Prezent z jajem – Jak zaskoczyć kolegę w 18 urodziny?

Dzień, w którym wkracza się dorosłość to prawdopodobnie najbardziej celebrowane urodziny w życiu. To zrozumiałe, jest się już pełnoletnim, co oznacza większą niezależność i kompletnie inne spojrzenie na świat. Odzwierciedlenie tego stanu rzeczy powinno znaleźć się też w prezentach.

Nie powinno się oszczędzać na podarunku dla solenizanta. Zazwyczaj, oprócz koperty z pieniędzmi, wręcza się takiej osobie jakąś pamiątkę. Młodzi ludzie najbardziej doceniają prezenty dowcipne i oryginalne, a wybór takich jest bardzo duży.

Co najbardziej ucieszy solenizanta?

Podczas osiemnastych urodzin prawdopodobnie największe emocje wzbudza alkohol. Osiągając wiek, w którym można go wreszcie legalnie spożywać, rozmaite trunki stają się motywem przewodnim wielu osiemnastek. Przejawia się to choćby w prezentach. Częstym wyborem okazują się grawerowane, drewniane skrzynki na butelki z piwem, imienne kufle, lampki i kieliszki, a nawet całe beczułki do przechowywania napitków. Pamiątki takie nie stanowią ogromnego wydatku, natomiast z pewnością przypadną do gustu każdej osobie z poczuciem humoru. Są praktyczne i bardzo stylowo wyglądają w barku albo na półce. Szukając inspiracji, warto jest odwiedzić stronę internetową eprezenty.pl/prezent_na_18_urodziny,c,3497, gdzie widnieją dziesiątki podobnych pomysłów.

Bądź oryginalny ze swoim prezentem!

Zastanawiając się nad idealnym podarunkiem trzeba również wziąć pod uwagę, że nie jesteś jedynym, który planuje wręczyć coś danej osobie. Jeśli nie chcesz ryzykować duplikatu, to postaraj się o coś bardziej unikalnego. Jeśli posiadasz fotografię z solenizantem, która upamiętnia ważne dla was chwile, to bardzo łatwo jest przekształcić ją w ciekawą ozdobę. Nowością są specjalne fotoobrazy, które łączą zdjęcie z kolorową, interesującą oprawą graficzną. Inną opcją są dowcipne dyplomy gratulujące osiągnięcia pełnoletności. Bez obaw, nawet jeśli brak ci umiejętności plastycznych, nie musisz męczyć się z nimi sam. Tego typu, indywidualne pamiątki można zakupić na eprezenty.pl w bardzo atrakcyjnej cenie. Zobacz także stronę naszego partnera: https://nagrody.pl/

Bezrobocie w sierpniu br. wyniosło 5,8 proc. i było o 0,1 pkt proc. niższe niż w lipcu – podał GUS

Przyczyną pozytywnych zmian na rynku pracy jest cały czas wysokie zapotrzebowanie na pracę w polskiej gospodarce i towarzyszący temu wzrost płac. W wielu miejscach stopa bezrobocia jest bardzo niska, na poziomie 2-3 proc., co oznacza, że wyczerpane zostały zasoby pracy jakim były rejestry bezrobotnych. Zapotrzebowania pracodawców nie zaspokajają również pracownicy z sąsiednich krajów m. in. z Ukrainy.

Aby dalej zatrudnienie mogło rosnąć należy zwiększyć mobilność osób bezrobotnych i biernych zawodowo. Chodzi o te osoby, które nie mogą znaleźć pracy w miejscu zamieszkania. Przeszkodą są często bariery związane z organizacją transportu publicznego. Brak dogodnych i stałych połączeń skutkuje ograniczeniem możliwości podejmowania aktywności zawodowej, szczególnie na terenach oddalonych od ośrodków przemysłowych i skupiających usługi.

Konieczne jest również prowadzenie długofalowej polityki migracyjnej nastawionej na pozyskanie wykwalifikowanych pracowników z możliwością ich integracji. Z uwagi na niskie wskaźniki aktywności zawodowej Polaków zasadne byłoby też dokonanie przeglądu systemu świadczeń społecznych pod kątem tworzenia zachęt do dezaktywizacji lub aktywizacji zawodowej.

Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Widmo głodowych emerytur wisi na Polakami. Ratunkiem mogą być jedynie większe oszczędności

Problemy demograficzne, niski poziom oszczędności oraz duży opór społeczny przed podwyższeniem wieku emerytalnego to główne przyczyny katastrofalnych prognoz dotyczących przyszłości polskiego systemu emerytalnego. Ubiegłoroczne dane OECD wskazują, iż relacja przyszłej emerytury do ostatniej pensji netto w przypadku osób wchodzących na rynek pracy wyniesie jedynie 38,6 proc., przy średniej dla wszystkich państw OECD na poziomie 69,1 proc. To według ekspertów Aforti Holding niewystarczający próg do zaspokojenia nawet podstawowych potrzeb życiowych przyszłych emerytów. Przed głodowymi emeryturami Polaków mogą uratować jedynie większe oszczędności.

Paweł Opoka, dyrektor zarządzający, Aforti Holding / Grupa AFORTI
Paweł Opoka, wiceprezes zarządu Aforti Holding / Grupa AFORTI

Prognozowana wysokość emerytur czy też sam problem wynikający z obowiązkowego wieku emerytalnego należą do tematów, które jak bumerang wracają do debaty publicznej. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż są to aspekty dotyczące każdego pracującego obywatela i w większości przypadków zadecydują o tym, jak będzie wyglądać nasze życie po zakończeniu kariery zawodowej.

Niestety w większości krajów, w tym także w Polsce, bez stanowczych kroków mających na celu poprawę systemu emerytalnego, przyszłe świadczenia mogą znaleźć się poniżej granicy umożliwiającej zaspokajanie podstawowych potrzeb. Tej świadomości brakuje obywatelom, którzy nie godząc się na ustępstwa względem narzucanych przepisów, powinni mieć świadomość, iż własną emeryturę będą musieli zbudować w oparciu o prywatne oszczędności.

Czarne chmury nad polskim systemem emerytalnym

W zależności od tego czy sięgniemy po raport OECD Pensions at a Glance 2017, czy też prognozy samego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), przewidywania dotyczące emerytur polskich obywateli w obu przypadkach wyglądają katastrofalnie. Według OECD stopa zastąpienia, czyli relacja emerytury do ostatniej pensji, w przypadku osób mających aktualnie 20 lat wyniesie w Polsce 38,6 proc., co jest drugim najsłabszym wynikiem w całym zestawieniu. Gorzej wypada tylko Meksyk, a wyprzedzają nas m.in.: Słowacja – 83,8 proc., Czechy – 60 proc. oraz inne kraje regionu, jak Estonia – 57,4 proc. czy też Węgry – 89,6proc., przy średniej dla wszystkich państw OECD na poziomie 69,1 proc.

Wątpliwości nie pozostawiają również prognozy ZUSu, które dodatkowo wskazują jak dużym obciążeniem dla Skarbu Państwa będzie w przyszłości utrzymanie całego systemu emerytalnego. Według analiz już w 2030 roku różnica między wpływami a wydatkami funduszu emerytalnego wyniesie od niecałych 50 mld złotych do nawet 80 mld złotych per minus. O tym, że jest bardzo źle świadczy też fakt, że są to wyliczenia, które nie uwzględniają dokonanej 2 lata temu obniżki wieku emerytalnego, co oznacza, że w praktyce sytuacja będzie jeszcze gorsza i jeszcze droższa. Mówiąc wprost – obecna forma systemu emerytalnego musi ulec zmianie, gdyż w innym przypadku deficyt funduszu emerytalnego będzie pokrywany z wpływów budżetowych, a jeśli tych będzie niewystarczająco, zapłacimy za to wyższymi podatkami, na czym ucierpią obywatele oraz gospodarka.

Dlaczego jest tak źle?

Główną przyczyną tak pesymistycznych prognoz emerytalnych jest słaba sytuacja demograficzna, która dotyka większości krajów Unii Europejskiej, w tym Polski. Według prognoz ZUSu liczba osób znajdujących się w wieku produkcyjnym do 2030 roku może spaść o ok. 6-8 mln, przy wzroście liczby osób znajdujących w wieku poprodukcyjnym aż o 0,5-1 mln. Z kolei inne dostępne dane wskazują, że już w 2050 roku na jednego emeryta przypadać będzie jedna osoba pracująca, czyli o dwie osoby mniej niż aktualnie, co w znaczący sposób przełoży się na stopień zastąpienia emerytury w stosunku do ostatniej pensji.

Kolejnym istotnym aspektem jest niska skłonność Polaków do oszczędzania. W zależności od dostępnych statystyk, przy stopie oszczędności na poziomie niecałych 20proc. nasz kraj znajduje się na trzeciej lub czwartej pozycji od końca, ustępując miejsca dużo biedniejszej Rumunii oraz Bułgarii. Podsumowując, zarówno w kwestii emerytury państwowej, jak i w kwestii budowania własnej poduszki finansowej, wypadamy bardzo słabo. A mamy się przecież o co martwić, gdyż chodzi o naszą przyszłość. Stąd każdą inicjatywę mającą na celu zmianę tego stanu rzeczy, należy uznać za pozytywną.

Oszczędności receptą na niskie świadczenia emerytalne

Wobec tak pesymistycznych prognoz emerytalnych należy zintensyfikować własne działania, mające na celu zgromadzenie oszczędności, które zostaną wykorzystane po zakończeniu pracy zarobkowej.

W pierwszej kolejności są to Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) oraz Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), które nie dość, że pozwalają regularnie zwiększać swoje oszczędności, to zwalniają jednocześnie płacących – po osiągnięciu odpowiedniego wieku – z podatku od zysków kapitałowych. Co więcej, środki przekazywane na IKZE można odliczyć od podstawy opodatkowania. Inną korzystną dla przyszłych emerytów możliwością są nowo powstałe Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK), w których do naszej składki, oprócz nas samych, część kwoty wnosi zarówno zakład pracy, jak i państwo. Według założeń każdy pracownik może dobrowolnie zgodzić się na przekazanie w ramach PPK od 2 do 4 proc. swojej pensji. Kolejne 1,5-2 proc. dołoży pracodawca, natomiast z budżetu otrzymamy jednorazową wpłatę powitalną w wysokości 250 złotych, do której każdego roku dopłacane będzie kolejnych 240 złotych.

Podsumowując – istnieje szereg narzędzi, które można wykorzystać do powiększania naszych oszczędności już na emeryturze, począwszy od wspomnianych IKE, IKZE i PPK, przez zyskujące na popularności obligacje Skarbu Państwa i obligacje korporacyjne, aż po tradycyjne lokaty bankowe. Kluczowe jest to, że systematycznie odkładając już niewielkie kwoty, jesteśmy w stanie utworzyć bezpieczną poduszkę finansową, z której będziemy mogli korzystać po przejściu na emeryturę.

Paweł Opoka, wiceprezes zarządu Aforti Holding / Grupa AFORTI

Relacja z IX edycji Międzynarodowego Kongresu Faktoringu

Ponad 250 uczestników zgromadziła tegoroczna, dziewiąta już edycja Międzynarodowego Kongresu Faktoringu organizowana przez Polski Związek Faktorów. Przygotowano dla nich bogaty program merytoryczny oparty na trzech przekrojowych prezentacjach i trzech panelach dyskusyjnych. Całość poprzedził porywający wykład motywacyjny Jurka Owsiaka. Kluczowymi tematami branżowymi były: rozwój i zastosowanie nowych technologii w finansach i faktoringu, opinie klientów korzystających z tych usług, a także najważniejsze zmiany w otoczeniu prawnym. Zainaugurowano kampanię „Wolne Faktury – bez zakazu cesji” oraz przekrojowe badania nastawienia przedsiębiorców do faktoringu. Uczestnicy Kongresu jednomyślnie podkreślają, że mimo zauważalnych osiągnięć i znakomitych wyników finansowych, największe sukcesy rynek ma jeszcze przed sobą.

Rynek faktoringowy już po raz dziewiąty spotykał się na największym w Polsce wydarzeniu poświęconym tej usłudze. Międzynarodowy Kongres Faktoringu na mapie konferencji branży finansowej wypracował sobie silną pozycję i uznanie. Przez lata przyciągnął szerokie grono wiernych słuchaczy i uczestników zarówno z Polski, jak i ze świata. Omawiane są tu najważniejsze problemy i wyzwania stojące przed dostawcami usług faktoringowych zarówno w kraju, jak i na innych rynkach.

W tym roku dyskutowano przede wszystkim o innowacjach w faktoringu i finansach. Sektor przyciąga znaczącą liczbę fintechów, co dowodzi, że usługa ma ogromny potencjał dla adaptowania nowych technologii. Podobnie, jak w ubiegłym roku, swoimi spostrzeżeniami podzielili się także klienci korzystający z faktoringu. Ich doświadczenia stanowią bezcenne wskazówki dla dalszego rozwoju sektora.

Gośćmi specjalnymi Kongresu byli:

  • Jerzy Owsiak, prezes zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy,
  • John Brehcist, Advocacy Director FCI,

Działaj i idź naprzód!

Tegoroczną edycję Kongresu otworzyło porywające spotkanie z Jurkiem Owsiakiem, prezesem Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Już w pierwszych sekundach wystąpienia zachwycił on publiczność i nie zwolnił tempa do samego końca. Przedstawił początki swojej niezwykłej inicjatywy, która po 25 latach należy do największych na świecie przedsięwzięć filantropijnych.

Imponował pomysłowością, przebojowością i szczerością, a przy tym niezłomną chęcią niesienia pomocy i łączenia wokół niej ludzi, niezależnie od pojawiających się przeciwności. Zawsze koncentrował się na realizacji celów, jakimi są: ochrona zdrowia, ratowanie życia chorych osób, w szczególności dzieci i działanie na rzecz poprawy stanu ich zdrowia, a także promocja zdrowia i profilaktyki zdrowotnej.

W ciągu 26. Finałów Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała i przekazała na wsparcie polskiej medycyny sumę ponad 1 miliarda złotych. Jej wolontariusze co roku, niezależnie od pogody wspólnie ze wszystkimi Polakami zbierają środki na konkretny, wcześniej wytyczony przez Fundację medyczny cel. Do tej pory zbierano między innymi dla:

  • Kardiochirurgii dziecięcej
  • Ratowania życia dzieci poszkodowanych w wypadkach
  • Ratowania życie niemowląt i dzieci młodszych
  • Ratowanie życia dzieci z chorobami nerek
  • Ratowanie życia dzieci z wadami wrodzonymi
  • Nowoczesne metody diagnostyki i leczenia w neonatologii i pediatrii
  • Dzieci z chorobami onkologicznymi
  • Godnej opieki medycznej seniorów

Ale to nie wszystko. Od kilku lat Jurek Owsiak organizuje także na przełomie lipca i sierpnia, w Kostrzynie nad Odrą, ogromny letni Festiwal muzyczny – Pol’and’Rock (dawniej Przystanek Woodstock).

Menedżerom i praktykom faktoringu i finansów zarekomendował wiele cennych porad. Wskazał długofalowe i bezcenne korzyści wynikające z zaangażowania w codzienną pracę. – Bądźcie cierpliwi i nieustępliwi. Róbcie najlepiej jak potraficie swoją robotę. Nie idźcie do “focha”, idźcie tam gdzie jest ruch. Idźcie tam, gdzie są pomysły, gdzie jest kreatywność. Zachowajcie swoją różnorodność, ale miejcie w sobie energię. Patrzcie na świat od strony pozytywów – mówił Jurek Owsiak.

Polska na faktoringowej mapie świata

Pierwszą część merytoryczną rozpoczął rzut oka na sytuację na światowym rynku finansowania działalności przedsiębiorstw w oparciu faktury. Sektor ten wciąż dynamicznie się rozwija. Jego obroty wynoszą 2,5 biliona euro. Rosną one z tempie 9 proc. rocznie. Rynek europejski stanowi w nim przeważającą cześć, sięgającą 2/3. Rozwija się w podobnym tempie, 7 proc. w skali roku.

Polski rynek faktoringu jest na ósmym miejscu w Europie. Stanowi blisko 3 proc. europejskich obrotów faktoringowych. Rozwija się jednak szybciej niż na zachodzie Europy. W ostatnim roku wzrósł o 16,7 proc.

Na całym świecie rynek ten jest ściśle skorelowany ze stanem gospodarki. – Dalszy rozwój światowego rynku faktoringu będzie ściśle związany z PKB. Tam, gdzie PKB będzie rosło, wzrastać będzie także nasz sektor – zauważa John Brehcist z FCI, międzynarodowej organizacji faktoringowej.

Finansowanie będzie się rozwijać

Dzięki szybszemu niż w zamożniejszych krajach Starego Kontynentu rozwojowi rynek w faktoringu w Polsce wypracował w 2017 r. obroty na poziomie 185 mld zł. Obsługiwał wówczas nieco ponad 9 tys. odbiorców. Rok wcześniej jego obroty sięgały niespełna 159 mld zł. W ciagu 10 lat sektor urósł aż 5,5 – krotnie.

Najpopularniejszą formą faktoringu stał się faktoring pełny. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w 2017 r. w jego ramach ponad 104 mld zł wierzytelności. Istotą tej formy finansowania jest przeniesienie ryzyka z klienta na faktora w sytuacji, gdy kontrahent mający zapłacić fakturę stanie się niewypłacalny. Wówczas to faktor będzie dochodzić roszczeń wynikających z należności i będzie o nie występować tylko i wyłącznie wobec dłużnika. To bardzo wygodne rozwiązanie z punktu widzenia przedsiębiorców.

– Dla wielu przedsiębiorców korzystających z faktoringu szybki dostęp do środków na finansowanie bieżącej działalności to nie wszystko. Oczekują także ochrony przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi. Faktoring pełny zdejmuje z nich to ryzyko, stanowiąc bezcenną „poduszkę” finansową na wypadek nieprzewidzianych trudności handlowych – wyjaśnia Sebastian Grabek, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów.

W 2018 r. rozwój rynku jeszcze przyspieszył. Po pierwszym półroczu zanotowano 27,5 – procentowy wzrost obrotów w porównaniu wynikami sprzed roku.

Potrzeba więcej edukacji

Jednak przed faktorami wciąż jeszcze wiele pracy. Opóźnienia w otrzymywaniu płatności od kontrahentów są wciąż największym problemem, z jakim borykają się obecnie polscy przedsiębiorcy, wynika z badania postrzegania faktoringu, przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Polskiego Związku Faktorów. Jednocześnie niska jest gotowość do zapłaty za pozbycie się takiego ryzyka. Deklaruje ją niespełna 20 proc. przedsiębiorców. Kolejnych trzech na dziesięciu się waha.

Winę za to ponosi w znacznej mierze ich stan wiedzy na temat korzyści wynikających z finansowania w formie faktoringu. Satysfakcjonuje on niewiele ponad jedną trzecią ankietowanych. Dlatego niełatwo jest im rekomendować to rozwiązanie innym. Mimo tego, więcej niż czterech na dziesięciu badanych dobrze ocenia faktoring, a połowa wyraża w tej kwestii zdanie ambiwalentne.

– Z faktoringu korzysta obecnie 15 proc. respondentów. Podkreślają oni, że usprawnia to płynność finansową, pozwala przezwyciężyć problemy z wypłacalnością kontrahentów, szybciej uzyskać pieniądze oraz zwiększyć kontrolę nad płatnościami. Aby poszerzyć grono odbiorców warto zaangażować więcej starań w edukowanie przedsiębiorców – podkreśla Marek Lekki, dyrektor zarządzający ARC Rynek i Opinia, która realizowała badanie.

Czas na „Wolne Faktury”

Jednym z głównych wniosków z tegorocznej edycji Kongresu Faktoringu jest konieczność uwolnienia przedsiębiorców od barier w sięganiu po środki na działalność. Zakaz cesji powinien zniknąć, bo powoduje zatory płatnicze. Dlatego rynek rusza z kampanią „Wolne Faktury – bez zakazu cesji”. Chce też szerzej edukować przedsiębiorców. Potrzebę tę sami wskazali oni w badaniu, przeprowadzonym przez Polski Związek Faktorów.

Kampania „Wolne Faktury – bez zakazu cesji” ma uzmysłowić decydentom, że przepisy blokujące polskim firmom swobodny rozwój, utrudniają jednocześnie utrzymanie dynamicznego tempa rozwoju gospodarczego. Zatory płatnicze, z którymi chce walczyć rząd biorą się między innymi właśnie z zakazu cesji wierzytelności.

– Klienci zwracają nam uwagę, że odbiorcy ich towarów i usług wprowadzają do kontraktów klauzule zakazujące cesji wierzytelności wynikających z faktur wystawionych na podstawie tych kontraktów, czym blokują dostawcom możliwość sięgnięcia po finansowanie w oparciu o te faktury. Powoduje to, że nasi klienci niejednokrotnie wycofują się w przyszłości z zaopatrywania takich kontrahentów na czym tracą obie strony. Zakaz cesji powoli staje się więc klauzulą, która nikomu już nie przynosi korzyści. Traci natomiast gospodarka i wraz z nią budżet państwa – wskazuje Jerzy Dąbrowski, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów.

Mikrofirmom pomogą faktoringowe fintechy

Na rynku faktoringowym przybywa klientów wywodzących się z grupy mikroprzedsiębiorstw. Ich obsługę biorą na siebie przede wszystkim fintechy, oferujące przyspieszone procesy weryfikacji i minimalne formalności.

– Oferta jaką kierują do swoich klientów fintechy różni się od tej, jaką świadczą podmioty obsługujące większe firmy. Klienci korzystają z naszych usług przede wszystkim w celu utrzymania płynności, przychodzą do nas po prostu po finansowanie. Także i sposób dostarczania oferty jest więc inny. Wykorzystujemy przede wszystkim narzędzia elektroniczne i procesy online. Autoryzacja transakcji odbywa poprzez sms-a, a potwierdzenie cesji dokonywane jest drogą mailową – wyjaśnia Daniel Mączyński z Pragma Faktoring

Ten segment rynku faktoringowe dopiero dojrzewa. Pod względem liczby klientów i generowanych obrotów działające na nim podmioty nie konkurują jeszcze z dostawcami tradycyjnego finansowania w oparciu o faktury.

– Faktorzy kierujący ofertę do mikrofirm mają dziś ok. 20 tys. klientów. W 2018 r. powinni oni osiągnąć obroty na na poziomie 0,5 mld zł. Mimo że na tle całego rynku jest to część niewielka, segment ten ma przed sobą ogromny potencjał – mówi Michał Pawlik, prezes zarządu SMEO.

Wtórują mu Peter Brinsley, dyrektor zarządzający Point Forward i Gilles Sablin z Advanced Trade Growth Fund. Potwierdzają, że doświadczenia rynków zagranicznych wskazują, iż mikroprzedsiębiorcy konkurują między sobą także zdolnością do zachowania płynności finansowej, co skłania ich do sięgania po finansowanie.

„Złote Pióro PZF” i wyróżnienia dla menedżerów

Jak co roku Polski Związek Faktorów nagrodził też laureatów w konkursie „Złote Pióro” 2018 na najlepsze prace dyplomowe, poświęconą faktoringowi.

W kategorii na najlepszą pracę magisterską nagrodę główną „Złote Pióro PZF” przyznano Maciejowi Groszykowi ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie za pracę magisterską pt. “Ryzyko operacyjne w działalności faktorów”.

Wyróżnienie za pracę licencjacką otrzymała Patrycja Grabowska z Akademii WSB za pracę pt. „Faktoring jako narzędzie zarządzania płynnością finansową w przedsiębiorstwie”.

Komitet Wykonawczy Polskiego Związku Faktorów serdecznie gratuluje laureatom!

Ale na tym nie koniec części uroczystej. Komitet Wykonawczy PZF uhonorował dwie osoby najbardziej zasłużone dla rozwoju branży faktoringowej w Polsce. Honorowe członkostwo w PZF nadano dwóm dawnym przewodniczącym: Mirosławowi Jakowieckiemu i Dariuszowi Steciowi.

Obaj związani są z rynkiem faktoringu od początku jego funkcjonowania. Kierowali podmiotami należącymi do najważniejszych graczy. Ich wkład w rozwój sektora to także łącznie 10 lat kierowania Komitetem Wykonawczym Polskiego Związku Faktorów.

PZF i cały rynek serdecznie dziękują za lata współpracy!

Klienci doceniają faktoring

Podobnie jak w ubiegłym roku, swoimi spostrzeżeniami na temat faktoringu podzieli się klienci, korzystający z oferty. Rynek stara się wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom, dlatego panel dyskusyjny, w którym głos zabierają odbiorcy usługi, na stałe wszedł do programu Kongresu.

– Jednym z ważniejszych kierunków w jakim podąża obsługa faktoringu jest automatyzacja procesów. Pamiętamy czasy, kiedy klienci przychodzili do faktorów z pudełkiem faktur, które należało zarejestrować, zaksięgować i w oparciu o nie przyznać finansowanie. Od tego czasu rynek zrobił ogromny skok, jednak przed nami ciagle wiele wyzwań, jakie stawiają przede wszystkim sami klienci – mówi Małgorzata Szymańska, dyrektor Departamentu Faktoringu Banku Ochrony Środowiska, prowadząca dyskusję.

Opinie klientów potwierdzają, że inwestowanie w obsługę jest z ich punktu widzenia najważniejszym kierunkiem.

– Z perspektywy biura skarbnika, które ze swej natury nie opiera się na licznej kadrze, każde usprawnienie procesów i wykorzystanie narzędzi zdalnej obsługi jest dużym ułatwieniem. Podążanie nadal tym torem jest najbliższe oczekiwaniom podmiotów korzystających z finansowania – potwierdza Justyna Nałęcz – Chmielewska, zastępca dyrektora Działu Finansów PKP Energetyka.

– Podmiot, który obsługuje zarówno dużo koncerny, jak i niewielkich odbiorców może korzystać z szerokiego limitu faktoringowego tylko wówczas, gdy w jego obsłudze uwzględniona zostanie specyfika i jednych, i drugich. Dlatego także ważne jest upraszczanie procedur przyznawania finansowania, aby korzystać z niego na podstawie faktur wystawianych także mniejszym odbiorcom – dodaje Paweł Bielski, prezes zarządu Polski Gaz SA i prezes Polskiej Izby Gazu Płynnego.

Wysyp zmian prawnych

Ostatnią część merytoryczną poświęcono dyskusji na temat zmieniających się przepisów prawa. W ostatnim roku zarówno przedsiębiorcy, jak i rynek finansowy, zostali zasypani nowymi regulacjami. Split payment, jednolity plik kontrolny, ustawa o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy, tzw. AML, rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), ustawa o przeciwdziałaniu wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych, tzw. STIR – to tylko niektóre z nich. Mają one kolosalny wpływ na funkcjonowanie zarówno na prowadzących działalność, jak i podmioty wspierające ich finansowaniem.

Eksperci zauważają, że nowe rozwiązania nie zawsze mają negatywny wpływ na dzialalność. Pozytywnym zjawiskiem jest dialog pomiędzy Ministerstwem Finansów a rynkami.

– Wiele obaw, które pojawiały się przed nowelizacją split payment nie potwierdziło się. Ministerstwo uwzględniło szereg postulatów środowiska zarówno bankowego, jak i faktoringowej, a także przedstawiło objaśnienia, mające wesprzeć zainteresowanych od strony interpretacyjnej – zauważa Tadeusz Białek, dyrektor Zespołu Prawno – Legislacyjnego Związku Banków Polskich.

Tegoroczna edycja Kongresu Faktoringu była niezwykle udana. Zaprezentowano wiele ciekawych informacji, wskazano szereg ciekawych kierunków, w których nasza branża powinna podążać i podzielono się mnóstwem twórczych przemyśleń, które z pewnością zaowocują w niedalekiej przyszłości.

– Nasz rynek działa równie długo co Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Mamy na koncie wiele sukcesów. Światowy sektor faktoringowy rośnie w tempie 9 proc. rocznie, europejski – 7 proc. Natomiast polski faktoring rośnie 17 proc. rocznie i jeszcze przyspiesza. Mamy wiele powodów do zadowolenia. Mamy też przed sobą wiele wyzwań i życzyłbym sobie i wszystkim Państwu, abyśmy spotykając się za rok, mogli podzielić się także sukcesami na tym polu – podsumował Sebastian Grabek, przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Głównym sponsorem tegorocznego Kongresu Faktoringu była firma Novabase.
Sponsorami spotkania były także firmy: AsitisCRIFeSourcing oraz HPD Software.
Partnerem merytorycznym był FCI.

Partnerami medialnymi byli natomiast: Dziennik Gazeta PrawnaBankNowoczesny Bank SpółdzielczyMy Company PolskaLife and MoreOutsourcing and MoreEuropejska FirmaGazeta MSP, a także portale: AleBank.plFintek.plCEO.com.plOutsourcingPortalMSPortalBiznes2BiznesBCR oraz TRF News.

Euro ma obecnie więcej przyjaciół niż wrogów. Kurs zwyżkuje

Rynki są podatne na przereagowanie pod wpływem zaskakujących nagłówków niezależnie od tego, jak absurdalnie ten nagłówek brzmi. Wczoraj słowa prezesa EBC Draghiego odnośnie oczekiwań dotyczących przyszłej inflacji zostały odczytane jako coś więcej, niż w rzeczywistości były. EUR ma obecnie więcej przyjaciół niż wrogów.

Prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi powiedział wczoraj, że stabilny profil inflacji kryje w sobie „względnie energiczny” wzrost bazowej inflacji oraz powtórzył swoją „pewność, że wzrost płac będzie kontynuowany”. Jak na gołębio nastawionego bankiera centralnego takie słowa mogłyby zabrzmieć zaskakująco i ich waga mogłaby być znaczna, pod warunkiem że sygnalizowałaby rychła zmianę podejścia w polityce monetarnej. Ale takiej zmiany nie będzie, gdyż Draghi powtórzył wcześniejszą deklarację EBC, że stopy procentowe nie będą zmieniane co najmniej „przez całe lato” przyszłego roku. Na marginesie zastanawiam się, jak skomplikowanej konstrukcji słownej trzeba użyć, żeby zwrócić uwagę na mało rozwojowy temat? Problem w tym, że Draghi nie mówił o tym, jaka inflacja jest obecnie, ale jakiej bank centralny spodziewa się w swoich prognozach. Stąd uważam za dość zyskującą skalę reakcji EUR po słowach prezesa i bardziej zrozumiałe jest dla mnie szybkie wygaszenie tego ruchu w kolejnych godzinach. Jednocześnie to pokazuje, gdzie obecnie leży wrażliwość rynku – byle pretekst, by uzasadnić wzrosty EUR, jest skrzętnie wykorzystywany, tym bardziej jeśli pozwala na rewizję oczekiwań dotyczących przyszłej strategii EBC. Mam obawy, czy rynek nie buduje pozycji na fałszywych założeniach, ale dla EUR będzie to problem dopiero wtedy, kiedy te założenia zostaną zakwestionowane. Dziś usłyszymy komentarze od Praeta i Coeure z EBC, które mogą nam rozjaśnić sytuację. Do tego czasu rynek chce kupować EUR i nie należy mu stawać na drodze.

EUR/USD pozostaje głównym wehikułem przejawu optymizmu wobec EUR, co też pomaga innym europejskim walutom (jak SEK, NOK, ale też GBP). W międzyczasie rentowności obligacji skarbowych USA idą do góry (dziś rano 10-latki są powyżej 3,10 proc.), co podtrzymuje pozytywnie z nimi skorelowany popyt na USD/JPY. Wraca za to presja na AUD i NZD w obliczu wciąż obecnego niepokoju o eskalację wojen handlowych. Wszytko to jednak generuje umiarkowane ruchy, gdyż generalnie rynek czeka, ile wstrząsów zapewni jutrzejsza decyzja FOMC. A Fed ma powody, by pozostać konstruktywnie jastrzębi i dbać podwyższone oczekiwania dotyczące długości cyklu podwyżek. W kalendarzu na dziś widnieje jedynie indeks nastrojów konsumentów z USA, który w takim tygodniu, jak ten, może przejść bez echa. Poza tym uwaga na nagłówki z wypowiedziami ważnych osób z banków centralnych i rządów. Zwyczajne rzeczy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ekonomiści: Szanse na realny powrót do niższych stawek VAT są równe zeru

Tymczasowe, podwyższone stawki podatku od towarów i usług wprowadzono tylko na trzy lata, a obowiązują już siódmy rok. Zdaniem większości ekspertów, szanse na to, że zamiast 8 i 23 proc. wyniosą odpowiednio 7 i 22 proc. są mało realne. Jak twierdzą specjaliści, dla zwykłego Kowalskiego ma to i tak niewielkie znaczenie. Jeżeli rodzina z dwójką dzieci ponosi obecnie dodatkowo 30-50 zł miesięcznie, to wcale nie oznaczałoby, że te pieniądze trafią z powrotem do jej kieszeni. I chociaż jedni ekonomiści uważają, że wrócenie do sytuacji sprzed podwyżki może przyczynić się do wzrostu konkurencji i spadku cen, to inni oceniają, że różnicę i tak zatrzymaliby sprzedawcy. Natomiast komentatorzy są zgodni co do tego, że gdyby doszło do pogorszenia koniunktury, to raczej zwiększyłoby się opodatkowanie, niż obniżyło.

Rekordowe wpływy

Formalnie podwyższone stawki VAT obowiązują tylko do końca roku, jak przypomina prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy. Chodzi o dwie główne – z 23 proc. na 22 proc. i z 8 proc. na 7 proc. oraz te o mniejszym znaczeniu. Jedna dotyczy tzw. faktur VAT RR dla rolników ryczałtowych i obniżki z 7 do 6,5 proc. oraz ryczałtu dla taksówkarzy z 4 do 3 proc. –  wylicza prof. Modzelewski. Jeżeli ustawa o podatku od towarów i usług nie zostanie znowelizowana od 1 stycznia 2019 roku, to nastąpi powrót do stawek z roku 2010.

– Z punktu widzenia konsumenta, im mniejszy jest VAT, tym lepiej. Ceny są niższe, a tym samym na więcej możemy sobie pozwolić. Natomiast trzeba też pamiętać, że budżet państwa ma swoje zobowiązania, jak np. bezpieczeństwo wewnętrzne, zewnętrzne, edukacja, zdrowie, emerytury, a także 500 plus czy ostatnio wprowadzone 300 plus. Z czegoś trzeba je finansować, a jedynym skutecznym źródłem są podatki, w tym VAT – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Ubiegłoroczne wpływy do budżetu z tytułu VAT wyniosły 158,4 mld zł. Ze względu na wysoki wzrost gospodarczy (o 4,6 proc.), w tym duże zwiększenie konsumpcji gospodarstw domowych (o 4,8 proc.) i zmianę jej struktury oraz uszczelnienie systemu podatkowego, zyski z podatku VAT były o 30 miliardów złotych wyższe niż rok wcześniej. Dochód z powodu tymczasowej podwyżki to kilka miliardów złotych rocznie. Prof. Modzelewski szacuje je na 7-9 mld zł, a dr Starczewska-Krzysztoszek – na 8-9 mld zł, uwzględniając dynamikę z 2017 roku.

– Wpływy z VAT-u są rekordowe. Ale trzeba pamiętać, żeby pilnować deficytu budżetowego i długu publicznego w stosunku do PKB. W Konstytucji mamy bowiem zapisane, że dług publiczny nie powinien przekroczyć 60 proc. Produktu Krajowego Brutto. Jednocześnie kryteria z Maastricht zobowiązują nas do nieprzekraczania 3 proc. deficytu budżetowego w stosunku do PKB. Dlatego – chociaż jesteśmy w momencie bardzo dobrej koniunktury – pamiętajmy, że jej osłabienie nadejdzie. To oznacza, że wpływy do budżetu będą mniejsze, a wydatki pozostaną takie same – zaznacza dr Starczewska-Krzysztoszek.

Dlatego specjalnie chyba nikogo nie dziwi, że w „Założeniach budżetu państwa na 2019 r.”, przyjętych przez Radę Ministrów 12 czerwca 2018 roku, pojawia się też i takie, że „stawki VAT pozostaną na poziomie obowiązujących w 2018 roku”. Ich podwyżki wprowadziła jeszcze w roku 2010 nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług. Początkowo miały obowiązywać od 1 stycznia 2011 roku do 31 grudnia 2013 roku, ale później przedłużono je do końca 2016 roku. Kiedy do władzy doszła obecna większość parlamentarna, to dumnie zapowiadała, że powrócą niższe ciężary fiskalne, ale ostatecznie zdecydowała o ich utrzymaniu do grudnia 2018 roku.

Polacy na tym tracą?

– Podwyższona stawka VAT to dla czteroosobowej rodziny dodatkowy wydatek rzędu 30-50 zł miesięcznie. Jaki dokładnie – zależy to od struktury budżetów domowych. Inna jest np. sytuacja emeryta niż młodego, wielodzietnego małżeństwa. Mają oni przecież różne potrzeby i koszty – wyjaśnia ekonomista i analityk Marek Zuber.

Co ciekawe, powrót do niższej stawki VAT nie oznaczałby wcale, że 1 procent podatku trafiłby do portfela podatników. Skorzystaliby na tym raczej sprzedawcy i sieci handlowe. Tak uważa prof. Modzelewski. Jak stwierdza, prawdopodobieństwo, że zmniejszenie VAT-u wiązałoby się z obniżeniem cen detalicznych jest równe zeru. W ocenie byłe wiceministra finansów, byłaby to premia, podnosząca zyski sprzedawców. A to z kolei wiązałyby się ze zwiększonym popytem wewnętrznym i wzrostem podaży. Z makroekonomicznego punktu widzenia można byłoby uzyskać nawet półprocentowy, bądź niewiele mniejszy (0,4 proc.) wzrost PKB.

– Gdyby przywrócono niższy VAT, to kwota, wnikająca z różnicy między stawkami, nie zostałaby przejęta przez sprzedających, m.in. ze względu na dużą konkurencję. Nie znaczy to, że ceny spadłyby o 1 pkt. procentowy, chociażby z powodu presji płacowej, ale tak czy inaczej prawie 1 proc. zostałby w  rodzinnych portfelach. Jednak – moim zdaniem – nie ma szans na powrót do obniżonej stawki VAT w najbliższym czasie, tym bardziej że dobra koniunktura się kończy – twierdzi Marek Zuber.

Być może przyszły rok będzie dużo gorszy od obecnego i rząd, mając różne zobowiązania, będzie starał się raczej zwiększać opodatkowanie. To w zasadzie już zaczął robić, zapowiadając między innymi tzw. daninę solidarnościową czy podatek od centrów handlowych i dużych biurowców. W takiej sytuacji trudno oczekiwać obniżki VAT-u.

– Taka ewentualność, jak powrót do niższych stawek, pojawiłaby się jedynie wówczas, gdyby ministerstwo poszło w kierunku ujednolicenia VAT-u. Ale jednocześnie uważam, że jest to mało prawdopodobne. Przy takiej daninie, stawka podstawowa mogłaby być mniejsza niż obecne 23 proc. A te niższe, szczególnie 8 procent, musiałyby być wyraźnie wyższe niż teraz. Poza tym nie widzę możliwości, by nie tylko w ciągu najbliższych dwóch lat, ale i dłuższego czasu stawka VAT była niższa – dodaje Marek Zuber.

Bez wpływu na decyzje zakupowe

Według głównego ekonomisty X Trade Brokers, doktora Przemysława Kwietnia, nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla obniżania stawki VAT poza obietnicą, że podniesienie jej było tymczasowe. W jego opinii, gospodarka nie potrzebuje pieniędzy, które trafiłyby do niej z obniżki VAT-u, gdyż korzysta z wyjątkowo sprzyjającej koniunktury przy wysokim wzroście gospodarczym. Ale taka sytuacja, ze względu na cykle koniunkturalne – może ulec zmianie.

– Przywrócenia niższych stawek nie oczekiwałabym na pewno ani im  dalej w przyszłość, tym jest to mniej prawdopodobne, bo kiedyś przyjdzie osłabienie koniunktury i wpływy podatkowe do budżetu będą mniejsze, a wydatki pozostaną na tym samym poziomie. I raczej martwiłabym się taką sytuacją, czy za trzy, cztery lata rząd, żeby ratować sytuację budżetową, nie będzie myślał nad tym, czy nie podnieść obecnej stawki podatku VAT z 23 na 24 procent – stwierdza dr Starczewska-Krzysztoszek.

– Nie byłoby korzystne obniżanie VAT-u, by za chwilę podnosić inne podatki, bardziej szkodliwe dla wzrostu gospodarczego. Moim zdaniem, powrót do niższych stawek przełożyłby się na spadek cen, ale nie w stosunku 1:1, bo takie zmiany są częściowo amortyzowane w marżach, więc raczej należałoby się spodziewać spadku inflacji o 0,4 proc. Jeżeli wynagrodzenia, po jej uwzględnieniu, rosną o ponad 4 proc. to fakt, czy zapłacimy o niecałe pół procenta taniej, nie ma zbyt dużego znaczenia dla decyzji konsumpcyjnych – podkreśla dr Kwiecień.

W ocenie eksperta, środki zaoszczędzone na pozostawieniu wyższej stawki VAT znacznie lepiej byłoby wykorzystać na odejście od pomysłu zniesienia limitu wymiaru składek ZUS. Jego zlikwidowanie bowiem, jak ocenia dr Kwiecień, jeszcze bardziej skomplikuje sytuację na już dość trudnym rynku pracy, który dziś stanowi jedną z kluczowych barier inwestycyjnych, na dodatek pogorszy sytuację finansów publicznych w dłuższym terminie.

Polacy wysyłają coraz mniej SMS-ów

Główny Urząd Statystyczny opublikował właśnie raport „Poczta i telekomunikacja – wyniki działalności w 2017 roku”, z którego wynika, że Polacy w ubiegłym roku wysłali 49,2 mld SMS-ów, prawie miliard mniej niż w 2016 roku. Oznacza to, że w 2017 roku każdy abonent polskich sieci nadał średnio 944 krótkie wiadomości tekstowe, o 22 mniej niż 12 miesięcy wcześniej. Rośnie za to liczba nadanych MMS-ów, których w ubiegłym roku w Polsce wysłano 1,4 mld.

Spadek popularności SMS-ów w ruchu między użytkownikami widoczny jest od kilku lat. Z danych GUS wynika, że liczba wysłanych wiadomości po raz pierwszy od 2010 roku spadła poniżej 50 miliardów. Szczyt popularności SMS-y osiągnęły w 2012 roku, gdy użytkownicy polskich sieci wysłali ich ponad 62 miliardy. Od tamtego czasu ich liczba spadła o ponad 20 procent.

– Ustalenia z raportu GUS wcale nas nie zaskakują. – mówi Kamila Górna, Business Development Manager w firmie Infobip zajmującej się marketingiem mobilnym. – SMS-y odgrywają coraz mniejszą rolę w komunikacji między użytkownikami końcowymi, którzy coraz chętniej sięgają po komunikatory mobilne takie jak WhatsApp czy Messenger. Spodziewamy się, że trend ten będzie kontynuowany w kolejnych latach, podobnie sytuacja wygląda na innych rynkach, na których działa nasza firma. Jednak chciałabym podkreślić, że każdego roku rośnie liczba SMS-ów, które firmy i marki wysyłają do swoich klientów za pośrednictwem platform komunikacyjnych. Takie rozwiązanie pozwala wysyłać masowo nie tylko wiadomości tekstowe, ale również prowadzić zintegrowaną komunikację z wykorzystaniem np. WhatsApp czy wiadomości głosowych. – dodaje.

26 lat z SMS-ami

SMS to technologia, która jest wykorzystywana od 26 lat, praktycznie w niezmienionej formie. Cały czas pojedyncza wiadomość złożona jest ze 160 znaków. Jedyną modyfikacją jest to, że producenci telefonów znaleźli sposób, aby komunikaty złożone z kilku SMS-ów dostarczać na wyświetlacz urządzenia w jednej wiadomości. Starsi użytkownicy telefonów komórkowych mogą pamiętać czasy, gdy czekało się, aż na urządzenie spłyną wszystkie SMS-y przesłane przez nadawcę. Czy tak archaiczna technologia ma szansę rywalizować z aplikacjami mobilnymi oferującymi coraz bardziej zaawansowane funkcje komunikacyjne?

– Zmiana krajobrazu usług komunikacji mobilnej nastąpi wtedy, gdy operatorzy w Polsce uruchomią rozwiązanie RCS (Rich Communication Services), które jest kolejnym etapem rozwoju standardu SMS i MMS. Dzięki niemu użytkownicy będą mogli dostarczać na swoje numery telefonów wysokiej jakości zdjęcia, filmy, animacje i grafiki, dokładnie w taki sam sposób jak dzisiaj wysyłają SMS-y. Takie zwiększenie ich funkcjonalności spowoduje, że stary, poczciwy SMS nabierze nowego znaczenia i wymiaru biznesowego, ponieważ atrakcyjnym contentem z użytkownikami dzielić będą się mogły również marki. – przekonuje Kamila Górna.

O tym, że użytkownicy zainteresowani są dzieleniem się multimediami świadczy rosnąca popularność MMS-ów. Począwszy od 2010 roku liczba nadanych multimedialnych wiadomości wzrosła ponad pięciokrotnie. W 2017 roku każdy abonent polskich sieci telekomunikacyjnych wysłał średnio 28 MMS-ów, czyli o 9 więcej niż 12 miesięcy wcześniej.

Dane przedstawione wczoraj przez GUS pokrywają się z ustaleniami zawartymi w raporcie Urzędu Komunikacji Elektroniczne o stanie rynku telekomunikacyjnego w 2017 roku.

Ponad miiard SMS-ów wysłanych w roamingu

Według raportu UKE systematycznie zwiększa się łączna liczba wiadomości SMS wysyłanych w roamingu. Szczególnie gwałtowny wzrost odnotowano w 2017 r. Abonenci polskich sieci korzystający z roamingu za granicą wysłali ponad 1 mld SMS-ów, o ok. 65% więcej niż rok wcześniej.

Ruch wysyłanych wiadomości SMS napędziło wprowadzenie w czerwcu 2017 roku zasady „Roam Like At Home”, wyrównującej stawki za połączenia głosowe, wiadomości SMS i transmisję danych w Polsce i w innych krajach europejskich. Dzięki temu klienci polskich operatorów mogli korzystać z telefonu w Unii Europejskiej na tych samych zasadach co w kraju. Przełożyło się to na znaczący wzrost zainteresowania usługami w roamingu.

SMS – jak to się zaczęło?

Za pomysłodawcę krótkich wiadomości tekstowych uważa się Niemca Friedhelma Hillebranda pracującego w międzynarodowym zespole badawczym Groupe SpécialMobile. To właśnie jemu zawdzięczamy m.in. liczbę znaków, jakie zawiera pojedynczy SMS. Przeanalizował długości tekstów na kartkach pocztowych i w 1984 roku zaproponował dla wiadomości tekstowych limit długości 160 znaków. Był to jednak etap prac koncepcyjnych, a na wysłanie pierwszego SMS-a w historii trzeba było poczekać jeszcze 8 lat. W grudniu 1992 roku dokonał tego brytyjski inżynier Neil Papworth z sieci Vodafone. Co ciekawe, pierwszą wiadomość tekstową wysłał z komputera stacjonarnego, ponieważ telefony komórkowe w tamtym czasie nie były wyposażone w klawiatury.

Pełna treść raportu GUS – „Poczta i Telekomunikacja – wyniki działalności w 2017 roku”: http://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5512/2/2/1/poczta_i_telekomunkacja_wyniki_dzialalnosci_2017.pdf

Oczekiwany jastrzębi Fed powinien spowodować dalszy spadek notowań PLN

Konflikt handlowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami nieco osłabł, stąd atrakcyjność dolara, jako bezpiecznej waluty, zmniejszyła się. Pomimo, że obydwie strony ponownie zaostrzyły politykę handlową, mocno niewspółmierna odpowiedź Chin w wysokości 60 mld USD na amerykańskie 200 mld USD została zauważona przez rynek i odebrana jako niezagrażająca globalnemu handlowi. Pekin poinformował ponadto, że nie będzie osłabiał rodzimej waluty, aby eksport stał się bardziej konkurencyjny. Ostatnie wahania kursu juana były bowiem postrzegane jako celowy środek działania. Stąd deklaracja Pekinu utrzymywania kursu rynkowego została przez inwestorów przyjęta pozytywnie i wykorzystana do umocnienia walut ryzykownych.

Wzrosty kursu EUR/USD w okolicach 1,178 zatrzymały piątkowe publikacje wskaźników aktywności przemysłowej dla Europy i USA. Dane zarówno dla Niemiec (we wrześniu PMI spadł do 53,7 pkt z 55,9 miesiąc wcześniej), jak i dla strefy euro (we wrześniu PMI spadł do 53,3 pkt z 54,6 miesiąc wcześniej) potwierdziły, że gospodarka wspólnoty straciła impet po bardzo silnej ekspansji w 2017 roku. Tymczasem w USA nadal wiać rozwój (we wrześniu PMI wzrósł do 55,6 pkt. z 54,7 miesiąc wcześniej). Dane wspierają zatem gołębi EBC (prawdopodobna data pierwszej podwyżki stóp procentowych w strefie euro to 2019 r) i jastrzębi Fed (we wrześniu oczekiwana jest kolejna podwyżka).

Opublikowane w Europie PMI mogą ważyć na analogicznych odczytach dla polskiej gospodarki, które podobnie jak prezentowane w zeszłym tygodniu dane produkcyjno-sprzedażowe i z rynku pracy, mogą potwierdzić scenariusz lekkiego spadku ścieżki wzrostu PKB w III kw. 2018r. w porównaniu z pierwszym półroczem. Nie zmienia to faktu, że polska gospodarka nadal rozwija się w solidnym tempie (około 5%). Niemniej, przy braku presji inflacyjnej, obecnie jej fundamenty wspierają łagodną retorykę RPP i utrzymywanie historycznie niskich obecnie stóp procentowych przynajmniej do końca 2019 roku. Jak wynikało z protokołu z wrześniowego posiedzenia Rady, większość jej członków uważała, że stabilizacja kosztu pieniądza w kolejnych kwartałach będzie sprzyjać realizacji celu inflacyjnego, a jednocześnie wspierać utrzymanie zrównoważonego wzrostu gospodarczego, w tym dalszego ożywienia inwestycji.

W tym tygodniu w centrum uwagi znajdzie się posiedzenie Fed-u. Utrzymujący się wzrost gospodarczy USA w 3Q wraz z oznakami, że dynamiki płac i inflacja będą rosły, utrzymuje presję, aby Fed dalej podnosił stopy procentowe raz na kwartał, w tym na środowym posiedzeniu. Od ostatniego spotkania FOMC nadchodzące dane głównie wspierają ocenę członków FOMC, że wzrost gospodarczy jest „silny”, przy nadal rosnącej konsumpcji, wzmocnionej m.in. obniżkami podatków. Widać też presję cenową, napędzaną rosnącym wykorzystaniem mocy produkcyjnych, zmniejszającą się luką na rynku pracy oraz nasilającym się konfliktem handlowym pomiędzy USA a Chinami. Prognozowana 25 pkt. podwyżka stóp i podtrzymanie oczekiwań na dalsze zacieśnianie polityki monetarnej powinny nasilić wzrosty dolara do euro i spowodować spadek notowań złotego w relacji do obydwu tych walut w najbliższych dniach.

Wykres dnia: Złoty pozostaje pod wpływem zmian na rynku globalnym. EUR/PLN wyżej wraz ze wzrostem dolara na świecie.

Złoty pozostaje pod wpływem zmian na rynku globalnym. EUR PLN wyżej wraz ze wzrostem dolara na świecie
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Gomułka: Finanse publiczne – jakie będą kolejne lata?

Szybszy wzrost gospodarczy w Polsce i Europie powinien generować nadwyżkę budżetową. Granica deficytu budżetowego w UE wynosi 3% PKB i nie powinna być ona przekroczona, nawet w sytuacji silnego spowolnienia gospodarczego czy recesji. W zeszłym roku byliśmy blisko górnego pułapu, a przewidywania rządu na bieżący rok są niestety na podobnym poziomie. Dobre wyniki sektora rządowego z ostatnich kilku miesięcy to wczesna ocena, a tak naprawdę liczy się koniec roku – gdy zwykle mamy wysokie niedobory finansów publicznych. Prawdopodobnie taka sytuacja będzie miała miejsce również w tym oraz przyszłym roku. W okresie dobrej koniunktury powinniśmy mieć zerowy deficyt lub nadwyżkę. Rezerwa w finansach publicznych będzie przydatna w gorszych czasach, z którymi powinniśmy się liczyć – taka jest natura rzeczy w gospodarce.

– W trakcie kampanii Prawa i Sprawiedliwości nie mówiło się o sytuacji w finansach publicznych, tylko o wydawaniu tych środków. Program 500+, obniżenie wieku emerytalnego, pomoc dla frankowiczów – koszt szacowany był na dziesiątki miliardów złotych. Na szczęście rząd wycofał się z niektórych obietnic – wdrożył tylko program 500+ oraz obniżył wiek emerytalny – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club – Wydaje się, że ostatnie 2 lata dla polityki finansowej rządu były rozsądne, a odejście od niektórych obietnic przyczyniło się do tego. W następnych latach można oczekiwać niższego tempa wzrostu i nie należy spodziewać się nadzwyczajnych dochodów – np. w postaci transferów z NBP. Może to oznaczać wejście w obszar bardzo napiętej sytuacji w finansach publicznych i przekroczenie maksymalnego poziomu 3%. Zagraniczni inwestorzy spodziewają się takiej sytuacji, dlatego wiarygodność polskich papierów wartościowych nie jest wysoka. Inwestorzy żądają wysokich rentowności za kupno tych papierów – wyższych od tych we Włoszech, Grecji czy nawet na Węgrzech – ocenił Gomułka.

Publiczne wydatki na leki są w Polsce trzy razy niższe niż w największych krajach UE. Ich wyrównanie mogłoby ograniczyć o 12 tys. liczbę przedwczesnych zgonów rocznie

Publiczne wydatki na leki są w Polsce trzy razy niższe niż w największych krajach UE. Ich wyrównanie mogłoby ograniczyć o 12 tys. liczbę przedwczesnych zgonów rocznie 1

Pod względem publicznych wydatków na zdrowie Polska jest w ogonie Europy. Odbiega również od krajów europejskich pod względem oczekiwanej długości życia czy wskaźników zdrowotnych. Zaplanowany wzrost wydatków na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB do 2024 roku może zmienić te statystyki, jednak pod warunkiem, że dodatkowe środki zostaną przeznaczone na procedury, które przyniosą najlepsze efekty zdrowotne. Eksperci INFARMY i IQVIA tłumaczą, że wydatki na innowacyjne, skuteczne i bezpieczne leki są efektywną inwestycją w zdrowie społeczeństwa. Jeśli osiągnęłyby one poziom średniej krajów europejskich – można by rocznie o 12 tys. ograniczyć liczbę przedwczesnych zgonów i zwiększyć średnią długość życia o ponad rok, a także zwiększyć populację osób w wieku produkcyjnym o 31 000 do 2024 roku.

– Zapowiedziany wzrost wydatków na ochronę zdrowia do 6% PKB w 2024 roku to przełomowy moment dla polskich pacjentów i całego systemu. Aby w sposób istotny wskaźniki zdrowotne polskiego społeczeństwa mogły się poprawić, a chorzy uzyskiwali świadczenia zgodne ze światowymi standardami leczenia kluczowa jest efektywna alokacja tych środków. Stale wzrastającym potrzebom zdrowotnym powinno towarzyszyć wdrażanie polityki zorientowanej na wartość. System oparty na modelu value-based healthcare to optymalny kierunek dla polskiego sytemu zdrowia – podkreśla Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

– Dodatkowe środki w systemie powinny być przeznaczone na te procedury zdrowotne, które przynoszą najlepsze efekty zdrowotne. Nie chcemy poprawić samego systemu, chcemy poprawić zdrowie polskiego społeczeństwa – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bogna Cichowska-Duma, dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

Publiczne finansowanie ochrony zdrowia w Polsce jest jednym z najniższych w Europie i wynosi jedynie 4,4% PKB przy średniej europejskiej 6,8% PKB. Kraje EU5 w 2016 roku wydały na ochronę zdrowia swojego mieszkańca średnio 15,5 tysiące PLN rocznie. Średnia krajów CEE jest niższa od średniej EU5, bo wynosi około 8100 tysiący PLN rocznie. Polska wydaje na zdrowie mieszkańca około 2,3 razy mniej niż kraje EU5. Tak jak publiczne wydatki na zdrowie, tak i wydatki na leki w Polsce znacząco odbiegają od wydatków obserwowanych w innych krajach europejskich.

– Jeżeli weźmiemy pod uwagę wydatki publiczne na leki na receptę w przeliczeniu na jednego mieszkańca, są one w Polsce blisko dwa razy niższe niż w sąsiadujących krajach regionu i ponad trzy razy niższe niż w największych krajach UE – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Klimek, dyrektor zarządzający działu konsultingu w IQVIA w Polsce.

W Polsce tylko 42 proc. wydatków na leki na receptę jest pokrywane ze środków publicznych (przy 60 proc. w EU5, oraz 55 proc. w CEE).

– Polska wydaje mniej na leki niż kraje ościenne i duże kraje europejskie. Nasze wydatki na leki są najniższe w całej UE. Wydajemy 0,5 proc. PKB na farmakoterapię. To zaledwie 50 proc. średniej, osiąganej przez kraje naszego regionu, i około 28 proc. wydatków, które osiągane są w całej Unii Europejskiej – wskazuje Bogna Cichowska-Duma.

Dodatkowo istnieje zauważalna luka pomiędzy Polską a najbardziej rozwiniętymi krajami europejskimi pod względem oczekiwanej długości życia i śmiertelności z powodu chorób cywilizacyjnych. Jak podkreślają eksperci IQVIA, zmniejszając lukę w finansowaniu można poprawić wyniki zdrowotne społeczeństwa, które będą przekładać się na wymierne korzyści demograficzne i gospodarcze.

Szacunki IQVIA wskazują, że inwestycja w leki jest kilkukrotnie bardziej efektywna w kontekście uzyskanego wyniku zdrowotnego niż inwestycja w pozostałe wydatki zdrowotne. Obecnie w Polsce zaledwie 0,3 proc. stosowanych leków to nowe molekuły. W krajach regionu CEE jest to ponad dwukrotnie, a w krajach EU5 sześciokrotnie więcej niż w Polsce.

– Finansowanie skutecznych i bezpiecznych leków innowacyjnych może przynieść wymierne efekty zdrowotne i jednocześnie oszczędności w systemie opieki społecznej i ochrony zdrowia. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę nie tylko cenę leczenia, ale przede wszystkim jego efektywność w perspektywie długofalowej – mówi Bogna Cichowska-Duma.

– Z naszych analiz wynika, że największy wpływ na poprawę wskaźników zdrowotnych w Polsce miałoby właśnie zwiększenie wydatków na leki. Nasze szacunki pokazały, że 10-proc. wzrost wydatków na leki w krótkiej perspektywie dałby taki sam efekt jak 10-proc. wzrost wydatków na wszystkie pozostałe kategorie wydatków w obszarze ochrony zdrowia w Polsce – tłumaczy Maciej Klimek.

Według scenariuszy przedstawionych w raporcie, gdyby dzięki poprawie poziomu publicznego finansowania ochrony zdrowia, w tym leków, standard leczenia w Polsce był podobny do obecnego standardu obserwowanego innych krajach europejskich, można by uniknąć nawet do 12 tys. zgonów rocznie i odzyskać około 410 tys. lat życia. Dla gospodarki mogłoby to oznaczać nawet do 25 mld zł zysku, wynikającego z produktywności osób, które żyłyby dłużej i w lepszym zdrowiu.

– Wzrost wydatków publicznych na leki w Polsce do poziomu średniego dla innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej miałby naszym zdaniem bardzo wymierne korzyści dla zarówno społeczeństwa, jak i gospodarki naszego kraju. Przede wszystkim spadłaby liczba przedwczesnych zgonów, a wzrosłaby przeciętna długość życia – o 12 miesięcy w przypadku kobiet i o 14 miesięcy w przypadku mężczyzn – wylicza Maciej Klimek.

Wydatki na ochronę zdrowia to inwestycja w zdrowie Polaków, pod warunkiem, że są ponoszone racjonalnie. Finansowanie skutecznych i bezpiecznych leków innowacyjnych może przynieść wymierne efekty zdrowotne i jednocześnie oszczędności w systemie opieki społecznej, jak i w samym systemie ochrony zdrowia. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę nie tylko cenę leczenia, ale przede wszystkim jego efektywność w perspektywie długofalowej. – podkreśla Dorota Hryniewiecka-Firlej, Prezes INFARMY.

Nowe technologie zrewolucjonizują handel. Większość sklepów planuje inwestycje w innowacyjne rozwiązania

Nowe technologie zrewolucjonizują handel. Większość sklepów planuje inwestycje w innowacyjne rozwiązania 2

Współczesny konsument płynnie migruje pomiędzy różnymi kanałami zakupowymi. Dlatego integracja sprzedaży tradycyjnej z internetową i kanałem mobilnym jest dziś jednym z największych wyzwań dla branży handlowej. Wielokanałowość i nowe technologie to dla sprzedawców, sieci i centrów handlowych możliwość zaspokojenia rosnących potrzeb klientów – skupionych na wygodzie, ale i coraz bardziej wymagających. Większość z nich planuje w najbliższych latach inwestycje w innowacyjne rozwiązania i usługi dla klientów.

Handel zmienia się dokładnie tak, jak nasi klienci i ich potrzeby. W związku z rozwojem technologii trudno już dzisiaj podzielić klientów na kupujących tylko stacjonarnie, bądź tylko online. Kluczem jest więc dotarcie do klienta przez wybrany przez niego kanał. Skutkuje to koncentracją na kliencie, musimy także wspólnie z najemcami tworzyć dobre doświadczenia zakupowe dla niego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Czesław Jasiewicz, Head of Retail Operations w firmie EPP, będącej wiodącym właścicielem i zarządcą centrów handlowych w Polsce.

Nowe technologie zmieniają handel detaliczny. Wymuszają to oczekiwania klientów, zwłaszcza młodszego pokolenia, które przez większość czasu jest online, przyzwyczajone nie rozstawać się ze smartfonem. Jak wynika z ostatniego raportu e-Izby „M-Commerce. Kupuję mobilnie”, 73 proc. internautów kupuje produkty z tej samej kategorii w więcej niż jednym kanale zakupowym. 41 proc. internautów zrobiło ostatni zakup wielokanałowo, a 43 proc. wskazało, że kupuje produkty konkretnej marki w więcej niż jednym kanale sprzedażowym. Względem poprzedniej edycji badania zauważalny jest też wyraźny wzrost wykorzystania smartfonów w procesie zakupowym. Co istotne, sklepy stacjonarne, które są ulubionym miejscem zakupów dla 32 proc. Polaków, straciły dominację na rzecz internetu i aplikacji mobilnych, które preferuje 41 proc. konsumentów.

Współczesny konsument kieruje się przede wszystkim wygodą, płynnie migrując pomiędzy różnymi kanałami sprzedaży. Dlatego integracja sprzedaży tradycyjnej z e-commerce i kanałem mobilnym to dziś jedno z największych wyzwań dla właścicieli i zarządców centrów handlowych – wynika z ubiegłorocznego raportu MarketBeat międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield. Comarch zalicza z kolei omnichannel do kluczowych technologii, które zadecydują o przyszłości branży retail. Eksperci wskazują też, że w ostatnich latach większość firm detalicznych dążyła do wzmocnienia obecności we wszystkich kanałach sprzedaży. Tradycyjni sprzedawcy inwestowali w e-commerce oraz m-commerce, natomiast internetowi docenili, jak ważne jest budowanie pozytywnych doświadczeń klienta poprzez bezpośrednią interakcję w sklepie stacjonarnym.

Zmiany w handlu napędza dziś rozwój technologii, także coraz mniejsze koszty jej posiadania i użytkowania. Najemcom umożliwia to szersze dotarcie do klientów, klientom z kolei – szerszą weryfikację posiadanych na rynku produktów. Zmiany technologiczne bardzo odpowiadają naszemu młodszemu pokoleniu, które lubi innowacje technologiczne, chętnie używa urządzeń mobilnych, często czyta opinie internetowe i dzieli się swoimi wrażeniami, lubi udogodnienia w zakupach. To właśnie do potrzeb tych klientów będzie się dostosowywał handel – ocenia Czesław Jasiewicz.

Polscy konsumenci są nie tylko wygodni, ale też coraz bardziej wymagający i świadomi swoich wyborów. Szukają coraz lepszych doświadczeń zakupowych, poczynając od wyglądu samego centrum, poprzez witryny, a kończąc na profesjonalnej obsłudze. Oczekują także, że wszystkie rzeczy będą w stanie załatwić w jednym miejscu, w wygodny sposób.

Właśnie dzięki innowacyjnym technologiom możliwe są zmiany w modelach handlowych, ich celem jest wyjście naprzeciw potrzebom klienta, skrócenie czasu zakupów, zwiększenie wygody, a także budowanie wrażeń zakupowych. Jeszcze kilka lat temu dotykowa karta płatnicza czy sklep w smartfonie były nowością, teraz to już standard – mówi Czesław Jasiewicz.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu Zebra Technologies, 78 proc. detalistów uważa, że integracja handlu elektronicznego z tradycyjnymi zakupami w sklepie ma kluczowe znaczenie dla ich działalności. Podobny odsetek (73 proc.) wskazuje na istotne znaczenie big data. Do 2021 roku 87 proc. sprzedawców detalicznych zamierza wdrożyć mobilne urządzenia kasowe (mPOS), a 65 proc., innowacyjne usługi dostawy zamówionego towaru.

Ekspert EPP prognozuje też, że duży wpływ na przyszły kształt handlu detalicznego będzie mieć także zyskujący na znaczeniu trend, jakim jest ekonomia współdzielenia.

– Statystyki wskazują na bardzo duży jej wzrost. Dotyczy to przede wszystkim sektora usług, takich jak noclegi bądź transport. Moim zdaniem galerie handlowe mają szansę być znakomitą platformą dla tego typu usług, chociażby dlatego, że mają znakomite lokalizacje i dzięki temu w galeriach handlowych w ogóle dobrze się korzysta ze wszystkich usług – mówi Czesław Jasiewicz.

Spółka inwestycyjna EPP zarządza jednym z największych w Polsce portfeli nieruchomości komercyjnych, wartym przeszło 2 mld euro. Obecnie w jej portfolio znajduje się 19 obiektów handlowych, sześć biurowych oraz dwa obiekty wielofunkcyjne w budowie o łącznej powierzchni wynoszącej ponad 835 000 mkw. Najnowszym projektem spółki – realizowanym we współpracy z Echo Investment – jest Towarowa 22 na warszawskiej Woli, w ramach którego powstanie wielofunkcyjny kompleks, na który złożą się m.in. nowoczesna przestrzeń handlowo-usługowa, część biurowa, mieszkalna oraz zielona, ogólnodostępna przestrzeń publiczna. Wzdłuż ulicy Towarowej powstanie pierzeja domów handlowych, a dawny Dom Słowa Polskiego, który znajduje się na terenie inwestycji, zostanie przekształcony w miejsce spotkań i wydarzeń kulturalnych, z bogatą ofertą gastronomiczną i kawiarniami.

Mniej niż jeden na dziesięciu nastolatków wykorzystuje internet do innych celów niż rozrywka. W szkołach niezbędna jest cyfrowa edukacja

Mniej niż jeden na dziesięciu nastolatków wykorzystuje internet do innych celów niż rozrywka. W szkołach niezbędna jest cyfrowa edukacja 3

85 proc. nastolatków codziennie lub prawie codziennie łączy się z siecią za pośrednictwem smartfona, a 15 proc. spędza w internecie nawet 5 godzin dziennie. Jednak tylko 1 na 10 nastolatków wykorzystuje internet do twórczych działań, a 60 proc. nigdy nie stworzyło niczego za pomocą aplikacji – wynika ze wstępnych wyników polskiej edycji międzynarodowego badania EU Kids Online 2018. Autorzy podkreślają, że do ostrożnego i pożytecznego korzystania z technologii trzeba przygotowywać już najmłodszych internautów. 

– Wyraźnym trendem jest coraz większa mobilność. Smartfon jest dominującym sposobem, w jaki młodzi ludzie w wieku 9–17 lat łączą się z internetem. 85 proc. robi to codziennie lub częściej. Inne, te bardziej tradycyjne formy, są już coraz rzadsze – okazuje się, że jedynie 40 proc. codziennie lub prawie codziennie korzysta z laptopa lub komputera stacjonarnego. Drugi trend, który potwierdzają badania, pokazuje, że nie wszyscy korzystają z internetu sensownie, w sposób aktywny – mówi dr hab. Jacek Pyżalski, merytoryczny kierownik polskich badań EU Kids Online 2018, zrealizowanych w partnerstwie z Fundacją Orange.

Z badań wynika, że uczniowie w większości używają technologii w sposób bierny: do oglądania wideo, słuchania muzyki albo komunikowania się z najbliższymi. Mniej niż jeden na dziesięciu nastolatków wykorzystuje internet do twórczych działań, jak na przykład stworzenie i opublikowanie własnego filmu czy nagrania przy użyciu narzędzi online. 60 proc. badanych nigdy nie stworzyło niczego za pomocą aplikacji.

– Potwierdza się także fakt, że zagrożenia w sieci są obecne. Oczywiście badania pokazują realistyczną skalę tych zagrożeń: kilku- lub kilkunastoprocentową. Nie możemy natomiast zapominać, że te zagrożenia ciągle istnieją. Musimy naprawdę sensownie i wielotorowo myśleć o tym, co z nimi zrobić. Radzenie sobie z mową nienawiści czy cyberprzemocą wymaga bardzo dokładnej, dobrze przemyślanej strategii i głębokiej wiedzy. Trzeba już celować w konkretne mechanizmy i umieć tak pracować z młodymi ludźmi, żeby je adresować – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr hab. Jacek Pyżalski.

Przeciwdziałanie zagrożeniom jest o tyle trudniejsze, że – jak wynika z tegorocznej polskiej edycji badań EU Kids Online – wielu uczniów nawet w szkole nie zetknęło się z zasadami poruszania się w internecie. Co trzeci badany wskazał, że nauczyciele w szkole nigdy lub prawie nigdy nie zajmują się kwestią bezpieczeństwa w internecie. Aż 40 proc. uczniów stwierdza, że w szkole nie ma ustalonych zasad dotyczących korzystania z internetu, a 45 proc. nigdy nie rozmawiało z nauczycielami o tym, jakie są dobre zwyczaje postępowania w sieci. 65 proc. uczniów nigdy lub prawie nigdy nie rozmawiało z nauczycielem o tym, co robi w sieci.

– Wyzwaniem edukacyjnym jest nie tylko to, jak ochronić przed zagrożeniami, lecz także to, jak uczyć i stwarzać warunki do tego, żeby młodzi ludzie angażowali się w dobre rzeczy – prorozwojowe i prospołeczne. Po drugie – mimo że inicjatyw z zakresu edukacji medialnej jest tak dużo, że właściwie każdy młody człowiek już z niej skorzystał – nasze badania pokazały, że ciągle dużym wyzwaniem jest to, żebyśmy w ogóle z młodymi ludźmi rozmawiali i interesowali się tym, co robią w internecie – mówi dr hab. Jacek Pyżalski.

Największy w Polsce program rozwijania cyfrowych kompetencji wśród uczniów klas 1–3 prowadzi Fundacja Orange.

– Tylko w tym roku szkolnym będzie z nami współpracować osiemset szkół. Do tej pory w programie MegaMisja wzięło udział już kilkanaście tysięcy dzieci. Widać więc, że szkoły coraz chętniej otwierają się na nowoczesne metody kształcenia, pewne kroki wymusiła również zmiana podstawy programowej. Trzeba przygotować nauczycieli, żeby potrafili w otwarty sposób korzystać z technologii na różnych lekcjach. Wchodzimy z technologiami na lekcje wychowawcze, lekcje historii, biologii, geografii i w ten sposób pokazujemy, że kompetencje cyfrowe przenikają naszą rzeczywistość, że powinniśmy je wykorzystywać w bardzo różnych dziedzinach naszego życia i to zapewni lepszą przyszłość naszym dzieciom – mówi Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

W ramach dwóch programów – MegaMisja i HASHSuperKoderzy – Fundacja Orange na dużą skalę dba o rozwój kompetencji cyfrowych wśród uczniów podstawówek. W MegaMisji, skierowanej do klas I–III, bierze udział już ponad 18 tys. uczniów z całej Polski. Poprzez zabawę uczą się kreatywnie korzystać z nowych technologii, szukać w sieci wiarygodnych informacji, unikać niebezpieczeństw i chronić swoją prywatność, a także jak tworzyć i edytować proste grafiki, dźwięki i filmy. Zajęcia są prowadzone przez nauczycieli na świetlicy lub w trakcie lekcji, w dziesięciomiesięcznych cyklach. W tej chwili zajęcia w ramach MegaMisji rozpoczyna ponad osiemset szkół z całej Polski.

– Dzieci bardzo wcześnie zaczynają swoją przygodę z nowymi technologiami. Kluczowym wyzwaniem jest nauka odpowiedzialnego, bezpiecznego, ale też twórczego i kreatywnego korzystania z technologii, żeby one służyły przede wszystkim rozwojowi naszych dzieciaków. Stąd też działania, które realizujemy, odpowiadają na wyzwania kształtowania właściwych nawyków już od najmłodszych lat. Programy takie jak MegaMisja pokazują dzieciom, jak szukać wartościowych treści w internecie, jak odróżniać informacje prawdziwe od fałszywych fake newsów, jak chronić swoją prywatność, przestrzegać zasad netykiety czy praw autorskich. To są wszystko ważne informacje i ważne postawy, w które powinniśmy wyposażyć dzieci – mówi Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Dla starszych uczniów Fundacja Orange oferuje inicjatywę pod nazwą HASHSuperKoderzy, w ramach której dzieci uczą się programowania, podstaw robotyki i poznają świat nowych technologii nie tylko na informatyce, lecz także na lekcjach przyrody, historii, języka polskiego, matematyki, historii czy muzyki.

– Staramy się pokazywać, że w internecie można rzeczywiście odkryć wiele wartościowych treści. W HASHSuperKoderach wprowadzamy dzieci w tajniki programowania. Na lekcjach muzyki uczą się, jak być cyfrowymi DJ-ami, z kolei na lekcjach języków obcych, polskiego, geografii czy historii pojawiają się elementy programowania, krytycznego myślenia, języka kodu. To jest trzeci język – język urządzeń, które nas otaczają. Bardzo ważne jest, abyśmy uczyli dzieci wartościowego spędzania czasu w internecie. To się zaczyna w domu, ale jest to również ważną misją szkoły, która powinna przygotowywać dzieci do świata przyszłości, świata zmieniających się zawodów – podkreśla Ewa Krupa.

Pełen raport z badań zostanie opublikowany na początku 2019 roku. Znajdą się w nim wyniki badań na grupie rodziców. Tegoroczne badania, prowadzone w ramach 4. edycji EU Kids Online, są prowadzone równolegle w większości europejskich krajów. Polska część badań EU Kids Online 2018 została zrealizowana przez zespół badawczy pod kierunkiem prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza dr hab. Jacka Pyżalskiego wraz z mgr Aldoną Zdrodowską (OPI PIB), dr Katarzyną Abramczyk (OPI PIB) oraz dr. Łukaszem Tomczykiem (UP w Krakowie) w partnerstwie z Fundacją Orange.

W Polsce będzie powstawać więcej domów z drewna. Spodziewany jest silny rozwój tego segmentu budownictwa

W Polsce będzie powstawać więcej domów z drewna. Spodziewany jest silny rozwój tego segmentu budownictwa 4

Rządowy program Mieszkanie Plus, który w ramach zwiększania dostępności mieszkań na wynajem zakłada również budowę nieruchomości w technologii drewnianej, powinien pobudzić rozwój tego segmentu budownictwa. Obecnie działa na nim blisko 800 firm, które rocznie budują ok. 5 tys. domów drewnianych. Spodziewany jest wzrost liczby podmiotów na rynku i powstanie nowego rynku zbytu. Dziś wiele firm produkuje na potrzeby inwestorów za granicą.

– Została spółka Polskie Domy Drewniane, która ma realizować tego typu inwestycje. Można się spodziewać, że wraz z uruchomieniem oraz rozpoczęciem działalności tej spółki nastąpi wzrost liczby przedsiębiorstw bezpośrednio związanych z przemysłem drzewnym, poprawa ich konkurencyjności. Może wzrosnąć także jakość realizowanych prac, zarówno produkcyjnych, związanych z tworzeniem elementów drewnianych konstrukcyjnych, jak również jakości świadczonych usług w tym sektorze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Komorowska, analityk rynku nieruchomości w Centrum AMRON.

Z raportu Centrum AMRON wynika, że obiekty budowlane w technologii drewnianej stawia w Polsce około 700-800 firm. Są to najczęściej małe rodzinne przedsiębiorstwa, które budują kilka takich obiektów rocznie.

– Mamy do czynienia także z kilkudziesięcioma firmami, które realizują na masową skalę tego typu produkcję, głównie na rynki zagraniczne – mówi Joanna Komorowska.

Nowelizacja prawa ochrony środowiska, powołująca spółki akcyjnej Polskie Domy Drewniane weszła w życie 11 września. Spółka, poza budową, będzie mogła też nabywać grunty, przeprowadzać prace remontowe i modernizację budynków mieszkalnych, kupować i sprzedawać drewno, a także rozwijać nowe technologie przetwarzania drewna.

– Ustawa, która powołała Polskie Domy Drewniane zakłada, że powstanie nowy rynek zbytu dla rodzimych firm, które zajmują się produkcją i wznoszeniem takich budynków. Aktualnie wiele takich firm bądź realizuje obiekty na potrzeby zagranicznych inwestorów, bądź polskie drewno podlega obróbce technicznej za granicą, z powrotem przywożone jest na nasz rynek, co podnosi koszty realizacji inwestycji – mówi Joanna Komorowska.

Oferta drewnianych domów ma być skierowana do osób, których nie stać na własne mieszkanie. Podobnie jak w przypadku innych projektów w ramach programu Mieszkanie Plus, najem lokali w budynkach drewnianych ma odbywać się również z opcją dojścia do własności.

– Możemy przyjąć, że dziś wznosi się około 5 tys. budynków drewnianych rocznie, przy czym większość z nich stanowią domy jednorodzinne. Około 5 proc. istniejących w Polsce domów jednorodzinnych wznoszonych jest w technologii drewnianej – wyjaśnia analityk Centrum Amron.

Przykłady z innych państw pokazują, że z drewna mogą być realizowane z powodzeniem także inwestycje wielorodzinne. W 2017 roku w Kanadzie oddano do użytku dom studencki Brock Commons, który jest obecnie najwyższym mieszkalnym budynkiem zbudowany z drewna. Ma 18 pięter i 54 metry wysokości. Z wyjątkiem fundamentów i szybów windowych cała konstrukcja jest drewniana. W Norwegii w przyszłym roku oddany zostanie do użytku obiekt mierzący 81 metrów.

– W Polsce gałąź budownictwa drewnianego ciągle jeszcze się rozwija, aczkolwiek z roku na rok wzrasta zapotrzebowanie zarówno na drewno, jak i płyty drewnopochodne. Obserwujemy wzrost zainteresowania tą technologią, chociaż nie jest jeszcze ona tak rozwinięta jak na rynkach amerykańskich, w Skandynawii czy w Niemczech – mówi Joanna Komorowska.

Przemysł jachtowy rośnie w siłę. Zmaga się jednak z brakiem pracowników

0

Przemysł jachtowy rośnie w siłę. Zmaga się jednak z brakiem pracowników 5

Polska jest potęgą w produkcji jachtów i łodzi motorowych. To jeden z naszych hitów eksportowych, który cieszy się dużym uznaniem zagranicznych odbiorców. Polskie stocznie i firmy działające w tej branży są bardzo innowacyjne – ciągle pracują nad udoskonalaniem napędów czy materiałów takich jak włókno węglowe i kevlar, wykorzystywanych do produkcji. Coraz częściej chcą też konkurować na atrakcyjnych, dalekich rynkach jak USA, Australia czy ZEA. Głównym problemem branży jest jednak brak wykwalifikowanych specjalistów.

Przyjęty w 2016 roku Plan Morawieckiego, czyli Strategia na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, wymienia 12 najbardziej perspektywicznych branż, które mają stać się motorami rozwoju polskiej gospodarki i objęte programem wsparcia. Obok produkcji dronów, elektromobilności i biotechnologii znalazł się w nim również przemysł okrętowy i jachtowy.

– Program dla naszej branży realizowany przez PAIH zakłada promocję polskiego przemysłu głównie na rynkach pozaunijnych, ponieważ w Europie jesteśmy już znani, mamy mocną pozycję. Dlatego też PAIH przy współpracy Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego organizuje stoiska narodowe na najbardziej prestiżowych targach zagranicznych. Mówimy zarówno o targach w UE, które mają charakter globalny, czyli Boot Dusseldorf czy METS Amsterdam, ale także na targach w Dubaju, Sydney, Miami czy Oslo – czyli wszędzie tam, gdzie polskim producentom przyda się takie wsparcie na start – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Bąk, sekretarz generalny Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych Polboat.

Oprócz promocji i stoisk na międzynarodowych, prestiżowych targach – elementem programu są także misje przyjazdowe, organizowane dla kontrahentów i dziennikarzy z innych państw. Niedawno, podczas targów Wiatr i Woda, w Gdyni gościła misja przyjazdowa dla dziennikarzy i kontrahentów z ZEA oraz Rosji.

– Połączyliśmy to z testami jednostek na wodzie, żeby pokazać właściwości nautyczne naszych łodzi. Odbył się również szereg spotkań z przedstawicielami polskiej branży, wizyty w polskich stoczniach i firmach należących do tej branży. Jestem przekonany, że zaowocuje to wieloma kontraktami, o których usłyszymy w niedalekiej przyszłości – mówi Michał Bąk.

Jak podkreśla, najważniejsze rynki dla polskiego przemysłu jachtowego to obecnie Europa Zachodnia i Skandynawia. Jednak coraz częściej polskie firmy myślą o tym, aby konkurować na atrakcyjnych, dalekich rynkach takich jak USA, Australia czy ZEA. Wiele polskich przedsiębiorstw planuje w najbliższych latach przebić się i umocnić tam swoją pozycję.

– Polska branża jachtowa jest szalenie innowacyjna. Krajowe stocznie cały czas pracują nad udoskonaleniem materiałów, z których budowane są jachty – mówimy tutaj o włóknie węglowym czy o kevlarze, jak również o nowych napędach, nad którymi w tej chwili pracujemy. To nie tylko napędy elektryczne, bo w dalszym ciągu udoskonalane są też napędy żaglowe czy motorowe. Naszą przewagą jest doświadczenie polskich pracowników, dostęp do najnowocześniejszych technologii i materiałów, z których są budowane jachty, jak również relatywnie niższy koszt wytworzenia tego produktu w Polsce. Potwierdzeniem naszej siły jest to, że bardzo chętnie największe stocznie, duzi zagraniczni gracze, przenoszą swoją produkcję właśnie do Polski – mówi Michał Bąk.

Podobnie jak w przypadku całej gospodarki, głównym problemem, z którym boryka się w tej chwili branża jachtowa, jest niedobór pracowników i wykwalifikowanej kadry.

– Każda stocznia i każdy gracz na tym rynku stara się we własnym, zakresie radzić sobie z tym problemem. Organizowane są specjalne szkolenia, tworzone są specjalne programy, które mają przyciągnąć ludzi i pokazać im jak ciekawa i perspektywiczna jest ta branża – podkreśla Michał Bąk, sekretarz generalny Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych Polboat.

Produkowane w Polsce jachty są jednym z hitów eksportowych. Jak wynika z danych związku Polboat, co roku krajowe stocznie wytwarzają około 22 tys. jednostek, z których 95 proc. trafia na eksport. Polska jest drugim na świecie, po Stanach Zjednoczonych, producentem jachtów motorowych o długości do 9 metrów. Głównymi odbiorcami polskich Łodzi i jachtów jest Norwegia, Francja, Niemcy i USA. 

Koło wynalezione na nowo. Modułowe opony z włókna węglowego umożliwią kontynuowanie jazdy nawet po ich przebiciu

Koło wynalezione na nowo. Modułowe opony z włókna węglowego umożliwią kontynuowanie jazdy nawet po ich przebiciu 6

Przebite opony wkrótce przestaną być problemem dla kierowców. Branża motoryzacyjna coraz częściej sięga po opony typu run flat, które po przebiciu pozwalają przejechać bezpiecznie nawet do kilkudziesięciu kilometrów. Trwają także prace nad niepneumatycznymi kołami o konstrukcji szkieletowej, w których w ogóle nie stosuje się powietrza pod ciśnieniem. Najnowsze technologie trafiają najpierw jednak do wojska. Już teraz w wojskowych jednostkach testuje się modularne opony z włókna węglowego. Można na nich nie tylko kontynuować jazdę po przebiciu, ale bez problemu je również naprawić.

– Prezentujemy po raz pierwszy gumowe opony typu runflat, umożliwiające dalszą jazdę po przebiciu opony. Zostały one zaprojektowane specjalnie na potrzeby pojazdów wojskowych. Są to opony modularne, tzn. ich wymiana nie wymaga użycia specjalnych urządzeń – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Richard Glazebrook, przedstawiciel firmy Tyron Runflat.

Opony typu run flat umożliwiają dalszą jazdę ze stałą prędkością (zwykle do 80 km/h) nawet po przebiciu. Wysoki poziom bezpieczeństwa jest jednak uzyskany kosztem wysokich cen i innych niedogodności, jak duży hałas, szybsze zużywanie się, czy brak możliwości samodzielnej naprawy. Nieustannie trwają prace nad ulepszaniem tej technologii. Opracowane przez Tyron Runflat modułowe opony z włókna węglowego charakteryzują się mniejszą masą przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej wytrzymałości. Rozwiązanie początkowo skierowane jest do wojska.

– Usiłujemy zmniejszyć masę opony, co jest niezwykle ważne dla pojazdów wojskowych. Wkład z włókna węglowego w oponie run flat umożliwia zmniejszenie wagi opony o 40 proc. Zadaniem, jakie przed sobą stawiamy, jest zredukowanie wagi pojazdu z napędem na osiem kół o 500 kg. Wielką zaletą włókna węglowego jest to, że jest bardzo lekkie a przy tym niezwykle wytrzymałe. Z tego powodu jest ono używane np. w bolidach Formuły 1 – mówi Richard Glazebrook.

Opony typu run flat coraz częściej spotyka się w autach z segmentu premium. Zwiększają one bezpieczeństwo kierowcy oraz pasażerów, eliminując ryzyko wpadnięcia w poślizg w wyniku gwałtownego spadku ciśnienia w oponie. Ogumienie jest także znacznie odporniejsze na uszkodzenia mechaniczne, o które nietrudno zarówno na lokalnych drogach, jak i na polu walki. Choć są o kilkadziesiąt procent droższe niż tradycyjne ogumienie, oferują możliwość przejechania kilkudziesięciu kilometrów po przebiciu wierzchniej warstwy ogumienia, co w branży wojskowej może w niektórych przypadkach decydować o życiu żołnierza.

– Do produkcji naszych opon wykorzystujemy technologię podobną do tej stosowanej, np. w bolidach F1. Dla pojazdów cywilnych oferujemy nieco mniej wyrafinowane rozwiązanie, które jest mniej kosztowne i przystosowane do użytku na zwykłych drogach. Natomiast wojsko potrzebuje czegoś, co daje gwarancję efektywności, zwłaszcza że tutaj stawką jest ludzkie życie – przekonuje ekspert.

Wysoka niezawodność opon run flat to także efekt intensywnych prac nad przystosowaniem ich do pracy w konkretnych modelach pojazdów. Inżynierowie z firmy Pirelli, jednego z największych producentów ogumienia do aut luksusowych, spędzają od dwóch do trzech lat na opracowaniu opony, która będzie idealnie pasowała do konstrukcji konkretnego nadwozia.

Firma Hankook z kolei opracowała koła szkieletowe iFlex, w ogóle pozbawione opony. Dzięki komórkowej konstrukcji, siły równomiernie rozkładają się po tych kołach, zapewniając lepszą przyczepność. Ze względu na brak klasycznej opony, iFlex nigdy nie ulegną przebiciu. Na podobnej zasadzie miałyby działać koła Vision opracowane firma Michelin. Koła te stworzone przy wykorzystaniu metody druku 3D i również miałyby charakteryzować się budową komórkową.

Z kolei firma Continental proponuje wdrożenie do produkcji nieco mniej futurystycznego rozwiązania. Prototypowe opony ContiAdapt wyposażono w system mikrokompresorów, które mogą zmieniać kształt ogumienia, aby dostosować je do różnych warunków jezdnych i umożliwić bezpieczną jazdę zarówno po równych drogach, oblodzonych, mokrych jak i takich z wybojami. Najnowsze rozwiązania w przyszłości trafią do samochodów produkowanych seryjnie, ale wcześniej zwykle trafiają na wyposażenie wojska.

– Nasze nowe opony są już poddawane testom. Ministerstwa Obrony wielu krajów składają już na nie zamówienia – twierdzi Richard Glazebrook.

Według raportu firmy Transparency Market Research globalny rynek ogumienia typu run flat do 2025 roku będzie rozwijał się w tempie 2,1 proc. Szacuje się, że jego wartość w 2016 roku wyniosła 308,1 mln dol., a do 2025 roku wzrośnie do 372 mln dol.

IBM Polska: komputery kwantowe mogą pomóc w znalezieniu leków na każdą chorobę. Symulacje ich działania na ludzkim DNA przyspieszą ten proces

IBM Polska: komputery kwantowe mogą pomóc w znalezieniu leków na każdą chorobę. Symulacje ich działania na ludzkim DNA przyspieszą ten proces 7

Komputery kwantowe mogą odmienić losy świata. Nawet w perspektywie najbliższych lat możliwe będzie dzięki nim całkowite wyleczenie wszystkich nowotworów. Superszybki komputer będzie w stanie zasymulować DNA człowieka, cząsteczki leku i wpływ leku na DNA. Komputery kwantowe będą bez trudu łamać szyfry. Symulacje biomedyczne i chemiczne pomogą odkryć nowe metody leczenia w rekordowym czasie. Zaawansowana moc obliczeniowa może prowadzić do czegoś więcej niż tylko innowacji. To rozwiązania, które fundamentalnie zmienią rzeczywistość.

– Za pomocą symulacji komputerowej moglibyśmy znaleźć lek na daną chorobę. W wirtualnej rzeczywistości można zasymulować DNA człowieka i równocześnie zasymulować cząsteczki leku, by poznać sposób jak te cząsteczki leku na to DNA wpływają. Na razie to rozważania teoretyczne, jest jeszcze o wiele za wcześnie żeby o czymś takim dyskutować, natomiast mówimy o rozwiązaniach, które absolutnie fundamentalnie będą w stanie zmienić rzeczywistość – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jarosław Szymczuk, dyrektor generalny IBM Polska.

Badanie dziesiątków tysięcy ludzkich genów wymaga ogromnej mocy obliczeniowej i czasu. Obecne badania medyczne są ograniczone ze względu na konwencjonalne możliwości przetwarzania danych, które opóźniają przełomowe odkrycia naukowe i innowacje. Komputery kwantowe mogłyby ten problem rozwiązać – odkryć leki, które znacznie przedłużyłyby życie i potrafiłyby wyleczyć każdą chorobę. Na komputerach kwantowych zyskałby jednak nie tylko świat medycyny. Mogą także pomóc określić granice czasu i przestrzeni, złamać każdy szyfr, bezbłędnie przewidywać skutki zjawisk atmosferycznych i ostrzegać przed nimi z dużym wyprzedzeniem, czy stworzyć ultra bezpieczne satelitarne sieci komunikacyjne.

Możliwości są praktycznie nieograniczone, ale ludzkość wciąż jest na wczesnym etapie opracowywania komputera kwantowego.

– Jeżeli chodzi o stan badań nad komputerem kwantowym, to mamy w tej chwili moce obliczeniowe rzędu 50 kubitów. Udostępniamy obecnie te moce obliczeniowe za pomocą chmury IBM Cloud. Przez internet każdy może uzyskać do niej dostęp. Wyposażamy je w tej chwili w odpowiednie biblioteki programistyczne, można w tym momencie budować już algorytmy i testować możliwości tego komputera. Równocześnie mamy kilka instytucji, które w praktyce testują możliwości zastosowania komputera kwantowego do swoich biznesowych zastosowań – mówi Jarosław Szymczuk.

Nad komputerami kwantowymi pracują wszystkie największe firmy informatyczne. Możliwości komputerów dostrzegają też światowe mocarstwa. Tylko w latach 2010-2016 na inwestycje w rozwój technologii komputerów kwantowych w USA przeznaczono ponad 200 mln dolarów. Chiny planują zbudować supercentrum badań i rozwoju kwantowego. Australia jest na skraju rozwoju komputera kwantowego z jednym atomem. Francja rozwija możliwości zastosowania obliczeń kwantowych w algorytmach cyberbezpieczeństwa, a Kanada – technologiach, które pomagają operatorom izolować obiekt.

O ile tradycyjny komputer wykorzystuje system zero-jedynkowy, komputer kwantowy posługuje się kubitami. Kubit to kwantowa bramka logiczna, różniąca się od klasycznego bitu, który przyjmuje jedną z dwóch wartości – zero lub jeden. Kwantowy bit może mieć wartość zera, jedynki lub być kwantową superpozycją zera i jedynki, zatem jego potencjał w obliczeniach jest nieporównywalnie większy. Problemem pozostaje wciąż kontrola nad kubitami i określenie ich wartości i kolejności.

– Komputer kwantowy daje w tym momencie nowe możliwości. Nieograniczone być może da w momencie zastosowania w przyszłości – ocenia Jarosław Szymczuk.

Raport „Quantum Computing Market & Technologies – 2018-2024” wskazuje, że wydajność kwantowa będzie rosnąć o blisko 25 proc. do 2024 roku. Market Research Media szacuje, że wartość rynku komputerów kwantowych do 2020 roku przekroczy 5 mld dolarów.

Digitalizacja postępuje szybko

W biznesie przestaje obowiązywać tradycyjny podział na firmy produkcyjne i usługowe. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte inwestorzy w coraz większym stopniu zwracają uwagę nie tylko na zasoby materialne, takie jak fabryki czy maszyny, ale częściej wysoko wyceniają te spółki, które inwestują w innowacyjność i kapitał intelektualny. Przedsiębiorstwa, które tworzą nowe modele biznesowe oparte na technologii mogą mieć kilkukrotnie wyższą wartość niż spółki działające w oparciu o tradycyjne modele.

– W naszych analizach udało się nam ustalić, że istnieje współzależność między tym, w jaki sposób dana firma generuje zyski – czy wytwarza jakieś dobra, a tym, jak wycenia jej wartość Wall Street lub rynki finansowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 William Ribaudo, Partner zarządzający w Digital Risk Venture Portfolio w Deloitte Risk and Financial Advisory w Bostonie. – Ta korelacja rozciąga się też na PKB i poszczególne kraje. Kraje, które wspierają spółki technologiczne i digitalizację w biznesie odnotowują większy wzrost PKB niż te, które koncentrują na tradycyjnych sektorach jak przemysł czy usługi.

W ostatnich kilku latach liczba rozwiązań, które możemy zaliczyć do świata cyfrowego bądź digitalowego, drastycznie wzrosła. Ten świat kognitywny bardzo szybko się rozwija. Niesie to szereg benefitów. Benefity są zazwyczaj postrzegane w dwóch grupach. Pierwsze miejsce, to jest to wszystko, co pozostaje związane ze wzrostem przychodów, czyli mówimy tutaj o pozyskaniu nowych klientów, o sprzedaży dodatkowych produktów, o lepszym dotarciu do klientów, o lepszym zaadresowaniu ich potrzeb. Z drugiej strony mamy optymalizację kosztów i zwiększanie efektywności przedsiębiorstw.

Firmy cyfrowe są wyceniane o wiele wyżej niż tradycyjny biznes. Jest to założone w samym sposobie wyceny na rynkach, które chętniej płacą za biznes digitalowy niż za tradycyjny.

A to oznacza to, że tradycyjne spółki też będą musiały pójść w stronę świata cyfrowego. Trwa właśnie wyścig, którego celem jest osiągnięcie równowagi i połączenie komponenty cyfrowej oraz tradycyjnej w jedną całość w danej firmie. Kto wygra ten wyścig? Cyfrowy czy tradycyjny biznes?

To samo dotyczy krajów. Mamy do czynienia z wyścigiem państw dotyczącym tego, który z krajów będzie lepiej prosperować w środowisku nacechowanym przez cyfryzację. Zwyciężą te kraje, których przywódcy wdrożą politykę, która pozwoli na rozwój gospodarki cyfrowej, jej pomyślny rozwój i wzrost.

– Dzisiaj cyfryzacja to pojęcie, które jest dekodowane i zdekodowane w wielu wymiarach – wyjaśnia w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Górniak, Dyrektor, Lider Obszaru Strategii i Transformacji Cyfrowych w Deloitte. – Mówimy wtedy o całej strategii firmy. Czym jest cyfryzacja dla strategii korporacyjnej? Czym jest cyfryzacji dla kultury organizacyjnej – dla aspektów ludzkich? Czy mamy odpowiednich ludzi? Odpowiednie kompetencje? Czym jest cyfryzacja dla naszych procesów, zarówno po stronie sprzedażowo-obsługowej, jak i wewnętrznej?

W ocenie ekspertów Deloitte jest jeszcze czas dla spółek, aby wprowadzić zmiany. I jest też czas dla krajów. Ważne jest, gdzie swe miejsce odnajdzie Europa Środkowa w tej przestrzeni wyznaczanej przez Stany Zjednoczone i Chiny?

Polska gospodarka jest wysoce innowacyjna i w żaden sposób nie mamy się czego wstydzić, a raczej powinniśmy się chwalić szeregiem rozwiązań, ponieważ polskie firmy w sposób innowacyjny zdobywają nowe rynki, nowych klientów. Nie sądzę, że mamy jakiekolwiek predyspozycje do bycia z tyłu peletonu.

Główna różnica polega na całościowym zaawansowaniu cyfrowym branż. O innej cyfryzacji myślimy, gdy mówimy o branży komunikacyjnej, branży high-tech czy bankowości, inaczej myślimy, gdy mówimy przemyśle ciężkim, górnictwie czy też o branży publicznej, ogólnie rozumując.

Dr Przemysław Kwiecień: Nastroje frankowiczów szybko się nie poprawią

Kurs szwajcarskiej waluty ustabilizował się na poziomie, który nie jest marzeniem frankowiczów. Nie należy się spodziewać powrotu do jego wartości sprzed roku. Jeżeli ma się to zmienić, to w perspektywie kilkunastu miesięcy.

– Ostatnio kurs franka ugrzązł powyżej 3,80 zł, czyli sporo powyżej tego, co czego zdążyliśmy się przyzwyczaić – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Szwajcarska gospodarka ma się dobrze, choć wcześniej miała kłopoty ze zbyt silnym frankiem. Wzrost produkcji w tym kraju jest bliski 10 proc. r/r.

– Szwajcarska gospodarka przyzwyczaiła się do obecnego kursu franka wobec euro – komentuje ekspert.

Tym bardziej nie należy spodziewać się zmian kursu do złotego. A jeśli, to kiedy? Może wówczas, gdy w przyszłym roku EBC podwyższy stopy procentowe.

„Tu mieszkam, tu zmieniam” – rusza IV edycja konkursu

20 września 2018 r. rusza przyjmowanie zgłoszeń do ogólnopolskiego konkursu grantowego „Tu mieszkam, tu zmieniam”. W tegorocznej edycji 121 najlepszych propozycji może liczyć na dofinansowanie o łącznej wartości 800 tysięcy złotych. Wnioski można wysyłać do 15 października 2018 r. Organizatorem konkursu jest Fundacja Santander Bank Polska im. Ignacego Jana Paderewskiego.

Wniosek z propozycją mogą zgłosić nie tylko osoby działające w organizacji pozarządowej. Może go wysłać każdy, komu zależy na rozwoju najbliższego otoczenia i ma pomysł na unowocześnienie, renowację lub stworzenie od podstaw miejsca angażującego lokalną społeczność. Musi jedynie namówić do współpracy organizację, która ma osobowość prawną i działa w lokalnym środowisku. Na przykład fundację, stowarzyszenie, bibliotekę, dom kultury, muzeum, klub sportowy, a nawet jednostkę ochotniczej straży pożarnej. Dzięki konkursowi grantowemu „Tu mieszkam, tu zmieniam”, organizowanemu przez Fundację Santander Bank Polska im. Ignacego Jana Paderewskiego, każda idea może doczekać się realizacji!

Integracja wokół wspólnej idei

Organizatorzy zachęcają do zgłaszania inicjatyw, których celem jest podniesienie poziomu życia i funkcjonowania w lokalnych społecznościach. Konkurs stawia na integrację środowisk podczas realizacji wspólnych pomysłów. Mogą one dotyczyć wielu aspektów: tworzenia i wyposażenia bibliotek, domów kultury, placów zabaw, parków i innych. Inicjatywa promuje działania na rzecz ochrony środowiska, pogłębiania więzi lokalnych oraz integracji międzypokoleniowej. Szczególnie doceniane przez jury będzie zaangażowanie społeczne – sytuacje, w których dużej grupie mieszkańców zależy na zmianie i chcą poświęcić swój czas na wspólne działania. W poprzednich latach wiele organizacji otrzymało dofinansowanie i dokonało zmian w swoim lokalnym otoczeniu.

Fundacja Santander Bank Polska im. Ignacego Jana Paderewskiego od wielu lat angażuje się w działania, które wspierają społeczności lokalne. Jedną z form takiego wsparcia jest konkurs „Tu mieszkam, tu zmieniam”. Dotychczas zorganizowaliśmy trzy edycje, które okazały się ogromnym sukcesem. W odpowiedzi na pozytywny odzew naszych beneficjentów zdecydowaliśmy się na jego czwartą odsłonę. Naszym celem jest aktywizacja lokalnych środowisk. Chcemy sprawić, aby ludzie społecznie aktywni mieli odwagę i możliwości realizować swoje plany i marzenia – wyjaśnia Marzena Atkielska, Prezes Zarządu Fundacji Santander Bank Polska.

Czekają atrakcyjne nagrody

W tegorocznej edycji organizatorzy przeznaczyli 800 tysięcy złotych na dofinansowanie 121 najciekawszych projektów. Realizacja 25 najlepszych inicjatyw lokalnych uzyska wsparcie od Fundacji Santander Bank Polska grantami w wysokości 10 000 zł każda. Następne 35 projektów zostanie dofinansowanych kwotą po 7 000 zł, 61 kolejnych po 5 000 zł. Wnioskować o grant mogą tylko organizacje non profit. Wnioski złożone przez osoby indywidualne oraz podmioty komercyjne nie będą rozpatrywane. Jedna organizacja może złożyć tylko jeden wniosek.

Projekty można zgłaszać przez aplikację internetową na stronie Fundacji w terminie od 20 września do 15 października 2018 r. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w listopadzie br. Regulamin oraz szczegółowe informacje dostępne są na stronie internetowej: fundacja.santander.pl

Pekao S.A. otwiera w Londynie swoje pierwsze zagraniczne przedstawicielstwo

Ekspansja zagraniczna Banku Pekao S.A. staje się faktem. Pekao S.A. otwiera w Londynie swoje pierwsze zagraniczne przedstawicielstwo. Biuro w Wielkiej Brytanii ma stanowić wsparcie dla planujących ekspansję zagraniczną polskich firm, ułatwić relacje z zainteresowanymi Polską funduszami private equity, zwiększyć możliwości w zakresie oferty private banking.

Bank Pekao S.A. jako polski bank międzynarodowy nawiązuje w ten sposób także do najlepszych tradycji Banku sprzed lat, kiedy to posiadał rozsiane po całym świecie oddziały, które oferowały usługi finansowe m.in. dla Polonii.

– Dziś w nowoczesny sposób nawiązujemy do chlubnej tradycji Banku Pekao S.A., który w okresie międzywojennym wspomagał rodaków żyjących za granicą. Jednym z naszych priorytetów jest wspieranie polskich firm w ekspansji międzynarodowej – mówi Michał Krupiński, prezes Banku Pekao S.A.

W ostatnich latach Polacy założyli za granicą tysiące firm. Szacuje się, że w samej Wielkiej Brytanii powstało ich około 30 tysięcy. Dodatkowo wiele dużych przedsiębiorstw działających w Polsce planuje wejść na zagraniczne rynki. To właśnie do nich Bank Pekao S.A. chce dotrzeć ze swoją ofertą.

– Konieczne jest, aby bank z silnym międzynarodowym DNA, jakim jest Pekao, pozostał blisko naszych klientów i inwestorów. Bez względu na wynik trwających negocjacji Brexit, Wielka Brytania pozostanie ważnym partnerem dla Polski i polskich firm. Wymiana gospodarcza między naszymi krajami jest wspierana przez międzynarodowe ambicje polskich korporacji, ducha przedsiębiorczości Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii oraz rosnące zainteresowanie inwestorów brytyjskich Polską. Nasze nowe przedstawicielstwo w Londynie pomoże ułatwić współpracę pomiędzy obydwoma rynkami – powiedział Michał Krupiński, prezes Banku Pekao S.A.

Z jednej strony Bank Pekao S.A. zaznacza swoje zaangażowanie w Londynie, a z drugiej londyńskie banki inwestycyjne, inwestorzy private equity, zarządzający aktywami, wielonarodowe korporacje oraz osoby o najwyższych dochodach wykazują wciąż rosnące zainteresowanie dynamicznie rozwijającym się polskim rynkiem.

– Polska staje się coraz bardziej atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów private equity z Londynu, a polskie korporacje mają międzynarodowe ambicje. Chcemy być pośrednikiem globalnych powiązań w imieniu naszych klientów i inwestorów – powiedziała Roksana Ciurysek-Gedir, Członek Zarządu Banku Pekao S.A. nadzorująca Pion Bankowości Prywatnej oraz działalność londyńskiego biura. Prezes Krupiński dodaje: Polska wyróżnia się spośród gospodarek wschodzących. Możemy się pochwalić zrównoważoną sytuacją makroekonomiczną i stabilnym wzrostem gospodarczym napędzanym przez konsumpcję prywatną i napływ funduszy unijnych. Bezrobocie jest rekordowo niskie, inflacja wynosi zaledwie około 2%, a stopy procentowe pozostają stabilne. Z nowej londyńskiej bazy, Pekao może skuteczniej wspierać inwestycje w Polsce z korzyścią dla wszystkich stron.

Inauguracja zagranicznego biura Banku Pekao S.A. zbiega się z oficjalnym wejściem polskiego rynku akcji do grona rynków rozwiniętych według klasyfikacji FTSE Russell oraz ośmiu polskich spółek, w tym Banku Pekao S.A. do gromadzącego firmy z krajów rozwiniętych indeksu Europe Stoxx 600.

Wartość polskiego rynku wierzytelności to 81 mld zł – Raport KPF

Najnowsza edycja raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF): Wielkość polskiego rynku wierzytelności zarządzanego przez Członków KPF potwierdza, że jego skala wciąż rośnie. Po pierwszym kwartale br. łączna wartość nominalna obsługiwanych wierzytelności wyniosła 81,14 mld złotych.

Rys. 1_Polski rynek wierzytelności w liczbach_Raport KPF za II kw. 2018 r.Dane z raportu KPF potwierdzają stałą tendencję wzrostu polskiego rynku zarządzania wierzytelnościami, podtrzymując względny optymizm praktyków tego rynku. Rynek zarządzania wierzytelnościami, w szczególności w sektorze obrotu wierzytelnościami, jest papierem lakmusowym i odzwierciedleniem stanu gospodarki. Jednocześnie, dobra koniunktura, stały wzrost dochodu narodowego i dochodów gospodarstw domowych zapewnia bardziej otwarty dostęp do dodatkowego finansowana zamiarów inwestycyjnych, konsumpcji, przyśpiesza obroty i powiększa skalę rozliczeń handlowych i finansowych. Pomijając kwestię wpływu moralności finansowej na jakość rozliczeń i wywiązywania się z zobowiązań, w sposób naturalny część kontrahentów, konsumentów nie dokonuje rozliczeń w terminie, co staje się jednym ze źródeł wzrostu rynku wierzytelności.

Skala obsługiwanych wierzytelności

Rys. 3 Średnia wartość 1 obsługiwanej wierzytelności w tys. zl_Raport KPF za II kw. 2018 r.
Rys. 3 Średnia wartość 1 obsługiwanej wierzytelności w tys. zl_Raport KPF za II kw. 2018 r.

Na koniec II kwartału 2018 roku członkowie KPF zarządzali wierzytelnościami o wartości nominalnej 81,14 mld PLN. W porównaniu z poprzednim kwartałem wartość wierzytelności wzrosła o 3,26 mld PLN, czyli o 4,2 proc. i jest to jednocześnie przyrost (zarówno w ujęciu względnym jak i bezwzględnym) najwyższy od sześciu kwartałów, a dodatkowo na poziomie wyższym niż średnie kwartalne tempo zmian w analizowanym okresie, wynoszące 4,0 proc. W porównaniu z analogicznym okresem z roku ubiegłego odnotowano zmianę o +9,1proc., zaś przeciętne tempo zmian w ujęciu r/r w analizowanym okresie wynosi obecnie 17,8 proc. Co ważne – w całym okresie analizy, czyli od 2010 roku, wartość obsługiwanych wierzytelności wzrosła już blisko 4-krotnie, o około 60 mld PLN.

Najwyższe wartości widać w kategorii wierzytelności obsługiwanych na rzecz własnych funduszy sekurytyzacyjnych (w II kwartale 2018 roku ich wartość nominalna sięgała 63,48 mld PLN), wierzytelności obsługiwanych na zlecenie banków (9,15 mld PLN), portfeli kupionych i zarządzanych w imieniu własnym (4,81 mld PLN) i portfeli zarządzanych na rzecz pozostałych funduszy (1,94 mld PLN).

Rys. 4 Średni udział odzyskanych środków do wartości obsługiwanych wierzytelności w proc. Raport KPF za II kw. 2018 r.
Rys. 4 Średni udział odzyskanych środków do wartości obsługiwanych wierzytelności w proc. Raport KPF za II kw. 2018 r.

Członkowie KPF, wśród nich liderzy rynku, wykonali ogromną pracę dla powiększenia kultury obrotu wierzytelnościami. m.in. Od kilku już lat stosują się m.in. do wypracowanych w formule samorządowej zasad dobrych praktyk w obrocie wierzytelnościami i zasad dobrych praktyk windykacyjnych. Aktualnie Członkowie KPF pracują nad kolejnym doskonaleniem zbioru zasad dobrych praktyk, uwzględniając w nich również kwestię wierzytelności masowych, które mogłyby pochodzić z misselling-u. To ważne, by podnosić poziom ochrony konsumenta i dłużnika – mówi Andrzej Roter, Prezes Zarządu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych.

Ile środków odzyskują firmy windykacyjne?

Liczba obsługiwanych wierzytelności na koniec I kwartału 2018 roku wyniosła 14,6 mln sztuk. W porównaniu ze stanem z I kwartału 2018 roku odnotowano wzrost o 1,1 proc., a względem roku poprzedniego – wzrost o 5,2 proc. Przeciętna wartość pojedynczej wierzytelności, obsługiwanej przez firmy zrzeszone w KPF, osiągnęła poziom 5,56 tys. zł. Udział odzyskanych środków – w odniesieniu do wartości portfela zarządzanych wierzytelności – uplasował się na poziomie 4,63 proc.

Rys. Średni udział odzyskanych środków do wartości obsługiwanych wierzytelności (w proc.).

Rys. 2 Wartość obsługiwanych wierzytelności - Raport KPF za II kw. 2018 r.
Rys. 2 Wartość obsługiwanych wierzytelności – Raport KPF za II kw. 2018 r.

 – Poziom odzyskiwanych środków finansowych ma kapitalne znaczenie dla gospodarki, budżetu Państw. Obniża ryzyko podnoszenie cen, inflacji, wspiera zamiary inwestycyjne i konsumpcję, poprawia ściągalność podatków i powiększa ich strumień, finansujący różne polityki Państwa. W tym kontekście obniżenie tzw. wskaźnika odzysku nie jest dobrą informacją dla uczestników rynku, w tym dla wierzycieli pierwotnych banków, telekomów, instytucji pożyczkowych). Może bowiem wpływać na obniżenie poziomu cen, akceptowanych przez przystępujących do przetargów na zakup portfeli wierzytelności czy oczekiwanie wyższego wynagrodzenia w przypadku windykacji na zlecenie – ocenia Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF.

Nastroje uczestników rynku? Pozytywne, choć bywało lepiej

KPF zapytała swoich członków, przedstawicieli firm zarządzających wierzytelnościami, jak oceniają sytuację swojej branży. Mogli oni głosować w oparciu o pięciostopniową skalę – oceniając zarówno stan bieżący (w odniesieniu do roku poprzedniego), jak i przyszłą sytuację, w perspektywie 1-3 lat.  Aż 80 proc. ekspertów biorących udział w badaniu oceniło bieżącą sytuację w segmencie windykacji na zlecenie jako neutralną. W segmencie obrotu wierzytelnościami oceny neutralne pochodziły od co trzeciej firmy, zaś 36,4 proc. respondentów oceniło ten segment dobrze lub raczej dobrze.

Wśród pozytywnych zmian, które pozytywnie wpływają na rynek, eksperci wskazywali m.in. rosnący udział spraw z orzeczonym nakazem zapłaty, co korzystnie wpływa na bieg przedawnienia i daje większe możliwości dochodzenia roszczeń, czy transakcje forward flow stabilizujące cały rynek obrotu wierzytelnościami. Jednocześnie wskazywali na hamulce rynkowe, m.in. zawyżone wyceny portfeli oferowanych na sprzedaż, czy dużą konkurencyjność na rynku inkasa. Ten ostatni element,  wpływający na intensywność walki cenowej, może prowadzić w skrajnych przypadkach nawet do obniżenia jakości oferowanych usług, a nawet osłabiać skuteczność w procesie odzyskiwania środków finansowych.

Zmiany w prawie

Względny optymizm, wynikający z analizy wielkości sald wierzytelności, przekazywanych do obsługi przez uczestników rynku, może być hamowany przez niektóre zmiany prawne. Taki skutek mogą bowiem mieć m.in. modyfikowane przepisy w zakresie biegu przedawnienia i czynności komorniczych, czy otwarcie dostępu do upadłości konsumenckiej także dla tych osób, które do swojego stanu niewypłacalności doprowadziły świadomie. Te zmiany, mimo dobrych intencji legislatorów, mogą powiększać skalę hazardu moralnego i obniżać, tak ważną dla zrównoważonego rozwoju gospodarczego, kondycję moralną. Badania KPF, prowadzone przez Profesor Annę Lewicką- Strzałecką, na temat moralności finansowej Polaków nie pozostawiają wątpliwości co do potrzeby zdecydowanej poprawy w tym obszarze w Polsce. Ta bowiem negatywna cecha w profilu konsumenta i dłużnika obniża zdecydowanie szanse wierzycieli, czy to pierwotnych czy wtórnych, na odzyskanie swoich pieniędzy – ze wszystkimi tego konsekwencjami dla gospodarki, budżetu i kondycji finansowej gospodarstw domowych.

Podobny, negatywny efekt dla optymizmu w branży mogą mieć zmiany w regulacjach funkcjonowania emisji obligacji, jeśli prowadziłyby do powiększania ryzyka braku pozyskania finansowania lub podniesienie jego kosztu. W ten bowiem sposób osłabiony zostałby sektor obrotu wierzytelnościami z negatywnymi konsekwencjami również dla wierzycieli pierwotnych, ich pozycji finansowej, płynności, potrzeby pozyskania dodatkowych kapitałów na bieżącą działalność.

Komentarz Andrzeja Rotera, Prezesa Zarządu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych

Wizerunek branży się zmienia, świadomość konsumencka rośnie

Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce
Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

Na rozwój branży wpływa otoczenie gospodarcze, aspekty prawne i inne czynniki, ale bardzo ważny jest wizerunek sektora zarządzania wierzytelnościami i windykacji należności, a ten – w mojej ocenie – zmienia się od lat i to na lepsze. Należy także zaakcentować, że profesjonalna windykacja kieruje się jasnymi, zrozumiałymi zasadami i jest naturalnym sposobem rozwiązywania problemu nieuregulowanych należności. Jednym z kluczowych elementów jest zapewnienie pełnej zgodności praktyk biznesowych nie tylko z przepisami prawa, ale również z zasadami etycznymi. W ramach Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych Członkowie KPF stworzyli zasady dobrych praktyk windykacyjnych i powołali Komisję Etyki. Czuwa ona nad przestrzeganiem zasad w praktyce biznesowej, budując bieżące i rzetelne relacje w tym zakresie z tymi uczestnikami rynku, którzy zajmują się ochroną praw konsumentów.

Bardzo ważna jest również edukacja ekonomiczna i finansowa konsumentów oraz uświadamianie znaczenia społecznego i gospodarczego podstawowych instytucji społecznych, do których należy wywiązywanie się z zaciągniętych zobowiązań, bez względu na wielkość ich kwoty. Doskonaląc program etyczny, obowiązujący w KPF, we wrześniu br. powołano do życia nowych organ statutowy – Rzecznika Etyki – który umożliwi jeszcze bardziej efektywną współpracę z interesariuszami, w tym z klientami – dłużnikami i podmiotami, chroniącymi ich interesy.

Słaby dolar wspiera złotego oraz waluty rynków wschodzących

W cotygodniowym komentarzu, Ebury podsumowuje ubiegły tydzień i omawia najważniejsze nadchodzące wydarzenia. Kluczowe pytanie w tym tygodniu – co wydarzy się na spotkaniu Rezerwy Federalnej?

Szerokie umocnienie aktywów ryzykownych z zeszłego tygodnia uderzyło w waluty powszechnie uznawane za bezpieczne, a w szczególności w dolara. Gwałtowne ożywienie walut rynków wschodzących, jak i najbardziej wrażliwych walut G10, sprawiło, że dolar radził sobie słabiej niż inne kluczowe waluty – z wyjątkiem japońskiego jena.

Funt brytyjski nie skorzystał ze słabości dolara. Negocjacje w sprawie Brexitu utknęły w martwym punkcie po odrzucenie przez UE tzw. planu z Chequers. Wieści te uderzyły w funta i spowodowały, że w piątek w ciągu kilku godzin stracił on wszystkie zyski z zeszłego tygodnia.

Od czterech tygodni trwa ogólne spowolnienie wzrostu dolara. Kluczową kwestią jest teraz pytanie – czy słabość USD jest chwilowa? A może stała się ona trwałym trendem wywołanym przez coraz bardziej zbieżny kierunek kształtowania polityki pieniężnej banków centralnych krajów G10? Coraz więcej państw podąża bowiem za Rezerwą Federalną i zaczyna prowadzić bardziej restrykcyjną politykę.

W tym tygodniu posiedzenie Rezerwy Federalnej, wraz z konferencją prasową i prognozami jej decydentów, dostarczy istotnych informacji. Wszelkie polityczne wydarzenia związane z Brexitem będą również ściśle śledzone przez inwestujących w funta, dla których końcówka tygodnia okazała się dość ponura.

PLN

Ubiegły tydzień był względnie dobry dla złotego. Ze względu na ogólną słabość dolara amerykańskiego i funta brytyjskiego, złoty umocnił się w relacji do nich, a w parze z euro zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie. Złoty w minionym tygodniu reagował przede wszystkim na zmianę sentymentu do ryzyka i sytuację na głównych parach.

Większość danych z Polski w ubiegłym tygodniu zaskoczyło in minus, jednak różnice w relacji do oczekiwań były dość niewielkie, w związku z czym dane nie miały istotnego wpływu na złotego. Najważniejsza z nich, czyli sprzedaż detaliczna, pokazała utrzymanie wysokiej dynamiki w sierpniu, co sprawia, że istnieje spora szansa, iż również w trzecim kwartale zobaczymy wysokie tempo wzrostu gospodarczego w Polsce.

W tym tygodniu, warto zwrócić uwagę na wtorkowy odczyt stopy bezrobocia w sierpniu oraz piątkową wstępna publikacja indeksu CPI we wrześniu.

GBP

Funt przeżył jeden z najbardziej zmiennych tygodni w roku. Pozytywna niespodzianka w danych o inflacji sugerowała perspektywę podwyżek stóp Banku Anglii i wsparła szterlinga. Później jednak wiadomość o kategorycznym odrzuceniu przez UE „planu z Chequers” premier May, jak i perspektywa upadku negocjacji ws. Brexitu, uderzyła w rynki, a funt przeżył najgorszy dzień od czasu referendum ws. wyjścia z UE.

Mając niewiele informacji makro w Wielkiej Brytanii, oczekujemy, że kurs szterlinga będzie nadal uzależniony od doniesień i plotek o negocjacji ws. Brexitu.

EUR

Dość spokojny tydzień w strefie euro sprawił, że euro najczęściej reagowało na wiadomości z innych krajów. Wspólna europejska waluta posłusznie podążyła za ogólnym umocnieniem w stosunku do dolara amerykańskiego. Z niektórych zysków euro musiało jednak zrezygnować ze względu na złe wieści ws. Brexitu z piątku.

Jesteśmy coraz bardziej skoncentrowani na inflacji, która staje się kluczem do prognozy przyszłych podwyżek stóp EBC, a tym samym do przewidywania kształtowania się kursu EUR/USD. W tym tygodniu otrzymamy wstępne dane o inflacji za wrzesień. Aby utrzymać prognozę podwyżki w III kwartale 2019 r. musimy wkrótce zobaczyć wyraźny trend wzrostowy inflacji bazowej w strefie euro. Konsensus przewiduje, że opublikowane w ten piątek dane będą ograniczone do 1%. Nawet niewielka niespodzianka w górę miałaby pozytywny wpływ na wspólną europejską walutę.

USD

W tym tygodniu spotkanie Rezerwy Federalnej jest szczególnie ważne. Chociaż powszechnie oczekuje się kolejnej podwyżki stopy overnight, znaczna niepewność otacza komunikaty ze strony Fed. Rynki zdają się spodziewać istotnej rewizji w górę prognoz Fed dla wzrostu inflacji i być może indywidualnych prognoz decydentów o przyszłym poziomie w „dot plocie”. Mimo tego dolar spada już od trzech tygodni. Uważamy, że ryzyko dla dolara może być obniżone, jeżeli Fed utrzyma wytyczne z poprzedniego spotkania.

Autor: Enrique Diaz Alvarez, Ebury

Opłaty za zmianę zagospodarowania w użytkowaniu wieczystym

Z doniesień prasowych wynika, że Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju przygotowuje projekt zmiany ustawy o gospodarce nieruchomościami. Zakłada on między innymi likwidację luki prawnej w razie zmiany przez użytkownika wieczystego sposobu zagospodarowania i użytkowania nieruchomości będącej w użytkowaniu wieczystym. Nowelizacja ma jednoznacznie przesądzić, że zmiana taka jest dla użytkownika wieczystego bezpłatna. Dotychczas użytkownicy wieczyści Warszawy i Krakowa w razie takiej zmiany umowy użytkowania wieczystego muszą płacić bardzo wysokie opłaty, pomimo braku ku temu właściwej podstawy prawnej. Z takimi sytuacjami najczęściej spotykają się deweloperzy.

Sytuacja taka dotyczy planowanych inwestycji w budynki mieszkalne na gruncie, którego sposób zagospodarowania został określony jeszcze za czasów PRL-u i teren taki nie przystaje do aktualnych zamierzeń urbanistycznych miasta. Chodzi o grunty pod zakłady produkcyjne i przemysłowe, fabryki, itp., które obecnie są przeznaczane pod budownictwo mieszkaniowe.

Istniejąca dotychczas luka prawna została wykorzystana przez samorządy Warszawy i Krakowa do pobierania opłat za zmianę sposobu zagospodarowania i użytkowania nieruchomości. Rady tych miast podjęły w tym celu uchwały wprowadzające akty prawa miejscowego, które ustaliły obowiązek uiszczenia opłaty. W Warszawie wysokość opłaty wynosi 12,5% wartości nieruchomości określonej dla nowego sposobu użytkowania, a w Krakowie 25%. Wysokość opłaty w praktyce waha się od kilkudziesięciu tysięcy do nawet kilku milionów złotych, co poważnie podnosi koszt całej inwestycji. Co istotne, uiszczenie opłaty było stawianym przez gminę warunkiem przystąpienia do zmiany umowy użytkowania wieczystego. Zmiana umowy natomiast była konieczna, albowiem bez zmiany sposobu zagospodarowania nieruchomości użytkownik wieczysty ryzykował odmowę udzielenia pozwolenia na budowę.

W obecnym, niejasnym stanie prawnym, zapowiedź likwidacji tej luki prawnej jest pozytywnym sygnałem. Jeżeli dojdzie do zmiany przepisów w tym zakresie, sytuacja prawna stanie się klarowna i sprawiedliwa. Wskazać bowiem należy, że opłata ta jest pobierana wyłącznie w Warszawie i Krakowie. W innych miastach zmiana sposobu zagospodarowania oraz użytkowania nieruchomości jest bezpłatna. Nie ma żadnych powodów, aby użytkownicy wieczyści w różnych częściach kraju byli traktowani w tak różny sposób.

Autorem komentarza jest adwokat Anna Maksymiuk z kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni

Grupa Selena: 580 mln przychodów w pierwszym półroczu 2018

Grupa Selena w pierwszym półroczu 2018 roku osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 580 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 7% r/r. Zysk netto wyniósł niemal 11 mln zł – wzrost o 16 mln zł r/r – a EBIT 18,7 mln zł i wzrósł rok do roku o 8,8%. Na osiągnięte w H1 2018 wyniki finansowe miały wpływ przede wszystkim: stabilny wzrost sprzedaży, kontynuacja poprawy dyscypliny kosztowej w całej Grupie oraz zmniejszenie salda z tytułu różnic kursowych.

Drugi kwartał zamykający pierwsze półrocze 2018 to kontynuacja trendu utrzymującego się od początku roku. Osiągniętym wynikom Grupy sprzyja ogólnie dobra koniunktura w branży budowlanej. Według danych GUS dotyczących budownictwa mieszkaniowego w I połowie 2018 roku oddano do użytku o 6,3% więcej mieszkań, a produkcja budowlano-montażowa była o 24% wyższa niż w analogicznym okresie rok temu. Z drugiej strony branża budowlana odczuwa deficyty kadrowe, obniżające dynamikę rozwoju całego sektora budowlanego. Nie bez znaczenia są także zawirowania na arenie międzynarodowej, które mają przełożenie na wyniki finansowe m.in. na kursy walut.

Pomimo powyższych czynników makroekonomicznych – Selena odnotowała systematyczny wzrost sprzedaży udziału produktów wysokomarżowych – co pozytywnie wpłynęło na wynik w I półroczu. Największy i najbardziej dynamiczny wzrost sprzedaży miał miejsce na rynkach rozwiniętych, m.in. w Hiszpanii (20%), USA (18%), a także na Ukrainie (14%), gdzie w 2018 zainwestowano w rozwój sprzedaży.

Marcin Macewicz, prezes Grupy Selena
Marcin Macewicz, prezes Grupy Selena

„Grupa Selena zakończyła I półrocze 2018 roku z dobrymi wynikami finansowymi. W tym okresie mieliśmy do czynienia z wciąż wysokimi cenami większości surowców i wahaniami kursów walut. Z uwagą przyglądamy się tym rynkom, na których sytuacja nie jest stabilna. Obserwując zmiany kursów walut na rynkach w Rosji i Turcji podejmujemy odpowiednio szybkie decyzje, aby zneutralizować ich wpływ na wyniki Grupy. Staramy się kompensować sytuacje na trudniejszych rynkach, np. brazylijskim, działaniami wykorzystującymi sprzyjającą koniunkturę w rejonie Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Tam właśnie utrzymujemy wysoką dynamikę sprzedaży. Z kolei na rynku polskim szczególnie niepokoi nas fakt braków kadrowych, co w zauważalny sposób zaczyna wpływać na potencjał polskiego budownictwa. Odnosząc się do powyższych przykładów, Grupa Selena w II półroczu w maksymalny sposób chce wykorzystać dobrą sytuację gospodarczą na pozostałych rynkach, równoważąc potencjalne czynniki in minus dla spółki. Obecnie prognozujemy, że bilans na koniec roku zamkniemy z pozytywnym wynikiem” – mówi Marcin Macewicz, prezes Grupy Selena.

Chociaż w branży obserwuje się dobry popyt na produkty chemii budowlanej, czynnikiem negatywnie wpływającym na biznes są utrzymujące się w dalszym ciągu wysokie ceny surowców – zwłaszcza tych do produkcji uszczelniaczy, pap i bitumów. Konsekwencją tej sytuacji może być opóźnienie w akceptacji tych podwyżek przez użytkowników.

Branża budowlana zmaga się z coraz większymi problemami

Branża budowlana znajduje się obecnie w okresie dużego wzrostu. Obserwujemy bardzo dużą kumulację inwestycji infrastrukturalnych – drogowych, kolejowych i portowych. Widać wzmożoną aktywność samorządów w tym zakresie. Dobra koniunktura ma miejsce także na rynku inwestycji prywatnych – komercyjnych i przemysłowych, również mieszkaniowych. To stawia przed branżą nowe wyzwania i potencjalne zagrożenia. Niepokojąca jest przyszłość i perspektywa zakończenia projektów unijnych. Pojawiają się pytania o dalsze inwestycje infrastrukturalne. Firmy liczą na współpracę ze stroną publiczną w zakresie partnerstwa publiczno-prywatnego. Chcą,  aby był to efektywnie wykorzystywany element, który pozwoli rozwijać polską infrastrukturę.

– Głównym problemem jest wzrost kosztów realizacji przy istniejących długoterminowych kontraktach infrastrukturalnych, które nie przewidują klauzul waloryzacyjnych – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Trojanowski, wiceprezydent Pracodawców RP, członek zarządu Strabag –  Trudności, które pojawiły się kilka lat temu, dziś są jeszcze większe. Mniej więcej od roku koszty realizacji rosną, branża ma problemy z waloryzacją kontraktów. W dyskusji ze stroną publiczną na ten temat nadal brakuje wypracowanych rozwiązań. Istniejące klauzule – o ile w ogóle są w umowach – są nieefektywne i nie rozwiązują problemów. Patrząc długofalowo na sytuację demograficzną i makroekonomiczną, sektor będzie miał cały czas trudności z pozyskiwaniem nowych pracowników, głównie młodych ludzi zainteresowanych pracą. Jest to również związane z brakiem odpowiedniego systemu kształcenia zawodowego. Czekają nas problemy, które już teraz istnieją we wszystkich bogatych państwach – brak chętnych do zatrudnienia w branży budowlanej. Inwestorzy będą musieli liczyć się z tym, że za każdy realizowany projekt zapłacą o wiele więcej, co przełoży się też na wyższe koszty mieszkań, infrastruktury, ale też na rezygnację z pewnych przedsięwzięć. W tym roku Strabag uczestniczył w przetargach, w których zajmował pierwsze miejsce. Zdarzyły się jednak sytuacje, kiedy przetargi na ponad 700 milionów zostały unieważnione z powodu braku środków inwestora na realizację kontraktów po obowiązujących dziś cenach. Kolejnym problemem w branży jest też brak płynności. Rosnące koszty, brak podwykonawców i duża kumulacja projektów sprawia, że cały sektor ma trudności z ich finansowaniem – dodał Trojanowski.

Uchylenie decyzji podatkowej w zasięgu ręki

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Nie zawsze trzeba czekać na sądowe uchylenie decyzji podatkowej. Oczekiwany skutek może przynieść również dobrze sporządzone odwołanie, nawet w przypadku podatnika, który według organu podatkowego uczestniczył w karuzeli VAT. Kluczową kwestią dla odmówienia podatnikowi odliczenia podatku naliczonego są bowiem prawidłowe ustalenia faktyczne.

Postępowanie dowodowe i ocena dowodów

Zarówno w kontroli podatkowej, jak i w postępowaniu podatkowym istotne jest prawidłowe dokonanie ustaleń faktycznych badanej sprawy. W przypadku oszustw podatkowych zwanych „karuzelą podatkową” łańcuchy dostaw towarów są długie, a w większości spraw organy skupiają się na odtworzeniu takiego łańcucha i ustaleniach dokonanych przez inne organy wobec podatników, występujących na wcześniejszych bądź późniejszych jego etapach. Pomijana jest zatem w znacznym stopniu istota sprawy, czyli to, że stan faktyczny w głównej mierze winien dotyczyć strony postępowania/kontroli oraz jej działań, a nie działań podmiotów trzecich. Co więcej, zdarza się, że organ prowadzący daną sprawę z góry zakłada nieuczciwość po stronie podatnika i na tej podstawie przeprowadza ocenę. W efekcie zostaje wydana decyzja, w której odmawia się podatnikowi odliczenia podatku naliczonego VAT. Niekiedy również organ uznaje faktury sprzedaży za tzw. puste faktury i tym samym określa podatek do zapłaty wynikający z takich faktur. Decyzja w wielu przypadkach nie zawiera prawidłowego uzasadnienia faktycznego, a ocena dowodów jest wyrywkowa.

Decyzja uchylająca w zasięgu ręki

Niekiedy dopiero w postępowaniu przed sądem administracyjnym zauważane są błędy organów w zakresie zbierania i oceny dowodów. Może się również zdarzyć, że już organ II instancji uchyla decyzję i nakazuje przeprowadzenie postępowania od początku, uzupełniając materiał dowodowy i rozstrzygając kwestie, które de facto nie zostały przez organ rozstrzygnięte. Często bowiem niekorzystne dla strony wnioski nie są poparte żadnym niepodważalnym dowodem. Kluczowe dla takich spraw jest więc to, czy transakcje rzeczywiście wystąpiły, a jeśli tak, to czy podatnik wiedział lub mógł wiedzieć – przy zachowaniu należytej staranności – że uczestniczył w oszustwie podatkowym. Organy II instancji zaczynają zauważać w ostatnim czasie, że decyzje są podejmowane w oparciu o niepełne ustalenia faktyczne, przy braku dokładnego wyjaśnienia w odniesieniu do dochowania należytej staranności kupieckiej i świadomości bądź też nieświadomości podatnika (z decyzji organu II instancji: „Dokonaną w sprawie ocenę, że sporne faktury nie dokumentują faktycznie dokonanych czynności, organ I instancji wywiódł w istotnym zakresie z braku (…) towarów (…) na wcześniejszych etapach obrotu uznając, że skoro kontrahent Strony nie kupił towaru od podmiotów wykazanych na posiadanych przez niego fakturach, to nie mógł tego towaru sprzedać Stronie. Jednocześnie pomimo posiadanych od administracji podatkowych państw członkowskich informacji o nabyciu towaru przez (…) spółkę w ilościach wykazanych na zakwestionowanych fakturach zakupowych tych podmiotów zanegował rzetelność dostaw. (…). W ocenie Dyrektora Izby Administracji Skarbowej (…) dotychczas przeprowadzone postępowanie dowodowe nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, że Strona wiedziała lub powinna była wiedzieć, że transakcje potwierdzone zakwestionowanymi fakturami VAT stanowiły oszustwo i nie potwierdzały rzeczywistych zdarzeń.)”.

Powyższe stwierdzenia dają nadzieję dla podatników będących w trakcie kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej czy też postępowania podatkowego, że przekonanie organu II instancji do swoich racji jest osiągalne. Żeby jednak tak się stało istotne jest, by już w I instancji składać wnioski dowodowe i nie pozostawać biernym, aby następnie w odwołaniu od niekorzystnej decyzji mieć na czym oprzeć opozycyjne argumenty. Próba udowodnienia, że organ I instancji się myli, nie zebrał wystarczającej ilości materiału dowodowego lub błędnie ocenił (albo nie ocenił w ogóle) dowody zebrane w sprawie, powinna być poparta dowodami. Prawidłowa konstrukcja odwołania od decyzji ma niezwykle istotne znaczenie. Kluczowa jest dobra znajomość procedury w sprawach podatkowych oraz praktyczna wiedza na temat sposobu rozstrzygania tego typu spraw przez organy podatkowe. Tendencyjność i przewidywalność postępowań w sprawach karuzeli podatkowych z pewnością stanowi silną broń w rękach podatnika.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs funta kontynuuje spadki. May “stoi nad przepaścią”.

Tydzień rozpoczyna się dość powolnie. Inwestorzy spokojnie zareagowali na nową odsłonę wojny handlowej między USA a Chinami. Decyzją Trumpa, nowe taryfy na towary objęły kwotę 200 mld USD. Jak można było się spodziewać, chińska strona odpowiedziała kontratakiem i wprowadziła cła na produkty z USA o wartości 60 mld USD. I na ten moment to jedyne podjęte decyzje. Wszystkie oczy inwestorów zwrócone są jednak na Wyspy Brytyjskie, gdzie trwają zawirowania związane z Brexitem.

Nowe cła tylko straszakiem

Amerykańska administracja w przypadku odwetu Chin zapowiadała automatyczny nowy pakiet ceł niemal na cały pozostały import z Państwa Środka, ale póki co wygląda na to, że była to tylko groźba. Zadziwiający był jednak spokój inwestorów. Podbicie wartości aktywów uznawanych za bezpieczne, czyli jen japoński czy frank szwajcarski było tylko chwilowe. Wydaje się więc, że inwestorzy przyzwyczaili się do tarć na linii USA i Chiny i tylko pogorszenie parametrów makroekonomicznych mogłoby wywołać lekką panikę inwestorów.

Z funtem nie jest dobrze

Przegranym końcówki ubiegłego tygodnia jest bez wątpienia funt brytyjski. Premier May na spotkaniu w Salzburgu została sprowadzona na ziemię przez unijnych przedstawicieli. Pokazali oni jak twardo będą stali przy swoim i nie zgodzą się na żadne ustępstwa w kwestii dostępu do wspólnego rynku czy granicy z Irlandią. Szefowa brytyjskiego rządu musiała mocno odczuć silny opór UE, gdyż po spotkaniu w Austrii zwołała nieplanowaną konferencję. I trzeba powiedzieć jasno, że mocno podgrzała atmosferę mówiąc, że brak porozumienia z Unią jest lepszy niż złe porozumienie. Wyraźnie zachwiało to kursem funta. W piątek stracił on ponad 1% do euro i 1,5% do dolara. Dzisiaj te spadki są kontynuowane.

May może stracić stanowisko

Pojawiło się wiele spekulacji na rynkach działających na niekorzyść funta. Porażka w Salzburgu może kosztować premier May nawet stanowisko i w konsekwencji zwiększyć ryzyko przedterminowych wyborów. Dodatkowe zamieszanie w wewnętrznej polityce w kontekście Brexitu na pewno brytyjskiej walucie nie pomoże.

Traci również euro

Zamieszanie związane z Wielką Brytanią wpłynęło niekorzystnie na wspólną walutę. Trend wzrostowy na EUR/USD mocno wyhamował i kurs szybko zawrócił z okolic 1,18 na poziom 1,1730. Wydarzenia w Europie źle wpływają na polską walutę. Kurs EUR/PLN szybko wzrósł do okolic 4,30. Mocniejszy do złotówki jest także frank szwajcarski, który znalazł się znacznie powyżej 3,80. Szwajcarska waluta w momentach zawirowań w Europie jest traktowana jako bezpieczna przystań. Krajowa waluta umacnia się jedynie do słabnącej waluty brytyjskiej.

Dzisiaj bez fajerwerków

Dzisiejszy kalendarz makro jest niemal pusty. Poznamy jedynie wskaźnik Ifo z Niemiec. O 15.00 głos zabierze Mario Draghi, ale nie ma się co tutaj spodziewać większych zaskoczeń.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Wzrost przychodów Kompapu do 45,85 mln zł w I półroczu 2018

Grupa Kompap SA, do której należą dwie wiodące drukarnie dziełowe w Polsce – BZGraf i OZGraf, a także drukarnia offsetowa rolowa Imprimus, zwiększyła przychody ze sprzedaży w I połowie 2018 roku do 45,85 mln zł wobec 30,13 mln zł rok wcześniej. Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży wzrósł w tym czasie z 6,21 mln zł do 8,60 mln zł. Wyraźne wzrosty na tych poziomach to efekt prężnie działających zakładów graficznych w Białymstoku i Olsztynie, a także włączenia do grupy nabytej w grudniu 2017 roku spółki Imprimus. Jednocześnie na koniec I półrocza br. grupa zanotowała zysk netto w wysokości 147 tys. zł.

– Pierwsza połowa roku w Kompapie upłynęła pod znakiem restrukturyzacji i porządków w zakupionej pod koniec 2017 drukarni Imprimus. W efekcie podejmowanych przez nas działań spółka, która w przeszłości notowała duże straty, teraz szybko nadrabia zaległości i sukcesywnie poprawia wyniki. Liczymy, że skokowe zwiększenie przychodów, jakie osiągnęliśmy po tym przejęciu, w niedługim czasie będzie też miało odzwierciedlenie we wzrostach na poziomie netto. Minione półrocze było także okresem dalszego umacniania pozycji BZGraf i OZGraf na rynku polskim i za granicą. Jednocześnie w związku ze znaczącymi inwestycjami realizowanymi w ostatnim czasie w naszych zakładach na zysk netto w I połowie roku wpłynęła wysoka amortyzacja, która sięgnęła blisko 3,3 mln zł. Na wyniku zaciążyły też różnice kursowe wynikające ze wzrostu kursu euro r/r. Spodziewamy się wzrostu wyników za drugą połowę 2018 roku choćby ze względu na sezonowość w branży poligraficznej i zazwyczaj lepsze drugie półrocze – komentuje Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA.

Kompap i należące do niego zakłady specjalizują się w druku, przede wszystkim w druku dziełowym. W pierwszym półroczu 2018 roku przychody z tytułu działalności produkcyjnej, obejmującej przede wszystkim sprzedaż książek, katalogów, czasopism i innych artykułów poligraficznych, a także produkcję poligraficzną i usługi z tym związane wyniosły 44,82 mln zł wobec 29,01 mln zł przed rokiem. Odbiorcami produktów grupy są renomowane i znaczące wydawnictwa nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Wśród klientów Kompapu znaleźć można takie firmy jak Lantarn Publisher z Holandii, Wydawnictwo Marginesy, Wydawnictwo Dwie Siostry, Vigmostad & Biorke AS z Norwegii, PWN, Świat Książki, Wydawnictwo C.H. Beck, Firma Księgarska Olesiejuk, Egmont Polska czy Burda, ale też na przykład obsługiwane przez Imprimus instytucje, w tym ministerstwa, Narodowy Fundusz Zdrowia czy Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

– Naszym celem na przyszłość niezmiennie pozostaje dalsze zwiększanie sprzedaży w kraju, a także rozwój eksportu, który na koniec 2017 roku odpowiadał za niemal ¼ przychodów grupy. By móc skutecznie konkurować w obu tych wymiarach w ostatnich dwóch latach prowadziliśmy szeroko zakrojone inwestycje w parki maszynowe, dzięki czemu dysponujemy ogromnym potencjałem produkcyjnym w naszych zakładach. Zamierzmy z tego coraz pełniej korzystać. Chcemy też czerpać z synergii, jaką daje nam połączenie zakupów OZGraf, BZGraf i Imprimus, by poprawiać efektywność działania grupy – dodaje Waldemar Lipka.

Kiedy warto wziąć leasing, a kiedy pożyczkę?

Prowadząc firmę należy liczyć się ze sporymi kosztami zakupu środków trwałych niezbędnych w prowadzeniu działalności. Jeżeli nie dysponujemy wystarczającymi środkami własnymi, warto rozważyć skorzystanie z finansowania zewnętrznego – leasingu czy pożyczki. W przypadku leasingu dla przedsiębiorcy bardzo istotne mogą okazać się spore korzyści podatkowe, natomiast pożyczka z pewnością jest dobrym rozwiązaniem dla podmiotów starających się o dotacje unijne. Każda z tych propozycji ma swoje wady i zalety, dlatego wybór jednej z nich powinien być poprzedzony uważną analizą.

efl warunki finansowania– Z usług instytucji finansowych mogą korzystać firmy o różnym profilu i różnej skali działania. Oferta skierowana do klienta jest silnie zindywidualizowana i decyzja o tym, czy leasing czy pożyczka, ostatecznie będzie zależeć od potrzeb działalności oraz innych dodatkowych czynników takich jak wysokość wpłaty własnej, wartość i okres całej inwestycji czy rodzaj finansowania. Warto jednak zwrócić uwagę na korzyść podstawową – dzięki finansowaniu zewnętrznemu, przy wyborze potrzebnego sprzętu, możemy skupić się na jego jakości, a nieograniczonym budżecie. Nawet w sytuacji, gdy posiadamy środki własne, wzięcie pożyczki czy zawarcie umowy leasingowej, może okazać się korzystniejsze – mówi Marcin Stasiak, Kierownik ds. Produktów i Rozwoju Rynków w EFL. 

Leasing …

Leasing to uniwersalna forma finansowania inwestycji w oparciu o umowę, na podstawie której w pełni dysponujemy przedmiotem leasingowanym bez jego zakupu na własność. Istotną korzyścią takiego rozwiązania jest to, że czynsze leasingowe, które płaci leasingobiorca, mogą pochodzić z przychodów, które korzystający uzyskuje dzięki wykorzystaniu danego środka trwałego. Zatem leasingowany sprzęt zarabia sam na siebie.

Leasing niesie ze sobą wiele zalet, a wśród nich:

  • Niższe podatki: wyróżniamy dwa podstawowe rodzaje leasingu – operacyjny oraz finansowy, a każdy z nich proponuje nieco odmienne korzyści. W przypadku leasingu finansowego korzystający wpisuje do swoich aktywów leasingowany przedmiot i dokonuje odpisów amortyzacyjnych. Kosztem uzyskania przychodu, który zmniejsza podstawę opodatkowania, będą odpisy amortyzacyjne, część odsetkowa raty leasingowej oraz codzienne koszty użytkowania. W przypadku leasingu operacyjnego to leasingodawca jest odpowiedzialny za dokonanie odpisów amortyzacyjnych. W związku z tym kwotę opodatkowania leasingobiorcy zmniejszą opłata wstępna, całe raty leasingowe (zarówno część podstawowa jak i odsetki), a także opłaty związane z bieżącą eksploatacją przedmiotu leasingu. Ponadto, w przypadku leasingu operacyjnego podatek VAT jest naliczany do każdej raty leasingowej, co powoduje że zapłata VAT-u jest rozłożona w czasie.
  • Łatwość uzyskania: leasingodawcy stawiają mniej wymogów, jeżeli chodzi o liczbę i szczegółowość koniecznych dokumentów czy procedur, ze względu na to, że przedmiot leasingu przez cały czas spłaty pozostaje własnością firmy leasingowej.
  • Indywidualne warunki umowy: każdorazowo, niezależnie czy leasingobiorcą jest jednostka publiczna czy przedsiębiorstwo prywatne, umowa leasingu jest konstruowana indywidualnie, zarówno jeśli chodzi o długość czasu, na jaki zostaje podpisana, rodzaj leasingu, jak i wysokość rat leasingowych.
  • Atrakcyjne usługi dodatkowe: leasingodawcy współpracując z partnerami, m.in. dilerami, mogą wynegocjować u nich atrakcyjne, często dla indywidualnego klienta niedostępne, rabaty oraz oferują całą gamę usług dodatkowych. Oprócz standardowych OC i AC posiadają mocno rozbudowane ubezpieczenia assistance.

…czy pożyczka?

– Pożyczka może być udzielona zarówno osobom fizycznym, jak i instytucji. Niezmienne jest to, że zawieramy pewien rodzaj umowy, która zobowiązuje jedną stronę do przeniesienia na rzecz pożyczkobiorcy określonej ilość pieniędzy lub rzeczy, a biorący zobowiązany jest zwrócić tę samą ilość pieniędzy lub rzeczy w ustalonym czasie.

Wybierając pożyczkę przede wszystkim dostajemy fundusze na sfinansowanie inwestycji, istnieje jednak więcej korzyści, m.in.

  • Szybka i sprawna realizacja transakcji: w przypadku złożenia kompletu dokumentów, decyzja może być udzielona w ciągu 24 h, co pozwala pożyczkobiorcy na szybki zakup pojazdu.
  • Przedmiot własnością pożyczkobiorcy: w przypadku terminowych spłat, finansujący nie może rościć pretensji do przedmiotu pożyczki, stąd pożyczkobiorca jest tym, który dokonuje odpisów amortyzacyjnych. Wyjątkiem od tej reguły jest zabezpieczenie w postaci przewłaszczenia całkowitego, na podstawie którego pożyczkobiorca, pomimo wystawionej faktury, zrzeka się własności przedmiotu na rzecz pożyczkodawcy.
  • Otwarta droga do dotacji unijnych: pożyczka jest dobrym rozwiązaniem dla osób, które
    z jednej strony potrzebują zewnętrznego wsparcia finansowego, a z drugiej strony starają się o dotacje unijne. Jedno nie przeszkadza drugiemu: jeżeli przy pomocy gotówki z pożyczki, dokonamy zakupu środka trwałego, faktura za ten przedmiot jest wystawiana bezpośrednio na pożyczkobiorcę, co daje możliwość ubiegania się o jednorazowy zwrot poniesionych kosztów z UE.

Wolfs Technology Fund S.A. nabywa kolejną nieruchomość pod inwestycję deweloperską

Wolfs Technology Fund S.A. (dawniej Graphic S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem i zarządzaniem nieruchomościami oraz prowadzeniem projektów inwestycyjnych, dokonała zakupu kolejnej nieruchomości gruntowej w Gdyni za kwotę 800 tys. zł. Spółka zrealizuje na niej inwestycję mieszkaniową wielorodzinną.

Emitent podpisał umowę, której przedmiotem jest zakup przez niego nieruchomości gruntowej położonej w Gdyni przy ul. Sochaczewskiej 7 – dzielnica Mały Kack. Jej powierzchnia wynosi 562 m2, a łączna kwota nabycia tej nieruchomości sięgnęła 800 tys. zł. Spółka zamierza zrealizować na niej deweloperską inwestycję mieszkaniową z widokiem na Gdynię o PUM wynoszącym ok. 450 m2, obejmującą 7-8 mieszkań. Zarząd Wolfs Technology Fund S.A. oczekuje, że nowy projekt wpłynie pozytywnie na budowanie pozycji rynkowej oraz na wyniki finansowe.

Zakup nowej nieruchomości w Trójmieście, to tylko kolejny krok w realizacji naszych dalekosiężnych planów dotyczących ekspansji Spółki na rynku deweloperskim. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych inwestycji w nieruchomości na Pomorzu, jesteśmy przekonani, że marża na poziomie blisko 40% jest jak najbardziej realna do osiągnięcia przy takiej lokalizacji i ukierunkowaniu inwestycji. Inwestycja na Sochaczewskiej z pewnością znajdzie nabywców wśród wymagających klientów, dzięki nowoczesnej i funkcjonalnej architekturze budynku oraz znakomitej lokalizacji, co jest kluczowe w tego typu przedsięwzięciach.” – podkreśla Leszek Forytta, Prezes Zarządu Spółki Wolfs Technology Fund S.A.

Podczas NWZA Spółki zwołanego na 02.10.2018 r. jej Akcjonariusze podejmą decyzję w sprawie wyrażenia zgody na skup akcji własnych. Szczegółowe warunki programu buy-back zostaną ustalone przez Akcjonariuszy podczas NWZA.

We wrześniu 2018 r. Wolfs Technology Fund S.A. podpisała dwie przedwstępne umowy nabycia nieruchomości gruntowych położonych w Gdyni. Spółka przeprowadzi na nich inwestycję mieszkaniową wielorodzinną o PUM wynoszącym ok. 650 m2, która będzie obejmowała 11-12 mieszkań. Nowy projekt deweloperski usytuowany będzie w sąsiedztwie terenów zielonych oraz w pobliżu Obwodnicy Trójmiejskiej, co stanowi ważny atut tej inwestycji.

Emitent osiągnął w 2 kw. 2018 r. zysk netto w kwocie 25 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 137 tys. zł. W całym pierwszym półroczu 2018 r. zysk netto Spółki wyniósł prawie 83 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 266 tys. zł wobec straty netto w analogicznym okresie ub. roku na poziomie 163 tys. zł.

Dlaczego aż 279 tys. osób wybrało karierę w centrach biznesowych?

Angelika Żurawska
Angelika Żurawska, konsultant w firmie rekrutacyjnej Antal, SSC/BPO

W ubiegłym roku liczba ofert pracy w SSC/BPO, R&D i IT wzrosła aż o 13%. Firmy szukają przede wszystkim kandydatów z biegłą znajomością języków obcych, wyspecjalizowanych w księgowości, finansach, obsłudze klienta, IT czy HR. Pracownicy zatrudnieni w centrach biznesowych mogą liczyć na wyższe wynagrodzenia, atrakcyjne benefity i szybką ścieżkę rozwoju kariery. Jak się pracuje w polskich centrach usług wspólnych?

Najważniejszym wymogiem w centrach usług wspólnych jest znajomość języków obcych. Standard to angielski (przynajmniej na poziomie B2), który właściwie we wszystkich firmach jest językiem korporacyjnym. Co za tym idzie – jego znajomość nie daje gwarancji wyższych zarobków. W minionym roku najczęściej poszukiwaną kompetencją przez większość pracodawców z sektora SSC/BPO był język niemiecki. Równie często pracodawcy poszukają kandydatów ze znajomością francuskiego oraz włoskiego.

Znają języki obce i zarabiają więcej

Osoby rozpoczynające swoją przygodę z centrami usług wspólnych mogą liczyć na wynagrodzenia rzędu 3500-4500 zł brutto, w zależności, od wcześniejszych doświadczeń zdobytych podczas staży, poziomu znajomości języków obcych oraz lokalizacji. Specjaliści i menedżerowie władający potrzebnymi językami mogą liczyć na dodatek do swojej pensji w wysokości nawet 1000 zł brutto. Wyższy bonus finansowy otrzymają kandydaci z językiem holenderskim – do 1200 zł brutto. W cenie są pracownicy znający jeden z języków skandynawskich – oni mogą liczyć na dodatek w wysokości max. 2000 zł brutto, niezależnie od stanowiska.

Pracownicy awansują i rozwijają się

Wraz ze zdobywaniem doświadczenia zawodowego oraz poszerzaniem kompetencji w ramach organizacji pracownicy mają możliwość awansu, zarówno pionowego jak i poziomego. Międzynarodowe Centra Biznesowe zazwyczaj cechują się szeroką strukturą, w której można rozwijać się jako Junior, Specjalista, Senior oraz później w kierunku zarządzania zespołem. Dodatkowo coraz częściej pojawiającym się poziomem stanowisk są role eksperckie, wynikające z przenoszenia bardziej zaawansowanych procesów bądź dużej rozbudowy zespołu. Osoby posiadające około 4-5 letnie doświadczenie w ramach konkretnego procesu mają możliwość wyboru kierunku, który wydaje się dla nich najciekawszy- rola Team Leadera daje możliwość zarządzania teamem, zazwyczaj około 10 osobowym oraz umożliwia częściowe odejście od działań typowo operacyjnych na rzecz people managementu. Stanowiska eksperckie z kolei umożliwiają dogłębne wejście w szczegóły konkretnego procesu finansowego, poznanie całego spektrum działań oraz rozwój kompetencji typowo technicznych. Zarobki na obu stanowiskach są zależne od wielu czynników natomiast w przypadku ról leaderskich możemy przyjąć kwoty około 9 000 – 11 000 zł brutto, role eksperckie natomiast oferują wynagrodzenia od około 7500 – 8000 zł brutto.

Nie brakuje benefitów

Poza wynagrodzeniem podstawowym i atrakcyjnymi ścieżkami rozwoju, pracodawcy zaczynają prześcigać się we wprowadzaniu nowych benefitów. Nie jest to już tylko karta multisport i ubezpieczenie na życie. Obecnie możemy mówić o takich benefitach jak dofinansowania do lunchu, catering w pracy, dostęp do napojów, usługi masażysty na terenie firmy itp. Coraz częściej mamy również do czynienia z benefitami wynikającymi z macierzystej działalności firmy tj. bilety lotnicze lub w przypadku niektórych firm automotive – leasing pracowniczy.

Angelika Żurawska, konsultant w firmie rekrutacyjnej Antal, SSC/BPO

Kurs dolara, euro, funta – komentarz poranny Konrada Białasa 24.09.2018

Europa zaczyna nowy tydzień z niewielką liczbą wskazówek z Azji, gdzie trzy główne rynki są zamknięte z powodu święta. Słaba jest aktywność, ale też i nastroje, gdyż spory handlowe nie dają o sobie zapomnieć. Martwi też kondycja gospodarki Eurolandu i Brexit. Poza tym większość inwestorów myślami jest przy środowej decyzji FOMC.

Nie da się ukryć lekkiej nerwowości na otwarciu ostatniego tygodnia września, a powodu upatrywać należy w wykruszeniu się podstaw zeszłotygodniowego optymizmu. Od dziś w życie wchodzi nowa runda ceł importowych na warte 200 mld USD produkty z Chin i 60 mld USD produkty z USA. Po wstępnym ogłoszeniu tej decyzji tydzień temu rynek szukał pocieszenia w fakcie, że USA nałożyła cła w wysokości tylko 10 proc., a nie 25 proc., jak pierwotnie straszyła. To miało zachęcić Pekin do przystąpienia do rozmów negocjacyjnych, ale po weekendzie wiemy, że chińska delegacja odwołała wizytę w Waszyngtonie w tym tygodniu, jak również z przyjazdu zrezygnował wicepremier Chin Hu. To nie pokazuje, aby sprawy miały iść w dobrym kierunku, w rezultacie jeszcze nie raz możemy być świadkami zaostrzenia sporu, zanim sprawa na dobre przycichnie (osobiście liczę na pozytywny dla gospodarki globalnej finał). Jednak póki ryzyko jest nie do zignorowania, podtrzymanie rajdu aktywów ryzykownych nie będzie łatwym zadaniem.

W schemat obaw o losy wojen handlowych wpisały się rozczarowujące odczyty PMI z Eurolandu. Sektor przemysłowy wciąż nie może stanąć mocno na nogach i we wrześniu indeks zaliczył dwuletni dołek przy fatalnej postawie eksportu. W komentarzu do danych napisano, że „wojny handlowe, Brexit, słabnący popyt, rosnąca awersja do ryzyka i ryzyka polityczne” napędzają spowolnienie. Jak ważne były to dane, potwierdza zatrzymanie rajdu EUR/USD na 1,18 oraz późniejszy odwrót niżej. Z technicznego punktu widzenia jest jeszcze za wcześnie, by zaprzeczyć dominującej roli kupujących (potrzebny powrót pod 1,1720), ale rynek stracił swój wstępny pęd. Ostatni rajd przede wszystkim miał podłoże w słabości USD podyktowanej przetasowaniami w pozycjach inwestorów, niż w fundamentach. Ale jeśli atmosfera wokół wojen handlowych ma być podgrzewana, a nie studzona, USD wciąż może łatwo odbić. Dodatkowo w tym tygodniu mamy decyzję FOMC, gdzie niemal pewna jest podwyżka, jak i szykowanie rynku na kolejną w grudniu. Nie będzie to niespodzianką, ale niezjednany w swej jastrzębiości Fed powinien przywrócić zaufanie w USD.

Drugim, istotnym kanałem słabości USD przed weekendem był rajd GBP/USD, który jednak został zmiażdżony (kolejnym) zwrotem w sprawie Brexitu. Budowany w ubiegłym tygodniu coraz to większy optymizm na bezsporne porozumienia Brukseli z Londynem musiał zostać poddany rewizji po słowach premier Wielkiej Brytanii May, która stwierdziła, że negocjacje trafiły na impas po tym, jak UE odrzuciła jej projekt Brexitu. Jakkolwiek strony dały sobie czas do połowy października, by rozwiązać kwestie sporne, do tego czasu nie obędziemy się bez szumu informacyjnego, gdzie scenariusz Brexitu bez porozumienia nie będzie mógł być wykluczony. Osobiście czuję się zmęczony tą polityczną przepychanka, która w europejskim stylu prawdopodobnie zostanie zakończona porozumieniem na ostatnią chwilę. Jednak z punktu widzenia GBP niemożliwym staje się obstawianie szczęśliwego zakończenia przy tylu potencjalnych zwrotach akcji po drodze.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Elastyczne podejście do godzin pracy przyciąga pracowników do firm

Ponad połowa polskich pracowników – 51 proc. – chciałaby od czasu do czasu pracować z domu. Jeszcze więcej, bo ponad 66 proc. doceniłaby możliwość pracy w elastycznych godzinach – wynika z cyklicznego badania Confidence Index przeprowadzonego w II kwartale 2018 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page.

Polscy pracownicy chcieliby mieć większą elastyczność w zakresie wyboru godzin pracy i miejsca, z którego będą ją wykonywać. Jak pokazuje badanie Confidence Index przeprowadzone przez firmę Michael Page, na pracy zdalnej najbardziej zależy osobom pracującym w sektorze dóbr konsumenckich (54,9 proc.), logistyce (54,3 proc.) i technologii (50,7 proc.). Nieco mniejszą wagę do tego aspektu przywiązują pracownicy finansów (46,3 proc.) oraz przemysłu i produkcji (42,6 proc.). Perspektywa pracy w elastycznych godzinach jest najbardziej atrakcyjna dla branży finansowej (72,2 proc.) i logistycznej (68,6 proc.) Mniejsze znaczenie ma natomiast dla pracowników przemysłu i produkcji (57,4 proc.) oraz dóbr konsumenckich (56,9 proc.).

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

W Polsce zgodnie z danymi Kantar TNS, na razie tylko 1/3 firm umożliwia pracownikom korzystanie z pracy zdalnej i to w ograniczonym modelu. To pokazuje, że elastyczne podejście do godzin i miejsca pracy nie jest jeszcze powszechną praktyką w naszym kraju. Jednak analizując sytuację na rynku pracy możemy przypuszczać, że w najbliższej przyszłości coraz więcej pracodawców będzie zgadzać się na częściowe wykonywanie obowiązków zdalnie – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Wydaje się, że ewolucja podejścia pracodawców do tematu większej elastyczności jest tylko kwestią czasu. Przyczyni się do niej z pewnością silna pozycja kandydatów na rynku pracy, którzy obok benefitów pozapłacowych, oczekują właśnie coraz większej elastyczności.

– Zaoferowanie możliwości pracy z domu od czasu do czasu lub wprowadzenie elastycznych godzin może w dłuższej perspektywie znacznie zwiększyć atrakcyjność firmy na rynku, zmniejszyć rotację pracowników i przyciągnąć kandydatów do przedsiębiorstwa – dodaje Piotr Dziedzic z Michael Page.

****

O badaniu Confidence Index

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page

Polska w gronie 25-ciu najbardziej rozwiniętych rynków świata

  • 24 września 2018 r. agencja FTSE Russell przekwalifikowała Polskę z grupy rynków rozwijających się (Emerging Markets) do rozwiniętych (Developed Markets)
  • Polska znalazła się wśród najbardziej rozwiniętych światowych rynków, do których zaliczane są m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Japonia i Australia
  • Awans Polski do grona rynków rozwiniętych to docenienie rozwoju polskiej gospodarki i krajowego rynku kapitałowego

24 września 2018 r. globalna agencja indeksowa FTSE Russell przekwalifikowała Polskę z Emerging Markets do Developed Markets. Dzięki awansowi Polska znalazła się w grupie 25-ciu najbardziej rozwiniętych światowych gospodarek, takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Japonia czy Australia. Polska to pierwszy kraj od niemal dekady, który awansował do rynków rozwiniętych, to również pierwszy przypadek zakwalifikowania do tego grona kraju z Europy Środkowo-Wschodniej.

Przekwalifikowanie Polski do rynków rozwiniętych to docenienie rozwoju polskiej gospodarki i naszego rynku kapitałowego oraz ważny krok w jego rozwoju. Polska posiada wszystkie zalety rynków rozwiniętych, m.in. bezpieczeństwo obrotu i usług post-transakcyjnych oraz rozwiniętą infrastrukturę. GPW funkcjonuje w oparciu o nowoczesny system transakcyjny, a spółki notowane na giełdzie spełniają wysokie standardy w zakresie ładu korporacyjnego i komunikacyjnego.

– Dzisiejszy awans Polski do grona rynków rozwiniętych w ramach globalnej klasyfikacji rynków akcji FTSE Russell to znaczące osiągnięcie. Ministerstwo Finansów i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie od dawna dążą do usprawnienia infrastruktury polskiego rynku kapitałowego i wzmocnienia polskiej gospodarki, a dzisiejszy dzień jest zwieńczeniem ich wysiłków zmierzających do spełnienia restrykcyjnych kryteriów tej klasyfikacji – powiedział Reza Ghassemieh, Chief Research Officer, FTSE Russell.

Marek Dietl
Marek Dietl

– Dynamiczny rozwój polskiego rynku kapitałowego zaowocował nadaniem mu statusu rynku rozwiniętego. To fundamentalna zmiana w postrzeganiu Polski przez globalnych inwestorów. Przekwalifikowanie naszego kraju daje możliwość zainteresowania nowych inwestorów akcjami polskich spółek i stanowi ogromną szansę dla całego rynku kapitałowego. Wierzę, że w dłuższej perspektywie spowoduje to napływ większego kapitału na warszawski parkiet – powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

Dokonując rewizji klasyfikacji FTSE Russell bierze pod uwagę m.in. otoczenie regulacyjne, infrastrukturę, jakość rynku kapitałowego, kształt systemu depozytowo-rozliczeniowego czy rozwój rynku instrumentów pochodnych.

Do indeksów FTSE Russell benchmarkują się wiodące światowe fundusze inwestycyjne. Kwalifikacja wiąże się z przesunięciem spółek w ramach indeksów FTSE grupujących spółki z rynków rozwijających się do indeksów spółek z rynków rozwiniętych.

Ostateczna lista 37 polskich spółek, które wejdą w skład indeksów rynków rozwiniętych (wg przypisanej przez FTSE Russell kategorii wielkości), została opublikowana 25 sierpnia:

  • duże spółki (large cap): PKO Bank Polski
  • średnie spółki (mid cap): PKN Orlen, Grupa Lotos, PGE, PGNiG, KGHM Polska, Bank Pekao, PZU, BZ WBK, mBank, LPP, Dino Polska, CD Projekt, Cyfrowy Polsat.
  • małe spółki (small cap): Bank Millennium, AmRest Holdings, Bank Handlowy, JSW, Alior Bank, CCC, Play Communications, Orange Polska, Grupa Azoty, Enea, Tauron Polska Energia, Kernel Holding, Kruk, Asseco Poland, Budimex, Eurocash, Ciech, Energa, PKP Cargo, Lubelski Węgiel Bogdanka, GPW, Boryszew, Neuca.

Polska została przekwalifikowana z Emerging Markets do Developed Markets w wyniku decyzji ogłoszonej przez FTSE Russell 29 września 2017 r., kiedy agencja podała wyniki dorocznej klasyfikacji krajów pod względem statusu rozwoju. Decyzja weszła w życie 24 września 2018 r. wraz z prowadzoną co pół roku weryfikacją globalnych indeksów akcji FTSE.

Link do strony internetowej informującej o decyzji FTSE Russell

Z okazji zbliżającej się reklasyfikacji polskiego rynku, 11 maja tego roku FTSE Russell opublikowała „białą księgę” poświęconą Polsce i zorganizowała konferencję “Talking Poland – Charting Success, From Emerging to Developed”. W dzień awansu Polski do grona rynków rozwiniętych 24 września 2018 r. w siedzibie London Stock Exchange obyła się ceremonia „Market Open”. W wydarzeniu wzięli udział: Reza Ghassemieh – Chief Research Officer FTSE Russell, Marek Dietl – Prezes Zarządu GPW, Michał Krupiński – Prezes Zarządu Banku Pekao S.A., Maciej Trybuchowski – Prezes Zarządu KDPW, Paweł Borys – Prezes Zarządu PFR, Jakub Papierski – Wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego oraz Paweł Surówka – Prezes Zarządu PZU S.A.

Link do strony internetowej zawierającej „białą księgę”

Nie tylko agencja FTSE Russell zdecydowała się na przesunięcie Polski z Emerging Markets do Developed Markets. Również firma Stoxx, operator indeksów Deutsche Boerse Group, podjęła taką decyzję, a rewizja obu indeksów zbiegła się w czasie  i nastąpiła na zamknięciu sesji 21 września 2018 r. W rezultacie od 24 września Polska jest przez obie firmy klasyfikowana jako rynek rozwinięty.

Polska jest wciąż klasyfikowana przez agencję indeksową MSCI jako rynek rozwijający się, dzięki czemu znacznie poszerza się spektrum inwestorów zainteresowanych polskim rynkiem.

– Polska giełda jest w o tyle dobrej sytuacji, że według dwóch firm: FTSE Russell i Stoxx jesteśmy krajem rozwiniętym, a według innej globalnej agencji MSCI jesteśmy wciąż krajem rozwijającym się. Większość funduszy inwestycyjnych na świecie – ok. 87 proc. – inwestuje w najbardziej rozwiniętych krajach jeśli chodzi o rynek kapitałowy. Do tej pory mieliśmy dostęp do 12-13 proc. światowych pieniędzy inwestycyjnych, od września będziemy mieć dostęp do 100 proc. Choć oczywiście proces przebudowy portfeli inwestycyjnych związany z decyzją FTSE Russell potrwa parę lat – powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

W przypadku Stoxx Polska awansowała z indeksu Emerging Markets 1500, obejmującego spółki z całego świata do Europe 600, grupującego tylko spółki z rynków rozwiniętych Europy. Do grona 600-set najważniejszych spółek w Europie dołączyło osiem z naszego kraju: Bank Pekao, BZ WBK, CD Projekt, KGHM Polska, LPP, PKN Orlen, PZU i PKO Bank Polski.

Kurs euro stabilizuje się w okolicach 4,29

W treści minutes RPP podtrzymuje swoje stanowisko w sprawie stóp procentowych, co sprzyja stabilizacji notowań papierów krótkoterminowych. Dzięki wyższym notowaniom euro do dolara EUR/PLN utrzymuje niskie poziomy, w okolicach 4,29. Potencjał aprecjacyjny złotego jednak słabnie.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na rynku głównej pary walutowej euro w relacji do dolara wzrosło w okolice dwumiesięcznych minimów. W czwartek kurs EUR/USD testował opór na 1,178. Obawy o konflikt handlowy pomiędzy USA a Chinami nieco osłabły, stąd atrakcyjność dolara, jako bezpiecznej waluty, zmniejszyła się. Wczoraj dodatkowo wsparcie dla euro nadeszło ze strony szwajcarskiego banku centralnego. SNB jest gotowy nadal utrzymywać rekordowo niskie, ujemne stopy procentowe i w razie potrzeby interweniować na rynku. Bank nadal uważa też, że frank pozostaje „wysoko wyceniany”, a sytuacja na rynku walutowym jest napięta. Komunikat SNB poskutkował lekkim osłabieniem franka względem euro. Ekonomiści przewidują, że Szwajcaria ruszy stopy dopiero po tym, jak dojdzie do zmian w polityce monetarnej strefy euro. W ubiegłym tygodniu EBC podtrzymał perspektywę zakończenia programu luzowania ilościowego wraz z końcem tego roku. Prawdopodobna data pierwszej podwyżki stóp procentowych w strefie euro to 2019 r.

Czwartkowe dane z amerykańskiego rynku pracy, choć wspierały oczekiwania odnośnie podwyżki kosztu pieniądza w USA we wrześniu, nie miały wpływu rynek. W ub. tyg. odnotowano mniej niż szacowano nowych podań o zasiłek dla bezrobotnych (201 tys. wobec 210 tys. prognozowanych – najmniej od listopada 1969r.), co jednak nie pomogło dolarowi.

Złoty utrzymuje okolice 4,29. Pomimo optymizmu, jaki w ostatnich dniach pojawił się na EM, skala wzrostów aktywów ryzykownych zaczyna jednak wytracać impet. Rynki szukają nowych impulsów. Lokalnie, opublikowany protokół z wrześniowego posiedzenia RPP nie wniósł nic nowego, jeśli chodzi o perspektywy polityki monetarnej NBP. Większość członków RPP uważała, że stabilizacja stóp procentowych w kolejnych kwartałach będzie sprzyjać realizacji celu inflacyjnego, a jednocześnie wspierać utrzymanie zrównoważonego wzrostu gospodarczego, w tym dalszego ożywienia inwestycji. Podczas wrześniowego posiedzenia poruszano zarówno kwestie podwyżek stóp (jeśli napływające dane i prognozy wskazywałyby na dalszy wzrost dynamiki wynagrodzeń i silniejsze od obecnie oczekiwanego nasilenie presji inflacyjnej), jak i obniżek (w razie hipotetycznego załamania się aktywności gospodarczej połączonego z wyraźnym pogorszeniem się nastrojów konsumentów i przedsiębiorstw).

Utrzymujące się stabilne stanowisko RPP powoduje, że blisko referencyjnej stawki NBP zakotwiczone są rentowności krótkoterminowych papierów skarbowych, które w sektorze 2-letnim notowane są obecnie nieznacznie poniżej 1,60%. Relatywnie niska zmienność utrzymuje się również w ostatnich dniach na papierach z dłuższym terminem do wykupu. W czwartek obligacje 10-letnie powróciły powyżej 3,25% co stanowi ruch w kierunku tendencji obserwowanych w ostatnim czasie na rynkach bazowych, gdzie amerykańskie oraz niemieckie papiery z 10-letnim terminem do wykupu zbliżały się odpowiednio do 3,10% oraz 0,50%.

Pomimo zdecydowanego spadku ryzyka kredytowego (w porównaniu z końcem sierpnia) związanego z sytuacją polityczną we Włoszech wciąż pojawiają się informacje, które powstrzymują spadek rentowności obligacji w tym kraju. W czwartek rentowności papierów 2-letnich rosły o ponad 10pb w związku ze słowami lidera Ruchu Pięciu Gwiazd, który zasugerował możliwość rozwiązania koalicji, jeśli nie dojdzie do spełnienia obietnic przedwyborczych.

W dzisiejszym kalendarzu wśród najciekawszych dla rynku publikacji znajdą się dane o polskiej sprzedaży detalicznej oraz wstępne wartości indeksów PMI dla krajów strefy euro.

Wykres dnia: Stabilne stanowisko RPP sprzyja zakotwiczeniu rentowności krótkoterminowych obligacji w pobliżu stawki referencyjnej NBP.

Stabilne stanowisko RPP sprzyja zakotwiczeniu rentowności krótkoterminowych obligacji w pobliżu stawki referencyjnej NBP
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Kredytobiorcy coraz bardziej lekkomyślni

Lekkomyślne zaciąganie zobowiązań oraz brak planowania wydatków i dochodów, w tym zaciąganie zobowiązań na granicy zdolności własnego budżetu, to główna przyczyna problemów finansowych Polaków, nieterminowo wywiązujących się z zobowiązań kredytowych. Tak twierdzi co drugi uczestnik badania „Sytuacja na rynku consumer finance”, zrealizowanego w III kwartale br. przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych i Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH.

Dane uzyskane w badaniu zdecydowanie zaprzeczają powszechnie panującemu przekonaniu, że przyczyną trudności w wywiązywaniu się ze zobowiązań są w większości przyczyny losowe. W odpowiedzi na pytanie: „Istnieje pewna grupa gospodarstw domowych w Polsce, mających problemy z terminową obsługą zobowiązań kredytowych. Jaka jest w Państwa opinii główna przyczyna tych problemów?”, najczęściej jako przyczynę nieterminowej obsługi długów kredytowych wskazywano lekkomyślność przy ich zaciąganiu oraz brak planowania wydatków i dochodów. Na taki wariant wskazało 56,5% respondentów, co oznacza istotny, bo 20-procentowy wzrost w porównaniu do sytuacji sprzed 4 lat. Wówczas było to 46,3%. W badaniu z 2008 r. była to podobna grupa jak w kwartale bieżącym (53,3%).

sytuacja na rynku consumer finance

– To może być zły sygnał dla wierzycieli, bez względu na reprezentowany przez nich sektor gospodarki. Dla banków i instytucji pożyczkowych oznacza to, że należy rygorystycznie przestrzegać zasady odpytywania zewnętrznych baz danych, systematycznie poszerzając ich zakres przedmiotowy. Wydaje się też, że wszyscy dostawcy usług masowych powinni nawiązać do tej reguły w podobny sposób, choćby po to, by móc rzetelnie i odpowiedzialnie przewidywać swoje wyniki finansowe. Zatem, takie podmioty jak BIG-i czy BIK i ich źródła danych, powinny należeć do kanonu badania wiarygodności i zdolności kredytowej oraz prognoz wyników finansowych w przypadku wierzycieli masowych – ocenił Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF. – Co więcej, uwzględniając fakt, że wśród osób, wobec których ogłoszono upadłość, jest wiele takich, które nie figurowały w bazach danych wymienionych instytucji, można postawić tezę o wciąż niskiej świadomości czy nawet niewystarczającej odpowiedzialności wierzycieli za dobro wspólne. Każda informacja negatywna o braku czy nieterminowej płatności wobec jakiegokolwiek przedsiębiorcy i wierzyciela, powinna co najmniej trafić do stosownego rejestru.

Wypadki losowe nie są główną przyczyną nieterminowych płatności

Około 14,5% respondentów wskazuje obecnie, że problemy z regulowaniem zobowiązań związane są z wypadkami losowymi – tutaj zanotowano istotny spadek wobec odpowiednio 27,7% i 25,2% w 2014 i 2008 roku.

– To może oznaczać, że postępuje erozja podstawowych instytucji społecznych, do których należy lojalność i wywiązywanie się z zaciągniętych długów. W obliczu tak niskiej kondycji moralnej, instytucje społeczne winny być zastępowane przez instytucje prawne, które temu zjawisku mogłyby przeciwdziałać, a jednocześnie procesy legislacyjne powinny odnoszące się do rynku konsumenckiego powinny to zjawisko uwzględniać, by ryzyka powiększania hazardu moralnego nie powiększać – stwierdza Andrzej Roter.

Na ostatnie miejsce w rankingu spadło świadome wyłudzanie kredytu, czyli zaciąganie zobowiązania wiedząc, że jego spłata nie będzie w ogóle możliwa. Na tę przyczynę wskazuje obecnie 4,7% respondentów. W poprzednich badaniach było to 3,5% (2014) i 1,9% (2008).

– To kolejna zła wiadomość dla wierzycieli – mają oni bowiem do czynienia już nie z lekkomyślnością, graniem przez kredytobiorcę na granicy własnych możliwości budżetowych. Są to przypadki świadomych działań, podejmowanych z premedytacją. Dla rynku kredytowego wiedza, że mogłaby tak uczynić grupa ponad 300 tysięcy gospodarstw domowych, aplikujących o kredyt lub o zakup usługi w kredycie handlowym, nie jest dobrą wiadomością – stwierdził Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF.

W badaniu wskazano także na ogólną przywarę niektórych osób, a mianowicie pewnego rodzaju brak punktualności. W kontekście rynku finansowego oznacza ona niedbałość w rzetelnym, terminowym regulowaniu rozliczeń finansowych. Na taką przyczynę wskazało 7,6% respondentów, wobec jedynie 2,3–2,8% w poprzednich badaniach, co oznacza aż trzykrotny wzrost. Te przyczyny nie są, co prawda, tak groźne dla wierzycieli, jednak lekkomyślność w tym obszarze może być źródłem niepotrzebnych kosztów dla kredytobiorców, podnoszących całkowity koszt zaciągniętych przez nich zobowiązań.

– Wyniki badań prowadzą do generalnego wniosku, że potrzebna jest skuteczna edukacja ekonomiczna, finansowa oraz poprawa kondycji w zakresie moralności finansowej Polaków. Bez tych działań trudno będzie o poprawę jakości relacji finansowych w polskiej gospodarce, bez względu na to, czy są to zobowiązania konsumenckie czy korporacyjne. Już dziś ponosimy tego koszty społeczne, ekonomiczne, gospodarcze, budżetowe. Co więcej, mogą się one pogłębiać, nawet mimo utrzymywania się dobrej koniunktury. Trzeba pamiętać, że w takich okresach łatwiej jest większości społeczeństwa ponosić koszty, generowane przez mniej rzetelną mniejszość. Musimy być jednak również przygotowani na gorsze, kryzysowe scenariusze, już dyskutowane przez ekspertów ekonomicznych – podsumował Andrzej Roter, Prezes KPF.

Raport: w Polsce upada coraz więcej firm

Firma Euler Hermes zbadała sytuację polskich firm pod względem ich wypłacalności. W sierpniu 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 90 przypadkach niewypłacalności polskich przedsiębiorstw wobec 80 w sierpniu 2017 r. (wzrost r/r o 13%). Ta sama skala wzrostu liczby opublikowanych niewypłacalności (+13%) występuje za cały okres 8 miesięcy – w bieżącym roku było ich 670 wobec 591 w tym samym okresie 2017.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Większość spośród niewypłacalnych w sierpniu firm (ponad 80%) od dawna miała problemy z rentownością i gromadzeniem kapitału. Były to w większości firmy z sektora MSP i o obrotach do 20 mln złotych, a więc o lokalnej skali działalności.
  • Bieżące zmiany prawne i podatkowe raczej nie ułatwiają działań naprawczych, ale to nie one są główną przyczyną kłopotów w omawianych niewypłacalnościach. Jak wynika z danych finansowych był nią raczej model działalności, mało elastyczny i innowacyjny wobec zachodzących zmian rynkowych – konsolidacji oraz umiędzynarodowienia całych łańcuchów dostaw.
  • Budownictwo – wciąż nie widać poprawy w sektorze prac infrastrukturalnych. Ich wykonawcy stanowią już ponad 70% przypadków niewypłacalności w branży.
  • Hurt – ciężar niewypłacalności przesuwa się w kierunku rynku art. konsumpcyjnych, na wzroście konsumpcji w największym stopniu korzystają najwięksi gracze na rynku handlu i dystrybucji. To w tym sektorze zanotowano dwa największe pod względem obrotów przypadki niewypłacalności.
  • Produkcja – nadal problemy omijają eksporterów, przeżywają je głównie firmy zaopatrujące rynek krajowy. Zwiększyła się liczba niewypłacalności producentów art. konsumenckich (obok żywności – także odzieży i obuwia) oraz z sektora metalowego (w tym producentów konstrukcji i maszyn i urządzeń wykorzystywanych w budownictwie infrastrukturalnym i w przemyśle)
  • Usługi – wzrost niewypłacalności w każdym segmencie, pomimo wzrostu popytu (na usługi turystyczne, medyczne, transportowe etc.)
w Polsce upada coraz więcej firm
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Analizując przypadki niewypłacalności w oderwaniu od aktualnych trendów sektorowych – różnych koniunktur lub dekoniunktur popytowych czy kosztowych, a w oparciu o indywidualne wskaźniki finansowe za ostatnie lata widać wyraźnie, że w zdecydowanej większości przypadków, bo w ponad 80% te niewypłacalności nie powinny być zaskoczeniem – zanosiło się na nie od dawna. Nie świadczą o tym obroty, które nie zawsze spadały, a w wielu przypadkach także rosły w tym czasie, ale wskaźniki rentowności sprzedaży czy ogólnego zadłużenia przedsiębiorstw. Pogarszały się one sukcesywnie rok po roku, niezależnie czy w przypadku danej firmy w tym czasie jej sprzedaż rosła czy spadała, czyli czy podejmowano działania restrukturyzacyjne starając skupić się na najbardziej rentownej działalności czy wręcz odwrotnie zwiększając skalę sprzedaży, aby efektem skali poprawić rentowność i „zasypać dziurę” w finansach – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.

Jak dodaje: Dlaczego tak się dzieje? Wiele firm organizacyjnie, ale także finansowo wykazuje się niezbyt dużą efektywnością działania i w efekcie zwrotem z kapitału. Trwają na rynku, nie reagują na zmiany na nim lub najczęściej – spóźniają się z nimi. Bieżące zmiany prawne i podatkowe raczej nie ułatwiają im działań naprawczych, ale to nie one są główną przyczyną ich kłopotów. Jest nią raczej model działalności (mało elastyczny i innowacyjny, zbyt anachroniczny – nie mający często innej opcji niż bazowanie np. na niskich kosztach pracy) oraz zmiany na samym rynku – postępująca konsolidacja nie tylko w dziedzinie handlu, ale też usług i produkcji, a także umiędzynarodowienie całych łańcuchów dostaw, czyli konkurencja także na rynku lokalnym z dostawcami z całego świata.

w Polsce upada coraz więcej firm 250
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Budownictwo – chwilowo mniej niewypłacalności, ale jedynie dzięki inwestycjom mieszkaniowym i komercyjnym

Budownictwo infrastrukturalne, czyli kontrakty finansowane ze środków publicznych, były zdecydowanie mniej dochodowe dla realizujących je firm niż te realizowane na rzecz inwestorów komercyjnych. Świadczy o tym utrzymująca się znaczna liczba niewypłacalności firm je realizujących, czyli wykonujących prace związane z budową dróg i autostrad, budową rurociągów przesyłowych, instalacji wodno-kanalizacyjnych, pozostałych obiektów inżynierii lądowej. W sierpniu przypadki niewypłacalności firm wyspecjalizowanych w pracach infrastrukturalnych stanowiły już ponad 70% liczby niewypłacalności w branży budowlanej. Poprawa pod względem liczby niewypłacalności miała miejsce jedynie w budownictwie ukierunkowanym na wznoszenie budynków, co ma zapewne związek z dobrą passą deweloperów mieszkaniowych jak i powierzchni komercyjnych.

Hurt – ciężar niewypłacalności przesuwa się w kierunku rynku art. konsumpcyjnych

W pierwszych miesiącach br. mieliśmy do czynienia z ewidentnymi problemami firm zaopatrujących budownictwo. W chwili obecnej ponad 2/3 niewypłacalności w hurcie dotyczy firm zaopatrujących rynek konsumencki – nie tylko w żywność, ale także odzież i obuwie czy art. wyposażenia mieszkań (AGD, naczynia itp.). Jak wielokrotnie już komentowano – nie wszyscy korzystają w równym stopniu na wzroście konsumpcji, a tak naprawdę udaje się to przede wszystkim największym graczom.

Miejmy nadzieję, iż w przypadku firm sprzedających art. budowlane zmniejszenie liczby ich niewypłacalności wynika nie tylko z tego, iż korzystają one z pełni sezonu i największych w tym momencie przepływów finansowych na rynku budowlanym, ale także bardziej świadomie i selektywnie podchodzą do ryzyka braku zapłaty, stosują różne zabezpieczenia i to daje efekty. Prawdziwą odpowiedź mieć będziemy po zakończeniu sezonu budowlanego, gdy przykręcony zostanie kurek z bieżącym finansowaniem…” – dodaje Tomasz Starus.

Uszczelnienie systemu podatkowego zbiera również, jak co miesiąc, żniwo w odniesieniu do sektorów, w których łatwo było w latach minionych o nadużycia w tej kwestii – w handlu paliwami, złomem, farmaceutykami.

Produkcja – nadal problemy omijają eksporterów, przeżywają je głównie firmy zaopatrujące rynek krajowy

W porównaniu do ubiegłych miesięcy, zauważyć można pewne zmniejszenie się liczby opublikowanych niewypłacalności firm zaopatrujących rynek budowlany w tradycyjne wyroby, takie jak np. wyroby stolarskie, chemię budowlaną, beton, płytki ceramiczne. Wspomniane przypadki są pojedyncze. Wzrosła za to liczba niewypłacalności firm produkujących na rynek konsumencki: żywność (w tym wyroby mięsne), ale także odzież (3 przypadki w samym sierpniu). Nadal jednak najwięcej niewypłacalności ma miejsce w sektorze metalowym – produkcji różnego rodzajów konstrukcji, części, maszyn, obróbki metali etc. Oczywiście część z tych przypadków to dostawcy na rzecz budownictwa (zbrojenia, konstrukcje specjalistyczne do inwestycji infrastrukturalnych), ale w równie dużej części są efektem zastoju w minionych kwartałach na rynku inwestycji przedsiębiorstw w odbudowę i rozbudowę swojego potencjału produkcyjnego (również przypadki producentów specjalistycznych konstrukcji, ale też maszyn – np. wytwornic pary).

Usługi – widoczne zwiększenie się liczby niewypłacalności firm gastronomicznych i obsługujących turystykę, transportowych, usług finansowych, medycznych.

Generalnie trudno wskazać sektor usług, w którym nie widać aktualnie wzrostu liczby niewypłacalności. Poza wspomnianymi wcześniej m.in. turystyką (pomimo hossy w branży, zwłaszcza w turystyce krajowej) czy transportem (sektor również zwiększający obroty), problemy przeżywały liczne firmy reklamowe, zarządzania nieruchomościami i obsługi inwestycji czy usług medycznych. W każdym z tych przypadków trudno mówić o dekoniunkturze w sensie spadku popytu – wręcz odwrotnie. Polacy w większym stopniu niż w latach ubiegłych korzystali z turystyki krajowej, a więc i z różnego rodzaju hoteli, pensjonatów i restauracji. Rosła sprzedaż mieszkań, a niezależnie od tego – naprawdę trudno znaleźć zarządcę nieruchomości za rozsądne pieniądze, przynajmniej w największych aglomeracjach. W podobny sposób ocenić można sytuację popytową praktycznie w każdym rodzaju działalności usługowej. Najczęstszą przyczyną tych niewypłacalności wydaje się więc być wskazane już niedostosowanie modelu działalności do zachodzących na rynku zmian (m.in. wzrostu kosztów pracy), w efekcie – zbyt mała rentowność prowadzonej działalności.

w Polsce upada coraz więcej firm 3 w Polsce upada coraz więcej firm 4 w Polsce upada coraz więcej firm 5 w Polsce upada coraz więcej firm 6

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Wzrost ryzyka politycznego w Azji

Według indeksu ryzyka politycznego Coface, Azja (z wynikiem 45 proc.) jest powyżej średniej światowej wynoszącej 35 proc. Niemniej jednak wynik ten jest niższy niż w Afryce Subsaharyjskiej, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce Północnej, Europie Środkowej i Ameryce Łacińskiej.

Azja Południowa ma najwyższy wskaźnik ryzyka politycznego w regionie. Za nią jest Azja Południowo-Wschodnia. Azja Wschodnia odnotowała najszybsze tempo wzrostu ryzyka politycznego w ciągu ostatniej dekady – szczególnie w Chinach, gdzie ogólny poziom wzrósł o 7,2 punktu procentowego w latach 2007-2017. Wynikało to głównie ze szczególnie wysokiej oceny wskaźnika niestabilności społecznej. Presja społeczna związana z nierównością dochodów i korupcją jest najwyższa w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, pomimo wysokiego wzrostu gospodarczego.

Model ryzyka Coface przewiduje także „punkty karne” dla krajów o dużej liczbie konfliktów i ataków terrorystycznych. Również pod tym względem Azja Południowa i Południowo-Wschodnia charakteryzuje się wysokim poziomem zagrożeń z powodu podziałów etnicznych, religijnych i językowych, które powodują napięcia między różnymi grupami. Do tych krajów należą Indie, Pakistan, Birma i Filipiny.

Wzrost gospodarczy i ryzyko polityczne są ze sobą powiązane. Pogarszające się warunki gospodarcze często prowadzą do wzrostu ryzyka politycznego. Co ważniejsze, zwiększone ryzyko polityczne może mieć niekorzystny wpływ na działalność gospodarczą za pośrednictwem dwóch kanałów. Po pierwsze, odpływ środków z gospodarki może prowadzić do spadków na rynkach akcji i wzrostu rentowności obligacji, co z kolei powoduje pogorszenie warunków finansowania. Po drugie, podwyższone koszty obsługi zadłużenia (wyższe oprocentowanie kredytów i pożyczek) oznaczają spadek poziomu zaufania przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.  To z kolei zniechęca do inwestycji i zwiększenia wydatków.

W przyszłości ryzyko to może pogorszyć perspektywy niektórych gospodarek azjatyckich. Wydaje się, że wzrost ryzyka politycznego w tym regionie w ostatnich latach jest w znacznym stopniu związany z rosnącą niestabilnością polityczną, pogłębianą przez rozprzestrzenianie się mniej demokratycznych stylów rządzenia.

Indeks ryzyka politycznego Coface, wprowadzony w 2017 roku, uwzględnia główne rodzaje ryzyka: ryzyko związane z bezpieczeństwem (konflikty i terroryzm) oraz niestabilność polityczną i społeczną. Podczas gdy pierwsze z nich bezpośrednio uniemożliwia przedsiębiorstwom prowadzenie działalności, drugie ma skutek bardziej pośredni z uwagi na negatywny wpływ na zaufanie.

Leasingowy chaos. Zmiany od 1 stycznia 2019 r. niezgodne z konstytucją?

Trwają prace nad nowymi przepisami dotyczącymi leasingów. Projekt regulacji, które mają obowiązywać już od 2019 roku, wzbudza kontrowersje. Ministerstwo Finansów przekonuje o zgodności zmian z konstytucją, bazując na własnych ekspertyzach. Jednak zdaniem znawców tematu, przygotowane zapisy naruszają ustawę zasadniczą. Specjaliści jednoznacznie wskazują, że prawo nie może działać wstecz. I grzmią, że to zły ruch i odejście od dotychczasowej praktyki stanowienia przepisów. Według opinii resortu, sektor finansów publicznych zyska na tym ok. 100 milionów złotych, tylko w pierwszym roku obowiązywania regulacji, a większość drobnych i małych przedsiębiorców nie odczuje zmian. Z kolei eksperci ostrzegają, że jeżeli firmy zaczną dochodzić swoich roszczeń, to Skarb Państwa może na tym sporo stracić.

Projekt zakłada zmiany od 1 stycznia 2019 roku. Z 20 tys. euro do 150 tys. złotych wzrośnie kwota limitu wartości samochodu osobowego, do którego możliwe jest pełne odliczanie odpisów amortyzacyjnych. Pułapem tym zostanie też objęty leasing operacyjny, dziś funkcjonujący bez takich obostrzeń. Do umów, które teraz obowiązują, będą stosowane obecne zasady, ale tylko do końca 2020 roku. Dotyczy to również przypadków, w których dokumenty zostały podpisane na dłuższy okres, np. do 2022 roku. Inaczej będzie z umowami zawartymi lub zmienionymi w okresie od dnia ogłoszenia ustawy do daty jej wejścia w życie. Ustawodawca chce, żeby były rozliczane według obowiązujących przepisów do 31 grudnia 2018 roku. Po tym dniu należałoby już stosować nowe prawo. I to rodzi pewnego rodzaju obawy. Jednak Ministerstwo Finansów uspokaja.

– Nasze wewnętrzne ustalenia wykazały, że projekt nie narusza ustawy zasadniczej – mówi Maciej Żukowski, dyrektor Departamentu Podatków Dochodowych w Ministerstwie Finansów.

Natomiast w opinii konstytucjonalisty prof. Marka Chmaja, projektowane przepisy są łamaniem ustawy zasadniczej. Wynika to wprost z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego, zwłaszcza z interpretacji artykułu 2. o zasadzie państwa prawa. Ekspert zwraca także uwagę na wynikające z art. 2. zasady szczegółowe, w tym lojalności ustawodawcy wobec obywatela, ochrony praw nabytych oraz interesów w toku, a także odpowiedniej vacatio legis.

– Moim zdaniem, działania są niezgodne z konstytucją, a także z dotychczasową praktyką stanowienia prawa. Zwykle nowe przepisy miały zastosowanie do umów zawartych po dniu wejścia w życie danej ustawy. Nie odnotowałam takiego częściowego załatwiania kwestii niedziałania prawa wstecz, jak w omawianym projekcie. Jeżeli umowy zostały lub zostaną zawarte przed dniem publikacji ustawy, to oczywiście zasada będzie obowiązywała do końca 2020 roku, nawet w przypadku kontynuacji leasingu – stwierdza dr Irena Ożóg, doradca podatkowy, była wiceminister finansów.

Z kolei prof. Marek Chmaj zaznacza, że przedsiębiorca nie może być zaskakiwany określonymi przepisami. Przykładowo, 2 lata temu podatnik zawarł umowę. Wówczas miał świadomość, że te regulacje nie ulegną zmianie do końca trwania całego okresu leasingu. Tymczasem ustawodawca chce tę gwarancję zlikwidować.

– Projektodawca ignoruje to, że umowa cywilnoprawna jest swobodnym oświadczeniem stron. Oczywiście, jej zmiany są możliwe ze względu na nowelizację przepisów podatkowych. Jednak są uzależnione od zgody obu zainteresowanych podmiotów, czyli od leasingodawcy i leasingobiorcy. To może mieć miejsce, ale wcale nie musi, a czas na dostosowanie się do nowych warunków jest krótki – dodaje dr Irena Ożóg.

Według prof. Chmaja, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustawodawca utrzymał dotychczasowe zasady dla tego typu umów obecnie obowiązujących. Jeśli ministerstwo jest przekonane o konstytucyjności proponowanych rozwiązań, to powinno upublicznić swoje analizy. Ekspert zakłada, że resort zamówił również ekspertyzy zewnętrzne. Jeżeli wykonano je ze środków podatników, to takie raporty również należy ujawnić.

– Skutki zmian dla sektora finansów publicznych, wyceniamy na około 100 mln zł na plus w pierwszym roku obowiązywania regulacji. W przypadku podatników trzeba indywidualnie podchodzić do każdej sprawy. Moim zdaniem większość małych i drobnych przedsiębiorstw w żaden sposób nie zostanie dotknięta tymi przepisami – podkreśla dyrektor Departamentu Podatków Dochodowych w Ministerstwie Finansów.

Zdaniem byłej wicemister finansów, projekty idą w kierunku niekorzystnym dla podatnika i są niepotrzebną komplikacją przepisów. Jeśli zmiany wejdą w życie, to prof. Marek Chmaj nie wyklucza skarg firm, korzystających ze spornego leasingu, do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Takie przedsiębiorstwa z całą pewnością zechcą chronić swój interes ekonomiczny. Dziś nie można jednak wykluczyć, że ostateczne regulacje będą mieć inny kształt, ponieważ nadal trwają rozmowy pomiędzy resortem finansów a branżą leasingową.

Polska oficjalnie w gronie rynków rozwiniętych

Poniedziałek, 24 września to ważny dzień dla polskiego rynku kapitałowego – Polska oficjalnie dołącza do grona rynków rozwiniętych według klasyfikacji agencji indeksowej FTSE Russell. Ponadto Bank Pekao S.A. i kilka innych wiodących polskich firm wchodzi w skład indeksu Stoxx Europe 600, grupującego największe notowane spółki w Europie.

Indeksy FTSE Russell są punktem odniesienia dla wielu znaczących globalnych funduszy inwestycyjnych, inwestujących zarówno poprzez pasywne, jak i aktywne strategie w instrumenty finansowe na rynku kapitałowym. Przedstawiciele Zarządu Banku Pekao S.A. biorą dziś udział w uroczystościach związanych z awansem Polski do grupy rynków rozwiniętych według FTSE Russell, zorganizowanych na londyńskiej giełdzie papierów wartościowych.

Tego samego dnia w skład indeksu Stoxx Europe 600 gromadzącego 600 spółek z uznawanych za rozwinięte krajów Europy wejdzie osiem firm z Polski. W tym gronie znajdą się tylko duże i najbardziej płynne firmy z warszawskiej GPW, a wśród nich Bank Pekao S.A. Dotychczas w tym indeksie były uwzględniane spółki z 17 krajów Europy, teraz dołączy do nich również Polska.

Znaczenie reklasyfikacji Polski w rankingach jest tym większe, że jest to pierwszy awans kraju w tych indeksach od niemal dekady.

Michał Krupiński
Michał Krupiński

Zdaniem prezesa Banku Pekao S.A. Michała Krupińskiego awans Polski do indeksów krajów rozwiniętych FTSE Russell i Stoxx 600 jest w pełni zasłużony. – Polska zdecydowanie różni się od innych gospodarek wschodzących. Nasze atuty to szybki, zrównoważony i zdywersyfikowany wzrost gospodarczy, niskie bezrobocie i inflacja, a także niski udział długu korporacyjnego w walutach obcych oraz dobra sytuacja fiskalna. Prezes Banku Pekao S.A. ocenia, że Polska ma szansę na zwiększanie swojej wagi w indeksach krajów rozwiniętych, jeśli utrzyma wysokie tempo rozwoju, co może przełożyć się pozytywnie na wyceny spółek. – Oceniamy, że po awansie Polski do rankingów rynków rozwiniętych FTSE Russell i Stoxx 600 grupa pasywnych inwestorów, których inwestycje naśladowały zachowanie indeksów dla rynków wschodzących w oparciu o indeksy FTSE, może w znaczącej mierze zostać zastąpiona przez inwestorów lokujących środki w spółki rynków rozwiniętych. Wierzymy, że dzięki otwarciu na nowe grupy inwestorów, popyt na akcje spółek – które, tak jak Pekao, wejdą do Stoxx Europe 600 – przewyższy podaż wynikającą z wyjścia Polski z indeksów rynków wschodzących FTSE i przesunięcia do rozwiniętych – powiedział Michał Krupiński.

– W przypadku inwestorów o aktywnym profilu inwestycyjnym, akcje Banku Pekao S.A., mogą być atrakcyjne zarówno dla inwestorów rynków wschodzących jak i rozwiniętych. Dla tych pierwszych, polski rynek to ostoja stabilności na tle trudności innych gospodarek wschodzących. Z kolei dla inwestorów rynków rozwiniętych polskie spółki, takie jak Pekao S.A. oferują ponad przeciętną dochodowość i wzrost trudny do osiągniecia w innych częściach Europy, zwłaszcza w sektorze bankowym – skomentował Prezes.