Nowe technologie pozwolą zważyć każdy pojazd w czasie przejazdu i ukarać kierowców przeciążonych pojazdów. Nawet co trzecia ciężarówka w Polsce jest przeciążona

Nowe technologie pozwolą zważyć każdy pojazd w czasie przejazdu i ukarać kierowców przeciążonych pojazdów. Nawet co trzecia ciężarówka w Polsce jest przeciążona 1

Szacuje się, że nawet co trzecia ciężarówka, która porusza się po polskich drogach jest przeciążona. Inspektorzy transportu drogowego są w stanie skontrolować w ciągu roku niewiele ponad 20 tys. pojazdów ciężarowych. Dzięki nowoczesnym narzędziom można jednak automatycznie wykrywać i identyfikować pojazdy przeciążone lub zbyt wysokie bez ich zatrzymywania. Nowa technologia pozwala ocenić nacisk osi pojazdu na nawierzchnię drogi w czasie jego przejazdu przez pole pomiarowe, czyli czujniki i pętle indukcyjne umieszczone w pasie ruchu. Docelowo system ma również estymować warunki panujące na drodze i wokół drogi.

– Neurocar to system nie tylko drogowy, który m.in. rozpoznaje pojazdy i całą otoczkę wokół pojazdów. Samochody są identyfikowane poprzez rozpoznawanie tablic rejestracyjnych pojazdów, markę, model, a w ciągu dnia także kolor oraz poprzez sygnaturę magnetyczną oraz jego wagę. Są też systemy, w których rozpoznajemy bok pojazdu, czy liczbę osi na podstawie zdjęć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jakub Truszczyński, dyrektor działu elektroniki w Neurosoft.

System NeuroCar działa na zasadzie technologii przetwarzania obrazów cyfrowych na bazie strumienia wideo z kamery zamontowanej w pasie drogowym. Pojazd można zidentyfikować dzięki rozpoznaniu tablicy rejestracyjnej, producenta samochodu, modelu czy koloru. Dzięki dodaniu funkcjonalności , m.in. ważenia dynamicznego oraz klasyfikacji pętlowej pojazdów, system może aktywnie wspierać kontrolę drogową i znacznie ją przyspieszyć.

– W systemie ważenia dynamicznego, najczęściej wykorzystywane są pętle indukcyjne do rozpoznawania, jaki to jest typ pojazdu oraz czujniki ważenia, które podobnie jak pętle, są zainstalowane w drodze. Oprócz tego mamy kamery, które mogą być nad drogą albo obok drogi, co w jakiejś formie usprawnia instalację lub poprawia jakość rozpoznawania – tłumaczy Jakub Truszczyński.

Głównym elementem systemu NeuroCar Weigh-in-Motion są wagi dynamiczne, system identyfikacji pojazdów oraz terminal obliczeniowy, który nadzoruje cały proces pomiaru i transmisji danych. Czujniki i pętle indukcyjne umieszczone są w pasie ruchu, co umożliwia zważenie pojazdu w czasie przejazdu przez pole pomiaru. Zebrane dane są przetwarzane przez odpowiedni algorytm i na tej podstawie można wskazać te pojazdy, których gabaryty przekraczają dozwolone normy. Każdy przejazd jest dodatkowo monitorowany przez kamerę poglądową.

– Nasz system docelowo ma nie tylko ważyć pojazd i rozpoznawać jego charakterystykę magnetyczną, ale będzie też estymował warunki panujące na drodze i wokół drogi, m.in. warunki pogodowe i temperaturowe, po to aby robić automatyczną kalibrację, adjustację, czy poprawę wyników, które daje nam waga. Dotychczas mieliśmy systemy, które dają wynik ważenia na podstawie danych z sensora umieszczonego w drodze – podkreśla przedstawiciel Neurosoft.

Przeciążone ciężarówki to na polskich drogach duży problem. Z danych Instytutu Badawczego Dróg i Mostów wynika, że co trzecia ciężarówka poruszająca się po naszych drogach jest przeciążona. Przejazd jednego samochodu ciężarowego o nacisku 20 ton na oś zużywa nawierzchnię w takim samym stopniu, co przejazd 2,5-miliona samochodów osobowych. Inspektorzy transportu drogowego są w stanie skontrolować w ciągu roku niewiele ponad 20 tys. pojazdów ciężarowych – przez 10 miesięcy 2017 roku przeprowadzili 21,7 tys. kontroli masy pojazdów, ukarano ponad 10 tys. kierowców, nałożono też 1,4 tys. kar administracyjnych. Takie kontrole pozwalają jednak sprawdzić niewielki odsetek ciężarówek.

Tylko na dwóch odcinkach autostrad, na niepełnym odcinku autostrady A2 Konin-Stryków i A4, na odcinku Gliwice-Wrocław, w ciągu doby porusza się 23 tys. pojazdów ciężarowych. Dzięki systemowi NeuroCar Weigh-in-Motion będzie można skontrolować wagę wszystkich poruszających się po drogach pojazdów.

Obecnie w Polsce jest 36 pasów ruchu z zaimplementowanym systemem Neurocar Weigh-in-Motion. Średnia liczba pojazdów przeciążonych w miesiącu z jednej lokalizacji sięga 1,2 tys. W ciągu kilku lat system może zostać wdrożony już w całym kraju.

– Potrzebujemy jeszcze 1-2 lata na przeprowadzenie badań. Jesteśmy we współpracy z Głównym Urzędem Miar w Polsce. Będziemy się wymieniać doświadczeniami i współpracować przy tworzeniu prawa. Realnie patrząc, sprawne funkcjonowanie systemu i państwa w tym zakresie nastąpi nie wcześniej, niż za 3 lata – zapowiada Jakub Truszczyński.

Spokojny początek tygodnia w oczekiwaniu na minutes Fed i dane inflacyjne z Polski

Osłabienie nastrojów wśród inwestorów ogranicza pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie. Złoty stabilny. Kurs EURPLN utrzymuje okolice minimów ostatnich dni, pozostając lekko powyżej 4,191.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Podczas poniedziałkowej sesji EURPLN stabilizował się powyżej ostatnich minimów na 4,191. Większej zmienności nie sprzyjał pozbawiony ważnych publikacji kalendarz gospodarczy. Z kolei na rynku głównej pary walutowej euro umacniało się wobec dolara, a kurs EURUSD powrócił powyżej 1,23. Wspólna waluta wsparcie znalazła w wypowiedzi prezesa EBC podczas prezentacji rocznego raportu banku centralnego. W ocenie M Draghi’ego obecne zawirowania na rynkach akcji nie będą miały wpływu na sytuację finansową strefy euro. Inflacja powinna dalej rosnąć w kierunku celu banku wynoszącego blisko 2%. Niemniej, nadal niepewna pozostaje skala spowolnienia gospodarki europejskiej.

W tym tygodniu rynki nadal uwagę kierować będą na informacje dot. amerykańskiej polityki handlowej. Niemniej równie ważna dla decyzyjności inwestorów będzie też publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia Fed-u. Mając w pamięci, że w marcu brakowało tylko jednego głosu, aby przesunąć średnie oczekiwania na cztery podwyżki w tym roku, można spodziewać się bardzo jastrzębiego wydźwięku, umacniającego dolara do euro i innych głównych walut. W ub. tygodniu szef Fed J. Powell potwierdził zamiar dalszej normalizacji polityki pieniężnej podkreślając, że relatywnie niska dynamika płac wskazuje, że amerykański rynek pracy nie jest przegrzany. Obok mocnego minutes wsparciem dla waluty amerykańskiej mogą okazać się też środowe dane inflacyjne z USA, które będą zapewne wspierać oczekiwania na kolejne podwyżki stóp przez Fed. Rynek prognozuje, że bazowy CPI przyspieszy do 2,1% r/r. Silniejszy dolar może zaś oznaczać słabszego złotego, szczególnie, że zaplanowane na ten tydzień, oczekiwane mocno gołębie posiedzenie decyzyjne RPP nie będzie wspierało naszej waluty, podobnie jak piątkowa publikacja ostatecznych danych inflacyjnych za marzec. Tak więc, w perspektywie tygodnia złoty powinien się osłabić.

Na rynku stopy procentowej początek nowego tygodnia przyniósł dalsze spadki rentowności obligacji skarbowych. Polska krzywa dochodowości przesunęła się o blisko 5pb na swoim środku oraz dłuższym końcu. Przy braku publikacji ważniejszych danych, w poniedziałek kontynuowany był trend wspierający wyceny obligacji po niższej od oczekiwań wstępnej inflacji oraz umiarkowanej podaży na rynku pierwotnym w ubiegłym tygodniu. Piątkowy odczyt finalnego CPI dla Polski powinien mieć dla instrumentów dłużnych mniejsze znaczenie od flasha, jednak pokaże on źródła zmiany CPI. W tym kontekście, wtorkowe dane z Węgier oraz Czech mogą wskazać, czy rzeczywiście w regionie CEE doszło do spowolnienia inflacji bazowej.

Za utrzymaniem się rentowności obligacji skarbowych na relatywnie niskich poziomach w najbliższym czasie przemawia również sytuacja w strefie euro. Niemieckie 10-letnie Bundy notowane są obecnie w okolicy 0,50%, blisko 30pb niżej od tegorocznego szczytu. Gorsze nastroje dotyczące wzrostu gospodarczego w strefie euro, reprezentowane przez ostatnie odczyty indeksów PMI znajdują również swoje potwierdzenie w indeksie zaufania inwestorów Sentix, który w kwietniu zanotował spory spadek w stosunku do marca. Umiarkowany optymizm inwestorów w połączeniu z obawami o rozpoczęcie wojen handlowych wzmaga popyt na bezpieczne aktywa, wspierając wyceny obligacji skarbowych.

Spokojny początek tygodnia w oczekiwaniu na minutes Fed i dane inflacyjne z PolskiAutorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Czy dolar amerykański straci pozycję króla?

Prawdziwa dominacja dolara amerykańskiego rozpoczęła się 22 lipca 1944 roku, tuż po zakończeniu konferencji z Bretton Woods. W trakcie konferencji zapadły bardzo ważne decyzje, dolar amerykański został oparty o parytet złota. Parytet został ustalony na 35 dolarów amerykańskich. Warto również wspomnieć, że była to wyższa cena złota wyrażona w dolarach niż wcześniej ustalono, ponieważ w 1900 roku został ustalony na 20,67 USD.

O co chodziło? W skrócie każda waluta mogła być wymieniona na złoto, które Stany Zjednoczone pozyskały przez wielki eksport towarów do Europy. Na samym początku np. walutę X wymieniano na USD, po to aby walutę amerykańską wymienić na złoto. Jako, że każdy był przekonany, że dolar amerykański nie jest wydmuszką, tylko walutą zbudowaną na złocie, to musiał też być najbezpieczniejszą walutą na świecie. Dzięki temu waluta zyskała prawdziwy status waluty rezerwowej.

Parytet złota został porzucony w 1971 roku. Dlaczego? Stany Zjednoczone przez wszystkie lata wydrukowały zbyt dużo dolarów, które nie miały pokrycia w złocie. Dolary popłynęły do Europy, gdzie ludzie zdali sobie sprawę, co się dzieje. Duże państwa jak np. Francja zaczęła masowo wymieniać dolary na złoto, w długim terminie system nie mógł się utrzymać. USD stał się walutą płynną.

Jednak idąc dalej, Stany Zjednoczone musiały zabezpieczyć przyszłość waluty rezerwowej. W taki sposób został stworzony petrodolar. Pod pojęciem petrodolar kryje się wielka moc, jest to system, w którym handel na praktycznie wszystkich surowcach odbywa się za pomocą dolara amerykańskiego. Dlatego każdy go potrzebuje i w ten sposób popyt na USD jest zagwarantowany. Jednak teraz po raz kolejny Stany Zjednoczone staną przed wyzwaniem.

Chiny – tykająca bomba dla USD?

Jak ostatnio poinformowała agencja informacyjna Bloomberg Chiny stały się największym importerem ropy naftowej na świecie. Dzienny import wynosi powyżej 8 milionów baryłek dziennie.

Crude-Buying Kings

Nic takiego by się nie stało, gdyby Chiny dalej wykorzystywały USD w zakupie ropy naftowej. Aczkolwiek władze chińskie postanowiły wprowadzić do obrotu PetroYuana, czyli kontrakty terminowe na ropę naftową denominowaną w Yuanie.

PetroYuan

Źródło: Bloomberg

Łącząc powyższe informacje jest to prawdziwy cios dla USD. Historia już nieraz pokazała, że nic nie trwa wiecznie i być może po raz kolejny na świecie nadejście przetasowanie kart. Być może, jednak jest to długoterminowe zjawisko, poniżej zamieszczono również globalne waluty rezerwowe od 1450 roku.

reserve currency since

Źródło: Business Insider

Jak widać nic nie trwa wiecznie i każda waluta wcześniej czy później traciła status globalnej waluty rezerwowej. Czy w przypadku USD będzie tak samo?

Jeżeli tak, to do Stanów Zjednoczonych zacznie napływać bardzo dużo USD, co wywołałoby inflację. Strata statusu waluty rezerwowej byłaby także jednoznaczna z wyprzedażą większości USD przez państwa utrzymujące rezerwy w walucie amerykańskiej, dolar amerykański straciłby na wartości prawdopodobnie 30-40 procent. Należy pamiętać, że tak duże zmiany nie następują z dnia na dzień.

Dział Analiz Admiral Markets

Coraz tańsze OC dla kierowców

Według rankomat.pl w I kwartale 2018 r. średnia cena OC komunikacyjnego wynosiła w Polsce 738 zł i była o mniej więcej 4% niższa niż w kwartale poprzednim, w którym zresztą również mieliśmy do czynienia ze spadkiem. Czy ta korzystna dla kierowców tendencja ma szanse się utrzymać?

W ubiegłym kwartale najwięcej za OC płacili tradycyjnie mieszkańcy woj. dolnośląskiego, pomorskiego i mazowieckiego. Najniższe ceny były z kolei w woj. podkarpackim, opolskim oraz świętokrzyskim.

„Ubezpieczyciele biorą pod uwagę bardzo wiele elementów, ustalając ceny OC. Każdy robi to w trochę inny sposób. Jednym z ważniejszych czynników jest liczba szkód występujących w danym województwie. Składają się na nią gęstość zaludnienia, liczba samochodów na tysiąc mieszkańców, a nawet jakość dróg” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Tomasz Masajło, dyrektor marketingu i e-commerce w rankomat.pl.

Wydaje się, że obecne spadki cen OC są pochodną gwałtownych podwyżek z lat 2016–2017. Czy jest szansa, że podobne obniżki będziemy obserwować także w najbliższych miesiącach? Trudno powiedzieć. Dwa kwartały to na pewno zbyt krótko, by mówić o jakiejś trwałej tendencji spadkowej.

Rośnie pozycja polskich portów na przeładunkowej mapie Europy. Gdańsk inwestuje w infrastrukturę i liczy na przejęcie części klientów portów niemieckich

Rośnie pozycja polskich portów na przeładunkowej mapie Europy. Gdańsk inwestuje w infrastrukturę i liczy na przejęcie części klientów portów niemieckich 2

600 mln zł zainwestuje Port w Gdańsku w dwa wielkie projekty, realizowane przy pomocy środków z Unii Europejskiej. Pomogą one przyciągnąć nowych kontrahentów w akwenie Morza Bałtyckiego, który jest najszybciej rozwijającym się obszarem morskim na Starym Kontynencie. Przeładunki w polskich portach rosną m.in. dzięki dobrej koniunkturze gospodarczej.

Pierwszy kwartał 2018 roku w przeładunkach był bardzo dobry. W styczniu przeładowaliśmy ponad 4 mln ton towarów i był to kolejny miesiąc z takim wynikiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Osowski, wiceprezes zarządu ds. infrastruktury Zarządu Morskiego Portu Gdańsk. – Najszybciej w porcie w Gdańsku rozwijają się przeładunki drobnicy skonteneryzowanej, paliw, węgla oraz nowych grup ładunkowych, których dawno nie było w Gdańsku, a mianowicie drewna.

W 2017 roku przez port w Gdańsku przewinęło się ponad 40,6 mln ton ładunków. To ponad dwa razy więcej niż dziesięć lat wcześniej. Rośnie też znaczenie Portu Gdańsk dla polskich przeładunków morskich. W latach 2015–2016 udział wynosił już 46 proc. zarówno pod względem ilościowym, jak i wartościowym. W styczniu w porcie przeładowano 4,19 mln ton, dobrze ponad jedną dziesiątą tego, co przez cały ubiegły rok.

Liczymy, że do końca 2018 roku przeładunki będą rosły. Być może będzie to zakłócone minimalnie przez rozkręcający się program inwestycji i pewne zakłócenia występujące na nabrzeżach, niemniej jednak wierzymy, że będzie to kolejny doskonały rok dla gdańskiego portu – przekonuje Marcin Osowski. – W Polsce perspektywy [dla transportu morskiego – red.] są naprawdę dobre. Modernizując nieustannie infrastrukturę, właściwie gonimy rosnący popyt. W Europę moim zdaniem takiej dużej dynamiki nie będzie, natomiast pozytywny trend wzrostowy powinien zostać utrzymany w najbliższych latach.

Morze Bałtyckie jest najszybciej rozwijającym się akwenem w Europie. W porównaniu z rokiem 2001 jego obroty morskie w 2015 roku wzrosły o ponad 55 proc., podczas gdy w wypadku Morza Północnego było to niespełna 30 proc., Atlantyku – mniej niż 20 proc., a Morza Śródziemnego – nieco ponad 15 proc.

Z kolei w rankingu portów na Bałtyku Gdańsk zajmuje szóste miejsce, wyprzedzając Rygę, Rostock, Szczecin-Świnoujście i Lubekę. Dominują trzy porty rosyjskie, a stolicę województwa pomorskiego wyprzedzają jeszcze Göteborg oraz Kłajpeda. Najwyższą, drugą pozycję miał Gdańsk w zakresie przewozów kontenerowych, ustępując tylko Sankt Petersburgowi (dane za 2016 rok).

Pod koniec marca port podpisał umowy w ramach dotacji unijnych na dwa duże projekty inwestycyjne. Pierwszy z nich to pogłębienie toru wodnego z przebudową nabrzeży w Porcie Wewnętrznym, a drugi to modernizacja sieci drogowo-kolejowej w Porcie Zewnętrznym. Łączna wartość tych inwestycji to ok. 600 mln zł, z czego 85 proc. zostało dofinansowane z UE.

Pozycja polskich portów rośnie. Jest to wynikiem dobrej koniunktury gospodarczej i inwestycji w infrastrukturę, natomiast ten potencjał jeszcze nie jest do końca wykorzystany. Liczymy na to, że odbierzemy – głównie portom niemieckim – to, co należy do naszego naturalnego zaplecza, czyli transport do Polski i krajów Europy Środkowej – zakłada wiceprezes portu. – Jeżeli chodzi o kierunki eksportowe, to oczywiście jest to nasz kraj, jak i kraje naszego bezpośredniego zaplecza, czyli Białoruś, północna Ukraina, Słowacja, Czechy, nawet część Węgier, a jeżeli chodzi o import, to głównie daleka Azja, Singapur, Chiny, Korea Płd. i być może nowe kierunki, jak np. USA.

Największym partnerem handlowym Portu Gdańsk w 2015 roku spoza Unii była Rosja (49 proc.), drugie miejsce zajmowały Norwegia i Chiny bez Hongkongu (po 8 proc.), a potem Izrael (7 proc.) oraz Singapur, Maroko i Korea Południowa (po 4 proc.)

DS chce konkurować z największymi graczami na rynku SUV-ów. Swój nowy model w tym segmencie będzie sprzedawać w specjalnej sieci salonów

DS chce konkurować z największymi graczami na rynku SUV-ów. Swój nowy model w tym segmencie będzie sprzedawać w specjalnej sieci salonów 3

Bez wielkich kampanii reklamowych, za to ze specjalnie zaprojektowaną siecią sprzedaży, która wykorzystuje najnowsze technologie – marka DS wprowadza na polski rynek DS 7 Crossback, swojego flagowego SUV-a z kategorii premium, który ma konkurować z BMW X1 czy Audi Q3. Model ma dwa wyróżniki – oryginalny design w wersji francuskiej i wnętrze naszpikowane multimediami oraz wszystkimi technologicznymi nowinkami, jakie są obecnie dostępne w segmencie premium.

– Rynek SUV-ów, w którym plasujemy nasz model DS 7 Crossback, jest tym segmentem, który rozwija się najprężniej. Widzimy masową tendencję przesiadania się klientów z sedanów klasy premium właśnie na samochody SUV, które zapewniają zupełnie inne doznania. Jest to w tej chwili moda, która przychodzi do nas z rynków zagranicznych. Dziś liczy się przede wszystkim ten segment – u wielu producentów to są główne sprzedające się modele – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Gacek, brand manager marki DS Automobiles.

Moda na crossovery i SUV-y ma się w najlepsze już kolejny rok z rzędu. W 2015 roku stały się najchętniej kupowanymi samochodami w Europie i obecnie blisko co czwarte auto, które opuszczają fabryki, należy do tego segmentu. Sprzedaż SUV-ów napędza europejski rynek motoryzacyjny (w listopadzie ub.r. osiągnęły w nim rekordowy udział sięgający 31,9 proc.). Według szacunków Automotive News Europe w 2020 roku poziom sprzedaży takich aut sięgnie już 2 mln sztuk (wzrost z 1,8 mln w 2017 roku). Luksusowe SUV-y również w Polsce cieszą się rosnącą popularnością.

W rynkowy trend chce mocniej wpisać się DS Automobiles, marka premium Grupy PSA, najmłodsza w jej portfolio. Na targach Motor Show w Poznaniu – najważniejszej wystawie motoryzacyjnej w Polsce – brand zaprezentował swój flagowy model DS 7 Crossback.

– Bezpośrednią konkurencją samochodu marki DS 7 Crossback są samochody z segmentu C premium, czyli takie auta jak BMW X 1, Audi Q3, Lexus NX i pozostałe modele producentów, którzy produkują tego rodzaju samochody. Pozycjonujemy ten samochód w klasie premium, o czym świadczą chociażby jakość wykonania, technologie użyte w naszym modelu, a także szereg elementów wyposażenia – mówi Krzysztof Gacek.

DS 7 Crossback ma umocnić pozycję marki w segmencie premium i jednocześnie wyznaczać kierunek i styl dla kolejnych, produkowanych przez nią samochodów. Flagowy SUV DS ma dwa wyróżniki – pierwszym jest oryginalny design, à la française. Samochód ma być uosobieniem luksusu, stąd wnętrze zaprojektowane tak, żeby przypominało minisalon, oraz ekskluzywne detale.

Drugi wyróżnik to technologie – model jest naszpikowany innowacjami, multimediami i wszystkimi technologicznymi nowinkami, jakie są obecnie dostępne w segmencie premium. Szereg aplikacji zapewnia dostęp do internetu, nawigacji satelitarnej, która w czasie rzeczywistym informuje o pogodzie czy korkach na trasie, oraz obsługi smartfona za pośrednictwem Apple CarPlay czy MirrorLink.

– Ten samochód może być w pełni połączony ze wszystkimi systemami komórkowymi, które dzisiaj występują na rynku – mówi Krzysztof Gacek.

Wnętrze samochodu wyposażono m.in. w wysokiej jakości system hi-fi, który umożliwia podłączenie nawet czternastu głośników. System DS active scan skanuje drogę przed samochodem, przekazuje informacje do komputera głównego, a następnie automatycznie dostosowuje zawieszenie do warunków drogowych.

– To powoduje to, że kierowcy odczuwają właściwy komfort w danych warunkach drogowych – jednocześnie czują podłoże, ale i komfort z jazdy. Dodatkowo, z nowinek technologicznych mamy dwa bardzo duże,12-calowe ekrany, z których jeden jest umieszczony w miejscu zegarów, do dyspozycji kierującego samochodem. Na dużym wyświetlaczu znajdą się wszystkie informacje, np. płynące z systemu Night Vision o pojawiających się zagrożeniach na drodze, także z systemu nawigacji. Można go konfigurować w dowolny sposób – wylicza Krzysztof Gacek.

Flagowy DS 7 Crossback będzie sprzedawany poprzez specjalnie zaprojektowaną i stworzoną od podstaw sieć sprzedaży. W tym roku pojawią się w Polsce cztery butikowe salony DS Store i DS Salon – w Warszawie, Krakowie, Katowicach oraz Łodzi. W przyszłym roku dołączą Poznań, Trójmiasto, Szczecin i Wrocław. Sprzedaż będzie prowadzona wielokanałowo – co oznacza, że auto będzie można wybrać online i dokończyć proces zakupu w salonie. Nowością na miarę XXI wieku jest możliwość personalizacji i skonfigurowania swojego samochodu w wirtualnej rzeczywistości – w technologii DS Virtual Vision.

– W tej chwili model jest wprowadzany na rynek. Nie robiliśmy wielkich kampanii. Bardziej skupiamy się na konstrukcji sieci sprzedaży, otwieraniu nowych salonów, przeszkoleniem sprzedawców, czyli nad przygotowaniem sprzedaży samochodu we właściwy sposób, we wszystkich lokalizacjach, w których będą otwarte DS Store’y. Czeka nas duża praca w tym roku. Co miesiąc będziemy dorzucali nowe punkty dystrybucji. Opinie i informacje, które płyną z tych już funkcjonujących, pokazują że zainteresowanie klientów jest duże – mówi brand manager DS.

W domowych finansach rządzą kobiety. To one lepiej planują wydatki i zarządzają domowym budżetem

W domowych finansach rządzą kobiety. To one lepiej planują wydatki i zarządzają domowym budżetem 4

Lepsza znajomość cen produktów sprawia, że większa odpowiedzialność za zakupy codzienne spoczywa na kobietach – wynika z raportu „Polka – strażniczka domowego budżetu” przygotowanego przez platformę MAM. W postawach Polaków widać jednak łagodną wojnę płci na polu finansowego rozsądku i planowania budżetu. Więcej pieniędzy do domu zazwyczaj przynoszą panowie – to efekt tego, że wciąż istnieją jeszcze duże różnice w zarobkach kobiet i mężczyzn.

– Z badań przeprowadzonych przez platformę MAM wynika, że kobieta rządzi w polskim domu i budżecie. 60 proc. kobiet wskazało na siebie, wśród mężczyzn 35 proc. wskazało na siebie i odebrali tę rolę paniom. W naszym badaniu zadaliśmy te same pytania i kobietom, i mężczyznom. Dlatego widzimy w tym temacie wojnę płci pod względem tego, jak postrzegają to obie strony – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Monika Kamińska, manager ds. PR platformy MAM.

Z raportu „Polka – strażniczka domowego budżetu” przygotowanego przez platformę MAM wynika, że delikatną wojnę płci widać też w ocenie rozsądnego zarządzania budżetem. Ponad połowa kobiet twierdzi, że to ich domena, tylko 7 proc. wskazuje mężczyzn. Panowie oceniają to jednak nieco inaczej – 32 proc. wskazuje na samych siebie, jedynie 17 proc. – na kobiety. Jednocześnie 39 proc. pań i 47 proc. mężczyzn ocenia, że płeć nie ma w tym zakresie większego znaczenia.

– O finansach w polskim domu decydują w zasadzie małżonkowie i partnerzy wspólnie, dlatego że zarówno kobiety i mężczyźni wskazują w 47 proc. na współdecydowalność o wydatkach domowych. Co ciekawe, do 300 zł partnerzy nie pytają się o zasadność wydatków. Te pytania i wspólne podejmowanie decyzji pojawia się powyżej tej kwoty, najczęściej w okolicy 1 tys. zł – wskazuje Monika Kamińska.

Przy mniejszych kwotach to panowie są przekonani o własnej decyzyjności (40 proc.). Jednocześnie jednak nieco ponad 36 proc. pań wskazuje na siebie. Gdy w grę wchodzą większe wydatki, do ok. 1 tys. zł, nieco częściej samodzielną decyzję podejmują kobiety. Większość pokłada też wiarę we własną płeć w zakresie konsekwencji w realizacji założonych planów budżetowych (połowa kobiet i co trzeci mężczyzna) lub w równość płci (odpowiednio 28 i 37 proc.).

– W kluczowych pytaniach o odpowiedzialność i planowanie panie wskazują na siebie, obniżając tutaj wartość swoich partnerów. Mężczyźni podobnie – wskazują na siebie jako na bardziej odpowiedzialnych i zaradnych, obniżając wartość pań. Bardzo dobrą tendencją jest to, że coraz więcej osób bez względu na zamieszkanie, liczbę dzieci, stan majątkowy wskazuje na wspólne decyzje w zakresie odpowiedzialności, planowania i zarządzania budżetem – zauważa Kamińska.

To panie wykazują zaś większy rozsądek w zakresie wydatków. Mężczyźni częściej sięgają po produkty impulsywnie, bez zastanowienia, paniom zdarza się to zdecydowanie rzadziej, choć jednocześnie są wobec siebie bardziej krytyczne. To panów częściej niż kobiet dotyczy problem zadłużania się.

– Zapytaliśmy kobiety i mężczyzn o znajomość cen produktów w danych kategoriach oraz o to, kto tak naprawdę je kupuje. Okazało się, że to kobiety kupują produkty i znają ich ceny w takich kategoriach, jak chemia, odzież, obuwie, żywność, leki, produkty dla dzieci, produkty dla zwierząt czy opłaty comiesięcznych rachunków. Panowie świetnie znają ceny samochodów, używek, produktów z kategorii turystyka, hobby, ale już nie do końca tych wydatków bieżących – mówi Kamińska.

Jak wskazuje ekspertka, pod względem zarządzania budżetem polski dom odbiega od zachodniego. W dużej mierze to kwestia różnicy w zarobkach. Luka płacowa w zarobkach kobiet i mężczyzn sięga w Polsce blisko 20 proc., a dysproporcje w wynagrodzeniach są widoczne na wszystkich szczeblach kariery, niezależne od wielkości przedsiębiorstwa i stażu pracy – wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń na zlecenie Sedlak & Sedlak. Co trzecia kobieta wskazuje mężczyznę jako główną osobę utrzymującą gospodarstwo domowe, przy ponad połowie mężczyzn. Tyle samo panów przyznaje, że zdarzało im się utrzymywać partnerkę, przy 30 proc. kobiet, które deklarowały, że utrzymywały partnera.

– W większości domów europejskich wszystkie decyzje związane z budżetem domowym zapadają wspólnie, a to dlatego, że zarobki obu płci są dość wyrównane. Natomiast w Polsce widzimy różnicę między zarobkami mężczyzny a kobiety i sami nasi ankietowani w badaniu wskazywali na to, że to mężczyźni przynoszą więcej pieniędzy do domu, czyli jednak jest ten podział dość mocno widoczny w zarobkach. W Europie już takiego podziału i takiej przepaści nie ma – podkreśla Monika Kamińska.

Branża eventowa rośnie w siłę. Polska ma coraz lepszą infrastrukturę, a polskie agencje renomę za granicą

Branża eventowa rośnie w siłę. Polska ma coraz lepszą infrastrukturę, a polskie agencje renomę za granicą 5

Branża eventowa w Polsce jest coraz bardziej profesjonalna i coraz częściej doceniana za granicą. Rośnie też jej przełożenie na krajową gospodarkę. Do 2021 roku w Polsce zaplanowanych jest już 150 dużych konferencji o międzynarodowej randze. Bolączką event marketingu są jednak standardy, które odbiegają od zagranicznych, oraz  procedury dotyczące organizacji przetargów na takie usługi.

Branża eventowa w Polsce mocno się rozwija. Jeszcze 5–7 lat temu mówiliśmy, że raczkujemy. Teraz ta branża dojrzewa, dynamizuje się. Dbamy – w ramach stowarzyszeń i organizacji – żeby była ona dobrze postrzegana także po drugiej stronie, przez naszych klientów. Chcemy, żeby docenili fakt, że event marketing jest bardzo ważnym narzędziem w całej strategii marketingowej. Bardzo wiele badań pokazuje, jak ważny jest dla naszej gospodarki i ile ona z niego czerpie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marta Dunin-Michałowska, prezes Stowarzyszenia Branży Eventowej.

Przemysł spotkań w Polsce z jednej strony się rozwija, z drugiej – profesjonalizuje. Świadczą o tym zarówno duże, spektakularne realizacje eventowe, jak i międzynarodowe wyróżnienia (np. ubiegłoroczna prestiżowa nagroda Global Eventex Awards 2017 dla projektu Verva Street Racing). Event marketing – narzędzie promocji i budowania wizerunku marki – jest coraz bardziej doceniany jako profesjonalne narzędzie biznesowe, a na rynku obok profesjonalnych agencji eventowych działają też instytucje, stowarzyszenia, konkursy i media dedykowane tej branży.

Coraz większe jest też jej przełożenie na gospodarkę. Według raportu „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2016”, opracowanego przez Poland Convention Bureau Polskiej Organizacji Turystycznej – przemysł spotkań przynosi polskiej gospodarce ponad 1,57 mld zł i tworzy ponad 30 tys. miejsc pracy w skali całego kraju. W 2015 roku odbyło się blisko 34 tys. wydarzeń biznesowych, w których wzięło udział prawie 7 mln gości. Najwięcej w Warszawie, Krakowie i w Gdańsku. Przełożenie branży MICE na gospodarkę to też 13,9 mln noclegów w hotelach, 122 mln zł wydatków na usługi kulturalno-rekreacyjne i koszty związane z transportem oraz ponad 1 mld zł wydany na usługi gastronomiczne w 2015 roku. Branża eventowa pociąga też za sobą rozwój turystyki i rynku nieruchomości komercyjnych (inwestycje w powierzchnie konferencyjno-hotelowe).

– Jest dużo firm, które niczym nie odstają od firm i agencji międzynarodowych. Dbamy o to, żeby nasz kraj był rozpoznawalny, pokazujemy, że mamy odpowiednią infrastrukturę. Promujemy naszą branżę w Polsce i za granicą, żeby przyciągać do kraju eventy międzynarodowe. Polski rynek jest do tego przystosowany – mamy coraz więcej lokalizacji, w ostatnim okresie powstało przecież bardzo dużo pięknych, dużych miejsc, w których można organizować eventy. Jest bardzo duży potencjał – mówi Marta Dunin-Michałowska.

Z ubiegłorocznego raportu POT wynika, że do 2021 roku w Polsce zaplanowanych jest już 150 dużych konferencji o międzynarodowej randze. Prezes Stowarzyszenia Branży Eventowej ocenia również, że koncepcyjnie, kreatywnie i digitalowo nie ma dużej różnicy pomiędzy tym, co organizują agencje w Polsce, a duże agencje międzynarodowe.

Nie jesteśmy wcale ani gorsi, ani słabsi niż branża eventowa poza Polską i nie mamy się czego wstydzić. Wręcz przeciwnie. Są jednak pewne standardy, które chcielibyśmy wprowadzić w Polsce i edukujemy rynek w tym kierunku. Chodzi m.in. o współpracę pomiędzy klientem a agencjami oraz pomiędzy podwykonawcami. Za granicą mamy też o wiele więcej czasu na montaż. Montaż na jakiś duży event trwa nawet tydzień, a w Polsce mamy zawsze bardzo mało czasu, co wiąże się na przykład z tym, że musimy pracować po nocach – mówi Marta Dunin-Michałowska.

Kluczową różnicą między polskim a międzynarodowym rynkiem są jednak standardy dotyczące przetargów. W 2016 roku na polskim rynku rozpisano ponad 650 przetargów, z których 20 proc. w ogóle nie zostało rozstrzygniętych. Na ich przygotowanie agencje przeznaczyły ponad 130 mln zł. Koszty przygotowania przetargów – zwłaszcza tych nierozstrzygniętych – obciążają agencje, a ostatecznie przekładają się również na ceny dla klientów. Dlatego w listopadzie branża stworzyła Białą Księgę Komunikacji Marketingowej, która ma ustandaryzować dotychczasowe praktyki.

Walczymy, żeby za naszą kreację, za przygotowanie konceptu, było wynagrodzenie uwzględniane w przejrzystych kosztorysach. To podstawy, których nie ma w Polsce. Jeśli nasza praca będzie opłacana, to mniej agencji będzie startowało w przetargach, bo klient będzie musiał cenić naszą pracę. W tym momencie zdarzają się jeszcze przetargi, do których zapraszanych jest po 10–11 agencji, ale jeśli klient będzie wiedział, że on za ofertę będzie musiał zapłacić, wtedy wybierze tylko trzy – mówi prezes Stowarzyszenia Branży Eventowej.

Dobre wino – fakty i mity

Co to znaczy „dobre wino”? Czy „dobre wino” musi być drogie? Czy coraz bardziej popularne nakrętki oznaczają gorsze jakościowo trunki? W końcu, czy wina butelkowane w Polsce to alkohol gorszej jakości? I co z nie cieszącą się dobrą sławą siarką? Fakty potwierdzają, a z mitami dotyczącymi napojów winiarskich rozprawiają się eksperci ze Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa.

Definicja

Mówiąc najkrócej, dobre wino to taki trunek, który przede wszystkim smakuje konsumentowi. – Tylko zadowoleni klienci  wracają na półkę w poszukiwaniu tego, co wzbudziło ich  emocje i pozytywne doznania podczas degustacji – mówi Grzegorz Bartol, prezes firmy Bartex.-  Aby to osiągnąć,  trzeba konsumenta  pierwszy raz  przyciągnąć atrakcyjnym opakowaniem, finezyjną butelką czy nowatorskim zamknięciem – dodaje.

Swoją definicję dobrego wina ma także Jakub Nowak, prezes firmy Jantoń:  – to takie, które otrzymane jest z najwyższej jakości surowców i z przestrzeganiem najlepszych praktyk produkcyjnych/enologicznych, ale przede wszystkim dopasowane do potrzeb konsumenta bo to on dokonuje wyboru.

– O tym, że wino jest słabe może świadczyć jego płaskość, brak struktury, słaby aromat i niewyraźny smak. Czasami  wino ma tylko jedną wyraźną cechę np. ma tylko wysoką kwasowość, lub przeciwnie, jest tylko słodkie. Wtedy mówimy o braku równowagi, co źle o nim świadczy – uszczegóławia Witosław Stępień, Dyrektor Marketingu i PR Domu Wina.

Cena a jakość

Cena trunku to wypadkowa kilku czynników. Posadzenie i utrzymanie winnicy, koszty transportu, ceł, akcyzy, magazynów, reklamy, dystrybucji, marż handlowych –  wszystko to wpływa na finalną cenę produktu. – Dobre wino uzyskuje się z krzewów, które dają niski plon – tłumaczy Witosław Stępień z Domu Wina. – Dojrzewanie wina wymaga czasu, co oznacza zamrożenie środków, czasami na kilka lat. Oczywiście ten proces można uprościć, winogrona wziąć z winnic stawiających na dużą wydajność, a samo wino wysyłać do krajowych dystrybutorów w cysternach, tak aby obniżyć koszt transportu w butelkach.

Ale – jak zaznacza Jakub Nowak z firmy Jantoń – nie oznacza to, że wina ze „średniej półki” nie mogą być bardzo dobre. – Dla przykładu, wina z nowego świata cechuje świetny stosunek jakości do ceny ze względu na stabilny i powtarzalny klimat, gdzie w innych regionach świata pogoda w danym roku ma ogromny wpływ na jakość i cenę – mówi Jakub Nowak.W szerokiej ofercie  win w cenach  do 25 zł  na półce sklepowej znajdziemy dużo dobrych win w różnych kategoriach smakowych – dodaje Grzegorz Bartol.

Mity

Związek Pracodawców Polska Rada Winiarstwa od lat walczy z mitem dotyczącym gorszej jakości win butelkowanych w Polsce. Wiele osób wciąż uważa, że butelkujący są nieuczciwi, np. rozcieńczają trunki.  – Zakłady zrzeszone w ZP PRW dysponują najnowocześniejszym sprzętem, nadzorowanym przez świetnie wyposażone laboratoria. To wszystko znajduje potwierdzenie w międzynarodowych certyfikatach  typu HACCP, BRC, IFS. Polskie rozlewnie nierzadko wygrywają też międzynarodowe przetargi na usługę rozlewu dla dużych sieci handlowych. Ostatnio obserwowany rozwój winiarstwa gronowego w Polsce wpisuje się w tę tendencję. Nie wyobrażam sobie, abyśmy wozili polskie wina gronowe do rozlewu w innym kraju, tylko dlatego aby walczyć z mitem – komentuje Grzegorz Bartol, prezes firmy Bartex.

Warto dodać, że blisko połowa win na świecie jest już butelkowana poza miejscem wytworzenia, a bliżej miejsca sprzedaży. Takie wina kupowane są przez odbiorców w Anglii, Francji czy Skandynawii. Nie dość, że tendencja ta nie ma wpływu na jakość wina, to jeszcze niesie korzyści dla konsumenta. Bo dzięki obniżeniu kosztów transportu, polskie firmy mogą pozwolić sobie na import  trunków z całego świata, a konsument może je nabyć w niewygórowanej cenie.

Kolejnym mitem dotyczącym win jest ten związany z siarką. Pokutuje bowiem przeświadczenie, iż posiadają ją napoje winiarskie wątpliwej jakości. – Od ponad dekady na butelkach obligatoryjnie zamieszcza się informację o obecności  siarczynów i uważny konsument może przekonać się , że adnotacja taka znajduje się na winach niezależnie od ich ceny – zauważa Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. – Siarkowanie wina jest zabiegiem koniecznym do prawidłowego przeprowadzenia fermentacji, dojrzewania, rozlewu i zapewnienia stabilności wina w butelce. Dopuszczalne ilości S02 precyzyjnie regulują  przepisy  i  są to dawki bezpieczne, wielokrotnie niższe od poziomu, który może działać na organizm toksycznie. Warto zauważyć, że nawet na etykietach win organicznych znajdziemy adnotację o obecności siarczynów. Przed laty, zupełnie niesłusznie, wina owocowe były posądzane o  zawartość niebezpiecznych ilości związków siarkowych, mimo że dopuszczalny w Polsce dodatek był znacznie niższy niż przypadku niektórych wysokojakościowych win gronowych .

Sporo wątpliwości budzą także bardzo popularne ostatnio nakrętki. Czy dobre wino zawsze musi mieć korek? Sprawę wyjaśnia Witosław Stępień z Domu Wina: – Obydwa zamknięcia, tj. korek naturalny i zakrętka nadają się do zastosowania w wysokiej jakości winach. Współczesne zakrętki są w stanie także dopuszczać minimalne ilości tlenu do butelki, pozwalając winu dojrzewać, są przy tym bezpieczniejsze, bo ryzyko zarażenia TCA jest w ich przypadku bliskie zeru (choć i korki są o wiele lepsze niż przed laty). Najgorszym jakościowo rodzajem zamknięcia wina jest korek silikonowy – jego stosowanie ma sens jedynie przy bardzo prostych i tanich winach przeznaczonych do bardzo szybkiego spożycia (maks. 1 rok). Wśród korków syntetycznych istnieją wszakże wyjątki (np. Nomacork) – najlepsze i najdroższe z nich stosowane są wysokojakościowych win z powodzeniem.

Peugeot rozszerza ofertę w segmencie D i kombivanów. W tym roku zapowiada kolejne dwie nowości

Peugeot rozszerza ofertę w segmencie D i kombivanów. W tym roku zapowiada kolejne dwie nowości 6

Nowy Peugeot 508, prezentowany podczas poznańskich Motor Show, ma pozwolić francuskiemu koncernowi umocnić swoją pozycję w segmencie D, czyli aut klasy średniej. To segment, który odpowiada mniej więcej za 10 proc. sprzedaży w Europie, a za 20 proc. w Polsce. Drugą tegoroczną nowością Peugeot jest Rifter, czyli kombivan, następca Partnera Tepee. Ofensywa produktowa marki nie zatrzymuje się. W 2019 roku zaprezentujemy co najmniej dwie nowe pozycje w naszej gamie – zapowiada Jacek Trojanowski, dyrektor marki Peugeot w Polsce.

 Na targach Motor Show w Poznaniu prezentujemy dwie nowości w naszej gamie. Pierwszą z nich jest Peugeot 508, samochód, który miał swoją premierę miesiąc temu w Genewie, gdzie został uznany za wydarzenie i rewelację targów. To samochód z segmentu samochodów klasycznych, ale łamie całkowicie te schematy, ponieważ jest mieszanką różnych stylów: sedana, hatchback, coupé – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Trojanowski, Dyrektor Marki Peugeot w Polsce.

Po tym, jak marka pojawiła się z nowym modelem na targach w Genewie, Peugeot 508 już był określany jako jeden z najładniejszych samochodów segmentu D. Model ma zupełnie nową konstrukcję i sylwetkę. Zastosowano w nim też szereg nowych rozwiązań technologicznych, m.in. system Night Vision, wcześniej dostępny tylko w samochodach luksusowych, który w gorszym oświetleniu czy ciemności jest w stanie dostrzec przeszkodę na drodze, np. pieszych czy zwierzęta.

W Polsce jest już dostępna limitowana wersja nowego Peugeot 508 – First Edition.

– Ten model występuje w dwóch wersjach – z silnikiem benzynowym o mocy 225 koni i dieslem o mocy 180 koni mechanicznych. Obydwa silniki pracują z automatyczną, 8-biegową skrzynią biegów – wymienia Trojanowski. – Na wersję First Edition przyjęliśmy już 20 zamówień, jeszcze zanim klienci mieli możliwość obejrzenia samochodu.

Przód nowego Peugeot 508 z pionowymi, opalizującymi światłami LED o charakterystycznym układzie jest zainspirowany samochodem koncepcyjnym Peugeot Instinct. Tył wyróżnia się lśniącą, czarną, poziomą listwą, która łączy tylne światła z diodami LED 3D o ostrej, charakterystycznej dla najnowszych modeli marki linii. Zastosowanie drzwi bez obramowania podkreśla charakter coupé, a pomysłowo rozwiązana klapa ułatwia dostęp do bagażnika.

Wnętrze kabiny z deską rozdzielczą zapożyczoną z samochodu koncepcyjnego Exalt. Peugeot i-Cockpit składa się z kompaktowej kierownicy z podwójnym spłaszczeniem, wysokiej rozdzielczości ekranu dotykowego 10” z siedmioma przełącznikami typu Toggle Switch oraz zegarów w polu widzenia drogi z cyfrowym ekranem o przekątnej 12,3”. Kierowca może wybrać tryb jazdy (Eco, Sport, Comfort lub Normal). System Peugeot i-Cockpit dostarcza na co dzień stymulujących wrażeń z jazdy i jest niezwykle intuicyjny w obsłudze.

W Peugeot 508 zastosowano technologie najnowszej generacji. Większość silników benzynowych Puretech 180, 225 KM i wysokoprężnych BlueHDi 130, 160 i 180 KM jest oferowanych z automatyczną 8-stopniową skrzynią biegów EAT8. Zawieszenie o zmiennej i sterowanej elektronicznie sile amortyzacji (dostępne w zależności od wersji) i wielowahaczowa oś tylna zapewniają równowagę pomiędzy dynamiką, komfortem i bezpieczeństwem.

Pakiet Peugeot Connect obejmuje nawigację 3D online z TomTom Traffic i rozszerza możliwości nawigacji, bezpieczeństwa i serwisu.

– Drugą z naszych nowości jest Peugeot Rifter, czyli następca Partnera Tepee. Peugeot miał zawsze dobrą pozycję w tym segmencie. Ten samochód nie jest nową generacją, a zupełnie nowym samochodem. Został zbudowany na nowej płycie podłogowej, aby zmienić podejście do tego typu samochodów. Jest samochodem, który dołącza stylistycznie i koncepcyjnie do naszej gamy SUV-ów i również po raz pierwszy w tym segmencie pojawia się rozwiązanie Peugeot i-Cockpit – wskazuje Dyrektor Marki Peugeot w Polsce.

Nowy Peugeot Rifter wpisuje się w stylistykę najnowszych modeli marki i zwraca uwagę sylwetką przypominającą SUV-y. Te zaś w Polsce cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Z raportu PZPM i KPMG wynika, że w 2017 roku sprzedaż małych SUV-ów i crossoverów przekroczyła 125,7 tys. sztuk, przy 98,4 tys. rok wcześniej. Od ponad dwóch lat SUV-y są najchętniej wybieranymi samochodami w Europie. Jak podkreśla Jacek Trojanowski, na rynku jest miejsce zarówno dla SUV-ów, jak i dla nowoczesnych modeli z segmentu D, których sprzedaż w Polsce w ubiegłym roku sięgnęła 48 tys.

– SUV-y to zarówno w Polsce, jak w Europie najbardziej dynamicznie rozwijający się segment. Nie zmienia to faktu, że segment D jest stabilny, w Europie stanowi 10–13 proc. rynku, a w Polsce 20 proc. Zależy, czy weźmiemy pod uwagę tylko samochody tzw. popularne, czy również te z klasy premium. Jest miejsce dla tego typu nowości i Peugeot 508 jest pomiędzy tymi samochodami popularnymi i premium – ocenia Jacek Trojanowski.

SUV-y Peugeot 2008, 3008 oraz 5008 pojawiły się w na poznańskich targach w serii specjalnej Crossway. Jak podkreśla Jacek Trojanowski, Peugeot w swojej strategii stawia na jakość technologii i wykończenia pojazdów, dynamiczny styl i bezpieczeństwo. Marka zapowiada dalszą ofensywę produktową na rynku.

– W 2019 roku czekają nas znów co najmniej dwie nowe pozycje w naszej gamie. Jeden z modeli będzie rozszerzeniem gamy modelu Peugeot 508, drugi pojawi się w segmencie, który jest jednym z największych segmentów na rynku, nie tylko polskim – mówi Jacek Trojanowski.

Pracodawcy chcą ustawy imigracyjnej. Miałaby ona ułatwić zatrudnianie cudzoziemców nie tylko ze Wschodu, lecz także z krajów arabskich

Pracodawcy chcą ustawy imigracyjnej. Miałaby ona ułatwić zatrudnianie cudzoziemców nie tylko ze Wschodu, lecz także z krajów arabskich 7

Od początku 2018 roku w Polsce obowiązuje nowa ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Ma ona ułatwiać zatrudnienie cudzoziemców spoza UE i Europejskiego Obszaru Gospodarczego i kontrolować przyjeżdżające do Polski osoby. Tymczasem pracodawcy postulują wprowadzenie ustawy imigracyjnej i ściąganie pracowników nie tylko z Ukrainy, lecz także z krajów arabskich. Bez tego trudno będzie zaspokoić zapotrzebowanie firm na nowe kadry. Już teraz niektóre z nich rezygnują z kontraktów, ponieważ ze względu na brak rąk do pracy nie będą w stanie ich realizować.

– Od 1 stycznia mamy zmiany w ustawie dotyczące zatrudnienia cudzoziemców z państw trzecich, nową formułę zezwolenia na pracę sezonową, wynikającą z dyrektywy sezonowej, mamy też w dalszym ciągu ten system uproszczeń, tzw. oświadczeniowy, dla obywateli sześciu państw, czyli Ukrainy, Rosji, Gruzji, Armenii, Mołdawii i Białorusi – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. – Te zmiany z jednej strony mają ułatwiać zatrudnienie, z drugiej strony mają ten system uszczelnić, żebyśmy wiedzieli, że osoby, które do nas wjeżdżają, nie są dla nas zagrożeniem.

Oprócz tego, że przy zatrudnianiu cudzoziemców zmieniają się formularze pozwoleń i oświadczeń, weszły w życie zmiany dotyczące pracowników sezonowych. Teraz nie mogą oni być zatrudniani do prac np. rolnych czy budowlanych na oświadczenie, lecz za pozwoleniem powiatowego urzędu pracy, nieco innym niż to na pracę niesezonową. Zezwolenie takie będzie wydawane na pracę przez dziewięć miesięcy w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy. Jego warunkiem będzie wynagrodzenie takie samo jak minimalne dla polskiego obywatela na analogicznym stanowisku oraz zaświadczenie od starosty o braku bezrobotnych z Polski o odpowiednich kwalifikacjach na lokalnym rynku pracy. Natomiast na oświadczenie będzie można nadal zatrudnić obywateli wymienionych sześciu państw do sześciu miesięcy w ciągu następnego roku.

– Potrzeba nam do tych prac szczególnie pracowników niewykwalifikowanych. W ubiegłym roku w tzw. krótkoterminowej czy oświadczeniowej procedurze pracodawcy zgłosili zapotrzebowanie na ponad 1,8 miliona osób, a wjechało do naszego kraju 1,1 miliona osób. Do tego są również kwestie związane z zezwoleniami na pracę, pobyty stałe, które są wydawane przez urzędy wojewódzkie – było ich ponad 250 tys. w ubiegłym roku – podkreśla wiceminister pracy. – Szacujemy, że około 1,5 miliona obywateli z państw trzecich jest dzisiaj na naszym rynku pracy.

W 2017 roku wydano 235,6 tys. pozwoleń na pracę obcokrajowców, na oświadczenie natomiast przyjechało pracować 1,8 mln osób. Najwięcej w obydwu grupach było Ukraińców – odpowiednio 192,5 tys. oraz 1,7 mln. Spośród osób, które otrzymały pozwolenia na pracę, najwięcej, bo ponad 72 tys., dotyczyło robotników przemysłowych i rzemieślników, 66,6 tys. było pracowników wykonujących proste prace, a ponad 50,7 tys. – operatorów i monterów maszyn i urządzeń. W przypadku zarejestrowanych oświadczeń do prac prostych zatrudniono niemal milion osób.

– Dzisiaj brakuje pracowników. To rezultat wielu zjawisk zachodzących na rynku polskim i europejskim – mówi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. – W wielu regionach kraju różne firmy sygnalizują, że muszą rezygnować z nowych kontraktów, ponieważ nie mogą ich realizować ze względu na brak ludzi do pracy. Trzeba stworzyć lepsze warunki dla imigrantów, zwłaszcza tych wykwalifikowanych, którzy przyjechaliby na dłuższy czas i podjęli pracę.

Podkreśla, że bardzo istotna jest rola państwa i wprowadzenie takiego systemu, który pozwalałby na szybkie załatwienie zezwolenia na pracę. Według nowych przepisów o pracy sezonowej ma to być siedem dni roboczych. Tak samo ważne jest rozmawianie na forum unijnym, by niektóre kraje nie blokowały dostępu do swojego rynku Polakom, zgodnie z obowiązującym w UE swobodnym przepływem ludzi. Nasi politycy powinni również zdaniem szefa BCC przejawiać inicjatywę na forum międzynarodowym, by wprowadzane zmiany pomagały w pozyskaniu pracowników.

– Demograficzne zmiany, które dziś zachodzą i które przyniosą niezbyt korzystne skutki, muszą być zmianami, które kontrolujemy. Zmniejszy się liczba pracowników i ludzi przygotowanych do wykonywania pracy, zwiększy się liczba emerytów i rencistów, których państwo de facto utrzymuje – przekonuje Marek Goliszewski. – Musimy przyjąć ustawę migracyjną, która otworzy drzwi dla imigrantów. Nie tylko dla Ukraińców, bo oni przyjeżdżają tylko na krótki czas, lecz także dla imigrantów z innych państw, nawet z krajów arabskich, bo można tam znaleźć wykwalifikowanych ludzi, którzy nie są terrorystami. Musimy bardzo szeroko spojrzeć na problem zatrudnienia w Polsce pod kątem migracji, ale nie tylko ze Wschodu, lecz także z Południa.

Polska jednym z największych rynków e-sportu. Tegoroczne finały Intel Extreme Masters przyciągnęły do Katowic prawie 170 tys. fanów

Polska jednym z największych rynków e-sportu. Tegoroczne finały Intel Extreme Masters przyciągnęły do Katowic prawie 170 tys. fanów 8

E-sport przestał być niszą – obecnie to jeden z najszybciej rosnących segmentów rozrywki. W Polsce jest już ok. 2,8 mln entuzjastów wirtualnych rozgrywek, a grono fanów zawodowych graczy niejednokrotnie bywa większe niż w przypadku gwiazd piłki nożnej czy siatkówki. W naszym kraju odbywa się również jedna z najważniejszych imprez e-sportowych na świecie. Tegoroczne finały Intel Extreme Masters w katowickim Spodku przyciągnęły w sumie blisko 170 tys. fanów.

 E-sport, podobnie jak tradycyjny sport, to bardzo poważny biznes. Chodzi przede wszystkim o widzów. Powołajmy się na przykład piłki nożnej. Ludzie uwielbiają oglądać rozgrywki na murawie. W e-sporcie jest dokładnie tak samo. Wiele osób gra i rywalizuje ze sobą, ale jest też wielu ludzi, którzy kibicują, którzy uwielbiają oglądać mecze. Ta grupa odbiorców rośnie bardzo szybko – mówi agencji Newseria Biznes Maurits Tichelman z Intela.

Wirtualny sport jest jednym z najszybciej rosnących segmentów rynku rozrywki. Z raportu opublikowanego w grudniu przez Newzoo i Esports Bar wynika, że w Polsce jest ponad 1086 zawodników i aż 2,8 mln fanów e-sportu, co generuje roczne obroty w wysokości około 2,5 mld zł. W ubiegłym roku polscy e-sportowcy zarobili ponad 23 mln zł. Polska jest jednym z najważniejszych rynków dla sportów elektronicznych, obok Niemiec, Hiszpanii i Szwecji. E-sport i gaming przestały być niszowe już kilka lat temu, a – jak prognozują autorzy raportu – do 2020 roku ten rynek osiągnie pełną dojrzałość.

– Ostatnie szacunki mówią o tym, że rynek e-sportu będzie wart 900 mln dol. w 2018 roku. To są duże kwoty,  rynek rośnie rok do roku w szybkim tempie. Intel mocno inwestuje w tę branżę i blisko współpracuje ze społecznością graczy, by zaoferować im najlepsze możliwe rozwiązania – mówi Maurits Tichelman.

Jak podkreśla, wbrew stereotypowi wirtualny sport nie jest domeną młodszego pokolenia i nastolatków zamkniętych w cyfrowym świecie. Według Newzoo 42 proc. mężczyzn i 36 proc. kobiet grających w gry to osoby w wieku powyżej 21 lat. Natomiast widzowie e-sportu to najczęściej osoby w wieku 21–35, zatrudnione na stałe i dobrze zarabiające.

Polska to istotny rynek na światowej mapie esportu i gamingu. Według Newzoo 16 mln Polaków gra w gry na różnych platformach. To szczególnie duży rynek jeśli chodzi o gry PC – w regionie EMEA Polska jest jednym z największych jeśli chodzi o sprzedaż sprzętu komputerowego przeznaczonego do grania. Niemal 3 mln Polaków śledzi rozgrywki e-sportowe, a w Katowicach od kilku lat rozgrywane są finały jednego z najważniejszych e-sportowych turniejów na świecie – Intel Extreme Masters. W trakcie tegorocznego IEM katowicki Spodek odwiedziło 169 tys. fanów gier komputerowych. Podczas pierwszego weekendu IEM 2018, w szczytowym momencie, rozgrywki w grze DOTA 2 śledziło aż 2,2 mln widzów online.

– Katowice są dziś globalną stolicą e-sportu. Intel Extreme Masters są bardzo popularne w Polsce, a kraj ten jest czwartym pod względem wielkości rynkiem w regionie EMEA jeżeli chodzi o komputery dla graczy. Wiele lokalnych firm tworzy nowatorskie rozwiązania dla branży gamingowej. Organizowane od sześciu lat IEM przynosi nie tylko satysfakcję nam i firmie ESL, lecz także stanowi istotny bodziec dla rozwoju lokalnych firm związanych z branżą i lokalnej gospodarki – mówi Maurits Tichelman.

Maurits Tichelman obecne stanowisko w Intelu zajmuje od początku grudnia, ale z Intelem związany jest od przeszło 28 lat. Obecnie odpowiada za sprzedaż i marketing na obszarze od Islandii na północy do Madagaskaru i RPA na południu (z wyłączeniem Wielkiej Brytanii, Niemiec i Rosji).

– Region ten jest bardzo zróżnicowany, więc praca tu jest bardzo ekscytująca. Każdy z tych krajów ma własną specyfikę. Z jednej strony mamy Polskę, Europę Wschodnią, z drugiej Hiszpanię czy Włochy, a jeszcze dalej Bliski Wschód i Afrykę. To jest wielka mieszanka kultur, różnych klientów i różnych możliwości dla Intela – mówi Maurits Tichelman.

Różnica pokoleń w miejscu pracy – szansa na rozwój i duże wyzwanie dla pracodawcy

Znalezienie i przyciąganie talentów to wielkie wyzwanie dla rekruterów w organizacji. Coraz częściej specjaliści od HR muszą tworzyć zespoły, w skład których wchodzą zarówno osoby na dorobku, jak i bardziej doświadczeni pracownicy. Połączenie młodzieńczej fantazji z rozwagą i doświadczeniem, może uwolnić w firmie dodatkowy potencjał. Przykładem może być branża IT.

Infografika_roznica_pokolen_w_miejscu_pracyWspółpraca pomiędzy przedstawicielami różnych generacji stanie się dla działów HR przedsiębiorstw jednym z najważniejszych wyzwań w najbliższych latach. Wszystko spowodowane jest wszechobecną cyfrową transformacją, która sprawia, że przedstawiciele poszczególnych pokoleń zupełnie inaczej postrzegają wybór pracodawcy oraz swoje obowiązki. Według danych PwC, 69 proc. firm w Europie Środkowo-Wschodniej jest w trakcie zmiany strategii działów HR, co ma docelowo poprawić skuteczność przyciągania talentów do organizacji. Jedną z branż, gdzie już obserwuje się integrację różnych grup wiekowych, jest sektor IT.

Cyfrowa transformacja wymaga, aby zdobywać nowe umiejętności i poszerzać swoje kwalifikacje. Doskonale sprawdzić może się tu wymiana doświadczeń. Młodsze pokolenie często oczekuje od swoich starszych koleżanek i kolegów pomocy oraz przekazywania wiedzy, która pozwoli na poszerzanie kompetencji. Poza tym każdy wnosi do projektu coś „ekstra”, co może przesądzić o jego sukcesie – mówi Katarzyna Szydłowska, Business HR Director w intive.

Wielopokoleniowość jako szansa na rozwój organizacji

Zatrudnienie pracowników w różnym przedziale wiekowym tworzy doskonałą mieszankę zainteresowań, osobowości oraz umiejętności, dając firmie szansę na dynamiczny rozwój. Siła takiego wielopokoleniowego zespołu tkwi w otwartej komunikacji i konstruktywnym dialogu. Coraz częściej natomiast odchodzi się od tradycyjnego podziału na linii „mistrz-uczeń”.

Ważne jest, aby różnorodność pokoleniowa była postrzegana jako możliwość wzrostu kreatywności i efektywności pracy całego zespołu projektowego. Zaletą takiego  podejścia jest lepsza atmosfera w miejscu pracy oraz wzmocnienie zaufania w zespole. Kiedy zespół wie, że może na sobie polegać i dobrze się rozumie, jest zdolny do tworzenia coraz lepszych projektów. To z kolei przekłada się na realizację ambitnych celów i korzystniejszy wizerunek firmy na rynku.

– Kluczem do sukcesu okazać może się skuteczna organizacja i niestandardowe działania prowadzone przez pracodawcę. Czasami najprostsze pomysły, takie jak cykliczne spotkania integracyjne mogą sprawić, że atmosfera w firmie sprzyjać będzie współpracy. Na bazie naszych doświadczeń możemy powiedzieć, że wszystkie pokolenia chętnie prowadzą ze sobą dialog. Osoby z większym stażem dzielą się wiedzą z młodszymi pracownikami. Jednocześnie młodzi pracownicy dostają dużo swobody w pracy projektowej co zwiększa ich poczucie odpowiedzialności przed resztą zespołu – argumentuje Katarzyna Szydłowska.

Młodość i doświadczenie – mieszanka wybuchowa

Wbrew pierwszemu wrażeniu, zarówno młodych pracowników, jak i tych doświadczonych bardzo wiele cech łączy i często mają oni podobne oczekiwania wobec pracodawcy. Wspomniana już przyjazna atmosfera w miejscu pracy, możliwość zdobycia doświadczeń od innych, czas na zaadoptowanie się do nowej sytuacji, elastyczność czasu pracy, to rzeczy, które sprawiają, że pracownik będzie czuł się w firmie potrzeby i dowartościowany.

Potwierdza to Adam Książek, Junior QA Engineer w intive. – Dzięki współpracy ze starszym pokoleniem mam możliwość nauki praktycznej oraz teoretycznej od osób, które mają doświadczenie w niejednym projekcie. Takie osoby chętnie pomagają nowym pracownikom, dzięki czemu łatwiej jest się zaklimatyzować i czerpać przyjemność z tworzenia nowych projektów.  

Coraz rzadziej młodsze pokolenia angażują się wyłączenie w zwykłe „naśladownictwo” i bierne przyswajanie informacji. Widzą to również menadżerowie, którzy coraz częściej dają pracownikom większe możliwości kreatywne i decyzyjne, co wpływa na zmianę ich podejścia do obowiązków i zwiększa ich poczucie odpowiedzialności za powierzone zadania. A wszystko zaczyna się już na etapie rekrutacji.

W jaki sposób firmy IT rekrutują pracowników z różnych pokoleń?

Rynek rekrutacji zmienia się w ostatnich miesiącach niezwykle dynamicznie. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, którą można nazwać „rynkiem pracownika”. Wpływ na taki stan rzeczy ma rosnące PKB, spadające bezrobocie oraz rosnące wynagrodzenia i zapotrzebowanie na pracowników. Działy HR muszą więc szukać coraz to nowych form dotarcia do potencjalnych pracowników, co dotyczy również branży IT.

Wyłonienie odpowiedniego kandydata w branży IT wymaga m.in. optymalizacji działań w mediach społecznościowych. Ogłoszenie zamieszczane na portalach pracy są coraz mniej efektywne, zwłaszcza w przypadku rekrutacji młodszych pracowników. Dzisiaj liczą się ogłoszenia profilowane pod konkretne grupy wiekowe i niestandardowe kampanie – mówi Katarzyna Szydłowska.

Pamiętać należy również o tym, że całość przekazywanych wartości oraz celów, stawianych przed przyszłymi pracownikami, powinna być dostosowana do każdego pokolenia, zmienić może się jedynie kanał dotarcia. Wyzwań przed jakimi stają przedsiębiorstwa w związku z różnicą pokoleń w miejscu pracy, będzie cały czas przybywać, stąd wypracowanie odpowiedniej formy komunikacji i współpracy w zespole, może okazać się kluczowe dla sukcesu organizacji.

Napięcia na linii USA – Chiny kierują rynkami

Ubiegły tydzień upłynął pod dyktando kontynuacji napięć na linii USA-Chiny. Państwa prześcigają się w ogłaszaniu coraz większych wzajemnych restrykcji handlowych. W czwartek Donald Trump zapowiedział rozważenie nałożenia kolejnych ceł o wartości 100 mld dolarów. Razem z poprzednio ogłoszonymi ograniczeniami przeważająca część chińskich produktów eksportowanych do USA byłaby obłożona cłami. Państwo Środka zapewne nie pozostanie dłużne i dojdzie do kolejnych ruchów. Wszystkie te informacje wpływają na notowania największych globalnych indeksów. Amerykańskie indeksy znalazły się pod kreską. S&P500 stracił w przeciągu tygodnia -1,38%, DJIA -0,71%, a indeks giełdy Nasdaq skurczył się aż o -2,10%. W Europie notowania zostały zakończone przed największymi spadkami giełd amerykańskich w piątek, stąd indeksy osiągnęły lepsze wyniki. Niemiecki DAX zyskał w skali tygodnia 1,19%, francuski CAC40 wzrósł o 1,76%, a brytyjski FTSE100 osiągnął 1,80% stopy zwrotu.

W minionym tygodniu na polskim parkiecie zagościły wzrosty. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał 2,01%, indeks największych spółek WIG20 2,19%, a indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 wzrosły o odpowiednio 0,39% i 2,21%.

W tym tygodniu w Polsce w środę decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych podejmie Rada Polityki Pieniężnej. W czwartek poznamy finalny odczyt inflacji CPI, a w piątek opublikowane zostaną dane o bilansie handlowym oraz inflacji bazowej. Na globalnych rynkach również zapowiada się ciekawy tydzień. Z najważniejszych publikacji we wtorek poznamy odczyt inflacji PPI z USA, w środę inflacji CPI i PPI z Chin, inflację CPI ze Stanów Zjednoczonych oraz opublikowane zostaną zapiski z posiedzenie FOMC. W czwartek najistotniejszym odczytem będzie produkcja przemysłowa ze strefy euro.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Połączenie Orlenu z Lotosem nadal wywołuje niepokój wśród inwestorów

Nie wiadomo w jaki sposób rząd chce połączyć Orlen z Lotosem, to niepokoi inwestorów. To widać w codziennych zmianach na GPW kursu akcji obu spółek.

Pierwsza reakcja była taka, że wzrósł kursu Lotosu. To dość typowa sytuacja przy transakcjach M&A rośnie kurs firmy mniejszej, czyli przejmowanej.

Jednak, gdy okazało się, że to nie będzie transakcja wykupywania jednej firmy przez inną, kursy akcji obu firm zmieniał się w sposób raczej spekulacyjny.

– Nie wiadomo jaki jest plan co do sposobu połączenia obu firm. To niepokoi inwestorów i mści się na kursach akcji obu spółek – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

W 2018 r. polskie lotniska obsłużą nawet do 45 mln pasażerów

W minionym roku liczba pasażerów obsłużonych przez polskie porty lotnicze wzrosła aż o ok. 18% r/r, co było drugim najlepszych wynikiem na świecie. W 2018 r. wzrost będzie na poziomie ok. 12% – oznacza to, że lotniska w Polsce odprawią ok. 45 mln podróżnych – wynika z analizy ekspertów PwC „Dalszy wzrost na polskim niebie. Prognozy dla rynku lotniczego 2018”.

Zdaniem ekspertów PwC polska branża lotnicza wykazuje jeden z największych potencjałów wzrostu spośród wszystkich europejskich rynków. Potwierdzeniem tego są liczby – w 2015 r. polskie porty lotnicze obsłużyły ponad 30 mln pasażerów, w 2016 r. było ich już ponad 34 mln, a rok temu ok. 40 mln. Wzrost w 2017 r. wyniósł aż 18%, co jest drugim najlepszym wynikiem na świecie (po Rumunii). Skalę rozwoju wyraźnie pokazuje liczba odprawionych podróżnych w Polsce w 2004 r., która wynosiła niecałe 9 mln.

Niekwestionowanym liderem pod względem liczby pasażerów w poprzednim roku było lotnisko Chopina w Warszawie, które zanotowało 23% wzrost (15,7 mln osób). Dobrze radziły sobie także inne porty regionalne: Katowice (+21%; 3,89 mln), Wrocław (+18%; 2,86 mln) oraz Kraków (+17%; 5,84 mln).

Według naszych prognoz w tym roku liczba pasażerów na polskich lotniskach znacząco się zwiększy, bijąc zeszłoroczny rekord. Mówimy tu o ok. 12% wzroście, co oznacza ok. 45 mln podróżnych. – Michał Mazur, partner w PwC, lider zespołu ds. transportu i logistyki oraz Drone Powered Solutions

Z danych zebranych w raporcie PwC wynika, że ruch pasażerski na świecie przez najbliższe 20 lat będzie rozwijał się szybciej niż gospodarka światowa, osiągając wzrost na poziomie 4,4% średniorocznie. Liderami wzrostu będą rynki rozwijające się, głównie azjatyckie, gdzie średnioroczny wzrost do 2036 roku wyniesie 6,7% dla Bliskiego Wschodu oraz 5,6% dla Azji i Pacyfiku. Rynek europejski w tym samym okresie będzie rozwijał się nieco wolniej niż rynek światowy, ze względu na dynamikę europejskiego PKB, która wyniesie 1,7% średniorocznie względem światowego wzrostu na poziomie 2,8%.

Nowe modele biznesowe linii lotniczych

Dzięki utrzymującym się niskim cenom paliwa oraz zmianom w modelach biznesowych sytuacja finansowa większości przewoźników w Europie stale się poprawia. Podstawą modeli biznesowych w coraz większym stopniu jest dywersyfikacja przychodów, co istotnie wpływa na poprawę marży wpływami z tzw. działalności dodatkowej. Ich średni udział w ogólnej strukturze przychodów przewoźników lotniczych na świecie osiągnął w 2017 roku ponad 10%. Najważniejszymi źródłami dodatkowych przychodów są opłaty za nadbagaż, sprzedaż pokładowa, czy sprzedaż innych usług związanych z podróżą (m.in. opłaty za rezerwacje hoteli). Przewoźnikami o największym udziale tej kategorii przychodów są tak zwane tanie linie lotnicze, gdzie podstawowa taryfa jest często relatywnie niska, natomiast duży strumień przychodów generowany jest poprzez oferowanie dodatkowych usług. Wysoki udział dodatkowych przychodów posiada m.in. obecny na polskim rynku Wizz Air – ponad 30%.

Autorzy raportu PwC podkreślają, że udział przewoźników niskokosztowych w Europie stale rośnie i wynosi obecnie 43%. Co istotne, oprócz zwiększenia udziału tanich linii w ruchu wewnątrzeuropejskim, wzrasta też liczba tanich połączeń na trasach długodystansowych. Na przykład udział tanich połączeń ze strony przewoźników takich jak m.in. Norwegian, Eurowings czy Wow Air, na trasie Europa – Ameryka Północna w minionym roku zanotował istotny wzrost i zwiększył swój udział z ok. 7% do poziomu 9,5% wszystkich połączeń na tym kierunku.

Dobra sytuacja finansowa, w tym wzrost marż przewoźników lotniczych, przekłada się na zwiększenie aktywności w obszarze fuzji i przejęć. Obserwujemy coraz większą aktywność inwestorów finansowych, co jest bardzo pozytywnym sygnałem jeśli chodzi o ocenę perspektyw branży, w tym dalszy rozwój naszego narodowego przewoźnika. Dodatkowo, rozdrobnienie na rynku przewozów lotniczych Europy Środkowo-Wschodniej stwarza okazję do większej konsolidacji w regionie, a to oznacza dodatkowe szanse dla takich graczy jak LOT. – Michał Szyk, wicedyrektor w dziale doradztwa biznesowego PwC

Koncepcja Centralnego Portu Komunikacyjnego

Eksperci PwC zwracają uwagę, że spośród dużych unijnych krajów, tylko Polska i Rumunia nie posiadają dużego hubu lotniczego. Ich zdaniem czynniki takie jak wielkość aglomeracji warszawskiej, dogodne położenie geograficzne oraz fakt pełnienia funkcji stołecznej jasno wskazują na konieczność dalszego zwiększenia przepustowości portów obsługujących Warszawę.

Wybrana lokalizacja CPK w Baranowie spełnia parametry sprawdzone w innych europejskich miastach i nie przekracza dystansu 50 km od miasta, co jest graniczną odległością dla tego typu inwestycji. Dodatkowo, na korzyść tej lokalizacji przemawia to, że lotnisko będzie znajdowało się w bezpośredniej bliskości A2 oraz  północnego końca centralnej magistrali kolejowej.

W Europie Środkowo-Wschodniej jest rynkowa przestrzeń na powstanie dużego portu lotniczego pełniącego rolę międzynarodowego hubu. Dobre skomunikowanie samochodowe, a w szczególności kolejowe Centralnego Portu Komunikacyjnego uwolni dalszy potencjał ruchu lotniczego, zarówno krajowego, jak i z całego regionu. Liczne przykłady zagraniczne oraz zainteresowanie CPK przez potencjalnych inwestorów i operatorów wskazują na możliwość pozyskania środków na inwestycje z wielu źródeł – z uwzględnieniem instytucji międzynarodowych i prywatnych inwestorów. – Agnieszka Gajewska, partner w PwC, lider zespołu ds. finansowania projektów inwestycyjnych oraz sektora publicznego w Europie Środkowo-Wschodniej

W tym roku przychody z esportu przekroczą po raz pierwszy miliard dolarów

Czy esport to wciąż jedynie rozrywka dla pasjonatów gier komputerowych czy już poważna część biznesu sportowego? Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte dynamiki rozwoju sportu elektronicznego nie można lekceważyć, co zauważają również koncerny z branży TMT inwestujące w ten segment. W 2018 roku przychody z tytułu wydarzeń i relacji na żywo związanych z esportem przekroczą w skali globalnej po raz pierwszy miliard dolarów. Najszybciej rynek ten rozwija się w Chinach i Ameryce Północnej.

Miliard dolarów to wciąż niewielki odsetek przychodów, które wygenerują wydarzenia i transmisje sportowe dyscyplin tradycyjnych. Według najnowszego raportu Deloitte „TMT Predictions” w 2018 roku będą to 33 mld dolarów. Najwyższe przychody spodziewane są w związku z zakończonymi niedawno Igrzyskami Olimpijskimi w Korei Południowej i odbywającymi się w czerwcu Mistrzostwami Świata w piłce nożnej w Rosji. Jak wyliczają eksperci Deloitte najpopularniejsze dyscypliny sportowe na świecie, a tym samym przyciągające największe zainteresowanie kibiców i sponsorów, to piłka nożna, rugby i baseball.

Popularność esportu rośnie

– W dalszym ciągu niewiele osób wie, o co chodzi w esporcie. Nie rozumieją, że rywalizacja graczy komputerowych może przyciągać fanów i pieniądze, ale to już stało się faktem. Jednocześnie kibice przeceniają obecny rozmiar rynku, wierząc, że roczne przychody liczone są już w miliardach dolarów i porównując go do sportów tradycyjnych. Do tego jeszcze daleka droga – mówi Marcin Diakonowicz, Partner, Lider Sports Business Group, Deloitte. Dziś duże wydarzenie esportowe może przyciągnąć 40 tys. osób oglądających na żywo i dziesiątki milionów oglądających go w sieci. – Esport będzie się sukcesywnie rozwijał, a wraz z tym będzie również rosła ranga imprez – dodaje.

W tym roku nie zabraknie jednak imprez, które przyciągną kibiców esportu. Na początku marca zakończył się Intel Extreme Masters World Championship Katowice 2018, który po raz kolejny przyciągnął sporą grupę kibiców. Przed nami jeszcze chociażby rozgrywki Dota 2 International, które odbędą się w sierpniu. Pula nagród zeszłorocznej edycji to prawie 25 mln dolarów. Również w obszarze gier sportowych szykują się ciekawe wydarzenia w tym nowa odsłona FIFA Interactive World Cup pod nową nazwą FIFA eWorld Cup. Dla klubów sportowych jest to nie tylko okazja do wygenerowania dodatkowych przychodów, ale też wzmocnienia swojej globalnej marki. Co ważne rozgrywki esportowe zostały włączone do programu odbywających się w Chinach w 2022 roku Igrzysk Azjatyckich.

Przychody z reklam i treści premium

Dynamika wzrostu esportu w ostatnich latach jest imponująca. Jeszcze w 2015 roku przychody w skali globalnej z tego tytułu wynosiły 325 mln dolarów, w tym roku ma być już miliard dolarów. Tylko w Niemczech szacuje się, że przychody z esportu w 2018 roku wyniosą 90 mln euro, w 2019 roku będzie to 110 mln, a w kolejnym 130 mln euro. Struktura przychodów w esporcie jest bardzo podobna jak w sporcie tradycyjnym. Są to przede wszystkim najszybciej rozwijające się sponsoring i wpływy komercyjne, a także wpływy z biletów oraz zawartości premium. Zgodnie z badaniem Deloitte pt. „Continue to Play” w Niemczech 16 proc. kibiców w wieku od 25 do 34 lat jest w stanie zapłacić za dodatkowe treści wysokiej jakości.

W 2016 roku kibice komputerowych rozgrywek spędzili łącznie sześć miliardów godzin, śledząc wydarzenia z tym związane. Było to pięć razy więcej niż w 2010 roku. Połowę tego czasu przed komputerami spędzili widzowie z Chin. Jednocześnie należy pamiętać, że liczba sześciu mld godzin odpowiada jedynie 5,33 dniom transmisji na żywo w USA. W ESL (Electronic Sports League), czyli największej lidze esportowej na świecie, zrzeszonych jest ponad 6 mln zawodników, którzy tworzą ponad pół miliona drużyn. W 2015 roku liga ta została kupiona przez szwedzki koncern medialny Modern Times za 87 mln dolarów.

Opłacalna inwestycja

Już w 2014 roku w esport zainwestował Amazon, który za niemal miliard dolarów kupił największą na świecie platformę do rozgrywek esportowych Twitch. Oficjalne statystyki opublikowane przez Twitch za 2017 rok prezentują dobrą sytuację platformy. Użytkownicy w 2017 roku obejrzeli ponad 355 mld minut transmisji, co oznacza wzrost o 21 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Z kolei dziennie w 2017 roku serwis odwiedzało ponad 15 mln widzów. Niemniej konkurencja ze strony YouTube Gaming, czy nowych rozwiązań, jak chociażby niedawno powstała platforma Caffeine, która już rozpoczęła współpracę z firmą ESL, pokazuje, że nadal pozostaje miejsce dla nowych graczy w tym sektorze – Firmy technologiczne i medialne zwracają baczną uwagę na esport, zarówno pod względem możliwości rozwoju i dywersyfikacji przychodów, ale również dlatego, że trafiają w ten sposób do wąskiej i pożądanej grupy demograficznej – mówi Radosław Kubaś, Partner w dziale Konsultingu, Deloitte.

Aż 75 proc. kibiców esportu to osoby w wieku od 18 do 34 lat. W większości są to mężczyźni (raport Deloitte „TMT Predictions 2016. E-Sport: bigger and smaller than you think”). Z kolei z badania Deloitte przeprowadzonego na rynku niemieckim wynika, że świadomość co do tego, czym jest esport maleje wraz z wiekiem. W grupie osób od 14 do 18 lat termin ten i jego znaczenie zna 45 proc. ankietowanych. W grupie respondentów powyżej 65 lat odsetek ten maleje do 7 proc.

Esport w Polsce

Tempo wzrostu odbiorców esportu w Polsce jest imponujące. Według prognoz przedstawionych w raporcie firmy PayPal i SuperData, w 2018 roku liczba unikalnych widzów będzie bliska 850 tys. i wzrośnie o 29 proc. rok do roku. Co więcej, to najlepszy wynik spośród ośmiu krajów przedstawionych w raporcie. Jesteśmy w momencie bardzo dynamicznego rozwoju. W dużej mierze wynika to z wykorzystania twórczości youtuberów i streamerów do promowania turniejów, drużyn i eventów. Na dodatek atrakcyjność medialna esportu jest skumulowana tylko w komunikacji digitalowej – mówi Wojciech Jeznach, członek zarządu Fantasy Expo. PGL Major w Krakowie w momencie szczytowej oglądalności na Twitchu obserwowało 105,9 tys. widzów, średni kontakt widza z transmisją wyniósł 2 godziny i 43 minuty, a pula nagród sięgnęła miliona dolarów. – Po wejściu do ramówek telewizyjnych przekroczymy kolejny próg zainteresowania oraz możliwości generowania wzrostu dochodów – dodaje.

Columbus Energy S.A. kontynuuje przeniesienie notowań na GPW i przekłada plany oferty publicznej

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, będąca liderem rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce, złożyła do KNF aktualizację Prospektu emisyjnego sporządzonego w celu ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wszystkich akcji Spółki. Jednocześnie Spółka przekłada plany przeprowadzenia oferty publicznej akcji emisji serii G.

Emitent poinformował o złożeniu Prospektu emisyjnego wyłącznie w celu ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu akcji wszystkich serii na rynek regulowany GPW. Zarząd Spółki oczekuje, że zmiana rynku notowań zwiększy zainteresowanie inwestorów Spółką i pomoże w szybszym rozwoju oraz budowie wartości.

Jednocześnie Zarząd Spółki zamierza rekomendować Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy uchylenie podjętej Uchwały w sprawie przeprowadzenia oferty publicznej emisji akcji serii G.

„Podjęcie decyzji o przełożeniu nowej emisji akcji było możliwe dzięki ważnej zmianie w sposobie finansowania produktu Abonament na Słońce, gdzie Spółka wdrożyła model pełnego finansowania klientów bezpośrednio z finansowania zewnętrznego. Model ten pozwala na utrzymanie obecnej dynamiki wzrostu przychodów bez potrzeby angażowania środków własnych jak odbywało się to wcześniej.” – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Columbus Energy S.A. osiągnęła w 2017 r. przychody na poziomie skonsolidowanym w wysokości 30,66 mln zł i miała 2,59 mln zł zysku na działalności operacyjnej, notując wyraźny wzrost wyników finansowych w ujęciu rok do roku. Spółka prowadzi działania prorozwojowe, których celem jest utrzymanie pozycji lidera w branży mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Emitent wprowadził do swojej oferty panele fotowoltaiczne monokrystaliczne „full black” w standardowej ofercie o podwyższonej mocy, które są mocnym przeskokiem technologicznym na rynku polskim.

Columbus Energy S.A. przeprowadziła w 2017 r. 4 emisje obligacji, pozyskując z nich łącznie ponad 11 mln zł. Środki te zostały przeznaczone na realizację montaży instalacji fotowoltaicznych. Wszystkie serie wyemitowanych obligacji zostały już wprowadzone do obrotu na rynku Catalyst.

W marcu br. Spółka wprowadziła do swojej oferty kolejne innowacje – Abonament Elastyczny. Nowe rozwiązanie pozwoli klientom indywidualnym oraz biznesowym na dopasowywanie instalacji do własnych potrzeb przy zachowaniu bardzo atrakcyjnego finansowania.

Łatwiej o pracę, wynagrodzenia dalej będą rosły

Średnio 2,5 miesiąca zajmuje obecnie Polakom znalezienie nowej pracy – tak wynika analizy Instytutu Badawczego Randstad.

Obecnie rynek pracy odczuwa brak pracowników Wzrost popytu na pracę wynika z wyraźnego przyspieszania wzrostu gospodarczego w 2017 roku. Z analiz NBP wynika, że mamy rekordowo wysoką liczbę wakatów, co oznacza, że zmiana pracy, szczególnie dla osób posiadających poszukiwane na rynku pracy kompetencje, jest stosunkowo łatwa. Tę tezę potwierdzają również wyniki badania. Osoby, które bez przeszkód znalazły nową pracę zdecydowanie przeważają liczebnie na tymi, dla których zmiana pracodawcy wiązała się z problemami (choć i tak finalnie znaleźli nowe zajęcie).

Coraz większe trudności z pozyskaniem pracowników powodują, że pracodawcy częściej oferują bardziej stabilne warunki zatrudnienia w ramach umów o pracę. Dla części pracujących w oparciu o kontrakty o charakterze krótkoterminowym, w tym umowy cywilnoprawne, możliwość uzyskania lepszych warunków zatrudnienia jest istotnym czynnikiem wpływającym na decyzję o zmianie pracodawcy.

Jak wynika z przeprowadzonych badań, wśród osób, które planują zmienić pracę w najbliższym czasie najczęściej wyrażanym oczekiwaniem jest wzrost wynagrodzeń i odpowiednia forma zatrudnienia. Dodatkowo, wiele osób, które zmieniły pracę uzyskało zatrudnienie spełniające wszystkie ich oczekiwania. To oznacza, że o ile tendencje na rynku pracy się utrzymają, to należy spodziewać się dalszego wzrostu wynagrodzeń, gdyż pracodawcy będą próbowali konkurować o najbardziej potrzebnych pracowników, skłonnych do zmiany pracy.

Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Czekając na kolejne tweety Trumpa

Inwestorzy liczą po cichu na uspokojenie sytuacji związanej z wojną handlową między USA a Chinami. Piątkowe 2% spadki na giełdzie nie przełożyły się na ucieczkę kapitału do bezpiecznych przystani walutowych, czyli franka szwajcarskiego i jena. Zaskakująco dobra postawa złotego w obliczu zawirowań na rynkach. EUR/PLN w ważnym miejscu. USD/PLN i GBP/PLN poruszają się w kwietniu w wąskim paśmie wahań. Czynnik ryzyka dla złotego środowe posiedzenie RPP. W obliczu słabszej inflacji CPI musi ona zabrzmieć gołębio, co jest czynnikiem podażowym dla krajowej waluty.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.02.2017-26.03.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1651 3,5541 3,3690 4,6770
Maksimum 4,2380 3,6550 3,4550 4,8530

euro 09.04.2018W ostatnim czasie na rynkach tematem numer jeden zdecydowanie są starcia w wojnie handlowej między Chinami i USA. Tak naprawdę tylko od tego zależy sentyment na rynkach. Po piątkowych perturbacjach i kolejnej deklaracji Trumpa o możliwym zwiększeniu wprowadzanych ceł na towary o wartości nawet 100 mld USD na rynkach znów apetyt na ryzyko znacznie się zmniejszył. Trzeba jednak przyznać zawirowania związane z wojną handlową wywierają wpływ głównie na giełdy. Dlatego też patrząc na wykres EUR/PLN można by powiedzieć, że apetyt na ryzyko ma się dobrze. Kurs od końcówki marca kiedy to osiągnięty został poziom nieco powyżej 4,23 systematycznie spada. Dzisiaj zeszliśmy nawet poniżej 4,20. Owszem nadal ryzyko w postaci kolejnych wyprowadzanych ciosów, czy ze strony Trumpa, czy Państwa Środka istnieje. Pekin cały czas może udowadniać, że jest gotowy na twardą grę, a Trump liczy, że Chiny w końcu się ugną. Taka gra oczywiście nie prowadzi donikąd. Niemniej jednak póki co na rynkach widać oczekiwanie inwestorów na pozytywne zakończenie negocjacji, stąd waluty krajów wschodzących mają pole do popisu. A w dodatku widać, że analitycy nie widzą dużego wpływu wojny handlowej na polską gospodarkę. A trzeba przyznać, że złoty radzi sobie nadzwyczaj dobrze w otoczeniu wewnętrznym, które sugeruje dopiero podwyżkę stóp w Polsce nawet w 2020 roku. To oczywiście czynnik podażowy, który jak widać został pominięty przez inwestorów. Technicznie EUR/PLN jest w ciekawym miejscu wyjście powyżej 4,20 wygenerowałoby sygnał kupna, z drugiej strony jeśli otoczenie zewnętrzne będzie sprzyjać możliwe jest zejście nawet w okolice ostatniego minimum. Czynnikiem ryzyka bez wątpienia jest posiedzenie RPP w tym tygodniu, która wręcz musi zabrzmieć gołębio w obliczu słabego odczytu CPI i spadku do poziomu 1,3% r/r.

frank 09.04.2018CHF/PLN porusza się w ramach kanału spadkowego. W zasadzie jesteśmy blisko wsparcia w postaci dolnego ograniczenia. Tak jak i na EUR/PLN i tutaj nie widać efektu zawirowań na rynkach spowodowanych wojną handlową między Chinami a USA. Patrząc szerzej skorelowana para EUR/CHF również jest wysoko w pobliżu 1,18 także większe osłabienie złotego w tym momencie nie powinno się zdarzyć. Inwestorzy kompletnie nie zabezpieczali swoich aktywów w bezpiecznych przystaniach przed wyborami na Węgrzech. Ale też wynik czyli zdecydowane zwycięstwo Orbana było przesądzone. Jego partia Fidesz prawdopodobnie zachowa ponad 60% głosów w parlamencie. Oczywiście to może się przełożyć na wzrost wartości węgierskiego forinta i pośrednio uderzyć w złotego. Póki co jednak przy nieco słabszej wrażliwości inwestorów na efekty działań Trumpa i Chin w wojnie handlowej złotówka ma szansę zyskać. Niewykluczone jest przetestowanie dolnego ograniczenia kanału spadkowego jeszcze raz i zejście poniżej 3,55.

dolar 09.04.2018Bez wątpienia temat przewodni na rynkach, a więc konflikt w relacjach handlowych USA i Chin nie działa niekorzystnie na dolara amerykańskiego. Fakt chwilowo amerykańska waluta straciła po piątkowych danych ale szybko wróciła do punktu wyjścia. Dane poddały wątpliwość 4 podwyżki stóp w 2018 roku. Stąd złotówka w relacji do dolara zyskała, i w efekcie jest poniżej 3,45 czyli ostatniego maxa. Ogólnie rzecz biorąc już od dwóch tygodnia USD/PLN porusza się w ramach bardzo wąskiego pasma wahań w przedziale 3,40-3,43. Jest to efekt braku rozstrzygnięcia na głównej parze walutowej świata. I trzeba przyznać sytuacja może tak jeszcze potrwać gdyż ani USD ani EUR nie mają argumentów za wzrostem wartości. Dolar będzie pod wpływem wojny handlowej, a więc trudno zawierać długie pozycje gdyż trudno wyrokować jakie jeszcze działa wytoczą zwaśnione strony. Tym bardziej, że dzisiaj pojawiła się informacja, że Chiny rozważają nawet dewaluację juana jako narzędzia w sporze z USA. Po krótkiej chwili jednak doniesienia Bloomberga zdementowali przedstawiciele Ludowego Banku Chin twierdząc, że nie chcą dodatkowo wojny walutowej. Z kolei w strefie euro mamy całą serię fatalnych danych z gospodarek. Również wskaźników wyprzedzających, które skutkują tym, że długie pozycje w euro są redukowane. Tydzień pod względem danych nie wygląda obiecująco więc oczekujemy dalszej stabilizacji USD/PLN.

funt 09.04.2018Bez wątpienia po burzliwym czasie na funcie sytuacja się uspokoiła. Brytyjska waluta miała zdecydowanie swój moment wtedy też w zasadzie każda informacja i dane działały na korzyść i skutkowały umocnieniem. W marcu więc złotówka straciła do funta w szczycie 18 groszy. Po osiągnięciu szczytu na poziomie 4,85 zł, trend wzrostowy znacznie wyhamował. Złożyło się to z lepszym czasem złotówki ale też realizacją zysków na brytyjskiej walucie na szerokim rynku. Bo też nic niekorzystnego dla funta z Wysp na rynki nie dotarło. I taki stan się utrzymuje tak naprawdę z Wielkiej Brytanii nie ma żadnych ważnych informacji, które mogłyby ruszyć notowaniami. Od początku więc GBP/PLN dryfuje w bardzo wąskim paśmie wahań między 4,7850 zł a 4,8250 zł. W środę pojawią się dane o produkcji przemysłowej na Wyspach i być może to nieco wyrwie notowania z tego impasu. Oczywiście w tle należy wspomnieć o wojnie handlowej w przypadku kolejnych ostrych zagrań, może się pojawić na rynkach awersja do ryzyka, która spowoduje wzrost notowań GBP/PLN.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Jak odzyskać dług od firmy w upadłości

Nie jest żadną nowością nieuczciwy obraz dłużnika, który na wszelkie możliwe sposoby stara się nie ponieść prawnej odpowiedzialności w stosunku do swoich zobowiązań. Raport przychodzi nam z pomocą w jaki sposób wyegzekwować takie długi, jak chociażby w przypadku ogłoszenia przez naszego dłużnika upadłości.

Skuteczne przeprowadzenie windykacji długów?

Każdy przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą obarczony jest ryzykiem napotkania na swojej drodze kontrahenta, który nie będzie płacił należności w terminie, nieustannie go odkładając coraz mniej wiarygodnymi wytłumaczeniami.

W takim wypadku wierzyciel powinien zastanowić się czy:

  • Podjąć samodzielną próbę wyegzekwowania należnych mu wierzytelności.  Na przykład poprzez wstąpienie na drogę sądową wraz z pozwem o zapłatę, a następnie przy pomocy komornika kontynuować postępowanie egzekucyjne.
  • Wynająć firmę windykacyjną która zajmie się za niego egzekucją należności,
  • Sprzedać dług

Warto podczas zawierania umowy bacznie przyglądać się kontrahentowi, już wtedy możemy zauważyć u niego zachowania, które mogą wzbudzić nasz niepokój.  Zachowanie bezpieczeństwa może pozwolić wstrzymać dostawy lub ograniczyć je w stosunku do zadłużonej firmy, jeszcze zanim nie zapłaci nam w terminie.

Najczęstszymi zachowaniami dłużnika które powinny wzbudzić nasze podejrzenia to:

  • występują problemy przy próbach kontaktu – jego komórka nie odpowiada bądź jej nie odbiera, w firmie wiecznie jest zajęty i nie może podejść do telefonu. Czasem dłużnik nie odbiera telefonu ponieważ wyświetla mu się na nim nasz numer, można spróbować go zaskoczyć z innego numeru telefonu. Jeśli i to nie poskutkuje warto podjąć próbę kontaktu poprzez mail, fax czy też tradycyjną pocztę.
  • Korespondencja zaadresowana do dłużnika powraca z adnotacją „ adresat nieznany” może oznaczać że dłużnik się wyprowadził i należy zacząć poszukiwania jego aktualnego adresu. Można to zrobić w Ewidencji Działalności Gospodarczej, Ewidencji Ludności, Krajowym Rejestrze Sądowym, Centralnym Biurze Adresowym. Zależnie od tego czy dłużnik jest osoba prawną czy też fizyczną. W celu uzyskania adresu przedstawiamy się oficjalnie jako wierzyciel dłużnika którego poszukujemy.
  • W przypadku gdy list polecony do dłużnika nie wrócił, a sam dłużnik nie reaguje na wezwania do zapłaty możemy założyć, że otrzymał wezwanie jednocześnie wykazując złą wolę nie podejmując prób negocjacji ustalenia nowego terminu zapłaty.
  • Gdy list polecony powraca wraz z adnotacją „nieodebrany w terminie”, nie koniecznie musi oznaczać że dłużnika nie było i nie mógł odebrać awiza. Istnieje również możliwość, że sprawdził adres nadawcy jeszcze zanim go odebrał i podjął świadomą decyzję, aby go nie odbierać.
  • Wydłużający terminy w płatnościach zamawia większą dostawę. W takim przypadku warto zbadać czy jest z wiązane z powiększeniem firmy dłużnika, który pozyskał nowych klientów . Bowiem może zdarzyć się sytuacja, że zamierza przyjąć większą partię towaru, za który nie zamierza nam zapłacić.
  • Kontrahent zalegający z terminami zapłaty zmniejsza zamówienia. Zachodzi bowiem obawa , że wkrótce przestanie w ogóle składać kolejne zamówienia i nie zapłaci nam zaległych należności. Mogą to być sygnały, że nosi się z zamiarem zaprzestania spłacania należności, a wyegzekwowanie ich drogą komorniczą stanie się niemożliwe.

A więc, w przypadku takiego dłużnika należy jak najszybciej wystąpić na drogę sądową składając pozew o zapłatę oraz wnioskować o zabezpieczenie w postaci majątku dłużnika.

Mediacja remedium na rosnące zadłużenie branży budowlanej?

Sytuacja branży budowlanej jest bardzo poważna, mamy tutaj do czynienia z zatorami płatniczymi, z ogromnym zadłużeniem na ponad dwa miliardy złotych i sporami ciągnącymi się latami, po zakończeniu których często jedna lub obydwie strony konfliktu przestają działać na rynku.

Początkiem problemów branży budowlanej był rok 2014, kiedy na gruncie ogromnego boomu budowlanego, który miał miejsce przed EURO2012 i dzięki zasileniu środków unijnych, branża rozkwitła. Od tego czasu jej sytuacja systematycznie się pogarszała, a problemy narastały. Różne kwestie na gruncie umów, które strony zawierały, często nie do końca przemyślanych i nie zawsze dobrze zredagowanych spowodowały zatory i wiele kłopotów nierozwiązanych do dziś – tłumaczy Grażyna Kuźma, radca prawny, partner w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie, współautorka komentarza „Prawo budowlane i nieruchomości” CH Beck.

Zgodnie z danymi Krajowego Rejestru Długów (VIII. 2017) ok. 2,21 miliarda zł wynosiło całkowite zadłużenie branży budowlanej. Jest to wzrost o ponad 700 mln w stosunku do 2016 i ponad dwukrotny w stosunku do 2015 roku. W najgorszej kondycji jest sektor specjalistycznych robót budowlanych (tzn. związany z rozbiórkami, pracami wykończeniowymi, przygotowaniem terenu pod budowę); sektor robót związanych ze wznoszeniem budynków oraz sektor robót związanych z budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej  – budowa dróg, autostrad, mostów, tuneli torów. Największa liczba dłużników pochodzi z województwa mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego.

Według danych Krajowego Rejestru Długów BIG SA ok. 61.000 firm budowlanych nie radzi sobie ze spłatą zobowiązań, a branża sama boryka się z dłużnikami, którzy zalegają z nierulowanymi należnościami na kwotę ponad 444 mln zł. Największymi dłużnikami tej branży są sami budowlańcy – 197 mln zł oraz zleceniodawcy z innych sektorów gospodarki tj. handel – ok. 68,1 mln zł; przemysł – ok. 67 mln zł i transport – ok. 29,5  mln zł. Są to bardzo duże kwoty, które dla poszczególnych przedsiębiorstw stanowią ogromny problem, szczególnie dla małych i średnich firm, które muszą polegać na własnych zasobach.

Najczęstsze pola sporów w nieruchomościach

Najczęstszym podłożem sporów w branży nieruchomościowej są umowy o roboty budowlane, ale także umowy najmów komercyjnych: dotyczące m.in. powierzchni w galeriach handlowych, powierzchni biurowych, powierzchni magazynowych oraz umów dotyczących zbycia lub nabycia nieruchomości.

Spory często dotyczą rozliczenia wynagrodzenia za wykonane roboty; braku zwrotu sumy kaucji pod pretekstem zaliczania jej całości lub części na poczet usuwania usterek i koniecznych napraw; naliczania kar umownych za opóźnienia – sporu wokół powodów opóźnień oraz jakości wykonanych obiektów i ich braków technicznych. Częstym podłożem konfliktów w tej branży są także spory związane z umowami sprzedaży nieruchomości, gdzie kłopoty pojawiają się już na etapie umowy przedwstępnej i spełniania uzgodnionych przez strony warunków.

Proces budowlany jest bardzo skomplikowany i wiąże strony umowy na dosyć długi okres. Wzajemna współpraca i uczciwe podejście do swoich obowiązków determinuje realizację umowy w sposób rzetelny i terminowy. Jeżeli odbiorca takiej umowy w sposób nieterminowy i nieprawidłowy z punktu widzenia warunków umowy będzie przedłużał pewne procesy np. odbierał etapy umowy z opóźnieniami, to w sposób naturalny, całość będzie oddawana z opóźnieniami.

W przypadku najmów komercyjnych spory najczęściej dotyczą najmów powierzchni biurowych i ich pomiarów; udziału w częściach wspólnych; kosztów mediów i ich rozliczania. W przypadku najmów powierzchni handlowych jest podobnie, dodatkowo dochodzą konfliktogenne kwestie dotyczące działań marketingowych galerii, godzin otwarcia sklepów, czynszu od obrotów z e-commerce – sprzedaży przez Internet, a odbioru towaru w galerii handlowej, gdzie klienci korzystają z infrastruktury obiektu handlowego, napędzają ruch, lecz nie obrót, który nie jest wliczany do czynszu płaconego przez najemcę. Ostatnio pojawiły się też nowe problemy związane z zakazem handlu w niedzielę.

Najmy magazynów w parkach logistycznych rządzą się także swoimi prawami, a pola konfliktów polegają głównie na spełnianiu specyficznych wymogów technicznych obiektów, które są najczęściej budowane pod klucz, na potrzeby konkretnego najemcy. Nieruchomość musi mieć określone wymiary, wysokość, zapewniony dojazd, dostawy mediów, w umowach muszą zostać uwzględnione też ewentualne przerwy w dostawie mediów, co jest ryzykowne dla najemcy korzystającego np. z chłodni itp.

– Na gruncie różnych konfliktów i sporów widzimy jak trudno jest rozwiązać węzeł gordyjski wzajemnych zależności miedzy tym, który buduje i tym, który za budowę płaci i oczekuje jak najszybszego jej zakończenia. Często nie sposób jest powiedzieć kto zawinił w konflikcie, czasami jedna, czasami druga strona, często winni są podwykonawcy, pogoda, czy inna siła wyższa… Strony trafiają do sądu i bardzo często ulegają złudzeniu, że spór szybko zostanie tam rozstrzygnięty, lecz tak się nie dzieje – mówi Grażyna Kuźma.

Konflikt i co wtedy?

Spory są naturalną częścią obrotu gospodarczego, jednak w jaki sposób rozwiązać je najszybciej, najniższym kosztem i jednocześnie zachowując dobre relacje biznesowe?

Przedsiębiorca musi czekać średnio 540 dni na rozstrzygnięcie sporu z adwersarzem w sądzie, dodatkowo egzekucja przyszłego wyroku sądowego zabiera przeciętnie około 145 dni. Rozwiązanie sporu to ogromny koszt (także emocjonalny) dla przedsiębiorcy i zaangażowanych kluczowych pracowników firmy: menedżerów, finansistów, HR itd.

Dochodzi także aspekt braku kontroli nad rozwiązaniem konfliktu – strony wnoszące sprawę do sądu oddają swój los w ręce prawników i sędziego, który po zapoznaniu się ze sprawą wydaje wyrok lub orzeczenie. Sędzia nie tylko kontroluje procedurę (przebieg rozpraw), ale również meritum sprawy, w wyniku czego, strony nie mają żadnego wpływu na treść orzeczenia, natomiast są zobowiązane zastosować się do niego.

– Sąd arbitrażowy od sądu powszechnego różni się tylko tym, że ma szybszy przebieg. Podobnie, jak w przypadku orzeczenia wydanego przez sędziego, tak i przez arbitra, nie ma żadnego znaczenia, czy strony akceptują postanowienie, dlatego w przypadku arbitrażu i zwykłego sądu mamy do czynienia z wygranym i przegranym. Sprawa w sądzie czy arbitrażu nie tylko nie rozwiązuje istniejących konfliktów, ale raczej sama jest przyczyną powstawania nowych „punktów zapalnych” – mówi Anna Saczuk, mediator stały przy Sądzie Okręgowym w Warszawie, mediator przy Ministrze Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, mediator i facylitator w Międzynarodowym Centrum Mediacji.

– Gdy pojawia się konflikt strony najczęściej dzwonią do prawnika, od którego oczekuje się, że stanie na placu boju i szybko rozwiąże spór, przejmie w jakiś sposób nad nim kontrolę. Niestety wiąże się to zarówno z czasem jak i kosztami. Prawnik natomiast zobowiązany jest do uczciwego przedstawienia klientowi wszystkich możliwych opcji rozwiązania konfliktu. Dlatego naszą rolą jako prawników, jest zaproponowanie alternatywy dla sądu i taką właśnie alternatywą jest mediacja. – dodaje Grażyna Kuźma.

Czas, pieniądze i relacje – kluczowe dla przedsiębiorcy

W przypadku mediacji to strony wspólnie decydują, co będzie tematem mediacji, czyli określają jej zakres. W trakcie mediacji strony wypracowują wspólne rozwiązanie biorąc pod uwagę swoje interesy i potrzeby, na co w sądzie nie ma ani miejsca, ani czasu. W wyniku mediacji obie strony wygrywają, ponieważ to one, a nie sędzia, są autorami rozwiązania. Przyjęte rozwiązania są trwałe, dzięki temu, że strony są usatysfakcjonowane – satysfakcja wynika z poczucia kontroli nad wynikiem. Dlatego właśnie mediacja jest polecana jako ta, w której uczestnicy bezpośrednio decydują o rozwiązaniu, czyli o tym, co znajdzie się w porozumieniu. Jest to sposób na osiągnięcie porozumienia w razie sprzecznych interesów stron bez udziału sądu.

– Na pewnym etapie to właśnie prawnik jest tą osobą, która ma szansę pokierować konfliktem w stronę rozwiązania polubownego lub nie. My mediatorzy nazywamy prawników bramą, przez którą mediacja wejdzie do firmy albo do niej nie wejdzie. Ważna jest współpraca pomiędzy mediatorem i prawnikiem. Często zachęcam również strony, żeby brały udział w mediacji ze swoimi prawnikami, którzy są dobrymi doradcami, a ich rola na etapie konstruowaniu ugody jest często niezastąpiona  – są wręcz niezbędni. – mówi Anna Saczuk.

W mediacji niezwykle ważny jest także wybór odpowiedniego mediatora: bezstronnego profesjonalisty, który nakieruje strony na poszukiwanie rozwiązań satysfakcjonujących dla obydwu stron, tzw. rozwiązań win-win. Mediatora wybierają obydwie strony konfliktu, jest on neutralny wobec sporu i stron,  zobowiązany do zachowania poufności. Bardzo istotną kwestią jest fakt, że ugoda zawarta przed mediatorem może być zatwierdzona przez sąd i stanowić tytuł egzekucyjny. Jednym słowem – nie tracąc kilku lat w sądzie, w wyniku mediacji strony wypracowują ugodę, której „wartość” w świetle prawa jest tożsama z wyrokiem sądu.

Niewątpliwą zaletą mediacji w stosunku do procesu sądowego jest szybkość rozwiązania konfliktu, która w obliczu statystyk wydaje się wręcz ekspresowa – kilka tygodni vs. kilka lat. Kolejną zaletą są koszty około dziesięciokrotnie niższe niż koszty procesu sądowego (przykładowe porównanie kosztów w tabeli). Jeżeli skonfliktowane strony wybiorą mediację i usiądą do wspólnych rozmów w towarzystwie mediatora, zdecydowana większość spraw kończy się podpisaniem ugody, co stanowi bezsprzeczny sukces obydwu stron.

Koszty (case study): Sprawa o zapłatę, wartość: 3 000 000 zł
Koszty Postępowanie sądowe Mediacja
Opłaty wstępne / rejestracja sprawy 100 000 zł opłaty sądowej 1 500 zł netto opłata rejestracyjna
Obsługa prawna podczas procesu* ok. 120 000 zł  
Koszt mediacji** 15 000 zł netto (15 godzin mediacji rozdzielonych na sesje mediacyjne)
Opinie biegłych ok. 3 000 zł Nie dotyczy
Egzekucja komornicza ok. 2 500 zł Nie dotyczy
Suma głównych kosztów ok. 225 500 zł 16 500 zł
*koszty kalkulowane na podstawie danych World Bank publikowanych w raporcie Doing Business Report (Polska) 2017, ** Koszt sesji mediacyjnych w ramach Międzynarodowego Centrum Mediacji (www.mcm.org.pl)

Także atmosfera, w jakiej przebiegają sesje mediacyjne i fakt decydowania o swoim własnym losie często owocuje kontynuacją współpracy przez strony, a także wyjaśnieniem innych, pobocznych spraw nie zawsze związanych z meritum danego konfliktu, z którym strony udały się do mediatora.

– Sąd skupia się na tym, która ze stron w świetle przedstawionych materiałów ma rację. Sędzia bada, co wydarzyło się w przeszłości i na tej podstawie wydaje wyrok, który ma poważne konsekwencje dla stron w przyszłości. Mediator w ogóle nie zajmuje się rozsądzaniem, kto ma rację. Sytuacja obecna to punkt wyjścia do poszukiwania rozwiązań na przyszłość. Mediacja to rozmowa językiem korzyści.  Rozmowa, która w przypadku zatwierdzenia ugody ma skutki równie wiążące, co decyzja sądu. Zgodnie z prawem polskim, po osiągnięciu porozumienia, ugoda może stać się tytułem egzekucyjnym po zatwierdzeniu przez sąd i nabiera takiej samej mocy prawnej jak wyrok sądu. Myślę, że to jest niesamowita możliwość, żeby wziąć sprawy w swoje ręce i współdecydować o rozwiązaniach. Mediacja jest dobrowolna i strony w każdym momencie mogą powiedzieć – wychodzę z tego. To jest bardzo proste – rozwiązanie musi być satysfakcjonujące dla obydwu stron, inaczej nie dojdzie do ugody. Celem spotkania, jest próba dojścia do porozumienia, które możemy wykreować sami, bez zewnętrznego sędziego. Sędzia narzuca rozwiązanie w postaci wyroku, ale najczęściej nie stanowi to rozwiązania problemu stron, stąd pojawiają się apelacje. – mówi Anna Saczuk.

Mediacje są też zawsze poufne, informacje i ustalenia uzyskane podczas mediacji, w przypadku, gdy nie zakończy się ona ugodą, nie mogą być wykorzystane jako materiał dowodowy w procesie sądowym.

Mediacja jest od kilku lat również promowana przez ustawodawcę. Dużo dobrego w kwestii odciążania sądów wniosła Ustawa o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania konfliktów. Mediacja nadal jest dobrowolna, lecz sędziowie mają obecnie obowiązek informowania stron o takiej możliwości, mogą też skierować sprawę do mediacji na każdym etapie procesu, dodatkowo wprowadzono zachęty finansowe – zwrot całości lub części opłaty sądowej. Ustawodawca zobowiązał także strony do podjęcia próby ugodowej zanim sprawa trafi do sądu. Niepodanie tej informacji w pozwie może stanowić brak formalny i poskutkować jego odrzuceniem.

Nowelizowane przepisy art. 54a Ustawy o finansach publicznych, mają m.in. na celu skrócenie czasu i zmniejszenie kosztów postępowań pomiędzy sektorem prywatnym i publicznym. Zgodnie z nowymi przepisami jednostka finansów publicznych powinna podjąć próbę mediacji i w jej trakcie rozważyć, czy propozycja ugodowa spełnia kryteria ustawy.

Mediacja z sektorem publicznym to element rzeczywistości sporów niezwykle mocno wyczekiwany przez branżę budowlaną. Niestety bardzo często przeszkodą do rozwiązania sporu pomiędzy przedsiębiorcą budowlanym a jednostką sektora finansów publicznych (np. samorządem, urzędem, czy inną instytucją państwową) jest opór po stronie publicznej. Wydaje się, że znowelizowane przepisy ustawy o finansach publicznych powinny rozwiązać przynajmniej część problemów urzędników i bardziej zachęcić ich do mediacji z sektorem publicznym – komentuje Dr Ewelina Stobiecka, radca prawny, mediator, inicjator i koordynator Międzynarodowego Centrum Mediacji, partner zarządzający w kancelarii Taylor Wessing w Warszawie.

Dobrze się zabezpieczyć

Jak mówi powiedzenie „przezorny zawsze zabezpieczony”, dlatego również w relacjach biznesowych już na etapie przygotowywania umów eksperci zalecają proste, ale jednocześnie skuteczne rozwiązanie zapewniające stronom komfortowe warunki rozwiązania sporu, gdzie pierwszym wyborem w obliczu konfliktu nie jest sąd, a mediacja. Mowa o prostej klauzuli mediacyjnej dodawanej już w wielu przypadkach do wszystkich umów i stanowiącej pewien standard w nowoczesnym prowadzeniu biznesu.

– Zawsze rekomenduję swoim klientom mediację. Dlaczego tak robię? Ponieważ tak podpowiada mi wieloletnie doświadczenie zawodowe. Wiem, że klienci, którzy utknęli na lata w sądzie, po pięciu, sześciu latach, kiedy często już zmieniły nie tylko warunki biznesowe, ale też np. składy osobowe zarządu spółek, nie wszyscy pamiętają już jak zaczęła się dana sprawa, na tyle jednak wyczerpała ona zasoby firmy, że prawnik kojarzy się już tylko z czymś/kimś nieprzyjemnym. A nie o to nam chodzi. Standardy biznesowe w branży prawnej też ewoluowały i o wiele lepiej jest być doradcą klienta na każdym etapie jego działania, a nie tylko w sytuacji kryzysowej, kiedy jesteśmy „mniejszym złem” – mówi Grażyna Kuźma. 

– Stara chińska zasada mówi: „lepiej zapobiegać, niż leczyć” – dodaje Anna Saczuk. O tym, jak przedsiębiorcy będą rozwiązywać spory, najlepiej jest zdecydować przy zawieraniu kontraktu. Zawsze rekomenduję przedsiębiorcom 3-stopniową klauzulę rozwiązywania sporów, w której sąd jest tym trzecim, ostatnim krokiem. Na początku proponuję negocjacje bezpośrednie, a w przypadku braku porozumienia w drodze negocjacji, strony wszczynają postępowanie mediacyjne i zobowiązują się do wzięcia udziału w co najmniej jednym plenarnym posiedzeniu mediacyjnym, z udziałem mediatora. W klauzuli można określić sposób wyboru mediatora i maksymalny czas trwania mediacji – ja sugeruję 14 dni od jej wszczęcia przez jedną ze stron, przy czym strony mogą ten czas zgodnie wydłużyć. W przypadku dojścia do porozumienia, strony zawierają stosowną ugodę mediacyjną. Jeśli nie, idą do sądu.

Przykładowa klauzula mediacyjna

Wszelkie spory wynikające z niniejszej umowy lub pozostające w związku z nią, będą rozwiązywane polubownie w ramach Międzynarodowego Centrum Mediacji działającego przy międzynarodowych Izbach Przemysłowo-Handlowych w Polsce.

W przypadku braku porozumienia i niemożliwości rozwiązania sporu w postępowaniu mediacyjnym w terminie 60 dni od dnia złożenia wniosku o przeprowadzenie mediacji lub innym terminie uzgodnionym pisemnie przez strony, każda ze stron może poddać spór pod rozstrzygnięcie właściwego sądu [.] .

Wnioski ekspertów

Wszystkie powyższe wnioski powstały w wyniku spotkania, które odbyło się 27 marca br. w Brytyjsko-Polskiej Izbie Handlowej i stanowiło pierwsze z cyklu pięciu zaplanowanych w 2018 roku szkoleń pt.  „Mediacja – nowa jakość w biznesie”, organizowanych przez Międzynarodowe Centrum Mediacji i Izby Gospodarcze.

Spotkanie pt. „Procesy budowlane i spory nieruchomościowe a ADR. Mediacja remedium na rosnące zadłużenie branży budowlanej?” adresowane było do: członków zarządów i właścicieli firm sektora nieruchomości, menedżerów odpowiedzialnych za planowanie kosztów i budżety, prawników wewnętrznych przedsiębiorstw branży nieruchomości.

Kolejne spotkania z cyklu „Mediacja – nowa jakość w biznesie”

15.05.2018 Rozwiązania procedury cywilnej w zakresie zastosowania mediacji. Zestawienie najważniejszych instrumentów prawnych z mediacją w tle

19.06.2018 Zastosowanie mediacji w sporach z sektorem publicznym. Zadania i rola Prokuratorii Generalnej

10.09.2018 Kompetencje miękkie „soft skills” prawnika a procedury ADR. Narzędzia pomocne prawnikowi w skutecznej mediacji (prawnik jako pełnomocnik i mediator)

09.10.2018 Sukces na sali sądowej porażką biznesową mocodawcy. Rola pełnomocnika przedsiębiorcy/urzędu/korporacji w kreowaniu biznesu klienta/mocodawcy

Organizatorzy: Międzynarodowe Centrum Mediacji: Belgijska Izba Gospodarcza, Brytyjsko-Polska Izba Handlowa, Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Włoska Izba Handlowo-Przemysłowa w Polsce, Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza

Partnerzy wydarzenia: Taylor Wessing, Infinity PR&MarComm

Wstęp wolny, liczba miejsc ograniczona, obowiązuje rejestracja uczestników

Opracowała: Aleksandra Gąsowska, inicjator i sekretarz generalny Międzynarodowego Centrum Mediacji, partner zarządzający w Agencji INFINITY

Legal Entity Identifier (LEI) – czym jest i kto go musi mieć?

Nowe wymogi sprawozdawcze państw Unii Europejskiej nakładają na osoby prawne obowiązek legitymowania się podczas dokonywania transakcji na rynku kapitałowym kodem Legal Entity Identifier (LEI), czyli światowym Identyfikatorem Podmiotu Prawnego. Brak ważnego kodu LEI od 3 stycznia 2018 r. skutkuje wstrzymaniem możliwości realizacji transakcji brokerskich na rachunku.

Nowe przepisy unijne mają na celu ochronę klientów, inwestorów na rynku kapitałowym korzystających z oferowanych przez ten rynek instrumentów finansowych. Nałożone na instytucje finansowe i podmioty prawne obostrzenia są wynikiem implementacji do polskiego systemu prawnego Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 600/2014 z dnia 15 maja 2014 r. w sprawie rynków instrumentów finansowych oraz zmieniającego rozporządzenie (UE) nr 648/2012 (MiFIR), a także zaktualizowanej Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/65/UE z dnia 15 maja 2014 r. w sprawie rynków instrumentów finansowych oraz zmieniającej dyrektywę 2002/92/WE i dyrektywę 2011/61/UE (MiFID II).

Kod LEI

Legal Entity Identifier to w praktyce zgodny z normą ISO 17442, zbudowany z 20 znaków kod służący do identyfikacji podmiotu (osoby prawnej). Składają się na niego zarówno cyfry, jak i litery. Tak utworzony indywidualny kod LEI, nadany przez LOU (Local Operating Unit), zostaje wpisany do globalnego systemu GLEIS (Global LEI System) prowadzonego przez Komitet Nadzoru Regulacyjnego ds. LEI.

O nadanie kodu LEI trzeba wystąpić do jednej z 30 instytucji na całym świecie. Można to zrobić również w Polsce. Uprawnionym LOU na terenie RP jest Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych (KDPW). Raz nadany osobie prawnej kod nie jest „nieśmiertelny” jak nadawany osobie fizycznej PESEL. Trzeba go odnawiać co roku. Zobowiązane do posiadania kodu podmioty nie muszą tego robić w Polsce – mogą wybrać dowolną z 30 instytucji. Jest to o tyle istotne, że każda z nich sama ustala stawki za nadanie i odnawianie LEI. Może się więc okazać, że uzyskanie go za granicą okaże się tańsze niż na terytorium RP.

Kto potrzebuje kodu LEI

Według informacji Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych kodem LEI muszą się legitymować wszystkie podmioty zobowiązane na podstawie:

– rozporządzenia EMIR (European Market Infrastructure Regulation), czyli przedsiębiorcy finansowi i niefinansowi w rozumieniu tego rozporządzenia, m.in. przedsiębiorstwa inwestycyjne, instytucje kredytowe czy zakłady ubezpieczeń zawierające transakcje pochodne na rynkach regulowanych i OTC (rynek pozagiełdowy);

– rozporządzenia MIFIR i dyrektywy MIFID II, czyli podmioty prawne zawierające transakcje na rynkach regulowanych;

– rozporządzenia CSDR (rozporządzenie w sprawie usprawnienia rozrachunku papierów wartościowych w Unii Europejskiej i w sprawie centralnych depozytów papierów wartościowych), czyli podmioty należące do Centralnych Depozytów Papierów Wartościowych;

– rozporządzenia SFTR (Securities Financing Transaction Regulation) – podmioty zawierające transakcje finansowane z użyciem papierów wartościowych i ponownego wykorzystania.

Obowiązek posiadania kodu LEI obejmuje przede wszystkim instytucje finansowe, a więc banki, brokerów czy pośredników finansowych. Zobligowane do posiadania kodu są także fundusze emerytalne i fundusze inwestycyjne. Jeśli chodzi o podmioty niefinansowe, to będą to spółki i osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. Te ostatnie muszą posiadać kod LEI tylko w zakresie transakcji finansowych dokonywanych w ramach prowadzonej działalności. Te zawierane poza nią nie są bowiem objęte wspomnianym wymogiem, tak jak w przypadku transakcji dokonywanych przez nieprowadzące działalności gospodarczej osoby fizyczne.

Zakaz przeprowadzania transakcji

Procedura Legal Entity Identifier ma zapewnić spójną i jednoznaczną identyfikację osób prawnych, co zagwarantuje skuteczny nadzór nad dokonywaniem przez nie ewentualnych nadużyć rynkowych.

Jak wskazuje punkt 14 preambuły Rozporządzenia delegowanego Komisji [UE] 2017/590, „Firmy inwestycyjne powinny uzyskać LEI od swoich klientów przed rozpoczęciem świadczenia usług, które będą prowadzić do powstania obowiązków zgłaszania w odniesieniu do transakcji wykonywanych w imieniu tych klientów, i stosować przedmiotowe LEI w ich zgłoszeniach transakcji”. Co więcej, art. 13 pkt 2 rozporządzenia wyraźnie zabrania firmom inwestycyjnym świadczenia usług w imieniu klienta, jeśli ten, będąc przy danej transakcji zobowiązanym do wykazania ważnego kodu LEI, nie posiada go.

Obowiązek rejestracji

Wiele podmiotów prawnych, zwłaszcza przedsiębiorców, otrzymało od swoich banków pismo o konieczności dostarczenia indywidualnego identyfikatora LEI. Jego brak skutkuje wstrzymaniem możliwości realizacji transakcji brokerskich na rachunku. Podczas procedury aplikacyjnej przed uprawnionym do jego wydawania Local Operating Unit (LOU) wymagane jest podanie szczegółowych danych spółki, m.in. na temat osoby kontrolującej, co w kontekście struktury danej spółki niesie ze sobą szereg pytań i wątpliwości. Dlatego ci przedsiębiorcy, którzy obawiają się procesu pozyskania LEI lub nie chcą sami przez niego przechodzić, mogą zwrócić się o poradę prawną, najlepiej do kancelarii specjalizującej się w prawie spółek zagranicznych i bankowości. Rejestracji Identyfikatora Podmiotu Prawnego można dokonać w Polsce za pośrednictwem Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych lub w którymkolwiek LOU za granicą.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rynek nieruchomości perspektywy na 2018 r.

Andrzej Tokaj
Andrzej Tokaj z kancelarii Magnusson Tokaj i Partnerzy

Porównując do sytuacji sprzed 10 lat, rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce znajduje się w zaawansowanym stadium rozwoju. Jego dynamika stabilizuje się na poziomie kilkuprocentowego corocznego wzrostu. Czy Polska pozostaje w dalszym ciągu atrakcyjna z punktu widzenia inwestorów, oferując korzystny zwrot z inwestycji przy ograniczonym ryzyku?

Wzrostowa tendencja na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce z dużym prawdopodobieństwem utrzyma się. W trakcie realizacji są liczne inwestycje handlowe, biurowe i logistyczne. Budowy widoczne są w Warszawie, ale także w Krakowie, Wrocławiu i innych ośrodkach miejskich.

„Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce ma przed sobą dalsze perspektywy rozwoju. Wciąż jest on mniejszy niż w wielu rozwiniętych krajach europejskich. Dla przykładu wskaźnik powierzchni handlowej przypadającej na jednego mieszkańca sięga w Europie Zachodniej 500 m kw., natomiast w Polsce wynosi mniej niż 300 m kw.” – mówi Andrzej Tokaj z kancelarii Magnusson Tokaj i Partnerzy.

Na przestrzeni ostatnich 2-3 lat rynek biurowy coraz silniej rozwija się także poza Warszawą, szczególnie w ośrodkach miejskich z zapleczem akademickim. Międzynarodowe korporacje chętnie wprowadzają się do Polski i przenoszą tutaj swój back-office. „Zjawisko to świadczy o dobrej kondycji polskiego rynku. Analogiczny proces zagospodarowywania dużych miast ma miejsce już od dłuższego czasu w krajach Europy Zachodniej.” – ocenia Andrzej Tokaj.

Na rynku warszawskim w dalszym ciągu występuje duży popyt, jednak jest on zaspokajany przez wysoką podaż. W ubiegłym roku w stolicy oddano do użytku około 275 tysięcy m kw. powierzchni biurowej.

„Z powodu wzrostu cen materiałów budowlanych, gruntów i wynagrodzeń we wszystkich sektorach nieruchomości komercyjnych może pojawiać się presja na czynsze. Nie powinny one jednak wzrosnąć w sposób drastyczny.” – komentuje Andrzej Tokaj.

Ograniczenie handlu w niedzielę, choć niekorzystne z punktu widzenia centrów handlowych, wpłynie pozytywnie na rozwój segmentu magazynowego, będącego zapleczem e-commerce.

Ponad 90% nieruchomości komercyjnych w Polsce znajduje się w rękach zagranicznego kapitału. Inwestycje te są niezwykle kapitałochłonne. W Polsce w obecnym momencie nie ma wielu podmiotów dysponujących takimi kwotami. Ważne jest zatem, abyśmy pozostawali konkurencyjni w stosunku do innych krajów regionu CEE, takich jak rosnące w siłę Czechy czy Węgry.

Ile zarabia Facebook na każdym użytkowniku?

Czy wart blisko pół biliona dolarów Facebook odczuje skutki informacji o wycieku prywatnych danych z kont na portalu? W ostatnim roku rosła zarówno liczba użytkowników, jak i zysk w przeliczeniu na każdego z nich – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Zgodnie z ostatnim sprawozdaniem finansowym, Facebook pod koniec 2017 r. miał 2,129 miliarda aktywnych użytkowników, którzy zalogowali się przynajmniej raz w miesiącu. Wydawać by się mogło, że popularność serwisu już kilka lat temu osiągnęła zenit, ale nic bardziej mylnego.

Amerykanin trzy razy droższy niż Europejczyk?

Na początku ubiegłego roku aktywnych facebokowiczów było o blisko 200 milionów mniej, a dwa lata wcześniej o nieco ponad pół miliarda.

Rośnie nie tylko liczba użytkowników. Facebook potrafi z każdego z nich “wyciskać” coraz więcej. Przychód, który w 98 proc. pochodzi z publikowanych w serwisie reklam, przeliczany na każdego użytkownika wyniósł 6,18 dol., czyli ok. 21,1 zł. Taki wynik dotyczy ostatniego kwartału ub.r. i był o 28 proc. wyższy niż rok wcześniej.

Facebook zarabia więcej na każdym Amerykaninie i Kanadyjczyku niż na Europejczyku. W IV kwartale przychód w przeliczeniu na jednego użytkownika wyniósł w Ameryce Północnej 26,76 dol. (91,51 zł) i był równo trzykrotnie wyższy niż na jednego mieszkańca Starego Kontynentu. Przez cały rok z każdego użytkownika w USA i Kanadzie Facebook wycisnął średnio 84,4 dol. (288,6 zł) przychodu, podczas gdy z mieszkańca Europy 27,41 dol., czyli 93,74 zł.

16 mld dolarów zysku

Zestawiając te liczby ze wspomnianą wcześniej średnią, widać, że oba kontynenty ją mocno zawyżają. Mimo że najwięcej użytkowników Facebook ma w Azji i Pacyfiku oraz Ameryce Południowej i Afryce, to generują oni dla firmy najmniejszy przychód: 71 proc. użytkowników generowało niecałe 26 proc. przychodu w IV kwartale. Nic więc dziwnego, że przychód serwisu na głowę był tam dużo mniejszy – w rejonie Azji i Pacyfiku było to 2,54 dol. (8,69 zł), a w reszcie świata 1,86 dol. (6,36 zł). Facebook także nie był w stanie osiągnąć tu tak wysokich wzrostów rok do roku jak w Europie czy Ameryce Północnej.

W sumie za cały rok 2017 jeden użytkownik generował przeciętnie Facebookowi 20,2 dol., tj. 68,5 zł – wg kursów serwisu Cinkciarz.pl (z 9 kwietnia 2018 r.). Taki jest przychód. Ile jednak serwis osiąga zysku na użytkowniku? Firma w minionym roku osiągnęła 15,9 mld dol. czystego zysku, co w przeliczeniu na jednego użytkownika serwisu daje ok. 7,95 dol. (27,19 zł) zysku, już po uwzględnieniu wszystkich kosztów i podatku.

Tyle jesteśmy warci dla największego portalu społecznościowego na świecie. Nasza wartość rośnie z roku na rok, nie należy się dziwić, że mimo obecnych problemów Facebook będzie robił wszystko, żeby zatrzymać jak najwięcej obecnych użytkowników, kontynuując trend wzrostu zarówno ich całkowitej liczby jak i zysku, jaki jest w stanie generować z każdej jednostki.

Kłopotliwy początek roku

W marcu br. po ujawnieniu gigantycznego wycieku danych osobowych z kont na Facebooku wielkie firmy i znane osoby zadeklarowały, że usuną swoje facebookowe konta. Na taki ruch zdecydował się m.in. Elon Musk i jego marki: SpaceX i tesla oraz m.in. Brian Acton, współzałożyciel WhatsApp. Na Twitterze popularność zyskała akcja #deletefacebook. Przyłączyła się do niej grupa Conotoxia Holding, do której należy m.in. Cinkciarz.pl – znany w Polsce portal usług finansowych online.

Akcje Facebooka spadły o 14 proc., to ok. 50 mld dol. Mark Zuckenberg, szef Facebooka, po wybuchu skandalu zapewnił, że podjął działania, mające na celu zapobieżenie podobnej sytuacji. W największych amerykańskich gazetach wykupił ogłoszenia na całe strony, gdzie przepraszał użytkowników za nadszarpnięte zaufanie.

Ceny OC po I kwartale 2018 – jest stabilnie, ale możliwe podwyżki

Ceny ubezpieczeń OC są stabilne, o dużych wzrostach narazie nie ma mowy, a średnia cena polisy od ponad roku wynosi niewiele ponad 1000 zł. Jak wyglądają statystki ostatniego kwartału? 

Szalony wzrost cen ubezpieczeń OC, który śni się po nocach polskim kierowcom, narazie pozostaje przeszłością. Blisko 100 % podwyżki z lat 2015-2016 sprawiły, że ubezpieczyciele przestali ponosić straty z tytułu sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych i wpłynęły na uspokojenie sytuacji na rynku. Czy ten trend utrzyma się dalej, czy czekają nas jednak zmiany?

Najtaniej w Katowicach, Kielcach, Olsztynie

Kierowcy, którym polisa kończyła się w pierwszym kwartale tego roku, jeśli tylko nie pogorszyła się ich historia ubezpieczeniowa, za OC zapłacili praktycznie tyle samo co przed rokiem.

Średnia cena ubezpieczenia OC wyniosła 1045zł, podczas gdy na starcie roku 2018 było to 1027 zł, a rok wcześniej około 1000 zł.

Nie oznacza to jednak, że w każdym mieście zapłacimy tyle samo. Aktualnie na najtańsze OC mogą liczyć kierowcy z Katowic, Kielc, Olsztyna. Tu średnia cena wynosi poniżej 1000 zł.

Do miast, w których zapłacimy najwyższą składkę za ubezpieczenie OC należy zaliczyć  Wrocław, Warszawę, Gdańsk. Tu średnia cena OC przekracza 1200 zł.

Cena minimalna, nadal poniżej 500 zł

Średnia powyżej 1000 zł nie oznacza jednak, że nie da się kupić ubezpieczenia OC sporo taniej. Wartość tę podwyższają stawki kierowców szkodowych i młodych, którzy niejednokrotnie za samo OC muszą zapłacić powyżej 2000 zł, ale jest także spora grupa użytkowników czterech kółek, którzy kupują ubezpieczenie poniżej 500, a nawet 400 zł.

Minimalna kwota uzyskana przy wyliczeniu OC przez klienta naszej porównywarki wyniosła 310 zł.

Oznacza to, że ciągle realne jest, że część kierowców nie odczuła w znaczny sposób podwyżek z lat 2015-2016, a ich stawka zmieniła się o zaledwie kilkadziesiąt złotych w skali roku-dwóch.najtańsza polisa

Podwyżki cen OC w 2018? Prawdopodobnie będą…

Niestety, korzystna dla kierowców sytuacja w branży ubezpieczeń komunikacyjnych może skończyć się razem z I kwartałem 2018 r. Uchwała Sądu Najwyższego w sprawie zadośćuczynień, o której pisaliśmy tutaj, prawdopodobnie wpłynie na koszty wypłaty odszkodowań, a te uczynią zasadnym podwyżki cen OC.

Powodów do paniki nie ma –  mówi Bartosz Salwiński, współzałożyciel porównywarki Mfind – ale podwyżki o około 1-2% miesięcznie są realne. Dotychczas zawierane polisy nie brały pod uwagę ryzyka, którym jest wypłata odszkodowań bliskim ofiar wypadków komunikacyjnych. Oznacza to, że w przypadku dużej ilości spraw, które po decyzji Sądu Najwyższego mogą wpłynąć do polskich sądów, ubezpieczyciele mogą bacznie przyglądać się sytuacji i prewencyjnie podnosić koszty ubezpieczenia OC. Efektem może być średnia cena polisy wyższa o około 100-150 zł na koniec ostatniego kwartału 2018 r.

 

Słabsze dane z USA. Wybory na Węgrzech

W piątek gorsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy ciążyły dolarowi. Deutsche Bank ma nowego prezesa. W wyborach u naszych południowych bratanków ponownie zwycięża Fidesz.

Dane z Ameryki Północnej

W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia wbrew oczekiwaniom nie spadła z 4,1% do 4%. Powód został szybko zidentyfikowany. W marcu utworzono zaledwie połowę tych miejsc pracy co przewidywali analitycy. Jest to bardzo duża różnica biorąc pod uwagę rewelacyjne dane z lutego. Rynki zareagowały bardzo szybko doprowadzając do osłabiania się dolara wobec innych głównych walut. Z kolei dane z kanadyjskiego rynku pracy nie rozczarowały inwestorów. Liczba nowych miejsc pracy była o połowę większa od oczekiwań. Ubyło miejsc pracy na część etatu za to wzrosła liczba miejsc na pełen etat.

Zmiany w Deutsche Banku

Największy Niemiecki Bank ma od dzisiaj nowego prezesa. Jest nim Christian Sewing, osoba związana w swojej karierze bankowej przez 25 z tą organizacją. Zastąpił on dotychczasowego prezesa Johna Cryana, którego rolą było wyprowadzenie banku na prostą. Biorąc pod uwagę, że strata z zeszłego roku wyniosła zaledwie 500 milionów euro, co w porównaniu z 6,8 miliarda z 2015 roku po którym przejmował stery wydaje się dobrym wynikiem. Nie dość dobrym jednak by pozostać na fotelu prezesa. Rynek jest jednak zadowolony z tej decyzji, a akcje banku idą dzisiaj delikatnie w górę.

Wybory na Węgrzech

Zgodnie z oczekiwaniami Fidesz utrzymał się u władzy. Formacja Wiktora Orbana otrzymała dokładnie ⅔ głosów.  W reakcji na wyniki wyborów liderzy głównych formacji opozycyjnych zrezygnowali z kierowania swoimi partiami. Oznacza to trzecią kadencję z rzędu. Tak istotna przewaga wynika z tego, że ponad połowa miejsc jest obsadzana w jednomandatowych okręgach wyborczych. W rezultacie pomimo niecałych 50% poparcia Fidesz otrzymał 67% miejsc. Z kolei opozycyjny Jobbik przy 20% poparcia zaledwie 13% miejsc. Rynki przyjęły tą informację spokojnie. W piątek przed wyborami inwestorzy wycofywali się z forinta, z kolei dzisiaj trwa powrót umacniający węgierską walutę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych. Warto zwrócić uwagę, że w niektórych krajach prawosławnych jest dzisiaj dzień wolny z powodu Prawosławnej Wielkanocy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Bez pośpiechu, bez kierunku

Na rynku po weekendzie nie dzieje się zbyt wiele. Dane z rynku pracy USA nie były przełomowe, a w temacie napięć handlowych USA-Chiny mamy więcej tego samego. Dziś rano słabe dane z Niemiec przedłużają złą passę odczytów z Eurolandu. Złoty jest stabilny, choć wygrana premiera Orbana w wyborach na Węgrzech może pośrednio uderzać w polską walutę.

W zasadzie rynek walutowy niewiele się przesunął od piątku, gdyż, najprościej ujmując, nie ma czego „grać”. Raport z rynku pracy USA potwierdził trzy rzeczy. Po pierwsze wahania pogody zaburzyły statystyki zatrudnienia – co w lutym podbiło odczyt (326 tys.), w marcu przyniosło korektę (103 tys.), ale średnia za cały kwartał pokazała solidne 202 tys. Po drugie dynamika płac przyspiesza powoli (z 2,6 proc. r/r do 2,7 proc.), nie implikując nasilenia presji na inflację. Po trzecie łącznie dane rysują obraz gospodarki w stanie zrównoważonego ożywienia, co nie wymusza zmiany strategii przyjętej przez Fed. USD osłabił się po danych, choć to bardziej miało do czynienia z wcześniej zbudowanymi oczekiwaniami (na lepszy wynik).

Kwestia napięć handlowych nie zniknęła, choć wrażliwość inwestorów ulega systematycznemu osłabieniu. Azja nie przejęła się zbytnio weekendowymi tweetami prezydenta Trumpa – oczekuje on, że Chiny odpuszczą swoje bariery handlowe, „ponieważ jest to właściwa rzecz do zrobienia”. Dziś rano nieco więcej uwagi poświecono informacji, że Chiny rozważają dewaluację juana jako narzędzie w konflikcie handlowym z Chinami. To pokazuje, że temat wciąż jest żywy i pokojowe negocjacje nie są jedynym scenariuszem na przyszłość, choć jeden strzępek informacji to za mało, by przynieść niepohamowany skok awersji do ryzyka. FX pozostaje względnie stabilny i odporny na nerwowość Wall Street, gdzie piątek przyniósł kolejną przecenę o ponad 2 proc. (choć w Azji zanotowano wzrosty).
W obecnym klimacie wciąż dobrze ma się USD. Ryzyko jest w szachu (spór USA-Chiny zawsze może zaskoczyć), co w G10 najgorzej odbija się na AUD. W lokalnym porównaniu korzysta na tym NZD (mniejsza zależność od Chin, lepsze warunki dla zacieśniania polityki monetarnej w Nowej Zelandii). CAD też sobie dobrze radzi, szczególnie po bardzo dobrym raporcie z rynku pracy w piątek. Ponadto rynek podtrzymuje oczekiwania na rychłe zakończenie negocjacji porozumienia NAFTA – Trump toczy ryzykowną grę z Chinami, która może odbić się na poparciu przed jesiennymi wyborami do Kongresu i z tego powodu potrzebuje politycznego sukcesu na innym froncie.

EUR znajduje się w trudnej sytuacji, gdyż dane makro z regionu mają za sobą fatalną passę (dziś rano rozczarowanie w handlu zagranicznym z Niemiec). Od lutego indeks zaskoczeń danymi makro z Eurolandu (rośnie/spada, kiedy dane wypadają powyżej/poniżej prognoz) zaliczył największy zjazd od 2013 r. Złe wieści docierają zarówno z gospodarki realnej, jak i ze strony wskaźników wyprzedzających. W efekcie budowane od połowy zeszłego roku długie pozycje w EUR przestały pracować i jeśli dane z Eurolandu się nie poprawią (mało realne), albo EBC nie uderzy w jastrzębie tony (wątpliwe), z każdym dniem zasadność utrzymywania pozycji będzie coraz mniejsza, rodząc impuls do pogłębienia przeceny.
Złoty pozostaje względnie stabilny z EUR/PLN dryfującym blisko 4,20. Na Węgrzech premier Viktor Orban wygrał wybory parlamentarne i jego partia Fidesz prawdopodobnie zachowa większość 2/3 głosów w parlamencie. To stwarza potencjał do umacniania HUF w regionie, pośrednio uderzając w PLN. W szerszym ujęciu wzrost zmienności na rynkach zewnętrznych przy słabszej ochronie czynników krajowych przemawia za stopniowym osłabieniem złotego, szczególnie gdy czynniki krajowe przestały złotego chronić. Po zaskakującym spadku inflacji CPI do 1,3 proc. Rada Polityki Pieniężnej po posiedzeniu w tym tygodniu nie ma innej opcji, jak wybrzmieć gołębio. Stopa procentowa powinna zostać utrzymana na 1,5 proc., ale na konferencji prezes Glapiński z łatwością powtórzy swoje stanowisko, że stopy procentowe mogą nie ulec zmianie nawet do 2020 roku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wyniki finansowe BZ WBK-Aviva Towarzystw Ubezpieczeń w 2017 roku

Spółki ubezpieczeniowe BZ WBK-Aviva wypracowały w 2017 roku bardzo dobre wyniki finansowe – zysk netto oraz wynik techniczny wzrosły o 14% r/r. Klienci otrzymali z tytułu świadczeń i odszkodowań blisko 45 mln zł.

BZ WBK-Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń Ogólnych S.A.

Wyniki finansowe

 

2017 ( tys. zł) 2016 (tys. zł)
Składka przypisana brutto 230 474 220 673
Wypłacone świadczenia i odszkodowania 18 211 17 103
Koszty działalności ubezpieczeniowej 76 201 85 907
Wynik techniczny 83 472 80 366
Wynik finansowy brutto 90 413 87 087
Wynik finansowy netto 72 775 70 007
Wskaźnik pokrycia kapitałowego wymogu wypłacalności (SCR) 337,5% 256,8%

 

BZ WBK-Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A.

Wyniki finansowe

 

2017 ( tys. zł)  2016 (tys. zł)
Składka przypisana brutto 199 294 230 733
Wypłacone świadczenia i odszkodowania

(bez wartości wypłat w produktach inwestycyjnych)

26 786 25 630
Koszty działalności ubezpieczeniowej 81 810 60 744
Wynik techniczny 67 755 51 824
Wynik finansowy brutto 63 980 49 134
Wynik finansowy netto 51 094 39 073
Wskaźnik pokrycia kapitałowego wymogu wypłacalności (SCR) 429,5% 399,6%

 

Krzysztof Charchuła, prezes zarządu BZ WBK-Aviva Towarzystw Ubezpieczeń:

„W ubiegłym roku obydwie spółki zanotowały wzrost składki przypisanej z produktów ochronnych. W szczególności kontynuowaliśmy rozwój portfela ubezpieczeń niepowiązanych z ofertą kredytową banku (tzw. stand-alone),  gdzie pozyskaliśmy w 2017 roku składkę o 11% wyższą r/r (98 mln zł wobec 88 mln zł w 2016 roku). W lipcu wdrożyliśmy do oferty Banku Zachodniego WBK nowe ubezpieczenie domów i mieszkań Locum Comfort, które daje klientom swobodę w konfiguracji zakresu ochrony oraz oferuje unikalne na rynku gwarancje obsługowe powiązane z procesem wypłaty roszczeń. Ten produkt otrzymał wyróżnienie Order Finansowy 2017 miesięcznika Home &Market. Z kolei w ubezpieczeniach  życiowych kontynuowaliśmy dobrą sprzedaż Onkopolisy, zapewniającej  ochronę finansową na wypadek diagnozy nowotworu złośliwego. W 2017  sprzedaliśmy ponad 18 000  tych polis.

W minionym roku kontynuowaliśmy rozwój sprzedaży ubezpieczeń w kanałach direct (Internet, mobile i telefon), gdzie zanotowaliśmy wzrost o 13% w stosunku do roku 2016. Pod koniec 2017 roku wdrożyliśmy do systemu transakcyjnego BZWBK24 internet możliwość zakupu w pełni online  ubezpieczenia domów i mieszkań Locum Comfort.

Doskonalimy nasze procesy obsługowe. W 2017 roku otrzymaliśmy tytuł Przyjaznej Firmy Ubezpieczeniowej, zajmując 1. miejsce w rankingu Gazety Bankowej w kategorii ubezpieczeń majątkowych. Dodatkowo, już po raz siódmy, przeszliśmy pozytywnie proces certyfikacji w ramach programu Firma Przyjazna Klientowi.”

Już wkrótce będą możliwe transmisje z wydarzeń sportowych i koncertów w technologii VR. Technologia skanowania 3D ma się pojawić w najnowszych smartfonach Samsunga

Już wkrótce będą możliwe transmisje z wydarzeń sportowych i koncertów w technologii VR. Technologia skanowania 3D ma się pojawić w najnowszych smartfonach Samsunga 9

Świat zabezpieczeń i rozrywki przechodzi do technologii 3D. Technologia skanowania i rozpoznawania twarzy i sylwetek w 3D, która pozwala stworzyć całościowy obraz w kilku wymiarach, jest przyszłością rynku mobilnego. System trójwymiarowego skanowania może się pojawić już w kolejnej generacji smartfonów Samsunga. Technologia rozpoznawania twarzy może też znacznie zwiększyć bezpieczeństwo wszędzie tam, gdzie wymagana jest identyfikacja ludzi – w bankach, na lotniskach czy dworcach. Trwają też prace nad streamingiem wydarzeń na żywo do każdego urządzenia VR lub AR.

– Pracujemy nad technologią rozpoznawania w 3D. Oznacza to, że zapewniamy całościowe rozwiązanie, od poziomu czujnika do stworzenia całościowego obrazu wolumetrycznego w 3D oraz aplikacji odpowiadającej potrzebom naszych klientów. Wdrażamy naszą technologię rozpoznawania 3D do smartfonów nowej generacji. Wierzę i mam nadzieję, że w tym roku najważniejsi gracze zaoferują nowe aparaty z naszą technologią – mówi agencji Newseria Innowacje Shabtay Negry z Mantis Vision.

Opatentowana przez Mantis Vision technologia kodowanego światła strukturalnego zapewnia wysoki poziom szczegółów. Triangulacja pozwala wykorzystać aktywne źródło podczerwieni do oświetlania scenerii i jednej kamery do mapowania głębi w czasie rzeczywistym. Strukturalne światło tworzy pojedynczy rzutowany wzór, ten zaś jest wyświetlany i przechwytywany przez aparat z dużą szybkością. Dzięki temu można stworzyć filmy 3D i 4D. Technologia pozwala znacznie zwiększyć bezpieczeństwo, nie tylko przy odblokowywaniu smartfona trójwymiarowym skanem twarzy, lecz także wszędzie tam, gdzie sprawdza się tożsamość.

Technologia trójwymiarowego skanowania może być zaimplementowana już w najbliższych smartfonach Samsunga nowej generacji – Galaxy S10 i S10+. Dodatkowo izraelski start-up nawiązał współpracę z japońskim producentem czujników do aparatów cyfrowych Namuga, której efektem będzie połączenie oprogramowania służącego do stworzenia głębi 3D z modułem kamery.

– Bardzo obiecującym rynkiem jest kontrola dostępu. Zsynchronizowaliśmy pracę kilku kamer, które wyłapują ruchy, kiedy przekracza się bramkę. Opracowaliśmy pierwszy algorytm rozpoznający, który zidentyfikuje daną osobę i pozwoli przejść w oparciu o nasz algorytm. Są więc czujniki, algorytm i aplikacja, która zapewnia całościowe rozwiązanie przy kontroli dostępu – tłumaczy Shabtay Negry.

Technologię rozpoznawania twarzy wprowadza coraz więcej lotnisk, takie rozwiązanie testowały też lotniska w Polsce. Kamery wmontowane w urządzenia służące do rozpoznawania twarzy uaktywniają się, gdy pasażer staje w wyznaczonym miejscu. Technologia 3D wychwytuje kilkaset punktów na twarzy danej osoby i odległości pomiędzy nimi. W ten sposób identyfikacja trwa zaledwie kilka sekund, znacznie usprawnia odprawę, a jednocześnie zwiększa bezpieczeństwo.

W perspektywie najbliższych lat technologia będzie możliwa do zastosowania na szeroką skalę przy logowaniu się do banków czy w kontakcie z instytucjami.

– Inne zastosowanie polega na uchwyceniu twarzy w bardzo wyraźny sposób, w wysokiej jakości, na potrzeby systemu płatniczego. Jeżeli chce się dokonać transakcji, autoryzować ją i potwierdzić, potrzebna bardzo dokładnego algorytmu rozpoznawania twarzy i nasza technologia go zapewnia – podkreśla przedstawiciel Mantis Vision.

Oprogramowanie Mantis Vision, które obejmuje funkcje wykrywania głębi i przetwarzania, m.in. automatyczną kalibrację, rejestrację wysokiej jakości, segmentację czy kompresję danych i przesyłanie strumieniowe, pozwala przechwycić nawet poruszającą się osobę lub wybraną scenę w różnych warunkach oświetlenia, a następnie przesyłać taki trójwymiarowy obraz do urządzeń wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. To może być rewolucja na rynku rozrywki.

– Pracujemy nad rozwiązaniem, dzięki któremu będziemy mogli prowadzić streaming wydarzeń na żywo, imprez sportowych czy koncertów. Dzięki użyciu wielu kamer sprzężonych ze sobą, będziemy mogli prowadzić streaming na żywo do każdego urządzenia VR lub AR. Dzięki temu będzie można się poczuć tak, jakby samemu było się na scenie. Mam nadzieję, że uda nam się zaprezentować pierwsze pokazy tej technologii w ciągu kilku miesięcy – zapowiada Shabtay Negry.

Jak podaje firma LEDinside, wartość światowego rynku projektorów laserowych na podczerwień dla mobilnych czujników 3D w 2017 roku mogła sięgnąć 246 mln dol. Do 2020 roku rynek może być wart już blisko 2 mld dol.

LEDinside ocenia też, że ​​producenci smartfonów będą na szeroką skalę używać komponentów 3D w kamerach przednich, które będą obsługiwały funkcję rozpoznawania twarzy, oraz tylnych, które poprawią wrażenia rzeczywistości rozszerzonej w smartfonach.

Zbliża się rewolucja w chirurgii i telemedycynie. Specjalny symulator pozwoli lekarzowi odczuwać każdy nacisk wywołany ruchem robota chirurgicznego

Zbliża się rewolucja w chirurgii i telemedycynie. Specjalny symulator pozwoli lekarzowi odczuwać każdy nacisk wywołany ruchem robota chirurgicznego 10

Nadchodzi rewolucja w operacjach chirurgicznych przeprowadzanych przez roboty. Dzięki nowemu symulatorowi prowadzący operację za pomocą robota lekarz, może dokładnie odczuwać nacisk, jakby on sam wykonywał tę operację. Specjalne silniki i układy sterowania pozwalają chirurgowi wyczuć opór na symulatorze, np. podczas przecinania skalpelem tkanki. Nowe rozwiązanie oznacza, że już wkrótce lekarz będzie mógł operować robotem nawet z drugiego końca świata. To przełom w zakresie chirurgii i telemedycyny.

– Symulator pomaga przede wszystkim w operacjach chirurgicznych wykonywanych za pomocą robotów typu da Vinci, Robin Heart. Pozwala lekarzowi odczuwać dokładnie te same obciążenia, które wynikają z pracy robota czy z pracy rąk chirurga na sali operacyjnej, ale siedząc nawet tysiące kilometrów od miejsca, gdzie odbywa się operacja. Wysokiej klasy specjalista, np. w USA, który chce pomóc naszym lekarzom, bez zbędnych podróży, które wymagają dużego poświęcenia, będzie mógł takie operacje realizować zdalnie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Augustynek z firmy Kwapil, produkującej silniki i układy sterowania do robotów medycznych.

Dzięki zastosowaniu odpowiednich silników – bezszczotkowych silników prądu stałego – czujniki siły przekazują informacje zwrotne do symulatora używanego do operacji, a tym samym do rąk lekarza, który zdalnie operuje robotem. To właśnie brak zdolności odczuwania, np. miękkości tkanek i oporu, jaki stawiają podczas zabiegu, jest główną barierą przy operacjach wykonywanych przez lekarzy za pomocą robotów.

Urządzenia haptyczne, które zwiększają ludzką percepcję na odczuwania wirtualnego świata, są przyszłością robotyki. Mają niebagatelne znaczenie zwłaszcza przy operacjach chirurgicznych. Lekarz może wówczas polegać nie tylko na wzroku, lecz także na dotyku.

– Sam symulator jest wyposażony w 3–4 silniki bezszczotkowe oraz układy sterowania do silników. Kiedy pomiar na fizycznym ramieniu robota w sali operacyjnej wykazuje, że jest obciążenie, np. przejście skalpela przez tkankę ludzką, wówczas informacja o wielkości takiej siły jest podawana do układów sterowania, które zamieniają tę wartość siły na moment generowany przez układ sterowania. To powoduje wyczuwalny opór na ramieniu czy na symulatorze, który jest manipulowany przez rękę lekarza – tłumaczy Piotr Augustynek.

Urządzenia haptyczne sprawdzają się zwłaszcza przy skomplikowanych operacjach, gdzie  lekarz, mimo że operuje robotem, „czuje” ciało pacjenta, a  wykonywane przez niego ruchy są precyzyjne i pozbawione drgań. Jednocześnie, jeśli ruch jest gwałtowny, przypadkowy, robot może go zatrzymać.

Symulator, który pozwala odczuwać siłę nacisku podczas zabiegów, może się okazać prawdziwą rewolucją, nie tylko w zakresie robotów chirurgicznych, lecz także telemedycyny. Economist szacuje, że w 2016 roku blisko 4 tys. szpitali w 64 krajach (w tym w Polsce) było wyposażonych w roboty chirurgiczne, za pomocą których przeprowadzono 750 tys. operacji, z czego większość za pomocą robota Da Vinci. Jeśli symulator wejdzie do powszechnego użycia, to takich zabiegów może być znacznie więcej.

– Nasi klienci przygotowali projekty oraz urządzenia prototypowe, które po kolei będą wchodziły do badań klinicznych. Znam już kilka zastosowań wprowadzonych do badań klinicznych, natomiast to jeszcze nie jest wykorzystywane fizycznie, nie jest zatwierdzone, certyfikowane, tak, żeby można było to stosować w realnych operacjach na tkankach ludzkich. Powiedziałbym, że to raczej lata niż miesiące czy tygodnie – ocenia ekspert.

Już kilka la temu naukowcy z Children’s National Medical Center w Waszyngtonie i Johns Hopkins University w Baltimore zbudowali robota, który może samodzielnie wykonywać zabiegi na tkankach miękkich. Są też plany stworzenia platformy chirurgicznej wyposażonej w sztuczną inteligencję.

Raport „Medical Robots Market” wskazuje, że do 2021 roku rynek robotów chirurgicznych może być wart 12,8 mld dol. (przy 4,9 mld w 2016 roku). Rynek chirurgicznych robotów napędza też telemedycynę. Według Grand View Research do 2025 roku wartość rynku telemedycznego przekroczy 113 mld dol.

Coraz więcej urządzeń AGD można podłączyć do internetu. Inteligentny piekarnik z kamerą pomoże w gotowaniu, a lodówka w przyszłości sama zrobi zakupy

Coraz więcej urządzeń AGD można podłączyć do internetu. Inteligentny piekarnik z kamerą pomoże w gotowaniu, a lodówka w przyszłości sama zrobi zakupy 11

Sprzęty gospodarstwa domowego coraz częściej stają się inteligentne. W inteligentnym domu znajdziemy już nie tylko zdalnie regulowane kaloryfery i klimatyzację, zamki blokowane z poziomu aplikacji w smartfonie czy telewizor z wbudowanym asystentem głosowym. Do gamy urządzeń podłączanych do Internetu dołączają piekarnik z wbudowaną kamerą i podobnie wyposażona lodówka, która w przyszłości będzie połączona ze sklepem internetowym. Do 2022 roku w przeciętnym domu do internetu będzie wpiętych aż 500 urządzeń.

Wiele wskazuje na to, że w przyszłości smartfon stanie się centrum zarządzania inteligentnym domem. Już dziś za jego pomocą możemy regulować chociażby centralne ogrzewanie, będąc na drugim końcu Polski. Jednym z najnowszych rozwiązań inteligentnego domu jest piekarnik z wbudowaną kamerą, który także komunikuje się ze smartfonem, ułatwiając proces pieczenia.

Piekarnik parowy z wbudowaną kamerą i podłączony do internetu, oprócz możliwości podejrzenia gotowanej potrawy, pozwala również za pomocą smartfona na bieżąco regulować temperaturę czy czas pieczenia lub gotowania.

Za pomocą smartfona możemy obserwować, co się dzieje z potrawą, którą mamy w piekarniku. Możemy na przykład podejrzeć, czy potrawa jest już gotowa. Jest jeszcze kilka innych produktów, działających na podobnej zasadzie, które wprowadzamy na rynek. Automatyczne odkurzacze również mogą być uruchamiane za pomocą telefonu. W przyszłości będą to też pralki, a w dalszej kolejności zmywarki – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Cich, dyrektor generalny Electrolux w Europie Środkowo-Wschodniej, Rosji i centralnej Azji.

Inteligentny piekarnik Elextrolux jest już dostępny na rynku szwedzkim i norweskim. Na rynek polski trafi najprawdopodobniej pod koniec roku. Urządzeniami już dostępnymi i wpływającymi na komfort prowadzenia gospodarstwa domowego są roboty sprzątające. Po przeskanowaniu domu, w którym mają pracować, opracowują system sprzątania, który będzie najbardziej efektywny. Dostępność sprzętu AGD podłączonego do internetu będzie się systematycznie zwiększać.

Myślę, że brakuje w tej gamie jeszcze lodówki, która będzie mogła łączyć się również ze sklepami internetowymi. Za jej pomocą będziemy mogli robić automatycznie zakupy, a sklepy same będą uzupełniały braki żywności. W naturalny sposób jest to więc kolejny produkt, który pewnie za chwilę wejdzie do grupy produktów connectivity – zapowiada Adam Cich.

Z przewidywań Gartnera wynika, że do 2022 roku w przeciętnym domu do internetu będzie podłączonych 500 urządzeń. Tymczasem sami producenci potwierdzają, że w ciągu kilku lat, wszystkie urządzenia RTV i AGD będą się łączyły z Internetem.

Analitycy marketsandMarkets prognozują, że w najbliższych latach średnioroczny wzrost rynku inteligentnego domu będzie oscylował w granicach 13,5 proc., by w 2023 roku osiągnąć wartość 138 mld dolarów.

Zestaw słuchawkowy przeanalizuje oddech i zbada metabolizm użytkownika. Urządzenie pod koniec roku trafi do sprzedaży

Zestaw słuchawkowy przeanalizuje oddech i zbada metabolizm użytkownika. Urządzenie pod koniec roku trafi do sprzedaży 12

Inteligentne rozwiązania coraz częściej wspierają osoby aktywne fizycznie lub ich trenerów w analizie wydajności treningów. Zestaw słuchawkowy do analizy oddechu pozwoli skuteczniej nie tylko zrzucić zbędne kilogramy, lecz także przeanalizować metabolizm. Głównym odbiorcą mają być siłownie i producenci sprzętu sportowego, ale urządzenie będzie dostępne także dla przeciętnego użytkownika. Do tej pory tego typu analizatory oddechu wykorzystywane były głównie w medycynie, np. do wykrywania nowotworów lub nietolerancji laktozy.

– Opracowaliśmy system słuchawkowy służący do analizy oddechu. To pierwszy wiarygodny system tego typu na świecie. Dzięki niemu możemy bardzo dokładnie i w sposób indywidualny analizować metabolizm i osiągi ludzkiego organizmu. Istniały już wcześniej takie aplikacje, na przykład maski pomagające sportowcom, ale w naszym przypadku jest to bardzo prosty system słuchawkowy – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr inż. Ulrich Jerichow, prezes Pro4Senses.

System VitaScale składa się z dwóch elementów. Pierwszy to sprzęt – system słuchawek z czujnikami, które zbierają i analizują jakość wdychanego i wydychanego powietrza przez użytkownika, w tym ilość tlenu i objętość wymienianego powietrza. Zebrane przez zestaw słuchawkowy dane są wysyłane do drugiego elementu – aplikacji mobilnej, gdzie dane są głębiej analizowane i prezentowane w formie wykresów. Aplikację można pobrać na smartfona, smartwatcha czy inne urządzenie mobilne.

– Przeciętny człowiek wykonuje nawet 20 tysięcy oddechów dziennie, ponieważ potrzebuje tlenu do produkowania energii. Nasze urządzenie mierzy, ile tłuszczu i węglowodanów spala użytkownik. System może pomóc zbić wagę, bo użytkownik bardziej koncentruje się na redukcji tłuszczu i węglowodanów –wyjaśnia dr inż. Ulrich Jerichow.

Dostarczany przez Pro4Senses analizator oddechu nie jest jedynym urządzeniem pracującym w oparciu o analizę gazów wdychanych i wydychanych przez człowieka. Dotychczasowe rozwiązania znajdowały jednak zastosowanie głównie w medycynie. Opracowany przez naukowców z Izraelskiego Instytutu Technologii analizator wykrywa markery dla ośmiu typów nowotworów. Jest w stanie wykryć siedemnaście różnych chorób, w tym między innymi chorobę Parkinsona.

Z kolei analizator LactoFAN2, dzięki analizie zawartości wodoru w wydychanym powietrzu, doskonale sprawdza się w diagnostyce gastroenterologicznej. Jest w stanie wykryć między innymi nietolerancję laktozy, przerost bakterii w jelicie cienkim, a także określić czas przechodzenia pokarmu przez jelito cienkie. To jednak produkty specjalistyczne, stworzone z myślą o gabinetach lekarskich i oddziałach szpitalnych.

Opracowane zostały jednak również analizatory mobilne. W 2013 roku japoński operator komórkowy NTT DoCoMo zaprezentował prototyp urządzenia, które analizując zawartość acetonu w wydychanym powietrzu, informowało użytkownika, czy przybiera na wadze. Zebrane dane wysyłało przewodowo lub poprzez Bluetooth do aplikacji mobilnej. Urządzenie jednak nigdy nie trafiło na rynek.

System VitaScale znajduje się obecnie w fazie prototypu. Na próbną serię poczekamy jeszcze kilka miesięcy. Zgodnie z zapowiedziami producenta pełna dostępność produktu zostanie osiągnięta do końca 2018 roku. Urządzenie będzie sprzedawane przede wszystkim siłowniom i producentom sprzętu sportowego. Ceny wahać się będą od 1500 do 2000 euro w zależności od pakietu (szkolenia, gwarancja). Analizator będzie dostępny także dla użytkownika końcowego.

– Naszym podstawowym klientem są siłownie, trenerzy personalni i producenci sprzętu sportowego, a w dalszej kolejności ich klienci. Najbardziej realistyczny scenariusz jest taki, że najpierw używasz naszego sprzętu w centrum fitnessu, a później także w domu. Dla użytkownika końcowego mamy ofertę za 300 euro albo abonament w wysokości 10–20 euro miesięcznie – zapowiada ekspert.

Według prognoz CCS Insight światowy rynek wearables w 2019 roku osiągnie wartość 25 mld dol. Z danych Global Market Insights wynika natomiast, że rynek sprzętu fitness w 2016 roku był wart ponad 10 mld dol., a do 2024 r. ma rosnąć w tempie przekraczającym 3 proc. średniorocznie.

Work Service kończy procesy transformacji i jest gotowy na wykorzystanie koniunktury rynkowej w Europie Środkowej

W 2017 roku przychody wzrosły o 7,3%, a wynik EBIT z działalności biznesowej osiągnął poziomy 67,9 miliona złotych – wynika ze wstępnych i niezaudytowanych danych finansowych, które przedstawiła dziś Grupa Work Service. W tym samym okresie zostały przeprowadzone trzy duże procesy sprzedażowe, które pozwoliły na przygotowanie całej Grupy do wdrożenia nowej strategii rozwoju, zakładającej osiągnięcie do 2020 roku 3-krotności przychodów z usług transgranicznych. Wstępne wyniki za pierwsze dwa miesiące bieżącego roku wskazują na rosnące wykorzystywanie potencjału lidera w regionie Europy Centralnej i umacniających się trendów związanych z niedoborami kadrowymi w tej części kontynentu.

Za nami bardzo aktywne kwartały, które pozwoliły przygotować nam odpowiedni grunt pod realizację nowej strategii rozwoju dla Work Service na lata 2018-20. Dążąc do ujednolicenia modelu biznesowego, poprawy przejrzystości struktury i długofalowego oddłużenia Grupy, zrealizowaliśmy trzy znaczące transakcje. W 2017 roku podjęliśmy decyzję o opuszczeniu rynku rosyjskiego, który łączył się ze zbyt dużą niepewnością biznesową. Dokonaliśmy również bardzo atrakcyjnych cenowo sprzedaży Grupy IT Kontrakt, a także na koniec marca bieżącego roku zawarliśmy przedwstępną umowę zbycia udziałów w Grupie Exact Systems. Tylko dzięki tej ostatniej aktywności zredukujemy nasze zadłużenie o 140 milionów złotych.  Należy podkreślić przy tym, że dokonane zmiany przełożyły się zbudowanie spójnej Grupy opartej o działalność HR, na perspektywicznych i stabilnych rynkach Europy Środkowej, które rosną w tempie dwucyfrowym. Jednocześnie, pod koniec ubiegłego roku, dokonaliśmy dużych zmian optymalizacyjnych, dzięki czemu mamy dziś lżejszą strukturę kosztową, która pozwoli nam na długofalową poprawę rentowności biznesu – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

2017 rok pod znakiem zmian i poprawy przychodów

Ze wstępnych i wybranych niezaudytowanych danych finansowych za 2017 rok wynika, że przychody Grupy Work Service wzrosły o 7,3% w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej i osiągnęły poziom ponad 2,6 mld złotych. Z wyłączeniem wyniku IT Kontrakt, który od połowy roku nie przynależy do Grupy, dynamika wzrostu ze sprzedaży usług wyniosła 11,5% r/r. W największym stopniu za poprawę strony przychodowej odpowiadały rynek czeski (+31% r/r.), Bałkany (+16% r/r.) i Polska (+11% r/r.).  W tym samym okresie wynik operacyjny z działalności biznesowej osiągnął poziom 67,9 miliona złotych. Jednak, ze względu na konieczności dokonania niepieniężnego odpisu księgowego, prognoza Grupy dla wyniku EBIT na 2017 rok kształtuje się na poziomie 43 milionów złotych.

Ubiegły rok był związany z dużymi procesami M&A, które wygenerowały dodatkowe jednorazowe koszty obciążające nasz bilans. Jednocześnie dokonaliśmy wraz z audytorem przeglądu historycznych pozycji i podjęliśmy decyzje o dokonaniu niefinansowych odpisów – dodaje Maciej Witucki.

W 2018 roku priorytetowy rozwojów na bazie wymiany transgranicznej

Na strategicznych dla Grupy Work Service rynkach Europy Środkowej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia) występują obecnie historycznie niskie poziomy bezrobocia i nasilające się niedobory kadrowe, szczególnie w dużych przedsiębiorstwach. To stanowi naturalny popyt dla usług HR i wymiany transgranicznej, na które Grupa postawiła w swojej strategii rozwojowej. Pierwsze miesiące 2018 roku pokazują, że Work Service wykorzystuje ten potencjał, bo wstępne i niezaudytowane dane finansowe za styczeń i luty bieżącego rok pokazują, że tegoroczny wynik na rynku polskim będzie w stanie skompensować lukę powstałą po sprzedaży IT Kontrakt.

W ubiegłym roku w ramach wymiany transgranicznej pomogliśmy znaleźć pracę w innych krajach ponad 10 tysiącom osób. I to zarówno Polakom w Niemczech czy Czechach, ale również Ukraińcom w Polsce, Węgrom w Austrii i Serbom na Słowacji. Ten rok pod względem migracji pracowniczych zapowiada się na rekordowych poziomach, bo trudności rekrutacyjne w naszym regionie narastają, a zapotrzebowanie firm rośnie. Nasza struktura otwarta na Ukrainie rekrutuje już ponad 400 osób miesięcznie, a w portfelu zamówień na drugi kwartał mamy już zapotrzebowania na ponad 1800 nowych pracowników. Co więcej, mamy w planach obsługę nowych segmentów rynkowych w Polsce, które zgłaszają zapotrzebowanie na stałe zatrudnienie obcokrajowców. Poza dotychczasowymi zamówieniami, będziemy poszukiwać pracowników na Ukrainie również do sektora usługowego, branży budowlanej i przetwórstwa spożywczego, a więc portfel naszych klientów dodatkowo się rozszerzy – podsumowuje Maciej Witucki.

Ustawa o sukcesji. Ważny krok w ochronie rodzimych firm

Przyjęta przez Radę Ministrów ustawa o sukcesji rodzinnej to niewątpliwie krok w dobrym kierunku. Pracodawcy RP często zwracali uwagę Ministerstwa na problemy, jakie napotykają zwłaszcza firmy, które zostały zbudowane dzięki pracy i wytrwałości jednoosobowych właścicieli, a po ich śmierci przestały istnieć. W takich przypadkach przedsiębiorstwo urasta do większych rozmiarów, a następnie traci swój byt. Problem w polskim prawie związany jest z brakiem sukcesji przedspadkowej. Trzeba czekać na cały proces nadania uprawnień do przejęcia firmy przez potencjalnych właścicieli czy całą rodzinę.

  Projekt przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju wprowadza instytucję zarządcy sukcesyjnego. Powinno to ułatwić przejście z procesu śmierci właściciela do funkcjonowania na dalszym etapie firmy. W przypadku dużych przedsiębiorstw brak odpowiednich regulacji doprowadzał do sytuacji, kiedy przestawały istnieć – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji – To nie tylko firmy jedno- czy dwuosobowe, ale także zatrudniające kilkaset pracowników. Często są jedynymi podmiotami w regionie, mają znaczenie w całym otoczeniu gospodarczym. Nowa ustawa powinna przyczynić się do ochrony polskiego kapitału. Chodzi przecież o rodzimych przedsiębiorców, wytwarzających PKB. Projekt jest także pewnym novum w naszych usługach prawnych – w kwestii zarządcy sukcesyjnego, czyli organu pozwalającego firmie dalej działać w obrocie gospodarczym – wskazał Pączka.

W perspektywie tygodnia kurs złotego może się nieznacznie osłabić

Nowy tydzień złoty rozpoczyna w okolicach zamknięcia piątkowej sesji, lekko poniżej 4,20 po tym jak raporty z USA częściowo rozczarowały inwestorów, co pozwoliło na chwilowy ruch kursu EURPLN do 4,191.

Marcowy NFP wskazał na utworzenie 103 tys. nowych miejsc pracy w sektorze poza rolnictwem (wobec 198 tys. oczekiwanych), jednakże wynik za luty zrewidowano w górę do 326 tys. Wyższa od prognozowanej okazała się stopa bezrobocia (pozostając na poziomie najniższym od 17 lat 4,1% wobec 4,0% oczekiwanych), ale już średnie wynagrodzenie zgodnie z prognozami wzrosło o 2,7% r/r. Choć dane nadal wspierają jastrzębią postawę Fed, na ich publikację EURUSD zagregował wzrostem do 1,229 co wspierało spadki notowań EURPLN.

Ogólne obrazy rynków zarówno eurodolara, jak i eurozłotego nie uległy jednak większym zmianom, co może oznaczać, że dotychczasowe czynniki wpływające na nastroje pozostają niezmienione. W ostatnich dniach wpływ na notowania na krajowym rynku walutowym miały zarówno czynniki globalne (utrzymujące się obawy o narastanie konfliktu handlowego pomiędzy USA a Chinami) oraz dane krajowe, w tym szczególnie niespodziewanie mocno negatywne wyniki dla marcowej inflacji CPI. Donald Trump zaskakuje rynki coraz to ciekawszymi pomysłami, m.in. zastanawiając się, czy nie zwiększyć jeszcze ceł na dobra importowane z Chin. Pekin nie pozostaje dłużny oświadczając, że będą się przeciwstawiać protekcjonizmowi USA „do końca i za wszelką cenę”. Chociaż obydwa mocarstwa nie chcą wojny handlowej to wyraźnie widać, że są gotowe do walki. Dalsza eskalacja konfliktu może przyczynić się do powrotu awersji do bardziej ryzykownych aktywów, co negatywnie wpłynęłoby na notowania złotego i innych walut EM.

W ocenie Benoit Coeure z zarządu Europejskiego Banku Centralnego spadki cen akcji w odpowiedzi na ogłoszenie przez USA ceł na stal i aluminium, a także dominująca niepewność, co do skali działań odwetowych, już przyczyniły się do zacieśnienia warunków finansowych. To niepokojąca ocena z punktu widzenia polityki monetarnej EBC, który obecnie pozostaje mocno gołębi na tle komentarzy płynący od członków amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W tym tygodniu FOMC opublikuje protokół z ostatniego posiedzenia decyzyjnego. Mając w pamięci, że choć w marcu mediana prognozy na ten rok pozostała tylko na trzech podwyżkach, liczba członków FOMC przewidujących cztery podwyżki podwoiła się do sześciu (brakowało więc tylko jednego głosu, aby przesunąć średnie oczekiwania na cztery podwyżki), można spodziewać się bardzo jastrzębiego wydźwięku protokołu.

Krajowe dane inflacyjne za marzec rozbudziły zaś obawy, że w lipcowej projekcji NBP prognoza inflacji może zostać ponownie obniżona, co zwiększy pewność RPP, że stopy procentowe powinny pozostać niezmienione nie tylko w tym roku, ale także w 2019. W tym tygodniu RPP dyskutować będzie o bieżącej polityce monetarnej i można oczekiwać, że po tak słabych danych inflacyjnych już mocno gołębi ton ostatnich wypowiedzi prezesa A. Glapińskiego może zostać jeszcze nasilony.

W poniedziałek handel na krajowym rynku walutowym nie powinien przynieść większych niespodzianek. Kalendarz lokalny nie zawiera żadnych ważnych publikacji. Na świecie zaś już o 8:00 opublikowane zostaną dane handlu zagranicznym Niemiec, ale nie powinny one istotnie zmienić nastrojów rynkowych. W perspektywie tygodnia złoty może jednak nieznacznie osłabić się. gołębi tonAutor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na euro oraz złocie.

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Z punktu widzenia raportu Commitments of Traders najciekawiej przedstawia się sytuacja na parze walutowej EURUSD oraz złocie.

EURUSD – fundusze wyprzedają euro

Przez niemal cały 2017 rok fundusze lewarowane powiększały długą pozycję w euro na rynku kontraktów terminowych. Z kolei od 23 stycznia została rozpoczęta wielka redukcja pozycji długich, co doprowadziło do bardzo mocnego spadku pozycji netto. Aczkolwiek warto zauważyć, że fundusze lewarowane nie dobierały pozycji krótkich.

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane po raz kolejny zamknęły ponad 18 tysięcy długich pozycji, ale także ponad 9 tysięcy krótkich. Z jednej strony zamykanie długich pozycji (masowa realizacja zysku) przekłada się na bardzo niedźwiedzi sygnał. Za to z drugiej kapitał lewarowany nie dobiera krótkich pozycji do portfela, co zmniejsza prawdopodobieństwo bardzo dużej wyprzedaży.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Pomimo braku dobierania krótkich pozycji przez fundusze lewarowane dalsze zamykanie długich pozycji zwiększa prawdopodobieństwo przerwania dolnej bandy konsolidacji na EURUSD. Notowania pary walutowej od 18 stycznia poruszają się w szerokiej konsolidacji, gdzie dolna banda została utworzona na poziomie 1.216-1.220.

Z kolei górna banda konsolidacji została wyznaczona przez szczyt z 2017 oraz 2018 roku. Dalsze zamykanie długich pozycji na rynku kontraktów terminowych przez fundusze lewarowane powinno doprowadzić do przerwania strefy wsparcia, co pozostanie bazowym scenariuszem. Po przerwaniu wspomnianego poziomu notowania mogą zmierzać w okolicę strefy 1.209, po czym w okolicę 1.960.

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Złoto – Zarządzający redukują długie pozycje

W przypadku złota sytuacja ma się podobnie tak samo jak na EURUSD. Od 23 stycznia obecnego roku zarządzający redukują długą pozycję na kontraktach terminowych oraz nie dobierają krótkich pozycji. Wyjątkiem jest ostatni tydzień, gdzie krótka pozycja na złoto na rynku kontraktów terminowych w portfelu zarządzających wzrosła o 8 tysięcy. W przeciwieństwie do powiększenia krótkiej pozycji zarządzający zredukowali długie pozycje o 27 tysięcy kontraktów terminowych.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Długoterminowo notowania złota powinny zmierzać na północ, bowiem na interwale tygodniowym notowania poruszają się ponad linią trendu wzrostowego. Natomiast w krótkim terminie kurs metalu szlachetnego zatrzymał się na bardzo silnym oporze wyznaczonym przez szczyt z 17 lipca oraz 10 października 2017 roku.

Tuż pod samym poziomem oporu notowania wpadły w konsolidację, gdzie dolna banda została wyznaczona na poziomie 1306-1317 USD. Po jej przebiciu kurs może zmierzać w okolicę linii trendu wzrostowego lub też wsparcia w okolicy 1250 USD.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Notowania złota, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Przy tak dużej redukcji pozycji netto na rynku złota bazowym scenariuszem pozostanie przerwanie wsparcia i wyprzedaż kursu w okolicę linii trendu. Jeżeli po dotarciu do linii trendu wzrostowego zarządzający zaczęliby otwierać coraz więcej pozycji długich, to w długim terminie obecny trend powinien być kontynuowany.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Co trzecia firma w Polsce opracowała cyfrową strategię. Inwestycja w nowe technologie wpływa najsilniej na usługi, sektor handlu i marketing

Co trzecia firma w Polsce opracowała cyfrową strategię. Inwestycja w nowe technologie wpływa najsilniej na usługi, sektor handlu i marketing 13

Cyfryzacja stała się dla biznesu koniecznością i priorytetem – niezależnie od wielkości organizacji i branży. Jest warunkiem utrzymania się na rynku, umożliwia tworzenie nowych modeli biznesowych i możliwość lepszego odpowiadania na potrzeby klientów w czasie rzeczywistym. Zmienia też samych konsumentów, którzy mają coraz większą świadomość i oczekiwania. Stąd cyfryzacja najmocniej wpływa na te sektory, które są najbliżej klienta: usługi, handel detaliczny czy marketing. Już co trzecie przedsiębiorstwo w Polsce ma zdefiniowaną cyfrową strategię. 

– Transformacja cyfrowa w obecnych czasach to już nie wybór, a absolutna konieczność. Pokazują to przykłady tych firm, które zaczęły jako pierwsze i teraz świętują swoje sukcesy. Pozostałe muszą iść w tym kierunku, w wielu przypadkach robią to już mniej lub bardziej skutecznie. Transformacja cyfrowa to obecnie  jeden z głównych tematów na agendzie zarządów firm bez względu na branżę czy rozmiar – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Sokolnicki, head of industry solutions w Microsoft.

Cyfrowa transformacja jest integralnym elementem strategii biznesowej polskich firm. Jak pokazało badanie „Liderzy cyfryzacji”, przeprowadzone w listopadzie ubiegłego roku przez Microsoft i CIONET, 36 proc. przedsiębiorstw w Polsce ma już zdefiniowaną cyfrową strategię. W 56 proc. przypadków tego typu projekty mają najwyższy lub bardzo wysoki priorytet dla rozwoju całej firmy. W co trzecim (29 proc.) liderem cyfrowej transformacji jest przedstawiciel ścisłego zarządu firmy.

Co więcej, w firmach o rozwiniętej kulturze cyfrowej poczucie wysokiej produktywności ma co trzeci badany pracownik (32 proc.), podczas gdy w firmach o słabej kulturze cyfrowej jest to tylko 17 proc. – to wynik opublikowanych w styczniu badań Microsoftu, które analizują wpływ technologii i cyfrowej kultury organizacyjnej na produktywność, innowacyjność i rozwój potencjału pracowników.

Cyfryzacja oznacza dla przedsiębiorstw efektywne konkurowanie na rynku, tworzenie nowych modeli biznesowych, produktów i usług, ewolucję sposobów komunikacji i współpracy z klientami. Wpływa również na samych konsumentów, którzy są coraz bardziej świadomi i wyznaczają kierunek rozwoju usług, nowych modeli sprzedaży i obsługi klienta.

 Mamy do czynienia z sytuacją, w której dostęp do nowych narzędzi i sieci społecznościowych powoduje, że klient jest mądrzejszy i musimy się do tego dostosować. Jeżeli wykorzystamy to w odpowiedni sposób, będzie to działało na naszą korzyść, bo świadomy konsument to konsument, który wie, co kupić. Jeżeli będziemy wiedzieli, co mu zaoferować, tym lepiej dla nas, ponieważ nie będziemy strzelać na ślepo, tylko dostarczymy mu właśnie to, czego oczekuje. To jest nowa sytuacja rynkowa, skupiamy się bardziej na tym, co klient chce kupić, a nie na tym, co my chcemy sprzedać – mówi Jarosław Sokolnicki.

Ekspert Microsoft podkreśla, że zmiana w relacjach z klientem wymaga odpowiednich narzędzi i technologii, które pozwolą zgromadzić o nim jak najwięcej informacji. Natomiast usługi i sektor handlu to branże, które doświadczają najbardziej fundamentalnych zmian w związku z postępującą cyfryzacją.

 Firmy typu Airbnb czy Uber to gigantyczne platformy, które wykorzystują technologię, żeby zaoferować i sprzedać coś nowego – nowy produkt, serwis czy model biznesowy. Tworzy się mnóstwo takich nowych formatów, które wykorzystują technologie, aby zaoferować lepszy produkt, bardziej spersonalizowany. Główni gracze handlu detalicznego, którzy mają dużą liczbę fizycznych przestrzeni handlowych, obecnie bardzo mocno inwestują w technologie – mówi Jarosław Sokolnicki.

Maciej Buba, odpowiedzialny za cyfryzację w Pizza Hut, dodaje, że również w branży restauracyjnej nowe technologie są kluczowym procesem dla rozwoju rynku.

 W ciągu ostatnich lat bardzo mocno weszliśmy w e-commerce. Wprowadziliśmy rozwiązania zamówień w restauracjach przez aplikację mobilną. Mocno pracujemy nad rozwiązaniami logistycznymi, tak aby nasze jedzenie docierało do klientów wtedy, kiedy obiecaliśmy, że do nich dotrze. Jako jedyni na rynku gastronomicznym, będąc operatorem restauracji, weszliśmy w partnerstwo z agregatorem poprzez zakup udziałów w Pizza Portal w Polsce, dzięki temu mamy znacznie większe możliwości zarówno transformowania branży, jak i docierania do naszych klientów – wylicza Maciej Buba.

Zmiany i rozwiązania wprowadzane przez przedsiębiorstwo powinny być realizowane w ścisłym kontakcie z klientami, przy uważnym wsłuchaniu się w ich potrzeby i to, jak reagują na nowości.

– Trzeba ich słuchać, obserwować, jak się zachowują i jak korzystają z naszych aplikacji czy stron internetowych – mówi Maciej Buba.

Digital director w Pizza Hut podkreśla, że przekłada się to na wyższy poziom zadowolenia z produktu czy usługi. Wymaga także zmian procesów operacyjnych, przemodelowania sposobu, w jaki działa całe przedsiębiorstwo, w tym przypadku – restauracje.

– Wprowadziliśmy operacyjne rozwiązanie polegające na tym, że do klienta oddzwaniał kierownik restauracji, która dostarczała zamówienie, jeżeli klient nie był zadowolony z jakości usługi. W takim bieżącym trybie mogliśmy rozwiązać problem klienta, bez potrzeby składania reklamacji z jego strony. Jeśli ocenia negatywnie zamówienie, problem jest natychmiast rozwiązywany przez kierowników – mówi Maciej Buba.

Krzysztof Blusz, dyrektor ds. globalnej ekspansji w Synerise, ocenia, że także branża marketingowa – poprzez nowe technologie – stawia w centrum uwagi klienta. Nowoczesne platformy marketingowe pozwalają im na tworzenie nowego marketingu, czyli śledzenie doświadczeń klienta – od momentu pierwszego kontaktu z marką, po finalizację zakupu, a nawet dalej – aż po serwis lub posprzedażową obsługę klienta. Odpowiednie narzędzie pozwala zgromadzić i zanalizować dane, które można wykorzystać do stworzenia spersonalizowanej kampanii czy oferty w najwygodniejszym dla klienta kanale.

– Ostatni, najbardziej głośny trend w budowaniu nowego marketingu, to rozwiązania korzystające z mocy obliczeniowej maszyn, czyli wszystko, co nazywamy sztuczną inteligencją, co wykorzystuje procesy uczenia maszynowego, popularnie nazywane algorytmami. To próba tworzenia nowej wiedzy na temat potrzeb klienta w oparciu o duże bazy danych w czasie rzeczywistym. W ten sposób możemy lepiej zrozumieć preferencje, zachowania klientów i ich oczekiwania – mówi Krzysztof Blusz.

Cyfrowa transformacja była motywem przewodnim konferencji „Digital Business Transformation Summit”, która w tym tygodniu gościła na warszawskim Stadionie PGE Narodowym. To jedno z największych interaktywnych spotkań współtworzonym przez liderów cyfryzacji i nowych rozwiązań w biznesie z czterech branż polskiego rynku: finanse i ubezpieczenia, handel i usługi, przemysł i energetyka oraz miasta i zdrowie.

Coraz młodsze dzieci korzystają z sieci i urządzeń mobilnych. Odpowiednia edukacja może zachęcić ich do kariery w IT

Coraz młodsze dzieci korzystają z sieci i urządzeń mobilnych. Odpowiednia edukacja może zachęcić ich do kariery w IT 14

Co trzecie roczne i dwuletnie dziecko niemal codziennie ma styczność z tabletem czy smartfonem. Im dzieci starsze, tym więcej czasu spędzają w sieci. Jednocześnie 65 proc. dzieci dziś rozpoczynających naukę w przyszłości będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Z obecnych zmian prognozuje się, że będą one związane z szeroko pojętą cyfryzacją. Dlatego konieczne jest podnoszenie kompetencji cyfrowych i edukacja w zakresie mądrego wykorzystania nowych technologii. Temu mają służyć programy MegaMisja i HASHSuperKoderzy Fundacji Orange, w których uczestniczy już blisko 18 tys. uczniów.

– Cyfrowa rewolucja, która towarzyszy naszym czasom, dotyka także najmłodszych. Z badań, które przeprowadziliśmy, wynika, że już 40 proc. dzieci rocznych i dwuletnich zaczyna swoją przygodę ze smartfonami, z urządzeniami mobilnymi. Jeśli chodzi o dzieci w wieku szkolnym, nastolatki, to niemal wszystkie są codziennie online – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Badania przeprowadzone w ramach kampanii społecznej „Mama, tata, tablet” wskazują, że już ponad 40 proc. rocznych i dwuletnich dzieci korzysta w Polsce z tabletów i smartfonów. W tej grupie co trzeci maluch robi to niemal codziennie. Im starsze dziecko, tym częstotliwość i czas korzystania z urządzeń mobilnych rośnie. Według GUS 90 proc. dzieci w wieku 5–15 lat korzysta z komputera, a blisko połowa z nich ma własny smartfon. Z badania „Rodzice i dzieci wobec zagrożeń w internecie” wynika zaś, że dla 62 proc. dzieci trudno jest sobie wyobrazić życie bez internetu. Te nawyki są zrozumiałe i są niejako wymogiem naszych czasów. Wiążą się one chociażby z nową sytuacją na rynku pracy.

– Co bardzo ważne, zmienia się także rynek pracy. Szacuje się, że w Europie w najbliższych 2–3 latach będzie brakować około 800 tys. specjalistów z branży IT. Ponad 60 proc. dzieci zaczynających dziś edukację w pierwszej klasie szkoły podstawowej będzie pracować w zawodach, które nie istnieją. To wymaga także przeformułowania podejścia do edukacji w każdej polskiej szkole, w każdym polskim domu – ocenia Ewa Krupa.

Jak wynika z opublikowanego w 2016 roku raportu Światowego Forum Ekonomicznego, 65 proc. dzieci rozpoczynających dziś naukę w szkołach podstawowych będzie w przyszłości pracować w zawodach, których dziś na rynku jeszcze nie ma. Będą one związane głównie z nowymi technologiami, cyfryzacją i sztuczną inteligencją. To wymaga zmian w sposobie kształcenia – dzieci należy oswoić z technologią, nie tylko zaznajamiać z urządzeniami, lecz także nauczyć ich mądrego wykorzystywania.

– Misją fundacji Orange jest wzmacnianie kompetencji cyfrowych dzieci i młodzieży. Robimy to poprzez różnego rodzaju działania skierowane do szkół podstawowych. W klasach 1–3 mamy do zaoferowania program MegaMisja, w którym uczestniczy już 600 szkół w całej Polsce. To edukacja medialna, która odbywa się w bardzo przyjaznej, zabawowej formie, a jednocześnie w ciągu dziesięciu miesięcy każdy uczeń może wspólnie ze swoim nauczycielem przejść przez dziesięć obszarów ważnych kluczowych kompetencji cyfrowych, ucząc się zasad związanych z bezpiecznym korzystaniem z internetu, z prawami autorskimi, zachowaniami w internecie, netykietą czy tworzenie kreatywnych grafik – wskazuje prezes Fundacji Orange.

W dotychczasowych edycjach MegaMisji udział wzięło sześćset szkół z całej Polski.

Do starszych uczniów z klas 4–6 skierowany jest natomiast program HASHSuperKoderzy, czyli nauka programowania.

HASHSuperKoderzy to uczniowie, którzy na lekcjach takich jak język polski, historia, języki obce, matematyka czy przyroda, potrafią się zamieniać w cyfrowych dziennikarzy, poszukiwaczy skarbów czy tworzących roboty młodych odkrywców. Dzięki temu, realizując podstawę programową, uczniowie mogą nabywać bardzo ciekawe umiejętności związane z nauką programowania. Za tym stoi umiejętność logicznego myślenia, myślenia projektowego, pracy w zespołach – mówi ekspertka.

Z programu korzystają też nauczyciele, którzy przechodzą szkolenie przygotowujące do prowadzenia zajęć, otrzymują też wsparcie w trakcie trwania zajęć. Szkoły otrzymują grant na zakupienie niezbędnego do prowadzenia zajęć sprzętu. Do grona HASHSuperKoderów dołączyło już 170 szkół z całej Polski. Nauczyciele otrzymują scenariusze lekcji i bieżące wsparcie, co pomaga im sprostać oczekiwaniom uczniów i rodziców.

– Ponad 80 proc. uczniów nie wyobraża sobie już w tej chwili lekcji innych niż te z nowymi technologiami. Bardzo dobry jest też odbiór tych programów ze strony rodziców, którzy oczekują, że szkoła powinna kształcić nowocześnie, wykorzystując różne multimedialne narzędzia. Kompetencje cyfrowe przenikają przez wszystkie możliwe sfery naszego życia dlatego tak ważne jest to, żebyśmy wszędzie w Polsce uczyli tymi metodami – podkreśla Ewa Krupa.

Łącznie z programów MegaMisja i HASHSuperKoderzy skorzystało już 18 tys. uczniów. Obecnie trwa rekrutacja do kolejnej edycji programów. Do MegaMisji może przystąpić dwieście szkół, do HASHSuperKoderów – sto siedemdziesiąt placówek.

Liczba ofert pracy dla PR-owców spada. Tak źle nie było od 2013 roku

Liczba ofert pracy dla PR-owców spada. Tak źle nie było od 2013 roku 15

Tylko 1,4 tys. ofert pracy w public relations – 2017 rok był dla branży pod tym względem jednym z najgorszych od lat. Najłatwiej o prace było w agencjach PR – stamtąd pochodziło ponad 60 proc. ofert. Najczęściej poszukiwały one asystentów i konsultantów. W firmach i instytucjach na pracę mogą natomiast liczyć PR-owcy z większym doświadczeniem. Najwięcej ofert pracy dotyczyło branż marketingowej, finansowej i ubezpieczeniowej.

 Rok 2017 nie był najlepszym okresem na szukanie pracy w branży public relations. Świadczy o tym dużo mniejsza liczba ofert pracy niż w roku poprzednim. W 2017 roku na PRoto.pl pojawiło się 1,4 tys. ofert pracy dla PR-owców, czyli aż o 500 ogłoszeń mniej niż w roku poprzednim. Jest to też dużo gorszy wynik na tle ostatnich lat – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Baran, zastępca redaktora naczelnego PRoto.pl.

Zaledwie 1,4 tys. ofert pracy to najgorszy wynik od 2013 roku (1,38 tys.) i drugi najgorszy od 2009 roku. W najlepszych latach liczba ofert pracy sięgała 1,9 tys.

– Najlepszym miesiącem na szukanie pracy w PR był marzec, najmniej korzystnym okresem okazał się z kolei koniec roku. Podobnie jak w poprzednich latach widzimy tendencję, że grudzień jest miesiącem, w którym pojawia się najmniej ofert. W grudniu 2017 roku było to tylko 79 ogłoszeń o pracę – wymienia Małgorzata Baran.

Tendencję spadkową pod względem liczby publikowanych ofert pracy pod koniec roku można zauważyć od 2013 roku. Dla porównania w najlepszym miesiącu, czyli w marcu, pojawiło się 150 ogłoszeń.

– Najłatwiej o pracę PR-owcom było w agencjach. 64 proc. wszystkich ogłoszeń o pracę pochodziło właśnie od agencji. Najczęściej szukały one pracowników na stanowiska konsultantów bądź asystentów. Te rekrutacje stanowiły 52 proc. wszystkich ogłoszeń zamieszczonych przez agencje. W dalszej kolejności znaleźli się praktykanci lub stażyści, a później specjaliści – mówi zastępca redaktora naczelnego PRoto.pl.

Agencje zamieściły łącznie ponad 900 ogłoszeń, 488 ofert (35 proc.) pochodziło od firm i instytucji. Najrzadziej poszukiwano PR-owców przez pośredników – pojawiło się zaledwie 11 ogłoszeń, czyli ok. 1 proc.

– W przypadku firm i instytucji na pracę mogą liczyć osoby z większym doświadczeniem zawodowym, ponieważ firmy najczęściej zatrudniają specjalistów. Oferty pracy dla nich stanowiły aż 61 proc. wśród wszystkich zamieszczonych przez firmy i instytucje – zaznacza Małgorzata Baran.

Zarówno w firmach i instytucjach, jak i w agencjach najrzadziej na zatrudnienie mogli liczyć pracownicy na stanowiskach menadżerskich – takie oferty stanowiły tylko 10 proc. ogłoszeń od firm i instytucji i 5 proc. od agencji. Łącznie na stanowiska menadżerów i dyrektorów zamieszczono w ubiegłym roku 100 ofert pracy (7 proc.), było to jednak o 28 więcej niż rok wcześniej (o 4 proc.).

Rekrutujące agencje zwykle nie podawały, dla jakich branż będą pracować nowe osoby. Z kolei wśród ogłoszeń firm i instytucji najwięcej dotyczyło obsługi branży marketingowej, finansowej i ubezpieczeniowej czy dla organizacji NGO. Jeszcze rok wcześniej na 341 ogłoszeń, w których wskazano branżę, jaką mieliby obsługiwać PR-owcy, 97 dotyczyło branży IT (ponad 12 proc.). W 2017 roku tak wyraźnych tendencji już nie było.

– Jeśli chodzi o miejsca oferowanej pracy, to od lat na czele jest stolica. 80 proc. wszystkich zamieszczonych ogłoszeń dotyczyło zatrudnienia w województwie mazowieckim, z czego większość dotyczyła pracy w samej Warszawie. W dalszej kolejności pojawiły się oferty pracy w województwach dolnośląskim, małopolskim i łódzkim, jednak już tych ofert pracy było znacznie mniej – wylicza Małgorzata Baran.

Najczęstszymi powodami rekrutacji w firmach PR-owych są nowi klienci i rotacje pracowników.