Polski rynek transportu – trudny, ale ciągle stabilny

Jak wynika z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, w zeszłym roku w Polsce upadło prawie 600 firm[1], z tego 5% przedsiębiorstw z branży transportowej i magazynowej. Co oznaczają dokładnie te liczby i czy polscy przewoźnicy rzeczywiście mają poważne powody do zmartwień?

Upadający przewoźnicy

Jeśli weźmiemy pod uwagę pozostałe dane, na przykład informacje z Krajowego Rejestru Długów, z których wynika, że prawie jedna piąta polskich firm transportowych jest zadłużona na łączną kwotę prawie miliarda złotych[2], to rzeczywiście sytuacja może wydawać się niepokojąca. Niezbyt optymistycznie nastraja również raport Euler Hermes[3], który pokazuje, że spośród wszystkich upadłości firm największy wzrost, bo aż o 43% w skali roku zanotowała właśnie branża transportowa.Monitor sądowy i gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Upadłość? W czym problem?

Istnieje kilka istotnych przyczyn tak niekorzystnej sytuacji na rynku. Po pierwsze, polskie firmy, mimo że liczne (około 34 tysiące przedsiębiorstw, według GITD na koniec 2017 roku[5]), to w większości jednak małe podmioty, posiadające średnio 6 pojazdów[6]. W takich warunkach trudno im konkurować z  o wiele większymi firmami zachodnimi[7], chociażby tylko ze względu na efekt skali. Dochodzą tu jednak inne czynniki. Problemy z wypłacalnością jednej dużej firmy oznaczają natychmiastowe zatory płatnicze dla jej podwykonawców i kontrahentów[8], co przekłada się na brak środków na innowacje i  unowocześnianie floty. W dobie coraz ostrzejszych regulacji prawnych dotyczących norm emisji spalin oraz w związku z koniecznością dostosowania się do różnych od rodzimych realiów przepisów prawa pracy, może oznaczać to po prostu konieczność wycofania się z biznesu.

Kolejnym ważnym czynnikiem wpływającym na trudne warunki w branży jest również jej nasycenie, co niewątpliwie wpływa na zaostrzanie się konkurencji i spadek marż. Dochodzi przez to do sytuacji, w której firmy nie zarabiają, jednocześnie cały czas ponosząc duże koszty. Są one generowane przede wszystkim przez rosnące płace kierowców, wśród których co piąty zarabia już ponad 7 tysięcy PLN[9], choć na taką gażę mogą liczyć głównie pracownicy obsługujący transport międzynarodowy. Co ciekawe, mimo znacznego wzrostu wynagrodzeń, w sektorze transportowym wciąż brakuje kierowców. Jak wynika z  raportu TransJobs.Eu, braki kadrowe mogą wynosić nawet 30 tysięcy osób[10], przez co przewoźnicy muszą podnosić płace jeszcze bardziej, nakręcając spiralę kosztów. Do wyższych  kosztów działalności przyczynia się również wzrost cen paliwa – w skali roku cena za litr oleju napędowego wzrosła już o prawie złotówkę.[11]

Istotnym czynnikiem wpływającym na pogorszenie koniunktury jest również duża dysproporcja między terminami płatności przychodzących i wychodzących. Wiele firm musi płacić “z góry”, natomiast ich kontrahenci lub podwykonawcy, często nie ze swojej winy, potrafią przeciągnąć realizację zapłaty nawet do 120 dni[12]. Przekłada się to również na trudności z uzyskaniem kredytów i środków na rozwój, ponieważ banki traktują takie firmy jako podmioty podwyższonego ryzyka[13].

Wielka polityka w małej firmie

Osobna kategoria problemów, z którymi muszą borykać się polscy przewoźnicy, to pochodna wielkiej polityki. Na przykład rosyjskie embargo na towary żywnościowe w 2014 roku[14] kosztowało polskie firmy realizujące kontrakty za wschodnią granicą około 60% zamówień i wymusiło przeniesienie się na zachód. Bardzo poważnym wyzwaniem, z którym będą musieli się zmierzyć nasi przewoźnicy w  najbliższym czasie jest oczywiście Brexit. Jedna czwarta transportu drogowego na Wyspy Brytyjskie obsługiwana jest przez polskie ciężarówki[15]– mówi Jakub Ordon, ekspert z OCRK. Rozwód z Unią oznacza dla nich niemal pewne utrudnienia celne na granicach, wydłużenie odpraw oraz znaczący wzrost kosztów dla przewoźników – dodaje. Na trudności na rynku wpływa też polityka lokalna. Pod koniec zeszłego roku premier Mateusz Morawiecki w ramach wdrożenia programu SENT[16] ogłosił uszczelnienie transportu drogowego poprzez drobiazgowe kontrole wjeżdżających do naszego kraju cystern oraz eliminację wwozu paliwa bez akcyzy.

Trudno, ale stabilnie

Wobec takiego stanu rzeczy można faktycznie wysnuć wniosek, że branżę transportową czekają ciężkie czasy. Eksperci nie oceniają jednak sytuacji w sposób całkowicie jednoznaczny. Dane faktycznie pokazują stosunkowo ponury obraz, ale należy pamiętać, że mimo często znaczących problemów, z  którymi muszą borykać się przewoźnicy, jest to wciąż branża zatrudniająca obecnie około 11 milionów osób, z perspektywą 60% wzrostu w ciągu najbliższych 30 lat[17]. Tak długa i optymistyczna prognoza wskazuje, że mimo iż rzeczywiście jest to rynek trudny, to jednak wciąż stabilny – komentuje Jakub Ordon z Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

[1] http://www.coig.com.pl/files/pliki/rankingi/coig_upadlosci_firm_2017.pdf

[2] Biuro Informacji Gospodarczej, KRD za: https://www.rp.pl/Transport-drogowy/307199850-Towary-jada-pieniedzy-nie-ma.html

[3] https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/upadlosci-firm-2017-euler-hermes, 195, 0, 2396867.html

[4] Tamże

[5] Informacja OCRK

[6] Tamże

[7] http://www.portalspozywczy.pl/raporty/rosnie-liczba-upadlosci-w-branzy-transportowej, 162992_0.html

[8] https://www.cargonews.pl/upadlosc-i-restrukturyzacja-firm-transportowych-co-nalezy-wiedziec/

[9] https://kadry.infor.pl/wiadomosci/2734931, Zarobki-zawodowych-kierowcow-w-2018-r.html

[10] http://inwestycje.pl/logistyka_transport/-Branza-transportowa-na-finansowej-krawedzi-Ogromny-potencjal-sektora-TSL-oslabiony-przez-klopoty-kadrowe-i-zatory-platnicze;322723;0.html

[11] https://businessinsider.com.pl/finanse/ceny-paliw-w-polsce/h6403mz

[12] https://alebank.pl/branza-tsl-na-finansowej-krawedzi/

[13] Tamże

[14] Informacja OCRK

[15] https://ceo.com.pl/konfederacja-lewiatan-brexit-zagrozi-polskim-firmom-transportowym-93296

[16] Informacja OCRK

[17] Inwestycje.pl, op.cit.

Kurs dolara, euro, funta i franka – analiza techniczna 08.10.2018

Problem z włoskim budżetem znów wpływa na złą atmosferę na rynkach. Wspólna waluta pod sporą presją. CHF/PLN przed groźbą wzrostów w obawie przed eskalacją konfliktu w Italii z UE, w dalszej kolejności ryzyko obniżenia ratingu. Gospodarka USA wyróżnia się na tle reszty świata w połączeniu z rosnącymi rentownością długu wspiera umocnienie dolara. Chiny mają spory problem, który może rozlać się na cały świat. Kontrowersyjna decyzja władz Państwa Środka o luzowaniu polityki w czasach próby powrotu do normalności. Funt mocny bo porozumienie z UE bliskie.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 28.08.2017-08.10.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2660 3,7220 3,6300 4,6990
Maksimum 4,3340 3,8540 3,7560 4,9040

Kurs euro

Kurs euroWspólna waluta nie ma ostatnio najlepszych dni. Wydawało się, że po nieco rozczarowujących danych z USA w piątek EUR/USD rozpocznie lekkie odreagowanie. Niestety w weekend pojawiły się kolejne informacje związane z kryzysem na linii Włochy-UE. W specjalnym liście napisanym przez urzędników KE wystosowanym do Władz Italii odrzucone zostały plany budżetowe. Inwestorzy również pokazali oznaki strachu co dobitnie widać po rosnących rentownościach włoskich obligacji, które są najwyżej od początku 2014 roku. Eskalacja konfliktu Włoch z UE wydaje się tylko kwestią czasu, tym bardziej, że choćby minister finansów Italii nie zamierza się ugiąć i zmieniać swojej polityki. Rosnąca obsługa długu włoskiego w zderzeniu z budżetem antyoszczęniościowym wieszczy rychłe kłopoty Rzymu. Panika inwestorów i słabnąca wspólna waluta niestety nie wpływają dobrze na złotego. Od momentu zejścia do ostatniego minimum i testu tego poziomu kurs EUR/PLN niemal bez przystanku rośnie w górę. Złamana linia trendu spadkowego może spowodować jeszcze kilku groszowy wzrost. Tym bardziej, że praktycznie do czwartku kalendarz makro jest pusty a więc inwestorzy będą drążyć temat włoski do bólu. Zapewne też po oficjalnym piśmie głos zabiorą inne ważne osoby z włoskiej koalicji rządzącej co tylko pogorszy sytuację. Pierwszym oporem będzie poziom ostatniego maxa czyli okolice 4,33.

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLN

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLNKurs CHF/PLN zbliża się do testowania linii trendu spadkowego. Biorąc pod uwagę obecną sytuację w Europie i kryzys włoski wydaje się ta sytuacja być nieuchronną. List wysłany przez urzędników europejskich do Rzymu jest tak naprawdę zapytaniem co się stało, że zostały złamane ustalenia i rekomendacje Komisji Europejskiej. Zapewniono w nim, że europejskie władze są gotowe do dialogu. Pytanie tylko czy włoskie władze są gotowe w jakikolwiek sposób negocjować. Sytuacja dla kredytobiorców frankowych więc nie rysuje się w różowych barwach. Słabnące euro w relacji do dolara powoduje zazwyczaj ruch w dół na parze EUR/CHF co finalnie przekłada się na umocnienie franka w relacji choćby do złotego.

Najgorsze jest jednak to, że kryzys we Włoszech dopiero może się rozkręcić. Biorąc pod uwagę skład koalicji rządzącej Italii możemy być świadkami naprawdę trudnych dni dla inwestorów. Wcale nie wykluczone, że zaraz pojawią się głosy, skoro UE nie godzi się na nasz wyższy deficyt to wcale nie musimy być jej członkiem nie mówiąc już nawet o powrocie do liry zamiast euro bo takie słowa już miały miejsce. Wiemy jednak, że Włochy to nie Grecja i problem jest co najmniej kilka razy większy. Stąd trudno będzie o odreagowanie na wspólnej walucie aż do momentu trwałego uspokojenia sytuacji. CHF/PLN więc będzie pod presją i poziom 3,80 może być z łatwością pokonany. W przypadku przeciągania się napiętej sytuacji możemy dotrzeć nawet do poziomu 3,85 czyli ostatniego maksimum.

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLN

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLNTak jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu opór w postaci poziomu 3,70 został przebity bez przeszkód. Obecnie jesteśmy już w pobliżu 3,76. Ruchy na USD/PLN są determinowane tym co się dzieje na głównej parze walutowej świata a tutaj obrany został kierunek południowy. I tak naprawdę nie ma się co temu dziwić. Wspólna waluta ma spory nierozwiązany problem a więc sytuację we Włoszech, do tego koniunktura w Europie słabnie co potwierdziły choćby dzisiejsze dane z Niemiec o ujemnej dynamice produkcji. Z kolei w USA Fed ma komfortowe warunki do działania. Sytuacja gospodarcza ma się bardzo dobrze a więc i ścieżka dalszych podwyżek stóp jest niezagrożona. Jastrzębie komentarze prezesa Powella z ubiegłego tygodnia spowodowały wzrosty na rentownościach amerykańskich instrumentów dłużnych. To z kolei wysysa kapitał z innych części świata i wspiera dolara. Stąd też m.in. osłabienie walut krajów wschodzących. Problemy z odpływem kapitału mają też np Chiny. Właśnie dlatego zdecydowano się obniżyć stopę rezerw obowiązkowych by pobudzić akcję kredytową. Kłopoty Państwa Środka mogą się odbić na globalnej gospodarce. Szczególnie, że ten największy azjatycki kraj znalazł się w trudnej sytuacji wskutek rosnących cen ropy czy też jak szacują eksperci odcięcia 0,5% ze wzrostu gospodarczego w związku z cłami ze strony USA. Trudno więc będzie znaleźć lepszą okazję inwestycyjną w najbliższych tygodniach niż dolar. Rozdźwięk koniunktury między USA a resztą świata zaczyna bić mocno po oczach. Stąd spodziewać się można ruchu na USD/PLN powyżej 3,80. Oczywiście jak to często bywa na rynkach sytuacja może się zmienić diametralnie a choćby dlatego gdyby nagle nastąpiło załamanie inflacji w USA.

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLN

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLNFunt zdecydowanie jest na fali. Jak niewiele potrzeba by wpłynąć pozytywnie na brytyjską walutę pokazują ostatnie dni. Od dobrych kilku tygodni było wiadomo, że kluczową kwestią nie są dane z Wysp a informacje związane z Brexitem. Przez moment było trudno po porażce Theresy May w Strasbourgu na spotkaniu z unijnymi urzędnikami. Sytuacja jednak zmieniła się na plus i nagle obie strony poinformowały media o przybliżeniu stanowisk i tym samym bliskości porozumienia. Na plus dla funta zadziałał również konwent Partii Konserwatywnej. Okazało się premier May utrzyma stanowisko a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że umocniła swoją pozycję. Podsumowując widmo twardego brexitu, który to już raz się oddaliło a więc GBP/PLN szybko zyskał 10 groszy i jest już ponad granicą 4,90. Mówienie o kolejnych oporach dla tej pary nie ma tak naprawdę sensu. Kluczowa jest aktualna kondycja funta na szerokim rynku. Może się okazać równie dobrze za chwilę, że znów o coś jest kłótnia z UE i szybko zejdziemy w okolice 4,80. Jedynym więc oporem istotnym może być psychologiczny poziom w aktualnej chwili za taki możemy uznać 4,95 a jeszcze wyżej 5,00.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Produkt to za mało. Sieci handlowe budują swoje strategie w oparciu o doświadczenia klientów

Strategie nastawione na klienta to fundament biznesu w handlu detalicznym. Rosnące oczekiwania kupujących sprawiają, że sieci handlowe kreują holistyczne, spersonifikowane doświadczenia zakupowe, bazując z jednej strony na wiedzy psychologów-behawiorystów, a z drugiej na najnowszych technologiach. Skuteczna strategia marki za punkt wyjścia przyjmuje doświadczenia klienta i opiera się na spójności komunikacji w przenikających się światach off-line i on-line, na każdym etapie kontaktu. Przede wszystkim jest to podejście do planowania biznesowego zaczynające się od człowieka.

Takie wnioski wynikają z najnowszego raportu pt. „Zakupy pełne wrażeń” przygotowanego przez Colliers International we współpracy Kate Nightingale, założycielką firmy doradczej Style Psychology Ltd. działającej w dziedzinie CX, firmą Nanovo Consulting i pracownią architektoniczną A+D Retail Store Design. Publikacja powstała na podstawie rozmów z ekspertami z branży, a także przedstawicielami oraz klientami sieci handlowych i przedstawia współczesne trendy w handlu detalicznym m.in. zmieniającą się funkcję sklepów, zarówno stacjonarnych, jak i internetowych. Zdaniem ekspertów stają się one „miejscami dla usług”, oferującymi, poza towarami dobrej jakości, różne wartości dodane.

— Od myślenia o świecie przez pryzmat usługi nie da się już uciec. Service thinking to myślenie procesem: analizowanie ścieżek decyzyjnych konsumenta punkt po punkcie, jego kontaktu z marką, przewidywanie zdarzeń, opisywanie algorytmów działania usługi i właściwe komunikowanie wartości — mówi Grzegorz Młynarski, dyrektor generalny Nanovo Consulting.

Klient doświadcza, technologia pomaga

Jednym z najważniejszych zagadnień w sektorze handlu detalicznego jest obecnie customer experience (CX), czyli doświadczenie konsumenta. Jest to jego subiektywna reakcja na każde działanie marki, przejawiająca się w postaci emocji, zachowań i decyzji. Sieci handlowe dostrzegają znaczenie pozytywnych doświadczeń konsumenckich w kontekście budowania strategii marki i wpływu na wyniki sprzedaży. Samo zagadnienie jest jednak bardzo złożone.

— Nadal nie ma zgodności co do tego, czym tak naprawdę jest doświadczenie konsumenta i co waż­niejsze – jak się je tworzy. Jedno z podstawowych założeń psychologii konsumenta mówi, że ludzie działają przede wszystkim podświadomie. Decyzję o wejściu do danego sklepu lub zakupie jakiegoś produktu podejmujemy często w ułamku sekundy. Jedno krótkie spojrzenie na fasadę sklepu lub opakowanie produktu wystarczy nam, by stwierdzić, że pasują lub nie pasują one do nas, naszych potrzeb i budżetu — mówi Kate Nightingale.

Autorzy raportu analizują to zjawisko i podkreślają, że na całościowy odbiór marki wpływa bardzo wiele zróżnicowanych czynników, z których część można i należy kontrolować.

— Przykładowo w branży modowej na CX składają się nie tylko najwyższe standardy obsługi klienta, lecz także elementy takie, jak opakowania produk­tów, visual merchandising, światło, zapach, muzyka, a nawet rodzaj posadzki zastosowanej w salonach. Wszystko powinno być spójne, dopracowa­ne, realizowane z największą starannością. Takie kompleksowe podejście przekłada się na zaufanie odbiorców i ich lojalność — mówi Artur Kazienko, prezes Kazar Footwear.

Podstawą zrozumienia doświadczenia użytkownika w przestrzeni sklepu jest zrozumienie intencji wizyty, gdyż ona determinuje jego oczekiwania. Klient wchodzi w interakcje z produktem, personelem, designem sklepu, sposobem prezentacji asortymentu, budując w ten sposób swoje doświadczenia. Inne wrażenia pojawiają się podczas wizyt w sklepach ukierunkowanych na zakupienie określonej, jasno zdefiniowanej rzeczy, a inne podczas wizyty, w których klient nastawia się na odkrywanie i poznawanie nowości. Budowanie doświadczeń klienta w przestrzeni fizycznej sklepu wspiera także technologia.

Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych
Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych

— Duże znaczenie dla budowania i wzmacniania CX odgrywać będą technologie RFID, NFC, AI czy Internet Rzeczy. Wiele marek i sklepów zadaje sobie obecnie pytanie, w co zainwestować, jakie technologie wykorzystać i wprowadzić do sklepu. To kwestia indywidualna dla każdej marki, nie ma jednego, uniwersalnego rozwiązania i strategii pasującej do wszystkich. Należy przede wszystkim zastanowić się, czemu dana technologia ma służyć, na jakie potrzeby odpowiadać, jak integrować się z wartościami reprezentowanymi przez markę. Punktem wyjścia do inwestycji w nowe technologie w sklepie jest więc klient i jego oczekiwania, a nie dążenie do stosowania jak najbardziej zaawansowanych rozwiązań — zaznacza Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych.

Doświadczenia klienta są obecnie ważnym elementem w budowaniu przewagi konkurencyjnej marek. Etap, kiedy w tym celu używano produktów, ich cech, funkcjonalności czy jakości, jest już za nami. Teraz konkurencja między markami odbywa się na poziomie rywalizacji o doświadczenia klientów.

— Dziś samo spełnienie oczekiwań to za mało, by utrzymać klienta i sprawić, by wrócił albo polecił sklep znajomym. Trzeba go czymś zaskoczyć, aby ogólny bilans nie wypadł na neutralnym zerze, ale by końcowy rozrachunek miał duży plus. Im większy, tym łatwiej zachować klienta i zdobyć nowych — mówi Dariusz Gocławski, architekt wnętrz komercyjnych z pracowni A+D Retail Store Design. — Poza oczywistymi parametrami, jak cena, jakość, wygląd towaru czy sposób obsługi, coraz większą rolę odgrywają bardziej wyrafinowane narzędzia, jak aktywne systemy oświetleniowe, animacje sklepu, dodanie funkcji towarzyszących, kolaboracje z osobami lub markami, stylizacje, możliwości spotkań i rozwoju oraz specjalizacja — dodaje.

Tradycyjnie i nowocześnie

Z raportu Colliers wynika, że mimo rosnącej w Polsce sprzedaży internetowej dla wielu klientów jest ona raczej uzupełnieniem tradycyjnych zakupów niż­ podstawowym kanałem zakupowym. Konsumenci doceniają sklepy stacjonarne za szeroki asortyment towarów, których można spróbować, dotknąć, pową­chać itp. Marki zdają sobie sprawę z tego, że  sklep jako istniejące fizycznie miejsce nadal odgrywa bardzo istotną rolę w budowaniu dobrych doświadczeń klientów. Ważna jest atmosfera wnętrza, komfort robienia zakupów, odpowiednia ekspozycja produktów i wiele innych czynników sprawiających, że przebywanie w danej przestrzeni sprawia przyjemność.

Nie ma wątpliwości, że istnienie sklepów stacjonarnych w dalszym ciągu będzie miało rację bytu, a rozwój sprzedaży on-line nie stanowi zagroże­nia, ale szansę. Sprzedaż on-line może bowiem w znaczący sposób dopełniać customer experience.

— Nasze rozmowy podważyły mit, że z zakupów w internecie w Polsce korzystają tylko młodzi ludzie. Co więcej, okazuje się, że zarówno młodsi, jak i starsi klienci kupujący on-line zwracają uwagę na podobne czynniki – jakość witryny, elastyczne sposoby płatności i możliwość łatwego zwrotu towarów — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

Zdaniem autorów raportu optymalna sytuacja ma miejsce wówczas, gdy klient może płynnie przechodzić z rzeczywistości off-line do on-line i odwrotnie.

­— Będąc w sklepie, kupujący powinien mieć możliwość skorzystania z identycznych funkcjonalności, jakie ma używając komputera i telefonu. Jednorodna polityka zwrotów oraz (w miarę możliwości) polityka cenowa to również kwestie, o których należy pamiętać — podsumowuje Sylwester Nowalski, kierownik Działu Zarządzania Relacjami z Klientami w CCC.

Brand managerowie otwarci na zmianę pracodawcy

Jak wynika z raportu pt. „Brand Managerowie w branży FMCG” 75% brand managerów jest dzisiaj otwartych na zmiany i na nowe wyzwania na rynku. Co motywuje kandydatów do zmian zawodowych i jakie kategorie produktów są ich zdaniem najbardziej rozwojowe?

Czynniki, które motywują do zmiany pracy dzisiaj brand managerów to przede wszystkim wyższe wynagrodzenie. Dla 55% respondentów duże znaczenie ma work-life balance, a więc zachowanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Na dalszych pozycjach znalazły się samochód służbowy (41%), możliwość zarządzania zespołem (40%) oraz inspirujący przełożony ( 34%). Czynnikami wyzwalającymi potrzebę zmiany są, również awans stanowiskowy, możliwość zarządzania zespołem lub też zmiana kategorii produktowej.

Wyniki badania są dla nas bardzo ciekawe. Przy pierwszym kontakcie kandydaci najczęściej odpowiadają nam, że to nie jest odpowiedni moment na szukanie nowej pracy. Natomiast jak przedstawiamy konkretną oferty, wówczas wykazują zainteresowanie. Dopytują o to jaki budżet jest przewidziany na danym stanowisku, jakie są możliwości rozwoju zawodowego, perspektywy awansu – mówi Newsrm.tv Monika Wojciechowska, Business Unit Manager, HRK FMCG.

Niezadowolenie z obecnej pracy wpływa na podjęcie decyzji o jej zmianie. Branża FMCG od wielu lat jest jedną z tych, które rozwijają się najszybciej. Jest też na liście najbardziej pożądanych branż wśród studentów, ale również osób posiadających już doświadczenie zawodowe. A jakie inne branże wzbudzają zainteresowanie? Najbardziej interesujące branże to branża farmaceutyczna i medyczna, ale również branża retail, czyli sieci handlowe na przykład. Z zainteresowaniem spotyka się, również e-commerce, który bardzo prężnie rozwija się na rynku, a także nowe technologie.

Jak pokazały wyniki badania przeprowadzonego przez zespół HRK FMCG Brand Managerowie są grupą zawodową, która stosunkowo często podejmuje decyzje o zmianie pracodawcy. Średni czas pracy Brand Managera w jednej firmie to 2 lata. Po upływie tego czasu pracownicy, którzy nie dostrzegają dla siebie możliwości rozwoju zawodowego u obecnego pracodawcy otwarcie komunikują chęć podjęcia nowych wyzwań w innej organizacji.

Nowe dostawy ropy z Nigerii dla ORLENU

Do płockiej rafinerii PKN ORLEN trafi ok.130 tys. ton surowca z Nigerii. Ładunek z Afryki Zachodniej sprowadzony do Polski, to kolejny etap dywersyfikacji dostaw przez spółkę. Tankowiec New Vision dotrze do Gdańska w połowie października.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

Konsekwentnie realizujemy zapowiedzianą strategię, poszukując nowych rynków i poszerzając portfel dostawców oraz przerabianych w ramach Grupy Kapitałowej gatunków ropy. W związku z wdrożonymi przepisami w zakresie eliminowania szarej strefy przez premiera Mateusza Morawieckiego zapotrzebowanie na olej napędowy w Polsce wzrosło o 30%. To wymaga od nas zwiększania przerobu ropy o innych właściwościach niż rosyjska REBCO. Dzięki pozyskaniu gatunków o innych parametrach zwiększamy uzyski i marżę rafineryjną. Stąd nowe źródło dostaw. Jeśli surowiec z Nigerii okaże się efektywny w przerobie to nie wykluczamy zwiększenia naszego zainteresowania tym kierunkiem – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Nigeryjska ropa typu Bonny Light uzupełni realizowane przez PKN ORLEN dostawy spot, które obecnie pokrywają 50% zapotrzebowania Koncernu. Decyzje o zaopatrzeniu każdorazowo podlegają analizie ekonomicznej, tak aby skutecznie łączyć bezpieczeństwo dostaw z elastycznością handlową. Rafinerie z GK ORLEN przerabiały już m.in. surowiec pochodzący z Iranu, Iraku, Azerbejdżanu, Kazachstanu czy Norwegii. PKN ORLEN dysponuje również obowiązującymi umowami terminowymi z producentami ze Wschodu i Zatoki Perskiej, które zabezpieczają dostawy do rafinerii w Polsce, Czechach i na Litwie.

Proces dywersyfikacji dostaw ropy przez PKN ORLEN odpowiada także na zwiększone zapotrzebowanie na paliwa, szczególnie oleju napędowego, w Polsce w związku z ograniczeniem szarej strefy. Zwiększony przerób ropy o innych właściwościach niż REBCO umożliwia zwiększenie uzysków w kierunku średnich destylatów, przede wszystkim diesla. Według oficjalnych danych Agencji Rynku Energii konsumpcja oleju napędowego w latach 2015-2018 wzrośnie o ok. 43%, przy wzroście PKB o ok. 13 % w tym samym okresie. Pomijając efekt wzrostu gospodarczego PKN ORLEN szacuje, że dzięki skutecznej walce z szarą strefą legalny rynek ON powiększył się o ok. 30% w tych latach.

W ramach realizowanej dywersyfikacji dostaw ok. 30% ropy przerabianej w Grupie ORLEN pochodzi z kierunków alternatywnych. Koncern wzmacnia m.in. zakupy z Zatoki Perskiej, m.in. poprzez długoterminowe relacje z Saudi Aramco. W kwietniu tego roku firmy podpisały aneks do umowy, który zwiększył dostarczany wolumen ropy saudyjskiej o 50 procent, do 300 tys. ton surowca miesięcznie. PKN ORLEN pozytywnie ocenia potencjał dostaw z Zatoki Perskiej i pozostaje otwarty na współpracę z producentami z tego regionu w niedalekiej przyszłości.

Kuehne + Nagel wzmacnia swoją pozycję w Indonezji dzięki przejęciu Wira Logistics

  • Rozwój strategicznego partnerstwa z firmą Wira Logistics poprzez nabycie jej operacji logistycznych 
  • Budowa wewnątrz-państwowej sieci logistycznej i dystrybucji, aby zagwarantować w pełni zintegrowane rozwiązanie logistyczne end-to-end na terenie całej Indonezji
  • Indonezja jako jeden z głównych rynków Azjatyckich o szybkim wzroście w ramach logistyki kontraktowej Kuehne + Nagel

Kuehne + Nagel strategiczne przejęcie w IndonezjiKuehne + Nagel ogłosił przejęcie logistycznego operatora Wira Logistics, lidera firm logistycznych w Indonezji. To strategiczne przejęcie wzmocni krajową sieć magazynową oraz dystrybucyjną w Indonezji.

Gianfranco Sgro, Członek Zarządu Kuehne + Nagel International AG, odpowiedzialny za logistykę kontraktową, powiedział, “Indonezja jest prawdopodobnie najważniejszym rynkiem sprzedaży internetowej w Południowo-Wschodniej Azji, biorąc pod uwagę wielkość powstającej klasy średniej, która jednocześnie biegle porusza się w przestrzeni internetowej. Wraz z tym przejęciem możemy wdrożyć naszą globalną strategię dotyczącą eCommerce. Jednocześnie umożliwia nam ono zwiększenie znaczenia naszej logistyki kontraktowej w Azji oraz kontynuację budowy pozycji lidera w świadczeniu usług logistycznych. Zaciśnięta sieć krajowa zwiększy wartość naszej propozycji w ramach zapewniania w pełni zintegrowanych rozwiązań logistycznych typu end-to-end dla Klientów na terenie całej Indonezji.”

Rozwój możliwości Kuehne + Nagel w zakresie magazynowania i dystrybucji w Indonezji, gdzie importy i eksporty są równe blisko 300 miliardom USD rocznie jest strategicznym kierunkiem dla firmy. Szybko powiększająca się indonezyjska klasa średnia napędza zwiększoną siłę zakupową, jednocześnie sprawiając, że Indonezja staje się ważnym rynkiem konsumenckim dla wielu firm.

“Kuehne + Nagel pojawiło się na indonezyjskim rynku w 1992 roku. Na przestrzeni lat staliśmy się partnerem zarówno wielu międzynarodowych korporacji, jak i firm lokalnych. Te współprace są dowodem naszego doświadczenia i zrozumienia potrzeb Klientów, bez względu na rozmiar ich firm. Jesteśmy bardzo podekscytowani tym przejęciem i idącymi za nim nowymi możliwościami dla naszej firmy.” – powiedział Jens Drewes, dyrektor zarządzający Kuehne + Nagel Południowa Azja i Pacyfik.

“Firma Wira jest bardzo dumna z rozwoju naszej owocnej współpracy z Kuehne + Nagel. Nasi aktualni oraz przyszli Klienci z pewnością skorzystają dzięki pozycji lidera rynku, którą posiada Kuehne + Nagel, jak i możliwościom i globalnemu doświadczeniu firmy” powiedział Ekahadi Djaja, Przewodniczący Rady Nadzorczej, PT. Wira Logistisc

Powrót Chin. Słabsze dane z Niemieckiego przemysłu

Powrót kraju na rynki po tygodniowej przerwie to zawsze podwyższone ryzyko, szczególnie jak wstrzymane są notowania waluty. Słabsze dane z Niemieckiego przemysłu ciążą Unii.

Chiny wracają na rynek

Tygodniowe święto i zawieszenie notowań na giełdzie i rynku walutowym w Chinach musiało się skończyć emocjami na otwarciu rynków. Stonować emocje próbował Ludowy Bank Chin, który obniżył obowiązkową stopę depozytów. W rezultacie banki mogą wpuścić na rynek więcej pieniędzy na akcję kredytową. Jak się skończy ten eksperyment zobaczymy, ale na pewno nie pomoże on w delewarowaniu silnie zadłużonej gospodarki. Z drugiej strony chcąc obniżyć koszt kredytu można było również obniżyć stopy procentowe, a tego regulator nie chciał czynić. Dlaczego interweniowano? Słabsze dane makroekonomiczne z Chin to ważny powód. Nie bez znaczenia się też afera szpiegowska, czy ostre wypowiedzi wiceprezydenta USA. Zapisy w ramach umowy Nafta przenoszące wojnę handlową na więcej państw też nie pomogły Chinom. Nie może zatem dziwić, że giełda straciła ponad 3% a waluta znów testuje wielotygodniowe minima względem dolara.

Co dalej na rynku?

Czy sytuacja w Chinach ma przełożenie na złotego? Wielu ekonomistów obawia się, że problemy Chin przeniosą się dalej. Poważny kryzys w Chinach z pewnością odbije się na rynkach światowych. Bez popytu z największej fabryki świata można się spodziewać co najmniej spadków na surowcach. Co z walutami? Im więcej ryzyk tym częściej kapitał ucieka w bezpieczne miejsca. W rezultacie inwestorzy lokują swoje środki we franku, dolarze czy euro, ale nie w złotym. Taki niepokój w długim okresie powinien zatem ciążyć polskiej walucie.

Słabe wiadomości z Niemiec

Poznaliśmy wyniki produkcji przemysłowej z Niemiec. analitycy spodziewali się wzrostu o 0,4% w ujęciu miesięcznym. Otrzymaliśmy jednak spadek o 0,3%. Inwestorzy wyraźnie wystraszyli się, że problemy Niemiec, które ciągną całą Unię Europejską mogą się dalej rozlać. W rezultacie od rana obserwujemy przecenę europejskiej waluty szczególnie względem dolara.

  • Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs dolara w górę, złoty kończy tydzień na minusie

Ubiegły tydzień przyniósł wyraźne osłabienie polskiej waluty, która najgorzej radziła sobie w parze z silniejszym funtem brytyjskim i dolarem amerykańskim. W tym tygodniu inwestorzy czekają na dane inflacyjne z USA, a z krajowego punktu widzenia istotna będzie również rewizja ocen wiarygodności kredytowej Polski ze strony agencji S&P i Fitch.

Jednymi z najlepiej radzących sobie walut świata w ubiegłym tygodniu były dolar amerykański i real brazylijski. Pierwsza waluta umocniła się z uwagi na postępujący wzrost rentowności na całej długości amerykańskiej krzywej dochodowości. A gwałtowne umocnienie waluty Brazylii było związane z powszechnymi wyborami w tym kraju. Rynki wyceniają bowiem, że zwycięstwo zgarnie w nich skrajnie prawicowy, ale bardziej przyjazny rynkowi, Jair Bolsonaro. W momencie pisania komentarza, wygląda na to, że Bolsonaro uzyskał więcej głosów niż oczekiwano w sondażach. Prawdopodobnie nie uzyskał on jednak większości bezwzględnej, w związku z czym odbędzie się druga tura.

W nadchodzących tygodniach, dla rynków kluczowe będą zmiany rynkowych stóp procentowych w USA. Rentowność 10-letnich obligacji kraju systematycznie przekraczają kolejne psychologiczne poziomy – wynoszą one obecnie ok. 3,23%, co jest ich najwyższym poziomem od pokryzysowego 2011 roku. Biorąc pod uwagę, że ruch z ostatniego tygodnia był silny i niespodziewany, jest nieco zaskakującym, że euro nie było poddane większej presji wyprzedażowej względem dolara amerykańskiego. Jeżeli relacja między rynkiem walutowym, a amerykańskimi rentownościami nadal będzie słabnąć, w nadchodzących tygodniach możemy zmienić nasze prognozy na korzyść euro w relacji do dolara amerykańskiego.

Kurs złotego PLN

Ubiegły tydzień nie był dobry dla polskiego złotego. Polska waluta osłabiła się w relacji do głównych walut, najmocniej tracąc w parze z funtem brytyjskim i dolarem amerykańskim. Złotemu w pierwszej części tygodnia nie sprzyjał powrót ryzyka w związku z sytuacją we Włoszech, w drugiej szkodziło natomiast umocnienie dolara amerykańskiego związane ze wspomnianym wzrostem rentowności amerykańskich obligacji.

Dane gospodarcze z Polski były rozczarowujące: indeks PMI dla przemysłu spadł we wrześniu do poziomu 50,5, tym samym znalazł się nieznacznie powyżej granicy oznaczającej ekspansję sektora, sugerując, że spowolnienie po zachodniej stronie granicy Polski negatywnie przekłada się na sytuację w Polsce. Inflacja również rozczarowała: indeks CPI obniżył się z poziomu 2% do 1,8% w ujęciu rocznym, doświadczając spadku głębszego od prognoz i cementując niskie oczekiwania względem działań Rady Polityki Pieniężnej w kolejnych kwartałach.

W kontekście ubiegłego tygodnia warto wspomnieć o spotkaniu decyzyjnego skrzydła NBP, które wprawdzie nie przyniosło przełomu, jednak dostarczyło interesującej informacji. Prezes NBP zasugerował, że RPP nie rozpatruje celu inflacyjnego jako punkt z odchyleniami (2,5% +/- 1p.p.), ale raczej jako przedział (1,5-3,5%), co mogłoby sugerować, że Bank mógłby bardziej tolerować inflację znajdującą się powyżej punktowego celu inflacyjnego – oznaczałoby to, że stopy procentowe mogą dłużej pozostać stabilne.

Bieżący tydzień nie przyniesie żadnych kluczowych danych z kraju, warto jednak zwrócić uwagę na piątkowe rewizje oceny wiarygodności kredytowej Polski, których dokonają agencje S&P i Fitch. Agencja S&P w ostatnim czasie podniosła perspektywę ratingu do „pozytywnej”, w dodatku ocenia Polskę najgorzej ze wszystkich agencji tzw. Wielkiej Trójki, podczas gdy agencje raczej starają się utrzymywać oceny wiarygodności na podobnym poziomie. Sytuacja gospodarcza i fiskalna Polski oraz ich perspektywy również są dobre. Wszystko to może sugerować, że istnieje szansa na ruch w górę. Agencja Fitch z kolei raczej nie zdecyduje się na zmianę ratingu, biorąc pod uwagę stabilną perspektywę oceny wiarygodności kredytowej Polski oraz to, że pod względem oceny agencja plasuje się „pośrodku stawki”, niewykluczone, że rozważy jednak podwyżkę perspektywy. 

Kurs funta GBP

Wydaje się, że premier May dobrze poradziła sobie podczas konferencji Partii Konserwatywnej, ograniczając jedno z potencjalnych źródeł ryzyka dla funta brytyjskiego poprzedzających krytyczne negocjacjami w sprawie Brexitu. Co więcej, na niecałe 2 tygodnie przed pierwszym terminem na możliwe osiągnięcie porozumienia (18 października) ze strony Unii Europejskiej pojawiły się sygnały o zwiększonej elastyczności w kwestii osiągnięcia porozumienia. Nadal oczekujemy, że funt zareaguje pozytywnie na jakiekolwiek sygnały o tym, że obie strony zbliżają się do momentu osiągnięcia umowy.

Kurs euro EUR

Euro w obliczu gwałtownego wzrostu 10-letnich obligacji USA o ponad 15 p.p. doświadczyło względnie ograniczonej wyprzedaży (uwzględniając skalę ruchu 10-latek). Bez wątpienia pozytywne dane o bezrobociu i sprzedaży detalicznej w strefie euro nie zaszkodziły sentymentowi do wspólnej waluty. Względna stabilność kursu euro w obliczu wyższych amerykańskich rentowności jest imponująca, zważywszy na to, że obawy związane z włoskim budżetem nadal nie zostały ugaszone. Ze względu na niewiele danych ekonomicznych ze Starego Kontynentu w tym tygodniu, handel euro będzie zależał głównie od nowych informacji o włoskim konflikcie z Brukselą, jak i od zmian rentowności papierów dłużnych w Stanach Zjednoczonych.

Kurs dolara USD

Rentowności obligacji USA nadal rosną w obliczu optymistycznych komentarzy Rezerwy Federalnej, jak i względnie dobrych danych ekonomicznych. Raport z amerykańskiego rynku pracy pokazał, że bezrobocie spadło do najniższego poziomu od 1969 r, potwierdzając dobrą kondycję amerykańskiego rynku pracy. Płace odnotowały z kolei oczekiwany wzrost rzędu 2,8% rocznie. Negatywnie zaskoczyła natomiast zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych, jednak pozytywna rewizja danych z poprzedniego miesiąca oraz fakt, iż dane zostały prawdopodobnie „zaburzone” ze względu na fakt, iż we wrześniu USA nawiedził huragan Florence sprawiają, iż w tym momencie dane nie powinny budzić większych obaw. Biorąc pod uwagę charakterystykę amerykańskiego rynku obligacji, w tym tygodniu kluczowa będzie czwartkowa publikacja danych inflacyjnych dla Stanów Zjednoczonych. Jeżeli inflacja bazowa okaże się wyższa od założeń konsensusu, inwestorzy mogą reagować, w konsekwencji czego rentowności mogłyby wzrosnąć nawet do kolejnego psychologicznego poziomu 3,5%, wpływając również na rynek walutowy.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

3 razy więcej Polaków na najlepszych uczelniach zagranicznych. Połowa deklaruje, że wróci

W weekend poprzedzający inaugurację nowego roku akademickiego o polskich studentów przyjechało zabiegać 50 uczelni i liceów zagranicznych. Odwiedziły Warszawę w ramach piątej edycji Elab Education Festival – największego w Polsce festiwalu edukacji międzynarodowej i planowania kariery. Padł kolejny rekord – impreza przyciągnęła ponad 3000 odwiedzających.

Szturm na top uczelnie

Rok do roku obserwujemy kilkunastoprocentowe wzrosty zainteresowania studiami zagranicznymi. Młodzi Polacy nie tylko wyjeżdżają częściej, ale też mierzą coraz wyżej. Z pomocy w aplikowaniu na uczelnie z pierwszych miejsc światowych rankingów korzysta obecnie trzykrotnie więcej osób niż jeszcze przed dwoma laty -Jakub Pietraszek, CEO Elab Education Laboratory

Na Oxfordzie spotkamy najwięcej rodaków studiujących medycynę i informatykę. W Cambridge – natural sciences, medycynę i inżynierię. Coraz więcej aplikantów z Polski dostaje się na prestiżowy University of the Arts w Londynie oraz jedną z wiodących w rankingu Financial Times szkół biznesowych – Bocconi.

Najpopularniejszym kierunkiem emigracji edukacyjnej Polaków pozostaje Wielka Brytania. Rosnącą popularnością, pomimo znacznych kosztów takiego wyjazdu, cieszą się Stany Zjednoczone.

Uczelnie amerykańskie gwarantują więcej niż tylko wiedzę. Najważniejsze wyzwanie, jakie przed sobą stawiają, to dać ci pracę. Kadra uniwersytecka jest po to by ci pomóc, ale to Ty trzymasz stery. Twoja uczelnia zostanie z tobą w kontakcie przez całe życie. Na uniwersytetach europejskich spotkasz przede wszystkim ludzi z Europy, w Stanach – z całego świata. To prawda, wyjazd na studia jest kosztowny. Jednak ta inwestycja zwróci się już w ciągu kilku lat. -Dan Hastings, attaché kulturalny Ambasady USA w Polsce.

Praktyczne motywacja

Olbrzymie znaczenie dla wyjeżdżających ma praktyczny wymiar edukacji oraz dostępność finansowania rządowego zarówno samych studiów, jak i prowadzonych projektów badawczych. Standardem jest, że uczelnie w krajach Europy Zachodniej organizują wysokiej jakości programy stażowe. W ramach brytyjskiego sandwich year studenci są wysłani na rok do pracy dla takich gigantów jak np. HSBC, Vodafone czy IBM i otrzymują za to wynagrodzenie w wysokości ok. 20 tys. GBP.

Budżet naukowy Uniwersytetu Warszawskiego wynosił w ubiegłym roku 475 mln zł. podczas gdy topowe zagraniczne dysponują kwotami rzędu kilku mld USD. Najlepiej dofinansowane uniwersytety to John Hopkins University z rocznym budżetem na badania w wysokości 2,3 mld USD czy Harvard dysponujący majątkiem 35 mld USD.

Nowy model studiowania

Wyjeżdżają nie tylko Polacy. Internacjonalizacja edukacji to trend obserwowany na całym świecie. W Europie poprzez programy Erasmus+ i Horyzont 2020 Unia Europejska wspiera wymianę międzynarodową dla studentów, pracowników akademickich i naukowców. Coraz prężniej działają też organizacje takie jak Elab, które reprezentują uczelnie zagraniczne na lokalnym rynku i pomagają chętnym przejść przez złożony proces przygotowań i aplikacji.

Potrzeba interakcji międzykulturowej młodych pokoleń silnie wpływa na współczesny model studiowania. Dwa lata temu niepokonany wcześniej Harvard został zdetronizowany pod względem największej liczby aplikacji na jedno miejsce. Najbardziej pożądaną wśród przyszłych studentów uczelnią okazał się eksperymentalny college Minerva, który postawił na nietypową organizację studiów. W trakcie czterech lat edukacji studenci podróżują pomiędzy siedmioma lokalizacjami. Studiują “po trochu” w San Francisco, Berlinie, Buenos Aires w Argentynie, w Korei Południowej, Indiach, Stambule i Londynie. 70 proc. uczniów amerykańskiej Minervy pochodzi spoza USA. „Wspólnie odkrywając kolejne nowe miejsce nawiązujesz trwałe przyjaźnie i budujesz zbiorową tożsamość wyznaczaną przez wspólne wartości i zdrowy rozsądek” – czytamy na stronie uczelni.

Czy wrócą do Polski?

Połowa Polaków studiujących za granicą wróci do Polski w ciągu pierwszych dwóch lat od zakończenia nauki. Według Goldman Recruitment absolwenci studiów zagranicznych mogą liczyć w kraju na średnio 77 proc. wyższe zarobki niż pozostali. Czynnik finansowy nie jest jednak jedynym skłaniającym do powrotu. Młodzi często wskazują na możliwość transferowania rozwiązań, które np. w UK czy Stanach są standardem na rozwijający się i chłonny rynek polski. -Jakub Pietraszek, CEO Elab Education Laboratory

Fiskus nie zwróci podatnikom pieniędzy, bo jemu przydadzą się bardziej

Podwyższone od 1 stycznia 2011 r. podstawowe stawki VAT miały obowiązywać przez 3 lata. Pierwotny plan zakładał, że podatnicy tylko chwilowo będą się dorzucali do budżetu państwa, a stawki 22% i 7% VAT powrócą wraz z początkiem 2014 r. W sierpniu 2018 r. minister finansów potwierdziła, że wyższe stawki podatku od towarów i usług zostaną utrzymane także w 2019 r., gdyż pieniądze przydadzą się bardziej państwu niż podatnikom.

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Ustawa z dnia 26 listopada 2010 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z realizacją ustawy budżetowej podwyższyła podstawowe stawki VAT do 23% i 8%. Jak wyraźnie stanowił art. 19 pkt 5, miało to być rozwiązanie czasowe, pozwalające obywatelom wesprzeć państwo z własnej kieszeni w 3-letnim okresie: od 1 stycznia 2011 r. do 31 grudnia 2013 r. (Dz.U. 2010, nr 238, poz. 1578).

Lepiej nie oddawać ludziom pieniędzy, bo my wydamy je rozsądniej

23 sierpnia 2018 r. w programie „Wydarzenia i Opinie” w stacji Polsat News minister finansów zapowiedziała, że w 2019 r. nie zostaną przywrócone obiecywane od 8 lat niższe stawki VAT. Utrzymanie w kolejnym roku wyższego podatku od towarów i usług tłumaczyła w ten sposób, że zwrócenie podatnikom podatku w wysokości 1 punktu procentowego nie byłoby dla nich odczuwalne. Szacowane przez minister 8 miliardów złotych, jakie uzyska w ten sposób państwo, będzie za to odczuwalne dla jego budżetu. Innymi słowy, opiekuńcze państwo nie zamierza zwracać obiecanych, należnych podatnikom pieniędzy, bo samo wyda je lepiej.

Fiskus zabrał mało, więc tak naprawdę nie ma czego oddawać

Gdy 8 lat temu podwyższano stawkę podatku od towarów i usług, decyzję tę argumentowano tym, iż: „[…] skala podniesienia wysokości stawki podatku (o 1 punkt procentowy), rynkowy charakter cen towarów i usług obciążonych tym podatkiem przy ich sprzedaży pozwala przypuszczać, że wpływ podniesienia stawki na ceny będzie bardzo ograniczony, a w wielu przypadkach nie wystąpi w ogóle (konkurencja rynkowa).” (Uzasadnienie Rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw związanych z realizacją ustawy budżetowej – druk 3430 z 30.09.2010 r.).

Dzięki takiemu posunięciu fiskus w genialny dla siebie sposób zapętlił podwyższenie stawki najważniejszego podatku, początkowo tłumacząc, że wprowadzenie wyższego VAT nie będzie dla podatników dotkliwe, a teraz odmawiając jego obniżenia, skoro i to nie byłoby dla nich odczuwalne. 3 stycznia 2011 r. serwis TVP Info poinformował w materiale pt. „Wzrost VAT, wzrost cen”, że: „Wzrost podatku VAT o jeden punkt procentowy to wyższe ceny żywności, mieszkań, czy leków”.

Mięso, chleb i produkty przemiału zbóż, z wyłączeniem śruty

Podwyżka z 2011 r. objęła również produkty żywnościowe, które nie były dotąd opodatkowane. Według przywołanego uzasadnienia z 2010 r. (druk 3430) prawo Unii Europejskiej wymagało tego względem nieprzetworzonej żywności. Dopełniając unijnego obowiązku, wspaniałomyślnie obciążono tę żywność najniższą możliwą, bo 5% stawką VAT. W ramach rekompensaty obniżono nawet z 7% do 5% VAT na inne podstawowe produkty żywnościowe. Zgodnie z załączonym do ustawy z dnia 26 listopada 2010 r. wykazem towarów (Dz.U. 2010, nr 238, poz. 1578), ta najniższa możliwa stawka opodatkowania dotyczyła m.in.: jagód z wyłączeniem kiwi, dziko rosnących jadalnych produktów leśnych, ryb, mięsa, jaj, kuskusu, makaronów, pierogów, klusek, czy też produktów przemiału zbóż z wyłączeniem śruty.

Decyzję tę argumentowano tym, iż: „[…]zabezpieczenie w postaci objęcia najniższą stawką podatku w wysokości 5% podstawowych produktów żywnościowych pozwoli uchronić mniej zamożną część społeczeństwa, dla której wydatki na żywność stanowią istotny element budżetu domowego” (Uzasadnienie Rządowego…, druk 3430)]. Zatem obciążając podatników dodatkową daniną, fiskus robił to dla ich finansowego bezpieczeństwa.

Sprytny sposób uszczelniania systemu

21 sierpnia 2018 r. Rada Ministrów przyjęła wstępny projekt ustawy budżetowej na 2019 r. Jak poinformowało Ministerstwo Finansów, jest on gwarancją stabilności i bezpieczeństwa finansów publicznych, a niski deficyt pozwala nawet na ujęcie w jego wydatkach wzrostu nakładów na wynagrodzenia w sferze budżetowej. Priorytetem resortu w nadchodzącym roku pozostanie „dalsze uszczelnianie systemu podatkowego i ograniczanie jego skomplikowania”.

Podczas rozmowy w Polsat News minister finansów zapowiedziała, że wspomniane uszczelnianie zaowocuje dodatkowymi 10 miliardami złotych dla budżetu państwa. Nie sposób nie zgodzić się z szefową resortu finansów, która stwierdziła, iż nie powinno być to zadanie trudne do zrealizowania, skoro już z samych zabranych i nieoddanych podatnikom pieniędzy, wskutek zachowania wyższych stawek VAT, uzbiera się przeważająca część tej kwoty, bo aż 8 miliardów złotych.

155 stron zmian

O ile w tej metodzie uszczelniania systemu podatkowego da się dostrzec jakąś pomysłowość w realizacji pierwszego z ministerialnych priorytetów, to wciąż trudno o to w przypadku drugiego z nich. Przygotowany przez resort 24 sierpnia 2018 r. Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy – Ordynacja podatkowa oraz o zmianie niektórych innych ustaw liczy bowiem aż 155 stron. Przy takiej ilości zmian trudno mówić o „ograniczaniu skomplikowania systemu podatkowego”.

Tak jak wyłączenie spod stawki niskiego opodatkowania śruty nie oznaczało, że podatnik nie mógł nabywać innych nisko opodatkowanych produktów przemiału zbóż, tak nasycanie obrotu gospodarczego setkami zmian nie oznacza, że przedsiębiorca-podatnik nie może, w celu zapoznania się z nimi, skorzystać z pomocy profesjonalistów. Do dyspozycji są przecież doradcy podatkowi, kancelarie prawne, a nawet sam fiskus, oferujący za drobną opłatą wydanie wiążącej interpretacji przepisów podatkowych. Ten, kto nie godzi się na prowadzenie działalności w takich realiach, może zmienić rezydencję podatkową tudzież przenieść biznes za granicę. Oczywiście pod warunkiem, że zapłaci exit tax.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Popyt na Kredyty Mieszkaniowe we wrześniu 2018 r.

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Najnowszy wrześniowy odczyt wyniósł + 23,6% i jest niższy od odczytu sierpniowego o – 4,9 p.p. Wartość indeksu na poziomiec + 23,6% oznacza, że we wrześniu 2018 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe, na kwotę wyższą o 23,6%, w porównaniu z wrześniem 2017 r.

– We wrześniu 2018 r., w porównaniu do sierpnia 2018 r., wartość indeksu spadła o 4,9 p.p. Jednak wrześniowy odczyt nadal jest bardzo wysoki. Łącznie we wrześniu o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 32,00 tys. osób w porównaniu do 29,73 tys. rok wcześniej (+ 7,7%). Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego we wrześniu 2018 r. wyniosła 255,86 tys. zł, tj. o 9,3% więcej niż rok wcześniej. Wzrost indeksu spowodowany jest zarówno wzrostem liczby wnioskodawców, jak i średniej kwoty wnioskowanego kredytu. Wzrostowi liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy sprzyja nadal bardzo dobra obecna sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych, której towarzyszy optymizm co do ich przyszłej sytuacji finansowej. Natomiast wnioskowanie o wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych niż w 2017 r. może mieć swoje główne źródło we wzroście cen nieruchomości oraz nadal rekordowo niskich stopach procentowych. Przy rosnących dochodach gospodarstw domowych i niskich stopach procentowych rośnie zdolność kredytowa klientów, która umożliwia wnioskowanie o wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Walter Herz otwiera biuro w Krakowie

Walter Herz, firma doradcza w sektorze nieruchomości komercyjnych otworzyła swój oddział na najszybciej rozwijającym się, krajowym rynku regionalnym

Decyzja o otwarciu biura regionalnego w Krakowie wiąże się z rosnącym zapotrzebowaniem najemców, szczególnie firm z sektora BPO, SSC i IT, na najwyższej jakości usługi doradztwa na tym rynku. Jego tempo rozwoju może robić wrażenie. Z danych Walter Herz wynika, że tylko w ciągu ostatnich czterech lat Kraków zwiększył swoje zasoby biurowe niemal dwukrotnie i dysponuje aktualnie prawie 1,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni. W stolicy Małopolski w budowie jest aktualnie około 300 tys. mkw., a kolejne 200 tys. mkw. biur znajduje się w projektach przygotowywanych do realizacji.

Kraków, który jest drugim, największym rynkiem biurowym w kraju, plasuje się w światowej czołówce najatrakcyjniejszych lokalizacji dla inwestycji z sektora usług dla biznesu. Firmy z tej branży zatrudniają już na terenie aglomeracji około 60 tys. osób. I to właśnie spektakularny rozwój działalności tego sektora, który generuje popyt na ponad 60 proc. powierzchni biurowych, stanowi największą siłę napędową regionu.

Kraków to dla inwestorów świetne miejsce do lokowania biznesu, przede wszystkim z uwagi na niezwykle zasobny w wysoko wykwalifikowaną kadrę rynek pracy, ale również ze względu na swoje walory turystyczne. Potencjał inwestycyjny i naukowy miasta wciąż przyciąga do Krakowa nowe firmy, a te które są w nim obecne rozwijają swoje projekty.

– Roczne zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe przekracza w Krakowie 200 tys. mkw. Szacujemy, że w tym roku powinno uplasować się na podobnym poziomie. Nasza firma od dawna prowadzi aktywną działalność na krakowskim rynku. Tylko w trzecim kwartale bieżącego roku doradzaliśmy przy transakcjach, m.in. na wynajem powierzchni w kompleksie Zabłocie Business Park, czy Unity Tower, które łącznie opiewały na ponad 5000 mkw. powierzchni – informuje Mateusz Strzelecki, Partner w Walter Herz.

– Kraków jest jednym z miast najczęściej wybieranych przez firmy wchodzące do Polski. To najbardziej chłonny, regionalny rynek biurowy w naszym kraju i główna lokalizacja dla sektora usług dla biznesu. O skali rozwoju firm sektorowych w tym regionie może świadczyć choćby ilość nowych centrów usług biznesowych, których w Krakowie powstało w ubiegłym roku dwukrotnie więcej niż w Warszawie. Potencjał inwestycyjny aglomeracji jest ogromny, stąd nasza decyzja o wejściu na ten rynek. Krakowski oddział Walter Herz rozpoczął działalność z początkiem października br. w niedawno oddanym budynku High5ive przy ulicy Pawiej 9 – podaje Mateusz Strzelecki.

– Wybraliśmy ten kompleks na siedzibę krakowskiego oddziału firmy, ponieważ to jeden z najlepiej skomunikowanych obiektów biurowych w mieście. Inwestycja, która mieści się w sąsiedztwie Dworca PKP Kraków Główny jeszcze się rozbudowuje, a finalnie w pięciu budynkach zaoferuje 70 tys. mkw. powierzchni i wszelkie udogodnienia. High5ive zapewnia, nie tylko ciekawe rozwiązania proekologiczne, ale również oferuje najwyższej klasy rozwiązania techniczne – wymienia Strzelecki.

W Krakowie zainaugurowany zostanie również niebawem tegoroczny cykl spotkań Akademii Najemcy Walter Herz. Na pierwsze warsztaty trzeciej już edycji autorskiej Akademii firma zaprasza 17. października br. wszystkich najemców i osoby zainteresowane rynkiem najmu do mieszczącego się przy ulicy Radzikowskiego 182 Office Inspiration Centre, krakowskiego showroomu firmy Nowy Styl.

W czasie seminarium Walter Herz oficjalnie zaprezentuje raport „Biuro 10.0” stworzony we współpracy z partnerami, firmą Billennium wyspecjalizowaną w dziedzinie doradztwa technologicznego, firmą Reesco świadczącą usługi fit-outowe i oferującym kompleksowe rozwiązania w zakresie umeblowania Nowym Stylem. Opracowanie poświecone jest kwestii aranżacji powierzchni biurowych, optymalizacji procesu najmu oraz rozwiązań technicznych w biurach.

Kurs dolara i euro – prognoza krótkoterminowa

Nowy tydzień EUR/PLN rozpoczyna w okolicach 4,305 przy EUR/USD oscylującym przy 1,15. W piątek na rynkach finansowych wyczekiwanym momentem była publikacja danych z rynku pracy w USA. Dane okazały się mieszane podnosząc na rynku zmienność (EUR/USD wzrósł do 1,154 po czym szybko zszedł w okolice 1,148). We wrześniu odczyt NFP wyniósł 134 tys. nowych miejsc pracy w sektorach poza rolnictwem (niżej niż oczekiwano, ale przy solidnej rewizji w górę, o blisko 70 tys. do 270 tys., wyniku za sierpień), spadła stopa bezrobocia (do 3,7% z 3,9% wcześniej – najniżej od 50 lat), a wzrost płac okazał się zgodny z oczekiwaniami (0,3% m/m i 2,8% r/r). Generalnie, wrześniowy NFP to solidny odczyt, biorąc pod uwagę chociażby wpływ huraganu Florence który uderzył podczas tygodnia badań. Każdy przyrost w USA nowych miejsc pracy o 150-250 tys. oznacza, że rynek pracy ma się nieźle i jest w stanie wchłaniać kolejnych pracowników, co oznacza, że stopa bezrobocia powinna nadal stopniowo spadać. Stąd dane NFP obok publikowanych wcześniej (ADP, ISM usług, czy PMI) wpisują się w zakładany przez rynek scenariusz dalszych podwyżek stóp w tym (o 25pb) i w przyszłym (łącznie o 75pb) roku. Wyższy koszt pieniądza w USA będzie sprawiał, że aktywa rynków z łagodniejszą polityką monetarną banków centralnych (jak EBC, czy NBP) będą pozostawać pod presją.

W oczekiwaniu na NFP, EUR/USD konsolidował się w okolicach 1,15. Stabilizacja euro do dolara znalazła ujście w lekko rosnących notowaniach złotego, EUR/PLN zszedł poniżej 4,30. Atmosfera na rynku europejskim nadal pozostaje jednak ciężka. Tydzień po opublikowaniu we Włoszech pierwotnego planu deficytu budżetowego włoski rząd podał, że w 2019 r. spodziewa się wzrostu PKB o 1,5%, w 2020 r. o 1,6%, a w 2021 r. o 1,4%, co powinno obniżyć zadłużenie kraju do 1,8% do 2021 roku z 2,4% utrzymanych na przyszły rok. Wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że pomimo prób załagodzenia klimatu wokół Rzymu, do pełnej oceny sytuacji fiskalnej Włoch ważne są szczegóły planu fiskalnego. A jak można zauważyć, zakładany przez rząd Contego wzrost gospodarczy na kolejne lata jest znacznie wyższy od prognoz przedstawionych wcześniej przez MFW, OECD, czy agencje ratingowe (max 1,2%). To może oznaczać, że w najbliższym czasie nie będzie możliwe osiągnięcie porozumienia  pomiędzy Rzymem a Brukselą, rośnie też ryzyko rewizji ratingu Włoch. Możliwe nasilenie się niestabilności na rynku spowoduje, że inwestorzy preferować będą waluty „bezpieczne”, kosztem ryzykowniejszych.

W najbliższych dniach, uwagę będą przyciągać dane inflacyjne z USA i handlowe z Chin. Zakładamy, że CPI i bazowy CPI powinny zwiększyć zaufanie rynku do dalszych podwyżek stóp w USA i wzmocnić dolara kosztem złotego. Ponadto, ostatnie dane z Chin potwierdzały spowalnianie gospodarki (niższy od oczekiwań odczyt PMI za wrzesień na poziomie 50,8). Wojna handlowa z USA zniweczyła wysiłki Pekinu w kierunku opanowania spowolnienia wzrostu gospodarczego po okresie ekspansji. Oprócz słabszego wzrostu produkcji, chińska gospodarka zmaga się również ze spowolnieniem inwestycji i rosnącym zadłużeniem. Oczekiwane, kolejne słabsze odczyty z Chin (w tym tygodniu dot. wymiany handlowej), mogą wywierać dalszą presję na juana. Złoty silnie reagują na wahania kursu stąd, oczekiwane wzrosty USD/CNY powinny wpłynąć na zmiany notowań EUR/PLN, w kierunku słabszego złotego.

Wykres dnia: Oczekiwane wzrosty USD/CNY, po publikacji słabszych danych z Chin dot. wymiany handlowej, powinny wpłynąć na zmiany EUR/PLN w kierunku niższych notowań złotego.

zmiany EUR PLN w kierunku niższych notowań złotego
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Raport IPO Watch za III kwartał 2018

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w trzecim kwartale 2018 roku wyniosła 3,9 mld euro – to spadek o 53% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego (8,3 mld euro). Niemal połowa debiutów i środków pozyskanych z  IPO przypadła na giełdę w Londynie. W Warszawie w minionym kwartale odnotowano jedynie 4 oferty o łącznej wartości 8 mln euro – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

W III kwartale 2018 r. w Polsce miały miejsce 4 pierwotne oferty publiczne (IPO) – z czego tylko jedna na rynku głównym GPW, a trzy na alternatywnym rynku NewConnect. Na rynku głównym zadebiutowała spółka Silvair (mająca polskie korzenie amerykańska firma zajmująca się tworzeniem oprogramowania w obszarze internetu rzeczy). Wartość przeprowadzonej oferty wyniosła 20,1 mln zł. Z kolei łączna wartość IPO przeprowadzonych na alternatywnym rynku NewConnect wyniosła 12,6 mln zł – największą ofertę o wartości 6,5 mln zł przeprowadziła spółka Creepy Jar (wydawca i dystrybutor gier wideo). Na rynku alternatywnym zadebiutowała także spółka Medinice zajmująca się sprzedażą produktów medycznych z obszaru kardiologii i kardiochirurgii (wartość IPO wyniosła 4,9 mln zł) oraz spółka Passus będąca dostawcą rozwiązań IT (wartość oferty 1,3 mln zł).

Aktywność w zakresie IPO w Warszawie jest po trzech kwartałach najsłabsza od 2003 roku i po raz kolejny jedna z najmniejszych w Europie. Sprawa GetBacku i jej skutki zamroziły w tym roku polski rynek, i tak dotknięty już niskimi wycenami, spadającą płynnością oraz ciągłą niepewnością dotyczącą przyszłości OFE. Przyjęta przez Sejm ustawa o pracowniczych planach kapitałowych jest na pewno pozytywnym sygnałem, ale nie będzie miała istotnego realnego wpływu na rynek w krótkim okresie – napływ środków z PPK to raczej kwestia kolejnych lat. Poprawę sytuacji na giełdzie mogłaby przynieść większa międzynarodowa oferta (taka jak np. rozważany debiut Smyk Holding, którego prospekt złożony został już w KNF). Biorąc jednak pod uwagę nawet taki pozytywny impuls, mówimy tu o wpływie na rynek IPO w nieco dalszej perspektywie – na debiut w ostatnim kwartale mają w praktyce szanse emitenci, których projekty emisyjne zostały już złożone w KNF, a takich jest zaledwie kilka. Znacząca aktywność w zakresie IPO może więc nastąpić nie wcześniej niż w II kwartale 2019 r.” – mówi Bartosz Margol, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w III kwartale 2018 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość IPO w Europie wyniosła 3,9 mld euro i spadła w minionym kwartale (w porównaniu do trzeciego kwartału 2017 r.) aż o 4,4 mld euro. Odnotowano 64 debiuty (wobec 76 w trzecim kwartale 2017 r.). W analizowanym okresie miała miejsce jedna mega oferta (IPO o wielkości przekraczającej 1 mld euro) przeprowadzona we wrześniu na giełdzie w Szwajcarii – IPO spółki SIG Combibloc Group AG (1 708 mln euro). Drugim największym IPO była oferta spółki Amigo Holdings Plc (407 mln euro, debiut na giełdzie w Londynie), a trzecim – IPO Tritax EuroBox plc (339 mln euro, giełda w Londynie).

 Aktywność na europejskim rynku IPO w pierwszych trzech kwartałach roku od 2008* r.Aktywność na europejskim rynku IPO w pierwszych trzech kwartałach roku od 2008

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2014

Aktywność na europejskim rynku IPO
*Dane przed 2011 r. nie uwzględniają giełd w Stambule, Zagrzebiu i Bukareszcie

Geopolityczne zawirowania oraz letnia przerwa spowolniły aktywność w trzecim kwartale, w efekcie wartość IPO w Europie osiągnęła najniższy poziom od 2 lat. Perspektywy na IV kwartał wyglądają dość optymistycznie, zmienność rynku utrzymuje się na niskim poziomie, a na europejskich rynkach oczekiwanych jest co najmniej kilka mega ofert (IPO o wartości przekraczającej 1 mld euro). Z drugiej strony, słabe notowania po debiucie niektórych spośród ostatnich emitentów, jak też istotna niepewność dotycząca wyników negocjacji ws. Brexitu, mogą zniechęcić spółki planujące IPO do zamknięcia transakcji przed końcem roku” – podsumowuje Tomasz Konieczny, lider zespołu ds. rynków kapitałowych PwC.

O raporcie IPO Watch Europe

Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2017.

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Islandii, Norwegii, Turcji i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 lipca do 30 września 2018 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji. Dodatkowe informacje, w tym tabele danych, są dołączone do niniejszej informacji prasowej.

Pudełkowe data center na topie. Konwergencja warta już 3,5 mld dolarów

IDC opublikowało globalne wyniki sprzedaży systemów konwergentnych w drugim kwartale 2018 roku. Wartość tego segmentu rynku wyniosła 3,5 mld dolarów – o ponad 9 proc. więcej niż rok wcześniej. Największy wzrost zaliczyły jednak rozwiązania hiperkonwergentne, generując ponad 1,5 mld dolarów zysków. Trend ten napędzają inwestycje w cyfrową transformację biznesu, która potrzebuje prostych i sprawnych narzędzi.    

W swoim raporcie IDC wyróżnia kilka kategorii systemów konwergentnych. Są to infrastruktura zintegrowana, architektura referencyjna i zintegrowane platformy. Ostatnią kategorię tworzy infrastruktura hiperkonwergentna (HCI). To segment rynku, który zanotował największą dynamikę wzrostu aż o 78,1 proc. w ujęciu rocznym.

Era hiperkonwergencji?

Rozwiązania HCI napędziły wzrosty na rynku usług konwergentnych ze względu na swoją zdolność do uproszczenia całego środowiska IT. Infrastruktura hiperkonwergentna łączy w jednym „pudełku” serwer, przestrzeń dyskową oraz oprogramowanie do zarządzania i dzięki temu firmowe działy IT mogą sprawniej wspierać cele biznesowe danej organizacji – komentuje wyniki Sebastian Lagana, kierownik działu badań nad technologiami i platformami IT w firmie IDC.

Jedną z najważniejszych cech infrastruktury hiperkonwergentnej jest właśnie integracja wielu elementów składowych w ramach jednej usługi. W efekcie wdrażanie systemów HCI jest znacznie szybsze – można je zainstalować nawet w ciągu 2 minut. Fizyczna infrastruktura HCI może zostać przy tym umieszczona w siedzibie przedsiębiorstwa, dzięki czemu biznes nie musi się obawiać o kwestie prawne. Z kolei dzięki warstwie programowej zarządzanie tego typu systemami IT staje się znacznie prostsze i tańsze. A dodatkowo nie wymaga zatrudniania dodatkowego personelu.

Gdy brakuje rąk do pracy

Kwestia zatrudnienia jest o tyle istotna, że według najnowszego raportu ManpowerGroup wynika ponadto, że 52 proc. polskich firm ma problem ze znalezieniem nowych pracowników. Na samym rynku IT brakuje ok. 50 tys. takich pracowników, a niejednokrotnie nie mają oni też odpowiednich umiejętności. Według Gartnera, nawet 70 proc. pracowników na całym świecie nie posiada kompetencji, by umożliwić swoim firmom cyfrową transformację.

Problemy kadrowe są szczególnie odczuwalne, gdy polskie firmy chcą się rozwijać i zakładać nowe oddziały – w Polsce i za granicą. Nie dość, że stworzenie odpowiedniego zaplecza IT ma swoją cenę, to do tego brakuje im odpowiedniego personelu technicznego – w terenie. Rozwiązania hiperkonwergentne, których popularność na całym świecie rośnie, są jednak remedium na tego typu problemy. HCI umożliwia zainstalowanie w zdalnym oddziale firmy wręcz „przewoźnego data center. Tak np. zrobiło niemieckie „pendolino” – instalując w pociągach zwirtualizowane centrum danych – tłumaczy Stanisław Bochnak, Senior Business Solutions Strategist w VMware Polska.

Jak dodaje ekspert, zarządzanie takim centrum odbywa się z poziomu konsoli, którą obsługują specjaliści IT znajdujący się w firmowej centrali. Większość skomplikowanych zadań realizowana jest jednak przez oprogramowanie dostawcy. Dzięki wirtualizacji i automatyzacji, do obsługi większej liczby oddziałów nie trzeba zatrudniać dodatkowych pracowników, co ma bezpośrednie przełożenie zarówno na niższe koszty działania jak i na poprawę niezawodności.

Zwycięzca bierze wszystko

Na rynku rozwiązań konwergentnych dominują obecnie takie firmy jak Dell, Nutanix czy VMware. W segmencie oprogramowania do zarządzania HCI lider jest jednak tylko jeden. Według najnowszego raportu firmy doradczej Forrester jest nim VMware. Analitycy rozwiązaniom firmy z Palo Alto przyznali najwyższe noty. W raporcie strategia produktowa VMware została uznana za najbardziej kompleksową i zgodną z wizją cyfrowego biznesu.

Dla klientów VMware, rozwiązania hiperkonwergetne to nie tylko wirtualna puszka na moce obliczeniowe czy dyski. Nasze sztandarowe rozwiązanie vSAN gwarantuje im stabilny i inteligentny fundament chmury obliczeniowej. W ramach naszej strategii VMware Cloud Foundation oferujemy klientom dojrzałe, programowo definiowane data center, które napędza wdrożenia chmur prywatnych, publicznych i rozwiązań brzegowych – tłumaczy Yanbing Li, dyrektor generalny działu Storage and Availability Business w VMware.

Dzięki niedawno ogłoszonej współpracy Amazon Web Services, VMware w oparciu o tego typu rozwiązania HCI, chce znacznie umożliwić swoim klientom sprawne i szybkie budowanie środowisk multicloudowych oraz hybrydowych. Na całym świecie z vSAN korzysta już 15 tys. przedsiębiorstw, w tym ponad połowa z listy największych firm świata „Global 2000”. Według IDC sprzedaż rozwiązań hiperkonwergentnych VMware wyniosła prawie 500 mln dolarów w II kw. 2018 roku. Zdaniem Gartnera, hiperkonwergentne platformy IT będą odgrywać coraz większą rolę. Do 2021 roku wydatki na tego typu technologie przekroczą, w ujęciu globalnym, 10 mld dolarów.

Sytuacja finansowa firm poprawi się, ale zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne wzrośnie

Krótsze terminy płatności, publikowanie informacji o praktykach płatniczych i terminach zapłaty przez największe firmy, czy szybka ścieżka do nakazu zapłaty – to główne zmiany w propozycji przepisów przygotowanych przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, które mają ograniczyć zatory płatnicze. Trafiły one właśnie do konsultacji społecznych. Według eksperta Siemens Financial Services zmiany idą w dobrym kierunku, jednak dzięki nim płynność finansowa firm poprawi się jedynie częściowo.

Do konsultacji publicznych trafił projekt Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii dotyczący zmian, których celem jest ograniczenie problemu zatorów płatniczych w Polsce. Zakłada on między innymi wprowadzenie limitu 60 dni na uregulowanie przez dużego kontrahenta jego zobowiązań wobec mniejszego podmiotu. Ministerstwo Finansów będzie także zbierać a następnie publikować dane na temat liczby faktur, które duże firmy płacą w ciągu 30, 60 i ponad 60 dni. Wprowadzona zostanie również uproszczona procedura nakazowa w przypadkach, gdy wartość roszczenia nie przekracza 75 tys. zł.

Krzysztof Kuniewicz Dyrektor Zarządzający Siemens Finance
Krzysztof Kuniewicz
Dyrektor Zarządzający Siemens Finance

– Dzięki nowym regulacjom nie będzie się opłacało opóźnianie płatności. Niezależnie od tego, czy są one robione by „kredytować się” u kontrahentów, czy są wymuszone przez okoliczności. Każda inicjatywa zwiększająca bezpieczeństwo biznesu jest dobra dla przedsiębiorstw i gospodarki – mówi Krzysztof Kuniewicz, Dyrektor Działu Faktoringu Siemens Financial Services.

– Problem nieterminowego regulowania płatności dotyka wielu firm w Polsce. Z najnowszego badania BIG InfoMonitor wynika, że w III kw. 2018 r. odsetek firm skarżących się na opóźnienie płatności od kontrahentów przekraczające 60 dni sięgnał 50 proc. Z kolei gdyby nie przeterminowane płatności od odbiorców, niemal co piąta firma miałaby o co najmniej 30 proc. wyższe obroty –– dodaje Krzysztof Kuniewicz. Według eksperta Siemens Financial Services, po wprowadzeniu zmian w przepisach firmy będą musiały dbać o swoją płynność finansową nawet mocniej niż dotychczas.

– Warto zauważyć, że konieczność wcześniejszego spłacania należnych faktur wymaga posiadania dostępu do kapitału. Firmy, które niejako kredytowały się u kontrahentów, w obliczu nowych uregulowań staną przed koniecznością pozyskania finansowania zewnętrznego krótkoterminowego, jak na przykład faktoring czy kredyt obrotowy. Rynek usług finansowych w Polsce jest na to przygotowany. Firmy wybierające nowoczesne rozwiązania poprawiające płynność finanasową, szczególnie w obliczu spowolnienia gospodarczego czy jakichkolwiek wahań koniunktury, mogą zyskać przewagę konkurencyjną i wejść silniejsze w trudny okres na rynku – mówi Krzysztof Kuniewicz.

Jednak jak zaznacza Krzysztof Kuniewicz, dostępne na rynku narzędzia finansowe – jak na przykład faktoring – nie są jedynie lekarstwem na brak płynności w trudniejszych okresach, a stanowią kompleksowe usługi, które stały się wygodnym instrumentem finansowym dla firm. – Faktoring nie jest sposobem na nierzetelnych dłużników, a na obsługę bieżącego biznesu. Sami przedsiębiorcy decydują czy środki pozyskane z użyciem faktoringu przeznaczą na rozwój firmy czy też na terminową spłatę swoich zobowiązań – mówi Krzysztof Kuniewicz.

Nowe przepisy mają wejść w życie 1 czerwca 2019 r. Jedynie przepisy dotyczące ulgi na złe długi w CIT i PIT (spowodowane brakiem płatności za fakturę przez kontrahenta) mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2020 roku.

Fundusze private equity prognozują wzrosty w segmencie produktów luksusowych sięgające średnio nawet 10 proc. rocznie

Branża dóbr luksusowych, ze względu na stabilny rozwój, od lat znajduje się centrum zainteresowania inwestorów, zarówno strategicznych, jak i finansowych. W 2017 roku na globalnym rynku M&A w tym sektorze doszło do 217 transakcji fuzji i przejęć o średniej wartości 230 mln dolarów. Jak wynika z raportu „Fashion & Luxury Private Equity and Investors Survey 2018”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się niezmiennie producenci luksusowej odzieży i akcesoriów. Według szacunków przedstawicieli funduszy private equity, branża ta do 2021 roku będzie rosła średnio w przedziale 5-10 proc. rocznie.

Raport analizuje transakcje M&A na rynku dóbr luksusowych, do których zalicza nie tylko osobiste dobra luksusowe, takie jak odzież, akcesoria, kosmetyki, perfumy, biżuterię czy zegarki, ale również meble, samochody, prywatne odrzutowce, jachty, hotele, luksusowe rejsy oraz cyfrowe dobra luksusowe.

Liczba fuzji i przejęć rośnie

– W 2017 roku branża ta cechowała się wzmożoną aktywnością na światowym rynku fuzji i przejęć. W tym czasie doszło do 217 transakcji, czyli o 6 więcej niż rok wcześniej, co zaowocowało wzrostem o 2,8 proc. Liczba fuzji i przejęć w segmencie osobistych dóbr luksusowych wzrosła o 5 w porównaniu do 2016 r., na co największy wpływ miała aktywność w na rynku odzieży i akcesoriów, które stanowiły 36 proc. wszystkich transakcji oraz kosmetyków i perfum (13 proc., wzrost o 6 transakcji). Z kolei spadek o 9 transakcji zanotowały zegarki i biżuteria – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Poza sektorem osobistych dóbr luksusowych, liczba transakcji M&A nie zmieniła się w sposób radykalny w porównaniu do poprzedniego roku, choć zanotować należy mniejszy ruch w segmencie hoteli (spadek o 7 transakcji). Z kolei wzrost nastąpił w branży luksusowych mebli (wzrost o 6 transakcji). – Światowy sektor dóbr luksusowych cieszy się stałym zainteresowaniem inwestorów, zarówno branżowych, jak również funduszy private equity. Odwrotny trend jest widoczny w Polsce. Na polskim rynku nie obserwujemy zainteresowania funduszy private equity tym sektorem. Wynika to przede wszystkim z faktu, że pomimo wzrostowych trendów wciąż stanowi on niewielką część rynku. Dodatkowo nie mamy także zbyt wiele rodzimych firm produkujących dobra luksusowe – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza.

Najaktywniejsza Europa

Pomimo zwiększenia liczby transakcji, ich średnia wartość spadła aż o 49 proc. z 449 mln dolarów w 2016 roku do 230 mln dolarów w 2017 roku. Był to zresztą kolejny rok spadków. Należy jednak pamiętać, że w tym segmencie jedna duża transakcja może zmienić obraz całego rynku. Największą przeciętną wartość osiągnęły transakcje w segmencie kosmetyków i perfum (390 mln dolarów, wzrost o 26 proc. r/r). W ubraniach i akcesoriach suma ta wynosiła średnio 356 mln dolarów (wzrost o 9 proc.). Spadki wartości transakcji zaliczyły hotele oraz zegarki i biżuteria, odpowiednio o 80 i 37 proc.

– Europa była jedynym regionem, który zanotował wzrost liczby transakcji, o 14 w porównaniu do 2016 roku. Był to wynik uzyskany przede wszystkim na rynku odzieży i akcesoriów oraz hoteli. Łącznie w Europie zawarto 109 umów M&A na rynku dóbr luksusowych, czyli połowę wszystkich do których doszło w 2017 roku. W regionie Azji i Pacyfiku oraz Ameryce Północnej liczba ta nie uległa zmianie – komentuje Katarzyna Sermanowicz-Giza.

W 2017 roku inwestorzy byli głównie zainteresowaniem przejęciem mniejszych firm (do 50 mln dolarów). Tego typu transakcje stanowiły 55 proc., w porównaniu do 40 proc. w 2016. Nastąpił wyraźny spadek liczby transakcji z udziałem wielkich graczy. Udział inwestorów strategicznych spadł o 13 proc. natomiast inwestorów finansowych wzrósł o 44 proc.

LMVH umacnia się na pozycji lidera

Największą transakcją w 2017 roku w segmencie mody i dóbr luksusowych było przejęcie 26 proc. udziałów i de facto kontrola nad firmą Christian Dior przez koncern LMVH. Jej wartość szacuje się na około 13,7 mld dolarów. Kontrolowany przez rodzinę Arnault LMVH jest od lat największym graczem na globalnym rynku dóbr luksusowych.

Z kolei na sumę około 4,7 mld dolarów opiewa transakcja przejęcia Belle International przez Hillhouse Capital Group. Na trzecim miejscu pod względem wartości znalazło się przejęcie Kate Spade & Co (firmy produkującej torebki i akcesoria) przez Coach Inc oraz Carver Korea przez Unilever. Wartość obu tych transakcji to około 2,4 mld dolarów.
W tym roku jedną z najgłośniejszych i najbardziej znaczących transakcji będzie niewątpliwie przejęcie domu mody Versace przez firmę Michael Kors.

Największe wzrosty sięgną ponad 10 proc. rocznie

Badanie przeprowadzone przez firmę Deloitte wśród przedstawicieli funduszy private equity miało na celu poznanie opinii inwestorów na temat możliwości rozwoju rynku mody i dóbr luksusowych w nadchodzących latach. Wśród respondentów panuje przekonanie, że do 2020 r. wskaźnik sprzedaży produktów kluczowych graczy na rynku osobistych dóbr luksusowych zwiększy się do 1,2 jego obecnej wartości (średnio ok. 6 proc. rocznie w latach obrotowych 2016-2020). Natomiast w przypadku przedsiębiorstw z innych segmentów rynku dóbr luksusowych wzrośnie do 1,3 obecnego poziomu (ok. 4 proc.).

Według przewidywań inwestorów w perspektywie kolejnych trzech lat branża mody i dóbr luksusowych będzie nadal rosła o 5-10 proc. rocznie. Ponadto prognozowany jest zdecydowany wzrost w segmencie cyfrowych dóbr luksusowych oraz kosmetyków i perfum (o ponad 10 proc. rocznie). W segmencie odzieży i akcesoriów, hoteli oraz mebli spodziewany jest wzrost od 5 do 10 proc. rocznie. Z kolei sytuacja w segmencie zegarków i biżuterii oraz jachtów powinna pozostać stabilna. Mniej optymistyczne prognozy dotyczą samochodów, prywatnych odrzutowców i selektywnej sprzedaży detalicznej, gdzie stopa wzrostu może być ujemna, a nastawienie inwestorów private equity znacznie się pogarsza.

Internacjonalizacja i cyfryzacja

Autorzy raportu przyjrzeli się strategiom, jakie inwestorzy będą realizować w 2018 roku, aby w dalszym ciągu budować portfel aktywów w branży mody i dóbr luksusowych bądź je wyprzedawać.

Około 35 proc. funduszy rozważa możliwość dezinwestycji, co oznacza niewielki spadek w porównaniu do poprzedniego roku (-2 p.p.). Na decyzje o wyprzedaży aktywów wpływ mają zazwyczaj takie czynniki jak możliwość osiągnięcia wysokiej stopy zwrotu z inwestycji, zakończenie okresu inwestycji, niedopasowanie trendów rynkowych czy obawy związane ze spadkiem mnożników.

W 2017 roku 89 proc. funduszy rozważało możliwość ulokowania kapitału w branży modowej i dóbr luksusowych, a zwiększone zainteresowanie dotyczy przede wszystkim takich segmentów jak odzież i akcesoria (73 proc. respondentów), kosmetyki i perfumy (60 proc.) oraz meble (45 proc.).

Katarzyna Sermanowicz-Giza
Katarzyna Sermanowicz-Giza

– Rozszerzenie działalności zagranicą stanowi obecnie główne strategiczne działanie wykorzystywane przez inwestorów w celu zwiększenia wartości aktywów w branży mody i dóbr luksusowych. Mówi o tym 44 proc. badanych. Niewiele mniej, bo 41 proc. wskazało na poprawę wydajności, a 38 proc. na zmiany w zarządzaniu. Wśród odpowiedzi znalazły się także poszukiwanie nowych kanałów sprzedaży i cyfryzacja – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza. – Prawie dwie trzecie respondentów zainwestuje w przełomowe technologie, aby skorzystać z potencjalnych synergii. To pokazuje jak rewolucja 4.0 wkracza w świat dóbr luksusowych. Stało się to z pewnym opóźnieniem, w porównaniu do innych branż, ale trend ten jest nieodwracalny – dodaje.

Florence, Kolumb, sport i samba

Nie można dać się zwieść wyraźnie niższej od prognoz zmianie zatrudnienia w gospodarce USA. Piątkowe dane z rynku pracy nic nie zmieniają w ocenie perspektyw polityki Fed. Dynamika wynagrodzeń zgodna z prognozami i na pułapie 2,8 proc. r/r. Stop bezrobocia najniżej od prawie pięciu dekad. Potężne rewizje danych za dwa poprzednie miesiące (łącznie o ponad 85 tys.). To wszystko cementuje przekonanie, że słabość jest chwilowa i podyktowana w dużej mierze przez huragan Florence.

Na starcie tygodnia zmienność powinna być ograniczona. Wszak kalendarz makro jest praktycznie pusty, w USA Dzień Kolumba a w Japonii obchodzono Dzień Sportu. Pomimo luzowania polityki przez Ludowy Bank Chin (obniżka stopy rezerw obowiązkowych) nastroje są słabe – po świątecznej przerwie Shanghai Composite zniżkuje 3 proc. Nie sądzę jednak, by w kolejnych godzinach risk off wyraźnie się nasilał.

Wydarzeniem dnia w świecie EM będzie reakcja reala, indeksu BOVESPA (oraz cukru i kawy – surowców mocno zależnych od wyceny BRL) na wynik wyborów prezydenckich w Brazylii. Reprezentujący skrajną prawicę J. Bolsonaro niemal zwyciężył w I turze. Sondaże wskazywały na jego rosnącą przewagę (co dawało powód do silnego odbicia), ale tak wysokie poparcie nie jest zdyskontowane i powinno przedłużać rajd.

W przypadku brazylijskiej gospodarki dynamika PKB na pułapie 1,0 proc. w 2017 i prawdopodobnie 1,5 proc. w 2018 roku po dwóch latach głębokiej recesji to naprawdę mizerny wynik. Dodatkowo, napięcia społeczne i strajki (m.in. w transporcie) nie tylko źle wpływają na koniunkturę, ale też tworzą wąskie gardła i tym samym podbijają ścieżkę inflacji, którą i tak winduje słabość waluty. Real, niezależnie od przyjętej miary, jest w piątce najbardziej niedowartościowanych walut z koszyka emerging markets, a do dolara w tym roku osłabiał się przejściowo nawet 30 proc. Trudno zatem polemizować z tezą, że Brazylia stoi nad krawędzią gospodarczej przepaści, w którą może zostać zepchnięta w przypadku niekorzystnego wyniku wyborów prezydenckich. Bolsonaro jest często określany mianem latynoamerykańskiego Trumpa i choć to bardzo kontrowersyjna postać, to jawi się inwestorom jako mniejsze zło. Zawdzięcza to osobie swojego doradcy ekonomicznego, który przygotował wiarygodne plany niezbędnych reform systemu podatkowego oraz emerytalnego. Problem z prawicowym kandydatem jest jednak taki, że może on przejawiać autorytarne zapędy a rynki w pamięci mają świeży, turecki przykład do czego może to prowadzić. Jego kontrkandydat F.Haddad z Partii Pracujących to zadeklarowany socjalista, przeciwnik prywatyzacji, orędownik zwiększenia wydatków rządowych – takiej kombinacji finanse publiczne Brazylii zapewne by nie wytrzymały.

W całym tygodniu na pierwszym palnie pozostaną perspektywy polityki fiskalnej i monetarnej obok oceny skutków wojen handlowych. Europa bardziej niż na danych skupi się na kwestii włoskiego budżetu i postępach w negocjacjach Brexitu. W USA dane o inflacji PPI i CPI będą prześwietlane pod kątem czy uzasadniają agresywne tempo podwyżek stóp procentowych. Dodatkowo uwagę przykuje bilans handlowy z Chin w obliczu zaostrzonej polityki celnej.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Europejska branża budowlana zmaga się z brakiem pracowników i rosnącymi kosztami

Problemy branży budowlanej można rozwiązać tylko na drodze dialogu pomiędzy stroną publiczną a prywatną – zarówno wykonawców, jak i inwestorów. Należy zdać sobie sprawę z sytuacji, w jakiej obecnie jesteśmy. Chodzi o brak zasobów, kumulację projektów czy inflację kosztów. Jeżeli nie zostaną znalezione rozwiązania legislacyjne odnośnie prawa zamówień publicznych, dobrych praktyk, a także dotyczące już istniejących umów i możliwości ich waloryzacji cen – dojdzie do sytuacji, z którą mieliśmy już kiedyś do czynienia.

– Będzie dochodziło do bankructw, braku płynności i porzucania nieukończonych inwestycji. Potrzebne jest zrozumienie obu stron i świadomość, że realizacja kontraktów oraz doprowadzanie inwestycji do końca to wspólny interes – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Trojanowski, wiceprezydent Pracodawców RP, członek zarządu Strabag – Branża jest gotowa do rozmów – dotychczas przedstawiała różne propozycje. Działania wymagają większego skoordynowania i skonkretyzowania w zakresie rozwiązań dotyczących klauzul waloryzacyjnych oraz umów zawieranych w przyszłości. Sektor apeluje do inwestorów o otwartość i zrozumienie sytuacji. Obecnie problem podaży pracowników, koniunktury gospodarczej, inflacji i wzrostu kosztów produkcji dotyka przedsiębiorców w całej Europie. Należy się z nimi zmierzyć. Już w tej chwili widać, że brakuje zasobów na realizacje wszystkich projektów w ramach oczekiwań społecznych. Konieczne jest zrewidowanie projektów oraz planów inwestycyjnych z uwzględnieniem ich realizacji w określonych ramach czasowych i zaktualizowanych budżetach – wskazał Trojanowski.

Robotyzacja i sztuczna inteligencja wkraczają do branży zakupowej. Wymusi to na pracownikach zdobycie nowych kompetencji

Robotyzacja i sztuczna inteligencja wkraczają do branży zakupowej. Wymusi to na pracownikach zdobycie nowych kompetencji 1

Coraz większą rolę w zakupach odgrywają robotyzacja i sztuczna inteligencja, które pozwalają szybciej i łatwiej składać zamówienia, przetwarzać faktury czy rozliczać się z dostawcami. Technologie umożliwiają też lepsze zarządzanie czasem pracowników, którzy nie muszą się zajmować manualną pracą związaną z przetwarzaniem zamówień czy obsługą faktur, a mogą się skupić na strategicznych zadaniach. Wykorzystanie technologii wymaga jednak od pracowników całkiem nowych kompetencji.

– Transformacja cyfrowa oznacza, że część z nas musi spakować swoją teczkę i wrócić do szkoły. Przeprowadziliśmy analizę, z której wynika, że 2–3 proc. tego, co dziś robimy, da się już w tej chwili zautomatyzować dzięki Robotic Process Automation. Kolejne 5–10 proc. wymaga modyfikacji aktualnych procesów. W sposób nieunikniony nasza praca będzie zmierzać w kierunku zdiagnozowania problemu, rozwiązania go i wdrożenia zmian przy wykorzystaniu fizycznej robotyki, robotyki procesów lub przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji – mówi Mariusz Gerałtowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki i Zakupów.

Robotic Process Automation  (RPA) opiera się na wykorzystaniu software’owych robotów, algorytmów, sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego. To coś więcej niż tylko automatyzacja procesów biznesowych (BPA, Business Process Automation). Tam, gdzie BPA ma za zadanie zautomatyzować procesy, by działały wspólnie z ludźmi, RPA próbuje zastąpić ludzi w procesach i powielić ludzkie zachowania za pomocą technologii. Według Gartnera do 2020 r. rynek RPA przekroczy wartość 1 mld dol., a odsetek firm wykorzystujących tę technologię wzrośnie do 40 proc. Do końca tej dekady Robotic Process Automation może zmniejszyć zapotrzebowanie na ludzką pracę w centrach usługowych aż o 65 proc. Zwłaszcza że – jak szacuje McKinsey & Company – zwrot z inwestycji w RPA waha się od 30 do nawet 200 proc. w pierwszym roku (głównie w oszczędnościach pracowniczych).

– Dla działów zakupów największe znaczenia ma robotyzacja procesów wspierana przez sztuczną inteligencję. Skalowalność rozwiązań z obszaru Robotic Process Automation (całkowita automatyzacja procesów przy wykorzystaniu software’owych robotów – przyp. red.) wspierana przez sztuczną inteligencję jest bardzo duża. Jeżeli takie systemy osiągną pewną zdolność do rozwiązywania problemów, to skalowanie tych rozwiązań będzie bardzo łatwe i zmieni naszą codzienną pracę – mówi Mariusz Gerałtowski.

Według IDC odsetek danych generowanych maszynowo wzrośnie z 11 proc. w 2005 roku do 42 proc. w 2020. Jak wynika z ubiegłorocznego badania brytyjskiej firmy konsultingowej Hackett Group – 84 proc. przedstawicieli organizacji zakupowych wierzy, że w najbliższych latach szeroko rozumiana cyfryzacja gruntownie zmieni procesy zakupowe. Natomiast 2/3 dyrektorów działów zakupów ocenia, że automatyzacja i big data będą mieć największy wpływ na branżę zakupową w nadchodzących latach.

– W przedsiębiorstwach wdrażanych jest aktualnie wiele nowych narzędzi, które powodują automatyzację pracy. W zakupach także pojawiają się rozwiązania, które pozwalają nam szybciej i łatwiej składać zamówienia, rozliczać dostawy i faktury. Celem jest ograniczenie ludzkiej pracy, która jest powtarzalna, monotonna i którą można łatwo zautomatyzować – dodaje Mateusz Borowiecki, prezes zarządu OptiBuy.

Wykorzystanie nowych technologii w obszarze zakupów pozwala zoptymalizować koszty, zminimalizować ryzyko współpracy z dostawcami i lepiej zarządzać czasem pracowników. Nie muszą się oni zajmować manualną pracą związaną z przetwarzaniem zamówień, obsługą faktur czy opisywaniem dokumentów – które nie wnoszą żadnej wartości dodanej – i mogą się skupić na zadaniach strategicznych, związanych z zarządzaniem kosztami czy bazą dostawców. To istotne o tyle, że firmom trudno jest pozyskiwać dobrych ekspertów zakupowych, zwłaszcza w obecnej sytuacji na rynku pracy.

Z drugiej strony automatyzacja i wykorzystanie technologii będą wymagać od pracowników działów zakupów całkiem nowych kompetencji.

– Od ludzi, którzy wchodzą dziś na rynek pracy, wymagane są nowe kompetencje, oni będą musieli się nauczyć tych nowych umiejętności. Młodzi na tym rynku nie mają łatwo, studia w niewystarczającym stopniu przygotowują ich do dzisiejszych wyzwań. Nasza praca będzie ciekawsza, jednak oznacza to również, że zmieniają się wymagania w stosunku do nas i będziemy musieli się nieustannie uczyć. Dla niektórych będzie to szansa, dla innych zagrożenie – mówi Mariusz Gerałtowski, Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki i Zakupów.

Aktualnie pożądane kompetencje, to umiejętności analityczne, zdolność do przeanalizowania dużej ilości danych dotyczących przedsiębiorstwa oraz umiejętności komunikacyjne, które pozwalają pracować grupowo, określić, jakie potrzeby ma firma czy zaplanować strategię negocjacji z dostawcą.

– Dotychczas pracownicy, którzy zajmowali się na przykład negocjacjami kontraktów z dostawcami, pracowali bardzo samodzielnie, analizowali rynek dostawców, na koniec negocjowali umowy. Aktualnie narzędzia IT pozwalają nam pracować grupowo. Rzadko kiedy jedna osoba jest w stanie wynegocjować dobry kontrakt, a nowe narzędzia pozwalają współpracować z kolegami z innych działów, czasami z innych krajów, po to, aby zaplanować dobrą strategię współpracy z dostawcą – mówi Mateusz Borowiecki.

Jak podkreśla, zakupy to obszar, który może się stać dla firmy źródłem przewagi konkurencyjnej. Usprawnienie procesów zakupowych może przynieść firmie oszczędności sięgające nawet 10–15 proc. kosztów.

– Firmy interesuje przede wszystkim optymalizacja kosztów. Narzędzia zakupowe służą do tego, aby kupować taniej, efektywniej i ograniczać ryzyko działalności. Według badań około 70 proc. firm stosuje jakieś narzędzia do analizy wydatków, ale jedynie 14 proc. ma te narzędzia rozwinięte na wysokim poziomie. To oznacza, że 3/4 firm mniej więcej wie, na co wydaje pieniądze. Gdybyśmy jednak zapytali, w jakim obszarze mogą zoptymalizować swoje koszty, to niewiele przedsiębiorstw ma narzędzia, które pomagają odpowiedzieć na to pytanie – mówi Mateusz Borowiecki, Prezes Zarządu OptiBuy.

Rosnące znaczenie działów zakupów w firmach, wpływ nowych technologii i zmiana roli pracownika w tej branży będą jednym z tematów październikowej konferencji PROCON/POLZAK 2018 (22–23.10, Warszawa) – największej konferencji dla branży zakupowej w Polsce, która co roku przyciąga kilkuset przedstawicieli działów zakupów i ekspertów.

Klęska urodzaju szkodzi sadownikom. Rząd skupi z rynku pół miliona ton jabłek

Klęska urodzaju szkodzi sadownikom. Rząd skupi z rynku pół miliona ton jabłek 2

Rozpoczyna się skup jabłek w ramach pomocy sadownikom. Poprzez firmy współpracujące rząd zamierza zakupić pół miliona ton tych owoców po cenie prawie dwukrotnie wyższej niż oferowana przez zakłady przetwórcze. Tegoroczne rekordowo duże zbiory jabłek, które mają sięgnąć 4,5 mln ton, paradoksalnie są problemem dla sadowników, ponieważ przekładają się na niskie ceny skupu. Te nie rekompensują kosztów produkcji i zbioru owoców. 

Jabłek jest w tym roku bardzo dużo, szczególnie tych niedeserowych, które nie nadają się do sprzedaży bezpośrednio konsumentom. Niestety, zaniechanie niektórych technologii w rolnictwie sprawiło, że tych jabłek przemysłowych jest wyjątkowo dużo. Szacuje się, że nadwyżka wynosi około pół miliona ton. Aby pomóc sadownikom w tej trudnej sytuacji, podjęliśmy decyzję, że we współpracy z kilkoma polskimi firmami skupimy z rynku te 500 tys. ton jabłek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Według prognoz GUS pomimo tegorocznej suszy zbiory jabłek osiągną w tym roku rekordowy poziom 4,4 mln ton, czyli o 65 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Niektóre prognozy wskazują na to, że zbiory mogą być jeszcze lepsze i sięgnąć nawet 5 mln ton. Urodzaj owoców przekłada się jednak na niskie ceny skupu, szczególnie jeśli chodzi o stawki płacone przez zakłady przetwórcze. Nie rekompensują one sadownikom kosztów produkcji i zbiorów.

Rolnicy są uzależnieni od skupujących, którzy wykorzystują dominującą pozycję i narzucają skandaliczne ceny, oderwane absolutnie od jakichkolwiek realiów rynkowych. To są ceny na poziomie 11–12 gr za kilogram, ponoć z tendencją malejącą – mówi Jan Krzysztof Ardanowski.

Rząd – poprzez spółkę „Eskimos” i firmy współpracujące – zamierza wykupić z rynku pół miliona ton owoców po cenie dwukrotnie wyższej. Skup będzie prowadzony w kilku lokalizacjach w Polsce, a pieniądze na ten cel – zgodnie z informacją resortu rolnictwa – zostały już zabezpieczone.

– Cena płacona przez firmy współpracujące z rządem będzie wynosić 25 gr za kilogram jabłek przemysłowych. Owoce zostaną przerobione głównie na koncentrat jabłkowy, przeznaczony na eksport – zapowiada minister rolnictwa.

Także ceny jabłek deserowych są obecnie najniższe od 2003 roku. Według IERiGŻ-PIB we wrześniu br. osiągnęły średni poziom 0,81 zł za kilogram. To o 56 proc. mniej niż w ubiegłym. W niektórych punktach skupu są nawet dwukrotnie niższe. Według szacunków analityków Banku BGŻ BNP Paribas Polacy skonsumują w tym sezonie około 600 tys. ton świeżych jabłek, co oznacza, że krajowa produkcja znacznie przewyższa popyt.

Polscy sadownicy nadal borykają się także z konsekwencjami rosyjskiego embarga. Przed jego wprowadzeniem w 2014 roku Rosja była głównym odbiorcą polskich owoców. Tamtejszy rynek odpowiadał za około 55 proc. całego eksportu jabłek z Polski i odbierał nieco jedną piątą krajowej produkcji. W 2013 roku do Rosji wyeksportowano ponad 677 tys. ton polskich jabłek. Obecnie najwięcej ich trafia na Białoruś, Ukrainę i do Kazachstanu, dużym odbiorcą są też Niemcy.

Polska jest drugim największym w Europie (po Włoszech) i czwartym na świecie producentem jabłek. Statystyczny Polak zjada około 12 kg świeżych jabłek rocznie. W ubiegłym roku z Polski wyeksportowanych zostało ponad 983 tys. ton owoców (z czego blisko połowa na Białoruś), a wartość eksportu sięgnęła 322 mln euro.

Medycyna coraz bliżej szerszego wykorzystania komórek macierzystych z krwi pępowinowej. Mogą ratować życie nie tylko chorych na nowotwory, lecz także na cukrzycę czy porażenie mózgowe

Medycyna coraz bliżej szerszego wykorzystania komórek macierzystych z krwi pępowinowej. Mogą ratować życie nie tylko chorych na nowotwory, lecz także na cukrzycę czy porażenie mózgowe 3

Komórki macierzyste z krwi pępowinowej ratują życie nie tylko chorych na nowotwory hematologiczne. Coraz częściej wykorzystywane są również w kardiologii oraz neurologii. Obiecujące wyniki dają badania nad zastosowaniem komórek macierzystych w leczeniu mózgowego porażenia dziecięcego, autyzmu, a także cukrzycy czy zawału mięśnia sercowego. Komórki z krwi pępowinowej odznaczają się dziesięciokrotnie większą siłą regeneracji niż komórki ze szpiku kostnego, znacznie zmniejszają też ryzyko odrzucenia przeszczepu.

Komórki macierzyste to pierwotne i niewyspecjalizowane jeszcze komórki charakteryzujące się wysoką zdolnością do samoodnawiania i różnicowania. W medycynie pozyskiwane ze szpiku kostnego komórki macierzyste wykorzystywane są już od lat 60. XX wieku w leczeniu schorzeń układu krwiotwórczego, w tym nowotworów, czasem także niektórych chorób metabolicznych. Wykonywane są zarówno przeszczepienia  allogeniczne, gdy dawca komórek jest inny niż biorca, oraz autologiczne, w których pacjentowi wszczepia się komórki pobrane z jego własnego organizmu. Coraz częściej komórki macierzyste są jednak wykorzystywane także przez inne dziedziny medycyny m.in. kardiologię, neurologię i gastrologię. Stało się to możliwe dzięki odkryciu możliwości, jakie daje krew pępowinowa.

– 30 lat temu prof. Gluckman wykonała pierwsze przeszczepienie w schorzeniu hematologicznym, w anemii Fanconiego u dziecka, za pomocą przeszczepienia komórek z krwi pępowinowej i udowodniła, że w ten sposób można odbudować układ hematologiczny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Mariusz Ratajczak, kierownik Zakładu Medycyny Regeneracyjnej WUM.

Zabieg ten został przeprowadzony w 1988 roku w paryskiej Klinice św. Antoniego przez prof. Eliane Gluckman. Pacjentem był amerykański chłopiec, któremu lekarze przeszczepili krew pępowinową niedawno narodzonej siostry. Wobec braku komplikacji po trzech tygodniach został wypisany ze szpitala i wrócił do USA. Dziś ma 35 lat i cieszy się doskonałym zdrowiem. W momencie wykonywania pierwszego przeszczepienia istniało jeszcze wiele niewiadomych, lekarze nie byli m.in. pewni, czy możliwa jest transplantacja komórek również w przypadku braku pełnej zgodności tkankowej pomiędzy dawcą a biorcą. Pionierski zabieg stał się jednak przełomem i zapoczątkował standardowe przeszczepianie krwi pępowinowej oraz tworzenie banków komórek macierzystych.

– Założyliśmy szereg banków takiej krwi i przeprowadziliśmy ponad 50 tys. przeszczepów zgromadzonej w bankach krwi od niespokrewnionych dawców. Na całym świecie mamy ponad 800 tys. jednostek, które można wykorzystać przy tego rodzaju procedurach. To ogromne osiągnięcie! – mówi prof. Eliane Gluckman.

– Bankowanie krwi pępowinowej daje możliwość zabezpieczenia komórek macierzystych na przyszłość. Coraz więcej kobiet myśli o tym, by zadbać w ten sposób o zdrowie swoich bliskich. Zabezpieczając materiał podczas porodu, możemy wykorzystać go nie tylko do leczenia dziecka od którego go pobrano, lecz także jego rodziny. – dodaje lek. med. Tomasz Baran, członek zarządu, Polski Bank Komórek Macierzystych.

Na przestrzeni minionych 30 lat transplantacja krwi pępowinowej stała się alternatywą dla przeszczepów szpiku, zawiera ona bowiem takie same komórki macierzyste. Krew pępowinowa wykorzystywana jest w terapii chorób hematoonkologicznych, a więc białaczek, chłoniaków i niedokrwistości, a także schorzeń układu krwiotwórczego. Od kilkunastu lat trwają ponadto badania nad wykorzystywaniem komórek macierzystych z krwi pępowinowej w medycynie regeneracyjnej, np. w leczeniu zawału mięśnia sercowego, w celu odbudowania uszkodzonego mięśnia schorzeń neurologicznych,oraz schorzeń przewodu pokarmowego.

– To, co jest efektem badań z ostatnich lat, to są doniesienia na temat roli i mechanizmów działania komórek macierzystych z krwi pępowinowej właśnie w mózgowym porażeniu dziecięcym, które jest całkowicie inną chorobą niż te choroby hematoonkologiczne, a jednak okazuje się, że podanie własnej krwi pępowinowej może takim dzieciom pomóc – mówi Tomasz Baran.

– Komórki te działają jako swego rodzaju leki, wydzielając pewne czynniki, wydzielając egzosomy, mikrofragmenty błonowe, które działają pozytywnie na poprawienie ukrwienia uszkodzonych tkanek i proliferację komórek, które przeżyły w uszkodzonych narządach, natomiast celem nadrzędnym jest identyfikowanie takiej komórki macierzystej, która będzie w stanie odbudować miąższ uszkodzonego narządu – dodaje prof. Mariusz Ratajczak.

Obiecujące wyniki dają również prace nad wykorzystaniem komórek macierzystych z krwi pępowinowej w immunologii, przede wszystkim w leczeniu chorób autoimmunologicznych takich jak cukrzyca. Zdaniem prof. Eliane Gluckman komórki z krwi pępowinowej mogą znaleźć zastosowanie także w terapiach schorzeń zwyrodnieniowych, np. powstałych w skutek udaru mózgu lub uszkodzeń tkanki chrzęstnej, oraz wielu innych chorób dzisiaj uznawanych za nieuleczalne.

– Kolejną ekscytującą kwestią jest możliwość zastosowania ich w terapiach genetycznych, np. przy zaburzeniach poziomu hemoglobiny. Mamy dowody potwierdzające skuteczność tego rodzaju metod w odbudowie i niwelowaniu wad genetycznych. Przyszłość wygląda zatem bardzo obiecująco – mówi prof. Eliane Gluckman.

Większość biurowców w Polsce ma już „zielony” certyfikat. Pracownicy coraz częściej zwracają uwagę na ekologiczne warunki pracy

Większość biurowców w Polsce ma już „zielony” certyfikat. Pracownicy coraz częściej zwracają uwagę na ekologiczne warunki pracy 4

Zrównoważone budownictwo zakłada wznoszenie budynków z poszanowaniem środowiska naturalnego, wyposażonych w systemy oszczędności energii, ciepła i wody, przyjazne dla użytkowników. Na rynku biurowym praktycznie nie powstają już budynki bez certyfikacji. 62 proc. z 10 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej już taki certyfikat posiada – podkreślają przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego. To coraz mocniejszy atut dla pracodawców – pracownicy bowiem biorą coraz częściej pod uwagę dbałość o komfort pracy i zdrowie.

Na koniec zeszłego roku w Polsce było 10 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 62 proc. jest certyfikowana. W branży biurowej certyfikacja, czyli zrównoważone budownictwo, jest już standardem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Alicja Kuczera z Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego. – W tej chwili każdy inwestor, decydując się na budowę nowego biurowca wie, że musi on być certyfikowany, bo w innym wypadku nie zostanie wynajęty. Teraz bardzo ważne jest, żeby pozostałe branże również dostrzegły potrzebę budowania w sposób zrównoważony.

W Polsce jest ponad 550 certyfikowanych obiektów biurowych, z czego 49 proc. w Warszawie. Pozostała część rozrzucona jest po różnych miastach Polski. Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego przeprowadziło badanie pracowników budynków biurowych, żeby sprawdzić, w jakich warunkach pracują i jakie cechy miejsca pracy cenią. Okazało się, że 92 proc. odpowiedzi uzyskanych z gmachów powstałych w ciągu ostatniej dekady (w 2007 roku i później) pochodziło z budynków certyfikowanych. W przypadku starszych biurowców było to tylko 20 proc.

– Zrównoważony budynek dba o wiele różnych obszarów, począwszy od efektywności energetycznej poprzez efektywne wykorzystanie wody, minimalizację i segregację odpadów oraz maksymalizację ponownego użycia – wylicza Alicja Kuczera. – To wysoka jakość środowiska wewnętrznego, która wpływa na to, jak ludzie czują się w tych budynkach, to dbanie o zachowywanie zielonego krajobraz. To także dostępność tego budynku, zarówno pod kątem transportu publicznego, jak i dostępność samego budynku dla ludzi.

Okazało się, że 60 proc. ankietowanych pracowników jest zadowolonych z warunków pracy, a 30 proc. ma do nich neutralny stosunek. Najbardziej niezadowolone były osoby pracujące w open space’ach bez przegród – aż co piąta ma do niego negatywny stosunek. Natomiast wśród pracowników mających do dyspozycji pomieszczenie tylko dla siebie zadowolenie sięgnęło 85 proc., a neutralne nastawienie – 12 proc. Osoby współdzielące pokój z kilkorgiem kolegów lub pracujące w open space’ach podzielonych na mniejsze obszary miały podobny stosunek do swojego miejsca pracy z lekkim wskazaniem na tę drugą opcję.

– Dla ludzi ważnych jest osiem obszarów, począwszy od jakości powietrza w danym budynku, poprzez komfort termiczny związany z wentylacją, ogrzewaniem, klimatyzacją, po dostęp do światła, natury, zarówno wewnątrz budynku, jak i na zewnątrz – informuje Alicja Kuczera. – W badaniu okazało się, że ponad połowie polskich pracowników brakuje zieleni, kwiatów, które kiedyś królowały w biurach. Szalenie ważna jest akustyka. Hałas, głównie generowany przez człowieka, jest największym problemem dzisiejszych biur. Dodatkowo to również lokalizacja budynku, dostęp do transportu publicznego, do udogodnień, co zaczyna być coraz bardziej doceniane przez wszystkich. Wszystkich interesuje też wygląd samego biura, estetyka.

Ostatnim z tych elementów jest active design, czyli taki układ pomieszczeń i wyposażenia biura, żeby pracownik miał w ciągu dnia jak najwięcej ruchu. Można to osiągnąć np. poprzez umieszczenie drukarki czy skanera w osobnym pomieszczeniu czy koszy na śmieci tylko w kuchni (z opcją segregacji odpadów), a nie przy każdym biurku. Także na etapie projektowania budynków architekci coraz częściej konstruują klatki schodowe tak, żeby użytkownicy korzystali z nich zamiast z wind. Poza oczywistą korzyścią z ruchu uzyskuje się w ten sposób oszczędność energii.

Polski pracownik, szukając pracy kilkanaście lat temu, nie zwracał uwagi na to, jak wygląda jego otoczenie. Był szczęśliwy, jeżeli miał biurko i komputer. Dziś zaczyna to być coraz ważniejsze i jest to bardzo pozytywne zjawisko, ponieważ wymusza to na całej branży szukanie nowych rozwiązań, które sprzyjają zdrowiu, lepszemu samopoczuciu w budynkach, a w efekcie bardziej wydajnej pracy – tłumaczy Alicja Kuczera. – Zaprojektowanie biura w sposób zrównoważony sprawia, że wchodzimy i wiemy, że to jest to, nie wiemy dlaczego i też nie musimy tego wiedzieć, bo nie jesteśmy projektantami, ale czujemy się w tym biurze dobrze. Widzimy różne przestrzenie do pracy, czy to wspólnej, czy to pracy w skupieniu, pokoje relaksu. Z pewnością zaczyna to mieć coraz ważniejszy wpływ na decyzję o podjęciu pracy.

Rośnie globalne zapotrzebowanie na żywność. Przyszłością ogrody w miastach czy alternatywne źródła białka

Rośnie globalne zapotrzebowanie na żywność. Przyszłością ogrody w miastach czy alternatywne źródła białka 5

Do 2050 roku rolnictwo będzie musiało zaspokoić potrzeby żywieniowe 9,7 mld osób. To wyzwanie, szczególnie że obecnie ok. 30 proc. gruntów rolnych jest zdewastowanych, a rolnictwo zużywa 70 proc. światowych zasobów wody, które dramatycznie się kurczą. Problem stanowi też jakość – antybiotyki, pestycydy czy wysoko przetworzona żywność – oraz system dystrybucji, bo każdego roku marnuje się ok. 1,3 mld ton jedzenia. Przyszłość to trendy takie jak zero waste, nutrigenomika, alternatywne źródła białka czy miejskie ogrody, które pozwolą odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie bez niszczenia środowiska naturalnego.

– Na każdym z etapów począwszy od produkcji, przetwarzania jedzenia czy transportu i dystrybucji cały system związany z jedzeniem w przyszłości będzie musiał się zmienić – podkreśla w rozmowie z agencji Newseria Biznes Aleksandra Trapp, ekspert infuture hatalska foresight institute.

Jak wynika z raportu „The Future of Food”, opracowanego przez infuture institute we współpracy z Tesco, do 2050 roku rolnictwo będzie już musiało zaspokoić potrzeby żywieniowe 9,7 mld osób, a do 2100 roku – aż 11,2 mld. Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa w połowie tego stulecia rolnictwo musi wyprodukować o 50 proc. więcej żywności, pasz i biopaliw niż w 2012 roku.

Tymczasem kluczowe zasoby naturalne nie tylko są ograniczone, lecz także stopniowo się wyczerpują. Według FAO już w tej chwili ok. 30 proc. gruntów rolnych jest zdewastowanych, a pozostałe są wykorzystane ponad poziom ich naturalnego odtworzenia. Rolnictwo zużywa też 70 proc. światowych zasobów wody słodkiej (na gospodarstwa domowe przypada raptem 10 proc., pozostałe 20 proc. zużywa przemysł). Do wyprodukowania zaledwie jednego hamburgera trzeba zużyć aż 200 litrów wody (i 1,09 MW energii). W perspektywie nadchodzących 50 lat braki wody mogą stanowić najpoważniejszy czynnik ograniczający produkcję żywności – podkreślają autorzy raportu.

Wyzwaniem dla światowego rolnictwa jest wyżywienie rosnącej liczby ludności, nie niszcząc przy tym jeszcze bardziej środowiska naturalnego. Problem stanowi też jego jakość i system dystrybucji. Mimo że światowe rolnictwo już dzisiaj mogłoby zaspokoić potrzeby żywieniowe całej populacji – około 800 mln osób na świecie pozostaje niedożywionych, a według danych ONZ każdego roku marnuje się ok. 1,3 mld ton żywności.

Większość badanych przez nas osób wskazuje, że przyszłość jedzenia jest roślinna, że będziemy bazować w dużej mierze na roślinach, które będą dostarczały nam wielu składników odżywczych. Pojawiały się również wskazania, że w przyszłości będziemy szli w kierunku zamiennika białka, jakim są owady. Co prawda Polacy może wciąż nie są gotowi na owady w wersji nieprzetworzonej – bardziej na przykład w postaci mączki – ale jest to też jedna z opcji, która być może pozwoli nam w przyszłości zaspokoić zapotrzebowanie na białko – mówi Aleksandra Trapp.

Według ekspertów, w przyszłości pokarmy określane mianem superfoods, pokarmy roślinne i alternatywne źródła białka (np. owady) mogą stanowić odpowiedź na zbyt duże ilości spożywanego mięsa. Trendem, który będzie przybierać na popularności, stanie się także nutrigenomika (jedzenie jako lekarstwo) – jako odpowiedź na choroby cywilizacyjne czy starzenie się społeczeństwa.

W raporcie zaproponowaliśmy różne scenariusze, które pokazują, w jakim kierunku mogą pójść zmiany. Jeden z nich zakłada, że możemy własne jedzenie hodować w miastach. Takie inicjatywy pojawiają się już m.in. w Gdańsku, Warszawie czy Toruniu. Już dzisiaj widzimy, że miasta stają się tzw. jadalne. Zamiast jarzębiny zaczynamy hodować śliwy czy jabłonie, pojawiają się ogrody miejskie, w których możemy sami hodować jedzenie – mówi Aleksandra Trapp.

Jednocześnie ekspertka infuture institute podkreśla, że zmian wymaga również podejście samych konsumentów, którzy z jednej strony zaczynają dostrzegać wady sztucznie hodowane, wysokoprzetworzonej żywności, a z drugiej wciąż przykładają zbyt małą wagę do spożywanego jedzenia.

– Z jednej strony żyjemy w kulturze jedzeniowej, foodie culture. Poświęcamy bardzo dużo czasu jedzeniu, oglądamy programy kulinarne, uwielbiamy blogerów kulinarnych, kupujemy książki kulinarne, oglądamy jedzenie na Facebooku i Instagramie. Z drugiej strony jemy szybko, często nie zwracamy uwagi na to, jakie składniki wybieramy, jemy gdzieś w przelocie. Niewiele osób je śniadania czy obiady w domu. Chcielibyśmy jeść dobrze i zdrowo, ale wciąż średnio nam to wychodzi. Jednak zmiany nadchodzą – z optymizmem zauważamy, że ludzie coraz więcej uwagi zwracają na to co jedzą, jak jedzą i skąd pochodzą składniki, które wybierają – mówi Aleksandra Trapp.

92 proc. mieszkańców Ziemi oddycha zanieczyszczonym powietrzem. W walce ze smogiem pomagają mobilne, inteligentne czujniki włączone do internetu rzeczy

92 proc. mieszkańców Ziemi oddycha zanieczyszczonym powietrzem. W walce ze smogiem pomagają mobilne, inteligentne czujniki włączone do internetu rzeczy 6

Większość ludności na Ziemi oddycha zanieczyszczonym powietrzem, a z każdym rokiem rośnie liczba alergików, astmatyków oraz osób cierpiących na inne choroby układu oddechowego. Coraz popularniejsze są mobilne urządzenia do monitorowania jakości powietrza, które pozwalają wychwycić nawet najmniejsze szkodliwe cząsteczki. Podłączenie ich do wielkiej siatki internetu rzeczy, pozwoli monitorować stan powietrza we wszystkich zakątkach Polski i świata. W walkę smogiem coraz chętniej włączają się także władze i duże firmy technologiczne.

– Jakość naszego powietrza pogarsza się z dnia na dzień, zwłaszcza w wielkich miastach. Według informacji opublikowanych przez Światową Organizację Zdrowia 9 na 10 osób w tej chwili oddycha zanieczyszczonym powietrzem. Szczególnie istotne jest podnoszenie świadomości nt. problemu zanieczyszczonego powietrza oraz monitorowanie sytuacji na zanieczyszczanych obszarach, aby ustalić źródło zanieczyszczeń, a następnie opracować  metody zwalczania zanieczyszczenia – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Vera Kozyr, prezes Atmotube .

Smog to w Polsce problem bardzo powszechny. Aż 36 z 50 miast Unii Europejskich o największym poziomie zanieczyszczenia leży w naszym kraju. Problem ten coraz częściej podnoszony jest zarówno przez władze, jak i lokalne firmy. Z początkiem września ruszył rządowy program „Czyste Powietrze”, który ma zmniejszyć emisję pyłów do atmosfery. W jego ramach właściciele jednorodzinnych budynków mieszkalnych  będą mogli ubiegać się o dopłaty do modernizacji węzłów cieplnych, kotłów paliwowych czy systemów ogrzewania elektrycznego. Projekt ma także zachęcić do inwestowania w nowoczesne systemy

Główny Inspektorat Ochrony Środowiska w ramach programu Państwowego Monitoringu Środowiska stworzył aplikację Jakość powietrza w Polsce, która w czasie rzeczywistym pobiera informacje o zanieczyszczeniu z najbliższej stacji pomiarowej. Oprogramowanie dostępne jest na urządzenia z Androidem oraz iOS-em i monitoruje stężenie dwutlenku siarki, dwutlenku azotu, tlenku węgla, benzenu, ozonu oraz pyłów PM2,5 i PM10. Aplikacja wysyła także powiadomienia o możliwości przekroczenia norm stężenia toksycznych substancji w najbliższym otoczeniu.

Na rynku pojawia się coraz więcej mobilnych urządzeń do mierzenia jakości powietrza, które dzięki połączeniu z internetem, tworzą gęstą siatkę pokrywającą coraz większe obszary Polski i Europy.

– Atmotube to przenośny, osobisty monitor jakości powietrza, który monitoruje również pogodę. Wykrywa zanieczyszczenia w czasie rzeczywistym i przesyła odczyty do aplikacji na smartfonie. Wykrywa obecność szkodliwych gazów i lotnych związków organicznych takich jak formaldehyd, benzen czy toluen, a także zanieczyszczenia pochodzące z chemicznych środków czystości używanych w domach, meblach i materiałach budowlanych – tłumaczy Vera Kozyr.

Monitor Atmotube to niewielka, kilkucentymetrowa tuba komunikująca się z urządzeniami mobilnymi za pośrednictwem modułu Bluetooth. Sprzęt monitoruje stężenie dwutlenku węgla, lotnych związków organicznych, temperaturę oraz wilgotność powietrza. Model Pro potrafi także wykryć obecność cząstek stałych, pyłów czy zanieczyszczeń pochodzących z dymu lub pożarów lasów.

Nie trzeba jednak inwestować w osobiste czujniki zanieczyszczenia, aby na bieżąco monitorować jakość powietrza w naszym otoczeniu. W sklepach z aplikacjami mobilnymi dostępnych jest wiele programów, które za darmo udostępniają informacje o bieżącym zanieczyszczeniu powietrza.

– Świadomość poziomu zanieczyszczenia powietrza jest bardzo ważna, zwłaszcza dla mieszkańców wielkich miast. Nasze dane pochodzą w całości od naszych użytkowników, którzy je zbierają, a my umieszczamy je na mapie świata. Osoby, które nie mają Atmotube, mogą pobrać naszą aplikację i korzystać z mapy zanieczyszczeń, żeby unikać zanieczyszczonych obszarów, co jest szczególnie ważne dla astmatyków lub alergików – przekonuje prezes ATMOTube.

W walkę ze smogiem włączyła się także firma ubezpieczeniowa Aviva, która zainstalowała 300 czujników jakości powietrza w na północy i w centralnej części Polski. Powołała także do życia kampanię edukacyjną „Wiem, czym oddycham”, która ma uświadomić Polaków, jakie zagrożenia wiążą się z rosnącym poziomem zanieczyszczenia powietrza.

Google z kolei zawiązało współpracę z kalifornijską firmą Aclima, dzięki której powstanie sieć czujników zanieczyszczenia powietrza funkcjonujących w ramach internetu rzeczy. Takie rozwiązanie ma ułatwić harmonijny rozrost aglomeracji, a w efekcie doprowadzić do stworzenia zdrowszych miast. Władze Hamburga natomiast chcą wykorzystać internet rzeczy, aby zredukować zarówno zanieczyszczenia powietrza, jak i hałas pochodzący z przystani. Planuje się, aby statki cumujące w porcie wyłączały silniki na czas przeładunku i pobierały prąd bezpośrednio z miejskiej sieci energetycznej.

Również w szkockim mieście Glasgow dostrzega się potencjał internetu rzeczy w walce ze smogiem. Miasto uruchomiło pilotażowy program „Sensing the City”, który ma usprawnić proces monitorowania zanieczyszczenia powietrza. Władze Glasgow planują uzupełnić statyczne stacje pogodowe siecią tanich czujników mobilnych. Oba systemy będą funkcjonować równolegle. Stacje monitorowania dostarczą precyzyjne dane dotyczące zanieczyszczenia, zaś te mobilne pozwolą monitorować zmiany w jakości powietrza na znacznie szerszym obszarze

– Obecnie dysponujemy licznymi narzędziami, które umożliwiają nam mierzenie skali zanieczyszczeń oraz skuteczności działań podejmowanych w celu ograniczenia poziomu zanieczyszczenia powietrza. Możemy więc ograniczać efekty zanieczyszczeń, których źródłem w wielkich miastach są np. lotniska lub ruch uliczny. Prowadzone są nieustanne prace nad urządzeniami, które badają skuteczność naszych działań w zakresie zwalczania zanieczyszczenia powietrza – podsumowuje Vera Kozyr.

Globalny rynek systemów kontroli zanieczyszczenia według analityków z Research and Markets do 2025 roku osiągnie wartość 98 mld dol., rozwijając się w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5 proc.

Budowany jest największy teleskop na świecie. Z Ziemi zajrzy jeszcze dalej w głąb kosmosu niż słynny teleskop Hubble’a

Budowany jest największy teleskop na świecie. Z Ziemi zajrzy jeszcze dalej w głąb kosmosu niż słynny teleskop Hubble’a 7

Teleskopy orbitalne Hubble’a oraz Keplera wkrótce zakończą swoje misje. Ich miejsce mają zająć gigantyczne teleskopy budowane na powierzchni Ziemi. Europejskie Obserwatorium Południowe pracuje nad stworzeniem największego teleskopu na świecie, który pozwoli spenetrować najdalsze zakątki kosmosu. Ma on zastąpić przestarzałe teleskopy orbitalne, które wkrótce zakończą swoją misję. Ekstremalnie Wielki Teleskop ma posłużyć do badania starych gwiazd oraz odnajdywania planet, na których panują warunki sprzyjające do istnienia życia opartego na węglu.

– Współcześnie korzystamy z teleskopów które są na orbicie. One dają nieskażony przez atmosferę obraz wszechświata. Słynny oczywiście jest teleskop kosmiczny Hubble’a, ale nie jest jedyny. Takie teleskopy dają naprawdę świetny obraz, choć z drugiej strony gdy obserwujemy z Ziemi, jesteśmy w stanie zbudować jeszcze większy teleskop, który zbiera jeszcze więcej światła – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

Czas najsłynniejszych teleskopów kosmicznych powoli dobiega końca. Misja teleskopu Hubble’a rejestrującego obrazy w świetle widzialnym i ultrafioletowym dobiegnie końca w 2021 roku. Z kolei w teleskopie Keplera, który był wykorzystywany do odnajdywania planet typu ziemskiego, kończy się paliwo. Aby nie utracić danych zebranych podczas ostatniej misji obserwacyjnej, NASA podjęła decyzję o przełączeniu teleskopu w stan uśpienia.

Co prawda w połowie roku na docelową orbitę okołoziemską wszedł teleskop Transiting Exoplanet Survey Satellite (TRASS), który ma zastąpić Keplera, jednak na następcę Hubble’a będziemy musieli poczekać jeszcze wiele lat. NASA wciąż nie zadecydowała, jak ostatecznie będzie wyglądał teleskop ATLAST, a jego misja rozpocznie się najwcześniej w połowie przyszłego dziesięciolecia. Do czasu, aż ATLAST zastąpi Hubble’a, obserwacje kosmosu w świetle widzialnym będą prowadzone za pośrednictwem teleskopów naziemnych.

– Przeszkadza nam atmosfera, więc warto taki teleskop wynieść gdzieś wysoko w góry, w miejsce gdzie jest odpowiednio sucho, gdzie pogoda jest gwarantowana, np. w Chile, tam Europejskie Obserwatorium Południowe buduje duże teleskopy. Ten największy, czyli Ekstremalnie Wielki Teleskop ma mieć średnicę około 40 m. To jest ogromna powierzchnia lustra, które będzie zbierało światło z tych najodleglejszych obiektów, będzie analizowało je w świetle widzialnym – tłumaczy Mateusz Borkowicz.

Jednym z głównych zadań Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu (ELT) będzie odnajdywanie planet typu ziemskiego, na których mogłoby istnieć życie oparte na węglu. Jeśli nie pojawią się żadne problemy natury technicznej bądź finansowej, ELT rozpocznie pracę w 2024 roku.

W marcu 2021 roku z kolei swoją misję ma rozpocząć Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, zaprojektowany do badania początków wszechświata oraz tworzenia się gwiazd i systemów planetarnych. Teleskop ma pracować w podczerwieni, ale jego debiut był już wielokrotnie przekładany.

– Taki teleskop pozwoli nam zajrzeć bardzo daleko w głąb wszechświata, nawet dalej niż kosmiczny teleskop Hubble’a. Dzięki temu będziemy w stanie dowiedzieć się więcej o ewolucji wszechświata. Tym samym dowiemy się jaka była nasza przeszłość i jaka będzie przyszłość – prognozuje ekspert.

Analitycy z firmy badawczej Research and Markets prognozują, że wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniesie 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

Warszawski rynek biurowy trzyma formę. Przyciąga również branże hotelową

Rynek powierzchni biurowych to w Polsce 9 mln m kw. Z tego 5,5 mln m kw. przypada na rynek warszawski. Duży jest udział Krakowa i Wrocławia, m.in. ze względu na duży standard życia oraz tworzenie oddziałów zagranicznych firm w tych miastach.

– W konsekwencji wzrasta zapotrzebowanie na usługi konferencyjne i gastronomiczne, które są oferowane również przez hotele. To dodatkowy motor napędowy dla rynku hotelarskiego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Olszyńska, Regional Director Vienna House.

Ciągle największym zagłębiem biurowym w Polsce jest warszawski Służewiec. Jednak dzielnice biurowe często po godz. 17:00 zamierają, dlatego nowym trendem w budownictwie biurowym jest tworzenie wielofunkcyjnych budynków łączących funkcje biurowe z mieszkalnymi, gastronomicznymi i kulturalnymi.

Ile kosztuje gram złota?

Od czego uzależniona jest aktualna cena złota za gram? Jakie czynniki mają wpływ na wartość tego kruszcu? Odpowiadamy na pytania, które zadaje sobie każdy początkujący inwestor.

Zabezpieczenie kapitału

Zakup złota uważany jest za jedną z najbezpieczniejszych form długoterminowego lokowania kapitału. Podaż złota, czyli jego dostępność na rynku, jest ograniczona i nie może zostać sztucznie zwiększona, z kolei popyt, czyli zapotrzebowanie, nie maleje. Kruszec ten wykorzystywany jest w m.in. w branży elektronicznej, kosmicznej i medycznej. Złoża złota wyczerpują się, a wydobycie tego metalu staje się coraz trudniejsze – to również wpływa korzystnie na jego wartość. Ten szlachetny metal uznawany jest za jeden z najbardziej uniwersalnych środków płatniczym i akceptowany jest w państwach całego świata. Co ważne, zachowuje swoją wartość nawet w obliczu kryzysów politycznych i finansowych. Dużą zaletą złota jest jego odporność na fizyczne uszkodzenia – metal ten nie rdzewieje, nie ciemnieje i nie pokrywa się nalotem – nawet, jeżeli narażony jest na działanie czynników zewnętrznych, takich jak wysoka wilgoć czy zmienne temperatury. Najpopularniejszym sposobem inwestowania w złoto jest zakup tego metalu w formie fizycznej. Przed dokonaniem inwestycji, warto dowiedzieć się, od czego uzależniona jest cena grama złota.

Ile kosztuje gram złota?

Cena złota ustalana jest przez London Bullion Market Association (LBMA), czyli Londyńskie Stowarzyszenie Rynku Kruszców. Jest to międzynarodowa organizacja nadzorowana przez Bank Anglii – bank centralny Wielkiej Brytanii. Do grona instytucji finansowych upoważnionych przez LBMA do ustalania ceny złota zalicza się 13 podmiotów: Bank of Communications, Morgan Stanley, China Construction Bank, HSBC Bank USA NA, Goldman Sachs International, Standard Chartered, ICBC Standard Bank, JP Morgan, The Toronto Dominion Bank, Societe Generale, The Bank of Nova Scotia – ScotiaMocatta, UBS oraz Bank of China. Ustalana na londyńskiej giełdzie cena złota publikowana jest dwa razy dziennie: o godzinie 11:30 i 16:00 czasu polskiego i wyrażana jest w dolarach amerykańskich za uncję trojańską.

Uncja trojańska

W jubilerstwie oraz w międzynarodowym obrocie metalami szlachetnymi stosowana jest uncja trojańska, zwana także jubilerską. Jednostka ta oznaczana jest za pomocą skrótu „oz” i odpowiada 31,1034768 gramom. Nie należy mylić jej z uncją międzynarodową, która odpowiada w przybliżeniu 28,35 gramom. W państwa, w których obowiązuje metryczny system miar, sprzedawane są sztaby złota, których masa wyrażona jest w gramach, np. 1 g, 5 g, 50 g, 250 g. Cena sztaby uzależniona jest od aktualnych giełdowych notowań złota oraz kursu dolara do złotówki. Zawiera również marżę narzuconą przez podmiot sprzedający. Więcej na temat cen złota oraz inwestowania w ten kruszec dowiesz się, korzystając z poradnika przygotowanego przez Mennicę Polską: https://www.mennica.com.pl/produkty-inwestycyjne/poradnik-inwestora-szczegoly/ile-kosztuje-gram-zlota.

III Kongres Profesjonalistów HR: „Synergia HR i biznesu”

Jedyny Kongres Profesjonalistów HR odpowiadający na realne potrzeby i bieżące wyzwania stawiane przed przedstawicielami Działów HR. Podczas wydarzenia, które już po raz trzeci zgromadzi ekspertów i profesjonalistów HR, poruszona zostanie kwestia jak HR może efektywnie współpracować z Biznesem, aby osiągnąć efekt synergii i zrealizować cele organizacji poprzez zaprezentowanie dwóch punktów widzenia – HR oraz przedstawiciela Biznesu. Zaprezentowane zostaną konkretne wyzwania HR na przykładzie realnych studiów przypadku oraz różne aspekty wdrażanych projektów skupiając się na konkretach, takich jak cele, założenia budżetowe, realne koszty, wykorzystane narzędzia i osiągnięte rezultaty.III KONGRES PROFESJONALISTÓW HR

Wszystkie zagadnienia poruszane podczas Kongresu są w 100% skoncentrowane na merytorycznym wsparciu Biznesu przez Profesjonalistów HR. Będziemy mówić jedynie o rzetelnych faktach, konkretnych rozwiązaniach i nowych trendach, które już za chwilę, staną się codziennością Działów HR.

13 ekspertów HR i wybitnych prelegentów pośród których znajduje się Joanna Malinowska-Parzydło, Nikolay Kirov, Maciej Herman oraz profesjonaliści z firm takich jak Coca Cola, Volkswagen Poznań, Żabka Polska, oraz PSG wskaże, jakie są oczekiwania wobec profesjonalistów HR – od poszczególnych działów w organizacji i opowie o tym, jak mierzyć się ze zmieniającymi warunkami gospodarczymi i rynkowymi i osiągać najlepsze rezultaty.

Zapraszamy Was do Warszawy, gdzie 6 grudnia 2018 spotka się grono ludzi, dla których nowoczesne rozwiązania i wyzwania HR to ważna inwestycja wspierająca sukces całej firmy!

Targi RetailShow – konferencja Retail Congress, Innowacje Handlu 2018 i Best Shop Concept 2018

Poza szeroką ofertą wyposażenia, technologii i usług dla handlu, wyróżnikiem Targów RetailShow jest ceniona w branży konferencja Retail Congress. Odbędzie się ona 14 listopada w Centrum EXPO XXI w Warszawie, a tematem przewodnim będzie „klient”. Z kolei barometrem wskazującym jakość produktów i konceptów sklepowych będą wyniki konkursów – Innowacje Handlu 2018 i Best Shop Concept 2018.

RetailShowKonferencja Retail Congress co roku przyciąga osoby decyzyjne z wiodących sieci handlowych, specjalistów od marketingu, rozwoju, IT, merchanidisingu i zakupów czy właścicieli sklepów. Organizatorzy targów tak dobierają tematykę, aby zapewniła przekrojową wiedzę z zarządzania w branży retail uwzględniającą światowe trendy oraz nowinki produktowe.

Koncept, innowacje i omnichannel

Pierwszy z trzech bloków tematycznych konferencji, KONCEPT, poświęcony będzie trendom w projektowaniu sklepów i rozwiązaniom zatrzymującym klienta na dłużej. Opowiedzą o tym architekci, których realizacje zostały nagrodzone w konkursie Best Shop Concept, m.in. Michał Górski z pracowni Schwitzke Górski czy Dariusz Gocławski z A+D Retail Store Design. Dariusz Gocławski przybliży narzędzia skutecznej sprzedaży designu w podziale na przedmioty popularne i masowe, unikalne i rękodzieło, w branży gastronomicznej czy usługach. – Wykład skierowany będzie do osób decydujących o strategii marki, szukających sposobu na wzrost przychodów lub przewagi konkurencyjnej. Jego efektem będą wskazówki poparte przykładami ze świata jak zwiększyć siłę marki i nadać jej indywidualny charakter – zachęca.

Nie zabraknie także prelekcji Ewy Gawroniak-Olejniczak z pracowni Ego-Studio, która co roku przygotowuje projekt Sklepu Modelowego w oparciu o najnowsze światowe trendy. O ciekawe przykłady z rynku zadba dr Marek Borowiński Shop Doctor, a Bogdan Łukasik z firmy Modern-Expo Group opowie jak zmiany zachowań konsumentów, ich oczekiwań i nawyków wpływają na przekształcanie powierzchni handlowych. Przytoczy także przykłady najciekawszych światowych rozwiązań, które będą kreować handel detaliczny w najbliższej przyszłości.

Drugi blok tematyczny zatytułowany INNOWACJE poświęcony będzie innowacyjnym rozwiązaniom dla handlu. Tomasz Gzik z firmy Goldenore opowie jak podczas trwającej rewolucji informacyjnej, w której dane stanowią zasoby strategiczne przedsiębiorstw, budować przewagę konkurencyjną poprzez przetwarzanie i analizowanie danych w czasie rzeczywistym. – Tematyka mojej prelekcji skierowana jest do wszystkich osób, które podejmując różnego rodzaju decyzje biznesowe potrzebują bezpośredniego dostępu do zintegrowanych, spójnych, aktualnych i dobrej jakości danych. Skorzystają z niej również osoby odpowiedzialne w swoich organizacjach za przetwarzanie danych oraz sprawozdawczość i raportowanie – przekonuje. Pozostałe prelekcje tej sesji poszerzą wiedzę słuchaczy o efektywne analizy danych oraz dostępne na rynku rozwiązania.

Trzecia część konferencji Retail Congress to OMNICHANNEL. Dedykowana będzie najnowszym mechanizmom i narzędziom, dzięki którym sprzedaż w modelu omnichannel daje przewagę nad innymi modelami. Sebastian Starzyński z firmy ABR SESTA podczas prelekcji pt. „Sztuczna inteligencja w obsłudze klienta” opowie o erze, kiedy to przekaz marketingowy będzie musiał być kierowany do asystentów osobistych AI klientów. Obecny model marketingu i obsługi klienta opiera się na poznawaniu „słabych punktów” klienta i kreowaniu przekazu tak, aby przekonać go do zakupu. – Problem polega na tym, że większość komunikatów jest dzisiaj kierowana do naszych emocji. Zbliża się jednak moment, kiedy klienci intensywnie zaczną korzystać z osobistych asystentów AI, których zadaniem będzie ograniczanie wyboru, a wręcz podejmowanie za nich rutynowych decyzji – przewiduje Sebastian Starzyński.

Więcej informacji na temat konferencji Retail Congress 2018 znajduje się na stronie: http://www.retailshow.pl/pl/agenda-2018

Branżowe konkursy okazją do wyróżnienia się

Targi RetailShow to także dwa branżowe konkursy, których laureaci co roku wyznaczają standardy jakościowe i koncepcyjne. W konkursie Innowacje Handlu 2018 eksperckie Jury dokona wyboru najlepszych urządzeń, produktów i usług prezentowanych podczas targów. W tym roku firmy mogą zgłaszać się w następujących kategoriach: systemy i technologie IT; projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych; oświetlenie; kasy fiskalne i wagi; drukarki, skanery, kolektory, POS; rozwiązania płatnicze; programy lojalnościowe; e-commerce & mobile; ochrona i systemy zabezpieczeń; systemy marketingowe, POS i Digital Signage; systemy franczyzowe dla handlu; logistyka i magazyn; urządzenia gastronomiczne oraz usługi.

Jak podkreśla Marek Kaniewski z firmy D&K Technology, której urządzenie MainBox zostało nagrodzone w zeszłorocznej edycji Innowacji Handlu w kategorii „Systemy i technologie IT”, wyróżnienie przyczyniło się do poniesienia prestiżu firmy. – Pokazaliśmy w ten sposób, że potrafimy zrobić coś więcej niż tylko tradycyjne rozwiązania. Aktualnie coraz większa liczba klientów jest zainteresowana naszym produktem, który cały czas ulepszamy – mówi.

Z kolei konkurs Best Shop Concept 2018 to świetna okazja dla właścicieli sklepów różnych formatów do zaprezentowania branży ciekawych konceptów. To także szansa dla pracowni architektonicznych, by pochwalić się kreatywnym potencjałem, który wyróżni sklep estetycznie i użytkowo.

Michał Górski z pracowni Schwitzke Górski, której dwa koncepty zostały nagrodzone w minionym roku, potwierdza, że wyróżnienia miały zarówno bardzo pozytywny wpływ na aktywność zespołu, jak i dużą wartość motywacyjną. – Zespół projektantów, który tworzył koncepty, czerpie satysfakcję z zadowolenia klientów oraz faktu, że wykreowali przestrzeń, którą przedstawiciele grupy docelowej postrzegają jako atrakcyjną. Cieszy ich także fakt, że zostali docenieni przez ekspertów. Sukces rynkowy konceptu i uznanie środowiska to połączenie, które zachęca do dalszych starań – podsumowuje.

Jury oceni też spójność i unikalność konceptu, zastosowanie nieszablonowych rozwiązań oraz design. Do konkursu mogą być zgłaszane sklepy, które zostały otwarte lub przeszły remodeling w ciągu ostatniego roku. Tegoroczne kategorie to: hipermarket, supermarket, dyskont, sklep typu convenience, sklep odzieżowy, sklep specjalistyczny oraz punkt sprzedaży usług.

Informacje i formularze rejestracyjne znajdują się na stronach: http://www.retailshow.pl/pl/konkurs-innowacje-handlu oraz http://retailshow.pl/pl/best-shop-concept. Zgłoszenia konkursowe należy przesłać do 15 października br.

Informacje praktyczne

IX Targi RetailShow odbędą się w dniach 14-15 listopada 2018 w godzinach 9:00-17:00 w Centrum EXPO XXI przy ul. Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Organizatorem Targów RetailShow jest firma ECP Polska. Wstęp jest bezpłatny po zarejestrowaniu się na stronie internetowej http://www.retailshow.pl/pl/rejestracja lub w recepcji w dniu targów.

Partnerem Strategicznym RetailShow 2018 jest firma Modern-Expo, a Sponsorami Głównymi: Koncept-L; Ingram Micro z Zebra Technologies; Goldenore z Oracle i z Arrow oraz Bosch.

Jak reklamować początkujący biznes i nie przepłacać? Bezpłatne warsztaty w poznańskim Idea Hub

Jak wynika z badań Starcom, Internet jest obecnie drugim najważniejszym, tuż po telewizji, medium reklamowym. W pierwszym kwartale br. nakłady na promocję w Internecie wzrosły o 11,2 proc. W jaki sposób wykorzystać jej potencjał i skutecznie zareklamować biznes w sieci, nie nadwyrężając przy tym firmowego budżetu? Już w najbliższą środę, 10 października o godz. 18:00 w poznańskim Idea Hub w roli eksperta wystąpi Mateusz Chęclewski, dyrektor kreatywny w agencji interaktywnej HESNA IMS.

To dobry czas dla polskiego rynku reklamowego, który odnotował największy wzrost od 10 lat, utrzymujący się na poziomie 10-11 proc. Wydatki na reklamę online w Polsce w ostatnich trzech miesiącach 2017 roku wyniosły w sumie 2,8 mld. To o 205 mln zł więcej niż w roku poprzednim. Według prognoz agencji mediowej Zenith, tendencja wzrostowa w roku 2018 wciąż ma się utrzymywać, a wydatki na reklamę w sieci zwiększą się o kolejne 8,1 proc. Wyniki te pokazują, że reklamodawcy nieprzerwanie wykorzystują potencjał Internetu, medium, z którego korzysta obecnie aż 28 mln Polaków.

Wśród praktyk e-marketingowych wymienia się m.in. pozycjonowanie, reklamę w mediach społecznościowych, e-mail marketing czy korzystanie z Google AdWords. To formy, z którymi spotykamy się w sieci na co dzień. Na czym one polegają? Czy jest więcej sposobów na reklamę w Internecie? Co zrobić, aby wykorzystać szansę, jaką daje nam medium, z którym mamy do czynienia niemal na każdym kroku oraz jak nie nadwyrężyć przy tym firmowego budżetu? Czy samodzielnie możemy osiągnąć efekty na miarę działań specjalistycznych agencji?

Już w najbliższą środę, 10 października o godz. 18:00 w poznańskim Idea Hub o tym, jak najskuteczniej reklamować biznes opowie Mateusz Chęclewski, dyrektor kreatywny w agencji interaktywnej HESNA IMS oraz CEO w startupie branży turystycznej Travset. Przeprowadził ponad 30 szkoleń i warsztatów z SoME w firmach i instytucjach, tworzył kreacje kampanii reklamowych dla takich marek jak: Braun, Solid Security, Eurofinance, Poznański Bank Spółdzielczy, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza. Pomaga także startupom w planowaniu pierwszych kampanii marketingowych.

Idea Hub to przestrzeń coworkingowa, w której można bezpłatnie popracować, napić się kawy czy wynająć salę konferencyjną na spotkanie biznesowe. Regularnie odbywają się w niej również szkolenia dotyczące pozyskiwania i rozwijania przedsiębiorczych kompetencji.

Udział w warsztatach jest bezpłatny, wymagane są jednak zapisy pod adresem [email protected].

Siła informacji zwrotnej

W ujęciu HR-owym informacja zwrotna, inaczej feedback, to opiniowanie pracy współpracownika. Feedback zapewnia osobie, której go udzielamy, bezpośrednie i jasne informacje na temat skuteczności jej działań czy też zachowań. Pomaga wskazać obszary do potencjalnego rozwoju, jednocześnie podkreślając elementy pracy wykonywane prawidłowo. Dzięki informacji zwrotnej uzyskujemy wiedzę, jak nasza praca i zachowanie są postrzegane,  a także otrzymujemy wskazówki do zmiany, dzięki czemu możemy lepiej rozwijać nasze umiejętności w pożądanym kierunku.

Czy feedback to ocena?

Istnieje wiele form i technik udzielania feedbacku. Zazwyczaj sformalizowanym przykładem tego typu zachowań w przedsiębiorstwach jest system rozmów oceniających. To zorganizowany proces udzielania – najczęściej przez przełożonego – informacji na temat czynionych przez konkretnego pracownika postępów w pracy i rozwoju jego kompetencji. Feedback nie jest jednak równoznaczny z oceną. A te pojęcia często są mylone.

Jakie są zatem różnice między tymi pojęciami?

  • Feedback to informacja o spostrzeżeniach dotyczących konkretnego zachowania lub wypowiedzi uczestnika konwersacji czy sytuacji, w tym wypadku współpracownika. Ma na celu poprawę relacji, sposobu realizacji omawianych zadań lub komunikacji na przyszłość. Dobrze przeprowadzony daje obu stronom możliwość wyrażenia swoich potrzeb, oczekiwań, myśli czy emocji, a także ma na celu umożliwienie znalezienia rozwiązania problemu – chociażby po to, aby uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości.
  • Ocena to z kolei przede wszystkim omówienie wyników działania danej osoby czy współpracy z nią dany okres – np. realizacji wyników sprzedażowych przez pracownika działu handlowego w danym czasookresie. Często ma charakter liczbowy lub procentowy. Klasycznym jej przykładem jest ocena przedmiotowa w szkole – np. za dany rok czy półrocze.

Rola szefa w procesie feedbacku

Rola szefa w procesie profesjonalnego udzielania informacji zwrotnej jest niezwykle istotna – gdyż to od sposobu przeprowadzenia rozmowy w dużej mierze zależy dalsza motywacja pracownika do pracy, co z kolei przekłada się na wyniki pracy zespołu. Wzmacnianie kultury feedbacku w organizacji niewątpliwie pomaga w tworzeniu dobrej  i motywującej atmosfery w miejscu pracy. Takie działania muszą być jednak prowadzone systematycznie i konsekwentnie w dłuższym horyzoncie czasowym.

Feedback najczęściej kojarzy się z udzielaniem informacji zwrotnej pracownikowi przez przełożonego.  Rzadziej występuje także w formie odwrotnej tzw. upward feedback – kiedy to podwładny wyraża swoje spostrzeżenia co do zachowań  i pracy szefa. Gotowość do przyjęcia feedbacku od podwładnych, a także umiejętność zachęcenia pracowników do udzielenia zwierchnikowi konstruktywnej informacji zwrotnej jest bardzo cenna. Daje bowiem managerowi wiele możliwości do zwiększania motywacji w jego zespole.  Dzieje się tak, gdyż zwiększa się poziom zaufania na linii szef – podwładny. Ponadto pracownicy pytani o zdanie i mogący podzielić się swoimi uwagami są bardziej zmotywowani. Zwłaszcza jeśli poprzez konkretne działania zwierzchnika widzą później, że ich uwagi zostały wzięte pod uwagę.

Jak zachęcić pracownika do feedbacku?

W kulturze organizacyjnej polskich przedsiębiorstw stosowanie feedbacku nie jest szczególnie popularne – nawet gdy to szef udziela go pracownikowi. A jeszcze rzadziej występuje w formie dzielenia się przez podwładnego z przełożonym spostrzeżeniami na temat sposobu pracy zwierzchnika. Pracownicy chętnie dzielą się uwagami dotyczącymi ich managera za jego plecami, ale są zdecydowanie mniej chętni do bezpośredniego przekazania mu informacji zwrotnej.

Jak zatem zachęcić pracowników do otwartej komunikacji w tym zakresie? Poniżej kilka wskazówek, co będąc szefem warto wziąć pod uwagę:

  1. Twórz kulturę organizacyjną, w której dzielenie się pomysłami i konstruktywnymi uwagami jest chwalone i mile widziane.
  2. Wyjaśnij pracownikom dlaczego ich opinia jest dla Ciebie ważna. Tylko mając wiedzę o tym co działa a co nie, możesz wprowadzić korekty.
  3. Zapewnij pracowników, że podzielenie się z Tobą przez niego swoimi uwagami, nawet jeśli będą dla Ciebie niepochlebne, nie będzie niosło dla niego negatywnych konsekwencji.
  4. Organizuj z Twoimi podwładnymi indywidualne spotkania („w cztery oczy”), na których wzajemnie udzielicie sobie konstruktywnego feedbacku. Uprzedź pracownika o celu spotkania i poproś aby się przygotował.
  5. Bądź cierpliwy – wprowadzenie zmian i nowych nawyków w zespole wymaga czasu. Za pierwszym razem udzielenie Tobie feedbacku przez pracownika będzie najtrudniejsze, kolejnym razem – jeśli zauważy, że wziąłeś pod uwagę jego opinię i wprowadziłeś pozytywne zmiany – będzie odważniejszy.
  6. Podziękuj za otrzymane wskazówki.
  7. Kaskaduj kulturę feedbacku. Zachęcaj Twoich managerów, którzy mają podwładnych, aby wprowadzali analogiczne zasady rozmów swoich zespołach.
  8. Spotkania feedbackowe powinny odbywać się cyklicznie, tak by można było podsumować co wydarzyło się od ostatniego razu.

 

Na koniec warto dodać, że to właśnie te osoby, które aktywnie poszukują feedbacku i na bieżąco przyjmują konstruktywną krytykę ze strony szefów, podwładnych, kolegów, klientów, dostawców oraz całego swojego otoczenia – i potrafią zrobić z niej użytek osiągają najlepsze wyniki w najrozmaitszych dziedzinach. Jednocześnie te same osoby dostrzegają potrzebę przekazywania go innym, pamiętając, że powinien on wspierać działanie i umacniać wzajemne relacje między ludźmi.

Małgorzata Warda, MBA:

Małgorzata Warda
Małgorzata Warda

Posiada ponad 20 lat praktycznego doświadczenia w zarządzaniu na wysokim szczeblu organizacjami na rynkach B2B i B2C, w ujęciu multichannel i omnichannel. Ma na koncie ponad 2000 wynegocjowanych kontraktów – w tym z większością sieci handlowych w Polsce. Zarządzała zespołami 200+. Prowadzi firmę Warda Consulting Team i doradza przedsiębiorstwom jak efektywnie zwiększyć sprzedaż i profitowość. Z wyróżnieniem ukończyła finanse i Executive MBA. Jest także absolwentką programów dla kadry zarządzającej na INSEAD.

Grupa USP Zdrowie sfinalizowała transakcję zakupu nowej fabryki we Wrocławiu

Grupa USP Zdrowie, lider na rynku leków bez recepty w Polsce, sfinalizowała transakcję zakupu nowej fabryki. Nowa lokalizacja znajduje się we Wrocławiu, przy ul. Bierutowskiej 87. W przeciągu kilku lat zostanie przeniesiona do niej produkcja leków.

W obecnej lokalizacji na ul. Ziębickiej mamy już niewielkie możliwości rozwoju. Mając na uwadze zmieniające się otoczenie biznesowe, stale rosnące potrzeby konsumentów i stojące przed nami wyzwania, a także dbając o podnoszenie komfortu pracy naszych pracowników, podjęliśmy decyzję o przeniesieniu produkcji.

Znaleźliśmy idealne miejsce we Wrocławiu i dzięki temu będziemy nadal mogli rozwijać nasz biznes właśnie w tym regionie – mówi Andrzej Kuchno, Dyrektor Wytwórni.

Trump walczy z podległymi służbami. Wyniszczający konflikt z Rosją w tle

Konflikt między Donaldem Trumpem a służbami specjalnymi i organami ścigania był od początku wpisany w tę prezydenturę. Przysłowiowa strzelba wisiała już w pierwszym akcie dramatu, za który można uznać kampanię wyborczą z 2016 r. Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w ostatnim akcie strzelba wystrzeli, bo stawka jest ogromna. W istocie jest to spór o to, czy Trump został prezydentem bez zewnętrznego wspomagania, czy też w jakimś stopniu swoją funkcję zawdzięcza Rosji. Trump ze swoim rozbuchanym, ale już mocno poranionym ego walczy o fotel, o być albo nie być. Prezydent – zdaniem T. Weinera, autora głośnej znanej również na rynku polskim książki „Dziedzictwo popiołów” (Legacy of Ashes) – jest przerażony, obawia się wszystkiego i wszystkich związanych ze śledztwem w sprawie ingerencji Rosji w wybory. Służby specjalne walczą o swoją reputację, pozycję i pieniądze. Żadna ze stron nie odpuszcza.

Napięcia między Białym Domem a służbami specjalnymi nie są niczym nowym w politycznej historii Ameryki. Bracia John i Robert Kennedy nie ufali, z ogromną wzajemnością, szefowi FBI Edgarowi Hooverowi, ale nie mieli odwagi (obawa o „kompromaty”) i determinacji, aby go zwolnić. Prezydent Richard M. Nixon nie poważał CIA, czego nigdy nie ukrywał. Jeszcze w latach 50. XX wieku jako wiceprezydent oskarżał CIA o sprzyjanie J. Kennedy’emu i przyczynienie się do jego porażki wyborczej w 1960 r. Wprawdzie przez długie lata uważał E. Hoovera za swojego najbliższego przyjaciela, ale przyjaźń wygasała w 1970 r., kiedy Hoover nie podzielił jego pomysłów na uwolnienie z konstytucyjnej smyczy kilku służb, w tym FBI. Prezydent Bill Clinton w dużej mierze ignorował swojego pierwszego szefa CIA, ale równie serdecznie nie kochał szefa FBI, którego agenci asystowali przy pobieraniu jego krwi przy okazji śledztwa w sprawie afery z Moniką Levinsky. Podczas kadencji G.W. Busha Biały Dom spierał się z CIA m.in. o broń biologiczną w Iraku czy ocenę sił rebelianckich podczas wojny. Jednak żaden z tych konfliktów nie był tak wyniszczający dla kraju, jak obecny. Ten – zdaniem T. Weinera – nie ma precedensu, jeśli chodzi o głębię bratobójczej politycznej walki. Co gorsza, nie wiadomo dokąd zmierza i czym będzie skutkował.

Służby jako „kryminalne, utajnione państwo” (ang. criminal deep state)

Prezydent D. Trump stoi na czele największego i najdroższego aparatu wywiadowczego na świecie, ale niemal od początku prezydentury postrzega go jako wrogą fantomową armię. Wierzy, że w łonie służb istnieje grupa potajemnie kontrolująca amerykańskie życie, ale jawnie zmierzająca do pozbawienia go funkcji. Prezydent osobiście grozi jej wyniszczeniem. Przez dwa lata atakował społeczność wywiadowczą USA jako całość, ale też niektórych jej przedstawicieli indywidualnie w tak różnych sprawach, jak wojna w Iraku – sprawa maili Hillary Clinton, dymisja Michaela Flynna, tzw. dossier Steele`a, a przede wszystkim śledztwo dotyczące ingerencji Rosji w wybory prezydenckie. Prezydent określa służby jako „utajnione (ukryte) państwo”, a więc mroczne koterie biurokratów osadzonych głęboko w strukturach rządowych działające tak perfidnie, że upodobniają Stany Zjednoczone do „nazistowskich Niemiec”. Te słowa padły, kiedy były agent MI6 Christopher Steele opisał wieloletnią kampanię wpływu rosyjskiego na Trumpa. Prezydent toczy bitwę z ludźmi, których uważa za swoich publicznych przeciwników. Należą do nich wysocy byli funkcjonariusze służb i administracji, którzy krytykują go w artykułach, w książkach, ostrych postach na Twitterze czy w telewizji.

Celem strategii Trumpa, która wydaje się spójna, jest zdyskredytowanie dochodzenia w sprawie ingerencji Rosji w wybory prezydenckie. Prezydent atakuje zarówno śledczych, jak i służby specjalne – tak wywiadowcze, jak i FBI. Oskarża, że uplasowały szpiega w trakcie jego kampanii prezydenckiej, że śledztwo jest skażone uprzedzeniami. Już 11 stycznia 2017 r. Trump pisał na Twitterze o ostrzale służb: agencje wywiadowcze nigdy nie powinny pozwolić, by te fałszywe wiadomości (dot. ingerencji Rosji – dop. autora) wyciekły publicznie”.

W ciągu 22 miesięcy od rozpoczęcia przez FBI dochodzenia dotyczącego potencjalnych kontaktów między członkami sztabu Trumpa a Rosją prezydent atakował własne służby wywiadowcze i organy ścigania znacznie częściej niż potępiał Moskwę za ingerencję wyborczą. Dla przykładu w kwietniu i maju 2018 r. przynajmniej kilkanaście razy zbeształ FBI, byłego dyrektora Jamesa Comeya, specjalnego prokuratora Roberta Muellera, rosyjskie „polowanie na czarownice” i „utajnione państwo”. Natomiast do krytyki prezydenta W. Putina użył Twittera po raz pierwszy i jedyny 8 kwietnia.

Taka retoryka Trumpa chyba już nikogo nie dziwi, natomiast bardziej zastanawiający jest stopień w jakim Republikanie, z definicji propaństwowi, zaangażowali się w wojnę z agencjami zainicjowaną przez Trumpa.

Republikanie, prezentujący się jako partia prawa i porządku, zawsze byli przychylni służbom zajmującym się egzekwowaniem prawa i wywiadem. Tuż przed wyborami prezydenckimi prawnik i rzecznik Trumpa Rudy Giuliani bronił FBI przed krytyką, kiedy prowadziło dochodzenie w sprawie prywatnego serwera poczty Hillary Clinton. Nie uważał wówczas, iż agenci FBI angażują się politycznie. Często chełpił się też swoimi powiązaniami z Biurem i poufną wiedzą. Na kilka dni przed wyborami w wywiadzie dla Foxa ujawnił, że agenci FBI byli „oburzeni” postępowaniem Comeya dotyczącym śledztwa w sprawie maili H. Clinton, że nie zgadzają się z decyzją o oczyszczeniu jej z zarzutów kryminalnych. Potem jego poglądy radykalnie się zmieniły, przemiana była uderzająca. Idąc w ślady Trumpa, nazwał Comeya „haniebnym kłamcą”, zaś śledztwo w sprawie Rosji prowadzone przez R. Muellera, byłego dyrektora FBI, uznał za „skażone” i „całkowicie śmieciowe”.

Trump również w Kongresie ma kilku wiernych sojuszników, próbujących podważyć wiarygodność śledztwa i niezależność Departamentu Sprawiedliwości. Najbardziej aktywny jest republikański kongresman Devin Nunes, który wykorzystując pozycje w Kongresie próbował pozyskiwać informacje na temat śledztwa rosyjskiego z FBI i Departamentu Sprawiedliwości.

Sondaż instytutu Gallupa z końca ubiegłego roku wykazał, że około połowa republikanów uważa pracę FBI za doskonałą lub dobrą, co stanowi 13-punktowy spadek w stosunku do 2014 r. Jednocześnie 69% badanych demokratów oceniło, że FBI wykonuje dobrą lub doskonałą pracę, co stanowiło wzrost o 9%. W ocenie przedstawicieli Gallupa republikańska zmiana poglądów na agencję wynika z podważania przez Trumpa profesjonalizmu FBI i przedstawiania Biura jako urzędu partyjnego.

Szczyt w Helsinkach przelewa czarę goryczy

Decyzja prezydenta Trumpa z połowy sierpnia 2018 r. o cofnięciu byłemu dyrektorowi CIA Johnowi Brennanowi dostępu do informacji niejawnych sprawiła, że jego dotychczasowy „pełzający” konflikt z agencją wywiadowczą przerodził się w otwartą wojnę, jednoczącą przeciwko niemu poważnych emerytowanych funkcjonariuszy wywiadu.

„Przysłowiową czarą goryczy stał się szczyt Putin-Trump w Helsinkach. Byli wysocy rangą przedstawiciele CIA i społeczności wywiadowczej USA bardzo negatywnie przyjęli wystąpienie prezydenta na konferencji prasowej. Ich zdaniem zajął stanowisko tożsame z reprezentowanym przez W. Putina, a krytyczne wobec ustaleń amerykańskich służb co do zaangażowania Rosji w wybory prezydenckie. Według byłego dyrektora CIA Michaela V. Haydena prezydent jawił się jako „surowy, nagi i nieprzygotowany”. John O. Brennan posunął się chyba najdalej, nazywając postawę prezydenta „zdradziecką”, a jego samego „imbecylem” i wyśmiewając upadającą kakistokrację (rządy najgorszych) Trumpa.

Wprawdzie D. Trump często kwestionował wnioski swoich służb dotyczące wpływu Rosji na wybory prezydenckie w 2016 r., ale tym razem uczynił to, stojąc obok prezydenta Rosji. Trump zdawał się trzymać stronę rozmówcy, który – jego zdaniem – był „niezwykle przekonujący w swoim zaprzeczeniu”. Co więcej, skłaniał się do propozycji Putina w sprawie wspólnego śledztwa dotyczącego 12 rosyjskich oficerów wywiadu oskarżonych przez specjalnego prokuratora R.S. Muellera o włamanie się do serwerów Partii Demokratycznej. Trump określił tę ofertę jako „niesamowitą”, oczywiście w pozytywnym sensie.

Powód krytyki obecnych i byłych urzędników wywiadu jest oczywisty: zapraszanie Rosjan do śledztwa skutkowałoby udostępnianiem źródeł i metod wywiadowczych, które są najbardziej strzeżonymi tajemnicami. Amerykańskie służby niechętnie dzielą się tego rodzaju informacjami nawet z członkami komisji Kongresu ds. wywiadu.”.

W konsekwencji decyzja Trumpa o cofnięciu poświadczenia bezpieczeństwa J. Brenanna zmobilizowała trzy pokolenia najwyższych urzędników wywiadu w kraju i zaogniła spór wokół tego, jak należy rozumieć służbę publiczną i dobro publiczne. Szefowie służb reprezentujący zarówno administrację demokratyczną, jak i republikańską mówią głośno to, co wielu obawia się publicznie wyartykułować: urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

W połowie sierpnia opublikowano list otwarty 12 byłych dyrektorów i zastępców dyrektorów wywiadu, którzy określili cofnięcie poświadczenia bezpieczeństwa Brennanowi, jako politycznie motywowaną „próbę stłumienia wolności słowa”. W tym gronie znalazł się 95-letni Bill Webster, który kierował FBI za prezydentury Cartera i Reagana oraz CIA za czasów Reagana i Busha, a który nigdy wcześniej – według Weinera – nie krytykował urzędujących prezydentów.

Trump próbuje szantażować swoich adwersarzy listą osób, których poświadczenia bezpieczeństwa są w trakcie przeglądu. Obejmuje ona m.in. Jamesa Clappera, dyrektora wywiadu krajowego za prezydenta Baracka Obamy i dyrektora DIA pod rządami George’a H.W. Busha, a także Billa Clintona, Jamesa Comeya, byłego dyrektora FBI, Michaela Haydena, dyrektora CIA i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego za rządów George’a W. Busha, Sally Yates, byłą zastępczynię prokuratora generalnego, Andrew McCabe`a, byłego zastępcę dyrektora FBI.

Jego celem jest zastraszanie krytyków i zmuszenie ich do milczenia. Brennan określił to wprost: „Pan Trump wyraźnie i desperacko stara się chronić siebie i tych, którzy są mu bliscy, dlatego podjął politycznie uzasadnioną decyzję o unieważnieniu mojego poświadczenia bezpieczeństwa. Jest to próba przestraszenia innych, którzy mogą odważyć się rzucić mu wyzwanie”. Brennan uważa, że postawa tej administracji wobec społeczności wywiadowczej stoi w „jaskrawym kontraście” do tego, czego doświadczył, pracując z prezydentami Clintonem, Bushem i Obamą.

Wyniszczająca wojna ma fatalne skutki dla funkcjonowania służb, które mogą wykroczyć daleko poza czas administracji Trumpa. Im bardziej prezydent wzmaga ataki na organy ścigania i wywiadowcze, tym bardziej nieuniknione wydają się długotrwałe szkody dla bezpieczeństwa państwa. Agencje są wciągane w walkę polityczną. Informacje zbierane przez CIA zaczynają być postrzegane jako niewiarygodne, bowiem funkcjonariusze są publicznie nazywani politycznymi agentami. Służby są zatroskane o swoją przyszłość. Etos pracy CIA, ale też innych agencji, polegał na tym, że funkcjonariusze opisywali świat takim, jakim był, oceniali faktyczny stan rzeczy, a nie przez ideologiczny lub polityczny pryzmat. Taka perspektywa pozwalała agencjom wywiadowczym służyć administracjom obu głównych partii.

Oficerowie w służbie bardzo osobiście odbierają ataki na instytucje, w których pracują, i którym poświęcili lata życia. Prosty obywatel amerykański pod wpływem retoryki administracji Trumpa coraz bardziej nabiera przekonania o istnieniu jakiegoś „utajnionego państwa”, które chce obalić prezydenta, i w konsekwencji przestaje ufać służbom specjalnym.

Logika wskazywałaby, że obie strony powinny się zreflektować, przejrzeć taktykę i zmienić zabójczą retorykę. Ale na to się nie zanosi. Trump jest nieobliczalny, a walczy o swoje przetrwanie, zaś oficerowie wywiadu twierdzą, iż dobrze rozważyli swoje wystąpienia. Steven L. Hall, były szef rosyjskich operacji w CIA, stał się uczestnikiem walki, ponieważ czuł, że polityka Trumpa w stosunku do Rosji jest głęboko błędna, o wiele bardziej niż wcześniejsze próby resetowania stosunków z Moskwą.

Byli szefowie agencji wywiadowczych utrzymują poświadczenia bezpieczeństwa z przyczyn praktycznych – chcą doradzać swoim następcom. To amerykańska, wieloletnia tradycja. W poprzednich administracjach szefowie powracali jako doradcy, zgłaszali nowe inicjatywy i oferowali wykuwaną latami wiedzę. Brennan, Clapper czy Hayden mieli dotychczas w agencjach, w których wcześniej służyli, status prawie „nietykalnych”. W obliczu decyzji Trumpa agencje wywiadowcze nie czują się komfortowo. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że którykolwiek z byłych szefów służb niewłaściwie wykorzystywał dostęp do tajemnic lub je ujawnił.

Trump koncentruje się na dostępie do informacji niejawnych garstki czołowych nieprzychylnych mu urzędników, co przysłania o wiele większy, wieloletni problem bezpieczeństwa narodowego – ogromną liczbę osób mających dostęp do tajemnic państwowych. Według najnowszego raportu Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego prawie 4,1 miliona osób posiada takie poświadczenie. Wprawdzie w 2013 r. dostęp do tajemnic państwowych miało 5,2 miliona osób, to jednak i obecna liczba sprawia, że system jest trudny do zarządzania, opóźnia wydawanie nowych poświadczeń, ale i przeglądy istniejących.

Wnioski

Według wielu amerykańskich ekspertów szkody wyrządzone przez Trumpa społeczności wywiadowczej i organom ścigania polegają na erozji wypracowanej tradycji i norm instytucjonalnych, na których dotychczas opierały one swoje istnienie. Dla przykładu działalność FBI i Departamentu Sprawiedliwości była dotychczas autonomiczna, a prowadzone przez nie dochodzenia niezależne od Białego Domu. Ataki mogą również wywoływać efekt mrożący – służby w mniejszym stopniu będą chciały dzielić się informacjami i wiedzą z Kongresem oraz instytucjami rządowymi. Już na początku prezydentury Trumpa pojawiały się obawy co do przekazywania informacji administracji, która nie szanuje tajemnic państwowych. Ten trend może się pogłębiać. Wprawdzie w USA istnieje tradycja walk instytucji rządowych na niższym szczeblu, na przykład za pomocą instrumentu ograniczeń finansowych, ale to, czego doświadczamy obecnie – zmagań na wysokim szczeblu z prezydentem jako wojownikiem w roli głównej, jest sprawą bez precedensu. W polityce amerykańskiej istniały strefy ochronne, których się nie dotykało, a co do wartości których istniał powszechny konsensus polityczny. Takimi strefami był m.in. wywiad, kontrwywiad, struktury bezpieczeństwa i wymiar sprawiedliwości. Wydaje się, że wiele z tych instytucji powoli traci ten status, stając się instrumentami w bieżącej walce politycznej. Warto jednak mocno podkreślić, iż amerykańska demokracja jest na tyle silna, iż poradzi sobie z tymi turbulencjami. Jednak rany mogą się zabliźniać długo.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs funta najwyżej od lipca

Pomimo przyzwoitych danych z USA, dolar słabnie. Plotki na temat porozumienia w sprawie granicy Irlandii z Wielką Brytanią po Brexicie umacniają funta. Włosi będą oszczędzać, ale za rok.

Dane z USA

Wczorajsze dane zza oceanu okazały się bardzo bliskie oczekiwaniom. Z jednej strony wniosków o zasiłek dla bezrobotnych było trochę mniej niż oczekiwali analitycy. Z drugiej strony zamówienia na dobra były o 0,1% słabsze od oczekiwań. Z kolei zamówień w przemyśle było o 0,2% więcej.  Dane te wpisały się w ruch umacniający euro wobec dolara. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że amerykańska waluta umacniała się względem europejskiej przez 7 dni z rzędu. W rezultacie ruch osłabiający, pomimo neutralnych danych, był tutaj raczej korektą tych osłabień niż reakcją inwestorów.

Zwyżka funta

Brytyjska waluta jest silnie zależna od nastrojów towarzyszących negocjacjom Brexitowym. Im mocniej mówi się o porozumieniu, tym silniejsza jest brytyjska waluta. W rezultacie na fali ostatnich doniesień o osiąganych przełomach, funt rósł w siłę. Obecnie wydaje się, że udało się uzgodnić kwestię granicy z Irlandią. Wielka Brytania zapowiada bowiem pozostanie w unii celnej po marcu 2019 roku. Miękki Brexit jest wyraźnie preferowany przez rynki. To właśnie dlatego w ciągu ostatniego tygodnia funt zdrożał o niemal 10 groszy. Jeżeli dalej będą napływać dobre informacje, można spodziewać się kontynuacji tego ruchu.

Włosi potwierdzają zmniejszenie deficytu

Minister finansów Włoch Giovanni Tria potwierdził to, o czym mówiło się już wczoraj. Pomimo 2,4% PKB deficytu w tym roku, w kolejnych latach dyscyplina będzie ostrzejsza. W jego zapowiedziach redukcja jest większa niż dotychczas sądzono i ma spadać kolejno do 2,1% i 1,8%. Efektem zwiększonych wydatków ma być przyspieszenie wzrostu gospodarczego do średnio 1,5% w skali roku. To około 0,5% powyżej oczekiwań zagranicznych obserwatorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Indie – decyzja w sprawie podwyżki stóp procentowych (rynek spodziewa się wzrostu),
  • 14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Andrzej Szumowski: Polska wódka to ciągle nasz najbardziej rozpoznawalny produkt eksportowy

Czy szkocka whiskey produkowana w destylarni wykupionej przez obcokrajowców jest nadal szkocka? Tak samo, jak w przypadku polskiej wódki – to nie tylko nazwa. To tradycja, surowce i umiejętności tych, którzy ją wytwarzają. Niezależnie od tego, kto wykupuje destylarnie, w której wytwarzane są produkty – nadal mówimy o szkockiej whiskey, francuskim koniaku czy właśnie – polskiej wódce. Chodzi o stare, polskie marki – które od dziesięcioleci obecne są na rynkach całego świata. Nie ma takiego państwa na świecie, gdzie legalnie sprzedaje się alkohol, w którym nie byłoby jakiegoś brandu tego polskiego trunku.

– To ciągle najbardziej rozpoznawalny polski produkt eksportowy. Można nazwać go już naszym jedynym produktem globalnym – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka – W czystej postaci konsumenci na świecie delektują się polskimi wódkami smakowymi czy starzonymi. Prawdopodobnie eksport będzie szedł także w tym kierunku – rozwijając niszę, a potem zdobywając rynki. Żaden inny polski produkt oprócz polskiej wódki nie jest tak znany, ceniony i przede wszystkim kojarzony z Polską. Dlatego też mówi się już, że stał on się naszym produktem globalnym. Należy pamiętać jednak, że spośród najbardziej rozpoznawalnych krajów świata – obecnych w szerokiej świadomości obywateli innych państw i turystów – każdy ma swój własny alkohol, który promuje. W ten sposób słyszymy o japońskiej sake, cachaça z Brazylii, meksykańskiej tequilli, francuskim koniaku, szkockiej whiskey, bourbonach, brandy itd. Każdy kraj promuje charakterystyczny dla siebie alkohol, jako część tradycji, kultury, historii oraz kuchni regionu. Bez tego nie ma żywności na świecie – ocenia Szumowski.

Dane z amerykańskiego rynku pracy

Pierwszy piątek miesiąca to tradycyjnie odliczanie do godziny 14:30 i raportu z rynku pracy USA. Oczekiwania są ustawione wysoko i trudno będzie je pobić. To z jednej strony wzmocni reakcję, jeśli niespodzianka będzie pozytywna, podczas gdy słabsze dane, choć nie w szerszym kontekście nic nie zmienią, to pozwolą na schłodzenie emocji przed długim weekendem w USA.

Skok rentowności długu USA i powiązany z tym rajd USD ma częściowe zaczepienie w dobrych danych z tego tygodnia, które windowały oczekiwania przed dzisiejszym raportem NFP. Raport prywatnej firmy ADP wskazał na imponujący wzrost zatrudnienia o 230 tys. (prog. 184 tys.), a subindeks zatrudnienia w ankiecie ISM dla sektora usługowego (który generuje ponad 80 proc. miejsc pracy w gospodarce USA) skoczył do rekordowych 62,4 z 56,7 w sierpniu. Na tej podstawie konsensus w ankiecie Bloomberga (obecnie 184 tys.) może być niedoszacowany i otwiera pole do pozytywnych zaskoczeń. Jednak reakcja rynku nie będzie toczyć się wokół zatrudnienia, które wiele miesięcy temu przestało być problemem gospodarki. Uwaga będzie skupiona na dynamice wynagrodzeń, a tutaj będzie trudniej o pozytywne zaskoczenie, biorąc pod uwagę, że miesiąc temu płace wzrosły o solidne 0,4 proc., co wyniosło dynamikę roczną do 2,9 proc. – najwyżej od 2009 r. Przeszkodą dla powtórzenia wyniku drugi miesiąc z rzędu są jednak silne efekty bazy z września 2017 r. (0,5 proc. m/m) i nawet przy solidnym odczycie 0,3 proc. m/m teraz dynamika roczna może zwolnić do 2,8 proc. To wciąż będą mocne dane, które zbudują pęd na kolejny miesiąc, kiedy efekty bazy będą korzystne (-0,2 proc. m/m w październiku 2017 r.), ale czy wystarczą, by zaspokoić apetyt inwestorów? Z tym drugim może być ciężko, szczególnie w obliczu przedłużonego weekendu w USA (Dzień Columba w poniedziałek). Pozytywna niespodzianka wzbudzi najmocniejszą reakcję rynku, gdyż będzie potwierdzeniem, że presja płacowa nabiera rozpędu. Ale szans na to są dużo mniejsze niż na słabszy (w porównaniu do oczekiwań) odczyt, który może posłużyć za pretekst do schłodzenia ostatniej dobrej passy dolara i rentowności.

Analiza scenariuszy przed NFP jest interesująca szczególnie z uwagi na EUR/USD, który zadziwiająco dobrze trzyma się blisko 1,15. Wydawało się oczywistą konsekwencją, że środowe przełamanie tego poziomu otworzy drogę do większego zaangażowania się podaży w pociągnięcie kursu w kierunku sierpniowych minimów (1,13), a jednak wczoraj jakby chęci wyparowały. Osobiście jestem rozdarty. Z jednej strony jestem w stanie przyjąć, że krótkoterminowo rynek może nabrać rozpędu bez opamiętania. Jednocześnie chcę pozostać przy mojej fundamentalnej ocenie, że EUR nie powinno być tak nisko. Włochy nie są dla mnie tematem, który powinien przykleić się na dłużej i zakłócić strategię EBC. Wyższe ceny ropy naftowej będą podbijać inflację wszędzie, także i w Eurolandzie, zatem jeśli rentowności długu USA na tym rosną, to powinny i rosnąć rentowności niemieckich Bundów. Nie mam pewności, jak te dwa czynniki rozłożą swoje siły w czasie, ale upieram się przy zdaniu, że dołek na EUR/USD trzeba przetrwać i liczyć na powrót na wyższe pułapy w kolejnych tygodniach. Dziś słabszy NFP może wyrzucić z rynku posiadaczy krótkich pozycji w EUR/USD i krótka wizyta pod 1,15 stanie się wspomnieniem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wielki Chiński Atak na amerykańskie firmy

Atak ten pokazuje, że krajobraz zagrożeń jest szerszy niż wielu ludzi zdaje sobie sprawę.  Możliwe jest zapobieganie tego typu atakom przy wykorzystaniu kompleksowych rozwiązań bezpieczeństwa obwodowego w czasie rzeczywistym oraz dobrej współpracy pomiędzy agencjami rządowymi a przemysłem cybernetycznym. Takie rozwiązanie może skrócić czas reakcji na takie ataki z lat (jak opisano) do godzin i może zapewnić prawdziwą i skuteczną prewencję.

To kolejny dowód na poważne zagrożenia bezpieczeństwa, które nieuchronnie prowadzą do coraz częstszego korzystania z platform cyfrowych, zwłaszcza w usługach w chmurze. Podmioty, które nie posiadają odpowiedniego mechanizmu bezpieczeństwa obwodowego, nie są przygotowane do ochrony swoich danych przed piątą generacją ataków, zagrażają w ten sposób m.in. swoim interesariuszom. Można temu zapobiec, w czasie rzeczywistym i w najszerszym możliwym zakresie, ponieważ istnieją rozwiązania. Unikanie podejmowania właściwych kroków w zakresie bezpieczeństwa jest świadomym narażeniem na ryzyko.

Więcej wniosków:

  • Ocenia się, że chipy zostały umieszczone w fabrykach w Chinach, które montują płyty główne.
  • Amazon, Apple i organy ścigania odnalazły pierwsze oznaki tego ataku na początku 2015 r., co oznacza, że ​​atakujący kontrolowali wrażliwe sieci przez co najmniej 4 lata i prawdopodobnie na długo przed tym. Jednak pełna skala ataku pozostaje nieco nieznana.
  • Według analizy Bloomberga celem ataku było uzyskanie przez chińskiego napastnika dostępu do własności intelektualnej docelowych firm, a nie prywatnych danych użytkowników.
  • Różne aplikacje działające zarówno w centrach danych, jak i w chmurze mogą być narażone na przejęcie danych.
  • Istniejące technologie, takie jak anty-bot i usługi reputacji, są kluczowe dla wykrycia tego typu działań.

– Ponieważ urządzenia, które w tym przypadku zostały użyte to serwery, nawet ograniczenie ich dostępu do Internetu poprzez zasady dostępu uniemożliwiłoby atakującym zdolność do botowania i kontrolowania wspomnianych serwerów.

· Mikro segmentacja może zmniejszyć powierzchnię ataku do poziomu, w którym atak nie byłby skuteczny, a atakujący po prostu przejdzie do następnego celu.

  • Ataki te polegały na uzyskiwaniu dostępu do serwerów, dzięki któremu możliwe było wstrzyknięcie kodu napastnika.
  • Tego typu ataki można powstrzymać tylko dzięki kompleksowemu mechanizmowi ochrony granic. Jeden, który może odpowiadać i być aktualizowany w czasie rzeczywistym.
  • Wymaga również współpracy różnych cyber-podmiotów (takich jak rząd i przemysł), aby uzyskać odpowiednie wskaźniki dla ataków.
  • Firmy i dostawcy usług w chmurze, którzy działają bez odpowiedniego zabezpieczenia obwodowego, nie mają zasobów do ochrony przed takimi atakami.

Wyniki Ronson Development po pierwszych trzech kwartałach 2018 r.

  • W pierwszych trzech kwartałach 2018 r. Ronson Development zakontraktował sprzedaż 639 lokali, co jest wynikiem zbliżonym do osiągniętego w analogicznym okresie 2017 r., kiedy znalazł nabywców na 645 lokali.
  • Liczba lokali przekazanych klientom od początku roku do końca września, które zostaną rozpoznane w rachunku wyników za ten okres, wyniosła 707 wobec 492 przed rokiem.

– W trzecim kwartale tego roku zakontraktowaliśmy sprzedaż 203 lokali, a łącznie od początku roku już 639 lokali. To wynik zbliżony do osiągniętego w ubiegłym roku oraz nieco lepszy od naszych wewnętrznych założeń. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w całym 2018 roku planujemy sprzedać około 800 lokali – powiedział Andrzej Gutowski, członek zarządu, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.

– W Warszawie naszym bestsellerem w trzecim kwartale był ponownie projekt City Link na Woli, gdzie sprzedaliśmy 65 lokali. Świetna lokalizacja – blisko centrum biznesowego i tuż przy budowanej drugiej linii metra – sprawia, że City Link jest częstym wyborem inwestorów. Wśród klientów szukających mieszkania na własne potrzeby bardzo dużą popularnością cieszy się z kolei nasz projekt na Białołęce – Miasto Moje, gdzie od lipca do września zakontraktowaliśmy sprzedaż 36 lokali. Dobre wyniki sprzedażowe notujemy również poza Warszawą: w poznańskiej inwestycji Grunwald2 i w szczecińskiej Panoramice w trzecim kwartale sprzedaliśmy po około 20 mieszkań, z kolei w naszych wrocławskich inwestycjach – Miasto Marina i Vitalia – sprzedaliśmy po kilkanaście lokali – dodał Andrzej Gutowski.

Na koniec czerwca br. w ofercie sprzedaży Ronson Development znajdowało się łącznie około 680 lokali w czterech miastach: Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i Szczecinie.

Liczba lokali przekazanych klientom w trzecim kwartale tego roku, które zostaną rozpoznane w rachunku wyników Ronson Development za ten okres, wyniosła 190 wobec 121 w analogicznym okresie 2017 r.

– Największy udział w przychodach minionego kwartału będą mieć 123 lokale przekazane klientom w Mieście Moim na Białołęce, gdzie marża brutto wynosi około 25%. Ponadto, dzięki uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie dla kolejnych budynków osiedla Nova Królikarnia, coraz większe grono naszych klientów może cieszyć się urokami tej prestiżowej lokalizacji Starego Mokotowa. W trzecim kwartale przekazaliśmy nabywcom 29 lokali w Novej Królikarni, przy czym są to głównie apartamenty o dużych metrażach i wysokiej średniej cenie jednostkowej, w związku z czym będą mieć one znaczący udział w przychodach za ten okres – wskazał Rami Geris, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development.

Narastająco, od początku tego roku do końca września Ronson przekazał klientom łącznie 707 lokali, wobec 492 w pierwszych dziewięciu miesiącach 2017 r.

Ronson Development – sprzedaż i przekazania lokali

Liczba lokali 3Q 2018 3Q 2017 Zmiana r/r 1-3Q 2018 1-3Q 2017 Zmiana r/r
Sprzedaż 203 206 -1% 639 645 -1%
Przekazania 190 121 +57% 707 492 +44%

 

Złoty nieco stabilniejszy

Po silnych ruchach z początku tygodnia, kiedy złoty reagował na zmiany percepcji inwestorów względem sytuacji we Włoszech oraz po ostatnim osłabieniu powodowanym wzrostem rentowności amerykańskich obligacji, złoty zaczął się stabilizować.

W czwartek polski złoty nieco osłabił się w relacji do euro i funta brytyjskiego, a w parze z dolarem amerykańskim waluta zakończyła dzień na niemal niezmienionym poziomie. Wiekszej stabilizacji, tak na głównych parach, jak i na parach ze złotym, sprzyjało wyhamowanie wzrostu rentowności amerykańskich papierów dłużnych, które w poprzednim dniu wzrosły do najwyższego poziomu od 2011 r.

Wczorajszy dzień nie obfitował w istotne informacje makroekonomiczne – poznaliśmy zaledwie kilka odczytów ze Stanów Zjednoczonych. Dzisiejszy dzień natomiast będzie zdecydowanie najistotniejszym pod tym względem dniem w całym tygodniu. Po południu opublikowany zostanie kluczowy raport z amerykańskiego rynku pracy pokazujący sytuację w sektorach pozarolniczych we wrześniu. Konsensus oczekuje lekkiego spowolnienia dynamiki zarobków (z 2,9% do 2,8% r/r) i utrzymania wysokiego poziomu kreacji miejsc pracy, nieznacznie poniżej poziomu 200 tys.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,29-4,31. Wczorajszy dzień przyniósł względną stabilizację na wspólnej walucie, euro nieco zyskiwało w relacji do dolara amerykańskiego i złotego, traciło natomiast w parze z funtem brytyjskim.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek wzrósł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,84-4,88. Wczoraj funt brytyjski zyskiwał w relacji do głównych walut i złotego, co wspierane było m.in. przez słabość dolara amerykańskiego.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 3,73-3,75. W czwartek dolar amerykański charakteryzował się słabością w relacji do głównych walut. Na „cofnięcie się” dolara wpłynęła m.in. stabilizacja rentowności amerykańskich obligacji po rajdzie z dnia poprzedniego. Wczorajsze dane z gospodarki USA były dobre, jednak ich znaczenie było ograniczone i nie miało istotnego przełożenia na cenę amerykańskiej waluty. Liczba cotygodniowych wniosków o zasiłki w USA spadła do poziomu 207 tys. wobec oczekiwanych 211 tys. i 215 tys. w poprzednim tygodniu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – raport z amerykańskiego rynku pracy we wrześniu
  • 14:30 – bilans handlowy USA w sierpniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska