwija swoją europejską produkcję w zakresie badań na obecność przeciwciał i wkrótce rozszerzy także zakres badań laboratoryjnych na obecność przeciwciał IgM.

Batalia o przyszłość Europy

Tradycyjny rajd ryzyka przetacza się przez rynki finansowe i na razie spycha na bok wszelkie negatywne czynniki. Coraz więcej dowodów wygrywania walki z koronawirusem i odbudowy gospodarczej daje paliwa dla pozytywnych nastrojów. Oczekiwania na unijny pakiet fiskalny pomagają podtrzymać optymizm.

Dziś Komisja Europejska ma przedstawić projekt funduszu naprawczego, dla którego bazą ma być propozycja przedstawiona tydzień temu przez Francję i Niemcy. Oczekiwania są przede wszystkim zbudowane wokół utworzenia mechanizmu pożyczkowego w wysokości co najmniej 500 mld EUR, który ma być finansowany z emisji wspólnego długu. Od początku było wiadomo, że nie będzie to łatwa decyzja, gdyż wśród bogatszych państw pojawiała się opozycja przeciw użyczaniu własnej wiarygodności kredytowej na rzecz pomocy dla biedniejszych państw. Konsensus jest możliwy, ale odbiór funduszu przez rynki może się rozbijać o kilka aspektów, m.in.: kryteria przyznawania środków; okres czasu, w jakim pieniądze będą przekazywane i na jakich warunkach będzie dochodzić do spłaty; warunki do spełnienia dla otrzymywania kolejnych transz. Im surowsze warunki będą postawione, tym większe będzie rozczarowanie z planu, gdyż utrudni proces odbudowy strefy euro. Możliwe, że dzisiejsza prezentacja zostanie wykorzystana do ogłaszania wielkich liczb, ale to negocjacje na kolejnych etapach zdecydują o faktycznym, prawdopodobnie rozwodnionym kształcie funduszu. Rynek ma nadzieje na potężne wsparcie fiskalne i częściowo już to dyskontuje w rajdzie EUR/USD w stronę 1,10. Ryzykiem jednak jest, że za wielkimi chęciami KE będą skryte wątpliwości czy państwa strefy euro pozostaną zjednoczone w pomocy samym sobie. W kolejnych dniach dowody osłabiania funduszu i ograniczania jego możliwości mogą stać się pretekstem do sprzedaży euro.

Złoty bez wątpienia korzysta na poprawie apetytu na ryzyko i jest najsilniejszy od połowy marca. Przy tak mocnych ruchach zawsze zastanawiającym jest, która strona stoi za umocnieniem waluty? Czy złoty z dnia na dzień stał się gwiazdą, którą każdy chce mieć w swoim portfelu? A może za aprecjacją stoi kapitulacja pesymistów, którzy wcześniej agresywnie ustawiali się w krótkich pozycjach na silne osłabienie złotego? Bez wątpienia ogromny plan pomocowy w postaci Tarczy Antykryzysowej (wart ok. 10 proc. PKB), ostre cięcie stóp procentowych o 100 pb przez RPP i rozpoczęcie programu skupu aktywów przez NBP były łatwym argumentem, by wieścić ponurą przyszłość dla złotego. Od początku uważaliśmy, że w obecnych warunkach rynek powinien patrzeć na to, jakie korzyści mogą przynieść decyzje fiskalne i monetarne, a nie jakie generują koszty. Jednak dominująca opinia na rynku była inna. Była, bo najwyraźniej już nie jest i inwestorzy porzucają strategię sprzedaży złotego. Trudno dokładnie określić, kiedy ten trend się zakończy oraz na ile w umocnieniu uczestniczy świeże budowanie długich pozycji. Wciąż jednak mam obawy, że fundamentalnie za złotym nie stoi nic szczególnego, by przekonywać o jego premii na tle innych waluty rynków wschodzących. Utrzymanie stóp procentowych blisko zera odbiera złotemu atrakcyjność odsetkową, a powoli zamienia go w walutę finansującą inwestycje na innych rynkach. Silna zależność ze strefą euro może pomagać, pod warunkiem, że zrealizują się nadzieje na szybsze odbicie gospodarcze. Jeśli nie, złoty zostanie z kulą u nogi i prędko dalej nie zajdzie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Restrukturyzacja czy Tarcza? Przedsiębiorstwa w czasie zarazy

Przedsiębiorcy, którzy szukają dziś skutecznego rozwiązania dla swoich problemów, mogą skorzystać nie tylko z rozwiązań przewidzianych w tzw. Tarczy antykryzysowej, ale także z mechanizmów wsparcia istniejących już od dawna aktach prawnych. Dla zachowania działalności, a przede wszystkim zawarcia koniecznego w dalszym funkcjonowaniu układu z wierzycielami, korzystne możliwości dają przepisy prawa restrukturyzacyjnego. Obowiązująca już od ponad 4 lat ustawa pozwala przedsiębiorcom przede wszystkim uniknąć upadłości, oferując np. możliwość korzystnego spłacania zobowiązań. Tak kompleksowe regulacje chroniące przedsiębiorstwo zawarte są w prawie restrukturyzacyjnym, pomimo podejmowania innych, późniejszych, uregulowań tego zagadnienia – wskazuje Michał Sowiński prawnik, ekspert od restrukturyzacji i upadłości z kancelarii Kijewski Graś i dodaje, że przedsiębiorstwa, które zdecydowały się na skorzystanie z przepisów prawa restrukturyzacyjnego nie mogą skorzystać z  Tarczy Antykryzysowej.

Z zaburzeniami płynności finansowej mierzą się dziś przedstawiciele większości sektorów gospodarki. W odpowiedzi na zaistniałą sytuację rząd wprowadza właśnie pakiet pomocowy tzw. tarczą antykryzysową, i to już w dwóch wersjach. Ma on stanowić remedium na kryzys gospodarczy

– Szukając rozwiązania dla problemów finansowych przedsiębiorstwa, warto zwrócić uwagę na istniejące od lat w polskim prawie środki, jakie oferuje prawo restrukturyzacyjne. W odróżnieniu od innych aktów prawnych, których celem jest udzielenie doraźnej pomocy firmom, może ono dać skuteczne narzędzia wyjścia z kłopotów zwłaszcza dla większych podmiotów gospodarczych – mówi Michał Sowiński, prawnik i ekspert od restrukturyzacji oraz upadłości z kancelarii Kijewski Graś.

Jak przypomina, restrukturyzacja firmy to kompleksowe działania mające na celu poprawę kondycji finansowej, począwszy od objęcia ochroną składników majątku spółki służących jej do prowadzenia działalności, przez elastyczne z perspektywy pracodawcy możliwości rozwiązania stosunku pracy, po uprawnienia do zakończenia współpracy z kontrahentami na podstawie niekorzystnych dla restrukturyzowanego podmiotu umów. – Głównym celem przyświecającym procesowi restrukturyzacji jest uniknięcie upadłości spółki i doprowadzenie do zawarcia układu z wierzycielami, na mocy którego płatność zobowiązań dłużnika zostanie rozłożona na raty, odwleczona w czasie, a nawet dojdzie do zmniejszenia wysokości wierzytelności – wskazuje Michał Sowiński. Według niego już sam dzień otwarcia takiego postępowania to istotny moment w funkcjonowaniu przedsiębiorstwa m.in. z tego względu, że dłużnik zobowiązany jest do powstrzymania się od spełnienia jakichkolwiek świadczeń wynikających z wierzytelności. Te bowiem, obejmuje z mocy prawa układ. – W odróżnieniu od  przyjętej właśnie tarczy antykryzysowej, w prawie restrukturyzacyjnym znajdziemy regulacje dotyczące kwestii płatności wymagalnych należności, wynikające z umów zawartych z kontrahentami – zauważa Michał Sowiński i wyjaśnia, że według przepisów w przyjętym właśnie pakiecie pomocowym, o jednorazową, bezzwrotną pożyczkę z Funduszu Pracy na pokrycie kosztów prowadzenia działalności gospodarczej może ubiegać się jedynie mikro przedsiębiorca, zaś jej wysokość wynosi maksymalnie 5 tys. zł. Rząd zaoferował także zwolnienia z płacenia składek do ZUS i wydłużenia terminu zapłaty zobowiązań podatkowych, natomiast są to jedynie doraźne i krótkotrwałe formy pomocy. – Z kolei, w toku trwania postępowania restrukturyzacyjnego, dłużnik może odzyskać finansowy spokój do dnia zawarcia układu – twierdzi Michał Sowiński, wskazując korzyści, w jakie ten aktu prawny wyposaża zobowiązanego do uregulowania swoich zobowiązań przedsiębiorcę – np. w możliwość ochrony swojego majątku poprzez zawieszenie toczących się postępowań egzekucyjnych dotyczących wierzytelności objętych układem czy powiązaną z tym niedopuszczalność wszczęcia ich już po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego. – Komornik nie może więc kontynuować czynności egzekucyjnych ze składników majątku dłużnika, co wzmacnia możliwość ustabilizowania sytuacji materialnej jego firmy – mówi Michał Sowiński, zwracając jednocześnie uwagę, że tego typu rozwiązań zabrakło w przyjętej właśnie Tarczy Antykryzysowej. – Niestety nie przewiduje ona ochrony dla spółek, wobec których toczą się postępowania komornicze. Organy mogą bowiem podejmować czynności egzekucyjne wobec takich podmiotów, i to niezależnie, czy ich problemy finansowe powstały w związku z epidemią, czy istniały już wcześniej. Co prawda, wskutek panującego stanu epidemii czynności egzekucyjne mogą zostać przedłużone, jednakże nie spowoduje to  ochrony majątku dłużnika – ostrzega Michał Sowiński.

Jak wyjaśnia, korzystne dla znajdującego się w gorszej sytuacji przedsiębiorcy rozwiązania prawne wynikają z głównego założenia prawa restrukturyzacyjnego. Jest nim realizacja umów wiążących spółkę i dalsze prowadzenie działalności bez względu na to, czy podejmowane są działania na rzecz „uzdrowienia” przedsiębiorstwa. – Tylko bowiem kontynuowanie działalności może generować środki na spłatę powstałych zadłużeń. Ustawodawca objął więc ochroną również stosunki cywilnoprawne łączące restrukturyzowane przedsiębiorstwo, uniemożliwiając wypowiedzenie umów bez zgody wierzycieli – wyjaśnia Michał Sowiński i dodaje, że w ten sposób przedsiębiorstwo zachowa  kluczowe elementy służące mu do wykonywania działalności, z których korzysta na podstawie np. umowy najmu, dzierżawy, leasingu czy licencji. – Ponadto, w odniesieniu do umów wzajemnych, których wykonywanie jest niekorzystne z perspektywy restrukturyzowanego przedsiębiorcy, przepisy prawa przewidują możliwość odstąpienia od nich bez względu na postanowienia dotyczące ich rozwiązania – wymienia kolejne korzyści dla gotowych do wejścia na drogę restrukturyzacji Michał Sowiński. Ilustruje to możliwym przykładem w obszarze nieruchomości komercyjnych.

Założenia tarczy antykryzysowej stanowią, iż w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności w obiektach handlowych o powierzchni sprzedaży powyżej 2000 m2 wygasają wzajemne zobowiązania stron umowy najmu, dzierżawy lub innej podobnej umowy, przez którą dochodzi do oddania do używania powierzchni handlowej. Jednakże warunkiem skorzystania  z tego rozstrzygnięcia jest złożenie przez najemcę bezwarunkowej i wiążącej oferty woli przedłużenia obowiązywania umowy na dotychczasowych warunkach o okres obowiązywania zakazu przedłużony przez sześć miesięcy. Powyższe rozwiązanie jest dedykowane więc wyłącznie ściśle określonemu przedsiębiorcy oraz – z uwagi na niejasność przepisu – powoduje problemy interpretacyjne – Michał Sowiński kładzie tu nacisk na możliwość uniknięcia tego typu sytuacji w prawie restrukturyzacyjnym. – Nie ono zawiera obostrzeń różnicujących przedsiębiorców pod względem przedmiotu działalności czy też miejsca świadczenia usług. Oferuje za to uniwersalne rozwiązania, obejmując tym samym swoją regulacją zarówno tych mniejszych przedsiębiorców, jak i gigantów w danym sektorze gospodarki – zwraca uwagę Michał Sowiński.

W jego opinii restrukturyzacja zapewnia dziś dla przedsiębiorców rozwiązania zdecydowanie bardziej kompletne niż propozycje tarczy antykryzysowej, a do tego skierowana jest do podmiotów zagrożonych niewypłacalnością, które mają perspektywę dalszego prowadzenia działalności i generowania przychodów po otwarciu postępowania. Dlatego też proponuje wykorzystanie możliwości opartych na istniejącym od kilku lat prawie restrukturyzacyjnym wraz z wprowadzanymi właśnie unormowaniami w najnowszych aktach prawnych. – Istotne jest także, aby wśród czterech rodzajów postępowań restrukturyzacyjnych wybrać ten właściwy, w konkretnym stanie faktycznym. Zastosowanie rozwiązań zaproponowanych w ramach państwowej pomocy łagodzenia skutków epidemii, a w dalszej kolejności skorzystanie z procedury restrukturyzacyjnej, może okazać się najskuteczniejszą formą walki o przetrwanie w czasach kryzysu. Wskazać bowiem należy, że zgodnie z założeniami nowej tarczy antykryzysowej, z państwowej formy pomocy nie będą mogli skorzystać przedsiębiorcy względem których ogłoszono upadłość lub zostało otwarte postępowanie restrukturyzacyjne. Ponadto, istotne jest, że wszystkie koszty powstałe po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego muszą być regulowane w terminie, dlatego w obecnej sytuacji gospodarczej może się okazać, że mimo otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego dłużnik nie będzie miał już środków na regulowanie kosztów postępowania, co spowoduje konieczność złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości – przestrzega Michał Sowiński, dla którego sama możliwość zawarcia układu z wierzycielami nadal nakazuje dłużnikowi wypełnienie obowiązku regulowania wszystkich nowych zobowiązań. Zwraca też uwagę na umiarkowanie, ale jednak rosnącą popularność tej formy ochrony firm. Jak uważa, podczas panującej obecnie epidemii, może ona jeszcze zyskać na znaczeniu.

– Od 2016 r. z roku na rok obserwujemy wzrost liczby przeprowadzonych restrukturyzacji. Zgodnie z raportem Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, w 2019 r. przeprowadzono łącznie 465 postępowań restrukturyzacyjnych, przy jednoczesnym wzroście liczby oddalonych wniosków o ogłoszenie upadłości. Jak wynika bowiem z przeprowadzonych badań, w ubiegłym roku 1345 firm złożyło wniosek o ogłoszenie upadłości, natomiast tylko wobec 586 podmiotów ją ogłoszono. Pozwala to na postawienie wniosku o wciąż zbyt niewystarczającej – jak na skale polskiej gospodarki –  świadomości takiej możliwości ratowania przedsiębiorstw wśród kadr zarządzających – podsumowuje Michał Sowiński, którego zdaniem świadczy to o tym, że osoby stojące na czele spółek często zbyt pochopnie decydują o złożeniu wniosku upadłościowego, nie wykorzystując szansy na uratowanie przedsiębiorstwa, jaką daje im restrukturyzacja.

Zgodnie z deklaracją rządu, na walkę z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym lub recesją ma zostać przeznaczonych 212 mld zł, co stanowi około 10 procent polskiego PKB. Przyjęte rozwiązania zostały uzupełnione Tarczą antykryzysową 2.0. Zakłada ona m.in. rozszerzenie instrumentów zapewniających większe wsparcie dla tych firm, które finansowo odczuwają skutki epidemii.

Specjaliści najbardziej poszukiwani na rynku pracy

Nieoczekiwane zmiany w strukturze polskiej i światowej gospodarki przekształcają globalne i rodzime rynki pracy. Popyt na niektórych specjalistów się zmniejsza, jednak wyzwania nowej rzeczywistości sprawiają, że firmy intensywnie poszukują również nowych pracowników – wyspecjalizowanych w konkretnych dziedzinach i takich, którzy pomogą organizacji dostosować się do aktualnej sytuacji. Które specjalizacje są teraz „na czasie” i kto nie powinien narzekać na brak ofert pracy? Przekrojowy przegląd poszukiwanych stanowisk w wybranych branżach przedstawiają eksperci z firmy rekrutacyjnej Michael Page.

Branża opakowaniowa i FMCG potrzebują inżynierów, programistów PLC, ekspertów ds. Lean

Obecnie w obszarze produkcyjnym najbardziej stabilnie radzi sobie branża opakowaniowa, a przede wszystkim firmy specjalizujące się w wytwarzaniu opakowań do żywności, kosmetyków i papierosów. Dodatkowo większość producentów FMCG, zwłaszcza tych których produkty mają długą datę przydatności również odnotowuje wzrosty produkcji nawet o  20-40 proc., co pozwala im ze spokojem patrzeć w przyszłość i realizować dotychczasowe inwestycje. Do specjalistów, którzy są na ten moment najbardziej poszukiwani należy Automatyk – Programista PLC, odpowiedzialny za prowadzenie projektów, zwiększanie automatyzacji i implementację nowych technologii w przedsiębiorstwie. Na brak ofert nie powinien narzekać także Lean Expert, który jest w stanie samodzielnie poprowadzić projekty optymalizacyjne w ujęciu całego zakładu produkcyjnego oraz Inżynier Procesu wyspecjalizowany w konkretnej technologii, np. wtrysk w przetwórstwie tworzyw sztucznych.

W Łańcuchu Dostaw ruch w zakupach i planowaniu

Obecna sytuacja sprawia, że organizacje nie tylko dbają o optymalny koszt kontraktowanych surowców i usług. Uważniej przyglądają się także wszelkim wydatkom oraz starają się właściwie zabezpieczyć ryzyko biznesowe związane np. z niezrealizowanymi kontraktami, opóźnieniami w transporcie czy jakością. Dzięki właściwej widoczności budżetu, kontraktów oraz sytuacji na rynku, działy zakupów obecnie stają się z punktu widzenie wielu firm, tymi najbardziej strategicznymi, co sprawia, że w tym obszarze notujemy stałe zapotrzebowanie na ekspertów. Ważnym aspektem u kandydatów jest doświadczenie. Osoby wyróżniające się bogatą siecią kontaktów biznesowych, potrafiące prowadzić skuteczne negocjacje i dobrze odnajdujące się w matrycowych strukturach, są szczególnie poszukiwane przez pracodawców, ponieważ mogą sprawnie wdrożyć się zdalnie do pracy i w krótkim czasie wnieść do organizacji wartość dodaną. Konieczność zapewnienia dostępności towarów w branży FMCG, przy jednoczesnej niestabilnej sytuacji na europejskich rynkach transportowych sprawia, że obserwujemy również rosnące zainteresowanie pracodawców rekrutacjami w obszarze Planowania Podaży – Supply Planning. Zadaniem takich kandydatów jest właściwe zaplanowanie zapasów w krótkim i średnim horyzoncie czasowym oraz realizowanie przesunięć zamówień między magazynami, a nawet różnymi krajami w ramach firm.

SSC kontynuuje rekrutacje związane z migracją procesów i transferem wiedzy

Centra Usług Wspólnych, które lokują swoje nowe struktury międzynarodowe w Polsce, kontynuują rekrutacje związane z migracją procesów i przenoszeniem wiedzy do Polski. Większość zaplanowanych procesów migracyjnych i transfer wiedzy z poszczególnych krajów nie mogą zostać przesunięte w czasie ani wstrzymane, dlatego potrzeba zatrudnienia odpowiednich ekspertów w tym obszarze nie znika. Dotyczy to głównie specjalistów z branży finansowej, księgowości (P2P, O2C, R2R, FP&A) oraz obsługi klienta. W sektorze międzynarodowych struktur nie ma mocno zauważalnego trendu, na które stanowiska jest największe zapotrzebowanie. Wszystko zależy od planów firmy oraz konkretnych procesów biznesowych, które powinny być przeniesione do kraju.

W E-Commerce rośnie popyt na specjalistów i analityków

Zahamowanie tradycyjnego handlu sprawiło, że w ostatnim czasie wiele firm przeniosło swoje działania do sieci, a Internet stał się dla nich głównym kanałem sprzedaży. Zmiany w preferencjach zakupowych konsumentów spowodowały, że szczególnym zainteresowaniem będzie cieszyć się rekrutacja E-Commerce Key Account Managera, pracującego po stronie producenta, który odpowiada za wdrażanie produktów do e-sklepów, marketplace’ów, czy porównywarek cenowych. Równie ceniony będzie także Analityk E-Commerce/Webowy, działający po stronie dużych e-commerce’ów, do którego zadań należy stałe optymalizowanie kampanii i budżetów marketingowych, a także monitorowanie realizacji celów sprzedażowych i ustalonych przez firmę targetów. Główne zadania Analityka obejmują również dbanie o konwersję poprzez analizę ruchu na stronie, czy testy a/b. Do grona najbardziej poszukiwanych specjalistów z branży E-Commerce należy także Performance Marketing Specialist, odpowiedzialny za planowanie i realizację kampanii rozliczanych za sprzedaż w kanałach takich jak m.in. Google Ads i Facebook Ads.

W IT rośnie zapotrzebowanie na specjalistów ds. bezpieczeństwa i programistów webowych

Zmiana charakteru pracy i przeorganizowanie sposobu działania w wielu przedsiębiorstwach sprawiły, że na znaczeniu zyskali specjaliści z obszaru Security, którzy odpowiedzialni są za monitorowanie i analizowanie ryzyka związanego z cyberbezpieczeństwem. Bezpiecznie mogą się czuć także programiści webowi, czyli osoby zajmujące się budowaniem i rozwojem stron internetowych. Jest to związane z przekierowaniem aktywności wielu firm do sieci, w tym powszechność sprzedaży online. Popularyzacja pracy zdalnej i przejście wielu pracowników na tzw. home office, spowodowały, że szczególnym zainteresowaniem cieszy się Support IT. Osoby zatrudnione w tych strukturach są potrzebne firmom do codziennego funkcjonowania i obsługi problemów w ramach działu Service Desk.

W finansach liczą się specjaliści od optymalizacji i restrukturyzacji

Obecna sytuacja sprawiła, że wiele przedsiębiorstw podjęło kroki mające na celu redukcję kosztów i wprowadzenie oszczędności. W związku z tym, rośnie zapotrzebowanie na specjalistów doświadczonych w obszarze optymalizacji kosztów i restrukturyzacji departamentu finansów w firmach. Dotyczy to również stanowisk ważnych operacyjnie, takich jak: Kontroler Finansowy oraz osób zatrudnionych na pozycji: Samodzielny Księgowy oraz Główny Księgowy. Uwarunkowania na rynku będą sprzyjające także dla Specjalistów ds. Podatkowych oraz Pricing Managerów, których kompetencje mogą być dziś szczególnie istotne.

HR stawia na Partnerów

HR od dłuższego czasu staje się strategicznym partnerem dla biznesu, a obecna, niepewna sytuacja na rynku umacnia jego rolę w organizacjach. Ostatnie tygodnie zwiększyły zapotrzebowanie na stanowiska HR Managerów i Business Partnerów, którzy pełnią kluczową rolę w działaniu przedsiębiorstw. Równie istotni są eksperci wykwalifikowani w różnych dziedzinach, jak np. Specjaliści ds. Kadr i Płac, którzy w dalszym ciągu prowadzą pion administracyjny i naliczają wynagrodzenia. Nie słabnie także zapotrzebowanie na Analityków HR oraz Ekspertów ds. Wynagrodzeń i Benefitów, którzy biorą udział w zmianach strategii prowadzenia biznesu, planach kadrowych i headcountu. Na przestrzeni ostatnich kilku tygodni, na rynku można również dostrzec wzmożone zapotrzebowanie na Partnerów HR z doświadczeniem generalistycznym, którzy potrafią wesprzeć biznes zarówno w aspekcie twardym jak i miękkim.

130 Mitsubishi L200 dla PKP

Krajowy oddział Mitsubishi Motors wygrał przetarg na dostawę samochodów dla Polskich Kolei Państwowych. Flota pojazdów PKP zostanie powiększona o 130 egzemplarzy pickupa Mitsubishi L200.

Transakcja w ramach publicznego przetargu dotyczy 130 pickupów Mitsubishi L200, które posłużą funkcjonariuszom Straży Ochrony Kolei na terenie całego kraju. Samochody Mitsubishi są obecne we flocie PKP od 2011 roku – wraz z wymienioną wyżej dostawą Mitsubishi L200, Polskim Kolejom Państwowym służy aż 229 egzemplarzy Mitsubishi L200, ASX i Outlander.

Mitsubishi L200 cenione wśród odbiorców instytucjonalnych za wytrzymałość, niezawodność i wyjątkowo zaawansowany napęd 4×4, umożliwiający jazdę w trudnym terenie, jest jednym z ulubionych samochodów służb energetycznych, leśnych, telekomunikacyjnych i budowlanych a także straży granicznej i policji. Warto podkreślić, że w ciągu 9 lat PKP PLK i SOK nie zgłosiły ani jednej reklamacji na samochody Mitsubishi i ich zabudowy.

Ostatnia dostawa 130 Mitsubishi L200 dla SOK to wersje Invite oraz Intense, która jest oferowana z najnowszej generacji systemem napędu 4WD z blokadą tylnego mechanizmu różnicowego w standardzie. Spośród konkurencji Mitsubishi L200 wyróżnia także możliwość korzystania z napędu 4×4 Super Select przy dowolnej prędkości jazdy i na dowolnym rodzaju nawierzchni, także na asfalcie. Do napędu Mitsubishi L200 służy nowoczesny turbodiesel o pojemności 2.2-litra, który współpracuje z 6-stopniową skrzynią automatyczną lub 6-biegową ręczną przekładnią. Samochód oferuje znakomite osiągi I spełnia normy EURO 6d-TEMP. Przewagę nad konkurencją zapewnia także nowemu Mitsubishi L200 wyjątkowy komfort prowadzenia i niezwykle bogata lista wyposażenia standardowego, na której znalazło się aż osiem zaawansowanych systemów bezpieczeństwa.

Przeznaczone dla PKP Mitsubishi L200 Invite przygotowano do pracy wyposażając je dodatkowo między innymi w zabudowy I stalowe regały w ich wnętrzu, lampy LED do oświetlenia dodatkowego miejsca pracy czy pomarańczowe koguty magnetyczne. Mitsubishi L200 dla SOK w wersji Intense przeznaczono do czynności operacyjnych z możliwością przewozu psów I dodatkowo wyposażono je w radiostacje i anteny

Wydania 130 egzemplarzy Mitsubishi L200 dla Polskich Kolei Państwowych rozpoczęły się w maju a zakończą w czerwcu bieżącego roku.

Adw. Bartosiak: Sprawy frankowe mogłyby przyspieszyć, ale sądy na wszelki wypadek wolą tworzyć pozory

Nawet najprostsza sprawa kredytowa potrafi trwać latami. Przyczyniają się do tego m.in. braki kadrowe w sądach oraz niskie wynagrodzenia biegłych. Część takich spraw nie wymaga jednak przygotowywania opinii czy też słuchania świadków. Sądom niestety wciąż brakuje odwagi w oddalaniu nieistotnych wniosków dowodowych. Nie mają wyrobionego stanowiska co do merytorycznego rozstrzygnięcia. Nie korzystają również z instytucji wyroku wstępnego, przewidzianej w art. 318 k.p.c. Konieczne jest takie prowadzenie procesów, aby postępowania trwały krócej. Trzeba też podnieść wynagrodzenia biegłych.

Dlaczego tak długo?

Rzetelne rozpoznanie sprawy kredytu frankowego nie wymaga długotrwałego procesu. W praktyce jest jednak inaczej. Długi czas postępowania stanowi problem systemowy dla całego polskiego sądownictwa. Przyczyną takiego stanu rzeczy są m.in. bardzo częste zmiany przepisów regulujących postępowanie, braki kadrowe zarówno wśród sędziów, jak i personelu administracyjnego sądów.

W przypadku spraw kredytowych dodatkowym obciążeniem jest nadmierna skłonność sądów do rozpoznawania wszystkich wniosków dowodowych zgłaszanych przez strony. Wynika to z chęci uniknięcia zarzutów apelacyjnych dotyczących niepełnego postępowania dowodowego. Tymczasem na opinię biegłego w takiej sprawie trzeba czekać nawet od 6 do 12 miesięcy. Nie jest to zaskakujące, skoro specjaliści w zakresie finansów, bankowości i rachunkowości finansowej otrzymują zapłatę w wysokości 32,39 zł brutto za godzinę pracy. Przy tak niskim wynagrodzeniu brakuje chętnych do prowadzenia tego typu działalności na rzecz sądów.

Należy pamiętać, że spory frankowe w przeważającej mierze dotyczą interpretacji prawa – postanowień zawartej umowy kredytowej. W większości przypadków sądy mogłyby orzekać wyłącznie na podstawie zgromadzonych dokumentów, ewentualnie przesłuchując na jednej rozprawie kredytobiorców. Wymaga to jednak od sądu znajomości tego typu umów, wyrobionego stanowiska w ich ocenie, stanowczości i odwagi w oddalaniu wniosków dowodowych.

Trzeba również stanowczo podkreślić, że jak najdłuższe trwanie procesu leży w interesie banku. W tym czasie obraca on środkami, które w przypadku szybkiego wyroku musiałby wypłacić kredytobiorcy. Widmo kilkuletniego procesu często skutecznie zniechęca frankowiczów do podejmowania działań, na czym również zależy kredytodawcy.

Pozorne czynności

Skoro umowa kredytowa jest od początku nieważna, to nie było podstawy do pobierania przez bank jakichkolwiek rat. Wszystkie powinny zatem zostać zwrócone (ewentualnie z uwzględnieniem okresu przedawnienia roszczeń). Wysokość zwracanej kwoty wynika wprost z zaświadczeń banku dot. historii kredytu. Ustalenie wysokości roszczenia nie wymaga zatem opinii biegłych (por. wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. V ACa 567/18).

Sytuacja jest bardziej skomplikowana, jeśli sąd uznaje, że umowa jednak jest ważna i należy ją wykonywać, ale bez pewnych – niedozwolonych – postanowień. W takim przypadku trzeba ustalić prawidłową wysokość rat. Opinie biegłych są wówczas niezbędne, bo banki, dla zasady, nie zgadzają się z wyliczeniami przedstawionymi przez kredytobiorców, sporządzanymi również przez specjalistów i zbieżnymi z obliczeniami biegłych sądowych. W przypadku wyliczeń analityków współpracujących z kancelarią różnice pomiędzy obliczeniami wynoszą zwykle od kilkunastu groszy do kilkunastu złotych.

Do rozstrzygnięcia sporu nie są także potrzebne informacje na temat tego, jak były ustalane kursy walut ani jakie były źródła finansowania działalności banku (por. Sąd Okręgowy w Warszawie, sygn. XXV C 3104/18). A jednak sądy często powołują świadków, aby to ustalać. Można to zrozumieć, jeśli są to osoby podpisujące umowę w imieniu kredytodawcy, mające faktyczny kontakt z kredytobiorcami. Nie ma jednak żadnego powodu, by przesłuchiwać pracowników, opisujących wewnętrzne regulacje czy działalność operacyjną banku. Są to okoliczności, o których kredytobiorcy nie byli informowani. Nie mają one znaczenia dla oceny, czy umowa była uczciwa.

Oddalenie wniosku dowodowego to jednak dla sądu zawsze ryzyko. Strona przegrywająca może bowiem w apelacji zarzucić, że był to dowód istotny dla sprawy, który sąd niesłusznie pominął. Nie znając treści zeznań albo opinii biegłego, trudno przecież ocenić ich wagę. Niemniej strona, która wskazuje dowód, musi z góry określić okoliczności, jakie mają zostać przy jego pomocy wykazane. Przed dopuszczeniem dowodu sąd powinien rozważyć, czy są to okoliczności rzeczywiście istotne dla rozstrzygnięcia sprawy.

Tytułem przykładu, dla powszechnego przyjęcia przez sądy, że ważne jest brzmienie umowy w dniu jej zawarcia, a nie sposób wykonywania (co opisują świadkowie powoływani przez banki i czasami biegli), konieczna była uchwała Sądu Najwyższego z 20.06.2018 r. (III CZP 29/17). Tymczasem wynika to wprost z brzmienia art. 3852 kodeksu cywilnego. Obecnie nie jest to już kwestionowane w orzecznictwie. Jednak nadal sądy badają okoliczności, które nie mają znaczenia dla sprawy. Zdarza się, że robią tylko po to, by w uzasadnieniu wyroku napisać, że dowód ten nie miał znaczenia dla rozstrzygnięcia.

Przyspieszanie spraw

Na czas rozpoznawania sprawy mają wpływ także strony postępowania. Pomocne jest pisanie zwięzłych, konkretnych pism, z których jasno wynika podstawa żądania. Pełnomocnicy powinni dążyć do wykazania zasadności roszczenia kredytobiorców bez konieczności przeprowadzania długotrwałego postępowania dowodowego.

Jednak trzeba pamiętać o tym, że procesowym uprawnieniem pełnomocników kredytobiorców jest jedynie wyrażenie stanowiska w przedmiocie wniosku dowodowego strony przeciwnej. W przypadku jego dopuszczenia przez sąd możliwe jest tylko złożenie zastrzeżenia, które ewentualnie będzie rozpoznane dopiero w postępowaniu apelacyjnym. Zatem nie przyspieszy ono w żaden sposób rozpoznania sprawy.

Warto podkreślić, że pojawiają się wyroki, także sądów apelacyjnych, w których sądy ograniczają postępowanie dowodowe do rzeczywiście istotnych kwestii. Wymaga to jednak przemyślenia przez sąd meritum sprawy na bardzo wczesnym etapie. Być może pewną poprawę przyniosą wprowadzone ostatnio tzw. posiedzenia przygotowawcze, służące organizacji i zaplanowaniu postępowania. Po stronie pełnomocników jest jednak obawa, że będzie to dodatkowy, „pusty” termin, odsuwający w czasie merytoryczne czynności.

Niezbędne jest również utrwalenie w praktyce obowiązujących zasad procesowych. Wtedy postępowania będą trwały zdecydowanie krócej. Sądy, pełnomocnicy i biegli muszą wiedzieć, jak rozumieć określone przepisy, jak są one intepretowane przez sądy odwoławcze i jak faktycznie funkcjonują. Tymczasem kodeks postępowania cywilnego jest zmieniany nawet kilka razy w roku. Jeśli sądy ani pełnomocnicy nie wiedzą, jak wyższe instancje będą intepretować regulacje ustawowe, to działają do przesady formalnie. Po każdej zmianie prawa zarówno sąd, jak i strony muszą nauczyć się je rozumieć i interpretować.

Z kolei w celu skrócenia terminów sporządzania opinii przez biegłych (nie tylko w sprawach kredytowych), konieczne jest zwiększenie ich wynagrodzenia. Musi ono motywować do sprawnej pracy i odpowiadać zdobytym, wysokim kwalifikacjom.

Przy braku wsparcia ustawodawcy, niedofinansowaniu wymiaru sprawiedliwości i rozwiązań systemowych, usprawnienie postępowań sądowych wymaga współpracy wszystkich stron, choć mających różne interesy. Sądy powinny śmielej korzystać z już dostępnych możliwości i podejmować decyzje w zakresie postępowania dowodowego, kierując się ich rzeczywistą potrzebą, a nie obawą przed oceną sądu odwoławczego. Pełnomocnicy mogą zaś wpływać na czas potrzebny do zapoznania się ze sprawą, konstruując zwięzłe, czytelne pozwy i inne pisma procesowe.

Autorem publikacji jest adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal

Po szybkiej digitalizacji czas na refleksję nad bezpieczeństwem

Jeszcze na początku tego roku każda firma używała średnio 5 różnych systemów i narzędzi do przechowywania informacji oraz zarządzania nimi. Aż 14% miało ich ponad osiem.[1] Ostatnie tygodnie wymusiły nagłe przyspieszenie digitalizacji w wielu sektorach, co wiązało się z wdrażaniem kolejnych aplikacji i systemów, często bez odpowiedniego planu. W efekcie pojawił się chaos informacyjny, a nawet wzrosło ryzyko wycieku wrażliwych danych, związane z brakiem kontroli nad nimi. Na co zatem powinny uważać firmy w związku z gwałtowną cyfryzacją?

Droga na skróty

Digitalizacja zapewnia firmom szansę na rozwój i redukcję kosztów prowadzenia biznesu oraz dopasowanie się do zmian sytuacji rynkowej. Jednak ze względu na brak wcześniejszego zaplanowania takich inwestycji, efekt w ostatnich tygodniach okazywał się odwrotny do zamierzonego. Podczas nagłego przechodzenia w tryb zdalny często brakowało czasu na przeszkolenie kadry, więc pracownicy nie poznali i nie rozumieli nowych procesów. Mnogość systemów i platform sprawiła, że dane są rozproszone, nie wiadomo, gdzie czego szukać, zaś wiele informacji w ogóle nie jest wykorzystywanych. Może to znacznie utrudniać lub wręcz uniemożliwiać współpracę czy obsługę klientów.

Gdy w firmie funkcjonuje wiele nowych systemów, a nie do końca wiadomo jak ich używać, pracownicy mogą być skłonni do ich omijania i np. wysyłania poufnych umów czy faktur prywatnymi kanałami. Zwiększa to ryzyko wycieku wrażliwych informacji. Dane te, zgromadzone na prywatnych skrzynkach mailowych, są dla cyberprzestępców łatwo dostępne, ponieważ wielu pracowników nie ma odpowiedniej wiedzy dotyczącej zagrożeń w sieci i np. korzysta z tego samego hasła na wielu platformach – wskazuje Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta.

Kontrola podstawą bezpieczeństwa

Na zwiększenie ryzyka wpływa również nieuwaga i pośpiech. Podczas wdrażania cyfrowych narzędzi pracy wiele procedur nie było sprawdzanych. Niektóre firmy zupełnie nie kontrolują kto i do jakich informacji ma dostęp, nie stosują dodatkowych form autoryzacji. Zdarza się nawet, że do pracowników wysyłane są całe listy z hasłami czy loginami bez świadomości, że takie informacje mogą zostać przechwycone i wykorzystane przez przestępców. Jest to szczególnie groźne, gdyż wśród największych wyzwań związanych z zarządzaniem informacjami firmy wskazują m.in. wykrywanie i reagowanie na incydenty związane z prywatnością i bezpieczeństwem danych (38%).[2]

Wiele firm dostało w ostatnich tygodniach brakujący impuls do digitalizacji, co długofalowo z pewnością przyniesie wymierne korzyści. Na razie jednak systemy IT są zmuszone „doganiać” biznes i gwałtownie zmieniające się warunki rynkowe, a w pośpiechu często zapomina się o kwestiach bezpieczeństwa. Dlatego przedsiębiorstwa powinny przede wszystkim zatrzymać się na chwilę i przemyśleć na nowo swoje procesy, obieg informacji oraz sposób kontrolowania dostępu do danych. Jednym ze sposobów na usprawnienie pracy i ograniczanie ryzyka może być wdrożenie centralnego systemu zarządzania informacją i dokumentami. Warto przygotować też odpowiednie szkolenia dla pracowników, aby każdy wiedział jak bezpiecznie używać nowych narzędzi. Istotną rolę odgrywają również dostawcy usług. Ich zadaniem jest zapewnienie wsparcia technicznego i doradzenie właściwych rozwiązań – radzi Mateusz Macierzyński.

[1] Według badania State of the IIM Industry 2020, przeprowadzonego przez stowarzyszenie AIIM Industry Watch we współpracy z Konica Minolta.

[2] Według badania State of the IIM Industry 2020.

InventionMed ze wsparciem SoftBlue w realizacji Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy

InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej podpisała list intencyjny z nowym inwestorem. SoftBlue, firma z branży IT zadeklarowała wsparcie w realizacji Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy. Projekt został dofinansowany przez Ministerstwo Rozwoju kwotą 16 mln zł, a dzięki zaangażowaniu inwestora, możliwe będzie rozpoczęcie prac rozwojowych i budowlanych.

SoftBlue to notowana na rynku NewConnect firma z wieloletnim doświadczeniem sektorze teleinformatyki – branża pokrewna z działalnością InventionMed. Spółka zapewni technologiczne wsparcie oraz dostęp do zasobów niezbędnych do realizacji Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy.

– Pozyskanie inwestora ściśle związanego z branżą, w której działamy to dla InventionMed bardzo ważny krok w rozwoju spółki oraz szansa na zwiększenie skali działalności. Dzięki wsparciu i zasobom SoftBlue, przygotowujemy się do budowy innowacyjnej na skalę światową inwestycji – największego medycznego centrum szkoleniowego VR i AR – komentuje Tomasz Kierul, Prezes Zarządu InventionMed.

„Wirtualny szpital”, czyli Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej.

Cieszymy się, że możemy uczestniczyć w tak innowacyjnym projekcie, jakim jest budowa Centrum Innowacyjnych Symulacji VR i AR w Bydgoszczy. Wierzymy w ten projekt i liczymy, że zrewolucjonizuje on branżę szkoleń medycznych. Nasza wiedza i wieloletnie doświadczenie teleinformatyczne pomoże w realizacji tego przedsięwzięcia – mówi Michał Kierul, prezes SoftBlue.

O emisji akcji skierowanej do SoftBlue zdecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy InventionMed, które zostało zwołane na 15 czerwca 2020 r. Zgodnie z opublikowanymi projektami uchwał, Akcjonariusze będą decydować o emisji do 15 mln akcji. Akcje zostaną wyemitowane w ramach emisji prywatnej do inwestora, który zobowiąże się do nie sprzedawania objętych akcji przez co najmniej trzy lata oraz wesprze spółkę w realizacji budowy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy.

Równolegle, trwają prace nad flagowym projektem – TutorDerm. Rozwiązanie stworzone przez zespół InventionMed ma służyć edukacji przyszłych lekarzy dermatologów i specjalistów medycyny estetycznej. Projekt jest ciągle udoskonalany, prowadzone są również programy pilotażowe. Spółka jest również w trakcie opracowywania wirtualnej strzykawki – rewolucyjne na skalę światową urządzenie szkoleniowe, które pozwoli na ćwiczenie zastrzyków podskórnych z pominięciem praktyki na organizmach żywych.

Mieszkanie na trudne czasy – nieruchomości mogą mieć wzięcie w „latach chudych”

Jaki scenariusz czeka rynek nieruchomości, w związku z pandemią koronawirusa i całą tą gigantyczną „zadymą”, która ogarnęła nie tylko Polskę, ale i cały świat? Dziś nikt, kto nie ma szklanej kuli, nie pokusi się o odpowiedź na to pytanie, jednak w grę wcale nie wchodzą tylko czarne scenariusze. Inwestorzy, którzy będą chcieli ulokować gdzieś swoje środki, w niepewnych czasach mogą zainwestować w nieruchomości, postrzegane jako finansowa bezpieczna przystań.

Na razie – po dwóch miesiącach epidemii – nie widać wyraźnych ruchów cenowych zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Co prawda pośrednicy i deweloperzy przyznają, że liczba transakcji gwałtownie spadła, jednak całościowe wyniki sprzedaży w I kw. 2020 ciągle były bardzo dobre i wyższe od uzyskanych w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Na razie rynek jest ciągle na etapie zamrożenia i dopiero po otwarciu gospodarki będzie można się pokusić o jakiekolwiek wnioski. Większość ekspertów spodziewa się – jeśli nie recesji, to na pewno mocnego spowolnienia w gospodarce narodowej. Jak w tym wszystkim „zachowa się” rynek nieruchomości? Jak będzie kształtował się popyt i ceny?

Bank centralny już w marcu podjął bezprecedensową decyzję o dwukrotnym cięciu stóp procentowych do rekordowo niskich poziomów. Dziś podstawowa stopa wynosi 0,5 proc., co oczywiście wpływa na zdolność kredytową Polaków, „pompuje” akcję kredytową, a więc i pośrednio rynek mieszkaniowy.

Drugim z mechanizmów, które mają zneutralizować negatywne czynniki, są zapowiadane przez rząd dopłaty do czynszów najmu mieszkań. Rynek najmu spełnia bardzo istotną funkcję w kształtowaniu się popytu na mieszkania. Duża rentowność najmu, spowodowana zapotrzebowaniem na pokoje i mieszkania dla najemców – była przed epidemią jednym z czynników, budujących koniunkturę. W dużych miastach na wynajmie mieszkań zarabiało się 5 – 6 proc. rocznie, na wynajmie noclegowym nawet więcej.

Wysokie zyski z takich inwestycji były jednym z powodów, dla których na rynek nieruchomości ściągali inwestorzy z kapitałem, trzymanym dotychczas w obligacjach czy na lokatach, ale nie tylko, bowiem stabilny i bezpieczny zwrot przyciągał również tych, którzy do tej pory stawiali również i na ryzykowne akcje. To może być właśnie siła nieruchomości. Rozpatrując obecną sytuację, inwestorzy będą chcieli lokować kapitał w bezpieczne aktywa. Za takie uchodzą właśnie mieszkania.

Schron przed burzą

Próbując rozważać możliwe scenariusze, nie sposób nie docenić czynników natury psychologicznej. W trudnych czasach ludzie z kapitałem szukają aktywów pozwalających im zachować stan posiadania. Takim aktywem są między innymi metale szlachetne, ze złotem na czele. Nie bez kozery to właśnie złoto przez całe wieki było miernikiem wartości, parytet złota był filarem systemu pieniężnego.

Podobną rolę odgrywają również nieruchomości – zwłaszcza w Polsce, gdzie inwestowanie w nieruchomości cieszy się dużą popularnością, dużym uznaniem cieszy się własność, a mieszkania – historycznie nieomal zawsze były dobrem deficytowym.

Nie będziemy tutaj rozwiewać mitów związanych z zaletami i wadami inwestycji mieszkaniowych, przytoczymy jedynie pewne obiegowe opinie, które przekładają się na popularność lokowania kapitału w mieszkania.

  1. Nieruchomości gwarantują zachowanie kapitału i z czasem zyskują na wartości. To jedna z głównych zalet, które najczęściej wymienia się w kontekście inwestycji mieszkaniowych. Jak już powiedzieliśmy – nie będziemy analizować słuszności tych twierdzeń, generalnie jednak uważa się, że – podobnie jak w przypadku złota – prędzej czy później, nawet mimo przejściowych strat, wyjdzie się na swoje. Ile takie „wychodzenie na swoje” może zająć? Dla przykładu ci, którzy zainwestowali w mieszkania na górce cenowej lat 2006 – 2008, po kryzysie i przecenie czekali 10 lat na to, aż ceny wrócą do wcześniejszych poziomów. Co więcej – w przypadku nieruchomości jest bardzo niskie ryzyko całkowitej utraty zainwestowanego kapitału. Zwolennicy inwestowania w nieruchomości często podkreślają, że w dłuższej perspektywie – np. 50 lat widać regularny wzrost wartości mieszkań. Aktualnie nieruchomości jako forma lokaty wypadają o wiele korzystniej od bardzo nisko oprocentowanych lokat bankowych, czy też obligacji.
  2. Nieruchomości mają wymierny, fizyczny charakter. To druga niezwykle istotna zaleta, powiązana zresztą z pierwszą i znów analogiczna do złota i metali szlachetnych. Fizyczny, materialny charakter mieszkań oznacza, że coś realnie „się ma” (nawet pomimo faktu, że w przypadku mieszkań kupionych na kredyt, mają je raczej banki). Mieszkanie to materialny konkret, a nie wirtualne zapisy czy papiery. Jeśli rynek finansowy spotka krach, po zapisach wirtualnych nie będzie śladu, natomiast mieszkanie jak stało, tak będzie stać.
  3. Z tym zresztą powiązana jest trzecia zaleta inwestycji mieszkaniowych – otóż nieruchomości mają tę nie do przecenienia cechę, że można w nich po prostu zamieszkać, dają schronienie, dach nad głową. Służą więc czemuś konkretnemu, z czego właściciel może skorzystać. Nawet jeśli stracą na wartości, to zawsze dają ten właśnie profit w postaci dachu nad głową.
  4. To prowadzi z kolei do bardzo wymiernej zalety mieszkań i innych nieruchomości – pozwalają uzyskiwać dochód pasywny z wynajmu. Tym samym można na nieruchomościach zarabiać dwutorowo. Z jednej strony zachowują włożony kapitał i z czasem jeszcze zyskują na wartości, z drugiej pozwalają na bieżąco zarabiać na wynajmie. Co więcej – aktualnie czynsze najmu są wyższe od rat kredytowych. Tym samym z przychodów z najmu, można spłacać kredyt zaciągnięty na zakup mieszkania.
  5. Mieszkanie może stanowić zabezpieczenie pożyczki bądź kredytu, a więc pozwala nam uzyskać dodatkowy kapitał.

Oczywiście, skoro są zalety, to i są wady. Nieruchomości wymagają nakładów finansowych, są znacznie trudniej zbywalne, wymagają dużego kapitału, by stać się posiadaczem i wejść na ten rynek, okres zwrotu z inwestycji pod wynajem jest długi – zazwyczaj kilkanaście – dwadzieścia lat.

Jak widzimy, lista wad wydaje się krótsza od listy zalet. Czy więc nieruchomości okażą się hitem trudniejszych czasów? Przy tanim pieniądzu z banków są na to naprawdę spore szanse.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.

Sprzedaż w trzecim tygodniu odmrażania gospodarki przestała się poprawiać

Uruchomienie restauracji oraz salonów fryzjerskich i kosmetycznych nie dało gospodarce dodatkowego impulsu do wzrostu sprzedaży przedsiębiorstw. Między 18 a 24 maja sprzedaż firm, w porównaniu z zeszłym rokiem, była niższa o 34 proc., niemal tak samo jak wyglądało to tydzień wcześniej – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. BIG InfoMonitor szacuje dynamikę gospodarczą poprzez liczbę raportów sprawdzających wiarygodność płatniczą potencjalnych klientów w porównaniu ze statystykami sprzed roku. Wielu sprzedających, przed podpisaniem umowy, zagląda do rejestru dłużników i sprawdza, czy klient – przedsiębiorca lub osoba fizyczna – nie ma niespłaconych długów.

Początek maja przyniósł odwrót dotychczasowego spadkowego trendu sprzedaży firm, ale już w okresie od 18 do 24 maja dalszej poprawy w porównaniu z wcześniejszym tygodniem nie było. Sprzedaż firm zmniejszyła się o 34 proc. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, tydzień wcześniej spadek ten wynosił 33 proc. W okresie kwarantanny najgorzej wyglądała druga połowa kwietnia, wówczas sprzedaż przedsiębiorstw szacowana liczbą raportów pobieranych z BIG InfoMonitor obniżyła się nawet o 47 proc.

– W trzecim tygodniu działania sklepów zlokalizowanych w centrach i galeriach handlowych oraz w tygodniu, w którym uruchomiono usługi gastronomiczne, fryzjerskie i kosmetyczne udało się powrócić do poziomu spadków sprzedaży obserwowanych w pierwszej połowie kwietnia. Drastyczne, blisko 50-proc. spadki sprzedaży ustąpiły, ale do sytuacji sprzed lockdownu, będziemy wracać miesiącami, a w niektórych obszarach gospodarki jeszcze dłużej, stąd powtórzenie między 18 a 24 maja wyniku osiągniętego od 10 do 17 maja można uznać za sukces – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Spadek liczby zapytań o kondycję kontrahentów i klientów zatrzymał się w okolicach 30 proc
Źródło: BIG InfoMonitor

Każdego dnia przedsiębiorstwa różnego rodzaju upewniają się w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, czy mogą zaufać konsumentowi, który np. chce kupić telefon lub pakiet telewizji kablowej. Sprawdzają też, czy długów nie ma firma składająca zlecenie na usługi lub towary. Im ruch w gospodarce większy, tym więcej pytań o solidność płatniczą osób fizycznych i przedsiębiorstw. – Jednak w sytuacji blokady gospodarki z jaką mieliśmy do czynienia od połowy marca, liczba takich zapytań spada. W pierwszym tygodniu paraliżu wynikającego z obostrzeń gospodarczych między 16 a 22 marca było ich o ponad 20 proc. mniej niż w analogicznym okresie minionego roku, w kolejnych tygodniach spadek się pogłębiał, by teraz powrócić do poziomu z początku kwietnia – informuje Sławomir Grzelczak.

Raporty z BIG InfoMonitor pokazują wiarygodność płatniczą i są potrzebne wszędzie tam, gdzie oferujący usługę czy towar z odroczonym terminem płatności chce się upewnić, że kupujący nie ma przeterminowanych długów. Oznacza to niższe ryzyko, że nie zapłaci podjętych zobowiązań. Zapytania sprawdzające wiarygodność płatniczą składają do BIG InfoMonitor m.in. operatorzy telewizji kablowej, dostawcy internetu, firmy telekomunikacyjne, leasingowe, faktoringowe, pożyczkowe, banki, franczyzodawcy oraz przedsiębiorstwa z różnych branż weryfikujące swoich partnerów biznesowych.

W zeszłym roku przedsiębiorcy sprawdzili w rejestrze BIG InfoMonitor wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln firm, co oznacza, że zapytali o niemal co piątego pełnoletniego Polaka i o ponad połowę działających na rynku przedsiębiorstw.

Wirtualne kasy fiskalne. Rozmowy w Ministerstwie Finansów na ostatniej prostej

W odpowiedzi na apel wystosowany przez ekspertów Ministerstwo Finansów organizuje spotkanie, podczas którego analizowane będą zagrożenia płynące z rozszerzenia pilotażu wirtualnych kas fiskalnych na branże wrażliwe podatkowo, jak gastronomiczna czy hotelarska. Zmiany mogą odbić się na wpływach do budżetu. Wątpliwości budzą także kwestie bezpieczeństwa takich kas.

Pilotaż wirtualnych kas fiskalnych według projektu rozporządzenia powinien ruszyć  już 1 czerwca. Docelowo mają one uzupełnić dotychczas stosowane kasy tradycyjne i kasy online, zabezpieczone na poziomie zarówno oprogramowania, jak i sprzętu, które raportują dane bezpośrednio do Centralnego Repozytorium Krajowej Administracji Skarbowej. Obecnie kasy online są wprowadzane stopniowo do wszystkich branż, w tym także do wrażliwych podatkowo, jak HoReCa czy handlu węglem.

Ministerstwo Finansów argumentuje rozszerzenie grupy pilotażowej tym, że ułatwi to wyjście podatników z szarej strefy. Nie zgadza się z tym prof. Witold Modzelewski.

 Teza, którą słyszymy, że kasa wirtualna będzie ułatwiała wyjście z szarej strefy, zakłada działanie podmiotów w dobrej wierze. I oczywiście trzeba zakładać, że większość obywateli działa w dobrej wierze. I ci, którzy będą chcieli wyjść z szarej strefy za pomocą kas rejestrujących, tych nieistniejących, czyli wirtualnych, zrobią to i nie oni są problemem. Problemem są ci, którzy działają w złej wierze. Jeżeli da się im wadliwe urządzenie, to staną się konkurentem dla ludzi uczciwych i ich po prostu wykończą, a żyjemy w świecie, w którym liżemy świeże rany po kwarantannie, która notabene jeszcze trwa, więc nie wprowadzajmy tego rodzaju wynalazków – mówi agencji Newseria Biznes prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

W piątek 22 maja grono specjalistów w osobach: prezesa Instytutu Studiów Podatkowych, prof. Witolda Modzelewskiego, twórcy ustawy o podatku VAT, dr. Mariana Szołuchy, eksperta Instytutu Prawa Gospodarczego, Marcina Monkiewicza, prezesa Organizacji Pracodawców Branży Fiskalnej, oraz Stefana Kamińskiego, prezesa Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji, wystosowało apel o wstrzymanie nagłego dopisania do projektu rozporządzenia branż: restauracyjnej, hotelarskiej, cateringowej oraz handlu węglem.

Na apel odpowiedział pełnomocnik Ministra Finansów ds. informatyki Przemysław Koch. W wywiadzie udzielonym PAP zapewnił, że rozwiązanie, które wejdzie w życie 1 czerwca, będzie bezpieczne i zapewni szczelność systemu podatkowego. Jednak zapewnienia resortu nie rozwiewają obaw ekspertów.

Sygnatariusze apelu skierowanego do premiera podkreślają, że nie są przeciwnikami wirtualnych rozwiązań, jednak konieczna jest rozwaga przy ich wprowadzeniu.

– Jeśli już się na to decydujemy, to przede wszystkim warto porządnie przygotować to rozporządzenie także od strony technicznej, na co zwraca uwagę w drodze konsultacji również prezes Głównego Urzędu Miar. Warto również zacząć od niewielkiego obszaru naszej gospodarki, bo co, jeśli nagle się okaże, że dostępne w internecie, w sklepach z aplikacjami staną się wynalazki cofające licznik takiej kasy wirtualnej albo udające kasę wirtualną? I to wszystko w czasie, kiedy finanse publiczne zatrzęsły się w posadach, kiedy nastąpił kryzys gospodarczy. To nie jest czas na eksperymenty – podkreśla dr Marian Szołucha z Instytutu Prawa Gospodarczego.

W odpowiedzi na ten i wiele innych argumentów sformułowanych przez ekspertów pełnomocnik ministra, powołując się na szereg technicznych rozwiązań, zapewnił, że kasy wirtualne będą bezpieczne.

– Jeżeli wykryjemy nieprawidłowości, możemy centralnie sterować każdą kasą wirtualną – zapewniał w wywiadzie dla PAP Przemysław Koch.

Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji (KiGEIT) w wydanym oświadczeniu przypomina jednak, że Ministerstwo Finansów nie ma możliwości bezpośredniego sterowania kasami wirtualnymi. Centralne sterowanie kasą ograniczone jest jedynie do wymuszenia powtórnego odesłania danych oraz do zmiany częstotliwości przesyłania danych i pobierania kolejnych zadań.

Krytyczną opinię wobec projektu wyraził również minister cyfryzacji Marek Zagórski, który w grudniu 2019 roku poinformował o swoim stanowisku Ministerstwo Finansów.

– Przedmiotowy projekt nie wskazuje minimalnych wymagań bezpieczeństwa dla urządzeń mobilnych – powiedział minister cyfryzacji. – Nie określono także wymagań dla zarządzania bezpieczeństwem środowiska aplikacji (np. z poziomu systemu centralnego) oraz jej separacji od innych aplikacji uruchamianych na urządzeniu, które mogą umożliwiać zakłócenie funkcjonowania aplikacji fiskalnej.

Zdaniem Przemysława Kocha manipulację danymi gromadzonymi za pomocą oprogramowania ma uniemożliwić certyfikat wydany przez Główny Urząd Miar (GUM), w którego kompetencji jest stwierdzenie zgodności oprogramowania z wymaganiami określonymi przez Ministerstwo Finansów.

KIGEIT zwraca jednak uwagę, że GUM będzie badał jedynie oprogramowanie kas wirtualnych. Zatem potencjalni oszuści będą mogli bez przeszkód ingerować w system operacyjny lub sprzęt, na którym działa kasa wirtualna.

– Instalowanie oprogramowania na różnych systemach operacyjnych może stwarzać pokusę manipulacji – na przykład poprzez zmianę daty czy  nieuwzględnianie wszystkich transakcji, które się zapisują w tradycyjnych systemach. Tych ryzyk jest bardzo wiele. Kolejnym jest mnogość i różnorodność sprzętu dostępnego na rynku. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie zagwarantować i przebadać wszystkich rodzajów urządzeń, na których będzie można to oprogramowanie wirtualnej kasy instalować. W związku z tym pojawia się kwestia, czy na niektórych z nich nie będzie można zmieniać tego oprogramowania, które ma służyć jako miejsce, gdzie będziemy mogli bezpiecznie zarejestrować każdą transakcję – podkreśla Stefan Kamiński, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

KiGEIT zwraca jednocześnie uwagę, że kasy wirtualne pozwalają na korzystanie na jednym urządzeniu z dwóch identycznych aplikacji: certyfikowanej kasy wirtualnej oraz aplikacji do złudzenia ją przypominającej, ale służącej jedynie do unikania rejestrowania sprzedaży. Dopuszczenie do tego rodzaju manipulacji może według izby rozszczelnić system fiskalny. Całość oświadczenia KiGEIT dostępna jest na stronie internetowej organizacji.

Medyczne innowacje przyspieszają walkę z SARS-CoV-2. Na Śląsku ruszyła budowa unikalnego w skali europejskiej centrum medycznego za 100 mln zł

Telemedycyna, dzięki zdalnemu kontaktowi między personelem medycznym a pacjentem, pomaga ograniczać ryzyko rozprzestrzeniania się takich epidemii jak SARS-CoV-2. Obok sztucznej inteligencji czy analizy danych stanowi jeden z wiodących trendów technologicznych w ochronie zdrowia. Również na tych obszarach swoją działalność skupiać będzie Śląskie Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu, którego budowa ruszyła właśnie w Zabrzu. Jest to wspólna inwestycja obchodzącego 10. rocznicę działalności Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej oraz firmy Philips. Dzięki połączeniu potencjału intelektualnego oraz doświadczenia obu stron realizowany projekt przyczyni się do rozwoju innowacyjnych technologii w zakresie telemedycyny, e-zdrowia oraz zdalnej diagnostyki.

 Innowacje w medycynie, zwłaszcza te związane z telemedycyną i e-zdrowiem, to ogromna szansa dla przeciążonej służby zdrowia. Ze względu na starzejące się społeczeństwo, ograniczoną liczbę personelu medycznego i miejsc w szpitalach konieczne jest wprowadzanie nowych rozwiązań, które usprawnią proces leczenia od diagnostyki, poprzez hospitalizację, na opiece nad pacjentem w domu kończąc – mówi agencji Newseria Biznes Reinier Schlatmann, prezes Philipsa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak podkreśla, dzisiejsza sytuacja epidemiczna jeszcze bardziej uwydatnia korzyści płynące ze stosowania nowych technologii medycznych, choć i bez niej rozwój w tym obszarze postępował z roku na rok. Obecnie jednak znacznie zyskał na dynamice. Telemedycyna to teraz jedna z innowacji o największym potencjale rozwoju. Obok sztucznej inteligencji, analizy danych, onkologii obliczeniowej czy medycyny personalizowanej stanowi wiodący trend w ochronie zdrowia. Telemedycyna jest jednym z głównych obszarów, na których swoją działalność skupiać będzie Śląskie Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu.

Powstająca na terenie kampusu Politechniki Śląskiej w Zabrzu inwestycja jest warta prawie 100 mln zł. W ramach przyszłej działalności centrum prowadzone będą prace nad rozwojem innowacyjnych technologii badawczych i produkcyjnych, a także nad wzmocnieniem potencjału badawczego w zakresie inżynierii biomedycznej. Innowacje będą skoncentrowane na badaniach nad sztuczną inteligencją, telemedycyną oraz informatyką kliniczną.

– Śląskie Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu zostanie wyposażone w zaawansowane technologicznie laboratoria, umożliwiające rozwój technologii wspierających medycynę i sport na światowym poziomie – mówi prof. dr hab. inż. Marek Gzik, dziekan Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej. – W tym projekcie szczególnie cieszy nas udział strategicznego partnera – firmy Philips, światowego lidera w zakresie nowych technologii medycznych. Jej wkład ten projekt to 20 mln zł, w dużej mierze w postaci przekazywanych nam technologii – dodaje.

Na technologie te składają się zaawansowane platformy informatyczne, które będą wykorzystywane w badaniach, rozwoju i innowacjach na rzecz integrowania chociażby diagnostyki medycznej, pozwalającej lekarzom na podejmowanie szybszych i trafniejszych decyzji dotyczących procesu leczenia pacjenta.

 Dla firmy Philips możliwość współpracy z Wydziałem Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej to istotne wyróżnienie. Dzięki współdziałaniu ze śląskimi naukowcami mamy realny wpływ na rozwój polskiej nauki w obszarze technologii medycznych. Powstanie Śląskiego Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu stanowi kolejny krok na tej drodze – dodał Reinier Schlatmann.

Centrum będzie kompleksem złożonym z 11 nowoczesnych laboratoriów, które pozwolą specjalistom rozwijać technologie m.in. w zakresie telemedycyny (w tym telediagnostyki, telerehabilitacji i teleopieki), wirtualnej rzeczywistości, robotyki, inżynierii biomedycznej i materiałowej, biomechaniki, diagnostyki i wspomagania działania służb medycznych. Inwestycja, której generalnym wykonawcą jest Mostostal, ma zostać ukończona w ciągu 15 miesięcy.

– Centrum będzie nie tylko prowadzić prace rozwojowe i badania naukowe, lecz także współpracować z otoczeniem społeczno-gospodarczym, czyli ze wszystkimi firmami, które działają na rzecz rozwoju technologii wspomagających medycynę i sport – mówi prof. dr hab. inż. Arkadiusz Mężyk, rektor Politechniki Śląskiej.

Jak podkreśla, Politechnika Śląska ma duży potencjał do rozwoju w obszarze technologii medycznych. Od 10 lat funkcjonuje w jej ramach jedyny w Polsce Wydział Inżynierii Biomedycznej, specjalizujący się w takich technologiach jak biomateriały, biosensoryka i biomechatronika.

Na tym wydziale spotykają się badacze z różnych dyscyplin naukowych, tworząc projekty wspomagające pracę służb medycznych, diagnostykę i leczenie. Jesteśmy w krajowej czołówce, jeśli chodzi o liczbę proponowanych rozwiązań, począwszy od tych najprostszych technologicznie, po te najbardziej zaawansowane, np. z wykorzystaniem sztucznej inteligencji we wspomaganiu procesu diagnozowania – mówi prof. dr hab. inż. Arkadiusz Mężyk.

Sprzedaż zabawek przeniosła się do internetu. Tradycyjne sklepy coraz częściej korzystają z nowych form sprzedaży w sieci

Eksperci mówią już o trwałej zmianie nawyków konsumenckich. Mimo otwarcia sklepów i galerii handlowych sprzedaż przez internet wciąż notuje dynamiczne wzrosty. Jedną z kategorii, w których konsumenci chętniej kupują online, są artykuły dla dzieci, również zabawki. – Ten rok przyniósł branży transformację cyfrową – mówi Bartosz Ulman z Orbico. Do sieci przeniosła się nie tylko sprzedaż, lecz również reklama i prezentacja zabawek.

Zamknięcie stacjonarnych sklepów zabawkarskich miało druzgocący wpływ na wszystkie firmy, które nie prowadziły sprzedaży w internecie ani aktywnej komunikacji z konsumentami przez portale społecznościowe – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Ulman z Orbico, firmy dystrybuującej zabawki. – W wielu takich placówkach obroty spadły nawet o 80 proc., jednak część sklepów, zwłaszcza tych prowadzących sprzedaż internetową, nie może narzekać.

Jak ocenia, sprzedaż online zdecydowanie zyskała w ostatnich tygodniach również w kategorii artykułów dla dzieci i może odpowiadać za 40 proc. sprzedaży zabawek w Polsce.

Ten rok dla branży zabawkarskiej będzie rokiem transformacji cyfrowej dla wielu sprzedawców. Otwarcie sklepu internetowego lub wejście na popularne platformy marketplace stały się niezbędnym elementem dywersyfikującym ryzyko – mówi ekspert.

Według raportu „E-commerce w czasie kryzysu 2020” przygotowanego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej Polacy dostrzegają wiele zalet zakupów internetowych, które zyskały na znaczeniu w okresie pandemii SARS-CoV-2. Najważniejszym udogodnieniem jest fakt, że zakupy w sieci nie wymagają opuszczania domu i kontaktu z innymi osobami. 45 proc. badanych wskazało, że w związku z zagrożeniem koronawirusem zdecydowało się rzadziej dokonywać zakupów w sklepach tradycyjnych, aby zmniejszyć ryzyko zarażenia. Co ciekawe, sklepy internetowe notują dynamiczne wzrosty sprzedaży również w ostatnich tygodniach, mimo że działają już sklepy stacjonarne i galerie handlowe.

Do sieci przeniósł się także sposób prezentacji produktów.

Na popularności zyskała sprzedaż przez transmitowanie na żywo wideo ze sklepów z prezentacją produktów za pośrednictwem Facebooka. To bardzo ciekawa i nowoczesna forma sprzedaży, która moim zdaniem może z nami pozostać na dłużej. Część sklepów często prowadzi takie transmisje, w trakcie których sprzedają znacznie więcej niż przed pandemią – mówi Bartosz Ulman.

Jak wynika z danych platformy Shoper, w marcu kategoria dzieci była jedną z najszybciej zyskujących w sprzedaży internetowej (obok branż: delikatesy, zdrowie i uroda oraz upominki i akcesoria). Eksperci platformy podkreślają, że za ten skok w branży dziecięcej odpowiada wzrost zapotrzebowania na zabawki w domu, który pojawił się wraz z zamknięciem przedszkoli. Dane Orbico wskazują, że dużą popularnością cieszyły się zwłaszcza gry planszowe, klocki i puzzle.

Jak zakłada ekspert z Orbico, okres wakacji może w tym roku sprzyjać branży zabawkarskiej. Nie wiadomo, czy wakacje zagraniczne będą możliwe i czy rodzice będą chętni wysłać dzieci na kolonie czy obozy. To może się przyczynić do wzrostu sprzedaży zabawek, które będą traktowane jako rekompensata wakacji dla dziecka.

– Jeśli nie doświadczymy drugiej fali pandemii koronawirusa, sytuacja w branży zabawkarskiej ustabilizuje się zapewne już we wrześniu, gdy dzieci wrócą do szkół – prognozuje Bartosz Ulman. – Jednak nie unikniemy podwyżek cen zabawek w drugiej połowie roku spowodowanej mniejszą siłą nabywczą złotówki w stosunku do dolara. Podwyżka może wynieść ok. 7 proc.

Polski rynek zabawek stale rośnie. Jak wynika z badań RMD Research, w 2019 roku w ujęciu wartościowym wzrost ten wyniósł ok. 5 proc. w porównaniu do 2018 roku. Największy segment rynku zabawek to artykuły przeznaczone do uprawiania sportu i rekreacji (w tym outdoorowych aktywności). Stanowią one około 17 proc. sprzedaży w ujęciu wartościowym, przy czym wykazują wyraźną sezonowość sprzedaży. Drugi w kolejności jest segment klocków – jego udział w rynku wynosi wartościowo 15 proc. według danych za 2019 rok. Na rynek zabawek składają się także inne segmenty asortymentowe: zabawki dla dzieci najmłodszych (do pięciu lat), lalki, pojazdy, zabawki kreatywne, gry, figurki, pluszaki, puzzle oraz zabawki elektroniczne.

Przedsiębiorcy negatywnie oceniają kondycję gospodarki i swojego biznesu. Programy pomocowe są dla nich zbyt skomplikowane

Nastroje przedsiębiorców są nieco lepsze niż w połowie kwietnia – wynika z badania Pracodawców RP. Wciąż jednak dominuje pesymizm. Firmy gorzej oceniają przy tym perspektywy gospodarki niż własne położenie. Swoją przyszłość czarno widzą szczególnie najmniejsze przedsiębiorstwa: prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą oraz mikrofirmy zatrudniające do dziewięciu pracowników. Przedsiębiorcy mają też zastrzeżenia do sposobu działania programów pomocowych.

Firmy w większości oceniają, że tarcze są zbyt skomplikowane, a przepisy niejasne. Już mamy tarczę 5.0, w tej numeracji można się pogubić. To już jest chyba kilkaset stron różnego rodzaju skomplikowanych przepisów i firmy, szczególnie małe, gubią się w nich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. – One nie korzystają z doradców podatkowych, finansowych, kancelarii prawnych, stąd ponad 50 proc. mówi, że przepisy są skomplikowane.

Przeprowadzone w I połowie maja badanie opinii przedsiębiorców na temat stanu gospodarki oraz ich biznesów wykazało, że polskie firmy nieco mniej pesymistycznie niż przed miesiącem oceniają swoją kondycję i płynność finansową. W skali od 0 do 10, gdzie 5 oznacza poziom neutralny, średnia ocena wyniosła 4,5. W I połowie kwietnia było to 3,6. Choć widać poprawę, aż 42 proc. podmiotów ocenia swoją sytuację jako złą. Miesiąc wcześniej tego zdania było 55 proc. przedsiębiorców.

Według informacji Ministerstwa Rozwoju na 25 maja z kolejnych tarcz antykryzysowych rozdysponowano łącznie ponad 48,5 mld zł. Jednak zwłaszcza najmniejsze przedsiębiorstwa narzekają na zbyt długi czas oczekiwania najpierw na decyzje, a potem na przelew.

– Spośród wielu instrumentów, bo jest ich naprawdę dużo, mikro- i małe firmy szczególnie dobrze oceniają umorzenie składek ZUS. Prawie 60 proc. firm wskazuje, że są nim zainteresowane. Równie korzystnie jest oceniana mikropożyczka z Funduszu Pracy w kwocie 5 tys. zł – sięga po nią ok. 40 proc. uprawnionych podmiotów  – informuje dr Sławomir Dudek. – Ale, co istotne, wiele firm aktywnie zadziałało, złożyło wniosek, ale tylko 1/3 ma już decyzję pozytywną i otrzymała środki. Nadal 2/3 jest w tej grupie, która złożyła wniosek, ale oczekuje. Potrzeba usprawnienia w wydawaniu decyzji.

Właściciele firm postulują także wprowadzenie kolejnych ułatwień, które pomogłyby im w zwiększeniu płynności finansowej. Bardzo często wymienianym instrumentem jest uwolnienie środków z rachunków VAT-owskich utworzonych po wprowadzeniu split paymentu. Obecnie środki z VAT mogą być przeznaczone tylko na uregulowanie podatków i składek. Gdyby przedsiębiorcy mogli wydać te pieniądze na inny cel, np. wypłatę pensji, ułatwiłoby to im zarządzanie bieżącymi zobowiązaniami. Tymczasem około 10 proc. deklaruje, że już utraciło płynność finansową, drugie tyle – że oszczędności wystarczy im najdalej na miesiąc. To lepszy wynik niż w kwietniu, gdy do tych dwóch kategorii łącznie zaliczyło się 36 proc. badanych. Wzrosła też liczba przedsiębiorstw, którym poduszka finansowa wystarczy na przetrwanie pół roku i więcej. Twierdzi tak co czwarty ankietowany, podczas gdy w kwietniu zdania tego było zaledwie kilka procent firm.

Z naszych badań wynika również, że firmy gorzej oceniają stan całej gospodarki. O ile pesymizm co do oceny własnej kondycji nieco złagodniał, o tyle w przypadku oceny stanu całej gospodarki jest on na podobnym poziomie jak w kwietniu – mówi główny ekonomista Pracodawców RP. – Ta średnia ocena wynosi około 3 w skali od 0 do 10, podczas gdy sytuację własną oceniają na 4,5. Odsetek firm, które negatywnie oceniają sytuację, w przypadku stanu całej gospodarki wynosi 3/4  w porównaniu do około 42 proc. w przypadku własnej kondycji. Firmy już akceptują i boją się tego, że będzie w Polsce recesja.

Największy pesymizm cechuje najmniejsze firmy – zatrudniające do dziewięciu pracowników, w tym samozatrudnionych, i dotyczy to zarówno oceny własnej kondycji, jak i stanu gospodarki. O ile wśród dużych przedsiębiorstw przeważa delikatny optymizm (średnia ocen 6, czyli powyżej neutralnego poziomu), o tyle nastroje drobnego biznesu są dużo poniżej tego poziomu. Najgorzej oceniały swoją sytuację branże usługowe, które nie były jeszcze w momencie przeprowadzania badania objęte odmrożeniem. Wśród nich branża beauty, która z obostrzeniami mogła znów zacząć działać dopiero 18 maja. Jej przedstawiciele ocenili swoje położenie na 2 w skali od 0 do 10.

– Na pewno w kolejnym badaniu ich nastroje się poprawią, ale trzeba pamiętać, że to nie jest pełne otwarcie. Dużo bardziej negatywne oceny są w przypadku branży turystycznej i gastronomicznej, ale z kolei lepsze są w branży budowlanej czy produkcji – wyjaśnia dr Sławomir Dudek.

Pandemia wymusza rozwój płatności bezgotówkowych. W 2020 roku zostanie wydanych o 110 mln więcej kart zbliżeniowych

W Polsce co drugą transakcję opłacamy bezgotówkowo. W latach 20052018 udział płatności bezgotówkowych w ogólnej liczbie płatności wzrósł z 2 do 43 proc. Pandemia koronawirusa może ten wzrost jeszcze przyspieszyć. ABI Research ocenia, że w 2020 roku zostanie wydanych dodatkowych 110 mln kart zbliżeniowych w porównaniu do prognoz sprzed pandemii koronawirusa. Ogółem liczba płatności zbliżeniowych ma wzrosnąć o 68 proc. więcej, niż wcześniej przewidywano.

– Mimo że płatności zbliżeniowe już wcześniej utrzymywały trend wzrostowy, pandemia SARS-CoV-2 jeszcze bardziej go przyspieszy, szczególnie w krajach i gospodarkach, w których króluje gotówka. Wykorzystanie płatności zbliżeniowych jest już wspierane nie tylko przez dostawców ekosystemów płatniczych, ale również przez rządy i organizacje zdrowotne, w tym WHO – przekonuje Phil Sealy, dyrektor ds. badań w ABI Research.

Wzrost popularności płatności bezgotówkowych wynika m.in. ze zmiany kanałów sprzedaży. Z raportu „e-Commerce w czasie kryzysu 2020” Izby Gospodarki Elektronicznej wynika, że 45 proc. Polaków w związku z zagrożeniem koronawirusem rzadziej decyduje się robić zakupy w sklepach tradycyjnych, a niemal 40 proc. zamówiło je w internecie.

Także w tradycyjnych sklepach, w obawie przed zarażeniem, chętniej płacimy kartą. Wiadomo np., że wirus grypy może utrzymać się na banknocie do 17 dni. Koronawirus także może się na nich utrzymywać, choć brakuje jeszcze wiarygodnych danych, jak długo. Głośno było o chińskich władzach, które myły, a nawet niszczyły banknoty, które potencjalnie miały kontakt z wirusem wywołującym COVID-19.

Płatności bezgotówkowe są też znacznie wygodniejsze i szybsze – amerykańska sieć restauracji Sweetgreen uruchomiła stoper i stwierdziła, że można je zrealizować nawet o 15 proc. szybciej niż przy użyciu papierowych pieniędzy.

– Sposób, w jaki ludzie dokonują płatności, szybko ewoluuje. Pandemia SARS-CoV-2 przyniosła znaczną zmianę w nawykach konsumenckich spowodowaną przez niepewność gospodarczą i nacisk na zakup głównie podstawowych artykułów. Nastąpił także gwałtowny wzrost handlu elektronicznego, w którym konsumenci stają się jeszcze bardziej zależni od internetowych kanałów sprzedaży, chcąc unikać zatłoczonych miejsc – zauważa Phil Sealy.

Z danych NBP wynika, że tylko w latach 2005–2018 udział płatności bezgotówkowych wzrósł z 2 do 43 proc., a udział płatności gotówkowych spadł z 98 proc. do 57 proc. Polacy chętnie płacą nie tylko zbliżeniowo (według NBP 86 proc. wszystkich transakcji kartą w Polsce wykonuje się zbliżeniowo), ale też zdalnie, np. poprzez smartfony czy smartwatche. W dobie pandemii na taki krok decyduje się coraz więcej osób, a płatności bezgotówkowe wspiera też zwiększenie limitu płatności bezstykowych w Polsce z 50 do 100 zł.

– Płatności zbliżeniowe mają do odegrania kluczową rolę w walce z SARS-CoV-2, zarówno z punktu widzenia higieny, zdrowia, jak i bezpieczeństwa – podsumowuje dyrektor ds. badań w ABI Research.

Ile kosztuje dorobienie klucza?

Klucze to jedne z najważniejszych elementów pozwalających na zabezpieczania swojego mienia niezależnie od jego wartości. Najcenniejsze dla posiadaczy kluczy okazują się  najczęściej komplety przeznaczone do otwierania i zamykania mieszkań, garaży, samochodów czy innych pomieszczeń użytkowych, w których przechowywane są wartościowe przedmioty. Sam koszt wyprodukowania kluczy wydaje się stosunkowo niewielkim wydatkiem, zwłaszcza w porównaniu z wartością nieruchomości czy pojazdów chronionych przez nowoczesne zamki antywłamaniowe. Dlatego też dorabianie kluczy to bardzo powszechna praktyka ślusarska, która uważana jest za niedrogą usługę. Jak to wygląda w rzeczywistości?

Dorobienie klucza – kiedy pożądane?

Przy zakupie nowego mieszkania czy drzwi z wprawionym już zamkiem bardzo często mamy do czynienia z sytuacją, w której liczba oryginalnych kluczy nie jest wystarczająca względem liczby mieszkańców nieruchomości. Podobnie bywa w przypadku szafek czy sejfów z cenną zawartością – konieczność pożyczania klucza czy przechowywania w miejscu powszechnie dostępnym dla wszystkich zwiększa ryzyko kradzieży. Rekomenduje się również dorabianie kluczy do samochodu w sytuacji, gdy przy zakupie pojazdu z rynku wtórnego otrzymujemy tylko jeden kompatybilny komplet – w przypadku jego utraty pojawia się ryzyko wymiany wszystkich zamków, łącznie ze stacyjką. Awaryjne otwieranie samochodu to przedsięwzięcie, które okaże się dużo bardziej kosztowne niż dorobienie jednego elementu.

Proces dorabiania kluczy

Osoby nie wykazujące się znajomością branży ślusarskiej oraz najczęściej wykorzystywanych w niej technik nieświadomie przypisują procesowi wyrabiania kluczy skomplikowany charakter. Nic bardziej mylnego – dorobienie kluczy to nieskomplikowana czynność, która stanowi standardową usługę dla punktów ślusarskich. Do dorobienia klucza wymagana jest specjalna maszyna zwana kopiarką, na której naciąga się odpowiedni materiał plastyczny, czyli surówkę. W zależności od rodzaju dorabianego klucza może to być stal, mosiądz, aluminium lub inne surowce powszechnie wykorzystywane przez zakłady ślusarskie. Wybranej surówce nadaje się odpowiedniego kształtu, a następnie poddaje zabiegowi szlifowania.

Ile trwa dorobienie kluczy?

Pogotowie ślusarskie powinno dysponować sprzętem przystosowanym do usług obejmujących dorabianie kluczy, które zazwyczaj funkcjonują bardzo sprawnie z uwagi na stosunkowo krótki czas trwania procesu ich dosztukowywania na podstawie oryginalnych egzemplarzy. W przypadku kluczy tradycyjnych jak tych do zamków do drzwi Gerda, doświadczony fachowiec dokonuje dorobienia klucza w czasie nie przekraczającym kilka minut. Nieco dłużej może trwać kopiowanie kluczy magnetycznych czy modeli o niestandardowych kształtach, jednak podobne usługi nie trwają dłużej niż kilkanaście minut. Krótki czas trwania samego dorabiania kluczy nie zawsze jednak oznacza możliwość ich odbioru w tym samym dniu – w najbardziej obleganych punktach ślusarskich czas oczekiwania może wynieść nawet kilka dni.

Ile kosztuje dorobienie klucza?

Rozbieżność cenowa charakterystyczna dla dorabiania kluczy dla wielu osób może okazać się zaskakująca – za podstawowe modele kluczy patentowych jednostronnych należy zapłacić zaledwie kilka złotych, podczas gdy za skopiowanie kluczy nawiercanych – nawet do 40-50 złotych za sztukę. Wiele zależy nie tylko od rodzaju kluczy, ale również ich przeznaczenia czy producenta oryginalnego kompletu. Co więcej, koszty dorabiania klucza w różnych punktach ślusarskich na mapie tego samego miasta mogą się sporo różnić – dorabianie kluczy na Mokotowie może być dużo bardziej przystępne cenowo niż w innych warszawskich dzielnicach. W takich przypadkach najczęściej decyduje jakość zastosowanych materiałów oraz zaawansowanie technologiczne sprzętu.

Ile kosztuje dorobienie klucza do samochodu?

Zdecydowanie bardziej kosztownym i czasochłonnym przedsięwzięciem jest dorobienie kluczy do samochodu. Nowoczesne systemy zabezpieczeń samochodowych bazują na wyposażaniu pojazdów w centralne zamki oraz kluczyków z immobilizerem – urządzeniem z wbudowanym kodem elektronicznym o charakterze unikatowym. Dorobiony klucz do samochodu bez odpowiednio zaprogramowanego immobilizera jest zdolny do otwarcia zamka pojazdu, ale jego uruchomienie będzie już niemożliwe. O skopiowanie kluczyka nie trzeba zwracać się do ASO – dobry ślusarz  https://www.abc-zabezpieczen.pl/awaryjne-otwieranie-samochodow.html często oferuje również dorabianie kluczy samochodowych z dodatkową usługą zaprogramowania immobilizera, co oczywiście wiąże się z dodatkową opłatą. W zależności od marki czy rocznika samochodu, koszt ten może wynieść od 150 do nawet kilkuset złotych. Co więcej, zawodowy ślusarz powinien również przewidywać w swojej ofercie awaryjne otwieranie samochodu, gdy zachodzi taka potrzeba.

Wielki powrót branży beauty. Jak zapewnić bezpieczeństwo higieniczno-sanitarne w salonach?

Kilka dni temu, po tygodniach przerwy, do działania wróciła branża beauty. Przez najbliższe 2-3 miesiące, ponad 100 tysięcy salonów w całej Polsce będzie przechodziło przez niezwykle intensywny okres odmrażania. To właśnie przedsiębiorcy działający w tym sektorze byli jednymi z najbardziej poszkodowanych przez lockdown. Szacuje się, że na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy ruch w salonach spadł o 90%. Dziś, w niektórych z nich, liczba umawianych wizyt sięga nawet kilkuset na godzinę.

W nowej rzeczywistości zauważalny jest jednak nie tylko zwiększony popyt na usługi kosmetyczne ze strony klientów. Znacznie wzrosły również zapytania dotyczące odkażania ze strony właścicieli tych biznesów, którzy ze względu na sytuację, szukają skutecznych metod dezynfekcji. — Od kilku tygodni obserwujemy dużo wyższą liczbę wyszukiwań dotyczących sterylizacji narzędzi oraz metod dezynfekcji — mówi Patryk Nowicki, Współwłaściciel firmy PSG Polska, która od kilku lat zajmuje się ozonowaniem. — Oznacza to nic innego, jak tylko to, że właściciele biznesów i osoby odpowiedzialne za czystość w obiektach coraz mocniej interesują się tematem i szukają wiedzy o tym, jak zapewnić bezpieczeństwo higieniczno-sanitarne w swoich przestrzeniach. Mowa tu zarówno o jednoosobowych działalnościach, małych, niezależnych przedsiębiorstwach, jak i salonach sieciowych.

Jak wygląda odkażanie salonów w praktyce?

Na rynku istnieje dość sporo różnego rodzaju rozwiązań dezynfekujących. Nie wszystkie z nich są jednakowo skuteczne. Kluczowe jest, aby właściciele salonów zdawali sobie z tego sprawę, żeby patrzyli na salon jako całość i nie decydowali się na ochronę wybiórczo. — W swojej codziennej pracy widzimy, jak wiele wysiłku właściciele poświęcają zapewnieniu bezpieczeństwa higieniczno-sanitarnego w swoich obiektach — komentuje Patryk Nowicki. — Dużo zainteresowania poświęca się dezynfekcji, często jednak zapominając o podstawach. Klienci na początku przestrzegają procedur, ale po chwili wielu się rozluźnia, zdejmuje maseczki. Pamiętajmy o tym, że warto nie tylko dezynfekować, ale również zapobiegać rozprzestrzenianiu się cząsteczek wirusa.

W kwestii dezynfekcji warto zwrócić uwagę na sprawdzone i skuteczne rozwiązania. Jednym z nich jest ozonowanie. Ozon to wysoce skuteczny środek odkażający, który w branży beauty sprawdza się idealnie. Jego główną zaletą jest to, że wnika wszędzie (nawet do 3 mm w głąb ścian) i nie pozostawia nieprzyjemnego zapachu. W przeciwieństwie do zamgławiania, w przypadku którego po odkażaniu należy odczekać 12 godzin przed przyjęciem klientów, a wszystkie powierzchnie na których osiadł środek chemiczny dodatkowo posprzątać, ozonowanie jest bezinwazyjne, można wykonać je zaraz po zamknięciu salonu i z rana przyjmować pierwszych gości. W żaden sposób nie zakłóca ono rytmu funkcjonowania placówki.

Jak często dezynfekować salony?

Małe i średnie przedsiębiorstwa mogą rozważyć ozonowanie raz na dwa tygodnie albo raz na miesiąc. Tutaj głównym czynnikiem decydującym o wyborze częstotliwości powinna być liczba klientów, jaką obsługuje placówka.

Dużym salonom rekomendowana jest tzw. hybryda. — To takie połączenie kilku metod, na które decyduje się ok. 90% naszych klientów — mówi Nowicki. — Polega ono na cotygodniowym ozonowaniu oraz dezynfekcji powierzchni specjlistycznym preparatem, który z sukcesem usuwa cząsteczki wirusa SARS-COV-2. Zabezpiecza on powierzchnie na 7 dni od użycia.

Dlaczego warto rozważyć rozwiązanie hybrydowe?

Ozon zapewnia bardzo dokładne odkażenie wszystkich zakamarków. Oprysk, z kolei, zabezpiecza najbardziej wyeksponowane na wirusa powierzchnie, a jego skuteczność została potwierdzona laboratoryjnie. Wykorzystywany w nim środek nie tylko hamuje rozwój drobnoustrojów, ale też niszczy ich materiał genetyczny w ciągu 5 minut. Jest przy tym bezpieczny dla ludzi, a do tego ma neutralne pH, co w praktyce oznacza, że nie powoduje korozji – jest bezpieczny dla każdego rodzaju powierzchni. To jedna z najstarszych i najbardziej skutecznych metod na rynku.

Dla skuteczności i bezpieczeństwa kluczowy jest dobór odpowiedniego wykonawcy

Na rynku pojawiało się w ostatnich miesiącach bardzo dużo firm oferujących odkażanie. Kluczem do zapewnienia swoim klientom bezpieczeństwa jest znalezienie dobrego, sprawdzonego i zaufanego partnera, który doradzi odpowiednią metodę i częstotliwość odkażania. — Nie bójmy się zadawać pytań firmie odkażającej — mówi Patryk Nowicki z PSG Polska. — Zanim to zrobimy, warto jednak zrobić swój własny research, aby uniknąć amatorskich firm, niemających odpowiedniego sprzętu i ekspertyzy. Pamiętajmy, że nie ma szans, aby odkażanie było wykonane poprawnie, jeśli firma, na przykład, nie ma odpowiedniego zaplecza maszynowego.

Inteligentne zamki podbiją rynek smart home – sektor osiągnie wartość 2 mld USD do 2023 r

  • Zdaniem ekspertów globalny rynek technologii, urządzeń smart home może odnotować wzrost sprzedaży o 30 proc. r/r w nadchodzących miesiącach pomimo negatywnego wpływu COVID-19.[1]
  • Wiele osób w obawie przed zakażeniem koronawirusem będzie szukać rozwiązań mobilnych, takich jak inteligentne zamki do drzwi.
  • Światowy sektor inteligentnych zamków osiągnie wartość ok. 2 mld USD do 2023 r. [2]

Globalna kwarantanna spowodowana przez przyrost zachorowań na COVID-19 wpłynęła na zmianę dotychczasowych zachowań ludzi. Ciekawym na to przykładem są, chociażby aplikacje randkowe lub te do nauki języków obcych. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy uchodziły one za nudne i wiele osób z nich rezygnowało, a teraz zyskały nowe życie. We Włoszech i Hiszpanii popularny serwis randkowy odnotował wzrosty liczby rozmów nawet o 25 proc. Z kolei w krajach Europy Wschodniej długość rozmowy wzrosła od 10 do 30 proc. w porównaniu z lutym br.[3] Prawdopodobnie powyższy trend jest tymczasowy i utrzyma się tylko w okresie wzmożonej izolacji. W nowej rzeczywistości jednak każdy będzie sięgać po nowe rozwiązania mobilne, szczególnie takie, które będą przydatne także po pandemii. Jakie technologie mają największy potencjał?

Inteligentne zamki przyszłością smart domu

W trzecim kwartale 2019 r. rynek inteligentnych domów rozwijał się szczególnie dynamicznie w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie wzrósł o 51 proc. W Polsce najpopularniejsze wśród smart urządzeń są obecnie systemy oświetleniowe (21 proc. udziału w rynku) oraz głośniki (16 proc.)[4]. Analitycy oczekują, że światowy sektor inteligentnych zamków w najbliższych latach dorówna im i osiągnie wartość ok. 2 mld USD do 2023 r.[5]

Wzrost świadomość na temat bezpiecznych rozwiązań dla domu, stały wzrost liczby urządzeń smart, rosnący dochód do dyspozycji konsumentów oraz rozpowszechnianie Internetu rzeczy (IoT) są jednymi z głównych czynników napędzających ten rynek. Powszechność smartfonów i coraz większa liczba ich użytkowników powoduje, że sektor aplikacji mobilnych oraz łączących się z nimi urządzeń również będzie rósł w szybkim tempie – dodaje Andrzej Kaszycki, wiceprezes zarządu tedee.

Według firmy doradczej ABI Research zajmującej się globalnym rynkiem technologii 26 proc. amerykańskich gospodarstw domowych posiada co najmniej jedno inteligentne urządzenie domowe, takie jak inteligentna blokada drzwi, dzwonek wideo lub inteligentny termostat. Badania pokazują, że urządzenia smart home mogą spodziewać się wzrostu sprzedaży o 30 proc. r/r w nadchodzących miesiącach, pomimo negatywnego wpływu COVID-19 na chińskie fabryki w I kwartale 2020 r.[6]. Światowa izolacja sprawiła, że coraz więcej osób interesuje się nowymi technologiami, które mogą zastosować w swoich domach.

Polska coraz bardziej smart

Konsumenci szukają gadżetów oraz urządzeń do domu, które ułatwią im życie oraz pomogą zadbać o bezpieczeństwo także po pandemii. Jeszcze w 2019 roku w Polsce co trzecia osoba budująca dom lub mieszkanie zdecydowała się na zamontowanie urządzeń smart.[7]. Wśród najpopularniejszych inteligentnych technologii Polacy wymieniają nie tylko telewizory lub zegarki, ale także rozwiązania zapewniające bezpieczeństwo: alarmy (13 proc.), czujniki, np. czadu lub otwartego okna (10 proc.) oraz kamery monitoringu (9 proc.).[8].

Współcześni konsumenci oczekują, ze smart technologie pomogą im w drobnych sprawach, na które nie chcą tracić czasu. Obecnie silną motywacją dla tego typu rozwiązań jest również chęć ograniczenia obcowania z potencjalnym wirusem. Najlepszym przykładem jest wzrost zainteresowania inteligentnymi zamkami do drzwi. Wiele osób boi się bowiem zakażenia przez kontakt różnego rodzaju powierzchni, które dotyka wiele osób, na przykład z klamkami do drzwi. Dlatego szukają rozwiązań, które ograniczą tę konieczność – mówi Andrzej Kaszycki, wiceprezes zarządu tedee.

Eksperci oczekują, że światowy sektor inteligentnych zamków w najbliższej przyszłości znajdzie się w fazie wzrostu. Jego głównymi motorami będą duże inwestycje w działalność badawczo-rozwojową oraz większy nacisk społeczeństwa na rozwój internetu rzeczy (IoT). Pandemia już teraz napędza popyt na technologie mobilne, co spowodowane jest potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony siebie lub rodziny. W najbliższych latach trend powinien się odwrócić, a dominującą motywacją do zakupu takich urządzeń jak inteligentne zamki, będzie chęć ułatwienia sobie życia.

[1] https://www.androidauthority.com/coronavirus-smart-home-1101558/

[2] AMR, Smart Locks Market – Global Opportunity Analysis and Industry Forecast, 2017-2023

[3] https://www.thehindu.com/society/dating-apps-see-rise-in-users-during-covid-19-lockdown/article31191764.ece

[4] https://cyfrowa.rp.pl/technologie/smart-home-city/36018-smart-home-w-polsce-wciaz-czeka-na-boom

[5] AMR, Smart Locks Market – Global Opportunity Analysis and Industry Forecast, 2017-2023

[6] https://www.androidauthority.com/coronavirus-smart-home-1101558/

[7] „Raport o budowie domów w Polsce”, Oferteo.pl

[8] „Raport o budowie domów w Polsce”, Oferteo.pl

Jak epidemia wpłynie na wartość polskiej waluty

Co do zasady mówi się, że prognozowanie walutowe jest niemożliwe i nie należy tego robić – jednak biznes musi zakładać pewne scenariusze rozwoju. W tej chwili mówią one, że po osłabieniu, które mogliśmy już zaobserwować złoty nie powinien w najbliższym czasie znacząco stracić. Kiedy gospodarki światowe będą stopniowo wchodziły w okres odmrażania, powinna nastąpić lekka odwilż i być może lekkie umocnienie polskiej złotówki. Trudno jednak powiedzieć, kiedy osiągnięty zostanie poziom sprzed początku kryzysu gospodarki światowej. Duzi, międzynarodowi gracze zawsze, gdy robi się niebezpiecznie, wracają z środkami na swoje rynki bazowe. Na rynkach takich, jak polski powoduje to odpływ kapitału skutkujący osłabieniem waluty. Nie jest ono jednak żadnym wyznacznikiem gwałtownego spadku zaufania do danego kraju, ale naturalnym przejściem na rodzime, bezpieczne warunki – aby mieć fundusze pod ręką. Gdyby jednak w gospodarce światowej pojawiły się duże zawirowania, ruch ten mógłby się nasilić.

– Wtedy nie byłoby stałych przepływów środków w obie strony – do kraju i odwrotnie, co bardziej osłabiłoby polską walutę.  Na razie taki scenariusz jest mało prawdopodobny i należy mieć nadzieję, że się nie ziści – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Dla nas to szczególnie istotne, bo polska gospodarka staje się coraz bardziej otwarta na świat i jest mocno uzależniona od zakupu wielu dóbr z zewnątrz. Są one potrzebne bezpośrednio do konsumpcji – kupujemy wiele rzeczy zza granicy, ale także półprodukty potrzebne do dalszej produkcji. Myśląc o walucie i kosztach zewnętrznych chodzi przede wszystkim o paliwo, ale są to także inne komponenty i surowce, których ceny mogą wzrosnąć. Tym samym w przypadku osłabienia złotówki zwiększą się koszty wytwarzania. Dodatkowo w kontekście poziomu inflacji należy zaznaczyć, że wtedy producenci krajowi – ponosząc większe koszty – nie mieliby silnej konkurencji z zewnątrz. Doszłoby więc do podnoszenia cen w kraju przez rodzimych wytwórców, produkujących towary na polski rynek. W ten sposób kompensuje się rosnące koszty. Taki mechanizm nie jest jednak obecnie uważany za wysoce prawdopodobny. Na razie oczekiwane jest utrzymanie obecnej sytuacji, a z czasem – odrobienie strat – prognozuje Soroczyński.

Czy zatrzymanie gospodarki spowodowało opóźnienia w realizacji inwestycji mieszkaniowych?

Czy spadło tempo budowy mieszkań? Co najbardziej utrudnia prowadzenie prac budowlanych? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Wszystkie nasze inwestycje realizowane są bez zakłóceń. Dodatkowo, dzięki sprzyjającym warunkom pogodowym w ostatnich miesiącach, w większości projektów udało nam się wypracować rezerwy czasowe. Tym samym nie zakładamy opóźnień. Wręcz przeciwnie, przekazywanie mieszkań szybciej niż początkowo planowaliśmy.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Obecnie realizujemy i jednocześnie rozpoczynamy przedsięwzięcia inwestycyjne zgodnie z wcześniej przyjętym planem na ten rok. Prowadzone prace budowlane przebiegają zgodnie z harmonogramami. Na bieżąco przyglądamy się sytuacji i reagujemy wprowadzając odpowiednie regulaminy oraz procedury na budowach.

Jarosław Kozak, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Nie odczuwamy wpływu sytuacji epidemicznej w kraju na inwestycje w trakcie realizacji. Ciepła zima pozwoliła na szybszą realizację harmonogramów robót i obecnie zaawansowanie prac jest wyższe, niż planowane. Obserwujemy zmniejszenie ilości pracowników na budowach, co jest związane z przestrzeganiem zasad bezpieczeństwa sanitarnego. Zauważyliśmy też odpływ pracowników zza wschodniej granicy. W dłuższej perspektywie, jeżeli obostrzenia w zakresie przemieszczania granicznego zostaną utrzymane, może mieć to wpływ na możliwość płynnego powrotu do stanu sprzed epidemii.

Pojawiają się pierwsze sygnały dotyczące sektora bankowego. Warunki uzyskania kredytowania są bardziej wymagające, niż przed epidemią, a niektóre podmioty sektora bankowego wstrzymały finansowanie nowych przedsięwzięć inwestycyjnych. Odczuwamy także skutki zamknięcia fabryk we Włoszech i Hiszpanii. Dostawy materiałów i urządzeń opóźniają się. W wielu przypadkach powoduje to konieczność dokonywania zmian projektowych. Zdecydowaliśmy o przeprojektowywaniu rozwiązań z maksymalnym zaangażowaniem polskich producentów oraz wyrobów produkowanych w Polsce. Głęboko wierzymy, że zachowanie kapitału w Polsce, a także możliwie najszersze zachowanie normalnego trybu życia i pracy pozwoli łatwiej przetrwać pandemię.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper

Realizacja naszych inwestycji przebiega bez opóźnień, budowy prowadzone są w trybie nie odbiegającym od normy. Prace budowlane idą w równym rytmie, oczywiście przy utrzymaniu koniecznych zasad higieniczno-sanitarnych. Ich przestrzeganie jest regularnie monitorowane przez nadzór na budowach.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Na naszych budowach utrzymane zostały prace w takim zakresie, jak przed wybuchem epidemii. Nasi podwykonawcy, stosując się do obowiązujących zaleceń i rozporządzeń, zapewnili pracownikom odpowiednie warunki i zaopatrzenie w materiały budowlane. Dotychczas nie opóźniały się też kolejne dostawy. Dzięki temu bez zakłóceń i zgodnie z harmonogramem przebiegają prace budowlane w naszych inwestycjach – Bliska Wola Tower w Warszawie i Hanza Tower w Szczecinie. Także kameralny budynek Willa Wiślana na warszawskim Tarchominie powstaje w założonym tempie. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie klienci, którzy kupili mieszkania w Osiedlu Tysiąclecie w Katowicach, będą mogli nawet wcześniej stać się użytkownikami zakupionych lokali, bo tempo budowy o co najmniej dwa miesiące wyprzedza harmonogram. Planowane terminy oddania inwestycji nie są w tej chwili zagrożone, ale nie oznacza to, że nic się nie zmieni. Nowa sytuacja, związana z COVID-19, nie pozwala na formułowanie jakichkolwiek, zdecydowanych prognoz nawet na najbliższe miesiące.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Nie odnotowaliśmy żadnych opóźnień związanych z realizacją inwestycji. Wszystkie prace na budowach są kontynuowane zgodnie z harmonogremem i zachowaniem środków ostrożności. Udało nam się także w ostatnim okresie uruchomić nowe budowy. Rozpoczęliśmy budowę dwóch warszawskich projektów. Wprowadziliśmy na rynek inwestycję Na Bielany! oraz trzeci etap osiedla Omulewska 26 po praskiej stronie Warszawy.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Na naszych budowach prace trwały cały czas. W prawdzie obsada ekip była minimalnie zmniejszona, ale dzięki zaangażowaniu pracowników nie wpłynęło to przez ostatnie tygodnie na harmonogramy. Mamy nadzieję, że utrzymamy takie dobre tempo realizacji inwestycji w kolejnych tygodniach i miesiącach.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Wszystkie prace budowlane w naszych inwestycjach odbywają się bez zakłóceń. Prowadzimy je oczywiście z zachowaniem wymaganych środków bezpieczeństwa i ostrożności. Nie mamy też problemów z zaopatrzeniem w materiały budowlane. Nie przewidujemy opóźnień w realizacji, a gotowe mieszkania zamierzamy przekazywać w ustalonym terminie.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Epidemia nie wpłynęła na prace budowlane na naszych inwestycjach, ponieważ nie zostały wprowadzone żadne ograniczenia dotyczące robót budowlanych. Zostały oczywiście wprowadzone środki ochrony, ale nie wpływa to na spowolnienie prac, bo robotnicy pracują w różnych częściach budynku. Nic nie wskazuje, żebyśmy mieli jakiekolwiek opóźnienia wobec terminów określonych w umowach z klientami.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Wszystkie nasze inwestycje realizowane są zgodnie z harmonogramem oraz przy zachowaniu wszelkich wymaganych środków bezpieczeństwa. Jak na razie nie ma żadnych opóźnień. Nie wstrzymywaliśmy prac budowlanych.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Nasze budowy w Łomiankach i Wieliszewie pracują bez zakłóceń i realizowane są zgodnie z harmonogramem. Mamy znakomitych inżynierów, zespół budowy oraz rzetelnych i odpowiedzialnych podwykonawców, którzy w aktualne sytuacji świetnie sobie radzą. Obecnie kończymy realizację trzeciego etapu Osiedla Natura oraz pierwszej fazy Osiedla Łomianki, a kolejny kamień milowy to ukończenie stanu surowego drugiego etapu Łomianek. Nie mamy żadnych opóźnień, pod warunkiem terminowego wydania wymaganych prawem zgód urzędowych.

Cezary Grzebalski, dyrektor ds. rozwoju projektów w spółce mieszkaniowej Skanska

Prace na naszych projektach mieszkaniowych realizujemy zgodnie z założonymi harmonogramami. Na chwilę obecną nie mamy sygnałów o konieczności wstrzymania poszczególnych robót ze względu na brak dostępności materiałów lub firm podwykonawczych. Większość materiałów używanych na naszych projektach jest produkowana w Polsce i tu ryzyko braku dostaw na chwilę obecną jest niewielkie.

Dzięki symbiozie biznesowej całej Grupy jesteśmy w stanie odpowiednio zarządzać ryzykiem procesów budowlanych i inwestycyjnych, a to natomiast powoduje, że funkcjonowanie spółki oraz terminy realizacji projektów są w pełni zabezpieczone. Nasze osiedla mieszkaniowe w Warszawie są realizowane bez opóźnień, a na niektórych wyprzedzamy nawet harmonogram prac. Ponadto w spółce mieszkaniowej Skanska samodzielne finansujemy własne inwestycje, w oparciu o środki finansowe Grupy Skanska. To zdecydowanie wpływa na poczucie bezpieczeństwa i komfortu naszych klientów.

Rzecznik MŚP proponuje korzystne dla przedsiębiorców zmiany w zakresie refundacji kas fiskalnych

Rzecznik MŚP proponuje korzystne dla przedsiębiorców zmiany w zakresie refundacji kas fiskalnych. Zgodnie z wnioskiem legislacyjnym do Ministra Finansów, w obecnej sytuacji epidemicznej przywrócona być powinna możliwość skorzystania przez przedsiębiorców z ulgi na zakup kas rejestrujących z papierowym zapisem kopii lub elektronicznym zapisem kopii (tzw. „kasy starego typu”).

Zgodnie z informacją zamieszczoną na stronie internetowej resortu finansów w dniu 19 maja 2020 r., aktualnie trwają prace nad przesunięciem terminów, które umożliwiają prowadzenie ewidencji przy zastosowaniu dotychczas stosowanych przez podatników kas rejestrujących z elektronicznym lub papierowym zapisem kopii.

Jednocześnie, zgodnie z obowiązującymi regulacjami podatnicy, którzy dokonują po 30 kwietnia 2019 r. zakupu kas z papierowym lub elektronicznym zapisem kopii, nie mogą ubiegać się o ulgę z tytułu zakupu tych kas.

W ocenie Rzecznika MŚP, wraz z przesunięciem terminów umożliwiających prowadzenie ewidencji przy zastosowaniu dotychczas stosowanych przez podatników kas starego typu powinno nastąpić przywrócenie możliwości częściowej refundacji zakupu takich kas.

Co więcej, obecnie istniejąca sytuacja związana z wystąpieniem stanu epidemii, pociągająca za sobą istotne problemy dla gospodarki i przedsiębiorców, w pełni uzasadnia ten postulat.

W związku z powyższym, pismem z dnia 25 maja 2020 r. Rzecznik MŚP zawnioskował do Ministra Finansów o podjęcie działań legislacyjnych zmierzających do stworzenia możliwości skorzystania przez przedsiębiorców z ulgi na zakup kas rejestrujących starego typu do dnia, kiedy zgodnie z przepisami dopuszczalny jest zakup tego rodzaju kasy.

Na marginesie wskazać należy, że w zeszłym roku na liczne wnioski przedsiębiorców Rzecznik MŚP dwukrotnie występował do Ministra Finansów z analogicznym wnioskiem – pismami

z dnia 13 września oraz 22 listopada 2019 r. W odpowiedzi, pismami z dnia 16 października oraz 19 grudnia 2019 r. Minister Finansów zajmował negatywne stanowisko. W aktualnej sytuacji stanowisko to powinno jednak zostać zrewidowane w ocenie Rzecznika MŚP.

Stabilny początek roku na katowickim rynku biurowym pomimo COVID-19

Według danych firmy doradczej Colliers International, popyt na nowoczesną powierzchnię biurową w Katowicach w pierwszym kwartale 2020 r. utrzymał się na stabilnym poziomie i wyniósł 20,4 tys. mkw. Średnie zapotrzebowanie na powierzchnię w ostatnich czterech kwartałach na tym rynku wyniosło 23 tys. mkw. /kwartał. Spośród wszystkich katowickich umów najmu podpisanych w pierwszym kwartale roku, aż 76% było transakcjami typu pre-let.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Górnośląsko-Zagłębiowskim Obszarze Metropolitarnym wyniosły 716,8 tys. mkw., z czego 548 tys. mkw. znajduje się w Katowicach. Największym obiektem oddanym do użytkowania w pierwszym kwartale roku na katowickim rynku był budynek A kompleksu Face2Face Business Campus o powierzchni 19,6 tys. mkw.

Realizacje bez zakłóceń

Górnośląsko-Zagłębiowski Obszar Metropolitarny to czwarty co do wielkości rynek regionalny pod względem powierzchni biurowej, na którym przyrost podaży nowej powierzchni, mimo epidemii koronawirusa, nie spowalnia. Według aktualnych danych do końca 2020 r. oddanych do użytkowania zostanie 54,8 tys. mkw., a w 2021 r. 61,1 tys. mkw.

— Pomimo pandemii koronawirusa deweloperzy nie przerywają realizacji rozpoczętych już projektów. Natomiast niektórzy wstrzymali do końca roku decyzje o rozpoczęciu budowy nowych, zapowiadanych inwestycji. Stało się tak w przypadku tych budynków, które nie zostały jeszcze zabezpieczone wstępnymi umowami najmu. Takie ostrożne działania deweloperów podyktowane są m.in oczekiwaniami banków finansujących te inwestycje. Mimo to szacujemy, że do końca 2022 r. podaż nowoczesnej powierzchni biurowej w regionie wzrośnie o dodatkowe 210 tys. mkw. Stanie się tak dzięki budynkom, które są właśnie w budowie lub w trakcie uzyskiwania pozwoleń na użytkowanie — mówi Barbara Pryszcz, dyrektor regionalny Colliers International w Katowicach.

Największe budynki biurowe budowane obecnie w Katowicach to KTW II (39,9 tys. mkw.), Global Office Park (57 tys. mkw.), Face2Face Business Campus B (26,6 tys. mkw.) oraz Silesia4Business I (25,9 tys. mkw.).

Nowe oczekiwania najemców

Jak zauważa ekspertka Colliers, epidemia koronawirusa wpłynęła na podejście stron do najmu powierzchni biurowych.

— Najemcy wykazują zwiększoną ostrożność w podejmowaniu decyzji, odkładając je w czasie. Wielu z nich zwraca dziś uwagę na to, czy w budynkach biurowych wprowadzane są szczególne środki bezpieczeństwa w przestrzeniach wspólnych i czy zapewniona jest bezpieczna wymiana powietrza. Oczekują również prawnego zabezpieczenia swoich interesów w przypadku wystąpienia podobnej kryzysowej sytuacji czy ulgowego potraktowania ze strony wynajmujących, do czasu aż sytuacja wróci do normy, a ich biznes odzyska płynność — mówi Barbara Pryszcz.

Na zmianę podejścia do umów najmu wpłynęła także konieczność przeniesienia pracowników na pracę zdalną. W niektórych przypadkach wiązała się ona z koniecznością szybkiego dostosowania się do nowej formy pracy i zakupu dodatkowego sprzętu. Teraz część z tych firm poszukuje oszczędności m.in. poprzez obniżenie kosztów najmu biur. W związku z tym katowiccy eksperci Colliers prognozują znaczny wzrost renegocjacji umów najmu w nadchodzących kwartałach oraz większe zainteresowanie elastycznymi rozwiązaniami takimi jak podnajem lub powierzchnie typu flex.

— Efektem COVID-19 będzie zwiększenie udziału renegocjacji, które do tej pory stanowiły około 20% wszystkich podpisanych rok do roku umów najmu w Katowicach — ocenia Barbara Pryszcz.

Powroty do biur

Eksperci Colliers prognozują, że niektóre firmy, mimo planowanych już powrotów do biur, utrzymają możliwość pracy zdalnej dla części pracowników. Ma to związek z obowiązującymi zaleceniami sanitarnymi i koniecznością wprowadzenia większych odległości między stanowiskami pracy, przekładającą się na wzrost współczynnika mkw. na stanowisko.

— Obserwujemy dwa podejścia do pracy zdalnej. Część firm, po dobrych doświadczeniach związanych z pracą zdalną w ostatnich dwóch miesiącach postanowiła, że da pracownikom możliwość wykonywania pracy z domu w większym zakresie niż przed epidemią. Pozostałe z obawy o efektywność pracowników, wprowadzają narzędzia do pomiaru ich produktywności podczas pracy zdalnej i chcą, by przynajmniej część zespołu wróciła do biura — mówi Barbara Pryszcz.

Bezrobocie rośnie, ale złoty coraz silniejszy

Dobra passa polskiej waluty wciąż trwa, 4,50 zł nie okazało się żadną istotną barierą dla pary EURPLN i złoty dalej dzisiaj zyskuje. Podobnie zachowują się inne główne waluty względem złotego.

Bezrobocie rośnie

Poznaliśmy dzisiaj rano dane na temat bezrobocia za kwiecień. Wzrosło ono o 0,4% względem marca i to w miesiącu, gdzie zwykle bezrobocie spadało z powodów sezonowych. Nie zmienia to faktu, że pomimo problemów rynku pracy inwestorzy patrzą przychylnym okiem na złotego. Jest to spowodowane najprawdopodobniej tym, że dane z Polski na tle innych państw wcale nie wyglądają źle.

Nagła siła złotego

 Dzisiaj od rana złoty niespodziewanie zaczął się umacniać. Cały ostatni tydzień miało miejsce stopniowe umacnianie złotego względem euro o 1-2 groszy dziennie. Dzisiaj niespodziewanie umocnił się już o 4 grosze osiągając pułap 4,46 złotego za euro. Frank, który jeszcze w połowie maja kosztował 4,35 zł dzisiaj kosztuje 4,20 zł. Dolar potaniał jeszcze mocniej bo z 4,24 zł na 4,07 zł.  Na funcie dzisiaj byliśmy świadkiem próby złamania bariery 5 zł.

Wraca temat obniżek stóp w Polsce

Wydawać by się mogło, że po obniżeniu glównej sotpy procentowej do 0,5% w Polsce temat obniżek jest zamknięty. Analitycy wskazują jednak na możliwość dalszego cięcia stóp na czwartkowym posiedzeniu. Wskazują oni na możliwość obniżenia głównej stopy procentowej do poziomu 0,05%. Warto zwrócić uwagę, że w wypowiedziach członków Rady pojawiają się coraz częściej instrumenty niestandardowe, co sugeruje, że możemy być świadkiem jakiegoś programu skupu aktywów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak dane z kosmosu mogą pomóc w walce z pandemią COVID-19?

Według naukowców, nawet jak już uporamy się z COVID-19, za jakiś czas czeka nas kolejna pandemia. Po prostu co jakiś czas pojawia się szczep wirusa, który w krótkim czasie atakuje wielu ludzi. Tak było z hiszpanką, SARS, MERS i tak jest teraz. Jakie działania możemy podjąć, żeby z pandemią walczyć i jednocześnie przygotować się na kolejne?

Z pomocą mogą przyjść zdjęcia z satelitów krążących wokół Ziemi. Istnieje wiele danych i wskaźników, które satelity mogą rejestrować, a które mogą być bardzo pomocne w monitorowaniu, modelowaniu, czy reagowaniu na epidemię oraz w usuwaniu jej skutków.

Dostęp do zdjęć satelitarnych

Dzięki powszechnemu dostępowi do zdjęć satelitarnych z obserwacji Ziemi, m.in. na platformach typu DIAS, realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną i unijny program Copernicus, takich jak np. CREODIAS, każdy może tworzyć różne analizy, pomocne w wielu aspektach naszego życia. Także w kontekście badania, monitorowania i tworzenia prognoz skutków przebiegu chorób wirusowych – wyjaśnia Przemysław Mujta, Menadżer Technicznego Wsparcia Sprzedaży z CloudFerro, polskiej firmy, która jest dostawcą usług przetwarzania w chmurze obliczeniowej oraz obsługuje pięć platform udostępniających dane satelitarne. Włączając się w walkę z pandemią postanowiliśmy zaoferować wsparcie osobom, zespołom i firmom, które mają swoje pomysły na wykorzystanie danych z satelitów w walce z pandemią. Zapewniamy bezpłatne kredyty na korzystanie z zasobów chmury obliczeniowej  na platformie CREODIAS oraz dostęp do zdjęć w bardzo wysokiej rozdzielczości. Przyjmujemy już pierwsze zgłoszenia i liczymy, że innowacyjnych pomysłów będzie jak najwięcej – mówi Przemysław Mujta.

Co dane z kosmosu mogą nam powiedzieć?

Dane satelitarne mogą m.in. pomóc w monitorowaniu miejsc, w których prawdopodobieństwo wystąpienia choroby jest większe lub w poszukiwaniu występowania pewnych czynników ryzyka. Tutaj tropem może być np. fakt, że wiele nowych chorób wirusowych, takich jak SARS, MERS i COVID-19, jest odzwierzęcych. Warto zatem monitorować miejsca, w których ludzie mają kontakt z dziką przyrodą. Sytuacją, która potencjalnie może być niebezpieczna pod kątem nowych wirusów, jest np. zamiana lasów w pastwiska dla zwierząt lub pola pod uprawy. Wraz z ograniczaniem siedlisk dzikich zwierząt, zwiększa się prawdopodobieństwo przeniesienia wirusa ze zwierząt na ludzi. Świetnym sposobem na monitorowanie, w jaki sposób ludzie zmieniają ekosystemy, jest właśnie analiza zdjęć satelitarnych.

Narzędzie stworzone wprost do monitorowania zmian w użytkowaniu gruntów, na razie w odniesieniu do Europy, już istnieje. Jest to mapa pokrycia terenu, stworzona przez Centrum Badań Kosmicznych PAN, przy naszym udziale – mówi Przemysław Mujta. Uwzględnia ona różne klasy terenu, w tym obszary rolnicze i lasy, tereny zabudowane, bagna czy torfowiska. Mapa ułatwia monitorowanie zmian, które mogą mieć znaczenie dla badania różnych zjawisk, również chorób wirusowych – dodaje.

Prognozowanie przebiegu epidemii

Współczesna epidemiologia bazuje na wielkich ilościach danych, a analizy opracowywane przez naukowców są oparte na różnych źródłach. Dane geoprzestrzenne okazują się niezbędne także w modelowaniu chorób zakaźnych. Ogniska choroby tworzą się w określonych warunkach: pojawiają się i rozrastają w określonych miejscach i sytuacjach, a także są  przenoszone wzdłuż określonych ścieżek. Modelowanie, gdzie znajduje się większe zagrożenie i nakładanie ograniczeń np. na określone gminy i powiaty a nie na cały kraj, może bardziej precyzyjnie redukować skutki epidemii i straty gospodarcze.

Wysokiej jakości dane geoprzestrzenne umożliwiają dostarczanie modelom dynamicznym i statystycznym charakterystycznych danych na temat przenoszenia chorób, czynników ryzyka i prognoz rozwoju choroby – wyjaśnia Josh L. Proctor, naukowiec z Institute of Disease Modeling w Seattle. Ma to ogromne znaczenie w analizie rozwoju choroby w krajach o niskim i średnim dochodzie, gdzie często brakuje wysokiej jakości elektronicznych systemów dokumentacji medycznej – podkreśla.

Klimat i choroby

Ryzyko przenoszenia chorób możemy także analizować pod względem zmian klimatu. Przykładowo wirus Zika jest przenoszony przez komary, a wraz z ocieplaniem się klimatu, obszar na którym się on rozprzestrzenia poszerza się, zarówno na północ, jak i na południe od tropików. Zmienia się także jego sezonowość. Za pomocą danych z satelitów można monitorować skutki zmiany klimatu oraz uzyskać informacje na temat tego kiedy, gdzie i jak długo ludzie mogą być narażeni na zarażenie się.

Ekonomia

Zdjęcia satelitarne można także wykorzystać do pomiaru skutków ekonomicznych wybuchu pandemii oraz prognozowania tempa powrotu gospodarki do normalności. Np. za pomocą śledzenia przemieszczania się statków w portach czy pojazdów na drogach. Obecnie wiele wskaźników ekonomicznych pozostaje w tyle za faktyczną sytuacją oraz decyzjami firm i konsumentów. Spływające w czasie rzeczywistym dane satelitarne mogą przyspieszyć analizy rynkowe i pomóc w podjęciu odpowiednich działań.

Rynek pracy odczuł skutki pandemii już na koniec marca

Zagrożenie epidemiczne COVID-19 w Polsce odcisnęło piętno na rynku pracy już w pierwszym kwartale 2020 roku, mimo że główne ograniczenia wprowadzano dopiero na koniec marca – wynika z kwartalnego badania „Monitor Rynku Pracy” Głównego Urzędu Statystycznego. Jak zauważają eksperci Personnel Service, szczególnie ciekawe są dane obejmujące ostatnie dwa tygodnie kwartału. Wówczas zwiększył się m.in. odsetek osób niewykonujących pracy w momencie badania – z poziomu 5,8% w II połowie marca 2019 roku do 19% w analogicznym okresie tego roku. Znacząco wzrosła też liczba osób wykonujących pracę z domu.

Główny Urząd Statystyczny przeprowadza cykliczne, kwartalne badanie związane z rynkiem pracy. Z uwagi na pandemię COVID-19 GUS wprowadził do badania kilka dodatkowych pytań, a także wyodrębnił ostatnie dwa tygodnie kwartału. To właśnie wtedy w Polsce rozpoczęły się pierwsze ograniczenia w związku z zagrożeniem epidemicznym.

Mam pracę, ale nie pracuję – wskaźnik znacząco w górę

W ostatnich dwóch tygodniach marca znacząco zwiększyła się liczba osób, które w badanym tygodniu nie wykonywały pracy, mimo że pracę posiadały – to 19% w porównaniu do 5,2% w tym samym okresie ubiegłego roku. W ujęciu całego kwartału ten odsetek w porównaniu z 2019 rokiem wzrósł z 5,8% do 8,1%.

Dzięki temu wskaźnikowi można stwierdzić, że działania pracodawców w związku z pandemią były stosunkowo szybkie. Część z nich natychmiastowo wysłała swoich pracowników na pierwsze urlopy. Z kolei mikroprzedsiębiorcy, z uwagi na zagrożenie koronawirusem, sami zaczęli ograniczać swoją aktywność zawodową lub wręcz ją zawieszać. Stąd nagły wzrost odsetka osób, które mimo posiadania pracy, na koniec marca nie wykonywały obowiązków służbowych – podkreśla Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Z analiz GUS wynika, że z powodów bezpośrednio związanych z koronawirusem, swojej pracy nie wykonywało 13,7% ogólnej liczby pracujących. Najczęściej wskazywanym powodem niewykonywania pracy była przerwa w działalności zakładu. W pierwszym kwartale 2020 roku odsetek takich osób wynosił 1,3% (w porównaniu do 0,2% z analogicznego okresu w 2019 roku). W ostatnich dwóch tygodniach marca ten wskaźnik wyniósł aż 6,6% pracujących.

W mieście więcej osób pracujących „z domu”

W pierwszym kwartale 2020 roku do poziomu 6,4% wzrósł odsetek osób, które wykonywały swoją pracę z domu. Rok wcześniej było to 4,8%. W ostatnich dwóch tygodniach marca 2020 roku wskaźnik poszybował w górę i wyniósł 14,2%. Wśród tych osób aż 71,8% wskazało sytuację związaną z koronawirusem jako bezpośredni powód pracy z domu. Co ciekawe, w ostatnich dwóch tygodniach kwartału pracę z domu częściej wykonywały kobiety – 16,5%. Odsetek mężczyzn wynosił z kolei 12,3%.

Interesujące z perspektywy analizy zmian związanych z epidemią jest też swoiste „odwrócenie” pewnych tendencji. Z danych jasno wynika, że w pierwszym kwartale ubiegłego roku „z domu” pracowało 5,9% mieszkańców wsi i 4,1% mieszkańców miast. Rok później odsetek pracujących na „home office” na wsi wzrósł o 0,9 pp., a w mieście aż o 2 pp. Biorąc pod uwagę drugą połowę marca 2020 roku mieszkańcy miast mieli już znaczną przewagę na „home office” – 16,9% w stosunku do 10,2%. To pokazuje, jak duże zmiany zaszły w firmach w podejściu do tematu pracy zdalnej. Wielu pracodawców po pojawieniu się zagrożenia epidemicznego w Polsce zaczęło przystosowywać swoją działalność do tego, by umożliwić pracownikom pracę w domu, zapewniło im dodatkowy sprzęt i zliberalizowało swoje zasady w tym zakresie – kontynuuje Krzysztof Inglot.

Bezrobocie bez dużych zmian

Wpływ pandemii na rynek pracy w pierwszym kwartale 2020 r. można zauważyć, ale raczej w mniejszych, szczegółowych wskaźnikach. Z kolei sam poziom bezrobocia nie zmienił się znacząco. W pierwszym kwartale 2020 roku, w porównaniu do tego samego okresu w 2019 roku, bezrobocie wręcz… spadło o 0,8 pp. Liczba bezrobotnych zmniejszyła się w tym okresie o 137 tysięcy osób.

To zrozumiałe, że na samym początku pandemii przedsiębiorcy nie wykonywali gwałtownych ruchów i nie zwalniali masowo pracowników, ponieważ czekali na rozwój sytuacji. Zmiany w tym zakresie przyniosą pewnie dopiero kolejne kwartały. Warto też pamiętać, że porównanie „rok do roku” w tym przypadku może być nieco mylące. W ubiegłym roku z miesiąca na miesiąc obserwowaliśmy drogę do najniższego poziomu bezrobocia w historii badań GUS. To oznacza, że faktyczny okresowy wzrost bezrobocia został nieco „przykryty” znaczącymi spadkami na koniec poprzedniego roku – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Odroczenie terminu płatności i rozłożenie zapłaty podatku na raty

Pandemia COVID-19 spowodowała trudności finansowe dla wielu przedsiębiorców. Jednym z dostępnych narzędzi mających na celu poprawę płynności finansowej jest ulga w spłacie zobowiązań podatkowych w postaci odroczenia terminu płatności podatku lub rozłożenia zapłaty podatku na raty. Preferencję tę można zastosować także do terminu zapłaty zaległości podatkowych wraz z odsetkami za zwłokę, a także do odsetek od nieuregulowanych w terminie zaliczek na podatek. Instrument ten jest uregulowany w przepisach podatkowych (art. 67a Ordynacji podatkowej) i obowiązywał przed wprowadzeniem specustaw do spraw walki z koronawirusem. Rozwiązanie to dotyczy nie tylko podatników, lecz także płatników, inkasentów, spadkobierców i osób trzecich.

Ważny interes podatnika

Jednym z kluczowych elementów wniosku o odroczenie terminu płatności podatku lub rozłożenie płatności na raty jest wykazanie ważnego interesu podatnika lub interesu publicznego w udzieleniu preferencji. Ustawodawca nie wskazuje co należy rozumieć pod tymi pojęciami, w związku z tym konieczne jest odwołanie się do dorobku orzeczniczego.

W pierwszej kolejności należy wskazać, że trudna sytuacja materialna nie może być sama w sobie podstawą do zaistnienia ważnego interesu strony. Fakt, że poza zobowiązaniem podatkowym podatnik ma do uregulowania także inne zobowiązania (np. z zaciągniętych kredytów, wyroków sądowych) nie może wpływać na powstanie ważnego interesu podatnika. W szczególności sądy administracyjne podkreślają, że podatnik nie może preferować długów osobistych, względem zobowiązań wobec Skarbu Państwa (por. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie z dnia 11 marca 2020 r., sygn. I SA/Sz 984/19). W podobnym tonie wypowiedział się WSA w Poznaniu w wyroku z 12 lutego 2020 r. sygn. I SA/Po 653/19, który wskazał, że podatnik powinien w domowym budżecie uwzględniać powinność zapłaty zobowiązań podatkowych, a ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych powinny być wykorzystywane jako instytucja nadzwyczajna, przywilej.

Z kolei WSA w Kielcach w wyroku z dnia 27 lutego 2020 r. sygn. I SA/Ke 504/19 zwrócił uwagę, że koszty leczenia powinny zostać wzięte z ogółu kosztów ponoszonych przez stronę i przeanalizowane kompleksowo w ramach oceny sytuacji ekonomicznej podatnika. WSA w wyroku tym zwrócił uwagę na bardzo istotne zagadnienie, a mianowicie konieczność analizowania przez organ podatkowy sytuacji podatnika, w kontekście występowania ważnego interesu.

W obecnym stanie orzecznictwa ważny interes podatnika był uwzględniany w wyjątkowych sytuacjach, po kompleksowej analizie wszystkich okoliczności majątkowych, finansowych, zdrowotnych, rodzinnych i innych. W dobie koronawirusa, zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Finansów, urzędy miały w sposób bardziej „łaskawy” traktować podatników, wszystko jednak zależy od indywidualnego podejścia urzędnika.

Interes publiczny

Drugą możliwością skorzystania z wyżej opisanych ulg jest wykazanie interesu publicznego. Bardzo korzystne rozstrzygnięcie dla podatników zostało zaprezentowane, w wyroku NSA z dnia 14 stycznia 2020 r., sygn. II FSK 819/19, gdzie NSA wskazał, że co prawda ulgi w spłacie zobowiązań są instrumentem nadzwyczajnym, to jednak brak ich zastosowania nie powinien prowadzić do skutków niepożądanych z perspektywy społeczeństwa i podatnika oraz jego najbliższych. W szczególności pod uwagę powinny być brane zasady sprawiedliwości społecznej, etyki, zaufania do organów państwa.

Jednym z przykładów wystąpienia interesu publicznego jest sytuacja, kiedy brak udzielenia ulgi doprowadziłby do konieczności korzystania z pomocy społecznej. Ponadto WSA w Krakowie w wyroku z 3 grudnia 2019 r., sygn. I SA/Kr 1106/19 wskazał, że interes publiczny to także utrata możliwości realizacji celu społecznie akceptowalnego przez podmiot, powodująca poczucie oczywistej niesprawiedliwości i nieadekwatności.

Uznaniowość decyzji

Decyzja o odroczeniu terminu płatności podatku lub jego rozłożeniu na raty ma charakter uznaniowy. Zawsze więc będzie to decyzja o charakterze subiektywnym. Niemniej sądy administracyjne bardzo wyraźnie wskazują, że decyzja organu powinna być oparta o materiał dowodowy zebrany w toku postępowania, oceniony w sposób swobodny. Warto zaznaczyć za WSA w Białymstoku (wyrok z 18 grudnia 2019 r. sygn. I SA/Bk 491/19), że postępowanie dowodowe nie może być w takiej sytuacji prowadzone w sposób uproszczony, lecz powinno się dążyć do wyjaśnienia okoliczności faktycznych oraz wyczerpującego zebrania oraz wnikliwego i wszechstronnego rozważania całokształtu materiału dowodowego.

Opłata prolongacyjna

Standardowo w przypadku wniosku o odroczenie płatności lub rozłożenie na raty pobierana jest opłata prolongacyjna. Zgodnie jednak z art. 15 zb ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw nie nalicza się ww. opłaty prolongacyjnej na podstawie wniosku złożonego w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii albo w okresie 30 dni następujących po ich odwołaniu.

Pomoc de minimis

Ulga w postaci odroczenia terminu zapłaty bądź rozłożenie na raty może stanowić pomoc de minimis, jeżeli jej wysokość wynosi 200 tys. euro. Limit ten został podwyższony przez Unię Europejską do 800 tys. euro.

Podsumowanie

Odroczenie terminu płatności czy rozłożenie na raty jest instrumentem dostępnym dla podatników w określonych sytuacjach i może być skutecznym narzędziem, poprawiającym płynność finansową przedsiębiorstw. Należy jednak pamiętać, że w dobie koronawirusa urzędy skarbowe pracują w ograniczonym składzie osobowym oraz otrzymują większą niż zazwyczaj liczbę wniosków, dlatego w praktyce w wielu sytuacjach wnioski są rozpatrywane dłużej niż zazwyczaj, a wnioskodawcy nie mają pewności jaka będzie decyzja organu. Wytyczne rządowe dla fiskusa w czasie pandemii koronawirusa zmierzają do złagodzenia przesłanek kwalifikujących do przyznania ulgi, w szczególności ważnego interesu. Niemniej jak zostało to wskazane powyżej decyzja ma charakter uznaniowy, więc praktyka zależy mocno od podejścia urzędu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Trudna pobudka po lockdown. Rola faktoringu zakupowego w reanimacji biznesu

Jeśli tylko ufnie przyjąć, że na ukończeniu jest okres narzuconych administracyjnie zakazów dla biznesu, jak i faktycznych ograniczeń prowadzenia działalności gospodarczej w związku z pandemią COVID-19, to do czynienia mamy z okresem próby dla każdego dotkniętego nimi przedsiębiorcy. Tym wyzwaniem jest powrót do prowadzenia interesów. Back-to-business, po wielotygodniowej fazie braku przychodów ale bez towarzyszącego mu zmniejszenia kosztów stałych, to operacja podwyższonego ryzyka, która jest w stanie zachwiać płynnością finansową niejednej firmy.

Restart działalności gospodarczej, gdy środki obrotowe zostały uprzednio wydrenowane na firmowy survival, skłania wielu przedstawicieli MŚP do poszukiwania odpowiednich finansowych narzędzi.

Te narzędzia dotyczą z jednej strony obszaru zabezpieczenia przyszłych przychodów firmy i niezbędnego w obecnych warunkach skrócenia cyklu rotacji należności. Mówiąc prościej: teraz ważne jest to aby nasi kontrahenci zapłacili nam na czas i bez ryzyka, że dopadnie ich niewypłacalność, oraz aby  gotówka krążyła szybciej w krwiobiegu finansowym firmy. Takie potrzeby zaadresuje znany już wielu przedsiębiorcom faktoring sprzedażowy, rozumiany jako usługa szybkiego spieniężenia faktury sprzedażowej o odroczonym terminie płatności. Temu rozwiązaniu płynnościowemu towarzyszyć także cenny aspekt gwarancyjny czyli tzw. brak regresu, chroniący sprzedawcę w przypadku problemów płatniczych i upadłości kontrahenta, to jest odbiorcy faktury. Warto w tym miejscu podkreślić, iż podstawowym wyzwaniem dla wyspecjalizowanych instytucji finansowych oferujących przedsiębiorcom usługi faktoringowe jest przełamanie pokutującego do tej pory schematu, zgodnie z którym faktoring jest produktem niszowym, kierowanym głównie do sektora budowlanego i transportowo-logistycznego. Nic bardziej mylnego. Faktoring sprzedażowy to świetny instrument dla każdego przedsiębiorcy, bez względu na branżę, który dokonuje obrotu B2B i który odracza swoim kontrahentom termin zapłaty, choćby i o 7 dni kalendarzowych – komentuje Jarosław Grygiel, dyrektor krajowy Credstep Poland Sp. z o.o..

Co jednak z firmami, które realizują wyłącznie sprzedaż B2C lub które nie odraczają terminu płatności? Zarówno u nich, jak i u przedsiębiorstw z pierwszej grupy może wystąpić problem płynnościowy po drugiej stronie gospodarki własnej – po stronie wydatków firmowych. Jak zatowarować swój sklep aby móc sprzedażą towarów wygenerować przychód? Jak poczynić niezbędne inwestycje, umożliwiające firmie pracę w zmienionych uwarunkowaniach rynkowych, na przykład wyposażyć pracowników w laptopy, czy przekształcić swój biznes stacjonarny na biznes online? Jak pozyskać finansowanie zewnętrzne na działalność operacyjną, gdy dotknięte recesją banki bardzo konserwatywnie oceniają ryzyko kredytowe i nie są skore udzielić limitów kredytowych?

Tym wyzwaniom podoła wciąż nowy na rynku krajowym produkt finansowy, znany praktyce gospodarek zachodnich – faktoring zakupowy, o odwróconym schemacie. To kwalifikowana i bardzo przydatna w dzisiejszych czasach forma krótko- lub średnioterminowego finansowania obrotowego, oferowana przez niektóre agencje faktoringowe. Jak to działa i dlaczego pomoże to firmie w realizacji misji #backtobusiness?

Firma zamawia dostawę towarów lub usługę o wysokiej wartości, a taki jednorazowy wydatek naraziłby na szwank jej płynność finansową. I tu w sukurs przychodzi faktor, który po przeanalizowaniu zainicjowanej już transakcji zakupowej i jej dokumentacji opłaci za firmę fakturę kosztową. Pieniądze trafiają wprost na konto dostawcy, zaś faktor wstępuje na mocy prawa w uprawnienia zaspokojonego wierzyciela, czyli dostawcy. Dochodzi do zamiany osoby podmiotu wobec którego odbiorca dostawy powinien się rozliczyć – zgodnie z kodeksem cywilnym i w oparciu o instytucję subrogacji. Następnie firma, która w ten sposób nabyła towary czy usługę lub zrealizowała inwestycję, rozlicza się z agencją faktoringową, spłacając równowartość kwotową owej faktury,

Cykl-kapitalu-obrotowego3_aRys. Opracowanie własne

powiększoną o należne faktorowi wynagrodzenie prowizyjne. Co istotne, z punktu widzenia firmy ekonomiczny ciężar takiego wydatku przestaje być jednorazowy, a przedsiębiorca zyskuje cenny czas na uregulowanie swoich zobowiązań. Ów koszt podlega bowiem rozłożeniu na raty, płatne nawet i przez kilka miesięcy. Taki zabieg to substytut niedostępnego kredytu kupieckiego, jakiego firma nie otrzymała od dostawcy. I dobra alternatywa do coraz mniej dostępnego kredytu obrotowego.

Podsumowując, faktoring zakupowy to mniej znana odmiana faktoringu, o odwróconym schemacie. Bezpośrednim beneficjentem finansowania tej formule jest płatnik faktury, bo to za niego zobowiązanie z tytułu zakupu towarów lub usługi zastępczo reguluje firma faktoringowa na rzecz dostawcy – wystawcy faktury. Tak jak w faktoringu sprzedażowym i tu chodzi o wsparcie płynności finansowej u przedsiębiorcy. Faktoring odwrotny zapewnia płynność finansową również tym firmom, które nie stosują odroczonych płatności w stosunkach B2B, bądź które realizują wyłącznie obrót paragonowy, sprzedając swoje towary lub usługi konsumentom. Faktor swoją usługą umożliwia utrzymanie płynności finansowej po stronie nabywcy zakupów firmowych, gdyż dzięki faktoringowi zakupowemu duży jednorazowy wydatek na rzecz dostawcy zostaje zamieniony na zobowiązanie okresowe wobec faktora, o charakterze płatności ratalnych, rozciągniętych nawet na pół roku. W obecnych czasach właśnie te pół roku może być krytyczne w kontekście utrzymania niezbędnego poziomu środków pieniężnych w kasie firmy.

Opracowanie: Jarosław Grygiel, dyrektor krajowy Credstep Poland Sp. z o.o.

Złoty coraz silniejszy, w parze z euro jest najdroższy od marca

Rynkowy sentyment staje się coraz lepszy. Zaczynają zyskiwać na tym również waluty uznawane za ryzykowne, w tym polski złoty. Druga część tygodnia przyniesie kolejne nowe informacje. W czwartek z USA napłyną dalsze dane o bezrobotnych, odbędzie się też kolejne posiedzenie RPP. W piątek poznamy nowe dane o inflacji w strefie euro, które rzucą więcej światła na kondycję tamtejszej gospodarki.

W poprzednim tygodniu na mapie świata pojawił się jednak również nowy czynnik ryzyka. Na linii Chiny-USA po raz kolejny zawrzało, po tym, jak gabinet Trumpa postanowił zareagować na chińskie plany wprowadzenia nowych przepisów o bezpieczeństwie narodowym na terytorium Hongkongu. Pomimo informacji dotyczących wzrostu napięć, rynek zdecydowanie skupia się na pozytywach, a tych nie brakuje.

Obserwujemy coraz większe łagodzenie obostrzeń, które dają nadzieję na poprawę sytuacji gospodarczej. Tę poprawę częściowo widać w najnowszych odczytach z głównych gospodarek: majowe odczyty indeksów PMI w zeszłym tygodniu w ujęciu ogólnym zaskoczyły in plus, nadal wskazując na głębokie załamanie aktywności biznesowej, jednak o skali mniejszej niż w poprzednim miesiącu. Rynek również przychylnie reaguje na pozytywne informacje z frontu walki z koronawirusem, a szczególnie wszelkie informacje dotyczące potencjalnej szczepionki. Możliwość dalszego bezpośredniego wsparcia finansowego krajów UE, do czego nawołują Niemcy i Francja również budzi optymizm inwestorów.

Co istotne, optymizm ten obecnie obejmuje też rynek walutowy, gdzie sentyment przez długi czas odstawał od tego obserwowanego na rynku akcji. Obserwujemy osłabienie walut bezpiecznych i jednoczesne wyraźne odbicie walut emerging markets. Jedną z walut, które przewodzą temu odbiciu jest polski złoty.

PLN

Tak poprzedni, jak i ten tydzień przyniosły istotne umocnienie polskiego złotego, który w ostatnim czasie jest jedną z najlepiej radzących sobie walut świata, umacniając się w parze z euro do najwyższego poziomu od marca. Skala aprecjacji złotego jest imponująca i wyraźnie wyższa niż pozostałych istotnych walut regionu, takich jak korona czeska, czy forint węgierski.

Złotemu w umocnieniu nie przeszkodziły słabe dane z kraju, które poznaliśmy ostatnio. Kwietniowe odczyty z rynku pracy, jak i te dotyczące produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej rysują dość niekorzystny obraz sytuacji. Na plus w tym kontekście jednak jest to, że kwiecień był szczytem załamania i kolejne dane – które opisywać będą okres funkcjonowania coraz to bardziej „otwartej” gospodarki – będą niewątpliwie lepsze.

Krajowym wydarzeniem tego tygodnia będzie czwartkowe, jednodniowe posiedzenie decyzyjne RPP. Nie oczekujemy ze strony decydentów monetarnych ogłoszenia żadnych istotnych działań podczas najbliższego spotkania, a zwłaszcza nie spodziewamy się obniżenia stóp procentowych. Konsensus również nie oczekuje, żeby w nadchodzących miesiącach miało dojść do zmian stóp, aczkolwiek rynek w kilkumiesięcznej perspektywie skłania się w stronę nieco niższych stóp procentowych – ale raczej o 25 niż 50 punktów bazowych. Należy jednak podkreślić, że rynkowe oczekiwania dotyczące potencjalnego dalszego łagodzenia polityki pieniężnej w Polsce spadają, co sprzyja silniejszemu złotemu.

EUR

Euro w relacji do głównych walut w zeszłym tygodniu wsparła propozycja Niemiec i Francji dotycząca uruchomienia wspólnego europejskiego funduszu o wartości 500 mld EUR, z którego środki miałyby zostać przeznaczone na odbudowę gospodarek po pandemii.

Mimo, że jest jeszcze za wcześnie na jednoznaczne oceny, a indeksy PMI odbiły z bardzo niskich poziomów, dane mogą stanowić pierwszy sygnał wskazujący na to, że łagodzenie lockdownów i różne programy pomocowe mają pozytywny wpływ na gospodarkę. Warto zwrócić też uwagę na ostatni odczyt niemieckiego indeksu oczekiwań biznesowych Ifo, który odbił w maju i znalazł się na poziomie istotnie wyższym od oczekiwanego przez konsensus. Przy okazji kryzysu finansowego z lat 2008/9 to właśnie ten wskaźnik był jednym z pierwszych, które sygnalizowały, że recesja osiągnęła dno.

Wśród danych ze strefy euro w tym tygodniu warto zwrócić uwagę na piątkowe odczyty inflacji konsumenckiej w maju. Rzucą one nieco więcej światła na to, jak pandemia wpłynęła na stronę podażową w relacji do popytowej strony gospodarki.

USD

Minie jeszcze jakiś czas zanim rynek pracy w Stanach Zjednoczonych sięgnie dna. Zarówno dane o zadeklarowanych nowych bezrobotnych jak i o osobach obecnie otrzymujących zasiłki po raz kolejny pokazały istotny wzrost, sugerując podbicie stopy bezrobocia w USA. Przyszły tydzień pokaże, czy bezrobocie w USA dobiło do okolic 20%, co sugerują dotychczasowe dane o zasiłkach. Amerykański Kongres zapewnia, że świadczenia dla bezrobotnych w krótkim okresie pozostaną szczodre, co powinno pozwolić na ochronę zagregowanego popytu. Nie da się jednak ukryć, że amerykańskie przedsiębiorstwa doświadczą znacznych strat.

W tym tygodniu kluczowymi danymi z USA będą te o zasiłkach dla bezrobotnych. Konsensus zakłada względną stabilizację liczby osób, które pobierają zasiłek – na amerykańskim rynku pracy zmiany zaczynają bowiem zachodzić w obydwu kierunkach. Niektóre firmy, które dotychczas zwalniały pracowników, zaczynają powoli ponownie ich zatrudniać. W średnim okresie oczekujemy, że dolar amerykański nadal będzie tracił, ze względu na spóźnioną reakcję Stanów Zjednoczonych na kryzys zdrowotny oraz naszym zdaniem wyższe prawdopodobieństwo średniookresowych szkód na amerykańskim rynku pracy w porównaniu z Europą.

GBP

Liczba złożonych wniosków o świadczenia dla bezrobotnych w Wielkiej Brytanii w kwietniu doświadczyła rekordowego wzrostu. Dane o sprzedaży detalicznej w kwietniu również były rekordowe – pokazały spadek o ponad 22% w ujęciu rocznym. Słabe dane, w połączeniu z retoryką wypowiadających się ostatnio decydentów Banku Anglii, którzy nie wykluczyli możliwości obniżenia stóp procentowych w Wielkiej Brytanii poniżej zera działały na niekorzyść brytyjskiej waluty.

Sądzimy jednak, że potencjał do dalszego osłabienia waluty jest ograniczony. Aktywność biznesowa w maju odbiła, a liczba nowych zgonów z tytułu koronawirusa spada. Sądzimy, że informacje dotyczące tego ostatniego nie są wystarczająco eksponowane – w mediach dominuje obecnie skandal z udziałem doradcy Borisa Johnsona, Dominica Cummingsa. Jednak możliwość dalszego złagodzenia obostrzeń w kontekście koronawirusa daje nam kolejny powód do optymizmu.

CHF

W konsekwencji szerokiej poprawy sentymentu, frank szwajcarski w zeszłym tygodniu był jedną z najgorzej radzących sobie walut G10. W pewnym momencie para EUR/CHF wzrosła do najwyższego poziomu od marca. W początkach tego tygodnia para utrzymuje się w okolicy 1,06, zachowując porcję ostatnich zysków.

Ostatnie dane SNB o depozytach na żądanie sugerują, że interwencje mające ograniczać siłę szwajcarskiej waluty są kontynuowane. Większość innych odczytów ze Szwajcarii, które poznaliśmy ostatnio należy do grupy tych mniej istotnych lub przestarzałych, z jednym wyjątkiem w postaci danych o handlu. Kwietniowe odczyty, które poznaliśmy w tym tygodniu wskazują na ostre spadki tak eksportu, jak i importu o skali przekraczającej te obserwowane u szczytu kryzysu finansowego z lat 2008/9. W tym kontekście warto wyróżnić jedną z branż, z których słynie kraj: produkcję zegarków. Eksport tych produktów w kwietniu spadł o niesamowite 81,3% w ujęciu rocznym, notując największy spadek w historii odczytów.

W tym tygodniu poznamy najbardziej bieżące dane – dotyczące nastrojów. Kluczową będzie piątkowa publikacja indeksu wyprzedzających wskaźników KOF, który stanowi predyktor wzrostu PKB Szwajcarii. Oczekuje się, że maj przyniesie lekki wzrost w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Niemniej, prawdopodobnie i tak będzie to drugi najgorszy odczyt od 2009 roku.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Festiwal zakupów na Wall Street

Kontrakty futures na amerykańskie indeksy gwałtownie wzrosły we wtorek w związku z ponownym uruchomieniem działalności gospodarczej, a optymizm co do potencjalnej szczepionki przeciwko koronaawirusowi pomógł inwestorom powracającym z długiego weekendu podjąć decyzje i przezwyciężyć obawy o napięcia między USA a Chinami.

Cena akcji amerykańskiej grupy biotechnologicznej Novavax Inc. wzrosła aż o 21 proc. w handlu przed sesją na Wall Street, ponieważ firma dołączyła do wyścigu testowania próbek na szczepionkę przeciw nowemu koronawirusowi, a testy odbywają się już na ludziach. Z kolei gigant Merck & Co Inc. zyskał 3,2 proc. po ogłoszeniu planu opracowania dwóch oddzielnych szczepionek.

Pozytywny sentyment na rynku amerykańskim jest także podyktowany luzowaniem obostrzeń w Europie, gdzie istnieje rynek zbytu dla amerykańskim przedsiębiorstw. Hiszpania zachęca zagranicznych wczasowiczów do powrotu od lipca, a Wielka Brytania chce w przyszłym miesiącu ponownie otworzyć tysiące sklepów i centrów handlowych na High Street. Ceny akcji spółek związanych z podróżami wzrosły wraz z United Airlines Holdings Inc, internetowym biurem podróży Expedia Group Inc, operatorem hoteli Marriott International Inc. od 5,1 proc. do 7 proc. Z kolei spółki wycieczkowe Royal Caribbean Corp, Norwegian Cruise Line Holdings i Carnival Corp wzrosły o około 8 proc.

Jedną z bardziej gorących spółek na Wall Street pozostaje Nvidia, której ceny akcji znajdują się blisko historycznego maksimum. Analitycy firmy FBN Securities podnieśli cel dla ceny akcji spółki do 400 dolarów z 330 dolarów. FBN utrzymuje rating powyżej oczekiwań. Nowy poziom dla ceny docelowej oznacza możliwy wzrost o 11 proc. w stosunku do ostatniej ceny zamknięcia. Średni poziom cenowy dla Nvidii wynosi 374 USD. Spółka ma 35 rekomendacji kupna, 5 trzymaj i 3 sprzedaj – wynika z danych zebranych przez Bloomberga.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Epidemia mocno zdewaluowała wartość klubów i piłkarzy

Wartość dwóch najdroższych piłkarzy w Europie, napastników grających we francuskim klubie Paris Saint-Germain – Kyliana Mbappé i Neymara, z powodu pandemii zmniejszyła się o ponad 21%. Spadek wartości odczuli również polscy piłkarze – wartość najwyżej wycenianego Roberta Lewandowskiego spadła w zależności od scenariusza od 19% do 23% (z 88 mln do 68-72 mln euro), a Wojciecha Szczęsnego od 24% do 35% (z 52 mln do 34-40 mln euro).

Europejskie kluby piłkarskie odnotowują gwałtowny spadek wartości ich kluczowych zawodników w związku z kryzysem spowodowanym pandemią COVID-19. Wartość dwóch najdroższych piłkarzy w Europie, napastników grających we francuskim klubie Paris Saint-Germain – Kyliana Mbappé i Neymara, z powodu pandemii zmniejszyła się o ponad 21%. Spadek wartości odczuli również polscy piłkarze – wartość najwyżej wycenianego Roberta Lewandowskiego spadła w zależności od scenariusza od 19% do 23% (z 88 mln do 68-72 mln euro), a Wojciecha Szczęsnego od 24% do 35% (z 52 mln do 34-40 mln euro) – wynika z analizy KPMG Football Benchmark opublikowanej na początku maja br.

Polscy piłkarze tracą na wartości

KPMG Football Benchmark analizując wartości lig europejskich przyjrzało się m.in. wartości pięciu polskich najcenniejszych zawodników, którzy na co dzień reprezentują barwy klubów w ligach zagranicznych.

Nie jest zaskoczeniem, że najcenniejszym polskim piłkarzem jest Robert Lewandowski, grający w Bayernie Monachium, który został wyceniony na ponad 88 mln euro w lutym 2020 r. co plasowało go na początku trzeciej dziesiątki najdroższych zawodników grających w piłkę nożną w Europie. Ze względu na fakt, ze jego kontrakt pozostaje ważny jeszcze przez trzy lata, odnotowany spadek wartości wyniósł w zależności od scenariusza od 19% do 23% do 68-72 mln euro. Robert Lewandowski znalazł się na piątym miejscu w Bundeslidze i był najcenniejszym graczem w swoim klubie.

Wojciech Szczęsny, podstawowy bramkarz Juventusu Turyn, był drugim najcenniejszym polskim piłkarzem jednak jego wartość spadła znacząco z 52 mln do 34-40 mln euro (czyli o 24-35%). Pozostaje on jednym z najcenniejszych bramkarzy lig europejskich zajmując ósme miejsce w tym rankingu. Mniejsze spadki wartości odnotowali napastnicy Arkadiusz Milik grający w Napoli i Krzysztof Piątek, który stosunkowo niedawno przeszedł do Herthy Berlin podpisując kontrakt ważny aż do czerwca 2025 r. Ich wartość spadła odpowiednio z 35 mln euro do 27-29 mln oraz z 27 mln do 21-22 mln euro.

Okazuje się, że największe procentowo spadki zanotował zawodnik środka pola Piotr Zieliński z Napoli, którego kontrakt kończy się już za rok (spadek z 42 milionów euro do 24-27 milionów, czyli o 36-43%).Wartość najlepszych 5 polskich piłkarzy spadła o około 25%

Wartość czołowych pięciu polskich piłkarzy grających w ligach zagranicznych w wyniku pandemii spadła z niemal 245 mln euro do ponad 180 mln euro, czyli o około 25%. W przybliżeniu odpowiadała ona wartości najcenniejszego piłkarza Starego Kontynentu, Kyliana Mbappé. W pierwszej kolejce po przerwie jako pierwsza ruszyła Bundesliga, na razie przy pustych trybunach. Robert Lewandowski zaliczył 26. trafienie w tym sezonie ligi niemieckiej. Należy mieć nadzieję, że niedługo zostaną uruchomione rozgrywki w kolejnych krajach i scenariusz negatywny przedstawiony w analizie nie ziści się – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Wyceny piłkarzy z 10 najcenniejszych lig europejskich spadły łącznie nawet o 10 mld euro

Jak pokazuje analiza KPMG Football Benchmark, łączna wartość wszystkich 4 183 graczy w dziesięciu analizowanych najcenniejszych ligach europejskich spadła w zależności od przyjętego scenariusza co do całkowitego odwołania sezonu lub jego dokończenia w późniejszym czasie od 6,6 mld EUR do nawet 10 mld EUR czyli odpowiednio od 18% do nawet 25% w stosunku do lutego 2020 roku.

Wartość dwóch najdroższych piłkarzy w Europie, napastników grających we francuskim klubie Paris Saint-Germain: Kyliana Mbappé i Neymara, z powodu pandemii zmniejszyła się o ponad 21%. Wartość pierwszego z nich spadła z 225 mln euro do 177-188 mln euro a drugiego z 175 mln euro, do 137-149 mln euro.

PSG mógł pozwolić sobie na zatrudnienie tak cennych piłkarzy gdyż jego właścicielem od niemal dziesięciu lat jest szejk Kataru. W rankingu najcenniejszych klubów zajmuje on jednak dopiero 7. miejsce wyprzedzony przez trzy zespoły z angielskiej Premier League tj. Manchester City, Liverpool i Manchester United i dwa kluby z hiszpańskiej La Liga tj. Real Madryt i Barcelona oraz przez Bayern Monachium z Bundesligi.

Najcenniejszą ligą w Europie pozostaje angielska Premier League, której wartość przed pandemią przekraczała 10 mld euro by spaść do obecnego poziomu nieco ponad 8 mld euro. Co ciekawe, w pierwszej dziesiątce, na miejscu 6., znalazła się druga grupa rozgrywkowa w Anglii, Championship, wyprzedzając ligę portugalską, belgijską czy turecką. Ogromne wartości lig angielskich wynikają w dużym stopniu z bardzo wysoko wycenionych praw do transmisji meczów – mówi Andrzej Bernatek, partner w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

FC Barcelona traci najwięcej

Przed pandemią aż cztery kluby wycenione zostały na kwoty powyżej miliarda euro. Były to Manchester City, Liverpool, Real Madryt i FC Barcelona. Obecnie tylko wycena Manchesteru City przekracza ten poziom. Co ciekawe największy spadek wartości (o niemal 30%) w scenariuszu zakończenia sezonu odnotowała Barcelona, ze względu na stosunkowo „wiekową” drużynę oraz fakt, że kontrakt z jej najcenniejszym zawodnikiem Leo Messim obowiązuje tylko do czerwca przyszłego roku.

Metodologia przyjęta przez KPMG Football Benchmark bierze pod uwagę dziesięć różnych czynników mających wpływ na wartość piłkarza, w tym między innymi wiek, pozycję na jakiej gra, długość kontraktu, wyniki zawodnika oraz klubu, potencjał medialny i reklamowy piłkarza. Faktyczne warunki transferowe poszczególnych piłkarzy mogą z wielu powodów (w tym terminów uruchomienia rozgrywek w poszczególnych krajach) różnić się od przytoczonych szacunków. Szczegóły analizy zostały przedstawione w opracowaniu KPMG Football Benchmark pt. „Player value not immune to pandemic”

W oczekiwaniu na spadki cen?

Kolejny miesiąc na rynku mieszkaniowym nie przyniósł już tak dynamicznych zmian jak mogliśmy to obserwować w dwóch poprzednich miesiącach. Wydawać by się mogło, że maj przyniesie więcej odpowiedzi na temat skali zmian rynkowych, przynajmniej dla tych, którzy oczekują, że wydarzą się one nagle. Jak zawsze rynek nieruchomości testuje cierpliwość, bo nie ma na nim czegoś takiego jak nagłe zmiany.

Sprzedający wyceniają, kupujący ocenią

Miesiące marzec i kwiecień pokazują nam, że nawet po stronie podaży jest widoczna zauważalna zmiana. Byliśmy przyzwyczajeni do tego, że sprzedający wciąż podnosili ceny. Nie byłoby jednak w przeszłości tych podwyżek, gdyby nie wysoki popyt ze strony chętnych do nabycia nieruchomości.

Historycznie patrząc na początku zmiany koniunktury na rynku mieszkaniowym pierwsze zmiany były widoczne zawsze w Warszawie. W pozostałych miastach najczęściej trend warszawski się powtarzał, jednak dopiero po jakimś czasie. Patrząc na najświeższe ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego możemy stwierdzić, że ta sytuacja się powtarza. W stolicy wyhamowanie wzrostu cen lokali mieszkalnych mogliśmy zauważyć już w marcu. W pozostałych miastach ceny zatrzymały się miesiąc później, czyli w kwietniu, choć jeszcze nie we wszystkich ośrodkach widać jakiekolwiek, choć symboliczne spadki cen mieszkań.

Monitoring cen

W kwietniu przeciętna cena ofertowa za 1m2 mieszkania z rynku wtórnego w Warszawie wyniosła 10,9 tys. zł. W porównaniu do marca praktycznie nie doszło do żadnych zmian, ponieważ odnotowany spadek wyniósł zaledwie 0,04%. Większą dynamikę spadku można było zauważyć w marcu, o ile zmianę w wysokości 0,70% można nazwać dynamiczną – podsumowuje Barbara Bugaj, główny analityk w SonarHome.pl

W Krakowie jeszcze w marcu ceny oferowanych mieszkań wzrosły (o 1,51% w porównaniu do lutego). Dopiero kwiecień przyniósł kosmetyczną korektę wielkości 0,53% miesiąc do miesiąca. W wyniku czego w pierwszym miesiącu drugiego kwartału cena za 1m2 wyniosła 9,3 tys. zł.

W stolicy województwa pomorskiego pierwsza zmiana była zauważalna również dopiero w kwietniu. Choć była ona tak niewielka -spadek o 0,10%, że można tutaj mówić co najwyżej o ustabilizowaniu się przeciętnej ceny mieszkania. Jeszcze w marcu wzrost cen metra kwadratowego mieszkań wystawionych na sprzedaż w Gdańsku wyniósł 4,60% w porównaniu do lutego.

W Poznaniu i Wrocławiu spadek oczekiwań sprzedających jeszcze nie był widoczny. W wyniku czego w kwietniu doszło zaledwie do spowolnienia wzrostu cen. W stolicy wielkopolski odnotowano lekki wzrost o 0,68%, podobnie było we Wrocławiu, gdzie w porównaniu do marca ceny były wyższe, lecz zaledwie o 0,67%.

W żadnym z powyższych przypadków zmiany nie przekroczyły nawet 1%. Oznacza to, że choć już widać zmianę wcześniej wyraźnego trendu wzrostu cen, to na chwilę obecną jest ona wręcz symboliczna i dlatego pozostaje nieodczuwalna dla kupujących.

ceny mieszkań
źródło: sonarhome.pl
*ceny na powyższym wykresie dotyczą mieszkań znajdujących się w aktywnych ofertach bez ograniczenia na liczbę dni w jakich mieszkanie pozostaje aktywne w ofercie.

Nie wykluczamy, że w perspektywie 12 miesięcy na rynku wtórnym może dojść do spadku cen mieszkań. Samo przełamanie trendu wzrostu w marcu bieżącego roku może oznaczać, że kupujący będą mogli negocjować cenę ofertową w dużo większej skali niż mogliśmy to obserwować chociażby jeszcze w lutym. Rynek dotknęła wysoka skala niepewności i trudno oczekiwać, że wzrost bezrobocia, niepewność pracy, cięcia płac, czy zaostrzona polityka banków przy udzielaniu kredytów hipotecznych nie wpłynie na popyt. Oczekujący dwucyfrowych spadków cen mogą jednak poczuć się zawiedzeni, ponieważ najprawdopodobniej, jeśli do spadku dojdzie, to będzie on jednak jednocyfrowy.  – mówi Mateusz Romanowski, CEO SonarHome.pl, firmy umożliwiającej darmową wycenę mieszkania online.

Utrudnione kredytowanie wpływa na spadek popytu

Mimo tego, że ostatnie lata upłynęły pod znakiem rosnącego udziału inwestorów wśród grupy kupujących mieszkania, to wciąż zakupy lokalu w dużej części odbywały się z pomocą kredytów hipotecznych. Od czasu ataku koronawirusa wiele jednak się zmieniło.

Zdecydowanie można było odczuć wpływ zaostrzenia polityki kredytowej banków po ataku koronawirusa. Niektóre transakcje nie doszły do skutku, ponieważ kupujący stracili zdolność kredytową, bądź istotnie ona zmalała. Wnioski, które zostały złożone jeszcze przed zmianami jakie spowodował Covid-19 zostały sfinalizowane bez problemu, choć czasami trwało to dłużej niż zakładano. – mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome.pl, firmie zajmującej się automatyzacją procesu kupna i sprzedaży mieszkań.

Nawiązując do danych BIK w ujęciu wartościowym akcja kredytowa zmalała w kwietniu o 14,6%, natomiast w porównaniu do poprzedniego roku liczba udzielonych kredytów spadła o 23%. Biorąc pod uwagę wstępne szacunki, że liczba transakcji podczas lockdown’u mogła spaść nawet o 40% (co nie ma na chwilę obecną żadnego potwierdzenia w twardych danych), spadek dotyczący akcji kredytowej nie jest na razie tak mocny jak można było przypuszczać. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że kredyty są procedowane około dwa miesiące. Dlatego ich sprzedaż w kwietniu mogła być jeszcze efektem wniosków składanych w lutym i na początku marca 2020 roku – co również podkreśla BIK. Wnioskować zatem można, że wyniki dotyczące akcji kredytowej z maja będą lepszym miernikiem skali zmian na rynku. Zgodnie z danymi Capital Economics aż 24% Polaków pracuje w branżach najbardziej narażonych na social distancing. To właśnie te osoby mogą mieć największe problemy z zaciągnięciem kredytu, kolejną grupą są osoby prowadzące działalność gospodarczą oraz te zatrudnione na umowy cywilnoprawne bądź na umowy o pracę na czas określony.

Podsumowanie

Zmiany cen na rynku mieszkaniowym są na razie praktycznie niewidoczne. Trudno uważać, że spadek ceny nieprzekraczający nawet 1% może powodować jakiekolwiek odczuwalne zmiany po stronie kupującego. Mimo tego, że radykalnie zmieniły się oczekiwania konsumentów z przekonania o niekończącym się wzroście cen do oczekiwania, że teraz ceny będą spadać. Oczywiście na rynku jest wiele czynników ryzyka, może nawet przechylają one szalę trendu cenowego w stronę korekty. Jednak Ci, którzy liczyli na wyraźny spadek cen jeszcze w tym roku, mogą się zawieść. Rynek nieruchomości na zmiany w gospodarce reaguje z opóźnieniem, nie nagle. Dodatkowo, jeżeli zmiany średnich cen miałyby być wyraźne, musiałoby minąć wiele miesięcy, a nawet lat. Perspektywa tego roku nie wygląda więc katastroficznie i jeżeli spadek cen będzie kontynuowany, to będzie on kilkuprocentowy, a nie kilkunastoprocentowy.

Piwo najczęściej promowanym alkoholem w pandemii. Reszta zanotowała duży spadek

W czasie pandemii liczba promocji alkoholi w gazetkach spadła o blisko 60% w porównaniu do analogicznego okresu w ub.r. Największe spadki dot. cydru i drinków. Wśród najczęściej promowanych alkoholi znalazło się piwo, które było prawie 3 razy więcej pokazywane niż mocne alkohole i blisko 4-krotnie częściej niż wino. Z analizy również wynika, że najbardziej w tej kwestii ograniczyły się hipermarkety, supermarkety i dyskonty. Z kolei na plusie były sieci cash&carry i convenience.

Patrząc na wyniki z czasu pandemii i porównując je do analogicznego okresu z zeszłego roku, widać, że liczba promocji alkoholi mocno spadała w gazetkach, tj. o 59,2%. – W sytuacji kryzysowej sieci mogły bardziej postawić na promocje towarów pierwszej potrzeby, w szczególności żywności i środków higienicznych. Miejsce w gazetkach jest ograniczone, a więc decydujące były takie czynniki, jak ekonomia i potrzeby konsumentów – komentuje Karol Kamiński z serwisu DING.pl.

Największy spadek zaliczył cydr – o 56%. Drinki alkoholowe miały o 40,9% mniej promocji, likiery i kremy – o 14,4%, a mocne alkohole (wóda, whisky itp.) – o 11,3%. – Cydr, mimo rosnącej z roku na rok popularności, wciąż nie zyskuje większej uwagi sieci. Likiery i kremy są kupowane okazjonalnie. Natomiast ograniczenie promocji mocnych alkoholi zapewne wiązało się z tym, że sieci były zmuszone bardziej skoncentrować się na art. żywnościowych i higienicznych. Poza tym tego typu alkohol w pandemii nie był raczej dla Polaków priorytetem. Dlatego sklepy tymczasowo postanowiły temat odpuścić – mówi Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland.

W TOP 3 najczęściej promowanych trunków podczas pandemii było piwo. Następne były alkohole mocne, a potem wina. – Piwo od wielu lat jest królem promocji, m.in. z powodu małej zawartości alkoholu, niskiej ceny i dużej dostępności. W czasie pandemii były pozamykane lokale gastronomiczne, w których sporo tego produktów się sprzedawało. Producenci mogli dojść do wniosku, że trzeba zwiększyć budżet na promocje w sklepach, żeby spożycie jak najmniej spadło. Dzięki temu piwo stało się alternatywą dla droższych i mocniejszych alkoholi, co odzwierciedlają zebrane dane – dodaje Karol Kamiński.

Wśród sieci największy spadek odnotowały hipermarkety – o 19,6%. Dalej były supermarkety – 8,6%, a także dyskonty – 8,5%. – Na przeszkodzie w aktywnym promowaniu alkoholi stanęły zabierające czas ograniczenia co do zachowań w sklepie, które musiały zostać wdrożone w czasie pandemii. W największym stopniu dotknęły one wielkopowierzchniowe sklepy. W mniejszych placówkach były mniej dotkliwe – wyjaśnia dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni obserwator rynku detalicznego.

Z kolei na plusie były sieci cash&carry – 15,8%, a także sklepy typu convenience – 1,3%. – Formaty hurtowe mogły zwiększyć ilość promocji alkoholi, bo drastycznie spadła w nich sprzedaż. Wynikało to z zamknięcia barów, restauracji i innych lokali regularnie zaopatrujących się w hurtowniach przed pandemią. Promocje trunków alkoholowych miały więc zachęcić pozostałych klientów do zakupów – podsumowuje Katarzyna Grochowska.

Analizę wykonali eksperci z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz serwisu DING.pl. Porównano dane z okresu od początku lutego do końca kwietnia br. i z analogicznego czasu w ub.r. Weryfikacji poddano ponad 23 tys. promocji.

Rekordowa liczba aż 26 startupów technologicznych z Europy Środkowo-Wschodniej rozpoczyna akcelerację u boku MIT Enterprise Forum CEE i partnerów programu

26 najbardziej obiecujących startupów pochodzących z regionu Europy Środkowo-Wschodniej rozpoczyna akcelerację w ramach 3. edycji programu MIT Enterprise Forum CEE.  Wśród wybranych firm technologicznych tym razem znaleźli się m.in. właściciele narzędzia do automatyzacji trend-spottingu i projektów typu foresight, wynalazcy inteligentnego selektora testów regresyjnych, twórcy systemu biometrii głosowej, technologii szybkiego chłodzenia czy elektronicznego języka.

Celem programu akceleracji MIT Enterprise Forum CEE jest wspieranie i promowanie innowacyjnych startupów technologicznych z regionu Europy Środkowo-Wschodniej oraz pomoc w ich rozwoju na nowych rynkach.

Ponad 200 aplikacji z 23 krajów

Dwumiesięczna rekrutacja do III edycji akceleratora MIT Enterprise Forum CEE, która zakończyła się 8 marca 2020 roku, kierowana była do startupów, które posiadają już gotowy do wprowadzenia na rynek produkt lub usługę z obszarów: Industry 4.0, Martech, E-commerce, Artificial Inteligence, Data Analytics, Medtech, Fintech, Health, Energy, czy VR i AR.

Do projektu finalnie zgłosiło się 221 startupów z 20 krajów Europy i Bliskiego Wschodu. Najbardziej perspektywiczne 26 startupów, których aplikacje zostały rozpatrzone pozytywnie pochodzą z 4 krajów: Polski, Wielkiej Brytanii, Bułgarii i Węgier.

Startupy, które zakwalifikowały się do akceleratora MIT Enterprise Forum CEE zyskują dostęp do zespołu ponad 120 polskich i międzynarodowych ekspertów, unikalnego know-how z uniwersytetu MIT, przekazywanego w oparciu o zrewidowany przez nas w 2020 roku model warsztatów w oparciu o metodologię 24 kroków przedsiębiorczości zdyscyplinowanej autorstwa Billa Auleta – prof. na MIT, a także zaplecza technicznego i technologicznego partnerów programu – mówi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration MIT Enterprise Forum CEE. Każdy z przedsiębiorców otrzymuje również szansę na pilotażowe wdrożenie swojego projektu oraz szereg usług doradczych sfinansowanych w kwocie do 200 tys. zł. Dodatkowo startupy będą mogły wziąć udział w konkursie CVC Young Innovator Award, którego zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości 100 000 zł na dalszy rozwój działalności  – dodaje Łukasz Owczarek.

Uczestnictwo w programie akceleracji afiliowanym przy MIT to, jak pokazuje historia krok milowy w rozwoju każdego przedsiębiorstwa myślącego o ekspansji, współpracy z potentatami rynku czy wejściu na rynek w USA.

MIT EF CEE to edukacja menedżerska w najlepszym wydaniu. To również wyrobiona marka, która przyciąga najlepsze osoby – zarówno mentorów jak i przedstawicieli firm, którzy wśród uczestniczących startupów znajdują swoich przyszłych partnerów biznesowych. Sami mieliśmy przyjemność być uczestnikami 2 edycji programu akceleracji. Zyskaliśmy praktyczną wiedzę, nowe kontakty biznesowe oraz świetne wspomnienia. Realizowaliśmy wtedy dla PZU wdrożenie projektu rekrutacyjnego – nasza platforma pozyskała dla firmy nowych kandydatów i automatycznie oceniała ich umiejętności maksymalizując szansę na dobre dopasowanie.

Trzymamy kciuki za uczestników 3 edycji programu! Zakwalifikowanie się do akceleracji przy tak dużej ilości konkurentów z 23 krajów to już samo w sobie duże osiągnięcie. Największe wyzwania dopiero jednak przed Wami! Tomasz Florczak, CEO, ChallengeRocket.com

Lista wybranych technologii rozwijanych przez startupy zakwalifikowane do 3 edycji programu MIT Enterprise Forum CEE:

Ademotion to narzędzie do personalizacji przekazu reklamowego, bazujące na osobowości, systemie wartości i estetycznych preferencjach.

AIQA to inteligentny selektor testów wykorzystujący innowacyjne metody sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. AIQA redukuje liczbę wykonywanych testów regresyjnych na serwerze CI o blisko 90%, optymalizując procesy testowania projektów programistycznych.

Ate.today to aplikacja mobilna łącząca się bezprzewodowo z wagą kuchenną, która pozwala cukrzykom w prosty sposób zadbać o swoją dietę, redukując ryzyko wystąpienia powikłań zagrażających życiu osób chorujących na cukrzycę.

BallSquad to system do zarządzania obiektami sportowymi oraz aplikacja do rezerwacji online i tworzenia wydarzeń sportowych.

Bakuun.com to rozwiązanie, które pomaga liniom lotniczym oszczędzać pieniądze i czas w przypadku wystąpienia zakłóceń w ruchu lotniczym, oferując firmom system, który jest w stanie w 2 minuty znaleźć i zarezerwować nawet 100 pokoi hotelowych.

Bitres oferuje system biometrii głosowej, który może być wykorzystywany w procesie potwierdzania tożsamości w sieci lub centrum obsługi telefonicznej.

Blovly to globalna platforma do masowej, spersonalizowanej, dwustronnej komunikacji marek z klientami, opartej na grywalizacji i przetwarzaniu języka naturalnego przy użyciu sztucznej inteligencji.

Clinic Hunter to marketplace łączący pacjentów z klinikami na całym świecie. Rozwiązanie pomaga pacjentom znaleźć klinikę i zorganizować leczenie za granicą, a także zaplanować nadchodzącą podróż. Clinic Hunter wspiera pacjentów w organizacji takiego leczenia jak: gastric sleeve, dental implants czy hair transplant.

EasySolar to platforma automatyzująca i usprawniająca sprzedaż instalacji fotowoltaicznych, przeznaczona dla firm zajmujących się sprzedażą mikro i małych instalacji.

FitMech – chmurowa platforma IIOT służąca zbierania, analizy i wizualizacji danych w celu zwiększania wydajności i dostępności maszyn produkcyjnych.

FutureOn to narzędzie do automatyzacji trendspottingu i projektów typu foresight z bezpośrednim przełożeniem na potencjał wdrożeniowy w oparciu o Big Data – SaaS.

GoodSafe to rozwiązanie gwarantujące bezpieczny i kontrolowany dostęp do dokumentów, polis, testamentów, rachunków lub innych ważnych informacji gromadzonych przez użytkownika, których treść, zgodnie z rozporządzeniem właściciela zostanie ujawniona w określonych przypadkach losowych, dając gwarancję automatycznego i niezaburzonego wykonania autoryzowanych wcześniej dyspozycji.

Goodsleeper to aplikacja dygitalizująca program poznawczo-behawioralnej terapii bezsenności, będącej potwierdzoną naukowo formą leczenia zaburzeń snu.

Hilo Solutions to startup, który opracował HILO.1 – oparte na technologii AI rozwiązanie IT typu cleantech automatyzujące udział w rynku energii DSR, w sposób bezpieczny dla zarządzanej infrastruktury.

Immuno8 rozwiązuje problem późnej detekcji immunogenności nowych leków, używając narzędzi in-silico, opartych o komputerowe modelowanie molekularne, które może zostać użyte nawet w bardzo wczesnych fazach projektowania nowego leku biotechnologicznego.

Oxygeni to firma, która stworzyła filtr zanieczyszczeń powietrza oparty na wykorzystaniu istniejącej miejskiej infrastruktury oświetlenia ulicznego. Urządzenie posiada zdalny dostęp z prostym systemem obsługi i zarządzania.

PioLigOn to startup, który przy użyciu metod obliczeniowych z powodzeniem rozwija platformę do projektowania leków peptydowych, pozwalającą na rozszerzanie peptydów o nienaturalne aminokwasy oraz precyzyjne określanie miejsca ich pożądanego wiązania.

Planent Heroes to stworzona w Polsce platforma finansowania społecznościowego o globalnym zasięgu, która wykorzystując technologię fintechową, umożliwia realizację przekazu pieniężnych w schemacie peer-to-peer w formie darowizn na rzecz wspierania projektów około środowiskowych i ich szerokiej promocji.

Sensoliq to „elektroniczny język” umożliwiający ocenę smaku leków, które ze względów etycznych nie mogą być badane przez panele eksperckie.

SliceUp to rozwiązanie, które bazując na analizie danych w czasie rzeczywistym, przewiduje możliwe awarie informatyczne, zanim te nastąpią, ograniczając ewentualne koszty będące następstwem przestojów infrastruktury IT.

Steppie to rozwiązanie typu platforma e-commerce dla polis ubezpieczeniowych, dzięki któremu użytkownik samodzielnie, online dokonuje zakupu wybranej ochrony.

TokWise to rozwiązanie, które wspiera firmy energetyczne przyspieszając ich transformację cyfrową poprzez optymalizację procesów zarządzania ich portfelem

UltronAR to startup oferujący rozwiązania dla biznesu z wykorzystaniem rzeczywistości rozszerzonej, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego.

V-Chiller to całkowicie ekologicznie rozwiązanie wykorzystujące technologię szybkiego chłodzenia, które na żądanie w niespełna minutę może schłodzić 4 lub więcej puszek napoju, oszczędzając mnóstwo energii.

VivaDrive to rozwiązanie, które optymalizuje koszty operacyjne flot aut tradycyjnych i elektrycznych, i pozwala firmom wdrożyć niskoemisyjny transport.

WebTotem to aplikacja typu web służąca do monitorowania, która pomaga firmom chronić swoje strony internetowe przed włamaniami i stale ewoluującymi zagrożeniami cybernetycznymi.

Partnerami głównymi programu są trzy organizacje: Adamed – firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, która powstała na bazie polskiej myśli naukowej i własnych patentów, system firm Coca-Cola w Polsce – lider rynku napojów bezalkoholowych, a także firma MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, będących dostawcą kompleksowych rozwiązań z zakresu Fintech, energii odnawialnej oraz szeroko pojętego SmartCity. Partnerami wspierającymi są: Allmedica, Archicom, CVC Capital Partners, TVN – część Grupy Discovery, HubHub, MDI Energia, Nationale-Nederlanden, Sabre Polska, Sollers Consulting i PZU. Realizacja programu dofinansowana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.