Rolnicy poszkodowani przez suszę mogą ubiegać się o pomoc do 31 października. Pierwsze gospodarstwa już otrzymały rekompensaty

Rolnicy poszkodowani przez suszę mogą ubiegać się o pomoc do 31 października. Pierwsze gospodarstwa już otrzymały rekompensaty 1

Jeszcze do końca miesiąca rolnicy poszkodowani przez suszę mogą składać wnioski o pomoc finansową w powiatowych biurach Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. O wsparcie mogą ubiegać się gospodarstwa, w których szkody objęły 70 proc. upraw i więcej, ale także te, w których straty wyniosły 30–70 proc. Do tej pory wpłynęło już ponad 106 tys. wniosków, a pierwsze gospodarstwa już otrzymały rekompensaty. Na pomoc dla poszkodowanych rolników rząd przeznaczył w sumie 1,5 mld zł.

Susza jest poważnym problemem. Kryzys dotyka całej Europy, w tym również Polski. Szacunki mówią o ponad 200 tys. gospodarstw objętych klęską suszy. To jest około 3,5 mln ha. Te szacunki mogą się jeszcze trochę zmienić, natomiast ludzie nie mogą pozostać bez pomocy. Przeznaczyliśmy na nią najwyższą kwotę w historii – 1,5 mld zł. Ta pomoc szybko trafi do rolników dzięki procedurom, które przyjęliśmy. Bez konieczności czekania kilku miesięcy aż wszyscy złożą wnioski, rolnicy mogli niezwłocznie, kiedy mieli już podpisane protokoły od wojewodów, udać się do agencji i wnioskować o pomoc – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Skutki tegorocznej suszy odczuli rolnicy w ponad 80 proc. gmin w Polsce. Tegoroczne zbiory są dużo mniejsze i gorszej jakości. To oznacza, że przychody gospodarstw będą znacząco niższe.

Od 14 września rolnicy poszkodowali przez suszę mogą składać wnioski o pomoc finansową w powiatowych biurach ARiMR. Do wniosku należy dołączyć kopię protokołu oszacowania szkód, w którym będzie zawarta informacja o powierzchni upraw dotkniętych klęską suszy.

Stawka pomocy została ustalona precyzyjnie. Jeżeli straty w gospodarstwie wynoszą 70 proc. i więcej, stawka wynosi 1 tys. zł do hektara. Natomiast jeśli straty mieszczą się w przedziale 30–70 proc., jest to 500 zł do hektara. Wprowadzony w 2010 roku wymóg unijny mówi, że aby otrzymać pełną wysokość dopłaty, gospodarstwo musi mieć ubezpieczone co najmniej 50 proc. gruntów – mówi Jan Krzysztof Ardanowski. – Przypomnę, bo to budzi kontrowersje, że w ubezpieczeniu nie uwzględnia się użytków zielonych, czyli łąk i pastwisk. Na użytki zielone również można otrzymać pomoc, jeżeli straty zostały oszacowane, ale nie są brane pod uwagę przy wyliczaniu ubezpieczenia.

Gospodarstwa, w których straty wyniosły co najmniej 70 proc., zostały objęte pomocą w pierwszej kolejności. Te, które nie miały ubezpieczone co najmniej połowy gruntów, otrzymają pomoc o połowę niższą, czyli 500 zł do 1 ha.

– W przypadku rolników, którzy mają produkcję zwierzęcą, to jeżeli wyliczona strata nie przekraczałaby 30 proc., wówczas uwzględnia się same grunty i straty, które wystąpiły na tych gruntach. To rozwiązanie wprowadziliśmy w tym roku po raz pierwszy. Dzięki temu rolnicy, którzy mają produkcję zwierzęcą, nie są dyskryminowani – wyjaśnia minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Wnioski o pomoc finansową rolnicy mogą składać jeszcze do 31 października bezpośrednio w powiatowych biurach Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, podległej resortowi rolnictwa. Minister wprowadził taką możliwość, ponieważ samorządy zbyt wolno szacowały straty gospodarstw, a protokoły niezbędne do wypłat przekazało raptem około 1/3 gmin.

Do 1 października mieliśmy już ponad 106 tys. złożonych wniosków, czyli mniej więcej połowę tego, co spodziewamy się otrzymać od rolników. Na ich konta trafiło już kilkadziesiąt milionów złotych. Chciałbym, aby przebiegało to szybciej, ale wszystko odbywa się pod ścisłą kontrolą. Te środki muszą zostać sprawdzone, one nie mogą być nadużywane, dlatego zajmuje to kilka dni – podkreśla Jan Krzysztof Ardanowski.

Jak podaje ARiMR, do 28 września wydano blisko 8 tys. decyzji przyznających pomoc w łącznej kwocie 43,5 mln zł.

Coraz więcej krajów Ameryki Południowej zamawia w Polsce banknoty i dokumenty. Krajowa spółka wygrywa też z konkurencją w Azji i Afryce

Rośnie eksport Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Obecnie szacuje się go nawet na 11 proc. przychodów spółki. Szczególnie aktywna PWPW jest w krajach Ameryki Południowej, gdzie dostarcza banknoty i dokumenty paszportowe. Wśród ostatnich zleceń są m.in. banknoty o nominałach 5 i 10 quetzali. Spółka zdobywa też coraz więcej kontraktów w Afryce i Azji.

– Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych jest obecna w zasadzie na wszystkich rynkach świata, także na kontynencie azjatyckim, afrykańskim oraz w Ameryce Południowej, która staje się powoli strategicznym kierunkiem naszej ekspansji międzynarodowej. Realizujemy kontrakty banknotowe, ale również dostarczamy dokumenty, szczególnie paszportowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janusz Kowalski, członek zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

PWPW już od 2011 roku sukcesywnie zdobywa rynek Ameryki Łacińskiej. W sierpniu 2018 roku podpisała z Banco de Guatemala kolejną, największą od sześciu lat umowę na produkcję banknotów o nominałach 5 i 10 quetzali. Polska spółka realizuje też inne zamówienia dla krajów z tego regionu – wśród nich są produkcja 170 mln sztuk banknotów dla Hondurasu czy 55 mln sztuk banknotów dla Dominikany. Od 2018 roku PWPW produkuje paszporty dla Hondurasu, a od kilku lat komponenty paszportowe dla Ekwadoru.

– Od 8–9 lat eksport PWPW rośnie z roku na rok i stanowi dzisiaj 11 proc. rocznych przychodów spółki. Bardzo interesującym dla nas rynkiem jest Afryka i Azja. Mamy stamtąd bardzo dużo zapytań oraz pierwsze realizacje, jak np. produkcja banknotu kolekcjonerskiego dla Dżibuti w Afryce. Jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalni na tamtejszych rynkach – wskazuje Janusz Kowalski.

Polska spółka jest aktywna także w Europie. Od niedawna realizuje kontrakt na paszporty i dokumenty identyfikacyjne dla Islandii. Jej flagowym projektem jest też produkcja dowodów z warstwą elektroniczną m.in. dla Armenii i Litwy. Jak podkreśla Janusz Kowalski, każdy nowy kontrakt to ogromna szansa dla PWPW, bo jeden produkt może się przełożyć na zamówienie kolejnych.

 Za jednym produktem, np. banknotowym, może za chwilę iść również zainteresowanie dokumentami ID, paszportami, a również papierem zabezpieczonym czy systemami IT. W tym jesteśmy na pewno konkurencyjni w stosunku do naszych partnerów z Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii – ocenia przedstawiciel PWPW.

Kowalski zaznacza, że spółka jest w stanie sprostać wszystkim, nawet najwyższym, wymaganiom, ponieważ na bieżąco dostosowuje park maszynowy do najnowszych trendów na rynku druków zabezpieczonych.

– Dzięki temu, że patrzymy i konfrontujemy nasze opinie i pomysły z rozwiązaniami na świecie, potrafimy proponować również na rynek polski nowoczesne rozwiązania w znakomitej jakości. Dzięki temu ekspansja międzynarodowa i eksport wspierają technologicznie i jakościowo badania i rozwój w kraju oraz polską myśl techniczną – zapewnia Kowalski.

PWPW znajduje się w gronie kilkunastu przedsiębiorstw na świecie, które mają niezbędne kompetencje do produkcji banknotów na podłożach polimerowych. Jest też na liście podmiotów akredytowanych do produkcji banknotów euro.

– Większość państw na świecie nie ma narodowych producentów banknotów i systemów IT związanych z bezpieczeństwem funkcjonowania systemów państwa, jakim jest PWPW dla Rzeczypospolitej Polskiej – mówi Janusz Kowalski.

W obszarze usług finansowych Polacy wciąż najbardziej ufają bankom. Coraz bardziej otwierają się na ofertę innych podmiotów

W obszarze usług finansowych Polacy wciąż najbardziej ufają bankom. Coraz bardziej otwierają się na ofertę innych podmiotów 2

Polski rynek fintechów, czyli innowacyjnych firm z pogranicza finansów i nowych technologii, wart jest  niemal 860 mln euro – wynika z raportu Deloitte „CEE FinTech Report”. Z ich produktów i usług korzysta co piąty Polak, ale wielu z nich robi to nieświadomie. W przekonaniu Polaków usługi finansowe to wciąż domena banków i to im ufają najbardziej. Stają się jednak coraz bardziej otwarci na nowinki technologiczne w obszarze finansów. Ten proces powinna przyspieszyć unijna dyrektywa PSD2.

Sektor bankowy cieszy się największym zaufaniem w Polsce. Wynika to z historycznych uwarunkowań. Sektor bankowy od zawsze był naturalnym miejscem, w którym deponowaliśmy środki, stąd też ufa mu 70 proc. Polaków. Dla porównania globalnym przedsiębiorstwom technologicznym ufa znacznie mniej, bo 40 proc. Polaków. Co ciekawe, Polacy chętniej zaufaliby swojemu dostawcy usług telekomunikacyjnych niż dużym, globalnym graczom technologicznym – mówi agencji Newseria Biznes Miłosz Kurzawski, ekspert Blue Media.

Jak wynika z raportu „Podejście Polaków do fintechów” firmy Blue Media, mimo stosunkowo wysokiego zaufania do takich koncernów jak Google, Facebook, Amazon czy Apple, Polacy niechętnie korzystaliby z oferowanych przez nich usług finansowych lub udostępniliby im swoje dane do bankowości internetowej. Taką gotowość zadeklarowało 8 proc. badanych, podczas gdy innemu bankowi takie dane przekazałoby 33 proc. ankietowanych, a e-sklepowi – 24 proc.

Polacy przede wszystkim obawiają się o bezpieczeństwo swoich danych. Jest to też spowodowane nowymi przepisami RODO, które 25 maja br. weszły w życie. Polacy od tego czasu zdecydowanie bardziej patrzą na to, gdzie, komu i w jakim celu powierzają swoje dane. Większość Polaków w badaniach wskazuje, że tego boją się w nowinkach technologicznych – mówi Miłosz Kurzawski.

Badanie Blue Media wskazuje jednak, że Polacy otwierają się na innowacyjne usługi finansowe oferowane przez inne podmioty niż instytucje finansowe, np. fintechy. Wprawdzie zaledwie 7 proc. jest gotowych z nich skorzystać (czyli mniej niż rok temu), jednak zdecydowanie stopniał odsetek tych, którzy mówią takim rozwiązaniom zdecydowane „nie” (Z 81 proc. do 44 proc.).

– Fintechy, czyli przedsiębiorstwa z sektora finansowo-technologicznego, cieszą się coraz większym zaufaniem Polaków i coraz chętniej Polacy korzystają z ich usług. Bardzo często nawet nie wiedzą, że korzystają z usług fintechów – mówi ekspert Blue Media.

Raport „CEE FinTech Report” pokazuje, że obecnie z usług instytucji fintechowych korzysta ponad 20 proc. Polaków. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych z technologii finansowych korzysta tylko 15 proc. Amerykanów. Badanie Deloitte prognozuje, że jeszcze przed 2020 rokiem w Polsce odsetek ten wzrośnie do ok. 50 proc.

– Polacy bardzo pozytywnie zapatrują się na wszelkiego rodzaju nowinki technologiczne. Jesteśmy pod tym względem jednym z najbardziej rozwiniętych na świecie rynków finansowych. Dla Polaków płatności zbliżeniowe są w zasadzie naturalne. Podobnie jak przelewy ekspresowe. Wszystkie nowości są bardzo szybko adaptowane i stają się w Polsce standardem – mówi Miłosz Kurzawski.

Dużą rolę w rozwoju fintechów odegra PSD2, czyli Payment Services Directive II – unijna dyrektywa o usługach płatniczych, a także przepisy dostosowujące do niej polskie prawo. PSD2 wpłynie w znaczącym stopniu na kształt całego rynku usług płatniczych, a tym samym na działalność między innymi banków, instytucji płatniczych, podmiotów oferujących karty sklepowe, karty paliwowe, niezależnych operatorów bankomatów czy innych niebankowych dostawców usług płatniczych.

– PSD2 wprowadza nam przede wszystkim dwie nowe instytucje. Wprowadza nam TPP, czyli trzecią zaufaną stronę, oraz usługi inicjacji płatności, a także usługi dostępu do informacji. Są to usługi, których dotychczas nie było. Nowe podmioty z sektora finansowo-technologicznego będą mogły na wyraźne żądanie użytkownika zainicjować w jego imieniu płatność, np. w sklepie internetowym, lub też uzyskać dostęp do rachunku płatniczego użytkownika i wyciągnąć z niego informacje, np. w celach oceny wiarygodności kredytowej – mówi Miłosz Kurzawski.

Z raportu „Sektor finansowy coraz bardziej fintech” globalnej firmy doradczej PwC wynika, że 57 proc. klientów banków jest skłonnych zastąpić doradcę rozwiązaniem technologicznym. Fintechy mogą w nadchodzących latach przejąć do 33 proc. światowego rynku usług finansowych.

– PSD2 to dyrektywa europejska, co otwiera nam znacząco rynek. Polskie fintechy będą mogły dostarczać swoje usługi klientom z innych krajów europejskich, ale zadziała to również w drugą stronę, czyli podmioty z innych rynków europejskich będą mogły zaoferować swoje usługi w Polsce. Oznacza to pojawienie się zupełnie nowych, dotychczas niedostępnych dla klientów usług – dodaje Miłosz Kurzawski.

Domy z materiałów naturalnych coraz popularniejsze. Budowane z drewna lub gliny i słomy powstają nawet w ciągu kilku miesięcy

Domy z materiałów naturalnych coraz popularniejsze. Budowane z drewna lub gliny i słomy powstają nawet w ciągu kilku miesięcy 3

Domy drewniane lub wznoszone w innych technologiach z użyciem materiałów naturalnych, takich jak słoma i glina, cieszą się rosnącą popularnością. Można je zbudować już w ciągu kilku miesięcy. Są proekologiczne, przyjazne dla zdrowia i mogą być tańsze w eksploatacji. Wbrew obiegowej opinii domy z drewna lub słomy i gliny nie są mniej trwałe od tradycyjnych i mogą z powodzeniem służyć za całoroczne i wielopokoleniowe. Warunkiem jest dobry projekt i wykonawstwo.

Domy drewniane lub wznoszone w innych technologiach alternatywnych z użyciem materiałów naturalnych charakteryzuje bardzo pozytywny wpływ na zdrowie człowieka. Panuje w nich specyficzny mikroklimat, wilgotność w pomieszczeniach jest regulowana naturalnie. Takie budynki mają dobrą akustykę i walory izolacyjne. Są biodegradowalne, odnawialne, przyjazne dla środowiska. Dodatkowo domy drewniane mogą się charakteryzować większą powierzchnią użytkową przy tych samych wymiarach zewnętrznych, co wynika z cieńszych ścian. Domy wznoszone z materiałów naturalnych mają także lekką konstrukcję, więc można je posadowić na zróżnicowanym podłożu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Komorowska z Centrum AMRON.

Dom w technologii drewnianej bądź dom z gliny i słomy można zbudować już w ciągu jednego sezonu, czyli w niespełna rok. Doświadczonej, kilkuosobowej ekipie postawienie samej konstrukcji budynku drewnianego może zająć raptem kilka dni. Kolejne etapy, czyli wznoszenie ścian zewnętrznych, wewnętrznych, pokrycie dachowe, instalacje, elementy wykończeniowe, to kilka dodatkowych miesięcy.

 W przypadku domów wykonanych z gliny i słomy możemy mieć do czynienia nawet z budową wykonaną własnym sumptem. Istnieją również organizacje, które szkolą i udzielają pomocy w tym zakresie. Finalny czas budowy w tej technologii zależy od wiedzy, warsztatu oraz od możliwości czasowych wykonawcy – mówi Joanna Komorowska.

Koszty budowy domu z gliny i słomy oscylują wokół 1,8–2,6 tys. zł za metr kwadratowy, przy czym najdroższym elementem jest robocizna. Cena jednej kostki sprasowanej słomy to zaledwie kilka złotych, więc całkowity koszt tego surowca, potrzebnego do wzniesienia średniej wielkości budynku, wynosi kilka tysięcy złotych. Glinę w postaci sproszkowanej kupuje się w cegielni. Sumaryczny koszt podnosi jeszcze tynk gipsowy lub piasek o drobnej frakcji do gładzenia ścian. Niemniej jednak budowa takiego domu jest zwykle tańsza niż budowa domu wznoszonego w technologii tradycyjnej. Nieco droższe są domy drewniane.

Wedle obiegowej opinii budownictwo drewniane bądź budownictwo z gliny i słomy jest mniej trwałe od tradycyjnego. Nie jest to jednak prawda, ponieważ budynki drewniane i wznoszone z użyciem innych naturalnych materiałów mogą z powodzeniem służyć za domy całoroczne i wielopokoleniowe. Wszystko zależy od rozwiązań montażowo-konstrukcyjnych, zastosowanych w projekcie, jakości wykonawstwa oraz sposobu eksploatacji takiego budynku.

– Odpowiednie zabezpieczenie przed deszczem i utrzymanie właściwej wilgotności drewna rzędu ok. 18 proc. skutkuje trwałością materiałów. Z kolei mokre drewno ma obniżone wartości konstrukcyjne i izolujące. W budownictwie drewnianym ważne jest zabezpieczenie właściwym impregnatem chroniącym przed pożarem i rozprzestrzenianiem się ognia. W tym celu stosuje się preparaty chemiczne, jak również używa się na szeroką skalę płyt kartonowo-gipsowych. Elementy drewniane chroni się także przed szkodnikami, wykorzystując odpowiednią obróbkę, czyli struganie czterostronne i suszenie komorowe – mówi Joanna Komorowska.

W Polsce najbardziej rozpowszechnioną formą budownictwa drewnianego jest system budownictwa kanadyjskiego, natomiast znany jest także system budownictwa skandynawskiego czy niemieckiego. Te systemy różnią się między sobą m.in. grubością ścian, stropów i dachów, a także układem warstw ściany zewnętrznej.

Polskie firmy coraz śmielej podbijają branżę kosmiczną. W ciągu kilku lat możemy odnosić sukcesy w rozwoju innowacyjnych technologii kosmicznych

Polski sektor kosmiczny dynamicznie się rozwija. Przystąpienie do Europejskiej Agencji Kosmicznej ten rozwój znacznie przyspieszyło. Pojawia się coraz więcej firm, które z powodzeniem rywalizują z zagranicznymi o największe kontrakty. Od 2012 roku liczba krajowych podmiotów zarejestrowanych na portalu przetargowym ESA wzrosła kilkukrotnie. Sukces w programie kosmicznym może zapewnić Polsce znalezienie niezagospodarowanej niszy, jak elektronika czy mechanika.

–  Nie powiedziałbym jeszcze, że jesteśmy znaczącym graczem, ponieważ jesteśmy stosunkowo nowym członkiem ESA. Wiem, że takie są docelowe plany, żebyśmy za parę lat mogli mieć 3 proc. tego europejskiego tortu, i to już byłoby dobrze. Na razie cały czas mamy taką inicjatywę, która rozpoczęła się 5 lat temu, Polish Industry Incentive Scheme, czyli program wspierania polskich przedsiębiorstw na etapie, kiedy dopiero zaczęliśmy tę współpracę. Ten program przyniósł bardzo dobre efekty – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Przemysław Kołakowski, prezes firmy Adaptronica.

W Polsce przemysł kosmiczny dynamicznie rośnie od momentu przystąpienia do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w 2012 roku. Krajowe firmy otrzymały od tego czasu finansowanie w wysokości kilkudziesięciu milionów euro. Pojawia się coraz więcej firm, które skutecznie wchodzą na rynek kosmiczny. Jeszcze dwa lata temu na rynku istniało blisko 30 firm, które same identyfikowały się z branżą kosmiczną i były zarejestrowane na portalu przetargowym ESA, czyli EMITS. Obecnie jest ich już kilkukrotnie więcej, a tylko w 2017 roku Polacy złożyli skutecznie ponad 171 aplikacji do ESA. Do końca listopada 2017 roku polskie podmioty uzyskały zaś kontrakty na ok. 57 mln euro .

– Myślę, że mamy potencjał w branży kosmicznej. Są pewne nisze, gdzie polskie przedsiębiorstwa naprawdę mają swoje wysokie kompetencje i takimi niszami są np. elektronika czy mechanika. Wydaje mi się, że te pierwsze ścieżki zostały na tyle przetarte, że w dalszych latach powinny sobie te przedsiębiorstwa, które już miały z tym do czynienia, jak najbardziej poradzić – przekonuje Przemysław Kołakowski.

Rządowa Polska Strategia Kosmiczna zakłada, że polskie firmy powinny się zainteresować zwłaszcza małymi satelitami i nanosatelitami. Ich koszt jest niższy od dużych (ok. 30–50 mln dol., przy 150 mln dol. dużego satelity). Na rynku małych i mikrosatelitów o wartości 90 mld dol. konkuruje 110 podmiotów. Rynek nanosatelitów (do 10 kg) jest rozdrobniony, za blisko połowę satelitów umieszczanych na orbicie odpowiada dziesięciu największych graczy.

Polska bierze udział w najważniejszych misjach organizowanych przez ESA, m.in. w badaniu Marsa, atmosfery księżyców Jowisza, lotach orbitalnych satelitów w formacji i obserwacji korony Słońca, obserwacji Ziemi.

– Jeśli chodzi o technologie kosmiczne to ESA, która jest głównym graczem w Europie, pracuje nad rozmaitymi tematami od wielu dekad, natomiast Polska dołączyła do tych innowacji stosunkowo niedawno. Można wyróżnić parę grup najważniejszych innowacji i najważniejszych obszarów tematycznych, w których pracuje aktualnie ESA. Jednym z nich jest zdecydowanie obserwacja Ziemi. Jest to bardzo ważny aspekt, ponieważ dzięki temu również Polska ma dostęp do danych satelitarnych – wskazuje ekspert.

Polskie firmy tworzą też autorskie rozwiązania techniczne związane z wykorzystywaniem i przetwarzaniem danych satelitarnych. To o tyle istotne, że ten segment rynku generuje nawet 60 proc. przychodów całej branży. Mamy na tym koncie już spore sukcesy. Polska aplikacja Automapa integruje różne techniki satelitarne, co pozwoliło jej zdobyć dużą popularność, z kolei zespół BeeNebulaApp zdobył nagrodę Sustainable Development Challenge za projekt dotyczący przetworzenia danych obserwacji Ziemi w kontekście ochrony pszczół.

– Drugim obszarem, nad którym pracuje ESA, jest telekomunikacja. To temat bardzo istotny i mający bezpośrednie przełożenie na korzyść dla społeczeństwa. To są zarówno systemy GPS, jak i możliwość połączeń satelitarnych i dzięki temu telefonicznych. ESA również wspiera misje naukowe, to jest też ważna działalność tej agencji i od czasu do czasu w mediach pojawiają się newsy związane chociażby niedawno z lotem na Marsa czy innego rodzaju misjami, ale to już są bardzo ambitne i niezwykle kosztowne misje, w których często ESA pracuje również z NASA – mówi Przemysław Kołakowski.

Według szacunków Bank of America Merrill Lynch przemysł kosmiczny za 30 lat będzie wart 2,7 bln dol. Obecnie jego wartość szacuje się na 350 mld dol.

Niemal połowa ludzi na świecie cierpi na zaburzenia snu. Roboty i inteligentne urządzenia znacznie go poprawią oraz ułatwią zasypianie

Niemal połowa ludzi na świecie cierpi na <a title=zaburzenia snu. Roboty i inteligentne urządzenia znacznie go poprawią oraz ułatwią zasypianie" title="Niemal połowa ludzi na świecie cierpi na zaburzenia snu. Roboty i inteligentne urządzenia znacznie go poprawią oraz ułatwią zasypianie" />

Niemal połowa ludzi na świecie cierpi na <a title="zaburzenia snu" href="https://3xz.pl/zaburzenia-snu/" data-schema-attribute="">zaburzenia snu</a>. Roboty i inteligentne urządzenia znacznie go poprawią oraz ułatwią zasypianie 4

Z zaburzeniami snu zmaga się prawie połowa populacji, a coraz więcej dzieci wymaga integracji sensorycznej. Nad jakością snu czuwa coraz więcej inteligentnych urządzeń – inteligentne łóżko, poduszka regulująca oddech będąca w rzeczywistości robotem, czy konsola monitorująca sen i regulująca urządzenia inteligentnego domu. Niektóre z nich mogą być stosowane również w terapii różnych zaburzeń. Koc obciążeniowy z wypełnieniem wykonanym z pierścieni ze stali chirurgicznej, jest zalecany pomocniczo przy terapii bezsenności, stanów lękowych, autyzmu, ADHD czy nadwrażliwości sensorycznej.

– Problemy ze snem często odbijają się na naszym funkcjonowaniu następnego dnia. Pojawiają się problemy z wykonywaniem pracy, prowadzeniem samochodu, następuje osłabienie funkcji kognitywnych, np. pamięci. Można zatem śmiało powiedzieć, że problem jest poważny. Dodatkowo wszechobecność mediów społecznościowych przyczynia się do znacznie zwiększonej aktywności naszego umysłu. W związku z tym wiele osób doświadcza problemów z zasypianiem – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Rasmus Nilsson, prezes Sleepify.

Niemal połowa ludzi na świecie cierpi na zaburzenia snu – szacują eksperci ze Światowego Stowarzyszenia Medycyny Snu. W wyniku niewyspania spada ich efektywność w pracy, a także powodują więcej wypadków drogowych. Pomoc w zasypianiu i poprawie jakości snu jest więc wyzwaniem firm produkujących urządzenia medyczne i paramedyczne.

Nokia Sleep to zaawansowana konsola, która wykrywa cechy charakterystyczne użytkownika podczas snu i ustala na tej podstawie jego wzorce. Dane zbierane są przez czujniki zamontowane w podkładce pod materac. Następnie, za pośrednictwem Wi-Fi są przekazywane do mobilnej aplikacji Health Mate, gdzie algorytmy są w stanie wykryć sen, jak również opracować ośmiotygodniowy kurs poprawy jakości snu.

Co więcej, Nokia Sleep może się integrować na przykład z asystentem głosowym. Połączenie danych z czujników opracowanych przez aplikację z systemem inteligentnego domu może sprawić, że temperaturę, natężenie światła czy dopływ świeżego powietrza można regulować już nie wstukiwaniem komend do aplikacji, ani nawet wypowiadaniem ich na głos, lecz poprzez sam fakt zaśnięcia.

– Inne przedsiębiorstwa, jak np. Philips, oferują lampy z technologią Wake-Up Light, które ułatwiają zasypianie poprzez dobór odpowiedniej intensywności światła. Inni producenci oferują produkty, które ingerują w wilgotność powietrza w pomieszczeniu i obniżają nieco temperaturę, co korzystnie wpływa na sen – wymienia Rasmus Nilsson.

Somnox to z kolei oddychający towarzysz snu. Robot charakteryzuje się specyficznym rytmem oddychania, który jest wolniejszy od rytmu przeciętnego człowieka. Przytulając poduszkę, użytkownik automatycznie zsynchronizuje swój rytm oddychania z rytmem robota. Spowolnienie oddechu pozwala na redukcję tętna i ciśnienia krwi, a co za tym idzie ­– stworzenie optymalnych warunków do zaśnięcia i utrzymania snu.

Na rynku dostępnych jest także szereg produktów mających nie tylko zapewnić dobry sen i komfortowy wypoczynek, ale i leczyć. Jednym z takich produktów jest specjalny koc obciążeniowy opatentowany przez szwedzką firmę Sleepify.

– Nasz koc jest używany w sektorze służby zdrowia. Jest przypisywany pacjentom uskarżającym się na bezsenność, stany lękowe, problemy z zasypianiem oraz osobom, u których stwierdzono autyzm lub ADHD. Nasz koc obciążeniowy zapewnia poczucie bezpieczeństwa i poprawia nastrój osobom, które próbują zasnąć – wyjaśnia ekspert.

Użycie koca skraca czas potrzebny do zaśnięcia, a także sprawia, że sen jest dłuższy i głębszy. Ma także wpływać na ograniczenie czasu trwania fazy REM, w której śpiący doświadcza marzeń sennych i która nie sprzyja wypoczynkowi.

Koc obciążeniowy nie jest zupełnie nowym wynalazkiem. W sklepach medycznych można już bez problemu kupić koce, pledy czy kołdry obciążeniowe zalecane między innymi w terapii sensorycznej. Ich działanie opiera się na stymulacji układ proprioceptywny, czyi tak zwanego czucia głębokiego. Cena koców dostępnych już w sklepach rehabilitacyjnych to od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Ich wypełnienie to zazwyczaj żwirek lub granulat szklany.

– Wewnątrz naszego koca znajduje się 450 metalowych pierścieni ze stali chirurgicznej. Ciężar metalowych pierścieni w kocu sprawia, że ciało osoby, która się nim przykryła, zaczyna wydzielać oksytocynę, czyli hormon poprawiający samopoczucie. Wzrost poziomu oksytocyny przyczynia się do poprawy poczucia bezpieczeństwa i jakości snu – twierdzi Rasmus Nilsson.

Zdaniem analityków z Meticulous Research, światowy rynek domowych urządzeń medycznych do 2022 roku osiągnie wartość niemal 49 mld dol.

Pracownicze Programy Kapitałowe – stanowisko Pracodawców RP

Uchwalenie ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych to zdaniem Pracodawców RP szansa dla przyszłych emerytów na zapewnienie środków do życia, a dla gospodarki okazja do wsparcia inwestycji nowymi środkami.

Problem zabezpieczenia emerytalnego obywateli jest największym problemem ekonomiczno-społecznym w Polsce. W rezultacie krótkowzrocznej polityki prowadzonej przez dziesięciolecia obecny system emerytalny jest niewydolny, a środki, na które mogą liczyć przyszli emeryci są bardziej niż skromne.

Z drugiej strony skłonność Polaków do oszczędzania jest niska. Wynika to z faktu, że ciągle jesteśmy narodem „na dorobku”. Bieżące dochody większości Polaków nie wystarczają do zaspokojenia bieżących potrzeb, nie mówiąc już o oszczędzaniu. Istotna część pracujących Polaków z osobistego doświadczenia zna sytuacje, w której za sprawą ogromnej inflacji ich oszczędności straciły wartość niemal z dnia na dzień. Takie wspomnienia nie tworzą dobrego klimatu dla oszczędzania.

Z tej perspektywy jednoznacznie pozytywnie należy ocenić propozycję rządu dotyczącą Pracowniczych Programów Kapitałowych (PPK), która z jednej strony zachęca do oszczędzania, a z drugiej strony daje nadzieję na zabezpieczenie podstawowych potrzeb na starość. Pamiętać należy, że proponowany system nie zapewni jednak osiągnięcia stanu zamożności. Obecnie nie da się bowiem stworzyć systemu gwarantującego wysoki komfort życia emerytom. PPK może jednak pomóc w zapewnieniu przyszłym emerytom względnie godnego bytu.

Przewidziany przez rząd system zachęt w postaci dopłat do oszczędzanych kwot może być skuteczny i odpowiednio motywować pracowników do wzięcia udziału w PPK. System zakłada dobrowolność, co zawsze jest pozytywnie oceniane, gdyż obywatele są coraz bardziej zirytowani nadmierną regulacją oraz wszechobecnymi nakazami i zakazami.
Stworzenie PPK może też pomóc w zgromadzeniu odpowiednich środków na inwestycje, a w tym na ambitne plany inwestycyjne rządu.

Decydujące będzie jednak wdrożenie całego programu – a to wymaga odpowiedniej edukacji pracowników oraz zapoznania z zasadami PPK przedsiębiorców, na których spadną znaczące obciążenia. To, czy PPK przyniosą spodziewane owoce zależy od ścisłej współpracy wprowadzających je instytucji z pracodawcami. Konieczne będzie bowiem szybkie reagowanie na pojawiające się ewentualne problemy i usuwanie wykrytych niedoskonałości. Pracodawcy RP widzą we wprowadzeniu PPK bardzo dużą szansę dla polskiej gospodarki, dlatego będą jak najszerzej uczestniczyć w procesie wdrażania PPK.

Eksperci światowego rynku e-commerce na Enterprise Sessions 2018

Jim Fanning z Amazon, Brian Green z Magento, Qaalfa Dibeehi z Forrester Research oraz kuzyni Kuba Wieczorek i Jaś Bagniewski, autorzy spektakularnego sukcesu marki Eve Sleep – to tylko kilku z prelegentów, którzy wystąpią 25 października podczas tegorocznej konferencji Enterprise Sessions. Tego dnia Warszawa stanie się centrum światowego e-commerce. Przedsiębiorcy, merchanci i e-commerce managerowie będą dzielić się doświadczeniem łączenia biznesu z technologią. Porozmawiają także o tym, jak budować strategie w oparciu o elektroniczne kanały sprzedaży. To trzecia edycja konferencji organizowanej przez Bold Brand Commerce.

Enterprise Sessions to wydarzenie dedykowane największym polskim graczom branży e-commerce. Podczas spotkania będą mogli poznać najlepsze praktyki zastosowania różnych narzędzi technologicznych w e-handlu na całym świecie. Do Polski przyjadą zarządzający sklepami przynoszącymi wielomilionowe dochody w Europie i Stanach Zjednoczonych. Będą inspirować i dzielić się przykładami działań, które pozwalają zwiększyć sprzedaż. Wyróżnikiem konferencji jest to, że jej uczestnikami są tylko praktycy e-commerce, rzeczywiście znający branżę. Dzięki temu spotkanie daje realną możliwość nawiązania relacji biznesowych z osobami, które mają doświadczenia na bardziej konkurencyjnych rynkach.

Nasza konferencja jest inna niż wszystkie. Nie będziemy zadawać na niej pytań o sens korzystania z różnych platform e-commerce’owych do budowania sklepów online. Skupimy się na tym, jak wykorzystać dostępne na rynku narzędzia technologiczne, żeby zwiększać skalę prowadzonych biznesów – mówi Borys Skraba, prezes zarządu Bold Brand Commerce. – Tłem do rozmów będą wystąpienia prelegentów, którzy opowiedzą o roli zarządzania w dobie transformacji cyfrowej, a także o najnowszych technologiach wspierających sprzedaż. Jak zwykle teorię oprzemy na rzeczywistych przykładach biznesowych. Wszyscy prezentujący to doświadczeni praktycy z udokumentowanymi sukcesami na rynku e-commerce.

Grafika_ES_18W Warszawie spotkają się przedstawiciele wielu branż i krajów. Uczestnicy konferencji mogą spodziewać się przykładów budowania marki i sprzedaży zagranicznej, a także wskazówek dotyczących rozwoju handlu elektronicznego na różnych rynkach, między innymi farmaceutycznym czy meblarskim. Nie zabraknie podpowiedzi, jak w sprzedaży wykorzystać najnowsze technologie, takie jak wirtualna rzeczywistość, boty, krypotowaluty czy sztuczna inteligencja. To właśnie dzięki tego typu innowacjom można stworzyć wyjątkowe doświadczenie zakupowe, tak dziś istotne w budowaniu przewagi konkurencyjnej.

Będzie dużo praktycznej wiedzy i przykładów tego, jak biznesowo wykorzystać możliwości między innymi platformy Magento. Prelegenci będą dostępni dla uczestników nie tylko podczas prezentacji, ale także w czasie sesji networkingowych. Można zadawać pytania, dzielić się doświadczeniami, wątpliwościami, sprawdzać, jakie rozwiązania działają i przynoszą pozytywne efekty na innych rynkach. Myślę, że nie zabraknie też rozmów o zmianach na rynku e-commerce. Na pewno podejmiemy temat przejęcia Magento przez amerykańskiego giganta Adobe. To zagadnienie, który interesuje dziś cały branżowy świat – dodaje Borys Skraba.

W dotychczasowych edycjach Enterprise Sessions wzięli udział między innymi: David Wise (Magento), Kai Schmidhuber (Frankfurt Airport), Jarno Vanhatapio (ZooZoo.com, Nelly.com), Mark Selby (Macfarlane Group PLC), Luis Monserrate (Peppe Jeans Group).

Organizatorem wydarzenia jest firma Bold Brand Commerce, oficjalny partner wdrożeniowy Magento na rynku polskim.

Agenda spotkania oraz rejestracja dostępne na stronie: https://es.bold.net.pl/.

Na niewydolność serca umiera 60 tys. Polaków rocznie. Dostęp do nowoczesnych metod leczenia może znacznie poprawić te statystyki

Na niewydolność serca umiera 60 tys. Polaków rocznie. Dostęp do nowoczesnych metod leczenia może znacznie poprawić te statystyki 5

Od 800 tys. do 1 mln osób choruje dziś na niewydolność serca, a co roku umiera około 60 tys. z nich. Dla gospodarki oznacza to koszty rzędu 4 mld zł rocznie. Liczby te mogłyby być znacznie mniejsze, jeżeli poprawi się dostęp do leczenia i zmieni się model opieki nad pacjentami. W Polsce opiera się on głównie na częstych hospitalizacjach, podczas gdy leczenie pacjentów z niewydolnością serca – zdaniem ekspertów – powinno się raczej odbywać na poziomie placówek podstawowej opieki zdrowotnej. Celem koalicji „Serce dla kardiologii” jest wypracowanie rekomendacji zmian systemowych, które będą korzystne dla pacjentów z niewydolnością serca, i zwiększanie świadomości dotyczącej tego schorzenia.

– Niewydolność serca stanowi w Polsce duży problem. Choruje na nią około miliona osób. Szacujemy, że rocznie będzie przybywać ok. 100 tys. pacjentów z tym schorzeniem. Niewydolność serca to problem zarówno dla systemu, jak i dla społeczeństwa, ponieważ pacjent z niewydolnością serca jest obciążony dolegliwościami, które często wyłączają go z życia społecznego i jest to pewien rodzaj inwalidztwa. Niewydolność serca ma różne postacie i stopnie zaawansowania, poczynając od niewielkiego ograniczenia aktywności fizycznej pacjentów, a kończąc na tym, że nie jest on w stanie wykonywać nawet prostych czynności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Hanna Szwed, konsultant wojewódzki ds. kardiologii z Instytutu Kardiologii w Warszawie.

W kolejnych latach liczba chorych będzie wzrastać ze względu na szybko starzejące się społeczeństwo. Niewydolność serca powodowana jest przez różne jednostki chorobowe – najczęściej przez chorobę niedokrwienną serca, stan po przebytym zawale, wady serca oraz schorzenia wrodzone bądź stany zapalne. Charakteryzuje się bardzo wysoką śmiertelnością – pacjenci w krańcowym okresie choroby mają rokowania gorsze niż pacjenci chorzy na nowotwory. Rokrocznie z powodu niewydolności serca umiera ok. 60 tys. pacjentów.

– Chorzy z niewydolnością serca to w tej chwili jedno z największych wyzwań systemu ochrony zdrowia w Polsce. Potrzebne są szybkie działania. Wiemy już, że wchodzi pilotaż koordynowanej opieki nad pacjentem z niewydolnością serca, przygotowany przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne we współpracy z Ministerstwem Zdrowia i NFZ. Druga kwestia to współpraca pomiędzy kardiologiem a lekarzem POZ w zakresie prowadzenia chorego z niewydolnością serca, aby uniknąć powtarzających się hospitalizacji – podkreśla dr n. med. Jakub Gierczyński, ekspert ds. ochrony zdrowia MBA.

Pilotaż rządowego programu Systemu Koordynowanej Opieki nad Pacjentami z Niewydolnością Serca (KONS) ma wystartować w najbliższych miesiącach. Jego efektem ma być m.in. lepsza współpraca między kardiologami a lekarzami POZ w zakresie opieki nad pacjentami z niewydolnością serca i wielospecjalistyczne podejście do ich leczenia. W Polsce model leczenia niewydolności serca opiera się głównie na powtarzających się pobytach w szpitalach, podczas gdy powinno się raczej odbywać na poziomie POZ.

– To jest ogromny problem, że w Polsce pacjenci z niewydolnością serca kilka razy w roku trafiają do szpitala. Brakuje natomiast odpowiedniej opieki podczas ich pobytu w domu, kiedy wracają do pracy, do rodziny. Chodzi tutaj m.in. o wsparcie dietetyka, psychologa, rehabilitanta, a także wszelkie narzędzia, które pozwoliłyby monitorować chorobę. W tym celu możemy wykorzystywać telemedycynę, bo szybki kontakt z lekarzem jest niezmiernie ważny – podkreśla Beata Ambroziewicz, prezes Polskiej Unii Organizacji Pacjentów.

Eksperci podkreślają, że w Polsce standardy leczenia odbiegają od uznanych i dostępnych na świecie kanonów. Mamy do czynienia z nadumieralnością i niską jakością życia chorych, niewystarczającym dostępem do nowoczesnych technologii oraz nieefektywnym systemem opieki. Potrzebne są szybkie działania, które to zmienią. Ich efektem powinna być zarówno poprawa stanu zdrowia pacjentów oraz dostępności do leczenia, jak i zmniejszenie negatywnych skutków ekonomiczno-gospodarczych, które są bezpośrednim skutkiem nieefektywnego leczenia niewydolności serca.

– Temat nieefektywnego leczenia pacjentów z chorobami kardiologicznymi w Polsce najlepiej oddaje przykład leczenie ostrego zespołu wieńcowego. Przez ostatnich 20 lat dzięki odpowiednim technologiom medycznym i modelowi opieki zmniejszyliśmy śmiertelność z 40 tys. do 7 tys. pacjentów rocznie – podkreśla dr n. med. Jakub Gierczyński. – W przypadku niewydolności serca takich postępów nie ma. Wciąż mamy ok. 60 tys. zgonów rocznie, a każdy z nich to utrata produktywności. To jest około 2,5 mld zł rocznych strat wynikających z przedwczesnej umieralności. To 60 proc. wszystkich kosztów związanych z niewydolnością serca, które rocznie sięgają ok. 4 mld zł – podkreśla dr n. med. Jakub Gierczyński.

Współczesne metody leczenia są w stanie wstrzymać dolegliwości i zahamować rozwój choroby, jaką jest niewydolność serca. Dlatego tak ważny jest dostęp do odpowiedniego leczenia. Eksperci podkreślają też, że fundamentalne znaczenie mają profilaktyka oraz diagnostyka, które przyczyniają się do zapobiegania bądź wczesnego wykrycia schorzenia.

– Pacjent cierpi, jest wyłączony z życia społecznego i rodzinnego. Dlatego trzeba dokładać wszelkich starań, aby stosować profilaktykę niewydolności serca i jej zapobiegać. Ważne jest także, aby wcześnie zdiagnozować niewydolność serca – podkreśla prof. dr hab. n. med. Hanna Szwed, konsultant wojewódzki ds. kardiologii.

Równie ważne, co samo leczenie, są edukacja i wsparcie pacjentów zmagających się z chorobami kardiologicznymi. Koalicja „Serce dla kardiologii” prowadzi intensywne działania na rzecz chorych, a przez ostatnie pół roku na terenie całego kraju organizowała warsztaty edukacyjne dla pacjentów oraz ich bliskich.

– Poziom edukacji pacjentów kardiologicznych jest niewystarczający. To paradoks, gdyż choroby kardiologiczne, choroby serca i układu krążenia są w Polsce najczęstsze i są głównym zabójcą spośród wszystkich chorób cywilizacyjnych. Dostrzegamy niewielką aktywność organizacji pacjenckich w tym obszarze, stąd nasza inicjatywa powołania koalicji „Serce dla kardiologii”. Chcemy wzmocnić głos pacjentów w systemie i działać na rzecz podnoszenia świadomości, edukacji pacjentów i ich bliskich – mówi prezes Polskiej Unii Organizacji Pacjentów.

Należyta staranność przy rozliczaniu VAT – metodyka urzędnika

„Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych” – taką nazwę nosi dokument autorstwa urzędników Ministerstwa Skarbu, który zawiera wskazówki dla pracowników UKS. Ministerstwo Finansów i Krajowa Administracja Skarbowa nareszcie zrozumiały, że chaos interpretacyjny w zakresie oceny dochowania przez przedsiębiorców należytej staranności odbija się urzędnikom czkawką przy każdym wyroku orzekanym na korzyść podatników.

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Ustawa o podatku VAT choć od 2015 r. posługuje się określeniem „należyta staranność” w żaden sposób go jednak nie definiuje. Nie ma co ukrywać, że jest to celowa zagrywka ustawodawcy, który nie mogąc ściągnąć należności od oszustów, łupi pozostałych, również tych nieświadomych i Bogu ducha winnych, uczestników karuzeli, pozostawiając dla siebie furtkę, z której korzysta robiąc użytek z niedoskonałości przepisu na swoją korzyść. Należy w tym miejscu jasno powiedzieć, że nie chodzi tu o sprawiedliwość, lecz o interes Skarbu Państwa. Ten ostatni musi być przecież zaspokojony, a to, że przy okazji utopionych zostanie wielu niewinnych przedsiębiorców, nie ma większego znaczenia.

Wracając jednak do zaleceń dla skarbówki, wskazano szereg czynników, które mają pomóc urzędnikom w ocenie, czy w rozpatrywanym przypadku zarzucenie podatnikowi niedochowania należytej staranności będzie uzasadnione. Katalog ten wskazuje jakimi kryteriami powinien kierować się podatnik, weryfikując swojego kontrahenta. Brak ich dotrzymania także może być powodem uznania przez urzędników, że przedsiębiorca nie dopełnił ciążącego na nim obowiązku i co za tym idzie wszczęcia przeciwko niemu czynności urzędowych. Zatem czy fakt spełnienia wymienionych przesłanek sprawia, że podatnik może czuć się bezpiecznie?

Odpowiedź wcale nie musi być jednoznaczna, bo choć sam dokument powstał co prawda z inicjatywy Ministerstwa Finansów, to jednak ma on jedynie formę zaleceń. Jeśli urzędnik kontroli skarbowej stwierdzi, że podatnik mógł zrobić więcej, jedynym miejscem, gdzie ten ostatni będzie mógł dochodzić swoich praw pozostanie sąd. Nie należy jednak załamywać rąk, ponieważ po pierwsze nawet biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z zaleceniami, to i tak jest to znaczący krok w kierunku społeczeństwa. Po drugie powierzenie wykonania czynności, o których mowa w zaleceniach MF podmiotom profesjonalnie zajmującym się bezpieczeństwem biznesu oraz badaniem kontrahentów gwarantuje, że sprawdzenie będzie kompletne i wiarygodne. Tym samym organom skarbowym niezwykle trudno będzie w takiej sytuacji podważyć rzetelność przeprowadzonych sprawdzeń i powoływać się na niedochowanie należytej staranności przez przedsiębiorcę. Skąd taki wniosek? Dołożenie należytej staranności oznacza – w pewnym uproszczeniu – sprawdzenie przez podatnika zgodnie z literą prawa wiarygodności swego kontrahenta w sposób przyjęty w danej branży. Czy wobec powyższego możliwe jest, aby przedsiębiorca był w stanie dokonać takich ustaleń lepiej, niż zrobi to profesjonalna firma?

Z całą pewnością nie. Z tego względu już sam fakt skorzystania z jej usług sugeruje, że podatnik zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i własnych możliwości i w związku z tym decyduje się ponieść dodatkowe nakłady, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom ustawodawcy. Nie bez znaczenia będzie tu również opinia rynkowa podmiotu, który dokonuje sprawdzenia, jego doświadczenie w zakresie podobnych zleceń, jak i treść raportu będącego nieodłącznym elementem weryfikacji kontrahenta. Wszystkie te elementy składają się na całość obrazu mającego wykazać, że objęty kontrolą podatnik zrobił wszystko, co w jego mocy, aby spełnić wymogi dochowania należytej staranności.

W przypadku urzędników skarbówki nie można mieć jednak 100% pewności, że z sobie tylko znanych powodów nie podejmą próby podważenia również takich działań. Będzie to jednak po pierwsze o wiele trudniejsze i nieuzasadnione, a po drugie w takiej sytuacji możemy być pewni, że sąd rozpatrujący spór zdecydowanie bardziej fachowo, rzetelnie i życzliwie spojrzy na przedsiębiorcę, który w swoich działaniach wykazał się zrozumieniem zarówno reguł rynku, jak i wymagań ustawodawcy. Nie po raz pierwszy sprawdza się stare niemieckie porzekadło mówiące o tym, że zapobieganie jest zawsze lepsze niż leczenie. Od chwili, w której do urzędów skarbowych trafiły wytyczne z MF można również dodać, że obecnie jest ono także o wiele łatwiejsze. Oczywiście w każdym serwowanym nam przez urzędników słoiku miodu znajdzie się trochę dziegciu. W tym przypadku jest nim fakt, że wytyczne – mimo drobiazgowego opracowania – pozostają jedynie wytycznymi. Po co więc urzędnicy wciąż pozostawiają furtkę prowadzącą do samowoli?

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Liczba pracowników tymczasowych zmniejszyła się o 18%

Z danych Polskiego Forum HR, członka Konfederacji Lewiatan wynika, że w drugim kwartale br. liczba pracowników tymczasowych zmniejszyła się o 18%. Nasuwa się pytanie co będzie dalej z pracą tymczasową? Kończące się limity 18-miesięcznego zatrudnienia u jednego pracodawcy użytkownika, które upływają z końcem listopada, to tylko jeden i wcale nie najważniejszy powód rosnącej niepewności.

Limit 18 miesięcy a rynek pracownika

Kończące się limity 18-miesięcznego zatrudnienia u jednego pracodawcy użytkownika, które upływają z końcem listopada, to tylko jeden i wcale nie najważniejszy powód rosnącej niepewności. Zmiany legislacyjne obowiązujące od czerwca 2017 roku, biorąc pod uwagę sytuację na rynku pracy i wysoką rotację pracowników, nie są już głównym powodem zmian na rynku pracy tymczasowej. Rynek kandydata sprawił, że pracodawca przestał być tą silniejszą stroną stosunku pracy. Pracownicy częściej zmieniają zatrudnienie, w szczególności pracownicy tymczasowi, którym teraz łatwiej niż kiedykolwiek znaleźć jest stałą pracę. Duża rotacja pracowników tymczasowych sprawia, że okres zatrudnienia jednego pracownika staje się coraz krótszy i to niezależnie od zmian legislacyjnych. Sytuacja rynkowa sama zmniejszyła popyt na tę formę pracy.

Duża część pracowników tymczasowych zostaje zatrudniona bezpośrednio przez pracodawcę użytkownika na długo przed osiągnięciem 18-miesiecznej długości zatrudnienia. Rola pracy tymczasowej koncentruje się bardziej niż kiedykolwiek na zwiększeniu efektywności rekrutacji i sprawdzeniu kompetencji pracownika. Szacujemy, że limit długości zatrudnienia wpłynie na sytuację ok. 10% pracowników tymczasowych, co biorąc pod uwagę spadek liczby pracowników tymczasowych w ostatnim czasie, jest odsetkiem dużo mniejszym niż ogólne trendy, z drugiej jednak strony mówimy o liczbie około 80 tysięcy pracowników, których utrata pogłębi destabilizację na rynku.

Outsourcing

Kolejnym elementem jest szeroko komentowany outsourcing, który ma wypierać pracę tymczasową, a który jednak nie rośnie tak szybko, jak się tego spodziewano. Wynika to z dwóch powodów: po pierwsze nie zawsze jest on możliwy do zastosowania, po drugie pracodawcy, świadomi deficytu kandydatów, coraz częściej decydują się na bezpośrednie zatrudnienie nawet kosztem zmniejszonej elastyczności. Pamiętajmy, że nowelizacja ustawy z 2017 roku wprowadziła również wysokie kary za prowadzenie działalności w zakresie pracy tymczasowej bez wpisu do rejestru. Często granica między pracą tymczasową a outsourcingiem nie jest jednoznaczna, wprowadzone kary z pewnością są dużym motywatorem, aby stosować outsourcing tylko tam, gdzie rzeczywiście ma on miejsce i gdzie zasadność tego rozwiązania jest bezdyskusyjna.

Rynek polski a rynek europejski

Obserwując inne rynki europejskie ciężko mówić o nasyceniu polskiego rynku pracy tymczasowej. Stopa penetracji, czyli odsetek pełnych etatów wypracowanych przez pracowników tymczasowych do ogółu zatrudnionych w Polsce, wynosi 1,2%, podczas gdy średnia UE to 1,9% . Nie zmniejsza się zapotrzebowanie pracodawców na elastyczne rozwiązania, nie mniej jednak sytuacja na polskim rynku pracy weryfikuje te oczekiwania. Spodziewamy się, że stopa penetracji rynku w Polsce w najbliższych latach będzie nieznacznie spadać i ten trend utrzyma się tak długo jak długo utrzyma się niskie bezrobocie.

Nowe usługi agencji zatrudnienia

Sytuacja rynkowa wymusza przedefiniowanie roli agencji zatrudnienia. Praca tymczasowa przestaje być podstawową usługą agencji. Z jednej strony rośnie popyt na usługi rekrutacyjne, z drugiej wiele podmiotów wychodzi z coraz szerszą ofertą kompleksowego zarządzania zasobami ludzkimi w przedsiębiorstwie. Przykładem takich usług jest RPO (Recruitment Process Outsourcing), czy master vendoring.

RPO to kompleksowy outsourcing procesów rekrutacji i zatrudniania pracowników. Agencja przejmuje na siebie tę część działalności przedsiębiorstwa i w sposób spójny z jego strategią, przy wykorzystaniu najefektywniejszych narzędzi ją realizuje. Na świecie już ponad 30% agencji świadczy tego rodzaju usługi.

W przypadku master vendoringu agencja bierze na siebie rolę głównego dostawcy rozwiązań, koordynując współpracę z poddostawcami. Ma to zastosowanie przede wszystkim przy realizacjach dużych projektów rekrutacji masowych, kiedy pracodawca, aby zrealizować założone cele, musi współpracować z wieloma podmiotami jednocześnie.

Rewolucja czy ewolucja

Na rynku agencji zatrudnienia czeka nas jeszcze wiele zmian. Praca tymczasowa, tak długo jak trwać będzie walka o talenty, stosowana będzie coraz częściej w przypadku doraźnych potrzeb pracodawców, na coraz krótsze okresy czasu. Pracodawcy swoją potrzebę elastyczności będą zaspokajali przy wykorzystaniu innych, nie tak restrykcyjne uregulowanych form zewnętrznego zatrudnienia. Agencje będą współpracowały ze swoimi klientami w sposób coraz bardziej kompleksowy – świadczy o tym rosnąca gama świadczonych usług (zestawienie powyżej).

Obecna sytuacja na rynku pracy jest też doskonałym momentem dla branży, aby przedefiniować swoją rolę względem kandydatów. Samo wsparcie w zatrudnieniu już teraz nie wystarcza i agencje będą musiały rozbudować swoje usługi również względem tej grupy.

Przygotowała: Agnieszka Zielińska, Kierownik Polskiego Forum HR

Słabszy wynik PMI nie oznacza recesji, ale spadek tempa wzrostu gospodarczego

W polską gospodarkę uderzyło pogorszenie się światowej koniunktury. We wrześniu, według najnowszych danych PMI, koniunktura w polskim sektorze przemysłowym była bliska stagnacji. Tempo ogólnej poprawy warunków gospodarczych było najwolniejsze od prawie dwóch lat, a liczba nowych zamówień spadła po raz pierwszy od października 2016 r.

– Polski przemysł znalazł się na krawędzi, na to wskazuje indeks PMI, który pokazuje nastroje polskich menedżerów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

We wrześniu indeks ten wyniósł 50,5 pkt, czyli nieznacznie powyżej granicy, gdy nastroje optymistyczne zmieniają się w pesymizm.

Niepokoi wartość indeksu, ale jeszcze bardziej jego spadkowa tendencja, pomimo dobrych danych o polskiej gospodarce w pierwszych dwóch miesiącach III kwartału.

– Na pogorszenie PMI miał największy wpływ spadek popytu na polski eksport, szczyt globalnej koniunktury mamy już za sobą – komentuje ekspert. – Nie oczekuję jednak recesji w polskim przemyśle.

Kredyt studencki. Warto? Warto – możesz zarobić minimum 3-4% w roku

Tylko do 20 października można składać wnioski o kredyt studencki. Warto, bo ten dług jest niemal nieoprocentowany, a do tego może być częściowo umorzony. Zaradny student może ponadto pomnożyć pożyczony kapitał, wystarczą do tego bezpieczne bankowe lokaty. Kredyt studencki mogą dostać też… doktoranci.

Większość studentów może ubiegać się o preferencyjny kredyt studencki. Jest to dług na początku w ogóle nieoprocentowany, który trzeba zacząć spłacać dopiero po 2 latach od zakończenia nauki na uczelni (dotyczy to nie tylko studiów I i II stopnia, ale też doktoratu).

– Dopiero po tym okresie kredyt zaczyna być oprocentowany, a stawka jest symboliczna – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartosz Turek, analityk Open Finance.

Oprocentowanie wynosi połowę stawki redyskonta weksli, czyli obecnie koszt kredytu to zaledwie 0,875% w skali roku. To mniej niż wynosi oprocentowanie przeciętnej lokaty.

Na tym nie koniec preferencyjnych zasad. Najlepsi studenci mogą liczyć na umorzenie części kredytu. Jeśli ktoś był w grupie 1% najlepszych absolwentów w danym roku, może pożegnać się z połową zadłużenia. Będąc w 5% najlepszych absolwentów można ubiegać się o umorzenie 35% zadłużenia, a będąc w gronie 10% najlepszych – 20% zadłużenia. Resztę długu trzeba będzie oczywiście spłacić, ale tu także warunki są dogodne. Po pierwsze – jak wspomniano wyżej – dwa lata od ukończenia studiów żak ma na to, aby ustabilizować swoją sytuację finansową. Potem przychodzi czas na spłaty. Rat powinno być dwa razy więcej niż wypłat. W efekcie jeśli ktoś w czasie studiów dostawał co miesiąc 600 złotych, to oddawać będzie musiał po 300 złotych miesięcznie plus kilkanaście – kilkadziesiąt złotych odsetek.

Kto może ubiegać się o takie preferencyjne kredytowanie? Po pierwsze trzeba być studentem. W grę wchodzi nauka zarówno na uczelniach publicznych jak i niepublicznych. W kolejce po pieniądze mogą ustawić się osoby studiujące w trybie dziennym, wieczorowym jak i zaocznym. Ważne jest, aby naukę zacząć przed ukończeniem 25 roku życia. Banki wypłacają kredyt w transzach – przez 10 miesięcy w roku w kwocie 400, 600, 800 lub 1000 złotych miesięcznie. Jeśli więc ktoś studiuje przez 5 lat, to może otrzymać 50 tysięcy złotych kredytu studenckiego.

– Aby ubiegać się o taki preferencyjny dług nie można mieć za wysokiego dochodu. Obecnie limit to 2500 złotych na rękę miesięcznie w przeliczeniu na członka gospodarstwa domowego. W przypadku czteroosobowej rodziny mowa jest więc o kwocie 10 tysięcy złotych netto miesięcznie – wyjaśnia Bartosz Turek.

Ponadto potrzebne jest poręczenie. Mogą go udzielić rodzice, rodzeństwo czy dziadkowie, ale też państwowe instytucje. Na przykład BGK może udzielić takiej gwarancji w wysokości 100% wnioskowanego długu osobom, które mają dochód w rodzinie nie wyższy niż 1500 złotych netto miesięcznie – oczywiście na osobę. 90% poręczenia BGK udziela rodzinom z dochodem na osobę nieprzekraczającym 2000 złotych miesięcznie. Niestety korzystając z tego poręczenia trzeba liczyć się z kosztem potrącanym z każdej transzy na poziomie 1,5% wypłacanych środków.

Koszty pojawić mogą się też po stronie banku wypłacającego transze. Po pierwsze może się okazać, że bank zażąda kilkuset złotych za rozpatrzenie wniosku kredytowego. Zdarza się też, że pobierana jest też opłata za udostępnienie kolejnych transz np. 2%. Te opłaty obniżają kwoty, które trafią na konto studenta. Warto więc sprawdzić oferty banków oferujących tego typu finansowanie, aby uniknąć niepotrzebnych opłat.

Niemniej kredyt ten warto zaciągnąć nawet jeśli go nie potrzebujemy. Powód? Załóżmy, że student pracuje lub dostaje od rodziny pieniądze wystarczające, aby utrzymać się bez wykorzystania pieniędzy z kredytu. W takim wypadku okładając każdą złotówkę z wypłacanych transz na dobrze oprocentowanym koncie, można zgromadzić spory kapitał. Załóżmy, że student wnioskuje o wypłatę 1000 złotych miesięcznie przez 5 lat studiów. Do tego nie korzysta z płatnego poręczenia BGK, tylko prosi o nie rodziców. Do tego zakładamy, że bank nie pobiera opłaty za rozpatrzenie wniosku kredytowego i nie pobiera opłat za uruchomienie kolejnych transz.

Przyjmijmy, że student wszystkie pieniądze przelewa od razu na konto oszczędnościowe lub lokatę wyłuskując najlepsze oferty rynkowe. To dziś pozwala zarobić 3-4% w skali roku – wynika z danych Open Finance. Załóżmy więc, że przez cały okres inwestycji studentowi uda się zarabiać po 3% w skali roku (minus „podatek Belki”). Dopiero po siedmiu latach dług zaczyna być oprocentowany (0,875% w skali roku) i spłata trwać będzie 100 miesięcy. Efekt? po tych ponad 15 latach na koncie byłego studenta zgromadzony będzie kapitał w kwocie ponad 11 tysięcy złotych. Kwota ta jest możliwa do wygospodarowania przy założeniu utrzymania aktualnych warunków rynkowych.

Czy deweloperzy zauważają mniejsze zainteresowanie zakupem lokali wśród klientów?

Ostatnie dane rynkowe mówią, że sprzedaż nowych mieszkań spada. Czy deweloperzy zauważają mniejsze zainteresowanie zakupem lokali wśród klientów? Czy liczba podpisywanych umów maleje? Czy firmy weryfikują swoje plany sprzedażowe? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Patrząc na rynek całościowo, nominalnie wolumen sprzedanych mieszkań jest mniejszy. Naszym zdaniem nie jest to jednak konsekwencją wstrzymywania się klientów z decyzją o zakupie, czy zmniejszonego zapotrzebowania na mieszkania. Głównym czynnikiem wpływającym na taką sytuacje jest mniejsza ilość dostępnych lokalizacji i obniżona różnorodność oferty deweloperów. Znaczna część mieszkań, a szczególnie gotowe lokale, zostały wyprzedane, a w związku z małą dostępnością gruntów inwestycyjnych, wysokimi cenami wykonawstwa oraz brakiem nowych pozwoleń na budowę, nowe projekty trafiają na rynek znacznie wolniej niż dotychczas.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Zainteresowanie nowymi mieszkaniami jest cały czas bardzo duże. W ostatnich miesiącach klienci podejmują decyzje zakupowe bardziej ostrożnie, co znajduje swoje odzwierciedlenie w danych rynkowych za ostatni kwartał. Tempo sprzedaży mieszkań na rynku stabilizuje się ze względu na rosnące koszty wykonawstwa i zmniejszającą się dostępność gruntów. Mając to na uwadze zweryfikowaliśmy założenia sprzedażowe z początku roku, planując utrzymanie w 2018 roku rekordowego wyniku, podobnie jak w roku ubiegłym, tj. sprzedaży na poziomie 1431 lokali.

Rafał Zdebski, dyrektor handlowy Inpro S.A.

Rynkowy spadek sprzedaży faktycznie uderzył w wiele firm deweloperskich. Nasza firma nie zanotowała jednak w ostatnim czasie pogorszenia wyników, a wręcz przeciwnie. W pierwszym półroczu 2018 roku sprzedaliśmy łącznie 445 lokali (w rozumieniu umów przedwstępnych netto), to jest o 68 proc. więcej niż w tym samym okresie 2017 roku. Ten stan rzeczy przypisujemy w dużej mierze odpowiednio skomponowanej ofercie, która dopasowana jest do zgłaszanych przez klientów potrzeb. Nasze wieloletnie doświadczenie przekłada się także na wysoki wskaźnik satysfakcji klientów.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Porównując sprzedaż w drugim kwartale br. do sprzedaży w pierwszych trzech miesiącach roku, rynek zanotował w największych miastach Polski spadek średnio o 15 proc. W Warszawie, czy Wrocławiu było to nawet 23-24 proc. Złożyło się na to kilka czynników. Najważniejszym jest skokowy wzrost cen mieszkań. O ile w latach 2013-2016 można było mówić o umiarkowanym ich wzroście, o tyle w ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny nowych mieszkań wzrosły średnio 10 proc., a w Trójmieście, czy Wrocławiu nawet o 17-18 proc.

Kolejnym czynnikiem jest mocno ograniczona podaż, a dokładniej ilość mieszkań dostępnych na rynku, która jest najniższa od 2012 roku. Ten stan rzeczy doskonale obrazuje wskaźnik wyprzedaży oferty, tj. liczba kwartałów koniecznych do upłynnienia aktualnej oferty. Patrząc na tempo sprzedaży z ostatnich 12 miesięcy wskaźnik ten oscyluje w okolicach dwóch kwartałów, a 6-7 lat temu w niektórych miastach było to 8 kwartałów. A brak odpowiedniej oferty na rynku, to siłą rzeczy mniejsza sprzedaż.

Mamy również efekt sezonowości. W sprzedaży mieszkań, najsłabszy jest drugi kwartał, kiedy to odnotowujemy średnio o 30 proc. zgłoszeń mniej niż w pozostałych miesiącach. Największa sprzedaż przypada natomiast na przełom roku, tj. IV/I kwartał.

Lucyna Jarczyńska, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Agrobex

Sprzedaż mieszkań w ostatnich miesiącach w porównaniu z drugim kwartałem bieżącego roku na pewno kształtuje się na niższym poziomie. Nie mamy jednak potrzeby korygowania planów sprzedażowych.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Spadek sprzedaży to wiadomość dość sensacyjna, stąd powszechne zainteresowanie. Jesteśmy jednak przekonani, że nie dotyczy to wszystkich inwestycji. W sierpniu sprzedaliśmy o 25 proc. lokali więcej niż w poprzednim miesiącu w gdańskiej inwestycji Wolne Miasto. Podczas, gdy znaczący spadek sprzedaży odnotowany został na rynku deweloperskim w Gdańsku.

Niestety obecne raporty rynkowe przygotowywane zarówno przez firmy doradcze, jak i NBP są obarczone zasadniczym błędem. Nie wykazują oddzielnie, ani cen, ani podaży, ani poziomu sprzedaży dla poszczególnych segmentów rynku. Stąd spadek zainteresowania apartamentami kupowanymi w celach inwestycyjnych jest wykazywany jako spadek sprzedaży na całym rynku pierwotnym. To samo dotyczy cen. Wprowadzenie do oferty zaledwie dwóch sporych inwestycji apartamentowych wykazuje wzrost średniej ceny dla całego miasta, podczas gdy w segmencie popularnym ceny mogą pozostać bez zmian.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Jeśli chodzi o dane rynkowe, mówiące o ewentualnych spadkach sprzedaży mieszkań, trzeba wziąć pod uwagę, że mogą być podyktowane m.in. mniejszą ilością nowych inwestycji wprowadzanych na rynek na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Popyt na mieszkania nadal utrzymuje się na wysokim poziomie, ale podaż jest zdecydowanie niższa. W przeciwieństwie do rynku Grupa Kapitałowa Home Invest w ostatnim czasie poszerzyła ofertę sprzedaży mieszkań o nowe inwestycje, Warszawski Świt na Targówku oraz Apartamenty Okopowa 59A na warszawskiej Woli. Przełożyło się to na wzrost liczby podpisywanych umów. Nie zauważyliśmy tendencji, aby klienci zwlekali z zakupem, ponieważ zdają sobie sprawę, że ceny mieszkań cały czas rosną.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Niższa sprzedaż w znacznej mierze wynika ze struktury oferty lub jej braku. Na przykład w osiedlu Bernadowo Park sprzedaliśmy wszystkie lokale, a nie wprowadziliśmy jeszcze do oferty nowych. Na słabszą sprzedaż w danym okresie mają też wpływ opóźnienia w wydawaniu decyzji administracyjnych, tj. pozwoleń na budowę, czy użytkowanie.

Niższa sprzedaż nie dotyczy wszystkich projektów. Mieszkania z segmentu popularnego w Zielonej Dolinie na Białołęce sprzedają się bardzo dobrze. Oferta lokali premium i o podwyższonym standardzie, do której zaliczamy Bliską Wolę, czy Hanzę Tower, trafia do klientów bardziej zamożnych, co oznacza że dynamika jej sprzedaży jest mniejsza niż w przypadku segmentu popularnego. Na decyzje zakupowe klientów ma wpływ także wzrost cen spowodowany znacznie wyższymi kosztami realizacji budowy.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Brak „mocy przerobowych” w firmach budowlanych, a także skokowy wzrost cen wykonawczych skutkuje zawieszeniem wielu projektów deweloperskich i znaczącym ograniczeniem liczby oferowanych na rynku lokali. Stąd też spadki w wynikach sprzedaży nie wynikają z ograniczeń po stronie popytu lecz po stronie podaży. Zdecydowana większość projektów sprzedaje się w bardzo dobrym tempie, co potwierdza tezę o niesłabnącym, stabilnym zapotrzebowaniu na nowe mieszkania. Nie bez znaczenia jest fakt, iż ostatnie lata należały do rekordowych pod względem ilości sprzedawanych mieszkań, stąd też spadki oznaczają jedynie „powrót do normalności”.

Monika Golec, dyrektor ds. Marketingu i Sprzedaży w firmie Budnex

Czas wakacyjnych upałów rzeczywiście wpłynął na krótkotrwały spadek sprzedawanych w letnim sezonie mieszkań, ale ta tendencja już się odwróciła. W naszych biurach sprzedaży we wszystkich miastach, w których prowadzimy inwestycje, tj. w Szczecinie, Gorzowie, Zielonej Górze i Poznaniu oraz nadmorskim Dziwnówku i Kołobrzegu odnotowujemy wzrost liczby podpisywanych umów sprzedaży mieszkań. Najbardziej jest to widoczne w Gorzowie i Zielonej Górze, gdzie w minionym miesiącu sprzedaliśmy 70 lokali.

Izabela Woźnica-Letka z zielonogórskiego biura sprzedaży EBF Development

Po wygaśnięciu programu Mieszkanie dla Młodych dawało się odczuć spadek sprzedaży. Wynikało to przede wszystkim z tego, że wielu klientów w niemal tym samym czasie decydowało się na zakup mieszkania, jednak w ostatnim czasie sytuacja się unormowała. Nie notujemy mniejszego zainteresowania naszymi inwestycjami w Zielnej Górze, czy w Poznaniu. Przeciwnie, podczas prezentacji nowej inwestycji – Apartamenty Jana z Kolna, ponad 100 lokali zostało zarezerwowanych jednego dnia.

Maciej Bartczak, współwłaściciel w KM Building

Nasza firma nie korygowała planów sprzedaży. Regularnie sprzedajemy oferowane nieruchomości. W ostatnich tygodniach widać nawet zwiększone zainteresowanie klientów.

Piotr Zagórski, Marketing Manager w Nexity Polska

Nie odczuwamy tendencji malejącej w kwestii sprzedaży mieszkań. Rytm sprzedaży pozostaje, taki jak był zakładany. Oczywiście okres wakacyjny był tradycyjnie gorszy niż pozostałe miesiące, ale we wrześniu poziom sprzedaży wrócił do normy.

Agnieszka Jaworska-Goździewska, specjalista ds. komunikacji wewnętrznej i PR w Nickel Development

Wzrosty cen mieszkań, które na polskim rynku obserwujemy od dawna, musiały w końcu wpłynąć na poziom zainteresowania wśród kupujących. Rynek deweloperski jest już jednak rynkiem o wiele bardziej dojrzałym i rozwiniętym, niż przed dekadą, dlatego pomimo lekkiego spadku liczby sprzedawanych mieszkań, nie widać ani wyraźnego spowolnienia działań deweloperów, ani spadku popytu ze strony kupujących.

Agnieszka Jałoszyńska, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Sky Investments

Jeśli chodzi o naszą firmę, ostatnie trzy miesiące pokazały, że wiele osób okres wakacji przeznaczyło, nie tylko na odpoczynek, ale także na spokojne, skrupulatne poszukiwanie i zakup nowego mieszkania. Małe zmiany były widoczne tylko na początku września, jednak było to spowodowane rozpoczęciem nowego roku szkolnego. W tym okresie rodzice pochłonięci są częściej tego typu sprawami, a nie poszukiwaniem nowych mieszkań.

Marek Szmolke, prezes Grupy Deweloperskiej Start

W odniesieniu do naszych wewnętrznych statystyk spadek liczby sprzedawanych mieszkań jest raczej minimalny. Mamy bogatą ofertę sprzedażową, dysponujemy inwestycjami w różnych rejonach Krakowa. Nie wprowadzaliśmy zmian w planach sprzedażowych i nie zauważyliśmy, aby klienci bardziej niż zwykle zwlekali z decyzją o zakupie mieszkania.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Nasi klienci w zdecydowanej większości przypadków odwlekają podpisywanie umów, a co za tym idzie z decyzję o kupnie mieszkania. Można wnioskować, że obserwują rynek i zastanawiają się, czy ceny pójdą jeszcze w górę, czy mamy już tzw. sufit, jeśli chodzi o stawki. W związku z zaistniałą sytuacją musieliśmy skorygować plany odnośnie ilości podpisywanych umów.

Marta Kasprzak, menadżer ds. sprzedaży i marketingu w Duda Development

Nie zmieniliśmy planów sprzedaży i nie odnotowaliśmy spadku liczby podpisywanych umów. Jedyną różnicą dotyczącą sprzedaży, jaką zauważamy jest związana z typową dla branży sezonowością. W przypadku domów, które w znacznej większości kupowane są na własny użytek, proces decyzyjny klientów jest przeważnie nieco dłuższy, co jest zrozumiale, ponieważ w porównaniu z mieszkaniami ich zakup wiąże się z większym wydatkiem. Z kolei mieszkania i apartamenty, które przeważnie nabywane są przez klientów poszukujących własnego lokum, a także przez inwestorów cieszą się stale niesłabnącym powodzeniem. Z naszego doświadczenia wynika, że inwestorzy, zwracający uwagę przede wszystkim na atrakcyjną lokalizację i standard nieruchomości, nie poddają się rynkowym trendom.

Autor: Dompress.pl

Andrzej Modzelewski w Zarządzie innogy Polska

1 października do Zarządu innogy Polska dołączył Andrzej Modzelewski. Jako nowy członek zarządu będzie odpowiedzialny za nadzór nad działalnością infrastrukturalną Grupy innogy w Polsce, a także za rozwój produktów w obszaru E+ oraz G+

Andrzej Modzelewski - członek zarządu Grupy innogy w Polsce
Andrzej Modzelewski – członek zarządu Grupy innogy w Polsce

Andrzej Modzelewski to menedżer z wieloletnim doświadczeniem w branży energetycznej. Przez kilka ostatnich lat zasiadał w zarządzie EDF Polska, a następnie PGE Energia Ciepła, gdzie odpowiadał m.in. za inwestycje w sektorze elektrociepłowniczym oraz sprzedaż usług okołoenergetycznych. W latach 2003-2014 zajmował stanowiska kierownicze w strukturach krajowych i międzynarodowych RWE, będąc odpowiedzialnym za obszary takie jak: strategia i rozwój spółki, wdrażanie nowych produktów, a także za koordynację obszarów związanych z infrastrukturą sieciową oraz sprzedażą energii i gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Wcześniej związany był z branżą konsultingową. Jest absolwentem Uniwersytetu w Essen oraz Macquarie University w Sydney.

Bardzo cieszymy się, że do zarządu naszej spółki dołącza menedżer z wieloletnim doświadczeniem na rynku energetycznym, który doskonale zna realia naszego biznesu i związanych z nim wymogów. Jesteśmy przekonani, że na tym stanowisku Andrzej Modzelewski przyczyni się do dalszego rozwoju grupy innogy w Polsce oraz do wzmocnienia jej rynkowej pozycji – mówi Filip Thon, Prezes Zarządu innogy Polska

Na stanowisku członka zarządu, Andrzej Modzelewski odpowiedzialny będzie za nadzór nad działalnością infrastrukturalną Grupy innogy w Polsce, a także za rozwój produktów okołoenergetycznych (E+) oraz (G+), które przede wszystkim skupiają się na optymalizacji oraz automatyzacji procesów po stronie Klienta i prowadzą do poprawy ich efektywności.

Raimondo Eggink Człowiekiem Corporate Governance 2018

Człowiekiem Corporate Governance 2018 został Raimondo Eggink – niezależny członek Rad Nadzorczych, od blisko 25 lat związany z polskim rynkiem kapitałowym. Tytuł przyznano po raz czwarty w trakcie corocznego, ósmego już spotkania „Konferencji Rada Nadzorcza” w Dąbrowie Górniczej.

Konferencja Rada Nadzorcza to jedno z kluczowych wydarzeń na kapitałowej mapie Polski, w całości poświęcone tematyce rad nadzorczych. Doskonałe miejsce i czas do dyskusji na temat wyzwań stojących przed osobami, których przedmiotem troski jest rzetelne przestrzeganie idei corporate governance. Zwieńczeniem konferencji jest wręczenie wyróżnienia „Człowiek Corporate Governance”, przyznawanego osobom, które poprzez swoje życie zawodowe oraz codzienną postawę przyczyniają się do większej świadomości i uznania dla prawidłowego i rzetelnego funkcjonowanie nadzoru właścicielskiego. W ubiegłym roku wyróżnienie otrzymała Agnieszka Gontarczyk, od 2013 roku kierująca pracami Komitetu konsultacyjnego GPW ds. ładu korporacyjnego, który opracował „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2016”. W 2016 roku wyróżniono Wiesława Rozłuckiego – jednego z założycieli i wieloletniego prezesa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, a 3 lata temu – Andrzeja S. Nartowskiego – wielkiego orędownika ładu korporacyjnego w Polsce. Zwyczajem jest, iż dotychczasowi laureaci zasiadają w Kapitule Wyróżnienia, dokonującej wyboru przyszłych laureatów.

Człowiekiem Corporate Governance 2018 został Raimondo EgginkRaimondo Eggink – Człowiek Corporate Governance 2018, jest niezależnym członkiem rad nadzorczym, od blisko 25 lat jest związanym z polskim rynkiem kapitałowym. Od 2002 roku członek wielu Rad Nadzorczych, m.in. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., PKN Orlen S.A., Netia S.A. oraz Lubelski Węgiel „Bogdanka” S.A. Obecnie zasiada w radach nadzorczych spółek: Skarbiec Holding S.A., Sygnity S.A., Prime Car Management S.A., PKP Cargo S.A., Suwary S.A., Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich KOGENERACJA S.A. i PERŁA – Browary Lubelskie S.A. Autor licznych komentarzy i artykułów na temat polskiego rynku kapitałowego i prawidłowego corporate governance ze szczególnym naciskiem na ochronę właścicieli z mniejszościowych udziałem w spółce.

Odbierając wyróżnienie, laureat zauważa, iż po wielu latach zmagań problem nienależycie funkcjonującego ładu korporacyjnego w spółkach wreszcie zaczyna być traktowany z należytą powagą. – Wyróżnienie „Człowiek Corporate Governance 2018” traktuję jako ukoronowanie ponad 20-letniej walki o poprawę ładu korporacyjnego, zarówno na poziomie wielu indywidualnych spółek, jak i całego polskiego rynku kapitałowego. Wspólnie z moimi szacownymi poprzednikami oraz wieloma innymi osobami uruchomiliśmy rewolucję. Nie wszystkie bitwy wygraliśmy, ale nikt już nie kontestuje jej idei. Równocześnie wskazuje na konieczność ciągłej edukacji, czego idealnym przykładem są spotkania propagatorów idei corporate governance. – Trwa tsunami legislacyjne po negatywnych doświadczeniach z ładem korporacyjnym w wielu spółkach, nie tylko w Polsce ale także na świecie. W efekcie w tempie wykładniczym rosną oczekiwania regulatorów, inwestorów oraz całych społeczeństw wobec członków rad nadzorczych. Sprostanie tym oczekiwaniom wymaga stałego podnoszenia kwalifikacji, do czego dzisiejsza konferencja stanowi znakomitą okazję.

W całkowitej zgodzie z laureatem, na temat potrzeby ciągłej edukacji w zakresie corporate governance wypowiedział się Wiesław Rozłucki, Człowiek Corporate Governance 2016: – Idea dzisiejszej konferencji propagującej ład korporacyjny jest wiecznie żywa, a nawet powiem, że dziś bardziej potrzebna niż kiedykolwiek wcześniej. W niekorzystnej sytuacji na rynku kapitałowym, z czym mamy obecnie do czynienia, znaczenie dobrego corporate governance znacząco rośnie. Niestety, uczestnicy rynku kapitałowego przypominają sobie o tym dopiero, gdy giełda nie rozpieszcza, a wówczas nawet najmniejsze uchybienie w zakresie obowiązków wynikających z ładu korporacyjnego jest dyskontowane przez inwestorów. W związku z tym, od wielu lat przekonuję, że prawidłowo realizowana idea corporate governance powinna być realizowana zawsze, bez względu na okoliczności, wówczas stanie się swego rodzaju zabezpieczeniem dla wartości spółki. I właśnie w tym celu, rok rocznie, spotykamy się by edukować – rozmawiać o ogromnej wartości, jakie daje stosowanie dobrych zasad ładu korporacyjnego. Przyznanie wyróżnienia Człowiek Corporate Governance 2018 Raimondowi Eggink, traktuje jako docenienie wieloletniej pracy na rzecz mniejszościowych udziałowców – Tegoroczny laureat to jeden z pionierów ruchu corporate governance w Polsce, a w moim osobistym rankingu zajmuje pierwsze miejsce, w kategorii waleczność i niezłomność na rzecz obrony interesów akcjonariuszy mniejszościowych. On nie propagował, on wręcz wykuwał dobry corporate governance w kontakcie z głównymi akcjonariuszami. Analizując karierę zawodową, świadomie podejmował się funkcji członka rad nadzorczych, gdzie wiedział, iż musi się szykować na ciężkie boje. Od wielu lat wysoko cenie sobie jego zdanie w dziedzinie nadzoru właścicielskiego.

W ocenie laureata wtórowała mu Agnieszka Gontarek, Człowiek Corporate Governance 2017. – Członkostwo w radzie nadzorczej to bardzo odpowiedzialne zadanie, do realizacji którego trzeba się dobrze przygotować, i to nie tylko w sensie ściśle merytorycznym. Tegoroczny laureat nagrody Człowiek Corporate Governance, Raimondo Eggink, jest znanym i cenionym na rynku członkiem rad nadzorczych. Prawdziwy fachowiec, posiadający wskazywane w przepisach prawa i dobrych praktykach pożądane cechy i umiejętności. To członek rady nadzorczej na dzisiejsze czasy. W świetle wyraźnego obecnie trendu postępującej profesjonalizacji rad nadzorczych trudno o lepszy wybór.

Wybór Raimondo Eggink chwali również Piotr Rybicki, inicjator wyróżnienia „Człowiek Corporate Governance” i pomysłodawca „Konferencji Rada Nadzorcza”, członek Kapituły, który zdradza, iż od początku swojej kariery zawodowej był zafascynowany pracą Raimondo na rzecz idei corporate governance. – Osobiście bardzo cieszy mnie wybór dokonany przez Kapitułę, gdyż można śmiało powiedzieć, że nagradzamy osobę, która w pierwszych latach mojej aktywności zawodowej była dla mnie wzorem – osobą godną naśladowania. Raimondo Eggink jest bowiem prekursorem profesjonalizacji rad nadzorczych w Polsce. I robi to skutecznie już dwie dekady! Dołączył tym samym do wyśmienitego grona dotychczas wyróżnionych. Andrzej Nartowski, Wiesław Rozłucki, Agnieszka Gontarek i Raimondo Eggink – to brzmi dumnie! I dodaje: – Aż żałuję, że nie mogę być w tym gronie i zapewne nigdy nie będę – będąc pomysłodawcą wyróżnienia stawiam na inne cele – nadal promować profesjonalny ład korporacyjny w Polsce.

Konferencja Rada Nadzorcza, 8 edycja w Dąbrowie Górniczej

Konferencja Rada Nadzorcza odbyła się już po raz ósmy, 4 października 2018 r. w Dąbrowie Górniczej. To jedno z największych wydarzeń w Polsce poświęcone praktycznym aspektom sprawowania kontroli i nadzoru właścicielskiego. Dedykowane członkom Rad Nadzorczych, jak również właścicielom spółek, którzy zdają sobie sprawę z pozytywnych aspektów wynikających ze sprawnie funkcjonującego wewnętrznego organu kontrolnego w ich firmach.

Od samego początku działalności stawia sobie za cel edukacje w zakresie prawidłowego funkcjonowania rad nadzorczych. Tegoroczną Agendę zdeterminował więc fakt, iż w ostatnim czasie rynek doświadczył kilku negatywnych przypadków wynikających z nierzetelnego nadzoru właścicielskiego. To spowodowało, iż właściciele firm i akcjonariusze zaczęli dostrzegać, iż stosowanie zasad ładu korporacyjnego to ogromna wartość, która bezpośrednio przekłada się na dobro spółki, a w przyszłości może przygotować na różnego rodzaju okoliczności, o czym wspomina Agnieszka Gontarek. Światowy corporate governance rozwijał się i umacniał wraz z kolejnymi kryzysami. Dzisiejsza rada nadzorcza musi być jeszcze bardziej profesjonalna, pracowita, dociekliwa i odważna. Powinna współpracować nie tylko z zarządem spółki, lecz także z biegłym rewidentem, z osobami wykonującymi w spółce funkcje audytu wewnętrznego, zarządzania ryzykiem i compliance, a w razie potrzeby również z doradcami zewnętrznymi. Taki sposób sprawowania nadzoru powinien przynieść oczekiwane efekty. Analiza najgłośniejszego w ostatnim czasie przypadku spółki emitującej obligacje ewidentnie pokazuje, że odpowiedzialne podejście do swoich zadań przez rady nadzorcze istotnie zmniejsza ryzyko wystąpienia nadużyć. Nie mam wątpliwości, że gdyby w tym przypadku nie zawiodły mechanizmy nadzorcze, a spółka i jej organy bardziej brały do siebie konieczność wypełniania swoich obowiązków, także w kontekście corporate governance, straty byłyby o wiele mniejsze.

Ubiegłoroczną laureatkę popiera Patryk Kuzior, Członek Kapituły, przedstawiciel UM Dąbrowa Górnicza. – Konferencji, kongresów i innych tego rodzaju spotkań biznesowych jest całkiem sporo, jednak niewiele wydarzeń koncentruje się na zagadnieniach corporate governance, co być może wynika z braku dostatecznego zrozumienia znaczenia zagadnień związanych z budowaniem ładu korporacyjnego. Dlatego też takie wydarzenia jak Konferencja Rada Nadzorcza są potrzebne, jako ważny wkład w promocje dobrych praktyk.

W związku z powyższym, program konferencji oraz zaproszeni prelegenci został dobrany w taki sposób, by dogłębnie omówić bieżące problemy związane z funkcjonowaniem rad nadzorczych oraz przedyskutować wyzwania stojące przed skutecznym corporate governance. Konferencje rozpoczął wykład o prawidłowym nadzorze właścicielskim w oczach inwestora finansowego. Tuż po nim zaprezentowano jak wygląda corporate governance w modelu brytyjskim. Ogromnym zainteresowaniem słuchaczy cieszyła się dyskusja w trakcie panelu dyskusyjnego „Jak na rady nadzorcze wpłynął… GetBack”, a także dynamiczna prelekcja dotycząca firm rodzinnych w kontekście nadzoru właścicielskiego. Koniec pierwszej części uświetniło wręczenie wyróżnienia Człowiek Corporate Governance 2018.

W drugiej części mogliśmy posłuchać opinii tegorocznego laureata – Raimondo Eggink na temat osobistych doświadczeń z pracy w radach nadzorczych. Konferencje zakończył panel dyskusyjny „Jaka ma być rada nadzorcza? Czyli o tym kogo poszukują do rad nadzorczych udziałowcy i akcjonariusze?”

– Pomimo, że to już 4. wyróżnienie tytułem Człowiek Corporate Governance, a także 8. Konferencja Rada Nadzorcza to przed nami wciąż długa droga w kierunku promocji corporate governance w Polsce. Ogromnym plusem jest, że coraz więcej organizacji i osób chce wspierać ideę profesjonalizacji rad nadzorczych – za to im bardzo dziękuję! Dlatego uważam, że Konferencja Rada Nadzorcza powinna być traktowana jako święto rad nadzorczych. Nie mamy w Polsce zbyt wielu takich wydarzeń, a szkoda, dlatego trzeba pielęgnować to co jest. W tym roku chyba to się udało – mamy święto rad nadzorczych. Co daje siłę i nadzieję na kolejny rok! A jak będzie naprawdę – okaże się zapewne z początkiem 2019 roku – jak tylko będzie wsparcie – będzie i 9 edycja Konferencji Rada Nadzorcza. – podsumował Piotr Rybicki.

Partnerzy konferencji

Głównym Partnerem Konferencji jest Miasto Dąbrowa Górnicza oraz Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach.

Patronat honorowy: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, Krajowa Izba Gospodarcza, Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa oraz Polska Izba Biegłych Rewidentów.

Patronat medialny: Wprost, Strefa Biznesu, Dziennik Zachodni, Silesia Business&Life, Moja firma, StrefaInwestrów.pl, Europerspektywy, inwestorzy.tv, relacjeInwestorskie.org.pl, portal wnp.pl

Partnerzy wspierający: Akademia WSB, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, Fundacja Class Ladies, Fundacja Fortis, Stowarzyszenie Finexa, Personalities, Sedlak&Sedlak, HolidayInn Dąbrowa Górnicza, Towarzystwa Biznesowe, PICM, PIB Finanse z sensem, multiAN, Stowarzyszenie Interim Managers, inwestycje.pl, jednostki-budzetowe.pl

Organizatorem VIII Konferencji Rada Nadzorcza był portal NadzórKorporacyjny.pl.

365 Timing Economic Congress

To koncepcja całościowego podejścia do zagadnień czasu w procesach społeczno-gospodarczych z uwzględnieniem potrzeb jednostki, biznesu, ale też społeczeństwa i państwa. Wszechobecne: ekonomizacja i finansalizacja w procesach gospodarczych same w sobie już nie są wystarczające, rośnie znaczenie właściwego miejsca i czasu w osiąganiu celów.

Kongres ma być w założeniu platformą dla interdyscyplinarnej dyskusji przedstawicieli różnych środowisk oraz wypracowania wniosków, rekomendacji w obszarze znaczenia czasu w rozwoju społeczno-gospodarczym polskich firm, społeczności lokalnych i kraju w wymiarze międzynarodowych czynników przemian, innowacyjności i komercjalizacji badań.

Problematyka spotkań zawierać się będzie w sześciu grupach tematycznych, od gospodarki regionalnej, ekonomię przyszłości, biznes międzynarodowy i marketing, poprzez rosnącą finansalizację procesów gospodarczych, aż do procesów decyzyjnych w wymiarach strategicznym i operacyjnym. Projekt ma ukazać, że Dolny Śląsk, Polska, a także Europa to dla szeroko rozumianego biznesu i jego otoczenia właściwe miejsce we właściwym czasie do realizowania rozwoju w dzisiejszej zglobalizowanej gospodarce.

Organizatorzy: Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu i Dolnośląski Fundusz Rozwoju.

Patronat honorowy: Cezary Przybylski – Marszałek Województwa Dolnośląskiego i prof. dr. hab. Andrzej Kaleta – Rektor Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

RADA PROGRAMOWA:

prof. dr hab. Czesław Zając – Dziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu – przewodniczący

prof. dr hab. Bogusław Fiedor, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Andrzej Gospodarowicz, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Jarosław Witkowski, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Stanisław Korenik, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. Ing. Jiřina Jílková, CSc., Jan Evangelista Purkyně University, Ústí nad Labem
prof. dr hab. Tadeusz Kudłacz, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
prof. dr hab. Andrzej Klasik, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach
prof. dr hab. Krystian Heffner, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach
prof. dr hab. Jerzy Rymarczyk, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Andrzej Graczyk, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Leszek Patrzałek, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Małgorzata Zaleska, Szkoła Główna Handlowa
prof. dr hab. Krzysztof Jajuga, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Ewa Bogacka-Kisiel, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Dorota Elżbieta Korenik, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Jacek Karwowski, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
dr hab. Bogusław Półtorak, prof. UE, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
dr hab. Jacek Uchman, prof. UE, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
dr hab. Maria Bożena Węgrzyn, prof. UE, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
dr hab. Karol Klimczak, Universidad of Navarra
dr Laura Sierra Garcia, Universidad Pablo de Olavide
prof. dr hab. Alojzy Nowak, Uniwersytet Warszawski
prof. dr hab. Wojciech Czakon, Uniwersytet Jagielloński
prof. dr hab. Wojciech Dyduch, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach
prof. dr hab. Ewa Stańczyk-Hugiet, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Jerzy Niemczyk, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Szymon Cyfert, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
prof. dr hab. Grażyna Osbert-Pociecha, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Jan Lichtarski, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Stanisław Nowosielski, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Bogusława Drelich-Skulska, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Marian Gorynia, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
prof. Winand Dittrich, FOM University of Applied Sciences, Niemcy
prof. dr hab. Małgorzata Janicka, Uniwersytet Łódzki
prof. dr hab. Edward Molendowski, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
prof. Mami Okawara, Takasaki City University of Economics, Japonia
prof. dr hab. Ewa Oziewicz, Uniwersytet Gdański
prof. dr hab. Magdalena Rosińska-Bukowska, Uniwersytet Łódzki
prof. dr hab. Tadeusz Sporek, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach
prof. dr hab. Maciej Szymczak, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
prof. dr hab. Krzysztof Wach, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
prof. dr hab. Marzenna Weresa, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
prof. dr hab. Katarzyna Żukrowska, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
dr hab. Witold Kowal, prof. UE, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. Michael Haenlein, ESCP Europe, Berlin, Niemcy
prof. dr hab. Krystyna Mazurek-Łopacińska, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Barbara Iwankiewicz-Rak, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Mirosława Pluta-Olearnik, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Grażyna Światowy, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
prof. dr hab. Bogdan Sojkin, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
prof. dr hab. Jan W. Wiktor, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
prof. Gregor Pfajfar, Uniwersytet w Ljubljanie, Słowenia
dr hab. Maciej Mitręga, prof. UE, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach

Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu.

Uczelnia powstała w 1947 jako prywatna Wyższa Szkoła Handlowa, a jej kadrą dydaktyczno-naukową utworzyli przede wszystkim dawni pracownicy Uniwersytetu Jana Kazimierza i Akademii Handlu Zagranicznego we Lwowie oraz Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.

W 1950 szkołę upaństwowiono, przekształcając ją w Wyższą Szkołę Ekonomiczną. W 1974 uczelnia została przekształcona w Akademię Ekonomiczną im. Oskara Langego. W 2008 Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął decyzję o zmianie nazwy uczelni na Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu. Zmiana weszła w życie 6 maja 2008.

Na 4 wydziałach uczelni studiuje ponad 12 tys. studentów. Uniwersytet zatrudnia 581 pracowników naukowo-dydaktycznych, w tym 144 profesorów.

W Rankingu Szkół Wyższych „Perspektywy” 2016 została sklasyfikowana na 34. miejscu w Polsce.

Dolnośląski Fundusz Rozwoju sp. z o. o. (DFR) jest spółką samorządową działająca od 2012 roku, której jedynym udziałowcem jest Województwo Dolnośląskie (Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego).

To wyspecjalizowana regionalna instytucja finansowa, która ma za zadanie zbudowanie trwałego wieloletniego sytemu finansowania mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw za pomocą zwrotnych instrumentów finansowych, tj. pożyczek, gwarancji, poręczeń, instrumentów quasi-kapitałowych i kapitałowych. W pewnym uproszczeniu można stwierdzić, że DFR instrumentami dłużnymi wspiera standardowe biznesy, natomiast w celu wpierania innowacyjnych lub prorozwojowych przedsięwzięć oferuje model finansowania kapitałowego. Najważniejszym wyzwaniem dla Funduszu jest zbudowanie trwałej, możliwie szerokiej i dostępnej dla przedsiębiorstw oferty finansowania, od dłużnego po kapitałowe.

Spółka nie ogranicza się jedynie do finasowania przedsiębiorstw, ale prowadzi działania networkingowe, posiada i rozbudowuje sieć kontaktów w społecznościach samorządowych, biznesowych i akademickich.

Podsumowując, DFR wspiera zmiany strukturalne w dolnośląskiej gospodarce, w tym wzrost inwestycji i rozwój przedsiębiorczości.

Więcej na: www.dfr.org.pl

Blockchain – krok milowy ku przejrzystości reklam?

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO agencji interaktywnej Adexon 360

Skandale związane z danymi, chociażby te dotyczące Facebooka, coraz częściej dotykają branżę reklamową. Dlatego eksperci szukają złotego środka, by ich uniknąć. Jednak istotą problemu pozostaje brak przejrzystości danych i reklam. Czy istnieje  sposób, aby ją uzyskać?

Możliwe, że istnieje. Co zaskakujące, odpowiedzią może być technologia, kryjącą się za niestabilnym bitcoinem kryptowalutowym. Chociaż nie jest to dokładnie ta sama wersja technologii bitcoin, blockchain w szerszym sensie może być narzędziem do cyfrowego bezpieczeństwa, przejrzystości i odpowiedzialności.

Bloki przejrzystości

Termin blockchain oznacza, że każda nowa informacja jest tzw. blokiem, który jest dodawany do każdego kolejnego bloku, co w efekcie staje się łańcuchem. Zasadniczo, platformy blockchain, wspólna baza danych transakcji, umów i kontraktów są własnością wielu stron i zawierają informacje, których nie można edytować.

Technologia, jeśli zawiera informacje handlowe podlegające szczególnej ochronie, działa jako chronologiczny zapis transakcji, które istnieją w sieci publicznej lub prywatnej. Co ważne, informacje znajdują się w wielu lokalizacjach i są aktualizowane natychmiast po dodaniu nowego bloku. Mogłoby to bardzo dobrze zagwarantować przejrzystość i odpowiedzialność w przypadku, gdy w serię transakcji zaangażowane są różne grupy, które niekoniecznie mają do siebie zaufanie. Tym samym, mogłoby to zrewolucjonizować przyszłość biznesu.

Innymi słowy, pewnego dnia blockchain może być rozwiązaniem problemów związanych z technologią reklamową.

Giganci widzą potencjał technologii

Blockchain będzie działać na rynkach, na których istnieją pośrednicy między stroną kupującą i sprzedającą. To znaczy w miejscach, gdzie zaufanie jest najważniejsze, ale brakuje przejrzystości.

Właśnie dlatego, firmy finansowe inwestują w potencjał blockchain. Amex, wraz z IBM, Airbus, Deutsche Bank i Accenture, budują Hyperledger – wersję blockchain dla firm. Posiada ona wbudowane funkcje prywatności w celach komercyjnych i stanowi solidną podstawę zaufania, na której można budować transakcje, umowy i kontrakty.

Blockchain wciąż ma swoje ograniczenia – obecnie, nierealne jest rozwiązanie wszystkich problemów technicznych związanych z reklamą. Mimo tego, duże firmy skutecznie inwestują w tę technologię. Jej dalszy rozwój może być odpowiedzią na rosnące wyzwania, związane z przejrzystością i weryfikacją danych. 

W zgodzie z RODO

Media zostały zalane dyskusjami na temat przejrzystości w branży cyfrowej i programowej. Technologia blockchain ma na celu rozwiązanie tego problemu.

Reklamodawcy będą mogli pozyskać pochodzenie danych dotyczących lokalizacji, wykorzystywanych w kampaniach, podczas gdy wydawcy będą czerpać korzyści z tych, które nadzoruje blockchain i które wykorzystali do śledzenia i raportowania.

Zarówno marketerom, jak i dostawcom danych, blockchain może pomóc w weryfikacji transakcji, bez potrzeby korzystania z usług osób trzecich. Wtedy też działania będą iść zgodnie z kierunkiem RODO – każdemu punktowi danych wykorzystywanemu w kampanii lub posiadanemu przez dostawcę danych, mogą towarzyszyć informacje o zgodności. Ponadto, transakcje w blockchain są weryfikowane przez innych członków, którymi w przypadku branży reklamowej są agencje, wydawcy czy dostawcy danych. To z czasem zbuduje zaufanie i sprawi, że rynek będzie miejscem bezpieczniejszy, bardziej wiarygodnym i możliwym do zweryfikowania.

Blockchain nie jest chwilową modą. Według analityków, Wielka Brytania jest na dobrej drodze, aby do 2022 stać się liderem krypto ekonomii. W latach 2017-2018 zainwestowano ponad 500 milionów funtów w brytyjskie firmy blockchain. Może to zapowiadać nową erę przejrzystości i zgodności w reklamie, która spełni wymagania stawiane przez RODO. To zmiana, która wymaga oczywiście czasu, inwestycji i współpracy całego ekosystemu, ale już teraz istnieją podstawy, które mogą zapewnić bezpieczną przyszłość branży reklamowej.

XVI Warsaw International Banking Summit i XII Insurance Forum

Regulacje, Obostrzenia, Dane osobowe, Ochrona, co łączy te słowa? Oczywiście rozporządzenie unijne GDPR, które weszło w życie 25 maja tego roku. Było wiele przygotowań, trochę strachu i mało konkretów. Co z tego wyszło? A może są już pierwsze kary? O tym wszystkim będziemy mogli usłyszeć podczas XVI edycji Warsaw International Banking Summit i XII edycji Insurance Forum, które odbędą się 18-19 października 2018 r. w Hotelu Westin w Warszawie. Pierwsza faza wdrożenia RODO już za nami, dlatego podczas jesiennej edycji wydarzenia nie może zabraknąć przykładów tego, jak największe firmy poradziły sobie z przepisami dotyczącymi zaostrzeń przetwarzania danych osobowych. Co jeszcze znajdzie się w agendzie?

Wojna o talenty

Rynek pracy stanął przed sytuacją, w której zasoby kadrowe stały się dużym wyzwaniem. Dotyczy to każdej z branż, również bankowości i ubezpieczeń. Po 25 latach od transformacji nadszedł niż demograficzny, powszechna stała się emigracja, całkiem inaczej wygląda nasza gospodarka, a ludzie stają się coraz bogatsi. Jak skłonić młode talenty, aby chciały się rozwijać w sektorach finansowych? Jednym z pomysłów, który pojawił się podczas obrad Rad Programowych, którym przewodniczyli Mariusz Grendowicz i Artur Olech, jest pokazanie młodym osobom, jak wiele innowacji znajduje zastosowanie w bankach i firmach ubezpieczeniowych. Przykłady takich nowoczesnych i przyszłościowych wdrożeń przedstawią najwięksi eksperci z branży, którzy pojawią się podczas nadchodzącej edycji wydarzenia Warsaw International Banking Summit i Insurance Forum w Warszawie. A o jakich innowacjach mowa?

Nie prześpij rewolucji

W czasach, w których wszystko dzieje się tak szybko, nic dziwnego, że najnowocześniejsze, innowacyjne technologie, trafiają do biur i stają się codzienną rutyną. Zapotrzebowanie na nowości jest duże, więc podczas jesiennego spotkania, nie może zabraknąć przykładów wdrożeń sztucznej inteligencji, blockchain czy IoT. Postęp niesie za sobą również zagrożenia. Głośno stało się ostatnio o coraz częstszych cyberatakach. Czy branża ubezpieczeń musi tworzyć specjalne polisy na wypadek ataków hakerów i wycieków danych klientów, tym bardziej w kontekście RODO? A może razem z bankami zastanawiać się, jak samemu bronić się przed takim niebezpieczeństwem? W życie wchodzi dużo rozwiązań, na które rynek finansowy nie jest przygotowany, nawet hipotetycznie. W erze Smart City coraz częściej myśli się o autonomicznych, współdzielonych samochodach. Kto jednak będzie ubezpieczał samochód od wypadków i wypłacał odszkodowania pasażerom? Czy rynek ubezpieczeń jest na to gotowy? Przy okazji Warsaw International Banking Summit i Insurance Forum grono zebranych autorytetów, zastanowi się jakie są potrzeby przyszłości i jak będą wyglądały firmy ubezpieczeniowe i banki za kilkanaście lat. W jakim kierunku zmierza cały świat i czy można na podstawie obserwacji największych graczy na rynku, wyłonić 5 obowiązujących megatrendów? Jeśli tak, to gdzie plasuje się Polska?

XVI Warsaw International Banking Summit i XII Insurance ForumSwoją obecność podczas XVI edycji Warsaw International Banking Summit i XII edycji Insurance Forum potwierdzili już:

  • Anna Trzecińska, Wiceprezes Zarządu, Narodowy Bank Polski
  • Jerzy Kwieciński, Minister Inwestycji i Rozwoju
  • Agata Strzelecka, Wiceprezes Zarządu, Alior Bank
  • Piotr Czarnecki, Prezes Zarządu, Raiffeisen Polbank
  • Przemysław Kończal, Prezes Zarządu, Santander Consumer Bank
  • Paweł Holnicki-Szulc, Dyrektor Generalny, Colonnade Insurance S.A Oddział w Polsce
  • Wojciech Sass, Prezes Zarządu, Nationale Nederlanden
  • Małgorzata Rusewicz, Prezes, Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych

Dzięki takim spotkaniom jak XVI edycji Warsaw International Banking Summit i XII edycji Insurance Forum na pewno rokowania dla branży będą coraz lepsze. Podczas jesiennej edycji Wydarzenia nie zabraknie tematów o regulacjach, gospodarce 4.0, modelach dystrybucji i sposobach finansowania gospodarki. Zaletą tej konferencji jest to, że spotykają się tutaj liderzy zarówno branży bankowej, jak i ubezpieczeniowej oraz fintechy. Zawsze jest dobrze wymienić się doświadczeniami, bo rynek dynamicznie się zmienia, w świecie digital zacierają się granice między bankami, ubezpieczycielami a fintechami. Rynek zmienia się również od strony regulacyjnej i bardzo dużo rzeczy przybywa. Takie wspólne myślenie oraz wymiana poglądów jest zawsze dobra, dodaje Wojciech Sass, Prezes Zarządu, Nationale-Nederlanden.

Kongres realizowany jest w ramach działalności grupy MMC Polska, organizującej prestiżowe kongresy, konferencje, warsztaty i szkolenia biznesowe w Polsce dedykowane specjalistom, kadrze menadżerskiej oraz zarządom firm.

Wszelkie informacje na temat Warsaw International Banking Summit i Insurance Forum można uzyskać za pośrednictwem oficjalnej strony kongresu: www.bankowosciubezpieczenia.pl  oraz profili społecznościowych na portalach facebook oraz twitter.

Kurs dolara szybuje dzięki rosnącej rentowności amerykańskich obligacji

Amerykańska waluta odnotowuje imponujący wzrost. Wspiera ją sytuacja na rynku długu i dobre dane gospodarcze z USA.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu godzin polski złoty doświadczył osłabienia w relacji do głównych walut. Głównym powodem stojącym za słabością złotego nie był tym razem wzrost ryzyka, ale umocnienie dolara amerykańskiego podążającego za wzrostem rentowności obligacji USA. Wspomniane rentowności 10-letnich papierów dłużnych rządu Stanów Zjednoczonych wzrosły z okolic 3,08% do ponad 3,20%. Tym samym znalazły się na najwyższym poziomie od 2011 r. Dolara i wzrost rentowności obligacji wspierały dobre dane makroekonomiczne (praktycznie wszystkie istotne odczyty wczoraj zaskoczyły mocno na plus) oraz jastrzębie przemówienie prezesa Rezerwy Federalnej, które zdaje się pieczętować podwyżkę stóp procentowych w grudniu bieżącego roku.

W kontekście wczorajszego dnia warto poświęcić chwilę konferencji prasowej po spotkaniu Rady Polityki Pieniężnej, która, ku pewnemu zaskoczeniu obserwatorów przyzwyczajonych do wcześniejszych, niezbyt interesujących wystąpień reprezentantów Rady, przyniosła kilka dość istotnych informacji. Po pierwsze – ze słów prezesa Glapińskiego – wynika, że obecna RPP interpretuje cel inflacyjny jako przedział (1,5-3,5%), a nie jako punkt (2,5% z odchyleniami 1 p.p.). A to może sugerować, że nawet jeśli inflacja znajdzie się w okolicy górnego poziomu odchyleń, RPP może potraktować taką sytuację jako niewymagającą żadnych korekt ze strony polityki monetarnej (inflacja ostatecznie będzie zawierała się w przedziale). Jest to oczywiście gołębi sygnał.

Z drugiej strony, prezes Glapiński podczas spotkania potwierdził swoje stanowisko zarysowane na poprzednim posiedzeniu i wycofał się z prognozowania ruchów RPP w 2020 r., sugerując jedynie, że oczekuje, że stopy w tym, jak i kolejnym, roku pozostaną stabilne. To może być potraktowane jako sygnał względnie jastrzębi, z uwagi na to, że może sugerować większą niż wcześniej niepewność względem dłuższego horyzontu czasowego. Ostatecznie informacje nie wpłynęły jednak w znaczący sposób na złotego, który tracił przede wszystkim ze względu na, wspomnianą w pierwszym akapicie, siłę dolara amerykańskiego.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,29-4,30. W początkach dnia wspólna waluta reagowała na zmiany nastrojów względem sytuacji we Włoszech, w drugiej jego części euro zostało ściągnięte w dół przez silniejszego dolara.

Wczorajsze dane o aktywności w sektorze usług strefy euro we wrześniu i te o sprzedaży detalicznej w sierpniu były zbliżone do oczekiwań, tym samym istotnie nie wpłynęły na wspólną walutę. Dzisiejszy dzień również nie będzie obfitował w istotne dane ze strefy euro. Wieczorem przemawiać będzie jedynie Benoit Coeure z EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,81-4,85. Brytyjska waluta w istotnym stopniu reagowała wczoraj na sytuację na głównej parze. Funt nieco tracił wprawdzie po przemówieniu Theresy May, ostatecznie jednak wzmocnił się, do momentu, w którym nad jego wzrostem nie przeważyła siła dolara amerykańskiego, która pod koniec dnia ściągnęła w dół indeks GBP.

Wczorajsze dane o aktywności w brytyjskim sektorze usług we wrześniu były zbliżone do oczekiwań i nie miały istotnego wpływu na kurs brytyjskiej waluty.

USD

Kurs USD/PLN w środę wzrósł o 0,5%, wahając się w widełkach 3,70-3,75. Dolar był wczoraj jedną z najlepiej radzących sobie walut świata: od wczorajszego dołka do teraz waluta względem złotego zyskała 1,4%, istotnie umocniła się również w relacji do większości pozostałych globalnych walut.

Dolara wczoraj wspierał wspomniany wzrost rentowności obligacji USA, jak i bardzo dobre dane makro. Praktycznie wszystkie istotne odczyty z USA zaskoczyły na plus: zatrudnienie w sektorach pozarolniczych ADP wzrosło we wrześniu o 230 tys., podczas gdy oczekiwano wzrostu jedynie o 187 tys., rozbudzając nadzieję względem piątkowych „payrollsów”. W górę zaktualizowano również odczyt z poprzedniego miesiąca. Nieznacznie na plus zaskoczył wrześniowy odczyt indeksu PMI dla usług, imponujący odczyt zanotował natomiast istotniejszy indeks ISM dla sektora, który we wrześniu wskazał 61,6 wobec oczekiwanych 58,1 i 58,5 notowanych w poprzednim miesiącu, sugerując wyraźne ożywienie w sektorze usług.

Dzisiejszy dzień również przyniesie kilka publikacji, jednak o mniejszym znaczeniu: poznamy cotygodniowe wskazanie liczby wniosków o zasiłki w USA oraz dane o zamówieniach amerykańskich fabryk w sierpniu. Oprócz tego po południu przemawiać będzie Randal Quarles z FOMC.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 15:15 – przemawia Randal Quarles z FOMC
  • 16:00 – dane o zamówieniach fabryk w USA w sierpniu
  • 19:00 – przemawia Benoit Coeure z EBC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

 

Zarządzanie bez szefów – na czym polega idea turkusowej organizacji?

Zarządzanie bez szefów – na czym polega idea turkusowej organizacji?Czy zastanawiałeś się kiedyś, czy można zarządzać firmą bez szefów i hierarchii? Okazuje się, że jest to możliwe, a co więcej, może przynosić wymierne zyski. W ostatnich latach coraz więcej firm poszukuje nowych możliwości rozwoju, stawiając na nowatorskie metody zarządzania. Wiele z nich zastępuje tradycyjną strukturę hierarchiczną zarządzaniem opartym na samoorganizacji, zwanym także turkusowym zarządzaniem.

Ewolucyjny turkus – co to takiego?

Spośród pięciu modeli zarządzania przedsiębiorstwem najwyższym etapem w świadomości zarządzania organizacją jest Ewolucyjny Turkus – strategia zarządzania, zwana potocznie turkusowym zarządzaniem, w której wszyscy pracownicy są równi bez względu na staż pracy, stanowiska i doświadczenie, a działalność organizacji oparta jest na współpracy. Nie występują tu stanowiska kierownicze, a podstawą codziennego funkcjonowania jest wspólne rozwiązywanie problemów i dążenie do celu członków zespołów.  Zasady funkcjonowania w turkusowej organizacji świetnie opisał Frederic Laloux w swojej książce „Pracować Inaczej”. Według przedsiębiorcy cztery podstawowe zasady działania turkusowej organizacji to:

  1. Robisz to, co potrafisz.
  2. Robisz to, co potrzebne.
  3. Jesteś za to odpowiedzialny.

To, co robisz, możesz zmienić, ale z zachowaniem 1, 2 i 3.

Jak zbudować turkusową organizację?

Proces stawania się turkusową organizacją jest bardzo skomplikowany i wymaga otwartości pracowników i kierowników na zmiany podejścia do pracy. Jak wspomina w swojej książce Laloux, łatwiej jest stworzyć turkusową organizację od zera niż na bazie istniejącej już firmy. Wtedy nie ma żadnych przyzwyczajeń z przeszłości, wszystkie procesy można zaprojektować od zera oraz wybrać odpowiednich ludzi, którzy będą się w tym rodzaju organizacji odnajdywali, bo z pewnością znajdą się osoby, które nie będą dobrze czuły się w turkusie.

Nie od dziś wiadomo, że połączenie pracy z pasją daje najlepsze efekty. Jeśli założyciel firmy jest pasjonatem danej dziedziny, łatwiej jest mu nią zarażać współpracowników. Pomaga to także określić cel istnienia firmy. Warto także zastanowić się, jaki kształt ma przybrać organizacja oraz w jakim tempie chce rosnąć.

Życie codzienne w turkusowej rzeczywistości

Przykładem firmy, której udało się przekształcić strukturę hierarchiczną na turkusową organizację jest PKS Gdańsk-Oliwa SA – pierwsze tego typu przedsiębiorstwo w branży TSL. Zasady wzajemnej pomocy, współpracy i podejmowania decyzji zostały spisane w dziesięciu punktach w formie Kodeksu Koleżeńskiego, wypracowanego wspólnie przez pracowników. Zespoły wypracowały także praktyki spotkań oraz udzielania informacji zwrotnej, stosując zasadę tzw. konstruktywnej krytyki. To nie jedyna turkusowa firma w Polsce. Turkusową organizacją stał się np. producent etykiet z Gliwic, tj. firma Marco, czy dostawca platform B2B – WINS (Web Innovative Software).

Skąd czerpać wiedzę o turkusie?

Wiele turkusowych organizacji rozpoczęło swoją przygodę z turkusowym zarządzaniem od lektury „Pracować Inaczej” Frederica Laloux. Wielkim propagatorem samoorganizacji jest także profesor Andrzej Blikle, prowadzący osobisty blog „Można Inaczej”, a także autor książki „Doktryna jakości”. Firmy coachingowe prowadzą szkolenia dla firm dotyczące tej tematyki. Ciekawą inicjatywą jest także idea Turkusowych Śniadań, na których spotykają się propagatorzy turkusu i osoby chcące pogłębić wiedzę na ten temat. Warto zaglądać także na strony internetowe, jak turkusorg.pl, gdzie na bieżąco ukazują się artykuły dotyczące samoorganizacji oraz relacje z ciekawych wydarzeń dotyczących tej tematyki.

Wielkie zbiory danych + analiza = wyjątkowa obsługa klienta

W badaniu firmy Walker z 2013 r. przewidywano, że do 2020 r. głównym czynnikiem sukcesu przedsiębiorstw będzie obsługa klienta, która w tym aspekcie prześcignie cenę i produkt. Mimo że większość przedsiębiorstw i marketerów już od kilku lat traktuje wysokiej jakości obsługę klienta jako najważniejszy priorytet biznesowy, to nie zawsze wiedzą oni, jak wprowadzić ją w życie.

Marketerzy zapewniający optymalną obsługę klienta zdają sobie sprawę z tego, że kluczowe znaczenie mają tutaj dane. Aby naprawdę zrozumieć klienta, trzeba zbierać, analizować i interpretować dane dotyczące klienta oraz wykorzystywać je do zapewnienia mu spersonalizowanej obsługi. Analizy wykorzystujące kontekst umożliwiają maksymalną personalizację tej obsługi i zwiększenie lojalności klienta. Na przykład dzięki przetwarzaniu języka naturalnego z analizami przebiegającymi w tle konsumenci poczują się tak, jakby otrzymywali wyjątkową, spersonalizowaną obsługę, nawet jeśli nie rozmawiają akurat z żadną osobą z danej firmy.

Niezależnie od tego, za pomocą jakiego urządzenia klient nawiąże kontakt z firmą, dostępna będzie technologia, która będzie tłumaczyć, interpretować i rozumieć jego zachowania oraz przewidywać potrzeby. Tak właśnie wyglądają ekstremalne analizy w akcji: nowe źródła danych są wykorzystywane do zapewnienia każdemu klientowi atrakcyjnej i wyjątkowej obsługi niezależnie od tego, czy kontaktuje się z przedsiębiorstwem osobiście, czy w sposób cyfrowy.

Mimo że wielkie zbiory danych i analityka są teraz obecne w prawie wszystkich obszarach codziennej pracy marketerów, to wciąż jeszcze towarzyszy im dużo mitów i szumu medialnego. W naszym tak bardzo połączonym świecie zdumiewające jest to, jak bardzo niepołączone są nasze podejścia do obsługi klienta. Wiele przedsiębiorstw wciąż jeszcze nie wypracowało sposobów na stworzenie przejrzystych, połączonych zasobów danych.

Specjaliści ds. marketingu cyfrowego powinni być w stanie wykorzystywać dane do optymalizacji obsługi klienta w kilku kluczowych obszarach:

  1. Nieograniczona skala i elastyczność: Rozwiązanie analityczne musi od samego początku być tworzone z uwzględnieniem technologii analizy wielkich zbiorów danych, aby poradziło sobie z ogromną skalą wymaganą w przypadku urządzeń Internetu Rzeczy (IoT).
  2. Analiza danych na poziomie indywidualnym: Ujednolicona i intuicyjna obsługa użytkownika umożliwiająca spełnienie wymagań dotyczących całkowicie różnych zadań, roli i ludzi, ułatwiająca naukę i zarządzanie.
  3. Dokładność i skalowalność: Dane analityczne muszą wyjść poza przybliżone określanie trendów i stać się dokładnym cyfrowym źródłem informacji, na podstawie którego przedsiębiorstwo może podejmować trafne decyzje.
  4. Analiza wielokanałowa: Umożliwia zbieranie i łączenie ze sobą informacji o interakcjach klientów z marką niezależnie od używanego urządzenia. Umiejętność zbierania i łączenia ze sobą wszystkich tych danych jest niezbędna do tego, aby przekształcić marketing z serii niezależnych interakcji z anonimowym „gościem” w jedną rozmowę z konkretną osobą.
  5. Aktywacja i otwartość danych: Dane analityczne powinny być otwarte i dostępne, tak aby były łatwe do uzyskania i integracji z narzędziami marketingowymi.

Steve Earl, Dyrektor Działu marketingu dla produktów Oracle Marketing Cloud

Linia lotnicza Primera Air kończy działalność. Jakie są prawa pasażerów?

Tania linia lotnicza Primera Air ogłosiła, że po 14 latach kończy swoją działalność i rozpoczyna postępowanie upadłościowe. Prawo nie przewiduje wypłacania odszkodowań za odwołane loty osobom, które korzystają z usług bankrutujących linii lotniczych, ale inni przewoźnicy chętnie udzielają im pomocy oferując tańsze loty.

Sytuacja spółki

Primera Air rozpoczęła działalność w 2003 roku jako linia czarterowa. W 2009 roku przewoźnik rozpoczął obsługę połączeń rejsowych, a siedem lat później flota firmy składała się z 8 samolotów. W 2014 roku firma wyodrębniła spółkę siostrę na Łotwie, zwaną Primera Air Nordic, dysponującą flotą 7 samolotów. Obie firmy ogłosiły zakończenie działalności 2 października 2018 roku, w momencie gdy niektóre samoloty nadal były w powietrzu.

W komunikacie dla mediów Primera Air ogłoszono, że decyzja ta była uzasadniona niezdolnością przedsiębiorstwa do zapewnienia długotrwałego finansowania dalszych operacji, co prawdopodobnie wynikało z niskich cen biletów i wysokich kosztów paliwa. Primera Air musiała się zmierzyć także z innymi problemami, takimi jak konieczność całkowitej renowacji samolotu z powodu jego korozji, co kosztowało 10 milionów euro, a także niedostarczanie zamówionych statków powietrznych.

Prawa pasażerów

Jakie są prawa pasażerów w sytuacji ogłoszenia przez linie lotnicze postępowania upadłościowego? Zgodnie z rozporządzeniem WE 261/2004 upadłość linii lotniczych jest jednym ze scenariuszy, w przypadku którego klient nie jest uprawniony do otrzymania odszkodowania. IATA twierdzi, że utworzenie funduszu – opłacanego przez wszystkie linie lotnicze – mającego na celu zabezpieczenie roszczeń pasażerów wynikających z upadłości linii lotniczych jest niewykonalne i niepraktyczne. Według danych Komisji Europejskiej, około 0,07% pasażerów w latach 2011-2020 ucierpiałoby w wyniku niewypłacalności linii lotniczych. W związku z tym, zgodnie z rozumowaniem IATA, utworzenie funduszu wymagałoby zbyt dużych nakładów w porównaniu do wagi problemu.

Istnieją jednak sposoby na odzyskanie już wydanych pieniędzy – chodzi tutaj więc raczej o zwrot kosztów niż odszkodowanie:

  • Osoby, które kupiły bilety przy użyciu kart kredytowych mogą zwrócić się do ich wystawców o zwrot środków w związku z niewykonaniem usługi, czyli skorzystać z chargeback (inaczej obciążenie zwrotne) – dotyczy to również sytuacji ogłoszenia upadłości przez linię lotniczą
  • Niektóre ubezpieczenia turystyczne pokrywają koszty odwołania lub przerwania podróży w przypadku bankructwa linii lotniczych – warto więc sprawdzić swoją polisę pod tym kątem, oczywiście jeżeli ją posiadasz!
  • Wreszcie, usługa rozliczeniowa IATA pomiędzy liniami lotniczymi a biurami podróży (znana jako BSP, czyli Billing and Settlement Plan) może umożliwić IATA zwrot biurom podróży środków przekazanych przewoźnikom – wszystko zależy od lokalnego prawa upadłościowego oraz warunków uczestnictwa linii w IATA. Na wszelki wypadek warto sprawdzić tę opcję!

Co więc z 0,0084% pasażerów, którzy w wyniku bankructwa linii lotniczych utkną na lotniskach i będą potrzebowali pomocy w powrocie do domu? W tym przypadku muszą oni polegać na innych liniach lotniczych, które zaproponują im loty powrotne w obniżonej cenie. Norwegian już zapowiedział, że będzie je oferować pasażerom, którzy utknęli na niektórych trasach – dotyczy to rejsów, które odbędą się do 14 października 2018 r. Także biura podróży mogą wspierać klientów w rezerwacji takich lotów – skontaktuj się z nimi w tej sprawie!

Nastolatkowie już od 15 roku życia mogą legalnie pracować

Karolina Serwańska, dyrektor zarządzająca agencji pracy Polski HR
Karolina Serwańska, dyrektor zarządzająca agencji pracy Polski HR

Pierwsze dni września to nie tyko ważny czas dla uczniów oznaczający powrót do szkoły, ale również początek obowiązywania zmian wprowadzonych w Kodeksie Pracy. Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej od dłuższego czasu informowało o planowanych zmianach w obszarze zasad zatrudniania młodocianych pracowników. Nastolatkowie już od 15 roku życia mogą w sposób legalny rozpocząć przygodę na rynku pracy.

Zmiany, jakie weszły w życie 1 września, to tylko początek reformy Kodeksu Pracy, który w moim przekonaniu jest przestarzały i niedostosowany do współczesnego rynku pracy oraz potrzeb pracowników. Obowiązujące przepisy prawne pochodzą z roku 1974. Oczywiście były wielokrotnie zmieniane, jednak nadal znajduje się tam wiele zapisów wymagających poprawek.

Wedle przepisów obowiązujących od początku miesiąca, zmienia się definicja pracownika młodocianego. Zasadnicza zmiana polega na obniżeniu wieku pracownika definiowanego jako młodociany. Teraz jest to osoba, która ukończyła 15 lat (nie jak wcześniej 16), ale nie przekroczyła 18 roku życia. Możliwe jest zatrudnienie osoby, która ma ukończone gimnazjum i posiada zaświadczenie lekarskie wskazujące na możliwość podjęcia pracy. Młody człowiek, który nie posiada kwalifikacji może być zatrudniony w celu przygotowania do wykonywania określonego zwodu. Istotnym jest, że wykonywane obowiązki nie mogą negatywnie wpływać na jego zdrowie, muszą być to więc prace lekkie i raczej niewymagające specjalnych umiejętności.

Obecnie, praca większość młodocianych związana jest z przygotowaniem zawodowym, wydaje mi się, że pomimo ułatwień sytuacja się nie zmieni. Musimy też uwzględnić okres w roku w jakim wkraczamy. Rozpoczyna się jesień i powrót do szkoły. Nastolatkowie mają dużo obowiązków związanych z edukacją. Niewielu z nich, jeżeli nie wymaga tego profil szkoły, podejmuje pracę w tak młodym wieku. Większe zainteresowanie pracą ze stron młodych ludzi widoczne jest w okresie wakacyjnym czy podczas przerw w szkołach. Wynika to z większej ilości czasu, który można dobrze wykorzystać.  W czasie letniej, rzadziej zimowej, przerwy dużą popularnością cieszą się tymczasowe formy zatrudnienia, które miedzy innymi oferuje nasza agencja. Jest to korzystna forma dla każdej ze stron. Pracodawca otrzymuje osoby do pracy, których potrzebuje na kilka tygodni, a nastolatkowie mogą sobie dorobić w wolnym czasie.

Obniżenie minimalnego wieku w jakim można zatrudniać nastolatków może być w sposób pośredni związana z pozytywnym zjawiskiem jakim jest rekordowo niskie bezrobocie. Możliwość zatrudnienia osób od 15 roku życia oznacz zasilenie rynku pracy kilkuset tysiącami potencjalnych pracowników, których obecnie brakuje. Celem ministerstwa edukacji jest odbudowa szkolnictwa zawodowego, które przez wiele lat było zaniedbane, a wśród młodzieży mało popularne. Negatywne skutki tego przejawiają się obecnie w postaci deficytu wykwalifikowanych specjalistów: hydraulików, budowlańców, stolarzy i wielu innych.

Motywacją do podjęcia pracy przez młode osoby jest chęć posiadania własnych pieniędzy na prywatne wydatki. Obecnie wiele szkół zawodowych jako zachętę dla potencjalnych uczniów, funduje stypendia za wyniki w nauce. Nie są to jedyne pieniądze na jakie mogą liczyć uczniowie szkół zawodowych. Pracodawca wypłaca im wynagrodzenie za pracę wykonywaną w ramach przyuczenia do zawodu. Stawki wynagrodzenie przysługujące nieletnim pracownikom są z góry ustalone i zależą od średniego wynagrodzenia. Przysługujący procent zależy od etapu kształcenia, jest to od 4 w pierwszym do 6 procent w ostatnim roku nauki. Są to niewielkie kwoty, jednak nie ma nic lepszego niż satysfakcja z pierwszych samodzielnie zarobionych pieniędzy.

Wrześniowe zmiany w Kodeksie Pracy oceniam więc absolutnie pozytywnie i przyjmuję je jako pierwszy krok na drodze do reformy całego kodeksu. Nie wydaje mi się jednak, że dodatkowa pula pracowników w sposób znaczny wpłynie na rynek pracy z bardzo prostego względu. Zauważalne jest stopniowe przesuwanie wieku, w którym kolejne pokolenia podejmują pracę. Kiedyś było to 18 lat, dziś pierwsze doświadczenie zawodowe nierzadko zdobywa się dopiero po ukończeniu studiów.

Nowa ustawa o odpowiedzialności karnej podmiotów zbiorowych

Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy, która wprowadza istotne zmiany w zakresie odpowiedzialności karnej podmiotów zbiorowych. Celem nadrzędnym proponowanej nowelizacji przepisów będzie zwiększenie efektywności karania przestępstw gospodarczych i skarbowych popełnianych przez podmioty korporacyjne. Czy to oznacza kolejną ingerencję rządu w działalność gospodarczą przedsiębiorstw przy wykorzystaniu prawa karnego?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Projekt ustawy z dnia 25 maja 2018 r. o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary i zmianie niektórych ustaw (dalej jako: „Projekt”) został opublikowany przez resort sprawiedliwości na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Nowa regulacja ma uchylić obowiązującą dotychczas ustawę z dnia 28 października 2002 r. o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary (Dz.U. z 2018 r., poz. 703), która była stosowana sporadycznie i nie zrealizowała zakładanych celów.

Przedstawiona przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowelizacja przepisów w sposób bardzo istotny poszerza katalog kar i środków karnych, które mogą zostać orzeczone wobec przedsiębiorców w postępowaniu o odpowiedzialności zbiorowej. W porównaniu z obecnie obowiązującymi regulacjami projektowana ustawa przewiduje możliwość nałożenia na podmioty zbiorowe zdecydowanie surowszych kar. Najdotkliwszą z nich będzie niewątpliwie możliwość orzeczenia likwidacji lub rozwiązania przedsiębiorstwa.

Ministerstwo z planem dotkliwego karania firm. Kolejny przykład „dobrej zmiany”?

Zdaniem resortu sprawiedliwości obecny stan odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione przewiduje kary i środki karne o niewielkim stopniu dolegliwości dla przedsiębiorców. Ministerialni urzędnicy, którym powierzono przygotowanie zmian, zdecydowali się zaostrzyć wymiar sankcji, jak również zwiększyć katalog środków, które mogą być stosowane wobec podmiotów korporacyjnych w trakcie prowadzonego postępowania karnego.

Projekt MS zakłada bardzo wyraźną reformę reżimu odpowiedzialności finansowej przedsiębiorstwa zbiorowego za popełnione przestępstwa lub wykryte nieprawidłowości. Wymiar kary pieniężnej ustawodawca uregulował w sposób bardzo dotkliwy dla firm – w wysokości od 30 000 do nawet 30 000 000 złotych (art. 18 projektowanej ustawy). Dla porównania na podstawie obowiązujących obecnie przepisów w stosunku do podmiotu zbiorowego sąd może orzec karę pieniężną w kwocie od 1 000 do 5 000 000 złotych, nie wyższą jednak niż 3% przychodu osiągniętego w roku obrotowym, w którym popełniono czyn zabroniony będący podstawą odpowiedzialności podmiotu korporacyjnego (art. 7 ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary). Nowa ustawa przewiduje również zwiększony zakres odpowiedzialności podmiotu zbiorowego, który nie przeprowadził postępowania wyjaśniającego i nie usunął stwierdzonych nieprawidłowości. Zwiększony wymiar kary w takim przypadku obejmuje obligatoryjne zwiększenie dolnej granicy sankcji, która w maksymalnym wymiarze wyniesie dwukrotność górnego zagrożenia. Tym samym może zostać ona wymierzona przedsiębiorstwu nawet do kwoty 60 000 000 złotych (art. 13 projektowanej ustawy).

Projektowane zmiany zakładają dodatkowo bardzo istotny zwrot w przedmiocie prowadzenia postępowania karnego w stosunku do podmiotu zbiorowego. Obowiązująca ustawa uzależnia wszczęcie czynności procesowych wobec przedsiębiorstwa od zakończenia postępowania karnego przeciwko jej reprezentantowi poprzez skazanie lub warunkowe umorzenie postępowania karnego. Przygotowana reforma przepisów ustawy przewiduje możliwość jednoczesnego postawienia zarzutów i oskarżenia spółki oraz jej pracownika lub kontrahenta bez konieczności oczekiwania na wcześniejsze rozstrzygnięcie sądu w stosunku do osoby fizycznej – reprezentanta spółki lub jej kontrahenta. Oba postępowania mają być prowadzone równocześnie w ramach jednego wspólnego przewodu sądowego.

Kara rozwiązania lub likwidacji przedsiębiorstwa ma zastraszyć firmy?

Najdotkliwszy reżim odpowiedzialności podmiotów zbiorowych został określony przez resort sprawiedliwości w art. 16 pkt 2 projektowanej ustawy, który przewiduje karę rozwiązania lub likwidacji podmiotu zbiorowego. W tym zakresie ustawodawca winien uzależnić orzeczenie powyższej sankcji jedynie od wyjątkowych przypadków. Projekt ustawy zakłada zastosowanie przedmiotowej kary wobec podmiotów, które w całości lub w znacznej części doprowadziły do popełnienia czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności nie niższą niż 5 lat, a orzeczenie innej kary nie jest wystarczające dla osiągnięcia jej celów. W przedmiocie wykonania przedmiotowej sankcji sąd uprawniony będzie orzec o przeniesieniu własności składników lub praw majątkowych podmiotu zbiorowego na Skarb Państwa, z wyłączeniem przypadku kiedy podlegają one zwrotowi pokrzywdzonemu lub innemu uprawnionemu podmiotowi.

Ponadto przygotowana przez MS nowelizacja zakłada znaczące rozszerzenie katalogu środków karnych, które sąd będzie uprawniony wymierzyć obok albo zamiast kary w stosunku do podmiotu korporacyjnego (art. 17 projektowanej ustawy). Resort sprawiedliwości zaproponował również zmiany, które w sposób jednoznaczny doprowadzą do utrudnienia funkcjonowania przedsiębiorstwa w obrocie gospodarczym i finansowym od momentu skierowania do takiego podmiotu postanowienia o przedstawieniu zarzutów.

W trakcie postępowania przygotowawczego, jak również sądowego wobec podmiotu korporacyjnego możliwe będzie zastosowanie szerokiego katalogu środków zapobiegawczych. Prokurator lub sąd – w zależności od stadium toczącego się postępowania – aż do czasu wydania prawomocnego wyroku będą uprawnieni do zobowiązania spółki do informowania organów o podejmowanych czynnościach finansowych, ustanowienia zarządu przymusowego nad przedsiębiorstwem, dokonania zabezpieczenia majątkowego na majątku spółki czy chociażby orzeczenia zakazu w postaci: promocji i reklamy firmy, zawierania umów określonego rodzaju, ubiegania się o zamówienia publiczne.

Zmiany przepisów wymuszą podjęcie działań monitorujących w firmach

Zaproponowane przez ustawodawcę zmiany przepisów prawnych doprowadzą do powołania w organach ścigania wyspecjalizowanych wydziałów zajmujących się prowadzeniem postępowań dotyczących podmiotów korporacyjnych. Z całą pewnością zwiększy to ilość kontrolowanych przedsiębiorstw i wszczętych postępowań zmierzających do surowego karania podmiotów zbiorowych w przypadku wykrycia nieprawidłowości. Nowelizacja przepisów obowiązującej ustawy zakładająca rozszerzenie katalogu kar i sankcji dla przedsiębiorców spowoduje, że zarządzający zbiorową działalnością gospodarczą będą zmuszeni do reorganizacji procesu zapobiegania nadużyciom w firmach. Planowana data wejścia w życie przedstawionej nowelizacji nie została jeszcze określona. Niemniej przedsiębiorstwa powinny jak najszybciej dokonać analizy prawno-finansowej możliwych konsekwencji wynikających z proponowanej zmiany obowiązującej ustawy, a w szczególności podjąć właściwe działania prewencyjne.

W ramach podjętych czynności monitorujących i sprawdzających powinny zostać wdrożone mechanizmy zapewniające zgodność prowadzonej działalności gospodarczej z regulacjami prawnymi w celu zapobieżenia stratom finansowym, utracie reputacji czy orzeczeniu przez sąd o likwidacji lub rozwiązaniu podmiotu, co stanowi najdotkliwszą karę przewidzianą w opublikowanym przez MS projekcie ustawy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Seria dobrych danych z USA umacnia dolara

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła zgodnie z oczekiwaniami stóp procentowych. Seria dobrych danych z USA umacnia dolara. Bezrobocie w Polsce nie spadło.

Stopy procentowe bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami analityków Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła wczoraj stóp procentowych w Polsce. Główna stopa znajduje się na poziomie 1,5%. Oznacza to, że znajdujemy się już 0,5%-0,75% poniżej USA. Jest to dość ciekawa sytuacja, że mamy o tyle niższe stopy procentowe niż Państwo o znacznie lepiej rozwiniętej gospodarce. Przeważnie im lepiej rozwinięta gospodarka tym niższe stopy procentowe. Kluczem do tej sytuacji jest szybkość wyjścia ze spowolnienia gospodarczego po kryzysie 2008 roku. Stany Zjednoczone poradziły sobie z tym znacznie lepiej niż Europa. Rynki przyjęły tą decyzję spokojnie, gdyż właśnie takiej się spodziewały.

Dobre dane z USA

Wczoraj opublikowano raport na temat zatrudnienia wg. ADP. Powstało 230 tysięcy miejsc pracy, to aż o 45 tysięcy więcej niż oczekiwali analitycy. Dobrze wypadły również indeksy PMI oraz ISM dla usług. Oba znalazły się wyraźnie powyżej oczekiwań rynku. Jak zareagowały waluty? Dobre dane pomogły dolarowi. Dzięki temu utrzymał on dobrą passę kolejny dzień umacniając się względem głównych walut w tym euro. W rezultacie dolar, który wczoraj przez moment spadł poniżej 3,70 zł, zakończył dzień po 3,75 zł.

Bezrobocie bez zmian

We wrześniu stopa bezrobocia ponownie utrzymała się na poziomie 5,8%. Nie należy się martwić, bo to bardzo dobry wynik. Pokazuje on jednak, że obecna tendencja spadkowa została wyhamowana i nie należy spodziewać się już 2% spadków co roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 16:00 – USA – zamówienia na dobra

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Dziedziczenie długów w ZUS i US

To, czy krewni dziedziczą długi zmarłego, zależy od wielu czynników. Dziedziczenie możliwe jest na podstawie przepisów określonych w rozdziale 15 ordynacji podatkowej „Odpowiedzialność podatkowa osób trzecich”. Nie oznacza to, że automatycznie w skład spadku wchodzą prawa i obowiązki podatkowe zmarłego, który np. prowadził działalność gospodarczą.

Prawa dziedziczone przez spadkobierców dzielą na prawa majątkowe, czyli chroniące interes ekonomiczny (będą to na przykład wierzytelności) oraz prawa niemajątkowe, czyli chroniące interesy inne niż ekonomiczne (na przykład dobra osobiste).

W pierwszej kolejności spadkobiercy przejmują prawa majątkowe i zobowiązania zmarłego podatnika, które uregulowane są w przepisach prawa podatkowego oraz te zawarte w indywidualnych decyzjach wymiarowych.

Prawa niemajątkowe dziedziczy się w wyjątkowych sytuacjach. Spadkobiercy przejmują prawa o specyfice niemajątkowej, które bezpośrednio wiążą się z działalnością prowadzoną przez zmarłego. Taka sytuacja ma miejsce, kiedy spadkobierca samodzielnie będzie kontynuował tę działalność. Niemożliwe natomiast jest przejęcie niemajątkowych obowiązków, takich jak obowiązek wzajemnej pomocy i współdziałania małżonków, polegający między innymi na udzielaniu wsparcia moralnego.

„Zgodnie z przepisami ordynacji podatkowej spadkobiercy przejmujący zaległości będące konsekwencją nieodprowadzania przez spadkodawcę podatków przejmują również dodatkowe koszty. Do całkowitej kwoty zadłużenia należy dodatkowo doliczyć: odsetki za zwłokę, koszty postępowania podatkowego, opłatę prolongacyjną, koszty upomnień, koszty postępowania egzekucyjnego” – doprecyzowuje Hubert Nawara.

Spadkobierca ma prawo do przyjęcia, jak i odrzucenia spadku. W pierwszym przypadku można wyróżnić dwa warianty. Przyjęcie proste, w którym spadkobierca przejmuje wszystkie długi spadkowe i odpowiada za nie własnym majątkiem. W sytuacji, gdy długi zmarłego przekraczają wartość spadku, spadkobierca zobowiązany jest do ich spłaty. Drugi wariant to przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza – spadkobierca ma ograniczoną odpowiedzialność za długi testatora –  tylko do wartości spadku. Dzięki temu dziedziczący nie odda wierzycielom spadkodawcy więcej niż zyskał ze spadku.

Zawsze trzeba pamiętać, że przed podjęciem decyzji o przyjęciu lub odrzuceniu spadku warto jest udać się do Urzędu Skarbowego lub Urzędu Gminy po zaświadczenia o zobowiązaniach podatkowych zmarłego. Po wcześniejszym wykazaniu, że jest się domniemanym spadkobiercą organ podatkowy wyda oświadczenie o kwocie zobowiązań spadkodawcy, co pozwoli podjąć najkorzystniejszą dla spadkobiercy decyzję.

Kredyty ratalne wspierają sprzedaż detaliczną

Z analiz Biura Informacji Kredytowej wynika, że rośnie zakres kredytowania przez banki zakupów towarów i usług (kredyty ratalne). Począwszy od II półrocza 2017 r. dynamika sprzedaży kredytów ratalnych jest wyższa niż sprzedaży detalicznej, co potwierdza wskaźnik dynamiki sprzedaży tego segmentu kredytów na poziomie 14,3%.

W okresie styczeń – lipiec 2018 r. banki podpisały, w porównaniu z analogicznym okresem 2017 r., umowy na kredyty ratalne na kwotę o 11% wyższą niż przed rokiem. Zmieniła się jednak struktura wartościowa udzielanego finansowania: niższe było tempo kredytowania na kwoty do 4 tys. zł, których banki udzieliły o 5,2% więcej niż przed rokiem, natomiast w przedziale 4-15 tys. wystąpił wzrost o 13,5%.

Dla oceny koniunktury na rynku kredytów finansujących sprzedaż ratalną najlepszym punktem odniesienia jest dynamika sprzedaży detalicznej w obszarze „meble, RTV, AGD”, do którego w największej skali kierowane są kredyty ratalne.

Dynamika sprzedaży

Dane GUS za rok 2017 oraz po pierwszych siedmiu miesiącach 2018 r. potwierdzają, że dynamika sprzedaży detalicznej mierzona w cenach bieżących ustabilizowała się na poziomie ok. 8%, porównując z wartością sprzedaży detalicznej z rokiem poprzednim.

GUS odnotował zbliżoną dynamikę sprzedaży detalicznej ogółem ze sprzedażą w obszarze „meble, RTV AGD” oraz dokonał porównania, że w okresie styczeń – lipiec 2018 r. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego dynamika sprzedaży wyniosła 8,1% przy czym, w analizowanym segmencie, rok wcześniej (2017 r. vs 2016 r.) osiągnęła 8,5%.

Wolniej rośnie sprzedaż w innym istotnym dla kredytów ratalnych obszarze – „pojazdy, samochodowe, motocykle, części”. Sprzedaż w okresie styczeń – lipiec 2018 r. wzrosła o 4,2%, rok wcześniej o 4,7%, przy czym należy mieć na uwadze zdolność uchwycenia całości sprzedaży segmentu samochodów używanych.

Na tle stabilnego wzrostu wartości sprzedaży detalicznej, począwszy od II półrocza 2017 r. wydaje się nabierać tempa rynek kredytów ratalnych. Wcześniej wartość udzielanych kredytów finansujących sprzedaż ratalną wprawdzie rosła, ale głównie w segmencie kredytów na wyższe kwoty (zwłaszcza powyżej 50 tys. zł). Oznaczało to malejące kredytowe wsparcie obszaru „meble, RTV, AGD”, gdzie większość transakcji dotyczyło kwot kilkutysięcznych i który dominuje, zwłaszcza w wymiarze liczbowym, w kredytach ratalnych.

Kredyty na kwoty do 4 tys. zł stanowiły blisko 80% liczby wszystkich udzielonych w okresie styczeń – lipiec 2018 r. kredytów ratalnych, w ciągu trzech lat (od 2015 r.) udział ten spadł o 5 pkt proc. Następny przedział od 4 – 15 tys. zł, który obecnie ma 17,1% udział, odnotował wzrost od 2015 r. o 4 pkt proc. w ciągu trzech lat. Łącznie oba te segmenty mają 97% udział w liczbie udzielonych kredytów ratalnych, ale tylko 64,5% udział w kwocie udzielonych kredytów ratalnych (spadek w ciągu trzech lat o 10 pkt proc.).

Kredytobiorcy

W okresie styczeń – lipiec 2018 r. kredyty ratalne zaciągnęło 1 928 tys. osób, z których największą grupę (1 200 tys.) stanowiły osoby w wieku 25 – 44 lat. Im starsza grupa wiekowa, tym liczba osób finansujących zakupy kredytem ratalnym jest mniejsza. Na zakupy ratalne zdecydowało się 202 tys. seniorów, czyli osób w wieku pow. 65 lat, a dla porównania, 148 tys. osób młodych, tj. poniżej 24 r.ż. Średnia kwota zaciągniętego w tym okresie kredytu ratalnego wynosiła 3380 zł i tylko w najmłodszej grupie osób, poniżej 24 r.ż. w momencie podpisywania umowy, znacząco odbiegała od tego poziomu, bo wyniosła 2830 zł.

Ranking aglomeracji

Z analiz BIK wynika zróżnicowany apetyt na kredyty ratalne w zależności od miejsca zamieszkania. Porównując nasycenie kredytami ratalnymi mieszkańców głównych aglomeracji w Polsce widać, że najchętniej zaciągają je mieszkańcy aglomeracji górnośląskiej i poznaniacy, którzy w omawianym okresie mieli. odpowiednio 151 i 147 czynnych kredytów na 1 tys. mieszkańców, a najrzadziej – krakowiacy, którzy obsługiwali ich 108. Może się wydawać zaskakujące słabe nasycenie kredytami ratalnymi w aglomeracji warszawskiej (110 ). Średnio w 12 aglomeracjach na 1 tysiąc mieszkańców przypada 130 kredytów. Niższe jest nasycenie kredytami ratalnymi osób mieszkających poza aglomeracjami (125 ).

Kredyty ratalne wspierają sprzedaż detalicznąW rankingu aglomeracji pod względem pozostającej w spłacie kwoty kredytu ratalnego na mieszkańca, prowadzi aglomeracja poznańska. Przeciętnie poznaniak ma jeszcze do spłacenia 626 zł, podobnie mieszkaniec aglomeracji trójmiejskiej 624 zł, krakowskiej 450 zł, a lubelskiej tylko 351 zł. Znacznie niższe niż w aglomeracjach jest pozostające w spłacie zadłużenie w kredytach ratalnych na mieszkańca spoza aglomeracji, które wynosi 403 zł.

Grupa Candy i chiński Qingdao Haier łączą siły i inwestują w rozwój biznesu w Europie

Grupa Candy i Qingdao Haier planują ekspansję na europejskim i globalnym rynku AGD poprzez dostarczanie inteligentnych rozwiązań dla domu opartych o ideę Internet of Things (IoT). Kluczem do sukcesu ma być połączenie włoskiej technologii i designu z chińskim modelem biznesowym.

Dla Qingdao Haier jest to szansa na budowanie swojej pozycji w Europie w oparciu o lokalne marki, które znane są Europejczykom od kilkudziesięciu lat. Grupa Candy zyskuje w wyniku fuzji firm potężnego partnera do dalszego dynamicznego rozwoju. Jednak najbardziej na tym połączeniu zyskają bez wątpienia klienci – na europejskim rynku AGD pojawił się bardzo mocny gracz, który w najbliższym czasie skupi się na personalizacji produktów i jeszcze lepszym dostosowaniu ich do rosnących oczekiwań konsumentów.

Przedstawiciele obu firm podkreślają synergie wynikające z połączenia: zróżnicowane marki o charakterze globalnym lub lokalnym oraz uzupełniające się portfolia produktowe. Nie bez znaczenia jest potencjał produkcyjny i logistyczny Qingdao Haier umożliwiający Grupie Candy uzyskanie większej efektywności operacyjnej. Z kolei Grupa Candy jest jednym z europejskich liderów w zakresie produkcji inteligentnych urządzeń do domu i od lat inwestuje w rozwój technologii smart home.

Dołączenie Grupy Candy do Qingdao Haier to kluczowy moment w rozwoju naszej grupy. Obie firmy łączy wspólna wizja rozwoju oparta na zrozumieniu potrzeb klientów i dostarczaniu coraz bardziej spersonalizowanych urządzeń wykorzystujących najnowsze technologie. Nasze marki Candy oraz Hoover zdobywają coraz większe uznanie klientów w Polsce, a planowane inwestycje w rozwój innowacyjnych produktów będą również pozytywnie oddziaływały na cały rynek AGD. – mówi Daniel Malak, Dyrektor Generalny Candy Hoover Polska Sp. z o.o.

Zakończenie transakcji połączenia Grupy Candy i Qingdao Haier planowane jest na początek 2019 roku po uzyskaniu wymaganych zgód od regulatorów rynku.

PKN ORLEN: Skuteczna walka z szarą strefą w obrocie paliwami. Rynek oleju napędowego (ON) w Polsce powiększył się o ok. 30%

PKN ORLEN szacuje, że w ciągu ostatnich dwóch lat legalny rynek oleju napędowego (ON) w Polsce powiększył się o ok. 30%. Było to możliwe dzięki przygotowanym i wdrożonym przez premiera Mateusza Morawieckiego przepisom w zakresie eliminowania szarej strefy w obrocie paliwami.

Wprowadzony przez rząd tzw. pakiet paliwowy miał na celu ograniczenie szarej strefy w branży paliwowej. Pomijając efekt wzrostu gospodarczego szacujemy, że dzięki skutecznej walce z szarą strefą legalny rynek oleju napędowego (ON) powiększył się o ok.30%, co było jednym z głównych czynników pozytywnie wpływających na wyniki finansowe GK ORLEN w okresie ostatnich dwóch lat. Licząc łącznie od drugiego kwartału 2016 roku do drugiego kwartału 2018 przychody Grupy wzrosły o wzrosły o 38%.- powiedział Robert Czekaj, Dyrektor Wykonawczy PKN ORLEN, ds. Zarządzania Łańcuchem Dostaw.

Utrzymanie tej pozytywnej tendencji jest możliwe dzięki obecnym działaniom legislacyjnym na poziomie rządowym. Umożliwiają one sprawną i efektywną egzekucję dotychczasowych i nowych przepisów. To pozytywnie wpływa na poziom generowanych przychodów i zysków wszystkich stacji paliw, w tym sieci ORLEN.

W związku ze zwiększonym zapotrzebowaniem na paliwa na rynku polskim, obecny Zarząd PKN ORLEN, pod kierownictwem Daniela Obajtka, podjął decyzję o zwiększeniu importu paliw z europejskich rafinerii Grupy ORLEN. To umożliwiło maksymalne wykorzystanie instalacji należących do GK ORLEN i pozytywnie wpłynęło na wyniki generowane przez spółki Grupy.

Rok 2017, był pierwszym, w którym od początku funkcjonowały przepisy „pakietu paliwowego”. Efektem był przekraczający oczekiwania bardzo dynamiczny, aż 20% wzrost konsumpcji.  Nie był związany z klasycznymi czynnikami wpływającymi na popyt, takimi jak wskaźniki gospodarcze czy zmiany struktury floty samochodowej. Wzrost legalnej sprzedaży paliw udało się utrzymać, na czym zyskała cała branża, nie tylko PKN ORLEN.

Doświadczenia ostatniego roku  wskazują na poprawę skuteczności działania administracji w zakresie egzekucji wprowadzanych przepisów co ma kluczowe znaczenie dla rynku.
Z początkiem 2018 r. weszła w życie ostatnia nowelizacja ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych. Wdrożone przepisy przyczyniły się do zwiększenia ilości paliw odnawialnych zawartych w paliwach transportowych zużywanych w Polsce, ujednoliciły ofertę produktową i uszczelniły rynek. Kolejnym elementem ustawowym, który przyczynia się do utrzymywania procesu eliminowania szarej strefy z rynku paliwowego jest przyjęty w połowie br. projekt ustawy rozszerzający system SENT o transport kolejowy.

Rosnący udział szarej strefy w rynku paliw był jednym z kluczowych problemów ich producentów w ostatnich latach. W latach 2012-2016 nie było żadnych przesłanek, które uzasadniałyby tak niski poziom konsumpcji jaki był oficjalnie raportowany. Porównanie trendu konsumpcji pomiędzy latami 2011 i 2017 wskazuje, że faktyczna konsumpcja ON w latach 2012-2016 musiała być zdecydowanie wyższa.  To oznacza, że szara strefa w szczytowym okresie tj. latach 2014-2015 prawdopodobnie przekraczała 3 mln ton tj. ponad 20% rynku.ropa

Według oficjalnych danych Agencji Rynku Energii S.A. konsumpcja oleju napędowego w latach 2015-2018 wzrośnie o ok. 43%, przy wzroście PKB o ok. 13 % w tym samym okresie. Pomijając efekt wzrostu gospodarczego szacujemy, że dzięki skutecznej walce z szarą strefą legalny rynek ON powiększył się o ok. 30% w tych latach.

Pierwszy pakiet paliwowy (Zmiany w VAT)  wprowadzono w sierpniu 2016 roku. Historia „uszczelniania”  rynku wyglądała następująco:

1. „Pakiet paliwowy” – ustawa z dnia 7 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw.
Ustawa weszła w życie z dniem 1 sierpnia 2016 r. Głównym celem tej ustawy było zapobieganie wyłudzaniu podatku VAT w wewnątrzwspólnotowym obrocie paliwami ciekłymi oraz ograniczenie negatywnego wpływu tego procederu na funkcjonowanie rynku paliw płynnych. Nowelizacja  wprowadziła przyspieszony VAT – musi być on zapłacony w ciągu 5 dni od przywozu paliwa do kraju, a nie miesiąc lub kwartał po sprzedaży. Wymogiem wprowadzonym przez ustawę jest również to, aby koncesje na obrót paliwami z zagranicy przyznawane były wyłącznie podmiotom, które mają w Polsce siedzibę lub oddział.

2. „Pakiet energetyczny” – ustawa z dnia 22 lipca 2016 r. o zmianie ustawy – Prawo energetyczne oraz niektórych innych ustaw.
Ustawa weszła w życie z dniem 2 września 2016 r. Akt wprowadził silny nadzór administracji nad pierwszą podażą paliwa na rynek, wprowadzono do ustawy prawo energetyczne dwie kategorie podmiotów przywożących do Polski paliwa spoza granic kraju tj. 1) przedsiębiorstwo energetyczne na podstawie koncesji na obrót paliwami ciekłymi z zagranicą lub 2) podmiot przywożący. Zaostrzono wymagania w zakresie uzyskania oraz utrzymania koncesji na wytwarzania paliw ciekłych oraz koncesji na obrót paliwami ciekłymi z zagranicą. Włączono przedsiębiorców logistyki paliwowej w proces weryfikacji klientów i legalności pochodzenia paliw w procesie jego podaży na rynek. Co do zasady, regulację rynku oparto o maksymalną jawność i transparentność danych o rynku i podmiotach rynkowych oraz gromadzonych i przetwarzanych przez organy administracji co sprzyjać ma jego transparentności oraz budowa ć mechanizmy samoregulacji rynku opartą o weryfikację podmiotów działających na rynku paliw ciekłych przez samych uczestników rynku. Ustawa wprowadziła silną kompetencję kontrolną Prezesa URE.
Ustawa wprowadziła instytucję obligatoryjnego blendingu biokomponentów (50% realizacji NCW w skali roku) do paliw ciekłych od dnia 1 stycznia 2017 r.

3. Ustawa z dnia 24 listopada 2017 r. o zmianie ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych oraz niektórych innych ustaw.
Ustawa począwszy od dnia 1 stycznia 2018 r. wprowadziła obligatoryjny blending kwartalny biokomponentów do paliw ciekłych

4. „SENT” – ustawa z dnia 9 marca 2017 r. o systemie monitorowania drogowego przewozu towarów.
Ustawa weszła w życie z dniem 14 kwietnia 2017 r. Na jej mocy podmioty gospodarcze zostały zobligowane do zgłaszania do rejestru zgłoszeń SENT przewozów towarów tzw. „wrażliwych” (paliwa, alkohol, oleje roślinne), dokonywanych po drogach publicznych i sieci kolejowej.

Valkea ma nowego Stratega

Michał Leszczyński – Strategy & Business Development Director
Michał Leszczyński – Strategy & Business Development Director

Michał Leszczyński wzmocnił Dział Strategii Valkea na stanowisku Strategy & Business Development Director. Przez ostatnie lata Michał pracował w agencjach MSLGroup oraz San Markos.

W Valkea Michał będzie wspierał zespół w działaniach przetargowych i strategicznie pracował przy bieżących projektach.

Michał Leszczyński posiada 20-letnie doświadczenie w tworzeniu skutecznych strategii marek i strategii komunikacji dla wielu klientów w polskich, a także  międzynarodowych agencjach reklamowych (m.in. Red8, San Markos, MSLGroup, Polymus czy Testardo).

Zespoły kierowane przez Michała zdobyły m.in. dwie nagrody Effie za kampanię dla marki Fortuna (portfolio Agros Nova) czy tytuł Kampanii Społecznej Roku za projekt „Przytulenie ma znaczenie” dla marki Oilatum (GSK). Był też nominowany do SABRE Awards za projekt Klub Ballantines (Pernod Ricard) i Kuchni Dantego (Malma/Maspex Wadowice).

Michał jest absolwentem Marketingu i Zarządzania w Szkole Głównej Handlowej, a także Szkoły Strategii Marki SAR i Akademii Marki.

Koniec apatii. Kurs dolara znów szybuje

Kurs dolara znów szybuje, a wiatru dodaje mu skok rentowności obligacji skarbowych USA. Optymizm wokół włoskiego budżetu starczył na krótko, a dynamika waluty i długu USA rodzi niepokoje wśród gospodarek wschodzących. I jakby nie patrzeć, w dobie awersji do ryzyka, to dolar jest najbezpieczniejszą przystanią.

Rentowność 10-letnich obligacji skarpowych USA skoczyła wczoraj 12 pb do 3,18 proc., a dziś dorzuciła kolejne 5 pb. Tak wysoko oprocentowanie nie było od 2011 r. W przypadku 30-latek na 3,38 proc. zaliczone zostały 30-letnie szczyty. Bezprecedensowy ruch wziął się z przerwania letargu, w jakim rynek znajdował się od tygodni, nie reagując na falę pozytywnych informacji. Wygląda na to, że nie można bez końca zbywać silnych zaskoczeń w danych makro stwierdzeniem, że „to już jest w cenie”. Wczoraj był jednak specjalny dzień kombinacyjnego uderzenia. Mocne odczyty ADP i indeksu ISM dla usług podnoszą oczekiwania przed piątkowym raportem NFP. Prezes Fed Powell stwierdził, że jest „bardzo zadowolony” z rozwoju sytuacji w gospodarce i Fed może podnosić stopy procentowe nawet powyżej poziomu neutralnego. Wreszcie aspekty techniczne przyspieszyły wzrost rentowności. Łączny wpływ tych trzech czynników zadecydował o skali rajdu rentowności. Od strony fundamentów istotne jest jednak, że rynek zaczyna wreszcie wierzyć, że Fed jest gotów podnieść stopy więcej niż jeszcze trzy razy (w grudniu i dwa razy w 2019 r.). I to nie tylko dlatego, że Fed tak obiecuje. Gospodarka nie zwalnia tempa i realna staje się wyższa presja płacowa i inflacyjna. Pierwszą dodatkowo podbijają deklaracje Amazon o podwyższeniu płacy minimalnej, drugą – niesłabnące ceny ropy naftowej.

Przy „rozgrzebanym” temacie włoskiego budżetu, niepewnej przyszłości Brexitu i wojnach handlowych (tak, ten temat nie umarł) USD nie ma sobie równych i pozostaje najbezpieczniejszym kierunkiem dla kapitału. EUR/USD pod 1,15 to głównie „wina” dolara, ale pośrednio pomaga brak przekonania, na ile włoski rząd będzie w przyszłości wierny swoim ambitnym planom fiskalnym. Szybko nie znajdą się chętni do kupowania EUR i trzeba nastawiać się na niższe poziomy. Wyższe rentowności to zaproszenie do wzrostów USD/JPY, ale też sprzedaż AUD i NZD. Banki centralne Australii i Nowej Zelandii podkreślają swój brak chęci do podwyżek stóp procentowych, co dla walut jest jak trucizna. Już jest widoczna presja na rynki wschodzące (wyższe rentowności w USA oznaczają utrudnione rolowanie długu denominowanego w USD przez państwa i formy z emerging markets) i dla złotego niskim wymiarem kary będzie zatrzymanie przed 4,32 EUR. Tutaj także nie pomaga przypomnienie przez prezesa NBP Glapińskiego na środowej konferencji, że stopy procentowe w Polsce raczej nie ulegną zmianie do końca 2019 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Array Canada Inc. przejmuje warszawski Willson & Brown

Array Canada Inc. ogłosiła właśnie decyzję o zakupie Willson & Brown, producenta kompleksowych rozwiązań wyposażenia punktów sprzedaży i ekspozycji towarów z siedzibą w Warszawie. Przejęcie wzmocni globalne możliwości produkcyjne oraz umożliwi Array wejście na rynek prestiżowych europejskich produktów kosmetycznych.

Po sfinalizowaniu transakcji firma Willson & Brown będzie kontynuowała budowanie pozycji efektywnego i konkurencyjnego kosztowo partnera wiodących marek i sprzedawców w Europie, Wielkiej Brytanii i na Bliskim Wschodzie.

Transakcja, podlegająca zwyczajowym warunkom oraz zatwierdzeniom regulacyjnym, powinna zostać zamknięta w czwartym kwartale 2018. Dalsze szczegóły umowy nie zostały ujawnione.

Array dostarcza usługi z zakresu wyposażenia przestrzeni ekspozycyjnych sklepów dla sprzedawców i producentów artykułów kosmetycznych na całym świecie. Willson & Brown jest działającą na terenie całej Europy firmą, która projektuje, produkuje, instaluje i serwisuje kompleksowe systemy ekspozycyjne do kosmetyków, napojów, elektroniki oraz szybko sprzedających się artykułów.

– Połączenie tych dwóch firm poszerzy utalentowany i doświadczony zespól o ponad 800 osób, wprowadzi wielu nowych klientów oraz dodatkowe zasoby, które pozwolą na zwiększenie zakresu naszych usług w Europie. Wzmocni również znacznie nasze możliwości w Europie i na Bliskim Wschodzie, dostarczając Array nie tylko skalowalny i efektywny kosztowo park maszynowy przystosowany do produkcji w metalu, drewnie, technologii wtryskowej oraz montażu elementów wykonanych z różnych materiałów, ale również dostęp do innowacyjnych rozwiązań opracowanych przez Willson & Brown. – powiedział Jeffrey K. Casselman, Prezydent i CEO w Array, oraz dodaje – Cieszymy się, że Wojtek Gackowski i Dariusz Rutczyński, dyrektorzy Willson & Brown, zgodzili się zostać ważnymi udziałowcami Array i współpracować z nami w budowaniu wartości w kontaktach z naszymi partnerami na całym świecie.

W grudniu 2015 Carlyle U.S. Equity Opportunity Fund II, amerykański średniej wielkości fundusz kupujący zarządzany przez The Carlyle Group, wykupił Array Canada Inc.
Array i Carlyle korzystali z doradztwa Goodwin Procter oraz EY.

Rekordowe inwestycje w fintechy w pierwszej połowie 2018 r.

W pierwszej połowie 2018 r. w fintechy na całym świecie zainwestowano blisko 60 mld USD. Branża fintechowa staje się coraz bardziej dojrzała, czego wynikiem są coraz wyższe wyceny spółek. Największe miliardowe transakcje były związane z konsolidacją w  segmencie płatności elektronicznych oraz dedykowanych rozwiązań dla klientów biznesowych. Inwestorzy interesują się również alternatywnymi bankami, startupami budującymi rozwiązania dla branży usług finansowych na bazie sztucznej inteligencji, regtechami, czy też coraz bardziej dojrzałą technologią blockchain. Europa jest w tej chwili kluczowym rynkiem fintechowym, na którym wydano w pierwszym półroczu br. blisko 45% pieniędzy zainwestowanych w fintechy na całym świecie.   

Rekordowe inwestycje w fintechy w pierwszej połowie 2018 r.

Jak pokazują analizy KPMG w pierwszej połowie 2018 r. łączna wartość inwestycji w 875 największych spółkach z branży fintech na świecie osiągnęła rekordową wartość 57,9 mld USD, czyli ponad 70% więcej, niż w całym 2017 r. Blisko połowa z tych pieniędzy została zainwestowana w dwie spółki koncentrujące się na usługach płatności cyfrowych: WorldPay, przejęty przez Vantif za 12,9 mld USA, oraz Ant Financial, w którą fundusze venture capital zainwestowały 14 mld USD. Fintechy są coraz bardziej dojrzałe, większe, stabilniejsze i osiągają wyższe przychody, czego wynikiem są coraz wyższe wyceny w kolejnych rundach finansowania.

Biorąc pod uwagę szybkość cyfryzacji konsumentów i biznesu oraz rolę jaką odgrywają w gospodarce usługi finansowe, nie powinno dziwić, że tak duże pieniądze są inwestowane w innowacyjne fintechy. Na globalnym rynku usług finansowych trwa w tej chwili wyścig nie tylko o to, kto najlepiej odpowie na potrzeby cyfrowych konsumentów i coraz bardziej cyfryzującego się biznesu, ale też kto najlepiej wykorzysta cyfrowe rozwiązania po to, żeby efektywniej i dużo taniej realizować złożone operacje, wywiązując się również z coraz bardziej wymagających regulacji nakładanych na sektor usług finansowych – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

Fintechy to innowacyjne spółki, które oferują coraz bardziej wyrafinowane rozwiązania

Analiza inwestycji w fintechy w 2018 r. pokazuje, że banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, fundusze venture capital, czy też inwestorzy technologiczni, którzy szukają nowych możliwości wykorzystania ich kompetencji cyfrowych, wybierają coraz szerszą gamę rozwiązań. Większym zainteresowaniem cieszą się alternatywne banki cyfrowe – znany już w Polsce Revolut pozyskał w 2018 r. 250 mln USD. Także zupełnie nowy, cyfrowy niemiecki bank N26 pozyskał 160 mln USD. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się spółki oferujące rozwiązania oparte na zaawansowanej analityce danych, sztucznej inteligencji czy robotyzacji. Coraz więcej inwestuje się też w tzw. regtechy, czyli spółki, które budują rozwiązania umożliwiające sprawne wywiązywanie się z coraz bardziej złożonych wymagań regulacyjnych. KPMG prognozuje, że biorąc pod uwagę wzrastające wymogi regulacyjne ukierunkowane na ochronę konsumentów (np. RODO), wzrost konkurencji (PSD2), czy stabilność finansową sektora (Bazylea), w perspektywie najbliższych 2 lat nastąpi zdecydowany wzrost inwestycji w spółki budujące takie rozwiązania. W kontekście technologii blockchain inwestorzy interesują się w tej chwili przede wszystkim już dojrzałymi spółkami, których istniejące produkty i usługi są gotowe wykorzystać w branży. Analizy KPMG pokazują, że sektor ubezpieczeniowy, który w obszarze innowacji cyfrowych był do tej pory znacząco opóźniony w porównaniu z bankami, przywiązuje coraz większą uwagę do insurtechów, czego dobrą ilustracją są inwestycje, które przekroczyły 100 mln USD w przypadku takich spółek jak Oscar (cyfrowe rozwiązania w obszarze ubezpieczeń zdrowotnych) czy Lemonade (ubezpieczania nieruchomości).

Olbrzymi potencjał branży usług finansowych sprawia, że fintechy i insurtechy przyciągają nie tylko naturalnych inwestorów strategicznych jakimi są banki i towarzystwa ubezpieczeniowe. Bardzo chętnie inwestują w nie fundusze venture capital, które szukają startupów o największym potencjale wzrostu. Coraz śmielej wchodzą też w branżę firmy technologiczne, wykorzystując swoje cyfrowe kompetencje i  nowe możliwości rynkowe w zmieniającym się obecnie ekosystemie sektora usług finansowych – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

Europa wiodącym rynkiem fintechowym

W pierwszej połowie 2018 r. Europa była bezsprzecznie kluczowym rynkiem transakcji fintechowych – całkowita wartość inwestycji w europejskie firmy wyniosła 26 mld USD, co stanowiło 44,9% środków zainwestowanych w fintechy na całym świecie. Wśród 10 największych transakcji na świecie w tym okresie, było aż 5 spółek europejskich: WorldPay i IRIS Software Group z Wielkiej Brytanii, Nets z  Danii oraz dwie szwedzkie spółki iZettle i Nordax Group. Trendy inwestycje w Europie są podobne jak na całym świecie: inwestorów zainteresowanych międzynarodową ekspansją znajdują alternatywne banki cyfrowe (np. Revolut czy N26), twórcy rozwiązań związanych z konsolidacją segmentu płatności i systemów transakcyjnych, startupy budujące rozwiązania dla sektora na bazie sztucznej inteligencji czy spółki posiadające już sprawdzoną technologię blockchain. Silny system regulacyjny branży finansowej w Europie, na którym wzorują się też regulatorzy z innych kontynentów, powoduje, że  europejskie startupy budujące rozwiązania umożliwiające efektywne spełnienie wymogów regulacyjnych, są w tej chwili w centrum zainteresowania całego świata. Jednak sektor regtechów nie jest jeszcze dojrzały i stąd wynikają dość niskie wartości transakcji (np. brytyjski CloudPay zebrał w  ramach rundy C tylko 25 mln USD).

Na naszym kontynencie głównymi inwestorami w fintechy i insurtechy są przede wszystkim banki, towarzystwa ubezpieczeniowe oraz ich korporacyjne fundusze venture capital. Znacznie mniejszą rolę odgrywają klasyczne fundusze venture capital.

Jeśli mamy ambicję zbudować w Polsce zagłębie fintechowe, to warto się wzorować na Szwecji, która jest w tej chwili jednym z kluczowych rynków fintechowych na całym świecie. Szwecja od wielu lat systematycznie stawia na innowacje – wydatki na prace badawczo-rozwojowe wyniosły w Szwecji w  2017 r. ponad 3.26% PKB, czyli trzy razy więcej niż w Polsce. Sztokholm jest w tej chwili jednym z  3 najważniejszych hubów startupowych w Europie. Szwedzki rynek jest bardzo zaawansowany cyfrowo, a  szwedzcy konsumenci bardzo chętnie adaptują innowacyjne rozwiązania. Tam też powstały fintechy, które pozyskały już miliardy dolarów, takie jak Klarna, Bamora, iZettle czy Nordax Group – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.  

„Cloud Computing & Digital Transformation” – spotkanie klubowe Executive Club

26 września w hotelu Bristol w Warszawie odbyło się pierwsze powakacyjne spotkanie klubowe – „Cloud Computing & Digital Transformation”. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęło Ministerstwo Cyfryzacji a tematyka skupiała się wokół bezpieczeństwie w chmurze i innowacjach technologicznych.

Część merytoryczną rozpoczął Leszek Maśniak – Chief Data Officer z Ministerstwa Cyfryzacji. Doradca ministra przedstawił program Wspólna Infrastruktura Informatyczna Państwa (WIIP 2.0), którzy ma na celu poprawę bezpieczeństwa usług infrastrukturalnych w modelu gospodarki współdzielenia dla wszystkich instytucji rządowych i urzędów centralnych. Istotnym elementem pracy ministerstwa jest poszukiwanie racjonalnych metod wykorzystania istniejących serwerowni w instytucjach zarządzających. „Skonsolidowanie ich sieciami rządowymi i połączenie je wspólnymi procesami zarządzania pozwoli poprawić bezpieczeństwo przetwarzania danych i w końcu obniżyć koszty” – tłumaczył Leszek Maśniak.

Po tym wystąpieniu nadszedł czas na najważniejszy punkt wieczoru, czyli debatę „Efektywne wdrażanie nowych technologii w dobie cyfryzacji i digitalizacji”. Moderatorem dyskusji był Borys Stokalski, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Podczas debaty podjęto tematy takie jak: cyfryzacja, optymalizacja procesu zarządzania infrastrukturą oraz wizja przyszłości. Prelegenci zwrócili również uwagę na to, że aby zarządzać przedsiębiorstwem w dobie transformacji, trzeba umiejętnie zarządzać czterema kluczowymi elementami. Są to: ludzie, procesy i modele operacyjne, klienci i rynek, do którego trzeba się dostać i zrozumieć jego wymagania oraz technologię, którą trzeba zrozumieć. Sama zmiana technologiczna, poprzez dostosowywanie się do trendów np. migrowanie do chmury nie jest receptą na powodzenie transformacji przedsiębiorstwa.

„Fundamentalnym aspektem transformacji jest dostosowanie nowych modeli operacyjnych”- przekonywał Mariusz Chudy, Wiceprezes Zarządu Integrated Solutions, Dyrektor Dostarczania Rozwiązań dla Biznesu Orange Polska. Zdaniem prelegentów istnieją dwie ścieżki dochodzenia do cyfrowej transformacji. W pierwszej, inicjatywa wywodzi się z organizacji IT, gdzie digital leader proponuje konkretne rozwiązania dostosowane do organizacji. Druga ścieżka podyktowana jest pojawiającą się luką w strukturach organizacyjnych. Wówczas prym wiedzie CTO czy też CDO, który równolegle współpracuje z organizacją IT, jak i raportuje do swojego przedsiębiorstwa. Szymon Stępczak, Wiceprezes Zarządu ds. sprzedaży, Atende, stwierdził, że to nie biznes jest dla technologii, a technologia dla biznesu. Pomaga ona znaleźć drogę do konkurencyjności i może pomóc przejść zmiany rozszerzania modelu operacyjnego. Na zakończenie dyskutanci przywołali skuteczny model przywództwa w procesie transformacji. Aby cyfrowa transformacja się udała, ważne jest by cały zarząd i management spółki zaangażował się w pracę nad jej rozwojem. Istotna jest również spójna wizja zmian w przedsiębiorstwie.

Organizator: Executive Club

Patronat Honorowy: Ministerstwo Cyfryzacji, Instytut Łączności – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, Polish Data Center Association, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, Polskie Towarzystwo Informatyczne

Partnerzy: Atende S.A., BDO Technology, Cigno Consulting, MicroStrategy Poland, Orange Polska, Raiffeisen Polbank

Patroni medialni: IT Reseller, Fundacja E-Państwo, CyfrowyUrząd.pl, Biznesnafali.pl, Business&Prestige, Law Business Quality, Polish Market, CEO.com.pl

Zbyt duży wzrost cen mieszkań ostudził rynek inwestycji w mieszkania na wynajem

Kupujący coraz mniej chętnie akceptują duże wzrosty cen mieszkań. Z 23 miast branych pod uwagę przy obliczaniu Indeksu Cen Transakcyjnych, przez ostatnich 12 miesięcy ceny mieszkań spadły w 5, a wzrosły w 18. Do największej obniżki doszło w Bydgoszczy, o 12,2 proc., a największy wzrost spośród dużych miast zanotowano w Białymstoku o 12,4 proc. O ponad 10 proc. ceny urosły jeszcze w Gdańsku, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Rzeszowie i Warszawie. W Krakowie i Wrocławiu poziom cen sprzed roku utrzymał się.

Siódmy miesiąc z rzędu notowanie Indeksu Cen Transakcyjnych jest wyższe od poprzedniego. Aktualne notowanie IDK wynosi 940,73 pkt i jest o 9,5 proc. wyższe niż rok temu. Aktualna wartość Indeksu jest najwyższa od września 2018 r., co oznacza, że mieszkania w największych miastach Polski są obecnie najdroższe od 10 lat. IDK jest wskaźnikiem wyliczanym na podstawie transakcji mieszkaniowych dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance obrazuje więc realne stawki, jakie płacone są za lokale mieszkalne w największych miastach Polski.

Sprzyjające warunki chcą wykorzystać deweloperzy, którzy budują na potęgę. Jak wynika z danych GUS, w ostatnich 12 miesiącach oddali do użytkowania 103,9 tys. mieszkań, co jest historycznym rekordem i nic nie wskazuje, by liczba ta miała szybko zacząć spadać, bo nowych budów rozpoczyna się też coraz więcej. W ostatnim roku działające w Polsce firmy rozpoczęły budowę 122,2 tys. lokali mieszkalnych, o 20,9 tys. (20,6 proc.) więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Najwięcej za mieszkanie trzeba płacić w Warszawie i nic tu się nie zmienia. Aktualna mediana ceny transakcyjnej metra kwadratowego w stolicy to 8155 zł, o 11,6 proc. więcej niż rok temu. W swoistym rankingu najdroższych miast drugie miejsce okupuje Kraków, ale na pozycjach 3-5 zachodzą zmiany. Zwykle kolejność była Wrocław-Poznań-Gdańsk, ale kilka kwartałów temu zaczęła się ona zmieniać i aktualnie to Gdańsk jest na trzecim miejscu, Poznań na czwartym, a Wrocław spadł na piąte.

Ceny w Gdańsku są windowane przez drogie mieszkania w atrakcyjnych dzielnicach nadmorskich. Inwestorzy kupują tam coraz więcej, licząc na zyski z wynajmu i odsprzedaży w przyszłości. W ciągu roku liczba dostępnych na rynku pierwotnym mieszkań w cenie ponad 10 tys. zł za mkw. wzrosła tam niemal sześciokrotnie (dane NBP), zaś liczba takich transakcji – ponad dwukrotnie. Na rynku wtórnym liczba tak drogich mieszkań też rośnie, acz nie tak dynamicznie.

Coraz więcej danych wskazuje na to, że rodzimy rynek mieszkaniowy wchodzi w kolejną, prawdopodobnie ostatnią, fazę hossy. Kupujących jest mniej, gdyż ceny mieszkań zaczęły bardzo szybko rosnąć. Spadek liczby chętnych na zakup własnego „M” może przede wszystkim wynikać z odpływu inwestorów. Ci widząc niemal 10-proc. wzrost cen mieszkań coraz częściej nie akceptują rentowności oferowanej obecnie przez mieszkania na wynajem. Co do zasady rentowność ta jest bowiem niższa, gdy wzrost stawek czynszu najmu nie nadąża za wzrostami cen mieszkań.

– Eldorado nie będzie trwało wiecznie, pierwsze raporty pokazują, że w II kw. 2018 r. było trochę mniej chętnych, aby kupić mieszkanie, nie każdy akceptuje tak duży wzrost cen – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marcin Krasoń, analityk Home Broker.

Wciąż bardzo silny popyt widoczny jest natomiast w gronie kupujących posiłkujących się kredytem hipotecznym. Banki wypłacają w ramach kredytów hipotecznych coraz wyższe kwoty, bo po pierwsze zgłasza się do nich coraz więcej chętnych, a po drugie pojedynczy kredyt opiewa na coraz wyższą kwotę. I tak sierpniowy odczyt indeksu tworzonego przez BIK sugeruje 28,5-proc. wzrost popytu na kredyty hipoteczne. Jest to bardzo duża dynamika, a ponadto już 20 z rzędu miesięczny odczyt sugerujący wzrost popytu na hipoteki.

Rynek zdrowej żywności rośnie

Świadomość konsumencka w Polsce stale rośnie. Coraz częściej zwraca się uwagę na zdrowy tryb życia. Kampanie, które są temu poświęcone, trwają już od kilku lat. Temat ten był poruszany z producentami – sieci handlowe chcą umieszczać takie produkty w swoich sklepach oraz informować o właściwościach wyrobów organicznych i BIO. Niewątpliwie przez długi czas problem stanowiły ceny. Często w przypadku produktów BIO były one zaporowe – kilkukrotnie wyższe niż regularnych towarów tej samej kategorii. To dlatego, że gospodarstwa prowadzące ekologiczne uprawy były na ogół niewielkie.

– Jedną z trwających kampanii poświęconych produktom ekologicznym jest bezpośrednia współpraca z rolnikami produkującymi taki asortyment – powiedziała serwisowi eNewsroom Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji – Dzięki temu mogą oni rozwijać się i dostarczać towary na rynek polski oraz rosnąć wraz z siecią. Pomaga im to także eksportować wyroby do wybranych zagranicznych placówek. Produkty wysokiej jakości na pewno docelowo będą zwiększać udział w  rynku. Warunkiem jest jednak poszerzenie możliwości ekologicznych gospodarstw. Ich rozwój musi wiązać się także z obniżeniem cen ich towarów. To najważniejsze kryterium, które póki co sprawia, że konsumenci sięgają po produkty EKO rzadziej – z przyzwyczajenia wybierając oferty tańsze. Duży potencjał ma rynek żywności dla dzieci. Przetwory dla najmłodszych to asortyment, na którym klienci – czyli rodzice – nie chcą oszczędzać i chętnie wydają pieniądze na produkty lepszej jakości. Można jednak powiedzieć, że cały rynek zdrowej żywności rośnie. Wspierają go firmy zainteresowane potencjalnym rozwojem danego gospodarstwa – wskazała Juszkiewicz.

Stopy pozostają bez zmian, ale niewykluczone, że w czasie kryzysu RPP będzie prowadziło skup aktywów

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w październiku utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes powtarza, że zarówno obecnie, jak i w przewidywalnej przyszłości (do końca 2019 r.) nie spodziewa się podwyżek stóp procentowych.

Stopy procentowe RPP i inflacja (2008-2018)

Stopy procentowe RPP i inflacja
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 03/10/2018

Najciekawszymi informacjami, jakie należy wynieść z dzisiejszego spotkania są:

  • słowa prezesa RPP w odpowiedzi na pytanie o zmianę stanowiska dotyczącego kształtowania stóp procentowych w dłuższym horyzoncie czasowym: „Nigdy nie zapowiadałem stabilności do końca 2020 roku. Odważnie wybiegałem w przód i powiedziałem, że z olbrzymim prawdopodobieństwem stabilne stopy mogą być do końca 2019 roku, a gdyby nic się nie zmieniło, to dalej. Ale na 2020 r. nie śmiem rozwijać żadnych przewidywań, bo to jest zbyt odległy okres. Na razie sytuacja jest bardzo stabilna i zakładam, że w 2019 r. też taka będzie”;
  • sugestie profesora Glapińskiego dotyczące rozumienia celu inflacyjnego RPP, który zgodnie ze słowami prezesa, zawiera się w przedziale (1,5%-3,5%), a niekoniecznie musi wynosić 2,5% z odchyleniami o 1 p.p. Tego typu informacja może sugerować, że RPP mogłaby tolerować inflację znajdującą się powyżej 2,5%, ale poniżej górnych widełek przedziału;
  • opinia przewodniczącego NBP zgodnie z którą kolejna projekcja inflacji nie będzie charakteryzowała się rewolucyjnymi zmianami;
  • informacje dotyczące dyskusji trwających w Radzie na temat możliwego stosowania niestandardowych instrumentów polityki monetarnej w przyszłości. Zgodnie z oceną prezesa Glapińskiego ich stosowanie jest możliwe w przypadku wystąpienia kryzysu. Niestandardowe instrumenty miałyby być oparte na rozwiązaniach które stosowały bardziej rozwinięte od Polski gospodarki, takie jak te wprowadzone przez Europejski Bank Centralny.

Wracając do stóp procentowych: obecnie wygląda na to, że kredytobiorcy nie mają się czego obawiać. Biorąc pod uwagę stanowisko Rady, stopy procentowe w bieżącym roku niemal na pewno pozostaną niezmienione. Prawdopodobne jest, że stopy procentowe pozostaną stabilne również przez większość 2019 r, a być może nawet 2020 r.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

415 mld euro rocznie może przynieść unijnej gospodarce wdrożenie jednolitego rynku cyfrowego. Warunkiem jest m.in. nowe podejście do cyberbezpieczeństwa

415 mld euro rocznie może przynieść unijnej gospodarce wdrożenie jednolitego rynku cyfrowego. Warunkiem jest m.in. nowe podejście do cyberbezpieczeństwa 6

Wdrożenie jednolitego rynku cyfrowego w UE pomoże uzyskać dodatkowe 415 mld euro przepływu, a Polska może odgrywać istotną rolę w tym obszarze – podkreślają eksperci NASK. Nowe technologie i transformacja cyfrowa oznaczają więc ogromną szansę, ale wiążą się także z poważnymi zagrożeniami. Fake newsy, bezpieczeństwo dzieci w internecie, rozwój sztucznej inteligencji, bezpieczne zakupy online i bankowość elektroniczna to tylko niektóre z nowych wyzwań, które stoją przed europejskimi gospodarkami. Te zagadnienia będą poruszane w trakcie Europejskiego Miesiąca Cyberbezpieczeństwa, unijnej inicjatywy, która ma promować odpowiedzialne korzystanie z internetu.

– Pełna implementacja strategii jednolitego rynku cyfrowego pozwoli uzyskać w Europie przepływy na poziomie 415 mld euro. To ogromne pieniądze, o które warto walczyć. Polska jest jednym z większych państw europejskich, więc mamy szansę zaistnieć w tym obszarze. Zwłaszcza że kadrę inżynierską i kompetencje mamy bardzo wysokie. Istnieje jednak szereg wyzwań. Cyberbezpieczeństwo w najnowszym wydaniu wiąże się bardziej z fake newsami, dezinformacją czy rolą dużych platform internetowych, które są w stanie zmieniać postrzeganie konkretnych obszarów życia czy gospodarki. To są najważniejsze wyzwania w tym zakresie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Szubert, doradca strategiczny NASK oraz Visiting Fellow Uniwersytetu Oxfordzkiego.

Jak podkreśla, nowoczesne technologie i transformacja cyfrowa stwarzają szereg ogromnych korzyści, ale stanowią dla Polski i państw europejskich duże wyzwanie.

– Z racji tego, że nowe technologie to kwestia komunikacji i przesyłania danych, siłą rzeczy musimy zapewnić odpowiedni poziom cyberbezpieczeństwa i niezawodności zarówno urządzeń, transmisji, jak też samoświadomości ludzi – mówi Karol Okoński, wiceminister cyfryzacji.

Dla państw członkowskich Unii Europejskiej okazją do zaprezentowania swoich inicjatyw w zakresie cyberbezpieczeństwa i nowych technologii jest Europejski Miesiąc Cyberbezpieczeństwa (European Cyber Security Month). Ogólnoeuropejska kampania ECSM organizowana jest przez Europejską Agencję ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA) z inicjatywy Komisji Europejskiej. W tym roku odbywa się już po raz szósty. W Polsce koordynatorem tej kampanii jest NASK.

 Chodzi o to, aby w czasie ECSM odczarować temat cyberbezpieczeństwa. Pokazać wszystkim, że to nie jest temat tylko dla wąskiego grona specjalistów, którzy siedzą przed komputerami i robią jakieś magiczne sztuczki. Cyberbezpieczeństwo dotyczy nas wszystkich. To nasza wspólna odpowiedzialność, ponieważ wszyscy na co dzień korzystamy z sieci, z nowoczesnych technologii. Także od nas zależy, jak ta sieć będzie wyglądać i co się w niej będzie działo. Stąd w październiku odbywa się kampania, która ma pokazać wszystkim, że cyberbezpieczeństwo dotyczy także ich – podkreśla Magdalena Górnisiewicz, kierownik Zespołu Analiz Strategicznych i Wpływu Nowoczesnych Technologii w NASK.

Celem Europejskiego Miesiąca Cyberbezpieczeństwa jest podnoszenie świadomości dotyczącej bezpieczeństwa w internecie i korzystania z nowoczesnych technologii. Każdy tydzień ECSM to inny temat, który ma zwrócić uwagę na najważniejsze wyzwania w zakresie cyberbezpieczeństwa. W tym roku są to: cyberhigiena, edukacja, cyber scams oraz nowoczesne technologie.

 Cyberhigiena to podstawowe działania związane z bezpieczeństwem sieci, np. systematyczna zmiana hasła. Temat drugiego tygodnia to edukacja. Zastanawiamy się na przykład nad tym, co zrobić, żeby prawnicy dobrze rozumieli nowoczesne technologie, bo to oni tworzą prawo, które będzie regulować ten obszar – mówi Magdalena Górnisiewicz.

Dodatkowym tematem poruszanym w trakcie drugiego tygodnia ECMS będzie edukacja cyfrowa najmłodszych, ponieważ – jak wynika z prognoz World Economic Forum – 65 proc. rozpoczynających dziś naukę w szkołach podstawowych będzie w przyszłości pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Przyszłością mogą się okazać zawody związane ze sztuczną inteligencją, programowaniem czy big data.

– Trzeci temat to tzw. scamy, związane z cyberprzestępczością i sektorem bankowym. Tutaj Europol działa bardzo czynnie i w trzecim tygodniu ECMS uruchamia kampanię – mówi Magdalena Górnisiewicz. – Ostatni temat to nowoczesne technologie, obejmujące internet rzeczy, sztuczną inteligencję i fake newsy, czyli wszystko to, co stanowi dziś wyzwanie dla rozwoju społeczeństwa.

Ekspertka NASK podkreśla, że celem Europejskiego Miesiąca Cyberbezpieczeństwa jest nie tylko przestrzeganie przed potencjalnymi zagrożeniami, lecz także promowanie odpowiedzialnego korzystania z sieci.

– Nie o to chodzi, żebyśmy wszyscy przestali robić zakupy online, tylko żeby wiedzieć, jak robić to w sposób bezpieczny. Druga kwestia to właśnie edukacja – co zrobić, żeby społeczeństwo było gotowe na tak wielką zmianę społeczną. Zwróćmy uwagę na to, że dotychczasowe rewolucje społeczne odbywały się dużo wolniej. Ta przebiega tak szybko, że właściwie sami nie nadążamy z systemem edukacji, systemem prawnym, które cały czas muszą gonić rozwój nowoczesnych technologii – podkreśla Magdalena Górnisiewicz.

W Polsce w tegoroczną kampanię zaangażowało się dwudziestu partnerów, którzy zgłosili swoje wydarzenia i projekty. Honorowy patronat objęli prezes Rady Ministrów, minister cyfryzacji, minister nauki i szkolnictwa wyższego, minister edukacji narodowej, minister przedsiębiorczości i technologii oraz minister zdrowia.

Polska przoduje w produkcji papryki. Większość pochodzi z paprykowego zagłębia na południu Mazowsza

Polska przoduje w produkcji papryki. Większość pochodzi z paprykowego zagłębia na południu Mazowsza 7

W okolicach Radomia, ze względu na sprzyjający mikroklimat, znajdują się jedne z największych w Europie Środkowo-Wschodniej uprawy papryki. Rocznie produkuje się ok. 100 tys. różnych odmian, różnych kolorów tego warzywa – od papryk słodkich po papryki bardzo ostre. Producenci rozpoczęli właśnie kampanię, która ma uświadomić polskich konsumentów w kwestii pochodzenia tego warzywa oraz jego walorów smakowych i zdrowotnych. Dietetycy podkreślają, że papryka jest bardzo bogatym źródłem witamin. Papryka z polskich upraw będzie dostępna jeszcze do połowy listopada. A w postaci przetworów na sklepowych półkach jest cały rok.

– Jesteśmy w tej chwili największym producentem papryki w Europie Środkowo-Wschodniej. W rejonie Radomia zbudowaliśmy bazę produkcyjną, którą możemy się szczycić zarówno pod względem wielkości produkcji, jak i jakości. Z roku na rok produkujemy coraz więcej różnych odmian, nie boimy się nowości, a produkcją zajmuje się coraz więcej młodych osób. Widzimy potencjał. W tym momencie jesteśmy już na końcówce produkcji, ale do połowy listopada papryka z Polski nadal będzie obecna w polskich sklepach – mówi Paweł Myziak, wiceprzewodniczący Zrzeszenia Producentów Papryki Rzeczpospolitej Polskiej.

Południowe Mazowsze często nazywane jest paprykowym zagłębiem. Z rejonów Radomia – obejmujących gminy Przytyk, Potworów, Klwów, Radzanów i Stara Błotnica – pochodzi ok. 85 proc. krajowej produkcji tego warzywa. Papryka uprawiana jest w ponad  2 tys. gospodarstw, w ponad 50 tys. tuneli foliowych i na powierzchni blisko 600 hektarów. Tamtejszym uprawom sprzyja wyjątkowy mikroklimat, idealny dla uprawy warzyw ciepłolubnych. Wyróżniają go wyższe w stosunku do sąsiednich obszarów temperatury.

– Produkujemy ponad 100 tys. ton papryki, z czego około 80 proc. to papryka konsumpcyjna trafiająca na rynek pierwotny, czyli do sieci handlowych i na rynki hurtowe. Natomiast 20 proc. to produkcja w celach przetwórstwa, czyli na wszelkiego rodzaju przetwory, mrożonki, do pizzy – mówi Paweł Myziak.

Zrzeszenie Producentów Papryki startuje właśnie z pierwszą kampanią promującą polską paprykę z radomskiego zagłębia. Głównym jej celem jest zbudowanie świadomości konsumentów dotyczącej pochodzenia tego warzywa oraz jego walorów smakowych i zdrowotnych.

– Polacy lubią paprykę coraz bardziej. Widzimy wzrost konsumpcji, rynek rośnie. Dlatego producenci z krajów południa Europy mają zakusy, aby przejąć jak największą jego część. Zauważyliśmy, że musimy zacząć bronić naszego rynku, żeby na sklepowych półkach w trakcie naszego sezonu, trwającego od początku czerwca do końca października, znajdowała się papryka produkowana w Polsce. Chcemy podkreślić, że umiemy produkować i produkujemy w Polsce warzywa ciepłolubne, produkujemy różne kolory i smaki papryki, różne rodzaje warzyw ciepłolubnych. Zachęcamy polskiego konsumenta, żeby bez obaw sięgał po te produkty, żeby je świadomie wybierał. Sezon paprykowy w Polsce trwa do połowy listopada i do tego czasu konsumenci mogą szukać w sklepach papryki z Polski – podkreśla Paweł Myziak.

Papryka jest jednym z najlepszych źródeł witaminy C – jedno warzywo zaspokaja całkowite, dziennie zapotrzebowanie dorosłej osoby na tę witaminę. Dzięki zawartości witaminy B6 (pirydoksyny) poprawia proces tworzenia się czerwonych krwinek, witamina K1 ma wpływ na krzepliwość i zdrowie kości, natomiast zawarty w papryce potas poprawia pracę układu krwionośnego. To warzywo jest również bogate przeciwutleniacze – w szczególności witaminę E oraz A, które zapobiegają chorobom serca i pomagają zachować dobry wzrok.

– Papryka zawiera w zasadzie wszystkie witaminy, oprócz tego dosyć dużo mikro- i makroskładników, takich jak magnez czy potas. Jest bogata w witaminę C i antyoksydanty, czyli witaminy A i E, które sprawiają, że skóra i włosy wyglądają ładniej, a paznokcie są mocniejsze. Papryka jest niskokaloryczna, czyli jest świetnym składnikiem zdrowej, zbilansowanej diety, jest też idealna dla osób odchudzających się. Badania wskazują, że może być także jednym ze składników diety zapobiegających wystąpieniu nowotworów. Ostra papryka jest z kolei bogata w kapsaicynę, która wspomaga odchudzanie, przyspiesza spalanie materii, a ponadto łagodzi migreny i bóle stawów – mówi psychodietetyk Laura Osęka.

Papryka z powodu swoich właściwości zdrowotnych, składników odżywczych i walorów smakowych idealnie wpisuje się w zbilansowaną dietę. Świeże warzywo składa się głównie z wody i niewielkich ilości węglowodanów, jest także dobrym źródłem błonnika. Wartość kulinarna i zdrowotna papryki jest niezależna od koloru, chociaż czerwone i pomarańczowe warzywa uchodzą za najsłodsze. Najlepiej spożywać ją w postaci surowej, żeby oszczędzić jak najwięcej cennych witamin i składników mineralnych. Chcąc ją podawać na ciepło, warto poddać ją jak najkrótszej obróbce termicznej.

– Paprykę, jak wszystkie warzywa, najlepiej spożywać na surowo, czyli bez obróbki termicznej, ale w połączeniu z tłuszczem i białkiem, żeby dostarczyć organizmowi wszystkie składniki odżywcze. Nie wszyscy mogą natomiast jeść paprykę na surowo ze względu na to, że jej skórka może być nieco ciężkostrawna. Wtedy warto paprykę podgrzać w piekarniku, potem wrzucić do worka foliowego, odczekać chwilę, aż zaparuje, i zdjąć skórę. Nie pozbędziemy się wartości odżywczych, natomiast papryka będzie znacznie lżej strawna – mówi psychodietetyk Laura Osęka.

W ramach kampanii „Wszystkie smaki i kolory papryki” przewidziano m.in. kampanię w mediach, eventy konsumenckie, działania edukacyjne w szkołach oraz wsparcie w internecie i social mediach. Wszystkie działania realizowane są dzięki wsparciu ze środków finansowych Funduszu Promocji Owoców i Warzyw, przy wykorzystaniu znaku graficznego „Polska Smakuje”.

– Zrzeszenie Producentów Papryki w tej chwili skupia ponad 200 producentów. Z roku na rok, nawet z miesiąca na miesiąc, grono się powiększa. Głównym celem zrzeszenia nie jest sama sprzedaż, ale promowanie regionu, promowanie papryki jako flagowego produktu. Produkujemy 80 proc. papryki w Polsce, natomiast są też inne warzywa ciepłolubne, które do tej pory były zarezerwowane dla południa Europy. My łamiemy stereotypy, produkujemy to, co do tej pory było zarezerwowane dla krajów południowej Europy i południowej półkuli – podkreśla Paweł Myziak, wiceprzewodniczący Zrzeszenia Producentów Papryki Rzeczpospolitej Polskiej.