ZUS poinformował, że wpłacone do FUS składki na ubezpieczenia społeczne wzrosły w pierwszej połowie roku o 9,2% r/r. Ich wzrost odzwierciedla bardzo dobrą sytuację na rynku pracy – wzrost funduszu płac oraz zmianę charakteru migracji (coraz więcej ubezpieczonych cudzoziemców). Dobra sytuacja finansowa FUS umożliwia rezygnację z części dotacji budżetowej dla funduszu ograniczając deficyt na szczeblu centralnym i w całym sektorze finansów publicznych.
W jaki sposób płacimy za zakupy w Internecie?
Na zlecenie KIR i ZBP, instytut Kantar TNS zapytał klientów banków o ich preferencje dotyczące płatności za e-zakupy*. Z badania wynika, że choć nadal chętnie płacimy gotówką przy odbiorze przesyłki, to duża część badanych korzysta np. z przedpłaty przelewem, chcąc aby pieniądze trafiły bezpośrednio do sprzedawcy lub płaci on-line, szukając na stronie e-sklepu logo swojego banku. Najbardziej popularnym sposobem płacenia w branży e-commerce wśród polskich internautów są przelewy typu pay-by-link[1], np. obsługiwany przez KIR system Paybynet.
Liczba osób kupujących w sieci zwiększa się systematycznie z roku na rok. W 2017 r. zakupy on-line robiło 54 proc. internautów – to ok. 15 mln Polaków.[2] Coraz więcej sklepów stacjonarnych uruchamia równocześnie własne witryny zakupowe on-line. Według badań, w 2018 r. szacowana wartość rynku e-commerce w Polsce przekroczy 50 mld złotych, a w 2020 r. ma wynieść około 70 mld złotych.[3]
W tegorocznym badaniu, zrealizowanym przez Kantar TNS, 40 proc. ankietowanych zadeklarowało, że robi zakupy w Internecie. Wyniki pokazują, że wciąż najwięcej, bo 48 proc. osób wybiera płatność gotówką przy odbiorze towaru. Kolejnymi dwoma najpopularniejszymi odpowiedziami, które wskazało tyle samo badanych (31 proc.) są: płatność on-line na stronie banku lub przedpłata przelewem. Robiąc zakupy w sieci, 14 proc. badanych sprawdza dokładnie na czyje konto wysłany zostanie przelew. Niespełna co dziesiąty badany szuka logo systemu płatności, które zna i dokonuje płatności za zakupy. Natomiast zaledwie 3 proc. badanych płaci za zakupy on-line za pomocą urządzenia mobilnego np. telefonu komórkowego.
– Wyniki badania pokazują, że kupując on-line chcemy mieć pewność, że nasze zakupy zostaną zrealizowane szybko, a płatność trafi bezpiecznie do odbiorcy – komentuje Artur Wojtczuk, dyrektor Linii biznesowej płatności internetowe w KIR. – Płatności wykonane poprzez Paybynet są realizowane bezpośrednio z konta bankowego płatnika na konto bankowe sklepu. KIR na żadnym etapie płatności nie ma styczności ze środkami finansowymi sklepu, co w sposób istotny wpływa na wiarygodność transakcji – zaznacza Artur Wojtczuk.
*) Badanie przeprowadzone zostało w marcu 2018 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie klientów banków w wieku 15 lat i więcej. Liczebność próby: N=400.
[1] https://businessinsider.com.pl/finanse/handel/e-commerce-rozwoj-i-analiza-polskiego-rynku/md43h0s
[2] https://businessinsider.com.pl/finanse/handel/e-commerce-rozwoj-i-analiza-polskiego-rynku/md43h0s
[3] https://businessinsider.com.pl/finanse/handel/e-commerce-rozwoj-i-analiza-polskiego-rynku/md43h0s
Benzyna wreszcie zdetronizowała diesla
Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że już nie diesle, ale silniki benzynowe są najchętniej wybierane przy zakupie nowych aut osobowych w Europie Zachodniej. Udział diesli wśród nowo zarejestrowanych aut spadł z 49,9% w 2016 r. do 44,8% w 2017 r., natomiast nowych osobówek na benzynę wzrósł z 45,9% do 49,4%. W Polsce napędy benzynowe dominują już od kilku lat i cały czas obserwujemy trend wzrostowy – w 2017 roku 66,5% udział, podczas gdy w 2016 – 64,3%. Eksperci Exact Systems zwracają uwagę, że rośnie, choć powoli, zainteresowanie napędami alternatywnymi, których udział w europejskim rynku wzrósł do 5,8%. Pozytywny wyjątek stanowi Norwegia, w której w 2017 roku ponad połowa sprzedanych nowych samochodów była z napędem elektrycznym lub hybrydowym.

– Wyniki opublikowane przez ACEA potwierdzają tezę, iż kończy się pewna era w europejskiej motoryzacji i znajdujemy się w momencie przełomowym. Świadczy o tym powrót do łask silników benzynowych i zdetronizowanie diesla, a także bardzo prężny rozwój rynku ekoaut, w czym bezsprzecznym liderem pozostaje Norwegia. Chociaż silniki diesla były w Europie wiodącym napędem przez prawie dwie dekady, a stopniowy odwrót konsumentów od pojazdów na olej napędowy obserwujemy dopiero od 3 lat, to wydaje się, że przechodzenie na silniki niskoemisyjne będzie trwałym trendem, do którego producenci motoryzacyjni muszą dostosować swoje oferty – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.
Benzyna paliwem numer jeden w Europie[1]
Po wielu latach dominacji aut z silnikami na olej napędowy, ich popularność w Europie obecnie spada, na czym zyskuje przede wszystkim benzyna, a w mniejszym stopniu napędy alternatywne. Jak podaje ACEA, w państwach starej Unii (tzw. EU 15) struktura nowo zarejestrowanych samochodów pod względem rodzaju napędu wygląda następująco: benzyna 49,4%, olej napędowy 44,8%, napędy alternatywne, w tym elektryczne i hybrydowe, 5,8%.
W 2017 r. udział diesla zmniejszył się we wszystkich państwach EU 15, a zwłaszcza w Luksemburgu, Grecji i Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów wyraźnie widać tendencję odchodzenia od zakupu diesli (45,8% w 2016, 38,7% w 2017) na rzecz aut benzynowych (52,2% w 2016, 57,9% w 2017). Warto też podkreślić, że w ubiegłym roku w Niemczech podwoiła się liczba aut elektrycznych. Zmniejszenie zainteresowania pojazdami na olej napędowy obserwujemy też we Francji, gdzie również benzyna zdetronizowała diesel i odpowiada już za 47,6% sprzedaży nowych aut nad Loarą, co oznacza wzrost o prawie 4 p.p. r/r.
Bastionami zwolenników silników diesla pozostają kraje, w których rynkowy udział napędów na olej napędowy wciąż przekracza 50%. Do tego grona zaliczają się Irlandia (65,2%), Portugalia (61,5%) oraz Włochy (56,3%).
Norwegia, królowa elektromobilności
Kompletnie na drugim motoryzacyjnym biegunie niż państwa EU 15 znajduje się Norwegia. Norweskie społeczeństwo jest zamożne i bardzo świadome ekologicznie, co przekłada się bezpośrednio na decyzje podejmowane przez Norwegów podczas kupna nowego samochodu. W tym skandynawskim kraju spada udział zarówno diesla jak i benzyny (odpowiednio o 7,7p.p. i 4,3 p.p.), a ich miejsce zajmują napędy alternatywne, w tym głównie elektryczne. Norwegia jest pierwszym krajem na świecie, gdzie liczba aut z napędem alternatywnym przekroczyła połowę wszystkich rejestracji (52,2% w 2017 r. w porównaniu do 40,2% rok wcześniej).
Polska droga do elektromobilności
Jak na tle Europy Zachodniej wypada Polska? Nad Wisłą również spada udział diesla, na czym zyskują benzyna i napędy alternatywne, przede wszystkim hybrydowe. Z danych opublikowanych przez PZPM wynika, że już w tej chwili rejestrujemy znacznie mniej diesli niż wynosi średnia w krajach EU 15 (27,8% vs. 44,8%), lecz jest to skompensowane głównie wysoką sprzedażą aut benzynowych. Ich udział wynosi w Polsce aż 66,5% przy 49,4% dla EU 15. Samochody elektryczne wciąż są rzadkością na polskich drogach. Co prawda ich liczba podwoiła się z 556 w 2016 r. do 1068 w 2017 r., ale do Norwegii jest nam naprawdę daleko. Napędy elektryczne stanowią tylko dwa promile w łącznej sprzedaży nowych aut w Polsce.
[1] Dane ACEA obejmujące Europę Zachodnią (15 krajów): https://www.acea.be/statistics/article/trends-in-fuel-type-of-new-cars-between-2016-and-2017-by-country
Kredytobiorcy frankowi i ich kredyty
Systematycznie maleje liczba zobowiązań mieszkaniowych zaciągniętych w walucie szwajcarskiej – w czerwcu 2018 r., w porównaniu do czerwca 2017 r. w ujęciu liczbowym, ubyło 27 tys. rachunków. Obecnie pozostaje w spłacie już tylko 482 tys. kredytów frankowych. Według danych BIK na koniec czerwca 2018 r. portfel kredytów frankowych wyniósł 110,7 mld zł., a wskutek spłat zobowiązań przez kredytobiorców i umocnienia złotego o 10 gr., jego wartość w ciągu roku obniżyła się o 13,6 mld zł.
Ciekawe liczby
- o 13,6 mld zł zmniejszyło się zadłużenie we franku szwajcarskim w czerwcu 2018 r., w porównaniu do czerwca 2017 r.
- 162,2 mld zł to najwyższe zadłużenie w przeliczeniu na PLN w kredytach frankowych w 2011 r.
- 110,7 mld zł – tyle obecnie wynosi zadłużenie w przeliczeniu na PLN w kredytach frankowych (VI.2018 r.);
- co piąty (20,4%) czynny kredyt mieszkaniowy jest nominowany we franku;
- co czwarta (26,4%) obsługiwana złotówka (po przeliczeniu walut na złote po bieżącym kursie) pochodzi z kredytów frankowych.
Liczba zobowiązań hipotecznych obsługiwanych we frankach szwajcarskich stale zmniejsza się, w 2016 r. banki obsługiwały 530,61 tys. kredytów, a obecnie o 9% mniej. W czerwcu 2018 r., w porównaniu do czerwca 2017 r. w ujęciu liczbowym, ubyło 27 tys. rachunków mieszkaniowych zaciągniętych w CHF.
Portfel kredytowy Polaków
Bazy BIK, zawierające informacje o 15,35 mln kredytobiorców w Polsce, odnotowują obecnie 5,5% udział osób spłacających zobowiązania we frankach. Kwota do spłaty wszystkich kredytobiorców bez względu na walutę wynosi w przeliczeniu na złote 608,50 mld zł, z czego 138,56 mld zł to wartość do spłaty wszystkich rodzajów kredytów posiadanych przez kredytobiorców frankowych.
Liczba wszystkich kredytów posiadanych przez frankowiczów wynosi 1,73 mln szt., co stanowi 6,1% spośród 28,30 mln szt. kredytów obsługiwanych przez wszystkich Polaków łącznie.
Kredytobiorcy frankowi i ich kredyty
Łączna kwota do spłaty z tytułu kredytów mieszkaniowych w CHF to 110,71 mld zł a całkowite aktualne zadłużenie kredytobiorców frankowych z tytułu wszystkich posiadanych produktów kredytowych to 138,56 mld zł. Na tę wartość składają się oprócz frankowych, i zaciągniętych w innych walutach (głównie w zł) kredytów mieszkaniowych na kwotę 128,35 mld zł, kredyty konsumpcyjne o wartości 7,54 mld zł, następnie karty kredytowe na kwotę do spłaty wynoszącą 1,50 mld zł, a także udzielone limity kredytowe w wysokości do spłaty 1,17 mld zł.
– Spadek wartości kredytów spłacanych w szwajcarskiej walucie spowodowany jest z jednej strony niższą wartością kursu franka szwajcarskiego, którego wartość na dzień 29.06.2018 r. wynosiła 3,77 zł, a z drugiej solidną spłatą zobowiązań – mówi dr Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura informacji Kredytowej. – Wpływ na jakość portfela frankowego mają niskie stopy procentowe oraz wzrost poziomu wynagrodzeń – dodaje.
Jakość kredytów frankowych
Walutowe kredyty hipoteczne cechują się niskim poziomem szkodowości. Jakość kredytów zaciągniętych we frankach szwajcarskich okazała się być lepsza od złotowych.
– Prawdopodobnie wskutek realizacji przez banki rekomendacji KNF z 2006 r., nakazującej stosowanie przez banki rygorystycznych zasad oceny zdolności kredytowej przy udzielaniu kredytów walutowych, tylko 2,3% kredytów udzielonych we frankach okazało się straconymi, czyli zostało przekazane do windykacji, sprzedane bądź pozostaje w portfelach jako opóźnione powyżej 90 dni. W przypadku kredytów mieszkaniowych udzielonych w złotych odsetek ten jest wyższy i wynosi 2,8% – podsumowuje dr Topiński.
Otoczenie wokół USD nie jest korzystne, ale EUR też nie ma za sobą zbyt dobrej prasy
USA i Meksyk wynegocjowały nowe porozumienie handlowe, ale nie ma pewności czy Kanada dołączy do umowy. CAD czeka, a MXN gasi pierwotną euforię, gdyż ryzyko wyrzucenia NAFTA do kosza odbiera pozytywnego uroku z porozumienia i przypomina, że Trump prowadzi ostrą i często nieracjonalną grę.
Wczorajsze ogłoszenie przez Trumpa porozumienia nie obyło się bez gorzkich słów, jakoby NAFTA ma złe konotacje, gdyż prowadziła do rozkradania USA, a on sam preferuje bilateralne umowy. Mimo to Meksyk podtrzymuje, że finalne porozumienie ma być trójstronne i decyzje mają zostać podjęte pod koniec tygodnia. Mimo otrąbionego przez Trumpa sukcesu, źródła donoszą, że kilka ważnych kwestii nie zostało jeszcze uzgodnionych i przy stole negocjacyjnym potrzeba jeszcze obecności Kanady. Minister handlu Kanady Freeland leci dziś do Waszyngtonu z nadzieją na zamknięcie negocjacji. Powściągliwość CAD w reakcji na finalizację rozmów jest zrozumiała, ale też i MXN nie wykazuje większej euforii. Choć Trump wysłał bilateralne porozumienie do zatwierdzenia przez Kongres, ten nie do końca może chcieć działać na rzec pogrzebania trójstronnego NAFTA. Tak samo nie chce przykładać ręki do wywierania presji na Kanadę. Stąd MXN i CAD czekają na rozstrzygnięcia.
Reszta FX wyciąga nieco optymizmu z faktu, że przynajmniej na pewnych frontach wojen handlowych jest bliżej przerwania walk. Apetyt na ryzyko pcha w górę m.in. AUD i NZD, a indeksy na Wall Street biją kolejne rekordy. USD znalazł się w defensywie, gdyż traci atut bezpiecznej przystani. Dodatkową siłą ściągającą dolara niżej są piątkowe słowa prezesa Fed Powella na sympozjum w Jackson Hole. Ponieważ część uczestników rynku liczyła na jastrzębie wzmianki (których nie otrzymała), rozczarowanie prowadzi do wypłaszczania krzywej rentowności w USA, gdyż rynek nie otrzymał zapewnienia, że Fed zamierza przyspieszać tempo podwyżek stóp procentowych. Brak świeżego impulsu z Fed pozostawia USD bez żadnego krótkoterminowego paliwa do wzrostów, co może potęgować realizację zysków na koniec miesiąca.
EUR/USD po dwóch tygodniach solidnych wzrostów testuje górne ograniczenie wakacyjnej konsolidacji przy 1,17, co może być ważnym testem sentymentu, choć ważniejszą barierą są dopiero okolice 1,1750. Otoczenie wokół USD nie jest korzystne, ale EUR też nie ma za sobą zbyt dobrej prasy. Rynek wciąż jest zaniepokojony skutkami kryzysu tureckiego na europejski system bankowy, jak również niejasne perspektywy budżetu Włoch rodzą spekulacje o obniżce ratingu. Jeśli te dwa tematy zostaną podchwycone w tym tygodniu, pierwotny optymizm może zostać łatwo zgaszony, co w szerszym kontekście może przyhamować rynek akcji i waluty ryzykowne, a w zamian pomóc CHF i JPY. Nie zapominajmy też, że w tym tygodniu mierzymy się z końcem miesiąca, a przetasowania w pozycjach prowadzą niekiedy do zaskakujących zmian.
Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.
Deloitte: Współpraca firm ubezpieczeniowych ze spółkami z sektora InsurTech jest nieunikniona
Firmy ubezpieczeniowe na całym świecie szukają nowych możliwości wzrostu, ale z każdym rokiem jest to coraz trudniejsze. Rosnące wymagania klientów, którzy wciąż niechętnie kupują ubezpieczenia, a także technologie, takie jak sztuczna inteligencja, mają ogromny wpływ na sektor ubezpieczeniowy. Autorzy raportu „A catalyst for change: How fintech has sparked a revolution in insurance”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, przewidują, że w najbliższych latach branża ubezpieczeniowa przejdzie rewolucję. Chcąc utrzymać dotychczasowych klientów i pozyskać nowych, będzie musiała znacznie uprościć i uelastycznić swoje produkty oraz zainwestować w nowe technologie.
Po dość długim okresie stabilności, przyszłość branży ubezpieczeniowej stoi pod znakiem zapytania.
– Zwiększanie przychodów i zysków przychodzi ubezpieczycielom z coraz większym trudem. Ci, którym się to nadal udaje, działają głównie na rynkach wschodzących, dających szansę na wzrost. Jednak, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, istnieje wciąż duża grupa ludzi, którzy nie są zainteresowani zakupem produktów ubezpieczeniowych, a firmy z tego sektora nie mają skutecznego pomysłu, jak ich do tego przekonać. Dlatego ta branża powinna w większym stopniu koncentrować się na klientach i ich potrzebach – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce, Deloitte.
To, co zniechęca do ubezpieczania się, to w dużej mierze wysokie koszty, skomplikowane produkty oraz procedury ubezpieczeniowe. Poza tym, w momencie zakupu ubezpieczenia klienci nie otrzymują żadnych realnych korzyści. Są one odczuwalne dopiero w momencie wystąpienia określonych okoliczności. Co więcej, klientom często towarzyszy poczucie, że płacą za coś, z czego być może nigdy nie skorzystają.
– Inaczej niż w innych branżach wciąż niewielu ubezpieczycieli przygotowuje produkty skrojone pod potrzeby klientów, a ci coraz częściej szukają spersonalizowanej, mało skomplikowanej oferty oraz szybkiej obsługi – mówi Grzegorz Cimochowski. Nie bez znaczenia jest również to, że konsumenci kwestionują trafność niektórych produktów, w szczególności tych, których zakup nie jest wymagany przez prawo (jak choćby OC komunikacyjne). To wpływa negatywnie na wyniki finansowe ubezpieczycieli.
Konkurencja czy partnerstwo
Dodatkowym czynnikiem, który skutkuje coraz mniej korzystną sytuacją firm ubezpieczeniowych jest rozwój InsurTechów, czyli start-upów ubezpieczeniowych. Zdaniem ekspertów Deloitte, ich wpływ na branżę będzie podobny do tego, którego dokonał się za sprawą Fintechów w sektorze bankowym.

Technologiczne wyzwania
Raport Deloitte wylicza również zdobycze technologiczne, które mają lub będą miały duży wpływ na kierunek, w którym podąży branża ubezpieczeniowa. Należą do nich m.in. rozszerzona rzeczywistość, internet rzeczy (IoT), który będzie odgrywał rolę chociażby w ubezpieczaniu nieruchomości czy sztuczna inteligencja (AI). Ta ostatnia technologia jest obecnie wykorzystywana przy tzw. underwritingu, czyli procesie oceny i klasyfikacji ryzyka ubezpieczeniowego. Technologie rewolucjonizują inne dziedziny życia, które mają ogromny wpływ na to, jak działa cała branża. Są to m.in. motoryzacja oraz medycyna, w tym w szczególności genetyka. I tak na przykład sztuczna inteligencja, wykorzystywana w samochodach autonomicznych, prawdopodobnie zmieni znacznie model konstrukcji ubezpieczeń komunikacyjnych.
Cztery możliwe scenariusze
Te wszystkie czynniki sprawiają, że branża ubezpieczeniowa znajduje się w momencie, w którym będzie musiała stworzyć nowe modele biznesowe, jeśli chce pozostać na fali wzrostu. Raport Deloitte przedstawia cztery możliwe scenariusze ich rozwoju:
- Różne kanały sprzedaży – współpraca z partnerami, np. z bankami, to coraz popularniejsza praktyka wśród ubezpieczycieli, którzy chcą pozyskać nowych klientów. Dzięki temu konsumenci mają szansę otrzymać ubezpieczenie „skrojone na miarę”, dostosowane do indywidualnych potrzeb i oczekiwań,
- Ocena ryzyka w oparciu o technologię – postęp technologiczny, w tym innowacje i algorytmy sztucznej inteligencji, prawdopodobnie zindywidualizują ocenę ryzyka oraz wyznaczanie wartości sum ubezpieczenia, a klienci będą mogli wybierać produkty w oparciu o szerszy zakres cen i opcji ochrony. W tym modelu ubezpieczyciele muszą zainwestować we współpracę z dostawcami technologii.
- Zwiększenie elastyczności produktu: oferta ubezpieczeniowa będzie ewoluować tak, aby dostosować się do potrzeb klienta, jego stylu życia i zmian, które się w nim dokonują.
- Proste ubezpieczenie na życie – ubezpieczyciele wprowadzający produkty o elastycznej strukturze i doskonalący dystrybucję kanałami cyfrowymi bez uszczerbku dla underwritingu prawdopodobnie osiągną przewagę konkurencyjną na rynku.
– Ubezpieczyciele, którzy wdrożą technologię i będą umieli z niej korzystać, a dodatkowo nauczą się szybko reagować na to, co dzieje się na rynku, okażą się zwycięzcami. Ale chodzi nie tylko o umiejętność wykorzystania technologii – zaznacza Grzegorz Cimochowski. – To także kwestia zarządzania złożonymi zmianami i zakłóceniami wewnątrz firmy, jak chociażby pogodzenia ludzi z robotami, a także decyzji czy i jak wejść w partnerstwo z InsurTechami. Rzuciły one wyzwanie tradycyjnym ubezpieczycielom i tylko od nich zależy, czy wykorzystają to jako szansę czy będzie to dla nich zagrożenie – podsumowuje.
Rozwój gospodarczy i wzrost PKB na świecie – czy w 2018 roku szczyt koniunktury jest już za nami?
Euler Hermes, wiodący ubezpieczyciel kredytów na świecie, dokonał przeglądu swojego międzynarodowego scenariusza makroekonomicznego i zaktualizował własne prognozy wzrostu gospodarczego dla poszczególnych kontynentów/regionów. Ekonomiści Euler Hermes zwracają uwagę na fakt, iż pomimo tego, że w 2018 i 2019 r. tempo wzrostu gospodarczego na świecie wciąż powinno utrzymać swoją dynamikę, to jednak cykl gospodarczy dobiega końca. Wpływ na to ma koniec dotychczasowego efektu współwystępowania i wzajemnego wzmacniania się głównych czynników wzrostu.
Kluczowe tezy:
- Wzrost gospodarczy na świecie w 2018 roku wyniesie +3,3%, a w 2019 r. +3,1%. Koniec obecnego cyklu gospodarczego mogą przyśpieszyć wstrząsy: inflacyjny, stóp procentowych i niepewności co do stabilności polityki gospodarczej.
- W USA spodziewany jest wzrost gospodarczy w tempie +2,9% w 2018r. oraz +2,4% w 2019r., co pociągnie za sobą podwyżki stóp procentowych, mające zapobiec przegrzaniu gospodarki oraz ograniczenie zadłużenia państwa.
- Po najwyższej od 10 lat stopie wzrostu w 2017 r. na poziomie +2,6 % gospodarka europejska powinna spowolnić do +2,1 % i +1,9 % w 2018 i 2019 r. Co prawda popyt wewnątrz strefowy zrównoważy mniejszy eksport, jednak rozwojowi gospodarczemu nie sprzyja niestabilność polityczna.
- Stabilizującą rolę regionu Azji odegrają Chiny, które właśnie przechodzą efektywną transformację modelu swojego wzrostu. Azja powinna urosnąć w tempie bliskim +5% w 2018 i 2019 r.
- W przypadku Ameryki Łacińskiej wzrost powinien przyspieszyć do +2 % w 2018 r. i +2,4 % w 2019 r. (+1,2 % w 2017 r.), ale w mniejszym stopniu niż początkowo zakładano. Wynika to głównie z korekt wzrostu gospodarczego w Argentynie i Brazylii.
- Euler Hermes przewiduje, że wzrost gospodarczy w Afryce przyspieszy do +3,9% i +4,3% w 2018 i 2019 r. (+3,4% w 2017 r.), czego przyczyną będzie spodziewane ożywienie na rynku ropy.
Świat: trzy wstrząsy mogą mieć wpływ na obecny cykl wzrostu gospodarczego
W 2018 r. tempo światowego wzrostu gospodarczego powinno przyspieszyć do +3,3%, w porównaniu z +3,2% w 2017 r. Dynamika wciąż jest więc pozytywna, lecz siły napędzające światową gospodarkę mogą w tym roku przestać się zazębiać. W momencie, gdy wzrost gospodarczy w USA powinien w 2018 r. przyspieszyć, w Europie i Chinach spodziewane jest spowolnienie gospodarcze.
Obecny cykl w światowej gospodarce może dosyć szybko osiągnąć swój kres, a przyczyną tego mogą być trzy wstrząsy gospodarcze o globalnym zasięgu: wstrząs inflacyjny – wzrost cen na poziomie światowym w następstwie wzrostu cen ropy naftowej (spodziewany średnio poziom to 72 USD w 2018 r.), wstrząs stóp procentowych – wywołany prawdopodobnym zaostrzeniem polityki pieniężnej Fed w celu powstrzymania ryzyka przegrzania gospodarki amerykańskiej oraz ostatnia przyczyna – szok wynikający ze wzrostu amerykańskiego protekcjonizmu, co powoduje dużą niepewność co do stabilności polityki gospodarczej.
Euler Hermes uważa, że światowa gospodarka jest w stanie zaabsorbować te wstrząsy i ograniczyć ich wpływ. Jako wiodący na świecie ubezpieczyciel transakcji handlowych prognozujemy umiarkowane spowolnienie gospodarcze w 2019 roku, co sugeruje, że szczyt światowego wzrostu jest już za nami. Jednak spowolnienie to powinno być umiarkowane, a tempo wzrostu światowego PKB powinno osiągnąć + 3,1%.
USA: Bodźce budżetowe działają, ale nie może to trwać zbyt długo
Gospodarka Stanów Zjednoczonych bardzo dobrze reaguje na bodźce fiskalne, głównie obniżki podatków wprowadzone przez administrację prezydenta Trumpa. Działania te przynoszą korzyści zarówno przedsiębiorstwom, jak i gospodarstwom domowym i w związku z tym powinny umożliwić przyspieszenie wzrostu gospodarczego w 2018 r. do +2,9 % (+2,3 % w 2017 r.).
Jednakże, aby uniknąć przegrzania gospodarki, bank rezerw federalnych (Fed) z pewnością będzie musiał zacieśnić swoją politykę pieniężną szybciej, niż tego oczekiwano. Euler Hermes spodziewa się dwóch podwyżek stóp procentowych do końca 2018 r. i dwóch kolejnych w 2019 r., co spowolniłoby inwestycje mieszkaniowe i konsumpcję gospodarstw domowych.
Duży wpływ na deficyt publiczny ma również szczodrość budżetowa władz amerykańskich. W 2017 r. deficyt ten wyniósł wprawdzie 3,7% PKB, ale oczekuje się, że w 2018 r. wyniesie już 4%, a w 2019 r. – 4,5 %. W związku z tym w nadchodzących miesiącach priorytetem może być przywrócenie równowagi budżetowej.
Biorąc te wszystkie czynniki pod uwagę Euler Hermes szacuje, że tempo wzrostu gospodarczego w USA powinno w 2019 roku spowolnić do +2,4%.
Europa: wzrost spowolnił, ale i tak jest na wyrost – nadal powyżej potencjału
Po wysokiej stopie wzrostu w 2017 r. (+ 2,6 %, najwyższej od 10 lat) gospodarka europejska powinna spowolnić odpowiednio w 2018 i 2019 r. do +2,1 % i +1,9 %. Handel wewnątrz strefy UE i popyt krajowy na poszczególnych rynkach powinny wystarczająco zrekompensować spodziewane spowolnienie popytu zewnętrznego. Z drugiej strony odrodzenie się protekcjonizmu, nawet jeśli jest on obecnie pod kontrolą, wpływa na pewność prowadzenia biznesu – nastroje wśród przedsiębiorców. Dodatkowo niepewność polityczna wewnątrz Wspólnoty (Włochy, Brexit) zapowiada wysoką zmienność, koniec politycznej stabilności. Wreszcie, EBC zakończy w grudniu program luzowania ilościowego i oczekuje się, że pierwszy wzrost oprocentowania depozytów zostanie ogłoszony we wrześniu 2019 roku. Euler Hermes szacuje, że wzrost o +50pb kluczowej stopy procentowej spowoduje wzrost kosztów odsetkowych o 60 mld euro dla firm w strefie euro i o 14 mld euro tylko dla firm francuskich.
W tym kontekście przyspieszenie reform instytucjonalnych w Europie będzie miało kluczowe znaczenie dla zapewnienia jej zdolności do dalszej integracji.
Niemniej jednak region nadal korzysta z istotnych „poduszek bezpieczeństwa”, które chronią wzrost gospodarczy przed wstrząsami. Są to: (1) polityka budżetowa, która będzie bardziej ekspansywna w 2019 r., w szczególności w Niemczech i we Włoszech, a w trochę mniejszym stopniu w Hiszpanii; (2) konsumpcja, której towarzyszy przyspieszenie płac połączone z jedynie ograniczoną inflacją, co oznacza większą siłę nabywczą już w drugiej połowie 2018 r.; (3) utrzymujące się wysokie marże przedsiębiorstw; (4) wzrost dochodów powyżej poziomu sprzed kryzysu; oraz (5) dostępne rezerwy w gotówce na poziomie ponad 890 mld euro.
Nadwyżki są bardziej zauważalne w Europie Wschodniej, gdzie zrównoważony wzrost przyczynił się do przegrzania gospodarki. Dotyczy to w szczególności Turcji, gdzie oczekuje się, że w 2018 r. wzrost zmniejszy się o połowę, osiągając poziom 3,7 %.
Azja: Transformacja Chin przynosi korzyści całemu regionowi
W Azji Chiny odegrają rolę stabilizującą dzięki kontrolowanej transformacji swojego modelu rozwoju gospodarczego. Transformacja ta przyniesie korzyści całemu regionowi, a stopniowemu spadkowi chińskiej nadwyżki na rachunku obrotów bieżących (spodziewanej na poziomie 1 % PKB w 2018 r. w porównaniu z 10 % w 2007 r.) sprzyjać będzie eksport z krajów sąsiednich. Restrukturyzacji chińskiej gospodarki towarzyszy inteligentna kombinacja różnych działań tworzących razem spójną politykę pieniężną, który pozwala na stopniowe zmniejszanie zadłużenia i nadmiaru mocy produkcyjnych bez poważnego uszczerbku dla popytu krajowego. To miękkie lądowanie chińskiej gospodarki w połączeniu z mnożeniem inicjatyw współpracy handlowej przyniesie korzyści całej Azji, która powinna rosnąć w 2018 jak i w 2019 r. w tempie bliskim +5%.
Z drugiej strony konieczna jest jednak czujność – zwrócenie uwagi na stronę finansową. Zaostrzenie polityki pieniężnej USA może wywrzeć presję na waluty krajów o bliźniaczych deficytach (takich jak Indie czy Indonezja) oraz zachęcić ich banki centralne do przyjęcia proaktywnej polityki podwyższania stóp procentowych. Napięcia kursowe i zaostrzenie stóp procentowych (zewnętrznych i krajowych) mogą zagrozić nie tylko zadłużonym przedsiębiorstwom w regionie, ale w efekcie – także ich dostawcom…
Ameryka Łacińska: Liderzy regionu pod presją finansową i polityczną
W przypadku Ameryki Łacińskiej oczekiwane na koniec ubiegłego roku odbicie nadal się opóźnia. Wzrost powinien przyspieszyć do +2% w 2018 r. i +2,4% w 2019 r. (z +1,2% w 2017 r.), ale nadal – w mniejszym stopniu niż to początkowo można było zakładać. Wynika to głównie z korekt w dół wzrostu gospodarczego w Argentynie i Brazylii. Wzrost stóp procentowych w USA uwypuklił słabości regionu, poczynając od Argentyny, gdzie inflacja powyżej 25% i podwójne deficyty doprowadziły do sankcji rynkowych (argentyńskie peso zostało zdeprecjonowane o 45% od początku roku). Sytuacja powinna pozostać pod kontrolą, a wzrost ma wynieść +1,4% w 2018 r. i +1,7% w 2019 r. ( z +2,9 % w 2017 r.), dzięki wsparciu MFW do 2020 r.
W Brazylii ożywienie gospodarcze będzie wolniejsze niż oczekiwano, niemniej kraj ten powinien oprzeć się niestabilności dzięki korzystnej pozycji zewnętrznej, w 2018 r. spodziewany jest wzrost na poziomie +1,9% (+1% w 2017 r.). Perspektywy średniookresowe nadal ulegają pogorszeniu z powodu dryfujących finansów publicznych. Mimo to, żaden z kandydatów w wyborach prezydenckich nie przewiduje reformy emerytalnej na tym etapie wyścigu. Z kolei Meksyk, pomimo prężnej gospodarki (wzrost o 2,5% w 2018 r. po wzroście o 2 % w 2017 r.), proaktywnej polityki monetarnej oraz odpowiedzialnej polityce fiskalnej nadal będzie pod presją rynków. Niepewność odnośnie renegocjacji traktatu NAFTA w 2019 r. oraz co do przyszłości sektora energetycznego, potencjalnego celu nowego prezydenta Meksyku, będą podsycać przedłużającą się niestabilność.
Bliski Wschód i Afryka: wzrost napędzany przez surowce
Kraje Bliskiego Wschodu pozostają w fazie „rekonwalescencji” – okres niskich cen ropy wymusił masową konsolidację wydatków budżetowych. Jednak wraz z ożywieniem na rynku ropy perspektywy wzrostu ulegają poprawie, jak w przypadku m.in. Arabii Saudyjskiej (+1,7% w 2018 r.).
Oczekiwać można, że niedawny wzrost cen surowców w Afryce będzie miał stabilizujący wpływ na cały region, w szczególności w związku z przewidywanym umocnieniem się wzrostu gospodarczego w Nigerii (+2,5% w 2018 r.). Ogólnie rzecz biorąc, Euler Hermes przewiduje, że wzrost gospodarczy w Afryce przyspieszy w 2018 i 2019r. odpowiednio do +3,9% i +4,3% (z +3,4% w 2017 r.). Problemem nie jest jednak sam wzrost. Projekty infrastrukturalne (zapory wodne, porty, drogi i tory kolejowe) są bardzo liczne, szczególnie w Afryce Wschodniej (Etiopia, Kenia) oraz w Afryce Zachodniej (Wybrzeże Kości Słoniowej, Senegal). Sposób finansowania tych projektów stanowi czasami jednak problem i może prowadzić do nadmiernego zadłużenia.
Elite Performance Summit – Agility by Design 2018 już w październiku w Warszawie

Podczas tegorocznej edycji Agility by Design 12 ekspertów z 4 kontynentów będzie mówić o najnowszych trendach zarządzania w biznesie i o tym jak kreować najbardziej pożądane, w obecnych czasach, kompetencje menedżerskie.
Kluczowe tematy Agility by Design 2018:
- Jak być liderem w środowisku nowych możliwości rynkowych?
- Jak budować nowatorską wizję i strategię rynkową?
- Jak budować kulturę innowacyjności?
- W jakich sposób przyciągnąć najlepszych pracowników?
- Jak rozwijać własny potencjał oraz potencjał zespołu?
- Jak wykorzystać najnowsze badania dotyczące pracy mózgu chcąc uzyskać jego optymalną wydajność?
- Jak rozwijać nawyki skuteczności?
- Jakie środowisko służy efektywności pracy i przyciąga najlepszych pracowników?
- Dlaczego kultura organizacyjna jest coraz ważniejszym elementem budowania marki?
- W jaki sposób zmienić kulturę organizacyjną przedsiębiorstwa i zwiększyć jego konkurencyjność?
- Dlaczego kobiety na kluczowych stanowiskach podnoszą zyskowność przedsiębiorstwa?
Spotkanie otworzy Jacek Santorski, który podzieli się z uczestnikami swoim doświadczeniem w radzeniu sobie z wyzwaniami poprzez budowanie wewnętrznej odporności.
Alexander Manu przedstawi najnowsze trendy w projektowaniu wizji, strategii oraz budowaniu platform cyfrowych.
Dr Greg Wells zaprezentuje nowe podejście do zarządzania własnym potencjałem, zespołem oraz wydajnością pracy.
Prab Chandhok zilustruje warsztaty Grega Wellsa praktycznymi przykładami – jak budować zdrowsze i zatem bardziej wydajne środowisko pracy.
Modupe Adeyemo opowie, jak wykreować program Społecznej Odpowiedzialności (CSR), przynoszący wymierne korzyści.
Kama Kaczmarczyk z Digital Factory ScotiaBank w Toronto pokaże, jak stworzyć kulturę organizacyjną, która przyciąga najbardziej utalentowane osoby, z pokolenia millenialsów.
Bianka Siwińska przeniesie temat lepszego gospodarowania potencjałem millenialsów na rodzime podwórko.
Ambasador Australii w Polsce – Pan Paul Wojciechowski – przedstawi globalny i działający już w Polsce projekt działań na rzecz angażowania kobiet w struktury zarządcze.
Olga Kozierowska zainspiruje nas do działania i zilustruje poruszane tematy praktycznymi przykładami z rynku polskiego.
Kamila Wykrota – przedstawi najnowsze techniki pobudzania kreatywności, zwiększania koncentracji i pomoże uczestnikom przekształcić wiedzę z warsztatów w praktyczny plan działania.
Zajęcia zostały opracowane dla liderów rynku, w tym wyższej kadry menedżerskiej, członków zarządów, oraz przedsiębiorców nowej generacji.
Więcej o wydarzeniu i zapisy na www.agility-by-design.com
Kryzys branży budowlanej – Pracodawcy RP ostrzegają Premiera
„ Albo powtórzymy błędy z lat 2010-2012, albo uda nam się uratować przedsiębiorców oraz ich pracowników przed kolejna falą bankructw” – tak oceniają aktualną sytuację branży budowlanej Pracodawcy RP w liście skierowanym do Premiera Mateusza Morawieckiego. Katastrofie może zapobiec wprowadzenie waloryzacji kontraktów na inwestycje publiczne, ale też powstrzymanie Ministerstwa Sprawiedliwości, które forsuje pomysł tzw. „drogowego rachunku powierniczego”.
– Jeśli rosnące problemy finansowe przedsiębiorców wynikające w dużej mierze z coraz bardziej nierentownych – a jednocześnie „nienegocjowalnych” umów nie zostaną szybko rozwiązane, sektor budowlany czekają sądne dni – ostrzegają podpisani pod listem Prezydent Pracodawców RP dr Andrzej Malinowski oraz Przewodniczący Platformy Budowlanej Pracodawców RP Wojciech Trojanowski.
Już dziś skala zatorów płatniczych i strat w branży budowlanej jest największa ze wszystkich sektorów. Firmy budowalne potrzebują pilnych zmian w przepisach tak, by umożliwić waloryzację kontraktów. Procedury przetargowe i realizacja umów trwają tak długo, że przez dynamiczny wzrost kosztów materiałów i niedobór pracowników inwestycje stają się dla wykonawców deficytowe. Ten sam scenariusz zrealizował się w latach 2010-2012 – i przyniósł masowe bankructwa firm budowlanych oraz poważny kryzys całej branży.
Tymczasem znajdujemy się obecnie w momencie kulminacji inwestycji infrastrukturalnych. Choć koniunktura jest bardziej niż dobra, to problemy są bardzo poważne. Wymagają pilnego rozwiązania – inaczej całej branży budowlanej grozić może zapaść. Trudności sektora mogą się zarazem jeszcze bardziej pogłębić za sprawą proponowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości ustawy o zapobieganiu nadużyciom w inwestycjach drogowych. Ustawa teoretycznie miała wyjść naprzeciw trudnej sytuacji branży. Faktycznie jednak jej przepisy mogą stać się przysłowiowym gwoździem do jej trumny.
– Zwracamy się o wstrzymanie prac nad tym projektem oraz wsłuchanie się w postulaty zgłaszane przez branżę budowlaną – apelują do Prezesa Rady Ministrów Prezydent Andrzej Malinowski oraz Przewodniczący Wojciech Trojanowski.
Projekt resortu sprawiedliwości sprowadza się bowiem do nałożenia na przedsiębiorców, w szczególności na generalnych wykonawców, dodatkowych obowiązków biurokratycznych. W efekcie można spodziewać się opóźnień w realizacji inwestycji, w tym tych współfinansowanych z funduszy europejskich, a także problemów z płynnością firm. Generalni wykonawcy otrzymają bowiem swoje wynagrodzenie dopiero po podwykonawcach. Pieniądze zostaną bowiem zamrożone na otwartym rachunku powierniczym, a ich uwolnienie nastąpi dopiero po uzyskaniu „błogosławieństwa” ze strony urzędnika – inspektora drogowego. To on, jednoosobowo, będzie decydował o uwolnieniu środków z rachunku.
Uzasadnieniem dla projektowanych zmian jest rzekoma trudna sytuacja podwykonawców i skargi napływające do prokuratur w całym kraju. Jednak po katastrofie sektora budowlanego po Euro 2012 opracowano rozwiązania, które funkcjonują od dopiero kilku lat, ale zapewniają wysoki poziom ochrony podwykonawców. Są oni zgłaszani inwestorowi przez generalnego wykonawcę, a ten ostatni nie otrzymuje środków od inwestora, jeśli nie udowodni uregulowania zobowiązań wobec podwykonawców.
W ocenie Pracodawców RP branża budowlana oczekuje w pierwszej kolejności na korektę warunków realizacji inwestycji. Oprócz indeksacji cen i waloryzacji trzeba wypracować i wprowadzić wzory równoważonych umów, skrócić okresy rozstrzygania przetargów. Długofalowo należy z kolei wesprzeć rozwój szkolnictwa zawodowego – aby zapewnić dopływ wykwalifikowanych pracowników.
Administracja rządowa oraz samorządowa są współodpowiedzialne za pomyślną realizację zakontraktowanych projektów oraz za rozwój społeczno-gospodarczy całego kraju. Warto dodać, iż troska ze strony o państwa o sprawne funkcjonowanie branży budowlanej jest tym bardziej potrzebna, jeśli plany rządu dotyczące gigantycznych inwestycji w drogi lokalne, budowę mostów oraz mieszkań na wynajem, mają się zmaterializować. Obecna sytuacja sektora w zasadzie uniemożliwia realizację tak wielu inwestycji w oczekiwanym przez decydentów czasie.
13 grudnia 2018 – Pitch-your start-up / Konferencja w Luksemburgu w obszarze Fintech & Regtech
Izba Gospodarcza Luksemburg-Polska (dalej: Luxembourg-Poland Chamber of Commerce “LPCC” – www.lpcc.lu) w ścisłej współpracy z Ambasadą RP w Luksemburgu, Ambasadą Luksemburga w Polsce, Luxembourg House of Financial Technology w Luksemburgu oraz sponsorami i partnerami organizuje 13 grudnia Konferencje Biznesowa Luksemburg-Polska” (dalej: Luxembourg-Poland Business Conference).
LPCC zwraca się z apelem do polskich start-upów działających się w obszarze Fintech & Regtech. Dziesięć najlepszych start-upów z Polski zostanie wybranych spośród zgłoszeń nadesłanych na adres [email protected] najpóźniej do 30 września 2018 roku.
Ważne: LPCC poszukuje start-upów z już istniejącymi klientami i pełnoetatowymi pracownikami. LPCC, dzięki sponsorom będzie w stanie pokryć koszty podróży i zakwaterowania szacowane na 500 EURO dla każdej firmy.
Start-upy które zostaną wybrane i zaproszone do Luksemburga beda mialo mozliwosc „pitchowania” przed inwestorami, zarządcami funduszy inwestycyjnych, aniołami biznesu i sponsorami, aby wygrać pierwsze trzy miejsca.
O Luksemburgu i konferencji:
Luksemburg jest drugim co do wielkości centrum funduszy inwestycyjnych na świecie (po Stanach Zjednoczonych). Ma tutaj siedzibę również ponad 140 banków z całego świata. 50% mieszkańców tego wielojęzycznego kraju to obcokrajowcy z ponad 170 państw.
Wielkie Księstwo Luksemburga jest modelem sukcesu gospodarczego w sektorach niszowych, takich jak space mining, satelity, bankowość i finanse, biotechnologia oraz logistyka.
Luxembourg-Poland Business Conference 2018 skupia się na tematach zarządzania funduszami, bankowości, ubezpieczeń i rynków kapitałowych prezentując najlepsze w tej dziedzinie start-upy z Polski.
Sektor finansowy i związana z nim działalność stanowią ponad 25 % PKB Luksemburga, a rząd Luksemburga wspiera na szeroka skale sektor Fintech & Regtech jako lider rozwoju sektora finansowego.
Celem konferencji jest ułatwienie kontaktów pomiędzy polskimi start-upami z sektora technologii finansowych a luksemburskimi i międzynarodowymi inwestorami i klientami.
Konferencja zaprezentuje możliwości polskich start-upów w tym sektorze, a dzięki dyskusji pomiędzy ekspertami z tej branży, przybliży ten dynamiczny rynek szerokiej publiczności.
Polskie firmy mogą z łatwością rozszerzyć swoją działalność w Europie własnie z Luksemburga, korzystając z wielojęzycznej i wielonarodowej siły roboczej, reputacji Luksemburga jako rynku finansowego, a także bliskości rządu, lokalnych i międzynarodowych firm oraz decydentów. Luksemburg jest jednym z najważniejszych centrów finansowych świata i siedzibą wielu światowych firm z sektora IT oraz nowoczesnych technologii. Według danych NBP skumulowana wartość inwestycji firm luksemburskich w Polsce na koniec 2012 roku wyniosła 18,2 mld euro. Dało to Luksemburgowi 4 pozycję wśród zagranicznych inwestorów w Polsce.
To jednodniowe wydarzenie składa się z dwóch części:
Pierwsza część to przedstawienie polskim start-upom eko-systemu finansowego przez instytucje luksemburskie, takie jak Luxembourg House of Financial Technology, Ministerstwo Gospodarki Luksemburga, LuxInnovation.
Następny punkt to „pitch your start-up” przed inwestorami, funduszami, aniołami biznesu etc.,
Drugą częścią programu to już sama konferencja skupiająca się na wystąpieniach i debatach ekspertów z dziedziny Fintech & Regtech z obu krajów jak i na prezentacji trzech z dziesięciu najlepszych start-upow.
Praca dla kilkuset osób. Rusza rekrutacja do najnowocześniejszej fabryki AGD pod Łodzią
Docelowo ponad tysiąc osób może znaleźć zatrudnienie w nowej fabryce niemieckiego koncernu MIELE. Na początku w zakładzie, który kosztem co najmniej 44 mln euro powstaje w Ksawerowie pod Łodzią, pracować będzie ok. czterysta osób. Fabryka ruszy w 2019 roku, a rok później na rynku pojawi się produkowany tylko tutaj nowy model pralki. Okolice Łodzi to nie tylko polskie, lecz także europejskie zagłębie AGD. Działa tu ponad czterdzieści firm z tego sektora, które wśród atutów regionu wskazują na wykwalifikowaną kadrę, centralną lokalizację i konkurencyjne wynagrodzenia. Nowe inwestycje nakierowane są nie tylko na produkcję, to także centra kompetencji i usług wspólnych.
– Firma MIELE po wielu miesiącach analiz zdecydowała się na wybudowanie swojej kolejnej fabryki w Ksawerowie koło Łodzi. Wcześniejsze analizy, które trwały kilka miesięcy, obejmowały też inne kraje. Zdecydowaliśmy się na województwo łódzki, dlatego że jest to centralna Polska, gdzie jest bardzo duże zaplecze podwykonawców oraz zasobów kadrowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Wolski, prezes zarządu MIELE Technika.
Niemiecki producent AGD, firma MIELE, zbuduje tu swój pierwszy w Polsce zakład produkujący pralki. Zostanie otwarty w 2019 roku, a koszt inwestycji sięga 44 mln euro. Zakład ma produkować 250 tys. pralek rocznie, jednak docelowo, po jego rozbudowie, moce produkcyjne mają wzrosnąć do 800 tys.
– Fabryka w Ksawerowie będzie wytwarzała zupełnie nowy model pralki, którego jeszcze w tej chwili nie ma w ofercie firmy MIELE. Będzie to jedyne miejsce na świecie, w którym ten model będzie wytwarzany. Pralki z Ksawerowa znajdą się na wszystkich naszych rynkach – zaczniemy od Europy Zachodniej, ale już w 2021 roku planowany jest eksport na rynki pozaeuropejskie – zapowiada Grzegorz Wolski.
Początkowo zatrudnienie w nowej fabryce znajdzie kilkaset osób, ale wraz z jej rozbudową ofert pracy będzie przybywać. Docelowo może tu pracować nawet ponad tysiąc osób. Pierwsze rekrutacje już ruszyły.
– Rozpoczęliśmy rekrutację na kilkadziesiąt stanowisk, które są istotne przy uruchamianiu zakładu. To będą pracownicy, którzy będą szkoleni w naszej centrali w Niemczech. Określamy tę grupę około trzydziestu pięciu osób pionierami. Bardzo ważne będą tu znajomość języka angielskiego, idealnie niemieckiego. To stanowiska kierownicze, wysokiego szczebla bezpośrednio pod dyrekcją zakładu, ale też i specjalistyczne, inżynierskie, związane z instalowaniem infrastruktury, budową urządzeń technologicznych i uruchamianiem produkcji – wymienia Grzegorz Wolski.
Okolice Łodzi i Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej określane są nie tylko polskim, lecz także europejskim zagłębiem AGD. Działa tutaj ponad czterdzieści firm z tej branży, z czego połowa w ramach ŁSSE, gdzie zatrudnionych jest ponad pięć tysięcy osób.
– Widzimy w ostatnim okresie, zwłaszcza w Łodzi, zmianę charakteru inwestycji branży AGD. Dotychczas były to przede wszystkim inwestycje nakierowane w głównej mierze na produkcję. Teraz przybywa również inwestycji głównych graczy w centra kompetencji, usług wspólnych, centra badawczo-rozwojowe – przekonuje Adam Binkiewicz, prokurent w DRICON Managing Consultants sp. z o.o., która wspiera inwestycję firmy MIELE pod Łodzią.
Przedstawiciele branży wybierają okolice Łodzi nie tylko ze względu na dogodną lokalizację, lecz także dostęp do wykwalifikowanej kadry. W Łodzi działa ok. trzydziestu uczelni wyższych, na których studiuje ponad sto tysięcy osób. Nawet co czwarty studiuje lub ukończył kierunki techniczne. Przybywa szkół średnich technicznych i zawodowych.
– Rynek pracy stanowi dla wielu producentów w kraju duże wyzwanie. Już ponad połowa firm doświadcza problemów z zatrudnieniem wybranych specjalistów. W Łodzi pod koniec lipca została przekroczona kolejna bariera, bezrobocie spadło poniżej 6 proc. Na pewno będzie to dotkliwie dostrzeżone w świetle dostępności kadry na rynku pracy, ale Łódź ma też wiele miast satelickich, które będą w stanie dostarczać pracowników z okolic do zakładów produkcyjnych – podkreśla Adam Binkiewicz.
Bankowość przyszłości będzie idealnie szyta na miarę. Tradycyjne banki mogą utracić dominującą pozycję na rynku
Oczekiwania klientów bankowości elektronicznej skupiają się głównie na wygodzie i bezpieczeństwie. Te preferencje – w połączeniu z konkurencją ze strony fintechów i nowymi regulacjami, jak unijna dyrektywa PSD2 – zmuszają banki do rozwijania usług bankowości cyfrowej. Za kilka lat będzie ona bazować w większości na nowych technologiach, takich jak sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe i big data, oraz trendzie otwartej bankowości. Oznacza on, że dostęp do rynku finansowego zyskają nowe, innowacyjne podmioty, które będą mogły zaoferować klientom lepiej dopasowane produkty i usługi.
– Pozabankowe możliwości rozliczeń i bankowość przyszłości będą jeszcze bardziej konkurencyjne i dostosowane do potrzeb klienta. Bankowość przyszłości będzie cechować otwartość, co oznacza, że już nie tylko banki, lecz także inne podmioty będą świadczyć usługi dotychczas zarezerwowane dla sektora bankowego. Otwartość oznacza także, że podmioty trzecie i konsumenci uzyskają dostęp do informacji, które umożliwią im porównywanie ofert banków. To przełoży się na możliwość skorzystania z lepszej oferty bankowej lub wynegocjowanie dużo lepszej oferty u aktualnego dostawcy usług bankowych – mówi agencji Newseria Biznes Michał Niedzielski, dyrektor działu wsparcia sprzedaży w Fiserv Polska.
Koncepcja otwartej bankowości jest powiązana z unijną dyrektywą PSD2, która na nowo reguluje rynek płatniczy, z uwzględnieniem cyfryzacji i rozwoju nowych firm. Podmioty trzecie będą mogły się komunikować z bankami poprzez otwarte API (otwarty interfejs programowania aplikacji), zyskując dostęp do danych zarezerwowanych do tej pory wyłącznie dla sektora bankowości (dane transakcyjne, informacje zgromadzone na rachunku bankowym). W praktyce banki staną się platformami, za których pośrednictwem fintechy będą mogły oferować klientom udoskonalone produkty i usługi finansowe lepiej dopasowane do ich potrzeb.
– Otwarta bankowość jest ogromną szansą na zbudowanie lojalności klientów i długofalowej przewagi konkurencyjnej. Z drugiej strony jest też zagrożeniem związanym z utratą klientów i udziałów w rynku – wskazuje Michał Niedzielski.
Jak wynika z tegorocznego badania „PSD2: Voice of the Consumer” firmy doradczej Deloitte, w Polsce około 5,2 mln klientów może zmienić bank z powodu unijnej dyrektywy PSD2 i nowych usług, które się dzięki niej pojawią na rynku finansowym.
– Z pewnością otwarta bankowość stworzy nowe produkty i nowoczesne usługi biznesowe. Będą one łączyły dotychczas świadczone przez banki tradycyjne usługi z usługami oferowanymi przez podmioty z sektora pozabankowego – mówi Michał Niedzielski.
Ekspert Fiserv Polska ocenia, że oczekiwania konsumentów e-bankowości skupiają się głównie na wygodzie i bezpieczeństwie. Dlatego musi ona im oferować łatwość obsługi, niezakłóconą dostępność, szybkość działania i gwarancję bezpieczeństwa. Konsumenci oczekują także usług, które są szyte na miarę i oferują dodatkowe możliwości personalizacji, tak aby mogli korzystać z usług bankowych jak, kiedy i gdzie chcą.
– Należy się spodziewać, że w przyszłości banki będą powszechnie wykorzystywać najnowsze technologie cyfrowe, uczenie maszynowe, zaawansowaną analitykę oraz sztuczną inteligencję. Klienci nowoczesnej bankowości będą używać przede wszystkim kanałów samoobsługowych, w których będą obsługiwani przez roboty i automaty wykorzystujące najnowsze technologie cyfrowe – mówi Michał Niedzielski.
Jak wynika z ubiegłorocznego badania „HASHfinanseprzyszłosci, czyli jak Polacy wyobrażają sobie swój bank w 2018 i 2028 roku”, przygotowanego na zlecenie Banku Millenium, polscy klienci są bardzo otwarci na innowacje i technologiczne ułatwienia w kontaktach z bankiem. Zdaniem 90 proc. w ciągu 10 lat własnoręczny podpis zostanie zastąpiony elektronicznym, a obsługa w większości oddziałów będzie automatyczna. 92 proc. sądzi, że za 10 lat założenie lokaty lub wzięcie pożyczki będzie się już odbywać z pomocą wirtualnej rzeczywistości. Ponad połowa uważa, że do banku czy bankomatu będzie można się logować odciskiem palca, komendą głosową lub spojrzeniem prezentującym tęczówkę oka.
Oczekiwania klientów, konkurencja ze strony fintechów oraz nowe regulacje zmuszają banki do rozwijania usług bankowości cyfrowej – to z kolei wniosek z tegorocznego raportu Digital Banking Maturity 2018, przygotowanego przez globalną firmę doradczą Deloitte. Na podstawie badania przeprowadzonego w 238 bankach i 10 fintechach z 38 krajów Europy i Bliskiego Wschodu, w tym Polski, eksperci stwierdzili, że jak na razie większość banków nie wychodzi poza cyfryzację tradycyjnych produktów. To oznacza, że banki oferują klientom w kanałach cyfrowych głównie te usługi, które wcześniej były dostępne w oddziałach. O ich konkurencyjności na rynku w przyszłości zdecyduje tzw. open banking, czyli otwarta bankowość i usługi pozabankowe (beyond banking). Polski sektor bankowy, który w tej chwili jest jednym z cyfrowych liderów, musi inwestować w otwartą bankowość, aby utrzymać się w europejskiej czołówce – wynika z prognoz Deloitte.
– Dla osób przywiązanych do tradycyjnej bankowości dobra wiadomość jest taka, że ona nie zniknie. Banki nadal będą oferować swoje usługi i produkty przez sieć placówek, jednak będą też zachęcać konsumentów do korzystania z kanałów samoobsługowych. A równolegle do bankowości tradycyjnej powstanie także nowoczesna, otwarta bankowość – mówi dyrektor działu wsparcia sprzedaży w Fiserv Polska.
80 proc. młodych naukowców chce zostać w kraju. Rozwój kariery na uczelniach blokują niskie zarobki i mała liczba ofert pracy
Prawie 80 proc. młodych badanych naukowców chciałoby znaleźć zatrudnienie na polskich uczelniach lub w instytutach badawczych. Rozwój kariery w kraju hamują jednak mała liczba ofert pracy w sektorze akademickim, niskie zarobki oraz czasowe umowy o pracę. Dlatego zdecydowana większość bierze pod uwagę wyjazd za granicę, jeśli nie znajdzie satysfakcjonującej ich pracy. Pomóc to zmienić może Konstytucja dla Nauki.
– Z badań, które przeprowadziliśmy w ramach „Projektu Naukowiec” finansowanego przez Komisję Europejską wynika, że 80 proc. młodych polskich naukowców chciałoby zostać w sektorze akademickim, czyli pracować na uczelniach i w instytutach badawczych. To jest ich największe marzenie, nie myślą wcale o wyjazdach za granicę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Wiśniewska, koordynator w obszarze „Działania Marii Skłodowskiej-Curie w programie Horyzont 2020”, koordynator w Centrum Informacji dla Naukowców EURAXESS.
Z raportu EURAXESS „Potrzeby i oczekiwania młodych naukowców związane z rozwojem zawodowej kariery naukowej” wynika, że zdecydowana większość, bo blisko 80 proc. młodych naukowców chciałoby przyczyniać się do rozwoju polskiej nauki. Jednak ponad 65 proc. rozważa wyjazd za granicę, jeśli nie znajdzie satysfakcjonującej ich pracy.
– Jest to dzwonek alarmowy. Powinniśmy rozważyć jakieś kroki, które powinny być podjęte. Młodzi naukowcy twierdzą, że są właściwie przygotowani do pracy za granicą. Nie boją się języka, bo uważają, że go znają, są też merytorycznie przygotowani do takiego wyjazdu i do podjęcia takiego wyzwania – ocenia Anna Wiśniewska.
Badanie wskazuje, że za największe bariery w rozwoju kariery na rynku krajowym młodzi naukowcy uważają małą liczbę ofert pracy w sektorze akademickim, niskie zarobki oraz czasowe umowy o pracę. Narodowy Kongres Nauki podaje, że Polska ma o połowę mniej pracowników nauki w porównaniu do liczby mieszkańców niż Wielka Brytania czy Niemcy – na 10 tys. mieszkańców mamy 20,7 naukowców. W Niemczech jest ich ponad 43, a Wielkiej Brytanii – 45. W Szwecji czy Finlandii wskaźnik wynosi ok. 70.
– Ofert w sektorze akademickim nie ma zbyt dużo. Co prawda światowe tendencje mówią o tym, że 90 proc. doktorantów i tak nie znajdzie pracy w sektorze akademickim i muszą jej szukać w sektorze nieakademickim, ale Polska pod względem liczby naukowców na liczbę mieszkańców jest poniżej średniej Unii Europejskiej – zaznacza przedstawicielka EURAXESS.
Młodzi wskazują też na trudności w pogodzeniu pracy akademickiej z życiem rodzinnym – wyjazdy naukowe i staże nie przewidują zazwyczaj wyjazdu z rodziną, a stosunkowo niskie zarobki powodują, że osoby, które mają na utrzymaniu rodzinę, szukają pracy w środowisku pozaakademickim.
– Młodzi chcieliby mieć pracę stabilną, która pozwalałaby im na rozwijanie ich pasji naukowych. Mają bardzo wiele dobrych pomysłów, które chcieliby realizować, ale chcieliby również połączyć pracę z życiem prywatnym. To jest kwestia, która pojawiała się bardzo często w naszych badaniach – stabilna praca pozwalająca na rozwijanie pasji, ale jednocześnie na posiadanie rodziny – mówi Anna Wiśniewska.
Młodzi naukowcy narzekają na dużą hierarchię w środowisku akademickim, biurokrację i trudności we współpracy z będącą już na wydziale kadrą akademicką. Dla doktorantów problemem jest brak wsparcia w realizacji badań naukowych. Podkreślają, że często promotor zamiast stanowić wsparcie, jest obciążeniem.
– Młodzi naukowcy widzą kilka barier, ale tak naprawdę w badaniach przejawiały się dwie rzeczy. To przede wszystkim brak odpowiedniego finansowania nauki jako całości. Procent, który idzie na naukę z budżetu państwa, nie jest zbyt duży. Mamy europejskie fundusze strukturalne, które w tym pomagają, ale one służą finansowaniu różnego rodzaju grantów. Nie ma stabilizacji, bo nie wiadomo, czy ten grant się dostanie – wyjaśnia Anna Wiśniewska.
Druga kwestia to niskie zarobki. Badani podnosili, że często doktoranci albo pracują na uczelniach bez żadnego wynagrodzenia, albo jest ono niewielkie. Ten stan rzeczy ma zmienić Ustawa 2.0. o szkolnictwie wyższym. Zgodnie z rozporządzeniem resortu nauki od 1 stycznia wzrosną pensje na uczelniach publicznych. Podwyżki otrzyma blisko połowa nauczycieli akademickich, a najbardziej ten wzrost odczują m.in. adiunkci, asystenci, wykładowcy.
Z kolei doktoranci będą otrzymywać stypendium w wysokości ponad 2,3 tys. zł, a po ewaluacji w połowie studiów kwota ta wzrośnie do 3,6 tys. zł. brutto.
– Zmiana, która jest proponowana w ustawie 2.0, że wszyscy doktoranci będą mieli jakieś wynagrodzenie, jest bardzo słusznym posunięciem i krokiem w dobrą stronę. To jest to, co może ich zatrzymać w kraju. Może wtedy nie będą myśleli o wyjeździe zagranicznym – mówi Anna Wiśniewska. – Chociaż ja uważam, że powinni wyjeżdżać, bo rozwój kariery młodego naukowca bez wyjazdu zagranicznego nie jest pełny. Wtedy się nawiązuje kontakty, widzi rzeczywistość w innych ośrodkach, jak te badania są prowadzone, jak wyglądają procedury, poznają nowe technologie, nowych ludzi. Te wszystkie elementy są bardzo istotne.
Rośnie sprzedaż samochodów luksusowych w Polsce. Powstają dla nich SPA
Mniej więcej co siódmy nowy samochód rejestrowany w Polsce w 2017 roku był modelem marki premium lub luksusowej – wynika z danych KPMG. Pod względem sprzedaży najdroższych pojazdów gonimy Europę. Za tym podąża też rozwój usług premium na rynku okołomotoryzacyjnym. Nowym trendem jest np. SPA dla samochodów.
– Segment samochodów luksusowych i premium w Polsce w zeszłym roku odnotował rekord sprzedaży. W tym roku również mamy premiery nowych marek, które wchodzą do sprzedaży – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Zaborowski, prezes Gtechniq Polska, firmy działającej w branży autodetaling.
Z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że w 2017 roku zarejestrowano w Polsce ponad 486 tys. nowych samochodów (wzrost o blisko 17 proc. rdr.). Grudniowe badanie KPMG na temat rynku dóbr luksusowych wskazuje, że ponad 61 tys. spośród nich mogły stanowić auta marek premium, a samochodów marek luksusowych zarejestrowano niemal 200. Już co siódme nowe auto w Polsce jest sprzedawane przez markę premium, w Europie średnio co czwarte.
– Perspektywy rozwoju w najbliższym czasie są jak najbardziej obiecujące. To pokazują liczby sprzedanych nowych aut w segmencie luksusowym. Raport KPMG wskazuje na to, że rynek samochodów luksusowych i premium to 60 proc. całego rynku dóbr luksusowych, więc jeżeli to będzie się tak rozwijało jak w pozostałych krajach europejskich, to perspektywy są bardzo dobre – ocenia Michał Zaborowski.
Jak wynika z danych serwisu PremiumMoto.pl, marki premium notują wzrost siódmy rok z rzędu (tym razem blisko 24-proc., czyli szybciej niż cała sprzedaż na rynku motoryzacyjnym). Wszystkie badane przez serwis marki mogą się pochwalić rekordowymi wynikami, notując wzrosty między 15 a 33 proc. względem 2016 roku. Najchętniej kupowaną marką premium jest w Polsce BMW (blisko 16 tys. w 2017 roku), Mercedes Benz (ponad 15 tys.) i Audi (13 tys.). Do tych trzech marek należy ok. 70 proc. segmentu premium w naszym kraju. Szybko rośnie sprzedaż samochodów marki Infinity – w ubiegłym roku było ich 786, co stanowi ponad 45-proc. wzrost.
Sprzedaż aut luksusowych – według KPMG – mogła w ubiegłym roku sięgnąć 176 sztuk. Do luksusowych marek firma zalicza Maserati, Ferrari, Bentley, Roll-Royce, Aston Martin, Lamborghini, Lotus. Jak podaje KPMG, segment aut premium i luksusowych w ubiegłym roku był wart 12,3 mld zł, czyli o 17 proc. więcej niż w 2016 roku. Do końca 2021 roku jego wartość może osiągnąć poziom bliski 20 mld zł (czyli o 61 proc. więcej niż w 2017 roku).
Większa sprzedaż droższych samochodów to efekt rosnącej zamożności Polaków. Do kategorii osób najlepiej zarabiających KPMG zalicza 1,1 mln osób.
– Polacy się bogacą. Widać to choćby po samochodach, jakie do nas trafiają. Kiedyś były głównie używane, teraz w dużej mierze są to auta nowe. Obserwujemy również wzrost zainteresowania usługami dla nowych samochodów. Zasobność portfela sprawia, że również branża okołomotoryzacyjna w postaci producentów różnych preparatów, kosmetyków czy organizatorów szkoleń, jak również innowacji w tej przestrzeni, jest dynamiczna – przekonuje prezes Gtechniq Polska.
Stosunkowo nowym trendem na rynku okołomotoryzacyjnym jest auto detailing, czyli usługi zaawansowanej i profesjonalnej pielęgnacji samochodów.
– Kiedy kupujemy nowe auto, nasza historia okołomotoryzacyjna dopiero się zaczyna, ponieważ możemy zabezpieczyć wszystkie jego elementy zewnętrzne, które są narażone m.in. na działanie promieni słonecznych i chemii – mówi Zaborowski.
Pielęgnacja samochodów uznawana jest za dobro luksusowe, z których korzystają przede wszystkim posiadacze drogich aut. Za samochodowe SPA klient musi zapłacić jednorazowo od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Z oferty można zamówić ręczne mycie premium, renowację lakieru, ręczną aplikację wosków czy pranie tapicerki.
– Możemy zabezpieczyć wnętrze powłokami antybakteryjnymi, co ma wielkie znaczenie w przypadku alergików i osób spędzających bardzo dużo czasu w aucie. Naniesienie takich powłok sprawia, że bakterie nie mają tam środowiska dogodnego do rozwoju – wskazuje Michał Zaborowski. – To również dodatki, które poprawiają bezpieczeństwo podróżowania, czyli powłoki hydrofobowe na szybę. Sprawiają, że deszcz w złych warunkach pogodowych mknie przez szybę do góry bez potrzeby używania wycieraczek.
Możliwe jest też nakładanie specjalnych powłok kwarcowych lub ceramicznych, które zabezpieczają lakier przed zarysowaniem, działaniem promieni UV, soli oraz substancji zawartych w środkach myjących.
– Także kwaśne deszcze nie uszkodzą lakieru, co w przypadku samochodów luksusowych, których wartość przekracza milion złotych, ma ogromne znaczenie. Lakierowanie byłoby o wiele bardziej kosztowne i wiązałoby się z utratą wartości samochodu, aniżeli zrobione na początku zabezpieczenie, które może przed tym uchronić – przekonuje Michał Zaborowski.
Połowa Polaków zamierza ograniczyć spożycie mięsa. Żywność wegetariańska coraz bardziej dostępna
Szkodliwość czerwonego mięsa dietetycy porównują dziś z negatywnym oddziaływaniem słodzonych napojów. Zbyt duża ilość tego produktu w codziennej diecie zwiększa ryzyko wystąpienia miażdżycy, otyłości oraz chorób nowotworowych. Już połowa Polaków zamierza zastosować się do zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia i ograniczyć spożycie mięsa. Naprzeciw zmieniającym się zwyczajom kulinarnym Polaków wychodzą popularne supermarkety, które coraz częściej oferują żywność wegetariańską i wegańską.
Polacy pozostają narodem przywiązanym do mięsnego jadłospisu. Według danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej rocznie spożywają ponad 78 kilogramów mięsa. Te preferencje żywieniowe pozostają w sprzeczności z wytycznymi dietetyków, którzy zalecają znaczne ograniczenie spożycia mięsa, zwłaszcza czerwonego i przetworzonego. Według Światowej Organizacji Zdrowia nadmierne spożywanie tych produktów zwiększa ryzyko wystąpienia takich chorób jak otyłość, miażdżyca oraz niektóre rodzaje nowotworów, m.in. jelita grubego, trzustki i prostaty.
– Czerwone mięso jest przez niektóre organizacje dietetyków na całym świecie stawiane obok puszek napojów gazowanych i wyrzucane z piramidy żywieniowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Otrębski, strategic partnership manager w kampanii RoślinnieJemy.
Całkowita rezygnacja z jedzenia mięsa nie jest konieczna ani rekomendowana, zawiera ono bowiem wiele cennych składników odżywczych. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem zaleca ograniczenie spożywania nieprzetworzonego mięsa do maksymalnie 750 gramów tygodniowo. Jak pokazują badania przeprowadzone na potrzeby kampanii RoślinnieJemy, już połowa Polaków zamierza zmniejszyć ilość spożywanego mięsa na rzecz produktów roślinnych. Wbrew stereotypom odpowiednio skomponowana dieta oparta przede wszystkim na warzywach i kaszach nie powoduje niedoborów składników odżywczych, a tym samym nie szkodzi zdrowiu.
– Najlepszym dowodem są badania przeprowadzone m.in. przez Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyków, które po szeregu wieloletnich badań stwierdziło, że dieta roślinna czy wegetariańska jest odpowiednia dla wszystkich na każdym etapie rozwoju, czyli także dla dzieci, niemowląt, karmiących matek oraz osób aktywnych fizycznie – mówi Maciej Otrębski.
Najrozsądniejszym sposobem przechodzenia na dietę roślinną jest stopniowe ograniczanie spożycia mięsa i produktów odzwierzęcych. Zacząć można nawet od jednego bezmięsnego dnia w tygodniu. Dzięki temu możliwe jest nie tylko przyzwyczajenie organizmu do nowego sposobu odżywiania, lecz także spróbowanie bardziej radykalnych diet, takich jak wegetariańska lub wegańska. Taki sposób odżywiania nie wymaga obecnie rezygnacji z jedzenia na mieście, bo coraz więcej lokali gastronomicznych oferuje bowiem produkty i dania roślinne. Nie jest to również dieta kosztowna, bazuje bowiem na łatwo dostępnych produktach.
– W tym momencie produkty roślinne są o wiele bardziej dostępne w sieciach handlowych, np. w Biedronce, Lidlu czy Kauflandzie, więc nie musimy się wybierać do specjalistycznych sklepów ekologicznych, które są często drogie. Możemy się zaopatrywać w jedzenie, które jest dla nas w pełni odżywcze w lokalnym sklepie – mówi Maciej Otrębski.
Zaletą diety roślinnej, oprócz benefitów zdrowotnych, jest także poszerzenie wyobraźni kulinarnej i wzbogacenie jadłospisu o nowe produkty. Brak mięsa lub jego ograniczona ilość wymusza szukanie alternatywnych dań i produktów żywnościowych, a tym samym poznawanie smaków innych niż te znane z tradycyjnej kuchni polskiej.
– Weganizm przestał być niszowy, a raczej stał się stylem życia. To nie jest już coś, co trafia do ograniczonej, niszowej grupy odbiorców. W tym momencie każdy zna kogoś, kto nie je mięsa i to nas trochę zachęca, ułatwia, poszerza nasze horyzonty i jest też zdrowe – mówi Maciej Otrębski.
Kropki kwantowe i asystenci głosowi będą standardem w najnowszych telewizorach. Na początku przyszłego roku do sprzedaży trafi nowa, rewolucyjna technologia
Na rynku telewizorów trwa nieustanna pogoń za innowacjami. Najnowsze technologie, w jakie są wyposażane nowoczesne telewizory, to kropki kwantowe, dzięki którym możliwe jest bardzo wierne odwzorowanie kolorów. Już niebawem na rynku pojawi się jednak kolejna technologia, pozwalająca na uzyskanie jeszcze lepszego obrazu przy jednocześnie znacznie trwalszych diodach. Telewizory microLED zadebiutują już na początku 2019 roku. W międzyczasie producenci telewizorów mocno stawiają na komunikację na linii urządzenie – człowiek, inwestując we wspieranych przez sztuczną inteligencję asystentów głosowych.
– Najnowszą technologią montowaną w telewizorach, odpowiedzialną za jakość obrazu, jest Quantum Dot (kropki kwantowe – przyp.red.). Technologia pozwala na uzyskanie realistycznego obrazu, zobaczenia na telewizorze tego, co widział reżyser, co widziała kamera. Do tej pory było to niemożliwe –przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Maciejewski, dyrektor ds. rozwoju produktu TCL w Europie.
Kropki kwantowe to niewidzialne gołym okiem kryształki o wielkości kilku nanometrów, które potrafią absorbować, a potem wyemitować światło o różnych długościach fal. Telewizory wyposażone w powłokę wykonaną z kropek kwantowych są w stanie wyświetlić obraz z pełnym odwzorowaniem barw uchwyconych przez kamerę. Oznacza to, że filmy i seriale wyświetlane na takim telewizorze wyglądają dokładnie tak, jak widział je ich twórca.
– Kropki kwantowe pozwalają pokryć w całości zakres barw, który widzi nasze oko, czyli to światło, które jest odbijane przez słońce i które zobaczy kamera. Do tej pory sygnał wysyłany do telewizora zawierał bardzo ograniczone informacje o kolorze. Z kropkami kwantowymi możemy odtworzyć to, co widzi kamera, i to wszystko, co może odbić słońce – czyli naturalny obraz. Bez kropek kwantowych tego zrobić się nie da – tłumaczy Marek Maciejewski.
Pomimo pojawiania się na rynku coraz to nowszych technologii, takich jak organiczne diody elektroluminescencyjne (OLED), czy właśnie Quantum Dot, wciąż rozwijana jest technologia LED. W przyszłym roku Samsung planuje wprowadzić na rynek telewizor z technologią microLED, w której podobnie jak w technologii OLED, niezależnie rozświetlane są pojedyncze piksele na wyświetlaczu. Przy czym wykorzystywane w nowej technologii nieorganiczne diody microLED z azotku galu są znacznie trwalsze, mniej podatne na wypalenie i jaśniejsze niż ich organiczne odpowiedniki. Do tego mogą pobierać nawet o połowę mniej energii od telewizorów OLED.
Coraz bardziej zaawansowane technologie wyświetlania obrazu i podążająca za nimi chęć otrzymania jak najbardziej płaskiego ekranu sprawiły, że ewoluować musiała także technologia dźwięku. Na rynku pojawiły się soundbary, zapewniające dźwięk przestrzenny bez potrzeby rozstawiania w pokoju zestawu kina domowego. Firma JBL poszła o krok dalej i zintegrowała soundbar Sonos Beam z inteligentną asystentką głosową Alexa od Amazonu, dzięki czemu użytkownicy mogą kontrolować telewizor za pośrednictwem komend głosowych.
– Dzisiaj zmierzamy w stronę łatwości obsługi telewizora, powoli mamy rozwiązania komunikacji głosowej z telewizorem. Kiedyś mogliśmy do telewizora mówić, ale były to proste polecenia, dzisiaj telewizor zaczyna rozumieć nasze polecenia, możemy rozmawiać naturalnym językiem, dostajemy odpowiedzi. Telewizor staje się naszym głównym oknem na świat, może również zarządzać naszym kalendarzem, który mamy w telefonie, więc te telewizory powoli integrują się z całym cyfrowym światem, który nas otacza – twierdzi ekspert.
Coraz więcej producentów wprowadza do swoich telewizorów inteligentnego asystenta, który nie tylko rozpoznaje głos, lecz także uczy się nawyków językowych oraz preferencji każdego z użytkowników telewizora, dzięki czemu szybciej i sprawniej odpowiada na zapytania. Algorytmy mogą także wykorzystywać wyszukiwarkę Google, aby odpowiadać np. na pytania dotyczące obsady filmu, prognozy pogody czy wyników meczów. Coraz częściej, choć ciągle w ograniczonym zakresie, komunikować się z telewizorem możemy także w języku polskim, jak w przypadku telewizorów LG ThinkQ, czy TCL C76.
Analitycy MarketsandMarkets szacują, że w 2018 roku rynek kropek kwantowych osiągnie wartość niemal 2,6 mld dol. Do 2023 ma wzrosnąć do blisko 8,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 27 proc.
Według Grand View Research globalny rynek telewizorów Smart TV przekroczy w 2025 roku wartość 292 mld dol.
Naukowcy pracują nad innowacyjnymi substancjami organicznymi emitującymi białe światło. Mogą być o wiele tańszym źródłem światła
Polscy fizycy opracowują materiały luminescencyjne nowej generacji, które emitują białe światło o widmie ciągłym obejmującym praktycznie cały zakres widzialny. Taką właściwość mają tzw. białe fluorofory, które mogą się okazać przełomowym rozwiązaniem w dziedzinie organicznych diod luminescencyjnych (OLED). W odróżnieniu od dotychczasowych OLED-ów, w których białe światło wytwarza się poprzez złożenie emisji dwóch lub trzech różnych substancji (np. czerwonej, zielonej i niebieskiej), białe fluorofory są substancjami, w których biała emisja występuje na poziomie pojedynczej cząsteczki. Takie materiały emisyjne pozwolą znacznie uprościć konstrukcję oraz poprawić parametry i trwałość eksploatacyjną białych OLED-ów, a w efekcie także obniżyć koszty ich produkcji.
– Białe fluorofory organiczne to substancje organiczne, które emitują białe światło. Ich podstawowa cecha, czyli emisja białego światła, jest czymś wyjątkowym w świecie substancji organicznych, dlatego że fluorescencja związków organicznych zazwyczaj charakteryzuje się określoną barwą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Jerzy Karpiuk z Instytutu Fizyki PAN.
Współczesna technika nie dysponuje materiałami, które mogłyby emitować światło białe w sposób nietermiczny, tj. bez rozgrzewania ich do bardzo wysokiej temperatury, rzędu kilku tysięcy stopni Celsjusza. Emisja nietermiczna, czyli wzbudzana światłem lub prądem elektrycznym luminescencja znanych związków nieorganicznych lub organicznych, pozwala uzyskiwać jedynie światło o określonej barwie, ponieważ jest wynikiem przejścia elektronowego między najniższym stanem wzbudzonym, a stanem podstawowym cząsteczki. Dzięki odpowiednio dobranej strukturze, cząsteczki białych fluoroforów mogą emitować fluorescencję nie z jednego, ale z dwóch stanów wzbudzonych o najniższej energii, co pozwala uzyskiwać szerszą spektralnie i obejmującą więcej barw emisję z jednego materiału.
Białe fluorofory umożliwią opracowanie materiałów luminescencyjnych nowej generacji.
– Uzyskanie tak szeroko emitujących materiałów, w których podstawowa jednostka jest pojedynczą cząsteczką, będzie niewątpliwie stanowiło przełom w dziedzinie materiałów luminescencyjnych. Szukamy takich cząsteczek, które będą w stanie emitować zarówno światło fioletowe, jak i zielone, niebieskie i czerwone, dając w efekcie praktycznie całe pokrycie obszaru widzialnego – mówi dr hab. Jerzy Karpiuk.
Współczesne diody OLED wykorzystują do generowania różnych barw matryce składające się z zestawów trzech subpikseli – emitujących światło zielone, czerwone i niebieskie. Światło białe wytwarza się poprzez zmieszanie emisji wszystkich subpikseli, co nie jest efektywne energetycznie. Opracowanie materiałów organicznych umożliwiających bezpośrednią emisję białego światła, pozwoli stworzyć OLED-y zużywające mniej energii i zapewniające wyższy wskaźnik oddawania barw.
– Poszukiwania organicznych substancji emitujących światło białe są prowadzone w wielu laboratoriach na świecie, z efektem jak do tej pory dość skromnym, dlatego że trudno jest opracować takie cząsteczki, których fluorescencja pokrywałaby się w dużej części z widmem światła słonecznego. Znalezienie takich właśnie układów z całą pewnością może stanowić rodzaj rewolucji w dziedzinie materiałów świecących, dlatego że te materiały będą wówczas pojedynczymi jednostkami zdolnymi do emisji światła białego – przekonuje dr hab. Jerzy Karpiuk.
W ramach Programu Badań Stosowanych NCiBR, polscy naukowcy z Instytutu Fizyki PAN poszukują związków organicznych, w których zachodzą procesy prowadzące do powstawania dwóch emitujących stanów wzbudzonych, a w efekcie do szerokiej spektralnie fluorescencji. Celem badań jest poznanie zależności między strukturą wybranych, nowo zsyntezowanych grup związków organicznych a ich właściwościami luminescencyjnymi, i na tej podstawie –optymalizacja struktury białych fluoroforów z punktu widzenia wydajności ich luminescencji.
– Materiałem, w którym pierwotnie odkryliśmy ten efekt, była cząsteczka mająca zupełnie inne zastosowania, produkowana w tysiącach ton na świecie, o nazwie lakton fioletu krystalicznego. Niestety, ta emisja nie jest zbyt wydajna, dlatego zdecydowaliśmy się podjąć badania, w ramach których poszukujemy struktur powiększających tę wydajność. Poszukujemy także takich struktur, w których zachodziłyby nieco inne reakcje w stanie wzbudzonym, które prowadzą do emisji białej fluorescencji – tłumaczy ekspert.
Analitycy z firmy badawczej MarketsandMarkets oszacowali, że wartość globalnego rynku OLED w 2023 roku wzrośnie do blisko 49 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 15,2 proc.
Rozdrażnienie, kłopoty z koncentracją, bóle głowy? Nakarm swój mózg w pracy!
Już 40 lat temu naukowcy udowodnili, że istnieje ścisły związek między sprawnością intelektualną, a dostarczaniem organizmowi witamin i minerałów. Odpowiednie działanie mózgu jest ściśle związane z tym – co jemy. Właściwe odżywianie wpływa na naszą efektywność i zdrowie, a co za tym idzie zmniejsza ilość dni, kiedy przebywamy na zwolnieniach.
Pracodawcy w Polsce coraz częściej zwracają uwagę na zależność miedzy odżywianiem, a efektywnością i zdrowiem pracowników. Prowadzą kampanie prozdrowotne, promują ruch, zdrowe odżywianie wśród pracowników, wprowadzają zdrowe menu do stołówek pracowniczych. Czasami też wystarczy prosta rzecz – wymiana automatów vendingowych z niezdrowymi przekąskami na np. dostawy owoców czy innych zdrowych przekąsek. Według obliczeń firmy Dailyfruits specjalizującej się w dostawach owoców i warzyw do biur i zakładów pracy obecnie ok. 500 tys. pracowników firm korzysta z tego rodzaju benefitu.
„Pracodawcy coraz częściej zauważają, że działania zmierzające do poprawy stanu zdrowia pracowników się opłacają i wprowadzenie programów prozdrowotnych w firmach jest potrzebne – także dla codziennego funkcjonowania w biurze” – podkreśla Jacek Kwiecień z firmy Dailyfruits.
Te słowa potwierdza dietetyk Dr Ewa Chojnowska: „Z mojego wieloletniego doświadczenia w pracy z pacjentami wynika, że większość Polaków podczas pracy nie myśli o tym, że nie tylko dla zdrowia, ale również efektywności, koncentracji i odporności należy regularnie, najlepiej w każdym posiłku dostarczać warzywa i owoce. To szczególnie ważne, kiedy nasz układ nerwowy pracuje na „najwyższych obrotach”
Biuro to świetne miejsca, gdzie możemy łatwo i szybko sięgnąć po zdrową przekąskę w postaci owoców i dostarczyć sobie odpowiednią dawkę energii, szczególnie tej potrzebnej dla mózgu.
Jakie zdrowe przekąski w biurze mogą poprawić nasze samopoczucie?
Banany – to super pamięć !
Dieta bogata w te owoce wspomaga układ nerwowy. Średni banan zawiera niemal tyle samo magnezu, co garść orzechów. Pierwiastek ten bierze udział w dostarczaniu energii dla mózgu. To dlatego banany mają taki wpływ na pamięć i koncentrację.
Winogrona – świetne owoce do biura!
Usprawniają proces dotlenienia mózgu, wspierają spostrzegawczość i zwiększają chłonność umysłu. Oprócz potasu zawierają żelazo i magnez, który zmniejsza objawy stresu oraz witaminy z grupy B – tak ważne dla sprawnego działania naszego mózgu.
Śliwki
Zawierają witaminy B1 i B3, które łagodzą objawy stresu i korzystnie wpływają na pracę umysłową.
Gruszki – Pomagają utrzymać równowagę psychiczną
Średniej wielkości gruszka zawiera 15% dziennego zapotrzebowania na miedź. Ten minerał wpływa na naszą zdolność uczenia się i zapamiętywania.
Mózg lubi orzechy
Koncentrację najlepiej wspomagają orzechy włoskie – pod tym względem biją na głowę orzechy laskowe. Ze względu na dużą ilość fosforu, który doskonale wpływa na działanie mózgu – orzechy polecane są dla osób, które dużo i intensywnie pracują lub uczą się. Są także dobrym źródłem magnezu, żelaza, cynku, wapnia i potasu.
Kiedy nasz układ nerwowy pracuje „na najwyższych obrotach” szczególnie ważne jest dostarczanie mu składników odżywczych oraz regularna porcja ruchu. Niestety, z najnowszego raportu Human Power „Mental Master” (badanie na 2300 osobach) wynika, że aż 63,3% respondentów je mniej , niż 0,5 kg warzyw i owoców dziennie, co odbija się na zdrowiu i samopoczuciu także w miejscu pracy. Ciągły stres, duża ilość zadań powoduje, iż zwiększają się oczekiwania pracowników wobec roli pracodawcy także w sferze dbania o zdrowie personelu i edukacji prozdrowotnej. – podsumowuje dietetyk, Ewa Chojnowska
Dopłaty zachęcą do PPK
Bez względu na to, jak pomysłodawcy będą nazywali PPK – to będą one adresowane do 11 milionów potencjalnych uczestników. Liczba ta nie stanowi jeszcze o powszechności – do OFE należy 16 milionów członków. Wprowadzamy PPK, które już u zarania niekoniecznie jest rozwiązaniem powszechnym, ponieważ zostawia poza swoim działaniem część obywateli. To nie zmienia faktu, że trzeba zastanowić się nad czynnikami sukcesu. Co zrobić, aby adresaci programu chcieli w nim uczestniczyć? W tym projekcie jest wiele dobrych pomysłów i postanowień. Przykładem jest automatyczny zapis wszystkich, którzy są zatrudnieni i opłacają składki na ubezpieczenia – pod warunkiem, że są w wieku do 55 lat. Jeżeli ktoś jest w wieku od 55 lat do 70 lat – będzie musiał złożyć wniosek. Każdy uczestnik będzie mógł odstąpić od PPK. Jak zachęcić osoby do pozostania w programie?
– Ustawodawca proponuje między innymi zachęty finansowe w postaci składki powitalnej z funduszu pracy – powiedział agencji eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, radca prawny, wiceprezes Instytutu Emerytalnego – Składka dla osób, którzy przystąpią w ciągu pierwszych 2 lat i pozostaną w ramach PPK, będzie wynosić 250 zł. Proponowane będą także dopłaty roczne – w tej chwili na poziomie projektowym będą one wynosić 240 zł. Kwoty te mogą się zwiększyć i mają skłonić uczestników do regularnego opłacania składek. Państwo zastosuje mechanizmy behawioralne – „dopłacimy, jeśli odłożysz środki”. Mimo wszystko, diabeł tkwi w szczegółach. Historie takie, jak z OFE, powodują spadek zaufania do instytucji grupowego dodatkowego oszczędzania. Z tym będzie bardzo trudno się zmierzyć. Trzeba zastanowić się i podjąć działania przekonujące ludzi do oszczędzania w ramach PPK. Musimy szukać sojuszników do oszczędzania, ponieważ cel jest jak najbardziej zbożny – dodał Wojewódka.
SMS marketing – jak zbudować własną bazę numerów?

Baza danych własna czy odkupiona?
O skuteczności danej kampanii reklamowej decyduje nie tylko korzystanie ze sprawdzonych i godnych zaufania narzędzi do wysyłki SMS-ów, do których należą rozwiązania dostępne na https://www.apifonica.com, ale także sposób kompletowania bazy danych odbiorców. Wiele firm idzie dziś niestety na łatwiznę i zniechęcone długim oraz skomplikowanym procesem budowania własnej bazy klientów decyduje się zakupić już gotową. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest jednak budowanie od podstaw własnej bazy klientów. Dlaczego?
Decydując się na systematyczne gromadzenie numerów telefonów oraz informacji o naszych klientach zyskujemy bowiem pewność, że nasze działania nie spotkają się ze sprzeciwem odbiorców. Bardzo często w przypadku odkupienia już gotowej bazy nie mamy 100% pewności, czy dostępne w niej dane zostały uzyskane za zgodą klienta, czy też nie, co może rodzić nieprzyjemne konsekwencje w trakcie kampanii reklamowej. Ponadto, samodzielnie zbudowana baza danych daje nam pewność, że zdecydowana większość znajdujących się w niej osób jest zainteresowanych oferowanymi przez nas produktami oraz usługami. Mamy więc większe szanse, że nasza kampania odniesie sukces oraz spotka się z pozytywnym odzewem klientów.
Posiadanie własnej bazy danych oraz korzystanie z nowoczesnych i funkcjonalnych rozwiązań na https://www.apifonica.com pozwala także na sortowanie leadów na podstawie określonych kryteriów. Dzięki temu możemy wysyłać treści dostosowane do rodzaju grupy docelowej oraz personalizować je ze względu na wiek, płeć, a także zainteresowania odbiorców. Dzięki temu znacznie zwiększamy swoje szanse na sukces oraz uzyskanie odkreślonej reakcji odbiorców SMS-ów promocyjnych.
Jak szybko i skutecznie zbudować własną bazę danych od podstaw?
O budowaniu bazy danych każda firma powinna pomyśleć już na samym początku swojej działalności. Im wcześniej zaczniemy bowiem gromadzić dane naszych klientów tym nasza baza szybciej się rozbuduje oraz będzie mogła zostać z powodzeniem wykorzystana do działań marketingowych. Warto jednak mieć świadomość, że zbieranie własnej bazy danych jest długotrwałym oraz trudnym procesem. Istnieją jednak pewne sposoby, które mogą go znacznie skrócić i ułatwić.
W tym celu możemy np. wykorzystać naszą stronę internetową umieszczając na niej formularz, w którym poprosimy odwiedzających zainteresowanych naszymi usługami o pozostawienie ich numeru telefonu oraz imienia. Aby zachęcić internautów do podania swoich danych powinniśmy zaproponować im jednak określoną korzyść. Może być to np. zniżka do wykorzystania przy kolejnym zakupie, dostęp do darmowego e-booka czy bezpłatnych próbek produktów. Podobnie możemy postąpić, w przypadku profilów w mediach społecznościowych.
Warto jednak pamiętać, aby zawsze uzyskać zgodę odbiorcy na otrzymywanie przez niego komunikatów marketingowych. Samo podanie przez niego numeru telefonu nie uprawnia nas jeszcze bowiem do jego wykorzystania w kampaniach SMS marketingowych. Posiadając już własną bazę danych możemy ją w prosty sposób zintegrować z narzędziami służącymi do masowej wysyłki SMS-ów promocyjnych. Sprawdzone i nowoczesne rozwiązania tego typu znaleźć można na stronie https://www.apifonica.com.
Warszawskie biurowce połączone ze stacjami metra
Przy stacjach warszawskiego metra powstają najbardziej spektakularne inwestycje biurowe w mieście, na zakup których nie brakuje chętnych
Żadna, inna część Warszawy nie rozwija się w tak widowiskowy sposób, jak rejon ronda Daszyńskiego, dookoła którego rośną wysokościowce, zarówno biurowe, jak i mieszkalne. Motorem zmian w tym rejonie miasta jest metro. Od momentu uruchomienia drugiej linii warszawskiego metra stołeczne centrum biznesowe rozrasta się na zachód, w kierunku Woli. – I to właśnie przede wszystkim przy tej nitce komunikacyjnej ogniskują się największe, realizowane aktualnie w Warszawie inwestycje, które za dwa trzy lata przyniosą około pół miliona metrów kwadratowych nowoczesnej powierzchni, zauważa Mateusz Strzelecki, Partner w Walter Herz.
– Wśród powstających obiektów są takie, które oferują bezpośrednie przejście do metra, co zwiększa komfort ich użytkowania, dając tym samym właścicielom nieruchomości przewagę na coraz bardziej konkurencyjnym, warszawskim rynku. Deweloperzy realizujący inwestycje usytuowane przy metrze dokładają wszelkich starań, by budynki miały jak najlepsze połączenie ze stacjami metra. Takie rozwiązanie podnosi nie tylko atrakcyjność, ale i wartość inwestycji. Nowe obiekty, które powstały w pobliżu stacji metra są niewątpliwie świetnym produktem inwestycyjnym. Chętnych do ich zakupu nie brakuje. Niejednokrotnie znajdują nabywców natychmiast po zakończeniu budowy, czy komercjalizacji, czego przykładem może być Gdański Business Center i Q22 – wyjaśnia Mateusz Strzelecki.
Korytarze prowadzące z biurowców na perony metra i Dworzec Centralny
Budynki połączone z metrem powstają w kilku punktach miasta. Duże projekty komercyjne prowadzone są przy stacji Świętokrzyska, rondo ONZ i rondo Daszyńskiego, czy Szwedzka. Bezpośrednie przejście do Dworca Centralnego zaoferuje również kompleks Varso budowany przy ulicy Chmielnej i alei Jana Pawła II, gdzie stanie m.in. wysokościowiec, który będzie najwyższym budynkiem w Polsce.
Pierwszy warszawski kompleks biurowo-handlowy, którego podziemie zostało połączone z korytarzem stacji metra został już oddany do użytku. Kompleks Centrum Marszałkowska z nowym Sezamem, który zastąpił kultowy, społemowski Sezam zyskał podziemne połączenie z antresolą stacji metra Świętokrzyska. Inwestor projektu, firma BBI Development przeniosła jedno z wyjść ze stacji C11 z chodnika w podcień nowego budynku.
Antresola stacji metra znajduje się nieco niżej poziomu Sezamu, dlatego pasażerowie i klienci sklepu muszą pokonać kilka schodów w dół, żeby się dostać na peron metra. Nowy korytarz zyskał dodatkowe schody ruchome i został wykończony oryginalną, odrestaurowaną ceramiką, pochodzącą z budynku DT Sezam, tak by nawiązywał do wystroju wejść dawnego budynku Spółdzielni Społem Śródmieście.
Nowy Sezam i podziemny korytarz, prowadzący z metra do lokali handlowych na poziomie -1 i stanowiący samodzielną część budynku, zostały otwarte w czerwcu br. Do biur, które mieszczą się w Centrum Marszałkowska najemcy wprowadzą się jesienią tego roku.
Wieża nadbudowana nad skrzyżowaniem dwóch linii metra
Wyjście ze stacji metra Świętokrzyska wtopione będzie również w podziemia biurowca Central Point firmy Immobel Poland, usytuowanego po północno-zachodniej stronie skrzyżowania Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. Budowa 22-kondygnacyjnego biurowca, która wymagała szerokich uzgodnień z Metrem Warszawskim, ruszyła wiosną tego roku. Kilka pięter nadziemnych będzie częściowo wspierać się na korpusie stacji A14, która została tak zaprojektowana, żeby znieść obciążenie przyszłą zabudową.
86 metrowy budynek będzie powiązany konstrukcyjnie z miejscem przecięcia dwóch linii metra czterema kondygnacjami podziemnymi. W opracowanie tak wymagającego projektu zaangażowani byli m.in. naukowcy z Politechniki Krakowskiej, Politechniki Warszawskiej, ITB i pracownie inżynieryjne BWL i Metroprojekt. Central Point, w odróżnieniu od Centrum Marszałkowska, nie będzie jednak związany komunikacyjnie ze stacją metra Świętokrzyska. Budynek zostanie nadwieszony nad istniejącą windą oraz wyjściem z metra w kierunku ulicy Zielnej, które nie ulegną zmianie. Ma być gotowy w połowie 2020 roku.
Trzy wieżowce na 100 metrowym podium
Ze stacją metra Rondo ONZ połączony zostanie natomiast biurowiec, który PHN zbuduje przy ulicy Świętokrzyskiej 36 w miejscu starego, rozebranego biurowca. Powstanie tam 155 metrowa wieża, która zaoferuje około 40 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. Użytkownicy budynku będą mieli bezpośredni dostęp do kolejki podziemnej. Zakończenie budowy obiektu zaplanowane zostało na 2021 rok.
Największą inwestycją, zapewniającą bezpośredni dostęp do metra jest zaś The Warsaw Hub firmy Ghelamco. Kompleks powstający przy rondzie Daszyńskiego, który zaoferuje około 113 tys. mkw. wielofunkcyjnej przestrzeni, składał się będzie z trzech budynków, które wypełnią wielkomiejską pierzeję wzdłuż ulicy Towarowej. Przy samym rondzie usytuowany będzie 86-metrowy budynek, przypominający w przekroju elipsę, obok którego staną dwie wieże o wysokości 130 metrów. Budynki będą połączone naziemnym, blisko 100 metrowym podium i sześcioma podziemnymi kondygnacjami.
Kompleks pomieści najwyższej klasy przestrzenie biurowe i handlowo-usługowe, centrum konferencyjne, strefę coworkingową oraz trzy i czterogwiazdkowy hotel. Oddanie The Warsaw Hub planowane jest na koniec 2019 roku. Niedawno ruszyła budowa podziemnego tunelu, którym bez konieczności wychodzenia na zewnątrz będzie można dostać się z metra do biurowca. Przejście do handlowo-usługowego pasażu znajdującego się w budynku na poziomie -1 i na perony metra ma być ukończone przed oddaniem obiektu do użytkowania.
Biura w restaurowanych zabudowaniach dawnej fabryki
Ze stacją metra Szwedzka i siecią zjazdów ulicą Strzelecką połączona zostanie także Bohema. Na warszawskiej Pradze firma Okam prowadzi obecnie prace nad rewitalizacją zabudowań dawnej fabryki Pollena Uroda. W kilkunastu odrestaurowanych, XIX-wiecznych budynkach znajdą się biura i powierzchnia handlowo-usługowa. Historyczne zabudowania uzupełniać będą nowoczesne budynki mieszkalne. Na terenie kompleksu pojawić ma się również aparthotel. Inwestycja realizowana jest etapowo do 2022 roku.
Podziemna kondygnacja Bohemy zostanie połączona z usługowym piętrem budowanej pod ulicą Strzelecką stacji metra Szwedzka, której otwarcie planowane jest w połowie 2019 roku. Pod koniec przyszłego roku będzie natomiast gotowy pierwszy etap inwestycji, w którym oddane zostaną budynki z około 300 mieszkaniami oraz zrewitalizowany, zabytkowy gmach z powierzchniami komercyjnymi.
Deweloperzy realizujący inwestycje przy stacjach metra aranżują projekty tak, by powstające budynki miały możliwie najlepszy dostęp do stacji kolejki. Pomiędzy budynkiem A kompleksu Gdański Business Center, a wejściem do stacji Dworzec Gdański firma HB Reavis zbudowała schody, które skracają dojście do metra. W ukończonym niedawno przy ulicy Inflanckiej zespole czterech budynków, który oferuje blisko 100 tys. mkw. powierzchni najmu, powstał też ogólnodostępny dziedziniec rekreacyjny z elementami zieleni i małej architektury.
Tunel prowadzący z najwyższego budynku w kraju na Centralny
Przy stacji metra Wilanowska z kolei wiosną br. oddany został biurowiec Villa Metro, a wraz z nim powstały dwa nowe wejścia do kolejki podziemnej. Budynek, który stanął przy ulicy Puławskiej ma całkowicie przeszkloną fasadę ozdobioną charakterystyczną, romboidalną strukturą w kolorze przygaszonej bieli. Nieciekawe, przykryte pleksi konstrukcje dawnych wejść do stacji metra z lat 90. zastąpiły zaś nowe pawilony, stylistyką nawiązujące do biurowca.
Najdłuższe podziemne połączenie z głównym, warszawskim węzłem komunikacyjnym będzie miał natomiast kompleks Varso, powstający u zbiegu Chmielnej i alei Jana Pawła II. Trzy budynki, które realizowane są w ramach tego projektu zostaną połączone z podziemną galerią przy Dworcu Centralnym, która prowadzi dalej do stacji PKP Śródmieście. W planach PKP jest także budowa łącznika pomiędzy Dworcem Centralnym, a stacją metra Centrum, który ma powstać podczas remontu linii średnicowej.
Aktualne na budowie Varso, w którym znajdzie się 145 tys. mkw. powierzchni najmu, trwa realizacja płyty fundamentowej. Wszystkie trzy budynki mają osiągnąć poziom zero jesienią bieżącego roku. Niższe wieżowce zostaną ukończone w 2019 roku, a mierząca 310 metrów z iglicą Varso Tower, która będzie najwyższym budynkiem w Polsce, będzie oddana rok później. Wieża i jeden z niższych budynków mają mieć funkcję biurową. W drugim, 90 metrowym wieżowcu powstanie pierwszy w Polsce hotel marki Nyx, należący do sieci Leonardo Hotels. Na parterze kompleksu znajdzie się kryty pasaż ze sklepami i gastronomią.
Autor: Walter Herz
W najbliższym czasie nie zabraknie pretekstów do przeceny złotego
Złoty zyskuje od połowy sierpnia, jednak do gry wracają czynniki ryzyka. Turcja, Francja, Chiny, stopy procentowe. W najbliższym czasie nie zabraknie pretekstów do przeceny złotego.
Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 20.08.2018-27.08.2018
| Para walutowa | EUR/PLN | CHF/PLN | USD/PLN | GBP/PLN |
| Minimum | 4,2630 | 3,7321 | 3,6707 | 4,7140 |
| Maksimum | 4,3150 | 3,7940 | 3,7730 | 4,8130 |
Kurs dolara amerykańskiego USD/PLN

Kurs euro EUR/PLN

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLN

Kurs funta GBP/PLN

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl
Społeczna odpowiedzialność biznesu – kilka złotych zasad
CSR, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu, to dbanie o środowisko oraz społeczeństwo przez firmy, które także należą do tego obszaru. Eksploatując zasoby naturalne, przedsiębiorstwa powinny realizować określone działania, które choć w części przyczynią się do naprawy ekosystemu oraz pozwolą pracownikom na rozwijanie ich umiejętności. Każda firma, której zależy na wizerunku, musi prowadzić działania CSR-owe nie tylko po to, by wpływać na to, jak inni postrzegają markę, ale także po to, by zapewniać sobie jak najlepszy personel.
Co daje CSR?
O korzyściach, jakie daje strategia odpowiedzialności biznesu, przekonują się przedsiębiorstwa, które aktywnie ją prowadzą (wśród nich wymienić można chociażby http://bridgestone-stargard.pl). Co daje CSR? Z pewnością poprawia relacje z lokalnymi władzami oraz społecznością – ludzie widzą, że firma angażuje się w życie społeczne i kulturalne, co nie tylko poprawia jej wizerunek, ale dodatkowo czyni go przyjaźniejszym. To z kolei przekłada się na zwiększenie lojalności konsumentów i firm współpracujących – wzrost świadomości społecznej sprawia, że marka staje się rozpoznawalna i co za tym idzie – obdarza się ją większym zaufaniem. A zainteresowanie ze strony odbiorców wpływa na wzrost zainteresowania inwestorów – inne firmy chętniej nawiązują współpracę z kimś, kto cieszy się powszechnym uznaniem. Pozytywne działania CSR-owe pozwalają też na przewagę nad konkurencją oraz kształtują pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa na rynku pracy, co z kolei przekłada się na pozyskiwanie najlepszych pracowników.
Jak prowadzić skuteczny CSR?
Wszystkie działania CSR-owe powinny być przemyślane, a ich cele długofalowe. Sama strategia CSR-owa musi być starannie przygotowana i opracowana z myślą o przyszłych korzyściach. Od czego najlepiej zacząć? Do najszerzej stosowanych narzędzi należą m.in.: kampanie społeczne, programy etyczne dla pracowników, marketing wspierający CSR, ograniczenie emisji odpadów, organizowanie akcji społecznych, kulturalnych czy inwestycje społecznie. Wybór metody zależy od takich czynników jak wielkość przedsiębiorstwa oraz cele, jakie chce ono osiągnąć. Wielkie kampanie społeczne skierowane są raczej do dużych firm z solidnym kapitałem. Mniejsze spółki powinny skupić się na działaniach wspierających lokalną władzę i społeczeństwo. Nie wolno zapominać o jednym – CSR nie ma być efektowną reklamą (choć poprawnie prowadzony z pewnością jest), tylko szeregiem działań na rzecz ludzi i środowiska w celu ich ulepszenia czy odbudowy.
Przykłady dobrych działań
Akcją społeczną na szeroką skalę jest organizowana od 10 lat inicjatywa „Bezpieczna droga do szkoły” – pomysł marki Bridgestone. Ma ona za zadanie zwiększać świadomość dzieci na temat zagrożeń na drodze i metod ochrony przed nimi. W jej ramach tworzone są rozmaite konkursy i turnieje, które skierowane są do najmłodszego odbiorcy. Co więcej, firma podobną akcję prowadzi również dla swoich pracowników, edukując ich z zakresu zasad BHP.
Sterowanie numeryczne dla laików
Jeżeli interesujemy się nawet w drobnym stopniu przemysłem produkcyjnym, to na pewno przynajmniej kilka razy natknęliście się na słowa „sterowanie numeryczne”. Nic w tym dziwnego, gdyż jest to podstawa automatyzacji naszych linii produkcyjnych. O co w nim chodzi i jak to działa, że maszyny takie jak spawarki, tokarki i frezarki działają samoczynnie? Pozwólcie, że wam wyjaśnimy!
Garść informacji o sterowaniu numerycznym

Przede wszystkim, sterowanie numeryczne nieodzownie łączy się z trzyliterowym skrótem CNC, który po rozwinięciu brzmi „computerized numerical control” i to właśnie ta kontrola jest kluczem do zrozumienia tego, jak działa to sterowanie. Opiera się ono o mikrokomputer, który działa w pewnym układzie współrzędnych, a my dzięki odpowiedniej wiedzy, jesteśmy w stanie zaprogramować go w taki sposób, aby wykonywał on określone czynności. Dzięki takim wprowadzeniu komend do systemu jesteśmy w stanie swobodnie pozostawić maszynę, aby wykonywała wybrane czynności, wraz z dokładnym określeniem położenia – a to wszystko w obrębie jednego układu!
Kiedyś i dziś
Jak jednak programuje się takie maszyny? Niegdyś było to bardzo trudne, gdyż wymagało to bezbłędnego wprowadzenia wielu linijek kodu i jak można się domyślić – nie było tam miejsca na błędy! Dziś jednak jest to znacznie prostsze, gdyż korzystamy najczęściej z gotowych poleceń już w postaci wspomnianego kodu, które maszyna przetwarza na impulsy elektryczne. Następnie te dane są wykorzystywane przez urządzenie, do obrabiania elementów o wskazanym kształcie, elementach i fakturze. Dzięki temu możliwe jest masowe wytwarzanie produktów o jednorakiej charakterystyce, co przy wszechobecnej konkurencji jest kluczowe do osiągania dobrych wyników produkcyjnych i przede wszystkim – do terminowych dostaw wraz z zadowoleniem Klientów, a to przecież źródło naszego przyszłego sukcesu!
Podsumowanie
Jak więc sami widzicie, sterowanie numeryczne jest czymś, co może całkowicie odmienić to, w jaki sposób przebiegać będzie produkcja. Dziwilibyśmy się, jeżeli jeszcze nie zaimplementowaliście rozwiązań z jej zakresu w swojej firmie. Bez tego nie da się faktycznie konkurować na tak „ciasnym” i mocnym rynku, stąd tez mamy nadzieję, że zainwestujecie już niedługo w przyszłość swojej organizacji!
Ropa naftowa wciąż drożeje. Polska gospodarka u szczytu koniunktury?
Po czterech dniach świąt znów dzień pracujący w Turcji. Ropa naftowa wciąż drożeje pomimo konfliktu handlowego głównych potęg gospodarczych. Polska gospodarka u szczytu koniunktury?
Koniec spokoju w Turcji
Cztery dni wolnego pozwoliły w miarę wyciszyć nastroje na lirze tureckiej. Dzisiaj jednak po otwarciu rynków wyraźnie części inwestorów puściły nerwy. Lira turecka bardzo szybko przeskoczyła z 5,9 liry za dolara na 6,1 liry i to pomimo tego, że otworzyła się w nocy korzystniej niż zamknięcie z piątku. Powodem jest pytanie co dalej. Powody dla których lira traciła na wartości wcale nie zniknęły. Gospodarka wciąż ma swoje problemy, a bank centralny staje na głowie by walczyć z inflacją nie podnosząc ceny pieniądza. W rezultacie kredyt udzielany jest tylko na krótszy okres, gdyż w ten sposób koszt pożyczania jest wyższy co pozwala dusić narastającą inflację.
Wraca optymizm na rynki
Pomimo postępującego konfliktu handlowego pomiędzy USA a Chinami oraz ryzyka odcięcia Iranu od dostaw ropy na rynki światowe czarne złoto drożeje. Od 10 dni cena ropy systematycznie rośnie, a w piątek osiągnęła ponad 76 dolarów na giełdzie w Londynie. Nowojorska giełda wycenia ropę na 69 dolarów. Nie są to jeszcze poziomy z przełomu czerwca i lipca, ale wyraźnie widać wzrosty. Dlaczego cena ropy jest taka ważna? Skoro rośnie to znaczy, że inwestorzy wierzą, że w przyszłości popyt na ropę wzrośnie. Skoro ma wzrosnąć, to znaczy, że nie spodziewają się wyhamowania w światowej gospodarce.
Coraz więcej niepokojących sygnałów
Z kolejnych źródeł nadciągają informacje o nadchodzącym szczycie dobrej koniunktury. Gdyby było to prawdą przyjdzie nam kilka słabszych lat. Biorąc w tym momencie pod uwagę, że wejdziemy w nie z rozdmuchanymi wydatkami budżetowymi aż strach pomyśleć jak to się skończy. Również w ramach polityki monetarnej nie mamy za dużego pola do manewru. Warto natomiast zwrócić uwagę na kilka spraw. Po pierwsze trochę stereotypowej polskiej mentalności – inni mają gorzej. Polskie stopy procentowe na tle innych państw regionu wciąż mogą uchodzić za wysokie. Po drugie fakt, że mamy właśnie najlepszy moment w cyklu i czeka nas spowolnienie, nie musi wcale oznaczać recesji.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Michel Paulin nowym CEO grupy OVH
Z dniem 24 sierpnia 2018 r. Octave Klaba wyznaczył Michela Paulina na stanowisko Prezesa grupy OVH.

„Korzystając ze swojego ogromnego doświadczenia oraz znakomitych kompetencji przywódczych, Michel Paulin wesprze nas w przyspieszeniu wdrożenia nowego planu strategicznego – wraz z moją osobą – w roli Prezesa Zarządu. Jestem przekonany, że cechy osobiste Michela Paulina w połączeniu z mocną kulturą organizacyjną zespołów OVH zapewnią rozwój grupy” – komentuje Octave Klaba.
„Dołączenie do OVH jest dla mnie wielkim zaszczytem. Z niecierpliwością czekam na objęcie przewodzenia załodze OVH, liczącej 2500 pracowników, grupy działającej na czterech kontynentach w służbie klientomi w duchu innowacji. Cieszę się także, że mogę pracować z Octavem – osobą, która łączy cechy wizjonera, znakomitego przedsiębiorcy, a przy tym wielkiego człowieka” – dodaje Michel Paulin.
W lutym 2017 r. Octave Klaba ponownie objął funkcję CEO, z założeniem realizacji planu Następnego Poziomu (Next Level). Rozwój OVH został wzmocniony poprzez pierwszą dużą akwizycję (vCloudAir od VMware), a także ekspansję grupy w USA i regionie Azji i Pacyfiku, otwarcie 12 nowych centrów danych i wprowadzenie innowacyjnej strategii produktów i usług cloud. OVH tym samym podjęło wyzwanie związane z suwerennością danych i konkurencją wobec graczy GAFAM* oraz firm, takich jak Alibaba i Tencent.
Z chwilą powierzenia Michelinowi Paulinowi zarządzania grupą OVH, Octave Klaba w pełni skoncentruje się na zadaniach Prezesa Zarządu. „Rynek Cloud będzie podlegał globalnej konsolidacji w nadchodzących latach i pragnę, aby OVH, europejski lider, w pełni odegrał swoją rolę. Grupa dopiero rozpoczyna pozaeuropejską ekspansję i wykorzystam moją wiedzę i doświadczenie, aby przyspieszyć jej rozwój. Jako przedsiębiorca chcę także pracować nad promowaniem naszej kultury, naszych wartości i naszych metod tworzenia przedsiębiorstw. Jestem całkowicie przekonany, że Europa musi zbudować i rozwinąć ekosystem europejskich firm, aby zachować cyfrową niezależność od Amerykanów i Chińczyków.”
GAFAM – (Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft)
Allegro Smart! pionierski krok w historii polskiego e-commerce

Allegro od 18 lat ułatwia życie klientom, oferując przez internet niemal nieograniczony wybór produktów w doskonałych cenach, co pozwala Polakom zaoszczędzić pieniądze i czas. Z Allegro Smart! zakupy online w Polsce staną się jeszcze wygodniejsze i jeszcze tańsze.
„Allegro Smart! to produkt przygotowany z myślą o klientach, którzy oczekują maksymalnej wygody zakupów online oraz niskich kosztów dostaw. Każdy może teraz zamówić w ciągu roku nawet 365 darmowych przesyłek do paczkomatów lub punktów odbioru za jedyne 49 zł.

Koszt usługi zwraca się już po 6-7 dostawach, podczas gdy klienci dokonują na Allegro przeciętnie znacznie większej liczby zakupów w ciągu roku. Usługę celowo oparliśmy
o paczkomaty i punkty odbioru, ponieważ są to metody dostawy chętnie wybierane przez naszych klientów, dla których często są one najwygodniejsze. Widzimy istotny wzrost zainteresowania tymi metodami dostawy. Już na starcie na Allegro dostępnych jest 30 milionów ofert oznaczonych ikoną Allegro Smart!” – mówi Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro.
W ciągu ostatniego roku liczba zakupów realizowanych z dostawą do paczkomatów
i punktów odbioru wzrosła na Allegro o 40 procent. Natomiast w ciągu ostatnich dwóch lat liczba oferowanych produktów, które można zamówić do punktów odbioru lub paczkomatów wzrosła na Allegro prawie trzykrotnie.

“W Allegro jesteśmy całkowicie skupieni na potrzebach kupujących. Dlatego od lat szybko dostosowujemy się do ich oczekiwań i wykorzystujemy technologię do tworzenia usług, dzięki którym ich życie staje się łatwiejsze. Ogromny wybór ofert i najlepsze ceny sprawiają, że Allegro co miesiąc odwiedza 17 milionów klientów. Allegro Smart! to prawdziwy przełom w polskim e-commerce. Dzięki tej usłudze można zapomnieć o kosztach dostawy i skupić się na przyjemności zakupów” – uważa Francois Nuyts, prezes Allegro. “Już dziś klienci kupują na Allegro bardzo często. Liczę, że dzięki Allegro Smart! uda nam się zachęcić ich do jeszcze częstszych zakupów. Nowa usługa nie tylko uczyni ich życie łatwiejszym, ale będzie także impulsem do dalszego rozwoju polskiego e-commerce. To ogromna szansa dla 125 tysięcy polskich przedsiębiorców – głównie małych i średnich firm – sprzedających na Allegro” – dodaje Francois Nuyts.
Wszystko w zasięgu pieszych i rowerzystów – kompleksowe planowanie zrównoważonych miast
Odpowiednio zaplanowana przestrzeń miejska nie tylko staje się przyjaznym miejscem do życia dla mieszkańców, lecz także pozwala chronić środowisko naturalne, m.in. dzięki unikaniu emisji zanieczyszczeń. Wielofunkcyjne kompleksy budynków, dobrze zaplanowana komunikacja miejska, farmy fotowoltaiczne czy ogrody na dachu – to przykłady rozwiązań, które temu sprzyjają.
Polskie miasta, które realizują ideę zrównoważonego rozwoju, mogą wziąć udział w konkursie ECO-MIASTO skierowanym do samorządów lokalnych. Organizatorami projektu ECO-MIASTO są Ambasada Francji w Polsce oraz Centrum UNEP/GRID-Warszawa. ECO-MIASTO jest realizowane we współpracy z Renault Polska, SAUR Polska, Grupą Saint-Gobain, Ceetrus Polska, DK Energy i TIRU – grupa Dalkia, a także WSPÓLNIE – Fundacja LafargeHolcim.
Częstym problemem współczesnych miast jest budowanie osiedli mieszkaniowych na obrzeżach ośrodków miejskich, gdzie brakuje odpowiedniej infrastruktury (takiej jak sklepy, biura, komunikacja miejska itp.). Wiąże się z tym konieczność codziennych dojazdów na duże odległości, co prowadzi do emisji zanieczyszczeń oraz negatywnie wpływa na jakość życia ze względu na stratę czasu w korkach. Dlatego niezbędna jest zmiana sposobu myślenia o rozbudowie miast, tak aby powstawały osiedla czy dzielnice, które pozwalają na miejscu zaspokoić wszystkie potrzeby mieszkańców. Jeśli będą oni mieli w zasięgu spaceru czy krótkiej podróży rowerem lub komunikacją miejską wszystkie usługi oraz miejsce pracy, możliwe będzie ograniczenie korzystania z samochodu.
Rewitalizacja terenów przemysłowych
Przykładem takiego podejścia może być rewitalizowana dzielnica poprzemysłowa Coresi w Braşov w Rumunii. Projekt jest realizowany dzięki współpracy miasta i firmy Ceetrus na obszarze przekraczającym 100 ha, który obejmuje aż ok. 8% powierzchni miasta. W bliskim sąsiedztwie znajdą się kompleks mieszkaniowy oraz biurowy, a także centrum handlowe. Część budynków uzyskała już certyfikat BREEAM, dotyczący zrównoważonego rozwoju i poszanowania dla środowiska. Dzięki temu, że budynki biurowe powstały przy zachowaniu istniejących struktur przemysłowych, udało się również zaoszczędzić 10 000 m3 materiałów budowlanych, takich jak beton i cegła, a 50 000 m3 pozostałości po wyburzeniach zostało ponownie wykorzystanych.
Nowa dzielnica z kompletną infrastrukturą
W południowej części miasta Luksemburg powstaje natomiast zupełnie nowa dzielnica. W Cloche d’Or znajdą się miejsca pracy, liczne lokale mieszkalne, sklepy i restauracje, a w sąsiedztwie – nowy park. Mieszkańcy będą mieli również dobry dostęp do komunikacji miejskiej: obszar będzie obsługiwany przez tramwaj jadący do centrum miasta oraz linie autobusowe, powstaną również ścieżki rowerowe. Łączna powierzchnia obiektów realizowanych w ramach wszystkich projektów to 650 000 m2. Dzielnica uzyskała pre-certyfikat DGNB na poziomie złotym. Przy projekcie współpracują deweloperzy mieszkaniowi i biurowi. Jeszcze w tym roku ma zostać otwarta część realizowana przez firmę Ceetrus.
Zielona energia i ogrody na dachu
Planowanie zrównoważonych miast ma znaczenie także na mniejszą skalę – ważne jest odpowiednie wykorzystanie przestrzeni w budynkach. Coraz bardziej popularne staje się użytkowanie dachów. Tworzone tam ogrody umożliwiają ograniczenie nagrzewania się dachu, a nawet mogą posłużyć do lokalnej produkcji żywności – dzieje się tak, gdy na dachu uprawia się rośliny jadalne. Przykładowo na dachu parkingu centrum handlowego Cailure w Lyonie powstał ogród o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych.
Dachy można również wykorzystywać do wytwarzania energii odnawialnej. Na dachu Centrum Handlowego Auchan Płock zainstalowano 95 paneli fotowoltaicznych. Instalacja dzięki akumulatorom pozwoli w nocy zasilić oświetlenie korytarza oraz parkingu pod budynkiem.
ECO-MIASTO
A jak w dziedzinie zrównoważonego rozwoju radzą sobie polskie miasta? Swoje osiągnięcia mogą zaprezentować w konkursie ECO-MIASTO. Zgłoszenia w kategoriach gospodarka o obiegu zamkniętym, mobilność zrównoważona, gospodarka wodna, efektywność energetyczna budynków oraz zieleń a powietrze są przyjmowane do 10 września 2018 r. Formularze zgłoszeniowe można znaleźć na stronie www.eco-miasto.pl Uroczyste wręczenie nagród odbędzie się 27 września 2018 r. w Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej podczas konferencji INNOWACYJNE ECO-MIASTO 2018.
CERN i Oracle rozszerzają współpracę badawczo-rozwojową
Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN przedłuża współpracę z firmą Oracle na kolejne trzy lata. Współpraca ta odbywa się w ramach zorganizowanego przez laboratorium programu badawczo-rozwojowego o nazwie CERN openlab, który zapewnia unikatową platformę badawczą, umożliwiającą naukowcom i czołowym przedsiębiorstwom informatycznym wspólną pracę. Jednym z celów współpracy z firmą Oracle jest stworzenie wydajnej infrastruktury chmurowej, która jest w stanie przechowywać i analizować olbrzymie ilości danych z przyrządów – takich jak np. dane wygenerowane przez infrastruktury badawcze używane w laboratorium do badania początków wszechświata. Oracle może też wykorzystać modele wypracowane w programie do udostępniania swoim klientom niezwykle zaawansowanych i przyszłościowych technologii chmurowych.
Program CERN openlab od 2001 r. stanowi jedyne w swoim rodzaju środowisko współpracy nauki i przemysłu. W jego ramach CERN razem z czołowymi firmami informatycznymi pracuje nad wydajnymi technologiami do prowadzenia badań podstawowych w dziedzinie fizyki. Firma Oracle należy do partnerów programu od 2003 r., a w 2018 r. rozpoczęła kolejny trzyletni cykl projektowy. Jako jeden z największych członków programu Oracle bierze udział w czterech aktualnych projektach CERN openlab. Oprócz tego co roku 40 studentów z całego świata ma szansę uczestniczyć w bieżących projektach podczas trwających dziewięć tygodni zajęć szkoły letniej.
„CERN openlab to program przynoszący korzyści wszystkim uczestnikom” — powiedział Eric Grancher, dyrektor działu usług bazodanowych w ośrodku CERN. „Współpracującym z nami firmom zapewnia cenne informacje zwrotne, ponieważ umożliwia im testowanie ich rozwiązań w jednym z najbardziej złożonych i zaawansowanych środowisk technologicznych na świecie. My w CERN możemy natomiast ocenić potencjał nowych technologii pod kątem przyszłych zastosowań na wczesnych etapach ich rozwoju. Dodatkowo CERN openlab stwarza neutralne środowisko naukowe, w którym przedsiębiorstwa mogą ze sobą rozmawiać”.
„Bardzo się cieszymy z przedłużenia naszej współpracy z firmą Oracle na kolejne trzy lata” — powiedziała Eva Dafonte Perez, zastępca dyrektora działu usług bazodanowych w ośrodku CERN. „Z firmą Oracle łączy nas nie tylko 15-letnia partnerska relacja w programie CERN openlab, lecz także współpraca w innych obszarach od 1982 r. W przyszłości będziemy potrzebować kolejnych wydajnych, a przede wszystkich szybko skalowalnych rozwiązań, aby móc przechowywać i analizować rosnące ilości danych rejestrowanych przez nasze przyrządy. Oracle oferuje elastyczność, ponieważ rozwiązania tej firmy są dostępne zarówno w wersji lokalnej, jak i w chmurze”.
Znajdujący się w Genewie ośrodek CERN zajmuje się prowadzeniem badań podstawowych w dziedzinie fizyki. CERN wykorzystuje swój Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), największy na świecie akcelerator cząstek, do badania fundamentalnej struktury wszechświata. W akceleratorze tym cząstki elementarne są przyspieszane i zderzane, aby odwzorować warunki panujące zaledwie ułamek sekundy po Wielkim Wybuchu. Eksperymenty w Wielkim Zderzaczu Hadronów generują obecnie ok. 50 PB danych rocznie, co stanowi odpowiednik mniej więcej 2000 lat treści wideo HD.
Nasza aktualna wiedza o fizyce pozwala wyjaśnić tylko materię widoczną, która stanowi ok. 5% całkowitej energii wszechświata. Dlatego Wielki Zderzacz Hadronów ma stać się jeszcze potężniejszy, aby generować jeszcze więcej zderzeń między cząstkami i pomóc w zbadaniu takich tajemnic jak ciemna materia i ciemna energia. CERN musi też dysponować odpowiednio zaawansowaną infrastrukturą informatyczną, a współpraca laboratorium z firmą Oracle odgrywa w tym obszarze kluczową rolę.
„Cele badawcze CERN są niezwykle fascynujące, a technologie opracowywane w laboratorium wywierają znaczny wpływ na nasze codzienne życie. Przykładowo, technologie stworzone w CERN pomogły już w udoskonaleniu leczenia niektórych typów raka. Z prawdziwą przyjemnością przedłużamy więc naszą współpracę w ramach programu CERN openlab i mamy nadzieję, że wspólnie stworzymy jeszcze bardziej zaawansowane technologie, które pozwolą zrobić krok do przodu zarówno nauce, jak i przemysłowi” — powiedział David Ebert, dyrektor działu rozwiązań dla sektorów administracji publicznej, edukacji i opieki zdrowotnej w regionie Oracle EMEA.
Grupa Nowy Szpital podsumowała pierwsze półrocze. W planach kolejne inwestycje
- Placówki GNS przyjęły więcej pacjentów i z nawiązką wykonały ryczałt
- Grupa szczególny nacisk kładzie na zapewnienie pacjentom dostępu do kompleksowego leczenia oraz dobrej opieki
W pierwszym półroczu 2018 r. szpitale należące do Grupy Nowy Szpital, przyjęły ponad 55 tys. pacjentów, zrealizowały świadczenia medyczne o wartości 138 mln zł i wykonały ryczałt z NFZ na poziomie prawie 107%. Grupa chce pozyskać większe finansowanie w kolejnych okresach rozliczeniowych.
Od października 2017 r. w Polsce funkcjonuje system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej, tzw. sieć szpitali. Szpitale zakwalifikowane do sieci mają zagwarantowane finansowane z Narodowego Funduszu Zdrowia, w ramach którego otrzymują określoną kwotę pieniędzy na realizację świadczeń medycznych dla pacjentów. Finansowanie świadczeń jest realizowane na zasadzie ryczałtu, którego wysokość zależy m.in. od liczby i struktury świadczeń udzielonych przez szpitale w poprzednich okresach sprawozdawczych.
W pierwszym półroczu 2018 r. wszystkie placówki należące do „sieci szpitali” otrzymały od NFZ kwotę 11,1 mld zł. Szpitale zarządzane przez Grupę Nowy Szpital, podpisały na ten okres kontrakty na łączną kwotę 130,7 mln zł. Liczba zrealizowanych przez nie świadczeń na rzecz pacjentów przekroczyła limit, co potwierdza sprawność i jakość usług medycznych w szpitalach prowadzonych przez Grupę, a także ich rolę dla lokalnych społeczności.
W ciągu pierwszych sześciu miesięcy szpitale należące do Grupy, przyjęły 55 029 pacjentów i zrealizowały usługi medyczne o łącznej wartości ok. 138 mln zł. Przekroczyły tym samym o ponad 6% ryczałt określony w kontrakcie z NFZ na pierwsze półrocze. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku kontrakt przyznany szpitalom Grupy był o 14,6 mln zł wyższy niż w pierwszym półroczu 2017 r., co umożliwiło Grupie wykonanie większej ilości procedur medycznych dla pacjentów.
Obecnie szpitale nie mają gwarancji zwrotu kosztów za leczenie pacjentów ponad limit usług określony w umowie z NFZ, za wyjątkiem świadczeń, które zostały udzielone osobom ubezpieczonym w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia. Świadczeniodawcy mogą jednak liczyć na to, że w związku z wypracowanymi nadwykonaniami pozyskają wyższy kontrakt na kolejne okresy rozliczeniowe.
– Zadowolenie pacjentów z usług medycznych ma znaczny wpływ na poziom wykonanego kontraktu. Dzięki nadwykonaniom można liczyć na większe finansowanie w kolejnym okresie rozliczeniowym, dlatego duży nacisk kładziemy na kontakty z pacjentami. Oprócz fachowej opieki medycznej, pacjenci potrzebują również dobrych relacji z personelem medycznym i to jest to, nad czym pracujemy i co staramy się poprawiać – mówi Marcin Szulwiński, prezes Grupy Nowy Szpital.
Inwestycje Grupy Nowy Szpital
Do obsługi coraz większej liczby pacjentów i pozyskiwania finansowania z NFZ konieczne są m.in. inwestycje, w szczególności w rozwój nowych oddziałów, poradni specjalistycznych, a także modernizację szpitali. W pierwszym półroczu br. Grupa Nowy Szpital zrealizowała inwestycje o wartości ponad 11 milionów złotych, w tym w modernizację szpitalnych oddziałów w Olkuszu, Świeciu i Świebodzinie oraz zakup nieruchomości w Wąbrzeźnie.
– Staramy się odpowiadać na potrzeby zdrowotne pacjentów i otwieramy nowe zakresy leczenia finansowane przez NFZ. W tym roku Grupa pozyskała kontrakty, m.in., na programy lekowe i nowe poradnie specjalistyczne, co wymaga inwestycji – wyjaśnia Marcin Szulwiński.
Zakupiono m.in. nowoczesny, specjalistyczny sprzęt do diagnostyki i leczenia, w tym aparaty RTG i USG, urządzenia do masażu serca, respiratory i aparaty do znieczulenia, zestawy do laparoskopii, monitory diagnostyczne, endoskopy, wideogatroskopy i wideokolonoskopy oraz defibrylatory. Grupa realizuje również znaczące inwestycje w IT.
W całym 2018 roku Grupa Nowy Szpital planuje zrealizować inwestycje o łącznej wartości co najmniej 21 mln zł.
Dobre perspektywy dla branży ochrony zdrowia
Perspektywy dla dobrze zarządzanych grup medycznych, w tym sieci szpitali, będących solidnym partnerem dla samorządów, są sprzyjające. W lipcu br. parlament przyjął nowelizację ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Zgodnie z nowymi przepisami, nakłady na ochronę zdrowia w Polsce w 2018 roku mają być nie niższe niż 4,78 proc. PKB, co oznacza kwotę 94,7 mld zł. Ponadto w kolejnych latach nakłady mają stopniowo się zwiększać – do poziomu 6 proc. PKB od 2024 r.
Przeważająca część tych pieniędzy trafi do budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. W zaktualizowanym planie finansowym na 2018 rok NFZ założył 82,7 mld zł na realizację swoich zadań, w tym 79,6 mld zł na koszty świadczeń opieki zdrowotnej. Ponad połowa tej kwoty, 41,4 mld zł, zostanie przeznaczona na leczenie szpitalne. Z kolei w 2019 roku Narodowy Fundusz Zdrowia planuje wydać na realizację swoich zadań 87 mld zł, z tego 83,5 mld zł ma trafić na świadczenia zdrowotne.
Wakacyjne zwyczaje Polaków
Serwis Prezentmarzeń realizując badanie „Wakacyjne zwyczaje Polaków” zapytał 1083 respondentów czy w trakcie urlopu potrafią oderwać się od pracy? Aż 66% zadeklarowało, że zdecydowanie tak, 22% przyznało, że zabiera ze sobą laptopa i od czasu do czasu pracuje, a 12% nie potrafi na urlopie oderwać się od służbowych obowiązków.
Jak pokazały wyniki badania serwisu, co trzeci Polak na letnim wypoczynku spędzi w tym roku do 7 dni, 24% skorzysta z 10-dniowego urlopu, a 22% nigdzie nie wyjedzie.
Spośród 1083 respondentów, 28% zamierza letni wypoczynek spędzić tylko w kraju, 35% najchętniej nad morzem, a 27% podróżując po Polsce. Ponad połowa Polaków niezależnie czy wybierze się na krajowe czy zagraniczne wakacje, organizuje urlop samodzielnie, a 16% chętnie dołączy do wyjazdu planowanego przez rodzinę lub przyjaciół.
Jeśli już zdecydujemy się na oderwanie od pracy, to coraz częściej stawiamy na aktywny wypoczynek. Jak wynika z opinii 43% respondentów badania, czas urlopu to czas szaleństw. Dlatego coraz więcej Polaków deklaruje również chęć spróbowania podczas letniego wypoczynku sportów ekstremalnych. Taką możliwość rozważa aż 42% zapytanych, a 21% jest zdecydowania za.
Coraz więcej Polaków decyduje się na aktywny wypoczynek podczas urlopu, dlatego rośnie zainteresowanie niestandardowymi i ciekawymi atrakcjami, takimi jak na przykład lot motolotnią, Flyboard czy Bubble Football. Z roku na rok Polacy przeznaczają na letni wypoczynek związany ze sportem, rekreacją i realizacją marzeń coraz większe budżety. Nawet jeśli spędzają wakacje w kraju, to szukają w miejscu wypoczynku ciekawych i oryginalnych rozrywek. Aktywny urlop pozwala na regenerację organizmu i pomaga złapać dystans zarówno do życia zawodowego, jak i prywatnego. – komentuje Grzegorz Rożalski z serwisu Prezentmarzeń.
Podczas urlopu największą wagę przywiązujemy do atrakcyjności turystycznej miejsca – 29% wskazań oraz możliwości skorzystania z lokalnych rozrywek – 38% odpowiedzi. Dla 24% respondentów równie ważny jest komfort i wygoda zakwaterowania.
Ponad 66% zapytanych przez serwis Prezentmarzeń potrafi na urlopie całkowicie oderwać się od służbowych obowiązków, 22% od czasu do czasu zdalnie pracuje, a 12% cały czas sprawdza służbowe maile i odbiera służbowe telefony. Dla 37% zapytanych urlop jest sposobem na regenerację, a dla 29% odpoczynkiem od codziennych obowiązków. Według 14% urlop to przede wszystkim sposób na odcięcie się od pracy.
Psychologowie od lat alarmują o nieumiejętności postawienia granicy między życiem zawodowym i prywatnym, która dotyka coraz większą liczbę pracujących osób. Pomimo czasu przeznaczonego na wypoczynek służący regeneracji fizycznej i psychicznej, wciąż towarzyszy nam stres – co zastaniemy po powrocie z urlopu do pracy. Dlatego tak istotny jest pomysł na aktywny urlop bez nudy, korzystanie z różnych form aktywności, uprawianie sportów, które dodają energii i pomagają złapać dystans do życia.
Spośród 1083 respondentów badania „Wakacyjne zwyczaje Polaków” 46% deklaruje, że na letni wypoczynek wydaje do 3 000 zł, 27% do 2 000 zł, a 19% do 4 000 zł. Tylko 8% zapytanych na wakacje wydaje powyżej 4 000 zł. Ponad połowa zapytanych Polaków (54%) finansuje swój wyjazd na urlop z oszczędności, 35% z bieżących zarobków, a 11% zapożycza się.
*Badanie „Wakacyjne zwyczaje Polaków” zostało zrealizowane przez serwis Prezentmarzeń na próbie 1083 respondentów w lipcu 2018. Badanie zostało zrealizowane w formie ankiety online.
Firma opodatkuje sprzedaż prawa do utworu jak zysk kapitałowy
W marcu 2018 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej podjął temat podatku dochodowego od osób prawnych w kontekście sprzedaży prawa do utworu. Chodziło o ustalenie, czy uzyskane przychody ze sprzedaży praw majątkowych generują obowiązek prezentowania ich jako zysków kapitałowych. Zajęcie takiego stanowiska oznaczałoby, że po stronie przedsiębiorcy istnieje konieczność dokonania osobnego wyliczenia uzyskanego dochodu i niemożność ewentualnego łączenia takich zysków ze stratą z innych źródeł przychodów. Jakie zagrożenia się z tym wiążą? Kto ucierpi najbardziej?
Stan faktyczny
Sprawa dotyczyła spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – podatnika podatku dochodowego, który zajmuje się działalnością marketingową i reklamową. W swojej ofercie posiada między innymi tworzenie haseł reklamowych oraz wzorów reklamowych, co stanowi działania twórcze i artystyczne. W zawartych między spółką a klientami umowach podmiot ten wyrażał zgodę na przeniesienie na nabywcę wszelkich autorskich praw majątkowych. Czy zatem uzyskane przychody ze sprzedaży praw majątkowych stanowią zyski kapitałowe? W ocenie wnioskodawcy, zwracającego się do organu o wydanie interpretacji podatkowej, uzyskane ze sprzedaży autorskich praw majątkowych dochody nie powinny być wykazywane jako przychody z zysków kapitałowych, ale jako przychody z innych źródeł dochodów. Spółka powołała się na fakt, iż intencją prawodawcy, tworzącego zmiany w obowiązujących przepisach, było ograniczenie fiskalnych skutków, związanych z ewentualnym sztucznym kreowaniem straty w operacjach gospodarczych. Biorąc natomiast pod uwagę fakt, iż sprzedaż praw autorskich przy działalności marketingowo-reklamowej stanowi olbrzymi fragment tego typu fachu, takie generowanie sztucznej straty nie jest możliwe. Spółka nie należy zatem do kręgu podmiotów, które mogłyby zyskać na optymalizacji związanej z tworzeniem fałszywej straty. W konsekwencji, w ocenie wnioskodawcy zyski ze sprzedaży autorskich praw majątkowych nie powinny być uwzględniane jako zyski kapitałowe i podlegać osobnemu rozliczeniu.
Nieprawidłowe stanowisko wnioskodawcy
Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób prawnych za przychody z zysków kapitałowych uważa się również przychody z praw majątkowych, tj. między innymi z autorskich lub pokrewnych praw majątkowych, licencji, know-how, o przewidywanym okresie używania dłuższym niż rok, wykorzystywanych przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddanych przez niego do używania na podstawie umowy licencyjnej (sublicencji), umowy najmu, dzierżawy lub innych określonych przepisami prawa. Dodatkowo ustawa wskazuje, że w tej sytuacji chodzi również o zbycie wyżej wymienionych praw.
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, rozpatrując wniosek, uznał, iż stanowisko wnioskodawcy jest błędne. Obowiązujące przepisy wprost wskazują na zamknięty katalog zysków kapitałowych. Jedyne wyłączenie ustawa czyni wobec licencji bezpośrednio związanych z uzyskaniem przychodów, niezaliczanych do zysków kapitałowych. Mimo iż ustawodawca rzeczywiście wskazał, że motywami zmian była walka z działaniami optymalizacyjnymi, podejmowanymi przez wielu przedsiębiorców, służącymi uzyskaniu korzyści fiskalnej, to jednak znowelizowane przepisy stosuje się bezwzględnie do wszystkich podmiotów, a więc nawet tych, u których generowanie takiej sztucznej straty byłoby fizycznie niemożliwe. Drugim powodem wprowadzonych zmian było dążenie do zwiększenia wpływów z podatku dochodowego od osób prawnych i temu przede wszystkim służą przepisy ustawy o CIT oraz konstrukcja zysków kapitałowych. Nie jest zatem zasadne zawężanie kręgu podmiotów, których dotyczą zapisy ustawy czy też inne rozumienie zysków kapitałowych, do czego wyraźnie dąży wnioskodawca.
Konsekwencje dla przedsiębiorców
Ustawodawca zadbał o to, aby zyski kapitałowe nie były solą w oku instytucji finansowych, banków oraz SKOK-ów, niejako wyłączając je z wprowadzonych zmian. Zapomniał jednak o podmiotach prowadzących taką działalność reklamową, marketingową, a także inną, opartą głównie na osiąganiu przychodu z zysków kapitałowych. Takie niekorzystne uwzględnianie strat może natomiast negatywnie wpłynąć na sytuację finansową firm. To nie tylko kwestia innego rozliczenia, ale wizja realnych strat, sięgających tysięcy, a nawet milionów złotych w przypadku większych podmiotów prawa gospodarczego. Przedsiębiorca zostanie z ogromnymi, niepodlegającymi odliczeniu wydatkami, których (biorąc pod uwagę charakter swojej działalności, generującej zysk przeważnie po stronie zysków kapitałowych) nie zdąży rozliczyć w ciągu ustawowego terminu, tj. pięciu lat. Chociaż należy również przyznać, że wprowadzone zmiany to niemała rewolucja także w księgowości, a zatem i w samym sposobie rozliczania. Wiąże się ona między innymi z koniecznością dostosowania prowadzonej ewidencji rachunkowej, bowiem od teraz konieczny jest wyraźny podział na dwa różne typy dochodów. Więcej pracy pojawi się również przy kwalifikowaniu kosztów pośrednich, które raz trafią do „worka” zysków kapitałowych, a raz do pozostałej działalności gospodarczej. Nie wiadomo natomiast do końca, według jakiego klucza należałoby dokonywać takiego podziału. W najbliższym czasie będzie to z pewnością powodowało duże problemy i chaos – zarówno w środowisku przedsiębiorców, prawników, jak i osób zajmujących się księgowością i rachunkowością.
Czy agencje marketingowe zakończą działalność?
Nowelizacja przepisów ustawy o CIT to ogromny cios dla agencji marketingowych i innych podmiotów uzyskujących „lwią” część przychodów z zysków kapitałowych. Możliwe, że ten ruch ze strony polskiego ustawodawcy zmusi wiele firm do zakończenia prowadzonej działalności lub wpędzi je w spiralę długów. W takiej sytuacji warto zasięgnąć rady wykwalifikowanych doradców podatkowych i prawników, którzy pomogą znaleźć odpowiednie, indywidualnie dobrane dla przedsiębiorcy rozwiązanie.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.
Analitycy Domu Analiz SII wycenili akcje Sescom
Dom Analiz SII opublikował rekomendację inwestycyjną dla akcji Sescom S.A. Cena docelowa w perspektywie 12-miesięcznej dla tych walorów ustalona została na poziomie 55,97 zł, co przy cenie zamknięcia notowań z 24 sierpnia 2018 roku oznacza potencjał wzrostu na poziomie 135,2%.
Grupa Sescom specjalizuje się w świadczeniu usług Facility Management, tj. serwisu technicznego budynków oraz urządzeń, rozwijając również inne usługi, komplementarne do podstawowej działalności. W jej ofercie znajdują się między innymi usługi serwisu klimatyzacji, ogrzewania i wentylacji (HVAC), utrzymania elementów infrastruktury IT, a także usługi montażowe i budowlane.
W ostatnich miesiącach kurs notowań akcji Sescom spadł z poziomu około 45 zł do ponad 20 zł, a w konsekwencji rynkowa kapitalizacja Spółki obniżyła się z poziomu około 95 mln zł do ponad 42 mln zł. Naszym zdaniem rzeczona przecena nie miała fundamentalnego uzasadnienia. Rok obrotowy 2017/2018 jest dla Grupy Sescom rekordowy pod względem notowanych wyników finansowych.
Po trzech kwartałach jej skonsolidowane przychody wyniosły 94,5 mln zł wobec 66,8 mln zł w analogicznym okresie rok wcześniej (+41,4% rdr), wynik EBITDA zwiększył się z poziomu 5,1 mln zł do 10 mln zł (+96,9% rdr), a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej z poziomu 2,7 mln zł do 6,7 mln zł (+150,9% rdr) – podsumowano w raporcie.
Analitycy Domu Analiz SII zwrócili uwagę, że na wyniki finansowe ostatniego raportowanego kwartału istotnie wpłynęła realizacja jednorazowego, wysokomarżowego zlecenia w segmencie IT Infrastructure. Między innymi ze względu na efekt wysokiej bazy poprawa zysków w następnym roku obrotowym może okazać się zatem wyzwaniem, jednak w długim terminie perspektywy dalszego rozwoju dla Sescom wciąż pozostają atrakcyjne.
Naszym zdaniem motorem napędowym wyników Spółki w najbliższych latach będzie m.in. zakończenie integracji nowo powołanych jednostek i przejętej ZCP Cube.ITG, rozwój nowych segmentów działalności (Digital i Intelligence) oraz dalsza ekspansja zagraniczna. Ponadto Sescom nie wyklucza kolejnych przejęć, czego dowodem są plany akwizycji firmy Dozór Techniczny – napisano w raporcie.
Zgodnie z szacunkami Domu Analiz SII Grupa Sescom osiągnie w bieżącym roku obrotowym 125,5 mln zł przychodów ze sprzedaży (+30,4% rdr), 13,6 mln zł wyniku EBITDA (+55,4% rdr) i 9,2 mln zł zysku netto (+75,7% rdr). Przy kursie notowań akcji Sescom z 24 sierpnia 2018 roku implikuje to wartość wskaźnika C/Z na poziomie 5,4.
Rekomendacja została wydana 27 sierpnia o godz. 7:50. Moment pierwszego rozpowszechnienia rekomendacji to 27 sierpnia, godz. 8:00. Autorami raportu są Paweł Juszczak i Adrian Mackiewicz.
Dom Analiz SII zawarł ze spółką Sescom umowę o przygotowanie niezależnej rekomendacji inwestycyjnej.
Problemy z płatnościami firm z branży e-commerce
Sprzyja jej koniunktura, nawyki klientów, a od niedawna też zakaz handlu w niedzielę, mimo tego ryzyko nieotrzymania płatności z branży e-commerce rośnie. W pół roku, o niemal jedną czwartą zwiększyła się liczba firm posiadających problemy w rozliczeniach, a suma ich zaległości wzrosła do 126 mln zł – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK. Kondycja finansowa przedsiębiorstw zajmujących się sprzedażą wysyłkową i internetową jest jednak lepsza niż wcześniej – podaje wywiadownia gospodarcza Bisnode Polska.
Europejski rynek e-commerce był wart w 2017 r. 534 mld euro o 11 proc. więcej niż rok wcześniej, podaje Ecommerce Europe*. W 2018 r. ma to być już 602 mld euro. W Polsce wzrost sięgnął 13 proc. r/r, a wartość rynku szacowana jest na około 40 mld zł. m.in. dlatego, że systematycznie zwiększa się odsetek Polaków, którzy robią zakupy za pośrednictwem internetu. Według raportu „E-commerce w Polsce 2017”** już 54 proc. z nas zdecydowało się na zakupy w sieci wobec 50 proc. rok wcześniej. Badani uważają, że są one wygodne (44 proc.), szybkie (39 proc.) i tańsze (33 proc.) niż tradycyjne. Spada też udział osób postrzegających je jako niebezpieczne, aktualnie obawy ma 38 proc. ankietowanych.
Dodatkową szansą dla dynamicznego rozwoju e-handlu w przyszłości są ograniczenia działalności tradycyjnych sklepów w niedziele. O ile w 2018 r. będzie 39 niedziel wolnych od handlu, to już rok później sprzedaż będzie możliwa jedynie w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, a w 2020 r. będzie zaledwie siedem niedziel handlowych. Niemal co piąty badany przez Gemius deklaruje, że po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę będzie więcej kupował online. Bez wątpienia handlowi w sieci będzie też sprzyjać rosnąca w gospodarce rola pokolenia Y i wejścia na rynek pokolenia Z.
Połowa sklepów internetowych w dobrej kondycji finansowej
– E-sklepy inwestują w rozwój, nowe firmy próbują swoich sił i zdarza się, że mają problem z udźwignięciem finansowych zobowiązań. W efekcie rośnie liczba dostawców usług i towarów dla firm branży e-commerce, nie otrzymujących płatności na czas. Jak pokazują nasze statystyki, wierzyciele nie czekają jednak z założonymi rękami i wpisują dłużników do rejestru BIG InfoMonitor – mówi Sławomir Grzelczak, prezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.
Według danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej, problemy z płatnościami wobec kontrahentów i banków ma ponad 23 proc. firm, więcej niż pół roku wcześniej. Na koniec czerwca niesolidnych dłużników z e-commerce było 3 364 wobec 2 724 na koniec 2017 r. Łączne zaległości tej branży, czyli płatności przeterminowane o minimum 30 dni, na co najmniej 500 zł wzrosły natomiast o 19 proc. i wyniosły po I połowie roku ponad 126 milionów zł.
Wygląda na to, że zwiększenie problemu z zaległościami to przede wszystkim wynik większej determinacji wierzycieli w dochodzeniu swoich należności i wzrostu biznesu e-commerce, bo kondycja finansowa sklepów internetowych wygląda obecnie lepiej niż pół roku wcześniej.
Kondycja finansowa sklepów internetowych w 2018

Z badania przeprowadzonego przez Bisnode Polska wynika, że spośród ponad tysiąca polskich sklepów internetowych połowa jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej. Z czego niemal połowa proc. jest w co najmniej dobrej sytuacji finansowej. W porównaniu z początkiem roku, swoją kondycję poprawiło ponad 6 proc. podmiotów. Ubyło szczególnie firm w których było źle.
Problemy z płatnościami e-commerce mniej powszechne niż wśród wszystkich branż
– Intensywny rozwój rynku, nie jest wolny od problemów, ale nie ma potrzeby bić na alarm, bowiem kłopoty z płatnościami ma 4,2 proc. firm tej branży, podczas gdy wśród wszystkich przedsiębiorstw problemy widoczne w bazach BIG InfoMonitor i BIK ma 5 proc. firm. Branża e-commerce wypada więc lepiej. Nie zmienia to faktu, że pół roku wcześniej niesolidnych przedsiębiorstw zajmujących się sprzedażą w sieci było jedynie 3,4 proc. – zaznacza Sławomir Grzelczak.
Przeważająca liczba dłużników została wpisana do Rejestru BIG InfoMonitor przez kontrahentów, jednak na sumę zaległości w większym stopniu wpływają opóźnienia w spłacie rat kredytów bankowych. Opóźnione kredyty wynoszą 97,7 mln zł, podczas gdy przeterminowane zobowiązania pozakredytowe sumują się do 28,4 mln zł.
Najwięcej zaległości na Mazowszu i Śląsku

Największe łączne zaległości należą do e-sklepów z Mazowsza, Śląska oraz Małopolski, odpowiednio jest to 21,5 mln zł, 20,8 mln zł oraz 12,4 mln zł. Podobną dominację widać wśród województw w kategorii liczby firm z problemami finansowymi. Najwięcej zarejestrowanych jest na Mazowszu i Górnym Śląsku. Sporo jest także w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku oraz w Małopolsce i w Łódzkiem. Średnia zaległość to 37 475 zł. Najwyższe średnie zaległe zobowiązania – ponad 49 109 zł należy do firm internetowych z Podlasia.
W Polsce zarejestrowanych jest 79,3 tys. firm e-commerce, które jako podstawową działalność zgłosiły „sprzedaż detaliczną prowadzoną przez domy sprzedaży wysyłkowej lub Internet”. Aktywnych jest znacznie mniej. Handel w sieci to jednak również druga strona działania sklepów tradycyjnych. Staje się to już standardowym modelem biznesu w branży detalicznej.
* https://www.ecommerce-europe.eu/press-item/european-b2c-ecommerce-still-growing-fast-national-markets-moving-different-speeds/
** Raport „E-commerce w Polsce 2017”** zrealizowanego przez Gemius dla e-Commerce Polska
Ostatnia chwila na zgłoszenie do tegorocznej Rundy Inwestycyjnej InnoEnergy
EIT InnoEnergy ogłasza datę zakończenia naboru wniosków do Rundy Inwestycyjnej 2018, wspierającej nowatorskie rozwiązania. Aby przejść z powodzeniem proces selekcji przed końcem roku, należy złożyć wniosek do 4 października br.
Runda Inwestycyjna – czym jest i dla kogo?
Runda Inwestycyjna skierowana jest przede wszystkim do małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), których sprawdzone rozwiązania technologiczne przyczynią się do transformacji przemysłu energetycznego w Europie. Od uruchomienia Rundy w 2011 roku, EIT InnoEnergy zainwestowało już 190 mln EUR w projekty z całej Europy – wspierając projekty, których łączna wartość przychodów ze sprzedaży szacowana jest na poziomie 3 mld EUR.
Oprócz finansowania, EIT InnoEnergy oferuje wnioskodawcom możliwość skorzystania z wiedzy i kontaktów dostępnych w ramach ekosystemu innowacji energetycznych, składającego się z 385 partnerów branżowych reprezentujących obszar energii, czystych technologii i mobilności.
Gdzie potrzebne jest wsparcie dla MŚP w sektorze innowacji energetycznych?
InnoEnergy postrzega komercjalizację jako priorytetową potrzebę biznesową małych i średnich przedsiębiorstw przy wprowadzaniu nowatorskiego produktu. Poza tym niezwykle ważne jest skrócenie czasu wejścia z produktem na rynek, jego umiędzynarodowienie, zwiększenie skali działalności oraz dostęp do stabilnego, przewidywalnego finansowania. Tak aktualnie wygląda zapotrzebowanie MŚP w sektorze innowacji energetycznych – podsumowuje Marcin Lewenstein, Innovation Officer w InnoEnergy Central Europe.
- Komercjalizacja produktu
Zadaniem EIT InnoEnergy jest zidentyfikowanie i umożliwienie dostępu do partnerów, którzy pomogą w zdefiniowaniu i dotarciu do grupy docelowej podczas wprowadzania rozwiązania na rynek. Przy wykorzystaniu wsparcia, możliwe jest przyspieszenie momentu wystartowania z produktem.
- Zwiększenie skali i uprzemysłowienie
Uruchomienie produkcji na dużą skalę jest jedną z faz, która wymaga większego nakładu inwestycyjnego. EIT InnoEnergy zapewnia wiedzę, a dzięki temu pomaga w uniknięciu typowych błędów, które mogą przyczyniać się do utrudnienia procesu uprzemysłowienia.
- Pozbawione ryzyka, przewidywalne finansowanie
Finansowane przez EIT InnoEnergy projekty najczęściej wymagają rozwoju technologii czy prototypów, dlatego też wiążą się z wysokimi nakładami. Współpraca z EIT InnoEnergy umożliwia szybkie uruchomienie funduszy i sprawną realizację projektu innowacyjnego.
Polskie projekty korzystają – przykłady
EIT InnoEnergy wsparło również szereg polskich projektów i rozwiązań. Przykłady produktów, które odniosły sukces to, m.in. BioEcoMatic oraz XSensor.
- BioEcoMatic to nowy, wysoko wydajny, zautomatyzowany kocioł na biomasę, głównie słomę. To rozwiązanie pozwala rolnikom, przedsiębiorstwom wiejskim oraz lokalnej społeczności na korzystanie z lokalnych, czystych źródeł paliw do ogrzewania.
- Xsensor to innowacyjna linia czujników bezprzewodowych opracowanych w celu usprawnienia zarządzania i eksploatacji urządzeń dzięki zastosowaniu tzw. diagnostyki predykcyjnej.Rozwiązanie to pozwala lepiej monitorować pracę urządzeń i przewidywać potencjalne usterki, dzieki czemu korzystające z niego firmy uzyskują znaczną poprawę w zakresie kosztów serwisu i remontów oraz wydajności operacyjnej.
Naszą misją jest przyspieszenie przejścia na czystą energię w Europie. Dlatego identyfikujemy, inwestujemy i współpracujemy z najbardziej innowacyjnymi przedsiębiorcami, aby zapewnić im bezpieczne i przewidywalne finansowanie, pomóc w zwiększeniu skali i skróceniu czasu wprowadzania produktu na rynek – mówi Jakub Miller, CEO w InnoEnergy Central Europe.
Zależy nam na prawdziwej współpracy. Całościowo pomagamy naszym partnerom i znacznie wykraczamy tu poza finansowanie. Łączymy przedsiębiorców z potencjalnymi klientami, partnerami biznesowymi i dystrybutorami. Redukujemy biurokrację, jednocześnie pomagamy skoncentrować się na zadaniach generujących wartość. Znamy rynek, dlatego wdrażamy tylko przemyślane narzędzia zaprojektowane w celu szybszego rozwoju modeli biznesowych i towarzyszących im strategii. Co równie ważne dla MŚP, stosujemy elastyczne podejście inwestycyjne i uczestniczymy w podziale ryzyka – dodaje Jakub Miller.
Rafał Benecki: Umocnienie złotówki możliwe dopiero pod koniec roku
Większość lokalnych czynników sprzyja polskiej walucie i obligacjom. Największym ryzykiem wciąż jest sytuacja, jaka ma miejsce poza Polską. Do pozytywnych krajowych czynników należy całkiem mocny wzrost gospodarczy. Drugi kwartał okazał się dużo lepszy niż oczekiwano. Spowolnienie gospodarcze w Strefie Euro z pierwszej połowy roku w bardzo niewielkim stopniu wpłynęło na koniunkturę w Polsce. Łączny wzrost PKB w 2018 roku może wynieść 4,8 proc. W najbliższych miesiącach wzrost ten będzie utrzymywać się na poziomie 4,5 proc. Pozytywnie na sytuację naszej waluty wpływać będzie także sytuacja budżetowa. Całoroczny deficyt sektora finansów publicznych wyniesie ok 1,5 proc. PKB. Oznacza to również korzystne, wciąż niskie podaże obligacji. To, co ogranicza potencjał wzrostowy złotówki, to sytuacja zagraniczna. Głównym czynnikiem jest niepewność odnośnie wzrostu w Strefie Euro, wojny handlowe, duża zmienność dolara. Wszystko to wpływa negatywnie na inne rynki wschodzące.
– Gdyby nie otoczenie zewnętrzne, kurs złotego byłby dużo mocniejszy – w okolicach 4,10 wobec euro. Łącznie z niekorzystnymi czynnikami zagranicznymi widać miejsce na umocnienie się polskiej waluty wobec euro do ok. 4,20 na koniec 2018 roku – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, analityk ING Banku Śląskiego – Okres wzrostu dolara, który miał miejsce w drugim kwartale, prawdopodobnie dobiega końca. Sam prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump podkreśla, że nie podoba mu się moc amerykańskiej waluty. To kompensuje jego zabiegi protekcjonistyczne, mające poprawić bilans USA. Sytuacja gospodarcza w Europie także się poprawia. Zmniejszają się obawy, że to początek spowolnienia. Euro powinno zyskiwać już teraz, jednak cały czas można spodziewać się dalszej retoryki protekcjonistycznej i dyskusji o kolejnych cłach zza oceanu. Dotyczy to amerykańskich relacji z Europą, ale również z Chinami. Trudno więc spodziewać się istotnego odbicia europejskiej waluty w najbliższym czasie. Potencjał ten będzie o wiele większy w drugiej połowie roku, po wyborach cząstkowych w Stanach Zjednoczonych. Umocnienie złotówki do dolara możliwe jest dopiero pod koniec 2018 roku, razem z odbiciem eurodolara na świecie. Wtedy kurs ten może spaść do 3,40-3,50 zł – ocenił Benecki.
Zużywamy coraz więcej danych. Orange Polska wprowadza więc internet o prędkości 1 Gb/s
Średni transfer danych w gospodarstwach domowych jest dwukrotnie wyższy niż jeszcze w 2016 roku, a zapotrzebowanie na szybki internet jest coraz większe. To sprawia, że operatorzy stale pracują nad ulepszeniem swoich ofert. Orange Polska wprowadza internet o prędkości 1 Gb/s oraz inteligentne Wi-Fi, które zapewni lepsze pokrycie sygnałem w całym domu. W ten sposób klienci mogą w jak najszerszym stopniu korzystać z możliwości, jakie daje sieć światłowodowa. Pokazujemy drogę rozwoju dla innych rynków, wyznaczając standardy prędkości internetu domowego – podkreśla Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.
– Internet światłowodowy o prędkości sięgającej 1 Gb/s oferowany na tę skalę to absolutna nowość na polskim rynku, zwłaszcza że już dziś jest on dostępny w 1,7 mln gospodarstw domowych w Polsce. To innowacja, nad którą pracowaliśmy w Orange Polska od ponad pół roku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes zarządu Orange Polska.
Zapotrzebowanie na transfer danych, a tym samym na prędkość internetu, szybko rośnie. W pierwszym półroczu przez sieć szkieletową Orange przepłynęły ponad 42 mln GB danych. Znacznie więcej przesyłają klienci sieci stacjonarnej – dziennie średnio trzy razy więcej niż klienci mobilni). Coraz więcej danych płynie przez światłowód. W ciągu ostatnich dwóch lat ilość danych, jakie średnio przesyłał w ciągu miesiąca użytkownik najszybszego dostępnego dotychczas w sieci Orange łącza – 600 Mb/s – wzrosła dwukrotnie. To już ponad 200 GB. Dlatego Orange Polska oferuje klientom internet o prędkości nawet 1 Gb/s.
– Zapotrzebowanie rośnie. Gigabitowa prędkość, jaką właśnie wprowadzamy do oferty i proponujemy klientom, jest odpowiedzią na to, jak zmieniają się potrzeby naszych klientów – zapewnia Jean-François Fallacher. – W świecie powszechnego dostępu do internetu, a znam tę branżę od 20 lat, widać, że jeśli zaoferuje się ludziom większą prędkość, to będą z niej korzystać. Internet i Wi-Fi stały się nieodzownymi elementami naszego życia – korzystamy z nich nieustannie. Również w domach, w których coraz częściej z internetu korzysta wiele osób równocześnie, na wielu urządzeniach, np. oglądając filmy na smartfonach. Zwiększamy także prędkość wysyłania danych, co jest bardzo dobrą wiadomością np. dla graczy, którzy potrzebują najwyższych prędkości.
Obecnie operator ma 300 tys. klientów internetu światłowodowego FTTH i 3 mln gospodarstw domowych w jego zasięgu. Gigabitowe łącze będzie dostępne dla nowych klientów, lecz także dla dotychczasowych, którzy znajdują się w zasięgu ofert 600 Mb/s, czyli w sumie 1,7 mln gospodarstw domowych.
Jak podkreśla prezes spółki, korzystanie z szybkiego internetu ma być teraz również znacznie wygodniejsze. Nawet na większej liczbie urządzeń podłączonych do sieci, a to może być w przyszłości prawdziwym wyzwaniem. Jak prognozuje Cisco, w 2021 roku globalnie wyniesie ona 27 mld, przy 17 mld w 2016 roku.
– Wprowadzamy również nowości w zakresie łączności Wi-Fi. W dużych mieszkaniach zdarza się, że w niektórych miejscach nie ma sygnału Wi-Fi. Dzięki nowemu produktowi, który wprowadzamy na rynek, sygnał będzie docierał do każdego miejsca w domu czy mieszkaniu. Nazwaliśmy tę usługę Smart Wi-Fi, ponieważ dostosowuje się ona do potrzeb użytkownika. Wraz z uruchomieniem tej funkcji na modemach Funbox 3.0 oraz wprowadzeniem do oferty specjalnego wzmacniacza sygnału, klienci otrzymują prostą w użyciu aplikację, która mierzy siłę sygnału Wi-Fi i pomaga umieścić urządzenia w optymalny sposób, tak aby móc się cieszyć dobrą jakością sygnału w każdym miejscu naszego domu – wskazuje Jean-François Fallacher.
To właśnie na jakość sieci Wi-Fi – mimo dobrego łącza – klienci skarżą się najczęściej. Tymczasem jak wynika z raportu Polska jest MOBI, 79 proc. Polaków używa w swoich domach Wi-Fi.
Z badania przeprowadzonego na zlecenie UKE wynika, że w 2017 roku z internetu stacjonarnego korzystało 70 proc. mieszkańców Polski, a z internetu mobilnego – 25 proc. Średnia prędkość w przypadku stacjonarnego internetu wynosiła 83 Mb/s.












