RFID w systemach bezpieczeństwa zakładów przemysłowych

Wypadki się zdarzają, to gorzka pigułka, którą musimy przełknąć. Wydarzenia losowe, awarie instalacji, działanie osób trzecich… W każdym systemie zabezpieczeń znajdzie się luka. Dlatego tak ważne jest to, by stale go usprawniać i uszczelniać.

Nowoczesne technologie w służbie bezpieczeństwa

Każdy zakład pracy musi wyznaczyć drogi ewakuacyjne, zadbać o szkolenia BHP, stroje robocze i wprowadzić jasno określoną identyfikację wizualną, z którą zapoznaje wszystkich zatrudnionych. Procedury ewakuacyjne powinien przyswoić, teoretycznie, każdy ale wiadomo, że w przypadku ewakuacji bywa różnie.

Istnieją jednak sposoby na to, by w razie wystąpienia sytuacji zagrożenia, zminimalizować potencjalne błędy, wynikające z pośpiechu, niepokoju, braku koordynacji pracowników. Jednym z nich jest RFID.

Technologia identyfikacji radiowej, stosowana jest w polskich firmach od lat. Zdalny, precyzyjny odczyt danych poprawia, ułatwia i przyspiesza procesy związane z identyfikacją pracowników i pojazdów, kontrolą uprawnień oraz monitoruje przebieg ewakuacji.

Kontrola wejścia/wyjścia z identyfikatorami RFID

Odbijanie karty na zakładzie powoli odchodzi do lamusa. Składanie ręcznych podpisów na listach ewidencji także, bo w przypadku firm zatrudniających więcej niż kilka/kilkanaście osób zabiera to cenny czas. Nowoczesne rozwiązania oparte o RFID powiadomią o obecności pracownika już w chwili przekroczenia przez niego drzwi wejściowych firmy.

Skuteczna, szybka i bezobsługowa kontrola, a wszystko za sprawą niewielkiego identyfikatora, w postaci karty, opaski czy breloczka. Wystarczy, aby był umieszczony w takim miejscu, w którym wychwyci go czytnik, np. w kieszeni lub plakietce przyczepionej do koszuli.

Spersonalizowane identyfikatory zapewniają nie tylko możliwość wejścia na teren zakładu, ale pozwalają także na kontrolę uprawnień poszczególnych osób. Każdy z nich możemy zaprogramować tak, aby umożliwiał konkretnym pracownikom dostęp do wybranych obszarów, np. magazynu narzędzi, kotłowni czy serwerowni. Nikt inny nie da rady otworzyć drzwi. To znacznie ograniczy ryzyko wypadków, błędów lub przekroczenia uprawnień.

Chipy RFID mogą także służyć do oznaczania pojazdów wjeżdżających na teren zakładu i systemy parkingowe sterowane RFID. Samochody pracowników czy stałych kontrahentów wyposaża się w specjalne etykiety (montowane najczęściej na szybie), które odczytywane są przez systemy czytników. Bez zbędnej papierologii, bez długich kolejek, wysiadania, składania podpisów czy przykładania karty, wszystko na odległość (kilku metrów). Dla pozostałych wydaje się przepustki tymczasowe.

RFID w systemach ewakuacji zakładu

Systemy RFID nie tylko skutecznie i precyzyjnie rejestrują obecność pracowników w chwili przekroczenia progu zakładu pracy. W sytuacjach awaryjnych odpowiednio skalibrowane układy czytników, wspierane przez dedykowany program komputerowy są w stanie stworzyć listę zatrudnionych, obecnych na terenie firmy i rejestrować fakt przejścia przez oznaczone drogi ewakuacyjne.

Cały system uruchamia się w chwili, gdy aktywowane są instalacje alarmowe. Na bieżąco aktualizowana baza danych pokazuje, kto i w jakim czasie opuścił miejsce pracy, a kto pozostał na terenie zakładu.

Precyzja odczytu najlepszych systemów tego typu oscyluje już w granicach 98%. To o wiele więcej niż w przypadku ręcznego odbijania kart lub tworzenie listy osób, na które w momencie zagrożenia nikt nie ma czasu. Wszystko dzieje się automatycznie, a w takiej sytuacji czas reakcji na wykrycie nieobecności jest elementem kluczowym dla akcji ratunkowych.

RFID jako standard? Już tak!

“RFID wykorzystywane jest od dawna, ale dopiero w ostatnich latach, wraz z przyspieszeniem rozwoju tej technologii, święci prawdziwe triumfy, stopniowo wypierając starsze, mniej efektywne technologie” – komentuje Jacek Krywult, specjalista ds. RFID.

Korzystają z niej zarówno małe firmy, jak i światowi giganci, tacy jak IKEA, Boeing czy General Motors. Skuteczność RFID, precyzja odczytu i fakt iż cały proces przebiega zdalnie, sprawia, że w okresie tzw. Przemysłu 4.0 identyfikacja radiowa nie jest już ciekawostką, a stała się standardem.

Źródło: www.pwsk.pl

PWSK – systemy RFID i kody kreskowe

Pozew przeciwko wydawcy książek gloryfikujących Hitlera i nazim

Trzej polscy obywatele, którzy przeżyli okupację niemiecką w Polsce, złożyli 6 kwietnia 2018 w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew przeciwko wydawnictwu Katmar sp. z o.o. oraz Andrzejowi Rybie (wydawcy, redaktorowi, i reprezentantowi Katmar). Chodzi o publikacje autorstwa byłego oficera SS Leona Degrelle’a „Wiek Hitlera 1” oraz „Wiek Hitlera 2. Hitler demokrata”.

Powodowie to żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego oraz dwie osoby uratowane z Warszawskiego Getta jako dzieci, których rodziny zostały zamordowane przez nazistów podczas Holokaustu.

Powodowie złożyli powództwo cywilne, zarzucając naruszenie, przez wydanie spornych książek Degrelle’a, ich dóbr osobistych, tj. godności (godności narodowej), poczucia tożsamości narodowej, nienaruszonej pamięci o przodkach i pamięci o prawdzie historycznej dotyczącej życia i losów Powodów, poszanowania pamięci o ich dramatycznych przeżyciach związanych z bezpośrednim stanem narażenia życia oraz cierpieniami fizycznymi i psychicznymi.

Poszkodowani domagają się zaprzestania wydawania, sprzedaży, dystrybucji i wszelkich form reklamowania oraz rozpowszechniania wskazanych publikacji Leona Degrelle’a, a także zasądzenia określonej kwoty na cele społeczne.

Prowadzenia sprawy podjęła się kancelaria Dentons, największa na świecie firma prawnicza. Jej warszawskie biuro działa w tym zakresie w ramach projektu Litygacji Strategicznej, w którym na zasadach pro bono prowadzone są sprawy z obszaru ochrony praw człowieka. Partnerem wspierającym jest amerykański think tank The Lawfare Project, specjalizujący się w zwalczaniu dyskryminacji i antysemityzmu na świecie.

Jak wyjaśnia jeden z powodów: “Motywacją mojego zaangażowania w sprawę jest ochrona prawdy historycznej o zbrodniach nazizmu i przekazanie tej prawdy młodemu pokoleniu Polek i Polaków”.

Prowadzący sprawę radca prawny Wojciech Kozłowski, Partner z kancelarii Dentons, mówi: „Pozew wpisuje się w rację stanu związaną z brakiem jakiejkolwiek tolerancji dla propagowania nazizmu, faszyzmu i innych ustrojów totalitarnych oraz antysemityzmu. Sprawa cywilna z powództwa osób prywatnych w zakresie ochrony dóbr osobistych w niniejszym przypadku ma zarówno unikalny wymiar ludzki jak i precedensowy wymiar prawniczy”. Jak dodaje, pozew oparto na precedensie, którym był wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie z dnia 25 kwietnia 2016, w sprawie dotyczącej ochrony prawdy historycznej w kontekście wojennych przeżyć osoby składającej powództwo.

Pracownicy mają dostać premię za udział w PPK, ale kto ją zapłaci?

Projekt zmian w systemie emerytalnym, który zbiera bardzo różne recenzje, także ministerstw, zakłada że do Pracowniczych Planach Kapitałowych zostaną zapisani wszyscy pracujący Polacy w wieku od 19 do 55 lat. To 9 mln pracujących w sektorze prywatnym oraz 2 mln w sektorze publicznym. Pracownicy mają dostać premię za udział w PPK, ale kto ją zapłaci?

Do PPK zapisani zostaną wszyscy zatrudnieni, za których odprowadzane są składki na ubezpieczenie emerytalne, niezależnie od formy zatrudnienia. Jeżeli pracownik zdecyduje się przeznaczyć na emeryturę 2 proc. swojego wynagrodzenia, to pracodawca musi mu dołożyć 1,5 proc. I wtedy pracownik dostaje od państwa “premię” 0,5 proc. Przy minimalnym, ustawowym wynagrodzeniu będzie to 20 zł.

-Warto jednak pamiętać, że ta premia będzie pochodzić z Funduszu Pracy, na który pracownicy wpłacają 2,5 proc. swego wynagrodzenia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i członek Rady Dialogu Społecznego. – Premia dla pracowników zostanie sfinansowana przez nich samych

Porozumienie FPP i NSZZ Solidarność w sprawie reformy rynku pracy

Federacja Przedsiębiorców Polskich już od pół roku komunikuje konieczność przeprowadzenia reformy na rynku pracy. Powinna ona zabezpieczyć interesy pracowników zatrudnionych na umowach zlecenie przed 2017 rokiem, z których pierwsza – najczęściej na niską kwotę – była ozusowana, a kolejna już nie. Powodowało to straty w okresach składkowych dla tak zatrudnionych. Dodatkowo Zakład Ubezpieczeń Społecznych upomniał się teraz o odprowadzenie stawek od wyższej, nieozusowanej dotychczas kwoty. Firmy nie mają jak znaleźć tych środków. Pieniędzy, które otrzymały w ramach chociażby zamówień publicznych było o wiele mniej. Jedynym beneficjentem tego przedsięwzięcia było państwo. Dzięki takie operacji mogło kupować usługi bardzo tanio.

– Poszkodowani byli także przedsiębiorcy, którzy wprowadzali takie rozwiązania. Marże, na jakich pracowali były bardzo niskie – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich –  FPP wraz z bardzo silnym partnerem – Związkiem Zawodowym Solidarność doszli do wniosku, że należy bardzo szybko zmienić tę sytuację. Podpisano porozumienie, w którym zwrócono uwagę na trzy ważne elementy.Pierwszym jest zabezpieczenie okresów składkowych dla pracowników poszkodowanych przez działanie poprzedniego systemu prawnego. Pozwoli to na wprowadzenie zapisów na kontach pracowniczych, jako podstawy emerytalnej – do kwoty odpowiadającej minimalnemu wynagrodzeniu. Kolejnym jest uwolnienie pracodawców od pojawiających się coraz częściej sporów sądowych. Chodzi o zapewnienie im możliwości spokojnego prowadzenia działalności gospodarczej i skupienia się na rozwoju firm. Ostatnim, bardzo ważnym elementem, jest ujednolicenie zasad oskładkowania umów zleceń, dzięki czemu takie sytuacje nie będą miały już więcej miejsca. Chodzi o ozusowanie umów zleceń trzydziestokrotności minimalnego wynagrodzenia. Zrównane będą pod tym względem umowy zlecenia i o pracę. Jednolity sposób oskładkowania wyrówna szanse na rynku dla pracodawców, a przede wszystkim pomoże pracownikom. FPP cieszy się z partnerstwa związków zawodowych. Liczy, że trzecim członkiem tego porozumienia będzie wkrótce strona rządowa – podkreślił Kowalski.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu tematem przewodnim kalendarza będą odczyty inflacji, które mogą rozbudzić dyskusję o przyszłych posunięciach banków centralnych. Protokoły z ostatnich posiedzeń FOMC i EBC rzucą więcej światła na nastawienie decydentów. W Polsce RPP powinien utrzymać stopy procentowe bez zmian, ale komunikat pozostanie gołębi.

Przyszły tydzień: CPI z USA, minutki FOMC/EBC, produkcja przemysłowa z EZ/Wlk. Bryt., RPP, napięcia handlowe USA-Chiny

W USA poza kontem twitterowym Donalda Trumpa rynek skupi uwagę na CPI (śr) i protokole z posiedzenia FOMC (śr). Dane z USA w ostatnim czasie ogólnie pozostają dobre i wyróżniają się na tle reszty świata, co pomaga w poprawie wyceny USD. W efekcie lepszy od prognoz odczyt CPI nie powinien stanowić większej niespodzianki mogącej wyraźnie zachwiać pozycjonowaniem. Silny odczyt będzie budował argumentację za czterema podwyżkami Fed w całym 2018 r. Szans na taki scenariusz inwestorzy będą szukać w zapiskach z marcowego posiedzenia FOMC, gdzie mediana prognoz Komitetu dalej wskazuje tylko trzy podwyżki, choć zauważalny był jastrzębi zwrot niektórych członków. Ocena wpływu polityki fiskalnej i handlowej także może być ważna dla budowy oczekiwań wokół ścieżki stóp procentowych.

W strefie euro produkcja przemysłowa (czw) może być śledzona bardziej niż zwykle. Korekta w indeksach PMI i fatalne dane z niemieckiego przemysłu interesujące będzie, czy aktywność przemysłu w całym bloku w pierwszym kwartale nie zaczęła mocniej hamować. Mimo to jeden lepszy odczyt nie zakryje serii słabych danych z ostatnich tygodni, a przy ostatnim złagodzeniu stanowiska EBC (co powinno być potwierdzone w zapiskach z ostatniego posiedzenia) inwestorzy są coraz bardziej skłonni do redukcji długich pozycji na EUR/USD.

W Wielkiej Brytanii dane z handlu zagranicznego i przemysłu (śr) rzucą więcej światła na kondycję gospodarki w pierwszym kwartale. Po produkcji wytwórczej oczekuje się kontynuacji serii dziewięciu miesięcy z rzędu wzrostu, a deficyt handlowy ma się nieznacznie skurczyć. To w połączeniu z rosnącymi szansami na „miękki Brexit” powinno budować pozytywny sentyment do GBP.

W Polsce po zaskakującym spadku inflacji CPI do 1,3 proc. Rada Polityki Pieniężnej nie ma innej opcji, jak wybrzmieć gołębio (śr). Stopa procentowa powinna zostać utrzymana na 1,5 proc., ale na konferencji prezes Glapiński z łatwością powtórzy swoje stanowisko, że stopy procentowe mogą nie ulec zmienia nawet do 2020 roku. Pod koniec tygodnia agencja S&P dokona rewizji ratingu Polski, ale nie spodziewamy się zmian. Wzrost zmienności na rynkach zewnętrznych przy słabszej ochronie czynników krajowych przemawia za stopniowym osłabieniem złotego.

Krótkoterminowe perspektywy JPY pozostają uzależnione od stopnia wrażliwości sentymentu rynkowego na werbalne przepychanki wokół relacji handlowych USA i Chin. Ostatnie dni pokazują jednak, że inwestorzy w coraz mniejszym stopniu przywiązują uwagę do komentarzy z Waszyngtonu i Pekinu, a odbicie rynku akcji wspiera pokrywanie krótkich pozycji na USD/JPY.

Z Australii otrzymamy świeże odczyty indeksów zaufania biznesu (wt) i konsumentów (śr), choć jest mało realne, aby mogły one wpłynąć na ocenę kondycji gospodarki pod kątem zmiany nastawienia RBA. Inflacja wciąż pozostaje kluczem, na co przyjdzie poczekać do 24 kwietnia. Globalne nastawienie do ryzyka pozostanie głównym czynnikiem sprawczym dla AUD, a wahania nastrojów wokół napięć handlowych między USA i Chinami w większym stopniu zachęcają do wygaszania oznak siły. Podobne wnioski tyczą się handlu na NZD, szczególnie przy braku istotnych danych krajowych.

W przyszłym tygodniu w kalendarzu z Kanady mamy dane o rozpoczętych budowach domów (pon) i wydanych pozwoleniach na budowę (wt). Obie pozycje nie są wysoce istotne, więc wahania CAD wokół odczytów nie powinny być duże. Większa uwaga będzie dotyczyć postępów wokół negocjacji NAFTA. W ostatnich dniach pojawiały się informacje, że prezydent Trump złagodził swoje żądania w niektórych kwestiach (przemysł samochodowy), a w przyszłym tygodniu ma się pojawić szkic nowego porozumienia. Oznaki porozumienia mogą dalej obniżać premię za ryzyko wokół Kanady i przerzucić dyskusję na powrót BoC do cyklu podwyżek. Przy poprawie ogólnego sentymentu rynkowego CAD ma pole do dalszej aprecjacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Groźby Trumpa nie robią wrażenia na inwestorach

Wygląda na to, że inwestorzy przyzwyczaili się do handlowych gróźb prezydenta USA i nie traktują ich już z taką powagą jak wcześniej. Wczorajsze pogróżki Trumpa wywołała reakcję, jednak – podobnie jak poprzednio – rynki bardzo szybko zaczęły się uspokajać.

W nocy media obiegła informacja o tym, że Donald Trump rozważa wprowadzenie dodatkowych ceł na produkty z Chin o wartości 100 mld USD. Na giełdy, które w większości zakończyły wczorajszy dzień na plusie, dziś powróciła czerwień.

Sam impuls nie był jednak zbyt silny – początkową, obserwowaną reakcją były spadki dochodzące do 1,5% na kontraktach futures na główne amerykańskie indeksy. Na przestrzeni ostatnich kilku godzin notowania (wspomnianych futuresów, jak i kluczowych europejskich indeksów) odbiły, odrabiając większość strat.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,21. Wczorajsze dane gospodarcze ze strefy euro nie wywarły istotnego wpływu na cenę wspólnej waluty. Euro traciło w parze z silniejszym dolarem amerykańskim, zyskiwało natomiast w relacji do funta brytyjskiego.

W dzisiejszej wypowiedzi Benoit Coeure z EBC potwierdził, iż przygląda się wzrostowi inflacji. Zwrócił jednak uwagę na fakt, iż przełożenie się presji płacowej na ceny w strefie euro jest procesem powolnym. Odniósł się również do kwestii ryzyk dla gospodarki, stwierdzając, iż największe obawy w tym momencie generują kwestie związane z handlem.

GBP

Kurs GBP/PLN  w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,79 – 4,82. Brytyjska waluta zakończyła dzień na minusie również w parze z walutami G10. Impulsem do wyprzedaży był wyjątkowo słaby odczyt indeksu PMI dla sektora usług, który sugeruje, że dynamika brytyjskiego PKB w I kwartale będzie niższa od oczekiwanej.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 3,42 – 3,44. Miesięczny deficyt handlowy USA w lutym był największy od niemal dekady. Wygląda na to, że efekt związany z silnym popytem wewnętrznym (który sprzyja importowi) przeważa nad efektem wywołanym słabością dolara (co powinno wspierać eksport), sprawiając, że nierównowaga w handlu, którą ograniczyć chce prezydent Trump, jeszcze mocniej się pogłębia.

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy również były rozczarowujące. Tygodniowa liczba zadeklarowanych bezrobotnych wzrosła istotnie z poziomu 218 tys. do 242 tys. Odczyt z zeszłego tygodnia został z kolei poddany lekkiej negatywnej rewizji.

W dniu dzisiejszym warto będzie zwrócić uwagę w szczególności na publikację nowego raportu z amerykańskiego rynku pracy. Konsensus spodziewa się dobrego odczytu – liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym ma wzrosnąć o 193 tys. Spaść ma natomiast poziom bezrobocia – z 4,1% do 4%, co wspierać ma również rosnącą dynamikę płac (oczekiwane jest przyspieszenie z poziomu 2,6% do 2,7% rocznie). Optymizm w kontekście nadchodzących “payrollsów” mogą budzić ostatnie, dobre dane ADP, jak i zebrane, marcowe odczyty dotyczące liczby bezrobotnych.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane NFP z amerykańskiego rynku pracy
  • 17:15 – przemawia Mark Carney z BoE
  • 19:30 – przemawia Jerome Powell z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Trump wysoko podbija stawkę

Kluczowa postawa Chin w wojnie handlowej. Ambicje polityczne czy jednak spojrzenie na rachunek ekonomiczny.  Taktyka Trumpa prosta – idziemy na całość, by później pójść ewentualnie na jakieś ustępstwa. Dane z rynku pracy USA mają szansę być punktem kulminacyjnym dnia. Zachowanie dolara po danych zdeterminuje ruchy na innych aktywach. Słabsze dane = osłabienie waluty amerykańskiej = wzrost apetytu na ryzyko.

Euforia na rynkach trwała krótko

Wczorajszy dzień przyniósł zdecydowaną poprawę nastrojów na rynkach. Odbicie na rynkach było widać przede wszystkim na giełdach. Zielony kolor dominował zarówno w Europie jak i w Azji. Ale jak to bywa na wojnach przeciwnicy chcą cały czas się zaskakiwać, a nie bronić swoich pozycji. A szczególnie jeśli prezydentem USA jest obecnie ofensywnie nastawiony Trump.

Prezydent USA obwinia Chiny

Trzeba jednak przyznać, że odwet chińskich władz i wprowadzenie ceł np. na soję mogły zdenerwować prezydenta USA. I gdy jeszcze wczoraj wydawało się, że teraz strony usiądą do spokojnych negocjacji Trump po raz kolejny zaskoczył wyciągając kolejne działa. Plany nałożenia dodatkowych ceł na import w kwocie 100 mld dają do zrozumienia, że trzeba mówić raczej o eskalacji wojny handlowej.

Przewaga po stronie USA

Widać, że prezydent USA nie zamierza ustępować i podbijać stawkę wysoko by ewentualnie później nieco z niej zejść. A trzeba przyznać, że ma mniej do stracenia niż Chiny. Znaczenie eksportu w USA jest jednak znacznie niższe. Dla rynków teraz będzie kluczowe czy Chiny nie zważając na rachunek ekonomiczny pójdą w otwartą wojnę handlową. Patrząc na wprowadzenie cła na soję przez Państwo Środka daje właśnie argument za takim rozwiązaniem. Bo Chiny ewidentnie na tym konkretnym przykładzie stracą. Bez wątpienia Europa również boi się eskalacji konfliktu co pokazują słabnące PMI.

Rynki powoli obojętne na słowa Trumpa

Kolejny pomysł Trumpa nieco schłodził pozytywny klimat na rynkach. Mimo wszystko jednak zdecydowany skok awersji do ryzyka z rana został szybko wygaszony. Powoli inwestorzy zaczynają się przyzwyczajać do odważnych deklaracji Trumpa, dzięki tej obojętności fala wyprzedaży na rynkach giełdowych dzisiaj nas omija. Bardzo to przypomina sytuację jaka miała miejsce z Koreą Północną. Kolejne groźby Trumpa wywoływały coraz mniejsze spustoszenie na rynkach. Pytanie jednak czy Trumpa pogodzi się z takim traktowaniem, że jego słowa będą ignorowane.

Szansa na odejście od tematu wojny handlowej

Dzisiaj jest szansa, że temat wojny handlowej zejdzie w końcu na drugi plan. O 14.30 poznamy raport z rynku pracy USA. Szczególnie ważna powinna być dynamika płac. Początek roku przyniósł zaskoczenie w tej kwestii i wzrost dynamiki wynagrodzeń do 2,9% r/r. Prognozy za marzec zakładają nieco słabszą wartość 2,7% r/r. Odczyt powyżej tej wartości znów może wzniecić spekulacje o czterech podwyżkach stóp przez Fed w tym roku. Taki odczyt z pewnością wsparłby dolara amerykańskiego, który od rana nieco traci do euro.

Dane z rynku pracy USA ważne dla złotego

Wczorajszy spadek awersji do ryzyka wsparł krajową walutę. Szczególnie para EUR/PLN dość znacząco złamała poziom 4,20. Obecnie nadal złoty utrzymuje się poniżej tego poziomu. Jeśli dane z USA nie wywołają istotnej aprecjacji dolara to krajowa waluta ma szansę zyskać. Również na USD/PLN utrzymujemy się poniżej lokalnego szczytu czyli 3,45.

Pawlak Krzysztof – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Tempo wzrostu cen w Polsce nadal spowalnia

W tym tygodniu poznaliśmy wyniki indeksu cen konsumpcyjnych za marzec. Międzyrocznie odnotował wzrost o 1,3%. Ze względu na fakt, że początkowo spodziewano się wyniku rzędu 1,6%, wartość ta jest dla rynku zaskoczeniem. Polski złoty zareagował na te dane osłabieniem.

Niska inflacja zmniejsza szanse, na podniesie stóp procentowych przez NBP w tym roku. Polska nie jest jedynym krajem europejskich, gdzie inflacja spowalnia. Głównym czynnikiem, który hamuje jej wzrost jest przede wszystkim spadek cen paliw, energii i żywności. Są to jednocześnie faktory, na które możliwość wpływu jest bardzo ograniczona. W przyszłości można więc spodziewać się wzrostu presji inflacyjnej. Przede wszystkim silny popyt wewnętrzny, wspierany przez wzrost płac powinien przynieść wsparcie wzrostu inflacji szczególnie, gdy osłabnie efekt niskich cen paliw i energii. Jak dotąd wszystko wskazuje na to, że pomimo realnej szansy, że wzrost cen będzie przyspieszał, cel inflacyjny w tym roku nie zostanie osiągnięty. Można zatem spodziewać się, że w bieżącym roku stopa procentowa NBP pozostanie na poziomie 1,5%.

Opóźnianie zacieśnienia polityki pieniężnej prowadzi również do spadku rentowności obligacji skarbowych i wspiera gospodarkę. Zaostrzenie polityki pieniężnej podniosłoby ceny kredytów i miałoby wpływ na szybsze umocnienie złotego, co pogorszyłoby polską konkurencyjność w handlu międzynarodowym.

Złoty w tym tygodniu się umocnił. W piątek rano kurs znajdował się w okolicach 4,20 EUR/PLN. Eurodolar osiągnął poziom 1,22 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Kontrakt piłkarski w Polsce – prawa i obowiązki klubu i zawodnika 

Zawodnicy uprawiający sport piłki nożnej w Polsce mogą posiadać status amatora lub zawodnika profesjonalnego, czyli tzw. zawodowca. Podział ten określony został w art. 69 § 1 Statutu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Status piłkarza, zgodnie z § 2 niniejszego przepisu określany jest przez Zarząd PZPN, po uprzednim zasięgnięciu opinii ligi zawodowej, do której przynależy klub danego zawodnika. Jednocześnie zaznaczono, iż podczas określania statusu zawodnika zawsze należy mieć na uwadze przepisy Regulaminu FIFA dot. Statutu piłkarzy oraz transferów piłkarskich.  Jak określa Statut PZPN, zawodnikiem profesjonalnym, może być tylko taki piłkarz, który posiada pisemną umowę z klubem. Istnieje jednak pewien wyjątek od tej zasady, bowiem za zawodowca należy uznać także tego piłkarza, który mimo nie podpisania pisemnego kontraktu, otrzymuje od klubu wynagrodzenie lub inne świadczenie pieniężne lub rzeczowe. Warunkiem jest, aby zyski zawodnika przewyższały wydatki i koszty związane z braniem udziału w rozgrywkach, takie jak podróż, wyżywienie czy zakup sprzętu. Przypadki takie występują jednak w głównej mierze na niższych szczeblach rozgrywkowych. Natomiast na poziomie ekstraklasy w zasadzie każdy zawodnik posiada profesjonalny, pisemny kontrakt. Jak więc skonstruowana jest taka umowa i jaki jest jej charakter?

W przepisach nie określono, do jakiej kategorii umów należy kontrakt zawodnika z klubem, w związku, z czym należy wyjść z założenia, iż może on przybrać zarówno postać umowy cywilnoprawnej, jak i umowy o pracę. Forma umowy zawieranej z klubem powinna być przez piłkarza przemyślana, będzie ona, bowiem decydować o tym, czy zastosowane będą przepisy prawa pracy. Zgodnie z art. 6 pkt. 1 Uchwały Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej – Minimalne Wymagania dla standardowych kontraktów zawodników w sektorze zawodowej piłki nożnej (zwanej dalej „Minimalne Wymagania”), kontrakt określa wszelkie prawa i obowiązki ustalone pomiędzy klubem, a piłkarzem związane z profesjonalnym uprawianiem przez niego piłki nożnej, w tym:

  • wynagrodzenie indywidualne zawodnika należne z tytułu profesjonalnego uprawiania piłki nożnej na rzecz klubu;
  • wynagrodzenie dodatkowe zawodnika, w tym wynagrodzenie uzależnione od wyniku sportowego osiągniętego przez klub;
  • inne świadczenia klubu na rzecz zawodnika o charakterze niepieniężnym;
  • świadczenia zawodnika na rzecz klubu. 

Strony umowy

Kontrakt zawodnika z klubem, jak każda inna umowa powinien wymieniać podmioty będące jego stronami. W związku z powyższym, muszą zostać w nim zawarte wszelkie dane wymienione w Minimalnych Wymaganiach, dotyczące zarówno piłkarza, jak i klubu, z którym zawiera on umowę. Ponadto, kontrakt powinien zawierać informacje dotyczące osób uczestniczących w negocjacjach lub będących przy podpisaniu umowy (np. tłumacz, doradca prawny Zawodnika, pośrednik transakcyjny), wraz z podpisami tych osób.  W przypadku, gdy z treści umowy wynika obowiązek zapłaty wynagrodzenia osobie pośredniczącej lub obecnej przy jej zawarciu, osoba ta staje się stroną takiej umowy. Podobnie będzie w przypadku, gdy osoba taka zrzeknie się w umowie świadczeń na jej rzecz. Jeżeli jednak w kontrakcie zastrzeżono, że osoba biorąca udział w jego zawarciu nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia, a składa ona jedynie podpis na dokumencie, nie można jej potraktować, jako jednej ze stron kontraktu. Niezależnie od powyższych okoliczności, stronami umowy o profesjonalne uprawianie piłki nożnej zawsze są zawodnik oraz klub.

Czas trwania kontraktu

Pod rygorem nieważności, w umowie piłkarza w sposób dokładny powinien zostać określony czas, na jaki zostaje ona zawarta. Powinna, więc ona zawierać datę rozpoczęcia (dzień/miesiąc/rok), jak i datę zakończenia jej obowiązywania. Należy przy tym pamiętać, że kontrakt nie może obowiązywać krócej niż do dnia zakończenia sezonu rozgrywkowego, natomiast maksymalny okres, na jaki może być zawarta umowa o profesjonalne uprawianie piłki nożnej nie może przekroczyć pięciu lat.

Wynagrodzenie zawodnika

Profesjonalny kontrakt nie przedstawiałby żadnej wartości, gdyby nie zostało w nim ustalone wynagrodzenie zawodnika. Powinno ono obejmować cały okres obowiązywania umowy, określając wysokość wypłacanych piłkarzowi apanaży osobno za każdy sezon. Jest to bardzo ważne, ponieważ brak określenia wysokości wynagrodzenia w danym roku rozgrywkowym oznaczać będzie, iż w tym okresie kontrakt nie obowiązuje. Umowa powinna określać walutę, w jakiej zawodnik będzie otrzymywać honorarium, a także termin jego wypłaty oraz sposób płatności, przy czym sumy przelewane na konto piłkarza powinni być podane w kwocie brutto.

Kontrakt, poza kwestiami związanymi z wynagrodzeniem głównym, może także określać zasady uzyskiwania przez zawodnika dodatkowych korzyści pieniężnych. W praktyce chodzi przede wszystkim o premie z tytułu wygranych meczów, a także z tytułu miejsca, jakie klub zajmie na koniec sezonu rozgrywkowego. Dodatkowe wynagrodzenie często uzależnia się od indywidualnych osiągnięć piłkarza, jak np. strzelone bramki. W kontrakcie nie można także zapomnieć o gratyfikacji dla pośrednika transakcyjnego, który brał udział w negocjowaniu kontraktu swojego klienta.

Kluby piłkarskie liczą się z ryzykiem doznania częstych lub długotrwałych kontuzji przez swoich zawodników, w związku, z czym przeważnie zabezpieczają się na tym polu w kontekście wypłacanego wynagrodzenia. Umożliwiają im to przepisy art. 11 Minimalnych Wymagań, na podstawie, których, w przypadku wystąpienia kontuzji lub choroby uniemożliwiającej zawodnikowi występowanie w rozgrywkach przez okres dłuższy niż łącznie 180 dni w roku kalendarzowym lub w sezonie rozgrywkowym, jeżeli klub nie zamierza skorzystać z prawa do jednostronnego rozwiązania kontraktu, ma on prawo o 50% ograniczyć wypłatę wynagrodzenia przysługującego zawodnikowi z tytułu wykonywanej umowy. Ograniczenie takie nie może zostać założone na czas dłuższy niż do dnia odzyskania przez piłkarza zdolności do gry. W taki sam sposób klub może postąpić w sytuacji, gdy zawodnik zostanie ukarany dyskwalifikacją na okres nie krótszy niż 3 miesiące lub zastosowane zostaną wobec niego środki zapobiegawcze w postaci zakazu uczestnictwa w rozgrywkach mistrzowskich i pucharowych przez okres dłuższy niż 3 miesiące. W tym przypadku ograniczenie wynagrodzenia nie może trwać dłużej niż do dnia ustania przyczyny uniemożliwiającej zawodnikowi występowanie w rozgrywkach.

Obowiązki klubu

W wyniku zawartej umowy, na klubie względem zawodnika spoczywać będzie szereg obowiązków. Do najważniejszych z nich należą:

  • zagwarantowanie zawodnikowi odpowiednich warunków do podnoszenia kwalifikacji sportowych, w głównej mierze poprzez umożliwienie mu uczestnictwa w treningach swojego zespołu. W przypadkach, gdy jest to obiektywnie uzasadnione, należy umożliwić piłkarzowi rozwój sportowy także w inny sposób. Należy pamiętać, iż klub powinien zapewnić odpowiedni ubiór oraz sprzęt potrzebny do prawidłowego i efektywnego zwiększania umiejętności zawodnika,
  • określenie czasu wykonywania obowiązków kontraktowych przez Zawodnika, który uwzględniać będzie rozmiar jego zadań wynikających z kontraktu,
  • określenie zasad korzystania przez Klub z wizerunku Zawodnika. W przypadku uprzedniego zawarcia przez Zawodnika umowy przenoszącej prawa do wykorzystania wizerunku Zawodnika na inny podmiot, okoliczność ta powinna być wskazana w kontrakcie,
  • określenie okresu wypoczynku zawodnika, niewiążącego się z utratą prawa do indywidualnego wynagrodzenia. W ciągu każdego roku obowiązywania kontraktu, okres ten nie może być krótszy niż cztery tygodnie, przy czym zawodnikowi musi przysługiwać nieprzerwany odpoczynek w wymiarze dwóch tygodni, w terminie ustalonym przez strony,
  • zobowiązanie klubu do zwalniania zawodnika w przypadku powołania go do gry w reprezentacji narodowej,
  • obowiązek ubezpieczenia gracza od następstw nieszczęśliwych wypadków wynikłych z uprawiania sportu piłki nożnej zgodnie z przepisami prawa powszechnego oraz z przepisami FIFA.

Poza wyżej wymienionymi obowiązkami, klub często decyduje się także udzielić zawodnikom, szczególnie obcokrajowcom, pomocy w poszukiwaniu mieszkania w lokalizacji umożliwiającej im wykonywanie wynikających z umowy obowiązków. Nierzadko zdarza się, że klub w pełnym zakresie bierze na siebie obowiązki związane ze znalezieniem, wyposażeniem, a także opłacaniem mieszkania zawodnika. Zawodnik powinien mieć także zagwarantowane zakwaterowanie na czas rozgrywania meczów poza własnym stadionem.

Obowiązki zawodnika

Zawodnik, aby otrzymać umówione wynagrodzenie, musi wypełniać względem klubu określone obowiązki. Do najważniejszych z nich należy zaliczyć:

  • reprezentowanie klubu w krajowych oraz międzynarodowych rozgrywkach piłki nożnej na najwyższym możliwym poziomie, pamiętając o przestrzeganiu przepisów gry w piłkę nożną,
  • aktywne uczestnictwo w treningach oraz współzawodnictwie sportowym, zgodnie z instrukcjami sztabu szkoleniowego klubu,
  • uczestnictwo w akcjach marketingowych, reklamowych oraz promocyjnych mających na celu popularyzację klubu,
  • przestrzeganie przepisów antydopingowych,
  • prowadzenie zdrowego trybu życia oraz utrzymywanie wysokiej sprawności fizycznej, w tym stosowanie się do zaleceń lekarza klubowego oraz powstrzymywanie się od spożywania alkoholu, narkotyków oraz jakichkolwiek innych używek,
  • zachowanie lojalności wobec klubu poprzez nie podejmowanie działań mogących narazić jego dobre imię, a także dobre imię jego właścicieli, sponsorów oraz osób z nim bezpośrednio związanych. Dotyczy to także organizatorów oraz podmiotów prowadzących rozgrywki.
  • przestrzeganie w rozsądnych granicach poleceń władz klubu dotyczących aktywności pozapiłkarskiej, związanych m.in. z lokalizacją miejsca zamieszkania w okresie obowiązywania kontraktu czy sposobem spędzania wolnego czasu. Klub może także zobowiązać zawodnika do nieuprawiania określonego rodzaju aktywności sportowej lub ograniczenia czasu jej wykonywania do tego stopnia, aby zawodnik nie zaniedbywał swoich obowiązków wobec klubu. Przeważnie obostrzenia klubowe dotyczą przede wszystkim czynności mogących zagrażać zdrowiu lub życiu, jak jazda na motocyklu, branie udziału w wyścigach, uprawianie sportów walki lub różnego rodzaju sportów ekstremalnych.
  • utrzymanie wysokiego poziomu kultury osobistej oraz uczciwe i przykładne moralnie zachowanie zarówno w stosunku do osób pracujących w klubie, jak i poza nim,
  • przestrzeganie zakazu udziału w zakładach bukmacherskich dotyczących wszelkiego rodzaju rozgrywek piłkarskich.

Zagadnienia medyczne

Umowa zawodnika z klubem powinna poruszać kwestie związane z jego zdrowiem, a także leczeniem w przypadku wystąpienia kontuzji. Jeżeli chodzi o zawodnika, powinien on regularnie poddawać się badaniom lekarskim zaleconym przez lekarza klubowego, a także stosować wyłącznie środki farmakologiczne przez niego przepisane lub z nim uzgodnione. Piłkarz powinien także niezwłocznie powiadamiać klub o każdym wypadku lub chorobie, uniemożliwiających mu wykonywanie obowiązków kontraktowych, wraz z dostarczeniem odpowiedniego zaświadczenia lekarskiego. W zaistniałej sytuacji powinien on stosować się do poleceń sztabu medycznego klubu, aby jak najszybciej i w bezpieczny sposób uporać się z kontuzjąPowszechną praktyką jest umieszczanie w kontrakcie klauzuli zobowiązującej zawodnika do niepodejmowania przez niego żadnej aktywności sportowej oraz pozasportowej mogącej zagrozić jego zdrowiu i bezpieczeństwu (jak np. boks, wyścigi samochodowe, jazda na motocyklu czy narciarstwo) bez zgody klubu.

Minimalne Wymagania nakładają na klub obowiązek udzielenia informacji dotyczącej zakresu świadczeń wobec zawodnika z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego. Powinien on po za tym zobowiązać się do przeprowadzania lub zalecania przez lekarza klubowego okresowych badań, co wynika z treści obowiązków zawodnika zawartych w niniejszym akcie. Minimalne Wymagania nakłada na klub obowiązek zapewnienia leczenia lub rehabilitacji zawodnikowi, który doznał kontuzji w związku z wykonywaniem umowy. Niniejsza regulacja nie wynika jednak z treści niniejszej uchwały w sposób bezpośredni, nie została, bowiem zawarta w przepisach dotyczących zobowiązań klubu względem zawodnika. Nie dochowanie obowiązku zapewnienia opieki lekarskiej po doznanej przez gracza kontuzji określono, jako jedną z przyczyn uprawniających zawodnika do jednostronnego rozwiązania kontraktu z winy klubu. Mimo, iż należy to do ich obowiązków, zaplecza medyczne klubów piłkarskich chętnie zajmują się swoimi kontuzjowanymi piłkarzami, bowiem w ich interesie leży, aby proces leczenia i rehabilitacji przebiegł możliwie szybko i bezpiecznie. Jednakże, o ile opieka zdrowotna może zostać zapewniona niezależnie od rodzaju, miejsca i czasu nabawienia się urazu lub choroby, to nie w każdym przypadku pozostanie ona nieodpłatna. W kontraktach z reguły zastrzega się, iż leczenie kontuzji oraz chorób nabytych przed podpisaniem umowy lub niewynikających z wykonywania obowiązków wobec klubu nie będzie przez niego finansowane.

Inne zagadnienia

Mniej oczywistym, aczkolwiek równie niezbędnym elementem umowy jest wskazanie innego niż polski języka, stosowanego podczas negocjowania kontraktu. W tym wypadku powinien on być sporządzony w dwóch językach oraz określać wersję językową, wiążącą w wypadku rozbieżności w treści. Poza tym, w kontrakcie powinno zostać wskazane prawo, któremu on podlega oraz jurysdykcja zgodna z przepisami FIFA i PZPN, a także wskazanie adresów mailowych stron, na które ma być doręczana związana z umową korespondencja. Obowiązkiem jest również określenie zasad zachowania poufności kontraktu.


Potrzebujesz profesjonalnego tłumaczenia umowy? Możesz je zamówić na stronie Biura Tłumaczeń 123tłumacz.pl -> https://123tlumacz.pl/prawo/

Postanowienia końcowe

Każdy kontrakt zawodnika powinien zawierać oświadczenie, w którym zobowiąże się on do przestrzegania zasad obowiązujących w piłce nożnej oraz reguł fair play. Musi on także zadeklarować swoje pełne zaangażowanie w osiąganie jak najlepszych wyników sportowych, z jednoczesnym poszanowaniem takich samych dążeń przeciwników. Poza powyższymi, piłkarz powinien oświadczyć, że w przypadku dopuszczenia się przez niego przekupstwa sportowego, stwierdzonego prawomocnym wyrokiem, wpłaci na konto PZPN kwotę w wysokości rocznych zarobków, wynikającą z umowy z klubem. Pełna treść oświadczenia znajduje się w art. 6 pkt. 6 Minimalnych Wymagań.

Konieczne jest, aby kontrakt został sporządzony w formie pisemnej pod rygorem nieważności. Jednocześnie, powinien być on podpisany przez osoby upoważnione do reprezentowania klubu i zawodnika lub jego przedstawicieli ustawowych. Wszelkie zmiany kontraktu pod rygorem nieważności powinny być sporządzone w formie pisemnego aneksu podpisanego przez obie strony. Należy także pamiętać o sporządzeniu trzech jednakowych egzemplarzy takiej umowy, gdyż poza jej stronami powinna ona trafić do podmiotu prowadzącego rozgrywki piłkarskie, w celu rejestracji zgodnie z właściwymi przepisami PZPN.

Strony mogą za porozumieniem przedłużyć kontrakt na czas oznaczony. Istnieje również możliwość jednostronnego przedłużenia umowy, jednakże w tym celu muszą zostać spełnione warunki wymienione w Minimalnych Wymaganiach. Koniecznym jest, aby warunki te zostały w kontrakcie wyraźnie określone. Z kolei rozwiązanie kontraktu może nastąpić w każdej chwili, na podstawie porozumienia stron, sporządzonego w formie pisemnej pod rygorem nieważności. W umowach zawodniczych często można natknąć się na różnego rodzaju zapisy, umożliwiające zawodnikowi wcześniejsze rozstanie z klubem. Należą do nich klauzula zwolnienia oraz bardziej popularna klauzula wykupu. Pierwsza z wymienionych klauzul pozwala piłkarzowi na odejście z klubu po ziszczeniu się określonego warunku oraz wpłaceniu odpowiedniej kwoty. Przykładem takiego warunku może być chęć ściągnięcia do siebie zawodnika przez konkretne kluby, czy klub będący wyżej w tabeli w poprzednim sezonie. Brak awansu do europejskich pucharów także może otworzyć piłkarzowi drogę do odejścia. Klauzula wykupu natomiast daje zawodnikowi możliwość wykupienia swojego kontraktu i, w konsekwencji, zmiany klubu. Wpłata odpowiedniej kwoty do klubowej kasy leży, zatem po stronie piłkarza, a nie, jak zwykło się powszechnie myśleć, klubu zainteresowanego jego pozyskaniem. Oczywistym jest jednak, że to ten klub zaopatruje piłkarza w środki konieczne do wykupienia kontraktu. W lidze hiszpańskiej tego rodzaju klauzule stanowią obowiązkowy element umowy zawodnika. W innych ligach, w tym w polskiej ekstraklasie nie ma obowiązku ustalania kwoty wykupu, jednak nierzadko strony umowy decydują się na takie rozwiązanie. Powyżej przedstawiono minimalne wymogi, jakie muszą zostać spełnione przy zawieraniu kontraktu, z jednoczesnym wskazaniem najczęstszych rozwiązań stosowanych przy tego rodzaju umowach. Kontrakt zawodnika z klubem przeważnie charakteryzuje się z względną równowagą, jeżeli chodzi o przyznawanie stronom uprawnień i nakładanie na nie obowiązków, nie dając żadnej z nich zdecydowanej przewagi. Wynika to z faktu, iż zawarcie takiej umowy najczęściej poprzedzają długotrwałe i wyczerpujące negocjacje. Z tego też względu, a także z uwagi na obowiązującą zasadę swobody umów, każdy kontrakt może wyglądać nieco inaczej, gdyż będzie on odzwierciedlać wynik indywidualnych ustaleń poczynionych pomiędzy zawodnikiem lub jego pośrednikiem transakcyjnym, a klubem.

Autor: Daniel Łudczak, prawnik, Grupa CHWP – Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

W centrum uwagi dane z rynku pracy w USA

Niska podaż obligacji skarbowych ogranicza pole do wzrostu ich rentowności. Złoty pozostaje wrażliwy na sentyment globalny. W piątek w centrum uwagi dane z rynku pracy w USA.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartkowa sesja przyniosła umocnienie złotego, pomimo, że podczas handlu w Europie EURPLN utrzymywał wzrostowy trend, który rozpoczęła zaskakująco słaba publikacja marcowego indeksu CPI. Coraz bardziej oddalająca się od dolnego ograniczenia przedziału odchyleń od celu NBP inflacja, ostatecznie przekreśla szansę na podwyżki stóp w 2018 roku, jednocześnie nasilając obawy odnośnie perspektyw na 2019 rok.

Wczoraj od rana presję na złotego wywierała też sytuacja na rynku głównej pary walutowej, gdzie kurs EURUSD szukał coraz niższych poziomów (testując okolice poniżej 1,2235). Czwartkowe umocnienie dolara nastąpiło po publikacji finalnych odczytów indeksów PMI dla sektora usług w Europie, które w przypadku Niemiec i całej strefy euro okazały się słabsze niż oczekiwano. Wczorajsze dane w zestawieniu z wtorkowymi odczytami indeksów PMI dla sektora przemysłowego potwierdzają bowiem pogorszenie koniunktury gospodarki wspólnoty. Ponadto rozczarowała też sprzedaż detaliczna dla Niemiec (w lutym na poziomie 1,8% r/r wobec 2,1% oczekiwanych).

W pierwszych godzinach sesji amerykańskiej informacje o większym niż oczekiwano deficycie handlowym USA (w lutym na poziomie 57,6 mld USD wobec 56,8 mld USD oczekiwanych – to największy deficyt handlowy od blisko dekady, za który w ponad połowie odpowiada handel z Chinami) i większej liczbie złożonych podań o zasiłek dla bezrobotnych (242 tys. wobec 225 tys.) ograniczyły spadki EURUSD i pozwoliły złotemu na odreagowanie przedpołudniowego osłabienia. Kurs EURPLN powrócił w okolice 1,192. Wsparciem dla złotego okazały się też doniesienia z USA. Doradca ekonomiczny prezydenta Trumpa dał bowiem rynkom nadzieje, że do wojny handlowej USA z Chinami może wcale nie dojść.

Na polskim rynku stopy procentowej nie doszło do mocniejszych ruchów, a krzywa dochodowości pozostała na poziomach determinowanych w środę przez zaskakująco niższy odczyt inflacji CPI. Głównym czynnikiem kierującym rentownościami obligacji na rynkach zagranicznych były dalsze doniesienia dotyczące potencjalnej wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami. Larry Kudlow (doradca ekonomiczny prezydenta Trumpa) stwierdził, że może nie dojść do wprowadzenia taryf handlowych w życie, a obydwa kraje mogą dojść do porozumienia. W takim otoczeniu doszło do odreagowania indeksów giełdowych oraz spadku cen aktywów bezpiecznych, gdzie 10-letnie US Treasuries przekroczyły ponownie 2,80%.

Jednak rentowności na polskim rynku obligacji nie rosły w ślad za wydarzeniami w USA. Wpływ na taki obrót wydarzeń miała niska podaż papierów skarbowych. Na aukcji zamiany Ministerstwo Finansów sprzedało papiery za zaledwie 3mld PLN, gdzie na poprzednich przetargach plasowano podaż przekraczającą 5mld PLN. Dobra sytuacja budżetowa (relatywnie wysoka nadwyżka po lutym) będzie prowadzić do obniżki tegorocznych potrzeb pożyczkowych, na co już wskazywała Minister Teresa Czerwińska. Niższa podaż papierów będzie w najbliższym czasie sprzyjała stabilizacji rentowności polskich obligacji w pobliżu obecnych poziomów.

Teraz inwestorzy oczekują publikacji rządowych danych z rynku pracy w USA (wg NFP) w kontekście perspektyw dla polityki monetarnej Fed-u. Konsensus rynkowy wskazuje, że wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA powinien wynieść w marcu 198 tys. Na możliwy wyższy wynik wskazał jednak raport agencji ADP, który pokazał przyrost o 241 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym, szczególnie, że wzrósł także komponent dotyczący zatrudnienia w indeksie ISM dla sektora usługowego USA.

w centrum uwagi dane z rynku pracy w USAAutorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Jak usprawnić księgowość swojej firmy?

Zakładanie własnej działalności gospodarczej jest w Polsce coraz bardziej popularne. Trudno się temu dziwić – to ogromna szansa. Przede wszystkim na zarobki znacznie wyższe niż te, które osiągnąć można na etacie. Dodając do tego samodzielność w realizacji swoich obowiązków, otrzymujemy atrakcyjną alternatywę dla tradycyjnie pojmowanej aktywności zawodowej.

Z drugiej jednak strony, własna firma to wielkie wyzwanie, związane m.in. z samodyscypliną. Ponadto trzeba pamiętać o wielu kwestiach dotyczących przede wszystkim rozliczeń. Księgowość można co prawda powierzyć wyspecjalizowanemu biuru rachunkowemu, często jednak przedsiębiorcy prowadzący małe firmy tymi zagadnieniami zajmują się osobiście. Pracę tę można sobie jednak ułatwić, korzystając chociażby z odpowiedniego oprogramowania, takiego jak program księgowy „Ala”.

W czym pomoże program księgowy „Ala”?

Jedną z głównych funkcji, które oferuje ten program, jest prowadzenie podstawowych form uproszczonej księgowości. W zależności od formy opodatkowania wybranej przez przedsiębiorcę, sporządzać można w ten sposób zarówno Podatkową Księgę Przychodów i Rozchodów, jak i Ewidencję Przychodów (przydatną osobom, które rozliczają się na podstawie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych).

Kolejne funkcje związane są z rozliczaniem podatku od towarów i usług, czyli podatku VAT. Program Ala pozwala na prowadzenie niezbędnego płatnikom rejestru VAT – ewidencji sprzedaży i zakupu VAT, a także edycję i drukowanie wszelkich innych dokumentów sprzedaży i zakupu. Zlicza również koszty, które podlegają rozliczeniu tego podatku.

Dzięki temu, że oprogramowanie jest na bieżąco aktualizowane, umożliwia ono generowanie i wysyłkę pliki kontrolnego JPK_VAT, który stał się obowiązkiem dla części przedsiębiorców wraz z początkiem 2018 roku. To nie wszystko: za pośrednictwem programu można też generować, sprawdzać i przesyłać wszelkie e-Deklaracje do urzędu skarbowego, w tym najpopularniejsze formularze PIT-5 czy VAT-7.

Za pomocą programu w łatwy sposób stworzyć można ewidencję trwałego majątku firmy, co pozwala na obliczanie odpisów amortyzacyjnych czy wycenę posiadanych środków trwałych. Następna funkcja to ewidencjonowanie przebiegu pojazdów, niezbędne do przygotowania tzw. kilometrówek.

Co ważne dla osób, które swoją księgowość prowadzą samodzielnie – program kontroluje wszelkie należności i zobowiązania. Przypomina też o konieczności wyksięgowania faktur, które nie zostały opłacone w ustawowym terminie. Dzięki temu firmowa księgowość może być znacznie prostsza!

Zysk netto Trans Polonii wzrósł w 2017 r. do 10,5 mln zł

Trans Polonia S.A., wiodący operator oferujący przewozy cysternowe paliw, płynnych surowców chemicznych i spożywczych oraz mas bitumicznych, zakończył 2017 r. najwyższymi wynikami finansowymi w swojej 14-letniej historii – m.in. zysk EBITDA wyniósł 26,2 mln zł przy 225,6 mln zł przychodów ze sprzedaży. Trans Polonia obniża zadłużenie finansowe i realizuje program inwestycyjny, pozwalający odpowiedzieć na popyt zgłaszany przez branżę paliwową, chemiczną i infrastrukturalną. W 2017 roku spółka wprowadziła do użytku ponad 150 jednostek transportowych.

Spółka w 2017 r. wypracowała 225,6 mln zł przychodów ze sprzedaży (+27,7 proc. r/r), przy 26,2 mln zł zysku EBITDA (+6,4 proc. r/r) oraz 10,5 mln zł zysku netto (+27,3 proc. r/r). Trans Polonia na koniec 2017 r. dysponowała 61 mln zł środków pieniężnych oraz osiągnęła w tym okresie 12,7 mln zł przepływów z dz. operacyjnej, w istotnym stopniu pokrywających prowadzone inwestycje flotowe.

Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia2017 rok był dla Trans Polonii kolejnym pomyślnym okresem, gdzie osiągnęliśmy wzrosty skali działalności i pozycji rynkowej, zobrazowane poprzez dobre wyniki finansowe. Start realizacji ambitnego Programu Inwestycyjnego na lata 2018-2020 oraz unikatowego projektu Szkoły Kierowców, zakończona sukcesem emisja akcji, czy nawiązanie szeregu nowych relacji handlowych na rynkach zachodnioeuropejskich to najważniejsze zdarzenia minione roku. Korzystne wyniki finansowe to skutek wykorzystania sprzyjającej koniunktury na rynku, ale przede wszystkim pracy całego zespołu, jak też efektywności operacyjnej, kosztowej i sprzedażowej – powiedział Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

Transport chemii, asfaltów, produktów spożywczych i paliw wygenerował ponad 225 mln zł sprzedaży. Na wszystkie segmenty wpływa szereg korzystnych tendencji. W części paliwowej to wysoka konsumpcja paliw w Polsce i działania ograniczające szarą strefę na tym rynku, w części chemiczno-bitumicznej biznesu pozytywne czynniki stanowi m.in. kumulacja prowadzonych inwestycji drogowych, czy dobre warunki makro w Europie rodzące zapotrzebowanie na obsługę logistyczną koncernów chemicznych.

Sytuacja finansowa i płynnościowa pozwala nam ambitną realizację programu inwestycyjnego, jak  i bardziej aktywne sondowanie rynku pod kątem potencjalnych akwizycji. Na koniec minionego roku Grupa dysponowała istotnym buforem środków pieniężnych, co ułatwia realizację szeregu inicjatyw rozwojowych. Obecnie priorytetem jest kontynuacja działań w zakresie rozbudowy floty transportowej. Nabyte dotychczas nowe jednostki rozpoczynają pracę, co znajdzie korzystne odzwierciedlenie
w naszych danych finansowych
– dodał Dariusz Cegielski.

Spółka w 2017 r wprowadziła do użytkowania ponad 150 jednostek transportowych o wartości 40 mln zł (w tym 55 naczep-cystern o wart. 17 mln zł uwzględniono w wydatkach inwestycyjnych typu capex, pozostałe zostały sfinansowane poprzez leasing operacyjny). Dynamika realizacji inwestycji flotowych została przyspieszona z uwagi na sprzyjające warunki rynkowe.

Obroty Grupy Muszkieterów w Polsce w 2017 roku wyniosły ponad 7 miliardów złotych

Grupa Muszkieterów w Polsce, zrzeszająca przedsiębiorców prowadzących działalność pod szyldami Intermarché i Bricomarché, wypracowała w 2017 roku obroty w wysokości 7,1 miliarda złotych – to o ponad 8,5 proc. więcej niż w roku poprzednim. Systematyczny wzrost wyników Grupy to potwierdzenie stabilnej pozycji Muszkieterów na rynku i dobry prognostyk na przyszłość.

W ubiegłym roku Grupa Muszkieterów świętowała 20-lecie swojej działalności w Polsce. W tym czasie stała się istotnym graczem na rynku supermarketów spożywczych oraz dynamicznie urosła w segmencie „dom i ogród”, a także została liderem rynku przymarketowych stacji paliw. Stały rozwój Grupy Muszkieterów w Polsce jest wspierany przez inwestycje – te w u ubiegłym roku wyniosły ponad 60 milionów złotych, a w roku bieżącym mają wynieść ponad 100 milionów złotych.

Zarząd Grupy postrzega rynek handlu detalicznego w Polsce jako ukształtowany, jednocześnie oceniając, iż przy zachowaniu dotychczasowej dynamiki posiada on niezmiennie duży potencjał wzrostu. Optymistyczna ocena rynku ma swoje odzwierciedlenie w obrotach Grupy Muszkieterów, które wzrosły w 2017 roku o ponad 8,5 proc. w porównaniu do 2016 roku. Wypracowane wzrosty umacniają pozycję na rynku i dają Grupie przestrzeń do następnych inwestycji. W 2018 roku planowane jest otwarcie około 20 nowych supermarketów Bricomarché i Intermarché, a także uruchomienie kolejnych składów budowlanych Bricomarché oraz stacji paliw przy marketach Intermarché. Również w tym roku Grupa planuje prace nad stworzeniem nowej globalnej strategii marketingowej oraz nad wdrożeniem multiformatowości i rozwiązań wspierających multikanałowość.

Rok 2017 dał nam wiele powodów do zadowolenia. Grupa Muszkieterów z obrotami przekraczającymi 7 miliardów złotych umocniła swoją pozycję w czołówce polskiego retailu. Bardzo się cieszymy, iż wzrost udziałów Bricomarché w rynku DIY odbywał się zgodnie z oczekiwaniami. Wierzymy, że 2018 rok będzie dla nas równie udany. Przed nami czas intensywnej pracy podczas wdrażania wielu inicjatyw, które mają nas wesprzeć w osiągnięciu sukcesu m.in. w zakresie rozwoju logistyki, oferty produktowej, ale także  konceptu naszych sklepów komentuje Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.

Wzrost obrotów Intermarché

Dzięki systematycznej pracy nad doskonaleniem oferty sieć Intermarché wraz ze stacjami paliw wypracowała niemal 6,4 proc. wzrost obrotów r/r i zakończyła 2017 rok z obrotami na poziomie 5 miliardów złotych. Grupa Muszkieterów nie ustaje w poszukiwaniu innowacyjnych rozwiązań, których celem jest rozwój marketów pod szyldem Intermarché w różnych formatach i kanałach.

W 2017 roku sieć Intermarché przeprowadziła kilka udanych przedsięwzięć. Jednym z kluczowych było wprowadzenie nowej marki własnej „Ulubione”, oferującej klientom sieci linię  wysokojakościowych produktów w przystępnej cenie. W ubiegłym roku sieć uruchomiła również oficjalny fanpage marki na Facebooku, dzięki któremu klienci mogą być na bieżąco z ofertą promocyjną sklepów, a także są informowani o akcjach specjalnych, promocjach i konkursach. Ponadto sieć uruchomiła nową aplikacje mobilną Intermarché Polska, poprzez którą klienci mają stały dostęp m.in. do aktualnych gazetek promocyjnych wszystkich marketów Intermarché oraz do informacji o akcjach specjalnych i atrakcyjnych rabatach.

Marc Dherment
Marc Dherment

Biorąc pod uwagę wymagający rynek spożywczy i rosnącą konkurencję m.in. cenową, Intermarché dokonało znaczącego postępu w zakresie sprzedaży w porównaniu do sklepów tego samego formatu. Mamy pełną świadomość zarówno wyzwań, jakie polski rynek przed nami stawia, jak i możliwości, które oferuje, dlatego intensywnie pracujemy nad usprawnieniami w wielu obszarach naszej organizacji. Jestem przekonany, że ich efekty pomogą nam w realizacji ambicji związanych z wykorzystaniem potencjału wzrostowego Grupy Muszkieterów oraz umocnienia pozycji na polskim rynku supermarketów  powiedział Marc Dherment.

Kolejny mocny rok dla Bricomarché

Już od kilku lat sieć supermarketów typu „dom i ogród” pod marką Bricomarché prężnie się rozwija, odnotowując dwucyfrowe wzrosty sprzedaży. Pod tym kątem rok 2017 był również niezwykle pomyślny. Sieć po raz pierwszy przekroczyła próg 2 miliardów złotych obrotów, co oznacza wzrost w stosunku do roku poprzedniego – również bardzo dobrego – o 14,2 proc. Sieć zyskała 14 nowych placówek, co oznacza, że na koniec 2017 roku była dostępna dla klientów w 148 lokalizacjach.

Uruchomiając nowy supermarket w poznańskiej Galerii Pestka, sieć Bricomarché rozpoczęła w 2017 roku realizację strategii wchodzenia do dużych miast. Bardzo dobre wyniki sklepu, powstałego w miejscu dawnego Praktikera, zachęciły sieć do kolejnych inwestycji w największych polskich aglomeracjach. W lutym 2018 roku uruchomiono kolejny Bricomarché w Poznaniu (w lokalizacji po Castoramie), a w marcu br. – we Wrocławiu.

W 2017 roku Bricomarché zajęło się również unowocześnieniem zewnętrznych stref swoich sklepów – przede wszystkim stref ogrodowych. Zainstalowano w nich automatyczne nawadnianie, wymieniono większą część infrastruktury technicznej oraz przeprojektowano alejki z roślinami. 20-procentowy wzrost sprzedaży, zaobserwowany po wdrożeniu konceptu „Profesjonalny Ogród”, wpłynął na podjęcie decyzji o modernizacji stref budowlanych w 2018 roku.

Z myślą o internautach sieć uruchomiła w połowie 2017 roku fanpage „Bricomarché po sąsiedzku”, a do udziału w swojej kampanii zaprosiła m.in. Maję Popielarską, dziennikarkę i prowadzącą programy poradnikowe, oraz Wieśka Skibę, popularnego majsterkowicza i „złotą rączkę”. Zainteresowani drobnymi pracami domowymi i tematyką ogrodu mogą znaleźć na profilu fachowe porady ekspertów, a na Instagramie – inspirujące zdjęcia i wizualizacje.

Zmęczenie i przyzwyczajenie

Donald Trump zastanawia się, czy nie można potroić ceł na dobra importowane z Chin, ale rynki finansowe najwyraźniej mają dość pomysłów prezydenta USA, gdyż wstępny skok awersji do ryzyka był umiarkowany i szybko wygaszony. Coraz trudniej jest podchodzić poważnie do pomysłów Trumpa i inwestorzy wolą skupić się na namacalnych sprawach, np. raporcie NFP.

W nocy inwestorzy na moment zostali spłoszeni oświadczeniem Białego Domu, że prezydent Donald Trump nakazał swojej administracji przeanalizowanie zasadności ceł na import z Chin wartych dodatkowe 100 mld USD. W oświadczeniu Trump napisał, że Chiny zdecydowały się wyrządzić szkody amerykańskim farmerom i przedsiębiorcom, a odpowiedź Chin jest „niesprawiedliwa”. Przypomnę tylko, że decyzja Chin o utworzeniu listy towarów z USA podlegających cłom jest odpowiedzią na wcześniejszy podobny ruch USA. To tylko bardziej podkreśla dziecinadę, jaką uprawia Trump i choć zawsze jest ryzyko, że jego upór przyniesie faktyczne dyrektywy wprowadzające jego pomysły w życie, to póki jesteśmy na etapie napuszonych komentarzy inwestorzy zaczynają być coraz bardziej obojętni. Dochodzimy do poziomu zmęczenia podobnego, jak w przypadku gróźb nuklearnych Korei Północnej. Można teraz zapytać, czy zaraz Trump nie obrazi się, że nikt go już nie słucha?

Zamiast poświęcać uwagę pomysłom Trumpa, rynki preferują skupić się na twardych faktach i wyczekiwanie na publikowany po południu raport z rynku pracy USA tłumaczy stonowaną reakcję FX na rewelacje z Białego Domu. W raporcie NFP na pierwszym planie ponownie będzie dynamika płac. Po silnym przyspieszaniu dynamiki wynagrodzeń do 2,9 proc. r/r w styczniu (później zrewidowane do 2,8 proc.), w lutym tempo osłabło do 2,6 proc. Wyczerpywanie się puli wykwalifikowanych pracowników stopniowo nasila presję płacową, w efekcie czego marzec ma przynieść dalszy wzrost płac przy konsensusie ustawionym na 0,3 proc. m/m i 2,7 proc. r/r. Przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń (do 2,8 proc. i wyżej) wesprze spekulacje o czterech podwyżkach stóp procentowych Fed w całym 2018 r. (wobec trzech sugerowanych w projekcji FOMC), co by pchnęło USD do góry, ale prawdopodobnie negatywnie odbije się na ryzykownych aktywach. Przy odczycie na 2,7 proc. liczyć się będą zmiana zatrudnienia i stopa bezrobocia. Utrzymanie 2,6 proc. i niżej będzie złe dla USD, ale Wall Street oraz np. AUD i NZD będą zyskiwać. Zmiana zatrudnienia (prog. 185 tys.) nie powinna być punktem zapalnym, biorąc pod uwagę solidny odczyt ADP na 241 tys. Przy wysokim tempie zatrudnienia w ostatnich miesiącach teraz jest wysoce prawdopodobne, że stopa bezrobocia obniży się do 4,0 proc., po tym jak przez pięć miesięcy stała na 4,1 proc.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zobacz jakie dane makroekonomiczne zostaną opublikowane w…

Pierwsza ważniejsze dane makroekonomiczne w przyszłym tygodni zostaną opublikowane w Japonii, będzie to optymizm konsumentów. Godzinę później poznamy niemiecki bilans handlowy. Dzień później czeka na nas tylko jedna publikacja – australijska koniunktura w przemyśle.

11 kwietnia będzie jednym z najciekawszych dni w tygodniu. O 2:30 w nocy poznamy australijski optymizm konsumentów wg. Westpac. Natomiast o godzinie 10:00 odbędzie się spotkanie członków ECB, co jak zawsze rozgrzewa inwestorów oraz wprowadza na rynek nieco zamieszania.

Być może poznamy więcej konkretów na temat przyszłości polityki monetarnej w Strefie Euro. Na tym nie koniec, o godzinie 10:30 zostanie opublikowany brytyjski bilans handlowy. Cztery godziny potem czeka na nas publikacja amerykańskiej inflacji, która prawdopodobnie podwyższy zmienność na parach walutowych z dolarem amerykańskim. Natomiast o godzinie 20:00 poznamy protokół z ostatniego posiedzenia FED, co również przełoży się na większą zmienność. Ostatni dzień sesji powinien być spokojny, zaplanowana jest jedynie jedna ważniejsza publikacja, amerykański indeks nastrojów konsumentów.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – Inflacja oraz protokół z posiedzenia FOMC dot. Polityki monetarnej

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

Ostatnie podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych doprowadziły stabilizacji wskaźnika inflacji CPI. Najnowszy odczyt za marzec zostanie podany opublikowany 11 kwietnia o godzinie 14:30. Konsensus ekonomistów spodziewa się inflacji na poziomie 2.1 proc.

Wzrost inflacji powinien pozytywnie wpłynąć na notowania dolara amerykańskiego, ponieważ wzrost cen wspiera podwyżkę stóp procentowych oraz dalszego zacieśniania monetarnego. Z kolei niższa inflacja nie będzie wsparciem dla obecnej polityki monetarnej Rezerwy Federalnej.

Komitet FOMC obraduje 8 razy w roku, na swoich spotkaniach podejmuje decyzje na temat przyszłych stóp procentowych, po dwóch tygodniach po spotkaniu publikuje protokół ze swojego posiedzenia. Dla inwestorów jest bardzo ważny, ponieważ może dostarczyć wiele wskazówek na temat przyszłości polityki monetarnej.

Instrument do obserwacji – DAX

Notowania niemieckiego indeksu znalazły się w bardzo ważnym momencie. Ostatnia korekta sprowadziła kurs na miesięczne wsparcie w okolicy 12 000 punktów. Wsparcie zostało utworzone przez szczyt z kwietnia 2015 roku. Jego przebicie może być bardzo utrudnione.

Notowania indeksu DAX, interwał miesięczny

Notowania indeksu DAX, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Jeżeli notowania DAX przebiją strefę wsparcia, to kolejnym celem niedźwiedzi będzie poziom w okolicy 11 500 punktów. Z drugiej strony mała korekta ostatniej wyprzedaży oraz dalsze spadki oznaczałyby wyrysowanie formacji RGR, a same spadki mogłyby być o wiele głębsze. Aczkolwiek dopóki wspomniana strefa popytu nie zostanie pokonana, to bazowy scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Dział Analiz Admiral Markets

Zobacz jakie dane makroekonomiczne zostaną opublikowane w przyszłym tygodniu

Pierwsze ważniejsze dane makroekonomiczne w przyszłym tygodniu zostaną opublikowane w Japonii, będzie to optymizm konsumentów. Godzinę później poznamy niemiecki bilans handlowy. Dzień później czeka na nas tylko jedna publikacja – australijska koniunktura w przemyśle.

11 kwietnia będzie jednym z najciekawszych dni w tygodniu. O 2:30 w nocy poznamy australijski optymizm konsumentów wg. Westpac. Natomiast o godzinie 10:00 odbędzie się spotkanie członków ECB, co jak zawsze rozgrzewa inwestorów oraz wprowadza na rynek nieco zamieszania.

Być może poznamy więcej konkretów na temat przyszłości polityki monetarnej w Strefie Euro. Na tym nie koniec, o godzinie 10:30 zostanie opublikowany brytyjski bilans handlowy. Cztery godziny potem czeka na nas publikacja amerykańskiej inflacji, która prawdopodobnie podwyższy zmienność na parach walutowych z dolarem amerykańskim. Natomiast o godzinie 20:00 poznamy protokół z ostatniego posiedzenia FED, co również przełoży się na większą zmienność. Ostatni dzień sesji powinien być spokojny, zaplanowana jest jedynie jedna ważniejsza publikacja, amerykański indeks nastrojów konsumentów.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone Inflacja oraz protokół z posiedzenia FOMC dot. Polityki monetarnej

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

Ostatnie podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych doprowadziły stabilizacji wskaźnika inflacji CPI. Najnowszy odczyt za marzec zostanie podany opublikowany 11 kwietnia o godzinie 14:30. Konsensus ekonomistów spodziewa się inflacji na poziomie 2.1 proc.

Wzrost inflacji powinien pozytywnie wpłynąć na notowania dolara amerykańskiego, ponieważ wzrost cen wspiera podwyżkę stóp procentowych oraz dalszego zacieśniania monetarnego. Z kolei niższa inflacja nie będzie wsparciem dla obecnej polityki monetarnej Rezerwy Federalnej.

Komitet FOMC obraduje 8 razy w roku, na swoich spotkaniach podejmuje decyzje na temat przyszłych stóp procentowych, po dwóch tygodniach po spotkaniu publikuje protokół ze swojego posiedzenia. Dla inwestorów jest bardzo ważny, ponieważ może dostarczyć wiele wskazówek na temat przyszłości polityki monetarnej.

Instrument do obserwacji – DAX

Notowania niemieckiego indeksu znalazły się w bardzo ważnym momencie. Ostatnia korekta sprowadziła kurs na miesięczne wsparcie w okolicy 12 000 punktów. Wsparcie zostało utworzone przez szczyt z kwietnia 2015 roku. Jego przebicie może być bardzo utrudnione.

Notowania indeksu DAX, interwał miesięczny

Notowania indeksu DAX, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Jeżeli notowania DAX przebiją strefę wsparcia, to kolejnym celem niedźwiedzi będzie poziom w okolicy 11 500 punktów. Z drugiej strony mała korekta ostatniej wyprzedaży oraz dalsze spadki oznaczałyby wyrysowanie formacji RGR, a same spadki mogłyby być o wiele głębsze. Aczkolwiek dopóki wspomniana strefa popytu nie zostanie pokonana, to bazowy scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Dział Analiz Admiral Markets

Branża beauty nieustannie się rozwija. Salony kosmetyczne muszą przyciągać klientów dobrze wyszkoloną kadrą i profesjonalnymi kosmetykami

Branża beauty nieustannie się rozwija. Salony kosmetyczne muszą przyciągać klientów dobrze wyszkoloną kadrą i profesjonalnymi kosmetykami 1

Jeszcze 10 lat temu branża beauty w Polsce zaledwie raczkowała, a dziś można już skorzystać z najnowocześniejszych zabiegów. Salonów kosmetologicznych wciąż przybywa, dlatego żeby wyróżnić się na rynku, muszą one inwestować, przede wszystkim w zespół z odpowiednimi kwalifikacjami. Klienci zwracają szczególną uwagę na higienę i sterylność danego miejsca oraz stosowanie profesjonalnych preparatów z certyfikatami.

Zdaniem ekspertów, jeżeli salon kosmetyczny chce się utrzymać na rynku i przez długi czas cieszyć dobrą opinią, to w pierwszej kolejności musi zadbać o bezpieczeństwo i zdrowie klientów.

 Jeżeli trafiamy do salonu kosmetycznego, to przede wszystkim oceniajmy higienę, starajmy się pytać o to, na jakich produktach pracuje, jak często pracownicy korzystają ze szkoleń. Dobry salon kosmetyczny poznamy po jakości obsługi, po życzliwości osób, które tam pracują, po najmniejszych detalach, chociażby filiżance dobrej kawy czy świeżej prasie – mówi agencji Newseria Żaneta Stanisławska, ekspert w branży beauty.

Czystość i zasady higieny w gabinecie to podstawa. Druga sprawa to profesjonalne kosmetyki. Dobry salon nie oszczędza na specjalistycznych preparatach z górnej półki, ale na rynku działają także takie, które oszukują klientów, oferując najtańsze, niekoniecznie dobre kosmetyki lub co gorsze, przelewają zamienniki do markowych butelek.

Kolejna bardzo ważna rzecz, na którą należy zwrócić uwagę, to specjalizacja salonu. Dlatego warto wcześniej dokładnie sprawdzić miejsce, do którego się wybieramy. Trzeba szukać salonów, które specjalizują się w danym zabiegu, mają dobre referencje i zaufało im już wiele osób. Jeden salon wcale nie musi skupiać w sobie wszystkich usług medycyny estetycznej, kosmetologii, kosmetyczki, fryzjera i manikiurzystki.

 – Dobry salon kosmetyczny poznamy po ekspertach. Tak naprawdę już pierwsze 5 minut jest nam w stanie powiedzieć, czy trafiamy do profesjonalisty. W salonie nie może być tak, że pracujące tam osoby są specjalistami od wszystkiego. Wybierajmy więc miejsca, które przede wszystkim mają dobre certyfikaty, starają się uczestniczyć choćby w części imprez branżowych, a w Polsce mamy ich bardzo dużo – mówi Żaneta Stanisławska.

Jeśli decydujemy się na jakikolwiek zabieg ingerujący w nasz organizm, np. zabiegi medycyny estetycznej czy makijaż permanentny, to pracownicy salonu powinni przeprowadzić z nami wywiad, zapytać o stan zdrowia i choroby przewlekłe, a także poinformować o skutkach zabiegu.

Przed wyborem salonu beauty warto zapytać o opinię innych, bowiem marketing szeptany może nas zaprowadzić do najbardziej wartościowych miejsc.

Do głównych grzechów salonów kosmetycznych możemy zaliczyć brak indywidualnego podejścia do klienta, plotkarstwo – kiedy możemy w nim usłyszeć coś na temat innej klientki, niską jakość obsługi, brak cennika, brak jasnych informacji, obojętność wobec tego, czy klient wychodzi zadowolony, oraz rażący brak higieny. Jeżeli w salonie intuicyjnie wyczuwamy, że nie jest to nasze miejsce, nie czujemy tu dobrej energii, to powinniśmy zrezygnować z jego usług – mówi Żaneta Stanisławska.

Branża beauty nieustannie mocno się rozwija. Usługi kosmetyczne cały czas zyskują na popularności i na rynku pojawia się coraz więcej nowych graczy, wśród których coraz trudniej się wyróżnić. W takiej sytuacji zdaniem Żanety Stanisławskiej warto zastosować strategię błękitnego oceanu. Polega ona na wprowadzeniu do oferty takiego elementu, który całkowicie odróżni salon od konkurentów. Dzięki takiej taktyce zyskuje on dostęp do zupełniej nowej części rynku i przynajmniej przez jakiś czas jest dwa kroki przed rywalami.

– Pojawiają się coraz to nowsze rozwiązania, dzięki którym klientki mogą się poczuć piękniejsze, młodsze, ale też jest coraz więcej specjalistów, którzy zadbają nie tylko o naszą urodę, lecz także o wewnętrzne odprężenie. Branża beauty przeżywa teraz swój najlepszy czas – mówi Żaneta Stanisławska.

Zdaniem ekspertów, by zbudować markę salonu beauty, trzeba zwrócić uwagę na wiele elementów. Ważna jest chociażby chwytliwa nazwa firmy, wygląd i kolorystyka logo, font użyty na stronie internetowej czy wizytówkach, sposób wykorzystywania mediów społecznościowych, a także wystrój i aranżacja wnętrza salonu czy wreszcie rodzaj i kolor stroju pracowników.

FOR: Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele jest źle napisana. Nie spełni swoich założeń

FOR: Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele jest źle napisana. Nie spełni swoich założeń 2

Przed nami trzecia, nie licząc Wielkanocy, niedziela z częściowym zakazem handlu. Niektórzy handlowcy wciąż mają problem z interpretacją przepisów i nie wiedzą, czy mogą otwierać sklepy w tym dniu. Zdaniem Forum Obywatelskiego Rozwoju zakaz nie spełni zakładanych przez ustawodawcę funkcji, a sama ustawa jest tak nieprecyzyjnie napisana, że powinno się ją stworzyć od nowa.

– Wydaje się, że niezależnie od liczby niedziel z zakazem handlu, które będziemy obserwować, po prostu ta ustawa jest zła – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patryk Wachowiec, analityk prawny Fundacji FOR. – Nie tylko z tego powodu, że nie spełni swoich funkcji społeczno-ekonomicznych, lecz także z powodu tego, że jest z technicznego punktu widzenia źle napisana. Dlatego m.in. resort pracy wydał swoistą interpretację do tej ustawy, którą w kolejnych dniach poszerzał o kolejne pytania i odpowiedzi związane z zakazem handlu. To samo przez się świadczy o niskiej jakości tego prawa.

Zakaz handlu w niedziele obowiązuje od 1 marca. W 2018 roku sklepy zamknięte będą w ostatni dzień tygodnia oprócz pierwszej i ostatniej niedzieli w miesiącu, chyba że akurat wypadało w święto. W 2019 roku handlować będzie wolno jedynie w ostatnią niedzielę miesiąca, a od 2020 roku zakaz ma objąć wszystkie niedziele. Zakłada jednak wyjątki: czynne mogą być m.in. kwiaciarnie, apteki, sklepy na stacjach benzynowych, dworcach oraz te placówki, w których za kasą stanie właściciel. Tak stanowi litera ustawy. W swojej interpretacji Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Państwowa Inspekcja Pracy dopuściły jednak pomoc najbliższej rodziny (rodzice, macocha, ojczym, dzieci własne i przysposobione, dzieci małżonka i małżonek). Oczywiście pod warunkiem, że nie są na co dzień zatrudnieni jako pracownicy.

 Z prawnego punktu widzenia, badając te przepisy, w zasadzie można wysnuć taki wniosek, że przedsiębiorcy nie wiedzą na pewno, czy mogą, czy nie mogą handlować w niedzielę i to jest dla nich największy problem, czyli nieprzejrzystość prawa. Z drugiej strony kolejne zapowiedzi jeszcze większego ograniczania handlu, obejmowania kolejnych branż, pokazują, że ta zasada zaufania przedsiębiorców do państwa i stanowionego prawa legła w gruzach –komentuje Patryk Wachowiec.

W dwóch pierwszych niedzielach bez handlu – 11 i 18 marca – inspektorzy skontrolowali 12 tys. sklepów, z których 5 tys. było czynnych. Mandaty, wnioski o ukaranie i wszczęte postępowania uruchomiono wobec 2,9 proc. z nich. Sama minister Elżbieta Rafalska i Główny Inspektor Pracy uważają ten wynik za sukces i dowód na przestrzeganie prawa przez właścicieli sklepów. Pozostaje pytanie, czy obroty w takie dni będą równe tym sprzed wprowadzenia zakazu.

 Wydaje się, że nie spełni się ten założony przez ustawodawcę cel, czyli to, aby małe rodzinne sklepiki mogły w jakiś sposób konkurować z wielkimi sieciami handlowymi. Zwróćmy uwagę na to, że największe sieci handlowe zrobiły tak duże promocje w piątki i soboty, że konsumenci w te dni już się nasycili i w niedzielę zapewne udawali się do małych rodzinnych sklepów tylko po towary pierwszej potrzeby, a to zdecydowanie nie pomoże tym placówkom konkurować z dużymi sieciami – uważa prawnik Fundacji FOR.

Inspektorzy karali przede wszystkim tych detalistów, którzy zatrudniali w niedzielę pracowników (było to zresztą najczęstsze wykroczenie) i prowadzili sprzedaż pod przykrywką punktu usługowego lub innej dozwolonej działalności. Niekiedy spotykali się z odmową wpuszczenia i uniemożliwieniem dokonania inspekcji i takie sprawy były kierowane do sądu. Ich orzeczenia z pewnością pomogą w interpretacji ustawy. W ocenie inspekcji wbrew ustawie otwartych okazało się łącznie 147 sklepów.

– Długofalowym skutkiem ekonomicznym zakazu handlu na pewno nie będzie duży spadek zatrudnienia – przekonuje Patryk Wachowiec. – Raczej przyczyni się on do spadku dynamiki nowego zatrudnienia, bo właściciele największych sieci handlowych będą mieli na uwadze to, że w kolejne niedziele objęte zakazem handlu lepiej zrobić roszady wśród pracowników i tak ich dopasować, a żeby mogli pracować w dni handlowe, a nie wystawiać kolejne ogłoszenia o pracę i zatrudniać nowe osoby.

Resort pracy zapowiada możliwość nowelizacji, ale pierwszej oceny zamierza dokonać dopiero w czerwcu, a kompleksowej – po pół roku obowiązywania nowego prawa. Dopiero wówczas można się liczyć z ewentualnymi nowelizacjami. Prowadzone będą też spotkania ze stroną związkową oraz przedstawicielami organizacji pracodawców.

Wydaje mi się, że po pierwsze ta ustawa jest całkowicie do zniesienia, a jeżeli ustawodawca już chce objąć zakazem handlu konkretne niedziele, to po prostu ten akt z technicznego punktu widzenia trzeba by napisać na nowo, a nie łatać go kolejnymi nowelizacjami – konkluduje przedstawiciel FOR.

Ponad połowa firm zatrudnia cudzoziemców. Polscy pracownicy nie postrzegają ich jako zagrożenia dla swoich miejsc pracy

Ponad połowa firm zatrudnia cudzoziemców. Polscy pracownicy nie postrzegają ich jako zagrożenia dla swoich miejsc pracy 3

W Polsce brakuje pracowników o odpowiednich kwalifikacjach i dlatego pracodawcy chętnie zatrudniają obcokrajowców – przede wszystkim z Ukrainy. Powód ten wymienia jako przyczynę zabiegania o zagranicznych specjalistów 100 proc. firm, które o to zapytano. Tylko w ubiegłym roku przyznano cudzoziemcom 6,5 razy tyle pozwoleń na pracę, co w 2010 roku. Zdecydowana większość Polaków nie postrzega ich jako zagrożenia dla ich stanowiska.

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w 2017 roku udzielono cudzoziemcom 235 626 zezwoleń na pracę, w tym 61 275 kobietom. Dla porównania 7 lat wcześniej pozytywnie rozpatrzonych wniosków było ogółem 36 622. Najwięcej – 46 510 – przypadło na budownictwo, a następnie na transport i logistykę (32 781). Na trzecim miejscu znalazło się przetwórstwo przemysłowe z niespełna 25 tys. zezwoleń. Największą grupę zatrudnionych stanowili obywatele Ukrainy – 192 547. Drugich pod względem liczebności Białorusinów było osiemnastokrotnie mniej (10 518). Podium zamykają Nepalczycy w liczbie 7 075.

Cudzoziemcy najchętniej ubiegają się o pracę na Mazowszu – ponad 75 tys. – oraz Śląsku (przeszło 23 tys.) i w Małopolsce (22 tys.). Najmniej pozwoleń wydano w ub.r. w województwach podlaskim (2,9 tys.) i świętokrzyskim (3,25 tys.).

W 2014 roku dominującą grupą wśród osób przyjeżdżających były kobiety, zwykle powyżej 40 roku życia, które podejmowały pracę jako opiekunki do dzieci lub osoby sprzątające. Od kilku lat to się zmienia, głównie mamy do czynienia z młodymi mężczyznami w wieku do 33 lat, którzy przyjeżdżają do pracy w sektorze budowlanym, turystyce, w przetwórstwie przemysłowym i rolnictwie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Lorenc, ekspert BCC ds. rynku pracy. – 46 proc. z tych osób ma wyższe wykształcenie, a 1/3 z nich twierdzi, że pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Bardzo dużo osób przyjeżdża tutaj i podejmuje studia, coraz więcej osób myśli o stałym osiedleniu.

Z badania ankietowego BCC i Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) wynika, że ponad połowa badanych firm zatrudnia cudzoziemców (54,5 proc.). Zdecydowanie więcej, bo ponad dwie trzecie firm, jest zainteresowanych zatrudnianiem obcokrajowców na długi okres – powyżej 9 miesięcy (68,2 proc.). Wszyscy ankietowani odpowiedzieli, że powodem, dla którego przyjmują do pracy obywateli innych państw, jest brak polskich pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Odpowiedź „bo jest to tańszy pracownik” wskazało jedynie 18,2 proc. pytanych.

Bezrobocie wyniosło w lutym 6,8 proc. i było tylko o 0,3 pkt proc. wyższe od listopadowego rekordu na poziomie 6,5 proc. Jest to jednak efekt sezonowy. Na koniec lutego 2018 roku w Polsce było 1,1 mln bezrobotnych, o 18,6 proc. mniej niż rok wcześniej. W tej grupie są wprawdzie osoby, które odeszły z rynku pracy na emeryturę (obniżony wiek emerytalny) bądź zdecydowały się zostać w domu wskutek świadczenia Rodzina 500+, ale wzrosło także zatrudnienie. W sektorze przedsiębiorstw było ono o 3,7 proc. wyższe niż rok wcześniej i wyniosło prawie 6,2 mln osób, najwięcej w historii (GUS podaje dane od 2005 roku). W całej gospodarce narodowej na koniec września 2017 roku pracowało 9,2 mln osób, o 3,4 proc. więcej niż rok wcześniej. Dwie trzecie tej liczby zatrudnionych było w sektorze prywatnym (dane nie obejmują firm do 9 osób).

Badania przeprowadzone w zeszłym roku pokazują, że 90 proc. pracowników jest bardzo dobrze nastawionych do Ukraińców. Nie widzą w nich zagrożenia dla swojego miejsca pracy, ponieważ obcokrajowcy są przyjmowani na stanowiska i do prac, których Polacy nie chcą się podejmować, więc oni stanowią bardzo dobre uzupełnienie – zauważa Katarzyna Lorenc.

Jest jednak mała grupa (ok. 7 proc.) badanych, którzy są negatywnie nastawieni do cudzoziemców.

To są bardzo młodzi ludzie w wieku od 18 do 22 lat, którzy postrzegają Ukraińców jako zagrożenie, zwłaszcza w obszarze konkurencji o płace. Ukraińcy nie mają aż takiego parcia na podwyżkę płac, ponieważ ta zmiana, którą odczuwają po przyjeździe, jest już dosyć duża. W ten sposób pozycja negocjacyjna polskich pracowników jest nieco słabsza – wyjaśnia Lorenc.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w okresie trzech pierwszych kwartałów 2017 roku (dane za cały rok GUS opublikuje 30 kwietnia) ukształtowało się na poziomie 4 276 zł i było o 4,9 proc. wyższe niż w takim samym okresie poprzedniego roku. W sektorze publicznym wyniosło 4 698,77 zł, co oznacza wzrost do analogicznego okresu ub.r. o 3,4 proc., a w sektorze prywatnym 4 105,29 zł (wzrost o 5,8 proc.). Siła nabywcza przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej była o 3,0 proc. większa niż przed rokiem (te dane dotyczą wszystkich firm, także tych o liczbie pracowników mniejszej niż 9).

Innowacje w firmie warunkiem utrzymania się na rynku. Takie rozwiązania nie muszą być wcale skomplikowane

Innowacje w firmie warunkiem utrzymania się na rynku. Takie rozwiązania nie muszą być wcale skomplikowane 4

Innowacyjność to dziś dla firm warunek konkurencyjności i utrzymania klientów, którzy oczekują maksymalnej wygody, możliwości korzystania z produktów i usług w sposób prosty i szybki. Najszybciej innowacje wdraża sektor finansowy, który musi błyskawicznie reagować na te wymagania. To nie zawsze muszą być skomplikowane i zaawansowane technicznie rozwiązania. Liczy się efekt, to, jak innowacja wpływa na codziennie funkcjonowanie, oszczędność czasu, optymalizację działań – podkreślali uczestnicy debaty zorganizowanej podczas gali Newserii „Inspiratorzy biznesu: Innowacje”.

Innowacyjność to dzisiaj niezbędny element działania każdej firmy. W zależności od branży, skali firmy, jej historii i doświadczenia można tę innowacyjność różnie rozumieć. W branży finansowej i ubezpieczeniowej to przede wszystkim optymalizacja procesów, bo oczekiwania właściciela są takie, żeby procesy były tańsze przy większym zysku. Ważniejsze jest jednak wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom klientów, którzy chcą wygodnie, szybko i w dowolnym dla siebie momencie nabyć usługi czy skorzystać z naszych serwisów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Hiszpański, prezes zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej D.A.S.

Innowacyjność jest dziś dla firm warunkiem konkurencyjności. Wymuszają to oczekiwania konsumentów, współczesny klient ceni sobie wygodę, możliwość korzystania z produktów i usług w sposób prosty i szybki.

Dzisiaj nikt już nie myśli o tym, żeby pójść na pocztę czy do banku i zrobić przelew. Siadamy do swojego laptopa w domu, o dowolnej porze, 2–3 kliknięcia i sprawa załatwiona. My, jako branża finansowa, oczywiście musimy się z tymi oczekiwaniami klientów mierzyć, ale dzięki temu szybciej się rozwijamy – mówi Rafał Hiszpański.

Rozwój nowych technologii, rosnące oczekiwania klientów i zmiana pokoleniowa to główne czynniki, które wymuszają zwrot ku innowacjom w branży finansowej. Podmioty z tej branży stawiają coraz wyraźniej na nowe kanały sprzedaży i obsługi klientów, automatyzację, analitykę big data, sztuczną inteligencję czy nowoczesne aplikacje, żeby nadążyć za zmieniającym się rynkiem. Większość wpisała już innowacje i cyfryzację do swojej strategii na najbliższe lata.

W branży finansowej zastanawiamy się, co będzie taką „uberyzacją”, czy będą to fintechy, blockchain czy może big data. Dużo się o tym mówi i są to trendy, na których już pracujemy. W codziennym funkcjonowaniu firmy trzeba zapewnić przede wszystkim strategiczne myślenie. Jeżeli myślimy tylko w perspektywie roku, to trudno jest planować większe projekty i odważyć się na zmiany, które mogą przynieść efekty za 2–3 czy nawet 5 lat. To też kwestia motywowania i premiowania menadżerów, tego, czy myślimy tylko o rocznym bonusie, czy mamy jednak dłuższą perspektywę – mówi Rafał Hiszpański.

Prezes Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej D.A.S. podkreśla, że innowacyjność wymaga współpracy i dobrej komunikacji pomiędzy wszystkimi działami w firmie. To trudne zwłaszcza dla dużych firm, działających na rynkach ściśle regulowanych. Dlatego sektor finansowy coraz powszechniej współpracuje ze start-upami, ponieważ innowacyjność łatwiej przychodzi małym firmom. Duże podmioty powierzają im konkretne projekty, a później kupują albo gotowe rozwiązanie, albo całą firmę.

– W wielkiej korporacji, gdzie dbamy o ryzyko, jest wiele różnorakich procedur i regulacji, pewne rzeczy trwałyby dużo dłużej, a być może wręcz byłyby zabronione z uwagi na poziom ryzyka. Dlatego bardzo wyraźnym trendem jest korzystanie z fintechów, przede wszystkim z fintechowych start-upów, co w Polsce dzieje się ostatnio na dużą skalę – mówi Rafał Hiszpański.

Marcin Bochenek, dyrektor Pionu Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego NASK, zauważa, że warunkiem innowacyjności, biznesu i całej gospodarki jest edukacja w tym kierunku. Nauka nieszablonowego myślenia, twórczości, szukania innowacyjnych rozwiązań może być prowadzona u podstaw już w szkołach.

– Na początku trzeba po prostu uczyć twórczego myślenia. W późniejszym wieku ta nauka innowacji musi przyjąć nie tyle formalne reguły, lecz także być opartą na doświadczeniach, na konkretnych biznesowych przykładach, na zasadach – mówi Marcin Bochenek.

Ekspert NASK podkreśla też, że rozwiązania innowacyjne nie zawsze muszą być skomplikowane i zaawansowane technicznie. Liczy się efekt, to, jak innowacja wpływa na codzienne funkcjonowanie, oszczędność czasu i optymalizację działań.

– Przypomnę klasyczny przykład z żółtymi, samoprzylepnymi karteczkami, które wszyscy znamy. To było rozwiązanie wymyślone w firmie 3M, którym jeden z pracowników chciał sobie ułatwić życie. Każdy mógłby na to wpaść, to nie jest techniczne urządzenie, ale ułatwia nam życie. Liczy się efekt, a nie to, co jest w środku. Tak naprawdę nikogo poza inżynierami nie obchodzi, jak działa telewizor czy komputer, ważne, żeby to urządzenie dobrze działało i żebyśmy mieli z niego pożytek. Na tym polega natura innowacji – mówi Marcin Bochenek.

Brytyjski lider rynku inwestycyjnego otwiera pierwsze centrum technologiczne poza Wyspami. Wybrał Warszawę

Brytyjski lider rynku inwestycyjnego otwiera pierwsze centrum technologiczne poza Wyspami. Wybrał Warszawę 5

Dobrze rozwinięta kultura biznesowa, szybki rozwój sektora technologicznego i dobrze wykształcone kadry IT – to czynniki, które przesądziły o wyborze Warszawy na lokalizację nowego centrum technologicznego dla Hargreaves Lansdown. Brytyjski lider rynku inwestycyjnego otwiera w stolicy swoje pierwsze centrum technologiczne poza Wielką Brytanią. Będzie w nim powstawać oprogramowanie, które pozwoli w nowoczesny sposób obsługiwać klientów i ułatwi wykonywanie operacji finansowych inwestorom na całym świecie.

– Technologia jest kluczowym elementem naszej strategii. Wspieramy oszczędności i inwestycje milionów ludzi w Wielkiej Brytanii. Znaczna część naszych interakcji z klientami odbywa się online, a w coraz większym stopniu także za pomocą technologii mobilnych. Musimy stale rozwijać te technologie i potrzebujemy do tego wsparcia specjalistów. Wybraliśmy Warszawę i zatrudniamy tu 50 osób, ponieważ naszym zdaniem Warszawa ma ten poziom doświadczenia, który może nam pomóc w dalszym rozwoju – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Chris Hill, prezes firmy Hargreaves Lansdown.

Hargreaves Lansdown to jedna z największych w Wielkiej Brytanii firm zarządzających funduszami inwestycyjnymi i emerytalnymi dla pracodawców i prywatnych inwestorów. Zarządza aktywami rzędu 79 mld funtów brytyjskich. Brytyjski lider rynku inwestycyjnego otworzył właśnie w Warszawie swoje centrum technologiczne – pierwsze poza terytorium UK. Wynajął 3,2 tys. mkw. na 34. piętrze Warsaw Spire – jednym z najbardziej prestiżowych biurowców w stolicy. Nowe centrum technologiczne będzie współpracować i uzupełniać już istniejący zespół w Bristolu.

– Szukaliśmy miejsca na całym świecie. Warszawa wygrała ze względu na jakość specjalistów, których możemy tutaj znaleźć. Będziemy wytwarzać oprogramowanie na nasze wewnętrzne potrzeby, które pozwali nam wyprzedzać konkurencję. Wszystkie rozwiązania są coraz bardziej mobilne – tego klienci oczekują i naszą rolą jest, żeby na bieżąco je dostarczać – podkreśla Michał Głowiński, dyrektor zarządzający HL Tech w Polsce.

Poza dostępnością wykształconych kadr o wyborze lokalizacji dla nowego centrum zadecydowała też kultura biznesowa, na którą składa się bardzo dobra infrastruktura komunikacyjna oraz szybko rozwijający się sektor technologiczny. Brytyjska firma zatrudniła w Warszawie 50 pracowników i prowadzi rekrutację na kolejne 20 stanowisk. Poszukiwani są programiści, analitycy i testerzy oprogramowania z mocnymi kompetencjami w obszarze IT i dobrą znajomością angielskiego.

– Plany rozwojowe mamy dużo większe. W tej chwili do zespołów, które zajmują się tworzeniem oprogramowania typowo operacyjnego, dołączają też osoby, które będą tworzyć rozwiązania mobilne – mówi Michał Głowiński.

Dyrektor zarządzający HL Tech w Polsce podkreśla, że firma od lat przeznacza spore środki na rozwój technologii i innowacji. Utworzenie nowego centrum technologicznego i pozyskanie specjalistów to kolejny etap jej rozwoju. Centrum technologiczne w Warszawie będzie tworzyć i rozwijać oprogramowanie, które pozwoli firmie w nowoczesny sposób obsługiwać klientów w Wielkiej Brytanii i ułatwi inwestorom wykonywanie operacji finansowych.

– Naszym zadaniem jest wykonanie dobrego oprogramowania od początku do końca. Jako oddział w Polsce nie jesteśmy proszeni o wykonanie oprogramowania, tylko zaprojektowanie całego rozwiązania. Wobec tego nasi specjaliści i analitycy w pierwszej fazie rozmawiają z kolegami i koleżankami w Bristolu, dowiadują się, co i jak trzeba zrobić, a dopiero później przechodzimy do fazy realizacji tutaj w Warszawie, tak żeby to rozwiązanie powstało – wyjaśnia Michał Głowiński.

– Technologia decyduje o poziomie usług. Hargreaves Lansdown jest znany z wysokiego poziomu usług, które świadczy dla klientów. Naszym zadaniem jest przeprowadzenie procesu inwestycyjnego: otwarcie rachunku, przelanie na niego pieniędzy, sprawdzenie, gdzie lokować inwestycje, przeprowadzenie analizy i zapewnienie niezbędnych narzędzi. To nie byłoby możliwe bez technologii. Ułatwiamy ludziom inwestowanie i robimy to lepiej niż konkurencja, ponieważ mądrze wykorzystujemy technologię – dodaje Christopher Hill.

Grupa RAFAKO przedstawia zaktualizowaną strategię

Długoterminowy wzrost wartości Spółki, poprzez budowę docelowo największej polskiej grupy inżynieryjno-budowlanej i liczącego się podmiotu na rynkach zagranicznych – to główne założenie aktualnej strategii RAFAKO. Spółka chce konsekwentnie umacniać pozycję lidera, oferującego specjalistyczne usługi budowlane dla sektora energetycznego oraz branży gazu ziemnego i ropy naftowej. 

Nowa strategia została opracowana z uwzględnieniem istotnych zmian w otoczeniu biznesowym Grupy RAFAKO oraz trendów obserwowanych  na rynku energii, przemysłu,  gazu ziemnego i ropy naftowej.

Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes i dyrektor generalny RAFAKO
Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes i dyrektor generalny RAFAKO

Zmiany kierunku strategii wynikają przede wszystkim ze zmian zachodzących na podstawowym rynku działalności RAFAKO, w szczególności  z ograniczenia w Polsce inwestycji polegających na  budowie dużych elektrowni węglowych  – powiedziała Agnieszka Wasilewska-Semail, Prezes Zarządu RAFAKO. Wejście RAFAKO w strategiczny segment działalności Grupy PBG, który obejmuje usługi EPC oraz generalnego wykonawstwa w sektorze gazu ziemnego i ropy naftowej jest podyktowane zarówno perspektywami rozwoju jak i  możliwościami związanymi z wykorzystaniem potencjału Grupy.

W ramach zaktualizowanej strategii Grupa RAFAKO zakłada osiągnięcie w tym segmencie – w horyzoncie 3 letnim – przychodów na poziomie 300 mln zł rocznie.

Cele strategiczne Grupy RAFAKO na lata 2018-2020 to:

  1. umacnianie pozycji na krajowym rynku energetyki poprzez samodzielną realizację lub udział w realizacji największych inwestycji w Polsce, uczestniczenie w projektach związanych z modernizacją infrastruktury energetycznej, cieplnej oraz dostosowaniem do regulacji BAT;
  2. wejście w sektor gazu ziemnego, ropy naftowej i paliw poprzez wykorzystanie kompetencji, doświadczenia i referencji Grupy PBG;
  3. ekspansja działalności na rynkach zagranicznych w strategicznych segmentach działalności Grupy;
  4. rozwój stosowanych przez Grupę technologii, w szczególności technologii własnych;
  5. udział w rynku budownictwa przemysłowego;
  6. optymalizacja w obszarach zabezpieczenia i finansowania kontraktów;
  7. poprawa rentowności poprzez kontrolę i ograniczenie ryzyk projektowych
  8. osiągnięcie zdolności dywidendowej w 2020 roku.

Polityka dywidendowa RAFAKO  będzie  możliwa do określenia po zakończeniu realizacji kontraktu na budowę bloku energetycznego w Elektrowni Jaworzno – zapowiedziała Prezes Zarządu RAFAKO SA  – Zdajemy sobie sprawę z oczekiwań akcjonariuszy i zależy nam, żeby zdolność dywidendową osiągnąć już w 2020 roku.

Do realizacji celów strategicznych niezbędne jest odpowiednie przygotowanie organizacyjne Grupy, które ma na celu skoncentrowanie działalności na usługach zarządzania projektami w formule EPC oraz generalnego wykonawstwa w strategicznych dla działalności Grupy segmentach. Reorganizacja wewnętrzna Grupy dotyczyć będzie z jednej strony przejęcia kompetencji EPC w sektorze gazu ziemnego, ropy naftowej i paliw, z drugiej , rozdzielenia działalności usługowej i produkcyjnej poprzez wydzielenie w ramach struktury RAFAKO, w formie zorganizowanej części przedsiębiorstwa, Zakładu Produkcji Kotłów. Przejęcie kompetencji w segmencie ropy naftowej i gazu odbędzie się poprzez połączenie RAFAKO Engineering (spółka zależna w 51% od RAFAKO i 49% od PBG oil and gas) z PBG oil and gas (spółka zależna w 100% od PBG SA – podmiotu dominującego Grupy Kapitałowej PBG). Dodatkowo do transakcji zostanie włączona spółka PGL Dom (spółka zależna w 100% od RAFAKO), co ma na celu wzmocnienie bilansu i tym samym zdolności kredytowej połączonego podmiotu, w którym większościowy pakiet obejmie spółka RAFAKO. Takie rozwiązanie zwiększy zdolność ofertowania, pozyskiwania i realizacji projektów w ramach rozbudowanego obszaru kompetencji Grupy RAFAKO oraz w sposób naturalny pozwoli na rozwój działalności poprzez wykorzystanie synergii łączących się podmiotów. Wydzielenie Zakładu Produkcji Kotłów w ramach struktur RAFAKO ma na celu zwiększenie konkurencyjności  tej działalności i jej znaczącą optymalizację, jak również ma na celu uporządkowanie struktury organizacyjnej.

Planowane zmiany reorganizacyjne w Grupie wymagają uzyskania odpowiednich zgód wierzycieli, zarówno po stronie spółki RAFAKO, tj. instytucji finansujących, jak również po stronie spółki PBG, tj. obligatariuszy – poinformowała  Agnieszka Wasilewska-Semail Zarządy Spółek zamierzają w najbliższym czasie wystąpić o te zgody.

Klauzula obejścia prawa podatkowego – skuteczny uszczelniacz, czy legislacyjny bubel

Podejrzenie dokonywania w polskim obrocie prawnym legalnych czynności, służących jednak zmniejszeniu zobowiązań fiskalnych, skłoniło ustawodawcę do wprowadzenia regulacji mających temu zapobiec. Nowelizacją Ordynacji podatkowej, 15 lipca 2016 r. weszła w życie tzw. klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania. Po blisko półtorarocznym okresie obowiązywania, wydaje się, że rodzi więcej wątpliwości niż wprowadza jasności do porządku prawnego.

Pierwszą klauzulę przeciw unikaniu opodatkowania z 2003 r. zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. W maju 2004 r. stwierdził, że „klauzula generalna dotycząca obejścia prawa podatkowego nie spełnia konstytucyjnych standardów przyzwoitej legislacji, a w konsekwencji narusza podstawowe elementy kształtujące treść zasady zaufania do państwa i stanowionego prawa i nie realizuje wymogu należytego ustalenia ustawowo określonych elementów zobowiązań podatkowych”. Jak będzie z obecną?

Brak ostrych definicji

Próba nadania legalnym działaniom podatników charakteru bezprawnego już na starcie musiała wywołać spore kontrowersje, zwłaszcza że ustawodawca uzasadnił wprowadzenie klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania chęcią zapewnienia bezpieczeństwa równowagi budżetowej i stabilności finansów publicznych. Ponadto wyrażona w art. 119a Ordynacji podatkowej (zwana dalej o.p.) klauzula zawiera określenia nieprecyzyjne, co rodzi obawy, czy organy podatkowe nie będą dokonywać interpretacji przepisów z pokrzywdzeniem podatnika.

Unikanie opodatkowania

Ustawodawca w pierwszym przepisie działu poświęconego przeciwdziałaniu unikania opodatkowania, wyjaśnia, czym ono jest. To dokonanie czynności, której głównym celem jest osiągnięcie korzyści podatkowej. Czynność taka dokonywana jest w sposób sztuczny, w sprzeczności z celem i przedmiotem ustawy podatkowej. W art. 119c § 1 o.p. opisane są kryteria, wg których sztuczność ta ma być ustalana.  Będą to nierozsądne działania kierowane niezgodnymi z prawem celami osiągnięcia korzyści podatkowej sprzecznej z celem przepisu ustawy podatkowej oceniane przez pryzmat „istniejących okoliczności”.

Jak widać, tak skonstruowane sformułowanie można interpretować bardzo szeroko. Nie jest też przesądzone, czy aby uznać dane działanie za sztuczne, decydujące będzie osiągnięcie przez podatnika celu, skoro w zaistniałych okolicznościach podejmowane przez niego działania wydawały się rozsądne.

Przepisy dotyczące klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania zawierają wiele takich nieostrych sformułowań. Choćby art. 119d, próbując wyjaśnić czym jest czynność nakierowana głównie na osiągnięcie korzyści majątkowej, posługuje się pojęciem „mało istotnych celów ekonomicznych lub gospodarczych”. Wykazanie takich właśnie celów przez podatnika sprawi, że jego działanie zostanie uznane za podjęte przede wszystkim dla uzyskania korzyści podatkowej.

Zagrożenia dla podatników

Brak przejrzystych przepisów w połączeniu z indywidualną oceną zamiarów podatnika, dokonywaną przez organy skarbowe w konkretnej sprawie, spowodował niepewność wśród tych, których te przepisy dotyczą – a więc przedsiębiorców. W myśl art. 119e  o.p. uzyskanie korzyści podatkowej oznacza: „niepowstanie zobowiązania podatkowego, odsunięcie w czasie powstania zobowiązania podatkowego lub obniżenie jego wysokości albo powstanie lub zawyżenie straty podatkowej, a także powstanie nadpłaty lub prawa do zwrotu podatku albo podwyższenie kwoty nadpłaty lub zwrotu podatku”. Sankcją, jaką poniesie podatnik, będzie zatem utrata korzyści bądź powstanie zobowiązania do ich zwrotu wraz z odsetkami. Dotyczyć to będzie wszystkich korzyści osiągniętych dzięki unikaniu opodatkowania, których suma przekroczy 100 000 zł. Podatnik może się również liczyć z sankcjami karnoskarbowymi.

W części spraw, których przedmiotem jest  np. określenie wysokości straty podatkowej lub  odpowiedzialności spadkobiercy, czy ustalenia wysokości zobowiązania podatkowego – zastosowanie przepisów art. 119a  o.p. powoduje wszczęcie lub przejęcie prowadzenia postępowania podatkowego lub kontroli celno-skarbowej przez szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Od decyzji szefa KAS wydanej w I instancji stronie służy odwołanie, zgodnie z Ordynacją podatkową, do organu tej samej instancji – a więc do szefa KAS.

To możliwe do przewidzenia sankcje, które mogą dotknąć przedsiębiorstwa. Jednak znacznie gorsze są te, którymi organ podatkowy może obarczyć podatnika dzięki niejasności przepisów. Możliwa jest bowiem sytuacja, w której w razie domniemania unikania opodatkowania organ na podstawie art. 119a § 3 o.p. dopuści możliwość dokonania czynności, której podatnik mógłby w danych okolicznościach dokonać, jeżeli działałby rozsądnie i kierował się zgodnymi z prawem celami innymi niż osiągnięcie korzyści podatkowej sprzecznej z przepisami ustawy podatkowej, a następnie z tej fikcyjnej czynności wyciągnie konsekwencje podatkowe.

Fiskus mówi „pomidor”

Powołanie tak niejasnych regulacji, w połączeniu z dokonywaną przez organy skarbowe subiektywną oceną „sztuczności działania” czy „rozsądnego działania” podatników, spowodowało, że zaczęli oni obawiać się statusu podejmowanych przez siebie czynności. Zasypali więc organy podatkowe wnioskami o wydanie interpretacji indywidualnej, a organy w większości… odmówiły. Podstawę do tego daje im art. 14b § 5b  o.p.: „Nie wydaje się interpretacji indywidualnej w zakresie tych elementów stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego, co do których istnieje uzasadnione przypuszczenie, że mogą być przedmiotem decyzji wydanej z zastosowaniem art. 119a”. Tu znów przychodzi fiskusowi z pomocą ustawa, legitymując go do odrzucania wniosków o interpretację bez poddania ich rzetelnej analizie. Wystarczy przecież, że zajdzie „uzasadnione przypuszczenie” co do wymienionych wyżej stanów faktycznych lub zdarzeń w kontekście klauzuli obejścia prawa podatkowego.

Jest furtka, ale droższa

Ustawa daje jednak podatnikom inne narzędzie do obrony – opinię zabezpieczającą. Wniosek o jej wydanie należy kierować do szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Może on dotyczyć czynności planowanej, rozpoczętej lub dokonanej. Wobec podatnika, który uzyskał opinię zabezpieczającą, wyłącza się stosowanie klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania. Niestety tylko do czasu zmiany opinii, której może dokonać sam szef KAS z urzędu, jeśli wydana opinia będzie sprzeczna z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego lub Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Może również odmówić wydania opinii – na tej samej podstawie, co w przypadku zwykłej interpretacji indywidualnej. Wówczas jednak podatnikowi przysługuje skarga do WSA. Skargę może on wnieść także wtedy, gdy nie zgadza się z uzasadnieniem wydanej opinii.

Klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania nie stosuje się (art. 119b. § 1. o.p.):

„1) jeżeli korzyść lub suma korzyści podatkowych osiągniętych z tytułu czynności nie przekracza w okresie rozliczeniowym 100 000 zł, a w przypadku podatków nierozliczanych okresowo – jeżeli korzyść podatkowa z tytułu czynności nie przekracza 100 000 zł;

2) w odniesieniu do podmiotów, które uzyskały opinię zabezpieczającą – w okresie i w zakresie objętym opinią;

3) w odniesieniu do podmiotów, których wniosek o wydanie opinii zabezpieczającej nie został załatwiony w terminie, o którym mowa w art. 119zb – w okresie i w zakresie objętym opinią;

4) do podatku od towarów i usług oraz do opłat i niepodatkowych należności budżetowych;

5) jeżeli zastosowanie innych przepisów podatkowych pozwala na przeciwdziałanie unikaniu opodatkowania.”

Koszt złożenia wniosku o wydanie opinii zabezpieczającej to aż 20 000 zł. Ale wnioskodawcę obciążają również ewentualne koszty podróży oraz wynagrodzenie biegłych i tłumaczy. To sporo, zważywszy, że na wydanie opinii Szef KAS ma aż 6 miesięcy, co nie zmienia faktu, że termin ten, zgodnie z art. 139 § 4 o.p. może się wydłużać, chociażby poprzez okresy zawieszenia postępowania, czy też z tzw. przyczyn niezależnych od organu. A w tym okresie fiskusowi na mocy art. 119z o.p. klauzula nie odbiera uprawnień do prowadzenia czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, postępowania podatkowego lub kontroli celno-skarbowej.

20 000 rzucone w ruletkę

A co się dzieje z wpłaconą sumą 20 000 zł? Być może uzyskanie opinii zabezpieczającej, pomimo dwukrotnie dłuższego czasu oczekiwania na jej wydanie niż w przypadku interpretacji indywidulanej, warte jest swojej ceny. Marna to jednak inwestycja, gdy organ odmówi jej wydania. Odmowa nie oznacza bowiem, że wnioskodawcy zostanie zwrócona wniesiona opłata. Jakiekolwiek jej odzyskanie po wpłaceniu możliwe jest tylko w przypadku zaistnienia nadwyżki – do wysokości nadwyżki, oraz po wycofaniu wniosku – wówczas można odzyskać połowę wniesionej opłaty.

Ministerstwo Finansów 10 maja 2017 r. ustosunkowało się do interpelacji poseł Izabeli Leszczyny w sprawie m.in. opinii zabezpieczających (interpelacja nr 11902). Zgodnie z odpowiedzią resortu, od czasu wejścia w życie przepisów klauzulowych do dnia udzielenia odpowiedzi, a więc przez 10 miesięcy, na 6 złożonych wniosków 2 pozostawiono bez rozpoznania z powodu braków formalnych, 2 pozostawały w trakcie rozpatrywania, a w 2 odmówiono wydania opinii. Statystyka pokazuje, że wystąpienie przez podatnika do Szefa Krajowej Administracji Skarbowej o wydanie opinii zabezpieczającej przypomina grę w ruletkę. Grę, w której obstawia się żetonem o wartości 20 000 zł.

Opinia rady

Jednocześnie z klauzulą powołano też Radę ds. Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania, która ma być ciałem opiniodawczym w zakresie zasadności zastosowania art. 119a w indywidualnych sprawach. W skład dziewięcioosobowej Rady mogą wchodzić eksperci podatkowi i finansowi nie tylko ze strony rządowej, ale również przedsiębiorcy czy doradcy podatkowi. Rada ma służyć głównie Ministrowi Finansów, który będzie zasięgał jej opinii w sprawach unikania opodatkowania. Natomiast w przypadku decyzji o objęciu podatnika klauzulą przeciwko unikaniu opodatkowania podatnik będzie mógł odwołać się, wnosząc o wydanie opinii przez Radę. Opinie Rady, podobnie jak opinie zabezpieczające szefa KAS, są publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej.

Pismo rzecznika

Rzecznik Praw Obywatelskich pismem z dnia 31 stycznia 2017 r. (V.511.25.2017.EG) zgłosił Ministrowi Rozwoju i Finansów szereg wątpliwości i zapytań w związku z omawianą klauzulą. Skrytykował m.in. użyte w niej niejasne stwierdzenia: „konstrukcja klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania posługuje się pojęciami, które w praktyce obrotu mogą być niejednoznacznie rozumiane. Nie wiadomo np. w jaki sposób organ będzie oceniał, czy dana czynność została podjęta „przede wszystkim” w celu osiągnięcia korzyści podatkowej, ani kiedy pozostałe cele ekonomiczne lub gospodarcze czynności będą uznane za «mało istotne»”.

Wątpliwości RPO wzbudza także niezależność Rady ds. Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania, która tak naprawdę spełnia się w swej roli tylko wówczas, gdy jako pierwszy zwróci się po jej opinię minister właściwy ds. finansów. Rzecznik wyraził obawę, czy po wprowadzeniu klauzuli podatnicy mają zapewnioną realną możliwość uzyskania indywidualnych interpretacji podatkowych i wynikającej z nich ochrony – zwłaszcza w odniesieniu do podatników, którzy odnieśli korzyść podatkową po 1 stycznia 2017 r., a posiadali indywidualną interpretację wydaną przed 15 lipca 2016 r. Wg RPO odebranie takiej ochrony tym ostatnim może naruszać zasadę zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Czy klauzula to bubel?

Podsumowując, pytanie czy klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania okaże się skutecznym uszczelniaczem systemu fiskalnego w Polsce, pozostanie jeszcze długo bez odpowiedzi. Dopiero wieloletnia praktyka pokaże, czy będzie ona wykorzystywana zgodnie z założeniami ustawodawcy, czy też stanie się narzędziem nadużyć organów skarbowych.

Na ten moment ciekawostką jest, jak organy podatkowe będą się odnosić do dyspozycji art. 119b § 1 pkt 5 o.p., mówiącej, że przepisów klauzulowych nie stosuje się, jeżeli zastosowanie innych przepisów podatkowych pozwala na przeciwdziałanie unikaniu opodatkowania.

W świetle licznych niejasności interpretacyjnych zapisów klauzuli, które zapewne nie będą interpretowane zgodnie z obowiązującą w postępowaniu podatkowym, mającą chronić podatnika zasadą in dubio pro reo, można domniemywać, że prawdziwe przesłanie klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowani brzmi: należy płacić jak najwyższe podatki możliwe w danych okolicznościach do zapłacenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Europejski Urząd ds. Pracy niepotrzebny

Europejski Urząd ds. Pracy, który ma zostać powołany, nie przyczyni się do zapewnienia sprawiedliwej mobilności pracowników na rynku wewnętrznym. Wątpliwości budzi przyznanie mu kompetencji do opracowywania wytycznych, angażowania się w mediację czy interpretację prawa unijnego. Będzie też dublował pracę innych instytucji – uważa Konfederacja Lewiatan.

Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan
Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Traktatowe swobody decydują o dynamice rozwoju oraz konkurencyjności rynku wewnętrznego. W tym kontekście na szczególną uwagę zasługuje swoboda świadczenia usług. Co istotne, jednym z efektów rozwoju rynku wewnętrznego jest stopniowa poprawa warunków socjalnych w całej UE. Jednak nowa instytucja nie przyczyni się do wzmocnienia traktowych swobód – mówi Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

Na krytyczną ocenę nowej instytucji wpływa również kontekst prowadzonych na forum UE dyskusji politycznych i prac legislacyjnych, w szczególności dotyczących delegowania pracowników czy statusu kierowców w międzynarodowym transporcie drogowym.

Konfederacja Lewiatan podważa celowość powołania Europejskiego Urzędu ds. Pracy z kilku powodów:

– Brak spójnej i przejrzystej wizji roli nowego organu. Autorzy projektu niekonsekwentnie i nietrafnie posługują się pojęciem „mobilności pracowników”. Nie można tego samego podejścia stosować do przepływu pracowników, delegowania pracowników w ramach świadczenia usług, pracowników międzynarodowego transportu drogowego, zatrudniania cudzoziemców z państw trzecich, pracy nierejestrowanej czy koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego. Świadczy to o niezrozumieniu specyfiki tych instytucji.

– Błędna diagnoza wyzwań. Próba zastosowania jednego podejścia do zróżnicowanych stanów prawnych i faktycznych spowoduje, iż nowa instytucja nie rozwiąże rzeczywistych problemów.

– Przekroczenie kompetencji. Realizując swoje zadania urząd będzie opierał się i działał w kontekście bardzo zróżnicowanych regulacji unijnych i krajowych, o różnym stopniu skoordynowania. Bardzo często zadania będą dotyczyły krajowych przepisów, które stanowią implementację unijnych regulacji albo są przedmiotem tylko krajowej inicjatywy. W ten sposób, pośrednio, urząd będzie „żyrował” krajowe regulacje, które mogą budzić zastrzeżenia w kontekście prawa unijnego.

– Dublowanie instytucji. Nowy urząd będzie dublował szereg obowiązujących regulacji unijnych i ograniczy się do wprowadzania dodatkowej nakładki w postaci rozbudowania unijnej administracji.

W projekcie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiającego Europejski Urząd ds. Pracy napisano, że ma on służyć zapewnieniu sprawiedliwej mobilności pracowników na rynku wewnętrznym. W tym celu ma on:

a) ułatwiać obywatelom i pracodawcom uzyskiwanie informacji o ich prawach i obowiązkach oraz dostęp do odpowiednich usług;
b) wspierać współpracę między państwami członkowskimi w zakresie transgranicznego egzekwowania odnośnych przepisów prawa UE, w tym poprzez ułatwianie wspólnych inspekcji;
c) prowadzić mediacje i pomagać w rozstrzyganiu sporów transgranicznych między organami krajowymi lub łagodzeniu zakłóceń na rynku pracy.

Grupa AFORTI z nową strategią na lata 2018-2020

Przejście Aforti Holding na rynek główny GPW, upublicznienie dwóch kolejnych spółek z Grupy AFORTI, rozpoczęcie działalności leasingowej, ekspansja zagraniczna do co najmniej 7 nowych krajów oraz rozwój sieci oddziałów i placówek własnych na terenie całej Polski – tak ambitne cele biznesowe stawia przed sobą Grupa Aforti w strategii na lata 2018-2020.

AFORTI – holding finansowy zarządzany przez Klaudiusza Sytka, oferujący pożyczki pozabankowe, usługi windykacyjne i faktoringowe dla firm z sektora MSP oraz zarządzający internetową platformą wymiany walut – planuje przeznaczyć na realizację 3-letniej strategii minimum 23 mln euro. Inwestycje mają być finansowane z kapitałów własnych, ale Grupa liczy również na pozyskanie dodatkowych środków na rynku kapitałowym i rozważa finansowanie typu mezzanine.

Przejście Aforti Holding – spółki notowanej na NewConnect od 2011 roku – na rynek główny GPW planowane jest na przełom 2018 i 2019 roku. Aktualnie spółka kontynuuje również
w trybie oferty prywatnej sprzedaż akcji Aforti Finance, rozpoczętą pod koniec IV kwartału 2017 roku. W lutym 2018 firma specjalizująca się w usługach finansowych i pożyczkach pozabankowych dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wybrała Autoryzowanego Doradcę, który będzie odpowiedzialny za wprowadzenie jej akcji do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu na rynku NewConnect. Debiut może mieć miejsce jeszcze w I półroczu 2018.

Jednocześnie Grupa Aforti rozważa upublicznienie Aforti Exchangeinternetowej platformy wymiany walut, dostępnej już nie tylko na rynku polskim i rumuńskim, ale rozpoczynającej też działalność operacyjną w Bułgarii. Zgodnie ze strategią Grupy AFORTI – w kolejnych 2-3 latach kantor internetowy Aforti Exchange pojawi się w co najmniej 7 kolejnych krajach UE oraz CEE, wśród których są: Czechy, Węgry, Chorwacja, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Albania oraz Macedonia.

Celem planowanej aktywności spółek z Grupy AFORTI na rynkach kapitałowych – poza transparentnością prowadzonych działań – jest przede wszystkim dywersyfikacja źródeł finansowania inwestycji przewidzianych w strategii na lata 2018-2020. Zakładamy, że uda nam się w ten sposób pozyskać co najmniej 20 mln euro na dalszy rozwój Grupypodkreśla Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding.

Ekspansję międzynarodową planuje także spółka Aforti Finance, która jednocześnie przygotowuje się do debiutu na NewConnect. Pierwszym celem jest rynek rumuński, na którym AFORTI obecne jest już z platformą wymiany walut online dla firm.

– Podbój rynków zagranicznych rozpoczęliśmy od e-kantoru Aforti Exchange, bowiem wiążą się z tym znacznie niższe progi wejścia niż w przypadku spółek świadczących usługi finansowe, w przypadku których konieczna jest budowa modeli scoringowych. Przygotowywaliśmy się jednak do tego zadania od kilkunastu ostatnich miesięcy, stąd zakładamy, że debiut Aforti Finance na rynku rumuńskim i jednocześnie rozpoczęcie działalności operacyjnej może mieć miejsce jeszcze w III kwartale 2018 roku – zapowiada Klaudiusz Sytek.

Grupa Aforti – poza aktywizacją działań na rynkach zagranicznych – zakłada również dynamiczny rozwój sieci na terenie kraju, związany z uruchomieniem kolejnych oddziałów i placówek własnych, świadczących usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców pod szyldami: Aforti Finance, Aforti Collections i Aforti Factor. Grupę AFORTI na koniec 2017 roku tworzyło niemal 150 pracowników, zatrudnionych w 17 oddziałach na terenie całej Polski oraz w placówce rumuńskiej.

Dalszy dynamiczny, krajowy rozwój Aforti Finance zakłada ponadto wprowadzenie usługi składania wniosków online, która powinna być dostępna jeszcze w 2018 roku oraz uruchomienie własnego call center, dzięki któremu możliwa będzie sprawna i efektywna obsługa klientów.

Z kolei Aforti Collections, spółka specjalizująca się w zarządzaniu należnościami i w usługach windykacyjnych, zakłada na lata 2018-2020 wzrost potencjału windykacyjnego, m.in.
przez zwiększenie stanowisk call center, obsługi prawnej, a także rozbudowę sieci sprzedaży.

Jednocześnie, największym przedsięwzięciem AFORTI w obszarze finansowania faktur
w ramach realizowanego rozwoju technologicznego – będzie wprowadzenie usługi factoringu online. Aforti Factor już przygotowuje się do wdrożenia systemu obsługi produktów faktoringowych, dzięki czemu nowe rozwiązanie będzie dostępne jeszcze w 2018 roku.

Znaczącemu rozszerzeniu portfolio produktów i usług oferowanych mikro, małym i średnim przedsiębiorcom przez spółki z Grupy AFORTI będzie towarzyszył rozwój nowych obszarów działalności, oparty m.in. na poszerzeniu portfela produktowego dla bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej w zakresie leasingu. W tym celu AFORTI powoła w ciągu najbliższych 3 lat nową spółkę lub dokona akwizycji istniejącego już podmiotu.

– Strategię biznesową Grupy AFORTI na lata 2018-2020 opieramy przede wszystkim
na wzmożonej aktywności na rynkach kapitałowych oraz rozwoju organicznym. W celu rozbudowy portfela produktów i usług nie wykluczamy jednak przejęć zewnętrznych firm, koncentrując się w tym czasie na ekspansji, tak na rynku krajowym, jak też zagranicznym. Inwestycje zaplanowane przez AFORTI na kolejne 3 lata wymagać będą ogromnych nakładów finansowych, więc jednym z najważniejszych zadań kadry zarządzającej będą również działania ukierunkowane na pozyskiwanie funduszy na dalszy rozwój.
Dywersyfikacja źródeł finansowania inwestycji, w której wyspecjalizowaliśmy się w ciągu ostatnich kilku lat, powinna zapewnić skuteczną realizację strategii, wyznaczając nam jednocześnie harmonogram działań przewidzianych na kolejne 3 lata – podsumowuje Paweł Opoka, dyrektor zarządzający sprzedażą Aforti Holding.

Narastająco po czterech kwartałach 2017 roku Grupa Aforti wypracowała ponad 190,73 mln zł skonsolidowanego przychodu i 2,18 mln zł zysku netto. W tym okresie EBITDA wyniosła 8,3 mln zł, rentowność netto osiągnęła poziom 1,14 proc., wskaźnik ROE wzrósł do 42,3 proc., a ROA do 2,43 proc., przy kapitalizacji notowanej na NewConnect spółki Aforti Holding na poziomie 24,88 mln zł w końcówce grudnia 2017 roku.

Tym samym, skonsolidowane przychody odnotowane przez Grupę AFORTI wzrosły narastająco po czterech kwartałach 2017 roku o ponad 206 proc., z 62,3 mln zł w 2016 roku do 190,73 mln zł w 2017. Z kolei zysk netto Grupy Aforti za 2017 rok zwiększył się o niemal 316 proc. – z 0,52 mln zł osiągniętych rok wcześniej do 2,18 mln zł na koniec 2017 roku. Jednocześnie rentowność netto Grupy AFORTI osiągnęła poziom 1,14 proc. względem 0,84 proc. na koniec 2016 roku.

To rekordowe w historii holdingu wyniki finansowe, które spółki z portfolio AFORTI osiągnęły świadcząc wysoko wyspecjalizowane usługi finansowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

Poprawa inwestycyjnego klimatu po wczorajszej burzy

Rynki szybko zareagowały na plan wprowadzenia przez Chiny agresywnych ceł odwetowych na amerykańskie produkty. Traciły przede wszystkim akcje, a zyskiwały papiery dłużne, złoto i jen japoński. Ostatecznie, po kilku godzinach, napięcie spadło i większość rynków wróciła do normy.

Spadek ryzyka i poprawę sentymentu do aktywów ryzykownych w drugiej części środy można powiązać z dwiema kwestiami. Po pierwsze: strona amerykańska wstrzymała się od agresywnej odpowiedzi na informacje z Chin. Po drugie: cła nie są przesądzone.

Amerykanie nie zaognili konfliktu. Donald Trump na Twitterze poinformował, że USA „wojnę handlową już przegrały”, zwracając uwagę na ogromny deficyt w handlu Stanów Zjednoczonych z Państwem Środka. Z kolei jego doradca ekonomiczny, Larry Kudlow stwierdził, że Stany Zjednoczone i Chiny nie prowadzą wojny handlowej, zwracając na to, że „duże” amerykańskie cła (te, które mają objąć chińskie towary o wartości ok. 50 mld USD) mogą nie wejść w życie. Chiny z kolei cła nałożą jedynie, jeśli zdecydują się na to Amerykanie. Na przestrzeni najbliższych dni, USA mogą jeszcze porozumieć się z Chinami, na co zdają się liczyć inwestorzy. Groźby nałożenia nowych ceł są obecnie interpretowane jako element który ma wywierać presję na drugą stronę i być katalizatorem w negocjacjach handlowych obu państw.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,21. Wczorajsze dane o inflacji w strefie euro nie wpłynęły istotnie na wycenę wspólnej waluty. Kurs EUR/USD przez cały dzień poruszał się w bardzo wąskich widełkach, pomimo tego, że odczyt inflacji bazowej po raz kolejny rozczarował.

Dzisiejsze dane PMI opisujące aktywność w sektorze usług krajów strefy euro w marcu pokazały wcześniej szacowany spadek w porównaniu z poprzednim miesiącem. Odczyty były zbliżone do wcześniejszych szacunków w związku z czym rynek na nie nie zareagował. Inne istotne dane ze strefy euro – te o sprzedaży detalicznej w lutym – nieco rozczarowały. Odczyt rzędu 1,8% rocznie był niższy od szacunków, obniżone zostały również szacunki dynamiki sprzedaży z poprzedniego miesiąca. Reakcja rynku walutowego po publikacji tych danych również jednak nie była silna.

GBP

Kurs GBP/PLN  w środę umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,79 – 4,82. Po początkowym spadku, którego doświadczył funt w następstwie publikacji słabych danych PMI, brytyjska waluta odrobiła straty, kończąc dzień na plusie w relacji do głównych walut i złotego. Inwestorzy potraktowali silny spadek aktywności w sektorze budowlanym w marcu jako coś jednorazowego. Spowolnienie było związane bowiem stricte z warunkami pogodowymi, a konkretnie: ostrym niżem syberyjskim, który nawiedził Wielką Brytanię w marcu. Biorąc pod uwagę, iż marcowy odczyt sam w sobie nie świadczy o strukturalnych problemach sektora i szerzej – gospodarki Zjednoczonego Królestwa – na rynek dość szybko powrócił spokój.

Dzisiejszy, słaby odczyt, który pokazał spadek indeksu PMI dla brytyjskiego sektora usług może budzić nieco więcej zmartwień. Wskaźnik w marcu zaliczył niespodziewane tąpnięcie z poziomu 54,5 do 51,7, tym samym znalazł się na najniższym poziomie od czasu głosowania w sprawie Brexitu. Funt nieco traci, jednak reakcja rynku i tym razem nie jest zbyt silna, co ponownie prawdopodobnie jest związane z kwestią tego, że za istotną część spadku aktywności odpowiadają złe warunki pogodowe, a indeks nadal znajduje się powyżej poziomu 50, oznaczającego ekspansję sektora. Niemniej, ostatnie zbiorcze dane sugerują, że dynamika PKB w pierwszym kwartale roku powinna znaleźć się w okolicy poziomu 0,3% w ujęciu kwartalnym, czyli o 0,1 p.p. niżej niż szacowano wcześniej.

USD

Kurs USD/PLN w środę umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 3,41 – 3,43. Indeksy PMI i ISM opisujące aktywność w amerykańskim sektorze usług w marcu pokazały odczyty zbliżone do oczekiwań, w związku z czym nie miały dużego wpływu na rynek. Wczorajsze przemówienia członków FOMC również miały ograniczone znaczenie: Loretta Mester w trakcie przemowy nie odnosiła się do polityki monetarnej, James Bullard z kolei poinformował, że wzrost niepokoju może przyczynić się do tego, że stopy procentowe mogą dłużej pozostawać na relatywnie niskich poziomach.

 

Wczorajsze dane ADP z amerykańskiego rynku pracy były lepsze od oczekiwań. W sektorze prywatnym w marcu utworzono 241 tys. miejsc pracy wobec oczekiwanych 208 tys. W górę poszły również szacunki z poprzedniego miesiąca. Ostatnie dobre odczyty z rynku pracy (nie tylko ADP, ale też np. tygodniowe dane o zasiłkach w USA) nie gwarantują dobrego odczytu NFP, ale mogą budzić lekki optymizm co do piątkowych payrollsów.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane o amerykańskim handlu
  • 14:30 – tygodniowe dane o zmianie liczby zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 19:00 – przemawia Raphael Bostic z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Czekając na odreagowanie

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Ostatnie tygodnie to pasmo rynkowych porażek. Na inwestorów niczym grom z jasnego nieba spadła całkiem spora ilość negatywnych wiadomości. Mało kto już pamięta, że wszystko zaczęło się na przełomie stycznia i lutego, kiedy wyraźnie skoczyła rynkowa zmienność, co po części inspirowane było oczekiwaniami na bardziej jastrzębie posunięcia Rezerwy Federalnej. Od tego czasu doszła zupełnie nowa kwestia potencjalnej wojny handlowej, która z początkowego niewinnego stadium skupionego na wymianie stali i aluminium została rozbudowana do potężnego katalogu produktów podróżujących na jednej z najważniejszych dróg pomiędzy Azją a Ameryką Północną. To oczywiście nie koniec złych wiadomości. Niemałe zamieszanie spotkało sektor technologiczny po tym jak Facebook zaczął się zmagać z problemem wycieku danych, a Amazon stał się dla Donalda Trumpa nowym chłopcem do bicia. Zresztą kontrowersyjny prezydent USA z pupilka inwestorów szybko zmienił się w groźnego propagatora konfliktów handlowych. Wszystko to dzieje się w coraz mniej sprzyjającym otoczeniu makroekonomicznym. W Europie i Azji już całkiem wyraźnie widać serię gorszych odczytów wskaźników wyprzedających. Przed ochłodzeniem broni się jeszcze USA, co wiązać należy z niedawno zaaplikowaną obniżką podatków oraz korzystnym kursem dolara. Wydaje się jednak, że ochłodzenie koniunktury z pewnym opóźnieniem dotrze również za ocean i nie warto w tym względzie przywiązywać zbyt dużej wagi dobrym danym z rynku pracy. Jest to bowiem kategoria, która jest wskaźnikiem wyraźnie opóźnionym i jej pogorszenie notowane jest jako ostatnie. W tym kontekście bardziej niepokojące powinno być to jak prezentują się trendy inflacyjne. Widać to wyraźnie na przykładzie naszego kraju, gdzie spowolnienie dynamiki wzrostu na początku tego roku jest głębsze niż oczekiwano. Inwestorzy od końca minionego roku nastawiali się na inflacyjną fazę ożywienia, a ta wydaje się kończyć wyjątkowo szybko. Podobne zagrożenie tyczy się cyklu inwestycyjnego, który nie dość, że może być krótszy niż zwykle, to w dość skromnej skali może objąć sektor prywatny, który przyciśnięty rosnącymi kosztami pracy de facto najbardziej go potrzebuje. Tym samym w zaledwie dwa miesiące rynkowe nastroje zmieniły się o 180 stopni. Z hurraoptymistycznych zakupów i nowych historycznych rekordów na minorowe perspektywy z trzeszczącymi ważnymi długoterminowymi wsparciami na czele z osławioną 200-sesyjną średnią na Wall Street. Paradoksalnie oznaczać to może zbliżające się odreagowanie na parkietach. Wiele wskazuje jednak na to, że warto je będzie wykorzystać do sprzedaży, gdyż nagromadzenie się tylu negatywnych czynników źle wróży długoterminowym perspektywom.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Tylko groźby, czy jednak twarda wojna handlowa?

Chiny nie dają za wygraną i na pomysły Trumpa od razu odpowiadają tym samym. Szczególnie pomysł wprowadzenia cła na soję musiał wywrzeć wrażenie na prezydencie USA. Póki co nadal to tylko plany, a daty wprowadzenia ograniczeń w handlu nie znane. Właśnie dlatego rynki szybko złapały nową falę optymizmu. PMI wysoko, ale nieco niżej od oczekiwań. Niższa inflacja CPI w Polsce argumentem dla RPP za niezmienionym stóp przynajmniej do końca 2018 roku a może i 2019.

Łapanie równowagi

Na rynkach trwa proces odzyskiwania równowagi po perturbacjach związanych z kolejnym etapem wojny handlowej między USA a Chinami. Co chwila pojawiają się nowe pomysły Trumpa z wprowadzaniem ceł przede wszystkim wymierzonych w Chiny. Państwo Środka nie pozostaje dłużne i od razu reaguje akcjami odwetowymi. Fakt łatwego póki co łapania równowagi przez rynki wynika przede wszystkim z tego, że komunikowane pomysły obu mocarstw nie są automatycznym ich wprowadzaniem.

Odwet Państwa Środka

Choćby przykład takiej sytuacji mieliśmy wczoraj na rynkach. Po komunikacie z Chin dotyczącym odpowiedzi na protekcjonizm USA rynki zalała fala pesymizmu. Z godziny na godzinę jednak awersja do ryzyka gasła w oczach, inwestorzy stwierdzili, że jeśli Chiny nie podały konkretnej daty wprowadzenia swoich ceł to tak naprawdę dają pole do negocjacji i może się okazać, że to tylko groźby. Szczególnie jeśli domysły inwestorów zostały potwierdzone słowami doradcy gospodarczego Trumpa Larrego Kudlowa. Niemniej jednak w hurraoptymizm popadać nie należy. Negocjacje mogą się przeciągać a do tego porywczość Trumpa nie gwarantuje pozytywnego efektu końcowego. Jest więc szeroka furtka do eskalacji konfliktu.

A dolar zyskuje

Bez wątpienia wymiana ciosów między Chinami a USA nie przeszkadza umacniać się dolarowi. I to zarówno do europejskiej waluty jak i tej bezpiecznej jak jen japoński. Wydaje się, że taki stan rzeczy utrzyma się co najmniej do piątkowych danych z rynku pracy USA. Tym bardziej, że raport ADP wyostrzył nieco apetyty.

PMI poniżej prognoz

Dzisiaj na rynek trafiło już parę odczytów makro. Indeksy PMI zarówno dla całej strefy euro jak i Niemiec nieco rozczarowały. Niemniej jednak wskaźniki nadal pokazują solidne wartości więc nie wywołały przeceny euro. O 11 napłynęły informacje o sprzedaży detalicznej w strefie euro za luty. Wynik 0,1% był niższy niż prognoza zakładająca 0,6%. Reakcji na wspólnej walucie jednak nie było.

Dane o bilansie USA w centrum uwagi

O 14.30 poznamy saldo bilansu handlowego USA za luty i liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Szczególnie te pierwsze dane są teraz bacznie obserwowane przez rynek w kontekście wybuchu wojny handlowej. Trump wziął sobie za główny cel zniwelowanie nadmiernego deficytu w obrotach międzynarodowych.

Złoty łapie oddech

Na krajowej walucie względny spokój. Poprawa sentymentu na rynkach pozwoliła nieco się umocnić złotemu. EUR/PLN testował granice 4,20. A trzeba przyznać, że wczoraj krajowa waluta dostała spory czynnik podażowy. Dane o inflacji CPI rozczarowały. Co jest sygnałem dla RPP, że stopy procentowe w Polsce powinny zostać nadal bez zmian. I chyba już nikt nie bierze pod uwagę tego roku jako terminu pierwszej podwyżki.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Niepokojąco niski CPI pchnął złotego i rentowności obligacji w dół

Zaskoczenie niższym odczytem inflacji wspiera wyceny polskich obligacji. Złoty osłabił się po tym jak niska inflacja za marzec może sprawić, że NBP ponownie obniży prognozy dla CPI i jeszcze bardziej odsunie w czasie moment pierwszej podwyżki stóp procentowych w Polsce.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Podczas środowej sesji inwestorzy wyprzedawali złotego, po tym jak pozytywne informacje dot. finansów publicznych zepchnęły kurs EURPLN do wsparcia na poziomie 4,19. Wczoraj jeszcze podczas sesji europejskiej para powróciła powyżej 4,21. Negatywny wpływ na naszą walutę wywarła publikacja wstępnej inflacji za marzec wskazująca na spadek indeksu CPI do 1,3% r/r z 1,4% miesiąc wcześniej przy prognozach rynkowych rzędu 1,6%. Dane nasiliły obawy, że w lipcowej projekcji NBP prognoza inflacji może zostać ponownie obniżona, co zwiększy pewność RPP, że stopy procentowe powinny pozostać niezmienione nie tylko w tym roku, ale także w przyszłym.

Obok czynników lokalnych złotego nie wspierała też sytuacja na rynku głównej pary walutowej, gdzie utrzymująca się ciężka atmosfera wokół tematu „wojny handlowej” (po tym jak USA i Chiny przedstawiają kolejne zamierzenia) wywiera presję na rynki EM. Wzrost napięć na linii Pekin-Waszyngton rozbudza bowiem awersję do ryzyka, co skutkuje spadkami indeksów giełdowych i notowań surowców oraz wyprzedażami na EM w ramach pokrywania strat. Ponadto zapowiadane działania handlowe w dłuższej perspektywie będą z jednej strony prowadzić w kierunku spowolnienia chińskiego PKB, a z drugiej do wyższej inflacji w USA, a taki układ nie wspiera rynków rozwijających się.

Na polskim rynku stopy procentowej doszło do zauważalnych spadków rentowności obligacji skarbowych, gdzie krzywa przesunęła się nawet o ponad 5pb w dół. Głównym czynnikiem przemawiającym za zdecydowanym obniżeniem się rentowności papierów była wspomniana publikacja danych o wstępnej inflacji za marzec. Utrzymanie się wskaźnika CPI przez drugi miesiąc z rzędu poniżej dolnego ograniczenia wahań wokół celu, przy umiarkowanej presji inflacyjnej w Europie, dało pole do kontynuacji umocnienia obligacji rozpoczętego w ubiegłym kwartale. W najbliższym czasie pole do przeceny polskich skarbowych papierów wartościowych może być ograniczone również przez umiarkowaną podaż na aukcjach obligacji oraz koncentrację na przetargach zamiany. Na czwartkowej aukcji, Ministerstwo Finansów zaoferuję papiery OK0720, PS0123, WZ0524, WS0428 oraz WZ0528, gdzie emisja może wynieść około 5mld PLN. Polski rynek stopy procentowej znajduje również wsparcie w trendach obserwowanych globalnie. Na rynkach bazowych dochodzi do spadku rentowności instrumentów dłużnych, co ma związek z popytem na bezpieczne aktywa w obliczu napiętej atmosfery wojen handlowych.

W najbliższych dniach istotne dla rynków (w kontekście perspektyw dla podwyżek stóp procentowych w USA) będą dane z amerykańskiego rynku pracy. Konsensus rynkowy wskazuje, że wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA powinien wynieść w marcu 190 tys. Na możliwy wyższy wynik wskazał jednak raport agencji ADP, który pokazał przyrost o 241 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym.

inflacja CPIAutorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

Union Investment kupił hotel Park Inn by Radisson w Krakowie

Park Inn by Radisson Krakow
Park Inn by Radisson w Krakowie
  • Union Investment, fundusz zarządzający inwestycjami na rynku nieruchomości z siedzibą w Hamburgu, przejął hotel Park Inn by Radisson
    w Krakowie. To już drugi hotel Union Investment w tym mieście.
  • Obiekt został otwarty w 2009 roku, posiada 152 pokoje i jest zlokalizowany na południowym brzegu Wisły w pobliżu centrum miasta, w bezpośrednim sąsiedztwie centrum konferencyjnego ICE Kraków.
  • Formalne przeniesienie praw i obowiązków wynikających z transakcji planowane jest do końca maja 2018 roku. Sprzedającym jest joint venture spółek zależnych UBM Development AG oraz Lindorcenia Ltd. Zarządcą hotelu na podstawie długoterminowej umowy dzierżawy jest Radisson Hotel Group, która również firmuje obiekt swoją marką.
  • Cena zakupu to ok. 26 mln euro. Union Investment nabył hotel dla jednego ze swoich instytucjonalnych funduszy nieruchomości.

Lokalizacja hotelu, która jest dogodna zarówno dla podróżujących w celach biznesowych, jak i turystycznych, a także trwale wysoka frekwencja, to czynniki, które sprawiły, że Park Inn by Radisson świetnie wpisuje się w portfel Union Investment – mówi Andreas Löcher, szef działu zarządzania inwestycjami hotelowymi w Union Investment Real Estate. Po transakcjach w Warszawie i Gdańsku, jest to już trzeci nabyty przez nas hotel w Polsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Widzimy potencjał inwestycyjny na polskim rynku hotelowym – dodaje Andreas Löcher.

Pod koniec stycznia Union Investment nabył dwa hotele Holiday Inn w Polsce. Pierwszy z nich, z 256 pokojami, znajduje się w centrum Warszawy. Drugi, z ok. 240 pokojami, powstaje na Wyspie Spichrzów w sercu Gdańska. Łączna wartość trzech tegorocznych hotelowych transakcji Union Investment to ok. 106 mln euro. W sumie hamburska firma zarządzająca nieruchomościami posiada w Polsce sześć hoteli w czterech różnych miastach, w tym położony na Starym Mieście w Krakowie hotel Radisson Blu ze 196 pokojami, będący od 2009 roku własnością funduszu Unilimmo Europa.

Hotel Park Inn by Radisson ma 152 pokoje ulokowane na pięciu piętrach. Obiekt oferuje także m. in. strefę śniadaniową i restauracyjną, strefę fitness, pięć sal konferencyjnych z foyer o łącznej powierzchni ok. 1 000 m2 oraz ok. 70 miejsc parkingowych w podziemnym garażu. Hotel wyróżnia atrakcyjna lokalizacja – na Stare Miasto lub na Kazimierz można z niego dotrzeć pieszo w ciągu 10-15 minut.

Wartość rynku DevOps rośnie o 18 proc. rok do roku

Rynek metodologii DevOps, która usprawnia i przyspiesza cykl rozwoju oprogramowania, wchodzi w fazę dojrzałości. Według szacunków firmy doradczej Forrester, DevOps jest używane w 50 proc. przedsiębiorstw. Co więcej, tylko 1 proc. uczestników badania przyznało, że nie jest zainteresowane  jego wdrożeniem. Z kolei doroczny raport firmy Puppet pokazuje, że liczba respondentów pracujących w dedykowanym dziale DevOps wzrosła w latach 2014-2017 z 16 do 27 proc. Do zalet metodologii należy m.in. szybsze dostarczanie rozwiązań na rynek, a także niższe koszty utrzymania infrastruktury.

DevOps kładzie nacisk na współpracę developerów i administratorów infrastruktury przy zarządzaniu produkcją, rozwojem i utrzymaniem oprogramowania. Wśród korzyści płynących ze  wdrożenia tej metodologii można wymienić zwiększenie elastyczności, czyli możliwość decydowania na bieżąco o tempie rozwoju, w zależności od cyklu produktu. Jej atutem jest ponadto praca w chmurze, gdzie różne zespoły mogą pracować nad rozwojem produktu niezależnie. Zastosowanie DevOps jest w stanie zmniejszyć ryzyko projektowe oraz usprawnić komunikację między różnymi grupami.

– DevOps pozwala wykorzystać synergię kompetencji takich jak zarządzanie infrastrukturą, jakością i bezpieczeństwem. Wysoka złożoność współczesnego oprogramowania wymaga od przedsiębiorstw wdrożenia najlepszych praktyk organizacyjnych i inżynierskich we wszystkich aspektach jego produkowania – mówi Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska.

Rynek DevOps ciągle rośnie

Korzyści płynące z DevOps sprawiają, że po tę metodę firmy sięgają coraz częściej. Na zlecenie firmy Logz.io powstało badanie, w którym uczestniczyło ponad 700 profesjonalistów z branży IT. 50 proc. ankietowanych stwierdziło, że rozpoczęło wdrażanie lub wdrożyło DevOps w swoim przedsiębiorstwie. 43 proc. przyznało, że DevOps poprawia innowacyjność, a 70 proc., że zwiększa zwinność (agility). Nic dziwnego zatem, że wartość tego rynku rośnie. Według analiz Allied Market Research, w 2016 roku wynosiła ona 2,88 miliarda dolarów, a do 2023 roku ma sięgnąć 9,4 miliarda. Tempo wzrostu rynku DevOps szacowane jest na 18 proc. rok-do-roku.

Według Gartnera w 2016 roku z DevOps korzystało 25 proc. firm z listy Global 2000. Natomiast z badania firmy  Forrester z 2017 roku wynika, że tylko 1 proc. respondentów nie jest zainteresowanych implementacją metodologii DevOps, a 9 proc. nie ma sprecyzowanych planów co do wdrożenia, ale jest zainteresowane. Reszta firm albo wdrożyła DevOps, albo planowała wdrożenie w ciągu najbliższych 12 miesięcy od przeprowadzonego badania.

Wymierne rezultaty

Realny wpływ DevOps na usprawnienie pracy nad rozwojem oprogramowania bada doroczny raport „State of DevOps Report 2017” przygotowywany przez firmy Puppet i Dora. Z ostatniego opracowania wynika, że przedsiębiorstwa działające już według metodologii DevOps są znacznie skuteczniejsze w produkcji oprogramowania, od tych, które dopiero wdrażają tę metodologię. Opracowanie podaje, że ta pierwsza grupa organizacji wdraża nowy kod 46 razy częściej, a czas przestojów (MTTR) jest o 96 razy krótszy niż w innych projektach. Kluczowa jest także automatyzacja testów, zarządzania konfiguracją, czy wdrożeń – w przypadku firm, w których stosuje się DevOps, o 30 proc. maleje odsetek prac wykonywanych manualnie.

Wyzwania i wsparcie Open Source

Tomasz Dziedzic podkreśla, że wdrożenie DevOps w przedsiębiorstwach to proces długofalowy. Samo wprowadzenie nowych technologii i narzędzi jest stosunkowo proste, jednak dla firm wyzwaniem jest podjęcie zmian w organizacji pracy, których wymaga koncepcja DevOps. To właśnie czynnik ludziki stanowi swoistą barierę dla wdrożenia i sukcesu tej metodologii w przedsiębiorstwie. Zmiany dotyczą wielu szczebli w firmie i wymagają zaangażowania ze strony kadry zarządzającej.

– Wprowadzenie tego modelu to konieczność zmiany obecnych przyzwyczajeń i kultury obowiązującej w środowisku IT, związana przede wszystkim z lepszym przepływem informacji i współpracą pomiędzy różnymi działami – dodaje Tomasz Dziedzic.

Czy są czynniki, które przyspieszają i ułatwiają wdrożenie metodologii DevOps? Badania wskazują, że jednym z nich może być adopcja opartego na otwartym kodzie oprogramowania Open Source. Badanie przeprowadzone przez 451 Research wykazało korelację pomiędzy zastosowaniem otwartego oprogramowania, a sukcesem we wprowadzeniu DevOps. Wśród przebadanych firm, które w przynajmniej 60 proc. korzystały z otwartych rozwiązań, 54 proc. zadeklarowało, że ukończyło wdrażanie metodologii DevOps. Dla podmiotów, w których procentowy udział wykorzystania otwartego oprogramowania był niższy niż 60 proc. wskaźnik ten wyniósł zaledwie 30 proc.

– Wśród najpopularniejszych narzędzi stosowanych w metodologii DevOps opartych o licencję Open Source należy wymienić Ansible i Puppet, czyli systemy do automatyzacji zarządzania konfiguracją systemów operacyjnych, Maven stosowny do realizacji procesu budowania kodu, Jenkins wspierający automatyzację rozproszonego budowania oprogramowania, a także jego testowania i badania jakości kodu, GitLab będący scentralizowanym system zarządzania wersjami kodu oraz Kubernetes i OpenShift będący oprogramowaniem do zarządzania chmurą prywatną – komentuje Tomasz Dziedzic.

Młodych dłużników przybywa, choć ich zaległości przeważnie nie przekraczają 4 tys. zł

18-24 latkowie – pierwsze poważniejsze decyzje finansowe mają jeszcze przed sobą, dlatego też stanowią w całej populacji nieliczną grupę kredytobiorców oraz niesolidnych dłużników. Problemy z płatnościami rat kredytów i rachunków ma 154,5 tys. milenialsów, łącznie ich zaległości dochodzą do 872 mln zł. Młodych niesolidnych dłużników przybyło przez rok o 15 proc. – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK.

Według GUS, na 31,5 mln dorosłych Polaków, 3,1 mln osób ma między 18 a 24 lata. Więcej niż połowa z nich (52 proc.) to studenci, około jednej trzeciej mieszka jeszcze z rodzicami. Można więc przypuszczać, że duża część wciąż pozostaje na utrzymaniu swoich bliskich i najpoważniejsze decyzje finansowe ma jeszcze przed sobą. Młodzi jednak coraz odważniej podchodzą do pożyczania pieniędzy. Z danych BIK wynika, że przez rok przybyło 33 tys. kredytobiorców. Kredyty ma obecnie 630,5 tys. i „igreki” stanowią dziś 4 proc. polskich kredytobiorców, z pulą kredytów wartą 7,3 mld zł, czyli ponad 1 proc. sumy, którą mają do zwrotu wszyscy polscy kredytobiorcy. Młodzi coraz więcej pożyczają, ale na ogół radzą sobie z obsługą swoich zobowiązań. – Z naszych danych wynika, że w przypadku pokolenia Y, odsetek opóźnianych o 90 dni kredytów konsumpcyjnych, które młodzi ludzie biorą najczęściej, spadł w minionym roku z 12,5 do 12 proc. Choć 18-24 latkowie dopiero zaczynają zbierać doświadczenie w świecie finansów, jest to wynik o 1 pkt. proc. gorszy niż w przypadku reszty spłacających kredyty konsumpcyjne – zauważa Sławomir Grzelczak, wiceprezes BIK i prezes BIG InfoMonitor.

Milenialsów występujących w roli niesolidnych płatników jednak przybywa. Liczba osób między 18 a 24 rokiem życia, która ma kłopoty z obsługą kredytów, czy też bieżących rachunków, wynosi 154 540 osób i jest o 15 proc. wyższa niż przed rokiem. Z kolei kwota ich zaległości wzrosła przez 12 miesięcy z 725 905 059 zł do 871 862 261 zł, o 20 proc. W tym czasie w całej populacji liczba dłużników zwiększyła się o 15,6 proc., a wysokość długów o 25 proc.

Niespłacane w terminie raty kredytów i bieżących rachunków młodych, stanowią 1,3 proc. całości źle obsługiwanych zobowiązań widocznych w bazach BIK i BIG InfoMonitor. Przeciętny zaległy dług (min. 200 zł opóźnione o co najmniej 30 dni) młodych osób jest bowiem stosunkowo niski na tle długów ogółu Polaków (25 035 zł) wynosi – 5 642 zł. 29 proc. młodych ma nie więcej niż 1000 zł, a 47 proc. od 1001 zł do 4000 zł, powyżej 4 tys. zł ma niespełna jedna czwarta (24 proc.) osób.

– Należy odnotować jednak negatywny trend wzrostowy, zarówno co do liczby osób młodych nieterminowo obsługujących swe zobowiązania jak i kwoty zaległych płatności – mówi Roman Pomianowski, prezes Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych. – Nie uzasadnia to jednak histerycznego wręcz komentowania zachowań ekonomicznych młodych – bicia na alarm i ogłaszania problemu „straconego pokolenia”, lecz wymaga rzeczowego odczytania pojawiających się zagrożeń i potrzeb. Szczególnie, że narastanie problemów wynikających z utraty kontroli nad swoimi finansami zdecydowanie bardziej widoczne jest w kolejnych, starszych grupach wiekowych – dodaje Roman Pomianowski. W jego opinii w miarę optymistyczne dane dotyczące najmłodszych czynnych już finansowo Polaków, warto odbierać jako sytuację sprzyjającą podejmowaniu działań prewencyjnych, zaradczych i profilaktycznych. – Nie chcemy gasić pożarów i mierzyć się z kataklizmami życiowymi wynikającymi z zadłużenia, kiedy możemy konstruktywnie wspierać młodych ludzi we wchodzeniu w coraz bardziej złożoną sferę decyzji finansowych – podsumowuje.

Dominują zaległe rachunki za telefon

Wśród opóźnionych zobowiązań milenialsów dominują kredyty, na które przypada prawie 470 mln zł. W kategorii zobowiązań pozakredytowych, których 18-24 latkowie mają blisko 402 mln zł, przodują niezapłacone rachunki za telefon – 94,9 mln zł. Problem ten dotyczył ponad 35 tys. osób. Średni dług to 2 683 zł. Na drugim miejscu znalazło się przeterminowane zadłużenie z tytułu wykonawczego, czyli pieniędzy, których wypłatę nakazał sąd. Niepokojące jest to, że już wśród wkraczających w dorosłość znajdują się osoby, które zalegają z opłatą alimentów, zobowiązań o wieloletnim charakterze. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że jest ich ponad 2,5 tys., a alimentacyjny dług wynosi 26,7 mln zł, czyli 10,4 tys. zł na osobę. Za co jeszcze w terminie nie płacą Polacy w wieku 18-24 lat? Prawie 14,5 mln zł opóźnionego długu milenialsi wygenerowali w związku z podpisaniem umowy zakupu, z uregulowania której się nie wywiązali. Lekceważąco grupa ta podchodzi również do uregulowania kar za jazdę bez ważnego biletu, które otrzymała w środkach komunikacji publicznej. Prawie 9 tys. osób w wieku 18-24 lata zalega z tego tytułu na kwotę niemal 11 mln zł. Uwagę zwraca wysokość średniej zaległości z tego tytułu 1 224 zł. Jest to o 450 zł więcej niż przeciętna zaległość za jazdę na gapę ogółu Polaków.

Francuski Pawilon na Targach CSR – już po raz trzeci!

Francuskie firmy to nie tylko 80 mld zainwestowanego kapitału i blisko 250 000 miejsc pracy, ale również sprawdzone rozwiązania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. 12 kwietnia, podczas Targów CSR na stadionie PGE Narodowy, Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP) wspólnie z dwunastoma firmami stowarzyszonymi, już po raz trzeci utworzy Pawilon francuski, w którym zaprezentuje przegląd najlepszych praktyk oraz opowie o wartościach i priorytetach, które wyznaczają sobie firmy na najbliższe lata.

Targi2018_banner

 „Pawilon Francuski stał się już nieodzownym elementem Targów CSR, gdyż organizujemy go po raz trzeci. Z każdą edycją zajmujemy więcej przestrzeni i jest z nami więcej firm. Jest to wyraźny sygnał, że członkowie Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej podejmują coraz więcej aktywności w obszarze CSR i chcą się nimi dzielić z innymi. Francja bowiem od wielu lat mocno angażuje się w tematy związane ze zrównoważonym rozwojem, a wiele inicjatyw rozwijanych jest również przez sektor prywatny”. – mówi Mariusz Kielich, Kierownik ds. komunikacji i PR we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej.

Francuski pawilon tworzą następujące firmy: Antalis Poland Sp.z o.o., ATDI Sp. z o.o., BANK BGŻ BNP PARIBAS, BUREAU VERITAS POLSKA SP. Z O.O., CSRinfo, EIFFAGE, Immochan Polska Sp. z o.o., Wspólnie-Fundacja LafargeHolcim, Little Greenfinity, Leroy Merlin, Pierre Fabre Dermo-Cosmetique Polska Sp. z o. o., Sanofi.

Przedstawiciele firm opowiedzą o wartościach, które przekładają się na strategię i działania z zakresu CSR. Będzie można poznać konkretne projekty, w które angażują się firm, w takich domenach jak: ochrona środowiska, BHP, poszanowanie pracowników i różnorodność, etyka biznesu i relacje zewnętrzne, współpraca z lokalnymi społecznościami, czy wsparcie dla osób potrzebujących. Na stoisku będzie można porozmawiać i nawiązać relacje w przytulnej, francuskiej atmosferze przy kawie i świeżych croissantach oraz wziąć udział w konkursach. W trakcie targów CCIFP będzie prezentowała wyniki ostatniej edycji Barometru CSR – jedynego, cyklicznego badania w Polsce, poświęconego tematowi społecznej odpowiedzialności biznesu.

Targi CSR to największego w Polsce wydarzenie o społecznej odpowiedzialności biznesu i zrównoważonym rozwoju, organizowane przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Na wszystkie części wydarzenia obowiązuje wstęp  wolny. Zwiedzający targi obok możliwości uczestniczenia w atrakcjach przygotowanych przez około 70 wystawców, będą mogli wziąć udział również w części konferencyjnej towarzyszącej spotkaniu. W ostatniej edycji Targów wzięło udział 2000 odwiedzających.

Więcej informacji o Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej:

Więcej informacji o wydarzeniu:

Partnerzy i patroni 7. Targów CSR

Organizator: Forum Odpowiedzialnego Biznesu

  • Partner Główny: Siemens Polska
  • Partner: Jeronimo Martins Polska, Polpharma
  • Patroni Honorowi: CSR Europe, Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy
  • Partner medialny: Rzeczpospolita

Patroni: Business Centre Club, Federacja Konsumentów, Konfederacja Lewiatan, Krajowa Izba Gospodarcza, Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Program Przedsiębiorstwo Fair Play, Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza, UNICEF

Patroni medialni: Polityka, PAP Biznes, Clear Channel Poland, Harvard Business Review Polska, Kompendium CSR, Benefit, Energia i Recykling, My Company Polska, SEMESTR – magazyn studentów, Be.Navigator, Kampaniespoleczne.pl, NGO.pl, PRoto.pl

Patroni medialni Francuskiego pawilonu:

ASBiznesu, BRIEF, CEO.com.pl, Fakty Magazyn Gospodarczy, Kampaniespoleczne.pl, My Company Polska, Rynek Inwestycji

Cena bitcoina ze szwajcarską dokładnością

Ostatnie spadki cen bitcoina to jeszcze nic w zestawieniu z obliczeniami szwajcarskich naukowców. Posiadacze najpopularniejszej kryptowaluty nie będą zadowoleni z ich rachunków – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Presja na kryptowaluty się utrzymuje. Cena bitcoina w ostatnich dniach spadła poniżej 7 tys. dol. i zbliżyła się do najniższych wartości od połowy listopada ub.r. Dodatkowo praktycznie cały pierwszy kwartał br. był bardzo słaby dla BTC. Od początku roku spadki sięgają już 50 proc.

Koniec ćwierkania o bitcoinie

Ceny spadają w reakcji na coraz bardziej powszechne kontrole nakładane na podmioty handlujące kryptowalutami. Podobny efekt wywołują też zakazy reklam kryptowalut wprowadzane przez internetowych gigantów.

Facebook już nie publikuje płatnych ogłoszeń związanych z kryptowalutami. W połowie roku taki sam zakaz wprowadzi Google. Do tego grona dołączył właśnie Twitter, motywując swoją decyzję troską o bezpieczeństwo użytkowników.

Ponadto bardzo popularny na świecie serwis dyskusyjny Reddit przestał obsługiwać już płatności kryptowalutami, a Google zabrania wprowadzania rozszerzeń do swojej przeglądarki Chrome, które mogłyby być wykorzystywane do “kopania” kryptowalut.

Cena bitcoina ze szwajcarską dokładnością

Ograniczenie ekspozycji kryptowalut w najpopularniejszych sieciach społecznościowych czy w wyszukiwarce wywoła, przynajmniej w krótkim terminie, raczej negatywny efekt. Ceny bitcoina oraz innych wirtualnych walut mogą nadal pozostawać pod presją, a nawet spadać. Jak bardzo? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć szwajcarscy naukowcy z ETH (Politechniki Federalnej) w Zurychu, wykorzystując prawo Metcalfe’a (w badaniu pt. “Are Bitcoin Bubbles Predictable? Combining a Generalized Metcalfe’s Law and the LPPLS Model).

Bob Metcalfe w latach 80. wymyślił sieć Ethernet, a opracowany przez niego wzór mówi, że wartość sieci jest proporcjonalna do kwadratu użytkowników. Jednak wspomniani szwajcarscy naukowcy wprowadzili swoją korektę. Stosując model regresji log-liniowej, doszli do wykładnika 1,69, zamiast 2 (“kwadratu” z oryginalnego prawa Metcalfe’a).

Zaaplikowanie tego prawa sugeruje, że kapitalizacja rynkowa (cena jednostkowa razy ilość w obrocie) bitcoina znajduje się w przedziale 22-44 mld dolarów. Tymczasem wg aktualnych cen bieżąca wartość wynosi 122 mld dol. Gdyby zatem trzymać się teorii Szwajcarów, najpopularniejsza kryptowaluta, mimo dużych spadków cen, wciąż jest mocno przeszacowana. Według obliczeń naukowców z ETH bitcoin mógłby kosztować ok. 1,3 tys. dol., czyli 5 razy mniej niż obecnie.

Czekając na ogromną podaż

Dziś o wycenie bitcoina, podobnie jak innych cyfrowych walut, bardziej niż wyliczenia naukowców decydują prawa popytu i podaży. Popyt właśnie spada, a podaż w dalszym ciągu może być wysoka za sprawą syndyka masy upadłościowej japońskiej Mt. Gox, największej niegdyś giełdy kryptowalut na świecie. Zgodnie z ostatnim raportem w posiadaniu syndyka jest 166,3 tys. bitcoinów oraz 168,2 tys. bitcoinów cash, które zostaną wystawione na sprzedaż. To ok. 1 proc. całego rynku bitcoina oraz jego odmiany bitcoin cash – w sumie na sprzedaż trafią kryptowaluty o wartości 1,2 mld dolarów (przy obecnych cenach), czyli nieco ponad 4 mld złotych.

Fakt ten może ograniczać potencjał wzrostowy bitcoina, a także – poprzez analogię – innych kryptowalut w najbliższym czasie. Czy jednak wpłynie na spadek ceny do poziomu, który sugerują badacze z ETH w Zurychu? W krótkim okresie prawdopodobnie nie, ale przejściowy okres, w którym obserwujemy zaostrzenie regulacji zarówno przez państwa, jak i znane firmy, może przez pewien czas ograniczać zainteresowanie kryptowalutami, zmniejszając szanse na pokaźne wzrosty cen.

Rekordowe otwarcie roku na lotnisku w Jasionce

Ponad 150 tysięcy pasażerów obsłużonych od 1 stycznia do 31 marca br. oznacza, że był to najlepszy pierwszy kwartał w historii podrzeszowskiego portu lotniczego. Ponad 4-procentowy wzrost w stosunku do wyników z 2017 roku to przede wszystkim efekt stale rosnącej frekwencji na rejsach Polskich Linii Lotniczych LOT, które poza lotami krajowymi od marca oferują bezpośrednie połączenie z Rzeszowa do Tel-Awiwu. Swoją cegiełkę do wyniku osiągniętego przez lotnisko w Jasionce dołożyli też chasydzcy pielgrzymi, jak co roku podróżujący samolotami czarterowymi, by dotrzeć na grób cadyka Elimelecha.

Porównując z danymi z 2017 r., w pierwszym kwartale br. na pokładzie samolotów LOT podróżowało z i do Rzeszowa niemal 20 proc. więcej pasażerów. Ta dynamika odzwierciedla rosnący popyt na bilety na trasie Warszawa-Rzeszów. Warto podkreślić, że od końca marca LOT zwiększył liczbę oferowanych lotów ze stolicy na lotnisko w Jasionce do 34 w ciągu tygodnia, zaś 30 kwietnia uruchomi cotygodniowe, bezpośrednie połączenie transatlantyckie Rzeszów-Newark.

– Dobra współpraca z narodowym przewoźnikiem to nie tylko rekordowe wyniki, ale także możliwość korzystania przez naszych pasażerów z nowoczesnej floty, jaką dysponuje LOT. Dwukrotnie gościliśmy już Boeinga 737 MAX, a niebawem regularnie zaczną lądować u nas Dreamlinery – mówi Michał Tabisz, prezes portu lotniczego Rzeszów-Jasionka. – Cieszę się, że pozostałe linie operujące z Jasionki również dostrzegają nasz potencjał, otwierając nowe połączenia lub zwiększając liczbę oferowanych miejsc. To sprawia, że kolejne miesiące zapowiadają się jeszcze bardziej optymistycznie.

Pod koniec marca br. Ryanair uruchomił wakacyjną trasę z Rzeszowa do bułgarskiego kurortu Burgas, zaś w połowie maja planuje otwarcie sezonowego połączenia z Atenami. Z kolei Lufthansa od początku maja zwiększy liczbę lotów na trasie Rzeszów-Monachium z 7 do 11 tygodniowo. Swoją wakacyjną ofertę wylotów z Rzeszowa poszerzyli także touroperatorzy, co przełoży się na znaczny wzrost liczby lotów czarterowych z Jasionki do Grecji, Bułgarii, Turcji i Albanii.

***

Brak rychłych skutków dla handlu warunkiem wystarczającym

Fakt, że prześciganie się w ogłaszaniu ceł importowych przez USA i Chiny jak na razie nie skutkuje ich automatycznym nakładaniem, wystarcza rynkom do odzyskania równowagi. Wall Street przechodzi z piekła do nieba, co uspokaja nastroje na rynku walutowym z główną korzyścią dla USD.

Odpowiedzią na pytanie w temacie z tytułu wczorajszego Komentarza Porannego „W którą stronę teraz?” jest (niestety): w obie. Zawsze jest loterią, na ile panika przejmie przewodnią rolę nad sentymentem rynkowym, a na ile zwycięży chęć utrzymania status quo. Wczoraj mieliśmy przykład obu wersji. Najpierw odpowiedź Chin na protekcjonizm USA przyniósł pogorszenie nastrojów i wzrost awersji do ryzyka, ale w kolejnych godzinach rynek skupił większą uwagę na fakcie, że póki co zarówno USA, jak i Chiny nie wskazały konkretnej daty obowiązywania zaproponowanych ceł importowych i obie strony są otwarte do negocjacji. Później potwierdził to doradca gospodarczy Białego Domu Larry Kudlow, według którego cła ogłoszone przez USA na towary z Chin są tylko propozycją, która może nigdy nie wejść w życie. Zatem po pozytywnej stronie mamy nadzieję, że faktyczne ograniczenia w wymianie handlowej mogą być w dużo mniejszej skali niż te zapowiedziane, a ich konsekwencje makroekonomie tak czy siak będą niewielkie (0,1-0,2 pkt proc. PKB USA). Po negatywnej stronie mamy za to wielomiesięczną niepewność, czym skończą się negocjacje, gdyż niezależnie od deklaracji pozostają furtką do eskalacji kryzysu.

Osobiście jestem trochę zdumiony, z jaką łatwością rynek odgonił czynniki ryzyka i bez większych oporów przeszedł do utwierdzania się w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Głównym wygranym ostatniej doby jest USD, zarówno względem bezpiecznych, jak i ryzykownych walut. Mimo to na głównych crossach z USA w dalszym ciągu pozostajemy w konsolidacjach. To częściowo może ulec zmianie, jeśli np. EUR/USD wyjdzie poniżej 1,2230, albo USD/JPY przełamie 107,30, ale ogólnie rynek odbija się od bandy do bandy, co nie stwarza wrażenia, że inwestorzy mają silne przekonanie do zawieranych pozycji. Jakkolwiek solidne dane z USA (ADP i ISM wczoraj) pozwalają z optymizmem czekać na jutrzejszy raport NFP, jeśli nie dostaniemy potwierdzenia wszystkie opcje pozostają w grze. Na ten moment mamy równe szanse na rajd ryzyka, jak i kolejną falę załamania sentymentu.

EUR/PLN nie oddala się zbytnio od 4,20 i dzielnie zniósł zarówno wahania globalnych nastrojów, jak i zaskoczenie w odczycie inflacji z Polski. Według wstępnego szacunku GUS CPI w marcu spadł do 1,3 proc. r/r z 1,4 proc. i prognozie 1,7 proc. W rozczarowaniu udział miały nie tylko komponenty najbardziej zmienne (jak żywność czy paliwa), ale też składowe inflacji bazowej, która prawdopodobnie obniżyła się z 0,8 proc. do 0,6 proc. Coraz bardziej oddala się wizja pierwszej podwyżki stóp procentowych RPP i rynek wycenia mniej 15 proc. szans na podwyżkę przed drugą połową 2019 r. Fundamentalne zaplecze złotego słabnie i nie będzie go już tak dobrze chronić przed zawirowaniami na rynkach zewnętrznych. Jednak póki spokojnie jest na globalnych rynkach, nie ma powodu, by złoty miał wyraźnie tracić z tytułu samych danych krajowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niespełna dwa razy więcej rezerwacji na tegoroczny długi weekend majowy. Najczęściej wybieramy Grecję i Turcję

Niespełna dwa razy więcej rezerwacji na tegoroczny długi weekend majowy. Najczęściej wybieramy Grecję i Turcję 6

W tym roku podczas długiego weekendu majowego na wyjeździe relaksować się będzie niemal dwa razy więcej klientów biur podróży – wynika ze statystyk Travelplanet.pl. Wystarczą trzy dni wolnego w pracy, by cieszyć się z ponad tygodniowego wypoczynku. Z planowaniem wyjazdu nie ma co czekać. Oferty znikają w szybkim tempie, a rezerwując urlop w ostatniej chwili, należy się liczyć z wyższymi cenami. Popularne majówkowe destynacje to Grecja, Turcja i Hiszpania. Klienci biur podróży odkrywają też Polskę i Węgry jako ciekawe kierunki na długi weekend.

Coraz więcej Polaków wyjeżdżających na majówkę rezerwuje wycieczki z dużym wyprzedzeniem. To gwarancja nie tylko niższych cen, lecz także większego wyboru hoteli i kierunków. W ubiegłym roku dla tych, którzy liczyli na ciekawe oferty last minute na majówkę, pozostały tylko wyjazdy do Egiptu, Tunezji i Turcji. Popularne europejskie destynacje były wyprzedane już na początku kwietnia, dostępne były tylko droższe wycieczki.

– Od zeszłego roku mamy do czynienia ze znacznym przyspieszeniem decyzji rezerwacyjnych. Dlatego to ostatni dzwonek, żeby znaleźć jeszcze coś ciekawego na majówkę. Są jeszcze oferty do Egiptu, ale to już nie są te fajne oferty poniżej 2 tys., teraz trzeba zapłacić 2,2–2,4 tys. zł, ale jeszcze np. do Portugalii, do Algarve, można polecieć do hotelu 4-gwiazdkowego ze śniadaniami i obiadokolacjami za 2,2 tys. zł. Widać więc, że te bardzo popularne i kojarzone jako tanie oferty są już wyprzedane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Kałucki z Travelplanet.pl.

Tegorocznej majówce wybitnie sprzyja układ kalendarza: wystarczy wziąć 3 dni wolnego w pracy, aby wypoczywać aż dziewięć (święto pracy 1 maja przypada we wtorek, a Konstytucji 3 maja – w czwartek). Dlatego Polacy ruszyli do biur podróży, które notują prawdziwe oblężenie – z danych Traveplplanet.pl z początku kwietnia wynika, że tegoroczna majówka przyciąga dwukrotnie więcej klientów. Wyjazdom sprzyjają też niższe niż w szczycie sezonu ceny, a w kurortach jest jeszcze stosunkowo spokojnie.

– Jeśli chodzi o kierunki wyjazdów na majówkę, nie będzie wielkich zaskoczeń – Egipt, Wyspy Kanaryjskie, a także Hiszpania kontynentalna i Turcja. Mocno do głosu dochodzi również Tunezja, która wypadła z wielkiej piątki, ale powoli powraca do łask. Tunezyjczycy muszą dać dobrą, tańszą ofertę, żeby z powrotem przekonać klientów – ocenia Jarosław Kałucki.

Z danych Travelplanet.pl wynika, że podobnie jak rok wcześniej najczęściej wybieranym kierunkiem jest Grecja, jednak powoli traci na popularności (28 przy 34 proc. w 2017 roku). W tym roku dwukrotnie częściej niż rok temu rezerwujemy majówkę w Turcji (wzrost z 10 do 20 proc.). Hiszpanię wybiera ponad 13 proc. klientów (przy 19 proc. rok wcześniej). Stosunkowo niewielu klientów wybiera na razie wypoczynek w Egipcie (8 proc.). Podobnie było w pierwszej połowie kwietnia rok temu, ostatecznie jednak Egipt został wiceliderem majówki, i to mimo informacji o tajemniczej śmierci Polki w kwietniu 2017 roku. Powoli do katalogów wraca też Tunezja. Loty wznowiło m.in. brytyjskie biuro podróży Thomas Cook. Według Globalnego Indeksu Terroryzmu Tunezja jest obecnie bezpieczniejsza niż np. Turcja.

Majówkowym hitem w tym roku może też być Chorwacja.

– Chorwacja w sezonie jest dosyć droga, ale w wysokosezonowych okresach, czyli koniec kwietnia, początek maja oraz wrzesień do połowy października, ma bardzo przystępne, atrakcyjne ceny. To kraj, który ma niezwykle bogatą historię, gdzie mieszają się wpływy rzymskie i bizantyjskie, jest tam naprawdę co robić – przekonuje Jarosław Kałucki.

Coraz częściej na majówkowe wyjazdy wybieramy Polskę. Oferta biura podróży często jest bardziej korzystna cenowo od samodzielnego wyszukiwania hotelu. Klienci biur podróży odkrywają też Węgry. Stosunkowo niewielka odległość od Polski i zbliżony koszt wypoczynku do majówki w kraju spowodowały, że turyści zwrócili uwagę na wiosenne uroki Budapesztu i Balatonu.

Proteza z grafenowym czujnikiem poprawi komfort życia osób pozbawionych ręki. Pozwala wykonywać precyzyjne ruchy, a nawet odczuwać dotyk

Proteza z grafenowym czujnikiem poprawi komfort życia osób pozbawionych ręki. Pozwala wykonywać precyzyjne ruchy, a nawet odczuwać dotyk 7

Bioniczne protezy rąk stają się coraz doskonalsze. Naukowcy opracowują urządzenia, które umożliwiają już poruszanie każdym palcem osobno, oddają zmysł dotyku i kontrolowane są za pomocą myśli. Przyszłością protetyki może okazać się grafen. Zbudowane z tego materiału czujniki zamontowane w bionicznej ręce pozwolą na bardziej precyzyjne niż dotychczas posługiwanie się protezą. Zapotrzebowanie na nowoczesne protezy jest bardzo duże. W samych Stanach Zjednoczonych przeprowadza się rocznie ok. 185 tys. amputacji.

Na rynku protez pojawiają się coraz doskonalsze rozwiązania. Proteza BeBionic jest wyposażona w osobne silniki dla każdego z palców, dzięki czemu ruch jest dobrze skoordynowany i realistyczny, a poruszanie protezą pozwala skutecznie chwytać różne przedmioty. Proteza BeBionic dobrze sprawdza się również w czynnościach wymagających precyzji.

Na Georgia Tech College of Design w USA powstała proteza dla muzyka Jasona Barnesa, który stracił rękę w wypadku. Pierwotnie opracowane ramię protetyczne pozwalało jednak tylko na grę na perkusji. Kolejnym krokiem było opracowanie protezy umożliwiającej grę na instrumentach klawiszowych. Naukowcy usiłowali wykorzystać do jej produkcji czujniki elektromiogramu (EMG), jednak okazały się zbyt mało precyzyjne. Ostatecznie opracowano protezę, w której połączono ocalałe po amputacji mięśnie odpowiedzialne za ruchy palców z protezą za pomocą sygnałów ultradźwiękowych. Muzyk obecnie znów koncertuje.

Przełomem w precyzji ruchów wykonywanych przez protezy może okazać się grafen. Opracowywana przez Włoski Instytut Technologiczny protetyczne ramię z grafenowymi czujnikami, ma znacząco poprawić komfort życia osób pozbawionych ręki.

– Ta sztuczna ręka jest kontrolowana przez czujniki zdolne wykrywać ruchy mięśni ramienia. Informacje transmitowane są bezpośrednio do urządzenia. Aby zapewnić lepszy kontakt i większy komfort pacjenta do czujnika dodaliśmy grafen – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Manuel Crugliano z Włoskiego Instytutu Technologicznego.

Zastosowany w protezie grafen pozwoli nie tylko kontrolować ruchy sztucznej ręki za pomocą myśli (dzięki połączeniom nerwowym), ale również pozwoli na odczuwanie wrażenia dotyku. Już w 2014 roku powstał prototyp pierwszej „czującej” ręki bionicznej. Jej skuteczność odczuwania sięgała 78 proc. w przypadku oceny twardości dotykanego przedmiotu i 88 proc. w przypadku rozpoznawania konkretnych przedmiotów. Niestety, początkowo aparatura służąca do kontrolowania protezy była zbyt duża, by urządzenie mogło funkcjonować poza laboratorium.

– W pierwszym prototypie użyliśmy tylko dwóch czujników, więc ręka mogła się tylko otwierać i zamykać. W następnym, który zostanie wkrótce zaprezentowany, użyliśmy paska z grafenem i kolejnego czujnika. Może on również poruszać nerwami. Dodaliśmy pełny ruch dłoni oraz możliwość komfortowego noszenia tej protezy przez cały dzień – twierdzi naukowiec.

Najnowsze podejście do odczuwania dotyku przez osoby z protezą polega na wysyłaniu wibracji, które wywołują efekt propriocepcji, czyli czucia głębokiego. Proteza skonstruowana przez Cleveland Clinic w stanie Ohio pozwala nie tylko poczuć dotykany obiekt, ale również eliminuje konieczność patrzenia na dotykany przedmiot, co było do tej pory jedną z barier w komfortowym korzystaniu z protez. Urządzenie generujące wibracje jest na tyle małe, że może być montowane bezpośrednio w protezie.

Barierą wciąż pozostaje wprowadzanie najnowszych rozwiązań naukowych na rynek oraz dostarczanie ich potrzebującym pacjentom. Naukowcy z Cleveland Clinic skupiają się obecnie na badaniach, czy ich technologia wibracji może pomóc także osobom z np. amputowanymi nogami.

Badacze z Włoskiego Instytutu Technologicznego natomiast swoją protezę z grafenu chcą wprowadzić na rynek w najbliższym czasie.

– Prezentację prototypu planujemy w najbliższych dniach. Potem w fazie testów zaczniemy oferować go pacjentom, którzy będą potrzebować takiego sztucznego ramienia. Koszty produkcji są tylko nieznacznie wyższe niż normalnej protezy, więc urządzenie ma być dostępne dla większości pacjentów – przekonuje Manuel Crugliano.

Według Grand View Research, światowy rynek robotycznych protez był w 2016 roku wyceniany na ponad 790 mln dolarów. W samych tylko Stanach Zjednoczonych rocznie przeprowadza się około 185 tys. amputacji.

SEAT zapowiada ofensywę produktową. W 2020 roku wypuści na rynek pierwsze samochody elektryczne

SEAT zapowiada ofensywę produktową. W 2020 roku wypuści na rynek pierwsze samochody elektryczne 8

SEAT notuje w Polsce rekordowe wyniki sprzedaży. W 2017 roku klienci hiszpańskiej marki zarejestrowali 10,5 tys. aut. To najlepszy wynik od kilkunastu lat. W pierwszych miesiącach tego roku dynamika sprzedaży jest na poziomie 45 proc., co jest dobrym prognostykiem na kolejne kwartały. Tym bardziej że SEAT zapowiada szereg nowości. Na 2020 rok planuje ofensywę na rynku samochodów elektrycznych. Swoją nowość, czyli turystyczne elektryczne auto wyścigowe, SEAT prezentuje podczas tegorocznych Targów Motor Show w Poznaniu.

 W 2017 roku SEAT w Polsce, już jako część Volkswagena, osiągnął najlepsze wyniki od 2001 roku. To jest dla nas niesamowity sukces, po kryzysie w latach 2011–2012 w Polsce i na świecie. W ubiegłym roku mieliśmy wzrost zwłaszcza w sprzedaży do klienta prywatnego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Góralczyk z firmy SEAT.

Polska stała się jednym z dziesięciu największych rynków dla SEAT-a. W 2017 roku Polacy zarejestrowali niemal 10,5 tys. samochodów tej marki, niemal o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Znacznie wzrosła zwłaszcza sprzedaż do klientów prywatnych – o ponad 41 proc., co było drugim najlepszym wynikiem pod względem dynamiki wzrostu sprzedaży do klientów prywatnych. Obiecująco wyglądają też pierwsze dane z 2018 roku.

– Wyniki sprzedażowe dwóch pierwszych miesięcy tego roku napawają nas ogromnym optymizmem. Zarejestrowaliśmy ponad 2 tys. nowych samochodów. Mamy wzrosty w stosunku do analogicznych miesięcy zeszłego roku rzędu 45 proc. – wskazuje Jakub Góralczyk.

Koncern notuje wzrosty również na innych kluczowych rynkach. Po dwóch miesiącach tego roku liderem sprzedaży pozostaje Hiszpania (+18,1 proc., 17,1 tys. aut), a na drugim miejscu są Niemcy (+15 proc., 13,7 tys.).

– SEAT bardzo silnie się rozwija w sensie geograficznym. Do tej pory marka była obecna przede wszystkim w Europie, a w najbliższych latach będziemy obecni również w Afryce, Ameryce Łacińskiej, Południowej. Będziemy też powoli wchodzili na rynek chiński i szerzej azjatycki – mówi Jakub Góralczyk.

Jak przekonuje ekspert SEAT-a, na duży wzrost zainteresowania ma wpływa coraz bogatsza oferta. Na rynku dobrze przyjęła się Ibiza w nowej generacji oraz Ateca, czyli pierwszy SUV, którego sportowa wersja jeszcze w tym roku wyjedzie na polskie drogi. Wkrótce na rynku pojawi się siedmioosobowy Tarraco, czyli trzeci SUV, po modelach Ateca i Arona. Także w tym roku po raz pierwszy na ulice wyjadą samochody z logotypem Cupra.

Stwierdziliśmy, że na tyle dobrze SEAT radzi sobie w Polsce i na świecie, że możemy Cuprę potraktować osobno, dać jej więcej przestrzeni – wyjaśnia Góralczyk. – Na Tarraco nie kończymy naszej ofensywy. W tym roku pojawi się nowa generacja Leona, a w 2020 roku, czyli już za dwa lata, pojawi się największa ofensywa samochodów elektrycznych.

Koncern ma już w swoim portfolio takie auta. Jednym z nich jest elektryczne auto wyścigowe Cupra e-Racer, które jest flagowym modelem prezentowanym na tegorocznych targach Motor Show w Poznaniu.

– To samochód o niesamowitych osiągach, który sprint do setki osiąga w 2,3 sekundy, a prędkość maksymalną 270 km/h rozwija błyskawicznie, w dodatku bardzo designersko wyglądający. To przyszłość e-mobilności w naszym wykonaniu – wyjaśnia Góralczyk.

Kierowcy coraz częściej wybierają ekologiczne samochody. Dane KPMG i PZPM pokazują, że w 2017 roku zarejestrowano 18 tys. samochodów hybrydowych (wzrost o 69 proc.) i ponad tysiąc samochodów elektrycznych (wzrost o 87,7 proc.).

SEAT zapowiada też dalsze inwestycje w nowe technologie, m.in. connectivity, czyli rozwiązania umożliwiające łączność pomiędzy kierowcą a otoczeniem, czyli korzystanie z funkcji smartfona za pośrednictwem ekranu pokładowego. Marka idzie też krok dalej, wdrażając system Amazon Alexa – wystarczy kilka komend głosowych, by odsłuchać wiadomości czy skorzystać z nawigacji. Docelowo dzięki systemowi możliwe ma być też połączenie z inteligentnym domem.

– Wszystkie rozwiązania technologiczne, które wprowadza branża motoryzacyjna, mają na celu przede wszystkim poprawę bezpieczeństwa. Urządzenia z zakresu connectivity także. W Polsce jest bardzo silny trend korzystania z telefonu komórkowego podczas jazdy, więc jeżeli telefon jest bezdotykowo połączony z systemem w samochodzie, to kierowca jest się w stanie skupić na drodze – podkreśla Jakub Góralczyk.

Rynek gier VR rośnie rocznie o 67 proc. Ich twórcy mówią jednak o chwilowej modzie

Rynek gier VR rośnie rocznie o 67 proc. Ich twórcy mówią jednak o chwilowej modzie 9

Przedstawiciele branży gier wideo przekonują, że wirtualna rzeczywistość oraz kontrolery ruchowe w gamingu to chwilowa moda. Pomimo takich prognoz na rynek trafia coraz więcej coraz bardziej zaawansowanych gier wykonanych w technologii VR. Tego typu gry dla gogli do wirtualnej rzeczywistości tworzą także Polacy. Niedawno zadebiutowała polska gra „The Wizards”. W 2018 roku na rynku pojawi się kilkadziesiąt nowych gier stworzonych z myślą o graczach VR. Rynek gier VR notuje aż 67-procentowe wzrosty rocznie.

– Wirtualna rzeczywistość to coś w rodzaju efektu 3D w telewizorach, który nam kilka lat temu próbowano przedstawić jako przyszłość tej platformy, a który już sobie bardzo grzecznie uwiądł gdzieś na poboczu drogi – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksy Uchański, prezes studia Movie Games.

Pomimo takich prognoz ekspertów z branży gier wideo pisanych pod wirtualną rzeczywistość powstaje coraz więcej. W marcu 2018 roku zadebiutowała na rynku polska gra „The Wizards”, która przenosi użytkownika w świat magii, a zadaniem gracza jest uratowanie świata przed niebezpieczeństwem. Gra łączy technologię VR z technologią ruchową – celowanie i używanie zaklęć odbywa się poprzez wykonywanie określonych gestów, a rozglądanie się poprzez poruszanie głową.

Jedną z najpopularniejszych i najwyżej ocenianych gier dostosowanych do wirtualnej rzeczywistości jest zaprezentowany w 2017 roku „Resident Evil 7: Biohazard” produkcji japońskiego dewelopera Capcom. Gracz wciela się w niej w postać Ethana poszukującego swojej zaginionej żony. W tym celu udaje się do rezydencji, w której musi się zmierzyć z atakiem zombie.

– Gry są coraz doskonalsze, urządzenia do gier są coraz potężniejsze, tworzą coraz bardziej realistyczny, naśladujący rzeczywistość obraz, animację, natomiast mam wiele znaków zapytania dotyczących tego, czy takie rozwiązania, jak VR czy technologie ruchowe wyjdą poza obszar niszy. Gry będą coraz ładniejsze, coraz bardziej wciągające, ale jednak będziemy je konsumować w tym formacie, w którym to ma miejsce od dwudziestu kilku lat – przewiduje Aleksy Uchański.

Boom na technologię VR w świecie gier jednak trwa. Na 2018 rok zapowiedziane są premiery kilku obiecujących tytułów gier VR. To między innymi „Ace Combat 7: Skies Unknown”, czyli zręcznościówka, w której gracz zasiada za sterami bojowego samolotu. Największy udział w tworzonych pod wirtualną rzeczywistość grach stanowią jednak strzelanki. Jednym z tytułów, których debiut zapowiedziany jest na bieżący rok, jest „Alvo”. To inspirowana legendarnym „Counter-Strike” strzelanka w trybie mulitplayer. Gracze mogą się zmierzyć w strzelaninach na ulicach, w czasie których do zdobycia przewagi ważna jest współpraca.

Mimo coraz większej liczby gier wciąż istnieje wiele barier w technologii wirtualnej rzeczywistości w grach wideo. Technologia VR zdaniem eksperta będzie nadal dopracowywana, lecz jak na razie znajduje się na zbyt wczesnym etapie rozwoju, by na dobre wpisać się w branżę gier. Pierwsze próby zaistnienia tej technologii w grach były podejmowane już ponad 20 lat temu przez Nintendo, które w 1995 roku zaprezentowało kask do wirtualnej rzeczywistości Virtual Boy. Wówczas konsola VR okazała się fiaskiem.

– Zapewne są możliwe dalsze eksperymenty z technologią VR, jednak uważam, że ona jest dzisiaj niewystarczająca. Wrażenie immersji jest niewystarczające, problemy z błędnikiem są poważne, urządzenia nie są dość wygodne, oferta gier jest za mała i chyba już wszyscy widzą, że wirtualna rzeczywistość musi jeszcze poczekać, być może kolejne 20 lat – rozważa prezes Movie Games.

Według raportu Newzoo światowy rynek gier w 2017 roku wygenerował 116 mld dol. przychodów, co w porównaniu z rokiem poprzednim stanowi wzrost o niemal 11 proc. Prognoza zakłada, że do 2020 roku rynek będzie rósł średniorocznie o 8 proc., by w 2020 roku osiągnąć wartość 143,5 mld dol.

Bardzo dynamiczny wzrost zanotuje branża gier VR. Analitycy Technavio szacują, że globalny rynek gier VR będzie rósł w najbliższych trzech latach w tempie 67 proc. średniorocznie.