Inwestycje firm hamuje ryzyko regulacyjne i brak rąk do pracy

Z pozoru ostatnie dane o inwestycjach przedsiębiorstw były bardzo dobre. Jednak okazuje się, że to był wzrost dotyczący sektora publicznego i firm zagranicznych. Natomiast inwestycje polskich firm spadły i to trzeci kwartał z rzędu.

Według GUS inwestycje przedsiębiorstw w IV kw. 2017 r. wzrosły o 12,2 proc. Wygląda to optymistycznie, skoro kwartał wcześniej był to przyrost o 1,7 proc.

Jednak, na co zwracają uwagę analitycy Credit Agricole, to było przede wszystkim ożywienie w firmach kontrolowanych przez sektor publiczny. W tych firmach był to w IV kw. wzrost aż o 48,6 proc.

Co się działo w firmach prywatnych. Inwestycje firm zagranicznych zwiększyły się o 8,1 proc. Natomiast inwestycje polskich firm spadły o 2 proc. I to jest już trzeci kolejny kwartał, gdy spadają.

Sytuacja jest szczególna, bo popyt konsumpcyjny jest tak duży, że wykorzystanie mocy produkcyjnych jest rekordowo wysokie i konkurencyjność firm polskich wobec zagranicznych będzie spadać bez inwestycji. Jednocześnie firmy mają rekordowo wysokie oszczędności zgromadzone w bankach.

Dlaczego klimat inwestycyjny dla polskich firm jest tak zły? – Istnieją dwie bardzo poważne bariery, to ryzyko regulacyjne i brak rąk do pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i członek Rady Dialogu Społecznego.

Ostatnie dwa lata to rekordowe liczby zmian w ustawach i najważniejszych aktach prawnych. – Przedsiębiorcy nie wiedzą co będzie się działo za rok czy dwa lata – komentuje ekspert.

Po obniżeniu wieku emerytalnego sytuacja na rynku pracy stała się szczególnie trudna dla przedsiębiorców. Stopa bezrobocia jest rekordowo niska, brakuje pracowników. – Przedsiębiorcy nie mogą być pewni, że jeżeli kupią maszynę, to będą mieli kogo postawić przy tej maszynie, aby pracował – mówi Jeremi Mordasewicz.

Ekspert zwraca też uwagę, że inwestycje sektora prywatnego są szczególnie ważne, bo w największym stopniu wpływają na wzrost dobrobytu, na wzrost wynagrodzeń.

Kurs funta wzmocnił się, ale okres wzrostu może się wkrótce zakończyć

Funt brytyjski wzmocnił się wobec głównych walut. Bank Anglii zapowiedział, że w tym kwartale podwyższy stopy procentowe. To może jeszcze bardziej wzmocnić funta.

Funt odrabia straty po decyzji o Brexit. Tego wzmocnienia nie widać jednak tak bardzo wobec złotego.

– To dlatego, że złoty jest walutą, która akurat też wzmacniała się w ostatnich miesiącach wobec dolara czy euro – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

W tym kwartale dojdzie do podwyżki stóp procentowych, co powinno znów wzmocnić funta. Jednak jednocześnie funt jest walutą, która przez inwestorów już była traktowana mocno spekulacyjnie, czyli okres wzrostu funta może się wkrótce zakończyć.

Krakowski biurowiec .big wynajęty przez amerykańską firmę State Street

State Street zajmie powierzchnię około 9 tysięcy mkw. Umowa podpisana została na okres 10 lat. W transakcji uczestniczyła firma Cushman & Wakefield.

Decyzja o otwarciu kolejnego biura w Krakowie podkreśla nasze przywiązanie do Polski i świadczy o dostępności wielu utalentowanych i zdolnych pracowników. To prawdziwy krok milowy w zakresie zwiększenia naszej obecności na rynku lokalnym, dający nam możliwość rozwoju i rozszerzenia wachlarza usług do tej pory oferowanych w Polsce. Planujemy stworzenie miejsc pracy zarówno dla doświadczonych w sektorze finansowym profesjonalistów, jak i dla absolwentów lokalnych wyższych uczelni – mówi Scott Newman, Dyrektor Zarządzający i Członek Zarządu State Street Bank International GmbH, Oddział w Polsce.

Cieszy nas, że .big zyskał uznanie jednego z największych na świecie dostawców usług finansowych. Podpisana umowa najmu to potwierdzenie najwyższej jakości powierzchni biurowych oferowanych w naszej inwestycji. Obiekt spełnił wysokie oczekiwania klienta i zapewni mu możliwość rozwoju – mówi Piotr Kaleta, dyrektor ds. wynajmu Ghelamco Poland.

– .big to nasz pierwszy projekt w Krakowie. Cieszy nas, że został tak szybko wynajęty. To pokazuje, jak olbrzymi potencjał ma Kraków. Już dziś możemy powiedzieć, że wkrótce ujawnimy kolejny projekt w tym mieście – dodaje Jarosław Zagórski dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco Poland.

Inwestycja .big realizowana przy ul. Kapelanka i ul. gen. Bohdana Zielińskiego, to pierwszy biurowiec Ghelamco Poland w Krakowie. Budynek będzie gotowy w III kwartale 2018 r. Czteropiętrowy obiekt zaoferuje ponad 10 tys. mkw. powierzchni. Na parterze przewidziano część handlową, a na pierwszym piętrze patio z kameralnym ogrodem. Dodatkowo pracownicy State Street będą mieć do dyspozycji tarasy oraz około 200 m przestrzeni na dachu budynku, z której rozciąga się widok na Wawel.

Pod biurowcem zaplanowano parking oraz miejsca dedykowane rowerzystom z szafkami i natryskami.

Siła reklamy mobilnej

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO agencji interaktywnej Adexon 360

Liczba użytkowników smartfonów cały czas wzrasta, co sprawia, że reklama mobilna jest jednym z najskuteczniejszych sposobów dotarcia do konsumenta. Ważne jest zatem, aby była odpowiednio zoptymalizowana do rozdzielczości urządzeń mobilnych. Co zrobić, by reklamy wyświetlane na tabletach i smartfonach wywoływały u odbiorców zaangażowanie i zainteresowania, a markom pozwalały pozyskiwać klientów? O tym w artykule Mariusza Maksymiuka, CEO Adexon.

Optymalizacja reklam

W czasach, gdy ponad 70% osób korzysta z Internetu oraz dokonuje zakupów na urządzeniach mobilnych, reklama odpowiednio zoptymalizowania do rozdzielczości ich wyświetlaczy może stać się jednym z najlepszych kanałów dotarcia do klienta i wygenerowania znaczących zysków dla firmy. Z badań przeprowadzonych prze IAB UK wynika, że aż 78% osób uważa, że najbardziej irytujące reklamy to te, które nie są dostosowane do rozdzielczości smartfonów czy tabletów – są zbyt małe, bądź zawierają zbyt dużo tekstu, przez co stają się nieczytelne i trudniejsze w odbiorze.

Reklama wideo

Z roku na rok wzrasta liczba osób oglądających treści wideo na smartfonach i tabletach. W 2017 roku przeszło 50% wszystkich wyświetleń wideo, stanowiły te na urządzeniach mobilnych. Dlatego też, ważne jest aby marki tworzyły spersonalizowane reklamy wideo, zoptymalizowane do wyświetlaczy urządzeń mobilnych. Takie działania na pewno wzbudzą zaangażowanie i zainteresowanie wśród odbiorców, a tym samym pozwolą generować większe zyski.

Od dawna wiadomo, że obraz jest łatwiejszy w odbiorze niż treść, ponieważ ludzki mózg przetwarza informacje wizualne 60 000 razy szybciej niż tekst. Reklamy zawierające treści wideo są narzędziem, które ma ogromny potencjał marketingowy. Jak wynika z badań YouAppi, CMO Mobile Marketing Guide, w 2018 roku aż 85% marketerów planuje zwiększyć budżet na reklamę wideo wyświetlaną na urządzeniach mobilnych.

Personalizacja reklam

Odpowiednie dopasowanie przekazu reklamowego wiąże się z wykorzystywaniem danych o użytkownikach. Reklamy, których treści dopasowane są do indywidualnego odbiorcy, pozwalają na budowanie silnej relacji z klientem. Ponad to, sprawiają, że klient czuje się traktowany jako jednostka, a nie jedna z wielu osób, do których trafia ten sam przekaz. Dopasowanie reklamy do wieku, płci, zainteresowań i miejsca zamieszkania pozwala wpłynąć na emocje konsumenta. Personalizacja sprawia, że obiorca czuje się wyróżniony, przez co chętniej dokonuje decyzji o zakupie oraz angażuje się w przekazywane treści.

Stale rosnąca liczba osób korzystających ze smartfonów i tabletów sprawia, że mobile marketing cały czas się rozwija, a reklama mobilna, ze względu na swój zasięg, staje się głównym i najskuteczniejszym sposobem docierania do konsumentów.

Holding Dirlango Łukasza Wejcherta startuje z funduszem inwestycji technologicznych dla inwestorów prywatnych

Dirlango, holding należący do Łukasza Wejcherta oraz Macieja Żaka, byłych szefów Onetu, rusza z funduszem Dirlango Tech FIZAN i ofertą dla inwestorów prywatnych. W planach inwestycje w Polsce i za granicą o wartości ponad 100 mln zł do końca 2018 roku. Partnerem będzie IPOPEMA TFI.

Holding, do którego należy obecnie 9 spółek, po raz pierwszy pozwoli prywatnym inwestorom na dostęp do atrakcyjnych inwestycji na globalnym rynku IT. Dotychczas Dirlango koncentrował się na inwestycjach w 3 segmenty rynku nowych technologii: Dane (Netsprint, WhitePress, LeadR), transport (iTaxi) oraz spółki analityczne (JustWiFi, Koala Metrics).

Teraz, po 5 latach działalności i sukcesie transakcji z Innova Capital w 2016 roku* (Netsprint), zarządzający chcą inwestować środki w spółki nowych technologii w Polsce (60 proc.) i za granicą (do 40 proc. w ramach wspólnych inwestycji z renomowanymi partnerami w postaci globalnych funduszy VC).

– Naszym celem jest zaoferowanie inwestorom możliwości udziału w dynamicznie rozwijającym się segmencie technologicznych firm, które będą miały wsparcie zespołu Dirlango. Najchętniej będziemy inwestowali w spółki rentowne w fazie wzrostu – podkreśla Łukasz Wejchert, prezes D-Tech Management sp. z o.o.

Łukasz Wejchert i Maciej Żak chcą wykorzystać 20 letnie doświadczenie oraz osobiste kontakty na międzynarodowym rynku funduszy VC/ PE w celu zbudowania portfela Dirlango Tech FIZAN, którego wartość ma wynosić 200-300 mln w perspektywie 2 lat.

Możliwość inwestycji będzie dostępna dla prywatnych inwestorów a partnerem holdingu jest IPOPEMA TFI. W ramach budowy funduszu Łukasz Wejchert zadeklarował osobiste zaangażowanie finansowe na poziomie 10 mln zł. Jednocześnie holding Dirlango rozważa wniesienie proporcjonalnych udziałów we wszystkich spółkach portfelowych. Docelowy udział Dirlango i Łukasza Wejcherta będzie wynosić 20-30 proc. wartości funduszu. Perspektywa inwestycyjna funduszu zamkniętego to 6 lat, z możliwością przedłużenia o 3 lata.

Fundusz jest ciekawą alternatywą dla inwestorów indywidualnych, którzy chcą dywersyfikować swoje portfele inwestycyjne w okresie niskich stóp procentowych i wahań na rynkach akcji.

Warszawa jest obecnie jednym czołowych hub-ów technologicznych w UE po Sztokholmie, Berlinie, Zurichu. Co więcej, Polska jest 4 rynkiem na świecie: po Rosji, Chinach i Japonii w globalnym rankingu Topcoder 2017. Potencjał ten zauważyła już UE, która wyceniła wartość inwestycji w ten rynek na 250 mln Euro do 2022 roku (Publiczny Program wsparcia na etap seed 2017-2022).

W Polsce najwięcej startupów działa w obszarach big data, analityka, gier, Internet rzeczy, narzędzia deweloperskie i nauki przyrodnicze.

PPE w praktyce – poradnik dla pracodawcy – rejestracja programu

Agnieszka Łukawska
Agnieszka Łukawska

Ustalenie zasad PPE i wybór instytucji finansowej, która będzie zarządzać środkami – to pierwszy krok do wdrożenia programu. Od tego momentu – przed pracodawcą jeszcze sporo pracy – trzeba zawrzeć niezbędne umowy, a sam program musi być zarejestrowany przez Komisję Nadzoru Finansowego. Warto więc jak najefektywniej wykorzystać ten czas – aby cały proces przebiegł sprawnie i efektywnie.

Zgodnie z art. 11 ust. 7 ustawy o PPE, pracodawca przedstawia reprezentacji pracowników ofertę utworzenia programu na warunkach uzgodnionych w umowie przedwstępnej z instytucją finansową, a ważność tej oferty powinna wynosić co najmniej 3 miesiące. W praktyce, niektórzy pracodawcy angażują przedstawicieli strony społecznej już na etapie wyłaniania instytucji zarządzającej środkami. Udział w procesie wyboru zarówno pracodawcy, jak i reprezentacji pracowników to dobry pomysł – obie strony mają wtedy pełną wiedzę o ofertach i o tym, jakie przesłanki zdecydowały o wyborze takich, a nie innych rozwiązań. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na to, że niezależnie od stopnia zaangażowania strony społecznej w proces wyboru i ustalania warunków przyszłego PPE – umowa przedwstępna powinna być zawsze zawarta, aby nikt w przyszłości nie podważył zasadności jego utworzenia.

Podstawowym dokumentem konstytuującym PPE jest umowa zakładowa, zawierana pomiędzy pracodawcą, a reprezentacją pracowników. Artykuł 13 ustawy o PPE reguluje minimalny zakres tej umowy. W przypadku, gdy w umowie brak jest wymaganych regulacji – organ nadzoru wzywa pracodawcę do usunięcia nieprawidłowości, co opóźnia proces rejestracji. Warto pamiętać, że składając reprezentacji pracowników ofertę utworzenia PPE pracodawca powinien przedstawić projekt umowy zakładowej. W praktyce najczęściej dzieje się tak, że projekt umowy zakładowej oraz projekt umowy o wnoszenie przez pracodawcę składek pracowników do funduszu inwestycyjnego są załącznikami do umowy przedwstępnej. A cały wzorcowy pakiet umów przygotowywany jest przez wybraną instytucję finansową, z uwzględnieniem ustalonych z pracodawcą warunków.

Rejestracja PPE przez Komisję Nadzoru Finansowego następuje na wniosek pracodawcy. Jeśli więc pracodawca chciałby, aby wybrana instytucja finansowa wspomogła go już na tym etapie reprezentując przed organem nadzoru – powinien pamiętać o udzieleniu zarządzającemu odpowiedniego pełnomocnictwa.

Do wniosku o zarejestrowanie PPE pracodawca powinien dołączyć w szczególności umowę zakładową, umowę pracodawcy z instytucją finansową, wzór deklaracji o przystąpieniu do programu, zaświadczenie z urzędu skarbowego o braku zaległości podatkowych, zaświadczenie z ZUS o braku zaległości w opłacaniu składek na ubezpieczenia społeczne oraz informację o umocowaniu reprezentacji pracowników do zawarcia umowy zakładowej. Na stronach internetowych Komisji Nadzoru Finansowego dostępny jest wzór wniosku – wiem z doświadczenia, że warto z niego w procesie rejestracji skorzystać.

Pracodawcy często pytają – jak długo czeka się na rejestrację PPE. Zgodnie z art. 35 ustawy – jeśli wniosek nie spełnia warunków wynikających z przepisów, KNF jest obowiązany w terminie 1 miesiąca wezwać pracodawcę do usunięcia nieprawidłowości wyznaczając przy tym odpowiedni termin, nie krótszy niż trzy miesiące. Zanim jednak organ nadzoru przystąpi do merytorycznej oceny wniosku – dokonuje analizy wniosku z punktu widzenia wymogów formalnych (częste braki, to np. brak wymaganych załączników lub ich niewłaściwa forma). W razie stwierdzenia braków formalnych – organ nadzoru wzywa pracodawcę do ich uzupełnienia w terminie 7 dni. Jeśli pracodawca nie uzupełni wniosku w wyznaczonym terminie – pozostaje on bez rozpatrzenia. Widać więc, jak ważne jest dobre przygotowanie wniosku i sprawdzenie go pod względem formalnej poprawności przed złożeniem do KNF.

W praktyce należy liczyć się z tym, że postępowanie w KNF może zająć od 1 do nawet 3 miesięcy. Pamiętajmy, że dopiero po zarejestrowaniu PPE można zbierać od pracowników deklaracje uczestnictwa, otwierać im konta w programie i rozpoczynać naliczanie składek. Jeśli uwzględnimy jeszcze czas niezbędny na komunikację do pracowników czy przygotowanie operacyjne po stronie pracodawcy – warto, aby firmy zdecydowane na utworzenie PPE – nie odwlekały faktycznego rozpoczęcia prac nad tym projektem.

Agnieszka Łukawska, Dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI S.A., Ekspert Instytutu Emerytalnego

Świadome zarządzanie wpływem społecznym pozwoli firmie przyciągnąć najlepszych pracowników

Dla odpowiedzialnych firm 4.0 równie ważne, jak osiągnięcie satysfakcjonujących wyników finansowych, jest poszanowanie i troska o otoczenie społeczne, w tym również o pracowników. Jak wynika z kolejnej edycji globalnego badania „Human Capital Trends 2018”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte największy wpływ na zmiany w HR mają rosnąca siła jednostki, konieczność wypełniania przez firmy misji społecznej oraz technologie. Przekształcenie w odpowiedzialną firmę 4.0 nie będzie jednak możliwe bez współpracy pomiędzy członkami zarządu.

Kluczowe kierunki przedstawione w analizie polskich wyników raportu „Trendy HR 2018. Czas odpowiedzialnych firm” obejmują dziesięć obszarów, które zdaniem menedżerów HR będą miały największy wpływ na działalność przedsiębiorstw w obszarze kapitału ludzkiego. Podobnie jak w ubiegłym roku partnerem analizy polskich wyników jest firma Randstad.

Realny wpływ na społeczeństwo

Firmy coraz częściej są oceniane na podstawie relacji z pracownikami, klientami oraz lokalną społecznością, a także przez pryzmat wpływu, jaki wywierają na społeczeństwo. I nie chodzi tu o tradycyjnie pojmowaną dobroczynność. – Rośnie znaczenie kapitału społecznego w kształtowaniu celów przedsiębiorstwa i jego relacji z interesariuszami. Takie podejście jest niezbędne w celu osiągnięcia dobrej reputacji firmy, przyciągnięcia, utrzymania i zaangażowania kluczowych pracowników; a także dbania o lojalność klientów. To ten aspekt coraz częściej decyduje o tym, czy w ostatecznym rozrachunku dana firma odniesie sukces czy poniesie porażkę – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

Wśród czynników wymuszających gwałtowne tempo zmian można wyróżnić trzy główne trendy: siłę jednostki (głównie za sprawą pokolenia milenialsów), wypełnianie przez biznes misji społecznej oraz wpływ zmian technologicznych na zrównoważony rozwój. Nie pozostają one bez związku ze środowiskiem pracy. Promowanie organizacji ukierunkowanej na współpracę, tworzenie środowiska wyzwalającego prawdziwy potencjał jednostki, czy innowacyjność, stają się możliwe dzięki kompleksowemu podejściu do zarządzania doświadczeniami pracownika.

Współpraca na najwyższym szczeblu

Najważniejszym wyzwaniem, z jakim zmagają się dziś firmy jest współpraca na poziomie zarządu. W Polsce uważa tak 88 proc. ankietowanych menedżerów HR, a na świecie 85 proc. Odejście od silosowego postrzegania organizacji na rzecz promowania pracy zespołowej oraz związana z tym elastyczność współczesnych przywódców, a przede wszystkim umiejętność przewodzenia zespołom, stają się najważniejszymi wyzwaniami związanymi z tym trendem. – Regularna współpraca poszczególnych członków zarządu przy realizacji długoterminowych projektów jest dominującym sposobem zarządzania w polskich firmach. Wskazało na nią 41 proc. firm. W nieco ponad jednej trzeciej przedsiębiorstw obserwujemy model, w którym członkowie zarządu niezależnie od siebie sprawują kontrolę nad powierzonymi im obszarami, ale jednocześnie współpracują, gdy wymaga tego sytuacja – mówi Irmina Maciaszek, Branch Manager z Randstad Polska. Jak wynika z badania Deloitte, firmy, w których kadra kierownicza regularnie angażuje się w długoterminową współpracę, mają o jedną trzecią większe szanse wzrostu w tempie dziesięcioprocentowym niż firmy, w których kadra kierownicza działa niezależnie.

Odpowiedzialny biznes wpisany w DNA

Działania z zakresu CSR (społecznej odpowiedzialności biznesu) podejmowane są przez firmy w Polsce już od jakiegoś czasu. Przez 33 proc. podmiotów, są one traktowane jako ważne i znajdują się wysoko na liście priorytetów. W przypadku globalnego badania to jest już 44 proc. W organizacji służą one w dużym stopniu wewnętrznie, procesom HR, jako element wsparcia rekrutacji oraz budowania silnej marki pracodawcy, jak i utrzymaniu pracowników (w sumie 49 proc.). Dodatkowym celem prowadzonych działań w Polsce jest budowanie wizerunku, marketing i wsparcie sprzedaży (27 proc.). W analizie obejmującej wyniki badań we wszystkich krajach nim objętych jeszcze jeden aspekt ma duże znaczenie. Jest nim poprawa jakości życia lokalnej społeczności. Wskazuje go 30 proc. wszystkich respondentów badania, podczas gdy w Polsce odsetek ten sięga zaledwie 19 proc.

Polscy respondenci wymieniają wsparcie finansowe wybranych organizacji charytatywnych jako najczęściej realizowane programy w swojej firmie (56 proc.). W dalszej kolejności pojawia się pomoc pozafinansowa (darmowe usługi) na rzecz takich instytucji (39 proc.). Naturalnym liderem tego typu inicjatyw w firmie staje się prezes zarządu (41 proc.), lub szef HR (32 proc.). – Patrząc na globalne trendy, czas zmienić sposób myślenia o społecznej odpowiedzialności biznesu. Strategiczne zdefiniowanie wpływu, jaki organizacja wywiera na otoczenie poprzez swoją działalność, produkty, łańcuch dostaw, zmierzenie go i wiarygodne raportowanie, to kierunek, w którym powinny iść firmy w Polsce. Duża część tych działań może być realizowana z udziałem HR – tak w roli inicjatora, jak i beneficjenta. To dzisiejsze młode pokolenia wymagają od nas większej odpowiedzialności i wypełniania misji, a nie tylko realizacji zysku. To oni decydując o przyszłych miejscach pracy, czy produktach, które wybierają, odrzucą tych, którzy działają nieodpowiedzialnie.– mówi Irena Pichola.

Milenialsi i emeryci w jednej firmie

Rosnąca oczekiwana długość życia skłania do pytania, jak długo będą trwać kariery i w jaki sposób starzenie się pracowników wpłynie na gospodarkę i politykę społeczną. Kształtowanie środowiska pracy uwzględniającego potrzeby różnorodnych pokoleń to jeden z najważniejszych trendów w HR. Wśród trzech elementów najczęściej uwzględnianych przez polskie firmy w realizowanych działaniach z zakresu różnorodności i włączenia znajdują się: płeć, wiek oraz osobowość.

Zatrudnienie seniorów wiąże się z zastosowaniem innowacyjnych praktyk i zasad sprzyjających dłuższej aktywności zawodowej, a także współpracy między liderami biznesowymi i pracownikami w celu rozwiązania takich problemów, jak uprzedzenia ze względu na wiek i deficyt emerytalny. W odpowiedzi na to polskie firmy wprowadzają już zmiany w opiece medycznej (27 proc.), tworzą elastyczny zakres obowiązków (27 proc.) oraz podejmują prace nad modyfikacją samego miejsca pracy (26 proc.).

Roboty jako wsparcie, a nie rywal

Sztuczna inteligencja i technologia kognitywna wywierają coraz silniejszy wpływ na obecny kształt rynku pracy. Uważa tak 63 proc. polskich ankietowych, podczas gdy na świecie jest ich o 9 pp. więcej. Według polskich dyrektorów HR wdrażanie sztucznej inteligencji sprawi, że niektóre kompetencje, jak zdolności fizyczne i sensoryczne stracą na znaczeniu. Z kolei rola innych umiejętności wzrośnie. Wśród nich są m.in. kompetencje techniczne, poznawcze czy zdolność do rozwiązywania złożonych problemów. Wyzwaniem w polskich firmach są: reorganizacja pracy w związku z automatyzacją (48 proc.) oraz wykorzystywanie big data w procesach planowania i podejmowania decyzji (35 proc.). – Nowe technologie będą eliminować czynności rutynowe, uzupełniając pracę ludzi. Za to w przyszłości pojawi się ogromne zapotrzebowanie na atuty i zdolności czysto ludzkie, takie jak umiejętność rozwiązywania złożonych problemów, zdolności poznawcze oraz umiejętności społeczne – mówi Paweł Zarudzki, Lider robotyki procesowej w konsultingu Deloitte.

Dane pracowników na wagę złota

Gwałtowny wzrost dostępności danych oraz nowe narzędzia analityki kadrowej z jednej strony stworzyły szerokie możliwości dla działów HR i przedsiębiorstw, jednak z drugiej różne rodzaje ryzyka. Aspekt ten jest o tyle specyficzny, że dotyczy nie tylko zespołów HR. Odpowiedzialność za zabezpieczenie poufności danych pracowników w organizacji to także wyzwanie dla działów IT. Aż 52 proc. polskich respondentów uważa, że posiada zadowalający poziom wiedzy na temat wymogów bezpieczeństwa danych. W firmach w Polsce świadome zarządzanie danymi oraz ich analiza zaczynają odgrywać coraz większą rolę w procesach podejmowania decyzji (49 proc.). – Wraz z wejściem w życie rozporządzenia RODO na pracodawcach spoczną nowe obowiązki, które mogą okazać się wielkim wyzwaniem organizacyjnym. Niezwykle ważny jest wzrost świadomości managementu i pracowników działów HR, że osoby zaangażowane w gromadzenie lub korzystające z danych osobowych pracowników lub kandydatów do pracy muszą znać wymogi bezpieczeństwa i świadomie zarządzać tymi danymi – mówi Przemysław Stobiński, Młodszy Partner, Lider zespołu ds. prawa pracy w kancelarii Deloitte Legal. Przedsiębiorstwa zbliżyły się do punktu krytycznego i muszą zdecydować czy stworzyć zestaw jasno określonych zasad, zabezpieczeń, środków mających na celu zapewnienie przejrzystości oraz na bieżąco publikować informacje na temat wykorzystania danych osobowych, czy też ryzykować, że działania firmy spotkają się z ostrym sprzeciwem pracowników, klientów i całego społeczeństwa. – dodaje.

Nowe technologie, problemy i skandale. Prześwietlamy fabrykę Tesli

Fabrykę Tesli uznaje się za ikonę filozofii przemysłu 4.0. Nie wszyscy jednak podzielają ten entuzjazm. Skandale związane z licznymi urazami pracowników, którzy narzekają na zawrotne tempo pracy oraz problemy z terminową realizacją zamówień rzuciły się cieniem na firmę Elona Muska. Czy słusznie?

Pisząc ten artykuł dotarła do mnie informacja, że akcje Tesli na giełdzie NASDAQ spadły właśnie o prawie 3 proc. To nie pierwsza taka sytuacja i zapewne nie ostatnia. Zdaniem analityków, przyczyn należy szukać przede wszystkim w dużych problemach z dostawą Modelu 3 – flagowego samochodu producenta. Każdy, kto posiada chociaż odrobinę wiedzy na temat produkcji z pewnością zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że jedna z najnowocześniejszych fabryk świata, prawdziwa ikona czwartej rewolucji przemysłowej, zalicza takie wpadki? Przemysł 4.0 nie działa? A może winy trzeba szukać gdzie indziej? Przecież niedotrzymywanie terminów nie musi wynikać ze słabości systemów informatycznych. Zdaniem Piotra Rojka z DSR, spółki dostarczającej nowoczesne rozwiązania IT polskim i zagranicznym producentom, internet rzeczy, oprogramowanie klasy SFC i APS czy systemy ERP holistycznie obejmujące działalność fabryki, potrafią diametralnie zwiększyć jej wydajność, jednak nie utemperują nierealistycznych oczekiwań zarządu.

Piotr Rojek, prezes zarządu spółki DSR
Piotr Rojek, prezes zarządu spółki DSR

Moce przerobowe każdego zakładu są ograniczone. Za pomocą nowych technologii zmniejszymy koszty produkcji, zredukujemy zastoje i przewidzimy awarie. Posiadając odpowiednie know-how możemy zwiększyć efektywność zakładu nawet o kilkadziesiąt procent, jednak gdy popyt znacząco przekracza jej możliwości, trzeba zastanowić się nad innymi krokami – przekonuje Rojek.

Czy Elon Musk, jeden z najwybitniejszych biznesmenów naszych czasów, który jak mało kto rozumie nowe technologie, w pełni wykorzystuje możliwości swojej największej fabryki? Przecież każda jego działalność wiąże się z porzuceniem utartych sposobów działania, a kończy małą rewolucją. By odpowiedzieć na to pytanie musimy przyjrzeć się z bliska osławionemu zakładowi położonemu w kalifornijskim miasteczku Fremont. Jego wcześniejszymi właścicielami byli General Motors i Toyota. We wspólnej fabryce obie firmy produkowały 6 000 pojazdów tygodniowo aż do roku 2010, kiedy stała się ona własnością Tesli. Na początku firma Elona Muska wykorzystywała trochę ponad 10 proc. dostępnej powierzchni o wielkości 1,500,000 m2. W zeszłym roku urząd miasta Fremont zgodził się na powiększenie zakładu prawie o połowę. Tesla planuje wykorzystać nową przestrzeń po to, by zwiększyć ilość produkowanych samochodów do 10 000 pojazdów tygodniowo.

“Profesor” Musk i jego X-meni

Hala produkcyjna, w której powstaje Model 3, jak na współczesne standardy jest wysoce zautomatyzowana. Odwiedzając fabrykę nie sposób przejść obojętnie obok największej w USA prasy Schuler SMG, tłoczącej nowy panel samochodowy co sześć sekund, czyli 5000 dziennie, z siłą do 10 000 ton. Chociaż jedna taka maszyna kosztuje 50 milionów dolarów, to Elonowi Muskowi udało się kupić ją za 6 mln i to licząc z kosztami z dostawy. Roboty pracują tu u boku człowieka, a z upływem czasu jest ich coraz więcej. Michael Rundle, dziennikarz portalu Wired, który miał okazję przyjrzeć się im z bliska, w swojej relacji zwrócił uwagę na humorystyczny aspekt tej futurystycznej asymilacji. – Nadawanie robotom imion sprawia, że cały proces konstruowania samochodów jest trochę absurdalny – zauważył Rundle. Maszyny odpowiedzialne za wkładanie pojazdów na taśmę nazwano Wolverine i Iceman na część komiksowych superbohaterów. Tesla rolę robotów w społeczeństwie bierze na poważnie, o czym świadczyć może intrygujący napis umieszczony na podłodze hali produkcyjnej: „Roboty nienawidzą śmieci. Prosimy o niedostarczanie im dodatkowych powodów do obalenia ludzkości”. Pomimo tak osobliwych akcentów pracownikom placówki zapewne nie jest do śmiechu, gdy słyszą o ambitnych planach swojego CEO, a te, delikatnie mówiąc, godzą w ich interesy. Wizja Muska sprowadza się do totalnej dehumanizacji produkcji. By ją urzeczywistnić, Tesla kupiła niemiecką firmą Grohmann Engineering specjalizującą się w automatyzacji. Opowiadając o celach na najbliższe lata, przedsiębiorca z Południowej Afryki zapowiedział, że zamierza stworzyć zakład produkcyjny, który będzie się diametralnie różnił nawet od tych obecnie najbardziej zaawansowanych. Ma on przezwyciężyć ograniczenia ludzkiego tempa pracy. Nad procesami odbywającymi się w takiej fabryce czuwać będzie zaledwie garstka ekspertów. Surowe materiały produkcyjne dostarczane będą z jednej strony, a z drugiej wyjeżdżać będą gotowe samochody. Za ich składanie odpowiedzialne będą wyłącznie roboty, a wszystko odbywać się będzie przy zawrotnej prędkości, wykluczającej udział człowieka w produkcji m.in. ze względów bezpieczeństwa.

W poszukiwaniu straconego czasu

Trudno dziwić się Muskowi, że w pogoni za sposobami na przyspieszenie produkcji wykracza poza konwencjonalne rozwiązania – nawet te najnowocześniejsze, z których fabryka z Fremont korzysta na potęgę. Opóźnienia w dostawie Tesli Model 3 są tak duże, że znużeni czekaniem klienci rezygnują z zamówień. Nie zagłębiając się w temat można pochopnie zarzucić idei przemysłu 4.0, że nie działa. Nic bardziej mylnego. Telewizja CNBC dotarła do grupy obecnych i byłych pracowników Tesli, którzy przyczynę kryzysu dopatrują w słabej jakości komponentach pochodzących od zewnętrznych dostawców. Jeden z inżynierów zatrudnionych w fabryce przekonuje, że około 40 proc. części, które trafiają do Fermont, wymaga przeróbek. Regeneracja i odzyskiwanie są standardem w branży motoryzacyjnej, jednak w odróżnieniu od największych producentów samochodowych, Tesla nie korzysta z podwykonawców, lecz przeprowadza regenerację we własnym zakresie. Czy takie rozwiązanie przyspiesza proces naprawy wadliwych komponentów? Tego nie wiemy. Wiadomo natomiast, że skala problemu z dostawcami jest tak duża, że osłabia morale pracowników placówki. – Zdaje się, że Tesla nie ma szczęścia do dostawców. W takiej sytuacji nie pomogą nawet najlepsze rozwiązania technologiczne. Gdyby problemem były awarie maszyn na hali produkcyjnej, system SFC nowej generacji pomógłby w redukcji przestojów. Można go również wykorzystać do identyfikacji czynników wpływających na jakość wyrobów. W tym przypadku wydaje mi się, że przyczyna problemu nie wymaga identyfikacji. Potrzeba natomiast konkretnych kroków naprawczych – zauważa dyrektor zarządzający w DSR SA.

Lepiej znaczy inaczej

Nowatorskie podejście twórcy Tesli dało o sobie znać na wiele różnych sposób, jednak największym jego świadectwem jest sam produkt końcowy. Andre Rivera, weteran branży automotive z ponad 20 letnim stażem, który pracę w fabryce rozpoczął, gdy ta należała jeszcze do poprzednich właścicieli, dostrzega ogromną różnicę pomiędzy starym a nowym pracodawcą. – To w jaki sposób patrzymy na samochody różni się diametralnie od tego, w jaki sposób postrzega je większość ludzi. To nie jest nic szalonego, lecz zdrowy rozsądek. Czemu inni nie myślą w taki sposób? – pyta Rivera. Na czym polega to innowacyjne myślenie? Tradycyjnie producenci samochodów wprowadzają zmiany w cyklach trwających od 5 do 7 lat. To archaiczne podejście, które nie zaspokaja rosnących potrzeb konsumentów. Z Teslą jest inaczej. Sam update oprogramowania może natychmiast polepszyć działanie samochodu, a odbywające się przez internet aktualizacje są na porządku dziennym.To jednak nie koniec wyścigu do doskonałości. Z doniesień Motor Trend wynika, że firma Elona Muska potrafi wprowadzić 20 modyfikacji w ciągu tygodnia i nie chodzi wcale o software, lecz fizyczne części samochodów. Na uwagę zasługują również wyśrubowane standardy kontroli jakości, która odbywa się na różnych etapach produkcji i o niebo przewyższają wszystkie działania, podejmowane w tym zakresie przez inne firmy motoryzacyjne.

Wszystkie grzechy Muska

O ile opieka, jaką Elon Musk otacza produkowane w Fremont samochody zasługuje na podziw, o tyle jego podejście do pracowników wzbudza mieszane uczucia, przez co nie raz znalazł się w ogniu krytyki. W zeszłym roku Guardian opublikował artykuł o wymownym tytule: „Tesla factory workers reveal pain, injury and stress: 'Everything feels like the future but us'”. Dramat pracowników kalifornijskiej fabryki wyszedł na jaw i szybko doczekał się rozgłosu. Z raportów, które w tajemniczych okolicznościach ujrzały światło dzienne wynika, że w ciągu zaledwie dwóch lat na teren zakładu karetkę wzywano ponad 100 razy, a pracownicy Tesli doświadczają omdleń, zawrotów głowy, a nawet drgawek, zaburzeń oddychania i bólu w klatce piersiowej. Łącznie zanotowano kilkaset urazów, z czego część można zakwalifikować jako trwałe. Praca po kilkanaście godzin pod presją, często w bólu i pomimo odniesionych urazów, byle tylko zrealizować ambitne plany produkcyjne narzucone przez zarząd – tak zdaniem pracowników wygląda kultura organizacyjna w Tesli. – Widziałem, jak ludzie tracili przytomność, upadali na ziemię rozbijając twarze o podłogę. Kazali nam pracować mimo wszystko, obchodząc leżącego na ziemi człowieka – powiedział angielskiemu dziennikowi Jonathan Galescu, technik produkcji z Fremont. Ta historia znalazła zresztą potwierdzenie w relacjach innych osób zatrudnionych w Tesli, jednak nie wywołała większego wzruszenia jej CEO, który przekonuje, że jego firmy nie powinno się porównywać z innymi producentami samochodów. – Jesteśmy nierentowni. To nie sytuacja, w której chciwi kapitaliści decydują się pominąć kwestie bezpieczeństwa, aby wygenerować większe zyski i dywidendy. Tu nie chodzi tylko o to, ile pieniędzy stracimy, lecz o to, czy przetrwamy i czy wszyscy nie utracą pracy – zasłania się Musk i twierdzi, że zależy mu na dobrobycie swoich pracowników. W oficjalnym komunikacie Tesla przekonuje, że poziom bezpieczeństwa w ostatnich latach uległ znacznej poprawie.

Fabryka w Fermont to nie raj na ziemi. Mimo spektakularnego sukcesu firma boryka się z wieloma problemami, jednak Elon Musk nie raz pokazał, że w biznesie nie ma sobie równych i z pewnością wyprowadzi Teslę na prostą. Pozostaje tylko pytanie, jakim kosztem? Fakt, że odnoszącą straty firmę uznaje się za ikonę przemysłu 4.0, który przede wszystkim polega generowaniu oszczędności poprzez optymalizację procesów produkcyjnych, zakrawa o absurd. Jeśli jednak futurystyczna wizja jej założyciela doczeka się realizacji, pozostanie nam w podziwie ściągnąć czapki z głów i zapłakać nad losem zwolnionych pracowników. Viva La Revolución!

Marcel Płoszczyński

Stopy procentowe w Polsce i za Oceanem

RPP kończy dzisiaj posiedzenie decyzją w sprawie stóp procentowych. Ceny w Chinach rosną wolniej niż oczekiwano. Zapiski z ostatniego posiedzenia FED pokażą nam czego dalej oczekiwać.

Decyzja w sprawie stóp procentowych w Polsce

Dzisiaj Rada Polityki Pieniężnej podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych. Jakakolwiek zmiana stóp byłaby wielkim zaskoczeniem. Analitycy są zgodni, że zostaną one pozostawione na obecnym poziomie 1,5%. Wielu co prawda postuluje podwyżkę stóp w celu eliminacji ewentualnych baniek spekulacyjnych, jednak patrząc na to, że mamy jedne z najwyższych stóp procentowych w regionie grozi nam to mniej niż innym państwom. Posiedzenia RPP powinny być przewidywalne jeszcze do końca roku. Powodem podwyżki stóp może być rozpoczęty cykl wzrostów w strefie euro lub nadmiernie rosnąca inflacja. Oba te elementy nie grożą nam w ciagu nadchodzących miesięcy. Jaki jest wpływ stóp procentowych na kurs walut? Im wyższe stopy procentowe, tym większy popyt na walutę. Oznacza to, że jeżeli stopy procentowe zaczną rosnąć w Polsce szybciej niż na zachodzie możemy zobaczyć umacnianie się złotego.

Słabsze dane z Chin

W nocy poznaliśmy odczyt inflacji w Państwie Środka. Zarówno zmiana cen konsumenckich jak i producenckich okazała się niższa od oczekiwań. Część analityków wiąże ten fakt z polityką rządu mającą na celu ograniczyć dostęp do zbyt tanich kredytów. Dane te nie uwzględniają jeszcze oczywiście żadnych efektów obecnej wojny cenowej.

Protokół z posiedzenia FOMC

O godzinie 20:00 poznamy zapiski z rozmów z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to amerykański odpowiednik polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Dlaczego jest to takie ważne? Amerykanie wciąż są w cyklu podwyżek stóp procentowych podczas gdy Europa wciąż nie zaczęła. Jeżeli ze stenogramów wyniknie, że dalsze podwyżki w tym roku są prawdopodobne powinno to umocnić dolara. Jeżeli z kolei okaże się, że komitet chce zwolnić tempo podnoszenia stóp procentowych powinna być to informacja osłabiająca dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Strefa Euro – wystąpienie prezesa EBC MArio Draghiego,
  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 16:30 – USA – zapasy ropy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jak Polacy robią zakupy pierwszej potrzeby? Które sklepy wybierają?

Zakupy, zwłaszcza produktów pierwszej potrzeby, chcemy robić szybko i wygodnie, ale też inteligentnie. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez PAYBACK, co czwarty Polak wybiera sklepy położone najbliżej domu. Często nie są to jednak sklepy osiedlowe, ale super- i hipermarkety. Zależy nam na tym, aby móc jak najwięcej potrzebnych rzeczy kupić w jednym miejscu (24%) i przy okazji pozałatwiać inne sprawy (11%).

Super- i hipermarkety są zdecydowanie najpopularniejszym miejscem zakupów – wskazało je 54% respondentów. Co trzeci ankietowany wybiera dyskonty, a 6% małe sklepy osiedlowe. Większość badanych (63%) zadeklarowało przy tym, że produkty pierwszej potrzeby kupuje w różnych sklepach, np. w zależności od tego, gdzie jest mi akurat po drodze (52%). Pozostali udają się w te same, dobrze im znane miejsca, ponieważ wiedzą co i gdzie mogą znaleźć, lub po prostu z przyzwyczajenia.

Na nasze decyzje o wyborze sklepu ma też wpływ szereg dodatkowych czynników, takich jak czystość i porządek (51%), brak kolejek do kas (48%), programy lojalnościowe (40%), miła obsługa (39%) oraz możliwość realizacji płatności w różnych formach (36%).

Polak potrafi się dobrze zorganizować

Wybierając się na zakupy, nie chcemy tracić zbyt dużo czasu – blisko 60% uczestników badania PAYBACK poświęca na nie jednorazowo maksymalnie godzinę, a 30% spędza w sklepie od 1 do 2 godzin. Wiele osób stara się więc do nich odpowiednio przygotować. Ponad połowa respondentów (51%) sporządza listę produktów pierwszej potrzeby, natomiast pozostałe artykuły kupuje spontanicznie. Dodatkowo, 27% robi całą listę zakupową, a na miejscu dokonuje jedynie wyboru marek.

Siła promocji

Ogromny wpływ na nasze decyzje zakupowe mają promocje. Większości uczestników badania PAYBACK (78%) stwierdziła, że przykuwają one ich uwagę, a dla ponad 3/4 ankietowanych są ważnym czynnikiem przy zakupie artykułów pierwszej potrzeby. 1/4 respondentów przyznała, że nie przygotowuje listy produktów do kupienia, ponieważ ich wybory determinują aktualne promocje. Najlepsze formy promocji to według badanych redukcja ceny (79%), korzyści płynące z uczestnictwa w programie lojalnościowym (43%), kupony (30%) oraz darmowe produkty (30%). Kobiety lubią też dostawać próbki do przetestowania.

Dobrze dobrane promocje i dopasowana oferta, bazująca na oczekiwaniach klientów, stają się kluczowe w walce o klienta. Program lojalnościowy pozwala sieciom handlowym z jednej strony poznać i zrozumieć preferencje konsumentów, z drugiej zaś umożliwia dotarcie ze zindywidualizowaną i atrakcyjną ofertą do poszczególnych klientów. Coraz więcej osób docenia takie podejście i wskazuje na programy lojalnościowe jako czynnik wpływający na ich zachowania zakupowe oraz wybór konkretnej sieci handlowej – komentuje Tomasz Głos, Classic Business Director w PAYBACK Polska.

Cena ma znaczenie, ale jakość gra coraz większą rolę

Co dziesiąty z ankietowanych przy wyborze sklepu zwraca uwagę na ceny produktów. 46% zawsze porównuje ceny artykułów, a 44% twierdzi, że zdarza im się to robić. Z kolei przy zakupach produktów pierwszej potrzeby ceną kieruje się aż 72% badanych. Okazuje się, że w tym przypadku największą wagę przywiązujemy jednak do jakości (aż 82% wskazań). Ważne są dla nas także: skład (51%), lokalne pochodzenie produktu (21%) oraz opinie innych użytkowników (14%), a w dalszej kolejności popularność marki (9%).

Marka ma znaczenie dla ponad 2/3 kupujących – wiąże się to głównie z pożądaną jakością produktów. W tej grupie 12% respondentów sięga tylko po wyroby znanych producentów, podczas gdy niemal co piąty wybiera marki własne danej sieci handlowej ze względu na ich bardzo dobrą jakość.

Domowy budżet na podstawowe produkty

Nasze tygodniowe wydatki na artykuły pierwszej potrzeby sięgają z reguły od 100 do 200 zł (41%). Co czwarty ankietowany przeznacza na nie kwotę w przedziale 200-500 zł, a 18% konsumentów wydaje do 100 zł maksymalnie. 14% kupujących, idąc na zakupy, nie zakłada żadnej kwoty.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 5-8 marca 2018 r. metodą ankiety online na grupie 1145 osób. Grupa badawcza w wieku 16-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Kolejny słaby początek roku na warszawskiej giełdzie pod względem liczby i wartości pierwotnych ofert publicznych (IPO)

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym kwartale 2018 roku wyniosła 12,5 mld euro – to wzrost aż o 172% w porównaniu do analogicznego okresu rok temu (4,6 mld euro). Na giełdzie w Warszawie w minionym kwartale odnotowano zaledwie 2 oferty. – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

W I kwartale 2018 r. w Polsce miały miejsce tylko dwie pierwotne oferty publiczne (IPO), po jednej na rynku głównym GPW oraz na alternatywnym rynku NewConnect. Na głównym parkiecie zadebiutowała litewska spółka Novaturas (operator turystyczny działający przede wszystkim w krajach nadbałtyckich), która przeprowadziła dual listing, czyli jednoczesne wprowadzenie do obrotu akcji na rynku w Warszawie oraz na Nasdaq Vilnius. Oferta publiczna akcji przeprowadzona w Polsce, na Litwie i w Estonii, osiągnęła wartość 92,9 mln zł. Drugim warszawskim debiutem było IPO spółki Brand24, która na alternatywnym rynku NewConnect pozyskała 6,2 mln zł. W porównywalnym pierwszym kwartale 2017 r. w Warszawie również odnotowano dwie oferty – obie na NewConnect, a ich łączna wartość wyniosła zaledwie 5,8 mln zł.

„Wyjątkowo niska aktywność na początku roku to od kilku lat charakterystyczna cecha warszawskiego rynku, w szczególności rynku głównego, na którym od 2012 roku w okresie od stycznia do marca nie notowano więcej niż 2 debiutów. Tym razem optymizm, który zapanował na europejskich parkietach, nie przełożył się na większą aktywność w Warszawie. Dyskusje nad ostatecznym kształtem Pracowniczych Planów Kapitałowych oraz nad przyszłością OFE powodują dodatkową niepewność wśród inwestorów. Mimo to, co najmniej kilkanaście spółek podtrzymuje plany debiutu giełdowego w 2018 roku – w kwietniu na NewConnect debiutowała spółka FTI Profit, na rynku głównym zakończyła się z kolei oferta publiczna Orco Arendi. Mimo tradycyjnie już słabego pierwszego kwartału, w dalszej części roku pojawią się z pewnością kolejne debiuty, co nie oznacza, że ten okres będzie rekordowy dla GPW” mówi Bartosz Margol, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I kwartale 2018 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość IPO w Europie wyniosła 12,5 mld euro i wzrosła w minionym kwartale (w porównaniu do I kwartału 2017 r.) aż o 7,9 mld euro. Odnotowano 67 debiutów (wobec 53 IPO w pierwszym kwartale 2017 r.). Na taki wynik w analizowanym okresie znaczący wpływ miały aż dwie mega oferty (IPO o wielkości przekraczającej 1 mld euro) przeprowadzone w marcu na giełdzie w Niemczech – IPO Siemens Healthineers AG (pozyskane 3,652 mln euro uplasowało tę ofertę na pierwszym miejscu na świecie w I kwartale 2018 r.) oraz DWS Group GmbH & Co KGaA (1,300 mln euro). Trzecie miejsce pod względem wartości IPO zajęła spółka Elkem ASA (777 mln euro, debiut na giełdzie w Oslo), a czwarte – Metrovacesa SA (646 mln euro, giełda w Hiszpanii). Wśród pierwszych pięciu największych europejskich ofert stawkę zamyka spółka SPAXS SpA, która pozyskała 600 mln euro na giełdzie we Włoszech.   

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2009* r.

Aktywność na europejskim rynku IPO

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2014

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie)

*Dane przed 2011 r. nie uwzględniają giełd w Stambule, Zagrzebiu i Bukareszcie

„W pierwszym kwartale 2018 r. byliśmy świadkami wzrostu niepewności na rynkach oraz znaczących korekt do notowań globalnych indeksów. Nie wpłynęło to jednak na aktywność europejskich inwestorów, którzy aktywnie szukali nowych inwestycji i angażowali się w oferty spółek z ciekawymi planami oraz solidnymi podstawami dalszego rozwoju. Oznacza to, że rynek IPO w Europie okazał się relatywnie odporny na zachodzące zmiany koniunkturalne. Pomimo niepewności związanej z negocjacjami dotyczącymi wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, potencjalnym konfliktem handlowym pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz pogłoskami o wzrostach stóp procentowych, rynek IPO w Europie pozostaje otwarty na nowych emitentów” – podsumowuje Tomasz Konieczny, partner w PwC, zespół ds. rynków kapitałowych PwC.

Mocne słowa Ewalda Nowotnego. Euro umocniło się do dolara na czym skorzystał też złoty

Ewald Nowotny, szef austriackiego banku centralnego i członek Rady Prezesów EBC, stał się gwiazdą wczorajszego handlu w Europie, zaburzając spokój inwestorów budujących sceptycyzm wokół EUR. Jastrzębie komentarze nie współgrają jednak z serią słabszych danych ze strefy euro, więc ostrożnie z entuzjazmem. Dziś USD musi się zmierzyć z CPI i protokołem FOMC, gdzie ryzyka są przeciwstawne. Supergołębia RPP może nie wystarczyć, by zburzyć spokój rynku złotego.

Nowotny, który jest czołowym jastrzębiem, stwierdził, że program QE zostanie zamknięty do końca roku, co otworzyłoby drogę do podwyżki stóp procentowych. Zdaniem Nowotnego pierwszy ruch może dotyczyć stopy depozytowej i wynieść 20 pb z -0,4 proc. do -0,2 proc. Jest to pierwszy przypadek, kiedy członek EBC podaje konkrety dla polityki monetarnej, choć Nowotny nie określił terminu podwyżki. Bezprecedensowa była też reakcja rzecznika EBC, który zaznaczył, że słowa Nowotnego są jego prywatną opinią. Nigdy się jeszcze nie zdarzyło, aby rzecznik tak jasno odcinał się od słów członka Rady, co powinno dawać do myślenia, że dyskusja o stopach procentowych w strefie euro jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie. A z makroekonomicznego punktu widzenia obecnie jest najgorszy od miesięcy moment na rozważanie zacieśniania. W ostatnich tygodniach inflacja rozczarowała, indeksy PMI odchodzą od szczytów, a odczyty produkcji przemysłowej z Niemiec, Francji i Włoch pokazały niespodziewaną słabość. W efekcie rynek miał powody, by powiększać swój sceptycyzm wobec EUR, ale wczoraj komentarze Nowotnego zachwiały pewnością siebie inwestorów. Równowaga została zaburzona i część krótkich pozycji została usunięta z rynku, co nie zmienia jednak faktu, że EUR/USD dalej pozostaje w nudnej konsolidacji 1,22-1,25. Nie zdziwiłbym się, jeśli EUR straci zapał do wzrostów, jak tylko jutro minutki z marcowego posiedzenia EBC wskażą, że Nowotny jest w mniejszości ze swoimi odważnymi tezami.

Wpierw jednak EUR/USD musi się dziś zmierzyć z odczytem inflacji konsumenckiej z USA. Konsensus zakłada przyspieszenie inflacji bazowej do 2,1 proc. z 1,8 proc., czyli wyjście wskaźnika powyżej celu Fed. Efekty niskiej bazy z marca 2017 r. będą tutaj odgrywać główną rolę, więc bardziej interesujące mogą okazać się zmiany miesięczne (prog. 0,2 proc.). Silne odczyty za styczeń (0,3 proc.) i luty (0,2 proc.) podnoszą ryzyko „odreagowania” wcześniejszych podwyżek np. w kategorii odzież. Implikacje dla polityki Fed nie muszą być jednoznaczne, ale mogą wystarczyć, by podtrzymać słabość USD. Dziś poznamy też protokół z marcowego posiedzenia FOMC, gdzie inwestorzy będą szukać wskazówek, jak duże są szanse na cztery podwyżki w całym 2018 r. oraz jaka jest ocena wpływu polityki fiskalnej i handlowej na perspektywy gospodarki. Tutaj ryzyka przeważają po jastrzębiej stronie.

Dziś decyzję w sprawie stóp procentowych podejmuje Rada Polityki Pieniężnej. Po zaskakującym spadku inflacji CPI do 1,3 proc. RPP nie ma innej opcji, jak wybrzmieć gołębio. Na konferencji prezes Glapiński z łatwością powtórzy swoje stanowisko, że stopy procentowe mogą nie ulec zmianie nawet do 2020 roku. Uważamy, że wciąż jest pole do tego, aby rynek walutowy w bardziej wyraźny sposób zareagował na podkreślaną gołębiość RPP. Z drugiej strony anemiczna zmienność kursu EUR/PLN od początku roku skłania do tezy, że kapitał spekulacyjny (czyli taki, który mógłby kupować/sprzedawać złotego w oparciu o sygnały z krajowej gospodarki) nie jest zaangażowany w handel złotym. W rezultacie krajowa polityka monetarna może być niewystarczającym czynnikiem, by dać impuls do trendu deprecjacyjnego osłabienia, ale bez wątpienia przestała już działać jako tarcza ochronna. Nowe sankcje nałożone na Rosję, ryzyka geopolitycznie wokół Syrii i spór handlowy USA-Chiny nie tworzą środowiska sprzyjającego rynkom wschodzącym.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro umocnił się do dolara po jastrzębich komentarzach EBC

Wtorkową sesję cechowała poprawa nastrojów wśród graczy rynkowych, co przejawiało się m.in. rosnącymi indeksami giełdowymi (na zamknięciu sesji indeks DJ IA rósł o 1,79%). Zapowiedziana przez Chiny większa elastyczność otwierająca gospodarkę na świat przez wielu inwestorów została odczytana jako krok w kierunku załagodzenia konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. Złoty rozpoczął dzień jednak spadkiem notowań. Już w pierwszych godzinach sesji europejskiej kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,20. Jednakże w ciągu dnia, przy nadal utrzymującym się dobrym klimacie inwestycyjnym, euro spadło poniżej 4,19 PLN dodatkowo wspierane wyższymi notowaniami kursu EURUSD.

Na rynku bazowym, po porannym wzroście, wspólna waluta stabilizowała się wokół 1,233 USD po czym w reakcji na jastrzębią wypowiedź E. Nowotnego skokowo ruszyła w kierunku 1,238. Zdaniem tego czołowego oficjela EBC w strefie euro powinno rozpocząć się normalizację polityki monetarnej, a wychodzenie z programu zakupów obligacji może nastąpić do końca tego roku, co utorowałoby drogę do pierwszej podwyżki stóp w EBC. Jak jednak Nowotny podkreślił, normalizacja wymagać będzie „uważnego wyważenia działań i ostrożnego rozłożenia ich w czasie”, a podwyższanie stóp powinno zacząć się od stawki depozytowej, która od połowy 2014 roku pozostaje ujemna. Aprecjację EURUSD ograniczyła popołudniowa publikacja wyższej od oczekiwanej inflacji PPI z USA, która dobrze wróży środowemu odczytowi CPI.

Przed południem wspólną walutę wspierał zaś opublikowany dzień wcześniej raport Kongresowego Biura Budżetowego (CBO), z którego wynikało, że do 2020 roku dług Stanów Zjednoczonych osiągnie jeden bilion dolarów, do czego przyczynić ma się m.in. wprowadzona reforma podatkowa. Warto jednak tu zauważyć, że brak równowagi budżetu USA nie jest czymś nowym. Zamiast dążyć do równoważenia salda od lat podnoszone są limity długu.  Nie zmienia to faktu, że raport ten ciążył dolarowi, który wczoraj od rana wyraźnie tracił względem głównych walut. W ciągu dnia chwilową korektę kursu EURUSD wywołała publikacja kolejnych rozczarowujących danych z Europy pokazująca spadek w lutym produkcji przemysłowej Francji o 0,6% m/m i Włoch o 0,5% m/m. Wyniki te obok słabych poniedziałkowych danych o niemieckim eksporcie (w lutym na poziomie -3,2% m/m) potwierdziły, że strefa euro spowalnia, co zapewne wpływa na postrzeganie perspektyw gospodarczych EZ przez EBC. Dane produkcyjne dla całej strefy euro opublikowane zostaną w czwartek, a rynek oczekuje wzrostu o 0,3% m/m.

W środę uwagę rynków pochłaniać będą dane o inflacji konsumenckiej z USA oraz publikacje protokołu z marcowego posiedzenia FOMC i wyniku kwietniowego posiedzenia RPP. Rosnąca inflacja i fakt, że podczas marcowego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej brakowało tylko jednego głosu, aby przesunąć średnie oczekiwania na cztery podwyżki w tym roku, może wskazywać na bardzo jastrzębi wydźwięk minutes, umacniający dolara do euro i innych głównych walut. Scenariusz ten wspiera też spodziewana łagodna publikacja protokołu EBC (czwartek). Jak ostatnio podkreślał prezes M. Draghi, choć oczekuje się, że tempo ekspansji gospodarczej w strefie euro w 2018 roku powinno pozostać silne, to jednak nadal czynnikiem niepewności pozostaje skala spowolnienia europejskiej gospodarki.

We wtorek rozpoczęło się dwudniowe posiedzenie RPP. Dzisiaj rynki spodziewają się gołębiego komunikatu, który może dodatkowo ograniczać wzrosty złotego.Dzięki jastrzębim komentarzom z EBC euro umocniło się do dolaraAutor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Samochody połączone z siecią 5G zrewolucjonizują ruch uliczny. Pozwolą nie tylko na całkowicie nową jakość przejazdu, lecz także znacząco zwiększą bezpieczeństwo

Samochody połączone z siecią 5G zrewolucjonizują ruch uliczny. Pozwolą nie tylko na całkowicie nową jakość przejazdu, lecz także znacząco zwiększą bezpieczeństwo 1

Nadchodzi epoka connected cars – samochodów przyszłości z siecią 5G. Podczas podróży autem nowej generacji każdy pasażer będzie mógł oglądać wideo w wysokiej rozdzielczości, pobrać film w ciągu sekundy czy wirtualnie uczestniczyć w spotkaniu biurowym. Nowa technologia sprawi, że samochód sam będzie wiedział, kiedy należy zatankować, zrobi to automatycznie i sam za to zapłaci. Dzięki sieci 5G samochód lepiej wpasuje się też w ruch uliczny.

Odbył się już pierwszy testowy przejazd autem z siecią 5G. Historyczny test sieci 5G na żywo z poruszającego się samochodu to kooperacja firm DOCOMO, Intel oraz Ericsson. Testowy, autonomiczny pojazd marki Toyota jeździł po Tokio, transmitując na żywo wideo w jakości 4K z prędkością dochodzącą do 1 Gbps. Do testowego przejazdu niezbędna była szersza infrastruktura, wliczając w to nadajniki sieci 5G oraz platformę Intel GO 5G Automotive Platform.

– Udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie utrzymać średnią prędkość przepływu danych na poziomie 1 gigabita na sekundę, co oznacza, że można pobrać cały film w ciągu sekundy. Doświadczenia pasażerów w samochodzie mogą się więc całkowicie zmienić. Sieć 5G oznacza większą przepustowość, większe pojemności i mniejsze opóźnienia. Można używać większej liczby urządzeń, ściągać więcej plików i korzystać ze streamingu, brać udział w telekonferencji bezpośrednio w aucie – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Amanda Boleyn z firmy Intel.

Technologia 5G, czyli nowa generacja sieci komórkowej, to początek kolejnego etapu rewolucji technologicznej, który umożliwi rozwój internetu rzeczy na masową skalę. Dzięki połączeniu z siecią autonomiczne auto będzie przesyłać do chmury wszystkie możliwe informacje: o czasie trwania przejazdu, kierunku podróży czy warunkach panujących na drodze. Nowoczesne pojazdy będą komunikowały się same ze sobą, a dzięki połączeniu ze smart city, ruch może być lepiej zarządzany. Przekazywane na bieżąco informacje o stanie powietrza pozwolą dzięki nowym technologiom tak pokierować ruchem, by rozładować korki.

– Sieć 5G pozwoli nam wpasować pojazd w ruch uliczny. Samochód będzie widział inne samochody, światła, znaki drogowe czy urządzenia takie jak citybeacon (multimedialne platformy stacjonarne do komunikacji z ludźmi i maszynami, umieszczone w inteligentnych miastach – przyp.red.). Drogi staną się dzięki temu bezpieczniejsze i bardziej przejezdne. 5G może uwolnić wiele kreatywnych możliwości – przekonuje Amanda Boleyn.

Jak przekonuje Intel, autonomiczne pojazdy to większe bezpieczeństwo. W latach 2035–2045 pozwolą nie tylko zaoszczędzić 234 mld dol. na wypadkach drogowych, lecz także mają oszczędzić życie nawet 585 tys. osób. Dla pasażerów sieć 5G oznacza zaś wiele nowych możliwości. Nie tylko oglądanie wideo w wysokiej rozdzielczości, lecz także możliwość korzystania z wirtualnej rzeczywistości: uczestniczenie w telekonferencjach, spotkania w wirtualnych biurach.

W samochodach przyszłości kierowca staje się zwykłym pasażerem. Autonomiczne samochody przejmą większość jego obowiązków. Już teraz prowadzenie auta staje się coraz prostsze, dzięki systemom wspomagającym kierowanie czy samodzielne hamowanie przy wykryciu zagrożenia na drodze. Nowa technologia to także nowe możliwości dokonywania płatności z samochodu.

– Wspólnie z WorldPay tworzymy system, dzięki któremu w przyszłości samochód nie tylko będzie wiedział, że trzeba go zatankować lub naładować, lexz także zrobi to automatycznie i również sam za to zapłaci – zapowiada ekspertka.

Sieć 5G umożliwi wdrożenie na dużą skalę rozwiązań typu smart city, takich jak analiza ruchu i prędkości pojazdów w czasie rzeczywistym do sterowania sygnalizacją świetlną, oraz smart grid, jak np. optymalizacja dystrybucji mocy elektrycznej na podstawie zapotrzebowania zgłaszanego przez indywidualne liczniki zużycia prądu.

Motorem prac nad technologią 5G jest internet rzeczy i coraz większa liczba urządzeń podłączonych do sieci. Według ekspertów Cisco w 2020 roku do inteligentnej sieci będzie podłączonych już ponad 50 mld urządzeń. Z kolei globalna firma badawcza IDC szacuje, że w 2020 roku rynek internetu rzeczy będzie wart w sumie 1,5 bln dol. IoT wymaga odpowiedniej technologii, która umożliwi komunikację miliardów urządzeń.

Rozszerzona rzeczywistość ułatwi korzystanie z maszyn. Coraz więcej firm przygotowuje instrukcję obsługi urządzeń w nowej technologii

Rozszerzona rzeczywistość ułatwi korzystanie z maszyn. Coraz więcej firm przygotowuje instrukcję obsługi urządzeń w nowej technologii 2

Firmy coraz częściej przygotowują swoje dokumentacje techniczno-ruchowe w rozszerzonej rzeczywistości. Zamieszczenie instrukcji obsługi w okularach AR lub w smartfonie znacznie przyspieszy prace. Dzięki odwzorowaniu trójwymiarowego modelu danego urządzenia można zaanimować większość operacji. Rozwiązanie sprawdza się zwłaszcza przy skomplikowanych urządzeniach, także w firmach o dużej rotacji pracowników. Inteligentne okulary mają coraz więcej funkcji, które ułatwiają życie. Gotowe są już aplikacje, które zademonstrują proces składania mebli kupionych w sieciówkach.

 – Dokumentację techniczno-ruchową możemy odwzorować w rozszerzonej rzeczywistości. Oznacza to sytuację, w której za pomocą nośnika obrazu takiego jak tablet, telefon, bądź okulary rozszerzonej rzeczywistości, możemy zobrazować tę dokumentację, czyli najprościej mówiąc instrukcję funkcjonowania danego urządzenia. To niesie za sobą szereg korzyści, przede wszystkim w postaci szybkiej dostępności tej instrukcji dla pracownika, który potrzebuje jej w miejscu pracy, czyli zwykle w trakcie serwisu jakiegoś urządzenia – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wojciech Pander, właściciel 4experience.

Techniki rozszerzonej rzeczywistości pozwalają opracowywać dokumentacje w taki sposób, aby korzystanie z niej było czytelne i intuicyjne. Tradycyjne dokumentacje, w formie drukowanych dokumentów tekstowo-obrazkowych, są nieprecyzyjne, a ich zrozumienie zajmuje zwykle znacznie więcej czasu. Rozszerzona rzeczywistość pokazuje dokładnie to, co w danym momencie jest potrzebne, skraca więc czas potrzebny do obsługi urządzenia. Informacje mogą być wyświetlane przed użytkownikiem dokładnie w tym samym miejscu, w którym dokonuje on określonej czynności. Użytkownik widzi obraz otaczającej rzeczywistości z obrazem generowanym komputerowo. Wirtualne elementy mogą mieć formę trójwymiarowych obiektów, gotowych schematów czy rysunków.

– Mamy odwzorowany trójwymiarowy model danego urządzenia, gdzie możemy zaanimować pewne operacje – i to jest zaleta rozszerzonej rzeczywistości. Jeżeli pracownik nie wie jak funkcjonuje dane urządzenie, bądź obsługiwał wcześniej inne urządzenia podobnego typu, natomiast nie obsługiwał danego urządzenia, ma możliwość podejrzenia jak dana operacja jest realizowana w rzeczywistości na tym konkretnym urządzeniu – tłumaczy Wojciech Pander.

Jak ocenia ekspert, takie rozwiązania są przyszłością, zwłaszcza w erze maksymalnego ułatwiania życia codziennego. Rozszerzona rzeczywistość może być wykorzystywana podczas produkcji, inspekcji, czy projektowania. Z takich rozwiązań korzysta m.in. Ikea, która jako pierwsza firma wyposażenia wnętrz wprowadziła aplikację mobilną w technologii rzeczywistości rozszerzonej, dzięki której można sprawdzić, które meble będą najlepiej pasować do wnętrza. Gotowa jest już koncepcja aplikacji, która pokazywałaby dokładnie proces składania mebli kupionych w sieciówce.

– Firmy coraz częściej przygotowują swoje dokumentacje techniczno-ruchowe w rozszerzonej rzeczywistości, dzieje się to również w Polsce. Firmy korzystają z tego typu rozwiązań zwłaszcza w odniesieniu do nowych produktów. Dokumentację techniczno-ruchową w rozszerzonej rzeczywistości można wykonać  dla każdego urządzenia, natomiast sprawdza się tam, gdzie te urządzenia są złożone, wymagają wykonania licznych operacji. Wówczas taka dokumentacja jest zdecydowanie bardziej potrzebna i przydatna – ocenia ekspert.

Z danych MarketsandMarkets wynika, że rynek rozszerzonej rzeczywistości wzrośnie z 11,14 mld dol. w 2018 roku do 60,55 mld dolarów w 2023 roku.

W polskim sektorze bankowym rozwija się nowa specjalizacja. Sprzedaż produktów zastąpiło zarządzanie kredytami hipotecznymi

W polskim sektorze bankowym rozwija się nowa specjalizacja. Sprzedaż produktów zastąpiło zarządzanie kredytami hipotecznymi 3

Jednym z efektów konsolidacji sektora bankowego w Polsce jest postępująca specjalizacja banków. W obszarze kredytów hipotecznych zaczynają się pojawiać instytucje zajmujące się zarządzaniem portfelami takich kredytów. Choć nie są one agresywnymi graczami rynkowymi walczącymi o nowych klientów, to przykład BPH – prekursora w tym segmencie – pokazuje, że taka działalność może stwarzać nowe szanse biznesowe. Bank, którego wydzielona część została przejęta w 2016 roku przez Alior, musiał praktycznie od zera zbudować nowy model biznesowy. Dużą część nowej działalności oparł na outsourcingu.

 Najważniejszym trendem na rynku bankowym, z jakim mamy obecnie do czynienia, jest konsolidacja. Widać obok banków uniwersalnych coraz większą aktywność banków hipotecznych oraz postępującą specjalizację tych, którzy zajmują się portfelami kredytów finansujących nieruchomości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Kiciński, wiceprezes Związku Banków Polskich. – Wydaje się, że jest szansa na rozwinięcie tej działalności, a z niewielkiej niszy mogą one przejść do specjalizacji i wyższego poziomu efektywności.

Specjalizacja wynika poniekąd z procesów konsolidacyjnych. W wielu przypadkach przebiega ona w taki sposób, że w banku, którego wydzielona część została przejęta przez inny podmiot, zostaje jedynie portfel kredytów hipotecznych.

 Wydzielenie portfeli kredytów hipotecznych, które są dość duże i wymagają specyficznej wiedzy, a wiec również kompetentnego zarządzania, powoduje, że tymi portfelami łatwiej zarządzać – mówi Włodzimierz Kiciński.

Bankiem, który jako pierwszy działa w tej formule, jest BPH. Po sprzedaży części biznesu w 2016 roku do Alior Banku BPH zarządza portfelem kredytów hipotecznych, a suma aktywów plasuje bank w drugiej dziesiątce banków w Polsce.

– Bank BPH działa na licencji banku uniwersalnego, natomiast w naszej działalności koncentrujemy się obecnie na zarządzaniu portfelem kredytów hipotecznych – mówi Paweł Bandurski, prezes zarządu BPH. – Wśród wyzwań, z którymi się mierzymy, należy na pewno wymienić kwestie dochodowości – tutaj banki specjalistyczne mają z definicji zawężone spektrum źródeł przychodów, co jednak z drugiej strony motywuje do poszukiwania rozwiązań niestandardowych, do wychodzenia poza stereotypowe procesy bankowe. I tak właśnie działamy w naszym obecnym modelu biznesowym.

Bank obsługuje klientów mających w nim kredyty hipoteczne, nie prowadzi akwizycji przez aktywne oferowanie rachunków bankowych, kart czy pożyczek. Mimo ograniczonych możliwości dywersyfikowania źródeł przychodów, taki bank musi stale dbać o spłacalność portfela hipotecznego.

– Banki, które działają w oparciu o licencję banków uniwersalnych, które zatrudniają specjalistów z doświadczeniem znacznie szerszym niż tylko kredyty hipoteczne – w bankowości detalicznej, sektorze MŚP czy finansowania dużych firm – mogą stanowić w przyszłości doskonałą platformę do rozwoju biznesu – mówi Paweł Bandurski. – Jednocześnie, obserwując aktualne procesy konsolidacyjne na rynku, można się spodziewać, że powstaną kolejne, podobne do naszego banki specjalistyczne. Bezpośrednia współpraca między tymi instytucjami, budowanie wspólnych platform w połączeniu z robotyzacją może być szansą na dalsze wzmocnienie ich efektywności kosztowej.

Niewykluczone są podziały kolejnych banków i wydzielanie z nich instytucji zarządzających kredytami hipotecznymi, ponieważ polski rynek bankowy w dalszym ciągu się konsoliduje. Taka właśnie ma być struktura transakcji przejęcia Raiffeisen Polbanku przez BGŻ BNP Paribas, najprawdopodobniej identyczny mechanizm zostanie zastosowany w innej transakcji, o której głośno na rynku – przejęciu Deutsche Bank Polska przez BZ WBK. Dzięki temu może powstać w polskim sektorze nowy rodzaj bankowości, która nie zabiega agresywnie o klienta, ale stawia na jakość obsługi dotychczasowych klientów i rozwija się w ramach nowego modelu.

– W ramach takiego modelu biznesowego możemy proponować naszym klientom nowe rozwiązania. Klienci, ich obsługa, zapewnienie, że otrzymują usługi i serwis najwyższej jakości, zawsze było, jest i będzie w centrum naszych działań. Teraz pracujemy nad ofertą ubezpieczeniową, która dostarczy naszym kredytobiorcom nowe możliwości. Rozwijamy także pożądane przez klientów zdalne kanały kontaktu z bankiem w taki sposób, aby procesy obsługi były dla nich wygodne – wymienia prezes Banku BPH.

Jak podkreśla Paweł Bandurski, w ciągu dwóch lat BPH musiał praktycznie od zera zbudować nowy model obsługi klientów i funkcjonowania na rynku. Dziś zarządza aktywami w wysokości ponad 11 mld zł i obsługuje około 150 tys. klientów. Jego sposobem na efektywne działanie jest outsourcing procesów operacyjnych. To jedyny na rynku bank, który się w tym wyspecjalizował w tak szerokim zakresie.

– Na pokładzie mamy ekspertów, specjalistów z dziedziny zarządzania finansami, ryzykiem, HR, IT, prawników, specjalistów procesowych. Koncentrujemy się na tworzeniu strategii biznesowych, analizach ryzyka, projektowaniu rozwiązań procesowych i strukturalnych. Natomiast działania czysto operacyjne, czyli wykonywanie czynności w ramach tworzonych przez nas strategii, zlecamy firmom zewnętrznym – wyjaśnia Paweł Bandurski.
 Zbudowaliśmy silne procesy kontrolne, które pozwalają nam na skuteczne zarządzanie naszymi outsourcerami.

Kolejnym wyzwaniem, jakie dostrzega szef Banku BPH, biorąc pod uwagę sytuację na rynku pracy, jest utrzymanie wysoce zmotywowanej kadry. Dlatego bank utrzymuje swoją atrakcyjność jako pracodawcy, angażując się między innymi w przedsięwzięcia CSR-owe.

– Ostatnie 18 miesięcy pokazuje, że ten nowatorski model biznesowy, który stworzyliśmy, i zarządzanie tym modelem przynoszą znacznie lepsze efekty niż te, których oczekiwano na początku – mówi Bandurski.

Nadchodzące zmiany w prawie dotyczącym przedawnienia długów ucieszą konsumentów. Także tych nieuczciwych

Nadchodzące zmiany w prawie dotyczącym przedawnienia długów ucieszą konsumentów. Także tych nieuczciwych 4

Proponowane zmiany w przepisach dotyczących przedawnień roszczeń majątkowych będą w większym stopniu chronić dłużników. Eksperci ostrzegają, że może być to wykorzystywane przez grupę nieuczciwych konsumentów, którzy zyskają więcej narzędzi, by uniknąć spłaty zaległych zobowiązań. Takie zmiany mogą mieć poważne konsekwencje dla rynku. Najprawdopodobniej odczują je firmy zarządzające wierzytelnościami, przedsiębiorcy, którzy czekają na spłatę długów przez kontrahentów, oraz sami konsumenci, gdyż część produktów finansowych będzie trudniej dostępna i droższa – oceniają eksperci Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Proponowana przez resort sprawiedliwości nowelizacja Kodeksu cywilnego, Kodeksu postępowania cywilnego oraz ustawy o prawach konsumenta zakłada większą ochronę konsumentów przed wierzycielami. Pozycja pozwanego dłużnika będzie w sądzie szczególnie chroniona w zakresie roszczeń przedawnionych.

Nowa regulacja stanowi, że w przypadku roszczeń przysługujących przedsiębiorcom wobec konsumentów pozwany dłużnik nie będzie musiał w sądzie nic mówić na temat przedawnienia. Sąd oceni przedłożony materiał dowodowy, a jeżeli ustali, że rzeczywiście roszczenie jest przedawnione, to powinien takie powództwo oddalić. Wówczas taki dłużnik nie byłby zobowiązany na mocy wyroku zapłacić zaległej kwoty. To jest zmiana moim zdaniem kluczowa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosława Szakun, radca prawny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Dotychczasowe przepisy określały, że w momencie skierowania przez wierzyciela sprawy do sądu dłużnik musiał podnieść zarzut przedawnienia, a sąd, jeżeli uznał ten zarzut za zasadny, mógł oddalić powództwo. Po nowelizacji sąd będzie uwzględniał okoliczność przedawnienia roszczenia bez konieczności podnoszenia takiego zarzutu przez dłużnika. W praktyce spowoduje to, że to wierzyciel będzie musiał udowodnić przed sądem, że dane zobowiązanie jeszcze się nie przedawniło. To dobra wiadomość dla konsumentów.

Krótsze będą też terminy przedawniania roszczeń niezwiązanych z prowadzeniem działalności gospodarczej i roszczeń stwierdzonych prawomocnymi orzeczeniami sądów. Proponowane przepisy zakładają skrócenie tych okresów z obecnych dziesięciu do sześciu lat.

 Z 10 do 6 lat zostanie skrócony m.in. ogólny okres przedawnienia. To jest np. sytuacja, w której brat pożyczy pieniądze bratu. Dotychczas, jeżeli brat dłużnik nie miał dobrej sytuacji majątkowej, można było czekać 10 lat i wtedy ostatecznie iść do sądu. Teraz trzeba będzie pójść z pozwem do sądu w terminie 6 lat – wyjaśnia radca prawny.

Skróci się również okres przedawnienia roszczeń stwierdzonych ugodą zawartą przed sądem lub ugodą zawartą przed mediatorem i zatwierdzoną przez sąd – również z 10 do 6 lat.

W związku z wprowadzaniem nowych przepisów, istotne są jednak nie tylko proponowane zmiany, lecz także terminy ich wejścia w życie i zakres ich obowiązywania.

Ustawa, która zmienia Kodeks cywilny, więc jeden z podstawowych aktów prawnych, ma zacząć obowiązywać właściwie od zaraz, bo jest w niej przewidziany trzydziestodniowy okres oczekiwania na wejście w życie. Przy czym warto pamiętać, że prawo będzie miało zastosowanie także dla roszczeń, które powstały przed dniem wejścia w życie tej ustawy. To złamanie zasady, że prawo nie działa wstecz i rozwiązanie bardzo radykalne – ocenia Mirosława Szakun.

Te zmiany dotkliwie mogą odczuć instytucje, które czekają na zwrot należności przez dłużników.

 Wierzyciele będą mieli w tej chwili taką sytuację, że zawarli prawidłowe umowy, np. umowę kredytu albo umowę nabycia portfela wierzytelności, w określonym dla danej daty stanie prawnym. W tej chwili te same umowy już po 30 dniach od opublikowania ustawy wejdą w nowy reżim prawny. Wierzyciele będą się musieli z tym zmierzyć – wskazuje Mirosława Szakun.

Według badań KPF i Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH ponad 14,5 proc. gospodarstw domowych deklaruje niewielkie problemy ze spłatą swojego zadłużenia, a blisko 6 proc. te problemy określa jako duże. Około 0,3 proc. gospodarstw zbliża się natomiast do niewypłacalności. Zdaniem ekspertki zmiana przepisów nie musi być bardzo odczuwalna dla zwykłych konsumentów, zmniejszy jednak świadomość prawniczą i aktywność procesową, a większa ochrona dłużników będzie negatywnym sygnałem dla nieuczciwej grupy zadłużonych.

 Upowszechnienie się wiedzy o nadmiernie prokonsumenckim podejściu ustawodawcy do dłużnika, nawet do tego złego dłużnika, będzie miało negatywny wpływ na chęć zawierania ugód. Wierzyciele wtórni bardzo często w procesie dochodzenia roszczeń od dłużnika proponują ugodę, restrukturyzację długu. Dłużnik, który wie, że i tak będzie musiał spłacić zobowiązanie, przystaje na tę ugodę, ale dłużnik, który wie, że państwo go chroni na wszelkie możliwe sposoby, już nie. Wypracowane dobre modele spłacania wierzytelności mogą więc zostać naruszone tym prawem – ocenia przedstawicielka KPF.

Już teraz moralność płatnicza Polaków znajduje się na niskim poziomie. Skuteczność egzekucji komorniczej – według danych Ministerstwa Sprawiedliwości – wynosi mniej niż 20 proc.

– Ustawa ta jest procedowana zaraz po uchwalonym już pakiecie ustaw o postępowaniu egzekucyjnym, tzw. ustaw komorniczych, gdzie pozycja dłużnika również została bardzo wzmocniona, obniżono np. koszty dla dłużnika w postępowaniu komorniczym, więc ten trend jest widoczny. Projekt ustawy zmieniającej reguły dotyczące przedawnienia dopełnia cały obraz uprzywilejowania dłużnika, co na pewno będzie miało negatywny wpływ na rynek. Zapłacą za to i tak ci uczciwi, bo ostatecznie produkty finansowe będą musiały podrożeć i będą musiały być trudniej dostępne – prognozuje Mirosława Szakun.

Proponowane zmiany mogą wpłynąć również na branżę zarządzania wierzytelnościami. Firmy – często mające inwestorów zagranicznych, długofalowe strategie i plany finansowe – staną w obliczu radykalnych i szybkich zmian reżimu prawnego, w którym działają. Może się to przełożyć na przyspieszenie ich działań zmierzających do odzyskania wierzytelności od dłużników. Niewykluczone, zwłaszcza w przypadku mniejszych firm, są także inne kroki.

Możliwe, że niektóre firmy wierzycielskie mogą nawet rozważać przeniesienie znacznej części swojej działalności na inne rynki w Europie. Są tam bowiem bardzo dobrze postrzegane, więc mogą kupować portfele wierzytelności i pełnić bardzo potrzebną funkcję przywracania pieniądza do regularnego obrotu –ocenia doradca prawny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Pracodawcy prześcigają się w benefitach dla pracowników. Coraz częściej oferują im dostęp do porad prawników

Pracodawcy prześcigają się w benefitach dla pracowników. Coraz częściej oferują im dostęp do porad prawników 5

Karnet na siłownię, pakiet medyczny czy dopłaty do wakacji to najpopularniejsze dziś benefity pracownicze, które stały się na rynku standardem. Dlatego pracodawcy szukają takich produktów i usług, które będą bardziej atrakcyjne dla kandydatów do pracy. Zapewnienie pracownikowi bezpłatnego i szybkiego wsparcia prawnego w ramach ubezpieczenia to nowość wśród bonusów pracowniczych i propozycja dla firm, które chcą się na tym polu wyróżnić.

Konkurencja o pracowników w Polsce zaostrza się – według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej bezrobocie w lutym wyniosło 6,8 proc. Firmy coraz częściej próbują przyciągnąć pracowników niestandardowymi rozwiązaniami w zakresie benefitów.

– Najbardziej pożądane przez pracowników są te benefity, które w praktyce mogą im ułatwić życie codzienne czy dać poczucie bezpieczeństwa. Ze znanych do tej pory najpopularniejsze są pakiety medyczne, karnety do klubów sportowych czy na siłownię, a nowością jest ubezpieczenie ochrony prawnej, które zapewnia pracownikom dostęp do porad prawnych, często nawet 24 godziny na dobę – mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Hiszpański, prezes zarządu D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej SA.

Ubezpieczenia ochrony prawnej mają podobny charakter, jak prywatne polisy medyczne, bardzo często oferowane pracownikom w ramach benefitu, tylko że w obszarze prawnym. Oba produkty zapewniają finansowanie i organizację specjalistycznej pomocy, która poza polisą byłaby dużym wydatkiem. W ramach ubezpieczenia pracownik otrzymuje wsparcie w zakresie fachowej porady prawnej, przygotowania pism, kontaktu z administracją publiczną, usługodawcami, ale również – jeśli jego sprawa trafi na drogę sądową – wsparcie adwokata lub radcy prawnego.

– Takie ubezpieczenie ochrony prawnej możemy wykorzystać zarówno w życiu prywatnym, wtedy wspiera nas w takich sytuacjach jak spóźniony samolot, złożenie reklamacji, pomoc w odpowiedzi na pismo z ZUS czy US, jak i w działalności gospodarczej – tłumaczy Rafał Hiszpański.

Dzięki ubezpieczeniu pracowników firmy zatrudniające kierowców czy przedstawicieli handlowych mogą również obniżyć ryzyko związane ze specyfiką prowadzonej działalności. Korzyści z objęcia pracowników ubezpieczeniem ochrony prawnej pozytywnie odczuć mogą jednak firmy wszystkich branż, bo problemy w życiu prywatnym odbijają się na jakości pracy i mogą być przyczyną absencji.

– Zainteresowane ubezpieczeniem ochrony prawnej mogą być praktycznie wszystkie firmy. To jest produkt bardzo plastyczny i możemy dostosować go do konkretnej branży, konkretnych potrzeb, czy to pracodawcy, czy pracowników, może być to rozwiązanie szersze lub węższe – wyjaśnia Rafał Hiszpański.

Koszt objęcia pracownika ochroną prawną zależy od zakresu ochrony, liczby objętych nią pracowników i może się wahać od kilku do kilkunastu złotych miesięcznie, średnio 400 zł w skali całego roku.

Ubezpieczenie ochrony prawnej to w Polsce jeszcze dość mało znana kategoria ubezpieczeń. W wielu państwach zachodnich takie formy wsparcia pracowników to już jednak standard.

– W krajach skandynawskich, takich jak Szwecja, takie ubezpieczenie ma ponad 90 proc. społeczeństwa. U naszych sąsiadów, na bardziej dojrzałym rynku niemieckim, jest to około 70 proc., ale nawet w takich krajach jak Czechy popularność jest kilkukrotnie większa niż w Polsce. Mamy nadzieję, że ta moda wynikająca z realnej potrzeby i możliwości skorzystania z tego produktu zaczyna wchodzić również do Polski – dodaje Rafał Hiszpański.

NSZZ „Solidarność”: Projekt Kodeksu Pracy jest nie do zaakceptowania

Projekt Kodeksu Pracy, który Komisja Kodyfikacyjna przedstawiła minister Elżbiecie Rafalskiej dla NSZZ „Solidarność” jest nie do zaakceptowania. Po analizie kodeksu Związek uważa, że jego miejsce jest w szufladzie. Bardzo ważnym dla „Solidarności” postulatem jeżeli chodzi o stosunki zbiorowe jest niedopuszczenie, aby związek zawodowy był zastępowany jakąś inną reprezentacją pracowników, czy delegatem.

– NSZZ „Solidarność” jest w trakcie negocjacji ze swoimi strukturami, zbiera opinię członków na temat przedstawionych propozycji. Jeżeli rząd będzie starał się forsować nowy projekt, Związek nie wyrazi na to zgody – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność” – Prawdopodobnie dojdzie do spotkania z ministrem Zielenieckim z udziałem reprezentatywnych organizacji związkowych oraz związków pracodawców, którzy także głosowali przeciwko temu kodeksowi.  Będzie on poddany ocenie i zaproponowana zostanie inne rozwiązanie. Powstały projekt jest antypracowniczy. Powinien on przede wszystkim chronić słabszego w stosunku pracy, a jest nim zawsze pracownik.Oprócz tego chcemy, aby układy zbiorowe pracy – zakładowe i ponadzakładowe – były obligatoryjne dla pracodawców i związków zawodowych, jeżeli te znajdują się w zakładzie pracy – ocenił Duda.

Drugie życie słynnej fabryki FSO na warszawskim Żeraniu. Za kilka miesięcy w dawnych halach otworzy się nowoczesne centrum konferencyjne

Drugie życie słynnej fabryki FSO na warszawskim Żeraniu. Za kilka miesięcy w dawnych halach otworzy się nowoczesne centrum konferencyjne 6

W drugiej połowie roku do użytku zostanie oddana inwestycja, która powstaje na terenie słynnej, warszawskiej fabryki FSO na Żeraniu. Postindustrialne hale, z zachowaniem wielu oryginalnych elementów, zostaną przekształcone w centrum konferencyjne, jedno z największych w Polsce. Obok powstanie nowoczesny biurowiec, hotel międzynarodowej sieci i centrum designu oraz wyposażania wnętrz. Cała inwestycja powstanie przy jednym z najbardziej ruchliwych węzłów komunikacyjnych Warszawy.

– Inwestorzy bardzo często decydują się na to, żeby wyburzyć istniejące obiekty i stawiać je od nowa. Ten obiekt nie jest pod konserwatorem zabytków, więc teoretycznie istniała taka możliwość, ale zadecydowaliśmy, że utrzymamy jego unikalny charakter. To bardzo ciekawy, postindustrialny projekt, ale wymaga  o wiele większych nakładów i pracy, niż gdybyśmy budowali od zera. Zostały oryginale stropy, filary, suwnicę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Sosnowski, wiceprezes spółki Centrum Targowo-Kongresowe, operatora GlobalExpo.

Na terenie dawnej Fabryki Samochodów Osobowych w Warszawie powstaje nowoczesny, wielofunkcyjny kompleks, na który złożą się: centrum targowo-konferencyjne GlobalExpo, hotel klasy biznesowej (operatorem ma być jedna z największych, międzynarodowych sieci hotelowych), nowoczesny biurowiec i centrum wyposażenia wnętrz, designu i budownictwa, w którym znajdą się showroomy firm z branży wykończeniowej. Całość zajmie powierzchnię użytkową 60 tys. mkw. i ma zostać oddana do użytku jeszcze w tym roku (I etap). Inwestycja to pierwszy projekt rewitalizacyjny części pofabrycznych terenów FSO na warszawskim Żeraniu.

– Ostatnią funkcją tego obiektu – dawnych hal magazynowych FSO na Żeraniu – była montażownia skrzyń biegu do samochodów Daewoo. My realizujemy tu inwestycję od ponad roku – mówi Bartosz Sosnowski.

Cały kompleks został zaprojektowany z zachowaniem charakteru hal magazynowych zbudowanych w latach 70. Koncepcja architektoniczna zakłada pozostawienie elementów związanych z funkcjonalnością dawnej hali, m.in. wykorzystywanej w przeszłości suwnicy, trakcji kolejowej prowadzącej bezpośrednio do obiektu i czterotonowej windy towarowej.

– To bardzo ciekawy architektonicznie projekt ze względu na wygląd i jego funkcjonalności. Suwnice, podwieszenia – takie techniczne elementy będą bardzo ciekawe, ale przede wszystkim funkcjonalne z punktu widzenia biznesowego i targowego. W tym obiekcie będziemy mogli zrobić coś, czego nie można zrobić nigdzie indziej w kraju – wjechać do środka pociągiem, a nawet wprowadzić samoloty średniej wielkości – mówi Bartosz Sosnowski.

Projekt powstaje na dziesięciohektarowej działce przy skrzyżowaniu stołecznej obwodnicy – Trasy Toruńskiej S8 i Modlińskiej, czyli przy najruchliwszym węźle komunikacyjnym Warszawy. Dla biznesu to jedna z najlepszych lokalizacji – tylko przez most Grota-Roweckiego przejeżdża ponad 180 tys. samochodów na dobę, kolejne tysiące będą mijać nowe centrum wzdłuż Wisły. W bezpośrednim sąsiedztwie jest pętla tramwajowa i autobusowa, a niedaleko stacja kolejowa, na której zatrzymują się pociągi z Okęcia i Modlina.

– W pierwszym etapie otwieramy GlobalExpo, czyli Centrum Targowo-Kongresowe z piętrem konferencyjnym o kubaturze około 20 tys. mkw. Ta część zostanie uruchomiona w lecie tego roku, najpóźniej na początku sierpnia. W drugim etapie otworzymy hotel na 163 pokoje, który będzie zrealizowany w drugim kwartale przyszłego roku. Trzecim etapem jest galeria wyposażenia wnętrz i budownictwa, ale to jest pieśń przyszłości – mówi Bartosz Sosnowski.

Wiceprezes spółki, która będzie zarządzać GlobalExpo, podkreśla, że projekt będzie unikalny nie tylko w skali samej Warszawy, lecz także całej Polski – w całym regionie nie ma pod jednym dachem tak dużej powierzchni targowo-kongresowej. Na dwóch kondygnacjach obiekt pomieści sześć sal konferencyjnych różnych wielkości, dużą salę eventową na 2,6 tys. osób (z możliwością dowolnej aranżacji, np. podzielenia na mniejsze sale), największą w Warszawie halę targową o powierzchni 12,5 tys. mkw. oraz restaurację na 350 miejsc. Pierwsze konferencje i eventy mają się odbywać w nowym centrum już w II połowie tego roku.

– Na mapie gospodarczej Warszawy – mamy nadzieję, że również Polski – to będzie bardzo istotny punkt. To najbardziej funkcjonalnym obiekt, jaki można sobie wyobrazić z punktu widzenia organizacji wydarzeń biznesowych, targowych, konferencyjnych czy eventowych. A ponieważ na miejscu będzie też hotel, myślę, że ściągniemy do Warszawy bardzo wiele imprez, które do tej pory odbywały się w innych miastach. Rocznie będzie się tu odbywać kilkadziesiąt imprez, każdorazowo do Warszawy będzie przyjeżdżać od kilku do kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy będą tu korzystać z zaplecza gastronomicznego, sklepowego, miejskiego – mówi Bartosz Sosnowski.

Wiceprezes spółki Centrum Targowo-Kongresowe podkreśla że cała inwestycja bardzo dobrze wpisuje się w program rewitalizacji tej części Warszawy, realizowany przez miasto.

– Współpracujemy z miastem, mamy m.in. projekt stworzenia na naszym terenie ścieżek rowerowych, które docierałyby do Portu Żerańskiego – mówi Bartosz Sosnowski.

Inwestycję realizuje spółka GlobalExpo, natomiast zarządzać nią będzie spółka Centrum Targowo-Kongresowe (dawne MT Polska), która prowadzi już centrum targowe przy ul. Marsa.

– Już w tej chwili mamy dosyć duże obłożenie, wieloletnie umowy z klientami. Zresztą ogromna większość podmiotów, które były z nami w dotychczasowym Centrum na Marsa, podpisała umowę i przenosi się z nami do nowego obiektu. Mamy też kilku organizatorów zagranicznych, ale będziemy o tym informować na bieżąco już po otwarciu – mówi Bartosz Sosnowski.

Citroën chce w tym roku sprzedać w Polsce 17,5 tys. aut. Mają mu w tym pomóc tegoroczne premiery

Citroën chce w tym roku sprzedać w Polsce 17,5 tys. aut. Mają mu w tym pomóc tegoroczne premiery 7

Zaprojektowany od zera, bardziej modułowy i przestronny Citroën Berlingo oraz nowy C4 Cactus po liftingu, wyposażony w szereg technologicznych nowinek – to główne gwiazdy marki Citroën przedstawione na poznańskich targach Motor Show. W zanadrzu czeka kilka kolejnych premier, w tym Citroën C5 Aircross, duży SUV segmentu D, który pojawi się w drugiej połowie roku. Koncern chce w tym roku zamknąć sprzedaż na polskim rynku na poziomie 17,5 tys. samochodów osobowych i dostawczych. Bestsellerem pozostaje niezmiennie C3.

– Nowy Citroën Berlingo to legenda, model, którego ponad 3 mln egzemplarzy sprzedaliśmy od momentu jego wprowadzenia od 1996 roku. Trzecia generacja jest zupełnie nowa, stworzona na modułowej platformie EMP2. Nowy Berlingo zmienił się, ma dziewiętnaście systemów wspomagania jazdy, bardziej modułowe wnętrze czy choćby dwa rozstawy osi. Jest jeszcze bardziej praktyczny. Co ciekawe, będzie wyposażony w polskie serce, ponieważ od przyszłego roku gama benzynowych silników 1.2 PureTech będzie produkowana w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sebastian Domeracki, dyrektor marki Citroën w Polsce.

Od początku produkcji w 1996 roku marka Citroën sprzedała już przeszło 3,3 mln egzemplarzy Berlingo. Najnowsza, trzecia generacja modelu, który zapoczątkował segment kombivanów, miała premierę raptem trzy tygodnie temu w Genewie. Po raz drugi samochód został zaprezentowany na zakończonych właśnie targach MotorShow Poznań – największej imprezie motoryzacyjnej w Polsce.

– Citroën Berlingo to dla nas samochód ikoniczny, bo jest twórcą segmentu kombiwan. Został zaprojektowany, żeby łączyć funkcje samochodu rodzinnego z dostawczym. Kombiwany na stale zagościły na rynku samochodowym i stały się bardzo popularną odmianą nadwozia w Polsce i w Europie – mówi Tomasz Mucha, PR manager, Citroën w Polsce. – Wersja dostawcza to auto typowo do pracy, ale z drugiej strony ma wszystko, do czego przyzwyczaja nas dzisiaj motoryzacja. Idziemy w stronę autonomizacji, wspomagania prowadzenia – tu nowy Berlingo ma m.in. adaptacyjny tempomat, który hamuje do zera, system rozpoznawania znaków, czy system przypominający o konieczności zrobienia przerwy w czasie jazdy itd.

Poznańskie targi MotorShow były pierwszą okazja, żeby na żywo zobaczyć w Polsce nowego Citroëna Berlingo. W salonach samochód pojawi się po wakacjach: w październiku w wersji osobowej, a w styczniu przyszłego roku w wersji dostawczej. Będzie dostępny w dwóch długościach nadwozia (4,4 m lub 4,75 m), z krótszym lub dłuższym rozstawem osi, w wersji 5- lub 7-osobowej. Najnowsza generacja jest też bardziej przestronna, schowki mają pojemność do 186 litrów, a bagażnik aż do 775 litrów (w wersji M) i 1050 ( w wersja XL) i wyposażona w dziewiętnaście systemów wspomagania prowadzenia, które zwiększają bezpieczeństwo użytkowania.

– Pierwszy raz w nowym Berlingo, i w tym segmencie będziemy mieli zastosowany head-up display, czyli system wyświetlający informacje przed kierowcą w polu widzenia drogi – podkreśla Sebastian Domeracki.

Druga premiera Citroëna na poznańskich targach MotorShow to nowy C4 Cactus, który przeszedł głębokie zmiany w zakresie technologii i silników. Model ma zapewnić kierowcom komfort, jaki był do tej pory niedostępny w samochodach kompaktowych.

– To pierwszy model, który będzie miał nowe progresywne poduszki hydrauliczne. Citroën od zawsze kojarzony jest z komfortem i doskonałym zawieszeniem i właśnie to wszystko jest na nowo zdefiniowane w nowym C4 Cactus. Ten model kierowany jest do klientów aut kompaktowych w segmencie C, z pełną paletą silników benzynowych rodziny PureTech turbo i diesla – podkreśla dyrektor marki Citroën w Polsce.

Nowy C4 Cactus wjechał do salonów z początkiem kwietnia. Ceny rozpoczynają się od 52 990 zł za wersję Live. Producent spodziewa się, że na polskim rynku najpopularniejsza będzie druga wersja wyposażenia, z turbodoładowanym silnikiem o mocy 110 KM PureTech, która ma kosztować 61 990 zł.

– Citroën to marka, która słynie z komfortu, to słowo odmieniane przez wszystkie przypadki, a C4 Cactus jest tego świetnym przykładem. Ten samochód przeszedł kurację odmładzającą, zmieniając styl, ale z drugiej strony – także głęboką metamorfozę technologiczną. W modelu debiutuje nowe zawieszenie Progressive Hydraulic Cushions, które będziemy stopniowo wprowadzali do innych modeli Citroëna. Nowy Cactus to także nowe wygłuszenie kabiny, grubsze szyby boczne, lepsza akustyka – wylicza Tomasz Mucha.

Jak informuje Sebastian Domeracki, Citroën chce w tym roku zamknąć sprzedaż na poziomie 17,5 tys. samochodów osobowych i dostawczych. Aktualnym bestsellerem Citroëna jest C3, piąte auto w segmencie małych samochodów pod względem wielkości sprzedaży. W tym roku jego szacunkowa sprzedaż ma sięgnąć ok. 4 tys. sztuk. Na poznańskim stoisku Citroëna można było zobaczyć również limitowaną edycję modelu C3 Elle i wyczynowego C3 WRC, odnoszącego sukcesy na rajdowych trasach.

– Seria specjalna z we współpracy z magazynem „Elle” na naszym szlagierze C3 to kompletna nowość. Te samochody dopiero zaczną wjeżdżać do Polski. C3 Aircross z kolei, który okrzyknięty został w kilku plebiscytach ulubionym samochodem czytelników i internautów, to auto, które zaledwie od 3 miesięcy jest obecne na polskim rynku, a zatem mamy same nowości. W zanadrzu czeka kilka kolejnych nowości, wersja blaszak nowego Berlingo i Citroën C5 Aircross, duży SUV segmentu C, który pojawi się w drugiej połowie roku – zapowiada Tomasz Mucha.

Propozycje układowe w restrukturyzacji. Co może zaproponować dłużnik?

Restrukturyzacja wynikająca z przepisów ustawy prawo restrukturyzacyjne opiera się na wypracowaniu swoistego kompromisu pomiędzy zadłużonym przedsiębiorcą a jego wierzycielami w celu uniknięcia ogłoszenia upadłości dłużnika. W przeważającej większości przypadków wierzyciele przed podjęciem decyzji o podaniu ręki dłużnikowi zainteresowani są poznaniem konkretnych propozycji ze strony dłużnika co do możliwości i sposobu zapłaty długów. Do tego służą propozycje układowe, za pomocą których dłużnik informuje wierzycieli o planowanym trybie restrukturyzacji zobowiązań.

Jeszcze przed formalnym rozpoczęciem restrukturyzacji dłużnik powinien rozważyć, w ramach którego z postępowań będzie próbował uzyskać porozumienie z wierzycielami. Decyzja o wyborze postępowania sprowadza się do weryfikacji spełnienia przesłanek postępowania o zatwierdzenie układu, przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego lub postępowania sanacyjnego. Przede wszystkim sprawdza się więc liczbę wierzytelności spornych i ich udział w wierzytelnościach uprawniających do głosowania nad układem. Gdy wartość wierzytelności spornych nie przekracza 15%, wówczas istnieje możliwość skorzystania z postępowania o zatwierdzenie układu lub przyspieszonego postępowania układowego, które w założeniu zmierzają do jak najszybszego przeprowadzenia restrukturyzacji.

Po zweryfikowaniu przez zadłużonego przedsiębiorcę, które z postępowań restrukturyzacyjnych będzie najkorzystniejsze, nadchodzi czas na wypracowanie propozycji układowych. Zgodnie z art. 155 ust. 3 prawa restrukturyzacyjnego propozycje układowe określają sposób restrukturyzacji zobowiązań. Stanowią one wstęp do rozmów z wierzycielami na temat sposobu oddłużenia. Z perspektywy dalszych czynności podejmowanych w toku restrukturyzacji określenie propozycji układowych jest bardzo istotne, zakreśla bowiem ramy negocjowanego kompromisu z wierzycielami.

Propozycje układowe – co można wskazać?

Propozycje układowe zasadniczo formułowane są przez zadłużonego przedsiębiorcę. Z punktu widzenia dłużnika jest to rozwiązanie korzystne i pożądane – eliminuje sytuacje, w których to wierzyciel miałby narzucać dłużnikowi sposób restrukturyzacji jego zobowiązań. W myśl art. 155 ust. 3 prawa restrukturyzacyjnego „propozycje układowe może również złożyć rada wierzycieli, nadzorca sądowy albo zarządca, albo wierzyciel lub wierzyciele mający łącznie więcej niż 30% sumy wierzytelności, z wyłączeniem określonych grup wierzycieli”.

Dłużnik powinien pamiętać, że w perspektywie całego postępowania restrukturyzacyjnego przygotowanie propozycji układowych jest bardzo ważną czynnością. Co prawda propozycje sformułowane na etapie wniosku o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego nie muszą być ostateczne (w trakcie postępowania mogą być korygowane odpowiednio przez nadzorcę układu, nadzorcę sądowego lub zarządcę), jednak w interesie dłużnika leży przygotowanie takich propozycji układowych, które spotkają się z aprobatą przynajmniej tej części wierzycieli, których głosy niezbędne są do podjęcia ważnej uchwały w przedmiocie zatwierdzenia układu.

Art. 156 prawa restrukturyzacyjnego zawiera katalog przykładowych propozycji układowych, przy czym warto pamiętać, że jest to katalog otwarty. Treść tego przepisu może być zatem odczytywana jako wskazówka przy tworzeniu własnych propozycji układowych. W art. 156 ust. 1 prawa restrukturyzacyjnego wskazano, iż propozycje układowe mogą obejmować w szczególności odroczenie terminu wykonania, rozłożenie spłaty na raty, zmniejszenie wysokości, konwersję wierzytelności na udziały lub akcje, zmianę, zamianę lub uchylenie prawa zabezpieczającego określoną wierzytelność. Innymi przykładami propozycji układowych mogą być określenie części zysku przedsiębiorstwa do spłaty układu (art. 157 prawa restrukturyzacyjnego) lub zaspokojenie wierzycieli poprzez likwidację majątku dłużnika (art. 159 prawa restrukturyzacyjnego).

Czy restrukturyzacja zobowiązań dłużnika może być korzystna również dla wierzyciela?

W trakcie rozmów dłużnika z wierzycielami nad złożonymi propozycjami układowymi obydwu stronom powinna przyświecać myśl, iż umożliwienie dłużnikowi restrukturyzacji zobowiązań może okazać się korzystne także z punktu widzenia wierzyciela. Wierzyciele często tego nie dostrzegają i z góry zakładają, że nie ma sensu iść dłużnikowi na ustępstwa. Odpowiednie przygotowanie propozycji układowych z pewnością przybliży dłużnika i wierzyciela do wypracowania kompromisu. Z perspektywy wierzyciela korzystne może być chociażby wyrażenie zgody na umorzenie części swojej wierzytelności, jeżeli jednocześnie uzyska on gwarancję terminowej zapłaty reszty wierzytelności.

Wskazana korzyść stwarza szansę odzyskania części należności, a uniemożliwienie dłużnikowi przeprowadzenia restrukturyzacji może spowodować ogłoszenie upadłości dłużnika i brak zaspokojenia wierzycieli. Wierzyciele powinni pamiętać, że brak ich inicjatywy i woli umożliwienia dłużnikowi restrukturyzacji może doprowadzić do ogłoszenia jego upadłości.

Dla kogo korzystniejsze warunki restrukturyzacji?

Inaczej niż w przypadku zaspokojenia z funduszy masy upadłości, w restrukturyzacji wprowadzono zasadę, że jej warunki „są jednakowe dla wszystkich wierzycieli, a jeżeli głosowanie nad układem przeprowadza się w grupach wierzycieli, jednakowe dla wierzycieli zaliczonych do tej samej grupy, chyba że wierzyciel wyraźnie zgodzi się na warunki mniej korzystne” (art. 162 ust. 1 prawa restrukturyzacyjnego). Przeprowadzenie głosowania nad układem w grupach ma odzwierciedlać różnicę interesów poszczególnych wierzycieli.

Zgodnie z art. 161 ust. 1 prawa restrukturyzacyjnego wyróżniono następujące grupy wierzycieli:

„1)       wierzyciele, którym przysługują wierzytelności ze stosunku pracy i którzy wyrazili zgodę na objęcie ich układem;

2)         rolnicy, którym przysługują wierzytelności z tytułu umów o dostarczenie produktów z własnego gospodarstwa rolnego;

3)         wierzyciele, których wierzytelności są zabezpieczone na składnikach majątku dłużnika hipoteką, zastawem, zastawem rejestrowym, zastawem skarbowym lub hipoteką morską, a także przez przeniesienie na wierzyciela własności rzeczy, wierzytelności lub innego prawa, i którzy wyrazili zgodę na objęcie ich układem;

4)         wierzyciele będący wspólnikami lub akcjonariuszami dłużnika będącego spółką kapitałową, posiadający udziały lub akcje spółki zapewniające co najmniej 5% głosów na zgromadzeniu wspólników albo walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, chociażby przysługiwały im wierzytelności wymienione w pkt 1–3.”

Podział wierzycieli na grupy ma takie znaczenie, że głosowanie nad układem odbywa się w ramach poszczególnych grup. Wyjątkiem jest uprzywilejowanie niektórych wierzycieli, np. przyznanie pracownikom wynagrodzenia w wysokości obejmującej co najmniej minimalne wynagrodzenie za pracę (art. 163 ust. 1 prawa restrukturyzacyjnego), czy dopuszczalność przyznania korzystniejszych warunków restrukturyzacji zobowiązań dłużnika wobec wierzyciela, który po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego udzielił lub ma udzielić finansowania w postaci kredytu, obligacji, gwarancji bankowych lub innego instrumentu finansowego, niezbędnego do wykonania układu (art. 162 ust. 2 prawa restrukturyzacyjnego).

Propozycje układowe – argument do porozumienia z wierzycielami

Treść propozycji układowych może stanowić istotny argument przy wypracowywaniu porozumienia z wierzycielami w procesie oddłużania. Sama restrukturyzacja może zaś okazać się korzystna zarówno z punktu widzenia dłużnika, jak i wierzyciela. Niemniej jednak trzeba pamiętać, że nie jest ona procesem, który sam się zadzieje, tylko wymaga aktywnego zaangażowania dłużnika. Zadłużone przedsiębiorstwo można porównać do organizmu potrzebującego transfuzji krwi. Zabiegiem wtłaczającym „nową krew” może być złożenie propozycji układowych. Tak jak w przypadku zabiegów medycznych, propozycje układowe powinny zostać obmyślone z najwyższą starannością.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Przedsiębiorca vs fiskus: 10 najbardziej kontrowersyjnych wyroków sądów administracyjnych w sprawach podatkowych

W ubiegłym roku wydano ponad 27 tysięcy wyroków w sprawach podatkowych, a prawie co czwarty wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego uchylał rozstrzygnięcie organu podatkowego. Świadczy to o istotnej roli sądów administracyjnych w procesie kontroli stosowania prawa podatkowego. I choć większość rozstrzygnięć jest zasadna, to w dalszym ciągu zdarzają się wyroki budzące poważne wątpliwości przedsiębiorców i doradców. Firma doradcza ALTO opublikowała ranking przedstawiający najbardziej kontrowersyjne wyroki wydane przez sądy administracyjne w sprawach podatkowych.

W rankingu, obejmującym wyroki wydane w 2017 r., znajdują się orzeczenia, które mają istotny wpływ na sytuację finansową podatnika. Sądy administracyjne w ubiegłym roku orzekały m.in. o:

  • braku możliwości zaliczenia do kosztów podatkowych wydatków na karę umowną, której zapłata chroni przed poniesieniem jeszcze większej straty,
  • braku możliwości rozliczenia kosztów podatkowych w związku z atakiem hakerów,
  • uznaniu zawarcia umowy najmu pojazdu za czynność sztuczną, która nie uprawnia do odliczenia 100% VAT od wydatków na samochód firmowy,
  • niemożności odliczenia VAT od paliwa przy płatności kartą paliwową,
  • uzyskaniu przez pracownika przychodu w związku z otrzymaniem od pracodawcy posiłku w trakcie podróży służbowej.

Przepisy podatkowe mają zapewnić realne wpływy do budżetu państwa. Jednakże realizacja tego celu nie może następować z pogwałceniem przepisów do łamania zasady pewności prawa i obrotu gospodarczego, gdyż taki stan negatywnie wpływa na warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Jak wskazuje Paweł Fałkowski, partner w ALTO, powyższe przykłady pokazują, że  nie zawsze interpretacja przepisów dokonywana jest ze zrozumieniem zasad towarzyszących prowadzeniu działalności gospodarczej. Przedsiębiorca, który w przepisach podatkowych stara się odnaleźć logikę i zdrowy rozsądek, może się czasami bardzo rozczarować – dodaje Paweł Fałkowski.

W wielu wypadkach przedsiębiorca będzie przekonany, że dany wydatek stanowi koszt uzyskania przychodu albo jest możliwość odliczenia VAT od poniesionego wydatku. I tutaj okazuje się, że sądy nie zgadzają się z danym stanowiskiem, a swój pogląd uzasadniają w sposób pomijający realia gospodarcze. Brak wiedzy w tym zakresie może przedsiębiorcę sporo kosztować.

Nie oznacza to, że podatnik jest obowiązany interpretować przepisy na swoją niekorzyść – podkreśla Kamil Lewandowski, partner w ALTO – w przypadku wątpliwości co do interpretacji przepisów, zastosowanie powinna znajdować interpretacja na korzyść podatnika. Od 1 stycznia 2016 r. wynika to wprost z przepisów, niestety w praktyce regulacja jest bardzo rzadko stosowana – wskazuje Kamil Lewandowski.

Co zatem robić? Przepisy podatkowe są jak pole minowe – by nie popełnić kosztownego błędu, przedsiębiorcy muszą wykazać się dużą czujnością – zwraca uwagę Paweł Fałkowski. Gdy już dojdzie do sporu z fiskusem, nie stoimy na straconej pozycji. Jeżeli mamy mocne argumenty, warto walczyć o swoje racje przed sądem.

Chcemy, aby przygotowywany regularnie przez doradców ALTO Ranking kontrowersyjnych wyroków stanowił przyczynek do dyskusji nad zmianą przepisów podatkowych oraz sposobem ich wykładni – z uwzględnieniem realiów gospodarczych oraz takich podstawowych zasad, jak ta nakazująca interpretować niedające się rozstrzygnąć wątpliwości na korzyść podatnika – podkreśla Paweł Fałkowski.

Przygotowując pierwszą edycję Rankingu kontrowersyjnych wyroków skupiliśmy się na roku 2017 i wybraliśmy poniższe orzeczenia:

  1. CIT: Kara umowna zmniejszająca stratę firmy nie jest kosztem
  2. VAT: E-book dyskryminowany – wyższa stawka niż dla tradycyjnej książki
  3. CIT: Kosztów ataku hakerskiego nie odliczysz od przychodu
  4. VAT: Wynajem pracownikowi samochodu jako czynność sztuczna
  5. CIT: Konwersja długu na kapitał to przychód
  6. SiD: Zagraniczny spadek opodatkowany dwa razy
  7. PIT: Posiłek od pracodawcy też może być przychodem do opodatkowania
  8. VAT: Nie odliczysz VAT od paliwa, gdy płacisz kartą
  9. CIT: Brak kosztów przy sprzedaży przedawnionych wierzytelności
  10. Procedura: Można ominąć pełnomocnika w postępowaniu

Złoty rozpoczął tydzień lekkim umocnieniem

Polski złoty zakończył wczorajszy dzień nieco zyskując w relacji do głównych walut. Złotemu sprzyjało m.in. osłabienie amerykańskiej waluty – kurs USD/PLN obniżył się do najniższego poziomu od końcówki marca.

W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o rosyjskim rublu, który podobnie jak inne rosyjskie aktywa doświadczył ostrej wyprzedaży po informacji o kolejnych amerykańskich sankcjach nałożonych na grupę rosyjskich biznesmenów i powiązane z nimi firmy.

Wyprzedaż widoczna była szczególnie na rynku akcji, gdzie niektóre spółki w krótkim czasie straciły nawet połowę swojej wartości. Indeks RTS (denominowany w USD) doświadczył spadku dochodzącego do ponad 11%, indeks MOEX (denominowany w RUB) tracił niemal 8%. Inwestorzy pozbywali się również obligacji – w konsekwencji rentowności rosyjskich papierów 10-letnich skoczyły z poziomu 7,05% do 7,30%. Rosyjski rubel w efekcie wyprzedaży aktywów stracił ok. 4% w relacji do głównych walut i polskiego złotego, doświadczając największego jednodniowego spadku wartości od kilku lat.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,20. Euro nie było jednak słabe – wspólna waluta zyskiwała w relacji do głównych walut.

Wczorajsze wypowiedzi członków EBC były stosunkowo gołębie. Peter Praet stwierdził, że stymulacja monetarna w strefie euro nadal jest potrzebna, a rozwój inflacji pozostaje ograniczony. Benoit Coeure z kolei nieco uspokoił dziennikarzy. Odnosząc się do obaw dotyczących wyhamowywania europejskich gospodarek Coeure stwierdził, iż nie sądzi, że wzrost gospodarczy w strefie euro spowalnia.

Na europejskim froncie makro było nieciekawie. Najpierw negatywnie zaskoczyły dane o niemieckim bilansie handlowym w lutym – nasi sąsiedzi zanotowali wyraźnie niższą nadwyżkę eksportu niż oczekiwano. “Miękkie” dane ze strefy euro również nie wspierały optymizmu – indeks Sentix, opisujący nastroje inwestorów w strefie euro w kwietniu kontynuował spadek. Obniżył się z poziomu 24 do 19,6 wobec oczekiwanego odczytu na poziomie 21,2. Wspólną walutę tym razem wspierała przede wszystkim słabość dolara amerykańskiego, która pozwoliła parze EUR/USD zakończyć dzień na plusie.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek osłabił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,81 – 4,83. Funt brytyjski w ujęciu ogólnym kontynuował umocnienie, tracąc jedynie nieco wobec mocniejszego PLN. Ważony indeks GBP zakończył dzień na plusie, dziś również kieruje się na północ. Brytyjskiej walucie sprzyjały dane o silniejszym od oczekiwanego wzroście cen nieruchomości. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami wzrosło prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii podczas spotkania w maju, co wzmocniło brytyjską walutę. Obecnie rynek szacuje, że szanse na to, że stopy pójdą w górę o 25 pb. to mniej więcej 9-1.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,6%, wahając się w widełkach 3,40 – 3,42. Głównym tematem na rynkach finansowych i w amerykańskich mediach pozostaje kwestia konfliktu na linii USA-Chiny. We wczorajszej wypowiedzi Larry Kudlow, doradca ekonomiczny prezydenta Stanów Zjednoczonych stwierdził, że Trump jest gotów zabiegać o międzynarodową koalicję, która stawiłaby czoło Chinom w kontekście wymiany handlowej i ceł. Sam Trump stwierdził z kolei, że jeśli Chiny nałożą planowane cła na produkty rolne, USA wesprą amerykańskich rolników. Co jednak bardziej istotne – ostro skrytykował Chiny na Twitterze, zwracając uwagę świata na niebywale wysokie taryfy celne na amerykańskie samochody wysyłane do Chin.

Przemawiając podczas azjatyckiego forum ekonomicznego w Boao, prezydent Xi Jinping uniknął konfrontacji. Poinformował za to o planowanym, większym otwarciu się Chin na zagranicę. Powtórzył stare deklaracje o zwiększeniu dostępu do chińskich rynków finansowych dla zagranicznych inwestorów, zapowiedział obniżenie części ceł importowych (na samochody) oraz wzmocnienie praw dotyczących własności intelektualnej. Jego pojednawczy ton potwierdza, że Xi cały czas stara się budować wizerunek Chin jako państwa, któremu zależy na wolnym handlu i które sprzeciwia się protekcjonizmowi i patrzeniu na stosunki handlowe jak na grę o sumie zerowej (w której jeden kraj wygrywa, a inny traci).

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:30 – inflacja PPI w USA w marcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Do 2028 r. 40% przesyłek będzie dostarczane w ciągu 2 godzin od zamówienia

Firma Zebra Technologies Corporation (NASDAQ: ZBRA), lider na rynku komputerów mobilnych, skanerów oraz drukarek kodów kreskowych, oferujący również oprogramowanie i usługi zapewniające widoczność zasobów firmy w czasie rzeczywistym, ogłosiła wyniki badania „Future of Fulfillment Vision Study” – globalnej analizy sposobu w jaki producenci, firmy transportowe i logistyczne oraz przedsiębiorstwa z sektora handlu detalicznego przygotowują się do zaspokojenia rosnących potrzeb tzw. ekonomii na żądanie. Badanie wykazało, że w odpowiedzi na oczekiwania współczesnych konsumentów – dokonujących zakupów on-line, korzystających ze smartfonów i oczekujących bezproblemowej i szybszej realizacji zakupów – 78 proc. firm logistycznych planuje do 2023 r. zaoferować dostawy tego samego dnia, zaś 40 proc. planuje do 2028 r. zaoferować dostawy w ciągu dwóch godzin. Ponadto 87 proc. ankietowanych spodziewa się, że do 2028 r. zacznie realizować dostawy crowdsourcingowe lub korzystać z sieci kierowców, którzy zgłaszać się będą do realizacji konkretnego zamówienia.

Wyniki badania

  • Zaledwie 39 proc. respondentów z sektora łańcucha dostaw zadeklarowało działalność na poziomie wielokanałowym. Badanie wykazało, że dla jednej trzeciej respondentów największe wyzwanie na drodze do realizacji sprzedaży wielokanałowej stanowić będzie ograniczenie liczby zaległych zamówień; tuż za nim uplasowały się alokacja zasobów i koszty transportu.
  • 76 proc. ankietowanych detalistów wykorzystuje zapasy sklepowe do realizacji zamówień on-line, a 86 proc. planuje w przyszłym roku wprowadzić opcję zakupów internetowych z odbiorem zamówienia w sklepie. Przedsiębiorstwa handlu detalicznego inwestują w modernizację sklepów (aby dwukrotnie zwiększyć ich rolę jako centrów realizacji zamówień on-line) oraz w zmniejszenie powierzchni sprzedaży (aby zwiększyć obszar przeznaczony do obsługi odbioru i zwrotu zamówień on-line).
  • W skali globalnej 87 proc. respondentów zgodziło się, że przyjmowanie zwrotów produktów i zarządzanie nimi stanowi wyzwanie. Wzrost liczby bezpłatnych i szybkich dostaw produktów oznacza wzrost ilości zwrotów produktów – przedsiębiorstwa handlu detalicznego zmagają się z efektywnym zarządzaniem tą kosztowną kwestią w wielu rozmaitych modelach zakupowych. Siedmiu na dziesięciu ankietowanych członków kadry kierowniczej jest zdania, że więcej detalistów przekształci swoje sklepy w centra realizacji zamówień obsługujące zwroty produktów. Ponad 60 proc. przedsiębiorstw handlu detalicznego, które obecnie nie oferują bezpłatnej wysyłki, darmowych zwrotów ani dostawy w dniu zamówienia, planuje zaoferować takie usługi w przyszłości, natomiast 44 proc. zamierza zlecić zarządzanie zwrotami podmiotowi zewnętrznemu.
  • Chociaż obecnie 72 proc. organizacji korzysta z kodów kreskowych, to 55 proc. nadal stosuje nieefektywne, ręczne procesy oparte na dokumentacji papierowej w obsłudze logistyki wielokanałowej. Do 2021 r. 94 proc. respondentów z sektora logistyki wielokanałowej planuje zacząć stosować ręcznych komputerów mobilnych ze skanerami kodów kreskowych. Przejście z ręcznie wypełnianych arkuszy papierowych do komputerów wyposażonych w skanery kodów kreskowych lub do tabletów usprawni logistykę wielokanałową poprzez umożliwienie dostępu niemal w czasie rzeczywistym do systemów zarządzania magazynami.
  • W najbliższych latach spodziewany jest 49-procentowy rozwój technologii identyfikacji radiowej (RFID) oraz platform zarządzania stanami magazynowymi. Oprogramowanie oparte na technologii RFID, sprzęt i rozwiązania w zakresie znakowania towarów to możliwość nowoczesnego przeszukiwania stanów magazynowych na poziomie pojedynczych artykułów, zwiększenie dokładności inwentaryzacji i zadowolenia kupujących, przy jednoczesnym ograniczeniu braku zatowarowania, nadwyżek i błędów w uzupełnianiu zapasów.
  • Zorientowani na przyszłość decydenci ujawnili, że nowej generacji łańcuchy dostaw będą odzwierciedlać połączone z siecią, czerpiące z analityki biznesowej i zautomatyzowane rozwiązania, które nadadzą transportowi i pracy zupełnie nowego tempa, precyzji i opłacalnego charakteru. Ankietowani przedstawiciele kadry kierowniczej spodziewają się, że największy przełom dokona się za sprawą dronów (39 proc.), pojazdów bezzałogowych/autonomicznych (38 proc.), technologii ubieralnych i mobilnych (37 proc.) oraz robotyki (37 proc.).

Wyniki badania

  • W Ameryce Północnej nadal będzie rosnąć potrzeba dokładności inwentaryzacji. Producenci, firmy logistyczne i sprzedawcy ocenili aktualną dokładność inwentaryzacji na 74 proc., stwierdzając, że powinna ona wynieść 83 proc., aby mogli oni sprostać wzrostowi znaczenia logistyki wielokanałowej.
  • Przedsiębiorstwa handlu detalicznego w Europie i na Bliskim Wschodzie realizują zamówienia elektroniczne bezpośrednio ze sklepów stacjonarnych. Detaliści oraz liderzy operacyjni wyliczają, że sieć sklepów może realizować zamówienia elektroniczne szybciej i skuteczniej niż garstka scentralizowanych magazynów. Ponad 80 proc. sklepów wykorzystuje swoje stany magazynowe do realizacji zamówień, a 29 proc. spodziewa się w ciągu najbliższych pięciu lat wzrostu takiego wykorzystania zapasów o ponad 10 proc.
  • 95 proc. respondentów z regionu Azji i Pacyfiku uważa, że handel elektroniczny przyczynia się do zapotrzebowania na szybsze dostawy. Przewiduje się, że w tym regionie dostawy w dniu zamówienia będą realizowane szybciej niż w jakimkolwiek innym regionie; 42 proc. ankietowanych uznało drony za jedną z najważniejszych technologii stanowiących o przełomie w branży.
  • W Ameryce Łacińskiej zachodzą zmiany w zakresie kosztów wysyłki i zwrotów. Około 40 proc. respondentów planuje zaprzestać bezpłatnej wysyłki, 55 proc. zamierza zaprzestać oferowania bezpłatnych zwrotów, a 61 proc. przewiduje zlikwidowanie odrębnych, obsługujących zwroty placówek zarządzanych przez podmioty zewnętrzne.

Metodologia Badania

  • W badaniu „Future of Fulfillment Vision Study” firmy Zebra wzięło udział ponad 2700 profesjonalistów z sektora transportowego i logistycznego, handlu detalicznego i przemysłu wytwórczego. Odpowiadali oni na pytania dotyczące planów, poziomów wdrażania, historii i podejść do logistyki wielokanałowej.
  • Badania przeprowadzono w 2017 r. we współpracy z partnerską firmą badawczą Qualtrics w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Brazylii, Meksyku, Kolumbii, Chile, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Rosji, Hiszpanii, Chinach, Indiach, Australii i Nowej Zelandii.

Jim Hilton, Manufacturing and Transportation and Logistics Global Principal, Zebra Technologies komentuje:

„Kierując się potrzebami doświadczonego w kwestiach związanych z technologiami klienta będącego nieustannie on-line, detaliści, producenci i firmy logistyczne współpracują ze sobą i zamieniają się rolami na niestandardowe sposoby, aby spełnić oczekiwania kupujących w zakresie wielokanałowej realizacji i dostawy zamówień. Badanie „Future of Fulfillment Vision Study” firmy Zebra wykazało, że 89 proc. respondentów jest zdania, że handel elektroniczny napędza potrzebę szybszych dostaw. Dlatego też firmy zwracają się ku cyfrowej technologii i analityce, aby zwiększyć automatyzację, widoczność towarów oraz inteligencję biznesową w kontekście łańcucha dostaw. Ma to pomóc im w konkurowaniu na prokonsumenckim rynku ekonomii na żądanie.”

Chiny uspokajają rynki. Obligacje USA w Azji

Prezydent Chińskiej Republiki Ludowej uspokoił rynki. Inflacja w Europie Środkowowschodniej bez niespodzianek. Osłabienie dolara szkodzi amerykańskim obligacjom.

Tonowanie wojny handlowej

Wystąpienie Prezydenta CHRL na otwarciu Azjatyckiego forum gospodarczego uspokoiło rynki. Zamiast zaagniania dotychczasowej sytuacji była mowa o tym czego Chiny już dokonały oraz o tym co jest planowane w nadchodzącym czasie. Analitycy szczególną uwagę zwracają na liberalizację w podejściu do usług finansowych dla zagranicznych podmiotów. Pojawił się również fragment o prawach autorskich i własności intelektualnej zagranicznych firm w Chinach. W kontekście ostatnich oskarżeń o kradzież know how jest to ważna deklaracja. Co nie zmienia faktu, że wielu analityków nie traktuje jej poważnie. To co istotne to odbiór na rynkach finansowych. Wystąpienie zostało dobrze przyjęte co spowodowało odbicia w górę na wielu indeksach. Zobaczymy czy jest to dłuższy trend czy tylko ograniczenie ostatniego strachu.

Dane z Europy

Dzisiaj od rana poznaliśmy odczyty inflacji z Węgier i Czech. Na Węgrzech zgodnie z oczekiwaniami inflacja przyspieszyła do 2% w skali roku. Nie miało to jednak większego wpływu na notowania forinta. W Czechach z kolei zgodnie z oczekiwaniami doszło do spowolnienia inflacji z 1,8% do 1,7%. Tutaj podobnie jak na Węgrzech dane pokrywające się z analizami nie miały większego wpływu na zachowanie się kursów walut.

Słabnący dolar podniesie koszt długu?

Prezydentura Donalda TRumpa to ciężki okres dla dolara. Po pierwszej fali euforii inwestorzy wyraźnie odwrócili się od amerykańskiej waluty. Im bardziej osłabia się waluta tym mocniej słabnie entuzjazm nabywców obligacji. Relatywnie dobre oprocentowanie przegrywa bowiem z utratą wartości waluty. Widać to wyraźnie po tym jak kraje azjatyckie będące dotychczas największymi posiadaczami obligacji USA powoli zwiększają zaangażowanie w Europie. Jaki ma to wpływ na kursy walut? Jeżeli pojawi się problem z popytem na obligacje ich rentowność wzrośnie. Jak rentowność wzrośnie powinien zwiększyć się popyt co powinno hamować osłabienie się dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

76% Polaków nie boi się automatyzacji w swoich miejscach pracy

 

  • 76% Polaków nie boi się automatyzacji w swoich miejscach pracy
  • Zaledwie 10% wykazało obawy, że może to nastąpić w ciągu kolejnych 6 – 10 lat
  • Najbardziej martwią się o to pracownicy sektora finansowego – automatyzacji obawia się 19% z nich

Nowym trendem na dynamicznie zmieniającym się rynku pracy jest automatyzacja. Pracownicy w Polsce nie wykazują jednak obaw o swoje stanowiska pracy – aż 76% z nich uważa, że nigdy nie zostaną one zastąpione przez maszyny. Poziom optymizmu pracowników z Polski w kontekście automatyzacji jest najwyższy w Europie. Ogółem, niemalże 1/3 europejskich pracowników odczuwa niepokój związany z nowymi technologiami, które mogą zastąpić ich w pracy.

Na tle badanych krajów europejskich Polska wypada bardzo dobrze – 46% osób uważa, że ich pracodawcy dbają i odpowiednio przygotowują zespół do procesu automatyzacji. W Europie jest to 37%. W perspektywie kolejnych 6 – 10 lat automatyzacji najbardziej obawiają się Włosi (18%), Francuzi (14%), Brytyjczycy (po 13%) oraz Hiszpanie (13%).

W Polsce automatyzacja stanowi obawę jedynie 10% zatrudnionych. Najbardziej nieufni do rozwoju technologii są osoby w wieku 35 – 44 lata. Ponadto, niektóre branże czują się bardziej zagrożone zastąpieniem przez maszyny: w sektorze finansowym jest to 19%, transportowym i budowlanym po 13%. Z drugiej jednak strony to pracownicy sektora transportowego uważają, że ich pracodawcy już teraz przygotowują ich do automatyzacji (56%), a co ciekawe zaraz za nimi pozytywnie swoich pracodawców ocenili pracownicy z działów sprzedaży, mediów i marketingu (50%).

– „Automatyzacja może wydawać się problemem dla przyszłych pokoleń, jednak wyniki naszego badania „Okiem europejskiej pracowników 2018” pokazują, że maszyny, boty i rozwiązania oparte na AI mogłyby zastąpić tysiące pracowników już w ciągu następnych pięciu lat. Sztuczna inteligencja i robotyka postępują w takim tempie, że już wkrótce maszyny będą mogły wykonywać prace będące dotychczas domeną ludzi w zakresie niektórych zawodów i branż. Pomimo korzystnego wpływu na wydajność i produktywność mogłoby to sprawić, że niektórzy będą musieli zmierzyć się z wizją zmiany jakościowej w swojej pracy. Więcej robotów w miejscu pracy nie będzie jednak jednoznaczne z tym, że człowiek stanie się zbędny; powstaną nowe zawody, a niektóre ulegną głębokim zmianom. Rozpoczynając doszkalanie i przekwalifikowywanie personelu teraz, pracodawcy mogą zapewnić sobie i swoim pracownikom gotowość do pracy ramię w ramię z maszynami” mówi Magdalena Dacka, HR Business Partner, ADP Polska.

O badaniach

Raport „The Workforce View in Europe 2018” („Okiem europejskich pracowników 2018”) bada postawy pracowników wobec przyszłości pracy. Badanie dla ADP zostało przeprowadzone przez niezależną agencję badań rynku Opinion Matters w sierpniu 2017 roku. Próba badawcza składała się z 9 908 pracujących dorosłych w ośmiu krajach w Europie: we Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Polsce, Hiszpanii, Szwajcarii i Zjednoczonym Królestwie.

Rubel krwawi po sankcjach: kurs spadł o 10 proc.

Nowe sankcje nałożone na Rosję wywołują panikę inwestorów. Rubel przez nieco ponad dobę stracił 10 proc. Jeszcze większe spadki dotykają rosyjską giełdę. Przedstawiciele banku centralnego oraz ministerstwa gospodarki Rosji starają się uspokajać sytuację, ale to nie musi pomóc – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Minione kwartały były pozytywne dla gospodarki Rosji. Waluta stabilizowała się, inflacja spadła w okolice dwóch procent, rosła cena ropy naftowej, a agencje ratingowe podwyższały wiarygodność kredytową Federacji Rosyjskiej. Wszystko zmieniło się jednak w ostatnich godzinach, gdy rynek zaczął wyceniać nałożone przez amerykański Departament Skarbu sankcje.

Knockout rubla

Piątkowy komunikat amerykańskich władz objął nowymi sankcjami 7 rosyjskich oligarchów, 12 przedsiębiorstw, których są właścicielami, oraz 17 przedstawicieli rządu. Departamentu Skarbu zaznaczał, że „wszystkie aktywa podlegające amerykańskiej jurysdykcji wyznaczonych osób i podmiotów oraz wszelkie inne podmioty zablokowane przez prawo w wyniku ich własności przez stronę objętą sankcjami są zamrożone”.

Rusal – spółka objęta sankcjami oraz jeden z wiodących producentów aluminium na świecie, notowany na giełdzie w Hongkongu – spadł w ciągu dwóch sesji o 55 proc. Reperkusje amerykańskich działań są jednak widoczne nie tylko na pojedynczych firmach. Indeks MSCI Russia denominowany w dolarze, który obejmuje dziesięć wiodących rosyjskich przedsiębiorstw, momentami tracił 20 proc. wartości w porównaniu z piątkowym zamknięciem.

Jeszcze w poniedziałek rano za dolara trzeba było płacić ok. 58 rubli. Dziś kurs wzrósł do poziomu 64, co oznacza, że amerykańska waluta w nieco ponad dobę zdrożała o ponad 10 proc. Podobna skala spadków rubla była także widoczna w relacji do innych walut. W piątek złoty  był wyceniany na niespełna 17 rubli, a dziś kurs przetestował poziom 18,7. Rosyjska waluta w relacji do polskiej także była najsłabsza do marca 2016 r., czyli od momentu, kiedy ceny ropy szorowały po dnie (ok. 35 USD za baryłkę), a wiarygodność finansowa Federacji Rosyjskiej była, według agencji ratingowych, na poziomie śmieciowym.

Poważne ryzyka mogą się utrzymywać

Rosyjskie władze starają się uspokajać sytuację. Elvira Nabiullina, szefowa banku centralnego i ceniona na świecie ekonomistka, mówiła dziś w Moskwie, że władze monetarne są gotowe, by „redukować efekt [osłabienia – przyp. aut.] rubla na inflację” np. poprzez podniesienie stóp procentowych. Z kolei minister gospodarki Maxim Oreshkin stwierdził, według doniesień agencji Bloomberg, że „sankcje są dobrym testem dla rosyjskiej polityki makroekonomicznej”.

Ten test jednak Rosja może w najbliższym czasie oblać. Stabilna sytuacja gospodarki oraz podwyżki ratingu przyciągały na lokalny rynek zagraniczny kapitał portfelowy, który korzystał z wysokich stóp procentowych i atrakcyjnych wycen na giełdzie. Nowe sankcje wyraźne zaburzają ten spokój, co może spowodować, że ten sam kapitał zacznie uciekać. Negatywnie na rubla może wpływać także zachowanie lokalnych importerów, którzy w panice będą kupować zagraniczną walutę i utrudniać powrót rubla do poprzednich, stabilnych poziomów.

RODO coraz bliżej – uważaj na oszustów!

RODO to ostatnio gorący temat. Zostało już bardzo mało czasu na odpowiednie przygotowanie do nowego unijnego rozporządzenia. Niestety na niewiedzy i wkradających się emocjach przedsiębiorców żerują oszuści. Co zrobić, żeby nie dać się zastraszyć?

Zostało mało czasu

RODO przyniesie zmiany zarówno dla osób, których dane są przetwarzane jak i dla administratorów informacji, czyli przedsiębiorców, banków, organizacji czy innych instytucji zarządzających danymi. Wiele firm nie zdążyło zadbać o odpowiednie przygotowanie się na nadchodzącą ewolucję prawną. Niestety jest to idealna okazja dla oszustów, którzy mogą wykorzystać pośpiech oraz strach przedsiębiorców przed negatywnymi konsekwencjami. Naruszenie unijnego rozporządzenia wiąże się z wysokimi karami sięgającymi maksymalnie nawet 4 proc. obrotów rocznych firmy lub 20 mln euro. Ponadto, za niestosowanie nowego prawa grozi również utrata dobrego wizerunku organizacji. Przykładem takich nielegalnych działań może być sytuacja, która spotkała firmę ODO 24.

Tomasz Ochocki, ODO 24
Tomasz Ochocki, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24

Na przestrzeni ostatnich dni dotarły do nas niepokojące informacje dotyczące nieuprawnionego wykorzystywania nazwy naszej firmy przez osoby trzecie. Działania tych osób skupiają się na rozsyłaniu nieprawdziwych wiadomości e-mail, w których oferują swoje usługi związane z dostosowaniem do europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (tzw. RODO) oraz grożą „skierowaniem sprawy do GIODO, sądu i prokuratury”, w przypadku nie skorzystania z ich usług  – mówi Tomasz Ochocki, kierownik zespołu merytorycznego, ODO 24. Niestety sami byliśmy tego ofiarą i ktoś próbował wykorzystać nazwę ODO 24. Nasza firma odcina się całkowicie od działań tego typu podmiotów i nie jest w żaden sposób powiązana z oferowanymi usługami oraz z nieprawdziwymi i bezpodstawnymi groźbami pojawiającymi się we wskazanej wiadomości – dodaje.

Reaguj!

Istotne jest, aby wszelkie takie próby zastraszenia lub wyłudzenia pieniędzy spotykały się z reakcją społeczeństwa. Rozsyłanie jakichkolwiek ofert podszywając się pod innego przedsiębiorcę jest niezgodne z prawem i stanowi czyn nieuczciwej konkurencji.

Nasza firma podjęła już działania zmierzające do zaprzestania bezprawnego używania nazwy firmy, na której renomę pracowaliśmy przez wiele lat. Rozważamy również dochodzenie swoich praw na drodze postępowania sądowego. Chcielibyśmy jednocześnie przestrzec Państwa przed oszustwami ze strony tego jak i podobnych podmiotów oraz prosić o rozwagę przy wyborze usług – wskazuje Tomasz Ochocki, kierownik zespołu merytorycznego, ODO 24. Zapewniamy, iż spółka ODO 24 Sp. z o.o. nigdy nie prowadziła i nie prowadzi żadnych podobnych działań, w których zmuszałaby kogokolwiek do korzystania z naszych usług, grożąc przy tym pociągnięciem do odpowiedzialności. Działania takie pozostają sprzeczne z polityką firmy i są bardzo dalekie od sposobu, w jaki nawiązujemy współpracę ze swoimi klientami – dodaje.

Najważniejsze jest jednak to, że zdrowy rozsądek stanowi nasze jedyne zabezpieczenie przed takimi sytuacjami. Nie dajmy się zastraszać. Jeśli ktoś grozi nam prokuraturą lub windykacją bądźmy czujni, zazwyczaj są to jedynie puste słowa. Firmy nie powinny się nigdy decydować na współpracę z takimi podmiotami.

Przedsiębiorcy w Wielkopolsce optymistyczni

W mikro i małych firmach po raz pierwszy od ośmiu lat dominują optymiści – takie wyniki przynosi ósmy już raport o sytuacji mikro i małych firm przygotowywany przez Bank Pekao S.A. Równie dobrze oceniają swoją sytuację przedsiębiorcy w Wielkopolsce.

Właściciele małego biznesu w Polsce od lat nie byli takim optymistami, zarówno jeśli chodzi o ich biznes i perspektywy jego rozwoju, jak i sytuację gospodarczą w kraju. Także w Wielkopolsce wskaźnik koniunktury w tym segmencie osiągnął rekordowe 100,8 pkt. Jest to identyczny, jak średnia dla całego kraju.  Zadowolenie ma jednak nieco inne przyczyny – firmy w Wielkopolsce wyżej od średniej krajowej oceniły swoje przychody, ale są nieco bardziej ostrożne jeśli chodzi o ocenę sytuacji gospodarczej. Właściciele firm w Wielkopolsce ocenili lepiej od średniej ubiegły rok, ale są nieco mniej optymistyczni niż ogólnopolska średnia jeśli chodzi o prognozy na rok 2018.

Ogólny Wskaźnik Koniunktury w 2017 r. – główny miernik nastroju przedsiębiorców będący wynikiem raportu – nie tylko zwiększył się̨ w stosunku do roku 2016, ale był najwyższy w historii badań. Po raz pierwszy wskaźnik ten przekroczył barierę̨ 100 punktów, czyli poziomu neutralnego (ani lepiej, ani gorzej). Oznacza to, że statystycznie po raz pierwszy od ośmiu lat dominowali w badaniu optymiści (w całym badaniu wskaźniki mogą przyjmować wartości od 50 do 150, gdzie 50 oznacza „dużo gorzej”, 75 – „gorzej”, 100 – „ani lepiej, ani gorzej”, 125 – „lepiej”, 150 – „dużo lepiej”).

Co interesujące, najmniej optymistyczni w regionie są przedsiębiorcy z Poznania. Badacze, którzy analizując wyniki podzielili województwo na 6 rejonów: miasto Poznań i rejony poznański, kaliski, koniński, leszczyński i pilski, najlepsze oceny odnotowali w rejonach leszczyńskim i konińskim, gdzie wyniki są powyżej średniej krajowej.

 Nastroje właścicieli firm w województwie wielkopolskim są najwyższe w ciągu 8 lat badań. Wyniki te jednak, w porównaniu do średniej dla całego kraju, są w większym stopniu pochodną rosnących przychodów firm i planów związanych ze zwiększeniem zatrudnienia, a nieco w mniejszym stopniu oceny sytuacji gospodarczej. Relatywnie wskaźnik koniunktury był najniższy w Poznaniu, choć jest tam bardzo wysoki odsetek firm inwestujących, wdrażających innowacje oraz eksportujących – powiedział Jakub Fulara, dyrektor Biura Funduszy UE i Programów Publicznych Banku Pekao.

Mali przedsiębiorcy z Wielkopolski znacznie lepiej niż w 2016 roku oceniają sytuację gospodarczą. Mimo, że wskaźnik dla województwa wyniósł 98,6 punktu, podczas gdy dla całego kraju 100,1, to przyrównując te dane do ocen zebranych rok wcześniej, to właśnie ocena sytuacji gospodarczej poprawiła się najbardziej, a odnotowany wzrost wyniósł niemal 9 pkt (z 90 pkt w roku 2016 do 98,6 pkt w 2017). Generalnie, przedsiębiorcy z województwa ocenili lepiej niż przed rokiem każde z ośmiu zagadnień będących przedmiotem badania nastrojów.

Lepiej od średniej krajowej firmy oceniają swoje przychody, planują też częściej szukać nowych pracowników. Ponadto w Wielkopolsce jest wyższy odsetek firm inwestujących – wyniósł on 56 proc. i był wyższy aż o 7 p.p. od średniej ogólnopolskiej. Najczęściej firmy inwestowały w Poznaniu oraz powiatach wokół niego. Więcej niż średnio w Polsce jest też eksporterów – 17 proc.

Jak Wielkopolska wypadła na tle innych regionów? W tegorocznej edycji najlepiej sytuację swoich firm oraz otoczenia gospodarczego ocenili przedsiębiorcy z województwa podlaskiego. Wynik 104 punkty to najwyższy wynik wojewódzki w historii badań. W sumie aż dla 11 województw wskaźnik koniunktury przekroczył „psychologiczną” granicę 100 punktów, czyli poziom neutralny badania. W przypadku 14 województw tegoroczne wyniki są̨ najwyższe w historii badań. Wyższą od Wielkopolski ogólną ocenę w badaniu dotyczącą perspektyw na najbliższy rok wystawili przedsiębiorcy z aż 9 województw.

Wielkopolska w badaniu „Raport o sytuacji mikro i małych firm w roku 2017”:

  • najwyższy wskaźnik w badaniu regionu dotyczył oceny sytuacji firmy – wyniósł prawie 103 punkty,
  • najniższą notę w badaniu w Wielkopolsce uzyskało pytanie „ocena sytuacji polskiej gospodarki w najbliższych 12 miesiącach” – 97,1 pkt; tylko w trzech województwach oceny były niższe (to opolskie, lubuskie i zachodniopomorskie),
  • najniżej spośród wszystkich województw przedsiębiorcy ocenili prognozowaną długość oczekiwania na zapłatę za sprzedane towary i usługi w najbliższych 12 miesiącach – 98,2pkt ,
  • spośród badanych kategorii, wielkopolskie mikro i małe firmy najwyższą notę wystawiły w kategorii „ocena przychodów z eksportu w najbliższych 12 miesiącach – 112 pkt.,

Wg danych GUS (2015) w Wielkopolsce działa 194 117 aktywnych mikro i małych firm (więcej tylko na Mazowszu i Śląsku). 55,9 – tyle wynosi w Wielkopolsce liczba aktywnych mikro i małych firm w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. To drugi po Mazowszu wynik w kraju.

„Raport o sytuacji mikro i małych firm w roku 2017” to badanie przeprowadzane wśród przedsiębiorstw w których pracuje nie więcej niż 49 osób (99% wszystkich aktywnych firm w Polsce). Raport jest rezultatem wywiadów telefonicznych z właścicielami 6900 mikro i małych przedsiębiorstw z całej Polski. Ankietowanych poproszono o odpowiedzi na 71 pytań, które dotyczyły m.in. oceny sytuacji gospodarczej, sytuacji finansowej firmy, zatrudnienia, a także obszarów takich jak inwestycje, eksport czy innowacyjność. Z raportu wyłania się obraz oceny gospodarki i sytuacji mikro i małych przedsiębiorstw, które zatrudniają w sumie prawie 5 mln osób. Reprezentatywne wyniki badania są prezentowane na poziomie krajowym, regionalnym (16 województw) oraz sub-regionalnym (66 grup powiatów), w podziale na sektory (produkcja, usługi, handel i budownictwo) oraz wielkość firm (mikro i małe firmy).

Galerie handlowe inaczej

Coraz bardziej wymagający klienci, rosnąca konkurencja, a ostatnio również wolne od handlu niedziele wymuszają na centrach handlowych zmiany, które wpływają na zwyczaje zakupowe i sposób spędzania wolnego czasu Polaków.  

Centra handlowe mimo rynkowego sukcesu nie spoczywają na laurach. Aby odróżnić się od konkurencji, ale przede wszystkim zaspokoić zmieniające się potrzeby i gusta klientów wciąż się zmieniają. Starają się pozyskiwać do grona najemców atrakcyjne marki, urozmaicać ofertę gastronomiczną i rozrywkową tak, aby stworzyć najbardziej dopasowaną do dzisiejszych potrzeb klientów ścieżkę ich zwiedzania.

Zainteresować, przyciągnąć, zatrzymać

Wśród klientów galerii są osoby, które lubią spędzać w nich czas, spacerować, oglądać, ale przede wszystkim kupować. Mniej zaangażowani shopperzy przychodzą do centrów okazjonalnie z określonym planem działania. W ostatnich latach wyrosła jeszcze jedna grupa klientów, młodzi ludzie, którzy przede wszystkim korzystają z coraz szerszej oferty gastronomiczno – rozrywkowej. To ich zwyczaje zakupowe związane z rozwojem internetowych kanałów sprzedaży starają się zmieniać galerie handlowe kusząc nie tylko wyprzedażami, rozprzedażami, akcjami typu „black friday” czy specjalnymi happeningami zniżkowymi. Centra handlowe od kilku lat  zmieniają swój charakter z obiektów jedynie handlowych w miejsca spędzania wolnego czasu i starają się przyciągać zwłaszcza ludzi młodych oraz rodziny coraz bardziej rozbudowaną infrastrukturą rekreacyjno-wypoczynkową oraz ofertą gastronomiczną  (tak zwane „Food and Beverage”).

– Już dziś w naszym centrum działają unikalne formaty rozrywkowe. W naszej ofercie mamy minigolfa, mini boisko piłkarskie, tor dla aut zdalnie sterowanych oraz szkołę tańca. Wkrótce otworzymy kino, nowy plac zabaw dla dzieci, dwa nowe koncepty rozrywkowe oraz największy klub fitness w kraju. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy blisko 50 wydarzeń specjalnych – począwszy od cyklicznych jarmarków, poprzez imprezy edukacyjne, po spotkania dla najmłodszych. Dzięki temu udaje nam się skutecznie zwiększać odwiedzalność centrum – mówi Krzysztof Sajnóg, Dyrektor Marketingu  w Blue City.

Karuzela co niedziela

Wyzwaniem dla centrów handlowych jest wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę. Z badań TNS Polska wynika, że 74 proc. Polaków robi zakupy w niedziele, a 54 proc. odwiedza sklepy w niedziele przynajmniej raz w miesiącu, co wynika nie tylko z dostępności sklepów, ale również ze stylu życia Polaków.

– Nowe regulacje wprowadzające zakaz handlu w niedziele z pewnością spowodują zmiany zwyczajów zakupowych Polaków, w tym m.in. wzrost wizyt w sklepach i sprzedaży w soboty i poniedziałki w tygodniach, w których obowiązuje zakaz. Jednocześnie centra handlowe, aby przyciągnąć klientów w dni wolne od handlu, będą starały się zwiększyć ofertę gastronomiczną oraz rozrywkową  – mówi Piotr Karpiński, Senior Director, Head of Asset Services Poland, CBRE.

Zdaniem Anny Wysockiej, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych JLL kluczowa jest bliska współpraca właścicieli, zarządców i najemców nad tzw. shopping experience – miękkimi aspektami, które sprawiają, że klient wraca do danego centrum handlowego, a przebywając w nim spędza więcej czasu i dokonuje większych zakupów. 

Centrum już nie tylko handlowe

Z analiz firmy badawczej Inquiry wynika, że to właśnie oferta kulturalno – rozrywkowa może stanowić o wyborze konkretnego centrum.

– Ani supermarkety, ani oferta modowa, która w wielu miejscach jest podobna, nie przyciągają do konkretnych  handlowych tak jak rozrywka, wypoczynek, sport, kultura i edukacja. Klienci cenią sobie  atrakcje przygotowywane przez galerie handlowe, co wyraźnie widać w Blue City. Oferta ta jest szczególnie ważna dla rodzin, które mogą z nich korzystać za darmo. A ponieważ ustawa nie nakłada ograniczeń na organizację w niedziele różnego rodzaju imprez, dlatego możemy się spodziewać wzmożenia tego typu akcji – podkreśla Agnieszka Górnicka, prezes agencji badawczej Inquiry.

Nowoczesne centra jak widać pełnią obecnie nie tylko funkcję handlową. Oznacza to, że po wprowadzeniu ograniczeń w handlu w niedziele, rodziny w dalszym ciągu będą mogły spędzać czas w centrach handlowych. Wychodząc naprzeciw potrzebom konsumentów stają się również ośrodkami życia społecznego. Zdaniem ekspertów proces ten będzie się pogłębiał, na co wpływ ma obecny styl i tempo życia.

Niemal co siódma firma odczuła skutki zmian w emeryturach. Będzie ich więcej?

W 2017 roku przyznano ponad 313 tys. świadczeń związanych z wejściem w życie nowych regulacji emerytalnych. Pomimo to, ponad 85% badanych pracodawców przyznaje, że zmiany emerytalnie nie wpłynęły negatywnie na ich funkcjonowanie. Taki wynik jest związany z niskim poziomem zatrudnienia w tej grupie wiekowej, a także niewielką liczbą odejść pracowników i częstym pozostawaniem w zatrudnieniu – wynika z najnowszych badań Kantar Millward Brown dla Work Service S.A. Jednak problemy dla rynku pracy mogą dopiero nadejść. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w tym roku na przejście na emerytury częściej decydują się osoby aktywne zawodowo i pracujące na etacie.

Od 1 października 2017 roku obowiązują nowe przepisy związane w wiekem emerytalnym. W myśl obowiązującej reformy kobiety mają prawo do przejścia na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni od 65 roku życia. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że tylko w ostatnim kwartale 2017 roku przyznano 313 tysięcy nowych świadczeń emerytalnych. Warto podkreślić, że 53% osób wnioskujących było nieaktywnych zawodowo. To oznacza, że przed podjęciem decyzji nie byli zatrudnieni i przebywali poza rynkiem pracy.

W pierwszej fazie wdrażania reformy emerytalnej jej wpływ na rynek pracy był ograniczony. Z naszych badań wynika, że w 2017 roku tylko 13,4% firm odczuło skutki nowych regulacji. W największym stopniu dotknęło to przedsiębiorstw z branży produkcyjnej (22,5%), a w najmniejszym podmioty z sektora publicznego (6,6%). Jednak, w  zdecydowanej większości pracodawcy nie odczuli masowych odejść pracowników, co potwierdzałoby interpretację danych ZUS, mówiącą o przechodzeniu na emeryturę głównie tych osób, które nie były zatrudnione – mówi Maciej Witucki Prezes Zarządu Work Service S.A.

Niemal co siódma firma odczuła skutki zmian w emeryturachZe styczniowych analiz przygotowanych przez ekonomistów Banku Zachodniego WBK na podstawie danych ZUS wynikało, że wśród aplikujących o emeryturę w 2017 roku około 186 tys. osób było aktywnych zawodowo. W tej grupie 54 tys. wypłat zawieszono z uwagi na kontynuację pracy, ale co istotniejsze, zdaniem ekonomistów 90 tys. nowych emerytów wróciło do pracy, po uzyskaniu świadczeń. Wnioski z tej analizy są zgodne z wynikami najnowszych badań Work Service. Ponad 85% pracodawców nie odczuło skutków wprowadzenia niższego wieku emerytalnego między innymi dlatego, że odejścia były nieliczne (35%), a w przypadku przeszło 20% firm osoby otrzymujące świadczenia dalej pracują w zakładzie lub wręcz nie złożyły wniosków o przejście na emerytury. Co istotne, niemal 42% przedsiębiorstw nie zatrudniało osób w wieku uprawniającym do otrzymania świadczeń.Niemal co siódma firma odczuła skutki zmian w emeryturach 2

Problemy dopiero nadejdą?

Pierwsze dane za 2018 rok mogą sugerować zmianę dotychczasowych trendów. W rozmowie z Polską Agencją Prasową, Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych podkreślała: W ostatnim kwartale minionego roku duża grupa osób, która przeszła na emeryturę, skorzystała na obniżeniu wieku, nie pracując i nie mając środków na utrzymanie. Teraz coraz więcej przechodzących to osoby kontynuujące zatrudnienie. Co więcej, statystyki ZUS z marca pokazują, że od początku bieżącego roku wnioski emerytalne, związane z reformą, złożyło ponad 92 tys. osób, a przy tym odnotowano wzrost przejść na emeryturę po pracy na etacie z 27 proc. do około 32 proc.

W kolejnych latach w wiek emerytalny będą wchodziły liczne roczniki wyżu powojennego. W latach 50-tych rodziło się niemal 800 tys. dzieci rocznie, a teraz te osoby będą opuszczać rynek pracy. Co więcej dane GUS pokazują, że osoby w wieku przedemerytalnym są aktywne zawodowo w ponad 72%, stąd ich ubytek będzie ogromnym wyzwaniem, bo już dziś w gospodarce w lawinowym stopniu rośnie liczba nieobsadzonych miejsc pracy. Pula osób młodych, które wchodzą na rynek pracy jest niewystarczająca, aby poradzić sobie z tą luką, dlatego długoterminowym rozwiązaniem jest zwiększenie aktywności zawodowej Polaków w wieku produkcyjnym przy jednoczesnym postawieniu na dalekowzroczną politykę migracyjną – podsumowuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz Work Service S.A.

Grupa Ubezpieczeniowa Europa zebrała w 2017 roku blisko 1,6 mld zł składki przypisanej brutto, czyli o 8 proc. więcej niż rok wcześniej

Grupa Europa ma za sobą rok zakończony wzrostami sprzedaży. W 2017 roku dwa towarzystwa wchodzące w jej skład wypracowały łącznie prawie 1,6 mld zł składki przypisanej brutto (według PSR). To o blisko 8 proc. więcej w porównaniu z wynikami osiągniętymi w 2016 roku. Wyższą sprzedażą może pochwalić się zarówno spółka majątkowa, jak i życiowa.

383 mln zł składki przypisanej brutto – taki wynik osiągnęło w 2017 roku Towarzystwo Ubezpieczeń Europa. To o 29 proc. więcej niż w 2016 roku. Ten wzrost to zasługa wszystkich kluczowych linii biznesowych: bancassurance, affinity, ubezpieczeń turystycznych oraz produktów sprzedawanych za pośrednictwem firm leasingowych. Tym samym spółka znalazła się w gronie najdynamiczniej rozwijających się towarzystw majątkowym, rosnąc zdecydowanie szybciej niż rynek.

Natomiast Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Europa zamknęło ubiegły rok ponad 1,2 mld zł przypisu składki brutto (+2,3 proc. r/r). To wynik zbliżony do wzrostu, który odnotował rynek życiowy w 2017 roku. Rosnąca sprzedaż produktów życiowych to głównie zasługa linii biznesowych, związanych z klasycznymi produktami bancassurance.

Marat Nevretdinov
Marat Nevretdinov

Na trudnym rynku po raz kolejny udowodniliśmy, że jesteśmy liderem segmentu bancassurance i najlepszym specjalistą od ubezpieczeń w bankach. Dowiedliśmy, że nasza strategia, zakładająca budowę nowych kompetencji i aktywizację nowych kanałów sprzedaży przynosi efekty – mówi Marat Nevretdinov, prezes Grupy Europa.

W segmencie bancassurance ubezpieczyciel postawił na rozwój ubezpieczeń stand-alone, czyli polis niepowiązanych z innymi produktami finansowymi. Grupa Europa z powodzeniem wdraża tę linię produktową we współpracy z podmiotami z rynku finansowego. W tym roku zamierza uruchomić ich sprzedaż w kolejnych kilku bankach jak również pozyskać nowych partnerów na rynku leasingowym i pożyczkowym.

W ubiegłym roku Grupa Europa kontynuowała działania zmierzające do transformacji i dywersyfikacji biznesu, z czym jest związana otwartość na nowe kanały sprzedaży. W tym celu m.in. rozpoczęła sprzedaż ubezpieczeń wspólnie z siecią sklepów Lidl (w ramach projektu „Lidl Podróże”) oraz programem lojalnościowym Payback. Produkty ubezpieczyciela są także dostępne w aplikacji mobilnej Skycash czy w ponad 7 tys. bankomatów sieci Euronet i Planet Cash.

Nadal widzimy niewykorzystany potencjał w cyfrowych i alternatywnych kanałach sprzedaży. To kierunek, w którym zamierzamy dalej rozwijać się, stawiając na cyfryzację oraz najwyższą jakość produktów i poziom obsługi klientów – mówi Marat Nevretdinov.

Ten rok Europa rozpoczęła od wprowadzenia na rynek Screenity – aplikacji mobilnej, która wyznaczyła nowy standard rynkowy w ubezpieczeniu telefonów komórkowych. Natomiast w planach na najbliższe miesiące jest uruchomienie platformy e-commerce, która zaoferuje nowe podejście do sprzedaży ubezpieczeń w internecie. Jej start będzie powiązany z odświeżeniem wizerunku Europy. Nowe logo, nad którym trwają pracę, ma łączyć w sobie innowacyjność z otwartością na klientów.

Ten rok będzie dla nas stał pod znakiem zbierania pierwszych owoców naszej dotychczasowej pracy nad rozwojem kanałów cyfrowych i alternatywnych. Liczę, że sprzedaż w nich będzie rosła, dzięki czemu będzie coraz mocniej widoczna w wynikach Grupy Europa – podkreśla Marat Nevretdinov.

Niepewność strategii energetycznej – czy powstanie polska elektrownia atomowa?

Polski program energetyki jądrowej nadal obowiązuje i zakłada budowę elektrowni jądrowej w Polsce. Rząd mówi o aktualizacji strategii energetycznej, która jednak nie może nadejść. Decyzja, która ostatecznie przesądzi o budowie, odwleka się. Z tego powodu istnieje niepewność wśród inwestorów. Potęgują ją wypowiedzi Ministerstwa Energii. Czasami potwierdza ono chęć rozwoju energetyki atomowej, ale też sygnalizuje niepokój o koszty. Mówi także o współfinansowaniu projektu np. przez PKN Orlen po fuzji z grupą LOTOS.

– Fakt, że taka publicystyka na temat polskiej elektrowni jądrowej toczy się w świetle kamer powoduje pogłębioną niepewność na rynku. Obecnie w Polsce i na świecie nikt nie może stwierdzić, czy nasz kraj buduje atom czy nie – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert oraz ekspert Instytutu Jagiellońskiego – Należałoby zakończyć te spekulacje, przedstawić stosowne dokumenty. Warto rozstrzygnąć też kwestię finansowania tego przedsięwzięcia. Taka pewność umożliwi rozmowy z Komisją Europejską, np. na temat wsparcia polskiej energetyki. To także ułatwi dialog z uczestnikami dyskusji w Polsce, którzy czekają na informacje o budowie atomu – ocenił Jakóbik.

10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o legalnych bukmacherach

„Ustawa hazardowa” – tak potocznie nazywana jest nowelizacja ustawy, która wprowadziła bardzo istotne zmiany w sytuacji prawnej hazardu w Polsce, w tym między innymi w kwestii zakładów bukmacherskich. O zmianach jakie zaszły w 2017 roku słyszało już wiele osób, także te które nigdy nie miały do czynienia z żadną formą hazardu, w tym także z obstawianiem wyników sportowych u bukmacherów. Szczegółowe zapisy przeprowadzonej nowelizacji ustawy nie są jednak powszechnie znane, dlatego postaramy się nieco przybliżyć zmiany prawne poczynione w dziedzinie zakładów bukmacherskich.

Legalni bukmacherzy – 10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć:

1. Legalny bukmacher tylko z licencją.

Ustawa hazardowa nakłada na wszystkich bukmacherów chcących rozpocząć działalność w Polsce obowiązek otrzymania licencji. Aby ją zdobyć, należy złożyć wniosek do Ministerstwa Finansów, spełniając przy tym szereg warunków formalnych. Funkcjonowanie firmy bukmacherskiej bez tego zezwolenia jest obecnie w zasadzie niemożliwe nie tylko w teorii, ale również praktycznie za sprawą specjalnych blokad, o czym piszemy w punkcie nr 2.

2. Blokady dla nielegalnych bukmacherów.

Na świecie istnieją setki, jeśli nie tysiące firm bukmacherskich. Każda z nich posiada własną stronę www, ale – co oczywiste – nie każda dysponuje licencją wydaną przez polskie Ministerstwo Finansów. Jak wiadomo, w Internecie nie ma granic, dlatego żeby uniemożliwić polskim graczom korzystanie z nielegalnych w Polsce firm bukmacherskich, zgodnie z nowelizacją ustawy, nałożono blokady na ich witryny internetowe. W efekcie obstawianie wyników przez Internet jest możliwe wyłącznie na stronach www kilku bukmacherów, którzy posiadają licencję uzyskaną od Ministerstwa Finansów. Aktualnie lista legalnych bukmacherów nie jest jeszcze zbyt imponująca, jednak w przyszłości powinno to ulegać zmianie, gdyż kolejne firmy czynią starania w celu wydania im wymaganej licencji.

3. Strona www w języku polskim.

Nowelizacja ustawy hazardowej kładzie duży nacisk na bezpieczeństwo graczy, którzy muszą dokładnie wiedzieć, gdzie i w jaki sposób obstawiają wyniki. Co oczywiste, żeby zrozumieć regulamin i zasady zakładów bukmacherskich, trzeba je przedstawić w języku polskim, co wprost wymusza ustawa, nakładając na firmy organizujące zakłady obowiązek posiadania strony internetowej po polsku.

4. Ograniczenia reklamowe.

Ponieważ ustawodawca przyjął założenie, że obstawianie wyników za pieniądze może skończyć się uzależnieniem, mocno ograniczył bukmacherom możliwość reklamowania się w mediach i miejscach publicznych. Wiele form promocji jest całkowicie zakazanych, a te, które są dozwolone, wiążą się z obowiązkiem przestrzegania licznych warunków, jak np. zakaz wywoływania skojarzeń z sukcesem finansowym czy zawodowym jako efektem obstawiania wyników. Ustawodawca przewidział natomiast dużą swobodę w sponsoringu, z czego zresztą firmy bukmacherskie czerpią pełnymi garściami. Wystarczy tylko przypomnieć, że niemal wszystkie kluby piłkarskiej Ekstraklasy są sponsorowane przez legalnie działających w Polsce bukmacherów, żeby uzmysłowić sobie skalę tego zjawiska.

5. Obowiązki informacyjne.

Bukmacherzy, którzy chcą przestrzegać polskiego prawa i działać legalnie bez ryzyka odebrania licencji przyznanej przez Ministerstwo Finansów, są zobowiązani do udzielania graczom stosownych informacji. Chodzi, m.in. o widoczne dla każdego ostrzeżenie o tym, że obstawianie wyników za pieniądze może być niebezpieczne dla osobistych finansów i potencjalnie uzależniające. Ponadto, legalny bukmacher musi powiadamiać użytkowników, że korzystanie z jego usług jest dozwolone wyłącznie dla osób, które skończyły 18 lat.

6. Tylko dla dorosłych.

Jak już wspomnieliśmy przed chwilą, w świetle obowiązujących przepisów, obowiązkiem legalnie działających firm oferujących możliwość obstawiania wyników jest zweryfikowanie, czy gracz ma ukończone 18 lat.

7. Kasyno nie może być dostępne w ofercie.

Firmy posiadające w swojej ofercie coś więcej niż tylko zakłady bukmacherskie (np. kasyno lub poker) nie otrzymają licencji i nie będą mogły działać w Polsce w legalny sposób. Legalni bukmacherzy mogą oferować bowiem tylko zakłady bukmacherskie.

8. Rejestr domen legalnych i nielegalnych bukmacherów.

Najnowsza nowelizacja ustawy hazardowej wprowadziła także możliwość tworzenia rejestrów uwzględniających bukmacherów zarówno legalnych, którzy posiadają licencję wydaną przez Ministerstwo Finansów, jak i nielegalnych, którzy nią nie dysponują i w związku z tym nie mają prawa do świadczenia usług w Polsce. Obie listy znajdują się na stronach internetowych Ministerstwa Finansów i umożliwiają graczom upewnienie się, czy dana firma funkcjonuje w oparciu o obowiązujące przepisy.

9. Podatki trzeba płacić.

Bezpieczeństwo nie tylko graczy, ale również budżetu państwa, przyświecało twórcom ostatniej nowelizacji ustawy hazardowej. W związku z tym, zachowali oni obowiązek odprowadzania podatku w wysokości 12% od stawki każdego zakładu (tzw. „podatek obrotowy”). Ponadto, kolejne 10% podatku należy się w przypadku wszystkich wygranych powyżej kwoty 2.280 zł. Ustawa nakłada na bukmacherów również obowiązek ewidencjonowania wygranych przewyższających tę kwotę.

10. Wysokie kary dla nielegalnych bukmacherów i graczy.

W celu odstraszenia potencjalnych bukmacherów, którzy chcieliby wejść na polski rynek bez uzyskania licencji i spełnienia ustawowych warunków, wprowadzono nie tylko możliwość blokowania ich stron internetowych, ale również horrendalnie wysokie kary. Trzeba pamiętać również, że karami zagrożeni są także gracze, którzy zdecydują się obstawiać zakłady u bukmacherów bez licencji.

Powyższe 10 punktów to minimalna wiedza, którą powinien dysponować każdy, kto chciałby rozpocząć obstawianie w sposób legalny. Jednak jeśli chciałbyś zapoznać się z pełną treścią obowiązującej ustawy, możesz to zrobić bezpośrednio na oficjalnej stronie Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej.

Warto pamiętać, że wprowadzone w 2017 roku zmiany prawne dotyczyły nie tylko zakładów bukmacherskich, ale także innych gier hazardowych, w szczególności tzw. „automatów do gier”, które można było zobaczyć w licznych punktach na ulicach miast, a co po wejściu w życie nowelizacji ustawy radykalnie się zmieniło. Jednak to temat na osobną, dłuższą analizę.

Pamiętaj, że zakłady bukmacherskie nie są niewinną zabawą, a jedną z gier hazardowych, a tym samym skutki uzależnienia od obstawiania zakładów mogą być bardzo poważne. Graj odpowiedzialnie i pamiętaj że obstawianie dozwolone jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Prezes Aviva Investors TFI: mieszkanie jako lokata ma słabe fundamenty

Ceny mieszkań galopują, ale kolejnych chętnych nie brakuje. Kupujemy nie tylko po to, aby mieć gdzie mieszkać – traktujemy mieszkanie, dom czy działkę jak lokatę oszczędności. Polskę ogarnęła moda na inwestycje w mieszkania na wynajem. Wciąż panuje opinia, że na nieruchomościach nie można stracić. Ma ona jednak słabe fundamenty…

Mamy krótką pamięć i nie wyciągamy wniosków z przeszłości. Od niemal 10 lat jesteśmy przyzwyczajeni, że mieszkania, domy czy działki drożeją i myślimy, że tak będzie zawsze. Zapomnieliśmy już, że podobna sytuacja miała miejsce przed 2007 rokiem. Wówczas również panował boom budowlany. Deweloperzy sprzedawali „dziury w ziemi”, a zainteresowani mieszkaniami ustawiali się w kolejkach. Aż przyszedł światowy kryzys finansowy, a wraz z nim załamał się również polski rynek. Mieszkania zaczęły tanieć, a osoby, które ulokowały w nich swoje oszczędności – zamiast zarabiać – liczyły stracone pieniądze.

Dziś również ceny nieruchomości są wysokie i warto zadać sobie pytanie, czy to dobry moment na inwestycje? Raczej nie… i to z kilku powodów.

Po pierwsze, mieszkania w Polsce są drogie. W dobrych lokalizacjach na zakup musimy wydać często więcej niż Niemcy, którzy zarabiają znacznie lepiej od nas. Nasz kraj wciąż dysponuje dużym zapasem gruntów, na których mogą powstawać nowe osiedla. Wysokie ceny mieszkań nie mają twardego uzasadnienia ekonomicznego. Prędzej czy później mieszkania zaczną tanieć.

Po drugie, kupując nieruchomość na wynajem trzeba pamiętać, że inwestycja zwróci się za ok. 15 lat i to pod warunkiem, że będzie cały czas wynajmowana. Nie jest to jednak takie pewne. W Polsce od dłuższego czasu rodzi się znacznie mniej dzieci niż w poprzednich pokoleniach. Wielu z nas pracuje za granicą i tam właściwie mieszka. GUS szacuje, że do 2050 r. liczba ludności kraju zmniejszy się o ponad 3 miliony. Czy za kilkanaście lat będzie miał kto wynajmować nasze mieszkanie? I jakie będą czynsze? Owszem, do Polski przyjeżdżają do pracy cudzoziemcy, głównie Ukraińcy. Czy będzie ich jednak na tyle, aby wynająć wszystkie dostępne mieszkania? Przecież deweloperzy budują kolejne osiedla… Logika rynkowa podpowiada, że czynsze spadną. W efekcie czas zwrotu z inwestycji w mieszkanie będzie jeszcze dłuższy niż zakładamy obecnie.

Po trzecie, posiadanie nieruchomości to koszty. Czynsz, podatki, naprawy oraz remonty to wydatki, które musimy ponosić, niezależnie od tego, czy uda się nam wynająć mieszkanie, czy nie…

Nieruchomości nie są „żyłą złota”, na której nie można stracić. Mogą być atrakcyjną lokatą oszczędności, ale zawsze wiążącą się z ryzykiem. Wymagają zaangażowania znacznych środków własnych, zwykle uzupełnianych kredytem. Nie jest łatwo z tej inwestycji wyjść. Decyzję o wydaniu oszczędności życia na zakup mieszkania na wynajem trzeba więc szczególnie starannie przemyśleć i porównać z innymi możliwościami.

Z uwagi na krótki staż w świecie kapitalizmu wciąż łatwo ulegamy inwestycyjnym mitom. Potem tracimy i zniechęcamy się do oszczędzania. Potrzebujemy więc dużej dawki zdrowego rozsądku, bo stawką są przecież nasze oszczędności i nasza przyszłość.

Marek Przybylski, prezes Aviva Investors TFI

Firmy bankrutują bo źle inwestują, a odbiorcy płacą z opóźnieniem

Co może doprowadzić do upadłości firmy? Przede wszystkim nietrafione inwestycje, ale także długotrwałe zatory płatnicze i upadłość kontrahenta – wynika z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor. Ostrożność w relacjach biznesowych jest wskazana, bo mimo poprawiającej się sytuacji ekonomicznej liczba upadłości firm w Polsce rośnie. W ubiegłym roku sądy gospodarcze ogłosiły bankructwo 889 przedsiębiorstw. Według wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska, w tym roku liczba ta może zwiększyć się o kilkanaście procent.

Z badania Keralla Research wykonanego na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że zdaniem ankietowanych menedżerów sektora MŚP zatory płatnicze są drugą, po nietrafionych inwestycjach przyczyną bankructw przedsiębiorstw. Wielu przedsiębiorców dostrzega także ryzyko jakie niesie współpraca z bankrutem, który nie płacąc może pociągnąć za sobą swoich dostawców. Dopiero na kolejnych miejscach jako powód upadłości wymieniana jest zaniżająca ceny, nieuczciwa konkurencja oraz błędy osób zarządzających.

Firmy bankrutują bo źle inwestują, a odbiorcy płacą z opóźnieniem

Źródło: Banie wykonane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Keralla Research

 Z naszych analiz wynika, że problemy z płatnościami opóźnianymi o co najmniej 60 dni, cały czas zgłasza połowa firm. Jednocześnie, przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, że do upadłości mogą doprowadzić nieuregulowane należności wynoszące 20-30 procent rocznego przychodu – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Nawet ci kontrahenci, którzy wydają się wiarygodni i wypłacalni, w rzeczywistości mogą mieć kłopoty finansowe i od dawna widnieć w rejestrach dłużników – dodaje.

Okazuje się, że przedsiębiorstwom, które mają problemy z zatorami płatniczymi znacznie częściej zdarzało się współpracować z partnerami biznesowymi, którzy ogłosili upadłość. Z badania BIG InfoMonitor wynika, że dotyczyło to 65 proc. firm. Tymczasem w grupie firm, które nie mają problemów z zatorami, relacje z bankrutami ma za sobą 38 proc. Zjawisko współpracy z podmiotami ogłaszającymi upadłość znane jest szczególnie w sektorze budowlanym (72 proc.) i produkcyjnym (70 proc.).

Najbardziej ryzykowne branże

W bazach BIG InfoMonitor i BIK liczba firm nieregulujących terminowo zobowiązań wobec kontrahentów i banków przekracza obecnie 264 tys. Ich łączne zaległości wynoszą prawie 25,2 mld zł. Ryzyko współpracy z poszczególnymi przedsiębiorstwami w dużym stopniu zależy od sektora i branży w jakich działa przedsiębiorstwo. Z danych BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że jeśli chodzi o wartość największe zaległości mają firmy handlowe, budowlane i przetwórcze, dalej jest HoReCa (hotele, restauracje, catering) i obsługa rynku nieruchomości. Pod względem odsetka firm z problemami w terminowym regulowaniu zobowiązań najgorzej wypadają natomiast: górnictwo, transport, HoReCa i budownictwo. Udział przedsiębiorstw zajmujących się daną działalnością waha się tu od 5,1 do 7,5 proc. Odsetek firm płacących z opóźnieniem lub wcale wśród ogółu przedsiębiorstw wynosi 5,4 proc. – wynika z danych BIK i BIG InfoMonitor.

Firmy bankrutują bo źle inwestują, a odbiorcy płacą z opóźnieniem 2

O ile jednak w całym sektorze przetwórstwa odsetek firm z opóźnieniami w płatnościach wynosi 4,9 proc. to są tam też branże jak produkcja napojów, wyrobów tytoniowych czy gospodarka odpadami, gdzie co najmniej co dziesiąta firma jest niesolidnym płatnikiem.

Liczba upadłości firm rośnie

Z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska wynika, że w ubiegłym roku sądy ogłosiły upadłość 889 firm. Co oznacza wzrost o 15 proc. w porównaniu do 2016 r. W ubiegłym roku, najwięcej upadłości odnotowano w sektorze produkcyjnym, gdzie zbankrutowało blisko 250 firm (wzrost o 9 proc. r/r), czyli niemal 30 proc. wszystkich zeszłorocznych upadłości. W liczbie bankructw przodują w tej kategorii firmy z branży obróbki metalu i części metalowych oraz producenci artykułów spożywczych. Jednocześnie, w tym samym czasie odnotowano 220 upadłości firm handlowych, 136 upadłości firm z branży budowlanej i 42 bankructwa firm transportowych.

Analizując dane z pierwszych dwóch miesięcy bieżącego roku można prognozować, że liczba upadłości w tym roku będzie jeszcze wyższa. Z wyliczeń Bisnode wynika, że prawdopodobnie przekroczy tysiąc, co oznacza wzrost o co najmniej 12 proc.

Dłużnicy nie są bezkarni

Wielu z tych bankructw można by uniknąć, gdyby firmy dokładniej przyglądały się swoim kontrahentom. – Przedsiębiorcy powinni weryfikować dosłownie każdy podmiot, z którym współpracują lub zamierzają współpracować. Tym bardziej, że narzędzia do tego są i proste, i tanie. W biurach informacji gospodarczej znajduje się sporo danych o aktualnym stanie finansowym wielu potencjalnych partnerów biznesowych – mówi Sławomir Grzelczak. – Sprawdzać trzeba, bo żadne przedsiębiorstwo, które ma kłopoty finansowe, nie będzie się tym chwalić. Tymczasem monitorując firmę w BIG InfoMonitor, widać od razu jakie zaległości i jakie kwoty ją obciążają – dodaje.

Odpływ pracowników ze Wschodu nam nie grozi. Aż 62% Ukraińców chce wrócić do Polski

Emigrację zarobkową najczęściej rozpatruje się z punktu widzenia korzyści ekonomicznych. Jednak dla pracowników z Ukrainy najważniejszym powodem przyjazdu do Polski jest bliskość geograficzna, która pozwala na częste odwiedziny rodziny (54% wskazań). Atrakcyjne wynagrodzenie zostało wskazane na drugim miejscu przez 44% respondentów, a podium domyka niska bariera językowa (34% wskazań). Tak wynika z raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018”. Co więcej, przedsiębiorców powinien uspokoić fakt, że 2/3 ukraińskich pracowników planuje przyjechać do Polski ponownie.

– Finanse są jednym z najważniejszych powodów emigracji. Wyższe zarobki czy możliwość rozwoju zawodowego przyciągają pracowników. Kiedy jednak wybieramy docelowe miejsce wyjazdu dochodzą argumenty emocjonalne. Zostawiając swoją rodzinę i znajomych, zastanawiamy się m.in. nad tym, jak łatwo będzie nam do nich wrócić w razie potrzeby. Widać to wyraźnie w naszym badaniu. Pracownicy z Ukrainy decydują się na pracę w Polsce, bo mają do nas blisko. To właśnie na tym nasz kraj wygrywa z innymi rynkami w walce o pracowników ze Wschodu. Oczywiście zarobki też są ważne. W Polsce Ukrainiec zarobi nawet czterokrotność ukraińskiej pensji – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Dlaczego Ukraińcy wybierają Polskę?

Aż 62% ankietowanych Ukraińców deklaruje, że w najbliższym czasie zamierza ponownie odwiedzić Polskę w celach zarobkowych. Chęć powrotu pokazuje, że pracownicy zza wschodniej granicy dobrze się u nas czują. Wybór Polski jako miejsca emigracji zarobkowej podyktowany jest przede wszystkim bliskością geograficzną obu państw (54% wskazań). Na drugim miejscu znalazła się wysokość zarobków (44%), a na trzecim niska bariera językowa (34%). Ta ostatnia jest również ważna dla pracodawców, ponieważ pozwala na szybkie wdrożenie pracownika. Dla 3 na 10 obywateli Ukrainy ważna jest obecność w Polsce ich rodziny lub znajomych, zaś co piąty badany docenia możliwość wyboru spośród dużej liczby ofert pracy.

Niestabilna sytuacja na Ukrainie powoduje, że 7% osób zwraca uwagę na stabilną sytuację polityczno-gospodarczą Polski. Również 7% docenia bliskość kulturowo-społeczną naszych narodów. Warto zauważyć, że jedynie 5% ankietowanych jako powód wyboru Polski wskazało brak możliwości wyjazdu do innego kraju europejskiego.

Po pracę i pracownika do znajomych oraz rodziny

Dwóch na trzech Ukraińców poszukując pracy w Polsce wykorzystuje doświadczenie i kontakty swojej rodziny oraz znajomych z Ukrainy. Co piąty respondent zgłasza się do rodziny lub znajomych przebywających w Polsce. Jedynie 10% zainteresowanych pracą w naszym kraju korzysta z usług polskich agencji zatrudnienia działających na Ukrainie. Jeszcze mniej osób szuka pracy poprzez przeglądanie ogłoszeń polskich pracodawców oraz social mediów (odpowiednio 6% i 5%). Do urzędów pracy w Polsce i na Ukrainie zgłasza się w sumie tylko 0,4% osób.

Siatka Ukraińców pracujących w Polsce jest już na tyle rozległa, że chętnie wykorzystują ją pracodawcy. W celu znalezienia nowych kandydatów do pracy, 36% firm prosi o pomoc Ukraińców, którzy aktualnie są w Polsce. 35% przedsiębiorstw szuka pracowników przy pomocy agencji zatrudnienia, a odpowiednio 15% i 14% stara się znaleźć osoby do pracy przy pomocy ukraińskich serwisów internetowych i social mediów. Analogicznie jak w przypadku pracowników, najmniej pracodawców korzysta z usług urzędów pracy. 13% firm poszukuje kandydatów przy pomocy polskich urzędów pracy, a jedynie 5% ich ukraińskich odpowiedników.

Cieszmy się z tego, co mamy

Zapowiedź większej otwartości chińskiej gospodarki jest miłą niespodzianką na tle ostatnich obaw wokół wojny handlowej. Apetyt na ryzyko ma się dziś dobrze na rynku FX, akcyjnym i towarowym. Kalendarz oferuje tylko drugo- i trzeciorzędne publikacje, więc w następnych godzinach dalej będziemy żyć polityką.

Podczas przemówienia na forum ekonomicznym Boao (takie chińskie Davos) prezydent Xi zapowiedział dalsze otwieranie chińskiej gospodarki i obniżenie niektórych ceł importowych z wyszczególnieniem samochodów. Xi dodał, że Chiny nie dążą do utrzymania nadwyżki handlowej, ale bardziej zależy im na dostarczeniu konkurencyjnych produktów dla chińskiej ludności. Prezydent zadeklarował otwarcie niektórych sektorów dla kapitału zagranicznego. Przemówienie jest przyjemnym zwrotem akcji w trwającej dyspucie handlowej z USA, a dodatkowo pojawia się kilka godzin po tym, jak prezydent Trump na Twitterze wyraził niezadowolenie z wysokich ceł na importowane do Chin samochody. Wydaje się zatem, że dziś ryzyko wojny walutowej zmalało, co rynki przyjmują z zadowoleniem. Na FX rajd AUD i NZD oraz przecena JPY są książkową odpowiedzią. Pytanie tylko, czy ruch ze strony Chin z miejsca odmieni protekcjonistyczne i antyglobalizacyjne zapędy Trumpa? I czy Trump odbierze przemówienie Xi jako swój sukces, czy jako utratę kontroli nad polem gry – prezydent Xi pokazał się jako rozsądny gracz, który (jak na razie pustymi) deklaracjami wytrąca karty z ręki Trumpa. Na razie jednak cieszmy się z tego, co mamy.

Przynajmniej do czasu, aż Trump nie włączy Twittera, rynki finansowe powinny kontynuować pro-ryzykowny sentyment. Dane dziś nie będą przeszkadzać, gdyż brakuje pierwszorzędnych publikacji. Za nami już rozczarowujący odczyt CPI z Norwegii (-0,3 proc. m/m), który uderzył w NOK, gdyż ostudził trochę oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych w Norwegii. EUR też nie ma powodów do zadowolenia po spadku produkcji wytwórczej we Francji (-0,6 proc. m/m). To po danych z Niemczech z piątku drugi zły znak z europejskiego przemysłu, a przed nami jeszcze figura z Włoch. Po południu PPI z USA oraz dane z rynku budowlanego Kanady nie powinny wywołać większej reakcji. USD czeka na jutrzejsze dane o CPI, a CAD większą uwagę przewiązuje nastrojom globalnym, wzrostom cen ropy naftowej i dobrym wynikom opublikowanej wczoraj ankiety nastrojów biznesu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Standard PCI Express w ciągu kilku lat również w kartach pamięci. Zapewni nawet dziewięciokrotnie większą prędkość zapisu

Standard PCI Express w ciągu kilku lat również w kartach pamięci. Zapewni nawet dziewięciokrotnie większą prędkość zapisu 8

Standard PCI Express pozwala na przesyłanie danych z dużą prędkością. Obecnie ma on zastosowanie przede wszystkim w dyskach SSD. W ciągu kilku lat będzie także dostępny również na kartach SD i microSD. Nowy standard może zapewnić prędkość zapisu nawet 9-krotnie większą, od obecnych rozwiązań. Coraz większa szybkość przesyłu danych oraz stale rosnąca pojemność, pozwolą na bezproblemowe stosowanie funkcji, takich jak super slow motion w smartfonach.

– Wdrożyliśmy technologię PCI Express w kartach pamięci. Dzięki nowemu interfejsowi, nasza karta SD osiąga prędkość prawie 900 MB/s. Na razie to prototyp i koncepcja, wprowadzenie na rynek tej karty to perspektywa kilku lat, ale chcemy pokazać, w którym kierunku idą prace w tej dziedzinie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje JongHyun Lee z Western Digital Group.

Magistrala PCI Express pojawiła się w 2004 roku. Od tego czasu powstało już 5 jej generacji. Standard PCI-E zastąpił w komputerach wolniejsze magistrale typu PCI oraz AGP. Najważniejszą jego zaletą jest wysoka przepustowość, sięgająca potencjalnie nawet 4000 MB/s. Złącza PCI-E stosowane są do montowania na płycie głównej komputera kart rozszerzeń, takich jak karty graficzne, dźwiękowe czy sieciowe oraz dysków SSD. Zastosowanie magistrali PCI Express pozwala na optymalne wykorzystanie możliwości zapisu i odczytu danych.

– Dzięki nowemu interfejsowi PCI-E, nasza karta SD osiąga prędkość prawie 900 MB/s. Już niedługo karty pamięci mogą osiągać prędkości i pojemności obecnych dysków SSD. Z perspektywy specyfikacji widzimy, że producenci chcą wykorzystywać technologię PCI-E m.in. w smartfonach. Chcemy być na to przygotowani, chcemy pokazać, że PCI-E potrafi osiągnąć prędkość, której ludzie potrzebują – przekonuje ekspert.

Obecnie karty microSD cechują się maksymalną pojemnością 400 GB (kartę o takiej pojemności zaprezentowano na Mobile World Congress 2018, na rynek trafi za kilka miesięcy) oraz prędkością zapisu i odczytu na poziomie 100 MB/s. Dostosowanie ich do standardu PCI-E oznaczałoby więc dziewięciokrotne zwiększenie prędkości zapisu. Zanim nowy standard pojawi się na rynku kart pamięci, ich rozwój dotyczyć będzie przede wszystkich ich pojemności. Już niebawem na rynek ma trafić karta pamięci o pojemności 1 terabajta.

– Widzimy wzrosty w zakresie pojemności kart pamięci. Dziś karta microSD mieści już 400 gigabajtów, a w ofercie mamy także kartę SD o pojemności 512 gigabajtów. Zapowiedzieliśmy także stworzenie terabajtowej karty SD – przypomina JongHyun Lee.

Opracowywanie coraz bardziej pojemnych kart pamięci jest wymuszana zwłaszcza przez postępujący rozwój możliwości cyfrowego zapisu obrazu. Najnowsze flagowe smartfony oferują już zapis w technologii super slow motion czy 4K. Korzystanie z nich skutkuje jednak bardzo szybkim zapełnianiem wewnętrznej pamięci urządzeń.

Przyszłość kart pamięci to również implementacja niestandardowych rozwiązań wspomagających nagrywanie filmów. Na targach Maker Faire Tokyo 2016 został zaprezentowany wynalazek VirtualGimbal będący połączeniem adaptera microSD do SD i żyroskopu. Takie rozwiązanie sprawia, że na karcie zapisywany jest, oprócz nagrania, dodatkowy plik rejestrujący chwilowe przemieszczenia się adaptera, a więc i całego aparatu. Mając taki plik użytkownik może go poddać obróbce przez algorytm stabilizacji obrazu i tym samym udoskonalić nagranie.

Prognozy Persistence Market Research zakładają, że światowy rynek kart pamięci w 2022 roku będzie wyceniany na niemal 21 mld dol. 90-proc. udział stanowią w nim karty microSD.