Autobusy elektryczne z Polski podbijają europejskie rynki. Transport publiczny czekają rewolucyjne zmiany

Autobusy elektryczne z Polski podbijają europejskie rynki. Transport publiczny czekają rewolucyjne zmiany 1

Polska może odegrać w Europie wiodącą rolę w rozwoju elektromobilności – zarówno samochodów osobowych, jak i transportu publicznego – ocenia Håkan Agnevall, prezes koncernu Volvo Buses, który projektuje i produkuje we Wrocławiu autobusy elektryczne z przeznaczeniem na polski i europejski rynek. Na ulicach polskich miast pojawia się coraz więcej takich pojazdów, a według prognoz PSPA w ciągu najbliższych 10 lat będzie ich już ponad 3,5 tysiąca. W niskoemisyjnym transporcie – który jest jednym z najsilniejszych obecnie trendów w motoryzacji – samorządy upatrują szansy na poprawę jakości powietrza i życia mieszkańców.

 Doświadczamy obecnie największej od wielu lat zmiany w przemyśle transportu publicznego. W najbliższych 10 latach zmian będzie więcej niż w poprzednim dwudziestoleciu. Jednym z najważniejszych trendów jest elektromobilność i pojazdy elektryczne. Kolejnymi są pojazdy autonomiczne oraz wykorzystanie dużych zbiorów danych do ulepszenia usług transportu publicznego. Dla nas, jako producentów autobusów, jest to ogromna szansa na stworzenie transportu publicznego przyszłości, który jest przyjazny dla środowiska, cichy i przyczynia się do zmiany miast w miejsca przyjazne dla mieszkańców – mówi agencji Newseria Biznes Håkan Agnevall, prezes Volvo Buses.

Obniżenie poziomu hałasu i zanieczyszczeń powietrza to główny powód, dla którego samorządy szukają usprawnień w systemach komunikacyjnych. Większość z nich stawia na carsharing, ITS (inteligentne systemy transportowe) i niskoemisyjny transport przyjazny środowisku i mieszkańcom. Do rozwijania ekologicznego transportu zobowiązuje samorządy również przyjęta na początku roku ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Zakłada ona, że do 2021 roku wymagany udział autobusów zeroemisyjnych w miejskich flotach ma wynieść 5 proc., a do 2028 roku – już 30 proc. Ten wymóg dotyczy 80 gmin i powiatów o liczbie mieszkańców przekraczającej 50 tys.

Obecnie pojazdy wykorzystujące napęd elektryczny kursują po ulicach m.in. Inowrocławia, Warszawy, Krakowa, Lublina i Jaworzna. Jednak – jak wynika z raportu „Paliwa alternatywne w komunikacji miejskiej”, opracowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) – w ciągu najbliższych 10 lat na ulicach polskich miast ma pojawić się już 3,5 tys. takich autobusów.

 Dziś jest bardzo duże zapotrzebowanie na różnego rodzaju autobusy elektryczne, ponieważ nie zanieczyszczają one środowiska, ograniczają emisję dwutlenku węgla, są energooszczędne i ciche. Dzisiaj nikt nie chce mieć przystanku za oknem, ale jutro, po wprowadzeniu elektrycznych autobusów, nie będzie to stwarzało problemów. Możemy zbliżyć transport publiczny do ludzi, nawet wprowadzić go wewnątrz budynków. Na przykład wizyta w centrum handlowym przyszłości może być atrakcyjniejsza dzięki środkom transportu wjeżdżającym do środka budynku. Może to dotyczyć również szpitali. Dlatego zmieni się sposób planowania przestrzennego miast – prognozuje Håkan Agnevall.

Zaletą elektrycznych środków transportu publicznego jest to, że są ciche i nie emitują gazów cieplarnianych, co wpływa na poprawę stanu środowiska i jakości powietrza. To istotne o tyle, że – jak wynika z danych WHO – spośród 50 miast Unii Europejskiej z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż 33 znajdują się w Polsce. Smog jest coraz większym problemem, zwłaszcza w dużych miastach jak Warszawa czy Kraków.

 Coraz więcej ludzi osiedla się w miastach. Patrząc z perspektywy globalnej, trend urbanizacyjny jest bardzo silny. Musimy więc tworzyć miasta przyszłości, w których wszyscy będziemy chcieli mieszkać. Polega to na wprowadzaniu ekologicznych rozwiązań, poprawie jakości powietrza, ograniczeniu poziomu hałasu, dzięki czemu jakość życia w mieście będzie jeszcze wyższa – mówi Håkan Agnevall.

Polski rząd stawia obecnie duży akcent na elektromobilność, która ma być pozytywnym impulsem dla nauki i całej gospodarki. Z wyliczeń Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych wynika, że sama elektryfikacja transportu drogowego do 2030 roku przyczyniłaby się do stworzenia prawie 60 tys. nowych miejsc pracy i wzrostu polskiej gospodarki o 0,3 proc.

– Tendencja do wprowadzenia elektromobilności w Europie jest bardzo silna. Polski rząd podejmuje wiele działań w tym zakresie i dlatego uważam Polskę za kraj, który może odegrać wiodącą rolę w dziedzinie elektromobilności w Europie. Odnosi się to do zarówno do transportu publicznego, jak i do pojazdów na użytek prywatny – mówi Håkan Agnevall.

Volvo Buses ma we Wrocławiu fabrykę autobusów elektrycznych, w której zatrudnia prawie cztery tysiące pracowników – w tym prawie tysiąc inżynierów rozwijających nowe technologie. Elektryki projektowane na Dolnym Śląsku trafiają na rynek polski, ale też m.in. do Danii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Norwegii.

– Polska jest bardzo ważnym krajem dla Volvo Buses, ponieważ rozwijamy tutaj elektryczne autobusy. Chodzi zarówno o opracowanie rozwiązań inżynieryjnych, jak i produkcję. Eksportujemy je następnie do wszystkich krajów Europy, co sprawia, że Polska jest dla nas kluczowym rynkiem – podkreśla prezes Håkan Agnevall.

Wyłudzenia poważnym problemem dla sektora publicznego. Bez odpowiednich systemów walka z nimi nie będzie skuteczna

0

Wyłudzenia poważnym problemem dla sektora publicznego. Bez odpowiednich systemów walka z nimi nie będzie skuteczna 2

Sektor publiczny, szczególnie w obszarze podatków, zdrowia i ubezpieczeń społecznych, jest narażony na szereg nadużyć. Głównym obszarem jest luka VAT-owska, którą obecnie szacuje się na 14 proc. Standardowe metody przeciwdziałania nadużyciom nie przynoszą oczekiwanych efektów, więc coraz częściej administracja publiczna sięga po odpowiednie systemy informatyczne, które identyfikują i weryfikują zagrożenia. Dzięki nim kontrole są szybsze, mniej uciążliwe, ale jednocześnie bardziej skuteczne.

– Nadużycia w sektorze publicznym to przede wszystkim kwestia luki VAT-owskiej. Drugim obszarem jest ochrona zdrowia, np. zagadnienie upcodingu [rozliczenia usług medycznych za wyższe stawki niż wykonane – red.] w rozliczeniach z NFZ, ale także kwestie związane z wywożeniem za granicę leków z polskich hurtowni. Inny obszar to ubezpieczenia społeczne – mamy szereg przykładów osób, które pozyskują środki z programów pomocowych i z tego finansują swoje życie, pomijając należność tych środków dla ich rodzin – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Patryk Choroś, business development director w SAS Polska.

Jakiekolwiek nieprawidłowości w sektorze publicznym przekładają się na nierówności w otoczeniu społecznym i biznesowym oraz niewłaściwe gospodarowanie środkami publicznymi. Przykładem jest tu już wspominana luka w VAT i firmy oszukujące system podatkowy, które przyczyniają się do zachwiania zdrowej konkurencji na rynku.

 W ekonomii mówimy, że „zły pieniądz wypiera dobry pieniądz”. Wykrywanie nadużyć prowadzi do likwidacji złego pieniądza. Na rynku działają podmioty obracające towarem, który pozyskały, pomijając cło i podatek VAT, np. importując go nielegalnie z Chin. Ich wyeliminowanie z rynku spowoduje, że ci, którzy w uczciwy sposób prowadzą biznes, mogą konkurować i rozwijać swoją działalność – podkreśla Patryk Choroś.

Rozwój technologii z jednej strony sprawia, że sektor publiczny jest bardziej narażony na działalność grup przestępczych i próby wyłudzeń. Z drugiej strony daje mu więcej możliwości walki z nieprawidłowościami.

 Głównym sposobem zapobiegania nadużyciom, zarówno w sektorze publicznym, jak i we wszelkich innych, jest wdrożenie odpowiedniego systemu. Przy obecnej skali nadużyć, ich typach i całej mnogości tego zjawiska występującego w gospodarce, walka metodami ręcznymi nie jest już skuteczna, w związku z czym niezwykle istotnym aspektem jest wdrożenie systemów, które w automatyczny sposób, wspierając się metodami analitycznymi, będą pomagały w identyfikacji i weryfikacji takich zjawisk – przekonuje Marta Prus-Wójciuk, lider Praktyki Fraud Intelligence w SAS Polska.

Na świecie analityka SAS w wykrywaniu nadużyć to szereg wdrożeń z zakresu administracji podatkowej, w obszarach zabezpieczenia społecznego czy przy realizacji programów socjalnych. Z danych SAS wynika, że w Belgii The Federal Public Service Social Security wykorzystuje analitykę do podniesienia skuteczności działania ograniczonej liczby inspektorów. W pół roku udało się zbudować system analityczny trzykrotnie skuteczniejszy w celowaniu kontroli, uzyskując ponad 50 proc. trafności. W USA Los Angeles County oszczędza miliony dolarów dzięki analizie danych.

W Polsce od 2012 roku narzędzia SAS wykorzystywane są przez Narodowy Fundusz Zdrowia do monitorowania nadużyć w obszarze refundacji leków. Pozwala to na ograniczenie wyłudzeń oraz identyfikację współpracujących ze sobą osób i podmiotów, ale także – dzięki uzyskiwanym danym – ma wpływ na kreowanie polityki lekowej w państwie.

 Jeżeli wykorzystamy analitykę do wykrywania nadużyć, to doprowadzimy do sytuacji, w której sam proces kontrolny, proces weryfikacji podejrzenia nadużycia, będzie mógł być realizowany jeszcze w siedzibie administracji państwowej, bez wizyty u podatnika. To przekłada się na zwiększenie sprawności i skuteczności działania samej administracji, a także oszczędza czas podatników, bo nie jesteśmy poddawani długotrwałym kontrolom – tłumaczy Patryk Choroś.

Systemy analityczne służą nie tylko walce z wyłudzeniami, szarą strefą czy nieprawidłowościami w opiece społecznej, lecz także mogą być np. wykorzystywane w obszarze procedur zakupowych danego urzędu, co powinno ograniczyć związane z tym koszty i przyspieszyć cały proces.

Skuteczne wdrożenie systemu analizy ryzyka nadużyć cechuje pięć kluczowych czynników istotnych dla sukcesu. Pierwszym z nich jest otwartość.

 To, co jest niezwykle istotne, to użycie wszelkich możliwych danych, które są dostępne zarówno w organizacji, jak i poza nią, do wdrożenia do systemu i na ich podstawie budowania pewnych modeli analitycznych. Kolejną cechą jest dopasowanie – staramy się zawsze być na bieżąco z tym, co się dzieje w danym momencie w danym zjawisku w zakresie regulacji prawnych – dodaje  Marta Prus-Wójciuk.

Trzeci czynnik to przystępność narzędzi i ich różnorodność. Może ona być przewagą w walce z nadużyciami, bo doświadczenie i wiedza merytoryczna nie zawsze idą w parze z kompetencjami technicznymi i statystycznymi.

– To, co jeszcze warto podkreślić, to procesowość i wydajność rozwiązania. Procesowość polega na tym, że wspieramy szereg działań, które mają nas zabezpieczyć przed wykrywaniem nadużyć, od ich identyfikacji poprzez weryfikację aż do wskazania przyczyn i podejmowania prób minimalizacji tego zjawiska. Wydajność z kolei rozumiana jest zarówno pod kątem technicznym, jak i pod względem szybkości reakcji systemu na występowanie danego zjawiska. Nadużycia często się zmieniają, więc musimy za tymi frauderami jak najszybciej nadążać – wskazuje Marta Prus-Wójciuk.

Skuteczna walka z nadużyciami korzystnie wpływa na stan finansów publicznych, budżety świadczeń socjalnych, a także na wizerunek administracji publicznej.

Francuzi pomogą w budowie okrętów w polskich stoczniach. Prace mogą ruszyć w ciągu roku

Francuzi pomogą w budowie okrętów w polskich stoczniach. Prace mogą ruszyć w ciągu roku 3

Polskie stocznie mogą budować okręty podwodne w ramach 15-letniego programu współpracy przemysłowej. To możliwy efekt porozumienia podpisanego przez francuski koncern stoczniowy Naval Group z Polską Grupą Zbrojeniową, dotyczącego m.in. transferu technologii i współpracy w zakresie budowy okrętów podwodnych. Dla polskich firm z branży stoczniowej oznacza to utworzenie około 2 tys. nowych miejsc pracy. Prace mogą wystartować już w przyszłym roku. – Biorąc pod uwagę gotowość naszą i polskich zakładów, prace będą mogły się rozpocząć w ciągu roku od podpisania umowy – mówi François Dupont, wiceprezes Naval Group.

– Kraj o tak długiej tradycji stoczniowej jak Polska nie może nie być w stanie zbudować okrętów podwodnych. Nasze plany przewidują budowę kadłubów mocnych w Szczecinie i dalsze prace montażowe okrętów w Gdyni. Dzięki wsparciu Naval Group polskie stocznie będą w stanie zbudować trzy okręty podwodne światowej klasy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes François Dupont, wiceprezes Naval Group.

Francuski Naval Group to największy w Europie koncern zajmujący się projektowaniem i budową okrętów wojennych. Pod koniec ubiegłego roku podpisał z Polską Grupą Zbrojeniową porozumienie dotyczące transferu technologii i współpracy w zakresie budowy okrętów podwodnych. Dla polskich firm z branży stoczniowej oznacza to utworzenie około 2 tys. nowych miejsc pracy, włączenie do globalnego łańcucha dostaw koncernu oraz transfer technologii i kompetencji.

– Przeprowadziliśmy analizę stu polskich przedsiębiorstw i podpisaliśmy umowę z Polską Grupą Zbrojeniową, która gwarantuje nasze wsparcie przez 15 lat od daty jej zawarcia. W gronie tych stu przedsiębiorstw znaleźli się reprezentanci przemysłu okrętowego i elektronicznego, jak np. Enamor, oraz producenci urządzeń okrętowych, jak np. Towimor. Udzielimy polskiemu przemysłowi wsparcia m.in. w budowie trzech okrętów podwodnych. Wypada również wspomnieć, że nasze wsparcie oznacza utworzenie 2 tys. miejsc pracy na okres 15 lat – podkreśla François Dupont.

Współpraca spółek z grupy PGZ i Naval Group ma przede wszystkim wzmocnić polski przemysł stoczniowy. Projekty w podobnej formule francuski koncern realizuje również w kilku innych krajach.

 W Indiach, gdzie istniały już odpowiednie stocznie, budujemy sześć okrętów. Trzy z nich zostały już przekazane tamtejszej marynarce wojennej. W Brazylii, gdzie nie było istniejącej infrastruktury przemysłowej, budujemy dziś cztery okręty. Jeden z nich zostanie zwodowany pod koniec tego roku – mówi François Dupont.

Naval Group – obok szwedzkiego koncernu Saab oraz niemieckiego holdingu stoczniowego TKMS – jest jednym z trzech podmiotów, które chcą dostarczyć polskiej Marynarce Wojennej nowe okręty podwodne w ramach programu „Orka”. Jednostki mają być wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne razić cele w odległości wielu setek kilometrów oraz zapewnić polskiej flocie realną zdolność do odstraszania. To konieczność, bo znajdujące się obecnie na jej wyposażeniu stare okręty podwodne mają w większości ponad 50 lat i są powoli wycofywane.

Jeśli przyjrzymy się naszej konkurencji, to zobaczymy, że sześć okrętów produkcji TKMS w służbie niemieckiej marynarki wojennej nie jest gotowych do żadnych działań na morzu. Chcę jednocześnie zaznaczyć, że nie zawarlibyśmy umowy z Polską Grupą Zbrojeniową, gdybyśmy nie byli przekonani, że wywiąże się ona ze swoich zobowiązań. Naszym zdaniem to wiarygodny partner. Biorąc pod uwagę gotowość naszą i polskich zakładów, prace będą mogły się rozpocząć w ciągu roku od podpisania umowy – mówi François Dupont.

„Orka” to jeden z największych programów modernizacyjnych polskiej armii. W ostatnich miesiącach MON zapowiadało przyspieszenie w tej sprawie. Oferta francuskiego Naval Group w ramach programu obejmuje okręty podwodne typu Scorpène, najpotężniejsze konwencjonalne okręty podwodne w NATO, wyposażone w wystrzeliwane spod wody pociski manewrujące do rażenia celów na lądzie opracowane we współpracy z MBDA, jak i torpedy F21 i pociski rakietowe Exocet trzeciej generacji. Oprócz okrętów koncern proponuje również szeroką współpracę przemysłową w sektorze wojskowym i cywilnym. Dotyczy to m.in. budowy i serwisowania okrętów w Polsce oraz wspólnych prac badawczo-rozwojowych.

Naval Group to jedyna stocznia, która zajmuje się budową okrętów podwodnych zarówno z napędem konwencjonalnym, jak i atomowym. Zgłębiliśmy techniki umożliwiające budowę dyskretnych i cichych okrętów z napędem atomowym. Zdobytą w ten sposób wiedzę wykorzystujemy także przy budowie okrętów z napędem konwencjonalnym, które dzięki temu są niezwykle ciche, szybkie i bezpieczne – dodaje François Dupont.

Polski rynek brafittingu dynamicznie się rozwija

Polski rynek brafittingu dynamicznie się rozwija 4

Rozwój brafittingu w Polsce na przestrzeni ostatnich 10 lat wyraźnie przyspieszył. Na rynku może działać 500 specjalistycznych salonów oferujących darmową usługę dobierania biustonosza. Postęp w tej dziedzinie to efekt rosnącej świadomości Polek na temat negatywnego wpływu nieprawidłowo dobranego stanika na zdrowie i komfort życia.

Światowy rynek bieliźniany rozwija się dynamicznie od kilku lat. W 2015 roku jego wartość wynosiła ponad 33 mln dol., a zgodnie z prognozami do 2024 roku ma osiągnąć poziom 55 mln dol. W Polsce przychody w segmencie bieliźnianym – według informacji Euromonitor International – wynoszą 3 mld zł. Równie dynamicznie rozwija się rynek brafittingu, czyli odpowiedniego dobierania biustonosza do sylwetki i rozmiaru piersi, a Polska należy pod tym względem do czołówki państw europejskich. Na rodzimym rynku usługa brafittingu pojawiła się w 2004 roku z inicjatywy Izabeli Sakutovej, która ideę tę przywiozła z Wielkiej Brytanii.

– U nas rynek brafittingowy cały czas się rozwija. Działa u nas zaledwie od czternastu lat, a od dzisięciu widzimy szybszy, bardziej intensywny rozwój, więc jeszcze jesteśmy na początku drogi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Izabela Sakutova, ekspertka brafttingu.

Jak podkreśla, na terenie całego kraju może działać około 500 salonów bielizny oferujących usługę brafittingu. Porada ekspertki obejmuje ocenienie obwodu pod biustem klientki, właściwej wielkości miseczek stanika i ich rozstawu, a także odpowiedniej długości ramiączek, tak aby biustonosz idealnie podtrzymywał piersi. Konsultacja z zakresu brafittingu jest bezpłatna, klientka nie powinna być zmuszana do wniesienia opłaty za poradę lub kupienia przymierzanej bielizny.

– Każda kobieta może przyjść, porozmawiać, poddać się tej usłudze dopasowania bielizny i później od niej zależy, co dalej z tym zrobi, czy zainwestuje w biustonosz, który przymierzała i w którym dobrze się czuje, czy może potrzebuje więcej czasu na zastanowienie się – mówi Izabela Sakutova.

Rozwój rynku brafittingu wymuszany jest przez rosnące potrzeby kobiet. Według badania przeprowadzonego przez markę Triumph, nawet 50 proc. Polek wciąż nosi źle dobrane biustonosze, a najbardziej popularnym rozmiarem jest 75B. Świadomość w tym zakresie stale jednak rośnie. Panie wiedzą już, że noszenie nieodpowiedniego rozmiaru stanika może powodować wiele negatywnych konsekwencji zdrowotnych m.in. bóle kręgosłupa, bóle piersi, powstawanie cyst, problemy z krążeniem krwi i limfy, a także utratę jędrności skóry. Mają też świadomość, że stanik na co dzień powinien być inny niż ten używany podczas uprawiania sportu.

– W Polsce uczyliśmy się brafittingu z Anglii, gdzie on funkcjonował już od kilkudziesięciu lat, jednakże Brytyjki i handlowcy w Wielkiej Brytanii nie mają tendencji dociekania i wnikania w detale. My w Polsce jesteśmy całkowicie inni, właścicielki salonów brafittingowych, które w Polsce prowadzą sprzedaż szerokiej gamy rozmiarowej, muszą znać każdy szczegół konstrukcyjny – mówi Izabela Sakutova.

Obecnie w zakresie bielizny w Polsce można mówić o rynku konsumenta. W sklepach dostępna jest szeroka gama rozmiarowa modeli biustonoszy, produkowanych zarówno przez firmy zagraniczne, jak i marki krajowe. Celem promowania idei brafittingu jest przekonanie większej liczby Polek do dbania o tę część garderoby i spróbowania innych rozmiarów stanika niż dotychczas. Konsultantki szkolone są więc nie tylko w zakresie zasad dobierania biustonosza, lecz także w zakresie umiejętności miękkich, czyli podejścia do klientek.

– Chodzi o to, by spowodować, żeby dla klientki to doświadczenie było przeżyciem bardzo pozytywnym, a nie katorgą, „O Boże, muszę iść sobie kupić biustonosz, znowu się wymęczę, znowu będzie trudno dogadać się z ekspedientką i wybrać cokolwiek na mnie”. Naszym celem jest całkowicie inne podejście – aby klientka wyszła zainspirowana tym, jakie mamy możliwości, i poczuła się dobrze we własnym ciele – mówi Izabela Sakutova.

Twarde krzesła, stare ławki i małe przestrzenie to standard w polskich szkołach. Rząd przeznaczy na ich wymianę 100 mln zł

Twarde krzesła, stare ławki i małe przestrzenie to standard w polskich szkołach. Rząd przeznaczy na ich wymianę 100 mln zł 5

Wyposażenie szkół ma wpływ na rozwój dzieci. Oprócz walorów ergonomicznych i prozdrowotnych powinno zapewniać uczniom możliwość pracy zespołowej i realizowania pomysłów, rozbudzać ciekawość, a jednocześnie sprzyjać integracji dzieci z niepełnosprawnościami. Tymczasem w większości polskich szkół ławki i krzesła mają po kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt lat, a w kwestii wyposażania i organizacji placówki mają sporo do nadrobienia. Ma to zmienić rządowy program „Przestrzeń Przyjaznej Szkoły”, którego pilotaż ruszy w listopadzie. Na nowoczesne wyposażenie i meble dla placówek oświatowych rząd przeznaczy 100 mln zł. 

– Trendy idą w kierunku mobilnych ławek, otwartych przestrzeni, w których można kreować różne zajęcia. Same siedziska są tapicerowane, coraz rzadziej spotykamy twarde ławki. Wszystko zmierza do tego, żeby nie ograniczać dzieciom możliwości ruchu. Na świecie inwestuje się w to duże pieniądze. Chodzi o to, żeby w dzisiejszych szkołach maksymalnie wykorzystać przestrzeń, mobilność i innowacyjność – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bożena Gargas, prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego.

Nowoczesne, dobrze zaprojektowane meble i pomoce dydaktyczne wpływają na to, w jaki sposób dzieci uczą się i funkcjonują w szkole. Wyposażenie szkół powinno zapewniać im bezpieczeństwo, możliwość pracy zespołowej i realizowania własnych pomysłów, a jednocześnie sprzyjać integracji dzieci z niepełnosprawnościami. Przyjazna przestrzeń sprzyja też rozwijaniu kreatywności i spontanicznej aktywności uczniów. Z drugiej strony umożliwia także skupienie i koncentrację na zadaniach.

W dobrze zaprojektowanym otoczeniu dziecko rozwija się zdrowo zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jeżeli w dzieciństwie nie zafundujemy im różnych ograniczeń, później mamy zdrowsze społeczeństwo. Dobrze zaprojektowany mebel powoduje, że dziecko prawidłowo się rozwija, nie ma ograniczeń, nic go nie boli – mówi Bożena Gargas. – Z badań wyraźnie wynika, że meble w szkołach mają po 16 lat. Są takie, które mają i po 40 lat. Widzimy, że producenci mebli idą w stronę globalnych trendów, ale te rozwiązania trafiają do niewielu szkół. Jest również problem z placówkami, które mają ograniczenia przestrzenne, ponieważ mieszczą się w starych budynkach, bez wind.

Praktycznie w żadnym biurze czy urzędzie nie spotyka się już twardych, niewyściełanych krzeseł, które powodują wady kręgosłupa. Nadal są one jednak na wyposażeniu większości szkół. Nowy trend to tapicerowane krzesła obrotowe, dobrane do wieku i wagi uczniów, z mechanizmem regulacji wysokości oraz „flexible single desk” – elastyczne biurka, które umożliwiają realizację wielu funkcji. Mają regulowaną wysokość, regulację kąta pochylenia blatu, miejsce do przechowywania przyborów oraz możliwość łatwego zestawiania w trwałe zespoły z innymi biurkami, co jest przydatne np. w przypadku prac grupowych. Coraz częściej spotykane są też kolorowe mobilne meble na kółkach, które można dowolnie aranżować, parawany oddzielające miejsca nauki i zabawy czy panele obniżające poziom hałasu.

Prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego ocenia, że szkoły i nauczyciele są bardzo otwarci na takie nowe, bardziej innowacyjne rozwiązania. Te z kolei nie muszą od razu oznaczać rewolucji.

Pewne elementy są sprawdzone i można dołożyć do nich tylko nowe moduły, uwzględniając ich dostępność dla dzieci z różnymi dysfunkcjami i niepełnosprawnościami. Podążając w tym kierunku, na pewno zbudujemy nowoczesną, innowacyjną szkołę, która za kilka lat wykształci innowacyjne społeczeństwo. Nie zostawiajmy jednak szkół, dając im meble, żeby sobie poustawiali. Właściwszą drogą jest wybór operatora, który pokieruje pracami, pomoże zagospodarować nowe projekty w szkołach. Przypadkowe, intuicyjne zaadoptowanie nowych mebli – nawet najlepszych – to nie jest rozwiązanie –mówi Bożena Gargas.

W listopadzie br. ruszy pilotaż programu „Przestrzeń Przyjaznej Szkoły”, na który resorty inwestycji i nauki przeznaczą ok. 100 mln zł. Z tych środków zostanie sfinansowane wzorcowe wyposażenie, m.in. w nowoczesne meble, dla 200 szkół w Polsce (pierwsze 50 w ramach pilotażu i kolejne 150 w dalszym etapie). Granty mają trafić przede wszystkim do małych gmin, poniżej 50 tys. mieszkańców. Program „Przestrzeń Przyjaznej Szkoły” jest elementem rządowego programu „Dostępność Plus”.

Rozstrzygnięte przetargi w branży finansowo-bankowej – sierpień 2018 r.

Serwis PressInfo.pl opracował raport podsumowujący informacje o rozstrzygniętych przetargach w branży finansowo-bankowej w sierpniu 2018 roku. Z raportu wynika, że w tym okresie zmonitorowano 160 wyników postępowań przetargowych w sektorze finansowo-bankowym. Ich łączna wartość opiewała na kwotę ponad 169,6 mln zł.

Poniższe zestawienie przygotowane zostało na podstawie informacji zamieszczonych w Biuletynie Zamówień Publicznych i Suplemencie do Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej (TED) i jest poprawne w takim samym stopniu co zgłoszone informacje.

Zebrane i opracowane przez serwis Pressinfo.pl dane pokazują, że sierpień jest kolejnym miesiącem, w którym nastąpił wzrost ogłoszeń o wyborze wykonawcy zamówienia publicznego w sektorze bankowym.  W analizowanym okresie jest to nieco ponad 12 procent w relacji miesięcznej względem lipca. Trend wzrostowy obserwowany jest od czerwca 2018r. Niewątpliwie przyczyniły się do tego inwestycje budowlano- drogowe w sektorze publicznym, które nasiliły się w ostatnich miesiącach.

Największą liczbę rozstrzygnięć przetargowych w branży finansowo-bankowej ogłosili organizatorzy z województwa mazowieckiego – 19, natomiast województwem, w którym rozstrzygnięto przetargi na najwyższą łączną kwotę zamówień jest podlaskie. Zamawiający pochodzący z tego regionu przeznaczyli na realizację kontraktów publicznych łącznie ponad 27 mln zł. Analizując rynek zamówień publicznych w sektorze finansowo – bankowym w sierpniu 2018 roku, należy zauważyć, że najefektywniejszy w tym okresie był Bank Gospodarstwa Krajowego w Warszawie. Jego oferty zostały wybrane do realizacji 11 zamówień publicznych.

Najdroższy przetarg, którego wynik opublikowano w sierpniu dotyczył Zaciągnięcia kredytu długoterminowego wypłacanego w transzach do kwoty 51 768 413,00 PLN. Przetarg ten został ogłoszony przez Urząd Miasta Suwałki. Najkorzystniejsza oferta została złożona przez Powszechną Kasę Oszczędności Bank Polski S.A. i wyniosła 20 969 139,18 zł.

Autonomiczna łódź z napędem odrzutowym uratuje tonących. W przyszłości będzie ostrzegać przed prądami morskimi

Autonomiczna łódź z napędem odrzutowym uratuje tonących. W przyszłości będzie ostrzegać przed prądami morskimi 6

Co roku tysiące ludzi umiera w wyniku utonięcia. W morzach ginie nawet 4,5 proc. imigrantów – wylicza włoski think tank ISPI. Część tych osób można byłoby uratować. Zdalnie sterowana łódź ratownicza Emily może pomóc tym, do których nie mogą dotrzeć zwykli ratownicy. Łódź umożliwia obrazowanie podwodne, pokazuje obraz w zasięgu do stu metrów od łodzi, dzięki czemu łatwo się zorientować, gdzie znajdują się poszukiwani ludzie lub przedmioty. Obraz z sonaru odbierany jest przez stację znajdującą się na lądzie. W ten sposób można określić lokalizację topielca.

– Sonar Emily to niewielka zautomatyzowana łódź, która waży ok. 14 kg. Służy do obrazowania przedmiotów znajdujących się pod powierzchnią wody. Można jej używać do lokalizowania dużych obiektów, jak np. miny, samochody lub inne pojazdy. Ma również funkcję unoszenia się na powierzchni wody, więc może służyć do ratowania ludzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Anthony Mulligan z firmy Hydronalix.

Kamera znajdująca się na łodzi dokładnie określa przedmioty znajdujące się pod wodą. Obraz przekazywany jest do stacji na lądzie i w ten sposób określa się współrzędne miejsca, w którym znajduje się poszukiwany człowiek lub przedmiot. Następnie informacja z danymi przekazywana jest do Emily, która może podpłynąć dokładnie w to miejsce, w którym jest potrzebna.

Twórcy Emily chcą też wykorzystywać kamery termowizyjne, które wykrywają ludzi w wodzie i automatycznie spowalniają tratwę, gdy się do nich zbliży. W przyszłości na łodzi miałby się też znaleźć inteligentny ekran, który będzie zawierać obrazy i instrukcje audio dostępne w wielu językach tak, by ułatwić komunikację.

– Łódź jest bardzo szybka i łatwa w obsłudze dla marynarza czy innego żołnierza. System składa się z dwóch części, oprócz łodzi jest także stacja na lądzie, która odbiera obraz z sonaru. Łódź umożliwia obrazowanie podwodne – pokazuje obraz w zasięgu do stu metrów na prawo i na lewo od łodzi, dzięki czemu łatwo się zorientować, gdzie znajdują się ludzie albo przedmioty, których szukamy –  wskazuje Mulligan.

Emily osiąga prędkość do ok. 50 km/h, na jednym naładowaniu akumulatora może wykonać nawet trzydzieści akcji ratunkowych i holować do pięciu osób na raz. Jest przy tym praktycznie niezniszczalna i bardzo bezpieczna – wyposażona jest w jednokilowatową pompę strumieniową, bez śruby lub steru, który mógłby zranić tonącego. Nie przeszkadzają jej trudne warunki, poradzi sobie z falami, skałami czy rafami koralowymi.

– Łódź jest miniaturową wersją skutera wodnego o napędzie odrzutowym. Jest wykonana z kevlaru, a jej konstrukcja przypomina sposób wykonania bezzałogowych statków powietrznych z najwyższej jakości materiałów. Ma ceramiczną pompę wodną, co oznacza, że nie ulega ona uszkodzeniu, nawet gdy dostaną się do niej kamienie – ocenia ekspert.

Emily w ciągu pierwszych 10 dni, kiedy została użyta, pomogła ponad 240 uchodźcom bezpiecznie dotrzeć na brzeg. Testowano ją już na plażach w Malibu, ma strzec także bezpieczeństwa na wodach w Dubaju. Twórcy łodzi zapowiadają, że w przyszłości Emily mogłaby też ostrzegać plażowiczów przed prądami morskimi czy pomóc w stworzeniu mapy 3D prądów morskich.

Według analityków MarketsandMarkets wartość rynku sprzętu do poszukiwania i ratowania wyniesie w 2022 r. ponad 125 mld dol.

Hybrydowy notatnik automatycznie utworzy cyfrową kopię odręcznych notatek do późniejszej edycji. To może być rewolucja dla studentów i przedsiębiorców

Hybrydowy notatnik automatycznie utworzy cyfrową kopię odręcznych notatek do późniejszej edycji. To może być rewolucja dla studentów i przedsiębiorców 7

Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń wyposażonych w zaawansowane systemy rozpoznawania pisma. Można znaleźć je zarówno w smartfonach, tabletach, jak i komputerach hybrydowych. Wykorzystując cyfrowy rysik, można łatwo zdigitalizować odręczne notatki oraz rysunki. Hybrydowy notatnik RoWrite idzie o krok dalej. Przechwyci zapiski wykonane za pomocą zwykłego pióra na papierze i automatycznie przeniesie je do chmury danych, tworząc ich cyfrową, edytowalną kopię.

– RoWrite wykorzystuje technologię opartą na czujnikach. Jeden z nich śledzi ruch, który pozwala na rejestrowanie pozycji pióra, inny czujnik rejestruje siłę nacisku. Na podstawie tych dwóch źródeł danych, możemy odtworzyć w naszej aplikacji to, co napisałeś. Osoby, które lubią pismo odręczne, lecz są zmuszone do poruszania się w cyfrowym świecie, nie muszą rezygnować z pisania na papierze. Użytkownicy mogą zarejestrować cyfrowy obraz tego, co napisali lub narysowali, i np. przesłać go e-mailem – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje William Strand z firmy Royole.

Urządzenie opracowane przez Royole w przeciwieństwie do tabletów nie korzysta z wyświetlacza. Użytkownik prowadzi notatki w zwykłym, papierowym notatniku, a cyfrowa kopia tworzona jest automatycznie i w czasie rzeczywistym np. na tablecie. Sprzęt komunikuje się z aplikacją mobilną dostępną na urządzenia z iOS-em oraz Androidem i automatycznie zapisuje notatki w jednej z czterech najpopularniejszych usług przechowywania danych w chmurze: Google Drive, Dropbox, Evernote lub OneNote.

Za płynne przechwytywanie położenia oraz siły nacisku pióra odpowiada system inteligentnych czujników, przypominający rozwiązania znane z klasycznych tabletów graficznych. RoWrite wyposażono również w algorytm rozpoznawania obrazu, który może automatycznie przetworzyć odręczne pismo na w pełni edytowalny plik tekstowy. Sprzęt pozwala pracować z dowolnym rodzajem papieru, dzięki czemu można dopasować jego grubość i fakturę do naszych preferencji.

Na podobnej zasadzie działają notatniki Wacom Bamboo Spark, które również umożliwiają digitalizowanie analogowych notatek. Firma reMarkable z kolei opracowała tablet wykorzystujący energooszczędny panel E-Ink, który sprawdzi się zarówno w roli notatnika, jak i czytnika e-Booków. Z kolei projektanci Lenovo poszli o krok dalej i skonstruowali nietypową hybrydę Yoga Book C930, w której w miejscu klawiatury zamontowano pełnowymiarowy panel E-ink. Użytkownik może wyświetlić na nim klawiaturę i wykorzystywać C930 w roli laptopa, albo obrócić go o 360 stopni i zamienić w cyfrowy notatnik.

RoWrite oferuje kilka technologii oraz rozwiązań, których nie znajdziemy ani w urządzeniach z ekranem e-ink, ani w wielu hybrydowych notatnikach. Pióro służące do sporządzania notatek na papierze korzysta z tanich wkładów typu D1, które można kupić za kilka złotych. Mimo to rysik będzie w stanie przechwycić aż 2 048 poziomów nacisku.

– Urządzenie może być wykorzystywane przez przedsiębiorców na spotkaniach czy konferencjach, a także przez studentów na zajęciach z np. matematyki. Trudno jest robić notatki zawierające równania kwadratowe korzystając z klawiatury, a tu można robić notatki i zachować je dla siebie. Artysta z kolei może wykonać szkice, zapisać je na RoWrite i otrzymać cyfrowy obraz swojej pracy. Ma również możliwość nagrania dziesięciosekundowego filmu rejestrującego etapy pracy artystycznej, który można później odtworzyć – tłumaczy ekspert.

Według analityków z firmy badawczej TopKeyPlayers, rynek tabletów do pisania i rysowania osiągnie w 2023 r. wartość 460 mln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu w najbliższych latach na poziomie 8,5 proc.

Kazachstan wysoko w rankingu konkurencyjności

W rankingu Doing Business Banku Światowego Kazachstan zajmuje wysokie, 36. miejsce, blisko Japonii, Słowenii, Rosji, czy Białorusi, a w rankingu konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego ściga się ze Słowacją i Wietnamem.

Kazachstan zdecydowanie wyróżnia się na tle swojego regionu zamożnością mieszkańców. Dzięki temu stanowi państwo o dużym potencjale dla eksporterów i inwestorów. Jednocześnie trzeba brać pod uwagę, że gospodarka tego kraju jest silnie uzależniona od cen ropy naftowej i gazu ziemnego.

Kazachstan jest dużym eksporterem ropy naftowej, jednak związanym dosyć mocno z fluktuacjami światowych cen surowców. To było widoczne w 2015 roku w czasie załamania cen ropy. Wówczas kazachska gospodarka dosyć mocno spowolniła.

Bilans obrotów bieżących jest poprawiany dzięki wysokim cenom ropy. Jednocześnie saldo wymiany innych towarów, usług i dochodów pierwotnych i wtórnych jest ujemne.

Kazachstan zajmuje 1. miejsce na świecie pod względem ochrony inwestorów mniejszościowych. Jest wysoko ceniony także dzięki takim elementom jak egzekwowanie umów, rejestrowanie własności i rozwiązywanie problemów z niewypłacalnością. Z drugiej strony nisko zaopiniowano handel transgraniczny, dostęp do kredytów i podłączenie do elektryczności.  Problem stanowi także wysoki poziom korupcji.

Relacje gospodarcze pomiędzy Kazachstanem a Polską sięgnęły w 2017 roku 3,5 mld złotych. Kazachstan eksportuje głównie produkty mineralne, a także produkty przemysłu chemicznego i produkty pochodzenia roślinnego.  Polska sprzedaje z kolei maszyny i urządzenia mechaniczne, elektryczne i ich części, produkty przemysłu chemicznego, pojazdy, samoloty i statki, a także urządzenia transportowe, produkty pochodzenia roślinnego oraz różne artykuły przemysłowe.

Pomimo autorytarnego charakteru państwa prezydent Nazarbajew stara się wdrażać rozwiązania prowadzące do demokratyzacji i rozwoju kraju. Władza częściowo ma przejść w ręce rządu i parlamentu. Jednocześnie Kazachstan to jedyne państwo Środkowoazjatyckie, które ma zawarty Traktat o wzmocnionym partnerstwie z Unią Europejską.

Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK

GPW podejmuje kolejne decyzje w ramach polityki przeciwdziałania groszowości

  • GPW wprowadza nowe zasady wyznaczania kursu odniesienia w przypadku podziału wartości nominalnej akcji (split)
  • Zmiany dotyczą przypadków splitu w stosunku, który skutkowałby ustaleniem kursu odniesienia „po wymianie” poniżej 0,01 zł
  • Nowe zasady będą obejmować spółki z Głównego Rynku GPW oraz NewConnect

Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. (GPW) dokonał zmian w Szczegółowych Zasadach Obrotu Giełdowego w systemie UTP oraz w Regulaminie Alternatywnego Systemu Obrotu, zgodnie z którymi w przypadku dokonania splitu w stosunku powodującym ustalenie kursu odniesienia „po wymianie” poniżej 0,01 zł obrót takimi akcjami będzie automatycznie zawieszany, a kurs odniesienia ani liczba akcji w obrocie nie będą korygowane według wartości „po wymianie”.

Niekorzystnym zjawiskiem z punktu widzenia efektywności wyceny i bezpieczeństwa obrotu byłoby notowanie akcji, które w wyniku podziału wartości nominalnej „po wymianie” uzyskałyby realną rynkową wycenę poniżej 1 grosza, lecz wskutek wymogów technicznych systemu notowań byłyby notowane na poziomie co najmniej 0,01 zł. W efekcie takiej operacji spółka, w sposób nieuzasadniony warunkami rynkowymi, zyskałaby wycenę rynkową znacząco przewyższającą jej kapitalizację sprzed przeprowadzenia splitu – wyjaśnia Piotr Borowski, członek Zarządu GPW.

Wznowienie obrotu akcjami nastąpi nie wcześniej niż po dokonaniu scalenia wartości nominalnej akcji w stosunku umożliwiającym określenie kursu odniesienia „po wymianie” na poziomie nie niższym niż 0,01 zł (lub odpowiednio na poziomie nie niższym niż 0,01 innej waluty notowania). Wznowienie obrotu nie nastąpi jednak, jeżeli obrót danymi akcjami podlegać będzie zawieszeniu na podstawie innych przepisów obowiązujących na danym rynku.

Podejmując decyzję o wprowadzeniu nowych zasad wyznaczania kursu odniesienia w przypadku podziału wartości nominalnej akcji, kontynuujemy politykę GPW wobec tzw. spółek groszowych. Wcześniej m.in. wprowadziliśmy Listę Alertów dla rynku regulowanego i NCAlert dla NewConnect – mówi Piotr Borowski.

Zmiany w przepisach giełdowych będą obowiązywać od 5 października 2018 r.

Potrzebny rozwój infrastruktury domowej dla aut elektrycznych

By elektromobilność rozwijała się w Polsce w sposób dynamiczny – czyli tak jak sobie tego życzymy – musimy bardzo misternie zaplanować ten rozwój. Regulacje prawne muszą wspierać rozwój tego rynku. Należy przez to rozumieć odpowiednie prawodawstwo, które będzie się odnosiło do każdego segmentu elektromobilności. Nie należy skupiać się wyłącznie na pojazdach – muszą one być także ładowane w określonych miejscach, stąd tak ważne jest wsparcie infrastruktury ładowania. Najwięcej się mówi o punktach ogólnodostępnych, ale nie należy się skupiać tylko na nich. Punkty przy autostradach czy centrach handlowych odpowiadają za mniej niż 20% ładowań samochodów elektrycznych.

– Aż 80% stanowią punkty w domu i pracy. Przeważają te pierwsze – gdzie nocujemy, tam ładujemy auto – powiedział agencji eNewsroom.pl Maciej Mazur, dyrektor zarządzający w Polskim Stowarzyszeniu Paliw Alternatywnych – Tego uczą nas użytkownicy w Holandii, Norwegii czy Wielkiej Brytanii. Dlatego ważne jest wspieranie infrastruktury domowej przez ustawodawstwo. Rynek musi być komfortowy, aby rozwijał się dynamicznie. Jeżeli nie będzie możliwości ładowania samochodu pod domem, muszą powstać np. HUB-y, w których bez problemu będzie można korzystać z infrastruktury – ocenił Mazur.

Nadchodzi era przemysłu 4.0

Przemysł 4.0 stał się kluczowym, choć niełatwym do osiągnięcia celem branży produkcyjnej. Producenci muszą stawić czoła oczekiwaniom klientów, które rosną szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a także presji wynikającej z ciągłej niepewności rynkowej. Stąd też na drodze do nowej epoki w sektorze produkcji stawiają na transformację cyfrową. Od większej wydajności operacyjnej po głębszą wiedzę o klientach i szybsze wprowadzanie na rynek nowych produktów — Przemysł 4.0 ma wesprzeć producentów w zaspokojeniu potrzeb przyszłości.

Korzyści finansowe mogą być znaczne. Firmy produkcyjne w regionie EMEA uważają, że ich inwestycje cyfrowe przyniosą im na przestrzeni kolejnych pięciu lat wzrost przychodów o 13%, a cyfrowi liderzy sektora już teraz generują ponad 50% swoich przychodów z produktów i usług wzbogaconych lub sterowanych cyfrowo.

– Producenci w coraz większym stopniu są uzależnieni od technologii cyfrowych, lecz z zapewnianymi przez nie korzyściami wiąże się też ryzyko. Rozpowszechnienie rozwiązań cyfrowych znacznie zwiększa wyzwania stojące przed działami informatycznymi odpowiedzialnymi za ciągłość biznesową i sprawia, że przestoje w funkcjonowaniu środowiska informatycznego są bardziej dotkliwe niż dotychczas. – mówi Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej.

Technologia cyfrowa staje się podstawą każdej części procesu produkcyjnego. Od pierwszych etapów projektowania i rozwoju po eksploatację i ostatecznie dystrybucję: każdemu etapowi cyklu życia w sektorze produkcji towarzyszą kluczowe platformy cyfrowe.

Interesariusze w całym łańcuchu dostaw w branży produkcyjnej czerpią korzyści z coraz bardziej zaawansowanego świata cyfrowego. W przedsiębiorstwie pracownicy mogą wykorzystać te technologie do ściślejszej współpracy i większej mobilności, natomiast partnerzy, dostawcy i dystrybutorzy są dzięki nim lepiej zintegrowani i poinformowani.

Branża produkcyjna szybko zbliża się do punktu, w którym od technologii cyfrowej będzie zależeć praktycznie wszystko. W dynamicznym środowisku, w którym panuje ostra konkurencja, optymalne wykorzystanie narzędzi cyfrowych — i działanie na podstawie generowanych przez nie informacji — może być kluczem do zapewnienia firmie wysokiej pozycji rynkowej w przyszłości. Choć świat cyfrowy daje niezwykłe możliwości, niesie ze sobą również wyzwania większe niż kiedykolwiek wcześniej.

Rosnąca zależność producentów od technologii cyfrowych wywiera olbrzymią presję na ich działy informatyczne, które muszą dbać o zapewnienie ciągłości biznesowej. Sama skala i złożoność cyfrowej działalności firm produkcyjnych sprawia jednak, że zadanie to jest coraz trudniejsze w realizacji. Już sam wzrost ilości danych oznacza potencjalne problemy — od określenia miejsca i sposobu przechowywania tych danych po zapewnienie ich właściwej ochrony i możliwość szybkiego odtworzenia w przypadku awarii.

Informatycy muszą się też zmierzyć z istotnymi zagrożeniami zewnętrznymi. Cyberataki są coraz częstsze i bardziej wyrafinowane, a olbrzymią skalę możliwych szkód uwidacznia choćby ubiegłoroczny atak ransomware WannaCry. Rosnąca popularność urządzeń podłączonych do sieci i Internetu rzeczy stwarza dodatkowe punkty dostępu, które dział IT musi utrzymać pod kontrolą, zwłaszcza jeśli pracownicy korzystają z własnych urządzeń.

Do wymienionych trudności trzeba dodać fakt, że każdy przestój środowiska informatycznego może mieć katastrofalne skutki dla firm produkcyjnych, w których nieprzerwany dostęp do sprzętu, aplikacji, danych i procesów jest po prostu niezbędny. Awarie w dowolnym punkcie procesu mogą spowodować zamieszanie na kolejnych etapach, a w dalszej kolejności wpływają na morale personelu, lojalność klientów i reputację przedsiębiorstwa. Straty finansowe — zarówno te natychmiastowe, jak i koszty utraconych przyszłych zysków — mogą być rozległe i długotrwałe.

Dlatego potrzeby firm związane z odtwarzaniem danych są tak duże. Przedsiębiorstwa produkcyjne są szczególnie narażone na trudności wynikające z faktu, że dział informatyczny nie jest w stanie zaspokoić ich potrzeb w zakresie odtwarzania danych. Problem ten występuje we wszystkich branżach; 80% decydentów ds. informatycznych musi stawić czoła niedostatecznej dostępności usług, która generuje łączne koszty na poziomie 21,8 mln USD rocznie. W sektorze, w którym ciągłość operacji ma znaczenie krytyczne, ciągłość biznesowa musi być traktowana priorytetowo.

Transformacja cyfrowa przynosi firmom produkcyjnym olbrzymie korzyści, a zbliżanie się do Przemysłu 4.0 będzie mieć krytyczne znaczenie dla firm, które chcą sobie zapewnić wysoką pozycję w tym sektorze w przyszłości. Uzależnienie producentów od świata cyfrowego rośnie, dlatego coraz ważniejsza staje się też ciągłość biznesowa. Za pomocą najnowszych rozwiązań działy informatyczne mogą stworzyć niezawodny fundament dla inteligentnego zarządzania danymi, a zarazem podstawę dla firmowych systemów cyfrowych. Pozwoli to przedsiębiorstwom bez obaw czerpać korzyści z nowych technologii i wydobyć dla siebie pełen potencjał Przemysłu 4.0.

W ciepłych promieniach jesiennego słońca

Chwilo trwaj! Wszyscy zdają sobie sprawę, że to mogą być już ostatnie tak piękne, słoneczne, ciepłe dni. Ba! Dokładnie na to wskazują wszystkie prognozy straszące rychłym popsuciem się aury. Dlatego też należy do maksimum wykorzystać sprzyjające okoliczności. Dokładnie tak samo zachowują się uczestnicy rynku.

Ostatnie dni to nic więcej jak tylko gwałtowna poprawa sentymentu bez rzeczywistych zmian po stronie fundamentów. Jest ona maksymalnie dyskontowana i na razie należy płynąć wraz z wezbraną falą pozytywnych nastrojów. Dokładnie tak samo jak nie ma sensu w dzisiejszym słońcu już dziś zakładać swetra, bo w poniedziałek będzie słota.

Dolar jest słaby a wraz z nim tracą waluty defensywne, czyli jen i frank. Wśród głównych walut największymi zwycięzcami są funt i euro. Choć w szerszym horyzoncie pozostajemy optymistycznie nastawieni do perspektyw wspólnej waluty, to w tej chwili bardzo ostrożnie podchodzimy do hurraoptymistycznych prognoz zakładających, że przed eurodolarem otworzyła się znaczna przestrzeń do zwyżek i do powrotu nad 1,20. Rynki są w końcu bardzo chimeryczne i należy bacznie analizować trwałość każdej tendencji przy kolejnych ważnych dla przebiegu notowań poziomach, a nie wyznaczać odległe cele. Niech przestrogą będzie letnie zejście EUR/USD pod 1,15, które szybko okazało się nie początkiem nowej fali spadków w kierunku parytetu, ale uformowaniem dołka o zapewne długoterminowym charakterze. Dla eurodolara kolejnym oporem jest okolica 1,1850. Dla GBP/USD 1,3360, czyli lipcowy szczyt a następnie 1,34 i 1,3520. Brytyjskiej walucie z pasma rwanego handlu pomaga wyrwać się dobra passa danych. Wyższa od prognoz inflacja konsumencka i utrzymanie zaskakującej siły przez sprzedaż detaliczną nie zmieniają jednak w żaden sposób perspektyw polityki Banku Anglii a brexitowe negocjacje wciąż pozostają gigantyczną niewiadomą. Sprawia to, że w momencie przygaśnięcia fali rynkowego entuzjazmu, funt (obok dolara nowozelandzkiego i australijskiego) zostanie postawiony pod silną presją. Trwałą tendencją o długoterminowym charakterze ma naszym zdaniem szansę okazać się natomiast wzrosty kursu EUR/CHF. Największym zagrożeniem dla takiego scenariusza byłyby turbulencje na europejskiej scenie politycznej i tarapaty włoskiego sektora bankowego pod wpływem wyprzedaży obligacji skarbowych tego kraju. Nie jest to jednak element naszego scenariusza bazowego na czwarty kwartał.

Obok słabości dolara, dominuje również silne dobicie na giełdach i złapanie oddechu przez świat emerging markets. EUR/PLN co prawda tkwi w przedziale pod 4,30, ale inni przedstawiciele koszyka notują prawdziwe rajdy. Liderem odbicia jest rubel. USD/RUB po wyjściu ponad 70,00 po raz pierwszy od wiosny 2016 roku ostro zawrócił i bez żadnej korekty spada jak kamień w kierunku 66,00. Rosyjska waluta od długoterminowego minimum z 11 września umocniła się już ponad 6 proc. Po stronie czynników krajowych rublowi sprzyja przede wszystkim polityka Banku Rosji. Władze zdecydowały się na wstrzymanie interwencji na rynku walutowym do końca roku i dokonały i nieoczekiwanej podwyżki stóp procentowych (i zasygnalizowały możliwość kontynuacji zacieśniania). Generalnie pozytywniejsze nastawienie inwestorów do świata emerging markets obrazuje też chociażby zachowanie się rynków obligacji skarbowych Rosji, ale także np. RPA czy Brazylii. Po silnym rajdzie kursu USD/RUB uważamy jednak, że przebicie tych dołków „z marszu” będzie trudne i czeka nas pewna stabilizacja na nieco wyższych pułapach niż obecne. Nie wolno przy tym zapominać o wiszącym w powietrzu nałożeniu nowych sankcji przez USA, które mogą też prowadzić do rewizji oceny wiarygodności kredytowej przez agencje ratingowe. Przypadek rubla nie jest odosobniony, zakładamy, że jesteśmy świadkami ostrej korekty gwałtownej przeceny aktywów z katalogu EM, ale to jeszcze nie koniec tarapatów gospodarek wschodzących.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Podczas wakacji w Polsce z Ubera korzystali turyści z 99 państw z całego świata – gdzie podróżowali najchętniej?

  • W minione wakacje z aplikacji Uber w Warszawie skorzystali użytkownicy pochodzący z aż 99 państw z całego świata
  • Najwięcej turystów zamawiających przejazdy z Uberem w Polsce pochodziło ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii

 Turyści przyjeżdżający na wakacje do Polski do podróżowania po mieście wybierają Ubera. Po sezonie wakacyjnym, który przyciągnął dziesiątki tysięcy turystów, Uber sprawdził statystyki przejazdów w najpopularniejszych i najbardziej energetycznych miastach w Polsce. Pod lupę wzięto Warszawę, Kraków i Gdańsk. Jak wynika z danych Ubera, w wakacyjne miesiące w tych 3 polskich miastach z aplikacji skorzystali turyści z 99 państw z całego świata.

W każdym z miast najwięcej przejazdów rozpoczynało lub kończyło się na dworcu głównym. W Warszawie użytkownicy wybierali głównie przejazdy nad bulwary wiślane i okolice Płyty Desantu – czyli imprezowej, plenerowej miejscówki w Warszawie. W Krakowie popularnym miejscem okazał się Plac Wszystkich Świętych na obrzeżach Starego Miasta, z klimatycznymi kawiarniami i pubami. Z kolei w Gdańsku turyści korzystający z Ubera wybierali przede wszystkim Plac Kobzdeja, niedaleko Hali Targowej, zwany niegdyś Targiem Truskawkowym.

5 podstawowych destynacji wakacyjnych (poza lotniskami) w każdym z miast:

Warszawa Kraków Gdańsk
  1. Dworzec Warszawa Centralna
  2. Dworzec Warszawa Zachodnia – 8 peron
  3. Wybrzeże nad Wisłą na wysokości Płyty Desantu (Solec)
  4. Hala Koszyki
  5. Plac Zamkowy na Starówce
  1. Dworzec Kraków Główny Osobowy
  2. Plac Wszystkich Świętych
  3. Barbakan
  4. Ulica Lubicz
  5. Dolnych Młynów / Czarnowiejska
  1. Dworzec Gdańsk Główny
  2. Plac im. Dariusza Kobzdeja + pomnik Jan III Sobieskiego
  3. Klub B90, Protokultura – Klub Sztuki Alternatywnej
  4. Granaria Gdańsk
  5. Złota Brama

Ciekawostka: podczas letnich miesięcy liczba przejazdów z- i na- lotniska zdecydowanie wzrosła, w porównaniu z wiosenną statystyką Ubera, dotyczącą przejazdów turystów w Polsce. Największa zmiana dotyczyła portu lotniczego w Gdańsku im. Lecha Wałęsy: tutaj odnotowano wzrost ruchu o ponad 25%. Dużą popularnością cieszyło się także krakowskie lotnisko Balice, które zanotowało 16% wzrost przejazdów zamawianych przez aplikację. Z kolei w Warszawie na lotnisko Chopina kierowcy korzystający z aplikacji odnotowali 8% wzrost liczby kursów.

Skąd przyjechali turyści? Top 5 państw:

Warszawa Kraków Gdańsk
  1. Stany Zjednoczone
  2. Wielka Brytania
  3. Francja
  4. Ukraina
  5. Niemcy
  1. Wielka Brytania
  2. Stany Zjednoczone
  3. Francja
  4. Ukraina
  5. Australia
  1. Wielka Brytania
  2. Stany Zjednoczone
  3. Szwecja
  4. Francja
  5. Niemcy

 

Ciekawostka: na przełomie czerwca i sierpnia goście z ponad 90 krajów całego świata odwiedzili trzy polskie miasta: największą różnorodnością może się pochwalić Warszawa, do której przyjechali turyści z aż 99 państw. Kraków przywitał przedstawicieli 95 krajów, a Gdańsk odwiedzili obywatele legitymujący się 91 paszportami z różnych stron świata.

Zakaz prowadzenia działalności gospodarczej po nowelizacji Prawa upadłościowego

Nowy rządowy projekt zmiany Prawa upadłościowego pozbawia przywilejów osoby, wobec których ogłoszono zakaz prowadzenia działalności. Przyglądamy się najważniejszym zmianom w tej kwestii.

Upadłość potocznie kojarzy się z bankructwem. Należy jednak pamiętać, że dłużnik powinien liczyć się nie tylko z daleko idącymi skutkami majątkowymi, ale także osobistymi. W najgorszym wypadku może zostać orzeczony wobec niego zakaz prowadzenia działalności. Jeśli jednak nowy projekt rządowy zostanie wprowadzony, taki zakaz może okazać się jeszcze bardziej uciążliwy dla dłużników.

Czym jest upadłość i kiedy trzeba ją ogłosić?

Zgodnie z Prawem upadłościowym podstawą ogłoszenia upadłości jest niewypłacalność dłużnika, który utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych.

Upadłość zgłaszają m.in. członkowie zarządu lub wspólnicy, który odpowiadają całym swoim majątkiem, jeśli zaistnieje jedna z dwóch przesłanek:

  • jeżeli opóźnienie w wykonaniu zobowiązań pieniężnych przekracza trzy miesiące (nie chodzi tu jednak o zobowiązania przyszłe lub te z tytułu pożyczki wobec wspólnika);

lub:

  • jeżeli zobowiązania pieniężne przekraczają wartość majątku dłużnika, a stan ten utrzymuje się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące. Dotyczy to jedynie osób prawnych (np. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, spółka akcyjna) i jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, którym odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną (np. spółki osobowe – komandytowa, czy jawna).

Co istotne, obie te przesłanki występują niezależnie od siebie. Oznacza to, że gdy zaistnieje choćby jedna z powyższych przesłanek, należy w ustawowym terminie zgłosić wniosek o upadłość.

Jeśli zgodnie z bilansem zobowiązania dłużnika (wyłączając rezerwy na zobowiązania oraz zobowiązania wobec jednostek powiązanych) przekraczają wartość jego aktywów, a stan ten utrzymuje się ponad 24 miesiące, wówczas domniemywa się, że przekraczają one wartość jego majątku. Powyższe domniemanie nie dotyczy spółek osobowych, w których co najmniej jeden wspólnik jest osobą fizyczną, odpowiadającą całym swoim majątkiem.

Co grozi za niezgłoszenie upadłości? Kiedy sąd orzeka zakaz prowadzenia działalności?

Sąd orzeka zakaz prowadzenia działalności gospodarczej wobec osób, które nie złożyły w ustawowym terminie wniosku o upadłość (członkowie zarządu, wspólnicy) lub tych faktycznie zarządzających przedsiębiorstwem dłużnika, które istotnie przyczyniły się do jego niezłożenia (tzw. shadow directors).

Ponadto sąd może orzec zakaz prowadzenia działalności wobec upadłego, który:

  • po ogłoszeniu upadłości nie wydał lub nie wskazał majątku, ksiąg rachunkowych, korespondencji lub innych dokumentów upadłego (także w postaci elektronicznej);
  • ukrywał, niszczył lub obciążał majątek wchodzący w skład masy upadłości;
  • nie wykonał innych obowiązków ciążących na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądu albo sędziego-komisarza, albo też w inny sposób utrudniał postępowanie.

Zakaz prowadzenia działalności może zostać orzeczony od roku do dziesięciu lat, a o postanowieniu sądu powiadomiony zostanie Krajowy Rejestr Sądowy, który upubliczni dane umożliwiające identyfikację takiej osoby. Jednak to nie wszystkie konsekwencje, które mogą spotkać niefrasobliwego dłużnika. Niedawno światło dzienne ujrzał rządowy projekt zmiany Prawa upadłościowego, który zasadniczo wprowadza takie same zasady umorzenia niespłaconych długów dla osób fizycznych – zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów.

Nowelizacja zabiera wiele przywilejów osobom, wobec których wcześniej orzeczono zakaz prowadzenia działalności.

Nowelizacja Prawa upadłościowego – najważniejsze zmiany

Zasadnicze zmiany dotyczą osób fizycznych, chcących ogłosić upadłość konsumencką. Wobec takich dłużników orzeczony zostanie plan spłaty trwający do 3 lat (lub nawet do 7 lat, gdy sąd orzeknie rażące niedbalstwo lub umyślne działanie). Co więcej, umorzenie długów bez planu spłaty będzie możliwe jedynie w szczególnych, osobistych przypadkach (gdy dłużnik będzie trwale niezdolny do dokonywania jakichkolwiek spłat długu, np. w wyniku nieodwracalnego kalectwa). Jeżeli jednak szczególna sytuacja dłużnika nie ma charakteru trwałego, wówczas długi mogą zostać umorzone przez sąd jedynie warunkowo w sytuacji, gdy żaden z wierzycieli nie zgłosi się w ciągu 7 lat o ustalenie planu spłaty. W praktyce oznacza to, że na umorzenie długów będzie trzeba czekać aż 14 lat! Ani z planu spłaty, ani z umorzenia długów nie skorzystają jednak osoby, wobec których w ciągu ostatnich 10 lat orzeczono zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. Taka osoba zostanie bowiem z niespłaconymi zobowiązaniami po przeprowadzonej upadłości (czyli nie tylko z długami, ale także i bez majątku).

Warto pamiętać, że powyższa, restrykcyjna nowelizacja nie jest jeszcze obowiązującym prawem, ale już teraz przedsiębiorcy i osoby fizyczne mogą się przekonać, w jakim kierunku idą zmiany Prawa upadłościowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rosną wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek giełdowych w Polsce

Mediana wynagrodzeń członków rad nadzorczych wzrosła o 23%, z 66 tys. zł w 2016 do 81 tys. zł w 2017 – wynika z „Analizy wynagrodzeń rad nadzorczych spółek giełdowych 2017” przygotowanej przez firmę doradczą PwC, zaprezentowanej podczas XXVI Forum Rad Nadzorczych 19 września br.

W ramach Forum Rad Nadzorczych PwC od 3 lat przygotowuje analizę wynagrodzeń członków rad nadzorczych największych spółek giełdowych w Polsce. W tym roku analizą zostały objęte 603 osoby, które zasiadają w tej samej radzie nadzorczej co najmniej od roku. Jak wynika z opracowania, w 2017 r. mediana zarobków członków rad nadzorczych w Polsce wyniosła 81 tys. zł rocznie i wzrosła o 23% w stosunku do roku ubiegłego.

„Wynagrodzenia członków rad nadzorczych stopniowo rosną. Nadal ich poziom determinuje przede wszystkim wielkość spółki: kapitalizacja, przynależność do indeksu. Członek rady nadzorczej spółki WIG20 może liczyć na dwukrotnie wyższe wynagrodzenie niż spółki mWIG80. Mnie osobiście cieszy coraz większa zależność pomiędzy wynagrodzeniem a zaangażowaniem członków rad w prace komitetów lub wielu rad nadzorczych, co wspiera profesjonalizację nadzoru. Wydaje się, że członkowie rad nadal odczuwają brak adekwatności wynagrodzeń do poziomu ich zaangażowania i ponoszonej odpowiedzialności. Pytanie, które zadajemy od lat, pozostaje zatem aktualne – jak obecne uposażenia wpływają na jakość pracy i profesjonalizm rad nadzorczych” – mówi Krzysztof Szułdrzyński, partner zarządzający działem audytu i usług doradczych PwC.

Analiza PwC potwierdza dodatkowo, że  wysokość uposażenia jest silnie skorelowana z zaangażowaniem w prace w komitetach lub więcej niż jednej radzie nadzorczej. Mediana wynagrodzeń członków rad zasiadających w 2 komitetach (14% spośród badanych) jest prawie dwukrotnie większa (88%) w porównaniu z osobami, które nie pracują w żadnym komitecie. Efekt ten nie działa jednak liniowo – zasiadanie w 3 komitetach wiąże się z przyrostem wynagrodzenia o kolejne 37%, a w 4 komitetach o kolejne 4%.

„Wzrost mediany wynagrodzeń członków rad nadzorczych jest zdecydowanie pozytywną zmianą. Jest to związane między innymi z większą odpowiedzialnością członków rad. W kontekście coraz wyraźniej widocznego trendu profesjonalizacji rad i oczekiwań wzmacniania ich kompetencji, naturalną konsekwencją powinien być dalszy wzrost wynagrodzeń w kolejnych latach” – mówi Anna Szczeblewska, partner w PwC, lider zespołu People & Change.

Forum Rad Nadzorczych to wspólna inicjatywa PwC, Giełdy Papierów Wartościowych i Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Stanowi platformę komunikacji między członkami rad nadzorczych, członkami zarządów oraz regulatorami. Jej celem jest kompleksowe wspieranie członków rad nadzorczych w pełnieniu ich strategicznej roli w spółce. W ramach inicjatywy odbywają się regularne spotkania warsztatowe oraz konferencje. Forum to także centrum badań i analiz poświęconych kluczowym wyzwaniom rynkowym oraz profesjonalizacji członków rad nadzorczych. Pod egidą Forum działa ponadto

niezależna Rada Ekspertów, której misją jest wspieranie rozwoju członków rad nadzorczych w oparciu o efektywny dialog z zarządami, właścicielami i rynkiem.

Odwrót od dolara?

Wojna handlowa ciąży dolarowi pomimo dobrych danych z rynku pracy. Indeksy koniunktury w Europie spowalniają. Sprzedaż detaliczna w Polsce rośnie o 9% w skali roku.

Odwrót od dolara?

Wczoraj byliśmy świadkami odwrotu inwestorów od dolara. Powodem zdaniem analityków jest wojna handlowa. Zasięg ostatnich sankcji jest już tak duży, że może wpłynąć na wyniki gospodarcze USA. Ruch spadkowy osłabił dolara względem euro o 1 centa wczoraj. Został on zatrzymany przez lepsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 201 tysięcy wobec oczekiwanych 210 tysięcy. Obecna słabość dolara jest mocno zastanawiająca biorąc pod uwagę, że w najbliższą środę najprawdopodobniej dojdzie do podwyżki stóp procentowych w USA. Analitycy na podstawie notowań kontraktów na stopę procentową oceniają szansę tego wydarzenia na niemal 95%.

Koniunktura w Europie spowalnia

Poznaliśmy wyniki indeksów PMI dla przemysłu. Łączny odczyt dla strefy euro wyniósł 53,3 punktu. Z jednej strony to powyżej granicy 50 pkt symbolicznie oddzielającą oczekiwanie rozwoju od oczekiwania recesji. Z drugiej strony analitycy spodziewali się 54,4 punktu. Oznacza to, że nastroje nie są aż tak dobre jak sądzono. Największy wpływ na łączny wynik miały Niemcy i Francja. Szczególnie nasz zachodni sąsiad, jak największa gospodarka z wynikiem niemal 2 punktów poniżej oczekiwań ciągnął w dół łączny indeks.

Sprzedaż detaliczna wciąż w górę

O 10:00 poznaliśmy wyniki sprzedaży detalicznej w Polsce. W ciągu roku wzrosła ona o imponujące 9%. Z jednej strony jest to zasługą dobrej koniunktury. Z drugiej strony rząd wykorzystuje dobrą sytuację do większych transferów socjalnych do społeczeństwa, które przekładają się głównie na konsumpcję a tym samym sprzedaż. Jak zareagował złoty? Dane zderzyły się w czasie z indeksami PMI w Europie. W rezultacie dobre dane z Polski zostały przykryte przez słabsze perspektywy gospodarcze naszych głównych partnerów handlowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Tylko co dziesiąty Polak ma wystarczającą wiedzę o ubezpieczeniach społecznych. ZUS po raz piąty rusza z programem edukacyjnym dla szkół

Tylko co dziesiąty Polak ma wystarczającą wiedzę o ubezpieczeniach społecznych. ZUS po raz piąty rusza z programem edukacyjnym dla szkół 8

Zaledwie 10 proc. Polaków ma zadowalającą wiedzę z zakresu ubezpieczeń społecznych – wynika z badań ISP i Millward Brown. Świadomość jest bardzo ograniczona zwłaszcza wśród młodszych pokoleń, a w podstawach programowych brakuje tej tematyki. W efekcie część uczniów nie potrafi nawet rozwinąć skrótu ZUS. Poziom wiedzy dotyczącej ubezpieczeń społecznych, własnej działalności gospodarczej i poruszania się po rynku pracy mają zwiększyć „Lekcje z ZUS” – to autorski program cieszący się coraz większą popularnością. W szkołach w całej Polsce ruszyła właśnie jego piąta edycja.

 Stan wiedzy o ubezpieczeniach społecznych jest niedostateczny. Na lepszym poziomie jest tylko w przypadku studentów czy absolwentów uczelni, na których wykładany jest przedmiot Prawo ubezpieczeń społecznych czy Zabezpieczenia społeczne. Natomiast kiedy patrzymy na osoby młode i starsze, pobierające świadczenia z systemu ubezpieczeń społecznych, to ta wiedza jest ciągle niewystarczająca. Chodzi o taką obiektywną wiedzę dotyczącą istoty systemu ubezpieczeń społecznych i zasad, na których ten system się opiera – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

System ubezpieczeń społecznych obejmuje ponad 25 mln Polaków. Mimo to, jak wskazuje badanie Instytutu Spraw Publicznych i Millward Brown, blisko 60 proc. ma o nim znikomą wiedzę. Polacy mylą poszczególne rodzaje ubezpieczeń, nie odróżniają ubezpieczenia chorobowego od zdrowotnego (50 proc.), nie znają przepisów związanych z odprowadzaniem składek od różnego rodzaju umów albo mylnie przypisują Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych ustalanie wysokości składek (40 proc.). Blisko połowa Polaków (46 proc.) twierdzi, że ubezpieczenia społeczne w ogóle ich nie interesują.

 Trzeba edukować, informować o ubezpieczeniach społecznych. Kilkadziesiąt milionów świadczeniobiorców rocznie pobiera świadczenia emerytalne, rentowe czy zasiłki. De facto te świadczenia decydują o budżetach domowych nie tylko emerytów, lecz także osób, u których dochody przejściowo są zastąpione zasiłkami. O tym wszystkim trzeba mówić, krok po kroku wyjaśniać, że składka na ubezpieczenie to nie jest tylko haracz nałożony przez państwo, ale z tytułu tej składki zyskuje się gwarancję świadczeń emerytalnych i innych. Do zrobienia jest bardzo dużo, ubezpieczenia społeczne w XXI wieku są nadal są filarem bezpieczeństwa socjalnego państwa – podkreśla prof. Gertruda Uścińska.

W rozpoczętym właśnie roku szkolnym ruszyła piąta już edycja programu edukacyjnego „Lekcje z ZUS”. Autorski program Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ma uczyć młodzież podstawowych zagadnień związanych z ubezpieczeniami społecznymi. W podstawach programowych brakuje tej tematyki. Dlatego w ramach „Lekcji z ZUS” szkoły w całej Polsce prowadzą specjalne zajęcia, na których uczniowie poznają podstawy działania systemu ubezpieczeń społecznych i zagadnienia dotyczące prowadzenia własnego biznesu i tego, jak poruszać się po rynku pracy.

– To jest element szeroko rozumianego wychowania obywatelskiego. Przecież szkoła to nie tylko treści nauczania w zakresie poszczególnych przedmiotów, lecz także proces przygotowania młodego człowieka do skutecznego funkcjonowania w społeczeństwie. W tym kontekście projekt edukacyjny ZUS jest niezwykle cenny – mówi Jadwiga Mariola Szczypiń, dyrektor Ośrodka Rozwoju Edukacji w Warszawie. – Wiele szkół, wielu młodych ludzi bierze udział w tym przedsięwzięciu i w rezultacie zdobywa laury w postaci indeksów na wyższe uczelnie współpracujące z ZUS. Zaangażowanie młodych ludzi w rozumienie funkcjonowania państwa jest absolutnie kluczowe do tego, żeby mieli poukładane w głowach.

„Lekcje z ZUS” to cztery godziny zajęć, których scenariusze zostały opracowane we współpracy z metodykiem nauczania. ZUS zapewnia wszystkie materiały dydaktyczne i multimedialne potrzebne do prowadzenia zajęć, ale także edukuje w tym zakresie nauczycieli. Ilustracje do lekcji wykonali młodzi polscy rysownicy. Zachętą do uczestnictwa w programie jest olimpiada „Warto wiedzieć więcej o ubezpieczeniach społecznych”, której zwycięzcy mogą liczyć na indeksy najlepszych polskich uczelni.

 Olimpiada ma już masowy zasięg, bierze w niej udział kilkadziesiąt tysięcy uczniów, którzy walczą o dojście do finału. Pozyskujemy także kolejne uczelnie wyższe, których senaty – jako nagrodę dla finalistów – przyznają im prawo studiowania na określonych kierunkach. Myślę, że to duża nobilitacja. Chcemy, aby olimpiada znalazła się też na liście Ministerstwa Edukacji Narodowej. W tej chwili wszystkie te wymagania formalnie czynimy – mówi prof. Gertruda Uścińska.

Co roku do programu „Lekcje z ZUS” zgłasza się kilkaset szkół z całej Polski – w czterech dotychczasowych edycjach wzięło udział w sumie ponad 150 tys. uczniów.

– Wiedza uczniów na początku jest niewielka. Często zdarza się, że uczeń nawet nie potrafi rozwinąć skrótu ZUS. Początkowo, słysząc o olimpiadzie wiedzy o ubezpieczeniach społecznych, są troszeczkę tym tematem wystraszeni. Natomiast później bardzo chętnie w tym uczestniczą, ponieważ zauważają, że to są zagadnienia, które się w życiu przydadzą. W moich szkołach około 50 uczniów zgłasza się do tej olimpiady, co jest dosyć dużą liczbą –mówi Agnieszka Sauter, nauczycielka w XVIII Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Zamoyskiego w Warszawie.

Inauguracja piątej edycji programu odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim w budynku dawnej Biblioteki UW.

PSOR: Pestycydy to leki dla roślin i niezbędne narzędzie pracy rolnika. Bez nich bezpieczeństwo żywności jest zagrożone

PSOR: Pestycydy to leki dla roślin i niezbędne narzędzie pracy rolnika. Bez nich bezpieczeństwo żywności jest zagrożone 9

Pestycydy stosowane w rolnictwie, czyli środki ochrony roślin, to nic innego jak leki dla rośliny. Tymczasem wokół nich narosło wiele mitów, a nie ma się czego obawiać – podkreśla Aleksandra Mrowiec z Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin. W samej Polsce roślinom zagraża ok. 2 tys. szkodliwych organizmów, a na świecie – 65 tys. Pestycydy pozwalają chronić rośliny – opryski zapobiegają zagrożeniom dla naszego zdrowia ze strony np. toksycznych mikroorganizmów. Eksperci podkreślają, że żywność, którą kupujemy, jest całkowicie bezpieczna. Ponad 96 proc. spełnia najbardziej wyśrubowane europejskie normy.

– Ochrona roślin w rolnictwie jest niezbędna, ponieważ rośliny chorują. W Polsce zagraża im około 2 tys. różnych szkodliwych organizmów, a na świecie jest ich około 65 tys. Rolnik musi sobie z tym radzić, jednocześnie musi dostarczać żywności bardzo wysokojakościową, a tym samym musi sięgać po sprawdzone i efektywne narzędzia, które pozwalają mu chronić rośliny. Pestycydy, czyli środki ochrony roślin, to nic innego jak leki dla rośliny i tak trzeba byłoby na nie spojrzeć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aleksandra Mrowiec, ekspertka Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin.

Wszechobecną chemię, w tym właśnie pestycydy, powszechnie oskarża się o gorszą jakość warzyw i owoców. Panuje przekonanie, że w przeciwieństwie do naturalnych substancji są szkodliwe i trujące. To jednak mity – przekonują eksperci PSOR. Branża środków ochrony roślin należy do jednej z najbardziej regulowanych, a przepisy obejmują cały cykl produkcji środka – od rejestracji w celu dopuszczenia do sprzedaży aż po ustalenie dopuszczalnych poziomów pozostałości środków ochrony roślin w żywności.

– Każdy środek ochrony roślin, zanim trafi na rynek, musi przejść 100 różnego rodzaju badań. Trwa to między 8 do 10 lat i kosztuje około 200 mln euro inwestycji, które ponosi każdy producent. Co więcej, każdy środek ochrony roślin musi być zweryfikowany przez wyspecjalizowanych naukowców, oceniony i dopuszczony do stosowania w danym kraju UE. To wszystko jest pod pełną kontrolą – zapewnia Aleksandra Mrowiec.

Jak podkreśla, to właśnie dzięki pestycydom rośliny są bezpieczne dla naszego zdrowia. Opryski pozwalają np. pozbyć się pleśni zawierającej toksyczne dla człowieka mikotoksyny.

– Ponad 96 proc. próbek żywności zawiera pozostałości na bezpiecznym poziomie albo w ogóle nie zawiera pozostałości pestycydów, w związku z tym możemy być pewni, że żywność, którą kupujemy na straganie, w supermarkecie czy w warzywniaku, jest dobrej jakości i jest dla nas bezpieczna, możemy ją bez obaw jeść – przekonuje dr Joanna Gałązka, ekspertka Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin.

Z raportu Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności dotyczącego pozostałości pestycydów w żywności dostępnej w Europie wynika, że w 48 proc. próbek nie wykryto żadnych pozostałości, a 49 proc. zawierało śladowe ilości pozostałości pestycydów mieszczące się w normie. Nawet jeśli dopuszczalne poziomy są przekraczane, nie oznacza to, że produkt jest niebezpieczny. Normy ustalane są na tak niskim poziomie, że nawet ich kilkudziesięciokrotne przekroczenie jest dla człowieka bezpieczne.

– Kontrole żywności są tak planowane, aby zmaksymalizować prawdopodobieństwo wykrycia nieprawidłowości. Zanim pobierze się próbę czy to ze straganu, czy na granicy, czy w supermarkecie, przeprowadza się planowanie i analizę ryzyka, czyli sprawdza się z jednej strony, co Polacy jedzą najczęściej, a z drugiej strony jakie rośliny najczęściej chorują i potrzebują interwencji ze strony rolnika w postaci oprysku. Dopiero po takiej analizie ryzyka są planowane kontrole żywności – tłumaczy dr Joanna Gałązka.

Zdaniem ekspertów środki ochrony roślin stosowanie zgodnie z instrukcją są bezpieczne, nie zmniejszają jakości produktu i w niczym nie ustępują żywności reklamowanej jako tej bez pestycydów i chemii. Warto wiedzieć, że pestycydy stosuje się nie tylko w rolnictwie konwencjonalnym, lecz także w rolnictwie ekologicznym.

Zdrowa żywność jest w dużej mierze terminem marketingowym. Stosuje się go do tego, żeby sprzedawać określone produkty, które mogą być zdrowe, ale wcale nie muszą, a poza tym zdarza się, że za nie przepłacamy. Są to produkty egzotyczne, sprowadzane z dalekich krajów, rzadko spotykane, określane jako zdrowe, ale też bardzo drogie. Zdrowa dieta to całość naszego sposobu odżywiania, nie wymaga to wprowadzenia tylko tych produktów, które są na półce ze zdrową żywnością – podkreśla dr Damian Parol, psychodietetyk.

Polacy przykładają coraz większą wagę do jakości warzyw i owoców, bo coraz częściej w swojej diecie sięgają po produkty roślinne. Choć większość z nas to mięsożercy – z danych GUS wynika, że średnio w ciągu roku zjadamy ok. 70 kg mięsa, to według badań firmy Mintel wegetarian jest już 8, a wegan – 7 proc.

– 57 proc. Polaków decyduje się ograniczać spożycie mięsa na rzecz produktów roślinnych. Można to rozumieć jako krok w stronę diety roślinnej. Na pewno o wiele łatwiej jest ograniczyć spożycie mięsa niż w pełni przejść na dietę roślinną, która pewnie jeszcze dla wielu kojarzyć się może z dużymi wyrzeczeniami – mówi Maciej Otrębski z kampanii RoślinnieJemy.

Do 2025 roku europejski rynek baterii będzie wart 250 mld euro. KE chce wspierać jego rozwój zanim przejmą go Azjaci i Amerykanie

Do 2025 roku europejski rynek baterii będzie wart 250 mld euro. KE chce wspierać jego rozwój zanim przejmą go Azjaci i Amerykanie 10

Europejski rynek baterii wykorzystywanych w samochodach elektrycznych czy systemach sieciowych w połowie przyszłej dekady będzie wart już około 250 mld euro – pięciokrotnie więcej niż obecnie, a globalne zapotrzebowanie sięgnie nawet 600 GWh. Eksperci podkreślają, że to branża z ogromnym potencjałem, dlatego Komisja Europejska zamierza przeznaczyć na rozwinięcie europejskiego rynku baterii około 2 mld euro, zanim palmę pierwszeństwa w tym sektorze przejmą azjatyccy i amerykańscy – z Teslą na czele – producenci nowoczesnych ogniw litowo-jonowych, które zdominowały rynek. 

– Celem European Battery Alliance jest stworzenie konkurencyjnego rynku produkcji baterii w Europie, obejmującego cały łańcuch wartości – od pozyskiwania surowców do recyklingu. Trzeba pokazać, że możemy tego dokonać. To bardzo ważne, bo jeszcze kilka lat temu niewiele osób wierzyło, że moglibyśmy faktycznie produkować w Europie baterie w sposób zrównoważony i przynoszący zyski. Teraz to się zmieniło. Ogromną rolę odegrała w tym praca w ramach European Battery Alliance, mająca na celu pokazanie wszystkich możliwości i korzyści płynących ze współpracy podmiotów europejskich, jak również sposobów na poprawę konkurencyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bo Normark, ekspert ds. inteligentnych sieci i magazynowania energii w InnoEnergy.

European Battery Alliance (EBA) to inicjatywa Komisji Europejskiej powołana w październiku ubiegłego roku z inicjatywy wiceprzewodniczącego KE Maroša Šefčoviča. Jej celem jest rozwój europejskiego rynku baterii wykorzystywanych m.in. w samochodach elektrycznych. Sojusz ma doprowadzić do powstania komercyjnych projektów wyspecjalizowanych w produkcji baterii, które dzięki integracji łańcucha wartości oraz zastosowanym innowacjom będą ze swobodą konkurować z produktami z Azji i USA. W jego ramach Komisja Europejska prowadzi od ubiegłego roku rozmowy m.in. z przedstawicielami branży motoryzacyjnej i chemicznej.

– Na podstawie szacunkowych danych można powiedzieć, że w tej chwili wartość rynku baterii wynosi około 50 mld euro, ale spodziewamy się dynamicznego wzrostu. Prognozujemy, że do 2025 roku rynek tylko w Europie osiągnie już wartość 250 mld euro, co jest wartością nieporównywalnie wyższą od obecnej – mówi Bo Normark.

Według Komisji Europejskiej unijny rynek baterii wykorzystywanych w samochodach i magazynach ładowania aut w połowie przyszłej dekady będzie wart pięciokrotnie więcej niż obecnie, a zapotrzebowanie tylko w Europie sięgnie 200 GWh pojemności. W skali globalnej będzie to nawet 600 GWh. KE zamierza przeznaczyć na rozwinięcie europejskiego rynku baterii około 2 mld euro, zanim palmę pierwszeństwa w tym sektorze przejmą azjatyccy i amerykańscy producenci nowoczesnych technologii akumulatorowych.

– Według danych z 2017 roku światowy rynek baterii osiągnął 60 GWh. Trzeba również podkreślić, że istnieje duża różnica pomiędzy sprzedażą pojedynczych baterii a pełnych systemów akumulatorowych. W przypadku Europy uwzględniamy wszystko – od sprzedaży baterii po sprzedaż systemów akumulatorowych – zaznacza ekspert InnoEnergy Scandinavia.

Do sojuszu European Battery Alliance należy również Polska, która stawia mocny akcent na rozwój elektromobilności. Jej rozwój ma stanowić wartość dodaną w polskim przemyśle i – jak wynika z wyliczeń Cambridge Econometrics oraz Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych – wykreować około 50,8 tys. nowych miejsc pracy do 2030 roku. W ubiegłym roku przyjęto strategiczne dokumenty dotyczące rozwoju elektromobilności w Polsce, a od lutego br. obowiązuje ustawa, która kompleksowo reguluje ten sektor i wprowadza zachęty dla nabywców elektryków. Zdaniem wiceministra środowiska Michała Kurtyki Polska ma również potencjał, aby włączyć się w globalny łańcuch dostaw dla europejskiego sektora produkcji baterii.

Elektromobilność to trend, który obejmuje nie tylko Polskę, lecz także całą Europę, Stany Zjednoczone czy Azję. W ubiegłym roku w Chinach sprzedano już ok. 100 tys. autobusów elektrycznych i około miliona samochodów z napędem zeroemisyjnym. Według prognoz Międzynarodowej Agencji Energii pomiędzy 2020 a 2030 rokiem nastąpi wyrównanie całkowitego kosztu posiadania samochodów z silnikiem spalinowym i aut elektrycznych, biorąc pod uwagę koszt zakupu, serwisu i ich utylizacji. To przyczyni się z kolei do skokowego wzrostu ich popularności i sprzedaży.

27 lat działania systemu online w polskich kolekturach. Zapowiadane są kolejne innowacje

0

27 lat działania systemu online w polskich kolekturach. Zapowiadane są kolejne innowacje 11

W tym roku, dokładnie 15 września, minęło 27 lat, od kiedy sprzedaż gier LOTTO jest prowadzona poprzez system online. To on, działając 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, łączy w całość ponad 17 tysięcy punktów sprzedaży Totalizatora Sportowego. Dzięki systemowi online nie musimy wypełniać blankietów (gra na chybił trafił), zakup przebiega błyskawicznie, a kolektorzy nie muszą wysyłać tysięcy kuponów do centrali. W ciągu tych 10 tys. dni zawarto ok. 28 mld transakcji loteryjnych.

Totalizator Sportowy cały czas stawia na wprowadzanie kolejnych technologicznych usprawnień i innowacji. Pod koniec tego roku zamierza wprowadzić sprzedaż tradycyjnych produktów LOTTO przez internet. W czerwcu w ramach pilotażu uruchomił także pierwsze salony gier na automatach (docelowo w tym roku ma być ich do 50). A to tylko część projektów realizowanych przez spółkę. Według World Lottery Association dotychczas żadna firma realizująca monopol państwa w sferze hazardowej nie prowadziła tylu nowych i złożonych technologicznie projektów jednocześnie.

 Cały czas się rozwijamy. Ten rok jest dla spółki przełomowy, ponieważ dzięki znowelizowanej ustawie o grach hazardowych, realizujemy wiele nowych projektów. Głównym celem, który chcemy osiągnąć jeszcze w tym roku, jest wprowadzenie naszych produktów do internetu. Myślę, że z końcem tego roku klienci będą mogli już zagrać w Lotto przez internet – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aida Bella, dyrektor Biura Rzecznika Prasowego Totalizatora Sportowego.

W tej chwili sieć LOTTO liczy ponad 17 tys. punktów sprzedaży w całym kraju, pracujących właśnie w systemie online. W sobotę, 15 września br., minęło 10 tys. dni, od kiedy zakłady można zawierać za pomocą systemu komputerowego.

Jako jedni z pierwszych w Europie 27 lat temu wprowadziliśmy system online do sprzedaży gier loteryjnych i był to duży przełom w funkcjonowaniu Totalizatora Sportowego. Wcześniej, aby zagrać w nasze gry, trzeba było wypełnić kupon odręcznie. Potem były one przez kolektorów pakowane i wysyłane do centrali w Warszawie. Zanim wszystko zostało sprawdzone – kto wygrał i gdzie – mijało kilka dni. Po wprowadzeniu systemu online jest prościej, ponieważ w naszych przeszło 17 tys. punktów wszystko jest scentralizowane, wszystkie informacje są przekazywane na bieżąco – mówi Aida Bella.

Operatorem systemu online Totalizatora sportowego od 27 lat pozostaje IGT Poland.

Nasz system działa kilkadziesiąt godzin tygodniowo – od samego rana do późnego wieczora. W ciągu tych 10 tys. dni umożliwiał sprzedaż gier loteryjnych przez 144 tys. godzin – mówi Jarosław Dąbrowski, dyrektor ds. technologii IGT Poland.

W ciągu 27 lat za jego pośrednictwem zostało sprzedanych ponad 3,5 mld popularnych zdrapek i zostało zawartych ponad 28 mld transakcji loteryjnych.

– To już trzeci system online dla Totalizatora Sportowego dostarczonych przez IGT (wcześniej GTECH) w ciągu 27 lat. Jest bardzo wydajny – maksima, które osiągaliśmy, to 1,5 mln transakcji na godzinę; 26 tys. transakcji na minutę – mówi Jarosław Dąbrowski. – Jako ciekawostkę podam fakt, że gracze Lotto najczęściej wybierają kombinację 1, 2, 3, 4, 5 i 6, natomiast równie popularną kombinacją jest kombinacja 4, 8, 15, 16, 23 i 42, co nie jest obce fanom serialu „Lost”.

Totalizator Sportowy to jeden z głównych filarów finansowania polskiego sportu i kultury. Od 1994 roku spółka przekazała ponad 11,3 mld zł na Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej, którym zarządza Ministerstwo Sportu i Turystyki. Resort przeznacza te środki m.in. na budowę czy adaptację infrastruktury sportowej i projekty sportowe dla samorządów lokalnych. Część kwoty z dopłat do gier i loterii trafia też na wsparcie kultury. Od 2003 roku na rachunek Funduszu Promocji Kultury, zarządzanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, trafiło ponad 2,1 mld zł.

Totalizator Sportowy, właściciel marki LOTTO, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych firm w Polsce. W 2017 roku został pobity rekord sprzedaży produktów LOTTO. Wraz z dopłatami wyniósł on 5 644 869 743,89 zł (w 2016 r. – 5 585 464 965,23 zł).

W ubiegłym roku policja odnotowała 730 prób samobójczych dzieci i młodzieży. Realna liczba może być nawet dwustukrotnie wyższa

W ubiegłym roku policja odnotowała 730 prób samobójczych dzieci i młodzieży. Realna liczba może być nawet dwustukrotnie wyższa 12

Polska jest w niechlubnej europejskiej czołówce pod względem liczby skutecznych prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. W ubiegłym roku w grupie wiekowej 7–12 lat odnotowano ich 28, a w grupie 13–18 lat – ponad 700. Eksperci jednak podkreślają, że są to tylko liczby rejestrowane, a prawdziwa skala problemu może być 100-, a nawet 200-krotnie większa. Nieletni czują się nieakceptowani przez środowisko rówieśników, boleśnie przeżywają hejt w sieci, niepowodzenia w szkole i rozterki miłosne. Niestety, rodzice często bagatelizują ich problemy, a w pogoni za pracą i pieniądzem nie mają czasu na szczerą rozmowę.

Z raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że Polska pod względem liczby udanych prób samobójczych dzieci i młodzieży jest druga w Europie. Pierwsze miejsce mają Niemcy. Z danych Policji wynika, że w ubiegłym roku na 730 prób samobójczych 116 zakończyło się śmiercią. Tymczasem zdaniem ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia skala problemu jest dużo większa, niż pokazują oficjalne statystyki.

– W ostatnich latach Polska jest w czołówce Europy pod względem liczby samobójstw. Wzrost jest kilkudziesięcioprocentowy. Z czego to wynika? Młodzi ludzie, pomimo obecności w internecie, social mediach, potrzebują kontaktu i uwagi ze strony rodziny. Potrzebują poświęcenia im czasu, wysłuchania i rozmowy, a nie rzucanych pytań: co było w szkole. Potrzebna jest rozmowa o tym, co jest dla niego wartościowe, co go trapi, ale też zauważenie jego emocji – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych.

Specjaliści prowadzący chociażby Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży odbierają mnóstwo telefonów od młodych ludzi, którzy przeszli zespół suicydalny, prowadzący do próby samobójczej, i podjęli taką próbę, której nikt nie zauważył. Nieletni, którzy decydują na tak dramatyczny krok, często podkreślają, że wcześniej zwracali rodzicom uwagę na swój stan psychiczny, sygnalizowali, że potrzebują pomocy, niektórzy nawet wprost przyznawali, że mają myśli samobójcze, ale w odpowiedzi słyszeli jedynie: weź się w garść, przestań tak myśleć.

– Bardzo często trzaśnięcie drzwiami młodego człowieka jest właśnie krzykiem: potrzebuję wysłuchania. Jak ktoś jest w stanie uniesienia emocjonalnego i zamknięcia, to albo trzeba z nim po prostu pobyć, albo poczekać, aż on będzie gotowy na rozmowę i wesprzeć go swoim zrozumieniem, empatią – mówi Michał Zawadka.

Statystyki pokazują, że na każde cztery podjęte próby samobójcze trzy podejmują dziewczynki, natomiast chłopcy w stosunku 1:3, podejmują próby samobójcze skutecznie. Kwestia samobójstw jest bardzo skomplikowana, a powody załamania mogą być bardzo różne.

– W dzisiejszym świecie social mediów muszę być świetny we wszystkim, zamiast akceptować siebie takim, jakim jestem, więc młodzi ludzie pod taką presją, a do tego bez zrozumienia ze strony rodziców, bliskich czy nauczycieli, zaczynają robić głupie rzeczy. Bardzo dużo młodych ludzi pisze do mnie, że nie radzi sobie emocjonalnie po rozstaniu, nie mają z kim o tym pogadać. W dodatku hejt pojawia się bardzo szybko, kiedyś proces napiętnowania osoby rósł bardzo długo i powoli – mówi Michał Zawadka.

Rodzice często boją się rozmawiać z dziećmi, bo czują się zakłopotani, nie wiedzą, w jaki sposób to robić. Obawiają się też reakcji dziecka, jeśli zadadzą jakieś niefortunne pytanie. Z drugiej strony sama młodzież też ma opory przed rozmową z rodzicami.

– Nauczmy młodych ludzi rozmawiać. Niech będzie w szkołach przedmiot komunikacja. Pięknie się to zmienia w systemie edukacji przedszkolnej. Nacisk w 70 proc. jest położony rozwój umiejętności społecznych i emocjonalnych, a w 30 proc. – na rozwój edukacji sztywnej, umiejętności liczenia, zabawy, przygotowanie do szkoły – mówi Michał Zawadka.

Inteligentna podłoga wytworzy prąd z ludzkich kroków. Rozwiązanie pozwoli zasilić w energię całe miasta

Inteligentna podłoga wytworzy prąd z ludzkich kroków. Rozwiązanie pozwoli zasilić w energię całe miasta 13

Z raportu IEA wynika, że już na początku 2018 roku na świecie zużywano 75 proc. prądu, który miał wystarczyć na kolejne kilkanaście lat. Na ratunek przychodzą nowe rozwiązania, w których rolę baterii spełnia człowiek. Zwykły ruch może stanowić niewyczerpane źródło energii, zasilić miasta, oświetlić pomieszczenia. Na rynku pojawiła się już odzież z wkładkami, które wytwarzają prąd dzięki ruchom ciała użytkownika. Brytyjscy naukowcy opracowali natomiast wykładzinę, która przetwarza energię kinetyczną ludzkich kroków na energię elektryczną.

– Podłoga Pavegen przetwarza ciężar kroków w energie elektryczną. Każdy krok zrobiony na naszej podłodze wytwarza od 2 do 5 watów energii. Energię tę można magazynować w akumulatorach, można nią zasilać oświetlenie, sieć Wi-Fi lub stacje monitorowania zanieczyszczenia powietrza. Każde miejskie urządzenie zasilane energią elektryczną może być do niej podłączone. Technika ta działa w każdym miejscu, w którym chodzą ludzie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Laurence Kemball-Cook, założyciel Pavegen.

Przy coraz większym zapotrzebowaniu na energię pojawiają się rozwiązania, które mają pomóc rozwiązać ten problem. Do wytworzenia energii wystarczy ruch – w ten sposób można naładować telefon, na rynku można też znaleźć odzież z wkładkami, które dzięki ruchom ciała użytkownika wytwarzają prąd, to także wkładki do butów z mechanizmem produkującym prąd pod wpływem uderzenia pięty.

Coraz częściej energię wytwarzaną przez ruch wykorzystuje się w systemie smart city.

– Nasze rozwiązanie umożliwia wytwarzanie energii w dosłownie każdym miejscu, gdzie chodzą ludzie, np. na stadionach, lotniskach, stacjach kolejowych, w biurach, centrach handlowych itp. Dzisiaj jesteśmy w centrum kongresowym i możemy wykorzystywać energię wytwarzaną przez tysiące ludzi, którzy tędy przechodzą – wskazuje Laurence Kemball-Cook.

Przykładem wytwarzania energii z ruchu jest dynamo rowerowe, gdzie wysiłek ludzkich mięśni jest zmieniany w prąd, zasilający oświetlenie rowerowe. Podobne rozwiązania stosuje się w siłowniach na świeżym powietrzu, gdzie ćwicząc, produkuje się przy okazji prąd do oświetlenia okolicy. W Brazylii z kolei więźniowie mogą sobie skrócić wyrok, pedałując na rowerze i w ten sposób dostarczać prąd do pobliskich latarni.

Brytyjscy inżynierowie poszli jeszcze krok dalej. Stworzyli wykładzinę na bazie gumy z recyklingu, która przetwarza energię ludzkich kroków na energię elektryczną. Zdaniem eksperta to jednak dopiero początek.

– Podłoga Pavegen przetwarza ciężar kroków w energie elektryczną. Działa to w następujący sposób: pod podłogą wbudowany jest generator, a więc gdy ktoś chodzi po podłodze, dzięki naszej opatentowanej technologii wytwarzana jest pod nią energia – tłumaczy ekspert.

Przyszłość wytwarzania energii należy do rozwiązań z zakresu energii słonecznej oraz najnowszej technologii jej magazynowania.

– Pojazdy elektryczne będą największymi nośnikami energii, jakie do tej pory były znane. Nocą energia z tych pojazdów będzie używana do zasilania części naszych miast, co pomoże utrzymać równowagę pomiędzy poborem energii z sieci elektrycznych i uzupełnić zapotrzebowanie na energię. Niezwykle ekscytującym rozwiązaniem są akumulatory półprzewodnikowe – przekonuje założyciel Pavegen.

Wielka Brytania chce zastosować pojazdy elektryczne w ramach wirtualnej elektrowni. W Danii bada się funkcjonowanie samochodów elektrycznych jako źródeł energii. W jednym z japońskich miast wykorzystuje się zużyte baterie z samochodów Nissan Leaf jako magazyny energii dla paneli fotowoltaicznych, które produkują energię dla oświetlenia ulic.

– Miasta nie potrzebują wyłącznie rozwiązań technologicznych i sicie sensorycznych. Najważniejsi są ludzie i więzi społeczne. Najlepszym rozwiązaniem jest tzw. icccccchncldnghknjbvdnbrngueehcteedirnrjilhhe

nternet ludzi – w którym to ludzie stanowią element rozwiązania, np. wytwarzając energię i z niej korzystając. Uważamy, że to rzeczywista droga ku wprowadzeniu istotnych zmian w postrzeganiu infrastruktury miejskiej w przyszłości – podsumowuje Laurence Kemball-Cook.

Według analityków Grand View Research, globalny rynek rozwiązań smart city do 2025 r. będzie warty blisko 2,6 bln dol. Z kolei według prognoz BP, rynek odnawialnej energii do 2040 r. wzrośnie o 400 proc.

Urządzenia do domowej rozrywki coraz bardziej zaawansowane. Biblioteką multimediów można sterować za pomocą smartfona lub komend głosowych

Urządzenia do domowej rozrywki coraz bardziej zaawansowane. Biblioteką multimediów można sterować za pomocą smartfona lub komend głosowych 14

Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń, którymi można sterować np. za pomocą głosu. Jednym z elementów inteligentnego domu jest także system multiroom, pozwalający na bezprzewodową emisję tego samego obrazu i dźwięku na wszystkich domowych urządzeniach, niezależnie czy są to głośniki, telewizory, czy smartfony. Technologia MusicCast pozwala odtwarzać muzykę w całym domu nie tylko z kina domowego czy amplitunera, lecz także z gramofonu, a nawet fortepianu. Wszystkim można sterować z poziomu smartfona lub tabletu, a wkrótce także za pomocą komend głosowych.

– System MusicCast łączy wszystkie komponenty Yamaha w ramach jednej sieci bezprzewodowej. Poszczególne elementy komunikują się pomiędzy sobą w taki sposób, że każde źródło podłączone do jednego z komponentów Yamaha, na przykład odtwarzacz Blu-ray podłączony do amplitunera, emituje dźwięk, który słychać w każdym pomieszczeniu w twoim domu za pomocą głośników – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Björn von Bredow z firmy Yamaha.

Yamaha ma kilkadziesiąt produktów porozumiewających się bezprzewodowo w ramach systemu MusicCast. Można nimi sterować za pomocą aplikacji mobilnej z poziomu smartfona lub tabletu. W przypadku korzystania z Wi-Fi wystarczy się podłączyć do sieci, dodać np. głośnik w aplikacji i wybrać właściwą sieć bezprzewodową, w której ma działać. MusicCast obsługuje także serwisy streamingowe, takie jak Tidal, Spotify czy Deezer. Aplikacja pozwala zarządzać wieloma ustawieniami urządzeń, a także łączyć je w grupy, aby odtwarzały tę samą muzykę. W aplikacji można np. zapisywać ulubione stacje radiowe, tworzyć playlisty czy zarządzać serwisami muzycznymi.

– Jeżeli użytkownik ogląda film w salonie, może ustawić amplituner w taki sposób, że zarówno dźwięk, jak i obraz są zsynchronizowane, a jeżeli na przykład urządza przyjęcie, i chce, żeby w każdym pokoju słychać było tę samą muzykę, synchronizuje dźwięk w całym systemie, w taki sposób, żeby nie było opóźnień pomiędzy poszczególnymi pokojami – tłumaczy Björn von Bredow.

Jak pokazuje badanie Gfk, technologia multiroom zyskuje na znaczeniu przede wszystkim z uwagi na fakt, że największe firmy technologiczne wprowadzają aktualizacje oprogramowania, aby umożliwić obsługę systemów multiroom. Portfolio bezprzewodowych urządzeń w systemie multiroom mają również takie firmy, jak Sony czy Pioneer. Większość z dostępnych na rynku systemów jest zamknięta, co oznacza, że obsługuje urządzenia tylko jednej firmy.

Najnowszym trendem w obsłudze systemu multiroom są domowi asystenci. Do całego systemu można podłączyć np. głośnik Google Home czy Amazon Echo z asystentem Alexa i kontrolować wszystkie urządzenia za pomocą głosu.

– Trudno przewidzieć rozwój technologii, ponieważ zawsze pojawia się coś zaskakującego, zawsze ktoś może wymyślić coś, o czym nikt nawet nie pomyślał pięć lat wcześniej. Jednak multiroom i możliwości łączenia elementów odegrają znaczącą rolę w przyszłości. Z tego powodu Yamaha chce systemu multiroom, który zintegrowałby wszystkie nasze produkty, od małego głośnika strumieniowego do fortepianu pełnych wymiarów – mówi ekspert.

Według raportu Gfk segment systemów multiroom, umożliwiających odtwarzanie muzyki w różnych pomieszczeniach jednocześnie, zanotował w ostatnich miesiącach wzrost o 11 proc. i odpowiadał za 23 proc. całkowitych obrotów w kategorii domowych systemów audio.

The Warsaw HUB zaczyna górować nad rondem Daszyńskiego

Konstrukcja kompleksu The Warsaw HUB rośnie w oczach. Obecnie trwa budowa trzech budynków, które docelowo osiągną od 86 do 130 m wysokości, oraz podziemnego łącznika z drugą linią metra. Zespół wieżowców usytuowany na warszawskiej Woli to najbardziej zaawansowany technologicznie i największy projekt w historii firmy Ghelamco.

Kompleks The Warsaw HUB powstaje w nowym biznesowym centrum Warszawy, w południowo-zachodniej części ronda Daszyńskiego. Finalnie będzie się składać z trzech wysokościowców: 86-metrowego budynku hotelowego (A) oraz dwóch 130-metrowych wież biurowych (B i C). Wszystkie te obiekty połączy wspólne pięciokondygnacyjne podium, które stworzy wielkomiejską pierzeję ulicy Towarowej.

The Warsaw HUB jest najbardziej zaawansowanym technologicznie i największym projektem w historii Ghelamco. Inwestycja zaoferuje wiele innowacyjnych rozwiązań, niedostępnych w dzisiejszych biurowcach. Jestem przekonany, że podobnie jak to było w przypadku Warsaw Spire, wniesie nową jakość na polski rynek nieruchomości komercyjnych – mówi Jarosław Zagórski, dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco Poland.

Postępy na budowie

Wieża hotelowa (A) osiągnęła już wysokość 17 kondygnacji, docelowo ma ich być 22. Równolegle trwają prace nad montażem jej elewacji. Zakończenie budowy konstrukcji jest planowane w październiku bieżącego roku. Jednocześnie do góry pną się wieże biurowe. Budynek B liczy już 9 pięter i rozpoczęto na nim montaż konsol, na których niebawem zawisną szklane panele elewacyjne. Ostatni budynek (C) jest na etapie budowy piątej kondygnacji. Cały kompleks ma zostać ukończony na przełomie 2019 i 2020 roku.

Pasaż handlowy połączony z metrem

The Warsaw HUB będzie jednym z pierwszych i bardzo nielicznych budynków w Warszawie posiadających bezpośrednie połączenie z metrem. W sierpniu rozpoczęły się prace związane z budową podziemnego łącznika pomiędzy wieżowcami Ghelamco a peronami II linii metra. Będzie on prowadził wprost na obszerny pasaż handlowy na poziomie -1, którego konstrukcja została już ukończona. Znajdą się tam m.in. restauracje, kawiarnie, drogeria, pralnia, supermarket i inne punkty handlowo-usługowe.

Osobny parking rowerowy

Położenie inwestycji w pobliżu ronda Daszyńskiego pozwoli przyszłym najemcom i klientom korzystać nie tylko z metra, lecz także z bliskiego sąsiedztwa wielu linii tramwajowych oraz autobusowych. W okolicy znajduje się też rozbudowana sieć dróg rowerowych, dlatego deweloper wiele uwagi poświęcił użytkownikom jednośladów. Do swojej dyspozycji będą mieli obszerny, niezależny od samochodowego parking na 420 rowerów, wyposażony w szatnie z szafkami i natryskami. Aby zwiększyć bezpieczeństwo rowerzystów, zbudowano dla nich oddzielny wjazd.

Wielofunkcyjna przestrzeń

The Warsaw HUB będzie liczyć 113 tys. mkw. wielofunkcyjnej powierzchni. Znajdą się w nim najwyższej klasy przestrzenie biurowe, a także m.in. centrum konferencyjne, powierzchnie usługowo-handlowe i centrum fitness sieci Zdrofit, która wynajęła w kompleksie 1,5 tys. mkw. W najniższej wieży będą funkcjonować  hotele sieci Holiday Inn Express oraz pierwszy w Polsce Crowne Plaza. Łącznie powstanie w nich ponad 430 pokoi i apartamentów.

Kompleks The Warsaw HUB został również wybrany na globalne centrum usług biznesowych przez jeden z największych działających na świecie banków – Standard Chartered. Instytucja finansowa zajmie 3,6 tys. mkw. powierzchni biurowej i zatrudni około 750 pracowników.

W zespole wieżowców zaplanowano dodatkowo unikalną przestrzeń coworkingową. Docelowo swoją siedzibę w The Warsaw HUB będzie mieć również centrum współpracy korporacji i startupów The Heart Warsaw, które obecnie mieści się w Warsaw Spire.

Nowoczesne technologie

Przyszli pracownicy kompleksu będą mogli korzystać z najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych. Do budynku wejdą dzięki aplikacjom na smartfony, a na parking wjadą z pomocą systemu rozpoznającego tablice rejestracyjne. Odpowiadając na aktualne trendy motoryzacyjne, deweloper pomyślał również o stacji do ładowania pojazdów elektrycznych. Kompleks zasilą trzy niezależne źródła energii, a najemcy będą mogli zainstalować w nim również swoje własne generatory.

Dobre informacje dla kredytobiorców. Dane z wysp

Szwajcarski Narodowy Bank nie zmienił stóp procentowych. Im dłużej trwa ta sytuacja tym lepiej dla kredytobiorców walutowych. Pakiet dobrych danych z wysp – wczoraj inflacja dzisiaj sprzedaż detaliczna.

Szwajcarzy utrzymali stopy procentowe

Dobra wiadomość dla kredytobiorców frankowych. Szwajcarski Narodowy Bank nic nie zmienił w polityce stóp procentowych. Pozostają one zatem w rekordowo niskim przedziale -1,25% do -0,25%. Dlaczego jest to dobra wiadomość? Po pierwsze to od tych stóp procentowych liczą się odsetki od kredytów walutowych. W związku z tym im niższe stopy procentowe tym niższa rata kredytu. Drugą ważną rzeczą jest fakt, że wraz ze wzrostem sóp procentowych umacnia się waluta. Zatem gdyby doszło do podwyżek stóp kredytobiorcy nie tylko płaciliby wyższe raty, ale również drożej odkupywali pożyczone franki. Jak zareagowały na to rynki walutowe. Reakcja była bardzo słaba, gdyż większość analityków spodziewała się pozostawiania stóp procentowych w dotychczasowych przedziale.

Inflacja i sprzedaż w Wielkiej Brytanii

Zmiany cen to specyficzny wskaźnik. Jak ceny rosną za szybko to źle. Z drugiej strony jak nie rosną to również źle. Analitycy boją się niskiej inflacji, bo to oznacza często stagnacje w gospodarce. To właśnie dlatego wczorajsze dane z Wielkiej Brytanii spowodowały wzrosty na funcie. Ceny rosły co ucieszyło analityków obawiających się negatywnego wpływu Brexitu na gospodarkę. Wzrost był relatywnie krótkotrwały, ale na kilka godzin funt podrożał o około 2 grosze. Drugi ważny odczyt nadszedł z wysp dzisiaj. Sprzedaż detaliczna przyspieszyła mocniej niż spodziewali się analitycy. Rośnie ona o 3,3% a nie jak dotychczas oczekiwali analitycy o 2,3%. Dane te spowodowały kolejne umocnienie się funta. Inwestorzy coraz przychylniej patrzą na brytyjską walutę, która pomimo zamieszania z Brexitem idzie w górę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

IX Targi RetailShow

Najbliższa edycja Międzynarodowych Targów Wyposażenia Sklepów RetailShow, która odbędzie się 14 i 15 listopada br., przybliży odwiedzającym jeszcze szerszą ofertę wystawców. Targi już po raz dziewiąty zagoszczą w Centrum EXPO XXI w Warszawie, jednak po raz pierwszy odbywać się będą w dwóch halach centrum wystawienniczego. Bardzo duże zainteresowanie sieci handlowych i firm z branży skłoniło organizatora do udostępnienia większej powierzchni na prezentację produktów i usług.

RetailShowTargi RetailShow to wiodące wydarzenie biznesowe branży handlowej w Europie Środkowo-Wschodniej. W zeszłym roku odwiedziło je ponad 5 tysięcy klientów, by zapoznać się z ofertą 200 wystawców. Wśród odwiedzających są zarządzający sieciami i centrami handlowymi, najemcy, właściciele sklepów oraz przedstawiciele firm dostarczających wyposażenie dla handlu. Reprezentują oni wszystkie rodzaje sieci handlowych, tj.: spożywcze, odzieżowe, gastronomiczne, obuwnicze, sportowe, drogeryjne, RTV-AGD, Dom i Ogród, jubilerskie, saloników prasowych, banków, aptek, stacji paliw oraz sklepów specjalistycznych.

RetailShow Sklep_Modelowy1Jakość targów jest znana i doceniana także za granicą. – Zainteresowanie RetailShow jest bardzo duże. Zauważamy to zarówno po coraz liczniej zgłaszających się firmach z zagranicy, jak i coraz większych stoiskach, które zamawiają wystawcy. Rozwijamy systematycznie ofertę targów, dbamy o to, aby wydarzeniu towarzyszył jakościowy program merytoryczny. Daje to efekty, więc cieszymy się, że pozycja targów umacnia się nie tylko w Polsce – mówi Artur Matlakowski, Product Manager w firmie ECP Polska, organizatora Targów RetailShow. Największe stoiska w tym roku rezerwują wiodące firmy oferujące meble i wyposażenie sklepów, urządzenia chłodnicze, a także firmy technologiczne.

RetailShow w pigułce

Targi RetailShow to okazja, by w jednym miejscu zapoznać się z najnowszą ofertą polskich i zagranicznych dostawców wyposażenia, technologii i usług dla handlu. Obejmie ona m.in. meble i wyposażenie sklepów, oświetlenie, kasy fiskalne i wagi, systemy informatyczne do zarządzania sieciami handlowymi, programy lojalnościowe, usługi outsourcingowe i finansowe, systemy zabezpieczeń i ochrony oraz usługi doradcze.

Bardzo mocną stroną targów jest prezentacja rozwiązań z zakresu projektowania sklepów. Aktualne trendy w aranżacji i wyposażaniu pokazywane są w Modelowym Sklepie. To miejsce zawsze cieszy się popularnością. Dzięki poradom architektów oraz ekspozycji najnowszych produktów będących wyróżnikami w przestrzeni sklepowej, właściciele sklepów dowiadują się jak dodatkowo przyciągnąć uwagę kupującego.

RetailShow to także duża dawka wiedzy. Organizowany co roku pierwszego dnia targów Retail Congress jest przewodnikiem po najważniejszych branżowych tematach. Jego program uwzględnia trendy projektowe, nowe koncepty sklepowe, tematy związane z customer experience czy nowości technologiczne. Targom towarzyszą także bezpłatne warsztaty w Teatrze Innowacji, gdzie eksperci z różnych dziedzin prezentują praktyczną wiedzę w ogólnodostępnej przestrzeni targowej.

Podczas Targów RetailShow wyłaniani są także laureaci konkursów „Best Shop Concept” oraz „Innowacje Handlu”. W pierwszym Jury nagradza sklepy z unikalnym konceptem oraz wysokimi walorami estetycznymi i użytkowymi. W drugim premiowane są najlepsze urządzenia, produkty i usługi dla branży handlowej, spośród tych prezentowanych na targach.

Informacje praktyczne

IX Targi RetailShow odbędą się w dniach 14-15 listopada 2018 w godzinach 9:00-17:00 w Centrum EXPO XXI przy ul. Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Organizatorem Targów RetailShow jest firma ECP Polska. Wstęp jest bezpłatny po zarejestrowaniu się na stronie internetowej http://www.retailshow.pl/pl/rejestracja lub w recepcji w dniu targów.

Partnerem Strategicznym RetailShow 2018 jest firma Modern-Expo, a Sponsorami Głównymi: Koncept-L; Ingram Micro z Zebra Technologies; Goldenore z Oracle i z Arrow oraz Bosch.

Najwięksi producenci wódki i ich strategie sprzedażowe dla małych sklepów

Gdyby ranking producentów wódki zależał wyłącznie od wartości sprzedaży poszczególnych wódek w polskich sklepach małopowierzchniowych, to zdecydowanie wygrałaby grupa Roust, przed firmą Stock i Marie Brizard. Jednak Grupa Eurocash we współpracy z Polską Izbą Handlu postanowiły ułożyć ranking największych producentów wódki ze względu na ich strategie dystrybucyjne, cenowe, produktowe stosowane wobec małoformatowych sklepów. To one nadal mają największy udział w sprzedaży wódki w Polsce. Kto zatem najbardziej sprawiedliwie traktuje właścicieli małopowierzchniowych sklepów i ich klientów?

Po raz kolejny najlepsze oceny za równe traktowanie różnych rodzajów sklepów w rankingu „Równi w Biznesie” dostali producenci wyspecjalizowani w wódkach prezentowych: litewski Stumbras i polski Dębowa Polska. Ich asortyment zwykle ma podobne ceny w różnych rodzajach sklepów. Na podium stanął też wicelider sprzedaży wódek w Polsce – Stock, znany z takich marek jak „Żołądkowa” i „Stock”. Tym razem tuż za wiodącą trójką znalazła się grupa Roust, największy w Polsce producent wódek, oferujący m.in. „Żubrówkę”, „Bolsa” i „Absolwenta”. Stock i Roust stosują w dużej liczbie niezależnych sklepów detalicznych koncepcję „perfect store”, czyli sklepu idealnego jeśli chodzi o atrakcyjność oferty i poziom sprzedaży. Widać, że rozwiązanie stworzone dla handlu małoformatowego, m.in. poprzez bliską współpracę działów sprzedaży ze sklepami, przynosi dobre efekty. Do czołówki zbliżył się najmniejszy spośród 10 największych producentów wódki Grupa AWW (Wiesław Wawrzyniak), a wypadł z niej Polmos Bielsko-Biała. Mimo to oprócz „Stumbrasa” to właśnie m.in. produkowana w Bielsku-Białej „Żytnia” zebrała najlepsze oceny za utrzymywanie porównywalnej ceny w różnych rodzajach sklepów. W produktach dedykowanych do małopowierzchniowych sklepów najlepsza jest firma Diageo („Smirnoff”). Dopiero dziewiąty w tym obszarze jest Pernod Ricard („Wyborowa”, „Absolut”, „Luksusowa”), a dziesiąty Brown-Forman („Finlandia”).

rowni_w_biznesie_wodkaKońcowy wynik w rankingu „Równi w Biznesie” zależy od tego, jak producent zostanie oceniony, jeśli chodzi o stosowane ceny, dystrybucję, udział rynkowy, kontrybucję do wzrostu sprzedaży i dedykowane produkty. Każdy z tych obszarów ma odpowiednią wagę w finalnym wyniku: cena 20%, dystrybucja 25%, udział rynkowy 20%, kontrybucja do wzrostu 25% oraz dedykowane produkty 10%. Liczba punktów, jaką w rankingu otrzymuje producent, jest średnią ważoną rezultatów każdego z tych wskaźników.

– Wyróżniamy strategie, które zakładają równe traktowanie różnych kanałów dystrybucji. Wódka jest jednym z głównych produktów zakupowych w małoformatowych sklepach, więc w interesie producentów powinno być zbliżenie cen oferowanych w dyskontach czy supermarketach i w niezależnym handlu – mówi Jacek Owczarek, członek zarządu Grupy Eurocash.

Wyniki rankingu producentów wódki ze względu na ich strategie stosowane wobec sklepów małoformatowych:

  1. STUMBRAS 84
  2. DĘBOWA POLSKA 78
  3. STOCK 76
  4. ROUST 64
  5. WIESŁAW WAWRZYNIAK 61
  6. DIAGEO 56
  7. POLMOS BIELSKO-BIAŁA 51
  8. MARIE BRIZARD 38
  9. PERNOD RICARD 27
  10. BROWN-FORMAN 18

Im więcej punktów, tym bardziej zrównoważona strategia.

Porównanie tegorocznej edycji rankingu z tą ubiegłoroczną pokazuje, że najważniejsi producenci raczej nie zmieniają swojego podejścia do rynku dystrybucji. Największą zmianę rankingu na niekorzyść klientów sklepów małopowierzchniowych odnotował Polmos Bielsko-Biała, który spadł z miejsca 4. na 7. W dolnej części tabeli konsekwentnie pozostają inni znaczący na polskim rynku producenci: Marie Brizard, Pernod Ricard i Brown-Forman.

– Widać, że o zrównoważone relacje z detalistami są w stanie zadbać zarówno wielcy jak i mniejsi gracze. To bardzo ważne, ponieważ udział małoformatowych sklepów w sprzedaży mocnych alkoholi jest wysoki, więc mogą one najbardziej odczuwać obserwowane teraz spadki sprzedaży. Szansą dla nich jest posiadanie pełnej, a nie tylko podstawowej oferty wiodących producentów. Doceniamy tych producentów, którzy taką ofertę już zapewniają w sklepach niezależnych detalistów – mówi Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu.

Ranking „Równi w Biznesie” został przygotowany przez analityków Grupy Eurocash w oparciu o posiadane dane agencji badawczej Nielsen za okres od sierpnia 2017 do lipca 2018 r. Jest on wspólną inicjatywą Grupy Eurocash, lidera w hurtowej dystrybucji produktów FMCG w Polsce i Polskiej Izby Handlu, największego w naszym kraju reprezentanta handlu detalicznego i usług.

Kurs franka szwajcarskiego reaguje na decyzję SNB

Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy frank był wyraźnie silniejszy. Dlaczego teraz się osłabia?

Siła franka miała związek przede wszystkim ze: wzrostem obaw na rynku w konsekwencji eskalacji konfliktu handlowego, niepokojem o sytuację we Włoszech, a także strachem przed kryzysem na rynkach wschodzących. Ostatnie dni przyniosły jednak pewną poprawę sentymentu, która objawiała się stabilizacją i umocnieniem walut rynków wschodzących (w tym polskiego złotego) i osłabieniem walut safe-haven, takim jak frank szwajcarski.

W obecnej chwili frank jest słabszy ze względu na coś innego. Dzisiejsze spotkanie Szwajcarskiego Banku Narodowego nie przyniosło oczywiście żadnych zmian w prowadzonej przez Bank polityce monetarnej. Stopa procentowa została utrzymana na poziomie -0,75% i zgodnie z oczekiwaniami rynków finansowych pozostanie ujemna jeszcze przez kolejne trzy lata. Waluta Szwajcarii kontynuowała dziś osłabienie z poprzedniego dnia, co powodowane jest gołębim komunikatem ze strony banku centralnego oraz obniżeniem prognoz inflacji na lata 2019-2020, którego dokonał SNB. Szwajcarski Bank Narodowy zdecydował się na dostosowanie ścieżki inflacji po uwzględnieniu umocnienia krajowej waluty. Efekt „silnego franka” zgodnie z oceną Banku przeważy nad wzrostem budującej się wewnętrznej presji inflacyjnej i przełoży się na względną stabilizację dynamiki cen w kolejnych kwartałach. Oczywiście nie sprzyja to rychłym podwyżkom stóp procentowych.

Jedną z walut, które radzą sobie zdecydowanie gorzej od nieco słabszego franka szwajcarskiego jest korona norweska. I w tym wypadku winę za słabość waluty ponosi bank centralny, który wprawdzie, zgodnie z oczekiwaniami po raz pierwszy od siedmiu lat podniósł referencyjną stopę procentową z poziomu 0,5% do 0,75%, jednak utrzymał względnie gołębi ton, nie dając rynkom żadnych jastrzębich sygnałów. Szczególnym rozczarowaniem było obniżenie prognozowanej przez Bank ścieżki podwyżek stóp procentowych.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,28-4,30. Wspólna waluta pozostawała wczoraj względnie stabilna w relacji do głównych walut, euro zakończyło dzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do dolara amerykańskiego.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,82-4,85. Wczorajsze dane o inflacji wspierały brytyjską walutę, jednak ostatecznie funt brytyjski zakończył dzień na lekkim minusie w relacji do ważonego koszyka walut. Dziś dane ponownie zaskakują na plus: sprzedaż detaliczna w sierpniu rosła o 3,5% w ujęciu rocznym, a to pomimo względnie wysokiej bazy z poprzedniego roku. W górę poszły również szacunki z poprzedniego miesiąca. Lepsze odczyty z ostatnich dwóch miesięcy sprzyjają wyższemu wzrostowi gospodarczemu w trzecim kwartale i łagodzą nieco obaw związanych z ostatnim spadkiem płac realnych (z uwagi na rosnącą inflację).

USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,66-3,68. Dolar amerykański w ostatnim czasie pozostaje względnie słaby: indeks USD w momencie pisania obniżył się do najniższego poziomu od końcówki lipca. Kluczowymi danymi, które poznaliśmy wczoraj były odczyty z amerykańskiego rynku nieruchomości. W ujęciu ogólnym można uznać, że były dość mieszane: istotnie spadła liczba wydawanych zezwoleń na budowę, wzrosła z kolei liczba rozpoczętych budów domów.

Największą uwagę nadal zwraca jednak rozwój sytuacji w kwestii wojny handlowej USA i Chin, mimo, iż nie przekłada się on na wyraźny wzrost zmienności na rynku walutowym. Ostatnie informacje z Chin sugerują, że Państwo Środka będzie docelowo dążyło do zmniejszania nakładanych przez siebie taryf celnych. Obecnie inwestorzy czekają na kolejną rundę negocjacji Chin i Stanów Zjednoczonych.

Dzisiejszy dzień przyniesie serię nowych danych z USA. Zaczniemy od cotygodniowego odczytu o liczbie wniosków o zasiłki w Stanach Zjednoczonych, w tym samym czasie opublikowany zostanie również wskaźnik przemysłowy wg. FED z Filadelfii. Pod koniec dnia poznamy również kolejne dane z amerykańskiego rynku nieruchomości.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – wskaźnik przemysłowy wg. FED z Filadelfii we wrześniu
  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w sierpniu
  • 17:15 – przemawia prezes Bundesbanku, Jens Weidmann

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Doświadczony i zapracowany jak polski kierowca? Sprawdziliśmy, kto jeździ w firmach transportowych

Kierowca zatrudniony w polskiej firmie transportowej ma średnio 42 lata i rocznie przejeżdża 87 tys. km, czyli mógłby ponad dwukrotnie okrążyć ciężarówką Ziemię, a rekordziści robią to nawet pięciokrotnie. Praca w transporcie oznacza także ciągłe życie w trasie, bo delegacje trwają przeciętnie 244 dni w roku. Jednocześnie zostaje niewiele czasu na urlop – kierowcy wykorzystują zaledwie 17 dni wolnych. Taki obraz profesjonalistów za kółkiem wyłania się z raportu Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Sprawdziliśmy, kim są i jak pracują przedstawiciele jednego z najbardziej poszukiwanych zawodów w kraju.

Raport „Kim jest kierowca w polskiej firmie transportowej?” OCRK został opracowany na podstawie danych statystycznych i informacji za 2017 rok, zebranych przez Dział Analiz i Rozliczeń OCRK od 1239 kierowców w 2017 r. Wyniki badania nakreślają portret kierowcy zawodowego w Polsce. – Postanowiliśmy zbadać, kim są kierowcy, których tak bardzo brakuje zarówno w polskiej, jak i europejskiej branży transportowej. Przewoźnicy coraz głośniej mówią o trudnościach z zatrudnieniem i zatrzymaniem w pracy na dłużej profesjonalnej kadry. Praca w transporcie jest bowiem wymagająca, wiąże się z nią m.in. duża odpowiedzialność, długa rozłąka z rodziną, stres związany często ze skomplikowanymi przepisami w transporcie drogowym i wielogodzinna jazda za kółkiem. Według Komisji Europejskiej wielu kierowców pracuje więcej niż 12 godzin dziennie, z czego ponad 60 proc. czasu stanowi jazda w trasie[1]. Z naszych badań wynika, że branża mierzy się z dużym problemem, bo choć przybywa młodych osób o odpowiednich kwalifikacjach, to stanowią oni zdecydowaną mniejszość. Oznacza to, że negatywny trend deficytu kierowców na rynku pracy nie tylko się utrzyma, ale także będzie się w przyszłości pogłębiał – mówi Kamil Wolański, ekspert OCRK.

Przejeżdżają nawet 200 tys. km rocznie

Badanie OCRK potwierdza, że kierowcy zatrudnieni w polskich firmach transportowych pokonują ekstremalnie długie trasy. Prawie 4 na 10 przejeżdża rocznie 51-100 tys. km, 18 proc. badanych pokonuje do 150 tys. km, a 16 proc. wyjeżdża od 150 do 200 tys. km, to tak jakby pięciokrotnie okrążyć ciężarówką Ziemię. Niewielka grupa rekordzistów (2 proc.) w roku ma za sobą powyżej 200 tys. km. Jednocześnie warto porównać te dane z średnim przebiegiem ciężarówek w Europie. Według organizacji Transport & Environment jest to 130 tys. km rocznie[2]. OCRK podaje także, gdzie najczęściej wysyłani są polscy kierowcy. Dla ponad połowy badanych celem są Niemcy, 14 proc. jeździ do Francji, a 5 proc. do Holandii i Belgii. Dalej jest między innymi Wielka Brytania, Włochy czy Hiszpania[3].

Zapracowany, jak polski kierowca

Kierowcy większość swojego czasu poświęcają na pracę, czego odzwierciedleniem jest średnia długość delegacji oraz urlop, który rzadko wykorzystują w całości. 3 na 10 badanych przebywa na urlopie zaledwie 1-10 dni w roku, a największa grupa kierowców (40 proc.) wybiera od 11 do 20 dni wolnych. Na wypoczynek przez 20-26 dni pozwala sobie 14 proc. ankietowanych, taka sama grupa badanych decyduje się na dłuższe wolne od pracy.

Domem staje się kabina ciężarówki

Kierowcy polskich firm transportowych większość roku spędzają za kółkiem. Rekordziści w pojedynczej delegacji za granicą przebywają nawet 28 dni, a jednorazowy wyjazd średnio zajmuje ponad tydzień. Charakter i tryb pracy w tym zawodzie najbardziej jednak pokazują wszystkie, zsumowane delegacje w ciągu roku. Kierowcy w trasie są łącznie od 192 do 294 dni rocznie. 42 proc. badanych wyjeżdża od 241 do nawet 260 dni.

Kierowca na wagę złota

Badanie OCRK potwierdza także, że kierowcy w polskich firmach transportowych w większości są w średnim wieku. Ponad 6 na 10 badanych ma 31-50 lat, a ponad 17 proc. ukończyło 50 r.ż. Młodzi kierowcy mający 21-30 lat, stanowią 15 proc. badanych. Osoby o kwalifikacjach poszukiwanych w transporcie należą do jednej z najbardziej starzejących się grup zawodowych w całej Europie, a także w Stanach Zjednoczonych. Według raportu „International Transport Forum” kierowcy mają średnio 40-60 lat, a do 2030 r. ich niedobór na wspomnianych rynkach osiągnie 6,4 mln osób[4].

Przeważająca większość (86 proc.) zatrudnionych w polskich firmach transportowych to Polacy. Jednak widać, że przewoźnicy z niedoborem kierowców radzą sobie również poprzez zatrudnianie pracowników z zagranicy. Już w tej chwili 14% szoferów to obcokrajowcy, głównie z Ukrainy. Liczba ta będzie zresztą sukcesywnie rosnąć, bowiem deficyt w tej grupie zawodowej stale się powiększa. Z ogólnopolskiego badania Barometr zawodów z 2018 r. wynika, że w całym kraju nie ma województwa, w którym występowałaby nadwyżka osób o takich kwalifikacjach. Równowaga popytu w 2018 r. wystąpiła w zaledwie 6 powiatach[5]. Z kolei, PWC prognozowało, że w 2016 r. luka na rynku pracy wynosiła już ok. 100 tys. kierowców[6]. – Nasze badanie potwierdza, że kierowcy w Polsce starzeją się, a młodzi stanowią w tej profesji mniejszość. Poza wymagającymi warunkami pracy, powodem takiej sytuacji jest także wysoki próg wejścia do zawodu, który zniechęca do zdobywania uprawnień. By nabyć potrzebne kwalifikacje, trzeba wydać sumę, która sięga prawie 9 tys. zł. Pojawiają się pomysły na rozwiązania problemu, np. w postaci wspólnego finansowania potrzebnych szkoleń z budżetu państwa i pracodawców. Branża wymaga dziś kompleksowych rozwiązań, pozwalających na zachowanie stabilnego rozwoju sektora transportowego, który w 2017 r. wygenerował 6 proc. całego PKB[7]. Choć ta gałąź gospodarki w ostatnich latach notuje wzrosty, to przewoźnicy mierzą się z problemem nie tylko braku rąk do pracy, ale także z coraz bardziej restrykcyjnymi regulacjami unijnymi – podsumowuje ekspert OCRK.

[1]https://ec.europa.eu/transport/road_safety/specialist/knowledge/fatique/risk_groups/professional_and_truck_drivers_en
[2] https://inconvenienttruck.eu/the-economics-of-trucks-industry/
[3] Badanie OCRK „Dokąd jeżdżą polscy kierowcy” zostało opracowane na podstawie danych statystycznych i informacji zebranych przez system OCRK od ok. 22 tys. kierowców w okresie: 1 stycznia – 30 czerwca 2018 r.
[4] https://www.itf-oecd.org/sites/default/files/docs/managing-transition-driverless-road-freight-transport.pdf
[5] https://www.mpips.gov.pl/aktualnosci-wszystkie/zatrudnienie-i-przeciwdzialanie-bezrobociu/art,9740,barometr-zawodow-2018.html
[6] https://www.pwc.pl/pl/publikacje/2016/rynek-pracy-kierowcow-w-polsce-raport-pwc.html
[7] Za GUS http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/transport-i-lacznosc/transport/

O crowdfundingu i jego zaletach opowiadają Marcin Maliszewski i Maciej Gajewski

Masz pomysł na ciekawe przedsięwzięcie, ale nie masz na to funduszy? Sponsor lub kredyt nie są rozwiązaniami dla Ciebie? Jest jeszcze jeden sposób, który w ostatnich latach zyskał ogromną popularność – crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe. O crowdfundingu i jego zaletach opowiada Marcin Maliszewski, prezes marki blinkee.city, która jako pierwsza będzie w  Polsce zbierać kapitał za pomocą platformy FundedByMe oraz Maciej Gajewski, CEO FundedByMe, czyli platformy crowdfundingu udziałowego o szwedzkich korzeniach, która od niedawna działa w Polsce.

Maciej Gajewski, CEO FundedByMe
Maciej Gajewski, CEO FundedByMe

Crowdfunding zawdzięcza swoją popularność prostocie mechanizmu oraz możliwości wspierania wielkich przedsięwzięć przy jednoczesnym zachowaniu minimalnych kosztów. Na platformach zajmujących się zbiórkami społecznościowymi można znaleźć przekrój przez wszystkie branże i udzielić wsparcia zarówno drobnym działalnościom artystycznym, jak i poważnym przedsięwzięciom biznesowym, prowadzonym na wielką skalę.

Wsparcie niejedno ma imię, czyli jakie są rodzaje zbiórek społecznościowych

Wraz ze wzrostem popularności zjawiska crowdfundingu mnożą się także jego odmiany, ale do najbardziej znanych należą dwie – zbiórka oparta na benefitach (reward based) i zbiórka udziałowa (equity based), czyli polegająca na otrzymaniu przez inwestora udziałów w przedsięwzięciu, jakie sponsoruje. Wyróżnić można jeszcze trzeci rodzaj, który przeznaczony jest dla działających już na rynku spółek, nie wykazujących jednak chęci sprzedaży pewnej puli udziałów – to tzw. crowdfunding dłużny (loan based), w którym inwestorzy udzielają spółce zwrotnego kredytu. – Zbiórka oparta na benefitach sprawdza się najlepiej przy projektach artystycznych, np. muzycznych, kiedy inwestorami są fani. W zamian za wsparcie oferuje się najczęściej coś unikalnego, np. możliwość otrzymania niepublikowanych utworów. Zresztą sama idea crowdfundingu wzięła się właśnie od branży muzycznej. W latach 90. zespół Marillion zwrócił się do fanów o pomoc finansową na rzecz wyprodukowania kolejnej płyty. Inicjatywa powiodła się i tak zespół wydał nie tylko ten, ale także kolejne albumy, zachowując przy tym całkowitą niezależność od wytwórni czy innych podmiotów, które mogłyby chcieć wpływać na ich twórczość. Zbiórka udziałowa dotyczy zwykle większych firm, które chcą zebrać fundusze na rozwój i tym samym oddać w ręce wpłacających pewną część udziałów w firmie. Ten model jest w Polsce jeszcze mało spopularyzowany, ale to może się szybko zmienić. FundedByMe lada dzień startuje z pierwszą polską kampanią – dla blinkee.city – mówi Maciej Gajewski. – Dzięki wsparciu inwestorów chcemy zagospodarować dziewiczy, skandynawski rynek scooter sharingu –  dodaje Marcin Maliszewski.

Dlaczego warto inwestować w crowdfunding?

Crowdfunding udziałowy dla inwestorów to szansa na zaangażowanie się w tworzenie dużego biznesu, przy jednoczesnym zachowaniu minimum formalności. Aby dokonać wpłaty należy zalogować się na platformie crowdfundingowej i zrobić przelew na kwotę, którą sami ustalimy, biorąc jednak pod uwagę przedział wyznaczony przez interesującą nas spółkę. Tym samym stajemy się inwestorami, którzy od tej pory są w posiadaniu puli udziałów. – To idea bazująca na zasadzie wzajemnej pomocy i łączenia sił, w której na końcu każdy z inwestorów staje się właścicielem części biznesu. Jednocześnie wolne jest to od wszelkich zawiłych spraw administracyjnych, które często zniechęcają do działań biznesowych – tłumaczy Marcin Maliszewski. Dla właścicieli spółki crowdfunding to z kolei sposób na pozyskanie nakładów finansowych bez kredytu, a więc możliwość prowadzenia dalszego rozwoju bez zbędnych obciążeń. To, o co trzeba zadbać, to dobra kampania crowdfundingowa, która zainteresuje potencjalnych inwestorów i skłoni ich do wsparcia naszego biznesu. – W FundedByMe firmy zawsze mogą liczyć na radę i nasze doświadczenie. Do tej pory na różnych rynkach krajowych udało nam się przeprowadzić z sukcesem prawie 470 kampanii crowdfundingowych. Polska to kolejny kraj, w którym chcemy przeprowadzać zbiórki społecznościowe. Zaczniemy od polskiego prekursora usługi wypożyczania skuterów elektrycznych, który chce teraz zaistnieć w Skandynawii – mówi Maciej Gajewski. Jaki plan na swoją szwedzką ekspansję ma marka blinkee.city?

blinkee.city chce podbić Skandynawię

Marcin Maliszewski, prezes marki blinkee.city
Marcin Maliszewski, prezes marki blinkee.city

Firma została założona przez trzech przedsiębiorców: braci Marcina i Pawła Maliszewskich oraz ich przyjaciela, Kamila Klepackiego. – Ciągnęło nas do własnego biznesu, a poza tym wszyscy byliśmy entuzjastami elektrycznych pojazdów. Łącząc te dwie sprawy, zdecydowaliśmy się na stworzenie marki blinkee.city, która będzie dawała mieszkańcom zatłoczonych miast szansę na szybkie przemieszczanie się w razie potrzeby – wspomina Maliszewski. Skutery stoją na ulicy, w miejscach, gdzie pozostawił je poprzedni użytkownik – nie trzeba szukać specjalnych parkingów czy garaży, by skorzystać z jazdy. Cała obsługa odbywa się za pomocą darmowej aplikacji – to w niej odnajdujemy na mapie najbliższą maszynę, uruchamiamy ją i płacimy za przejazd. Warto wspomnieć, że zarówno sama aplikacja, jak i elektronika w skuterach to w 100 proc. efekt pracy właścicieli, którzy sami wszystko zaprojektowali, a nawet składali pierwsze modele we własnym domu. W Polsce pomysł spotkał się z wielkim entuzjazmem użytkowników, w Walencji, Splicie i Budapeszcie – również. W globalnej flocie blinkee.city jeździ obecnie ok. 1000 maszyn. – Pierwsze kroki w zagranicznej ekspansji mamy już za sobą, ale wciąż chcemy więcej. Stąd pomysł na Skandynawię, która jest terenem nietkniętym, jeśli chodzi o usługę wypożyczania skuterów. W przyszłości chcielibyśmy stworzyć tam cały ekosystem elektrycznego transportu. Do tego jednak potrzebny jest kapitał na start, dlatego zdecydowaliśmy się na kampanię crowdfundingową, która nie tylko pozwala pozyskać fundusze, ale także przyczynia się do promocji marki i jej działalności. To wszystko procentuje w kolejnych etapach rozwoju – mówi Marcin Maliszewski. Jakiego rzędu kwotę blinkee.city chce uzyskać? – 200 tys. euro to kapitał jaki potrzebujemy, by wystartować z pełną mocą w Szwecji – tłumaczy Maliszewski.  – Według wstępnych założeń potrzeba ok. 100 – 150 inwestorów, żeby to osiągnąć. Nasze doświadczenie pokazuje, że zakładany cel jest jak najbardziej osiągalny – dodaje Maciej Gajewski.

Historia crowdfundingu pokazuje, że w ten sposób powstał już niejeden gigant biznesowy. Wystarczy wspomnieć choćby pierwsze na rynku smartwatche, czy polski sukces Biblii audio, na której zrealizowanie zebrano przeszło 850 tys. zł. FundedByMe, które teraz wesprze polską markę skuterów elektrycznych, ma już na swoim koncie sukces w branży elektromobilności – za pomocą platformy swój projekt mogła zrealizować firma Uniti, oferująca kompaktowy, miejski samochód elektryczny, który już w 2019 roku powinien trafić do sprzedaży. Teraz od polskich inwestorów będzie zależało, czy przyszły rok będzie należał także do skuterów blinkee.city w wydaniu skandynawskim.

Polsko-Koreańskie Forum Jądrowe – rozmowy biznesowe o współpracy w sektorze nuklearnym

20 września w Warszawie odbyło się Polsko-Koreańskie Forum Jądrowe. Przedstawiciele administracji rządowej i biznesu obu państw dyskutowali na temat potencjalnej współpracy przy projektach jądrowych, zarówno w Polsce jak i zagranicą. Forum, zainicjowane przez Korea Hydro & Nuclear Power, trzeciego na świecie właściciela i operatora elektrowni jądrowych, dało możliwość zaprezentowania technologii i wymiany doświadczeń również firmom z sektorów energetyki i budownictwa z Polski i Republiki Korei.

Jae-hoon Chung KHNP 2Forum objęła swoim patronatem Ambasada Republiki Korei w Polsce. „Szczególnie od października 2013 roku, kiedy dwoje naszych prezydentów zadeklarowało partnerstwo strategiczne, Polska i Korea są zobowiązane do wspólnego poszukiwania istotnych obszarów wzajemnie korzystnej współpracy. Biorąc pod uwagę redukcję emisji CO2 jak również bezpieczeństwo energetyczne, polski rząd aktywnie planuje nowy projekt budowy elektrowni jądrowej. Jako strategiczny partner Polski, Republika Korei jest gotowa wziąć udział w projekcie polskiej elektrowni jądrowej, na zasadzie obopólnych korzyści”, powiedział Sung-Joo Choi, Ambasador Republiki Korei w Polsce.

„Realizując projekt jądrowy polski rząd od samego początku przywiązuje wagę do możliwie dużego zaangażowania krajowego przemysłu, począwszy od etapu projektowania, poprzez sam etap budowy elektrowni, jej eksploatację i serwisowanie. Najwyższe wymagania i standardy obowiązujące w sektorze jądrowym pozytywnie wpłyną na rozwój sektora energetycznego w Polsce”, powiedział Zbigniew Kubacki, Z-ca Dyrektora Departamentu Energii Jądrowej Ministerstwa Energii.

„W realizacji projektu jądrowego upatrujemy również możliwości transferu technologii i podniesienia kompetencji, które będą mogły być wykorzystane w innych zaawansowanych branżach. Pragniemy zainteresować naszych koreańskich partnerów lokowaniem jądrowych inwestycji produkcyjnych w Polsce z perspektywą eksportu na rynki europejskie. Możemy doskonale połączyć polskie i koreańskie doświadczenie i kompetencje”, powiedział podczas wystąpienia na Forum Andrzej Sidło, Główny Specjalista w Departamencie Energii Jądrowej w Ministerstwie Energii.

Republika Korei od 2009 roku eksportuje swoje cywilne technologie jądrowe. Pierwszą umowę na realizację inwestycji zawarła ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Kontrakt objął wówczas budowę 4 bloków elektrowni jądrowej o mocy 5 600 MWe. „W latach siedemdziesiątych zakupiliśmy zagraniczne technologie jądrowe i od tego czasu nieprzerwanie inwestujemy w nie i je rozwijamy. KHNP włożyło ogrom pracy w stworzenie koreańskiego reaktora APR1400, który zakupiły ZEA. Obecnie z powodzeniem konkurujemy na rynkach międzynarodowych oferując zagranicznym partnerom nasze technologie. Właśnie na tym obszarze skupiamy nasze wysiłki. Prowadzimy rozmowy nt. budowy elektrowni jądrowych między innymi z Polską, Czechami i Arabią Saudyjską,” powiedział Jae-hoon Chung, Prezes KHNP.

Koreańskie firmy, takie jak KHNP, KEPCO E&C, KEPCO NF, KEPCO KPS, Doosan i Daewoo wzięły udział w Forum, aby rozmawiać z polskim biznesem. W wydarzeniu uczestniczyło również ponad 70 polskich firm zainteresowanych współpracą pomiędzy obydwoma krajami.

KHNP ma ponad 40 lat doświadczenia i jest solidnym i zaufanym dostawcą technologii nuklearnych, wspieranym przez rząd Korei. Obecnie zarządza 24 blokami jądrowymi w Republice Korei oraz buduje 5 kolejnych jednostek w kraju i 4 w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Budowa bloków w ZAE postępuje zgodnie z planem, co wyróżnia inwestycję na tle innych przedsięwzięć ze szczególnie narażonej na opóźnienia branży energetycznej. Firma koncentruje się na eksporcie technologii. W listopadzie 2017 roku reaktorowi nowej generacji APR1400 KHNP przyznano certyfikat European Utility Requirements (EUR). W efekcie firma ma pełne prawo zaopatrywać rynek europejski w energię zgodnie z lokalnymi normami.

Polsko-Koreańskie Forum Jądrowe zorganizowali: firma Korea Hydro & Nuclear Power, Koreańska Agencja Promocji Handlu i Inwestycji (KOTRA) oraz Koreańskie Stowarzyszenie Jądrowe na rzecz Współpracy Międzynarodowej (KNA) we współpracy z Ministerstwem Energii RP oraz Ambasadą Korei w Polsce.

Teraz z eBay paczka z Chin w 15 dni

Warszawa, 20 września 2018 r. – Ebay, jedna z największych platform sprzedażowych na świecie, wprowadził kolejne usprawnienie dla kupujących. Dzięki nowej usłudze wysyłkowej SpeedPAK, teraz na dostawę z Chin polscy konsumenci będą czekać tylko 15-18 dni roboczych.

Jak wynika z raportu „E-commerce w Polsce 2018”[1], prawie co czwarty polski internauta kupuje w zagranicznych e-sklepach, a co piąty zamawia produkty z Chin (raport PwC)[2]. Jak przyznaje 58% respondentów do zakupów w sieci motywuje ich różnorodność sposobów dostarczenia i odbioru zamówień. Jednocześnie 32% badanych przyznaje, że do częstszego robienia zakupów zachęcałby szybki czas dostawy. W odpowiedzi na oczekiwania konsumentów, eBay wprowadza kolejne udogodnienie.

SpeedPAK to nowa usługa wysyłkowa wspierająca handel transgraniczny oraz ułatwiająca konsumentom zamawianie produktów z Chin. Wewnętrzne dane eBay pokazują, że w stosunku do poprzedniego roku tylko w I kwartale 2018 roku import towarów z regionu Azji i Pacyfiku do Polski wzrósł o 40%, a najczęściej importowanymi produktami są elektronika oraz akcesoria do telefonów komórkowych. Dzięki współpracy z chińskim partnerem, Orange Connex Ltd., rozwiązanie SpeedPAK dostępne jest już teraz także na eBay.pl.

Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay
Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay

– Stale przyglądamy się zwyczajom zakupowym konsumentów na rynkach, na których jesteśmy obecni i staramy się wprowadzać rozwiązania ułatwiające im zakupy. W odpowiedzi na tak duże zainteresowanie produktami z Chin wprowadziliśmy usługę, dzięki której nawet milion produktów będzie możliwy do zamówienia z krótszym czasem dostawy mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

Główną zaletą nowego rozwiązania wysyłkowego jest szybszy niż dotychczas czas dostawy. Teraz, dla paczek z usługą SpeedPAK, czas dostarczenia przesyłki został skrócony do 15-18 dni roboczych. Dodatkowo SpeedPAK udostępnia także możliwość śledzenia zamówienia na różnych etapach jego dostawy. Rozwiązanie to pozwala platformie na kompleksowy nadzór i zarządzanie wysyłkami, co z kolei pozytywnie przekłada się na wrażenia zakupowe klientów.

[1] E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska.

[2] Raport PwC „Polacy na zakupach” 2018.

Strona internetowa dla firmy. Czego szukają przedsiębiorcy?

Firmowa strona www powinna mieć wersję na urządzenia mobilne, pozwalać właścicielowi na edytowanie treści i zawierać formularz kontaktowy – wynika z analizy serwisu Oferteo.pl. Co ciekawe, w odróżnieniu od wyników poprzednich edycji badania, przedsiębiorcy częściej zlecają wykonawcom przebudowę już istniejącej strony niż zaprojektowanie od początku całkowicie nowej.

Nowa wersja starej strony, firmy pamiętają o użytkownikach mobilnych

Jaką funkcjonalność ma mieć stronaW 2018 roku 71% zapytań złożonych w Oferteo.pl, największym polskim serwisie łączącym poszukujących usług z ich dostawcami, dotyczyło przebudowy istniejącej już firmowej strony. Tegoroczne wyniki świadczą o wyraźnym odwróceniu dotychczasowego trendu. W badaniu podsumowującym 2017 rok najczęściej zlecane było wykonanie całkowicie nowej strony, a przebudową istniejącej było zainteresowanych jedynie 9% firm.

Jaki rodzaj strony Cię interesuje Wyniki badania mogą świadczyć o tym, że firmy są raczej zadowolone z dotychczas posiadanych stron internetowych, a potrzebne były im najczęściej nowe funkcjonalności, często związane z dostosowaniem wyglądu strony do urządzeń mobilnych – komentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Dobrze, że przedsiębiorcy pamiętają o użytkownikach tabletów i smartfonów, zwłaszcza w epoce szybkiego wzrostu ruchu mobilnego w internecie.

Użytkownicy Oferteo.pl byli również zainteresowani wykonaniem projektu graficznego strony (16%) oraz zakodowaniem jej (3%). Przedmiotem prac najczęściej miała być strona firmowa, ale zlecenia dotyczyły także wykonania lub przebudowy sklepu internetowego, bloga czy serwisu tematycznego.

Wśród funkcjonalności, jakie miałaby nowa lub przebudowana strona www, najczęściej wskazywano możliwość edytowania zawartości przez właściciela (78%), formularz kontaktowy (70%), wersję strony na urządzenia mobilne (65%) oraz responsywność, czyli dopasowanie strony do rozmiaru okna (44%).

Strona potrzebna jak najszybciej

Aż 83% użytkowników Oferteo.pl potrzebowało szybkiego wykonania prac. Co czwarty oczekiwał realizacji zlecenia w ciągu miesiąca, natomiast aż 57% wskazało, że potrzebuje mieć gotową stronę jak najszybciej. Tylko 14% badanych było gotowych zaczekać na stronę trzy miesiące i dłużej. – Nic dziwnego, że zleceniodawcom zależy na czasie. Firmowa strona www to nie tylko wizytówka przedsiębiorstwa, ale i jedno z kluczowych narzędzi nawiązywania relacji z klientem. Widać to również w najczęściej wymienianych funkcjonalnościach. Aż trzy czwarte zleceniodawców chciałoby umieścić na swojej stronie internetowej formularz kontaktowypodsumowuje Karol Grygiel.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 700 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w 2018 roku przez podmioty zlecające wykonanie bądź przebudowę strony www.

GPW wprowadza zmiany na rynku instrumentów pochodnych

  • GPW wprowadza do obrotu kontrakty terminowe na akcje spółek z branży wysokich technologii: Livechat, Playway oraz Ten Square Games
  • Zmianie ulegają zasady obliczania i publikacji indeksów mWIG40, WIG20TR, mWIG40TR oraz sWIG80TR
  • KDPW_CCP z początkiem sierpnia rozpoczął publikację depozytów intraday dla wszystkich kontraktów indeksowych i akcyjnych

Nowe kontrakty akcyjne

24 września br. dla wybranych trzech spółek z branży wysokich technologii Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadzi po trzy serie kontraktów terminowych. Dotyczy to spółek Livechat, Playway oraz Ten Square Games notowanych na Głównym Rynku GPW. Kontrakty dla tych emitentów będą wygasać w grudniu 2018 r., marcu 2019 r. oraz czerwcu 2019 r. Mnożnik, czyli liczba akcji przypadająca na kontrakt, będzie wynosił 100 w przypadku wszystkich kontraktów.

Dzięki kontraktom terminowym na akcje spółek inwestorzy dostają możliwość zastosowania dźwigni finansowej,  w celu potencjalnego aktywniejszego zarabiania zarówno na wzrostach jak i spadkach cen akcji, a także zabezpieczania ryzyka zmiany ceny instrumentu bazowego. Wprowadzenie kontraktów terminowych na akcje kolejnych spółek wpisuje się w założenia inicjatywy strategicznej dotyczącej rozwoju rynku pochodnych. Jednakże w ramach wspomnianej inicjatywy Giełda pracuje także nad wprowadzeniem produktów inwestycyjnych zupełnie nowych pod względem konstrukcji, instrumentów bazowych, a także możliwości inwestycyjnych, dostosowanych do potrzeb inwestorów – mówi Izabela Olszewska, członek Zarządu GPW.

LiveChat jest spółką informatyczną działająca na globalnym rynku i oferująca w modelu SaaS (Software as a Service) produkt służący do komunikacji tekstowej odwiedzających stronę internetową z jej właścicielem. LiveChat Software ma ponad 25 tys. klientów z ponad 150 krajów. Akcje spółki notowane są w indeksie mWIG40.

Playway jest jednym z czołowych producentów oraz wydawców gier komputerowych i mobilnych w Polsce. Od powstania w 2011 r. spółka wyprodukowała i wydała 50 gier. Akcje spółki notowane są w indeksie sWIG80, a od 24 września będą w mWIG40.

Ten Square Games to jeden z największych w Polsce producentów i wydawców gier mobilnych. Specjalizuje się w grach o tematyce hobbystycznej. Gry Ten Square Games oferowane są na platformach mobilnych – iOS oraz Android oraz poprzez portale internetowe. Akcje spółki notowane są w indeksie sWIG80.

GPW wraz z KDPW_CCP pracuje także nad możliwością wprowadzenia (od stycznia 2019 r.) kontraktów na akcje pojedynczych spółek z mnożnikiem 1 i 10, co pozwoli na dodanie do palety dostępnych instrumentów kolejnych kontraktów na pojedyncze spółki, których oczekują inwestorzy.

Nowe zasady obliczania i publikacji indeksów

Od 24 września 2018 r. zmianie ulegają zasady obliczania i publikacji indeksów: mWIG40, WIG20TR, mWIG40TR oraz sWIG80TR.

Tabela 1. Zasady obliczania i publikacji indeksów

Indeks Publikacja przed zmianą Publikacja po zmianie
mWIG40 co 60 sekund co 15 sekund
WIG20TR, mWIG40TR i sWIG80TR 11:15 otwarcie,

15:15 po drugim fixingu

co 5 minut

Źródło: GPW

Zwiększenie częstotliwości publikacji wartości indeksu mWIG40 umożliwi podejmowanie bardziej efektywnych decyzji inwestycyjnych przez inwestorów indywidualnych otwierających pozycje na kontrakcie terminowym na indeks mWIG40. Inwestorzy dostaną szansę szybszej reakcji na rynku derywatów w związku ze zmianami cen akcji wchodzących w skład portfela indeksu mWIG40 – dodaje Izabela Olszewska.

Dzięki zmianie częstotliwości publikacji indeksów WIG20TR, mWIG40TR oraz sWIG80TR z trybu jednolitego na ciągły GPW chce zwiększyć atrakcyjność poszczególnych segmentów spółek wśród potencjalnych emitentów produktów ETF. Dzięki inwestycji w produkty ETF na GPW inwestorzy mają możliwość pasywnego inwestowania w dany indeks, korzystania z przejrzystej strategii inwestycyjnej i obniżenia kosztów inwestycyjnych poprzez relatywnie niskie opłaty za zarządzanie.

Publikacja depozytów intraday dla wszystkich kontraktów indeksowych i akcyjnych

Z początkiem sierpnia KDPW_CCP rozpoczął publikację depozytów intraday dla wszystkich kontraktów indeksowych i akcyjnych. Parametry intraday są publikowane z uwagi na zapotrzebowanie ze strony uczestników rozliczających KDPW_CCP (banków i biur maklerskich) w związku z odmiennym traktowaniem klientów deklarujących otwieranie i zamykanie pozycji w kontraktach terminowych tego samego dnia. Znosi to barierę wejścia dla inwestorów indywidualnych w postaci relatywnie wysokiego standardowego wstępnego depozytu zabezpieczającego. W przypadku bardziej aktywnych inwestorów wprowadzane zmiany pozwolą otwierać większe wolumenowo pozycje z zamiarem ich zamknięcia na tej samej sesji, przy dostępności tych samych środków finansowych lub angażować mniejsze środki finansowe w celu wykorzystania pozostałych środków na innych rynkach prowadzonych przez GPW.

Publikowanie przez KDPW_CCP informacji o wysokości depozytów intraday dla wszystkich kontraktów na indeksy oraz akcje to wsparcie dla uczestników rozliczających oferujących swoim klientom możliwość zastosowania niższego depozytu zabezpieczającego w przypadku otwierania oraz zamykania pozycji na tej samej sesji. Liczymy, że zachęci to do wzrostu wolumenów obrotu na rynku terminowym oraz pogłębi jego skalę, co wpłynie na zwiększenie jego atrakcyjności zarówno dla inwestorów krajowych, jak i zagranicznych – powiedział Sławomir Panasiuk, wiceprezes zarządu KDPW_CCP.

Obecnie depozyty intraday w przypadku kontraktów indeksowych wynoszą dla WIG20 – 2,70% (1195 zł dla serii U18), mWIG40 – 2,40% (949 zł dla serii U18) – dane na 18.09.2018 r. Daje to odpowiednio wysokość dźwigni finansowej 1/37 dla FW20 oraz 1/42 dla FW40.

W przypadku kontraktów terminowych na akcje spółek przeciętny depozyt intraday wynosi 7,29% wobec przeciętnego depozytu EOD (End of Day) na poziomie 11,29%.

Tabela 2. Przykładowe wielkości depozytów zabezpieczających i stopień dźwigni finansowej

Spółka Depozyt EOD

(%)

Depozyt intraday

(%)

Wartość depozytu intraday (w PLN) Dźwignia finansowa (depozyt intraday)
CDPROJEKT 17,00 10,10 1 831,13 1/10
JSW 18,60 6,10 407,11 1/16
GPW 8,40 4,90 191,59 1/20
KGHM 12,50 6,20 514,41 1/16
PEKAO 12,80 4,70 502,43 1/21
PGNIG 8,20 5,60 332,64 1/18
PKOBP 11,10 5,40 215,35 1/19
PZU 7,80 4,60 179,26 1/22

Źródło: www.kdpwccp.pl; dane na podstawie kursu zamknięcia kontraktów akcyjnych serii U18 na sesji 17.09.2018 r.

Notowania i handel TRX (TRON) na BitBay

BitBay ogłosił dodanie waluty TRON oraz chińskiej wersji językowej. Od czerwca BitBay dodał aż dziesięć nowych monet, wydał tryb BitBay PRO oraz kantor FIAT. Teraz użytkownicy mogą również handlować TRX w parach z Bitcoinem, dolarem amerykańskim, polskim złotym i euro.

„BitBay to jedna z największych giełd cyfrowych aktywów w Europie. Notowanie TRX na BitBay to kolejny kamień milowy dla nas, znaczący krok TRONa na rynku europejskim. Wierzymy, że współpraca między nami zapewni użytkownikom więcej kanałów zakupów, bezpieczniejszych i wygodniejszych. Będzie to współpraca, dzięki której wszyscy wygrywają. „- mówi Justin Sun, założyciel i CEO TRON.

„TRON to ambitny projekt. Nie mamy wątpliwości, że jego protokół jest jednym z największych systemów operacyjnych na świecie, opartym na sieci blockchain. Z dumą dodajemy TRX na BitBay i przedstawiamy go naszym użytkownikom. Mamy nadzieję, że konkurs dla traderów jeszcze bardziej zwróci uwagę na TRONa „- podsumowuje Patryk Kadlec, Wiceprezes, Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu platformy BitBay.

TRON przeszedł istotną zmianę 31 maja 2018 roku. Uruchomiono wówczas sieć główną, własną blockchain blokadę, więc TRON stał się pełnoprawną kryptowalutą i nie jest już tokenem opartym na standardach ETH i ERC20. Odkopanie bloku TRX zajmuje 15 sekund, a wydajność sieci pozwala na wykonanie 2 000 transakcji na sekundę!

Całkowita kapitalizacja rynkowa kryptowaluty TRON (TRX) wynosi 1,926 miliarda USD, co czyni ją 13-tą kryptowalutą w światowym rankingu. Całodobowy wolumen przekracza 105 milionów USD, a obecna średnia cena rynkowa TRX wynosi 0,019 USD. Najbardziej imponującym faktem dotyczącym TRX jest stosunek TPS (transakcje na sekundę). Podczas gdy Bitcoin ma 3-6 TPS, Ethereum ma około 25 TPS, Tron osiągnął poziom ponad 2000 TPS, co czyni go jedną z najszybszych kryptowalut opartych na własnym blockchainie.

Fiskus chce znać adres IP klienta banku. Co na to RODO?

W celu zapewnienia sobie jeszcze większych możliwości inwigilacji podatników fiskus chce, aby banki przekazywały mu adresy IP swoich klientów. Problem w tym, że w maju 2018 r. zaczęło obowiązywać w Polsce RODO, a adres IP należy do danych osobowych, które podlegają ochronie.

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Rządowy projekt ustawy z dnia 4 czerwca 2018 r. o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw rozszerza obowiązki informacyjne instytucji obowiązanych na temat swoich klientów. Do zawartego w art. 119zr katalogu danych, jakie banki oraz spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe mają przekazywać fiskusowi, dołączą adresy IP, z których:

– następowały logowania do usług bankowości elektronicznej umożliwiających dostęp do rachunku podmiotu kwalifikowanego, wraz ze wskazaniem osoby, która dokonała logowania oraz daty i godziny tych logowań,

– zostały złożone dyspozycje przeprowadzenia transakcji dotyczących rachunku podmiotu kwalifikowanego, wraz ze wskazaniem osoby, która złożyła dyspozycję oraz daty i godziny złożenia tych dyspozycji (www.sejm.gov.pl druk 2626).

Jak wynika z art. 119zg pkt 4 obowiązującej Ordynacji podatkowej, grupę podmiotów kwalifikowanych stanowią głównie przedsiębiorcy. Powyższe informacje będą przesyłane do organów podatkowych za pomocą systemu teleinformatycznego izby rozliczeniowej, w skrócie STIR, powołanego ustawą z dnia 24 listopada 2017 r. o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych (Dz.U. 2017 r., poz. 2491).

Rozszerzenie inwigilacji

To nie koniec katalogu instrumentów, w jakie mają zostać wyposażeni urzędnicy skarbowi celem inwigilacji podatników. Banki i SKOK-i będą też przesyłać informacje na temat danych identyfikacyjnych beneficjentów rzeczywistych środków, pełnomocników właściciela rachunku, numeru rachunku VAT oraz rachunku wirtualnego, a także o innych blokadach i zajęciach obciążających rachunek. Od 1 stycznia 2018 r. każdy czynny podatnik VAT musi przesyłać ewidencję VAT zakupów i sprzedaży w postaci jednolitego pliku kontrolnego, który pozwala fiskusowi na bieżąco prześwietlać działalność firm od strony księgowo-rachunkowej. Od 1 lipca 2018 r. obowiązek ten rozciąga się także na pozostałe formy ewidencyjne danych w postaci JPK, które muszą być przez przedsiębiorców gromadzone i dostarczane organom podatkowym na ich żądanie.

Rozporządzenie o ochronie danych osobowych

25 maja 2018 r. zaczęło obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.U. UE z 04.05.2016 r., L119/1).

Rozporządzenie o ochronie danych osobowych, nazywane w skrócie RODO, zgodnie ze swoją nazwą roztacza szczególną opiekę nad tymi wrażliwymi i istotnymi dla osób fizycznych danymi. Powstaje zatem pytanie, czy adres IP należy zaliczyć do kategorii danych osobowych? Jeśli tak, to dostęp do niego winien być objęty szczególną ochroną rozporządzenia.

Adres IP to dane osobowe

19 października 2016 r. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że jeśli istnieją prawne środki, których zastosowanie umożliwi zidentyfikowanie osoby na podstawie danych z jej adresu IP, to adres IP należy uznać za dane osobowe (wyrok TSUE z 19.10.2016 r., w sprawie C‑582/14 Patrick Breyer przeciw Niemcy).

Zgodnie z zawartą w art. 4 pkt 1 RODO definicją oraz tożsamą ujętą w art. 6 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych: „za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej” (Dz.U. z 2016 r. poz. 922). O tym, że adres IP stanowi dane osobowe przesądził sam Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych: „Opinia Grupy Roboczej ds. Ochrony Danych, powołanej przez Parlament Europejski i Radę Europejską (rozdz. III pkt 3 przykład 15) uznała literalnie adres IP za dane dotyczące osoby możliwej do zidentyfikowania (…) W związku z powyższym należy uznać, że w przypadkach, gdy adres IP jest na stałe lub na dłuższy okres czasu przypisany do konkretnego urządzenia, które przypisane jest z kolei konkretnemu użytkownikowi, należy uznać, że stanowi on daną osobową” (www.giodo.gov.pl).

Fiskus wie

Resort finansów nie ukrywa tego, że adres IP stanowi dane osobowe podlegające ochronie RODO. Jednakże jako podstawę prawną legitymującą do pozyskiwania informacji o adresie IP podmiotu kwalifikowanego wskazuje art. 6 ust. 1 lit. e) tego rozporządzenia, uznający „za zgodne z prawem przetwarzanie danych, które jest niezbędne do wykonania zadania realizowanego w interesie publicznym lub w ramach sprawowania władzy publicznej powierzonej administratorowi” (uzasadnienie Rządowego projektu ustawy z dnia 4 czerwca 2018 r. o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa, www.sejm.gov.pl).

Pomysłodawcy zmian przyznają również, że prawo do pozyskiwania informacji o adresach IP podatników już przysługuje fiskusowi. Na podstawie art. 114 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 16 listopada 2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej funkcjonariusze wykonujący czynności operacyjno-rozpoznawcze mogą uzyskiwać dane generowane w ramach usług świadczonych drogą elektroniczną m.in. w celu zapobiegania przestępstwom skarbowym (Dz.U. z 2016 r., poz. 1047 z późn.zm.).

Tajemnica bankowa

Po co więc fiskus obstaje za wprowadzeniem przepisów zezwalających na pozyskanie informacji o danych adresu IP, skoro – jak sam twierdzi – już takowe istnieją? Najpewniej chce zapewnić sobie jasność i pewność co do możliwości stosowania tego środka inwigilacji podatników. Wskazana regulacja ustawy o KAS nie posługuje się bowiem pojęciem adresu IP, co może służyć podatnikom jako argument w sporze sądowo-administracyjnym z organami fiskusa.

Pozyskiwanie przez organy skarbowe informacji na temat adresów IP w związku z wykonywanymi operacjami na rachunkach bankowych będzie oznaczało konieczność naruszenia instytucji tajemnicy bankowej. Art. 127a ust. 1 ustawy o KAS zezwala jej szefowi oraz naczelnikowi urzędu celno-skarbowego na dostęp do takich informacji. Jednak w myśl ust. 3 tego artykułu do tego celu organy muszą uzyskać zgodę sądu: „…Szef Krajowej Administracji Skarbowej oraz naczelnik urzędu celno-skarbowego mogą korzystać z przetwarzanych przez banki informacji stanowiących tajemnicę bankową (…) Informacje i dane, o których mowa w ust. 1, udostępnia się nieodpłatnie na podstawie postanowienia wydanego na pisemny wniosek Szefa Krajowej Administracji Skarbowej albo naczelnika urzędu celno-skarbowego przez sąd okręgowy właściwy miejscowo ze względu na siedzibę wnioskującego organu” (Dz.U. z 2016 r., poz. 1047 z późn.zm.).

Ochrona prawa do prywatności

24 kwietnia 2018 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że pozyskanie przez organy ścigania informacji na temat użytkownika adresu IP bez wcześniejszego uzyskania nakazu sądu stanowi naruszenie art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, czyli prawa do poszanowania życia prywatnego (wyrok ETPC w sprawie Benedik v. Slovenia nr 62357/14).

Proponowane zmiany Ordynacji podatkowej mają zalegalizować naruszanie tego prawa. Ponadto fiskus nie będzie musiał występować do instytucji obowiązanych z prośbą o informacje na temat adresów IP, bo za pośrednictwem systemu STIR banki i SKOK-i będą je przesyłać automatycznie. A tu może pojawić się kolejne niekorzystne zjawisko. Wiele firm używa bowiem wirtualnych sieci prywatnych, czyli tzw. VPN-ów, umożliwiających korzystanie z serwerów innej zagranicznej lokalizacji. Nie wiadomo jak na takie „zagraniczne” transakcje bankowe będzie reagował czujny STIR.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rośnie rentowność amerykańskich obligacji

Wall Street w środę miała tylko jedno zadanie – pokazać, czy jej prawdziwe oblicze zobaczyliśmy w poniedziałek (spadki indeksów), czy we wtorek (zwyżki). Nie było nowych impulsów, które mogłyby pokierować rynkami, więc bardziej prawdopodobne było dążenie do ustanowienie nowych rekordów albo wejście rynków w stan wyczekiwania na nowe impulsy.

W środę w USA opublikowany został raport o sierpniowej liczbie rozpoczętych budów domów i pozwoleń na ich budowę. Dowiedzieliśmy się, że rozpoczęto o 9,2% więcej niż w lipcu budów (oczekiwano 5,3%) i wydano o 5,7% mniej pozwoleń (oczekiwano wzrostu o 0,6%).

W środę na rynku surowcowym ropie pomógł raport o zmianie zapasów ropy i paliw, dzięki czemu pokonała poziom 70 USD i wyrysowała formacje podwójnego dna. Teoretycznie zapowiada to wzrost ceny przynajmniej do 76 USD.

Dla Wall Street ważne było to, że rosła rentowność obligacji USA, Rentowność dziesięcioletnich obligacji pokonała znowu poziom 3%, co znacznie zwiększa prawdopodobieństwo trwałego wybicia z 30. letniego kanału trendu spadkowego.

Gracze jednak na razie nie widzą zagrożeń (a powinni). Wręcz przeciwnie – zyskiwał sektor bankowy, bo wyższe stropy bankom będą pomagały w wypracowaniu wyższych zysków. Wzrost ceny ropy pomagał sektorowi paliowemu. NASDAQ jednak nieco tracił, więc S&P 500, indeks szerokiego rynku, stanął w rozkroku i trzymał się blisko poziomu neutralnego. Tak się też ta sesja zakończyła – S&P 500 mikroskopijnie zyskał, a NASDAQ nieznacznie stracił.

W Polsce w środę GUS opublikował raport o dynamice produkcji w sierpniu. Dowiedzieliśmy się, że produkcja wzrosła o 5% r/r (oczekiwano 5,2%). Produkcja po uwzględnieniu czynników sezonowych też wzrosła o jedynie 5%. Dane na pozór były słabe, ale wynikało to z wysokiej bazy w sierpniu 2018 roku. Poza tym wysoka temperatura i szczyt sezonu urlopowego tez produkcji nie pomagały. Doskonale zachowała się produkcja budowlano-montażowa – wzrost o 20,0% r/r.

GPW we wtorek przed południem pokazywała, że w tygodniu z wygasaniem kontraktów na WIG20 nie należy oczekiwać sesji o dużym znaczeniu prognostycznym. Owszem, WIG20 rozpoczął sesję od wzrostu – podobnie jak inne indeksy europejskie, ale po 30 minutach zanurkował i zabarwił się na czerwono. Honor blue chipów ratowały wzrosty cen akcji PKO BP i Pekao.

Po tym ataku podaży WIG20 powoli wracał do poziomu neutralnego. Rósł mWIG40, ale spadał sWIG80. Po południu WIG20 już spokojnie rósł. W okolicach pobudki w USA zyskiwał nawet wtedy, kiedy na innych giełdach trwał marazm połączony z osuwaniem się indeksów.

Dopiero przed rozpoczęciem sesji w USA indeksy przez chwilę osunęły się, ale szybko wróciły do poprzednich poziomów, a potem szybko WIG20 powędrował wyżej. Zyskiwał już około półtora procent, ale znowu (podobno jak we wtorek) popyt nieco „odpuścił”. Indeks zyskał jednak 1,26%. Zyskał też (0,66% mWIG40), nieznacznie stracił sWIG80.

Teoretycznie duży wzrost obrotu kazałby powiedzieć, że rynek kieruje się na północ. Szczególnie, że skompilowany indeks rynków rozwijających się też się tam przesuwa. Nie dostaliśmy jeszcze jednak technicznych sygnałów kupna, a piątkowe wygasanie linii kontraktów nadal wykoślawia obraz rynku.

Piotr Kuczyński, Główny Analityk Dom Inwestycyjny Xelion

Proces umacniania złotego zdaje się wstępnie hamować

Wczorajsze dane makro z Polski były dość złożone. Tak np. produkcja przemysłowa w sierpniu miała wzrosnąć o 5,2 proc. r/r, zwiększyła się natomiast tylko o 5 proc. Produkcja budowlano-montażowa miała się zwiększyć o 18 proc., było jednak aż 20 proc. Z tej perspektywy zatem mamy przebicie prognozy. Wypada też dodać, iż wzrosły wskaźniki ufności konsumenckiej, zarówno bieżący, jak i wyprzedzający.

USD/PLN jest na 3,6670 – nisko, przy wsparciu poniekąd, ale i tak powyżej dołka z końca sierpnia, który wypadł przy 3,6380. Proces umacniania złotego zdaje się wstępnie hamować. Podobnie na EUR/PLN, gdzie mamy 4,2880 i nie jest wcale pewne, że zejdziemy do 4,2620-80, jak w sierpniu.

O 10:00 w Norwegii prawdopodobnie podwyższona zostanie stopa procentowa, mianowicie z 0,50 proc. do 0,75 proc. O 10:30 poznamy dane z Wielkiej Brytanii o sprzedaży detalicznej za sierpień. Oczekuje się wyników: -0,2 proc. m/m oraz +2,3 proc. r/r. W tle mamy natomiast niepokoje co do ostatecznego kształtu porozumienia brexitowego. Wczoraj premier Irlandii mówił, iż nie wydaje mu się, by nastąpił realny postęp w stosunku do marca, zaś Jean-Claude Juncker twierdził, iż do wyniku rozmów jeszcze daleko. Z drugiej strony premier Theresa May zapewniała, iż Brytyjczycy pozostają w jednej, wielkiej rodzinie z obywatelami UE i że tak będzie nawet po Brexicie. GBP/EUR przeżył pewne wahania, ale w gruncie rzeczy nie były one duże. Od 17 września wykres krąży w zakresie 1,1230 – 1,1285 (mniej więcej). Wcześniej mieliśmy kilka sesji konsolidacji na nieco niższych poziomach. Istotne jest to, że złamano linię trendu spadkowego, ciągnącą się od kwietniowego maksimum (ok. 1,1580) do sierpniowego dołka na 1,10.

Na eurodolarze mamy ok. 1,17. Tu sytuacja też nie jest szczególnie przebojowa, wykres skonsolidował się dość wąsko, a to i tak część konsolidacji nieco szerszej, trwającej od maja, z małą przerwą na kawałek sierpnia, gdy dolar wzmocnił się nad wyraz. O 14:30 poznamy indeks Philadelphia Fed i informację o tygodniowej liczbie wniosków o zasiłek, o 16:00 mamy dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym USA oraz o indeksie wyprzedzającym Conference Board.

Warto oczywiście będzie zerknąć o 14:00 na protokół z obrad RPP, jakkolwiek wielkiego przełomu nikt nie oczekuje. Nastawienie Rady najpewniej okaże się stabilizacyjne: trzymać obecne stopy jeszcze długo, może i cały przyszły rok.

Tomasz Witczak, Financial Markets Center Management Sp. z o.o.

InnoEnergy ogłasza nabór start-upów z zakresu magazynowania energii. Do wygrania 100 000 euro

InnoEnergy, największy w Europie fundusz inwestujący w rozwiązania z obszaru energii, cleantech, mobilności oraz szeroko pojętych technologii smart, ogłasza nabór start-upów z dziedziny magazynowania energii elektrycznej. Piętnaście z najbardziej innowacyjnych start-upów otrzyma dostosowane wartościowe pakiety usług, a najlepszy z nich zostanie uhonorowany nagrodą finansową w wysokości 100 000 euro.

W ramach współpracy z European Battery Alliance (EBA), InnoEnergy ma na celu wsparcie start-upów z innowacyjnymi technologiami oraz modelami biznesowymi w zakresie magazynowania energii. Przedmiotem szczególnego zainteresowania są innowacje w zakresie magazynowania energii elektrycznej możliwe do zastosowania w transporcie, sieciach energetycznych, rozproszonego i mobilnego przechowywania energii lub poprawiające efektywność energetyczną i redukujące emisję gazów cieplarnianych.

Najlepsi otrzymają miejsce w jednym z programów akceleracyjnych InnoEnergy – Highway™ lub Boostway™, oraz pakiety wsparcia, szkoleń, usług oraz finansowania. Program Highway to praktyczne podejście do wsparcia start-upów na wczesnym etapie rozwoju, które pomaga w komercjalizacji produktów. Program Boostway natomiast umożliwia zwiększenie skali prowadzonego biznesu.

European Battery Alliance rozpoczął swoją działalność w 2017 r. w celu stworzenia konkurencyjnego i zrównoważonego łańcucha wartości w zakresie produkcji baterii w Europie. W ramach EBA InnoEnergy współpracuje z ponad 120 podmiotami, a celem jest mocna pozycja europejskich graczy na nowym rynku, który do 2025 r. może być warty 250 miliardów euro.

– Działając jako zaufany partner, jesteśmy tu po to, by przyśpieszyć proces komercjalizacji, jedną z największych potrzeb biznesowych naszych partnerów. Dzięki naszemu wyjątkowemu ekosystemowi, oferujemy start-upom niespotykany dostęp do wszystkiego, czego potrzebują, aby ich innowacyjne pomysły osiągnęły sukces – komentuje Elena Bou, Dyrektor ds. Innowacji, InnoEnergy.

Wybrani kandydaci uzyskają dostęp do sieci ponad 385 partnerów, w tym do sieci aniołów biznesu, europejskiej społeczności funduszy Venture Capital oraz publicznych instytucji finansowych. Start-upy mogą liczyć również na doradztwo i mentoring członków zarządów, a także udział w europejskich wydarzeniach z dziedziny energetyki, w tym The Business Booster – corocznej konferencji organizowanej przez InnoEnergy, podczas której można zapoznać się ze start-upami oraz ich innowacjami.

– Aby wspierać dekarbonizację transportu i energetyki poprzez elektryfikację, Europa potrzebuje innowacyjnych rozwiązań magazynowania energii. Naszą misją jest znajdowanie firm z unikalnymi i innowacyjnymi koncepcjami, produktami i rozwiązaniami, które mogą być częścią łańcucha zrównoważonej produkcji baterii – dodaje Bo Normark, ekspert do spraw magazynowania energii i inteligentnych sieci przesyłu w Innoenergy.

Nabór będzie otwarty do 30 października 2018 r, a proces oceny składa się z 5 etapów: wstępnej aplikacji, wewnętrznej oceny, pięciominutowej sesji video oraz oceny zewnętrznych ekspertów. Po ostatnim etapie, 30 kandydatów podzieli się swoimi pomysłami z dwoma równoległymi składami sędziowskimi i wybranych zostanie 15 laureatów. Podczas uroczystości planowanej na luty 2019 r. zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości 100 000 euro.

Wnioskodawcy będą oceniani według następujących kryteriów:

  • Innowacyjność biznesowa
  • Value proposition
  • Wielkość potencjalnego rynku
  • Skalowalność produktu / usługi
  • Zespół założycielski i struktura własności
  • Przewaga konkurencyjna
  • Pozytywne oddziaływanie
  • Możliwość wykorzystania InnoEnergy jako partnera