Wakacje nad morzem turyści rezerwują głównie online. Szybko przybywa rezerwacji przez urządzenia mobilne

Wakacje nad morzem turyści rezerwują głównie online. Szybko przybywa rezerwacji przez urządzenia mobilne 1

Polacy mają coraz większe zaufanie do zakupów internetowych, także z sektora turystycznego. Już nawet 65 proc. miejsc noclegowych, zwłaszcza apartamentów wakacyjnych, nad polskim morzem rezerwowanych jest online. Na popularności zyskuje zwłaszcza kanał mobilny – rezerwacji za pośrednictwem smartfona jest o ok. 1/3 więcej niż przed rokiem. Rośnie także znaczenie mediów społecznościowych – goście dopytują o warunki oferty, zdjęcia, a nawet rezerwują noclegi.

Internet i nowe technologie w coraz większym stopniu oddziałują na branżę turystyczną. W szybkim tempie rośnie przede wszystkim znaczenie internetowych kanałów sprzedaży. Jak pokazują dane VacationClub, tradycyjne rezerwacje telefoniczne stanowią już tylko 35 proc. wszystkich zamówień, przy czym ich liczba stale maleje. Współcześni turyści wolą sprawdzić miejsce noclegowe w sieci, dzięki czemu minimalizują możliwość rozminięcia się ich oczekiwań z rzeczywistością.

Coraz mniej gości dzwoni na infolinię czy dział rezerwacji, dopytując o ofertę, a coraz więcej osób sprawdza ją w internecie. Nie chcą jechać na wakacje w ciemno, weryfikują zdjęcia danego hotelu, sprawdzają udogodnienia oraz opinie gości, którzy przebywali w danym apartamencie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystyna Wróblewska, założycielka platformy rezerwacyjnej VacationClub.

Polacy coraz chętniej korzystają z internetowych serwisów turystycznych, które umożliwiają pozostawienie opinii o danym miejscu noclegowym, a nawet opublikowanie zdjęć przedstawiających faktyczny stan pokoju. Jednocześnie rośnie znaczenie mediów społecznościowych – potencjalni goście oczekują bowiem obecnie natychmiastowej odpowiedzi ze strony hotelu, przesłania szczegółowej oferty oraz zdjęć obiektu w prywatnej wiadomości. Chętnie też dokonują rezerwacji za pośrednictwem komunikatorów internetowych.

 O popularności kanałów online przede wszystkim decyduje dostępność oraz zmiana nawyków konsumentów. Konsumenci oczekują informacji w każdym możliwym, dogodnym dla nich momencie. Sprawdzają zdjęcia hotelu, cenę, weryfikują wszystkie udogodnienia i robią to w dogodnej dla nich chwili, zgodnie z ich rytmem pracy – mówi Krystyna Wróblewska.

Możliwość zweryfikowania oferty to jednak nie jest jedyna zaleta rezerwacji online. Równie duże znaczenie dla ich rosnącej popularności ma szybkość i wygoda, nocleg można bowiem zarezerwować z dowolnego miejsca, o dowolnej porze. Jest to możliwe dzięki urządzeniom mobilnym, którym Polacy ufają coraz bardziej. W Polsce jedynie 30 proc. wejść na strony odbywa się przez komputer, pozostałe 70 proc. to odwiedziny ze smartfona.

 Na przestrzeni lat widzimy wyraźny wzrost liczby wejść na portale rezerwacyjne i strony hotelowe z urządzeń mobilnych, a nie komputerów. Teraz ten stosunek wynosi 70 do 30 proc., natomiast w zeszłym roku było to 50 do 50 – mówi Krystyna Wróblewska.

Smartfony pozwalają na bieżąco śledzić najlepsze oferty, dlatego w ten sposób Polacy szczególnie chętnie dokonują zakupów z oferty last minute. Jak wynika z danych VacationClub, stanowią one w tym sezonie ok. 30 proc. wszystkich rezerwacji. Na rezerwacje online coraz chętniej decydują się, wybierając apartament wakacyjny, a nie hotel.

VacationClub to istniejący od dwóch lat serwis z siecią apartamentów i domków letnich nad Bałtykiem: w Kołobrzegu, Świnoujściu i Mielnie. Należy do holdingu Zdrojowa Invest & Hotels.

Hybrydowe trolejbusy mogą zrewolucjonizować transport publiczny. Dotrą tam, gdzie nie sięga sieć trakcyjna i zredukują emisję spalin w miastach

Hybrydowe trolejbusy mogą zrewolucjonizować transport publiczny. Dotrą tam, gdzie nie sięga sieć trakcyjna i zredukują emisję spalin w miastach 2

Elektromobilność to jeden z najważniejszych trendów w dzisiejszym transporcie i jedno z największych wyzwań przede wszystkim dla konstruktorów baterii. Obecnie stosowane ogniwa nie są w stanie zapewnić odpowiedniego zasięgu nie tylko samochodom osobowym, lecz także elektrycznym autobusom miejskim. Trwają prace nad ogniwami nowej generacji, ale równocześnie opracowywane są alternatywne projekty, które pozwoliłyby na zmniejszenie emisji spalin do środowiska, a jednocześnie zapewniłyby mobilność transportu. Nad jednym z nich pracują Polacy, którzy do końca 2018 roku chcą oddać do testów hybrydowy trolejbus niewymagający rozbudowywania sieci trakcyjnej.

– Projekt TrolBaSi to hybrydowy trolejbus nowej generacji, czyli trolejbus, który oprócz klasycznego pantografu zasilanego z sieci, ma również na pokładzie baterie. Widzimy w Europie i na świecie renesans trolejbusów, które kiedyś były bardzo popularne. Obecnie w Polsce tylko trzy miasta utrzymały sieć trolejbusową. Utrzymanie tej sieci jest drogie i skomplikowane oraz czasami zaburza przestrzeń miejską, bo trakcja wisi w niewygodnych miejscach, a jej budowanie na nowych osiedlach jest trudne. W związku z tym razem z Solarisem opracowaliśmy trolejbus wyposażony w baterię dojazdową – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, wiceprezes Impact Clean Power Technology.

Hybrydowe trolejbusy będą pobierać energię zarówno z pantografu zasilanego za pośrednictwem trakcji elektrycznej, jak i z baterii dojazdowej. Dzięki dodatkowym ogniwom trolejbusy mogłyby dojechać tam, gdzie miasto nie byłoby w stanie zbudować sieci trakcyjnej, czy to ze względów finansowych, czy logistycznych. Jedyną inwestycją, jaką musiałyby poczynić zakłady transportu publicznego, byłoby zmodernizowanie taboru tak, aby mógł pobierać energię elektryczną nie tylko z trakcji, lecz także z baterii.

– Tabor musi być wyposażony w nowoczesną baterię. Taka bateria zostanie rozładowana na trasie dojazdowej oraz z powrotem naładowana w trakcji elektrycznej, to jest całe serce tego projektu, żeby zaprojektować algorytmy i sposoby, w jaki sposób ta bateria może być używana w trolejbusie i doładowana z trakcji – tłumaczy Bartłomiej Kras.

Projekt TrolBaSi pozwoli rozwijać sieci trolejbusowe tam, gdzie dotychczas nie było to możliwe. Firmy transportowe będą mogły na bieżąco reagować na rozrost i zmianę tkanki miejskiej, posyłając trolejbusy tam, gdzie aktualnie są najbardziej potrzebne: do nowo wybudowanych osiedli czy na trasy objazdowe wyznaczone np. na czas remontu lub rozbudowy sieci trakcyjnej.

– Miasto będzie mogło dalej inwestować w sieć trolejbusową bez konieczności budowy trakcji trolejbusowej, czyli właściwie tylko inwestując w tabor,  a nie w bardzo kosztowną sieć. Będzie mogło np. zrezygnować z części trakcji trolejbusowej w bardzo newralgicznych miejscach, np. na starówce lub na mostach. Z punktu widzenia naszego systemu elektroenergetycznego będzie można lepiej balansować odbiory i w pewnym sensie oszczędzać energię elektryczną – przekonuje ekspert.

Potencjał trolejbusów dostrzegły władze Berlina, które w latach 2019–2023 chcą zrezygnować z autobusów elektrycznych ładowanych w zajezdniach na rzecz sieci trolejbusowej. Działania te są częścią programu proekologicznego, który zakłada, że do 2030 roku miejski transport publiczny będzie całkowicie bezemisyjnie. W ciągu najbliższych dziesięciu lat Berlin planuje wybudować aż 240 km trakcji elektrycznej dla hybrydowych trolejbusów.

Trolejbusy po 46 latach nieobecności wróciły także do czeskiej Pragi. Stało się to możliwe głównie dzięki wykorzystaniu technologii hybrydowego zasilania. Jedynie 15 proc. trasy pokrywa trolejbusowa sieć trakcyjna, resztę dystansu pojazdy przebywają, korzystając z energii zgromadzonej w baterii, która ładowana jest w trakcie postoju na pętli.

– Opracowujemy całą strategię używania trolejbusów bateryjnych w sieci trakcyjnej, które umożliwią oszczędzanie energii przez operatora czy miasto lub sprawią, że bilans energetyczny całej sieci trakcyjnej będzie korzystny poprzez to, że możemy czasowo wyłączać pewne trolejbusy z trakcji i przełączać je na zasilanie bateryjne w szczycie energetycznym. Obecnie budujemy prototyp pierwszego systemu i do końca roku zamierzamy już wprowadzić go do testów – zapewnia przedstawiciel Impact Clean Power Technology.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Publicznego (UITP) chce podwoić liczbę osób podróżujących transportem publicznym do 2025 roku, co oznaczałoby zaoszczędzenie ok. 170 mln ton ropy naftowej i uniknięcie emisji około 550 mln ton dwutlenku węgla.

Według analityków Research and Markets, globalny rynek elektrycznych autobusów w 2038 roku osiągnie wartość 500 mld dol.

Sztuczna inteligencja będzie kontrolować ludzi. Chiński rząd wprowadza system oceniania obywateli i przewidywania przestępstw

Sztuczna inteligencja będzie kontrolować ludzi. Chiński rząd wprowadza system oceniania obywateli i przewidywania przestępstw 3

Coraz częściej sztuczna inteligencja towarzyszy człowiekowi. Wspierane przez SI są już smartfony, telewizory, a nawet samochody i samoloty. Wkrótce SI może opanować niemal każdą dziedzinę naszego życia. Sztuczna inteligencja ma jednak też ciemną stronę. Władze w Pekinie do 2020 roku planują wprowadzić System Zaufania Społecznego, który będzie inwigilował wszystkich obywateli. Mieszkańcy Chin będą oceniani pod kątem wypłacalności, kontaktów międzyludzkich oraz przyzwyczajeń zakupowych. Kolejnym krokiem będzie wykorzystanie SI i technologii przetwarzania obrazu do przewidywania przestępstw.

– Zaproponowany przez Chiny system ma polegać na tym, że rząd będzie przetwarzał informacje o obywatelach i przyznawał im punkty. Jeśli nie mamy odpowiedniej liczby punktów, to np. nie możemy wejść do pociągu, ponieważ władza uważa, że nie płacimy rachunków albo jesteśmy elementem wywrotowym, który może spowodować zamieszanie w pociągu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Mieczkowski, dyrektor wykonawczy Fundacji Digital Poland.

Chiny w sztucznej inteligencji upatrują szansę na robotyzację przemysłu i wzrost gospodarczy, chcą dzięki niej zdominować świat. Obecnie chiński rynek to przede wszystkim trzy wielkie firmy – Baidu (odpowiednik Google’a), Alibaba (platforma sprzedażowa) i Tencent (odpowiednik Facebooka). Za każdą z nich stoi silne zaplecze technologiczne, własne centra badawcze sztucznej inteligencji oraz ogromne inwestycje w start-upy zajmujące się SI.

W rozwój SI zaangażowane są także bardzo mocno chińskie władze. Rząd chce, aby do 2030 r. Chiny stały się liderem technologicznym w obszarze SI z rynkiem o wartości 150 mld dol. Dla porównania analitycy MarketsandMarkets przewidują, że globalny rynek SI w 2025 r. ma być wart 190 mld dol. Jednym z elementów opierającym się na sztucznej inteligencji będzie System Zaufania Społecznego.

– Przypomnijmy, że to jest naród, który ma prawie 1,4 mld ludności. Rząd chiński nie chce dopuścić do zamieszek, więc chce faktycznie wykorzystać przetwarzanie danych i uczenie maszynowe, sztuczną inteligencję, do zarządzania społeczeństwem. Informacje będą zbierane z szeregu danych, czyli z mediów społecznościowych, z informacji od banków dotyczących tego, czy spłacam rachunki na czas, od różnego rodzaju usługodawców, czy wywiązuję się ze zobowiązań, z jakich usług korzystam, jakie mam np. przewinienia – tłumaczy Piotr Mieczkowski.

Według raportu Fundacji Digital Poland łącznie w Chinach jest ponad siedemset spółek zajmujących się sztuczną inteligencją. Od kwietnia 2018 r., najbardziej wartościowym start-upem SI na świecie jest chiński SenseTime Group Ltd, którego wartość przekracza 3 mld dol. Firma specjalizuje się w przetwarzaniu obrazu i rozpoznawaniu twarzy. Właśnie na technologii rozpoznawania twarzy ma się opierać system SZS.

– Chiny bardzo mocno rozwijają przetwarzanie danych wokół zachowania i poruszania się obywateli. Mają największą bazę kamer wizyjnych na świecie, wiedzą, jak obywatele się przemieszczają, poszukują także w ten sposób przestępców. My takie kamery dopiero testujemy, np. aby wpuścić dany samochód na autostradę bez opłat gotówkowych czy wyjechać z galerii handlowej na bazie tablicy rejestracyjnej bez rozliczania, natomiast w Chinach faktycznie jest to kontrola społeczeństwa – mówi ekspert.

Kamery miejskie podłączone są do państwowego systemu monitorowania oraz identyfikacji obywateli, który potrafi automatycznie rozpoznać w tłumie m.in. osoby, za którymi wydano list gończy. O skuteczności tego systemu najlepiej świadczy przypadek poszukiwanego mężczyzny, którego kamery monitoringu rozpoznały i wskazały do aresztowania wśród sześćdziesięciotysięcznego tłumu bawiącego się na koncercie piosenkarza Jackie Cheunga.

Chińczycy chcą jednak pójść o krok dalej i wykorzystać sztuczną inteligencję nie tylko do aresztowania przestępców, lecz także do przewidywania zbrodni. Wykorzystując przeszło 170 mln zainstalowanych w Chinach kamer, technologię przetwarzania obrazu i różnego rodzaju dane, takie jak punkty z programu SZS, bilingi czy informacje o podróżach, testowany jest już system, który w porę ostrzeże służby o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Tworzone są listy osób niebezpiecznych, które obarczone są wyższym ryzykiem popełnienia zbrodni.

– Pierwsze takie przypadki przewidywania już się pojawiają. Spółka IBM w Nowym Jorku po przeanalizowaniu danych, gdzie najczęściej dochodzi do przestępstw i o której godzinie, potrafiła przewidzieć, gdzie wysłać patrol policyjny, aby do takich zdarzeń mogło nie dojść. Oczywiście nie były wskazane konkretne osoby, ale bardziej godziny, miejsca i punkty, gdzie taka policja powinna się pojawić. Faktycznie w Chinach to idzie jeszcze dalej, dlatego że bardziej dąży to do prewencji – mówi przedstawiciel Fundacji Digital Poland.

Z narzędzi inwigilacyjnych korzysta nie tylko chiński rząd, który nie ukrywa swoich działań, oficjalnie wprowadzając system punktowania. W 2013 roku Edward Snowden za pośrednictwem amerykańskiej prasy, ujawnił inwigilacyjne działania amerykańskiego rządu. W ramach programu PRISM amerykańskie agencje mogły podsłuchiwać, podglądać i czytać korespondencję wszystkich ludzi na świecie. Tymczasem wielkie korporacje takie jak Google czy Facebook nieustannie zbierają dane swoich użytkowników, wykorzystując je do tworzenia profili osobowych ułatwiających właściwe targetowanie reklam.

Według raportu CB Insights, na sto najbardziej obiecujących spółek SI aż siedem pochodzi z Chin, z czego pięć ma status jednorożca (ich wartość przekracza 1 mld dol.).

Przemysł tworzyw sztucznych w Polsce rozwija się szybciej niż w Europie. Branża musi ograniczyć negatywny wpływ na środowisko

Przemysł tworzyw sztucznych w Polsce rozwija się szybciej niż w Europie. Branża musi ograniczyć negatywny wpływ na środowisko 4

Dobre perspektywy przed branżą tworzyw sztucznych w Polsce. W ostatnich latach rozwija się szybciej niż całą gospodarka i inne sektory przemysłu. Zapotrzebowanie na tworzywa rośnie przede wszystkim w sektorze opakowań, budownictwie i motoryzacji, ale produkcja krajowa zapewnia tylko połowę tego zapotrzebowania. Wyzwaniem dla branży jest ograniczenie negatywnego wpływu tworzyw sztucznych na środowisko. Obecnie mniej niż 30 proc. odpadów podlega recyklingowi. Do 2030 roku poziom recyklingu odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych musi osiągnąć co najmniej 60 proc.

– Polski rynek tworzyw sztucznych od 10 lat rozwija się w znakomitym tempie. Z analizy wskaźników wzrostu wynika, że jest to dwa razy szybciej niż średni wzrost PKB w Polsce. Trzeba jednak powiedzieć, że tylko jego część związana z przetwórstwem, czyli produkcją wyrobów z tworzyw sztucznych, rozwija się tak szybko – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kazimierz Borkowski, dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.

W Polsce szybko rośnie zapotrzebowanie na tworzywa sztuczne. W 2017 roku zużyto 3,5 mln ton, co oznacza 9-proc. wzrost w stosunku do 2016 roku. Dla porównania rynek tworzyw sztucznych w Europie rósł w tempie ok. 3,5 proc., a na świecie – 3,8 proc. Raport roczny PlasticsEurope wskazuje, że w ujęciu długoterminowym, przez ostatnie dziesięć lat, średnia stopa wzrostu rocznego branży tworzyw sztucznych w Polsce wyniosła 8,4 proc. i była o 60 proc. wyższa od stopy wzrostu całego przetwórstwa przemysłowego i ponad dwukrotnie wyższa od średniego rocznego wzrostu PKB.

– W Polsce branża rośnie szybciej, niż wynosi średnia europejska, szybko gonimy Europę. Wiąże się to też z faktem, że jeszcze 10–15 lat temu wiele firm z Europy Zachodniej przenosiło swoją produkcję do Polski z uwagi na niższe koszty, głównie osobowe. Ta przewaga się powoli kończy, bo w Polsce koszty osobowe również rosną. Z drugiej strony, ten przemysł jest w tej chwili jednym z bardziej nowoczesnych w Europie, wygrywając przewagi konkurencyjne jakością produkcji i jakością kadry, mamy więc nadzieję, że utrzyma wysokie tempo wzrostu – mówi Kazimierz Borkowski.

Pod względem zapotrzebowania na tworzywa sztuczne Polska jest na 6. miejscu w Europie, po Niemczech, Włoszech, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Główne dziedziny ich zastosowania to przemysł opakowaniowy (32,5 proc.), budowlany (blisko 26 proc.), motoryzacja (ok. 10 proc.) i produkcja urządzeń elektrycznych i elektronicznych (6,4 proc).

 W Europie dużo większy jest udział opakowań, można więc wnioskować, że ten sektor również w Polsce będzie się rozwijał szybko. Patrząc na dynamikę wzrostu i otoczenie biznesowe, wydaje się, że szybko rosło będzie zużycie tworzyw w motoryzacji do produkcji pojazdów i części samochodowych. Polska jest ważnym europejskim producentem części, w tym części z tworzyw sztucznych do samochodów – ocenia dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.

Lokalna produkcja tworzyw sztucznych w Polsce nie zaspokaja istniejącego zapotrzebowania. W dużej mierze to efekt braku nowych inwestycji w produkcję polimerów. Dlatego importujemy duże ilości polimerów, głównie z Niemiec. Ujemne saldo wymiany handlowej z zagranicą pogłębia się i w 2017 roku wyniosło już 2,2 mln ton (o wartości ponad 3 mld euro).

Jak podkreśla ekspert, wyzwaniem dla branży jest zahamowanie negatywnego wpływu odpadów na środowisko. Choć stosowanie tworzyw sztucznych jest niezbędne w gospodarce i przyczynia się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, to z drugiej strony ich rosnące zastosowanie połączone z niewłaściwymi zachowaniami konsumentów (śmiecenie) i brakiem wystarczającej infrastruktury do zagospodarowania odpadów sprawia, że duże ilości odpadów trafiają prosto do środowiska.

 W związku z pracami nad wdrożeniem pakietu gospodarki o obiegu zamkniętym, który Komisja Europejska zaproponowała trzy lata temu, tworzywa stały się jednym z wyróżnionych materiałów. Stanowią bardzo ważny składnik gospodarki i są niezbędne zarówno dla przemysłu, jak i dla naszego codziennego życia, niemniej ich widoczne oddziaływanie na środowisko, np. śmieci w środowisku morskim, jest sygnałem do podjęcia walki z zanieczyszczeniem środowiska – mówi Kazimierz Borkowski.

Ocenia się, że tylko na terenie Europy wytwarzanych jest corocznie blisko 26 mln ton odpadów tworzyw sztucznych. Około 30 proc. z nich poddawanych jest recyklingowi. Branża dobrowolnie zobowiązała się zwiększyć powtórne wykorzystanie oraz recykling, zapobiegać przedostawaniu się tworzyw do środowiska oraz poprawić efektywności wykorzystania zasobów. Do 2030 roku poziom powtórnego użycia i recyklingu opakowań z tworzyw sztucznych ma osiągnąć 60 proc., a w 2040 roku wszystkie opakowania mają być zdatne do ponownego użycia, recyklingu lub odzysku.

 Tworzywa sztuczne to nie jest jeden materiał, ale cała gama materiałów różniących się właściwościami, które aby skutecznie je poddać recyklingowi, należy najpierw rozdzielić na poszczególne polimery. Jak najbardziej wskazana jest tutaj współpraca konsumentów, bo to oni pośrednio decydują o powodzeniu recyklingu poprzez swoje zachowanie, czyli prawidłową segregację odpadów już w domu – stwierdza Kazimierz Borkowski. – Niestety, wydaje nam się, że nieprawidłowe zachowania konsumentów są ciągle największą barierą dla zmniejszenia wpływu odpadów tworzyw na środowisko.

Wraz z rosnącą liczbą ukraińskich pracowników przybywa usług do nich skierowanych. Do sieci komórkowych i banków dołączają kina i sklepy spożywcze

0

Wraz z rosnącą liczbą ukraińskich pracowników przybywa usług do nich skierowanych. Do sieci komórkowych i banków dołączają kina i sklepy spożywcze 5

Polscy przedsiębiorcy odpowiadają na rosnącą liczbę ukraińskich pracowników. Pojawiają się promocje dla obcokrajowców zakładających konta w polskich bankach, kupujących pakiety startowe w sieciach komórkowych, uruchamiane są strony internetowe i infolinie po ukraińsku, a restauracje wprowadzają menu w tym języku. Także w części kin można oglądać filmy w języku ukraińskim. Ofert dla naszych wschodnich sąsiadów będzie przybywać. Tym bardziej że coraz więcej Ukraińców deklaruje, że chce się osiedlić w Polsce na stałe.

 Ukraińcy to na polskim rynku bardzo duża i ciekawa grupa nowych klientów, wobec których firmy nie mogą przejść obojętnie. W tej chwili mamy już do dyspozycji oferty firm telekomunikacyjnych, operatorów sieci komórkowych dla Ukraińców, mamy tanie połączenia z Ukrainą. Jest to bardzo ważne dla osób, które przyjeżdżają do nas, by mogły relatywnie tanio i skutecznie kontaktować się ze swoimi bliskim – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Kołodziejczyk, dyrektor rozwoju projektów międzynarodowych w Grupie Progres.

Według oficjalnych danych od 2010 roku do maja 2018 roku do Polski przybyło ponad 535 tysięcy Ukraińców. To jednak tylko osoby zarejestrowane. Szacunki mówią, że w Polsce pracuje ponad dwa miliony obywateli tego kraju, a do końca tego roku ich liczba może sięgnąć trzech milionów. To sprawia, że dla usługodawców stają się oni istotną grupą potencjalnych klientów. Dlatego przybywa ofert skierowanych bezpośrednio do nich.

Potencjał biznesowy w coraz liczniejszej grupie Ukraińców przebywających w Polsce jako pierwsza dostrzegła branża telekomunikacyjna. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia „Ukraińscy konsumenci w Polsce”, 92 proc. z nich korzysta z oferty polskich operatorów komórkowych. Do branży telekomunikacyjnej stopniowo dołączają kolejne.

– Firma Progres współpracuje z bankami, które otwierają dla Ukraińców konta, umożliwiają ich bezpłatne prowadzenie, oferują obsługę, serwis i infolinię w języku ukraińskim. Jest to bardzo dobre i pozwala w łatwy sposób cudzoziemcom się zaaklimatyzować – podkreśla Kołodziejczyk. – Kolejny krok to oferta kredytowa, która też już w bankach się pojawia i jest dostosowana do możliwości pracownika ukraińskiego. Mówimy o kredytach gotówkowych czy na zakup samochodu, a także kredytach hipotecznych. 

Większość banków ma specjalne sekcje na swoich stronach internetowych przeznaczone dla Ukraińców. Dostosowują kanały obsługi do klienta ze Wschodu –  pojawiają się obcojęzyczne ulotki czy nowe wersje językowe infolinii. Część banków zachęca promocyjnymi warunkami przelewów pieniężnych na Ukrainę czy ułatwieniami przy zakładaniu konta. W niektórych placówkach pomocą służy też obsługa w języku ukraińskim. Z badania ARC Rynek i Opinia „Ukraińscy konsumenci w Polsce” wynika, że już 68 proc. z nich ma w Polsce konto bankowe.

 Mało jest natomiast jeszcze typowo ukraińskich produktów spożywczych dostępnych w sklepach. Pracujący u nas cudzoziemcy żalą się, że niektóre produkty, które znają z domu, u nas są niedostępne – zaznacza dyrektor w Grupie Progres.

Ponad połowa Ukraińców robi codziennie zakupy w dyskontach, a blisko 40 proc. w hiper- i supermarketach. Sieci handlowe zaczynają reagować na ich potrzeby – niedawno Carrefour rozszerzył asortyment ukraińskich produktów. Ukraińska półka jest wprowadzana w ramach konceptu Kuchnia Świata. Do sprzedaży trafiło prawie czterdzieści ukraińskich produktów, głównie słodyczy i przekąsek.

 Instytucje starają się dotrzeć do cudzoziemców poprzez reklamę, ale także coraz częściej wybierają kanał, jakim są firmy rekrutacyjne, czyli zgłaszają się do nas, ponieważ wiedzą, że my takich pracowników zatrudniamy. Proponując nam współpracę i wymianę usług, mamy sytuację win-win. Z jednej strony my, jako firma rekrutacyjna, możemy przyjeżdżającemu do nas pracownikowi pomóc się wyposażyć, zaaklimatyzować relatywnie szybko, ponieważ on może te wszystkie usługi u nas otworzyć na miejscu w jednym okienku, a bank czy firma ubezpieczeniowa zwiększają sprzedaż – tłumaczy Marcin Kołodziejczyk.

Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Oczekują od producentów żywności szczegółowych informacji o pochodzeniu i składzie produktów

Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Oczekują od producentów żywności szczegółowych informacji o pochodzeniu i składzie produktów 6

Jak wynika z danych z bazy Mintel Global New Products Database (GNPD), jeszcze dziesięć lat temu zaledwie 17 proc. spożywczych nowości produktowych obecnych na sklepowych półkach opatrzonych było informacjami o ekologicznym procesie produkcji, naturalnym pochodzeniu lub składzie pozbawionym GMO. Obecnie ich odsetek wzrósł do 29 proc. Jeszcze większy skok odnotowano w przypadku wyrobów powstałych w zgodzie z zasadami zrównoważonego rolnictwa czy sprawiedliwego handlu – z 1 proc. do 22 proc. To efekt rosnącej świadomości konsumentów.

 Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Chcą wiedzieć więcej na temat produktów spożywczych, składników i historii, które stoją za produktami. Według naszych badań konsumenckich sześciu na dziesięciu respondentów mówi o tym, że są w stanie zaufać bardziej danej marce spożywczej, jeżeli na jej opakowaniu znajdują się informacje o pochodzeniu składników. Jest to szczególnie istotne dla kategorii produktów nabiałowych czy mięsnych, gdzie pochodzenie ma bardzo duże znaczenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Honorata Jarocka, starszy analityk rynku żywności i napojów w firmie Mintel. – Wiąże się to poniekąd z patriotyzmem zakupowym. Rodzime marki coraz chętniej podkreślają, że są z Polski. Na naszym rynku jest to duża wartość dodana.

Z raportu firmy Mintel na 2018 rok wynika, że na globalnym rynku spożywczym ważnych jest pięć kluczowych trendów, na które starają się odpowiadać producenci. Pełna jawność (full disclosure) to jeden z nich, wynikający przede wszystkim z braku zaufania do producentów po nagłaśnianych przypadkach wycofywania produktów z obrotu oraz coraz wyższej świadomości na temat wpływu dodatków spożywczych na zdrowie i samopoczucie człowieka. Konsekwencją tej tendencji jest kolejny trend, określony jako samospełniające się praktyki (self-fulfilling practices).

Konsumenci, żyjący w pośpiechu i stresie, nieustannie bombardowani niepokojącymi informacjami ze świata, szukają sposobu na relaks i dobrostan, także w jedzeniu. Mając świadomość szkodliwości niektórych składników i produktów, szukają dla siebie złotego środka – indywidualnej diety, która zapewni im zarówno chwile przyjemności, jak i będzie źródłem zdrowia. Skutkiem tego zjawiska jest między innymi demokratyzacja zdrowej żywności, do tej pory uznawanej za dobro luksusowe, także ze względu na cenę.

Z drugiej strony konsumenci chcą też odczuwać dozę przyjemności, czyli sięgnąć po produkty, które być może nie są tak zdrowe, ale umiarkowanie akceptowalne, jak napoje gazowane o obniżonej zawartości cukru czy chipsy o obniżonej zawartości tłuszczu, pieczone w piecu albo czekolada z wysoką zawartością kakao. Niemal siedmiu na dziesiąciu respondentów lubi sobie dogadzać, sięgać po coś dobrego okazjonalnie.

– Nowe wrażenia zmysłowe (new sensations) to kolejny trend, który jest przede wszystkim istotny, gdy chcemy dotrzeć do młodego konsumenta – tłumaczy Honorata Jarocka. – Ośmiu na dziesiąciu respondentów w wieku 16–20 lat mówi o tym, że są zainteresowani produktami, które oferują nowe doznania, jeżeli chodzi o teksturę. Na rynku polskim pojawiają się zatem np. napoje o żelowych konsystencjach, które powodują, że są one bardziej sycące. 

Inne przykłady to herbaty mrożone z cząstkami owoców, soki z ziarnami zbóż czy ciastka z chrupiącymi dodatkami. Aż 36 proc. polskich konsumentów zadeklarowało, że chętnie skosztowałoby żywności i napojów o nietypowych konsystencjach. To więcej niż wśród Niemców, Włochów (po 22 proc.) czy Francuzów (26 proc.).

Czwarty trend – preferencyjne traktowanie (preferential treatment) – nie do końca odnosi się do asortymentu na półce sklepowej, ale dotyczy zakupów internetowych i mobilnych oraz związaną z nimi technologią, która umożliwia pozyskiwanie danych o indywidualnych preferencjach konsumentów. Ma to służyć przede wszystkim wygodzie i skróceniu czasu dokonywania zakupów online, a te są coraz popularniejsze. Przykładowo 65 proc. Chińczyków między 20 a 49 rokiem życia częściej robi zakupy spożywcze za pomocą telefonu komórkowego niż komputera lub laptopa – to szczególnie znaczący odsetek, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że aż 77 proc. osób z tej grupy wiekowej kupuje produkty spożywcze online, z dostawą do domu. Z kolei więcej niż co trzeci Brytyjczyk (35 proc.) robiący zakupy spożywcze przez internet uważa możliwość uzupełniania listy zakupów przy użyciu technologii sterowania głosem za atrakcyjną opcję.

Pojawiają się rozwiązania, które sprzyjają personalizacji, np. Amazon Dash w połączeniu z asystentką Alexa, która pomaga dokonywać zakupów instant, dodatkowo może podpowiedzieć, jakie przepisy wykorzystać. Coca-Cola z kolei wypuściła maszynę vendingową, która uczy się preferencji konsumentów, o których mówią oni otwarcie np. w mediach społecznościowych.

Piąty trend – strawa naukowa (science fare) – wiąże się z możliwościami, jakie przemysłowi spożywczemu dają nowoczesne technologie produkcji.

– Przede wszystkim chodzi o branżę mięsną, ponieważ mówimy o rozwiązaniach technologicznych, które pozwalają stworzyć nowe produkty, takie jak mięso hodowane laboratoryjnie. Jest to odpowiedź na potencjalny brak żywności oraz wyzwanie związane z odpowiedzialnością środowiskową i mięso jest tu idealnym przykładem. Firmy takie jak Beyond Meat czy Impossible Foods są jednymi z bardziej znanych graczy, którzy zainwestowali w tę niszę ­– mówi Honorata Jarocka.

Już w 2017 roku 26 proc. Hiszpanów, 13 proc. Polaków, 11 proc. Francuzów, 9 proc. Włochów i 8 proc. Niemców powyżej 16 roku życia deklarowało, że mięso produkowane w laboratoriach, hodowane z komórek macierzystych lub wytwarzane syntetycznie jest dla nich atrakcyjne.

– Pojawiają się też rozwiązania w kategorii win, są plany wejścia w kategorię czekolady, kawy. To bardzo duży potencjał, czasami nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, dokąd branża spożywcza może nas zaprowadzić, ale okazuje się, że czeka na nas dużo do tej pory niewiarygodnych rozwiązań – przekonuje starszy analityk rynku żywności i napojów w firmie Mintel.

Pracodawcy RP: Ministerstwo zakazuje, pacjent zapłaci

Przepis oferujący lekarzom publicznych szpitali podwyżkę pensji w zamian za rezygnację z dodatkowej pracy jest tak niejasny, że może przynieść nieodwracalne szkody pacjentom. Grozi bowiem znaczącym wydłużeniem kolejek: lekarze specjaliści będą mogli przyjmować tylko w jednym, publicznym szpitalu i nigdzie indziej.

Resort zdrowia realizując wcześniejsze zapowiedzi podwyżek dla lekarzy dodał w nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej nieoczekiwany warunek. Lekarze mogą otrzymać podwyżkę i zarabiać do 6750 zł – ale tylko jeśli podpiszą „lojalkę”. Zobowiązać się w niej muszą do tego, że nie będą podejmować pracy w innych jednostkach realizujących kontrakty NFZ i nie będą w nich udzielać takich świadczeń jak w jednostce macierzystej.

Podstawowym problemem jest niejasność tego przepisu. O ile nie ma wątpliwości, że lekarz nie będzie mógł pracować na oddziałach dwóch różnych szpitali, to przepis można jednak tak interpretować, że pozostaje możliwość pracy na oddziale w jednym i w przychodni drugiego. Czy jednak dyrektorzy publicznych szpitali będą ryzykować i wypłacać podwyżki lekarzom w takich mniej klarownych sytuacjach? W razie kontroli i zakwestionowania przez NFZ ich decyzji, będą musieli pokryć podwyżki z budżetów szpitali, a środki otrzymane na podwyżki od NFZ – zwrócić.

Zdaniem Pracodawców RP taka niejasność przepisów i brak jednoznacznej interpretacji już na etapie implementacji prawa jest bardzo groźna. Dyrektorzy szpitali będą „na wszelki wypadek” wymuszać podpisanie „lojalek” lub nie będą wypłacać podwyżek – bo w razie bardzo powszechnej w Polsce zmiany interpretacji przepisów ich szpitale mogą ponieść ogromne obciążenia finansowe.

Ministerstwo Zdrowia co prawda w przepisach zawarło „wentyl bezpieczeństwa” – w przypadku braków kadrowych szpital będzie mógł wypłacić podwyżkę nawet bez „lojalki”. Czy jednak braki kadrowe stwierdzone przez dyrekcję będą tak samo oceniane przez kontrolerów NFZ? Tej pewności nie ma, więc dyrektorzy szpitali znów w trosce o finanse zarządzanych jednostek nie będą skłonni ryzykować.

Eksperci Pracodawców RP zwracają też uwagę na inny, groźny dla pacjentów scenariusz. Lekarze rezygnując z dodatkowej pracy spowodują tym samym ograniczenie dostępu do poszczególnych świadczeń. Lekarz pracujący na częściowych etatach w kilku szpitalach będzie musiał wybrać teraz jeden, lub zrezygnować z podwyżki. Pacjenci pójdą za swoim lekarzem – i kolejka w tej jednej lecznicy znacząco się wydłuży.

Jaka może być skala tego problemu nie wiadomo, bo Ministerstwo Zdrowia ani w uzasadnieniu, ani w ocenie skutków regulacji nie przedstawiło danych na ten temat. Zagrożenie wydłużeniem kolejek jest jak najbardziej realne – a nie wiadomo, czy nie dotyczy funkcjonowania publicznej służby zdrowia w całym kraju! Tymczasem oczywistym jest, że dłuższe kolejki to zwiększenie zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów. Zdaniem Pracodawców RP resort zdrowia nie powinien wprowadzać przepisów, które potencjalnie mogą zaszkodzić chorym w Polsce.

Jako Pracodawcy RP wskazujemy jeszcze jedno zagrożenie. Podpisanie zobowiązania udzielania świadczeń tylko w jednym podmiocie, które jest warunkiem uzyskania podwyżki, może doprowadzić lekarzy do decyzji o porzuceniu pracy w sektorze publicznym i przejściu wyłącznie do sektora komercyjnego. Lekarze mogą mieć dość niepewności sytuacji prawnej, niespełnianych obietnic i wybrać pracę w lepszych warunkach.

Dlatego Pracodawcy RP wystąpili do Ministra Zdrowia o usunięcie wątpliwości interpretacyjnych. Zmiana ustawy zawiera zbyt wiele nieścisłości i nieprecyzyjnych określeń . W szczególności:

– ostrzegliśmy resort, że wprowadzenie podwyżek dla lekarzy specjalistów pod warunkiem udzielania świadczeń tylko w jednym podmiocie może doprowadzić do fali wypowiadania umów o pracę

– zwróciliśmy uwagę, że oświadczenie o zakazie konkurencji nie daje lekarzowi możliwości leczenia pacjentów w podmiotach prywatnych, które mają podpisany kontrakt z NFZ

– podkreśliliśmy nasze oczekiwania, że mając na uwadze kryzys kadrowy Ministerstwo Zdrowia podejmie działania zwiększające dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych, zwiększy dostęp pacjentów do personelu medycznego – tymczasem zmiany zmierzają do komercjalizacji świadczeń zdrowotnych.

Mamy nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia – mając na względzie dobro i bezpieczeństwo pacjentów – jak najszybciej usunie wszystkie zagrożenia, jakie wniosła nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Bezrobocie nadal poniżej 6 proc.

Bezrobocie w lipcu wyniosło 5,9 proc., czyli tyle samo ile w czerwcu, ale było niższe niż przed rokiem w tym samym czasie – podał GUS.

Największy odsetek osób bez pracy był w województwie warmińsko – mazurskim (10,0 proc.) i mazowieckim regionalnym (9,8 proc.), najniższy – w regionie warszawskim stołecznym (2,6 proc.) i województwie wielkopolskim (3,3 proc.). Porównując stopę bezrobocia dla poszczególnych województw z wartościami tego wskaźnika z czerwca 2018 widać, że w pięciu województwach o najwyższej stopie bezrobocia nastąpiła (choć nieznaczna) poprawa sytuacji, tylko w województwie świętokrzyskim bezrobocie wzrosło o 0,1 pp. Powyższe dane wskazują, że w części województw nastąpiło wyczerpanie możliwości pozyskiwania pracowników z grona osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy. Te regiony coraz mocniej będą odczuwały z jednej strony brak rąk do pracy i silniejszą presję płacową, z drugiej – ograniczenie możliwości rozwoju działalności przedsiębiorstw lub nawet utrzymania jej na dotychczasowym poziomie.

Nieznacznie również spadła liczba zarejestrowanych bezrobotnych – w lipcu w powiatowych urzędach pracy było zarejestrowanych 961,8 tys. osób, co oznacza spadek w ciągu miesiąca o 6,1 tys. osób. Najwięcej osób bez pracy było w regionie mazowieckim – 93,7 tys. i województwie śląskim – 82,7 tys. Otwartym pytaniem pozostaje z jednej strony na ile te osoby są chętne i gotowe do podjęcia pracy, a z drugiej – na ile oferowane miejsca pracy są w zasięgu tych osób. Dla części bezrobotnych znaczną barierą w podjęciu pracy są kwestie dojazdu czy brak możliwości zmiany miejsca zamieszkania.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Nowy tydzień na rynkach powinien rozpocząć się ospale w związku ze świętem bankowym w Wielkiej Brytanii w poniedziałek. W Europie pod lupą będą nastroje niemieckich przedsiębiorców (Ifo) i wstępne szacunki inflacji. W USA interesujące będzie, czy optymizm konsumentów dalej utrzymuje się rekordowo wysoko? Ponadto PMI z Chin i PKB z Kanady mogą przyciągnąć uwagę.

Przyszły tydzień: indeks zaufania konsumentów/Chicago PMI/Michigan z USA, Ifo z Niemiec, HICP z Eurolandu, CPI/PKB z Polski, PMI z Chin, CAPEX z Australii, PKB z Kanady

USA

W USA kalendarz oferuje indeks zaufania konsumentów (wt), rewizje PKB za II kw. (śr), raport o dochodach i wydatkach Amerykanów oraz PCE Core (czw) oraz indeksy nastrojów Chicago PMI i Uniwersytetu Michigan (pt). Wskaźniki sentymentu gospodarstw domowych i biznesu wybijają się na pierwszy plan, gdyż pozwolą ocenić, czy ostatnie decyzje w sprawie ceł importowych odciskają piętno na gospodarce. Rozczarowujące odczyty będą mieć większy wpływ na USD niż w przeciwnym wypadku.

Strefa euro

Ze strefy euro otrzymamy niemiecki Ifo (pon) i wstępny szacunek CPI (pt). Po odczytach PMI w tym tygodniu szanse na solidny wzrost Ifo spadły, choć jakiekolwiek przerwanie serii ośmiu miesięcy spadków z rzędu może wlać nieco optymizmu w perspektywy ożywienia w największej gospodarce Eurolandu. W kwestii inflacji wysokie ceny energii powinny utrzymać ogólny wskaźnik ponad 2 proc., ale na poziomie bazowym utrzymanie 1,1 proc. będzie hamulcem dla fundamentalnego odbicia EUR. Mimo to na rynku pozostaje wciąż sporo krótkich pozycji, które w ostatnim tygodniu zaczęły przynosić straty i presja na ich domykanie może stać się dźwignią do krótkoterminowych wzrostów.

Wielka Brytania

Przyszły tydzień przynosi pusty kalendarz z Wielkiej Brytanii oraz święto bankowe w poniedziałek. Oznacza to, że funt będzie na pastwie prasowych relacji wokół negocjacji Brexitu, a te w ostatnim czasie są niekorzystne. To z jednej strony ułatwia deprecjację GBP wobec USD i EUR, ale też spłyca korekty. Jednak bez zaskakujących rewelacji w stronę braku porozumienia lub miękkiego Brexitu, GBP pozostanie niechcianym aktywem, a jego notowania będą pozbawione kierunku.

Polska

Jest mało prawdopodobne, aby sierpniowy CPI oraz szczegółowy raport o PKB za II kwartał z Polski (pt) stały się pretekstem do zwiększenia zmienności na złotym. EUR/PLN pozostaje bez wyraźnego trendu, przeważnie targany przetasowaniami pozycji, niekiedy nawet nie zważając na aktualnie panujący klimat inwestycyjny (risk-on, risk-off). Mamy szeroki korytarz wahań 4,26-4,32 z przejściowymi wybiciami i późniejszym powrotem. Pocieszające jest to, że złoty dość łagodnie przechodzi przez okresy nerwowości związane z rynkami wschodzącymi (Turcja).

Azja

W Azji inwestorzy będą przyglądać się odczytom PMI z chińskiego przemysłu (pt), gdyż sierpień był pierwszym miesiącem, kiedy wojna celna z USA obowiązywała a w pełni. Obniżenie wskaźnika pod 51 będzie niepokojącym sygnałem podsycającym spekulacje o spowolnieniu gospodarczym i zaciąży na sentymencie rynkowym.

Australia

W Australii mamy kwartalny raport o inwestycjach prywatnych przedsiębiorstw (CAPEX) oraz pozwolenia na budowę domów (oba w czwartek). Odbicie, szczególnie w przemyśle wydobywczym, przekłada się na wydatki w maszyny i inne aktywa trwałe, co stanowi solidny wkład do PKB. Dane z rynku nieruchomości będą za to istotnym testem kondycji sektora w obliczu narastających obaw o nadmierne zadłużenie gospodarstw domowych. Dobre dane wystarczą raczej na przejściowe wsparcie dla AUD, gdyż szum polityczny i ogólny obraz fundamentów w większym stopniu przemawiają za osłabieniem AUD. Z Nowej Zelandii także otrzymamy dane o pozwoleniach na budowę (czw), które jednak nie zdominują trendu dyktowanego przez nastawienie do USD i ogólny apetyt na ryzyko. Dodatkowe paliwo dla kiwi może pojawić się z różnicowania z aussie, jeśli w Australii rozgorzeje polityczna burza.

Kanada

Z Kanady otrzymamy odczyt PKB za czerwiec i cały drugi kwartał (śr). Dane cząstkowe za kwiecień i maj oraz odczyt sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej pozwalają zakładać solidny odczyt. Tło fundamentalne pozostaje dobre, choć na razie z Banku Kanady nie słychać głosów sugerujących kolejną podwyżkę we wrześniu i październik wydaje się bardziej prawdopodobny. Mimo to, jeśli w ten weekend na sympozjum w Jackson Hole prezes Poloz pokusi się o jastrzębie wzmianki, możemy wówczas liczyć na rajd CAD. Poza tym negocjacje NAFTA zdają się iść pomyślnie, ale wciąż jesteśmy bez konkretów, które mogłyby ożywić handel na FX.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Korporacja aptekarska straszy przedsiębiorców. Prawo farmaceutyczne nie zakazuje franczyzy

Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Bussines Centre Club, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET protestują przeciwko straszeniu polskich przedsiębiorców przez samorząd aptekarski utratą koncesji na prowadzenie apteki poprzez kreatywną i życzeniową interpretację prawa. Jest to kolejny przykład wpływania korporacji aptekarskiej na kształt rynku aptecznego, który tym razem nosi także znamiona czynu nieuczciwej konkurencji.

Naczelna Izba Aptekarska ponownie zaprezentowała własną, kreatywną wykładnię przepisów prawa. Tym razem została ona zawarta w komunikacie z 20 sierpnia br. w sprawie zawierania umów franczyzowych przez farmaceutów – właścicieli aptek, sugerując, że są one formą „obejścia prawa” i mogą „skutkować cofnięciem zezwolenia na prowadzenie apteki”.

Organizacje pracodawców z całą mocą protestują przeciwko tego typu sugestiom, nie wynikającym z przepisów prawa, i podkreślają, chcąc uspokoić tysiące polskich przedsiębiorców – właścicieli aptek, że umowy franczyzy to działanie legalne tak w świetle przepisów prawa cywilnego, jak i regulacji dotyczących rynku aptecznego.

Co więcej, organizacje pracodawców przypominają, że franczyza to jeden z podstawowych sposób rozwijania działalności gospodarczej przez małych polskich przedsiębiorców, którzy w ten sposób zyskują stabilizację i bezpieczeństwo biznesowe, dostęp do nowoczesnych rozwiązań technologicznych i organizacyjnych, wsparcie dużej organizacji, szkolenia, rozpoznawalną markę oraz poprawę wyników finansowych. Z tych powodów franczyza od lat cieszy się dużą popularnością także na bardzo konkurencyjnym rynku aptecznym.

Żaden z przepisów Prawa farmaceutycznego nie zakazuje takiego działania. Twierdzenia samorządu są także w sposób jawny sprzeczne z „Konstytucją dla biznesu”, przyjętą przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego na początku br. W tym kontekście należy przypomnieć, że zgodnie z art. 8 ustawy – Prawo przedsiębiorcy „Przedsiębiorca może podejmować wszelkie działania, z wyjątkiem tych, których zakazują przepisy prawa. Przedsiębiorca może być obowiązany do określonego zachowania tylko na podstawie przepisów prawa”. W konsekwencji zawarcie umowy franczyzy nie może skutkować cofnięciem zezwolenia na prowadzenia apteki franczyzobiorcy.

Także, wbrew twierdzeniom samorządu, zawartych w komunikacie NIA z 20 sierpnia br., art. 99 ust. 3 pkt 2 i 3 Prawa farmaceutycznego:

dotyczy wyłącznie sytuacji udzielania nowego zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej, nie odnosi się w żaden sposób do nabycia apteki w inny sposób czy tym bardziej do rozpoczęcia współpracy na zasadach franczyzy.

Posiadanie nie więcej niż 1% aptek w województwie nie jest warunkiem wykonywania działalności. Zatem prowadzenie większej ilości placówek nie uzasadnia także zastosowania art. 37ap Prawa farmaceutycznego i odbierania przedsiębiorcom zezwoleń aptecznych, co sugeruje w swoim komunikacie NIA.

Samorząd aptekarski już kolejny raz próbuje wprowadzić do opinii publicznej interpretację sugerującą, że działania zgodne z prawem są niedopuszczalne. Warto przypomnieć, że dotychczasowe próby podobnych działań kończyły się porażkami korporacji. Dotyczyło to tak:

sprawy tzw. „1%” (gdzie samorząd twierdził, że nie można posiadać więcej niż 1% aptek w województwie w drodze sukcesji uniwersalnej), jak i sprawy wydawania opinii ws. udzielania lub cofania zezwoleń na prowadzenie apteki (gdzie samorząd przyznawał sobie kompetencję do wydania opinii na podstawie przepisów współdziałania organów w postępowaniu administracyjnym).

W obu sprawach argumentacja NIA została odrzucona przez sądy administracyjne.

Warto także przypomnieć, że samorząd aptekarski został już kilkukrotnie ukarany w zw. z naruszeniem prawa konkurencji. Spośród sześciu takich przypadków można wymienić choćby sprawy:

uchwały uznającej za niedozwolone otwieranie przez aptekarzy własnych aptek w najbliższym sąsiedztwie już istniejących lub przyjmowanie stanowiska kierownika w tak usytuowanej aptece (2000 r.) oraz opiniowanie wniosków o udzielenie koncesji na prowadzenie apteki na podstawie pozaustawowych kryteriów (1994 r.) Mimo wielokrotnego karania i napominania korporacji aptekarskiej za czyny niezgodnie z prawem konkurencji, NIA kolejny raz podejmuje podobne działania, tym razem biorąc na cel systemy franczyzowe.

Ta sytuacja ponownie pokazuje, że samorząd aptekarski nie działa tylko jako samorząd zawodowy, lecz przede wszystkim jako organizacja przedsiębiorców, która próbuje wpływać na reglamentację działań rynkowych konkurentów.

Jest to także kolejny – obok ostatniego bezpardonowego sprzeciwu wobec wprowadzenia możliwości nabywania w aptekach internetowych leków na receptę przez osoby niepełnosprawne – przykład, że w celu realizacji własnych interesów ekonomicznych, samorząd aptekarski zdaje się lekceważyć interesy pacjentów czy małych i średnich przedsiębiorców.

Pracodawcy RP: Pochopne wprowadzenie exit tax zaszkodzi przedsiębiorcom

Exit tax, tak zwany podatek od przeprowadzki czy też podatek od wyjścia, ma zgodnie z zapowiedziami resortu finansów zacząć obowiązywać już od 2019 r. To o rok szybciej niż wymaga tego dyrektywa Unii Europejskiej. Pośpiech w tym przypadku jest niewskazany. Wyjście poza cele dyrektywy i profiskalne ujęcie nowej daniny uderzy bowiem w przedsiębiorców i naruszy fundamentalne zasady swobodnego przepływu kapitału i osób.

Celem dyrektywy 2016/1164 jest zapewnienie, aby podatki były płacone w miejscu, gdzie są generowane zyski i wytwarzana jest wartość. Jednym z elementów, który ma się przyczynić do realizacji tego celu jest właśnie wprowadzenie podatku od wyjścia. Zgodnie z treścią dyrektywy ma on polegać na opodatkowaniu niezrealizowanych zysków kapitałowych w przypadku przeniesienia aktywów, rezydencji podatkowej lub stałego zakładu. W skrócie, chodzi o walkę z agresywną optymalizacją podatkową i uciekaniem z majątkiem za granicę. Unijne przepisy przewidują, że ta nowa danina ma zacząć obowiązywać we wszystkich państwach członkowskich od 2020 r. Nasz resort finansów zapowiedział jednak, że wprowadzi exit tax już w 2019 r.

Skąd ten pośpiech? Znając priorytety, jakimi w ostatnim czasie kieruje się Ministerstwo Finansów, chodzi zapewne o zagwarantowanie dodatkowych wpływów do budżetu państwa. Należy zaznaczyć, że Unia Europejska pozostawiła państwom członkowskim dużą dowolność w implementacji dyrektywy. Ten właśnie aspekt budzi szczególny niepokój o kształt przepisów, jakie zaprezentuje resort finansów. Przedsiębiorcy obawiają się, że polskie przepisy, jak to niejednokrotnie miało miejsce w przeszłości, wykroczą poza zakres i cele dyrektywy oraz ograniczą swobodę przemieszczania się.

Nie ulega wątpliwości, że zwalczanie agresywnego planowania podatkowego jest działaniem słusznym i potrzebnym. Taki sposób optymalizacji pozbawia bowiem budżet państwa należnych mu wpływów, jak również godzi w zasady uczciwej konkurencji. Niemniej jednak należy zwrócić uwagę, iż do końca roku nie zostało dużo czasu. Skoro resort finansów planuje, aby exit tax wszedł w życie już w 2019 roku, to znaczy, że prace nad uchwaleniem ustawy będą prowadzone w pośpiechu. To nie służy dobrej legislacji. Taki sposób procedowania uniemożliwi również przeprowadzenie rzetelnych i szerokich konsultacji społecznych. W związku z tym za zasadne należy uznać wprowadzenie nowej daniny zgodnie z terminem wyznaczonym przez Unię Europejską, tj. w 2020 r. Pozwoli to na wypracowanie dobrych przepisów, które pozwolą uniknąć sytuacji, w których opodatkowane zostaną podmioty nie stosujące agresywnej optymalizacji. Takie racjonalne działanie Ministerstwa Finansów wpłynęłoby także pozytywnie na nadszarpnięte poczucie pewności prawa.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Klauzula pewności prawa – jeden z czterech filarów „Konstytucji Biznesu” – kolejne plany, a jakie są fakty?

„Konstytucja Biznesu” to jeden z głównych projektów prawnych obecnego rządu. Jego celem jest ułatwienie prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Jednym z jej kluczowych filarów jest klauzula pewności prawa, która gwarantuje właściwą ochronę przedsiębiorcom stosującym w swojej działalności utrwaloną dotąd praktykę. Jednak czy rzeczywiście klauzula działa?

W poszukiwaniu przyjaznych rozwiązań

Założeniem poszczególnych zmian w prawie, jak też całej „Konstytucji Biznesu” jest stworzenie w Polsce warunków prawnych sprzyjających rozwojowi działalności gospodarczej. Wśród rozwiązań znalazły się m.in. działalność nierejestrowana, rozstrzyganie wątpliwości podatkowych na korzyść przedsiębiorcy czy wprowadzenie zasady mniej uciążliwych kontroli organów podatkowych. Wprowadzenie klauzuli pewności prawa jest odpowiedzią na oczekiwania przedsiębiorców wobec przewidywalności działań administracji w kraju. Zmiana ma być gwarancją tego, że zbieżne sprawy będą załatwiane w taki sam sposób, a podstawą ich rozwiązania będzie utrwalona praktyka. Takie działanie ma gwarantować przedsiębiorcom jasne zasady załatwiania części spraw urzędniczych w oparciu o dotychczasowe decyzje, jakie zapadły w podobnych przypadkach.

Skuteczna ochrona podatnika

Kluczowym zagadnieniem w klauzuli pewności prawa jest ochrona podatników przed negatywnymi skutkami zmian w wykładniach przepisów w sytuacji, kiedy ci działali w oparciu o wydane dotąd interpretacje i utrwaloną praktykę. W pełni wyjaśnia to art. 14 Prawa przedsiębiorców: „Organ bez uzasadnionej przyczyny nie odstępuje od utrwalonej praktyki przestrzegania w takim samym stanie faktycznym i prawnym”. Uzupełnieniem jest art. 35 ust.1, który wskazuje, że: „…przedsiębiorca nie może być obciążony sankcjami administracyjnymi, finansowymi lub karami w zakresie, w jakim zastosował się do uzyskanej interpretacji indywidualnej” oraz art. 35 ust. 3, który określa, że powyższy przepis: „…stosuje się odpowiednio w przypadku zastosowania się przedsiębiorcy do objaśnień prawnych lub ustalonej praktyki interpretacyjnej właściwego organu lub właściwej państwowej jednostki organizacyjnej”. W związku z powyższym wykorzystanie utrwalonej praktyki nie powinno pozostawiać najmniejszych wątpliwości co do tego, że przedsiębiorca działa zgodnie z prawem. Rzeczywistość pokazuje jednak, że klauzula pewności prawa nie zawsze jest właściwie respektowana.

Klauzula interpretowana indywidualnie?

Dowodów na łamanie klauzuli, która miała gwarantować pewną ochronę polskim przedsiębiorcom, nie trzeba wcale zbyt długo szukać. Doskonałym przykładem jest branża sprzedawców żywności fast food i kwestia opodatkowania ich działalności. Dotychczasowe interpretacje indywidualne, jak również utrwalona praktyka wskazywały, że tego rodzaju działalność powinna być opodatkowana 5% stawką VAT, obowiązującą dla „dostawy gotowych posiłków i dań”. Niemniej wydana przez Ministerstwo Finansów interpretacja ogólna wskazuje, że stawka opodatkowania tego rodzaju działalności, która obowiązuje dla „usług związanych z wyżywieniem”, wynosi 8%. W związku z wydaną interpretacją ogólną organy podatkowe egzekwują od przedsiębiorców zwrot zaległości powstałych w wyniku podniesienia stawki VAT z 5 do 8%. Tym samym tego rodzaju działanie organów podatkowych stoi w zupełnej sprzeczności z klauzulą pewności prawa, która miała być gwarancją ochrony przed urzędniczym bezprawiem. Innym przykładem jest kwestia rozliczania 50% kosztów uzyskania przychodów przez twórców w branży IT. Do niedawna przedsiębiorcy w tej branży – wielokrotnie w oparciu o wydane indywidualne interpretacje podatkowe – prowadzili rejestr utworów z przekazaniem praw autorskich, które uprawniały do zastosowania 50% stawki kosztów uzyskania przychodu. Jednak całkiem niedawno organy podatkowe doszły do wniosku, że w związku z wprowadzonymi od początku roku zmianami dotyczącymi zasad rozliczania praw autorskich, posiadana przez przedsiębiorców dokumentacja (rejestry utworów i interpretacje indywidualne) nie jest wystarczającą podstawą do stosowania stawki 50%. Zmieniając interpretację przepisów, stwierdzono powstanie zaległości podatkowych. Wydane dotychczas interpretacje indywidualne i utrwalona praktyka nie mają w tym przypadku żadnego znaczenia.

Pewność prawa iluzoryczna

Chociaż rząd szczyci się stworzeniem „Konstytucji Biznesu” i wprowadzeniem szeregu zmian ułatwiających prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce, to już samo przestrzeganie kluczowego jej filaru, jaką jest klauzula pewności prawa, pozostawia wiele do życzenia. Szczególną uwagę na tę kwestię zwraca chociażby Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, który jednocześnie apeluje do ministerstw o rzeczywistą egzekucję od organów administracji publicznej stosowania zmienionych przepisów. Dużą wątpliwość budzi również hierarchia indywidualnych interpretacji podatkowych i stosowanie się do utrwalonej praktyki. Jeśli rzeczywiście mają one zapewnić przedsiębiorcom właściwą ochronę, to ich znaczenie musi zostać wzmocnione nie tylko poprzez odpowiednie działania legislacyjne, ale również poprzez praktykę respektujących je organów. Samo wprowadzenie klauzuli pewności prawa okazuje się niewystarczające. Bez odpowiedniego nadzoru przez ministerstwa poziomu jej respektowania, czołowy filar „Konstytucji Biznesu” stanie się jedynie propagandowym hasłem, a już z pewnością w żaden sposób nie polepszy sytuacji prawnej polskich przedsiębiorców.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Złoty odrabia wczorajsze straty. Rynek czeka na Powella

Wczoraj polski złoty zakończył dzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Polskiej walucie nie sprzyjała przede wszystkim siła dolara amerykańskiego i to właśnie w parze z USD, złoty osłabił się najmocniej – niemal o 1%.

Krajowe informacje nie miały większego wpływu na polską walutę, jednak warto wspomnieć o publikacji „minutek” z ostatniego spotkania Rady Polityki Pieniężnej, których wydźwięk był zbliżony do poprzednich publikacji. Z „minutek” wynika, że w większości członkowie RPP wyrażają opinię, iż utrzymywanie stabilnych stóp procentowych powinno wspierać realizację celu inflacyjnego. Co istotne, część członków zwraca jednak uwagę, że jeśli presja inflacyjna będzie narastać, zasadne może być rozważenie podwyżek stóp procentowych w kolejnych kwartałach. Wydźwięk wczorajszej publikacji jest gołębi, jednak w kontekście zmian w polityce monetarnej pozostałych krajów CEE oraz EBC, warto będzie obserwować, jak w kolejnych miesiącach zachowywać będzie się grono „jastrzębi” z banku centralnego.

Dziś złoty zaczyna odżywać, co znów związane jest z czynnikami zewnętrznymi. Walutę wspiera silniejsze euro i słabszy dolar amerykański. Mimo braku ostrych ruchów, niewykluczone, że amerykańska waluta pozostaje pod presją ostatnich zmian amerykańskiego krajobrazu politycznego po oskarżeniu o oszustwa dwóch byłych bliskich współpracowników Donalda Trump. Sytuacja w amerykańskiej polityce jest coraz bardziej złożona i będzie budzić coraz większą uwagę inwestorów w kontekście nadchodzących wyborów do Kongresu oraz coraz częściej pojawiających się spekulacji dotyczących potencjalnego impeachmentu prezydenta USA (do czego jednak jeszcze długa droga).

Kluczowym wydarzeniem dzisiejszego dnia będzie przemówienie prezesa Rezerwy Federalnej. Prawdopodobnie nie przyniesie ono przełomowych informacji, jednak inwestorzy będą uważnie je obserwować, słuchając wszelkich sugestii odnoszących się do kwestii globalnego konfliktu handlowego, perspektyw amerykańskiej gospodarki i zacieśniania polityki pieniężnej w USA, a także wpływu zmian w polityce FED na rynki wschodzące. Interesujące będzie również to, czy – a jeśli tak, to w jaki sposób – Powell odniesie się do ostatniej krytyki ze strony Donalda Trumpa, który stwierdził, iż nie jest zadowolony z działań Rezerwy Federalnej, która kontynuuje cykl podwyżek stóp procentowych.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,27-4,29. Wczorajszy indeks PMI dla europejskiego przemysłu w sierpniu nieco rozczarował, jednak sam odczyt nie wpłynął zbyt mocno na cenę wspólnej waluty. Samo euro również nie charakteryzowało się istotną słabością – waluta osłabiła się w parze z dolarem ze względu na siłę tego ostatniego.

W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o publikacji „minutek” z ostatniego spotkania Europejskiego Banku Centralnego. Podsumowanie ostatniego spotkania zawierało informacje o tym, że europejskie gospodarki rozwijają się zgodnie z oczekiwaniami, tym samym obecnie nie jest potrzebne dostosowanie polityki monetarnej. Członkowie EBC stwierdzili również, iż w ostatnim czasie „niepewność związana z perspektywami inflacji była coraz niższa”. Tym, co w “minutkach” skupia największą uwagę jest jednak podkreślenie, iż głównym ryzykiem dla wzrostu gospodarczego w strefie euro pozostają obawy związane z protekcjonizmem i konfliktami handlowymi. Obecnie widać, iż wpływ obaw na sentyment jest wyraźnie widoczny i jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, niewykluczone, że próba poprawy pozycji USA w globalnym handlu, której dokonuje amerykańska administracja, skończy się obniżeniem globalnego wzrostu gospodarczego.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,75-4,78. Brytyjska waluta nieznacznie umocniła się w relacji do złotego, jednak wczoraj była jedną z gorzej sobie radzących walut G10.

Na funcie brytyjskim cały czas ciążą obawy względem opuszczenia UE bez porozumienia (no-deal Brexit). Bezpośrednią przyczyną wczorajszego ruchu była publikacja przez brytyjskich rząd serii dokumentów skierowanych do brytyjskich firm, zawierających informacje o tym, jak radzić sobie, jeśli opuszczenie UE nastąpi bez porozumienia. Prawdopodobnie ruch należy odczytywać jako próbę zasygnalizowania stronie europejskiej, że Wielka Brytania nie obawia się “nieuporządkowanego” Brexitu, tym samym będzie gotowa nie zgodzić się na warunki drugiej strony, jeśli nie będą wystarczająco korzystne.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,9%, wahając się w widełkach 3,68-3,72. Wczorajsze dane PMI dla amerykańskiego przemysłu i usług w sierpniu były nieco gorsze od oczekiwań i odczytów z lipca, sugerując nieco niższą ekspansję sektorów, jednak miały ograniczony wpływ na handel.

Rozmowy USA i Chin dotyczące handlu, wbrew nadziejom części obserwatorów niestety zakończyły się fiaskiem – obecnie wygląda na to, że niepokój w kwestiach handlowych może utrzymywać się dłużej, co powinno sprzyjać amerykańskiej walucie.

Oprócz dzisiejszego przemówienia prezesa Rezerwy Federalnej, w drugiej części dnia warto zwrócić uwagę na dane z amerykańskiej gospodarki, przede wszystkim te dotyczące zamówień środków trwałych w lipcu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane o zamówieniach środków trwałych w USA w lipcu
  • 16:00 – prezes FED, Jerome Powell przemawia podczas konferencji w Jackson Hole

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Prezes BioMaxima S.A. zapowiada lepsze wyniki finansowe – ruszyła produkcja w nowym zakładzie w Lublinie

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także szerokiej gamy odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, uzyskała prawomocne pozwolenie na użytkowanie nowego Zakładu Produkcyjnego oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego (CBR) w Lublinie. Spółka rozpoczęła w nowym Zakładzie produkcję podłóż mikrobiologicznych, które dotychczas były wytwarzane w jej zakładach w Warszawie oraz w Gdańsku.

 

Do nowego Zakładu w Lublinie przeniesiono istniejące linie produkcyjne oraz uzupełniono je o nowe urządzenia, które poprzez automatyzację kolejnych procesów pozwolą znacznie zwiększyć wydajność w porównaniu do dwóch likwidowanych lokalizacji w Warszawie oraz Gdańsku, a także umożliwią rozszerzenie asortymentu o nowe pozycje. Nowe wyroby, takie jak płytki dip-slide czy suplementy podłoży mikrobiologicznych, zaspokoją popyt u obecnych klientów Spółki na dystrybuowane już towary. Dzięki wyższej marży uzyskiwanej ze sprzedaży wyrobów, uruchomienie produkcji w nowym Zakładzie przełoży się na wyższą rentowność oraz na umocnienie pozycji rynkowej BioMaxima S.A. w jej głównych kategoriach handlowych.

„Umowy na budowę nowych obiektów w Lublinie zawarliśmy 8 września 2017 roku. Tak więc, mimo niespełna trzymiesięcznego opóźnienia, nowy Zakład Produkcyjny oraz CBR zrealizowaliśmy w rekordowym tempie jedenastu miesięcy. W tym samym czasie  dokonaliśmy zakupu nowych maszyn i urządzeń, wdrożyliśmy nowy system identyfikacji wizualnej i rozpoczęliśmy wdrażanie systemu informatycznego. Po zakończeniu migracji wszystkich procesów produkcyjnych do nowego zakładu możemy oczekiwać efektów tej intensywnej pracy w postaci polepszenia wskaźników finansowych już w perspektywie ostatniego kwartału tego roku.” – wyjaśnia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Nowe Centrum Badawczo-Rozwojowe w Lublinie będzie skoncentrowane przede wszystkim na następujących projektach: rozbudowie rodziny analizatorów biochemicznych serii BM, w pierwszej kolejności o automatyczny analizator biochemiczny o wydajności 300 testów na godzinę, dysponujący stacją do mycia kuwet. W dalszej kolejności będą rozwijane i doskonalone istniejące rozwiązania m.in. związane z internetowym modułem serwisowym; kontynuacji prac nad rozwojem i wdrożeniem do masowej produkcji pełnej palety testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego antybiotyku (MIC) według nowatorskiej metody opracowanej na UMCS na zlecenie BioMaxima; zwiększeniu asortymentu i skalowaniu produkcji szybkich testów diagnostycznych (POCT); opracowaniu nowych podłoży, w tym płynów do hodowli komórkowych i suplementów podłóż mikrobiologicznych.

W sierpniu br. BioMaxima S.A. podpisała umowę o wyłącznej dystrybucji w Polsce rewolucyjnej platformy Accelerate Pheno™ przeznaczonej do szybkiej identyfikacji patogenów i oznaczenia ich wrażliwości na antybiotyki w leczeniu sepsy, która pozwala lekarzom optymalizować terapię antybiotykową średnio o 24 do 40 godzin szybciej niż dotychczas dostępne najszybsze metody diagnostyczne.

BioMaxima S.A. specjalizuje się w technologiach badania lekowrażliwości metodą dyfuzyjną, mającą dzisiaj największy udział w tym rynku na świecie. Emitent jest jedynym w Polsce oraz jednym z kilku wytwórców w Europie krążków antybiotykowych.

Globalny rynek badania lekowrażliwości (krążkowe systemy dyfuzyjne, testy MIC, podłoża oraz systemy zautomatyzowanie) w 2017 roku był szacowany na 2,71 miliarda USD i oczekuje się, że będzie rósł w średnim tempie 5,1% rocznie osiągając w 2022 roku wartość 3,47 miliarda USD (BusinessWire, maj 2018).

Po dwóch kwartałach 2018 r. skonsolidowany zysk netto BioMaxima S.A. sięgnął 765 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 16.097 tys. zł. W analogicznym okresie 2017 r. zysk netto Spółki wyniósł 395 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 16.219 tys. zł.

Kobieta na czele dużego przedsiębiorstwa – WIŚNIOWSKI pod rządami Krystyny Baran

Krystyna Baran, prezes zarządu firmy WIŚNIOWSKI
Krystyna Baran, prezes zarządu firmy WIŚNIOWSKI

Krystyna Baran z wykształcenia jest ekonomistką z zakresu finansów i rachunkowości. Ukończyła Wyższą Szkołę Biznesu-NLU. W firmie WIŚNIOWSKI odpowiada za obszar rozwoju i doskonalenia organizacji, komercjalizacji oferty handlowej, funkcjonowanie i rozwój kanałów dystrybucji oraz logistykę. W ramach zarządu osobiście nadzoruje działy: handlowy, marketingu, serwisu, transportu, księgowości oraz personalny. Z sukcesem łączy zarządzanie przedsiębiorstwem z angażowaniem się w wiele inicjatyw związanych z rozwojem regionu. Jej plan to nieustanny rozwój firmy i dalsza ekspansja na Europę, i nie tylko.

Potentat w branży

WIŚNIOWSKI to producent bram garażowych i przemysłowych, ogrodzeń stalowych, stolarki stalowej i aluminiowej. – O tym, że WIŚNIOWSKI jest obecnie liderem na rynku i nic nie wskazuje na to, by miało się coś zmienić, świadczy fakt, że nadal inwestujemy. Inwestycje w rozwój, nawet kilkanaście lat temu, gdy było to ryzykowne, okazały się strzałem w dziesiątkę. Ryzykować można, ale należy zawsze robić to rozsądnie i korygować plany i działania jeśli sytuacja tego wymaga. Moim zadaniem jest chłodna kalkulacja, cyfry muszą się zgadzać, a jako ekonomistka, mam za zadanie zabezpieczyć firmę pod każdym względem. Obecnie firma zatrudnia 1800 osób i zapewne ta liczba wzrośnie. Budujemy kolejne hale, uzbrajając je w nowoczesne linie technologiczne z robotami włącznie. Inwestycjom tym niestety muszą towarzyszyć konieczne przebudowy dróg, linii energetycznych i infrastruktury towarzyszącej co stanowi znaczący koszt dla spółki, jednak inwestycje na szeroką skalę są w trakcie – mówi Krystyna Baran, prezes zarządu firmy WIŚNIOWSKI.

Plany na przyszłość – większe przychody i większy udział w rynku europejskim

Jakie plany na rozwój firmy ma Krystyna Baran? – Nie zatrzymujemy się, gdyż od kilku lat celem spółki  jest zwiększenie sprzedaży poza granicami Polski. Aby to osiągnąć, musimy komunikować i prezentować np. na najważniejszych targach (m.in. Mediolan, Monachium) że produkty WIŚNIOWSKI z Polski są wysokiej jakości, a oferowany asortyment spełni oczekiwania klienta indywidualnego oraz realizującego nawet duże inwestycje. Pragnę, aby WIŚNIOWSKI był marką znaną i poszukiwaną w Polsce i poza jej granicami.

Najbliższe zmiany

Chcąc realizować ambitne cele, Wiśniowski inwestuje w rozwój. – Dzięki rozbudowie w roku 2019  przedsiębiorstwo zajmie 27 ha powierzchni, zwiększając moce produkcyjne, poszerzając asortyment produktowy i podwyższając wpływy do budżetu państwa z wielu tytułów – podsumowuje prezes Krystyna Baran.

Polska jednym z najważniejszych krajów dla sprzedawców AliExpress

Już 23% polskich internautów kupuje online za granicą, a najczęściej wybieraną przez nich platformą jest AliExpress. Co wpływa na decyzję o dokonaniu e-zakupu? Przede wszystkim bezpieczeństwo transakcji. Współpraca PayU i AliExpress gwarantuje bezpieczne zakupy i możliwość transakcji w lokalnej walucie, dlatego popularność chińskiej platformy stale rośnie.

Według raportu „E-Commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska”[1] Polacy coraz chętniej dokonują zakupów w zagranicznych sklepach internetowych – w 2016 roku było to jedynie 10% internautów, a obecnie tych kupujących zagranicą jest już 23%. Wraz ze wzrostem zaufania do zakupów zagranicznych wyłaniają się najwięksi gracze, na czele których stoi AliExpress, chińska platforma sprzedaży detalicznej, doceniana za szeroki asortyment i dobrą jakość produktów. Co ważne, już co trzeci Polak kupujący online zagranicą rozpoznaje właśnie AliExpress.

Polska jest centrum handlu elektronicznego i logistyki w Europie Środkowo-Wschodniej i ważnym rynkiem dla sprzedawców działających na platformie AliExpress. Widzimy dużą szansę na dalszy rozwój e-commerce w tym kraju i chcemy dzielić się naszą globalną wiedzą, aby umożliwić lokalnym partnerom udział w tym rozwoju. 27 sierpnia rusza Tydzień Znanych Marek, jest to dla nas kamień milowy, podczas którego rozpoczynamy pracę nad kolejnym wydarzeniem – Globalnym Festiwalem Zakupów, znanym jako Dzień Singla, który odbędzie się 11 listopada – mówi Gary Topp, Senior Operation Manager w AliExpress.

Jak wynika z raportu „Pulse of the Online Shopper”[2]z 2017 roku, kluczowym czynnikiem mającym wpływ na decyzje zakupowe zagranicą jest bezpieczeństwo płatności. Dodatkowo, jak podaje Izba Gospodarki Elektronicznej w raporcie dotyczącym rynku e-handlu w Polsce, polscy e-konsumenci, płacąc za towary zamówione w kraju i za granicą, najchętniej wybierają tzw. pay-by-linki, czyli szybkie e-przelewy. Aż 65% z nich wskazuje ponadto PayU jako serwis, z którego korzystają najczęściej.

AliExpress jest dla nas bardzo ważnym partnerem, a naszym głównym celem jest dostarczenie polskim klientom najwygodniejszych i najbezpieczniejszych form płatności. Kupując na AliExpress z PayU można nie tylko zapłacić w polskich złotych, ale także skorzystać z licznych akcji promocyjnych, które wspieramy – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Poland Country Manager w PayU.

[1] Raport Gemius, „E-commerce w Polsce 2018”

[2] Raport UPS, “Pulse of the Online Shopper 2017”

Jastrzębie sprawozdanie z ostatniego posiedzenia Fed-u osłabia złotego

Aukcja zamiany pokazała niski popyt na długoterminowe obligacje skarbowe. Jastrzębie sprawozdanie z ostatniego posiedzenia Fed-u osłabia złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej najciekawszym wydarzeniem w czwartek była aukcja zamiany. Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje za 4,76 mld PLN (PKO: 5 mld PLN). Prawie połowę emisji stanowiły papiery ze środka i dłuższego końca krzywej. Struktura sprzedaży była zgodna z prognozą. Zauważyć można było jedynie wyższy popyt na papiery 5-letnie (+0,8 mld PLN), a niższy na 10-letnie (-1,2 mld PLN). Niższy popyt na długoterminowe obligacje przełożył się też na nieco niższe wyceny. Rentowności OK0720 wyniosły 1,578%-1,594% (PKO: 1,60%), PS0123 2,333%-2,335% (PKO: 2,35%), natomiast WS0428 3,154%-3,156% (PKO: 3,13%). Ceny WZ0524 ustalono na 99,28-99,29 PLN (PKO: 99,30 PLN), a WZ0528 na 96,85-96,86 PLN (PKO: 97,00 PLN). Aukcja miała neutralny wpływ na rynek. Mniejsza od oczekiwań sprzedaż papierów o dłuższych terminach wykupu sugeruje mniej negatywne przełożenie wyższej podaży na dłuższy koniec krzywej.

Podczas piątkowej sesji przy braku istotniejszych krajowych danych makroekonomicznych, rynek długu pozostawać będzie pod wpływem czynników globalnych. Najciekawszym wydarzeniem będzie sympozjum w Jackson Hole, gdzie występować będą przedstawiciele banków centralnych. Biorąc pod uwagę dane makroekonomiczne, czy chociażby środowe minutes Fed, spodziewać się można potwierdzenia globalnej tendencji w kierunku normalizacji polityki pieniężnej. Takie sygnały wraz z wzrostem popytu na aktywa ryzykowne będą sprzyjać wzrostowi rentowności na świecie, w tym także w Polsce.

Czwartek na rynku walutowym minął pod znakiem stabilnych notowań kursu EUR/USD blisko poziomu 1,16 oraz wzrostu kursu EUR/PLN z okolic 4,2750 w okolice 4,29.

Głównymi czynnikami wokół których ogniskowało się zainteresowanie rynków w oczekiwaniu na piątkowe sympozjum w Jackson Hole, były sprawozdania z ostatnich posiedzeń banków centralnych: Fed-u i EBC. Z opublikowanych w środę wieczorem  minutes FOMC wynikało, że panuje szeroki konsensus co do konieczności podniesienia stóp procentowych w USA aż do osiągnięcia neutralnego poziomu i zakończenia w ten sposób etapu akomodacyjnej polityki pieniężnej. Jest to możliwe jednak dopiero w okolicach połowy 2019 roku i do tego czasu najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na kolejne kwartały jest kontynuacja stopniowych podwyżek stóp. Po osiągnięciu tego poziomu większość głosujących członków Fed-u opowiada się za kontynuacją podnoszenia stóp również poza 2019 rok po być może jedynie tymczasowej przerwie. Jastrzębie sprawozdanie z ostatniego posiedzenia Fed-u ustabilizowało wartość kurs EUR/USD nieco poniżej 1,16 oraz osłabiło kurs złotego wobec euro o przeszło 1 grosz. Z kolei sprawozdanie z ostatniego posiedzenia EBC nie przyniosło większych zmian w komunikacji, podtrzymując dotychczasową gołębią politykę pieniężną oraz podkreślając ryzyka potencjalnego pogorszenia nastrojów inwestycyjnych z tytułu możliwej eskalacji sporów handlowych.

Wykres dnia: Wartość emisji obligacji skarbowych na ostatnich aukcjach zamiany (mld PLN).

Wartość emisji obligacji skarbowych na ostatnich aukcjach zamiany
Źródło: Ministerstwo Finansów

Autorzy / Źródło: Mirosław Budzicki, Jarosław Kosaty / PKO Bank Polski

W Jackson Hole bankierzy radzą nad rynkami

Sympozjum bankierów centralnych w górskim kurorcie Jackson Hole stało się wydarzeniem tygodnia, nawet jeśli oczekiwania na przełomowe informacje ustawione są nisko. Zmienności na rynku nie ma wiele poza AUD, który zalicza mini-rajd w reakcji na wybór nowego premiera.

W samym sercu Gór Skalistych, w kurorcie Jackson Hole, regionalny oddział Fed z Kansas co roku w drugiej połowie sierpnia organizuje prestiżowe sympozjum dla bankierów centralnych. W przeszłości (za czasów Bena Bernanke) stawało się ono sceną, na której władze monetarne składały deklaracje będące interpretowane jako bezpośrednia zapowiedź przyszłych kroków w polityce monetarnej. Dziś jednak nie ma potrzeby by wykorzystywać konferencję w Jackson Hole do wykładania rynkom zamierzeń, gdyż na przestrzeni ostatniej dekady zbudowano do tego wystarczające instrumentarium. Zresztą Jerome Powell ma w tym swój udział, ponieważ od stycznia 2019 każde posiedzenie FOMC będzie wieńczone konferencją prasową. Szef Fed otwiera konferencję o 16:00 polskiego czasu, a strategia jego instytucji jest tak klarowna (stopniowe podnoszenie stóp procentowych – raz na kwartał), że trudno o nagły zwrot. Oznacza to, że tematami wiodącymi będą takie kwestie jak brak przełożenia kondycji rynku pracy na procesy inflacyjne, niska inflacja w ujęciu globalnym, czyli generalnie nowe środowisko, w którym prowadzona jest polityka monetarne. Należy zadać sobie pytanie: cóż nowego bankierzy centralni mogliby powiedzieć o wpływie protekcjonistycznej polityki celnej i wojen handlowych na koniunkturę? Sympozjum towarzyszy cała seria wywiadów z decydentami i można spodziewać się licznych pytań w tym zakresie. Nie należy jednak spodziewać się zakomunikowania doniosłej zmiany w kształcie polityki.

W tym kontekście należy poddać ocenie, czy słabość USD z początku tygodnia w jakiś sposób wiązała się z ryzykiem nieprzychylnych komentarzy Powella w JH. Jeśli tak, to w naszej ocenie było to niesłuszne podejście, które częściowo powinno być odwracane, kiedy Powell powie ostatnie słowo. Z drugiej strony wczorajszy marazm na EUR/USD sugeruje, że chęć do partycypacji inwestorów w handel w tym tygodniu jest gorzej niż niska. Równie dobrze możemy utknąć w dryfie aż do końca sesji.

AUD zanotował umiarkowany rajd pod 0,7290 w rezultacie ogłoszenia zmiany na stanowisku premiera Australii. Od kilku dni niepewność polityczna budowała się wokół Aussie wraz z doniesieniami, że parlamentarzyści z rządzącej Partii Liberalnej szykują pucz wobec premiera Turnbulla. Turnbull ostatecznie przegrał wewnętrzne głosowanie o wotum zaufania, a na jego miejsce wybrany został dotychczasowy minister skarbu Scott Morrison. Ryzyko „bezkrólewia” i przyspieszonych wyborów zostało (przynajmniej na razie) oddalone, a Partia Liberalna ma czas do 10 września na przegrupowanie i ustalenie nowej strategii zanim parlament powróci do obrad. Ale szybka zmiana premiera nie jest lekiem na całe zło. Rząd utrzymuje większość w parlamencie zaledwie jednym głosem, a Turnbull już ogłosił, że wkrótce zrzeknie się mandatu. Zbyt szybkie wybory podnoszą ryzyko zwycięstwa Partii Pracy, która jest otwarta na zwiększanie wydatków fiskalnych, co mogłoby nawet pozbawić Australię ratingu AAA. Dodając to do już obecnych obaw o rynek nieruchomości, spowolnienie Chin, wojny handlowe i pasywny RBA AUD ma więcej argumentów, by pozostać nisko.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Coraz więcej Polaków korzysta z bankowości mobilnej. Citi Handlowy tylko w I półroczu zanotował wzrost jej użytkowników o ponad 30 proc.

Coraz więcej Polaków korzysta z bankowości mobilnej. Citi Handlowy tylko w I półroczu zanotował wzrost jej użytkowników o ponad 30 proc. 7

Rośnie liczba cyfrowych użytkowników bankowości. Na popularności zyskuje zwłaszcza kanał mobilny. Łącznie korzysta z niego już 10 mln osób, z czego 6,6 mln za pomocą aplikacji. Jednym z liderów w tym zakresie jest Citi Handlowy, gdzie liczba użytkowników wzrosła o 34 proc. Bank zapowiada, że to dopiero początek. – Konsekwentnie inwestujemy w nasz model kontaktu, docelowo chcemy, by klienci mogli finansować swoje potrzeby całkowicie poprzez systemy online – zapowiada Sławomir Sikora, prezes zarządu banku Citi Handlowy.

 Bankowość mobilna Citi cieszy się coraz większą popularnością wśród klientów, którzy coraz chętniej bankują z nami przez telefon – obecnie już co trzeci klient korzysta z tej formy kontaktu. Patrząc na to, jak zachowują się nasi klienci, to dobry kierunek – kwota pożyczek udzielonych online wzrosła rok do roku o 130 proc., a ponad jedna trzecia nowych kart kredytowych pochodzi z kanału digital. Cały sektor bankowy w Polsce pozytywnie odróżnia się pod tym względem od gospodarki Zachodniej Europy i USA – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Sikora, prezes zarządu banku Citi Handlowy.

Z raportu PRNews wynika, że na koniec I półrocza z bankowości mobilnej korzystało 10 mln osób, z czego 6,6 mln używało w tym celu aplikacji. Użytkownicy programów natywnych w II kwartale 2018 roku wykonali łącznie 65 mln transakcji finansowych. Dynamicznie rośnie liczba osób, które obsługują swoje finanse wyłącznie za pomocą smartfona i nie używają w tym celu bankowości internetowej – obecnie jest ich już ok. 3 mln.

W pierwszej połowie roku 73,5 proc. aktywnych transakcyjnie klientów banku stanowili użytkownicy cyfrowi, czyli tacy, którzy przynajmniej raz w miesiącu skorzystali z bankowości internetowej Citibank Online lub bankowości mobilnej Citi Mobile na różnych urządzeniach.

Citi Handlowy ze swoją strategią bankowego ekosystemu smart wyznaczył w tym zakresie trendy, jako pierwszy w 2013 rozpoczynając szeroko zakrojoną akcję rezygnacji z tradycyjnej sieci placówek na rzecz kanałów internetowych i placówek mobilnych. Zmieniliśmy nasz sposób dystrybucji, zrezygnowaliśmy z fizycznych oddziałów, pokazaliśmy nowe rozwiązania w obsłudze klienta w internecie. Dążymy do tego, by klienci mogli finansować swoje potrzeby całkowicie poprzez systemy online, czyli jeżeli klient ma potrzebę zakupu, a nie ma na to środków, to żeby mógł w banku Citi Handlowym uzyskać finansowanie przez jedno lub dwa kliknięcia w internecie, bez przechodzenia bardzo skomplikowanej procedury czy odwiedzania oddziału – tłumaczy Sławomir Sikora.

W I półroczu Citi Handlowy wdrożył m.in. obsługi funkcjonalności Google Pay, które pozwalają klientom na szybkie i proste dokonywanie płatności zbliżeniowych za pośrednictwem smartfonu, bez użycia fizycznej karty. Wykorzystywane są też natywne funkcje urządzeń mobilnych w procesie weryfikacji tożsamości w postępowaniu kredytowym. Bank zapowiada dalsze udoskonalanie platformy bankowości internetowej i mobilnej poprzez dodanie nowych funkcjonalności oraz produktów.

Obszar online był istotny także po stronie korporacyjnej – tutaj sprawdzała się propozycja dla branży e-commerce, której jednym z filarów są rozwiązania FX. Z Instant FX Citi, które wykorzystuje w swoim narzędziu PayU, korzysta średnio 1400 e-sklepów w ciągu miesiąca. Usługa dostępna w Polsce, Czechach i Rumunii pozwala kupującym wybrać zapłatę w jednej z 9 dostępnych walut.

– Nakłady na IT, poza oczywiście utrzymaniem, pójdą na rozwiązania aplikacyjne, czyli rozwiązania, które służą kontaktowi klienta z bankiem – zapowiada prezes Citi Handlowego.

Citi Handlowy chce też utrzymać dobre wyniki z I półrocza 2018 roku. Zysk netto grupy Banku Handlowego w II kwartale 2018 roku wzrósł do 182,4 mln zł ze 158 mln zł rok wcześniej. W I połowie 2018 roku zysk wyniósł 328,2 mln zł, czyli wzrósł o 64 proc. rdr.

Kondycji banków sprzyja dobra sytuacja w gospodarce – zarówno aktywność przedsiębiorców, większe inwestycje, jak i ożywienie zakupów detalicznych Polaków.

 Wystarczy powiedzieć, że w I półroczu polska gospodarka skorzystała z ponad 1 mld zł nowych kredytów, których udzieliliśmy – tłumaczy Sławomir Sikora.

Bank ocenia, że najbliższe miesiące mogą być nieco słabsze dla gospodarki, ale w całym roku wzrost powinien przekroczyć 5 proc. Głównym motorem wzrostu w II kwartale pozostawała konsumpcja prywatna (wzrost o 4,6–4,8 proc.). W III i IV kwartale tempo wzrostu może nieco spaść, odpowiednio do 4,4 i 4,2 proc. Wzrosną za to nakłady na inwestycje infrastrukturalne. Wyższa aktywność inwestorów i samorządów może z nawiązką zrekompensować spadek konsumpcji.

– Ryzyka, które widzimy dla rynków wschodzących, na pewno spowodują pewne osłabienie koniunktury. Pytanie tylko, w jakim stopniu. Uważamy, że to będzie osłabienie mniejsze niż 1 pkt proc. – wskazuje prezes Citi Handlowego. – Blisko 4 proc. wzrostu gospodarczego, których spodziewamy się w przyszłym roku, to nadal będą sprzyjające dla nas warunki funkcjonowania. Długoterminowo ważna jest sytuacja finansowa i przedsiębiorstw, i osób fizycznych. Obszarem, gdzie może pojawić się potencjalne ryzyko, jest gorsza spłacalność kredytów, ale na razie nie widzimy tego symptomów.

Polacy płacą ok. 300 złotych za kWh. Do 2020 r. cena ta może wzrosnąć o kilkadziesiąt procent

Polska energetyka zmienia się, ale na razie bardzo powoli. Cały czas bazuje na węglu, który jest najbardziej emisyjnym źródłem energii. Jednocześnie Polska jest podpisana pod polityką klimatyczną Unii Europejskiej, która penalizuje emisję CO2. Jeżeli surowiec emituje najwięcej dwutlenku węgla, to nasz kraj jest też za to najbardziej karany. Cena energii jest więc tym wyższa, im więcej mamy węgla w miksie. Już do końca tego roku Polska musi przedstawić Komisji Europejskiej swój plan zmniejszania emisji CO2. Tymczasem dalej nie ma strategii energetycznej. Należy rozstrzygnąć, czy uzupełnimy mix energetyczny za pomocą energii atomowej, czy może farm wiatrowych – które można zbudować szybciej i taniej. Atom z kolei jest stabilny, bo nie potrzebuje magazynów energii do zabezpieczania dostaw w sytuacji kryzysowej.

– Energia w Polsce w 80 proc. wytwarzana jest z węgla. To ma się powoli zmieniać przez dodawanie kolejnych źródeł. Rząd mówi o zeroemisyjnej energetyce jądrowej, zastanawia się nad wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii, na czele z farmami wiatrowymi na morzu– powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert – Decyzja jest dopiero przed nami, a ponieważ nadal nie została podjęta – w Ostrołęce ma powstać nowy blok węglowy, który uzupełni niedobory mocy. Niestety, nie będzie to choćby mniej emisyjna elektrownia gazowa. Nad strategią emisyjną Polska zastanawia się już od 3 lat. Komisja Europejska zaostrza tymczasem politykę klimatyczną i chce w 2030 r. osiągnąć redukcję na poziomie nawet 45 proc. Oznacza to, że ci, którzy nie dostosują się do nowych wymagań, będą płacić najwięcej za energię. Stąd złe prognozy wielu ekspertów. W latach 2017-2018 Polacy płacą ok. 300 złotych za kWh. Według niektórych analiz, np. Instytutu Energii Odnawialnej, cena ta może do 2020 r. wzrosnąć o kilkadziesiąt procent. Analizy oparte są na widocznych już dzisiaj trendach – państwa członkowskie w większości będą zgadzać się na zmiany narzucane przez Komisję. Pozostanie przy energetyce węglowej sprawi, że Polska będzie płacić za energię najwięcej. Dlatego już dziś należy zdecydować się – czy zmniejszamy emisję za pomocą atomu, wiatraków czy może jeszcze w inny sposób. Ważne, abyśmy mieli gotową odpowiedź na to pytanie już jesienią – podkreślił Jakóbik.

Europejscy naukowcy mogą otrzymać nawet 100 mld euro na rozwój nauki. Nowy program UE ma zwiększyć konkurencyjność państw członkowskich na rynku globalnym

Europejscy naukowcy mogą otrzymać nawet 100 mld euro na rozwój nauki. Nowy program UE ma zwiększyć konkurencyjność państw członkowskich na rynku globalnym 8

Horyzont Europa to nowy program Unii Europejskiej w zakresie badań naukowych i innowacji. Zastąpi obecny program Horyzont 2020, którego budżet wynosi 78 mld euro. Budżet nowego programu ma się zwiększyć do ok. 100 mld euro, ale wciąż trwają negocjacje w tym zakresie. Zmianie ulegnie także sama struktura programu, w którym wyróżniono trzy filary – Otwarta nauka, Wyzwania o charakterze globalnym oraz Otwarte innowacje. Zwłaszcza w zakresie tego pierwszego skorzystać mogą polscy naukowcy, dla których wciąż współpraca międzynarodowa jest największym wyzwaniem.

Na początku maja Unia Europejska przyjęła nowy budżet na lata 2021-2027. Jedną z największych zmian wprowadzonych w stosunku do poprzedniego planu budżetowego jest zwiększenie środków na finansowanie badań oraz rozwoju o 30 proc. Naukowcy partycypujący w programie Horyzont 2020 mieli do dyspozycji ok. 78 mld euro, a budżet Horyzontu Europa wzrośnie do ok. 100 mld euro.

– Program Horyzont Europa zacznie się w 2021 roku i jest przewidziany na kolejne 7 lat. Bardzo istotnym celem programu jest zwiększenie konkurencyjności Europy. Już nie tylko USA, ale i Chiny wkraczają na rynki światowe, więc bardzo ważnym elementem i celem tego programu jest zwiększenie konkurencyjności, umożliwienie różnego rodzaju firmom, również małym i średnim przedsiębiorstwom znalezienia odpowiedniego dofinansowania i realizowania różnego rodzaju badań, które będą zgodne z celami – mówi agencji Newseria Innowacje Anna Wiśniewska, koordynator w Centrum Informacji dla Naukowców Euraxess.

Pierwsze projekty Horyzontu Europa wejdą w życie w roku 2021, a część z nich będzie bezpośrednią kontynuacją tych z Horyzontu 2020. Zmieni się za to struktura organizacyjna samego programu, który będzie podzielony na trzy filary: Otwarta Nauka, Wyzwania o Charakterze Globalnym oraz Otwarte Innowacje. Urzędnicy liczą na to, że dzięki takiemu rozwiązaniu łatwiej będzie rozwijać zarówno unijne programy naukowe, jak i konkurencyjność państw członkowskich na rynku globalnym.

Głównym zadaniem filaru naukowego będzie promowanie badań, rozwój infrastruktury oraz inwestowanie w kadry naukowej. W jego ramach naukowcy będą mogli składać aplikacje o indywidualne granty, które ułatwią rozwijanie kariery naukowej w tej dziedzinie, w której czują się najpewniej. Oprócz tego ten filar pozwoli także dofinansowywać infrastrukturę badawczą, jeden z najważniejszych wyznaczników konkurencyjności nauki.

– Dzisiaj bez bardzo nowoczesnej infrastruktury trudno będzie konkurować i prowadzić badania na bardzo wysokim poziomie i badania przełomowe, bo to również ważny element – podkreśla Anna Wiśniewska.

Rozwiązania z drugiego filaru mają odpowiadać na najważniejsze wyzwania, z jakimi w ciągu najbliższych lat przyjdzie zmierzyć się nie tylko Europie, ale i całemu światu. Na finansowanie mogą liczyć projekty zajmujące się np. starzeniem się społeczeństw czy wzrostem bezrobocia związanym z automatyzacją rynku pracy. To tu pojawią się środki na realizację programów międzypaństwowych, które łączą sektor naukowy i przemysłowy, ułatwiając błyskawiczne reagowanie na zagrożenia i wyzwania współczesnego świata.

Z kolei w ramach filaru Otwartej Innowacyjności będzie można finansować badania, które przyspieszą prace nad przełomowymi technologiami oraz wprowadzenie ich do powszechnego użytku. Otwartość nauki i innowacyjności na międzynarodową współpracę to szansa także dla polskich naukowców.

– Jest to największy program finansujący badania, który jest dostępny dla polskich naukowców. Umożliwia współpracę nie tylko z europejskimi instytucjami akademickimi, uczelniami, instytutami badawczymi czy przemysłem, ale również z krajami trzecimi. Współpraca z USA, czy z Chinami, podobnie jak i w obecnym programie również będzie finansowana przez KE, więc ten program daje możliwość polskiemu światu nauki otwarcia się na współpracę międzynarodową, a internacjonalizacja jest cięgle piętą achillesową polskiej nauki – twierdzi ekspertka.

Ostateczna wysokość budżetu Horyzontu Europa nie jest jeszcze znana. Parlament Europejski pierwotnie chciał przeznaczyć na ten cel 120 mld euro, a rynkowi lobbyści liczyli na wsparcie rzędu 160 mld dol. Obecnie kwota oscyluje w granicach 100 mld euro.

W ramach programu Horyzont 2020 do końca 2017 roku polskie projekty wsparto kwotą 278 mln euro.

W Polsce jest już ponad 500 ekologicznych budynków. Od przyszłego roku zacznie ich szybko przybywać

W Polsce jest już ponad 500 ekologicznych budynków. Od przyszłego roku zacznie ich szybko przybywać 9

Budynki odpowiadają za około 40 proc. zużycia energii i tym samym za 36 proc. emisji CO2. Obecnie nawet  75 proc. budynków w UE jest nieefektywnych energetycznie. To ogromne wyzwania dla budownictwa, zwłaszcza w kontekście wprowadzanych zmian prawnych. W 2019 roku nie będą wydawane pozwolenia na budowę budynków, które nie mają w swojej strukturze elementów aktywnych produkujących energię. Rozwiązaniem mogą być systemy fotowoltaiczne zintegrowane z budynkiem, które pozwalają na spore oszczędności i redukcję emisji dwutlenku węgla.

– Jesteśmy w przededniu wejścia w życie dyrektywy unijnej dotyczącej efektywności energetycznej budynków. Już w 2019 roku nie będą wydawane pozwolenia na budowę na budynki, które nie mają w swojej strukturze elementów aktywnych produkujących energię – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dawid Cycoń, współzałożyciel ML System.

Z danych Danfoss wynika, że budynki odpowiadają za około 40 proc. zużycia energii i tym samym za 36 proc. emisji CO2. Obecnie co trzeci budynek w UE ma powyżej 50 lat, a ponad 75 proc. jest nieefektywnych energetycznie. Dzięki optymalizacji systemów technicznych budynków mieszkańcy Unii mogliby w 2030 roku zaoszczędzić 67 mld euro rocznie na rachunkach za energię.

Dyrektywa EPBD dotycząca charakterystyki energetycznej budynków zakłada, że począwszy od 2021 roku wszystkie nowo powstałe budynki muszą mieć prawie zerowe zapotrzebowanie na energię. Nowe budynki użyteczności publicznej muszą spełniać ten wymóg już od 2019 roku. To oznacza, że zapotrzebowanie na energię w takich budynkach powinno być minimalne i zaspokajane w dużym stopniu z energii odnawialnej produkowanej na miejscu.

– W Polsce dzisiaj ten rynek jest raczkujący, ale np. w krajach skandynawskich w planach zagospodarowania przestrzennego w dużych miastach nie wydaje się faktycznie pozwoleń na budowę, jeżeli infrastruktura budynku nie jest wyposażona w elementy, które generują energię – wskazuje Dawid Cycoń.

Na świecie coraz częściej stosuje się systemy fotowoltaiczne zintegrowane z budynkiem. Moduły w technologii glass-glass zapewniają przepuszczalność światła, pozwalają osiągnąć nawet do 30 proc. wyższe uzyski energii z tej samej zainstalowanej mocy. Można również stosować panele jako elementy elewacji. Produkowane ogniwa słoneczne są instalowane nie tylko na dachach budynków, ale zastępują tradycyjne materiały budowlane. Takie rozwiązania oferuje firma ML System.

– Rynek szkła budowlanego w Polsce, przeliczany z metrów kwadratowych, według GUS to około 24 mld zł rocznie. Jeżeli pozyskamy tylko 1 proc. z tego rynku, to mamy sprzedaż na poziomie 240 mln zł, a przecież to nie musi być tylko 1 proc. – zapowiada Dawid Cycoń.

Jak podkreśla, zarówno rynek szkła budowlanego, jak i rynek fotowoltaiki zintegrowanej z budownictwem (BIPV) mają przed sobą dobre perspektywy. Z danych, które przywołuje ML System, wynika, że w latach 2017-2021 rynek BIPV będzie rósł w tempie 10-12 proc. rocznie, by docelowo osiągnąć wartość 4,3 mld dol. Zgodnie z raportem Global Building-Integrated Photovoltaic Skylights Market 2017-2021, ML System należy do grona pięciu kluczowych producentów BIPV na świecie.

– Na rynek wpływa prawo, ale ono jest generowane poprzez świadomość ekologiczną. Jeżeli mówimy o poprawie jakości powietrza i życia, to mówimy również o zielonej energii, o ograniczaniu emisji i o komforcie życia z tym związanym – mówi prezes ML System. – Jeszcze 10 lat temu polscy naukowcy udowadniali, że tych nowoczesnych technologii nie opłaca się w Polsce stosować, bo mamy mniej słońca, bo nie ta szerokość geograficzna, bo izolacyjność termiczna to niekoniecznie energia odnawialna aktywna. Dzisiaj wszyscy już udowadniają, jak to się opłaca. Jest tylko pytanie, kiedy będzie zwrot z inwestycji, a nie czy będzie.

W polskich miastach powstaje coraz więcej budynków oznaczanych specjalnym certyfikatem. Z raportu PLGBC „Certyfikacja zielonych budynków w liczbach” wynika, że na koniec marca 2018 roku całkowita powierzchnia użytkowa certyfikowanych obiektów osiągnęła prawie 12 mln mkw. W ciągu 8 lat od przyznania pierwszego certyfikatu powstało ok. 500 certyfikowanych obiektów. W ciągu roku liczba certyfikowanych budynków wzrosła o 23 proc.

– Inwestorów przekonuje ograniczenie kosztów eksploatacji budynku. Pracownicy wymuszają wyższy komfort pracy, warunki pracy w klimatyzowanych pomieszczeniach stały się dzisiaj standardem, w związku z tym liczy się w tej chwili koszt eksploatacji budynku – tłumaczy Dawid Cycoń.

Branża motoryzacyjna zabiega o ręce do pracy. Firmy łączą siły, by przyciągać inwestycje i kształcić specjalistów

Branża motoryzacyjna zabiega o ręce do pracy. Firmy łączą siły, by przyciągać inwestycje i kształcić specjalistów 10

Lipiec był kolejnym miesiącem wzrostów rejestracji nowych samochodów. Od początku roku zarejestrowano o ponad 12 proc. więcej aut osobowych i dostawczych niż w analogicznym okresie 2017 roku. Wzrosty notują też producenci części i akcesoriów, rośnie także eksport. Problemem dla branży jest brak pracowników. Dlatego firmy szukają sposobów na pozyskiwanie specjalistów z branży. Nie chcemy przeciągać tej krótkiej kołdry, tylko ją zwiększać – podkreśla prezes Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego. Firmy wspólnie z samorządami szukają też sposobów na przyciągniecie nowych inwestycji branżowych.

W Polsce dla branży motoryzacyjnej to kolejny rok rozwoju. Poświadczają to liczby, które wskazują na zwiększanie eksportu, znowu zwiększanie zatrudnienia, znowu zwiększanie produkcji. W szczególności możemy się odnieść tutaj do regionu Podkarpacia, gdzie ta branża od wielu lat przyczynia się do rozwoju gospodarczego – podkreśla w rozmowie przeprowadzonej podczas inauguracji kampanii „Podkarpackie. Wyższy Poziom Innowacji” Ryszard Jania, prezes Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego i prezes Pilkington Automotive Poland.

Ten rok branża motoryzacyjna może zaliczyć do udanych. W I półroczu 2018 roku produkcja pojazdów samochodowych, przyczep i naczep wzrosła rok do roku o 2,9 proc. Rośnie rejestracja nowych samochodów – od stycznia do końca lipca o 12,3 proc. Dystrybutorzy części motoryzacyjnych także przedstawiają pozytywne prognozy dotyczące tegorocznej sprzedaży. W ubiegłym roku eksport branży motoryzacyjnej osiągnął wartość 25,5 mld euro. Choć było to nieco mniej, niż wcześniej prognozowano, wynik i tak był rekordowy w porównaniu z poprzednimi latami.

 – Branża motoryzacyjna jest największym eksporterem i cały czas przynosi nowe inwestycje do Polski. Można patrzeć na motoryzację poprzez producentów samochodów i akurat w Polsce przez ostatnich kilkanaście lat w tym zakresie nie zmieniło się wiele, ale obecni już producenci stale się rozwijają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes kampanii Ryszard Jania. – Jest wiele projektów, które są powtórnymi albo potrójnymi inwestycjami firm, które już w Polsce działają od wielu lat.

Jak podkreśla ekspert, przewagą Polski jest system naczyń powiązanych firm z branży. Inwestorów przyciągają także pozytywne przykłady innych przedsiębiorstw, które z sukcesem działają na polskim rynku.

 Te większe inwestycje przyciągają też kooperantów, bądź tworzeni są nowi kooperanci właśnie na tych terenach, gdzie nowe firmy działają. Zbiór naczyń połączonych jest najważniejszy. Prowadzi to do tego, że w tych rozwijających się przedsiębiorstwach kadra wyraźnie się dokształca i ten poziom znajomości branży motoryzacyjnej, wymagań producentów samochodów, jest coraz większy – podkreśla prezes Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego.

To właśnie niedobór kadr stoi na przeszkodzie dalszego dynamicznego rozwoju branży motoryzacyjnej. Jednym z celów Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego, zrzeszającego firmy z branży działające w regionie Podkarpacia, jest wspieranie kształcenia młodych ludzi pod kątem potrzeb sektora motoryzacyjnego.

Choć w powszechnym mniemaniu wschodnia Polska charakteryzuje się wysokim bezrobociem, jest to opinia dość obiegowa. W końcu czerwca zarejestrowanych bezrobotnych w województwie podkarpackim było 8,7 proc. – mniej niż w warmińsko-mazurskim, mazowieckim regionalnym (z wyłączeniem Warszawy) czy kujawsko-pomorskim.

Nawet na samym Podkarpaciu nie możemy mówić o równomiernie rozłożonym bezrobociu, bo są miejsca, gdzie jest ono większe i gdzie jest mniejsze. My staramy się nie konkurować o pracowników, nie chcemy przeciągać tej krótkiej kołdry, tylko ją trochę zwiększać, zarówno ilościowo, jak i jakościowo – deklaruje prezes Pilkington Automotive Poland. – To nie są działania, które przyniosą rezultaty natychmiastowe. Są obliczone raczej na długoletnią współpracę ze szkołami i instytucjami rynku pracy. Pierwsze efekty będą mogły być widoczne w ciągu dwóch lat – na bazie tego, co przygotujemy jako pewien standardowy sposób działania w postępowaniu ze szkołami średnimi, uczelniami i instytucjami otoczenia rynku pracy.

 

Dobra koniunktura napędza rynek stali. Problemem mogą być rosnące ceny energii

Dobra koniunktura napędza rynek stali. Problemem mogą być rosnące ceny energii 11

Krajowe zużycie stali notuje historyczne wyniki. Popyt generują przede wszystkim inwestycje w budownictwie, drogownictwie i na kolei i tak powinno także w kolejnych miesiącach. Choć produkcja stali rośnie, a zakłady wykorzystują 100 proc. mocy produkcyjnych, nie nadążają za rekordowym zapotrzebowaniem. Wyzwaniem dla branży jest właściwe inwestowanie generowanych środków, tak by zaspokoić rosnący popyt. Druga kwestia to rosnące ceny energii, które mogą wpłynąć na mniejszą konkurencyjność polskich producentów.

 W Polsce rynek stali dla producenta jest bardzo korzystny. Mamy do czynienia z pełnym wykorzystaniem mocy produkcyjnych, dlatego że jest bardzo duży popyt. Sytuacja jest bardzo komfortowa z punktu widzenia producenta – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Zoła, dyrektor finansowy spółki Cognor, czołowego producenta stali.

Ostatnie miesiące są dla producentów stali wyjątkowo udane. Już w 2017 roku zużycie stali osiągnęło rekordowy poziom ponad 13,5 mln ton. W I kwartale 2018 roku produkcja stali na świecie wzrosła o ponad 4 proc., w II kwartale – już o blisko 5 proc. W Unii Europejskiej wzrost wyniósł 2,2 proc. Na dobrej koniunkturze korzystają producenci. Firma Cognor zwiększyła w II kwartale wytwarzanie stali o 5,7 proc., a sprzedaż ilościową złomu, półwyrobów i wyrobów finalnych o 11,1 proc. Przychody wzrosły o  24,7 proc. do ponad 1 mld zł.

– Na wyniki naszej spółki wpłynął bardzo korzystny rynek, na którym mamy do czynienia z bardzo dobrym popytem. Zaczynają się inwestycje infrastrukturalne w Polsce, z drugiej strony mamy globalnie ożywienie, także w Chinach zaczął się trend wzrostowy cen, bo idą bardzo mocno do przodu z wykorzystaniem stali. Istotna jest też skutecznie realizowana ochrona rynku europejskiego. Dzięki temu możemy osiągać takie wyniki i marże – tłumaczy Krzysztof Zoła.

Ceny stali idą w górę, w dużej mierze przez wojnę handlową. W odpowiedzi na cła wprowadzone przez Stany Zjednoczone Komisja Europejska nałożyła kontyngenty i cła na wyroby hutnicze. Dzięki ochronie rynku wyroby stalowe drożeją, jednocześnie tanieje złom, czyli surowiec potrzebny do ich wytworzenia. Cognor szacuje, że jeszcze niedawno tonę prętów zbrojeniowych sprzedawano za 2,1 tys. zł, a obecnie stawki wzrosły do 2,3 tys. zł za tonę.

– Wprowadzenie ceł przez prezydenta Donalda Trumpa mogło być potencjalnie niebezpieczne i stanowić zagrożenie dla rynku europejskiego. Producenci wypychani z USA będą próbowali sprzedać te wyroby gdzie indziej, np. w Europie. W lipcu UE wdrożyła instrument ochronny tymczasowy – kontyngenty i cła przy przekroczeniu określonych kontyngentów. To powoduje, że producenci europejscy, lokalni, nie zderzają się z sytuacjami, które byłyby dla nich niekorzystne – przekonuje dyrektor finansowy Cognor.

Polska należy do jednego z największych producentów stali w Europie. W 2017 roku produkcja po raz pierwszy od dekady przekroczyła 10 mln ton. Tylko w ciągu pierwszych 5 miesięcy tego roku produkcja wzrosła o 2,5 proc. i przekroczyła 4,3 mln ton. Jednocześnie jednak zużycie rośnie kilkukrotnie szybciej od produkcji (ok. 6,3 mln ton). Zakłady produkcyjne nie nadążają za potrzebą rynku.

 Największym wyzwaniem jest, żeby środki, które są generowane przez producentów, były alokowane w sposób właściwy i trafiony na przyszłość. To kwestia trafionych inwestycji, tak żeby móc zaspokoić ten rosnący popyt i żeby zrobić to w sposób mądry, już nie tylko dzisiaj czy jutro, ale na przestrzeni dłuższego czasu – ocenia Zoła.

Jak podkreśla, problemem mogą być także stosunkowo wysokie ceny energii elektrycznej. Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa ocenia, że np. ujemny bilans handlu wyrobami stalowymi między Polską a Niemcami wynosi 1,3 mln ton, a nasi zachodni sąsiedzi są w stanie oferować konkurencyjne wyroby właśnie ze względu na nawet o 60 proc. tańszą energię.

– Polska idzie w kierunku węgla, który będzie drogim paliwem z uwagi na rosnące ceny emisji CO2. Może się okazać, że o ile teraz jesteśmy konkurencyjni właściwie we wszystkich obszarach, na wszystkich poziomach kosztowych, o tyle możemy być niekonkurencyjni w obszarze cen energii elektrycznej – ocenia Krzysztof Zoła.

Równy podział obowiązków domowych to mit. Kobiety wciąż wykonują większość prac domowych

Równy podział obowiązków domowych to mit. Kobiety wciąż wykonują większość prac domowych 12

Zdecydowana większość obowiązków domowych w polskich rodzinach wciąż spoczywa na barkach kobiet. Panie zajmują się gotowaniem, praniem, sprzątaniem i załatwianiem spraw urzędowych, ich partnerzy natomiast – odwożeniem i odbieraniem dzieci ze szkoły i przedszkola, wyrzucaniem śmieci oraz zarabianiem pieniędzy – wynika z badania IRCenter dla Tchibo. Ulubioną formą relaksu w przerwie od pracy jest dla Polek aktywność w mediach społecznościowych oraz picie kawy. Polki piją nawet 3 kubki tego napoju dziennie, najczęściej wybierając kawę rozpuszczalną.

W corocznym indeksie równouprawnienia kobiet i mężczyzn, publikowanym przez magazyn „The Economist”, Polska zajmuje wysokie 4. miejsce z 71 pkt na 100 możliwych do zdobycia. Okazuje się jednak, że rosnąca pozycja pań na ryku pracy nie idzie w parze z dążeniem do równego i sprawiedliwego podziału obowiązków domowych. Badanie przeprowadzone przez IRCenter na zlecenie firmy Tchibo, pokazuje, że większość tego rodzaju zadań wciąż spoczywa na barkach pani domu – spośród 24 obowiązków, o które zapytano, aż 19 w dużej mierze pozostaje po stronie kobiety.

 Kobiety ciągle są przywiązane do swoich tradycyjnych ról. Gotują, piorą, sprzątają – to deklarują najczęściej. Mężczyznom zostawiają wynoszenie śmieci, odwożenie, odprowadzanie dzieci do szkoły, przedszkola i zarabianie pieniędzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Barbara Kowalik-Kamińska, dyrektor marketingu w Tchibo.

90 proc. uczestniczek badania stwierdziło, że do ich obowiązków należy pranie i przygotowywanie posiłków dla pozostałych domowników. Ponad 60 proc. pań domu zajmuje się kontaktem z urzędami i załatwianiem spraw formalnych, takich jak płacenie rachunków. Do kobiet należy również opieka nad dziećmi: 83 proc. mam zajmuje się maluchami, gdy są chore, 73 proc. dba o codzienną toaletę dzieci, 69 proc. szykuje je do snu, a rano wyprawia do szkoły, a także chodzą na szkolne wywiadówki.

 Kobiety lubią zajmować się dziećmi w sposób tradycyjny: higiena poranna, wieczorna, usypianie, przygotowywanie jedzenia, czytanie do łóżka. Aczkolwiek w tym zakresie podział jest coraz częściej partnerski i mężczyźni także takie zajęcia w domu przy dzieciach spełniają – mówi Barbara Kowalik-Kamińska.

Choć Polki mają dni mocno wypełnione obowiązkami zawodowymi i domowymi, potrafią znaleźć czas przeznaczony wyłącznie dla siebie. 77 proc. uczestniczek badania relaksuje się, przeglądając media społecznościowe. 71 proc. kobiet przerwę w pracy poświęca na picie kawy, 32 proc. oddaje się krótkiej drzemce, a 26 proc. spotyka się w tym czasie ze znajomymi. Badanie pokazuje więc, że Polki sięgają po kawę nie tylko w celu pobudzenia organizmu, ale również by odpocząć i zrelaksować się. Przerwa na kawę w ciągu dnia stanowi dla kobiet ważny codzienny rytuał.

– Kobiety bardzo często sięgają po kawę, żeby mieć chwilę relaksu, przyjemności, czy samej, czy z koleżanką. Czasem jako pretekst do przerwy, czasem towarzysz jakiejś pracy, ale generalnie kawa towarzyszy nam codziennie, w ilościach całkiem sporych, bo to są 2–3 filiżanki dziennie od rana niemalże do wieczora – mówi Barbara Kowalik-Kamińska.

Zgodnie z wynikami badania Polki najchętniej piją kawę w domu: 43 proc. robi to samotnie w przerwach między innymi obowiązkami, 48 proc. natomiast z goszczącymi u nich znajomymi. Tylko 7 proc. lubi wybierać się w pojedynkę do kawiarni, by w samotności delektować się ulubionym napojem. Ponad 80 proc. ankietowanych kobiet stwierdziło, że kawa to ich drugi, po wodzie, ulubiony napój codzienny, spożywany w takich samych ilościach podczas dni pracujących, jak i w czasie urlopu. Polki najchętniej piją kawę zaparzaną wrzątkiem lub parzoną metodą ciśnieniową.

– Bardzo lubimy trzymać się tego, co wynieśliśmy z domu – tradycyjne parzenie bezpośrednio w kubku, czy to jest kawa mielona, czy rozpuszczalna, dodawane często jest mleko, cukier, czyli przyjemnościowe dodatki. Okazuje się, że my kobiety mamy swój ukochany kubek, częściej niż filiżankę, w którym najlepiej nam ta kawa smakuje – mówi Barbara Kowalik-Kamińska.

Kawę rozpuszczalną Polki wybierają ze względu na szybkość i wygodę jej przygotowania. Gdy mają czas i ochotę delektować się rytuałem picia kawy, wybierają raczej tę ze zmielonych ziaren, coraz częściej parzoną w ekspresie. Kobiety lubią celebrować moment picia kawy np. poprzez używanie ulubionego naczynia – najczęściej jest nim kubek ceramiczny. Bardzo rzadko panie wybierają kubki plastikowe lub papierowe. Badanie Tchibo pokazało, że 90 proc. polskich rodzin zna ulubione przyzwyczajenia pań domu w kwestii picia kawy, tylko 29 proc. stara się jednak je realizować.

– Chciałybyśmy, żeby nasi partnerzy przynosili nam kawę do łóżka na dobre rozpoczęcie dnia. 80 proc. pań stwierdziło, że to jest bardzo przyjemna rzecz dostać kawę do łóżka, ale niecałe 30 proc. pań tego od czasu do czasu doświadcza. Myślę, że jest duże pole do popisu dla partnerów, którzy chcą zrobić przyjemność kobiecie – mówi Barbara Kowalik-Kamińska.

Badanie Tchibo zostało przeprowadzone na grupie 1002 kobiet w wieku 21–45 lat, których dzieci nie ukończyły jeszcze 18 roku życia.

Już wkrótce naukowcy mogą odkryć pozaziemskie życie. Dzięki nowej misji NASA możliwe będzie też dokładne zbadanie Słońca

Już wkrótce naukowcy mogą odkryć pozaziemskie życie. Dzięki nowej misji NASA możliwe będzie też dokładne zbadanie Słońca 13

Przyspiesza eksploracja kosmosu. Teleskop Keplera znalazł 4 tys. egzoplanet, na części których może znajdować się woda. To jednak dopiero początek poszukiwania pozaziemskiego życia. Niedawno NASA wystrzeliła satelitę TESS, która zbada nawet 200 tys. pobliskich gwiazd. Tysiące z nich może być większych niż Ziemia, mogą mieć wodę i grunt, czyli może na nich istnieć życie. W ciągu kilku lat naukowcy mogą też rozwiązać zagadki astrofizyki, m.in. pola magnetycznego Słońca. Parker Solar Probe to pierwsza sonda kosmiczna, która wleci w atmosferę gwiazdy.

– Najbardziej ekscytujące odkrycia astronomiczne w ostatnim czasie, to egzoplanety, które krążą wokół innej gwiazdy niż Słońce. To planety niekiedy podobne do Ziemi, niekiedy tam mogą panować warunki zbliżone do ziemskich, czyli możemy podejrzewać, że są to miejsca gdzie mogłoby rozwinąć się życie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

W ostatnich latach naukowcy odkryli tysiące egzoplanet, czyli planet spoza Układu Słonecznego. Najnowsze odkrycia wskazują, że na dużej części z nich mogło rozwinąć się życie. Teleskop Keplera odkrył ok. 4 tys. egzoplanet. Międzynarodowy Zespół Badaczy po ich przeanalizowaniu stwierdził, że nawet na 35 proc. planet, które są większe od Ziemi, prawdopodobnie jest woda, a tym samym warunki sprzyjające rozwinięciu się życia.

– Oczywiście to nie znaczy, że jeżeli na jakiejś egzoplanecie jest woda w stanie ciekłym, tam musi być życie. Z drugiej strony, zastanawiamy się czy może w innych warunkach mogłoby to życie powstać, czy nie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej niż to, które znamy na Ziemi. Być może nie jest oparte na wodzie tak jak to ziemskie, być może tam są jakieś inne cywilizacje, które są skonstruowane w zupełnie inny sposób, ale szukamy też miejsca podobnego do Ziemi – ocenia Mateusz Borkowicz.

Poszukiwania pozaziemskiego życia mogą przyspieszyć. Niedawno NASA wystrzeliła satelitę TESS, która ma dotrzeć do ponad 200 tys. gwiazd i zbadać krążące wokół nich egzoplanety. Naukowcy oceniają, że nawet tysiące z nich mogą być wielkości Ziemi lub nawet większe. Większe planety prawdopodobnie posiadają wodę i grunt, możliwe jest więc na nich życie. Według najnowszych szacunków podawanych przez University of Cambridge, łącznie w obserwowalnym wszechświecie istnieje 700 mln bln planet skalistych, szanse że znajduje się na nich życie są bardzo duże.

– Poszukujemy tej planety nie dlatego, żeby się tam przenieść w przyszłości, bo odległości są kosmiczne, to jest przynajmniej kilkadziesiąt do kilkuset lat świetlnych od nas, więc lecąc z prędkością światła, co na razie nie jest możliwe, musielibyśmy poświęcić na podróż kilkadziesiąt do kilkuset lat. To niewykonalne, więc nie poszukujemy na razie miejsca do zamieszkania, ale chcemy wiedzieć czy jesteśmy sami we wszechświecie. Wszystko wskazuje na to, że nie – podkreśla ekspert.

Już wkrótce naukowcy mogą także rozwiązać zagadki astrofizyki związane ze Słońcem, m.in. wysoką temperaturę korony słonecznej, czy mechanizm rozpędzania cząstek wiatru słonecznego. Sonda Parker Solar Probe ma docelowo  dotrzeć na odległość ok. 8,5 promieni słonecznych (ok. 5-6 mln km). Dotychczas najbliżej Słońca zbliżył się Helios 2 – na odległość 43,5 mln km.

– Te 5 mln km to dosłownie muśnięcie Słońca. W tej odległości będzie można zbadać koronę słoneczną, najbardziej zewnętrzną warstwę słońca, która nagrzewa się do kilkunastu milionów stopni Celsjusza, co jest dziwne, bo temperatura powierzchni słońca to 5,5 tys. stopni Celsjusza, to jest jedna z tych tajemnic, którą właśnie dzięki tej sondzie NASA chce rozwikłać. Dzięki tej sondzie zbadamy też dokładnie wiatr słoneczny – mówi Mateusz Borkowicz.

Niedawne odkrycia naukowców mogą też oznaczać, że możliwe będą wyprawy na Księżyc. Na północnym i południowym biegunie naszego satelity znajduje się zamrożona woda. Nawet kilka milimetrów lodu pozwoli na wykorzystanie tego surowca w przyszłych ekspedycjach.

Według szacunków Bank of America Merrill Lynch, przemysł kosmiczny za 30 lat będzie wart 2,7 bln dolarów. Obecnie jego wartość szacuje się na 350 mld dol.

Firma Emerson ogłasza zakup Aventics

Firma Emerson (NYSE: EMR), ogłosiła zakup Aventics, jednego z wiodących na świecie producentów inteligentnych technologii pneumatycznych, które napędzają maszyny i wykorzystywane są w zastosowaniach zawiązanych z automatyką przemysłową. Zakup Aventics znacząco zwiększy zasięg firmy Emerson na rosnącym rynku sterowania przepływem mediów wartym obecnie 13 miliardów USD, a tym samym pozwoli ugruntować obecność technologii automatyzacji firmy Emerson w Europie.

Zakup Aventics zwiększa możliwości firmy Emerson oraz rozwiązania na dyskretnych i hybrydowych rynkach automatyki. Zakup ten przyczynia się do powstania jednego z najszerszych portfolio urządzeń pneumatycznych i sterowania przepływem mediów, które łączą detekcję i monitoring, poprawę wydajności, bezpieczeństwa, a także optymalizację zużycia energii.

Posiadająca swoją centralę w niemieckim Laatzen, firma Aventics zatrudnia globalnie ponad 2.100 pracowników oraz posiada pięć zakładów produkcyjnych usytuowanych na całym świecie.

Kraje niemieckojęzyczne – gdzie wybrać się na wycieczkę?

austriaUrlop to idealny czas, aby po długim okresie ciężkiej pracy, nasz umysł i ciało mogło w końcu odpocząć i porządnie się zrelaksować. Dla jednych wspaniałym rozwiązaniem okaże się błogie wylegiwanie na łóżku, czytanie ciekawych książek czy oglądanie premierowych filmów, jednak znajdą się również tacy, którzy wolą spożytkować ten czas na odkrywanie świata i małe podróże będące nowymi doświadczeniami w ich życiu! To właśnie dla takich ludzi ciekawym rozwiązaniem może okazać się wycieczka do krajów niemieckojęzycznych.

Bariera językowa.

Zapewne wiele osób z ogromną chęcią wybrałoby się do tych czterech krajów, jednak z powodu utrudnionej komunikacji, wynikającej z obowiązującego na terenach tych państw języka niemieckiego, obawiają się, iż nie poradzą sobie z najprostszymi sprawami. Na szczęście w obecnych czasach nie jest to już tak ogromny problem, a na dodatek warto pamiętać, że w miastach typowo turystycznych ludzie często są bardzo życzliwi i pomocni nawet, gdy nie radzimy sobie z ich językiem. Oczywiście opcją jest również nauczenie się języka niemieckiego, chociaż w podstawowym stopniu, aby jakakolwiek komunikacja stała się możliwa. Z pomocą przychodzi wiele kursów językowych. Ciekawym rozwiązaniem jest Kurs Niemieckiego Online. Sprawia, że nauka staje się niezwykle prosta, a nowych słówek uczymy się właściwie bez wychodzenia z domu. Warto zwrócić również uwagę, iż taki kurs prowadzony jest przez odpowiednio wykwalifikowane osoby, z którymi praca stanie się zapewne niezwykle przyjemna i bardzo efektywna. Jeżeli zależy nam na czasie taki wybór może okazać się najlepszym sposobem na naukę nowego języka.

Niemcy – kraj piwa i Mercedesów!

Jednym z najczęściej wybieranych kierunków wycieczek przez Polaków jest nasz zachodni sąsiad posiadający aż 80 milionów mieszkańców. Niemcy, bo to właśnie o tym państwie mowa, mają naprawdę ogromny wachlarz miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić w trakcie podróży przez ten kraj. Ogromna powierzchnia, jaką posiada nasz sąsiad sprawia, iż każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Osoby preferujące morskie klimaty mogą wybrać się w północną część, gdzie kąpiel w Bałtyku nie sprawi żadnych problemów, natomiast Ci, którzy wolą góry poczują się wspaniale w południowej części, gdzie znajdują się Alpy. Wybierając się na wycieczkę do Niemiec, warto oczywiście odwiedzić Berlin, który jest stolicą tego niesamowitego pod względem walorów turystycznych kraju. Znajdziemy w nim chociażby wyspę muzeów znajdującą się na rzece Sprewie i będącą na liście światowego dziedzictwa kulturowego, a także Bramę Brandenburską, która stała się symbolem wolności i pokoju po upadku Muru Berlińskiego. W trakcie wycieczki nie zapomnijmy również o Dreźnie, gdzie możemy ujrzeć najbardziej znaną i monumentalną świątynie w Europie, czyli Kościół Marii Panny. Ciekawym miastem do odwiedzenia okaże się także Frankfurt, który zaskakuje swoją infrastrukturą oraz wspaniałymi zabudowami.

Księstwo w górach, czyli Liechtenstein!

Liechtenstein to małe górskie państwo w Europie Zachodniej, które leży pomiędzy Austrią i Szwajcarią. Nie dajmy się jednak zwieść jego niepozornej wielkości, gdyż oferuje wiele atrakcyjnych miejsc do odwiedzenia. Wybierając się do księstwa oczywistym kierunkiem powinna okazać się stolica tego państwa, w której znajdziemy wiele zabytków, jak np. Katedra św. Floryna, będąca centrum archidiecezji w Vaduz, czy zamek położony wysoko nad tym pięknym miastem. To właśnie on, choć wybudowany już w XVI wieku, do dziś jest siedzibą rodziny królewskiej. Niecodzienną atrakcja może być również wybranie się do Miniwelt, czyli parku krajobrazowego, gdzie znajdziemy miniatury znanych budowli.

Austria – pastwo Mozarta!

Kolejną propozycją kraju niemieckojęzycznego, który warto odwiedzić jest Austria. Kraj ten słynie z wielu stoków narciarskich, na których można poczuć niesamowity dreszcz adrenaliny, gdyż aż połowa jego powierzchni znajduje się w Alpach. Cieszą się one ogromnym zainteresowaniem zarówno zimą jak i latem dzięki wielu szlakom górskim do pokonania. Wybierając się do tego państwa obowiązkiem każdego zwiedzającego jest także udanie się do Wiednia – stolicy Austrii! To właśnie to miasto zostało wybrane, jako najlepsze miejsce pod względem jakości życia na całym świecie. Znajdziemy tam wiele atrakcji turystycznych, niezliczone muzea, teatry czy restauracje, które pozwolą nam na aktywne spędzanie czasu. Warto także zaznaczyć na naszej mapie podróży Salzburg. Jest on uważany za ważne centrum sportów zimowych, a jego stare miasto znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, dzięki ogromnym walorom historycznym.

Zegarki, banki i narty, czyli cudowna Szwajcaria!

Szwajcaria, podobnie jak jej poprzednik, jest państwem położonym w głównej mierze w Alpach, co sprawia, iż przez wielu odwiedzana jest właśnie dla stoków narciarskich i szlaków górskich. Ciekawą opcją może wydawać się chociażby wjechanie na najwyżej położone miejsce Europy, które osiągalne jest dzięki kolejce linowej. Jednak wybierając się do tego kraju warto odwiedzić również wiele innych miejsc jak np. Bahnhoffstrasse w Zurychu, która jest najbardziej prestiżową ulicą handlową w Szwajcarii oraz jedną z najelegantszych na świecie. Naszej uwadze nie powinien uciec także najstarszy most w Europie znajdujący się w Lucernie czy Biblioteka Opactwa św. Galla. Dodatkowym aspektem podróży przez Szwajcarię są oczywiście niesamowite widoki, którymi przez cały czas możemy napawać nasze oczy.

Jak wykorzystać internet do szybszego rozwoju firmy

główne_firma-internetJest wiele przykładów firm, które zbudowały swoją pozycję właśnie dzięki internetowi. Pozwolił on dotrzeć do nowych klientów oraz zbudować większą rozpoznawalność marki. Czy takie działania może podjąć właściciel małego biznesu? Na co zwrócić uwagę? Staramy się udzielić na to odpowiedzi we wpisie niżej.

Potęga social media

To pierwsza rzecz, którą trzeba szczególnie wziąć pod uwagę. To właśnie social media pozwalają dość łatwo i sprawnie budować markę i docierać do nowych klientów. Dla różnych biznesów różne kanały będą działać inaczej. Na przykład jeśli nasza grupa potencjalnych klientów to młode osoby to lepiej być bardziej aktywnym na Instagram czy Snapchat niż na Facebook.

Warto zadbać o to, by publikować regularnie. Dzięki temu pozostaniemy w stałym kontakcie z odbiorcami oraz będziemy budować zasięgi i docierać do nowych osób.

Popularny w sieci Gary Vaynerchuk często powtarza, że działania marketingowe trzeba skupiać tam, gdzie klienci spędzają najwięcej czasu. Obecnie nie jest to telewizja, a właśnie smartfony. To w ciągu dnia ludzie często po nie sięgają i dlatego trzeba być obecnym w social mediach, które przodują jeśli mowa o najchętniej używanych aplikacjach.

Reklamy i możliwość targetowania

Drugi ważny obszar na szybszy rozwój biznesu to oczywiście reklamy. Obecnie istnieją znakomite sposoby targetowania odbiorców, dzięki czemu nawet przy mniejszym budżecie możemy skutecznie go wydać.

W ostatnich latach popularny Adwords stał się dość drogi. Wciąż przy niektórych branżach to właśnie Adwords może być najszybszym narzędziem do pozyskania klientów i zwiększenia sprzedaży. Warto pilnować kosztów i unikać bardzo drogich fraz, które czasem za kliknięcie mogą kosztować kilkadziesiąt złotych. Lokalny biznes może też skorzystać z nowej alternatywy oferowanej przez Google, to znaczy płatności nie za kliknięcie za leada w postaci wysłanego zapytania czy wykonanego telefonu do firmy.

Są też inne alternatywy, które warto sprawdzić. Mowa tu o reklamach na Facebooku czy Instagramie. Dzięki targetowaniu po wieku, płci czy zainteresowaniach możemy naprawdę precyzyjnie określać grupę odbiorców. Tutaj duże znaczenie ma odpowiednie przetestowanie reklam i to może zabrać czasem nawet kilka miesięcy. Testuje się wiele rzeczy jak różne grupy odbiorców, różne kreacje reklam, grafiki, hasła i tak dalej. Chodzi o to, by znaleźć kilka kreacji, które najlepiej będą konwertowały – wtedy możemy zwiększyć budżet reklamowy.

Widoczność w wynikach wyszukiwania

To kolejny ważny sposób dotarcia do użytkowników. Dzięki odpowiednim treściom, optymalizacji oraz pozycjonowaniu dąży się do tego, by na jak największą liczbę zapytań pojawiała się właśnie nasza strona. Ruch organiczny jest bezpłatny. Oczywiście jak zostało wspomniane, trzeba pracować nad stroną, tak by ta mogła ściągać więcej odwiedzin. Natomiast jest wiele przypadków firm i biznesów, które właśnie dzięki odpowiednim treściom i optymalizacji zbudowały swoją pozycję na rynku.

Dość błędne założenie polega na tym, że strona musi być pozycjonowana, by była wysoko w wynikach oraz że musi się tym zająć agencja seo czy pozycjoner, wyjaśnia Szymon Spychała z carted.pl. Niekoniecznie. Właściciele wielu stron mogą się zająć sami podstawami, jest wiele kursów, które uczą jak optymalizować serwis czy promować go i zdobywać linki. Oczywiście trzeba tu zaznaczyć, że są duże serwisy czy konkurencyjne branże, gdzie pomoc fachowca będzie nieodzowna.

O pewne rzeczy i tak będzie musiał zadbać właściciel strony. Mowa tu głównie o treściach, które w obecnych czasach stały się kluczowym elementem do osiągnięcia sukcesu w pozycjonowaniu. Liczy się ich jakość a nie ilość. Tworzenie wartościowych treści i ich odpowiednie promowanie to najlepsza długoterminowa strategia marketingowa.

Podsumowanie

Jak widać, jest wiele kanałów, które mogą pomóc nam ściągnąć ruch. Niektóre młode biznesy mają tutaj problem, bo marketing, który obejmowałby je wszystkie jest kosztowny. Tutaj dobrym krokiem będzie próba wzięcia części zadań na siebie (jeśli nie mamy budżetu, by wszystko zlecić na zewnątrz). Znajdziemy wiele kursów i poradników, które ułatwią nam zapoznanie się z danym sposobem budowy ruchu i promocji.

Zlecenie transportowe – podstawa działalności

transport-gdynia-1Firma transportowa jest dla wielu z nas zagadkowym podmiotem, który funkcjonuje wyłącznie na podstawie zasad znanych tylko sobie… jednak czy na pewno? Dziś zaczniemy od samych podstaw, czyli dokumentu stanowiącego o każdym zleceniu. Jak działa i czym jest zlecenie transportu? Co znajdziecie w jego treści? Zakończmy pytać i przekonajmy się, z czym to się je!

Transport w Gdyni, Warszawie czy Poznaniu…

Niezależenie, czy jest to firma transportowa z Gdyni, Warszawy, Poznania czy Rzeszowa – w świetle prawa musi ona skorzystać z dokumentu, jakim jest zlecenie transportowe, na podstawie którego, zawiera się umowę między zlecającym, jak i samym przewoźnikiem. Określa on praktycznie wszystkie aspekty pojedynczego zlecenia. W jego treści, zawarte są najważniejsze elementy zamówienia, czyli:
– rodzaj usługi,
– dokładny adres i datę załadunku/rozładunku,
– rodzaj i wagę ładunku,
– rodzaj pojazdu transportowego,
– ewentualne ubezpieczenia ładunku,
– informacje o dodatkowych opłatach,
– sposób rozliczenia.

transport-gdynia-2-ze-strony-bl

Skuteczny transport to gwarancja sukcesu firmy. Źródło: https://bitlogistics.pl/transport-drogowy/

Prawne kwestie w transporcie

Zgodnie z panującymi zasadami każdy dokument zlecenia transportowego musi być sporządzony na piśmie. Tylko wtedy nabiera on faktycznej mocy prawnej. Niegdyś było ono bardzo czasochłonne, gdyż musieliśmy za każdym razem tworzyć go całkowicie od zera! Na całe szczęście, dziś istnieje ogromna ilość szablonów pozwalających nam na bardzo proste i szybkie przygotowania dokumentu dla klienta. Nie możemy jednak wystawiać ich tak automatycznie, gdyż w zależności od zlecenia może dojść do różnych, dodatkowych warunków zlecenia, takich jak specyficzna instrukcja dotycząca ładunku zleconego ładunku czy przydatne dla zlecającego informacje o poszczególnych etapach transportu. Nigdy przecież nie wiecie, czego zapragnie Klient – a w waszym interesie powinno być zadbanie o to, aby spełnić jego wymagania.

transport-gdynia-1

Podsumowanie

Jak widzicie, dokument zlecenia transportu jest bardzo ważnym elementem całego transportu, którego akceptacja jest dopiero początkiem całego procesu przemieszczania zamówienia z punktu A do punktu B. Mamy więc nadzieję, że wraz ze zleceniem, lub przyjęciem następnego z waszych zleceń nie będzie ono aż tak wielką tajemnicą, jaką było do tej pory! Dzięki tej wiedzy, nie będziecie czuli się tak zagubieni!

Jak zadbać o bezpieczeństwo w magazynie?

Jak zadbać o bezpieczeństwo w magazynie?Sprawne funkcjonowanie magazynu to podstawa niezależnie od tego jaką działalność prowadzi dana firma. Odpowiednia organizacja miejsca pracy oraz procedur dla magazynierów ma znaczenie między innymi w przypadku ecommerce, firm handlowych, tradycyjnych sklepów oraz hurtowni.

Ogromnym błędem jest więc oszczędzanie na rozwiązaniach przeznaczonych dla tych pomieszczeń, szczególnie że inwestując pieniądze w porządne i funkcjonalne regały magazynowe na pewno szybko zauważy się różnice w wydajności pracowników.

Dlaczego wybór regałów do magazynu jest taki ważny?

Każdy regał znajdujący się w magazynie powinien zapewnić możliwość przechowywania odpowiedniej ilości towarów. W przeciwnym razie jego powierzchnia nie zostanie w pełni wykorzystana, co przekłada się na mniejszą funkcjonalność. Dodatkowo regały muszą być projektowane tak, aby pracownicy mogli z nich korzystać bez najmniejszych problemów. To jednak nie wszystko, bo nie można zapominać o bezpieczeństwie. Porządne regały powinny przede wszystkim być wystarczająco wytrzymałe, aby przy umieszczeniu na nich nawet cięższych towarów nie doszło do wypadku. Nawet najlepszym pracownikom magazynów zdarza się czasami nie przestrzegać informacji o maksymalnym obciążeniu półek, dlatego każdy regał powinien zostać dobrany tak, aby istniał pewien zapas w dopuszczalnym obciążeniu.

Jak sprawdzić czy posiadane regały są bezpieczne?

Każdy pracodawca ma obowiązek zapewnić pracownikom bezpieczne warunki w miejscu pracy, a w przypadku magazynów jest to szczególnie istotne ze względu na możliwość składowania ciężkich przedmiotów. Warto więc pamiętać o sprawdzaniu stanu znajdującego się w magazynie wyposażenia i zamówić regularne przeglądy regałów, dzięki czemu pracodawca otrzymuje pełny audyt potwierdzający bezpieczeństwo w magazynie lub zawierający ewentualne uwagi.

Regularne przeglądy regałów oraz ich serwis są zresztą wymagane obowiązującymi przepisami prawa, dlatego pracodawcy unikający takich działań mogą narazić się na nieprzyjemności. Zlecając natomiast przegląd doświadczonej firmie można mieć pewność, że w przypadku jakichkolwiek problemów lub niedopatrzeń wykonawca postara się je w miarę możliwości wyeliminować bez obciążania klienta wysokimi kosztami.

Regały dla wymagających klientów

Firmy, w których składują się naprawdę duże ilości towarów powinny natomiast zainteresować się specjalnymi regałami paletowymi. Umożliwiają one bezpieczne składowanie całych palet wraz z zawartością, co eliminuje konieczność ich każdorazowego składania oraz rozkładania. Atrakcyjne ceny na tego typu wyposażenie można znaleźć na stronie opisującej regały paletowe, więc warto sprawdzić tą ofertę aby móc skorzystać z najlepszej ceny.

Tomasz Kuzak: Rynek startupowy pobłądził. Liczą się pieniądze, nie klient

Fundusze VC w Polsce zachowują się często jak krwiopijcy – liczy się tylko jak największy zarobek, a nie rozwój startupu. Sebastian Kulczyk twierdzi, że próbuje zmieniać te złe praktyki. Ale nadal to dyskusja o pieniądzach. Tymczasem same startupy zapomniały o tym, że biznes przecież powinien się finansować z klientów.

– Zamiast zająć się klientem startupy zajmują się organizowaniem finansowania – mówi Tomasz Kuzak, twórca startupu INFORMATION DESIRED.

– Jakiś czas temu dyskusję wywołał znany w środowisku Stefan Batory, twórca aplikacji Booksy – podkreśla Kuzak. Batory napisał na Facebooku to, o czym cały rynek wie, ale nikt nie chciał tego głośno powiedzieć: fundusze VC zachowują się na polskim rynku jak rasowi krwiopijcy. Tymczasem „w Polsce niewiele potrzeba, żeby być dobrym funduszem – wystarczy nie być chu…” – napisał Batory.

W odpowiedzi na krwiopijcze zapędy funduszy Sebastian Kulczyk ponad rok temu ogłosił, że inwestując w startupy chce zmienić te złe standardy. „To bardzo dobrze, ale nadal dyskusja o rynku startupów ciągle ogniskuje się na pieniądzach” – podkreśla twórca INFORMATION DESIRED.

Jak bardzo zapomniano w tym wszystkim o kliencie pokazuje ankieta przeprowadzona niedawno w środowisku startupowców z pytaniem, jakie są źródła finansowania startupów. – Większość odpowiadała: angel capital, venture capital, pożyczki, a kiedy ktoś odpowiedział, że również klient, ta odpowiedź wywołała konsternację. Jak to? Zarabiając na kliencie mamy finansować biznes? To pokazało, że środowisko startupowe zapomniało, co jest najważniejsze w biznesie: najważniejszy jest klient – podkreśla Tomasz Kuzak.

Jak obniżyć koszty związane z zakładaniem firmy?

Jak obniżyć koszty związane z zakładaniem firmy?Ograniczanie kosztów związanych z działalnością firmy to zagadnienie bliskie każdemu przedsiębiorcy – zwłaszcza temu, który dopiero rozpoczyna swoją przygodę z biznesem. Przemyślane cięcie wydatków na początkowym etapie istnienia działalności to szansa na to, by większą ilość środków przeznaczyć na rozwój firmy, reklamę czy zatrudnienie dodatkowych pracowników. Zwłaszcza że oszczędności można szukać w wielu, niepozornych na pierwszy rzut oka, miejscach. Przedstawiamy kilka sposobów na obniżenie kosztów związanych z zakładaniem firmy.

Coworking zamiast tradycyjnego biura

Wynajem lub kupno pomieszczenia na biuro to wydatek, na który wielu początkujących przedsiębiorców nie może sobie pozwolić. Ciekawą alternatywą w takim przypadku może być wynajęcie biurka w przestrzeni coworkingowej. W tego typu miejscu korzystać można zwykle ze sprzętu biurowego i sali konferencyjnych. W zależności od miasta miesięczny koszt pracy w takim miejscu waha się od 400 do 800 złotych.

Warto zauważyć, że nie jest to jednak opcja dostępna dla każdego przedsiębiorcy. Przestrzenie coworkingowe istnieją jedynie w większych miastach. Dodatkowo, kierowane są głównie do osób, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą z określonych branż – nie ma możliwości, by w takim miejscu prowadzić lokal gastronomiczny, fryzjerski czy gabinet prawniczy. Z tego względu coworking nie będzie niestety sposobem na oszczędność dla każdego.

Zakup używanego sprzętu

Zakup sprzętu niezbędnego do pracy to kolejny wydatek, z jakim muszą liczyć się osoby zakładające działalność gospodarczą. Nowy sprzęt biurowy czy maszyny produkcyjne zazwyczaj kosztują słono. Dobrym rozwiązaniem dla początkującego przedsiębiorcy może być więc zakup używanego sprzętu poleasingowego. Urządzenia tego typu pochodzą zwykle z dużych korporacji lub firm, które po zakończeniu umowy leasingowej, nie zdecydowały się na wykupienie sprzętu. Obniżki potrafią być naprawdę znaczące, warto więc wypatrywać okazji.

Innym wyjściem są licytacje komornicze, na których można zakupić niemalże wszystko, co potrzebne jest do prowadzenia firmy – od komputerów, przez różnorodne maszyny, aż po samochody. Ceny na licytacjach bywają nawet o 50% niższe od rynkowej wartości sprzedawanych przedmiotów.

Obniżenie rachunków za energię

Każdy przedsiębiorca, który chce obniżyć koszty w swojej firmie, powinien przeanalizować swoje faktury za prąd, bo bardzo możliwe, że… przepłaca. Aby oszczędzić na energii zużywanej przez firmę, warto wybrać sprzedawcę, który oferuje najkorzystniejsze warunki cenowe – zwłaszcza że jest to bardzo łatwe i każdy przedsiębiorca może w dowolnej chwili zmienić sprzedawcę energii, z którego usług korzysta.

Jak obniżyć wysokość rachunków? Wystarczy przeanalizować dotychczasowe faktury za prąd i porównać je z ofertą przygotowaną przez Po Prostu Energia. Oszczędności powstałe na skutek zmiany sprzedawcy prądu mogą być naprawdę zdumiewające.

O niższe rachunki za energię można dbać również poprzez stosowanie energooszczędnych rozwiązań – żarówek LED, wyłączanie urządzeń (zamiast przełączania ich na tryb czuwania) czy czujników obecności.

Wprowadzenie elektronicznych faktur

e-faktury to rozwiązanie, które w ostatnich latach stało się niezwykle popularne. Na czym polega ich przewaga nad papierową dokumentacją? Przede wszystkim, ograniczają one liczbę wydruków – faktury elektroniczne wystarczy przesłać na e-mail klienta. Nie ma potrzeby, by niepotrzebnie zużywać prąd, papier i tusz. Dodatkowo, tego typu dokumentację przechowuje się w formie elektronicznej. W przeciwieństwie do faktur papierowych nie wymagają one miejsca do przechowywania i nie generują kosztów związanych z archiwizacją.

Osoby, które planują rozpoczęcie działalności gospodarczej, powinny solidnie przeanalizować wszystkie możliwości obniżenia kosztów firmy. Często już niewielkie i proste zmiany mogą wiązać się ze sporymi oszczędnościami i długofalowymi korzyściami, które sprzyjają sukcesowi w biznesie. Najlepszym tego przykładem jest zmiana sprzedawcy prądu – wystarczy, że skorzystasz z kalkulatora na stronie Po Prostu Energia i na własne oczy przekonasz się, jak wiele możesz zaoszczędzić. Wniosek o zmianę sprzedawcy prądu możesz wypełnić online lub telefonicznie. Widzisz, jakie to proste?

Amerykańskie spojrzenie na otwarte źródła informacji

W dzisiejszych czasach większość informacji uzyskiwanych przez służby wywiadowcze pochodzi ze źródeł otwartych. Analitycy specjalizujący się w dziedzinie wywiadu twierdzą, że z gazet, periodyków, wykładów zagranicznych uczonych, materiałów konferencji naukowych, targów czy wystaw można uzyskać wszystkie dane niezbędne do dokonania koniecznych uogólnień i stworzenia pełnego obrazu wydarzeń mających miejsce w określonych państwach oraz w różnych sferach ludzkiej aktywności, od polityki począwszy, na produkcji zbrojeniowej skończywszy. Dla wywiadu gospodarczego, który w jego profesjonalnym rozumieniu jest procesem gromadzenia, przetwarzania, analizowania i dystrybucji informacji wywiadowczych w przedsiębiorstwie lub dla przedsiębiorstwa, prowadzonym legalnymi metodami i z wykorzystaniem legalnych środków (patrz: vismagna.pl), wykorzystywanie ogólnie dostępnych źródeł informacji jest kwestią absolutnie kluczową.

„Pomimo iż informacje zdobywane z otwartych źródeł informacji są jawne, to działania i operacje zmierzające do pozyskania określonych informacji mogą mieć charakter niejawny. W polskim ustawodawstwie na próżno szukać definicji białego wywiadu czy też otwartych źródeł informacji. Określenie pojęcia Open Source Intelligence (OSINT) znaleźć można natomiast w definicji NATO, w dokumencie NATO Open Source Intelligence Reader z 2002 roku. OSINT, to wynik przeprowadzenia pewnych czynności w stosunku do informacji. Są one specjalnie poszukiwane, porównywane ze sobą, co do treści i wybierane są te najważniejsze dla odbiorcy procesu.”.

W niniejszej publikacji przedstawiono amerykańskie rozwiązania w zakresie wykorzystania otwartych źródeł informacji, zwracając uwagę na to, jak dużą wagę Amerykanie przywiązują do tego – wydawałoby się – prostego sposobu pozyskiwania informacji o otaczającym nas świecie.

OSINT – niewyczerpane źródło informacji

W przeszłości źródła otwarte były badane głównie przez analityków specjalnych oddziałów funkcjonujących w różnych służbach wywiadowczych Stanów Zjednoczonych. To od nich Biały Dom i inne zainteresowane struktury amerykańskich władz otrzymywały niezbędne informacje. Szczególne zainteresowanie analizą informacji ze źródeł otwartych przejawiały wszystkie 17 struktur tworzących tzw. Wspólnotę Wywiadowczą USA. W każdej z tych służb funkcjonują specjalne komórki analityczne z odpowiednią ilością dobrze przygotowanych specjalistów. Ten rodzaj wywiadu, funkcjonujący w Stanach Zjednoczonych od czasów drugiej wojny światowej, w czasach współczesnych został wydzielony, jako oddzielny rodzaj aktywności służb specjalnych, funkcjonujący pod nazwą „wywiad na bazie analizy otwartych źródeł informacji” (ang. Open Source Intelligence – OSINT).

W rozmaitych ustawach i zarządzeniach Pentagonu wywiad z otwartych źródeł informacji OSINT jest określany jako jedna z form zdobywania informacji przez służby specjalne USA. Obejmuje on poszukiwanie i zbieranie danych z ogólnie dostępnych materiałów, ich analizę, sporządzanie raportów i notatek o różnorodnej tematyce. We Wspólnocie Wywiadowczej USA termin „otwarty” wskazuje na dostępność źródeł danych. Należą do nich gazety, periodyki, telewizja, radio, materiały z konferencji naukowych, książki, Internet, wystąpienia działaczy politycznych i inne materiały dostępne w swobodnym obiegu. Oprócz tego nosicielami informacji interesujących wywiad mogą być obywatele konkretnego państwa.

Informacja o sytuacji w różnych regionach świata, którą można uzyskać ze źródeł otwartych, daje zupełnie nowe, szerokie spektrum możliwości wszystkim zainteresowanym osobom, a w szczególności służbom specjalnym. Informacja ta, dostępna szerokiej społeczności, może być przydatna dla obywateli wielu państw, pomagając im w realizacji własnych zadań np. kwestii biznesowych. Pojawienie się Internetu, z którego dzisiaj można uzyskiwać morze informacji, w znacznej mierze wpłynęło na zmianę form i metod działania służb specjalnych. Obecnie wywiadowcy mogą uzyskiwać z Internetu zdecydowaną większość potrzebnych danych. Trudność polega jednak na tym, aby oderwane często dane skomponować w jedną całość. W związku z tym znaczenie nielegalnego wywiadu agenturalnego traci nieco na znaczeniu. Nie ulega jednak wątpliwości, że istnieją sekrety, których zdobycie nie jest możliwe bez wykorzystania osobowych źródeł informacji.

Były prezydent USA, Lyndon Johnson, przyjmując przysięgę od nowo naznaczonego (w 1966 r.) dyrektora CIA Richarda Helmsa, oświadczył, że: „największe osiągnięcia wywiadowcze nie są rezultatem przekazywanej po cichu tajnej informacji, a efektem cierpliwego, codziennego śledzenia źródeł prasowych”. Już w 1947 roku znany analityk Sherman Kent, który w CIA uważany jest za twórcę wywiadu analitycznego, twierdził, że w okresie pokoju do 80% informacji wykorzystywanych przez polityków podczas podejmowania decyzji można otrzymywać ze źródeł otwartych. W ślad za nim były szef Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony USA (prekursora CIA), Samuel Wilson, jeszcze wyżej ocenił ten sposób zdobywania informacji wywiadowczej, oświadczając, że 90% niezbędnej informacji wywiad otrzymuje ze źródeł otwartych, a pozostałe 10% zdobywa agentura. Obecnie pułap informacji pozyskiwanych przez USA ze źródeł otwartych sięgnął 95%, chociaż, zdaniem części amerykańskich specjalistów ds. wywiadu, niektóre służby specjalne USA nie w pełni wykorzystują ten tani i efektywny sposób zdobywania danych wywiadowczych.

Służba Rozgłośni Zagranicznych – Centrum Otwartych Źródeł Informacji

Wywiad na bazie analizy otwartych źródeł informacji specjaliści w Stanach Zjednoczonych prowadzą od lutego 1941 roku, kiedy to w Komisji ds. Komunikacji stworzona została Informacyjna Służba Rozgłośni Zagranicznych (ang. Foreign Brodcast Information Service – FBIS). Jej głównym zadaniem było kontrolowanie audycji nadawanych przez państwa bloku nazistowskiego. Na funkcjonowanie FBIS wydzielano kwotę 150 tys. USD rocznie. Podczas drugiej wojny światowej służba podporządkowana była Ministerstwu Obrony USA, a po wojnie weszła w struktury CIA.

W 2005 r., z rekomendacji Komisji 9/11 (utworzonej po zamachach na WTC), na bazie FBIS utworzono Centrum Otwartych Źródeł Informacji (ang. Open Source Center – OSC). OSC formalnie nadal wchodzi w skład CIA, ale w praktyce podlega bezpośrednio dyrektorowi Wywiadu Narodowego. Centrum wspomagane jest przez rozbudowany system elektroniczny, umożliwiający sprawne gromadzenie, przetwarzanie, analizę i dystrybucję pozyskanych informacji – działający od 2006 roku Open Source Information System (OSIS). Kilkuset analityków tego Centrum (dokładna liczba utrzymywana jest w tajemnicy) śledzi szerokie spektrum tematów, począwszy od dostępu do Internetu w Chinach, na nastrojach pakistańskiej ulicy skończywszy. Większość pracowników OSC pracuje na terenie ośrodka CIA w Wirginii, jednak znaczna ich liczba została zatrudniona w amerykańskich placówkach dyplomatycznych za granicą, aby móc na miejscu obserwować zachodzące zdarzenia. Praktycznie każdego dnia informacja OSC w postaci skrótowych meldunków „ląduje” na biurku prezydenta USA. Materiały te pomagają również doradcom prezydenta odpowiadać na pytania prezydenta, kiedy informują szefa Białego Domu o takich czy innych zagrożeniach dla bezpieczeństwa narodowego USA lub problemach dotykających różnych części świata.

Kilka lata temu dyrektor OSC, Douglas J. Naquin, w jednym ze swoich wywiadów oświadczył, że jego pracownikom udaje się uzyskiwać niezbędne amerykańskiej administracji dane bezpośrednio z Internetu. Stwierdził on, iż w tej światowej sieci informacyjnej eksperci OSC znajdują nie tylko dane dotyczące perspektyw rozwoju społeczeństw różnych państw czy nastrojów społecznych, ale też uzyskują informacje, które trudno pozyskać z innych źródeł. Analitycy Centrum, w dyspozycji których znajduje się nowoczesna technika obliczeniowa, opracowali wiele efektywnych sposobów i metod analizy informacji uzyskiwanych z Internetu. Jeden ze specjalistów OSC na zasadach anonimowości powiedział dziennikarzom, że obecnie specjaliści OSC każdego dnia opracowują m.in. dane z mikro-blogów – Twittera i sieci społecznościowych, w tym Facebooka, będących dla Centrum kluczowymi zasobami do śledzenia zjawisk kryzysowych, takich jak zamieszki, masowe demonstracje, konflikty zbrojne itp. „Mściwi bibliotekarze” – jak żartobliwie nazywani są pracownicy OSC – podkreślają, że obecnie nieocenionym źródłem informacji, jeśli chodzi o śledzenie błyskawicznie rozwijających się wydarzeń, są właśnie serwisy społecznościowe. Jako przykład przytoczyć można zamieszki mające miejsce w Bangkoku w 2010 roku. Informacje, których nie byli w stanie dostarczyć ani funkcjonariusze wywiadu, ani dziennikarze, na bieżąco pojawiały się na Twitterze i Facebooku. Warto zaznaczyć, że źródła były szczegółowo weryfikowane – na podstawie doświadczeń z przeszłości wytypowani zostali najbardziej wiarygodni autorzy wpisów. W przypadku rozruchów w Bangkoku analitycy opierali się na relacjach zaledwie 12-15 użytkowników Twittera. Analogiczny scenariusz powtarzał się również wielokrotnie podczas arabskiej wiosny.

Jednak, jak wynika ze słów innego przedstawiciela OSC, nie zawsze udaje się uzyskać pełny obraz sytuacji, jaka ma miejsce w określonym kraju czy regionie. Często wynika to stąd, że poważna część ludności danego regionu nie dysponuje dostępem do Internetu. Obserwuje się jednak sytuację, w której coraz powszechniejszy dostęp do smartfonów i innych komunikatorów mobilnych powoduje z roku na rok wzrost dostępu do sieci społecznościowych. Taka sytuacja ma miejsce np. w Afryce.

Zwykle OSC analizuje do kilku tysięcy twitów dziennie, ale w okresach zaostrzenia sytuacji regionalnej lub międzynarodowej, liczba opracowanych twitów w ciągu doby sięga 5 milionów. Można stwierdzić, że obecnie eksperci Centrum śledzą na bieżąco wszystkie otwarte źródła informacji, które powszechnie wykorzystywane są zarówno przez Amerykanów, jak i obywateli innych państw.

W opinii ekspertów OSC, informacja w sieciach społecznościowych następnego pokolenia najprawdopodobniej będzie miała charakter niejawny i swoje usługi OSC będzie mógł przedstawiać tylko upoważnionym abonentom łączności mobilnej. Odbywać się to będzie na takiej zasadzie, jak obecnie np. „Taliban” przekazuje wiadomości setkom swoich naśladowcom w Afganistanie i Pakistanie. W sieci te będzie można przeniknąć jedynie za pomocą specjalnych środków technicznych i oprogramowania. Wcześniej trzeba będzie jednak nimi dysponować. Obecnie takimi środkami technicznymi i oprogramowaniem dysponuje jedynie amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (ang. National Security Agency – NSA). Jednak kierownictwo OSC twierdzi, że pracownicy Centrum poradzą sobie ze zmianami wprowadzanymi w sieciach informatycznych i uzyskają pełny dostęp do wszelkiego rodzaju kodowanych informacji.

Narodowa Służba Informacji Technicznej

Narodowa Służba Informacji Technicznej (ang. National Technical Information Service – NTIS) to struktura wchodząca w skład Ministerstwa Handlu Stanów Zjednoczonych. Podstawową misją NTIS jest sponsorowane przez rząd USA, gromadzenie i opracowywanie informacji naukowych, technicznych, inżynieryjnych i biznesowych generowanych przez różne światowe instytucje na potrzeby prywatnego przemysłu, rządu, środowiska akademickiego i opinii publicznej USA. Systemy, sprzęt, struktura finansowa i wyspecjalizowane umiejętności personelu, które NTIS podtrzymuje w celu realizacji swojej głównej misji, pozwalają mu udzielać pomocy innym agencjom potrzebującym wyspecjalizowanych zasobów informacyjnych. NTIS służy również Stanom Zjednoczonym, jako centralne repozytorium finansowanych przez rząd informacji naukowych, technicznych, inżynieryjnych i związanych z biznesem, aby zapewnić przedsiębiorstwom, bibliotekom, uczelniom i innym instytucjom publicznym aktualny dostęp do około 2,5 miliona publikacji obejmujących ponad 350 obszarów tematycznych (39 głównych kategorii przedmiotowych i 375 podkategorii). Zawartość kolekcji obejmuje raporty badawcze, produkty komputerowe, oprogramowanie itp. Kompletna baza danych NTIS zawiera materiały począwszy od 1964 roku. Średnio do bazy tej, w ciągu ostatnich dziesięciu lat, dodawano ponad 30 000 nowych rekordów rocznie. Większość zapisów zawiera metadane. Baza posiada również obszerną kolekcję danych z badań jądrowych, poczynając od projektu Manhattan oraz informacje o najnowszych badaniach sponsorowanych przez amerykański rząd.

Jednym z podstawowych celów działalności NTIS jest wspieranie misji Departamentu Handlu w promowaniu wzrostu gospodarczego kraju poprzez zapewnienie dostępu do informacji, które stymulują innowacje i odkrycia. NTIS pomaga agencjom federalnym w podejmowaniu trafniejszych decyzji dotyczących analizy danych, za sprawą nowoczesnych metod przetwarzania danych. Zapewnia wsparcie i strukturę, która pomaga partnerom w bezpieczny sposób przechowywać, analizować, sortować i wytwarzać dane w nowy sposób. NTIS należy do tzw. America’s Data Agency (Amerykańska Agencja Danych) Departamentu Handlu Stanów Zjednoczonych. Aby tworzyć nowe sposoby wykorzystania danych w rozwiązywaniu problemów, NTIS korzysta z wiedzy partnerów z sektora prywatnego. Program Joint Venture NTIS współpracuje z uniwersytetami, organizacjami non-profit i profesjonalistami z branży, eksperymentując z technologiami przetwarzania danych, zanim te będą dostępne na rynku.

Serwis Nowości Światowych

Swobodny dostęp zainteresowanych służb i obywateli USA do wiadomości przedstawianych przez NTIS w Internecie pod nazwą „Serwis Nowości Światowych” (ang. World News Connection – WNC) to kompilacja aktualnych wiadomości międzynarodowych, przetłumaczonych na język angielski. Serwis ten zawierający dane o wydarzeniach zachodzących w różnych krajach świata, czerpie informacje z ponad tysiąca środków masowej informacji pochodzenia amerykańskiego i zagranicznego, w których prezentowane są problemy i wydarzenia o charakterze ekonomicznym, politycznym, naukowym, technicznym i ekologicznym. Informacje ze źródeł innych, niż amerykańskie Krajowy Dział Informacji Technicznych Departamentu Handlu USA opracowuje i rozpowszechnia zwykle w ciągu 24-72 godzin od czasu pierwotnej publikacji lub emisji. Dostarcza pełne teksty artykułów prasowych, audycji telewizyjnych i radiowych, tekstów ze źródeł internetowych, materiałów konferencyjnych, czasopism i jawnych (niesklasyfikowanych) raportów technicznych. Informacje te są gromadzone i tłumaczone m.in. dla osób podejmujących decyzje na najwyższych szczeblach władzy wykonawczej i legislacyjnej w rządzie USA, które powinny znać nie tylko szczegóły wydarzeń za granicą, ale również ich lokalne interpretacje. WNC jest również szczególnie przydatne dla decydentów politycznych i gospodarczych szczebla lokalnego, nieznających języków, często rzadkich. Swoim zasięgiem WNC objęło 130 krajów, w tym również te, które nie są ogólnie objęte innymi serwisami informacyjnymi.

Serwis Nowości Światowych, a Centrum Otwartych Źródeł Informacji

Do grudnia 2013 r. część informacji bazy WNC pochodziła z Centrum Otwartych Źródeł Informacji – OSC. Jednak w październiku 2013 r. NTIS oświadczyła, że kierownictwo CIA podjęło decyzję o zaprzestaniu z dniem 31 grudnia 2013 r. dostarczania informacji otrzymywanych przez specjalistów z OSC. W związku z tym Amerykanie, którzy ponad pół wieku mogli korzystać z informacji uzyskiwanych przez współpracowników CIA ze źródeł otwartych, w różnych regionach świata, zostali pozbawieni takiej możliwości. Od 1 stycznia 2014 r. dostęp do tego serwisu jest możliwy tylko po uzyskaniu specjalnego zezwolenia.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, Krzysztof Surdyk, Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp z o.o.

SferaNET S.A. przedstawiła prognozy finansowe na 2018 r.

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacyjnej, zaprezentowała prognozy finansowe na 2018 r. Przewidują one wypracowanie przez Emitenta w tym roku zysku EBITDA na poziomie 1,1 mln zł oraz przychodów netto ze sprzedaży w wysokości 5,4 mln zł.

Opublikowane przez Spółkę prognozy finansowe na 2018 r. zakładają, że osiągnie ona zysk EBITDA w kwocie 1.100 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży i zrównane z nimi wyniosą 5.400 tys. zł. Prognoza finansowa sporządzona przez Zarząd SferaNET S.A. została oparta o dotychczasowy poziom sprzedaży, potencjalne przychody z tytułu umów abonamentowych, realizowanych zleceń na dostawy sprzętu IT, a także z rozwojowych kontraktów, które znajdują się aktualnie w fazie negocjacji z klientami. Jest to zarazem już trzeci kolejny rok, w którym Emitent publikuje prognozy finansowe, co pozytywnie wpływa na postrzeganie przez inwestorów i jest ważnym elementem motywacyjnym dla całego zespołu. W poprzednich latach Spółce udało się zrealizować, a nawet przekroczyć założone prognozy, które bywały także podwyższane. Zarząd SferaNET S.A. jest przekonany, że dzięki publikowaniu prognoz i ich wypełnianiu w poprzednich latach Spółka będzie mogła nadal umacniać pozycję na rynku kapitałowym oraz zwiększać swoją wartość.

„To właśnie przekroczenie prezentowanych prognoz finansowych w latach ubiegłych motywuje Spółkę do ich publikacji również na rok bieżący. Mamy nadzieję, że przyczynią się one do naszego dalszego rozwoju. Zapewnią Spółce równowagę pomiędzy jej bieżącą działalnością, a celem strategicznym, jakim w najbliższych latach jest realizacja projektu „Sieć szerokopasmowa w powiecie bielskim i cieszyńskim”, w ramach działania 1.1. Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa na lata 2014-2020. W naszej opinii wyznaczone cele finansowe pozytywnie wpłyną również na efektywność operacyjną Spółki. W dalszym ciągu będziemy dążyć do optymalizacji procesów wewnętrznych w obszarach realizacji świadczonych usług, sprzedaży, jak również w zakresie finansowym.” – ocenia Bogusław Sromek, Prezes Zarządu Spółki SferaNET S.A.

Po dwóch kwartałach 2018 r. Spółka wypracowała ponad 560 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 2.490 tys. zł. Zysk netto Emitenta wyniósł w tym okresie blisko 102 tys. zł. SferaNET S.A. utrzymuje stały wzrost przychodów z usług abonamentowych. Spółka prowadzi aktywne prace w zakresie projektu budowy sieci światłowodowej w województwie śląskim – „Sieć szerokopasmowa w powiecie bielskim i cieszyńskim” realizowanego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa na lata 2014-2020. SferaNET S.A. otrzymała na jego realizację dofinansowanie z POPC w wysokości 33,6 mln zł. Prowadzone przedsięwzięcie inwestycyjne umożliwi Spółce zdobycie dominującej pozycji na rynku w obszarze objętym projektem oraz przełoży się na wielokrotny wzrost jej wartości.

SferaNET S.A. zakończyła 2017 r. zyskiem netto w kwocie 196 tys. zł, zyskiem EBITDA sięgającym 1.048 tys. zł oraz przychodami netto ze sprzedaży w wysokości 4.164 tys. zł.

Jakie ogłoszenie o pracę przyciągnie uwagę wymagającego kandydata?

Czasy, w których to kandydaci zabiegali o uwagę pracodawców minęły, a stosowane dotąd metody rekrutacji zaczynają zawodzić. Szczególnie w przypadku najbardziej pożądanych kandydatów z branży IT, inżynierii i przemysłu czy centrów usług wspólnych. Video ogłoszenia o pracę, atrakcyjne metody rekrutacji takie jak grywalizacja czy escape room coraz częściej pojawiają się w przeprowadzanych przez firmy procesach. Nadal jednak to ogłoszenie o pracę jest dominującą formą pozyskiwania kandydatów. Czym warto zachęcić potencjalnego pracownika?

Niezmiennie dla specjalistów i menedżerów najważniejsze w nowej ofercie jest wyższe od dotychczasowego wynagrodzenie. Jednak oprócz lepszych warunków finansowych, potencjalni pracownicy zwracają uwagę również na inne elementy. Wymagający kandydat kompleksowo ocenia pracodawcę, jego wizerunek oraz to, co firma może mu zaoferować. Dlatego nawet jeśli organizacja zaproponuje wysoką stawkę wynagrodzenia, ale nie cieszy się dobrą opinią na rynku pracy, nie będzie w stanie przekonać dobrego specjalisty do aplikacji na stanowisko.

Dziś kandydaci krytycznym okiem patrzą na ogłoszenia zawierające określenia „kopiuj-wklej” takie jak: atrakcyjne wynagrodzenie, przyjazna atmosfera pracy, możliwości rozwoju. Najbardziej pożądani specjaliści oczekują od pracodawcy indywidualnego podejścia oraz konkretnych informacji. Podanie widełek płacowych, ciekawy opis benefitów (szczególnie tych niestandardowych) oraz wyszczególnienie kompetencji, jakie zdobędzie kandydat na konkretnym stanowisku, zareklamuje firmę jako innowacyjną, a także pozwoli na świadomą decyzję o aplikacji – mówi Sonia Podgórska, konsultant w agencji rekrutacyjnej Antal.

Elastyczne godziny pracy

Z roku na rok coraz bardziej cenione są na rynku wszelkie benefity pomagające w zachowaniu work-life-balance. Dlatego dla niemal połowy kadry średniego i wyższego szczebla elementem koniecznym do rozpatrzenia propozycji nowego zatrudnienia jest możliwość elastycznych godzin pracy.

Kandydatom zależy dziś na stabilności zatrudnienia, ale chcą mieć poczucie pewnej niezależności. Ogłoszenie, które będzie zawierać elastyczne rozwiązania np. częściowo pracę zdalną lub możliwość elastycznych godzin pracy, na pewno będzie postrzegane jako bardziej atrakcyjne. W prowadzonych przez nas procesach rekrutacyjnych, często to właśnie ten element zaważa na decyzji kandydata. Z naszego doświadczenia wynika, że firmy kierujące się filozofią work-life-balance w ostatecznym rozrachunku wygrywają na konkurencyjnym rynku pracy – mówi Sonia Podgórska z Antal.

Umowa o pracę

Jak wynika z raportu Antal[1] dla 54 proc. specjalistów i menedżerów nieodłącznym elementem ogłoszenia powinna być również umowa o pracę. Świadczy to o nadal konserwatywnym podejściu większości uczestników rynku pracy do formy zatrudnienia. Warto jednak zauważyć, że rośnie również odsetek osób preferujących umowę w oparciu o działalność gospodarczą (10%, wzrost o 3 punkty procentowe). Coraz więcej osób stawia na niezależność, rozwija swoją karierę jako freelancer lub inwestuje w start-upy.

Dogodna lokalizacja

Wiele mówi się również na temat samego biura jako miejsca pracy – jego lokalizacji, jak również atrakcyjności powierzchni biurowej. Okazuje się, że aż 47% kandydatów przeglądających oferty o pracę, zwraca uwagę na czas dojazdu do potencjalnego miejsca zatrudnienia. Wynika to z faktu, że coraz bardziej cenimy swój czas prywatny i nie chcemy marnować go na dojazdy. Wolimy spędzać go z przyjaciółmi i rodziną, a także inwestować w rozwój osobisty. Ważnym elementem oferty pracodawcy jest również wspomniany wcześniej komfort i wystrój biura. Firmy inwestują w nowoczesne przestrzenie i rozwiązania, chcąc tym samym zachęcić najlepszych specjalistów.

 Jakie są konieczne elementy oferty pracy, aby jej poszukujący zdecydował sie rozważyć

[1] Raport Antal ”Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” został przeprowadzony metodą CAWI w terminie 14.03-7.05. 2018 roku. W badaniu wzięło udział 1125 respondentów z całej Polski, średnio mających 38 lat i 14 lat doświadczenia zawodowego. Pełna wersja raportu jest dostępna pod linkiem: https://antal.pl/trendy/raporty-rynku-pracy/244-aktywnosc-specjalistow-i-menedzerow-na-rynku-pracy

 

Dane o sprzedaży kredytów w Polsce w lipcu 2018 r.

W lipcu 2018 r., w porównaniu do lipca 2017 r. w ujęciu liczbowym instytucje finansowe udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych, konsumpcyjnych oraz przyznały limitów kredytowych. W ujęciu liczbowym, najwyższy wzrost w stosunku do lipca 2017 r. dotyczył kredytów mieszkaniowych (+12,7%) oraz limitów kredytowych (+6,5%). W lipcu 2018 r., w porównaniu do lipca 2017 r. w ujęciu wartościowym, instytucje finansowe udzieliły wyższą wartość kredytów mieszkaniowych (+23,6%) i konsumpcyjnych (+7,8%), przyznały również wyższą kwotę limitów na kartach kredytowych (+1,5%). Ujemne dynamiki w ujęciu liczbowym odnotowały karty kredytowe – odpowiednio (-0,3%), a w wartościowym limity kredytowe (-0,6%).

Lipiec 2018 r. w porównaniu do czerwca 2018 r. przyniósł wzrosty wolumenu i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych i przyznanych limitów kredytowych. Natomiast spadki liczby i wartości udzielonych kredytów i przyznanych limitów dotyczyły kredytów konsumpcyjnych i limitów na kartach kredytowych.

W okresie styczeń – lipiec 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+8,5%) i konsumpcyjnych (+5,6%) oraz przyznały więcej limitów kredytowych (+6,1%). W ujęciu wartościowym w tym samym okresie najwyższy wzrost wartości udzielonych kredytów odnotowały kredyty mieszkaniowe (+17,7%) kredyty konsumpcyjne (+7,9%) oraz limity kredytowe (+4,6%). Negatywna tendencja zarówno w wolumenie, jak i w kwocie dotyczyła w tym okresie kart kredytowych, które spadły odpowiednio o (-4,4%) oraz (-4,8%).

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W lipcu 2018 r. banki SKOK-i udzieliły łącznie 630,9 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,13 mld zł. Stanowi to wzrost o 5,9% w ujęciu liczbowym i o 7,8% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do lipca 2017 r. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły w pierwszych siedmiu miesiącach 2018 r. kredytów konsumpcyjnych na kwotę o 7,9% wyższą niż w tym samym okresie 2017 r.

– W siedmiu pierwszych miesiącach 2018 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły kredytów we wszystkich przedziałach kwotowych. Najniższą dynamikę miały kredyty w przedziale 7 do 20 tys. zł, które odnotowały tylko dynamikę na poziomie (+0,6%). Drugą pod względem wartości dodatnią dynamikę (+8,9%) odnotowały kredyty niskokwotowe (w przedziale do 1 tys. zł.), a najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (+11,4%). Rosną więc głównie kredyty z najniższego i z najwyższego przedziału kwotowego, a zjawisko to obserwujemy już od kilku miesięcy – podsumowuje Sławomir Grzybek, dyrektor Departamentu Business Intelligence Biura Informacji Kredytowej SA.

– Również w ujęciu wartościowym ,w każdym z sześciu przedziałów kwotowych w okresie styczeń – lipiec 2018 r. w porównaniu do okresu styczeń – lipiec 2017 r. odnotowano wzrosty – najwyższy wśród kredytów > 20 tys. zł (+10,5%) oraz na kwoty z przedziału do 1 tys. zł – (+8,6%). Widzimy więc ponowny wzrost zainteresowania finansowaniem niskokwotowym, dotychczas zdominowanym głównie przez firmy pożyczkowe.Podobną sytuację odnotowaliśmy już w poprzednich miesiącach. Po siedmiu pierwszych miesiącach 2018 r. wartość sprzedaży kredytów konsumpcyjnych wyniosła 48,95 mld zł. Podtrzymuję więc prognozę na 2018 r., że w całym 2018 r. sprzedaż kredytów konsumpcyjnych może przekroczyć 83 mld zł pod warunkiem jednak, że nie wystąpią negatywne zdarzenia zarówno o charakterze globalnym (np. w konsekwencji kryzysu tureckiego i jego wpływu na banki europejskie, głównie hiszpańskie i włoskie), jak i lokalnym, które zmniejszyłyby apetyt banków na ryzyko, a gospodarstwa domowe zniechęciły do zaciągania kredytów konsumpcyjnych. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że możliwość udzielania wysokokwotowych kredytów konsumpcyjnych wynika z łącznego występowania trzech czynników: niskich stóp procentowych, rosnących dochodów gospodarstw domowych oraz wydłużania przez banki okresu kredytowania kredytów gotówkowych – stwierdza Sławomir Grzybek z BIK.

– Co ważne, sprzedaży kredytów konsumpcyjnych nie towarzyszy praktycznie wzrost ryzyka kredytowego, a wręcz w okresie ostatnich 12 miesięcy poziom ryzyka portfela spadł pomimo zaciągania kredytów na coraz wyższe kwoty. Należy mieć przy tym na uwadze, że kredyty wysokokwotowe charakteryzują się ponad przeciętnym ryzykiem. Dla porównania, szkodowość tzw. kredytów niskokwotowych (do 4 tys. zł), po 24 miesiącach od udzielenia kształtuje się na poziomie ok. 4%. Z kolei już, w kredytach gotówkowych powyżej 50 tys. zł (tzw. wysokokwotowych), szkodowość po 24 miesiącach od udzielenia jest ponad 50% wyższa niż niskokwotowych i wynosi 6,6%. Jakość portfela kredytowego od kilku lat utrzymuje się na bezpiecznym, stosunkowo niskim poziomie szkodowości, co potwierdza miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. Jego bieżący (lipcowy) odczyt to 5,81%. W okresie 12 miesięcy wartość Indeksu Jakości dla portfela konsumpcyjnego polepszyła się (spadła) o -0,38 – dodaje Sławomir Grzybek.

Kredyty mieszkaniowe

W lipcu 2018 r. banki udzieliły łącznie 19,5 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 4,93 mld zł. Stanowi to wzrost o 12,7% w ujęciu liczbowym i wzrost o 23,6% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do lipca 2017 r. W pierwszych siedmiu miesiącach 2018 r. banki udzieliły łącznie 136,5 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 32,84 mld zł. Oznacza to, że w porównaniu z analogicznym okresem 2017 r., banki udzieliły o 8,5% więcej kredytów mieszkaniowych i na kwotę o 17,7% wyższą.

– Lipiec 2018 r. jest już kolejnym bardzo dobrym miesiącem dla kredytów mieszkaniowych zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Na rynku kredytów mieszkaniowych nadal panuje więc dobra koniunktura, która przy jej kontynuacji w drugim półroczu powinna pozwolić na osiągnięcie w skali roku sprzedaży na poziomie powyżej 50 mld zł. Za minione siedem miesięcy wartość udzielonych kredytów wynosi 32,84 mld zł. Wartość sprzedaży kredytów mieszkaniowych nadal jest, i w mojej opinii nadal będzie, napędzana m.in. wzrostem cen mieszkań. Obecnie średnia cena mieszkania w Warszawie to 9,2 tys. zł za m2, czyli na poziomie 2008 r. Dwucyfrowa dynamika wzrostu kredytów mieszkaniowych w ujęciu wartościowym (23,6%), po części wynika również ze struktury udzielanych kredytów mieszkaniowych. Prawie 60% wartości udzielonych w okresie styczeń – lipiec 2018 r. kredytów mieszkaniowych przypada na kredyty powyżej 250 tys. zł. Ponadto dynamika udzielanych kredytów mieszkaniowych w poszczególnych przedziałach kwotowych jest zróżnicowana, w dwóch przedziałach kwotowych do 100 tys. zł oraz 100 – 150 tys. dynamika siedmiu pierwszych miesięcy 2018 w relacji do siedmiu miesięcy 2017 w ujęciu liczbowym jest ujemna, odpowiednio (-17,5%) oraz (-5,1%). Również w ujęciu wartościowym dynamika jest ujemna odpowiednio (-15,9%) oraz (-4,7%). Najwyższa dynamika zarówno wolumenu jak i wartości dotyczy kredytów z przedział > 350 tys. aż (36,2%) liczbowo i (34,4%) – wartościowo, w porównaniu do siedmiu pierwszych miesięcy 2017r. W wyniku zmniejszenia liczby transakcji na pierwotnym rynku nieruchomości, mniej osób będzie wnioskowało o kredyt mieszkaniowy. Jednak część osób, które z uwagi na ograniczenie podaży na rynku pierwotnym, będzie poszukiwać mieszkań na rynku wtórnym, zwiększy liczbę udzielanych kredytów mieszkaniowych. Ponieważ, obie te przeciwstawne tendencje, będą się częściowo kompensować, z przewagą tendencji pozytywnej uważam, że w całym 2018 r. liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych nie powinna być wyższa niż 10% w porównaniu z 2017 r. – wyjaśnia Sławomir Grzybek z BIK.

– Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lipcu 2018 r. wyniósł jedynie (0,82%), co potwierdza wieloletnią już obserwację dotyczącą niskiego ryzyka kredytowego związanego z tymi kredytami. W ostatnich 12 miesiącach jakość portfela jeszcze się poprawiła o czym świadczy spadek Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych o (-0,12%) – uzupełnia Sławomir Grzybek.

Karty kredytowe

W lipcu 2018 r. banki wydały 79,4 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 451 mln zł. Stanowi to spadek o 0,3% w ujęciu liczbowym i wzrost o 1,5% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do lipca 2017 r. Jednak analizując okres styczeń – lipiec 2018 r. mamy do czynienia z trendem negatywnym. W porównaniu do okresu styczeń – lipiec 2017 r. banki wydały bowiem o 4,4% mniej kart i przyznały o 4,8% niższą wartość limitów kartowych.

– W lipcu 2018 r. podobnie jak w poprzednich miesiącach 2018 r., (z wyjątkiem stycznia i czerwca) odnotowaliśmy powrót do negatywnej tendencji, z którą mieliśmy do czynienia już od dłuższego czasu. Okazało się, że czerwiec podobnie jak styczeń był tylko jednorazowym zdarzeniem, a nie zapowiedzią poprawy sytuacji na rynku kart kredytowych. Najwyższą ujemną dynamikę liczby przyznawanych limitów kart kredytowych styczeń – lipiec 2018 r. vs styczeń – lipiec 2017 r., aż minus 32,7%, odnotowaliśmy w przypadku kart o limicie od 2 do 3,5 tys. zł. Dodatnia dynamika wydawanych kart dotyczyła kart z limitami w przedziale do 1 tys. zł (7,9%), 1 – 2 tys. zł (10,4%) oraz 4,5 do 10 tys. zł (+15%). Dodatnie dynamiki dotyczyły więc podobnie, jak w przypadku kredytów konsumpcyjnych nisko i wysokokwotowych limitów. Jednak sprzedaż kart z najwyższymi limitami (ponad 10 tys. zł), również odnotowała ujemną dynamikę – mówi Sławomir Grzybek z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W lipcu 2018 r. banki przyznały łącznie 60,1 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 239 mln zł. Stanowi to wzrost o 6,5% w ujęciu liczbowym i spadek o 0,6% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do lipca 2017 r. W całym okresie styczeń – lipiec 2018 r. banki łącznie przyznały 386,3 tys. limitów kredytowych na łączną kwotę 1,70 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku oznacza to wzrost o 6,1% w ujęciu wolumenowym oraz 4,6% w ujęciu wartościowym.

– W lipcu 2018 r. zaobserwowaliśmy powrót, po słabym czerwcu, dodatniej dynamiki liczby przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych (+6,5%) w porównaniu z lipcem ubiegłego roku. W ujęciu wartościowym wystąpił jednak spadek wartości przyznawanych limitów kredytowych. W lipcu br. w porównaniu do lipca 2017 r., spadek wartości przyznanych limitów wyniósł (-0,6%). Jednak w okresie styczeń – lipiec 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. banki przyznały zarówno więcej limitów kredytowych, jak i na wyższe kwoty – odpowiednio: (+6,1%) i (+4,6%). Analizując przyznawane limity w określonych przedziałach kwotowych widzimy, że w okresie styczeń – lipiec 2018 r. 62,3% wartości przyznanych limitów w kontach osobistych koncentruje się w przedziale > 7 tys. zł. Limity te mają 18% udział w ogólnej liczbie przyznanych limitów kredytowych. 20,4% dodatnia dynamika wzrostu przyznawanych limitów kredytowych dotyczyła jednego z najniższych przedziałów kwotowych tj. 500 – 1 tys. zł. Ponadto prawie 12% dodatnia dynamika wystąpiła również w przypadku limitów w najwyższym przedziale kwotowym > 7 tys. zł. Zatem tak, jak w przypadku kredytów konsumpcyjnych czy kart kredytowych, sprzedaż limitów kredytowych rośnie w dwóch skrajnych przedziałach (niskokwotowym i wysokokwotowym). Jest to więc wspólna cecha wszystkich trzech produktów kredytowych finansujących bieżące potrzeby konsumpcyjne gospodarstw domowych. Można zaryzykować tezę, że wzrosty w przypadku finansowania niskokwotowego wynikają z transferów socjalnych, zaś wysokokwotowego ze wzrostów wynagrodzeń – podsumowuje Sławomir Grzybek.

Grupa TAURON publikuje wyniki po I półroczu 2018 r.

  • Wzrost przychodów ze sprzedaży o 5 proc. r/r (do 9,2 mld zł)
  • Wzrost EBITDA o 2 proc. (do 2,2 mld zł) przy marży EBITDA na poziomie 23,8 proc.
  • Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej w wysokości 567 mln zł pod wpływem odpisów z tytułu utraty wartości (wpływ na wynik netto: 303 mln zł)
  • Utrzymanie wolumenów dystrybucji i sprzedaży detalicznej energii elektrycznej
  • Nakłady inwestycyjne na poziomie 1,48 mld zł. Najwyższy capex w segmentach: Dystrybucja (793 mln zł) i Wytwarzanie (570 mln zł)
  • Bezpieczny poziom wskaźnika dług netto/EBITDA (2,3x)  

(wszystkie dane skonsolidowane za I półrocze 2018 r.)

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

– W pierwszym półroczu Grupa TAURON osiągnęła dobre wyniki finansowe. Zwiększyliśmy zarówno przychody ze sprzedaży, jak i wynik EBITDA. Natomiast wynik netto był istotnie obciążony zdarzeniem jednorazowym w postaci ujęcia odpisów z tytułu utraty wartości aktywów – mówi Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia. – Kontynuujemy prace nad projektami inwestycyjnymi i rozwojowymi, które w przyszłości zagwarantują Grupie dodatkowe przychody. Warto wspomnieć na przykład o projektach z zakresu obszaru elektromobilności, car sharingu samochodów elektrycznych czy uruchomieniu funduszu corporate venture capital w celu rozwijania innowacji – wskazuje Filip Grzegorczyk.

Marek Wadowski
08.02.2017 Warszawa,
n/z prez. Marek Wadowski TAURON
fot. Piotr Waniorek/zelaznastudio.pl

– Nasze prace w I półroczu koncentrowały się na dalszej optymalizacji źródeł finansowania, czego efektem jest utrzymanie wskaźnika dług netto/EBITDA na bezpiecznym poziomie 2,3 – mówi Marek Wadowski, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. finansów– Warto wspomnieć, że w marcu podpisaliśmy aneksy do umów z bankami, których skutkiem jest wydłużenie do 2022 r. dostępności środków w ramach programu emisji obligacji. Jesteśmy również coraz bliżej pozyskania środków w wysokości do 880 mln zł z Polskiego Funduszu Rozwoju na budowę bloku 910 MW w Jaworznie – dodaje Marek Wadowski.

Dane operacyjne

Kluczowe parametry operacyjne J.m. I półrocze 2018 r. I półrocze 2017 r. Zmiana (proc.) II kwartał 2018 r. II kwartał 2017 r. Zmiana (proc.)
Produkcja węgla handlowego mln ton 2,53 3,32 -24 1,10 1,81 -39
Sprzedaż węgla handlowego mln ton 2,50 3,56 -30 1,07 1,77 -40
Wytwarzanie energii elektrycznej (produkcja brutto Grupy), w tym: TWh 7,55 9,46 -20 3,62 4,56 -21
wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych (biomasa, wiatr, woda) TWh 0,51 0,66 -23 0,27 0,33 -19
Wytwarzanie ciepła PJ 6,73 7,09 -5 1,05 1,80 -42
Dystrybucja energii elektrycznej TWh 26,01 25,70 1 12,59 12,40 2
Sprzedaż detaliczna energii elektrycznej przez Segment Sprzedaż TWh 17,20 17,21 0 7,93 8,08 -2
Liczba klientów – Dystrybucja tys. 5 563 5 501 1 5 563 5 501 1

 

Produkcja węgla handlowego w I półroczu 2018 r. wyniosła 2,53 mln ton i była niższa o 24 proc. r/r ze względu na trudne warunki geologiczne w ZG Janina oraz prowadzone prace przezbrojeniowe w ZG Sobieski i ZG Janina. Wolumen sprzedaży węgla był zbliżony do wielkości produkcji tego surowca i wyniósł 2,5 mln ton. W I półroczu 2018 r. około 50 proc. zapotrzebowania na węgiel do produkcji energii elektrycznej i ciepła zostało zaspokojone surowcem z własnych zakładów górniczych Grupy. Pozostała część zapotrzebowania została pokryta ze źródeł zewnętrznych.

W I półroczu 2018 r. Grupa TAURON wyprodukowała 7,55 TWh energii elektrycznej, tj. o 20 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (9,46 TWh). Zmniejszenie wolumenu produkcji energii było konsekwencją przyjętej strategii produkcyjno-handlowej. Wielkość produkcji energii ze źródeł odnawialnych wyniosła 0,51 TWh, tj. o 23 proc. mniej w stosunku do ubiegłego roku (0,66 TWh), co wynikało przede wszystkim z istotnego ograniczenia spalania biomasy oraz spadku produkcji energii przez elektrownie wodne i wiatrowe spowodowane niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi.

W I półroczu 2018 r. produkcja ciepła osiągnęła poziom 6,73 PJ i była niższa o 5 proc. r/r. Sprzedaż ciepła zmniejszyła się o 9 proc. (8,93 PJ) z powodu mniejszego zapotrzebowania odbiorców na skutek wysokich temperatur.

Segment Dystrybucja dostarczył klientom 26,01 TWh energii elektrycznej tj. o 1 proc. więcej r/r. W analizowanym okresie liczba klientów przyłączonych do sieci TAURON Dystrybucja wzrosła o ponad 60 tys., tj. do 5,56 mln. W I półroczu 2018 r. sprzedaż detaliczna energii elektrycznej przez spółki Segmentu Sprzedaż osiągnęła poziom 17,2 TWh i była na poziomie ubiegłorocznym.

Wyniki finansowe

Kluczowe parametry finansowe
(w mln zł)
I półrocze 2018 r. I półrocze 2017 r. Zmiana (proc.) II kwartał 2018 r. II kwartał 2017 r. Zmiana (proc.)
Przychody ze sprzedaży 9 202 8 758 5 4 377 4 167 5
EBIT 955 1 296 -26 79 485 -84
EBITDA 2 194 2 152 2 902 930 -3
Marża EBITDA 23,8 proc. 24,6 proc. -0,8 p.p. 20,6 proc. 22,3 proc. -1,7 p.p.
Zysk netto 568 1 005 -43 -68 365
Marża zysku netto 6,2 proc. 11,5 proc. -5,3 p.p. -1,6 proc. 8,8 p.p. -10,3 p.p.
Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej 567 1 004 -44 -69 364

W I półroczu 2018 r. przychody Grupy TAURON wyniosły 9,2 mld zł (wzrost o 5 proc. r/r). W analizowanym okresie wzrost przychodów zanotował Segment Dystrybucja, przychody Segmentu Sprzedaż utrzymały się na poziomie I półrocza 2017 r. a spadek będący konsekwencją niskiej produkcji węgla nastąpił w Segmencie Wydobycie (-13 proc.).

Istotny wpływ na wyniki Grupy w I półroczu 2018 r. miało utworzenie odpisów z tytułu utraty wartości aktywów trwałych oraz utraty wartości firmy w Segmencie Wydobycie w wysokości 733 mln zł, a także odwrócenie wcześniej utworzonych odpisów w Segmencie Wytwarzanie w wysokości 345 mln zł. W konsekwencji nadwyżka odpisów tworzonych nad odwróconymi wyniosła 388 mln zł, a łączny wpływ na obniżenie skonsolidowanego zysku netto wyniósł 303 mln zł.

Grupa wypracowała w I półroczu 2018 r. EBITDA na poziomie 2,2 mld zł, co jest wynikiem wyższym o 2 proc. od EBITDA uzyskanego w tym samym okresie 2017 r. Największy udział w EBITDA Grupy TAURON miał Segment Dystrybucja (61 proc.), w dalszej kolejności segmenty: Wytwarzanie (27 proc.) i Sprzedaż (15 proc.). Marża EBITDA Grupy w I półroczu 2018 r. była niższa o 0,8 p.p. r/r i wyniosła 23,8 proc.

Wynik EBITDA Segmentu Wytwarzanie w I półroczu 2018 r. (592 mln zł) był o 62 proc. wyższy niż rok wcześniej (365 mln zł) głównie z uwagi na rozwiązanie rezerw z tytułu świadczeń pracowniczych o wartości 230 mln zł, które miało miejsce w I kwartale 2018 r.

W I półroczu 2018 r. zysk netto Grupy TAURON przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 567 mln zł i był niższy o 44 proc. r/r.

Program Poprawy Efektywności

Realizowany w Grupie TAURON Program Poprawy Efektywności przyniósł efekty o łącznej wartości 1 369 mln zł (w okresie 2016 r. – I półrocze 2018 r.). W pierwszym półroczu skumulowane rezultaty Programu wyniosły około 300 mln zł, a łączny uzyskany do tej pory pozytywny efekt finansowy jest już wyższy od pierwotnie zakładanego. Największy udział w osiągniętych wynikach miały segmenty: Wytwarzanie i Dystrybucja.

Inwestycje

W I półroczu 2018 r. nakłady inwestycyjne Grupy TAURON wyniosły 1,48 mld zł i były zbliżone do poniesionych w analogicznym okresie ubiegłego roku (1,5 mld zł). Największe nakłady zostały poniesione w Segmencie Dystrybucja (793 mln zł), w którym capex przeznaczony był przede wszystkim na modernizację sieci dystrybucyjnej (436 mln zł) oraz budowę nowych przyłączy (288 mln zł).

Istotna cześć nakładów w segmencie Wytwarzanie (437 mln zł) przeznaczona była na budowę bloku o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Planowane całkowite wydatki na budowę tej jednostki osiągną poziom ok. 6,2 mld zł. Blok zostanie przekazany do eksploatacji w listopadzie 2019 r.

Zadłużenie i finansowanie

Na koniec czerwca 2018 r. zobowiązania finansowe netto Grupy TAURON wyniosły 8,4 mld zł i były wyższe o 4,7 proc. w porównaniu ze stanem na 31 grudnia 2017 r. Dzięki działaniom mającym na celu optymalizację źródeł finansowania Grupa TAURON utrzymuje wskaźnik długu netto do EBITDA na stabilnym i bezpiecznym poziomie. Na koniec czerwca wskaźnik ten wynosił 2,3.

SSK S.A. zakończyła pierwsze półrocze 2018 roku zyskiem EBITDA oraz wzrostem przychodów netto ze sprzedaży w ujęciu rdr.

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, zakończyła pierwsze półrocze 2018 roku zyskiem EBITDA oraz wzrostem przychodów netto ze sprzedaży w ujęciu rdr. Emitent realizuje nowe projekty i pracuje nad pozyskaniem kolejnych kontraktów.

Spółka osiągnęła w pierwszym półroczu 2018 r. zysk EBITDA w wysokości ponad 2 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły w tym okresie 1.695 tys. zł. Rok wcześniej przychody netto ze sprzedaży SSK S.A. sięgnęły 1.676 tys. zł. Emitent utrzymuje stałą poprawę wyników finansowych w porównaniu do poprzednich lat m.in. dzięki ciągłej optymalizacji posiadanych zasobów oraz utrzymaniu wysokiej dyscypliny kosztowej i to pomimo mocno rosnących wynagrodzeń pracowników w branży IT. W 2 kw. 2018 r. Spółka pozyskała środki z pożyczki udzielonej przez Akcjonariusza w kwocie 300 tys. zł, które pozwolą na poprawę płynności finansowej oraz realizację nowych przedsięwzięć biznesowych mających wygenerować wzrost przychodów. Zarząd SSK S.A. przewiduje, że podejmowane działania w obszarze biznesowym oraz operacyjnym przełożą się na dalszą poprawę sprzedaży i zwiększenie rentowności.

 „Utrzymanie w pierwszej połowie roku pozytywnego trendu poprawy wyników finansowych dzięki przeprowadzonej w minionych okresach głębokiej restrukturyzacji zasobów pozwala na prezentację umiarkowanego optymizmu co do wyników Spółki w drugim półroczu i w całym 2018 roku – w szczególności zysku EBITDA. Na wykazywany poziom zysku netto nadal negatywny wpływ ma relatywnie wysoki koszt amortyzacji będący pokłosiem nieudanych inwestycji realizowanych przez Spółkę w latach 2013-2014.” – wyjaśnia Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Emitent w minionym kwartale koncentrował swoje działania handlowe na kontynuacji aktywności związanych z wprowadzeniem na rynek kompleksowej oferty w zakresie przygotowania podmiotów do spełniania wymogów rozporządzenia RODO i pozyskaniu kolejnych klientów, co pozwoliło na podpisanie umów z podmiotami na realizację usług w tym segmencie biznesowym zarówno w warstwie technologicznej, jak i organizacyjno-prawnej. SSK S.A. sfinalizowała prace w obszarze RODO realizowane dla kilku podmiotów. Spółka podpisała także umowę z PGNiG Gazoprojekt z siedzibą we Wrocławiu na modernizację serwerowni i przeprowadziła prace zgodnie z przyjętym harmonogramem.

SSK S.A. przygotowywała się do procesu relokacji biura i zasobów dotychczasowej serwerowni w związku ze zmianą siedziby. Emitent prowadził uzgodnienia i negocjacje handlowe z wybranymi oferentami. Zarząd Spółki dokonał też weryfikacji umów zawartych z dostawcami usług pod kątem optymalizacji kosztów w nowej lokalizacji.

„Spółka w okresie drugiego kwartału zakończyła z sukcesem realizację trzech projektów obejmujących audyty organizacyjno-prawne oraz audyty bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych w kontekście wymagań rozporządzenia RODO oraz pozyskała czterech nowych kontrahentów na realizację tego typu usług. Równolegle bazując na kompetencjach ugruntowanych wielokrotną realizacją projektów integracyjnych dot. projektowania, wykonywania i modernizacji serwerowni pozyskała kolejne zamówienie tego typu, tym razem na modernizację serwerowni w firmie PGNiG Gazoprojekt. Sporym wyzwaniem dla zespołu technicznego i logistycznego były jednocześnie prace i aktywności związane z planowaną relokacją zasobów Spółki. Proces ten został powiązany z weryfikacją i optymalizacją kosztów usług telekomunikacyjnych niezbędnych w prowadzonej działalności.” – zakończył Prezes Bartoń.

„Facility & Property Managment – bezpieczna i oszczędna nieruchomość” 29 sierpnia 2018 w Warszawie

facility_miniPolski Instytut Rozwoju Biznesu wraz z Portalem CEO Magazyn Polska ma zaszczyt zaprosić do udziału w X edycji konferencji „Facility & Property Managment – bezpieczna i oszczędna nieruchomość”, która odbędzie się 29 sierpnia 2018 w Warszawie.
Udział w wydarzeniu jest bezpłatny, wymagana jest wcześniejsza rejestracja.

            Zarządzanie nieruchomością, to proces trudny i złożony. Wymaga on dużego zaangażowania i przyjęcia na siebie ogromnej odpowiedzialności. Zawód zarządcy nieruchomości wciąż zyskuje na znaczeniu. Zmusza to osoby wykonujące ten zawód do ciągłego podnoszenia kwalifikacji. Celem organizowanego przez nas spotkania jest przedstawienie najnowszych trendów w obszarze nieruchomości. Eksperci, których zapraszamy, postarają się poszerzyć Państwa wiedzę na temat możliwości, jakie niosą za sobą nowe technologie. Przekonamy się, jak rozwija się branża nieruchomości w Polsce.

            Spotkanie dedykujemy właścicielom obiektów (biur, centrów handlowych, magazynów, hipermarketów, sieci sklepów), Facility Menedżerom, Property Menedżerom, Dyrektorom ds. Zarządzania Nieruchomościami, Dyrektorom administracyjnym, Dyrektorom technicznym, Zarządcom nieruchomości komercyjnych, Deweloperom, Architektom.

Prelekcje poprowadzą m.in.:

– Maciej Wiśniewski –  Członek Zarządu IFMA Polska
„PropTech a bezpieczna i oszczędna nieruchomość”
(Czy wszechobecny PropTech podniesie bezpieczeństwo nieruchomości, a może zoptymalizuje koszty jej funkcjonowania? Gdzie jest miejsce Facility i Property Managerów w dobie zmian technologicznych?)
– Szymon Śliwiński – Regional Key Account Manager, Apleona HSG Sp. z o.o.
„Analiza statystyczna + technologia = oszczędności”

(Jak można wykorzystać dostępne dane (wskazania liczników mediów, harmonogram pracy urządzeń) do optymalizacji zużycia mediów. Wykorzystanie dostępnych na rynku możliwości technologicznych, aby efekt optymalizacji był jak najbardziej wymierny bez uszczerbku dla komfortu najemcy.)
– Noemi Chudzik LL.M. – Partner Chudzik i Wspólnicy Radcowie Prawni Sp. p.
„Terminowe umowy najmu – aspekty prawne”
(Możliwości podwyższenia czynszu najmu przy długoletniej umowie najmu, waloryzacja i zmiany opłat eksploatacyjnych w odnosieniu do najnowszego orzecznictwa dotyczącego terminowych umów najmu.)
– Paweł Soboń – Regionalny Kierownik Sprzedaży w Belimo Siłowniki S.A.
„Nowoczesność i oszczędności przy modernizacji istniejących instalacji”
(Możliwości techniczne produktów Belimo pod kątem modernizacji istniejących instalacji. Korzyści i możliwe oszczędności wynikające z zastosowania produktów Belimo. Technologia chmury)
– Mirosław Czarnik – Prezes Zarządu GPP Business Park S.A.
Łukasz Rybacki – Wiceprezes Zarządu MBC Automatyka i Wentylacja Sp. z o.o.
„BMS = komfort, bezpieczeństwo i oszczędności. GPP Business Park – case study.”
– Janusz Gutowski – Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Zarządców Nieruchomości

Tematyka konferencji:
– building management system
– monitoring wizyjny i kontrola dostępu
– systemy automatyki i bezpieczeństwa w budynkach
– zarządzanie: środkami trwałymi, projektami, kontraktami, relacjami z klientem
– Big Data, technologie mobilne i chmurowe
– zarządzanie wydajnością przedsiębiorstwa, kontrola finansowa
– planowanie i zarządzanie jakością,  planowanie i zarządzanie przestrzenią użytkową
– systemy utrzymania obiektów i urządzeń
– outsourcing (ekonomiczny, techniczny, infrastrukturalny)
– green building – zielony wymiar funkcjonowania obiektów
– zarządzanie nieruchomościami

Lokalizacja: Centrum Bankowo-Finansowe „Nowy Świat” S.A., ul. Nowy Świat 6/12, 00-400 Warszawa

Czas trwania: 09.30 – 14:30

Uczestnikom zapewniamy: materiały konferencyjne, przerwy kawowe, możliwość konsultacji z Ekspertami.

Firmy zainteresowane udziałem w konferencji prosimy o kontakt.

Kontakt z organizatorem:

Martyna Mystkowska – Gibowicz
Młodszy specjalista ds. organizacji konferencji
mobile: +48/786 146 013
e-mail: [email protected]