Proces umacniania złotego zdaje się wstępnie hamować

Wczorajsze dane makro z Polski były dość złożone. Tak np. produkcja przemysłowa w sierpniu miała wzrosnąć o 5,2 proc. r/r, zwiększyła się natomiast tylko o 5 proc. Produkcja budowlano-montażowa miała się zwiększyć o 18 proc., było jednak aż 20 proc. Z tej perspektywy zatem mamy przebicie prognozy. Wypada też dodać, iż wzrosły wskaźniki ufności konsumenckiej, zarówno bieżący, jak i wyprzedzający.

USD/PLN jest na 3,6670 – nisko, przy wsparciu poniekąd, ale i tak powyżej dołka z końca sierpnia, który wypadł przy 3,6380. Proces umacniania złotego zdaje się wstępnie hamować. Podobnie na EUR/PLN, gdzie mamy 4,2880 i nie jest wcale pewne, że zejdziemy do 4,2620-80, jak w sierpniu.

O 10:00 w Norwegii prawdopodobnie podwyższona zostanie stopa procentowa, mianowicie z 0,50 proc. do 0,75 proc. O 10:30 poznamy dane z Wielkiej Brytanii o sprzedaży detalicznej za sierpień. Oczekuje się wyników: -0,2 proc. m/m oraz +2,3 proc. r/r. W tle mamy natomiast niepokoje co do ostatecznego kształtu porozumienia brexitowego. Wczoraj premier Irlandii mówił, iż nie wydaje mu się, by nastąpił realny postęp w stosunku do marca, zaś Jean-Claude Juncker twierdził, iż do wyniku rozmów jeszcze daleko. Z drugiej strony premier Theresa May zapewniała, iż Brytyjczycy pozostają w jednej, wielkiej rodzinie z obywatelami UE i że tak będzie nawet po Brexicie. GBP/EUR przeżył pewne wahania, ale w gruncie rzeczy nie były one duże. Od 17 września wykres krąży w zakresie 1,1230 – 1,1285 (mniej więcej). Wcześniej mieliśmy kilka sesji konsolidacji na nieco niższych poziomach. Istotne jest to, że złamano linię trendu spadkowego, ciągnącą się od kwietniowego maksimum (ok. 1,1580) do sierpniowego dołka na 1,10.

Na eurodolarze mamy ok. 1,17. Tu sytuacja też nie jest szczególnie przebojowa, wykres skonsolidował się dość wąsko, a to i tak część konsolidacji nieco szerszej, trwającej od maja, z małą przerwą na kawałek sierpnia, gdy dolar wzmocnił się nad wyraz. O 14:30 poznamy indeks Philadelphia Fed i informację o tygodniowej liczbie wniosków o zasiłek, o 16:00 mamy dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym USA oraz o indeksie wyprzedzającym Conference Board.

Warto oczywiście będzie zerknąć o 14:00 na protokół z obrad RPP, jakkolwiek wielkiego przełomu nikt nie oczekuje. Nastawienie Rady najpewniej okaże się stabilizacyjne: trzymać obecne stopy jeszcze długo, może i cały przyszły rok.

Tomasz Witczak, Financial Markets Center Management Sp. z o.o.

InnoEnergy ogłasza nabór start-upów z zakresu magazynowania energii. Do wygrania 100 000 euro

InnoEnergy, największy w Europie fundusz inwestujący w rozwiązania z obszaru energii, cleantech, mobilności oraz szeroko pojętych technologii smart, ogłasza nabór start-upów z dziedziny magazynowania energii elektrycznej. Piętnaście z najbardziej innowacyjnych start-upów otrzyma dostosowane wartościowe pakiety usług, a najlepszy z nich zostanie uhonorowany nagrodą finansową w wysokości 100 000 euro.

W ramach współpracy z European Battery Alliance (EBA), InnoEnergy ma na celu wsparcie start-upów z innowacyjnymi technologiami oraz modelami biznesowymi w zakresie magazynowania energii. Przedmiotem szczególnego zainteresowania są innowacje w zakresie magazynowania energii elektrycznej możliwe do zastosowania w transporcie, sieciach energetycznych, rozproszonego i mobilnego przechowywania energii lub poprawiające efektywność energetyczną i redukujące emisję gazów cieplarnianych.

Najlepsi otrzymają miejsce w jednym z programów akceleracyjnych InnoEnergy – Highway™ lub Boostway™, oraz pakiety wsparcia, szkoleń, usług oraz finansowania. Program Highway to praktyczne podejście do wsparcia start-upów na wczesnym etapie rozwoju, które pomaga w komercjalizacji produktów. Program Boostway natomiast umożliwia zwiększenie skali prowadzonego biznesu.

European Battery Alliance rozpoczął swoją działalność w 2017 r. w celu stworzenia konkurencyjnego i zrównoważonego łańcucha wartości w zakresie produkcji baterii w Europie. W ramach EBA InnoEnergy współpracuje z ponad 120 podmiotami, a celem jest mocna pozycja europejskich graczy na nowym rynku, który do 2025 r. może być warty 250 miliardów euro.

– Działając jako zaufany partner, jesteśmy tu po to, by przyśpieszyć proces komercjalizacji, jedną z największych potrzeb biznesowych naszych partnerów. Dzięki naszemu wyjątkowemu ekosystemowi, oferujemy start-upom niespotykany dostęp do wszystkiego, czego potrzebują, aby ich innowacyjne pomysły osiągnęły sukces – komentuje Elena Bou, Dyrektor ds. Innowacji, InnoEnergy.

Wybrani kandydaci uzyskają dostęp do sieci ponad 385 partnerów, w tym do sieci aniołów biznesu, europejskiej społeczności funduszy Venture Capital oraz publicznych instytucji finansowych. Start-upy mogą liczyć również na doradztwo i mentoring członków zarządów, a także udział w europejskich wydarzeniach z dziedziny energetyki, w tym The Business Booster – corocznej konferencji organizowanej przez InnoEnergy, podczas której można zapoznać się ze start-upami oraz ich innowacjami.

– Aby wspierać dekarbonizację transportu i energetyki poprzez elektryfikację, Europa potrzebuje innowacyjnych rozwiązań magazynowania energii. Naszą misją jest znajdowanie firm z unikalnymi i innowacyjnymi koncepcjami, produktami i rozwiązaniami, które mogą być częścią łańcucha zrównoważonej produkcji baterii – dodaje Bo Normark, ekspert do spraw magazynowania energii i inteligentnych sieci przesyłu w Innoenergy.

Nabór będzie otwarty do 30 października 2018 r, a proces oceny składa się z 5 etapów: wstępnej aplikacji, wewnętrznej oceny, pięciominutowej sesji video oraz oceny zewnętrznych ekspertów. Po ostatnim etapie, 30 kandydatów podzieli się swoimi pomysłami z dwoma równoległymi składami sędziowskimi i wybranych zostanie 15 laureatów. Podczas uroczystości planowanej na luty 2019 r. zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości 100 000 euro.

Wnioskodawcy będą oceniani według następujących kryteriów:

  • Innowacyjność biznesowa
  • Value proposition
  • Wielkość potencjalnego rynku
  • Skalowalność produktu / usługi
  • Zespół założycielski i struktura własności
  • Przewaga konkurencyjna
  • Pozytywne oddziaływanie
  • Możliwość wykorzystania InnoEnergy jako partnera

Komputery i konta bankowe na celowniku hakerów

Polska znalazła się wśród 20 najbezpieczniejszych krajów świata pod względem bezpieczeństwa cybernetycznego – wspólnie ze Słowacją i Niemcami zajmujemy 18 miejsce na świecie i 12 w Europie. Najnowszy Globalny Indeks Zagrożeń firmy Check Point wskazuje również na wzrost liczby ataków przeprowadzonych za pomocą trojanów bankowych.

ThreatcloudMapW sierpniu Jersey (terytorium zależne od Wlk. Brytanii), Lichtenstein oraz Norwegia były najbezpieczniejszymi sieciami komputerowymi na świecie. Polska, na którą najwięcej ataków przeprowadzanych jest z komputerów z IP Singapuru, znalazła się w czołowej dwudziestce, wyprzedzając m.in. Egipt, Belgię i Irlandię. Do najmniej bezpiecznych zaliczają się dziś: Katar, Seszele i Etiopia.

Threat Index per Country
Europe – August 2018
1. Liechtenstein 23,2
2. Norway 26,2
3. Netherlands 27,5
4. Switzerland 29,3
5. Sweden 29,8
6. Denmark 30,1
6. Finland 30,1
8. Luxembourg 30,6
9. Austria 31,4
10. Czech Republic 33,0
11. United Kingdom 33,4
12. Slovakia 33,6
12. Poland 33,6
12. Germany 33,6
15. Belgium 34,2

 

Check Point zwraca uwagę na gwałtowny wzrost ataków z wykorzystaniem trojana bankowego Ramnit, który podwoił swój globalny zasięg w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Trojan to program umożliwiający zdalne przejęcie kontroli nad innymi komputerami. Wprowadzany jest przez luki w systemie operacyjnym komputera albo wykorzystując łatwowierność internautów, np. poprzez wysyłanie atrakcyjnie brzmiących maili zachęcających do otwierania zainfekowanych załączników.

Jak wskazują specjaliści firmy Check Point, by zapobiec zagrożeniom stwarzanym przez trojany bankowe oraz inne rodzaje ataków, kluczowe znaczenie ma stosowanie przez przedsiębiorstwa wielowarstwowej strategii bezpieczeństwa cybernetycznego, która chroni zarówno przed atakami cybernetycznymi znanych rodzin złośliwego oprogramowania, jak i zupełnie nowymi zagrożeniami.

Najpowszechniejsze zagrożenia sierpnia

W ostatnim miesiącu wakacji Coinhive, cryptominer „kopiący” kryptowalutę Monero, pozostał najbardziej rozpowszechnionym na świecie złośliwym oprogramowaniem, infekując 17% organizacji na całym świecie. Dorkbot i Andromeda uplasowały się odpowiednio na drugim i trzecim miejscu, a globalny wpływ każdego z nich wyniósł 6%.

  1. ↔ Coinhive – Crypominer przeznaczony do wydobywania kryptowaluty Monero bez zgody użytkownika odwiedzającego stronę internetową. Coinhive pojawił się dopiero we wrześniu 2017 r., ale już w tym czasie infekował 12% organizacji na całym świecie.
  1. ↑Dorkbot – Oparty na IRC robak umożliwiający zdalne wykonywanie kodu przez operatora oraz pobieranie dodatkowego złośliwego oprogramowania do zainfekowanego systemu. Jest to bankowy trojan, którego głównym zadaniem jest kradzież poufnych informacji i przeprowadzanie ataków typu denial-of-service.
  2. ↑ Andromeda – Modułowy bot używany głównie jako backdoor do dostarczania dodatkowego złośliwego oprogramowania na zainfekowanych hostach, ale może być modyfikowany w celu utworzenia różnego rodzaju botnetów.

W Polsce Coinhive również pozostaje czołowym zagrożeniem (16,2% firm mogło paść jego ofiarą). Drugie miejsce zajmuje robak Conficker (12,65%), trzeci jest wspomniany wcześniej Ramnit, którego zidentyfikowano w blisku 8,5% polskich sieci firmowych.

W świecie zagrożeń urządzeń mobilnych, najpopularniejszy był Lokibot, trojan bankowy na Androida oraz złodziej danych, który w przypadku nadania uprawnień administratorskich jest również w stanie zablokować telefon. Kolejne miejsca podium przypadły Lotoor, narzędziu, które może uzyskać uprawnienia roota, oraz Triadzie czyli modułowemu backdoorowi na Androida.

Badacze Check Point przeanalizowali również najczęściej wykorzystywane cyberpodatności. Najpowszechniej wykorzystywaną była CVE-2017-7269, której globalny zasięg wyniósł 47%. Na drugim miejscu uplasowała się OpenSSL TLS TLS DTLS Heartbeat Information Disclosure z zasięgiem 41%, a następnie CVE-2017-5638, która wpłynęła na 36% organizacji.

Podsumowanie II kwartału 2018 na rynku pożyczek pozabankowych

Hossa w krajowej gospodarce nie uchroniła przedsiębiorców przed zatorami płatniczymi, przyczyniającymi się tym samym do braku kontroli nad płynnością finansową. Z danych rynkowych Aforti Finance – firmy świadczącej usługi pożyczkowe dla sektora MSP – jasno wynika, że większość rodzimych przedsiębiorców sięgało w II kwartale 2018 roku po zewnętrzne finansowanie nie po to, by inwestować, a zapewnić swobodny przepływ środków, umożliwiający realizację bieżących zleceń. Jak wynika z danych Aforti Finance za II kwartał 2018 roku, wśród najbardziej zadłużonych branż znalazł się – podobnie, jak w I kwartale 2018 roku – handel hurtowy i detaliczny. Jednocześnie sektor budowlany ustąpił miejsca przetwórstwu przemysłowemu, wyprzedzając nieco transport. Coraz więcej zaciągniętych pożyczek przypadło też w udziale kobietom – przedsiębiorcom.

Branżą, która dominowała w segmencie pożyczek pozabankowych – udzielonych przez Aforti Finance w II kwartale 2018 – był ponownie handel hurtowy i detaliczny. W analizowanym okresie udział pożyczek tego sektora wyniósł 28 proc. w ogólnej liczbie świadczeń uruchomionych przez Aforti Finance od kwietnia do czerwca 2018 roku. Mimo dużej przewagi tego rynku nad innymi, można zaobserwować jednak znaczący trend spadkowy liczby udzieleń. W II kwartale 2018 roku firmy z branży handlowej uzyskały 30 proc. mniej pożyczek w porównaniu z I kwartałem 2018.

Kolejnymi, znaczącymi branżami, których przedstawiciele korzystają z pożyczek pozabankowych były w II kwartale 2018 roku firmy z sektora przetwórstwa przemysłowego oraz transportu. Tutaj udzielono odpowiednio 15 proc. i 14 proc. wszystkich pożyczek. W tym przypadku widoczny jest trend wzrostowy liczby udzieleń względem poprzedniego kwartału. Wzmożone zainteresowanie finansowaniem pozabankowym przez branżę transportową może wynikać z zaostrzenia wymogów formalnych w bankach oraz wysokie ryzyko działalności tego sektora.

W kontekście długości okresów kredytowania, można zaobserwować utrzymujący się trend. Niewiele ponad 40 proc. klientów decydowało się na spłatę pożyczek w ciągu jednego roku. Jednocześnie – podobnie jak w poprzednich kwartałach – pożyczkobiorcy chętnie wybierali finansowanie na okres 18 oraz 24 miesięcy.

W II kwartale 2018 roku, w porównaniu z trzema pierwszymi miesiącami bieżącego roku, analitycy Aforti Finance nie odnotowali również znaczących różnic w wysokości wnioskowanych pożyczek, zaciąganych przez przedsiębiorców z sektora MSP. Około 38 proc. firm zdecydowało się na finansowanie do 25 000 zł. Równie dużym zainteresowaniem cieszyły się pożyczki sięgające 75 000 zł i wyższych kwot, mimo że jednocześnie ich ogólna liczba nieznacznie spadła w porównaniu z kwartałem ubiegłym.

Nowością jest z kolei trend wzrostowy zaciągania zobowiązań finansowych przez kobiety. O ile w I kwartale 2018 roku kobiety stanowiły 30 proc. wszystkich pożyczkobiorców Aforti Finance, to już w II kwartale 2018 ich udział w strukturze klientów wzrósł do prawie 36 proc.

W ocenie ekspertów Aforti Finance udział firm z sektora handlu hurtowego i detalicznego, przetwórstwa przemysłowego, a szczególnie transportu w strukturze klientów firm pożyczkowych będzie systematycznie rósł w kolejnych kwartałach 2018 roku. Okres zimowy przyniesie ponadto wzmożone zapotrzebowanie firm budowlanych na zewnętrzne finansowanie, umożliwiające przetrwanie najtrudniejszego czasu dla tej branży, w której sezonowość w szczególny sposób wyznacza zwyżki i spadki wyników finansowych.

Piotr Zieliński, dyrektor analiz i ryzyka Aforti Finance / Grupa AFORTI

Outdoorzy S.A. notuje wzrost sprzedaży detalicznej

Outdoorzy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, odnotowała w 3 kw. roku obrotowego 2017/2018 ponad 36% wzrost sprzedaży detalicznej w ujęciu rdr. Spółka podtrzymuje również prognozy finansowe na rok obrotowy 2017/2018, zakładające wypracowanie zysku brutto w wysokości 300 tys. zł.

W minionym kwartale Emitent koncentrował się na dalszym rozwoju sklepu outdoorzy.pl – zwiększaniu jego zasięgu i docieraniu do coraz szerszego grona odbiorców. Spółka cały czas weryfikuje i dywersyfikuje działania marketingowe oraz pracuje nad odpowiednią selekcją produktów, tak aby odpowiadać na zapotrzebowanie i preferencje klientów. Outdoorzy S.A. znacząco obniżyli również czas realizacji zamówień, który spadł o 17% w porównaniu do analogicznego okresu ub. roku. Spółka osiągnęła w 3 kw. roku obrotowego 2017/2018 ponad 1.151 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży, co było wynikiem niższym niż rok wcześniej. Spadek był związany z przesunięciem realizacji zamówień dla dostawców hurtowych na 4 kw. roku obrotowego 2017/2018. Emitent wygenerował za to wyraźny ponad 36% wzrost sprzedaży detalicznej w ujęciu rdr. Zarząd Spółki ocenia, że osiągnięte wyniki i zamówienia znajdujące się w jej portfelu pozwolą zrealizować założone cele.

„W 3 kwartale postanowiliśmy skupić naszą uwagę na handlu detalicznym oraz przygotować się do dostaw hurtowych, które realizowane są w ciągu całego roku obrotowego, a w roku obecnym skumulowały się na 4 kwartał. Wzrost sprzedaży w detalu jest skutkiem optymalizacji działań marketingowych i trwających już od dłuższego czasu prac nad silnikiem sklepu oraz nad mechanizmami związanymi z realizacją zamówień. Wszystkie te zdarzenia były naszym świadomym wyborem. Jesteśmy przekonani, że na zamknięcie roku obrotowego Spółka osiągnie wynik, który jednoznacznie potwierdzi słuszności strategii, jaką przyjęliśmy.”komentuje Paweł Miśkiewicz, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.

Outdoorzy S.A. dążą do dalszego rozwoju portfolio marek własnych, bowiem widzą, że cieszą się one dużym zainteresowaniem. Do dynamicznie rosnącej marki własnej „Naturehike” dołączył także brand „Fourunner”, który oferuje akcesoria dla biegaczy m.in. słuchawki oraz zegarki i pulsometry. Emitent rozszerzył także asortyment o produkty marki „Keith” będącej producentem naczyń tytanowych. Spółka przygotowuje się też do nowego sezonu 2019, odbywa liczne spotkania mające na celu ustalenie warunków handlowych oraz tzw. pre-orderów na nadchodzący sezon. Emitent uczestniczy również w prezentacjach nowych kolekcji najważniejszych marek oferowanych w sklepie outdoorzy.pl. Outdoorzy S.A. realizuje wdrożenie nowej platformy e-commerce w oparciu o Magento dla sklepu outdoorzy.pl. Planowane wdrożenie ma nastąpić w 4 kw. 2018 r., a jego uruchomienie jest przewidziane na przełom 2018/2019 roku.

Spółka podtrzymuje prognozę finansową na rok obrotowy 2017/2018, która zakłada osiągnięcie zysku brutto w kwocie 300 tys. zł. Prognoza finansowa została oparta o zakładane przez Zarząd Outdoorzy S.A. wyniki z działalności operacyjnej, przede wszystkim wzrost sprzedaży detalicznej, w której marże są znacząco wyższe oraz przepływy generowane na sprzedaży w segmencie hurtowym.

„Rozwijanie własnych marek jest dla Spółki ważne głównie z powodu wyższej marży, jaką możemy osiągać. Dlatego w dalszym ciągu będziemy skupiać naszą uwagę na tej sferze i rozwijać sprzedaż własnych produktów. Sprzedaż detaliczna jest dla Spółki głównym przedmiotem działalności i na tej części planujemy się koncentrować. Handel hurtowy nadal jest znaczącą częścią, ale w perspektywie długoterminowej ma on być jedynie dopełnieniem handlu detalicznego. W chwili obecnej handel hurtowy pozwala zajmować silniejszą pozycję negocjacyjną Spółki w relacjach z dostawcami oraz zwiększa wolumeny zamówień sezonowych.” – dodaje Miśkiewicz.

Deloitte z najwyższym miejscem wśród firm doradczych w rankingu Universum

Firma doradcza Deloitte znalazła się w TOP 10 najbardziej atrakcyjnych pracodawców w badaniu Polish Universum Talent Survey 2018. Deloitte zajął szóstą pozycję w kategorii biznes oraz trzecią wśród kancelarii prawnych, co jest najwyższym miejscem spośród wiodących firm świadczących usługi doradcze w Polsce.

Jesteśmy dumni, że znaleźliśmy się w pierwszej szóstce najlepiej postrzeganych pracodawców w Polsce, tym bardziej, że wyboru tego dokonali studenci i absolwenci szkół wyższych. Siłą naszej firmy jest dobrze skomponowany zespół, innowacyjność stosowanych przez nas rozwiązań biznesowych oraz nasza unikalna kultura organizacyjna – wyjaśnia Krzysztof Kwiecień, Dyrektor HR Deloitte w Polsce.

W biurach Deloitte w Polsce pracuje ponad 2200 specjalistów, z czego osiemdziesiąt procent pracowników stanowią osoby, które nie ukończyły jeszcze 35 roku życia. Firma świadczy usługi w zakresie audytu, doradztwa podatkowego, prawnego, finansowego oraz szeroko pojętego konsultingu.

Deloitte dopasowuje warunki pracy do oczekiwań młodych pracowników, wdrażając na całym świecie strategię „Employee Well-being”, czyli działań propagujących prowadzenie aktywnego i zdrowego trybu życia. W ramach programu wdrażanych jest wiele rozwiązań optymalizujących czas i miejsce pracy czy wspierających zdrowie fizyczne oraz dobre samopoczucie. Dużą rolę odgrywają w nim także elementy ekologii i odpowiedzialności za otaczający świat, ludzi i środowisko naturalne.

Badanie Universum jest jednym z największym na świecie, które sprawdza preferencje zawodowe studentów i absolwentów szkół wyższych. W tym roku wzięło w nim udział 17 575 osób z ponad 70 uczelni w Polsce.

– Studenci wśród najważniejszych czynników decydujących o wyborze pracodawcy wskazali: przyszłe wysokie zarobki (74 proc. wskazań), dobre perspektywy kariery (67 proc.), szkolenia i możliwości rozwoju (60 proc.), bezpieczeństwo zatrudnienia (57 proc.) oraz szacunek dla pracowników (55 proc.). Firmy, które posiadają w swojej ofercie skierowanej do kandydatów większość z tych czynników wygrywają walkę o talenty na rynku pracy – mówi Anna Macnar, CEO, HRM Institute.

Kurs dolara i euro – komentarz walutowy 20.09.2018

Brak większych zmian notowań złotego. EUR/PLN utrzymuje okolice 4,29 pomimo utrzymującego się napięcia w handlu pomiędzy USA a Chinami.

Joanna Bachert - Centrum Analiz - PKO Bank Polski
Joanna Bachert – Centrum Analiz – PKO Bank Polski

Środowa sesja przyniosła niewielkie osłabienie złotego. Rano EUR/PLN atakował 4,283 ale jeszcze przed południem notowania pary wzrosły w okolice 4,30 kończą dzień przy 4,285. Zmiany na krajowym rynku walutowym miały miejsce przy początkowym wzroście kursu EUR/USD do 1,1715 (w przedpołudniowych godzinach sesji, potem popyt na wspólną walutę powrócił co również znalazło odzwierciedlenie w cenie złotego). Nie jest więc wykluczone, że częściowo na negatywnej wycenie naszej waluty zaważyły publikowane przed południem dane produkcyjne, wskazujące na wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego w III kw. 2018 r. w relacji do I półrocza, co będzie wzmacniało stanowisko RPP, która nie spieszy do zaostrzania polityki monetarnej NBP i co zapewne zostanie potwierdzone w czwartkowej publikacji protokołu z ostatniego jej posiedzenia decyzyjnego.

W sierpniu dynamika produkcji sprzedanej przemysłu silnie obniżyła się do 5,0% r/r wobec 10,3% r/r w lipcu. Wzrost produkcji ukształtował się na poziomie niższym niż oczekiwał rynek (5,2%). Dynamika produkcji budowlano-montażowej wyniosła zaś 20,0% r/r, powyżej lipcowego odczytu na poziomie 18,7%. Nieznacznie słabsze od konsensusu dane nie oznaczają wyraźnego pogorszenia ożywienia aktywności w krajowym przemyśle (wg ekonomistów PKO poziom 5% jest bowiem bliski obecnemu potencjałowi polskiego przemysłu), niemniej wraz z wyhamowaniem inflacji PPI do 3,0% r/r z 3,7% r/r w lipcu wspierają gołębią retorykę Rady i utrzymywanie historycznie niskich obecnie stóp procentowych NBP przynajmniej do końca 2019 roku. Niemniej nie można nie zauważyć, że polska gospodarka nadal wykazuje solidne tempo rozwoju.

Tymczasem, na rynku głównej pary walutowej, środowa sesja europejska początkowo przyniosła umocnienie euro do dolara. Kurs EUR/USD chwilowo wzrósł do 1,1715 i to pomimo, że Chiny i USA ponownie zaostrzyły politykę handlową. Niemniej, mocno niewspółmierna odpowiedz Chin w wysokości 60 mld USD na amerykańskie 200 mld USD została zauważona przez rynek i odebrana jako niezagrażająca globalnemu handlowi. Wysokość narzuconych ceł po obu stronach konfliktu okazała się dużo niższa niż wcześniej zapowiadano. Na rynku pojawiły się więc oczekiwania, że USA i Chiny usiądą jednak do wspólnych rozmów. Ponadto, Pekin poinformował, że nie będzie osłabiał rodzimej waluty, aby eksport stał się bardziej konkurencyjny. Ostatnie wahania kursu juana były bowiem postrzegane jako celowy środek działania Państwa Środka. Choć rząd USA oficjalnie nie uznał Pekinu za manipulatora walutowego, to jednak Trump wielokrotnie oskarżał kraj o sztuczną walkę ze słabością waluty. Deklaracja utrzymywania rynkowego kursu juana została przez inwestorów przyjęta pozytywnie, a po wypowiedzi premiera Chin Li Keqiang kurs USD/CNY zaczął spadać. Lekki spadek awersji do ryzyka wsparł waluty EM, w tym polskiego złoty

W czwartek opublikowany zostanie wspomniany już protokół z ostatniego posiedzenia RPP, który pokaże jak członkowie komitetu oceniają potencjalne zmiany trendów (spowolnienie dynamiki PKB i wzrost inflacji bazowej). Generalnie oczekiwać należy gołębiego wydźwięku publikacji. Dzisiejszy dzień nie zawiera krajowych publikacji. Dopiero w czwartek GUS opublikuje dane sprzedażowe, które również powinny pokazać niższe wyniki sierpniowe (prognoza: 9% r/r) niż odnotowane miesiąc wcześniej (w lipcu wzrost o 9,3% r/r).

Wykres dnia: Rozczarowujące dane produkcyjne za sierpień wspierają łagodną politykę RPP częściowo ważąc na notowaniach złotego.

Rozczarowujące dane produkcyjne za sierpień wspierają łagodną politykę RPP częściowo ważąc na notowaniach złotego
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / Centrum Analiz PKO Bank Polski

Konsumenci: Warzywa i owoce w promocji głównie kupujemy w dyskontach. Bez zniżek – na bazarach

Według badania Hiper-com Poland oraz Grupy Mobilnej Qpony-Blix, Polacy w dużych miastach szukają rabatów na owoce i jarzyny przede wszystkim w dyskontach – 53%, następnie w hipermarketach – 27%, a potem w supermarketach – 12%. Z kolei najpopularniejszym miejscem zakupu nieprzecenionych towarów jest bazar – 33% wskazań. Większość badanych uważa, że ceny regularne w sieciach handlowych są zbyt wysokie. Natomiast promocje na ww. artykuły nie satysfakcjonują połowy ankietowanych. Zdaniem ekspertów, rodzimi klienci dość często ulegają obiegowej opinii, według której wszystko jest ciągle za drogie, bez względu na rzeczywisty koszt. Natomiast o wyborze danego kanału sprzedaży faktycznie decyduje jego dostępność i udział w rynku. Osoby ceniące wysoką jakość produktów zwykle zaopatrują się na targowiskach. A wrażliwi cenowo konsumenci kierują się do sklepów oferujących zniżki.

Gdzie (nie) szukać promocji?

Jak twierdzi Andrzej Wojciechowicz, ekspert rynku FMCG, wybór miejsca zakupów nie jest związany z aktualnym rabatem w danym formacie handlowym, tylko z dostępnością określonej placówki. Obecnie najbliżej konsumentów są ulokowane liczne dyskonty, które dodatkowo prowadzą szerokie kampanie reklamowe. Dlatego ponad połowa respondentów najczęściej szuka promocji warzyw i owoców w tego typu sklepach. Trzeba podkreślić, że z tym kanałem najmocniej rywalizują hipermarkety. Chcą odzyskać utracony poziom obrotów oraz uwagę klientów. To też przekłada się na wyniki badania, bo wielkopowierzchniowe markety znalazły się na drugim miejscu w tym zestawieniu.

– Tylko 2% respondentów zwykle poszukuje owoców i jarzyn w promocjach na lokalnych bazarach. Wielkie sieci wygrywają w tym względzie, bo właśnie z nimi utożsamiane są obniżki. Na targowiskach konsumenci szukają najtańszych towarów wśród sąsiadujących ze sobą stoisk. Nie liczą na jakichkolwiek przeceny, gdyż raczej nie ma ich w takich miejscach. Brak odpowiedniego zaplecza do przechowywania artykułów, wymusza potrzebę szybkiej sprzedaży, co wskazuje na świeżość produktów. Cena podstawowa zwykle jest tą ostateczną. Oczywiście pozostaje możliwość targowania się, czego z kolei nie praktykuje się w marketach – zauważa Hubert Majkowski, Country Manager Hiper-com Polska.

Natomiast Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix, podkreśla, że konsumenci poszukują na targowiskach najświeższych i najdorodniejszych produktów. Są skłonni płacić za nie więcej niż za towary sprzedawane w sieciach handlowych, które często pochodzą z importu. Ekspert także uważa, że ten trend się nie zmieni. Bazary nadal będą przyciągały klientów oczekujących wysokiej jakości warzyw i owoców, a sklepy – raczej nabywców wrażliwych cenowo.

Opinie o regularnych cenach

– Polacy najczęściej szukają warzyw i owoców w regularnych cenach na bazarach. Potwierdza to 33% ankietowanych. Tego typu miejsca są uważane za najlepsze źródła takich towarów, często pochodzących od lokalnych rolników. Z drugiej strony targowiska nie oferują klientom tak wielu różnych produktów spożywczych, jak markety. Dlatego w ostatecznym rozrachunku przegrywają z sieciami handlowymi, które łącznie zebrały dwa razy więcej wskazań niż targi, bo aż 66% – dodaje ekspert z Hiper-com Polska.

Biorąc pod uwagę wyłącznie sieci handlowe, konsumenci najchętniej kupują ww. produkty w regularnych cenach w hipermarketach. Tak wskazuje 26% ankietowanych. Andrzej Wojciechowicz przypomina, że tego typu sklepy zawsze dominowały cenowo w segmencie warzyw i owoców. To efekt skali i niskich kosztów logistycznych dostaw bezpośrednich. Poza tym wielkopowierzchniowe markety oferują dużo szerszy i bardziej wysublimowany asortyment niż pozostałe formaty handlowe. Posiadają też znacznie lepsze warunki ekspozycyjne, co zwiększa ich obroty.

– Kolejne sklepy, w których klienci chętnie kupują nieprzecenione artykuły, to dyskonty. Mają 21% wskazań. Dalej są supermarkety – 12%. A na samym końcu tego zestawienia znajdują się sieci typu convenience – 7%. Oferują one zdecydowanie najuboższy asortyment ze wszystkich wspomnianych formatów. Warzywa czy owoce są tam raczej kupowane przy okazji – zwraca uwagę Marcin Lenkiewicz.

Ciągle za drogo?

Z deklaracji respondentów wynika, że ceny regularne warzyw i owoców w sieciach handlowych są dla nich za wysokie. Tak stwierdziło łącznie 60% badanych. Według Andrzeja Wojciechowicza, klienci ulegają obiegowym opiniom o tym, że wszystko jest za drogie. I bezwiednie powielają tego typu osądy. To pokazuje naturę konsumencką Polaków, którzy tak naprawdę słabo orientują się w różnicach cenowych.

– Konsumenci uważają również, że mimo promocji warzyw i owoców w sieciach handlowych ich ceny nadal są za wysokie. Tak wskazuje łącznie 50% respondentów. Osoby bardzo podatne na przeceny, tzw. deal hunterzy, często mają poczucie, że dany produkt może być jeszcze tańszy w innym sklepie. Ale niejednokrotnie brakuje im czasu lub zasobów, aby znaleźć najatrakcyjniejszy rabat. Stąd bierze się przekonanie, że obniżki mogłyby być większe niż dotychczas – wyjaśnia wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Jak podsumowuje Hubert Majkowski, promocje na warzywa i owoce nie są tak duże i spektakularne, jak na inne produkty. Dodatkowo artykuł po rabacie wciąż może być dużo droższy niż od producenta. Dlatego połowa konsumentów nie jest usatysfakcjonowana obecnymi obniżkami. Jednak dość spory odsetek klientów – 30% z nich – twierdzi, że przeceny są wręcz idealne. Te osoby mogą nie przywiązywać wagi do cen i pochodzenia produktów, a być bardziej ukierunkowane na ich dostępność w jednym miejscu.

Badanie zostało przeprowadzone na terenie 6 dużych miast, tj. Warszawy, Krakowa, Katowic, Wrocławia, Poznania i Łodzi na przełomie sierpnia i września br. W ankiecie uczestniczyło 514 klientów sieci handlowych. Były to tylko takie osoby, które na wstępie rozmowy wyraźnie zadeklarowały, że minimum raz w tygodniu samodzielnie robią zakupy, a także regularnie szukają promocji w papierowych lub elektronicznych gazetkach reklamowych.

Dzięki PPK wzrośnie bezpieczeństwo finansowe przyszłych emerytów

Dzięki PPK bezpieczeństwo finansowe przyszłych emerytów może wzrosnąć przez odłożeniu dodatkowych środków na cele emerytalne. Będą one wpływały przez sektor finansowy do gospodarki – wzmacniając bazę finansowania przedsiębiorstw.

– Fundusze te będą podnosić poziom inwestycji – zarówno infrastrukturalnych, jak i w innowacje oraz w polskie firmy –powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju– Dzięki temu możemy mówić o podniesieniu potencjału wzrostu gospodarczego w dłuższej perspektywie i wzmocnieniu stabilności gospodarki. Dotyczy to zwłaszcza zmniejszenia poziomu zadłużenia zagranicznego – dzięki stworzeniu silniejszego lokalnego rynku kapitałowego. Reforma Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) jest odpowiedzią na niekorzystne zmiany demograficzne. Chodzi o starzenie się społeczeństwa, które skutkuje oczekiwanym spadkiem przyszłych świadczeń emerytalnych, niskim – już w tej chwili – poziomem oszczędności i ryzykiem dla potencjału wzrostu gospodarczego – ocenił Borys.

Konrad Białas: Dziś SNB i Norges Bank

Rynki trzymają się świeżo nabytego optymizmu, choć wstępny rajd aktywów ryzykownych powoli zaczyna wytracać pęd. Inwestorzy zaczynają się rozglądać w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: co dalej? A porównywanie fundamentów zaczyna się kłócić z obecnym obrazem rynku.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA wspięły się wczoraj do 3,09 proc. i znalazły się najwyżej od maja. To rodzi problem zarówno w kontekście obserwowanej słabości USD, jak i potencjału odbicia np. walut rynków wschodzących. Jak pamiętamy, w kwietniu rajd rentowności był kołem zamachowym aprecjacji USD i siał postrach wśród emerging markets. Póki co techniczne warunki pozycjonowania mogą zaburzać ta relację – w ostatnim wzroście cen obligacji (spadku rentowności) dużą rolę odgrywał napływ kapitału szukającego bezpiecznych przystani, więc teraz odwracanie tego ruchu niekoniecznie jest przyjazne dla USD (bo oznacza przetransferowanie kapitału z rynku długu USA z powrotem na rynki bardziej ryzykowne). Dodatkowo to, że USD był walutą pierwszego wyboru w czasie eskalacji wojen handlowych, jest teraz jego kulą u nogi, kiedy inwestorzy realizacją zyski. Ale korelacje dług-waluta zwykle nie są długo ignorowane, choć przy nieprzewidywalności rynku w 2018 r. inwestorzy prędzej będą wyczekiwać impulsu, który potwierdzi, że warto kupować USD pod wskazania z rynku obligacji. Pamiętajmy o tym w kontekście przyszłotygodniowego posiedzenia Fed.

Dziś decyzje podejmują dwa banki centralne w Europie: SNB i Norges Bank. W Szwajcarii stopy pozostaną bez zmian. Szwajcarski Bank Narodowy ze zmianami polityki monetarnej będzie czekał na pierwszy ruch ze strony EBC, czego nie spodziewamy się wcześniej, jak we wrześniu 2019 r. Za to komunikat może przysporzyć niespodzianek. W odniesieniu do ostatniego umocnienia CHF, SNB pozostanie gołębi w swoim przekazie i tradycyjnie przypomni, że frank jest walutą o „zawyżonej wycenie”. Sugestie w komunikacie, że bank czuje się zaniepokojony ostatnimi zmianami na rynku i zamierza przeciwdziałać przyszłej aprecjacji, będą lekkim zwrotem w gołębią stronę i EUR/CHF może na tym zyskiwać.

Od Norges Banku oczekujemy, że podniesienie stopę procentową o 25 pb (czw). Do podwyżki bank przygotowywał rynek już od jakiegoś czasu, a słabszy NOK, wyższa inflacja i poprawa w aktywności gospodarczej przemawiają za zacieśnianiem. Rynek już dobrze wycenił podwyżkę, ale Norges Bank wciąż może przysporzyć jastrzębiego impulsu, jeśli w projekcji zasugeruje wcześniejszy termin kolejnego ruchu. W grę wchodzi nawet następna podwyżka w grudniu, ale marzec przyszłego roku wystarczy, by podtrzymać aprecjację NOK.

Poza tym sprzedaż detaliczna z Wielkiej Brytanii była mocno wahliwa w ostatnim czasie, więc z rezerwą należy podchodzić do prognozy -0,2 proc. m/m w sierpniu. Ale to też oznacza, że poprzeczka dla pozytywnych zaskoczeń jest ustawiona nisko, a w ostatnich dniach inwestorzy polują na każdy pretekst, by podbić wycenę funta. Tak było wczoraj po odczycie CPI, choć gra ta jest obarczona dużym ryzykiem, gdyż szum informacyjny wokół Brexitu jest przeszkodą. Wczoraj mogliśmy ego doświadczyć po informacji, w myśl których Premier May ma odrzucić ostatnią propozycję strony unijnej w kwestii granicy celnej między Irlandią Północną i Irlandią. Wciąż jest sporo niewiadomych, który z zaskoczenia mogą wstrząsać rynkiem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wyniki J.W. Construction po II kwartałach 2018 r. podsumowuje Małgorzata Szwarc-Sroka

W I półroczu 2018 roku Grupa J.W. Construction Holding S.A. sprzedała 758 lokali, w tym 151 jednostek biurowo-aparthotelowych. We wspomnianym okresie Grupa realizowała budowę 12 inwestycji na 3 450 lokali w 4 polskich miastach. W planach Spółki jest uruchomienie kolejnych 25 inwestycji na łącznie 7 278 lokali, które oprócz projektów mieszkaniowych obejmują także projekty magazynowe i aparthotelowo-komercyjne.

Wyniki Spółki podsumowuje Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding SA:

Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.
Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.

Spółka w I półroczu 2018 roku odnotowała przychody ze sprzedaży w wysokości blisko 90 mln zł, przy stracie netto 21 mln zł. Niekorzystny wpływ na powyższe dane miał cykl rozpoznawania wyników uzależniony od terminów zakończenia prowadzonych budów i możliwości przekazywania lokali. Ponadto na wynik ujemnie wpłynęła jednorazowa transakcja związana ze sprzedażą nieruchomości we Wrocławiu, która spowodowała stratę w wysokości ponad 15 mln zł. Spółka zdecydowała się zbyć nieruchomość, z uwagi na brak spełnienia parametrów technicznych przedmiotowej nieruchomości, przyrzeczonych w pierwotnej umowie zakupu, co  w obecnym kształcie uniemożliwiało realizację rentownej inwestycji.

W II półroczu możliwości przekazywania lokali będą dużo większe z uwagi na oddawanie do użytkowania znaczących inwestycji m.in. aparthotelu Varsovia przy ul. Kasprzaka, osiedla Zielona Dolina II etap II przy ul. Verdiego w Warszawie i projektu Bernadowo Park II w Gdyni. Przychody z wymienionych inwestycji przełożą się na ostateczny wynik bieżącego roku.

Pomimo wspomnianego jednorazowego zdarzenia, w podsumowaniu I półrocza 2018 roku możemy ponownie zaraportować satysfakcjonującą sprzedaż, która spełnia nasze założenia. Nadal utrzymuje się dobre tempo sprzedaży, mimo niewielkiego spadku liczby sprzedanych lokali o 11 proc. względem roku ubiegłego. Nasi klienci kupili w I półroczu tego roku 758 lokali w porównaniu do 850 analogicznym okresie 2017 roku.

Grupa posiada potencjał dotyczący przekazań lokali na najbliższe ponad 3 lata – na 30.06.2018r. było ponad 5 000 lokali nieprzekazanych sprzedanych lub w ofercie, z tego ponad 3 000 znalazło już nabywców.

Ponadto Spółka posiada wysoki stan środków pieniężnych na rachunkach, wynoszący ponad 153 mln złotych oraz niskie zadłużenie. Zabezpieczone środki dają nam możliwość realizacji dotychczasowych projektów i planowania kolejnych zgodnie z przyjętą strategią.

Aktywnie działamy też na nowym dla nas obszarze inwestycji magazynowych, przygotowując się do zagospodarowania części posiadanych gruntów pod budowę parków logistycznych.

Nowe projekty rozpoczęte w I półroczu 2018 roku

W I półroczu 2018 roku Spółka uzyskała pozwolenie na budowę ostatniego etapu flagowej inwestycji Bliska Wola przy ul. Kasprzaka w Warszawie. Etap D, Bliska Wola Tower, obejmuje blisko 1 500 lokali mieszkaniowych, aparthotelowo-komercyjnych i biurowych o powierzchni prawie 62 000 m2. Budowa inwestycji rozpoczęła się w III kwartale 2018 roku.

J.W. Construction uzyskało także prawomocne pozwolenie na budowę kolejnego etapu domów szeregowych koło Ożarowa Mazowieckiego, obejmującego 30 domów.

Ponadto Spółka rozpoczęła budowę kameralnego osiedla Wrzosowa Aleja na 81 lokali w rejonie ulic Kartograficznej i Lewandów na warszawskiej Białołęce.

Zakończone inwestycje

W I półroczu 2018 roku zakończono 3 inwestycje na blisko 750 lokali. Projekty są w zdecydowanej większości sprzedane, jednak zgodnie z zasadami rachunkowości przychody z ich tytułu będzie można odnotować dopiero po przekazaniu kluczy klientom. Większość przekazań planowane jest na III kwartał bieżącego roku.

W raportowanym okresie J.W. Construction zakończyło budowę aparthotelu przy ul. Kasprzaka na 457 lokali, który pod szyldem Varsovia Apartamenty Kasprzaka w sierpniu br. przyjął pierwszych gości. W ofercie obiektu znajdują się w pełni wyposażone apartamenty, z aneksami kuchennymi, balkonami, recepcją i pralnią samoobsługową.

W Warszawie Spółka zakończyła także budowę i uzyskała pozwolenie na użytkowanie osiedla Zielona Dolina III, gdzie powstały 54 mieszkania. Natomiast w Gdyni zrealizowano inwestycję Bernadowo Park na 236 lokali.

Powiększenie banku gruntów

W I półroczu 2018 r. Spółka znacząco powiększyła swój bank ziemi o grunty w 4 lokalizacjach, m.in.:

w podpoznańskim Skórzewie, gdzie powstanie 280 mieszkań;
w Pruszkowie na 475 lokali;
w Gdańsku na 600 lokali;
w Szczecinie na 623 lokale.

Ponadto Spółka prowadziła rozmowy, których finalizacja nastąpiła w III kwartale 2018 roku na temat zakupu nieruchomości w miejscowości Zawada k. Krakowa, gdzie planowana jest budowa ponad 1700 lokali.

Na posiadanym atrakcyjnym banku gruntów, w perspektywie najbliższych lat J.W. Construction Holding SA planuje realizację 25 nowych inwestycji mieszkaniowych, aparthotelowych i magazynowych o powierzchni prawie 500 000 m2.

W ZUS ubezpieczonych jest blisko 560 tys. obcokrajowców. Blisko 75 proc. z nich stanowią Ukraińcy

W ZUS ubezpieczonych jest blisko 560 tys. obcokrajowców. Blisko 75 proc. z nich stanowią Ukraińcy 1

Już blisko 560 tys. cudzoziemców płaci składki na ubezpieczenia społeczne. To rekordowy wynik, bo jeszcze w połowie 2016 roku było ich nieco ponad 137 tys. Zdecydowanie największą grupę stanowią Ukraińcy. Składki, które płyną od obcokrajowców, stanowią więc coraz poważniejszą pozycję w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Cudzoziemcy w ten sposób nabywają zaś prawa do świadczeń.

 Liczba ubezpieczonych objętych ubezpieczeniem emerytalnym i rentowym, niebędących obywatelami Polski, wynosi aktualnie 558 tys. – mówi agencji Newseria Biznes prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. – Dominującą grupą są obywatele ukraińscy – ponad 418 tys. W tej liczbie mamy Ukraińców zatrudnionych na podstawie umowy o pracę – 216 tys., ok. 4 tys. prowadzi działalność gospodarczą, a zlecenia i inne tytuły dotyczą 198 tys. osób.

Z danych ZUS wynika, że grupa cudzoziemców zgłoszonych do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych dynamicznie rośnie. Jeszcze na koniec 2014 roku było ich ok. 124 tys., w połowie 2016 roku – 137 tys. W dużej mierze za ten dynamiczny wzrost odpowiadają Ukraińcy, którzy wybierają pracę w Polsce. Stanowią już 75 proc. wszystkich ubezpieczonych obcokrajowców. Dużo jest też obywateli Białorusi (30 tys.), Wietnamu i Mołdawii (po ok. 8 tys.), Rosji (7 tys.). Szybko przybywa też Hindusów – jest ich 5,4 tys., przy 2 tys. jeszcze dwa lata temu.

 Te osoby są aktywne ekonomicznie, wpłacają składki na ubezpieczenia społeczne, emerytalne, rentowe i w zależności od tytułu pozostałe, czyli to są przychody uzależnione od tego, jakie mają wynagrodzenia, od czego tę składkę płacą – podkreśla prof. Gertruda Uścińska.

Dobra sytuacja na rynku pracy, niskie bezrobocie (5,9 proc. w lipcu) i coraz większa grupa zatrudnionych cudzoziemców przekładają się na dobrą sytuację Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Do końca czerwca 2018 roku przychody sięgnęły 119,5 mld zł (nieco ponad 50 proc. z zaplanowanych), a koszty – ok. 113,7 mld zł (48,7 proc.). Wpływy ze składek w I półroczu pokryły blisko 79 proc. wydatków, co jest nienotowanym wynikiem w historii ZUS.

Jak jednak podkreśla prezes ZUS, opłacanie składek na ubezpieczenia społeczne przez cudzoziemców to przede wszystkim korzyści dla nich.

 Dzisiaj te 558 tys. cudzoziemców w razie spełnienia warunków przewidzianych w prawie nabywa świadczenia chorobowe i inne związane z chorobą. Nabywają też część uprawnień do emerytury, ponieważ jedna składka w polskim systemie emerytalnym otwiera prawo do emerytury. W razie zajścia tych warunków przewidzianych prawem, powstaje więc konieczność wypłaty świadczeń pieniężnych i to w takim znaczeniu jak dla pracowników polskich, zleceniobiorców czy osób objętych innym tytułem do ubezpieczenia społecznego – tłumaczy prof. Gertruda Uścińska.

Na terenie Unii Europejskiej obowiązuje koordynacja unijna, a dodatkowo Polska ma podpisanych 13 umów dwustronnych z różnymi państwami spoza Unii. Na tej podstawie obcokrajowcy z tych państw pracujący w Polsce otrzymają emeryturę również z polskiego systemu ubezpieczeń społecznych. Nawet jeśli w naszym kraju przepracuje miesiąc czy dwa, choć w takim przypadku emerytura wyniesie kilkadziesiąt złotych.

 Zasady nabycia prawa do emerytury wynikają przede wszystkim z tego, czy jesteśmy objęci tylko polskim systemem. Jeżeli jesteśmy objęci również innymi systemami, to są określone zasady wynikające z koordynacji systemów zabezpieczenia czy z umów dwustronnych, które zawieramy z państwami spoza Unii – wskazuje prof. Uścińska.

W Polsce, jak wynika z raportu „Pracodawcy i pracodawczynie a zatrudnianie cudzoziemców i cudzoziemek”, opracowanego przez Stowarzyszenie Interwencji Prawnej i Fundację Konrada Adenauera, blisko 40 proc. firm zatrudnia obcokrajowców spoza UE, a 81 proc. firm rozważa zatrudnienie kolejnych pracowników z zagranicy. To na pracodawcy spoczywa obowiązek zgłoszenia pracownika do ubezpieczeń społecznych.

 Formularze zostały uproszczone, są proste i zrozumiałe, a więc nie rodzą nadmiernych obciążeń administracyjnych. Zaznaczamy w formularzach narodowość dla statystyk systemu ubezpieczeń społecznych, natomiast zasady zgłoszenia takiej osoby fizycznej są takie same, czy jest to obywatel Polski, czy innego państwa – przypomina prof. Gertruda Uścińska.

Rodzice nie są świadomi cyberzagrożeń czyhających na dzieci. Odcinanie dzieci od internetu ich nie ochroni

0

Rodzice nie są świadomi cyberzagrożeń czyhających na dzieci. Odcinanie dzieci od internetu ich nie ochroni 2

Dorośli nie towarzyszą nastolatkom w świecie online i często nie wiedzą o czyhających na nie zagrożeniach, takich jak hejt – wynika z badań przeprowadzonych przez NASK. – Musimy być świadomi zagrożeń i umieć się z nimi mierzyć, ale z drugiej strony nie powinniśmy wpadać w panikę – podkreśla minister cyfryzacji Marek Zagórski. Z drugiej strony badania pokazują bowiem pozytywne aspekty obecności dzieci i młodzieży w sieci. Młodzi twórcy bardzo odpowiedzialnie traktują swoje działania online – motywują ich one do samorozwoju, pomagają w twórczej ekspresji i przezwyciężeniu nieśmiałości.

– Aktywność młodych ludzi w internecie jest coraz większa, w związku z tym musimy reagować na zupełnie nowe zjawiska, inne niż jeszcze kilkanaście lat temu. Z drugiej strony mamy większą świadomość po stronie rodziców, nauczycieli i tych, którzy się tym tematem zajmują. Nasze dzieci nie są wolne od zagrożeń, ale nie jest tak, że kontakt z internetem stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie. Musimy zadbać, żeby były świadome tego, na jakie kwestie zwracać uwagę – mówi agencji Newseria Biznes minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Internet jest dla współczesnych dzieci odpowiednikiem boiska czy placu zabaw, a kontakt z nowymi technologiami mają coraz młodsi. Z badań Fundacji Orange wynika, że dwie trzecie dzieci w wieku szkolnym ma własnego smartfona z dostępem do internetu. Z wiekiem ten odsetek wzrasta i z urządzeń podłączonych do internetu korzysta prawie 100 proc. 15-latków. Ubiegłoroczne badanie „Bezpieczny smartfon dla dziecka”, przeprowadzonego przez F-Secure i Polkomtel, pokazało natomiast, że głównym zajęciem najmłodszych jest oglądanie filmów w serwisie YouTube, a 25 proc. internautów przed 9 rokiem życia ma własne konta na Facebooku – mimo że zgodnie z regulaminem minimalny wiek pozwalający na korzystanie z portalu to 13 lat.

Dzieci w internecie mogą być bezpieczne. W tym celu należy dołożyć wielu starań – zarówno ze strony rodziców, nauczycieli, jak i samej młodzieży, która powinna odpowiedzialnie korzystać z cyberprzestrzeni. Rodzice – chcąc włączyć się w ten proces uświadamiania dzieci na temat cyberbezpieczeństwa – powinni sami mieć świadomość zagrożeń i zachowań swoich dzieci. Zachęcam, żeby starali się rozumieć nowe i dynamicznie zmieniające się zjawiska. Wtedy będą mogli rozmawiać z dziećmi, dowiadywać się, jak one korzystają z internetu, i wskazywać zagrożenia, które powinny wziąć pod uwagę – podkreśla Krzysztof Silicki, p.o. dyrektora NASK.

Polscy rodzice deklarują, że chcą dbać o bezpieczeństwo swoich dzieci w internecie, jednak 69 proc. stara się to robić, patrząc dziecku przez ramię lub kontrolując czas. Tylko co piąty korzysta z rozwiązań do ochrony dziecka w sieci czy filtrowania treści. Również świadomość rodziców dotycząca zagrożeń, z jakimi dziecko może się zetknąć w internecie, jest nadal niewystarczająca.

– Dzieci nie zawsze mają świadomość tego, jakie zagrożenia czyhają na nie w internecie, dlatego tak ważna jest edukacja. Powinny wiedzieć, co może je spotkać i jak na to reagować. To jest kluczowe w edukacji cyfrowej. Kluczem do bezpieczeństwa nie jest całkowita izolacja dzieci od urządzeń podłączonych do internetu, a tym bardziej kontrola tego, co dzieci robią online, bo nigdy nie będziemy w stanie skontrolować wszystkiego. Rolą edukatorów, rodziców i nauczycieli jest przygotowanie ich do korzystania z cyfrowego świata – mówi dr Lidia Stępińska-Ustasiak, radca prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Instytut badawczy, wraz z prof. UAM Jackiem Pyżalskim, przeprowadził badania wśród młodych internetowych twórców, w których wzięła udział setka młodych, zaangażowanych internautów poniżej 18. roku życia – twórców blogów, vlogów, kanałów na YouTube, stron tematycznych, grup albo profili tematycznych w mediach społecznościowych. Wynika z nich, że prawie wszystkich dotknął hejt ze strony innych internautów, szczególnie na początku ich działalności. Z tym doświadczeniem najczęściej pozostawali sami, bez pomocy dorosłych.

Z drugiej strony badania pokazały również pozytywne aspekty zaangażowania dzieci i młodzieży online. Młodzi twórcy niezwykle odpowiedzialnie  i profesjonalnie traktują swoje działania w sieci i swoich odbiorców. Poświęcają na internetową twórczość wiele czasu, utrzymują kontakty z followersami, dokształcają się, żeby uzyskać i utrzymać wiarygodność. Zaangażowanie to silnie motywuje ich do samodoskonalenia się – młodzi twórcy potrafią pozyskiwać wiedzę z wielu źródeł, widzą sens w zdobywaniu wiedzy. Relacje w sieci (kontakt z odbiorcami, innymi twórcami) stanowią podstawę ich działalności w internecie. Młodzi traktują swoją działalność przede wszystkim jako twórczą ekspresję, która pozwala wyzbyć się nieśmiałości.

Nie trzeba epatować ani straszyć zagrożeniami, bo to nic nie daje. Negatywne zjawiska istnieją i ryzyko będzie zawsze, natomiast pozytywna strona cyberprzestrzeni przeważa. Chodzi o to, aby w sposób odpowiedzialny i świadomy z niej korzystać. Odpowiedzialność najmłodszych i ich edukacja są najważniejsze. To, co ci młodzi ludzie zrozumieją i wyniosą z domu i szkoły, będzie potem procentować – mówi Krzysztof Silicki..

Jest wiele możliwości ograniczania zagrożeń. Jeżeli sami nie mamy wiedzy na ten temat, możemy sięgać do materiałów edukacyjnych, badań przygotowywanych przez UKE czy NASK. Prowadzimy również setki szkoleń dla dzieci w polskich szkołach – tylko w zeszłym roku skorzystało z nich około 50 tys. dzieci. Szkoły mogą się zgłaszać, my przyjeżdżamy i prowadzimy zajęcia pokazujące, jak bezpiecznie korzystać z internetu – dodaje Lidia Stępińska-Ustasiak.

Rodzicie nie są świadomi cyberzagrożeń czyhających na dzieci. Odcinanie dzieci od internetu ich nie ochroni

Rodzicie nie są świadomi cyberzagrożeń czyhających na dzieci. Odcinanie dzieci od internetu ich nie ochroni 3

Dorośli nie towarzyszą nastolatkom w świecie online i często nie wiedzą o czyhających na nie zagrożeniach, takich jak hejt – wynika z badań przeprowadzonych przez NASK. – Musimy być świadomi zagrożeń i umieć się z nimi mierzyć, ale z drugiej strony nie powinniśmy wpadać w panikę – podkreśla minister cyfryzacji Marek Zagórski. Z drugiej strony badania pokazują bowiem pozytywne aspekty obecności dzieci i młodzieży w sieci. Młodzi twórcy bardzo odpowiedzialnie traktują swoje działania online – motywują ich one do samorozwoju, pomagają w twórczej ekspresji i przezwyciężeniu nieśmiałości.

– Aktywność młodych ludzi w internecie jest coraz większa, w związku z tym musimy reagować na zupełnie nowe zjawiska, inne niż jeszcze kilkanaście lat temu. Z drugiej strony mamy większą świadomość po stronie rodziców, nauczycieli i tych, którzy się tym tematem zajmują. Nasze dzieci nie są wolne od zagrożeń, ale nie jest tak, że kontakt z internetem stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie. Musimy zadbać, żeby były świadome tego, na jakie kwestie zwracać uwagę – mówi agencji Newseria Biznes minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Internet jest dla współczesnych dzieci odpowiednikiem boiska czy placu zabaw, a kontakt z nowymi technologiami mają coraz młodsi. Z badań Fundacji Orange wynika, że dwie trzecie dzieci w wieku szkolnym ma własnego smartfona z dostępem do internetu. Z wiekiem ten odsetek wzrasta i z urządzeń podłączonych do internetu korzysta prawie 100 proc. 15-latków. Ubiegłoroczne badanie „Bezpieczny smartfon dla dziecka”, przeprowadzonego przez F-Secure i Polkomtel, pokazało natomiast, że głównym zajęciem najmłodszych jest oglądanie filmów w serwisie YouTube, a 25 proc. internautów przed 9 rokiem życia ma własne konta na Facebooku – mimo że zgodnie z regulaminem minimalny wiek pozwalający na korzystanie z portalu to 13 lat.

Dzieci w internecie mogą być bezpieczne. W tym celu należy dołożyć wielu starań – zarówno ze strony rodziców, nauczycieli, jak i samej młodzieży, która powinna odpowiedzialnie korzystać z cyberprzestrzeni. Rodzice – chcąc włączyć się w ten proces uświadamiania dzieci na temat cyberbezpieczeństwa – powinni sami mieć świadomość zagrożeń i zachowań swoich dzieci. Zachęcam, żeby starali się rozumieć nowe i dynamicznie zmieniające się zjawiska. Wtedy będą mogli rozmawiać z dziećmi, dowiadywać się, jak one korzystają z internetu, i wskazywać zagrożenia, które powinny wziąć pod uwagę – podkreśla Krzysztof Silicki, p.o. dyrektora NASK.

Polscy rodzice deklarują, że chcą dbać o bezpieczeństwo swoich dzieci w internecie, jednak 69 proc. stara się to robić, patrząc dziecku przez ramię lub kontrolując czas. Tylko co piąty korzysta z rozwiązań do ochrony dziecka w sieci czy filtrowania treści. Również świadomość rodziców dotycząca zagrożeń, z jakimi dziecko może się zetknąć w internecie, jest nadal niewystarczająca.

– Dzieci nie zawsze mają świadomość tego, jakie zagrożenia czyhają na nie w internecie, dlatego tak ważna jest edukacja. Powinny wiedzieć, co może je spotkać i jak na to reagować. To jest kluczowe w edukacji cyfrowej. Kluczem do bezpieczeństwa nie jest całkowita izolacja dzieci od urządzeń podłączonych do internetu, a tym bardziej kontrola tego, co dzieci robią online, bo nigdy nie będziemy w stanie skontrolować wszystkiego. Rolą edukatorów, rodziców i nauczycieli jest przygotowanie ich do korzystania z cyfrowego świata – mówi dr Lidia Stępińska-Ustasiak, radca prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Instytut badawczy, wraz z prof. UAM Jackiem Pyżalskim, przeprowadził badania wśród młodych internetowych twórców, w których wzięła udział setka młodych, zaangażowanych internautów poniżej 18. roku życia – twórców blogów, vlogów, kanałów na YouTube, stron tematycznych, grup albo profili tematycznych w mediach społecznościowych. Wynika z nich, że prawie wszystkich dotknął hejt ze strony innych internautów, szczególnie na początku ich działalności. Z tym doświadczeniem najczęściej pozostawali sami, bez pomocy dorosłych.

Z drugiej strony badania pokazały również pozytywne aspekty zaangażowania dzieci i młodzieży online. Młodzi twórcy niezwykle odpowiedzialnie  i profesjonalnie traktują swoje działania w sieci i swoich odbiorców. Poświęcają na internetową twórczość wiele czasu, utrzymują kontakty z followersami, dokształcają się, żeby uzyskać i utrzymać wiarygodność. Zaangażowanie to silnie motywuje ich do samodoskonalenia się – młodzi twórcy potrafią pozyskiwać wiedzę z wielu źródeł, widzą sens w zdobywaniu wiedzy. Relacje w sieci (kontakt z odbiorcami, innymi twórcami) stanowią podstawę ich działalności w internecie. Młodzi traktują swoją działalność przede wszystkim jako twórczą ekspresję, która pozwala wyzbyć się nieśmiałości.

Nie trzeba epatować ani straszyć zagrożeniami, bo to nic nie daje. Negatywne zjawiska istnieją i ryzyko będzie zawsze, natomiast pozytywna strona cyberprzestrzeni przeważa. Chodzi o to, aby w sposób odpowiedzialny i świadomy z niej korzystać. Odpowiedzialność najmłodszych i ich edukacja są najważniejsze. To, co ci młodzi ludzie zrozumieją i wyniosą z domu i szkoły, będzie potem procentować – mówi Krzysztof Silicki..

Jest wiele możliwości ograniczania zagrożeń. Jeżeli sami nie mamy wiedzy na ten temat, możemy sięgać do materiałów edukacyjnych, badań przygotowywanych przez UKE czy NASK. Prowadzimy również setki szkoleń dla dzieci w polskich szkołach – tylko w zeszłym roku skorzystało z nich około 50 tys. dzieci. Szkoły mogą się zgłaszać, my przyjeżdżamy i prowadzimy zajęcia pokazujące, jak bezpiecznie korzystać z internetu – dodaje Lidia Stępińska-Ustasiak.

Branża motoryzacyjna w trakcie rewolucyjnych zmian. Bez odpowiednich narzędzi nie będzie mogła rozwijać carsharingu czy pojazdów autonomicznych

Branża motoryzacyjna w trakcie rewolucyjnych zmian. Bez odpowiednich narzędzi nie będzie mogła rozwijać carsharingu czy pojazdów autonomicznych 4

Skuteczniejsze docieranie do klientów i poprawianie ich zadowolenia z oferowanych produktów oraz usług, większa efektywność działania i obniżanie kosztów – to korzyści, które może odnieść firma dzięki transformacji biznesu. Polega ona w głównej mierze na wprowadzeniu narzędzi informatycznych, które pozwalają skutecznie realizować cele biznesowe, usprawnić działanie wewnątrz firmy i jej kontakty z klientami. Branżą, która przechodzi ciągłą transformacji, jest motoryzacja, która z jednej strony szuka nowych rynków, z drugiej wprowadza nowinki jak carsharing czy samochody autonomiczne. Bez odpowiednich narzędzi nie byłoby to możliwe.

– Transformacja biznesu wiąże się z wdrażaniem w przedsiębiorstwach szeregu zmian, które z kolei są odpowiedzią na to, co dzieje się w ich otoczeniu. Mówimy tutaj o nowych regulacjach, trendach rynkowych i oczekiwaniach konsumentów. Transformacja biznesu jest dzisiaj bardzo mocno powiązana z transformacją cyfrową, ponieważ ta dostarcza wszystkich potrzebnych w tym celu narzędzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Remigiusz Efinowicz, partner zarządzający Hicron.

Celem transformacji biznesu jest skuteczniejsze docieranie do klientów i zwiększenie ich satysfakcji z dostarczanych usług i produktów, większa efektywność działania, lepsza jakość i optymalizacja kosztów. Polega ona na modyfikacji i zharmonizowaniu zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych procesów w firmie. To z kolei umożliwia stworzenie puli wzorców najlepszych praktyk we wszystkich działach firmy: od produkcji, sprzedaży i rozwoju produktu po księgowość, marketing i HR.

 Mówiąc o wzorcach dobrych praktyk biznesowych, zacznijmy od procesu ciągłego doskonalenia się. Jest to szansa na poprawę efektywności, którą dostrzegło wiele przedsiębiorstw. Poprzez poprawę sposobu działania, redukcję kosztów czy strat w niektórych obszarach, starają się one być bardziej konkurencyjne. Ich celem powinno być osiągnięcie operational excellence, czyli stanu, w którym będą liderami rynku i będą mieć przewagę konkurencyjną nad innymi przedsiębiorstwami z tej samej branży. W takiej sytuacji nie wolno zapominać o strategii zrównoważonego rozwoju, co oznacza, że powinniśmy cały czas brać pod uwagę zarówno otoczenie, jak i ograniczenia środowiska, w którym działamy – mówi Remigiusz Efinowicz.

Integralną częścią transformacji biznesu jest digitalizacja przedsiębiorstwa, która wiąże się z takimi rozwiązaniami, jak chmura, analityka big data, sztuczna inteligencja w obsłudze klienta. Wynika to z faktu, że w dzisiejszych czasach, aby firma mogła skutecznie realizować swoje cele biznesowe, musi oprzeć swoje procesy na zaawansowanych narzędziach informatycznych.

– Cyfrowa transformacja biznesu towarzyszy nam już od kilkudziesięciu lat – od momentu, kiedy w przedsiębiorstwach pojawiły się komputery i zaczęły być wykorzystywane do tego, by wspomagać pracę czy optymalizować procesy. Obecnie stoimy u progu bardzo istotnych zmian – w branży motoryzacyjnej mówimy już o connected cars czy pojazdach autonomicznych, z kolei w branży biotechnologicznej mamy do czynienia z sytuacją, w której możliwe stało się projektowanie leków pod DNA konkretnego pacjenta. W życiu społecznym doświadczamy tego dzięki rozwojowi inteligentnych miast – mówi Remigiusz Efinowicz.

Jak podkreśla, branża motoryzacyjna poszukuje nowych rynków. Dynamicznie rozwija się głównie w Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Południowej – tam zidentyfikowano nowe grupy konsumentów, do których można dotrzeć i zacząć sprzedawać setki tysięcy aut. Z drugiej strony branża dostrzega szansę nie tylko w nowych rynkach, lecz także w nowych technologiach i cyfrowej transformacji. W efekcie pojawiają się nowe usługi czy rozwiązania, takie jak connected cars, carsharing czy pojazdy autonomiczne.

 Branża motoryzacyjna znajduje się w procesie ciągłej transformacji praktycznie od początku jej istnienia. W ostatnich latach jej motywem przewodnim jest strategia cyfryzacji i związane z tym technologie. Hicron jest wyspecjalizowanym dostawcą rozwiązań w zakresie zarządzania relacjami z klientami, optymalizacji łańcuchów logistycznych, integracji z partnerami zewnętrznymi czy zarządzania finansami w tej branży. Dostarczając rozwiązania dla konkretnych klientów, staramy się wziąć pod uwagę wszystkie dostępne w tym momencie na rynku technologie i dobieramy takie, które służą celom strategicznym naszych klientów – mówi Remigiusz Efinowicz.

Hicron przeprowadza w roku średnio dwie transformacje biznesowe na dużą skalę, warte co najmniej kilka milionów euro. Firma sfinalizowała już kilka takich projektów, prowadzonych wspólnie z globalnymi koncernami z branży motoryzacyjnej, m.in. Subaru Europe, Louwman, słynnym producentem samochodów sportowych oraz katarską grupą AAB, jednym z największych niezależnych dystrybutorów marek Toyota i Lexus na świecie. W tym ostatnim przypadku w efekcie transformacji nastąpiło przyspieszenie czasu obsługi klienta z 20 do 3 minut, skrócenie czasu przepływu klienta z 80 do 10–15 minut i optymalizacja niemal wszystkich procesów. Aktualnie Hicron prowadzi projekty z zakresu transformacji biznesowej równolegle na Bałkanach, w Japonii oraz w regionie Bliskiego Wschodu i Australii.

 Mamy stosunkowo szerokie spektrum narzędzi i staramy się zawsze odpowiedzieć na konkretne potrzeby i problemy klienta. Do tego też dobieramy narzędzia. Czasami takim wyzwaniem biznesowym jest zbyt długi proces fakturowania – u jednego z klientów udało nam się skrócić proces fakturowania z 2 tygodni do 12 godzin w ciągu miesiąca, redukując przy tym liczbę zaangażowanych osób z 8 do 3. Spowodowało to wymierne korzyści. Cel, który nam zawsze przyświeca, to dostarczenie klientowi wartości dodanej – podkreśla partner zarządzający Hicron.

Kredytobiorcy mogą na razie spać spokojnie. Dobra kondycja gospodarki powinna utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie do końca roku

0

Kredytobiorcy mogą na razie spać spokojnie. Dobra kondycja gospodarki powinna utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie do końca roku 5

Szybki wzrost gospodarczy bez przesadnej inflacji sprawia, że Rada Polityki Pieniężnej nie ma powodu do podnoszenia stóp procentowych. Oznacza to, że w perspektywie kilku kwartałów kredyty nie powinny podrożeć. Zdaniem głównego ekonomisty największego polskiego banku dobra kondycja gospodarki uchroni też złotego przed osłabianiem się. Natomiast warszawską giełdę z marazmu mogą wyrwać pracownicze plany kapitałowe, które mają zacząć działać w przyszłym roku.

To, co wyróżnia obecny boom gospodarczy w Polsce od poprzednich, to brak nierównowag – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego. – Inflacja jest poniżej celu, rynek nieruchomości mieszkaniowych jest względnie stabilny, ceny nie rosną nadmiernie względem tego, co obserwujemy w innych krajach naszego regionu czy w Europie Zachodniej, deficyt handlowy jest zerowy, w ostatnich latach uległ redukcji do zera, nie ma innego rodzaju nierównowag. W związku z tym najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla stóp procentowych NBP na co najmniej kilka najbliższych kwartałów, co najmniej do końca 2019 roku, jest brak zmian.

Wzrost produktu krajowego brutto w ciągu ostatnich czterech kwartałów oscyluje wokół 5 proc. rok do roku. Inflacja, która pod koniec 2016 roku powróciła na rynek po 2,5 roku, tylko raz, w listopadzie ubiegłego roku dotknęła celu inflacyjnego NBP, by znowu spowolnić. Przez ostatnie trzy miesiące (czerwiec – sierpień) wzrost cen zatrzymał się na poziomie 2 proc. w ujęciu rocznym. Dlatego RPP nie ma powodu, by podnosić stopy procentowe, co pociągnęłoby za sobą (a często wyprzedziło, bo do wyższych oprocentowań wystarczy samo oczekiwanie na podniesienie stóp) wyższy koszt kredytów. Z kolei słaby wzrost gospodarczy mógłby skłonić ekonomistów do obniżenia poziomu stóp, by pobudzić inwestycje firm. Oba działania są jednak zbędne, dlatego stopy procentowe pozostają na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie od marca 2015 roku po tym, jak przez niemal trzy lata były obniżane.

– Biorąc pod uwagę historyczne notowania kursu złotego, a także różne szacunki tzw. kursu równowagi złotego, jest on obecnie nieco niedowartościowany względem swojej normalnej, fundamentalnej wartości – ocenia Piotr Bujak. – Inwestorzy zagraniczni dobrze oceniają stabilność polskiej gospodarki. Nie jest ona typowana jako jeden z kandydatów do przeżywania poważnych turbulencji, tak jak w Turcji czy Argentynie. To wszystko powinno powodować, że nawet w okresach zwiększonej awersji do ryzyka na globalnych rynkach finansowych złoty powinien sobie radzić relatywnie dobrze, a jego kurs do euro nie powinien wzrosnąć bardziej niż do 4,40 zł w II połowie tego roku. Nie można wykluczyć, że wtedy, kiedy na rynkach będą panowały lepsze nastroje inwestycyjne, złoty będzie się umacniać i zobaczymy znowu kurs bliżej poziomu 4,20 zł za euro.

Od początku 2018 roku polska waluta osłabiła się o kilkanaście groszy (2,6 proc.) do euro, które jest obecnie warte około 4,30 zł, ale i tak jest to poziom niższy niż przez większość 2016 roku. Wszystko dlatego, że w 2017 roku odnotowała solidny spadek o trzydzieści kilka groszy. Nieco gorzej radzi sobie wobec dolara, gdzie spadek przekroczył ponad 5 proc., ale od maja pozostaje stabilny. Najmniej powodów do zadowolenia mają posiadacze kredytów we frankach: szwajcarska waluta umocniła się do złotego o ponad 6 proc.

Także akcje dużej części polskich spółek wyceniane są nisko: indeks WIG 20 grupujący największe z nich stracił od początku roku 8,3 proc., a szeroki rynek – 9 proc. Najmocniej straciły indeksy spółek średnich (mWIG40), bo niemal 17,5 proc. i małych (20,8 proc.).

Polskie akcje na tle międzynarodowym w tej chwili wydają się relatywnie tanie, ale trzeba pamiętać o specyficznych, strukturalnych czynnikach, które nadal mogą negatywnie wpływać na polski rynek akcji – zastrzega główny ekonomista PKO BP. – To jest duża waga w niektórych indeksach spółek ze specyficznych sektorów, które niekoniecznie będą sobie radzić najlepiej w przyszłości. Kolejny element to wciąż negatywne nastawienie globalnych inwestorów do gospodarek wschodzących, do których Polska zazwyczaj jeszcze jest zaliczana. Dlatego do końca tego roku polski rynek akcji raczej nie będzie się zachowywać bardzo dobrze. Myślę, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to względnie stabilne notowania.

Najmocniej ucierpiały spółki chemiczne, budowlane i energetyczne, których indeksy sektorowe od początku roku spadły o 30 i więcej procent. Natomiast branżami, które odnotowały – niewielki co prawda – wzrost są farmacja i branża paliwowa. GPW najmocniej odczuwa jednak spadek obrotów akcjami. W I półroczu br. na rynku głównym były one niższe o 25,5 proc. w porównaniu z takim samym okresem 2017 roku, w lipcu zmniejszyły się o 28,9 proc., w sierpniu zaś o 7,2 proc.

Biorąc pod uwagę skutki zmian dokonanych w systemie emerytalnym kilka lat temu i fakt, że ograniczono rolę bardzo ważnej grupy inwestorów, jaką były OFE, można mówić o pewnym marazmie na polskim rynku kapitałowym – komentuje Piotr Bujak. – W tym kontekście szansą na ożywienie polskiego rynku kapitałowego jest planowane wprowadzenie PPK w 2019 roku. To powinno zapewnić dopływ dużej ilości świeżego kapitału na polski rynek akcji, także obligacji i zapewnić, że wyceny wielu polskich przedsiębiorstw, szczególnie tych, które dobrze sobie radzą, będą rosły zgodnie z wynikami całej gospodarki i polski rynek akcji będzie sobie radził lepiej na tle innych rynków akcyjnych na świecie.

Domowe przetwory znowu modne. Zapasy na zimę zamierza zrobić prawie połowa Polaków

Domowe przetwory znowu modne. Zapasy na zimę zamierza zrobić prawie połowa Polaków 6

W tym roku zapasy na zimę planuje zrobić 49 proc. Polaków – takie wnioski płyną z Barometru Providenta. Większość spędzi dodatkowy czas w kuchni, aby móc także zimą cieszyć się smakiem sezonowych owoców i warzyw. Równie ważną motywacją jest chęć kultywowania rodzinnej tradycji oraz zaoszczędzenia pieniędzy na zimowych zakupach. Wśród osób, które przygotowują słoiki, 63 proc. to mieszkańcy wsi i co trzeci mieszkaniec średniego lub dużego miasta. Coraz częściej samodzielne robienie konfitur i marynat deklarują także mężczyźni.

Sporządzanie domowych przetworów, pozwalających cieszyć się smakiem letnich warzyw i owoców oraz grzybów przez całą zimę, stopniowo traciło na popularności wraz z rozwojem gospodarczym Polski i poszerzającą się ofertą sklepów. Dziś ponownie wraca do łask, m.in. jako efekt powrotu do zdrowego stylu odżywiania. Samodzielnie przygotowane przetwory w odróżnieniu od niektórych gotowych produktów sklepowych nie zawierają konserwantów czy sztucznych barwników. Sami też decydujemy, ile cukru dodamy i jakich składników użyjemy.

 Najczęściej przetwory robią osoby po 60. roku życia, ale także, co ciekawe, osoby młode, w przedziale wiekowym 25–34 lata. W tej grupie dominują takie powody robienia przetworów jak tradycja, miłe spędzanie wspólnego czasu czy przywiązanie do domowych smaków – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

Także osoby starsze kierują się przede wszystkim chęcią kontynuacji tradycji lub powrotu do niej, równie ważna jest jednak także możliwość zaoszczędzenia pieniędzy. Co piąta przebadana przez firmę Danae na zlecenie Providenta osoba zadeklarowała, że robi przetwory ze względu na obniżenie kosztów zakupów spożywczych podczas zimowych miesięcy. Jednocześnie aż 27 proc. respondentów uważa, że przygotowywanie słoików jest nieopłacalne, bo w sklepach dostępne są tańsze produkty. Przetwory najczęściej robią rodziny, w których są cztery i więcej osób oraz co czwarta osoba żyjąca samotnie.

– Osoby wielodzietne doceniają ekonomiczność takiego rozwiązania, zwłaszcza jeżeli mieszkają na wsi i półprodukty mają w zasięgu ręki, ale jest to też fajny czas na spędzanie rodzinnie czasu. Natomiast osoby samotne częściej podkreślają walory smakowe, ale także tradycyjność, którą starają się dalej celebrować – mówi Anna Karasińska.

Robienie przetworów to obecnie nie tylko domena kobiet. Z badania Barometr Providenta wynika, że 76 proc. mężczyzn również jest chętnych, by zapełnić spiżarnie domowymi smakołykami. Liczba osób skłaniających się do samodzielnego przygotowywania słoików zależna jest m.in. od miejsca zamieszkania oraz dostępności własnych warzyw i owoców. Wśród osób deklarujących przygotowywanie weków czy konfitur 63 proc. to mieszkańcy wsi i co trzeci mieszkaniec średniego lub dużego miasta. 75 proc. osób żyjących na wsi robi zapasy z własnych plonów. W przypadku mieszkańców największych miast 76 proc. kupuje w tym celu produkty na bazarach lub w sklepach.

  Jeżeli robimy słoiki na zimę, to w hurtowych ilościach. Większość naszych respondentów przyznaje, że przygotowuje przetwory tak, by starczało na całą zimę. Zdecydowanie mniejsza liczba osób mówi, że przygotowuje tylko na własny użytek lub – tak jak 8 proc. respondentów – by obdarować najbliższych – mówi Anna Karasińska.

W tej ostatniej kwestii przodują seniorzy – wśród respondentów powyżej 60. roku życia 14 proc. przyznało, że chętnie daje swoje wyroby w prezencie. Polacy przygotowują słoiki z owoców, warzyw i grzybów, najczęściej w postaci kiszonek, konfitur oraz marynat. 64 proc. badanych twierdzi, że potrawy wykonane według tradycyjnych receptur smakują im najlepiej.

Osobiste roboty to nie tylko asystenci, ale i towarzysze życia. Pomagają w codziennych czynnościach, potrafią też poprawić nastrój

Osobiste roboty to nie tylko asystenci, ale i towarzysze życia. Pomagają w codziennych czynnościach, potrafią też poprawić nastrój 7

Osobisty robot może się przydać jako osobisty szef kuchni, trener i towarzysz życia. Na rynku są już roboty, które potrafią rozpoznać nastrój, takie które sprawdzają się jako domowy system nadzoru, czy jako centrum domowej rozrywki. Jeszcze inne reagują na ruchy i mogą zająć się wszystkim, od poprawienia nastroju, przez odtwarzanie muzyki, po włączenie klimatyzatora. Segway Loomo może przenosić przedmioty, a jednocześnie rozpoznaje twarze i podąża za właścicielem.

– Loomo to mały robot osobisty, który przemieszcza się wykorzystując technologię Segway. Jest to wizja mobilnego asystenta, który w przyszłości może poprawić jakość życia swoich właścicieli. Robot ma funkcję „idź za mną”, jest wyposażony w system detekcji optycznej, więc pójdzie za tobą wszędzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Richard van Santen, wiceprezes marketingu w Segway Europe.

Osobisty robot może się przydać jako osobisty szef kuchni, trener i towarzysz. Na rynek trafiają coraz bardziej wyrafinowane roboty. Pepper rozpoznaje ludzkie emocje i na nie reaguje. Kuri to domowy system nadzoru, bo słyszy i widzi, co się dzieje w domu. Zenbo z kolei może służyć jako towarzysz w domu, a Jibo uczy się rozpoznawać twarze rodziny i przyjaciół, aby móc rozpocząć z nimi rozmowę, gdy wejdą do pokoju. Roboty są też wykorzystywane w edukacji – w Japonii mają pomóc uczniom i nauczycielom w nauce języka angielskiego.

Loomo, czyli najnowszy robot Segwaya, to mobilny robot-asystent. Jeśli nie jest używany do transportu, może wykonać polecenia głosowe i służyć jako asystent na kółkach.

– Jesteśmy w trakcie opracowywania niektórych aplikacji, np. osobistego asystenta. Możemy sobie wyobrazić, że jeżeli chcesz zrobić zakupy w sklepie spożywczym, możesz umieścić zakupione produkty na robocie. Robot pójdzie za tobą do supermarketu, a potem do domu, niosąc twoje zakupy – tłumaczy Richard van Santen.

Czujniki RealSense pozwalają na analizę głębi, ułatwiają omijanie przeszkód. Dlatego robot może roznosić ulotki, a także służyć jako pomoc domowa. Może być asystentem w szpitalach, domach opieki, hotelach, restauracjach i sklepach. Zastosowań wkrótce może być jeszcze więcej.

– Loomo jest robotem open-source, opartym na systemie Android. Programiści mogą tworzyć nowe aplikacje na bieżąco, nie ma ograniczeń. Prace nad możliwymi zastosowaniami Loomo nadal trwają. Po raz pierwszy udostępniamy go naszym klientom. Właśnie ogłosiliśmy, że produkt będzie dostępny dla użytkowników końcowych w przedsprzedaży – zapowiada przedstawiciel Segway Europe.

Nowe urządzenie Segwaya to nie tylko osobisty robot, ale również środek transportu. Robot ma zasięg 35 km, porusza się z maksymalną prędkością 18 km/h po różnych nawierzchniach.

– Wiele firm pracuje nad elektromobilnością, pojazdami autonomicznymi, które pozwalają na przemieszczanie się na duże odległości. Nasza firma skupia się na mobilności na krótkich dystansach, w obrębie kilku kilometrów. Roboty-asystenci, mogą zarówno poprawić mobilność, jak również towarzyszyć swojemu właścicielowi – wskazuje ekspert.

MarketsandMarkets szacuje, że rynek inteligentnych robotów w 2018 roku wart jest blisko 5 mld dolarów. W 2023 roku ma to już być ok. 14,3 mld dolarów.

Inteligentne urządzenia internetu rzeczy mają najsłabsze zabezpieczenia. Przy ich udziale hakerzy w prosty sposób mogą przejąć kontrolę nad całą domową siecią

Inteligentne urządzenia internetu rzeczy mają najsłabsze zabezpieczenia. Przy ich udziale hakerzy w prosty sposób mogą przejąć kontrolę nad całą domową siecią 8

Specjaliści podkreślą, że urządzenia wchodzące w skład internetu rzeczy mają  stosunkowo słabe zabezpieczenia. Hakerzy, włamując się do najprostszych urządzeń podłączonych do sieci, mogą w łatwy sposób uzyskać dostęp do domowej sieci. W Internecie istnieją wyszukiwarki, które pozwalają uzyskać IP urządzeń aktualnie podłączonych do Internetu, a stąd już tylko krok do przejęcia całej domowej sieci. Znane są przypadki włamań do sieci np. poprzez ekspres do kawy. Zdaniem specjalistów najlepszym zabezpieczeniem jest odizolowanie inteligentnych urządzeń od internetu.

– Urządzenia IoT są projektowane po to, żeby były proste i użyteczne, ich bezpieczeństwo jest na trochę niższym poziomie. Znamy już przykłady budowania tzw. botnetów, czyli sieci zainfekowanych urządzeń IoT, które wykonują pracę na rzecz hakerów. Infekując szereg urządzeń IoT w ramach inteligentnego domu i tworząc z nich botnet, haker może np. wykorzystywać je do kopania kryptowalut, gdy są one nieużywane – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Andrzej Nowodworski, architekt bezpieczeństwa i współwłaściciel Immunity Systems.

Z prognoz Cybersecurrity Ventures wynika, że do 2021 roku cyberprzestępstwa będą powodować roczne straty na poziomie 6 bln dol. Jedna szósta tej kwoty ma stanowić wydatki na cyberbezpieczeństwo. Najłatwiejszym celem ataku są obecnie dla hakerów urządzenia internetu rzeczy – coraz częściej także urządzenia codziennego użytku, podłączone do Internetu, jak np. ekspresy do kawy. Specjaliści podkreślają, że najlepszą obroną przed możliwością przejęcia kontroli nad całą siecią, jest odseparowanie od niej najprostszych urządzeń.

– Podstawowym zabezpieczeniem jest odseparowanie możliwie najwięcej urządzeń od internetu, żeby nie były widoczne w sieci. Jeżeli są widoczne, to przez taką wyszukiwarkę jak np. Shodan, można uzyskać adresy IP pozostałych urządzeń podłączonych aktualnie do Internetu. Nawet w domowym routerze, który dziewięćdziesiąt kilka procent użytkowników otrzymuje od operatora, można ustawić taką blokadę – tłumaczy Andrzej Nowodworski.

Z informacji przekazanych przez Kaspersky Lab wynika, że wyszukiwarki, takie jak Shodan i jej bezpłatny odpowiednik Censys, są w stanie wyszukać niechronione urządzenia będące online. W taki sposób użytkownicy namierzyli nie tylko prywatne kamery internetowe czy routery, lecz również urządzenia sterujące parkiem wodnym, pompy ciepła czy nawet elektrownię jądrową, a także sprzęt medyczny do przeprowadzania badań obrazowych, takich jak rentgen.

– Musimy pamiętać o uwierzytelnianiu. Musi być to silne hasło, nie możemy korzystać z haseł słownikowych, a jeżeli aplikacja na to pozwala, to ja jestem zwolennikiem dwuskładnikowego uwierzytelnienia, czyli hasło plus np. jednorazowy kod – mówi ekspert.

Zdaniem specjalistów, warto zadbać o zabezpieczenia na poziomie samych urządzeń. W taki sposób możemy zabezpieczyć na przykład komputer, na którym przechowywane są ważne dane. Na rynku dostępne są na przykład klucze sprzętowe z zaawansowanymi algorytmami szyfrującymi, które do komputera są podpinane przez port USB.

Z analiz Gartnera wynika, że do internetu rzeczy w 2020 roku będzie podłączonych 20 mld urządzeń.

Do 2040 r. prognozuje się wzrost zapotrzebowania na energię na poziomie 30%

Dziesięć lat temu Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) przewidziała wzrost globalnego zużycia energii pomiędzy 2006 a 2030 r. o 180% (12 477 terawatogodziny). Zgodnie z najnowszym raportem IEA, znacznie wyprzedzamy ten harmonogram. Już na początku 2018 r. na świecie zużywało się 75% prądu, który miał nam wystarczyć na kolejne 12 lat. Rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną, to ogromny problem, szczególnie w kontekście zmian klimatycznych i możliwego blackoutu.

„Nie pytaj, co kraj może zrobić dla Ciebie, ale co ty możesz zrobić dla swojego kraju” – słowa wypowiedziane pół wieku temu przez Johna Fitzgeralda Kenned’yego, są aktualne jak nigdy wcześniej. Dobrze oddają obraz w jakim znalazł się świat, gdzie potrzeba ratowania środowiska spotyka się z jednoczesną koniecznością dostarczania coraz większej porcji energii dla rozwijających się gospodarek.

Atom nie rozwiąże problemu

A sytuacja jest poważna, co dobrze ilustrują problemy z dostarczeniem energii, z którymi borykamy się co roku. Sytuację ratuje wprawdzie import z Europy Zachodniej, jednak to tylko doraźne rozwiązanie.

–  Mamy kłopot. W lecie coraz wyższe temperatury zwiększają zapotrzebowanie na energię zużywaną do chłodzenia i obiegu wody, jednocześnie infrastruktura nie jest przygotowana na efektywne działanie w takich warunkach. Sieci się przegrzewają. Z drugiej strony w zimie, ogrzewanie bazujące przede wszystkim na węglu skutkuje zanieczyszczeniem powietrza i smogiem zarówno w miastach, jak i podmiejskich miejscowościach. Potrzebna jest fundamentalna zmiana mentalności w kwestii oszczędzania energii, bo doświadczenia pokazują, że nawet uruchomienie instalacji atomowych nie rozwiązuje problemu – komentuje Tomasz Podleś, Manager produktu z Rettig Heating – największego dostawcy rozwiązań grzewczych na świecie.

Dobrze ilustruje to przypadek szwedzkiej elektrowni, która w lipcu br. musiała wyłączyć jeden z bloków z powodu zbyt wysokiej temperatury wody w Bałtyku. A problem będzie coraz poważniejszy, co potwierdzają dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej.

Elektryzujące wieści

Świat stoi przed wyzwaniem ograniczenia emisji gazów cieplarnianych przy równoczesnym zwiększeniu dostępu do energii i możliwości ekonomicznych dla miliardów ludzi – czytamy w raporcie EIA. Sektor elektroenergetyczny, w którym średnie emisje wynoszą średnio około 500 gramów dwutlenku węgla na kilowatogodzinę (g CO2/kWh), został powszechnie uznany za kandydata do głębokiej dekarbonizacji, a zaplanowane zmniejszenie emisji do poziomu 50g CO2/kWh do 2050 roku jest szeroko dyskutowane.

Globalne zapotrzebowanie na energię rośnie zdecydowanie wolniej niż w przeszłości, ale nadal prognozuje się wzrost na poziomie 30%, do 2040 r. Chiny, Indie, Afryka i Ameryka Łacińska będą odpowiadać za największy wzrost popytu na energię, podczas gdy rozwinięte gospodarki, np. USA i UE będą stopniowo zmniejszać zapotrzebowanie. Jednak tylko teoretycznie, bo np. w Polsce, co rok bijemy rekordy zużycia energii. Z raportu „Polska energetyka 2030” opracowanego przez fundację Przyjazny Kraj wynika, że od dwóch lat jej konsumpcja rośnie w tempie powyżej średniej europejskiej (1-1,5 proc. rok do roku), a w kolejnych latach nadal będziemy jej zużywać coraz więcej.

To oznacza de facto dwie rzeczy: będziemy emitować do atmosfery więcej CO2 i wydawać więcej na energię, bo koszt wytworzenia megawatogodziny z węgla wynosi ponad 100 dolarów.  W tej sytuacji potrzebne są nie tylko inwestycje w energetykę, odnawialne źródła energii, ale racjonalne gospodarowanie nią, tak jak dzieje się to np. w Skandynawii. Zapotrzebowanie można zmniejszyć choćby modernizując  instalacje w domach czy stosując niskotemperaturowe źródła ciepła  – zwraca uwagę Emilia Dudek, Marketing Manager z Rettig Heating.

-Passivhaus Institut w Niemczech, organizacja, która przyznaje budynkom status oficjalnej nieruchomości pasywnej, podała, że takie budynki pozwalają wygenerować oszczędności energetyczne sięgające nawet 90% w porównaniu do domów konwencjonalnych. Rozwiązaniem, które znacząco redukuje zużycie energii są też systemy Smart Home pozwalające rozsądniej zarządzać ogrzewaniem czy oświetleniem. Jak pokazują ostatnie badania przeprowadzone na Uniwersytecie Curtin w Australii, rocznie możemy ograniczyć w ten sposób zużycie energii o blisko 20%. – przekonuje Marcin Kotarski, Manager Produktu z Rettig Heating.

Globalna gospodarka rośnie średnio o 3,4% rocznie, a populacja z 7.4 mld osób wzrośnie do ponad 9 miliardów w 2040 r. Do tego dochodzi proces urbanizacji, który „dodaje” do światowej populacji miejskiej, co cztery miesiące miasto wielkości Szanghaju. Te dane zwiastują liczne problemy.

Kongres Next Generation – wydarzenie dla przyszłych liderów biznesu

Na którym z siedmiu kroków skutecznej sukcesji jesteś? Podjąłeś już decyzję o swojej przyszłości, w firmie rodzinnej lub poza nią – wiesz już, czy w ogóle chcesz być przyszłym liderem firmy rodziców? Zdobywasz wiedzę? Rodzice przekazali Ci już pewne obszary zarządzania? A może jesteś już w pełni samodzielnym prezesem, a wszystkie udziały są w Twoich rękach? Niezależnie od etapu, na którym jesteś, jeśli wychowałeś się w rodzinie biznesowej, Kongres Next Generation jest dla Ciebie! – Jak pomóc sobie nawzajem w procesie sukcesji? Porozmawiajmy o zarządzaniu emocjami i utrzymywaniu równowagi życia i pracy w rodzinnej firmie. Spójrzmy na sukcesję jako dobrze zaplanowany i nadzorowany projekt – radzi Bartosz Nowicki, Dyrektor Operacyjny, POZBRUK sp. z o.o. sp. j. Więcej o swoich sukcesyjnych doświadczeniach opowie 18-19 października 2018 w Poznaniu. Wydarzenie Next Generation dla młodego pokolenia firm rodzinnych organizuje Instytut Biznesu Rodzinnego.

Kongres Next GenerationWielu młodych ludzi stoi przed dylematem wyboru swojej własnej ścieżki kariery. Zostać w firmie rodzinnej czy rozwijać się w korporacji? A może założyć własny start-up? Dorosłe dzieci wychowane w firmach rodzinnych mają wiele pomysłów na siebie – i dobrze! Chcemy, żebyś jako sukcesor nauczył się podejmować samodzielne decyzje i spełniać swoje marzenia!

Na NextG spotka się 250 uczestników wychowanych w rodzinach biznesowych, wśród nich m.in. prelegenci i paneliści: Milena i Grzegorz Inglot (INGLOT), Robert Podleś (COBI), Filip Nowakowski i Paweł Olewiński (NOVOL), Jacek Stolarski (SaMASZ) czy Joanna Darul (Kupiec)! Sukcesorzy będą mogli rozmawiać o swoich małych i dużych zwycięstwach, ale też o tym, co ich frasuje i przyprawia o ból głowy. To Kongres, podczas którego króluje szczerość. Uczestnicy wezmą też udział w kilku panelach dyskusyjnych (np. Siła rodzeństw czy Tożsamość sukcesora) oraz w kreatywnych warsztatach prowadzonych przez ekspertów – wszystko aby mogli podjąć jak najlepsze mądre decyzje. A wieczorem 18 października w programie największa w Polsce IMPREZA DLA SUKCESORÓW w Klubie PACHA Poznań – jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Europie.

– NextG to nie jest konferencja, konferencje są nudne, a tutaj nie ma czasu się nudzić! – ocenia Michał Wojas, sukcesor WOJAS SA. Dołącz do przyszłych liderów polskiej gospodarki!

Rejestracja na stronie: www.nextg.pl

III Ogólnopolski Kongres Next Generation

18-19 października 2018, Poznań, Hotel Blow Up Hall 5050

Wrocławskie Parki Biznesu zwiększają przestrzeń dedykowaną działalności B+R

Od 1 do 3 proc. rocznych wydatków – tyle polskie firmy przeznaczają na działania B+R (badania i rozwój). Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Deloitte, prawie 80 proc przedsiębiorców deklaruje zwiększenie nakładów na ten cel w ciągu najbliższych lat. Dynamicznie wzrasta też liczba startupów  chcących odnieść sukces właśnie w tej dziedzinie. To sprawia, że rośnie zapotrzebowanie nie tylko na standardowe biura, ale również na przestrzeń dostosowaną do prowadzenia działalności badawczej i naukowej.

Według badania Deloitte, ponad połowa ankietowanych firm (52 proc.) deklaruje, że w ciągu następnych 12-24 miesięcy wyda więcej na działalność badawczo-rozwojową niż w 2017 roku. To o 7 pp. więcej niż dwa lata temu. Z kolei 67 proc. zwiększy inwestycje na ten cel w perspektywie trzech do pięciu lat (wzrost o 10 pp. w porównaniu do ostatniej edycji badania). Dostęp do dotacji z różnych źródeł oraz rosnąca świadomość przedsiębiorców sprawiają, że rośnie popyt na przestrzeń  dostosowaną do celów badawczych i naukowych.

Trendy te można zaobserwować na polskim rynku powierzchni biurowych. Coraz bardziej opanowują go firmy z obszaru IT oraz nowych technologii, co wymusza zmiany związane ze standardem i możliwościami, jakie oferują obiekty.

Istotnym elementem jest również otoczenie biznesowe projektów, które stymuluje dalszy rozwój i pozwala odkrywać nowe kierunki czy możliwości. Firmy dążące do innowacji, nie zamykają się zazwyczaj w obrębie swojego biura, ale szukają kontaktu z innymi podobnymi podmiotami. Z racji specyfiki działalności, znalezienie odpowiedniego miejsca na działalność często okazuje się sporym wyzwaniem.

Rozwój w cieplarnianych warunkach

Niewątpliwie do miast, w których najchętniej lokują swoją działalność zarówno polskie, jak i zagraniczne firmy z branży IT oraz nowoczesnych usług dla biznesu, jest stolica Dolnego Śląska. To właśnie o Wrocławiu zachodni klienci mówią, że jest łatwo dostępny, a inwestorzy, że ma duży potencjał. Miasto wyróżnia się m.in. dużą liczbą inkubatorów przedsiębiorczości i akceleratorów,  co przekłada się na dynamicznie rosnącą liczbę powstających tu startupów.

Nie bez znaczenia jest także kosmopolityczny charakter miasta. Pracują tu przedstawiciele ponad 120 narodowości. Według przedsiębiorców do atutów Wrocławia należy także kooperacja urzędu miasta w zakresie projektów smart city, która tworzy idealne ramy dla powstających inicjatyw.

To wszystko sprawia, że w mieście pojawiają się nowe powierzchnie biurowe, które chcą otworzyć się na młody biznes oraz organizować wydarzenia integrujące  innowacyjnych przedsiębiorców. Jednym z przykładów jest Bierutowska Park. Obiekt mający za sobą bogatą historię (w okresie wojny był niemiecką jednostką badawczą) stwarza duże możliwości rozwoju w zakresie adaptacji przestrzeni pod nieszablonowe projekty.

– Wysokie, ponad 4-metrowe pomieszczenia, bardzo odporne stropy, niezależne systemy wentylacji, szachty techniczne i duże loftowe przestrzenie, pozwalają firmom dowolnie kształtować i łączyć powierzchnię biurową z laboratoryjną, clean roomami oraz szeroko rozumianą przestrzenią badawczą – mówi Tomasz Suchak, dyrektor ds. inwestycji firm Devco i BFF Investment Polska zarządzających Wrocławskimi Parkami Biznesu. – Z pewnością te czynniki powodują duże zainteresowanie naszą powierzchnią wśród firm z obszaru nowych technologii. Dlatego też postanowiliśmy zwiększyć ilość przestrzeni dedykowanej działalności B+R.

Pieniądze dla innowacyjnych

Powstawaniu coraz większej liczby startupów związanych z nowymi technologiami (znaczna większość z blisko 3 tys. tego typu firm) oraz rozbudowie funkcjonujących podmiotów w kierunku innowacji z pewnością sprzyjają fundusze unijne.

Dofinansowanie na prowadzenie prac badawczych i rozwojowych, infrastrukturę do badań i wdrażanie innowacji można uzyskać  m.in. w Programie Inteligentny Rozwój, z którego w ciągu sześciu lat trafi do polskich przedsiębiorców ponad 8,6 mld euro. Wspiera on inwestycje w B+R, działalność badawczo-rozwojową i wdrażanie jej wyników a także ochronę własności przemysłowej. Przedsięwzięcia innowacyjne dofinansowują także Program Polska Wschodnia (ponad 21 mld euro), Program Interreg  (70 mln euro) oraz programy regionalne w poszczególnych województwach. Środki te są dostępne zarówno w formie dotacji, jak i preferencyjnych pożyczek.

Pozyskane finansowanie można przeznaczyć na zakup aparatury, sprzętu, technologii i innej infrastruktury niezbędnej do stworzenia lub rozwoju centrów B+R. W ten sposób warto również pokryć koszty doradztwa i zakupu niezbędnej wiedzy technicznej oraz materiałów i produktów potrzebnych do prowadzenia prac badawczo-rozwojowych.

– Z prowadzonych przez nas badań wynika, że pozytywnie na zakres działalności B+R wpływa przede wszystkim szeroki zakres zachęt ekonomicznych (63 proc.) oraz większa dostępność  wykwalifikowanych kadr naukowych (62 proc) – mówi Dominika Orzołek, Starszy Menedżer w Zespole ds. sektora publicznego, innowacji i zachęt inwestycyjnych Deloitte. – Czynnikami, które mogą sprzyjać zwiększaniu wydatków na B+R jest też rosnąca świadomość konieczności dostosowywania sposobu działania i oferty do zmieniającego się otoczenia, ze względu na postęp technologiczny, inwestycje konkurentów i rosnące oczekiwania rynku.

Jak twierdzą specjaliści Deloitte, rozwojowi strefy B+R sprzyja również ulga podatkowa wprowadzona na początku 2018 roku. Pozwala ona na istotnie zwiększenie wartości kosztów podlegających odliczeniu od podstawy opodatkowania.

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w 2016 r. udział nakładów wewnętrznych na badania i rozwój w PKB wyniósł zaledwie 0,97 proc. Cel, który stoi przed Polską do 2020 r. to 1,7 proc. To wszystko wskazuje na dalszą aktywizację przedsiębiorstw w strefie B+R, a co za tym idzie również ich sukcesy w dziedzinach IT, biotechnologii czy nowoczesnych usług dla biznesu.

Czy wiesz, że…

W Polsce z powodzeniem funkcjonują:

  • 44 parki technologiczne
  • 23 inkubatory technologiczne
  • 41 centrów transferu technologii
  • 46 centrów transferu informacji
  • 46 inkubatorów przedsiębiorczości
  • 207 ośrodków szkoleniowo –doradczych

Debata „Cloud Computing & Digital Transformation”

Debata „Cloud Computing & Digital Transformation” odbędzie się  26 września  2018 r. w hotelu Bristol w Warszawie. Podczas spotkania skierowanego do przedstawicieli branży informatycznej, spółek technologicznych oraz najważniejszych podmiotów rynkowych zostaną poruszone tematy związane z transformacją cyfrową oraz technologią chmury.

Debata „Cloud Computing & Digital Transformation”Tegoroczna edycja debaty ma na celu przybliżenie zagadnienia technologii chmury, która jak wierzymy będzie fundamentem dla rozwoju innowacyjności polskich przedsiębiorstw. Zaproszeni na wydarzenie prelegenci ze świata nauki i biznesu wyjaśnią gościom również takie tematy jak: bezpieczeństwo danych w chmurze, relacje pomiędzy RODO a przetwarzaniem danych, biznesowe strategie wykorzystania chmury obliczeniowej, Platforma Przemysłu 4.0 oraz perspektywy rozwoju nowych technologii w rodzimych przedsiębiorstwach.

Udział w spotkaniu potwierdzili między innymi: Borys Stokalski – Prezes, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji; Leszek Maśniak – Chief Data Officer, Ministerstwo Cyfryzacji; Piotr Czarnecki – Prezes Zarządu, Raiffeisen Polbank; Marcin Bawor – Account Executive, Poland & Baltics, MicroStrategy; Mariusz Chudy – Wiceprezes Zarządu Integrated Solutions Sp. z o.o., Dyrektor Dostarczania Rozwiązań dla Biznesu Orange Polska oraz Szymon Stępczak – Wiceprezes Zarządu ds. sprzedaży, Atende.

Debaty organizowane przez Executive Club mają na celu dzielenie się z rodzimymi przedsiębiorcami najnowszą wiedzą oraz trendami panującymi w biznesie. Ich nadrzędną misją natomiast jest wspieranie rozwoju polskich przedsiębiorstw.

Partnerzy: Atende SA, MicroStrategy, Orange Polska, Raiffeisen Polbank

Patroni honorowi: Ministerstwo Cyfryzacji, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, Polskie Towarzystwo Informatyczne, Instytut Łączności – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego

Przemysł trochę spowolnił, budownictwo trzyma się mocno

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w sierpniu br., w ujęciu rocznym o 5 proc. (w lipcu wzrost wyniósł 10,3 proc.), natomiast produkcja budowlano-montażowa była wyższa o 20 proc. (miesiąc wcześniej urosła o 18,7 proc.) – podał GUS.

W sierpniu przemysł nieco spowolnił. Tempo jego wzrostu, poza marcem, kiedy produkcja urosła tylko o 1,8 proc., było najniższe w tym roku i niższe niż przed rokiem (8,8 proc.). Pogorszenie koniunktury w przemyśle zapowiadał już sierpniowy spadek wskaźnika PMI do poziomu najniższego od października 2016 roku. Menedżerowie w firmach sygnalizowali obniżenie się tempa przyrostu nowych zamówień i zatrudnienia, a także kurczenie się zamówień eksportowych w najszybszym tempie od czterech lat.

W ostatnich miesiącach nasz przemysł należał do najmocniejszych w Europie i skutecznie opierał się spowolnieniu w strefie euro. Dane za sierpień zapowiadają, że dynamika produkcji przemysłowej, w kolejnych miesiącach już nie będzie tak wysoka, ale nie należy się też spodziewać jakiegoś gwałtownego jej hamowania. Na kondycję przemysłu wpływać będzie sytuacja w handlu międzynarodowym. Co prawda Europa na razie jest odporna na niepokojące sygnały, które wieszczą wojnę handlową, ale radość może być przedwczesna, ponieważ konflikt na cła między USA i Chinami się nasila. Wzrost nowych zamówień eksportowych w strefie euro był najniższy od dwóch lat. Zagrożeniem dla naszego przemysłu mogą też być kłopoty z niedoborem pracowników. Z tego powodu w sierpniu wzrost zatrudnienia był najniższy od grudnia 2016 roku.

Bardzo dobrze natomiast radziła sobie w sierpniu produkcja budowlano – montażowa, która wzrosła o 20 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Mamy do czynienia z ożywieniem inwestycyjnym przed wyborami samorządowymi. Ale nad branżą budowlaną zbierają się czarne chmury. Brakuje ponad 100 tysięcy pracowników, coraz więcej firm ma kłopoty z terminowym regulowaniem należności, rośnie zadłużenie przedsiębiorstw. Od wielu miesięcy drożeją materiały budowlane, spada rentowność kontraktów. Rosną też ceny prądu, co jeszcze bardziej przekłada się na wyższe ceny materiałów dla budownictwa.

Komentarz Zbigniewa Maciąga, eksperta ekonomicznego Konfederacji Lewiatan

71% klientów firm leasingowych to mikro i małe przedsiębiorstwa

Wiarygodność kredytowa i płatnicza może ułatwić uzyskanie leasingu na dobrych warunkach oraz przyspieszyć proces rozpatrywania wniosku. O tym, że szanse na leasing rosną wraz z lepszą historią kredytową, świadczy zainteresowanie branży leasingowej zasobami informacyjnymi BIK. Co miesiąc firmy leasingowe składają do bazy BIK Przedsiębiorca ponad 5 tys. zapytań kredytowych.

Korzystając z największego zasobu w Polsce, gromadzącego historię kredytową ponad 1,2 mln przedsiębiorców w tym 762 tys. mikro firm, leasingodawcy stają się współuczestnikiem rynku wymiany informacji kredytowej, a zasilając bazy BIK informacjami o zobowiązaniach leasingowych swoich klientów, pomagają jednocześnie budować ich historię kredytową.

Rozwojowi polskiej branży leasingowej towarzyszy potrzeba solidnej oceny wiarygodności kredytowej i płatniczej klientów. Podobnie, jak banki, SKOK-i czy profesjonalne firmy pożyczkowe, także firmy leasingowe badają zdolność klienta do spłaty zobowiązań. Sprawdzają one, m.in. dotychczasową historię kredytową, korzystając z baz BIK oraz historię płatniczą rejestrowaną w BIG-ach.

Branża leasingowa odnotowała za 2017 r. blisko 16% wzrost wartości leasingowanych aktywów w stosunku do roku 2016. Na przestrzeni lat leasing stał się kluczowym źródłem finansującym potrzeby inwestycyjne polskich przedsiębiorców, napędzających rozwój gospodarczy kraju. Jak raportuje Związek Polskiego Leasingu, w strukturze klientów firm leasingowych przeważa sektor mikro i małych firm (71%).

W rankingu źródeł finansowania firmy, leasing plasuje się, obok kredytu, jako jedno z głównych zewnętrznych źródeł finansowania w sektorze MŚP i został wskazany jako trzecie najważniejsze źródło finansowania – w przypadku mikro i małych firm w 21%, a średnich 37%. Tak zadeklarowali ankietowani przedsiębiorcy z mikro i małych firm, osiągających roczny obrót do 3,6 mln zł, oraz z firm średnich, tj. o obrocie w przedziale 3,6 mln – 30 mln zł w skali roku.

Leasing to forma finansowania zbliżona do kredytu, jednak obu produktów finansowych nie można rozpatrywać jako całkowicie substytucyjnych. Każdy z nich spełnia inną funkcję.

Leasing, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie jest produktem wyłącznie dla przedsiębiorców. Na rynku od 2011 r. istnieje bowiem leasing konsumencki, adresowany do osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej (tzw. leasing prywatny), ale stanowi on zaledwie 2% rynku w Polsce. Niemniej, na polskim rynku znacznie więcej jest ofert leasingu dla firm niż leasingu konsumenckiego i może to przesądza o tym, że leasing jest kojarzony w Polsce z produktem typowo firmowym. Przekonanie to ugruntowuje dodatkowo fakt, że o praktycznych aspektach leasingu wypowiadają się głównie przedsiębiorcy.

Z Grupą BIK współpracuje już blisko 85% firm z rynku leasingowego w Polsce. Bezpośrednio BIK współpracuje z 24 firmami leasingowymi, z których część to osobne podmioty nie bankowe, ale także największe podmioty należące do grup bankowych. Dzięki tej współpracy firmy leasingowe mogą precyzyjniej oceniać ryzyko kredytowe.

Wiedzą na temat zobowiązań kredytowych w oparciu o Ustawę prawo bankowe, a także na podstawie bazy gromadzącej informacje o historii kredytowej ponad 15 mln Polaków, dzieli się BIK, a wymierne korzyści odnoszą banki, SKOK-i , firmy pożyczkowe, a także firmy leasingowe.

– Każda dobra informacja ma znaczenie, a budowanie pozytywnej historii kredytowej, to przepustka do uzyskania finansowania, m.in. na bardziej korzystnych warunkach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Małgorzata Kąkol, dyrektor Departamentu Rynku Korporacyjnego w BIK. – Informacje z BIK ułatwiają zawarcie transakcji leasingowej zarówno po stronie leasingodawcy, jak i leasingobiorcy. Zatem beneficjentem w wymianie danych kredytowych jest nie tylko sektor leasingu, ale także jego klienci.

Wiedza o historii kredytowej, stanowiąc istotny element oceny ryzyka przed zawarciem transakcji, wpisuje się w standardy szeroko rozumianego sektora finansowego. BIK nie tylko dzieli się swoimi zasobami informacyjnymi z firmami leasingowymi, ale także firmy te, w oparciu o zawartą umowę, przekazują do BIK informacje o zobowiązaniach udzielonych swoim klientom. W ten sposób wzmacniane jest bezpieczeństwo wszystkich uczestników systemu wymiany informacji.

Pilotażowa instalacja TAURON przekształci CO2 w gaz ziemny

Przekształcenie dwutlenku węgla, wychwyconego z bloków energetycznych, w syntetyczny gaz ziemny do napędzania samochodów (SNG) to cel pilotażowej instalacji uruchomionej przez TAURON w elektrowni w Łaziskach.

Jej celem jest przekształcenie dwutlenku węgla, wychwyconego z bloków energetycznych, w syntetyczny gaz ziemny (SNG). Metan powstaje w wyniku reakcji CO2 z wodorem pochodzącym z elektrolizy wody. Proces ten może być zasilany nadwyżką taniej energii wytworzonej np. ze źródeł odnawialnych w tzw. dolinach obciążeń (przy zmniejszonym zapotrzebowaniu, np. nocą). Technologia jest więc nie tylko perspektywicznym rozwiązaniem dla wykorzystania CO2, ale również sposobem na magazynowanie energii elektrycznej pochodzącej z niesterowalnych źródeł energii – farm wiatrowych czy ogniw fotowoltaicznych. Produktem ubocznym procesu jest tlen.

Projekty badawcze mające na celu usuwanie dwutlenku węgla ze spalin były już prowadzone w elektrowniach Grupy TAURON. – W centrum naszego zainteresowania są więc prace badawczo-rozwojowe mające na celu opracowanie technologii gospodarczego wykorzystania CO2, szczególnie te, które w przypadku komercjalizacji przedsięwzięcia pozwolą na zagospodarowanie znacznych jego ilości – podkreśla Filip Grzegorczyk, Prezes Zarządu TAURON Polska Energia.

Nadwyżki energii elektrycznej są wykorzystywane w projekcie do produkcji wodoru, który następnie wraz z wychwyconym ze spalin kotłowych dwutlenkiem węgla używany jest w reaktorze metanizacji do produkcji syntetycznego metanu. Potrzebny do procesu dwutlenek węgla pochodzi z pilotażowej instalacji wychwytu CO2, który uzyskiwany jest ze spalin z pracującego bloku energetycznego.

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

– Pilotażowa instalacja CO2-SNG ma na celu przetestowanie, w warunkach rzeczywistych, reaktora metanizacji oraz kompleksowej instalacji do wytwarzania metanu z CO2 i wodoru. Testowana jest jej sprawność przetwarzania i elastyczność pracy oraz dostosowanie do magazynowania nadwyżek energii w postaci syntetycznego metanu. Projekt wiąże zatem dwa trendy – ograniczenie emisji CO2 z elektrowni i zapewnienie wielkoskalowej akumulacji energii, poprzez produkcję paliw gazowych w okresach, kiedy energia jest tania. Prezentowana instalacja jest efektem wcześniejszych działań i osiągnięć Grupy TAURON w obszarze badawczo-rozwojowym w zakresie wychwytu CO2 – wyjaśnia Jarosław Broda, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. zarządzania majątkiem
i rozwoju.

Dzięki tej nowatorskiej technologii zwiększeniu ulegnie zdolność magazynowania energii w postaci metanu przy jednoczesnym wykorzystaniu CO2 do celów gospodarczych.

Wyprodukowany w godzinach nadwyżki energii elektrycznej SNG (syntetyczny gaz ziemny) może być zatłaczany do istniejącej sieci gazu ziemnego w celu wykorzystania go w godzinach szczytu do produkcji energii np. w turbinie gazowej. Może też – po sprężeniu – już jako CNG (Compressed Natural Gas) zostać wykorzystany w transporcie samochodowym.

Warto podkreślić, że metan spalany w tłokowych silnikach spalinowych charakteryzuje się najmniejszą emisją substancji szkodliwych do atmosfery spośród wszystkich rodzajów paliw wykorzystywanych do tego celu. Stąd w wielu miastach tabor autobusowy komunikacji miejskiej, oparty o klasyczne silniki dieslowskie na olej napędowy, wymieniany jest na pojazdy dostosowane do zasilania sprężonym metanem.

Pilotażowa instalacja CO2-SNG została zaprojektowana i zbudowana w Elektrowni Łaziska w ramach projektu realizowanego przez międzynarodowe konsorcjum, którego liderem jest TAURON Wytwarzanie. Projekt jest dofinansowany ze środków KIC InnoEnergy.

Plast-Box – zmiany w zarządzie

Z dniem 17 września 2018 roku Krzysztof Pióro złożył rezygnację z pełnienia funkcji członka zarządu Plast-Box S.A. W złożonej rezygnacji poinformował, że przyczyną decyzji są względy osobiste.

Rada Nadzorcza spółki Plast-Box 18 września 2018 roku podjęła uchwałę w przedmiocie ustalenia liczby członków zarządu spółki, zgodnie z którą od dnia 18 września 2018 r. zarząd będzie jednoosobowy. Stanowisko prezesa spółki pełni dotychczasowy prezes firmy (oraz jej akcjonariusz) Grzegorz Pawlak.

Grzegorz Pawlak jest przedsiębiorcą i współzałożycielem Plast-Box, zaangażowanym w rozwój firmy od lat. Posiada wieloletnie doświadczenie i wiedzę w zarządzaniu spółką. W 2004 roku uczestniczył we wprowadzeniu spółki na Giełdę Papierów Wartościowych. W tym samym czasie zaangażował się w rozwój spółki-córki Plast-Box Ukraina, początkowo na stanowisku dyrektora, a od 2007 r. jako dyrektor generalny.

Plast-Box S.A. w ostatnim czasie dokonał istotnych zmian organizacyjnych. W ubiegłym roku słupska spółka poniosła nakłady na inwestycje w wysokości 16 mln zł., przedefiniowała większość procedur, które umożliwiły uzyskanie prestiżowego certyfikatu BRC, wyznaczającego wyśrubowane normy jakości i bezpieczeństwa produkcji dla produktów związanych z żywnością. Certyfikat BRC w kategorii „A” Plast-Box otrzymał  w maju br. Proces przebudowy spółka ma już za sobą, teraz spodziewa się wzrostu efektywności.

Nadchodzą PPK. Pomyśl o zakomunikowaniu pracownikom wprowadzanych zmian

Wejście w życie ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych oznacza obowiązek wprowadzenia takich programów w większości dużych firm. Eksperci PKO TFI radzą, by już teraz pomyśleć o zakomunikowaniu pracownikom wprowadzanych zmian.

Wprowadzenie PPK w firmie wiąże się z wyborem podmiotu, który będzie zarządzać zgromadzonymi składkami pracowników. Na osobach decyzyjnych spocznie obowiązek wyboru najlepszej instytucji finansowej. Wszystko to pod presją czasu, bo ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych ma wejść w życie już 1 stycznia 2019.

Ilu pracowników, tyle punktów widzenia

Część zatrudnionych mogła już spotkać się z prywatnymi programami emerytalnymi, być może nawet z nich korzystają, gromadząc w nich środki na przyszłość. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że większość osób nie miała dotychczas wiedzy o podobnych programach. Co więcej niektóre osoby są niechętne takim rozwiązaniom ze względu na  często mylne informacje.

PPK to nie OFE

Pracownicy po 40. roku życia mogą mylnie kojarzyć PPK choćby z Otwartymi Funduszami Emerytalnymi, które miały być nowatorskim rozwiązaniem zapewniającym bezpieczne i wyższe emerytury, a z których pieniądze przetransferowano do ZUS. Tymczasem nie ma analogii do rozwiązania wprowadzanego obecnie. Zamiast zostawiać sprawy swojemu biegowi, warto podobne wątpliwości wyjaśniać zanim obrosną w niedomówienia, które będzie dużo trudniej rozwiać.

Szum informacyjny działa na twoją niekorzyść

Eksperci PKO TFI radzą, by nie oczekiwać od pracowników, że w wolnym czasie doczytają szczegóły dotyczące tematyki planów kapitałowych. Dużo lepszym rozwiązaniem jest edukowanie w przystępnej formie osób zatrudnionych w firmie. Eksperci zwracają uwagę na trzy obszary podczas wdrażania PPK w firmie: to sprawna komunikacja wewnętrzna, spotkania informacyjne z pracownikami oraz powołanie zespołu ds. PPK złożonego z pracowników.

  1. Komunikacja wewnętrzna

Stopniowe wprowadzanie tematyki PPK w komunikacji wewnętrznej przedsiębiorstwa pozwoli na zapoznanie pracowników z tym zagadnieniem. Mailing z informacją odnośnie proponowanych firm zarządzających ich składkami to niewątpliwie właściwe rozwiązanie, choć może się okazać niewystarczające.

Warto informować o PPK także w firmowych biuletynach i na platformach społecznościowych, jeśli firma z nich korzysta. Istotą jest nie tylko dotarcie do jak największej liczby osób, ale przekazanie im prawidłowej wiedzy odnośnie proponowanych rozwiązań w przystępnej formie.

  1. Spotkania z pracownikami

Skuteczna komunikacja to często ta najbardziej bezpośrednia, a więc spotkania z pracownikami. W ich trakcie osoby zarządzające przy wsparciu firmy doradczej lub reprezentantów wybranego funduszu wyjaśnią wątpliwości pracowników. To działanie o wiele sprawniejsze niż oczekiwanie, że wątpliwości rozwieją się same.

–Dotychczas wprowadziliśmy dziesiątki Pracowniczych Programów Emerytalnych dla tysięcy pracowników. Z naszych doświadczeń wynika, że potrzebują oni informacji na ten temat, a managerowie pomocy w ich dostarczaniu, dlatego oferujemy zawsze pełne wsparcie dla pracodawców w komunikacji  – mówi Piotr Żak z firmy PKO Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych.

  1. Zespół konsultacyjny

Powołanie zespołu złożonego z wybranych pracowników, w pełni wspieranego przez ekspertów z instytucji finansowej, usprawni zbieranie pytań i wyjaśnianie wątpliwości. Zespół taki stanowić może wsparcie dla pracowników przez pośredniczenie w kontaktach z osobami decyzyjnymi i konsultowanie proponowanych rozwiązań. Jak pokazuje doświadczenie, zespół złożony z pracowników ma lepsze dotarcie do swoich kolegów z firmy.

Kluczowe obszary oceny instytucji finansowej

Warto przygotować informacje o proponowanych funduszach zanim zaczniemy konsultacje z pracownikami. Wobec mnogości ofert na rynku, eksperci PKO TFI wskazują na kilka kluczowych kryteriów, którymi warto kierować się przy wyborze firmy, z którą podpisze się umowę.

Pierwszym z czynników jest dotychczasowe doświadczenie firmy w prowadzeniu podobnych rozwiązań, na przykład Pracowniczych Programów Emerytalnych. Sprawdzone instytucje dają większą pewność bezpieczeństwa podejmowanych działań. Kolejnym ważnym czynnikiem jest wsparcie oferowane przez instytucję finansową przy wdrażaniu i prowadzeniu programu.

Trzecim, równie ważnym czynnikiem, jest dopasowanie oferowanego rozwiązania do potrzeb pracowników. Korzystając z licznych doświadczeń można wysnuć wniosek, że pracownicy często z upływem czasu przestają kontrolować sposób inwestowania ich środków, który powinien z biegiem lat stawać się coraz mniej ryzykowny. – Klienci PKO TFI mają do wyboru samodzielne zarządzanie swoimi środkami w funduszu lub mogą skorzystać z obsługi tzw.  life cycle, co oznacza bezobsługowy ze strony pracownika proces inwestowania. Fundusz cyklu życia oznacza, że z upływem lat fundusz pomnażać będzie nasze środki w sposób coraz bardziej bezpieczny, minimalizując ryzyko utraty pieniędzy, jak miało to miejsce w minionych latach w innych krajach – informuje Piotr Żak z PKO Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych.

BGŻ BNP Paribas proponuje inwestycję w Glencore i stalowego potentata Arcelor Mittal

Biuro Maklerskie Banku BGŻ BNP Paribas prowadzi zapisy na certyfikaty inwestycyjne, których wyniki zależą od notowań dwóch globalnych spółek: wydobywczego giganta Glencore i stalowego potentata Arcelor Mittal. Certyfikaty mogą przynieść 8 proc. zysku rocznie z warunkową ochroną kapitału. Maksymalny czas trwania inwestycji to trzy lata.

Jerzy Nikorowski
Jerzy Nikorowski z Biura Maklerskiego BGŻ BNP Paribas

– Sądzimy, że normalizacja polityki pieniężnej przez banki centralne, szybsze tempo wzrostu światowej gospodarki oraz odbicie inflacji faworyzować będzie relokację kapitału ze spółek defensywnych w kierunku sektorów cyklicznych, do których należą m.in. spółki przemysłowe, finansowe czy surowcowe. Certyfikat oparliśmy na notowaniach dwóch spółek, dla których widzimy solidne perspektywy. Co istotne, nawet jeśli zanotują one znaczne, ale ograniczone spadki, inwestycja przyniesie zysk lub co najmniej zwrot kapitału – mówi Jerzy Nikorowski z Biura Maklerskiego BGŻ BNP Paribas.

Obie spółki mają pozytywną opinię analityków Grupy BNP Paribas, w ocenie których Glencore korzysta nie tylko na wzroście cen surowców i metali, ale także na podwyższonej zmienności, obserwowanej w ostatnich miesiącach.

– Dodatkowym wsparciem dla popytu na surowce, na których działalność opiera Grupa Glencore, jest intensywny rozwój branży samochodów elektrycznych. Pozytywnie na ceny surowców, w tym między innymi węgiel energetyczny, cynk czy aluminium, powinny przełożyć się także chińskie reformy ograniczające podaż wspierane przez konsekwentnie przestrzeganą politykę środowiskową – tłumaczy Jerzy Nikorowski, doradca inwestycyjny z BM BGZ BNP Paribas.

Zdaniem Grupy BNP Paribas, Arcelor Mittal wyróżnia się na tle producentów stali, ponieważ według konsensusu rynkowego wykazuje największy potencjał wzrostu wyników finansowych.

– Potencjał Arcelor Mittal wynika między innymi z wysokiej dźwigni operacyjnej, dzięki czemu obserwowane w ostatnich miesiącach wzrosty cen surowców przekładają się na wzrost przychodów Grupy. Przy relatywnie stabilnych kosztach stałych, przekłada się to na poprawę wyników operacyjnych. Wzrost popytu na stal w najbliższych kwartałach sygnalizuje wysoki, ponad 80 proc.- poziom wykorzystania mocy produkcyjnych w kluczowych regionach. Te czynniki oraz niskie stany zapasów wskazują na utrzymanie rentowności w okresie 2018-2019 powyżej średniej z ostatnich lat– mówi Jerzy Nikorowski.

Zysk z inwestycji w certyfikaty oferowane przez BM BGŻ BNP Paribas jest uzależniony od notowań akcji Glencore i Arcelor Mittal w tzw. dniach obserwacji, które wypadają co pół roku. Kupon w wysokości 4 proc. będzie wypłacany ilekroć notowania obu spółek w dniu obserwacji będą na wyższym poziomie niż 70 proc poziomu początkowego, czyli kursu akcji z 27 września 2018 r. Jeśli kurs akcji w jednym dniu obserwacji nie spełni tego warunku, ale spełni go w którymś kolejnym, zostaną wypłacone także zaległe kupony.

Maksymalny okres inwestycji to trzy lata, jednak możliwy jest też wcześniejszy automatyczny wykup certyfikatów, jeśli w dniu obserwacji kurs obu akcji znajdzie się powyżej Poziomu Bariery Automatycznego Wykupu, który w pierwszym i drugim dniu obserwacji (pod koniec marca i października 2019 r.) wynosi 85 proc. poziomu początkowego, a w kolejnych dniach będzie się obniżał do odpowiednio 80 proc., 75 proc. i 70 proc. W razie automatycznego wykupu, inwestor otrzyma zainwestowany kapitał wraz z 4 proc.-kuponem za dany okres.

Dzięki temu, że certyfikaty będą dopuszczone do obrotu na GPW, inwestor w każdej chwili będzie mógł sprzedać je na rynku. Należy jednak pamiętać, że warunkowa ochrona kapitału dotyczy tylko dnia zapadalności.

Produkt oferuje warunkową 100 proc. ochronę kapitału w dacie zapadalności, jeżeli spadek akcji którejkolwiek ze spółek nie przekroczy 40 proc.

Zapisy trwają do 25 września br. Cena emisyjna jednego certyfikatu to 1 tys. zł, a minimalna kwota inwestycji to 10 tys. zł. Zapisów można dokonywać w oddziałach Biura Maklerskiego BGŻ BNP Paribas lub na stronie www.webmakler.pl.

ZPP: Sytuacja gospodarki i budżetu państwa jest dobra

Zarówno sytuacja finansowa budżetu, jak i wyniki osiągane przez przedsiębiorstwa poprawiają się – tak wynika z najnowszego Business Paper Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, dotyczącego kondycji finansowej polskiej gospodarki. Na horyzoncie pojawiają się jednak pewne zagrożenia.

Kondycję finansową gospodarki można analizować pod dwoma kątami. Pierwszym z nich jest kwestia sytuacji finansów publicznych. W tym zakresie, w ciągu ostatniego czasu, Polska zanotowała wyraźną poprawę. Przy stopniowym wzroście wydatków budżetowych jeszcze bardziej dynamicznie rosły wpływy, szczególnie w zakresie podatku VAT.

Ewidentnie można zaobserwować rezultaty współistnienia dwóch czynników, tj. doskonałej koniunktury gospodarczej, przejawiającej się wzrostem popytu wewnętrznego oraz uszczelnienia systemu podatkowego w zakresie przeciwdziałania wyłudzeniom zwrotu podatku VAT – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.Te dwa elementy, jako że wpływy z tytułu podatku od towarów i usług stanowią główny składnik podatkowych dochodów budżetu, w istotnym stopniu przyczyniły się do zmniejszenia deficytu – dodaje.

W 2017 roku zrealizowano najniższy deficyt budżetowy od lat. Jednocześnie jednak, wskutek świetnej koniunktury gospodarczej na świecie, niektóre państwa zanotowały w ostatnim czasie nadwyżkę budżetową, podczas gdy w Polsce regularnie od dłuższego czasu utrzymuje się deficyt. W rezultacie, dług sektora finansów publicznych zwiększa się, nawet mimo faktu, że sytuację budżetu w ostatnim czasie można określić jako dobrą, w porównaniu do lat ubiegłych. O ile rzeczywiście kluczowe z punktu widzenia wpływów do budżetu są podatki pośrednie, w tym przede wszystkim podatek VAT, o tyle największym zagrożeniem stabilności finansów publicznych wydają się być wydatki związane z realizacją świadczeń z zakresu obowiązkowych ubezpieczeń społecznych, które już w tej chwili stanowią najważniejszy składnik wydatków budżetowych (w 2017 roku wydaliśmy na nie prawie dwukrotnie więcej, niż na świadczenia dla rodzin, w tym 500+).

Poza stosunkowo dobrą sytuacją budżetu państwa, należy zwrócić uwagę na kondycję finansową przedsiębiorstw. Ich przychody w ostatnim czasie dynamicznie wzrosły, choć cały czas główną rolę odgrywają w tym zakresie duże firmy. Wystarczy wspomnieć, że w 2017 roku osiągały one przeciętny przychód w wysokości 578 mln złotych, podczas gdy firmy średnie i małe osiągały przeciętny przychód rzędu 29 mln złotych. Jednocześnie, mikroprzedsiębiorcy mogli w 2016 roku pochwalić się przeciętnym przychodem w wysokości 520 tys. złotych – jeszcze cztery lata wcześniej było to zaledwie 460 tys. złotych. Nie ulega zatem wątpliwości, że podmioty gospodarcze wszystkich rozmiarów osiągają coraz wyższe przychody, jednak dysproporcja pomiędzy firmami z sektora MSP a dużymi przedsiębiorcami jest bardzo duża, co wynika naturalnie ze specyfiki i skali ich działalności. Co ciekawe, w małych firmach możemy zaobserwować nieco wyższy udział wynagrodzeń w kosztach ogółem, niż w przypadku dużych podmiotów.

Przychody podmiotów gospodarczych regularnie rosną, natomiast istotnie w ostatnim czasie mieliśmy do czynienia ze zwiększoną dynamiką – zaznacza Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP. Skutkuje to tym, że przedsiębiorcy zgromadzili na rachunkach bankowych rekordową sumę oszczędności. Jednocześnie, wciąż relatywnie niewielki udział w przychodach generowanych przez firmy ogółem mają mikroprzedsiębiorcy, mimo wyraźnej przewagi liczbowej.

Reasumując, polska gospodarka ewidentnie zyskuje na świetnej gospodarczej koniunkturze, zaradności polskich przedsiębiorców, a także uszczelnianiu systemu podatkowe. Aktualne pozostaje jednak pytanie, czy – szczególnie w zakresie dyscypliny budżetowej – w wystarczającym stopniu wykorzystujemy aktualne warunki.

Kurs funta umacnia się. Inflacja w Wielkiej Brytanii zaskakuje na plus

Na przestrzeni ostatnich dni dane makroekonomiczne ze Zjednoczonego Królestwa nie miały istotnego wpływu na brytyjską walutę. Jednak po publikacji dzisiejszych danych o dynamice cen sytuacja uległa zmianie.

Dynamika cen konsumentów w Wielkiej Brytanii przyspieszyła z 2,5% w lipcu do 2,7% rocznie w sierpniu i znalazła się na najwyższym poziomie od lutego. Jest to istotne z dwóch powodów: po pierwsze – ze względu na spory rozstrzał między oczekiwaniami, a prognozami (konsensus zakładał, że inflacja spadnie do poziomu 2,4% rocznie), po drugie – ze względu na to, że za wzrostem inflacji CPI w sporym stopniu stała wewnętrzna presja cenowa, o czym świadczy wzrost indeksu bazowego. Oznacza to, że Bank Anglii mógł mieć rację, spodziewając się utrzymania wysokiej inflacji, nawet w obliczu wcześniej spadających indeksów cen.

Na informacje brytyjska waluta zareagowała umocnieniem. Kurs GBP/PLN wzrósł o 0,5%, odrabiając wszystkie straty z rozpoczęcia dnia. Waluta zyskuje, ze względu na to, że zmiana indeksów cen w bezpośredni sposób wpływa na wzrost szans na podwyżkę stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Obecnie rynki szacują, że prawdopodobieństwo podwyżki w lutym przyszłego roku to ok. 1/3. Szanse na ruch w górę wyraźnie rosną jednak po wyjściu Zjednoczonego Królestwa z UE.

Szacowane prawdopodobieństwo podwyżki na spotkaniu w maju to już ponad 55%. O ile nie spodziewamy się, żeby do zmian kosztu pieniądza doszło przed końcem marca, o tyle od dłuższego czasu wspominaliśmy, że podwyżka w kolejnym roku, po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, wydaje się bardzo prawdopodobna. Rosnące szanse na ruch w górę powinny wspierać brytyjską walutę w kolejnych miesiącach, zwłaszcza, jeśli otrzymamy informację o zawarciu porozumienia UE i Wielkiej Brytanii w kwestii Brexitu.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Niewielki spadek kursu EUR/PLN był związany praktycznie w całości z siłą złotego. Euro nieznacznie traciło również w parze z innymi najbardziej płynnymi walutami naszego regionu. W relacji do głównych walut było jednak stabilne: kurs EUR/USD oraz sam indeks EUR zakończyły dzień na niemal niezmienionym poziomie.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,82-4,85. Podobnie jak w przypadku euro, funt brytyjski nieco osłabił się w relacji do złotego ze względu na siłę tego ostatniego, w parze z głównymi walutami pozostawał jednak względnie stabilny.

Mimo dzisiejszego umocnienia, spowodowanego przez dobre dane, największy wpływ na brytyjską walutę w ostatnim czasie miały informacje dotyczące negocjacji z UE ws. Brexitu. Taki stan rzeczy prawdopodobnie utrzyma się do zawarcia umowy UE i Wielkiej Brytanii. We wczorajszej wypowiedzi Theresa May stwierdziła, że moment osiągnięcia porozumienia jest bliski. Informacje z obu stron negocjacyjnego stołu na przestrzeni ostatnich kilku dni były w przeważającej części pozytywne, co wspierało szterlinga, pozwalając mu kontynuować trend wzrostowy.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,67-3,69. Amerykańska waluta nie miała ostatnio dobrej passy. Po wczorajszym okresie stabilizacji w relacji do euro i ważonego koszyka, dziś dolar amerykański ponownie traci, kontynuując trend spadkowy.

Ostatnie dni nie obfitowały w zbyt wiele odczytów z USA. Dziś ten stan rzeczy nie ulegnie zmianie. Jedynymi istotnymi danymi będą te z amerykańskiego rynku nieruchomości w sierpniu. Inwestorzy nadal skupiają się na kwestii wojny handlowej, jednak jej wpływ na rynki finansowe jest dość ograniczony.

Wczoraj otrzymaliśmy informację o konkretnych działaniach odwetowych, które mają zamiar podjąć Chiny w odpowiedzi na ostatni ruch Stanów Zjednoczonych. Państwo Środka zapowiedziało, że nałoży cła rzędu 5-10% na amerykańskie towary o wartości 60 mld USD. Niewykluczone, że czeka nas przedłużający się okres „przepychanek”. Z dużą dozą prawdopodobieństwa Stany Zjednoczone nadal będą zwiększały presję na Chiny, dopóki kraj nie zgodzi się na ustępstwa w kwestii handlu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w sierpniu
  • 16:00 – przemawia prezes EBC, Mario Draghi

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Dorota Wysokińska-Kuzdra pokieruje Urban Land Institute w Polsce

Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodnicząca ULI Poland
Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodnicząca ULI Poland

Z dniem 1 września br. Dorota Wysokińska-Kuzdra objęła stanowisko przewodniczącej polskiego oddziału Urban Land Institute – międzynarodowej organizacji non-profit wspierającej odpowiedzialne planowanie i zrównoważony rozwój miast oraz stanowiącej platformę wymiany wiedzy pomiędzy czołowymi ekspertami i uczestnikami rynku nieruchomości w kraju i zagranicą. Urban Land Institute Poland działa od czterech lat, realizując inicjatywy umożliwiające wymianę doświadczeń i opinii na temat wyzwań, przed jakimi stoją deweloperzy, inwestorzy, architekci, urbaniści oraz władze samorządowe.

Obejmując stanowisko przewodniczącej ULI Poland, Dorota Wysokińska-Kuzdra wnosi ponad 20-letnie doświadczenie w dziedzinie nieruchomości, finansów i bankowości. Na co dzień pełni funkcję starszego partnera w Griffin Real Estate, gdzie odpowiada za zarządzanie i inwestycje Grupy, a także za pierwszy w Polsce fundusz typu mezzanine. Ostatnio współtworzyła platformę logistyczną, która jest współzarządzana przez Griffin. Wcześniej, jako prezes zarządu Griffin Premium RE, pierwszej spółki typu REIT, z sukcesem wprowadziła ją na GPW w Warszawie. Była odpowiedzialna ze szereg inwestycji Grupy, w tym za nabycia takich projektów jak m.in. Green Horizon w Łodzi, Centrum Biurowe Lubicz w Krakowie czy Hala Koszyki w Warszawie. Była także członkiem zespołu odpowiedzialnego za nabycie udziałów w Echo Investment SA, jednej z największych transakcji na polskim rynku nieruchomości, odpowiadając za proces due diligence oraz finansowanie nabycia. Przed przyjściem do Griffin, przez prawie 10 lat, zajmowała różne stanowiska dyrektorskie w grupie HypoVereinsbank / UniCredit Group, a także w ich spółkach zależnych, nadzorując finansowanie nieruchomości, bankowość inwestycyjną i zarządczą w zakresie nieruchomości. Dorota Wysokińska-Kuzdra jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, Uniwersytetu w Kolonii i Uniwersytetu w Duisburgu-Essen w Niemczech.

„Dziękuję członkom komitetu wykonawczego ULI w Polsce za rekomendację. Dziękuję także za pracę, jaką w ostatnich latach wykonał John Banka, dotychczasowy przewodniczący, popularyzując naszą organizację. Obecnie ULI to szanowany uczestnik dyskusji na temat trendów i wyzwań, przed jakimi stoi polski rynek nieruchomości w świetle zmian kulturowych, gospodarczych i społecznych na świecie. ULI był i będzie platformą służącą wymianie wiedzy pomiędzy czołowymi ekspertami z kraju i zagranicy. Jestem przekonana, że mamy potencjał, aby wraz z dynamicznym rozwojem polskiego rynku nieruchomości, uczestniczyć w budowaniu jego dobrego wizerunku” – komentuje Dorota Wysokińska-Kuzdra, nowa przewodnicząca ULI Poland.

„Gratuluję Dorocie wyboru na przewodniczącą. Cieszę się, że stery naszej organizacji przejmuje osoba, która doskonale rozumie wyzwania stojące przed polskimi miastami oraz uczestnikami rynku nieruchomości. Jestem pewny, że jej doświadczenie i zaangażowanie w realizację misji ULI sprawi, że w kolejnych latach nasz głos będzie jeszcze lepiej słyszalny w Polsce” – powiedział dotychczasowy przewodniczący ULI Poland John Banka, którego kadencja zakończyła się 30 czerwca tego roku.

Głównym przedsięwzięciem ULI Poland w 2018 roku jest cykl PLACES + SPACES – seria spotkań, podczas których eksperci w dziedzinie planowania, realizacji i marketingu nieruchomości omawiają najciekawsze zagadnienia związane z wpływem inwestycji prywatnych i publicznych na polskie i zagraniczne aglomeracje. Partnerami cyklu są wiodące firmy z sektora nieruchomości. Wraz z Biurem Architektury i Planowania Przestrzennego oraz Biurem Rozwoju Gospodarczego Urzędu m.st. Warszawy, polski oddział ULI organizuje też cykl warsztatów „Grow with Warsaw”.

Konsumenci chętnie korzystają z RODO

Dzisiaj mija dokładnie 115 dni od wejścia w życie RODO (ang. GDPR). Od tego czasu do Urzędu Ochrony Danych Osobowych wpłynęło ponad 2 tys. skarg. Dla porównania, w całym 2017 roku było ich ok. 3 tys. Nawet obywatele krajów, które nie należą do Unii Europejskiej chętnie korzystają z możliwości, jakie daje nowe rozporządzenie. W Wielkiej Brytanii, która do końca 2020 roku ma opuścić szeregi Wspólnoty, 27% respondentów badania przeprowadzonego przez SAS złożyło zawiadomienia dotyczące naruszenia poufności danych osobowych, a 56% planuje to zrobić w ciągu najbliższego roku.

Jak wynika z badania SAS „GDPR: The right to remain private”, młodzi ludzie są bardziej skłonni do zrezygnowania z przysługujących im praw dotyczących ochrony danych osobowych, jeżeli otrzymają w zamian satysfakcjonującą gratyfikację. Chęć udostępnienia informacji na swój temat po otrzymaniu nagrody finansowej zadeklarowało 35% respondentów, 24% osób przekonałyby darmowe towary, a 17% skusiłyby bardziej spersonalizowane usługi. Osoby w wieku 55-lat i starsze bardziej chronią swoje dane. Nagroda finansowa przekonałaby 10% reprezentantów tej grupy, darmowe towary 5%, a bardziej spersonalizowane usługi 6%.

Wzrost świadomości konsumentów

Wejście w życie 25 maja 2018 roku nowej regulacji o ochronie danych osobowych sprawiło, że firmy stały się w pełni odpowiedzialne za ochronę danych, którymi dysponują, a konsumenci zyskali nowe prawa. Mogą oni wymagać od przedsiębiorstw m.in. informacji o tym, gdzie i w jaki sposób są przechowywane ich dane, a także poprosić o ich usunięcie z zasobów firmowych.

Wyniki przeprowadzonego przez nas badania jasno pokazują, że świadomość konsumentów w zakresie ochrony danych osobowych znacznie wzrosła od czasu wejścia w życie GDPR. Kwestie prywatności mają dla nich ogromne znaczenie. Firmy, które nie zadbają odpowiednio o bezpieczeństwo informacji mogą narazić się nie tylko na kary finansowe, ale również utratę reputacjimówi Todd Wright, Global Lead for GDPR Solutions w SAS.

Wpływ na wzrost świadomości miało również ujawnienie afery Cambridge Analytica. Brytyjskie i amerykańskie media poinformowały, że firma próbowała wpływać na wynik wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Do tego celu wykorzystywano dane ok. 50 mln użytkowników Facebooka. Te informacje sprawiły, że użytkownicy Internetu większą uwagę przywiązuję do treści, które publikują na portalach społecznościowych i upewniają się w jaki sposób ich administratorzy zamierzają je wykorzystywać.

Branże wrażliwe na GDPR

Nie wszystkie branże jednakowo odczuły skutki GDPR. Nowe regulacje wpłynęły na rzeczywistość biznesową przede wszystkim mediów społecznościowych oraz firm handlowych. To właśnie ich użytkownicy i klienci najczęściej prosili o usunięcie dotyczących ich danych lub zaprzestanie wykorzystywania ich do celów marketingowych. Na kolejnych miejscach znalazły się banki i firmy ubezpieczeniowe. Respondentów badania SAS najbardziej drażniły niechciane wiadomości e-mail. Aż 56% z nich uznało, że takie praktyki wymagają złożenia skargi. Innym przykładem niepożądanego działania biznesu było udostępnianie danych osobowych osobom trzecim, co skłoniłoby 54% badanych do skorzystania z możliwości, jakie daje GDPR.

Firmy, które nie szanują prywatności danych swoich klientów ryzykują, że dostaną się one w niepowołane ręce. Zarządzanie informacjami w przejrzysty sposób i skuteczne wykorzystanie analityki są kluczowe nie tylko ze względu na GDPR. Zapewniają również doskonałe doświadczenia klientów i umożliwiają spersonalizowany kontakt, dzięki czemu są oni bardziej skłonni do powierzenia firmie swoich danych osobowychtłumaczy David Smith, Szef działu GDPR technology w SAS.

Kluczowe dane dotyczące wpływu GDPR na poszczególne branże:

  • 44% respondentów poprosiło o usunięcie ich danych przez media społecznościowe lub zamierza to zrobić
  • 34% respondentów poprosiło o usunięcie ich danych przez firmy handlowe lub zamierza to zrobić
  • 30% respondentów poprosiło o usunięcie ich danych przez banki lub zamierza to zrobić
  • 30% respondentów poprosiło o usunięcie ich danych przez firmy ubezpieczeniowe lub zamierza to zrobić
  • 48% respondentów sprzeciwia się wykorzystywaniu ich danych osobowych do celów marketingowych przez media społecznościowe
  • 41% respondentów sprzeciwia się wykorzystywaniu ich danych osobowych do celów marketingowych przez firmy handlowe
  • 38% respondentów sprzeciwia się wykorzystywaniu ich danych osobowych do celów marketingowych przez banki
  • 38% respondentów sprzeciwia się wykorzystywaniu ich danych osobowych do celów marketingowych przez firmy ubezpieczeniowe
  • 37% respondentów sprzeciwia się wykorzystywaniu ich danych osobowych do celów marketingowych przez duże sieci handlowe
  • 33% respondentów sprzeciwia się wykorzystywaniu ich danych osobowych do celów marketingowych przez dostawców energii

Sygnał ostrzegawczy dla biznesu

Gdy 24 czerwca 2016 roku ogłoszono oficjalne wyniki referendum dotyczącego opuszczenia szeregów Unii Europejskiej przez kraje Zjednoczonego Królestwa, pojawiło się wiele pytań i wątpliwości dotyczących egzekwowania międzynarodowych norm prawnych. Jednym z głównych problemów była ochrona danych osobowych. Brytyjczycy opracowali ustawę kompatybilną z GDPR, która będzie podstawowym dokumentem w zakresie ich ochrony, kiedy dojdzie do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Już teraz mieszkańcy Wysp Brytyjskich chętnie korzystają ze swoich praw w tym zakresie, co jest swojego rodzaju sygnałem ostrzegawczym dla przedstawicieli biznesu, nie tylko po drugiej stronie kanału La Manche.

W badaniu wzięło udział 1850 konsumentów z Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Korzystny wyrok sądu w sprawie ulg podatkowych przy sprzedaży nieruchomości

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Podatnikowi przysługuje prawo do tzw. ulgi mieszkaniowej przy sprzedaży nieruchomości, nawet jeśli uzyskane z tego tytułu środki wyda na własne cele mieszkaniowe jeszcze zanim nastąpi sprzedaż. WSA w Opolu wyrokiem z 11 lipca 2018 r. uchylił interpretację organu podatkowego, przypominając jednocześnie o bardzo istotnej kwestii: „Ustanowienie przesłanek uprawniających do skorzystania z ulgi podatkowej, a także ocena czy w konkretnym przypadku przesłanki te zostały spełnione, nie powinny z założenia kolidować z racjonalnością gospodarczą podejmowanych przez podatnika działań” (I SA/Op 133/18).

Jak stanowi art. 30e w zw. z art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (dalej – u.p.d.o.f.) dochody z odpłatnego zbycia, a także zamiany nieruchomości lub ich części i udziału w nieruchomości oraz wymienionych w literach b) i c) tego artykułu związanych z nią praw przed upływem 5 lat od upływu roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie, zamiana lub wybudowanie objęte są 19% podatkiem dochodowym (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 350 z późn.zm.). Art. 21 ust. 1 pkt 131 u.p.d.o.f. przewiduje jednak możliwość uzyskania zwolnienia z opodatkowania, jeśli w okresie 2 lat od końca roku podatkowego, w którym nastąpiło odpłatne zbycie lub zamiana, osiągnięty z tego tytułu przychód zostanie wydatkowany na własne cele mieszkaniowe.

Zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych

W lutym 2017 r. podatnik nabył w drodze spadku zabudowaną nieruchomość gruntową i z tego tytułu odprowadził należny podatek od spadków i darowizn. 12 maja 2017 r. zawarł umowę przedwstępną sprzedaży nabytej nieruchomości i przyjął zadatek, którego część sześć dni później, 18 maja 2017 r., wpłacił tytułem zaliczki jako kupujący lokal mieszkalny. Właścicielem mieszkania stał się dopiero po zawarciu umowy przyrzeczonej 28 sierpnia 2017 r. Umowa przenosząca własność nabytej w drodze spadku nieruchomości gruntowej została zawarta 20 października 2017 r. Z otrzymanych w jej wyniku środków podatnik uregulował pozostałą kwotę ceny nabycia lokalu mieszkalnego, a od listopada 2017 r. poniósł również udokumentowane wydatki na remont zakupionego mieszkania.

Podatnik wystąpił do fiskusa z zapytaniem, czy całość środków wydatkowanych przez niego w związku z nabyciem lokalu mieszkalnego (cena mieszkania, opłaty notarialne i sądowe, podatek od czynności cywilnoprawnych oraz remont), jako poniesionych na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych, będzie mogła zostać zwolniona z podatku, o którym mowa w art. 21 ust. 1 pkt 131 u.p.d.o.f.

…począwszy od…

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej poinformował, że przedmiotowe zwolnienie obejmie tylko te środki, które zostały wydatkowane na remont, a więc od 20 października 2017 r. Co do pozostałych kosztów nabycia mieszkania, nie spełniały one zdaniem organu warunku terminu, w jakim powinny być wydatkowane. W art. 21 ust. 1 pkt 131 u.p.d.o.f. zostało bowiem użyte sformułowanie, że wolne od podatku dochodowego są te przychody uzyskane z odpłatnego zbycia nieruchomości wydatkowane na cele mieszkaniowe „począwszy od dnia odpłatnego zbycia, nie później niż w okresie dwóch lat od końca roku podatkowego, w którym nastąpiło odpłatne zbycie” (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 350 z późn.zm.). Tego wymogu nie spełniały więc wydatki poniesione przed 20 października 2017 r., czyli przed datą odpłatnego zbycia nieruchomości.

Zadatek to nie przychód

Zdaniem fiskusa nawet kwota otrzymanego 12 maja 2017 r. przez podatnika zadatku nie może zostać zwolniona od podatku. Mimo że organ zgodził się, iż podatnik wydatkował ją na cele mieszkaniowe we właściwym terminie, to jego zdaniem otrzymanie zadatku nie stanowiło dla podatnika przychodu w rozumieniu ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Jego uiszczenie nie powoduje bowiem przeniesienia własności nieruchomości, a w razie niewykonania umowy pełni jedynie rolę odszkodowawczą. Zadatek czy zaliczka wpłacana przy umowie przedwstępnej nie jest ceną nabycia jej przedmiotu. Może być zaliczony na poczet ceny dopiero wówczas, gdy do skutku dojdzie umowa przenosząca własność nieruchomości, a to, zgodnie z art. 158 Kodeksu cywilnego (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93 z późn.zm.), następuje dopiero po zawarciu jej w formie aktu notarialnego. Zatem tylko środki otrzymane 20 października 2017 r. tytułem notarialnej umowy sprzedaży nieruchomości stanowiły dla podatnika przychód z odpłatnego zbycia nieruchomości, o którym mowa w art. 10 ust. 1 pkt 8 u.p.d.o.f.

Rozwój życia gospodarczego i społecznego

Rozpatrujący skargę podatnika sąd podkreślił, że przepis art. 21 ust. 1 pkt 131 u.p.d.o.f. stanowi normę celu społecznego, którym w tym przypadku jest przyznawanie preferencji fiskalnych podatnikom przeznaczającym środki uzyskane ze sprzedaży nieruchomości na zaspokajanie własnych potrzeb mieszkaniowych. Jako zwolnienie z mocy prawa przysługuje podatnikom spełniającym określone w tej normie warunki. W przedmiotowej sprawie są nimi: a) wydatkowanie środków uzyskanych z odpłatnego zbycia nieruchomości na własne cele mieszkaniowe, b) z zachowaniem 2-letniego terminu.

WSA w Opolu zgodził się z poglądem Naczelnego Sadu Administracyjnego wyrażonym w wyrokach z dnia 12 maja 2017 r., II FSK 1079/15, oraz z dnia 22 listopada 2017 r., II FSK 2937/15, że do skorzystania ze zwolnienia nie jest konieczne zachowanie chronologii działań, czyli najpierw dokonanie odpłatnego zbycia nieruchomości, a potem wydatkowanie uzyskanych środków na własne cele mieszkaniowe. Kłóciłoby się to bowiem z wykładnią celowościową normy, której zadaniem jest rozwój określonej dziedziny życia gospodarczego i społecznego. Dwuletni termin liczony od końca roku podatkowego, w którym nastąpiło zbycie nieruchomości, określa tylko ramy wygaśnięcia uprawnienia do skorzystania ze zwolnienia.

Apel o racjonalność

Sąd uchylając zaskarżoną interpretację wskazał Dyrektorowi KIS, przytaczając wyrok NSA z 24 stycznia 2018 r., II FSK 1153/16, że ocena spełnienia przez podatnika warunków do skorzystania z ulgi podatkowej nie powinna stać w sprzeczności z racjonalnością gospodarczą jego działań „…skoro uzyskany przez podatnika dochód z odpłatnego zbycia lokalu mieszkalnego został wydatkowany na własne cele mieszkaniowe (…), co nastąpiło w terminie w przepisie przewidzianym, to ma on prawo do skorzystania ze zwolnienia, mimo że odpłatne zbycie nieruchomości nastąpiło później niż nabycie lokalu na własne cele mieszkalne” (I SA/Op 133/18).

Wyrok opolskiego sądu przypomina fiskusowi, że tak jak powinien mieć na uwadze racjonalność działań podatników, tak i sam winien racjonalnie podchodzić do rozumienia regulacji przyznających podatnikom ulgi i zwolnienia. Służą one bowiem osiągnięciu jakiegoś określonego, założonego przez ustawodawcę społeczno-gospodarczego celu. Przepisy nie powinny być więc postrzegane jak pole minowe, po którym stąpa podatnik, a jeden jego niewłaściwy krok przekreśla szansę na osiągnięcie tego celu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Pracodawcy RP: Zarządzenie NFZ uderzy w pacjentów

Czy szpitale stracą niezależność w metodach leczenia pacjentów? Według Pracodawców RP taką groźbę niesie projekt zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia określającego warunki zawierania i realizacji „umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie programy lekowe”.

Konsultacje społeczne dot. zarządzenia właśnie się zakończyły – wnioski są niepokojące. Projekt to kolejny krok na drodze osłabiania roli szpitali w procesie leczenia. Obecnie o tym, czym leczeni są pacjenci (jakie wyroby medyczne i leki są używane w terapii) decydował szpital korzystając z katalogu produktów refundowanych przez Ministra Zdrowia – czyli szpitalny dział zamówień publicznych współpracujący z lekarzami.

Przygotowane przez NFZ zarządzenie (wprowadza ono zapisy ustawy z dnia 20 lipca 2017 r. o systemie informacji w ochronie zdrowia) to jednak zmieni. Według projektu Fundusz zyska możliwość wpływania na proces zakupu wyrobów medycznych i leków.

W opinii Pracodawców RP taka zmiana zmusza do zadania pytania czy szpital w Polsce jeszcze leczy i zajmuje się pacjentem, czy też jest jedynie wykonawcą poleceń Narodowego Funduszu Zdrowia. Uprawnienie jakie zyska NFZ, przy arbitralnych decyzjach może istotnie wpłynąć na proces zakupów wyrobów medycznych i leków dla szpitali, a tym samym uniemożliwić optymalne i efektywne leczenie. Jeśli Narodowy Fundusz Zdrowia narzuci lekarzom konkretne opcje terapeutyczne lub konkretne wyroby medyczne, to czy weźmie także odpowiedzialność za wynik leczenia chorego?

Ponadto w projekcie zarządzenia rozszerzono stosowanie wskaźników korygujących o nowe jednostki chorobowe. Wskaźnik korygujący to dodatkowe i zupełnie uznaniowe podwyższenie finansowania diagnostyki przed podaniem leku oraz wzrost finansowania samego podania leku – dla wybranych arbitralnie przez NFZ leków. Fundusz planuje na to przeznaczyć nie mniej niż 10 mln zł (tak wynika z Oceny Skutków Regulacji do projektu z lipca br., bo w projekcie z 5 września żadne wyliczenia się nie pojawiły). Co to oznacza dla pacjenta? Szpitale zachęcone premią będą kupowały produkty wskazane przez NFZ, a potrzeby terapeutyczne pacjenta przejdą na drugi plan.

W opinii Pracodawców RP wskaźniki korygujące, które coraz częściej i śmielej stosuje Narodowy Fundusz Zdrowia, są niezgodne z prawem, gdyż ich zastosowanie nie jest zgodne z delegacją ustawową upoważniającą Fundusz do ich zastosowania.

Pracodawcy RP zawnioskowali o odrzucenie wszystkich zmian zawartych w nowelizacji zarządzenia oprócz tych, które dotyczą uregulowania wypłaty wyższych wynagrodzeń dla pracowników medycznych oraz uelastycznienia wymogów kadrowych w programach lekowych.

Turck uruchomi pierwszy zakład produkcyjny w Polsce w MLP Lublin

Turck, globalny partner w dziedzinie rozwiązań dla automatyki przemysłowej, uruchomi pierwszy zakład produkcyjny w Polsce o powierzchni 6500 mkw. W MLP Lublin przy montażu kabli pracę znajdzie ok. 220 osób. Agencja CBRE odpowiadała za doradztwo zakresie lokalizacji fabryki oraz negocjacji warunków umowy najmu.

Budowa nowego zakładu produkcyjnego w Polsce przez Turck to efekt konsekwentnie prowadzonej strategii rozwoju, która opiera się na zacieśnieniu współpracy regionalnej oraz międzynarodowej wymianie doświadczeń z zakresu kompletnych rozwiązań.

– Zdecydowaliśmy się na Polskę ze względu na dostęp do wykwalifikowanej kadry, dobrą infrastrukturę oraz bliskość do naszych zakładów produkcyjnych w Niemczech – mówi Olaf Walter, Vice President Global Purchasing, Werner Turck GmbH & Co. KG.

Nowy zakład produkcyjny Turck będzie zlokalizowany w centrum logistycznym MLP Lublin. Zdecydowana większość dostępnego wolnostojącego budynku (5700 mkw.) będzie przeznaczona pod produkcję i magazyn, a pozostała część powierzchni (800 mkw.) pod biura. W fabryce, która zostanie uruchomiona w czerwcu 2019 roku, docelowo zatrudnienie znajdzie 220 osób.

Południowo-wschodnia Polska jest coraz bardziej atrakcyjna dla inwestorów. Naszą odpowiedzią jest rozwijany park logistyczny, który docelowo dostarczy łącznie 45 tys. mkw. powierzchni przeznaczonej na magazyny oraz dedykowanej pod lekką produkcję. Wszystkie powierzchnie dostosowujemy pod indywidualne potrzeby najemców. MLP Lublin jest doskonale zlokalizowany w centrum miasta przy drogach ekspresowych będących częścią obwodnicy Lublina – mówi Agnieszka Góźdź, Director of Sales w MLP Group S.A.

Wyłącznym doradcą Turck w transakcji najmu było CBRE. Agencja odpowiadała za wsparcie w zakresie decyzji o wyborze lokalizacji nowego zakładu produkcyjnego oraz w procesie negocjacji warunków umowy najmu, zarówno w aspekcie komercyjnym jak i technicznym.

Beata Hryniewska
Beata Hryniewska

– Realizując projekt Turck odnieśliśmy przynajmniej dwa sukcesy. Po pierwsze – w skali mikro. Na podstawie szczegółowej analizy wielu lokalizacji w Polsce, udało nam się znaleźć najlepszą pod kątem zgodności z wymaganiami klienta. Po drugie – w skali makro. Turck poprzez realizowany projekt nie tylko rozszerzy własną działalność produkcyjną, ale również przyczyni się do rozwoju gospodarczego Lublina i okolic, bo nowa fabryka to nowe miejsca pracy. Cieszymy się, że mamy w tym udział – mówi Beata Hryniewska, Dyrektor działu Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych w CBRE.

Turck jest jednym z liderów w automatyce przemysłowej. Ta rodzinna firma zatrudnia obecnie ponad 4 800 pracowników w ponad 30 placówkach oraz w placówkach swoich partnerów, działających na terenach 60 państw. Jako specjaliści w dziedzinie czujników, systemów fieldbus, connectivity, interfejsów HMI oraz systemów RFID, Turck oferuje rozwiązania automatyzacji produkcji oraz automatyzacji procesu. Dzięki swoim rozwiązaniom teleinformatycznym znajdują się wśród pionierów Przemysłu 4.0 oraz Przemysłowego Internetu Rzeczy (Industrial Internet of Things, IIoT).

Co z Brexitem? Czas na negocjacje się kończy i będzie ciążyć funtowi

Zarówno Węgry, jak i Japonia pozostawiły stopy procentowe na niezmienionych poziomach. Czas na negocjacje Brexitowe powoli się kończy. Produkcja przemysłowa w Polsce spowalnia.

Banki centralne bez podwyżek stóp

Wczoraj poznaliśmy decyzję Banku Węgier a dzisiaj w nocy Banku Japonii. Obydwa utrzymały dotychczasowe stopy procentowe. Główna stopa wynosi zatem odpowiednio 0.9% i -0,1%. W przypadku Węgier warto zwrócić uwagę, że stopy procentowe w dalszym ciągu utrzymywane są na relatywnie niskim poziomie pomimo faktu, że inflacja osiągnęła już 3,4%. Z tego powodu coraz więcej analityków spodziewa się, że jednak Węgrzy podniosą stopy procentowe. Tym bardziej, że tamtejszy bank ma w zwyczaju nawet na tyle niewielkie zmiany jak 0,15%. Sytuacja w Japonii jest za to bardziej przewidywalna. Większość analityków nie spodziewa się podwyżek ani w tym ani w kolejnym roku.

Co z Brexitem?

Termin opuszczenia wspólnoty zbliża się wielkimi krokami. Skoro proces rozpoczęto 29 marca 2017 roku, to zakończyć się musi najpóźniej w ciągu dwóch lat. Oznacza to, że pozostało już niewiele ponad pół roku na dokończenie negocjacji. Unia Europejska jest w tym wypadku w zdecydowanie lepszej pozycji negocjacyjnej. Oczywiście po tej dacie nie nastąpi nagle twarde rozstanie, ale będziemy mieć okresy przejściowe obowiązywania niektórych mechanizmów. Obecnie głównym problemem jest nowo tworząca się granica Unii Europejskiej w Irlandii. Warto zwrócić uwagę, że kwestia dotyczy nie tylko granicy lądowej ale i morskiej. Im dłużej ważne kwestie będą nierozwiązane tym bardziej sytuacja będzie ciążyć funtowi.

Tym razem słabsze dane z Polski

Produkcja przemysłowa rośnie o 5% w skali roku. Oczekiwania były delikatnie wyższe i wynosiły 5,2%. Nie jest to jednak różnica, która powoduje gwałtowne ruchy na rynku. Warto natomiast zwrócić, że ten sam wskaźnik miesiąc temu pokazywał ponad 10%. Był to jednak efekt niskiego wskazania rok wcześniej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – dane na temat budowy domów,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nie masz 20 proc. wkładu własnego? Ratunkiem może być inna nieruchomość

  • Od 2014 r. banki wymagają zabezpieczenia kredytu hipotecznego w postaci wkładu własnego; od 2017 r. wynosi on 20 proc. wartości nieruchomości.
  • Niektóre banki przewidują możliwość wpłaty niższego wkładu własnego w zamian za np. wykupienie ubezpieczenia czy blokady zdeponowanych w banku środków.
  • Istnieje także możliwość zastąpienia wkładu własnego zabezpieczeniem na innej nieruchomości, także należącej do osób trzecich, np. rodziców.

Wprowadzenie bezwzględnego wymogu posiadania wkładu własnego jest konsekwencją kryzysu sprzed kilku lat, kiedy to banki nie tylko nie wymagały od klienta zabezpieczenia kredytu hipotecznego, ale niektóre oferowały nawet kredyty w wysokości do 120 proc. wartości nieruchomości. Skutkowało to lekkomyślnym zawieraniem umów kredytowych. Zgodnie z Rekomendacją S, wprowadzoną przez Komisję Nadzoru Finansowego, od 2014 r. wprowadzono obowiązek posiadania 5 proc. wkładu własnego. Liczba ta rosła co roku o 5 proc., by w 2017 r. zatrzymać się na poziomie 20 proc.

20 proc. wkład własny nie jest sztywnym wymogiem

Bezwzględny wymóg 20 proc. wkładu własnego dla wielu osób oznaczałby koniec marzeń o własnej nieruchomości. Nie wszyscy bowiem są w stanie zgromadzić kilkadziesiąt tysięcy zł. Banki wyszły więc naprzeciw oczekiwaniom klientów.

Banki w zamian za możliwość wpłacenia tylko np. 10 proc. wkładu własnego, stosują inne zabezpieczenia, mające na celu zmniejszenie ryzyka związanego z udzieleniem kredytu hipotecznego. W niektórych przypadkach będą to dodatkowe ubezpieczenia, w innych zastaw lub blokada środków na rachunku bankowym. Niestety, niższy wkład własny może także wiązać się z wyższą marżą – w niektórych bankach do czasu spłacenia kwoty odpowiadającej 20 proc. wkładu własnego, w innych natomiast nawet przez cały okres kredytowania – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Zabezpieczenie w postaci innej nieruchomości

Jeżeli nie dysponujemy żadnymi środkami, które mogłyby służyć jako wkład własny, warto pomyśleć o zabezpieczeniu w postaci innej nieruchomości. Może to być kupiona lub otrzymana przez nas wcześniej nieruchomość, jak również należąca do partnera czy rodziców. W tym przypadku niezbędna będzie zgoda tych osób, a nawet wspólne przystąpienie do kredytu. Należy pamiętać, że nieruchomość nie może być obciążona żadnymi kredytami.

W takim przypadku wpis hipoteki jest na obu nieruchomościach ze stosowną adnotacją o tym, że jest to hipoteka łączna. Bank wycenia sumę wartości obu nieruchomości – tej, na którą brany jest kredyt hipoteczny oraz tej, która ma zastąpić wkład własny. Wysokość kredytu hipotecznego będzie wynosiła przeważnie 80 – 70 proc. tej sumy. Może się okazać, że stosunek wartości kredytu do wartości tych nieruchomości będzie bardzo niski, dzięki czemu wynegocjujemy w banku korzystne warunki. Jeżeli zatem dysponujemy nieruchomościami, które mogą stanowić zabezpieczenie kredytu, to warto o tym pomyśleć przy wybieraniu oferty kredytu. Dla wielu osób procedury te mogą wydawać się skomplikowane, dlatego w takich przypadkach pomocy udzielą pośrednicy kredytowi, którzy znają oferty i wymagane zabezpieczenia z wielu banków i najlepiej dopasują ofertę kredytu hipotecznego do możliwości klienta – dodaje Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Polscy pracownicy z apetytem na awans

Tylko 18 proc. polskich pracowników jest usatysfakcjonowanych możliwościami awansu w swojej aktualnej pracy. Spośród badanych branż, szanse na zdobycie wyższego stanowiska najwyżej oceniają przedstawiciele sektora finansów (28,9 proc.). Za to najmniej zadowoleni z potencjalnych perspektyw awansowania są osoby pracujące w usługach dla biznesu – wynika z najnowszego badania Confidence Index przeprowadzonego w II kwartale 2018 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page.

Możliwości awansu w aktualnej firmie pozytywnie ocenia również 23,7 proc. reprezentantów sektora dóbr konsumenckich oraz 21,7 proc. przedstawicieli branży technologicznej. Za to mniej optymistycznie do tej kwestii podchodzą pracownicy sektora logistycznego (17,9 proc.) oraz produkcji i przemysłu (15,2 proc). Najmniejszymi optymistami pod tym względem są osoby pracujące w sektorze usług dla biznesu (13,9 proc.).

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

– Poziom satysfakcji z możliwości awansu w firmach systematycznie rośnie wśród polskich pracowników. Jak pokazuje badanie Michael Page, w II kwartale 2018 r. zadowolonych z tego powodu było 18 proc. badanych, a więc o 3 p.p. więcej niż w poprzednim kwartale. Ponadto, aż 44 proc. ankietowanych przyznało, że spodziewa się, iż w ciągu najbliższego roku zdobędzie wyższe stanowisko – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Duża chęć awansowania wśród polskich pracowników w głównej mierze wynika z potrzeby stałego rozwoju. Jak pokazuje badanie Michael Page, dla Polaków priorytetem w miejscu pracy jest zdobywanie dodatkowych umiejętności. Ten czynnik do zmiany pracodawcy mógłby skłonić ponad połowę (53,9 proc.) ankietowanych.

– Co więcej, ponad 36 proc. respondentów przyznało, że powodem, który zachęca do szukania nowej pracy jest także brak możliwości do rozwoju w obecnym przedsiębiorstwie (36,8 proc.) – dodaje Piotr Dziedzic z Michael Page.

Budownictwo ponownie przyspiesza

Sierpniowa dynamika produkcji przemysłowej, sięgająca 5 proc., okazała się zgodna z oczekiwaniami. O pozytywnym zaskoczeniu można natomiast mówić w przypadku budownictwa, którego produkcja wzrosła o 20 proc.

Dane GUS o produkcji przemysłowej za sierpień okazały się zgodne z prognozami Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii oraz minimalnie niższe, niż oczekiwali analitycy. Dynamika znacznie niższa niż miesiąc wcześniej, gdy sięgała 10,3 proc., to głównie efekt wysokiej ubiegłorocznej bazy odniesienia. Tendencje w przemyśle wciąż pozostają korzystne i na razie nie widać oznak spowolnienia. Najsilniej, bo aż o 30 proc. wzrosła produkcja sprzętu transportowego, w przypadku maszyn i urządzeń zwyżka wyniosła 17,7 proc., a w przypadku urządzeń elektrycznych 16,6 proc. Mocny, sięgający 18,9 proc. spadek zanotowano w produkcji wyrobów farmaceutycznych. Spośród głównych działów dobrze radziło sobie przetwórstwo przemysłowe, gdzie wzrost wyniósł 5,4 proc.

Najbardziej pozytywnym zjawiskiem był w sierpniu 20 proc. wzrost produkcji budowlano-montażowej, podczas gdy spodziewano się jej zwyżki o około 18 proc. To świadczy o kontynuacji ożywienia inwestycyjnego, choć nadal głównie w sferze publicznej i wydatków infrastrukturalnych. Największy, sięgający aż 30,5 proc. wzrost miał miejsce w firmach zajmujących się budową obiektów inżynieryjnych. W przypadku wznoszenia budynków wzrost nie był już tak spektakularny i wyniósł 14,6 proc.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER