Pracodawcy RP: „Nie” dla drogowego rachunku powierniczego

0

Dodatkowa biurokracja, rozwiązywanie dawno rozwiązanego problemu, wyższe koszty realizacji inwestycji drogowych – takie byłyby efekty „drogowego rachunku powierniczego”, jaki opracowało Ministerstwo Sprawiedliwości. Pakiet przepisów miałby regulować rozliczenia finansowe pomiędzy generalnymi wykonawcami a podwykonawcami.

Projekt nie ujrzał jeszcze oficjalnie światła dziennego – i lepiej by ten stan nigdy się nie zmienił. Branża budowlana boryka się z licznymi realnymi problemami, które wymagają pilnego rozwiązania i na nich właściwe instytucje powinny skupić swoją uwagę.

Sektor budowlany to barometr kondycji gospodarki. Co zatem można wyczytać z danych oraz wypowiedzi przedstawicieli branży budowlanej? Z jednej strony widać coraz więcej rozpoczynanych inwestycji, branża się rozpędza. Na horyzoncie widać już jednak czarne chmury w postaci braku waloryzacji umów z partnerami publicznymi (co jest konieczne z powodu dynamicznie rosnących cen materiałów budowlanych), niedoboru pracowników czy trudności w terminowych dostawach surowców i materiałów. Do tego dochodzą zmiany podatkowe, najpierw odwrócony VAT, a teraz split payment.

W obliczu tylu wyzwań należałoby skupić się na rozwiązywaniu poszczególnych problemów jeden po drugim. Niestety wygląda na to, że sektor budowlany nie ma w rządzie żadnego stałego patrona. To jedyny logiczny wniosek, skoro za regulowanie relacji generalnych wykonawców z podwykonawcami zabiera się… Ministerstwo Sprawiedliwości. Gdzie są bardziej właściwe do tego Ministerstwo Infrastruktury, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju lub Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii? Polska silosowa w pełnej krasie.

Biurokracja tylko zaszkodzi

Resort sprawiedliwości proponuje zamrożenie środków finansowych oraz dodatkową biurokrację z potężną mocą decyzyjną. Oto urzędnik miałby decydować o tym, czy inwestor publiczny może już zapłacić generalnemu wykonawcy. To znów próba wprowadzenia systemu, w którym urzędnik wie najlepiej. Tymczasem ze świecą można w Polsce szukać takiego sprawnie działającego systemu. Resort sprawiedliwości miesza też w niedopuszczalny sposób spory cywilne z administracyjną drogą odwoławczą.

A wszystko to w sytuacji, gdy po „budowlanej katastrofie” z okazji EURO 2012 wprowadzono od 2014 roku szereg zmian prawnych mających na celu zabezpieczenie pozycji i interesów podwykonawców. Ten problem jest już rozwiązany – jeśli występują nieprawidłowości, może najpierw trzeba by sprawdzić, czy przestrzegane są już obowiązujące przepisy. Nie może być tak, że lekarstwem na całe zło – w tym przypadku na rzekome tysiące skarg napływających do resortu sprawiedliwości – będzie nowa ustawa oraz kolejne obowiązki biurokratyczne. Paradoksalnie, resort sprawiedliwości chce „zatroszczyć się” tylko o inwestycje drogowe – co wynika wprost z ustawy – jakby na kolei nie prowadzono projektów modernizacyjnych wartych dziesiątki miliardów złotych.

Czytaj również:  Pracodawcy RP: Koszt choroby pracownika musi przejąć ZUS lub Fundusz Pracy

Ciężki los generalnego wykonawcy

Skutkiem projektowanych zmian może być to, że zmaleje liczba generalnych wykonawców. Już teraz pełnienie roli generalnego wykonawcy to biurokratyczna mitręga oraz istotny wysiłek finansowy. Nie chcą tej roli podejmować średni i duzi podwykonawcy. Generalny wykonawca składa ofertę, w której musi przewidzieć większość ryzyk na kilka lat do przodu, a następnie czeka – nierzadko wiele miesięcy – na rozstrzygnięcie przetargu przez publicznego zamawiającego. Gdy już jego oferta zostanie wybrana, jest zobowiązany do przedstawienia zabezpieczenia dobrego wykonania kontraktu (gwarancja bankowa), przedstawiania każdej umowy podwykonawczej do akceptacji, dokumentowania zapłaty dla każdego podwykonawcy przed uzyskaniem płatności od inwestora. Dołożenie do tego formalności związanych z tzw. drogowym rachunkiem powierniczym, ubieganiem się o decyzję inspektora drogowego i ew. odwołania do 11-osobowej komisji nie stanowią zachęty do pełnienia roli generalnego wykonawcy. Warto o tym pamiętać w sytuacji, gdy coraz więcej przetargów jest unieważnianych z powodu przekroczenia kosztorysu zamawiającego lub braku jakichkolwiek ofert.

Nie ulega wątpliwości, że projektowane – choć nieujawnione ani na piśmie, ani na stronie Rządowego Centrum Legislacji – przez Ministerstwo Sprawiedliwości rozwiązania nie tylko nie rozwiążą żadnego z palących problemów dla branży budowlanej, to jeszcze przyczynią się do powstania nowych. Sektor potrzebuje interwencji legislacyjnej, lecz skierowanej na zupełnie inne obszary. W szczególności rozwiązania wymaga kwestia waloryzacji umów. Jest jeszcze czas, żeby zająć się tym zanim nastąpi powtórka z końca poprzedniej perspektywy finansowej UE, gdy wielkie inwestycje infrastrukturalne współfinansowane ze środków unijnych zakończyły się falą bankructw firm budowlanych. Wówczas upadli zarówno generalni wykonawcy, jak też małe firmy podwykonawcze. Zbliżamy się do powtórki z tej sytuacji i potwierdzenia reguły, że historia niczego nie uczy.