Strategia digital oraz innowacyjne platformy jednym z głównych filarów rozwoju AmRest

Branża gastronomiczna jest w fazie dynamicznego rozwoju. Powstaje coraz więcej restauracji, debiutują nowe koncepty, ale przede wszystkim rozwija się rynek zamówień jedzenia on-line. W gastronomii rozpoczęła się nowa era, w której znaczącą rolę zaczynają odgrywać platformy cyfrowe i nowoczesne technologie.

Coraz lepsza sytuacja ekonomiczna Polaków wpływa na wiele aspektów ich życia, m.in. na nawyki żywieniowe. Według danych PMR Research, wartość rynku gastronomicznego przekroczy w 2018 roku 30 mld zł netto i będzie o 5,8 proc. wyższa niż w ubiegłym roku. Nie tylko przybywa nowych kawiarni czy restauracji, ale obserwujemy również systematyczny rozwój usług związanych z zamawianiem jedzenia on-line. Jak wynika z danych Nielsena, choć e-commerce w branży kulinarnej stanowi obecnie zaledwie 5-6 proc. wszystkich transakcji w gastronomii, to wzrasta o około 60-70 proc. rok do roku – najszybciej w całym sektorze handlu elektronicznego.

Rosnąca popularność zamówień jedzenia on-line w Polsce, przekłada się na wzrost inwestycji dużych graczy w tym segmencie. Rozwój Spółki AmRest, jednego z wiodących publicznie notowanych operatorów gastronomicznych w Europie, związany jest nie tylko z  akwizycjami oraz wzmacnianiem portfela marek. Firma wdraża też rozwiązania cyfrowe do swojego biznesu, inwestując w platformy internetowe i aplikacje mobilne.

Jedną z kluczowych inwestycji dla AmRest w obszarze digital było nabycie pakietu większościowego w serwisie do zamawiania jedzenia pizzaportal.pl. W tym roku, Spółka wzmocniła swoją obecność w segmencie agregatorów gastronomicznych, inwestując w hiszpańską platformę Glovo. Co więcej, AmRest konsekwentnie wdraża do swoich restauracji rozwiązania cyfrowe i mobilne, które ułatwiają kontakt klienta z marką. Przykładem może być aplikacja w ramach sieci KFC, pozwalająca  na zamawianie jedzenia i zapłatę on-line za dostawę do wybranego przez siebie miejsca. Ponadto, użytkownicy mają również dostęp do funkcji „Zamów i odbierz w restauracji” – dzięki czemu mogą odebrać posiłek w lokalu bez czekania w kolejce. AmRest uruchomił także aplikacje na smartfony dla Pizza Hut i Starbucks.

– Realizacja strategii digital oraz inwestycje w innowacyjne platformy stanowią obecnie jeden z głównych filarów rozwoju AmRest. Stale obserwujemy trendy konsumenckie i słuchamy głosu klientów. Podjęte działania są odpowiedzią na ich potrzeby. Naszym celem jest dalszy rozwój w zakresie platform cyfrowych oraz nowych technologii. Otwieramy nowy rozdział w gastronomii – mówi Adam Sawicki, Chief Digital Officer AmRest.

Hewlett Packard Enterprise i VMware Polska łączą siły, by pomóc firmom w digitalizacji

83 proc. CIO z 450 globalnych firm obawia się utraty pracy z powodu opóźnień w cyfryzacji – wynika z badań firmy Couchbase. Wielu ankietowanych jest zdania, że pełna cyfrowa transformacja, w obliczu często sprzecznych wyzwań, to zadanie wręcz niewykonalne. Firmy VMware i HPE łączą swoje rozwiązania technologiczne, by ułatwić szybkie i sprawne wdrażanie innowacji.  

87 proc. z przebadanych przez Couchbase dyrektorów ds. informatyki (CIO) przekonuje, że ich działy muszą nieustannie ograniczać swoje ambicje i postępy. Powodem jest przede wszystkim sprzęt IT, który najczęściej nie przystaje możliwościami do dzisiejszych potrzeb. Wdrożenie cyfrowych środowisk pracy, szybkiej analityki big data czy IoT w efekcie trwa tygodniami lub wręcz spełza na niczym. Czy jednak rzeczywiście biznes skazany jest na porażkę?

Jak przechytrzyć cyfrową rewolucję?

Hewlett Packard Enterprise wspólnie z VMware Polska przekonują, że nie. Firmy podjęły się stworzenia infrastruktury technologicznej, którą można modyfikować do woli i to bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów sprzętowych oraz poświęcania na ten proces tygodni pracy.

– Dla klientów chcących przyspieszyć swoją podróż do cyfrowych środowisk IT połączyliśmy architekturę komponowalną HPE Synergy z usługami VMware Cloud Foundation. Nasza platforma zamyka cały sprzęt IT – dyski, serwery, urządzenia sieciowe – w jedno centrodanowe środowisko, co obniża koszty posiadania sprzętu oraz znacząco przyspiesza wdrażanie nowych rozwiązań. Współpraca z VMware umożliwia nam skuteczne monitorowanie na każdym poziomie od aplikacji do sprzętu. Dodatkowo dzięki VMware uzyskujemy na platformie HPE Synergy unikalne bezpieczeństwo na poziomie sieci, zarządzanie całością z poziomu inteligentnego, zautomatyzowanego oprogramowania co gwarantuje sukces klientom bez zbędnego ryzyka. Sprawdzone, od lat cieszące się uznaniem klientów oprogramowanie VMware idealnie pasuje do naszej platfomy Synergy – tłumaczy Krzysztof Kowalczyk, Hybrid IT Sales & PreSales Leader w HPE. Razem, technologie te dają firmom możliwość wykorzystania zasobów IT w sposób, który daje nowe możliwości biznesowe. Np. pozwala na wdrażanie większej liczby aplikacji w krótszym czasie – dodaje.

IT nowej generacji

Wśród wdrożonych przez HPE rozwiązań jest m.in. vSAN, który według IDC jest jedną z najczęściej wybieranych przez firmy platform do zarządzania środowiskami hiperkonwergentnymi. HPE Synergy w Polsce otrzyma wsparcie w postaci także takich narzędzi jak NSX, vSphere, vRealize Operations Manager czy vRealize Log Insight. Zaoferowane rozwiązania to nie tylko wygoda zarządzania systemami IT, bezpieczeństwem czy wirtualnymi sieciami, ale także narzędzia, które znacznie skracają procesy decyzyjne.

Bartłomiej Ślawski
Bartłomiej Ślawski

– W dużych organizacjach każda zmiana w systemach musi przejść proceduralną weryfikację. Przykładowo, klinika inwestująca w innowacyjny system medyczny za każdym razem od wdrożenia, przez liczne zmiany musi przechodzić przez uciążliwy i długtrawały proces decyzyjno-weryfikacyjny pod względem rozbudowy sieci oraz bezpieczeństwa sieciowego. Trwa to czasem tygodniami, choć sprawdzane są w praktyce te same czynniki. Opracowane przez VMware i HPE rozwiązanie pozwala uprościć ten proces, a wręcz go zautomatyzować. Przykładowo raz zatwierdzone polityki bezpieczeństwa mogą służyć do implementacji różnych technologii, aplikacji i systemów – tłumaczy Bartłomiej Ślawski, Country Manager VMware Polska i dodaje – Dodatkowo późniejsze ich utrzymanie jest prostsze i bardziej niezawodne ze względu na możliwość diagnozowania całości systemu, a nie jak kiedyś poszczególnych elementów systemu IT. W jednej chwili sprawdzamy zarówno sieci fizyczne, sieci wirtualne, aplikacje, bazy danych, wirtualizator, serwery i dyski. W efekcie biznes szybciej zarabia na nowych funkcjonalnościach, a w momencie wystąpiania awarii istnieje możliwość szybkiego znalezienia jej przyczyny.

Bez innowacji nie ma zysku

Według badania „Digital Transformation Index” jedynie 5% polskich przedsiębiorstw można zakwalifikować jako liderów transformacji cyfrowej. Pozostałym brakuje albo możliwości, albo odwagi by potrzebne zmiany wprowadzić. Eksperci przekonują jednak, że inwestorzy coraz częściej wysoko wyceniają te spółki, które inwestują w nowe technologie i szybkość ich wdrażania.

– Organizacja musi umieć szybko i odważnie wdrażać nowe pomysły, technologie, systemy i aplikacje, by nie zostać w tyle za konkurencją. Według najnowszego raportu firmy Deloitte o wartości firmy w coraz większym stopniu decyduje poziom jej cyfryzacji. Aż 84 proc. wartości rynkowej spółek z indeksu S&P 500 jest obecnie efektem posiadanych przez firmę technologii i bazy klientów. Jedno i drugie jest ze sobą powiązane. Dlatego w HPE stawiamy na rozwiązania, które umożliwiają szybką realizację idei biznesowych – komentuje Krzysztof Kowalczyk z HPE.

HPE planuje w najbliższych tygodniach cykl warsztatów, które obecnym partnerom i klientom, którzy już zainwestowali w HPE Synergy, przybliżą nowe funkcjonalności, jakie platformie umożliwiają rozwiązania VMware. Do ich dyspozycji oddany zostanie specjalny lab, prezentujący adaptację platformy, od procesu instalacji poprzez zarządzanie wraz z komplekoswym monitorowaniem, a kończywszy na zapewnieniu autmatyzacji i bezpieczeństwa.

PMI dla przemysłu strefy euro spadł we wrześniu do 53,2 pkt.

PMI dla przemysłu strefy euro spadł we wrześniu do 53,2 pkt. z 54,6 w sierpniu i był nieznacznie gorszy niż wstępnie szacowano. Spowolnienie miało szeroki zakres, a PMI obniżył się we wszystkich badanych gospodarkach poza Holandią. Szczególnie źle wygląda ocena koniunktury we Włoszech, gdzie PMI znajduje się na neutralnym poziomie 50,0 pkt. i jest najniższy od 25 miesięcy. Źródłem spowolnienia jest popyt zewnętrzny (najniższy od 63 miesięcy wzrost zamówień eksportowych), a napięcia handlowe przyczyniły się do pogorszenia oczekiwań przedsiębiorstw. Podobna sytuacja jest widoczna w Chinach, gdzie PMI spadł do 50,0 pkt., najniżej od 16 miesięcy. Wzrost pesymizmu nie omija gosp. wschodzących, wśród których największy spadek odnotował wskaźnik dla Turcji (42,7 pkt.).

(Cyber) Bezpieczeństwo polskiej branży e-commerce

Wyniki najnowszych badań nie pozostawiają suchej nitki na polskich e-sklepach. Choć 80 proc. z nich padło ofiarą cyberataku, tylko 40 proc. przeprowadza podnoszące bezpieczeństwo testy penetracyjne. Nikogo nie powinno więc dziwić, że aż 3/4 polskich internautów nie ufa zakupom w sieci, a 44 proc. z nich nigdy nic nie kupiło przez internet.

Choć 56 proc. polskich internautów robi zakupy w sieci, to zaledwie jedna czwarta przebadanych przez Gemius w badaniu „E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska” uważa e-shopping za w pełni bezpieczny. Powodem niskiego zaufania może być fakt, że właściciele e-sklepów nadal niewystarczająco poważnie podchodzą do kwestii związanych z cyberbezpieczeństwem. Takie wnioski płyną z badania „Stan Cyberbezpieczeństwa Polskiej Branży E-commerce” przeprowadzonego przez TestArmy CyberForces w lipcu 2018 roku.

80 proc. e-sklepów padło ofiarą ataku hakerskiego

Dziś w sieci kupuje ok. 15 milionów Polaków. Nic więc dziwnego, że dla większości firm przebadanych przez TestArmy CyberForces sprzedaż online stanowi ponad 50 proc. obrotów. Zbliża się też grudzień, czyli gorący okres przedświąteczny, podczas którego sklepy będą notować jeszcze większy ruch, a przy tym także przychody. Choćby z tych powodów kwestie bezpieczeństwa i ochrony przed atakami hakerskimi powinny stanowić wartość priorytetową. Czy tak jest? Nie zawsze.

Aż 80 proc. ankietowanych przyznało, że kiedyś doszło (60 proc.) lub prawdopodobnie doszło (20 proc. twierdzących odpowiedzi) do incydentu związanego z naruszeniem bezpieczeństwa, takiego jak np.: wyciek danych, phishing, cyberszpiegostwo, włamanie do sieci czy oszustwo popełnione przez pracownika. Mimo tego, zaledwie 40 proc. e-sklepów przeprowadza testy penetracyjne, choć i tak nie robi tego regularnie.infografika1

60 proc. e-sklepów podatnych na cyberatak

Przypomnijmy, że celem regularnie przeprowadzanych testów penetracyjnych jest wykrycie luk w zabezpieczeniach oraz ich eliminacja tak, aby maksymalnie utrudnić lub uniemożliwić atak hakerski. Im solidniej skonstruowany system bez „dziur” w oprogramowaniu, tym mniejsze zainteresowanie cyberprzestępców, którzy kierując się rachunkiem opłacalności, na przedmiot ataku z reguły wybierają gorzej zabezpieczone e-sklepy.

Tymczasem, zgodnie z badaniem, zaledwie 40 proc. e-sklepów przeprowadza testy penetracyjne, choć i tak najczęściej robi to w sposób nieregularny. Pozostałe 60 proc. nigdy nie zleciło audytu bezpieczeństwa niezależnym ekspertom. Okazuje się, że standardem są wyłącznie konwencjonalne metody zabezpieczeń przed atakami, tj. certyfikaty SSL (100 proc.), systemy antywirusowe (100 proc.), zarządzanie hasłami (80 proc.) i szyfrowanie danych (60 proc. twierdzących odpowiedzi). Mało który przedsiębiorca stosuje rozwiązania pozwalające wykryć zagrożenia w infrastrukturze informatycznej (IDS/IPS/WAF). Odpowiedź „tak” udzieliło tylko 7 proc. ankietowanych.infografika2

Znacząca część przedsiębiorców nie była w stanie stwierdzić, czy systemy bezpieczeństwa w ich firmach są na wystarczająco wysokim poziomie. Mimo że samodzielnie ocenili się neutralnie, to skłanialibyśmy się raczej w stronę stwierdzenia, że są nieprzygotowani do odparcia zagrożeń. Taki wniosek opieramy na fakcie, że bardzo wiele firm nie posiada jakiegokolwiek planu zapasowego na wypadek wystąpienia incydentu. A taki incydent zdarzy się, pytanie tylko kiedy? – tłumaczy Dawid Bałut, CEO TestArmy CyberForces.

50 proc. sklepów nie ma planu na wypadek cyberataku

Co ciekawe, a przy tym dość niepokojące, znaczna część respondentów badania nie obawia się utraty danych. 33 proc. eksportuje dane do innych systemów, mogąc je odtworzyć przy niedużym nakładzie pracy. 20 proc. przechowuje kopie w innej lokalizacji. Blisko 7 proc. przyznała, że odtworzenie większości danych powinno być możliwe, ale przy dużym nakładzie pracy. 20 proc. e-sklepów w ogóle nie tworzy kopii zapasowej, a 20 proc. nie znało odpowiedzi na to pytanie.

Sytuacja dziwi o tyle, że prawie 50 proc. e-sklepów nie ma żadnego planu działania na wypadek wystąpienia cyberataku. Niecałe 27 proc. przebadanych nie spodziewa się wpływu awarii na sprzedaż, ponieważ funkcje automatycznie przejmą serwery z innej lokalizacji. Nieco ponad 6 proc. ma gotowy plan ręcznego uruchomienia sklepu w innej lokalizacji. Tyle samo firm ryzyko wystąpienia przerwy w sprzedaży ma wkalkulowane w biznes.

Większość ankietowanych przyznała, że nigdy nie przeprowadziła analizy ryzyka, która pozwoliłaby ocenić rozmiar potencjalnych strat. Jeszcze więcej przedsiębiorców mówi wprost, że cyberbezpieczeństwo nie jest czymś, co w ogóle biorą pod uwagę przy planowaniu budżetu, a ryzyko przerwy w sprzedaży internetowej traktują jako coś, co po prostu “może się zdarzyć” – dodaje Dawid Bałut.

Reasumując wygląda na to, że polscy przedsiębiorcy rzadko traktują kwestie cyberzabezpieczeń wystarczająco poważnie, narażając tym samym nie tylko siebie, ale też swoich klientów i pracowników. Wyniki ankiety są o tyle zadziwiające, że 60 proc. przebadanych firm deklaruje, że w wewnętrznych strukturach firmowych posiada osobę odpowiedzialną za… cyberbezpieczeństwo!

Badanie „Stan Cyberbezpieczeństwa Polskiej Branży E-commerce” przeprowadzone przez TestArmy CyberForces odbyło się w lipcu 2018 roku na grupie ponad stu polskich sklepów internetowych. Roczne obroty ponad 50 proc. z nich mieściły się w skali od 1 do 10 mln zł. 30 proc. – zarabia poniżej miliona. Pozostali – powyżej 10 mln zł (5 proc. – od 10 do 50 mln zł, 5 proc. – od 50 do 100 mln zł, a kolejne 5 proc. – powyżej 100 mln zł rocznie). 5 proc. ankietowanych odmówiło ujawnienia informacji o osiąganych zarobkach.

O autorach badania:

TestArmy CyberForces to należąca do TestArmy Group spółka specjalizująca się w usługach Cyber Security i Software Quality Assurance, w tym przede wszystkim testowaniem oprogramowania pod kątem bezpieczeństwa, funkcjonalności i wydajności. Firma współpracuje z ponad 7 tys. testerami w Polsce i ponad 50 innych krajach na całym świecie.

Gi Group właścicielem Grafton Recruitment

Gi Group, międzynarodowa agencja pracy i doradztwa personalnego, założona i kierowana przez Stefano Colli-Lanzi, zakończyła proces przejęcia Grafton Recruitment, jednego z największych europejskich dostawców rozwiązań z zakresu stałego oraz czasowego zatrudnienia, rekrutacji oraz selekcji. Gi Group stała się tym samym właścicielem Grafton Recruitment na rynkach czeskim, polskim, słowackim oraz węgierskim.

Przejęcie Grafton Recruitment, firmy z ponad 35-letnim doświadczeniem na rynku jest krokiem milowym dla Gi Group na drodze do wzmocnienia i dywersyfikacji oferowanych usług HR.

Grafton Recruitment zatrudnia ponad 350 pracowników wewnętrznych, pracujących w 26 biurach w całej Europie. Konsultanci Grafton tylko w 2017 z sukcesem przeprowadzili ponad 9000 procesów rekrutacyjnych. Dzięki przejęciu, Gi Group jest właścicielem 100% kapitału Grafton Recruitment Europe Holdings Limited, stając się jednym z największych przedsiębiorstw na rynku stałego i czasowego zatrudnienia.

Przejęcie Grafton Recruitment jest kolejnym działaniem na drodze realizacji globalnej strategii rozwoju Gi Group zwiększającej naszą konkurencyjność oraz obecność „w sercu Europy”, gdzie od lat z sukcesem wdrażamy projekty z zakresu tymczasowego zatrudnienia. Bycie globalnym dostawcą, którym stawaliśmy się od 20 lat, jest szczególnie istotne w kontekście zmieniającego się rynku pracy, który ewoluuje w kierunku tzw. rynku kandydata. Wieloletnie doświadczenie Grafton Recruitment uzupełnia nasze portfolio oraz sprawia, że będziemy w stanie jeszcze lepiej odpowiadać na złożone potrzeby klientów i kandydatów – komentuje Stefano Colli-Lanzi, CEO Gi Group.

Doświadczenie Grafton Recruitment w usługach typu Permanent & Professional poszerza propozycję wartości oraz dywersyfikuje portfolio usług oferowanych przez Gi Group na całym świecie, w szczególności umacniając kompetencje Gi Group w obszarze Search & Selection.

Doradcami Gi Group przy przejęciu Grafton Recruitment były kancelarie: Blackwood Capital Group oraz Baker McKenzie.

Globalne badanie konsumenckie: trzeba zasłużyć na możliwość przechowywania danych o klientach

„O ile konsumenci kwestionują korzyści płynące z udostępniania ich danych osobowych, to badanie pokazuje, że wciąż chcą otrzymywać spersonalizowane, dostosowane do ich potrzeb oferty przy zachowaniu pewnego poziomu anonimowości. Sprzedawcy detaliczni mogą dostarczać takie oferty przez przekształcenie zwykle emocjonalnego stosunku konsumentów do udostępniania danych w owocną interakcję” ¾ powiedział Mike Webster, wiceprezes i dyrektor generalny Oracle Retail. „Podczas gdy sprzedawcy zmagają się z problemem ochrony danych osobowych, ci spośród nich, którzy zdołają przyciągnąć właściwych klientów w momencie zamiaru dokonania zakupu, będą w stanie ich utrzymać i zwiększyć ich lojalność.

Badanie „New Topography of Retail” zostało przeprowadzone w 2018 roku wśród ponad 15 500 konsumentów w pięciu kluczowych regionach: Europie (Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Szwecji i Wielkiej Brytanii), Ameryce Północnej (Kanadzie i USA), Ameryce Łacińskiej (Brazylii, Chile i Meksyku), Bliskim Wschodzie (Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich) i Indiach oraz Dalekim Wschodzie (Australii i Chinach).

Innowacje w handlu detalicznym na rynkach rozwijających się

Zdaniem konsumentów z rynków rozwijających się (57% respondentów z Brazylii, Chile, Chin, Indii i Bliskiego Wschodu) systemy rozpoznawania twarzy w sklepie, wirtualni asystenci sprzedaży w przymierzalniach, kioski, w których można pobrać zdjęcie produktu i uzyskać rekomendacje, oraz automatyczne uzupełnianie zapasów w oparciu o preferencje subskrypcji są istotne, w porównaniu do zaledwie 28% konsumentów z Europy, Australii i Ameryki Północnej.

 

IPOPEMA TFI wzmocni departament zarządzania aktywami

W związku z opublikowanym w dniu dzisiejszym komunikatem dotyczącym zmiany strategii funduszy zarządzanych przez Quercus TFI oraz związanych z tym zmian kadrowych, Zarząd IPOPEMA TFI informuje, iż w najbliższym czasie zakończy prowadzony proces wzmacniania zespołu zarządzającego aktywami.

Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.
Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.

‘’Wkrótce do naszego zespołu dołączy grupa doświadczonych specjalistów rynku zarządzania aktywami, z nowym liderem, Chief Investment Officer (CIO), na czele. Nie czujemy się natomiast w obowiązku informowania o szczegółowych zmianach kadrowych na kilka miesięcy przed ich materializacją. Uważamy bowiem, że pieniądze naszych klientów lubią spokój i ciszę. Moment rynkowy nam sprzyja, pozostajemy poza jakimikolwiek głośnymi wydarzeniami, które cieniem położyły się na segmencie funduszy dłużnych oraz absolutnej stopy zwrotu. Odnotowujemy stabilne wyniki inwestycyjne i satysfakcjonującą skalę napływu aktywów do naszych funduszy. Naszym celem jest kontynuowanie historycznych sukcesów inwestycyjnych w obszarach naszych flagowych kompetencji – oferty bezpiecznych funduszy dłużnych, funduszy absolutnej stopy zwrotu, czy globalnych akcji, oferujących oczekiwane stopy zwrotu dla inwestorów na poziomach istotnie przewyższających rentowność lokat bankowych. W IPOPEMA TFI zawsze kładliśmy ogromny nacisk na zespołowe podejście do zarządzania, zarówno w strategiach dłużnych, jak i equity, czy absolute return. Zmiany kadrowe w tych obszarach są rzeczą naturalną i jesteśmy na nie przygotowani. Odejście Jarosława Jamki, dotychczasowego CIO, nie zachwieje sytuacją w zespole zarządzania, ani też wynikami naszych funduszy. W pełni kontrolujemy sytuację, a o pojawieniu się w IPOPEMA TFI nowego szefa zespołu zarządzania aktywami poinformujemy w stosownym dla tego momencie” – podkreśla Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.

O sukcesie funduszy zarządzanych przez IPOPEMA TFI może świadczyć stały napływ nowych środków – od początku roku do funduszy zarządzanych przez Towarzystwo wpłynęło netto ponad 330  mln zł.

Zarząd IPOPEMA TFI zwraca uwagę na fakt, iż 58 mld zł aktywów w zarządzaniu nadal pozwala Towarzystwu utrzymać pozycję największej firmy zarządzającej funduszami rynku niepublicznego w Polsce oraz funduszy dostosowanych do indywidualnych potrzeb inwestorów.

‘’Jesteśmy także jednym z pierwszych towarzystw, które zaoferowały możliwość inwestycji o zasięgu globalnym. Uczestnicy funduszy zyskali ekspozycję na zagraniczne rynki akcji i obligacji, do których dostęp inwestorów indywidualnych był dotychczas utrudniony ‘’– dodaje Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.

Włochom byłoby lepiej bez euro, a euro bez Włoch

Euro jest niżej i przyciąga awersję do ryzyka, gdyż problemy z budżetem Włoch skupiają na sobie uwagę, szczególnie z komentarzami, że Włochom byłoby lepiej z własną walutą. Dopóki inwestorzy nie znajdą lepszego tematu do dyskusji, może czekać nas przejściowy okres turbulencji.

Szum wokół włoskiego budżetu zaczyna być coraz głośniejszy z udziałem urzędników niższego szczebla, którzy szukają dla siebie 5 minut sławy. Claudio Borghi, eurosceptyczny szef włoskiej komisji budżetowej powiedział, że Włochy poradziłyby sobie z problemami budżetowymi, gdyby miały własną walutę. Wówczas kraj mógłby zdecydować o deficycie na poziomie 3,1 proc. PKB Przypomnijmy, że uchwalone w projekcie na przyszły rok 2,4 proc. PKB już przynosi oburzenie Brukseli, szczególnie że dotyczy kraju z długiem publicznym na poziomie 131,8 proc. PKB. Szczegółowy projekt budżetu ma być zaprezentowany Komisji Europejskiej 15 października, co daje sporo czasu na spekulacje i szokujące komentarze. Reakcja agencji ratingowych stanowi dodatkowe ryzyko. Rentowności 10-letnich obligacji Włoch rosną do 3,40 proc. i poprawiają 4-letnie rekordy. EUR/USD na 1,1535 otarł się o dolną bandę konsolidacji, która obowiązywała przez większą część wakacji. Jak ważna jest to strefa, było widać w sierpniu podczas „kryzysu tureckiego”, kiedy udane przełamanie wywołało lawinowe spadki aż do 1,13. Teraz tąpniecie nie powinno być tak silne, ale stoimy przed ryzykiem przejściowego dołowania.

Ponownie emocje biorąc górę nad fundamentami i dopóki nic innego nie przyciągnie uwagi uczestników rynku, musimy liczyć się z kierunkiem spójnym z awersją do ryzyka. To oznacza słabość rynku akcji, powrót siły JPY i CHF. Na lokalnym rynku EUR/PLN powraca bliżej 4,30 i w takim klimacie prawdopodobnie kurs na chwilę zaparkuje powyżej okrągłego poziomu. GBP, SEK i NOK ściekają niżej jako bliscy sąsiedzi strefy euro. Funt ma dodatkowo do przetrawienia „lekkomyślną” euforię z poniedziałku po informacji, że premier May szykuje nową ofertę rozwiązania spornej kwestii granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Pełnych szczegółów nie znamy, ale wygląda na to, że May jest gotowa utrzymać unię celną z UE, co z pewnością nie spodoba się „twardym Brexitowcom” w jej własnej partii. Wzrasta ryzyko puczu, a to idealne środowisko dla Borisa Johnsona, który ma apetyt na zostanie nowym liderem. Dziś Johnson przemawia na konferencji Partii Konserwatywnej. Z pewnością nie będzie brakować krytyki rządu May, a zatem i pretekstów do sprzedaży funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prawie dwie trzecie dyrektorów IT widzi siebie w roli partnerów w biznesie

W dzisiejszym świecie, w którym technologie są głównym katalizatorem zmian, transformacji ulega także rola działów IT. Oprócz usług tradycyjnie świadczonych przez zespoły informatyczne, coraz częściej oczekuje się, że dyrektorzy IT będą brali udział w tworzeniu strategii biznesowej organizacji. Jak wynika z trzeciej edycji globalnego badania firmy doradczej Deloitte „CIO Survey 2018. Patrząc w przyszłość: poza erę cyfrową” w tej roli w przyszłości widzi się 64 proc. menedżerów odpowiedzialnych za IT. Okazję do sprawdzenia się w nowej rzeczywistości stwarza cyfryzacja, która dla 57 proc. polskich CIO jest obszarem, który w nadchodzących latach będzie miał największy wpływ na biznes.

Badanie CIO zostało przeprowadzone w 71 krajach, w tym w Polsce. Łącznie wzięło w nim udział 1437 osób, a 78 proc. ankietowanych stanowili menedżerowie i dyrektorzy IT.

Głównym wnioskiem wypływającym z badania jest zmiana roli, w której widzą się CIO. – Trend ten, który dostrzegliśmy już w dwóch poprzednich edycjach badania, teraz stał się jeszcze bardziej widoczny. Dyrektorzy IT z zaufanych dostawców usług zmieniają się w partnerów w biznesie i inicjatorów zmian – mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte. – W dobie transformacji cyfrowej technologia jest podstawowym elementem, który warunkuje zmianę i rozwój organizacji. Kończy się czas, w którym szef IT podążał za biznesem, a technologia pełniła funkcję służebną. Firmy i ich liderzy IT osiągający dzisiaj sukcesy to organizacje, w których technologia jest podstawą prowadzenia działalności biznesowej, motorem zmian, rozwoju i generowania przychodów – dodaje.

Obecnie 36 proc. ankietowanych globalnie CIO definiuje swoją rolę jako partnera w biznesie, a 9 proc.

– inicjatora zmian. Należy się spodziewać, że w ciągu kilku najbliższych lat wynik ten będzie wzrastał, bo odpowiednio 64 i 16 proc. ankietowanych zadeklarowało, że ich rola przesunie się w tych kierunkach. Choć ponad połowa CIO (55 proc.) definiuje siebie jako dostawcę usług, to należy zakładać, że odsetek ten będzie malał.

Zmiany roli IT będą zachodzić na poziomie strategicznym, operacyjnym, ale też kompetencyjnym.

Najważniejsze oczekiwania od dyrektorów IT to: dopasowanie się do strategii biznesowej (59 proc. w Polsce, 55 proc. w skali globalnej), transformacja procesów (odpowiednio 35 i 51 proc.) oraz zapewnienie efektywności operacyjnej IT (odpowiednio 41 i 48 proc.).

Aż 83 proc. polskich CIO deklaruje, że ich firmy mają jasno zdefiniowaną strategię cyfrową, jeśli nie w całej organizacji, to w kluczowych obszarach. Dla porównania, na świecie takiej odpowiedzi udzieliło 58 proc. ankietowanych. Większość polskich respondentów wskazała klientów (65 proc.) oraz innowacje (41 proc.) jako priorytet biznesowy ich organizacji. Co istotne, regulacje prawne są w Polsce znacznie ważniejsze niż na świecie (35 proc. w porównaniu z 15 proc.). Globalnie kluczowym celem jest wydajność (55 proc.), podczas gdy w Polsce wskazało na nią 35 proc. badanych.

Klienci w centrum uwagi

Dyrektorzy IT byli również pytani, które z obszarów technologicznych w ciągu najbliższych trzech lat będą miały największy wpływ na biznes. W Polsce na podium znalazły się analiza danych (71 proc.) oraz cyfryzacja i cyberbezpieczeństwo (po 57 proc.).

Jedna czwarta polskich CIO postrzega swoje firmy jako innowacyjne, które wyzwalają zmiany. Dla porównania na świecie było to 13 proc. Z kolei dla 38 proc. ich organizacje to tzw. prekursorzy, którzy są liderami opinii, podążającymi za innowatorami.

10 proc. badanych organizacji (25 proc. z Polski) reprezentuje cyfrową awangardę. Spośród nich 78 proc. zapewnia, że ich obecna architektura technologiczna jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby biznesowe, podczas gdy 54 proc. całej badanej grupy podkreśla znaczenie cyberbezpieczeństwa, systemów centralnych i rozwiązań w chmurze. Cyfrowa awangarda to liderzy w łączeniu technologii z cyfrową strategią biznesu. Cechują ich zdecydowanie silniejsze (w porównaniu do pozostałych organizacji) relacje z obszarami biznesu odpowiedzialnymi za rozwój nowych produktów.

Liderzy cyfrowej awangardy nie myślą jak sprawić, aby IT rozumiało biznes. Ten etap mają już dawno za sobą. Obecnie skupiają się na zapewnieniu, aby również biznes rozumiał IT. I nie chodzi tu wcale o docenienie, że utrzymanie infrastruktury i systemów wymaga wiedzy i ciężkiej pracy. Ich celem jest to, aby liderzy biznesowi byli świadomi nowych technologii, trendów, produktów oraz możliwości, które one stwarzają. Tylko dzięki takiemu podejściu możliwe jest rzeczywiste współtworzenie strategii organizacji przez biznes i IT – mówi Jakub Garszyński, Dyrektor, Lider usług Cloud w Deloitte.

Kreatywne środowisko IT przyciąga pracowników

W Polsce główne oczekiwania biznesu wobec działu IT to maksymalizacja zwrotu wartości z inwestycji technologicznych oraz optymalizacja i utrzymanie środowisk IT (po 41 proc.).  Niemal połowa badanych dyrektorów IT (47 proc.) z Polski uważa, że wdrożenie narzędzi i metod Agile i DevOps (połączenie zespołu rozwijającego oprogramowanie Dev z zespołem operacji Ops) pozwoli na lepsze dopasowanie technologii i biznesu w organizacji. To o 13 proc. więcej niż globalnie. Polscy respondenci są jednak w mniejszym stopniu przekonani, że wdrożenie rotacji pracowników pomiędzy IT i biznesem jest niezbędne do lepszego dopasowania tych obszarów w organizacji.

Kolejne edycje badania pokazują, że dyrektorzy IT dostrzegają rosnącą potrzebę poszerzenia posiadanych kompetencji o umiejętności miękkie, niezbędne do współpracy z biznesem. Kreatywność, elastyczność poznawcza i inteligencja emocjonalna, to najbardziej pożądane kompetencje z tego obszaru w rekrutacji kadry IT.

W skali globalnej zapewnienie szkoleń pracownikom IT w zakresie nowych umiejętności i narzędzi wydaje się być większym wyzwaniem niż w Polsce (53 proc. vs 29 proc. odpowiedzi). Z drugiej strony, wyniki wskazują, że na polskim rynku utrzymanie obecnego zespołu jest znacznie trudniejsze niż na świecie (41 proc. vs 24 proc. odpowiedzi).

Trzy najważniejsze aspekty kultury organizacyjnej, które pomagają przyciągnąć i zatrzymać talenty informatyczne, to: możliwość pracy z nowymi technologiami (76 proc.), elastyczne godziny pracy (47 proc.) i kreatywne, inspirujące środowisko (47 proc.).

Przed erą cyfryzacji rolą IT było nadążanie za biznesem, który nadawał ton i kierunek rozwoju. Obecnie jesteśmy świadkami rewolucji. Aby sprostać wszystkim wyzwaniom, przed którymi stoją dziś firmy, CIO powinni być równoprawnymi partnerami w biznesie.  Dzieląc się swoją wiedzą, mogą oni stać się naturalnymi liderami zmian – podsumowuje Daniel Martyniuk.

FPP: PPK zapewnią bezpieczeństwo emerytalne i zasilą giełdę

Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych jest bardzo istotna i wyczekiwana przez rynek. Ma zapewnić bezpieczeństwo emerytalne pracowników. Może także zasilić giełdę i rozwiązać problemy braku środków w sytuacji, kiedy zabraknie funduszy europejskich. Największa zmiana, która nastąpiła w trakcie rozmów w Radzie Dialogu Społecznego, jest zwolnienie i zmniejszenie obciążeń najmniej zarabiających.

– Mamy nadzieję, że zaproponowane rozwiązania rzeczywiście wejdą na masową skalę, bo tylko wtedy sukces tej ustawy będzie realny – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Projekt został przyjęty przez partnerów społecznych. Jedyną organizacją, która wyłamała się tego systemu jest OPZZ, który nie zdecydował się na podpisanie porozumienia. Pozostali zrobili to z dużym entuzjazmem, jednogłośnie. Największa zmiana, która nastąpiła w trakcie rozmów w Radzie Dialogu Społecznego, jest zwolnienie i zmniejszenie obciążeń najmniej zarabiających. Zapewni to szerszy dostęp do PPK. Tylko w ten sposób stanie się on programem powszechnym. FPP zgłaszała wiele poprawek. Przyjętych zostało 75 proc. z nich. To dobry wynik jak na proces legislacyjny – wskazał Kowalski.

Raport z badań: Dyrektorzy finansowi wierzą w mocną koniunkturę biznesu

Ostatni rok był dobry dla działających w Polsce firm. Według badania przeprowadzonego wśród CFO, są oni zadowoleni z kondycji swoich przedsiębiorstw i optymistycznie oceniają perspektywy dla ich działalności.

Jak wynika z piątej edycji badania polskich CFO, prowadzonego przez Grant Thornton i Euler Hermes, aż 57 proc. dyrektorów finansowych deklaruje, że kondycja ich firm w ciągu ostatniego roku poprawiła się, a tylko 11 proc. ankietowanych twierdzi, że uległa ona pogorszeniu. W dodatku zdecydowana większość badanych, bo aż 83 proc., deklaruje, że ich firma jest aktualnie w fazie rozwoju, z czego 58 proc. CFO określa ten rozwój jako „umiarkowany”, a 25 proc. jako „silny”. Tylko 5 proc. ankietowanych twierdzi, że ich przedsiębiorstwo jest w regresie, a 12 proc. określa aktualny stan jako stagnację.

Takie wyniki są potwierdzeniem zeszłorocznego badania, w którym polscy CFO rozważnie, ale jednak optymistycznie oceniali perspektywy rozwojowe swoich firm. Ich oczekiwania sprawdziły się. Czego spodziewają się w tym roku? Dyrektorzy finansowi jeszcze odważniej patrzą w przyszłość. Aż 48 proc. badanych optymistycznie ocenia perspektywy ekonomiczne dla polskiej gospodarki, natomiast jedynie 12 proc. postrzega je pesymistycznie.

Wykres 1. Jak ocenia Pan/Pani perspektywy ekonomiczne w Polsce na kolejne 12 miesięcy?

ocena perspektyw ekonomicznychWiara polskich CFO w utrzymanie się silnej koniunktury przekłada się na ich optymistyczne plany w poszczególnych obszarach zarządzania firmą. Badani dyrektorzy finansowi dużo chętniej niż w zeszłym roku zapowiadają podwyżki pensji w ich przedsiębiorstwach – aż 51 proc. deklaruje wzrost wynagrodzeń szybszy niż inflacja (wobec 34 proc. przed rokiem), a 30 proc. badanych zapowiada, że pensje będą rosły w tempie równym inflacji (wobec 29 proc. rok temu). W dodatku żaden z badanych CFO nie przewiduje obniżania płac, choć w zeszłym takie deklaracje się zdarzały (odpowiedziało tak 4 proc.). Według badania zwiększył się również popyt na pracowników – obecnie 47 proc. dyrektorów finansowych deklaruje zwiększenie zatrudnienia w ciągu kolejnych 12 miesięcy (wobec 36 proc. rok temu), a tylko 7 proc. planuje zwolnienia (bez zmian rok do roku).

Pozytywne nastroje z jednej strony dobrze wróżą dla koniunktury w Polsce i dla polskiego rynku pracy, ale z drugiej strony – wiążą się z pewnymi negatywnymi konsekwencjami dla firm. Dotyczy to przede wszystkim obserwowanych symptomów wzrostu kosztów operacyjnych, które w znaczącej części wynikają ze zwiększania kosztów pracowniczych. Powszechna jest ostatnio obawa o brak wykwalifikowanych pracowników na rynku – zwłaszcza pracowników projektowych i produkcyjnych oraz budowlanych – co stwarza silną presję płacową. Potwierdziło się to także w naszym badaniu, gdzie ponad połowa respondentów przewiduje wzrost płac szybszy od wskaźnika inflacji i jednocześnie przewiduje zwiększenie zatrudnienia w związku z rozwojem działalności – mówi Mariusz Maik, Partner w Departamencie Doradztwa Grant Thornton.

CFO firm coraz śmielej myślą też o inwestycjach. Dużo chętniej niż w zeszłym roku deklarują zwiększenie nakładów na nowe maszyny i urządzenia (59 proc. – wzrost o 5 p.p. rok do roku) i na badania i rozwój (42 proc. – wzrost o 9 p.p.). Ponadto, prawie połowa (48 proc.) ankietowanych dyrektorów finansowych, tak jak w zeszłym roku, planuje ekspansję na nowe rynki. W tegorocznej edycji badania dodatkowo spytano polskich CFO o ich plany dotyczące inwestycji w szeroko rozumianą cyfryzację. Z badania wynika, że znaczna większość firm (57 proc.) czuje potrzebę transformacji cyfrowej swoich przedsiębiorstw.

Mimo dobrej koniunktury, ankietowani CFO i ich firmy nie spoczywają na laurach. W tym roku dyrektorzy finansowi – tak jak w poprzednim – podtrzymują chęć restrukturyzacji swoich przedsiębiorstw. Firmy w najbliższym czasie planują szerokie działania w zakresie modernizacji parku maszynowego (39 proc. wobec 32 proc. rok temu) czy zmiany formy prawnej prowadzonej działalności (17 proc. wobec 13 proc. rok temu). W związku z zaostrzoną polityką fiskalną Ministerstwa Finansów, dużo mniej polskich CFO zapowiada wprowadzenie optymalizacji podatkowej – 25 proc. w stosunku do 46 proc. zeszłorocznych badanych dyrektorów finansowych.

Wykres 2. Obszary wskazywane przez CFO, w których w ciągu kolejnych 12 miesięcy planowane są działania optymalizacyjne / restrukturyzacyjne:

Obszary wskazywane przez CFO, w których w ciągu kolejnych 12 miesięcy planowane są działania optymalizacyjne / restrukturyzacyjneBadanie pokazuje, że mimo i tak bardzo dobrej koniunktury, polscy CFO wciąż podejmują wysiłek, aby stale zwiększać efektywność swoich firm.

 Postępująca internacjonalizacja sprzedaży i całych łańcuchów dostaw sprawia, że nawet biznesy o większej skali dzielności, ale prowadzone bardzo tradycyjnie stają przed coraz większymi  wyzwaniami. Nie zawsze znajdują one remedium na koncentrację kolejnych obszarów rynku lub raczej – szukają go zbyt późno, o czym świadczy m.in. tegoroczny blisko 50% wzrost liczby niewypłacalności polskich spółek akcyjnych. CFO mają świadomość, że wiele firm zarówno organizacyjnie, jak i finansowo wykazuje się niezbyt dużą efektywnością działania, a tym samym niskim zwrotem z kapitału. Stąd deklaracja dużej części dyrektorów finansowych o rozwoju ich firm w kierunku cyfryzacji, inwestowaniu w nowe badania, technologie oraz park maszynowy, co ma przeciwdziałać negatywnym procesom. Ankietowani chcą podejmować także optymalizację czysto finansową, jednak bardziej w formie ograniczania kosztów, niż optymalizacji podatkowej – uważa Waldemar Wojtkowiak, Członek Zarządu i CFAO Euler Hermes.

Badanie zostało przeprowadzone przez Euler Hermes, wiodącego globalnego ubezpieczyciela należności handlowych oraz firmę audytorsko-doradczo-outsourcingową Grant Thornton wśród 200 dyrektorów finansowych uczestniczących w cyklu kongresów, towarzyszących projektowi „Dyrektor Finansowy Roku”, które odbyły się w kwietniu, maju i czerwcu 2018 r. w Gdańsku, Lublinie, Krakowie oraz Poznaniu.

Polskie miasta coraz bardziej proekologiczne. Inwestują m.in. w jakość powietrza i tereny zielone

Polskie miasta coraz bardziej proekologiczne. Inwestują m.in. w jakość powietrza i tereny zielone 1

Budowa oczyszczalni ścieków w formule partnerstwa prywatno-publicznego, zapobieganie marnotrawieniu żywności, termomodernizacja 90 proc. budynków użyteczności publicznej, wdrożenie systemu monitoringu powietrza, renowacja ponad 180 ha terenów poprzemysłowych – to część projektów nagrodzonych w tegorocznym konkursie Eco-Miasto, który wyłania najlepsze, proekologiczne inicjatywy polskich miast i gmin. Tegoroczna edycja pokazała, że polskie samorządy w coraz większym stopniu zajmują się tematyką ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju, a przyświeca im przede wszystkim konieczność podnoszenia jakości życia mieszkańców. 

– Szósta edycja konkursu Eco-Miasto jest wielkim sukcesem. Świadczy o dynamice działań podejmowanych przez polskie samorządy, które tworzą coraz lepsze środowisko do życia. Jury miało problem, aby rozstrzygnąć i wyłonić zwycięzców spośród przedstawionych projektów, z których wiele było bardzo wysokiej jakości. Sądzę, że udało się wyłonić rzeczywiście doskonałych laureatów. W tym roku szczególną wagę kładziono na jakość powietrza i przestrzeń, tereny zielone, co świadczy o tym, że dla polskich miast coraz ważniejsze jest, aby mieszkańcom żyło się lepiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Pierre Lévy, ambasador Francji w Polsce.

Eco-Miasto to jedna z największych w Polsce inicjatyw popularyzujących ideę zrównoważonego rozwoju samorządów. W konkursie nagradzane są najlepsze, proekologiczne inicjatywy polskich miast i gmin.

Do tegorocznej edycji konkursu Eco-Miasto zgłosiło się 46 samorządów, a niektóre z nich prezentowały swoje osiągnięcia w kilku kategoriach. W sumie nadesłano 70 zgłoszeń. Spośród nich jury wyłoniło 10 laureatów i przyznało 13 wyróżnień. W każdej z pięciu kategorii konkursowych nagrodzono dwa miasta, liczące poniżej oraz powyżej 100 tys. mieszkańców.

Lublin został w tym roku nagrodzony w dwóch kategoriach (gospodarka wodna i mobilność zrównoważona). Miasta z województwa lubelskiego zdobyły też najwięcej tytułów laureata i wyróżnień. Po raz pierwszy w gronie zwycięzców znalazło się miasto z województwa podlaskiego – Białystok otrzymał nagrodę za działania w dziedzinie gospodarki o obiegu zamkniętym. Bełchatów został natomiast pierwszym wyróżnionym miastem z województwa łódzkiego.

– Zrównoważony rozwój miasta to działania w różnych obszarach, które mają na celu poprawę komfortu życia i troskę o środowisko. Środowisko to przyroda, przestrzeń miejska, ale przede wszystkim – ludzie. Robimy wszystko, żeby w naszym mieście żyło się lepiej, bezpieczniej i oczywiście dłużej, a warunki temu sprzyjały. W Mławie mamy mieszkańców ponad 100-letnich, takich osób przybywa coraz więcej. Te osoby czują się bardzo dobrze, żyją komfortowo i mówią: „nie ma jak w Mławie” – mówi burmistrz miasta Sławomir Kowalewski.

Mława, obok Lublina, została w tym roku nagrodzona w kategorii gospodarka wodna. Jury doceniło ją m.in. za wybudowanie oczyszczalni ścieków w formule partnerstwa publiczno-prywatnego oraz intensywną rozbudowę sieci kanalizacyjnej i promowanie przyłączeń do zbiorczego systemu kanalizacyjnego.

W tym roku po raz pierwszy jury oceniło też miasta za ich działania zmierzające w kierunku wprowadzenia gospodarki o obiegu zamkniętym. Zgodnie z tą ideą odpady nie powinny trafiać na wysypiska śmieci, lecz być przetwarzane w procesie recyklingu albo stać się źródłem energii. W nowej kategorii nagrodzone zostały Białystok (m.in. za wspieranie inicjatyw w zakresie zapobiegania marnotrawieniu żywności) i Radzyń Podlaski, jako miasto poniżej 100 tys. Samorząd został wyróżniony m.in. za wprowadzenie powszechnej zbiórki i kompostowania odpadów biodegradowalnych, które wykorzystywane są jako nawóz, a w planach mają posłużyć jako paliwo dla biogazowni.

W kategorii mobilność zrównoważona zwyciężyły Niepołomnice i Lublin (nagrodzony za osiągnięcie 30 proc. udziału taboru niskoemisyjnego we flocie transportu publicznego oraz za tworzenie infrastruktury sprzyjającej multimodalności, w tym budowę infrastruktury pieszej i rowerowej).

W kategorii efektywność energetyczna budynków nagrody otrzymały Kraków i Czeladź (m.in.za wykonanie termomodernizacji w 90 proc. budynków użyteczności publicznej, wdrożenie systemu monitoringu powietrza i realizację inwestycji w ramach PPP).

Zabrze zostało nagrodzone w kategorii zieleń miejska za projekt kompleksowej rekultywacji 183 ha silnie zdegradowanych terenów poprzemysłowych, z których wywieziono ponad 8 tys. ton odpadów (w tym 500 ton odpadów niebezpiecznych), poddano bioremediacji około 100 tys. m sześciennych zanieczyszczonych gruntów i nasadzono ponad 30 tys. drzew i krzewów. Nagrodzonym miastem poniżej 100 tys. mieszkańców został Złotów, doceniony za projekt rozwoju zieleni miejskiej „Fabryka czystego powietrza”.

– Zaczęliśmy badać, jak faktycznie jest z tym stanem powietrza, zbudowaliśmy system czujników. Zajęliśmy się naszymi, publicznymi obiektami, ale źródłem emisji są głównie domki jednorodzinne. Dlatego wprowadziliśmy dopłaty, do 5 tys. zł dla każdego, kto wymieni stary piec. Poza tym, chcemy zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców, więc rozdajemy czujniki w różnych konkursach propagujących zagadnienia dotyczące tego, jak prawidłowo palić w piecu i czym palić w piecu. Co najważniejsze – wprowadziliśmy program rozbudowy miejskiej fabryki czystego powietrza, czyli sadzimy kilkaset drzew rocznie. Są to drzewa o charakterze miododajnym, ponieważ również jesteśmy gminą przyjazną pszczołom i zależy nam, żeby przyłączyć się do ich ratowania – mówi Adam Pulit, burmistrz Złotowa.

Jak podkreśla, projekt Eco-Miasto to dla samorządów nie tylko szansa zaprezentowana swoich osiągnięć i proekologicznych projektów. To również platforma wymiany doświadczeń pomiędzy miastami, która umożliwia podpatrywanie dobrych wzorców i nawiązywanie współpracy.

– Powinniśmy cały czas uczyć się od siebie. Rozwiązujemy te same problemy, więc klasyczne otwieranie otwartych drzwi nie ma sensu. Trzeba się przyglądać, inspirować. Samorządowcy chętnie się wymieniają doświadczeniami i tutaj mieliśmy ku temu okazję – mówi Adam Pulit.

Maria Andrzejewska, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa, podkreśla że konieczność zapewniania mieszkańcom optymalnych warunków do życia to idea, która coraz częściej przyświeca samorządom. Miasta i gminy, które nie prowadzą działań w tym kierunku poniekąd „wypadają z obiegu”.

– Chcemy zapewnić mieszkańcom jak najwyższą jakość życia i to staje się najważniejsze. Niekoniecznie rozwój gospodarczy, niekoniecznie wzrost dochodów miasta za wszelką cenę, ale właśnie zapewnienie tych kolejnych aspektów związanych z kwestiami społecznymi i środowiskowymi – podkreśla Maria Andrzejewska – Każdy samorząd ma coś do poprawienia i każdy samorząd ma świadomość, że są jakieś obszary, które wymagają pochylenia się i zwiększenia działań w tym temacie. Żyjemy w czasach, w których bardzo dużo mówi się o zagrożeniach środowiska, zmian wywołanych przez rozwój przemysłu, konsumpcjonizm i wygodnictwo, które też powoli stają się problemem. Myślę tutaj głównie o odpadach, ale również o jakości powietrza, wody, o jakości funkcjonowania w środowisku miejskim w którym brakuje właściwego gospodarowania przestrzenią.

Włodarze, którzy jeszcze nie dostrzegli powiązania pomiędzy budowaniem rozwoju miasta w sposób zrównoważony, a zadowoleniem mieszkańców, muszą zorientować się, że jest droga nie do uniknięcia – dodaje dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Oprócz konkursu dla samorządów, częścią projektu Eco-Miasto jest też projekt edukacyjny dla szkół „Zakręceni w przestrzeni”. Zadaniem jego uczestników jest zaproponowanie zmian w najbliższym otoczeniu – szkole, bibliotece, świetlicy czy domu kultury, tak aby tworzyć bardziej przyjazną i ekologiczną przestrzeń. W tegorocznej edycji “Zakręceni w przestrzeni” organizatorzy otrzymali ponad 200 prac uczniów z 52 szkół w całej Polsce. Nagrodę główną w konkursie zdobyli uczniowie Liceum Ogólnokształcącego w Małogoszczu, autorzy projektu „Zielono nam”.

Tegoroczna, 6. Edycja projektu została podsumowana w trakcie Międzynarodowej Konferencji Innowacyjne Eco-Miasto 2018. Wydarzenie zgromadziło ekspertów w dziedzinie zrównoważonego rozwoju i innowacyjnych technologii, przedstawicieli polskich i zagranicznych miast oraz licznych instytucji.

– W trakcie tej dwudniowej konferencji staramy się kompleksowo zaprezentować obszary związane z rozwojem miasta, kładąc szczególny nacisk na tematykę środowiskową, aczkolwiek nie odrywając się od kwestii społecznych i ekonomicznych. Wszyscy mamy świadomość, że żadne miasto nie będzie się rozwijało tylko i wyłącznie ze względu na kwestie środowiskowe – zawsze musi się wiązać z tym rozwój gospodarczy miasta i zachowanie odpowiednich wartości społecznych dla mieszkańców. Tak naprawdę, wszystko robimy z myślą o nich – podkreśla Maria Andrzejewska, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Organizatorami projektu Eco-Miasto są Ambasada Francji w Polsce i Centrum UNEP/GRID-Warszawa. Eco-Miasto jest realizowane we współpracy z Renault Polska, Saur Polska, Grupą Saint-Gobain, Ceetrus Polska, DK Energy i TIRU – grupa Dalkia, a także Wspólnie – Fundacja LafargeHolcim.

Firmy walczą o pracowników. Benefity i możliwość rozwoju stają się równie ważne, co wysokość pensji

Firmy walczą o pracowników. Benefity i możliwość rozwoju stają się równie ważne, co wysokość pensji 2

Coraz więcej firm odczuwa problemy z rekrutowaniem pracowników i presję płacową. Niemal co piąta nie podejmuje nowych inwestycji z powodu deficytów kadrowych. Problemem jest też rotacja, bo młodzi pracownicy zmieniają zatrudnienie średnio co 2-3 lata. W tym kontekście firmy, chcąc przyciągać nowych kandydatów, muszą podnosić płace i poprawiać warunki zatrudniania. Możliwości rozwoju i pozapłacowe benefity stają się równie ważne, co wysokość pensji. Obok świadczeń takich jak karnet na siłownię czy prywatna opieka medyczna, które powoli stają się standardem – pracownicy coraz większą wagę przywiązują także do wartości firmy i jej społecznego zaangażowania.

– Pracodawcy borykają się z niedoborem pracowników i na rynku jest o tym głośno. Mówi się, że zbyt mało jest siły roboczej, a młodzi pracownicy, którzy szukają zatrudnienia, mają duże aspiracje. Są zainteresowani nie tylko pracą w danym miejscu, ale także swoją ścieżką kariery i rozwoju, są zainteresowani tym, żeby atmosfera w pracy im odpowiadała i żeby mogli połączyć swoje życie zawodowe z życiem prywatnym, które jest dla nich bardzo istotne. To już nie jest pokolenie sprzed 20 lat, dla którego praca była sensem życia, w tej chwili zbilansowanie jednego i drugiego jest koniecznością – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Goleniowska, dyrektor HR w Emitel S.A.

Na polskim rynku od wielu miesięcy utrzymuje się rekordowo niskie bezrobocie. Według GUS, w sierpniu stopa bezrobocia wyniosła 5,8 proc. Liczba bezrobotnych spadła do 959,5 tys. – to o ponad 15 proc. mniej niż przed rokiem. Zgodnie z danymi Eurostatu, bezrobocie w Polsce jest na jednym z najniższych poziomów w całej Unii Europejskiej, niższy odsetek bezrobotnych zarejestrowano tylko w Czechach i w Niemczech. Z drugiej strony – wzrost gospodarczy w I połowie roku był wyższy od oczekiwań, a agencja ratingowa Moody’s podwyższyła prognozy wzrostu PKB w 2019 roku do 4,2 proc.

Niska podaż pracy hamuje rozwój przedsiębiorstw, które borykają się z brakami kadrowymi. Z ostatniego „Barometru Rynku Pracy”, przygotowanego przez instytut Kantar Millward Brown na zlecenie Work Service, wynika że problemy z brakiem specjalistów deklaruje już 49,7 proc. polskich firm, a 16,4 proc. pracodawców nie podejmuje nowych inwestycji z powodu deficytów kadrowych. Presja płacowa utrzymuje się na wysokim poziomie, dynamika wzrostu płac ukształtowała się na poziomie ok. 7 proc. r/r, a, jak wynika z badania Work Service, podwyżek oczekuje prawie 60 proc. pracujących Polaków.

W obliczu trudnej sytuacji na rynku pracy, firmy muszą z jednej strony podnosić wynagrodzenia, a z drugiej – przyciągać pracowników innymi, pozapłacowymi benefitami. Zwłaszcza, że nowe pokolenia pracowników, Millenialsi i Generacja Z, są bardzo wymagające. Jak wynika z raportu Deloitte „Liderzy Przyszłości” – od pracodawców oczekują przede wszystkim wyzwań, umożliwienia im rozwoju zawodowego i łączenia kariery z życiem prywatnym, które gra pierwsze skrzypce. Nie przywiązują się do miejsca pracy, a z drugiej strony, dzięki social mediom, są bardzo dobrze zorientowani w rynku i często zmieniają pracodawcę.

– Zatrzymanie pracownika jest w tej chwili dużym wyzwaniem. Pokolenia, które wchodzą teraz na rynek pracy, będą zmieniać zatrudnienie kilkanaście razy w ciągu swojej kariery zawodowej. To oznacza, że u jednego pracodawcy będą zatrzymywać się na 2-3, maksymalnie 4 lata. Potrzebna jest zmiana nastawienia managerów i przyjęcie do wiadomości, że młodzi pracownicy szukają wyzwań. Zadaniem dla działów HR i menadżerów jest zadbanie o te możliwości rozwoju i budowania kompetencji młodych ludzi w organizacji. To będzie pomocne w zatrzymaniu pracownika na dłużej niż kilka miesięcy czy rok – mówi Anna Goleniowska.

Dyrektor HR w Emitelu podkreśla, że starsi pracownicy wyrośli w innej rzeczywistości zawodowej, z kolei młodzi wchodzą na rynek z zupełnie innymi oczekiwaniami. Widać u nich bardzo dużą presję na możliwości rozwojowe, uczenie się, budowanie ścieżki kariery. Nie chodzi bynajmniej o wspinanie się po szczeblach korporacyjnej kariery i awans w pionowej hierarchii, ale nabywanie nowych kompetencji, które będą mogli wykorzystać u kolejnych pracodawców.

– Ewidentnie to nowe pokolenie, które wchodzi na rynek pracy, jest dużo bardziej wymagające i asertywne. Zwraca uwagę nie tylko na to, co pracodawca może im dać w postaci pensji, ale także na inne rzeczy. Patrzy na pozapłacowe benefity, zwraca uwagę jakiego rodzaju firmą jest przyszły pracodawca i jak zachowuje w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu – mówi Robert Moreń, dyrektor ds. komunikacji Benefit Systems.

Jak podkreśla, teraz firma musi dbać o pracownika w różnych wymiarach. Nie tylko finansowym, ale również tym, który wiąże się z jego aktywnością poza pracą i wpływa na jego samopoczucie. Wiele firm stawia na budowanie więzi z pracownikami poprzez programy wolontariatu bądź wspieranie wybranych przez pracowników inicjatyw społecznych.

– Przed pracodawcami stoi w tej chwili zadanie budowania przyjemnej, miłej i przyjaznej atmosfery w pracy, a więc oferowania pracownikom różnego rodzaju benefitów. Nie mówię tu o benefitach, które są już oczywiste i od lat znane, takich jak opieka medyczna czy ubezpieczenia grupowe. Mowa raczej o angażowaniu się organizacji w życie pracowników, czyli uczestniczeniu w wolontariatach pracowniczych, organizowaniu pracownikom przestrzeni do uprawiania sportu czy rozwijania swoich pasji. To jest w tej chwili duże wyzwanie – mówi Anna Goleniowska.

– Brak pracowników doskwiera chyba każdemu pracodawcy, również Telewizji Polskiej. Podejmujemy wszelkie działania, żeby pozyskać i wyszkolić pracowników. Przy biurze zarządzania kapitałem ludzkim działa akademia telewizyjna, która szkoli kandydatów na nasze, specyficzne potrzeby. Z projektów ponadstandardowych – utworzymy przedszkole dla ponad 150 dzieci. Uważamy, że to będzie bardzo duże ułatwienie. Bieżące działania skupiają się dla przykładu na badaniach profilaktycznych czy szczepieniach, w najbliższy piątek mamy szczepienia przeciw grypie dla wszystkich pracowników, którzy tylko zechcą się zaszczepić – wylicza Mariusz Kozłowski, kierownik działu strategii zarządzania kapitałem ludzkim w TVP.

Eksperci podkreślają, że pozapłacowe benefity odgrywają dziś kluczową rolę w rekrutacji i są dla pracowników równie ważne, co wysokość pensji. Co istotne, takie świadczenia jak prywatna opieka medyczna, dodatkowe ubezpieczenie czy karnet na zajęcia sportowe są już powszechnym standardem. Sami pracownicy coraz większą wagę zaczynają natomiast przykładać do wartości firmy czy jej zaangażowania w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu.

– Pozapłacowe benefity to bardzo szerokie pojęcie, bo są to zarówno ubezpieczenia zdrowotne, dopłaty do wczasów i bony podarunkowe, jak i karty sportowe do siłowni, których w Polsce jest już ponad milion. Na rynku pracownika, z którym mamy w tej chwili do czynienia, nie wystarczy już dobra pensja. Ludzie szukają czegoś więcej. Szukają tego, co pracodawca może im dać poza płacą – podkreśla Robert Moreń, dyrektor ds. komunikacji Benefit Systems.

Zmiany na rynku pracy, nowe pokolenia pracowników i budowanie długofalowej relacji z pracownikiem to główne zagadnienia debaty ekspertów z zakresu CSR, która odbyła się w tym tygodniu w siedzibie Krajowej Izby Gospodarczej. W dyskusji wzięli udział eksperci KIG, Instytutu Społecznej Odpowiedzialności Biznesu i Zrównoważonego Rozwoju i Fundacji Godła Promocyjnego „Teraz Polska”. Debata odbyła się w ramach konkursu „Pracodawca Godny Zaufania”, którego laureaci zostaną wyłonieni 24 października. Ten tytuł jest przyznawany firmom, które wypracowują najciekawsze i skuteczne rozwiązania w zakresie polityki pracowniczej.

Analiza danych coraz ważniejsza w ochronie zdrowia. Komputer pomoże zaplanować terapię i przeciwdziałać nadużyciom finansowym

Analiza danych coraz ważniejsza w ochronie zdrowia. Komputer pomoże zaplanować terapię i przeciwdziałać nadużyciom finansowym 3

Analiza zbiorów danych może znacząco usprawnić system ochrony zdrowia. Innowacyjne narzędzia pozwalają dobrać odpowiednią terapię i ocenić jej skuteczność. Pomogą też planować efektywne wykorzystanie sprzętu medycznego i wdrażanie nowych technologii w placówkach medycznych. Mogą one również zapobiegać nadużyciom w obszarze rozliczeń. Te wszystkie działania powinny sprawić, że rosnące środki na ochronę zdrowia będą wydawane bardziej efektywnie – podkreślają eksperci SAS.

– Koszty służby zdrowia w Polsce i na świecie rosną znacznie szybciej niż środki, które są na nią przekazywane. To oznacza, że coraz większy nacisk kładziony jest na efektywność ich wydawania. W związku z tym odchodzimy od rozliczania liczby świadczeń na rzecz podejścia opartego na efektywności liczenia, z angielskiego „value-based healthcare” – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kramek, lider Praktyki Public Sector & Healthcare w SAS Polska.

W Polsce wydatki publiczne na ochronę zdrowia mieszczą się w przedziale 4,6–4,8 proc. krajowego PKB, podczas gdy średnia dla państw OECD sięga 6,7 proc. W tym roku weszła w życie ustawa, która przewiduje, że w kolejnych latach nakłady na sektor zdrowia będą stopniowo wzrastać, aby w 2024 roku osiągnąć poziom 6 proc. PKB i zrównać się z unijną średnią.

Z drugiej strony może to jednak nie nadrobić długiego okresu niedoinwestowania, podczas gdy wyzwań w ochronie zdrowia wciąż przybywa. Należą do nich m.in. starzejące się społeczeństwo i zwiększony popyt na świadczenia medyczne, niedobór lekarzy i pielęgniarek, który wymusza podwyżki ich wynagrodzeń, oraz konieczność inwestowania w nowoczesne technologie i sprzęt diagnostyczny. Dlatego – obok wzrostu nakładów – potrzebne są także mechanizmy zwiększające efektywność i skuteczność leczenia pacjentów. W tym może pomóc analityka danych.

– Coraz popularniejsze są trendy związane z medycyną precyzyjną, personalizowaną. W tym przypadku zarówno farmakoterapia, jak i środki związane z leczeniem pacjenta są dostosowane do jego konkretnego profilu. Na bazie danych zgromadzonych w systemach szpitalnych możemy wykorzystać historię podobnych przypadków, żeby dobrać najlepszą terapię dla danego pacjenta – wyjaśnia Piotr Kramek.

Zaawansowana analityka w ochronie zdrowia jest pomocna także w wykrywaniu nadużyć. Analiza sieci powiązań pomiędzy lekarzami, aptekami i usługodawcami może zapobiec wyłudzeniom związanym z refundacją leków i przeciwdziałać takim zjawiskom, jak unbundling czy upcoding (wskazywanie do rozliczenia usług medycznych po wyższych stawkach) w kontekście procedur medycznych.

– Zaawansowana analityka znajduje również zastosowanie w obszarze zakażeń szpitalnych. Korzystamy z doświadczeń naszych klientów wykorzystujących techniki predykcyjne po to, aby typować pacjentów, którzy mogą ulec zakażeniu szpitalnemu podczas hospitalizacji. Mając taką wiedzę, można przedsięwziąć środki zapobiegawcze już w momencie rejestracji pobytu pacjenta w szpitalu i zredukować ryzyko takiego zakażenia – mówi Piotr Kramek.

Ekspert SAS Polska podkreśla, że w kontekście wyzwań strojących przed ochroną zdrowia trzeba również zwrócić uwagę na rosnący udział technologii, chociażby w telemedycynie czy diagnostyce. Z raportu „Pacjent w świecie cyfrowym” firmy doradczej PwC wynika, że telediagnostyka, sztuczna inteligencja, dedykowane aplikacje i urządzenia mobilne będą odgrywać w medycynie coraz większą rolę. Już w tym momencie 60 proc. pacjentów z Europy Środkowo-Wschodniej jest gotowych, by korzystać z telemedycyny.

– Zaawansowana analityka jest nieodłączną częścią wykorzystania technologii w ochronie zdrowia. Mówimy o wykorzystaniu jej w zakresie prognozowania – np. tego, ilu pacjentów z danym schorzeniem pojawi się w danym miesiącu czy roku. Dzięki temu można lepiej zaplanować pracę personelu medycznego i wykorzystanie sprzętu medycznego. Zaawansowana analityka sprawdza się również w telemedycynie, gdzie mamy do czynienia z dużą liczbą czujników i pomiarów z aparatury medycznej. Może pomóc przeanalizować strumienie tych danych w poszukiwaniu anomalii, zjawisk niepożądanych z punktu widzenia zdrowia pacjenta – mówi ekspert SAS Polska.

Z ubiegłorocznego raportu „Zdrowe oszczędności”, opracowanego przez ekspertów Pracodawców RP i Polskiej Unii Onkologii, wynika, że w parze ze zwiększaniem nakładów na ochronę zdrowia w Polsce musi iść większa efektywność ich wydatkowania. Eksperci postulują m.in. wdrożenie rozwiązań technologicznych, które pomogą skrócić kolejki do lekarzy (powiadomienia SMS), przyspieszenie informatyzacji i wdrożenie mechanizmów, które pozwolą na wymianę i analizę danych pomiędzy płatnikiem, świadczeniobiorcami i pacjentami. Z raportu wynika, że rozsądne i efektywne wydatkowanie środków na ochronę zdrowia mogłoby ograniczyć niezbędny wzrost publicznych nakładów na ten cel o około 0,5 proc. PKB rocznie.

Polskie firmy transportowe będą sięgać po nowe technologie. Systemy do zarządzania flotą ograniczą koszty ich działania i zmniejszą liczbę wypadków

Polskie firmy transportowe będą sięgać po nowe technologie. Systemy do zarządzania flotą ograniczą koszty ich działania i zmniejszą liczbę wypadków 4

Firmy transportowe są często sprawdzane pod kątem liczby godzin pracy kierowców. W ubiegłym roku takiemu audytowi została poddana ponad połowa przedsiębiorstw. Choć zwiększa to bezpieczeństwo kierowców, konieczne jest wprowadzenie rozwiązań, które jeszcze je poprawią, jak zdalny odczyt z tachografów. Te jednak są w Polsce stosowane znacznie rzadziej niż w innych europejskich krajach. Telematyczne systemy zarządzania flotą pozwalają zaś zmniejszyć liczbę wypadków i ograniczyć koszty dla firm.

– Polscy przedsiębiorcy transportowi kontrolowani są w większości przypadków przynajmniej raz w roku, 55 proc. badanych przedsiębiorców z Polski stwierdziło, że było badanych w ciągu ostatniego roku, co jest znacząco więcej niż w przypadku innych krajów europejskich. Zaledwie 7 proc. polskich kierowców stwierdziło, że w ciągu ostatniego roku w ogóle nie podlegało żadnym kontrolom, przy 14 proc. kierowców z innych krajów europejskich – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Terlecki, dyrektor sprzedaży w TomTom Telematics.

Z badania Tachograph Survey przeprowadzonego przez TomTom Telematics wynika, że w przypadku aż 78 proc. polskich firm kontroli zostali poddani sami kierowcy. Choć zwiększa to bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego, częste kontrole nie zastąpią nowych rozwiązań, które pozwalają bezpieczeństwo znacząco podnieść, jak np. zdalne odczyty tachografów.

– Zdalny odczyt z tachografu stopniowo staje się standardem w Europie. Ponad 60 proc. firm w Europie używa tego typu rozwiązania, w Polsce ten wskaźnik oscyluje wokół 45 proc., więc mamy coś do nadrobienia. Wydaje się, że bardzo szybko ten dystans będzie topniał, są oczywiste korzyści wynikające z zastosowania zdalnego odczytu tachografów. Przedsiębiorcy unikają konieczności ręcznego odczytu danych, specjalnych kursów do bazy, tzw. pustych przebiegów – tłumaczy Terlecki.

Polscy przedsiębiorcy coraz częściej inwestują w technologie. Jednocześnie aż 39 proc. polskich firm transportowych musiało w 2017 roku odwołać przynajmniej jedno zlecenie z powodu braku informacji, czy danemu kierowcy wystarczy pozostałych godzin pracy, aby je zrealizować w danym dniu. Zaledwie połowa monitoruje przebieg pojazdów, aby kontrolować zużycie paliwa, 60 proc. firm prowadzi programy szkoleniowe z zakresu ekonomicznego prowadzenia pojazdów, a 42 proc. monitoruje styl jazdy kierowców.

– Większość naszych przedsiębiorców uważa, że niektóre z technologii dzisiaj traktowanych jako bardzo innowacyjne, typu sztuczna inteligencja czy wirtualna rzeczywistość, za dziesięć lat staną się codziennością. Ciekawa jest również obserwacja, z której wynika, że nasi przedsiębiorcy są dość zadowoleni ze zdolności adaptowania nowych rozwiązań w swoich firmach. 78 proc. z nich uważa, że robią to bardzo sprawnie, podczas kiedy przeanalizujemy, jakie są rzeczywiste wyniki implementacji tych technologii, okazuje się, że nie przekracza to 30 proc. – ocenia ekspert TomTom Telematics.

Nowe technologie podnoszą efektywność firm z sektora. Przyszłością jest telematyka. Analiza danych, które są dostarczane na niemal każdym etapie przewozu towarów, pozwalają ograniczyć koszty paliwa i puste przebiegi oraz kontrolować bezpieczeństwo. Telematyczne systemy zarządzania flotą pozwalają też zdalnie identyfikować niebezpieczne zdarzenia na drodze i kontrolować sposób jazdy.

– Telematyka to połączenia technologii telekomunikacyjnych, informatycznych i informacyjnych, w praktyce to gromadzenie i przetwarzanie danych, które są dostarczane przedsiębiorcy po to, żeby był w stanie analizować ruch swoich pojazdów, dają mu odpowiednie informacje do decyzji. Te informacje to jest położenie samochodu, trasa, jaką on pokonuje, czy też zużycie paliwa – mówi Terlecki.

Bezpieczeństwo firm TSL ma istotne znaczenie, bo rola sektora w polskiej gospodarce jest nie do przecenienia. Problemy rynkowe mogą odczuć wszyscy.

– Polskie firmy generują około 6,5 proc. PKB Polski. Jest to zjawisko unikatowe, dlatego że w innych krajach europejskich ta wartość jest 2-3-krotnie niższa. Warto powiedzieć o tym, że około miliona osób pracuje bezpośrednio lub pośrednio dla firm transportowych zatrudniających około 650 tys. zawodowych kierowców. Pamiętajmy również o transporcie jako barometrze gospodarki  jeśli w transporcie jest dobrze, można oczekiwać dobrej koniunktury również w całej gospodarce – przekonuje Dariusz Terlecki.

Polski urzędnik potrzebuje około godziny żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy. Jest dwukrotnie mniej efektywny niż pracownik w sektorze prywatnym

Polski urzędnik potrzebuje około godziny żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy. Jest dwukrotnie mniej efektywny niż pracownik w sektorze prywatnym 5

Przeciętny polski urzędnik potrzebuje około 50 minut, żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy, podczas gdy w sektorze prywatnym ten czas rzadko przekracza 15 minut, wynika z danych OECD. Badanie prowadzone od kilku lat w małych, średnich i dużych jednostkach administracji publicznej pokazuje też, że efektywność pracy w administracji publicznej jest średnio dwukrotnie niższa niż w sektorze prywatnym.

– Do tej pory znaleźliśmy dopiero kilka urzędów, które mogłyby pretendować do efektywności zbliżonej do tej, którą potrafimy zmierzyć w sektorze prywatnym. Niestety, średnia wskazuje jasno, że potrafimy w administracji publicznej wykorzystywać zaledwie połowę potencjału tego, który potrafią wydobyć korporacje zachodnie –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Klupczyński, prezes, Curulis Doradztwo Samorządowe.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2017 r. zatrudnienie w całej administracji publicznej wyniosło 428,3 tys. osób. Jak pokazał raport firmy doradczej Curulis, dysproporcja pomiędzy sektorem prywatnym a sektorem administracji publicznej wynika przede wszystkim z umiejętności zarządczych.

– Bardzo rzadko mamy styczność w ogóle ze stanowiskami, które są w jakikolwiek sposób opomiarowane, w których próbuje się sprawdzić, ile mamy pracy, w których próbuje się kogoś z tej pracy rozliczać. Tak pracę układają jedynie największe i najlepsze urzędy w Polsce, czyli na przykład urząd m.st. Warszawy. Niestety, nie jest tak dobrze w całym szeregu dużych pracodawców, którymi są urzędy średnich miejscowości czy miast na poziomie 100–200 tys. mieszkańców. Zatrudniają one niejednokrotnie po prawie tysiąc pracowników, natomiast brakuje czegoś takiego jak system zarządzania pracą, brakuje rozliczania z tego, jak obowiązki są wykonywane. Często przyjmuje się za pewnik, że kiedy przychodzi jakikolwiek nowy obowiązek ustawowy, czyli ustawodawca zmienia jakieś zadania, musimy zatrudnić nowych pracowników. Po prostu brakuje ludzi, którzy umieliby powiedzieć: ta kadra jest wystarczająca, musimy poprawić wykonywanie obowiązki. Zatrudnia się zawsze nowe osoby, to powoduje, że nie ma czyszczenia struktury, która istnieje. Poza tym bardzo mało urzędów podejmuje działania wyrównujące, kiedy zadania się kończy, tzn. łatwo jest zatrudnić, trudniej jest zwolnić i to powoduje, że administracja ma duże przerosty w miejscach, które już ich nie potrzebują – zaznacza Mateusz Klupczyński, prezes, Curulis Doradztwo Samorządowe.

Z danych OECD wynika, że polscy urzędnicy są jednymi z najstarszych w Europie. Co trzeci z nich ma więcej niż 55 lat. Polska zajmuje czwarte miejsce na Starym Kontynencie. Dane OECD pokazują też, że młodych w urzędach jest mało, a jeśli są, to odchodzą do prywatnych firm. Wszystko przez niskie płace, upolitycznienie oraz kiepską opinię o zawodzie, która zniechęca do pracy w administracji publicznej. Potwierdzają to również dane Curulis – Doradztwo Samorządowe.

– Żeby zmienić efektywność pracy w urzędach, musimy podejść wielostopniowo i zacząć szerzyć dobre praktyki zarządzania w urzędach. To się zaczyna dziać. Widać, że często sekretarzy urzędów zaczynamy traktować jak dyrektorów generalnych, natomiast jest to proces zdecydowanie długotrwały i na pewno nie pomaga mu to, że mamy niższe płace w urzędach, co powoduje, że lepsi managerowie szukają zatrudnienia poza sektorem administracji publicznej. To na pewno jest coś, czym chociażby Krajowa Szkoła Administracji Publicznej powinna się zainteresować i co powinna promować, czyli dobre zarządzanie od samego początku.

GK Murapol SA: Wyniki działalności operacyjnej za 1H 2018 r. i po pierwszych trzech kwartałach 2018 r.

Sprzedaż aktywów nieoperacyjnych, wzrost wielkości produkcji i oferty mieszkań, stabilizacja potencjału i powtarzalność liczby przekazań oraz rekordowe wyniki sprzedaży to główne elementy nowego kierunku strategicznego Grupy Murapol, polegającego na koncentracji zasobów wokół działalności podstawowej. Pierwsze półrocze 2018 r. to dla Grupy okres zmian i porządkowania organizacji w kierunku klasycznego dewelopera.

W ostatnich miesiącach ma miejsce wiele zmian w Grupie Murapol, których celem jest uproszczenie jej struktury podmiotowej oraz doprowadzenie profilu działalności, parametrów oraz sposobów finansowania do modelu klasycznego dewelopera mieszkaniowego. Pod koniec pierwszego półrocza 2018 r. Grupa celowo i zgodnie z przyjętymi przez nowy zarząd kierunkami rozwoju, zbyła aktywa niezwiązane z jej core businessem, optymalizując koszty i przesuwając cały swój potencjał finansowy i operacyjny na działalność deweloperską, w której przez lata dowiodła swoich kompetencji, zdobyła know-how i wypracowała przewagi konkurencyjne. Sprzedaż aktywów, takich jak Skarbiec Holding SA czy Polnord SA oraz pozostałe zmiany zachodzące w Spółce w ciągu tego roku, są elementem realizacji strategii koncentracji na biznesie deweloperskim i odchodzenia od dotychczasowej formuły jednostki inwestycyjnej.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Celem zarządu, na czele którego stoję, jest zapewnienie naszym interesariuszom powtarzalnych i przewidywalnych parametrów działalności operacyjnej Grupy Murapol, takich jak sprzedaż,  przekazania mieszkań oraz poziom ich produkcji, które z kolei bezpośrednio przekładają się na wyniki i postrzeganie przez inwestorów GK Murapol. Przez ostatnie miesiące br. wszystkie nasze wysiłki koncentrowaliśmy na powyższych kwestiach. Mamy nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli zaprezentować pełen potencjał i atrakcyjność inwestycyjną Grupy Murapol i osiągnąć kolejne kamienie milowe w drodze do debiutu na warszawskiej giełdzie w 2019 roku.  – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Sprawozdanie statutowe

Zgodnie ze sprawozdaniem statutowym, w którym Grupa Murapol raportuje jako jednostka inwestycyjna, w pierwszym półroczu 2018 r. wypracowała przychody na poziomie 82,4 mln, zysk z działalności operacyjnej w wysokości 39,4 mln zł oraz zysk netto na poziomie 24 mln zł. Rok wcześniej wielkości te kształtowały się odpowiednio: 125,8 mln zł, 98 mln zł oraz 92,2 mln zł. Zwrócić należy uwagę, że na działalności inwestycyjnej w segmencie deweloperskim spółka notuje stabilne wyniki, natomiast w segmentach doradczo-wykonawczym i inwestycyjnym nastąpiła zmiana związana z wdrożeniem od 1 stycznia 2018 r. MSSF 9 i na tej podstawie dokonanymi zmianami klasyfikacji niektórych aktywów tych segmentów – z pozycji aktywów finansowych, wycenianych w wartości godziwej przez wynik finansowy do aktywów finansowych, wycenianych w wartości godziwej przez pozostałe całkowite dochody. Poza powyższym, należy zauważyć znaczący wpływ wyższych kosztów finansowych, związanych z większym zapotrzebowaniem na kapitał dłużny finansujący inwestycje w Skarbiec Holding SA oraz Polnord SA. Pozbycie się tych aktywów jest potwierdzeniem strategii powrotu do działalności stricte podstawowej – deweloperskiej i zmniejszenia poziomu kosztów finansowych, jednocześnie utrzymując potencjał stabilnego rozwoju Grupy.

Sprawozdanie pro-forma

Wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom interesariuszy, Grupa Murapol przygotowuje także sprawozdanie pro-forma, w którym przedstawia wyniki finansowe swojej działalności jako klasyczny deweloper mieszkaniowy. Można przewidywać, że zgodnie ze zmianą strategii Grupy w kierunku klasycznego dewelopera, ta metoda sprawozdawczości stanie się wymagalna i dominująca. Zgodnie z takim podejściem w minionym półroczu Grupa osiągnęła 233,5 mln zł przychodów, co oznacza 22,5 proc. wzrost r/r., będący wynikiem przejęcia grupy AWBUD. Zysk operacyjny wyniósł 14,2 mln zł i był niższy o 71proc. w stosunku do poziomu z ub.r. Spadek ten wynikał z mniejszej niż w ub.r. liczby przekazanych mieszkań, będącej konsekwencją opóźnień w regulowaniu procedur administracyjnych, a także przestawieniu się Grupy na budowę znacznie większych projektów inwestycyjnych, co wiąże się z wydłużeniem się okresów ich realizacji, a ostatecznie przesunięciem w czasie oddania mieszkań klientom i uznania ich w wyniku finansowym. EBITDA w okresie sprawozdawczym wyniosła 16,2 mln zł przy 378 przekazanych mieszkaniach. W 3 kwartale spółka przekazała 826 lokali, a plan na cały 2018 r. zakłada 2,6 tys. Należy podkreślić, że Murapol, posiadając obecnie ponad 6 tys. mieszkań w budowie, osiągnął potencjał przekazań na poziomie 800-1000 mieszkań kwartalnie.

Wyniki działalności operacyjnej za 1H 2018 r. i po pierwszych trzech kwartałach 2018 r.

W pierwszym półroczu 2018 r. Grupa Murapol sprzedała 1 798 lokali mieszkalnych (z czego 1 422 na podstawie notarialnych umów deweloperskich) czyli o 12 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Plan sprzedaży na cały 2018 r. zakłada 3,7 tys. lokali mieszkalnych, wobec nieco ponad 3,6 tys. rok wcześniej. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. Grupa Murapol przekazała klientom 378 mieszkań. Plan przekazań mieszkań na cały 2018 r. zakłada 2,6 tys. lokali mieszkalnych, przy założeniu, że kulminacja przekazań nastąpi w drugiej połowie br. Planowany poziom przekazań jest o ponad 120 proc. wyższy niż w 2017 r. W okresie sprawozdawczym Grupa wprowadziła do sprzedaży 2 191 mieszkań o odpowiadającej im powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 95,5 tys. mkw., powstających w 13 projektach inwestycyjnych. Grupa Murapol na dzień 30 czerwca 2018 r. realizowała 36 projektów inwestycyjnych, w których powstanie 6 236 lokali o łącznej powierzchni użytkowej mieszkań wynoszącej 277 160 mkw.

Grupa Murapol w ciągu dziewięciu miesięcy 2018 roku sprzedała blisko 2,7 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Od początku roku Murapol przekazał klientom ponad 1,2 tys. lokali, czyli o ok. 30 proc. więcej r/r . W samym trzecim kwartale w wynikach finansowych firmy zostanie rozpoznane przekazanie 826 lokali, co jest rekordem w historii Murapolu. W trzecim kwartale br. Grupa uruchomiła komercjalizację 6 nowych projektów mieszkaniowych, w ramach których postawiła do dyspozycji klientów 1 023 mieszkania o opowiadającej im łącznej powierzchni użytkowej blisko 44,2 tys. mkw. Łącznie od początku br. Murapol zaoferował ponad 3,2 tys. nowych mieszkań, powstających w 19 projektach inwestycyjnych. Na zakończenie trzeciego kwartału 2018 r., portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 081 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 268,8 tys. mkw., powstających w 32 projektach. Na koniec trzeciego kwartału 2018 roku Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi o wartości 637 mln zł, pod budowę 21,4 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej ponad 927,6 tys. mkw., z czego grunty o wartości blisko 400 mln zł stanowią własność spółki i niemal w całości posiadają pozwolenia na budowę.

Najbliższe miesiące to kontynuacja zapoczątkowanych w pierwszym półroczu br. zmian wewnętrznych i reorganizacji strukturalnej, która pozwoli Grupie Murapol stać się typowym podmiotem deweloperskim, zarówno pod względem zakresu prowadzonej działalności, jak i ujęcia finansowego jej efektów. Prowadzone działania są elementem przygotowań Spółki do jej zaoferowania inwestorom podczas IPO jako klasycznego dewelopera mieszkaniowego.

Inteligentne poduszki powietrzne dostosują się do siły uderzenia. Znajdą zastosowanie nie tylko w samochodach, lecz także w dronach

Inteligentne poduszki powietrzne dostosują się do siły uderzenia. Znajdą zastosowanie nie tylko w samochodach, lecz także w dronach 6

Samochody są coraz bardziej zaawansowane i wyposażane w najnowsze technologie. Producenci szczególną uwagę zwracają na bezpieczeństwo. Jednym z jego elementów w pojazdach są poduszki powietrzne, które także są coraz bardziej inteligentne. Polscy naukowcy opracowują poduszki wyposażone w inteligentne czujniki, które potrafią dostosować ilość pochłanianej energii do siły uderzenia. Technologia może również być wykorzystana w branży droniarskiej, dzięki czemu możliwe będzie wykorzystanie dronów także w miastach.

– W przypadku kolizji komunikacyjnych, gdzie zderzają się samochody czy pociągi, mamy poduszki powietrzne zaprojektowane na przeciętny losowo wypadek, ciężar i prędkość. Technologia Adaptive Impact Absorption (AIA) pozwala zidentyfikować w czasie rzeczywistym energię udaru, czyli prędkość i masę, a następnie dostosować do nich shock absorber, czyli poduszkę – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. Jan Holnicki z Zakładu Technologii Inteligentnych.

Najnowsze samochody wyposaża się w rozbudowane systemy poduszek powietrznych. Poduszki znajdziemy w kierownicy, desce rozdzielczej, drzwiach, a nawet w suficie. Koncern Ford eksperymentuje nawet z poduszkami w pasach bezpieczeństwa, a w niektórych samochodach marki Volvo znajdziemy poduszki, które mają chronić przechodniów. Niemiecka firma ZF Friedrichshafen chce z kolei wyposażać samochody w poduszki montowane w oparciu każdego z foteli. Miałyby one ochronić pasażerów i kierowcę przed uderzeniami bocznymi, które stanowią aż 30 proc. wszystkich wypadków drogowych.

W dobie popularyzacji inteligentnych rozwiązań coraz częściej mówi się o wprowadzeniu systemów bezpieczeństwa, które dostosowywałyby się do wydarzeń na drodze. Nad takimi rozwiązaniami pracują m.in. inżynierowie BMW. Testują dwustopniowe poduszki powietrzne, które nie otwierają się z pełną mocą w przypadku mniej groźnych wypadków, a dopiero w przypadku gwałtownego wypadku aktywują się oba zbiorniki z gazem.

Na podobnej zasadzie działa wynalazek polskich naukowców, który aktywuje wyłącznie te poduszki, które są wymagane do tego, aby w pełni przejąć impet uderzenia.

– Nasza poduszka będzie miała wypalane pirotechniczne otwory. Do tego potrzebne są sensory, czyli identyfikacja zdarzenia online. Potrzebny jest model matematyczny, który modeluje to wszystko i wybiera strategię otwierania tych otworów. To wszystko jak zadziała, będzie o niebo skuteczniejsze –  przekonuje prof. Jan Holnicki.

Poduszki powietrzne sprawdzą się również w mniej oczywistych sytuacjach. Szwedzka firma Hövding opracowała kołnierz bezpieczeństwa dla rowerzystów, który w momencie wypadku błyskawicznie napełnia się powietrzem, chroniąc głowę przed uszkodzeniem. Na rynku dostępne są także kaski APC z nadmuchiwanym kołnierzem bezpieczeństwa, a kurtka motocyklowa Dainese D-Air Misano 1000 została wyposażona w system inteligentnych czujników, które aktywują poduszki powietrzne w momencie wypadku.

Ciekawe zastosowanie dla poduszek powietrznych znaleźli także projektanci hybrydowego drona Spry, który potrafi latać oraz pływać pod wodą. Sprzęt wykorzystuje je, aby po zanurkowaniu wydostać się na powierzchnię – rozprężone powietrze wypycha pojazd ponad taflę wody. Rozwiązanie polskich inżynierów z IPPT także może być zastosowane w dronach.

– Przygotowujemy nasze rozwiązanie na awaryjne lądowanie dronów. Regulacje prawne nie pozwalają latać w terenie zurbanizowanym, żeby nie uszkodzić osoby trzeciej. Dlatego nasz pierwszy projekt ADBAG poświęcony jest właśnie poduszkom awaryjnego lądowania do systemów bezzałogowych. Rozpoznajemy prędkość, masę spadającą i pirotechniczne otwory są odpowiednio wypalane. To jest technologia, która mamy nadzieję, już za rok będzie gotowa do wdrożenia – zapowiada ekspert.

Inteligentne poduszki powietrzne zintegrowane z układem czujników sprawdzają się dziś nie tylko w przemyśle motoryzacyjnym. Francuska firma Helite wykorzystała je także do stworzenia pasa Hip’Air, który zadba o bezpieczeństwo osób starszych. Podobnie jak poduszki opracowywane przez naukowców z Zakładu Technologii Inteligentnych, Hip’Air analizują kierunek oraz prędkość potencjalnego zderzenia z ziemią. Kiedy osoba starsza potknie się, poduszki napełniają się tuż przed uderzeniem, minimalizując ryzyko odniesienia poważnych obrażeń.

Podobne urządzenie opracowali naukowcy z Niemieckiego Stowarzyszenia Mechatroniki, którzy zaprojektowali poduszkę powietrzną dla telefonu, która aktywuje się w momencie wykrycia dużego przeciążenia. Tu jednak nie zastosowano poduszek napełnianych powietrzem, a specjalne odbijaki, które wysuwają się tuż przed upadkiem.

– Bezpieczeństwo to główne wyzwanie i liczymy, że nowe technologie pozwolą zastosować drony do operacji w zurbanizowanym terenie, co teraz jest limitowane przepisami. Że będzie możliwość latania nad terenem zabudowanym i tam dostarczania np. przesyłek. Głównie chodzi o bezpieczeństwo ludzi, ale też pojazdów i mienia przy wszelkich kolizjach komunikacyjnych – podsumowuje prof. Jan Holnicki.

Według analityków MarketsandMarkets wartość globalnego rynku poduszek powietrznych oraz pasów bezpieczeństwa wyniesie w 2025 roku. osiągnie wartość ponad 135 mld dol. W najbliższych latach branża będzie się rozwijała w tempie 12 proc. średniorocznie.

Technologia rozszerzonego dźwięku wykorzystuje przenoszenie brzmienia poprzez dotyk. Będzie stosowana w fotelach samochodowych i w kinach

Technologia rozszerzonego dźwięku wykorzystuje przenoszenie brzmienia poprzez dotyk. Będzie stosowana w fotelach samochodowych i w kinach 7

Muzyka może być słyszana nie tylko za pomocą uszu, lecz także dotyku. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń pozwalających słuchać muzyki z pominięciem uszu, dzięki wykorzystaniu technologii przewodnictwa kostnego. Opracowywana jest technologia, która może zrewolucjonizować systemy dźwiękowe w samochodach i kinach. Zamiast klasycznych głośników, dźwięk przekazywany będzie za pośrednictwem silników wibrujących wbudowanych w fotele, dzięki czemu będzie niesłyszalny dla otoczenia.

– Flexound to technologia Augmented Audio oparta na naszym unikatowym sposobie odtwarzania dźwięku, która wprowadza nowy wymiar doznań związanych ze zmysłem słuchu. Rozwiązanie łączy dźwięki oraz zmysł dotyku. Sygnały foniczne umożliwiają doświadczanie dźwięków w rozszerzony sposób za pośrednictwem elementów wibrujących umieszczonych w materiale, z którego wytworzony jest produkt – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jukka Linjama, dyrektor ds. technologii firmy Flexound.

Technologia rozszerzonego dźwięku opracowana przez Flexsound wykorzystuje wibracje do przekazywania muzyki. Tylko poprzez dotyk poduszki czy fotela można usłyszeć przekazywany dźwięk. Wykorzystana w tym rozwiązaniu technologia bliskiego pola pozwala na odbieranie muzyki w wysokiej jakości – bez zakłóceń, zniekształceń, ech czy odbić. Flexound może być stosowane wszędzie tam, gdzie wykorzystuje się tradycyjne sposoby nagłośnienia. Nadaje się między innymi do uprawiania jogi, a także do zmniejszania poziomu stresu.

– Technologia nie wymaga głośnego odtwarzania dźwięków, ponieważ znajduje się blisko uszu, a wibracje z fotela są przenoszone przez skórę. Jakość dźwięku jest doskonała. Wytwarzana jest „miejscowa bańka dźwiękowa”, w której doskonale słychać odtwarzane dźwięki. Głośność spada wyraźnie wraz z oddaleniem się od tej bańki choćby o metr. Użycie naszej technologii w samochodach będzie bezpieczne – przekonuje ekspert.

Przesyłanie dźwięku z użyciem zmysłu dotyku jest coraz szerzej wykorzystywane. Philips opracował SmartSleep, czyli opaskę na głowę emitującą dźwięk z wykorzystaniem przewodnictwa kostnego. Nie odtwarzała ona jednak standardowej muzyki, lecz odpowiednio natężony szum w celu poprawy jakości snu. Z kolei zakładane na rękę opaski TouchPoints emitują wibracje mające redukować stres. Producent zaleca je również do stosowania w uzupełnieniu terapii autyzmu czy ADHD.

Przewodnictwo kostne standardowo i najczęściej jest jednak wykorzystywane w implantach słuchowych. Składają się one z tytanowego implantu montowanego w kości za uchem oraz dołączonego do niego procesora dźwięku. Procesor dźwięku odbiera dźwięki na takiej samej zasadzie, jak aparat słuchowy. Zamiast jednak przesyłać je do przewodu słuchowego, przekształca w drgania przenoszone na kość. Takim sposobem omijane jest ucho wewnętrzne i środkowe.

Opracowana przez Flexsound poduszka odtwarzająca miękkie dźwięki była pierwszym wdrożeniem technologii. Aktualnie opracowywane są systemy nagłośnienia do kin i rozwiązania dla branży motoryzacyjnej.

– Nasze poduszki HUMU, które umożliwiają rozszerzone doznania dźwiękowe i odtwarzają dźwięki w jakości stereo, są już dostępne na rynku. Na chwilę obecną pracujemy nad systemem rozszerzonych doznań dźwiękowych do kin, który będzie dostępny już wkrótce – zapowiada Jukka Linjama.

Według prognoz Research and Markets światowy rynek urządzeń wykorzystujących przewodnictwo kostne będzie się rozwijał do 2021 roku w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 14 proc.

Zmiany w zarządach spółek Grupy 3S

1 października 2018 w zarządach spółek Grupy 3S nastąpią zmiany. W 3S S.A. ze stanowiska Prezesa Zarządu ustępuje Jacek Groyecki, współwłaściciel i współzałożyciel firmy. Jego miejsce zajmie Piotr Pawłowski, dotychczas wiceprezes zarządu odpowiedzialny w Grupie za sprzedaż. W 3S Data Center S.A. funkcję Prezesa Zarządu, przejmie Monika Roś-Gruszczyk, dotąd członek zarządu spółki. Zastąpi na tym stanowisku Zbigniewa Szkaradnika, także współtwórcę i akcjonariusza Grupy 3S.

Przekazujemy stery spółek w dobre ręce doświadczonych menedżerów, którzy współpracują z nami od lat – mówi Jacek Groyecki, prezes Grupy 3S – Tę zmianę planowaliśmy od dłuższego czasu. Po 18 latach budowania Grupy, przygotowanie i wdrożenie strategii na kolejny okres – lata 2019 – 2022, postanowiliśmy powierzyć młodszym kolegom. Zarówno ja, jak i Zbigniew Szkaradnik będziemy dalej wspierać firmę z pozycji doradców zarządu, dodaje.

Piotr Pawłowski
Piotr Pawłowski

Jako Grupa stopniowo odchodzimy od sprzedaży prostych usług telekomunikacyjnych i będziemy rozwijać się w stronę bardziej zaawansowanych rozwiązań, wspierających realizację wizji biznesowych naszych Klientów – mówi Piotr Pawłowski, nowo powołany Prezes Zarządu 3S S.A. – Unikatowe połączenie kompetencji, własnej infrastruktury telekomunikacyjnej i klastra centrów danych daje nam przewagę konkurencyjną, którą chcemy wykorzystywać w najbliższych latach.

Monika Roś-Gruszczyk
Monika Roś-Gruszczyk

Widzimy bardzo dobre perspektywy dla rozwoju usług centrów danych, w szczególności kompleksowych rozwiązań łączących infrastrukturę i usługi IT – mówi Monika Roś-Gruszczyk, która zajmie stanowisko Prezesa Zarządu w 3S Data Center S.A. – Stawiamy na nowe kompetencje i rozwój zespołów inżynierskich oraz nasze autorskie rozwiązanie Cloud2B – chmura dla biznesu, które wyróżnia nas na rynku data center.

W skład Grupy 3S wchodzą: założona w 2002 roku 3S S.A. i jej spółki zależne: 3S Data Center S.A., powstała w 2011 oraz krakowska 3S Fibertech Sp. z o.o, przejęta w 2016 roku. W latach 2007 – 2018, w strukturach Grupy znajdowała się także spółka SGT S.A., która lipcu 2018 zmieniła właściciela na gdyńską Vectrę.

Akcjonariuszem większościowym w Grupie 3S jest od 2015 roku fundusz Enterprise Investors. Pozostałymi akcjonariuszami są osoby fizyczne: współtwórcy Grupy 3S – Zbigniew Szkaradnik, Wojciech Apel i Jacek Groyecki.

Przemysł hamuje. Spadają zamówienia eksportowe

We wrześniu br. wskaźnik PMI osiągnął wartość 50,5 pkt. To najniższy odczyt od niemal dwóch lat – czyli od października 2016 roku – podał Markit.

W świetle dzisiejszych wyników badania PMI, odnotowujemy dalsze osłabienie tego wskaźnika. We wrześniu wyniósł on 50,5 pkt, podczas gdy przed miesiącem 51,4 pkt. To trzeci z kolei miesiąc spadków, który doprowadził do osiągnięcia minimum z ostatnich 23 miesięcy. 50,5 pkt to wynik bliski progowej wartości 50 pkt, sugerującej oznaki stagnacji.
Wygląda na to, że szczyt cyklu koniunkturalnego jest już za nami. Przedsiębiorstwa sektora przetwórstwa przemysłowego sygnalizują to w wielu aspektach.

Menedżerowie logistyki obserwują spadek nowych zamówień (w tym, najsilniejszy spadek zamówień eksportowych od czterech lat) i związane z nim zmniejszenie niezrealizowanych zamówień. Aktywność zakupowa firm została mocno ograniczona, a zatrudnianie nowych pracowników odbywa się z mniejszą intensywnością (10-miesięczne minimum). Ponadto, odnotowano mniejszy wzrost okresu dostaw (zwiastując mniejszą presję na podwykonawcach), któremu towarzyszyło osłabienie wzrostu cen nakładów.

Mimo ogólnie dobrych perspektyw przed polskim przetwórstwem przemysłowym, osłabienie pozytywnego trendu jest widoczne. Za zwalniające moce produkcyjne odpowiada w znacznym stopniu mniejsze zainteresowanie polskimi produktami partnerów zagranicznych, wynikające ze spowolnienia przemysłu zachodnioeuropejskiego.

Konfederacja Lewiatan

Grupa Walstead sfinalizowała przejecie europejskiego oddziału LSC Communications

Walstead, największa niezależna komercyjna grupa poligraficzna w Europie, poinformowała o spełnieniu wszystkich warunków związanych z przejęciem europejskiego oddziału firmy poligraficznej LSC Communications, Inc., z siedzibą w Polsce („LSC Poland”) – transakcja została przeprowadzona w dniu 28 września 2018 r. 

LSC Poland specjalizuje się w druku czasopism, katalogów, ulotek reklamowych, produkcji materiałów marketingowych w punktach sprzedaży detalicznej (materiały POS) oraz w usługach premediowych dla ponad 430 klientów w 34 krajach. Przychody za rok zakończony 31 grudnia 2017 r. wyniosły 210 milionów euro. Firma zatrudnia ponad 2000 pracowników w sześciu lokalizacjach w Polsce.

Po przejęciu Walstead stanie się największą niezależną grupą poligraficzną działającą w segmencie ulotek reklamowych i czasopism w Europie z przewidywanymi rocznymi przychodami w wysokości około 730 milionów euro. W powiększonej grupie zatrudnionych będzie ponad 4400 pracowników obsługujących 67 maszyn do druku offsetowego rolowego i 4 maszyny rotograwiurowe w 19 zakładach produkcyjnych w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Austrii, Czechach, Słowenii i Polsce.

LSC Poland zmieni nazwę na Walstead Central Europe i będzie stanowić czwarty regionalny oddział (obok Walstead UK, Walstead Iberia i Leykam Let’s Print).

100% akcji Unipetrolu w rękach GK ORLEN

PKN ORLEN sfinalizował transakcję zakupu 100% udziałów w czeskim Unipetrolu. Oznacza to lepsze wykorzystanie synergii i możliwość bardziej efektywnego wdrażania procesów optymalizacyjnych w ramach Grupy ORLEN. Przyniesie to również realne korzyści czeskiej spółce, ponieważ znacząco wzmocni jej pozycję konkurencyjną w całym regionie. 

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

Celem wszystkich procesów integracyjnych jest tworzenie podmiotu, który będzie działał znacznie sprawniej jako całość i który wzmocni pozycję  na konkurencyjnym rynku . Zakup Unipetrolu oznacza wzmocnienie Grupy ORLEN. Wraz z planowanym przejęciem Grupy LOTOS pozwoli nam skuteczniej konkurować na wymagającym europejskim rynku. Dlatego finalizację zakupu Unipetrolu traktujemy jako ważny etap w dalszym rozwoju Grupy ORLEN – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Jednym ze strategicznych celów  jest zwiększenie w  części petrochemicznej naszej działalności produkcyjnej, gdzie kluczowym projektem jest obecnie budowa polietylenu PE3 w Litvinovie. Właśnie ta jednostka produkcyjna znacząco wzmocni pozycję Unipetrolu w dynamicznie rozwijającym się segmencie petrochemicznym zarówno w Republice Czeskiej, jak i na poziomie całej Grupy ORLEN – dodał Prezes Obajtek.

Procedura wykupu akcji Unipetrolu realizowana była zgodnie z przepisami obowiązującymi w tym zakresie w Czechach. Decyzję Walnego Zgromadzenia z 28 sierpnia br. poprzedziło przekazanie wymaganych dokumentów i uzyskanie zgody Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji przy proponowanej cenie 380 CZK/akcję. Od dziś 100% akcji Unipetrolu jest w rękach PKN ORLEN.

Unipetrol a.s. jest największym w Czechach koncernem rafineryjno-petrochemicznym. W jego skład wchodzą rafinerie w Litvinowie i Kralupach,  największa na lokalnym rynku sieć stacji paliwowych Benzina (ponad 400 stacji) oraz spółka Spolana, jedyny producent PCW i kaprolaktamu na tym rynku. Bardzo istotna jest część petrochemiczna firmy zlokalizowana w Litvinowie, gdzie obecnie realizowany jest projekt budowy instalacji polietylenu PE3, który ma na celu umocnienie pozycji Grupy ORLEN na chemicznym i petrochemicznym rynku w Europie Środkowej. Realizacja projektu w Litvinovie  o mocy około 270 tys. ton/rocznie umożliwi wyższe wykorzystanie instalacji Olefin oraz głębszą integrację produkcji petrochemicznej i rafineryjnej. Sprawna realizacja tej  inwestycji umożliwi wzmocnienie pozycji Unipetrolu w jednej z najbardziej perspektywicznych branż na świecie.

Etapy przejęcia akcji Unipetrolu:
* 12.12.2017 – PKN ORLEN, posiadający 62,9 proc. akcji Unipetrol a.s.,  rozpoczął procedurę ogłoszenia dobrowolnego warunkowego wezwania na akcje czeskiej spółki.
* 23. 02. 2018 – PKN ORLEN zrealizował płatności na rzecz akcjonariuszy mniejszościowych, którzy odpowiedzieli na ogłoszone dobrowolne wezwanie na wykup pakietu akcji Unipetrol a.s.. Łączna wartość transakcji wyniosła ok. 3,5 mld PLN. W ten sposób Koncern osiągnął warunkowy próg wezwania zapewniając sobie 94,03% udziałów w akcjonariacie czeskiej spółki.
* 22.05.2018 – Rada Nadzorcza PKN ORLEN wyraziła zgodę na nabycie przez Koncern pozostałych akcji spółki Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego.
* 23.05.2018 – PKN ORLEN złożył wniosek do Czeskiego Banku Narodowego o przeprowadzenie wykupu akcji Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego spółki
* 20.06.2018 – PKN ORLEN otrzymał zgodę od Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego spółki.
* 28.08.2018 – Walne Zgromadzenie Unipetrolu wyraziło zgodę na przeprowadzenie wykupu przez PKN ORLEN akcji tej spółki reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego.
* 01.10.2018 – 100% akcji Unipetrolu w rękach PKN ORLEN

Koniunktura w przemyśle bliska stagnacji

Wrześniowy odczyt PMI nie napawa optymizmem. Wyniósł on jedynie 50,5, a więc o 1,0 poniżej oczekiwań rynkowych i 0,9 mniej niż w sierpniu. Co prawda odczyt powyżej 50,0 wydłuża do 4 lat bieżącą tendencję wzrostową w przemyśle, ale spadek PMI trzeci miesiąc z rzędu budzi obawy o wzrosty w kolejnych miesiącach.

W raporcie przygotowanym przez IHS Markit autorzy zwracają szczególną uwagę na pierwszy spadek nowych zleceń od października 2016 r., najostrzejszą redukcję liczby nowych zamówień eksportowych od ponad 4 lat oraz obniżenie się wskaźnika PMI do poziomu najniższego od 23 miesięcy.

Polscy producenci zwiększali zatrudnienie we wrześniu, aczkolwiek w tempie najwolniejszym od 10 miesięcy. Wolniejsze tempo wynikało z mniejszego napływu nowych zamówień.

Co ciekawe, opóźnienia w dostawach nadal się wydłużały, jednak najwolniej od maja 2017 r.

Mimo dobrych prognoz dotyczących wzrostu wielkości produkcji w perspektywie 12 miesięcy, słabną one szósty miesiąc z rzędu. Z kolei poziom optymizmu osiągnął najniższy wynik od listopada 2016 r.

Piotr Ludwiczak, Zarządzający funduszem, Michael/Ström Dom Maklerski

Średnie ceny za pokój hotelowy w regionie CEE zbliżają się do historycznych maksimów

Hotele w Pradze, która jest piątym najchętniej odwiedzanym miastem w Europie, funkcjonują na niemal pełnych obrotach i odnotowują jedne z najwyższych wskaźników obłożenia. Podobnie przedstawia się sytuacja w innych krajach Europy Środkowej. Drugim największym rynkiem pod względem aktywności inwestorów była Polska, w której sfinalizowano 15 transakcji o łącznej wartości 402 mln euro.

Średnie ceny za pokój w hotelach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW)* rosną w ostatnich miesiącach w rekordowym tempie – to one w największym stopniu odpowiadają za dwucyfrowy wzrost przychodów na jeden dostępny pokój (RevPAR) w miastach Europy Środkowej w 2017 roku. Trend ten utrzymał się również w pierwszej połowie bieżącego roku. Jedynym wyjątkiem była Warszawa, w której przychody RevPAR nieznacznie się zmniejszyły wskutek niższego wskaźnika obłożenia, ale ceny pokoi wzrosły tak, jak w innych stolicach. Dzięki wyższym cenom hotele odnotowują wzrost rentowności, co przekłada się na rosnące zainteresowanie inwestorów rynkiem hotelowym. Jednak ze względu na brak podaży obiektów hotelowych na sprzedaż i ograniczoną dostępność terenów inwestycyjnych w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach, na cele hotelowe adaptowane są istniejące już budynki. Rentowność hoteli utrzyma się w najbliższych latach na wysokim poziomie dzięki rosnącemu popytowi i niewielkiej skali inwestycji deweloperskich na większości rynków (z wyjątkiem Warszawy i Wiednia).

Stolice państw Europy Środkowej** w czołówce miast o najwyższym wskaźniku obłożenia hoteli w Europie – liderem w regionie jest Praga

W 2017 roku średni wskaźnik obłożenia hoteli w stolicy Czech wyniósł 80%, co zapewniło Pradze piąte miejsce w Europie.*** Praga jest jednocześnie 10. największym rynkiem w Europie z bazą hotelową oferującą ponad 35 tys. pokoi oraz ponad 18 mln sprzedanych dób hotelowych w 2017 roku. Drugim rynkiem w regionie jest Wiedeń, w którym w ubiegłym roku sprzedano ponad 15,5 mln dób hotelowych; stolica Austrii zajęła jednak 13. miejsce pod względem wskaźnika obłożenia hoteli. Trzecim największym rynkiem hotelowym w Europie Środkowej jest Budapeszt, którzy zajął 10. miejsce w rankingu miast z najwyższym wskaźnikiem obłożenia. Ze względu na mniejszą ofertę dostępnych hoteli w porównaniu z Pragą, stolica Węgier ma znaczny potencjał rozwoju. Kolejnym miastem z jednym z najwyższych wskaźników obłożenia hoteli na kontynencie jest Warszawa, która uplasowała się na 7. miejscu. Jednak do końca 2018 roku może odnotować spadek w rankingu wskutek nowej podaży. Wskaźniki obłożenia na głównych rynkach hotelowych Europy Środkowej znacząco wzrosły w porównaniu z niektórymi największymi destynacjami turystycznymi takimi jak Madryt, Mediolan i Rzym. Jedynie Bratysława nie zakwalifikowała się do pierwszej dwudziestki.

– Przewidujemy, że w najbliższych latach popyt będzie nadal rósł, ale w niektórych miastach w wolniejszym tempie ze względu na wzrost cen lub maksymalne obłożenie hoteli w szczycie sezonu. Trend wzrostowy jednak utrzyma się dzięki rosnącemu zainteresowaniu klientów, zwłaszcza z Azji i Bliskiego Wschodu – mówi Bořivoj Vokřínek, Partner, dyrektor działu doradztwa strategicznego i badań rynku hotelowego w regionie EMEA, Cushman & Wakefield.ceny za hotele

W pierwszej połowie 2018 roku przychody na jeden dostępny pokój (RevPAR), które są kluczowym wskaźnikiem efektywności w sektorze hotelowym, wzrosły w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej w całym regionie, z wyjątkiem Warszawy. Liderem wzrostów była Sofia, gdzie przychody RevPAR wzrosły – aczkolwiek ze stosunkowo niskiego poziomu – aż o 19,0%. Na kolejnych miejscach uplasowały się: Budapeszt (5,5%), Bukareszt (4,7%) i Bratysława (4,6%). W Pradze i Wiedniu wskaźnik RevPAR wzrósł o nieco ponad 2%.****

David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield
David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield

– Wskaźniki obłożenia hoteli na wielu rynkach Europy Środkowej są rekordowo wysokie, a ceny za pokój zbliżają się do poziomów obserwowanych w Europie Zachodniej, co do pewnego stopnia ogranicza możliwości bardziej dynamicznego wzrostu przychodów RevPAR, jaki odnotowaliśmy w 2017 roku. Ponadto niektóre rynki takie jak Warszawa zaczynają odczuwać wpływ nowej podaży, a hotelarze wskazują na rosnącą konkurencję ze strony platform wynajmu krótkoterminowego takich jak AirBnB – mówi David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield.

Rynek inwestycyjny

Rok 2017 był rekordowy pod względem aktywności inwestycyjnej na głównych rynkach hotelowych Europy Środkowo-Wschodniej – zawartych zostało 67 transakcji na 1,7 mld euro w porównaniu z 56 transakcjami na 1,3 mld euro w 2016 roku. Najwyższy wolumen transakcji inwestycyjnych odnotowano ponownie w Austrii – łącznie 791 mln euro. Drugim największym rynkiem pod względem aktywności inwestorów była Polska, w której sfinalizowano 15 transakcji o łącznej wartości 402 mln euro. Z kolei w Czechach obroty na rynku hotelowym w 2017 roku wyniosły ponad 235 mln euro, czyli nieznacznie mniej niż w rekordowym 2016 roku, w którym wolumen transakcji inwestycyjnych wzrósł do 292 mln euro. Tuż za Czechami niespodziewanie uplasowała się Rumunia, w której inwestorzy ulokowali blisko 200 mln euro.

W pierwszej połowie 2018 roku łączny wolumen transakcji inwestycyjnych wyniósł zaledwie 0,5 mld euro, ale w drugim półroczu może znacząco wzrosnąć.

Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield
Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield

– Koniunktura w gospodarce i turystyce na wszystkich rynkach Europy Środkowo-Wschodniej zachęca inwestorów poszukujących większych zysków do inwestowania w regionie. Jednak w pierwszej połowie 2018 roku zawarto niewiele transakcji ze względu na brak nieruchomości wystawianych na sprzedaż, a czasami wygórowane oczekiwania lub niepewność sprzedających, którzy mają ograniczone możliwości reinwestowania kapitału – mówi Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield.

Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska
Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska

– W 2018 roku kluczowe wskaźniki efektywności rynku hotelowego w Polsce nie rosną już tak dynamicznie, jak w poprzednich latach. W Warszawie odnotowano nieznaczny spadek wskaźnika obłożenia hoteli oraz przychodów RevPar, co było spowodowane przede wszystkim oddaniem do użytku ok. 1200 nowych pokoi w okresie od pierwszej połowy 2017 roku do pierwszego półrocza 2018 roku. Miasto nadal przyciąga jednak uwagę inwestorów ze względu na dużą liczbę realizowanych inwestycji deweloperskich – powiedziała Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska.

Inwestycje hotelowe

W 2019 roku baza hotelowa największych rynków wzbogaci się o prawie 5000 nowych pokoi. W Polsce planowane jest m.in. otwarcie 7 hoteli marki ibis.

Według prognoz w najbliższych trzech latach w stolicach państw Europy Środkowo-Wschodniej może zostać wybudowanych ponad 13 000 pokoi w hotelach klasy średniej i luksusowej. Najwięcej nowych obiektów powstanie w Wiedniu i Warszawie. Dzięki nowej podaży liczba pokoi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej znacząco wzrośnie, ale skumulowany wzrost roczny w najbliższych trzech latach wyniesie zaledwie 3,5%, co nie powinno powodować większych obaw w krótkiej perspektywie.

W najbliższym czasie aktywność deweloperska w sektorze hotelowym może przyspieszyć dzięki ożywieniu na rynkach i łatwiejszemu dostępowi do źródeł finansowania inwestycji w niektórych krajach. Jednak w Pradze, Budapeszcie i Wiedniu już teraz podaż gruntów lub pustych budynków w centralnych lokalizacjach umożliwiających realizację dużych inwestycji hotelowych lub zmianę ich przeznaczenia jest stosunkowo ograniczona. Z tego względu rynki te są lepiej chronione przed skutkami nadpodaży niż Warszawa, Sofia czy Bratysława.

Obecnie popyt nadal przewyższa podaż na większości rynków i nie przewidujemy niepokojącej nadpodaży w najbliższej przyszłości.

* EŚW obejmuje Czechy, Polskę, Austrię, Węgry, Słowację, Bułgarię i Rumunię.
** EŚ obejmuje Czechy, Polskę, Austrię, Węgry i Słowację.
*** Na podstawie danych dotyczących efektywności dla 35 największych rynków hotelowych, opublikowanych w „European Hotel Review” przez STR.
**** W euro

Luki w polskim systemie ochrony środowiska

Gospodarowanie odpadami i miks energetyczny, w którym choć coraz mniejszy, to nadal wiodący udział ma węgiel, to największe środowiskowe słabości Polski. O tych problemach robi się szczególnie głośno przed zbliżającym się międzynarodowym szczytem klimatycznym COP24, który odbędzie się na początku grudnia w Katowicach. Podczas niedawnego Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie eksperci firmy doradczej Deloitte przekonywali o znaczącej roli biznesu we wdrażaniu decyzji, jakie zapadną na szczycie. To właśnie w Katowicach zostaną wyznaczone kierunki realizacji nowej globalnej umowy klimatycznej, która zacznie obowiązywać w 2020 roku.

Choć Polska próbuje gonić kraje zachodnie w kwestiach ekologii, to wciąż wiele ma do nadrobienia w tym obszarze. Tymczasem Komisja Europejska wyznacza nam coraz bardziej ambitne cele. Na początku roku Bruksela przedstawiła nowy scenariusz miksu energetycznego Polski – czyli struktury źródeł pozyskania energii – na rok 2030. Zakłada on ograniczanie wykorzystania węgla na rzecz odnawialnych źródeł energii. Zgodnie z tym scenariuszem KE oczekuje od Polski obniżenia emisji gazów cieplarnianych z obecnego poziomu około 770 kg CO2/MWh do poziomu 400-450 kg CO2/MWh w 2030 roku.

Biznes musi zauważyć problem

Julia Patorska
Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte

Zdecydowane posunięcia Komisji Europejskiej oraz zaplanowany na grudzień szczyt klimatyczny w Katowicach sprawiają, że temat zanieczyszczeń środowiska i zmian klimatu wraca ze zdwojoną siłą. – Chcemy być aktywnym uczestnikiem debaty i aktywnym uczestnikiem zmian. Co ważne, dyskusja podczas szczytu COP24 będzie służyć podnoszeniu świadomości ekologicznej. Deloitte stara się propagować wiedzę o zagrożeniach i możliwościach działania w tym obszarze – mówi Julia Patorska, lider zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte. Firma współpracuje już z Ministerstwem Środowiska w stworzeniu planów adaptacji polskich miast do zmian klimatu. Prowadzi także badania dotyczące kosztów ryzyk klimatycznych i katastroficznych. Już wkrótce będzie również gotowa analiza Deloitte na temat gospodarki o obiegu zamkniętym w Polsce, zakładającej ponowne wykorzystywanie zużytych produktów. Globalne zaangażowanie w problem – w tym także biznesu – to konieczność. Inaczej kwestie zagrożeń środowiska mogą wymknąć się spod kontroli. Zdaniem ekspertów podejście do ochrony środowiska musi być wszechstronne, a kwestie związane z klimatem powinny być między innymi częścią porozumień handlowych i pomocy rozwojowej.

Środowiskowa odwilż w Polsce

Choć świadomość ekologiczna Polaków stale rośnie i obserwuje się coraz większe zainteresowanie tematem, w niektórych obszarach nadal widać poważne luki. W Polsce ostatnie dwa lata to intensywna dyskusja i kampanie medialne na temat smogu. Liczne pożary składowisk i magazynów odpadów podczas minionego lata ujawniły z kolei problemy z gospodarowaniem odpadami.

Brak wystarczającej troski o środowisko sprawił, że w lipcu Polska znów znalazła się na celowniku Komisji Europejskiej. Instytucja wytknęła nam zbyt słabą ochronę lasów chronionych, wezwała do stosowania prawa dotyczącego recyklingu złomowanych pojazdów i ponagliła do wdrożenia infrastruktury dla paliw alternatywnych, która miała rozszerzać sieć pojazdów elektrycznych.

Eksperci Deloitte zauważają, że goszcząc konferencję klimatyczną Polska ma doskonałą okazję do jeszcze lepszego podniesienia nie tylko świadomości ekologicznej Polaków, ale też wzmocnienia wagi działań rządu, biznesu i społeczeństwa. – Warto, by z konferencji poszedł w świat jasny sygnał, że Polska ma także na koncie działania, które obniżają wpływ działalności człowieka czy biznesu na klimat. Od 1989 roku zmniejszyliśmy emisję CO2 o 30 proc., więc wykonaliśmy już ogromną pracę, ale wiele jeszcze przed nami – zauważa Julia Patorska.

Kurs dolara, euro, funta i franka – analiza techniczna 1.10.2018

Niepokojące doniesienia z Italii zostały przyćmione przez ogłoszenie wstępnego porozumienia między USA, Meksykiem i Kanadą. Nie ma jednak wątpliwości, że musi dojść do ostrych rozmów z włoskiego rządu z włodarzami z UE, co może się przełożyć na kłopoty wspólnej waluty. Złoty nie reaguje na kiepskie dane m.in. PMI dla przemysłu i niższej inflacji wrześniowej. Czekamy na nowe informacje w sprawie Brexitu.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 28.08.2017-01.10.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2660 3,7220 3,6298 4,6990
Maksimum 4,3340 3,8540 3,7330 4,8580

 

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNEUR/PLN kontynuuje trend spadkowy mimo niesprzyjających doniesień z Półwyspu Apenińskiego. W piątek testowane było minimum z końcówki sierpnia. Wsparcie to jednak wytrzymało i tym samym obserwujemy niewielką korektę. Bez wątpienia mocny złoty to efekt uspokojenia sytuacji we Włoszech. Szczególnie niepokojące rzeczy działy się na włoskich obligacjach gdzie rentowność szybowała bardzo mocno w górę. Była to konsekwencja uchwalenia dość mocno kontrowersyjnego budżetu Italii. Opierał się on na rozdawnictwie środków co musiało się przełożyć na wzrost deficytu do 2,4% PKB. Sytuacja się nieco uspokoiła ale problem Włoch będzie długo ciążył jeszcze Europie. Brak chęci do ograniczenia wydatków i wielkość włoskiej gospodarki muszą budzić obawy. Tym bardziej, że Italia ma dość mocno konfrontacyjne podejście do UE. Taki układ zdarzeń powinien osłabiać wspólną walutę. A w takim przypadku jeśli niepokój wróci, a to kwestia czasu, straci również krajowa waluta. Tym bardziej, że nie pomaga dalszej aprecjacji złotówki sytuacja wewnątrz naszego kraju. Dzisiejszy PMI dla przemysłu spadł najniżej od dwóch lat i jest tylko pół punkta od granicy 50 pkt czyli oddzielającej recesję od wzrostu. Wskazania inflacji za wrzesień również nie spowodują zmiany podejścia RPP a więc gołębi ton potrwa dalej. Tym samym bardziej prawdopodobne jest zbliżenie się EUR/PLN ponownie do granicy 4,30. Oporem będzie linia trendu spadkowego.

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLN

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLNSytuacja na CHF/PLN również póki co jest stabilna. Nadal kontynuowany jest trend spadkowy. Temat włoski jednak powinien spowodować wzrost wartości franka szwajcarskiego. Na ten moment sytuacja szybko się uspokoiła ale to zupełnie nie zamknęło tego tematu. Dzisiaj spotykają się w Luksemburgu ministrowie finansów strefy euro i zapewne temat Italii będzie omawiany. Może to być burzliwe spotkanie patrząc choćby na słowa wiceszefa KE, który stwierdził, że włoski budżet może być niezgodny z pakietem stabilności. Włoski rząd absolutnie jednak nie chce reformować finansów i nic sobie z KE nie robi, a to gwarantuje spory konflikt, który jeszcze nie jest zdyskontowany w cenach euro i chf. To może być kolejny trudny test dla spójności strefy euro. Jeśli tarcie będą się nasilać to EUR/CHF mocno zanurkuje, co poskutkuje wzrostem na CHF/PLN. Bez wątpienia temat Italii przycichł dzięki podpisaniu porozumienia między USA, Meksykiem i Kanadą. Skutecznie to odwróciło uwagę inwestorów dlatego też zapanowała euforia i tak naprawdę obecnie w kursie CHF/PLN sporego problemu tzw włoskiego nie widać w cenach.

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLN

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLNZachowanie się kursu USD/PLN w ostatnich dniach to konsekwencja ruchów na głównej parze walutowej świata. Problemy Italii w połączeniu z jastrzębim Fed-em spowodowały, że kurs EUR/USD był już momentami poniżej 1,15. Dzisiaj euro dostało kolejny cios w postaci mocno słabnących wskaźników PMI. USD/PLN więc jest pod presją i zapewne jeszcze dzisiaj będzie testował granice 3,70 podczas gdy w zeszłym tygodniu minimum były niemal 8 groszy niżej. I patrząc na to, że kłótnia Włoch z Komisją Europejską dopiero tak naprawdę się rozpocznie to opór w postaci 3,70 na USD/PLN może zostać przebity i kurs poszybuje w górę jeszcze kilka groszy. Mamy początek nowego miesiąca a więc pojawią się dane z amerykańskiego rynku pracy, które również mogą wesprzeć dolara. Dotarcie więc do maksimów z sierpnia jest całkiem realnym scenariuszem. Tym bardziej, że nowe porozumienie zamiast Nafta również powinno zadziałać pozytywnie na amerykańską walutę.

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLN

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLNSytuacja na funcie mocno się uspokoiła i tak naprawdę czekamy na nowe newsy związane z brexitem. Ten mocny zjazd z końcówki września wynikał z mocnej porażki premier Wielkiej Brytanii na spotkaniu z szefami UE. Theresa May mogła poczuć się nawet urażona tym jak została potraktowana, włodarze strefy euro dali jasno do zrozumienia, że żadnych ustępstw nie będzie czy też w kwestii dostępu do wspólnego rynku czy granicy z Irlandią. Szefowa rządu Wielkiej Brytanii zaraz po powrocie zwołała konferencję i również w dość ostrych słowach powiedziała, że nie chce godzić się na wszystkie ustępstwa wobec UE. Na wczorajszej konwencji swojej Partii przekonywała, że chce dalej pozostać na swoim stanowisku i dalej walczyć o interesy brytyjczyków. Broniła również swojego planu, który został odrzucony przez UE. I co ważniejsze powiedziała, że wierzy nadal w brexit mimo medialnych spekulacji, że takowego może wcale nie być. Rynki nie zareagowały na to wystąpienie co pokazuje dryfujący kurs choćby GBP/PLN. Inwestorzy czekają przede wszystkim na środę kiedy będzie ostatni dzień zjazdu konserwatystów. Ważna datą dal funta będzie 18 października kiedy to Rada Europejska ma znów rozmawiać o Brexicie, wtedy też może zapaść decyzja o zwołaniu szczytu UE w listopadzie i ewentualnie sfinalizować porozumienie. Z pewnością jeśli uda się uzyskać porozumienie co na ten moment jest mocno wątpliwe funt miałby szansę mocno zyskać na wartości. W przeciwnym wypadku kolejne porcja niepewności i prawdopodobnie nowe wybory. Póki co technicznie oporem pozostaje ostatnie maksimum.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Od dziś obowiązują nowe zasady dystrybucji ubezpieczeń

  • Podstawą procesu sprzedaży jest dokładna analiza potrzeb klienta.
  • Oprócz dotychczasowego pakietu dokumentów ubezpieczeni otrzymają także kartę informacji o produkcie, która będzie zawierała najważniejsze informacje dla posiadacza polisy.

Hasło „ubezpieczenie” większości z nas kojarzy się przede wszystkim z polisą na samochód, ochroną mieszkania na wypadek pożaru czy włamania lub opieką medyczną na czas podróży zagranicznej. Trzeba jednak pamiętać, że działające w Polsce towarzystwa ubezpieczeń są w stanie zapewnić ochronę prawie każdej sfery życia – zabezpieczyć finansowo bliskich na wypadek śmierci ubezpieczonego, uchronić od dodatkowych wydatków związanych z odpowiedzialnością cywilną czy zapewnić dostęp do prywatnych usług zdrowotnych. W przypadku firm katalog jest równie szeroki. Przedsiębiorcy oprócz standardowego zabezpieczenia swojego majątku mogą liczyć na pomoc w razie przestoju w działalności czy w momencie spowodowania szkód w środowisku.

Zakres dostępnych w Polsce ubezpieczeń jest, jak widać bardzo szeroki. Nietrudno się zatem pogubić przy wyborze ochrony najbardziej nam potrzebnej. Dużym ułatwieniem dla konsumentów są nowe zasady sprzedaży polis, które obowiązują od dziś. 1 października weszła bowiem w życie nowa Ustawa o dystrybucji ubezpieczeń, której zadaniem jest m.in. wyeliminowanie zjawiska zakupu niepotrzebnych ubezpieczeń oraz zwiększenie świadomości ubezpieczonych na temat funkcjonowania polis – mówi Piotr Bartos, Country Manager Insly w Polsce.

Analiza potrzeb podstawą!

Najważniejszym etapem przygotowania oferty w świetle nowych przepisów jest wnikliwa analiza potrzeb klienta, której przeprowadzenie zostało wskazane w unijnej Dyrektywie IDD, będącej podstawą nowej polskiej ustawy. Jej zapisy wprowadzają konieczność poprzedzenia każdego procesu sprzedaży ubezpieczenia dokładnym zbadaniem potrzeb oraz wymagań klienta. Co to oznacza?

Przed przedstawieniem propozycji konkretnych polis dostępnych na rynku dystrybutor ubezpieczeń, czyli agent, multiagent bądź broker, musi przeprowadzić wywiad z klientem, żeby poznać nie tylko jego wymagania, ale i potrzeby. Na jego podstawie powstanie zindywidualizowana rekomendacja prezentująca różne produkty oraz wyjaśniająca, które z nich najlepiej spełnią wymagania, potrzeby i możliwości finansowe ubezpieczonego – dodaje Piotr Bartos z Insly.

Żeby w pełni zrozumieć zasady funkcjonowania danego ubezpieczenia, klient otrzyma przed podpisaniem umowy również tzw. kartę produktu.

Przejrzyste informacje o produkcie

Podstawowe dane o polisie muszą zostać przedstawione w zrozumiałej i obiektywnej formie, wskazują nowe przepisy. Żeby uniknąć niejasności, jakie informacje powinny zostać przekazane klientom, Komisja Europejska wydała rozporządzenie wykonawcze, w którym zaprezentowano wzór dokumentu dla ubezpieczonego. W karcie informacyjnej wskazany jest oczywiście dostawca ubezpieczenia oraz nazwa polisy. Ponadto jasno opisane są przedmiot ubezpieczenia, ograniczenia ochrony oraz to, czego ubezpieczenie nie obejmuje. Przykładowo, w przypadku polisy dla nieruchomości mogą to być informacje, że polisa obejmuje wszystkie szkody w elementach konstrukcyjnych powstałe w wyniku katastrof naturalnych czy pożaru, a polisa nie obejmuje strat w mieniu ruchomym oraz nie zadziała w momencie, kiedy do zdarzenia dojdzie z winy ubezpieczonego (np. samodzielne podpalenie).

Karta produktu określa również, w jakich państwach obowiązuje ochrona oraz co należy do obowiązków posiadacza polisy. W przypadku wspomnianych już polis mieszkaniowych mogą one dotyczyć np. zamontowania drzwi przeciwwłamaniowych czy czujników dymu.

Wśród podstawowych informacji znajdują się też dokładne terminy i formy płatności składki, okres rozpoczęcia i zakończenia ochrony, jak również wskazany jest sposób rozwiązania umowy.

Należy jednak pamiętać, że jest to jedynie synteza informacji, a pełne zasady funkcjonowania polisy zawarte są w ogólnych warunkach ubezpieczenia.

Źródło: Insly

PMI – Przemysł blisko granicy oddzielającej ekspansję od spowolnienia

Wskaźnik koniunktury w przemyśle obrazujący nastroje managerów oraz z wyprzedzeniem sygnalizujący zmiany koniunktury, spadł we wrześniu do 50,4 punktu, czyli do poziomu bliskiego stagnacji.

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu spadł we wrześniu trzeci miesiąc z rzędu, osiągając poziom 50,4 punktu, najniższy od dwóch lat. Co gorsza, zbliżył się on niebezpiecznie do poziomu 50 punktów, poniżej którego można mówić o wejściu w fazę pogarszania się koniunktury. Wyprzedzający charakter wskaźnika sugeruje, że może to nastąpić za kilka miesięcy, co jest również zgodne z prognozami zakładającymi spowolnienie wzrostu gospodarczego w przyszłym roku.

We wrześniu managerowie sygnalizowali po raz pierwszy od prawie dwóch lat spadek liczby nowych zamówień, a także najsilniejszy od ponad czterech lat spadek zamówień eksportowych. To ostatnie zjawisko jest szczególnie niepokojące, bowiem do tej pory polscy eksporterzy radzili sobie bardzo dobrze i korzystali z dobrej koniunktury na świecie, a szczególnie w strefie euro i w Niemczech w szczególności. Obecnie perspektywy sprzedaży zagranicznej pogarszają się, a w połączeniu ze spadkiem zamówień krajowych, tworzy to mieszankę bardzo niekorzystną. Wrześniowa ankieta ujawniła też spadek dynamiki produkcji w polskich firmach przemysłowych, a także wolniejsze tempo wzrostu zatrudnienia. Wskaźnik przyszłej produkcji spadł do poziomu najniższego od prawie dwóch lat, zmniejszyła się liczba zaległości produkcyjnych. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, obraz przyszłej koniunktury rysuje się dość pesymistycznie. Jest to tym bardziej niepokojące, że w ostatnich latach zmiany wskaźnika PMI podlegały swego rodzaju sezonowości, polegającej na tym, że nastroje managerów pogarszały się w pierwszej połowie roku, po czym jesienią zaczynały iść w górę. W tym roku sezonowej poprawy nie widać, choć jest jeszcze pewna szansa na jej pojawienie się. Pewnym pocieszeniem może być także fakt, że od pewnego czasu wskazania PMI nie pokrywają się z pozytywnymi tendencjami wskaźników notowanych w realnej gospodarce. Produkcja przemysłowa i budowlano-montażowa wciąż utrzymuje wysoką dynamikę, a silna konsumpcja wewnętrzna oraz wzrost inwestycji publicznych pozwala myśleć o utrzymaniu tej tendencji. Niemniej jednak nie należy lekceważyć niekorzystnych sygnałów płynących ze wskazań PMI.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Grupa Murapol po trzech kwartałach 2018 r.

Grupa Murapol w ciągu dziewięciu miesięcy 2018 roku sprzedała blisko 2,7 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Od początku roku Murapol przekazał klientom ponad 1,2 tys. lokali, czyli o ok. 30 proc. więcej r/r . W samym trzecim kwartale w wynikach finansowych firmy zostaną rozpoznane przekazania 826 lokali, co jest rekordem w historii Murapolu.

Biorąc pod uwagę wyniki sprzedaży oraz przekazań mieszkań po trzech kwartałach, Grupa Murapol podtrzymuje cele na cały 2018 rok: sprzedaż 3,7 tys. mieszkań oraz wydanie kluczy do 2,6 tys. lokali. Zarząd spółki Murapol utrzymuje założenia dotyczące dalszego zrównoważonego rozwoju i oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

SPRZEDAŻ

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 roku Grupa Murapol sprzedała 2 691 lokali mieszkalnych, w tym 2 063 na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych. Wynik wypracowany w ciągu trzech kwartałów br. jest o 9 proc. wyższy w stosunku do poziomu z analogicznego okresu ub.r. W samym trzecim kwartale łączna sprzedaż wyniosła 893 lokali mieszkalnych.

Spółka podtrzymuje plan sprzedaży na cały br.  na poziomie 3,7 tys. mieszkań, co oznacza wzrost w stosunku do sprzedaży w 2017 roku nieco przekraczającej 3,6 tys. mieszkań.

PRZEKAZANIA

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 roku Grupa Murapol przekazała klucze do 1 204 lokali mieszkalnych. W trzecim kwartale br. Grupa przekazała klientom 826 lokali, co stanowi rekordowy wynik w historii firmy.

Cel na cały 2018 rok to przekazanie nabywcom i rozpoznanie w wyniku finansowym 2,6 tys. lokali, co oznacza wzrost o ponad 120 proc. w stosunku do poziomu wypracowanego w 2017 roku w wysokości 1,15 tys. mieszkań.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W trzecim kwartale br. Grupa uruchomiła komercjalizację 6 nowych projektów mieszkaniowych, w ramach których postawiła do dyspozycji klientów 1 023 mieszkania o odpowiadającej im łącznej powierzchni użytkowej blisko 44,2 tys. mkw. Nowe lokale zostały zaoferowanych m.in. w Łodzi, Wrocławiu oraz Gdyni.

Łącznie od początku br. Murapol zaoferował ponad 3,2 tys. nowych mieszkań, powstających w 19 projektach inwestycyjnych zarówno na głównych krajowych rynkach mieszkaniowych, tj. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi i Trójmieście, ale także w mniejszych lokalizacjach, takich jak Katowice, Gliwice, Tychy czy Wieliczka.

Plan Grupy Murapol do końca roku zakłada wprowadzenie do sprzedaży kolejnych ponad 1,2 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 52 tys. mkw. w inwestycjach będących zarówno nowymi przedsięwzięciami deweloperskimi, jak i kolejnymi etapami już realizowanych projektów mieszkaniowych.

Łącznie w całym 2018 roku Grupa wprowadzi do sprzedaży ok. 4,4 tys. lokali mieszkalnych.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na zakończenie trzeciego kwartału 2018 roku, portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 081 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 268,8 tys. mkw., powstających w 32 projektach.

W efekcie dokonujących się w ostatnim czasie zmian polegających na koncentracji całego potencjału Spółki na jej podstawowej działalności – deweloperskiej, osiągnęła ona długookresową możliwość realizowania powtarzalnego poziomu przekazań, tj. 800 – 1 000 mieszkań kwartalnie.

BANK ZIEMI

Na koniec trzeciego kwartału 2018 roku Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi o wartości 637,4 mln zł, pod budowę blisko 21,4 tys. lokali mieszkalnych. Nieruchomości o wartości ok. 394,5 mln PLN netto, są opłacone w całości i stanowią własność Grupy oraz posiadają decyzje o pozwoleniu na budowę blisko 12,3 tys. mieszkań. Pozostała część aktywnego banku ziemi to tereny inwestycyjne, które dostarczane będą do produkcji we właściwym czasie (just-in-time), obecnie objęte warunkowymi umowami przedwstępnymi, na których powstaną projekty nieruchomościowe, będące obecnie w toku postepowań pozwoleniodawczych, a zakładające budowę 9,1 tys. lokali mieszkalnych. Wartość zakontraktowanych tak nieruchomości wynosi ponad 242,8 mln zł.

Analizując założone plany sprzedaży oraz cele dotyczące przekazań mieszkań, zarząd Murapol SA oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.murapol

– Mamy stabilny trend zarówno w liczbie sprzedawanych kwartalnie mieszkań, jak i rozbudowywaniu oferty dostępnych lokali. Potwierdza to konsekwentną realizację przyjętego na początku roku kierunku stabilnego i zrównoważonego rozwoju działalności Murapol SA, co pozwoli nam być długookresowo podmiotem przewidywalnym, cieszącym się zaufaniem, wypracowującym powtarzalne wyniki oraz marże na realizowanych projektach. W trzecim kwartale br., zgodnie z zapowiedziami, znacznie zwiększyliśmy liczbę przekazanych klientom mieszkań. Bazując na harmonogramie realizowanych obecnie inwestycji zakładamy jeszcze więcej wydań w nadchodzących miesiącach i podtrzymujemy plan przekazań na bieżący rok w liczbie 2,6 tys. lokali. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

PMI najniżej od prawie dwóch lat

PMI w polskim przetwórstwie przemysłowym spadł do 50,5 pkt. we wrześniu z 51,4 w sierpniu (i 53,8 w 2q18). Odczyt wskaźnika był trzeci miesiąc z rzędu niższy od najniższej prognozy w konsensusie. Jednocześnie był na najniższym poziomie od października 2016 sygnalizując drugi miesiąc z rzędu, że polska gospodarka minęła szczyt cyklu koniunkturalnego.

Powrót PMI we wrześniu do poziomu przeciętnej długookresowej sygnalizuje, że przetwórstwo znalazło się blisko bariery oddzielającej ekspansję od spowolnienia.

Niski odczyt odzwierciedla spadek nowych zamówień (po raz pierwszy od dwóch lat), w tym zamówień eksportowych (najszybciej od 4 lat). Mimo spadku zamówień, produkcja przemysłowa nadal rosła, przy czym malały zaległości produkcyjne.

Reakcją firm na niższy napływ zamówień był zmniejszony popyt na pracę. Subkomponent zatrudnienia był najsłabszy od 10 miesięcy. W kolejnych miesiącach ankietowane firmy obniżają prognozy poziomu produkcji (szósty miesiąc z rzędu).

Ankieta PMI pokazała na dalszy spadek presji cenowej, przy czym głównym czynnikiem pchającym ceny w górę były ceny surowców. Ceny wyrobów gotowych rosły w tempie najsłabszym od czterech miesięcy.

Luźny związek PMI ze wzrostem PKB w ostatnich latach sugeruje jedynie, że tempo wzrostu PKB zapewne będzie się obniżać w drugiej połowie roku. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że wskazania indeksu PMI są najbardziej pesymistyczne spośród głównych wskaźników koniunktury.

Źródło: PKO Bank Polski

PIU: Pracownicy pozytywnie oceniają projekt PPK

66 proc. badanych pracowników dobrze ocenia Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) – wynika z badań CBM Indicator przeprowadzonych dla Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Najwięcej badanych za instytucje godne zaufania przy prowadzeniu PPK wskazuje zakłady ubezpieczeń.

Prywatność środków ma znaczenie

Dwie trzecie respondentów odpowiedziało „zdecydowanie dobrze” lub „raczej dobrze”, na pytanie o ocenę PPK. Wśród największych zalet programu, prawie 97 proc. badanych wymieniło fakt, że środki w PPK będą prywatne i dziedziczone. Ponad 81 proc. respondentów podkreśliło, że zaletą systemu jest jego elastyczność, a z oszczędności będzie można w określonych przypadkach skorzystać przed 60. rokiem życia.

Ubezpieczyciele najbardziej godni zaufania

Znaczenie dla pracowników ma też to, jaka instytucja finansowa będzie zarządzała ich PPK. Najwięcej badanych jako instytucję godną zaufania wskazuje zakład ubezpieczeń na życie (36,5 proc.).

– Taki wynik potwierdza, jak dużą pracę wykonały zakłady, przez lata budując świadomość ubezpieczeniową w firmach. Poprzez polisy grupowe i ubezpieczenia dla przedsiębiorstw, zrodziła się trwała współpraca i zaufanie pomiędzy pracodawcami, pracownikami, związkami zawodowymi a ubezpieczycielami – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU. – Warto też podkreślić, że blisko 26 proc. respondentów, jako czynnik mogący zachęcić do uczestnictwa w PPK, wymienia ubezpieczenie na życie dla rodziny, mogące być częścią PPK bez dodatkowych kosztów – dodaje.

PPK dadzą kapitał

81 proc. respondentów uważa, że PPK dadzą im solidny zastrzyk finansowy na starość. 72 proc. z nich stwierdziło, że PPK dają poczucie bezpieczeństwa. Czterech na pięciu badanych jest gotowa przystąpić do PPK, jeśli składka wynosić będzie 2 proc. pensji, a drugie tyle dołożą pracodawca i państwo.

– Wyniki badania pokazują, że Polacy są zainteresowani przyjęciem systemu, w którym to pracodawca i państwo dokładają się do oszczędności pracowników. Ponad 70 proc. badanych wskazuje, że Pracownicze Plany Kapitałowe dają im poczucie większego bezpieczeństwa na emeryturze. Jest oczywiście dużo pracy do wykonania, aby zapewnić szeroką wiedzę o zasadach działania i korzyściach z PPK wśród pracowników i pracodawców. Musimy odbudować zaufanie Polaków do dodatkowych programów emerytalnych – skomentował wyniki Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Czym są PPK?

Zgodnie z założeniami projektu rządowego, PPK mają wspomóc dodatkowe i dobrowolne oszczędzanie ok. 11,5 mln pracowników. Umowy o prowadzenie PPK zawierać będzie pracodawca, a pierwsi pracownicy będą mogli zacząć oszczędzać już w połowie 2019 roku. Pieniądze zgromadzone w PPK będą prywatną własnością uczestników. W systemie uczestniczyć będą solidarnie trzy strony: pracownik, pracodawca i państwo. Jeżeli pracownik zdecyduje się odkładać co najmniej 2 proc. swojego wynagrodzenia brutto (maksymalnie 4 proc.), to drugie tyle otrzyma jako dopłatę od pracodawcy i państwa.

O badaniu

Badanie na zlecenie Polskiej Izby Ubezpieczeń przeprowadził CBM Indicator na reprezentatywnej grupie 1000 osób aktywnych zawodowo w całej Polsce. Badania były realizowane od 13 do 26 września 2018 r.

Sąd Najwyższy potwierdził możliwość nadania klauzuli wykonalności przeciwko syndykowi masy upadłości

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Sąd Najwyższy uznał, że prowadzone postępowanie upadłościowe nie jest przeszkodą do nadania klauzuli wykonalności wyrokowi zagranicznemu wydanemu wobec niewypłacalnej spółki. Wbrew wcześniejszemu stanowisku przyjętemu przez sądy niższych instancji, w przypadku przejęcia zarządu masy upadłości przez syndyka nadanie klauzuli wykonalności wobec takiego dłużnika będzie zgodne z przepisami i skuteczne.

Wyrokiem z dnia 30 stycznia 2018 r. (sygn. akt III CSK 388/16) Sąd Najwyższy, uwzględniając skargę kasacyjną na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Krakowie, dokonał szczegółowej analizy zakresu rozpoznania wniosku o stwierdzenie wykonalności orzeczenia sądu państwa obcego wobec podmiotu pozostającego w upadłości. SN potwierdził, że możliwe jest nadanie klauzuli wykonalności przeciwko syndykowi masy upadłości, który prowadzi postępowanie upadłościowe firmy w trybie likwidacyjnym.

Transgraniczne postępowanie arbitrażowe w Sztokholmie

Przedmiotowe orzeczenie Sądu Najwyższego dotyczyło sprawy rozpoznawanej wcześniej w transgranicznym postępowaniu arbitrażowym z udziałem polskiego podmiotu gospodarczego, który w 2012 r. ogłosił upadłość z możliwością zawarcia układu. Sąd Polubowny przy Instytucie Arbitrażowym Izby Handlowej w Sztokholmie wyrokiem z dnia 29 maja 2013 r. uwzględnił powództwo wnioskodawcy skierowane przeciwko pozwanej spółce, która podjęła decyzję o zaskarżeniu powyższego orzeczenia do Sądu Apelacyjnego w Szwecji.

Skarga pozwanej spółki o uchylenie orzeczenia została jednak oddalona 20 marca 2015 r. (sygn. akt T 8043–13). Spółkę oraz syndyka masy upadłości solidarnie zobowiązano do pokrycia kosztów w wysokości 60 tys. € tytułem wynagrodzenia pełnomocnika. Wyrok uprawomocnił się w dniu 24 kwietnia 2015 r. Mając na względzie uprawnienie do zaspokojenia wierzytelności w przedmiocie należnych kosztów postępowania, wnioskodawca mający siedzibę w Danii zdecydował się wszcząć przed polskimi sądami powszechnymi postępowanie o stwierdzenie wykonalności przedmiotowego orzeczenia.

Sądy okręgowy i apelacyjny w Polsce oddaliły wniosek

W pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Krakowie postanowieniem z dnia 14 marca 2016 r. (sygn. akt IX GCo 46/16) zadecydował o stwierdzeniu wykonalności rozstrzygnięcia w przedmiocie zasądzonych kosztów, wraz z odsetkami, przez nadanie klauzuli wykonalności jedynie w stosunku do jednego z uczestników postępowania. Zdaniem składu rozpoznającego niniejszą sprawę za nieuzasadniony należało uznać wniosek o nadanie klauzuli wykonalności przeciwko syndykowi masy upadłości, czego domagał się wnioskodawca. Sąd Okręgowy zwrócił bowiem uwagę, że postanowieniem z dnia 4 maja 2015 r. Sąd Rejonowy w Krakowie zmienił tryb prowadzenia upadłości pozwanej spółki z możliwością zawarcia układu na upadłość likwidacyjną. Tym samym w ocenie sądu pierwszej instancji na podstawie art. 236 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. – Prawo upadłościowe (Dz.U. z 2017 r., poz. 2344, dalej jako: „pr. upadł.”) dochodzenie roszczeń po ogłoszeniu upadłości niewypłacalnego dłużnika możliwe jest wyłącznie w ramach postępowania upadłościowego. Sąd Okręgowy w Krakowie zwrócił również uwagę, że w niniejszej sprawie nie miał zastosowania wyjątek od tej reguły przewidziany w art. 145 pr. upadł.

Wnioskodawca nie zgodził się z tak przedstawionym stanowiskiem i podjął decyzję o złożeniu zażalenia do Sądu Apelacyjnego w Krakowie (sygn. akt I ACz 1177/16), domagając się zmiany postanowienia sądu pierwszej instancji. Sąd drugiej instancji oddalił zażalenie, ponieważ okoliczność sprawowania zarządu masy upadłości przez syndyka uniemożliwiała nadanie klauzuli wykonalności. Zdaniem sądu ówczesny stan likwidacji spółki wykluczał możliwość prowadzenia egzekucji z masy upadłości. Ponadto uznał, iż uprawnienie dochodzenia wierzytelności w postaci kosztów zastępstwa procesowego przyznanych przez sąd zagraniczny dopuszczalne jest tylko na etapie postępowania upadłościowego. Tym samym Sąd Apelacyjny zdecydował się podtrzymać wykładnię przepisów dokonaną wcześniej przez Sąd Okręgowy.

Sąd Najwyższy zakwestionował postępowanie sądów niższych instancji

W skardze kasacyjnej wnioskodawca zakwestionował odmowę stwierdzenia wykonalności zagranicznego sądu opartą na argumentacji, iż postępowanie delibacyjne toczyło się bez udziału syndyka, chociaż – na co zwracał uwagę skarżący – nie stanowi to przeszkody do uwzględnienia wniosku. W ocenie strony wnoszącej kasację Sąd Apelacyjny w Krakowie błędnie zastosował art. 1150 ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego (Dz.U. z 2018 r., poz. 1360). W tym zakresie przeprowadzony został wywód, zgodnie z którym upadłość spółki nie wstrzymuje postępowania klauzulowego, a jedynie zmienia formę egzekucji.

Sąd Najwyższy podzielił stanowisko wnioskodawcy, wskazując, że w niniejszej sprawie zastosowanie mają uchylone obecnie regulacje Rozporządzenia Rady (WE) nr 44/2001 z dnia 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (Dz.U.UE.L.2001.12.1, dalej jako: „Rozporządzenie”). Powyższe przepisy mają jednak dalsze zastosowanie do orzeczeń wydanych w postępowaniach sądowych wszczętych przed dniem 10 stycznia 2015 r., objętych zakresem zastosowania rozporządzenia.

Tym samym sąd rozpoznający sprawę zauważył, że na gruncie art. 45 powyższego aktu prawnego odmowa stwierdzenia wykonalności przed sądem rozpoznającym środek zaskarżenia możliwa jest tylko w przypadku ziszczenia się przyczyny wymienionej w art. 34 i 35 rozporządzenia. Nieuwzględnienie żądania Wnioskodawcy o nadanie klauzuli wykonalności wobec spółki w oparciu o argument, iż wobec dłużnego podmiotu prowadzona jest upadłość, wprowadziło sprzeczny z rozporządzeniem dodatkowy warunek stwierdzenia wykonalności orzeczenia.

Zdaniem Sądu Najwyższego zarówno Sąd Okręgowy, jak i Sąd Apelacyjny w Krakowie dokonały niewłaściwej interpretacji przepisów unijnego rozporządzenia, uzależniając uznanie wniosku od zbadania, czy wierzyciel może prowadzić egzekucję wobec dłużnika. W ocenie sądu uprawnienie takie jednoznacznie wynikało z treści orzeczenia sądu państwa obcego, który określił skonkretyzowane świadczenie. Sąd Najwyższy potwierdził więc możliwość nadania klauzuli wykonalności przeciwko syndykowi masy upadłości w przypadku prowadzonego postępowania upadłościowego w trybie likwidacyjnym wobec niewypłacalnej spółki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

SferaNET S.A. ma list intencyjny z inwestorem branżowym

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacyjnej, podpisała list intencyjny z inwestorem branżowym. Oba podmioty zamierzają nawiązać współpracę przy projekcie budowy sieci światłowodowej w województwie śląskim realizowanym przez Emitenta.

Spółka wspólnie ze swoimi dwoma Akcjonariuszami – Piotrem Londzinem oraz Henrykiem Wiznerem, posiadającymi łącznie 66,28% udziału w jej kapitale zakładowym i w ogólnej liczbie głosów na WZA, podpisała list intencyjny z inwestorem branżowym. Jego celem jest nawiązanie współpracy w celu realizacji projektu pn. „Sieć szerokopasmowa w powiecie bielskim i cieszyńskim” prowadzonego przez SferaNET S.A. w ramach działania 1.1. Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa na lata 2014-2020. Planowana współpraca zakłada także objęcie przez inwestora branżowego nowych akcji Spółki dających większość w jej kapitale zakładowym i w ogólnej liczbie głosów na WZA. Inwestor branżowy ma również udzielić finansowania dłużnego dla Emitenta na potrzeby realizacji jego planów inwestycyjnych. Zarząd SferaNET S.A. ocenia, że podpisanie listu intencyjnego jest niezwykle istotnym zdarzeniem dla Spółki i powinno pozwolić na dalszy wzrost jej wartości.

„Inwestor branżowy zapewni Spółce wsparcie w realizacji strategii rozwoju w obszarach jej specjalizacji oraz wzrostu udziału w rynku. Zwiększy on również siłę w negocjacjach z dostawcami. Integracja rozwiązań stosowanych w obu podmiotach poprawi tym samym naszą efektywność operacyjną. Podmioty planują optymalizację technologii dzięki połączeniu baz wiedzy i rozwiązań technicznych. Inwestor branżowy zaangażuje się także finansowo, co sprawi, że wiarygodność i zdolność kredytowa SferaNET S.A. wzrośnie.” komentuje Bogusław Sromek, Prezes Zarządu Spółki SferaNET S.A.

Zgodnie z podpisanym listem intencyjnym inwestor branżowy rozpocznie badanie Spółki i proces due diligence. Realizacja transakcji uzależniona będzie od jego wyników oraz od ostatecznych parametrów oferty złożonej przez inwestora branżowego, który jest firmą świadczącą usługi telekomunikacyjne dostępu do internetu, telefonii stacjonarnej, cyfrowej telewizji kablowej dla klientów indywidualnych oraz biznesowych.

W sierpniu br. SferaNET S.A. przedstawiła prognozy finansowe na 2018 r. Zakładają one osiągnięcie przez Spółkę w tym roku zysku EBITDA na poziomie 1,1 mln zł oraz przychodów netto ze sprzedaży w wysokości 5,4 mln zł. Prognoza finansowa została oparta o dotychczasowy poziom sprzedaży, potencjalne przychody z tytułu umów abonamentowych, realizowanych zleceń na dostawy sprzętu IT, a także z rozwojowych kontraktów, które znajdują się aktualnie w fazie negocjacji z klientami. Jest to już trzeci kolejny rok, w którym Emitent publikuje prognozy finansowe. Po pierwszym półroczu 2018 r. Spółka zanotowała ponad 560 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 2.490 tys. zł. Z kolei zysk netto SferaNET S.A. wyniósł w tym okresie blisko 102 tys. zł.

SferaNET S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., która prowadzi działalność na rynku telekomunikacyjnym. W jej akcjonariacie obecny jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ABS Investment S.A. oraz inwestor branżowy – Spółka 3S S.A.

Work Service z ponad miliardem przychodów po II kwartałach 2018 r.

W pierwszym półroczu 2018 roku Grupa Work Service wypracowała ponad 1,04 mld zł przychodów ze sprzedaży. Pomimo dalszego utrzymywania pozytywnych rezultatów na polskim i węgierskim rynku, na wskaźniki operacyjne Grupy negatywny wpływ miały odpisy niepieniężne, które obciążyły wynik EBIT o ponad 26 mln zł. Po wyłączeniu jednorazowych obciążeń Grupa osiągnęła porównywalne rezultaty z analogicznym okresem roku ubiegłego. Zarząd spółki zapowiada dalsze aktywne działania restrukturyzacyjne mające na celu zminimalizowanie poziomów zadłużenia. W tym celu  prowadzony jest proces sprzedaży Grupy Exact Systems, a także w dniu 1 października br. została podjęta decyzja o sprzedaży węgierskiej Grupy Prohuman.

Na przestrzeni pierwszych sześciu miesięcy tego roku, przychody ze sprzedaży w Grupie Work Service znalazły się na poziomie 1,047 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 2% w ciągu roku. Za poprawę wyników sprzedażowych w największym stopniu odpowiadają pozytywne rezultaty osiągane na rynkach: polskim (+5,1%), węgierskim (+13,7%) i czeskim (+7,9%). Negatywnie na dynamikę wzrostu przychodów wpłynęły wyniki na rynku niemieckim oraz w obszarze kontraktów realizowanych przez grupę Work Express (transgraniczna wymiana pracowników), co jest związane z procesem restrukturyzacji biznesowej tych dwóch jednostek biznesowych.

Wyniki pierwszego półrocza, po wyłączeniu niefinansowych odpisów, są porównywalne z ubiegłorocznymi, ale znajdują są poniżej naszych oczekiwań. W głównej mierze, strata na działalności operacyjnej jest wynikiem niepieniężnych odpisów księgowych z lat ubiegłych i zdarzeń jednorazowych, które obniżyły nasz wynik o 26,6 mln zł. Ponosimy również koszty związane z procesami restukturyzacyjnymi i dostępem do kapitału. Jednak, podążając za naszą strategią, skupiamy się dziś na organicznym rozwoju biznesu na kluczowych dla nas rynkach Europy Środkowej. Efekty tych działań widać w rezultatach spółek z Polski, Czech czy Węgrzech – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. – Co więcej, ze względu na spadające bezrobocie i rosnące problemy rekrutacyjne na polskim rynku pracy, zapotrzebowanie firm na kadry ze wschodu utrzymuje się na wysokich poziomach. Między innymi ten popyt, a także nasze wzmożone działania operacyjne i sprzedażowe, przełożyły się na podwojenie w ciągu ostatniego roku liczby pracowników z Ukrainy, których nasza Grupa zrekrutowała dla klientów – dodaje Witucki.

Procesy dezinwestycyjne i transformacja

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, spółka Work Service jest w trakcie realizacji sprzedaży 69% udziałów w Grupie Exact Systems. Proces ten jest na zaawansowanym etapie, z oczekiwanym zakończeniem i wpływami finansowymi w październiku 2018 roku.

Środki pozyskane ze sprzedaży Exact Systems przeznaczymy na znaczne zredukowanie poziomu zadłużenia netto Grupy. Jednocześnie, dziś otwieramy nowy proces dezinwestycyjny. Podjęliśmy decyzję o sprzedaży spółek z Grupy Prohuman, lidera węgierskiego rynku agencji pracy tymczasowej. Jest to bardzo atrakcyjne aktywo, którego sprzedaż pozwoli nam zredukować do minimum nasze zobowiązania finansowe, a tym samym umożliwi przejście do nowego modelu biznesowego, opartego w głównej mierze na niskokosztowej i zrównoważonej działalności w Polsce – podsumowuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Nowy kwartał – stare problemy

Niemal na ostatnią chwilę USA i Kanada zawarły porozumienie, które ratuje pakt NAFTA, choć zgrabny skrótowiec może przepaść. Jedno z większych zagrożeń dla równowagi w globalnym handlu zostaje usunięte. CAD zyskuje, choć mogą to być jego ostatnie podrywy.

Nieformalny termin graniczny dla zakończenia negocjacji między USA i Kanadą mijał w niedzielę o północy i dopiero w ostatnich minutach otrzymaliśmy informację, że Kanada dołączy do USA i Meksyku w nowej wersji porozumienia handlowego. Nowa NAFTA to teraz USMCA (US-Mexico-Canada Agreement) i choć Prezydent Trump zyskał, aby sąsiedzi USA poszli na pewne ustępstwa (przez sektor samochodowy po mleczarki), to w ogólnym rozrachunku podtrzymanie paktu jest lepsze niż jego całkowite zerwanie. Z dolara kanadyjskiego schodzi istotna premia za ryzyko, szczególnie biorąc pod uwagę, że premia ta rosła przed weekendem, kiedy nie zanosiło się na zakończenie negocjacji w terminie. Do oficjalnej ratyfikacji porozumienia pozostanie jeszcze kilka tygodni, ale dla rynku temat NAFTA/USMCA zaczyna schodzić na bok. Dziś jest to temat dnia i zapewne podtrzyma popyt na CAD, a może i zepchnie USD/CAD pod 1,28. W szerszym kontekście porozumienie jest już niemal całkowicie w cenie, profil makro od jakiegoś czasu jest odbierany pozytywnie (w piątek lepsze od prognoz dane o PKB z Kanady), a podwyżka stopy procentowej Banku Kanady w październiku jest wyceniona na 90 proc. Nie ma tutaj zachęty, by ścigać CAD pod pretekstem niedowartościowania. Jeśli już, to łatwiej zaczyna być o rozczarowania w danych (raport z rynku pracy w piątek) lub ewentualne zgrzyty w docieraniu szczegółów umowy handlowej.

Nowy miesiąc otwiera się ze starymi problemami, kiedy EUR zbiera baty za projekt włoskiego budżetu. Prasa donosi, że Bruksela odrzuci propozycję z przyszłorocznym deficytem na poziomie 2,4 proc. PKB. To komplikuje wcześniejsze zapędy rynku, by pchnąć EUR/USD ponad 1,18 i kurs powraca bliżej dolnej bandy kanału, który obowiązywał przez większą część lata (1,15-1,18). Obraz techniczny i ryzyko niespodziewanych nagłówków prasowych może przeciągnąć EUR po minimach, ale uważam, że w szerszym kontekście dla EUR liczy się, czy czynnik włoski będzie rzutował na perspektywy polityki EBC. Już raz prezes Draghi zaprzeczył i jeśli ta retoryka zostanie podtrzymana przez innych członków Rady Prezesów, rynek odzyska wiarę w unijną walutę. Przed tygodniem chęci do kupowania EUR nie wzięły się z niczego (ale z optymizmu Draghiego) i choć wówczas pisałem, że argumenty były słabe, to jednak rynek w swojej sile był do nich przekonany. Jeden niepokojący temat z Italii jeszcze nic nie zmienia. Póki EUR/USD 1,15 nie zostało naruszone, pozostaję optymistą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Słaby początek złotówki

Nasza waluta nie radzi sobie najlepiej na początku tygodnia. Dolar coraz mocniejszy. Najważniejsze dane tygodnia dopiero w piątek.       

Złoty traci

Pomimo bardzo dobrych informacji z rynku pracy w Polsce, które napłynęły w zeszłym tygodniu nasza waluta nie jest w stanie utrzymać swojej wartości na rynku. Jest to też spora zasługa silnego dolara, który zyskuje na szerokim rynku. W poniedziałkowy poranek amerykańska waluta wyceniana jest 3,69 zł. Euro kosztuje 4,28 zł. Z funta zapłacimy 4,82 zł, a frank szwajcarski oscyluje wokół poziomu 3,76 zł. Ratunkiem dla złotówki płynącym z wewnętrznego podwórka mogłaby być środowa decyzja RPP o zmianie stóp procentowych, jednak znając nasze władze monetarne koszt pieniądza jeszcze przez chwilę pozostanie niezmieniony.

Poniedziałek z PMI

Dzisiejszy handel upłynie pod znakiem licznych odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Jako pierwsze tradycyjnie już poznamy informacje z państw europejskich, a także zbiorczy wynik ze Strefy Euro. Z kolei po południu napłyną do nas odczyty z kanadyjskiego i amerykańskiego PMI. Dodatkowo w Stanach Zjednoczonych poznamy raport ISM również dla przemysłu.

Najważniejsze dane w piątek

Największe emocje na rynki wkroczą najprawdopodobniej dopiero w piątek. Poznamy wówczas pierwszopiątkowy odczyt z amerykańskiego rynku pracy. Ostatnie zaskoczenie szybszym wzrostem płac dało nadzieję na kolejne podwyżki stóp procentowych. Potwierdził to również prezes FED, który po środowej decyzji o wzroście kosztu pieniądza w Stanach zapowiedział już kolejne ruchy, co w szerszej perspektywie jeszcze bardziej pomoże notowaniom dolara. Możemy zatem spodziewać się zwiększonej zmienności na notowaniach par dolarowych. Dodatkowym motorem napędowym dla amerykańskiej waluty jest słabość euro.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

W najbliższych dniach przecena złotego

Obraz rynku złotego od dłuższego już czasu nie zmienia się. EUR/PLN nadal utrzymuje okolice minimów z ostatnich dni, oscylując blisko poziomu 4,27. Złotemu nie przeszkadzają obecnie coraz niższe notowania euro do dolara. W piątek kurs EUR/USD zszedł poniżej 1,16 dodatkowo wspierany publikacją bazowej inflacji US PCE w sierpniu na poziomie 2,2% r/r (powyżej celu Fed-u). Złoty notowany jest w okolicach poziomów, które osiągnął jeszcze przed posiedzeniem amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Technicznie może to oznaczać budowanie podłoża pod wzrost kursu EUR/PLN szczególnie, że na rynku nadal jest sporo czynników przemawiających za deprecjacją złotego.

Euro zaczęło tracić grunt po tym jak wzrosły obawy o stan finansów publicznych Włoch. Po długich negocjacjach i groźbie impasu rządząca we Włoszech koalicja Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd porozumiała się w sprawie założeń budżetowych na przyszły rok, jednak kosztem wzrostu deficytu budżetowego do 2,4% PKB w 2019 roku. Taki poziom deficytu (wyższy od 1,6%-2,0% pojawiających się w prognozach w ostatnim czasie oraz deklaracjach ministra finansów Włoch) może podważać wymogi unijne i skutkować konfliktem z Brukselą. Włochy mają drugi po Grecji w relacji do PKB dług publiczny w Unii Europejskiej. Tym samym powrót zamieszania wokół Włoch całkowicie przyćmił silne odczyty inflacyjne z Niemiec (CPI we wrześniu w górę do 2,3% r/r z 2,2% miesiąc wcześniej) oraz ze strefy euro (wst. HICP we wrześniu w górę do 2,1% r/r z 2,0% miesiąc wcześniej), które wpisały się w przedstawiane ostatnio stanowisko prezesa EBC M. Draghi’ego na temat „energicznego” wzrostu cen.

Zanim jednak powróciło ryzyko związane z finansami Włoch, częściowo presję na euro wywierać zaczął już wydźwięk konferencji prezesa J. Powella po wrześniowym posiedzeniu amerykańskiej Rezerwy Federalnej. O ile sam komunikat Fed-u został odebrany raczej łagodnie (EUR/USD wzrósł w okolice 1,18), o tyle już wypowiedzi J. Powell brzmiały wyraźnie jastrzębio, co ostatecznie nie pozwoliło utrzymać wysokich poziomów wspólnej walucie. W komunikacie Fed usuną zapewnienie, że polityka monetarna pozostanie akomodacyjna, co może oznaczać, że zdaniem amerykańskich bankierów centralnych stopy procentowe są coraz bliżej „neutralnego” poziomu. Powell wskazał jednak, że usunięcie określenia polityki jako „akomodacyjnej” nie oznacza automatycznie jakiejkolwiek zmiany w ścieżce polityki stóp procentowych, a jedynie sygnalizuje, że polityka rozwija się zgodnie z oczekiwaniami Fed-u. W projekcji podwyższono prognozy dynamiki wzrostu PKB w okresie 2018-2019 (PKB ma utrzymywać się powyżej poziomu potencjalnego w najbliższych latach), jak również oczekiwania w zakresie kształtowania się długoterminowych stóp procentowych (wg wrześniowych „dot plots” główna stopa procentowa w USA powinna wzrosnąć do 3,4% w latach 2020-2021).

Mocniejszy dolar wyhamował wzrosty złotego, choć na razie nie widać było odbicia w górę pary EUR/PLN. W tym tygodniu posiedzenie decyzyjne zaplanowane ma RPP (2-3 września). Stabilny, łagodny ton przekazu Rady nie jest wsparciem dla złotego. Uwagę inwestorów ponownie przyciągać będą też czynniki globalne. Oczekiwana kontynuacja umocnienia dolara, wspierana piątkowymi publikacjami z rynku pracy w USA (dane mogą okazać się lepsze od rynkowych oczekiwań), powinna spowodować przecenę złotego w najbliższych dniach.

Wykres dnia: Europejskie dane inflacyje wpisują się w przedstawiane ostatnio stanowisko prezesa EBC na temat „energicznego” wzrostu cen. W poniedziałek poznamy wstępny odczyt CPI dla Polski za wrzesień (prog.: 1,9% r/r).
Europejskie dane inflacyje wpisują się w przedstawiane ostatnio stanowisko prezesa EBC na temat „energicznego” wzrostu cen. W poniedziałek poznamy wstępny odczyt CPI dla Polski za wrzesień
Źródło: Thomson Reuters / PKO Bank Polski

Autor: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Grupa ROBYG – wyniki po pierwszym półroczu 2018 r.

Grupa ROBYG w pierwszym półroczu 2018 – zgodnie z przyjętym harmonogramem przekazań lokali właścicielom – odnotowała przychody w wysokości 420,14 mln zł – co oznacza wzrost o 95,8% rok do roku. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 35,11 mln zł, czyli o 23,5% więcej wobec H1 2017. Kontraktacja w analizowanym okresie wyniosła 1516 lokali (netto, z uwzględnieniem rezygnacji) i jest na poziomie porównywalnym H1 2017. W pierwszym półroczu 2018 spółka miała w budowie 4675 lokali i rozpoczęła sprzedaż mieszkań w 10 etapach projektów inwestycyjnych. Inwestycje w nowe grunty wyniosły 167 mln zł, co daje potencjał budowy około 3680 lokali.

W pierwszym półroczu 2018 roku Grupa ROBYG pozyskała silnego, stabilnego inwestora strategicznego – Bricks Acquisitions Limited – podmiot z grupy The Goldman Sachs Group Inc. – wspierającego długoterminową wizję i strategię rozwoju Grupy. Tym samym spółka wzmocniła eksperckie zaplecze pomocne w realizacji bieżącej działalności deweloperskiej. Niezależnie od delistingu na GPW w Warszawie, ROBYG nadal jest aktywny na rynku kapitałowym – emitując obligacje i wywiązując się ze wszystkich obowiązków informacyjnych zapewniających transparentność działalności. ROBYG sfinalizował też z sukcesem ofertę publiczną obligacji serii PB o wartości 60 mln zł. Oferta była realizowana w ramach programu emisji obligacji do kwoty 400 mln zł i obecne wykorzystanie programu wynosi 360 mln zł.

Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG SA.
Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG SA.

„Celem zarządu jest utrzymanie pozycji w czołówce polskich deweloperów – w pierwszym półroczu wprowadzono do sprzedaży około 2000 lokali w Warszawie i Gdańsku. Grupa uruchamia kolejne inwestycje oraz prowadzi poszukiwania terenów pod nowe projekty – przede wszystkim umożliwiające budowę funkcjonalnych kompleksów mieszkaniowych w dobrze skomunikowanych częściach miasta. W Warszawie w pierwszym półroczu ROBYG rozpoczął inwestycje w nowych dzielnicach: Włochy i Praga, trzy nowe projekty są również rozpoczynane w Gdańsku” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG SA.

ROBYG prowadzi w Warszawie inwestycje w dzielnicach: Wilanów, Bemowo, Wola, Mokotów, Ursus, bliski Tarchomin, Włochy i Praga, a wkrótce planuje uruchomienie kolejnych projektów. W Gdańsku spółka posiada inwestycje w dzielnicach: Jasień, Letnica, Piecki-Migowo, Wrzeszcz oraz Śródmieście.

„Rok 2018 jest dla Grupy ROBYG się równie pracowity, co rekordowy 2017. Ostatnie dane GUS do sierpnia 2018 roku wskazują, że popyt na mieszkania nie słabnie – o ponad 7% wzrosła liczba rozpoczętych budów. Znajduje to odzwierciedlenie w danych Grupy ROBYG. Ze względu na wysoką kontraktację w poprzednich kwartałach, przychody Grupy na kolejne lata są zabezpieczone i spółka liczy na to, że osiągane wyniki – wraz ze zwalnianiem decyzji administracyjnych – z kwartału na kwartał będą coraz wyższe  dodał Oscar Kazanelson.

Kluczowe dane Grupy ROBYG:

  • Kontraktacja w 2017: 3 471 lokali – wzrost o 17% w stosunku do 2016 roku
  • Kontraktacja w 2016 roku: 2 957 lokali – wzrost o 27% w stosunku do 2015 roku
  • Liczba lokali uznanych w przychodach w 2017 roku: ponad 2 100
  • Liczba lokali uznanych w przychodach w 2016 roku: ponad 2 800

Rewolucja otwartej bankowości nieodwracalnie zmieni banki

Rewolucja związana z otwartą bankowością może doprowadzić do przekształcenia banków w ekosystemy usług. Banki muszą jednak przyzwyczaić się do współpracy, by móc konkurować w nowej rzeczywistości. Na ten temat debatowali eksperci z sektora finansów i bankowości, podczas specjalnego wydarzenia zorganizowanego przez The Heart, korporacyjne centrum innowacji.

W centrum dyskusji panelowych znalazły się możliwości, jakie otwarta bankowość niesie zarówno bankom, jak i fintechom. Wśród członków panelu panuje zgoda co do tego, że współpraca jest kluczem do wychodzenia instytucji finansowych poza świat tradycyjnych produktów, takich jak kredyty czy depozyty. Wśród ekspertów wydarzenia „Innowacje i transformacje w otwartej bankowości” znaleźli się: Kim Fournais, założyciel i dyrektor generalny Saxo Banku; Piotr Widacki, dyrektor zarządzający w Banku BGŻ BNP Paribas; Antonio Pinto, członek zarządu Banku Millennium oraz Bartosz Zborowski, dyrektor Departamentu Innowacji i Płatności Banku Pekao S.A.

Kto może skorzystać

Otwarta bankowość i wiążąca się z nią koncepcja współdzielenia procesów biznesowych związanych z operacjami finansowymi ma ogromny potencjał – dzięki wykorzystaniu technologii Open API – przynosząc korzyści zarówno klientom, jak i instytucjom finansowym. Ci pierwsi mogą otrzymywać konkurencyjne, dostosowane do indywidualnych potrzeb oferty, na przykład pożyczki lub depozyty i używać cyfrowego ekosystemu pod kątem różnych usług. Współpracując z fintechami i otwierając swoją infrastrukturę IT na nowe technologie, banki będą mogły poszerzyć ofertę o nowe produkty i usługi, tym samym rozwijając bazę swoich klientów.

Wszystko jednak zależy od tego, czy sektor bankowy w pełni przyjmie koncepcję otwartej bankowości. Wprowadzenie unijnej dyrektywy PSD2 (Payment Services Directive 2) było przełomowym momentem dla branży. Jednak przejście na prawdziwie otwarty sektor bankowy będzie zależeć od tego, czy technologia Open API będzie wykorzystywana tylko w minimalnym, prawnie wymaganym stopniu, czy też zostanie w pełni przyjęta i stanie się pozytywnym krokiem w kierunku pełnej cyfrowej transformacji.

Otwarta bankowość ma szansę zmienić sektor bankowy na lepsze, jednak niesie również pewne ryzyko dla instytucji, które nie potrafią wdrożyć otwartych i skoncentrowanych na kliencie rozwiązań powiedział Kim Fournais, CEO i założyciel Saxo Banku, instytucji specjalizującej się w obszarze fintech i oferującej klientom transakcje i inwestycje z wykorzystaniem wielu instrumentów. Przez ostatnie 25 lat obserwowaliśmy możliwości i usługi dostępne dla dużych instytucji finansowych – wykorzystując technologię, skalowaliśmy je i udostępnialiśmy szerszej publiczności. Aby zrealizować tę wizję potrzebowaliśmy nie tylko technologii, musieliśmy być także otwarci na współpracę i partnerstwa.

– Dawniej, banki i instytucje finansowe próbowały wykorzystywać technologię do budowy całego łańcucha wartości. Kontrola nad wszystkimi jego elementami: produktami, technologią, szeroko pojętą relacją z klientami miała sens, ale obecnie banki muszą zaakceptować ekonomię opartą na dzieleniu się, zburzyć stare ściany i skupić się na kluczowych kompetencjach w swoim łańcuchu wartości podkreśla Kim Fournais.

Zaangażowanie banków

Pełne zaangażowanie w otwartą bankowość może okazać się zbyt dużą inwestycją dla niektórych instytucji bankowych. Muszą one bowiem zapewnić dodatkową infrastrukturę informatyczną do wspierania aplikacji podmiotów trzecich, co wiąże się z kosztami. Dodatkowo ryzykują również utratę kontroli nad znaczną częścią interfejsu użytkownika. Jednak decydując się na minimalne zaangażowanie, dużym ryzykiem jest także to, że klienci wybiorą bardziej innowacyjne podmioty.

– Mamy w swoim portfolio wiele usług pozabankowych, więc funkcjonowanie w środowisku otwartej bankowości da nam kolejną szansę rozwoju. Jeśli chodzi o dyrektywę PSD2, to zgodnie z obowiązującą do 2020 r. strategią, Bank Millennium planuje skorzystać z możliwości, które ona otwiera, np. wprowadzając usługi agregacji dla obecnych i nowych klientów. Chcemy dostarczyć klientom jeszcze więcej korzyści. Sądzę, że jeśli banki dobrze się przygotują, stoją na wygranej pozycji. Otwarta bankowość będzie z pewnością wyzwaniem, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i ochronę danych, ale banki znają te zagadnienia od lat. Sądzę też, że dla tak nowoczesnych banków jak nasz, będzie to tylko korzystne – komentuje Antonio Pinto, Członek Zarządu Banku Millennium.

Potencjał otwartej bankowości banki mogą wykorzystać przede wszystkim do budowania przewagi konkurencyjnej. Zalety dostrzegają także mniejsze firmy. Jak wynika z badania EY „Fintech Open Banking Snapshot”[1], aż 94 proc. przedstawicieli sektora fintech widzi w otwartej bankowości szanse na swój rozwój. Dodatkowo 81 proc. z nich aktywnie przygotowuje się, aby wykorzystać te możliwości.

Wiele zależy od otwartości banków na współpracę z podmiotami trzecimi, w tym fintechami. Wspólnie mogą przekonać klientów, że otwarta bankowość pozwala na równoczesne wykorzystanie zalet obojga – z jednej strony bogatego doświadczenia banków, z drugiej zwinności i innowacyjności fintechów – podkreśla Maciej Marszałek, CEO The Heart VenturesBanki muszą pogodzić się z tym, że choć warto być ostrożnym, chcąc wejść głębiej w relacje z własnymi klientami, muszą otworzyć się na szerszą współpracę z podmiotami trzecimi. Konsekwencją tego jest aktywne wbudowanie usług bankowych w cały ekosystem, gdzie bank stanie się centralnym punktem realizacji nie tylko bankowych potrzeb klientów – dodaje.

Czas na działanie jest teraz

Na wdrożenie otwartej bankowości duży wpływ mają zmiany legislacyjne związane z Dyrektywą PSD2. Ma ona na celu liberalizację i regulację rynku płatności. To właśnie na jej mocy bankowe API staną się otwarte dla podmiotów trzecich. Jednak PSD2 spowoduje jedynie, że banki ułatwią dostęp do rachunków i płatności swoich klientów. To czy zdecydują się na dalsze kroki, pozwalające na rozwój otwartej infrastruktury, zależy tylko od nich. Przebieg procesu rozwoju bankowych API w Polsce jest więc zależny tylko od polskich banków.

Naszym celem jest dostarczenie klientowi maksymalnie wygodnej i wartościowej obsługi tak by nie miał powodu przenosić się do innych dostawców – wyjaśnia Bartosz Zborowski, Dyrektor Departamentu Innowacji i Płatności Banku Pekao S.A.W tym celu pracujemy nad pełnym wykorzystaniem możliwości jakie niesie PSD2, rozwijamy nowoczesne rozwiązania w ramach naszej platformy omnichannel i równocześnie szukamy partnerstw z wybranymi fintechami. Wierzymy, że nasza oferta jest na tyle atrakcyjna, że nie tylko pozwoli nam utrzymać istniejących klientów, ale umożliwi zwiększyć akwizycję nowych – dodaje.

Szansą jest więc wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań, budujących przewagę konkurencyjną i lojalność klientów. Sztuczna inteligencja i zaawansowane procesy analityczne pozwolą na maksymalizację korzyści związanych z otwartą bankowością i sprawią, że banki nie będą tylko dostarczycielem kapitału, ale inicjatorem rewolucji w dostępie do usług finansowych. W środowisku, gdzie konkurencja jest już zacięta, otwarcie na nowe technologie może mieć kluczowe znaczenie.

Bez wątpienia sposób, w jaki korzystamy z banków, cały czas ewoluuje. Dostrzegamy to również wśród klientów naszego Banku. Są oni otwarci na innowacje i  ułatwienia w kontaktach z bankiem. Otwarta bankowość to jednak dla nas nie tylko technologia, ale przede wszystkim współpraca z innymi podmiotami, tworzenie produktów przy udziale naszych klientów, czy wreszcie zmiana kultury organizacyjnej na bardziej otwartą – mówi Piotr Widacki, dyrektor zarządzający w Banku BGŻ BNP Paribas.Z pewnością otwarta bankowość stworzy nowe produkty i nowoczesne usługi biznesowe, które będą łączyły świadczone dotychczas przez banki usługi tradycyjne z usługami oferowanymi przez podmioty z sektora poza bankowego. A naszym podstawowym założeniem jest oferowanie produktów ułatwiających codzienne życie naszych klientów – dodaje Piotr Widacki.

[1] https://www.ey.com/Publication/vwLUAssets/EY-fintech-open-banking-snapshot/$FILE/EY-fintech-open-banking-snapshot.pdf