Podwyżki płac dla części pracowników oznaczają wejście w drugi próg podatkowy. Można tego uniknąć dzięki oszczędzaniu na emeryturę

Podwyżki płac dla części pracowników oznaczają wejście w drugi próg podatkowy. Można tego uniknąć dzięki oszczędzaniu na emeryturę 1

Dynamika wzrostu wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw – pomimo lekkiego spadku w sierpniu – już od 10 miesięcy utrzymuje się na stabilnym poziomie około 7 proc. rok do roku. To dobry sygnał przede wszystkim dla pracowników, ale dla części zatrudnionych rosnące płace mogą oznaczać wejście w II próg podatkowy, wynoszący 32 proc. Istnieje jednak kilka możliwości obniżenia podstawy opodatkowania. Jedną z nich jest oszczędzanie w ramach IKZE, ponieważ wpłaty na przyszłą emeryturę można odliczyć w zeznaniu podatkowym. 

– Według danych GUS w sierpniu wzrost płac w sektorze przedsiębiorstw sięgnął prawie 7 proc. rok do roku. To bardzo dobra wiadomość dla pracowników, ale dla niektórych może ona oznaczać wejście w drugi próg podatkowy, wynoszący 32 proc. Wyższy próg podatkowy dotyczy pracowników zatrudnionych na umowę o pracę oraz przedsiębiorców, którzy rozliczają się według progresywnej skali podatku PIT. W tym roku od nadwyżki dochodu wynoszącego prawie 86 tys. zł brutto zapłacimy podatek w wysokości 32 proc. – mówi Łukasz Tymoszuk, manager ds. kluczowych klientów Union Investment.

Dane GUS za sierpień pokazują, że w skali roku średnie wynagrodzenia w firmach zatrudniających 9 i więcej osób wzrosły o 6,8 proc. (wobec 7,2 proc. w lipcu). Przeciętna płaca wyniosła 4798,3 zł brutto (czyli ok. 3,4 tys. zł na rękę), a największy wzrost miał miejsce w budownictwie i gastronomii. Z danych GUS wynika, że w sierpniu o 3,4 proc. rok do roku wzrosło także zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw – pomimo lekkiego spadku w sierpniu – już od 10 miesięcy utrzymuje się na stabilnym poziomie około 7 proc. rok do roku. Większość analityków jest zdania, że ten trend utrzyma się przynajmniej do końca roku. Z ostatniego Barometru Rynku Pracy, przygotowanego przez instytut Kantar Millward Brown na zlecenie Work Service, wynika, że w nadchodzącym kwartale podwyżki planuje 15,6 procent firm. Oznacza to wzrost o 4,3 pkt proc. w ujęciu rocznym. Podniesienia płac oczekuje także 60 proc. pracowników, którzy zmieniając zatrudnienia, oczekują stawek wyższych o 25-30 proc.

Silna presja płacowa i wzrost płac wspierają siłę nabywczą gospodarstw domowych i konsumpcję prywatną. Ekspert Union Investment TFI Łukasz Tymoszuk podkreśla, że to dobry sygnał dla gospodarki i samych pracowników. Z drugiej strony rosnące płace dla części zatrudnionych mogą oznaczać wejście w II próg podatkowy, wynoszący 32 proc.

– Istnieje jednak kilka możliwości obniżenia podstawy opodatkowania. Jedną z nich jest Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego. Oszczędzając w ramach IKZE, wpłacone środki możemy odliczyć od dochodu w zeznaniu podatkowym. Dzięki temu zapłacimy niższy podatek. W tym roku na IKZE możemy wpłacić maksymalnie 5 331 zł, co oznacza, że ulga podatkowa wyniesie odpowiednio ok. 1 tys. zł w skali 18-procentowej oraz ponad 1,7 tys. zł dla osób, które znalazły się w drugim progu podatkowym wysokości 32 proc. – mówi Łukasz Tymoszuk.

IKZE, czyli indywidualne konta zabezpieczenie emerytalnego, to jeden z dwóch instrumentów długoterminowego oszczędzania na emeryturę w ramach dobrowolnego III filara. Można je założyć po ukończeniu 16 roku życia w jednym z kilkudziesięciu banków, domów maklerskich czy towarzystw funduszy inwestycyjnych.

Limit wpłat na IKZE jest ustalany co roku na podstawie prognozy przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W tym roku wynosi 5 331,60 zł  (o 200 zł więcej niż w 2017 roku). Osoby uzyskujące dochód – osoby fizyczne, przedsiębiorcy, a także emeryci – mogą odliczyć wpłaty dokonane na IKZE od podstawy opodatkowania, przez co kwota należnego do zapłacenia podatku będzie niższa. Środki zgromadzone na IKZE nie są również obciążone podatkiem Belki, czyli 19-proc. podatkiem od zysków kapitałowych.

– Oszczędzanie w ramach IKZE jest dobrowolne. Możemy wpłacać, kiedy chcemy i ile chcemy, pamiętając o maksymalnym limicie rocznym. Od wysokości wpłacanych kwot zależy wysokość naszej ulgi podatkowej. Oszczędzając w IKZE przez 30 lat – wysokość ulg podatkowych może sięgnąć w sumie kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dodatkowo, jeśli założymy IKZE w instytucji finansowej, gdzie środki są dalej inwestowane – możemy uzbierać znacznie więcej, niż wpłaciliśmy. Co najważniejsze, mając własne oszczędności, nie musimy się martwić państwowym systemem emerytalnym – podkreśla Łukasz Tymoszuk, manager ds. kluczowych klientów Union Investment.

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że z końcem ubiegłego roku liczba IKZE wyniosła blisko 691 tys., a wartość zgromadzonych na nich środków przekroczyła 1,7 mld zł. Natomiast liczba prywatnych rachunków emerytalnych – zarówno IKE i IKZE – na koniec czerwca br. nie przekraczała dwóch milionów.

To oznacza, że na dodatkowe emerytury regularnie odkłada mniej niż 10 proc. aktywnych zawodowo Polaków. Dane KNF pokazują też, że najwięcej prywatnych rachunków emerytalnych mają 50–60-latkowie. Osoby przed 40 rokiem życia, które powinny już odkładać na przyszłość, są w wyraźnej mniejszości. Według NBP ponad połowa (55 proc.) Polaków w ogóle nie ma żadnych oszczędności.

To istotne o tyle, że  – jak wynika z prognoz ZUS – większość Polaków będzie otrzymywać na emeryturze równowartość 40–50 proc. swojej ostatniej pensji. Głodowe świadczenia emerytalne to skutek demografii – starzejącego się społeczeństwa i niskiej dzietności. Według grudniowego raportu OECD („Pensions at a Glance 2017”) pokolenie obecnych 20-latków, którzy rozpoczynają dopiero kariery zawodowe, może liczyć na emerytury w maksymalnej wysokości 38,6 proc. ostatniej pensji, i to pod warunkiem ciągłego zatrudnienia, począwszy od ukończenia 20 lat aż do momentu osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego.

W Polsce potrzeba refundacji leków dla pacjentów z przewlekłym zapaleniem jelit. Chorzy są zmuszeni wycofywać się z życia zawodowego

W Polsce potrzeba refundacji leków dla pacjentów z przewlekłym zapaleniem jelit. Chorzy są zmuszeni wycofywać się z życia zawodowego 2

Choroba Leśniowskiego-Crohna, czyli przewlekły stan zapalny przewodu pokarmowego, dotyka głównie ludzi młodych i aktywnych zawodowo. Pacjenci mają dostęp do nowoczesnych leków, jednak dziś priorytetem staje się zabezpieczanie pacjentów w zaawansowanym stadium choroby. Nieprawidłowo leczeni chorzy zmuszeni są wycofać się z życia zawodowego, generując zbędne koszty dla gospodarki. Niezbędna jest refundacja nowoczesnych terapii oraz wprowadzenie modelu koordynowanej opieki medycznej – podkreślają lekarze i pacjenci.

Choroba Leśniowskiego-Crohna to przewlekły, nieswoisty stan zapalny przewodu pokarmowego, powstający odcinkowo na całej jego długości. Jej efektem są zmiany w błonie śluzowej oraz zwężenie jelit utrudniające przechodzenie przez nie treści pokarmowej, a także powstawanie przetok w obrębie jelit, ropni oraz zapalenia otrzewnej. Choroba dotyczy głównie ludzi młodych – 70 proc. zdiagnozowanych pacjentów to osoby, które nie ukończyły 35 roku życia. Podstawą terapii jest oszczędzający tryb życia oraz leczenie farmakologiczne.

– Jako członek Unii Europejskiej natychmiast, kiedy Europejska Agencja Leków zaakceptuje dany lek, mamy teoretyczną dostępność do niego, ponieważ jest on możliwy do sprowadzenia i zastosowania. Natomiast czym innym jest refundacja. To, o co my się ubiegamy, to dostępność rzeczywista, czyli refundacja tych terapii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Gastroenterologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA.

U zdecydowanej większości pacjentów choroba Leśniowskiego-Crohna przebiega z okresowymi zaostrzeniami i remisją. Możliwe jest także wystąpienie agresywnej postaci schorzenia, wymagającej nie tylko leczenia farmakologicznego, lecz także zabiegów operacyjnych. Celem terapii jest łagodzenie przebiegu choroby, nie istnieje bowiem lek prowadzący do jej całkowitej remisji, a także zahamowanie progresji schorzenia oraz optymalizacja funkcjonowania chorych w życiu zawodowym i społecznym. Podstawą leczenia jest stosowanie leków z grupy glikokortykosteroidów oraz immunosupresyjnych. W przypadku zaawansowanej postaci choroby możliwe jest wdrożenie leczenia chorych, u których nie powiodło się leczenie wcześniejszymi lekami. Ustekinumab to terapia biologiczna o nowym mechanizmie działania, znacznie poprawiająca jakość życia pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Podawana w postaci podskórnych iniekcji co 12 tygodni (4 razy do roku) to terapia wygodna dla pacjenta i efektywna kosztowo dla systemu.

– Dostęp jest dosyć ograniczony, ale jednak to się bardzo poprawiło w ostatnich dwóch latach, natomiast nowe terapie dla pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna są na razie niedostępne. Te nowe terapie to lek wedolizumab oraz inhibitor cytokiny 23 i 12, czyli ustekinumab. Te leki są skuteczne, co wykazano w badaniach klinicznych, o wysokim bezpieczeństwie – mówi prof. Grażyna Rydzewska.

Eksperci nie mają wątpliwości, że zapewnienie chorym właściwej opieki powinno być traktowane jako inwestycja obniżająca koszty społeczne ponoszone przez państwo. Nieprawidłowo leczeni pacjenci generują absencje chorobowe – według danych ZUS w pierwszym półroczu 2017 roku zarejestrowanych zostało w sumie ponad 10 tys. zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy z tytułu choroby, co dało łączną liczbę 126 tys. dni absencji chorobowej. Połowa świadczeń wypłacanych przez ZUS to renty. W przypadku pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna na rentę przechodzą ludzie młodzi, którzy przy odpowiednim leczeniu nie musieliby się wycofywać z życia zawodowego.

– Według najnowszego raportu PEX PharmaSequence chorzy w stadium zaawansowanym również ponoszą bezpośrednie koszty około 2,5 tys. zł miesięcznie, a także koszty utraty produktywności w wysokości 3,5 tys. zł. W skali roku skutkuje to kwotą 140 mln zł utraty przychodów polskiej gospodarki – mówi dr n. med. Jakub Gierczyński, MBA, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Prawidłowa kontrola przebiegu choroby Leśniowskiego-Crohna jest możliwa przy poprawie dostępności do nowoczesnych leków oraz wprowadzeniu systemu opieki koordynowanej. Zgodnie z założeniami takiego modelu leczenie odbywałoby się w ramach wybranych ośrodków medycznych zapewniających dostęp do lekarzy specjalistów, rehabilitantów, psychologów i dietetyków. Zdiagnozowanie choroby Leśniowskiego-Crohna oznacza dla pacjenta konieczność wprowadzenia znaczących zmian w trybie życia, z którymi nie zawsze są sobie w stanie poradzić samodzielnie.

– To są często zmiany na poziomie relacji międzyludzkich, w zakresie wsparcia, jakie mogą otrzymać, ale też zmiany w zakresie dbania o siebie – radzenie sobie ze stresem, z dietą, bycie pod kontrolą dietetyka i lekarzy. To kompleks różnych umiejętności w strategii dbania o siebie – mówi Martyna Głuszek-Osuch, psycholog.

Nastawienie psychiczne odgrywa niezwykle istotną rolę w funkcjonowaniu pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Zdarzają się chorzy, którzy mimo zaawansowanej postaci schorzenia dobrze radzą sobie w codziennym życiu. Inni popadają w depresję i stany lękowe oraz całkowicie wycofują się z życia zawodowego i społecznego. Dużym wyzwaniem dla chorych jest organizacja codziennego życia, w tym zawodowego, zdarzają się bowiem dni w okresach zaostrzenia choroby, gdy nie mogą się ruszyć z łóżka. Wyzwanie stanowi także udźwignięcie kosztów leczenia, które mimo refundacji są bardzo wysokie.

– Nie zawsze szpital jest gotowy na refundację, co oznacza rozpaczliwe poszukiwanie sposobu, żeby znaleźć możliwość dostępu do leczenia biologicznego. Potem jest praca z otoczeniem, które musi zrozumieć, że chory będziesz już zawsze i że możesz wszystko robić, tylko na innych zasadach. Najważniejsze wyzwanie, które stoi przed chorym, to pogodzenie się z tym, że choroba będzie mu towarzyszyć już do końca życia i tylko od niego zależy to, jak będzie traktował tego pasażera, z którym jedzie – mówi Agata Młynarska, dziennikarka, przedstawicielka pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna.

Podróbki i skażenie oceanów największymi globalnymi wyzwaniami. W walce z nimi pomogą nowe technologie

Podróbki i skażenie oceanów największymi globalnymi wyzwaniami. W walce z nimi pomogą nowe technologie 3

Walka z procederem podrabiania produktów otwiera listę największych globalnych wyzwań, w których znajdą zastosowanie nowe technologie. Wśród innych obszarów znalazły się także skażenie oceanów i ochrona przed cyberatakami. 5-in-5 to publikowana co roku przez IBM lista innowacji, które przez kolejne 5 lat mają znacząco wpłynąć na codzienne życie czy na sposób prowadzenia biznesu.

Jak podaje IBM, fałszowanie produktów to proceder, który rocznie kosztuje światową gospodarkę ponad 600 mld dol. Problem dotyczy nie tylko produktów konsumenckich, lecz także na przykład ratujących życie leków, których podróbki mogą nawet prowadzić do śmierci pacjentów. W niektórych krajach świata nawet 70 proc. leków obecnych na rynku to podróbki. IBM chce wprowadzić technologię walki z takimi podróbkami, nazywaną „kotwicami kryptograficznymi”, które mają być niczym odcisk palca na każdym z produktów.

 Kotwice kryptograficzne razem z rozwiązaniami blockchain odpowiadają na problem fałszowania produktów, jak również na zagadnienie tego, czy produkty, np. żywnościowe, nie zostały wyprodukowane w obszarze skażonym czy np. leki nie są przeterminowane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Szymczuk, dyrektor generalny IBM Polska.

IBM przekonuje, że jednym ze źródeł problemu podróbek jest skomplikowany proces logistyczny powiązany z wieloma produktami. Na wielu etapach pomiędzy ich produkcją a dostawą występuje możliwość podmienienia czy sfałszowania produktu. Kotwice kryptograficzne mogą mieć postać na przykład kodu zapisanego za pomocą magnetycznej, jadalnej farby na tabletkach. Kotwica może być też komputerem – wielkości ziarna soli, który za pomocą przystawki do smartfona będzie mógł zidentyfikować fałszywe produkty. Wszystkie kotwice będą połączone z bazą danych produktów stworzoną w technologii blockchain. Takie połączenie ma zapewnić, że sfałszowanie nowoczesnych cyfrowych certyfikatów będzie praktycznie niemożliwe.

Jako drugi najważniejszy obszar zastosowania innowacji w kolejnych 5 latach IBM podaje walkę z atakami hakerskimi. Ich skala z roku na rok jest coraz większa, rosną też stawki, o jakie toczy się gra z hakerami. Zdaniem ekspertów IBM szybki postęp technologiczny, większe moce obliczeniowe komputerów i pojawienie się komputerów kwantowych spowodują, że obecne dzisiaj zabezpieczenia już za kilka lat będą przestarzałe.

– Mówimy tu o kryptografii postkwantowej, rozwiązaniach, które mają odpowiedzieć na zwiększające się moce obliczeniowe komputerów, a w szczególności na pojawienie się superkomputerów kwantowych i ich wielkie moce obliczeniowe – wyjaśnia Jarosław Szymczuk.

IBM rozwija nowe zabezpieczenia, oparte o tak zwaną kryptografię krat – które w efekcie mają umożliwić przetwarzanie wrażliwych danych bez narażania ich na nieautoryzowany dostęp – nawet w sytuacji, w której cyberprzestępcy będą korzystali z komputerów kwantowych. A te – w opinii ekspertów IBM – mają się w ciągu 5 kolejnych lat stać wszechobecne. Mogą trafić m.in. do szkolnych sal, gdzie będą wspomagać np. studentów ekonomii czy chemii.

– Mamy w tej chwili komputer kwantowy o mocy 50 kubitów, którego moc udostępniana jest w tej chwili przez IBM Cloud. Mamy około 90 tys. użytkowników na całym świecie. Mamy również pewną liczbę uczelni i środowisk akademickich, które realizują badania, a także firmy komercyjne, które badają, czy można zastosować komputery kwantowe do analiz finansowych, fizycznych czy biznesowych. Ten obszar również ulega przyspieszeniu i rozwija się – ocenia Jarosław Szymczuk.

Klasyczne komputery nie są w stanie rozwiązywać niektórych problemów, które z kolei mogą rozwiązać urządzenia kwantowe. Jak podaje IBM, jednym z wyzwań związanych z komputerami kwantowymi jest brak szerokiego zrozumienia zasady ich działania. Dlatego edukacja w tym zakresie będzie konieczna dla osób chcących się zajmować nauką czy inżynierią.

 Kolejne zagrożenie na naszej liście związane jest ze skażeniem oceanów i zastosowaniem mikroskopów poruszających się w przestrzeni oceanicznej i obserwujących stan zachowania planktonu, zbierających dane do centralnych zestawów sztucznej inteligencji po to, żeby proaktywnie i w czasie rzeczywistym analizować to, czy woda oceaniczna nie jest skażona – wyjaśnia Jarosław Szymczuk.

IBM chce, aby mikroskopijne, autonomiczne mikroskopy znalazły się w oceanach najpóźniej za 5 lat. Urządzenia mają być ze sobą połączone i wspólnie przekazywać informacje do chmury. Pozwolą one na bieżąco, bez opóźnień, analizować stan zanieczyszczenia wód oceanicznych. Mikroskopy będą badały plankton, który – jak mówią naukowcy z IBM – jest papierkiem lakmusowym stanu wody. W przyszłości wyposażenie mikroskopów w sztuczną inteligencję pozwoli im na bieżąco analizować dane i wykrywać anomalie, a co za tym idzie – alarmować o potencjalnych lokalnych zagrożeniach.

Na kolejnym miejscu IBM wymienia innowacje związane ze sztuczną inteligencją.

– Mówimy, że sztuczna inteligencja będzie człowieka wspierać pod warunkiem, że będzie podawała prawdziwe informacje, nie będzie obarczona uprzedzeniami czy jakimiś zaburzeniami związanymi z nieprawidłowym, niekompletnym zestawem danych czy np. uprzedzeniami programistów, którzy taką sztuczną inteligencję budowali – mówi dyrektor generalny IBM Polska.

IBM tłumaczy, że sztuczna inteligencja będzie bardzo podatna na uprzedzenia tworzących ją ludzi. Dotychczas naukowcom udało się zidentyfikować i sklasyfikować ponad 180 takich uprzedzeń. Te z kolei mogą wpływać na decyzje podejmowane przez systemy sztucznej inteligencji, a te mogą być wykorzystywane przez agencje rządowe czy przedsiębiorstwa, mające wpływ na życie wielu ludzi. IBM razem z uczelnią MIT pracują nad mechanizmami mającymi złagodzić wszelkie uprzedzenia, jakimi może zostać obarczona sztuczna inteligencja. Zdaniem specjalistów takie działania będą sprzyjać wzrostowi zaufania do systemów AI.

Wirtualne gogle pozwolą na powrót technologii 3D znanej z telewizorów. Wyświetlą także filmy w jakości obrazu i dźwięku z płyty Blu-ray

Wirtualne gogle pozwolą na powrót technologii 3D znanej z telewizorów. Wyświetlą także filmy w jakości obrazu i dźwięku z płyty Blu-ray 4

Na rynku coraz częściej pojawiają się gogle kinowe, które mają zastąpić telewizory podczas oglądania filmów. To niezależne urządzenia, które pozwolą wyświetlić materiały wideo bezpośrednio z internetu, nośników fizycznych bądź pamięci wewnętrznej. W przeciwieństwie do klasycznych gogli wirtualnej rzeczywistości do ich obsługi nie jest wymagane posiadanie konsoli albo wydajnego komputera. Wirtualne, mobilne kino 3D zastąpiło na rynku telewizory 3D, które okazały się jedynie chwilową modą.

Telewizory 3D miały zrewolucjonizować kino domowe, ale nie przyjęły się na rynku. Funkcja wyświetlania trójwymiarowego obrazu nie przypadła klientom do gustu ze względu na zbyt małą głębię trójwymiarowego efektu. Miejsce technologii 3D w telewizorach zajęły gogle VR. Sprzęt wymaga jednak posiadania wydajnego komputera, smartfona albo konsoli do gier.

– Moon to osobiste, mobilne kino. Umożliwiamy użytkownikowi zagłębienie się w fabułę oglądanego filmu, na co pozwalają dwa ekrany AMOLED o rozdzielczości 1080p – po jednym na oko. Nasz produkt jest również wyposażony w aktywny system redukcji szumu, dzięki czemu eliminujemy wszystko, co mogłoby zakłócić rozrywkę. Filmy można odtwarzać, korzystając z wejścia HDMI, wgrywać na pamięć wewnętrzną urządzenia lub połączyć się z dostawcą mediów strumieniowych za pomocą sieci Wi-Fi – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje William Strand z firmy Royole.

Gogle Moon to niezależny, zintegrowany system domowej rozrywki, w którym możemy przechować do 32 GB materiałów filmowych. Najważniejszym elementem urządzenia są dwa panele AMOLED, które pracują przy kontraście na poziomie 10000:1 i wyświetlają 3000 pikseli na cal. Dzięki takim parametrom mogą zapewnić wysoką jakość obrazu i zasymulować wrażenie oglądania filmów na kinowym ekranie. Gogle wyposażono także w system audio oraz układ regulowanych soczewek, który umożliwi oglądanie materiałów wideo bez zakładania okularów korekcyjnych.

– Nasze urządzenie można porównać z obserwowaniem Ziemi z powierzchni Księżyca, stąd jego nazwa. Moon nie opiera się na technologii wirtualnej rzeczywistości, więc nie ma funkcji dostosowania obrazu do zmian pozycji głowy. Służy do dostarczania ekskluzywnej rozrywki – jest przeznaczony dla użytkowników, którzy chcą wygodnie usiąść i odprężyć się, a nie chodzić czy wykonywać jakieś ruchy – tłumaczy ekspert.

Firma Avegant z kolei zaprojektowała słuchawki Video Headset ze zintegrowanym systemem projekcyjnym. Sprzęt oferuje nietypowy sposób wyświetlania obrazu – zamiast klasycznego ekranu zastosowano tu energooszczędny projektor LED, który rzuca obraz na sieć luster, które odbijają obraz wprost na powierzchnię siatkówki. Dzięki takiemu rozwiązaniu oczy mają się mniej męczyć niż podczas korzystania z klasycznych gogli VR.

Projektanci z firmy Cinera postawili na znacznie bardziej zachowawczy projekt, który łączy w sobie zalety kinowych gogli oraz inteligentnego telewizora. Mimo że Cinera przypominają klasyczne gogle VR, stworzono je przede wszystkim z myślą o oglądaniu filmów. Zastosowano tu dwa wyświetlacze o rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli każdy, które przystosowano do wyświetlania stereoskopowych filmów 3D. Sprzęt pracuje pod kontrolą systemu Android, dlatego można zainstalować na nim najpopularniejsze aplikacje do strumieniowania wideo.

Gogle Cinera są jednak bardzo masywne, dlatego dystrybuowane są ze specjalnym uchwytem, który umożliwi przymocowanie ich np. do blatu stołu, aby nie obciążały karku podczas wielogodzinnego seansu. Rozwiązanie Royole jest w pełni mobilne – dzięki opatentowanej technologii gogle można złożyć. Gogle kosztują ok. 3000 zł, czyli obecnie równowartość 60-calowego telewizora 4K Ultra HD.

– W Royole interesujemy się głównie elastycznymi wyświetlaczami oraz czujnikami, które umożliwiają produkcję elastycznych ekranów dotykowych. W naszym urządzeniu, a dokładniej w panelu sterującym, który zakładany jest na uszy, zainstalowane są elastyczne czujniki, pozwalające łatwiej kontrolować funkcję gogli – przekonuje William Strand.

Według analiz Research and Markets wartość globalnego rynku gogli rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej wyniesie w 2023 roku niemal 34 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu w najbliższych latach równym 34 proc.

Domowe urządzenie zamieni kranówkę w wodę mineralną. Rozwiąże problemy niedoboru czystej wody oraz rozpuszczonego w niej plastiku

Domowe urządzenie zamieni kranówkę w wodę mineralną. Rozwiąże problemy niedoboru czystej wody oraz rozpuszczonego w niej plastiku 5

Woda pokrywa ponad 70 proc. powierzchni planety, ale tylko 0,6 proc. to woda zdatna do picia. Na świecie co roku ponad 3,5 mln osób umiera w wyniku chorób związanych z użyciem zanieczyszczonej wody. Nawet 83 proc. wody z kranu, także w USA czy krajach europejskich, zawiera ślady mikroplastiku. Dlatego pojawia się coraz więcej urządzeń, które oczyszczają wodę. Nowością są filtry nie tylko oczyszczające kranówkę, lecz także ją mineralizujące.

– Pracujemy nad inteligentnym systemem, który umożliwia wytwarzanie wody mineralnej w domu. Najpierw oczyszczamy wodę metodą destylacji, a potem ją mineralizujemy. Nie ma potrzeby stosowania żadnych filtrów lub procesu odwróconej osmozy czy podobnych metod. Destylacja lepiej sprawdza się przy usuwaniu zanieczyszczeń. Polega na odparowaniu wody i odprowadzeniu powstałej pary z dala od zanieczyszczeń, które zostają po odparowaniu wody. Następnie para wodna jest skraplana i powstaje w ten sposób woda destylowana – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paula Montaldi z Mitte.

Według prognoz Światowego Forum Ekonomicznego najbardziej prawdopodobnym problemem, z którym będziemy się borykać za 10–15 lat, będzie niedobór czystej wody. Obecnie, choć woda z kranu coraz częściej nadaje się do picia, to nie jest wolna od zanieczyszczeń. Pomagają to zmienić pojawiające się na rynku filtry do wody. Skutecznie ją oczyszczają, jednak przy okazji pozbawiają cennych minerałów.

System opracowany przez Mitte idzie o krok dalej. Oczyszcza poprzez destylację – w ten sposób woda jest nawet 60-krotnie czystsza niż ta przefiltrowana, ale także ją mineralizuje – działa podobnie jak w naturze, gdzie woda, płynąc przez skały, ulega mineralizacji.

 – Mineralizacja następuje dzięki użyciu filtra mineralizującego. Filtr ten zawiera różne warstwy minerałów, które przedostają się do wody i wzbogacają ją, gdy ta przepływa przez filtr. Otrzymana woda jest zdrowa, ale jej otrzymanie wiąże się z zastosowaniem licznych procesów chemicznych. W naszym zespole mamy specjalistów od wody i żywienia, którzy dbają o to, żeby nasza woda była zarówno czysta, jak i zdrowa oraz zawierała właściwe kombinacje i proporcje składników mineralnych – przekonuje Paula Montaldi.

Przygotowana przez Mitte woda jest w pełni bezpieczna. Dostarcza też łatwo przyswajalne minerały. Przykładowo, dostarczany w wodzie magnez jest 30-krotnie łatwiej przyswajalny niż ten pochodzący z żywności. Urządzenie, z racji na maksymalną ilość oczyszczanej wody, jest przeznaczone do użytku domowego. W przyszłości może jednak trafić do biur czy placówek publicznych.

– Pierwsze dostawy planujemy na początek przyszłego roku. Nie ustaliliśmy jeszcze ceny naszego produktu, ponieważ nadal znajdujemy się w fazie jego produkcji, ale szacujemy, że cena będzie oscylować w okolicy 400–500 euro  – zapowiada Paula Montaldi.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że każdego dnia do światowych zasobów wody trafiają 2 mln ton zanieczyszczeń. Jeden litr ścieków zanieczyszcza około ośmiu litrów czystej wody. Szacuje się, że ilość zanieczyszczonej wody na świecie jest większa niż łączna ilość wody z dziesięciu największych dorzeczy świata. Zanieczyszczona jest także woda w kranach. Badanie Orb Media wskazuje, że nawet 83 proc. wody z kranu zawiera włókna mikroplastiku.

– Skala zanieczyszczenia wody ciągle rośnie, m.in. w związku z działalnością związaną z przemysłem i rolnictwem. Wynika z tego wiele dalszych komplikacji, ponieważ zakłady uzdatniania wody czasem nie są w stanie usunąć wszystkich zanieczyszczeń lub oczyszcząją wodę, ale ta jest ponownie zanieczyszczona po dostaniu się do zanieczyszczonych rur w naszych domach – tłumaczy ekspertka.

Według Transparency Market Research rynek oczyszczaczy wody będzie warty ponad 110 mld dol. do 2025 r.

27 proc. Polaków planuje zakupy świąteczne z kategorii FMCG przynajmniej miesiąc przed Świętami

Z raportu GfK poświęconego identyfikacji zwyczajów związanych z obchodzeniem Świąt Bożego Narodzenia wynika, iż 27 proc. Polaków planuje zakupy świąteczne z kategorii FMCG przynajmniej miesiąc przed Świętami lub nawet wcześniej. Odsetek ten wzrasta do blisko 40 proc. w przypadku kupowania konkretnych prezentów pod choinkę.

¾ polskich gospodarstw domowych planuje oszczędności w związku ze Świętami Bożego Narodzenia. Ponadto, co czwarte gospodarstwo domowe dysponuje również dodatkowymi środkami np. w postaci bonów czy kart podarunkowych, które przeznaczane są głównie na zakup artykułów spożywczych oraz prezentów.

Mimo wcześniejszego planowania zakupów świątecznych niemal w każdej kategorii produktowej co piąty nabywca decyduje się na inny, niż wcześniej planowany, zakup pod wpływem promocji. Najbardziej popularne źródła informacji o promocjach w okresie świątecznym to gazetki promocyjne.

Biorąc pod uwagę częstotliwość zakupów, można zauważyć, że z roku na rok polskie gospodarstwa domowe rzadziej odwiedzają sklepy przed Świętami, jednak wydają więcej podczas pojedynczych zakupów.

Krzysztof Jarocki, analityk w Panelu Gospodarstw Domowych GfK, komentuje: „Im bliżej Świąt, tym częściej robimy zakupy, jednak tuż po nich częstotliwość zakupów wyraźnie spada. W grudniu hipermarkety zyskują nabywców, którzy wydają na świąteczne zakupy więcej niż w pozostałych miesiącach. Kanał ten jest także jednym z bardziej popularnych miejsc zakupów prezentów. Stąd też przy okazji Świąt Bożego Narodzenia zarówno hipermarkety, jak i pozostałe kanały sprzedaży, powinny dbać nie tylko o bogatą ofertę artykułów spożywczych, ale i prezentów, w tym np. kosmetycznych zestawów prezentowych, które wielu konsumentów chętnie na tę okazję kupuje.”

O badaniu
Raport Misja „Święta” bazuje na informacjach pozyskanych z trzech komplementarnych źródeł danych:
• Badanie online dotyczące zwyczajów i zakupów świątecznych przeprowadzone na próbie N=800 z osobami odpowiedzialnymi lub współodpowiedzialnymi za zakupy dla gospodarstwa domowego.
• Badanie online dotyczące prezentów świątecznych przeprowadzone na próbie N=500.
• Panel Gospodarstw Domowych GfK, czyli monitoring zachowań zakupowych gospodarstw domowych na stałej próbie 8000 gospodarstw domowych

Polak łowcą okazji

Najbardziej pożądane przez Polaków akcje promocyjne to wyprzedaże i obniżki cen, a także możliwość zbierania punktów w programach lojalnościowych – tak wskazało odpowiednio 58% i 57% respondentów badania PAYBACK Opinion Poll. Loterie i konkursy nie są jeszcze aż tak popularne – bierzemy w nich udział 1-2 razy do roku, z reguły wtedy, kiedy do wygrania jest dużo nagród.

Chcemy mieć dużą szansę na łatwą wygraną

Uczestnictwo w loteriach i konkursach zadeklarowało kilkanaście procent ankietowanych. Co najbardziej zniechęca nas do tego typu akcji promocyjnych? Dla ponad połowy respondentów jest to konieczność podawania dużej ilości danych osobowych. Kolejne powody to skomplikowany mechanizm uczestnictwa (46%), a także niejasny regulamin i konieczność realizacji czasochłonnego zadania (po 41%).

Do uczestnictwa w loteriach skłania nas przede wszystkim duża liczba nagród, ponieważ dzięki temu mamy większe szanse na wygraną (44%), a także prosty mechanizm zabawy (40%). Co ciekawe, wysoka wartość nagrody jest istotna jedynie dla co piątego badanego. Więcej osób (36%) jest skłonnych wziąć udział w loterii, jeśli mogą wygrać produkt lub usługę dopasowaną do ich indywidualnych potrzeb.

Lubimy technologię i samochody

Jakie nagrody są dla Polaków najbardziej atrakcyjne? Przede wszystkim pieniężne (63%) oraz rzeczowe, a także bony rabatowe (po 50%). Ponad 30% respondentów wskazała na możliwość zrobienia darmowych zakupów w wybranym sklepie. Wśród nagród rzeczowych preferujemy laptopy, tablety i smartfony (63%), sprzęt RTV (51%), samochody (44%) i sprzęt AGD (41%).

Marcin Pilarski, CCO PAYBACK Polska
Marcin Pilarski, CCO PAYBACK Polska

Patrząc na wyniki naszego badania, widzimy, że Polacy najchętniej biorą udział w akcjach promocyjnych, dzięki którym mogą regularnie otrzymywać konkretne benefity i które nie wymagają od nich dużego zaangażowania. Już teraz Program PAYBACK świetnie się w to wpisuje, chcemy jednak sukcesywnie go rozwijać, aby jeszcze lepiej odpowiadał na potrzeby konsumentów. W tym roku zdecydowaliśmy się na zorganizowanie loterii z udziałem wielu naszych partnerów. Postawiliśmy na dużą liczbę atrakcyjnych nagród i niezwykle prosty mechanizm uczestnictwa, a więc główne czynniki zachęcające Polaków do udziału w tego typu akcjach – komentuje Marcin Pilarski, dyrektor zarządzający PAYBACK Polska.

Loteria PAYBACK trwa do 16 października. Do wygrania jest jeszcze jeden samochód marki BMW 318i Limousine oraz liczne bony do wykorzystania na stacjach BP, w sklepach sieci Kaufland oraz na PizzaPortal.pl. Aby zawalczyć o nagrody wystarczy potwierdzić chęć uczestnictwa w loterii na stronie payback.pl/loteria oraz zebrać lub wykorzystać punkty przy pomocy zarejestrowanej karty PAYBACK, podczas zakupów u partnerów biorących udział w akcji promocyjnej.

Nagroda za lojalność

W badaniu PAYBACK Opinion Poll zapytaliśmy też Polaków, jakie benefity chcieliby otrzymywać za uczestnictwo w programie lojalnościowym. To dla nas bardzo ważne, ponieważ wiemy, że konsumenci lubią być nagradzani za swoje wybory zakupowe, a nasi partnerzy chcą jak najlepiej dopasowywać swoją ofertę do ich potrzeb. Okazuje się, że najbardziej zależy im na kuponach rabatowych i stałych rabatach – tak odpowiedziało odpowiednio 59% i 54% respondentów. Połowa ankietowanych chciałaby też otrzymywać od firm prezenty z okazji urodzin, imienin czy różnych świąt – mówi Marcin Pilarski, dyrektor zarządzający PAYBACK Polska.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 19-24 września 2018 r. metodą ankiety online na grupie 422 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Kurs euro do dolara spadł do najniższego poziomu od końcówki sierpnia

Polska waluta w ostatnim czasie reaguje na zmiany postrzegania ryzyka na południu Europy. Oprócz monitorowania sytuacji we Włoszech warto dziś zwrócić uwagę również na konferencję prasową po spotkaniu RPP oraz dane makroekonomiczne z globalnych gospodarek.

Wczorajszy dzień – w szczególności jego pierwsza część – charakteryzował się wzrostem ryzyka na rynku, co przełożyło się na wzmocnienie walut uznawanych za bezpieczne, na czele z dolarem amerykańskim i frankiem szwajcarskim oraz umiarkowaną wyprzedażą tych, uznawanych za bardziej ryzykowne. W konsekwencji kurs EUR/USD spadł do najniższego poziomu od końcówki sierpnia, a para EUR/PLN powróciła w okolice poziomu 4,30.

Bezpośrednią przyczyną niekorzystnych dla złotego zmian były starcia słowne włoskich populistów z oficjelami UE wokół propozycji budżetu Włoch zakładającego dość wysoki – jak na kraj z drugim najwyższym poziomem długu do PKB w strefie euro – deficyt rzędu 2,4% rocznie w kolejnych trzech latach. Ze strony włoskiej słychać było głosy o tym, że kraj radziłby sobie lepiej bez euro oraz iż negatywna retoryka UE negatywnie wpływa na postrzeganie inwestorów i przyczynia się do wzrostów kosztów obsługi włoskiego zadłużenia. Większe postrzegane ryzyko bowiem przełożyło się na wzrost rentowności włoskich obligacji – wczoraj wspomniane rentowności 10-letnich papierów dłużnych wzrosły do najwyższego poziomu od 2014 r.

Dziś rano sytuacja uległa pewnej poprawie, a na rynek na pewien czas powrócił spokój, po tym, jak włoski dziennik „Corriere dela Serra” zasugerował, że włoski deficyt zgodnie z projektem budżetu ma zostać obniżany z poziomu 2,4% w 2019, poprzez 2,2% w 2020, do 2% w 2021 r. Ostatecznie jednak uspokojenie nie trwało długo – rentowności włoskich papierów dłużnych, w momencie pisania, ponownie rosną, a złoty i euro osłabiają się.

Oprócz sytuacji we Włoszech, w kontekście złotego warto wspomnieć również o dzisiejszym spotkaniu RPP. Oczywiście, nikt nie spodziewa się zmiany stóp procentowych ani dziś ani w kolejnych miesiącach, jednak niemniej, warto będzie obserwować konferencję prasową po spotkaniu Rady – co bardziej interesujące komentarze prezesa NBP i członków RPP w przeszłości wielokrotnie wpływały na kurs polskiej waluty.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,28-4,30. Wczorajsze dane o inflacji PPI w strefie euro pokazały, że dynamika cen producentów w sierpniu wyniosła 4,2% w ujęciu rocznym wobec (zrewidowanego w górę) odczytu na poziomie 4,3% zanotowanego miesiąc wcześniej. Informacje nie miały jednak większego wpływu na handel – inwestorzy obecnie skupiają się na kwestii tarć UE z Włochami i nie przywiązują większej wagi do danych makroekonomicznych. Dzisiejsza rewizja indeksów PMI dla sektora usług strefy euro we wrześniu i nowe dane o sprzedaży detalicznej również przeszły bez echa, oba odczyty były zbliżone do oczekiwań.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,81-4,84. Brytyjskiej walucie cały czas nie sprzyjają obawy dotyczące negocjacji ws. Brexitu. Wczoraj funtowi szkodziła również siła dolara amerykańskiego, nie pomagały również słabsze dane. Wczorajszy odczyt PMI dla brytyjskiego sektora budowlanego pokazał spadek z poziomu 52,9 w sierpniu do 52,1 we wrześniu, podczas gdy konsensus oczekiwał, że wskaźnik znajdzie się na poziomie zbliżonym do tego z poprzedniego miesiąca. Dzisiejsze, dużo istotniejsze dane o aktywności w sektorze usług były z kolei niemal w pełni zgodny z oczekiwaniami, indeks we wrześniu znalazł się na poziomie 53,9 i nie odbiegał istotnie od odczytów z ostatnich miesięcy.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,5%, wahając się w widełkach 3,70-3,73. Wczorajszy dzień nie obfitował w istotne informacje z USA, inwestorzy skupiali się raczej na wszelkich wieściach napływających z Włoch. Warto wspomnieć jedynie o wczorajszym przemówieniu prezesa Rezerwy Federalnej, w którym Jerome Powell pozytywnie wypowiadał się w kwestii perspektyw amerykańskiej gospodarki, zastanawiając się jednak, czy – zgodnie z sugestią reportera – perspektywy mogą być „zbyt dobre, żeby były prawdziwe”.

Dzisiaj będziemy mieć serię danych z USA. Poznamy zarówno dane ADP z amerykańskiego rynku pracy, jak i odpowiadające odczytom z Europy wskaźniki aktywności amerykańskiego sektora usług we wrześniu. W międzyczasie przemawiać będą członkowie FOMC: Thomas Barkin, Lael Brainard i Loretta Mester.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:10 – decyzja RPP
  • 14:05 – przemawia Thomas Barkin z FOMC
  • 16:00 – konferencja prasowa po spotkaniu RPP
  • 20:00 – przemawia Lael Brainard z FOMC
  • 20:15 – przemawia Loretta Mester z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Pracownicze Plany Kapitałowe – 3 rzeczy, które Twoja firma może zrobić już dziś

Wejście w życie ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych oznacza obowiązek wprowadzenia takich programów w większości dużych firm. Wiąże się ono z wyborem podmiotu, który będzie zarządzać zgromadzonymi składkami pracowników. Na osobach decyzyjnych spocznie obowiązek wyboru najlepszej instytucji finansowej. 

„PPK to system dobrowolnego oszczędzania na przyszłą emeryturę. Zaczną obowiązywać od połowy 2019 roku. W pierwszej kolejności do utworzenia PPK będą zobowiązane przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 250 osób. Składka do PPK będzie finansowana z kilku stron, zarówno bezpośrednio od pracownika w wysokości 2% wynagrodzenia, jak i od pracodawcy w wysokości 1,5%. Będą również dotacje ze strony budżetu państwa, będzie do dotacja powitalna w wysokości 250 zł i coroczna dopłata w wysokości 240 zł.” informuje Piotr Żak Dyrektor ds. Instytucjonalnych, PKO TFI

Warto przygotować informacje o proponowanych funduszach, zanim zaczniemy konsultacje z pracownikami.

„Firmy, które zatrudniają powyżej 250 pracowników, już teraz powinny podjąć decyzje o analizie biznesowej rozwiązań, wpływu na budżet. Na pewno te firmy powinny za budżetować co najmniej 3–miesięczną składkę do PPK w przyszłym roku i już teraz analizować wybór instytucji finansowych, z która będą te programy prowadziły w przyszłym roku.” radzi Piotr Żak Dyrektor ds. Instytucjonalnych, PKO TFI

Wobec mnogości ofert na rynku, eksperci PKO TFI wskazują na kilka kluczowych kryteriów, którymi warto kierować się przy wyborze firmy, z którą podpisze się umowę. Między innymi dotychczasowe doświadczenie firmy w prowadzeniu podobnych rozwiązań, wsparcie oferowane przez instytucję finansową przy wdrażaniu i prowadzeniu programu, a także dopasowanie oferowanego rozwiązania do potrzeb pracowników.

PPK będzie miało również bardzo istotny wpływ na rozwój giełdy papierów wartościowych. W pierwszej kolejności zależności od wskaźnika partycypacji, w systemie będziemy mogli rozmawiać o napływach corocznych do pracowniczych planów kapitałowych rzędu od kilku do nawet kilkunastu miliardów rocznie.

Dlaczego warto aplikować do programu SME Instrument?

Michał Gzyl, dyrektor zarządzający Zafiro Solutions
Michał Gzyl, dyrektor zarządzający Zafiro Solutions

3.2 miliarda euro. Tyle wynosi budżet SME Instrumentu (Horyzont 2020), który finansuje  innowacyjne projekty. Od początku programu, Komisja Europejska dofinansowała już 3 840 małych i średnich przedsiębiorstw. Celem SME Instrumentu jest wzmocnienie europejskiej innowacyjności i pomoc w szybszym wprowadzaniu innowacji na rynek. O dotacje z programu mogą starać się tylko i wyłącznie małe i średnie firmy. Wymagania? Przełomowy projekt i działający prototyp.

Ostra konkurencja i stosunkowa mała ilość sfinansowanych projektów (na poziomie 4%) nie studzą zapału europejskich firm. Wręcz przeciwnie – w każdym rozdaniu tysiące wniosków napływają z całej Europy. Co sprawia, że SME Instrument jest tak atrakcyjny?

  1. Do 2,5 mln euro bezwrotnego grantu

Nie ma co ukrywać, to właśnie wysokie dofinansowanie do 2,5 mln euro na projekt przyciąga większość firm. Komisja Europejska poszła o krok dalej i jeszcze bardziej zwiększyła atrakcyjność programu dzięki temu, że grantu nie trzeba zwracać. Dostajesz zastrzyk pieniędzy jak od inwestora, ale przy zachowaniu udziałów w firmie oraz kontroli nad nią.

  1. Szybkie decyzje i proste procedury

W SME Instrumencie proces aplikacji i zarządzanie projektem są stosunkowo proste w porównaniu z innymi programami. Firmy cenią sobie jasne kryteria, uproszczony proces składania wniosków i ekspresowe wyniki (często publikowane nawet w ciągu miesiąca). Dla obu stron ważny jest czas- szybszy dostęp do finansowania oznacza rozwój projektu i w konsekwencji także przyspieszone wejście innowacji na rynek oraz zwiększenie innowacyjności Europy.

  1. Zainteresowanie inwestorów

Zdobycie grantu z SME Instrumentu oznacza awans do  czołówki najbardziej innowacyjnych firm w Euopie. Prestiż programu przyciąga także inwestorów krajowych i zagranicznych, dla których dofinanowanie z programu to wyraźny sygnał, że projekt ma realne szanse na komercyjny sukces. Dla wielu startupów zdobycie dotacji jest punktem zwrotnym w ich rozwoju. Grant z SME Instrumentu przyciąga uwagę coraz większych graczy, co przekłada się na inwestycje.

  1. Zapewniona wiarygodność

SME Instrument zapewnia Twojej firmie coś czego nie można kupić: wiarygodność. Prestiż programu, regorystyczny proces weryfikacji firmy i oceny projektu, wsparcie finansowe i coachingowe..To wszystko sprawia, że beneficjenci programu są bardziej wiarygodni w oczach potencjalnych partnerów, pracowników i klientów.

  1. Bezpłatny coaching i networking

Program oferuje wsparcie na wielu poziomach, pomagając Twojej firmie rozwinąć się również poprzez coaching i networking. SME Instrument zapewnia bezpłatne sesje z doświadczonymi trenerami, uczestnictwo w eventach, targach i konferencjach oraz interaktywnych szkoleniach.

Korzyści jakie oferuje SME Instrument znacznie wykraczają poza pomoc finansową. Program zapewnia duże wsparcie, zarówno wizerunkowe jak i merytoryczne, przez co przyciaga coraz więcej startupów, które miały okazję przekonać się, że same pieniądze często nie wystarczają, żeby osiągnąć sukces.

Nie jest łatwo zdobyć dofinansowanie z SME Instrumentu. Konkurencja jest duża, ale istnieje również wiele firm, które zdobyły ten grant. Warto przyjrzeć się naszym polskim przedsiębiorstwom, których pomysły przekonały Komisję Europejską. Innowacyjne projekty takich firm jak Harimata (wykrywanie wczesnych objawów autyzmu u dzieci), Torqway (hybrydowa wersja pojazdu nordic riding), BCAST (platforma do cyfrowej transmisji radiowej w oparciu o usługi w chmurze i urządzenia nadawcze) czy Billon (system natychmiastowych mikropłatności) to tylko kilka przykładów. Przełomowy projekt, dobry plan, ciężka praca i wygrana jest możliwa. Warto skorzystać  z tej szansy.

Michał Gzyl, CEO w Zafiro Solutions

Laureaci konkursu Dyrektor Finansowy Roku 2018

Dyrektor Finansowy Roku 2018Wybitni CFO już po raz trzynasty otrzymali prestiżowe nagrody branży finansowej – tytuł Dyrektor Finansowy Roku. Laureatką Konkursu w kategorii dużych przedsiębiorstw została Katarzyna Ostap-Tomann – Członkini Zarządu ds. finansowych w Cyfrowym Polsacie. W kategorii małych i średnich firm, zwyciężyła natomiast Beata Tomaszewska – Dyrektor Finansowa Parker Poland. W obu kategoriach Kapituła przyznała również wyróżnienia.

2 października 2018 roku, podczas gali Kongresu Dyrektorów Finansowych w warszawskim hotelu InterContinental, odbył się finał XIII edycji Konkursu Dyrektor Finansowy Roku. W trakcie uroczystej ceremonii ogłoszono Laureatów plebiscytu promującego i wyróżniającego osoby zarządzające finansami przedsiębiorstw, które cechują się profesjonalizmem, etyką, skutecznością w działaniu oraz stają się biznesowymi wizjonerami budującymi wymierną wartość firmy.

Kapituła Konkursu analizowała nadesłane przez finansistów zgłoszenia tradycyjnie w dwóch kategoriach: Dyrektor Finansowy Małych i Średnich Firm oraz Dyrektor Finansowy Dużych Przedsiębiorstw. Udział w plebiscycie był całkowicie bezpłatny i nie wiązał się z żadnymi zobowiązaniami ze strony osób zgłaszających swoje dokonania.

W kategorii Dużych Przedsiębiorstw, tytuł Dyrektora Finansowego Roku otrzymała Katarzyna Ostap-Tomann – Członkini Zarządu ds. finansowych w Cyfrowym Polsacie. Została doceniona za najwyższe standardy zarządzania finansami w dużej grupie medialnej. Za konsekwentną, wieloletnią postawę życiową i wybór ścieżki kariery w obszarze finansów, której zwieńczeniem jest samodzielność w podejmowaniu decyzji dotyczących wielomiliardowych kwot, determinujących możliwość rozwoju firmy, z którą jest związana od 10 lat.

W kategorii Małych i Średnich Firm, tytuł Dyrektora Finansowego Roku zdobyła Beata Tomaszewska – Dyrektor Finansowa w firmie Parker Poland. Kapituła przyznała tę nagrodę za doskonałe rozumienie roli CFO w średniej wielkości firmie, profesjonalne zarządzanie obszarem finansów oraz zbudowanie zespołu, którego efektywność wynika z wzajemnego zaufania. Za zdolność do wspierania zarządu firmy w podejmowaniu działań służących dynamicznemu wzrostowi wartości firmy i przekraczaniu kolejnych granic.

W tegorocznej edycji plebiscytu, przyznano również dwa wyróżnienia. W kategorii Małych i Średnich Firm, wyróżnienie otrzymał Zbigniew Dróżdż, Prezes Zarządu i Dyrektor Finansowy spółki Franklin. Kapituła doceniła go za ludzką mądrość i odpowiedzialność w tworzeniu i budowaniu wartości firmy. Za niezwykle ważną i potrzebną umiejętność utrzymywania równowagi między życiem zawodowym i rodzinnym bez uszczerbku dla wyniku finansowego firmy i dynamiki jej rozwoju, za oddanie rodzinie i pracownikom. Z kolei wyróżnienie w kategorii Dużych Przedsiębiorstw otrzymał Adam Pawlak, Dyrektor Finansowy w Moto-Profil. Został doceniony za nowatorskie podejście do finansów, łączące budowanie długofalowych relacji z klientami poprzez inwestycję w ich przedsiębiorstwa, z zapewnieniem rynków zbytu dla produktów i usług firmy i służących jej stabilności finansowej.

Wyboru laureatów dokonała Kapituła Konkursu, składająca się z niezależnych ekspertów:

  • Jakub Wojnarowski Przewodniczący Kapituły – Dyrektor Zarządzający, ACCA Polska i Kraje Bałtyckie
  • Jan Letkiewicz Audytor Konkursu – Partner Zarządzający, Grant Thornton
  • Iwona D. Bartczak – Partner w Business Dialog, Szefowa Klubu Dyrektorów Finansowych „Dialog”
  • Paweł Cymcyk – Prezes Związku Maklerów i Doradców
  • Krzysztof Gerlach – Dyrektor Departamentu Zarządzania Makroregionem Centralnym Bankowości Korporacyjnej, mBank
  • Dorota Goliszewska – Redaktor Naczelna, MyCompany Polska
  • Katarzyna Grabowska – Partner w Business Partner, Laureatka Konkursu Dyrektor

Finansowy Roku w kategorii Duże Przedsiębiorstwa – edycja za rok 2012

  • Magdalena Hernandez – Dyrektor Zarządzająca, ACCA Emerging Europe
  • Janusz Jankowiak – Główny Ekonomista, Polska Rada Biznesu
  • Beata Ewa Janowska – Dyrektor Finansowa, Conbelts Bytom, Laureatka Konkursu

Dyrektor Finansowy Roku w kategorii Małe i Średnie Przedsiębiorstwa – edycja za rok 2014

  • Agnieszka Łakoma – Dyrektor Programowa, Centrum Idei Gospodarczo Ekonomicznych
  • Piotr Rybicki – Wiceprezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach, NadzórKorporacyjny.pl
  • Ewa Sowińska – Zastępca Prezesa Krajowej Rady Biegłych Rewidentów, Polska Izba Biegłych Rewidentów
  • Tomasz Starus – Członek Zarządu, Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes
  • Tomasz Szeląg – Członek Rady Nadzorczej Grupy Kapitałowej Cyfrowy Polsat, Laureat Konkursu Dyrektor Finansowy Roku w kategorii Duże Przedsiębiorstwa – edycja za rok 2011

W poprzednich edycjach Konkursu statuetka i tytuł Dyrektora Finansowego Roku trafiły do: Adama Pieniackiego – York International (2005), Karen Burgess – TVN (2006), Krzysztofa Zoły – Złomrex (2007), Tadeusza Piotra Kozaczyńskiego – Trakcja Polska (2008), Mariusza Machajewskiego – Grupa Lotos (2009), Sławomira Kubickiego – Grupa Allegro i Grzegorza Grabowicza – Magellan (2010), Tomasza Szeląga – Cyfrowy Polsat i Damiana Bijowskiego – Górnośląskie Towarzystwo Lotnicze (2011), Katarzyny Grabowskiej – Bać-Pol (2012) i Arkadiusza Dorynka – Platige Image (2012), Grzegorza Dzika – Neuca (2013), Bogusława Galusika – Polfurnitur (2013), Marka Gruszeckiego – Quad/Graphics Europe i Beaty Ewy Janowskiej – Conbelts Bytom (2014), Izabela Plewnia – Wawrzaszek Inżynieria Samochodów Specjalnych (2015). Podczas ubiegłorocznej edycji za dokonania w 2016 roku, nagrodę otrzymała: Barbara Baran – Spektrum, Olga Danuta Panek – Famur.

ORGANIZATORZY I PARTNERZY PROJEKTU Dyrektor Finansowy Roku

Organizatorami są: Association of Chartered Certified Accountants (ACCA), Centrum Idei Gospodarczo Ekonomicznych oraz Euler Hermes.

Partnerem strategicznym projektu jest: mBank.

Tegoroczna edycja odbywa się dzięki wsparciu: Canon, Grant Thornton oraz Union Investment TFI.

Partnerami medialnymi są: Dziennik Gazeta Prawna, inwestorzy.tv, MyCompany, money.pl oraz Wirtualna Polska.

Konkurs oraz cykl Kongresów wspierają także: Klub Dyrektorów Finansowych „Dialog”, Fundacja Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Krajowa Izba Gospodarcza, Krakowski Klub Biznesowy, Nadzorkorporacyjny.pl, Podkarpacki Klub Biznesu, Polska Izba Biegłych Rewidentów, Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, Stowarzyszenie Polskich Skarbników Korporacyjnych (PCTA), Regionalna Izba Gospodarcza Pomorza, Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach, Stowarzyszenie Interim Managers oraz Wielkopolska Izba Przemysłowo-Handlowa.

Projekt patronatem medialnym został objęty przez: biznes2biznes.com, Controling i Zarządzanie, Gazetę Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Polską Agencję Prasową oraz Polish Market.

Tauron negocjuje kupno pięciu farm wiatrowych należących do grupy in.ventus

TAURON Polska Energia otrzymał 2 października 2018 roku zaproszenie do rozpoczęcia negocjacji w sprawie nabycia pięciu farm wiatrowych należących do grupy in.ventus. Farmy wiatrowe, będące przedmiotem negocjacji, zlokalizowane są w północnej części Polski, a ich łączna moc zainstalowana wynosi około 200 MW.

Celem negocjacji będzie określenie parametrów finansowych i warunków transakcji zakupu. Jej finalizacja będzie uzależniona od uzyskania satysfakcjonujących wszystkie strony wyników negocjacji.

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

– Grupa TAURON dąży do dywersyfikacji segmentu odnawialnych źródeł energii. W przypadku zakupu przedmiotowych farm podwoimy nasze moce wytwórcze w technologii wiatrowej. Jestem przekonany, że powiększenie portfela o tego typu aktywa przyniesie korzyści Grupie TAURON i jej interesariuszom – mówi Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia. – Zainteresowanie tymi aktywami wpisuje się bezpośrednio w Strategię Grupy TAURON i w globalny trend rozwoju odnawialnych źródeł energii – dodaje.

Farmy wiatrowe, objęte przedmiotem transakcji, zlokalizowane są na północy Polski w województwach kujawsko-pomorskim, zachodniopomorskim oraz warmińsko-mazurskim i obejmują 82 turbiny.

O podpisaniu prawnie wiążącej dokumentacji dotyczącej transakcji lub o zakończeniu negocjacji dotyczących transakcji w inny sposób, TAURON poinformuje w najbliższych miesiącach.

Proekologiczna aktywność

Grupa TAURON posiada już wśród swoich aktywów wytwórczych 34 elektrownie wodne, cztery farmy wiatrowe i trzy bloki biomasowe. Obecnie łączna moc zainstalowana w odnawialnych źródłach energii należących do Grupy TAURON to 439 MW.

Wydatki na inwestycje proekologiczne Grupy TAURON w latach 2016-2017 wyniosły ponad 650 milionów zł. Większość z nich przyczyniła się do poprawy efektywności wysokosprawnych i niskoemisyjnych aktywów wytwórczych, minimalizacji strat sieciowych, promowania ciepła systemowego, rozwoju gospodarki obiegu zamkniętego, wspierania e-mobilności i przechodzenia klientów na coraz bardziej przyjazne środowisku źródła ciepła.

W zależności od kształtu rynku mocy i ustawy kogeneracyjnej, jak i nowelizacji ustawy o OZE, Grupa rozważy różne scenariusze inwestycyjne m.in. akwizycje w segmencie OZE i ciepłownictwie oraz własny projekt morskiej farmy wiatrowej.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – wrzesień 2018 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 20,0% rdr do 21,9 mld zł we wrześniu 2018 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 1,7% rdr
    do poziomu 720,3 tys. szt. we wrześniu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 145,7% do poziomu
    30,8 TWh we wrześniu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym r. o 39,6% rdr do 19,4 TWh we wrześniu 2018 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia[2] na rynku spot o 9,3% do 4,1 TWh we wrześniu 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 25,2 mld zł we wrześniu 2018 r., czyli o 28,7% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła we wrześniu 2018 r. o 20,0% rdr do poziomu 21,9 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła we wrześniu 2018 r. poziom 1,1 mld zł o 26,0% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec września 2018 r. wyniosła 58 974,76 pkt i była o 8,3% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect we wrześniu 2018 r. odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 6,1% rdr do poziomu 114,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect we wrześniu spadła o 6,5% rdr i wyniosła 102,6 mln zł.

We wrześniu 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 720,3 tys. szt., o 1,7% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł o 3,6% do poziomu 135,8 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 83,1 mld zł na koniec września 2018 r. wobec 68,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła we wrześniu 2018 r. o 32,8% rdr do poziomu 154,5 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w sierpniu tego roku 40,5 mld zł i była o 36,5% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym we wrześniu 2018 r. wyniósł 30,8 TWh, co oznacza wzrost o 145,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 167,4% rdr do poziomu 28,6 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł we wrześniu 2018 r. 19,4 TWh, o 39,6% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 39,2% do poziomu 0,9 TWh. Na rynku terminowym odnotowano natomiast wzrost o 48,5% do poziomu 18,6 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł we wrześniu 2018 r. 4,1 TWh, co oznacza wzrost o 9,3% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 71,0% rdr osiągając we wrześniu 2018 r. poziom 17,5 ktoe[5].

We wrześniu 2018 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, w porównaniu do 21 sesji rok wcześniej.

Kapitalizacja 421 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec września 2018 r. 624,62 mld zł (146,23 mld EUR). Łączna kapitalizacja 470 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec września tego roku 1 235,93 mld zł (289,35 mld EUR).

Na NewConnect we wrześniu 2018 r. zadebiutowała spółka Medinice o wartości oferty 4,88 mln zł.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)

[3] Od 3 stycznia 2018 r. w związku z wejściem MiFID 2 obligacje Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) są kwalifikowane jako obligacje skarbowe, a obligacje EBI jako obligacje komunalne. W związku z tym dane o wartości emisji obligacji nieskarbowych z poprzednich komunikatów obrotowych są nieporównywalne z danymi prezentowanymi w tym komunikacie.

[4] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[5] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Jak skutecznie umawiać spotkania przez telefon z klientami ubezpieczeniowymi

Jak skutecznie umawiać spotkania przez telefon z klientami ubezpieczeniowymiJak mówi Marcin Kowalik – organizator jedynej w Polsce internetowej konferencji dla profesjonalistów ubezpieczeniowych Szczytu Ubezpieczeniowego – umawianie spotkań z klientami jest dla agentów ubezpieczeniowych największym wyzwaniem.

Wskazują na to wyniki kilku niezależnych ankiet które przeprowadzałem wśród agentów ubezpieczeniowych czytających moje publikacje. Wielu doradców mówi to też wprost na szkoleniach które prowadzę.

Umawianie spotkań przez telefon oraz zimne telefony ubezpieczeniowe są dla nich największym problemem.

– tłumaczy Kowalik.

Doświadczony trener sprzedaży – prelegentem Szczytu Ubezpieczeniowego

Warto więc wsłuchać się w potrzeby agentów ubezpieczeniowych. Dlatego też kolejną prelegentką Szczytu Ubezpieczeniowego 2018 będzie Izabela Krejca-Pawski, doświadczony trener sprzedaży.

Autorka książek „Elastyczne Zarządzanie Czasem” i „Sprzedaż. Tylko sprawdzone techniki” oraz licznych artykułów w czołowych magazynach dedykowanych sprzedaży i obsłudze klienta.

Jako trener od 6 lat zajmuje się zwiększaniem wyników i poprawianiem jakości pracy szkolonych osób.

Jak skutecznie umawiać spotkania w branży ubezpieczeniowej

Podczas Szczytu Ubezpieczeniowego 22.11.2018 prelegentka przedstawi prelekcję na temat „Jak skutecznie umawiać spotkania. Jak unikać 3 najczęstszych błędów w branży ubezpieczeniowej.”

Szczyt Ubezpieczeniowy to jedyna w Polsce internetowa konferencja dla profesjonalistów ubezpieczeniowych. Rok temu udział w niej wzięło ponad 500 profesjonalistów ubezpieczeniowych. 

Każdy może zdobyć darmowy bilet pozwalający obejrzeć bezpłatnie wszystkie prelekcje video 22.11.2018 przez 24 godziny.

VIP VIDEO 2018 natomiast gwarantuje dożywotni dostęp do wszystkich prelekcji video z edycji 2018.

Ceny VIP VIDEO 2018 będą się zmieniały z czasem:

do 22.11:          97 zł
22.11 – 29.11: 147 zł
30.11 – 10.12: 197 zł
od 11.12:         297 zł

Uczestnicy Szczytu mogą zdobyć wiedzę na tematy:

  • jak zdobywać więcej leadów ubezpieczeniowych
  • jak skutecznie domykać sprzedaż
  • jak zdobywać klientów z polecenia
  • jak stworzyć markę osobistą agenta i stać się autorytetem
  • jak pracować mądrze i znaleźć balans między pracą a rodziną

Obecnie swój udział w Szczycie Ubezpieczeniowym 2018 potwierdzili prelegenci:
Dr Filip Przydróżny, Michał Hładki, Izabela Krejca–Pawski, Waldemar Poberejko,  Marcin Rzetecki, Marcin Konopka.

Darmowe bilety na Szczyt Ubezpieczeniowy 2018 można zdobyć pod tym linkiem opisującym prelekcję Izabeli Krejca-Pawski o umawianiu spotkań przez telefon.

Liczba biletów jest ograniczona.

Kurs euro zyskuje po doniesieniach prasowych. Dziś decyzja RPP

Startuje nowy dzień, ale temat pozostaje ten sam: Włochy. Tym razem jednak rynki za dobrą monetę przyjmują deklarację Rzymu, że deficyt budżetowy będzie się kurczył, co daje nadzieję na wczesne zażegnanie sporu z Brukselą. EUR odbija, poprawia się apetyt na ryzyko. Na jak długo?

Rano EUR skoczyło po doniesieniach z włoskiej prasy, według której włoski rząd jest gotowy na ustępstwa wobec krytyki UE i zobowiąże się do obniżenia deficytu do 2 proc. PKB do 2021 r., zamiast podtrzymać deficyt na 2,4 proc. Projekt budżetu ma teraz zakładać 2,4 proc. w 2019 r. i 2,2 proc. w 2020 r. Co na pierwszy rzut oka wygląda na krok w dobrą stronę, jeszcze niczego nie gwarantuje. Poznaliśmy zaledwie zarys planu, nie znamy szczegółów, a co najważniejsze, nie wiemy jakie wzbudzi to komentarze z włoskiej sceny politycznej. Wszak dopiero co wczoraj mogliśmy usłyszeć, że Włochom lepiej byłoby bez UE. Poza tym deficyt na poziomie 2 proc. wciąż jest duży, szczególnie dla kraju z długiem publicznym prawie 140 proc. PKB. I na ile Bruksela uwierzy w zapewnienia Rzymu, albo jaką ma gwarancję, że draft budżetu na lata 2020-2021 nie będzie ponownie przepisany z wyższym deficytem? Ostateczny projekt budżetu ma być przesłany 15 października, a parlament włoski będzie nad nim głosował dopiero w grudniu. Stąd, choć dzisiejsza poprawa nastrojów jest uzasadniona, nie do wykluczenia są nowe, nagłe zwroty akcji. Z perspektywy EUR ważne jest, że EUR/USD nie złamał wczoraj 1,15 i dziś jesteśmy prawie figurę wyżej. Kolejny raz sprzedający dali się „wrobić” w zwiększanie pozycji na niskich poziomach z nadzieją na wyłamanie. Przy braku powrotu spadków, poziom frustracji będzie wzrastać i pokrywanie krótkich pozycji może być prostą siłą do odbicia. Ale nic nie jest pewne, kiedy ryzyko polityczne jest głównym motorem zmienności.

Po polu minowym posianym nagłówkami prasowymi porusza się też GBP. Dziś kończy się doroczny zjazd Partii Konserwatywnej, gdzie premier May będzie bronić tzw. plan Chequers, tj. projekt ustaleń dla opuszczenia UE. Jej zadanie nie będzie proste, gdyż May znajduje się pod presją czasu oraz krytyką, także z własnej partii. Wczoraj były minister spraw zagranicznych Boris Johnson wprawdzie wezwał do poparcia premier May, ale z drugiej otwarcie skrytykował Chequers. Boris wychodzi na osobę chcącą jednoczyć Torysów, co jest sprytną zagrywką w obliczu potencjalnych zamiarów przejęcia przywództwa w partii w niedalekiej przyszłości. Jednocześnie postawił premier May w trudnej sytuacji przed jej jutrzejszym wystąpieniem – May będzie musiała jasno się określić, gdzie stoi w temacie formy Brexitu? May musiałaby znaleźć złoty środek, który zadowoli wszystkich. Problem w tym, że w przeszłości nigdy niczym takim nie zaskoczyła.

Dziś w kalendarzu z Polski mamy decyzję RPP, po której zapewne kolejny raz usłyszymy, że poziom stóp procentowych nie zmieni się do 2020 r. Prawdopodobnie w obliczu słabego PMI i niższego odczyt CPI na początku tygodnia pojawiają się pytania, jak dane zmieniają perspektywy polityki pieniężnej. Wątpimy jednak, aby Rada miała diametralnie zmieniać strategię na podstawie danych z jednego miesiąca, więc status quo jest pozostaje bazowym scenariuszem. Złoty w dalszym ciągu podlega pod nastroje na rynkach zewnętrznych i uspokojenie wokół Włoch daje moment oddechu i przystanek przy 4,29. Ryzyka są jednak asymetryczne z większymi szansami na powrót ponad 4,30.

Poza tym pod lupą będą PMI dla usług z Wielkiej Brytanii, raport ADP o zmianie zatrudnienia i ISM dla usług z USA. Ropa naftowa czeka na raport DoE o zapasach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Aktualne stawki wynagrodzeń w sektorach farmaceutycznym oraz sprzętu medycznego

Dynamika i konkurencyjność branży farmaceutycznej oraz technologii medycznych powoduje, że rekrutacja zaangażowanych i wysoce wykwalifikowanych pracowników jeszcze bardziej zyskała na znaczeniu. Monika Kaźmierczak, manager w zespole Healthcare & Life Sciences w firmie rekrutacyjnej Michael Page, analizuje potrzeby firm z tych obszarów oraz omawia możliwe wynagrodzenia.    

Potrzeba potencjału przywódczego

Zgodnie z raportem firmy IQVIA w 2017 r. rynek farmaceutyczny w Polsce wart jest ponad 38 mld zł, co oznacza 4,9 proc. wzrost rok do roku. Z kolei wg danych Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju (MIiR) szacunkowa wartość polskiego rynku sprzętu medycznego to ok. 9,1 mld złotych.

Z uwagi na wartość tych rynków nie dziwi fakt, że MIiR uwzględniło producentów leków i wyrobów medycznych w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, jako ważne obszary dla krajowej gospodarki. Branże te nieustannie stoją przed wymogiem zwiększonej efektywności z naciskiem na badania i rozwój, a przy tym muszą być elastyczne pod kątem pojawiających się regulacji oraz zmian wynikających z nowoczesnych technologii – mówi Monika Kaźmierczak manager w zespole Healthcare & Life Sciences w Michael Page. – Wszystko to wpływa na fakt, że oprócz potencjału kompetencyjnego i eksperckiego rozumianego jako umiejętność wykonania danej pracy tu i teraz, firmy coraz większą uwagę zwracają na zdolności przywódcze oraz zaangażowanie i zbieżność aspiracji kandydata z wizją firmy. Umiejętność wyłonienia takiej osoby z pasywnego rynku pracownika oraz profesjonalnie i sprawnie poprowadzony proces rekrutacji wpływa na to, czy kandydaci finalnie decydują się na zmianę zawodową– wskazuje ekspertka.

Atrakcyjne wynagrodzenia i benefity

Wśród kandydatów poszukiwanych na rynku farmaceutycznym są m.in. doradcy medyczni z naciskiem na osoby w terenie współpracujące ściśle z działami komercyjnymi oraz managerowie ds. medycznych, a także eksperci ds. refundacji i kontaktów instytucjonalnych, co wynika z coraz bardziej nasyconego nowoczesnymi terapiami rynku, dużego wzrostu rejestracji w amerykańskiej Agencji Żywności i Leków oraz Europejskiej Agencji Leków, a także ograniczonego budżetu ochrony zdrowia i zawiłości przepisów regulacyjnych w Polsce.

Opracowany przez ekspertów Michael Page przegląd płac wskazuje, że zarobki doradcy medycznego zaczynają się na poziomie 12 tys. zł brutto, a mogą wynieść 20 tys., co uzależnione jest od posiadanego doświadczenia. Do miesięcznego wynagrodzenia należy także doliczyć bonusy wynoszące między 20-30 proc. oraz samochód służbowy lub ekwiwalent. Pensja osoby na stanowisku Medical Sciences Liaison to natomiast przedział między 10-15 tys. zł brutto oraz bonusy na poziomie 10-20 proc. Wynagrodzenie kierownika ds. medycznych to z kolei 15-22 tys. zł plus premia w wysokości 20-25 proc., auto oraz dodatkowe benefity – wymienia Monika Kaźmierczak. – Tymczasem osoba pełniąca funkcję managera w dziale refundacji może liczyć na wynagrodzenie w przedziale 18-25 tys. zł brutto oraz bonusy wynoszące 20-25 proc. i służbowy samochód czy też ekwiwalent. Należy także zaznaczyć, że coraz więcej pracowników z doświadczeniem w tym dziale obejmuje role w zarządach. Warto też wspomnieć, że w kwestii dodatków do wynagrodzenia na rynku farmaceutycznym w mniejszych organizacjach, pracownicy mogą także otrzymać pakiet firmowych akcji – dodaje ekspertka Michael Page.

Otwarcie na osoby spoza branży w sektorze sprzętu medycznego  

Na rynku sprzętu medycznego, który do niedawna charakteryzował się wysokim poziomem hermetyczności w przepływie pracowników, a niska rotacja i wieloletni staż pracy były siłą firm z uwagi na bardzo relacyjny i regulowany rynek, nastąpiła widoczna zmiana. W obliczu konieczności poszukiwania przez firmy nowych rozwiązań, zwłaszcza w sposobie sprzedaży ich produktów, sektor urządzeń medycznych otworzył się na rekrutację pracowników z takich branż jak farmacja, biotechnologia czy też innych obszarów, w których ważne jest doświadczenie w sprzedaży przetargowej oraz znajomość prawa zamówień publicznych.

Jednymi z najbardziej poszukiwanych ekspertów w tym obszarze są Kierownicy Produktu, których zarobki w zależności od doświadczenia mogą wynieść od 10 do 18 tys. zł brutto. Wynagrodzenie Kierowników Regionalnych w sprzedaży waha się z kolei między 8 a 14 tys. zł brutto miesięcznie. W firmach widoczne jest także zapotrzebowanie na specjalistów ds. produktu z wiedzą techniczną, wspierających często dział serwisu , których pensja zaczyna się od 6,5 tys. zł brutto, a może wynieść 10 tys. zł brutto. W przypadku Kierowników Produktu i Kierowników Regionalnych należy doliczyć bonusy wynoszące 15-25 proc. oraz samochód służbowy lub ekwiwalent.

Ewolucja w podejściu firm z sektora urządzeń medycznych do zarządzania talentami wymaga przełamania dotychczasowych schematów i mentalności, ale zarządzający tymi spółkami w Polsce potwierdzają skuteczność wprowadzania „świeżego” spojrzenia do zespołów, co dodatkowo wspiera procesy zmiany w organizacji i przyczynia się do większej skuteczności  – zauważa Monika Kaźmierczak.

Czyja to wina? Kiedy sprawca wypadku jest jednocześnie jego ofiarą

W Polsce doszło do ponad 32,8 tys. wypadków drogowych w 2017 r. (dane za Komendą Główną Policji). Statystyki są bezwzględne, mimo że z roku na rok wypadków jest coraz mniej (w ostatnim dziesięcioleciu ich liczba spadła o ponad 16 tys. rocznie), to liczba ofiar jest i tak wysoka. W 2017 r. w wyniku takich zdarzeń zmarło 2,8 tys. osób, a rannych zostało 39,5 tys.

Wypadek drogowy może zmienić życie o 180 stopni, jednak osoby poszkodowane mogą starać się o odszkodowanie za takie zdarzenie. Warunek jest jeden – nie można być sprawcą wypadku! Z przyczyn oczywistych sprawca nie ma szans na odszkodowanie. Jednak życie pisze różne scenariusze. Co wtedy, kiedy wina jednej strony nie jest oczywista?

Wymieniał koło na autostradzie i… zginął

Pan Andrzej* złapał gumę na autostradzie, nie miał wyjścia – musiał zatrzymać się w miejscu niedozwolonym. Wymiana dotyczyła koła lewego, więc strony bliżej pasa ruchu. Doszło do wypadku i to śmiertelnego – potrąciła go ciężarówka. Całą winą za wypadek obarczono Pana Andrzeja, a prokuratura umorzyła śledztwo. Jednak żona zmarłego przekazała sprawę do kancelarii odszkodowawczej Auxilia.

Kierowca samochodu dostawczego jechał pojazdem przeładowanym o ponad tonę. Poza tym we krwi kierowcy pojazdu ciężarowego została wykryta obecność dopalaczy. – mówi Kamila Barszczewska, Wiceprezes Zarządu spółki Auxilia – Dlatego współpracująca z nami kancelaria prawna zgłosiła zarzuty do opinii biegłych i złożyła zażalenie na umorzenie śledztwa. Kolejne ekspertyzy  wykazały, że obecność substancji odurzającej we organizmie kierowcy miała znaczny wpływ na jego czas reakcji i stan psychofizyczny. – dodaje.

Ostatecznie bliscy zmarłego doczekali się sprawiedliwego wyroku, bo proces wykazał, że winnym  spowodowania wypadku jest również kierowca ciężarówki, który został skazany prawomocnym wyrokiem.

Jazda na podwójnym gazie

Jeśli kierowca prowadzi auto na podwójnym gazie, to wina wydaje się oczywista. Ale co wtedy, kiedy obaj kierowcy znajdują się pod wpływem alkoholu? Po czyjej wówczas stronie leży odpowiedzialność?

Do takiej sytuacji doszło w centralnej Polsce, gdzie zderzyły się dwa samochody osobowe. W wyniku wypadku jeden z kierowców zmarł. Po fakcie okazało się, że obaj prowadzący byli nietrzeźwi. Jednak prokuratura obarczyła winą tylko jednego, twierdząc że zjechał na przeciwny pas ruchu.

Dopiero interwencja pełnomocnika rodziny zmarłego spowodowała ponowne ekspertyzy biegłych. Biegli ustalili, że obaj kierowcy znajdowali się za blisko osi jezdni. Ostatecznie sąd orzekł, że winę ponoszą obie strony zdarzenia, a nie tylko zmarły kierowca.

Trudno jest usprawiedliwiać zmarłego kierowcę. Zasiadł za kółkiem z promilami we krwi. I to jest fakt. Jednak dzięki sprawiedliwemu rozstrzygnięciu sprawy karnej, jego bliscy mogą starać się o zadośćuczynienie za śmiertelny wypadek.

Nie zapiął pasów i jechał z pijanym kierowcą – czy to jego wina?

17-letni Piotrek wracał z imprezy zakrapianej alkoholem jako pasażer samochodu osobowego. Sam również znajdował się pod wpływem. Być może dlatego nie zapiął pasów bezpieczeństwa. Kiedy doszło do wypadku i auto uderzyło w przydrożne drzewo, wypadł z pojazdu. Zmarł w wyniku doznanych obrażeń. Jak się okazało, kierowca posiadał 2 promile alkoholu we krwi.

W sprawach o określenie przyczyn wypadku i określenie odpowiedzialność za wypadek ustala się swego rodzaju proporcje odpowiedzialności. Kto, w jakim stopniu przyczynił się do wypadku bądź doznanych w jego efekcie obrażeń. W tym przypadku zakład ubezpieczeń likwidując szkodę, uznał aż 80% przyczynienia do wypadku po stronie zmarłego.

Podczas rozprawy sądowej o zadośćuczynienie dla rodziców, sąd obniżył przyczynienie do 65%, uznając winę Piotrka za niezapięcie pasów oraz świadomą jazdę z pijanym kierowcą. Jednak prowadzący sprawę adwokat nie poprzestał na tym i złożył apelację od wyroku.

Kolejne opinie biegłych wykazały, że nawet zapięte pasy nie uchroniłyby przed śmiertelnym skutkiem uderzenia w drzewo. Sąd przychylił się ostatecznie do argumentacji, że Piotrek niekoniecznie wiedział, iż jego kolega znajduje się pod wpływem alkoholu, zaś niezapięcie pasów nie miało żadnego wpływu na zakres obrażeń pasażera.

Ostatecznie sąd uznał odpowiedzialność zmarłego w zaledwie 30% a nie w 80 %, jak  przyjął zakład ubezpieczeń. Dzięki takiemu rozstrzygnięciu rodzice otrzymali 140 tys. zadośćuczynienia zamiast uznanych pierwotnie przez ubezpieczyciela 8000 zł.

Istotne jest ustalenie odpowiedzialności za wypadek

Dlaczego tak istotne jest określenie winy czy współwiny uczestników wypadku? Szczególnie wtedy, kiedy jeden z uczestników zmarł. Przecież i tak nie jesteśmy w stanie pomóc mu w żaden sposób.

Możemy jednak pomóc rodzinie zmarłej w wypadku osoby. Przede wszystkim chodzi o poczucie sprawiedliwości. Poza tym określenie winnego ma znaczenie dla prowadzonych procesów sądowych dotyczących uzyskania odszkodowań czy zadośćuczynienia dla bliskich osób zmarłych. Sprawca oraz jego rodzina nie ma prawa do uzyskania takich roszczeń. – wyjaśnia Kamila Barszczewska, Wiceprezes Zarządu Auxilia S.A.

Nie zawsze jednoznaczne określenie sprawcy wypadku jest łatwe, ani oczywiste. Bywają i takie sytuacje, w których sprawca jest jednocześnie ofiarą, a wina rozkłada się na wszystkich uczestników wypadku. Dlatego sprawy karne prowadzone po wypadkach samochodowym rozgrywają się w oparciu o opinie biegłych, obie strony postępowania szukają dowodów i przedstawiają swoje racje.

Warto wówczas zwrócić się do wyspecjalizowanej kancelarii odszkodowawczej, która rozpozna sprawę i podejmie decyzję o prowadzeniu lub nie sprawy karnej. Należy pamiętać, że wygrana sprawa karna otwiera drogę do postępowania mającego na celu uzyskanie często bardzo wysokiego odszkodowania bądź zadośćuczynienia za straty poniesione  w wyniku wypadku drogowego.

Auxilia już od 15 lat wspiera osoby poszkodowane w wypadkach oraz pomaga ich bliskim uzyskać zadośćuczynienie i rekompensatę za poniesione krzywdy. W tym okresie jej pracownicy obsłużyli 6 tys. spraw, a łączna kwota wypłaconych z tego tytułu odszkodowań wynosi 280 mln zł. Od 2016 roku Auxilia jest notowana na rynku New Connect prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych S.A.

* Dane osobowe wymienionych w tekście uczestników wypadków zostały zmienione.

Co daje PPK w porównaniu do OFE?

Pracownicze Plany Kapitałowe to zupełnie inny system niż Otwarte Fundusze Emerytalne. W ustawie o OFE było zapisane, że jest to część powszechnego, publicznego systemu ubezpieczeń społecznych. Sposób ich finansowania pochodził z podziału składek płaconych z tego właśnie tytułu.

– PPK są systemem w pełni dobrowolnym i prywatnym. Gwarancja prywatności środków wpisana jest jasno w ustawie. Najlepszym tego potwierdzeniem ich bezpieczeństwa jest możliwość wypłacenia ich w dowolnym momencie – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju – To, co wpłacamy oraz część, którą dokłada pracodawca – po potrąceniu dopłat ze strony budżetu państwa (ich przeznaczeniem są świadczenia emerytalne), można w każdej chwili wypłacić. Możliwe jest także pobranie ich po ukończeniu 60-tego roku życia. OFE nie oferowało takich rozwiązań. Pracownicze Plany Kapitałowe są naszym prywatnym systemem dodatkowego oszczędzania długoterminowego. Możemy robić to w depozytach, PPK czy w IKE. Sądzę, że dzięki PPK wzrośnie oferta różnych form gromadzenia środków na przyszłość dla osób pracujących – dodał Borys.

RPP bez zmian? Ceny w Turcji wystrzeliły

Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie powinno zmienić stóp procentowych. Włosi idą powoli na ustępstwa w sprawie polityki budżetowej. Turecka inflacja wśród 10 najwyższych na świecie.

Decyzja w sprawie stóp procentowych w Polsce

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Decyzja w sprawie stóp procentowych zdaniem niemal wszystkich analityków powinna okazać się formalnością. Są oni zgodni, że stopy nie zmienią się, nie tylko na dzisiejszym spotkaniu ale również na kilku kolejnych. Inflacja wciąż pozostaje poniżej celu inflacyjnego co powoduje, że nie ma presji na zwiększanie kosztu pieniądza. Taki ruch mógłby zdusić bardzo dobry wzrost gospodarczy. Wiele osób wskazuje, że stopy zaczną rosnąć dopiero gdy podobny ruch rozpoczną w Unii Europejskiej. Z kolei patrząc na beztroskę budżetową Włochów dzień kiedy to się zacznie znów się oddala.

Włosi niby uginają się pod naciskiem Unii

Rząd w Rzymie po krytyce spowodowanej podwyższeniem deficytu budżetowego na 2019 rok trzykrotnie zobowiązał się na lata 2020 i 2021 obniżyć go. Zmiana ma wynieść odpowiednio 0,2% i 0,4%. W rezultacie zamiast jak wcześniej niecałego procenta zobaczymy odpowiednio 2,2% i 2,0%. Nawet jeżeli politycy odnotowują to jako sukces inwestorzy wiedzą swoje. Miernikiem ich zaufania jest koszt na jaki pożyczają Włochom kapitał. Na początku tygodnia okazało się, że jest to już droższe niż w przypadku Polski pomimo niższych stóp procentowych. W ciagu tygodnia zresztą koszt ten wzrósł o 0,5%. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, to biorąc pod uwagę zadłużenie Włoch na ponad 130% PKB łatwo można oszacować ile dodatkowo będzie ich kosztować obsługa długu.

Turcja znów straszy

Po tym jak lira turecka gwałtownie straciła na wartości stało się to czego spodziewała się większość analityków. Gwałtownie w górę skoczyła inflacja. Powód jest prosty. Słaba waluta, to drogie towary importowane i wsparcie dla eksportu. W rezultacie wielu przedsiębiorców podniosło ceny na rynek krajowy mogąc korzystnie sprzedać za granicę. Wzrost cen wynosi już niemal 25% w skali roku. Jest to 8 najgorszy wynik na świecie, co nie brzmi tak źle, jak nie spojrzy się jakie państwa są powyżej. W rezultacie tych danych doszło zresztą do dalszego osłabienia liry.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 16:00 – Polska – konferencja po posiedzeniu RPP.

Do tego warto zwrócić uwagę, że dzisiaj Rumunia również zadecyduje o zmianie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rolnicy dostają zbyt mało za warzywa i owoce. Jednocześnie w sklepach jest za drogo

Blisko 80% konsumentów uważa, że producenci warzyw i owoców otrzymują w skupie zbyt mało za swoje plony. Jednocześnie klienci oczekują niższych cen w sklepach. Dodatkowo, ponad 60% ankietowanych stwierdza, że sieci handlowe za dużo zarabiają na sprzedaży tego typu produktów względem tego, ile płaci się za nie rolnikom. Zdaniem ekspertów, łatwo jest uznać, że ktoś na nich „żeruje”. Ludziom zwyczajnie brakuje wiedzy na temat nowoczesnego handlu. Nabywcy towarów nie zdają sobie sprawy z tego, że niewielkie dochody wytwórców są efektem rozdrobnienia produkcji, jej obsługi, logistyki, a także niskiej siły negocjacyjnej tej grupy zawodowej. Takie wnioski przynosi badanie Hiper-com Poland oraz zarządcy aplikacji mobilnej Blix.  

Niskie ceny w skupach

– Opinia o krzywdzie rolników jest wyrazem pewnego stanu świadomości społecznej, która ma mniejszy związek z byciem konsumentem, niż z faktem odbierania komunikatów politycznych i medialnego funkcjonowania tej grupy zawodowej. Ukryty postulat, by więcej płacić producentowi, uderza więc hipotetycznie w portfel klienta, co ma swoją przyczynę w moralizatorskim, a nie w ekonomicznym przekazie publicznym. Nabywca towaru nie może samodzielnie zweryfikować jego treści – tłumaczy dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Z kolei według Marcina Lenkiewicza, wiceprezesa Grupy Mobilnej Qpony-Blix, postrzeganie przez konsumentów faktu, iż rolnicy otrzymują zbyt małe kwoty za płody rolne, wynika z dwóch zasadniczych przesłanek. Po pierwsze klienci uważają polskie warzywa i owoce za produkty wysokiej jakości, a po drugie cenią ich ciężką pracę i podejmowane ryzyko biznesowe, m.in. związane z pogodą.

– Wygląda na to, że prasa i telewizja, a także rodzinne opowieści przekonują konsumentów o zaniżaniu cen w skupach. Gdy porównujemy je z kosztami zakupu produktów w sklepach, rzeczywiście różnice są bardzo duże. Niedawne protesty rolników oraz dodatkowe kontrole UOKiK tym bardziej zwracają uwagę na całą sprawę – tłumaczy Hubert Majkowski, Country Manager Hiper-com Polska.

Nabywcy użalają się nad losem rolników otrzymujących groszowe kwoty za warzywa i owoce, ale z drugiej strony oczekują niższych cen w sklepach. Według dr. Marii Andrzeja Falińskiego, decyduje o tym potoczna świadomość, oparta o stereotypy i uproszczenia, odwołujące się zwyczajnie do emocji. A komentarz ekonomiczny jest przez tzw. przeciętnego odbiorcę odrzucany, ponieważ powoduje dyskomfort emocjonalny.

– Warto też zauważyć, że solidarność z rolnikami często kończy się wtedy, kiedy polski konsument ma finalnie zapłacić więcej za warzywa i owoce. Oczekiwania co do jeszcze niższych cen tego typu asortymentu tworzą narastającą presję wśród sieci handlowych. A to bezpośrednio i w sposób konsekwentny odbija się na zarobku producentów – uważa Marcin Lenkiewicz.

W sklepach za drogo

Zdaniem Huberta Majkowskiego, poczucie społecznej więzi z rolnikami wynika z faktu, że przez dziesiątki lat klienci kupowali warzywa i owoce na lokalnych targowiskach i bazarach lub w inny sposób, np. bezpośrednio od producentów. Jednak obecnie to się mocno zmieniło, pojawili się pośrednicy, uznawani za kombinatorów, chętnych do maksymalizacji zysków kosztem rolników i konsumentów. I rzeczywiście, takie praktyki na rynku się zdarzają. Gdy klient porównuje cenę w skupie z wielokrotnie droższymi ofertami w sklepach, obwinia za to m.in. wielkie sieci handlowe.

– Aż 61% ankietowanych uważa, że sieci handlowe zbyt dużo zarabiają na sprzedaży owoców i warzyw w stosunku do stawek w skupach. Tylko 13% respondentów ma odmienne zdanie na ten temat. Pozostali nie potrafią tego osądzić lub nie interesują się tą sprawą. Polacy tak samo troszczą się o rolników, jak i o zasobność własnych portfeli. Z jednej strony nie chcą wydawać więcej na ich produkty, a z drugiej – chcieliby, aby duży biznes stawiał na odpowiedzialność społeczną – twierdzi Marcin Lenkiewicz.

Natomiast ekspert z Hiper-com Poland wskazuje, że w związku z bliskim kontaktem konsumentów ze sklepami są one bezpośrednio obciążane złym wizerunkiem za ceny warzyw i owoców. Jednak należy zauważyć także to, że 22% badanych nie potrafi stwierdzić, czy sprzedawcy detaliczni rzeczywiście zarabiają za dużo. Wiadomo jaka jest cena na wejściu w skupie i jaka na wyjściu, ale nie znamy zysków kolejnych ogniw, tj. wszelkiego rodzaju pośredników. A to powoduje realny problem rzetelnej oceny tej sytuacji.

– Nowoczesny handel stał się medialnym chłopcem do bicia. Zrozumienie kosztów w łańcuchu dostaw u producenta, pośrednika, logistyka, handlowca i konieczności uwzględnienia strat w świeżych produktach nie jest proste. Łatwiej uznać, że ktoś się obłowił albo żeruje. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że niskie stawki dla rolników to skutek rozdrobnienia produkcji, jej obsługi, logistyki, a także niskiej siły negocjacyjnej i braku efektywnej organizacji producenckiej – informuje dr Faliński.

Powinno być taniej?

Kolejny wynik pokazuje, że 80% ankietowanych oczekuje obniżenia cen przez sieci handlowe, skoro rolnicy otrzymują zbyt niskie stawki za plony. W opinii Huberta Majkowskiego, takie wnioski są prawidłowe. Wytwórcy powinni zarabiać na swojej produkcji, a nie sprzedawać po tzw. kosztach, gdy w tym samym czasie pośrednicy na tym zarabiają. Ekspert podkreśla, że powinno się wprowadzić kontraktację przed sezonem, zamiast określania cen w danym dniu, co wymusza sprzedaż po narzuconych wartościach. Dotyczy to przede wszystkim trudnych w przechowywaniu warzyw i owoców. Country Manager Hiper-com Polska uważa również, że sieci handlowe mają swój udział w dyktacie cen, ale ważniejsze jest zrozumienie, co się dzieje z towarem pomiędzy producentem a detalistą. A o tym już mało kto wspomina.

– Opinia badanych potwierdza absurdalność potocznego myślenia. Rozproszony rynek producentów, w zderzeniu ze skoncentrowanym rynkiem odbiorców, głównie przetwórców, reaguje niską ceną, szczególnie w warunkach nadprodukcji. Polityka rolna, zamiast planować wolumen produkcji, komponować ją z koniecznym importem i kreować skonsolidowane jednostki produkcyjne, brnie w dopłaty, odszkodowania i inne instrumenty – szczególnie w okresach przedwyborczych. Niestety trend polityczny i stan prawny rozwija się w odwrotnym kierunku, a problemy propagandowo przykrywane są agrarystycznym, plebejskim moralizatorstwem – zaznacza dr Maria Andrzej Faliński.

Łącznie tylko 9% ankietowanych stwierdza, że sieci handlowe nie powinny obniżać swoich cen. W sumie 11% nie ma zdania na ten temat lub nie interesuje się sprawą. Jednak, jak podsumowuje Marcin Lenkiewicz, dla większości Polaków koszty zakupów mają ogromne znaczenie. Dominuje oczekiwanie, żeby zawsze były jak najmniejsze. To po części wynika z oszczędności, ale także z braku powszechnej wiedzy o prawach rządzących rynkiem. Ekspert nie przewiduje, aby pod wpływem opinii klientów sieci mogły jeszcze taniej sprzedawać warzywa i owoce. Już i tak często wprowadzają na nie promocje. I dodaje – że takie rabaty są zwykle widoczne na pierwszych stronach gazetek. Zatem krytykowanie sklepów za ich oferty może tylko doprowadzić do tego, że rzadziej będą zaopatrywały się u rodzimych producentów. A oni na tym z pewnością nie zyskają.

Badanie zostało przeprowadzone przez Hiper-com Poland oraz zarządcę aplikacji mobilnej Blix na przełomie sierpnia i września br. na terenie 6 dużych miast (Warszawa, Kraków, Katowice, Wrocław, Poznań i Łódź). Próba obejmowała 514 osób bezpośrednio robiących zakupy w sieciach handlowych. Ankietowano tylko tych, którzy na początku zadeklarowali, że regularnie sami robią zakupy (przynajmniej raz w tygodniu), a także czytają lub szukają promocji w papierowych bądź elektronicznych gazetkach reklamowych.

Rząd ma plan na zatory płatnicze. Eksperci: Nie termin jest problemem, ale niepłacący kontrahenci

Długie terminy płatności mogą doprowadzić do poważnych problemów finansowych wielu przedsiębiorstw. A dla małych firm – podwykonawców w dużych kontraktach – często bywają wyrokiem śmierci. Remedium ma być narzucenie odgórnych terminów płatności. Pytanie, czy będzie ono skuteczne. Eksperci są w tej sprawie podzieleni. Jedni uważają, że to krok w dobrym kierunku, a inni mają poważne wątpliwości i wskazują raczej na konieczność poprawy praw wierzycieli w postępowaniach sądowych. Brak środków za wykonane prace ogranicza ich płynność finansową. Utrudnia też prowadzenie inwestycji niezbędnych dla rozwoju gospodarki.

Rząd walczy z zatorami

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii proponuje nowe rozwiązania, które mają ukrócić praktyki przedłużania w nieskończoność spłaty zaległości. Przede wszystkim podmioty publiczne miałyby 30 dni na płatności, a duże firmy – 60. Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, informuje, że projekt ustawy skierowano do konsultacji. Udostępniono też Białą Księgę, stanowiącą zbiór praktyk stosowanych w państwach członkowskich UE. Mają one rozmaity charakter i w znacznym stopniu różnią się od siebie zakresem ingerencji w prawo przedsiębiorców do swobodnego kontraktowania, w tym również określania terminów zapłaty.

– Rządowy pomysł nie przyniesie skutków zakładanych przez ustawodawcę. Głównym problemem nie są długie terminy, ale ich niedotrzymywanie. Zwykle lepszy jest dłuższy okres zagwarantowanej zapłaty od krótszego bez takich zobowiązań. Planowane regulacje mogą też ingerować w swobodę zawierania umów. Lepiej skupić się na przyspieszeniu spraw windykacyjnych i zapewnieniu realnej możliwości zabezpieczenia majątku dłużnika na wczesnym etapie postępowania – uważa adwokat Radosław Płonka, ekspert z Business Centre Club.

Odmienny pogląd wyraża Arkadiusz Pączka, szef centrum monitoringu legislacji Pracodawców RP, przekonując, że skrócenie terminów płatności, zwłaszcza w sektorze publicznym, powinno doprowadzić do ograniczenia zatorów płatniczych. Będzie też wzorcem postępowania dla sektora prywatnego, gdzie płatności także są odsuwane w odległą przyszłość. Często sięgają nawet 180 dni, czyli niemal pół roku. To niebezpieczne zjawiska. Bez kapitału nie da się przeprowadzić inwestycji, a opóźnienia ograniczają płynność finansową i możliwość odłożenia środków na nowe przedsięwzięcia.

– Problemy z zatorami przejawiają się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to długie terminy zapłaty przewidziane w umowach. W niektórych przypadkach wiążą się z faktycznym wykorzystywaniem lepszej pozycji negocjacyjnej większych podmiotów względem mniejszych kontrahentów. Drugi aspekt to przedłużanie czasu zapłaty poza przewidziane możliwości w przepisach lub umowie. Z tymi dwoma zjawiskami należy postępować w różny sposób, dlatego też ważne jest, by je dostrzegać – wskazuje Jakub Bińkowski, sekretarz departamentu prawa i legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Trudna windykacja

Na razie wierzycielom pozostaje prowadzenie windykacji. Radosław Płonka podkreśla jednak, że choć w ciągu kilku tygodni można uzyskać nakaz zapłaty, później pojawiają się problemy. Dłużnik może złożyć sprzeciw i przedłużać postępowanie o miesiące, a nawet lata. Zdaniem eksperta z BCC, państwo koncentruje się na relacjach między przedsiębiorcami, a nie na naprawie opieszale działającego systemu wymiaru sprawiedliwości. Adwokat uważa też, że jeśli duże podmioty narzucają odległe terminy płatności, to nie ma obowiązku zawierania z nimi umów. Co więcej, większość z nich płaci na czas. Jednak planowane regulacje mają zmusić do regulowania należności w umówionym czasie.

– Zgodnie z projektem limity czasowe obejmą podmioty publiczne i duże przedsiębiorstwa. Sektor MŚP jest od ich zleceń uzależniony i zwykle ponosi konsekwencje przedłużających się terminów płatności. Ale i w tej grupie dochodzi do nieprawidłowości i opóźniania spłaty należności. Poczekajmy jednak rok, by móc ocenić skutki działania ustawy. Wtedy będzie można myśleć o jej ewentualnym rozszerzeniu na mniejsze firmy. A na razie należy wzmocnić ochronę właśnie tej grupy przedsiębiorstw przede wszystkim w umowach z dużymi klientami i koncernami – stwierdza Arkadiusz Pączka.

Największe problemy z zatorami płatniczymi ma branża budowlana. Pojawia się więc pytanie, czy planowane regulacje mają dotyczyć wszystkich, czy tylko tych, którzy najczęściej zwlekają z zapłatą. Jakub Bińkowski uważa, że potrzebujemy po prostu dobrych i przejrzystych przepisów, a podział branżowy to droga donikąd.

– Jestem przeciwnikiem wyjątków. Jeśli wprowadzamy zmiany, to powinny one dotyczyć wszystkich. Wyłączenia zawsze prowadzą do problemów. Teraz mówimy głównie o budowlance, ale wkrótce problemy z zatorami mogą dotknąć branży chemicznej, spożywczej czy energetycznej. Powinniśmy stosować jednakową miarę dla każdego – przekonuje szef centrum monitoringu legislacji Pracodawców RP.

Głos przedsiębiorców

Proponowane przepisy podlegają konsultacjom, jednak niektórzy reprezentanci przedsiębiorców są nastawieni pesymistycznie. Radosław Płonka przypomina, że BCC wielokrotnie proponowało rozwiązania rządowi w przypadku pokrewnych ustaw, ale nie przynosiło to żadnych efektów. Nie było zainteresowania po drugiej stronie. Ekspert uważa, że przedstawicieli rządu trudno jest skłonić nawet do dyskusji, choć dialog dotyczy spraw gospodarczych, odległych od polityki. Narzuca się odgórne rozwiązania, czasem przygotowane przez osoby o innych specjalnościach. Nie dyskutuje się też z zainteresowanymi stronami. A przecież to od władz powinien iść przykład dobrego postępowania.

– Wzorcem rzetelności powinny być podmioty z sektora państwowego. Ale właśnie one często przedłużały płatności i kredytowały działalność środkami sektora prywatnego. Brak terminowej zapłaty za towary czy usługi generuje szereg negatywnych konsekwencji, zwłaszcza wobec mikrofirm i małych przedsiębiorców. Mam nadzieję, że planowana ustawa ułatwi im egzekucję należnych pieniędzy za wykonaną pracę od dużych spółek i podmiotów publicznych – mówi Arkadiusz Pączka.

Według części przedstawicieli biznesu, np. Pracodawców RP, propozycje rządowe zasługują na uwagę. Wyznaczenie sztywnych terminów płatności powinno w pewnym stopniu poprawić sytuację przedsiębiorstw dotkniętych zatorami płatniczymi, szczególnie kiedy dłużnikiem jest podmiot publiczny. Jednak, jak wiadomo, często nawet najlepsze rozwiązania prawne pozostają martwe.

– Nie termin jest głównym problemem, ale niepłacący kontrahenci. Tym bardziej, że wierzyciel musi wystawić fakturę, zapłacić VAT i inne podatki, zatrudnić prawnika, długo czekać w sądzie, wyjaśniać, że dane wynagrodzenie mu się należy itd. Większość tych niedogodności należy przerzucić na dłużnika – w końcu to on nie dopełnił warunków umowy. Na razie jest odwrotnie – poszkodowany ma problemy. Sam musi zorganizować działania, poczekać np. kilka lat i dopiero wtedy oczekiwać wymierzenia sprawiedliwości. Czasem wcześniej będzie zmuszony ogłosić upadłość – podsumowuje adwokat Radosław Płonka.

FPP: Czy potrzebny nam jest Rzecznik Praw Podatnika

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że – choć intencje w odniesieniu do instytucji Rzecznika Praw Podatnika są bardzo dobre – to jednak powołanie kolejnej dużej struktury administracyjnej może rodzić znaczące koszty bez oczekiwanych efektów. Powołano już bowiem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw – którego kompetencje częściowo pokrywają się z tymi planowanymi dla Rzecznika Praw Podatnika. Ponadto instytucja Rzecznika w każdym przypadku powinna być maksymalnie niezależna od polityków – nie może być zatem powoływany przez Ministra. Warto zaś szczegółowo określić wymagania dla kandydatów na takie stanowisko – w tym całkowitą odrębność i brak powiązań z polityką.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw w procesie legislacyjnym został pozbawiony kluczowych, ważnych dla przedsiębiorców kompetencji, takich jak: reprezentacja przed organami państwowymi czy wstrzymywanie kontroli w uzasadnionych przypadkach, obniżono także wymagania dla kandydatów.

„Powołanie Rzecznika Praw Podatnika, jeśli ograniczy się jego kompetencje i kwalifikacje – tak, jak miało to miejsce w przypadku Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw – może oznaczać, że taka instytucja nie spełni swojej roli, a zatem będzie zupełnie niepotrzebna. Takie analizy należy prowadzić, decydując się na powołanie kolejnej – zwłaszcza terenowej – struktury, która obciąży budżet państwa wielomilionowymi kosztami. Ponadto należy rozważyć, by kompetencje poszczególnych rzeczników nie dublowały się – a uprawnienia Rzecznika Praw Podatnika są częściowo wyczerpane w obszarach przypisanych Rzecznikowi Małych i Średnich Przedsiębiorstw, jak i Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Instytucja każdego rzecznika powinna być wreszcie całkowicie apolityczna – powinien być powoływany przez większość parlamentarną na określoną kadencję. Jak bowiem rzecznik ma identyfikować się z obywatelem, jeśli jego przełożonym jest Minister?” – mówi Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Rzecznik Praw Podatnika ma pełnić funkcję „ingerencyjną”. W jego kompetencjach będzie:

  • udział w toczących się postępowaniach
  • możliwość wglądu do akt
  • przedstawianie wniosków do władz skarbowych w trakcie toczącego się postępowania
  • wniesienia odwołania i skargi do sądu
  • wnioski o interpretację podatkową
  • prowadzenie przewidzianej w projekcie nowej Ordynacji podatkowej procedury mediacyjnej

W celu zapewnienia profesjonalizmu pomocy udzielanej przez Rzecznika, jednym z kryteriów zapisanych w przepisach będzie wymaganie, by miał on doświadczenie w stosowaniu prawa. Rzecznik będzie musiał mieć 10-letnie doświadczenie w praktyce stosowania prawa podatkowego, a jego zastępcy – 5-letnie.

Giuseppe Conte: Euro jest włoską walutą nieodwracalnie

Premier Włoch Giuseppe Conte zapewnił, że euro jest włoską walutą i jest to nieodwracalne. Zapewnił też, że wszystkie inne komentarze należy traktować jako subiektywną opinię, która nie jest częścią polityki obecnego rządu. Premier próbował odwrócić skutki (utrata zaufania inwestorów) wypowiedzi Claudio Borghiego, szefa komisji budżetowej w niższej izbie włoskiego parlamentu, który ocenił, że własna waluta rozwiązałaby większość problemów gospodarczych Włoch. Jednocześnie trwa spór pomiędzy rządem Włoch a Komisją Europejską w sprawie przyszłorocznego budżetu, którego projekt musi być przedłożony KE do 15 października. J. C. Juncker wezwał, by Włochy nie przyjmowały budżetu w proponowanym kształcie (2,4% deficytu w relacji do PKB) oraz ostrzegł, że nieodpowiedzialna polityka fiskalna może doprowadzić do powtórki kryzysu greckiego.

MON planuje modernizację Sokołów. Śmigłowce mają być przystosowane do wsparcia pola walki

MON planuje modernizację Sokołów. Śmigłowce mają być przystosowane do wsparcia pola walki 6

Na wyposażeniu polskiej armii znajduje się około 70 wielozadaniowych śmigłowców Sokół, wykorzystywanych od lat 90. Ministerstwo Obrony Narodowej planuje zmodernizować część floty tych wiropłatów i przystosować je do standardu wsparcia pola walki. Inspektorat Uzbrojenia ogłosił już zamiar przeprowadzenia dialogu technicznego, który ma się rozpocząć w październiku. Najpoważniejszym kandydatem do rozmów z MON jest producent śmigłowców Sokół, czyli PZL-Świdnik. Przedstawiciele firmy potwierdzają, że możliwe jest m.in. uzbrojenie śmigłowców w kierowane pociski przeciwpancerne, wyposażenie maszyn w tzw. glass cockpit i łopaty wykonane w nowoczesnej technologii kompozytowej.

– Sokół jest najpopularniejszym śmigłowcem służącym obecnie w polskiej armii, która dysponuje około 70 takimi maszynami. Sokoły wykorzystywane są do szerokiego spektrum zadań, służą m.in. w wojskach lądowych, ale również występują w wersji morskiego poszukiwania i ratownictwa, czyli tzw. Anakonda. Najbardziej zaawansowaną technologicznie wersją Sokoła jest śmigłowiec Głuszec. Sądzimy, że mniej więcej w tym kierunku będą zmierzać oczekiwania MON dotyczące modernizacji Sokołów do standardu wsparcia pola walki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters.

Na początku września Inspektorat Uzbrojenia MON ogłosił zamiar rozpoczęcia dialogu technicznego dotyczącego modernizacji śmigłowców W-3 Wojsk Lądowych do wersji W-3WA WPW (Wsparcia Pola Walki). Rozmowy z zainteresowanymi firmami rozpoczną się w październiku, a dialog techniczny ma potrwać do lutego 2019 roku.

– PZL-Świdnik odpowiedział na zaproszenie do przystąpienia do dialogu technicznego na modernizację śmigłowców W-3 Sokół do wersji śmigłowca wsparcia pola walki. Mamy odpowiednią wiedzę, jesteśmy w końcu wynalazcą i producentem tych śmigłowców i mamy wszelkie prawa intelektualne do tego, aby rozwijać te maszyny. Wojsko potrzebuje maszyn o lepszych parametrach, ale także silnych, uzbrojonych. Dość powszechnie mówi się, że nasze śmigłowce powinny zostać uzbrojone w przeciwpancerne pociski kierowane, służące do zwalczania pojazdów pancernych – mówi Krzysztof Krystowski.

Śmigłowce Sokół to flagowy produkt zakładów lotniczych PZL-Świdnik, należących do włoskiej grupy zbrojeniowej Leonardo. W Polsce Sokoły są powszechnie wykorzystywane od lat 90., służąc zarówno w wojsku, policji, ratownictwie górskim, jak i w straży granicznej. Najnowocześniejsza, bojowa wersja Sokoła to śmigłowiec W-3PL Głuszec, który powstał w wyniku współpracy świdnickich zakładów lotniczych, polskiego wojska i sektora B+R.

Generał brygady rezerwy pilot Dariusz Wroński, ekspert Warszawskiego Instytutu Inicjatyw Strategicznych, podkreśla, że nowoczesne, cyfrowe wyposażenie Sokołów jest koniecznością, bo bez wsparcia informatycznego żaden sprzęt bojowy nie przedstawia dziś większej wartości.

– Jeżeli ta modernizacja dostanie akceptację decydentów – wszyscy wokół będą bili brawo. Sokoły potrzebują świetnego, nowego uzbrojenia, wyposażenia, systemów awionicznych, systemów łączności i przede wszystkim systemów celowania, bo takie są dziś wymogi pola walki. Nowy, zmodernizowany Sokół potrzebuje rakiet przeciwpancernych, to jest numer jeden. Świdnik ma w zanadrzu doskonały, nowoczesny wirnik do śmigłowca Sokół, nad którym pracowali również polscy konstruktorzy. Wiemy ponad wszelką wątpliwość, że po jego zastosowaniu moc udźwigowa wzrośnie o co najmniej 200 kg. To pozwoli dalej polecieć, zabrać więcej uzbrojenia – podkreśla generał Dariusz Wroński.

– Technologie, nad którymi obecnie pracujemy, są w naturalny sposób związane z modernizacją Sokoła. Pracujemy nad nowymi łopatami, które będą wykonywane w nowocześniejszej technologii kompozytowej, dzięki czemu śmigłowiec osiągnie lepsze parametry lotu i będzie miał większy udźwig. W efekcie będziemy mogli m.in. zintegrować z nim pociski przeciwpancerne – dodaje Krzysztof Krystowski.

Jak podkreśla, PZL-Świdnik przystępuje do dialogu technicznego z Inspektoratem Uzbrojenia MON wspólnie z Polską Grupą Zbrojeniową, której spółki będą mogły uczestniczyć w modernizacji śmigłowców Sokół. Firma chce też współpracować z Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych, który był już wcześniej zaangażowany w modernizację Sokoła do wersji W-3PL Głuszec.

– Chcemy wspólnie rozmawiać z wojskiem na temat oczekiwań i wspólnie nad tym projektem pracować. W ten sposób nasze partnerstwo z PGZ, które ma w przyszłości dotyczyć też budowy nowego europejskiego śmigłowca bojowego, może zacząć się tu i teraz, w oparciu o te produkty, do których mamy pełne prawa własności przemysłowej – podkreśla Krzysztof Krystowski.

Marco Lupo, wiceprezes Leonardo na region Bałkanów i Europy Wschodniej, podkreśla, że włoski koncern już od kilku lat współpracuje z Polską Grupą Zbrojeniową, rozwijając dzięki temu możliwości polskiego przemysłu obronnego. Począwszy od 2016 roku firmy zawarły szereg porozumień. Ostatnie dotyczy partnerstwa w zakresie projektowania, produkcji, montażu i  sprzedaży nowego europejskiego śmigłowca uderzeniowego AW249.

– PGZ to z przemysłowego punktu widzenia nasz naturalny partner w Polsce. W lipcu podpisaliśmy list intencyjny, który dotyczy współpracy przemysłowej w zakresie nowego programu śmigłowca szturmowego AW249. Ten list określa ramy współpracy w różnych obszarach, począwszy od projektowania, przez produkcję, po wsparcie logistyczne i kwestię eksportu. (…) Jeśli chodzi o modernizację floty śmigłowców Sokół, uważamy, że PGZ będzie naszym naturalnym partnerem. Działania, które będziemy realizować i nad którymi włoscy inżynierowie z Leonardo już pracują wspólnie z Polakami, nie wiążą się z żadnym ryzykiem, gdyż wykonywaliśmy już tego rodzaju prace w dziedzinie systemów awionicznych, systemów misji oraz systemów uzbrojenia dla nowych modeli helikopterów – podkreśla Marco Lupo.

Od zakupu PZL-Świdnik w 2010 roku grupa Leonardo zainwestowała w firmę łącznie około 900 mln zł. Polskie zakłady zyskały status centrum doskonałości w zakresie produkcji kompozytowych struktur lotniczych dla całego koncernu i pracują nad wszystkimi programami śmigłowcowymi Leonardo.

– PZL-Świdnik to klejnot w globalnej sieci Leonardo. Firma została całkowicie zintegrowana z siecią technologiczną i produkcyjną śmigłowcowej dywizji Leonardo i produkuje co roku 140–150 kadłubów oraz innych struktur. Poza tymi działaniami PZL-Świdnik utrzymał, a wręcz rozwinął, swoje zdolności jako oryginalny producent śmigłowców rodziny W-3 Sokół i SW-4. Leonardo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Sokoły i maszyny SW-4 są i będą stanowić podstawę śmigłowcowej floty polskich Sił Zbrojnych. Dlatego zamierzamy wspierać je w możliwie najlepszy sposób – podkreśla Marco Lupo, wiceprezes Leonardo na region Bałkanów i Europy Wschodniej.

– Świdnik jest w tej chwili jedynym kompletnym producentem śmigłowców nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie Środkowo-Wschodniej oraz jedną z nielicznych firm w całej Europie, które produkują i rozwijają śmigłowce. Od ponad 60 lat dostarczamy śmigłowce dla polskiej armii, policji, straży granicznej i nie tylko. Sprzedajemy również nasze śmigłowce poza granice Polski, w tym także do zastosowań cywilnych, np. gaszenia pożarów – dodaje Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters.

Rolnicy będą mogli łatwiej sprzedawać swoje produkty. Sejm kończy prace nad zmianami przepisów

0

Rolnicy będą mogli łatwiej sprzedawać swoje produkty. Sejm kończy prace nad zmianami przepisów 7

Rolnicy będą mogli sprzedawać swoje produkty nie tylko klientom detalicznym, lecz również lokalnym restauracjom czy stołówkom. Zostaną też zwolnieni z obowiązków administracyjnych na starcie takiej działalności i będą mogli skorzystać z zachęt podatkowych – to główne zmiany w ustawie dotyczącej małych producentów żywności, nad którą pracuje Sejm.

– Bardzo ważne, żeby małe gospodarstwa, które mają kilka czy kilkanaście hektarów, mogły sprzedawać swoje produkty nie tylko pośrednikom, bo wtedy ktoś inny na nich zarobi, gdyż marże i dochody powstają dopiero w przetwórstwie i sprzedaży. Dla rolników będzie korzystna, atrakcyjna zachęta – możliwość bezpośredniej sprzedaży produktów z gospodarstwa – surowych, nieprzetworzonych czy przetworzonych – bez konieczności budowania fabryki. Produkcja może się odbywać w kuchni. Wszystkie przetwory z gospodarstwa będzie można sprzedawać legalnie – nie tylko konsumentom końcowym, lecz również sklepom, restauracjom, jadłodajniom czy gospodarstwom agroturystycznym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Ustawa ma ułatwić im produkcję i sprzedaż żywności na małą skalę m.in. dzięki zniesieniu obowiązku zatwierdzenia tego rodzaju działalności przez właściwy organ Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Dotyczy to produkcji odbywającej się w pomieszczeniach używanych głównie jako prywatne domy mieszkalne, gdzie regularnie przygotowuje się żywność, aby wprowadzić ją do handlu.

Drugim ułatwieniem w nowej ustawie będzie zniesienie obowiązku przygotowania i zatwierdzenia projektu technologicznego zakładu przez powiatowego lekarza weterynarii. Zamiast tego konieczne będzie jedynie złożenie pisemnego wniosku o wpis do rejestru zakładów produkcyjnych z 30-dniowym wyprzedzeniem. Ma to ułatwić rozpoczęcie działalności m.in. rolnikom, którzy prowadzą rolniczy handel detaliczny i chcieliby rozszerzyć sprzedaż swoich produktów o lokalne sklepy czy restauracje.

Nowa ustawa przewiduje również zachęty podatkowe dla gospodarstw, które uzyskują dodatkowe przychody z przetwarzania produktów rolnych domowym sposobem i zwiększa z 20 do 40 tys. zł kwotę wolną od podatku. Dopiero powyżej tej sumy rolnik będzie zobowiązany płacić zryczałtowany, 2-proc. podatek.

– Ten podatek nie jest wysoki. Jeżeli rolnik sprzeda swoje produkty za 100 zł, zapłaci tylko 2 zł podatku, więc jest to korzystne dla małych gospodarstw i jak najwięcej z nich powinno z tej możliwości skorzystać – mówi Jan Krzysztof Ardanowski.

1 października odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy, która ma ułatwić produkcję żywności na małą skalę. Projekt został przyjęty bez poprawek przez wszystkie kluby i skierowany do drugiego czytania w Sejmie. Minister rolnictwa i rozwoju wsi spodziewa się, że zostanie on przyjęty na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Do 2035 roku polskie lotniska będą obsługiwać dwa razy więcej pasażerów niż dziś. Sektor ma ogromny deficyt mechaników, pilotów i personelu pokładowego

Do 2035 roku polskie lotniska będą obsługiwać dwa razy więcej pasażerów niż dziś. Sektor ma ogromny deficyt mechaników, pilotów i personelu pokładowego 8

W 2035 roku polskie lotniska będą obsługiwać średnio 94 mln pasażerów rocznie, czyli ponaddwukrotnie więcej niż obecnie – szacuje Urząd Lotnictwa Cywilnego. Szybki rozwój transportu lotniczego pociąga za sobą popyt na nowe kadry dla całego sektora. Tych niestety brakuje – szacuje się, że w kolejnych latach w Europie potrzebnych będzie nawet 100 tys. mechaników lotniczych, a duże deficyty dotyczą także pilotów, personelu pokładowego i pracowników obsługi naziemnej. Konieczne są zmiany w systemie szkolenia kadr dla lotnictwa, ale również podniesienie prestiżu lotniska jako miejsca pracy.

Niedobór pracowników to w tej chwili największy problem. Dynamika rozwoju branży w sektorze usług, które realizujemy, wykracza poza aktualne możliwości rynku pracy. Największe braki dotyczą podstawowego personelu płytowego, który realizuje usługi związane z rozładunkiem i załadunkiem samolotu. To tak naprawdę podstawowa grupa. Natomiast w całym sektorze usług związanych z obsługą naziemną, jak również w zakresie usług związanych z obsługą techniczną samolotów obserwujemy deficyt mechaników lotniczych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Opaliński, prezes zarządu LS Airport Services.

Dane Rady ds. Edukacji Techników Lotniczych (ATEC) z początku tego roku pokazują, że na rynku brakuje przedstawicieli tego zawodu. Ok. 30 proc. mechaników lotniczych jest lub zbliża się do wieku emerytalnego, podczas gdy nowi przedstawiciele tego zawodu, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, stanowią ok. 2 proc. kadr. Szacuje się, że tylko w Europie w kolejnych latach będzie potrzebnych nawet 100 tys. mechaników lotniczych. Duże deficyty dotyczą także pilotów, personelu pokładowego i pracowników obsługi naziemnej.

– Jesteśmy w o tyle komfortowej sytuacji, że od 1,5 roku wprowadzamy zintensyfikowane działania employer brandingowe. Dołożyliśmy wszelkich starań, aby pozyskać odpowiednią grupę personelu. Nie jest na tyle źle, że jesteśmy zmuszani do rezygnowania z kontraktów, które mamy już zawiązane, jednak od dwóch lat nie podejmujemy żadnych nowych kontraktów – mówi Marcin Opaliński.

Dzięki kampanii employer brandingowej i stronie poświęconej rekrutacji w tym roku do firmy napłynęło w sumie 9 tys. CV. Zatrudnionych zostało 800 nowych pracowników, co stanowi 18-proc. wzrost zatrudnienia rok do roku. LS Airport Services łata braki kadrowe, rekrutując także pracowników z innych krajów. Obecnie firma zatrudnia 46 obywateli Indii. Jej prezes podkreśla, że zmian wymaga również system szkolenia kadr dla lotnictwa.

W kwestii kształcenia kadr jesteśmy gotowi, aby zostać partnerem w odbudowie szkolnictwa zawodowego i budowania szkół branżowych. W tym celu powołaliśmy projekt edukacyjny LS Academy. Jest poświęcony nie tylko pracownikom już zatrudnionym w spółce, obejmując m.in. akademię menadżerów czy szkolenia i dokształcanie personelu, lecz przede wszystkim zakłada formy szkół patronackich, tworzenie patronackich klas w celu pozyskania nowych kadr – mówi Marcin Opaliński.

Jak ocenia, odbudowa kadr dla sektora lotniczego wymaga także podniesienia prestiżu lotniska jako miejsca pracy. Upowszechnienie się transportu lotniczego i pojawienie tanich przewoźników spowodowało, że praca personelu lotniskowego straciła na znaczeniu i z tą problematyką również w tej chwili boryka się LS Airport Services.

W kontekście szukania odpowiedzi na pytanie, jak poradzić sobie ze spadkiem atrakcyjności lotniska jako miejsca pracy, zachęcamy całe środowisko i otoczenie biznesowe do określonej retoryki. To jest również element naszej kampanii employer brandingowej. Wszystkie materiały filmowe, które przygotowujemy, mają przede wszystkim za zadanie ponownie uatrakcyjnić lotnisko jako miejsce pracy – podkreśla Marcin Opaliński.

Ekspert zaznacza, że praca w branży jest perspektywiczna, bo tylko w ubiegłym roku polskie lotniska obsłużyły w sumie blisko 40 mln pasażerów, co stanowiło 18-proc. wzrost rok do roku. Urząd Lotnictwa Cywilnego szacuje, że już w 2035 roku polskie lotniska będą obsługiwać średnio 94 mln pasażerów rocznie, czyli ponaddwukrotnie więcej niż obecnie.

LS Airport Services zapewnia profesjonalną obsługę naziemną samolotów. Współpracuje z ponad 80 przewoźnikami z całego świata, w tym największymi liniami lotniczymi. Jest jednym z największych pracodawców w polskiej branży lotniczej. Spółka jest obecna na pięciu lotniskach (Gdańsk, Modlin, Warszawa, Katowice, Kraków).

Kryptowaluty wymagają regulacji. Z czasem mogą się stać pełnoprawnym środkiem płatniczym

Kryptowaluty wymagają regulacji. Z czasem mogą się stać pełnoprawnym środkiem płatniczym 9

Wartość bitcoina w ciągu kolejnych pięciu lat może sięgnąć 100 tys. dol., natomiast całkowita kapitalizacja rynku kryptowalut ma szansę osiągnąć 3,6 bln dol. na przestrzeni nadchodzącej dekady – szacują eksperci Satis Group w opublikowanym miesiąc temu raporcie „Crypto Asset Market Coverage”. Na razie inwestorzy nie mają jednak dobrej passy, bo od początku flagowe kryptowaluty znacząco straciły na wartości, a kapitalizacja rynku zmniejszyła się prawie czterokrotnie. Prezes Merlin Group Łukasz Szczepański ocenia, że pozytywne są za to dążenia do uregulowania tego rynku.

– Trudno na tym etapie przewidzieć przyszłość kryptowalut i technologii blockchain. Porównujemy ten rynek do internetu połowy lat 90. Wtedy trudno było sobie wyobrazić, że największe biznesy świata – typu Google, Facebook czy Amazon – powstaną dzięki internetowi. Myślę, że jest to dobra analogia do obecnego etapu rozwoju technologii blockchain i kryptowalut. Na pewno odegrają one istotną rolę w rozwoju fintechów i bankowości. Bez wątpienia wymagają jednak regulacji i jako rynek bardzo się cieszymy, że te regulacje się pojawiają – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Szczepański, prezes zarządu Merlin Group SA.

Kryptowaluty, nazywane gorączką złota XXI wieku, biły w ostatnim czasie rekordy popularności. Duża część inwestorów postrzega je jako szansę na łatwy zarobek – dużo większy w porównaniu z tym, co oferuje rynek regulowany. Według badań opublikowanych w lipcu br. przez brytyjską firmę GetLiving, 27 proc. milenialsów uważa bitcoina za lepszą inwestycję niż zakup nieruchomości.

Część ekspertów uważa jednak kryptowaluty za bańkę spekulacyjną, porównując je do gorączki spekulacyjnej wokół cebulek tulipanów w XVII wieku w Holandii, która doprowadziła do ekonomicznego kryzysu. W gronie sceptyków są m.in. legendarny inwestor Warren Buffet, „Wilk z Wall Street”, czyli Jordan Belfort, oraz Robert Shiller – laureat Nagrody Nobla za pracę dotyczącą baniek spekulacyjnych. Ze względu na niestabilność tego rynku i ogromne wahania przed inwestowaniem w kryptowaluty przestrzegały również NBP i Komisja Nadzoru Finansowego.

Te obawy potwierdzają ostatnie spadki notowań. Obecna kapitalizacja rynku kryptowalut wynosi nieco ponad 199 mld dol., podczas gdy jeszcze na początku stycznia sięgała 830 mld dol. To oznacza, że z rynku w przeciągu pół roku „wyparowało” około 630 mld dol.

Z drugiej strony w opublikowanym w zeszłym miesiącu raporcie „Crypto asset Market Coverage” Satis Group analitycy przewidują dalszy stopniowy wzrost rynku kryptowalut, choć zaznaczają, że niektóre z projektów całkiem stracą na wartości. Natomiast bitcoin – flagowa kryptowaluta – może według nich osiągnąć wartość nawet 100 tys. dol. w przeciągu kolejnych pięciu lat. Natomiast całkowita kapitalizacja rynku kryptowalut ma sięgnąć 500 mld dol. do końca 2019 roku – co nie jest abstrakcyjne, wziąwszy pod uwagę styczniowe szczyty dochodzące do 830 mld dol. – a do 2028 roku może sięgnąć już 3,6 bln dol. Część ekspertów nie wyklucza, że w przyszłości na bazie kryptowalut może powstać całkowicie nowy, globalny system monetarny.

 Kryptowaluty absolutnie nie stanowią zagrożenia dla systemów pieniężnych. Są czymś zgoła innym, nowym, na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Musimy pamiętać, że kryptowaluty są coraz bardziej regulowane, są z nami od niedawna i z czasem pewnie staną się regulowanym środkiem płatniczym. Będzie wiadomo, do kogo należą i w jaki sposób można je wykorzystywać – uważa Łukasz Szczepański.

Prezes Merlin Group przestrzega jednocześnie przed wrzucaniem do jednego worka kryptowalut i technologii blockchain, na której opierają się wirtualne pieniądze. Różnica polega na tym, że technologia łańcucha bloków – uważana na najbezpieczniejszą obecnie metodę zapisu i przechowywania danych – znajduje coraz więcej zastosowań, na przykład w branży finansowej i ubezpieczeniowej. Przykładem może być PKO Bank Polski, który stosuje ją przy wysyłce regulaminów produktowych do klientów, jako wymagany prawem tzw. trwały nośnik. Dzięki temu obie strony mają gwarancję niezmienialności danego dokumentu

Łukasz Szczepański pozytywnie ocenia również prace zmierzające do uregulowania rynku kryptowalut, tak aby wykluczyć uniknięcie opodatkowania takich transakcji.

 Istnieje szereg regulacji, które są już wdrażane i które zmierzają do uregulowania rynku kryptowalut. Rzecz sprowadza się do kontroli tego, kto jest ich właścicielem, oraz kontroli ich przepływu. Większość giełd jest zobligowana do wdrożenia polityki AML, polityki „know your client”. Problem nie leży w naturze kryptowalut, tylko w tym, na ile anonimowe są konta, na których są one przechowywane. W sytuacji, kiedy będzie wiadomo, do kogo należy konkretne konto, nie będzie już różnicy, czy są tam dolary czy bitcoiny, pozostanie tylko ryzyko zmienności kursu, ale ono dotyczy każdej waluty – mówi Łukasz Szczepański.

Ministerstwo Finansów w kwietniu br. poinformowało, że odstępuje na razie od opodatkowania kryptowalut podatkiem od czynności cywilno-prawnych (PCC), a jednocześnie pracuje nad docelowymi regulacjami dotyczącymi opodatkowania takich instrumentów. W ostatnim projekcie nowelizacji ustaw podatkowych pojawiła się propozycja, aby w podatku PIT zaliczyć przychody z tytułu obrotu kryptowalutami do przychodów z kapitałów pieniężnych.

Na świecie ponad połowa internautów robi zakupy online. Niewielu kupuje w polskich sklepach

Na świecie ponad połowa internautów robi zakupy online. Niewielu kupuje w polskich sklepach 10

55 proc. internetowych konsumentów z 31 państw zadeklarowało, że robi zakupy online – wynika z badania przeprowadzonego przez PayPal i Ipsos. W pierwszej dwudziestce krajów najczęściej wybieranych przez zagranicznych klientów nie ma jednak Polski. Powodem może być to, że polskie e-sklepy rzadko otwierają się na klientów zagranicznych. Sposobem na ich przyciągniecie są strony tłumaczone na języki obce, różnorodne opcje płatności, które będą gwarantować bezpieczeństwo transakcji, czy konkurencyjne ceny.

 Polska nie jest, nawet jeżeli patrzymy na skalę europejską, w topowej dwudziestce krajów, z których klienci kupują, oczywiście poza drobnymi wyjątkami. Wśród klientów z Niemiec Polska jest na miejscu 9., a wśród czeskich – na pozycji 5. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Glogowski, dyrektor generalny PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią.

Wysoko znajdujemy się także wśród klientów z Irlandii i Węgier (9. miejsce). Jak pokazało badanie PayPal i Ipsos, wciąż wiele polskich sklepów ma obawy przed otworzeniem się na e-sprzedaż za granicą. Brakuje im wiedzy nie tylko o tym, w jaki sposób rozpocząć, lecz także na temat tego, czy w ogóle warto walczyć o konsumentów zagranicznych.

 Żeby przyciągnąć klientów z zagranicy, nie trzeba robić dużo. Po pierwsze, wystawiać stronę skierowaną do klientów z jakiegoś konkretnego kraju w ich lokalnym języku. Po drugie, dać im możliwość płatności w ich walucie. Po trzecie, zapewnić taką metodę płatności, z którą kupujący będzie się czuł bezpiecznie ze względu na ryzyka związane z niedostarczeniem produktu bądź z procesem zwrotu – mówi Marcin Glogowski.

Dla 72 proc. kupujących za granicą konsumentów kluczowa jest konkurencyjna cena. Sprzedawcy, którzy oferują rabaty, a także darmowe dostawy, mają większe szanse na pozyskanie klientów. Kupujący doceniają także wypunktowanie poszczególnych kosztów związanych z zakupem.

Podczas wybierania metody płatności jej bezpieczeństwo jest ważne dla 44 proc. międzynarodowych konsumentów. Ankietowani klienci zaznaczyli, że główną obawą, która powstrzymuje ich przed zakupami z zagranicznych sklepów, jest obawa, czy przesyłka do nich dotrze (24 proc.), oraz kłopoty związane z ewentualnymi zwrotami (22 proc.).

– Klient zadaje sobie pytanie, czy płacąc w sklepie zagranicznym, często nieznanej marki, czuje się bezpiecznie. W związku z tym sklepy powinny zwrócić uwagę na to, czy metoda płatności, którą dostarczają klientowi, zaspokaja jego potrzeby związane z poczuciem bezpieczeństwa. Ponad 20 proc. klientów na świecie podejmuje decyzje o zakupie, jeżeli kwestia bezpieczeństwa jest odpowiednio zaadresowana. Dla 20 proc. klientów nawet samo poczucie bezpieczeństwa, nie tylko wygoda w płatności, są kluczowe – mówi Marcin Glogowski.

Inne najczęściej wymieniane przyczyny kupowania za granicą to dostępność towarów, które trudno znaleźć w kraju klienta (48 proc.), lub możliwość odkrywania nowych i interesujących produktów (34 proc.). Ponad połowa konsumentów robiących zakupy w Norwegii, Meksyku, Irlandii czy Kanadzie szuka tam produktów, które nie są dostępne w ich państwach.

Według danych PayPal, od polskich sprzedawców najwięcej kupują klienci w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i Holandii. Zagraniczni klienci najczęściej zainteresowani są częściami samochodowymi, muzyką, filmami, modą, grami oraz ekwipunkiem sportowym.

Samochody będziemy kontrolować za pomocą poleceń głosowych. W przyszłości także za pomocą gestów czy mimiki twarzy

Samochody będziemy kontrolować za pomocą poleceń głosowych. W przyszłości także za pomocą gestów czy mimiki twarzy 11

Postępująca automatyzacja branży motoryzacyjnej przyczyniła się do rozwoju zaawansowanych systemów rozrywki. Współczesne samochody coraz częściej wyposaża się w ekrany dotykowe i asystentów głosowych, które pozwalają już nie tylko zdalnie odbierać i prowadzić rozmowy telefoniczne, lecz także kontrolować niektóre funkcje samochodu za pomocą głosu. W przyszłości klasyczne deski rozdzielcze zostaną zastąpione wyświetlaczami holograficznymi, a różnymi funkcjami aut będzie można sterować za pomocą gestów rąk. Opracowywany jest także samochód bezgłośnikowy, który zamiast tradycyjnych głośników wyposażony będzie w system przekazywania dźwięków za pomocą wibracji.

– Przyszłość systemów rozrywkowych w samochodach należy do systemów zintegrowanych. Wszystkie urządzenia będą kontrolowane za pomocą iPada, dotykowych lub głosowych systemów sterowania czy przy użyciu ekranów lub innego rodzaju materiałów lub komponentów – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ton van Bodegraven z JVCKenwood.

Pod koniec września największy na świecie sojusz motoryzacyjny Renault–Nissan–Mitsubishi Alliance zawiązał strategiczną współpracę z firmą Google, której celem będzie wdrożenie na masową skalę systemów infotainment bazujących na Androidzie. Dzięki temu kierowcy aut powyższych marek otrzymają dostęp do Map Google oraz sklepu Play z aplikacjami dla inteligentnych samochodów. Oprócz tego będą mogli prowadzić rozmowy i odbierać SMS-y bez wyjmowania smartfona z kieszeni. Auta sparują się z urządzeniami mobilnymi, dzięki czemu kierowcy otrzymają do nich zdalny dostęp.

Upowszechnienie systemu Android w samochodach pozwoli kierowcom przejąć pełną kontrolę nad systemem infotainment, który obsłużą za pośrednictwem Asystenta Google. Oprogramowanie pozwoli za pomocą komend głosowych m.in. sterować nawigacją czy systemem audio. System operacyjny od Google nie przejmie jednak w pełni kontroli nad samym pojazdem.

– Kierowca nie powinien być bezczynny. Systemy, nad którymi pracujemy, wymagają, żeby kierowcy pełnili aktywną rolę – nie tworzymy rozwiązań, które przewidują, że kierowca może sobie siedzieć i czytać gazetę. Kierowca musi w dalszym ciągu brać udział w kierowaniu pojazdem. W przeciwnym wypadku mamy do czynienia ze sterowaniem autonomicznym, ale my uważamy, że kierowca powinien dalej za coś odpowiadać – przekonuje ekspert.

W samochodach Tesli już dziś stosuje się duże wyświetlacze multimedialne, które pozwalają kontrolować wszystkie parametry jazdy, wyświetlać nawigację czy sterować odtwarzaczem muzyki. Z kolei BMW planuje porzucić klasyczne deski rozdzielcze na rzecz systemów holograficznych HoloActive Touch. Hologramy byłyby wyświetlane na przedniej szybie, aby kierowca mógł śledzić najważniejsze informacje o stanie pojazdu bez odrywania wzroku od drogi. Taki wirtualny interfejs umożliwiłby także sterowanie samochodem za pomocą gestów. Według wstępnych założeń koncernu system ten miałby działać tak, jak technologia rozpoznawania ruchów w goglach VR czy urządzenia pokroju Microsoft Kinect.

Pierwszy na świecie system śledzenia oka szwedzkiej firmy Tobii Tech może wykrywać zamknięcie oczu u kierowcy i aktywować systemy bezpieczeństwa. Czujnik wykrywa też rozproszenie uwagi. W przyszłości system mógłby też posłużyć do kontrolowania funkcji pojazdu za pomocą wzroku.

– Za pięć lat spodziewamy się, że pojazdy będą kontrolowane za pomocą gestów. Będzie można kierować nimi przy pomocy rąk lub samym wzrokiem. Potrzebne będą dodatkowe systemy sterujące, np. kamery, które śledzą mimikę twarzy człowieka, aby stwierdzić, czy ktoś jest smutny lub szczęśliwy i zapewnić właściwą reakcję – przewiduje Ton van Bodegraven.

Inteligentna rewolucja nie ominie także znacznie starszych pojazdów, powstałych na wiele lat przed pojawieniem się rozwiązań autonomicznych. Koncern Jaguar zapowiedział, że zamierza wprowadzić klasyczne auta do XXI wieku, wyposażając je w system infotainment Jaguar Classic, który będzie montowany w miejscu przeznaczonym na radio samochodowe. To hybrydowe rozwiązanie, które łączy fizyczne pokrętła i przyciski z nowoczesnym ekranem dotykowym.

Firma JVCKenwood opracowuje obecnie bezgłośnikowy system audio do samochodów, który może zrewolucjonizować sposób, w jaki kierowcy słuchają muzyki czy rozmawiają przez telefon. Technologia na razie owiana jest tajemnicą, ale niedawno podobne rozwiązanie zaprezentowała firma Continental. Tradycyjne głośniki zamieni w system przekazywania dźwięku za pomocą powierzchniowych wibracji.

– W przyszłości tradycyjne głośniki zostaną zastąpione innymi urządzeniami, nad którymi obecnie pracujemy. Nowy typ samochodu określamy mianem samochodu bezgłośnikowego, ale oczywiście nie będzie on pozbawiony dźwięków. Jego produkcja rozpocznie się w okolicy roku 2024 lub 2025 – podsumowuje ekspert.

Według raportu opublikowanego przez firmę badawczą Research and Markets wartość rynku samochodowych systemów infotainment w latach 2018–2022 będzie wykazywać średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 14 proc., a na koniec 2022 roku osiągnie wartość 58 mld dol.

Do 2030 roku roboty będą już obecne w każdej dziedzinie życia. Coraz częściej znajdują zastosowanie w kulturze i sztuce

Do 2030 roku roboty będą już obecne w każdej dziedzinie życia. Coraz częściej znajdują zastosowanie w kulturze i sztuce 12

Dell Technologies prognozuje, że do 2030 roku nowe technologie i roboty będą obecne już prawie w każdej dziedzinie życia. Zapoczątkuje to nową erę relacji ludzi i maszyn. Spersonalizowani, zintegrowani asystenci oparci na mechanizmach sztucznej inteligencji będą dbać o nas w sposób predykcyjny i zautomatyzowany. Z kolei ludzie będą pełnić rolę cyfrowych dyrygentów. Maszyny i programy komputerowe już w tej chwili znajdują zastosowanie w telemedycynie czy wielu gałęziach przemysłu. Powoli wkraczają także do świata kultury i sztuki.

– Relacje ludzi z maszynami to temat, o którym ciągle jeszcze myślimy jak o czymś bardzo futurystycznym, z XXII wieku, a tymczasem to dotyczy nas tu i teraz. Roboty i maszyny, o których myślimy, to nie są te roboty z filmów, pięknie wypolerowany plastik i błyszczące na niebiesko oczy. Te roboty to m.in. programy komputerowe, które się pojawiają we wszystkich sferach życia – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Alek Tarkowski, prezes Fundacji Centrum Cyfrowe.

Robotyzacja i maszyny znajdują coraz szersze zastosowanie we wszystkich dziedzinach życia – od IT, poprzez usługi, bankowość, medycynę, działy HR aż po przemysł produkcyjny. W grudniowym raporcie „The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce” eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują, że już ponad połowa największych firm na świecie rozpoczęła wdrażanie automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów. Kolejne 19 proc. zamierza to zrobić w ciągu najbliższych dwóch lat. Globalne przedsiębiorstwa wydały na ten cel już w sumie 3,5 mln dol., a 78 proc. zakłada, że w ciągu najbliższych trzech lat istotnie zwiększy nakłady na ten cel. Eksperci podkreślają, że w tym tempie automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotów osiągnie niemal powszechne zastosowanie w ciągu kolejnych pięciu lat.

Roboty znajdują też coraz szersze zastosowanie w medycynie – od profilaktyki i diagnostyki po leczenie. Zabiegi wykonuje się już dziś przy pomocy robotów medycznych, a telemedycyna, która umożliwia m.in. zdalne konsultacje lekarskie, rozwija się w oparciu o chatboty bazujące na sztucznej inteligencji – takie, jakie wykorzystuje się coraz powszechniej w bankowości.

Z tegorocznego raportu PwC „Dlaczego sztuczna inteligencja i roboty na nowo zdefiniują opiekę zdrowotną” wynika, że 55 proc. pacjentów jest już gotowych na zastąpienie lekarzy przez zaawansowane technologie oraz roboty wyposażone w narzędzia sztucznej inteligencji. Taki odsetek (w zależności od kraju sięgający nawet 73 proc.) pacjentów preferuje wykonywanie drobnych zabiegów chirurgicznych przez roboty, a nie przez lekarzy.

Prezes Fundacji Centrum Cyfrowe ocenia, że roboty z czasem znajdą także szerokie zastosowanie w kulturze, nie tylko w filmach science fiction.

– Roboty będą się pojawiać w naszej kulturze, będą się prawdopodobnie pojawiać w systemach bibliotecznych, pośredniczyć w naszym kontakcie z muzeami, np. w postaci inteligentnych chatbotów, które opowiedzą nam o wystawie. Generalnie wyrosną wokół nich pewnie nowe formy kultury, nowe formy opowiadania historii – mówi Alek Tarkowski.

Google już od kilku lat pracuje nad stworzeniem robota wykorzystującego SI i uczenie maszynowe, który będzie tworzyć sztukę (program Magenta). Treści audiowizualne mają powstawać w oparciu o specjalne algorytmy. Już w 2016 roku maszyna stworzyła pierwsze dzieło: 90-sekundową melodię na pianinie.

Dwa lata temu bardzo głośno było również o innym projekcie – „nowym Rembrandcie”. Nowy obraz holenderskiego mistrza powstał 347 lat po jego śmierci i został stworzony przez specjalny program oparty na sztucznej inteligencji, który poddał dokładnej analizie wszystkie znane prace artysty i stworzył całkiem nowe dzieło, składające się ze 148 mln pikseli. Obraz został wydrukowany w drukarce 3D, która nałożyła na płótno 13 warstw tuszu opartego na farbie UV, i zaprezentowany przez muzeum w Amsterdamie.

– Wielu badaczy twierdzi, że najlepsze rzeczy będą powstawać nie w konflikcie ludzi z maszynami – czyli w sytuacji, kiedy ludzie będą bronić się przed korzystaniem robotów albo kiedy oddamy robotom całą twórczość – ale w wyniku współpracy. Bardzo ciekawe projekty artystyczne powstają, gdy ludzie inspirują się tym, co niejako podrzucą im maszyny. Podobno w szachy najlepiej grają dziś tandemy, w których człowiek gra z komputerem siedzącym obok, który mu podpowiada. Jestem absolutnie przekonany, że przyszłość to współpraca ludzi z maszynami – mówi prezes fundacji Centrum Cyfrowe.

W ubiegłorocznym raporcie Dell Technologies „The Next Era of Human-Machine Partnerships” eksperci prognozują, że do końca przyszłej dekady nowe technologie i roboty będą obecne już niemal w każdej dziedzinie życia. Zapoczątkuje to nową erę relacji ludzi i maszyn, które staną się wszechobecne. Spersonalizowani, zintegrowani asystenci oparci na mechanizmach sztucznej inteligencji będą dbać o nas w sposób predykcyjny i zautomatyzowany. Z kolei ludzie będą pełnić rolę cyfrowych dyrygentów, zarządzających pracą maszyn.

Według analityków MarketsandMarkets globalny rynek robotów wykorzystujących sztuczną inteligencję osiągnie w 2023 r. wartość blisko 12,5 mld dol.

Czas goni nas. Czy warto kupić gotową spółkę „bez historii”?

Rejestracja spółki w Polsce może w praktyce potrwać od kilku dni nawet do kilku miesięcy. „Może” to właściwe słowo, bo nigdy nie ma gwarancji, że nawet zakreślony teoretycznie przez dany sąd rejestrowy termin nie wydłuży się na przykład wskutek stwierdzonych we wniosku uchybień. Wydłużająca się procedura rejestracyjna może nie tylko narazić na straty, ale i całkowicie zniweczyć cel, dla którego spółka była zakładana. Remedium na to ryzyko jest zakup gotowej spółki.

W teorii wszystko wygląda banalnie. Rejestracji spółki zgodnie z art. 19 ust. 2 ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym (dalej: KRS, Dz.U. 2018 poz. 986) można dokonać na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest tradycyjna droga „papierowa”, wykorzystująca do tego celu urzędowy formularz. W sądzie rejestrowym składa się go wraz z wymaganymi załącznikami dotyczącymi m.in. jej reprezentacji, organów, osób wspólników czy przedmiotu działalności. Drugi sposób, z założenia uproszczony, wykorzystuje drogę elektroniczną w tzw. systemie teleinformatycznym.

Uproszczony = ograniczony

Procedura zakładania spółki przez Internet jest szybsza od tradycyjnej i teoretycznie ma trwać kilka dni roboczych. Do rejestracji wykorzystuje bowiem wzorzec umowy i nie wymaga formy aktu notarialnego, a jedynie opatrzenia kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub podpisem potwierdzonym przez profil zaufany ePUAP (art. 19 ust. 2b ustawy o KRS).

Uproszczenie jest zaletą teleinformatycznej formy rejestracji, a jednocześnie jej największą wadą, często dyskredytującą ją w profesjonalnym obrocie gospodarczym. Stosując się do z góry narzuconych wzorców umownych, przedsiębiorcy są ograniczeni w kształtowaniu swoich stosunków prawnych. Przy tworzeniu skomplikowanych, rozbudowanych struktur spółek taka forma rejestracji okazuje się niewystarczająca. Co więcej, mimo iż w założeniu ma być znacznie krótszą drogą rejestracji, to w razie stwierdzenia braków formalnych wydłużała się będzie tak samo, jak tradycyjna.

Braki we wniosku

Tradycyjna procedura zakładania spółki polega na zawarciu przed notariuszem umowy spółki złożonej w sądzie osobiście lub przesłanej pocztą. Na szybkie załatwienie sprawy można liczyć, jeśli sąd nie dopatrzy się we wniosku braków. Jeśli są usuwalne, sąd wyznaczy dodatkowy, siedmiodniowy (art. 130 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego Dz.U. z 2018 r. poz. 155 w zw. z art. 19 ust. 3a ustawy o KRS), a w przypadku wniosków złożonych przez osobę zamieszkałą lub mającą siedzibę za granicą, która nie ma w kraju przedstawiciela (art. 130 § 1¹ KPC), co najmniej miesięczny termin na ich usunięcie.

Od kilku dni do kilku miesięcy

W październiku 2017 r. Gazeta Wyborcza opublikowała wyniki badań wykonanych przez agencję ABR SESTA. Wynika z nich, że na rejestrację spółki w KRS trzeba czekać od kilku dni nawet do kilku miesięcy. Przy czym trudno jest określić, ile mniej więcej zajmie załatwienie „naszej sprawy”. Wszystko zależy bowiem od dostępnych w chwili składania w danym sądzie zasobów kadrowych sędziów i referendarzy oraz liczby rozpatrywanych równolegle wniosków. A zajmują się oni nie tylko rejestracją nowych podmiotów, ale i dokonywaniem zmian we wpisach i wykreślaniem już istniejących. W kieleckim wydziale KRS sądu rejonowego na 1 sędziego i 7 referendarzy przypada 8000 zarejestrowanych podmiotów, czyli 1000 na jedną osobę. W Warszawie stosunek ten wynosi już 1700:1.

Spółka bez historii, czyli spółka w 1 dzień

Wydłużający się proces rejestracji spółki może podważyć sens jej powołania. Instytucja spółki oparta jest na wspólnym zaufaniu tworzących ją przyszłych wspólników. A to może zostać poważnie zachwiane np. w sytuacji, gdy wyznaczony do dokonania formalności zgłoszeniowych wspólnik w kraju nie będzie potrafił racjonalnie wytłumaczyć zagranicznemu partnerowi przeciągającego się procesu rejestracji.

Tego niepotrzebnego biznesowego ryzyka można uniknąć, dokonując zakupu gotowej spółki, czystej, „bez historii”. Zarejestrowana struktura posiada już numery KRS, NIP, REGON, zgłoszenie do VAT, a w razie potrzeby VAT UE. Jedynym koniecznym wymogiem jest stawiennictwo nabywców u notariusza w celu złożenia podpisów i ich notarialnego poświadczenia. Oznacza to, że w przypadku zakupu spółki bez historii, od chwili podjęcia przez wspólników decyzji o jej zawiązaniu do uruchomienia jej działalności wystarczyć może 1 dzień.

Liczy się bezpieczeństwo i funkcjonalność

Największą zaletą zakupu gotowej struktury jest oszczędność czasu. Jednak zakup spółki z niepewnego źródła niesie za sobą niebezpieczeństwo nabycia jej wraz z ukrytymi, ciążącymi na niej zobowiązaniami. Oprócz czystej historii i braku obciążeń oraz zaległości ważne jest, aby nabywana struktura była funkcjonalna. W zależności od terytorium i rynku, na którym będzie za jej pośrednictwem prowadzona działalność, spółka musi odpowiadać ich wymogom i uwarunkowaniom. A przecież wspólnikami mogą być nie tylko polskie, ale i zagraniczne podmioty o odmiennym spojrzeniu biznesowym i kierujące się innymi zwyczajami, ukształtowanymi w obcym obrocie gospodarczo-prawnym.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Konferencja BIG DATA SUMMIT 24.10.2018 Warszawa

Kadra zarządzająca w każdej branży, ma do czynienia z dużą ilością danych, którą można postrzegać zarówno jako obciążenie, jak i możliwość. Kierownictwo nadzorujące dane firmy, musi znaleźć równowagę między codziennym zarządzaniem danymi, a skutecznym ich wykorzystaniem.

Konferencja BIG DATA SUMMITUdział w Big Data Summit będzie dla słuchaczy wyjątkową okazją, aby dowiedzieć się jak skutecznie zarządzać, chronić i wykorzystywać rosnące ilości danych w przedsiębiorstwie. Z naciskiem na najlepsze praktyki, podczas wydarzenia eksperci branżowi odpowiedzą na kluczowe pytania:
• Jak zapanować nad lawinowym przyrostem danych?
• Jak wykorzystać w pełni potencjał danych?
• Jak zabezpieczać, archiwizować, przetwarzać i analizować dane?
• Jakie metody wdrażać dla poprawy jakości pracy danych?
Konferencja pomoże nabyć słuchaczom wiedzę, umożliwiającą doprowadzenie firmy do doskonałości w zarządzaniu wydajnością organizacji.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję!

która odbędzie się 24.10.2018 w Warszawie.

W programie wydarzenia m.in.:

  • NETWORK MINING – CZYLI JAK WYKORZYSTAĆ ANALIZY GRAFOWE W ŚWIECIE BIG DATA
    Łukasz Ryniewicz, Bank Zachodni WBK S.A.
  • CO JEST WAŻNE W PRAWDZIWYCH PROJEKTACH DATA SCIENCE?
    Artur Suchwałko, QuantUp
  • STOSOWANIE SZTUCZNYCH METOD INTELIGENCJI DO AUTOMATYKI PROCESÓW BIZNESOWYCH
    Adam Karwan, Groupon

Strona internetowa wydarzenia: http://bigdataday.pl/

Udział w konferencji jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz rejestracyjny!

Uprzejmie informujemy, że ilość miejsc jest ograniczona.

Uczestnikom konferencji zapewniamy przerwy kawowe oraz komplet materiałów konferencyjnych.

Kontakt z organizatorem:
website: http://pureconferences.pl

Zielona energia – energia ze źródeł odnawialnych

solar panelsW ostatnich latach na skutek szybkiego rozwoju gospodarczego, ograniczonej ilości zasobów kopalnych oraz postępującego zanieczyszczenia środowiska zwiększyło się zapotrzebowanie na energię pozyskiwaną ze źródeł odnawialnych. Co więcej, jest ona energią tanią, ekologiczną oraz przyjazną dla człowieka, co bez wątpienia ma niebagatelny wpływ na jej rosnącą popularność.

Czym jest zielona energia?

Energia odnawialna to energia pozyskiwana ze źródeł, których zasoby są praktycznie niewyczerpalne, ponieważ zostają na bieżąco uzupełniane w toku procesów naturalnie zachodzących w przyrodzie. Takie źródła stanowią między innymi: promieniowanie słoneczne, wiatr, fale i prądy morskie oraz biomasa tzn. odpady pochodzące z produkcji rolnej, które ulegają biodegradacji. Ich przeciwieństwem są nieodnawialne źródła energii, w skład których wchodzą głównie paliwa kopalne takie jak: węgiel kamienny, ropa naftowa czy gaz ziemny. W przeciwieństwie do źródeł odnawialnych ich zasoby są odtwarzane znacznie dłużej, przez co istnieje niebezpieczeństwo ich całkowitej eksploatacji przez człowieka. Ponad to, wykorzystanie energii nieodnawialnej wiąże się z znacznym zanieczyszczeniem środowiska naturalnego, głównie na drodze emisji szkodliwych substancji do atmosfery. Problem ten nie występuje w przypadku czerpania energii ze źródeł odnawialnych.

Jak wykorzystać czystą energię?

Istnieje wiele rozwiązań wykorzystujących odnawialne źródła energii, które mogą być stosowane zarówno przez gospodarstwa domowe, jak i przedsiębiorstwa. Energia w postaci promieniowania słonecznego służy panelom fotowoltaicznym do produkcji energii elektrycznej, która zasila urządzenia w naszych domach, oraz kolektorom słonecznym do produkcji energii cieplnej wykorzystywanej do ogrzewania pomieszczeń oraz podgrzewania wody w budynkach mieszkalnych. Panele słoneczne są stosowane m.in. również w sygnalizacji drogowej czy parkometrach. Z kolei baterie słoneczne znalazły zastosowanie w radiach, przenośnych telewizorach, kalkulatorach oraz zabawkach dla dzieci.

Inna możliwość to wykorzystywanie wiatru do produkcji energii elektrycznej. W tym celu buduje się turbiny wiatrowe, których wirniki poruszając się pod wpływem siły wiatru produkują prąd.  W celu zwiększenia ilości wyprodukowanej energii tworzy się całe farmy wiatrowe składające się z kilkunastu lub kilkudziesięciu turbin. Energia wytworzona w ten sposób również może zostać użyta do zasilania gospodarstw domowych, a także w pompach wodnych lub systemach nawadniających uprawy.

Jeszcze innym przykładem jest energia biomasy, którą uzyskuje się poprzez bezpośrednie spalanie produktów, takich jak drewno, słoma lub oleje roślinne. Produkty przetworzone w ten sposób mogą być wykorzystywane, jako dodatki do paliw napędzających silniki spalinowe.

Dlaczego energia odnawialna jest tak istotna?

Stosowanie odnawialnych źródeł energii niesie ze sobą szereg korzyści. Najbardziej oczywistymi są te związane z aspektami ekologicznymi, do których zaliczyć możemy zmniejszenie efektu cieplarnianego, a także zredukowanie zanieczyszczeń i odpadów emitowanych do atmosfery. Spowolnienie procesu degradacji środowiska naturalnego prowadzi również do poprawy naszego zdrowia, gdyż w mniejszym stopniu stykamy się z produktami ubocznymi powstającymi w wyniku spalania paliw kopalnych, które prowadzą m.in. do powstania smogu. Wykorzystywanie energii odnawialnej wpływa także na aspekty ekonomiczno-społeczne i pozwala krajom na uniezależnianie się od zagranicznych dostawców surowców energetycznych.

Wiele firm energetycznych wychodząc naprzeciw zmieniającym się potrzebom rynku inwestuje we własne farmy wiatrowe, aby dostarczać swoim klientom energię elektryczną pochodzącą z odnawialnych źródeł. Dobrym przykładem jest firma innogy, która inwestuje w elektrownie wiatrowe na terenie północnej Polski. Klienci innogy Polska mogą również mogą wspierać produkcję energii z odnawialnych źródeł, wybierając ofertę Zielona Energia. Za swój wkład w poprawę stanu środowiska naturalnego każdy klient otrzymuje certyfikat potwierdzający pochodzenie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Jest to doskonałe rozwiązanie dla wszystkich osób, które przy niewielkich nakładach chcą wspierać  działania proekologiczne.

 

Kamila Wójcik nową dyrektor sprzedaży w Henkel Polska

Kamila Wójcik objęła stanowisko dyrektor sprzedaży w dziale Laundry & Home Care (środki do prania i czystości) w Henkel Polska. Będzie odpowiadała za zarządzanie sprzedażą między innymi takich marek jak Persil, Clin, Bref czy Silan oraz pracą ponad 150 osobowego zespołu.

Kamila Wójcik dołączyła do zespołu firmy Henkel Polska po 6-letniej pracy w firmie Johnson&Johnson, gdzie między innymi stała na czele działu sprzedaży. Wcześniej przez 11 lat pracowała w firmie PepsiCo, stopniowo awansując w strukturach działu sprzedaży tej firmy.

Kamila Wójcik - Henkel
Kamila Wójcik – Henkel

– Rozpoczynam swoją przygodę w Henklu z wielkim entuzjazmem. Praca w Dziale Sprzedaży jest dla mnie czymś więcej niż tylko dążeniem do osiągnięcia jak największych zysków – to przede wszystkim wiara w firmę i każdy jej produkt. Dział Sprzedaży to również zespół zaangażowanych osób, którzy dla mnie stanowią kluczowy zasób firmy. To od nich zależy finalny efekt działań, zadowoleni Klienci i Konsumenci. Dzięki ich pracy budujemy długoletnią lojalność wobec firmy i naszych marek. Taka jest moja filozofia, którą mam nadzieję wdrożyć również w pracy dla firmy Henkel mówi Kamila Wójcik.

Nowa dyrektor sprzedaży jest absolwentką wydziału zarządzania Akademii Ekonomicznej
w Poznaniu. Jest mężatką i ma dwoje synów w wieku 10 i 13 lat. Prywatnie fascynują ją kwiaty a także zamki i pałace Dolnego Śląska.

Fundusz Simpact inwestuje 1 milion złotych w Glaze Prosthetics

Pierwszy w Polsce fundusz oparty na idei impact investing – Simpact zainwestował w innowacyjny projekt protetyczny Glaze Prosthetics. Wartość inwestycji wynosi 1 milion złotych. Dzięki nowatorskiemu podejściu, designerskim produktom i  konsekwentnie realizowanej misji, spółka ma potencjał by zrewolucjonizować branżę protetyczną nie tylko w Polsce, lecz również za granicą.

Caitlin Michelle i Piotr SajdakW Polsce każdego roku dokonuje się około 10 tysięcy amputacji rozległych i dużych czyli dotyczących kończyny górnej lub dolnej.[1]  Z kolei według szacunków organizacji Amputee Coalition, w USA żyje około 2,1 miliona osób po amputacji a co roku przeprowadza się około 185 tysięcy nowych zabiegów. Prognozy wskazują, że do 2050 roku populacja amerykanów żyjących po amputacji wzrośnie do 3,6 milionów.[2]  Znaczna liczba osób pozbawionych kończyny górnej wcale nie używa rozwiązań protetycznych lub korzysta z nich jedynie przez krótki czas po czym rezygnuje. Główne przyczyny tego stanu rzeczy to: wysoka cena, wysoka waga, trudna i czasochłonna nauka użytkownia oraz niska estetyka.  Innowacyjne protezy Glaze produkowane w technologii druku 3D metodą SLS rozwiązują wszystkie wymienione problemy dotyczące tradycyjnych rozwiązań protetycznych. Posiadają bardzo konkurencyjną cenę, ważą 350 gram przedramię, 700 gram ramię. Mają system wymienialnych końcówek umożliwiający odpięcie protezy w bardzo prosty sposób a nauka funkcjonowania w protezie Glaze trwa zaledwie kilka dni. Wszystkie szczegóły estetyczne są starannie dopracowane oferując bardzo stylowy wygląd.

Proteza – nowy modny gadżet

Protezy projektowane przez Glaze Prosthetics mają nie tylko pomagać użytkownikowi w codziennym funkcjonowaniu ale również dobrze wyglądać. Produkt ma być elementem wizerunku danej osoby, wyrażać osobowość i styl. O swojej wizji mówi CEO spółki Grzegorz Kosch: „Problem wyglądu protezy pozornie może wydawać się drugorzędny, jednak w większości przypadków ma on podstawowe znaczenie dla pacjenta. Większość protez charakteryzuje się bardzo niską estetyką. Do niedawna protezy były tematem tabu, czymś co użytkownicy starali się ukryć a inni ludzie starali się nie widzieć. Przez ostatnie lata ludzie coraz częściej pokazują swoje protezy, nie wybierają pokryć kosmetycznych zostawiając elementy mechaniczne na zewnątrz, personalizują swoje protezy. Konwencjonalne metody technologiczne nie dają jednak satysfakcjonujących rezultatów. Glaze Prosthetics stawia mocny nacisk w swoich projektach na stylowy design. Daje możliwość pełnej personalizacji protezy, wybrania różnych kolorów i sposobów wykończenia, zachęca użytkowników do posiadania wielu protez o różnym wyglądzie i przeznaczeniu. Dzięki temu projekt zmienia postrzeganie protez z tematu tabu na przedmiot codziennego użytku który pozwala wyrażać siebie, jest estetyczny i staje się modnym elementem ubioru. Protezy Glaze produkowane w technologii druku 3D minimalizują stopień niepełnosprawności użytkowników, przywracają poczucie własnej wartości dzięki możliwie jak najlepszej estetyce wykonania oraz zwiększają wrażliwość społeczeństwa. Chcemy pozytywnie wpływać na pewność siebie ludzi po amputacji oraz ogólną świadomość społeczną.”

Hybrydowy model biznesowy

Projekt Glaze Prosthetics rozwijany jest w oparciu o innowacyjny model biznesowy, który jest hybrydą modelu B2C i B2B. Podstawą wdrożenia produktu na rynek jest strona internetowa, która jest platformą komunikacji z klientem a także umożliwia klientowi wybór wzoru, koloru, kształtu oraz sposobu wykończenia protezy. Strona internetowa jest głównym kanałem dystrybucji ale sprzedaż odbywa się również w oparciu o bezpośredni kontakt z zakładami protetycznymi w różnych krajach. Spółka współpracuje z zakładami protetycznymi, które pobierają miarę kikuta i są odpowiedzialne za produkcję i dopasowanie leja protezowego. Na podstawie skanu kształtu leja oraz projektu klienta Glaze Prosthetics tworzy protezę idealnie dopasowaną do potrzeb i gustu użytkownika. Dzięki opracowanej technologii i standaryzacji całego procesu przygotowania leja przez zakład protetyczny, klient zmuszony jest odwiedzić protetyka tylko przy wykonaniu pierwszego zamówienia. Po pobraniu pierwszej miary, możliwe jest zamówienie wielu różnych protez korzystając z już tylko z platformy e-commerce i dostępnego na niej specjalnego konfiguratora. Glaze Prosthetics jest już obecne na kilku rynkach międzynarodowych. Spółka posiada partnerów między innymi w USA, Australii, Nowej Zelandii, Belgii oraz Hiszpanii.

Inwestycja funduszu Simpact

Krzysztof Grochowski
Krzysztof Grochowski – CEO funduszu Simpact

Fundusz Simpact zainwestował w projekt 1 milion złotych. Zainwestowane środki zostaną przeznaczone na prace rozwojowe, realizację modelu biznesowego, rozbudowę platformy internetowej oraz ekspansję zagraniczną. Ambitne plany rozwojowe, m.in.  wprowadzenie do oferty protezy Glaze kompatybilnej z mioelektryczną dłonią oraz nowej wersji protezy, która umożliwia sterowanie urządzeniami elektronicznymi komentuje CEO funduszu Simpact – Krzysztof Grochowski.

„Dotychczasowe dokonania Glaze Prosthetics, udowadniają, że zespół potrafi realizować ambitne plany rozwoju i z powodzeniem działać na rynku zdominowanym przez dużych, międzynarodowych graczy, jednocześnie pozostając wierny swojej misji i konsekwentnie realizując obraną strategię. Spółka wpisuje się w najnowsze trendy rynkowe takie jak coraz szersze zastosowanie technologii druku 3D w branży medycznej, personalizacja produktów, sprzedaż e-commerce. Przeprowadzone badania rynku wykazały, że klienci na rynku protetycznym są otwarci na zupełnie nowe, niespotykane do tej pory funkcjonalności protez, które dalece wykraczają poza naturalne funkcjonalności ludzkiej ręki. Zespół Glaze stawia sobie ambitny cel by sprostać tym wymaganiom i my, jako fundusz Simpact, chcemy ich w tych działaniach wpierać.”

Celem funduszu jest wspieranie technologicznych projektów, które posiadają potencjał by generować przychody finansowe i jednocześnie mają realną szansę by zmieniać świat na lepsze. Projekt Glaze Prosthetics idealnie wpisuje się w kryteria określone w strategii inwestycyjnej Simpact. Rozwijana przez spółkę technologia przekłada się na przewagi konkurencyjne oferowanego produktu. Protezy sprzedawane są w oparciu o nowoczesny, hybrydowy model dystrybucji  bazujący na platformie e-commerce i współpracy z parterami. Dzięki czemu potencjał skalowania sprzedaży jest znacznie wyższy niż u pozostałych firmy funkcjonujących na rynku protetycznym. A do tego Glaze Prosthetics posiada bardzo silnie zarysowaną i konsekwentnie realizowaną misję społeczną, którą jest wzmacnianie poczucia własnej wartości osób po amputacji i walka ze stereotypami dotyczącymi osób niepełnosprawnych. Udoskonalenie właściwości użytkowych protez, w tym zwiększenie wytrzymałości, ergonomii i estetyki produktu pozytywnie wpływają na powrót osób po amputacji do normalnego funkcjonowania w życiu społecznym.

[1] Narodowy Fundusz Zdrowia, Katalog: H-Choroby układu mięśniowo-szkieletowego, H27 Amputacje rozległe i duże, dane z lat 2013-2016, https://prog.nfz.gov.pl/app-jgp/Grupa.aspx?id=NZWlnd3pQHI%3D

[2] https://www.advancedamputees.com/amputee-statistics-you-ought-know

Ropa w górę. Rzym straszy rynki

Czarne złoto przebija kolejne poziomy. Analitycy coraz bardziej obawiają się wpływu na inflację. Włoski deficyt budżetowy coraz bardziej niepokoi nie tylko analityków, ale również polityków europejskich.

Ropa nadal wzrasta

Na Londyńskiej giełdzie czarne złoto osiągnęło wczoraj poziom 85 dolarów. Poziom 80 dolarów przebito zaledwie tydzień temu. Jak widać na cenę znacznie większy wpływ niż zapowiadana wojna handlowa ma rosnąca konsumpcja oraz ryzyko wyeliminowania Iranu z rynku dostaw w wyniku sankcji. Jaki wpływ na waluty mają ceny ropy naftowej? W górę idą waluty krajów produkujących ropę. Dobrym przykładem jest rosyjski rubel, który po osiągnięciu dołka na początku września zdołał się wraz z ceną ropy odbić od tego punktu o około 10%. Dla pozostałych walut efekty przyjdą później. Droższa ropa, to wyższe koszty transportu. Droższy transport to wyższa inflacja. Możemy się zatem spodziewać szybciej niż dotychczas sądziliśmy podwyżek stóp procentowych. Taki ruch powinien neutralizować rosnącą inflację. Wzrost cen nie nastąpi oczywiście od razu, ale jeżeli ceny na stałe będą przebywać powyżej dotychczasowych poziomów będzie to wywierać presję na inflację.

Dług Włoch dalej straszy

Nowy budżet Włoch z deficytem na poziomie 2,4% delikatnie mówiąc nie podoba się w Unii. Poprzedni rząd planował niecały 1%. Powodem niepokoju jest zadłużenie kraju na poziomie 131% PKB i ryzyko powtórki sytuacji z Grecji, gdzie kraj był stawiany na nogi, również na koszt europejskich podatników. Warto zwrócić uwagę, że teoretycznie kryteria konwergencji w strefie euro pozwalają nawet na 3% deficyt budżetowy. Nie pozwalają one jednak na przekroczenie przez dług publiczny 60% PKB, czyli ponad dwukrotnie mniej niż obecnie mają Włosi (i niemal trzykrotnie mniej niż Grecy). Jaki wpływ na rynek walutowy mają te problemy? Im gorzej dzieje się we Włoszech tym słabsze jest euro a tym samym złoty. W góry z kolei idzie naturalna alternatywa dla europejskiej waluty czy dolar.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych. Biorąc pod uwagę dzień wolny w Chinach można też się spodziewać spokojniejszego dnia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Eksport w sierpniu 2018 – prognoza Krajowej Izby Gospodarczej

Dostępne obecnie dane o stanie gospodarki realnej oraz opinie pozyskane od członków KIG pozwalają szacować, że eksport w sierpniu 2018 wyniósł 16 810 mln EUR. Zmniejszył się tym samym w stosunku do wartości notowanych dla lipca o 1,8%, w stosunku zaś do wielkości notowanych przed dwunastu miesiącami wzrósł o 6,1%. Wielkość eksportu we wrześniu może okazać się zdecydowanie wyższa w stosunku do wypracowanej w sierpniu.

W miesiącach wakacyjnych część firm zmniejsza produkcję tak ze względu na okres wakacyjny/urlopowy jak i na przestoje związane z przeglądami czy modernizacją ciągów technologicznych. Dotyczy to zwłaszcza firm, w których wysoka temperatura nie sprzyja produkcji oraz dystrybucji towarów oraz tych, w których trudno o utrzymanie produkcji przy niepełnym stanie załogi (warto więc wszystkich pracowników produkcyjnych urlopować w jednym terminie). W tym roku wynik sierpnia w zakresie eksportu był nieznacznie słabszy od lipcowego – o 1,8%, podczas gdy przed rokiem sierpień przyniósł sięgający 1,6% wzrost eksportu. Było to po części efektem faktu, że sprzedaż zanotowana w lipcu br. okazała się lepsza od zakładanej, po części w wyniku przyspieszenia realizacji części dostaw planowanych wcześniej na sierpień. Spadek rocznej dynamiki sprzedaży nie będzie jednak duży – do 6,1% z 9,8% w lipcu.

Dotychczas odnotowane wyniki eksportu za pierwsze miesiące 2018 roku prezentują się lepiej niż zakładały to scenariusze kreślone przed kilku kwartałami. Odbudowa dynamiki eksportu postępowała szybciej niż w założeniach. Jednocześnie nastąpiło pewne pogorszenie perspektyw gospodarczych u naszych głównych partnerów handlowych. W konsekwencji oczekiwane dla drugiej połowy roku zdynamizowanie eksportu może mieć mniejsze od prognozowanych rozmiary. Przekonują o tym słabnące wskaźniki koniunktur w Polsce i zagranicą oraz niższe od prognozowanych poziomy zamówień (w tym eksportowych).

Oczekiwane zmiany eksportu 2018 2019
Eksport ogółem 7,5% 7,6%
Niemcy 9,5% 7,8%
Pozostałe kraje strefy euro 7,0% 7,2%
Kraje UE nie będące w strefie euro 6,5% 7,0%
Pozostałe kraje rozwinięte 7,3% 8,6%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej 9,9% 10,6%
Kraje rozwijające się 3,1% 6,3%

W sierpniu złoty wzmocnił się wobec euro o 1,0% do 4,2873 i okazał się równocześnie o 0,5% słabszy niż przed rokiem. Wzmocnienie sierpniowe było odreagowaniem po kilku wcześniejszych miesiącach, w których złoty osłabiał się ze względu na globalny wzrost ryzyka politycznego. Mimo umocnienia złotego, pozycja naszych eksporterów nie uległa istotnemu pogorszeniu, aktualne notowania są bowiem wciąż korzystniejsze od tych z początku roku. Ponownej, choć nieznacznej, poprawie uległa sytuacja eksporterów rozliczających sprzedaż w dolarach. W sierpniu złoty osłabił się w stosunku do dolara – o 0,2% do 3,7175. Po tej zmianie złoty okazał się słabszy niż przed rokiem o 2,9%.

Według Narodowego Banku Polskiego w pierwszych siedmiu miesiącach bieżącego roku eksport wyniósł 121 227 mln EUR i okazał się o 6,4% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Według sprawozdawczości prezentowanej przez Główny Urząd Statystyczny eksport wynosząc w okresie I – VII 2018 r. 125 700 mln EUR okazał się wyższy niż przed dwunastoma miesiącami o 6,5%.

Zgodnie z aktualnymi założeniami co do stanu światowej i polskiej gospodarki w latach 2018 – 2019 można oczekiwać zwiększenia naszej sprzedaży ze 198,8 mld EUR w roku 2017 do odpowiednio 213,8 mld EUR (o 7,5%) w roku 2018 oraz do 230,0 mld EUR (o 7,6%) w roku 2019.

Piotr Soroczyński, Główny Ekonomista

Kurs dolara z potencjałem do silnych wzrostów, euro zagrożone

Słabsze od oczekiwanych dane makro dla polskiej gospodarki przekładają się, choć jeszcze nieznacznie, na wycenę rodzimej waluty. Krajowy indeks PMI dla przemysłu – najsłabszy od 2 lat i wynoszący jedynie 50,5 pkt względem oczekiwanych 51,5 pkt – oraz wrześniowa inflacja poniżej rynkowych założeń nie pozostaną jednak w dłuższej perspektywie bez wpływu na wycenę PLN.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

We wtorkowy poranek złotówka szacowana była na: 4,2835 PLN względem euro, 3,7019 PLN wobec amerykańskiego dolara, 4,8256 PLN w odniesieniu do funta szterlinga i na 3,7617 PLN w relacji do franka szwajcarskiego. W przypadku obligacji 10-letnich rentowności polskiego długu szacowane są na 3,251 proc.

W kontekście umacniającego się dolara, prognozy dla USD/PLN nie będą sprzyjać w kolejnych tygodniach rodzimej walucie, wskazując jednoznacznie na silną tendencję wzrostową USD.

Odmiennie wygląda natomiast relacja EUR/PLN. Niepewność na europejskim rynku – wywołana m.in. planowanym wzrostem deficytu Włoch z 2 proc. do 2,4 proc. PKB w latach 2019-2021 czy skokiem rentowności włoskich obligacji, co może w konsekwencji znacząco zagrażać  paktowi stabilności i wzrostu UE – sprawia, że europejska waluta słabnie, a informacje napływające z Włoch mogą ciążyć nad EUR w kolejnych tygodniach. Nie pomaga jej również wyższa od oczekiwań inflacja odnotowana w niemieckiej gospodarce.

Kurs euro – EUR/PLN – niepewne notowania europejskiej waluty

Zdecydowanie końcówka września 2018 przyniosła obronę kluczowych poziomów wsparcia, ale mimo tego notowania EUR/PLN pozostały poniżej kluczowej strefy oporu 4.2900-4.3080. Siła wspomnianego zakresu jest tym bardziej znaczna, że w minionym miesiącu doszło do próby jej pokonania, jednakże podaż wykorzystała lokalne maksimum do zdecydowanego cofnięcia.

Jak wskazują dostępne dane – lokalne wsparcie w cenie 4.2680 również stawiło czoła podaży, zatem sytuacja w długim terminie – a co najmniej w perspektywie kolejnych miesięcy – nie jest jednoznaczna. Dlatego w październiku 2018 roku kluczowe będzie zachowanie się rynku w obszarze 4.2680 – 4.3080.

2018-10-02 Notowania EUR_PLN wykres - Kurs euro
Źródło: Aforti Exchange – notowania EUR/PLN w układzie miesięcznym

Kurs dolara – USD/PLN – amerykański dolar we wzrostowym trendzie

Ostatni kwartał, w którym rynek mógł zdecydowanie skorygować wartość dolara, pozostał
w konsolidacji pomiędzy poziomami 3.6500 – 3.7400. Biorąc pod uwagę fakt, że znajdujemy się w szerokim kanale wzrostowym, a pięć miesięcy temu doszło do silnego wybicia z wewnętrznego kanału spadkowego, rynek musi liczyć się z powrotem silniejszych wzrostów amerykańskiej waluty.

Dlatego też kolejne, nieudane próby cofnięcia się rynku poniżej poziomu 3.6500 będą motywować popyt do wybicia lokalnego oporu w cenie 3.7400 i otwarcia drogi do pierwszego istotnego oporu w cenie 3.8700.

2018-10-02 Notowania USD PLN wykres - kurs dolara
Źródło: Aforti Exchange – notowania USD/PLN w układzie miesięcznym

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

InsERT S.A.– ponad 700 tysięcy sprzedanych licencji własnych systemów dla MŚP

InsERT S.A., lider rynku oprogramowania dla małych i średnich firm, sprzedał łącznie 700 tys. licencji własnych programów. Z tworzonych od 26 lat systemów polskiego producenta skorzystało już ponad 420 tys. firm.

InsERT, dziś największy pod względem liczby sprzedanych licencji producent oprogramowania w Polsce, powstał w 1992 roku. Od 26-ciu lat tworzy programy dla MŚP. a wśród jego produktów znajdują się m.in. systemy do obsługi sprzedaży, księgowości, kadr i płac, ułatwiające prowadzenie e-sklepu czy fakturowanie online, a także kompleksowy system Navireo ERP (650 sprzedanych licencji). Zatrudnia obecnie ponad 240 pracowników.

Tworząc programy, InsERT od samego początku wsłuchiwał się w potrzeby firm małych i średnich, umożliwiając im codzienną działalność i rynkową ekspansję. Producent rozwijał się równie szybko jak korzystające z jego produktów przedsiębiorstwa. W efekcie do 2 października br. sprzedał 700 tys. licencji swoich systemów. Z aplikacji Insertu skorzystało już ponad 420 tys. rodzimych przedsiębiorców, a wielostanowiskowe licencje umożliwiły instalacje programów na kilku milionach komputerów. Systemy z logiem producenta wspierają w codziennej pracy około 800 tys. osób i wystawiają ponad milion faktur dziennie.

Jarosław Szawlis, prezes InsERT S.A.
Jarosław Szawlis, prezes InsERT S.A.

Sprzedaliśmy do tej pory 700 000 programów. Co to oznacza? Że codziennie z naszych programów korzysta ponad 420 000 firm. Że codziennie Subiekty wystawiają ponad milion faktur. Postawię nawet tezę, graniczącą z pewnością, że nie ma w Polsce człowieka, który w taki czy inny sposób nie miałby kontaktu z naszymi programami. To naprawdę imponującemówi Jarosław Szawlis, prezes InsERT SA

Historia Insertu zaczęła się od Subiekta – jednego z pierwszych w Polsce komputerowych systemów obsługi sprzedaży, wykorzystywanego w większości firm rozpoczynających działalność w rodzącej się wolnorynkowej gospodarce. Twórcą Subiekta, do dziś najbardziej popularnego programu w swojej kategorii, był założyciel firmy, Jarosław Szawlis. Obecnie Subiekt jest częścią linii InsERT nexo oraz InsERT GT – zintegrowanych pakietów programów do zarządzania małą firmą.

– InsERT jest na rynku od ponad 26 lat, czyli można powiedzieć, że od zawsze. Z początkowych 5 produktów dopracowaliśmy się aż 57. Poza programami tzw. pudełkowymi oferujemy klientom także system Navireo ERP czy Subiekta 123 – onlinową aplikację do fakturowania i nie tylkowymienia Jarosław Szawlis.

Jak wynika z różnych badań, firmy z sektora MSP stanowią ponad 99% wszystkich przedsiębiorstw w Polsce. Zatrudniają blisko 3/4 Polaków i wytwarzają ponad połowę naszego PKB. Cieszę się, że InsERT, poprzez swoje systemy, może mieć udział w rozwoju, zdobywaniu nowych rynków i tworzeniu nowych marek przez mikro, małe i średnie firmy. Jednocześnie mam jednak świadomość odpowiedzialności, która w związku z tym na nas spoczywadodaje Jarosław Szawlis.

Z badań wynika również, że co piąty dorosły Polak deklaruje chęć założenia firmy do końca przyszłego roku, dwóch na pięciu dostrzega w swoim otoczeniu szanse biznesowe, a grubo ponad połowa uważa, że posiada wystarczające kwalifikacje i umiejętności do prowadzenia własnej działalności. Perspektywy na przyszłość są zatem dobre. Potwierdzają to zresztą tegoroczne wyniki finansowe Insertu. Odnotowujemy rekordowy w naszej historii przychód i fantastyczny wzrost na poziomie 25% rok do rokupodsumowuje Jarosław Szawlis.

W ciągu 26-ciu lat istnienia, InsERT zdobył nie tylko uznanie klientów, ale także branży, czego dowodem są liczne publikacje w opiniotwórczych mediach oraz wiele prestiżowych nagród. Przedsiębiorstwo ma na koncie m.in. tytuł Dobrej Marki oraz Lidera Dekady 2004-2014, nagrody IT Champion, Złoty Paragon czy Turbina Polskiej Gospodarki, a także szereg certyfikatów Solidnej Firmy oraz Złotych Laurów Konsumenta.

Producent posiada ogólnopolską sieć sprzedaży, w skład której wchodzi ok. 2 tysięcy firm partnerskich. Partnerzy, poza sprzedażą programów Insertu, prowadzą również szkolenia z ich obsługi. Są także odpowiednio wykwalifikowani, tak by w razie potrzeby móc udzielać klientom niezbędnych informacji i porad.

Od 2007 r. InsERT obecny jest także w szkolnictwie; decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej programy linii InsERT GT są podstawą w nauczaniu i egzaminowaniu w ponad 800 szkołach średnich o profilu ekonomicznym.

W ciągu ostatnich kilku lat producent wprowadził na rynek wiele nowych produktów, m.in. InsERT nexo – pakiet sześciu zintegrowanych programów kompleksowo wspomagających zarządzanie, aplikację vendero umożliwiającą założenie sklepu internetowego, witryny z ofertą lub firmowego serwisu, nowoczesną odsłonę systemu szybkiej sprzedaży detalicznej – Subiekt Sprint 2, czy Subiekta 123 – onlinową aplikację do fakturowania i nie tylko.

Jakub Makurat: Wysokie zyski są poza Europą

Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska
Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska

Często słyszę od osób zarządzających polskimi firmami, że rynki europejskie – zwłaszcza państw sąsiadujących z Polską – są już dość mocno nasycone. Zdobycie nowych kontraktów handlowych w Europie, które będą przy okazji zapewniały solidny zysk, jest sporym wyzwaniem dla przedsiębiorstw.

Oczywiście ciężko im nie przyznać racji. Jednak dobry CEO w sytuacji tego typu trudności szuka rozwiązania problemu przy wykorzystaniu nieszablonowych rozwiązań. Dlatego część polskich eksporterów i importerów postanowiła poszukać w ostatnich latach bardziej odległych rynków niż europejskie. Niekiedy decydując się na mocno egzotyczne kierunki handlowe. I były to strzały w dziesiątkę.

Znam wielu krajowych producentów i dostawców, którzy skokowo zwiększyli skalę swojego biznesu poprzez nowe rynki – te bardzo odległe od naszych granic. Które to kierunki? Głównie Azja Południowo-Wschodnia, Bliski Wschód oraz Afryka. Są one bardzo chłonne i wciąż zdarza się, że brakuje niektórych produktów. Wiele polskich firm nie docenia jednak ich potencjału, uznaje je za zbyt ryzykowne lub po prostu nie jest gotowa na ekspansję. Ryzyko bywa jednak opłacalne, ponieważ skala potencjalnych zysków jest nieporównywalnie większa niż np. szukanie nowych kontaktów na Liwie, Białorusi, Słowacji czy nawet w krajach Europy Zachodniej i naszego najważniejszego partnera handlowego – Niemców.

Chciałbym przede wszystkim zwrócić uwagę na takie rynki jak: Chiny, Indie, Pakistan, Wietnam, Malezja, Indonezja, Filipiny i Kazachstan. To są kraje, na których – choćby ze względów demograficznych – przedsiębiorcy mogą znaleźć dobre okazje dla rozwoju swojego biznesu. Oczywiście jest także wspomniana wcześniej Afryka, gdzie jest zapotrzebowanie na produkty właściwie z każdej branży. Ostatnie „odkrycie” polskich eksporterów to np. Ghana. Z moich obserwacji wynika, że szczególnie otwarci na polskie produkty i usługi są przede wszystkim przedsiębiorcy z krajów północnej części Afryki: Algierii, Egiptu oraz Maroka. Wymienione rynki coraz bardziej dają zarobić polskim eksporterom. Ten trend powinien się utrzymać także w kolejnych latach.

Oczywiście wejście na rynki egzotyczne łączy się z podwyższonym ryzykiem – ale tym przecież można świadomie zarządzać.

– Jakub Makurat, Ebury Polska