Prawie połowa polskich firm planuje zwiększyć zatrudnienie

Niemal 90% Polaków jest spokojnych o swoje miejsce zatrudnienia, a 6 na 10 oczekuje dalszych podwyżek w nadchodzących miesiącach. Takie nastroje nie powinny dziwić, w warunkach historycznie niskich poziomów bezrobocia  i rekordowego popytu na pracowników. Obecnie ponad 45% firm planuje rekrutacje, co jest najwyższym wynikiem od 5 lat – wynika z najnowszej, dziesiątej już edycji „Barometru Rynku Pracy” przygotowanego przez Work Service S.A.

Tak jak zapowiadaliśmy na początku roku, rynek pracy w ostatnich miesiącach wrzucił wyższy bieg. Wiele dotychczasowych trendów jeszcze się pogłębiło, co przełożyło się na osiąganie rekordowych wskazań. Przy dobrej koniunkturze gospodarczej i wzroście PKB przekraczającym 5%, to strona pracownicza nadaje dziś tempo zmian rynkowych. Widać to choćby po względem poczucia stabilności sytuacji zawodowej. Obecnie tylko 8,7% Polaków obawia się utraty, a ponad 88% jest przekonanych o utrzymaniu obecnego zatrudnienia, co jest najwyższym wynikiem w historii naszych badań. Takie nastroje przekładają się również na inne aspekty, jak choćby najlepsze od 3 lat wskazania związane ze spodziewanym czasem znalezienie nowej pracy, a także wysokie aspiracje zarobkowe. Nadal niemal 60% oczekuje poniesienia poziomów płac, a przy zmianie zatrudnienia liczą na wyższe stawki o 25-50%. Tak silna presja płacowa z pewnością staje się dużym wyzwaniem dla strony pracodawców, ale jednocześnie napędza wysokie poziomy konsumpcji w polskiej gospodarce podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.obawa utraty pracy

Co ciekawe, przy rekordowo niskich poziomach bezrobocia i wysokim poczuciu stabilizacji zawodowej, skłonność do zmiany pracy utrzymuje się na stabilnych poziomach. Obecnie 19,8% pracowników rozważa zmianę miejsca zatrudnienia i tylko co czwarta osoba z tej puli chce podjąć tę decyzję ze względu na obawę przed zwolnieniem. Główną motywacją, choć tracącą na znaczeniu, są wyższe zarobki – na nie wskazuje 37% respondentów. Co więcej ponad 66% Polaków spodziewa się znaleźć nowe miejsce zatrudnienia w okresie krótszym niż 3 miesiące.

W coraz większym stopniu zmierzamy w stronę merytokracji. Przez wiele lat pracownicy narzekali, że nie mogli znaleźć pracy bez odpowiedniej sieci znajomych, którzy mogliby ich polecić do pracy, a wiedzę o ofertach czerpali głównie od sieci koleżeńskiej. Kolejny kwartał z rzędu informacje pochodzące z portali ogłoszeniowych zyskują na znaczenia jako podstawowe źródło informacji o ofertach pracy – szuka ich tam 60% pracowników. Znajomi nadal są ważni, bo to drugie źródło wiedzy o ofertach pracy na które wskazuje 54% badanych. Rośnie też znaczenie mediów społecznościowych na które wskazuje jedna trzecia szukających pracy – komentuje wyniki raportu Piotr Arak, Zastępca Dyrektora w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Rekordowa skala rekrutacji pod presją niedoborów

Ponad 45% przedsiębiorstw zamierza w najbliższym czasie uruchomić rekrutacje pracowników. Jest to wynik 6,2 p.p. wyższy niż przed rokiem i jednocześnie najwyższe wskazanie w pięcioletniej historii Barometru Rynku Pracy. Ponad połowa odpowiedzi dotyczy zwiększenia poziomu zatrudnienia, a pozostałe utrzymania obecnego stanu, który będzie zmienny ze względu na rotację pracowniczą. Jedynie 5% firm zapowiada zwolnienia. Największe plany rekrutacyjne wykazują sektor produkcyjny i handlowy, wśród których co drugi pracodawca zapowiada poszukiwanie nowych kadr. Firmy będą zabiegać głównie o pracowników niższego (55,6%) i średniego szczebla (47,3%), a 12,6% pracodawców planuje rekrutować członków kadry zarządzającej.zmiana zatrudnienia

Ciekawym wnioskiem z badania jest to, że w Polsce nie widać jeszcze wyraźnie obecnego w krajach wysokorozwiniętych trendu, jakim jest tzw. polaryzacja rynku pracy. To zjawisko charakteryzuje się zanikiem ofert pracy dla mało doświadczonych oraz średniej klasy specjalistów, które polegają na wykonywaniu rutynowych zadań i jednoczesnym wzrostem liczby ofert dla wysokiej klasy specjalistów z mało powtarzalnymi zadaniami. Specjalistów średniego szczebla planuje zatrudnić ponad 47% firm w Polsce, a specjalistów niskiego szczebla – ponad 55% Wśród nich część wakatów to miejsca pracy z rutynowymi zadaniami, które są najbardziej podatne na automatyzację – zauważa Julia Patorska, Lider Zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

Z raportu Work Service wynika, że niemal 72% firm zapowiadających zwiększenie zatrudnienia doświadczyło problemów rekrutacyjnych. Co więcej w tych regionach Polski, gdzie pracodawcy mają największe plany rekrutacyjne, tam zgłaszane są największe niedobory kadrowe.

Zapotrzebowanie na talenty znacznie przewyższa podaż w wielu branżach. Żyjemy na rynku opartym na kandydatach, a firmy stoją przed wyzwaniem dostosowania swojego procesu rekrutacji, aby móc szybko i efektywnie zaprosić najlepszych kandydatów do współpracy. Na dzisiejszym konkurencyjnym rynku, skrócenie czasu rekrutacji, to jedno z najtrudniejszych zadań dla firm. Najlepszy kandydat, po kilku tygodniach rozmów rekrutacyjnych, może po prostu być już niedostępny, kiedy otrzyma ofertę pracy. Sukces wymaga zbudowania dobrych relacji między menedżerami rekrutującymi i zespołem rekruterów, wdrożenia nowoczesnych narzędzi oraz ciągłego kontaktu z kandydatem – mówi Dorota Dublanka, Dyrektor Departament Rozwoju Zasobów Ludzkich i Efektywności Organizacyjnej KIR.

W drugiej połowie roku mniej podwyżek

Z „Barometru Rynku Pracy X” wynika, że 15,6% firm zapowiada podwyżki w nadchodzących miesiącach, co jest wynikiem niższym o 13,4 p.p. względem poprzedniej edycji badania, ale o 4,3 p.p. wyższym niż w analogicznym okresie przed rokiem. Największą skłonność do zwiększenia wynagrodzenia mają duże firmy, które zatrudniają ponad 250 pracowników (20,4%), a także przedsiębiorstwa z branży usługowej (26,5%) i produkcyjnej (25%). Co ciekawe, jedynie 0,7% badanych firm dopuszcza obniżenie stawek płac.

Skłonność pracodawców do podnoszenia płac jest niższa niż w pierwszych miesiącach roku. Ostatnie edycje badania wyraźnie sugerują występowanie sezonowości cyklu podwyżek na polskim rynku pracy. Gros pracodawców przyznaje je w pierwszym i drugim kwartale, a w drugiej połowie roku często brakuje już wolnych środków w budżetach na dalszą poprawę poziomów wynagrodzeń – podsumowuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz w Work Service S.A.

Jaki wpływ na wojny handlowe może mieć nowe porozumienie USA-Meksyk

USA podpisały wiążący dokument z Meksykiem dot. stworzenia nowego układu handlowego, który docelowo miałby zastąpić NAFTA. – To porozumienie pozwoli Trumpowi przekierować siły na inne fronty, przede wszystkim na chiński – ocenia w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Choć Donald Trump zasłynął z prowadzenia wielu wojen handlowych, to pierwsze istotne porozumienie handlowe podpisał z krajem, który – paradoksalnie – był obiektem jego największej krytyki w czasie kampanii wyborczej. Czy umowa z Meksykiem oznacza radykalną zmianę w polityce prezydenta Stanów Zjednoczonych?

– Byłby to optymistyczny scenariusz, ale moim zdaniem się nie zmaterializuje. Zamknięcie frontu z Meksykiem, czyli spokój na swoim podwórku, bo do porozumienia dołączy też prawdopodobnie Kanada, pozwoli przekierować siły na inne fronty, przede wszystkim na chiński. (…) Spodziewałbym się powrotu twardej linii wobec Pekinu i sądzę, że jesień może przynieść nowy etap w wojach handlowych Trumpa – przewiduje Kwiecień.

Czy warto wprowadzić program lojalnościowy i motywacyjny? Jak to zrobić?

Czy warto wprowadzić program lojalnościowy i motywacyjny? Jak to zrobić?Ciągle rozwijasz swój biznes. Zapewne wiesz, jak wiele zależy od pracy i zaangażowani osób, które rozprowadzają twoje produkty do dalszych podmiotów. Chodzi tu konkretnie o wszelkich dystrybutorów, agentów i sprzedawców. Na ich pracę również możesz wpłynąć, stosując różnego rodzaju programy. Wykorzystaj swoje relacje i zyskuj!

Od czego zacząć?

Pierwszy krok to przygotowanie planu działania – strategii. Co ważne musi być ona zrozumiała nie tylko dla ciebie, ale też przede wszystkim tych, którzy będą jej uczestnikami. Zadbaj o konkrety, osiągalny cel, to kierunek zdefiniowany w dostępny sposób. Przedstaw dane, liczby, które są realne i możliwe do osiągnięcia. W przeciwnym razie możesz osiągnąć wynik przeciwny do zamierzonego, osłabić zapał podmiotów, na które zamierzałeś wpłynąć.

Wybierz konkretną grupę lub grupy docelowe. Dobra strategia to strategia dedykowana do wybranych podmiotów, a nie do wszystkich. Jakich? Takich, które mają duży potencjał wzrostowy. Jeżeli zawęziłeś krąg określonych osób, w dalszej kolejności ustal, jak będziesz mierzyć efekty ich aktywności. Musi być to proces prosty i skuteczny, aby szybko dawał odpowiedź na twoje wszelkie pytania.

Wszystko powinno być jasne także dla uczestników, aby wiedzieli, ile zyskają, przekraczając kolejny próg punktowy. Ustal ponadto, w jaki sposób będziesz się komunikował z osobami, do których skierowany jest program motywacyjny. Od tego zależy, czy takie wsparcie sprzedaży będzie skuteczne.

Karta przedpłacona – jasne zasady

Decydując się na takie rozwiązanie, musisz pamiętać, aby dokładnie określić kwotę, jaką zasilana będzie karta. Zbyt skomplikowane i wyśrubowane reguły mogą zniechęcić nawet najbardziej zaangażowanego uczestnika. Określ także czas, w jakim będzie obowiązywał ten program. A dla siebie przygotuj informację o budżecie, jaki chcesz przeznaczyć na twoje programy motywacyjne.

Dużo więcej informacji o tym, czym jest program lojalnościowy znajdziesz na stronie internetowej Edenred.pl. Sprawdź, dlaczego motywacja i dobre kontakty, to kwestie kluczowe w biznesie.

Branded Content to przyszłość reklamy i inteligentne dotarcie do klienta

Branded Content to pojęcie co raz częściej pojawiające się w języku reklamy. Oznacza kreatywne podejście do zaspokojenia potrzeb klienta w zakresie promocji samej firmy czy jej produktów. Angażuje użytkownika dużo bardziej niż klasyczna reklama. Jest wiarygodny, nie jest nachalny, nie epatuje brandem.

– Najbardziej spektakularnym przykładem jest ten z 2001 roku, kiedy to niemiecki producent zatrudnił czołowych hollywoodzkich reżyserów do stworzenia serii krótkich filmów, gdzie główną rolę zagrał Clive Owen. Jedynym brandingiem był samochód BMW prowadzony przez głównego bohatera. Efekt jaki osiągnięto to ponad 100 000 mln wyświetleń na stronie bmw, a zaznaczam, że było to jeszcze cztery lata przed powstaniem serwisu YouTube – mówi w rozmowie z MarketNews24 Luiza Jasińska z MrTarget.

Najpopularniejszą formą są filmy, gry, blogi i aplikacje. Najlepszym i wszystkim nam znanym przykładem takich realizacji jest seria filmów i gier komputerowych z udziałem figurek popularnych klocków Lego, a najnowszy trend w obszarze branded kontent związany jest z urządzeniami mobilnymi.

Są to tzw drugie ekrany „second screen”. Wystarczy, że podczas oglądania filmu, czy programu telewizyjnego mamy przy sobie swoje smartfona i zainstalowaną na nim odpowiednią aplikacje. Rozpoznaje ona co aktualnie wyświetlane jest na ekranie i uruchamia odpowiednią stronę internetową z dodatkowymi treściami, czy materiałami niedostępnymi w inny sposób. Np. oglądając mecz w telewizji możemy otrzymać darmową wersję gry, gdzie np. możemy stworzyć własną drużynę w koszulkach z logiem producenta.

Pozwala to na stwierdzenie, że Branded Content to przyszłość reklamy. Nowy sposób na dotarcie do klienta końcowego, który szuka nie tylko danego produktu ale również rozrywki i traktowanie go jak równorzędnego partnera, a nie tylko oglądacza reklam.

Zmniejszająca się liczba frankowiczów. Turcja dalej straszy. Wraca temat Argentyny

Po raz pierwszy od eksplozji kredytów ich liczba spadła poniżej 500 000. Turecka lira wciąż traci na wartości, nie ciągnie za sobą jednak tak mocno innych walut. Argentyńskie peso wciąż w odwrocie.

Zmniejszający się problem frankowy

Frank nie kosztuje co prawda jak w kwietniu poniżej 3,50 zł, ale nadal poziomy w okolicach 3,70 zł okazały się atrakcyjne do spłat. Z pewnością nie przeszkadzają rosnące ceny nieruchomości pozwalające się uwolnić wielu kredytobiorcom od hipotek frankowych. Liczba kredytów w ostatnim badaniu spadła już poniżej 500 000 sztuk. To nadal dużo, ale pamiętajmy, że w kulminacyjnym momencie było ich ponad 700 000 sztuk. Jeżeli tendencja utrzyma się to w kolejnych wyborach problem frankowy z pewnością nie będzie tak głośno dyskutowany. Po pierwsze kredytów będzie mniej, po drugie obecny kurs franka powoduje, że straty o ile są na tym rozwiązaniu są znacznie mniejsze.

Turcja dalej straszy

Kilka dni spokoju wcale nie spowodowało, że inwestorzy nagle ruszą do Turcji. Emocji jest mniej, ale tendencja dalej mówi o wycofywaniu się z tego regionu. To właśnie dlatego od początku tygodnia lira straciła na wartości już 5%. To co się zmieniło to promieniowanie tego problemu na zewnątrz. Wielu inwestorów pogodziło się z tym, że Turcja ma problem i nie przenosi tego tak silnie na inne kraje regionu. To właśnie dlatego złoty odzyskał sporo na wartości pomimo faktu, że turecka lira wciąż idzie w dół

Wraca temat Argentyny

Problemy argentyńskiego peso chowały się dotychczas trochę w cieniu liry tureckiej. Warto zwrócić uwagę, że pomimo wsparcia Międzynarodowego Funduszu Walutowego wcale nie doszło do cudownego rozwiązania sytuacji. W ciągu roku ostatniego miesiąca za jednego dolara trzeba płacić już nie 27,5 peso a ponad 31. Na początku roku było to 19 peso.  Wszystko dzieje się pomimo wrzucanych na rynkach kolejnych pakietów środków. Co powoduje problemy waluty? Rosnące ponad 9% bezrobocie. Inflacja właśnie przekraczająca 30% pomimo podniesienia głównej stopy procentowej w ciągu roku z 29% do 45%. Na szczęście problemy Argentyny nie rzutują na złotego. Powodują one jednak wzrost napięć na rynkach światowych, który może nam finalnie zaszkodzić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Gdzie dwóch się bije, tam… Polak skorzysta?

Konflikt gospodarczy Stanów Zjednoczonych i Chin jest realną szansą dla polskich przedsiębiorców? Komentarz Marka Suczyka, wiceprezesa Famedu Żywiec.

1 bilion USD – do takiego poziomu, zgodnie z założeniami, wzrosną do 2020 roku wydatki na służbę zdrowia w Chinach. Wedle szacunków do końca trwającej dekady chiński rynek urządzeń medycznych stanie drugim pod względem wartości na świecie*. Wytwarzany w Polsce sprzęt medyczny – m.in. stoły operacyjne i łóżka szpitalne – jest bardzo pozytywnie oceniane przez tamtejszych lekarzy.

Czy narastający konflikt gospodarczy Stanów Zjednoczonych i Chin, w ostatnich dniach karne cła objęły m.in. sprzęt medyczny, może stać się szansą dla polskich producentów?

Polskim przedstawicielem branży medycznej w Państwie Środka jest Famed Żywiec. Na tamtejszym rynku spółka obecna jest od kilkunastu lat sukcesywnie umacniając swoją pozycję.

Marek Suczyk - Wiceprezes Famed Żywiec
Marek Suczyk – Wiceprezes Famed Żywiec

Specyfiką rynku chińskiego jest polaryzacja, hermetyczność i wysoka bariera wejścia. Z jednej strony mamy do czynienia z ogromnym zapotrzebowaniem na sprzęt niskiej jakości, co jest efektem funkcjonowania systemu nastawionego na masową opiekę medyczną. Równolegle jednak działają wysokiej klasy szpitale kliniczne zaopatrujące się jedynie w sprzęt najwyższej klasy.

Skutecznie spełniamy oczekiwania w tym zakresie. Nasz eksport do Chin obejmuje najbardziej zaawansowane produkty, jak np. łóżka na oddziały intensywnej terapii. W Chinach Famed spozycjonowany jest w segmencie premium. O pozytywnym odbiorze naszych wyrobów decydują: solidna marka oraz funkcjonalność i niezawodność, a także europejski design. To kluczowe czynniki, które pozwalają nam skutecznie konkurować z cieszącymi się wysoką renomą produktami firm amerykańskich, niemieckich czy japońskich. Ważnym wyróżnikiem jest przy tym właśnie nasza marka, gdyż chiński klient gotowy jest zapłacić kilkukrotnie więcej za tę samą funkcjonalność i jakość, jeżeli oferuje je uznany wytwórca.

Potwierdzeniem zaufania do produktów Famedu są wyniki. W latach 2014-2016, rokrocznie, niemal dwukrotnie zwiększaliśmy wartość przychodów uzyskiwanych w Chinach. Sprzedaż na tamtejszym rynku – jednym z kluczowych w strategii spółki – stanowi obecnie 17 proc. naszych przychodów.

Specyfiką branży jest m.in. konieczność przebrnięcia przez bardzo kosztowny proces rejestracji, trwający w ChRL minimum dwa lata. Z kolei cykl sprzedaży w branży medycznej obejmuje zwyczajowo okres kilku kwartałów. Wprowadzenie dodatkowych ceł na produkty medyczne nie przełoży się w prosty sposób na rozwój polskiego eksportu na tamtejszy rynek. Choć nie sposób przewidzieć czy za trzy lata będzie nadal trwała wojna handlowa, to jednak z pewnością zaistniała sytuacja jest szansą zwiększenia udziału w rynku dla europejskich producentów.  Biznes nie znosi próżni, więc brak importowanych amerykańskich produktów – z uwagi na dużą chłonność rynku – zostanie szybko zastąpiony głównie produktami europejskim, japońskimi, jak również rodzimej produkcji. Jestem przekonany, że będziemy mieli w tym swój udział, co będzie wiązać się z utrzymaniem notowanego przez nas w ostatnich latach trendu wzrostowego.

***

23 sierpnia br., nastąpiła eskalacja konfliktu w wojnie handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami. W ramach odwetu po decyzji administracji prezydenta USA o rozszerzeniu katalogu produktów objętych karnymi cłami, władze ChRL objęły nimi m.in. sprzęt medyczny, którego amerykańskie firmy są istotnym globalnym producentem i eksporterem. Niemal wszyscy ważniejsi wytwórcy sprzętu medycznego ze Stanów Zjednoczonych eksportują swoje produkty na chiński rynek, a większość z nich prowadzi również produkcję w ulokowanych tam zakładach.

* Dane za: „Rynek urządzeń medycznych w Chinach”. Druk zrealizowany w ramach projektu pt. „Sieć Centrów Obsługi Inwestorów i Eksporterów (COIE)” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego”, PO Innowacyjna Gospodarka, 2007-2013.

Czy robotyzacja zmniejszy liczbę wypadków przy pracy?

34 proc. firm w Europie Zachodniej wykorzystuje w swojej działalności roboty. Polska pod tym względem znajduje się w ogonie wśród państw Unii Europejskiej, jednak i naszą gospodarkę czekają zmiany. Według danych Międzynarodowej Federacji Robotyki jesteśmy w czołówce krajów, w których najszybciej rośnie liczba robotów wykorzystywanych do pracy. Jak automatyzacja procesów i rozwój nowoczesnych technologii w zarządzaniu przedsiębiorstwem wpływają na bezpieczeństwo ludzi?

Z danych raportu A.T. Kearney wynika, że 34 proc. zachodnioeuropejskich firm i aż 54 proc. amerykańskich podmiotów już teraz wykorzystuje roboty w swojej bieżącej działalności. Wśród branż najbardziej doceniających korzyści z automatyzacji i robotyzacji procesów na czele znajdują się finanse i ubezpieczenia. Jedna na cztery badane firmy z tego sektora korzysta z tego typu technologii. Na dalszych miejscach znajduje się branża zdrowotna (16 proc.), telekomunikacja i media (10 proc.), handel (9 proc.), produkcja oraz transport i logistyka po 6 proc., a stawkę zamyka sektor publiczny z wynikiem 5 proc. – Logistyka to branża z ogromnym potencjałem pod względem rozwoju i implementacji nowoczesnych technologii, w szczególności na rodzimym rynku. Polska, z racji położenia, coraz lepszej infrastruktury i dostępności wykwalifikowanej kadry znajduje się w europejskiej czołówce usług z tego sektora. Nasz kraj jest logistycznym hubem między Wschodem a Zachodem – mówi Jan Obojski, pełnomocnik ds. zarządzania logistycznego w ILS Grupa InterCars, członek Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Aby praca była w pełni efektywna nasze centra dystrybucji posiadają zautomatyzowane regały, sortery, urządzenia transportowe, które pozwalają nie tylko na lepsze, ale i bezpieczniejsze wykorzystanie potencjału logistycznego. Pracownicy nadal są zobowiązani do ścisłego przestrzegania zasad i procedur, jednak zmienia się nie tylko charakter ich pracy, ale i zagrożenia psychofizyczne. Ludzie przejmują w dużym stopniu zadania koncepcyjne, a wykonywanie prac fizycznych wspierają maszyny. Nierzadko prace fizyczne zostają całkowicie po stronie maszyn. Ma to istotny wpływ na bezpieczeństwo – dodaje. Polska znajduje się wśród liderów pod względem przyrostu robotów wykorzystywanych do pracy. Według danych Międzynarodowej Federacji Robotyki między 2011 a 2016 r. liczba takich urządzeń w Polsce rosła o 20 proc. średniorocznie. Rekordowy padł w 2015 r., kiedy polskie przedsiębiorstwa zainstalowały 1,5 tys. tego typu urządzeń. W efekcie w ubiegłym roku w krajowych firmach „pracowało” 10 tys. robotów.

Automatyzacja a bezpieczeństwo

Specjaliści zajmujący się bezpieczeństwem w firmach stają przed nowym wyzwaniem – organizacją bezpiecznej pracy ludzi w środowisku, w którym część zadań wykonują roboty. Z danych GUS wynika, że najczęstszą przyczyną wypadku jest nieprawidłowe zachowanie pracownika. Automatyzacja procesów po części zniweluje tę przyczynę, jednak dopóki człowiek będzie pełnił nadzór nad maszyną, dopóty będą miały miejsce wypadki przy pracy. A te z udziałem maszyn niosą za sobą najpoważniejsze konsekwencje. Statystyki PIP pokazują, że wśród zdarzeń śmiertelnych największą grupę od lat stanowią tego typu wypadki.

Specjaliści bhp muszą odpowiedzieć na te wyzwania. Już teraz parki maszynowe wyposażane są w czujniki bezpieczeństwa i szereg zabezpieczeń (wydzielone strefy, odcięcie zasilania, środki ochrony indywidualnej), które mają za zadanie minimalizację ryzyka wypadku. Firmy prowadzą także restrykcyjną politykę informacyjną na stanowiskach pracy zamieszczając odpowiednie komunikaty przy  kluczowych z punktu widzenia bezpieczeństwa miejscach.

Wirtualny wypadek

Okazuje się, że nowoczesne technologie mogą nie tylko pozytywnie wpłynąć na obniżenie kosztów oraz szybkość i dokładność realizowanych zadań, ale także pomóc w zapewnieniu bezpieczeństwa pracownikom. Czasami są to bardzo proste rozwiązania, jak czujniki wykrywające ruch w miejscach, w których ze względu na martwe punkty może dochodzić do zderzeń i wypadków z udziałem ludzi czy wózków widłowych. Nie brakuje jednak bardziej złożonych rozwiązań. – Firmy zdają sobie sprawę, jak istotną kwestią jest bezpieczeństwo pracowników, dlatego wykorzystują zdobycze technologiczne w celu zapewnienia odpowiedniej wiedzy i bezpiecznych warunków pracy. Nie tak dawno turecka dywizja DHL Supply Chain zorganizowała dla pracowników szkolenie z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości, stworzonej na wzór gry komputerowej. Każdy z uczestników otrzymał specjalne okulary z interaktywnymi filmami 3D, w których wykorzystano 12 sytuacji o dużym ryzyku wypadku podczas pracy – opowiada Łukasz Włodyga, SHEQ & BCM Lead Central and Eastern Europe DHL Supply Chain, członek Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Tego typu szkolenie jest bardziej angażujące niż tradycyjna prezentacja w Power Poincie. Dużo łatwiej jest przekazać uczestnikowi szkolenia potrzebną wiedzę, ponieważ bazuje się na autentycznych, mogących mieć miejsce zdarzeniach. Dodatkowo budzą one w uczestnikach silne emocje, co sprawia, że łatwiej jest zapamiętać zasady zachowania bezpieczeństwa – dodaje.

Przyszłość pod znakiem sztucznej inteligencji

Według szacunków A.T. Kearney rynek RPA (robotyzacji i automatyzacji procesów) w 2016 roku oscylował wokół kwoty 800 mln dolarów. Dwa lata później sięgnął 2 mld, a w 2020 roku przekroczy 5 mld dolarów. Podobna dynamika powinna utrzymać się w kolejnych latach. Badanie przeprowadzone w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych na zlecenie FleishmanHillard pokazuje, że 49 proc. respondentów uważa, że wykorzystanie sztucznej inteligencji i automatyzacji procesów wpłynie korzystnie na pracę i obowiązki pracowników. Najbardziej pozytywną opinię na temat nowych technologii mają osoby w wieku 25-34 lat – dwóch na trzech respondentów w tej kategorii wiekowej zauważa zalety wykorzystywania sztucznej inteligencji i automatyzacji. A to dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie będą mieli największy wpływ na kreowanie światowego rynku pracy.

Osobowość prezesa wpływa na wynik finansowy firmy na poziomie 17-24 procent

Badania potwierdzają, że osobowość prezesa wpływa na wynik finansowy firmy na poziomie 17-24 procent. Przedstawiamy listę cech, które dominują wśród polskich managerów oraz jakie ma to konsekwencje dla firmy.

Według raportu* Assessment Systems Polska w pierwszych 18 miesiącach
od momentu objęcia stanowiska porażkę ponosi 38%-50% prezesów. Badania dowodzą, że nie ma gwarancji, iż osoba, która odnosi sukcesy w jednej firmie powtórzy je w kolejnej.

Cechy osobowości prawdziwego lidera

Osobowość managerów została zbadana za pomocą 7 skal:

  1. Stabilność: pewność siebie, opanowanie w sytuacjach stresowych.
  2. Ambicja: inicjatywa, współzawodnictwo oraz potencjał twórczy.
  3. Towarzyskość: ekstrawersja, bogactwo kontaktów oraz dążenie do interakcji społecznych.
  4. Wrażliwość interpersonalna: takt, społeczna wnikliwość oraz zdolność
    do utrzymywania relacji z innymi.
  5. Systematyczność: samodyscyplina, odpowiedzialność i sumienność.
  6. Dociekliwość: wyobraźnia, ciekawość oraz potencjał twórczy.
  7. Otwartość na wiedzę: orientacja na osiągnięcia, bycie na bieżąco w sprawach biznesowych i technicznych.

Dobry przywódca to taki, który prócz posiadania odpowiednich kompetencji potrafi stworzyć i właściwie zarządzać zespołem tak, by osiągać bardzo dobre wyniki. Muszą być również dobrymi strategami, umiejętnie wykorzystać nadarzające się szanse, jak również zachowywać spokój w trudnych sytuacjach. – mówi Magdalena Giryn, Country Manager, Assessment Systems Polska.

Jakie cechy osobowości dominują wśród kadry zarządzającej?

Mediana wyników badania pokazuje, że wśród polskich managerów dominuje otwartość na wiedzę i towarzyskość. Obie te cechy na swoich skalach są w okolicach 60 percentyla. Dociekliwość jest na poziomie 55 percentyla, a skala systematyczności wskazała 52 percentyl. Wrażliwość interpersonalna i ambicja są na poziomie 47 percentyla natomiast stabilność ulokowała się na poziomie 32 percentyla. Badania nie wykazały istotnych różnic w osobowości w rozróżnieniu na płeć. Mężczyźni wykazują nieznacznie wyższą dociekliwość (mężczyźni na skali dociekliwości plasują się w ok. 31 percentylu, a kobiety w ok. 26 percentylu). Kobiety zaś są bardziej otwarte na wiedzę (mężczyźni na skali  otwartości na wiedzę plasują się w ok. 60 percentylu a kobiety w ok. 73 percentylu).  

– Polska kadra managerska jest otwarta na wiedzę i łatwo nawiązuje kontakty biznesowe. Ma wysokie ambicje i świadomie buduje swoją karierę. Jednak pomimo dobrego wykształcenia, wysokich kompetencji zawodowych i otwartości na nowinki technologiczne, odznacza się niską samooceną, odpornością na stres oraz małą pewnością siebie, co nie sprzyja podejmowaniu trafnych decyzji biznesowych. Z badań wynika również, że polscy managerowie łatwo się denerwują i często ulegają nastrojom. – mówi Magdalena Giryn, Country Manager, Assessment Systems Polska.

Tylko ok 30% firm potrafi właściwie wytypować managerów wewnątrz organizacji.

Rekrutacje na wysokie stanowiska często są przeprowadzone intuicyjnie. Według raportu Assessment Systems Polska 65%-75% pracowników awansuje się ze złych powodów, czego konsekwencją są błędne decyzje biznesowe. Niewłaściwie przeprowadzona rekrutacja to koszt ok. 150% rocznej pensji źle zrekrutowanego pracownika. Warto zatem skorzystać z narzędzi, które zweryfikują nie tylko kompetencje techniczne, ale również osobowość kandydata. Firma przed awansem pracownika, czy zatrudnieniem nowej osoby z zewnątrz powinna wiedzieć, czy dana osoba podoła wyzwaniu i odniesie sukces na nowym stanowisku. Kwestionariusze dr Roberta Hogana, które badają zarówno osobowość jak i motywację wypełniło już 6 milionów osób na całym świecie. Są rekomendowane przez Amerykańskie i Brytyjskie Towarzystwo Psychologiczne. Dzięki nim można obiektywnie ocenić poszczególnych kandydatów, ponieważ nie są brane pod uwagę wiek, płeć, uprzedzenia, stereotypy, czy inne kwestie pozamerytoryczne.

*Raport na podstawie badania Assessment Systems Poland przeprowadzonego na grupie 3542 polskich, czynnych zawodowo managerów, którzy pracują w średnich i dużych firmach o polskim i międzynarodowym kapitale w przeciągu ostatnich 5 lat.

ONE MORE LEVEL S.A. zaprezentuje grę God’s Trigger na amerykańskich targach PAX WEST

ONE MORE LEVEL S.A. (poprzednio Laser-Med S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, zaprezentuje na amerykańskich targach PAX WEST swój flagowy produkt – grę „God’s Trigger”. Spółka pokaże całkowicie nowe demo, które zostało przygotowane specjalnie na te targi.

W dniach od 31 sierpnia do 3 września 2018 roku najważniejszy projekt Emitenta, czyli gra „God’s Trigger” będzie prezentowana na amerykańskich targach PAX WEST odbywających się w Seattle. Gra pojawi się na stoiskach partnerów ONE MORE LEVEL S.A. – amerykańskiej firmy Razer oraz fundacji Indie Games Polska. Prezentowana na targach wersja „God’s Trigger” jest zupełnie nowym i przygotowanym specjalnie na PAX WEST demem. Flagowa produkcja Spółki zostanie również zaprezentowana na polskim rynku, bowiem Emitent przygotowuje specjalne stoisko dla wszystkich uczestników największych polskich targów poświęconych tematyce gier komputerowych – Poznań Game Arena 2018, które odbędą się w dniach 12-14 października 2018 r. Zarząd ONE MORE LEVEL S.A. jest przekonany, że prezentacja gry na kolejnych branżowych targach wpłynie pozytywnie na budowanie grona odbiorców oraz stanowi ważny element kampanii marketingowej.

„Jest nam niezmiernie miło, że po bardzo ciepłym przyjęciu na targach E3, nasza gra po raz kolejny trafi do amerykańskiej publiczności. Prezentując grę za oceanem nie zapominamy jednocześnie o naszych lokalnych odbiorcach na polskim rynku. Dlatego też stoisko „God’s Trigger” pojawi się w październiku tego roku na największych polskich targach gier komputerowych – Poznań Game Arena. Uważamy, że nasza obecność na branżowych wydarzeniach to istotny element kampanii marketingowej, który pozwala zwiększać grono potencjalnych odbiorców gry.” – komentuje Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

Prace nad flagową produkcją Spółką – grą „God’s Trigger” – przebiegają zgodnie z przyjętym planem. Zespół ONE MORE LEVEL S.A. koncentruje się obecnie na realizacji jak najlepszego doświadczenia gameplayowego, a także na przygotowaniu premiery gry na wszystkich zapowiedzianych platformach jednocześnie, a więc na konsolach (PS4, Xbox One) oraz na komputerach osobistych PC. Projekt znajduje się obecnie w fazie polishingu, czego najistotniejszym elementem jest doskonalenie warstwy rozgrywki, która stanowi główny selling-point gry „God’s Trigger”.

W czerwcu 2018 r. Emitent podpisał umowę licencyjną z podmiotem, który będzie wyłącznym Wydawcą nowej gry z gatunku FPP produkowanej przez ONE MORE LEVEL S.A. Całkowity budżet tego projektu wynosi 4,5 mln zł. Nowa gra z gatunku FPP powstanie przy użyciu technologii Unreal Engine, a jej zapowiedź została przewidziana na drugą połowę 2019 r. Gra będzie docelowo tworzona na platformy PC, Xbox oraz PlayStation. Poprzez ukończenie zdecydowanej większości elementów w grze „God’s Trigger” część zespołu Emitenta została już przetransferowana do nowego projektu.

Spółka zakończyła 2 kw. 2018 r. zyskiem netto w wysokości 224 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 1.770 tys. zł. Rok wcześniej strata netto Emitenta sięgnęła 1,4 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 27 tys. zł. W całym pierwszym półroczu 2018 r. zysk netto ONE MORE LEVEL S.A. przekroczył 213 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 1.980 tys. zł.

VAT od transakcji między małżonkami – wyrok NSA

Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z 4 kwietnia 2018 r., sygn. akt I FSK 887/16, prawdopodobnie zapoczątkował nową linię orzeczniczą w zakresie podatku od towarów i usług w transakcjach pomiędzy małżonkami, prowadzącymi odrębne działalności gospodarcze. Wydane orzeczenie jest sporym ukłonem w stronę polskich podatników.

Stan faktyczny

Prowadząca działalność gospodarczą wnioskodawczyni zwróciła się do Ministra Finansów o wydanie interpretacji indywidualnej w przedmiocie podatku od towarów i usług. We wniesionym piśmie wskazała, że od maja 2014 r. prowadzi firmę zajmującą się transportem drogowym towarów, jest czynnym podatnikiem VAT i wykonuje wyłącznie czynności objęte tym podatkiem. W kontekście każdej transakcji przysługuje jej prawo do odliczenia podatku w pełnej wysokości. Nadto wnioskodawczyni pozostaje w związku małżeńskim. Małżonkowie nie zawarli tak zwanej intercyzy, a zatem dotyczy ich ustrój ustawowej wspólności majątkowej. Mąż wnioskodawczyni również prowadzi działalność gospodarczą w tej samej branży co jego żona i także jest podatnikiem VAT. W lipcu 2014 r. mąż wnioskodawczyni wynajął jej firmie maszyny – dwa ciągniki siodłowe, dwie naczepy oraz notebook. Małżonkowie planują jednak przeprowadzenie transakcji sprzedaży tych dóbr za cenę 1 zł netto, a zatem po cenie niższej od wartości rynkowej. Biorąc pod uwagę powyższy stan faktyczny, wnioskodawczyni zadała następujące pytania: czy przeniesienie składników majątkowych z działalności męża do działalności wnioskodawczyni jest neutralne na gruncie ustawy o VAT z uwagi na istniejącą wspólność majątkową małżeńską, czy wnioskodawczyni postąpi prawidłowo, kupując od męża maszyny za kwotę 1 zł netto i nabywając tym samym prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego oraz czy brak fizycznej zapłaty za zakupione od męża składniki majątkowe zobowiązuje wnioskodawczynię do dokonania korekty odliczonej kwoty podatku, wynikającej z tej faktury dokumentującej nabycie składników majątkowych od męża, zgodnie z art. 89b ustawy o VAT?

Stanowisko wnioskodawczyni

Wnioskodawczyni stała na stanowisku, że przeniesienie składników majątkowych z działalności męża do jej działalności jest neutralne w zakresie podatku VAT, ponieważ małżonkowie pozostają we wspólności majątkowej. Wnioskodawczyni jest formalnie współwłaścicielem maszyn. Ustawy o VAT nie stosuje się natomiast do czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy. Wnioskodawczyni nie może, na gruncie przepisów polskiego prawa, zawrzeć z mężem umowy dotyczącej ich wspólnego majątku. Nadto wnioskodawczyni uznała, że postąpi prawidłowo, kupując od męża maszyny i będzie to skutkowało prawem do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego, ponieważ na gruncie ustawy o VAT ona i jej mąż są traktowani niezależnie, jako samodzielne podmioty. Wnioskodawczyni nie widzi również konieczności dokonania korekty odliczonej kwoty podatku VAT, zgodnie z art. 89b ustawy, ponieważ nie nastąpi zapłata za maszyny (w praktyce bowiem żona musiałaby zapłacić mężowi z ich wspólnych pieniędzy).

Stanowisko Ministra Finansów i WSA

Minister Finansów, wydając interpretację indywidualną z 24 grudnia 2014 r., przyznał jedynie częściową rację wnioskodawczyni. Uznał, że jej stanowisko jest prawidłowe w zakresie prawa do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego w związku z zakupem maszyn. Organ nie zgodził się jednak z tym, iż przeniesienie składników majątkowych z działalności męża do działalności wnioskodawczyni jest neutralne na gruncie ustawy o VAT z uwagi na istniejącą wspólność ustawową małżeńską oraz że po stronie podatniczki nie istnieje obowiązek dokonania korekty odliczonej kwoty podatku wynikającej z faktury, zgodnie z art. 89b ustawy o VAT. Wojewódzki Sąd Administracyjny, rozpatrując skargę wnioskodawczyni, przychylił się do stanowiska Ministra Finansów. Wnioskodawczyni zwróciła się zatem ze skargą do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego

Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z 4 kwietnia 2018 r., sygn. akt I FSK 887/16, zakończył kilkuletni spór. Sąd uznał, że w sytuacji, gdy pomiędzy małżonkami istnieje ustawowa wspólność majątkowa, wszelkie transakcje zawierane pomiędzy nimi, nie mogą mieć charakteru odpłatnego, nawet jeżeli małżonkowie prowadzą oddzielne działalności. W kontekście VAT natomiast Naczelny Sąd Administracyjny nawiązał do zasady autonomii prawa podatkowego i na tej podstawie stwierdził, że nie ma przeszkód, aby uznać, iż przesunięcie towarów z jednej działalności do drugiej nie stanowi odpłatnej dostawy towarów i nie podlega opodatkowaniu VAT. Jeżeli natomiast przeniesienie nie jest odpłatne, nie stanowi dostawy towarów, to w konsekwencji nie ma konieczności dokonania korekty zgodnie z art. 89b ustawy o VAT.

Rewolucyjne orzeczenie NSA

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 4 kwietnia 2018 r. zdecydowanie odbiega od dotychczasowej linii orzeczniczej organów podatkowych i sądów administracyjnych. Wynika z niego bowiem, że małżonkowie prowadzący odrębne działalności, ale pozostający we wspólności majątkowej, będą mogli swobodnie przesuwać określone składniki majątkowe z jednej firmy do drugiej. Takie działanie nie wywoła skutków podatkowych w zakresie podatku od towarów i usług. Dlaczego orzeczenie NSA jest niezwykle korzystne dla podatników? Poza oczywistym wnioskiem, iż podatnicy zaoszczędzą 23% podatku VAT, należy zauważyć, iż możemy mieć do czynienia z układem, gdy jedno z małżonków jest podatnikiem VAT, a drugie nie. W tym układzie VAT-owiec kupuje towar i odlicza VAT, a nieVAT-owiec odsprzedaje go dalej bez VAT. To ogromny zysk dla firm!

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Grupa Eurocash prezentuje wyniki finansowe za I półrocze 2018

Segment hurtu na ścieżce wzrostu i poprawy efektywności. Detal pod znakiem akwizycji i integracji przejętych sklepów oraz inwestycji w nowe projekty

  • Przychody Grupy Eurocash w pierwszym półroczu 2018 r. sięgnęły blisko 10,8 mld zł, co oznacza wzrost o prawie 7% w porównaniu z analogicznym okresem 2017 r. Wzrost organiczny Grupy (z wyłączeniem przejętej w drugim kwartale sieci sklepów Mila) wyniósł ponad 5%.
  • Grupa notuje bardzo dobre wyniki w segmencie hurtowym. Sprzedaż tego segmentu wzrosła o ponad 5% r/r do 8,6 mld zł, a EBITDA, czyli zysk operacyjny powiększony o amortyzację, przekroczyła 160 mln zł i była o 13% wyższa niż przed rokiem.
  • Sprzedaż segmentu detalicznego wzrosła w okresie pierwszych sześciu miesięcy br. o ponad 7% do blisko 1,8 mld zł. Wpływ na wynik EBITDA tego segmentu (w pierwszym półroczu 2018 r. wyniosła 53,5 mln zł) ma integracja oraz remodeling i renowacja sklepów EKO. Po pierwszej połowie tego roku już 149 sklepów EKO działało pod szyldem Delikatesy Centrum, a trzy zaczęły funkcjonować pod szyldem Lewiatan.
  • Rozwijany przez Eurocash projekt dostaw produktów świeżych, który jest kluczowy dla wzmocnienia pozycji konkurencyjnej sklepów detalicznych, przyniósł w pierwszym półroczu br. ponad 300 mln zł przychodów i był bliski osiągnięcia progu rentowności już w drugim kwartale – znacznie szybciej od oczekiwań.
  • Znormalizowana EBITDA (po wyłączeniu kosztów o charakterze jednorazowym) dla całej Grupy Eurocash w pierwszym pórloczu 2018 r. wyniosła blisko 160 mln zł wobec niespełna 158 mln zł przed rokiem.
  • Znormalizowany skonsolidowany zysk netto w pierwszym półroczu br. wyniósł 21 mln zł wobec 38 mln zł przed rokiem. Niższy wynik związany był głównie ze wzrostem amortyzacji oraz kosztów finansowych.
  • W pierwszym półroczu br. Grupa Eurocash zanotowała silne dodatnie przepływy pieniężne z działalności operacyjnej w kwocie 186 mln zł. Mimo wypłaty dywidendy i wydatków na nabycie sieci Mila (łącznie 450 mln zł), zadłużenie netto Grupy Eurocash na koniec czerwca 2018 r. było na bezpiecznym poziomie (1,9 x 12-miesięczna EBITDA).

– W hurcie, który pozostaje wiodącym segmentem działalności Grupy Eurocash, kontynuujemy poprawę efektywności operacyjnej, co przekłada się zarówno na rosnącą sprzedaż, jak i wzrost wyniku EBITDA. W drugim kwartale sprzedaż like-for-like w naszych hurtowniach Cash & Carry wzrosła o 2,7%, co jest najlepszym wynikiem tego formatu od ponad czterech lat i potwierdza skuteczność przeprowadzonej w ubiegłym roku restrukturyzacji – wskazał Jacek Owczarek, członek zarządu i dyrektor finansowy Grupy Eurocash.

Na bardzo dobre wyniki segmentu hurtowego w pierwszym półroczu br. złożył się także silny, 10-procentowy wzrost sprzedaży w formacie dystrybucji aktywnej (Eurocash Dystrybucja), który obejmuje dostawy między innymi do klientów zrzeszonych w sieciach franczyzowych i partnerskich Lewiatan, Euro Sklep, Groszek oraz PSD (Gama).

— W segmencie detalicznym ważnym wydarzeniem w drugim kwartale tego roku było sfinalizowanie zakupu 187 sklepów Mila. Akwizycja ta dołożyła ponad 120 mln zł sprzedaży do całkowitych przychodów segmentu – w pierwszym półroczu sięgnęły one niemal 1,8 mld zł. Uwzględniając natomiast przychody sieci Mila od początku roku, sprzedaż pro forma segmentu detalicznego wyniosła prawie 2,4 mld zł, czyli o 43% więcej niż rok wcześniej – powiedział Jacek Owczarek. – Sfinalizowanie zakupu sieci Mila oraz planowane nabycie udziałów w spółce Partner, prowadzącej 26 sklepów Lewiatan, to kolejne etapy konsekwentnie realizowanej przez nas strategii, mającej na celu wzmocnienie pozycji rynkowej tysięcy niezależnych przedsiębiorców prowadzących sklepy detaliczne w Polsce. Dzięki własnym placówkom możemy sprawniej wdrażać w życie innowacyjne rozwiązania, zwiększać efektywność w obszarze logistyki, marketingu, jak i uzyskiwać od dostawców warunki zakupowe, które poprawią konkurencyjność naszych klientów wobec dyskontów – dodał członek zarządu.

W segmencie detalicznym Eurocash kontynuował ponadto integrację sieci EKO, przejętej na początku 2017 r. Po pierwszej połowie tego roku 149 sklepów EKO funkcjonowało pod szyldem Delikatesy Centrum, a trzy pod szyldem Lewiatan.

– Zmianie szyldu towarzyszy remodeling i renowacja sklepów, co wiąże się z ich czasowym zamknięciem na czas remontu, a także wyprzedażą produktów i późniejszymi działaniami promocyjnymi. W krótkim terminie odbija się to na rentowności segmentu. Dzięki renowacji lokalni klienci mają jednak możliwość robienia zakupów w znacznie dogodniejszych warunkach i przede wszystkim mają dostęp do znacznie korzystniejszej oferty. Już dziś widzimy, że sklepy po zmianie szyldu odnotowują lepsze wyniki sprzedaży od tych, które jeszcze nie przeszły renowacji –powiedział dyrektor finansowy Eurocash.

Ujemny wpływ na bieżącą rentowność Grupy Eurocash ma ponadto segment Projekty. Obejmuje on inwestycje w rozwój innowacyjnych formatów detalicznych, takich jak Duży Ben (sklepy z alkoholem), abc na kołach (mobilne sklepy spożywcze) oraz Kontigo (sklepy kosmetyczne), a także rozwój dystrybucji wysokiej jakości produktów świeżych.

– Pomimo że Projekty obciążają wynik EBITDA, my patrzymy na tę pozycję nie jak na koszt, tylko jak na inwestycję. Nie ma znaczenia, że z księgowego punktu widzenia są one widoczne w rachunku wyników zamiast w rachunku przepływów pieniężnych z działalności inwestycyjnej. Projekty wzmacniają konkurencyjność niezależnych polskich przedsiębiorców. Nasi klienci często nie są w stanie sfinansować samodzielnie takich inwestycji, więc uważamy, że naszą rolą jest przejąć tę odpowiedzialność. Po czasie, projekty zaczynają przynosić korzyści nie tylko właścicielom niezależnych sklepów, ale też i nam. W drugim kwartale projekt dostaw artykułów świeżych był bliski osiągnięcia progu rentowności. Znacznie wcześniej od naszych pierwotnych oczekiwań – podkreślił Jacek Owczarek.

Po okresie testów, Grupa Eurocash zdecydowała o udostępnieniu niezależnym przedsiębiorcom konceptów Duży Ben oraz Kontigo. Sieci te będą rozwijane w modelu franczyzowym i agencyjnym.

Program partnerski eBay już w Polsce

Po serii udogodnień opartych o sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe wprowadzonych z myślą o sprzedawcach platformy, eBay otwiera się także na polskich sympatyków marketingu afiliacyjnego. Już dziś, jeden z największych portali aukcyjnych na świecie, udostępnia możliwość przystąpienia do programu partnerskiego również w Polsce.

„eBay Partnership Network” (ePN) to program partnerski platformy eBay oparty o technikę marketingu afiliacyjnego, który poprzez kontekstowe plasowanie produktów na stronie internetowej, blogu lub innym medium, łączy użytkowników i potencjalnych kupców z platformą sprzedażową. Model ten pozwala na uzyskiwanie korzyści finansowych poprzez tworzenie interesujących, angażujących treści, np. na prowadzonego przez siebie bloga, wraz z promocją artykułów pasujących do przygotowanego materiału, które, dzięki wykorzystaniu spersonalizowanych linków, odsyłają czytelnika na platformę eBay.

Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay
Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay

– Niektóre firmy, oferując rozwiązania z zakresu marketingu afiliacyjnego, korzystają z partnerów zewnętrznych. W trosce o prawidłowy przebieg, eBay od początku do końca samodzielnie nadzoruje cały proces, tym samym zapewniając bezpieczeństwo transakcji. Po ważnych zmianach w sposobie śledzenia ruchu na stronach eBay, ePN jest teraz dostępny także dla polskich partnerów – mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

Korzyść dla wszystkich

Dla angażującego funkcjonowania tego modelu marketingowego ważne jest, by promowanie produktów było odpowiednio premiowane. W partnerskim programie eBay, jeśli przekierowany użytkownik w ciągu 24 godzin dokona zakupu danego produktu, w zależności od kategorii produktowej, partner programu zyskuje od 50 do nawet 70% od prowizji eBay ze sprzedaży artykułu. Jedynym warunkiem otrzymania należności jest uzyskanie łącznej sumy przychodów w wysokości 10 dolarów miesięcznie (koszt uczestniczenia w programie partnerskim).

Z kolei dla użytkowników jest to przede wszystkim dotarcie do unikatowych produktów wyszukanych specjalnie dla nich przez partnerów programu. Dodatkowo, jeśli to właśnie dzięki przekierowaniu dokonali swojego pierwszego od roku zakupu na platformie, partner zyskuje dla nich bonus.

Jak przystąpić do programu

Aby dołączyć do programu partnerskiego, należy założyć konto na stronie programu (https://partnernetwork.ebay.com/), a następnie pobrać rozszerzenie Smart Share dla przeglądarki Chrome. To dzięki niemu tworzone są spersonalizowane linki odnoszące na stronę oferty zamieszczonej na eBay.de, a następnie przekierowujące na eBay.pl, w przypadku gdy dany produkt dostępny jest także na polskiej platformie eBay. Jeśli użytkownik dokona zakupu, zostanie to odnotowane na koncie danego partnera programu w ciągu następnego dnia.

Dołączenie do programu to także dostęp dla partnerów do raportów i analiz nastawionych na pomiar i poprawę wydajności, które pomogą w wyborze odpowiednich artykułów. Platforma zapewnia również wsparcie zespołu eBay, kontakt z jej społecznością zebraną wokół forów internetowych oraz szereg narzędzi promocji takich jak na przykład pomoc w tworzeniu kreatywnych banerów reklamowych.

Nowa prognoza kursu korony szwedzkiej

Ebury, firma oferująca rozliczanie transakcji walutowych, po raz kolejny przeanalizowała skandynawskie waluty. Na początek przedstawiamy sytuację korony szwedzkiej. Spodziewane kursy na koniec roku to: USD/SEK 8,45; EUR/SEK 9,80 oraz SEK/PLN 0,43.

Polskie firmy chętnie prowadzą wymianę handlową ze Szwecją. Przedsiębiorstwa z Polski więcej eksportują do Szwecji (najczęściej maszyny i urządzenia) niż z niej importują. Choćby z tego względu warto wiedzieć w jakiej kondycji jest szwedzka gospodarka.

Trudny rok dla korony

Ostatnie miesiące cechowały się sporą zmiennością korony szwedzkiej (SEK). Przez pierwsze cztery miesiące 2018 roku waluta doświadczyła silnych spadków, w maju kurs EUR/SEK osiągnął najwyższy poziom od dziewięciu lat. Od tamtej pory korona odrobiła część strat względem wspólnej europejskiej waluty. Mimo to SEK pozostaje najgorzej radzącą sobie walutą wśród walut G10. Kurs pary EUR/SEK jest obecnie o 5% wyższy niż na początku roku, z kolei kurs USD/SEK w tym samym okresie wzrósł o niemal 10%. Korona szwedzka nadal cechuje się słabością również w parze z polskim złotym

Kurs EUR/SEK (sierpień ’17-sierpień ’18)

Kurs EUR-SEK
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Słabości szwedzkiej korony towarzyszy utrzymująca się gołębia retoryka Riksbanku. Mimo dość dobrej kondycji szwedzkiej gospodarki i rosnącej inflacji CPI, bank centralny od 2011 roku nie podniósł stóp procentowych. Główna stopa procentowa Riksbanku pozostaje ujemna od początków 2016 roku i wynosi (-0,5%). Ujemny koszt pieniądza ma stymulować inflację, która zgodnie z założeniami ma dojść do poziomu 2%, czyli celu inflacyjnego kraju.

Ostatnia (lipcowa) komunikacja banku centralnego była jednak dużo bardziej optymistyczna i nieco odmienna od tej z kwietnia. Tym samym na rynkach pojawiła się nadzieja, że główna stopa procentowa Riksbanku może wzrosnąć w okolicach końca 2018 roku. Decydenci wymieniali silniejszą od oczekiwanej przez konsensus dynamikę cen, rosnącą zmienność na rynku walutowym i groźbę bańki na rynku nieruchomości jako podstawowe czynniki sugerujące potrzebę zmodyfikowania polityki monetarnej. Dwóch z pięciu członków rady decydującej o poziomie stóp procentowych (Henry Ohlsson oraz Martin Floden) odwołało się do potrzeby zaostrzenia polityki pieniężnej przed grudniem. Wraz z upływem czasu coraz więcej decydentów może skłaniać się ku temu poglądowi. Co ważne, bank centralny oficjalnie prognozuje, że na przełomie 2018 i 2019 roku tempo wzrostu cen przekroczy 2-procentowy cel inflacyjny. To kolejny czynnik przemawiający za podwyżkami stóp procentowych.

Dynamika CPI rośnie stabilnie od początku 2018 roku. Preferowanym wskaźnikiem inflacji Riksbanku jest wskaźnik CPIF, który nie uwzględnia wpływu zmian oprocentowania kredytów hipotecznych. W czerwcu indeks CPIF ponownie przekroczył cel inflacyjny i osiągnął poziom 2,1%. Inflacja bazowa nadal jednak rozczarowuje – w tym samym okresie spadła ona do 1,4%, poziomu najniższego od roku. Jesteśmy zdania, że podobnie jak w przypadku strefy euro, również szwedzki bank centralny może być niechętny do natychmiastowej podwyżki stóp procentowych, dopóki inflacja bazowa nie wykaże zrównoważonego wzrostu.

Inflacja w Szwecji (2013-2018)

Inflacja w Szwecji
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Przez ostatnie kilka kwartałów gospodarka Szwecji doświadczała ożywienia, co może zachęcić bank centralny do znormalizowania polityki pieniężnej. W drugim kwartale bieżącego roku wzrost gospodarczy w ujęciu rocznym wyniósł 3,3%, mimo iż pod koniec kwartału część wskaźników rozczarowała. W czerwcu gwałtownie spadła sprzedaż detaliczna. W ujęciu miesięcznym był to drugi największy spadek indeksu od października 2012. Od końca 2017 roku regularnie spadają również wskaźniki zaufania konsumentów – w czerwcu odnotowano siódmy miesiąc spadków z rzędu. Zmalał również wskaźnik aktywności PMI dla sektora przemysłu. Jest on jednak nadal wyższy od historycznych poziomów i utrzymuje się znacznie powyżej wartości 50, co oznacza ekspansję sektora.

Wskaźnik PMI dla sektora przemysłu w Szwecji

Wskaźnik PMI dla sektora przemysłu w Szwecji
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Prognoza Ebury

Pozostajemy optymistyczni względem perspektyw korony szwedzkiej. Wzrost inflacji i nieco bardziej optymistyczny ton banku centralnego sugerują, że istnieje szansa na podwyżkę stóp procentowych przed końcem bieżącego roku. Nawet jeśli niski poziom inflacji bazowej sprawi, że zacieśnienie polityki monetarnej może nadejść dopiero od początku roku, na wyższe stopy w Szwecji trzeba będzie i tak czekać krócej niż na podobną podwyżkę ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Ze względu na to oczekujemy umocnienia korony względem euro. Ostatnia wyprzedaż SEK sprawiła, że kurs waluty znalazł się na bardzo niskich poziomach, które nie są uzasadnione przez obecne warunki gospodarcze. Nasze prognozy na koniec roku to: USD/SEK 8,45; EUR/SEK 9,80 oraz SEK/PLN 0,43.

Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Rynek danych rośnie w tempie dwucyfrowym. Dane paliwem cyfrowej gospodarki

Globalny rynek danych rośnie w tempie dwucyfrowym. W tym roku jego wartość wyniesie 20,6 mld dolarów, w przyszłym – wzrośnie o ponad 26% do poziomu 26 mld dolarów. Rozwój rynku danych jest silnie związany z postępującą digitalizacją przedsiębiorstw, jak również z szybko rosnącym rynkiem marketingu online, dla którego cyfrowe informacje o internautach stanowią paliwo. Polski rynek danych potwierdza światowy trend – w tym roku firmy nad Wisłą wydadzą na dane o internautach 21 mln dolarów, a w przyszłym już o 16,2 mln dolarów więcej. 

Cloud Technologies, spółka specjalizująca się w Big Data marketingu, do której należy jedna z największych na świecie hurtowni danych, przeanalizowała 23 kluczowe rynki danych na świecie. Raport „Global Data Market Size 2017 – 2019” to jedyne badanie, które na taką skalę analizuje międzynarodowe wydatki firm na tzw. audience data, czyli cyfrowe informacje o zainteresowaniach i preferencjach internautów. Z raportu wynika, że jeszcze w tym roku globalny rynek danych osiągnie wartość 20,6 mld dolarów, a w 2019 r. będzie on wart już 26 mld, co oznacza wzrost na poziomie 26,6 proc. rdr.

Reklamodawcy głównym odbiorcą danych

Również w Europie analitycy przewidują dwucyfrowe tempo wzrostu. Wartość rynku danych na Starym Kontynencie w 2019 r. ma wynieść 4,2 mld dolarów. To o 1 mld więcej niż rok wcześniej – W debacie publicznej pojawiały się opinie, że RODO gwałtownie zahamuje rozwój rynku danych. Tymczasem okazuje się, że pomimo nowych unijnych regulacji, dynamika jego wzrostu wciąż jest imponująca – zwraca uwagę Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. Jego zdaniem taki stan rzeczy zawdzięczamy przede wszystkim pogłębiającej się digitalizacji światowej gospodarki. Zastosowanie danych najbardziej jest dziś widoczne w reklamie online realizowanej w modelu programmatic, jak również w marketing automation. Informacje o zachowaniu i zainteresowaniach użytkowników Internetu są paliwem dla tych obszarów cyfrowego marketingu. Potwierdza to rosnący rynek reklamy programmatic, który globalnie osiągnie w tym roku wartość 75 mld dolarów, co daje wzrost o ponad 25% rdr.

– Na skuteczność internetowych kampanii reklamowych składa się wiele czynników. Jednym z najważniejszych jest jakość danych wykorzystywanych do targetowania i personalizacji komunikatów. Im lepiej znamy zainteresowania internautów, wiemy jakie strony odwiedzają i w jaki sposób podejmują decyzje zakupowe, tym kampanie są skuteczniejsze. Kolejnymi driverami wzrostu rynku danych jest sztuczna inteligencja oraz technologia blockchain – mówi Prajsnar.

Europa nie przestraszyła się RODO

25 maja, wraz z wejściem w życie nowych przepisów o ochronie danych osobowych, pliki cookies jeśli nie są poddane procesowi anonimizacji to w niektórych przypadkach mogą być klasyfikowane jako dane osobowe. Portale internetowe posługujące się ciasteczkami zostały zobligowane do wyświetlania tzw. cookie banerów, szczegółowo informujących o tym, w jakim celu pozyskują one dane i jakie podmioty uczestniczą w ich przetwarzaniu. Dla firm specjalizujących się w online marketingu, dostosowanie się do nowych regulacji było sporym wyzwaniem. Szybko jednak okazało się, że unijne regulacje nie zniechęciły reklamodawców do inwestycji w kampanie typu programmatic, których skuteczność uzależniona jest od jakości danych. Miesiąc po wejściu w życie RODO wydatki na kampanie w tym modelu wróciły do poziomu, na jakim były zanim nowa dyrektywa zaczęła oficjalnie obowiązywać, a jak podaje Cloud Technologies, globalne wydatki na programmatic w 2019 r. urosną do 89 mld dolarów.

Nad Wisłą obrót cyfrowymi informacjami również rośnie w szybkim tempie. Jeszcze w 2017 r. wartość polskiego rynku danych szacowano na 11,9 mln dolarów. W tym roku ma ona sięgnąć 21 mln dolarów, a w 2019 – już 37,2 mln, co oznacza wzrost o niemal 77 proc.

– Rosnący rynek danych w Polsce jest skorelowany z rozwojem rynku reklamy online realizowanej w modelu programmatic. Rośnie też świadomość firm związana z przetwarzaniem danych. Nie oznacza to wcale, że możemy spocząć na laurach. Biorąc pod lupę całą polską gospodarkę okazuje się bowiem, że odsetek przedsiębiorstw, które skutecznie monetyzują cyfrowe informacje w porównaniu z rozwiniętymi rynkami wciąż jest niewielki. Istnieje więc duże pole do dalszych wzrostów – uważa Maciej Sawa, CEO OnAudience.com, jednej z największych hurtowni danych na świecie.

Państwo Środka depcze po piętach liderom

Z raportu wynika, że najwięcej cyfrowych informacji o internautach wciąż kupuje się w Stanach Zjednoczonych. Północnoamerykański rynek danych osiągnie w tym roku wartość 12,3 miliardów dolarów, a w przyszłym wzrośnie o kolejne 2,9 mld. Na drugim miejscu znajduje się obecnie Wielka Brytania, gdzie wydatki na dane w br. sięgną niemal 1,9 mld dolarów, a w 2019 r. wzrosną o 25% do 2,4 mld dolarów. Intensywnie rozwija się także rynek chiński, który spośród 5 największych rynków świata charakteryzuje się największą dynamiką wzrostu – w tym roku wyniesie ona 95,5 proc. Wartość chińskiego rynku szacuje się na 1,5 mld dolarów, a w 2019 r. ma wzrosnąć do 2,4 mld. Taki wynik sprawi, że Państwo Środka stanie się drugim co do wielkości rynkiem danych na świecie.

W raporcie „Global Data Market Size 2017-2019” przeanalizowano 23 najważniejsze rynki świata, które łącznie generują około 90 proc. światowych wydatków na dane. Jest to druga edycja raportu przedstawiającego globalne zestawienie w tym obszarze. Raport powstał na podstawie danych firmy Cloud Technologies oraz badań takich podmiotów jak eMarketer czy IAB Europe.

Raport Adecco: Polacy potrafią nie to, czego oczekuje rynek pracy

Kompetencje pracowników nie nadążają za zmianami jakie niesie rozwój technologii – wskazują eksperci Adecco. Brak współpracy między uczelniami i biznesem to problem, który może wyhamować rozwój naszej gospodarki. Jakich umiejętności brakuje Polakom? Jak poprawić efektywność kształcenia?

Czym jest niedopasowanie umiejętności? To luka pomiędzy umiejętnościami zawodowymi danej osoby a wymaganiami rynku pracy. Niedopasowanie staje się głównym wyzwaniem gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej, wpływając na produktywność i wydajność przedsiębiorstw oraz szanse na budowanie dobrobytu w przyszłości.

Ze względu na rekordowo niską stopę bezrobocia, pracodawcy mają coraz większy problem ze znalezieniem pracowników. Dotyczy to zarówno wyspecjalizowanych kadr, jak i ludzi o niższych kwalifikacjach. Jednocześnie bez zatrudnienia pozostaje w Polsce ponad milion osób zdolnych do pracy. To, co wydaje się nielogiczne, znajduje swoje uzasadnienie właśnie w niedopasowaniu kompetencji do potrzeb.

Kompetencje jutra

W raporcie „Kompetencje przyszłości – czwarta rewolucja przemysłowa w Europie Wschodniej”[1] wydanym przez Adecco w ramach cyklu Inovantage, eksperci wskazują jakie kompetencje będą kluczowe dla biznesu jutra.

Kluczowe kompetencje twarde
w Europie Wschodniej
Kluczowe kompetencje miękkie
w Europie Wschodniej
  • Zarządzanie strategiczne w IT
  • Inżynieria mechaniczna
  • Obsługa wózka widłowego
  • Marketing i reklama
  • Inżynieria lotnicza
  • Pozycjonowanie w wyszukiwarkach (SEO)
  • Cyberbezpieczeństwo
  • Analityka danych
  • Analiza finansowa
  • Kreatywność
  • Przywództwo i zarządzanie kryzysowe
  • Wytrwałość i odporność
  • Elastyczne rozwiązywanie problemów
  • Wzajemne zrozumienie kulturowe
  • Przedsiębiorczość
  • Umiejętność analizowania danych
  • Zręczność i szybkie uczenie się

 

– Póki co, polska gospodarka boleśnie odczuwa deficyty niektórych spośród tych kompetencji – mówi Anna Wicha. – Jako kluczowy partner HR wielu spośród największych firm w Polsce, na co dzień rekrutujemy na stanowiska każdego szczebla. W branżach inżynieryjnych czy IT, szukanie pracowników staje się coraz bardziej wymagające. Jednocześnie na rynku jest wiele osób, których umiejętności nie pasują do potrzeb pracodawców – dodaje.

Autorzy raportu, na podstawie przeprowadzony badań, przygotowali listy zawodów, w których szczególnie brakuje rąk do pracy i takich, w których jest ich nadmiar. Kogo polskie firmy potrzebują najbardziej? Na szczycie piramidy – co nie powinno dziwić – są specjaliści IT. Na rynku brakuje jednak również specjalistów z dziedziny ochrony zdrowia, managerów, inżynierów, wykwalifikowanych pracowników fizycznych oraz nauczycieli i wykładowców przekazujących wiedzę w kluczowych dla gospodarki obszarach. Na liście zawodów, w których specjalistów mamy aż nadto, znaleźli się m.in. pracownicy przemysłu spożywczego, pracownicy z sektorów obróbki drewna, leśnictwa i rybołówstwa, a także socjologowie i kulturoznawcy.

Ucz się albo rynek pracy o Tobie zapomni

– Konieczność zmian w edukacji jest oczywista – komentuje wyniki badania Anna Wicha. – Trudno jednak w dobie tak szybkich zmian technologicznych wymagać od uczelni, by programy nauczania były idealnie wpasowane w potrzeby gospodarki, które ujawnią się po pięciu latach. To okres jaki statystyczny młody człowiek spędza na studiach. Dlatego, kluczowe jest rozwijanie umiejętności miękkich – przydatnych zawsze, podstaw które posłużą jako baza do dalszego kształcenia oraz kształtowanie otwartości na „lifelong learning” czyli nieustanne poszerzanie swoich kompetencji – wskazuje Anna Wicha.

Podobne zdanie o kluczowych kierunkach edukacji ma Krzysztof Martyniak, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Ludzie, widząc co mogą osiągnąć lub stworzyć dzięki już zdobytym informacjom, będą we własnym zakresie poszerzać taką wiedzę – na wszystkich etapach życia – jeśli stanie się ona niewystarczająca. To podstawa zasady  „lifelong learning” – mówi Martyniak. – Kolejne wyzwanie szkolnictwa, to rozwój u młodych osób umiejętności miękkich/społecznych, współpracy w grupie i kreatywności – związanych z kapitałem społecznym i kulturowym. Na świecie nie ma wielu wizjonerów, ale za to mnóstwo fantastycznych osiągnięć było efektem efektywnej pracy grupy ludzi – efekt synergii – dodaje.

Lepszego czasu na zmiany nie będzie?

Autorzy raportu „Kompetencje przyszłości – czwarta rewolucja przemysłowa w Europie Wschodniej” wskazują kilka rekomendacji, które mogą przyczynić się do znacznego ograniczenia niedopasowania umiejętności do potrzeb biznesu. Eksperci Adecco podkreślają istotność:

  • Kształcenia w miejscu pracy i przyuczania do zawodu jako sposobu, by efekt edukacji odpowiadał na potrzeby przedsiębiorstw, dając jednocześnie młodym ludziom cenne pierwsze doświadczenie.
  • Uczenia się przez całe życie, jako niezbędnego w czasach szybkich przemian technologicznych i gospodarczych.
  • Mobilności zawodowej, która umożliwia firmom znalezienie talentów, których potrzebują, mimo niedoborów na lokalnym rynku pracy.
  • Różnorodności pracowników (ze względu na płeć, wiek, pochodzenie geograficzne i kulturowe), a także różnorodności umów o pracę i form zatrudnienia

Bez głęboko idących zmian, gospodarki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, mogą już wkrótce znaleźć się w pułapce. Panująca na rynku koniunktura nie powinna nas usypiać, bowiem zmiany gospodarcze zachodzą błyskawicznie i to, co dziś wydaje nam się zagrożeniem mało realnym lub odległym może szybko stać się codziennością. By nadążać za światowymi trendami i w dalszym ciągu zmniejszać różnice w poziomie rozwoju i poziomie życia pomiędzy Polską, a krajami Europy Zachodniej, musimy wykorzystać sprzyjające warunki i zmienić sposób myślenia o przygotowywaniu młodych ludzi do wejścia na rynek pracy.

– Optymistycznie wierzę, że jesteśmy w doskonałym momencie do zmian na lepsze w wielu sferach naszego życia – mówi Krzysztof Martyniak. – Z gospodarki płyną dobre dane makroekonomiczne, a stopa bezrobocia jest na rekordowo niskim poziomie. Rynek chłonie pracowników jak gąbka, a w wielu branżach pracodawcy są skłonni na własną rękę przyuczać do zawodu osoby niemal bez doświadczenia, ale z potencjałem nabywania kompetencji. Lepszego czasu na zmiany w szkolnictwie może już długo nie być – podsumowuje ekspert.

[1]  https://bit.ly/2JTWqaG

Ufamy Google i Facebookowi ale swoich danych do bankowości im nie podamy

Niemal połowa badanych Polaków ma zaufanie do technologicznych koncernów, takich jak Google, Apple, Facebook czy Amazon (GAFA). Nie jesteśmy jednak jeszcze gotowi, by skorzystać z ich usług finansowych. Ani udostępnić im swoich danych do bankowości internetowej – wynika z tegorocznej edycji badania Blue Media “Podejście Polaków do fintechu”.

Wchodząca w tym roku w życie unijna dyrektywa PSD2 wprowadza i reguluje podmioty, które po otrzymaniu danych do logowania w bankowości internetowej klienta, będą mogły inicjować w jego imieniu płatność w określonej kwocie do określonego odbiorcy. Takimi podmiotami mogą zostać np. sklepy internetowe czy firmy technologiczne.

Z dużym dystansem podchodzimy do udostępniania swoich danych bankowych podmiotom zewnętrznym. Jest na to gotowych zaledwie 12 proc. badanych Polaków. Choć warto dodać, że w porównaniu do ubiegłego roku wzrósł odsetek osób, które nie mają zdania na ten temat (z 34 do 38 proc. wskazań).

Co trzecia osoba spośród tych, które byłyby gotowe udostępnić swoje dane do logowania deklaruje, że mogłaby je udostępnić innemu bankowi (33 proc.). W dalszej kolejności: zaufanemu sklepowi internetowemu (24 proc.), firmie telekomunikacyjnej (23 proc.), operatorowi płatności (19 proc.). Najmniej chętnie udostępnimy te dane takim podmiotom jak Google czy Facebook (8 proc.) – wynika z badania spółki technologiczno-finansowej Blue Media.Ufamy GAFA, ale swoich danych im nie podamy

Niebankowe usługi finansowe? Wahamy się

Banki wciąż mają w Polsce duży kredyt zaufania. Ufa im 73 proc. badanych, podczas gdy koncernom technologicznym – 44 proc. (wzrost o 3 punkty proc. w porównaniu do ubiegłego roku).

Zaledwie 7 proc. Polaków jest gotowych skorzystać z usług finansowych oferowanych przez inne niż finansowe instytucje. Jest to mniej niż w ubiegłym roku. Ciekawe wnioski płyną jednak z analizy odpowiedzi negatywnych i neutralnych. W ciągu dwóch lat odsetek osób deklarujących, że na pewno nie skorzystają z niebankowych usług finansowych spadł z 81 do 44 proc, a tych niezdecydowanych wzrósł z 13 do 48 proc.

Osoby deklarujące gotowość do korzystania z niebankowych usług finansowych najchętniej skorzystałyby z produktów globalnych firm technologicznych (należy jednak pamiętać o niewielkiej liczebności próby, poniżej 100 osób).

Ufamy GAFA, ale swoich danych im nie podamy 2

Kurs euro konsoliduje się w okolicach 4,27

Rosnący popyt na aktywa ryzykowne na świecie będzie negatywnie wpływać na wyceny polskich obligacji. Dynamika umacniania się złotego wyraźnie wytraciła impet, kurs EUR/PLN konsoliduje się w okolicach 4,27.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Dobre nastroje nie opuszczają rynków finansowych, po tym jak USA podpisały wiążący dokument z Meksykiem dot. stworzenia nowego układu handlowego, który docelowo miałby zastąpić NAFTA. Zawarcie układu zwiększyło optymizm, że być może również z innymi partnerami handlowymi takimi jak np. Chiny uda się również wypracować porozumienie. W oczekiwaniu na publikację indeksu Conference Board, rosnący na rynku apetyt na ryzyko ciążył dolarowi (EUR/USD utrzymywał okolice powyżej 1,17) i wspierał złotego (EUR/PLN stabilizował się w okolicach 4,27). Dane z USA zaskoczyły wyższym odczytem (w sierpniu indeks nastrojów wzrósł do 133,4 pkt.) nieznacznie wspierając dolara. Zmiany kursu EUR/USD były jednak kosmetyczne, choć odczyt wspiera Fed w drodze do dalszej normalizacji polityki monetarnej.

W kraju dynamika spadku EUR/PLN wyraźnie wytraciła impet, co może oznaczać, że przestrzeń do silniejszego umocnienia złotego jest niewielka. Powrotowi do wzrostów notowań EUR/PLN powinny sprzyjać piątkowe krajowe dane inflacyjne, po których oczekuje się, że pokażą lekkie wyhamowanie wzrostu indeksu CPI względem lipcowych 2,0% r/r oraz oczekiwany wzrost eskalacji wojen handlowych jaki prawdopodobnie nastąpi we wrześniu w związku z nową transzą amerykańskich ceł na chińskie produkty. W rezultacie perspektywy dla złotego pozostają nie najlepsze, co wraz ze spodziewanym silniejszym dolarem do euro powinno przełożyć się na ponowny wzrost notowań EUR/PLN w przyszłym miesiącu.

Na krajowym rynku stopy procentowej notowania obligacji skarbowych pozostają stabilne. W tym samym czasie na świecie systematycznie rośnie apetyt na ryzyko. Widać to po dalszych wzrostach indeksów na giełdach akcji, a także po rosnących rentownościach Bundów, czy US Treasuries (w sektorze 10-letnim notowania wspomnianych papierów wzrosły odpowiednio w pobliże 0,4% i 2,90%). Inwestorzy najwyraźniej uznali, że obawy przed wojną handlową pomiędzy Chinami a USA zostały już w wystarczającym stopniu wycenione, a teraz większego znaczenia nabierają nadzieje na zawarcie porozumienia handlowego między USA a Meksykiem.

Utrzymaniu w najbliższych dniach dotychczasowych pozytywnych tendencji na globalnym rynku sprzyjać będzie rosnące również prawdopodobieństwo pozytywnego wyniku negocjacji pomiędzy USA a Kanadą (rozmowy mają być prowadzone w najbliższych dniach). Biorąc pod uwagę, że już wcześniej pojawiły się szanse na zawarcie porozumienia także z Unią Europejską, to inwestorzy mogą dalej zwiększać swoje ekspozycje na giełdach akcji kosztem obligacji skarbowych.

Dotychczas notowania polskich obligacji nie reagowały na informacje napływające ze świata. Niemniej dalsza przecena na rynkach bazowych powinna skutkować wzrostem rentowności długoterminowych krajowych papierów, a tym samym przynieść też wystromienie krzywej.

Wykres dnia: Premia za ryzyko kredytowe Włoch systematycznie zwiększa się. Notowania kontraktów CDS we Włoszech rosną, ponieważ inwestorzy obawiają się ekspansywnej polityki fiskalnej prowadzącej do wzrostu zadłużenia.

Notowania kontraktów CDS we Włoszech rosną
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

Toyota inwestuje 500 milionów dolarów w autonomiczne samochody Ubera

Toyota Motor Corporation inwestuje pół miliarda dolarów w Uber Technologies, aby wspólnie prowadzić prace nad autonomicznymi samochodami. Obie firmy zintegrują swoje dotychczasowe technologie w specjalnie opracowanych do tego celu samochodach Toyoty, które zostaną włączone do sieci Ubera. Dotychczas Toyota i Uber współpracowały na polu zelektryfikowanych napędów.

Toyota, jeden z największych producentów samochodów, i Uber, operator największego serwisu ride-sharingowego, ogłosiły, że zamierzają rozszerzyć współpracę, aby wprowadzić na rynek zakrojony na dużą skalę autonomiczny ride-sharing. Obie firmy przewidują, że masowo produkowane autonomiczne samochody trafią do floty powołanego do tego celu, odrębnego przedsiębiorstwa.

Początkowo Toyota i Uber stworzy flotę Autono-MaaS (autonomous-mobility as a service). Trafią do niej samochody zbudowane na platformie minivana Sienna. Z systemem Autono-MaaS zostanie zintegrowany Autonomous Driving System Ubera oraz system wsparcia kierowcy w bezpiecznej jeździe, Toyota Guardian. Toyota wykorzysta także swoją Platformę Usług Mobilnych MSPF, infrastrukturę informacyjną dla samochodów połączonych w chmurze. Program pilotażowy rozpocznie się w 2021 roku w sieci Ubera.

„Połączenie sił z Uberem, jednym z największych operatorów ride-sharingu oraz ośrodków badań nad autonomicznym prowadzeniem, sprawi, że w przyszłości mobilność będzie jeszcze bardziej zaawansowana” – powiedział Shigeki Tomoyama, wiceprezydent Toyoty i prezydent Toyota Connected Company. – „To porozumienie to kamień milowy dla naszej transformacji w firmę zajmującą się szeroko rozumianą mobilnością. Chcemy stworzyć ścieżkę do rozwoju usług mobilności takich jak ride-sharing z samochodami i technologiami Toyoty”.

Jak powiedział dr. Gill Pratt, CEO firmy badawczej Toyota Research Institute, system autonomicznej jazdy Ubera oraz system Guardian Toyoty będą niezależnie monitorować otoczenie samochodu w czasie rzeczywistym. Zwiększy to bezpieczeństwo samochodu i jego pasażerów. We współpracę z Uberem będą zaangażowane Toyota Motor Corporation, Toyota Research Institute (TRI) zajmująca się autonomicznym prowadzeniem, robotyką i systemami Guardian i Chauffeur oraz Toyota Research Institute-Advanced Technologies (TRI-AD), rozwijająca oprogramowanie do autonomicznych samochodów.

Rekordowe inwestycje funduszy venture capital na całym świecie w drugim kwartale 2018 r.

W drugim kwartale 2018 r. fundusze venture capital zainwestowały na świecie blisko 70 mld USD, to prawie 75% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Ponad połowa pieniędzy została zainwestowana w Azji. Już ponad 20% transakcji dotyczy późnych faz inwestycji, co pokazuje, że inwestorzy preferują coraz bardziej dojrzałe spółki. Systematycznie wzmacnia się rola korporacyjnych funduszy venture capital w szczególności w przypadku dużych transakcji: takie fundusze odpowiadają za 22% transakcji, ale ich udział wartościowy wynosi prawie 67%. Europa pomimo rekordowych inwestycji w Q2 2018 r. (5,6 mld USD), ma coraz mniejsze znaczenie na globalnym rynku venture capital – wynika z najnowszego badania KPMG.

W II kwartale 2018 r. łączna kwota zainwestowanych środków wyniosła 69,8 mld USD, co oznacza wzrost o 40% w stosunku do poprzedniego kwartału. Największą inwestycję (14 mld USD) zrobiono w chiński fintech Ant Financial. Liczba transakcji na całym świecie maleje, ale znacząco wzrosła średnia wartość inwestycji w pojedynczą spółkę realizowaną przez fundusze: w przypadku finansowania we wczesnej fazie rozwoju (tzw. seed) ogólnoświatowa mediana wyniosła w tym roku 1,4 mln USD (podczas, gdy w 2010 r. było to tylko 0,4 mln USD). 

Ogólnoświatowy rynek venture capital jest coraz bardziej dojrzały.  Doświadczone fundusze venture capital preferują inwestycje w już rozwinięte startupy, mające za sobą pierwsze rundy finansowania, poszukując przede wszystkim spółek, które mają największy potencjał szybkiego wzrostu na największych rynkach – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

W erze cyfrowej fundusze szukają przede wszystkim nowego oprogramowania

Fundusze venture capital koncentrują się przede wszystkim na inwestycjach w spółki produkujące oprogramowanie – blisko połowa środków inwestowanych przez fundusze służy finansowaniu rozwoju firm software’owych. Na całym świecie fundusze również chętnie inwestują w firmy biotechnologiczne – na inwestycje w tej branży fundusze przeznaczyły w Q2 2018 r. ponad 7 mld USD. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się startupy z branży agrtech – w ciągu pierwszych  6-ciu miesięcy 2018 r. spółki z tej branży pozyskały ponad 600 mln USD.

Cyfryzacja jest teraz kluczowym trendem w biznesie. Dlatego tak dużym zainteresowaniem cieszą się spółki software’owe, które rozwijają specjalizowane oprogramowanie dla wszystkich branż włącznie z sektorem publicznym. Dodatkowym impulsem dla rozwoju rynku oprogramowania jest dynamiczny rozwój rozwiązań bazujących na złożonej analityce danych i sztucznej inteligencji – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

Korporacyjne fundusze venture capital odgrywają kluczową rolę przy największych transakcjach

Analizy KPMG pokazują również, że korporacje coraz bardziej interesują się startupami, koncentrując się na największych spółkach. Tzw. korporacyjne fundusze inwestycyjne brały udział w 24% transakcji na całym świecie, jednak ich inwestycje (46 mld USD) stanowiły de facto 2/3 wartości wszystkich transakcji w Q2 2018 r.

Wyścig po innowacje przyspiesza i dlatego coraz więcej korporacji poszukuje startupów, które mają innowacyjne rozwiązania. Korporacje mogą osiągnąć największe korzyści z pozyskania startupów i dlatego też często oferują najwyższe wyceny. Ograniczając swoje ryzyko chętniej inwestują w bardziej dojrzałe spółki, czego wynikiem jest ich tak duża wartość transakcji robionych przez korporacyjne fundusze inwestycyjne – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce. 

Europa odgrywa coraz mniejszą rolę na globalnym rynku venture capital mimo dość dużego wzrostu wartości inwestycji w regionie

Wartość inwestycji funduszy venture capital w Europie w pierwszych dwóch kwartałach br. wyniosła 5,6 mld USD, o 37% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jednak było to zaledwie około 8% wszystkich transakcji dokonywanych w tym czasie przez fundusze na całym świecie. Jedną z największych inwestycji w Europie (175 mln USD) zrobiono w estoński startup z branży transportowej – Taxify.

Podobnie, jak na całym świecie, w Europie wzrasta wartość pojedynczych inwestycji (np. 1,2 mln USD w fazie seed podczas, gdy było to tylko 0,8 mln USD w analogicznym okresie zeszłego roku), jednak średnia wartość inwestycji jest mniejsza niż dla innych kontynentów – np. w Ameryce gdzie średnia wartość wyniosła 1,4 mln USD. Podobnie, jak reszta świata, europejskie fundusze inwestują przede wszystkim w spółki tworzące oprogramowanie (36% wartości inwestycji) i biotechnologie (15% wartości inwestycji).

Francja wschodzącą gwiazdą na europejskim rynku venture capital

Od wielu lat Wielka Brytania pozostaje najważniejszym rynkiem venture capital w Europie. W II kwartale 2018 r. fundusze zainwestowały tam ponad 2 mld USD, to jest około 35% wartości całych inwestycji funduszy venture capital w Europie. W zeszłym kwartale zdecydowanie spadła wartość inwestycji w Niemczech (z blisko 1,2 mld w Q1 2018 r. do niecałych 300 mln USD w Q2 2018 r.). Natomiast Francja z inwestycjami przekraczającymi 800 mln USD w ostatnim kwartale znacząco wzmocniła swoją pozycję na europejskim rynku venture capital.

Polski rynek venture capital znajduje się nadal w bardzo wczesnej fazie rozwoju i dla jego przyspieszenia na pewno warto wziąć pod uwagę doświadczenia Niemiec czy Francji, w których w ostatnich latach nastąpiła prawdziwa eksplozja inwestycji robionych przez fundusze i które podobnie jak Polska działają w ramach systemu regulacyjno-prawnego Unii Europejskiej – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

Wysokie koszty dostaw przesyłek hamują rozwój handlu w sieci. Allegro postanowiło na stałe wprowadzić darmowe przesyłki i zwroty

Wysokie koszty dostaw przesyłek hamują rozwój handlu w sieci. Allegro postanowiło na stałe wprowadzić darmowe przesyłki i zwroty 1

Polski rynek e-handlu co roku notuje dwucyfrowe wzrosty liczby transakcji. W tym roku wartość całego rynku może sięgnąć 45 mld zł – szacuje PwC. To efekt większej częstotliwości transakcji i pozyskiwania nowych klientów. Jednocześnie 67 proc. Polaków przyznaje, że gdyby koszty dostawy były niższe, kupowaliby częściej. Platforma zakupowa Allegro wprowadziła rewolucyjną usługę o nazwie Allegro Smart!. Użytkownicy w ramach jednorazowej opłaty otrzymują darmowe dostawy oraz zwroty aż 365 przesyłek. Usługa zwraca się po 6–7 zamówieniach. To rewolucyjna zmiana korzystna dla polskich klientów e-handlu – przekonuje Francois Nuyts, CEO Allegro.

 Dostawa ma ogromne znaczenie dla konsumentów. Dla klientów ważne jest nie tylko to, by mieli dostęp do szerokiej oferty milionów produktów w niskich cenach, lecz także możliwość jak najszybszego i jak najdogodniejszego ich odbioru. I tym się zajęliśmy, tworząc usługę Allegro Smart! – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Francois Nuyts, CEO Allegro.

Raport PwC wskazuje, że rynek e-commerce w Polsce może w tym roku osiągnąć wartość aż 45 mld zł. Co roku liczba transakcji rośnie w dwucyfrowym tempie. To efekt częstszych zakupów robionych przez stałych klientów i przyciągania nowych. Obecnie już ponad połowa Polaków robi zakupy w internecie, jednak z badania Gemius „E-commerce w Polsce 2018” wynika, że ich liczba mogłaby być wyższa – 67 proc. osób kupowałoby więcej, gdyby koszty dostawy były niższe.

 Allegro Smart! zmienia polski rynek e-commerce. Wielu Polaków robi zakupy online, ale jednocześnie mamy świadomość, że jest to wciąż mała część społeczeństwa, mimo że oferta online jest zdecydowanie szersza i tańsza niż offline. Liczymy zatem, że uda nam się przekonać większą liczbę Polaków do zakupów przez internet, a gdy już spróbują, liczymy, że staną się one ich nawykiem – ocenia Francois Nuyts.

Allegro, aby zachęcić do częstszych zakupów, wprowadziło program Allegro Smart!. Obejmuje on 365 dostaw za 49 zł (rok) lub 180 za 39 zł (sześć miesięcy), użytkownicy otrzymują darmowe dostawy oraz zwroty towarów, a także dodatkowe korzyści, jak m.in. dostęp do specjalnych zniżek czy dodatkowych monet. Na start programu dostępnych jest już ponad 30 mln produktów (z ok. 90 mln ofert) od najlepszych sprzedawców na Allegro.

 Każdy klient jest inny i ma różne wymagania. Jednego dnia będzie mu zależało na szybszej dostawie, drugiego – na dostawie do konkretnego punktu. Dlatego wspólnie z naszymi partnerami, firmami logistycznymi, stale opracowujemy innowacje. Chcemy zapewnić konsumentom zróżnicowaną ofertę umożliwiającą najdogodniejszą dostawę każdego rodzaju paczki i każdego dnia. Allegro Smart! to jedna z wielu naszych innowacji, której celem jest maksymalne ułatwienie procesu zakupów i maksymalne przyspieszenie dostawy zakupionych produktów – mówi Francois Nuyts.

Nowa usługa obejmuje dostawę do sieci 15 tys. punktów odbioru: Paczkomaty InPost, placówki Poczty Polskiej, punkty odbioru w kioskach Ruchu, sklepach Żabka, Freshmarket oraz na stacjach Orlen. Obecnie dostawa pojedynczych przesyłek z Allegro przez kuriera to koszt od ok. 11 zł do blisko 16 zł. Za przesyłki realizowane przez Pocztę Polską trzeba zapłacić ok. 8 zł, a w sieci Ruchu ceny zaczynają się od ok. 6–7 zł.

– Usługa Allegro Smart! to nawet 365 dostaw do sieci ponad 15 tys. paczkomatów i punktów odbioru w cenie 49 zł na rok, czyli ok. 4 zł miesięcznie – mówi Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro. – Na Allegro mamy 17 mln klientów. Kupujący na Allegro wykonują średnio 20 transakcji w trakcie roku. Usługa Allegro Smart! zwraca się już po 6–7 takich transakcjach.

Allegro Smart obejmuje też bezpłatne zwroty i dodatkowe bonusy, m.in. monety, które uprawniają do tańszych zakupów, oraz specjalne oferty.

Na polskim rynku brakuje nawet 30 tys. kierowców. Firmy kuszą wysokimi pensjami, nawet do 7 tys. zł

Na polskim rynku brakuje nawet 30 tys. kierowców. Firmy kuszą wysokimi pensjami, nawet do 7 tys. zł 2

Brak kierowców w połączeniu z niekorzystnymi regulacjami unijnymi może zachwiać mocną pozycją polskich firm transportowych w Europie. Szacuje się, że na rynku jest obecnie ok. 30 tys. wakatów. Przedsiębiorstwa zachęcają wysokimi pensjami – ponad 6 tys. zł zarabia więcej niż 30 proc. kierowców. Oznacza to, że kierowcy wciąż otrzymują wynagrodzenie ponadprzeciętne w porównaniu do innych zawodów na polskim rynku, mimo że wzrost pensji w 2018 roku nie jest tak wysoki jak w roku ubiegłym.

Z danych firmy doradczej PwC wynika, że na polskim rynku pracuje obecnie ok. 650 tys. kierowców zawodowych. Jak pokazuje raport TransJobs.eu, ponad 98 proc. z nich to mężczyźni, zatrudnieni najczęściej w oparciu o umowę o pracę. Ponad 70 proc. kierowców ma mniej niż 40 lat, do największej grupy należą mężczyźni z grupy wiekowej 31–40 lat. Tylko niespełna 8 proc. przekroczyło 51. rok życia. Blisko 80 proc. twierdzi, że lubi swoją pracę, mimo to, jak wynika z danych PwC, co roku z zawodu odchodzi 25 tys. osób. Przyczynia się do znacznych niedoborów kadrowych w branży transportowej.

Myślę, że realną liczbą, która mogłaby zaspokoić istniejące potrzeby przedsiębiorców, jest 30 tys., może trochę mniej, bo rynek został zabezpieczony przez kierowców ze Wschodu, którzy uzupełniają te braki na bieżąco – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Wolak, prezes TransJobs.eu.

Brak kierowców zawodowych stanowi realne zagrożenie dla rozwoju polskich firm transportowych. Już dziś wakaty na tych stanowiskach sprawiają, że posiadane przez przedsiębiorstwa samochody nie są eksploatowane, a tym samym nie zarabiają na siebie. Problem powiększają dodatkowo unijne regulacje dotyczące delegowania pracowników. Chodzi o tzw. pakiet mobilności, narzucający pracodawcy konieczność płacenia kierowcy co najmniej pensji minimalnej kraju, w którym obecnie przebywa, w przypadku jeśli spędza w nim więcej niż trzy dni w miesiącu. Komisja Europejska zmieniła ponadto zasady płacenia składek na ubezpieczenia społeczne.

– To wszystko powoduje, że czynnik ludzki jest bardzo delikatną sprawą i to się przekłada na rotację. Do rotacji najbardziej motywuje kierowców zawodowych fakt, że łatwiej jest im dzisiaj znaleźć nową pracą i tę pracę zmienić w zasadzie z dnia na dzień – mówi Marcin Wolak.

Z raportu TransJobs.eu wynika, że ponad połowa polskich kierowców pracuje w jednej firmie tylko rok, 25 proc. natomiast najwyżej 2 lata. Eksperci nie mają wątpliwości, że w przypadku branży transportowej można mówić o rynku pracownika. Podstawową zachętą do podejmowania pracy w charakterze kierowcy jest pensja, wynosząca nawet 7 tys. zł. Badania pokazują, że powyżej kwoty 6 tys. zł netto zarabia ponad 35 proc. kierowców, przede wszystkim pracujących w ruchu międzynarodowym. Problemem jest jednak brak podwyżek – 42 proc. kierowców deklaruje, że u obecnego pracodawcy jego pensja nie wzrosła, oraz problemy z punktualnym wypłacaniem wynagrodzenia. Tylko nieco ponad 77 proc. pracowników otrzymuje pensję zgodnie z wyznaczonym terminem.

Wiele czynników wpływa na to, czy kierowca jest zadowolony ze swojej pracy. To jest atmosfera w pracy, jakość taboru, system pracy czy relacje z przełożonymi. Jeżeli tego typu rzeczy są pozytywne, to warto się dwa razy zastanowić, czy dla kilkuset złotych obiecanych przez innego pracodawcę warto zmieniać pracę, czy może poczekać na lepszy czas u danego pracodawcy – mówi Marcin Wolak.

Prawie połowa ankietowanych przez TransJobs.eu stwierdziła, że w swojej pracy najbardziej lubi możliwość poznawania nowych miejsc. Blisko 40 proc. docenia wysokie zarobki, a ponad 29 proc. – szanse na spotykanie nowych ludzi. Myśląc o zmianie miejsca zatrudnienia, kierowcy koncentrują się przede wszystkim na opiniach, które znajdują w internecie lub uzyskują w bezpośrednich rozmowach z kolegami z branży.

Wśród przyczyn niechęci do wykonywanej pracy ponad połowa respondentów wymieniła długie rozłąki z rodziną i przyjaciółmi, niebezpieczeństwa na drodze i stres. Eksperci nie mają wątpliwości, że praca kierowcy jest dobrym rozwiązaniem dla ludzi młodych, którzy jeszcze nie założyli rodziny i mogą przebywać z dala od domu przez długi czas.

– Na pewno w tej chwili zarobki kierowcy zawodowego dla młodych ludzi są na tyle atrakcyjne, że stanowią realną alternatywę dla emigracji zarobkowej. Lepiej zostać kierowcą w polskiej firmie i często być w trasie niż emigrować w nieznane, gdzie można uzyskać mniejsze lub niewiele większe wynagrodzenie – mówi Marcin Wolak.

Polska rozpoczyna prace nad strategią rozwoju sztucznej inteligencji. W ten sposób ma szansę znaleźć się w gronie najbardziej zaawansowanych technologicznie państw

Polska rozpoczyna prace nad strategią rozwoju sztucznej inteligencji. W ten sposób ma szansę znaleźć się w gronie najbardziej zaawansowanych technologicznie państw 3

Coraz więcej państw decyduje się na wdrażanie strategii rozwoju sztucznej inteligencji. Przykładem mogą być Chiny, które chcą być technologicznym liderem w tej dziedzinie. Do 2030 roku tamtejszy rynek AI ma być wart 150 mld dol. Prognozy dla światowego rynku firmy Markets & Markets mówią o 190 mld dol. w 2025 roku. Eksperci biją na alarm: jeśli Polska chce się znaleźć w gronie najbardziej zaawansowanych technologicznie państw, musi mieć odpowiednią strategię. Prace nad dokumentem nabierają tempa.

Chiny, Stany Zjednoczone, Kanada, Japonia czy ostatnio Francja to przykłady państw, które zdecydowały się na przyjęcie narodowej strategii dotyczącej AI. Francuski rząd do 2022 roku planuje przeznaczyć 1,5 mld euro na rozwój tej technologii i wsparcie nauki. W ocenie prezydenta Francji sztuczna inteligencja przewartościuje wszelkie modele biznesowe i dlatego kraj musi być częścią nadchodzącej rewolucji. W innym przypadku Francja będzie tylko podmiotem, który zamiast kreować nową rzeczywistość, będzie się musiał dostosować do narzuconych przez innych zmian, pozbawiając się możliwości tworzenia na przykład nowych miejsc pracy.

Wielu państwom, jak pokazuje raport przygotowany przez Fundację Digital Poland, tego rodzaju strategia ma przede wszystkim pomóc w osiągnięciu dominującej pozycji na światowym rynku AI. Zgodnie z zapowiedziami wicepremiera i ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina prace nad taką strategią rozpoczyna także Polska.

Nie można powiedzieć wprost o rekomendacjach, bo najpierw powinniśmy pójść krok wstecz, tak jak we Francji, gdzie najpierw dokonano analizy silnych stron, kompetencji, możliwości finansowania, potencjalnych nisz, a dopiero potem przyszły rekomendacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Mieczkowski, Dyrektor Wykonawczy Fundacji Digital Poland. – Wydaje się, że to, co się dzieje w tej chwili w administracji publicznej, czyli formułowanie tej strategii, wychodzi od dobrej strony.

Prace nad strategią ruszyły już m.in. w Ministerstwie Cyfryzacji, Przedsiębiorczości i Technologii oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Raport przygotowany przez Fundację Digital Poland, który pokazuje, jak inne kraje zaplanowały strategię wspierania AI i z czego ona się de facto składa, przedstawia możliwe drogi dla Polski. Teraz fundacja pracuje nad mapą sztucznej inteligencji w Polsce, która przedstawi pełny i aktualny obraz rozwoju tej technologii w kraju. Bez takiej wiedzy trudno będzie stworzyć strategię, która przyniesie zamierzone efekty.

Taka baza to dopiero początek. Przeprowadzona przez Digital Poland analiza wybranych światowych programów rozwoju AI pozwala dostrzec kolejne kluczowe elementy, jakie powinna posiadać strategia w Polsce. Można wśród nich wyróżnić również zdefiniowanie celu oraz horyzontu czasowego. Przykładowo, Chiny zdefiniowały daty, kiedy gospodarka ma osiągnąć konkretną przewagę rynkową. Podobnie podchodzi do tego Francja. Japonia z kolei opracowała szczegółową mapę drogową wdrożenia AI i jej poszczególnych zastosowań. Strategia określa szczegółowo, kto i na jakim etapie będzie odpowiedzialny za jej realizację.

– Elementem wspólnym dla tych strategii jest np. wiodący ośrodek badawczy. Czasami jest to jeden ośrodek badawczy, jak w Kanadzie CIFAR czy RIKEN w Japonii, czasami jest to sieć instytutów. W Polsce w tej chwili nie mamy takiego wiodącego ośrodka, ewentualnie kilku instytutów, które byłyby partnerem do rozmów na arenie międzynarodowej – mówi Piotr Mieczkowski. – Nie mamy także grantów, konkursów na rozwijanie sztucznej inteligencji w różnych obszarach. Nie chodzi o to, aby przeznaczać miliard złotych na cały obszar, tylko bardziej na konkretne projekty, np. na polskiego asystenta mowy.

Określenie wiodących zastosowań też jest kluczowe. Przykładowo niemiecka dolina cybernetyczna wybrała na specjalizację rozwój autonomicznych pojazdów.

Podczas prac nad strategią, jak uważa ekspert, warto też przeanalizować bariery prawne. Łatwo bowiem w takim przypadku o przeregulowanie rynku.

Paradoksalnie wiele krajów deregulacją uzyskuje przewagę konkurencyjną. Na przykład spółki chińskie testując autonomiczne pojazdy, bardzo często robiły to w USA, bo niektóre stany zezwalały na jeżdżenie autonomicznych pojazdów i badania nad nimi. U nas pojawiła się ustawa, która wstępnie na to pozwala, a mało kto jeszcze o tym wie – mówi Piotr Mieczkowski. – Dodatkowo przydałaby nam się ustawa dotycząca dronów, co by spowodowało, że płynęłyby do nas pieniądze od firm, które chciałby prowadzić w Polsce badania, oczywiście w kontrolowany sposób.

Jak podkreśla, brakuje także jednej spójnej polityki dotyczącej wykorzystywania danych.

Jest wprawdzie RODO, ale nie mamy możliwości łatwego udostępnienia tych danych, więc toczą się dyskusje nad tym, jak je udostępniać, bo bez nich sztuczna inteligencja nie ma się z czego nauczyć. Tutaj Polska zaproponowała na forum europejskim inicjatywę swobodnego przepływ danych. Bardzo możliwe, że tutaj coś się wydarzy, natomiast na chwilę obecną nie mamy platform wymiany do danych publicznych – mówi dyrektor Fundacji Digital Poland.

Większość strategii zakłada ścisłą współpracę świata nauki i biznesu, a także wsparcie sektora badawczego. Ważne jest także rozpoznanie, jakich kompetencji brakuje, by rozwijać segment sztucznej inteligencji, i jak zmieniać w tym celu system edukacji. Z przeprowadzonej przez ekspertów Fundacji Digital Poland analizy wynika, że z rozwojem sztucznej inteligencji wiążą się także znaczące nakłady finansowe sektora publicznego i prywatnego. Suma wsparcia AI w Chinach w samym 2017 roku wyniosła w sumie 28 mld dol.

50 proc. polskich dzieci ma wady wzroku. Rodzice i nauczyciele często lekceważą ich pierwsze oznaki

50 proc. polskich dzieci ma wady wzroku. Rodzice i nauczyciele często lekceważą ich pierwsze oznaki 4

Nawet połowa polskich dzieci cierpi z powodu wad wzroku takich jak krótkowzroczność lub astygmatyzm. Nieskorygowane upośledzenie widzenia powoduje problemy w nauce, obniżenie sprawności fizycznej, a nawet spadek pewności siebie na skutek odrzucenia przez grupę rówieśników. Im szybciej wykryta zostanie wada wzroku, tym dziecko ma większe szanse na normalne funkcjonowanie. Większość rodziców nie zauważa jednak pierwszych symptomów lub nawet je bagatelizuje. Dlatego dużą rolę do odegrania mają tutaj nauczyciele, którzy mogą zauważyć niepokojące objawy podczas lekcji czy przerw i zwrócić na nie uwagę rodziców.

Na całym świecie rośnie liczba osób z wadami wzroku. Według WHO obecnie na choroby narządu wzroku cierpi ponad 250 mln ludzi. W Polsce, jak wynika z danych GUS, problem ten dotyka prawie połowy społeczeństwa, nie tylko seniorów. Zbyt częste używanie smartfonów i komputerów sprawia, że także coraz więcej dzieci cierpi z powodu upośledzenia widzenia. Do najczęstszych problemów należy krótkowzroczność, która zgodnie z danymi Vision Express występuje u 34 proc. polskich dzieci, oraz astygmatyzm dotykający 29 proc. maluchów. Wady wzroku mogą być skutecznie leczone, ale warunkiem sukcesu jest ich wczesne wykrycie. Pomagają w tym kontrole u specjalisty, które warto zacząć już w okresie niemowlęcym.

 Specjaliści rekomendują badanie wzroku u dzieci raz w roku. W przypadku, kiedy dziecko nosi okulary, badania powinny być wykonywane przynajmniej raz na sześć miesięcy, natomiast rzeczywistość jest niestety inna. Według opinii rodziców w przypadku połowy dzieci badania wzroku wykonywane były w odstępie co najmniej roku, natomiast co dziesiąte dziecko badane było co 3–4 lata, a nawet rzadziej – mówi agencji informacyjnej Newseria dr n. biol. Robert Grabowski, dyrektor medyczny Vision Express.

Małe dzieci mają niewielkie potrzeby w zakresie używania narządu wzroku. Zdarza się więc, że rodzice nie wiedzą, że ich pociecha ma jakiekolwiek problemy. Istnieje wiele niepokojących zachowań, które powinny zwrócić uwagę dorosłych. Należą do nich przede wszystkim siadanie zbyt blisko telewizora, monitora, mrużenie oczu przy patrzeniu w dal, problemy z koncentracją, zaczerwienienie i podrażnienie oczu oraz bóle głowy. W wyłapaniu ewentualnych nieprawidłowości mogą pomóc specjalne kolorowanki przygotowane przez Vision Express oraz dostępne bezpłatnie w salonach w całej Polsce.

 Uwagę rodziców powinny zwrócić takie zachowania, jak zbliżanie głowy zbyt blisko książeczki. Jeżeli kolory dobrane przez dziecko różnią się od pierwowzoru, może świadczyć to o problemie z widzeniem kolorów. Z kolei jeżeli dziecko nie dostrzega różnic między obrazkami, może to oznaczać problem z rozróżnianiem kształtów – wyjaśnia dr Robert Grabowski.

Duże możliwości zweryfikowania jakości widzenia dzieci mają także nauczyciele, którzy przebywają z nimi wiele godzin dziennie i obserwują je w różnych sytuacjach.

 Jeśli dany uczeń ma problem ze wzrokiem, to mogę to stwierdzić podczas prowadzenia lekcji przede wszystkim po tym, że mruży on oczy. Gdy potem sprawdzam zadanie bądź temat lekcji, to widzę, że są problemy przy przepisywaniu, pojawiają się błędy. Zwracam także uwagę na takie objawy, jak bóle głowy – mówi Piotr Kania, nauczyciel historii.

Nauczyciele mają wiele możliwości działania. Najbardziej oczywistym jest wysłanie dziecka do szkolnej pielęgniarki, by ustaliła, czy ich podejrzenia są słuszne, i ewentualnie skierowała ucznia do odpowiedniego specjalisty. Warto również poinformować rodziców o występującym u ich pociechy problemie. Jak pokazują badania Vision Express, 79 proc. rodziców twierdzi, że rzadko zdarza się albo nie zdarza w ogóle, aby problem ze wzrokiem dziecka zauważył ktoś ze szkoły lub przedszkola.

 Co drugi z badanej grupy rodziców przyznaje, że dzieci miały ocenianą jakość wzroku na podstawie tablic z literami bądź obrazkami, co w aspekcie jakości badania wzroku było niewystarczające. Badanie powinno być przeprowadzone profesjonalnie, powinno być pełne, co gwarantuje w takim przypadku dobranie właściwej korekcji – mówi dr Robert Grabowski.

Niekorygowane wady wzroku mogą powodować wiele problemów. Borykające się z nimi dzieci szybciej ulegają zmęczeniu, mają kłopoty z utrzymaniem koncentracji, słabiej przyswajają informacje. Upośledzenie widzenia może ponadto negatywnie wpływać na rozwój emocjonalny dzieci i utrudniać im odnalezienie się w towarzystwie kolegów. Maluchy niekorzystające z okularów stają się mniej sprawne fizycznie, poruszają się niepewnie, a to naraża je na ostracyzm w grupie rówieśników.

 Kiedy dziecko ma lat 6, 8 czy 10, jego sprawność w różnego rodzaju grach i zabawach ruchowych bardzo wyraźnie wpływa na to, jakie ma ono notowania towarzyskie, a zatem wzrok wpływa także na to, jak pewne siebie staje się dziecko, jakie jest jego poczucie wartości, samoocena. To są naprawdę bardzo ważne rzeczy – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dobierając okulary dla dziecka, należy zwrócić uwagę przede wszystkim na odpowiedniej jakości soczewki. Powinny one zawierać filtr polaryzacyjny, który poprawia kontrast i ostrość widzenia, oraz filtry chroniące przed promieniowaniem UVA i UVB. Warto wybierać soczewki lekkie, tak by ich noszenie nie powodowało u dziecka dyskomfortu. Drugim, równie istotnym elementem są oprawki.

– Warto mieć na uwadze bezpieczeństwo, więc odpowiedniej jakości materiały, z których oprawy są wykonane, ich odpowiednia elastyczność, a także lekkość, co poprawi bezpieczeństwo przede wszystkim podczas aktywności ruchowych, jakie często dzieci wykonują – mówi dr Robert Grabowski.

Oprawki dla dzieci powinny być także atrakcyjne wizualnie, najlepiej wykonane z kolorowych materiałów, tak aby maluchy chętnie je nosiły.

Krótkoterminowy wynajem mieszkań zyskuje na popularności. Jest bardziej czasochłonny, ale daje więcej zarobić

Krótkoterminowy wynajem mieszkań zyskuje na popularności. Jest bardziej czasochłonny, ale daje więcej zarobić 5

Wynajem krótkoterminowy jest bardziej opłacalny i pozwala właścicielowi mieszkania zarobić więcej niż w przypadku wynajmu na dłuższy czas. W zależności od lokalizacji i standardu mieszkania dobowa stawka za dwupokojowe mieszkanie waha się od ok. 130 do 300 zł. Jeżeli w danym mieście odbywa się duży koncert czy inne popularne wydarzenie, ceny automatycznie idą w górę. Z drugiej strony wynajem krótkoterminowy jest dla właściciela bardzo czasochłonny, dlatego takie zajęcie należy potraktować jak własny biznes na pełen etat albo zlecić profesjonalnej firmie zewnętrznej. 

Wynajem krótkoterminowy – jako alternatywa dla wynajmu długoterminowego – staje się w ostatnich latach coraz popularniejszy. Wynika to z faktu, że jest bardziej opłacalny i pozwala więcej zarobić, przy czym jest również bezpieczniejszy dla właściciela mieszkania.

– Są to krótkie pobyty gości, więc nie ma czegoś takiego jak zasiedzenie. Jest większa kontrola nad mieszkaniem, które jest sprzątane po każdej wizycie gości i sprawdzane pod kątem szkód. Naprawy są wykonywane na bieżąco, w związku z czym stan techniczny mieszkania też jest o wiele lepszy niż przy wynajmie długoterminowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystian Kowalik, dyrektor zarządzający Homeprime.

Zaletą wynajmu na długi okres jest głównie wygoda i stałość – właściciel i najemca mieszkania podpisują umowę na kilka miesięcy lub lat i za z góry określoną stawkę. Natomiast przy wynajmie krótkoterminowym na cenę wpływa bardzo wiele czynników. Przede wszystkim standard mieszkania, jego lokalizacja oraz dodatkowe czynniki, jak np. imprezy masowe.

– Stawka dobowa za dwupokojowe mieszkanie wynosi od 130 do 300 zł w zależności od lokalizacji i standardu. Ona wzrasta, jeżeli odbywają się jakieś imprezy masowe albo mieszkanie znajduje się w samym centrum, przykładowo blisko Stadionu Narodowego albo ma widok na Pałac Kultury i Nauki. Jest to średnio około 50 proc. więcej miesięcznie niż przy wynajmie długoterminowym, uwzględniając sezony niskie i wysokie – mówi Krystian Kowalik. – Osoby przyjeżdżające zwracają uwagę na cenę mieszkania, jego standard i wygodę. Wymaga to wiele pracy – trzeba takie mieszkanie przygotować, rozmawiać z gośćmi, zachęcać ich i wymyślać cały czas nowe oferty, żeby nie wybrali konkurencji.

Wynajem krótkoterminowy jest bardziej opłacalny, ale z drugiej strony pochłania więcej czasu, ponieważ trzeba m.in. przygotować oferty na portalach dla podróżnych czy obsłużyć komunikację z gośćmi, którzy przed przyjazdem często pytają o różne aspekty dotyczące mieszkania lub okolicy. Przed przyjazdem gości mieszkanie trzeba również posprzątać, przygotować świeżą pościel i ręczniki czy uzupełnić zapasy kawy, herbaty, mydła etc., co też zajmuje właścicielowi sporo czasu. Dlatego osoby, które chcą zająć się tym samodzielnie, powinny być dyspozycyjne 24/7 i traktować wynajem krótkoterminowy raczej jako własny biznes na pełen etat.

– Bardzo często w trakcie pobytu gości wychodzą różne rzeczy, na przykład nie potrafią włączyć telewizora czy obsłużyć zmywarki i trzeba im pomóc. Zdarza się dezinformacja, ponieważ umawiamy się na przekazanie kluczy na przykład o godz. 18.00, ale lot się opóźnia. Goście nie są w stanie nas o tym powiadomić, więc trzeba czekać na nich do późna. Tracimy kilka godzin w mieszkaniu, nie wiedząc, co się dzieje, bo nie ma kontaktu z gośćmi. Niektórzy robią imprezy, zdarza się, że jest wzywana policja, aczkolwiek jest to marginalne zjawisko – mówi Krystian Kowalik.

Wynajem krótkoterminowy można też zlecić zewnętrznej profesjonalnej firmie. Odpowiada ona za stan mieszkania i przyjmowanie gości. Przejmie na siebie wydawanie kluczy w środku nocy czy telefony z informacją, że gość nie może trafić do mieszkania albo że coś nie działa.

– W większych miastach Polski ten rynek staje się coraz bardziej konkurencyjny i trzeba położyć nacisk na profesjonalizm w obsłudze takiego mieszkania. Coraz częściej mieszkania samodzielnie obsługiwane, z doskoku przestają mieć rację bytu na rynku, ponieważ bardzo szybko odbija się to na ocenach gości, opiniach, komentarzach i recenzjach, przez co automatycznie spada zarobek na takim mieszkaniu – mówi dyrektor zarządzający Homeprime.

Tworzywa sztuczne mogą zastąpić stal i aluminium. Dzięki swojej wytrzymałości sprawdzą się przy produkcji samochodów oraz samolotów

Tworzywa sztuczne mogą zastąpić stal i aluminium. Dzięki swojej wytrzymałości sprawdzą się przy produkcji samochodów oraz samolotów 6

W dobie globalnego ocieplenia klimatu próbuje się odchodzić od paliw kopalnych, także w branży transportowej. Firmy motoryzacyjne robią wszystko, aby zminimalizować ilość szkodliwych substancji emitowanych do atmosfery przez samochody. Jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, aby całkowicie wyeliminować z rynku pojazdy spalinowe i zastąpić je elektrycznymi. Efektywnym sposobem na redukcję ilości spalin może się okazać zastąpienie tradycyjnych materiałów konstrukcyjnych tworzywami sztucznymi, które obniżą masę pojazdu, a co za tym idzie – zredukują ilość spalanego paliwa.

– Branża motoryzacyjna to jedno z najszybciej rozwijających się zastosowań tworzyw sztucznych. Wynika to z dążenia na całym świecie do jak najmniejszego wpływu tej branży na środowisko, a głównym zagrożeniem dla środowiska jest spalanie paliw opartych na przeróbce ropy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kazimierz Borkowski, dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.

Obecne elementy z tworzyw sztucznych stanowią ok. 10–20 proc. masy samochodu osobowego. W samochodach sportowych, zwłaszcza w bolidach Formuły 1, to nawet kilkadziesiąt procent masy pojazdu. Z metalowych karoserii zrezygnowali jednak nie tylko projektanci bolidów F1. Plastikowe elementy nadwozia znajdziemy m.in. w Smartach od koncernu Daimler AG. Dzięki takiemu rozwiązaniu samochód jest lekki, bardziej ekonomiczny i łatwiej wymienić w nim uszkodzone elementy. Jak podkreślają eksperci, dzisiejsze tworzywa sztuczne mogą być nawet bardziej wytrzymałe niż stal czy aluminium, a przy tym wielokrotnie lżejsze.

– Tworzywa są znakomitym materiałem, ponieważ potrafią zastąpić stal czy aluminium w wielu częściach samochodowych czy samolotowych. Tworzywa są bardzo lekkie: ważą 6–7 razy mniej niż stal, 2–3 razy mniej niż aluminium, a jednocześnie mają bardzo dobre właściwości mechaniczne, które predestynują je do zastąpienia np. stali. Potrafimy zrobić dzisiaj takie tworzywa, które są równie wytrzymałe albo bardziej wytrzymałe niż metale – przekonuje Kazimierz Borkowski.

Pomysł stworzenia samochodu z karoserią z tworzywa sztucznego nie jest nowy. Prawdopodobnie po raz pierwszy wpadł na niego sam Henry Ford w 1941 roku. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na stal związane z wojną toczącą się w Europie powstał projekt tzw. Soybean car, auta z karoserią wykonaną na bazie konopi oraz soi, które jednak nigdy nie weszło do masowej produkcji.

Dzięki stosowaniu tworzyw firmy motoryzacyjne nie tylko zmniejszają masę pojazdu, lecz także redukują koszty produkcji oraz eksploatacji. Karoserię można wykonać z tworzyw poddanych recyklingowi, a uszkodzone elementy poddać dalszemu przetworzeniu, oszczędzając na ich wymianie.

– Komisja Europejska wzywa do tego, żeby materiały, których używamy, były jak najczęściej zawracane do obiegu, i namawia, żeby nie wyrzucać przedmiotu po zużyciu i kupować nowy, tylko spróbować ten przedmiot naprawić i wykorzystać ponownie. A jeżeli się nie da, to można poddać go recyklingowi i odzyskać materiał, z którego można wyprodukować nowe wyroby – mówi ekspert.

Volvo w ramach walki z zanieczyszczeniem powietrza, chce do 2025 roku montować w swoich samochodach przynajmniej 25 proc. elementów z odzyskanych tworzyw sztucznych. Co więcej, według wstępnych założeń do tego roku co najmniej połowa samochodów sprzedawanych przez ten koncern będzie wyposażona wyłącznie w silnik elektryczny. Obie zmiany mają się przełożyć na drastyczne zredukowanie ilości dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery.

Spopularyzowanie tworzyw sztucznych w przemyśle motoryzacyjnym może mieć znacznie szersze konsekwencje. Wraz ze znacznym obniżeniem masy samochodów możliwe stanie się produkowanie pojazdów hybrydowych, poruszających się zarówno po drogach, jak i w powietrzu. Geely Automobile, spółka matka Volvo, zapowiedziała, że wypuści pierwszy taki pojazd na rynek już w 2019 roku. Poszycie Terrafugii będzie wykonane z włókna węglowego, dzięki czemu hybryda wraz ze składanymi skrzydłami będzie ważyć zaledwie 816 kg.

– Zmierzamy do coraz większego obniżenia masy samochodu po to, żeby mniej zużywał paliwa, a stąd już tylko krok do samochodów latających. Im lżejszy samolot, tym mniej paliwa potrzeba, w związku z czym jeżeli powstaną w niedługim czasie latające samochody osobowe, to na pewno będą one zawierały dużo więcej tworzyw niż dzisiejsze samoloty – tłumaczy Kazimierz Borkowski.

Według specjalistów z firmy analitycznej Energias Market Research, wartość globalnego rynku recyclingu tworzyw sztucznych w 2017 roku wyniosła 36,7 mld dol. Do 2024 roku ma wzrosnąć do 57,1 mld dol. przy tempie wzrostu rzędu 6,5 proc. w skali roku.

Z prognoz analityków Research and Markets wynika, że globalny rynek tworzyw sztucznych w branży motoryzacyjnej osiągnie wartość 25 mld dol. w 2023 roku.

Zbudowano pierwszy dom plus-energetyczny. Wytwarza więcej energii niż zużywa, a oszczędności mogą sięgać nawet 10 tys. zł rocznie

Zbudowano pierwszy dom plus-energetyczny. Wytwarza więcej energii niż zużywa, a oszczędności mogą sięgać nawet 10 tys. zł rocznie 7

Prawie co szósty Europejczyk wydaje na koszty związane z zamieszkaniem ponad 40 proc. swoich przychodów. Jednocześnie budynki odpowiadają za 40 proc. całkowitego zużycia energii w Europie i za 36 proc. emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Rozwiązaniem mogą być zaprojektowane przez polski start-up domy samodzielne energetycznie, które same generują więcej energii niż jest jej zużywanej. Wysoko termoizolowane ściany i zamontowane panele fotowoltaiczne sprawiają, że budynek jest praktycznie bezkosztowy. Dla przeciętnej rodziny w Polsce oznacza to oszczędności rzędu nawet 10 tys. zł rocznie.

– Solace House to pierwszy modułowy dom plus-energetyczny, czyli taki, który wytwarza więcej energii niż zużywa, dzięki czemu mieszkańcy, którzy w nim będą mieszkać, nigdy nie zapłacą rachunków za energię, podgrzewanie wody i podgrzewanie powietrza w środku budynku – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartłomiej Głowacki, współzałożyciel Solace.

Wydatki na mieszkanie oraz ich udziały w wydatkach gospodarstw domowych stanowią drugą co do wielkości pozycję w ich budżetach. Massachusetts Institute of Technology ocenia, że mieszkalnictwo jest jednym z głównych źródeł nierówności społecznych na świecie, a ponad 15 proc. Europejczyków wydaje nawet 40 proc. przychodów właśnie na koszty związane z zamieszkaniem. Najwięcej pochłaniają wydatki na energię i wodę. Rozwiązaniem może być zaprojektowany przez polski start-up budynek.

– Innowacje, które wykorzystujemy w domu, to przede wszystkim bardzo wysoko termoizolowana ściana, która przy 14 cm grubości pozwala na to, żeby budynek zużywał jedynie 15 kWh energii na rok z metra kwadratowego. Drugą innowacją są panele fotowoltaiczne, dzięki którym cały budynek ma szansę zyskiwać więcej energii niż zużywa, dzięki czemu będzie on zupełnie bezkosztowy dla mieszkającej w nim rodziny – przekonuje Bartłomiej Głowacki.

Jak podkreśla współzałożyciel start-upu, wszystkie potrzeby energetyczne są zaspokajane przez energię ze źródeł odnawialnych wytworzoną przez panele fotowoltaiczne. Dodatkowo, nadwyżka wyprodukowanej w ten sposób energii (Solace zużywa 10 razy mniej energii niż zwykły dom) może być sprzedawana do sieci i w ten sposób generować dochód dla mieszkańców.

– Pod koniec roku rozliczeniowego na rachunkach będzie widniało w naszej opinii 0 zł za energię, podgrzewanie wody, podgrzewanie powietrza i wszystkie urządzenia znajdujące się w mieszkaniu. Będzie to oszczędność dla rodziny 5–10 tys. złotych rocznie, te pieniądze nie będą musiały być wydane na to, żeby ogrzać budynek, zasilić go w urządzenia i ciepłą wodę – twierdzi ekspert.

Tak zaprojektowany dom pozwala nie tylko na znaczne oszczędności, lecz także jest ekologiczny i szybki w montażu. Wszystkie elementy budynku są transportowane w jednym kontenerze, a dom może być zmontowany własnoręcznie w ciągu 72 godzin. Budynek jest całkowicie bezemisyjny, neutralny węglowo i w 80 proc. gotowy do recyklingu.

– Budynek Solace jest głównie skierowany do osób, które chcą być niezależne, które chcą przede wszystkim mieszkać w ciepłym budynku całorocznym, chcą być świadomi środowiskowo, a po trzecie chcą zaoszczędzić pieniądze. Myślimy też, że taki budynek mógłby się bardzo dobrze sprawdzić w sektorach rządowych, w budownictwie socjalnym – ocenia współzałożyciel Solace.

Budynek jest całoroczny i kosztuje ok. 150 tys. zł w zależności od wielkości instalacji fotowoltaicznej. Koszt można zmniejszyć dzięki obowiązującej w Polsce dopłatach – do paneli fotowoltaicznych oraz do kredytu na dom energooszczędny. W cenie zawarte są wszystkie urządzenia, dzięki którym dom jest samowystarczalny energetycznie – panele fotowoltaiczne wraz z dwukierunkowym licznikiem prądu, urządzenia wentylacyjne służące odzyskiwaniu ciepła, pompę ciepła powietrze–powietrze oraz podgrzewacz wody z pompą ciepła.

– Obecnie w budynku Solace znajduje się pięć pomieszczeń: łazienka, kuchnia połączona z dużym salonem oraz dwie sypialnie na górze na antresoli. Obecny model ma 50 metrów kwadratowych. Chcemy wdrożyć w przyszłości większe modele po 75–100 mkw. Obecne rozwiązanie jest jednak optymalne, pozwalające na taką, a nie inną cenę – mówi Bartłomiej Głowacki.

Według wyliczeń założycieli Solace, o ile na tradycyjny dom tej samej wielkości trzeba przeznaczyć 6 tys. zł rocznie, na ich budynek wystarczy ok. 1,5 tys. zł. Start-up planuje dostarczać pierwsze domy swoim klientom na początku 2019 roku.

Według firmy badawczej MarketandMarkets globalny rynek fotowoltaiki w 2020 r. osiągnie wartość 345 mld dol. W najbliższych latach będzie rósł w tempie ponad 18 proc. średniorocznie.

Ukraińcy mocną grupą fokusową przedsiębiorców. Czy polski rynek odpowiada na ich potrzeby?

88 proc. Ukraińców myślących o wyjeździe do Polski w celach zarobkowych deklaruje, że w naszym kraju chciałoby zostać powyżej trzech miesięcy i dłużej, wynika z danych Grupy Progres. Obecnie ich średnia aktywność zawodowa w Polsce wynosi od 3 do 4 miesięcy. Argumentem, który może przekonać Ukraińców do zadomowienia się w naszym kraju mogą być liczne udogodnienia oferowane przez firmy rozumiejące, że obok tej grupy nie można przejść obojętnie.

Ukraińcy nadal chcą przyjeżdżać do Polski. Mimo panującej na rynku tendencji dotyczącej spadku liczby pracowników z Ukrainy, wciąż jesteśmy jednym z najchętniej wybieranych przez nich kierunków migracji zarobkowej – drugim zaraz po Rosji. Do Polski przyciąga ich nie tylko wynagrodzenie, ale też benefity oferowane przez pracodawców i coraz bogatsza oferta produktów oraz usług, będących odpowiedzią na potrzeby Ukraińców pracujących w Polsce.

Pomoc pracodawcy i liczne udogodnienia

Nasze obserwacje pokazują, że Wschodni sąsiedzi doceniają pomoc dyspozycyjnych konsultantów wspierających ich zarówno przed jak i po rozpoczęciu pracy w Polsce. Szczególnie ważna jest dla nich możliwość odbycia rozmowy nie tylko po polsku, ale także posługując się ojczystym językiem ukraińskim lub rosyjskim i to zarówno w Polsce jak i na Ukrainie – mówi Marcin Kołodziejczyk, Dyrektor Rozwoju Projektów Międzynarodowych Grupy Progres.

Do Polski przyciągać może również oferowane przez pracodawców wsparcie w załatwieniu wszelkich niezbędnych formalności i pomoc w zaaklimatyzowaniu.

Standardem przy zatrudnianiu Ukraińców są startery sieci telekomunikacyjnej, pomoc przy zakładaniu konta w banku czy przy wypełnianiu wniosków na kartę pobytu oraz infolinia w języku ukraińskim – mówi Marcin Kołodziejczyk – Kluczową kwestią nadal pozostaje organizacja bezpłatnego noclegu, wynagrodzenie i darmowy transport do pracy. Pozostałe elementy, takie jak odzież robocza, dodatkowe posiłki, zniżki, deputaty są mile widziane, ale nie tak istotne. Zaobserwowaliśmy, że dla Ukraińców ważny jest standard zakwaterowania. Jeżeli mówimy o parach w cenie jest oddzielny pokój – zaznacza Kołodziejczyk.

Benefity od pracodawcy szyte na miarę

Rynek pracownika i najniższe w historii bezrobocie sprawia, że pracodawcy muszą starać się bardziej niż kiedykolwiek by zatrzymać specjalistów w swoich firmach, również tych pochodzących z Ukrainy. – Nasze, wieloletnie obserwacje prowadzone zarówno w Polsce jak i na Ukrainie pokazują, że w tej chwili trudno jest zatrzymać czy pozyskać dobrego pracownika nie tylko w pracy stałej, ale także tymczasowej, co jeszcze kilka lat temu nie było takie oczywiste – mówi Cezary Maciołek, Wiceprezes Zarządu Grupy Progres. – Jak firmy walczą o specjalistów także tych zza wschodniej granicy? Liczy się wysokość wynagrodzenia, ale też coraz częściej w grę wchodzą pozapłacowe czynniki. Z praktyki wiemy, że najlepsze i najbardziej oczekiwane przez pracowników są benefity szyte na miarę, które personalizuje się biorąc pod uwagę narodowość, wiek, płeć czy sytuację rodzinną, ale też branżę oraz strukturę firmy. I pracodawcy, z którymi rozmawiamy mają pełną świadomość tych potrzeb – podkreśla Cezary Maciołek.

Bardzo popularne są obecnie systemy kafeteryjne. Zakres świadczeń jest bardzo szeroki, zasady przejrzyste, a pracownicy sami decydują czy wybierają wejściówki na wydarzenia muzyczne i sportowe, dodatkowe ubezpieczenia, pakiet medyczny, doładowanie telefonu, bilety na podróż do ojczyzny czy karty przedpłacone. – Firmy rozumieją także, że dając pracownikowi szansę zdefiniowania rozwoju ścieżki kariery oraz możliwość wpływu na to jak zostanie ona zaplanowana, mogą zapobiec migracji zatrudnionych osób i są dla nich istotnym argumentem przekonującym do związania się z firmą na dłużej. Z takim podejściem do pracowników polskich i zagranicznych spotykamy się coraz częściej – zaznacza Cezary Maciołek.

Banki, operatorzy, kina i restauracje

Oferty szyte na miarę, czasami wręcz spersonalizowane oferują nie tylko pracodawcy. Specjalne promocje dla obcokrajowców zakładających konto w polskim banku, kredyty na rozmaite wydatki, tańsze przelewy na Ukrainę oraz strona internetowa i infolinia po Ukraińsku to odpowiedź polskich banków na potrzeby zarabiających w naszym kraju Ukraińców. A jest się nad czym pochylić. Z danych Narodowego Banku Ukrainy wynika, że suma przekazów pieniężnych skierowanych na Ukrainę za pośrednictwem systemu transferu środków w pierwszym półroczu 2018 r. wyniosła 1,209 mld dolarów. 7 proc. tej kwoty, czyli ok. 84,630 mln dolarów pochodziło z Polski. Potencjał tej grupy dostrzegli także operatorzy komórkowi, którzy prześcigają się w tworzeniu ofert atrakcyjnych pakietów startowych sieci pozwalających na kontakt z rodziną, która została w ojczystym kraju.

Również coraz więcej restauracji wprowadza menu w języku Ukraińskim, a sieci sklepów tworzą specjalnie oznaczane półki z produktami ukraińskimi. Sektor kulturalny także zareagował na przyjezdnych, w wybranych polskich kinach można oglądać filmy w języku ukraińskim. Podobnie sytuacja ma się na rynku nieruchomości. Z danych Domu Maklerskiego Michael / Ström wynika, że Ukraińcy są na pierwszym miejscu wśród narodowości kupujących największą powierzchnię lokali mieszkalnych w Polsce. W 2017 r. obywatele Ukrainy nabyli mieszkania o powierzchni 70 tys. mkw. Nie dziwi zatem, że również deweloperzy i biura nieruchomości starają się pozyskiwać, do grona swoich klientów właśnie Ukraińców. Stąd też nie tylko strony internetowe w języku ukraińskim, ale także specjalne zniżki, czy bezpłatna pomoc pośrednika w załatwieniu wszystkich formalności. Wsparcie oferują także agencje mieszkaniowe, które w swojej ofercie posiadają w pełni wyposażone mieszkania do wynajęcia wraz z dokumentacją dot. najmu w ojczystym języku wynajmującego.

Lista udogodnień oferowanych Ukraińcom pracującym w Polsce jest różnorodna. Firmy i instytucje coraz częściej rozumieją, że najważniejszy jest nie sam fakt skierowania oferty do Ukraińców, ale jej faktyczna jakość oznaczająca zgodność z ich oczekiwaniami i rzeczywistymi potrzebami. Nasi Wschodni sąsiedzi stają się coraz mocniejszą grupą fokusową braną pod uwagę podczas prowadzonych badań rynku w wielu branżach.

Od kogo Polska może uczyć się elektromobilności?

Polska powinna uczyć się elektromobilności od państw, które bardzo dużo osiągnęły oraz popełniły błędy w tej dziedzinie. Takimi państwami są choćby Wielka Brytania czy Norwegia. W obu państwach prawodawstwo zmienia się bardzo często i odpowiada oczekiwaniom rynku. – Co kilka miesięcy mamy zmiany, które wspierają elektromobilność oraz szeroko pojętą motoryzację – powiedział agencji eNewsroom.pl Maciej Mazur, dyrektor zarządzający w Polskim Stowarzyszeniu Paliw Alternatywnych – W Wielkiej Brytanii kilka dni temu zostało implementowane nowe prawo, które nakazuje instalację punktu do ładowania aut na stacji benzynowej. Dodatkowo inwestuje się tam w ładowanie indukcyjne – nie tylko z danego punktu. Cały czas ma się na uwadze przyszłość – np. programy typu „Vehicle to Grid”, pozwalające stworzyć z samochodu stację magazynową i bateria może stać się elementem bilansowania sieci elektroenergetycznej. Mając na uwadze elektromobilność, należy patrzeć kilka kroków w przód – ucząc się na przykładach, które są już dostępne w innych krajach – dodał Mazur.

Konfederacja Lewiatan proponuje zmiany w ustawie o OZE

Usunięcie przepisu, który rodzi wątpliwości, co do możliwości swobodnej sprzedaży energii w ramach umów bilateralnych, wydłużenie okresu na wytworzenie po raz pierwszy energii elektrycznej po wygranej aukcji w nowych źródłach, wprowadzenie dodatkowych cen referencyjnych dla biogazowni mogących udokumentować odpowiedni wskaźnik zużycia ciepła, zapewnienie obowiązywania zawartych umów o przyłączenie instalacji OZE do sieci dla inwestycji z pozwoleniami na budowę, w okresie ważności tych pozwoleń – proponuje m.in. Rada OZE przy Konfederacji Lewiatan, oceniając projekt ustawy o OZE.

Pracodawcy postulują usunięcie przepisu, który w obecnym brzmieniu rodzi wątpliwości, co do możliwości swobodnej sprzedaży energii w ramach umów bilateralnych, w tym także przez instalacje, którym przysługuje świadectwo pochodzenia lub świadectwo pochodzenia biogazu rolniczego.

Celem projektowanego przepisu było zapewnienie uczestnictwa w systemie wsparcia wytwórców, którzy nie mieli możliwości przystąpienia do aukcji na sprzedaż energii elektrycznej, a którzy mimo to byli zmuszeni wytworzyć energię elektryczną w instalacji odnawialnego źródła energii (np. ze względu na zapisy umów o dotację lub umów przyłączeniowych). Wytwórcy ci mieliby zapewnioną możliwość przystąpienia do aukcji na tożsamych zasadach, jak podmioty, które dopiero wytworzą po raz pierwszy energię po wygraniu aukcji.

Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan
Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Niestety, interpretacja przepisu prowadzi do konkluzji, że cała wytworzona energia powinna być kierowana na Towarową Giełdę Energii i sprzedaż taka miałaby dotyczyć wszystkich wytwórców w nowych instalacjach. Jednocześnie, wytwórcy ci, ze względu na wolumen wytwarzanej energii elektrycznej, nie mają faktycznie możliwości sprzedaży energii elektrycznej przed aukcją na zasadach przewidzianych w przepisie, tj. sprzedaży całej wytworzonej energii na TGE lub rynku regulowanym – mówi Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Rada OZE proponuje też umożliwienie wprowadzenia dodatkowych cen referencyjnych dla biogazowni mogących udokumentować odpowiedni wskaźnik zużycia ciepła. Obecnie takie instalacje korzystają z dodatkowego systemu wsparcia (żółte certyfikaty), który wygasa z końcem 2018 roku. Wprowadzenie dodatkowej, wyższej ceny, umożliwi rozwój wysokoefektywnych projektów, a dodatkowo przyczyni się do urealnienia cen, po których wytwarzają obecne funkcjonujące instalacje, co tym samym umożliwi im migracje do nowego systemu.

Proponowany zapis wprowadza również możliwość określenia dwóch dodatkowych cen referencyjnych dla instalacji biogazowych wtłaczających biogaz do sieci dystrybucyjnej. Wprowadzenie tego zapisu jest istotne ze względu na decyzję notyfikacyjną, w której to polski rząd zobowiązał się do ustalania cen referencyjnych na podstawie realnych kosztów wytwarzania. Należy tym samym podkreślić, iż biogazownie wtłaczające biogaz do sieci dystrybucyjnej opierają swoje działanie na zupełnie innych kosztach inwestycyjnych i operacyjnych niż ich odpowiedniki wytwarzające energię elektryczną.

Inna propozycja pracodawców ma na celu zapewnienie obowiązywania zawartych umów o przyłączenie instalacji OZE do sieci dla inwestycji z pozwoleniami na budowę, w okresie ważności tych pozwoleń. W przeciwnym razie nadal nie będzie możliwe zrealizowanie inwestycji z pozwoleniami na budowę. W świetle obowiązującego brzmienia art. 192 ust. 2, przedsiębiorstwo energetyczne ma prawo rozwiązać umowę o przyłączenie do sieci instalacji odnawialnego źródła energii, którego określony w umowie termin dostarczenia po raz pierwszy energii elektrycznej, jest dłuższy niż 48 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy z powodu niedostosowania harmonogramu realizacji umowy o przyłączenie do sieci do wymagań określonych w ustawie.

– Proponujemy, aby dla instalacji, dla których wydano zaświadczenia o dopuszczeniu do udziału w aukcji nie stosowano przepisów w zakresie maksymalnego terminu 48 miesięcy lub 72 miesięcy w przypadku instalacji odnawialnych źródeł energii wykorzystujących energię wiatru na morzu. Możliwość zmiany harmonogramu przyłączenia i maksymalny termin warunkowane byłyby ważnością pozwolenia na budowę, a w zakresie elektrowni wiatrowych w zakresie maksymalnego terminu wynikającego z przepisów ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych – dodaje Dominik Gajewski.

PKN ORLEN przejmie pełną kontrolę nad Unipetrolem

Walne Zgromadzenie Unipetrolu wyraziło zgodę na przeprowadzenie wykupu akcji tej spółki reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego. Oznacza to, że PKN ORLEN już za około miesiąc, na przełomie września i października br. stanie się wyłącznym akcjonariuszem Unipetrolu.

Cała procedura wykupu realizowana jest zgodnie z przepisami obowiązującymi w tym zakresie w Republice Czeskiej. Decyzję Walnego Zgromadzenia poprzedziło przekazanie wymaganych dokumentów i uzyskanie zgody Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji przy proponowanej cenie 380 CZK/akcję.

Zadeklarowana cena wykupu przymusowego została ustalona na tym samym poziomie, jak cena ogłoszona w wezwaniu z grudnia 2017 r. Jest ona korzystna zarówno z punktu widzenia PKN ORLEN, jak i pozostałych akcjonariuszy mniejszościowych. Najlepsze potwierdzenie, że zaproponowana cena jest atrakcyjna, stanowi uzyskanie 31,04% udziałów już w pierwszym, dobrowolnym wezwaniu.

PKN ORLEN zarządza sześcioma rafineriami w 3 krajach. W ostatnich latach, w ramach procesów optymalizacyjnych, w ramach Grupy ORLEN połączono południowe aktywa w Polsce, aby jeszcze lepiej odpowiadać na wahania w otoczeniu zewnętrznym. Odpowiedzią Koncernu na bieżące i przyszłe wyzwania rynkowe jest przede wszystkim poprawa doskonałości operacyjnej zakładów produkcyjnych i umocnienie pozycji rynkowej w stosunku do konkurentów. To dotyczy również aktywów w Czechach.

Obecnie na rynku czeskim realizowany jest projekt budowy instalacji polietylenu PE3, który ma na celu umocnienie pozycji Grupy ORLEN na chemicznym i petrochemicznym rynku w Europie Środkowej. Realizacja projektu w Litvinovie o mocy około 270 tys. ton/rocznie umożliwi wyższe wykorzystanie instalacji Olefin oraz głębszą integrację produkcji petrochemicznej i rafineryjnej. Sprawna realizacja m.in. tej inwestycji umożliwi wzmocnienie pozycji Unipetrolu w jednej z najbardziej perspektywicznych branż na świecie.

Eksport w lipcu 2018 – prognoza Krajowej Izby Gospodarczej

Dostępne obecnie dane o stanie gospodarki realnej oraz opinie pozyskane od członków KIG pozwalają szacować, że eksport w lipcu 2018 wyniósł 16 778 mln EUR. Zmniejszył się tym samym w stosunku do wartości notowanych dla czerwca o 7,2%, w stosunku zaś do wielkości notowanych przed dwunastu miesiącami wzrósł o 7,6%. Wielkość eksportu w sierpniu może okazać się zbliżona do wypracowanej w lipcu.

Aktywność gospodarcza przemysłu w miesiącach wakacyjnych zazwyczaj ulega istotnemu przygaszeniu. Część firm zmniejsza bowiem produkcję tak ze względu na okres wakacyjny/urlopowy jak i na przestoje związane z przeglądami czy modernizacją ciągów technologicznych. Dotyczy to zwłaszcza firm, w których wysoka temperatura nie sprzyja produkcji oraz dystrybucji towarów oraz tych, w których trudno o utrzymanie produkcji przy niepełnym stanie załogi (warto więc wszystkich pracowników produkcyjnych urlopować w jednym terminie).

Tegoroczna korekta sprzedaży wynosząca między czerwcem a lipcem 7,2% okaże się nieco większa od ubiegłorocznej (5,9%), lecz wyraźnie płytsza od notowanej choćby w roku 2016 (12,3%). Umiarkowanym powinien więc okazać się spadek rocznej dynamiki sprzedaży – do 7,6% w lipcu wobec 9,0% notowanych w czerwcu. Najwyraźniej wchodzimy w okres nieco spokojniejszych statystyk. Wypada przypomnieć, że rok bieżący, podobnie jak poprzedni, obfitował w miesiące, których wyniki istotnie odbiegały od typowego poziomu. Miało to przede wszystkim podłoże w zmieniającej się długości czasu pracy jaki był do dyspozycji producentów. W przypadku części miesięcy ów czas był istotnie dłuższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, w przypadku części zaś znacząco krótszy. Skutkowało to naprzemiennym występowaniem wyników uznawanych za bardzo dobre i rozczarowujące. W drugiej połowie roku wahania rocznej dynamiki sprzedaży eksportowej nie powinny być już tak znaczące, a średnia z obserwowanych wartości powinna być nieco wyższa niż w półroczu pierwszym.

Oczekiwane zmiany eksportu 2018 2019
Eksport ogółem 7,5% 7,6%
Niemcy 9% 7,9%
Pozostałe kraje strefy euro 7,2% 7,0%
Kraje UE nie będące w strefie euro 7,0% 7,5%
Pozostałe kraje rozwinięte 6,9% 8,0%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej 9,9% 10,5%
Kraje rozwijające się 2,9% 5,8%

Główną walutą rozliczeniową dla polskiego eksportu pozostaje euro. W lipcu złoty osłabił się wobec euro o 0,6% do 4,3301 i okazał się równocześnie o 2,2% słabszy niż przed rokiem. Osłabienie lipcowe (podobnie jak notowane w dwóch poprzednich miesiącach) miało u swego podłoża przede wszystkim globalny wzrost ryzyka politycznego. W jego wyniku sytuacja finansowa eksporterów, ze względu na kurs, uległa poprawie. Ponownej poprawie uległa też sytuacja eksporterów rozliczających sprzedaż w dolarach. W lipcu złoty osłabił się w stosunku do dolara – o 0,6% do 3,7095. Po tej zmianie złoty okazał się słabszy niż przed rokiem o 0,8%. Był to pierwszy miesiąc deprecjacji złotego w skali rocznej, po wcześniejszych czternastu miesiącach aprecjacji.wycena złotego wobec innych walut

Według Narodowego Banku Polskiego w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku eksport wyniósł 104 112 mln EUR i okazał się o 5,9% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Według sprawozdawczości prezentowanej przez Główny Urząd Statystyczny eksport wynosząc w okresie I – VI 2018 r. 107 600 mln EUR okazał się wyższy niż przed dwunastoma miesiącami o 5,7%.

Zgodnie z aktualnymi założeniami co do stanu światowej i polskiej gospodarki w latach 2018 – 2019 można oczekiwać zwiększenia naszej sprzedaży ze 198,8 mld EUR w roku 2017 do odpowiednio 213,8 mld EUR (o 7,5%) w roku 2018 oraz do 230,0 mld EUR (o 7,6%) w roku 2019.

Praca w nadgodzinach – co na to prawo?

Emilia Wojtczak, ekspert wFirma.pl
Emilia Wojtczak, ekspert wFirma.pl

Pracownicy, którzy są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę, mają z góry określony system czasu pracy. Może jednak dojść do sytuacji, w której z różnych przyczyn pracodawcy zlecają pracownikom pracę ponad wymiar. Dochodzi wtedy do pracy w godzinach nadliczbowych.

Nadgodziny – Kodeks pracy

Jak wskazuje Kodeks pracy w art. 151 § 1: Praca wykonywana ponad obowiązujące pracownika normy czasu pracy, a także praca wykonywana ponad przedłużony dobowy wymiar czasu pracy, wynikający z obowiązującego pracownika systemu i rozkładu czasu pracy, stanowi pracę w godzinach nadliczbowych. (…). Należy jednak dodać, że pracodawca może wydać pracownikowi polecenie pracy w godzinach nadliczbowych tylko w dwóch przypadkach:

  • jeśli zajdzie konieczności prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia lub zdrowia ludzkiego, ochrony mienia lub środowiska albo usunięcia awarii;
  • w razie szczególnych potrzeb pracodawcy.

Oczywiście, że w razie potrzeby w nadgodzinach pracują również osoby zarządzające zakładem pracy w imieniu pracodawcy oraz kierownicy wyodrębnionych komórek organizacyjnych. Jednak jak wskazuje Kodeks pracy, im nie przysługuje dodatkowa rekompensata za pracę w tych godzinach nadliczbowych.

Rekompensatą za nadgodziny może być czas wolny

Jeśli pracownik wykonywał pracę w godzinach nadliczbowych, to przysługuje mu za to rekompensata. Zarówno pracodawca, jak i pracownik mogą zdecydować o tym, że będzie ona w formie czasu wolnego. Jednak to, w jaki sposób będzie rozliczany czas wolny za nadgodziny, zależy od tego, kto pierwszy wyjdzie z taką inicjatywą – pracownik czy pracodawca.

Jeśli to pracownik złoży wniosek o udzielenie mu czasu wolnego w zamian za nadgodziny jako pierwszy, wtedy czas wolny będzie udzielony w wymiarze takim samym, ile wynosiły godziny nadliczbowe.

Jednak w sytuacji kiedy jako pierwszy to pracodawca wyjdzie z inicjatywą udzielenia pracownikowi czasu wolnego, wtedy wymiar czasu wolnego powinien być o połowę wyższy niż wymiar nadgodzin.

Przykład 1.

Pani Nowak w lipcu wypracowała 10 godzin nadliczbowych. Pracodawca zwrócił się do niej o udzielenie jej czasu wolnego w zamian za nadgodziny. Tym samym pracownica otrzyma 15 godzin wolnego (10 + (½ x 10) = 15).

To, kto pierwszy zaproponuje czas wolny w zamian za nadgodziny, wpływa również na to, kiedy ten czas wolny może być udzielony. Jeśli jako pierwszy z wnioskiem wystąpi pracownik, wtedy czas wolny może być udzielony w dowolnym momencie wskazanym przez pracownika, oczywiście po akceptacji przełożonego. Natomiast jeśli to pracodawca jako pierwszy wskazuje takie rozwiązanie, to jest on zobowiązany udzielić czasu wolnego do końca okresu rozliczeniowego, który obowiązuje w danym zakładzie pracy. W przeciwnym razie zobowiązany jest wypłacić wynagrodzenie za czas przepracowany ponad wymiar.

Wynagrodzenie za nadgodziny

Organizacja pracy obowiązująca w zakładzie pracy często uniemożliwia pracodawcom oddawanie pracownikom czasu wolnego w zamian za wypracowane nadgodziny. Tu z pomocą przychodzi Kodeks pracy, który wskazuje, że pracodawca może wypłacić pracownikowi odpowiednie wynagrodzenie za czas pracy w godzinach nadliczbowych. Wielu pracodawców korzysta z tego rozwiązania.

Ważne!
Pracownikowi za czas nadgodzin oprócz wynagrodzenia zasadniczego przysługuje dodatek w wysokości 50% lub 100%.

Przepisy Kodeksu pracy wymieniają, kiedy pracownikowi przysługuje dodatek w wysokości 100%, a kiedy 50%.

Art. 151 § 1. Za pracę w godzinach nadliczbowych, oprócz normalnego wynagrodzenia, przysługuje dodatek w wysokości:

  • 100% wynagrodzenia – za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających:
    1. w nocy,
    2. w niedziele i święta niebędące dla pracownika dniami pracy, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy,
    3. w dniu wolnym od pracy udzielonym pracownikowi w zamian za pracę w niedzielę lub w święto, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy;
  • 50% wynagrodzenia – za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających w każdym innym dniu niż określony w pkt 1.

Ponadto pracownik, który przekroczy tygodniową normę czasu pracy w okresie rozliczeniowym, również powinien otrzymać dodatek w wysokości 100%.

Co ważne, jeśli to przekroczenie nastąpiło w wyniku wykonywania pracy w nadgodzinach, za które przysługuje pracownikowi wyżej wymieniony dodatek, to wynagrodzenie stanowiące podstawę obliczania dodatku obejmuje wynagrodzenie pracownika wynikające z jego osobistego zaszeregowania określonego stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – 60% wynagrodzenia.

W celu ustalenia wynagrodzenia, które przysługuje pracownikowi za nadgodziny, w pierwszej kolejności należy ustalić wynagrodzenie podstawowe, poprzez określenie stawki godzinowej. W tym celu należy zsumować wszystkie składniki wynagrodzenia pracownika i podzielić przez liczbę godzin do przepracowania w danym miesiącu, w którym wystąpiły nadgodziny.

Następnie należy ustalić kwotę dodatku za godziny nadliczbowe, ustalając procent dodatku 50% lub 100%. Należy pamiętać, że przy ustalaniu dodatku uwzględnia się jedynie kwotę wynagrodzenia zasadniczego, bez dodatkowych składników wynagrodzenia.

Przykład 2.

Pan Kowalski jest zatrudniony w pełnym wymiarze godzin i z tego tytułu otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 3000 brutto oraz dodatek stażowy w wysokości 350 zł i premię w wysokości 300 zł. W sierpniu pan Kowalski przepracował 8 nadgodzin, za które przysługuje mu 50-procentowy dodatek.

Ustalanie wynagrodzenia za nadgodziny:

  1. podstawowe wynagrodzenie za nadgodziny
  • (3000 zł + 350 zł + 300 zł) : 176 godzin = 3650 zł : 176 zł = 20,74 zł
  • 17,33 zł x 8 godzin = 165,92 zł
  1. dodatek za nadgodziny
  • 3000 zł : 176 godzin = 17,05 zł
  • 17,05 zł x 8 godzin x 50% = 68,20 zł

Wynagrodzenie za nadgodziny pana Kowalskiego będzie wynosiło 234,12 zł (165,92 zł + 68,20 zł).

Emilia Wojtczak, Ekspert wFirma.pl

MeetUp® 2018 już 1 września w Krakowskiej Tauron Arenie

MeetUp® 2018 to szósta edycja największej polskiej imprezy dla YouTuberów i ich fanów. Prócz możliwości interakcji z twórcami, na imprezie będzie można poznać fenomen influencerów w polskiej sieci. Organizatorzy MeetUp® kolejny rok z rzędu, gromadząc w jednym miejscu twórców wraz z ich partnerami pokazują szerszej społeczności, że YouTube to nie tylko dobra zabawa, ale również świetna inwestycja.

MeetUp® 2018 szósta edycja największej polskiej imprezy dla YouTuberówW Krakowskiej Tauron Arenie będzie można spotkać blisko 100 najbardziej wpływowych twórców internetowych. Poprzednia edycja zgromadziła niemal 20 tysięcy osób — w tym roku organizatorzy zamierzają pobić ten rekord. Impreza oprócz umożliwienia spędzenia czasu w obecności influencerów jest doskonałą szansą do poznania twórczości internetowej od zaplecza biznesowego oraz zrozumienia fenomenu tej branży. Tak duża ilość twórców zgromadzonych w jednym miejscu umożliwia spojrzenia na branżę polskiego YouTube’a z wielu stron, dając tym samym możliwość poznania perspektyw rozwoju na wielu płaszczyznach takich jak gaming, lifestyle, beauty i wiele innych.

Twórcy internetowi być może nie są jeszcze tak szeroko rozpoznawalni, jak celebryci z tradycyjnych mediów. Natomiast są rozpoznawalni wewnątrz swojej grupy odbiorców i mają z nią bardzo silną relację, a tym samym duży wpływ – mówi Paweł Kowalczyk, wiceprezes agencji GetHero, organizatora MeetUp®.

Wśród twórców wystąpią jedne z najbardziej wpływowych twarzy rodzimej sceny YouTube, a jednocześnie ambasadorzy MeetUp® – Rezigiusz, Izak oraz Friz. Ich kanały subskrybuje łącznie 6,5 miliona widzów. Poza nimi na krakowskim evencie obecność potwierdziło wielu znanych twórców wideo, między innymi: Multi, Boxdel, Topowa Dycha, Poszukiwacz, WiP Bros, Lachu oraz Jcob. Na imprezie pojawią się również Muserzy, czyli twórcy korzystający z aplikacji TikTok (dawniej Musical.ly), która stała się w ostatnich latach istnym fenomenem wśród nastolatków. Podobnie jak YouTube, TikTok jest medium społecznościowym – użytkownicy sami tworzą i dzielą się filmami. Z aplikacji każdego miesiąca korzysta około 600 milionów użytkowników.

Wśród twórców na MeetUp® będą największe gwiazdy, takie jak Dominik Rupiński, Kinga Sawczuk (Kompleksiara) oraz Julia Kostera. Od strony marketingu aplikacja jest jednym z najlepszych mediów społecznościowych, ponieważ daje możliwość dotarcia do „generacji Z”, która nie zna świata bez internetu i eksploruje go niemal przez całą dobę. Kampanie w TikTok prowadziło już wiele firm obecnych na polskim rynku, w tym partnerzy MeetUp – Garnier i CocaCola.

Fenomen YouTube’a to rzecz nadzwyczajna. Jeszcze kilkanaście lat temu nie do pomyślenia było, że tworzenie filmów na wirtualną platformę mogło być stałym źródłem zarobku. A co więcej zarobku, który wcale nie jest mały. Z naszych badań wynika, że najwięksi YouTuberzy mogą liczyć na dochody wynoszące nawet po 100 tysięcy złotych miesięcznie. Takie kwoty mogą oszałamiać i inspirować młode osoby do podjęcia próby tworzenia internetowego wideo – mówi Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu agencji GetHero.

Oprócz samej możliwości spotkania i rozmów z YouTuberami, w trakcie trwania imprezy obecne będą jak co roku specjalne stoiska partnerów. Sponsorzy współpracujący z największymi gwiazdami internetu przygotowali liczne atrakcje, z których będą mogli korzystać uczestników eventu.

Miasto Kraków kolejny raz zostało głównym partnerem i współorganizatorem MeetUp®. Podobnie jak rok wcześniej współpraca ta zaowocowała powstaniem filmów promujących miasto i samo wydarzenie, stworzonych przez jednych z największych polskich YouTuberów –  Izaka, Rezigiusza i Friza. Materiały w ciągu pierwszych 3 dni od publikacji zostały wyświetlone w sumie ponad miliony razy.

  • Izak
  • Rezigiusz
  • Friz

Organizatorem MeetUp® 2018 jest agencja kreatywna GetHero, a współorganizatorem jest Miasto Kraków. Partnerami wydarzenia zostały również marki Garnier, Coca Cola, Monte Snack, Starlink i Wawel oraz Województwo Małopolskie. Agencja GetHero zajmuje się współpracą z twórcami i zrzeszaniem influencerów w ramach sieci partnerskiej YouTube.

Wejście na imprezę jest bezpłatne. Organizatorzy udostępniają jednak możliwość zakupu limitowanych biletów, które dają gwarancję ominięcia kolejek, wcześniejszego wejścia na wydarzenie oraz dostępu do specjalnych stref premium.

Dolar kontynuuje wyprzedaż

Ostatnie tygodnie okresu letniego zazwyczaj cechują się dość spokojnymi sesjami na rynkach finansowych. Miniony tydzień był podobny. Dominującym tematem były informacje polityczne z USA.

Prezydent Donald Trump w dość niepochlebnych słowach wyrażał się w kwestii polityki monetarnej FED, co spowodowało obniżenie rentowności amerykańskich obligacji, jak i osłabienie dolara amerykańskiego. Rosnący apetyt na ryzyko nie pomógł dolarowi, który osłabił się względem każdej z walut G10 za wyjątkiem jena japońskiego, który też stał się ofiarą zmian sentymentu do ryzyka.

Podobnie jak poprzedni, również najbliższy tydzień nie przyniesie zbyt wielu nowych informacji makroekonomicznych. Najistotniejsze będą piątkowe dane o inflacji w strefie euro.  Będziemy obserwować, czy opublikowane szacunki będą sugerować ostateczny wzrost inflacji w stronę celu inflacyjnego EBC.

Kurs złotego PLN

Ubiegły tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego. Polska waluta najmocniej zyskiwała w relacji do dolara amerykańskiego oraz funta brytyjskiego. Złotemu w umocnieniu sprzyjało uspokojenie nastrojów na rynkach wschodzących, słabość dolara amerykańskiego i siła euro.

Dane z ubiegłego tygodnia w większości pozytywnie zaskoczyły. Odczyty produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej były lepsze od oczekiwań i sprzyjają temu, żeby dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła nieco poniżej 5%. Opublikowane „minutki” z ostatniego spotkania RPP pokazały, że w większości członkowie RPP wyrażają opinię, iż utrzymywanie stabilnych stóp procentowych powinno wspierać realizację celu inflacyjnego. Część członków zwraca jednak uwagę, że jeśli presja inflacyjna będzie narastać, może być zasadne rozważenie podwyżek stóp procentowych w kolejnych kwartałach.

Kurs funta GBP

Miniony tydzień cechował się pewną nieprzewidywalnością w zachowaniu funta brytyjskiego. Szterling wprawdzie umocnił się względem dolara, podobnie jak niemal każda z pozostałych walut G10, nie zdołał jednak nadążyć za rosnącym kursem euro, tracił również w parze ze złotym. Informacje dotyczące negocjacji w kwestii Brexitu w ostatnim czasie nie były zbyt pozytywne. Brytyjski rząd sugeruje, że osiągnięcie porozumienia przed wyznaczonym terminem w październiku nie jest możliwe. Udostępnił również szczegółowy plan zakładający scenariusz, w którym Wielka Brytania wystąpi z Unii Europejskiej bez porozumienia.

Kurs euro EUR

Wspólna europejska waluta była najlepiej radzącą sobie walutą wśród gospodarek G10. Wskaźniki aktywności biznesowej PMI w bloku walutowym utrzymywały się powyżej poziomu 54, a niemieckie PKB w drugim kwartale rosło o solidne 0,5%. Uwaga ekonomistów oraz inwestorów skupia się obecnie na zaplanowanej na piątek publikacji danych o inflacji w strefie euro. Jesteśmy zdania, że na wyraźne umocnienie euro z obecnych poziomów prawdopodobnie trzeba będzie poczekać do momentu zarysowania przez EBC planu podwyżek stóp procentowych. Z kolei samo tempo podwyżek w naszej opinii będzie zależne przede wszystkim od tego, czy inflacja bazowa wykaże wyraźny trend wzrostowy.

Kurs dolara USD

Pomijając ostatnie komentarze Donalda Trumpa dotyczące działań Rezerwy Federalnej, niewykluczone, że dolar amerykański w ostatnich dniach mógł być słabszy również z uwagi na wieść o współpracy byłego prawnika Donalda Trumpa ze służbami śledczymi jak i na skazanie menedżera sztabu wyborczego prezydenta za oszustwa i unikanie płacenia podatków, co rzuca negatywne światło na prezydenta USA.

W kontekście minionego tygodnia warto wspomnieć również o tym, że przewodniczący FED, Jerome Powell podczas konferencji Jackson Hole powtórzył, iż popiera stopniowe podwyżki stóp procentowych przez FOMC. Jego słowa w praktyce pieczętują ruch stóp w górę we wrześniu.

Dopóki większość banków centralnych krajów rozwiniętych nie wyklaruje tempa podwyżek stóp procentowych, nie spodziewamy się żadnych zdecydowany ruchów USD, czy to w dół, czy w górę.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Dell Technologies Forum 2018 już 11 września w Warszawie

11 września w Warszawie odbędzie się jedno z najważniejszych wydarzeń branży IT w Polsce – Dell Technologies Forum 2018. Uczestnicy konferencji będą mogli na rzeczywistych przykładach przekonać się jakie korzyści niesie ze sobą cyfrowa transformacja biznesu i IT. Gościem honorowym tegorocznej konferencji będzie jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w branży – ikona światowego biznesu z centrali Dell Technologies.

Czwarta rewolucja przemysłowa nabiera rozpędu. Pierwsze trzy związane były z mechanizacją, produkcją masową i automatyzacją. Kolejna, czyli Przemysł 4.0, to połączenie technologii – tych fizycznych i cyfrowych. Co oznacza?

Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell EMC w Polsce
Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell EMC w Polsce

– Czwarta rewolucja przemysłowa zmienia podejście do biznesu oraz funkcjonowanie przedsiębiorstw. Nowe technologie, takie jak Data analytics czy sztuczna inteligencja, w ciągu najbliższej dekady zmienią nasze codzienne życie, styl pracy i prowadzenia firmy. Dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem, chcemy wskazać drogę skutecznego przeprowadzenia wejścia w proces cyfryzacji biznesu. Dell Technologies Forum oferuje możliwość spotkania i posłuchania najlepszych ekspertów z branży IT zarówno z Polski jak i z zagranicy. Uczestnicy będą mogli zapoznać się z najnowszymi trendami oraz najlepszymi strategiami wprowadzania innowacji – komentuje Dariusz Piotrowski, Dyrektor Generalny, Dell EMC Polska.

Dell Technologies Forum to największe globalne wydarzenie grupy, podczas którego firmy należące do amerykańskiego lidera IT oraz liczni partnerzy dzielą się swoim know-how, dyskutują nad postępującą transformacją cyfrową oraz wpływie nowoczesnych technologii i systemie ich zależności w biznesie. Tegoroczna, polska edycja Dell Technologies Forum 2018 będzie należała do wyjątkowych, gdyż konferencja zostanie poprzedzona sesją plenarną z wystąpieniem niezwykłego gościa specjalnego.

Make It Real: Dell Technologies Forum 2018

Na uczestników wydarzenia będą czekały niecodzienne spotkania ze specjalistami branży IT, które umożliwią podzielenie się wiedzą, wymianę doświadczeń w zakresie sprzedaży i przeprowadzonych wdrożeń, a także nawiązywanie nowych kontaktów biznesowych. W specjalnie wydzielonej przestrzeni wystawienniczej będzie można zapoznać się z najnowszymi produktami firm z grupy Dell Technlogies (Dell, Dell EMC, VMware, Pivotal, RSA, Secureworks, Virtustream), jak i również skonsultować z ekspertami kwestie związane z zastosowaniami i wdrażaniem prezentowanych rozwiązań. Nie zabraknie też technologicznych atrakcji takich jak symulator gry w golfa czy możliwość wirtualnej przejażdżki bolidem Formuły 1. Każdy uczestnik będzie mógł stworzyć własną, spersonalizowaną agendę, wybierając interesujące tematy spośród 30 sesji podzielonych na cztery bloki tematyczne:

  • Digital Transformation: nowe funkcjonalności aplikacji Agile i wykorzystanie narzędzi analitycznych do budowania lepszych kontaktów z klientem.
  • IT Transformation: najnowsze produkty, które wspierają wszystkie aspekty nowoczesnej infrastruktury, w tym pamięci masowe, serwery, rozwiązania sieciowe, rozwiązania chmurowe i rozwiązania dedykowane do ochrony danych.
  • Workforce Transformation: unikalne rozwiązaniach firmy Dell, które są nagradzane w wielu kategoriach, a zaprojektowane z myślą o różnych wymiarach pracy.
  • Security Transformation: nowości ze świata technologii IT dla bezpieczeństwa biznesu.

Rejestracja na Dell Technologies Forum 2018 odbywa się za pośrednictwem formularza na stronie internetowej wydarzenia.

Fiskus musi określić termin zwrotu VAT

21 marca 2018 r. w Łodzi, zapadł rewolucyjny wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego dotyczący podatku VAT. W wydanym orzeczeniu stwierdzono, iż data określająca nowy termin zwrotu podatku VAT nie może być późniejsza niż data zakończenia prowadzonych postępowań, w tym także kontroli podatkowej. Co to oznacza dla polskich przedsiębiorców? Czy skrócą się terminy zwrotu nadwyżki podatku VAT?

Stan faktyczny

Rozpoznawana sprawa dotyczyła zwrotu nadwyżki podatku VAT naliczonego za marzec 2017 r., na kwotę ponad 400 000 zł. W maju 2017 r. wobec spółki X wszczęto kontrolę podatkową w zakresie prawidłowości rozliczeń z budżetem z tytułu podatku VAT za marzec 2017 r. oraz zasadności zadeklarowanej kwoty nadwyżki z przeniesienia z lutego 2017 r. Termin zakończenia kontroli wyznaczono na 31 października 2017 r. W toku prowadzonych czynności organ podatkowy wystąpił do podatnika o okazanie dokumentacji podatkowej oraz złożenie wyjaśnień. Z uwagi na dokonywanie przez spółkę transakcji kupna-sprzedaży z podmiotami powiązanymi kapitałowo i osobowo, Naczelnik Urzędu Skarbowego wystąpił również z zapytaniami do kontrahentów spółki, a nawet zagranicznych instytucji. Na dzień wydania postanowienia organ I instancji nie miał jednak wszystkich oczekiwanych materiałów, więc wyznaczył termin zwrotu nadwyżki VAT na dzień 2 kwietnia 2018 r., a zatem na 7 miesięcy po zakończeniu kontroli podatkowej. Spółka X odwołała się do Dyrektora Izby Administracji Skarbowej, zarzucając Naczelnikowi US opieszałość oraz naruszenie przepisów Ordynacji podatkowej. Organ II instancji nie znalazł uchybień w postępowaniu Naczelnika US przez co brak było podstaw do uchylenia lub zmiany postanowienia. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi.

Zakaz nieograniczonej kontroli

W skardze skierowanej do WSA w Łodzi, spółka X podniosła, że Dyrektor IAS w Łodzi błędnie przyjął, iż przepisy umożliwiające przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego są zgodne z zasadą nieograniczonego (co do terminu i wysokości) zwrotu nadwyżki podatku, którą można wywieść z regulacji wspólnotowych. WSA w Łodzi przyznał rację skarżącej spółce stwierdzając, że przedłużenie terminu zwrotu podatku wskazanego w deklaracji podatkowej może nastąpić do czasu zakończenia czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego (art. 87 ust. 2 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług). Zatem w rozpatrywanej sprawie niezasadne było przedłużenie terminu zwrotu nadwyżki VAT do 2 kwietnia 2018 r. Czynność ta powinna być dokonana do dnia 31 października 2017 r.

Przedłużanie terminu zwrotu nadwyżki VAT – zagrożenia

Podstawowym zagrożeniem dla przedsiębiorców, których środki finansowe utknęły gdzieś w czeluściach biurokracji, jest możliwość utraty płynności finansowej. W przypadku kwot rzędu kilkuset tysięcy, a nawet milionów złotych „zamrożonych” środków, nawet najsilniejsze podmioty gospodarcze mogą tego nie udźwignąć. Straty nie rekompensują ani odsetki ustawowe, ani zakończone wiele lat później batalie sądowe. Dodatkowo polskie prawo nie przewiduje żadnej odpowiedzialności dla opieszałych urzędników. Aparat administracji państwowej, mimo licznych przewinień, pozostaje bezkarny.

Naruszenie zasady neutralności podatku VAT

Opieszałe, sprzeczne z przepisami prawa postępowanie organów podatkowych w zakresie zwrotu nadwyżki podatku VAT, stanowi naruszenie jednej z podstawowych zasad prawa podatkowego – neutralności podatku VAT. Zgodnie z tą zasadą podatek VAT powinien być ekonomicznie neutralny dla podatników. Tymczasem działanie organów podatkowych prowadzi do sytuacji, w której dla wielu firm „zawirowania” w zakresie zwrotu nadwyżki VAT, mogą wpłynąć na „być albo nie być” na rynku. Organy podatkowe pozostają głuche na problemy polskich przedsiębiorców. Przeprowadzane kontrole mają na celu unieruchomienie środków przedsiębiorców na koncie MF. Niezwykle widoczne jest także negatywne nastawienie organów podatkowych do przedsiębiorców, którzy są z góry traktowani jak oszuści podatkowi, uczestniczący w nielegalnym procederze.

Nadzieja w wyroku WSA

Wyrok WSA w Łodzi z 21 marca 2018 r., wprawdzie nie stanowi remedium na problemy polskich przedsiębiorców, ale jest pewnego rodzaju sygnałem i zapowiedzią pozytywnych zmian. Orzeczenie WSA ogranicza w minimalnym zakresie swoistą samowolę organów podatkowych w przedmiocie wyznaczania terminu zwrotu nadwyżki podatku VAT oraz stawia veto w stosunku do dotychczas nieograniczonych i niekończących się kontroli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rynek złota w ofensywie

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Impas na rynku złota – najwyższy od niemal dekady – nieco ustąpił w końcówce ubiegłego tygodnia, przynosząc lekkie ożywienie w wycenie tego kruszcu. Stagnację podtrzymywała umacniająca się od wielu miesięcy cena amerykańskiego dolara, jak też odreagowania na rynku EUR/USD.

Według ekspertów Aforti Exchange, złoto może w najbliższym czasie pójść w górę, a to za sprawą prawdopodobnego wyhamowania gospodarki USA i trudności amerykańskiego imperium z utrzymaniem dotychczasowego wzrostu, a co za tym idzie – osłabieniem cyklu podwyżek stóp procentowych. Świadczy o tym chociażby wypowiedź szefa FED z ubiegłego piątku (2018-08-24), który uzależnił kolejne podwyżki od aktualnej sytuacji gospodarczej oraz presji inflacyjnej, która może nieco zmaleć, jeżeli wojna celna z Chinami będzie się dalej rozwijać. Tym samym, inwestorzy mogą liczyć na wzrost cen na rynku złota.

Złoto w trendzie wzrostowym – analiza długoterminowa Aforti Exchange

Mimo problemów z większym odreagowaniem, notowania złota pozostają wciąż w trendzie wzrostowym. Po tym, jak rynek osiągnął poziom 1060 USD w końcówce 2015 roku, pierwsza połowa 2016 roku przyniosła znaczne odbicie, które zatrzymało się na strefie 1350 – 1395 USD. Zakres ten ograniczany jest dodatkowo przez 38.2-proc. zniesienie poprzedniej struktury spadkowej.

Wspomniana strefa była jeszcze raz testowana na początku 2018 roku i ponownie nie udało się jej pokonać. Co prawda lokalne maksimum wypadło nieco niżej niż szczyt z 2016 roku, ale technicznie jesteśmy w innym miejscu.

Dopóki rynek złota kwotowany jest powyżej poziomu 1150 USD, scenariuszem podstawowym jest rozwijanie trzeciej fali wzrostowej. Aktualnie jesteśmy na etapie pierwszej podfali inicjującej, a ostatnie miesiące 2018 roku są jej korektą. Jeżeli sierpień 2018 roku zakończy się w rejonie strefy 1200 – 1230 USD, omawiane założenie będzie wciąż aktualne. Z kolei trwały ruch powyżej poziomu 1230 USD – na przykład we wrześniu 2018 roku – potwierdzi gotowość do kolejnej próby pokonania strefy 1350 – 1395 USD.

2018-08-28 Aforti Exchange - notowania złota w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – notowania złota w układzie miesięcznym

Hossa w USA. Kurs rubla w dół

Amerykańskie giełdy idą w górę w związku z zapowiadanym porozumieniem handlowym z Meksykiem. Dobre dane z Niemiec. Sankcje gospodarcze osłabiają rubla.

Kolejne szczyty na giełdach w USA

Powodem ostatnich wzrostów jest znalezienie następcy NAFTA. Porozumienie o wolnym handlu pomiędzy USA, Meksykiem i Kanadą zostanie zastąpione osobnymi porozumieniami pomiędzy USA a pozostałymi krajami. Jest to o tyle dziwne, że likwidacja umowy handlowej powinna raczej negatywnie wpływać na rynek. Tym bardziej, że nowa umowa ma być gotowa dopiero w listopadzie. Nie wiadomo zatem czy w ogóle dojdzie do jej podpisania, gdyż w listopadzie kończy się kadencja obecnego prezydenta Meksyku. Stawia to ten kraj w trudniejszej pozycji negocjacyjnej względem silniejszego i tak partnera.

Lepsze dane z niemieckiej gospodarki

Wczoraj poznaliśmy indeks instytutu IFO. Jest to parametr pokazujący nastroje wśród niemieckich przedsiębiorców. Są to badania ankietowe, zatem nie opierają się na żadnych twardych danych, a jedynie na opiniach przedsiębiorców. Pomimo tego jest to jeden z najważniejszych odczytów dostępnych dla niemieckiej gospodarki. Wczoraj tuż po publikacji lepszych od oczekiwań danych euro rozpoczęło ruch umacniający je względem dolara o niemal centa. To właśnie dlatego pomimo tego, że euro było wczoraj w miarę stabilne względem złotego dolar potaniał niemal 3 grosze.

Dalsza słabość rubla

Rosyjska waluta wciąż traci. Powodem są wchodzące w życie sankcje gospodarcze. Jest to o tyle dziwne, że na razie dotyczy to tylko towarów “o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego”. Gorzej prezentuje się wizja rozwoju sytuacji jeżeli Kreml nie zgodzi się na wizytę obserwatorów z ONZ. Rubel jest obecnie najsłabszy od przełomu lata 2015-2016. Warto zwrócić uwagę, że były to czasy kiedy inflacja wynosiła momentami ponad 15% a w kraju panowała recesja. Obecnie wzrost gospodarczy nie zachwyca, źle sięga już prawie +1%. Inflacja przestała być problemem spadając do 2,5%. W ostatnich latach udało się ponadto zmniejszyć i tak wyjątkowo niskie zadłużenie zagraniczne. Można zatem oczekiwać, że jeżeli uda się ustabilizować sytuację polityczną rubla czekają lepsze czasy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Historia pewnego tacho. Jak było i czego mogą się spodziewać w przyszłości polscy kierowcy?

We wrześniu bieżącego roku branżę transportową czeka małe trzęsienie ziemi. Spowodują je dwie ustawy – o transporcie drogowym oraz o tachografach, które będą regulować zasady stosowania tych urządzeń w drobiazgowy sposób. Zmieni się również taryfikator kar. By lepiej zrozumieć obecną sytuację oraz nadchodzące zmiany, warto wiedzieć, jak było kiedyś, a jaka może być przyszłość tachografów i innych rozwiązań wspomagających pracę kierowców. Eksperci nakreślają kierunki tych zmian.

Historia komercyjnego użycia tachografów sięga 1952 roku, kiedy w wyniku znaczącego wzrostu liczby wypadków z udziałem ciężarówek, w Niemczech wprowadzono przepisy zobowiązujące każdy pojazd ważący powyżej 7,5 tony do posiadania takiego urządzenia. Rok później rozszerzono to prawo na każdą nową ciężarówkę i autobus dopuszczony do ruchu. W innych państwach europejskich podobne regulacje były gotowe do wdrożenia już na początku lat 70., ale zunifikowane prawo zaczęło obowiązywać na terenie EWG dopiero w 1985 roku. Poszczególne państwa członkowskie wprowadzały również swoje wewnętrzne zasady, co niekiedy prowadziło do dramatycznych wydarzeń, jak choćby holenderski paraliż transportowy z 1974 roku. Wielu ówczesnych kierowców, w obawie o swoje zarobki, protestowało przeciwko obowiązkowi ich użycia. Protest ten przybrał między innymi formę blokowania przejść granicznych, jak również demonstracyjnego niszczenia tarczek tachografów. W Polsce prawnie uregulowano konieczność używania tych urządzeń na początku lat 90. Co ciekawe, w naszym kraju stało się to i tak stosunkowo wcześnie. W Stanach Zjednoczonych dopiero na początku drugiej dekady XXI wieku zaczęły obowiązywać przepisy dotyczące użycia tachografów w transporcie flotowym, a od stycznia bieżącego roku jego użycie jest obowiązkowe dla wszystkich kierowców ciężarówek.

ZMIANY

Analogowe tachografy, z woskowanymi tarczkami do zapisu danych zaczęły odchodzić do lamusa w maju 2006 roku, gdy weszło w życie unijne rozporządzenie 1360/2002, nakazujące montaż tachografów cyfrowych we wszystkich pojazdach wymienionych we wcześniejszym rozporządzeniu EWG 3821/85. W założeniu miało to wyeliminować próby manipulacji wskazaniami urządzenia, lecz jak zauważa Kamil Wolański z OCRK:

Kamil Wolański
Kamil Wolański

Historię tachografu można porównać do wyścigu zbrojeń. Od momentu rozpowszechnienia się tych urządzeń i pojawienia się regulacji dotyczących ich stosowania, firmy przewozowe, a czasami, co gorsza, sami kierowcy, często szukali sposobu, jak obejść ich wskazania. Wprowadzenie tachografów cyfrowych miało uniemożliwić manipulację przebiegiem trasy. Okazuje się jednak, że sposobów na oszukanie cyfrowego tacho było naprawdę dużo i były bardzo różnorodne – od podkładania magnesów na impulsatorze aż po wykorzystanie nielegalnego, specjalistycznego sprzętu. Problem jest poważny, gdyż jak wynika z ustaleń Komisji Europejskiej, ingerencje w czas pracy miały miejsce w co trzecim pojeździe wyposażonym w ten sprzęt. Nowe regulacje, które wchodzą w życie we wrześniu, mają ukrócić te praktyki i sprawić, by transport drogowy stał się bezpieczniejszy – wyjaśnia ekspert OCRK.

Jednym z dwóch dokumentów opublikowanych niedawno przez sejm, jest ustawa o transporcie drogowym, w której najważniejsze zmiany dotyczą przede wszystkim taryfikatora kar za ingerowanie w pracę tachografu i manipulację czasem pracy kierowcy. Przepisy zostały dostosowane do unijnego rozporządzenia 403/2016 i przewidują między innymi:

  1. Karę 8000 PLN za fałszowanie ewidencji pracy lub odmowę udostępnienia jej do kontroli.
  2. Podniesienie maksymalnej wysokości kary dla przedsiębiorcy, jeśli kontrola drogowa wykaże nieprawidłowości. W takim wypadku należy liczyć się z karą wyższą o 2000 PLN w stosunku do tej obowiązującej poprzednio.
  3. Zmianę trybu nakładania kar dla osób zarządzających transportem – z wykroczeniowego na administracyjny. Maksymalna kara wynosi w tym wypadku 3000 PLN.

Drugim jest ustawa o tachografach, która ma za zadanie doprecyzować zasady instalacji
i napraw tych urządzeń. Nowe rozporządzenie unifikuje również rozproszone do tej pory przepisy. Co ważne, wprowadzono m.in. przepis karalności za dystrybucję urządzeń oraz oprogramowania przeznaczonego do manipulacji danymi z tachografu:

„Art. 50. Kto, wbrew art. 25, produkuje, dystrybuuje, reklamuje, sprzedaje lub w inny sposób udostępnia urządzenia, przedmioty lub oprogramowanie wykonane lub przeznaczone do celów podrabiania lub przerabiania danych rejestrowanych przez tachograf – podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

PRZYSZŁOŚĆ

Ustawa ta otwiera również furtkę do wprowadzenia „inteligentnych tachografów”, których użycie przewiduje unijne rozporządzenie 165/2014. Zakłada ona, że wszystkie samochody ciężarowe zarejestrowane po 15 czerwca 2019 r. będą musiały być wyposażone w tachografy podłączone do systemów pozycjonowania satelitarnego („GALILEO” oraz „EGNOS”). Pojazdy wprowadzone do eksploatacji wcześniej zachowują urządzenia starego typu. Jednak najpóźniej do 2034 roku ich właściciele będą musieli zainstalować w pojeździe, wykorzystywanym w transporcie międzynarodowym, tzw. tacho z funkcją zdalnej kontroli. W Komisji Europejskiej trwają obecnie dyskusje, by skrócić okres wprowadzania „inteligentnych tachografów” do 2025 roku, ta propozycja jest na początku ścieżki legislacyjnej.

Nowe urządzenie dostarczy przewoźnikowi informacji, gdzie znajduje się ciężarówka na początku trasy, na końcu oraz co trzy godziny jazdy. Standardem stanie się także zdalne odczytywanie danych przez ustawione na trasie bramki kontrolne. Pozwoli to na wyselekcjonowanie pojazdów do kontroli, w których możliwe są manipulacje tachografów. Docelowo „inteligentne tachografy” mają też służyć do rozwiązania kontrowersji z delegowaniem pracowników oraz kabotażem. Zgodnie z planami KE, widoczne będą przekroczenia granicy, co ułatwi interpretację danych i przestrzeganie prawa.

Co będzie się zmieniać w przyszłości, by wykonywanie zawodu „za kółkiem” było bezpieczne, wygodne i nowoczesne? – Możliwości są nieskończone. Wiele rozwijanych obecnie technologii ma ogromny potencjał, by wspomóc pracę kierowców. Już w tej chwili w tirach montuje się dużo czujników rejestrujących parametry pojazdu oraz czas pracy, czy przejechane kilometry. Te informacje wysyłane są do firmowej chmury, gdzie na bieżąco poddawane są analizie. Takie rozwiązanie znacznie ułatwia dostęp do danych i kontrolę nad czasem pracy – mówi Mateusz Włoch z Inelo, które dostarcza rozwiązania IT w branży transportowej.

A co nas jeszcze może czekać? – Na przykład wyświetlacze HUD mogłyby wyświetlać kierowcy informacje o tym, ile zostało mu jeszcze czasu jazdy, kiedy powinien odpocząć, za ile kilometrów jest najbliższy parking. Idąc dalej, pomocne będą również urządzenia, które monitorują zmęczenie i skupienie, informując prowadzącego samochód, że czas na przerwę. Dodatkową korzyścią z takich rozwiązań jest ogromny strumień danych, który posłuży firmom do poprawy pracy i jakości usług – dodaje ekspert Inelo.

Dobre dane z Niemiec wsparły kurs euro, na czym skorzystał też złoty

Początek tygodnia nie przyniósł istotniejszych zmian notowań obligacji skarbowych. Wyższy odczyt sierpniowego Ifo nastrojów w niemieckim biznesie wsparł euro, na czym skorzystał też złoty.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałkowy handel przyniósł dalsze umocnienie złotego, EURPLN spadł poniżej 4,27. Wsparciem dla PLN nadal pozostaje zachowanie EURUSD. Po nieudanym ataku na wsparcie w okolicach 1,13 w połowie sierpnia para powróciła do strefy 1,15-1,18 której nieprzerwanie trzymała się praktycznie od połowy maja 2018 roku (obecnie notowana bliżej połowy przedziału).

Podczas zeszłotygodniowego sympozjum w Jackson Hole prezes Fed podtrzymał rynkowe oczekiwania na kolejne podwyżki stóp procentowych, pomimo krytyki prezydenta D. Trumpa dot. coraz wyższego kosztu pieniądza w USA. Choć słowa J. Powella nadal brzmiały jastrzębio, po reakcji rynku widać było, że inwestorzy liczyli na coś więcej. O ile nadal dominuje przekonanie co do wrześniowej i grudniowej podwyżki stóp, to już w zakładane wg dot-plot trzy kolejne w 2019 roku rynek nie do końca wierzy. Po Jackson Hole dolar ostatecznie stracił na wartości.

Kurs EURUSD zbliżył się do 1,17 w poniedziałek dodatkowo wspierany przez publikację niemieckiego indeksu Ifo, który w sierpniu wyraźnie pozytywnie zaskoczył ekonomistów wzrostem do 103,8 pkt wobec oczekiwanych 101,9 (po ośmiu miesiącach spadku), jak również spekulacje nt. możliwego porozumienia Meksyku z USA w kwestii NAFTA. Nastroje niemieckiego biznesu najprawdopodobniej poprawiło ożywienie gospodarki w II kw. napędzane oraz najlepszą od zjednoczenia Niemiec kondycją finansów publicznych kraju.

Na krajowym rynku stopy procentowej początek tygodnia nie przyniósł istotniejszych zmian notowań obligacji skarbowych. Mimo, że na świecie wciąż inwestorzy dostrzegają podwyższone ryzyko związane z niepewną sytuacją w Turcji czy we Włoszech, to jednak indeksy na giełdach akcji rosły, a bezpieczne obligacje były raczej sprzedawane. Tym razem prawdopodobnie obawy zostały przyćmione spekulacjami nt. możliwego szybkiego osiągnięcia porozumienia pomiędzy Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi w kwestii zasad funkcjonowania NAFTA. I tak przykładowo rentowności 10-letnich Bundów wzrosły w ostatnich dniach w okolice 0,38% podczas gdy jeszcze tydzień temu spadły poniżej 0,3%. W tym przypadku wzrostowi dochodowości pomógł też lepszy od oczekiwań odczyt indeksu Ifo w Niemczech.

Patrząc na pusty kalendarz wydarzeń, należałoby zakładać, że wtorkowa sesja przyniesie stabilizację notowań na rynkach finansowych. Niemniej jednak, nie można wykluczyć, że będziemy obserwować dalszy przynajmniej krótkookresowy powrót popytu na aktywa ryzykowne. W takim scenariuszu spodziewać się można stopniowego dalszego wzrostu rentowności Bundów i US Treasuries, a w ślad za nimi również przeceny polskich papierów. W sektorze 10-letnim rentowności praktycznie przez całe wakacje utrzymują się w wąskim przedziale 3,10%-3,20%. Wspomniane zmiany na rynku mogłyby doprowadzić do wybicia się powyżej wspomnianego górnego ograniczenia kanału.

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Mirosław Budzick / PKO Bank Polski